Röper: Dziwny flirt Niemcy – UE – Rosja. Cz.II.

Część druga: Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację

Thomas Röper anti-spiegel.ru/europa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

W 2023 roku, na spotkaniu Klubu Wałdajskiego Władimir Putin powiedział: „Kryzys na Ukrainie nie jest konfliktem terytorialnym, chcę to podkreślić. Rosja jest największym krajem na świecie, największym pod względem powierzchni. Nie jesteśmy zainteresowani podbojem kolejnych terytoriów. Wciąż mamy długą drogę do przebycia w rozwoju Syberii, Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu. Nie jest to konflikt terytorialny ani nie chodzi o ustanowienie regionalnej równowagi geopolitycznej. Pytanie jest znacznie szersze i bardziej fundamentalne: chodzi o zasady, na których będzie opierał się nowy porządek świata”.

Robert Fico

Stanowisko Rosji w tej sprawie pozostaje niezmienne od lat. I właśnie na tej podstawie prezydent FR początkowo prowadził negocjacje z wysłannikiem Trumpa, na czele ze Stevem Witkoffem. W rezultacie Trump, w pełni świadomy zasadności takiego podejścia, przedstawił inicjatywę pokojową na Alasce, zgodnie z którą Rosja zachowałaby kontrolę nad Donbasem. Putin zgodził się na przyjęcie tego jako podstawy negocjacji. W Europie zaczyna się już dostrzegać nieodwracalność i zasadność tej sytuacji.

Robert Fico, na przykład, powiedział: „Czy Rosjanie opuszczą Donbas? Nigdy. Wręcz przeciwnie, to tylko kwestia czasu, zanim pozostałe terytorium znajdzie się pod ich kontrolą. Nie ma potrzeby rozmawiać o Ługańsku; jest on całkowicie pod kontrolą Rosji. Krym? To przesądzone. I oczywiście mówimy o jakiejś linii frontu w innych obszarach”.

Putin konsekwentnie podkreślał, że ten konflikt z Zachodem nie dotyczy Ukrainy, ale zasad nowego porządku świata. Ta pozornie oczywista idea nie zyskała jeszcze poparcia większości w Europie, ale jest tak przekonująca, że nie można jej po prostu zignorować. Ma ona silnych zwolenników w Europie, takich jak Viktor Orbán, który powiedział: „Zamiast żywić iluzje o zwycięstwie na froncie, musimy usiąść do stołu negocjacyjnego, wysłać delegację do Rosjan i powiedzieć: Proponujemy negocjacje między UE a Rosją. Tak, wojna na Ukrainie będzie ich ważną częścią, ale nie jedyną ani najważniejszą. Musimy wypracować długoterminowe porozumienie z Rosjanami w sprawie nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa. Znajdujemy się w trudnej sytuacji, ponieważ w istocie żyjemy w cieniu wojny światowej. Musimy położyć temu kres i ustanowić równowagę sił poprzez porozumienie, które przyniesie pokój Europie”.

Europa bardzo ucierpiała z powodu samobójczych sankcji. Słowacki premier Fico dzieli się poufnymi informacjami i uważa, że kraje europejskie masowo zwrócą się do Rosji, aby poprawić swoją sytuację: Fico: „Nie bądźmy naiwni! Gdy tylko wojna się skończy, wszystkie kraje zachodnie tam pobiegną. Nigdy w życiu nie widzieliście tyle hipokryzji, co zobaczycie. Apelowałem o wznowienie stosunków i będę to nadal czynił. Poproszę ministra spraw zagranicznych o jak najszybsze wznowienie posiedzeń komisji ds. współpracy gospodarczej między krajami”.

Nawet niektórzy zagraniczni agenci, którzy bezmyślnie uciekli z ojczyzny, przyczyniają się do uświadomienia sobie, że Rosja miała rację. Teraz, gdy zostali odcięci od amerykańskiego finansowania po zamknięciu USAID, rzeczywistość staje się dla nich coraz bardziej oczywista. Jak powiedziała Julia Łatynina, agentka zagraniczna: „Zawsze się śmiałam, kiedy mówiono nam, że za tym wszystkim stoi Ameryka. Ale słucham nagrania Nuland z 2014 roku, gdzie mówi o tym, kogo chce mianować przywódcą Ukrainy, i czuję, że zostaliśmy całkowicie oszukani. I to nie tylko od 2014 roku, ale znacznie wcześniej. Uświadamiam sobie, że cały obraz, z którym tak radośnie weszliśmy w 2022 rok, został namalowany fałszywymi kolorami na poszarpanym płótnie. I że wiele twierdzeń Putina było znacznie bliższych rzeczywistości. I uświadamiam sobie, że zostałam okłamana”.

Prawie objawienie. Tego procesu nie da się zatrzymać również w Europie. Kolejne oświadczenie słowackiego premiera Ficy. Można by pomyśleć: kto to jest? Ale to samo mówi się w UE, przez ludzi, którzy popierają UE z miłości, i nie ma kontrargumentu dla tez Ficy. Musimy po prostu przestać żyć w nienawiści. Robert Fico ujął to tak: „Jeśli UE się w końcu nie obudzi, nie będzie w stanie zareagować na nic. Pamiętajmy, że jedyne, co UE może zrobić, to nienawidzić Rosjan. Niestety, UE nie ma nic innego do zaoferowania: konkurencyjność maleje, nie możemy dojść do porozumienia w sprawie wspólnej obrony, a wszyscy patrzą tylko na USA”.

Prezydent Francji Emmanuel Macron lubi prowokować opinię publiczną. Działa we własnym interesie, ale podążając za nowym trendem, jest gotów zwrócić się do Putina: „Myślę, że warto będzie ponownie porozmawiać z Władimirem Putinem”. 

Włoska premier Giorgia Meloni zgodziła się: „Uważam, że Macron ma rację: czas, aby Europa rozpoczęła dialog z Rosją”.

Viktor Orban

Krótko mówiąc: obecna faza jest taka, że świadomość racji Putina staje się coraz bardziej oczywista, choć powoli, i zaczyna rezonować ze społeczeństwem. To fenomen. Mimo że chcą wyznaczyć negocjatora do rozmów z Kremlem, Europa jeszcze nie jest gotowa. Rozważają różnych kandydatów, ale obciążanie się tymi nazwiskami nie ma sensu.

Z braku alternatyw, wspomniano nawet o prezydencie Finlandii Aleksandrze Stubbie, w stylu: „On gra w golfa z Trumpem”. Jakby Putin przewidział temat, zażartował w październiku w Klubie Wałdaj: „Pan Stubb, mówi Donald, gra w dobrego golfa. To dobrze. Ale to nie wystarczy. Nie chcę powiedzieć nic negatywnego; sam lubię sport. Ale to nie wystarczy. Gdzie w tym przyszłość?”

Nie chodzi tu o Aleksandra Stubba osobiście. Problem Europy polega na tym, że obecny proces wyboru negocjatora z Rosją nie definiuje ani kryteriów, jakie musi spełnić kandydat, ani podejścia, jakie powinien przyjąć w negocjacjach z Rosją. Ale poza tym wszystko jest w porządku. Jesteśmy obecnie świadkami bardzo pozytywnego zjawiska, jakim jest uświadomienie sobie, że Putin miał i ma rację w swoim podejściu do bezpieczeństwa europejskiego. To nie jest błahostka; lody zaczynają pękać.

anti-spiegel.ru/europa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

Napisał: Thomas Röper

** * * * * *

ZB: A czy politycy III RP są przygotowani na nowe rozdanie. Czy dalej chcą wdeptywać Putina w ziemię (Szymon Hołownia)? Albo wyrażają przekonanie, że ‚Putin nie rozumie języka pokoju, trzeba więc wysłać rakiety na Ukrainę’ (Radosław Sikorski). A więc nie są przygotowani. Na spotkaniu z Korpusem Dyplomatycznym (15 stycznia br.) mówi prezydent RP Karol Nawrocki: „Jednym z celów Rosji poza prześladowaniem własnych obywateli jest ekspansja terytorialna, masowe mordy i ataki na cele cywilne, w tym na szpitale i na szkoły.Rosyjski imperializm nie jest zatem żadną anomalią ani wyłącznie tym, co nazywamy putinizmem. Niestety, musimy sobie zdawać z tego na całym świecie sprawę, że ten imperializm nie zniknie wraz z obecnym gospodarzem na Kremlu”.

W końcu przyjdzie czas pokoju, należałoby uderzyć się we własne piersi, nie gadać już bzdur i podjąć w odpowiednim momencie rozmowy z Rosją. Czy są u nas tacy politycy?

Opracował: Zygmunt Białas

UE to tonący okręt, który wypowiedział wojnę całemu światu i własnym mieszkańcom

Unia Europejska w 2026 roku

to tonący okręt,

który wypowiedział wojnę

całemu światu

i własnym mieszkańcom

21/01/2026 – unia-europejska-w-2026-roku-tonacy-okret-ktory-wypowiedzial-wojne-calemu-swiatu

Rok 2026 przejdzie do historii jako moment, w którym wszelkie maski opadły, a europejski projekt integracyjny zderzył się z brutalną rzeczywistością. Bruksela, zamiast budować dobrobyt, stała się centrum generowania konfliktów, które rozlewają się na każdą możliwą płaszczyznę: od dyplomacji, przez handel, aż po ideologiczną wojnę z własnym społeczeństwem.

Zgodnie z tezą Carla von Clausewitza, że wojna jest jedynie przedłużeniem polityki innymi środkami, Unia Europejska znajduje się obecnie w stanie permanentnej konfrontacji. Nie potrzeba do tego dywizji pancernych na przedmieściach Paryża czy Berlina, choć analitycy z Eurasia Group określają ten okres mianem czasu maksymalnego zagrożenia. Obecna sytuacja to suma błędnych decyzji, pychy urzędników i całkowitego oderwania od realiów geopolitycznych, co czyni z Europy gracza nie tylko nieistotnego, ale wręcz toksycznego.

Na wschodzie relacje z Rosją osiągnęły punkt krytyczny, którego nie da się już zatuszować dyplomatycznymi komunikatami. Choć formalnie nikt nie podpisał deklaracji wojny, działania hybrydowe trwają w najlepsze i dotykają każdego aspektu życia. Wydarzenia z 2025 roku, takie jak zmasowane ataki hakerskie na polskie systemy bankowe i niemieckie placówki medyczne, były jedynie wstępem do nowej rzeczywistości. Bruksela, zamrażając rosyjskie aktywa i pompując miliardy w sprzęt wojskowy, w tym myśliwce F-16 czy rakiety dalekiego zasięgu, stała się w oczach Kremla bezpośrednią stroną konfliktu. 

Moskwa nie ukrywa, że prowadzi z Zachodem wojnę zastępczą, a eksperci ostrzegają, że państwa bałtyckie mogą stać się celem agresji przed 2028 rokiem. Unia Europejska, nie posiadając własnej, silnej armii i będąc uzależnioną od coraz bardziej niechętnych Amerykanów, prowadzi politykę eskalacji bez odpowiedniego zaplecza przemysłowego. To klasyczny przykład dyplomatycznego samobójstwa, gdzie ideologiczne hasła o wartościach zastępują trzeźwą ocenę własnych możliwości.

Równocześnie front transatlantycki stał się polem bitwy, co dla wielu zwolenników wiecznego sojuszu jest szokiem. Administracja Donalda Trumpa wdrożyła tak zwaną doktrynę Donroe [odrodzenie Doktryny Monroe] , która traktuje Europę nie jako partnera, lecz jako agresywnego konkurenta handlowego. Nałożenie ceł na produkty z 8 kluczowych krajów europejskich to tylko wierzchołek góry lodowej w relacjach, które legły w gruzach. 

Żądania dotyczące surowców z Arktyki i powracający temat Grenlandii pokazują, że Waszyngton przestał pełnić rolę ochroniarza europejskich interesów. Unia odpowiada próbami blokad technologicznych i politycznych narzędzi nacisku, co jedynie zaognia konflikt. Relacje transatlantyckie są najgorsze od dekad, a groźba wycofania się USA z roli globalnego gwaranta bezpieczeństwa pozostawia Europę w próżni. Bruksela udaje niezależną potęgę, ale bez amerykańskiego parasola atomowego i technologii pozostaje bezbronnym skansenem.

Największa tragedia rozgrywa się jednak wewnątrz wspólnoty, gdzie Bruksela stała się wrogiem własnych obywateli. Forsowanie radykalnej agendy niszczy tkankę społeczną i fundamenty ekonomiczne państw członkowskich. Zielony Ład okazał się gospodarczym harakiri, a nie drogą do nowoczesności. Drastyczna dekarbonizacja i podatki węglowe doprowadziły do wzrostu cen energii o 30 do 50% w krajach takich jak Polska czy Niemcy. 

Przemysł, nie mogąc wytrzymać kosztów, masowo ucieka do Chin i Indii, a europejskie rolnictwo dogorywa pod butem biurokratycznych regulacji ograniczających użycie azotu. Protesty rolników, które paraliżują europejskie stolice, są ignorowane przez eurokratów żyjących w bańce szklanych biurowców. Do tego dochodzi zakaz sprzedaży samochodów spalinowych, co w 2026 roku czyni mobilność dobrem luksusowym, dostępnym tylko dla najbogatszych warstw społeczeństwa.

Równolegle trwa ideologiczna ofensywa, która budzi coraz większy opór. Promocja ideologii gender w szkołach i próby siłowego redefiniowania pojęć biologicznych prowadzą do głębokiej dezorientacji młodych ludzi. Raporty z krajów takich jak Holandia czy Szwecja wskazują na drastyczny wzrost stanów depresyjnych wśród młodzieży poddanej agresywnej indoktrynacji. Z kolei akt o usługach cyfrowych, znany jako DSA, stał się narzędziem brutalnej cenzury. 

