Czarne chmury wiszą nad Ukrainą, Polską i kolektywnym Zachodem 

Czarne chmury wiszą nad Ukrainą, Polską i kolektywnym Zachodem 


Gdy piszę o Ukrainie, używam dwóch nazw:
– Ukraina, gdy myślę o zwykłej ludności, która wojny z Rosją nie chce i która nie jest piewcą banderyzmu, a takich ludzi na Ukrainie są miliony.
– UPAina, gdy myślę o neobanderowskiej juncie i neobanderowskich elitach, piewcach Bandery i UPA, żądnych wojny z Rosją (nienawidzących także Polaków), będących  w wojnie zachodu z Rosją narzędziem kolektywnego zachodu z USA na czele. Analogicznie piszę o Ukraińcach i Ukrach.

Czarne chmury wiszą i nad Ukrainą, Ukraińcami, jak i zwłaszcza nad UPAiną i kijowską juntą.

Kijowski ćpun ogłosił pod koniec czerwca plan czterdziestodniowej kampanii ataków powietrznych na Rosję, by zmusić ją do „zakończenia wojny”: Zełenski zatwierdził 40-dniową operację. Ukraina chce zmusić Rosję do zakończenia wojny.

Musiał być niewąsko naćpany komik, podejmując, czy tylko ogłaszając podsuniętą mu decyzję. Pewnie myślał, że Rosja będzie powściągliwie przyglądać się atakom na nią, na obiekty cywilne (Wildberries) i statki handlowe. Wcześniej Rosja nie reagowała zbyt ostro na ataki na „flotę cieni” czy na okręty floty czarnomorskiej. Kijowska junta i kolektywny zachód przestały przejmować się kreślonymi przez Rosję czerwonymi liniami, których przekraczanie nie wywoływało ostrych rosyjskich reakcji. Tym razem i junta, i kolektywny zachód, zostały reakcją Rosji kompletnie zaskoczone. Rosja przestała się patyczkować, zaczęła atakować cele militarne i logistyczne w samym Kijowie, w tym usraelskie i niemieckie fabryki i magazyny podwójnego przeznaczenia. Zamieszczam króciutką migawkę z ataku na Kijów 5 sierpnia:

https://youtube.com/watch?v=UWPcickAXYI%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Jeszcze ostrzej zaatakowała Rosja porty w Odessie, blokując je zupełnie. Wprawdzie istniała pod patronatem ONZ umowa między Rosją a kijowską juntą o wolnym handlu zbożem na Morzu Czarnym, ale umowę złamała kijowska junta, atakując rosyjskie statki z pszenicą. Rosja odpowiedziała pięknym za nadobne. Jakieś 80% eksportu (zboża, rudy żelaza, stali, węgla kamiennego) Ukrainy szło drogą morską. Duża część importu także. Junta planuje wprawdzie utrzymywać eksport zboża koleją przez Rumunię, ale to marzenia ściętej głowy. Sama wymiana wózków kołowych w wagonach towarowych zablokuje nieliczne graniczne przejścia kolejowe z Rumunią, a poza tym Rosja atakuje i niszczy lokomotywy, tabor kolejowy, dworce i szlaki kolejowe. Kijowska junta, i tak w większości finansowana z zachodu, będzie obecnie potrzebowała dodatkowych miliardów na samo tylko jej funkcjonowanie. Kolektywny zachód, już niewypłacalnie zadłużony, będzie zmuszony jeszcze więcej miliardów pompować w skorumpowaną kijowską juntę. Zachodni banksterzy zacierają ich kosmate łapska – wojna zachodu z Rosją to dla nich złoty interes.

Tu konieczne jest zdemaskowanie propagandowego kłamstwa, jakoby blokada Odessy i eksportu ukraińskiego zboża miało wywołać masowy głód w Afryce. W ONZ prowadzona jest od roku 2022 dokładna rejestracja wszystkich ukraińskich statków ze zbożem, jego ilości i portów docelowych. Tylko kilka procent ukraińskiego zboża trafia do Afryki. Ogromna większość idzie (głównie na pasze) do Turcji, Europy zachodniej i do Chin. Jeśli w Afryce dojdzie do głodu, to przez ukraiński  ostrzał rosyjskich statków z pszenicą, idących właśnie do Afryki.

I jeszcze krótka dygresja o tej 40-dniowej operacji. Komik i ćpun kijowski, jak wiemy, ma słuszne, żydowskie pochodzenie. Religijny nie jest, ale żydo-biblijne liczby nie są mu obce. Mógł wszak ogłosić operację np. sześciotygodniową (42 dni). A ogłosił 40-dniową.

Liczba 40 jest często spotykana w biblii. Cytuję z AI:

Potop: Deszcz padał przez 40 dni i 40 nocy, obmywając Ziemię z zepsucia.

Mojżesz: Przebywał na górze Synaj przez 40 dni i 40 nocy, otrzymując tablice przykazań.

Wędrówka Izraelitów: Naród wybrany szedł przez pustynię przez 40 lat, zanim wszedł do Ziemi Obiecanej (wymiana pokoleniowa).

Jezus na pustyni: Pościł przez 40 dni i 40 nocy, kuszony przez szatana przed rozpoczęciem publicznej misji.

Prorok Eliasz: Szedł do góry Horeb przez 40 dni i 40 nocy o jednym posiłku.

I dlatego neobanderowski prorok, zbawiciel – ćpun, żebrak, pianista-penisista – także wybrał tę liczbę. Tyle, że szczęścia mu nie przyniosła.

Ostra reakcja Rosji niewątpliwie związana jest z nastrojami społecznymi, narastającym naciskiem „jastrzębi”, domagających się zdecydowanej reakcji na ataki ukraińskie, jak i zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, w których partia Władimira Putina liczyć się musi z mniejszym poparciem, niż przed czterema laty. Niemniej pozycja prezydenta Rosji nadal jest silna. Atakom rosyjskim przyszło w sukurs załamanie się obrony powietrznej kijowskiej junty. Brakuje jej rakiet obrony powietrznej, z zachodu nie dostanie ani sztuki, gdyż zachód też ich nie ma, przez co rosyjskie rakiety trafiają bez przeszkód w wyznaczone cele militarne i logistyczne. Podobnie jest z dronami. Rosja na coraz większą skalę używa dronów z napędem odrzutowych, przez co ukraińskie drony obronne, w większości  napędzane śmigłami, są za wolne. No i Rosja używa coraz więcej nowych pocisków – hybrydy dronu i rakiety manewrującej o nazwie Banderol. Zasięg 500 kilometrów, szybkość 550-600 km/h, głowica bojowa 115 kg.

Sytuacja na froncie jest dla kijowskiej junty coraz gorsza. Rosyjski walec powoli, ale nieustannie na wielu odcinkach prze naprzód. Rosyjskie bomby szybujące nieomal bez przeszkód zrzucane są na linię frontu i jego ukraińskie zaplecze (w lipcu ponad 8 tysięcy). Drony niszczą stacje paliwowe, szlaki kolejowe, cysterny, magazyny amunicji. Bombardowane rakietami i dronami dalekiego zasięgu są fabryki zbrojeniowe na całej Ukrainie, także będące własnością zachodu. Porty morskie z Odessą na czele są zablokowane. Nie opłaciło się ćpunowi prowokowanie Rosji planem 40-dniowej operacji. Kopał dołek pod Rosją i sam do niego wpadł. Zresztą – co miał zrobić. Mimo propagandy sukcesów wojennych wie kijowska junta, że brakuje jej coraz bardziej mięsa armatniego, sprzętu militarnego, zwłaszcza pocisków obrony powietrznej i boi się nadciągającej zimy, która może być jej ostatnią zimą. Z tego powodu zaryzykowała ową 40-dniową operację, która przypominać zaczyna założenie sobie pętli na szyję – pętli także gospodarczej i finansowej.

Czarne chmury wiszą i nad Polską. Nadzorcy w Warszawie, gorliwie wspierający kijowską juntę, nie tylko wywalili na nią miliardy, rozbroili się, to jeszcze ściągnęli do kraju hordy Ukraińców, a wśród nich wściekłych neobanderowskich Ukrów, z którymi mamy coraz więcej problemów. Gdy Polacy dadzą po pysku Ukrom, wrzask jest we wszystkich łże-mediach, że był to atak z powodów nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Gdy kilku Ukrów pobiło Polaka ze skutkiem śmiertelnym, gdy ukrowski gówniarz nożem kilkakrotnie dźgnął Polkę we Wrocławiu, nie ma w łże-mediach ani słówkiem o tym, że są to ataki z powodu nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Ma rację Liliana Wiadrowska – Ukrainiec w Polsce panem:

https://youtube.com/watch?v=0D9r0Wn6510%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

A ponieważ coraz bardziej prawdopodobnym jest, że tej zimy kijowska junta nie przetrzyma, należy spodziewać się najazdu na Polskę dalszych hord Ukrów, jeszcze bardziej wściekłych neobanderowców, do tego uzbrojonych. Widzę to czarno dla Polski i Polaków – niestety. No i z powodu wasalskich wobec zachodu i UPAiny warszawskich sług kijowskiego neobanderowskiego reżimu, znajdziemy się w tej wojnie po stronie przegranej, a to nigdy nie jest korzystne. Będziemy mogli mówić o szczęściu, jeśli władcy zachodu zrezygnują po klęsce UPAiny z dalszej wojny z Rosją i nie uczynią z Polski państwa frontowego z polskim mięsem armatnim szturmującym bramy Rosji.

Projekt zdruzgotania militarnego, gospodarczego i finansowego Rosji rękami kijowskiej junty wspieranej przez kolektywny zachód kończy się klęską zachodu. Pogłębia ją wojna na Bliskim Wschodzie, klapa militarna usraela, blokada Ormuzu i częściowa blokada Morza Czerwonego przez jemeńskich sojuszników Iranu i Palestyńczyków. Widmo kryzysu paliwowo-energetycznego, gospodarczego i finansowego czarną chmurą wisi nad kolektywnym zachodem, na którym coraz bardziej narasta panika. Dobrze widać ją w Niemczech. Mam na myśli prowokację bezpieki z dronem na lotnisku w Lipsku. Znaleziono rzekomo na nim, na pasie startowym, w pobliżu ukraińskiego Antonowa, uzbrojonego w ładunek wybuchowy i zapalnik drona. W łże-mediach kursuje jego niewyraźne zdjęcie oraz miejsce, gdzie rzekomo leżał na pasie startowym:

Nawet ja sfabrykowałbym te fotki lepiej. Dodatkowo inny samolot transportowy, własności firmy transportowej DHL, uderzony został podczas schodzenia do lądowania rzekomo innym dronem, którego szczątki są obecnie gorliwie szukane i zapewne się znajdą. Nie ma naturalnie żadnych dowodów na to, że to robota Rosji, niemniej minister spraw wewnętrznych już ogłosił, że był to „atak na Niemcy”. Nikt oficjalnie jak dotąd Rosji o „atak” nie oskarżył, ale we wszystkich komentarzach i wypowiedziach przebija się jednogłośnie opinia – kto inny jak nie Rosja może za tym „atakiem” stać? Otóż – gdyby Rosja miała zaatakować Niemcy, to od razu Oriesznikiem i w największy militarny koncern Rheinmetall. Nie bawiłaby się też z podrzędnym lotniskiem w Lipsku. Zieloni już domagają się zwołania narodowej rady bezpieczeństwa i ściągnięcia z urlopu najemnika BlackRock Merza. Ten urlopu nie przerwał, ale via internet brał udział w konferencji bezpieczeństwa narodowego.

Prowokacja ta miała kilka przyczyn. Trzeba wszak w strachu przed „rosyjską agresją” trzymać niemieckie bydło robocze. Częściowo jest to i reakcja na atak rosyjski i zniszczenie magazynu niemieckiej firmy w Kijowie:

Ale jest i inna przyczyna. Ekipa Merza chce na chama przeforsować „reformę” emerytalną i usunąć z niej istniejące od dziesięcioleci prawo do pełnej emerytury po wpłacaniu przez ubezpieczonego bez przerwy przez 45 lat składek emerytalnych. Ta „reforma” jest zmuszaniem ludzi do dłuższej pracy, bądź zgody na obniżoną emeryturę po 45 latach płacenia składek i wywołuje wiele oporu, także wśród szefów CDU we wschodnich Landach. Mają oni problem – AFD ma w nich ogromną przewagę nad resztą agenturalnych partii, także nad CDU. Gdyby poparli tę złodziejską, antysocjalną „reformę”, utracą jeszcze więcej głosów poparcia na korzyść AFD. I stąd są jej przeciwni. „Reformator” Merz musi ich jakoś zdyscyplinować i stąd „rosyjski atak” dronem był w Lipsku, a nie we Frankfurcie,  Monachium czy Stuttgarcie. Miał pokazać, że i wschodnie Landy są zagrożone „rosyjską agresją”, przez co zgoda na „reformę emerytalną”, by ratować budżet militarny, jest konieczna.

Niemiecka gospodarka nadal wali się, państwo zadłuża się w przyspieszonym tempie, a nadchodząca zima może i dla Niemiec okazać się katastrofą energetyczno-paliwową. A mimo to marionetki polityczne w Niemczech nadal idą w popieraniu kijowskiej, neonazistowskiej junty w zaparte. Po tym widać, jak leży im na sercu dobro Niemiec i Niemców. W niczym nie różnią się od marionetek politycznych w Warszawie. Pamiętać w tym miejscu należy o tym, że gospodarka niemiecka była „lokomotywą”, czy też „koniem pociągowym” gospodarki zachodniej Europy (w tym zwłaszcza Polski). Gdy ona padnie, a pada w sposób widoczny gołym okiem, gospodarczo będzie zachodnia Europa pustynią, trzecim światem, skansenem, bankrutem.

Czarne chmury gromadzą się nad kolektywnym zachodem…

opolczykp/czarne-chmury-nad-ukraina-polska-i-kolektywnym-zachodem-wisza

Napisał: Opolczyk

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

7.08.2026 Autor: Marek Skalski nczas/gloryfikacja-ludobojcow-trwa-wolyn-pride-kult-rezunow-i-milczenie-polski-czas-na-rachunek-krzywd

Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej
NCZAS.INFO | Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej „Wołyń 1943, nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. / Fot. PAP

„Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka” – uważa Lucyna Kulińska w rozmowie z Markiem Skalskim. Badaczka wylicza też, od czego powinniśmy zacząć stawianie relacji polsko-ukraińskich z głowy na nogi.

Marek Skalski: Pani doktor, pojawiła się informacja, że członkowie słynnego batalionu ukraińskiego, skrajnie nacjonalistycznego, szowinistycznego Azov, sprzedają naszywki „Wołyń Pride” („dumny z Wołynia”). To nie jedyny przejaw gloryfikowania tych zbrodni popełnionych na narodzie polskim. Sprawa przez lata celowo zamilczana teraz ewoluuje w kierunku dumy z ludobójstwa…

Lucyna Kulińska: Takie podejście i postawa mają charakter niemal opętańczy, bo konsekwencje są bardzo poważne. Polska doznała krzywd w czasie wojny ze strony Ukraińców, spłynęła krwią setek tysięcy pomordowanych ludzi. Niektórzy pewnie liczyli, że postawa Ukraińców będzie się charakteryzować choćby tylko duchem pewnego wstydu – na zasadzie, że to wydarzyło się gdzieś tam w przeszłości, że to było nieszczęście, które nigdy się nie powtórzy; że sprawcy to mordercy, zbrodniarze, których nigdy nie powinniśmy do naszej wspólnej historii wpisywać. Tymczasem dzieje się coś zupełnie innego. Oni ośmielają się przypisywać wolność swojego kraju temu, że wymordowali setki tysięcy ludzi. To oznacza jedno: miejsca dla takiego kraju w Europie nie ma. To otwiera równocześnie furtkę do tego, aby Polacy mogli wystąpić do nich o odszkodowania… Nie tylko za stracone życie. Ciężko bowiem wycenić, ile jest „warte” życie ośmiorga dzieci… Do tego dochodzi spalenie mienia, zagrabienie miast, ogromny rozbój, bo przecież tak naprawdę to była Rzeczpospolita i to, co tam zagrabili Ukraińcy za przyzwoleniem Stalina, to jest wszystko zysk dla nich.

I teraz albo rybki, albo akwarium, tak jak się u nas mówi… Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić.

Muszę Czytelnikom coś przeczytać, bo to jest klasyka. Kojarzymy wszyscy Kornela Makuszyńskiego. Napisał on książkę mało znaną, „Radosne i smutne”, w której opowiadał o tym, co działo się m.in. w roku 1918–1919, kiedy wówczas palono dwory, rabowano i mordowano Polaków. Publikacja ukazała się w latach dwudziestych.

Autor przedstawia tam osobiste świadectwo okrucieństwa, jakiego dopuszczano się m.in. na Kresach Wschodnich.  Czytamy w niej:

„Jakiś nowy Wyspiański, rozpamiętywając owe dni, w których następny był bardziej od poprzedniego krwawy, napisze owo polskie: myśmy wszystko zapomnieli. Gdyby bowiem ktoś chciał pamiętać, musiałby jeszcze za tysiąc lat nienawidzić i za tysiąc lat musiałby gardzić, ale my mamy to szlachetne, jedyne takie piękne kalectwo duszy, że nie umiemy nienawidzić. Powiemy sobie i to będzie straszną prawdą, że ci dzicy ludzie byli przez zwierzęcość swoją najnieszczęśliwszymi na świecie, że nieszczęsny kraj ten to był jeden ogromny szpital obłąkany. Początki obłędu zaszczepiła im wojna. Rozwojowi obłędu sprzyjało krwawe wspomnienie. Po furii szaleństwa przywiódł ludzkie zwierzę zapach pierwszej krwi, a potem już było wszystko jedno. Szaleńców karać nie można. Po co nienawidzić szaleńców?”.

Może przyjdzie jeszcze – pisze dalej Kornel Makuszyński – ten czas, że i ten człowiek oszalały, co piłą rezał człowieka i gwałcił dzieci, wstanie nagle nieprzytomny z lęku przed ohydnym widmem tego czynu i człowiek się w nim odezwie. Każdy szał strasznie rozbudzony przemija, przeminie tedy i ten dziki człowiek z ukraińskiego stepu, w nędzy swojej duchowej z głodu umierający na najżyźniejszej przecież ziemi świata pojmie może w niesłychanym trudzie, że stało się za jego sprawą coś strasznego, że krwawymi rękami zabił duszę swojej ziemi, zamęczywszy ludzi i zwierzęta, splugawiwszy ziemię, poraniwszy drzewa. I znowu trzeba będzie zapomnieć wszystko i znowu budować ochronki i szpitale, w imię świętego ducha polskiego”.

Makuszyński to wszystko opisał, a przecież to nie była nawet II Wojna Światowa! To wszystko działo się w regularnych odstępach, na przestrzeni lat, w Polsce!

