„Prawie Sprawiedliwość”. MEM-y III.

——————————-

—————————–

——————–

—————————————

—————–

—————-

————————–

——————-

——————–

————————————-

—————————————–

Morawiecki twierdzi, że uchronił nas przed przymusem szprycowania, a zamykanie lasów i cmentarzy to był pomysł kierownictwa PiS

Morawiecki twierdzi, że uchronił nas przed przymusem szprycowania, a zamykanie lasów i cmentarzy to był pomysł kierownictwa PiS [VIDEO]

[Farmazony antykowidowego Pinokia]

26.07.2026 nczas/morawiecki-twierdzi-ze-uchronil-nas-przed-przymusem-szprycowania-a-zamykanie-lasow-i-cmentarzy-to-byl-pomysl-kierownictwa-pis

Mateusz Morawiecki
NCZAS.INFO | Mateusz Morawiecki. / foto: PAP

Mateusz Morawiecki w telewizji Republika próbował odcinać się od swoich decyzji w czasie Wielkiej Histerii.

Próbował zwalić winę za wszelkie absurdalne decyzje – w tym zamykanie cmentarzy – na kierownictwo PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Twierdził też, że sprzeciwiał się przymusowi szprycowania Polaków.

– Polityka covidowa. Czyj to był pomysł? – zapytał prowadzący program.

Morawiecki odpowiedział bez wahania.

– To był w ogromnym stopniu pomysł całego kierownictwa PiS. Główne rzeczy były tam omawiane. A na rządowym zespole zarządzania kryzysowego oczywiście był pan prezes – powiedział były premier.

– Miał bardzo radykalne, antycovidowe stanowisko, wszyscy o tym wiedzą – twierdził Morawiecki.

– Kiedy była kwestia, jak pan pamięta może, czy szczepienia [chodzi o szprycowanie nieprzebadanym wówczas preparatem, błędnie nazywanym „szczepionką” – red. nczas] mają być obowiązkowe, to rada medyczna rzuciła papierami, ponieważ ja się na to nie zgodziłem, osobiście się na to nie zgodziłem, żeby szczepienia dla wszystkich były obowiązkowe. A pani Anna Kwiecień zaproponowała wysłuchanie publiczne w sprawie tej ustawy, która wiadomo, jak była wtedy nazywana. I dzięki temu wysłuchaniu, dzięki działaniom pani poseł Anny Kwiecień i moim w dużym stopniu nie doszło do tego, że te szczepienia były obowiązkowe – przekonywał Mateusz Morawiecki.

Twierdził też, że była „taka grupa” w kierownictwie „bardzo mocno do tego dążąca”.

– Ale ja nie ujawniam tych szczegółów. Chyba, że moi adwersarze polityczni się posuną… – mówił, na co przerwał prowadzący program.

– A tak z ciekawości, np. decyzja o zamykaniu cmentarzy, decyzja o zamykaniu lasów. Kto rekomendował albo kto wprowadzał? Bo ja przyjmuję tę pańską narrację, że Konfederacja zaczęła rosnąć po przegranych chociaż wygranych przez was wyborach w 2023 roku. Niemniej jednak Konfederacja bazowała i bazuje dziś na tym, że „PiS się wtedy myliło, Morawiecki się mylił, a myśmy mieli rację”. I można było inaczej z tą gospodarką działać… – mówił prowadzący, na co próbował wtrącić się były premier.

– No chwila, chwila. Dwie rzeczy tutaj… – wtrącił.

– … ale skoro sami zainteresowani tak mówią, to chyba wiedzą, co mówią? – dokończył prowadzący rozmowę pracownik sakiewiczówki.

– Ale oczywiście, ja z całą pewnością nie jestem żadnym ulubieńcem tamtych formacji, ja niczego takiego nie powiedziałem. Ja tylko powiedziałem, że wiem, jak się zwycięża z Donaldem Tuskiem, bo do tego doprowadziłem i wiem, jak się rządzi. Bo wystarczy popatrzeć sobie na wskaźniki produktywności, eksportu, deficytu budżetowego, długu publicznego, różne parametry wzrostu dochodu Polaków, wzrostu pensji Polaków. A to jest najważniejsze – wyliczał Morawiecki.

Należy zaznaczyć, że dochody i pensje rosły przede wszystkim urzędnikom i partyjniakom. Uczciwie pracujący Polacy mieli coraz gorszą sytuację.

– W związku z tym mogę powiedzieć: Tak, tamte decyzje zapadały w ścisłym kierownictwie: Kierownictwie rządu, kierownictwie politycznym. I wiemy doskonale, kto wówczas kolektywnie podejmował decyzje – zapewnił Morawiecki.

Tak więc prościej mówiąc, „co złego, to nie my, tylko Kaczyński”.

„Morawiecki odcinający się od polityki covidowej, od rady medycznej, którą sam powołał, i od absurdalnych zakazów, które sam wdrażał, to kolejny, osiągalny tylko dla nielicznych poziom hipokryzji” – skomentował na X Marek Tucholski.

Zaznaczył, że wierzy, iż „nie tylko on w PiS-ie chciał zamordyzmu, że Jarosław Kaczyński i kierownictwo PiS-u również”.

„Ale to on podejmował decyzje, które kosztowały Polaków pieniądze, zdrowie, a nierzadko także życie” – podsumował Marek Tucholski.

https://twitter.com/tucholski_marek/status/2081314865784754653/video/1

https://x.com/tucholski_marek/status/2081314865784754653/video/1

Zapewne lada moment dowiemy się, że był przeciwny wspieraniu bezwarunkowo Ukrainy, ale biedaka zmusił Jarosław Kaczyński.

Sprzeczne interesy Polski i Ukrainy

Sprzeczne interesy Polski i Ukrainy

Łukasz Jastrzębski

Naród polski i mieszkańcy Ukrainy mają sprzeczne interesy w najistotniejszych sprawach. Nie ma sensu na siłę wyszukiwać dzisiaj spraw i kwestii, które nas mają na siłę ze sobą lepić. Takie próby były wielokrotnie w historii podejmowane i zawsze kończyły się fiaskiem.

Dzisiaj w pełni widzimy klęskę bezczelnie promowanej przez dziesięciolecia polityki giedroyciowskiej. Nie mamy żadnego interesu w tym, by próbować odbrązawiać postacie takie jak Symon Petlura czy Tarasa Borowca -„Bulby”. Skandaliczne jest promowanie pomysłów mówiących o wspólnym państwie polsko-ukraińskim.

Sprzeczność cywilizacyjna

Zdecydowanie nie jestem bezkrytycznym stronnikiem Feliksa Konecznego. Trzeba jednak przyznać, że opisując turanizm wyodrębnił w nim cechy, które dzisiaj znakomicie pasują do współczesnej Ukrainy. [Nie, kolego. Na Ukrainie jest wg. Konecznego, mieszanka cywilizacyj, co daje stan a-cywilizacyjny, to delirium magnum (wielkie obłąkanie). MD]

A jak wiemy stawiał je jako przeciwne cywilizacji zachodniej, nazywanej przez niego łacińską. Nie ma wątpliwości, że są one przeciwne również cywilizacji postłacińskiej.

Turanizm to militaryzm organizacji społecznej, własność prywatna – oligarchiczność, lokalizm religijny, brak pojęcia narodowości w zachodnim znaczeniu i skoncentrowanie polityki wokół wokół osoby wodza. Prof. Feliks Koneczny widział turanizm głównie w Rosji. Nie miał wtedy przykładu współczesnej Ukrainy. Moim zdaniem Rosja wytworzyła unikalną swoją suwerenną cywilizację (państwa-kontynentu) w które pozostały elementy turanizmu, ale jest jednak w swoich cechach suwerenna. Ukraina to podręcznikowa kwintesencja turanizmu.

Polska mimo ogromnych zmian, które przyszły jest dalej w kręgu cywilizacji post-łacińskiej wywodzącej się w prostej linii od cywilizacja łacińskiej, która wywodzi się z trzech głównych źródeł: tradycji prawa rzymskiego, filozofii greckiej i tradycji chrześcijańskiej. Koneczny zdecydowanie twierdził, że “nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”. Podkreślał że: „Każda cywilizacja dąży do ekspansji” i „gdziekolwiek spotkają się ze sobą dwie cywilizacje, muszą ze sobą walczyć”. Myślę, że dzisiaj niekoniecznie muszą ze sobą walczyć, jednak jeśli jedna cywilizacja rozpycha się w kraju należącym do innej cywilizacji prowadzi to wprost do konfliktu.

Sprzeczność historyczna

Nie chcę odwoływać się do pra-ukraińców czyli do bandyterki hajdamackiej w XVIII wieku. Współczesne państwo ukraińskie odwołuje się do tradycji Mykoły Michnowskiego i Dmytro Doncowa. Polityka historyczna Ukrainy wyrasta z wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919, terrorystycznych ugrupowań ukraińskich w dwudziestoleciu międzywojennym, kolaboranckich formacji okresu niemieckiej okupacji i tak zwanej powojennej ukraińskiej partyzantki. Współczesny patriotyzm kreowany przez Kijów wyrasta z historii Ukraińskiej Armii Halickiej (UHA), Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i chłopów ukraińskich, którzy w bestialski sposób mordowali masowo Polaków i nie tylko Polaków w latach 1939-1947.

Praktycznie cała historia ukraińskiego szowinizmu, który kształtuje dzisiejszą politykę historyczną Kijowa wyrasta z walki z Rosją i Polską. Nas interesuje to drugie zagadnienie, ponieważ jest dla nas zupełnie nieakceptowalne i sprzeczne z naszym interesem narodowym.

Nie ma możliwości pogodzenia się z tym, że nasz sąsiad czci tych, którzy w okrutny sposób wymordowali polskie dzieci, kobiety, starców i mężczyzn i zagarnęli nasze majątki. Że buduje swoją tożsamość na polskich trupach.

Sprzeczność gospodarcza

Polska i Ukraina mają zupełnie sprzeczne interesy w segmentach takich jak rolnictwo, przemysł ciężki w tym hutniczy i wydobywczy. Zatrzymajmy się tylko przy pierwszym aspekcie czyli dotyczącym naszego rolnictwa. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych wskazuje, że nawet teraz, mimo wojny, Ukraina pozostaje konkurencyjnym producentem rolnym ze względu na korzystne warunki glebowe i klimatyczne oraz nastawione na eksport wielkoobszarowe gospodarstwa o niskich kosztach produkcji.

Polskim rolnikom powinno zależeć na tym, by Ukraina pozostała poza Unią Europejską. Były ukraiński wiceminister gospodarki, a dzisiaj stały przedstawiciel Ukrainy przy Unii Europejskiej Taras Kaczka w 2023 roku powiedział, że na rynek UE trafia prawie 60 proc. eksportu z Ukrainy. Pomimo zawirowań w sektorze rolnym i na granicach eksport do UE wzrósł o 1,34 mld dol., czyli o 5,9 proc. Trzeba pamiętać , że towary ukraińskie miały i po części mają w zasadzie bezcłowy dostęp do rynku unijnego i Ukraina może eksportować produkty rolno-spożywcze do wielu krajów Unii Europejskiej. Taka konkurencja jest zabójczą ekonomicznie dla polskich producentów żywności – cukru, drobiu czy miodu.

Sprzeczność geopolityczna

Polska i Ukraina mają zupełnie odmienne interesy względem Federacji Rosyjskiej. Polska w odróżnieniu od Ukrainy nie ma z Rosją żadnych problemów dotyczących ludności i terytoriów. Nie mamy również interesu w tym, by wchodzić w konflikt między tymi dwoma państwami. Polska nie powinna iść na konfrontacje z żadnym z globalnych graczy. Polska powinna mieć jak najlepsze stosunki z Federacją Rosyjską, Chińską Republiką Ludową i Stanami Zjednoczonymi.

W interesie Polski był i jest pokój z sąsiadami i spokój w naszym regionie. Polsce powinno zależeć na tym, by największe państwo globu a jednocześnie nasz sąsiad miał stabilne i przewidywalne rządy. To gwarantuje nam możliwości eksportowo-importowe, ograniczenie emigracji i zminimalizowanie działań grup przestępczych na terenie Polski.

W interesie Ukrainy jest destabilizacja Rosji i umiędzynarodowienie konfliktu. To daje większe pole manewru Ukrainie w wojnie z Rosją. W interesie Ukraińców jest by ich wojna stała się naszą wojną, co przyznał nawet skrajnie proukraiński były prezydent Polski Andrzej Duda. W interesie Ukrainy jest również skonfliktować nas z stronnikami i partnerami Federacji Rosyjskiej czyli Białorusią, Chinami, Iranem, Koreą Północną i szerzej państwami BRICS+

Dodatkowym niebezpieczeństwem dla narodu polskiego jest rosnąca pozycja nacjonałów w Niemczech. Możemy założyć Alternatywa dla Niemiec z dużym prawdopodobieństwem rządzić tym krajem. Na razie działacze AfD nie przejawiają publicznie skłonności rewizjonistycznych i antypolskich. Nie wykazują na razie również tendencji proukraińskich. Być może władze tego stronnictwa wyrzekły się antypolonizmu. Istnieje jednak w tej formacji niewielki nurt sentymentalistyczno-rewizjonistyczny. Nie możemy całkowicie wykluczyć, że przyszłościowo będzie on rósł w siłę. Pamiętajmy, że zgodnie z endecką wykładnią najgorszym i najniebezpieczniejszym scenariuszem dla Polski zawsze jest polityczny i militarny sojusz niemiecko-ukraiński.

Sprzeczność celów

Nasze położenie przez wieki było przekleństwem, zresztą w znacznej mierze z nieroztropności i ciągotek insurekcyjnych naszego narodu. Zamiast miejsca kolejnych insurekcyjnych ruchawek i byciem terenem zgniotu powinniśmy stać się Złotą Klamrą. Miejscem spotkań Wschodu i Zachodu. To u nas ze względu na położenie powinny odbywać się rozmowy, negocjacje, handel. Jesteśmy doskonałym miejscem gdzie ubijać intratne interesy z pożytkiem dla naszego narodu mogłyby mocarstwa – Federacja Rosyjska, Chińska Republika Ludowa, Stany Zjednoczone, Indie.

W interesie narodu polskiego jest by nasz kraj stał się stabilnym terenem transportowym i przeładunkowym. Polska potrzebuje dobrych relacji z Federacją Rosyjską by eksportować tam nasze produkty rolne i importować tania ropę naftową i gaz ziemny. To jest konieczne dla rozwoju gospodarczego, a przez to cywilizacyjnego naszego narodu.

W interesie Ukrainy jest jak najgłębsze poróżnienie władz polskich i rosyjskich. Ukraina czerpie nieprzerwanie korzyści z naszego budżetu – drenując nasze kieszenie. Jest to możliwe tylko w sytuacji jeśli Polska jest skonfliktowana z Rosją, a społeczeństwo wierzy w nieuchronny konflikt miedzy miedzy Polską a Rosją. W interesie Kijowa jest więc promowanie teorii o tym, że Rosja chce napaść na Polskę i prowadzić jawną wojnę z państwami NATO.

Co dalej? Jak układać stosunki polsko-ukraińskie? Polska powinna nakreślić minimum programowe względem Ukrainy.

1. Pełnoskalowe i bezwarunkowe umożliwienie ekshumacji na terenie całej i przeniesienia wszystkich szczątków Polaków do ojczyzny.

2. Potępienie banderyzmu i zbrodniczych działań Ukraińców w latach 1939-1947 przez władze państwowe na Ukrainie i przez Ukraiński Kościół Greckokatolicki.

3. Delegalizacja na ternie Ukrainy organizacji banderowskich i neonazistowskich. Zakaz używania symboliki III Rzeszy i formacji kolaboranckich.

3. Likwidacja pomników i innych miejsc upamiętniających Doncowa, Melnyka, Banderę, Szuchewicza, Konowalca, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” itd.

4. Utworzenie Muzeum Ofiar Polskich Kresów we Lwowie i budowa w Kijowie Pomnika Zgładzonych Polaków przez Ukraińców. Wprowadzenie do szkół na terenie Ukrainy specjalnego programu historycznego mówiącego o zbrodniach ukraińskich szowinistów.

5. Zakończenie płacenia za Starlinki i wycofanie się z absurdalnej „pożyczki” 90 000 000 000 euro.

6. Wypracowanie umowy międzypaństwowej zachęcającej przyszłościowo przybywających w Polsce Ukraińców do powrotu do swojej ojczyzny.

7. Podpisanie umowy zapewniającej w przyszłości realne odszkodowania dla rodzin pomordowanych i ranionych przez Ukraińców w latach 1939-1947. Zwrot polskich walorów muzealnych – w tym historycznego zbioru Ossolineum.

