Porównajmy wyniki z gmin – z tymi „zintegrowanymi”.
Mielibyśmy w sejmie o wiele większe szanse, gdyby nie ta obłędna ordynacja pseudo-proporcjonalna, która uzależnia posła od „prezesa”, nie zaś od swych wyborców. Nawet przy wyborze prezydenta to widać. MD
=====================================
Mapa z uwzględnieniem gmin:
Mapa z uwzględnieniem powiatów:
Mapa z uwzględnieniem województw:
Jak głosowały duże miasta?
Moja rodzinna gmina – KZ.
======================================
Na Nawrockiego zdecydowanie chętniej głosowali mieszkańcy wsi.
Na prowincji bezpartyjny kandydat PiS uzyskał ponad 64 proc. głosów, podczas gdy w miastach zaledwie 43,17 proc.
Szczególnie niski był wynik Nawrockiego w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców, gdzie zdobył 36,51 proc. głosów. Zwyciężył natomiast w gminach i miastach do 20 tys. mieszkańców.
Dziś, 2 czerwca, Błogosławionych Męczenników Sandomierskich, warto o nich przypomnieć. To święto jakby dubeltowe, bo zarówno bł. Sadoka i Męczenników Dominikańskich, jak i bł. Męczenników Sandomierskich, mieszkańców miasta.
Dziś to wszystko poszło w zapomnienie, jak i lwia część naszej ojczystej tradycji… przykre… smutne
======================================
Andrzej Sarwa
SŁOWO O BŁOGOSŁAWIONYM SADOKU-PRZEORZE I CZTERDZIESTU OŚMIU DOMINIKAŃSKIEJ BRACI W SANDOMIERZU PRZEZ TATARÓW OKRUTNIE POMORDOWANYCH Dzień wstał mroźny i rześki. Poza oknem celi przeora Sadoka, na tle białosiwego nieba, oświetlonego od wschodu szkarłatnozłocistą poświatą, rysowały się konary rozłożystej lipy, oprószonej świeżo spadłym śniegiem.
Do uszu zakonnika dobiegł głos sygnaturki zwołującej mieszkańców świętojakubskiego klasztoru na poranną mszę.
— Ech, inaczej było przed laty! — pomyślał przeor, przywołując w pamięci dni młodości. — Inaczej, gdym jako nieopierzony młodzik udał się był, anno Domini 1221, na kapitułę do Bolonii. Ileż zapału i ileż radości, ileż wdzięczności, gdy Ojciec Dominik posłał mnie i brata Pawła szczepić Zakon Kaznodziejski w ziemi węgierskiej i nieść światłość Panachrystusowej Ewangelii, Prawdy nie znającym Kumanom.
Spojrzał w okno napełniające się coraz większym blaskiem. Dzień się zaczął na dobre i całkiem widno się już zrobiło, mimo iż niebo jęły zasnuwać na nowo ciężkie śniegowe chmury, z których rychło poczęły bezszelestnie osypywać się grube i ciężkie płatki śniegowe, sfruwając przez niczym nie osłonięty otwór i osiadając na posadzce ułożonej z czerwonej cegły, kładzionej na sztorc ściśle jedna obok drugiej.
Przeor podszedł ku oknu i założył je szczelnie sosnową ramą obciągniętą błonami ze świńskich pęcherzy. Wstrząsnął nim dreszcz, bowiem ziąb ciągnący z dworu przejął niemłode już ciało, wnikając — zda się — aż do samych trzewi. Opuściwszy celę, wędrując niespiesznie tonącym w półmroku klasztornym korytarzem, kierował się ku kościołowi, jednocześnie rozmyślając o minionych dniach, miesiącach, latach…
Oto w umyśle pojawiły się obrazy przeszłości.
Znów był złotoustym kaznodzieją, przyciągającym tłumy pogan, znów polewał wodą nisko pochylone głowy nowo nawróconych, wymawiając sakramentalne słowa formuły chrzcielnej.
Wspominał dzień największego swojego triumfu, gdy do owczarni Jezusowej przywiódł, i obmył z grzechów, książąt tamtej ziemi: Bruchusa i Bembrocha z rodzinami i dworem.
Ale oto napłynęło wspomnienie inne, wspomnienie rzezi, jaką Kumanom urządzili Tatarzy… Przed oczyma stawały mu ciała porżniętych dominikanów: Pawła i współbraci, leżące w kałużach parującej na chłodzie krwi, której ciemnopąsowa powierzchnia ścinała się, marszcząc przy tym lekko.
Jego Pan Chrystus ocalił… Jego ocalił… Czemuż? Czyż nie prosił wówczas, o koronę męczeńską także i dla siebie? Czyż nie pragnął ofiarować życia na ołtarzu Pana? Dla Pana i za Pana?
Trzeba było potem opuścić ziemię Kumanów, bo nie miał już komu głosić Królestwa Bożego. Wrócił do ojczyzny, osiadł w sandomierskim, świętojakubskim klasztorze, wiodąc żywot cichy i skromny, budując Państwo Najwyższego inaczej zgoła niż tam, w odległej krainie, budując je codzienną mrówczą pracą, budując słowem głoszonym z kazalnicy, budując przykładem świątobliwego żywota, ale bez tak ciężkiej walki o dusze, które wcześniej przemocą wydzierać musiał ze szponów Szatana.
Sadok przyzwyczajony był do bojowania przez te długie lata, więc skoro przyszło zamieszkać w Sandomierzu, czuł, że powoli gnuśnieje. Mniej tu było sposobności, iżby wykorzystać całe bogactwo, całą siłę charakteru.
Tak, miał poczucie, iż gnuśnieje i bolał nad owym srodze. Jednocześnie zaś tęskniąc za minionym, choć minione to także był trud i udręczenie, i sen na twardej ziemi, i chłód, i niejednokrotnie pusty brzuch…
Nie buntował się przecież. Wiedział, iż taka jest wola Jezusowa, że skoro go tu przysłał, że sprawił, iż został przeorem, taki a nie inny zamysł miał wobec swego sługi, zatem sługa wolę Bożą musi wypełniać z pokorą…
* * *
Wciąż daleki myślami od sandomierskiej powszedniości nakładał w zakrystii humerał, albę, stułę — oznakę kapłaństwa, ornat i manipularz.
Szczupły, wysoki, o żółtawej niezdrowej cerze, kleryk Medardus ukląkł na stopniach ołtarza, podczas gdy Sadok uniósłszy w górę rozłożone ręce szeptał modlitwy mszalne…
Dzień zimowy, pochmurny dzień, niczym nie różnił się od tylu innych. jakie w cichej, acz wytrwałej, wytężonej pracy w upływał w sandomierskim, świętojakubskim klasztorze.
Śnieg bez ustanku grubymi płatkami bezszelestnie osypywał się z obłoków na ziemię, wszystko wokół szczelnie okrywając niepokalaną białością. Przed wieczorem wypogodziło się i nawet na widnokręgu pojawiło się nieco słonecznego poblasku, który zresztą zaraz umknął przed gęstym mrokiem. Sadok posłyszawszy, iż w grodzie uczynił się jakiś wielki ruch, wszedłszy do klasztornego ogrodu rozlokowanego na łagodnym skłonie Świętojakubskiego Wzgórza, spoglądał na sąsiednie — Zamkowe. Widział tak rycerzy, jak i pachołków, przebiegających spiesznie wąskie grodowe uliczki.
“ — I cóż to się wydarzyło, że gród przypomina mrowisko, które niebaczny przechodzień roztrącił stopą?” — pomyślał zakonnik.
Postał jeszcze chwilę, a potem udał się — jak to miał we zwyczaju — do kościoła, by adorować i cześć oddawać Panu Jezusowi ukrytemu w Eucharystycznym Chlebie. Nikły, żółtawy poblask kaganka ledwie oświetlał tabernakulum i niewielki krąg posadzki tuż u stopni ołtarzowych.
Ukląkł przeor, a skrzyżowawszy ręce na piersiach i nisko pochyliwszy głowę, pełnym żarliwości szeptem wypowiadał słowa modlitw.
Długo musiał tak tkwić nieporuszony, skoro w kolanach i plecach zgiętych w pałąk — mimo iż przecież nawykłych do nabożnych ćwiczeń — poczuł ból i zmęczenie. I oto naraz posłyszał odgłos kroków odbijających się echem od nagich ceglanych ścian korytarza prowadzącego do kościoła ku celom klasztornym.
Podniósł głowę i bacznie wpatrywał się w mrok, skąd po kilku chwilach wysunęła się postać ojca Piotra, furtiana, dzierżącego w wyciągniętej przed siebie i uniesionej dłoni, długą smolną szczypę płonącego łuczywa. Za furtianem szedł jeszcze ktoś, ciężko stawiając stopy. Przeor natężył wzrok. Był to Piotr z Krępy, kasztelan sandomierski. Podźwignął się tedy z kolan leciwy przeor Sadok, a zbliżywszy, się do przybysza, zapytał:
— I cóż to cię sprowadza do mnie, o tak późnej porze, panie kasztelanie?
— Dzisiaj przed wieczorem, świątobliwy ojcze, doszły nas wieści, iż Tatarzy, idą na Sandomierz… A miasto prawie bezbronne. Nie masz zbrojnych, prócz garstki rycerzy, bo reszta przy księciu panu, w Krakowie… — A zatem?… — zapytał przeor Sadok.
— Cóż… Będziemy bronić grodu. Bez walki go nie poddamy… Wezmą go Tatarzy siłą, wola boska, ale nikt nie powie, żeśmy nie próbowali…
— A miasto? — znów zapytał przeor, spoglądając Krępie prosto w oczy. Ten opuścił głowę na piersi i wyszeptał:
— Miasta bronić nie będziemy długo… Bo i kim? Kim, skoro ludzi niedosyt…
Krępa uniósł głowę i patrząc przeorowi prosto w oczy, dodał:
— Wiesz ojcze, co owo oznacza… Klasztoru także bronić nie będziemy…
* * *
Sadok klęczał przed Ukrzyżowanym. Zaczerwienionymi z bezsenności oczyma wpatrywał się w Twarz Cierpiącego. Złocisto—szkarłatne refleksy płonącego łuczywa igrały po surowych murach, po owej Twarzy, sprawiając pozór życia w wyrzezanym z ciemnego drewna Zbawicielu.
Poza oknem był mrok. I w kątach celi też czaił się mrok. A wpośród mroku słychać było oddech Kusiciela:
— Uchodź, uchodź czym prędzej… Oddech układał się w słowa.
— Uchodź, uchodź czym prędzej… Czy warto tak głupio skończyć? Oddech potężniał, niczym fala wiosennej powodzi uderzająca o ściany domostw wzniesionych na wiślanym brzegu.
— I jakiż sens dać gardło? Jaki sens? Ileż jeszcze — żywy — mógłbyś zdziałać w świecie? Umrzeć nietrudno… Głupio umrzeć łatwo… Umrzeć z sensem, to sztuka nie lada!…
A Chrystus Pan na Krzyżu w nieustającej męce Golgoty zakrył oczy powiekami. Twarz zastygła w boleści konania… Chciał Sadok odczytać radę z owej Twarzy, przecież daleka mu była teraz… Jakże daleka… Jak jeszcze nigdy w życiu…
— Nie zostawiaj mnie, Panie, w rozterce! — Sadok uniósł ręce w błagalnym geście — Nic zostawiaj samemu sobie! czemuż wydajesz mnie na pokuszenie? Czemuż nie chronisz, czemu nie osłaniasz?