Czy plugawy rezun ma więc prawo stać na pomnikach? Czy plugawy rezun ma się znaleźć w panteonie naszego sąsiada, z którym my mamy wspólnie budować jakąś przyszłość? Przecież to jest niemożliwe, to jest wykluczone! Trzeba sobie zadać pytanie, czy ci ludzie dalej są w jakimś opętańczym szale, jakiejś irracjonalności, czy też po prostu ktoś ich w ten sposób prowadzi?

Czy to kolejne oczadzenie tych ludzi, czy też mamy do czynienia z prowadzeniem ich na zgubę, masowo (setki tysięcy, o ile nie miliony już tych Ukraińców legły na obecnej wojnie…), ale prowadzeniem ich przeciwko nam, sąsiadom?

Teraz Polaków olali. Mają gdzieś nasze Migi, kupują sobie od Szwedów ich samoloty. Po co to jest robione? Żeby na tej Ukrainie kamień na kamieniu nie został. Żeby ta Ukraina została opróżniona z ludzi, bo jeżeli się zacznie działanie jakiejś broni, rzeczywiście na masową skalę ludobójczej, to ci ludzie pouciekają do reszty. No i zostanie ten najżyźniejszy kraj, najlepsze czarnoziemy, tam w tej ziemi jeszcze bogactwa wszystko zostanie, ale dla kogo? Dla kogo – jeżeli tych Ukraińców już nie będzie?

My jako Polacy popełniliśmy potworny grzech, tolerując to wszystko przez długie lata, bo tolerowaliśmy, ukrywaliśmy niewygodne fakty. Banderowcom w Polsce, tysiącom banderowców mordujących Polaków, wypłacano pieniądze z kasy Polaków, z ich podatków. Ukrywano znajdowane dokumenty, rozkazy mordowania polskich żon i wspólnych dzieci. Mam taki dokument z bodajże 1917 roku [?? md] , odnaleziony w Chochołowie. Kto w Polsce o tym wiedział? Dlaczego przed Polakami to ukrywano?

Doprowadziliśmy do obecnej sytuacji, milcząc – więc niejako na własne życzenie. Dzisiaj krzyczy Pan Czarnek, że musimy zrobić ustawę antybanderowską… Tylko że taki projekt już kilka lat leży w „zamrażalce”.

Jeszcze niedawno nikt w Sejmie się nie chciał na taką ustawę zgodzić. Dzisiaj już mleko się rozlało. Dzisiaj oni już idą na nas frontalnie. Mało tego! Są, jak się wydaje, przekonani, że Polska nie tylko nic już nie będzie miała do gadania, ale że będzie musiała, kiedy oni się dogadali z Niemcami, godzić się na ten najgorszy, potencjalny scenariusz, że połowa Polski do nich, a połowa do Niemców. Takie mapy są przecież przez niektóre środowiska kolportowane! Chcę namówić Czytelników, aby rozpowszechniać treści, które np. w „Naszym Słowie” (pismo wydawane w języku ukraińskim dla mniejszości ukraińskiej w Polsce) i literaturze ukraińskiej przedstawia się na temat Polaków, jak się tam nas poniża, jakie scenariusze są tam dla nas rysowane dotyczące np. Zakierzoni (około 19 powiatów dzisiejszej Polski).

Woła to o pomstę do nieba! Ludziom, którzy działają na szkodę państwa polskiego, którzy takie rzeczy piszą i robią, należy odebrać te wszystkie sponsoringi, trzeba pociągnąć ich do odpowiedzialności; tych, którzy grożą naszym obywatelom, tym, którzy grożą prezydentowi.

Prezes Konfederacji Korony Polskiej poseł Grzegorz Braun sformułował „Piątkę dla Ukrainy”. Postuluje, aby order Orła Białego pośmiertnie przyznać ks. Tadeuszowi Isakowiczowi Zaleskiemu, wstrzymać działalności lotniska w Rzeszowie i pomoc dla Ukrainy, przywrócić penalizację służby w obcej armii, wprowadzić „lojalkę antybanderowską” (dokument mają podpisywać wszyscy obywatele Ukrainy, którzy przebywają i chcą przebywać w Polsce), wprowadzić moratorium migracyjne i weryfikację już dotychczasowych pobytów. Dla mnie to jest taki program minimum…

Bardzo dobry program. Od czegoś trzeba zacząć porządkowanie kraju i tego nieładu, który został wprowadzony. To wszystko musi być postawione „z głowy” na nogi, żebyśmy mogli zacząć maszerować jakoś razem. Równie ważną kwestią jest sprawa przeróżnych obcych służb, które u nas hulają. W tym kontekście, choć przecież nie tylko, kluczowe wydaje się cofnięcie specustawy, która pozwala Ukraińcom, nawet bez znajomości języka polskiego, być zatrudnianymi w urzędach. Spotkałam się z tym w Krakowie, gdy pani z Ukrainy zaczęła mnie zaczęła ochrzaniać, że ja nie rozumiem, co ona do mnie mówi. Poleciałam do szefa robić dym, a on mi na to, że jest specustawa i że on ma prawo zatrudniać panie, która nie rozumieją po polsku… Rzecz dotyczyła takiej karty krakowskiej do jeżdżenia tramwajami, z której rzekomo tylko Ukraińcy korzystają (ergo: obsługa po polsku nie jest konieczna…).

Nie zdajemy sprawy, że jednym z wyłączeń, od szeregu przywilejów, których po długim czasie pozbawiono Ukraińców, są zasiłki na osoby niepełnosprawne. Te świadczenia są przyznawane taśmowo. To nie jest 800 plus, to są tysiące złotych. Wystarczy, że rodzina ukraińska sobie załatwi takie papiery, nawet mieszkając na Ukrainie, poprzez przekupienie ukraińskich lekarzy… Choć stosowne orzeczenia były rozdane bardzo hojnie i po naszej stronie granicy. Wciąż pozwalamy takim Ukraińcom mieszkać, leczyć się, korzystać ze świadczeń, na przykład darmowego zakwaterowania i wyżywienia, całej rodzinie.

My sobie nie zdajemy sprawy z tego, że dzisiaj na wakacje na Ukrainę wyjeżdżają z Polski dziesiątki tysięcy obywateli tego kraju. Powinniśmy odłączyć od przywilejów wszystkich ludzi pochodzących z terenów, gdzie wojny nie ma, czyli np. z terenów dawnej Rzeczpospolitej. Tam wojna się nie toczy… To Bukowerów, to Odessa…

Wspomniała Pani o tych urzędach i pracujących tam Ukraińcach. Otóż mamy potwierdzenie zupełnie oficjalne, że takie sytuacje faktycznie mają miejsce. Posłowie Konfederacji Wolność i Niepodległość, pan Mekler i pan Tumanowicz, napisali stosowne pismo do Urzędu Miasta Lublina z prośbą o potwierdzenie bądź zaprzeczenie, że rzeczywiście takie praktyki mają miejsce, że są tam zatrudnianie osoby bez żadnej, ale to proszę Czytelników, żadnej znajomości języka polskiego. Opisano, że rzeczywiście takie przypadki mają miejsce…

„Zabijaj” – piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

„Zabijaj” piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz h

„Niech sobie mordują tych sowietów (…) bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga (…) niech sobie mordują … i w ogóle nas Polaków to nie boli” jeśli wystąpienie prezydenta wzbudziło, w początkowej fazie, we mnie cień sympatii do niektórych kwieciście i patetycznie wygłoszonych wynurzeń (a wzbudziło, mimo patosu i jedwabiu na słówkach) to zlikwidował prezydent ten cień tym właśnie co sobie zostawił na koniec. I nie, nie tym: „Niech Bóg błogosławi Polsce niech żyje Polska”, bo tak;  niech Bóg błogosławi Polsce, ale niech chroni ją przede wszystkim przed szaleńcami owładniętymi skazą/ genem(?) nienawiści dla samej nienawiści (jak sztuką dla sztuki) i tak „Niech żyje Polska”, ale niech żyje wolna od serwilistów- podżegaczy wojennych na usługach wszelkiego i wszechobecnego geo-global- draństwa.

W tym ostatnim, jak prezydent mówił, punkcie omówienia swojej rocznej pracy na urzędzie, postanowił pan Nawrocki wykluczyć mnie z zaszczytu bycia Polakiem, tak wiem, jestem Polką, a on mówił o Polakach ( „i w ogóle nas Polaków to nie boli”) więc może kobiet to nie dotyczy, ale jednak postanowił wykluczyć mnie, bo mówiąc również, jak domniemać się ośmielam, w moim imieniu, wszak prezydentem nas wszystkich twierdzi, że jest, dokonał nadużycia kompetencji, wyraził w moim imieniu (nie pytając mnie o zdanie) tezę, że mnie nie boli, gdy sobie jedni drugich MORDUJĄ. Bo jeśli prezydent, jak rozumiem,  klasyfikuje przynależność do narodu skalą: – mordowanie (wskazanych do likwidacji) nie boli, to czuję się wykluczona, tak mam, czy się prezydentowi podoba, czy się nie podoba, że mnie mordowanie jednych przez drugich boli, a nakazywanie mi, iż ma mnie nie boleć (bo są warci i niewarci bólu) jest pogwałceniem moich praw to raz, a dwa, moja niezgoda z tym nakazem jest próbą  wykluczenia mnie z przynależności do narodu, z którego moje korzenie! Na to mojej zgody nie ma i nie będzie!

Bo nie takiego chcę świata, który przyzwala na mordowanie w ogóle, a już na pewno nie takiego, który przyzwala, a wręcz zachęca, czy oferuje pomocnictwo w mordowaniu kogokolwiek i to w imię geo-global- zwyczajnego draństwa, chciejstwa, maccartyzmu, czy innego -yzmu/izmu, hegemonii, czy wreszcie globalizmu.

I nie, nie będę rozwodzić się nad tym skąd korzenie wyrastają wojny na Ukrainie, każdy kto ma przynajmniej odrobinę rozeznania i trzeźwego spojrzenia na  geo-global  trendy, dążenia, procesy, doskonale wie czym jest wojna na Ukrainie i że to „proxy wojna”, i wie w czyim interesie, na czyje zamówienie. Bibliografii i poważnych nazwisk omawiających te procesy jest wystarczająco wiele, wystarczy sięgnąć. Kto natomiast nie wie, bo zwyczajnie nie chce wiedzieć, bo bezrefleksyjnie przyjmuje to co mu wiedzieć wyrobnicy, politycy, słudzy globalistów etc. itd. każą,  ten pewnie przyklaśnie prezydentowi na jego „niech sobie mordują” i nie będzie go to bolało, a dodatkowo może i poprosi Boga o błogosławieństwo w tym „dziele”, a ja wstrzymam się przed ocenami takich postaw, ja tylko pod rozwagę, przewrotnie ( wielu powie jak śmiem zrównywać – ano śmiem i nie zrównuję, a mechanizm wskazuję)  zapytam:  A co jeśli w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mieli je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej, na Polesiu i Lubelszczyźnie Ukraińcy  tak właśnie tłumaczyli bandytów z UPA  „ niech sobie mordują tych Polaków, bo tam, gdzie się bije Polaka, tam Ukrainiec pomaga  i w ogóle nas Ukraińców to nie boli” , to te „racje” były wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i może te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

A co jeśli  w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mają je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam w Gazie, na Zachodnim Brzegu Jordanu ,w Libanie, w strefach przygranicznych z  Syrią i w Iranie, rząd Izraela tak właśnie tłumaczy: „ niech sobie mordują tych Palestyńczyków, Libańczyków, Syryjczyków, Irańczyków…, bo tam, gdzie się bije Palestyńczyka, Libańczyka, Syryjczyka, Irańczyka, tam Izrael pomaga  i w ogóle nas Żydów to nie boli” to te „racje” są wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

I można by jeszcze wiele, wszak „racji” w świecie ile państw,  tylko po co, a raczej czemu to ma służyć?! I co gorsze, dlaczego ma nie boleć?!!!

Że niby w polskich realiach, w ramach zwyczajnej, bezrefleksyjnej rusofobii i tych wszystkich „racji”, które każą pielęgnować ją, karmić nią społeczeństwo jak tlenem, zatruwać nią ogląd na real geo-global draństwa, by tłumaczyć i przykrywać nią hipokryzję oszalałych z chęci dominacji nad światem posiadaczy fortun, że niby nam wolno więcej? I to w imię i z błogosławieństwem (na wezwanie) Boga?!

I, że mnie tę, z rodu Polaków, która hołduje zasadzie „nie ma drogi do pokoju, to pokój jest drogą” i drugiej „nie czynić nikomu tego co mi samej niemiłe”, ma nie boleć, że ktoś namawia kogoś do mordowania człowieka tylko dlatego, że jakiś -izm nas różni, jakaś ideologia i jakieś „racje”?

Otóż Panie prezydencie mnie, Polkę, z krwi i kości takie podejście boli, mord boli, mord dla mordu szczególnie boli, tak jak boli iż Prezydent mojej Ojczyzny pochwala, zezwala, podżega i obiecuje pomocnictwo w zwyczajnym zezwierzęceniu. Gdyby zamiast „mordują” padło słowo zabijają też uznałabym za szczucie, ale to mieści się w kanonie ; jest wojna, ludzie się wzajemnie zabijają (pominę, że czynią to na polecenie tych, którzy mają swoje „racje”, a ludzkie życie mają za nic ). Padło wyraźnie „niech sobie mordują” (wspomnę, że na widowni widziałam księży- bili. o zgrozo – brawo).  Domagać się śmierci, nakłaniać do mordu na kimś wskazanym do tego, by go powszechnie (delikatnie mówiąc) nie lubić, a dosadnie na wskazanym do tego, wytypowanym, by go nienawidzić, to panie  Prezydencie  zwyczajny moralny upadek … i nie, nie tych, których się do przestępstwa wzywa (nawet jeśli psychologia tłumu tłumaczy w danej chwili aplauz), to upadek moralny wzywającego – to zwyczajne zezwierzęcenie. (Coś Pan wspominał o Wołyniu … zachęcam do spojrzenia w lustro).  Był czas i momenty, że prezydent Nawrocki zyskał nić mojej sympatii, a i za niektóre decyzje nić szacunku. Pękły jak mydlana bańka, myślę, że bezpowrotnie.

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz

Ukraińcy w wieku poborowym

Ukraińcy w wieku poborowym

Marucha w dniu 2026-08-06 marucha/ukraincy-w-wieku-poborowym

Polska powinna bezwzględnie wzorem Czech wprowadzić obostrzenia dla Ukraińców w wieku poborowym, którzy mają nieuregulowany stosunek do służby wojskowej. Nie jest w polskim interesie obecność dużej ilości młodych mężczyzn z Ukrainy. 


Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak stwierdził wprost, że „nie będzie w Polsce obostrzeń dla Ukraińców w wieku poborowym”. Takie słowa są zachętą do osiedlania się w Polsce nie tylko pacyfistów ale różnorakich kombinatorów a czasem przestępców.

Ja rozumiem, że młodzi Ukraińcy w znacznej części nie chcą walczyć za państwo rządzone przez Wołodymyra Zełenskiego. Rozumiem, że są również tacy, którzy nie chcą walczyć z różnych powodów przeciwko Rosji. To nie powinna być nigdy nasza wojna. To nie powinny być nasze dylematy.

Oczywiście Polska nie powinna zmuszać nikogo by walczył za rząd swojego kraju, a nawet własną ojczyznę. Idzie o coś zupełnie innego.

Należałoby z miesięcznym wyprzedzeniem zapowiedzieć wprowadzenie takich przepisów. Zaś ze względów humanitarnych umożliwić tym osobom wyjazd z Polski do innych krajów Unii Europejskiej. Jestem głęboko przekonany, że przepełnione humanizmem kraje Europy przyjmą młodych mężczyzn z otwartymi ramionami.

Osoby z Ukrainy łamiące prawo w Polce powinny być bezwzględnie deportowane. Dotyczyć powinno to również Ukraińców, którzy w jakikolwiek sposób promują na terenie Polski banderyzm lub próbują negować zbrodniczość ukraińskich formacji kolaboranckich i szowinistycznych.

Uważam, poza tym za niezwykle za szkodliwą ustawę z dnia 13 marca 2026 roku o niekaraniu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej biorących udział po stronie Ukrainy w konflikcie Rosji. Polacy nie powinni walczyć w obcych wojnach po żadnej stronie. Kuriozalną sytuacją jest to, że młodzi Ukraińcy siedzą w Polsce, zaś polscy najemnicy walczą na Ukrainie.

Przestały działać prymitywne i emocjonalne szantaże typu: „jakby nie Ukraina to Rosja stoi u naszych granic” i „Ukraińcy walczą za Polskę”, tak przestanie w niedługim czasie działać szantaż mówiący „jak Ukraińcy wyjada, to nie będzie miał kto pracować”. To wyjątkowo łajdackie kłamstwo połączone z brakiem szacunku do polskich pracowników.

Dzisiaj przekaz licznych politykierów – zwłaszcza tych określających sie jako prawica – na temat Ukrainy się zmienił. Nawet politycy, którzy sami nazywali się „sługami narodu ukraińskiego” dzisiaj zauważają oczywiste od początku problemy. To wszystko jednak musztarda po obiedzie. Powinniśmy przynajmniej tym razem wzorem Czechow być mądrymi przed szkodą.

Łukasz Jastrzębski
https://myslpolska.info

Ukraińcy w wieku poborowym

Ukraińcy w wieku poborowym

Łukasz Jastrzębski myslpolska/ukraincy-w-wieku-poborowym

Polska powinna bezwzględnie wzorem Czech wprowadzić obostrzenia dla Ukraińców w wieku poborowym, którzy mają nieuregulowany stosunek do służby wojskowej. Nie jest w polskim interesie obecność dużej ilości młodych mężczyzn z Ukrainy. Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak stwierdził wprost, że „nie będzie w Polsce obostrzeń dla Ukraińców w wieku poborowym”. Takie słowa są zachętą do osiedlania się w Polsce nie tylko pacyfistów ale różnorakich kombinatorów a czasem przestępców.

Ja rozumiem, że młodzi Ukraińcy w znacznej części nie chcą walczyć za państwo rządzone przez Wołodymyra Zełenskiego. Rozumiem, że są również tacy, którzy nie chcą walczyć z różnych powodów przeciwko Rosji. To nie powinna być nigdy nasza wojna. To nie powinny być nasze dylematy. Oczywiście Polska nie powinna zmuszać nikogo by walczył za rząd swojego kraju, a nawet własną ojczyznę. Idzie o coś zupełnie innego.

Należałoby z miesięcznym wyprzedzeniem zapowiedzieć wprowadzenie takich przepisów. Zaś ze względów humanitarnych umożliwić tym osobom wyjazd z Polski do innych krajów Unii Europejskiej. Jestem głęboko przekonany, że przepełnione humanizmem kraje Europy przyjmą młodych mężczyzn z otwartymi ramionami.

Osoby z Ukrainy łamiące prawo w Polce powinny być bezwzględnie deportowane. Dotyczyć powinno to również Ukraińców, którzy w jakikolwiek sposób promują na terenie Polski banderyzm lub próbują negować zbrodniczość ukraińskich formacji kolaboranckich i szowinistycznych.