Łukasz Jastrzębski

Jęki z USA. MEM-y

—————

————————

———————————-

——————————–

—————————

——————————-

——————-

—————-

——————————-

[Naprawdę co najmniej 427 amerykańskich ofiar. md]

Na naszych oczach

Na naszych oczach

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    26 lipca 2026 michalkiewicz

Dziś moja moc się przesili; dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko dumny” – będzie mógł za mickiewiczowskim Konradem z III części „Dziadów” powtórzyć w najbliższy czwartek Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński. Akurat we czwartek upływa bowiem termin ultimatum, jakie Naczelnik przedstawił swojej trzódce, która zaczęła mu się rozbisurmaniać w stowarzyszeniach. Pierwsze takie stowarzyszenie pod nazwą „Rozwój Plus” założył były premier rządu „dobrej zmiany” czyli Mateusz Morawiecki – oczywiście Wielce Czcigodny. Według mojej ulubionej teorii spiskowej, Wielce Czcigodny Mateusz Morawiecki przystąpił w ten sposób do trzeciej części swego zadania, które wyznaczyli mu jego mocodawcy w naszym nieszczęśliwym kraju.

Pierwsza część zadania polegała na przeniknięciu ze struktur Volksdeutsche Partei do struktur Prawa i Sprawiedliwości. Bo trzeba nam pamiętać, że Mateusz Morawiecki, po przepoczwarzeniu się z historyka na finansistę i bankstera, w tym charakterze był doradcą doskonałym obywatela Tuska. I Naczelnik Państwa w korcu maku musiał znaleźć akurat jego. Nie tylko znaleźć, ale w dodatku uczynić wicepremierem w rządzie Beaty Szydło, utworzonym jesienią 2015 roku. Jak zatem widzimy, pierwszą część zadania Mateusz Morawiecki wykonał. W roku 2017, kiedy to prezydent Andrzej Duda dopuścił się felonii przeciwko swemu wynalazcy, czyli Naczelnikowi Państwa, po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią z Berlina wetując PiS-owskie ustawy sądowe, osłabiony tą zdradą Naczelnik Państwa musiał pójść na jeszcze głębszy kompromis i pod koniec 2017 roku przeprowadził głęboką rekonstrukcję rządu. Polegała ona przede wszystkim na spuszczeniu z wodą pani Szydło do luksusowego przytułku dla „byłych ludzi”, czyli – Parlamentu Europejskiego – a mianowaniu na miejsce premiera właśnie Mateusza Morawieckiego. Dodatkowym elementem głębokiej rekonstrukcji było też spuszczenie z wodą Antoniego Macierewicza, który naraził się nie tylko autorytetom moralnym ze stajni Judenratu pana red. Michnika, ale również – starym kiejkutom, no i naszej niezwyciężonej armii.

Wtedy Wielce Czcigodny Mateusz Morawiecki przystąpił do realizacji drugiej części swego zadania, polegającej na podpisywaniu w imieniu Polski wszystkiego, co mu Niemcy, czy to bezpośrednio, czy za pośrednictwem Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, podsunęli do podpisania. No a teraz przystąpił do realizacji części trzeciej, polegającej na neutralizacji PiS.

Do stowarzyszenia „Rozwój Plus” przystąpiło około 40 parlamentarzystów PiS – a w każdym razie – tylu podpisało się pod „listem otwartym” do Naczelnika Państwa, tłumacząc mu, że nie zrezygnują z członkostwa w tym stowarzyszeniu, oczywiście „dla dobra Polski”. Naczelnik Państwa bowiem, kiedy tylko okazało się, że stare kiejkuty lansują partię „Unia Centrum” z panią Pauliną Hening-Kloską na fasadzie – ale i z panem Michałem Kobosko oraz wyciągniętym z naftaliny panem Januszem Onyszkiewiczem w tle, zorientował się, że żarty się skończyły i postawił swojej trzódce wspomniane ultimatum – że mają zlikwidować wszystkie stowarzyszenia. Pan Jacek Sasin z frakcji „maślarzy” natychmiast swoje stowarzyszenie zlikwidował, ale Mateusz Morawiecki swojego ani myśli likwidować. Przeciwnie – niezależnie od wspomnianego listu otwartego – zaplanował na 31 lipca ostentacyjnego „grilla”.

Wyznawcy Naczelnika Państwa, który uchodzi wśród nich za wirtuoza intrygi uważają, iż to tylko taka ustawka, która ma zwrócić uwagę opinii publicznej na PiS, którego notowań nie zwiększyła nominacja pana Przemysława Czarnka na kandydata na przyszłego premiera. Intryga miałaby polegać na tym, że teraz zamarkują rozłam, a na pół roku przed przyszłorocznymi wyborami rozłamowcy morawieccy „zleją się” z kaczyńską Macierzą i będzie gites tenteges. Inni jednak uważają, że to nie żadna ustawka, tylko operacja serio.

Obawiam się, że tym razem może nie być żadnej ustawki. Chodzi o to, że po proklamowaniu w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, Niemcy postanowiły zlikwidować w naszym bantustanie PiS-owski listek figowy. Dotychczas bowiem był on użyteczny, bo pozwalał Naczelnikowi Państwa uwodzić patriotycznie zorientowaną część opinii publicznej, dzięki czemu można było stopniowo podporządkowywać nasz nieszczęśliwy kraj Niemcom pod osłoną tromtadrackiej retoryki. Teraz jednak, gdy Niemcy przyjęły linię polityczną Cesarstwa Niemieckiego z 1917 roku i uczyniły sobie w Europie Wschodniej strategicznego partnera z Ukrainy, by za jej pośrednictwem szachować Rosję i utrzymywać w ryzach Polaków, ten listek figowy przestał być już potrzebny.

Polski patriotyzm ma się odtąd manifestować w postaci posłuszeństwa wobec Ukrainy. Widać to nie tylko na podstawie dyrektyw dla policji, prokuratury i niezawisłych sądów, które odtąd mają okrutnie karać wszelkie zbrodnie „z nienawiści”, to znaczy – wszelkie czyny skierowane przeciw Ukraińcom – ale również na podstawie skwapliwości, z jaką nasi Umiłowani Przywódcy rzucili się na ochłap, który przygotował dla nich prezydent Zełeński w postaci obiecanki, że „otworzy” archiwa SBU i służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczące „tragicznych wydarzeń na Wołyniu” i pozwoli na ekshumacje. Nie mogą się tedy prezydenta Zełeńskiego nachwalić, jednocześnie powtarzając mantrę, że „polska racja stanu” polega na służeniu narodowi ukraińskiemu. W tej sytuacji model sceny politycznej, zaprojektowany na przełomie lat 80-tych i 90-tych w Magdalence jest już passe – co może otworzyć drogę do jej pożytecznej przebudowy – chociaż niekoniecznie. Oto w dniach ostatnich niemiecki kanclerz Merz ofuknął amerykańskiego prezydenta Trumpa za intencję interwencji w niemieckie wybory. Chodzi o amerykańską inicjatywę wspierania w Europie wolności słowa i wolności wyznania. Z drugiej jednak strony

amerykański ambasador w Warszawie, pan Tomasz Róża deklaruje, że „nie wyobraża sobie” żadnego polskiego rządu z udziałem Grzegorza Brauna i jego Konfederacji Korony Polskiej. Co prawda pan Róża swoją deklarację złożył znacznie wcześniej, zanim prezydent Trump zapowiedział wspieranie w Europie wolności słowa i wyznania, które tak wzburzyło niemieckiego kanclerza, więc być może wkrótce zacznie on ćwierkać z innego klucza – ale to wszystko wydaje się widłami na wodzie pisane. Na razie mamy do czynienia z pogłębiającym się strategicznym partnerstwem niemiecko-ukraińskim, które sprawia, że ani Niemcom, ani Ukrainie Polska nie jest już do niczego potrzebna, więc trzeba odpowiednio do tego ukształtować tubylczą scenę polityczną – i właśnie na naszych oczach to się odbywa.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Anatomia prowokacji. Czy nadciąga nowa wojna?

Anatomia prowokacji. Czy nadciąga nowa wojna?

Przez Agnieszka Piwar 2026-07-25 piwar/anatomia-prowokacji-czy-nadciaga-nowa-wojna

Pamiętacie Euro 2012, które Polska organizowała razem z Ukrainą? Choć wyczyny naszej reprezentacji nie należały do popisowych, mnie utkwiło pewne wydarzenie, któremu przyglądałam się z bliska. Chodzi o mordobicie na ulicach Warszawy, poprzedzające mecz Polska-Rosja na Stadionie Narodowym, wokół którego służby wszelakie rozegrały sobie ćwiczenia (?).

Tak się jakoś złożyło, że termin meczu przypadł na 12 czerwca, kiedy Rosjanie obchodzą Święto Rosji. W związku z tą datą kibice rosyjskiej reprezentacji zwrócili się do prezydent Warszawy z prośbą o pozwolenie na uroczysty przemarsz ulicami polskiej stolicy. Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zgodę na pochód Rosjan, co uruchomiło spiralę wydarzeń.

Na polskojęzycznych forach rozpętała się istna burza. Ktoś puścił famę, że Rosjanie szykują prowokację. Pamiętam między innymi takie przekazy, że straszono, iż rosyjscy kibice będą maszerować z portretem Stalina i flagą Związku Sowieckiego. W nakręcanie emocji włączyli się dziennikarze, politycy i wszelkiej maści „eksperci”, wskutek czego wybuchła ogólnopolska histeria.

NA WŁASNE OCZY

Jako że mieszkałam wówczas w Warszawie, nie mogłam przegapić takiej okazji, by zobaczyć to bezpośrednio, zamiast z przekazów medialnych. Wraz z przyjaciółką dotarłam w okolice ronda de Gaulle’a, skąd miał rozpocząć się pochód Rosjan w kierunku Stadionu Narodowego. Nie widziałam portretu Stalina ani sowieckiej symboliki. Zamiast tego zobaczyłam rozjuszony tłum, polskojęzycznych prowokatorów oraz świetnie przygotowanych do akcji policjantów i tajniaków.

Wyglądało to na celowo przygotowaną prowokację: najpierw wydano zgodę na przemarsz Rosjan, a następnie rozpętano przeciwko nim medialną nagonkę. Ta z kolei zmobilizowała chuliganów z całej Polski, którzy przyjechali do Warszawy, by spuścić lanie rosyjskim „prowokatorom”. Z w miarę bliskiej, choć bezpiecznej odległości – nie pchałam się pod lecące kamienie ani pod czyjeś pięści – można było naprawdę wiele dostrzec.

Dla przykładu widziałam, jak w stronę kilkuosobowej grupy spokojnie idących Rosjan i Rosjanek jakiś krewki Polak rzucił okrzyk: „ruskie kurwy”. W odpowiedzi na zaczepkę jeden z Rosjan nie wytrzymał i ruszył z impetem w stronę obrażającego ich Polaka. Nie zdążyli nawet porządnie się pobić, gdyż z tłumu kibiców nagle wyłonili się tajniacy, którzy zgarnęli ich obu do natychmiast podstawionego auta.

Generalnie na trasie pochodu dochodziło do licznych agresywnych zachowań i prowokacji. W stronę parady rzucano butelki i petardy, a w okolicach stadionu i stacji Warszawa Powiśle wybuchły regularne walki uliczne z pseudokibicami.

Do zabezpieczenia wydarzenia skierowano znaczne siły prewencji, które użyły gazu łzawiącego, armatek wodnych i gładkolufowej broni.

W międzyczasie, podczas trwających zamieszek, widziałam, jak z Dworca Centralnego Alejami Jerozolimskimi nadciągały kolejne grupy kibiców, z czego większość zapewne chciała po prostu zobaczyć mecz. Doskonale przygotowani policjanci – było ich zatrzęsienie – tworzyli między nimi zwarte kordony, co pozwalało kontrolować napływające tłumy.

Pomyślałam wówczas, że właśnie tak organizuje się praktyczne szkolenie dla służb mundurowych. Ćwiczenia przy okazji dorocznego Marszu Niepodległości to przy tym pikuś.

PRÓBA GENERALNA?

Według oficjalnych danych, w starciach poprzedzających mecz Polska–Rosja rannych zostało kilkanaście osób, w tym policjanci. Funkcjonariusze zatrzymali ponad 180 uczestników zamieszek po obu stronach konfliktu.

Zagraniczne media uznały wydarzenia za brutalny, lecz odizolowany incydent wywołany przez pseudokibiców, jednocześnie chwaląc polskie służby za profesjonalizm, zdecydowaną interwencję i skuteczne zapewnienie bezpieczeństwa podczas całego turnieju Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012.

Moim zdaniem wszystko było specjalnie przygotowaną prowokacją, mającą na celu rozjuszyć emocjonalnych Słowian po obu stronach. Podczas tamtej akcji przetestowano między innymi, jakimi metodami najłatwiej napuścić jednych na drugich. W tym przypadku straszenie komunistyczną symboliką zadziałało jak płachta na byka.

Od jakiegoś czasu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobną prowokację – tylko na o wiele szerszą skalę i stanowiącą śmiertelne zagrożenie dla narodu polskiego – rozpisano z użyciem Ukraińców.Jest znacznie poważniej i nie chodzi już jedynie o ćwiczenia, choć modus operandi pozostał ten sam.

Wtedy osoba na decyzyjnym stanowisku wydała zgodę na przemarsz kilku tysięcy Rosjan, a następnie rozkręcono machinę mającą na celu napuścić krewkich Polaków przeciwko rosyjskim kibicom (straszenie komunizmem, etc.), co doprowadziło do ulicznej nawalanki.

Dziesięć lat później osoba na decyzyjnym stanowisku – konkretnie ówczesny premier Mateusz Morawiecki – wydał zgodę na wpuszczenie do Polski milionów Ukraińców i obdarowanie ich wszelkimi przywilejami. Po jakimś czasie rozkręcono w Polsce potężną antyukraińską nagonkę, mając bombę – w postaci Ukraińców – na pokładzie.

Co znamienne, w antyukraińską narrację – w tym straszenie banderyzmem, etc. – z całą mocą włączył się w ostatnich tygodniach ten sam Morawiecki i jego środowisko polityczne. Przypominam, że to za rządów PiS Polska należała do największych darczyńców Ukrainy, wysyłając tam między innymi polskie uzbrojenie (doprowadzając tym samym do rozbrojenia Polski) oraz grubą kasę wydartą z kieszeni polskich podatników.

ZBIOROWA PSYCHOZA

Kiedy przeglądam media społecznościowe, przecieram oczy ze zdumienia, widząc, jak Polacy dają się podpuszczać przez scenarzystów teatru, w którym spisano nasz naród na straty. Nie dostrzegam racjonalnych głosów po żadnej ze stron sceny politycznej ani wśród publicystów czy dziennikarzy – nawet tych uchodzących za niezależnych lub antysystemowych.

Zresztą nie widziałam ich także wtedy, gdy odpalono Euromajdan, ani tym bardziej przy okazji wojny na Ukrainie. Nie przypominam sobie apeli płynących z Polski, wzywających do podjęcia rozmów pokojowych i zaprzestania przelewu słowiańskiej krwi za naszą wschodnią granicą. Zdaję sobie sprawę z tego, że Polska niewiele może wskórać, ale taki gest zostałby przynajmniej odnotowany jako coś pozytywnego.

Zamiast tego w kraju nad Wisłą przedstawiciele głównego nurtu zagrzewali Ukraińców do walki z Rosjanami (i dostarczali im broń). Z kolei tzw. antysystem rzucał komentarze sugerujące, iż „dobrze tak Ukrom, że Ruscy ich dojechali”, gdyż w mniemaniu wielu każdy Ukrainiec to banderowiec. W ten sposób obozy polaryzujące Polaków nakręciły totalną fiksację.

Modelowym przykładem tego szaleństwa jest niedawna afera, która rozgorzała po incydencie w autobusie w Bielsku-Białej. Do internetu trafiło niespełna minutowe nagranie wykonane przez 11-letnią Ukrainkę, na którym słychać wulgarne i agresywne wyzwiska kierowane przez 54-letniego Polaka pod adresem młodocianych Ukrainek. Reakcje w polskojęzycznej przestrzeni publicznej pokazały skalę emocji i absurdalnego amoku, w jakim znalazła się Polska.

Politycy głównego nurtu – głównie ekipa z koalicji obecnie rządzących – i usłużni im publicyści zlinczowali Polaka, który obrażał młode Ukrainki.

Problem w tym, że to samo środowisko nie robiło afery, gdy w Polsce dochodziło do agresji ze strony Ukraińców. Nie przypominam sobie ich stanowczej reakcji choćby wtedy, gdy rok wcześniej w Krakowie 37-letni obywatel Ukrainy kopnął w twarz 11-letniego polskiego chłopca, co doprowadziło do utraty przytomności dziecka i konieczności przewiezienia go do szpitala.

Tzw. antysystem – występujący często jako „polscy patrioci” i „prawdziwi prawicowcy”, etc. – wypada równie nieciekawie. W mediach społecznościowych wykreowali narrację, jakoby w autobusie doszło do banderowskiej prowokacji, a wszystko było doskonale przygotowaną ustawką, której ofiarą padł niewinny Polak.