Ale Jezus uparcie milczał. Tylko twarz wykrzywiła się w skurczu niesłychanej boleści. Jego udręka i pohańbienie sięgały krawędzi piekieł — na odkupienie wszystkich bez wyjątku przewin. Na obmycie wszelkiego brudu, na starcie każdego występku…
— Zbierz braci. Skoro świt nadejdzie… zbierz braci. Uchodźcie póki jeszcze można. Komuż pomoże to, iż dacie głowy? Komu?
Jezus na Krzyżu już nie cierpiał. Twarz wygładziła się. Wpółotwarte usta zastygły w bezruchu. Skonał.
* * *
Przeor odwrócił się od ołtarza. Jeszcze tylko jedno zdanie miał wyrzec: “— Ite missa est” — “Idźcie, msza skończona”, a bracia poczną wychodzić z kościoła.
Zawahał się. Poruszył wargami raz i drugi, ale nie wydobył z nich głosu. Aż wreszcie się przemógł, by rzec:
— Wiecie bracia, że za dzień — dwa przybędą Tatarzy. Wiecie, że nie ma rycerstwa w Sandomierzu… Ot, garstka… Tyle tylko, by obsadzić grodowe wały… Miasta nikt nie będzie bronił… A jak miasta, to i klasztoru… Któż z was chce, może odejść… Poszukać bezpiecznego schowu… Nie mam prawa przymuszać nikogo, iżby pozostał… Nie wolno mi cudzym szafować żywotem…
Bracia stojąc w dwuszeregu w pośrodku świątyni milczeli, nisko pochylając głowy. Ale oto ciszę przerwał głośny szept jednego z kleryków:
— A ty, ojcze?… A ty co uczynisz?…
— Ja?…
— Sadok zawahał się przez moment, Jeszcze skądś — nie wiedzieć skąd — wnikając wprost do mózgu doszedł go głos Kusiciela:
“— Uchodź!”
— Ja?… — powtórzył — Zostaję… Zostaję, bom nie po to stawał się Panachrstusowym żołnierzem, by stchórzyć, gdy nadejdzie czas próby… Bo nie godzi się pasterzowi owiec, porzucać je, lecz do końca trwać przy nich, nawet gdy wie, iż nie będzie mógł ich ochronić przed stadem wilków… Bo nie godzi się umykać tym, którzy są tu postawieni na straży chrześcijaństwa!… Przecież… Przecież wiedziałem… Zawsze to wiedziałem, iż kiedyś przecie nadejdzie taki dzień, w którym Pan zażąda mojego życia…
I nikt już nie wyrzekł ni jednego słowa. Mnisi jęli się rozchodzić, każdy do, swoich zajęć.
* * *
Następny dzień wstał pogodny i rześki. Słońce powoli wspinało się po nieboskłonie, niezbyt ostry mróz delikatnie szczypał w policzki i płatki uszu świątobliwego przeora Sadoka, który, skoro świt udał się do ogrodu i błądząc jego alejkami, zapatrzony w cud rodzącego się dnia, odmawiał pacierze, w oczekiwaniu na głos sygnaturki, która — jak zwykle — miała oto za czas jakiś wezwać na wspólne modły wszystkich braci do kościoła.
Śnieg chrzęścił pod stopami zakonnika, a gawrony, które licznym stadem obsiadły jabłoniowe i morelowe drzewa rosnące po obydwu stronach alejki, spoglądały nań ciekawie, przekrzywiając głowy, nie podrywając się do lotu, nawet gdy mnich zbliżał się do nich. Widać czuły, czarniawe ptaszyska, iż nic im nie zagraża ze strony owego człowieka.
Naraz — wrzask przeciągły i dziki wydobywający się z tysiąca piersi, uderzył w niebo. Gawrony wylęknione wzbiły się do góry i jęły krążyć ponad miastem, kracząc doniośle i przeciągle.
Oto Tatarzy — przeprawiwszy się nocą po lodzie przez zamarzniętą Wisłę — podeszli już pod same obwałowania i teraz wrzaskiem próbowali przestraszyć obrońców. A zaraz potem przypuścili atak. Najpierw jeden, potem drugi, dziesiąty… Każdy z nich odbijał się od wałów, niczym fala morska od stromizny wyniosłego brzegu. Oto bowiem, tak rycerstwo, jak też i sami łyczkowie dzielnie bronili miasta przed pogańską szarańczą.
Gdy zmrok spłynął na ziemię. walka ustała, aby zarówno wojownicy tatarscy, jak i obrońcy Sandomierza mogli odpocząć, opatrzyć rany, pogrzebać zabitych. Noc przyniosła też sny — jednym miłe i kojące, innym przerażające koszmary…
Pogoda, jak na zamówienie najeźdźców, utrzymywała się od chwili rozpoczęcia oblężenia wspaniała. Słońce nisko wiszące ponad widnokręgiem, przegnało precz śniegowe chmury. Leciutki mrozik utwardził ścieżki.
2 lutego 1260 roku, gdy Mongołowie, skoro świt, przypuścili następny atak, wiadomym było, iż miasto dłużej nie będzie mogło się opierać. Dominikanie, nie mniej uznojeni od walczących, którym przez wszystkie te dnie i noce opatrywali rany, przyrządzali gorące posiłki, dysponowali na śmierć i kopali mogiły, prawie przestali myśleć, co się stanie, skoro poganie sforsują wały i wedrą się do środka. Ot, po prostu, nazbyt wiele ciężkiej prać nie pozostawiało czasu na rozpamiętywanie tego, co miało już rychło nadejść.
Tymczasem — tak jak każdego ranka — rozdzwoniła się sygnaturka, wzywająca mnichów na poranną mszę. Jęli tedy zewsząd — z klasztoru i z wałów — schodzić się do kościoła, a skoro już każdy zajął swoje miejsce, wyszedł z zakrystii, przyodziany w szaty liturgiczne, w asyście dwu diakonów — Stefana i Mojżesza — leciwy przeor Sadok.
Nim zbliżył się do ołtarzowych stopni, podszedł wpierw ku ciężkiemu pulpitowi, wyrobionemu z jednego kloca dębu, a wyrzezanemu zmyślnie w kształt ludzkiej postaci. Na pulpicie spoczywała księga Martyrologium. Otwarł ją i odszukawszy odpowiednią stronicę, pochylił się, aby — jak zwyczaj kazał — odczytać, któregoż to z męczenników Pańskich czci Kościół Święty tego właśnie dnia. Spojrzał na kartkę i osłupiał: oto na pergaminie jarzyły się pozłocistym blaskiem kunsztowne — nieziemską ręką wymalowane — litery układające się w zdanie.
Bezskutecznie próbował wydobyć głos z zaciśniętego bolesnym skurczem gardła. Bezgłośnie tedy poruszał ustami. Zaniepokojeni mnisi spoglądali to na niego, to na siebie nawzajem, nie rozumiejąc, cóż wydarzyć się mogło.
Wreszcie przeor skinął na diakona Stefana, a gdy młodzieniec się zbliżył, odsunąwszy się od pulpitu, wychrypiał:
— Ty czytaj…
Spojrzał Stefan w rozwartą księgę i zdumienie pomieszane z lękiem odmalowało się na jego twarzy. Mimo jednak, iż drżeć począł na całym ciele, a pot perlisty zrosił mu czoło, zebrał się w sobie i głosem niepewnym, lecz wystarczająco donośnym, aby wszyscy posłyszeć go mogli, przeczytał:
“— Dziś błogosławionego Sadoka, przeora, i czterdziestu ośmiu dominikańskich braci, w Sandomierzu przez Tatarów okrutnie pomordowanych.”
Gdy Stefan skończył czytać zgroza ogarnęła mnichów. Spoglądali na siebie przerażonymi oczyma. Oto bowiem żaden z nich ani przypuszczał, iż w tym kościele, od tego pulpitu paść mogą słowa dotyczące jego samego. Takie słowa… A przecież padły…
Sadok, uniósłszy dłonie ku górze, rzekł:
— Ach, bracia, nie lękać, lecz cieszyć się nam trzeba. Bo wielka to łaska korona męczeńska — i nie każdy może na nią zasłużyć. Myśmy przecie zasłużyli. Bowiem żaden z nas nic stchórzył… Żaden nie uciekł z Sandomierza, opuszczając Panachrystusową owczarnię…
I nie powiedziawszy już nic więcej, zbliżył się do stopni ołtarza, by rozpocząć sprawowanie Najświętszej Liturgii.
— In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
— Introibo ad altare dei. — Przystąpię do ołtarza bożego — rzekł.
— Ad Deum qui letificat iuventutem meam — Do Boga, który uweselił młodść moją — odpowiedział nowicjusz, który mu ministrantował.
I odprawiała się ta msza, jak tyle innych przed nią, jakby nic się nic wydarzyło, jakby poza drzwiami nie szalała bitwa, jakby Pan nie dał cudownego znaku… Skoro przeor uniósł patenę z hostią i kielich z winem na ofiarowanie, rumor straszny uczynił się przed świątynią, a Tatarzy jęli rąbać solidne drzwi dębowe, nabijane brązowymi ćwiekami, prowadzące do kościoła Świętego Apostoła Jakuba.
A gdy Sadok wyrzekł słowa przeistoczenia: Hoc est enim Corpus meum — To jest bowiem Ciało moje. — Hic est enim calix Sanguinis mei… — To jest bowiem kielich Krwi mojej… — a białą hostię uniósł wysoko ponad głowę, gdy ministrant zadzwonił na podniesienie, z trzaskiem pękła jedna zawiasa.
Tuż po komunii zaś, pękła druga, a rozwścieczeni, ochlapani krwią pomordowanych mieszczan żołdacy tatarscy wpadli do świątyni.
A stało się to tuż po tym, jak celebrans, odwróciwszy się od ołtarza, wyrzekł: — Ite missa est! — Idźcie, msza skończona.
Dominikanie stali w dwuszeregu w pośrodku świątyni. Przez małe, wąskie okienka wpadały pozłociste smugi światła, pachniało kadzidlanym dymem. Dostojnie było i uroczyście. Toteż Tatarzy miast od razu uderzyć na mnichów, zatrzymali się w pobliżu drzwi, zbici w gromadkę, zaskoczeni ich przedziwnym spokojem.
Pewnie inaczej by było, gdyby dominikanie poczęli uciekać, krzyczeć, żebrać litości. Ale oni stali z twarzami wzniesionymi ku górze, jakby wypatrując nadejścia kogoś ze sfery gwiazd.
I oto naraz subdiakon Mojżesz, asystujący przeorowi Sadokowi, skrzyżowawszy ręce na piersi, zaintonował pieśń za umarłych:
Natychmiast pozostali podjęli pieśń, która z mocą wybuchła z wszystkich piersi, odbijając się pogłosem od belkowanego świątynnego stropu i surowych czewonych, ceglanych ścian.
A wówczas — jakby czar spadł z Tatarów. Oto jeden z wojowników zdjął giętki łuk z pleców, nałożył na cięciwę pierzastą strzałę i wypuścił ją ze świstem w pierś najbliżej stojącego mnicha. Ów pochylił się gwałtownie do przodu, by zaraz paść na kolana, a wreszcie osunąć się na szare, piaskowcowe pyty posadzki. Wokół leżącego jęła się zbierać krew wypływająca z piersi. Parująca na zimnie rozlewała się w coraz większą i większą ciemnopąsową kałużę.
Karol de Prevot, Męczeństwo sandomierskich dominikanów
Wyciągnęli wojownicy zakrzywione szable i z okrzykiem bojowym, z wyciem, rzucili się ku śpiewającym. I siekli ich dotąd, aż ostatni upadł, aż śpiew zamilkł, aż nastała cisza…
A jeden z mnichów, który jeszcze podczas sprawowania Świętej Liturgii chyłkiem opuścił szereg i skrył się na chórze, albowiem przeląkł się śmierci, skoro zobaczył współbraci swoich okrutnie pomordowanych, zawstydził się swego tchórzostwa, zszedł z chóru i uklęknąwszy przy zwłokach, jął za zabitych odmawiać pacierze.
