Wychodzi szydło z worka

Wychodzi szydło z worka

Stanisław Michalkiewicz, Portal Informacyjny „Magna Polonia”

14 marca 2026 michalkiewicz

Wbrew pozorom, jakie mogłyby wynikać z tytułu, nie chodzi tu o panią Beatę Szydło, która w następstwie głębokiej rekonstrukcji rządu, spowodowanej felonią pana prezydenta Dudy, najwyraźniej wystraszonego perspektywą pociągnięcia do odpowiedzialności za posunięcia na pograniczu prawa, zlecane mu przez Naczelnika Państwa – co musiała mu ostatecznie uświadomić Nasza Złota Pani z Berlina podczas 45-milnutowej rozmowy telefonicznej, poświęconej praworządności – o którą mieliśmy teraz walczyć, zamiast – jak wcześniej – o demokrację – została spuszczona z wodą do luksusowego przytułku dla „byłych ludzi”, czyli – Parlamentu Europejskiego. Chodzi oczywiście o ustawę o SAFE, uchwaloną przez Sejm tego samego dnia, co uchwała potwierdzająca służebność Polski wobec narodu ukraińskiego, tak długo, „jak będzie to konieczne”.

Napaść Izraela i Stanów Zjednoczonych na złowrogi Iran tylko zintensyfikowała naciski na pana prezydenta Karola Nawrockiego, by tę ustawę podpisał, bo jak nie, to nie tylko przez vaginet obywatela Tuska Donalda, nie tylko przez mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to mięsistymi nosami rozpoznają się po zapachu – ale też przez prześwietną Generalicję naszej niezwyciężonej armii, z panem generałem Kukułą na czele. Nawiasem mówiąc, sam szef amerykańskiego Departamentu Wojny oświadczył niedawno z miedzianym czołem, że Stany Zjednoczone nie są bynajmniej w stanie wojny ze złowrogim Iranem, a te wszystkie „ponaddźwiękowe dzidy”, które w jego kierunku są wystrzeliwane z okrętów i samolotów amerykańskich i izraelskich, to tylko „Epicka furia”.

Dobrze, że kryptonim tej operacji został opatrzony tym przymiotnikiem, bo w przeciwnym razie można by pomyśleć, że chodzi o furię natury psychiatrycznej – co zresztą niczego nie wyklucza. Tak czy owak, na naszych oczach sprawdziło się proroctwo Radia Erewań, które jeszcze za głębokiej komuny przewidziało, że żadnych wojen już nie będzie, ale za to rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Czyż nie to właśnie zapowiada prezydent Donald Trump? Zresztą nie tylko to.

Właśnie dowiedzieliśmy się, że CIA chyba znowu zapakuje do naftaliny Cyrusa Rezę Pahlaviego, którego USA próbowały stręczyć mniej wartościowemu narodowi irańskiemu na jasnego idola, a wspomniany Cyrus, najwyraźniej wiedząc, komu w tej sytuacji powinien w pierwszej kolejności się nadstawić, oświadczył, że jak tylko obejmuje w Iranie władzę, to zaraz „uzna Izrael”. „Koncepcja” ta – jak powiedziałby Kukuniek – chyba przez samych autorów została jednak zarzucona, bo pojawiła się inna „koncepcja” – że CIA uzbroi Kurdów, ci zrobią w Iranie powstanie, a w zamian za to Amerykanie im obiecają, że zafundują im państwo. Podobnie Zachód w XIX wieku podpuszczał Polaków – bo Polski wtedy nie było, więc takie obiecanki oczywiście nie rodziły wobec nikogo żadnych zobowiązań, podobnie, jak dzisiaj wobec Kurdów. Podobno jednak Kurdowie udzielili na tę wielkoduszną ofertę odpowiedzi wymijającej, co wskazywałoby na to, że są znacznie mądrzejsi od Polaków, którzy – jak to zauważył Jan Kochanowski – są „i przed szkodą i po szkodzie głupi”.

Ale mniejsza o Kurdów, bo z naszego, tubylczego punktu widzenia ważniejsza wydaje się sprawa SAFE. Otóż pan prezydent Karol Nawrocki, w obliczu takich poważnych zastawek, że zostanie uznany za „zdrajcę” i jako taki pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu, musiał dojść do wniosku, że tak po prostu nie podpisać ustawy o SAFE nie może i ogłosił alternatywę. Po co zaciągać w Komisji Europejskiej, niechby i „korzystnie oprocentowaną” pożyczkę, obwarowaną jednak „mechanizmem warunkującym” na podstawie którego Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje mogłaby pod byle pretekstem zablokować kolejne transze forsy – jak to miało miejsce w przypadku Krajowego Planu Odbudowy – kiedy potrzebną forsę można pozyskać z Narodowego Banku Polskiego?