Zwieńczeniem tego stały się masowo powielane w mediach społecznościowych zdjęcia 11-letniej Ukrainki z bielskiego autobusu, przerobione przy użyciu AI. Na jednym z nich przyklejono jej szyderczy uśmiech, na innym odziano w ubranie w barwach OUN-UPA, a do rąk włożono kosę i siekierę – narzędzia, którymi mordowano Polaków na Wołyniu.

Obserwując to wszystko – powyżej przytoczyłam zaledwie promil przykładów – utwierdziłam się w przekonaniu, że w Polsce nie ma poważnego środowiska, na którym można byłoby polegać. Po prostu nie ma komu ratować tego kraju. Nikt nie próbuje kierować się zdrowym rozsądkiem. Zamiast tego z każdej strony widać nakręcanie emocji i granie nimi na całego, co nie rozwiązuje problemu z Ukraińcami, a jedynie go wzmacnia.

ROZGRYWANIE GOJÓW

Na YouTube znajduje się fragment nagrania rosyjskiej telewizji państwowej Rossija 1, która transmitowała huczną imprezę noworoczną, podczas której Rosjanie witali 2013 rok. W rozrywkowym programie na scenie popisywał się Wołodymyr Zełenski (zanim został prezydentem Ukrainy, był aktorem-komikiem), którego występ podziwiał siedzący na widowni Władimir Sołowjow. Wszyscy świetnie się bawili.

Jak to możliwe? Przecież Władimir Sołowjow – jeden z najbardziej znanych w Rosji dziennikarzy i propagandystów telewizyjnych, prowadzący programy polityczne na kanałach Rossija 1 i Rossija 24 – jest znany z agresywnej retoryki wobec Ukrainy, popierania polityki Kremla oraz nawoływania do konfrontacyjnego podejścia wobec władz w Kijowie.

Otóż Sołowjowa i Zełenskiego łączy jedno – oboje są żydami, a co się z tym wiąże, mają wspólne interesy. O jakie interesy chodzi?

Żeby to wyjaśnić zacytuję kluczowy fragment pamiętnika naocznego świadka i uczestnika konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, który jako dowódca oddziału „Prizrak” (Widmo) zobaczył ów konflikt od środka. Sierżant Aleksiej Mozgowoj – bo o nim mowa – był jednym z najbardziej znanych dowódców prorosyjskich sił separatystycznych w Donbasie, podczas wojny we wschodniej Ukrainie w latach 2014–2015.

W trakcie walk nawiązał bezpośredni dialog z przedstawicielami strony ukraińskiej, dzięki czemu (miał analityczny umysł i był dobrym obserwatorem) zrozumiał, że jest nad nimi – Rosjanami i Ukraińcami – trzecia siła, która tym wszystkim steruje. Swoje przemyślenia opisał następująco:

Zostaliśmy zapędzeni do Koloseum i powoli jesteśmy niszczeni! To jest wykorzystanie ludności… Żeby ludzie się w coś zaangażowali, trzeba coś stworzyć, coś zorganizować. Najlepszą opcją pozbycia się wymagających ludzi jest po prostu zawiezienie ich do Koloseum, w którym teraz się znajdujemy. Stwórz dwie przeciwne strony i pozwól im powoli się zniszczyć…

Ty i ja nazywamy się «gojami», ty i ja jesteśmy zmuszeni walczyć ze sobą i zabijać się nawzajem. Niczym gladiatorzy zostaliśmy wepchnięci na arenę nienawiści, otoczeni wysokim i mocnym płotem kanałów telewizyjnych i radiowych.

Dostojni goście, kaganowie chazarscy i ich świta, obserwują naszą bitwę na śmierć i życie z mównicy. Kiedy się pozabijamy, oni po prostu oczyszczą «arenę gladiatorów» z naszych ciał, ustawią na niej scenę i będą świętować odrodzenie Kaganatu Chazarskiego pieśniami i tańcami…”

Z inicjatywy dowódcy oddziału „Prizrak” doszło do rozmów z ukraińskimi wojskowymi, których celem było ograniczenie walk i znalezienie sposobu na zakończenie konfliktu. Mozgowoj utrzymywał również kontakty z ukraińskim negocjatorem ds. wymiany jeńców Wołodymyrem Rubanem. Dzięki tym kontaktom dochodziło do wymiany jeńców oraz rozmów o lokalnych zawieszeniach broni, mimo trwających działań wojennych.

Beneficjentom wojny to się nie spodobało. Aleksej Mozgowoj zginął 23 maja 2015 roku w zamachu pod Ałczewskiem. Sprawców oficjalnie nie ustalono.



POLACY NASTĘPNI?



O tym, że szykują potężną prowokację mającą na celu doprowadzenie do konfliktu między Polakami i Ukraińcami, ostrzegałam od wielu lat. W ostatnim czasie zrobiło się szczególnie gorąco, więc w mediach społecznościowych ponowiłam apele do rodaków, by nie dali się sprowokować.

Wypunktowałam też obłudę polityków PiS, z Mateuszem Morawieckim na czele, którzy dziś dokonują gwałtownego zwrotu narracji i krytykują kult OUN-UPA, choć za ich rządów nie dostrzegali ewidentnego banderyzmu i Polska była największym darczyńcą Ukrainy.

W odpowiedzi na moją krytykę tych, którzy nagle zaczęli straszyć banderyzmem, mimo że wcześniej utrzymywali bliskie relacje z ukraińskimi władzami i nie dostrzegali problemu gloryfikacji OUN-UPA, zarzucono mi komentarzach lekceważenie pamięci ofiar Wołynia, a nawet sympatyzowanie z banderowcami.

Przypuszczam, że po tym artykule reakcje mogą być jeszcze mocniejsze, dlatego przytoczę kilka faktów. O ofiarach Wołynia pamiętałam i ostrzegałam przed odradzającym się na Ukrainie kultem OUN-UPA, zanim stało się to „modne” i zanim zaczęto wykorzystywać ten temat do budowania kapitału politycznego.

13 lat temu otrzymałam Krzyż Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa za czynny udział i wsparcie w upamiętnianiu ofiar.

W 2013 roku przeprowadziłam wywiad z płk. Janem Niewińskim, komendantem Placówki Armii Krajowej i dowódcą Samoobrony wsi Rybcza w powiecie Krzemienieckim na Wołyniu, Przewodniczącym Kresowego Ruchu Patriotycznego, Wiceprzewodniczącym Społecznego Komitetu Obchodów 70. rocznicy banderowskiego ludobójstwa.

Mój rozmówca zarzucił polskim rządzącym podporządkowanie polityki wobec Ukrainy interesom geopolitycznym kosztem pamięci o ofiarach Wołynia. Niewiński za pośrednictwem naszego wywiadu wytknął elitom politycznym III RP ustępstwa wobec ukraińskiego nacjonalizmu i unikanie pełnego rozliczenia zbrodni.

W 2016 roku wlepiono mi do paszportu pieczątkę z zakazem wjazdu na Ukrainę, co uargumentowano tym, że zdaniem Kijowa stanowię zagrożenie dla bezpieczeństwa tego państwa.

W 2018 roku przeprowadziłam wywiad z byłym premierem Leszkiem Millerem pt. „Banderyzm kwitnie na Ukrainie”, za co oberwałam wtedy w komentarzach od polskich „patriotów” i „prawicowców” – bo gadałam z „komuchem” – choć dzisiaj wielu z nich pieje z zachwytu nad nim.

W 2021 roku dotarłam do świadków egzekucji kilkudziesięciu rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy – przeciwników Euromajdanu – do której doszło 2 maja 2014 roku w budynku Domu Związków Zawodowych w Odessie. Ich relacje opisałam w artykule pt. „Odessa – zbrodnia nieukarana”. W związku z publikacją otrzymywałam pogróżki sugerujące, że skończę tak jak ci, którzy zostali spaleni żywcem w Odessie.

W pierwszym kwartale 2022 roku skrytykowałam ówczesny rząd za dostarczanie broni na Ukrainę i przestrzegałam przed wpuszczaniem do Polski milionów przybyszy z Ukrainy. Czyżby w odwecie ówczesny premier Mateusz Morawiecki wydał polecenie podległej mu bezpiece, aby zrobili ze mną porządek?

Funkcjonariusze ABW natychmiast nakazali nałożenie na mojego bloga blokady na poziomie operatorów internetowych pod pretekstem, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Z dnia na dzień straciłam pracę w archiwum Telewizji Polskiej – jedyne źródło utrzymania. Usłużni systemowi dziennikarze sugerowali, że jestem „ruską agentką”. Doświadczyłam też potężnego hejtu w internecie.


Tymczasem kilka lat później Morawiecki i jemu podobni politycy, dokonują nagłego zwrotu akcji, krytykują Ukrainę i wyzywają ukraińskich polityków od banderowców, choć jeszcze chwilę temu obściskiwali się z nimi w najlepsze. Zełenski i Sołowiow też kiedyś świetnie się razem bawili, a następnie pod publikę stali się wrogami. Wojnę trzeba jakoś uwiarygodnić przed ludem posyłanym na rzeź.

Nikt mi nie zleca pisania artykułów ani tym bardziej nie finansuje, co zresztą widać po ich treści – nie są na rękę żadnemu środowisku politycznemu. Mieszkam z dala od polsko-ukraińskiego kotła, żyję w bezpiecznym miejscu i mam spokojne życie, więc teoretycznie mogłabym mieć na to wszystko wywalone.

Po co więc piszę? Po prostu martwię się o moich rodaków, którzy ulegają prowokacji i dają się wciągać w cudzą grę, w której są jedynie pionkami przeznaczonymi do odstrzału. Miejcie się na baczności, bo kiedy wpływowi polskojęzyczni politycy i dziennikarze głównego ścieku nagle zaczynają zmieniać narrację ws. Ukrainy, którą chwilę wcześniej wspierali, to znaczy, że coś się szykuje.

Agnieszka Piwar

PS Znajomy Zbyszek często mi powtarza, że dobrze mu się czyta moje artykuły, ale jego zdaniem brakuje w nich recepty co robić. W tym przypadku – nie ulegać prowokacjom i dążyć do odseparowania Ukraińców od Polaków. Nasze narody powinny egzystować oddzielnie.

tutaj można postawić mi kawę

Na etapie surowości

Na etapie surowości

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl”   25 lipca 2026 michalkiewicz

Ach, co za zawód, w dodatku – miłosny! Nic więc dziwnego, że Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna jest nieutulona w żalu, a z kolei obywatel Tusk Donald nie ukrywa irytacji. Chodzi oczywiście o zawetowanie przez pana prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o „statusie osoby najbliższej”, będącej wstępem do legalizacji tak zwanych „małżeństw” jednopłciowych. Sodomczykowie i gomorytki już od dawna próbowały mobilizować tak zwaną postępową półinteligencję w tym kierunku, podając pozory uzasadnienia, nie tylko logicznego, ale i sentymentalnego.

Pozór uzasadnienia natury logicznej jest taki, że bez odrębnej ustawy sodomczykowie i gomoryki nie mogłyby po sobie dziedziczyć, ani uzyskiwać informacji medycznych w szpitalach. Kiedy jeszcze byłem prezesem UPR, przekonywałem działacza sodomczykowskiego stowarzyszenia „Lambda”, że to nieprawda. – Jak to „nie możecie” dziedziczyć, kiedy przecież możecie? Jeśli zapiszecie sobie nawzajem majątki w testamencie, to nikt tego przecież nie podważy, podobnie, jak pełnomocnictwa do uzyskiwania informacji medycznej. – No tak – powiedział ów działacz – ale wtedy musielibyśmy płacić wyższy podatek spadkowy.

– Tak mi pan mów – ja na to. – UPR jest za zniesieniem podatku od spadków i darowizn, więc możecie śmiało na nas głosować.

Pozór argumentacji sentymentalnej jest taki, że sodomczykowie i gomorytki nie mogą się „kochać”. Pierwsze słyszę, żeby ludzie, wszystko jedno; sodomczykowie, czy normalni, nie mogli się kochać bez ustawy. Chyba, że brak ustawy powoduje zaburzenia erekcji u mężczyzn, albo anorgazmię u kobiet – ale medycyna na ten temat milczy. Zatem mamy do czynienia z pozorami uzasadnień logicznych, a nawet – sentymentalnych, więc nie ulega wątpliwości – jak mawiała stara niania – że chodzi o legalizację tak zwanych „małżeństw” jednopłciowych – a pan prezydent Karol Nawrocki jeszcze podczas kampanii zapowiadał, że do tego nie dopuści. I nie dopuścił.

Co będzie dalej – to zależy od tego, w jakim kierunku będzie popychać nasz nieszczęśliwy kraj pani mecenas Sylwia Gregorczyk- Abram, którą koalicja 13 grudnia właśnie wybrała na Rzecznika Praw Obywatelskich. Ten urząd ma wprawdzie charakter operetkowy, bo taki Rzecznik w gruncie rzeczy może wysyłać pisma do różnych instytucji – a to przecież wolno robić każdemu obywatelowi – ale każde wystąpienie operetkowego rzecznika ma oczywiście swój propagandowy ciężar gatunkowy, którego zwłaszcza w demokracji podszytej bezpieczniakami – a z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju, w dodatku popychanym w tym właśnie kierunku przez biurokratyczne gangi brukselskie i luksemburskich przebierańców.

Dodajmy do tego, że pani mecenas Sylwia Gregorczyk-Abram jest – być może zadaniowaną przez stare kiejkuty – osobą, która dla nieubłaganego postępu gotowa jest na wszystko. Tak właśnie uważa „minister-koordynator” bezpieczniaków w vaginecie obywatela Tuska Donalda, wielce Czcigodny Siemoniak Tomasz, więc jest oczywiste, że niczego dobrego po pani mecenas spodziewać się nie powinniśmy.

Tak się akurat złożyło, że tego samego dnia w Zamościu przypadkowo („a czy w ogóle są przypadki? – pyta poeta) przez tamtejszą niezawisłą sędzię, madame Dagmarę Grzyb, 21-letnia Oliwia Olejniczak została skazana na grzywnę w wysokości 3 tys złotych za to, że – jak relacjonuje na łamach pisma „Fakt” funkcjonariuszka Propaganda Abteilung Piechota Karolina – „bredziła” o „przepędzeniu z Polski murzyństwa”.

Najwyraźniej wytyczne Propaganda Abteilung nakazują traktować postulaty w sprawie „murzyństwa”, jako „bredzenie”. Rzeczywiście, kto to widział, żeby sekować „murzyństwo” kiedy przecież jest rozkaz, by traktować je, jako sól ziemi – koniecznie czarnej? Toteż pani sędzia Grzyb, podobnie jak w swoim czasie pan sędzia Michnik, czy pan sędzia Widaj, powinność swej służby w lot zrozumiała, a w dodatku – zakadziła smrodem dydaktycznym, że deklaracje Oliwii Olejniczak miały na celu „wzbudzenie strachu, lęku, głębokiej wrogości wobec migrantów”. Słowem – napiętnowała ją przykładnie, niczym pani sędzia Maria Gurowska (nee Sand) generała Emila Fieldorfa.

Ten przypadek („a czy w ogóle są przypadki?”) pokazuje, że wchodzimy w etap surowości, w dodatku zgodnie z wytycznymi wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera. W „Rozmowach przy stole” dowodził on, że „nasz dzisiejszy wymiar sprawiedliwości już dawno doprowadziłby Rzeszę do rozpadu, gdybym nie stworzył korekty w postaci samopomocy państwowej. Oficer i sędzia – to dwaj nosiciele światopoglądu, a to oznacza władzę.”

Wprawdzie Hitler nie precyzuje o jakiego oficera tu chodzi, ale i bez tego rozumiemy, że chodzi o oficera prowadzącego, których przecież i u nas nie brakuje zwłaszcza gdy w roku 1990, kiedy tylko rozwiązała się PZPR, będąca transmisją bezpieki do środowiska sędziowskiego, zaraz utworzone zostało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, a wkrótce potem – stowarzyszenie „Themis”, które nawet w nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, którą prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celu werbunku agentury w środowisku sędziowskim.

Nawiasem mówiąc, w III Rzeszy zdarzali się sędziowie z prawdziwego zdarzenia, o czym świadczy sprawa generała Hoepnera. Ponieważ Hitler nie był zadowolony ze sposobu, w jaki ten generał w roku 1942 dowodził swoją armią, nie tylko pozbawił go dowództwa, ale w ogóle usunął z wojska. Generał, który był w wieku emerytalnym, odwołał się do sądu i powołując się na „prawa nabyte”, proces wygrał ku wściekłości Fuhrera. U nas nic takiego chyba by się nie zdarzyło, zwłaszcza pod dyrekcją obywatela Żurka Waldemara, który prowadzi nas świetlistym szlakiem ku Generalnej Guberni, w której już żadnych niespodzianek nie będzie.