Gdy dostrzegli go Tatarzy, przepełnieni wściekłością, rozsiekli go szablami. I nie ocalał nikt spośród sandomierskich dominikanów…
A gdy Tatarzy objuczeni łupami opuścili kościół i klasztor, oto aniołowie niebiescy przybyli z gałęźmi palmowymi, aby dusze pomordowanych zaprowadzić przed oblicze Pańskie, iżby za wierność mogli odebrać wiekuistą nagrodę w Raju.
Te oto imiona w swoim dziele MATKA ŚWIĘTYCH POLSKA, w Krakowie roku Pańskiego 1767 tłoczonym, podał O. Floryan Jaroszewicz, kapłan zakonu Ś.O. Franciszka. reformat, z sandomierskiego konwentu Ś. Józefa. Kościół Rzymski Katolicki męczenników owych wyniósł na ołtarze, a ich święto wyznaczył na dzień 2. czerwca.
Andrzej Sarwa
———–
P.S. Dziś na dachu sandomierskiego kościoła św. Jakuba rosną brzozy, ściany prezbiterium popękane, wnętrze… brak słów… można więc już bezpiecznie chwalić Czyngis-chana i jego spadkobierców, bo o tamtych wydarzeniach jakoś nie chce się już pamiętać...
Sebestyén nazwał najnowsze dane „oznakami społecznej transformacji, które kształtują przyszłość Europy”, trendem, który, jeśli będzie kontynuowany, doprowadzi do utraty przez Austrię jej charakteru państwa narodowego. Jak mówi, „stanie się jednym z państw członkowskich UE, dla których „Europa narodów” jest koszmarem”.
Szokujące dane pokazują ogromną transformację demograficzną w Europie
Złowrogie wiatry wieją na Zachodzie
51,8% dzieci w Salzburgu nie mówi w domu po niemiecku, podczas gdy w niektórych dzielnicach Wiednia odsetek ten przekracza 80%
Nowe dane pokazujące odsetek osób w Austrii, które nie mówią po niemiecku w domu, podkreślają, jak ogromna była transformacja demograficzna w tym kraju, twierdzi węgierski ekonomista.
„Na Zachodzie wieją złowrogie wiatry” – napisał ekonomista Géza Sebestyén na swojej stronie na Facebooku, podając jednocześnie zadziwiające dane.
„Według najnowszych statystyk austriackich jedna trzecia (32,8%) uczniów szkół podstawowych w Austrii to osoby, dla których niemiecki nie jest językiem ojczystym. W miastach odsetek ten jest jeszcze wyższy: na przykład w Salzburgu jedno na dwoje dzieci (51,8%) nie mówi po niemiecku w domu” – zauważył.
W poście zamieszczono mapę przedstawiającą poszczególne regiony Austrii, na której widać ogromny odsetek dzieci, dla których niemiecki nie jest pierwszym językiem w domu.
Sebestyén, szef MCC Economic Policy Workshop, pokazał, że Węgry mogłyby skończyć jak Austria, gdyby nie poszły za polityką Viktora Orbána, który zamknął granice i odrzucił masową imigrację. Ostrzegł, że Węgry mogłyby charakteryzować się wielokulturowością, którą Austriacy coraz częściej uważają za wyobcowującą i pełną przestępczości.
„W niektórych dzielnicach Wiednia” – kontynuuje – „sytuacja jest już dramatyczna: w Brigittenau i Margareten odsetek osób, które w środowisku rodzinnym nie mówią po niemiecku, wynosi ponad 80%”.
Sebestyén nazwał najnowsze dane „oznakami społecznej transformacji, które kształtują przyszłość Europy”, trendem, który, jeśli będzie kontynuowany, doprowadzi do utraty przez Austrię jej charakteru państwa narodowego. Jak mówi, „stanie się jednym z państw członkowskich UE, dla których „Europa narodów” jest koszmarem”.
Sebestyén zauważył, że takie statystyki są powodem, dla którego Węgry nadal walczą z „nadmierną imigracją”.
Jak donosił już serwis Remix News, trzech na czterech uczniów wiedeńskiego gimnazjum nie mówi w domu po niemiecku.
======================================
Dane te pojawiają się w tym samym czasie, gdy austriacki polityk Herbert Kickl, lider Austriackiej Partii Wolności (FPÖ), przemawiał na CPAC Węgry. Ostrzegał przed ogromną transformacją demograficzną zachodzącą w jego kraju i w całej Europie, a sondaż za sondażem pokazuje, że większość Europejczyków jest przeciwna tej transformacji — a mimo to pozostają niemal bezsilni, by ją powstrzymać.
„To, co dzieje się w Europie, nie jest przypadkiem. To wynik planu, świadomie kontrolowanej transformacji etnicznej i kulturowej. Ponieważ migracja nie jest zatrzymywana. Nie. Jest organizowana, promowana i gloryfikowana. Organizacje pozarządowe nie są szlachetnymi organizacjami pomocowymi, są częścią sieci przemytniczych z polityczną i ideologiczną misją” – powiedział Kickl.
„Integracja jest kłamstwem, ponieważ oznacza, że większość powinna dostosować się do mniejszości. A nasze państwo opiekuńcze coraz mniej służy tym, którzy wzięli odpowiedzialność za siebie, za swoje rodziny, za swoją ojczyznę. Zmienia się w klub dla wszystkich, dla ludzi, którzy podróżują tysiące kilometrów, aby skorzystać z naszych osiągnięć” – dodał.
Antyimigracyjna FPÖ jest obecnie najpopularniejszą partią w kraju, z dużą przewagą, zdobywając od 34 do 36 procent głosów. Jednak zmieniająca się demografia może zaszkodzić partii w dłuższej perspektywie, ponieważ obcokrajowcy osiągają wiek uprawniający do głosowania i przesuwają elektorat w stronę partii proimigracyjnych, lewicowych, na co lewica w całej Europie stawia.
Oddanie się Najświętszemu Sercu Jezusa jest jednym z najlepszych sposobów na zwalczanie sodomskiej ideologii.
Czerwiec jest miesiącem, który Święta Matka Kościół poświęca Najświętszemu Sercu Jezusa. Jednak ten święty i piękny miesiąc jest również wykorzystywany przez świat do promowania rosnącego wpływu sodomskich ideologii, w bezpośredniej opozycji do tej najczystszej miłości, która wypływa z Najświętszego Serca.
Nabożeństwo Najświętszego Serca
Dowody oddania Najświętszemu Sercu można znaleźć w pismach Ojców Kościoła, takich jak Adversus Haereses św. Ireneusza oraz w pismach św. Justyna Męczennika i św. Jana Chryzostoma. Oddanie Najświętszemu Sercu wyrosło także z oddania Pięciu Ranom Jezusa. Publiczna praktyka zarówno świeckich, jak i duchowieństwa była tak powszechna, że w 1353 roku papież Innocenty VI ustanowił Mszę świętą ku czci pięknej tajemnicy Najświętszego Serca.
Jednak św. Małgorzata Maria Alacoque jest świętą, którą najbardziej kojarzymy z oddaniem Najświętszemu Sercu. Począwszy od grudnia 1673 roku, otrzymała ona szereg wizji Jezusa Chrystusa, który objawił jej naturę tego oddania oraz swoje pragnienie ustanowienia święta ku czci Jego Najświętszego Serca. Po jej śmierci w 1690 roku, oddanie to zyskało na popularności, aż w 1765 roku zostało ustanowione świętem we Francji. Wreszcie, w 1873 roku oddanie zostało zatwierdzone na całym świecie przez papieża Piusa IX, a w 1899 roku papież Leon XIII wezwał biskupów Kościoła do obchodzenia tego święta w swoich diecezjach.
Papież Pius XII komentując powody tego oddania, wspomina, że Serce Chrystusa jest najwznioślejszą częścią ludzkiej natury i jest hipostatycznie zjednoczone z Osobą Słowa. Dlatego musimy oddawać należną cześć Jego Sercu, tak jak oddawalibyśmy ją samemu Synowi Bożemu. Papież wspomina również, że „Jego Serce, bardziej niż wszystkie inne członki Jego ciała, jest naturalnym znakiem i symbolem Jego niezmierzonej miłości do rodzaju ludzkiego”. Tak jak u każdego człowieka, serce jest uważane za symbol miłości do drugiego człowieka; papież naucza, że tak samo jest w przypadku Chrystusa. Dlatego głównym znakiem miłości Chrystusa do Ojca i ludzi jest Jego Najświętsze Serce.
Z tym bijącym sercem, symbolem najgłębszej i najdoskonalszej miłości, Chrystus kocha swego Ojca i zbłąkanego człowieka. Ta niezmierzona miłość nie może być powstrzymana ani ukryta. Jego Najświętsze Serce jest zatem symbolem tej miłości, jak naucza papież Pius XII. Oddając cześć temu Sercu, oddajemy cześć Chrystusowi i stajemy się z Nim bardziej zjednoczeni.
Miłość do Najświętszego Serca opiera się na pokorze
Rzeczywiście, to oddanie opiera się na pokorze. Oddając cześć Najświętszemu Sercu, oddajemy cześć najczystszemu i najdoskonalszemu aktowi prawdziwej miłości – śmierci Chrystusa na krzyżu – która była oparta nie na egoizmie czy zmysłowości, lecz na bezinteresownej ofierze. Kochając Najświętsze Serce, kochamy „źródło krwi odkupieńczej, która zmazała grzechy świata,” pisze ks. Ewald Bierbaum w swoich „Sześciu kazaniach o oddaniu Najświętszemu Sercu”.
Kościół zatem zaleca oddanie Temu bijącemu Sercu, które zostało przebite na krzyżu i każdego dnia wylewa na nas swoje błogosławieństwa. Kochać Najświętsze Serce to najwłaściwsza odpowiedź Kościoła na ukrzyżowanie – miłość do Tego, który umiłował nas aż do oddania za nas swojego życia.
W bezpośredniej opozycji do tego liberalne środowiska proponują, aby czerwiec był poświęcony promowaniu niemoralnych dewiacji, jak to postuluje ruch LGBT. Rzeczywiście, nie jest przypadkiem, że jego aktywiści przejęli czerwiec, aby świętować swoje praktyki. Jak we wszystkich takich satanistycznych przedsięwzięciach, przeciwny występek jest promowany w próżnej próbie pokonania cnót, które proponuje Kościół.
W związku z tym ruch LGBTQ trafnie określa siebie i swój przyjęty miesiąc jako „dumę”, w opozycji do pokory i ofiarnej miłości Najświętszego Serca, którą kontempluje Kościół. Pycha, pierwotna przyczyna upadku człowieka w Ogrodzie Eden, nadal jest wadą, przez którą postmodernistyczny człowiek nieustannie promuje grzech i śmierć.
Grzech sodomii, jeden z czterech, które wołają o pomstę do nieba, skupia się na egoizmie, pożądliwości, zmysłowej żądzy i przemijającej „przyjemności”. Nie obiecuje życia, ale raczej je odbiera; miesiąc „dumy” nie promuje cnoty, lecz domaga się nienaturalnego występku. Miesiąc „dumy” nie oferuje „wolności”, jak twierdzą jego zwolennicy, lecz zamiast tego przynosi jedynie niewolę grzechu.
Ideologia „dumy” jest oparta na sprzeciwie wobec życia duchowego, na zaprzeczeniu przyrodzonemu rozumowi i rzeczywistości oraz na niewoli grzechu i śmierci. Miesiąc „dumy” jest prawdziwie satanistyczną odpowiedzią na oddanie Kościoła Najświętszemu Sercu. Ideologia „dumy” sprzeciwia się bezinteresowności, czystości, gorliwości o dusze i zgodności z Boską Wolą Trójcy Świętej.
