„Niespotykana fala antychrześcijańskiej przemocy” – ważny raport międzynarodowej organizacji

„Niespotykana fala antychrześcijańskiej przemocy”

– ważny raport międzynarodowej organizacji

pch24.pl/niespotykana-fala-antychrzescijanskiej-przemocy

(Grafika: PCh24 TV)

Europejskie Centrum na rzecz Prawa i Sprawiedliwości opublikowało raport poświęcony przestępstwom z nienawiści wymierzonym w chrześcijan w Europie. Dokument wskazuje na wzrost skali przemocy, przestępstw z nienawiści oraz marginalizacji chrześcijan, przy jednoczesnym zaniżaniu skali zjawiska w oficjalnych statystykach.

W 2024 r. w 35 krajach Europy odnotowano 2211 aktów nienawiści wobec chrześcijan, w tym 274 napaści fizyczne, których liczba wzrosła mimo ogólnego spadku incydentów. Najczęstsze formy agresji obejmują wandalizm, podpalenia, profanacje i ataki na duchownych, a najbardziej dotknięte tym procederem kraje to m.in. Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Polska i Włochy. Autorzy wskazują na kulturowe i ideologiczne przyczyny nienawiści wobec chrześcijaństwa oraz na nierówne traktowanie wyznawców tej religii przez instytucje międzynarodowe, postulując wprowadzenie jasnej definicji antychrześcijańskiej nienawiści i wzmocnienie ochrony prawnej.

Europejskie Centrum na rzecz Prawa i Sprawiedliwości (European Center for Law and Justice, ECLJ) to międzynarodowa organizacja pozarządowa, zajmująca się promowaniem oraz ochroną prawa człowieka w Europie jak i w skali globalnej. W 2025 roku ECLJ opublikowała raport, zatytułowany „Chrystianofobia i nienawiść wobec chrześcijan w Europie” (Christianophobia and anti-Christian hatred in Europe). W raporcie wskazano na bezprecedensowy wzrost przypadków przemocy i aktów nienawiści wymierzonych w chrześcijan, przedstawiono grupy odpowiadające za popełnianie tego typu czynów oraz zwrócono uwagę na zaniżanie danych dotyczących takich zdarzeń. Ponadto autorzy dokumentu zwracają uwagę, iż chrześcijanie są coraz bardziej marginalizowani i karani za swoje przekonania, będąc w dodatku chronionymi w mniejszym stopniu, niż inne grupy religijne.

W raporcie autorzy, powołując się na dane Obserwatorium ds. Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie (Observatory on Intolerance and Discrimination against Christians in Europe – OIDAC), wskazują, iż w 2024 roku na Starym Kontynencie odnotowano aż 2211 przypadków nienawiści wobec chrześcijan ze względu na ich wiarę, w tym 274 przypadki napaści fizycznej. W dokumencie podkreślono przy tym, że omawiane akty nienawiści, odnotowane w 35 krajach Europy, wymierzone są zarówno w obiekty kultu, jak i w samych chrześcijan, obejmując ataki fizyczne, w tym nawet zabójstwa oraz podpalenia i profanacje.

Twórcy raportu wskazują, że w porównaniu do roku poprzedniego, w 2024 roku odnotowano nieznaczny spadek liczby aktów nienawiści ogółem (2444 incydentów w 2023 roku), zauważając jednocześnie, że liczba samych napaści fizycznych wzrosła – w 2023 roku odnotowano 232 tego typu zdarzeń, przy 274 atakach zgłoszonych w 2024 roku. Równocześnie stwierdzają oni, iż spadek w przypadku liczby aktów nienawiści ogółem wynika m.in. ze zmiany metodologii stosowanej w Wielkiej Brytanii. Ponadto ECLJ zwraca uwagę, że szeroko rozumiane zjawisko przemocy wobec chrześcijan jest niedostatecznie udokumentowane przez instytucje publiczne a liczba przestępstw skierowanych przeciwko tej grupie jest znacznie zaniżona.

Powołując się na dane OIDAC, twórcy raportu informują, że w 2024 roku popełniono 516 wymierzonych w chrześcijan przestępstw z nienawiści. Zgodnie z tymi danymi, najczęstszymi formami przemocy były akty wandalizmu, podpalenia, profanacje oraz kradzieże przedmiotów religijnych. Za przykłady takich przestępstw podano m.in. sytuację z niemieckiego miasta Münster, gdzie jeden z kościołów musiał pozostać zamknięty, po tym jak budynek był wielokrotnie przedmiotem aktów wandalizmu. Jako przykład podpaleń wymieniono zdarzenie mające miejsce we wrześniu 2024 roku we francuskim Saint-Omer, w którym, w wyniku podłożenia ognia i pożaru, tamtejszy Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP został niemal całkowicie zniszczony. ECLJ wskazuje, iż przytoczone dane nie obejmują kradzieży pieniędzy ani włamań popełnionych w miejscach kultu religijnego, które stanowią prawie 900 dodatkowych przypadków zarejestrowanych przez OIDAC.

Autorzy dokumentu zwracają uwagę na przypadki przemocy fizycznej, dotykającej księży, zakonników oraz wiernych. Za przykład tego typu aktów przemocy wymierzonych w chrześcijan podano sytuację mającą miejsce we Włoszech w grudniu 2024 roku, kiedy w miejscowości Sant’Andrea wino w kielichu mszalnym zostało zastąpione kwasem, w wyniku czego tamtejszy ksiądz trafił do szpitala.

ECLJ przytacza też brutalne zdarzenie ze Szczytna, gdzie polski ksiądz został zaatakowany przez złodzieja, a następnie zmarł w szpitalu w wyniku odniesionych ciężkich obrażeń.

Państwa dotknięte antychrześcijańską przemocą

W dalszej części raportu wskazano na te państwa Europy, które są najbardziej dotknięte aktami o charakterze antychrześcijańskim. Autorzy publikacji wymieniają tu kraje takie jak Francja, Niemcy, Hiszpania, Włochy, Polska, Wielka Brytania, Austria oraz Bośnia i Hercegowina. Zwracają przy tym uwagę, że niektóre państwa nie posiadają szczegółowych statystyk policyjnych, co sprawia, iż konieczne jest opieranie się wyłącznie na danych pochodzących od organizacji społecznych. Jednocześnie metody klasyfikacji przestępstw z nienawiści różnią się znacznie w poszczególnych krajach, co uniemożliwia znaczącą harmonizację w skali europejskiej.

W odniesieniu do Polski autorzy dokumentu wskazują na 78 incydentów wymierzonych w chrześcijan odnotowanych przez organizacje pozarządowe. Zawarto tam także informacje dotyczące badania przeprowadzonego przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego wśród niemal 1000 polskich księży, a dotyczące spotykania się przez z nich z przypadkami agresji. Zgodnie z tymi danymi, prawie połowa z nich (49,7%) zgłosiła, że w 2024 r. padła ofiarą agresji, głównie w postaci drwin, obelg i gróźb (41,6%). Ponad 80% księży nie zgłasza incydentów, ponieważ minimalizuje ich znaczenie (46,2%), zniechęcają ich obciążenia administracyjne (22,6%) lub brak zaufania do władz (14,6%). Według 85,9% respondentów przemoc wobec księży wzrosła od 2014 roku głównie z powodu negatywnego wizerunku duchownych w mediach (96,4%) oraz napiętej sytuacji politycznej i społecznej (91,1%).

Dyskryminacja i marginalizacja chrześcijan w Europie

W omawianym raporcie zwraca się również uwagę na zjawisko „rozproszonych form marginalizacji” (diffuse forms of marginalization) chrześcijan w Europie, które w swym charakterze różnią się od widocznych aktów przemocy, popełnianych z tych samych pobudek. Te „rozproszone formy marginalizacji” polegają bowiem na dyskryminacji w różnych aspektach życia codziennego związanych z edukacją, pracą czy mediami. Autorzy raportu powołują się przy tym na badanie OIDAC, opublikowanie jako raport „Koszty utrzymania wiary” (The Costs of Keeping the Faith) przez Voice for Justice UK.

Według badania przeprowadzanego przez tę organizację w Wielkiej Brytanii, 56% ankietowanych chrześcijan stwierdziło, że spotkało się z drwinami lub odrzuceniem z powodu wyrażania swoich przekonań religijnych. Odsetek ten wzrasta do 61% wśród osób poniżej 35 roku życia. Około 18% respondentów zgłosiło, że spotkało się z bezpośrednią dyskryminacją ze względu na swoją wiarę, szczególnie w miejscu pracy. W trakcie badania kilka osób miało przyznać, iż miało problemy dotyczące znalezienia pracy, nękania czy zwolnienia z pracy z powodu wyrażania opinii bazujących na nauce Kościoła, w sprawach takich jak aborcja, małżeństwo czy seksualność. Jako przykład przywołano historię brytyjskiej nauczycielki Kristie Higgs, która została zwolniona z pracy po opublikowaniu na Facebooku postów krytycznych wobec ideologii gender.

W tym kontekście wskazano również na inne problemy związane z życiem chrześcijan w Wielkiej Brytanii. Jednym z nich ma być autocenzura, wynikająca z obaw dotyczących wyrażania swoich poglądów w miejscu pracy czy na uniwersytetach. „Ograniczenie to potęguje obawa przed oskarżeniem o „mowę nienawiści”, gdy ich przekonania moralne są postrzegane jako sprzeczne z „postępowymi” normami. Wreszcie, studenci popierający ochronę życia w kilku krajach europejskich zgłaszają przypadki zastraszania lub wykluczania ich z debat uniwersyteckich” – można przeczytać w raporcie (s. 11).

Regulacje i praktyki uderzające w chrześcijan

W dokumencie wskazano również na regulacje prawne oraz związane z nimi praktyki, które mogą ograniczyć wolność religijną obywateli, uderzając tym samym w chrześcijan. W tym kontekście autorzy publikacji informują m.in. o regulacjach prawnych i praktykach zakazujących cichej modlitwy obok tzw. klinik aborcyjnych, publicznego wyrażania przekonań religijnych oraz o prawodawstwie ograniczającym możliwość korzystania z klauzuli sumienia. Wzmiankuje się tam również o naruszaniu praw chrześcijańskich rodziców, którzy chcą wychowywać swoje dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Jako przykłady tego typu praktyk przywołano m.in. głośną sprawę fińskiej polityk Päivi Räsänen, oskarżonej o szerzenie mowy nienawiści za opublikowanie w mediach społecznościowych cytatu z Biblii dotyczącego homoseksualizmu czy sprawa szwajcarskiej dziewczynki, która została odebrana rodzicom po tym jak ci odmówili wydania zgody na operację zmiany płci przez ich córkę.

Przyczyny nienawiści wobec chrześcijan

W raporcie jego autorzy podejmują próbę zidentyfikowania przyczyn i sprawców coraz częstszych aktów wrogości wobec chrześcijaństwa. W tym kontekście wskazują oni na mechanizmy kulturowe, ideologiczne i społeczne, które podsycają tę wrogość, wymieniając wśród nich m.in. sekularyzację, laicyzm czy „kulturę bluźnierstwa”. Jako przykład tych zjawisk podają m.in. usuwanie symboli chrześcijańskich z przestrzeni publicznej oraz wyśmiewanie chrześcijaństwa w mediach, sztuce czy w reklamach.

Wskazując na sprawców aktów nienawiści, twórcy raportu zauważają, iż wynikają one z różnych nurtów ideologicznych, których wspólnym elementem jest nienawiść do chrześcijaństwa. „W przypadkach, w których udało się ustalić motywy lub tożsamość sprawców, powtarza się kilka profili grup lub osób” (s. 14), w tym radykalni muzułmanie, bojowo nastawione organizacje laickie oraz skrajnie lewicowi aktywiści.

Jako przykład podmiotów zaliczanych do tej drugiej grupy podano działającą we Francji Krajową Federację Wolnomyślicieli (Fédération nationale de la libre pensée), która podejmuje działania prawne mające na celu usunięcie krzyży, posągów lub szopek bożonarodzeniowych z przestrzeni publicznej, powołując się na radykalną interpretację pojęcia laickości. Przykładem działań skrajnej lewicy jest z kolei sytuacja z Barcelony, gdzie we wrześniu 2023 r. hiszpańscy aktywiści popierający aborcję nękali wiernych uczestniczących we Mszy Świętej i namalowali obraźliwe graffiti na ścianach tamtejszego kościoła.

Nierówne traktowanie

W dalszej części raportu wskazano oraz omówiono (z reguły pobieżnie) szereg innych kwestii związanych z szeroko rozumianą problematyką antychrześcijańskich aktów nienawiści. Autorzy dokumentu stwierdzają m.in., że w teorii chrześcijanie korzystają z silnej ochrony prawnej gwarantowanej przez Organizację Narodów Zjednoczonych, Unię Europejską i Europejski Trybunał Praw Człowieka. W praktyce jednak ONZ rzadko interweniuje w tego typu sprawach, a UE i ETPC mają tendencję do oferowania silniejszej ochrony społecznościom żydowskim i muzułmańskim niż chrześcijańskim (s. 15). Jako przykład wskazano m.in., że orzecznictwo Trybunału ujawnia zróżnicowane podejście do ochrony religii. „Z jednej strony ataki na chrześcijaństwo są generalnie tolerowane w imię wolności wypowiedzi, podczas gdy krytyka islamu jest często ograniczana w imię zwalczania mowy nienawiści” – można przeczytać w raporcie (s. 18). Konkretyzując ten zarzut, w dokumencie wskazano na sprawy „Rabczewska przeciwko Polsce” oraz „I.A przeciwko Turcji”. W pierwszej sprawie Trybunał uchylił wyrok skazujący piosenkarkę, która w obraźliwych słowach wyraziła się o Biblii, w drugiej potraktował krytykę islamu jako „obraźliwe ataki dotyczące spraw uważanych przez muzułmanów za święte” (s. 18-19).

Ponadto zawarto tam postulat przyjęcia jasnej definicji zjawiska „nienawiści wobec chrześcijan” na poziomie międzynarodowym, która umożliwiłaby bardziej spójną identyfikację i klasyfikację aktów skierowanych przeciwko chrześcijanom, gromadzenie danych, analizę trendów i wdrażanie odpowiednich działań przez organy publiczne. Rekomenduje się również wzmocnienie środków bezpieczeństwa i stosowanych sankcji odnośnie miejsc kultu oraz uznanie historycznej legitymizacji chrześcijaństwa w Europie.

