Wśród wirtuozów intrygi

Stanisław Michalkiewicz serwis „Prawy.pl”  1 sierpnia 2026 michalkiewicz

Nie jest tajemnicą, że Naczelnik Państwa cieszy się, przynajmniej w kręgu swoich wyznawców, opinią wirtuoza intrygi, chociaż wielu obserwatorów dodaje, że takiego, który z reguły na końcu potyka się o własne nogi.

Za jeszcze większego wirtuoza intrygi uchodził książę Beneventu Karol Maurycy Talleyrand-Perigord. Sowiecki historyk Tarle twierdzi, że przede wszystkim był on łapownikiem – ale jeśli nawet, to musiał być przecież jakiś powód, dla którego wszyscy dawali mu łapówki. Najpierw służył rewolucji, potem – Napoleonowi, którego w końcu zdradził, a właściwie zdradzał, kiedy jeszcze zajmował to stanowisko. – „Po cóżeś Wasza Cesarska Mość tu przyjechał – szeptał w ucho rosyjskiemu cesarzowi Aleksandrowi I w 1808 roku w Erfurcie. – Napoleon przegra, już prędko przegra”. Była to oczywista zdrada, ale z drugiej strony niepodobna odmówić słuszności Talleyrandowi, kiedy mówił: zawsze służyłem Francji, niezależnie od ustroju mojego państwa.

Jaka szkoda, że nie możemy przypisać podobnych słów żadnemu z Naszych Umiłowanych Przywódców!

Polsce nie służą oni na pewno; przeważnie – jakimś Naszym Sojusznikom, a w najlepszym razie – sobie. Wracając to Talleyranda, to nawet kiedy umarł, wielu ludzi dopatrywało się w tym jakiejś kolejnej, piekielnej intrygi: „co on chce przez to powiedzieć?” Podobnie za intryganta uważany był Otto Bismarck, chociaż – w odróżnieniu od Talleyranda – w publicznych deklaracjach bywał nawet brutalnie szczery – na przykład formułując zasadę „siła przed prawem”, którą teraz, pod dyktando bezcennego Izraela, próbuje stosować amerykański prezydent Donald Trump. Otóż kiedy Bismarck zadeklarował, iż podróż niemieckiego księcia do Hiszpanii nie ma żadnego, ale to żadnego znaczenia politycznego, rosyjski cesarz Aleksander III na marginesie raportu zanotował: „czto to zatiewajet etot obier-skot, no czto imienno – nieizwiestno(coś knuje to ober-bydlę, ale co konkretnie – nie wiadomo).

Toteż nic dziwnego, że cała Polska, a nawet – jak powiadają – cały świat wstrzymał oddech w oczekiwaniu na orędzie, jakie 24 lipca w samo południe Naczelnik Państwa wygłosił. Orędzie potwierdziło wprawdzie, że PiS się rozpadło, a Biuro Polityczne wkrótce ten fakt sformalizuje – ale nadal nie wiemy, co w związku z tym będzie z nami, to znaczy – z Polską i ze światem?

Na szczęście wyjaśniła się sytuacja polityczna na Ukrainie. Żeby lepiej zrozumie istot sprawy, musimy przypomnieć, że Ukraina jest oligarchią oligarchów, którzy decydują, kto będzie prezydentem i w ogóle – podczas gdy w Rosji, to prezydent decyduje, kto może być oligarchą. Jak wiadomo, w bieżącym roku Ukraina dostała od Unii Europejskiej najpierw 90, a potem – jeszcze 70 mld euro.

Nic dziwnego, że w gronie tamtejszych oligarchów musiało dojść do nieporozumień – ile kto może sobie sprywatyzować. W związku z tym prezydent Zełeński musiał spuścić z wodą panią premier Swirydenko – co nie wywołało żadnego większego rezonansu – ale również ministra obrony narodowej Fedorowa. Tu interesy jakiejś grupy oligarchów musiały zostać naruszone, bo wynajęli oni mnóstwo młodych ludzi w Kijowie, żeby demonstrowali za przywróceniem Fedorowa na stanowisko ministra obrony. Uprzejmie zakładam, że ci młodzi ludzie musieli być wynajęci i opłaceni, podobnie jak nasze „Ostatnie Pokolenie” – bo w przeciwnym razie musiałbym uznać, że nie mają oni większych zmartwień, jak to, kto będzie ministrem obrony Ukrainy.

Widocznie jednak inni oligarchowie mieli lepsze argumenty, bo prezydent Zełeński owszem – oferował Fedorowowi nawet stanowisko Doradcy Doskonałego – ale powrót do Ministerstwa Obrony – wykluczony. Tedy pełniącym obowiązki ministra został pan Chmara, a nowym dowódcą tamtejszej niezwyciężonej armii – generał Drapaty, którego ukraińskie media wprost nie mogą się nachwalić – jaki dzielny i w ogóle. Znaczy – teraz on poprowadzi niezwyciężoną ukraińską armię do ostatecznego zwycięstwa.

Jak wiadomo, musi ono nadejść, bo tak zostało zatwierdzone – ale nie tak prędko – bo kiedy oligarchom będzie lepiej, jak nie podczas wojny? Korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny – nawołują militaryści – i słuszna ich racja. Dopóki bowiem wojna trwa, dopóty „Europa” będzie ukraińskich oligarchów futrowała miliardami euro – więc czegóż chcieć więcej?

Inaczej jest na Bliskim Wschodzie. Po 60-dniowym zawieszeniu broni nie zostało nawet wspomnienie i Stany Zjednoczone znowu obrzucają złowrogi Iran ponaddźwiękowymi dzidami, a złowrogi Iran w odwecie obrzuca ponaddźwiękowymi dzidami niektórej kraje Zatoki Perskiej i zwasalizowaną przez Izrael Jordanię. Powoduje to wiele szkód, a nawet giną amerykańscy żołnierze – bo strat ludzkich mniej wartościowego narodu irańskiego nikt nie liczy – ale nikt już nie wie, o co właściwie w tej wojnie chodzi.

Czyż nie z tego właśnie powodu bezcenny Izrael ogłosił, że on w tym konflikcie udziału nie weźmie – chociaż przecież żyje mnóstwo ludzi pamiętających, że to właśnie bezcenny Izrael wkręcił w tę wojnę amerykańskich twardzieli. Do tej pory podobno kosztowała ich ona co najmniej 40 miliardów dolarów, ale to przecież dopiero początek, ponieważ zaprzyjaźnieni ze złowrogim Iranem Huti z Jemenu właśnie włączyli się do wojny, zablokowali cieśninę Bab el Mandab na południowym skraju Morza Czerwonego, a nawet ostrzelali próbujące tamtędy przepłynąć dwa saudyjskie tankowce z ropą. Wygląda na to, że ani przez Cieśninę Ormuz, ani przez Cieśninę Bab el Mandab żadnej żeglugi nie będzie, w związku z czym cena ropy znowu poszybowała w górę do poziomu 100 dolarów za baryłkę.

Wprawdzie Ameryka tamtejszej ropy nie kupuje, ale ogólny wzrost cen odbija się również na cenach paliw w USA 20 lipca br. litr benzyny kosztował w Ameryce 1,146 dolara, podczas gdy na Białorusi – 93 centy, a w Rosji – nawet 92 centy. Za to w Polsce – 1,8 dolara. Ciekawe, że na Ukrainie benzyna jest tańsza niż w Polsce (1,7 USD za litr), ale za to w bezcennym Izraelu trzeba płacić aż 2,5 dolara za litr. No a tu jeszcze ci Huti! Prezydent Trump w desperacji obiecał Arabii Saudyjskiej nawet pozwolenie na cywilny program nuklearny – ale pod warunkiem, że najpierw „uzna” ona bezcenny Izrael. Wygląda na to, że wojna na Bliskim Wschodzie będzie się ślimaczyła co najmniej do października, kiedy to w Izraelu maja odbyć się wybory. Rzecz w tym, że dopóki premier Beniamin Netanjahu prowadzi wojnę, to znaczy – ludobójstwo w Stefie Gazy i w Libanie, to Żydowie w Izraelu popierają go prawie tak samo, jak Niemcy Adolfa Hitlera po pokonaniu Francji w roku 1940.

W tej sytuacji prezydent Trump nie ma wyboru; musi tańczyć, jak mu Żydowie zagrają, bo w przeciwnym razie AIPAC (American Israel Public Affairs Committee) zrobi z niego i ze wszystkich tych amerykańskich twardzieli marmoladę.

Stanisław Michalkiewicz

Na dziś starczy. Kacprzyk wszędzie. MEM-y VI.

———————————

—————————————–

——————————————–

—————————————-

————————————

———————————————-

—————————————————-

———————————————————

Nie lubię rowerzystów. O przestępstwach z nienawiści. MEM-y V.

—————————————

Frajerze… Dostanie w Izrael nagrodę…

———————————–

——————————————–

————————————-

————————————————————-

———————————————

———————————————————————

————————————————-

——————————————–

Jeszcze o rakiecie. MEM-y III.

—————————

———————————————

—————————————————-

——————————————-

———————————-

————————————————-

———————————————-

Pijana rakieta. MEM-y II.

——————————–

———————————————

————————–

————————-

————————————-

————————————

———————————————-

————————–

Zagrożenia i świadomość Polaków

Zagrożenia i świadomość Polaków

Autor: AlterCabrio , 30 lipca 2026

Ingerencja innych państw lub sił ponadpaństwowych. Lista chętnych do interwencji w Polsce jest długa: Niemcy, Ukraina, Rosja, Wielka Brytania, Francja, USA, Izrael i Żydzi, NATO, Unia Europejska, globalne korporacje finansowe. Jakakolwiek z powyższych sytuacji dałaby pretekst Unii Europejskiej i / lub Niemcom do ingerencji w polskie sprawy i wprowadzenie zarządu komisarycznego nad Polską. Władza na Ukrainie mogłaby wykorzystać te okoliczności do zwiększenia presji na Polskę w kwestii członkostwa w UE lub zdobycia przywilejów w Polsce. Te same siły mogą wprost prowokować powyższe zagrożenia, i wszystko wskazuje na to, że właśnie to robią.

Obraz tytułowy: LINK

Zagrożenia i świadomość Polaków

Robię wszystko, aby zrozumieć prawdziwe zagrożenia dla Polski i uświadomić to moim rodakom. Działania te napotykają na kilka przeszkód: dezinformacja propagandy głównego nurtu, brak dostępu do dużych mediów i opór ze strony Polaków.

Ostatnio zaszedł postęp w tej dziedzinie, media głównego nurtu dostrzegły, doceniły i powtórzyły moją wypowiedź z Marszu Wołyńskiego, jaki odbył się w Warszawie w dniu 12 lipca 2026 r. Takie wypowiedzi wiecowe kierują się swoimi prawami, nie należy więc gadać zbyt długo, bo inni czekają, można więc przedstawić tylko najważniejsze wątki. Tak też zrobiłem, odnosząc się do tego, co nam naprawdę zagraża ze strony Ukrainy, Ukraińców, Rosji, Niemiec, NATO, Żydów, Unii Europejskiej. Wypowiedź tą zamieszczam tutaj:

LINK

Działania Konfederacji Korony Polskiej i środowiska Grzegorza Brauna jak widać są obserwowane przez mainstream, mimo że zwykle pomijane milczeniem. Tym razem jednak prawaccy redaktorzy prowadzący, a kto wie, może i oficerowie nie wytrzymali i uznali za słuszne przerwać milczenie. Oni też mają bowiem misję podobną do mojej: ostrzegać Polaków przed zagrożeniami. Tyle, że dla nich zagrożeniem jest Grzegorz Braun i ludzie z jego otoczenia, poza tym Tusk i Putin. Moją wypowiedź zacytowała więc i TV Republika, i Gazeta Polska, nawet dość wiernie, dodając oczywiście swój komentarz. Cytat z wypowiedzi był objawieniem prawdy w tych popularnych mediach, a komentarz dostarczył wglądu w sposób myślenia ludzi, kształtujących opinię publiczną wśród Polaków o prawicowych sympatiach. Poświęcono mi czas w głównym wydaniu wiadomości, w programie „Kulisy manipulacji” (nomen omen) i główny artykuł w Gazecie Polskiej nr 30 z dnia 27 lipca 2026 r. Oto linki do TV Republika:

Skandal! Człowiek Putina atakuje Czarnka! Ruska propaganda u Brauna! 