Każda krytyka polityki klimatycznej czy migracyjnej jest etykietowana jako dezinformacja i usuwana z przestrzeni publicznej. Bruksela stworzyła mechanizm, w którym wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczynają się interesy Komisji Europejskiej. Platformy internetowe są szantażowane gigantycznymi karami, co prowadzi do cyfrowego totalitaryzmu, o jakim wcześniej mogli marzyć jedynie dyktatorzy.

Uzależnienie od Chin to kolejny gwóźdź do trumny europejskiej suwerenności. Udawane działania mające na celu zmniejszenie ryzyka to czysta fikcja literacka. Deficyt handlowy przekracza 300 miliardów euro, a 90% komponentów do tak zwanej zielonej transformacji, od paneli słonecznych po baterie, pochodzi z Państwa Środka. Europa, chcąc być ekologicznym liderem, oddała klucze do swojego bezpieczeństwa Pekinowi, który ściśle współpracuje z Moskwą. To geopolityczny absurd: Bruksela prowadzi wojnę retoryczną z Rosją, kupując jednocześnie chińską technologię wytworzoną dzięki taniemu rosyjskiemu gazowi i węglowi.

Obecna Komisja Europejska zachowuje się jak dawne biuro polityczne w Moskwie, stosując centralne planowanie i kary za nieposłuszeństwo. Dyrektywy narzucane z góry, uderzanie w suwerenność sądów i ignorowanie wyników referendów to metody totalitarne ubrane w eleganckie słowa o praworządności. Obywatele są traktowani jak podmioty do reedukacji, a narody mają rozpłynąć się w bezkształtnej masie zarządzanej przez nieomylnych urzędników. 

Unia Europejska w 2026 roku nie jest supermocarstwem, lecz papierowym tygrysem, który rozpada się pod ciężarem własnych absurdów. Jeśli ten kurs nie zostanie natychmiast przerwany, Europa upadnie pod ciężarem wewnętrznego rozkładu, pozostawiając po sobie ruinę gospodarczą i społeczną pustkę. Koniec ery europejskiej nie następuje w wyniku podboju przez obcą armię, lecz z powodu walki, jaką Bruksela wypowiedziała własnym fundamentom.

Źródła:

https://www.eurasiagroup.net/issues/top-risks-2026

https://time.com/7195729/top-10-global-risks-2026

https://europeanbusinessmagazine.com/global-risks-report-…

https://icds.ee/en/europe-enters-a-period-of-maximum-danger

https://www.argusmedia.com/en/news/2633000-imf-warns-of-m…

Podrygi zdychającej ostrygi. UE grozi AMERYCE bojkotem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej

Kraje UE grożą USA bojkotem

Mistrzostw Świata

w Piłce Nożnej 2026

z powodów politycznych

kraje-ue-groza-usa-bojkotem-mistrzostw-swiata-w-pilce-noznej

Napięcia dyplomatyczne między Stanami Zjednoczonymi a Europą osiągają punkt krytyczny. Powodem jest powrót prezydenta Donalda Trumpa do kontrowersyjnego pomysłu przejęcia Grenlandii, autonomicznego terytorium należącego do Danii. W odpowiedzi na te działania, w Europie narastają głosy wzywające do bojkotu Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2026 roku, których głównym gospodarzem będą właśnie Stany Zjednoczone.

Prezydent Trump, ponownie obejmując urząd, wznowił swoje starania o przejęcie Grenlandii, argumentując, że wyspa ma „strategiczne znaczenie” dla bezpieczeństwa narodowego USA oraz jest bogata w cenne surowce mineralne. Dania i Unia Europejska stanowczo sprzeciwiły się tym planom, co doprowadziło do bezprecedensowych działań odwetowych ze strony amerykańskiej administracji.

W odpowiedzi na europejski opór, Biały Dom nałożył 10-procentowe cła na osiem państw europejskich: Wielką Brytanię, Francję, Niemcy, Holandię, Norwegię, Szwecję, Finlandię oraz Danię. Trump zagroził również podwojeniem tych ceł, jeśli do czerwca 2026 roku nie zostanie osiągnięte porozumienie w sprawie sprzedaży lub cesji terytorium.

Mistrzostwa Świata 2026, organizowane wspólnie przez USA, Kanadę i Meksyk, mają być największym turniejem w historii, z rekordową liczbą 104 meczów. Stany Zjednoczone mają być gospodarzem aż 78 spotkań, w tym wszystkich meczów fazy pucharowej od ćwierćfinałów. Jednak w obliczu narastającego konfliktu o Grenlandię, coraz więcej europejskich polityków i działaczy sportowych wzywa do bojkotu tego prestiżowego wydarzenia.

W Wielkiej Brytanii posłowie Simon Hoare i Luke Taylor zaapelowali, aby reprezentacje Anglii i Szkocji wycofały się z turnieju w celu „zawstydzenia” amerykańskiego prezydenta. Z kolei w Niemczech rzecznik ds. polityki zagranicznej Jürgen Hardt określił bojkot jako „ostateczność„, która mogłaby zmusić Waszyngton do zmiany kursu.

Do dyskusji włączyli się również przedstawiciele środowiska piłkarskiego. Oke Goettlich, prezes FC St. Pauli i członek zarządu Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, publicznie zakwestionował sens udziału europejskich drużyn w turnieju organizowanym przez kraj, który „atakuje Europę” poprzez groźby ekonomiczne i terytorialne. Podobne stanowisko zajął doświadczony francuski trener Claude Le Roy.

Wśród obywateli europejskich również rzekomo rośnie poparcie dla idei bojkotu. W Holandii petycja wzywająca reprezentację do wycofania się z mistrzostw zebrała już blisko 90 tysięcy podpisów. Jej autorzy argumentują, że udział w turnieju byłby równoznaczny z milczącym poparciem dla „agresywnej polityki terytorialnej” Stanów Zjednoczonych.

Analitycy wskazują, że bojkot Mistrzostw Świata przez europejskie potęgi piłkarskie miałby ogromne konsekwencje finansowe i wizerunkowe dla USA. Europa jest nie tylko domem wielu czołowych drużyn narodowych, ale także największym rynkiem telewizyjnym dla piłki nożnej. Nieobecność reprezentacji takich jak Anglia, Francja czy Niemcy znacząco obniżyłaby prestiż turnieju i mogłaby kosztować organizatorów miliardy dolarów utraconych przychodów.

Przedstawiciele Unii Europejskiej w Brukseli nieoficjalnie przyznają, że bojkot sportowy może być jednym z niewielu skutecznych narzędzi nacisku na administrację Trumpa. „Sport, a szczególnie piłka nożna, ma ogromną siłę symboliczną i ekonomiczną. Amerykanie doskonale rozumieją język pieniędzy, a mundial bez Europy to finansowa katastrofa” – miał powiedzieć jeden z unijnych dyplomatów.

FIFA, światowa federacja piłkarska, znalazła się w niezręcznej sytuacji, próbując zachować neutralność w narastającym konflikcie. Organizacja wezwała do „dialogu i dyplomatycznego rozwiązania sporu”, podkreślając, że sport powinien jednoczyć, a nie dzielić narody.

Konflikt o Grenlandię i potencjalny bojkot Mistrzostw Świata 2026 pokazuje, jak współczesny sport staje się areną geopolitycznych rozgrywek. Pozostaje pytanie, czy europejskie federacje piłkarskie zdecydują się na tak radykalny krok, i czy groźba bojkotu okaże się skutecznym narzędziem w powstrzymaniu amerykańskich ambicji terytorialnych wobec Grenlandii.

Źródła:

https://www.cityam.com/boycott-2026-world-cup-over-greenl…

https://www.theguardian.com/football/2026/jan/20/concerne…

https://www.theguardian.com/world/live/2026/jan/19/trump-…

https://www.dailymail.co.uk/news/article-14309405/Calls-S…

https://www.si.com/soccer/last-resort-german-politician-s…

https://www.mirror.co.uk/sport/football/news/piers-morgan…

Komisja Europejska planuje wprowadzenie zakazu stosowania technologii Huawei i ZTE [Chiny].

apolut.net/eu-kommission-plant-verbot-von-huawei-und-zte-technik

Komisja Europejska planuje wprowadzenie zakazu stosowania technologii Huawei i ZTE w sieciach komórkowych

Komisja Europejska planuje obowiązkowe wycofywanie chińskiej technologii sieciowej od producentów takich jak Huawei i ZTE z sieci komórkowych i infrastruktury krytycznej. Dziś, (20 stycznia 2026 roku-przyp. tłum.) , przedstawiono znowelizowaną ustawę o cyberbezpieczeństwie, która zobowiązuje państwa członkowskie do stopniowego usuwania komponentów wysokiego ryzyka w celu zminimalizowania ryzyka szpiegostwa i sabotażu.

Poprzednie zalecenia krajowe były niewystarczające; nowe przepisy będą zharmonizowane i oparte na ryzyku, w tym terminy dla każdego sektora i koszty. Dotyczy to sieci komórkowych i elektrowni słonecznych. Kraje takie jak Niemcy i Hiszpania mogą się temu sprzeciwić, ponieważ dostawcy usług telekomunikacyjnych obawiają się wysokich kosztów konwersji.

Huawei, ZTE i Chiny nie skomentowały jeszcze sprawy. Środki te odzwierciedlają presję USA na zakazanie chińskiej technologii na obszarach wrażliwych. Niemcy mają już krajowe zalecenia dla sieci 5G.

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 20 stycznia 2026 roku na stronie apolut.net/eu-kommission-plant-verbot-von-huawei-und-zte-technik


Imperialny Trump, Grenlandia i upadek Europy…

Imperialny Trump, Grenlandia i upadek Europy…

Jacek K.M.


imperialny-trump-grenlandia-i-upadek-europy

Trump nie kryje swoich planów odnośnie Grenlandii podkreślając, że leży ona na amerykańskim kontynencie i w obliczu aktywizacji w rejonie arktycznym Rosji i Chin potrzebuje jej dla zbudowania Złotej Kopuły, czyli systemu bezpieczeństwa. Nazywa to strategiczną koniecznością.

Europejscy liderzy są mocno zaniepokojeni, do pociągu unijnej wizji przyszłości wsiadł konduktor Trump i zaczyna sprawdzać bilety. Czyżby to był koniec jazdy na gapę? Powstało poruszenie, nawet oburzenie na taką niesprawiedliwość, do tej pory wszystko było względnie dobrze, a teraz konduktor mówi sprawdzam! Już za pierwszej kadencji Trump ostrzegał Europę, że jest na drodze do samozagłady, nie inwestując w obronę i bezmyślnie finansując zbrojenia Putina. Wyśmiali go mówiąc, że ich nie stać. Jednak kiedy nie chcesz łożyć na własną armię, będziesz finansował armię okupacyjną. Trzeba powiedzieć, że Trump jest wierny testamentowi ojca Ameryki, prezydenta Waszyngtona, który ostrzegał przed wchodzeniem w stałe sojusze w zmieniającej się sytuacji i zalecał prymat interesu Ameryki. Teraz Trump odświeża 100-letnią doktrynę Monroe zaczynając od Wenezueli, przez Grenlandię, Kubę, a nawet i Kanadę…

Wenezuela i Kanada 

Po porwaniu dyktatora Maduro Trump pomny amerykańskich doświadczeń w Iranie nie chciał skorzystać z próby zdominowania i usunięcia elity rządzącej w Caracas. Putin zasłynął z poczucia humoru i potępił tę “agresję” na suwerenne państwo. Pewnie dlatego prezydent Nawrocki rozmontował PRL-owski Okrągły Stół, może z biegiem czasu wypożyczy go Trump do dokonania zmian w Wenezueli, bez większego rozlewu krwi. Trump zapowiedział kontrolę nad ropą z Caracas, która mimo nałożonych sankcji była eksportowana do Chin, na Kubę a nawet do Rosji gdzie mieszano ją z rosyjską w celach sprzedaży z pominięciem sankcji. W Teksasie istnieje rafineria przerabiająca niegdyś ciężką ropę z Wenezueli, ostatnie lata używała ona o podobnych właściwościach ropę z Kanady. Dlatego Amerykanie budowali rurociąg Keyston, co bojkotował Obama, a następnie Biden. Teraz Amerykanie nie potrzebują kanadyjskiej ropy, będą używać wenezuelską, którą w mniejszej ilości przez ostatnie lata dostarczał Chevron. 

Kanada jest ogromnym rezerwuarem minerałów dotąd blisko współpracującym z USA. Sytuacja uległa zmianie kiedy z jednej strony w USA doszedł do władzy Trump, a w Kanadzie Mark Carney globalista, powiązany z City of London gdzie nawet był swoistym ministrem brytyjskiego skarbu. Ostatnio udał się do Chin aby im sprzedawać ropę i inne zasoby obiecując otwarcie Kanady na chińskie produkty jak samochody elektryczne.

Kanada jest dziś lewicowym państwem współgrającym z globalistami z City of London i Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, jednak jest zróżnicowanym krajem ze swoimi regionalnymi problemami. Dziś głośna jest sprawa bogatej w minerały prowincji Alberty i właśnie odbywającego się tam referendum, które nawet może doprowadzić do uzyskania niepodległości, czy przyłączenia jako 51 stanu do USA. Z podobną wizytą do Chin wybrał się francuski prezydent Macron, w otoczeniu szefów francuskich największych korporacji prosząc o większe otwarcie chińskiego rynku na swoje produkty. Przypomnijmy, że deficyt handlowy krajów UE z Chinami w 2024 r. wynosił 306 mld euro i był o 60% wyższy od tegoż z 2019 r.