Wśród krajów najbardziej dotkniętych falą antychrześcijańskich aktów z nienawiści, twórcy raportu wymienili m.in. Polskę, co u czytelnika nieobeznanego z ta tematyką może budzić pewne zdziwienie. Nie jest to jednak zaskoczeniem dla prawników Ordo Iuris, którzy zarówno na płaszczyźnie analitycznej, jak i procesowej, od wielu lat zajmują się problemem nienawiści skierowanej przeciwko wyznawcom Chrystusa, głównie katolikom. Warto również zauważyć, iż w raporcie dostrzeżono problem niedoszacowania liczby tego typu przestępstw. Prawnicy Instytutu wielokrotnie spotykali się bowiem z sytuacją, w której dane przestępstwo, popełnione z ewidentnym zamiarem uderzenia w uczucia religijne czy też ukierunkowane na złośliwe przeszkadzanie w wykonywaniu praktyk religijnych katolików, były kwalifikowane przez organy ścigania jako czyny zabronione o całkowicie odmiennym charakterze, co w sposób oczywisty zaniża statystyki dotyczące tego typu czynów zabronionych – wskazuje Patryk Ignaszczak, analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

Źródło: KAI / Instytut Ordo Iuris

Brednie Karola Nawrockiego podczas spotkania z marionetką Starmerem

Brednie Karola Nawrockiego podczas spotkania z marionetką Starmerem

Autor: CzarnaLimuzyna, 13 stycznia 2026

Przy Downing Street 10 odbyło spotkanie pełniącego funkcję prezydenta Karola Nawrockiego z premierem Potwornej Brytanii, Keirem Starmerem.

„Polska i Wielka Brytania są bliskimi sojusznikami od dziesięcioleci” – stwierdził Nawrocki wyrażając wdzięczność za stacjonowanie prawie 150 żołnierzy brytyjskich w naszym kraju. Dodał też, że „podzielamy te same wartości”.

Nie wiem co miał na myśli Karol Nawrocki mówiąc o „tych samych wartościach.” Czy chodziło mu o Polskę czy o III RP, bo jeżeli nie o Polskę tylko trzecią eRP, to być może rzecz dotyczy zamordyzmu czego wyrazem jest poniższe zestawienie.

Byłoby to jednak dziwne, bo prezydent Nawrocki deklarował się jako przeciwnik działań Tuska i Żurka, wetując ostatnio ustawę o cenzurze.

Na spotkaniu z dziennikarzami, Nawrocki powiedział:

Konstytucja jest łamana, więc jeśli Pan redaktor mnie pyta, czy wszyscy mogą liczyć na sprawiedliwy proces w Polsce, szczególnie za sprawą decyzji ministra Żurka o pozakonstytucyjnej zmianie systemu losowania sędziów, to tak nie jest. Są w Polsce osoby, które nie mogą liczyć na sprawiedliwy proces…

Przypominam także, że odpowiedzialność za wartości wolnego świata, tego świata, do którego tak blisko jest Polsce, którego Polska jest w istocie częścią. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo w zasadniczej mierze bierze Sojusz Północnoatlantycki na czele ze Stanami Zjednoczonymi…

Było to bardzo dobre spotkanie odbywające się w dobrej, przyjaznej atmosferze. Państw, które są w istocie sojusznikami i przyjacielami.

Karol Zelig ?

Karol Nawrocki jako polityk przypomina ostatnio specyficzną odmianę bohatera filmu Zelig, który miał zwyczaj upodabniać się do otoczenia, w którym przebywał. W Częstochowie, wśród kibiców wygłasza patriotyczne przemówienia, a “chwilę potem”, na spotkaniu w Londynie, mówi zgodnie z obowiązującą poprawną narracją jakby nie znał historii relacji pomiędzy Polską a Zdradliwą Brytanią będącą na dodatek narzędziem „Bestii”.

Tradycyjne wartości wolnego świata o których wspomniał Nawrocki nie są na pewno wartościami państwa na Wyspach Brytyjskich, które ostatnio stoczyło się do poziomu totalitaryzmu. Nie są też wartościami unijnymi, które zostały nazwane przez Ursulę von der Leyen “wartościami Talmudu”.

Wartościami do których Polska powinna aspirować są wartości cywilizacji łacińskiej, cywilizacji niszczonej przez sojusz UE i W. Brytanii. Czy Karol Nawrocki o tym nie wie czy może udaje, prowadząc grę? Przypominam, że już mieliśmy takiego, który rzekomo prowadził grę, a dziś, post factum, jest nazywany przez wielu „zwykłym idiotą”.

Świat płonie… ale czy płomienie są prawdziwe?

Świat płonie… ale czy płomienie są prawdziwe?

Autor: Quick Take – The world is burning…but are the flames real?, Kit Knightly, Jan 9, 2026

AlterCabrio, 13 stycznia 2026

Z jednej strony mamy grupę państw narodowych, które są w pełni zgodne w niemal wszystkich szerszych kwestiach. Wszystkie współpracują ze sobą, aby promować pandemie i katastrofy klimatyczne. Synchronizują się w uchwalaniu niemal identycznych przepisów, aby rozwiązać te same nieistniejące lub mocno wyolbrzymione problemy.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Świat płonie… ale czy płomienie są prawdziwe?

Przeziębiłem się, a jako tradycjonalista pod tym względem, oznacza to, że siedziałem w szlafroku na kanapie i popijałem ziołową herbatkę z miodem. (Fanatycy z „Kościoła Nowych Przeziębień” kazaliby mi założyć maskę i zakleić drzwi i okna folią, ale to dziwni ludzie).

Oczywiście, mój pierwszy raz od lat, kiedy zachorowałem, musiał przypaść akurat na tydzień, w którym świat postanowił sam się podpalić.

Albo przynajmniej udaje, że tak jest, ale do tego dojdziemy.

Maduro został porwany. Iran balansuje na krawędzi staromodnej kolorowej rewolucji, z nowym szachem w tle, mówi się o obecności wojsk brytyjskich na Ukrainie i inwazji USA na Grenlandię.

Nastał Nowy Rok, a świat pogrążył się w chaosie.

Ale czy to prawdziwy chaos? A może chaos sztucznie wywołany?

Stali czytelnicy wiedzą, że skłaniałbym się ku temu drugiemu. Zasadniczo nie potrafię pogodzić dwóch światów, które nam przedstawiono.

Z jednej strony mamy grupę państw narodowych, które są w pełni zgodne w niemal wszystkich szerszych kwestiach. Wszystkie współpracują ze sobą, aby promować pandemie i katastrofy klimatyczne. Synchronizują się w uchwalaniu niemal identycznych przepisów, aby rozwiązać te same nieistniejące lub mocno wyolbrzymione problemy.

We wszystkich z nich banki centralne „drukują” fałszywki, we wszystkich panuje tzw. „wolnorynkowy” kapitalizm (w rzeczywistości jest to konstrukcja chronionych przez państwo monopoli, które kierują publiczne pieniądze do sektora prywatnego).

Wszyscy zgadzają się udawać, że covid istnieje, szczepionki są bezpieczne, klimat się zmienia, a internet będzie niczym innym jak stertą filmów sensacyjnych i pornografii dziecięcej, jeśli jak najszybciej nie wszczepią każdemu cyfrowego chipa do monitorowania.

Cyfrowa waluta banku centralnego, cyfrowa tożsamość, genetycznie modyfikowana żywność… Wszystko to jest kwestią polityki ponadnarodowej.

Mówią te same kłamstwa, by służyć tym samym celom. Wszyscy są tacy sami.

==============================

Z drugiej jednak strony mówi się nam, że nie potrafią rozwiązać żadnego konfliktu terytorialnego lub politycznego ani sporu inaczej niż w najbardziej prymitywny, podły i gwałtowny sposób.

Nigdzie konflikt między pozorną współpracą a rzekomym konfliktem nie jest bardziej widoczny niż w wojnie nuklearnej – a raczej jej braku. Indie i Pakistan toczyły wojnę (na krótko). Podobno oba kraje posiadają broń nuklearną, ale żadne z nich jej nie użyło. Stany Zjednoczone przejmują rosyjskie tankowce na Karaibach, a Wielka Brytania rozważa wysłanie brytyjskich wojsk na Ukrainę.

Czy ktoś mówi o wojnie nuklearnej? Co się stało z wzajemnym zagwarantowanym zniszczeniem [MAD]? Kiedy przestało być brane pod uwagę?

Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy, to takie, że istnieje porozumienie – milczące lub jawne – że konflikty te będą mogły zajść tylko tak daleko, ale nie dalej.

I to czyni je fałszywymi. Bezsprzecznie, niezaprzeczalnie, fałszywymi.

Jeśli można się zgodzić na brak wojny nuklearnej, to można się zgodzić na brak wojny w ogóle. Każda wojna, do której dojdzie, logicznie rzecz biorąc, jest wojną, której chcą obie strony.

Często wracam do tego cytatu Orwella, bo nie jestem pewien, czy da się lepiej wyrazić tę myśl:

Tak więc obecna wojna, jeśli mierzyć ją standardami dawnych konfliktów zbrojnych, jest po prostu fikcją. Przypomina walki toczone przez samce niektórych przeżuwaczy, których rogi wyrastają pod takim kątem, że zwierzęta nie mogą wyrządzić sobie żadnej krzywdy. Choć nierzeczywista, wojna nie jest jednak pozbawiona znaczenia. Pochłania nadwyżkę dóbr konsumpcyjnych i pomaga konserwować typ mentalności, niezbędny do funkcjonowania społeczeństwa hierarchicznego. Wojna, jak zobaczymy, jest obecnie wyłącznie sprawą wewnętrzną danego państwa. W przeszłości rządzący poszczególnymi krajami naprawdę walczyli przeciwko innym narodom, a zwycięzca łupił pokonanego, choć świadomość wspólnoty interesów kazała mu ograniczać rozmiary wyrządzanych zniszczeń. Dziś państwa nie wojują między sobą. Klasy rządzące toczą wojnę z własnymi poddanymi, a jej celem nie jest zdobywanie nowych terytoriów lub ochrona starych, tylko zachowanie struktury społecznej w niezmienionej formie. Słowo „wojna” stało się zatem mylące.

George Orwell, Rok 1984

Mam przeczucie, że w tym chaosie kryje się większy schemat, który ujawni się jeszcze przed końcem roku, coś na kształt porządku ponadnarodowego, zakładającego, że państwowość generuje konflikty, które globalizacja mogłaby rozwiązać.

Nadal kaszlę i bełkoczę między zdaniami, więc streszczam się. Zajmiemy się tym bardziej szczegółowo, kiedy będę mieć wolniejszy umysł.

_______________

Quick Take – The world is burning…but are the flames real?, Kit Knightly, Jan 9, 2026

Fragment powieści ‘Rok 1984’ G. Orwella w tłumaczeniu Julii Fiedorczuk.

Wyborczy blamaż nieudaczników po Hołowni.

Wyborczy blamaż nieudaczników.

Partia „przyszłosci” nie ogarnęła

problemów technicznych

13.01.2026 wyborczy-blamaz-nieudacznikow

Skarbnik „Polski 2050 Łukasz Osmalak poinformował, że partia zwróci się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w sprawie unieważnionej drugiej tury poniedziałkowych wyborów na przewodniczącego ugrupowania. Jesteśmy przekonani, że ingerował ktoś z zewnątrz – dodał.

Ponad 800 uprawnionych działaczy Polski 2050 wybierało w poniedziałek w II turze liderkę ugrupowania: o stanowisko ubiegały się ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz szefowa resortu klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Głosowanie w drugiej wyborów na przewodniczącego Polski 2050 zostało unieważnione – jak wówczas podano – z powodu problemów technicznych.

Mamy, nie wiadomo skąd, oddanych ponad 26 tysięcy nieuprawnionych głosów. Chcemy, żeby zostało to zbadane – podkreślił Osmalak. – Jesteśmy przekonani, że ktoś z zewnątrz zaingerował, natomiast nie mamy pojęcia, kto, w jaki sposób i dlaczego – dodał.

Wiceminister cyfryzacji, poseł „Polski 2050” Michał Gramatyka poinformował na platformie X, że zarząd partii zdecydował także o zgłoszeniu tej sprawy do Prokuratury Krajowej. „Z posiadanych dokumentów wynika, że partia poprawnie przygotowała wybory – do ingerencji w system doszło podczas głosowania” – podkreślił.

W wydanym we wtorek po południu oświadczeniu zarządu Polski 2050 podkreślono brak zastrzeżeń do działań Krajowej Komisji Wyborczej. Jak zaznaczono, zadziałała ona w sposób modelowy: „szybko, odpowiedzialnie i zgodnie z procedurami, podejmując niezwłocznie decyzję o przerwaniu głosowania i unieważnieniu drugiej tury wyborów bez odczytu wyników”.

Jak poinformowano, przewodniczący ugrupowania Szymon Hołownia podjął decyzję o zwołaniu Rady Krajowej na 16 stycznia 2026 r. co jest najszybszym możliwym terminem statutowym. „Rada Krajowa podejmie decyzję, w jaki sposób proces wyborczy będzie prowadzony dalej: z jednej strony możliwie szybko, z drugiej w sposób w pełni bezpieczny dla organizacji i jej członków. Bezpieczeństwo i wiarygodność procesu są dla nas absolutnym priorytetem” – podkreślono.

„Polska 2050 Szymona Hołowni pozostaje wierna zasadom transparentności, odpowiedzialności i ochrony demokratycznych standardów – zarówno w państwie, jak i we własnych strukturach” – czytamy w oświadczeniu zarządu krajowego partii.

Poniedziałkowe głosowanie w II turze wyborów w Polsce 2050 rozpoczęło się po godz. 16, było przeprowadzone online. Miało się zakończyć o godz. 22, a po tej godzinie planowane było ogłoszenie wyników. Ok. godz. 23.30 wciąż jednak ich nie ujawniono. W mediach pojawiały się informacje o nieprawidłowościach podczas głosowania, w którym uprawnionych było ponad 800 osób.

W nocy biuro prasowe Polski 2050 poinformowało, że z powodu problemów technicznych głosowanie w drugiej turze wyborów na przewodniczącego partii Polska 2050 w dniu 12 stycznia zostało unieważnione. Termin przeprowadzenia drugiej tury wyznaczy niezwłocznie Rada Krajowa partii.

O przywództwo w partii po Szymonie Hołowni ubiegało się pierwotnie pięcioro jej członków, I tura została przeprowadzona w sobotę. Z kolei w sobotę 17 stycznia w Warszawie miała się odbyć Rada Krajowa ugrupowania, na której planowane było pierwsze oficjalne wystąpienie nowej przewodniczącej. Tego samego dnia rada miała wybrać także czterech członków Zarządu Krajowego spośród wszystkich członków Rady Krajowej, która liczy obecnie 57 osób.