Borowski ostro o Marszu Wołyńskim: dziękuję Bogu, że tam nie poszedłem. 

Ta sytuacja pokazała mi w pełni problem w komunikacji społecznej, który rzutuje na stan bezpieczeństwa Polski, mianowicie kompletny brak świadomości Polaków co do zagrożeń rzeczywistych i fałszywą świadomość co do zagrożeń iluzorycznych. Jako że zgłębiam te tematy od pewnego czasu i mam już niejaką wiedzę, postaram się główne zagrożenia wyliczyć w niniejszym artykule.

Punkt 1. Zagrożenia ze strony imigracji, funkcjonującej w Polsce według stanu na lipiec 2026 r. Ta imigracja składa się z kilku grup. Po pierwsze Ukraińcy, jacy znaleźli się w Polsce przed lutym 2022 r. w charakterze zarobkowym. Ci są najlepiej wtopieni w społeczeństwo polskie i w większości nie powodują problemów, choć ich wtopienie z pewnością jest wykorzystywane przez obce służby, głównie ukraińskie, ale nie tylko. Po drugie, Ukraińcy, jacy wjechali w liczbie kilku milionów od lutego 2024 r., przy czym nie wiadomo, ilu i kogo mamy dziś na naszym terytorium. Po trzecie, imigranci sprowadzani w czasach rządów PiS, głównie z Azji i Ameryki Południowej. Zagrożenia te są następujące:

  • penetracja wywiadowcza przez agentów, ukrywających się w masie obcokrajowców;
  • potencjalne akty sabotażu, np. podpalenia, ataki na infrastrukturę krytyczną, obiekty strategiczne;
  • zorganizowana przestępczość, bardzo brutalna;
  • spontaniczne ataki na ludność cywilną;
  • konkurencja na rynku pracy;
  • koszta socjalne dla państwa;
  • prowokacje przeciw Polakom i państwu polskiemu;
  • zagrożenie konfliktami etnicznymi i politycznymi;
  • zagrożenie destabilizacją kraju;
  • zagrożenie interwencją obcych sił w wewnętrzne sprawy polskie.

Wymienione wyżej okoliczności z pewnością zostaną wykorzystane przez każdą siłę, której przeszkadza państwo polskie lub / i naród polski, lub która będzie chciała załatwić swoje sprawy za pomocą i na koszt Polski. Dzięki tej imigracji jako system staliśmy się mniej odporni na zagrożenia, bardziej podatni na ingerencję z zewnątrz, mniej zdolni do przeciwdziałania zagrożeniom. Na potwierdzenie warto odnotować policyjne statystyki przestępczości, liczne pożary dużych obiektów, akty sabotażu na liniach komunikacyjnych, incydenty z udziałem obcokrajowców, głównie Ukraińców. Te ostatnie natychmiast wykorzystywane są przez ukraińską dyplomację do ataków na Polskę, zarówno wewnątrz Polski, jak i za granicą.

Punkt 2. Zagrożenia ze strony imigracji, jaka może pojawić się w Polsce w przyszłości. Tu czekają w kolejce dwie grupy. Po pierwsze, kolejne masy Ukraińców, szczególnie z jednostek frontowych po przegranej wojnie, przyzwyczajonych do agresji i bezwzględności, wściekłych na świat i oskarżających Polskę o przyczyny swoich frustracji. Po drugie, młodzi mężczyźni z globalnego Południa, sprowadzani do Europy w ramach Paktu Migracyjnego. Dwa strumienie młodych mężczyzn, obcych lub wrogich, bezwzględnych, nie mających niczego do stracenia, wygłodniałych dóbr i kobiet, gotowych do agresji i przemocy. Warto odnotować niedawny atak islamisty na Paradę Równości w Berlinie, gdzie jedna Polka zginęła, a druga znalazła się wśród 29 poszkodowanych. Niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, czyli służba kontrwywiadu cywilnego opublikowała niedawno statystyki, że w Niemczech mieszka ponad 28000 radykalnych islamistów, z czego około 9000 jest skłonnych do używania przemocy. To dzieje się u naszego sąsiada, który chce nam przysyłać tym imigrantów, których nie chce u siebie. Zagrożenia te, w połączeniu z imigracją wcześniejszą mogą być następujące:

  • radykalizacja obcokrajowców, przebywających w Polsce;
  • wzrost przemocy i brutalizacja życia;
  • zamachy terrorystyczne;
  • napaści na służby polskie i ludność cywilną;
  • konflikty zbrojne o charakterze zamieszek lub wojny domowej.

Punkt 3. Ingerencja innych państw lub sił ponadpaństwowych. Lista chętnych do interwencji w Polsce jest długa: Niemcy, Ukraina, Rosja, Wielka Brytania, Francja, USA, Izrael i Żydzi, NATO, Unia Europejska, globalne korporacje finansowe. Jakakolwiek z powyższych sytuacji dałaby pretekst Unii Europejskiej i / lub Niemcom do ingerencji w polskie sprawy i wprowadzenie zarządu komisarycznego nad Polską. Władza na Ukrainie mogłaby wykorzystać te okoliczności do zwiększenia presji na Polskę w kwestii członkostwa w UE lub zdobycia przywilejów w Polsce. Te same siły mogą wprost prowokować powyższe zagrożenia, i wszystko wskazuje na to, że właśnie to robią. Mogą one zostać wykorzystane do dowolnych zamiarów, jakie w/w wymienione siły będą miały w tym regionie świata, do celów biznesowych, politycznych, militarnych, geopolitycznych. Każde takie wykorzystanie zawsze będzie odbywać się kosztem Polaków i państwa polskiego. Wcześniej jako pretekst do ataków na Polskę i ingerencji w polskie sprawy były już wykorzystywane mniejszości seksualne, pseudo-obrońcy praw zwierząt, pseudoekolodzy, ruchy feministyczne. Przykłady: oskarżenia na forum UE o nietolerancję w Polsce, co powodowało blokadę funduszy z UE; tzw. strajk kobiet; blokady dużych inwestycji i uderzanie w działające przedsiębiorstwa pod pretekstami ekologii i ochrony klimatu. Ataki te utraciły już swą skuteczność, gdyż Polacy zorientowali się co do ich natury, mimo że żadne władze nad Polską nie robiły niczego, aby ochronić przed nimi Polskę. Imigracja służy więc głównie jako dźwignia nacisków na Polskę i narzędzie destabilizacji naszego kraju.

Punkt 4. Groźba wciągnięcia Polski do wojny. Obecnie toczą się dwie, które nas dotyczą: Ukrainy przeciw Rosji i Usraela przeciw Iranowi. Obie są powiązane i spowodowane przez te same siły, panujące na Zachodzie. Od 2022 r. nasi zachodni sojusznicy, reżim kijowski i siły w Polsce dążą do wciągnięcia Polski do wojny ukraińskiej, co mogłoby pociągnąć za sobą NATO. Taka eskalacja pozwoliłaby trwale zablokować ekspansję Chin na świat i zrealizować dalekosiężne cele Usraela i Żydów. Jak dotąd, nie udało się popędzić Polaków do samobójczego ataku na Rosję, ani Rosji sprowokować do ataku na jakieś państwo NATO. Ukraina to bowiem za mało, aby spowodować konflikt globalny, potrzeba wciągnąć do bezpośredniego konfliktu dwa mocarstwa atomowe, np. USA i Rosję, a drogą do tego jest wciągnięcie do wojny dużego sojuszu wojskowego, jakim jest NATO. Można to zrobić prowokując wejście do działań Polski lub któregoś z państw bałtyckich. Oficjalne władze Polski, Litwy, Łotwy, Estonii bardzo są chętne do wprowadzenia swoich państw do wojny wbrew interesom swoich narodów. Jest tak dlatego, że reprezentują interesy tych samych sił, które chcą wywołać globalny konflikt, aby poukładać świat po swojemu. Jednym z celów tej układanki polega na usunięciu Słowian z terenu Polski i Ukrainy, aby ich zastąpić innymi ludźmi. W szerszym kontekście dążenie wymiany ludności dotyczy całej chrześcijańskiej Europy, jest bowiem kontynuacją wojny Synagogi z Eklezją.

Warto odnotować, że armia ukraińska atakuje cele na terenie Federacji Rosyjskiej, które nie mają niczego wspólnego z sytuacją na froncie ukraińskim. Rodzi to podejrzenie graniczące z pewnością, że są to ataki na zamówienie, wykonywane przez państwo najemnicze, a cała romantyczna otoczka o walce o niepodległość tylko przykrywa fakt, że Ukraina jest narzędziem w ręku globalnych koszernych podżegaczy. Państwo ukraińskie wyczerpuje jednak swoje zasoby materiałowe i ludzkie, reżim kijowski jest więc zdeterminowany, aby wciągnąć NATO do wojny. Może więc prowokować atak Rosji na Polskę lub kraje bałtyckie, wykonując atak pozorowany tzw. fałszywej flagi. Tym łatwiej, że Polska jest penetrowana przez ukraińską imigrację i agenturę. Należy też odnotować, że niedawno główni politycy w Polsce ostrzegali, że nastąpią ataki pod fałszywą flagą, z tym, że ono powiedzieli, że to Rosja użyje sprzętu ukraińskiego. Trudno się spodziewać, że mają informacje ze sztabu wojsk rosyjskich, ale można założyć, że takie dostali polecania. Ukraina więc nie będzie nawet musiała się starać, by pozyskać sprzęt rosyjski, może użyć swojego, a propaganda w każdym przypadku powie, że to Rosja, nawet, gdy zaatakuje nas Ukraina. Fałszywa flaga może mieć następującą postać:

  • atak Ukraińców na Rosję lub Białoruś z terytorium Polski, udający atak państwa polskiego, aby sprowokować Rosję do ataku odwetowego na kraj NATO;
  • taki sam atak z terytorium któregoś z państw bałtyckich;
  • atak sabotażowy na terytorium Polski na jakiś ważny obiekt, lub powodujący ofiary cywilne, widowiskowy i budzący potężne emocje, który propaganda Ukrainy i podżegaczy od razu przypisze Rosji, aby sprowokować atak odwetowy NATO na Rosję;

Wojna Usraela z Iranem pozornie tylko jest daleko on nas. Już wpływa na nas w cenach paliw, odciśnie się na całej gospodarce i wyższych kosztach wszystkiego. Może również spowodować wejście NATO do wojny przeciw Iranowi. Jak dotąd, poza USA i Wielką Brytanią pozostałe kraje NATO okazały powściągliwość w sprawie irańskiej. Jest ona jednak kluczowa nie tylko dla Trumpa, ale też dla Izraela i Żydów, więc naciski na NATO będą się ponawiać. Warto odnotować, że kilka miesięcy Temu rząd Hiszpanii odmówił udostępnienia swoich baz, zaś w lipcu wybuchły tam ogromne pożary lasów. Wejście NATO do wojny przeciw Iranowi może nastąpić na trzy sposoby. Sposób pierwszy, naciski dyplomatyczne, przez które rządy państw NATO zgodzą się wysłać swoje wojska. Istnieje ryzyko, że rząd w Warszawie zrobi to również, jako posłuszny wykonawca poleceń.