Konieczność oddania Najświętszemu Sercu
Oddanie Najświętszemu Sercu jest pewnym sposobem na zdobycie zimnych, „dumnych” serc człowieka postmodernistycznego. Miłość skłoniła Boga do stworzenia człowieka, wcielenia się i śmierci na krzyżu. Miłość skłoniła Boga do dania nam Ducha Świętego i wielkiego daru Najświętszej Eucharystii. Miłość skłoniła Boga do objawienia nam tego oddania, abyśmy mogli odpokutować za chłód, z jakim Go traktowaliśmy i odpowiedzieć na Jego miłość. On pragnie, abyśmy odwzajemnili Jego miłość.
Niewysłowiona miłość, jaką daje Najświętsze Serce, całkowicie zaspokaja nasze serca. Pusta, jałowa i śmiertelna „miłość” oferowana przez ruch sodomski i jego miesiąc „dumy” przynosi tylko frustrację i śmierć.
Zamiast skupiać się na wypaczeniach miłości przez sodomską ideologię, nabożeństwo do Najświętszego Serca pozwala nam zwrócić się ku Bogu jako właściwemu celowi wszystkich wysiłków i naszemu najwyższemu dobru. Nabożeństwo do Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi może być lekarstwem dla naszego postmodernistycznego społeczeństwa, które zatwardza swoje serca, praktykując wszelkie możliwe wady, aż do bluźnienia Bogu i zabijania niewinnych nienarodzonych. Rozpaczliwie potrzebujemy nabożeństwa do Najświętszego Serca, jeśli mamy mieć jakąkolwiek nadzieję na powrót do Boga.
W pierwszej turze wyborów prezydenckich w Tarnowie wygrał kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski.
W drugiej miasto poparło Karola Nawrockiego.
Rafał Trzaskowski zdobył w pierwszej turze wyborów w Tarnowie 17 310 głosów, co dało mu 32,78 %. Na Karola Nawrockiego głosowało natomiast 16 645 tarnowian, co pozwoliło mu na osiągnięcie wyniku 31,52 %. Podium uzupełnił Sławomir Mentzen, uzyskując 6 776 głosów (12,83 %.).
W drugiej turze w mieście Zorro wygrał już Karol Nawrocki, osiągając 51 % proc. głosów. Na Rafała Trzaskowskiego głosowało 49% mieszkańców.
Znany amerykański ekonomista Jeffrey Sachs ostrzega przed samobójczym uporem Ukrainy, która zamierza kontynuować walkę z Rosją obiecując chyba coraz już mniej wierzącej w jego kraju społeczności, że osiągnie różne zakładane sobie cele.
Choć coraz bardziej mówi się, że jedynym jego celem jaki chce jeszcze osiągnąć nie wiadomo na jak długo jest możliwość utrzymania się przy władzy jako chutorowy dyktator, jak nazwał go ostatnio Aleksiej Arestowicz. Sachs twierdzi, że jeśli Ukraina nie zakończy teraz konfliktu to straci całe wybrzeże Morza Czarnego wraz z Odessą i zostanie pokonana.
Trump może ulec trendowi
Na to wszystko rzeczywiście może nałożyć się nieprzewidywalność Trumpa. Różne decyzje, zapowiedzi, zapewnienia, obietnice, groźby czy naciski dla wielu stają się często elementem czysto retorycznym, mało wiarygodnym, powodującym duży sceptycyzm oraz skłaniającym do bycia czujnym że zaraz prezydent największego mocarstwa znowu zmieni zdanie.
I właśnie tego typu obawy ma Sachs. Twierdzi on, że właśnie Ukraina może ponieść takie konsekwencje w wyniku tego, że wojna może być kontynuowana gdyż nie chce ona pokoju, natomiast Trump może w końcu podporządkować się dominującemu na Zachodzie poglądowi, że trzeba kontynuować wojnę z Rosją. A to oznacza nie tylko utratę kolejnych terytoriów ale także kolejnych istnień ludzkich. A przecież ostrzegają przed tym sami Rosjanie, jak choćby Medinski, który przewodniczył delegacji na rozmowy w Stambule.
Wszystko zależy od finału wojny
Sachs stawia tezę zdecydowanie zgodną z faktami, że gdyby Ukraina miała teraz zakończyć wojnę to zachowałaby zdecydowaną większość swoich ziem, tracąc tylko część terytoriów. Byłaby także bezpieczna, miałaby neutralny status i mogłaby się odbudować. Wnioskuje on więc o zakończenie wojny właśnie teraz.
Te próżne apele jednak w jego opinii nie są w stanie zmienić faktu, że Ukraina wojnę przegrywa i większym ryzykiem jest właśnie jej kontynuacja. A ta wojna jak mówi nie leży w niczyim interesie, chyba że pokój opiera się przede wszystkim na uzasadnionej eliminacji pierwotnych przyczyn wojny, takich jak na przykład ekspansja NATO.
A tego typu sytuacja, w której przegrywający w konwulsjach rzuca się i nie chce uznać swojej porażki powoduje publicystyczną reakcję u Aleksandra Dugina. Pisze on w swoim najnowszym tekście, że „Teraz musimy przygotować się do przeprowadzenia przekonującej i efektywnej kampanii wojskowej tego lata, wyzwalając jak najwięcej tradycyjnych ziem rosyjskich, jednocześnie uniemożliwiając wrogowi inwazję na nasze terytorium. A jeśli uda nam się to zrobić, Trump stopniowo zacznie traktować nas inaczej. Jednakowoż najpierw potrzebujemy zwycięstwa militarnego: jasnego, udanego, potężnego, na dużą skalę. A wtedy rozmowa będzie inna”.
– Onet w ogóle przestaje istnieć w moim przekonaniu, dlatego że to, co zrobił w tej kampanii wyborczej, jest obrzydliwe – powiedział były minister edukacji w rządzie PiS Przemysław Czarnek. Jego zdaniem, w operację przeciwko Karolowi Nawrockiemu zaangażowane są AWB, sądy, NIK i premier Donald Tusk.
– Spójrzcie państwo na pierwszą stronę Onetu, przecież to jest nieprawdopodobne. Nigdy czegoś takiego nie było. Przygotowana akcja, skoordynowana, razem z państwem Tuska przeciwko Karolowi Nawrockiemu, aby tylko rzucić błotem – powiedział Czarnek 28 maja.
Poseł PiS wyjaśnił w radiu ZET, że nie można pozwać Onetu w trybie wyborczym, ponieważ nie prowadził on formalnej agitacji przeciwko jednemu kandydatowi. Okazuje się jednak, że nawet prawnik portalu twierdzi inaczej.
– Onet najpierw obraża naszego kandydata, a potem wystawia prawnika, który mówi, żeby pozwać Onet – powiedział Czarnek. – Nie ma bardziej czytelnej, nielegalnej gry Onetu i to zupełnie oczywiste – dodał. Zdaniem byłego ministra, sędziowie tylko czekają by odrzucić pozew Karola Nawrockiego.
– Mamy dokładne informacje, że ustawka w Sądzie Okręgowym w Warszawie jest zupełnie przygotowana. Wyłącznie sędziowie z Iustitii czekają na to, żeby w każdej chwili orzec przeciwko naszemu kandydatowi – oświadczył poseł PiS, powołując się na swoich informatorów. – Mam dowody, przysięgam – zaznaczył.
Czarnek dodał również, że choćby sztab Nawrockiego miał tysiąc świadków na uzasadnienie winy Onetu, to orzeczenie i tak byłoby negatywne, bo jest to skoordynowana akcja przeciwko kandydatowi popieranemu przez PiS.
Poseł PiS nawał działanie Onetu „obrzydliwym”. – Onet w ogóle przestaje istnieć w moim przekonaniu, dlatego że to, co zrobił w tej kampanii wyborczej, jest obrzydliwe – zaznaczył były minister edukacji.
Początkowo Onet mylnie zacytował Przemysława Czarnka jakoby ten powiedział, że Onet „przestanie istnieć”, co posłużyło zwolennikom Rafała Trzaskowskiego do wyprowadzenia uderzenia. Wśród nich znalazł się Roman Giertych, który opublikował na swoim profilu na kanale X wpis, w którym oskarżył Czarnka o zapowiedź likwidacji Onetu. Wypowiedź posła brzmiała jednak inaczej, a Onet przyznał się błędu w artykule.
Wyborcy Sławomira Mentzena w absolutnej większości poparli Karola Nawrockiego. Jak wynika z sondażowych badań, na kandydata popieranego przez PiS zagłosowało 88,1 proc. tych Polaków, którzy w I turze poparli prezesa Nowej Nadziei.
Trzaskowski okazał się wyborem zaledwie 11,9 proc. wyborców Mentzena.
Jeszcze większą przewagę Nawrocki miał wśród zwolenników Grzegorza Brauna. Na Nawrockiego zagłosowało 92,5 proc. z nich, podczas gdy na Trzaskowskiego tylko 7,5 procent.
Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku wyborców Marka Jakubiaka: 90,3 proc. oddało głos na prezesa IPN, podczas gdy tylko 9,7 proc. na prezydenta Warszawy.
Co ciekawe, niemal po połowie podzielili się wyborcy Krzysztofa Stanowskiego: Nawrockiego poparło 51,2 proc. z nich, podczas gdy Trzaskowskiego 48,8 procent.
Karol Nawrocki miał ponadto przewagę u wyborców Artura Bartoszewicza (67,3 do 32,7), Marka Wocha (65,4 do 34,6) oraz Macieja Maciaka (72,9 do 27,1).
Trzaskowski zwyciężył za to u wyborców Magdaleny Biejat (90,2 do 9,8), Szymona Hołowni (86,2 do 13,8), Joanny Senyszyn (81,1 do 18,9) oraz Adriana Zandberga (83,8 do 16,2).
Zwraca jednak uwagę relatywnie spory odsetek wyborców Senyszyn i Zandbera, którzy poparli Karola Nawrockiego. 16, 2 procent zwolenników tego ostatniego głosowało za kandydatem popieranym przez PiS
Antypolska koalicja składająca się m.in. z silnych razem, nienawidzących razem, głupszych razem oraz kłamiących razem przegrała wybory prezydenckie w Polsce.
Wynik jest zatrważający. Okazało się, że aż połowa głosujących to ludzie, którzy bez żadnych skrupułów są w stanie zagłosować na opcję, która jawnie opowiada się za likwidacją Polski.
Wygrał kandydat poparty przez USA, których aktualna administracja jest skonfliktowana z „Bestią”, zarządzającą faszystowską Unią.
Czy zwycięzca wyborów znajdzie siłę i odwagę, aby opowiedzieć się za Niepodległością? Oczekuję od pana Nawrockiego odcięcia się od PiS i zaproszenia do współpracy Marka Chodorowskiego i reszty polskich patriotów.
Kto tak naprawdę wygrał to się jeszcze okaże. Na razie wiadomo kto przegrał.
Justyna Socha i Grzegorz Braun podczas Marszu Wolności i Zdrowia. / Foto: screen Facebook
W sobotę 31 maja w Warszawie odbył się kolejny Marsz Wolności i Zdrowia, przeciw przymusowi szczepień. Jednym z mówców był prezes Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun, który wyjaśnił, dlaczego ta sprawa ma tak duże znaczenie.
O godz. 10 w sobotę 31 maja na Placu Zamkowym w Warszawie rozpoczął się „Marsz Wolności i Zdrowia – IX Protest Przeciw Przymusowi Szczepień”. Po nim miała miejsce konferencja „Naturalnie Odporni”, podczas której głos zabrali m.in. Justyna Socha i Arkadiusz Tetela.