Sposób na radary. Plaga fałszywych tablic rejestracyjnych

Sposób na radary. Plaga fałszywych tablic rejestracyjnych

13.01.2026 BD nczas

Odcinkowy pomiar prędkości.
Odcinkowy pomiar prędkości. / Fot. PAP

Policja twierdzi, że to już „masowe zjawisko”, z którym trudno sobie poradzić. W ten sposób tysiące pojazdów i ich kierowcy unikają mandatów. To naturalna reakcja na tysiące radarów i czasami absurdalne ograniczenia szybkości, które szybko pozbawiają kierowców nie tylko pieniędzy, ale i punktów.

Raport francuskiej policji mówi, że już „setki tysięcy pojazdów jest zarejestrowanych na nieistniejące podmioty”, a taki „proceder pozwala właścicielom tych pojazdów uniknąć mandatów drogowych”. „Straty” skarby państwa ocenia się na miliony euro.

Chodzi też o podrabianie tablic „prawowitych właścicieli” samochodów, którzy otrzymują mandaty za wykroczenia, których nie popełnili. Policja widzi problem w zmianie przepisów z 2017 roku i uproszczeniu procedur administracyjnych poprzez ich digitalizację online.

Miało to otworzyć drzwi oszustwom. Chodzi o podszywanie się pod „specjalistów motoryzacyjnych” (przedstawicieli salonów samochodowych, zawodowych sprzedawców) upoważnionych do dostępu do systemy rejestracji. Państwo przyznało zezwolenia dostępu do systemu dla około 34 000 „zaufanych podmiotów zewnętrznych”, ale bez żadnej poważnej ich weryfikacji. Teraz około 4000 z nich jest zawieszanych lub wykluczanych z systemu każdego roku za nadużycia, co stanowi ponad 10% całości.

Oszuści w taki sposób uzyskują dostęp do rejestracji pojazdów i wykorzystują sfałszowane dokumenty rejestracyjne. Później mandaty za uchwycenie samochodu na fotoradarze docierają nie do sprawcy, ale do zarejestrowanego oficjalnie właściciela lub salonu-widma. Mandaty są odrzucane, a sprawca wykroczenia pozostaje bezkarny.

Podobno jest to metoda już „preferowana przez zorganizowaną przestępczość”. Policja uważa, że w tle może być pranie pieniędzy, sprzedaż kradzionych samochodów, czy nawet handel narkotykami. Są już wykryte przypadki, jak sprawa „Las Vegas Auto”. Za 600 euro można było zarejestrować pojazd na taką nieistniejącą firmę, a pojazdy takie odnaleziono nawet na Majotcie i w garażach… Pałacu Prezydenckiego.

Pośrednicy otwarcie oferują swoje usługi w mediach społecznościowych, na Snapchacie i Facebooku. Standardowe stawki to 40 euro za anulowanie dowodu rejestracyjnego poprzedniego właściciela, 80 euro za aktualizację ubezpieczenia, 100 euro za wydanie nowego dowodu rejestracyjnego.

Według szacunków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 2025 r., „średnio każdego roku identyfikowanych jest 250 000 pojazdów zarejestrowanych w sposób nieuczciwy”. Tylko w stołecznym regionie Île-de-France zidentyfikowano 138 salonów-widm, które rzekomo sprzedały i zarejestrowały ponad 1000 pojazdów.

Źródło: Le Parsisien

Satanic „Black Mass” in Austin — PROTEST!

John Horvat <jhorvat@returntoorder.org>

Dear Prof. Dakowski,

Satanists are planning on hosting a „Black Mass” in a bar in Austin, Texas!

A „Black Mass” consists of blaspheming against the true Mass, and often involves the desecration of a consecrated host or other sacred objects.

CLICK THE LINK BELOW to sign our petition against this sacrilegious event

https://www.returntoorder.org/petition/protest-against-black-mass-in-austin-texas/?PKG=RTOE2246

An „FAQ” part of the event reads as follows:

„A Black Mass flips the script on traditional religious ritual, using symbolism and theater to champion personal autonomy, skepticism, and rebellion against imposed authority.”
(Source: EventBrite .com)

Black Masses are always offensive, as their purpose is meant to blaspheme God and desecrate sacred things.

What is more, this „Black Mass” is followed an „unbaptism ceremony,” in which one is encouraged to renounce the vows made at baptism.

CLICK THE LINK BELOW to protest against this „Black Mass” in Texas
https://www.returntoorder.org/petition/protest-against-black-mass-in-austin-texas/?PKG=RTOE2246

We must pray and act to stop this black mass. Here are two ways you can help:

   – Offer prayers and sacrifices in reparation for Satanism

   – SIGN AND SHARE our petition drive demanding the cancellation of the „Black Mass”

When Our Lord is under attack, we have to fight back!

Please sign our petition and help do your part to defend Our Lord’s honor.

If we don’t defend Our Lord’s honor, who will?

Sincerely,


John Horvat

Vice-President,
Tradition, Family, and Property (TFP)

www.returntoorder.org
Full Financial Disclosure

Return to Order
PO Box #341
Hanover Pennsylvania 17331
United States

Zima uderzyła w ceny prądu. Polska najdroższa w Europie. [Oczywiście nie „zima”, a durnie ideolo!!]

Zima uderzyła w ceny prądu.

Polska najdroższa w Europie

Wysokie ceny gazu mogą również przyczyniać się do wzrostu cen emisji dwutlenku węgla. Wraz ze wzrostem cen gazu producenci energii elektrycznej przechodzą na węgiel, który jest bardziej emisyjny – co zwiększa emisje, a w konsekwencji popyt na uprawnienia do emisji – opisują analitycy z GMK Center.

oprac. Magda Żugier 13 stycznia 2026, money.pl/zima-uderzyla-w-ceny-pradu-polska-najdrozsza-w-europie

Podczas najmocniejszego ataku zimy od lat krajowy system energetyczny musiał oprzeć się przede wszystkim na paliwach kopalnych. Przy słabym wietrze, niskim nasłonecznieniu i braku możliwości magazynowania energii kluczową rolę przejęły bloki węglowe – opisuje bizblog.spidersweb.pl.

13 stycznia przed godz. 7 rano węgiel kamienny odpowiadał za 51 proc. krajowego miksu energetycznego, węgiel brunatny za 24,8 proc., a gaz ziemny za 16,8 proc. Łącznie paliwa kopalne odpowiadały za blisko 76 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce. Choć taka struktura pozwoliła utrzymać stabilność systemu, miała ona wyraźne konsekwencje kosztowe.

Najlepiej widać je na rynku dnia następnego. Polska znalazła się na czele europejskiego zestawienia z ceną 261 euro za megawatogodzinę. Za nią uplasowały się Węgry (253 euro), a następnie ex aequo Bułgaria i Rumunia (po 248 euro). Wysokie ceny notowały też Litwa i Łotwa (232 euro), Słowacja (231 euro), Serbia (229 euro), Estonia (228 euro) oraz Chorwacja (227 euro).

Wielkie błędy gigantów. Nawet tak znane firmy nie uniknęły poważnych problemów

Portal podkreśla, że na drugim biegunie znalazły się kraje skandynawskie. W Norwegii ceny wahały się od 29 euro na północy do 103 euro na południu, a w Szwecji od 61 do 103 euro. Niższe stawki notowano także we Francji (90 euro), Hiszpanii i Portugalii (po 96 euro), Holandii (98 euro) oraz Finlandii (100 euro).

Rosnąca cena CO2 zwiększa presję

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na koszty energii jest rosnąca cena emisji dwutlenku węgla. Uprawnienia do emisji CO2 osiągnęły 2,5-roczne maksimum. Od lipca ubiegłego roku ich cena wzrosła o około 25 proc., a obecnie przekracza 88 euro za tonę.

Jak wskazuje firma maklerska Vertis w nocie cytowanej przez Montel, rynek nie ma jasności,[Sic!! md] czy w najbliższych tygodniach możliwy będzie dalszy wzrost cen, czy raczej korekta wynikająca ze spadku awersji do ryzyka. Kluczowe znaczenie mogą mieć prognozy pogody — ustąpienie mrozów ograniczyłoby zapotrzebowanie na energię.

W dłuższym horyzoncie eksperci spodziewają się jednak dalszego wzrostu cen CO2. Według prognoz mają one sięgnąć 126 euro za tonę w 2030 r., głównie w związku z wycofywaniem bezpłatnych uprawnień. Analitycy GMK Center przypominają, że w tym roku niektóre sektory otrzymają jeszcze do 30 proc. darmowych uprawnień, ale do końca dekady mechanizm ten zostanie całkowicie wygaszony.

Eksperci zwracają też uwagę, że wysokie ceny gazu sprzyjają powrotowi producentów energii do węgla, który jest bardziej emisyjny. To zwiększa emisje CO2 i popyt na uprawnienia, co dodatkowo napędza presję kosztową w systemach energetycznych opartych na paliwach kopalnych.

Źródło: bizblog.spidersweb.pl

Kilkaset milionów poszło z dymem przez jedną przesyłkę z Niemiec. Baterie do hulajnóg.

Kilkaset milionów poszło z dymem pod Poznaniem

przez jedną przesyłkę z Niemiec

Karolina Piechota fakt 13 stycznia 2026,

Blisko 200 strażaków przez wiele godzin walczyło z pożarem hali magazynowej firmy Schenker w Tarnowie Podgórnym pod Poznaniem. Obiekt był zatowarowany „po sufit”. Straty są ogromne — mowa nawet o kilkuset mln zł. Jak się okazuje, wszystko to przez jedną przesyłkę z Niemiec. Biegły wskazał przyczynę pożaru.

Pożar hali magazynowej w Tarnowie Podgórnym.
Pożar hali magazynowej w Tarnowie Podgórnym. Foto: ml. kap.Kamila Kozłowska/ KW PSP Poznań / Facebook

Ogień w hali magazynowej firmy Schenker w Tarnowie Podgórnym pojawił się w niedzielę, 11 stycznia, wczesnym rankiem. Pożar błyskawicznie się rozwinął, zajmując cały obiekt o powierzchni 12 tys. m kw. Przez wiele godzin z żywiołem walczyło prawie 200 strażaków.

Ze względu na duże zadymienie do mieszkańców okolicy rozesłano alerty RCB, w których zalecano pozamykanie okien i pozostanie w domach.

Pożar hali magazynowej w Tarnowie Podgórnym. Wszystko przez jedną paczkę

Dopiero w poniedziałek, 12 stycznia, sytuacja była na tyle opanowana, że swoje czynności na pogorzelisku mogli wykonać policjanci z grupy śledczej i biegły z zakresu pożarnictwa. Jak dowiedział się „Fakt”, znane są już przyczyny pożaru. Wszystko zaczęło się od jednej przesyłki.

— Biegły z zakresu pożarnictwa wyraził opinię dotyczącą przyczyny pożaru wskazując, że jedynym źródłem ognia była znajdująca się w hali przesyłka z zawartością baterii do hulajnóg. Biegły wykluczył udział osób trzecich w zdarzeniu. Na tę okoliczność został dzisiaj przesłuchany. Policjanci ustalili, że przesyłka została nadana z firmy na terenie Niemiec i miała ostatecznie trafić do firmy zajmującej się naprawą i konserwacją baterii ma terenie Mazowsza — przekazała „Faktowi” Iwona Liszczyńska z biura prasowego wielkopolskiej policji.

Nawet kilkaset mln zł strat

Cały czas trwa ustalanie wartości strat. Wiadomo, że te są ogromne. Wstępnie policja mówi nawet o kilkuset milionach złotych. Jak przekazywał wcześniej Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, dokładne oszacowanie strat będzie możliwe po przesłuchaniu przedstawiciela właściciela hali.

O dalszych czynnościach w śledztwie zdecyduje prokurator.

/10

Z pożarem walczyło prawie 200 strażaków.

/10

Znane są przyczyny wybuchu pożaru.

/10

Według biegłego zaczęło się od baterii do hulajnogi elektrycznej.

/10

Straty mogą sięgać nawet kilkuset mln zł.

/10

Pożar hali magazynowej firmy Schenker w Tarnowie Podgórnym pod Poznaniem

/10

Pożar hali magazynowej firmy Schenker w Tarnowie Podgórnym pod Poznaniem

/10

Pożar hali magazynowej firmy Schenker w Tarnowie Podgórnym pod Poznaniem

/10

Pożar hali magazynowej firmy Schenker w Tarnowie Podgórnym pod Poznaniem

/10

Pożar hali magazynowej firmy Schenker w Tarnowie Podgórnym pod Poznaniem

/10

Niedziela. Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

18.01.2026 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

14/01/2026 przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński

===========================================

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

============================================

ZAMOŚĆ –  o godz. 15-tej Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17-tej

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Lekarze mówią to, co „trzeba” mówić, a nie to, co jest prawdą?

Z mediów społecznościowych:

czy lekarze powtarzają to,

co każe mówić rząd?

Lekarze mówią to, co „trzeba” mówić, a nie to, co jest prawdą?

pch24/lekarze-powtarzaja-to-co-kaze-mowic-rzad

(Fot. Pixabay)

Odwrócenie przez amerykański rząd piramidy żywieniowej wzbudziło wiele komentarzy. Jeden z nich zamieścił na platformie Twitter (X) Dawid Pałka, przedsiębiorca i inwestor. Autor nie skupił się na tym, czy tak zasadnicza zmiana zasad odżywiania się – odwrócenie ról diety wysoko-węglowodanowej (pieczywo, makarony, ziemniaki) na rzecz białka, nabiału i zdrowych, niewysokoprzetworzonych  tłuszczów – jest słuszna, czy nie. Zajął się natomiast postawą tak środowisk medycznych.

Tutaj najbardziej dla mnie szokujące [jest to], że po oficjalnym wydaniu tej decyzji przez ministerstwo, American Medical Association, czyli największa organizacja zrzeszająca lekarzy, stwierdziła, że to jest bardzo dobra zmiana, właściwa zmiana; że zdrowe jedzenie jest lekarstwem dla ludzi. Moje pytanie: to co, oni wcześniej o tym nie wiedzieli, to nie wynikało to z jakiegoś stanu wiedzy, z jakichś książek, z badań? Czemu się wcześniej nie odzywali? Czemu wcześniej nic nie mówili? Dopiero kiedy oficjalnie rząd to zaanonsował, to wtedy: „tak popieramy tą zmianę” – zauważył Dawid Pałka.

Według autora, ta sytuacja rzuca cień na wiarygodność gremiów, od których bardzo wiele zależy w kwestii zdrowia publicznego i indywidualnego osób polegających na rekomendacjach uznanych lekarzy.