Sposób drugi, to atak odwetowy Iranu na bazę USA w którymś z państw NATO w Europie. Warto odnotować, że Iran atakowany jest z baz USA, rozmieszczonych w różnych krajach Zatoki Perskiej, a Iran skutecznie odpowiada na te ataki, atakując te bazy. Iran nie traktuje tego jako ataku na te państwa, ale na siły USA. Ostatnio rząd Bułgarii wyraził zgodę na wykorzystanie baz lotniczych NATO w Bułgarii do tankowania samolotów, wykonujących loty przeciw Iranowi. Rząd Iranu oficjalnie ostrzegł rząd Bułgarii, że będzie te bazy traktował jako uzasadnione cele. Armia irańska ma takie środki, aby sięgać do Europy. Istnieje ryzyko, że rząd w Warszawie jako posłuszny wykonawca udostępni bazy w Polsce do działań przeciw Iranowi, albo Amerykanie wykorzystają jedną ze swoich baz w Polsce bez pytania Polaków o zgodę, a Iran odpowie na to atakiem na te bazy. Zostanie to przez media i polityków w Polsce potężnie nagłośnione i wykorzystane do wciągnięcia Polski do wojny z Iranem.

Sposób trzeci to użycie Ukrainy jako narzędzia i państwa najemniczego. Armia ukraińska, tak, jak atakuje cele na Bałtyku, Uralu i Dalekim Wschodzie, tak może zaatakować każdy cel, na jaki dostanie zamówienie. Mogą to być cele irańskie, co zostanie medialnie sprzedane jako atak na sojusznika Rosji. Ponieważ cały Zachód wspiera Ukrainę, w tym NATO, USA i Koalicja Chętnych, do której należy Polska, mogą te siły rozszerzyć swoje wsparcie. I tak, jak Ukraina jest wspierana w wojnie z Rosją, tak będzie wspierana w wojnie z Iranem.

Punkt 5. Celowe bankructwo. Państwo polskie jest systematycznie zadłużane, szczególnie od czasów plandemii. Najpierw sztuczne zamknięcie gospodarki przez rząd Morawieckiego i wzrost zadłużenia pod pretekstem walki z plandemią. Potem jeszcze większe zadłużenia dla finansowania Ukrainy, co nieprzerwanie jest robione przez obie sylaby popisu od 2022 r. Do tego należy dołożyć celową fatalną politykę gospodarczą i finansową rządu. Teraz doszły kolejne preteksty do zadłużenia, mianowicie konieczność zbrojeń przeciw Rosji, które mają zbankrutować całą Europę. Symbolem jest pożyczka SAFE, ale jest tych narzędzi więcej. Stworzono sztuczne zagrożenie ze strony Rosji, przekonując Polaków i Europejczyków, że Rosja szykuje się do ataku na całą Europę. Wywołano panikę i psychozę, działając na emocje, używając polityków i tzw. ekspertów, w tym wojskowych. Tak zbudowano przyzwolenie na wielkie wydatki wojenne i zaciąganie pożyczek bankrutacyjnych. Nie zwiększają one bezpieczeństwa tych krajów ani trochę, wręcz przeciwnie. Kraje te są rozbrajane na rzecz Ukrainy i zmuszane do ponoszenia zawyżonych wydatków na wojskowość, co rujnuje ich gospodarki i zwiększa zadłużenie. W ten sposób całe państwa przechodzą na własność bankierów, głównie koszernych. Dla ludności będzie to oznaczało podporządkowanie całego życia potrzebom wojennym i nałożenie reżimów wojskowych na całą ludność, czyli biedę i niewolę. Należy również spodziewać się odpływu inwestorów z krajów, zagrożonych wojną, czyli również z Polski. Cały czas podkreślam, że zagrożenie to zostało wywołane i jest podtrzymywane sztucznie.

Punkt 6. W dalszym horyzoncie czasowym biologiczna likwidacja narodu. Wciągnięcie Polski do wojny oznaczać będzie przymusową mobilizację mężczyzn na mięso armatnie i przymusową ewakuację ludności cywilnej. Mężczyźni mogą zostać zlikwidowani, a kobiety i dzieci mogą być uprowadzone w jasyr do innych krajów, zaś terytorium gotowe do zasiedlenia przez nową ludność. Jeśli do tego nie dojdzie, bieda, ucisk i imigracja do Polski będą wypychać Polaków za granicę. Dalsze pogorszenie warunków życia spowoduje dalsze pogorszenie i tak fatalnej demografii. Każdy z tych scenariuszów przewiduje Polskę bez Polaków, otwarta pozostaje tylko kwestia, ile czasu to zajmie.

Punkt 7. Jako potężne zagrożenie należy wyróżnić współudział władzy nad Polską w powyższych planach. Władza ta realizuje masoński wzorzec dla całego Zachodu: władza chce zabić lud, aby go zastąpić nową ludnością, plastyczną i łatwą do rządzenia. Jest to konsekwencja walki Synagogi z Eklezją. W tym wzorcu władza niszczy swój kraj na dwa sposoby: czynny i bierny. Sposób czynny to prowadzenie aktywnej polityki antynarodowej. Używane są tu preteksty, które działają na emocje i powodują akceptację tej polityki przez społeczeństwo. Te preteksty to: praworządność, klimat, prawa zwierząt, prawa kobiet, prawa mniejszości seksualnych, prawa imigrantów wielokulturowych, wsparcie Ukrainy przeciw Rosji, walka z reżimem w Iranie, walka z antysemityzmem, walka z przemocą. Wszystkie posunięcia rządu w imię tych pretekstów służyły do niszczenia narodów państw europejskich. Sposób bierny to brak reakcji władzy w państwie na działalność, skierowaną w rdzenną ludność tego państwa. Jest to przykrywane potężną propagandą mediów, polityków i tzw. ekspertów, które używają w/w pretekstów, aby ukryć prawdziwe problemy. Ci ludzie, którzy o nich informują, zostają przez tą propagandę okrzyknięci następującymi epitetami: szur, oszołom, antyszczepionkowiec, płaskoziemca, foliarz, zwolennik teorii spiskowych, prymityw, homofob, mizogin, patriarchat, przemocowiec, faszysta, naziol, antysemita, nacjonalista, szowinista. Te wyzwiska lecą na tych, którzy chcą bronić swojego kraju i narodu przed w/w zagrożeniami. Współpracują w tym następujące ośrodki władzy i wpływów:

  • oficjalne rządy;
  • służby i sądy;
  • administracja terenowa i samorządy;
  • partie polityczne głównego nurtu;
  • lewostronne organizacje pseudo-społeczne, finansowane przez koszernych podżegaczy;
  • wszystkie grupy tzw. elit społecznych, szczególnie, gdy zależne są od środków publicznych;
  • główne media, w tym tzw. kultura i rozrywka;
  • tzw. specjaliści w mediach głównego nurtu;
  • episkopaty krajowe.

Współpraca wszystkich czynników oficjalnych z koszernymi podżegaczami prowadzi wszystkie te siły do polityki antynarodowej. W oficjalnym przekazie medialnym prawdziwe zagrożenia są ukrywane. Wskazane są tylko: Rosja, Iran, oraz ci, którzy mówią o prawdziwych zagrożeniach i próbują im przeciwdziałać. Służby i sądy mają wytyczne, aby nie zwalczać ludzi, powodujących prawdziwe zagrożenia, ale by zwalczać ludzi, broniących siebie, swoich krajów i narodów. Jest to element wzorca, w którym władza zabija rdzenną ludność, aby zastąpić ją nową ludnością. Siły te działają tak, ponieważ składają się z trzech głównych grup: Obcy Udający Swoich, zdrajcy i głupcy. Zdrajcy są zarówno przekupywani, jak i szantażowani dowodami własnych grzechów.

Punkt 8. Współudział samych ludzi we własnym zabójstwie. Pomimo jawnych dowodów większość ludności zachowuje bierność, a część wprost współpracuje z własnymi niszczycielami, co jest przejawem masowych tendencji samobójczych w Europie. Współudział samobójczy ludności Europy, w tym Polski przejawia się następująco:

  • zaufanie do partii głównego nurtu i wybieranie wciąż tych samych zdrajców politycznych;
  • zaufanie do głównych mediów i ufanie wciąż tym samym zdrajcom medialnym;
  • brak podjęcia jakichkolwiek działań informacyjnych, aby dowiedzieć się prawdy;
  • brak podjęcia jakichkolwiek działań energo-materialnych, aby zorganizować opór przed masowym wymieraniem;
  • atakowanie tych ludzi, którzy uświadamiają innych i organizują przeciwdziałanie wobec koszernych podżegaczy;
  • współpraca ludności z siłami, dążącymi do jej likwidacji.

Można ten punkt ująć tak: ludzie wolą kłamstwo od prawdy, zło od dobra i wroga od sojusznika, i wykazują w tym wiele energii. Ludzie działają więc dla własnej zguby i uniemożliwiają działania, które mogą ich uratować. Dzieje się tak na skutek postępującej debilizacji, o czym piszę w „Poradniku świadomego narodu”.

Czytaj też:

ukropolin-czy-uklad-z-rosja

debanderyzacje-czas-zaczac

Jak wyjść z matni, to proste.

Państwo musi prowadzić politykę w interesie narodu i państwa polskiego, a nie w interesie jakichś innych grup i sił. Aby to zrobić, należy zmienić sposób sprawowania władzy w Polsce, a to jest możliwe tylko poprzez wymianę osób sterujących, co wymaga, aby Polacy zaczęli masowo popierać środowiska Grzegorza Brauna. Następnie należy zneutralizować główne zagrożenie strategiczne dla Polski, czyli Nową Chazarię u naszych granic. Najlepiej to zrobić inicjując nowy format współpracy państw Europy Środkowej: Europejską Strefę Bezpieczeństwa, wolną od terroryzmu. Europie zagrażają trzy terroryzmy: banderowski, islamski i lewacki. Następnie należy podjąć współpracę z Białorusią i Rosją w celu wspólnego sojuszniczego zarządzania terytorium Nowej Chazarii, tak, jak zarządzane były Niemcy po II Wojnie Światowej. Jednocześnie należy podjąć współpracę gospodarczą z Chinami i innymi państwami BRICS w celu utorowania Nowego Jedwabnego Szlaku. Nie należy jednocześnie zrywać relacji z Zachodem, ale wzmocnić je, inicjując Globalną Oś Pokoju Waszyngton – Warszawa – Pekin. Polska na tej osi byłaby Mostem i Strażnicą Eurazji, umożliwiając współpracę handlową Wschód – Zachód i Północ – Południe. Jest to możliwe, na przeszkodzie stoją jednak interesy Izraela, Żydów, koszernych bankierów, Unii Europejskiej (nie samych Europejczyków), władzy w Berlinie (nie samych Niemców), władzy w Londynie (nie samych Brytyjczyków), władzy popisowej w Warszawie (nie samych Polaków).

Tak wygląda w skrócie nasza sytuacja. Albo Polacy się z tego otrząsną i zaczną działać dla dobra swojego i innych narodów, albo dalej będą robić to, co dotąd, dla dobra koszernych podżegaczy, aż zostaną zlikwidowani jako naród. I tak zataczam pętlę i wracam do początku: działam dla uświadomienia, bo to jest podstawa dla ratunku przez trwałym usunięciem Polaków z historii, przy ogromnych cierpieniach ludzi na masową skalę. Polska jest jak Czerwony Kapturek, nieświadomy intencji wilka. Czy uda się uniknąć paszczy wilka? Czy będzie konieczny leśniczy? Kto nim zostanie?