Problemy Europy

W kiepskiej kondycji jest Europa, która importuje 60% potrzebnej energii. Wszystko może się zdarzyć, ale już chyba przestaje liczyć na złamanie Rosji przy pomocy wojny na Ukrainie, więc pewnie jednak dla taniej energii, która determinuje produkcję powróci do partnerstwa z Putinem. Niemcy próbują uwolnić się z klimatycznego kaftana bezpieczeństwa i bezmyślnej polityki imigracyjnej jednak po zburzeniu elektrowni atomowych i dewastacji przemysłu nie pomoże im nawet chyba plot z Mercosur/Narcosur. 

Polska ma ciągle jeszcze szanse na ucieczki spod tego zbliżającego się walca szczególnie ze swoim sowieckim doświadczeniem. Ludzie nie rozumieją, że celem socjalizmu/komunizmu nie jest rozwój ekonomii, ale rozwój totalnej kontroli na wzór chińskiego reżimu. Polacy dobrze znają niebezpieczną i duszącą niszczycielską siłę ideologii, której ajatollahowie rezydowali kiedyś na Kremlu, a teraz urzędują w Brukseli. Inicjatywa Trumpa odnośnie Grenlandii wprowadziła teatralny zamęt w Europie przemieniając jej liderów w bezsilne kółko dyskusyjne i będzie miało to konsekwencje w dalszym wspieraniu wojny na Ukrainie. Co ciekawe, podobne do krajów UE potępiające zamiary Trumpa stanowisko zajął również … Putin. Trump, który wydaje się być narcyzem tworzy Radę Pokoju, której sam mianował się przewodniczącym i osobiście do niej zaprasza. Są pogłoski, że to ma być konkurencyjny ONZ. Rada Pokoju najpierw ma zajmować się odbudową Gazy, zaproszenie otrzymali Putin, Merz, Orban, a nawet prezydent Nawrocki.

Historia wokół Grenlandii

Grenlandię od 2,500 lat przed Chrystusem zamieszkują plemienia Eskimosów, kolonizacja wyspy zaczęła się od X wieku ze strony Norwegów i następnie Duńczyków. W 1775 r. została ich kolonią. W 1870 r Amerykanin Charles Francis Hall badał i odkrywał Grenlandię. W latach 1886-1909 Amerykanin Robert Peary badał północną część wyspy i proklamował jej przynależność do USA. Ameryka już wielokrotnie wyrażała zamiar kupienia od Danii Grenlandii. 4-go sierpnia 1916 r. sekretarz stanu Robert Lansing podpisał ze swoim duńskim odpowiednikiem traktat o zakupie od strony duńskiej Wysp Dziewiczych za $25 mln w złotych monetach, Duńczycy jednak wtedy nie zgodzili się na sprzedanie Grenlandii. W 1951 r. USA podpisały porozumienie z Danią o stacjonowaniu swoich wojsk na terenie Grenlandii. W 1953 r. po 200 latach Dania dokonała inkorporacji swojej kolonii. W 2009 r. Grenlandia otrzymała autonomię i otrzymuje rocznie $600 mln od Danii. Największa wyspa świata dodatkowo pokazywana na mapach w znacznie większych rozmiarach niż jest rzeczywiście w 80% pokryta jest lodem dochodzącym do 3 kilometrów grubości! Szacuje się, że jeśli doszłoby do roztopienia lodów Grenlandii to wody mórz na świecie podniosłyby się o 7 metrów! Dania jest członkiem paktu NATO, Grenlandia nie należy do NATO, ale na podstawie umów jest objęta ochroną NATO, nie należy też do UE. 

Trump zaskakuje wszystkich, wysłał list do premiera Norwegii Jonas Gahr Store informujący, że mimo iż zatrzymał 8 wojen/konfliktów, to nie otrzymał pokojowej Nagrody Nobla, wobec tego nie będzie zajmował się pokojem, a będzie podejmował decyzję zgodne z interesami Ameryki… Dodał przy tym, że bezpieczeństwo świata zależy od tego czy USA będą posiadały Grenlandię. 

Duńczycy z pogardą traktowali miejscowych Inuitów, rodzimych Grenlandczyków stosując nawet barbarzyńską sterylizację dziewcząt od 12 roku życia! W razie potrzeby miejscowa ludność była wysiedlana przez Duńczyków , pozbawiana swoich tradycji i stylu życia, przesiedlona do bloków, gdzie w rezultacie szerzyło się pijaństwo i nastąpiła epidemia samobójstw, wysoki procent mieszkańców jest na rządowych zapomogach.

W czasie II w.ś. Grenlandię na życzenie duńskiego ambasadora zajęli Amerykanie, aby nie wpadła w ręce Hitlera. W okresie wzrostu zagrożenia ze strony Sowietów Amerykanie ustanowili na Grenlandii ok. 30 baz wojskowych. Po upadku Sowietów Clinton w ramach dywidendy pokojowej prawie wszystkie zlikwidował zostawił tylko jedną (Pituffik Space Base). Grenlandia jest terenem trudnym dla rozwijania biznesu, poza tym Amerykanie pewnie pozostawili na terenie byłych baz toksyczne odpady. Dziś Duńczycy próbują rozbudzać patriotyzm i więź z Grenlandczykami. W Nuuk, stolicy 56 tysięcznej Grenlandii (ok. 10% Duńczyków) zorganizowano wiec z kilkoma tysiącami uczestników z premierem autonomii Jens-Frederik Nielsen, powiewały flagi wyspy i widoczne były napisy na czapkach nawiązujące ironicznie do MAGA: “ „Make America Go Away”.

Doradca prezydenta Trumpa, Stephen Miller powtórzył reakcję Trumpa:

“Chcą, abyśmy wydawali setki miliardów dolarów na obronę terytorium 25% większego od Alaski w 100% z kieszeni amerykańskiego podatnika i mówią, że to terytorium w 100% należy do Danii”

Trump zapowiada przejęcie kontroli nad Grenlandią

Zachodni globaliści po stracie USA są w poważnych kłopotach. Teraz szukają guza i bezradnie, a nawet komicznie próbują antagonizować Trumpa w sprawie Grenlandii. Dla Trumpa sprawa jest oczywista, Grenlandia jest przeżytkiem z okresu kolonialnego i przecież nie leży w Europie, ale należy do amerykańskiego kontynentu będąc bardzo bliskim sąsiadem Kanady. Kiedy Hitler w 1940 r. uderzył na zachód, Dania poddała się w ciągu 6 godzin, no i ufundowała Hitlerowi dużą dywizję SS. Dziś Niemcy zdradziły to poczucie braterstwa wycofując wysłanych na Grenlandię swoich 15 żołnierzy. Najlepsi są Brytyjczycy tradycyjnie inspirujący tym razem Ukraińców do walki z Rosją, na front wysłali jednego żołnierza, który pozostał na Grenlandii, bo pewnie nie zdążył na polski samolot zabierający Niemców… 

Trump nie kryje swoich planów odnośnie Grenlandii podkreślając, że leży ona na amerykańskim kontynencie i w obliczu aktywizacji w rejonie arktycznym Rosji i Chin potrzebuje jej dla zbudowania Złotej Kopuły, czyli systemu bezpieczeństwa. Nazywa to strategiczną koniecznością. Trzeba dodać, że wyspa po Chinach ma największe złoża metali ziem rzadkich. Komentując zaś reakcje państw NATO wymierzone w zablokowanie jego negocjacji w celu przejęcia wyspy, zapowiedział nałożenie na eksport do USA 10% cła od 1 lutego, a od czerwca 25%, jeśli te kraje nie zmienią swojego stanowiska, czyli aż do podpisania odpowiedniego porozumienia. Dodał przy tym, że spodziewał się raczej współpracy i kooperacji niż postawy blokującej żywotne interesy Ameryki przez jej NATO-wskich partnerów. Chodzi tu o Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Anglię, Holandię i Finlandię.

Faktem jest, że infrastrukturalnie zaniedbana i nie dofinansowana, w 85% pokryta lodem wyspa z 56,000 mieszkańców związana od czasów kolonialnych z 5 milionową Danią nie jest w stanie oprzeć się nowemu zainteresowaniu w jej rejonie Rosji i Chin, które dowcipnie ogłosiły się państwem arktycznym. Trump niepokoi się otwartą morską przestrzenią tzw. GIUK gap, między Grenlandią, Islandią i Anglią, która jest krytyczna w planach obrony Ameryki Północnej. Ameryka musi zamknąć ten przesmyk aby w razie wojny zablokować okręty wroga nadchodzące z Morza Norweskiego ku Ameryce Północnej.

Samobójstwo Europy [tj. UE]

Czego dziś nie rozumieją myślący w kategoriach ideologicznych i globalnych europejscy liderzy? Wybrany po raz drugi (a może po raz trzeci) prezydent Trump nie jest zwolennikiem globalistycznego socjalizmu w który oni uwierzyli. Trumpa interesuje umacnianie własnego państwa, budowanie jego siły i sprzyjanie dobrobytowi jego obywateli. Natomiast takie idee są obce wyalienowanym z interesów własnych narodowych państw liderom obradującym w Brukseli. Liderzy ci polegają na sile organizacji międzynarodowych jak ONZ, czy Ekonomiczne Forum w Davos. Dziś wychodząc ze swoich narodowych fundamentów w klimatyczną socjalistyczną utopię kontynuują wojnę na Ukrainie, antagonizują Trumpa odnośnie Grenlandii, szukają ekspansji w Ameryce Południowej, a z drugiej strony tęsknie spoglądają w stronę Putina. Jeśli nie masz własnych wartości i w nie wiary, to uwierzysz we wszystko…

Oni przestali rozumieć i cenić tradycję, kulturę i interes własnych narodów, praktycznie gardzą swoją historią owładnięci ideą budowania nowego imperium szczęśliwości i równości coś na wzór sowiecki, bądź dzisiejszy chiński (bez ekonomicznej i nacjonalistycznej wkładki). Imperium, w którym nie ma miejsca dla historycznie ukształtowanych tożsamości narodów z ich kulturą, religią, prawami i wolnościami. Nie trzeba być historykiem aby wiedzieć do jakiej dewastacji to doprowadzi i jak to wszystko się skończy…

Jacek K. Matysiak

Kalifornia, 2026/01/20

Historia integracji europejskiej według profesora Modzelewskiego


bodakowski/historia-integracji-europejskiej-wedlug-profesora-modzelewskiego

20.01.2026 

Benito Mussolini w swoim manifeście ideowym (Doktryna faszyzmu) stwierdził, że program faszystowski polega na tym, by wszelkie dziedziny życia podporządkować biurokracji państwowej. Dziś taki model podporządkowywania wszystkich dziedzin życia biurokracji państwowej realizuje Unia Europejska.

==============================================

Jan Bodakowski

Historia integracji europejskiej według profesora Modzelewskiego

Benito Mussolini w swoim manifeście ideowym (Doktryna faszyzmu) stwierdził, że program faszystowski polega na tym, by wszelkie dziedziny życia podporządkować biurokracji państwowej. Dziś taki model podporządkowywania wszystkich dziedzin życia biurokracji państwowej realizuje Unia Europejska.

Unia Europejska jest instrumentem zniszczenia Europy. UE niszczy gospodarkę polityką klimatyczną (czyli sztucznym zawyżaniem cen energii by produkcja była nieopłacalna, zbankrutowały firmy i nie było komu płacić podatków, co doprowadzi do katastrofy humanitarnej) i swoimi anty rynkowymi regulacjami. By zniszczyć Europę, jak źródło zachodniej cywilizacji, Unia Europejska niszczy demokrację, prawa i wolności obywatelskie, wolność słowa (pod fałszywą banderą walki z fake newsami czy rzekomą mową nienawiści). Destruktywna działalność UE realizowana jest poprzez dokonywanie zmiany etnicznej, czyli ściąganie do Europy imigrantów z Azji i Afryki, którzy nie podzielają wartości zachodniej cywilizacji.

Wielu zwolenników UE albo popiera tę destrukcję (nienawidząc cywilizacji zachodniej), albo nie dostrzega owej destrukcji (zapewne będąc otumanionym przez lewicowe i pseudo liberalne media). Unijczycy (nowa sztucznie stworzona nacja uznająca UE za swoją ukochaną ojczyznę) naprawdę o świecie reagują agresją i histerią.

Europejczycy, by przetrwać, by zachować Europę jako bastion zachodniej cywilizacji, muszą walczyć z patologią zwaną Unią Europejską. By walczyć skutecznie, trzeba wroga poznać, w tym poznać historię, której finałem jest obecna patologia zwana Unią Europejską.

W poznaniu historii integracji europejskich pomóc może wydany pod marką Zona Zero 304-stronicowy wywiad rzeka przeprowadzony przez Krzysztofa Ziemca z profesorem Witoldem Modzelewskim „Po co nam Unia? Świat na kursie kolizyjnym”.

Jak można się dowiedzieć z zapowiedzi wydawcy pracy „wywiad – rzeka profesora Witolda Modzelewskiego [został] przeprowadzony przez znanego dziennikarza Krzysztofa Ziemca. [Na kartach publikacji] profesor Modzelewski opowiada o historii i współczesności […]. Unia Europejska, do której wstępowaliśmy, na naszych oczach przestaje być strefą zjednoczonego wolnego rynku, służąc wyłącznie interesom starych członków, zwłaszcza Republice Federalnej Niemiec. Stany Zjednoczone, które do tej pory twierdziły, że stoją na straży globalnego wolnego handlu, rozpoczęły wojnę z resztą świata za pomocą protekcjonistycznych ceł, by wzmocnić swoją słabnącą hegemonię. Chiny konsekwentnie uzależniają od siebie dawnych światowych liderów gospodarki, umiejętnie operując łańcuchami dostaw. Profesor Modzelewski proponuje zapomnieć o poprawnych politycznie tezach i chłodno przyjrzeć się zastanej sytuacji. Musimy rozważyć, co jest korzystne dla naszego kraju i naszej społeczności i poza wszelką cenę znaleźć się po stronie zwycięzców. Na końcu i tak zadecyduje ekonomia”.