Braun na marszu
– Życie ludzkie, zdrowie, normalność, prawo do prywatności, prawa rodzicielskie, te wszystkie kwestie, jako kluczowe dla naszego standardu cywilizacyjnego, standardu łacińskiego, standardu katolickiego (…) sprawa bezpieczeństwa życia ludzkiego przed śmiertelnymi, zbrodniczymi zamachami na życie, zdrowia jest kwestią centralną dla utrzymania standardu cywilizacyjnego – ocenił Braun.
– Jeżeli zmącony zostaje ten standard, to wtedy wszystko inne się sypie, to wtedy można zakwestionować prawo także i dużych ludzi do decydowania o własnym losie i to właśnie się stało w ostatnich latach – wskazał polityk.
– Jeśli przekreślimy prawo człowieka indywidualnego, Polaka do decydowania o własnym losie, to łatwiej przychodzi później przekreślanie prawa całego narodu, zbiorowości Polaków do decydowania o własnym losie, bo do wszystkiego są jakieś bardzo wysublimowane teorie dorobione i wszystko można w mediach głównego ścieku argumentować i wytłumaczyć – skwitował.
„Przedsmak tego co planują, mieliśmy od 2020 roku”
„Paweł Grzesiowski (Główny Inspektor Sanitarny) z Izabelą Leszczyną (Minister Zdrowia) ze wsparciem opłacanych przez big pharmę izb lekarskich, w imię profitów korporacji farmaceutycznych, chcą namierzyć wszystkie dzieci, żeby przymusić je dotkliwymi grzywnami do szczepień, które nigdy nie zostały poddane badaniom bezpieczeństwa, a powodują wiele powikłań i przewlekłych chorób” – wskazali organizatorzy Marszu.
„Następni na liście są wszyscy dorośli. Przedsmak tego co planują, mieliśmy od 2020 roku, gdy całe masy ludzkie poddano masowemu eksperymentowi.
W tym samym czasie Rzecznik Praw «Pacjenta» chce zakazać naturalnej medycyny oraz ocenzurować lekarzy i naukowców wprowadzając ustawę o przewrotnej nazwie «Lex Szarlatan».
Nasilają się również represje wobec lekarzy, którzy ostrzegali przez ryzykiem szczepionek obowiązkowych oraz na C19 (np. proces prof. Doroty Sienkiewicz, próba rozwiązania Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców oraz proces 114 lekarzy)” – dodano.
President Clinton issued the first „Gay and Lesbian Pride Month” proclamation in 1999. President Obama declared June LGBT Pride Month in 2009, and President Biden declared June LGBTQ Pride Month in 2021.
It is time for President Trump to declare that no movement, organization, or individual should get recognition for a whole month. Having an overwhelming number of federal holidays, days, and full months to celebrate this, that, or the other cheapens our national holidays, which already honor veterans and those who gave their lives for this country, presidents, and historic holidays.
These are the groups currently proclaimed by various presidents as deserving of special status.
There is also:
May: National Military Appreciation Month
November: National Veterans and Military Families Month
Now, the Dept of Defense has declared:
June: PTSD Awareness Month
Of course, veterans deserve support, and those in the military with PTSD deserve the services from our healthcare system to heal. Everyone who has PTSD deserves support. However, another month designated for another group is just silly. It will do nothing actually to help those suffering from PTSD. However, it might make a bunch of bureaucrats in the DOD feel like they have accomplished something and give them another marketing campaign to spend tax payer’s dollars on.
At least nine months are officially recognized by U.S. presidents through proclamations to honor specific groups, with some months commemorating multiple groups.
This concept has gotten out of hand – and it is time to do away with the presidential proclamations of entire months for specific racial groups and/or groups of people with disabilities.
Furthermore, the government doesn’t need to accentuate our differences; the government needs to take pride in all Americans – as a nationality, citizenry, and a culture. We need to stop dividing Americans and start uniting them.
President Trump needs to sign a proclamation stating that all prior proclamations are null and void.
Is this a true story?:
Six types of (Southern) dawgs…
True story:
Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.
W czwartek czeski sąd skazał byłą nauczycielkę Martinę Bednarovą na siedmiomiesięczny wyrok w zawieszeniu za wyrażanie takich poglądów podczas lekcji szkolnej, co jest sygnałem represji wobec odmiennych opinii.
Według portalu informacyjnego Ceska Justice Bednarova została również pozbawiona możliwości nauczania na trzy lata i zobowiązana do ukończenia kursu edukacji medialnej. Sąd oskarżył ją o nadużywanie swojego stanowiska poprzez przedstawianie „wprowadzających w błąd informacji” studentom, co wzbudziło obawy dotyczące granic wolności słowa w UE w obliczu nasilonych napięć geopolitycznych.
Infowars.com informuje: Incydent miał miejsce w kwietniu 2022 r., krótko po eskalacji konfliktu na Ukrainie, podczas lekcji języka czeskiego w szkole podstawowej w Pradze. Według doniesień medialnych Bednarova opisała rosyjską akcję militarną na Ukrainie jako „uzasadniony sposób rozwiązania sytuacji” i poddała w wątpliwość relacje czeskiej telewizji.
Powiedziała również, że „nazistowskie grupy ukraińskie” zabijały Rosjan od 2014 r., najwyraźniej odnosząc się do ukraińskich batalionów nacjonalistycznych, takich jak Azow, które Moskwa oskarżyła o popełnianie okrucieństw wobec etnicznych Rosjan we wschodniej Ukrainie, a które władze Kijowa kwestionują. Uczniowie nagrywali zajęcia i powiadomili władze szkoły, co doprowadziło do zwolnienia Bednarovej.
Sędzia Eliska Matyasova stwierdziła, że Bednarova nie tylko wyrażała osobiste poglądy, ale także przekazywała fałszywe informacje w klasie, w której uczniowie nie mogli ich kwestionować. Bednarova powiedziała, że jej uwagi były częścią lekcji edukacji medialnej i nazwała sprawę motywowaną politycznie. Wyrok nie jest ostateczny, ponieważ ma ona prawo się odwołać.
Sąd Rejonowy początkowo uniewinnił Bednarovą dwa razy, a izba apelacyjna poparła drugi wyrok w oparciu o wolność słowa. Jednak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił te decyzje i nakazał nową kontrolę w celu oceny, czy jej działania spełniają kryteria przestępstwa.
W ostatnich latach Praga przyjęła zdecydowanie antyrosyjską postawę, zwłaszcza w odpowiedzi na konflikt na Ukrainie, stając się jednym z najwierniejszych zwolenników Kijowa.
W raporcie na temat praw człowieka z 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło działania rządu czeskiego jako „rusofobiczne” i wyraziło zaniepokojenie kwestią wolności słowa w kraju.
Wyrażono także obawy dotyczące funkcjonowania mediów w Czechach i odnotowano stopniowy wzrost nastrojów antyrosyjskich.
Rosyjski również zostanie wycofany jako drugi język do 2034 r. na mocy nowych reform edukacyjnych w Czechach, a uczniowie będą mogli uczyć się wyłącznie niemieckiego, francuskiego lub hiszpańskiego. Pod koniec 2023 r. w kraju mieszkało ponad 40 000 obywateli rosyjskich, co czyni ich czwartą co do wielkości społecznością zagraniczną.
Jak zauważyłem w niedawnym komentarzu – cisza, a właściwie cenzura wyborcza jest stanem pewnej symetrii. W praktyce jest to cenzura o wiele bardziej sprawiedliwsza od tego co mamy na co dzień. Na co dzień nie można było pisać tylko prawdy, a od soboty zakaz obejmuje nie tylko prawdę, ale również i fałsz.
Zakazana jest również mowa niechęci. Nie tylko w stosunku do folksdojczów i zboczeńców, ale również wobec patriotów i ludzi normalnych. Widać wyraźnie, ze stan „ciszy” jest bardziej sprawiedliwy. Ponadto cisza powyborcza objęłaby również ostatnie niepokojące informacje o pogodzie.
A co się stanie w sytuacji, gdy będą występować przypadki naruszenia zakazu dotyczącego mówienia i pisania fałszu? Czy pojawią się riposty potępiające złamanie tego zakazu? Aby było sprawiedliwie do krytyki prawdy nazywanej antysemityzmem powinna dołączyć krytyka głoszonego fałszu nazywanego podsemityzmem.
Czym wypełnić ciszę?
Powstałą pustkę, której, być może niektórzy się boją, trzeba będzie czymś wypełnić. I tu z pomocą przychodzi dziesiąta muza…
KRZYŻ czy konstytucja? Od dłuższego czasu noszę się z napisaniem tego tekstu. Pytanie może być szokujące, albo bezsensowne – na pierwszy rzut oka. Bo co ma wspólnego krzyż – symbol chrześcijaństwa, bo o taki krzyż chodzi – z konstytucją? Ano dużo więcej niż się nam na co dzień wydaje.
Pierwsza konstytucja powstała w USA w konkretnych warunkach politycznych, po wojnie Północ-Południe. Pierwsza w Europie – to „Konstytucja 3 maja” w Polsce. Znawcy historii mówią, że USA to organizacja illuminatów, masonów, czy jakichś innych tajnych organizacji, o których przeciętny człowiek (jak ja) nie ma pojęcia, oprócz tego, że czasami słyszy o ich istnieniu. Pytanie podstawowe jest takie: to jak działało prawo przed wprowadzeniem pierwszej konstytucji? Co ciekawe konstytucja w USA zmieniała prawo pochodzące z Wielkiej Brytanii, bo USA było niejako kolonią GB. USA przestało być kolonia GB i przestało podpadać pod władzę króla Anglii. Do tej pory Australia i chyba Kanada podpadają pod władze królestwa?
Znalazłam ciekawy tekst o konstytucjach „Pierwsze konstytucje europejskie(link is external)”. Tekst ten pokazuje, że chociaż nie było jednolitego dokumentu o tej nazwie, to pojawiały się akty prawne, które regulowały sporne kwestie pod panowaniem konkretnego władcy. Tak było we wszystkich europejskich, chrześcijańskich państwach. To prawo miało jedną wspólną cechę jego – podstawą były przykazania kościelne i chrześcijańskie zasady moralne określone w prosty sposób: 10 przykazań Bożych 1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną 2. Nie będziesz wymawiał Imienia Pana Boga twego nadaremno 3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił 4. Czcij ojca twego i matkę twoją 5. Nie zabijaj 6. Nie cudzołóż 7. Nie kradnij 8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu 9. Nie pożądaj żony bliźniego swego 10. Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego 7 grzechów głównych 1. Pycha 2. Chciwość 3. Nieczystość 4. Zazdrość 5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu 6. Gniew 7. Lenistwo 7 cnót głównych 1. Pokora 2. Hojność 3. Czystość 4. Miłość 5. Umiarkowanie 6. Cierpliwość 7. Gorliwość i pracowitość
Gdyby wszyscy przestrzegali tych zasad, nasze życie byłoby bezproblemowe 🙂
Niestety nie jestem prawnikiem, ani historykiem o specjalności historia prawa. Mało tego! W trakcie długoletniej edukacji tzw. ogólnej, nie było o historii prawa, więc trudno mi analizować jak to z tym prawem było. Szczególnie, że prawda o obowiązującym u nas prawie może być mało ciekawa dla katolików, dla Polaków. Bo trudno nie zauważyć, że w zależności kto zdobywał wpływy i władzę, ten wprowadzał własne prawa, co widać szczególnie w czasach rozbiorowych. Ciekawe i krótkie opracowanie polecam: „PRAWO W II RZECZPOSPOLITEJ(link is external)”
Jakie prawo pojawiło się po II wojnie światowej w PRL-u? Zupełnie inne niż to przed 1939 roku. Staliśmy się kolonią ZSRR, której propaganda utrzymywała, że jesteśmy niepodległym państwem. Nie wiem, czy są jakieś analizy w jakim zakresie prawo z lat 1945-1989 pozostało bez zmian. Oczywiście najważniejsza była zamiana konstytucji w 1997 roku. Nową konstytucję zrobił rząd byłych działaczy PZPR i zatwierdził prezydent Kwaśniewski równie czerwony i związany z ZSRR/Rosją jak rząd.