W celu rozjaśnienia tych dylematów powstaje „Poradnik świadomego narodu”, a także moja najnowsza książka o tych sprawach:

O zagrożeniach, wojnach, Żydach, gojach, Ukrainie, Rosji, Chinach, Ameryce, i wyjściu z matni piszę w mojej najnowszej książce: Nasza polska walka. Tak odniesiemy zwycięstwo. Link do książki: sklep

_______________

Zagrożenia i świadomość Polaków, Bartosz Kopczyński, 29 lipca 2026

Warto porównać:

Historia debilizacji ludzi czyli kto nas zniewala – Bartosz Kopczyński
«Jest taka masońska zasada ‘ordo ab chao’, porządek z chaosu. To, co widzimy w naszej edukacji do tej pory, to jest robienie chaosu.» «Rząd polski? Raczej rząd w Polsce.» «Hodowcy […]

*

Kiedy Polacy się obudzą? – Bartosz Kopczyński
A skoro tak, nie ma również pomysłów, co takiego zrobić, aby jednak ci śpiący Polacy zechcieli łaskawie przebudzić się na tyle, aby zająć się na poważnie swoimi sprawami i uchronić […]

*

Polacy: pomiędzy paniką a obojętnością – prof. Jacek Janowski
– Znajdujemy się ostatnio między dwoma szczękami imadła sprzecznych oddziaływań. Z jednej strony jesteśmy mocno straszeni, z drugiej strony taka permanencja w straszeniu może nas prowadzić do zobojętnienia i przez […]

Więcej: Bartosz Kopczyński

Powstańcze szaleństwo …

Powstańcze szaleństwo …

Decyzja o wywołaniu powstania w Warszawie w 1944 roku była szaleństwem! Chwała Powstańcom! Hańba tym, którzy je wywołali! Piszę dzisiaj te gorzkie słowa, pozostawiając jutrzejszy dzień na rozmyślania.

Mija 82. rocznica Powstania Warszawskiego. To jeden z najbardziej tragicznych rozdziałów naszej polskiej historii. Na bezsensowną śmierć i kalectwo poszło wtedy 40 000 żołnierzy – w tym najbardziej ofiarni najlepiej wykształceni młodzi Polacy. Wysłali na śmierć dzieci! Zginęło 200 000 naszych rodaków, a stolice zmieniono w kupę zgliszczy i gruzów.

Przepadły skarby kultury narodowej – nasze zabytki, infrastruktura, przemysł, księgozbiory. Powstanie lepiej spełniło polityczne cele Niemiec niż nasze – polskie. „Z punktu widzenia historycznego jest [jednak] błogosławieństwem, że Polacy to robią. Po pięciu, sześciu tygodniach wybrniemy z tego. A po tym Warszawa, stolica, głowa, inteligencja tego byłego 16-17-milionowego narodu Polaków będzie zniszczona, tego narodu, który od 700 lat blokuje nam Wschód i od czasu pierwszej bitwy pod Tannenbergiem leży nam w drodze. A wówczas historycznie polski problem nie będzie już wielkim problemem dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą, ba, nawet już dla nas” – radośnie meldował wodzowi III Rzeszy Heinrich Himmler. Po 63 dniach walk Warszawa padła.

Zamiast analizy, zadumy i wyciągania wniosków znów będzie patriotyczne bicie piany. Jaki był polityczny i militarny sens tego Powstania? Jaki był jego cel i czy mogło ono cokolwiek Polsce dać? Przy uroczystych obchodach jego tragicznej rocznicy znów powtarza się jałowe pretensje do Stalina i twierdzenie, że nastroje były już tak rewolucyjne, iż nie dało się tego wyhamować i rozkaz do powstania musiał paść. Ale czyż aż tak trudno było ówczesnym analitykom przewidzieć jak może się zachować i jak zachowa się Stalin? Dokładnie wiedzieli jaka jest optyka ZSRR i co jest celem nadrzędnym.

Słyszę wspominki że liczyliśmy na większą pomoc Anglików. Naprawdę? Dlaczego nie wyciągnięto wniosków z wiarołomnej postawy aliantów w 1939 roku, tylko znów naiwnie postawiono wszystko na jedną kartę? Czy w ogóle coś robiono, aby gorące serca i głowy studzić i wlewać do nich więcej rozsądku? Gdzie była wtedy praca polityczna ówczesnego kierownictwa i dowództwa? Ile był wart „rząd londyński”?

Nie sprawdziły się ówczesne elity. Umiały tylko ulec romantycznemu nastrojowi ulicy. Odpowiedzi na te pytania dostarcza zresztą i dzisiejszy stan świadomości Polaków, który wciąż jest w ogólnym zarysie do tamtego podobny. Tamte elity mają kontynuatorów na dzisiejszej scenie politycznej. Obowiązuje od wielu lat schemat irracjonalnej nienawiści do wszystkiego, co ze Wschodu, i wciąż ta sama naiwna wiara w automatyczną pomoc z Zachodu. Wciąż to samo kretyńskie przekonanie, że tam wymusimy jakąś wdzięczność, albo że mamy tam obowiązek przynależenia.

Idiotyczne są deklaracje polityków – zwłaszcza obozu solidarnościowego – że tym powstaniem coś udowodniliśmy światu i sobie. Skandaliczne są wypowiedzi mówiące o tym, że dzięki powstaniu być może uniknęliśmy losu którejś z republik ZSRR. Zapomnieli ówcześni przywódcy i dzisiejsi nie pamiętają przestrogi Romana Dmowskiego: „Bytu Polski ryzykować, jej przyszłości przegrywać nie wolno ani jednostce, ani organizacji jakiejkolwiek, ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu, ani nawet pokolenia”.

Powstanie Warszawskie na długo pogrążyło nas jako naród w kadrowej i moralnej niemocy. Henryk Sienkiewicz pisał że „krwi nie żal, byleby na marne nie szła”. Ale tej krwi żal. Żal, bo przelana na daremnie w imię romantycznych bzdur wciskanych młodym ludziom przez nieodpowiedzialnych polityków. Nie wystarczy znicz i pamięć – tę ranę trzeba rozdrapać i wyciągać wnioski. Czasem trzeba umierać za ojczyznę, ale ważniejsze by mądrze dla niej żyć. I aby więcej nie powtarzać tych niewybaczalnych błędów trzeba promować trzeźwy patriotyzm i uczciwe myślenie o polityce.

Chwała dzielnym Powstańcom – tym z AK, AL, ZWM, KB, PAL, BCh, NSZ. Hańba sprawcom tragedii.

Łukasz Jastrzębski

PS. Warto szczególnie dzisiaj przypomnieć, że Polaków w czasie powstania mordowali nie tylko Niemcy. Pamiętajmy o tragedii Woli. Czytajmy wspomnienia choćby cudem ocalałej Wandy Lurie.

================================

Na koniec trzy opinie o powstaniu w Warszawie:

Paweł Jasienica miał rację „Powstanie Warszawskie było skierowane militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Rosjanom a faktycznie przeciwko samym Polakom”

Prof. Wiesław Chrzanowski pisał – „Wywołanie Powstania jest karygodną zbrodnią, za którą ponoszą odpowiedzialność pewne polskie ośrodki. Tak te wypadki ocenia polskie społeczeństwo, tak wyglądają one w rzeczywistości. Winni muszą ponieść odpowiedzialność”.

Prof. Jan Ciechanowski – „Powstanie zakończyło się straszliwą klęską, katastrofą i ruiną, która nie dotknęła żadnej innej stolicy w Europie od czasu najazdu Hunów na Rzym. 200 tysięcy ludzi zginęło, 500 tys. wygnano i skazano na poniewierkę. Miasto zrównano z ziemią. To największy błąd popełniony przez dowództwo AK.”

Wołyń – Powstanie Warszawskie – Operacja Polska

Wołyń – Powstanie Warszawskie – Operacja Polska

Jan Engelgard myslpolska/wolyn-powstanie-warszawskie-operacja-polska

Czemu w zasadzie ma służyć pamięć historyczna narodu? Czy upamiętnieniu pewnych kluczowych w naszej historii wydarzeń, oddaniu hołdu ofiarom, kształtowaniu tożsamości?

Po części wszystkie te odpowiedzi są trafne. Jednak, jak pokazuje praktyka, bardzo często huczne obchody ważnych rocznic służą też bieżącej polityce. I wtedy  pojawia się wątpliwość – czy w tym wszystkim rzeczywiście chodzi tylko o wzniosłe cele?

Zbliżająca się kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest dobrą okazją dla zobrazowania tego zjawiska. Piszemy o tym od lat, podkreślając, że obchody tej rocznicy są całkowicie oderwane od realiów historycznych, mitologia i tzw. polityka historyczna są w tym przypadku dominujące. Kiedy słyszę już na tydzień przed rocznicą pewnego profesora, który zamiast przekazywania nam wiedzy raczy nas co roku hurrapatriotyczną nowomową i przekonuje, że „chcieliśmy być wolni”, i dlatego powstanie było słuszne, nieuchronne i w sumie zwycięskie, to ogarnia człowieka bezsilna złość. Tyle wylanego atramentu, tyle dyskusji, tyle krytycznych publikacji – a ten co roku swoje! 200 tys. ludzi zapłaciło najwyższą cenę za błędy i tromtadrację ludzi odpowiedzialnych za wybuch powstania, a dla nich największa klęska w dziejach narodu polskiego jest okazją do popisów w mediach.

No dobrze, a co z rocznicą wołyńską? Czy tu też możemy mówić o niebezpieczeństwie instrumentalizacji tej pamięci? Dzisiaj mówienie o Wołyniu stało się modne, nikt się już nie boi.  To chyba dobrze – ktoś powie? Niby tak, ale czasami odnosi się wrażenie, że rocznica wołyńska jest dobrą okazją do okazania swoich emocji w odniesieniu do współczesnej Ukrainy. Bo w dzisiejszej Polsce już się Ukrainy nie lubi, a nawet się jej obawia. W tym przypadku mamy jednak do czynienia ze zdrowym odruchem tej części Polaków, którzy instynktownie przeciwstawili się nachalnej propagandzie przekonującej nas, że Ukrainę należy kochać z Rosji nienawidzić.

O politycznych korzyściach wynikających z podsycania emocji historycznych, ale służących współczesnym celom – wiedzą także rodzimi Słudzy Ukrainy. Dlatego emocje wołyńskie są dla nich przykrą niespodzianką i budzą wściekłość. Różne lewackie i nie tylko lewackie ośrodki grzmią – dlaczego Polacy nie emocjonują się Katyniem, Operacją Polską czy Obławą Augustowską, tylko Wołyniem? Powinni o tym wiedzieć dlaczego, ale nie chcą przyjąć tego do wiadomości. Przez wiele lat Katyń i inne zbrodnie sowieckie służyły im do kreowania obrazu Rosji jako odwiecznego i nieubłaganego wroga, ofiary były na drugim planie, na pierwszym były cele polityczne. Ale to się wyczerpało, bo ileż można. Poza tym sprawa Wołynia uświadomiła sporej części Polaków, że mamy do czynienia ze strony ukraińskiej nie tylko z próbą przemilczenia i zrelatywizowania tego ludobójstwa, ale w dodatku z bezczelną gloryfikacją jego sprawców.  W przypadku Katynia sprawców wskazano, ofiary uczczono, cmentarze zbudowano. W przypadku Wołynia do tego bardzo daleko.

I na koniec taka refleksja – nie da się do końca wypreparować tragicznych rocznic polskiej historii z kontekstu politycznego. Ważne jest to, by zachować proporcje, pilnować, by polityka całkowicie nie przesłoniła nam pamięci.