W wywiadzie z profesorem Modzelewskim czytelnicy mogą szukać odpowiedzi na pytania: Czy w światowej polityce nachodzi era turbulencji? Czy sojusze są dla nas, czy my dla sojuszy? Po co nam Unia Europejska? Jaką rolę pełniły w historii Polski unie zrzeszające państwa Europy? Czy średniej wielkości państwu opłaca się grać powyżej swoich możliwości? Po co komu wojna na Ukrainie? Czy pomysły Donalda Trumpa są odkrywcze i nowe? Czy wojna celna mniej boli od tej gorącej, w której strzelają armaty i spadają bomby? Dlaczego na wojnie nie ma wygranych – poza tymi najbogatszymi, którzy wytrzymają każdą klęskę?”.

Wydawca informuje, że „Witold Stanisław Modzelewski [to] profesor nauk prawnych Uniwersytetu Warszawskiego, doradca podatkowy, radca prawny, prezes Instytutu Studiów Podatkowych, ekonomista, plastyk, publicysta historyczny oraz wiceminister finansów w latach 1992–1996. W 2010 został powołany przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w skład Narodowej Rady Rozwoju, do tego gremium został powołany także przez prezydenta Andrzeja Dudę w 2015. Współpracował jako ekspert z Prawem i Sprawiedliwością i Ruchem Palikota. W 2014 był członkiem rady programowej PiS. W wyborach prezydenckich w 2025 został członkiem komitetu poparcia Artura Bartoszewicza”.

Jan Bodakowski

Patriotyczne rządy Węgier i Czech są zjednoczone w najważniejszych kwestiach: mówimy „nie” wojnie, „nie” migracji i „nie” szaleństwu gender

Węgierski minister mówi wprost. „NIE” wojnie, „NIE” migracji i „NIE” szaleństwu gender

20.01.2026 nczas/wegierski-minister-nie-wojnie-nie-migracji-i-nie-szalenstwu-gender

Peter Szijjarto Węgry
NCZAS.INFO | Peter Szijjarto. / foto: Wikimedia, IAEA Imagebank, CC BY 2.0

Patriotyczne rządy Węgier i Czech są zjednoczone w najważniejszych kwestiach: mówimy „nie” wojnie, „nie” migracji i „nie” szaleństwu gender – powiedział w poniedziałek podczas wizyty w Pradze szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto.

Na wspólnej konferencji prasowej z czeskim ministrem spraw zagranicznych Petrem Macinką minister Szijjarto z zadowoleniem przyjął wyborcze zwycięstwo premiera Andreja Babisza, nazywając je „nową erą” współpracy w Europie.

Dodał, że oba rządy potwierdziły w poniedziałek swój sojusz przeciwko nielegalnemu przesiedlaniu migrantów i ponownie wyraziły sprzeciw wobec większego zaangażowania w wojnę na Ukrainie, wspierając zamiast tego amerykańskie inicjatywy pokojowe.

„Andrej Babisz to jeden z najważniejszych sojuszników Viktora Orbana. Wcześniej wspólnie walczyliśmy z nielegalną migracją, a teraz wspólnie walczymy o pokój. Im silniejszy jest nasz sojusz, tym lepiej możemy przeciwstawić się wojennym planom Brukseli” – napisał na Facebooku Szijjarto.

Rząd w Budapeszcie, po wygranej Babisza w październikowych wyborach w Czechach, ocenił, że to „dobra wiadomość dla Europy”. „Prawda zwyciężyła! Andrej Babisz wygrał wybory parlamentarne w Czechach ze znaczącą przewagą. To duży krok dla Republiki Czeskiej i dobra wiadomość dla Europy. Gratuluję, Andrej!” – napisał wówczas premier Viktor Orban w poście opatrzonym wspólnym zdjęciem z premierem Czech.

Szijjarto ocenił natomiast, że zwycięstwo Babisza przyczyni się do odrodzenia współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej. „Brawo! Kolejny rząd patriotyczny w Europie Środkowej” – napisał dyplomata w portalach społecznościowych.

Czy pani Ursula Wodęleje jest człowiekową pana Putina?

Czy pani Ursula jest człowiekową pana Putina?

emeryt ZUS


salon24/czy-pani-ursula-jest-czlowiekowa-pan-putina

Podpisując tak szybko umowy z Mercosur wygląda jakby jej zależało na tym by Putin miał za co kupować te swoje drony i rakiety!

A tu dowód, mamy kupować dużo z Brazylii?

Mamy!

A kto sprzedaje ropę ,nawozy i inne towary do Brazylii za grube miliardy dol rocznie?

Rosja!

Czy ta Rosja przeznaczy te miliardy na powiększenie dobrostanu Rosjan i innych ludów?

Czy kupi to co wymieniłem wyżej?

Innymi słowy jako unia będziemy finansować za pośrednictwem Brazylii Rosję!

I jej wysiłek wojenny!

Nie ma za co !

Kijów skorumpowany. Europa [UE] dzieli 90 mld Euro.

Kijów skorumpowany. Europa [UE] dzieli 90 mld Euro.

Czarny Łabędź


salon24/czarnylabendz/kijow-skorumpowany-europa-dzieli-90-mld-euro

Kijów świętował Stary Nowy Rok tradycyjnym skandalem . Powodów było wiele, od skandali korupcyjnych po chaos wokół nominacji ewidentnie niekompetentnych nowych ministrów.

Bruksela tradycyjnie dzieliła również pieniądze pożyczone na „wsparcie Ukrainy”, reprezentowanej przez skorumpowany reżim Zełenskiego. Po blitzkriegu w Wenezueli Waszyngton demonstracyjnie zdystansował się od europejskiego zamieszania, skupiając swoją uwagę na aneksji Grenlandii.

Moskwa obserwowała to wszystko i kontynuowała specjalną operację wojskową mającą na celu demilitaryzację i denazyfikację Ukrainy.

Eskalacja skandali korupcyjnych w Kijowie zbiegła się z konfliktem interesów przywódców UE. Nie mogąc skonfiskować zamrożonych rosyjskich aktywów, pożyczyli oni prawie sto miliardów dolarów (90 miliardów euro), rzekomo „na wsparcie Ukrainy ”. Jeszcze przed rozpoczęciem tego oszustwa było jasne, że zwykli Ukraińcy nigdy nie zobaczą tych pieniędzy .

Według przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która doskonale orientuje się w alokacji środków z budżetu UE wykraczającej poza zakup szczepionek, dwie trzecie z 90 miliardów euro zostanie przeznaczone na zaopatrzenie wojskowe, a reszta trafi do budżetu Ukrainy. UE jest jednak podzielona w kwestii pierwszej części wydatków .

Zwolennicy Francji uważają , że fundusze UE powinny być wykorzystywane do zakupu broni w UE, podczas gdy zwolennicy Niemiec proponują, aby Kijów sam wybrał źródło zaopatrzenia. Ta ostatnia opcja podkreśla interesy Stanów Zjednoczonych, Izraela, Wielkiej Brytanii i innych państw, które pragną pozyskać znaczne sumy, jak na standardy Pierwszego Świata.

Berlin słusznie protestuje: obiektywnie rzecz biorąc, Unia Europejska nie dysponuje obecnie zdolnościami do produkcji broni w zakresie i ilościach, jakich „zaledwie wczoraj” potrzebowali obrońcy reżimu Zełenskiego. Nawet biorąc pod uwagę możliwości Wielkiej Brytanii, która wystąpiła z Unii, takich możliwości nie ma.

Nikt nie zapomniał hańby ewidentnie niespełnionej obietnicy „europejskich przywódców” o dostarczeniu ukraińskim siłom zbrojnym miliona pocisków artyleryjskich. Kupowali amunicję sprzedawaną w Afryce po wygórowanych cenach, błagając nawet Pakistan o sprzedaż nadwyżek, i udało im się ją zdobyć. Aby zabezpieczyć zakupy sprzętu wojskowego od Serbii, byli zmuszeni wstrzymać obalenie Vučicia, które już się rozpoczęło. Ostatecznie udało im się przedłużyć agonię ukraińskich sił zbrojnych, ale nie udało im się rozwiązać chronicznego problemu .

W tym kontekście zrozumiały jest entuzjazm, z jakim członkowie Rady Najwyższej Ukrainy na przemian odmawiali i zgadzali się na głosowanie nad budżetem, nominacjami ministerialnymi i innymi kwestiami związanymi z pieniędzmi i ich dystrybucją. Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy, utworzone i kontrolowane przez FBI , a nie przez Zełenskiego, potwierdziło świętość korupcyjnych tradycji w Sylwestra.

Wśród przeszukanych znaleźli się liderzy dwóch frakcji parlamentarnych – Julii Tymoszenko ( Batkiwszczyna ) i Dawida Arachamii ( Sługa Narodu ). Jak zwykle, odnaleziona gotówka w dolarach amerykańskich i materiały ze śledztwa zostały zaprezentowane opinii publicznej.

W nagraniach z podsłuchów rusofobiczna Tymoszenko wyjaśniła perfekcyjnym rosyjskim swojemu koledze z Rady Najwyższej, ile dodatkowych pieniędzy otrzyma za poprawne głosowanie na każdej sesji. Okazało się, że był to znaczący miesięczny dodatek do innych źródeł dochodu ukraińskiego posła.

Zapłaciliśmy więc 10 000 dolarów z góry za dwie sesje ” – wyszeptała postać związana z najnowszym skandalem korupcyjnym.

Tego samego dnia Tymoszenko oświadczyła, że nagrania są fałszywe. Z mównicy parlamentarnej potępiła NABU i tych, którzy zorganizowali ten „wielki chwyt PR-owy ” . Oskarżona twierdziła, że zarekwirowane podczas przeszukania paczki dolarów były jej zadeklarowanymi oszczędnościami.

Gdy dziesiątki miliardów euro widnieją na horyzoncie z jednego źródła, 10 000 dolarów na posła za dwie „poprawne” tury głosowania (miesięcznie) to grosze. Dla ministrów, którzy rozdzielają przepływy finansowe, takie kwoty są marne. Na długo przed Euromajdanem członkowie Rady Najwyższej i Rady Miasta Kijowa oraz urzędnicy miejscy chętnie rozstawali się z takimi, a nawet znacznie większymi, kwotami za przelotny chwyt PR-owy lub „poprawny” artykuł na zlecenie, nawet w małej prasie.

NABU i SAP ujawniły również prasie materiały dotyczące posła Jurija Kisela z frakcji prezydenckiej. Ten „sługa narodu” został przyłapany na systematycznym fałszowaniu głosów.

Ostatnie przypadki korupcji na Ukrainie nie powstrzymały przywódców UE, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych przed dalszym wspieraniem reżimu w Kijowie. Ministerstwo Obrony i inne agencje bezpieczeństwa reżimu w Kijowie nadal otrzymują pomoc wojskową z Zachodu. Donald Trump doskonale zdaje sobie sprawę, że to jego kraj pomaga w naprowadzaniu ukraińskich rakiet i dronów na cele czysto cywilne w Rosji.

Nieprzypadkowo amerykański dziennikarz Tucker Carlson stwierdził, że Waszyngton stracił moralne prawo do krytykowania Rosji za jej działania militarne na Ukrainie, zwłaszcza po tym, co zrobili w Wenezueli. Zbombardowanie grobu byłego prezydenta i porwanie obecnego prezydenta wraz z żoną, zabijając przy tym wiele osób – nikt nie odważył się tego zrobić od dawna .

ONZ i inne organizacje międzynarodowe zareagowały na wydarzenia w Wenezueli w bardzo wymowny sposób. Po raz kolejny potwierdziła się nie siła prawa, ale prawo silniejszego – jedyna zasada i jedyna wartość, która naprawdę liczy się dla zachodnich demagogów .

Reżim w Kijowie również poparł działania USA w Wenezueli. Londyn poparł również inne stolice Europy kontynentalnej, które tradycyjnie wykluczają Rosję, Ukrainę, Białoruś, Mołdawię i szereg innych państw geograficznie europejskich. Jakoś nie łączą Kosowa z Krymem, Ukrainy z Jugosławią ani Wenezueli. To się powszechnie nazywa „podwójnymi standardami ” .

Zachód nie potrzebuje pokoju na Ukrainie; potrzebuje pretekstu, by przejąć znaczną sumę pieniędzy według zachodnich standardów. Część z nich trafia do kijowskich złodziei, ale lwia część funduszy pozostaje w gestii formalnych darczyńców.

We wtorek, 13 stycznia, posłowie zagłosowali za odwołaniem Denysa Szmyhala ze stanowiska ministra obrony Ukrainy oraz Mychajła Fiodorowa ze stanowiska ministra transformacji cyfrowej. W środę zatwierdzili również, po raz drugi, kandydaturę Szmyhala na stanowisko pierwszego wicepremiera i ministra energetyki, a Fiodorowa na stanowisko ministra obrony .

Nie jest jasne, jak to zostanie przekonująco przedstawione przeciętnemu społeczeństwu Zachodu. Ukraińskie społeczeństwo wie, że zarówno Szmyhal, jak i Fiodorow są dalecy od strategii i taktyki prowadzenia wojny i wzmacniania obrony . Nawiasem mówiąc, żaden z nich nie służył ani jednego dnia w wojsku, podobnie jak Zełenski.

Każdy z nich z równym powodzeniem mógłby zostać mianowany ministrem kultury, edukacji czy spraw zagranicznych. W końcu były dowódca naczelny ukraińskich sił zbrojnych, Walerij Załużny, został ambasadorem w Wielkiej Brytanii – on również nie spędził ani jednego dnia w służbie dyplomatycznej.

Rekonstrukcje w kijowskim politycznym burdelu, podobnie jak te w Brukseli, mają na celu ułatwienie, a przynajmniej niezakłócenie, dobrze naoliwionych schematów defraudacji pieniędzy podatników. Jest to szczególnie prawdziwe w obliczu rusofobicznej histerii, która od lat jest wtłaczana w umysły zwykłych ludzi zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie, przez najlepszych specjalistów i potężne koncerny medialne.