Nie tylko nie byłaby ona w ogóle oprocentowana, no a poza tym – nie byłaby obciążona „mechanizmem warunkującym” i innymi serwitutami, o których nieopatrznie wychlapała Tuskowa kolaborantka w vaginecie, Wielce Czcigodna Magdalena Sobkowiak-Czarnecka – że cztery, albo nawet i pięć procent pożyczonej przez Polskę forsy może trafić na Ukrainę, żeby tamtejsi oligarchowie też mogli sobie trochę pokraść. Jak już mowa o „pięciu procentach” to na Ukrainę trafiłoby pewnie nie 5, a 50 albo nawet więcej procent, zwłaszcza, że prezydent Trump właśnie poprosił Ukraińców, żeby „pomogli” Stanom Zjednoczonym strącać złowrogie irańskie drony. A prezydent Zełeński na to: „rachunek zapłacę, jak tylko z Donalda przyślecie mi macę” – oczywiście z Donalda Tuska – bo za amerykańskie pociski do wyrzutni HIMARS, których Zełeński właśnie w zamian się domaga, ktoś musiałby zapłacić, a skoro tak, to któż, jak nie Polska?

Propozycja pana prezydenta Karola Nawrockiego wywołała panikę nie tylko w vaginecie obywatela Tuska Donalda, nie tylko wśród jego kolaborantów, ale i w środowisku mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu. Nasza niezwyciężona armia na razie milczy, bo z punktu widzenia prześwietnej Generalicji ważne jest – żeby forsa była, a skąd się ją weźmie – to kwestia wtórna. Najwyraźniej tylko głupim cywilom Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zagroziła, że jeśli Polska nie zaciągnie tej pożyczki, to ona przypomni im, skąd wyrastają im nogi, a może zrobi jeszcze coś gorszego.

Na takie dictum zareagował Judenrat „Gazety Wyborczej” – jakby nie tylko Ukraińcy byli na procencie, ale Żydowie też – i na łamach żydowskiej gazety dla Polaków oskarżył pana prezydenta Nawrockiego o zamiar ewentualny złamania konstytucji. To już byłaby eskalacja poprzednich poważnych zastawek, bo konstytucja rzeczywiście zakazuje pokrywania deficytu budżetowego „kredytem Narodowego Banku Polskiego”. Inna sprawa, że do postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu, wymagane jest co najmniej dwie trzecie głosów Zgromadzenia Narodowego, czyli posłów i senatorów – a jest wątpliwe, by aż tylu udało się obywatelu Tusku Donaldu zmobilizować. Zatem ta zastawka nie jest znowu aż tak poważna, chociaż warto przypomnieć, że w razie postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu, sprawowanie przezeń urzędu zostaje „zawieszone”, co oznacza, że obowiązki prezydenta przejąłby wtedy marszałek Włodzimierz Czarzasty. Na wszelki tedy wypadek warto dmuchać na zimne. Na szczęście ten konstytucyjny zakaz bardzo łatwo można legalnie obejść. Wystarczyłoby, by Bank Gospodarstwa Krajowego wypuścił obligacje na potrzebną naszej niezwyciężonej armii sumę, a Narodowy Bank Polski, w ramach „inwestowania” swoich pieniędzy, te obligacje by kupił. Takie rzeczy były robione również w przeszłości, bo – jak wiadomo – potrzeba jest matką wynalazków, a co jeden człowiek chciałby zakryć, to drugi zaraz odkryje.

Stanisław Michalkiewicz

Amerykańska prowincja w Polsce

Amerykańska prowincja w Polsce

Amerykańska opcja w Polsce nie jest zwykłą opcją polityczną. Ma ona bowiem również wymiar cywilizacyjny oraz kulturowy, czego świadectwem jest amerykanizacja polskiej kultury i jednocześnie towarzysząca jej makdonaldyzacji, czyli  ujednolicanie z innymi kulturami prowadzące do utraty jej narodowego, tożsamościowego charakteru.

Fenomen opcji amerykańskiej polega jednak na czym innym. Ma ona bowiem nie poddające się racjonalizacji podłoże psychologiczne i ukształtowanie mentalne, ukierunkowane na kopiowanie amerykańskich wzorców. Jest stanem emocji i umysłu opierającym się na wierze w mit Ameryki jako imperium dobra. Z tej świeckiej wiary w opcji amerykańskiej zrodziło się przekonanie, że Stanom Zjednoczonym wolno prawie wszystko – przy założeniu, że jej głównemu „sojusznikowi”, czyli Izraelowi wolno absolutnie wszystko.