Nie tylko zresztą u nas. Oto w słodkiej Francji Zgromadzenie Narodowe zalegalizowało eutanazję. Co prawda ograniczyło ją tylko do obywateli Republiki Francuskiej, co oznacza, że tego radosnego przywileju zostało pozbawione „murzyństwo” oraz pozostałe bicoty i meteki – ale jestem pewien, że tamtejsza pani Sylwia Gregorek-Abram naprawi to niedopatrzenie i wkrótce nie tylko obywatele Republiki Francuskiej, ale również „murzyństwo” oraz inne bicoty i meteki będą mogly korzystać z przywileju „dobrej śmierci”. Oczywiście to dopiero pierwszy krok na drodze nieubłaganego postępu, na której końcu każdy będzie musiał zrobić ten ostateczny krok – a jeśli Państwo mu w tym dopomoże, to choćby z tego powodu będzie szczęśliwy, niezależnie od tego, czy pójdzie do Nieba, czy nie.

Stanisław Michalkiewicz

Polskie biesy

Polskie biesy

Autor: Redakcja , 25 lipca 2026 ekspedyt/polskie-biesy

Polska historia jest używana przez, no tak po prostu, przez obcych, przez obcych narodowo, kulturowo, cywilizacyjnie, obcych i wrogich, do tego, żeby obsługiwać Polaków, żeby zarządzać ich percepcją. A tacy Polacy, którymi obcy zarządzają, stają się łatwi w obsłudze  i potem służą jako podpałka, jako materiał łatwopalny do rozpętywania jakichś kolejnych majdanów środkowoeuropejskich

W rozmowie z Grzegorzem Braunem dowiadujemy się o biesach polskiej historii. To trudna rozmowa, gdyż odbrązawia polskie historyczne postacie, do tej pory stojące na piedestałach polskiej historii. Pochylamy się nad polską skłonnością do pięknych gestów, zamiast do pragmatyzmu. Okazuje się, że ta przywara polskiego charakteru zdaje się być mocno zewnętrznie stymulowana. Braun omawia tez skutki sprowadzania polskiej historii do insurekcjonizmu.

Omawiamy trzy obszary: instytucję – tu Komisję Edukacji Narodowej, datę – Konstytucję 3 maja oraz postać: Tadeusza Kościuszko.

Obalanie polskich mitów nie jest u Brauna przyczynkiem do ojkofobii, przeciwnie – postuluje wydobycie się z fałszywych postaci i mitów w bolesnym niekiedy procesie dojścia do prawdy. Każe także uważać na polskie biesy, które pojawiły się grubo przed Dostojewskim.

Abstrakcjonizm, to znaczy nie prowadzimy rachunkowości, tylko uprawiamy gesty i uwaga, nam się zdaje, że to nasze własne gesty. A myśmy zostali zaproszeni na scenę w cudzym teatrze…

Otóż błąd, problem Polaków w diagnozowaniu, w rozpoznaniu własnej historii, do tego się w pewnym skrócie sprowadza, że gest został podniesiony do rangi czynu politycznego, że emocjonalność zastąpiła racjonalność i że parada łże bohaterów przesłoniła… parada marionetek tak skupiła na sobie uwagę, że nie patrzymy po tej nitce do góry kto tam pociąga sznurki.

Za parawanem nieudolności

Stanisław Michalkiewicz: Za parawanem nieudolności magnapolonia

   Wprawdzie gdy piszę ten felieton, świat jeszcze nie może odetchnąć z ulgą, bo wprawdzie spotkanie „ostatniej szansy” Mateusza Morawieckiego z Naczelnikiem Państwa Jarosławem Kaczyńskim nie doprowadziło do porozumienia – ale termin ultimatum upływa dopiero o północy z czwartku na piątek, więc świat na razie wstrzymuje oddech – ale nie całkiem, bo za to na Ukrainie wszystko już się wyjaśniło.

Pewne światło na tę sprawę rzucają ostatnie publikacje, których autorzy dają do zrozumienia, o co naprawdę chodziło w tamtejszych zagadkowych roszadach nie tylko na szczytach demokratycznego rządu, ale i niezwyciężonej armii.

Na pozór wyglądało to tak, że prezydent Zełeński, który najwyraźniej wziął sobie do serca wezwanie militarystów: „korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny”, wyrzuca z rządowej pirogi krokodylom na pożarcie kolejnych murzyńskich chłopców i dziewczęta, z panią Swyrydenko na czele, ale żeby zrozumieć nie tyle sam mechanizm, co personalny klucz, musimy przypomnieć tak zwane tło. A tło polega na tym, że Ukraina dostała ostatnio sporo pieniędzy; najpierw 90 mld euro, a potem – jeszcze 70 mld – więc nic dziwnego, że na tym tle mogło dojść do nieporozumień w klubie gangsterów.

Nie tyle może zaraz „gangsterów”, bo nie wiadomo, czy na Ukrainie są w ogóle jeszcze jacyś gangsterowie, czy już wszyscy przeprowadzili się do naszego nieszczęśliwego kraju – tylko tamtejszych oligarchów – ile który sobie z tego sprywatyzuje. Wskazywałyby na to wspomniane publikacje, jakoby zdymisjonowany minister obrony, pan Fedorow, w którego obronie odbywają się uliczne demonstracje, sprzeciwiał się korupcji w niezwyciężonej armii i w ogóle. Toteż został spuszczony z wodą, a pełniący obowiązki ministra obrony pan Chmara, podobnie jak nowy dowódca niezwyciężonej armii  już niczemu się nie sprzeciwiają.

No bo czemu tu się sprzeciwiać, jak wszelkie nieporozumienia między oligarchy zostały już wyjaśnione? Toteż wszyscy teraz skupiamy się na obmyślaniu sposobów, jakby tu dojść do ostatecznego zwycięstwa, którego nie może doczekać się również Książę-Małżonek. Książę-Małżonek, najwyraźniej opierając się na informacjach podsuwanych mu przez ukraiński Sztab Generalny – bo przecież chyba nie od naszych – pożal się Boże – „dyplomatołków”, wyjaśnia, o co chodzi.

Gdyby – powiada – Ukraina wojnę przegrała, to już następnego dnia zimny ruski czekista Putin z Medyki runąłby żelaznym wojskiem na Europę Zachodnią, a najpierw – na nasz nieszczęśliwy kraj – i co my byśmy wtedy zrobili? W swoim czasie wyjaśnił to pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz. Wtedy my, chwycilibyśmy za plecaki ucieczkowe i rzucilibyśmy się do ucieczki na pozycje, które z góry sobie upatrzyli Nasi Umiłowani Przywódcy – bo chyba każdy rozumie, że tylko oni mogliby nam wszystkim przygotować „mieszkań wiele”.

Gdzie? To jest właśnie największa tajemnica państwowa, na którą pewne światło rzuca deklaracja Mieczysława Moczara jeszcze z lat 40-tych ubiegłego stulecia. Wyjaśnił on, że „dla nas, partyjniaków” prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki, a granice – dzisiaj na Łabie, a jutro – kto wie – może na Gibraltarze?

Musimy przy tym pamiętać, że Związek Radziecki ma to do siebie, iż zmienia położenie; raz stolicę ma w Moskwie, a innym razem – w Brukseli – a poza tym wszystko się zgadza – zwłaszcza, że „partyjniacy” po staremu u nas rządzą i dzielą.

„My tutaj rządzim i my dzielim; bez nas by wszystko diabli wzięli – deklaruje Towarzysz Szmaciak w nieśmiertelnym poemacie Janusza  Szpotańskiego.

   Aliści jedną rzecz trzeba w tym wszystkich wziąć pod uwagę, że uciekać na z góry upatrzone pozycje nie mogą przecież wszyscy obywatele. Szanse powodzenia  taka ucieczka ma w przypadku obywateli zdrowych, natomiast obywatele chorzy tylko by opóźniali marsz ku ostatecznemu zwycięstwu. I dopiero na tym tle możemy ocenić skuteczność narodowej strategii, którą  kolejne rządy sprytnie ukrywają pod pozorami niedołęstwa.

To niedołęstwo doprowadziło już do objawów załamania w systemie ochrony zdrowia, którego skutkiem jest tak długi czas oczekiwania na procedury lecznicze, że obywatel cierpiący na jakieś dolegliwości nie będzie mógł się ich doczekać. A jak nie doczeka, to co z ni  będzie? Ano – zwyczajnie umrze i w ten sposób III Rzeczpospolita odniesie co najmniej dwie oczywiste korzyści.

Po pierwsze, takiego nieboszczyka nie trzeba będzie już leczyć, tylko skieruje się go do prosektorium, a tam – jak pamiętamy z piosenki popularnej za moich czasów w środowisku studentów akademii medycznych – „w prosektorium trup na trupie; każdy student grzebie w kościach, bo to już nie boli gościa!” Jak go nie boli, to chyba oczywiste, że nie ma co wydawać pieniędzy na jego leczenie. Ale to nie jest największa oszczędność. Wyobraźmy sobie tylko, że leczenie przyniosło rezultaty i że taki, jeden z drugim obywatel znowu powrócił do wegetacji.

Toż to prawdziwa studnia bez dna! Nie tylko trzeba by mu wypłacać jakieś zasiłki, ale Bóg jeden wie, jak długo trzeba by mu wypłacać emeryturę. Tymczasem wystarczy tylko doprowadzić do sytuacji, że na wizytę u doktora trzeba czekać latami. Takiej wizyty może doczekać tylko obywatel o końskim zdrowiu, podczas gdy obarczony dolegliwościami – nie doczeka. Oczywiście o takich rzeczach nie tylko nie wolno, ale w ogóle nie trzeba głos o mówić.

Głośno można i trzeba mówić o przejściowych trudnościach, które – dzięki staraniom Partii i Rządu – tylko patrzeć, jak szczęśliwie pokonamy – a tymczasem czas oczekiwania na wizytę u doktora nie tylko się wydłuża, ale w dodatku – mogą się wyczerpać „limity” – a na to już nikt nic nie może poradzić, bo to jest rodzaj dopustu Boskiego.

   I tak to, skrywając tę niezwykle skuteczną strategię depopulacyjną pod pozorami nieudolności urzędników od szczebla najwyższego do najniższego i niewydolności „systemu” za który przecież nikt żadnej odpowiedzialności ponosić nie może, można doprowadzić nie tylko do niebywałej poprawy poziomu zdrowotności społeczeństwa, a przede wszystkim wydatkach, dzięki czemu uzyskane w ten sposób nadwyżki będzie można przekazać na Ukrainę i tym samym oddalić przerażającą wizję, która najwyraźniej musi spędzać sen z powiek Księciu-Małżonku, że aż zwierzył się ze swoich udręk panu redaktorowi Kraśce.

Jednak w naszym fachu nie ma strachu i dopóki nasze losy złożymy w wypróbowane ręce pani Jolanty Sobierańskiej-Grendy, co to w vaginecie obywatela Tuska ma fuchę ministra zdrowia oraz w wypróbowane ręce pana Andrzeja Domańskiego, co to potrafi wycisnąć forsę nawet z kamienia, a przede wszystkim – w ręce obywatela Tuska Donalda, który już wiele razy pokazał, iż powinność swej służby Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje rozumie, to możemy być pewni, że o co, jak o co – ale o ostateczne zwycięstwo zadbać potrafimy.

A podczas wojny – jak to podczas wojny – ofiary muszą być, więc w ogóle nie ma o czym mówić.

Czarnobyl. Cztery dekady od wybuchu. JĄDROWEGO!!! – 40 lat ciągłego kłamstwa, ukrywania zbrodni – i jej skutków.

Czarnobyl, 26 kwietnia. Trzy dekady od wybuchu. JĄDROWEGO. 30 lat ciągłego kłamstwa, ukrywania zbrodni – i jej skutków.