Dlatego też, na konferencji prasowej 14 stycznia, rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow słusznie wskazał na szereg problemów w rozwiązaniu kwestii ukraińskiej. Ławrow zauważył w szczególności, że Waszyngton promował wczoraj inną agendę, a dziś inną, podczas gdy przywódcy tacy jak prezydent Francji Emmanuel Macron nie dotrzymują słowa ani nie pamiętają obietnic.

Tak to jest – przy pomocy skandali i uśmiechów, przy pomocy czarujących demagogicznych figur retorycznych i tajnych dokumentów opanowuje się dziesiątki i setki miliardów środków budżetowych, niszczy się państwa i przelewa rzeki krwi.

104 tys. osób na bruk. „Zieloni” dobili europejską motoryzację

104 tys. osób na bruk. „Zieloni” dobili europejską motoryzację

104-tys-osob-na-bruk-zieloni-dobili-europejska-motoryzacje/

Europejska motoryzacja nie znajduje się już w kryzysie — to sektor, który w wyniku polityki Komisji Europejskiej i instytucji unijnych, dotknęła zapaść. Bruksela nie przejmuje się tym i narzuca coraz bardziej rygorystyczne normy emisji spalin, nie uwzględniając realiów rynku i konkurencyjnej presji ze strony krajów spoza UE.

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA), w latach 2024–2025 dostawcy części dla przemysłu motoryzacyjnego, zlikwidowali ponad 104 tys. miejsc pracy w całej Europie. To rekordowy poziom zwolnień, który nie ma precedensu nawet w czasie pandemii i kryzysu półprzewodnikowego. Jest to efekt nie tylko słabego popytu i rosnącej konkurencji chińskich producentów, ale również strategii legislacyjnej Unii Europejskiej, która obarcza producentów kosztami transformacji klimatycznej, bez realnego zrównoważenia ich strat.

Unijne cele redukcji emisji, w tym niedawno zawieszony zakaz sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi od 2035 roku oraz ambitne limity CO₂, są przez zielonych komunistów przedstawiane jako konieczne dla walki ze zmianami klimatu. W praktyce jednak producenci i eksperci branżowi alarmują, że dogmatyczny nacisk na wdrażanie kolejnych, wyśrubowanych norm, wywołuje chaos inwestycyjny i osłabia konkurencyjność europejskich firm wobec gigantów z Chin i USA.

W piśmie skierowanym do Komisji Europejskiej eurodeputowany Roberto Vannacci wskazał, że ambitne regulacje klimatyczne niszczą europejski przemysł motoryzacyjny, prowadząc do kolejnych bankructw dostawców i zamykania zakładów należących do światowych marek. Jego krytyka obejmuje fakt, że sektor odpowiedzialny za miliony miejsc pracy został postawiony w sytuacji, w której regulacje przekraczają realne możliwości produkcyjne i rynkowe.

Podczas gdy europejscy producenci walczą z narzuconymi celami emisji i kosztami implementacji nowych technologii, chińskie marki coraz silniej wkraczają na rynek europejski, oferując pojazdy, które często są atrakcyjniejsze cenowo. Portal Interia podkreśla wzrost liczby rejestracji aut chińskich w UE, co oznacza podkopanie krajowych producentów samochodów i komponentów. W efekcie wiele firm ogłasza zwolnienia lub redukcje etatów, a nawet zamknięcie całych fabryk, co ma dramatyczny wpływ na lokalne rynki pracy.

Dziś mówienie o 104 tys. zlikwidowanych etatów to dopiero początek. Eksperci branżowi oceniają bowiem, że liczba osób dotkniętych zwolnieniami w całym łańcuchu dostaw może być znacznie wyższa. Co więcej, ten trend najprawdopodobniej utrzyma się w następnych latach, gdyż unijni biurokracji zapierają się rękami i nogami, by nie poluzować nałożonych na gospodarkę obostrzeń.

Forsowana przez Brukselę agenda klimatyczna skutkuje wychodzeniem inwestorów z UE oraz spadkiem konkurencyjności. Podczas gdy globalna gospodarka zwiększa produkcję i rozwija nowe technologie, europejskie firmy często stoją przed dylematem spełniania norm lub ryzyka kar i ograniczenia produkcji. Niektórzy przemysłowcy wprost alarmują, że bez poważnej rewizji polityk klimatycznych i większego wsparcia dla innowacji, europejską motoryzację czeka marginalizacja na globalnej scenie.

Krótko – stajemy się skansenem, z którego wszyscy wokół, zaczynają się śmiać.

Chiński nokaut. Mercosur obnaża iluzję niemieckiej strategii

Chiński nokaut. Mercosur obnaża iluzję niemieckiej strategii

Chinski-nokaut-Mercosur-obnaza-iluzje-niemieckiej-strategii


Gdy w europejskich gabinetach politycznych świętowano domniemany sukces umowy UE–Mercosur, z rynków Ameryki Południowej zaczęły napływać dane, które studzą entuzjazm. Okazuje się, że narracja o zalewie Brazylii czy Argentyny niemieckimi samochodami rozmija się z realiami globalnej konkurencji. I to w sposób brutalny.

Jak zauważa Włodzimierz Gójski, „cała ta misternie dziergana opowieść pochodząca od polityków niemieckich i szefostwa ich przemysłu samochodowego bierze w łeb”. Powód jest prosty: Chiny. To właśnie tam powstaje dziś ok. 80 proc. światowej produkcji samochodów elektrycznych oraz zdecydowana większość baterii trakcyjnych. Co więcej, ogromna część tej produkcji trafia już teraz na rynki państw Mercosur – zarówno w wersji elektrycznej, jak i spalinowej.

Różnice cenowe są miażdżące. Europejski samochód o porównywalnym standardzie kosztuje na rynku Ameryki Południowej równowartość ok. 300 tys. zł, podczas gdy chiński odpowiednik – 75–80 tys. zł. „Jakie szanse skutecznej sprzedaży ma produkt trzykrotnie droższy – nie trzeba przekonywać” . Efekt „fetyszu marki” dotyczyć może co najwyżej wąskiej grupy zamożnych koneserów.

To jednak nie koniec konsekwencji. Rykoszetem ma to uderzyć także w kraje UE, w tym w Polskę. W zamian za iluzoryczne korzyści przemysłu motoryzacyjnego Europa otwiera się na import taniej żywności z Mercosuru, co będzie obniżać popyt na produkty własnych rolników. „Efekt Zabłockiego i jego zarobku na mydle ukazał się i tu w całej okazałości” – ocenia Gójski.

W jego analizie kluczowy jest jeszcze jeden wniosek: źródło europejskiej drożyzny. „Trzykrotna różnica cen nie wzięła się z powietrza” – pisze, wskazując na gąszcz norm, zielonych podatków, ceł i regulacji, które – zdaniem krytyków – uczyniły produkty UE niekonkurencyjnymi globalnie. To pierwszy akt dramatu, który może objąć całe branże europejskiej gospodarki.

Mercosur, zamiast geopolitycznego triumfu, coraz wyraźniej wygląda więc na test realnej siły europejskiego przemysłu. Test, który – w starciu z Chinami – Niemcy i Unia Europejska mogą przegrać szybciej, niż zdążą opróżnić lampki szampana wznoszone z okazji podpisywania umowy.

Dziesiątki tysięcy rozgniewanych rolników wyszło na ulice w Irlandii.Walczą też dla nas !


Dziesiątki tysięcy rozgniewanych rolników wyszło na ulice w Irlandii – „Walka jeszcze się nie skończyła!”

Europejscy rolnicy masowo protestują przeciwko kontrowersyjnej umowie handlowej z krajami Ameryki Południowej. W Belgii zablokowano kilka dróg, a we Francji policja przerwała kilkudniową blokadę składu paliw przez rolników. W Irlandii dziesiątki tysięcy rolników protestowało przeciwko porozumieniu.

W irlandzkim mieście Athlone, traktory należące do protestujących rolników zapełniły ulice. Zdecydowana większość państw członkowskich UE zatwierdziła w tym tygodniu umowę o wolnym handlu z krajami Mercosuru. Umowa budzi duże kontrowersje wśród europejskich rolników. Obawiają się oni, że tańsza południowoamerykańska wołowina, produkowana zgodnie z mniej rygorystycznymi normami ochrony środowiska i bezpieczeństwa żywności, zaleje europejski rynek. Doprowadzi to do spadku cen i poważnie zagrozi rentowności gospodarstw rodzinnych, twierdzą.

Holandia, gdzie BBB zasiada w rządzie, również zagłosowała za podpisaniem traktatu, chociaż wielu holenderskich rolników jest przeciwnych umowie. Irlandzki poseł do Parlamentu Europejskiego Ciaran Mullooly (Midlands-North-West) oświadczył podczas protestu, że Irlandia wysyła Europie jasny sygnał poprzez swoje działania. Stwierdził, że tak duża frekwencja dowodzi skuteczności nacisków społecznych i działań społeczności. Podkreślił, że umowa handlowa nie jest jeszcze ostateczna, ponieważ musi zostać ratyfikowana przez Parlament Europejski w Strasburgu. Dlatego wezwał rolników i społeczności lokalne do zwiększenia nacisków. Michael Fitzmaurice, rzecznik ds. rolnictwa w Independent Ireland, powiedział, że walka przeciwko umowie jest daleka od zakończenia.

Opór rośnie

W irlandzkim rządzie również panuje niechęć. Wicepremier i minister finansów Simon Harris stwierdził, że Komisja Europejska nie powinna po prostu zakładać, że umowa zostanie ratyfikowana. Podkreślił, że rząd nadal wyraża swoje obawy i że wolny handel nie powinien oznaczać, że rolnicy i konsumenci są zmuszani do akceptowania niższych standardów. W Irlandii rośnie sprzeciw wobec umowy z Mercosurem. Rolnicy, politycy i urzędnicy państwowi podkreślają, że umowa wciąż może zostać zablokowana i że nadchodzące miesiące będą miały decydujące znaczenie polityczne. 

Robin de Boer : Beelden: tienduizenden woedende boeren de straat …

Grenlandia nadzieją na wyzwolenie wschodnich członków UE z kolonialnego uzależnienia

Grenlandia nadzieją na wyzwolenie wschodnich członków UE z kolonialnego uzależnienia

Ostatnie działania Waszyngtonu, a w szczególności groźba anszlusu Grenlandii przez USA, daje iskrę nadziei na wyzwolenie wschodnio-unijnych kolonii: Polski, Węgier, Rumunii, itd., 

DR IGNACY NOWOPOLSKI JAN 14

Ostatnie działania Waszyngtonu, a w szczególności groźba anszlusu Grenlandii przez USA, daje iskrę nadziei na wyzwolenie wschodnio-unijnych kolonii: Polski, Węgier, Rumunii, itd.,

Sytuacja w jakiej znalazły się państwa tego regionu, jest najtragiczniejsza od ponad tysiąca lat ich sąsiedzkiej historii.

Region ten jest zakładnikiem konającego Zachodniego Imperium Kłamstwa, znajdując się na dodatek na linii frontu z mocarstwową Rosyjską Federacją, która wykazuje coraz mniej cierpliwości w tolerowaniu bezczelnych zachodnich prowokacji i poniżającej to Mocarstwo nuklearne, pogardliwej retoryki.

Niedawne zniszczenie pod Lwowem polskiego eszelonu ze sprzętem wojskowym i likwidacja hipersonicznym Oresznikiem ogromnego zbiornika przy polskiej granicy, to tylko najnowsze ostrzeżenia dla warszawskiego globalistycznego reżimu.

Tak jak obecnie Ukraina zostaje wymazywana z mapy politycznej świata, tak Polska i Rumunia stoją w kolejce po ten sam los.

Nasi „niezależni przywódcy”, jak Prezydent Polski, zmuszeni są lizać stopy swych zachodnich panów, oblizując się przy tym z zadowoleniem (wideo nr 1 poniżej artykułu).

Jednakowoż moment decyzji Waszyngtonu do włączenia duńskiej posiadłości zamorskiej do Stanów Zjednoczonych, powoduje poważne rozbieżności w łonie zachodnich kolonizatorów (patrz wideo nr 2 poniżej).

Dalsza eskalacja napięć wewnątrz sojuszu przyspieszy jego następujący upadek, który pociągnie za sobą ostateczny rozpad zgniłego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, zwanego w skrócie Unią Europejską.

Nie trzeba być wybitnym mężem stanu, by pojąć, że uczestniczenie we wspólnych strukturach (UE & NATO), takich państw jak Polski i Niemiec, jest równoznaczne z umieszczeniem lisa w kurniku.

Niestety „nasi globalistyczni przywódcy”, wszyscy be wyjątku agenci Zachodu, na tyle byli sowicie opłacani, że przeoczyli ten „drobiazg” przez ostatnie 30 lat funkcjonowania w ramach tego „ekskluzywnego klubu bogatych”!.

Dopiero ewentualna walka wewnątrz kolonialnej kliki, może dać szanse wyrwania się z tej pułapki i stworzenia analogicznych struktur politycznych i militarnych, ale już we własnym gronie. Bowiem tylko wspólne interesy i zagrożenia mogą być spoiwem dla regionu. A dziś już nie tylko Węgry to zauważają!

Miejmy więc cichą nadzieję, że Trump dokona inwazji Grenlandii, zanim rozpocznie się jego impeachment!