Jan Engelgard Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.2026)

Za parawanem nieudolności

Za parawanem nieudolności

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia” 30 lipca 2026 michalkiewicz

Wprawdzie gdy piszę ten felieton, świat jeszcze nie może odetchnąć z ulgą, bo wprawdzie spotkanie „ostatniej szansy” Mateusza Morawieckiego z Naczelnikiem Państwa Jarosławem Kaczyńskim nie doprowadziło do porozumienia – ale termin ultimatum upływa dopiero o północy z czwartku na piątek, więc świat na razie wstrzymuje oddech – ale nie całkiem, bo za to na Ukrainie wszystko już się wyjaśniło. Pewne światło na tę sprawę rzucają ostatnie publikacje, których autorzy dają do zrozumienia, o co naprawdę chodziło w tamtejszych zagadkowych roszadach nie tylko na szczytach demokratycznego rządu, ale i niezwyciężonej armii.

Na pozór wyglądało to tak, że prezydent Zełeński, który najwyraźniej wziął sobie do serca wezwanie militarystów: „korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny”, wyrzuca z rządowej pirogi krokodylom na pożarcie kolejnych murzyńskich chłopców i dziewczęta, z panią Swirydenko na czele, ale żeby zrozumieć nie tyle sam mechanizm, co personalny klucz, musimy przypomnieć tak zwane tło. A tło polega na tym, że Ukraina dostała ostatnio sporo pieniędzy; najpierw 90 mld euro, a potem – jeszcze 70 mld – więc nic dziwnego, że na tym tle mogło dojść do nieporozumień w klubie gangsterów. Nie tyle może zaraz „gangsterów”, bo nie wiadomo, czy na Ukrainie są w ogóle jeszcze jacyś gangsterowie, czy już wszyscy przeprowadzili się do naszego nieszczęśliwego kraju – tylko tamtejszych oligarchów – ile który sobie z tego sprywatyzuje.

Wskazywałyby na to wspomniane publikacje, jakoby zdymisjonowany minister obrony, pan Fedorow, w którego obronie odbywają się uliczne demonstracje, sprzeciwiał się korupcji w niezwyciężonej armii i w ogóle. Toteż został spuszczony z wodą, a pełniący obowiązki ministra obrony pan Chmara, podobnie jak nowy dowódca niezwyciężonej armii już niczemu się nie sprzeciwiają. No bo czemu tu się sprzeciwiać, jak wszelkie nieporozumienia między oligarchy zostały już wyjaśnione? Toteż wszyscy teraz skupiamy się na obmyślaniu sposobów, jakby tu dojść do ostatecznego zwycięstwa, którego nie może doczekać się również Książę-Małżonek. Książę-Małżonek, najwyraźniej opierając się na informacjach podsuwanych mu przez ukraiński Sztab Generalny – bo przecież chyba nie od naszych – pożal się Boże – „dyplomatołków”, wyjaśnia, o co chodzi.

Gdyby – powiada – Ukraina wojnę przegrała, to już następnego dnia zimny ruski czekista Putin z Medyki runąłby żelaznym wojskiem na Europę Zachodnią, a najpierw – na nasz nieszczęśliwy kraj – i co my byśmy wtedy zrobili? W swoim czasie wyjaśnił to pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz.

Wtedy my, chwycilibyśmy za plecaki ucieczkowe i rzucilibyśmy się do ucieczki na pozycje, które z góry sobie upatrzyli Nasi Umiłowani Przywódcy – bo chyba każdy rozumie, że tylko oni mogliby nam wszystkim przygotować „mieszkań wiele”. Gdzie? To jest właśnie największa tajemnica państwowa, na którą pewne światło rzuca deklaracja Mieczysława Moczara jeszcze z lat 40-tych ubiegłego stulecia. Wyjaśnił on, że „dla nas, partyjniaków” prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki, a granice – dzisiaj na Łabie, a jutro – kto wie – może na Gibraltarze? Musimy przy tym pamiętać, że Związek Radziecki ma to do siebie, iż zmienia położenie; raz stolicę ma w Moskwie, a innym razem – w Brukseli – a poza tym wszystko się zgadza – zwłaszcza, że „partyjniacy” po staremu u nas rządzą i dzielą. „My tutaj rządzim i my dzielim; bez nas by wszystko diabli wzięli” – deklaruje Towarzysz Szmaciak w nieśmiertelnym poemacie Janusza Szpotańskiego.

Aliści jedną rzecz trzeba w tym wszystkich wziąć pod uwagę, że uciekać na z góry upatrzone pozycje nie mogą przecież wszyscy obywatele. Szanse powodzenia taka ucieczka ma w przypadku obywateli zdrowych, natomiast obywatele chorzy tylko by opóźniali marsz ku ostatecznemu zwycięstwu. I dopiero na tym tle możemy ocenić skuteczność narodowej strategii, którą kolejne rządy sprytnie ukrywają pod pozorami niedołęstwa. To niedołęstwo doprowadziło już do objawów załamania w systemie ochrony zdrowia, którego skutkiem jest tak długi czas oczekiwania na procedury lecznicze, że obywatel cierpiący na jakieś dolegliwości nie będzie mógł się ich doczekać.

A jak nie doczeka, to co z ni będzie? Ano – zwyczajnie umrze i w ten sposób III Rzeczpospolita odniesie co najmniej dwie oczywiste korzyści. Po pierwsze, takiego nieboszczyka nie trzeba będzie już leczyć, tylko skieruje się go do prosektorium, a tam – jak pamiętamy z piosenki popularnej za moich czasów w środowisku studentów akademii medycznych – „w prosektorium trup na trupie; każdy student grzebie w kościach, bo to już nie boli gościa!” Jak go nie boli, to chyba oczywiste, że nie ma co wydawać pieniędzy na jego leczenie.

Ale to nie jest największa oszczędność. Wyobraźmy sobie tylko, że leczenie przyniosło rezultaty i że taki, jeden z drugim obywatel znowu powrócił do wegetacji. Toż to prawdziwa studnia bez dna! Nie tylko trzeba by mu wypłacać jakieś zasiłki, ale Bóg jeden wie, jak długo trzeba by mu wypłacać emeryturę. Tymczasem wystarczy tylko doprowadzić do sytuacji, że na wizytę u doktora trzeba czekać latami. Takiej wizyty może doczekać tylko obywatel o końskim zdrowiu, podczas gdy obarczony dolegliwościami – nie doczeka.

Oczywiście o takich rzeczach nie tylko nie wolno, ale w ogóle nie trzeba głos o mówić. Głośno można i trzeba mówić o przejściowych trudnościach, które – dzięki staraniom Partii i Rządu – tylko patrzeć, jak szczęśliwie pokonamy – a tymczasem czas oczekiwania na wizytę u doktora nie tylko się wydłuża, ale w dodatku – mogą się wyczerpać „limity” – a na to już nikt nic nie może poradzić, bo to jest rodzaj dopustu Boskiego.

I tak to, skrywając tę niezwykle skuteczną strategię depopulacyjną pod pozorami nieudolności urzędników od szczebla najwyższego do najniższego i niewydolności „systemu” za który przecież nikt żadnej odpowiedzialności ponosić nie może, można doprowadzić nie tylko do niebywałej poprawy poziomu zdrowotności społeczeństwa, a przede wszystkim – do oszczędności na zbędnych – jak się okazuje – wydatkach, dzięki czemu uzyskane w ten sposób nadwyżki będzie można przekazać na Ukrainę i tym samym oddalić przerażającą wizję, która najwyraźniej musi spędzać sen z powiek Księciu-Małżonku, że aż zwierzył się ze swoich udręk panu redaktorowi Kraśce.

Jednak w naszym fachu nie ma strachu i dopóki nasze losy złożymy w wypróbowane ręce pani Jol;anty Sobierańskiej-Grendy, co to w vaginecie obywatela Tuska Donalda ma fuchę ministra zdrowia oraz w wypróbowane ręce pana Andrzeja Domańskiego, co to potrafi wycisnąć forsę nawet z kamienia, a przede wszystkim – w ręce obywatela Tuska Donalda, który już wiele razy pokazał, iż powinność swej służby Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje rozumie, to możemy być pewni, że o co, jak o co – ale o ostateczne zwycięstwo zadbać potrafimy. A podczas wojny – jak to podczas wojny – ofiary muszą być, więc w ogóle nie ma o czym mówić.

Stanisław Michalkiewicz

Obiecał – i dotrzymał… MEM-y środowe I.

—————————————————-

——————————-

———————————————-

——————————————-

—————————————————

——————————–

——————————————————————————-

—————————————————————-

——————————————————————–

————————————————————-

———————————

—————————————

——————————

———————————————————–

——————————————

————————————

Twierdzenia Trumpa. MEM-y II.

——————–

—————————————-

=======================================================


=================================

—————————-

—————————

——————————-

————————

================

============================================


————————

Poszukiwani listem gończym… MEM-y I.

—————————————

[ależ to wszystko to tylko „wrażenie”….]

———————————-

————————-

————

—————-

———————————————

—————————————–

———————————————–

—————————-

———————————

Czy czeka nas ukraińska rewizja historii?

Czy czeka nas ukraińska rewizja historii?

Łukasz Jastrzębski 

Hucznie zapowiedziane przez Wołodymyra Zełenskiego „otwarcie archiwów SBU” oraz „przyspieszenie wydawania zezwoleń na ekshumacje” moim zdaniem jest wielką ukraińską blagą. Wbrew radującym się ukrainofilskim komentatorom i politykom ja widzę potężne zagrożenie. Moim zdaniem jest to element walki propagandowej mającej na celu zrzucenie części odpowiedzialności za okrutne mordy w latach 1939-1947 z Ukrainy.

Dokumentacja z czasów radzieckich jest formalnie dostępna dla badaczy już od 2015 roku. Uważam, że ukraińskie archiwa są starannie „przejrzane”. Znawca tematu zbrodni ukraińskich prof. Edward Prus uważał, że interesujące dokumenty znajdują się w archiwach rosyjskich, a nie ukraińskich. Można by uznać, że hucznie ogłoszona deklaracja Zełenskiego to wyważanie otwartych drzwi. Obawiam się jednak, że idzie coś znacznie niebezpieczniejszego. Moim zdaniem chodzi o negację liczby pomordowanych przez Ukraińców Polaków.

Moim zdaniem strona ukraińska będzie na podstawie „otwartych archiwów” znacznie umniejszać skalę zbrodni z lat 1939-1947. Za chwilę usłyszymy, że ofiar było znacznie mniej niż uznaje to polska i rosyjska strona. Usłyszymy zapewne komunikat, że było tylko 50 000, albo nawet 30 000 pomordowanych. Do tego dojdzie bajdurzenie, że część to „sowieckie prowokacje” i „komunistyczne kłamstwa”.

Współczesna Ukraina jest banderowska. Po 2022 roku społeczne poparcie dla symboliki zbrodniczej i antypolskiej UPA na Ukrainie sięgnęło w pewnym momencie aż 80 procent. Akceptacja ukraińskiego szowinizmu oraz postaci takich jak Dmytro Doncow, Stepan Bandera, Roman Szuchewycz, Jewhen Konowalec, Andrzej Szeptycki, Andrij Melnyk czy Taras Bulba jest na całej Ukrainie powszechne. Wraz z heroizacją tych postaci i formacji, naturalnym procesem jest negacja ich zbrodni.