Uważam, poza tym za niezwykle za szkodliwą ustawę z dnia 13 marca 2026 roku o niekaraniu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej biorących udział po stronie Ukrainy w konflikcie Rosji. Polacy nie powinni walczyć w obcych wojnach po żadnej stronie. Kuriozalną sytuacją jest to, że młodzi Ukraińcy siedzą w Polsce, zaś polscy najemnicy walczą na Ukrainie.

Przestały działać prymitywne i emocjonalne szantaże typu: „jakby nie Ukraina to Rosja stoi u naszych granic” i „Ukraińcy walczą za Polskę”, tak przestanie w niedługim czasie działać szantaż mówiący „jak Ukraińcy wyjada, to nie będzie miał kto pracować”. To wyjątkowo łajdackie kłamstwo połączone z brakiem szacunku do polskich pracowników.

Dzisiaj przekaz licznych politykierów – zwłaszcza tych określających się jako prawica – na temat Ukrainy się zmienił. Nawet politycy, którzy sami nazywali się „sługami narodu ukraińskiego” dzisiaj zauważają oczywiste od początku problemy. To wszystko jednak musztarda po obiedzie. Powinniśmy przynajmniej tym razem wzorem Czechow być mądrymi przed szkodą.

Łukasz Jastrzębski

Koszerne krokodyle

Koszerne krokodyle

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    6 sierpnia 2026 michalkiewicz

W nasz nieszczęśliwy kraj uderzają jak nie upały, to burze i to raz za razem, tak, że sztaby kryzysowe ledwo nadążają z obmyślaniem profilaktyki i środków zaradczych, a tymczasem Judenrat „Gazety Wyborczej” z uporem godnym lepszej sprawy próbuje sprawować rząd dusz – jeśli nawet nie nad całym naszym nieszczęśliwym krajem, to przynajmniej nad kurczącym się imperium mikrocefali, co to chlipią swoją intelektualną zupę z sagana nadzorowanego przez makbetowskie wiedźmy.

Ta wytrwałość – nie powiem – przynosi nawet rezultaty, choćby w postaci przyczółków na terenie zdominowanym dotychczas przez reakcyjny kler. Jednym z nich jest najnowszy nabytek Judenratu w osobie zawodowego katolika, pana red. Tomasza Terlikowskiego, który bezkompromisowo chłoszcze biskupów za to, że nie słuchają zbawiennych nauk pana red. Michnika i zamiast skoczyć w otchłań demokracji, hołdują sprośnym i w dodatku Niebu obrzydłym mniemaniom o wyższości ustroju monarchicznego. Tymczasem o żadnej takiej wyższości mowy być nie może, bo jest rozkaz, by wszędzie, gdzie tylko się da, budować demokrację – ale oczywiście „socjalistyczną” – o czym przekonywał mnie jeszcze w maju 1982 roku pewien oficer SB, dając mi szansę ocalenia skóry, być może nawet za cenę zwerbowania mnie do współpracy. – A może byśmy wspólnie budowali Polskę – ale socjalistyczną? – mówił wymachując mi przed nosem wskazującym palcem. Nie skorzystałem wtedy z tej propozycji, więc pojechaliśmy do ośrodka odosobnienia w Białołęce, gdzie pierwszą osobą, którą zobaczyłem, był kolega Janusz Korwin-Mikke, w kalesonach grający na spacerniku w siatkówkę. Ten widok dodał mi otuchy, oddalając jednocześnie wszelkie pokusy budowania demokracji.

No bo jakże ulegać pokusom demokracji, kiedy na przykład, gdyby tak na bezludnej wyspie znalazła się jakaś dama, dajmy na to – pani red. Agnieszka Gozdyra od „debaty” – a obok niej – pan red. Jankowski, ten od „Punktu widzenia” i ja – to zawsze byśmy panią Agnieszkę przegłosowali. W tej sytuacji trudno się dziwić, że nawet Judenrat melancholijnie zauważa, że „antydemokratyczne poglądy są zaraźliwe, jak wirusy” i zarażamy się nimi „przebywając w jednym pomieszczeniu” ze wstecznikami, co to pragnęliby cofnąć parowóz dziejów. Jeśli to prawda, to nie ma rady; trzeba będzie przeprowadzić ścisłą izolację postępaków od wsteczników, coś w rodzaju apartheidu – bo w przeciwnym razie antydemokratyczna zaraza zdominuje świat, który i bez tego cierpi straszliwe paroksyzmy, choćby z powodu złowrogiego klimatu, który najwyraźniej podjął walkę z Ludzkością. Co upadło, to przepadło, ale żeby zasługa nie została zapomniana, to przypominam, iż ostrzegałem, by nie rozpoczynać walki z klimatem, bo wtedy klimat nie będzie miał innego wyjścia, jak podjąć walkę z Ludzkością.

Żeby przynajmniej była to jedyna wojna, jaka toczy się na świecie. Ale gdzie tam! Oto na Ukrainie już czwarty rok wojują Rosjanie i wspierani przez NATO Ukraińcy, najwyraźniej zdecydowani na jej kontynuowanie do ostatniego Ukraińca. Na pierwszy rzut oka trudno to zrozumieć, ale gdy sięgniemy pod powierzchnię zjawisk, to wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać. Jak twierdzą znawcy przedmiotu, finansowa pomoc, jaką świadczy Unia Europejska dla Ukrainy, w jednej trzeciej jest prywatyzowana przez tamtejszych oligarchów, a w tej sytuacji trudno się dziwić, że mogą być oni zainteresowani w jej kontynuowaniu, tak długo, jak tylko się da. Podobno po europejskiej stronie jest tak samo, chociaż tutaj obowiązuje większa dyskrecja. Inna sprawa, że nawet w tych warunkach pojawiają się śmierdzące dmuchy, na przykła

d wokół szczepionek marki Pfizer. Wielkie ich ilości zamówić miała Reichsfuhrerin Urszula Wodęlele – ale zimny ruski czekista Putin, uderzając na Ukrainę, z dnia na dzień pandemię zbrodniczego koronawirusa zlikwidował, w związku z czym żadne szczepionki nikomu nie były już potrzebne. Pfizer jednak towar dostarczył i domaga się zapłaty. Reichsfuhrerin, niezależnie od tego, ile tam sobie przytuliła, zgodnie z ustawą o zasobach własnych Unii Europejskiej, tylko zaciąga kredyt i „zamawia”, podczas gdy spłacaniem zobowiązań zajmują się już członkowskie bantustany. Toteż belgijski niezawisły sąd na żądanie Pfizera nakazał, by i nasz nieszczęśliwy kraj spłacił swoją część długu, w związku z czym wierzyciel zajął konto Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, na którym gromadzone są należności z tytułu kontrolowania ruchu lotniczego w polskiej przestrzeni powietrznej. Chodzi – bagatela – o prawie 6 mld złotych. Ani to mało, ani dużo, zwłaszcza gdy porównać to z długiem publicznym naszego nieszczęśliwego kraju, który grubo przekroczył już 3 biliony złotych – ale dla PAŻP to raczej dużo. Będzie ona związku z tym składać apelację – ale jeśli belgijskie sądy są tak samo niezawisłe, jak nasze, to czarno to widzę. Forsa wręczona niezawisłemu sądowi ad captandam benevolentiam znika, jak materia w czarnej dziurze, więc trudno spodziewać się czegoś innego, niż oddalenie apelacji. I tylko Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zachowuje pogodne usposobienie, nadstawiając swoje oblicze do pocałowania również obywatelowi Tuskowi, który całuje – no bo co ma robić? Trudno o lepszą ilustrację całkowitej bezkarności uczestników okupującego Europę biurokratycznego gangu, który zachowuje się, jak rzymska societas leonina, czyli spółka lwia, w której korzyści przypadają gansterom, a zobowiązania obciążają członkowskie bantustany.

Inną znów wojną, jaka wstrząsa światem jest wojna ze złowrogim Iranem, w jaką wkręcił amerykańskich twardzieli bezcenny Izrael. Ponieważ w bezcennym Izraelu w październiku są demokratycznej wybory, więc tamtejszy premier rządu jedności narodowej, jak-gdyby-nigdy-nic kontynuuje ludobójstwo w Strefie Gazy i w Libanie, dzięki czemu tamtejsi Żydowie popierają go co najmniej tak samo, jak „naziści” Adolfa Hitlera po pokonaniu Francji. Okazuje się, że aż tak dużej różnicy między Żydami i „nazistami” nie ma. Właśnie niezależne media doniosły, że izraelscy Żydowie zmienili status krokodyli nilowych. Chodzi o to, że szef tamtejszej służby więziennej wpuścił krokodyle do fosy okalającej wielkie więzienie dla Palestyńczyków, którzy w zdecydowanej większości wtrąceni zostali tam bez żadnego wyroku, ani nawet – bez żadnego zarzutu.

Specjalnie nie orientuję się w Talmudzie, ale podobno chodzi o to, by krokodyle zyskały status koszerności – bo wtedy, jeśli nawet jakiegoś Palestyńczyka zjedzą, to będzie to zgodne z zasadami ustanowionymi przez Stwórcę Wszechświata. Wtedy przynajmniej Stwórca Wszechświata będzie zadowolony – więc czegóż chcieć więcej?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Wzrost represji wobec Polaków

Wzrost represji wobec Polaków

Autor: AlterCabrio, 5 sierpnia 2026

Licznych przykładów na przyspieszone odbieranie podstawowych praw obywatelskich mamy bez liku. Do niedawna głównym źródłem represji była ochrona mniejszości i wartości, wskazanych przez lewactwo. Tak uderzano w obrońców życia poczętego i moralności publicznej, to był jednak zaledwie wstęp, potem przyszła ochrona masowej imigracji, dziś zaś używa się wzmożenia prowojennego. Szczególnie widać to w Polsce, gdzie władza, i to niezależnie, której części popisu, próbuje zastosować na Polakach wzorce, sprawdzone na Zachodzie.

Zdjęcie tytułowe: czy to przyszłość Polaków? LINK

Wzrost represji wobec Polaków

Nie mam na myśli represji po przegranych powstaniach, stosowanych przez zaborców, ani po przegranych wojnach w wykonaniu obcych potęg, które podbiły Polskę. Nie mam na myśli czegoś, co było dawno temu, lecz skończyło się i już nie wróci. Przeciwnie, piszę o czymś, co dzieje się dziś i narasta.

Mówię o porządku i rzeczywistym stanie praworządności w państwie, zwanym III RP, czyli w państwie, w którym żyją dziś Polacy. Wcześniej państwo to nazywało się PRL i tylko częściowo było państwem polskim. Było polskie, bo obejmowało Polaków i etniczne ziemie Polski. (Nie całe, część została włączona do wschodniego protektora czy raczej okupanta.) Nie było zaś polskie z uwagi na grupę sterującą, która wykonywała polecenia zewnętrznego organizatora, którym był Związek Radziecki. W roku 1989 nastąpiło płynne przejście spod organizatora na wschodzie pod organizatora na zachodzie, pozostała natomiast niepełność polskości. Różnica polega na tym, że wcześniej nie było to specjalnie ukrywane, teraz zaś jest.

Ten status nie dotyczy tylko Polski, ale w ogóle wszystkich państw Zachodu, z USA włącznie. Łączy je przyjęcie wspólnego wzorca masońskiego, który polega na tym, że władza chce się pozbyć rdzennego ludu i wymienić na inną ludność, sprowadzaną z innych krajów i kontynentów. Dla tego wzorca pożądani są wszyscy obcy, i nie jest istotna ich kultura, a tylko użyteczność wobec masońskiej władzy. Obcy jest dobry, gdy jest posłuszny, i gdy jest wrogiem rdzennego ludu. Dlatego rządy Zachodu na skalę masową od kilkudziesięciu lat z jednej strony sprowadzają różnorodność, a z drugiej szkodzą ludności rdzennej.

Czytaj też: zagrozenia-i-swiadomosc-polakow

Jednym z elementów tej polityki jest przyznawanie przywilejów obcym kosztem rdzennych, na których nałożone zostają ciężary, kontrybucje, restrykcje i dyskryminacja aż do eksterminacji. Jest to ukrywane za retoryką wyższych i wspólnych wartości, praw uchodźców, praw kobiet, praw zwierząt, ochrony przyrody, walki ze zmianami klimatu, walki z homofobią, mizoginią, faszyzmem, nierównościami. Ludność rdzenna poddawana jest debilizacji, rozpieszczana programami socjalnymi, a później niszczona za pomocą obcych. Wszystko to robi własna władza, która służy obcym siłom masońskim, które służą koszernym.

Licznych przykładów na przyspieszone odbieranie podstawowych praw obywatelskich mamy bez liku. Do niedawna głównym źródłem represji była ochrona mniejszości i wartości, wskazanych przez lewactwo. Tak uderzano w obrońców życia poczętego i moralności publicznej, to był jednak zaledwie wstęp, potem przyszła ochrona masowej imigracji, dziś zaś używa się wzmożenia prowojennego. Szczególnie widać to w Polsce, gdzie władza, i to niezależnie, której części popisu, próbuje zastosować na Polakach wzorce, sprawdzone na Zachodzie. Głównym narzędziem jest słynna już „mowa nienawiści”, a raczej walką z nią, a także wszelkie „nawoływania”, głównie do przemocy na tle etnicznym i narodowościowym.

Proces ten w Polsce dopiero się rozkręca, wraz z narastaniem prowokacji z udziałem ludzi przesiedlonych do Polski. Oficjalna władza i oficjalna propaganda każdy taki przypadek nagłaśniają jako czyn Polaków przeciw imigrantom. Wtóruje im w tym ambasada Ukrainy. W Polskę i w świat idzie przekaz, że Polacy to szowiniści i przemocowcy, atakują biednych Ukraińców bez powodu, biją na ulicach, wyzywają dziewczynki, są generalnie pełni złości i agresji. W tym samym tonie nakręcono film pt. „Granica”, pokazujący rzekome zwyrodnialstwo Polaków wobec biednych migrantów z Globalnego Południa, nie występujące jednak w naturze, poza umysłami twórców takich treści. Ogólnie czynniki władzy i kształtowania opinii publicznej utrzymują, że wszelkie problemy w relacjach Polaków i Ukraińców, przebywających w Polsce powodowane są przez Polaków i ich wrodzoną agresję do obcych. Jednak dzielna władza czuwa i nie dopuszcza do eskalacji przemocy i wrogości.

Te prowokacje są zapewne robione celowo, a władza nad Polską, zamiast te sytuacje ograniczać i chronić własną ludność, nie robi niczego w tym kierunku, a raczej wykorzystuje jako pretekst do ograniczenia praw własnych obywateli. W ten sposób zwalcza własną konkurencję polityczną, posługując się pozorem bezpieczeństwa społecznego. Należy więc spodziewać się wykorzystania policji, służb bezpieczeństwa, prokuratury i sądów do prześladowania patriotów i ludzi, którzy mają instynkt samozachowawczy i zaczynają się organizować w celu obrony państwa, narodu i swojego życia. Możemy spodziewać się różnego nękania w postaci nadużywania procedur, wzywania na przesłuchania, zatrzymań, aresztowań, przedłużających się procedur, wyroków skazujących, grzywien, zasądzanych bezpodstawnych odszkodowań. Zostanie wykorzystane prawo cywilne, karne, administracyjne i publiczne. Wszystko to będzie oczywiście bezprawne, jednak będą to robić organy, które prawo stosują, nie będzie więc do kogo zwrócić się o pomoc i ochronę. Te instytucje, które oficjalnie przeznaczone są do ochrony obywateli, będą atakować obywateli dla ochrony obcokrajowców. Polak w swoim państwie zostanie sam, mając z jednej strony nachodźców, coraz bardziej bezczelnych, agresywnych i wiedzących, czego chcą, z drugiej zaś Polacy przeciw sobie będą mieli aparat państwa i samorządów. Jako przykład może posłużyć wyrok skazujący dla 21-letniej kobiety za słowa podczas demonstracji: „Polska dla Polaków”. To wyraźny sygnał, że władza nad Polską czuje się zagrożona przez Konfederację Korony Polskiej i odradzające się dążenie do odzyskania niepodległości.

Politycy i inni funkcjonariusze III RP są zdeterminowani i nie będą chcieli oddać władzy. Stawką nie jest już tylko miejsce przy żłobie, ale cały majątek i życie. Ludzie, którzy wprowadzili w Polsce plandemię i ukrainizację wzięli za to ogromne pieniądze, w większości łamiąc prawo. Cały czas na Ukrainę idą ogromne środki wsparcia, choć wiadomo, że znaczna część jest rozkradana przez tamtejszą władzę. Wiedzą o tym wszyscy, a fakt zwiększania tej „pomocy” wskazuje, że decydenci tzw. Zachodu sami na tym korzystają.

Wygląda na to, że cały establishment został skorumpowany i wciągnięty we wspólnictwo, również w tzw. wsparcie dla Ukrainy, czyli potężną korupcję państwową. Każdy z nich ma świadomość, że gdyby wyszły na jaw ich sprawki z ostatnich 6 lat, byliby skończeni. Dlatego uruchamiają represje wobec Polaków, starając się zdusić tą siłę polityczną i to poparcie społeczne, które może ich odsunąć od władzy. Problemem dla PO/KO nie jest wcale PiS, a problemem dla PiS i Rozwój Plus nie jest Tusk. Dla wszystkich problemem jest Braun, Korona i ich poparcie. Dlatego należy teraz spodziewać się, że energia systemu represji zostanie skierowana na tych patriotów, którzy informują o zagrożeniach ze strony migracji, Ukrainy i koszernych. Tych będzie prześladować władza, zatrzymywać, aresztować, stawiać zarzuty, przetrzymywać bez sądu, szykanować na inne sposoby. Aparat represji w III RP ma dużo narzędzi, aby legalnie łamać prawo poprzez jego nagięcie i nadużycie, np. „mowa nienawiści”, „bezpieczeństwo państwa”, „nawoływanie do przemocy”. Pod te kategorie będą mogli podpiąć każde zachowanie, usłużni „specjaliści” dorobią stosowne ekspertyzy, a „wolne sądy” będą miały wielką łatwość w skazywaniu.

Spójrzmy, jak łatwo dziś zorganizować antypolską prowokację. Dotąd używane były to tego usłużne lewackie jaczejki. Teraz jest łatwiej Celowa polityka rządów w Kijowie i Warszawie, najwyraźniej w pełnej współpracy posłużyła do zmontowania sytuacji, w której akty wzajemnej wrogości to tylko kwestia czasu. dodatkowo Polska jest potężnie penetrowana przez służby naszych tzw. sojuszników, w rzeczywistości przeciwników. Zobaczmy, że ostatnio media i politycy w Polsce mówią dokładnie to samo, co służby i politycy ukraińscy. Tak było w przypadku incydentów, gdy zbyt krewcy Polacy mieli pretensje do obywateli Ukrainy. Zaraz to zostało potężnie nagłośnione w mediach w Polsce, które jednocześnie przemilczają liczne akty agresji obywateli Ukrainy wobec Polaków. Tak samo było w przypadku rakiety pod Lublinem. Każdy taki przypadek pokazuje schemat: oficjalne media i władze w Polsce zachowują się tak, jak chcą władze w Kijowie. Nie działają w interesie Polaków, ale Kijowa.