1.Prezydent III RP Karol Nawrocki na Downing Street

Putin Will Take The Cake If We…’: NATO Nation Alarms As Trump ‘Prepares’ For Greenland Invasion

2.Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte pod obstrzałem zbulwersowanych Europejczyków

“WE ARE SCARED”: Greenland Confronts NATO, Rutte Refuses Answer

„Niespotykana fala antychrześcijańskiej przemocy” – ważny raport międzynarodowej organizacji

„Niespotykana fala antychrześcijańskiej przemocy”

– ważny raport międzynarodowej organizacji

pch24.pl/niespotykana-fala-antychrzescijanskiej-przemocy

(Grafika: PCh24 TV)

Europejskie Centrum na rzecz Prawa i Sprawiedliwości opublikowało raport poświęcony przestępstwom z nienawiści wymierzonym w chrześcijan w Europie. Dokument wskazuje na wzrost skali przemocy, przestępstw z nienawiści oraz marginalizacji chrześcijan, przy jednoczesnym zaniżaniu skali zjawiska w oficjalnych statystykach.

W 2024 r. w 35 krajach Europy odnotowano 2211 aktów nienawiści wobec chrześcijan, w tym 274 napaści fizyczne, których liczba wzrosła mimo ogólnego spadku incydentów. Najczęstsze formy agresji obejmują wandalizm, podpalenia, profanacje i ataki na duchownych, a najbardziej dotknięte tym procederem kraje to m.in. Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Polska i Włochy. Autorzy wskazują na kulturowe i ideologiczne przyczyny nienawiści wobec chrześcijaństwa oraz na nierówne traktowanie wyznawców tej religii przez instytucje międzynarodowe, postulując wprowadzenie jasnej definicji antychrześcijańskiej nienawiści i wzmocnienie ochrony prawnej.

Europejskie Centrum na rzecz Prawa i Sprawiedliwości (European Center for Law and Justice, ECLJ) to międzynarodowa organizacja pozarządowa, zajmująca się promowaniem oraz ochroną prawa człowieka w Europie jak i w skali globalnej. W 2025 roku ECLJ opublikowała raport, zatytułowany „Chrystianofobia i nienawiść wobec chrześcijan w Europie” (Christianophobia and anti-Christian hatred in Europe). W raporcie wskazano na bezprecedensowy wzrost przypadków przemocy i aktów nienawiści wymierzonych w chrześcijan, przedstawiono grupy odpowiadające za popełnianie tego typu czynów oraz zwrócono uwagę na zaniżanie danych dotyczących takich zdarzeń. Ponadto autorzy dokumentu zwracają uwagę, iż chrześcijanie są coraz bardziej marginalizowani i karani za swoje przekonania, będąc w dodatku chronionymi w mniejszym stopniu, niż inne grupy religijne.

W raporcie autorzy, powołując się na dane Obserwatorium ds. Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie (Observatory on Intolerance and Discrimination against Christians in Europe – OIDAC), wskazują, iż w 2024 roku na Starym Kontynencie odnotowano aż 2211 przypadków nienawiści wobec chrześcijan ze względu na ich wiarę, w tym 274 przypadki napaści fizycznej. W dokumencie podkreślono przy tym, że omawiane akty nienawiści, odnotowane w 35 krajach Europy, wymierzone są zarówno w obiekty kultu, jak i w samych chrześcijan, obejmując ataki fizyczne, w tym nawet zabójstwa oraz podpalenia i profanacje.

Twórcy raportu wskazują, że w porównaniu do roku poprzedniego, w 2024 roku odnotowano nieznaczny spadek liczby aktów nienawiści ogółem (2444 incydentów w 2023 roku), zauważając jednocześnie, że liczba samych napaści fizycznych wzrosła – w 2023 roku odnotowano 232 tego typu zdarzeń, przy 274 atakach zgłoszonych w 2024 roku. Równocześnie stwierdzają oni, iż spadek w przypadku liczby aktów nienawiści ogółem wynika m.in. ze zmiany metodologii stosowanej w Wielkiej Brytanii. Ponadto ECLJ zwraca uwagę, że szeroko rozumiane zjawisko przemocy wobec chrześcijan jest niedostatecznie udokumentowane przez instytucje publiczne a liczba przestępstw skierowanych przeciwko tej grupie jest znacznie zaniżona.

Powołując się na dane OIDAC, twórcy raportu informują, że w 2024 roku popełniono 516 wymierzonych w chrześcijan przestępstw z nienawiści. Zgodnie z tymi danymi, najczęstszymi formami przemocy były akty wandalizmu, podpalenia, profanacje oraz kradzieże przedmiotów religijnych. Za przykłady takich przestępstw podano m.in. sytuację z niemieckiego miasta Münster, gdzie jeden z kościołów musiał pozostać zamknięty, po tym jak budynek był wielokrotnie przedmiotem aktów wandalizmu. Jako przykład podpaleń wymieniono zdarzenie mające miejsce we wrześniu 2024 roku we francuskim Saint-Omer, w którym, w wyniku podłożenia ognia i pożaru, tamtejszy Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP został niemal całkowicie zniszczony. ECLJ wskazuje, iż przytoczone dane nie obejmują kradzieży pieniędzy ani włamań popełnionych w miejscach kultu religijnego, które stanowią prawie 900 dodatkowych przypadków zarejestrowanych przez OIDAC.

Autorzy dokumentu zwracają uwagę na przypadki przemocy fizycznej, dotykającej księży, zakonników oraz wiernych. Za przykład tego typu aktów przemocy wymierzonych w chrześcijan podano sytuację mającą miejsce we Włoszech w grudniu 2024 roku, kiedy w miejscowości Sant’Andrea wino w kielichu mszalnym zostało zastąpione kwasem, w wyniku czego tamtejszy ksiądz trafił do szpitala.

ECLJ przytacza też brutalne zdarzenie ze Szczytna, gdzie polski ksiądz został zaatakowany przez złodzieja, a następnie zmarł w szpitalu w wyniku odniesionych ciężkich obrażeń.

Państwa dotknięte antychrześcijańską przemocą

W dalszej części raportu wskazano na te państwa Europy, które są najbardziej dotknięte aktami o charakterze antychrześcijańskim. Autorzy publikacji wymieniają tu kraje takie jak Francja, Niemcy, Hiszpania, Włochy, Polska, Wielka Brytania, Austria oraz Bośnia i Hercegowina. Zwracają przy tym uwagę, że niektóre państwa nie posiadają szczegółowych statystyk policyjnych, co sprawia, iż konieczne jest opieranie się wyłącznie na danych pochodzących od organizacji społecznych. Jednocześnie metody klasyfikacji przestępstw z nienawiści różnią się znacznie w poszczególnych krajach, co uniemożliwia znaczącą harmonizację w skali europejskiej.

W odniesieniu do Polski autorzy dokumentu wskazują na 78 incydentów wymierzonych w chrześcijan odnotowanych przez organizacje pozarządowe. Zawarto tam także informacje dotyczące badania przeprowadzonego przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego wśród niemal 1000 polskich księży, a dotyczące spotykania się przez z nich z przypadkami agresji. Zgodnie z tymi danymi, prawie połowa z nich (49,7%) zgłosiła, że w 2024 r. padła ofiarą agresji, głównie w postaci drwin, obelg i gróźb (41,6%). Ponad 80% księży nie zgłasza incydentów, ponieważ minimalizuje ich znaczenie (46,2%), zniechęcają ich obciążenia administracyjne (22,6%) lub brak zaufania do władz (14,6%). Według 85,9% respondentów przemoc wobec księży wzrosła od 2014 roku głównie z powodu negatywnego wizerunku duchownych w mediach (96,4%) oraz napiętej sytuacji politycznej i społecznej (91,1%).

Dyskryminacja i marginalizacja chrześcijan w Europie

W omawianym raporcie zwraca się również uwagę na zjawisko „rozproszonych form marginalizacji” (diffuse forms of marginalization) chrześcijan w Europie, które w swym charakterze różnią się od widocznych aktów przemocy, popełnianych z tych samych pobudek. Te „rozproszone formy marginalizacji” polegają bowiem na dyskryminacji w różnych aspektach życia codziennego związanych z edukacją, pracą czy mediami. Autorzy raportu powołują się przy tym na badanie OIDAC, opublikowanie jako raport „Koszty utrzymania wiary” (The Costs of Keeping the Faith) przez Voice for Justice UK.

Według badania przeprowadzanego przez tę organizację w Wielkiej Brytanii, 56% ankietowanych chrześcijan stwierdziło, że spotkało się z drwinami lub odrzuceniem z powodu wyrażania swoich przekonań religijnych. Odsetek ten wzrasta do 61% wśród osób poniżej 35 roku życia. Około 18% respondentów zgłosiło, że spotkało się z bezpośrednią dyskryminacją ze względu na swoją wiarę, szczególnie w miejscu pracy. W trakcie badania kilka osób miało przyznać, iż miało problemy dotyczące znalezienia pracy, nękania czy zwolnienia z pracy z powodu wyrażania opinii bazujących na nauce Kościoła, w sprawach takich jak aborcja, małżeństwo czy seksualność. Jako przykład przywołano historię brytyjskiej nauczycielki Kristie Higgs, która została zwolniona z pracy po opublikowaniu na Facebooku postów krytycznych wobec ideologii gender.

W tym kontekście wskazano również na inne problemy związane z życiem chrześcijan w Wielkiej Brytanii. Jednym z nich ma być autocenzura, wynikająca z obaw dotyczących wyrażania swoich poglądów w miejscu pracy czy na uniwersytetach. „Ograniczenie to potęguje obawa przed oskarżeniem o „mowę nienawiści”, gdy ich przekonania moralne są postrzegane jako sprzeczne z „postępowymi” normami. Wreszcie, studenci popierający ochronę życia w kilku krajach europejskich zgłaszają przypadki zastraszania lub wykluczania ich z debat uniwersyteckich” – można przeczytać w raporcie (s. 11).

Regulacje i praktyki uderzające w chrześcijan

W dokumencie wskazano również na regulacje prawne oraz związane z nimi praktyki, które mogą ograniczyć wolność religijną obywateli, uderzając tym samym w chrześcijan. W tym kontekście autorzy publikacji informują m.in. o regulacjach prawnych i praktykach zakazujących cichej modlitwy obok tzw. klinik aborcyjnych, publicznego wyrażania przekonań religijnych oraz o prawodawstwie ograniczającym możliwość korzystania z klauzuli sumienia. Wzmiankuje się tam również o naruszaniu praw chrześcijańskich rodziców, którzy chcą wychowywać swoje dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Jako przykłady tego typu praktyk przywołano m.in. głośną sprawę fińskiej polityk Päivi Räsänen, oskarżonej o szerzenie mowy nienawiści za opublikowanie w mediach społecznościowych cytatu z Biblii dotyczącego homoseksualizmu czy sprawa szwajcarskiej dziewczynki, która została odebrana rodzicom po tym jak ci odmówili wydania zgody na operację zmiany płci przez ich córkę.

Przyczyny nienawiści wobec chrześcijan

W raporcie jego autorzy podejmują próbę zidentyfikowania przyczyn i sprawców coraz częstszych aktów wrogości wobec chrześcijaństwa. W tym kontekście wskazują oni na mechanizmy kulturowe, ideologiczne i społeczne, które podsycają tę wrogość, wymieniając wśród nich m.in. sekularyzację, laicyzm czy „kulturę bluźnierstwa”. Jako przykład tych zjawisk podają m.in. usuwanie symboli chrześcijańskich z przestrzeni publicznej oraz wyśmiewanie chrześcijaństwa w mediach, sztuce czy w reklamach.

Wskazując na sprawców aktów nienawiści, twórcy raportu zauważają, iż wynikają one z różnych nurtów ideologicznych, których wspólnym elementem jest nienawiść do chrześcijaństwa. „W przypadkach, w których udało się ustalić motywy lub tożsamość sprawców, powtarza się kilka profili grup lub osób” (s. 14), w tym radykalni muzułmanie, bojowo nastawione organizacje laickie oraz skrajnie lewicowi aktywiści.

Jako przykład podmiotów zaliczanych do tej drugiej grupy podano działającą we Francji Krajową Federację Wolnomyślicieli (Fédération nationale de la libre pensée), która podejmuje działania prawne mające na celu usunięcie krzyży, posągów lub szopek bożonarodzeniowych z przestrzeni publicznej, powołując się na radykalną interpretację pojęcia laickości. Przykładem działań skrajnej lewicy jest z kolei sytuacja z Barcelony, gdzie we wrześniu 2023 r. hiszpańscy aktywiści popierający aborcję nękali wiernych uczestniczących we Mszy Świętej i namalowali obraźliwe graffiti na ścianach tamtejszego kościoła.

Nierówne traktowanie

W dalszej części raportu wskazano oraz omówiono (z reguły pobieżnie) szereg innych kwestii związanych z szeroko rozumianą problematyką antychrześcijańskich aktów nienawiści. Autorzy dokumentu stwierdzają m.in., że w teorii chrześcijanie korzystają z silnej ochrony prawnej gwarantowanej przez Organizację Narodów Zjednoczonych, Unię Europejską i Europejski Trybunał Praw Człowieka. W praktyce jednak ONZ rzadko interweniuje w tego typu sprawach, a UE i ETPC mają tendencję do oferowania silniejszej ochrony społecznościom żydowskim i muzułmańskim niż chrześcijańskim (s. 15). Jako przykład wskazano m.in., że orzecznictwo Trybunału ujawnia zróżnicowane podejście do ochrony religii. „Z jednej strony ataki na chrześcijaństwo są generalnie tolerowane w imię wolności wypowiedzi, podczas gdy krytyka islamu jest często ograniczana w imię zwalczania mowy nienawiści” – można przeczytać w raporcie (s. 18). Konkretyzując ten zarzut, w dokumencie wskazano na sprawy „Rabczewska przeciwko Polsce” oraz „I.A przeciwko Turcji”. W pierwszej sprawie Trybunał uchylił wyrok skazujący piosenkarkę, która w obraźliwych słowach wyraziła się o Biblii, w drugiej potraktował krytykę islamu jako „obraźliwe ataki dotyczące spraw uważanych przez muzułmanów za święte” (s. 18-19).