  Do takich, co to ciągle widzą 32 ofiary „awarii”: …A któż ci to, ciemniaku i łobuzie, profesurę nadał ?? Czy tam doktorat, czy licencjat, poziom kłamstwa ten sam…
=====================
Satanistyczne korzenie PROJEKTANTÓW:
„Czort z nami” !! Satanistyczna impreza atomistów przed katastrofą czarnobylską.
[Ten kurewski internet nie daję mi dostępu do mojego artykułu.. md]
==========================
Mirosław Dakowski, 25 kwiecień 2016
Artykuł ma nam uświadomić ogrom tej katastrofy, też ogrom jej skutków dla zdrowia i życia milionów. Pomijam stronę gospodarczą. Ogrom trwającego kłamstwa świadczy o potędze finansowej ciągle stojącej za nim. Dwukrotnie użyłem słowa nam, bo przypominanie sobie i formułowanie twierdzeń sprawia również mi, również teraz, dużo bólu. Poniższe działy się przeplątają ze sobą, wprowadzam tytuły dla pewnej klarowności. Powtórzenia częściowo celowe.
========================
O dobrodziejstwie mutacji dla ewolucji Sprawę mutacji po-promiennych spróbuję tu potraktować chłodno, statystycznie. Wiemy bowiem [dostępne są liczne relacje] , ile nieszczęścia i rozpaczy spowodowały narodziny dzieci z mózgiem poza czaszką, czy z drugą główką na piersi. Były ich tysiące, wiele tysięcy. Szpitale Homla, Mińska, Kijowa i innych miast były ich pełne. Osoby zainteresowane, a z silnymi nerwami, mogą to znaleźć przez google. Wolę nie podawać adresów. Bo straszne. Matematyka ewolucji (por. Hoyle, Czy ewolucjonizm jest nauką – Matematyka ewolucji a logika ewolucjonistów ) , no i zdrowy rozsadek wskazują, że częstość występowania mutacji szkodliwych, destrukcyjnych dla organizmu przekracza miliony miliardów razy ew. „mutacje pozytywne”. Obserwacje mutacji po-promiennych, tak przez 70 lat po Hiroszimie i Nagasaki, jak po 30-tu latach po Czarnobylu też wskazują, że geniusze czy szybkobiegacze w tych milionowych populacjach napromieniowanych się nie pojawili, a ludzie kalecy, ciężko poszkodowani, impotenci itp. – tak. W  ogromnych ilościach. Po Czarnobylu ludzie wchłaniali ogromne dawki promieniowania beta i gamma [najpierw jod 131J, później  137Cs , 134Cs, 90Sr] głównie z zewnątrz, choć ten pierwszy osadza się w tarczycy, a ostatni może zostać wchłonięty i wbudowany w układ kostny [chemicznie jest podobny do wapnia] . Są to setki keV na jeden rozpad. Wchłonięto również ogromne, zwykle nie mierzone, tylko oceniane ilości pierwiastków alfa- aktywnych [4 do 5 Mega eV] , jak wiele izotopów plutonu [ Pu 236-244] i uranowców powstających w reaktorach. Po katastrofie wchłaniano je z powietrzem i z jedzeniem. Cząstki alfa zatrzymuje bowiem nawet kartka papieru, ale w płucach, żołądku czy krwi spalają, niszczą całe komórki. Poniżej opiszę źródła takich „gwiazd”: hot spots.
Paradoksalne – wyklucza to przyszłe mutacje, bo komórka spalona nie zmutuje. Promieniowanie alfa daje inne ogromne objawy chorób popromiennych. Tak więc mutacje przechodzące na następne pokolenia są głównie skutkiem promieniowania beta i gamma. Następne pokolenie albo jest zupełnie niezdolne do rozrodu, albo wydaje duży ułamek dzieci chorych, czy bezpłodnych. Ten efekt napromieniowań widać już teraz, w 30 lat po początku napromieniowań. Bo przecież wchłanianie promieniowań na Białorusi, Ukrainie i w południowo- zachodnich częściach Rosji [dalej : BUR] trwało latami… [por.: ’Chernobyl is not finished, it has only just begun’ ].
ZGONY Podsumuję najwiarygodniejsze źródła danych o licznych zgonach po Czarnobylu. Badania porównawcze, statystyczne (prof. Jabłokow i inni, por.: Poprawna ocena śmiertelnych ofiar Czarnobyla: PÓŁTORA MILIONA. ) wskazują, że śmiertelność na terenach silnie skażonych (najpierw 131J, potem 134Cs, 137 Cs, Sr, ciągle też promieniowanie alfa, szczególnie różnych ciężkich izotopów Plutonu) przewyższa o 3.8% – 4% śmiertelność na analogicznych pod innymi względami terenach nieskażonych (próbka odniesienia, tj. podobny poziom biedy, alkoholizmu, ciemnoty itp). Daje to ok. 1 000 000 nadliczbowych śmierci.
Osoby dezawuujące te dane i analizy [por. dyskusja pod: http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/atom-mit-bezpieczenstwa  ] są anonimowe, jak to trolle. Przestudiowałem jednak prace krytyków anglojęzycznych, które wg. tych trolli ukazują błędność analiz profesorów Jabłokowa [książki napisane wraz z profesorem Wasilijem Nesterenko z Mińska i wydane po rosyjsku, a potem w renomowanym wydawnictwie amerykańskim po angielsku].
Starałem się  znaleźć reakcje krytyczne po paru latach od ukazania się tych książek, czyli dojrzałe. Metody analizy statystycznej z regionów różniących się jedynie, czy głównie, stopniem skażenia, nie podważano. Okazało się, że autor recenzji głównie skarży się, że cytowane w książkach Jabłokowa prace (jest ich ok. 500 !!), są w językach słowiańskich, czyli po białorusku, rosyjsku i ukraińsku.. To zarzut najcięższy…
 Muszę dodać z żalem,  że prac po polsku tam, w odnośnikach bardzo mało – w PRL i potem, po „przemianach”, nie było klimatu , ani pieniędzy na takie badania. Do mediów w PRL i potem mieli dostęp notoryczni kłamcy, jak propagandzista Strupczewski i ideolog „dobroczynnych małych dawek” Jaworowski. Piszę „kłamcy” z zupełna pewnością. Bo dane przeczące ich tezom są ogólno dostępne, pewne, łatwo sprawdzalne.
W Rosji, na Białorusi i na Ukrainie, z trudem i bólem, ale czasem  prawda o tragedii się przebije. W Polsce – raczej nie. Nie wiem, czemu. To jednak boli. Badania martwych urodzeń i poronień na terenach skażonych – wskazują na dalsze kilkaset tysięcy- jak uważa nie­miecki badacz H. Scherb, cytowany przez prof. Jabłokowa.
Nie znaleźliśmy ścisłych danych statystycznych dotyczących spędzeń płodu, czyli celowego uśmiercenia ludzi nienarodzonych. Lekarze szacują te ofiary na kolejne kilkaset tysięcy. Ściślej, oceny takich ofiar Czarnobyla, uzgodnione z lekarzami na Białorusi, dają dodatkowo ponad 500 tysięcy ofiar w BUR.  
Z wyrywkowych danych od lekarzy położników pochodzą szacunkowe dane mówiące, że w Polsce w latach 1986-89 dokonano aborcji „ze strachu przed Czarnobylem” 2-3% od żywych urodzeń. Urodzeń żywych mieliśmy wtedy ok. 600 tysięcy rocznie. Daje to szokująca ocenę ok. 50 tysięcy ofiar…
Konieczne są ściślejsze badania – ale.. nie są dobrze widziane, więc pewnie nie będzie finansowania. Według cząstkowych danych [bo to okryte tajemnicą!] z rejonów Białorusi, Ukrainy i Rosji [BUR] w promieniu 400 km od Czarnobyla ten ułamek wynosił ok. 10%. Oczywiście [?? dlaczego dla nich to oczywiste??] dane oficjalne zostały rozmyte, więc schowane wśród ogromnej w tych państwach liczby aborcji stosowanej jako „antykoncepcja”. Przypomnę lub uświadomię: W Zw. Sowieckim przez dekady 1960-2000 na tysiąc żywych urodzeń jest 1800 – 2600 aborcji. Inaczej licząc: 60-73% ciąż kończyło się aborcją. [Por. na przykład Statystyki „aborcji”: zamilczana zbrodnia trwa. Oraz :  http://www.johnstonsarchive.net/policy/abortion/ab-poland.html ]  
Tragedia likwidatorow i KGB-sznikow.  
Wokół Czarnobyla w 1986 i 87 roku zmuszono do przenoszenia i zakopywania wysoko-skażonych materiałów (co samo w sobie było i jest absurdem) ponad 600 tysięcy młodych ludzi (rekruci, wojsko, wojska wewnętrzne), którzy w większości nie mieli dozymetrów indywidualnych. Rozkazem „władz” sowieckich zabroniono wpisywania do ich książeczek zdrowia informacji o pracy w Czarnobylu i o otrzymanych dawkach (jeśli takie dane były). Organizacje takich ludzi, jednoczących się po latach, gdy terror władz zmalał, w grupie „LIKWIDATORY”, oceniły śmiertelność w pierwszych dwudziestu latach po katastrofie na 20 % tej populacji, czyli na ok. 120 tysięcy ludzi. Dane te ( i podobne) nie doczekały się źródłowego i krytycznego opracowania ze strony Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Wiedniu.
Gdy więc ktoś z Państwa zobaczy w telewizorze Autoryteta czy Celebrytę, mówiących, że na skutek Czarnobyla zginęło „32” lub „kilkadziesiąt” osób, po wysłuchaniu steku nieprawdziwych, a wyświechtanych sloganów o „bezpieczeństwie EJ”, wygłaszanych np. na tle zdjęć wybuchających reaktorów Fukushima Dai-ichi [to Łukasz Turski, profesor…], będzie mógł zasadnie zadać sparafrazowane pytanie, jakie zadał w TVN porażony bezczelnością rozmówcy prof. Władysław Mielczarski (energetyk)  „A któż ci to, ciemniaku i łobuzie, profesurę nadał ??” -oraz „prawo” do drwin z męczarni ludzi? Oraz ze zdrowego rozsądku Polaków? Czy tam doktorat, czy licencjat, poziom kłamstwa ten sam.
==========
Tu echa amerykańskie. Dla DOCIEKLIWYCH. The Chernobyl Catastrophe Consequences on Human Health http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/atom-mit-bezpieczenstwa http://www.nyas.org/publications/annals/Detail.aspx?cid=f3f3bd16-51ba-4d7b-a086-753f44b3bfc1 The book by Yablokov (Volume 1181 of the Annals of the New York Academy of Sciences) is a 327-page volume and is an English translation of a 2007 publication in Russian by the same authors titled ‘Chernobyl’. seeks a correlation of health effects with levels of contamination or dose. They believe this approach is ‘impossible’ due to lack of measurements in the first few days, lack of information on ‘hot spots’ and lack of information on all of the isotopes involved. [Samo to zdanie jest strasznym oskarżeniem “władz”]
=============
  Teoria reaktorów a „pokojowe wybuchy”.  
Przed dziesięcioleciami [ w latach 60-tych i 70-tych zeszłego wieku] wykładałem na paru uczelniach “Fizykę rozszczepienia i teorię reaktorów”. To pierwsze dlatego, że to nauka, dociekanie prawdy o Naturze, a drugie, bo sądziłem wtedy, że EJ to przyszłość energetyki na planecie. Wtedy jeszcze prognozy (też te uczciwe) wskazywały na ciągłe zmniejszanie kosztów energetyki jądrowej. Wypisując studentom równania reaktorów udowadniałem, że reaktor nie może wybuchnąć w jądrowej reakcji lawinowej. Jedynie z anty-sowieckiej przekory dodawałem, że „no chyba, że będzie to przodujący reaktor radziecki”.
Dopiero po strasznym dla fizyków kwietniu, maju i czerwcu 1986 roku z przerażeniem zobaczyłem, że ten ostatni dowcip to okrutna prawda. Wtedy dopiero dowiedzieliśmy się, że reaktory RBMK [( Реактор Большой Мощности Канапный – Reaktor Kanałowy Wielkiej Mocy ) K – kanałowe] po to mają te 60 czy 70 niezależnych kanałów, czyli wiązek prętów paliwowych, by można było na biegu, bez wygaszania reaktora, wyjmować pręty paliwowe z optymalna ilością zsyntetyzowanych właśnie izotopów Plutonu [ Pu 238 do 244]. Bo przy dłuższej eksploatacji również ten Pu, powstający z uranu U238 przy pracy reaktorów, ulega rozszczepieniu, czyli nie można go wyekstrahować.
Czytamy w wiki jeszcze w 2016 roku: „Rozwiązania konstrukcyjne reaktora RBMK są bardzo korzystne pod względem ekonomicznym[sic!!] .   Hamulce samochodu Żiguli „Uczeni radzieccy” pomyślnie spełnili nakazy Biura Politycznego, by wykonać takie reaktory, które jednocześnie dadzą Armii pluton na bomby, a proletariatowi miast i wsi – tani prąd.
Koszty bezpieczeństwa się nie liczyły. Zdecydowano się więc na rozwiązanie, jakby częściowo niezależnych od siebie kanałów. Tymczasem wiązki prętów paliwowych („kanały”) oczywiście nie miały identycznych parametrów. Tak, jak w Żiguli (to sowiecka wersja Fiata 124 – starsi  samochodziarze pamiętają) , gdzie cylindry, nawet nowego silnika,   miały różne stopnie sprężenia mieszanki od 8.5 (chyba?) do 11.0. Te fakty już uwzględniłem w wykładach po 1986 roku. Mówiłem: Sterowanie RBMK przypomina sytuację, w której 76 samochodów Żiguli ma, ze względów oszczędnościowych, wspólny pedał hamulca oraz drugi, gazu.
To porównanie robiło wrażenie wśród studentów. Dopiero po latach dowiedziałem się, że sytuacja realna była jeszcze o wiele tragiczniejsza. Początek tych dociekań miał miejsce dopiero po kłamliwych referatach radzieckich w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej jeszcze pod koniec 1986 roku [pięciogodzinny referat wygłaszał tam biedny akademik Legasow] .
Zaczęto więc krytycznie badać projekt RBMK. Więcej o kłamstwach od strony technicznej zob.: PRZYCZYNY KATASTROFY W CZARNOBYLU: Konstrukcja RBMK. Dopiero po tych kłamstwach, jawnych już dla fachowców, energetyków jądrowych, fizycy amerykańscy i potem kanadyjscy zauważyli i policzyli, że w niestabilnych warunkach, np. „eksperymentów” na zduszonej mocy górna część rdzenia ma inną reaktywność niż dolna! W dolnej było już  blisko reakcji lawinowej, gdy w górnej – jeszcze ‘wsio w pariadkie” !
A gienierały właśnie nakazały przeprowadzać takie eksperymenty na zmniejszanej mocy na reaktorze nr. 4 w Czarnobylu. Budowa rdzenia, zgodnie z projektem (sic!) powodowała parę wad wrodzonych takich reaktorów.
1) Jedną z nich było zwiększanie reaktywności przy wzroście temperatury  [o tym dowiedzieliśmy się jeszcze w 1986 roku].
2) Jak również o tym , że RBMK ma zwierciadło (neutronów) grafitowe, co dodatkowo znacznie pogarsza sytuacje w razie zaniku chłodzenia, bo powoduje wzrost strumienia neutronów, gdy trzeba go błyskawicznie zmniejszyć! Takie zwierciadło ma też mały, do celów naświetleń izotopów dla medycyny od dawna używany, reaktor Maria w Świerku. Dotąd – działa.. Większość „profesorów” – propagandystów o tym nie wie.
3) Najgorsza [ i ukrywana!!] wada to to, iż w razie sytuacji niestabilnej, gdy należy natychmiast wstrzelić pręty awaryjne, mające zatrzymać reakcję łańcuchową, ta czynność, wbrew swemu celowi, zwiększa reaktywność. Tę wadę, jak się okazało po latach, wcześniej sygnalizowali fizycy radzieccy, ale Dowództwo Partyjne to zignorowało [szerzej por. PRZYCZYNY KATASTROFY W CZARNOBYLU: Konstrukcja RBMK.   ]   WYBUCH JĄDROWY !   Nic dziwnego więc, że mój ponury dowcip o „jądrowych pokojowych wybuchach reaktorów” stał się w 86-tym – FAKTEM najbardziej przez dziesięciolecia ukrywanym –. Bo to nie wybuch chemiczny, jak mówiono oficjalnie, nie eksplozja wodoru z dysocjacji pary wodnej zniszczyły reaktor nr. 4 w Czarnobylu. Zniszczyła go lawinowa jądrowa reakcja rozszczepienia, zachodząca dodatkowo różnie w różnych partiach rdzenia.
Pisywałem i dowodziłem tego już w 1986 roku – ku oburzeniu propagandystów piszących , że przecież jądrowo  -„nic się nie stało”. Czyli stało się coś, w co fizykowi reaktorów naprawdę trudno uwierzyć! Moc jądrowa wzrastała lawinowo wiele tysięcy razy – i to wreszcie musiało spowodować wybuch, rozerwanie rdzenia, budynku, i w konsekwencji reakcje chemiczne. Dopiero po podniesieniu temperatury do wielu tysięcy stopni, w trakcie topienia się rdzenia itp – nastąpiła dysocjacja resztek wody, wybuch wodoru i potem pożar nieszczęsnego zwierciadła grafitowego. Paradoksalnie – gdyby była w Czarnobylu osłona bezpieczeństwa, to wybuch byłby jeszcze silniejszy (bo później by nastąpił, czyli lawina mocy byłaby większa), ale skażenie nie rozeszłoby się po świecie tak mocno, tak daleko.  
Zbrodnicze decyzje PÓŹNIEJSZE.
Do dalszego rozprzestrzeniania się wszelkich produktów radioaktywnych przyczyniły się rozkazy Władzy : Zasypać roztopiony i żarzący się, nagi, widoczny z góry rdzeń reaktora ołowiem i gliną, piaskiem! Zginęło na skutek tego kilkudziesięciu młodych pilotów helikopterów i ich załogi, żołnierzy, którzy ten obłędny rozkaz wykonywali. Nawet spisu nazwisk tych ofiar barbarzyństwa nie można znaleźć, ani ich ilości… Ale co gorsze – piasek, ołów i glina w zetknięciu z rozżarzonym rdzeniem, w temperaturze paru tysięcy stopni, parując natychmiast, porwały za sobą najpierw do troposfery, potem do stratosfery ogromne ilości wrzącego paliwa [U, Pu, fragmenty rozszczepienia, Sr, Cs…]
  GWIAZDY ALFA
To wyniesione aż do wysokości 13 kilometrów paliwo, po zestaleniu się w atmosferze, wiatry rozniosły na cały świat. W ogromnej ilości na Białoruś, Ukrainę, południowo -zachodnią Rosję. Dostało się też Polsce, szczególnie w okolicach Suwałk, Siedlec, a także Opola, a pod Warszawą w Jankach (ogromne gorące plamy – ich powstawanie związane było z kierunkiem wiatrów i deszczem). Były też niespotykane w historii dotychczasowych wybuchów jądrowych „Hot spots”, jądrowo „gorące” (czyli silnie radioaktywne)  kawałki paliwa, o rozmiarach mikronowych, zawierające dużo alfa-aktywności [Pluton, wyższe izotopy Uranu, w większości w postaci metalicznej]. One to, po każdym miłym spacerze w lesie, szczególnie przy wietrze, osiadały w płucach i w nich wypalały dziurki. Podobnie po zjedzeniu skażonych warzyw, grzybów itp, tu głównie podgrzybków, wypalały takie dziurki w żołądku i jelitach. Z płuc nie można było tego wykasłać, bo się przyklejały. Jeszcze w pamięci widzę wyniki auto-radiografii ( naświetleń błon rentgenowskich) na sekcjach zwłok z licznymi gwiazdami torów cząstek alfa. Wykonane gdzieś w Białymstoku.
Nie potrafiliśmy się przebić z tą informacją do TV. Mówiono: „Nie straszcie ludzi!!”. Tu dodam, że udało nam się wtedy wymusić na Biurze Politycznym, by zakazali sprzedaży mleka bardzo skażonego. Miało być utylizowane przemysłowo. Jakaż była nasza wściekłość, gdy po tygodniu czy dwóch przyszła do nas, fizyków na Hożą jakaś „zwariowana mamuśka” niemowlaka i żądała sprawdzenia aktywności mleka w proszku, które uzyskała na kartki… Przecież cóż może być bezpieczniejsze, niż mleko w proszku?? Zmierzyliśmy dla świętego spokoju –a to mleczko  miało kilkanaście tysięcy Bq na kilogram!! Było to mleczko z mleczarni w Płońsku – durnie uznali, że produkcja mleka w proszku to utylizacja przemysłowa. Wiele mleczarni tak wtedy robiło.
Jedynie przez znajomości udało się zaalarmować i przekonać Rakowskiego, wtedy I Sekretarza, zdaje się. Więc później bezczelnie upychali to mleko w proszku w różnych „dzikich krajach”, – a w Pakistanie się wydało. Por.:http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/atom-kosztowny-przestarzaly-niebezpieczny/  : w czerwcu 1987 r. Bangladesz zwrócił Polsce 1600 ton mleka w proszku ze względu na jego niebezpieczną radioaktywność.
  Strasznie się pisze takie rzeczy. Bolesne, nawet po latach .
  Upór kłamców
Propagandziści pisują od lat te same kłamstwa. Tu parę przykładów: O godz. 1:24 i 40 sekund doszło do potężnej eksplozji pary wodnej. Chwilę później doszło do wybuchu uwolnionego wodoru. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/mit-czarnobyla/4thwc …naukowcy z tzw. Forum Czarnobylskiego, w skład którego wchodzą Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, Światowa Organizacja Zdrowia, agendy ONZ oraz rządy Białorusi, Rosji i Ukrainy. W 2005 r. opublikowano raport, z którego wynika, że skutki zdrowotne awarii nie są tak tragiczne, jak prognozowano. Podawana przez specjalistów całkowita liczba ofiar śmiertelnych wynosi około 30 osób.
Mit Czarnobyla
– Skutki rzeczywiste są takie, że wśród ludności – moim zdaniem – nie ma żadnych skutków – mówił kilka lat temu prof. Zbigniew Jaworowski,
===========
GÓRNICY Do nas, fizyków polskich szukających w latach 1986-89 z podziemia [!] prawdy o ofiarach Czarnobyla, czyli nielegalnie, doszły wieści o górnikach z Donbasu. Ryjących tunele pod rozlanym, wrzącym rdzeniem R-4, schodzącym, to jest przebijającym się przez gruzy reaktora i podłoże W DÓŁ…
China SYNDROM stanął nam przed oczami.   Chciano więc tam, pod spodem, chłodzić grunt przy użyciu ciekłego azotu, ale w końcu zadowolono się wlewaniem do wydrążonych tuneli ciężkiego, szybkoschnącego betonu. Górnicy dostawali dawkę rzędu 10 Sv w ciągu paru minut, wyciągano ich – i szli następni. Dzięki tym pracom (i dzięki Bogu!) „noga słonia”, w jaką rozlał się rdzeń,  w temperaturze tysięcy stopni, nie przebiła się do warstw wodonośnych, co powiększyło by rozmiar katastrofy o rząd wielkości co najmniej. Okazało się po latacg, że ogromne dawki promieniowań dostało tam ponad dziesięć tysięcy górników. Czy również tej liczby nie zaniżono? Śmiertelność była ogromna. Czy któryś z nich jeszcze żyje? Też nie wiemy.
Do żadnych danych oficjalnych dotyczących ich zdrowia czy śmierci nie dotarliśmy. Był wtedy „ukaz” władzy, by w papierach likwidatora czy górnika zatajać, usuwać dane o obecności w Czarnobylu i o dawkach zmierzonych. Każdy zawiózł swą tragedię na nowe miejsce pobytu – bez dokumentacji.  
„Czarnobylskie AIDS”. Impotencja. Ofiar, władz, mediów.
Wśród tych ponad 600 tysięcy likwidatorow i też w setki tysięcy idącej ilości żołnierzy KGB, którzy bez sensu stali „w zonie” na straży tajemnicy – ogromna część stała się impotentami. A ci, którzy zdążyli spłodzić potomstwo, zobaczyli wśród nich sporo „potworków”, czyli mutantów. Jak dokumentuje Aleksijewa w książce „Czarnobylska modlitwa”, żony tych nieszczęśników rzuciły ich – i oddawały się komukolwiek spoza zony, by jednak mieć dzieci.
  Jest wiele wstrząsających reportaży – których propagandyści w POlsce nie czytali, a „idą w zaparte” – kłamią jak z nut, dostęp do mediów mają nieograniczony. Jeszcze jeden aspekt tragiczny: „Czarnobylskie AIDS”. Większość dzieci i młodzieży ze stref silnie napromieniowanych zaczęło chorować na wszystkie możliwe choroby, zwykle wcześniej nie łączone z irradiacją. Utrata odporności organizmu – jak w AIDS. Nazwano tam to zjawisko „Czarnobylskie AIDS”. Zwolennicy „atomu”, o zgrozo – nawet lekarze – przezwali to zjawisko „radiofobią”, czyli objawiającym się fizjologicznie, lecz nie uzasadnionym radiacją strachem, paniką. Liczne prace wskazują jednak, że na „Czarnobylskie AIDS” chorują też krowy, gęsi, zające, dziki, żółwie, nawet żaby i ślimaki. Czyżby i one tak uważnie słuchały radia i oglądały TV?
W 1986-tym dogorywająca „władza rad” wydała ukaz, polecenie, by w dokumentacji likwidatorow i żołnierzy KGB nie zapisywać że byli pod Czarnobylem, i jakie dawki zostały im zapisane. Dawki realne były oczywiście inne, wyższe, ale dozymetry osobiste były drogie, „nie daj Boże zgubić”,  a pozatem – za pracę w zonie chłopcy dostawali niewielkie premie. Więc dozymetry pozostawiali bezpiecznie w szafach pancernych sztabu, tam, gdzie spali. Pozatem, zona została zdefiniowana przez urzędników jako koło o promieniu 30 km  wokół Czarnobyla. A promieniowanie rozłaziło się jak chciało, czy jak wiatr je poniósł. Jednym z najbardziej skażonych regionów były i są okolice Homla, w linii prostej 140 km na północ od ZONY.
W Sławutyczach, gdzie większość likwidatorow spała po namiotach i barakach, akurat była intensywna plama dużej radioaktywności, szczególnie alfa. Mimo alarmów  -miejsc spania tych niewolników nie zmieniono.