W tej sytuacji każde zdarzenie, spontaniczne lub sprowokowane zostanie wykorzystane przeciw Polakom przez wszystkich: Ukraińców, zagranicę i władzę nad Polską. Polacy mają obecnie samych wrogów, zarówno za granicą, jak i w Polsce, i żadnych przyjaciół. Mamy to na własne życzenie, popierając państwo ukraińskie i konfliktując się ze wszystkimi sąsiadami. Tym bardziej trzeba teraz uważać na prowokacje i nie reagować agresją na zaczepki. Nie wolno nam również wyciągać odpowiedzialności zbiorowej wobec nikogo. Nie stać nas teraz na agresję, a każdy taki akt z naszej strony zostanie wykorzystany przeciwko nam. Nie chodzi tylko o to, że zwykle jest to niesprawiedliwe, ale również o to, że nie mamy żadnych przyjaciół i wielu wrogów.

Jeśli komuś wydaje się, że ominą go represje, gdy będzie trzymał się z boku, w wielkim znajduje się błędzie. Celem jest wymiana ludności, więc każdy Polak jest przewidziany do usunięcia z polskiego terytorium, a Polka do wzięcia w jasyr. Nikt nie jest bezpieczny, a największym zagrożeniem aktualnym, poza nachodźcami przesiedlonymi jest antypolska władza. Jedyny sposób na przetrwanie to zmienić sposób jej sprawowania, a to można zrobić tylko poprzez wymianę elit rządzących. To zaś jest możliwe, wymaga jednak długotrwałego, konsekwentnego, zorganizowanego wysiłku. Właściwą drogą nie jest przemoc i agresja. Tak nie załatwimy niczego. Trzeba wejść na drogę mądrości, roztropności i współpracy. Jeśli Polacy się na to zdobędą, stworzą swój program i odzyskają kontrolę nad państwem, przetrwają, a wraz z nimi państwo polskie. Jeśli nie, znikną oni i ich państwo, a cierpienia będą im towarzyszyć w ostatnich chwilach. dziś walczymy o przetrwanie i zachowanie naszych obecnych granic. Większość Polaków nie zdaje sobie sobie sprawy, w jakim zagrożeniu jesteśmy, jak bardzo jesteśmy bezbronni, i jak wielki potencjał posiadamy do tego, aby odzyskać sprawczość i władzę nad sobą. Dopiero, gdy wzmocnimy się wewnętrzne w obecnych granicach, będzie można myśleć, jak zadbać o ziemie, odebrane nam siłą, i Polaków, którzy tam zostali.

Czytaj też: po-co-nam-wlasne-panstwo

Szykujmy się więc, bracia, do odparcia represji, bo już w najbliższym czasie takie treści będą przedmiotem nagonki medialnej, dochodzeń prokuratorskich, działań operacyjnych służb, wyroków skazujących. Taka działalność, jak moja obecna, i tych niewielu innych, którzy upominają się o wolność i interes narodowy, zostanie zakazana. A jeśli nas pokonają i nikt już nie odważy się na opór, całą to spolegliwą masę baranów najpierw ostrzygą, a potem przerobią na baraninę mieloną. Śledźcie nasze losy, jeśli władza nas zdusi, Wy będziecie następni.

O zagrożeniach, wojnach, Żydach, gojach, Ukrainie, Rosji, Chinach, Ameryce, i wyjściu z matni piszę w mojej najnowszej książce: Nasza polska walka. Tak odniesiemy zwycięstwo. Link do książki: sklep

_______________

Wzrost represji wobec Polaków, Bartosz Kopczyński, 5 sierpnia 2026

Niemcy zrywają listek figowy?

Niemcy zrywają listek figowy?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    4 sierpnia 2026

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=6081

Wprawdzie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński nie zmienia zdania tak często, jak np. prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, ale – odróżnieniu od Ameryki – Polska nie ma z Izraelem gorącej linii, dzięki czemu Naczelnik Państwa nie musi z dnia na dzień zmieniać zdania, jak prezydent Donald Trump. Niemniej jednak, chociaż z opóźnieniem, również i do niego dochodzą rozkazy, wskutek czego Naczelnik Państwa raz oznajmia swoim wyznawcom jedno, ale po pewnym czasie – zupełnie coś innego. Tak właśnie było w przypadku stowarzyszenia „Rozwój plus”, które z gronem swoich wyznawców niedawno założył Wielce Czcigodny Mateusz Morawiecki. Ta decyzja Wielce Czcigodnego wywołała rodzaj burzy w szklance wody, bo w tej szklance wody już dawniej szalały szkwały między tak zwanymi „maślarzami” a „harcerzami” – ale Naczelnik Państwa sprawiał wrażenie, jakby nad wszystkim panował. Wezwał tedy byłego premiera przed swoje oblicze i po naradzie obydwaj uraczyli swoich wyznawców komunikatem, że odtąd PiS będzie miało „dwa płuca”, dzięki czemu będzie „dyszyt’” tak „wolno”, jak „czeławiek” w Związku Radzieckim. Wkrótce okazało się, że tych płuc będzie więcej, bo „maślarze” też utworzyli stowarzyszenie „Polska przede wszystkim” – zamiast partii, która na firmamencie tubylczej sceny politycznej naszego bantustanu pojawiła się pod nazwą „Forsa jest najważ…” – to znaczy pardon; nie żadna tam „forsa” tylko oczywiście Polska. Polska jest najważniejsza. Kogóż tam nie było! I Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Kowal – oczywiście Wielce Czcigodny – i Adam Bielan i Michał Kamiński, słowem – każdego zwierzęcia po parze, niczym w Arce Noego. A propos Arki Noego, to kiedyś w tramwaju usłyszałem rozmowę dwóch kinomanów. Jeden dzieli się z drugim wrażeniami po obejrzeniu filmu „W poszukiwaniu zaginionej arki”. W pewnej chwili słuchający opowieści zapytał, czy tu chodzi o Arkę Noego – ale jego rozmówca natychmiast wyprowadził go z błędu: – „Jaka znowu Arka Noego!? Nie Arka Noego, tylko normalna arka!” W tej sytuacji uczeni teologowie powinni zgłębić różnice między „normalną arką” i arką nienormalną – bo a cotrario taka też musiała istnieć.

Wracając do „Polski”, co to miała być „najważniejsza”, to nie przetrwała nawet czterech lat. Schyłek nastąpił, kiedy zlała się z pobożnym Jarosławem Gowinem, w następstwie czego działacze gotowi wszystko zrobić dla Polski, co to „jest najważniejsza”, porozłazili się po rozmaitych partiach, które dawały lepsze widoki na zdobycie mandatu, z którym – jak wiadomo – wiąże się forsa. Wprawdzie nie ona jest „najważniejsza” tylko „Polska” – ale co można zrobić dla Polski, jak nie ma forsy? Wyjaśnił to jeszcze przed wojną niemiecki autor „Opery za trzy grosze” Bertold Brecht: „Toć raj na ziemi stworzyć każdy chce. Ale czy forsę ma? Niestety nie!” I tak oto Wielce Czcigodny Paweł Kowal ostatecznie wylądował w Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda, gdzie wyświadcza dla Polski rozmaite przysługi według wskazówek berlińskich, a poza tym służy Ukrainie, która – jak wiadomo – pozostaje w strategicznym partnerstwie z Niemcami. Dużej forsy podobno z tego nie ma, chociaż ukraińscy oligarchowie podobno nie narzekają, więc pewnie i Wielce Czcigodny Paweł Kowal – też nie. Tymczasem Mateusz Morawiecki, co to rozpoczął służbę Polsce jeszcze u schyłku pierwszej komuny, jako tajny współpracownik NRD-owskiej STASI o dwóch pseudonimach operacyjnych: „Student” i Jakub”, po praktykach w bankowości, gdzie nabrał doświadczenia na odcinku forsy, został doradcą doskonałym obywatela Tuska Donalda.

Aliści, kiedy w 2015 roku przyszło do podmianki na stanowisku lidera sceny politycznej naszego bantustanu, został w korcu maku wyszukany przez Naczelnika Państwa, który zrobił go wicepremierem w rządzie Wielce Czcigodnej Beaty Szydło, a w roku 2017, w następstwie „głębokiej rekonstrukcji rządu”, po felonii, jakiej wobec Naczelnika dopuścił się pan prezydent Andrzej Duda, został premierem rządu „dobrej zmiany” i w tym charakterze podpisywał wszystko, co tam Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje podsunęła mu do podpisania. Toteż kiedy ogłosił powołanie stowarzyszenia „Rozwój Plus”, pojawiły się podejrzenia, że w ten sposób realizuje trzecią część zadania w postaci rozbijania PiS. Widocznie jednak zbajerował Naczelnika opowieściami o „dwóch płucach”. Kiedy jednak na firmamencie sceny politycznej naszego bantustanu pojawiła się nowa partia „Unia Centrum” z panią Pauliną Hening-Kloską na fasadzie, za którą murem stanął pan Michał Kobosko, co to wcześniej stręczył nam na jasnego idola ojczyka Szymona Hołownię, a jeszcze wcześniej – uczestniczył we wpływowym waszyngtońskim think-tanku Radzie Atlantyckiej, Naczelnik zrozumiał, że żarty się skończyły.

W Radzie Atlantyckiej bowiem zasiadają ważne generały z Pentagonu, wysokiej rangi bezpieczniaki w CIA, Goldmany-Sachsy z Wall Street, eksperci w rodzaju Daniela Frieda, co to w 1989 roku, razem z Władimirem Kriuczkowem z sowieckiego KGB, projektował transformację ustrojową dla naszego bantustanu – a między nimi – pan Michał Kobosko, to może to być inicjatywa poważniejsza, niż „Polska jest najważniejsza” – tym bardziej, że stare kiejkuty sięgnęły do najgłębszych rezerw, wydobywając z naftaliny pana Janusza Onyszkiewicza, co to po uwiądzie starczym „partii zagranicy”, czyli Unii Demokratycznej, pętał się po rozmaitych Komitetach Obrony Demokracji – jako autorytet moralny, cokolwiek wprawdzie zaśmierdziały, niemniej jednak. Kiedy w dodatku Wielce Czcigodny Przemysław Czarnek dopuścił się samowolki, postulując wstrzymanie przez Polskę wszelkiej pomocy dla Ukrainy, Naczelnik Państwa najwyraźniej poczuł, że cugle wymykają mu się z rąk. Toteż nie tylko natychmiast przywrócił Wielce Czcigodnego Przemysława Czarnka do pionu, ale postawił płomiennym sługom Polski ultimatum, że w ciągu tygodnia muszą zrezygnował z uczestnictwa we wszelkich „stowarzyszeniach”. Słowem – nie ma żadnych „dwóch płuc”, tyko jedne – cały czas te same, to znaczy te, którymi oddycha sam Naczelnik.

Na to ultimatum natychmiast zareagował Wielce Czcigodny Jacek Sasin i swoje stowarzyszenie rozwiązał, podczas gdy Mateusz Morawiecki, jak-gdyby-nigdy-nic, po staremu zapowiada na 31 lipca „grilla” swego stowarzyszenia „Rozwój Plus”, podczas którego ma się namawiać, jakby tu służyć Polsce w nowej sytuacji. Wyznawcy Naczelnika Państwa twierdzą wprawdzie, że to jest kolejna intryga naszego wirtuoza intrygi. Chodzi o to, żeby stworzyć wrażenie, że Mateusz Morawiecki się zbuntował – a kiedy już wszyscy się na to nabiorą, wtedy, tuż przed wyborami, buntownicy ponownie „zleją się” z PiS-em. Tak właśnie kombinował generał Wojciech Jaruzelski, którego intrygę streścił w poetyckich strofach Janusz Szpotański: „Nie płoszmy ptaszka. Niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje (…) aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki. Wnet się posypią piękne wyroki!

Czy jednak to nie jest zbyt piękne, by było prawdziwe? Pamiętajmy bowiem, że Naczelnik Państwa wprawdzie jest wirtuozem intrygi, ale takim, co to z reguły na końcu potyka się o własne nogi. Zatem zatwardziałość Wielce Czcigodnego Mateusza Morawieckiego równie dobrze może dowodzić, że on też już nie żartuje, tylko realizuje trzecią część swego zadania w postaci neutralizowania PiS. Chodzi o to, że wobec proklamowania strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, którego nieuchronnym następstwem jest wymiksowywanie Polski z polityki europejskiej, w naszym bantustanie nie są już potrzebne żadne listki figowe, którą to rolę przez ponad 30 lat wypełniał Naczelnik Państwa na czele formacji, co to zmieniały wprawdzie nazwy, ale nie porzucały „postawy służebnej” wobec Naszych Sojuszników. Skoro tedy Nasz Sojusznik wrócił do polityki, jaką na wschodzie Europy forsował w roku 1917, pozwalając na powstanie Ukraińskiej Republiki Ludowej, żeby przy jej pomocy szachować Rosję i utrzymywać w ryzach Polaków, to po co tu jeszcze jakieś listki figowe? Ani Niemcom, ani Ukrainie, Polska nie jest już do niczego potrzebna, więc i ultimatum Naczelnika Państwa wobec Wielce Czcigodnego Mateusza Morawieckiego może w tej sytuacji być tylko rodzajem bezsilnego złorzeczenia.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Niemcy opublikowały tekst umowy, której treść ukrywa polski rząd. Polska wybuduje na swoim terytorium infrastrukturę dla Bundeswehry?

Fot. Bundeswehra

Niemcy opublikowały tekst umowy, której treść ukrywa polski rząd. Polska wybuduje na swoim terytorium infrastrukturę dla Bundeswehry?

4 sierpnia 2026 Mateusz Pławski

Niemcy opublikowały pełny tekst podpisanej z Polską umowy o współpracy obronnej, podczas gdy dokumentu nadal nie udostępniono na oficjalnych stronach polskiego rządu. Porozumienie przewiduje rozwój na terytorium Polski infrastruktury logistycznej, która może służyć jako zaplecze zaopatrzeniowe dla niemieckich wojsk stacjonujących na Litwie.

Niemcy opublikowały pod koniec lipca w Federalnym Dzienniku Ustaw pełny tekst polsko-niemieckiej umowy o współpracy w dziedzinie obronności, podpisanej 17 czerwca 2026 roku w Warszawie. Do chwili publikacji tego artykułu dokument nie został udostępniony na oficjalnych stronach polskiego rządu ani Ministerstwa Obrony Narodowej.

Na sprawę zwrócił uwagę we wtorek Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego. W serii wpisów opublikowanych na platformie X przedstawił najważniejsze postanowienia umowy oraz wskazał, że polska opinia publiczna mogła zapoznać się z pełnym dokumentem dopiero dzięki jego publikacji przez stronę niemiecką.

„Dokument pełen jest deklaracji o partnerstwie. Problem w tym, że gdy przechodzi się do konkretnych zapisów, trudno oprzeć się wrażeniu, iż to właśnie niemieckie priorytety stają się osią tej współpracy” – podkreślił Meitz.

Szczególne znaczenie ma art. 3 umowy, poświęcony rozbudowie potencjału obronnego i współpracy operacyjnej. Jego ust. 6 przewiduje rozwój infrastruktury wsparcia logistycznego na terytorium Polski.

„Strony podkreślają znaczenie rozwoju infrastruktury wsparcia logistycznego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, która może służyć jako baza zaopatrzeniowa dla kontyngentu niemieckich wojsk lądowych stacjonującego w Republice Litewskiej, a także dla innych państw członkowskich NATO w ramach zbiorowej logistyki sojuszniczej” – zapisano w dokumencie.

Oznacza to, że część infrastruktury potrzebnej do zaopatrywania niemieckich wojsk rozmieszczonych na Litwie może zostać ulokowana w Polsce. Umowa nie przesądza jednak, że powstanie na terytorium naszego kraju odrębna stała baza Bundeswehry ani że Polska samodzielnie sfinansuje budowę całego zaplecza.

Art. 10 porozumienia stanowi, że każda ze stron ponosi koszty związane z realizacją własnych zobowiązań. Dokument nie precyzuje jednak, które konkretne inwestycje infrastrukturalne miałaby finansować Polska, a które Niemcy. Nie określa również wartości przedsięwzięć ani przyszłych zasad własności i zarządzania powstałymi obiektami.

Umowa zawiera również szersze postanowienia dotyczące przemieszczania wojsk. Polska i Niemcy mają umożliwiać tranzyt oraz stacjonowanie sił zbrojnych drugiej strony na swoim terytorium.

Strony zobowiązały się do usprawniania procedur administracyjnych i dyplomatycznych związanych z przekraczaniem granic, zapewniania wsparcia operacyjnego oraz wspólnego i wzajemnego korzystania z infrastruktury niezbędnej do sprawnego przemieszczania wojsk.

Porozumienie uznaje mobilność wojskową za kluczowy element umożliwiający szybkie przerzucanie sił sojuszniczych. Polska i Niemcy mają wspierać rozwój mobilności w ramach inicjatywy „Central Northern European Military Mobility Area” oraz uzgadniać rozwiązania przyjmowane przez NATO i Unię Europejską.

Oba państwa zadeklarowały także wzajemne wspieranie rozwoju, rozbudowy i ochrony infrastruktury wojskowej oraz cywilnej, która może być wykorzystywana przez siły zbrojne. W umowie wymieniono linie kolejowe, drogi, lotniska, mosty i centra logistyczne przeznaczone do szybkiego transportu żołnierzy oraz ciężkiego sprzętu.

Strony mają również wzmacniać wschodnią flankę NATO poprzez wspólne inwestycje w szeroko rozumianą infrastrukturę, poprawiającą zdolność Sojuszu do prowadzenia operacji wojskowych w kierunku wschodnim.

Przewidziano ponadto współpracę wojsk inżynieryjnych w zakresie infrastruktury obronnej oraz technicznego wsparcia działań bojowych.

Meitz zwrócił uwagę, że dokument zawiera konkretny zapis dotyczący infrastruktury w Polsce, która może obsługiwać niemieckie wojska na Litwie, nie wskazując równie szczegółowo analogicznego przedsięwzięcia realizowanego w Niemczech na potrzeby Wojska Polskiego. Zdaniem eksperta może to świadczyć o asymetrii porozumienia.

Umowa przewiduje także pogłębienie współpracy przemysłów obronnych, obejmujące wspólne zakupy, produkcję, badania, projekty technologiczne, tworzenie łańcuchów dostaw i transfer technologii.

W dokumencie nie określono jednak minimalnego udziału polskich przedsiębiorstw w przyszłych projektach, nie zagwarantowano lokalizacji produkcji w Polsce ani nie wskazano konkretnych technologii, które miałyby zostać przekazane polskiej stronie.

Ministerstwo Obrony Narodowej informowało po podpisaniu porozumienia, że obejmuje ono m.in. współpracę operacyjną, wspólne ćwiczenia, mobilność wojskową, cyberbezpieczeństwo, działania w przestrzeni kosmicznej, ochronę infrastruktury krytycznej oraz współpracę przemysłów obronnych. Resort nie udostępnił jednak pełnej treści dokumentu, który został opublikowany w oficjalnym niemieckim źródle.