Jaka nie byłaby konstytucja, to dotyczy ona głównie spraw konstrukcji i organizacji państwa jako bytu niezależnego od innych państw. Oczywistą sprawą jest zapewnienie równych praw wszystkim obywatelom tego państwa. Ale wszystkie inne zasady współżycia międzyludzkiego wynikają bezpośrednio z zasad chrześcijańskich, których uczymy się i poznajemy od dziecka w domach i na lekcjach religii. Czyli to KRZYŻ jest symbolem naszych podstawowych praw, które mamy dzięki Jezusowi Chrystusowi. Nie jest ważne, czy ktoś wierzy w Jego boskość, czy nie. Bo to on wywalczył dla nas te prawa! Kosztowało go to utratę życia na KRZYŻU! Każdy kto chce usuwać krzyże jest barbarzyńcą, przedstawicielem innych religii, chce pobawić nas podstawowych praw ludzkich.
Widać to najlepiej na przykładzie afery aborcyjnej w szpitalu w Oleśnicy. Dla „lekarki” Jagielskiej-Mengele prawa podstawowe każdego z nas „nie istnieją”, ona nie wierzy w Boga, bo jest Żydówką, i uważa, że człowiek staje się człowiekiem dopiero po porodzie – bo tak mówi jej judaizm!
Teraz warto sobie uzmysłowić, kto walczył z KRZYŻEM, kto chce zlikwidować Kościół, kto chce usuwać KRZYŻE z przestrzeni publicznej, kto mordował księży. Mam nadzieję, że każdy wyciągnie właściwe wnioski. Religia (jako fakty z życia Jezusa, apostołów, historii Kościoła i świętych) powinna być najważniejszym przedmiotem w szkole! Bo to jest podstawa CYWILIZACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ, EUROPEJSKIEJ i POLSKIEJ!
Bo jeśli nie, to na Zachodzie czekają wyznawcy Allaha, dla których naturalnym prawem jest szariat. Na szczęście nasza czapeczkowa mniejszość nie ma większości, bo KRZYŻA już dawno nie byłoby w Polsce. O ile KRZYŻ zapewnia jednakowe prawa WSZYSTKIM LUDZIOM, to szariaty i talmudy już nie. Różne konstytucje też niekoniecznie, bo przecież mogą być w każdej chwili zmienione w zależności jaka opcja „wygra” wybory. Póki co mamy jeszcze wybór. Dzisiaj też.
(Fot. EPA/ZOLTAN FISCHER/HUNGARIAN PM GENERAL COMMUNICATION DEPARTMENT / PAP/EPA.)
Pokój na Ukrainie, suwerenność narodów europejskich bez wspólnych podatków i kolektywnego zadłużania się, porzucenie centralnej kontroli ekonomicznej; wolność, w tym swoboda wypowiedzi i myśli; odebranie Europy migrantom – to zaprezentowane przez premiera Viktora Orbana punkty konserwatywnego planu dla chylącego się ku upadkowi Starego Kontynentu.
Szef rządu Węgier przemawiał podczas budapesztańskiej konferencji CPAC Hungary. Wskazał na powrót do władzy prezydenta Donalda Trumpa jako przełom dla środowisk patriotycznych w wielu państwach globu.
– Moi przyjaciele, jaka zmiana w ciągu roku! Prawdziwy zwrot w cywilizacji. Donald Trump wygrał, tornado Trumpa przetoczyło się przez świat i całkowicie go zmieniło. Przywrócił światu nadzieję – mówił polityk. Przystąpił następnie do prezentacji programu, który ma przywrócić nadzieję narodom Europy, stopniowo zniewalanym przez brukselską biurokrację.
– Chcemy odebrać Europę migrantom. Chcemy kultury chrześcijańskiej, szkół opartych na zasadach narodowych. Jesteś tu nielegalnie? Wracaj do domu – odniósł się do analogicznych decyzji prezydenta USA. Przypomniał amerykański odwrót od szaleńczej polityki genderowej i ideologii woke („przebudzonych”).
Orban ma nadzieję, iż amerykański przywódca zdoła wygasić wojnę na Ukrainie, tak kosztowną dla państw Unii Europejskiej, zmuszanych do kolejnych zobowiązań na rzecz Kijowa. Na zasadzie przeciwieństw zestawił „amerykański sen” (american dream) z „europejskim koszmarem”.
– Co z nami? Co się stanie z marzeniem Europejczyków? My też mieliśmy marzenie. Naszym europejskim marzeniem było to, że jeśli my, narody europejskie, zjednoczymy się, nie będzie więcej wojen i będziemy mogli żyć w dobrobycie i bezpieczeństwie. Pracujmy razem. Niech suwerenne państwa połączą się, aby stworzyć najbezpieczniejszy i najbardziej zaawansowany kontynent na świecie. To byłaby Unia Europejska, integracja europejska – wzywał lider Fideszu.
– Bruksela je porwała. Wykoleiło naszą przyszłość. Zamiast europejskiego marzenia, teraz dostajemy koszmar. Europejczycy nie czują się bezpiecznie we własnym kraju, we własnym mieście, na własnych ulicach. Stali się obcymi tam, gdzie 20 lat temu byli w domu – nawiązał do samobójczej polityki imigracyjnej Brukseli.
– To, co dzieje się w naszych miastach […] to nie jest integracja, to zorganizowana wymiana ludności – alarmował.
Orban surowo zrecenzował także unijną mrzonkę klimatyczną. – Zamiast europejskiego dobrobytu, firmy bankrutują. Płacimy od dwóch do czterech razy więcej za prąd i gaz niż w USA. Zielony Ład, zielona transformacja, zabija nasze gospodarki. Powoli staje się parodią. A teraz, kiedy mamy negocjować handel i taryfy z „ciężkim” prezydentem USA, okazuje się, że mamy tylko przywódców wagi piórkowej? – pytał retorycznie.
Premier Węgier nawiązał do polityki zwalczania prawicy przez establishment unijny, w tym represji wobec patriotycznych działaczy w Niemczech i Francji.
Orban ostrzegł przed dążeniem do przyspieszonego członkostwa Ukrainy w UE jako pretekstem do reorganizacji Europy na bazie wojny. Miałby to być klucz eurokratów do stworzenia scentralizowanego systemu bez wolności, za to z bezwzględnym posłuszeństwem.
Następnie mówca przedstawił czteropunktowy plan na odrodzenie Europy. Zakłada on pokój na Ukrainie, suwerenność narodów europejskich, wolność oraz odebranie Europy migrantom.
– Ta bitwa musi zostać wygrana najpierw przez wszystkich w domu, a następnie wspólnie w Brukseli. Ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego były ogromnym sukcesem. Jeśli zsumuję trzy prawicowe grupy, jesteśmy więksi niż EPP. Oczywiście polityka to nie tylko matematyka, ale perspektywa jest jasna. Musimy współpracować powoli, krok po kroku, z pewnością. Kiedy nadejdzie decydująca bitwa, musimy być zjednoczeni – wzywał Orban.
Jak deregulacja, drony i cyfrowi oligarchowie wykolejają XXI wiek
================================
Ukraina nie jest sprawcą, ale sceną. Cierpienie ludności, egzystencjalna walka obronna, wszystko to jest instrumentalizowane w celu opracowania i testowania technologii broni, która wkrótce może zostać wykorzystana w innych konfliktach. USA, Wielka Brytania, Izrael i prywatne firmy zbrojeniowe widzą tę wojnę nie tylko jako projekt geopolityczny, ale także jako okazję do przyspieszonej gotowości rynkowej.
=========================
Sztuczna inteligencja, robotyka i autonomia wojskowa łączą się w nową formę władzy
=============================
Wyobraź sobie scenę, która nie rozgrywa się już w filmie science fiction, ale na prawdziwych polach bitew naszych czasów: dwumetrowy mechaniczny robot o humanoidalnej sylwetce maszeruje przez zbombardowaną dzielnicę przemysłową. Wykrywa ruchy za ścianą, skanuje przestrzeń wewnętrznym czujnikiem termowizyjnym, oblicza prawdopodobieństwo zagrożenia na poziomie 78 procent za pomocą modułu neuronowego i otwiera ogień. Bez kontaktu radiowego. Bez rozkazów. Bez ludzkiego wahania.
Ten obraz nadal jest fikcją. Ale nie na długo.
Ponieważ warunki technologiczne, polityczne i ekonomiczne, aby takie sceny stały się rzeczywistością, zostały stworzone dawno temu. Sztuczna inteligencja, robotyka i autonomia wojskowa łączą się w nową formę władzy, władzę, która nie jest już legitymizowana przez państwa lub konstytucje, ale raczej przez farmy serwerów, konstelacje satelitarne i dekrety deregulacyjne.
Trzy wydarzenia zazębiają się jak tryby systemu, który coraz bardziej wymyka się wpływom człowieka:
Infrastruktura cyfrowa Elona Muska, w szczególności sieć satelitarna Starlink i humanoidalny robot Tesli „Optimus”, stanowią już kręgosłup komunikacji wojskowej i automatyzacji w strefach konfliktu, takich jak Ukraina.
Autonomiczne systemy uzbrojenia, w szczególności drony z modułami rozpoznawania celów i podejmowania decyzji AI, nie są już prototypami, ale rzeczywistością na polu bitwy, często niezauważaną i często niekontrolowaną.
Polityczna deregulacja AI Donalda Trumpa, skonkretyzowana w rozporządzeniu wykonawczym ze stycznia 2025 r., może stworzyć próżnię regulacyjną, w której technologie będą wdrażane globalnie bez moralnych barier ochronnych.
Co to oznacza? Że jako społeczeństwo stoimy w obliczu technologicznego przewrotu, który wpływa nie tylko na nasz świat pracy czy media społecznościowe, ale także na podstawowe pytania ludzkiej egzystencji: Kto decyduje o życiu i śmierci? Kto ponosi odpowiedzialność, gdy algorytmy popełniają błędy? I co się stanie, gdy narzędzia władzy będą w rękach tych, którzy nie podlegają już demokratycznej kontroli?
W tym artykule zbadano te trzy linie rozwoju nie w ich teoretycznej możliwości, ale w ich rzeczywistej realizacji, z wiarygodnymi źródłami, przykładami technicznymi i jasnym zamiarem: ostrzec, zanim będzie za późno.
Podczas gdy talk-show wciąż debatują nad ustawami o ogrzewaniu, nowa rzeczywistość jest programowana w tajemnicy i nie zna rozkazu cofnij.
„Przyszłość wojny nie jest przygotowywana — była ćwiczona od dawna”.
Cyfrowa maszyna wojenna — Jak Starlink i roboty Muska zmieniają pojęcie frontu
Kiedy ludzie mówią dziś o Elonie Musku, wielu myśli o Teslach, startach rakiet lub, jeśli o to chodzi, kilku niejasnych tweetach. Jednak to, co nie znajduje oddźwięku w opinii publicznej, to fakt, że Musk od dawna jest graczem w globalnej wojnie, nie metaforycznie, ale w rzeczywistości. I nie jako polityk czy generał, ale jako dostawca infrastruktury. Dzięki swojej sieci satelitarnej Starlink po cichu katapultował się na kluczową pozycję wcześniej zarezerwowaną tylko dla państw. Bez Starlink ukraińska armia byłaby w dużej mierze ślepa cyfrowo, mimo że oficjalnie ani USA, ani NATO nie są bezpośrednio zaangażowane.