  Samobójstwa jako rozpaczliwe protesty.
Ateiści, na jakich przez parę pokoleń tresury wychowywano ludzi radzieckich, jeśli byli jeszcze uczciwi, mieli sumienie, to sprzeciw wobec zbrodni i nadmiernego kłamstwa wyrażali w postaci samobójstwa. Tak postąpił akademik Legasow, chemik, silnie napromieniowany w Czarnobylu w akcji likwidacji skutków [bo nie ratunkowej]. Polecono mu wygłoszenie w Wiedniu, w MAEA referatu „ujawniającego prawdę” o przyczynach katastrofy. Mówił chyba pięć godzin –urzędnicy Zachodu byli zachwyceni „prawdą”. Tam w referacie napisano o zaniedbaniach, niedopatrzeniach, też o „winie obsługi” itp. Legasow jednak wiedział już, że to wady konstrukcji rektorów tego typu były JEDYNĄ prawdziwą przyczyną. Gdy nie pozwolono mu później ujawnić prawdy – powiesił się na klatce schodowej swego bloku. Wtedy czytałem jego wstrząsający testament; już nie mam doń dostępu.
Również Pierwszy Sekretarz KC Ukrainy Wołodymyr Szczerbycki popełnił samobójstwo z powodu swych szkodliwych i głupich decyzji w kwietniu i maju ’86 [defilady!!], oraz późniejszych kłamstw o Czarnobylu. [viki: Jest on odpowiedzialny za ukrywanie rzeczywistej skali katastrofy w Czarnobylu oraz za zorganizowanie pochodu pierwszomajowego w Kijowie, podczas którego wszyscy uczestnicy narazili się na chorobę popromienną. Targany wyrzutami sumienia popełnił samobójstwo w ​​1990 roku]

Kłamcy w Polsce
Propagandyści „atomu” w Polsce, takich ofiar też nie zaliczają do skutków „awarii”, jak z uporem i bezczelnie nazywają tragedię.  Dlaczego tak ciągle kłamał prof. Jaworowski, nie wiem. Pytałem go o to wielokrotnie tak publicznie, jak też prywatnie. Trzymał się tych „32 ofiar”, resztę nazywał radiofobią. Sądzę, że rzeczywiście wierzył w swą mrzonkę, którą nazywał „hormeza”, tj w dobroczynne działanie małych dawek promieniowań na organizmy. A na argumenty logiczne, np. te powyższe z żabami, był zupełnie głuchy. Podobnie A. Strupczewski, główny propagandysta „atomu” co najmniej od stycznia 1982 roku, tj. od „twardych praw stanu wojennego” nakazanych nam przez Jaruzela. Ta sytuacja umożliwiła decyzję (KC??) o budowie sowieckich WWER w Żarnowcu, wcześniej ciągle torpedowaną przez specjalistów fizyków i energetyków.
Ze Strupczewskim nie mogę dyskutować, bo robiłem to już dziesiątki razy – jest zupełnie niepodatny na argumenty logiczne. A sam wielokrotnie, publicznie używa np. porównań, że dawka od Czarnobyla jest równoważna różnicy dawek od promieniowania kosmicznego u kobiety na wysokim obcasie [8 cm] , -i na płaskiej podeszwie. Czyli – że dawka od Cz. to tyle, ile zajdzie reakcji promieni kosmicznych w 8- centymetrowej warstwie powietrza… To brednia obezwładniająca. Pisze też i mówi publicznie – że „dawka w Rosji po Cz. jest mniejsza niż w Bułgarii”  – bo uśrednia skażenia po całym obszarze tych krajów. Nie chce zrozumieć praw statystyki: Jeśli tonę śrutu ołowiowego rozsypię równomiernie po Polsce, to efekt będzie inny, niż gdybym zrzucił ją na głowę człowieka.
Jego argumenty ekonomiczne na temat EJ zostały już dziesiątki razy obalone – więcej nie warto tego dyskutować, wobec potopu jego kłamstw, którymi ciągle zalewa media. Ale – jest tam ciągle pupilkiem. Z zabawnych cech – bezczelnie od dwóch chyba dziesięcioleci uzurpuje sobie tytuł profesora. [por.: Polowanie na profesurę profesora – a poszukiwanie prawdy ]. Wreszcie interwencje u dyrektora ośrodka w Świerku prof. Wrochny, gdzie niezmiennie pobiera pobory, trochę to ukróciły – ale ciągle o sobie pisze: prof. dr inż. Andrzej Strupczewski
Pytałem przed laty, też publicznie oczywiście, u którego kacyka plemienia afrykańskiego sobie ten tytuł kupił, bo był to czas, gdy Murzyni oferowali tanio różne tytuły, a za 100 dolarów poza profesurą, może można było dostać w pakiecie, czy może w promocji, też tytuł księcia krwi, zupełnie jak Kali i M’Rua u Sienkiewicza.
Autorzy [w PL] gęgający ciągle, że nic się nie stało, przemilczają nie tylko publikacje i książki naukowe, jak prof. Jabłokowa [i prace tam cytowane], ale też filmy dokumentalne, czy reportaże, jak Czarnobylska modlitwa Swietłany Aleksijewej [wyd. Czarne, 2012]. Zadziwia fakt, że autorka pisząca mądrze, odważnie i zrozumiale, dostała w 2015 roku nagrodę Nobla. To gremium od lat wielu nagradza beztalencia: lesbijki, marksistów (Fo), prostackich kłamców (al Gore), czy.. „przyszłe osiągnięcia” (Barak Hussain Obama). Więc dla komitetu noblowskiego nagroda dla Aleksijewej to zapewne wypadek przy pracy. Ale dla nas nieoceniona możność poznania realiów wojny, tragedii po- czarnobylskiej czy życia na Białorusi.   Powiew prawdy.
=========================
Mail’em: Szanowny Panie Profesorze!

W końcu raport Pierre TANGUY’a został opublikowany w styczniu 1990 roku w
Gazette Nucléaire n°100, porównaj
http://www.dissident-media.org/infonucleaire/rapport_tanguy.html

Jest tam komentarz  rysunkowy z: Le Canard enchaîné du 14/02/90. [przy tytule]


  Classés au niveau de gravité 5, ces accidents….[—] Il faut donc considérer que dans l’état actuel de sûreté du parc EDF, la probabilité de voir survenir un tel accident sur une des tranches du parc dans les 10 ans à venir peut être de quelques pour cent.=================
26 kwietnia 1986, 1:23:40, Czarnobyl. Pierwszy pokojowy jądrowy wybuch reaktora w historii. Wtedy agitatorzy pisali: „prawdopodobieństwo stopienia rdzenia [„policzyliśmy”] jest znacznie mniejsze niż 1:100 000 ”. Teraz, szczególnie po Fuku [stopiły się już 4 na 400 reaktorów działających] mówią „Dawać  pieniądz, te nowsze, które zbudujemy, to dopiero będą bezpieczne!!” Już liczb nie podają.
A Raport Tanguy mógł być opublikowany dopiero , gdy autor zgodził się na zmniejszenie tych, dech zapierających liczb.. MD
 
Zmieniony ( 08.05.2017. )

Odkrycie !! Biblioteka !! MEM-y III.

—————————————————–

————————————————–

——————————————————

Temperatura, synku, nie może być „chłodniejsza”… A jeśliś debil, to dodam: wyższa lub niższa.

==========================

========================================================

—————————-

—————————————————-

noż…

—————————–

——————————————

———————————————————–

———————————————

—————————————————————-

——————————————–

Führeryzacja Ukrainy (część II)

Führeryzacja Ukrainy (część II)

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-fuhreryzacja-ukrainy-czesc-ii

„To nie ludzie są naszymi wrogami, lecz ideologia, której ulegają. Bronią jest tu wiedza, a nie pięść” – napisał Dariusz Cychol („Fakty po Mitach”, nr 29 z lipca 2026).

Z końcem XX wieku, w roku 1996 i 1997, pisałem dla „Nigdy Więcej” artykuły dotyczące faszyzmów iberyjskich. Pierwszy ukazał się w 3 numerze tego pisma z 1996 roku i dotyczył faszyzmu hiszpańskiego, natomiast drugi, dotyczący faszyzmu portugalskiego, w 1997 roku, w 4 numerze.

Delegacja u Pinocheta 

Ich treść skonsultowałem z ówczesnym moim kolegą Selimem, historykiem i politologiem, nauczycielem akademickim, który później został polskim ambasadorem w państwach utworzonych po upadku Związku Radzieckiego: w Kazachstanie (który powstał 16 grudnia 1991 roku) i Kirgistanie (powstał on 31 sierpnia 1991 roku). W trakcie dyskusji, zadał mi zasadnicze pytanie, po co ja o tym piszę? Wyjaśniłem, że dostrzegam nadchodzący renesans faszyzmu we współczesnym świecie. Wskazałem przy tym na Polskę, Ukrainę i Izrael. Selim zaprzeczył. Nie zgodził się ze mną. Nie wdając się w dalszą dyskusję, zaproponowałem, że za każdym razem każdego następnego roku, będę zadawał mu pytanie czy dostrzega zachodzące zmiany w Polsce, potwierdzające moją ówczesną hipotezę. Po latach na kolejnym spotkaniu przyznał mi rację, że moja hipoteza stała się tezą, albowiem „pozytywnie” zweryfikowało ją życie. Nie trzeba było długo czekać. W 1999 roku chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta w areszcie domowym i szpitalu w Wielkiej Brytanii odwiedziła trójka polskich polityków i publicystów prawicowych: Michał Kamiński, Marek Jurek oraz Tomasz Wołek. Polacy pojechali do podlondyńskiego Wentworth w styczniu 1999 roku. Był to wyraz ich politycznego wsparcia dla generała, który został aresztowany na wniosek Hiszpanii pod zarzutem łamania praw człowieka.

Miłośnicy dyktatury 

Podczas spotkania ta trójca wręczyła Pinochetowi ryngraf z Matką Boską. Wcześniej, w grudniu 1998 roku Michał Kamiński mówił z trybuny sejmowej do posłów lewicy: – Jak na was patrzę, panowie, to wiem, że o generale Pinochecie nie trzeba mówić, tylko go trzeba naśladować. Po odwiedzinach w Londynie, w programie telewizyjnym ’Polityczne graffiti’ Marek Jurek stwierdził, że ’Pinochet uchronił Chile przed losem komunistycznej Kuby i za to powinniśmy mu być wdzięczni’. Jurek bagatelizował ofiary pinochetowskiego zamachu i terroru, stwierdzając, że ’większość zamordowanych to komuniści albo członkowie ich rodzin’. Na łamach redagowanego przez Wołka ’Życia’ Jurek napisał, że próba osądzenie Pinocheta, to pokaz nihilizmu”.

Miłośnikiem dyktatora był również Antoni Macierewicz, ówczesny poseł Ruchu Katolicko-Narodowego, później szef Kontrwywiadu Wojskowego. W 1999 roku twierdził, iż „nie ma cienia wątpliwości, że była to próba uprzedzenia rewolucji komunistycznej, która dla Chile i całej Ameryki Łacińskiej skończyłaby się katastrofą jeszcze większą, niż to, co się stało na Kubie”. Na początku lat 90. pochlebnie o Pinochecie wyraził się nawet obecny lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk…

Tortury i mordy 

Generał Augusto Pinochet w latach 1973-1990 rządził w Chile. „We wrześniu 1973 roku gen. Pinochet, wówczas szef sztabu generalnego armii Chile, dokonał krwawego zamachu stanu obalając – przy pomocy CIA i funkcjonariuszy ambasady USA – prezydenta Salvadora Allende, legalny rząd i parlament. Były dyktator jest oskarżany przede wszystkim o znęcanie się nad przeciwnikami politycznymi i mordowanie ich. Nie jest znana dokładna liczba ofiar. Zdołano ustalić 2095 nazwisk zabitych i 1102 zaginionych, tj. uprowadzonych przez siepaczy Pinocheta i następnie zamordowanych, najczęściej w trakcie tortur. Ponadto szacuje się, że 30 tys. osób było więzionych i torturowanych. Ofiary głodzono, porażano prądem elektrycznym, gwałcono. Bito do utraty przytomności setki osób. Były dyktator Chile ma na swoim koncie nie tylko odpowiedzialność za zbrodnie, ale oskarżany jest także o przestępstwa finansowe. Posiadał nie tylko tajne konta bankowe z pieniędzmi zagrabionymi w czasie swych rządów”czytamy.