Applebaum i Jabłoński a dylematy Polski wobec Ukrainy i Rosji

Bratkiewicz: Applebaum i Jabłoński

W poglądach protagonistów, których los obdarzył powyższymi nazwiskami, skotłowały się sprawy strategiczne dla polskiej polityki w odniesieniu do Rosji i Ukrainy. Poglądy owe uchodzą za kwintesencję patriotyzmu polskiego i nakazują odwet na Rosji – gdziekolwiek i jakkolwiek – za dziejową przegraną Rzeczpospolitej w XVIII, XIX i XX wieku.

Żeby imperatyw ów uprościć tak, aby pojęła go młodzież patriotyczna – to chodzi w nim, młodzi przyjaciele, o to, żeby „dojebać Ruskim”. Nad uklepywaniem tego imperatywu pracowały pokoleniami polskie szkoły i komplety podziemne, uczelnie oficjalne i latające uniwersytety oraz mozoliły się generacje patriotycznych rodzin przy wbijaniu do głów swych pociech wrogości do Moskala in saecula saeculorum. Imperatyw ten iście przynależy do kategorii komunałów, stereotypów po prostu – czyli jest najtwardszym pierwiastkiem na „kulturowej tablicy Mendelejewa”.

Widać okiem nieuzbrojonym, jak odradza się POPiS-owa dwójjednia na tle stosunku do Rosji i Ukrainy i łożyskuje ów antyrosyjski nakaz patriotyczny. Teraz Ukraina postrzegana jest przez naszych rusofobów jako dawny kozacki sojusznik w chwalebnych wyprawach na Moskwę onego czasu. Sojusznik, który podporządkowywał się polskiej zwierzchności. Ukraina stała się ikonicznym atrybutem tego hulajgrodu, który nasi prometeiści i jagielloniści chwacko wypychają przeciw Rosji i na jej pohybel. Na szczycie zaś tej machiny widać wiele celebryckich twarzy, tak z PiS-u, jak i z PO.

Znamienny przypadek platformerskiego myślenia o Rosji i Ukrainie przedstawia Anne Applebaum, publicystka amerykańsko-polska, żona Radosława Sikorskiego. Politycznie wychowana na doktrynie amerykańskiego antysowietyzmu lat reaganowskich, talenty swe poświęciła obnażaniu zbrodni sowieckich. Jej stosunek do Federacji Rosyjskiej także osadza się mentalnie na antysowietyzmie, co w latach 90. usprawiedliwiały  machinacje władz jelcynowskich, np. próby pokrzyżowania planów rozszerzenia NATO na wschód.

Szczególne jednak rozeźlił panią Applebaum nowy od 1999 r. przywódca Rosji, Władimir Putin, dawny funkcjonariusz KGB. Już od pierwszych lat naszego stulecia promowała inwektywę „putinizm”, choć w latach 2008-2010 stosunki polsko-rosyjskie rozwijały się nader pomyślnie, w czym była duża zasługa jej małżonka. Jednak gdy zadymiły w 2014 r. pierwsze wulkany skonfliktowania między Ukrainą a Rosją, Anne Applebaum otwarcie stanęła w szranki przeciw imperializmowi rosyjskiemu. I napisała do amerykańskiego periodyku „The Atlantic” artykuł, który znamiennie zatytułowała Ukraina tak naprawdę potrzebuje nacjonalizmu (Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs). Ilustrując swą wyjściową tezę, panegirycznie przywołała m.in. banderowskie salutowanie: „Chwała Ukrainie ! Bohaterom chwała !”.

Chwalba względem Ukrainy w piśmiennictwie pani Applebaum syci się przede „troską pierwszoplanową, żeby powstrzymać rosyjski imperializm”. Wypasa się więc na jej wrogości do Putina, a zatem do Rosji – skoro wypromowała takiego tyrana. Autorka nagradzanych tu i ówdzie książek o Gułagu i o wygłodzeniu Ukrainy dostrzega za tymi zbrodniami barbarzyński i niepojęty świat zsowietyzowanego Rosjanina, który wspierał Stalina, a dziś głosuje na Putina. Ale to tylko połowa drogi do zrozumienia Rosji, i nikt uczciwy oraz inteligentny nie poprzestałby na tym.

Bez wątpienia, ponad 100 lat temu bolszewicy wykoleili Rosję, która naówczas od dwóch przynajmniej dekad milowymi krokami zbliżała się do swej potęgi gospodarczej, nade wszystko zaś utrwalała swoją europejską tożsamość. Toteż obecnie musi rodzić się pytanie, co robić, jak postępować z taką zwichrowaną dziejowo Rosją ?

Przez kolejne dziesięciolecia od 1991 roku polska polityka zagraniczna kierowała się aksjomatem: żadnej taryfy ulgowej dla Rosji, niech kaja się za zbrodnie sowieckie i podąża ślepo za dyrektywami Zachodu. Kiedy UE i Rosja usiłowały zbudować ambitną platformę partnerstwa na rzecz modernizacji, jej konstruowanie szło mozolnie pod wpływem takich nastawień, choć i rosyjska pasywność odegrała w tym niechlubną rolę. A partnerstwo to zawaliło się wraz kompromisem kijowskim z lutego 2014 r., który przeistoczył się w pokojowy zamach stanu w wykonaniu opozycji majdanowej. Trzej weimarscy ministrowie SZ, którzy przyczynili się do tego kompromisu, w efekcie rozbudzili niczym uczniowie czarnoksiężnika – chociaż zdawali się na kompetencje Radosława Sikorskiego jako speca, w ich pojęciu, od Wschodu – złe moce, których potem nie byli w stanie poskromić. I które uzłowieszczyły się w postaci przewlekłej wojny rosyjsko-ukraińskiej, od 2022 r. toczącej się w pełnej skali.

Anne Applebaum zapewne uważa, iż dosiada pegaza lotności sowietologicznej, ale ten nadziemski galop pozostaje w nader powierzchowniej, niepogłębionej relacji do materii socjokulturowej w Rosji i Ukrainie. Chociażby takich jej aspektów, że w Rosji jej imperialną wielkość ludzie rosyjscy uważają za pokłosie dziejowego mozołu i krwi, przez wieki hojnie szafowanej i wniesionej w ofierze za poczucie wybrańczości i majestatu historycznego. Na tym osadza się oś rosyjskiego systemu wartości. I rzeczy te należy uwzględniać – ale oczywiście nie korzyć się przed nimi – w polityce wobec Rosji, jeśli chcemy, żeby była konstruktywna.

Pani Applebaum swoją narrację o Rosji kleci z płytkich kalek amerykańskiej sowietologii pośledniego typu, którym daleko do wyżyn analizy kulturowo-historycznej, jaką uprawiał Richard Pipes. A już płycizny badawczej i politycznej dowodzi fakt, że jako czynnik państwotwórczy dla Ukrainy Anne Applebaum rekomenduje ukraiński nacjonalizm, który w XX wieku przyjął postać bestialską.  Zważywszy na postępującą banderyzację Ukrainy, rekomendacja pani Applebaum przypomina kreacjonistyczną pasję rabina z Pragi, Jehudy Löw ben Becalela, który stworzył Golema dla własnej obrony, aliści monstrum rychło poczęło atakować wszystkich naokoło.

Paweł Jabłoński, poseł PiS-u, były wiceminister spraw zagranicznych, to postać, która swą znajomością Wschodu i w ogóle inteligencją odstaje od Anne Applebaum przynajmniej o jedno okrążenie stadionu. Z ochłapami jego wiedzy i rozumienia Wschodu można się było zapoznać w programie Warzecha Contra kilka tygodni temu. Poseł Jabłolnski zademonstrował w nim podejście do Rosji i Ukrainy proste jak konstrukcja cepa. „Ja Rosję definiuję jako wroga Polski, Ukrainę jako rywala Polski, w niektórych kwestiach, w innych jako partnera” – oznajmił wszem wobec tuz pisowskiej dyplomacji. A czasy mamy trudne, albowiem „dzisiaj administracja USA mówi to, co myśli bardzo wielu przywódców państw zachodniej Europy. Oni bardzo chcą, przebierają nogami do nowego resetu z Rosją. Wielu polityków w zachodniej Europie, uzależnionych też od swoich przemysłowców, którzy znów chcą kupować tani rosyjski gaz, ropę, dąży zakulisowo do tego, żeby się z Rosją dogadać. (…) Reset z Rosją i uznanie jakichkolwiek zdobyczy terytorialnych Rosji może spowodować – i jest to niestety bardzo prawdopodobne – że Rosja uzna to za swoje zwycięstwo. W związku z tym będzie wyciągała z tego jedyny logiczny wniosek – że za kilka lat, a może kilkanaście miesięcy, warto rozpocząć kolejną wojnę, może znów uda się zdobyć jakieś terytoria”. Słowem – rozpacz, Finis Poloniae.

Żeby Jabłoński, a może Kaczyński, nie musiał wykrzyczeć tego tragicznego zawołania Kościuszki pod Maciejowicami, należy dokładać starań politycznych i dyplomatycznych, iżby wojna rosyjsko-ukraińska trwała jak najdłużej. Zabiegać o to należy u Trumpa, który – jak wiadomo – za pierwszej kadencji umiłował PiS, za drugiej zaś nosi na odwrocie kieszonkowego lusterka podobiznę Nawrockiego w stroju boksera. „Jeśli chcemy, aby polityka amerykańska wyglądała inaczej, to oni muszą poznać nasze argumenty” – przenikliwie i dalekowzrocznie zauważa poseł Jabłoński, wierząc głęboko, że argumentacją PiS-u Trump zaczytuje się już podczas śniadania, a Departament Stanu analizuje ją przez kolejne pół dnia.

Jabłoński ucieleśnia typową dla parweniuszy z PiS-u nadgorliwość w upowszechnianiu pisowskiej politgramoty, z tupetem i bez zahamowań. Uwidoczniło się to w trakcie rozmowy z redaktorem Warzechą, który skądinąd pokazał wysoką klasę i dyplomatyczne opanowanie, zmagając się słownie z trajkocącym kauzyperdą z PiS-u. To, co w programie Warzecha Contra wyjęzyczył Jabłoński to banalne kuplety, które prowadzą tylko do klęski w polityce na kierunku wschodnim. Zaś Anne Applebaum wysłowiła praktycznie – choć bardziej finezyjnie – to wszystko, co zbiega się z wysiłkiem myślowym posła Jabłońskiego: „byle do…ać Rosji”.

Prof. Jarosław Bratkiewicz

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Morawiecki – symbol globalizmu i mistrz zwodzenia

Morawiecki – symbol globalizmu i mistrz zwodzenia

Zygmunt Białas

W 26-minutowym podcaście zatytułowanym „Globalistyczny grill u Mateusza Morawieckiego”  omawia prof. Adam Wielomski   program nowego ugrupowania Polska Plus – zwanego przez ‚złośliwców’ Pluskwą – na tle działania byłego premiera:

https://youtube.com/watch?v=G3jYPxcGrkg%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Spotkanie członków powstającej partii i sympatyków odbyło się na warszawskiej Pradze, na tzw. Szmulowiźnie (dlaczego akurat tam? – pyta profesor). A. Wielomski nie kryje swego krytycznego nastawienia do M. Morawieckiego, który kojarzy się z covidianizmem, namordnikami, szczepionkami, terrorem policyjnym wobec wątpiących w covida, z bezapelacyjnym poparciem kijowskiego reżimu [no i z roztrwonieniem uzbrojenia polskiej armii – przypis ZB].

Kojarzy się z beztroskim wpuszczeniem do Polski paru milionów Ukraińców i setek tysięcy przybyszów z innych państw. Kojarzy się z kapitulancką postawą wobec UE, m.in. z przyjęciem zielonego ładu, gdy teraz twierdzi on, że nie przyjął tegoż ładu.

Mateusz Morawiecki

Mateusz Morawiecki

Na spotkaniu mówił były premier: „Migracja nie jest żadną odpowiedzią na demografię”  i opowiedział się przeciwko otwieraniu granic i wpuszczaniu milionów cudzoziemców. Można tu zadać pytanie, co on robił, gdy rządził. Przypomina profesor, że za rządów Morawieckiego wydano w Polsce 4 300 000 zezwoleń na pobyt w Polsce oraz 1 230 000 na pobyt czasowy. Były premier zmienił charakter państwa narodowego na wieloetniczne. Wiarygodność byłego premiera jest zerowa.

Wielkim nieobecnym, wręcz szarą eminencją na grillowaniu był Grzegorz Braun. Mówił Bronisław Wildstein:„Traktowanie Brauna jako prawicy mnie zdumiewa i przeraża. Program jego partii wygląda literalnie tak, jakby był pisany na Kremlu, i przemyślany po to, by kompromitować Polskę. Jeśli stwierdza się, że Rosja nam nie grozi, że my prowokujemy Rosję, jeśli bliżej tej partii do Iranu niż do USA, to zastanawiam się, dlaczego ludzie chcą głosować na to. On mówi rzeczy, które są niedopuszczalne”. – Czyli w sumie, każdy, kto nie popiera Ukrainy, popiera Putina.

Komentuje prof. Wielomski: „Spodziewałbym się wypowiedzi, które opisałyby nam różnice nowej formacji, różnice, które spowodowały oddzielenie się od PiS-u. A tu okazuje się, że tożsamość opiera się na haśle: Jesteśmy anty-Braunem, jesteśmy anty-Koroną”.

Na grillu u Morawieckiego

Na spotkaniu pojawił się nie kto inny jak Garri Kasparow, kiedyś znany szachista rosyjski, a dziś zaciekły przeciwnik W. Putina. Jest Kasparow powiązany z fundacją Open SocietyGeorge’a Sorosa. Można tu postawić pytanie, czy Morawiecki nie jest człowiekiem Sorosa.

Publiczność zadała pytanie: „Czy Ukraina biorąca na sztandary SS Galicien, ale bijąca się z Rosją, jest w dalszym ciągu naszym sojusznikiem?” – Odpowiedział – według profesora asceta intelektualny robiący za intelektualistę – Jan M. Rokita: „Każda Ukraina, bo to jest fundamentalny interes państwa polskiego. Na Ukrainie może być Chmielnicki, skrajna dyktatura, może być Zełenski. Każdy, kto chce odpychać Rosję od granic Polski”.  

Było to grillowanie wielką manifestacją polskojęzycznej ideologii globalizmu, czyli tego wszystkiego, co Morawiecki wdrażał jako premier. „Uważam go za najgorszego premiera III RP” – mówi profesor. – „Widzę inicjatywę Morawieckiego jako niebezpieczną dla Polski, bo pod hasłami katolickimi i patriotycznymi jest nam sprzedawany program turbo globalistyczny. Tym samym jest były premier bardziej niebezpieczny od D. Tuska, którego kiedyś był doradcą”.

Zygmunt Białas

Czy NATO lub jego część już toczy wojnę z Rosją?

Górzny: własnym zdaniem …

W trakcie trwania całej tej zawieruchy za naszą granicą i wojennego podniecenia, dotykającej tak samo bezpośrednich zarządców polskiego państwa, jak i znacznych kręgów społeczeństwa otumanionego propagandą, i zapałem dla idei „rzucenia na stos” losów naszego kraju i jego obywateli, jeden z moich dobrych znajomych, zapytał mnie – Czy będzie u nas wojna?

Wiesz, powiedział, ja zawsze myślałem, że należę do pokolenia Polaków, którego wojna nigdy nie dotknie, ale dziś już tak tego nie dostrzegam.

Odpowiedziałem mu, że wojna do nas przyjdzie tylko wtedy, jeśli my i zachód, tę wojnę wywołamy albo skutecznie sprowokujemy.

Dzisiaj to co wydawało się absurdem przez całe dziesięciolecia, puka do naszych drzwi. Jakie są tego przyczyny i kto nas wepchnął w tą całą, kompletnie absurdalną sytuację oraz jak to się dzieje, że nie tylko dajemy się w nią wpychać, ale duża część społeczeństwa wręcz raźnym krokiem w takt tarabanów biegnie ku przepaści?

To zagadnienia na odrębne rozważania. Dziś zastanówmy się na ile realną jest taka eskalacja wojny z Rosją, która doprowadzi do bezpośredniego starcia tego państwa z NATO lub grupą „chętnych” do otwartego z nim konfliktu?

Dyskusje na ten temat, jeszcze kilka lat temu kompletnie niesłyszalne, nie tylko zalewają internet i są wątkiem prywatnych rozmów, ale również coraz częściej pojawiają się w poważnych artykułach i rozważaniach a propaganda oraz marionetkowa władza, krok po kroku oswajają nas z wizją wojny z naszym udziałem i w naszych granicach.

Dziś nie mówi się już o dekadach lub nawet latach od potencjalnego wybuchu, ale o miesiącach a nawet tygodniach.

W momencie, kiedy osoba pełniąca urząd premiera a za nim cała plejada pomniejszych polityków odmienia słowo wojna w tak bliskiej perspektywie, każdy myślący człowiek powinien zacząć się bać. Nie tylko o siebie, ale także o swoich bliskich, o przyszłość a raczej jej brak o rujnowanie planów i perspektyw. A wreszcie o życie i los naszego i kolejnych pokoleń.

Rzeczą ponurą i złowróżbną jest fakt, którego istnienia, niewielu z nas widzi, że oto „zachód” a przynajmniej jego znacząca część, już wojnę z Rosją rozpoczął i ją prowadzi.

Tak. Polska jest w gronie państw, które dziś prowadzą niewypowiedzianą wojnę z atomowym mocarstwem. Jak dotąd władze na Kremlu udają, że tego nie dostrzegają. Zostały postawione w sytuacji brydżowego przymusu krzyżowego, ale ciągle próbują – raz zachować się odpowiedzialnie w nadziei na opamiętanie z drugiej strony, dwa nie oddać pierwszego, ostrego strzału, zdając sobie sprawę zarówno z międzynarodowej sytuacji politycznej w jakiej w takim wypadku by się znalazły jak i konsekwencji egzystencjalnych jakie niesie dla obu stron taka skala eskalacji.

Niestety, z drugiej (co przykre, „naszej”) strony konfliktu, brak jest jakiegokolwiek opanowania i odpowiedzialności. Dlaczego? To znów odrębne zagadnienie. Łamanie bez konsekwencji kolejnych „ czerwonych linii” jakie stawia Kreml i później je odpuszcza, rozzuchwala coraz bardziej dyrygentów antyrosyjskiej koalicji a obsesja zadania strategicznej klęski Rosji, pozbawia ich jakiejkolwiek empatii wobec własnych społeczeństw, które potencjalnie doświadczą skutków takiej eskalacji.