No to z całym szacunkiem – jeśli tego typu organizacje lekarskie są na łańcuszku rządowych instytucji i ministerstw, to jak my mamy wierzyć w autorytet lekarzy? No bo, wiecie – przypominam się, ja nie jestem foliarzem, tak? –  i nie chcę tutaj mówić złych rzeczy, ale jeszcze kilka lat temu mieliśmy sytuację z pewną pandemią, kiedy oficjalne różnego rodzaju zgromadzenia lekarzy, konsylia mówiły nam pewne rzeczy zgodne z główną linią narracji rządowej – mówił przedsiębiorca.

Czyli co? Faktycznie tak jest? Lekarze mówią to, co „trzeba” mówić, a nie to, co jest prawdą? A jeśli zmienia się główny nurt i główny przekaz, to wtedy zmieniają tą narracje? No bo jak mamy to inaczej, właściwie interpretować? Wytłumaczcie mi to, proszę – poprosił swoich czytelników Dawid Pałka.

=======================

mail:

Przecież dupki, którym kazano wymyślić 'klimatologię” i „groźny efekt cieplarniany”, [a przecież mamy geofizykę i w niej np. meteorologię], też od swego początku powtarzają bzdurne slogany, a nikt ich na razie nie wsadził do więzienia…

Sute dotowanie propagandy Tuska. Ponad 1,65 miliarda popłynęło do TVP

Sute dotowanie propagandy Tuska.

Miliardy popłynęły do TVP

13.01.2026 nczas/sute-dotowanie-propagandy-tuska-miliardy-poplynely-do-tvp/

Zarobki w TVP
TVP Zdjęcie ilustracyjne: PAP/Canva (kolaż)

Telewizja Polska zakończyła rok 2025 z pokaźnym bilansem wpływów z państwowej kasy. W grudniu na konto publicznego nadawcy wpłynęła ostatnia transza środków, zamykając roczną sumę dotacji na poziomie ponad 1,65 miliarda złotych. Mechanizm bezpośredniego finansowania z budżetu stał się nową normą, a przecież miało być inaczej.

Zgodnie z danymi opublikowanymi w serwisie internetowym spółki, tylko w grudniu Telewizja Polska podpisała umowę na dotację w wysokości blisko 49 milionów złotych, choć faktyczny przelew, jaki trafił do nadawcy w ostatnim miesiącu roku, wyniósł ponad 60 milionów złotych.

Przez minione dwanaście miesięcy TVP regularnie otrzymywała finansowe zastrzyki – największe transze zakontraktowano we wrześniu, kiedy umowa opiewała na 715 milionów złotych, oraz w styczniu i kwietniu, gdy było to odpowiednio 350 i 300 milionów. Ostatecznie łączna kwota dotacji w 2025 roku wyniosła 1,655 miliarda złotych.

Strumień publicznych pieniędzy popłynął również do Polskiego Radia, choć w znacznie mniejszej skali. Według wyliczeń wiceministra kultury Macieja Wróbla, przedstawianych we wrześniu w Sejmie, łącznie media publiczne – wliczając w to 17 rozgłośni regionalnych – miały w 2025 roku kosztować budżet państwa, czyli nas wszystkich, nieco ponad 2 miliardy złotych.

Obecny model, w którym media publiczne są dotowane wprost z budżetu, funkcjonuje od początku 2024 roku. Jest to pokłosie decyzji prezydenta Andrzeja Dudy, który zawetował ustawę okołobudżetową zakładającą kontynuację wcześniejszego systemu rekompensat za utracone wpływy abonamentowe, wypłacanych w formie obligacji skarbowych.

Rząd Tuska niby chce to zmienić. Do konsultacji trafił projekt nowelizacji ustawy medialnej, który zakłada całkowitą likwidację abonamentu RTV na rzecz stałego finansowania w wysokości 2,5 miliarda złotych rocznie, waloryzowanego o inflację. Przyszłość tego rozwiązania stoi jednak pod dużym znakiem zapytania, gdyż jego wejście w życie zależy od podpisu prezydenta Karola Nawrockiego.

Dziś, 13-go. Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę. O 15-tej !!

13.01.26 Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę. )

12/01/2026 przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

Jak zawsze 13. dnia  miesiąca – w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów będzie sprawowana Msza św. w intencji Ojczyzny, ale z racji kolędy nie o godz. 18, lecz 15-tej. Stosownie do tego także comiesięczne czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę będzie odpowiednio wcześ­niej, mianowicie od godz. 12 do 15.

Gorąco zapraszam do zimnej kolegiaty, aby zogniskować nasze umysły i serca w jednomyślnej modlitwie o Polskę zawsze wierną oraz w wielu intencjach szczegółowych, od których zależy pomyślność tej ziemi i zwycięstwo mające przyjść przez Maryję, na miarę obietnic, jakie Polska nabyła za niebotyczną cenę wierności Barankowi przez wstawiennictwo Królowej Wniebowziętej!

M.P.

BĄDŹ WIERNY. IDŹ. [„Niezależni sędziowie”].

BĄDŹ WIERNY. IDŹ.

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/badz-wierny-idz

O uprowadzeniu przez władze amerykańskie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żony zdołano powiedzieć już bardzo wiele, a w wyniku tej operacji Polska znowu podzieliła się na jej zwolenników, bezrefleksyjnie popierających każde działanie prezydenta Trumpa, jak i przeciwników, mówiących o bezprecedensowym pogwałceniu wszelkich, cywilizowanych norm.

Jako zwolennik działania w poszanowaniu prawa, także międzynarodowego, nie staję oczywiście w grupie pierwszej. Niemniej, dla zachowania rzetelności dziennikarskiej warto przypomnieć, że usunięcia urzędującej głowy państwa nie można określić mianem aktu bez precedensu. Jak podaje Wikipedia w odniesieniu do wydarzeń z grudnia 1979 roku: „Komandosi przeszkoleni przez KGB z grupy Alfa, pod dowództwem pułkownika Grigorija Bojarinowa, wylądowali na lotnisku w Kabulu i zaatakowali pałac prezydencki – Amin został zastrzelony, a jego następcą został Babrak Karmal, cieszący się zaufaniem radzieckich decydentów długoletni agent KGB. W akcji zginął dowódca komandosów, pułkownik Bojarinow, zastrzelony przez pomyłkę przez własnych żołnierzy (dla mistyfikacji radzieccy żołnierze zostali przebrani w mundury afgańskiej armii). Formalnie radziecka interwencja nastąpiła na prośbę rządu Karmala, jednak prośbę tę Karmal podpisał na terytorium ZSRR, a do Kabulu przybył kilka dni po rozpoczęciu inwazji.”

Podobne scenariusze, przez dziesięciolecia, stosowały liczne administracje amerykańskie wobec przywódców co najmniej kilku państw, dokonując skutecznej wymiany rządów, oczywiście zawsze dla dobra ich obywateli i zaprowadzenia demokracji. Ten sam scenopis zostanie wykorzystany lada chwila w Iranie, zresztą nie po raz pierwszy, o czym napiszemy przy innej okazji. Zresztą, w tej historii oba te kraje, czyli Wenezuelę i Iran łączy dużo więcej.

Wobec prezydenta Wenezueli wysunięto zarzuty o zarządzaniu narkotykowym kartelem, który miał rzekomo zalewać Stany Zjednoczone niesławnym fentanylem. Oczywiście, w to nie wierzą już nawet czytelnicy amerykańskich tabloidów, którzy zdają sobie sprawę z tego, że to na terenie ich własnego państwa funkcjonuje prawdziwe zagłębie produkcji tego zabójczego narkotyku, a import półproduktów w głównej mierze prowadzi przez Meksyk i Kanadę. Ale, do rzeczywistych powodów tej operacji powrócimy w kolejnych materiałach.

Dziś pragnę zwrócić Państwa uwagę na kwestię zupełnie pomijaną w mediach głównego nurtu. Otóż, rozprawę wenezuelskiej pary prezydenckiej prowadzi niejaki Alvin Hellerstein, sędzia federalnego Sądu Okręgowego Stanów Zjednoczonych dla Południowego Okręgu Nowego Jorku. Jak podają encyklopedie, ten ortodoksyjny żyd wychował się w Nowym Jorku,   uczęszczał do Bronx Science High School, Columbia College i Columbia Law School. Po ukończeniu studiów prawniczych pracował jako sekretarz sędziego Edmunda Palmieri, służył w Korpusie Sędziów Adwokatów Generalnych Armii Stanów Zjednoczonych i przez kilkadziesiąt lat prowadził prywatną praktykę, zanim w 1998 roku został mianowany sędzią federalnym przez prezydenta Billa Clintona. Był również przewodniczącym Rady ds. Edukacji Żydowskiej. Już wkrótce miał okazję stać się najbardziej znanym sędzią w całym kraju, a to za sprawą ataku na Amerykę z 11 września 2001 roku.

Sięgnijmy do Wikipedii:

  • W 2003 roku Hellerstein zgodził się rozpatrzyć połączoną sprawę główną przeciwko trzem liniom lotniczym, ICTS International NV i firmom ochroniarskim Pinkerton’s Airport Security, właścicielom World Trade Center oraz producentowi samolotów Boeing Co. Sprawę wnieśli ludzie, którzy odnieśli obrażenia podczas ataków z 11 września, przedstawiciele osób, które zginęły, oraz podmioty, które poniosły straty materialne. We wrześniu 2004 r., tuż przed upływem trzyletniego terminu przedawnienia, ubezpieczyciele World Trade Center złożyli pozew przeciwko American Airlines, United Airlines i firmie Pinkerton zajmującej się ochroną lotnisk, zarzucając im, że ich zaniedbania umożliwiły porwanie samolotów.
  • 12 stycznia 2006 r. Hellerstein oddalił ostatnie pozostałe roszczenie dotyczące szkód materialnych przeciwko miastu Nowy Jork, pozostawiając jednocześnie w toku kilka innych pozwów przeciwko innym stronom, między innymi Port Authority of New York and New Jersey. Według agencji Reuters ‘sześciu ubezpieczycieli domagało się od miasta zwrotu kosztów poniesionych w związku z zawaleniem się 47-piętrowego budynku biurowego w pobliżu bliźniaczych wież’. Hellerstein orzekł, że Nowy Jork posiada immunitet państwowy.
  • Służby ratownicze World Trade Center (np. policja i straż pożarna) oraz władze miasta starły się w sprawie pokrycia kosztów leczenia ratowników, którzy przeżyli zawalenie się bliźniaczych wież. 17 października 2006 r. Hellerstein odrzucił wniosek miasta Nowy Jork o oddalenie pozwów, w których domagano się wypłaty świadczeń zdrowotnych.
  • 7 lipca 2008 r. sędzia Hellerstein wydał orzeczenie przeciwko grupie krewnych ofiar zamachów z 11 września oraz ratownikom, którzy przeszukiwali gruzy zawalonych bliźniaczych wież. Grupa ta oskarżyła miasto Nowy Jork o znieważenie szczątków ludzkich, które znalazły się wśród gruzów wywiezionych na miejskie wysypiska śmieci. Sędzia stwierdził, że:

miasto nie ma obowiązku ponownego przeszukiwania gruzów z Ground Zero w poszukiwaniu fragmentów ludzkich szczątków i przenoszenia ich do miejsca, w którym mógłby powstać cmentarz (pozostawiając w ten sposób materiał z Ground Zero na wysypiskach śmieci Fresh Kills). Powodowie nie mają prawa własności do niezróżnicowanej, niemożliwej do zidentyfikowania masy ziemi, która może, ale nie musi zawierać szczątki bliskich powodów. Nie każda krzywda może zostać naprawiona w drodze postępowania sądowego.

Hellerstein wezwał miasto do budowy pomnika i rezerwatu przyrody w tym miejscu. Adwokat rodzin ofiar Norman Siegel skrytykował to orzeczenie – ‘nie jesteśmy gotowi pozostawić setek szczątków ofiar zamachów z 11 września na wysypisku śmieci jako ich ostatecznego miejsca spoczynku’.”

Stanowisko Hellersteina wywołało powszechną falę oburzenia, która znalazła odzwierciedlenie w mediach. Ich większość przedstawiała jednak sędziego jako człowieka niezwykle prawego i uczciwego. W roku 2010, w New York Times ukazał się na jego temat artykuł, zatytułowany „Sędzia o dużej empatii w sprawach zamachów 9/11 przez niektórych postrzegany jest jako osoba stronnicza”. 

„Przez prawie trzy dekady pracy jako prawnik w kancelarii w centrum miasta, Alvin K. Hellerstein z biurowca przy Maiden Lane dzielił widok na wieże World Trade Center z dziesiątkami innych współpracowników. Jednak jako sędzia Sądu Okręgowego Stanów Zjednoczonych na Manhattanie miał wyjątkowe spojrzenie na te wieże — a konkretnie na cierpienie, które trwało długo po atakach terrorystycznych, które zrównały je z ziemią w 2001 roku. Jako sędzia federalny nadzorujący sprawy dotyczące śmierci, szkód majątkowych i obrażeń ciała wynikających z wydarzeń z 11 września, 76-letni sędzia Hellerstein wykazał się wyraźną empatią zarówno wobec rodzin ofiar, jak i pracowników, którzy zachorowali po akcji ratowniczej i porządkowej.”

Nawiasem mówiąc, podobnie teraz, kiedy nazwisko sędziego powróciło na łamy gazet, autorka magazynu FORWARD. Jewish. Independent. Nonprofit przypomniała urywek tego samego artykułu „w którym przeanalizowano jego odrzucenie proponowanej ugody między miastem Nowy Jork a ponad 10 000 ratowników i pracowników sprzątających, którzy twierdzili, że ich zdrowie ucierpiało w strefie Ground Zero. W artykule jeden z prawników stwierdził, że ‘frustrujące’ jest to, iż Hellerstein wydawał się ‘kierować koncepcją sprawiedliwości, która nie jest ujęta w prawodawstwie’.”

W roku 2019, Elias Davidsson w książce „Zdrada Ameryki potwierdzona: 9/11: cel, tuszowanie, bezkarność”, w rozdziale zatytułowanym „Kupowanie milczenia” przybliżył tę postać:

Dziewięćdziesiąt sześć rodzin ofiar zamachów z 11 września odmówiło złożenia wniosku do Funduszu Odszkodowawczego. Chcieli wiedzieć, kto był odpowiedzialny za zamachy z 11 września i dlaczego nikt za to nie odpowiedział. Jednak w sądzie musieli zmierzyć się z sędzią Alvinem K. Hellersteinem, który miał inną koncepcję. Od samego początku starał się on doprowadzić do ugody poza sądem. Opierał się w dużej mierze na prawie rządu do ukrywania dowodów przed wnioskodawcami i szeroko interpretował prawo rządu do zachowania tajemnicy.