Protesty w ONZ bez skutku

W trakcie rządów Augusto Pinocheta w Chile państwa członkowskie oraz organizacje pozarządowe składały w Organizacji Narodów Zjednoczonych liczne protesty i rezolucje. Dotyczyły one masowego łamania praw człowieka, tortur i zaginięć. Od 1974 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ oraz Komisja Praw Człowieka regularnie przyjmowały rezolucje potępiające reżim w Chile. Nie wywierały one skutku, ponieważ USA traktowało Pinocheta jako swojego człowieka. W amerykańskiej prasie pisano o nim: „Owszem jest on skurwysynem, ale jest naszym skurwysynem!”.

Zełenski jak Pinochet 

W XXI-wiecznej Polsce mamy podobny przypadek. Dotyczy on sądzonego od 10 lat nauczyciela akademickiego, politologa, polityka Samoobrony i byłego posła na Sejm RP, Mateusza Piskorskiego. Grupa Robocza ONZ ds. Arbitralnych Zatrzymań uznała pozbawienie wolności Piskorskiego za arbitralne i sprzeczne z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka. ONZ wystosowało do polskiego rządu opinię, w której wezwano władze do jego niezwłocznego zwolnienia, przeprowadzenia śledztwa w sprawie aresztowania i przyznania mu prawa do odszkodowania. Jak dotychczas zalecenia te nie zostały w pełni zrealizowane. Albowiem podobnie tak jak to było z Pinochetem, w Polsce istnieją pewne grupy polityków, zachwycające się ukraińskim aktorem komediowym, budującym za naszą wschodnią granicą system oparty doktrynalnie na skrajnym rasizmie, wymierzonym przeciwko Polakom, Rosjanom i Żydom… W państwie ukraińskim ma miejsce Führeryzacja, dokonywana przez komika pochodzącego z żydowskiej rodziny. Zaiste, jest to paradoksalne, lecz nie komiczne.

Jak Indiana Jones 

Podobnie jak trzydzieści lat temu, stawiam hipotezę dotyczącą przyszłości. Rozegra się ona podobnie jak jedna ze scen przygodowego filmu Indiana Jones (jednego z serii pięciu filmów), w których główną rolę słynnego archeologa i poszukiwacza przygód gra Harrison Ford. Występuje on we wszystkich pięciu filmach pełnometrażowych tej serii jako dr Henry Walton „Indiana” Jones Jr. W trakcie jednej z eskapad spotyka na swojej drodze potężnego wojownika z lekkością wymachującego ogromnym mieczem, za którym znajduje się grupa zbirów. Widząc, że nie ma szans stawić czoła temu zbirowi i jego bandzie, szybko wyjmuje rewolwer i strzela prosto w czoło przeciwnikowi, zabijając go na miejscu. Przerażeni tym zdarzeniem bandyci uciekają w popłochu…

Przepowiednie

Obecnie Rosja, jak poprzednio Związek Radziecki, walczy ze światowym faszyzmem, którego medialną twarzą jest klaun z Krzywego Rogu. Rzeczywistym napastnikiem jest USA, wraz z państwami NATO. Działając wspólnie, mają oni nad Rosją przewagę. Natomiast Rosja przoduje w dziedzinie przenoszenia broni jądrowej, posiada też spore jej zasoby. Jest to ten symboliczny rewolwer Indiany Jonesa, który wypali w decydującym momencie. Resztę w Europie dopełni chaos wywołany tym zdarzeniem. Multikulturowość, wynikająca z ubogacenia emigrantami z południa spowoduje wewnętrzne problemy we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii, nie wspominając już państw skandynawskich, nie mniej ubogaconych kulturowo ludnością napływową.

Co do przyszłości Izraela to obstawiam przepowiednię  Henry’ego Kissingera, byłego wpływowego amerykańskiego dyplomaty, którego uznaje się go za jedną z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci w polityce zagranicznej XX wieku. Przepowiednię, w której zakreślił on ramy czasowe istnienia państwa położonego w Palestynie.

Eugeniusz Zinkiewicz

Ukropolin. MEM-y II.

—————————————-

————————————–

———————————————————–

——————————————–

—————————————————

———————————————————

——————————————-

———————–

[Głupio gada: Musimy walczyć..]

—————————–

—————————————————–

z jakim szacunem.. z Dużej litery…

—————————————-

——————————–

———————————————————–

————————-

——————————————————-

—————————————————

—————————————————————————-

[autor tego wykresu zapomniał o rozbiorze Polski w 1944-45, o współczynniku dzietności.. No, mądrala..]

=============================================

———————————————

———————————

———————————————————————————

Ukropolin czy układ z Rosją?

Ukropolin czy układ z Rosją? – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio , 23 lipca 2026 ekspedyt

Nie dalej jak pod koniec czerwca 2026 r. ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha stwierdził, że w Polsce dyskryminowane są ukraińskie dzieci. Dodał również znacząco, że oni, Ukraińcy, mają przecież armię. W domyśle silną, zwartą i gotową. Mamy się domyślić, do czego.

Obraz tytułowy: Bolesław Chrobry uderza Szczerbcem w Złotą Bramę Kijowa. Rok 1018. LINK

Ukropolin czy układ z Rosją?

Nie dalej jak pod koniec czerwca 2026 r. ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha stwierdził, że w Polsce dyskryminowane są ukraińskie dzieci. Dodał również znacząco, że oni, Ukraińcy, mają przecież armię. W domyśle silną, zwartą i gotową. Mamy się domyślić, do czego.

Ledwo to wybrzmiało, a już jak znalazł pojawił się incydent autobusowy w Bielsku – Białej. Świat ujrzał część sytuacji, gdzie widać, że mężczyzna odzywa się do dwóch ukraińskich nastolatek w sposób niegrzeczny. Politycy popisu i media polskojęzyczne od razu jak na komendę potępiły zachowanie Polaka, piętnując jednocześnie polską ksenofobię. Zupełnie jakby to przewidział minister Sybiha. W tym samym czasie do polskiej opinii publicznej zaczęło docierać, że ambasada Ukrainy w Polsce poucza swoich obywateli, przebywających u nas, aby nagrywali Polaków w celach dowodowych. Z innych źródeł, i tych niesystemowych, i tych oficjalnych wiadomo już, że w Polsce ukraińskie tajne służby prowadzą w Polsce bardzo ekspansywną działalność.

Czytaj też: debanderyzacje-czas-zaczac

To wszystko w trakcie wojny Ukrainy z Rosją, którą media w Polsce fałszywie przedstawiają jako pełnoskalową, gdy władze państw europejskich desygnują kolejne miliardy na zakup amerykańskiej broni, darowanej Ukrainie, a władza w Polsce zwiększa sztucznie koszty życia Polaków, aby móc finansować państwo kijowskie. Skala różnorodnego wsparcia Polski i Polaków dla Ukrainy jest trudna do oszacowania, bo jest to wsparcie nie tylko państwa, ale również instytucji, firm i osób prywatnych. W tym należy wyróżnić rozbrojenie Wojska Polskiego na rzecz armii ukraińskiej, spłaty przez Polskę odsetek od ukraińskiej pożyczki, finansowanie systemu Starlink, zapewniającego łączność satelitarną na terytorium tego państwa, wysyłki paliw z polskich rafinerii, transfery socjalne dla ukraińskiej ludności, przywileje prawne i specjalny status w Polsce. I to wszystko za darmo, bo państwo polskie niczego od Ukrainy za to nie żąda. I wszystko na darmo, bo władza kijowska traktuje Polskę jako wroga, popiera banderyzm i poucza obywateli, jak mają szpiegować Polaków. Czyżby ktoś w III RP tego nie przewidział?

Problem odradzania się banderyzmu na Ukrainie jest w Polsce znany od dawna. Wiadomo więc, że to się na dobre zaczęło po Pomarańczowej Rewolucji w 2005 r., gdy do władzy doszedł Juszczenko. Głównym ośrodkiem odradzania się szowinizmu są w tym państwie ośrodki władzy, zarówno centralnej, jak i lokalnej. Zawsze bowiem zdarzają się jakieś jednostki czy nawet grupki, mające różne, czasem niebezpieczne poglądy. Aby jednak takie ekstremistyczne poglądy stały się główną siłą społeczną, muszą dostać jakieś potężne wsparcie. A żeby stać się ideologią państwową, muszą zostać nie tylko wsparte, ale również przyjęte przez władzę. Nie wystarczy tu wsparcie władzy lokalnej, ono mogłoby zadziałać lokalnie, dopóki nie interweniowałaby władza centralna. Banderyzm na Ukrainie nie jest więc sprawą prywatną, lecz państwową, należącą do polityki władz tego państwa, i to nie od dziś. Dostrzegło to wielu świadomych Polaków i przestrzegało polską opinię publiczną. Ta zaś uległa romantycznemu porywowi w geście współczucia, jakie wybuchło po 22 lutego 2022 r. Poryw ten został potężnie wzmocniony strasznymi zdjęciami z Buczy i Irpienia, gdzie pokazano zwłoki cywilów, jakoby ofiar rzezi i gwałtów, dokonanych przez żołnierzy Federacji Rosyjskiej. Wyemitowano też wypowiedzi jakoby świadków tych strasznych wydarzeń, co przypomniało najazd bolszewików w 1920 r. Emocja w Polakach była potężna i jednoznaczna: znowu okrutna Rosja atakuje, najeżdża, zabija, gwałci, rabuje. Trzeba chronić niewinne kobiety i dzieci przed ruską dziczą! Trzeba wspierać dzielnych ukraińskich mężczyzn, którzy mężnie walczą za swój kraj i przy okazji za nas, aby ochronić nas przed rosyjską inwazją! Ukraina walczy za nas, Ukraina wierna Polsce, Ukraina obrończyni Zachodu, Ukraina wdzięczna, Ukraińcy będą pamiętać i pozwolą nam odbudować swój kraj.

Trudno się dziwić, że tak potężna okazała się siła tej propagandy i tak bardzo Polacy rzucili się na pomoc Ukraińcom. Wykorzystano najsilniejsze polskie lęki i najgłębsze pokłady życzliwych skłonności. W tym całym zapamiętaniu poczciwi Polacy zapomnieli jednak sprawdzić, czy te obrazy i te wypowiedzi nie są filmowym montażem. Rosjanie zażądali międzynarodowego śledztwa, ale Ukraińcy odmówili. Natomiast wielki gest prawdziwej życzliwości i prawdziwie bratnich uczuć ze strony Polaków został cynicznie wykorzystany, zarówno przez władze Ukrainy, przez popisowe władze III RP, przez władze Zachodu. Ten przypływ pozytywnych uczuć został całkowicie zmarnowany przez samych Ukraińców, którzy zamiast wykorzystać to dla budowy pozytywnych relacji z państwem i narodem sobie życzliwym, pomimo tak wielkich krzywd, wyzyskali to cynicznie dla wyłudzenia jak największych bogactw, dla wykorzystania terytorium Polski, dla ekspansji oligarchów, dla utorowania drogi swoim służbom, dla wsparcia międzynarodowego, dla okazania pogardy potomkom ofiar własnych przodków. Ukraina mogła mieć w nas wiernych przyjaciół, jednak wolała nas okraść i podeptać, dla chwilowych korzyści. Okazało się, że rację mieli ci, którzy postrzegali wojnę ukraińską jako ustawkę Zachodu, i którzy przestrzegali przed ukrainizacją Polski. Polacy bowiem myśleli, że udzielają chwilowej gościny uchodźcom wojennym na krótki czas, aż Rosja zostanie pokonana i zmuszona do odwrotu. Okazało się, że sami sfinansowaliśmy wielką operację likwidacji Polski poprzez jej rozbrojenie, zubożenie i wymianę ludności.

Tego nie spodziewała się większość Polaków, oprócz tych, którzy od samego początku ostrzegali. Zwykli ludzie, żyjący codziennym życiem nie muszą jednak być strategami, mają prawo spodziewać się, że ci, którzy sprawują władzę działają roztropnie dla wspólnego dobra swojego narodu, specjaliści dokonują rzetelnych analiz, a media przedstawiają z grubsza prawdziwy obraz sytuacji. Zwykłemu, poczciwemu człowiekowi nie mogło przyjść do głowy, że można być aż tak wiarołomnym, że można tak bezczelnie zakłamywać rzeczywistość na odwrót, i że kłamią wszyscy, pełniący oficjalne funkcje. Że na stanowiskach sterowniczych tak wielu jest szubrawców, szantażowanych dowodami własnych grzechów, tak wielu zdrajców, tak wielu obcych agentów, tak wielu głupców.

Nawet to jednak nie tłumaczy tak wielkiego zaniedbania władz III RP, które ofiarowały Ukrainie wszystko, co chciała i nadal chce, i naraziły Polaków na tak wielkie niebezpieczeństwa. To nie było niedopatrzenie, tylko celowa polityka, której wyrazem jest umowa z dnia 2 grudnia 2016 r., zawarta z rządem Ukrainy przez rząd tzw. zjednoczonej prawicy Beaty Szydło, której twarzą jest Antoni Macierewicz. Umowa o wzajemnej współpracy stanowi, że rząd III RP, jeśli rząd Ukrainy zechce, odda zasoby państwa polskiego Ukrainie za darmo. Ta umowa, trzymana w tajemnicy prawie trzy lata jest obecnie wykonywana, tak samo, jak umowa rządu Tuska z rządem Ukrainy z dnia 8 lipca 2024 r.

Obie nie mają ratyfikacji, więc są formalnie nieważne, ale wykonywane, najwyraźniej więc ten, kto stanowi rząd, uważa się za właściciela Polski i Polaków, i nie przejmuje się prawami ludzkimi i boskimi, ani też nie ceni własnego słowa i honoru. To wszystko, co wydarzyło się w stosunkach polsko – ukraińskich zarówno ze strony III RP, jak i Ukrainy nie jest dziełem przypadku, ale planu. Plan ten nie powstał ani w Polsce, ani na Ukrainie, ale gdzieś na Zachodzie, gdzie siedziby mają nasi oficjalni sojusznicy: USA, Niemcy, NATO, Unia Europejska. Oni wszyscy bardzo wspierają państwo ukraińskie, Żeleńskiego i jego wojnę z Rosją i zmuszają do tego samego narody Zachodu, posługując się propagandą i oszustwem.

Oficjalną doktryną państwa ukraińskiego jest więc szowinizm, który w tym kraju przybiera postać banderyzmu, który jest odmianą nazizmu. Banderowcy największych zbrodni dokonali na terytoriach, opanowanych przez hitlerowskie nazistowskie Niemcy. Polityka władzy nad Polską, skoro jest bardzo proukraińska, jest zatem probanderowska. A wszystko, co jest banderowskie, jest zarazem nazistowskie. Ta polityka władzy w Kijowie i władzy nad Polską jest jednak wyrazem i dziełem ogólnej polityki Zachodu. Tam u siebie oni podmieniają ludność swoich państw, aby rdzennych mieszkańców zastąpić pstrą mieszanką różnorodności bez właściwości, poza jedną: plastycznością w rękach władzy.

Tam robią to od kilkudziesięciu lat, w Polsce w tej chwili trwa wielki eksperyment: to, co na Zachodzie chcą zrobić w ciągu lat kilku, tylko jeszcze dalej, bo nas chcą zlikwidować kompletnie, nawet za cenę wojny. Dlatego między innymi wpychają nas do wojny z Rosją. Ci ludzie, którzy tak bardzo wspierają władzę w Kijowie, wiedzą przecież dokładnie, czym jest banderyzm, i jak się odradza na Ukrainie. Stepan Bandera skończył żywot z rąk agenta KGB dopiero w 1959 r., w Monachium, czyli na Zachodzie. Czyżby nie wiedzieli, kim jest? Ci, którzy oficjalnie są tak bardzo antyfaszystowscy i antynazistowscy, tak bardzo wspierają najbardziej faszystowski i nazistowski reżim współczesnego Europy. Nie można jednak temu się dziwić, skoro ci ludzie nie rozliczyli się ze swojej nazistowskiej przeszłości i z bogactw, które zrabowali, również Polakom. Ci ludzie bardzo służą innemu jeszcze reżimowi, jeszcze bardziej faszystowskiemu i nazistowskiemu, najgorszemu reżimowi współczesnego świata, w takim małym państwie. Taka jest rzeczywista twarz współczesnego Zachodu: faszyzm, nazizm, satanizm.