Starlink zasadniczo działa jak cyfrowy układ nerwowy. Obecnie na orbicie znajduje się ponad 5500 satelitów, a liczba ta rośnie. Musk chce rozszerzyć ją do ponad 40 000. Każdy z tych satelitów jest częścią sieci, która dostarcza stacjom naziemnym internet, niezależnie od kabli, serwerów lub krajowej infrastruktury telekomunikacyjnej. Starlink jest używany militarnie na Ukrainie od 2022 roku. Początkowo mówiono, że celem jest stabilizacja sektora cywilnego. Jednak system ten od dawna jest używany do sterowania dronami, umożliwiania komunikacji w czasie rzeczywistym między frontem a dowództwem i koordynowania ataków. Zasadniczo Starlink jest kręgosłupem cyfrowej wojny Kijowa.
A Musk? Ma kontrolę nad siecią, zarówno technicznie, jak i politycznie.
W lutym 2023 roku po raz pierwszy zablokował pewne żądania wojskowe Kijowa, takie jak ataki na rosyjskie okręty wojenne za pośrednictwem danych Starlink. Może to brzmieć rozsądnie z perspektywy deeskalacji, ale pokazuje to przede wszystkim jedną rzecz: pojedynczy przedsiębiorca może teraz decydować, która armia może się komunikować, a która nie. Wyobraź sobie, że firma telekomunikacyjna zdecydowałaby się zablokować alianckie połączenia radiowe z powodów moralnych podczas II wojny światowej.
Nie do pomyślenia. Dzisiaj: rzeczywistość.
W tym samym czasie Tesla pracuje nad projektem, który rodzi jeszcze większe pytania: humanoidalnym robotem „Optimus”. Nadal jest reklamowany jako inteligentny pomocnik w gospodarstwie domowym i produkcji.
Musk pokazał go: Na scenie, niosąc pudełko, sortując śruby, balansując jajkiem w kuchni — idealny chwyt PR-owy.
Ale czym naprawdę jest ten 1,73-metrowy robot: platformą. Jak smartfon, na który można pobrać dowolną aplikację, tyle że z nogami, chwytnymi dłońmi i 200 niutonometrami siły ramion. Firma obiecuje wkrótce masową produkcję Optimusa. Dziesiątki tysięcy sztuk rocznie.
Oficjalnie ma sortować paczki lub pomagać seniorom. Ale każdy, kto zna tę technologię, wie: Optimus potrafi również chodzić, utrzymywać równowagę, rozpoznawać przedmioty i podejmować decyzje. Wszystko to opiera się na sieciach neuronowych, uczeniu maszynowym i danych w czasie rzeczywistym przetwarzanych przez tysiące kamer i czujników. A skoro taki system sprawdził się w fabryce, dlaczego nie w tunelu w Bakhmut? Technologia ta nie rozróżnia prac domowych od wojny miejskiej.
Ważne jest to, czego nauczysz oprogramowanie. Robot sprzątający rozpoznaje, co jest brudne. Robot bojowy rozpoznaje, co jest niebezpieczne. A jeśli decyzja o tym, co jest niebezpieczne, zostanie pozostawiona uczącemu się systemowi, to niewiele nam brakuje do tego, by maszyny zabijały same z siebie.
Można by zaprotestować, że to mało prawdopodobne. Optimus jeszcze nie działa. To wciąż odległe marzenie. Ale sedno sprawy jest takie: w środowisku zliberalizowanym, a to właśnie polityka Trumpa (więcej na ten temat później) masowo promuje, wprowadzenie go na rynek nie zajmie już 20 lat, ale może trzy. A w ciągu tych trzech lat kraj taki jak Ukraina testuje już drony sterowane przez sztuczną inteligencję w rzeczywistej eksploatacji. To nie jest argument przeciwko Ukrainie. To argument przeciwko naiwności, z jaką postrzegamy technologiczne realia.
Optimus nie musi być uzbrojony, by być niebezpieczny. Wystarczy, że będzie działał jako system autonomiczny, tj. bez stałej kontroli człowieka. Samo pytanie, czy robot powinien wyciągnąć żołnierza z ognia, czy przekazać go wrogowi, może być kwestią życia i śmierci.
I nikt nie ponosi odpowiedzialności, jeśli coś pójdzie nie tak. Żadnego oficera, żadnego programisty, żadnego serwera.
Jeszcze poważniejsza jest jednak kombinacja systemów: Starlink zapewnia infrastrukturę cyfrową, Optimus platformę fizyczną. Do tego dochodzą modele AI, takie jak GPT-5 lub specjalne wojskowe modele Large Language Models (LLM), które trenują schematy podejmowania decyzji na podstawie tysięcy scenariuszy i danych wojennych ze świata rzeczywistego. Objętości danych, które Musk ma nadzieję pozyskać dzięki Optimusowi, mogłyby z kolei zostać wykorzystane do trenowania dodatkowych modeli AI. A te modele mogą następnie — i nie jest to spekulacja, ale raczej obecny stan rozwoju — przeprowadzać identyfikację celów, obliczać analizy ryzyka i wydawać propozycje operacyjne. W czasie rzeczywistym. Autonomicznie.
Nie trzeba być paranoikiem, aby rozpoznać, co się tu pojawia: cyfrowo-wojskowa maszyna, która już częściowo funkcjonuje, a której pełna automatyzacja została zainicjowana dawno temu. Nie przez parlamenty ani generałów, ale przez gigantów technologicznych i inwestorów.
Problem nie polega na tym, że ta technologia istnieje. Problem polega na tym, że jest poza ich kontrolą. Kiedy sieć satelitarna taka jak Starlink wpływa na przebieg wojny, kiedy humanoidalnego robota można przeprogramować w dowolnym momencie, kiedy algorytmy niezależnie ustalają priorytety celów, to nie jest postęp. To punkt zwrotny.
Niewidzialna broń – autonomiczne systemy i sztuczna inteligencja na wojnie: test na Ukrainie
To, co kiedyś było pokazywane tylko na wystawach wojskowych lub obliczane w dokumentach Pentagonu, jest teraz testowane w czasie rzeczywistym, na ukraińskiej ziemi, często całkowicie ukryte przed opinią publiczną. Nie tylko czołgi, rakiety i zachodnia technologia uzbrojenia stale napływają na teren wojny, ale także nowa generacja zautomatyzowanych systemów: drony, roboty i moduły obrony powietrznej, niektóre wyposażone w algorytmy uczenia się, niektóre całkowicie autonomiczne.
„Autonomiczny” w tym kontekście nie oznacza po prostu bez zdalnego sterowania. Oznacza to, że system samodzielnie decyduje, czy coś jest rozpoznawane jako cel, czy istnieje zagrożenie i czy strzelać, czy nie.
Fakt, że właśnie takie technologie są w użyciu, został potwierdzony nie tylko przez dziennikarzy i analityków specjalistów, ale teraz także przez zachodnich partnerów obronnych. Ukraina od dawna stała się poligonem doświadczalnym dla technologii uzbrojenia wspomaganego przez AI. To, co tam się sprawdza, jest później eksportowane, czy to militarnie, ekonomicznie, czy politycznie.
Szczególnie znanym przypadkiem jest tzw. „Saker Scout”, dron zaprojektowany we współpracy z brytyjskimi wynalazcami, między innymi, a teraz wyposażony w moduł AI, który może wykrywać cele naziemne za pomocą tzw. głębokiego uczenia. System analizuje dane w podczerwieni i obrazy z powietrza, porównuje je z danymi szkoleniowymi z poprzednich misji i kategoryzuje, czy cele są pozycjami wroga, pojazdami czy infrastrukturą cywilną. Współczynnik trafień jest przerażająco wysoki, a tolerancja błędów niepokojąco niska.
Gdy obiekt zostanie sklasyfikowany jako potencjalny cel, dron może oznaczyć go do późniejszego zniszczenia przez artylerię lub zaatakować bezpośrednio, jeśli jest wyposażony w materiały wybuchowe. Konsultacja z człowiekiem? Niekoniecznie. Niektóre systemy działają w tzw. trybie „wystrzel i zapomnij”: otrzymują przybliżony obszar przeszukiwania, a algorytm zajmuje się resztą.
Pierwsze autonomiczne systemy są również wdrażane na ziemi. Brytyjskie Ministerstwo Obrony potwierdziło dostawę systemów „SkyKnight” na Ukrainę w 2024 r. Są to mobilne moduły obrony powietrznej z wspomaganym przez sztuczną inteligencję wykrywaniem celów. Zasada działania: radar z czujnikiem 360° analizuje trajektorię nadlatujących obiektów. Oprogramowanie decyduje, czy jest to wrogi dron, ptak, czy jeden z własnych śmigłowców firmy, i strzela w ułamku sekundy. Cały system jest sprzężony z siecią neuronową podejmującą decyzje, wyszkoloną w symulowanych scenariuszach bojowych.
Podobne technologie zostały już przetestowane w Izraelu przy użyciu słynnego drona „Harop”, tzw. „amunicji krążącej”, która może krążyć nad obszarem docelowym nawet przez sześć godzin, zanim uderzy w niego i go zniszczy. Tymczasem zachodnioeuropejskie i wschodnioeuropejskie firmy zbrojeniowe pracują nad podobnymi koncepcjami. Kontrola staje się coraz bardziej zautomatyzowana. To nie ludzie decydują już, kiedy rozpocząć atak, ale zbiór danych szkoleniowych.
Inny niepokojący przykład: drony termitowe wypełnione łatwopalnym metalem, które celowo podpalają pozycje wroga. Te drony, niektóre wyposażone w autonomiczne algorytmy celowania, mogą sparaliżować całe okopy lub linie zaopatrzenia. Zniszczenie termiczne jest powszechne i trudne do ugaszenia. Nie jest ani precyzyjne, ani chirurgiczne, ale brutalne psychologicznie.
Te osiągnięcia otrzymują jedynie ograniczone wsparcie naukowe. Podczas gdy organizacje takie jak Campaign to Stop Killer Robots i UNIDIR Institute (UN Institute for Disarmament Research) od lat ostrzegają przed autonomiczną wojną, rządy, zwłaszcza pod presją obecnych konfliktów, działają w szarej strefie. Ze zrozumiałych powodów Ukraina prawie nie ujawnia żadnych informacji o wdrażanych przez siebie systemach. Producenci powołują się na tajemnice handlowe. A zachodni sponsorzy? Prawie o tym nie mówią ani nie nazywają tego „innowacją”.
Technicznie rzecz biorąc, wiele opiera się na tzw. przetwarzaniu brzegowym, czyli mocy obliczeniowej, która odbywa się bezpośrednio w urządzeniu, a nie na centralnym serwerze. Dzięki temu systemy są szybsze, bardziej komunikatywne, ale także mniej kontrolowalne. Autopilota w samochodzie łatwo śledzić. Algorytm namierzania AI w chipie drona FPV, który eksploduje w okopie 300 km za linią frontu, nie można.
Jeszcze w maju 2025 r. raport Center for a New American Security (CNAS) ostrzegał przed właśnie tym rozwojem sytuacji.
Tytuł: „Łańcuch zabójstw wyrywa się na wolność”.
Raport analizuje, w jaki sposób systemy AI coraz częściej tworzą własne łańcuchy decyzyjne bez nadzoru człowieka. Autorzy mówią o „erozji odpowiedzialności wojskowej” i „fundamentalnych wyzwaniach dla prawa międzynarodowego”. Po zaprogramowaniu kompas moralny maszyny jest ograniczony do tego, czego została nauczona.