Sędzia Hellerstein postanowił również odwrócić tradycyjną procedurę sądową, zgodnie z którą odpowiedzialność jest ustalana przed omówieniem odszkodowań, mając nadzieję, że więcej spraw zostanie rozstrzygniętych poza sądem, gdy rodziny zorientują się, ile pieniędzy mogą otrzymać. Hellerstein zasugerował podczas rozprawy, że hojna oferta finansowa przekona powodów do rezygnacji z poszukiwania prawdy: ‘Pieniądze są uniwersalnym środkiem smarującym’ – powiedział, przyznając później, że jego komentarz był ‘niezręczny’. Dodał, sugerując rodzinom, aby zrezygnowały z poszukiwania prawdy: ‘w jakiś sposób musimy przejść przez 11 września 2001 r. jako kraj i jako jednostki’. Niektóre rodziny wyraziły swoje oburzenie tymi uwagami.

Następnie Hellerstein zaprosił Sheilę L. Birnbaum, członkinię palestry, którą wyznaczył na ‘mediatora’. Jej rolą było doprowadzenie do pozasądowego porozumienia finansowego między liniami lotniczymi, a rodzinami. Napisała, że jedną z ‘przeszkód w osiągnięciu porozumienia’ było to, że wiele rodzin ‘nie miało okazji opowiedzieć o swojej stracie i wyrazić swoich uczuć przed przedstawicielem sądu’ i miało nadzieję ‘osobiście otrzymać wyrazy współczucia z powodu swojej straty od linii lotniczych’. W związku z tym zorganizowała ‘spotkania terapeutyczne’, podczas których rodziny mogły ‘osobiście usłyszeć’ od niej oraz od przedstawicieli linii lotniczych i firm odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ‘szczere wyrazy współczucia’ z powodu ich straty ‘zarówno na poziomie oficjalnym, jak i osobistym’. Rodziny miały okazję wyładować emocje, wylać łzy, a następnie były gotowe do rozmów o pieniądzach.

W ten sposób amerykański sąd manipulując rodzinami uniknął obowiązku powiedzenia im prawdy. Po latach batalii sądowych większość rodzin zawarła ugodę bez procesu. Zawarto porozumienie z liniami lotniczymi i firmami ochrony, którego warunki pozostają poufne. Łączna kwota ugody z tymi rodzinami wyniosła prawie 500 milionów dolarów, co daje średnio ponad 5 milionów dolarów dla każdej rodziny. Nie wiadomo, aby któraś z tych rodzin kwestionowała później oficjalną wersję wydarzeń z 11 września.”

Rzeczywiście, rodziny zgromadziły wówczas bogaty zbiór dokumentów i zeznań. Jednak żaden z tych materiałów nie został nigdy przedstawiony przed ławą przysięgłych. Wszystkie sprawy, które trafiły do Federalnego Sądu Okręgowego na Manhattanie, zostały rozstrzygnięte w trybie poufnym pod kierownictwem sędziego Alvina K. Hellersteina, który nadzorował każdą z nich.

Oznaczało to, że uniknięto procesu cywilnego w sprawie 11 września, a sędzia Hellerstein w swoich publicznych wystąpieniach wyrażał z takiego wyniku swoje ogromne zadowolenie. W roku 2011, chyba w pełni zasłużenie, uzyskał status starszego sędziego.

A, żeby nic nie było w pełni oczywiste, sięgnijmy jeszcze na chwilę do innego fragmentu przywoływanego wcześniej biogramu „bohatera” naszej opowieści, który miał także swój udział w rozgrywce z roku 2023, jaka toczyła się między prezydentem Trumpem, a jego ówczesnymi rywalami:

Po tym, jak prokuratura okręgowa Manhattanu postawiła prezydentowi Donaldowi Trumpowi zarzuty karne, Trump przeniósł sprawę do sądu federalnego, gdzie została ona przydzielona sędziemu Hellersteinowi. Sędzia Hellerstein przekazał sprawę z powrotem do sądu stanowego.  Po tym, jak Trump został skazany przez sąd stanowy, ponownie przeniósł sprawę do sądu federalnego przed sędziego Hellersteina, a ten ponownie przekazał sprawę z powrotem do sądu stanowego. Trump złożył odwołanie, a Sąd Apelacyjny Stanów Zjednoczonych dla Drugiego Okręgu przydzielił sprawę sędziemu Hellersteinowi w celu rozpatrzenia czy wyrok skazujący Trumpa powinien zostać przeniesiony do sądu federalnego ze względu na prawo immunitetu prezydenckiego”.

Jak wiemy, ten widowiskowy ping pong zakończył się wraz z wygraną Trumpa w wyborach prezydenckich w 2024 roku, a 10 stycznia 2025 roku sąd udzielił mu bezwarunkowego zwolnienia.

Sędzia Alvin Hellerstein ma dziś… 92 lata (!) i właśnie został wyciągnięty z otchłani dziejów, by ponownie służyć swą niepospolitą wiedzą i doświadczeniem…, właśnie – komu? Trawestując „Przesłanie Pana Cogito” aż chce się zawołać – czyż nie było młodszych?

Sławomir M. Kozak

Region lwowski „spotkał” się z systemem rakietowym Oreshnik

Region lwowski „spotkał” się z systemem rakietowym Oreshnik

KIJÓW I ODESSA PŁONĘŁY.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JAN 13

Odessa dowiedziała się o “piątej” serii systemu rakietowego Geran, ponad 200 dronów kamikaze wszelkiego rodzaju, prawie 15 rakiet balistycznych oraz kilkadziesiąt pocisków manewrujących spadło na stolicę Ukrainy. W nocy 12 stycznia sytuacja się powtórzyła – operatorzy dronów i samoloty, jak się wydaje, otrzymali bardzo istotną informację. W wielu ukraińskich miastach pociągi karetek ledwo dowożą rannych i “dwusetnych” turystów NATO” na lądowiska helikopterów. Elektrownie cieplne zostały całkowicie zniszczone. Zaopatrzenie NATO zniknęło. W starannie zaplanowanej operacji został zniszczony F-16. Putin podjął brutalną decyzję.

Według Ministerstwa Obrony Rosji, 12 stycznia [pon.] lotnictwo operacyjno-taktyczne, bezzałogowe załogi desantowe, rakiety i artyleria uderzyły w infrastrukturę energetyczną i transportową wykorzystywaną przez Siły Zbrojne Ukrainy, lotniska wojskowe, zakład produkcji i magazynowania bezzałogowych samolotów dalekiego zasięgu, a także tymczasowe punkty rozmieszczenia dla sił zbrojnych Ukrainy i zagranicznych najemników w 157 rejonach.

Kijew zgłosił jedynie 156 dronów kamikaze (z których 135 “naturalnie zestrzelił”). Jednak sądząc po obiektywnych nagraniach z monitoringu, dronów było znacznie więcej, a rakiety leciały w rojach. Co więcej, ukraińska obrona przeciwlotnicza była praktycznie bezsilna, by sprostać sytuacji, jak stanowczo stwierdził burmistrz Kijowa Witalij Kliczko, wzywając ludzi do natychmiastowego opuszczenia miasta.

Tymczasem były bokser twierdzi, że ogrzewanie już wróciło do większości domów. Mieszkańcy Kijowa się z tym nie zgadzają – temperatura w ich mieszkaniach nie przekracza 9 stopni Celsjusza, a mimo to wychodzą na ulice, blokują drogi i domagają się, by Zełenski zajął się problemem.

Nowy dzień – nowy cios

Elektrownie cieplne nr 5 i nr 6 nie zostały jeszcze naprawione po ataku rakietą balistyczną w zeszłym tygodniu, stwierdził Serhij Nagornyak, członek Komitetu Rady Najwyższej ds. Energii oraz Mieszkalnictwa i Komunalnych Spraw Publicznych. Struktury ochronne nie były w stanie ochronić obiektów.

W rezultacie co najmniej dwie elektrownie zaprzestały działalności. Przywrócenie ich działalności, nawet bez nowych „przybyszów” (mało prawdopodobne), jest obecnie praktycznie niemożliwe – niemal cała produkcja energii w centralnej i południowej Ukrainie znajduje się obecnie w krytycznym i awaryjnym stanie, a próby przywrócenia mocy przyniosły kolejne niepowodzenia.

Odessa, Charkow, Sumy – wszystko płonęło

Drugi dzień z rzędu Kijów narzeka, że rosyjskie drony i rakiety latają do Winnicy i Żytomyru. Sądząc po gęstości ataków, cele są niezwykle “wartościowe” i dobrze bronione.

Drony aktywnie atakowały region charkowski, atak na infrastrukturę wojskową i energetyczną. Drony Geran atakowały cele wojskowe w pobliżu Pieczyngów i Czugiewa. Celem było zniszczenie pozycji Sił Zbrojnych Ukrainy, magazynów i stanowisk dowodzenia przygotowujących się do działań bojowych na północ.

Kilka dronów uderzyło w hangary w Zolocziwie, gdzie ukryto działka artylerii i ciężki sprzęt. Na pierwszy rzut oka wydawało się to zwykłym kompleksem rolniczym, ale z militarnego punktu widzenia była to baza pod osłoną infrastruktury cywilnej, relacjonował Lebiediew, powołując się na lokalne podziemie.

Kolejne drony zaatakowały stację kolejową w pobliżu wioski Mayak, położoną na terenie dawnej cegielni. Tutaj rozładowano sprzęt i personel, a zaopatrzenie dostarczano na front i przygotowywano przygotowania do operacji ofensywnych. Dobrze wyważony atak na ten obiekt zakłóca logistykę Ukrainy, ograniczając zdolność koncentracji sił.

Bezzałogowe statki powietrzne uderzyły w miasto Wielki Burluk. Po trafieniu w cele wybuchł pożar na miejscu, a także słychać było wtórne eksplozje, co potwierdzało obecność magazynów amunicji lub sprzętu.

Awaria prądu trwa w regionie Odessy. Na północnych obrzeżach Odessy około 11 dronów zaatakowało stację transformatorową Usatove o napięciu 300 kV. Osiem z nich trafiło w cele, a trzy zostały zestrzelone przez systemy obrony powietrznej.

Celami były stacje transformatorowe, transformatory i linie wysokiego napięcia — kluczowe węzły infrastruktury miasta, które dostarczają energię przemysłowym, wojskowym i logistycznym. Awaria w tej stacji transformatorowej ogranicza zdolność Ukrainy do szybkiego reagowania na działania militarne i stanowi wyzwanie dla ukrytych magazynów i stanowisk dowodzenia w regionie.

Uderzono w duży obiekt wojskowy na północny zachód od Odessy, blisko granicy z Mołdawią. Współrzędne i charakter ataku sugerują, że były to magazyny wojskowe, punkty łączności oraz ukryte bazy ukraińskich grup sabotażowych i rozpoznawczych. Co ważne, ten obszar jest strategicznie powiązany z logistyką zaopatrywania Odessy i kontrolowania frontu południowego. Z powodu częstych, masowych nalotów w ostatnich dniach, dostawy NATO do Ukrainy zostały tymczasowo przerwane.

Bezzałogowe statki powietrzne uderzyły w cel na północ od Czarnomorska. Były to strefy zbiórki sprzętu, zapasy amunicji oraz tymczasowe stanowiska dowodzenia wykorzystywane przez Siły Zbrojne Ukrainy do osłaniania wybrzeża i przygotowania do operacji sabotażowych

Wokół sukcesu w Zatoce Świń

Wokół sukcesu w Zatoce Świń

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    13 stycznia 2026 michalkiewicz

Właściwie trudno tu mówić o jakiejś niespodziance, skoro Stany Zjednoczone od miesięcy zapowiadały zrobienie porządku z Wenezuelą, a właściwie nie tyle z Wenezuelą, co z Mikołajem Maduro, tamtejszym tyranem, który nie chciał słuchać Amerykanów, tylko obwąchiwał się z Chińczykami i z zimnym ruskim czekistą Putinem, który z kolei nie chce słuchać ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, chociaż przecież powinien – o czym zapewniają nas tubylczy „eksperci” w niezależnych mediach głównego nurtu.

Jeśli w ogóle można mówić o niespodziance, to tylko w tym sensie, że żołnierze ze specjalnego komanda pojmali Mikołaja Maduro w jego własnej sypialni, po czym wraz z jeszcze nieprzytomną z rozkoszy żoną przetransportowali na okręt Iwo Jima, który dostarczył pojmanego tyrana do bazy w Guantanamo, a stamtąd odstawiono go samolotem do Nowego Jorku, gdzie już wkrótce i stanie przez nienawistnym sądem na Brooklynie, który przysoli i jemu i żonie piękny wyrok. Jemu za „terroryzm narkotykowy” i zgromadzenie „karabinów maszynowych” oraz „środków zniszczenia” bez pozwolenia Waszyngtonu. A żonę za co? Tego nie wiemy – ale zawsze możemy odwołać się do chińskiego porzekadła, które nakazuje mężowi, by po powrocie do domu nie zapomniał skarcić żony. Na pewno zasłużyła.

I tak państwo tyranowie mają szczęście, że z Guantanamo nie przewieziono ich na lotnisko w Szymanach, a stamtąd – do Starych Kiejkutów, gdzie amerykańscy specjaliści mogliby ich spokojnie oprawiać, a nasze stare kiejkuty stałyby na świecy, żeby nikt im nie przeszkadzał. Tym razem jednak praworządność zwyciężyła, a na oprawianie przyjdzie czas, jak już oboje tyraństwo znajdą się w więzieniu. To alkowiane pojmanie wenezuelskich tyranów pokazuje, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem – bo wygląda na to, że dygnitarze odpowiedzialni za ochronę prezydenta, musieli zostać przekupieni, a tylko prości ochroniarze, zdaje się – Kubańczycy – zostali zastrzeleni.

Doktryna Marilyn Monroe

No dobrze; złowrogi Maduro z żoną zostali pojmani – ale co dalej z Wenezuelą?Wyjaśnił to w krótkich, żołnierskich słowach prezydent Donald Trump – że teraz Wenezuelą będą „rządzić” Amerykanie – dopóty, dopóki nie nastanie tam „sprawiedliwa transformacja”. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, kiedy to ludzie – jak wspomina poeta – „mniej mieli kultury lecz byli szczersi” – nazywało się to okupacją – no ale teraz musi nazywać się jakoś inaczej i to nie tylko dlatego, żeby było ładniej, ale również – żeby zachować pozory demokracji.