I tacy ludzie dyrygują władzami nad obiema sąsiednimi stolicami. Celem ich jest Ukropolin, muszą więc przebudować kompletnie to, co istnieje dzisiaj. Możemy więc spodziewać się wszystkiego, co najgorsze, łącznie z atakiem nazistowskiej armii i nowym Wołyniem na ziemiach etnicznej Polski. Wszystkie władze, jakie powinny nas przed tym właśnie chronić, właśnie w to nas wpychają. Nie możemy więc dziś liczyć na żadne oficjalne instytucje, z episkopatami włącznie, te struktury w ramach synodalizmu również zostały włączone do operacji wielkiej przebudowy. Narody Zachodu, włącznie z naszym zostały wcześniej rozbite na atomy za pomocą konsumpcji, skłócone za pomocą polityków i mediów, osłabione upadkiem obyczajów, rozpadem rodzin i debilizacją. Wydaje się więc, że nie ma żadnej zorganizowanej siły, która nie zostałaby w to włączona. Czyżby więc wszystko już zostało przesądzone?

Wszystkie te władze mają jednak wspólnego wroga, i to wskazuje na ich słaby punkt. Elity Zachodu mają swojego wroga, z którym bardzo chciałyby wejść w komitywę, którego chciałyby podbić, i którego się boją. Wrogiem tym jest Rosja. Narodom też tak została przedstawiona, Polakom również, jako miejsce i siła, winna każdego zła, z którego wionie groźbą, który na pewno napadnie na Europę i podepcze Polskę, aby tylko podbić Zachód. Kazano narodom Zachodu, szczególnie Polakom, bać się Rosji, nienawidzić Rosji, uznać, że wobec Rosji można wszystko. Kazano ludziom Zachodu traktować Rosję jako specjalne państwo, które pozbawione jest czci i praw, i wobec którego nie trzeba wykonywać zobowiązań. Ta operacja na świadomości była niezbędna, aby dokonać wielkiej podmiany narodów Europy. Nie udałoby się to bez Polaków, którzy mają nierozliczone krzywdy od Rosji i którzy mają podstawy do obaw wykształcone przez liczne doświadczenia. Dzięki temu Polacy nie myślą o pokojowym współistnieniu z Rosją i o ułożeniu spraw sąsiedztwa. Polacy proszą Zachód, aby osłonił ich przed Rosją własnym orężem. Zachód łaskawie przyjmuje tą prośbę, a w zamian żąda wszystkiego, a szczególnie Ukropolin. Polacy z wielkiej emocji negatywnej do Rosji godzą się na to, godząc się jednocześnie na przyłączenie się Polski do wojny ukraińskiej przeciw Rosji. Polacy biorą udział w wojnie przeciw Rosji, ale zaślepieni emocją nie widzą tego. Uważają zaangażowanie Polski w wojnę ukraińską przeciw Rosji za coś normalnego i polska rację stanu. I za tą możliwość, aby brać udział w wojnie przeciw Rosji, Polacy zgodzili się oddać wszystko, co mieli. To dlatego teraz w Polsce nastaje Ukropolin. Polacy mieli bardzo dużo czasu, aby zrozumieć, co się dzieje i zacząć protestować. Skoro jednak Polacy tak bardzo nienawidzą Rosji, że zgodzili się na Ukropolin, niech się nie dziwią, że władze Ukrainy przejmują zarządzanie terytorium Polski.

Wyjście z tego impasu jest proste. Trzeba zrobić trzy rzeczy.

Po pierwsze: Europejska Strefa Pokoju, złożona z państw Europy Środkowej, zagrożonych trzema rodzajami terroryzmu: banderowskim, lewackim, islamskim. W Strefie każda działalność terrorystyczna będzie powstrzymana. Po drugie: należy podjąć współpracę z Białorusią i Rosją w kwestii zarządzania terytorium Ukrainy. Po trzecie: należy wytyczyć Globalną Oś Pokoju, łączącą Waszyngton, Warszawę i Pekin, i w jej ramach otworzyć Jedwabny Szlak przez ziemie polskie.

Aby to zrobić, jest jeden klucz: Rosja. Polacy muszą zakończyć nie swoją wojnę przeciwko Rosji, do której zostali wciągnięci, a następnie podjąć współpracę, nie zrywając relacji z Zachodem. Jest to jedyna droga, aby uniknąć likwidacji. Wszyscy bowiem nasi oficjalni sojusznicy z Zachodu są w tym zainteresowani. Najbardziej ludzie z tego małego państwa, którzy tym dowodzą.

Rosja wcale nie chce podbijać Polski, ale obecnie traktuje państwo polskie jako przeciwnika, nie dlatego, że tak musi być, ale dlatego, że tak chcą władze III RP. Rosja może więc, po pokonaniu i przejęciu Ukrainy wykorzystać Ukrainę przeciw Polsce. Tak samo Niemcy mogą wykorzystać Ukrainę do oderwania od Polski Ziem Odzyskanych. USA wycofują się z Europy i przekazują porządki europejskie Niemcom. Są one bardzo zainteresowane w federalizacji Unii Europejskiej i w przyjęciu do niej Ukrainy. NATO i USA nie bez powodu wykorzystały państwo ukraińskie jako swojego najemnika. Wszyscy oni wiedzą o banderyzmie i niczego z tym nie robią, bo im to wygodne do ich celów, a jednym z nich jest likwidacja narodu i państwa polskiego. Jeśli więc możemy liczyć na naszych oficjalnych sojuszników, to jedynie w tym, że dołożą nam, jak już wielokrotnie to robili. A my im wciąż ufamy.

Czytaj też: synagoga-ekskomunikuje-kosciol

Jedyna rada na wyjście z impasu to ułożenie stosunków z Rosją, pomimo tego, że traktuje Polskę jako przeciwnika. Właśnie dlatego Polakom powinno zależeć na porozumieniu z Rosjanami, aby Polska przestała być przeciwnikiem Rosji, a Rosja przestała tak traktować Polskę. Mamy bowiem tych samych wrogów, i jest to nie tylko państwo kijowskie, Nowa Chazaria, ale również nasi oficjalni sojusznicy. Elity Zachodu, gdyby byłe same i nie miały nad sobą pana, zadowoliłyby się porozumieniem z Rosją dla zysków. Jednak nimi wszystkimi zarządzają ci z małego państwa, a zarządzają tak umiejętnie, że większość tych z Zachodu nawet o tym nie wie. Ci z małego państwa nie chcą tylko robić z Rosją interesów, oni chcą Rosję przejąć, dla zasobów i terytorium, którego nie da się kontrolować z zewnątrz. Do tego potrzebują terytorium Polski i Ukrainy, z których można wyprowadzać ekspansję. Porozumienie Polski z Rosją obróci wniwecz ich plany wobec Polski, i może stać się początkiem odtwarzania Europy narodów.

===========================================

O zagrożeniach, wojnach, Żydach, gojach, Ukrainie, Rosji, Chinach, Ameryce, i wyjściu z matni piszę w mojej najnowszej książce: Nasza polska walka. Tak odniesiemy zwycięstwo.

Link do książki: sklep

_______________

Ukropolin czy układ z Rosją?, Bartosz Kopczyński, 23 lipca 2026

Statek Kosmiczny Tuska a Kasprzyk. MEM-y I.

——————————————–

—————————————

—————————————————

a ja myślę, że ten pieniek to dodatek do topora…

————————————————

No to co?? Zakaz kazirodztwa ma znaczenie genetyczne – rodzą się debile. A tu już debilów mamy.

———————————-

———————————-

————————————————-

——————————————–

—————————————-

—————————————

Złote iluzje Warszawy: Dlaczego amerykańskie bazy nie gwarantują bezpieczeństwa Polski

Złote iluzje Warszawy: Dlaczego amerykańskie bazy nie gwarantują bezpieczeństwa Polski

Maria Pawłowa o polskiej „bazomanii” i jej cenie. tass-ru/opinions

Maria Pawłowa

Maria Pawłowa , kandydatka nauk historycznych, starszy pracownik naukowy w Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych (IMEMO) Rosyjskiej Akademii Nauk

22 lipca,

© Ian Hitchcock/Getty Images

W czerwcu polski minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz po raz pierwszy przedstawił sekretarzowi Pentagonu Pete’owi Hegsethowi swoją propozycję budowy stałej bazy wojskowej w Polsce, której budowę w całości sfinansowałaby Warszawa. Teraz, 22 lipca, wiceminister Paweł Zalewski w wywiadzie dla Radia Zet wyjaśnił, że rozważana jest możliwość utworzenia kilku takich obiektów.

To nie pierwszy raz, kiedy kwestia rozmieszczenia stałych amerykańskich baz powróciła do polskiego porządku obrad. Dlaczego?

Ponowne wejście

W polskiej polityce idea utworzenia stałej bazy amerykańskiej jest jednym z niewielu przykładów konsensusu między dwoma przeciwnymi blokami: obozem narodowo-konserwatywnym pod przewodnictwem lidera Prawa i Sprawiedliwości (PiS) Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Polski Karola Nawrockiego oraz liberalną Platformą Obywatelską premiera Donalda Tuska.

Politycy PiS, a zwłaszcza były prezydent Polski Andrzej Duda, próbowali „sprzedać” ten pomysł w 2018 roku pod kuszącą nazwą „Fort Trump”, która odpowiadała ambicjom amerykańskiego prezydenta. Warszawa poniosła jednak dość upokarzającą porażkę: negocjacje utknęły w martwym punkcie, a sam Donald Trump oświadczył w 2019 roku, że „zapomniał” o swojej umowie na budowę bazy.

Porażka poprzednika nie powstrzyma Nawrockiego przed ponownym promowaniem idei „absolutnego zjednoczenia” polskiego bezpieczeństwa ze strategią USA. Najwyraźniej pozostaje przekonany, że tylko osobiste, dwustronne porozumienia z Waszyngtonem mogą zapewnić Polsce niepodległość. Przedstawiciele koalicji rządowej starają się jednak mniej otwarcie kwestionować gwarancje NATO i działać bardziej pragmatycznie, kierując się prostą zasadą ministra obrony Kosiniaka-Kamysza: „Model stały jest zawsze lepszy niż rotacyjny”.

Magiczne myślenie

Bez względu na los „Fortu Trump 2.0”, debata nad jego powstaniem dostarcza interesujących spostrzeżeń na temat współczesnych polskich koncepcji bezpieczeństwa.

Głównym argumentem przemawiającym za tą ideą – zarówno wśród polityków, jak i lokalnej społeczności ekspertów – pozostaje przekonanie, że stała baza, w przeciwieństwie do 10000 żołnierzy amerykańskich stacjonujących w kraju na zasadzie rotacji, prawnie i infrastrukturalnie zwiąże Stany Zjednoczone z Polską i zapewni jej bezpieczeństwo.

Tego przekonania o cudownych właściwościach amerykańskiej bazy nie da się zachwiać nawet w obliczu licznych dowodów z ostatnich lat, że obecność wojsk amerykańskich nie gwarantuje bezpieczeństwa, a w niektórych przypadkach przynosi wręcz odwrotny skutek.

Obecna wojna w Zatoce Perskiej jest tego doskonałym przykładem: amerykańskie bazy w Katarze (Al Udeid), Bahrajnie (dowództwo 5. Floty), Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie zapobiegły irańskim bombardowaniom. Podobna sytuacja miała miejsce w Afganistanie w 2021 roku i w Gruzji w 2008 roku.

Jedynym sprzeciwem w samej Polsce jest proponowana lokalizacja obiektów. Według wstępnych doniesień bazy mają powstać na Dolnym Śląsku (na zachód od Wrocławia), w pobliżu Poznania i/lub Szczecina – czyli w zachodniej części kraju, blisko granicy z Niemcami. To położenie geograficzne spotkało się z krytyką wielu ekspertów wojskowych, którzy nazwali je nieskutecznym narzędziem „odstraszania Rosji” i próbą „ukrycia się w bezpiecznym miejscu za plecami polskich żołnierzy” przez Amerykanów.

Niektórzy komentatorzy żartują: czy polska armia będzie zmuszona sama bronić tych obiektów? Na razie brzmi to jak żart, choć władze już rozważają zaostrzenie kar dla żołnierzy za nieposłuszeństwo rozkazom w czasie działań bojowych – w tym dożywocie.

Jednakże symboliczne znaczenie bazy (lub baz) cenione jest niemal wyżej niż jej rzeczywisty potencjał militarny – rozmieszczenie stałego garnizonu powinno, zdaniem Warszawy, ostatecznie zapewnić jej rolę głównego węzła wojskowo-logistycznego na całej wschodniej flance NATO i znacząco podnieść jej status zarówno w samym sojuszu, jak i w Unii Europejskiej.

Krytyka projektu utworzenia stałej amerykańskiej bazy w Polsce pochodzi przede wszystkim od ekonomistów, którzy wskazują na ogromne dodatkowe obciążenie, jakie będzie to stanowić dla polskiego budżetu. W przeciwieństwie do rotacyjnej obecności, stworzenie od podstaw stałej infrastruktury – odpowiedniej dla około 5000 amerykańskich żołnierzy i ich rodzin – będzie wymagało ogromnych inwestycji ze strony kraju przyjmującego.

Obecnie koszt samego projektu bazy szacuje się na 10–12 miliardów złotych (około 2,3–4 miliardów euro). Takie „drobne szczegóły”, jak uczynienie z tej części terytorium Polski priorytetowego celu ataku (odwetowego) w przypadku hipotetycznego konfliktu, są w dzisiejszej dyskusji po prostu odrzucane jako nieprzyjemne wydatki.

Gorączka wojenna z deficytem budżetowym

Oczywiste jest, że argumenty ekonomiczne raczej nie zostaną wzięte pod uwagę przez władze i nie będą odstraszać Warszawę. Polska pozostaje liderem pod względem tempa wzrostu wydatków na militaryzację, choć pogłębianie tej spirali spadkowej nie leży w jej interesie narodowym.

Na masowym zbrojeniu Europy korzystają przede wszystkim Stany Zjednoczone, największy eksporter broni na świecie, którego udział w globalnym rynku osiągnął 43% w ciągu ostatnich pięciu lat. Pomijając azjatyckich klientów Waszyngtonu, takich jak Japonia, Korea Południowa i Indie, a także Australię i Bliski Wschód, kraje europejskie są kolejnymi największymi importerami amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Polska jednak zdecydowanie utrzymuje pod tym względem pozycję lidera w UE.  

Dzisiejsza „gorączka militarna” jest również w dużej mierze odpowiedzią na presję ze strony Stanów Zjednoczonych, które naciskają na sojuszników na całym świecie, od Kanady po Australię, aby zwiększyli budżety obronne (co, rzecz jasna, stymuluje amerykański eksport broni). W odpowiedzi Bruksela uruchomiła projekt EU SAFE (Security Action for Europe), mający na celu ograniczenie skali importu broni z krajów trzecich, co wyraźnie zirytowało zarówno Biały Dom, jak i całe amerykańskie lobby wojskowo-przemysłowe.  

Niemniej jednak ciągłe promowanie mitu zagrożenia „rosyjską inwazją” na Zachodzie – w tym w Polsce – przyczyniło się do długotrwałego boomu zbrojeniowego, przede wszystkim amerykańskiego. Amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy dominuje dzięki istniejącym mocom produkcyjnym, których obecnie brakuje europejskim fabrykom, oraz technologicznemu uzależnieniu nabywców od późniejszego serwisowania amerykańskiego sprzętu.

Co więcej, Waszyngton udziela swoim sojusznikom ukierunkowanych pożyczek pod warunkiem, że kupują wyłącznie broń amerykańską, podczas gdy sama infrastruktura wojskowa Polski jest początkowo standaryzowana, aby odpowiadała amerykańskim bazom. Ma to implikacje geopolityczne, makroekonomiczne i mikroekonomiczne. Od 2022 roku sektor ten wykazuje wykładniczy wzrost: na przykład lider branży, Lockheed Martin, sprzedał rekordową ilość sprzętu wojskowego i oprogramowania w 2025 roku – ponad 75 miliardów dolarów – z zyskiem operacyjnym na poziomie 10,3%. W obliczu powszechnej paniki – podsycanej przez zachodnie elity – gracze europejskiego przemysłu zbrojeniowego również biją historyczne rekordy pod względem przychodów i wolumenu produkcji.

Starając się dotrzymać kroku liderom, Warszawa zwiększa nie tylko zakupy uzbrojenia, ale także deficyt budżetowy. Według prognoz, dochody skarbu państwa w 2026 roku wyniosą 647,2 mld zł (około 149,5 mld euro). Jednak pomimo wysokich obciążeń podatkowych dla ludności, ten rok będzie naznaczony rekordowym deficytem budżetowym – co najmniej 271,7 mld zł (około 62,8 mld euro).

Z makroekonomicznego punktu widzenia destabilizuje to cały system kraju, zwłaszcza że ogromny deficyt pogłębia ujemne saldo płatności zagranicznych spowodowane rosnącym importem zagranicznego sprzętu wojskowego. Kumulując długi zarówno w kraju, jak i za granicą, Polska płaci za swoją „bazo-manię”.

I choć przyczyny tego zjawiska leżą w sferze irracjonalności, jego finansowe konsekwencje dla przyszłości kraju będą całkowicie racjonalne i namacalne.