A co się stanie, jeśli dane będą złe? Jeśli system pomyli cywilów z zaprawionymi w boju? Jeśli algorytm zaklasyfikuje sygnaturę cieplną jako zagrożenie, ponieważ podobny wzór wcześniej doprowadził do trafienia?
Odpowiedzialność staje się czarną skrzynką w takich przypadkach. Nikt nie wie dokładnie, jak algorytm podjął decyzję; można ją zrekonstruować tylko retrospektywnie – jeśli w ogóle.
Ukraina nie jest sprawcą, ale sceną. Cierpienie ludności, egzystencjalna walka obronna, wszystko to jest instrumentalizowane w celu opracowania i testowania technologii broni, która wkrótce może zostać wykorzystana w innych konfliktach. USA, Wielka Brytania, Izrael i prywatne firmy zbrojeniowe widzą tę wojnę nie tylko jako projekt geopolityczny, ale także jako okazję do przyspieszonej gotowości rynkowej.
Testowane jest tutaj niczym innym , jak przejściem od kontrolowanej do samostanowiącej machiny wojennej. A konsekwencje nie są jeszcze przewidywalne.
Deregulacja Trumpa – AI bez pasów bezpieczeństwa
Kiedy mówi się o zagrożeniu, jakie stanowi dziś sztuczna inteligencja, wielu myśli o fantazjach o Terminatorze lub inteligentnych maszynach, które pewnego dnia mogłyby przejąć władzę nad światem. Jednak prawie nikt nie zdaje sobie sprawy, że podstawa prawna mająca na celu zapobieganie niekontrolowanemu korzystaniu z takich systemów jest obecnie demontowana w szybkim tempie, szczególnie w USA. A jednym z najważniejszych czynników napędzających ten rozwój nazywa się Donald J. Trump.
23 stycznia 2025 r., zaledwie trzy tygodnie po objęciu urzędu, Trump podpisał pakiet środków bez precedensu w historii regulacji w USA: tak zwany „rozporządzenie wykonawcze 10 do 1”. Istota tego: za każde nowe rozporządzenie rządowe należy uchylić dziesięć istniejących rozporządzeń. Brzmi to jak uproszczenie administracyjne, ale w rzeczywistości jest to ogólny atak na wszelkie formy nadzoru rządowego, szczególnie w sektorze technologicznym.
Dołączona karta informacyjna Białego Domu stwierdza:
„Ameryka będzie światowym liderem w dziedzinie sztucznej inteligencji. Regulacja nie może być hamulcem wolności i innowacji”. (Źródło: whitehouse.gov, 23 stycznia 2025 r.)
To, co brzmi jak obietnica innowacji, w praktyce oznacza: systemy AI można rozwijać, rozpowszechniać a nawet przenosić do kontekstów wojskowych przy znacznie mniejszej kontroli regulacyjnej w przyszłości, bez komisji etycznych, bez analizy ryzyka i bez przejrzystych standardów.
Wśród nich znajduje się „Blueprint for an AI Bill of Rights”, zbiór zasad administracji Bidena, który miał zapewnić ochronę praw człowieka dla wrażliwych aplikacji AI. Ten dokument, który nigdy nie był prawnie wiążący, został natychmiast nazwany przez doradców Trumpa „hamulcem wzrostu”. Wytyczne Defense Innovation Unit, które miały zapewnić krytyczny nadzór nad autonomicznymi systemami w sektorze obronnym, również mają zostać usunięte.
Co to oznacza w konkretnym znaczeniu? Że sztuczna inteligencja do celów wojskowych, na przykład do wyboru celu, rozpoznawania wzorców lub wspomagania decyzji, może być w przyszłości rozwijana bez żadnego obowiązku zapewnienia możliwości śledzenia. I nie dzieje się to w próżni.
Duże korporacje, takie jak Palantir, Anduril, Lockheed Martin i OpenAI (oddział wojskowy) od dawna są gotowe na integrację tak zwanych „modułów predykcyjnego celowania” z systemami dronów lub platformami dowodzenia i kontroli.
Mówiąc technicznie, oznacza to, że modele językowe takie jak GPT-5 (i jego wojskowe warianty) mogą symulować całe scenariusze operacyjne na polecenie, ustalać priorytety potencjalnych celów i rekomendować decyzje taktyczne na podstawie dużych zestawów danych, a nawet bezpośrednio interweniować w procesach decyzyjnych.
Przykład: System AI analizuje ostatnie 72 godziny ruchów wroga, rozpoznaje wzorce w rozmieszczeniu ciężkiej artylerii, tworzy mapę prawdopodobieństwa kolejnego ataku i na tej podstawie generuje sugestię, które współrzędne należy obrać za cel przy użyciu precyzyjnej broni. Bez osądu ludzkiego, bez wiedzy kontekstowej, opierając się wyłącznie na ważeniu matematycznym. Decyzja o ataku leży wtedy albo w rękach przemęczonego dowódcy, albo w przyszłości w rękach samego systemu.
Sam Trump skomentował ten temat na wydarzeniu kampanijnym w marcu 2025 r. w następujący sposób:
„Nie potrzebujemy lewicowych kodeksów moralnych dla maszyn. Potrzebujemy wyników. Ameryka nie może przegrać, ponieważ biurokraci boją się przyszłości”.
Jego cel jest jasny: technologiczne przywództwo za wszelką cenę. Ryzyko? Czy jest ignorowane? Debaty etyczne? Odrzucone jako „lewicowe i radykalne straszenie”.
A to jest niebezpieczne, ponieważ połączenie deregulacji i interesów wojskowych to mieszanka wybuchowa. Firmy, które wcześniej wahały się przed wprowadzeniem na rynek systemów o wyższym poziomie autonomii z powodu przeszkód regulacyjnych, teraz czują się ośmielone. Odpowiedzialność moralna jest przenoszona na klienta lub wbudowana bezpośrednio w produkt.
Wewnętrzny raport Centrum Technologii Humanitarnej, ujawniony w lutym 2025 r., pilnie ostrzega :
„Jeśli zniknie sieć bezpieczeństwa regulacyjnego, pojawi się globalna proliferacja (rozmnażanie się komórek przyp tłum.) przemocy algorytmicznej. Kto pierwszy wdroży, wygrywa, a kto ostrzega, traci udział w rynku”.
Szczególnie wybuchowe: te wydarzenia mają miejsce jednocześnie z ogromnymi inwestycjami w infrastrukturę AI, w tym przez tzw. Stargate Project, konsorcjum o wartości 500 miliardów dolarów składające się z OpenAI, Oracle i SoftBank, które buduje nową, globalną infrastrukturę AI. Cel: 100 000 procesorów graficznych H100, rozmieszczonych w dziesięciu megacentrach, kontrolowanych przez ich własny quasi-internet. Potęga technologiczna, która napędza każdego krajowego ustawodawcę do przodu.
Nadal istnieją międzynarodowe organy zajmujące się tymi wydarzeniami, takie jak UNESCO. Jednak ich wpływ jest ograniczony. I tak długo, jak globalna potęga, taka jak USA, będzie aktywnie deregulować, wszyscy inni będą zmuszeni pójść w ich ślady lub odłączyć się od globalnej konkurencji.
Końcowym rezultatem jest rozwój, który mógł rozpocząć się z najlepszymi intencjami, ale teraz wymyka się spod kontroli: maszyny, które myślą, działają i zabijają niezależnie. Napędzane przez polityczną krótkowzroczność, presję ekonomiczną i chęć poświęcenia zasad etycznych dla dobra postępu.
Perspektywy i ostrzeżenia – Kiedy system decyduje i nikt nie może go powstrzymać
Nie zaczyna się od eksplozji. Zaczyna się od przesyłu danych. Z satelitą, który przesyła dane. Z dronem, który decyduje, czy obiekt powinien zostać sklasyfikowany jako zagrożenie. Z robotem, który nie odwraca się już, gdy ktoś krzyczy.
To, co widzieliśmy w ostatnich miesiącach i co opisaliśmy w tym artykule, nie jest postępem technologicznym w klasycznym sensie. To zmiana władzy. Od ludzi. Od odpowiedzialności. W stronę maszyn, które wiedzą o nas więcej z każdą decyzją, uczą się o nas więcej i ostatecznie decydują, co się z nami stanie.
Ten rozwój ma trzy oblicza:
Pierwsze to Elon Musk, a raczej to, co on reprezentuje. Nie tylko człowiek z satelitami i robotami, ale kompleks technologiczny, który wyzwolił się spod prymatu polityki. Każdy, kto może dziś decydować o przebiegu wojny, filtrując dane połączeń lub wyłączając swoje usługi, ma większą władzę niż parlament. A każdy, kto jednocześnie buduje roboty, które chodzą, chwytają i działają, a następnie twierdzi, że są pomocnikami domowymi, może nie mówić całej prawdy.
Drugie oblicze to autonomiczna broń. To, co kiedyś zaczęło się od zdalnie sterowanych pocisków, jest teraz samouczącym się systemem, który decyduje, gdzie wystrzelić na podstawie obrazów celu, danych z próbek i modeli obliczeniowych. Ukraina pokazuje nam, jak taka technologia działa „w sytuacjach awaryjnych”. I pokazuje również, jak cicho przekroczono ten próg. Bez debaty. Bez mandatu. Bez planu B.
Trzecia twarz to Donald Trump i to, co jego polityka wywołuje na całym świecie: utrata wszelkich barier. Kiedy przepisy są uchylane, ponieważ „spowalniają innowacje”, kiedy badania nad sztuczną inteligencją nie wymagają już nadzoru etycznego, kiedy pozwala się budować ogromne modele, których nikt w pełni nie rozumie, to nie jest krok naprzód. To utrata kontroli w czasie rzeczywistym.
Co więc z tego wyniknie?
Być może nie natychmiastowy poważny upadek systemu. Być może nie marsz maszyn. Ale trwała dewaluacja ludzkiego podejmowania decyzji. Powolna erozja odpowiedzialności, praworządności, przejrzystości. I ostatecznie nowa normalność: pytanie nie brzmi już, czy systemowi wolno zabijać, ale tylko, jak jest w tym niezawodny.
Tragiczne jest to, że widzieliśmy to wszystko. Nakręciliśmy o tym filmy, napisaliśmy książki i rozpoczęliśmy projekty badawcze. Ale teraz, gdy sprawy stają się konkretne, a ludzie w Kijowie latają dronami za pośrednictwem Starlink, humanoidalne roboty wchodzą do produkcji seryjnej w Teksasie, a w Waszyngtonie zniesiono awaryjne zamknięcie regulacyjne, wolimy patrzeć na sondaże wyborcze, mecze futbolowe i inflację.
Ale ci, którzy teraz odwracają wzrok, nie będą mogli później powiedzieć, że nie wiedzieli.
Dobra wiadomość: jest jeszcze czas. Czas, aby porozmawiać o sztucznej inteligencji, nie tylko w żargonie Doliny Krzemowej, ale politycznie, prawnie i etycznie. Czas, aby sformułować prawdziwe zasady, globalne, wiążące i przejrzyste. Czas, aby odzyskać odpowiedzialność od tych, którzy algorytmicznie ją odrzucili.
Ale ten czas się kończy. Ponieważ maszyny nie mają cierpliwości. Po prostu ciągle kalkulują.
Ostateczny apel:
Nie żyjemy w dystopii. Jeszcze nie. Ale zmierzamy w tym kierunku, jeśli nadal będziemy wierzyć, że postęp jest z natury dobry, że technologia jest neutralna, że systemy są mądrzejsze od ludzi. Może nadszedł czas, aby przestać się tylko dziwić i w końcu zabrać głos. Ponieważ ci, którzy milczą, gdy maszyny uczą się zabijać, są współwinni.
Günther Burbach
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.