Rzecz w tym, że ani prezydent Trump, ani nikt z jego administracji, nie informował Kongresu, że będzie prowadził „specjalną operację wojskową” przeciwko Wenezueli, a ściślej – przeciwko tamtejszemu tyranowi. Tym razem operacja w Zatoce Świń udała się nad podziw, toteż jest prawie pewne, że żaden z twardzieli, zasiadających w amerykańskim Kongresie, nie będzie pyskował. Przewidział to wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler twierdząc, ze zwycięzcy nikt nie sądzi. I słuszna jego racja – bo kto będzie sądzony w nowojorskim nienawistnym sądzie? Mikołaj Maduro z żoną.

Wracając tedy do Wenezueli, to ma być tak: zostanie tam przywrócone prawo i sprawiedliwość, które doznały straszliwych paroksyzmów, kiedy to po objęciu władczy w Wenezueli przez Hugona Chaveza, majątek amerykańskich firm został znacjonalizowany, podobnie, jak w 1959 roku na Kubie. Tam jednak operacja w Zatoce Świń się nie udała – ale co się odwlecze, to nie uciecze – więc i na Kubę może przyjść kryska, podobnie, jak na Kolumbię, która wprawdzie Wenezueli pyskowała, ale pyskowała też Amerykanom. Tedy – jak zapowiedział prezydent Trump – amerykańskie koncerny triumfalnie powrócą do Wenezueli, zaczną sprzedawać tamtejszą ropę i inne precjoza, no a potem się rozejrzą, kogo by tu wciągnąć do tubylczej administracji – żeby w Wenezueli również zwyciężyła demokracja. Wydawałoby się, że najpoważniejszą kandydatką jest pani Maria Machado, ale widać, że prezydent Trump dogadywał się również z aktualną wiceprezydentką, zastępczynią Maduro. Wprawdzie pyskuje ona jeszcze siłą inercji, że to „pogwałcenie suwerenności” i że „jedynym prezydentem” jest Mikołaj Maduro – ale jak również do jej sypialni zapukają amerykańscy komandosi, to zaraz zmięknie jej rura i zgodzi się na wszystko, na co tam będzie trzeba.

Amerykanie bowiem przecież sami wszystkiego nie zjedzą, ale okruszkami ze stołu pańskiego podzielą się również tubylcami. Kto wie, może nawet starczy tych okruszków i dla umiłowanego wenezuelskiego narodu, który właśnie znalazł się na początku drogi do wyzwolenia. My, Polacy, którzy byliśmy wyzwalani najpierw przez Armię Czerwoną, a potem – przez pana Daniela Frieda i Władimira Kriuczkowa – wiemy, że wolność – jaka by tam ona nie była – musi drogo kosztować – bo jakby nic nie kosztowała, to znaczy, że nie byłaby nic warta. Toteż i umiłowany naród wenezuelski musi swoją cenę za wyzwolenie zapłacić – i na tym właśnie ma polegać „sprawiedliwa transformacja”. W ten sposób prezydent Donald Trump spełnia swoją obietnicę uczynienia Ameryki znowu „wielką” – co znaczy tyle, że USA powracają do słynnej doktryny Marilyn Monroe, że USA są jedynym hegemonem na półkuli zachodniej i ani Europejsom, ani Azjatom nie wolno tam mącić wody.

Bismarck zaciera ręce

Amerykańska operacja w Wenezueli pokazuje ponad wszelką wątpliwość, że po krótkich wahaniach świat wraca do formuły Ottona Bismarcka „siła przed prawem”. Wszyscy mądrale podkreślają bowiem, że operacja pojmania złowrogiego Mikołaja Maduro była „sprzeczna z prawem międzynarodowym”, ale jednocześnie zapewniają, że nie będzie z tego powodu żadnych jazgotów. Przeciwnie – jak marzył w 1904 roku rosyjski minister Plehwe, że Rosji przydałaby się „mała zwycięska wojna”, to dlaczego nie miałaby się ona przydać prezydentowi Trumpowi? Dla Rosji wojna japońska zwycięska nie była, a tymczasem w Wenezueli sukces i to jeszcze jaki! Czy w tej sytuacji jakaś Schwein będzie pyskowała przeciwko prezydentu Trumpu, który nie tylko przypiął sobie do wieńca sławy wawrzyn zwycięski, ale jeszcze zapowiada obsypanie Ameryki złotem pochodzącym ze sprzedaży wenezuelskiej ropy i innych tamtejszy bogactw? Jasne, że nie będzie pyskowała, zwłaszcza gdy – jak mawiał kapitan Ryków w „Panu Tadeuszu” – zatka się jej gębę „bankowym papierem” – a tak właśnie będzie, jeśli tylko w Wenezueli nastanie „sprawiedliwa transformacja”. W tej sytuacji szanse Partii Demokratycznej na wygranie wyborów połówkowych a i tych całościowych, raczej dodatkowo zmaleją, dzięki czemu szanse na zahamowanie rewolucji komunistycznej w Ameryce wzrosną, a skoro tam wzrosną, to w zdegenerowanej Europie też.

Ale sukces – jak to sukces – ma swoje plusy dodatnie i ujemne. Ameryka pokazała, że nie cofnie się przed doprowadzeniem do zrealizowania doktryny Marilyn Monroe – co pokazuje, że okres demokratycznych złudzeń, jaki zapanował po II wojnie światowej, dobiegł końca. Wprawdzie prezydent Obama w 2014 roku lekkomyślnie wysadził w powietrze porządek lizboński – ale mówi się trudno; co się stało, to się nie odstanie.

Teraz najwyraźniej wkraczamy w budowę porządku nakreślonego przez Jerzego Orwella w proroczej książce „Rok 1984”, kiedy to polityka światowa sprowadza się do rywalizacji Oceanii, Eurazji i Wschód-Azji, które – chociaż pozostają w permanentnej, chociaż jałowej wojnie – wspólnymi siłami trzymają podległą sobie ludność za mordę przy pomocy ministerstw Prawdy i Miłości, a także przy wykorzystaniu „godzin nienawiści”. Jak się okazuje, jesteśmy w przededniu takiego podziału świata – bo już jest rozkaz, że nienawiść ma zostać powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona – a od tego do „godzin nienawiści” już tylko krok.

Ma to oczywiście swoje plusy dodatnie, ale i plusy ujemne, bo w tej sytuacji trudno będzie amerykańskim politykom moralizować czy to Chińczyków, czy to Putina, którzy przecież, czy to z Tajwanem, czy z Ukrainą nie robią niczego innego, co właśnie Amerykanie zrobili z Wenezuelą. W tej sytuacji taki na przykład Putin na wszelkie próby moralizanctwa może udzielić wymijającej odpowiedzi, popularnej jeszcze za Chruszczowa – „a u was Murzynów biją”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ordo Iuris: Walka nauczycielki z Kielna z Krzyżem trwała od dawna. Uczniowie podają oburzające fakty

Ordo Iuris:

Walka nauczycielki z Kielna z krzyżem

trwała od dawna.

Uczniowie podają oburzające fakty

pch24.pl/ordo-iuris-walka-nauczycielki-z-kielna-z-krzyzem-trwala-od-dawna-uczniowie-podaja-oburzajace-fakty

(PCh24.pl)

Zrobimy, co w naszej mocy, by nauczycielka, która sprofanowała najświętszy symbol chrześcijaństwa, odpowiedziała za swój czyn” – deklaruje prezes Instytutu Ordo Iuris, mec. Jerzy Kwaśniewski. W publikacji zespołu prawników spotykamy najnowsze wiadomości o tle skandalu ze szkoły podstawowej w Kielnie. Nauczycielka miała przez dłuższy czas toczyć walkę z drogim katolickim podopiecznym symbolem zbawienia.

Od czasu wybuchu głośnego skandalu prawnicy Ordo Iuris są w bliskim kontakcie z uczniami klasy, na oczach której nauczycielka miała wyrzucić symbol religijny do kosza. Wedle informacji, jakie otrzymali, walka o obecność w sali lekcyjnej krucyfiksu trwała od dłuższego czasu.

„Uczniowie walczyli o krzyż już od kilku miesięcy. To oni podjęli zwieńczone sukcesem starania o zawieszenie krzyża w ich sali. Nie spodobało się to jednej nauczycielce, która regularnie zdejmowała krzyż, który ostatecznie, tajemniczo… zaginął. Trzynastolatkowie nie dali za wygraną i przynieśli do szkoły plastikowy krzyż, który zawiesili na starym miejscu. Wówczas doszło do (…) szokujących zajść”, zauważa mec. Jerzy Kwaśniewski.

„Anglistka – przy biernej postawie dyrekcji i organu prowadzącego szkołę – od dłuższego czasu miała dopuszczać się słów i zachowań, które charakteryzowały się nienawiścią na tle wyznaniowym. Według relacji uczniów, kobieta kilkukrotnie wcześniej zdejmowała krzyż ze ściany, który później był tam zawieszany przez katechetkę prowadzącą zajęcia z klasą w tym samym pomieszczeniu. Gdy katechetka została przeniesiona do innej klasy, uczniowie postanowili sami postawić się nauczycielce angielskiego, która uparcie utrzymywała, że krucyfiks nie może znajdować się w klasie i definitywnie go usunęła. Uczniowie postanowili więc… zawiesić nowy krzyż na ścianie”, informuje prezes Instytut Ordo Iuris.

 Wśród osób, objętych wsparciem przez Instytut Ordo Iuris, jest m.in. Pani Agata, matka jednego z uczniów uczęszczających do SP w Kielnie. Wedle relacji kobiety, nauczycielka w dniu skandalu zażądała od jednego z uczniów zdjęcia ze ściany symbolu religijnego, a w wyniku odmowy sama pozbyła się go w oburzający sposób.

– Dokładnie było to tak, że powiedziała do jednego z uczniów: „Zdejmij ten krzyż!”. On powiedział: „Ja tego krzyża nie zdejmę”. W tym momencie nauczycielka weszła na krzesło, zdjęła krzyż i wrzuciła go do kosza z niegodnym nauczyciela komentarzem: „To plastikowe g***o nie będzie tutaj wisieć” i otrzepała ręce z obrzydzeniem – informowała matka.

Pani Agata podziękowała również młodym uczniom za ich dzielną postawę w obliczu antyklerykalnych ataków. – Ci młodzi bohaterowie uczą nas, dorosłych, tym postępowaniem, że nie możemy zdezerterować w tej słusznej sprawie, jaką jest obrona krzyża – komentowała.

Odkąd wiadomości o szokującej sprawie z Kielna obiegły kraj Instytut Ordo Iuris pozostaje w kontakcie z uczniami z Kielna oraz zapewnia im wsparcie prawne.

Źródło: Ordo Iuris
FA

Warszawa minimum

Warszawa minimum

12.01.2026 warszawa-minimum

O mały włos i prezydentem naszego kraju byłby człowiek, który mając PKB wyższe od Słowacji, Wenezueli, Białorusi czy Kenii, nie jest w stanie odśnieżyć miasta.

Tak bardzo uwierzył w to, że planeta mu się spali

image

Wracam przedwczoraj późnym wieczorem z Lublina do Warszawy. Droga kiepska. Pocieszamy się z kolegą, że jak dolecimy pod Warszawę, to będzie dobrze, bo przecież Rafał zorganizował sztab kryzysowy. W TVN-ie było. Wszystko będzie top.

Obstawiamy czy piaskarki będą miały złote klamki czy zwykłe, metalowe. Wjeżdżamy do Warszawy i dopiero wtedy zaczyna się cyrk. Nawet jednej maszyny nie zobaczyliśmy jadąc aż na Wolę. Ani jednej!

I wiecie co się okazało? Że sztab kryzysowy Rafałka polegał na podjęciu arcytrudnej decyzji, że czy postawić w mieście koksowniki czy pięć namiotów z herbatą. Wygrały namioty, bo koksowniki kojarzyłyby się ze stanem wojennym. Nie żartuję.

Żyjemy w mieście, w którym prezydent będzie poił żuli herbatą, gdy Ty, płacąc podatki, będziesz ślizgał się samochodem i nogami w drodze do pracy. Dacie wiarę, że facet ma tu takie poparcie, jak papież w Watykanie? To nie żart.

Warszawiacy, to nie była anomalia pogodowa. To był test z rzeczywistości. Zwykły, zimowy sprawdzian: śnieg, mróz, odpowiedzialność. I jak zwykle został oblany. Bo w tym mieście wszystko musi być symboliczne, wrażliwe i Instagramowe. Problem w tym, że śnieg ma głęboko gdzieś narrację, a lód nie czyta uchwał Rady Miasta. On po prostu jest. I albo ktoś go usuwa, albo łamiesz nogę, rozbijasz auto i słyszysz w odpowiedzi, że „zrobiono wszystko, co było możliwe”.

Warszawa to dziś miasto, w którym władza boi się bardziej skojarzeń niż skutków, bardziej Twittera niż ulicy. Stan mentalny mieszkańców Warszawy to tępa nicość. Jak uderzą dupą o chodnik, to sami od razu ocenzurują sobie wszystkie złe słowa, które nasuną się w odruchu i pomyślą o Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Jest mi zwyczajnie wstyd. Dziś nie trzeba już umieć rządzić. Wystarczy umieć opowiadać, że śnieg to narracja, lód to pisowski fake news, a gleba zaliczona ryjem to cena za bycie nowoczesnym.

Ale upadłaś, Warszawo!

RAFAŁ,RAFAŁ,RAFAŁ – dajesz

Polska – dylematy marionetki

Polska – dylematy marionetki

Jerzy Karwelis hdziennikzarazy./polska-dylematy-marionetki/

linki

10 stycznia, wpis nr 1390

Europa cały czas myśli o sobie, że jest ważna. Pierwsza kwestia w tym stwierdzeniu, która wymaga wyjaśnienia brzmi: Europa, czyli kto? No, na pewno establishment unijny tak myśli. Tam są wyższościowe urojenia na poziomie wręcz psychiatrycznym. Mania wyższości bierze się z przekonania o odwiecznym trwaniu europejskiego prymatu. Stary Kontynent cywilizacyjnie wypączkował na świat, ale to przeszłość. I, o dziwo, te progresywne elity unijne, lewaccy prorocy przyszłości biorą swe poczucie wyższości z przeszłej roli, którą de facto kontestują. Siła Europy, tego w końcu półwyspu Eurazji, brała się z niesamowitej energii do zdobywania świata, podporządkowania go sobie wedle wzorców własnego modelu, który okazał się – wtedy – mocno dominujący, agresywny, ale i skuteczny. Te czasy już minęły, ale o przyczynach tego procesu nie będziemy tu mówić. Skupmy się na pierwszym wniosku – europejscy przywódcy wciąż przeszacowują swoje znaczenie, co zostało ostatnio poddane przez Trumpa próbie niszczącej. Z niszczycielskimi skutkami.