Dlaczego twierdzę, że NATO lub jego część już toczy wojnę z Rosją? Otóż wojna jako starcie zbrojne pomiędzy państwami lub grupami państw nie toczy się wyłącznie na froncie. Wojna to także zaplecze i działania towarzyszące. Dziś grupa państw zachodnich stanowi pełne zaplecze i wsparcie dla Ukrainy. Całość finansowania, najważniejsza część produkcji wojennej, szkolenie wojsk, zaplecze medyczne a w szczególności wywiad satelitarny i powietrzny, kierowanie pocisków i dronów dalekiego zasięgu, wybór celów na terenie Rosji, obsługa najbardziej zaawansowanego sprzętu przez specjalistów NATO, internet satelitarny czyli „oczy wojny” – to wszystko zapewnia zachód w formie darowizny, udziału i podsycania konfliktu.

Ukraina obecnie jest na pełnym utrzymaniu zewnętrznym a jej głównym zadaniem jest dostarczanie „mięsa armatniego i dronowego” na które to „mięso” polowania odbywają się każdego dnia i w każdej miejscowości tego kraju.

Z tego powodu stwierdzenie „pomoc Ukrainie”, brzmi jak ponury żart. Niestety propaganda i wzniecone tam nastroje skrajnie szowinistyczne, nie pozwalają ogółowi Ukraińców dostrzec tego, że w oczach swoich rzekomych sojuszników perspektywicznie znaczą mniej niż zero a ich wartość wynika wyłącznie z faktu walki z Moskwą.

A jaka jest dziś sytuacja Rosji? Jest ona ostrzeliwana tysiącami zachodnich dronów i rakiet naprowadzanych przez tenże zachód na cele które właśnie on wybiera. Front również w zdecydowanej większości i coraz bardziej polega na broni, amunicji, internecie, wywiadzie i specjalistach zachodnich.

Ostrzał rosyjskiego zaplecza nasila się każdego miesiąca i ten proces będzie postępował w miarę jak coraz większa część przemysłu i gospodarki państw zachodnich będzie przestawiana na tory wojenne.

Dziś Ukraina posiada za swoją zachodnią granicą bezpieczne zaplecze gospodarcze, nie atakowane przez Rosję i udające niezaangażowanie.

W II wojnie światowej najważniejszym czynnikiem który pozwolił Związkowi Radzieckiemu przetrwać i zwyciężyć, była ewakuacja kluczowego przemysłu z rejonów zachodnich na dalekie zaplecze w rejon Uralu czy Kazachstanu, poza zasięg lotnictwa niemieckiego. Dziś tego zaplecza Rosja nie ma, ma je zaś Ukraina. Sytuacja obecnie różni się od tej sprzed 85 lat, ponieważ z jednej strony w zasadzie cały przemysł rosyjski znajduje się lub wkrótce znajdzie w zasięgu zachodniej (tylko pozornie ukraińskiej) broni dalekiego zasięgu a z drugiej, że Moskwa pomimo że posiada broń mogącą skutecznie porazić europejskie i nie tylko zaplecze logistyczne i przemysłowe Kijowa, nie może tego zrobić bez eskalacji której skutków nie możemy sobie nawet wyobrazić.

Pytaniem zasadniczym jest jak długo Kreml będzie udawał, że wierzy iż NATO do wojny jeszcze nie przystąpiło i na ile starczy mu cierpliwości?

O tym jak mogą wyglądać scenariusze kolejnych eskalacji oraz jak blisko jest wojna europejska a także ile czasu nam jeszcze pozostało, w następnej odsłonie…

Andrzej Górzny

Kościół jako polityczny wychowawca narodów

Feliks Koneczny

I.

O METODACH

Rozważając zagadnienia państwa chrześcijańskiego, a zwłaszcza temat „Kościół jako polityczny wychowawca narodów”, zastosujemy do tych problemów metodę indukcyjna, jedyną, która wiedzie do odkryć w naukach historycznych. Jest ona też dziełem historyka zawodowego. Historykiem bowiem był jej twórca, Bacon werulamski (1561-1626), który wychodząc od historii ogarnął najrozleglejsze rozłogi wiedzy, a którego wiedza miała w jego myśli służyć jednakowo naukom humanistycznym i przyrodniczym.

Ale zjawiły się metody inne, a wśród nich medytacyjna. Nazywam ją tak od Condorceta, który w 1793 oświadczył, że w naukach humanistycznych „odkrycia stanowią nagrodę samej medytacji”. Przypomnę też, jak zdaniem Wrońskiego (1778-1853), „wiedza, jak taka, jest z góry czysto kontemplacyjną lub spekulatywną”, co wychodzi zupełnie na to samo, co tamta „medytacyjność”.

Należy te sposoby rozumowania odróżnić od dedukcji naukowej, która musi mieć wpierw przed sobą jakieś założenie (już przedtem udowodnione), ażeby z niego snuć wnioski. Medytacyjna metoda nie wymaga w ogóle żadnych uprzednich studiów. Cała szkoła Condorceta poprzestawała na tym, że coś komuś wydało się jakimś, bo tak sobie „wyspekulował”. Sądzono, że człowiek inteligentny (a zwłaszcza matematyk lub literat ) może samą siłą swej inteligencji rozwiązywać wszelkie zagadnienia humanistyczne, nie potrzebując wcale studiów specjalnych „fachowych”. Metoda ta żyje dotychczas, a typowym jej piastunem jest znów matematyk, Bertrand Russel. Metodę tę trzeba śledzić i poznawać, żeby wiedzieć czego się wystrzegać, w jaki sposób nie należy i nie można rozumować o żadnej a żadnej sprawie z zakresu humanistyki. Rezultaty pewne otrzymuje się tylko indukcją.

Pierwszym warunkiem indukcji w tematach historycznych jest, żeby się zawsze liczyć z… chronologią.

Pozwolę sobie na mała dygresję, ażeby okazać na przykładzie, jak dana kwestia może przybrać zgoła inne oblicze, stosownie do tego, czy się będzie pedantem wobec chronologii, czy też potraktuje się ją bardziej liberalnie. Wybieram dla przykładu ciekawą sprawę o Macchiavella.

Wiadomo, jak obfitą jest tu literatura, ile studiów pochłonęło pytanie, czy krytyczny Florentczyk na serio urabiał swego „księcia”; jak to wytłumaczyć i usprawiedliwić (warto przypomnieć zdanie wielkiego Rankego, że Macchiavelli uważał Italię za dość silną, żeby jej w celach leczniczych móc zastrzyknąć truciznę). Ileż komentarzy do tego dzieła, ileż wyłoniło się argumentów, że w polityce nie sposób trzymać się moralności! Uznać trzeba, że piśmiennictwo naukowe, rozwinięte wokół „Księcia” obfituje w dzieła godne wszelkich pochwał dla wielu a wielu względów naukowych. Budzi atoli zdziwienie pewna okoliczność:

Jeżeli „Książe” miał służyć księciu na usprawiedliwienie (rządowi żołniersko-uzurpatorskiemu), jeśli miał tej państwowości dostarczyć duchowych fundamentów, czemuż książe nie łożył w wydanie „Księcia”? A gdyby przyłożyć do sprawy noniusz chronologii, sprawa będzie jeszcze ciekawsza: Dzieło było napisane w r. 1514, autor trzymał je w ukryciu i wyszło drukiem (w Rzymie) dopiero osiem lat po jego zgonie (1527-1535). Chronologia świadczyłaby tedy raczej, że Macchiavelli „sobie pisał, nie ludziom”, bo drukować nie mógł dla łatwo zrozumiałych okoliczności; a w takim razie nie będzie żadnej sprzeczności pomiędzy życiem autora, a chowanym przez niego pod kluczem… aktem oskarżenia. Ale nastać miały takie czasy, że książkę jego potraktowano pozytywnie, zamiast negatywnie.

II.

CZTERY POSTULATY MISYJ KATOLICKICH

Żeby tedy nie uchybić pedantyzmowi chronologicznemu, zaczniemy roztrząsania o stosunku Kościoła do życia publicznego od samego początku; jeżeli nie od samego Adama i Ewy, to przynajmniej gdzieś blisko nich, jak najbliżej. Wejdźmy z naszym problemem pomiędzy lud prymitywny i to choćby w zawiązkach protohistorii. Nie trzeba sobie czegoś „wyobrażać”; wyobraźnią nie udowodni się niczego w tej dziedzinie nauk! Nie trzeba się „wyobraźnią cofać” do prawieku naszych przodków, bo ludy prymitywne, nawet arcyprymitywne, istnieją dotychczas, a misjonarze do nich jeżdżą i przysyłają stamtąd sprawozdania.

Nadspodziewanie okazuje się, że tkwi w Kościele sama geneza państwowości. Samym misjonarstwem swym wytwarza Kościół urządzenia państwowe czyli państwowość, i rozsiewa zarodki państwa. Nie ma wprawdzie w Nowym Testamencie przepisów, jak urządzić państwo; nie ma w Ewangelii prawa ni prywatnego ni publicznego, a Kościół nigdy nie wybrał pewnych form dla państwa, ażeby się z nimi utożsamić, a inne potępić; ale Ewangelia osnuwa wszystko kategorią DOBRA, MORALNOŚCIĄ, ETYKĄ, i to wystarcza do wytworzenia wyraźnych drogowskazów we wszystkim, również w dziedzinie państwowej.

Każda misja katolicka niesie z sobą cztery postulaty : monogamię dożywotnią, dążenie do zniesienia niewolnictwa, zniesienie msty, wreszcie niezawisłość Kościoła od władzy państwowej, a to w imię niezawisłości czynnika duchowego od siły fizycznej. Te cztery wymagania są od samego początku te same i niezmienne i jednakie dla wszystkich rodzajów i szczebli cywilizacji, dla wszystkich krajów i ludów.

Fundament wychowania do wyższego szczebla życia zbiorowego, kamień węgielny organizacji państwowej mieści się w znoszeniu msty rodowej. Rodowe wykonanie msty stanowi obowiązek moralny, który trzeba od rodów przejąć i wypełnić go za rody, wyręczając je przez sądownictwo publiczne i publiczny wymiar kar.Polityczny zwierzchnik, a więc panujący (od kacyka do cesarza) staje się generalnym mścicielem za wszystkie rody, wykonawcą wszelkiej msty. Taki jest zaczyn sądownictwa państwowego.

Na najniższych nawet szczeblach, wśród najprymitywniejszych ludów, zaszczepia tedy misjonarz – nawet nieświadomie – państwowość, boć chcąc znieść mstę, musi przygotować ponadrodową władzę sadową, a naczelnik ludu nawróconego staje się nie tylko wodzem wojennym, ale też sędzią. Jest to pierwsza pokojowa funkcja państwowa.

Nie łatwo to przeprowadzić. Często głowa państwa sędzią być nie chce, ażeby nie ukrócać rodowego prawa zwyczajowego. Kiedy biskupi zażądali od Włodzimierza Kijowskiego, ażeby zajął się z urzędu sądownictwem kryminalnym, książę sprzeciwił się temu i postępował nadal „według urządzeń ojca i dziada”.

W Europie Zachodniej msta powikłała stosunki społeczne do tego stopnia, iż stałym stanem społeczeństwa stała się „wojna wszystkich przeciwko wszystkim”. Wieków trzeba było, żeby „treuga Dei” ograniczała mstę stopniowo; a wciągu tych pokoleń panujący zasiadał na sądach tylko na żądanie strony. Taki, który udawał się do swego księcia, żeby go wyręczył w mście i ukarał krzywdziciela, narażał na hańbę nie tylko siebie, lecz cały swój ród, bo usuwał się od osobistego spełnienia swych obowiązków i uznawał się być słabym. Długo też wyręczały się sądownictwem książęcym same tylko niewiasty, gdy im zabrakło męskiego mściciela. Działał „Treuga Dei” i robiła swoje, rozszerzana coraz bardziej, lecz jakżeż powoli i pod jakimże naciskiem kar kościelnych i nierzadkich klątw! W Polsce już za pierwszych Piastów wprowadzono za zabójstwo grzywny pieniężne, lecz krwawe zwady rodów zdarzały się jeszcze w XIV wieku. W Niemczech zaś dopiero na samym końcu XV w. ogłoszono „Landfrieden” w czym mieścił się zakaz wykonywania msty i przymus przekazywania krwawych sporów władzy państwowej. Minęło jednak jeszcze nieco czasu, zanim ustawa zdobyła sobie powszechne uznanie.

Wykonywanie msty, dziedziczne w rodach z pokolenia na pokolenie, wytworzyło i rozgałęziło długi szereg nadużyć i zbrodni; nadużywano bowiem msty i podszywano się chytrze pod nią, okrywając jej płaszczem liczne przestępstwa – aż do rozbojów włącznie. Ze stanu wojennego między rodami wytwarzały się walki całych okolic, aż wreszcie książę panujący w imieniu całej ludności swego kraju wypowiadał wojnę księciu ościennemu, stwierdzając krzywdę i urazę popełnioną względem wszystkich. Wojny rodziły się wprawdzie nie tylko z samej msty na wielką skalę, ale w znacznej, a może nawet po większej części taką miewały genezę i dlatego uważano je za uprawnione.

Zbrodniczość i wojny stały się niejako ubocznym produktem msty. Gdy zaś po kilku już pokoleniach niktby już nie zdołał osądzić, która strona pierwsza zawiniła i czy obie strony utrzymywały się w granicach prawa zwyczajowego, gdy przepadła nawet pamięć pierwotnego przedmiotu zwady, gdy wreszcie wygasły nawet rody, które mstę wszczęły, a jednak niebezpieczeństwo życia groziło na każdym kroku, widocznym stawało się coraz bardziej, ze ma się do czynienia już nie z mstą, lecz z jawnym opryszkostwem. Jak jedno z drugim wikłało się, widać było na Korsyce jeszcze poza połową XIX wieku.

Wypleniając mstę, staje się Kościół politycznym wychowawcą społeczeństw podwójnie: obdarzał ludy sądownictwem publicznym i zarazem zwiększał bezpieczeństwo życia i mienia. Oddając obie te dziedziny w ręce zwierzchności świeckiej, wytwarzał tym samym, a następnie rozszerzał i wzmacniał władze państwową.

Powiedziano już dawno i Kościele, ze stał się rodzicem i wychowawcą narodów, i to przyjęło się już powszechnie. Należy to jeszcze rozszerzyć, stwierdzając, że był również twórcą władzy państwowej, takiej, która by posiadała moc działania także poza sprawami wojennymi. Stałość i nieprzerwalność państwowości w państwie jest dziełem Kościoła ( Wyrazy „państwo” i „państwowość” nie są bynajmniej synonimami; państwowość oznacza urządzenia państwowe).

Przejdźmy do dalszych postulatów, stawianych przez Kościół zawsze i nieodmiennie każdej nawracanej społeczności. Kwestia monogamii dożywotniej jest już dostatecznie opracowana pod względem stosunku Kościoła do życia zbiorowego. Wiadomo powszechnie, że wyłoniło się z tego poszanowanie kobiety, przyznanie jej praw, w końcu równouprawnienie moralne i majątkowe.

Monogamia czyni z kobiety czynnik twórczy w życiu zbiorowym, podwaja ilość pracowników cywilizacyjnych. Mniej jest wiadomym, ze monogamia stanowi podstawę własności osobistej, że jedno z drugim łączy się nierozerwalnie. Bardzo się więc mylą utopiści, którym się wydaje, że dałby się pogodzić komunizm z katolicyzmem. Nie można przystać na komunizm, bo wraz przepadłaby monogamia, a po niedługim czasie rodzina w ogóle.

Również decydującym o życiu społeczeństw jest postulat znoszenia niewoli. Niewolnicy bywali w olbrzymiej większości robotnikami fizycznymi, podczas gdy wolni zajmowali się pracami umysłowymi. Orzeczenie apostoła narodów św. Pawła: „„Kto nie pracuje, niech nie je” zawiera w sobie moralny przymus pracy, który staje się w katolicyzmie przykazem etycznym. Kogo nie stać na pracę umysłową, spełni ten przykaz fizyczną. Skoro zaś fizyczna staje się koniecznością etyczną, tym samym godną jest szacunku ludzkiego, a zatem nie hańbi taka praca człowieka wolnego. Tkwi w tym cały przewrót społeczny, dokonywany stopniowo, ewolucyjnie, i wreszcie dokonany. Na tym tle nastąpił ogromny rozwój rękodzieła, a następnie tego wszystkiego, co zwiemy techniką, a która wyłoniła się bądź co bądź z rzemiosł. Klasycznemu światu nie brakło odkryć naukowych., lecz nie powstawały z nich odpowiednie wynalazki, bo praca fizyczna, pozostając we wzgardzie, pozostała na zbyt niskich szczeblach. Zniesienie niewolnictwa, zrównanie w wolności zajęć fizycznych z umysłowymi, sprawiały, że praca umysłowa przenosiła się także na rękodzieła i w tym tajemnica, dlaczego starożytność nie celowała wynalazczością, czemu wynalazki stanowią przywilej świata chrześcijańskiego.

Przejdźmy do czwartego postulatu katolickiego życia zbiorowego, do kwestii o niezależności Kościoła od władzy świeckiej. Jak wiadomo, ani Kościół wschodni, ani konfesje protestanckie nie uznają tego postulatu. Katolicyzm ma bowiem swoje własne pojęcia o państwie i o życiu zbiorowym w ogóle a od tych pojęć odstąpić nie może. Istnieje katolicka nauka o państwie.Istnieje ideał „Civitas Dei”, któremu dał początek św. Augustyn przed lat półtora tysiącem. Zarzucano w owych czasach chrześcijanom, że usuwają się od przyjmowania urzędów w państwie rzymskim, mówiąc dzisiejszym językiem, że bojkotują rzymską państwowość. Bywało tak istotnie często (chociaż nie zawsze i nie wszędzie), ponieważ państwowość owa była wówczas tego rodzaju, iż nie zasługiwała na szacunek nawet uczciwych pogan. W umysłowość chrześcijańską wdziera się zaś poprzez wszystkie wieki aż po dzień dzisiejszy, powstały wówczas okrzyk: „Quid sunt regna remonta justitia, nisi magna latrocinia?”. Nie chcieli tedy chrześcijanie służyć i służbą swa dopomagać owemu latrocinium – lecz obowiązki względem państwa traktowali pozytywnie i spełniali zawsze bez szemrania. Tym się jednak wyróżniali od początku, iż znali nie tylko obowiązki względem państwa, ale też obowiązki państwa względem obywatela. Związek jednostki z państwem był w etyce katolickiej od samego początku splotem wzajemnych praw i wzajemnych obowiązków; państwo zaś winnym było podlegać etyce tak samo, jak jednostka. Ilekroć państwowość jakiegoś państwa nie pozostawała w zgodzie z tym postulatem, nie mogła cieszyć się poparciem Kościoła. Albowiem postulat niezawisłości Kościoła od władzy świeckiej stanowi cząstkę tezy ogólniejszej: o wyższości pierwiastków duchowych ponad materialne.

Ideał zaś – „De Civitate Dei” – spełniał się niemało w ciągu wieków, lecz (jak każdy Ideał) w miarę spełniania urastał i nabierał nowych działów, nowych postulatów szczegółowych, stosownie do tego, jak komplikowało się coraz bardziej życie zbiorowe. Pomysł państwa Bożego na ziemi, tj. państwa urządzonego po Bożemu, nie jest bynajmniej nieziszczalny, lecz wymaga się od niego coraz więcej. Ledwie ziści się, czego w danym czasie się wymagało a narosło niemało wymagań nowych! Był czas, gdy wzdychano, by „Treuga Dei” mogła się ziścić, a dziś wymagamy bez porównania więcej, i daj Boże, żebyśmy mieli wymagania jeszcze większe!.