Wołodymyr Zełenski nie musi już udawać wielkiego przyjaciela Polski. Zamanifestował to bezczelnie odsyłając prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu Order Orła Białego. Dostał wszystko co mógł dostać. Polacy będą przez długie lata spłacać długi zaciągnięte w instytucjach międzynarodowych, na rzecz walczącej z Rosją Ukrainy. Dodajmy – państwa jawnie czczącego ludzi, którzy przeprowadzali czystki etniczne! Ukrainofilskie lobby w naszym kraju będzie dbać o interes Kijowa niezależnie do stosunku władz ukraińskich do narodu polskiego.

Zełenski zresztą zadaje sobie sprawę, że jest w Polsce powszechnie nielubiany. Sondaż był przeprowadzony przez United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski pokazał, że 75,8% ankietowanych Polaków ma negatywną opinię o przywódcy Ukrainy.

Akceptują jego bezczelność i roszczeniową postawę tylko „elity” polityczne, dziennikarskie i kościelne w naszym kraju. Co jest tego powodem wszyscy się domyślamy. Czas fałszywej przyjaźni się skończył. W odróżnieniu od Kolegi Mateusza Piskorskiego ja uważam, Wołodymyra Zełenskiego mimo jego pochodzenia i tradycji rodzinnych za ukraińskiego szowinistę. Nawet jeśli w przeszłości nim nie był i traktował temat instrumentalnie, to się nim stał.

Dla każdego, kto zna „Dziesięcioro przykazań ukraińskiego nacjonalisty” Stepana Łenkawskiego było to od początku oczywiste. Ukraiński nacjonalizm z samej swojej definicji jest antypolski i uznaje Polaków jako wrogów a w najlepszym wypadku konkurentów. Jedno z przykazań tego pokrętnego dekalogu mówi, że „podstępem będziesz przyjmował wrogów”. Wielu naszych rodaków nabrało się i uwierzyło, że szowinistyczna Ukraina jest już przeszłością.

O sprawie ukraińskiej porozmawiamy z prof. Włodzimierzem Osadczym na wrześniowym IV Zjeździe Klubów Myśli Polskiej w Kościerzynie.

Łukasz Jastrzębski 

Totalitaryzm wymaga jednego państwa w Europie

Totalitaryzm wymaga jednego państwa w Europie

Autor: CzarnaLimuzyna, 28 lipca 2026

Ideolodzy federacji/mem/screenshot tv

===========================================

Już tylko głupcy nie dostrzegają, że środowiska antyeuropejskie w coraz bardziej bezczelny sposób dążą do przekształcenia Eurokołchozu w jedno zamordystyczne państwo.

Proces ten jednak, w stosunku do Polski, przebiega w sposób o wiele bardziej drastyczny.

Unia okupuje Polskę w sposób bardziej radykalny niż inne kraje Europy. Polska jest nie tylko eksploatowana ponad miarę, ale w przeciwieństwie do innych państw podlega długoterminowemu planowi całkowitego zniszczenia. Nie chodzi tylko o anihilację ostatnich resztek państwowość tzw. III RP, ale o jak najszybsze wynarodowienie i depopulację, o zagarnięcie własności czyli mamy do czynienia z klasycznym rozbiorem.

„Okazja ujawnia złodzieja”

Wielu współczesnych komentatorów, spoza głównego ścieku, dywaguje o możliwej utracie niepodległości i o rozbiorze Polski, czyli o czymś, co już się wydarzyło albo jest w trakcie realizacji. Do składu „koalicji chętnych” weszli nie tylko Niemcy i ponadnarodowe korporacje, ale dołączają również inni – Ukraińcy. Większego upadku, od czasu pierwszych rozbiorów, polska historia nie odnotowała.

Piszę te słowa, aby choć na chwilę przekierować uwagę z rzeczy sztucznych lub błahych na najważniejsze.

Przypomnę: PRL była kolonią przemysłową w ramach kompleksu totalitarno-militarnego ZSRR. W 1989 r. została przemianowana na zasób kolonialny Zachodu, a przy zaangażowaniu ludzi pozbawionych politycznej wyobraźni, skażonych antynarodową ideologią – stan katastrofy jeszcze się pogłębił.

Aktualny etap okupacji polega na jawnym wywłaszczaniu, przejmowania terenów i “aktywów” oraz eksterminacji „polskich Indian”.

Ktokolwiek mówi o odzyskaniu niepodległości jest oskarżany o sprzyjanie Rosji lub o próbę wyprowadzenia Polaków z unijnej klatki, co notabene powinno być przecież celem polskiej polityki zagranicznej. Stanowisko, że można zreformować coś, co ma przegniły fundament jest absurdem. Dodatkowo dochodzą represje za patriotyzm nazywany “antysemityzmem” i “mową nienawiści”.

Podobnie było za czasów pierwszej komuny. Wszyscy, którzy wyrażali niezadowolenie z podległości Moskwie oskarżani byli o “godzenie w sojusze”, o sprzyjanie “zachodnim imperialistom” oraz o “antysocjalistyczne poglądy”.

Dobitny przykład realizacji strategii rozbiorowej – parcelacja polskiej logistyki i dystrybucji

Kto kontroluje logistykę, terminale i przepływy towarów, ten przejmuje realną część kontroli gospodarczej. Polska nie może zostać tylko korytarzem tranzytowym i rynkiem dla cudzych operatorów, a ku temu zmierza polityka Tuska.

Do kontekstu należy dorzucić nową regulację, czekającą na podpis Karola Nawrockiego, przyznającą specjalne uprawnienia banderowcom w Polsce.

“ (…) Chodzi o artykuł 11, dotyczący tak zwanej przesyłki niejawnie nadzorowanej. Zapis dopuszcza, by obce służby mogły samodzielnie prowadzić działania operacyjne na terytorium Rzeczypospolitej. Poseł Jarosław Zieliński mówi wprost, że to oznacza możliwość prowadzenia operacji przez SBU na terenie naszego kraju”. – pisze Paweł Usiądek na X

Czas na świadomość katastrofy

Czas na świadomość katastrofy

Sytuacja w sektorze energetycznym rzeczywiście zaczyna już grozić całemu kontynentowi katastrofą gospodarczą. Wymaga to natychmiastowej reakcji. 

Reakcję poprzedzać musi jednak pojawienie się świadomości społecznej problemu. Na naszych łamach o wadze bezpieczeństwa energetycznego pisze od lat Andrzej Szczęśniak. W oparciu o jego opracowania Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna rozpoczęła kampanię informacyjną pod hasłem „Z grubej rury!”. 

Gazowy szok

Zaczęło się już wkrótce po rozpoczęciu obecnej fazy wojny na Ukrainie od wstrzymania importu gazu. Przypomnijmy, że Polska (wówczas pod rządami Prawa i Sprawiedliwości) była jednym z pierwszych krajów ochoczo i przedterminowo wprowadzających zakaz importu tego surowca z Rosji. W 2022 roku ceny gazu ziemnego na giełdach energetycznych w Unii Europejskiej poszybowały w górę aż o 136%. Zużycie gazu dla celów przemysłowych zmniejszyło się w latach 2021-2023 o 18%. Największe cięcia zużycia gazu przypadły na najbardziej energochłonne branże – przemysł drzewny (spadek o 27%), chemiczny, szklany, hutniczy oraz papierniczy. 

Spadek mocy niemieckiej lokomotywy

Niektórzy cieszą się z powodu spowolnienia niemieckiej gospodarki, uznawanej przez lata za motor napędowy wzrostu ekonomicznego Europy. Nie bardzo jest z czego. Otóż, jak powszechnie wiadomo, Polska jest w dużym stopniu montownią, uzależnioną od kondycji przemysłu naszych zachodnich sąsiadów.

Statystyki pokazujące sytuację niemieckiego biznesu są zaś naprawdę zatrważające: Przez cztery lata, od lutego 2022 roku do marca roku bieżącego, poziom produkcji w branżach energochłonnych (chemia, metalurgia, produkcja szkła i papieru) spadł o 15,2%. Mimo znacznego uzwiązkowienia tych sektorów, niemieckie firmy musiały w ramach zwolnień grupowych zlikwidować 53 tysiące miejsc pracy, co oznacza spadek zatrudnienia w nich o 6,3%. Kryzys dotknął również boleśnie niemieckie społeczeństwo. Niemcy na jedno gospodarstwo domowe musieli w tych latach wydawać od 800 do 2500 euro więcej niż dotychczas na energię. Cena kilowatogodziny energii wzrosła dla odbiorców indywidualnych w drugiej połowie 2025 roku do rekordowych 0,387 euro. 

We Włoszech najmocniejszy cios otrzymali najbiedniejsi 

Równie źle jest we Włoszech. W kraju tym 56% energii elektrycznej pochodzi z elektrowni napędzanych turbinami gazowymi. Ceny detaliczne prądu wzrosły tam w porównaniu z sierpniem 2020 roku o 112%. Wiosną 2022 roku sam wzrost cen paliw doprowadził do zwiększenia inflacji rok do roku o 30%. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego roczne wydatki na rachunki za prąd zwiększyły się o 1400 euro. Najbardziej podwyżki odczuli najubożsi, u których wydatki na ten cel zwiększyły się o 50% w porównaniu z 2020 rokiem. Włoski rząd zaczął szukać alternatywnych źródeł dostaw i zdecydował się na zwiększenie importu gazu skroplonego. W 2024 roku 45% zapotrzebowania Włoch na LNG pokrywały dostawy z Kataru. Nietrudno się domyślić, z jak wielkim wiąże się to ryzykiem, biorąc pod uwagę wojnę w Zatoce Perskiej i zamknięcie żeglugi przez Cieśninę Ormuz. 

Węgry i Słowacja pozostały przy imporcie z Rosji

Budapeszt i Bratysława zdecydowały się na pozostawienie lekko tylko zmodyfikowanej struktury importu surowców energetycznych. Węgrzy zdążyli podpisać nową, mającą obowiązywać przez 15 lat umowę z rosyjskim Gazpromem. Oznacza to, że w dalszym ciągu około 70% dostaw gazu nad Dunaj pochodzi z Rosji. 46% energii elektrycznej na Węgrzech generowane jest przez elektrownię atomową w Paks, do której paliwo dostarcza rosyjski Rosatom (ta sama spółka odpowiada za rozbudowę elektrowni). Poprzedni rząd słowacki zapowiadał redukcję importu surowców rosyjskich, ale – mimo podjętych w tej sprawie działań – udało się jedynie zmniejszyć jego udziały z 85% w 2021 roku do 50% w roku 2023. Słowacy również importują paliwo atomowe z Rosji, bo działa u nich w dalszym ciągu elektrownia jądrowa Mochovce. W 2021 roku energetyka jądrowa pokrywała 52% zapotrzebowania na energię elektryczną, zaś w 2023 roku, po otwarciu nowego bloku wspomnianej elektrowni, już 65%. 

Bałtyckie samobójstwo

O republikach bałtyckich, których kondycja gospodarcza podobna jest do demograficznej, czyli krytyczna – trudno nawet wspominać. Odcięły się one energetycznie od Rosji od razu, w pierwszych miesiącach 2022 roku. Litwini byli tak gorliwi, że jako pierwsi w Unii Europejskiej wprowadzili całkowity zakaz importu rosyjskiego gazu skroplonego. Znajdujące się i tak w fatalnej kondycji gospodarki tych niewielkich krajów strzeliły sobie zatem dodatkowo w kolano. 