Ponadto zawarto tam postulat przyjęcia jasnej definicji zjawiska „nienawiści wobec chrześcijan” na poziomie międzynarodowym, która umożliwiłaby bardziej spójną identyfikację i klasyfikację aktów skierowanych przeciwko chrześcijanom, gromadzenie danych, analizę trendów i wdrażanie odpowiednich działań przez organy publiczne. Rekomenduje się również wzmocnienie środków bezpieczeństwa i stosowanych sankcji odnośnie miejsc kultu oraz uznanie historycznej legitymizacji chrześcijaństwa w Europie.

Wśród krajów najbardziej dotkniętych falą antychrześcijańskich aktów z nienawiści, twórcy raportu wymienili m.in. Polskę, co u czytelnika nieobeznanego z ta tematyką może budzić pewne zdziwienie. Nie jest to jednak zaskoczeniem dla prawników Ordo Iuris, którzy zarówno na płaszczyźnie analitycznej, jak i procesowej, od wielu lat zajmują się problemem nienawiści skierowanej przeciwko wyznawcom Chrystusa, głównie katolikom. Warto również zauważyć, iż w raporcie dostrzeżono problem niedoszacowania liczby tego typu przestępstw. Prawnicy Instytutu wielokrotnie spotykali się bowiem z sytuacją, w której dane przestępstwo, popełnione z ewidentnym zamiarem uderzenia w uczucia religijne czy też ukierunkowane na złośliwe przeszkadzanie w wykonywaniu praktyk religijnych katolików, były kwalifikowane przez organy ścigania jako czyny zabronione o całkowicie odmiennym charakterze, co w sposób oczywisty zaniża statystyki dotyczące tego typu czynów zabronionych – wskazuje Patryk Ignaszczak, analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

Źródło: KAI / Instytut Ordo Iuris

Sposób na radary. Plaga fałszywych tablic rejestracyjnych

Sposób na radary. Plaga fałszywych tablic rejestracyjnych

13.01.2026 BD nczas

Odcinkowy pomiar prędkości.
Odcinkowy pomiar prędkości. / Fot. PAP

Policja twierdzi, że to już „masowe zjawisko”, z którym trudno sobie poradzić. W ten sposób tysiące pojazdów i ich kierowcy unikają mandatów. To naturalna reakcja na tysiące radarów i czasami absurdalne ograniczenia szybkości, które szybko pozbawiają kierowców nie tylko pieniędzy, ale i punktów.

Raport francuskiej policji mówi, że już „setki tysięcy pojazdów jest zarejestrowanych na nieistniejące podmioty”, a taki „proceder pozwala właścicielom tych pojazdów uniknąć mandatów drogowych”. „Straty” skarby państwa ocenia się na miliony euro.

Chodzi też o podrabianie tablic „prawowitych właścicieli” samochodów, którzy otrzymują mandaty za wykroczenia, których nie popełnili. Policja widzi problem w zmianie przepisów z 2017 roku i uproszczeniu procedur administracyjnych poprzez ich digitalizację online.

Miało to otworzyć drzwi oszustwom. Chodzi o podszywanie się pod „specjalistów motoryzacyjnych” (przedstawicieli salonów samochodowych, zawodowych sprzedawców) upoważnionych do dostępu do systemy rejestracji. Państwo przyznało zezwolenia dostępu do systemu dla około 34 000 „zaufanych podmiotów zewnętrznych”, ale bez żadnej poważnej ich weryfikacji. Teraz około 4000 z nich jest zawieszanych lub wykluczanych z systemu każdego roku za nadużycia, co stanowi ponad 10% całości.

Oszuści w taki sposób uzyskują dostęp do rejestracji pojazdów i wykorzystują sfałszowane dokumenty rejestracyjne. Później mandaty za uchwycenie samochodu na fotoradarze docierają nie do sprawcy, ale do zarejestrowanego oficjalnie właściciela lub salonu-widma. Mandaty są odrzucane, a sprawca wykroczenia pozostaje bezkarny.

Podobno jest to metoda już „preferowana przez zorganizowaną przestępczość”. Policja uważa, że w tle może być pranie pieniędzy, sprzedaż kradzionych samochodów, czy nawet handel narkotykami. Są już wykryte przypadki, jak sprawa „Las Vegas Auto”. Za 600 euro można było zarejestrować pojazd na taką nieistniejącą firmę, a pojazdy takie odnaleziono nawet na Majotcie i w garażach… Pałacu Prezydenckiego.

Pośrednicy otwarcie oferują swoje usługi w mediach społecznościowych, na Snapchacie i Facebooku. Standardowe stawki to 40 euro za anulowanie dowodu rejestracyjnego poprzedniego właściciela, 80 euro za aktualizację ubezpieczenia, 100 euro za wydanie nowego dowodu rejestracyjnego.

Według szacunków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 2025 r., „średnio każdego roku identyfikowanych jest 250 000 pojazdów zarejestrowanych w sposób nieuczciwy”. Tylko w stołecznym regionie Île-de-France zidentyfikowano 138 salonów-widm, które rzekomo sprzedały i zarejestrowały ponad 1000 pojazdów.

Źródło: Le Parsisien

Zima uderzyła w ceny prądu. Polska najdroższa w Europie. [Oczywiście nie „zima”, a durnie ideolo!!]

Zima uderzyła w ceny prądu.

Polska najdroższa w Europie

Wysokie ceny gazu mogą również przyczyniać się do wzrostu cen emisji dwutlenku węgla. Wraz ze wzrostem cen gazu producenci energii elektrycznej przechodzą na węgiel, który jest bardziej emisyjny – co zwiększa emisje, a w konsekwencji popyt na uprawnienia do emisji – opisują analitycy z GMK Center.

oprac. Magda Żugier 13 stycznia 2026, money.pl/zima-uderzyla-w-ceny-pradu-polska-najdrozsza-w-europie

Podczas najmocniejszego ataku zimy od lat krajowy system energetyczny musiał oprzeć się przede wszystkim na paliwach kopalnych. Przy słabym wietrze, niskim nasłonecznieniu i braku możliwości magazynowania energii kluczową rolę przejęły bloki węglowe – opisuje bizblog.spidersweb.pl.

13 stycznia przed godz. 7 rano węgiel kamienny odpowiadał za 51 proc. krajowego miksu energetycznego, węgiel brunatny za 24,8 proc., a gaz ziemny za 16,8 proc. Łącznie paliwa kopalne odpowiadały za blisko 76 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce. Choć taka struktura pozwoliła utrzymać stabilność systemu, miała ona wyraźne konsekwencje kosztowe.

Najlepiej widać je na rynku dnia następnego. Polska znalazła się na czele europejskiego zestawienia z ceną 261 euro za megawatogodzinę. Za nią uplasowały się Węgry (253 euro), a następnie ex aequo Bułgaria i Rumunia (po 248 euro). Wysokie ceny notowały też Litwa i Łotwa (232 euro), Słowacja (231 euro), Serbia (229 euro), Estonia (228 euro) oraz Chorwacja (227 euro).

Wielkie błędy gigantów. Nawet tak znane firmy nie uniknęły poważnych problemów

Portal podkreśla, że na drugim biegunie znalazły się kraje skandynawskie. W Norwegii ceny wahały się od 29 euro na północy do 103 euro na południu, a w Szwecji od 61 do 103 euro. Niższe stawki notowano także we Francji (90 euro), Hiszpanii i Portugalii (po 96 euro), Holandii (98 euro) oraz Finlandii (100 euro).

Rosnąca cena CO2 zwiększa presję

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na koszty energii jest rosnąca cena emisji dwutlenku węgla. Uprawnienia do emisji CO2 osiągnęły 2,5-roczne maksimum. Od lipca ubiegłego roku ich cena wzrosła o około 25 proc., a obecnie przekracza 88 euro za tonę.

Jak wskazuje firma maklerska Vertis w nocie cytowanej przez Montel, rynek nie ma jasności,[Sic!! md] czy w najbliższych tygodniach możliwy będzie dalszy wzrost cen, czy raczej korekta wynikająca ze spadku awersji do ryzyka. Kluczowe znaczenie mogą mieć prognozy pogody — ustąpienie mrozów ograniczyłoby zapotrzebowanie na energię.

W dłuższym horyzoncie eksperci spodziewają się jednak dalszego wzrostu cen CO2. Według prognoz mają one sięgnąć 126 euro za tonę w 2030 r., głównie w związku z wycofywaniem bezpłatnych uprawnień. Analitycy GMK Center przypominają, że w tym roku niektóre sektory otrzymają jeszcze do 30 proc. darmowych uprawnień, ale do końca dekady mechanizm ten zostanie całkowicie wygaszony.

Eksperci zwracają też uwagę, że wysokie ceny gazu sprzyjają powrotowi producentów energii do węgla, który jest bardziej emisyjny. To zwiększa emisje CO2 i popyt na uprawnienia, co dodatkowo napędza presję kosztową w systemach energetycznych opartych na paliwach kopalnych.

Źródło: bizblog.spidersweb.pl

Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata”

Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata”

12.01.2026 tysol/s-ddeutsche-zeitung-na-uratowanie-ue-zostalo-niespelna-dwa-lata

Unia Europejska może nie przetrwać w obecnym kształcie – ostrzega niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung. Według autora felietonu red. Josefa Kelnbergera kluczowe będą najbliższe dwa lata, a szczególnie wybory we Francji i w Polsce w 2027 roku. Jeśli wygra w nich prawica, liberalny projekt UE może się rozpaść.

„Piąty jeździec apokalipsy” i wizja upadku UE

W tekście opublikowanym 12 stycznia 2026 roku Josef Kelnberger pisze, że niemiecką debatę publiczną straszą dziś „czterej jeźdźcy apokalipsy” – wzrost poparcia dla „skrajnej prawicy”, kryzys gospodarczy, wojna światowa i katastrofa klimatyczna. Każdy z nich ma, jak ironicznie zauważa autor, twarz Donalda Trumpa.

Jednocześnie – jak podkreśla – ignorowany jest „piąty jeździec apokalipsy”: upadek Unii Europejskiej, który może się wydarzyć już za dwa lata. 

UE jako sojusz liberalnych państw demokratycznych umrze, jeśli w wyborach we Francji i Polsce w 2027 roku wygra prawica – alarmuje Kelnberger.

Kluczowa Francja i Polska

Zdaniem publicysty, zwycięstwo prawicy w tych dwóch krajach uruchomiłoby efekt domina. Twierdzi, że Władimir Putin, Trump i Xi Jinping „będą walczyć o łupy”, a Europie grozi utrata politycznej spójności.

Autor ostrzega też przed konsekwencjami dla Niemiec. Według niego w takim scenariuszu do władzy może dojść AfD, kierując państwem dysponującym „najsilniejszą armią na rozpadającym się kontynencie”.

Strach w Brukseli

Kelnberger zaznacza, że wizja rozpadu UE nie jest jedynie publicystyczną fantazją. Jak pisze, podobne obawy coraz częściej pojawiają się w rozmowach „wpływowych osób w Brukseli”. Utyskuje jednak, że „nigdzie w Europie nikt nie wydaje się poważnie martwić o UE”. 

A przecież są powody do paniki. Tylko dzięki sprawnie funkcjonującej UE można bronić liberalnego europejskiego modelu życia.

„Epigon Kaczyńskiego zamiast Tuska”

Felietonista przypomina popularne w Brukseli powiedzenie, że „Europa powstaje w czasach kryzysów”. Tak było przy tworzeniu strefy euro czy wspólnych długach w czasie pandemii. Tym razem jednak sytuacja może być inna.

Istnieją jednak poważne powody, by sądzić, że obecny kryzys jest tym wielkim kryzysem, który nie przyczyni się do rozwoju Europy, ale doprowadzi do jej rozłamu (…) Węgry pod rządami Viktora Orbana już dawno odeszły od podstawowego konsensusu UE w zakresie zasad państwa prawa, ochrony klimatu i w miarę humanitarnej polityki migracyjnej. Słowacja wydaje się podążać podobną drogą. Jeśli jako miarę potraktować wsparcie dla Ukrainy, to Czechy również już się odłączyły. Włoszka Giorgia Meloni nadal pozostaje w konserwatywnym mainstreamie, ale to się prawdopodobnie zmieni, jeśli we Francji rządzić będzie Jordan Bardella zamiast Emmanuela Macrona, a w Polsce epigon Kaczyńskiego zamiast Donalda Tuska. Wtedy UE przechyliłaby się w prawo. A Europa stałaby się w dłuższej perspektywie zbiorem państw kierowanych głównie przez prawicowe siły nacjonalistyczne, bez wspólnego projektu.

Zostały dwa lata

Według autora Unia Europejska ma „niespełna dwa lata”, by udowodnić obywatelom, że działa i daje realną ochronę. Wskazuje, że pojedyncze państwa byłyby wobec wyzwań dzisiejszych czasów bezradne. Jako pozytywny akcent wskazuje umowę UE-Mercosur podkreślając jednak, że „jest to jednak tylko pierwszy, niewielki krok”. 

Do 2027 r. gospodarka europejska powinna znacznie wzrosnąć, nowy budżet w wysokości dwóch bilionów euro powinien być gotowy, a wspólny system azylowy powinien funkcjonować. Dodaje także, iż „UE potrzebuje wspólnej polityki”, wskazując na „europejską armię, która byłaby ostatecznym spoiwem sojuszu”. 

Tak wygląda obraz Unii Europejskiej, która wydaje się przestarzała. Pilnie potrzebuje ona sygnału do zmian – podsumowuje Josef Kelnberger.