III.

ZASADY ŻYCIA PUBLICZNEGO NARODÓW

Metody życia zbiorowego kształcą się w katolicyzmie, doskonalą się w miarę, jak zbliżają się do ideału „Civitatis Dei”, a gdy się od niego odchylają, obniżają się i psują. W każdym razie są niezmienne. Jak wiadomo, Kościół nie identyfikuje się z żadną specjalna formą rządów, wymaga tylko od każdej, żeby zachować moralność według etyki katolickiej. Ale pośród wielości najrozmaitszych sposobów rządzenie istnieją pewne wytyczne zasadnicze, według których Kościół postępuje w swej wielkiej misji wychowawcy politycznego.

Głębie etyki katolickiej wywodzą się od poczucia osobistego stosunku do Boga i w tym właśnie tkwi największa siła moralna katolika. Bo choćby zrzeszenie dopuszczało się najcięższych przewinień, stosunek jednostki do Boga pozostaje czystym, skoro tylko nie aprobuje się zła. Ale też za to każdy z osobna ponosi osobistą odpowiedzialność za swe myśli, mowy i uczynki czego symbolem jest spowiedź osobista, podczas gdy protestantyzm, judaizm i buddyzm znają spowiedzie tylko gromadne. Odpowiedzialność gromadna z reguły nie jest odpowiedzialnością wystarczającą do ułożenia stosunku do Boga. Kto na niej chce poprzestać, ten prędzej czy później poderwie same zasady etyki.

Najdobitniej występuje ten stosunek w żydostwie, bo Żyd nie staje w myśli przed Bogiem, jako jednostka człowiecza, lecz zawsze jako Żyd. Wobec Jehowy jest się albo Żydem, albo nie Żydem: o stosunku do Boga decyduje według żydowskiego przekonania przede wszystkim przynależność do pewnego zrzeszenia, czy też do reszty ludzkości, która znajduje się poza tym zrzeszeniem. To jednak jeszcze nie wszystko, bo wszyscy ludzie należą do jakichś zrzeszeń, katolicy również; lecz chociaż w zrzeszeniu działa się nieraz gromadnie, katolik jest w swym sumieniu odpowiedzialnym nawet za czyn gromadny każdy osobiście, jakby każdy z osobna czynu tego dokonywał w całości. Stosunek bowiem między zrzeszeniem a członkiem zrzeszenia może być dwojaki, i zrzeszenia są pod tym względem również dwojakie; jedne tłumią osobowość i wyrabiają gromadność, inne zaś nie tylko nie przeszkadzają osobowości. Lecz nawet pielęgnują ją. Takie przeciwieństwo gromadności zwiemy personalizmem. Gdy zrzeszają się osoby przejęte tą cechą ducha, powstają zjednoczenia personalizmów; zrzeszenia najtrwalsze, najmocniejsze i sięgające najwyższych szczebli cywilizacyjnych.

Cała filozofia religijna katolicyzmu i cała cywilizacja łacińska oparte są na personalizmie. Wyraźnie Kościół naucza, jako każda dusza ludzka tworzy odrębna całość i jest obdarzona wolną wolą.

Jednostki, zrzeszając się do życia publicznego, natenczas tylko robią to prawdziwie, jeżeli działalność ta jest dobrowolną. Wtedy bowiem tylko formy tego życia stanowią prawdziwy wyraz woli danego zrzeszenia. A skoro zrzeszenie ma być tak urządzone, ażeby nie hamowało personalizmu, a zatem nie może opierać się na jednostajności, lecz musi posiąść trudną sztukę, żeby utrzymywać jedność przy rozmaitości. Tym się różni państwowość katolicka od wszelkiej innej, a zwłaszcza od bizantyjskiej. W cywilizacji bizantyjskiej nie rozumie się jedności inaczej jak w zupełnej jednostajności. To zaś sprzeczne jest z natura ludzka tak dalece, iż da się przeprowadzić tylko przymusem, niekiedy tylko terrorem. Jednostajność jest sztuczna, naturalną jest rozmaitość. Wszystko, co jest naturalnym wyrasta samo z siebie, jest organiczne i przechodzi w coraz nowe organizmy, których spójnią dobrowolność, do których przystaje się z przekonania. W rozmaitości życia publicznego każdy służy mu takimi środkami, jakie zezwala mu rozwinąć maximum sił, maximum zdatności i sprawności. tak powstają zamiłowania i powołania i miłość pracy koło wspólnego dobra; tak wytwarza się zapał, gotowość do poświęceń, wiara w sprawę i wiara w samego siebie, że wysiłki nie będą próżne i że ziarno trafi w końcu na właściwą glebę To wszystko dostarcza radości życia, które staje się twórczym, a co możebnym jest tylko w życiu publicznym organicznym.

Tylko organizm bywa twórczym; tej właściwości brak przeciwieństwu organizmu – mechanizmowi.

Życie publiczne musi być organiczne lub mechaniczne. W przeciwieństwie do samorództwa organizmu, mechanizm musi być sztucznie obmyślony. Spotykamy się tu z dwiema metodami myślenia, o którym była mowa na początku: z indukcją i medytacyjnością, a których następstwami wżyciu zbiorowym są aposterioryzm i aprioryzm. „Mechanikom” życia publicznego wystarczy coś, co sobie wymedytują i uznają z a pewnik, ażeby z tego wysnuwać potem wnioski do wszystkich działów życia, tym niebezpieczniejsze, im konsekwentniejsze. Np. wszystkie wnioski z materialistycznego pojmowania historii z socjalizmem na czele, zmierzającym do tego, by cały świat zamienić w mechanizm.

Mechanizm żadną miara nie da się apriorycznemu układowi stosunków, musi być w mechanizmie zgnębione w imię jednostajności.

Idzie się więc od personalizmu przez aposterioryczność do organizmu, od gromadności przez aprioryczność do mechanizmu. Organizm a mechanizm powstają z innych metod i odmienne są też warunki ich powodzenia. Im bardziej rozwinięty organizm, tym bardziej komplikuje się pośród swoich rozmaitości, gdy tymczasem jednostajny mechanizm dąży do jak największych uproszczeń. Ciekawego zaś zaiste doświadczenia dostarcza nam historia powszechna. Oto wszystkie rewolucje myślały apriorycznie, a działały mechanicznie. Dokonują się też rewolucje przez zanik personalizmu a gromadności, a gromadność nie zdołała utrzymać nawet powierzchownego, zewnętrznego ładu inaczej, jak mechanicznie.

Zmierza przeto z całych sił uproszczeń we wszystkim, a występuje zaciekle przeciw rozmaitości rozmaitych równoległych objawów życia publicznego.

Co więcej, inna jest etyka organizmów, a inna mechanizmów. Cóż mówić o moralności, gdzie zasługą jest gnębić i łamać, terroryzować i odbierać godność osobistą, nierozdzielną od wolności przekonań? Bo też godność osobista rodzi się tylko z personalizmu.

Ze wszystkiego tego wynika, ze pomiędzy organizmem a mechanizmem zachodzi proste a bezwzględne: albo – albo. Łączyć zaś w jakimś zrzeszeniu, np. w państwie, w pewnym dziale państwowości obowiązuje mechanizm (np. w wojsku), dział taki odgradza się zazwyczaj z wielka stanowczością od innych, traktując go z całą wyłącznością.

Państwo jakie takie musi także być albo organizmem albo mechanizmem. Zależy to od cywilizacji. Np. w turańskiej jest ono mechanizmem, a gdzieby przetwarzało się w organizm, tam runęłaby cywilizacja turańska. W cywilizacji łacińskiej państwo może być tylko organizmem.

Łączy się to z pewna szczególną tej cywilizacji właściwością. W każdej innej może się wytwarzać siła polityczna niezależnie od stanu społeczeństwa. Mongołowie wytworzyli olbrzymie i potężne państwo uniwersalne, chociaż sił społecznych u nich nawet dostrzec trudno; podobnie Turcja; w bizantyjskim cesarstwie społeczeństwo ledwie było tolerowane przez państwo, w jednak państwo to posiadało okresy siły. Wszędzie tam rodziła się siła polityczna poza społeczeństwem, powstając samodzielnie, działając samoistnie. Lecz nie zdarzyło się ani razu w historii cywilizacji łacińskiej, żeby państwo było silne, choć społeczeństwo słabe. Tu siła polityczna rodzi się z sił społecznych. O cywilizacji łacińskiej możnaby raczej powiedzieć, że w niej o siłę polityczną – o potęgę państwową – nie trzeba zabiegać wprost i bezpośrednio, lecz całą staranność życia publicznego obrócić w krzewienie sił społecznych. Te bowiem nadzwyczaj łatwo i w razie potrzeby automatycznie zmieniają się w siłę polityczną, gdy tymczasem największa nawet polityczna siła społecznych w sobie nie mieści. W cywilizacji łacińskiej państwo musi być oparte na społeczeństwie, bo inaczej pozostanie słabym, i tym słabszym, im bardziej chciałoby górować nad społeczeństwem. Z silnego społeczeństwa wyłania się silne państwo samo przez się. W naszej cywilizacji niema obawy o to, iżby siła społeczna mogła nie wydać siły politycznej; lecz na nic wszelkie zachody o potęgę państwa, gdzie społeczeństwo osłabione. Albowiem państwo w cywilizacji łacińskiej jest organizmem, wytwarza się w sposób naturalny ze społecznego podłoża. Wszelkie próby, żeby państwo wyemancypować niejako od społeczeństwa, dezorganizują tylko społeczeństwo, mącą i obniżają stan cywilizacyjny.

Państwo, wychylające się ze wspólnoty cywilizacyjnej ze społeczeństwem, należącym do cywilizacji łacińskiej, musi się stawać coraz bardziej mechanizmem i przystąpi do walki z personalizmem. A zatem nastałby rozłam pomiędzy państwem a społeczeństwem, co stanowiłoby klęskę najcięższą dla obu.

Przyczyna istotna (owa przyczyna przyczyn) takiego związki tych spraw w naszej cywilizacji jest bardzo prosta. Nie można robić jednej i tej samej rzeczy równocześnie dwiema metodami: prawo to sięga od robót najgrubszych i najłatwiejszych aż do wyżyn twórczości państwowej. W ten błąd popadłoby się jednak, gdyby się chciało osadzić państwo mechanizmowe na podłożu organicznym, gdzie społeczeństwo (naród) wytworzyło się i rozkwitać ma nadal z jednoczenia się rozmaitych organizmów społecznych. Nie da się wytworzyć zrzeszenia, które by było równocześnie organizmem i mechanizmem, bo mieszanina tego z tamtym posiada własności trujące; stanowi truciznę i dla państwa i dla społeczeństwa. Gdyby zapanowało gdzieś powszechne pomieszanie metod organicznych a mechanicznych, gdyby udzielało się stopniowo wszystkim dziedzinom życia zbiorowego, wyniknęłyby z tego następstwa absurdalne a straszne. Wspólna cywilizacja stanowi bowiem więź zrzeszeń: naruszanie przeto zwartości cywilizacyjnej jest robotą destruktywną, jest druzgotaniem więzi i narodowej i państwowej. Jest to gonitwa za zerem. Dodajmy, ze mechanizm nie wytworzy moralności, oświaty, ni dobrobytu.

Jeżeli więc chcemy się utrzymać przy cywilizacji łacińskiej, musimy trzymać się personalizmu, zasady rozmaitości, aposterioryzmu i organizmu z zasadą supremacji sił duchowych.

Tak jest i tak pozostać winno we wszystkich społeczeństwach, które „wychowywał Kościół”, ten Kościół, którego dziełem jest cywilizacja łacińska.

Do cech państwowości łacińskiej należy odrębne prawo państwowe, odrębność prawa publicznego w ogóle. Co innego prawo prywatne, co innego publiczne. Ten dualizm prawny należy do węgłów naszej cywilizacji, a zatem stanowi tez węgiel węgielny naszych pojęć polityczny.

Przeciwieństwem naszych pojęć w tej dziedzinie jest monizm prawny, znający jedno tylko prawo, albo samo publiczne. Monizm taki pochodzi z cywilizacji turańskiej. Tam władca jest właścicielem całego państwa i całej jego ludności. Te przejawy prawnicze, które my zwiemy prawem publicznym, wywodzą się tam ze zamplifikowanej własności prywatnej głowy państwa, skutkiem czego nastąpiło tam pochłonięcie prawa publicznego przez prywatne. Słowem, w turańskiej cywilizacji prywatne prawo władcy wobec ludności staje się prawem publicznym, które nie jest niczym odrębnym od prywatnego, lecz tylko rozbudową prywatnego dla interesów władcy.

Obecnie powstaje w Europie monizm prawniczy metoda całkiem odmienną. Zmierza się do zniszczenia prawa prywatnego przez publiczne, mianowicie przez prawo państwowe, bezetyczne, a w imię omnipotencji państwa. Apriorycznie określa się jaką ma być państwowość i gnębi się personalizm w imię gromadności, byle zmusić do poddania się koncepcjom powziętym z góry, sztucznym, którym sama tylko przemoc udziela życia.

Wpada się obecnie w monizm prawniczy, polegający na wyłączności prawa publicznego. A rozstrzygać o tym, co jest prawne, będzie pięść. Gdy zaś omnipotencja państwa obejmie władzę nad wszelkimi sprawami dotychczasowego prawa prywatnego, będzie musiało wszystko być postawione do swobodnego uznania władcy ( i jego biurokracji), któremu nadane będzie prawo dowolnego dysponowania wszystkim i wszystkimi. Wyjdzie się więc w końcu najzupełniej na turańszczyznę, choć się zaczęło z przeciwnej strony.

Etyka cywilizacji łacińskiej nie może się pogodzić z linią rozwojową wszechwładzy państwa, a więc ani z etatyzmem ani z biurokratyzmem, ni z elephantiasis ustawodawczą, ni z ex lex podczas pokoju. Nasza etyka musi zmierzać do państwa opartego na społeczeństwie, a wiec ku samorządowi. Wszelki zaś krok, który by odsuwał państwo od omnipotencji, będzie zarazem krokiem postępu dla etyki, oświaty i dobrobytu.

Fundamentalnym zaś wszystkiego warunkiem jest pielęgnowanie personalizmu. Toteż w życiu publicznym musi być szanowana jednostka.

Nasz ks. Prymas gnieźnieński woła donośnym głosem na całą Polskę, jako „jednostka ludzka istniała wpierw, niż państwo i posiada swe przyrodzone prawa”..a zatem „nie można pogodzić z prawem przyrodzonym pewnych współczesnych dążeń do zupełnego podporządkowania obywateli celom państwowym, do wyznaczania obywatelom jakiejś służebnej roli i do rozciągania zwierzchnictwa państwowego na wszystkie dziedziny życia. Regulowanie każdego ruchu obywateli, wtłaczanie w przepisy państwowe każdego ich czynu, mechanizowanie ich obywateli w jakiejś globalnej i bezimiennej masie sprzeczne jest z godnością człowieka i z interesem państwa, bo zabija w obywatelach zdrowe poczucie państwowe… Państwo nie jest antytezą jednostki, lecz uzupełnieniem jej prywatnego bytu” ((Ks. Prymas August Hlond: „ O chrześcijańskie zasady życia państwowego 1934 „)

A zatem nie należy pogrążać prawa prywatnego w publicznym; monizm prawny nie mieści się w katolicyzmie.

Wymaga natomiast katolicyzm monizmu monizmu w innej dziedzinie. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, jakoby istniały dwie etyki, odrębna dla życia prywatnego a odrębna dla publicznego, stoi Kościół na stanowisku monizmu etycznego. Ta sama musi być moralność w życiu prywatnym i w publicznym, nie wyłączając ani nawet polityki. My, katolicy, chcemy etyki totalnej.

IV.

UNIWERSALIZM A IDEA NARODOWA

Skoro mowa o wychowaniu politycznym i o państwie, niesposób pominąć kwestii państwa uniwersalnego.

Ideał uniwersalizmu politycznego będzie zawsze przyświecać filozofom katolickim, lecz niema polegać na zaborach, na wspólności jarzma. Ideologia takiego państwa uniwersalnego jest orientalna, azjatycka: Babilon, Asyria, Partowie, Persowie, a potem Aleksander Wielki, i wreszcie Rzym schodzili również na szlaki orientalne. W wiekach średnich wypłynął uniwersalizm turański, gdy państwo dzingishanów sięgało od pogranicza polsko-rumuńskiego aż po Koreę.

Nie na zaborze, nie na niewoli polega uniwersalizm polityczny katolicki, gdyż i na tym polu trzyma się zasady, że do jedności droga w uznawaniu rozmaitości. Zresztą praktycznie raz tylko w historii powszechnej Kościół sam bezpośrednio przyłożył ręki do tworzenia państwa uniwersalnego, mianowicie gdy papież Leon III ustanowił cesarstwo zachodnie ( rzymskie Karola W.) przeciwko bizantyjskiemu. Nie miało to wcale być państwo jedno, rozszerzające zabory na inne, lecz zjednoczenie pod przewodnictwem cesarza państw zachowujących swa niepodległość ku wspólnym celom, ażeby siły państwowe używane były do wprowadzania zasad religijnych w życie publiczne i ażeby nie były marnowane na wojny pomiędzy państwami chrześcijańskimi.

Ideał na nasze nawet czasy może jeszcze za wysoki, jakżeż miał się spełnić wówczas? Wspomnijmy, że jeszcze ani jeden kraj Zachodu nie był zjednoczony państwowo. Wszędzie pełno było wojen i wojenek pomiędzy lokalnymi dynastiami. Wszystkie umysły wyższe musiały być zaprzątnięte przede wszystkim myślą, jak usunąć ten stan rzeczy. W tym chaosie nasuwała się sama z siebie idea dynastyczna, jako droga do tworzenia państw rozleglejszych, obejmujących całe kraje. Która dynastia okaże się silniejsza i obali szereg słabszych, przyczyni się tym samym do zbliżenia uniwersalizmu.

Następne cesarstwo, „rzymskie narodu niemieckiego” (nie mające nic wspólnego z tradycją Karola W. (powstało przeciwko papiestwu, jako zdwojenie bizantyjskiego; powstało podczas jawnej walki z Kościołem i później większą część jego dziejów wypełnia „walka cesarstwa z papiestwem”. A jednak uczeni katoliccy, a więc katoliccy kapłani stawali nieraz na rozstajach. Nie wszyscy orientowali się co do istoty cesarstwa niemieckiego; oświadczali się za nim jedni dlatego, bo wmówili w siebie, ze to wznowienie idei Karola W., drudzy zaś wprost dlatego tylko, że król niemiecki, zostając cesarzem, rozporządzał największą siłą, przez długi czas jedyną, która by mogła złączyć pod jednym berłem Niemcy z Włochami. Im dynastia jakaś bardziej zaborcza, tym sympatyczniejszą bywała tym marzycielom politycznym uniwersalizmu, lecz pod jednym warunkiem: żeby wyprawom zaborczym towarzyszyło szczęście.