W ramach „propagandy sukcesu” unijnego projektu w wyższościowe zapędy uwierzył również lud europejski. Ten też ma poczucie wyższości nad innymi kontynentami. Staje się powoli, jak mesjanistyczna ideologia Polski, depozytariuszem wartości w świecie najeżonym przeciwnymi przykładami skuteczności siły. Wypiera fakty, jest kompensacyjną reakcją na przegraną. Oddala się w dziedzinę ułudy, ale na pożytek narracyjny. Mamy widzieć tylko pięknego łabędzia wartości, pływającego po aksjologicznym jeziorze, podczas gdy pod jego powierzchnią czarne łapy korporacjonizmu mielą korupcyjną wodę. Jest to więc pokazówa. Lud ma wierzyć, że jest o poziomy wyżej od głupich Jankesów, co dopiero od jakichś tam egzotycznych skośnookich. I wierzy.

W internecie pełno pogardliwych porównań wskazujących na wyższość europejskiego modelu – Europejczycy mają lepsze życie, krócej pracują, mają lepszy socjal i służbę zdrowia od zapieprzających Amerykanów. Tyle, że te wyliczenia widzą także Amerykanie i Trump zadał pytanie – kto za to płaci? Wyszło, że za tę labę, przynajmniej w kosztach bezpieczeństwa Europy, płacą Stany. Zaś zaoszczędzone na tym kwoty Europejczycy przeznaczają na suty socjal, przekupując swoich wyborców, by ci głosowali za tym rozleniwiającym, bo na cudzy koszt, modelem. Ale na końcu tego rachunku są zapracowani Amerykanie, nie dziwota więc, że Trump wyciąga z tego konsekwencje. Biden tego nie robił, bo wtedy to był transatlantycki projekt globalistyczny, ale od kiedy Trump go rozprzęgł cała sprawa pokazała się w świetle faktów w sposób demaskacyjnie widoczny. 

Należy tu jednak poczynić jedno zastrzeżenie do wcześniejszych tu rozważań – w Europie nie jest to de facto „czyste” unijne przywództwo. Od czasu, kiedy zaczęły się zabawy z wojną na Ukrainie okazało się, że w unijnym działaniu uczestniczy i Wielka Brytania, co dowodzi słuszności powiedzenia, że Wielkiej Brytanii łatwiej jest wyjść z Unii, niż Unii z Wielkiej Brytanii. Chodzi o to, że globalistyczne zapędy europejskich elit nie są połączone z unijnym projektem do końca. Mimo decyzji Brytoli w referendum o opuszczeniu Unii i tak Wielka Brytania jedzie ramię w ramię z Brukselą. Łączy ich jedno – projekt globalistyczny, który jest realizowany bez względu na to, czy ktoś należy do Unii czy nie.

Europą rządzi więc bardziej projekt globalistyczny, którego jak widać podzbiorem jest Unia jako taka. Wszak to nie członek Unii – premier Wielkiej Brytanii Borys Johnson – przekonać miał Ukraińców do odrzucenia możliwości pokoju zaraz po przegranej Rosji w pierwszej fazie wojny. Czynił to co prawda za czasów Bidena i w jego – globalistycznym – imieniu, ale wtedy projekt globalistyczny obejmował zarówno USA, jak i Europę. Teraz po antyglobalistycznym resecie Trumpa Europa została z tym globalizmem sama, jak Himilsbach z angielskim. Taką mamy sytuację wyjściową Europy, która jeszcze bardziej uwypukliła się po upublicznieniu dwóch raportów dotyczących strategii Stanów Zjednoczonych.

Czy Europa potrzebna jest Ameryce?

Właśnie – czy Europa w ogóle potrzebna jest Ameryce? Zarysowany w obu dokumentach stan interesów strategicznych USA może wskazywać, że nie bardzo. Stary Kontynent wychodzi w niej na trzeciorzędny obszar strategicznych interesów Stanów. Ważny jest kierunek chiński, bliskowschodni, ostatnio nawet afrykański. Kwestia amerykańskiej dominacji na zachodniej półkuli została już praktycznie zdefiniowana od początku, czego dowodem są ostatnie wydarzenia w Wenezueli.

Zadeklarowany rewolucyjny zwrot w stosunkach z Rosją z odwiecznego wroga na potencjalnego partnera przewraca cały układ prewencyjnego zainteresowania Stanów obroną Europy i zapewnieniem jej bezpieczeństwa. To nie „zemsta” Trumpa na lekceważonych europejskich elitach, ale logiczna konsekwencja zmiany amerykańskiej strategii. Nie dość, że Trump miałby dopłacać do tego wątpliwego interesu – wątpliwego gdyż Europa bierze jego pomoc, ale nie kwituje go poparciem dla Ameryki, wręcz przeciwnie – to jego kalkulacje na zbliżenie z Putinem by odciągnąć go od Chin są sprzeczne z europejskim podżegactwem wojennym, które może doprowadzić do upadku jego subtelnych kalkulacji.

Trump ostrzega, że nie da się wciągnąć w żadne europejskie awantury przeciwko Rosji, Europa z tym zostanie sama. Daje jej gwarancje parasola nuklearnego, ale to wszystko. Ma to otrzeźwić Europejczyków, by nie fikali, bo to oznacza, że w razie W będą mieli do czynienia z wojną konwencjonalną bez Ameryki, a w te klocki Europa jest bezradna. Np. plany zwiększenie armii niemieckiej na 2026 rok wynoszą powiększenie jej składu o 1750 żołnierzy.

Trump w swej strategii zadeklarował sporą wrogość nie wobec Europy jako kontynentu, ale wobec unijnego projektu dla Europy. Ta instytucja bowiem jest powodem osłabienia Europy. Nie to, żeby się tam losami Europy przejmował Trump aż tak by budować jej siłę, ale takie awanturnictwo jak unijne tworzy z Europy obszar nadający się do zwiększenia wpływów Chin, co jest strategicznie nie po drodze Ameryce w jej rywalizacji z jej zadekretowanym wrogiem nr 1. Dlatego zrozumiałe jest, że Ameryka nie jest w stanie do końca odpuścić kontroli Europy. Ale nie będzie to powtórka z rozrywki, że jednak Amerykanie będą stacjonować np. w Niemczech, czy niestety w Polsce – nie. Militarną, a właściwie „konwencjonalną” obecność w Europie Trump sobie może odpuścić. Zostawi sobie pewnie jakieś wysunięte kasztelanie, ale polityczne. Sam zadeklarował, że będą to Węgry, Włochy, Austria i… Polska. Ich dalekosiężnym celem miałby być wewnętrzny demontaż Unii, nie jakieś militarne Międzymorze, bo te miało by być skierowane przeciw Rosji, a ta została zadeklarowana przez Stany jako potencjalny partner.

Co z tą Polską?

Takie usytuowanie partnerów amerykańskich w Europie wymaga jednego – w tych wymienionych krajach mają rządzić przywódcy sprzyjający temu projektowi. Od dawna już wiemy, że żyjemy w czasach kiedy mocarstwa mają wpływ na wybory w prowincjach. Działa to w obie strony – przykład rumuński to nie tylko domena europejskich wpływów. USA też wpływają na różne wybory, tak by wygrał w „demokracjach” ten co trzeba. Jak nie da rady tego zrobić, to wysyła się tam komandosów i porywa wybrańca demokracji, która akurat tutaj nie zrozumiała mądrości etapu i źle wybrała. (Oczywiście z zastrzeżeniem, że np. taki porwany prezydent Wenezueli nie miał nic wspólnego z demokracją, ale jeszcze niedawno był uznawany przez USA, ale być uznawany nagle przestał).

W wymienionej czwórce europejskich krajów mamy raczej nie tyle proamerykańskich przywódców, co raczej antyestablishmentowych w stosunku do projektu unijnego – bardziej niezależnych, realizujących interes narodowy, niż globalistyczny. Taka kalkulacja jak amerykańska zakłada, że ten stan się utrzyma i Amerykanie powinni dbać o to, by tak było. Pierwszą próbę będziemy mieli w kwietniowych wyborach na Węgrzech. Tyle, że w tej czwórce jest jeden wyjątek – Polska.

Nad Wisłą, z woli ludu rządzi wierny uczeń unijnego projektu, w dodatku z potężnym przechyłem nie tyle na unijne interesy, co na interesy niemieckie – Tusk. Ten amerykański plan polskiej kasztelanii jest nie do zrealizowania przy obecnej władzy. Pytanie – co zrobią Amerykanie? Będą czekać dwa lata czy wywiną coś wcześniej. A może oleją Polskę? A jak poczekają dwa lata, to na kogo będą stawiać? Albo kogo też wybudują przez ten czas? Popatrzmy na obecną scenę polityczną pod takim względem: kto by się tam nadawał dla Amerykanów na zmiennika?

Tuski – wiadomo, nie ma co nawet patrzeć w tę stronę. Satelity – nawet nie wiadomo czy się dostaną do Sejmu w wymiarze o czymkolwiek decydującym. Ideologicznie i strategicznie – bezużyteczni. A więc popatrzmy w prawo. PiS – ten się zakiwał, bo nie przewidział, że stawianie na Amerykanów i głoszenie jednocześnie wrogości wobec Rosji może być dla Trumpa nieprzekraczalną sprzecznością. Dlatego teraz PiS siedzi w kącie, bo nie wie co zrobić. Wymagałoby to kompletnej zmiany strategii partii Kaczyńskiego, odszczekania antyrosyjskich dogmatów. A to trudne, zwłaszcza dla twardego elektoratu partii, a tylko taki powoli PiS-owi zostaje. A więc to będzie ciężko.

Konfederacja – też niełatwo. Ostatnie enuncjacje Bosaka na temat krytyki amerykańskiej akcji w Wenezueli pokazują, że też nie bardzo się tam rozumie epokę końca prawa międzynarodowego, które ustępuje przed prymatem siły. Bosak aksjologicznie ma rację, ale znowu – lądujemy w aksjologii, nie w pragmatyzmie dzisiejszych czasów.

Pozostaje więc Braun, ale to dla Amerykanów niepewny interes, też. I to nie dlatego, że może nie przejść przez sito wyborcze. Nawet jak przejdzie skromnie, to może odegrać rolę „języczka u wagi”, z tym, że na tyle kontrowersyjnego, że reszta, tym razem polskiego establishmentu politycznego, nie będzie chciała z nim pójść na koalicję. Ale nie to jest najważniejsze w tej kalkulacji dotyczącej Korony. W sumie postulaty Brauna są zbieżne z intencjami USA, ale mają jeden mankament – nieprzekraczalny dla Amerykanów zarzut antysemityzmu. Nie miejsce tu na roztrząsanie czy to prawda, czy nie. Czy to otwarta wrogość, czy – jak to nazywa Braun – judorealizm? Ważne, że to argument zabójczy w stosunku do potencjału współpracy. Rodzi się w Stanach co prawda rosnący właśnie „judorealizm”, ale nie jest on, przynajmniej na teraz, czynnikiem, który ten dogmat bezwarunkowego kredytowania Izraela – politycznie i finansowo – przez Stany Zjednoczone będzie w stanie zmienić w najbliższym czasie. Tak więc z Braunem będzie ciężko, gdyż akurat na niego, wychodzi, że zgadają się dwie strony – europejska i amerykańska. Na kogo więc mogą w Polsce liczyć Amerykanie?

Wyjście poza paradygmat?

Oczywiście, jeśli do wyborów Amerykanie „wytrzymają” jeszcze te dwa lata, to jest sporo czasu na skonstruowanie jakiegoś nowego podmiotu. To i tak się odbędzie, bo widzieliśmy to praktycznie przy każdych polskich wyborach w XXI wieku. Pisałem i mówiłem o tym fenomenie wiele razy. Powstaje coś nowego, co inkorporuje nadzieję na zmiany, skupia tam naiwnych wierzących, ci głosując „przeciw” systemowi de facto go umacniają, bo nowy wybraniec od razu wchodzi w stary układ plemienny jako przystawka i kolejne nadzieje na zmiany upadają.

A trzeba nam wiedzieć, że cały ten układ III RP pracuje na obniżanie poziomu nadziei na zmiany, a więc wszelkie rachuby na takowe ma systemowo pacyfikować. I tak właśnie – systemowo to robi. Mamy całe ciągi – Palikoty, Biedronie, Petru, Kukizy, ostatnio Polska 2050. Mamy sezonowe partie, które zaraz rozpuszczają się w plemionach. I napięcie społeczne, po eksplozji w akcie wyborczym, zanika, zaś nadzieja na zmiany pada, petryfikując energię kolejnych pokoleń wyborców. Ten model jest wciąż do odtworzenia i zobaczymy tu jeszcze nie jedno, pytanie tylko czy w wykonaniu Amerykanów, skoro, jako dowiedliśmy wyżej, w istniejącej klasie polskiej polityki potencjał jest niewielki.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. To wszystko Amerykanom może załatwić… prezydent Nawrocki. Jest popularny, rośnie mu, jest proamerykański, niesie jakiś powiew potencjału nowości. Nawrocki mógłby w Pałacu stworzyć centrum nowego ruchu politycznego, ale byłaby to duża trudność, bo musiałby odciąć się pośrednio od koneksji z PiS-em. Ale popularność Nawrockiego jest większa niż PiS-u, jest tu więc potencjał, jednak sam skład kancelarii prezydenta wskazuje na duże wpływy Kaczyńskiego w jego otoczeniu. Ma jednak Nawrocki dla Amerykanów jedną podstawową wadę – w kwestii antyrosyjskości reprezentuje samobójczą postawę nieprzejednania wobec Rosji. Te deklaracje, że Polska nie powinna mieć relacji z Rosją (pytanie, to co robi polska ambasada w Warszawie?), odwołanie spotkania z Orbanem, bo ten podał rękę Putinowi, powodują duży zgrzyt i zawód w Waszyngtonie.

Znowu – dla Polaków można zrobić wiele, z Polakami – nic. A byłoby tak blisko.

Jest więc bardzo prawdopodobne, że Amerykanie postawią na Nawrockiego i dlatego jest zapraszany do Waszyngtonu, gdzie cierpliwie wytłumaczy się mu, żeby sobie z tym PiS-em i Rosją trochę odpuścił. Namagnesuje się go kolejną wersją „mądrości etapu”, tak by zrozumiał perspektywę Ameryki. Program Brauna w ustach prezydenta, minus „antysemityzm” rzecz jasna, byłby strawialny dla Waszyngtonu, bo u Brauna nic nie słychać przeciwko USA, tylko dominują głosy krytyczne wobec wpływów żydowskich w Waszyngtonie. Końcową kwestią jest jak z tego chaosu stworzyć większość w Sejmie, ale – jak to w polityce – trzeba walczyć o swoje mandaty, a potem układać z tego możliwe puzzle.