Polska zapaść

Przejdźmy jednak do sytuacji naszego kraju. Formalnie zrezygnowaliśmy z rosyjskiego gazu pod koniec 2022 roku, gdy przestał obowiązywać nasz poprzedni kontrakt na dostawy wieloletnie z Gazpromem. Nasz system energetyczny opiera się jednak przede wszystkim na węglu. Nasze własne kopalnie w większości przypadków zamknięto, a pozostałe mają być, pod naciskiem unijnej polityki klimatycznej, wygaszone niebawem. Uderzyły w nas w tej sytuacji wahania cen na światowym rynku węgla. W 2022 roku generacja węglowa zabezpieczała nam aż 72% energii elektrycznej. W 2025 roku udało się ten odsetek zmniejszyć do 52,8% (kosztowało to ogromne pieniądze zainwestowane w odnawialne źródła energii), ale w dalszym ciągu nasza energetyka pozostaje w największym stopniu w Europie oparta właśnie na węglu kamiennym i brunatnym. [No i trzeba do węgla powrócić !! MD]

Rząd Mateusza Morawieckiego wprowadził całkowity zakaz istotnego w naszej strukturze zaopatrzenia importu węgla z Rosji już w kwietniu 2022 roku, czyli wcześniej niż cała reszta Unii Europejskiej, stosująca w tej kwestii okres przejściowy. W efekcie z naszego rynku zniknęły wysokokaloryczne gatunki węgla. Ich zamienniki, importowane drogą morską z dalekich krajów, kosztowały natomiast znacznie więcej. Ceny dla odbiorców indywidualnych od sierpnia 2021 roku do sierpnia 2022 roku poszybowały w górę o 157%. W rezultacie średnie gospodarstwo domowe płaci obecnie za energię i ogrzewanie o 3950 złotych więcej niż przed embargiem. W przypadku najuboższych gospodarstw wzrost oznacza obciążenie większe o 34% od dotychczasowych kosztów. W 2022 roku Polska zapłaciła za surowce energetyczne z importu rekordową kwotę 41 mld euro, podczas gdy, dla porównania, w roku 2021 kwota ta wyniosła 21,3 mld euro. Za megawatogodzinę energii zapłacić musieliśmy w szczycie cenowym prawie 1200 złotych. 

Jednocześnie uzależniliśmy się od dostaw z okolic Zatoki Perskiej, lekceważąc dotychczas głoszone hasło o konieczności dywersyfikacji źródeł dostaw. Już w 2024 roku 38% importowanego przez nas LNG pochodziło z Kataru, zaś w 2025 roku 47% ropy trafiającej do polskich rafinerii sprowadziliśmy z Arabii Saudyjskiej. 

Pechowa cieśnina

Bieg wydarzeń, a dokładniej amerykańsko-izraelska agresja na Iran, spowodowały, że cała Europa znalazła się w sytuacji zwiększonego ryzyka odcięcia dostaw z Zatoki Perskiej. W miejsce rosyjskiego gazu sprowadzanego rurociągami zaczęliśmy bowiem importować głownie gaz skroplony drogą morską. 20% światowego handlu LNG odbywa się tymczasem przez Cieśninę Ormuz. 8% wszystkich dostaw do Unii Europejskiej pochodzi na przykład z Kataru (w przypadku Włoch to 45% wszystkich dostaw gazu). 

W warunkach niestabilnych dostaw i braku kontraktów długoterminowych kraje UE coraz częściej zmuszone są do zakupów spotowych gazu na giełdach. Tam jednak konkurować muszą z importerami azjatyckimi, znacznie silniejszymi ekonomiczne. Do tego mamy gigantyczne wahania cen na giełdach surowcowych; w krótkiej perspektywie ceny mogą wzrastać nawet o 40%. 

Środki doraźnie zaradcze

W tej sytuacji poszczególne kraje UE zmuszone zostały do poświęcania ogromnych środków na subsydiowanie cen energii i programy wsparcia skierowane do obywateli oraz biznesu. Według danych OECD tylko w latach 2021-2023 łączne środki wsparcia firm i osób fizycznych z budżetu państwa wyniosły 3,5% PKB we Francji i 2,2% PKB w Hiszpanii. W Niemczech wskaźnik ten osiągnął 2,2% PKB, ale cały uruchomiony przez rząd federalny w Berlinie pakiet pomocowy to już 5% PKB. Nie zapobiegło to procesowi dalszej deindustrializacji. Kolejne firmy ogłaszają przeniesienie produkcji do krajów o niższych cenach energii, przede wszystkim do Azji, ale też do Stanów Zjednoczonych. 

Ogólnoeuropejska iluzja i kontynentalne rozwiązanie

Skończyła się mantra o dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych w Europie. Zastąpiła ją forsowana wbrew własnym interesom derusyfikacja. Nietrudno było przewidzieć, że uzależnienie od dostaw ropy i gazu z krajów Zatoki Perskiej może skończyć się fatalnie. Wystarczyło przeanalizować zapowiedzi Teheranu dotyczące Cieśniny Ormuz, a nawet przypomnieć sobie jej blokadę z lat 1980., z okresu wojny irańsko-irackiej. Nigdy nie był to region stabilny, szczególnie w ostatnich latach. 

Formacje opozycyjne w krajach europejskich próbują organizować się wspólnie na rzecz energetycznego i ekonomicznego ocalenia Europy. Niedawno poseł do Bundestagu z Alternatywy dla Niemiec Steffen Kotré zapowiedział powołanie ogólnoeuropejskiej grupy polityków, ekspertów i przedsiębiorców, która ma wspólnie apelować o przywrócenie zdrowego rozsądku w polityce energetycznej. Z Polski zaproszenie do niej otrzymał poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun.

Ruch na rzecz ocalenia ekonomicznego Starego Kontynentu musi być nie tylko inicjatywą polityczną ponad podziałami. Musi także zjednoczyć przedsiębiorców i przemysłowców zagrożonych bankructwem ze wszystkich krajów UE. Może takie silne lobby zdoła powstrzymać szaleństwo, zanim będzie za późno. 

Mateusz Piskorski 

Czy Stalin był polonofilem?

Czy Stalin był polonofilem?

[Zadziwiający tekst, dziwne argumenty. Chyba skandaliczny. Umieszczam – musimy przemyśleć. Mirosław Dakowski]

Coraz większa świadomość historyczna i polityczna moich rodaków co do zbrodni ukraińskich szowinistów, a także fakt, że coraz więcej Polaków jest świadomych, że kijowski neobanderowski reżim stanowi śmiertelne zagrożenie dla naszej ojczyzny, wywołuje panikę w mediach polskojęzycznych. 

Polskojęzyczne media, grantojedy Sorosa w ostatnim czasie wprost piszą, że trzeba mówić więcej o zbrodniach sowieckich na Polakach. Od kilku lat, żeby przykryć rocznicę ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, promuje się pamięć o Obławie Augustowskiej. [Nie „promuje się” lecz z uporem PRZYPOMINA. M. Dakowski]

Nowy kierunek na zbrodnie komunistyczne 

Obława Augustowska z całą pewnością była zbrodnią, niemniej skala i okoliczności są nieporównywalne z działaniami ideowych poprzedników Kiriłła Budanowa czy Walerija Załużnego. Wielu naiwnych patriotów daje się niestety nabrać na działania ośrodków polskojęzycznych. Od kilku tygodni jankeski oligarcha i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump bredzi o zagrożeniu komunistycznym. [Przecież ono jest – w kolorze zielonym tym razem. MD]

Możemy się zatem spodziewać, że temat prawdziwych i urojonych zbrodni sowieckich na Polakach będzie eksponowany zarówno przez sorosowych grantojedów, jak i ludzi wspieranych przez obecną administrację Stanów Zjednoczonych. Z całą pewnością wiele uwagi zostanie poświęcone Josifowi Stalinowi

Pakt polsko-radziecki

Propaganda w Polsce eksponuje przywódcę ZSRR jako człowieka nienawidzącego Polski i Polaków. Eksponuje się, jakoby Stalin z racji tego, że w 1920 roku nie zdobył Lwowa, pałał jakimiś kompleksami i żądzą zemsty wobec Polski i Polaków. Jest to myślenie oderwane od faktów i rzeczywistości. Za rządów Stalina doszło do normalizacji stosunków polsko-sowieckich. Ignoranci z PiS ubóstwiają Józefa Piłsudskiego i sanację. Tymczasem za czasów rządów Piłsudskiego doszło do podpisania 25 lipca 1932 roku paktu o nieagresji z ZSRR rządzonym już wówczas przez Stalina.

Motywy Operacji Polskiej

Eksponowana w naszej ojczyźnie jest Operacja Polska przeprowadzana przez NKWD w latach 1937-1938. Wiele osób zapomina, że podobne akcje dotyczyły także innych narodów. Była min. Operacja Grecka, Operacja Łotewska, Operacja Niemiecka. Warto dodać, że Stalin miał określone plany co do Polski i czystka ta miała także na celu pozbycie się komunistycznych dogmatyków, którzy nie byliby zainteresowani istnieniem Polski, a chcieliby, żeby nasza ojczyzna stała się częścią ZSRR jako kolejna republika. 

17 września

Na wydarzenia z 17 września 1939 roku przyjmuję polski punkt widzenia. Niemniej trzeba zwrócić uwagę na pewne fakty. 12  września 1939 roku na konferencji w Abbeville Francja i Wielka Brytania spisały naszą ojczyznę na straty i stało się jasne, że nie będzie ofensywy francuskiej. To skłoniło Stalina do wywiązania się z umowy z III Rzeszą. Państwo polskie było wtedy w ruinie, a sanacyjni dygnitarze pędzili limuzynami do granicy z Rumunią, wierząc, że zagranicą nadal będą mieć wpływy i będą rządzić Polakami (szybko Anglicy i Francuzi wymienili jedne marionetki na inne). 

Brak porównania do Niemców i Ukraińców 

Stalin przyłączył ziemie wschodniej Polski do ZSRR. Jednak trudno, żeby było inaczej, skoro w granicach sprzed 1 września 1939 roku Polacy stanowili niecałe 70%, a na terenach będących pod kontrolą ZSRR po 17 września 1939 roku odsetek moich rodaków był jeszcze niższy. Na terenach pod kontrolą Związku Radzieckiego mogła funkcjonować polska kultura, literatura (oczywiście pod warunkiem nie krytykowania ideologii panującej w ZSRR). Represje były wymierzone w niechętne ZSRR polskie grupy społeczne, w przeciwieństwie do terenów pod kontrolą Niemiec, nie było zagrożone biologiczne przetrwanie narodu polskiego. Kierownictwo ZSRR dokonywało zbrodni na Polakach, jednak nie miało to charakteru ludobójczej eksterminacji, jak to robili Niemcy, a w szczególności ich ukraińscy kolaboranci. 

Ludobójstwo: zasadnicza różnica 

Zygmunta Berlinga uważam za polskiego patriotę, który wyzwolił polskie ziemie z rąk Niemców i ich ukraińskich kolaborantów. Berling, podobnie jak wielu innych oficerów, był realistą i zgodził się podjąć współpracę z ZSRR. Katyń to oczywiście zbrodnia sowiecka. Niemniej polscy oficerowie zginęli tam z przyczyn ideologicznych. Oczywiście będę potępiał każdą zbrodnię na Polakach, niemniej wszelkie zbrodnie, jakie miały miejsce na Polakach dokonywane przez państwo ze stolicą w Moskwie lub Petersburgu miały charakter ideologiczny i polityczny. Bolszewicy, Rosjanie nigdy nie planowali dokonać ludobójstwa na naszym narodzie, w przeciwieństwie do Niemców i ich ukraińskich kolaborantów.  

Komu przeszkadzał Sikorski?

W  kwestii śmierci generała Władysława Sikorskiego – Naczelnego Wodza i premiera,  na Gibraltarze 4 lipca 1943 roku mam pewną hipotezę. Zawsze przy tego typu zdarzeniach patrzę kto zyskuje. Zyskała jedynie Wielka Brytania. Mogła dalej mamić i wykorzystywać naiwnych Polaków. Wiele na to wskazuje, że Sikorski zdał sobie sprawę z okoliczności międzynarodowych i w tamtym czasie zdecydował się na bezpośredni sojusz z Iosifem Stalinem.