I oto na tle ideologii uniwersalistycznej zjawia się podrzutek : kult -silniejszej dynastii, z czego wyłania się niebawem kult siły w ogóle. Czciciele siły pasożytują na szlakach uniwersalizmu.

Toteż przez ideę dynastyczną został w końcu doprowadzony do absurdu ideał uniwersalizmu politycznego i stał się niewykonalnym przez długie pokolenia.

Dla przykładu sięgnijmy do historii skrajnego Zachodu, pomiędzy Anglią i Francją. Prze lat 114 toczyła się wojna pomiędzy tymi krajami. O co? Jest to wojna czysto dynastyczna. Obowiązujące we Francji prawo usuwało kobiety od tronu, ale pomimo to w r. 1328 król angielski wystąpił z uroszczeniem, że tron francuski należy mu się po kądzieli. Miejmyż na uwadze, ze według ówczesnych pojęć legitymizmu dynastycznego, panujący miał prawo nawet handlować swoim krajem, sprzedać go lub zamienić, czego przykładów całe tuziny. Ludność z reguły nie pytano o wolę, a narody jakby nie istniały, bo idei narodowej jeszcze nie było.

Idea narodowa najwcześniej wykształciła się w Polsce. Kiełkowała na dworze kaliskim już w drugiej połowie XIII w., a Przemysław i Władysław Niezłomny stali się jej wykonawcami. Kiedy Kazimierz Wielki zmuszony był fatalnymi okolicznościami uznać następstwo Ludwika węgierskiego, przedstawił ten układ dynastyczny do zatwierdzenia Stanom polskim. Władysław Jagiełło został królem, bo go społeczeństwo polskie samo na tron powołało. Działalność polityczna społeczeństwa w imię idei narodowej zaczęła się u nas wcześnie.

A tymczasem we Francji i Anglii nie dzielono się jeszcze na obozy francuski i angielski. Najpotężniejszy z książąt francuskich, burgundzki, walczył po stronie angielskiej i miasto Paryż oddało się angielskim dynastom. Wielu francuskich dostojników Kościół opowiadało się przeciw Karolowi VII. Ogół inteligencji obu krajów, ogół współczesnych teologów nie zadawał sobie całkiem prostego pytania : Anglia czy Francja, w sensie narodowym. Tego się nie odczuwało. Widziano tylko wojnę dwóch dynastii o tron francuski i oddawano się badaniom, która z nich ma większe prawo do tego tronu. Badano genealogie, układy, dokumenty, kroniki, prawo angielskie i francuskie – ale nikomu nie przyśniło się, ze można by sprawę osądzić według zasady, ze dla Anglików jest Anglia, a Francja dla Francuzów. Nie wpadł nikt na pomysł, że mogłoby istnieć kryterium narodowe.

To wygłosiła pierwsza dopiero św. Joanna d’Arc. Ona wołała, że należy walczyć nie za dynastię, lecz za Francję i że w imię Francji trzeba stanąć przy tym królu, który może stać się francuskim królem narodowym. Z tego też hasła powstała cała tragedia Dziewicy Orleańskiej. Wnosiła do życia publicznego na Zachodzie hasło nowe, obce uczonym teologom i prawnikom, a nawet nienawistne. Bronić Karola VII bez względu na to, czy przy nim słuszność prawna prawa dynastycznego, nie brać zgoła pod uwagę względów prawniczych? Czyż tak można, czyż tak słusznie, a zatem czy to zgodne z religijnym punktem widzenia, z moralnością publiczną? A więc to herezja? Nie rozumie nowego ideału, wnoszonego przez Dziewicę Orleańską.

Kościół, ogłosiwszy ją świętą, uświęcił zarazem jej hasło: pojęcie narodu i państwa narodowego.

Idea narodowa skupiała się także nieraz około pewnej dynastii, lecz pod warunkiem, ze dynastia narodowa będzie służyć, a nie odwrotnie. Tym samym przeciwstawiała się taka dynastia narodowa wszelkim innym dynastiom na danym obszarze, a umowy handlowe o ten kraj były wykluczone. Miał być koniec politykom dynastycznym. Nastała tedy walka pomiędzy ideą narodowa a dynastyczną.

Równocześnie z akcją św. Joanny d’Arc toczy się w Polsce i na Litwie wojna z „całą nacją niemiecką „ tj. z pojęciami prawa międzynarodowego dynastycznego, opartego na systemie cesarstwa niemieckiego. Ciężką tę walkę, rozpoczętą w 1410, zakończono w cztery lata po podpaleniu stosu w Ronen – walnym zwycięstwem pod Wiłkomierzem (1431-1435), które współcześni zestawiali ze zwycięstwem grunwaldzkim.

Ale walka dwóch tych idei trwała dalej w całej Europie, prowadzona ze zmiennym szczęściem, aż wreszcie idea dynastyczna odniosła zwycięstwo i zawładnęła na nowo losami Europy – co skupiło się na Polsce (rozbiory dokonane przez ościenne wielkie państwa dynastyczne) i na Włoszech (rozbicie na rzecz drobnych dynastów obcokrajowych). Zjednoczenie Włoch stanowiło początek triumfu idei narodowej, a wznowienie niepodległej Polski jest triumfu tego ukoronowaniem.

V.

OBECNOŚĆ KOŚCIOŁA W HISTORII (OKREŚLONA W DWÓCH ZDANIACH)

Przejdźmy do spraw polskich. Ale przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę, ze nie może być dla jednego narodu jakichś specjalnych praw dziejowych, może zachodzić tylko specjalne wykonywanie i sprawdzanie praw powszechnych. Chcąc wiedzieć jasno, jakim było polityczne wychowanie narodu naszego przez Kościół, musimy mieć wciąż na uwadze, jakie są powszechno-dziejowe cechy działalności Kościoła w tej dziedzinie. Zrekapitulujmy więc najpierw to, cośmy dotychczas roztrząsali. Da się to streścić w dwóch zdaniach:

1/ Kościół urządza życie publiczne narodów, pielęgnując personalizm, aposterioryzm, jedność w rozmaitości, narodowość, dualizm prawny, a monizm etyczny

2/ Kościół wymaga, by życie zbiorowe oparte było na monogamii, na szacunku pracy fizycznej, by zaś nie było w nim niewolnictwa ni msty rodowej, tudzież by Kościół był niezależnym od władzy świeckiej.

W tych dwóch zdaniach zawarta jest obecność Kościoła w historii powszechnej – a zatem także w historii polskiej.

VI

STOSOWANIE ZASAD KOŚCIOŁA W DZIEJACH POLSKI

Zdaje się, ze na ziemiach polskich monogamii zaprowadzać nie było trzeba, że Kościół już ją tu zastał. Pewnym zaś jest, jako najstarsi nasi rodowcy własnymi rękoma uprawiali gospodarstwo, a zatem nie trzeba też było wzbudzać dopiero szacunku dla pracy fizycznej. Niewolnika zaś w Polsce kupowano rzadko (od Żydów), lecz go nie sprzedawano; raz kupiony stawał się domownikiem. Pod koniec XII w. już nie słychać o niewolnikach.

Wiele natomiast trudu wymagało wprowadzenie czynnika personalizmu w ustrój społeczny. Gromadność organizacji rodowej z jej swoistym trójprawem, tj. z rodowym prawem familijnym, majątkowym i spadkowym, ustępowała zwolna i nader ciężko przed emancypacja rodziny, z czym łączyła się własność osobista, a więc czynnik personalistyczny. W łączności z tym propaguje Kościół prawo testamentu, ten najdotkliwszy wyłom w rodowym prawie majątkowym i spadkowym. Przejście od ustroju rodowego do rodzinnego nie obywa się nigdzie bez walki i ofiar. Przejawami tego są u nas spór Bolesława Śmiałego ze św. Stanisławem biskupem, a potem wstecznicze a uparte próby Mieszka Starego. Cały zaś przebieg tych walk łączył się zarazem z kwestią niezawisłości Kościoła od władzy świeckiej, co w zasadzie rozstrzygnięto na rzecz Kościoła na pierwszym Synodzie łęczyckim.

Wobec zagadnień ustroju państwowego pragnie Kościół od początku, żeby państwowość polska opartą była na społeczeństwie: przeciwnicy mechanizmowi samowoli książęcej, opartej o przymus siły fizycznej, staje Kościół po stronie samorządu organizmów społecznych. Kierunek ten przyjął się w Polsce tak dalece, iż następnie rozumiano przez „wolność” nie co innego, jak samorząd; ten zaś niesie z sobą decentralizacje.

Uwzględnienie wszelkiej rozmaitości w polskich krainach nie miało oczywiście przeszkadzać jedności państwa.

Tej bronił Kościół energicznie. Sami papieże stanęli w obronie praw zwierzchniczych Władysława II; niestety biskupi polscy nie posłuchali wówczas (tym jednym razem) wskazówek z Rzymu i dopomogli porobić z dzielnic państewka samoistne. Ale później następcy ich stanęli na czele prądu zjednoczeniowego. Przywrócenie królestwa zawdzięczamy papieżowi Bonifacemu VIII i następnie prymasowi gnieźnieńskiemu Śwince. Nie obce też były wpływy duchowieństwa przy kształtowaniu idei narodowej od Bolesława Pobożnego kaliskiego aż do Przemysława i Władysława Niezłomnego (Łokietka).

W walkach z zakonem krzyżackim kościół objął kierownictwo umysłów polskich i Kościół sam demaskował „chytrych nieprzyjaciół Chrystusa”. Zbijane też były przez Kościół wszelkie dynastyczne uroszczenia do Polski ościennych dynastii. Wziął Kościół w swą opiekę Władysława Jagiełłę, popierał dynastię Jagiellońską i przyczyniał się niemało do wytworzenia tego, co zowiemy ideą Jagiellońską. Nowa formułą kierunku uniwersalistycznego były unie, a formuła „wolni z wolnymi, równi z równymi” wyrażała katolickie pojmowanie uniwersalizmu najlepiej. Zawsze też Kościół polski strzegł autonomii litewskiej i pruskiej. Czyż „unia” nie była politycznym rozszerzeniem samorządu aż w stosunki międzypaństwowe? Nigdy państwo centralistyczne nie byłoby się zdobyło na ideę polityczną tego rodzaju! Lgnęli ościenni do Polski, pragnęli z nią związków prawno-politycznych, ponieważ pociągała ich polska państwowość, tj. decentralizacja samorządowa.

Bronił oczywiście Kościół samorządu własnego, co przytrafiło się jeszcze raz za Kazimierza Jagiellończyka; poza tym rządy polskie uznawały zawsze niezawisłość Kościoła. ale bo też Kościół stanowił jeden z filarów państwa; a czyż lektura Długosza, Skargi, Starowolskiego, Konarskiego nie stanowi dotychczas doskonałej szkoły patriotyzmu polskiego? Sprzęgł polskość z katolicyzmem Skarga, gdy wielkim głosem stwierdził, jako Polska jest „postanowienia Bożego”.

W dziejach naszych są tedy pewne pasma z wieczystej osnowy „de Civitata dei”. wydobywajmy je na światło i starajmy się, by tych czynników nie zabrakło w powołanej na nowo do życia Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, której państwowość, oby jak najrychlej opierała się na etyce katolickiej. Należy przyjąć za Mickiewiczem i Krasińskim, że misja dziejowa Polski polega na tym, by wprowadzić chrześcijańskiego ducha do polityki.

FELIKS KONECZNY 1938 r. Biblioteka Akcji Katolickiej nr 15 za pozwoleniem Władzy Duchownej

Jak bronić swych praw w Polsce. MEM-y VIII.

———————————–

————————————

—————————————–

————————————————-

————————————————-

——————————————————————

——————————————————-

————————————————————–

——————————————-

—————————————–

———————————————-

Polacy trochę się zapędzili. MEM-y VII.

——————————–

——————————————————

—————————————

————————————-

——————————————

————————————

——————————————–

————————————-

———————————–

Prawo do życia: Usłyszałem dwa wyroki w dwa dni.

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie. 
Trwa nasza kampania wakacyjna, w trakcie której docieramy do Polaków z ostrzeżeniem przed „edukacją zdrowotną” (obowiązkowa dla dzieci od 1 września) oraz aborcją. 

Każdego dnia wiele się dzieje. Ja jeżdżę naszą furgonetką oraz pomagam moim kolegom organizować uliczne akcje informacyjne. Jesteśmy za to nieustannie prześladowani. W ciągu dwóch dni usłyszałem dwa wyroki w Białymstoku.

Proszę zobaczyć, co jeszcze wydarzyło się w sądach i na policji tylko w ciągu jednego tygodnia 22-29 lipca:

22 lipca Białystok – usłyszałem wyrok 1500 zł grzywny za organizację akcji pod miejskim ratuszem,

23 lipca Białystok – usłyszałem kolejny wyrok 500 zł grzywny za organizację ulicznej akcji informacyjnej,

24 lipca Warszawa – do sądu wpłynął wniosek o ukaranie wolontariusza Macieja za organizację akcji antyaborcyjnej,

27 lipca Białystok – wyrok 500 zł grzywny dla wolontariusza Kacpra za udział w ulicznej akcji informacyjnej,

27 lipca Białystok – wyrok 1000 zł grzywny dla wolontariusza Michała za udział w akcji antyaborcyjnej,

28 lipca Toruń – kolejna rozprawa wolontariusza Wiesława, który został zatrzymany przez policję gdy trzymał banner i modlił się na różańcu,

29 lipca Rzeszów – wolontariuszka Marta przesłuchiwana na komisariacie policji w związku z organizacją akcji antyaborcyjnej,

29 lipca Szamotuły – wyrok 2500 zł grzywny dla wolontariusza Romana i 1000 zł dla wolontariusza Adriana za uliczną akcję antyaborcyjną.

Wszystkie te sprawy będą trwały dalej, gdyż od każdego z wyroków odwołujemy się. Oznacza to dalszą walkę przed sądami. Ostatecznie większość spraw wygrywamy lub są one umarzane. Jednocześnie dzięki wytrwałości i wysiłkom naszego Centrum Prawnego, 27 lipca w Warszawie udało się skazać agresywną kobietę, która przeszkodziła nam w organizacji ulicznej akcji informacyjnej i zniszczyła nasze ulotki. Wyrok to w sumie 300 zł grzywny i zwrotu kosztów. 28 lipca wygraliśmy również kolejną sprawę z prezydentem Białegostoku o nielegalne rozwiązanie naszego zgromadzenia publicznego.

To wszystko wydarzyło się w tydzień. Tak wygląda codzienność naszych wolontariuszy oraz Centrum Prawnego naszej Fundacji, które koordynuje walkę przed sądami i policją. Koszty tej walki prawnej to obecnie ponad 10 000 zł miesięcznie.

Dzięki tej „tarczy prawnej” możemy dalej działać i ostrzegać Polaków przed aborcją i „edukacją zdrowotną” dzieci.

Ja aktualne jeżdżę furgonetką po Wrocławiu, gdzie informujemy mieszkańców o tym, że szpital Falkiewicza zamierza zatrudnić aborterkę Gizelę Jagielską. Wywieramy presję na to, aby do tego nie dopuścić i aby nie przekształcono największej porodówki na Dolnym Śląsku w rzeźnię aborcyjną. Niedawno zatrzymała i spisała mnie policja. Będą teraz „analizować” sprawę w celu skierowania do sądu kolejnego wniosku o ukaranie mnie.

Wkrótce planuje wyposażyć furgonetkę w plandeki ostrzegające przed „edukacją zdrowotną” i jeździć po kolejnych miastach. Równolegle moi przyjaciele organizują w całej Polsce uliczne akcje informacyjne. Tylko w tym tygodniu planujemy organizację akcji m.in. w: Tczewie, Kluczborku, Oławie, Elblągu, Stargardzie, Wałbrzychu, Gliwicach, Olkuszu, Rzeszowie, Włocławku, Rudzie Śląskiej, Lubinie, Świnoujściu i Legnicy.

Proszę Pana o wsparcie i umożliwienie nam tych działań.

Jedno tankowanie furgonetki do pełna to obecnie ponad 800 zł. Każda akcja uliczna w kolejnej miejscowości też wymaga paliwa, transportu wolontariuszy, bannerów, ulotek, megafonów i innych akcesoriów. Koszt walki prawnej to ponad 10 000 zł miesięcznie.

Ratowanie dzieci przed aborcją i deprawacją jest możliwe dzięki zaangażowaniu wolontariuszy naszej Fundacji oraz stałemu i regularnemu wsparciu darczyńców. Liczymy na Pana pomoc. Będziemy informować o kolejnych działaniach i postępach naszych akcji
. WPŁACAM

Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 PruszkówZ wyrazami szacunku, 
Jan Bienias
==============================
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Pojedyncze czyny przestępcze. MEM-y VI.

———————————————

——————————————–

————————————

——————————————-

——————————————–

——————————————-

——————————————

——————————————-

—————————————

Banderowcy usprawniają metodę prowokacji militarnych w Polsce

Banderowcy usprawniają metodę prowokacji militarnych w Polsce!

msn.com/plniebezpiecznedoniesienia-z-ukraińskich-mediów-ws-polski-mają-związek-z-rosją

Dr Ignacy Nowopolski Aug 3

Według doniesień polskojęzycznych mediów, nasi „ukraińscy przyjaciele”, poinformowali władze okupacyjne Unii Europejskiej w Warszawie, o zawłaszczeniu przez „zbrodniczych Rosjan”, banderowskich dronów. Mają one być używane jako „rosyjska prowokacja” przeciw Polsce.

Użycie ukraińskich dronów przez „przebiegłych Rosjan”, na sugerować banderowską prowokacje przeciw nam.

Tak więc, jeśli od dziś na Polskę nalatywać będą ukraińskie drony, Polacy powinni brać odwet na Rosji, a nie na „sojuszniczych” banderowcach.

Nie wiem czy polskie społeczeństwo osiągnęło już taki poziom debilizmu, by w tą historię uwierzyć, ale „nasi władcy” z Warszawy, zaakceptują ja z otwartymi rękami.

Ile to bowiem wysiłków „rządu polskiego” poszło na marne z powodu trudności udowodnienia „rosyjskiego sprawstwa” w „agresji” przeciw Polsce!

Po masowym nalocie banderowskich dronów na Polskę, wystarczy tylko wezwać do MSZ Ambasadora RF & zerwać stosunki dyplomatyczne z Rosją, po czym niezwłocznie wysłać „Wojsko Polskie” na rosyjsko-banderowski front.

Na dowódcę proponuję „generała” Polko, który od zawsze toczy pianę z pyska, na każde wspomnienie „Moskali”.

Ta farsa, którą od trzydziestu z górą lat odgrywa niezmiennie agenturalna „polska władza”, przestała już dawno być śmieszną. Staje się natomiast coraz bardziej niebezpieczną, zagrażając samemu biologicznemu przetrwaniu Polskiego Narodu.

Może więc już czas zacząć sprzątanie tego chlewa?