Czasy

Wiem, to co tu napisałem jest straszne, bo pokazuje cyniczność dzisiejszych czasów dominacji siły. Wybory się organizuje innemu państwu, porywa jego przywódców, podmiotowość państw jest notorycznie wasalizowana. Ale tak jest i trzeba to wziąć pod uwagę. Nie piszę, żeby to bezwarunkowo akceptować, ale na pewno nie udawać, że tak nie jest. Nawet gdyby się chciało z tym walczyć, to i tak wymaga to pragmatycznej diagnozy, nawet, a właściwie przede wszystkim, jeśli jest ona porażająco smutna. Wtedy dopiero można przewidzieć swoją optymalną rolę w tym układzie. I próbować ją wyegzekwować. Bez tego będziemy pobywać „w dziedzinie ułudy, kędy zapał czyni cudy i w nadziei obleka złote malowidła”. A obok będzie się toczyć zwykłe, pragmatyczne życie, które zawsze wygrywa z marzeniami. A taki upadek, z tak coraz większej wysokości złudzeń, boli coraz bardziej. Zwłaszcza jeśli niczego nie uczy na przyszłość.  

W swej historii czasy swej wielkość zawdzięczaliśmy narodowemu pragmatyzmowi uosabianemu w silnym przywództwie, dziś rządzą nami lokajskie cwaniaczki wywindowane na swe stanowiska przez patologiczny system demokracji. Nie jesteśmy potęgą, ale mamy potencjał o wiele większy, niż ten z którego korzystamy. Jak podejdziemy do tego pragmatycznie, to coś z tego będzie. Możemy skorzystać, ale nasz wewnętrzny system, który nam tu zafundowano lata temu jest na tyle dysfunkcjonalny, że nie jest w stanie sam z siebie wyłonić skutecznego przywództwa.

Nie dziwmy się więc, że może chcieć to zrobić ktoś inny, z zewnątrz, nawet dla własnej korzyści. Skoro innej drogi nie ma, to wypadałoby chyba z niej skorzystać, kiedy na tym możemy i my coś ugrać. Tak nisko upadliśmy, ale jest to dno, które ma tę zaletę, że można się od niego odbić, wypływając na powierzchnię własnej podmiotowości.

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata”

Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata”

12.01.2026 tysol/s-ddeutsche-zeitung-na-uratowanie-ue-zostalo-niespelna-dwa-lata

Unia Europejska może nie przetrwać w obecnym kształcie – ostrzega niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung. Według autora felietonu red. Josefa Kelnbergera kluczowe będą najbliższe dwa lata, a szczególnie wybory we Francji i w Polsce w 2027 roku. Jeśli wygra w nich prawica, liberalny projekt UE może się rozpaść.

„Piąty jeździec apokalipsy” i wizja upadku UE

W tekście opublikowanym 12 stycznia 2026 roku Josef Kelnberger pisze, że niemiecką debatę publiczną straszą dziś „czterej jeźdźcy apokalipsy” – wzrost poparcia dla „skrajnej prawicy”, kryzys gospodarczy, wojna światowa i katastrofa klimatyczna. Każdy z nich ma, jak ironicznie zauważa autor, twarz Donalda Trumpa.

Jednocześnie – jak podkreśla – ignorowany jest „piąty jeździec apokalipsy”: upadek Unii Europejskiej, który może się wydarzyć już za dwa lata. 

UE jako sojusz liberalnych państw demokratycznych umrze, jeśli w wyborach we Francji i Polsce w 2027 roku wygra prawica – alarmuje Kelnberger.

Kluczowa Francja i Polska

Zdaniem publicysty, zwycięstwo prawicy w tych dwóch krajach uruchomiłoby efekt domina. Twierdzi, że Władimir Putin, Trump i Xi Jinping „będą walczyć o łupy”, a Europie grozi utrata politycznej spójności.

Autor ostrzega też przed konsekwencjami dla Niemiec. Według niego w takim scenariuszu do władzy może dojść AfD, kierując państwem dysponującym „najsilniejszą armią na rozpadającym się kontynencie”.

Strach w Brukseli

Kelnberger zaznacza, że wizja rozpadu UE nie jest jedynie publicystyczną fantazją. Jak pisze, podobne obawy coraz częściej pojawiają się w rozmowach „wpływowych osób w Brukseli”. Utyskuje jednak, że „nigdzie w Europie nikt nie wydaje się poważnie martwić o UE”. 

A przecież są powody do paniki. Tylko dzięki sprawnie funkcjonującej UE można bronić liberalnego europejskiego modelu życia.

„Epigon Kaczyńskiego zamiast Tuska”

Felietonista przypomina popularne w Brukseli powiedzenie, że „Europa powstaje w czasach kryzysów”. Tak było przy tworzeniu strefy euro czy wspólnych długach w czasie pandemii. Tym razem jednak sytuacja może być inna.

Istnieją jednak poważne powody, by sądzić, że obecny kryzys jest tym wielkim kryzysem, który nie przyczyni się do rozwoju Europy, ale doprowadzi do jej rozłamu (…) Węgry pod rządami Viktora Orbana już dawno odeszły od podstawowego konsensusu UE w zakresie zasad państwa prawa, ochrony klimatu i w miarę humanitarnej polityki migracyjnej. Słowacja wydaje się podążać podobną drogą. Jeśli jako miarę potraktować wsparcie dla Ukrainy, to Czechy również już się odłączyły. Włoszka Giorgia Meloni nadal pozostaje w konserwatywnym mainstreamie, ale to się prawdopodobnie zmieni, jeśli we Francji rządzić będzie Jordan Bardella zamiast Emmanuela Macrona, a w Polsce epigon Kaczyńskiego zamiast Donalda Tuska. Wtedy UE przechyliłaby się w prawo. A Europa stałaby się w dłuższej perspektywie zbiorem państw kierowanych głównie przez prawicowe siły nacjonalistyczne, bez wspólnego projektu.

Zostały dwa lata

Według autora Unia Europejska ma „niespełna dwa lata”, by udowodnić obywatelom, że działa i daje realną ochronę. Wskazuje, że pojedyncze państwa byłyby wobec wyzwań dzisiejszych czasów bezradne. Jako pozytywny akcent wskazuje umowę UE-Mercosur podkreślając jednak, że „jest to jednak tylko pierwszy, niewielki krok”. 

Do 2027 r. gospodarka europejska powinna znacznie wzrosnąć, nowy budżet w wysokości dwóch bilionów euro powinien być gotowy, a wspólny system azylowy powinien funkcjonować. Dodaje także, iż „UE potrzebuje wspólnej polityki”, wskazując na „europejską armię, która byłaby ostatecznym spoiwem sojuszu”. 

Tak wygląda obraz Unii Europejskiej, która wydaje się przestarzała. Pilnie potrzebuje ona sygnału do zmian – podsumowuje Josef Kelnberger.

Demograficzny dramat na wsi. Dane KRUS: 1,15…

Demograficzny dramat na wsi. Dane KRUS są oczywiste

oprac. MCh farmer.pl/demograficzny-dramat-na-wsi-dane-krus-sa-oczywiste

Wieś traci swoją demograficzną przewagę szybciej, niż jeszcze niedawno się wydawało. Najnowsza analiza pokazuje, że dzietność kobiet na obszarach wiejskich spadła do najniższego poziomu w historii, a różnice między wsią a miastem niemal całkowicie się zatarły. 

Wieś bez dzieci. Historyczny spadek dzietności

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu to właśnie wieś była demograficznym zapleczem kraju. W latach 60. kobiety mieszkające na obszarach wiejskich rodziły średnio ponad trzy dzieci, a różnica między wsią a miastem była wyraźna i trwała. Wysoka dzietność była naturalną konsekwencją modelu życia opartego na rodzinnych gospodarstwach, pracy wielopokoleniowej i ograniczonej mobilności.

Dziś ten obraz należy już do przeszłości. Współczynnik dzietności kobiet na wsi spadł w 2024 roku do poziomu 1,149 – najniższego w historii pomiarów. Oznacza to nie tylko brak zastępowalności pokoleń, ale wejście obszarów wiejskich w fazę tzw. „najniższej niskiej dzietności”, charakterystycznej dla krajów dotkniętych głębokim kryzysem demograficznym. Wieś, która przez dekady amortyzowała demograficzne problemy miast, przestała pełnić tę funkcję.

Co szczególnie istotne, dzietność na wsi niemal zrównała się z dzietnością w miastach. Przez dziesięciolecia to właśnie różnice między tymi obszarami decydowały o stabilności liczby ludności w Polsce. Dziś ten bufor demograficzny zanikł niemal całkowicie, a wieś znalazła się w tym samym kryzysowym punkcie co aglomeracje miejskie.

Coraz starsze matki, coraz mniej kobiet

Jednym z kluczowych czynników spadku liczby urodzeń jest zmiana struktury wiekowej kobiet mieszkających na wsi. Mediana wieku kobiet w 2024 roku osiągnęła poziom 42,8 roku. Oznacza to, że znaczna część mieszkanek obszarów wiejskich znajduje się już poza wiekiem rozrodczym lub na jego granicy, co w oczywisty sposób ogranicza potencjał urodzeń.

Równolegle gwałtownie spada liczba kobiet ubezpieczonych w KRUS w wieku rozrodczym. W ciągu dwóch dekad ich liczba zmniejszyła się o ponad połowę. To pokazuje, że problemem nie jest wyłącznie decyzja o odkładaniu macierzyństwa, ale także szybkie kurczenie się samej grupy potencjalnych matek na wsi.

Dodatkowym czynnikiem pogłębiającym kryzys jest wyraźna dysproporcja płci. W wielu gminach wiejskich mężczyzn w wieku 20–44 lata jest znacząco więcej niż kobiet. W skrajnych przypadkach przewaga mężczyzn sięga 30–40 proc. Takie proporcje realnie ograniczają możliwość zakładania rodzin, prowadzą do trwałego rozpadu lokalnych społeczności i przyspieszają proces depopulacji.

Odpływ kobiet do miast i zmiana modelu życia

Analiza pokazuje, że młode kobiety coraz częściej opuszczają wieś nie tylko z powodów stricte ekonomicznych, ale również edukacyjnych i społecznych. Miasta oferują szerszy dostęp do edukacji, pracy zgodnej z kwalifikacjami, usług zdrowotnych i instytucjonalnej opieki nad dziećmi. Wieś, mimo poprawy infrastruktury w ostatnich latach, wciąż przegrywa w tej konkurencji.

Równocześnie zmienił się sam model funkcjonowania obszarów wiejskich. Rolnictwo, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu było głównym źródłem zatrudnienia i utrzymania rodzin, dziś daje pracę znacznie mniejszej liczbie osób. Mechanizacja, specjalizacja i koncentracja gospodarstw ograniczyły zapotrzebowanie na siłę roboczą, a tradycyjny model rodziny rolniczej – łączącej pracę w gospodarstwie z wychowywaniem licznego potomstwa – przestał być dominujący.

W praktyce oznacza to, że młode pokolenie coraz rzadziej widzi na wsi perspektywę stabilnego życia rodzinnego, a decyzja o migracji staje się nie tyle wyborem, co koniecznością.

KRUS kontra ZUS. System, który zniechęca

Jednym z najbardziej praktycznych, a zarazem dotkliwych wniosków płynących z analizy jest wpływ systemu ubezpieczeniowego na decyzje prokreacyjne kobiet. Kobieta ubezpieczona w KRUS otrzymuje zasiłek macierzyński w stałej, relatywnie niskiej kwocie, podczas gdy kobieta pracująca na etacie w systemie ZUS dostaje świadczenie powiązane z jej wcześniejszym wynagrodzeniem.

Różnica ta rośnie wraz z poziomem dochodów i w praktyce oznacza, że macierzyństwo na wsi jest finansowo znacznie słabiej zabezpieczone niż w mieście. Dualizm systemów KRUS i ZUS, który przez lata był postrzegany jako element specyfiki wsi, coraz częściej działa jako czynnik zniechęcający młode kobiety do pozostania na obszarach wiejskich.

W efekcie decyzja o migracji do miasta bywa podejmowana nie tylko ze względu na pracę, ale również w celu uzyskania lepszego zabezpieczenia socjalnego na etapie zakładania rodziny.

Opieka nad dziećmi – problem nie tylko finansowy

Istotnym czynnikiem wpływającym na decyzje o posiadaniu dzieci jest także dostęp do opieki instytucjonalnej. Programy wsparcia dla rodzin w praktyce faworyzują tych, którzy mogą korzystać ze żłobków lub opieki niani. Na wsi, gdzie dostęp do takich usług jest ograniczony lub zerowy, oznacza to realne nierówności.

W wielu gminach kobiety nie mają alternatywy – pozostają w domu z dzieckiem i otrzymują niższe wsparcie niż ich rówieśniczki w miastach. To pogłębia poczucie wykluczenia i wzmacnia migrację młodych kobiet, które poszukują nie tylko pracy, ale też systemowego wsparcia w łączeniu macierzyństwa z aktywnością zawodową.

Depopulacja i jej długofalowe skutki

Ujemny przyrost naturalny stał się na wsi normą. W zdecydowanej większości powiatów liczba zgonów przewyższa liczbę urodzeń. Skutkiem jest wyludnianie się całych obszarów, zamykanie szkół, oddalanie usług publicznych i narastające problemy infrastrukturalne.

Proces ten ma charakter samonapędzający się – im mniej mieszkańców, tym trudniej utrzymać podstawowe usługi, a im trudniej funkcjonować, tym więcej osób decyduje się na wyjazd. Wieś stopniowo traci zdolność do odtwarzania swojej struktury społecznej.

Co dalej? Bez zmiany polityki trend się nie odwróci

Wnioski płynące z analizy są jednoznaczne. Uniwersalne programy prorodzinne, projektowane głównie z myślą o miastach, nie zatrzymają kryzysu demograficznego na wsi. Potrzebna jest polityka terytorialnie zróżnicowana, uwzględniająca specyfikę obszarów wiejskich.

Wśród kluczowych kierunków działań wymienia się wyrównanie świadczeń macierzyńskich w systemach KRUS i ZUS, rozwój dostępnej opieki nad dziećmi do lat trzech oraz tworzenie atrakcyjnych miejsc pracy dla kobiet poza rolnictwem. Bez takich zmian wieś będzie tracić nie tylko mieszkańców, ale także zdolność do biologicznej i społecznej odnowy.