Miejsce Sikorskiego zajął Stanisław Mikołajczyk, który na początku był brytyjską, a potem amerykańską marionetką. Na temat poziomu oderwania od rzeczywistości tego człowieka świadczy fakt, że uznawał, że powstanie warszawskie będzie stanowiło atut w rozmowach ze Stalinem. Kolejni politycy rezydujący w Londynie byli coraz bardziej oderwani od rzeczywistości. 

Granice Stalina

Polacy w obliczu sowieckiej agresji 17 września 1939 roku stawiali opór. Inaczej postąpili Rumuni, którzy w czerwcu 1940 roku oddali bez walki ZSRR Besarabię i Północną Bukowinę. Część terenów przyłączonych do ZSRR wróciło do Polski, podczas gdy granica z Rumunią nie uległa zmianie. Anglosasi po II wojnie światowej chcieli, żeby Wrocław i Szczecin pozostał przy Niemcach. Z drugiej strony nic nie oferowali Polakom na wschodzie, ponieważ w przypadku potencjalnego konfliktu z ZSRR zbrodniarze z UPA byliby im potrzebni. Z drugiej strony silna Polska nigdy nie była na rękę Anglosasom. Czy komuś się to podoba, czy nie – współczesne granice naszej ojczyzny (nie idealne, ale dobre) zawdzięczamy Stalinowi. 

Czerwony banderowiec 

Stalin był otwarty co do wschodnich granic naszej ojczyzny. Niestety generał Władysław Sikorski w grudniu 1941 roku zastosował znaną od wielu lat praktykę polityczną wśród naszych przywódców, czyli wszystko albo nic – i nie negocjował wschodniej granicy Polski ze Stalinem, bojąc się wziąć odpowiedzialność na siebie. O tym, że Stalin nie miał jasno ułożonej granicy wschodniej świadczy fakt, że powstał lwowski okręg PPR.

Uważam, że miasta takie jak Grodno i Lwów mogły być po wojnie w granicach naszej ojczyzny, niestety PPR była opanowana w dużej mierze przez elementy niepolskie i nie myślące po polsku. Potężny był lobbing na rzecz przyłączania tych ziem do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej forsowany przez czerwonego banderowca, jakim był Nikita Chruszczow

Bez procesów antykościelnych 

Stalinizm w Polsce nie przybrał formy bardziej zbrodniczej niż w innych demoludach. W przeciwieństwie do innych demoludów, w naszej ojczyźnie nie było procesów pokazowych opozycji wewnątrz partii rządzącej. W Czechosłowacji skazano na śmierć Rudolfa Slánskiego (sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji ), na Węgrzech odbył się proces László Rajka (jeden z liderów Węgierskiej Partii Komunistycznej). Władysław Gomułka i jego współpracownicy byli więzieni, jednak procesów pokazowych z powodu nacisków Stalina nie zorganizowano. W naszej ojczyźnie nie dokonano także procesów politycznych głowy kościoła w przeciwieństwie do Węgier. 

Anglosascy manipulatorzy

Josif Stalin był z całą pewnością  geniuszem politycznym, psychopatą i zbrodniarzem. W swojej polityce nie kierował się uprzedzeniami względem Polski i Polaków, a dążył do budowy imperium. W jego planach nasza ojczyzna miała być zwasalizowana, ale nigdy nie miała stać się częścią ZSRR i Stalin zawsze dostrzegał odrębność narodową i ideologiczną Polaków od innych narodów i państw. Najwięksi wrogowie Polaków, którzy od wieków wykorzystują naiwnych Polaków do swoich celów będą chcieli po raz kolejny odgrzać kwestię prawdziwych i urojonych zbrodni sowieckich. Administracja Stanów Zjednoczonych Ameryki otwarcie wspiera kijowski reżim.

Jankesi muszą jakoś wykorzystać po raz kolejny naiwnych Polaków do swoich celów używając do tego antykomunizmu. Nie ma znaczenia czy będzie to robił Departament Stanu i czy grantoejedy od Muska czy Sorosa. Nie dajmy się wykorzystać po raz kolejny do realizacji interesów obcych. 

Kamil Waćkowski

Filmowcy. W co gra amerykańska propaganda?

Zinkiewicz: Filmowcy

Eugeniusz Zinkiewicz

Główne, centralne obchody 83. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej (Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA), które odbyły się w sobotę, 11 lipca 2026 roku, zostały przykryte przez błahy, banalny niedzielny incydent z 12 lipca 2026 roku. Incydent z udziałem młodych Ukrainek, podczas kursu autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej. 

Temat ten przesadnie został wykorzystany jako sensacja dnia we wszystkich mediach głównego nurtu, tak jak gdyby to było lądowanie pierwszego człowieka na Marsie. Jesteśmy średniej wielkości krajem w Europie, w którym we wszystkich polskich miastach, w sumie, dziennie mają miejsce dziesiątki tysięcy kursów autobusowych. Codziennie też mają miejsce o wiele poważniejsze zdarzenia, które w najlepszym przypadku stanowią temat dla regionalnych mediów.

Przyzwyczajenia

Zaistniała sytuacja skłania do refleksji, zważywszy całokształt, jednostronnie przedstawiany na podstawie bardzo krótkiego filmu, którego autorką jest poszkodowana młoda Ukrainka. Polska ubogacona jest paroma milionami gości zza wschodniej granicy, którym wmówiono, że jesteśmy ich sługami, że walczą za nas z Rosją itp., itd. Spowodowało to u przebywających w Polsce Ukraińców, poczucie wyższości wobec Polaków, wzmocnione banderowską ideologią, która przyczyniła się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej do brutalnego, bestialskiego wymordowania setek tysięcy ludzi – dzieci, kobiet i starców, w większości Polaków. Do tak okrutnych, nieludzkich działań, że budziły one zgrozę nawet u przyzwyczajonych do masowych mordów niemieckich żołnierzy.

W co gra amerykańska propaganda?

W dniu 17 lipca 2024 roku, Радіо Свобода Україна  (Radio Wolna Ukraina), finansowane przez rząd USA, opublikowało film Насилля над українськими дітьми у Польщі: матері розповідають деталі  (Przemoc wobec ukraińskich dzieci w Polsce: matki opowiadają szczegóły). Zadziwiające jest to, że przedstawianej w tym filmie sprawie nadano już stosowny bieg prawny przewidziany w polskim prawie. Sprawa już się toczyła! Natomiast Ukraińcy medialnie „szukali sprawiedliwości” w tym propagandowym amerykańskim medium, przekuwając szczerą, z duszy płynącą polską gościnność, w festiwal „polskiej nienawiści”. W tym stanie rzeczy, eksploatowanie tego tematu, w ten sposób, jak to zrobiono przez Radio Liberty o zasięgu międzynarodowym, rodzi pytanie: czemu to ma służyć? W co gra amerykańska propaganda? Szerzej na ten temat napisałem w moim felietonie dwa lata temu. 

Obywatelskie ordery dla czcicieli Bandery 

Wskazałem też w nim na artykuł napisany przez amerykańską publicystkę Anne Applebaum, prywatnie żonę ministra Radosława Sikorskiego, przedstawiający w pozytywnym świetle ukraiński nacjonalizm. Napisany przez publicystkę… będącą pierwszą osobą na liście przyznających Obywatelski Order Przyszłości Wołodymyrowi Zełenskiemu oraz narodowi ukraińskiemu. W ramach wsparcia banderowskiej Ukrainy. W związku z odebraniem Zełenskiemu przez prezydenta Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego za gloryfikowanie UPA, poprzez nadanie jednej z jednostek ukraińskich sił zbrojnych imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Oczywiście, że nie zabrakło tam też najważniejszych przedstawicieli „Gazety Wyborczej” z Adamem Michnikiem na czele. Zdumiewająca jest fascynacja tych środowisk renesansem faszyzmu na Ukrainie. 

Ukraińcy domagają się pokazowych procesów 

W grudniu 2025 roku za sytuację „absolutnie nie do przyjęcia” uznał szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha przypadki nękania Ukraińców. Sybiha zaapelował do Polski o ukaranie osób przejawiających agresywną postawę wobec jego rodaków. „W naszym wspólnym interesie leży zapobieganie takiej niechęci i reagowanie na nią. Jako minister spraw zagranicznych Ukrainy nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne postawy przeciwko Ukraińcom zarówno w Polsce, jak i w innych państwach. Ukraińcy zdecydowanie na to nie zasłużyli” – czytamy w oświadczeniu. Ukraiński minister wyraził nadzieję, że „kilka demonstracyjnych przypadków odpowiedzialności za takie działania” będzie wystarczającym sygnałem, że nie ma miejsca na takie zachowania w europejskim społeczeństwie. Dodał, że ukraiński pion konsularny będzie śledzić wszystkie takie przypadki i reagować „szybko i zasadniczo”. „Nie będziemy tego tolerować”podkreślił

Przemyśl do Ukrainy?

Innymi słowy, czy to oznacza, że Andrij Sybiha domaga się od polskich władz nadzwyczajnego traktowania Ukraińców w Polsce. Odejścia od zasady, że wszyscy wobec prawa są równi. Co oznacza jego żądanie tych „kilku demonstracyjnych przypadków odpowiedzialności za takie działania”? I groźba „nie będziemy tego tolerować”? Co oznacza ta jego przestroga? Może szanowny minister Sybiha będzie łaskawy rozwinąć tę myśl? Wyjaśnić nam, Polakom, czym on jako oficjalny czynnik rządowy Ukrainy, nam grozi. Ergo, czym, jakimi konsekwencjami straszy nas Ukraina. Wypowie nam wojnę? Ukraina wyśle do Polski Brygadę Szturmową „Azow”?

O tym co lęgnie się w głowach Ukraińców mówi rzecznik Prawego Sektora Andrij Tarasenko. Lider banderowców oznajmia: „ludobójstwo na Wołyniu to brednia. Sprawiedliwość nakazywałaby, aby Przemyśl i kilkanaście powiatów wróciły do Ukrainy”.  – mówi Andrij Tarasenko, rzecznik radykalnej organizacji Prawy Sektor, najmocniej zaangażowanej w walki z milicją wokół Majdanu.

Złote Widły Propagandy

W wypowiedziach polityków nie ma przypadków. Po zaleceniach płynących bezpośrednio z ust ambasadora Ukrainy w Polsce Wasyla Bodnara omówionych w filmie Wysyp nagrań z udziałem Polaków! To zalecenia ambasady Ukrainy rodzi się podejrzenie co do tego, czy incydent z udziałem młodych Ukrainek, podczas kursu autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej to zwyczajny przypadek, czy też zaplanowana prowokacja, będąca odpowiedzią na polityczne zapotrzebowanie. Po incydencie w Bielsku-Białej, rozbawiło mnie zachowanie stryja-konfidenta, który jak sam przyznał w rozmowie z pewnym Rosjaninem (biorąc go za Ukraińca), jest też Ukraińcem. Otóż był on widziany z lokalną, znaną prostytutką, która przy pomocy telefonu nagrywała treść zainscenizowanej przez stryja-konfidenta rozmowy z innymi ludźmi. W jakim celu? Trudno powiedzieć.

Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu propagandowemu ze Wschodu, oraz wszystkim tym, których celem jest metodyczna dyfamacja Polski i Polaków, proponuję aby filmowcy – amatorzy zorganizowali konkurs Złote Widły Propagandy.

Eugeniusz Zinkiewicz