Polscy rolnicy spisani na straty

Polscy rolnicy spisani na straty

Arkadiusz Miksa myslpolska

W cotygodniowym programie telewizyjnym z udziałem dziennikarzy różnych, ale w sumie jedynie słusznych mediów, dziennikarka Onetu Małgorzata Gałczyńska z rozbrajającą szczerością przyznała, że na rolnictwie się nie zna kompletnie, ale się wypowie. Otóż według tej pani, niekorzystna dla polskiego rolnictwa umowa Unii Europejskiej z państwami Ameryki Południowej, to nieuchronny element globalizacji. Stwierdziła również, że polskim rolnictwem straszono również kraje Zachodu przed przystąpieniem Polski do UE, a przecież polskie rolnictwo nie dobiło rolnictwa zachodniego. W epilogu swojej wypowiedzi stwierdziła, że interes branży motoryzacyjnej w Polsce jest ważniejszy od polskiego rolnictwa. Tymczasem o branży motoryzacyjnej jako o strategicznej dla swojej gospodarki to mogą mówić Czesi ze swoją Skodą i Tatrą czy nawet Rumuni z Dacią, która dobrze się sprzedaje. My to mamy popłuczyny po branży motoryzacyjnej, więcej produkuje pięciomilionowa Słowacja czy rolnicze Węgry.

W Polsce istnieje w tej chwili nieformalny kombinat w skład, którego wchodzą politycy rządzących Polską ugrupowań, dziennikarze, publicyści, jacyś internetowi patocelebryci oraz zainteresowane korporacje. Oni mówią wprost, że jako nasza elita intelektualna wiedzą lepiej co dla polskiego pospólstwa jest słuszne i dobre. Obiecywano nam Unię równych szans i solidaryzm międzynarodowy, tymczasem liderzy UE z Zachodniej Europy wynegocjowali sobie porozumienie z Brazylią czy Argentyną w ramach którego, ich rolnictwo ma ponieść jak najmniejsze zyski w sektorze rolniczym i jak największe w sektorze przemysłowym.

Negatywne aspekty podpisanej umowy mają wziąć na siebie kraje Europy Wschodniej. One według polityków z Berlina i Paryża i tak już za dużo zyskały na swoim członkostwie w UE, pora na rekompensatę. Tymczasem polscy euroentuzjaści wierzą niewzruszenie wierzą w istnienie brukselskiego Świętego Mikołaja, który od lat bezinteresownie zasila Polskę grubą kasą.

Polscy rolnicy protestują, premier Tusk bagatelizuje ich protesty twierdząc, że protesty są niewielkie i spodziewał się większych. Jednocześnie uruchamia się w mediach społecznościowych spiralę ataków internetowych trolli z obozu Tuska, którzy wrzucają chore z nienawiści komentarze pod adresem polskich rolników. W Polsce zniszczono już skutecznie wizerunek polskiego górnika, teraz przyszła pora na polskiego rolnika. Polskim rolnikom zarzuca się, że najwięcej zarobili na obecności Polski w UE. Dowodem na tę tezę mają być drogie, nowoczesne ciągniki, którymi pracują w polu. Tak, te ciągniki są drogie, ale czy to polski rolnik decyduje po ile są one rolnikom sprzedawane? Te ciągniki nie są formą prestiżu dla rolników, nie kupują ich dla rozrywki, tylko do pracy. To nie jest limuzyna prezesa firmy służąca rozrywce i ego właściciela.

Może te ciągniki byłby tańsze, gdyby były produkowane w Polsce, ale już nie są produkowane, bo zadbali oto kumple Tuska pokroju Janusza Lewandowskiego. Ciągniki byłby tańsze, gdyby rolnicy nie musieli kupować je od niemieckich firm tylko na przykład z Białorusi, gdzie są znacznie tańsze, ale polscy rolnicy nie mogą ich kupować, jeśli chcą otrzymać wsparcie z UE na zakup nowego taboru. Ci spośród polskich rolników, którzy kupili białoruskie traktory mimo pierwotnej zgody na ich zakup mają dziś zwracać całość dofinansowania. Czy ktoś z hejtujących rolników sekciarzy Tuska zdaje sobie w ogóle sprawę, ile sztuk bydła lub trzody chlewnej trzeba sprzedać, żeby kupić taki ciągnik? Czy wy myślcie, że te ciągniki to jest jakaś fanaberia?

W sukurs polskim hejterom idą ukraińscy hejterzy mieszkający w Polsce, którym dedykowane są strony na portalach społecznościowych. Pod postem dotyczącym rolniczych protestów wylała się ukraińska gnojowica w komentarzach. Ukraińcy mieszkający w Polsce nazywają polskich rolników świniami, które wysypywały ukraińskie zboże. Debile, głupcy, zwierzęta i tym podobne określenia pod adresem polskich rolników ze strony nacji, która jest u nas na „gościnnych występach”, tylko dlatego, że polski rolnik nie chciał w Polsce zanieczyszczonego zboża z państwa, które nie przestrzega norm w zakresie upraw, ma niższe koszty produkcji oraz zdecydowanie lepsze warunki wegetacji roślin.

Swoją drogą czy władze polskie, które tak ochoczo biorą się za wyłapywanie w sieci internetowe Polaków przekraczających dopuszczalną krytykę Ukraińców zajmą się w końcu niedopuszczalną ukraińską krytyką pod adresem Polski i Polaków?

Z obrzydzeniem patrzę jak pod protesty rolnicze podłączaj się dziś politycy PiS oraz ich medialne sługusy z Republiki czy „Gazety Polskiej”. Przecież to właśnie PiS przymykał oko na niekontrolowany napływ ukraińskich produktów rolnych do Polski a protestujących wówczas rolników nazywał „ruskimi onucami”, dziś udają amnezję w tym temacie.


Arkadiusz Miksa

Eurobawełna. O logice systemu

Eurobawełna. O logice systemu

Republikaniec


salon24.pl/eurobawelna-o-logice-systemu

W ciągu 1918 roku podbite przez Rosję w XIX wieku narody Azji Środkowej odzyskały niepodległość. Wchodząc w lokalne sojusze ze słabym na tym terenie reprezentacjami Białych, usiłowały zbudować zręby własnych państwowości. Ponowny podbój przez Rosję Czerwoną był długotrwały i krwawy, walki z narodową, antybolszewicką partyzantką trwały jeszcze pod koniec lat 20. Sowieci utrwalając swoje porządki rozumieli, że by przyciągnąć i podporządkować miejscowych nie wystarczy sam kij. Marchewką i projektem przebudowy społecznej i gospodarczej stał się program nawodnienia suchych połaci późniejszego Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenii wodami rzek Amu-darii i Syr-darii, w celu uprawiania tam na gigantyczną skalę bawełny. Podstawa ekonomii i nowej organizacji społecznej, z przesiedleniami i przemieszaniem ludności tych republik w tle. 

Wielkie budowy kanałów rozpoczęte w latach 30. efekt dały, pola bawełny, zwłaszcza w Uzbekistanie powstały. Jednak dyletancka hydrostrojka, wykorzystująca zaledwie kilka procent przekierowywanej wody (reszta wsiąka do dziś w piach, albo zasila nieistniejące wcześniej słone jezioro Sarykamyskie) dała efekt przez fachowców oczekiwany, ale dla polityków nieznaczący. Po 30 latach od rozpoczęcia programu zaczęło zanikać jedno z największych śródlądowych jezior świata, Aralskie. Z prawie 70 tys km² pozostało 10 tys. km². [Chyba już go nie ma wcale. md]

O nadciąganiu gigantycznej katastrofy ekologicznej wiadomo było od lat 60. XX wieku, ale skoro linia Władzy Radzieckiej musiała być zawsze słuszna, uznano że powstanie i istnienie jeziora Aralskiego jest „oczywistą pomyłką natury”, a bieżące potrzeby społeczeństwa sowieckiego Uzbekistanu są ważniejsze od opinii jakichś tam naukowców. I wuj tam z tymi wszystkimi rybkami, ptaszkami, oraz rybakami i całą reszta mieszkańców wybrzeża. Z jego okolic trzeba było przesiedlić 100 tys. ludzi, niemal wszystkie organizmy zamieszkujące wody Jeziora Aralskiego wymarły (zasolenie), a wśród mieszkańców regionu znacząco wzrosła częstość występowania takich chorób jak gruźlica, tyfus, niedokrwistość, a u noworodków także upośledzenia umysłowe. Jednak do rozpadu Związku Sowieckiego w 1991 polityki nie zmieniono. Jako dziedzictwo pozostała pustynia Aral-kum, 50 tys. km² powierzchni piachu krytycznie zanieczyszczonego pestycydami i pozostałością nawozów sztucznych.

========================================================

Dlaczego zaczynam Anno 2026 od tej odległej czasowo i przestrzenie sprawy? Bo znakomicie ilustruje logikę (a raczej jakiś byt będący odwrotnością logiki) działania niedemokratycznych, lekceważących opinię rządzonych, opartych na ideologii systemów. By istnieć, muszą one wymyślać dla siebie ideologiczne wielkie projekty, które angażując i dając zatrudnienie wielu, ukrywają rzeczywiste intencje Władzy i osłaniają  rozciągającą się za nimi pustkę nieuctwa i głupoty.

Osuwająca się od dawna w euro-marksizm Unia Europejska wymyśliła jako swój motyw przewodni „walkę z klimatem”, przedstawiając zmiany klimatyczne jako efekt antropogeniczny. „Zielona rewolucja” niosąc nowe technologie (a w marzeniach najbardziej chorych ideolo i nowe społeczeństwo, wymieszane migracjami, uwięzione w miastach 15-minutowych), miała w założeniach budować przewagę ekonomiczną rewolucjonistów łaskawie udostępniających za grube money światu swoje „zielone” wynalazki.

Ale świat jakoś nie kupuje „wartości”, zielona energia niestabilnością i gigantycznymi kosztami zabija europejski przemysł. Wyniesienie „nieczystej” produkcji do Chin, w idiotycznym założeniu że Chińczycy są tak głupi, że wiecznie za miskę ryżu będą robić śrubki i inne komponenty dla Białych Bwana, właśnie się skończyło. Azjaci  przejęli technologie, i to oni zarabiają na panelach fotowoltaicznych, wiatrakach, samochodach elektrycznych. I nie tylko.

Rewolucyjna Władza nie może się przyznać do porażki. Trzeba uciec do przodu, więcej zieleni, zaostrzone „cele klimatyczne do 2040”, więcej integracji. Ale za co?

Jednym z sektorów gospodarki europejskiej ,którego wspólną przebudowę można uznać za w miarę udaną, jest rolnictwo. Dziesiątki lat wspólnej polityki rolnej ukształtowały rynek dość drogiej, ale o bardzo wysokiej jakości żywności. Z produkcją poddaną licznym, kosztownym restrykcjom, zwłaszcza co do stosowanych chemicznych środków ochrony i nawożenia.

Teraz Władza Europejska wobec upadku konkurencyjności europejskiego przemysłu kolanem przepycha umowę handlową z krajami Ameryki Południowej, która w zamian za otwarcie ich rynku na artykuły przemysłowe, otwiera rynek europejski na ich artykuły rolne.

Jaki będzie przewidywalny skutek? Rolnictwo południowoamerykańskie nie poddane „eko-restrykcjom” jest tanie, ale co z jakością? Zapomniane u nas i od dawna zakazane pestycydy oraz produkty roślinne GMO popłyną do Europy szeroką strugą. Prawo Kopernika-Greshama ma zastosowanie nie tylko do pieniądza. Tani towar gorszej jakości wyprze droższy, europejski. Rolnicy europejscy będą bankrutować, a produkcji rolnej raz zlikwidowanej tak łatwo się nie odtworzy.

Ale cóż to obchodzi eurokratów? Powiedzą, że postęp wymaga ofiar. A co z bezpieczeństwem żywnościowym, wszak łańcuch dostaw przez Atlantyk nie jest krótki, ani w 100% bezpieczny, zwłaszcza w czasach zagrożeń? Ojtam ojtam, Komisja Europejska się jakoś wyżywi.

Efekty kilkudziesięciu lat pracy rolników i setki miliardów euro wydane na dostosowanie do coraz bardziej wyśrubowanych standardów produkcyjnych zostają wyrzucone arbitralną decyzją polityczną do kosza.

I jakoś nikogo w Brukseli nie wzrusza oczywista nieekologiczność południowoamerykańskiego rolinictwa, niszczenie tamtejszego środowiska naturalnego, wycinanie tlenodajnej dżungli, ani nawet Złe Mzimu ślad węglowy spodziewanego transportu tysiecy ton towarów przez Atlantyk.

Tylko czy efekt popytu dla europejskiego przemysłu jest pewny? Czy Chińczycy są w rzeczy samej tak tępi, że będą nie tylko nadal dostarczać do Europy produkowane u siebie części i komponenty, ale i powiększą ich dostawy na rzecz euro-produkcji na rynek amerykański? Kraje MERCOSUR z całą pewnością nie zamkną swoich rynków dla Chin, ich współpraca ma długą tradycję.

Czy Południowi Amerykanie będą radośnie kupować niemieckie i francuskie samochody, które mimo zniesienia barier celnych i tak będą droższe od chińskich, a jakością także ich już nie biją?

Koszty przekierowywania w ideologicznym szale europejskich rzek i hodowli europejskiej bawełny rysują się coraz wyraźniej. 

Francis Fukuyama, ten od wieszczenia końca historii trzydzieści lat temu wydał w 2024 swoje nowe dzieło, zatytułowane „Zamieszanie z liberalizmem” (przy czym ten jego liberalizm jest dziś zupełnie w znaczeniu anglosaskim, u nas to się nazywa „socjalizm„). Z rozbrajającą szczerością konkluduje, że może i ten liberalizm to się nie całkiem sprawdził, ale przecież tyle już nasza zachodnia cywilizacja zainwestowała w jego rozwój, że za późno jest, by się wycofywać. 

Jakbym znowu słyszał wczesnego Michaiła Gorbaczowa, i opowieści o różnych tam socjalizmach z ludzką twarzą oraz bez błędów tudzież wypaczeń.