Nie oczekujmy więc, że ludzie opcji amerykańskiej – uzależnieni obecnie od nieprzewidywalności prezydenta Donalda Trumpa – poddadzą jakiejkolwiek analizie krytycznej jego wojenną politykę. Że poddadzą w wątpliwość sens ponownego – u boku Izraela – uderzenia na Iran, rozpoczętego w czasie rozmów amerykańsko-irańskich. Ich wiara w Amerykę to przecież świecka quasi-religia, której wyznawców łączy ślepe posłuszeństwo wobec zamorskiego przywódcy. Czyni ono z ludzi tej opcji w Polsce – aktywnych w niemal wszystkich partiach, z wyjątkiem obu Konfederacji – amerykańską prowincję quasi-zakonną, analogiczną do lokalnych prowincji zakonnych utrzymywanych w dyscyplinie posłuszeństwa wobec centralnej władzy danego zgromadzenia.

Prowincja w językach nowożytnych Zachodu – do którego zalicza się przecież  Polska – ma wiele znaczeń: od terytorialno-geograficznych i administracyjnych (np. wspomniana prowincja zakonu), poprzez geopolityczne i geoekonomiczne do cywilizacyjno-kulturowych i socjologicznych. W każdym przypadku oznacza jakieś oddalenie od centrum czy też stolicy w odniesieniu do imperium, zaś w dwu ostatnich opóźnienie, zacofanie, nieudolne kopiowanie.

W historii kultury polskiej prowincja odegrała ważną rolę tylko w jednej epoce – w XIX wieku, na który przypadł okres romantyzmu, a następnie pozytywizmu. Na wschodnich rubieżach I Rzeczypospolitej – podlegających zaborowi rosyjskiemu – rolę centralnych ośrodków, skutecznie konkurujących z Warszawą, odegrały wówczas Lwów i Wilno, które utrzymały swoją pozycję również w odrodzonej Polsce aż do wybuchu II wojny światowej. Ta prowincja, utożsamiana w dyskursie zarówno naukowym, jak i politycznym z kresami, wydała wybitnych twórców kultury polskiej z Mickiewiczem i Słowackim na czele, uczonych, polityków, działaczy patriotycznych i społecznych. Po dzień dzisiejszy aktualne jest pytanie: na czym polegał fenomen polskiej prowincji kresowej? Szczególnie aktualna jest wciąż ta sama odpowiedź: na zachowaniu wolności umysłu będącej gwarantem zachowania tożsamości narodowej, a nade wszystko jej dwóch fundamentalnych wektorów: kulturowego i religijnego.

Gdy porównujemy tę chlubną przeszłość narodu polskiego, z goryczą i wstydem przyznać musimy, że w tym wypadku nie dorównujemy naszym przodkom. Dobrowolne zwasalizowanie Polski wobec USA i UE oraz ich zbrojnego ramienia, jakim jest NATO – nie tylko polityczne i ekonomiczno-gospodarcze, ale również kulturowe – jest faktem. Niestety, faktem jest również i to, że nie zabory i nie komunizm odebrały nam duszę, ale obecna, degradująca zależność od Zachodu kontrolowanego przez USA. Uderzające w trwaniu tej zależności jest zachowanie proamerykańskich elit. Politycy, media i środowiska opiniotwórcze nie tylko ścigają się w jej zwiększeniu, ale ponadto chlubią się nią i coraz częściej dają temu wyraz. Ostatnio wykorzystali atak Izraela i USA na Iran nie po to, aby wreszcie nie stracić okazji, żeby zamilczeć – jak  prezydent Francji Jacques Chirac skomentował dołączenie Polski w 2001 r.  do amerykańskiej koalicji w inwazji na Irak – ale po to, aby publicznie ścigać się w wyrażeniu poparcia dla tej haniebnej agresji na niezagrażający Ameryce irański naród – zakorzeniony w starożytnej Persji.

Prowincjonalne umysły

Określenie amerykańskiej opcji w Polsce mianem prowincji ma wielowymiarowe znaczenie – polityczne, kulturowe, intelektualne, czy wreszcie moralne. Wszystkie determinują stan umysłów tej opcji. Prowincjonalne umysły – są nie tylko niesamodzielne i leniwe, ale również niedouczone, zdolne jedynie do bezkrytycznego kopiowania amerykańskiego wzorca.  Powielają na wszystkie sposoby zdyskredytowaną ideologicznie matrycę transatlantyzmu i podtrzymują irracjonalną wiarę w pochodzący z czasów zimnej wojny mit dobrego po wsze czasy amerykańskiego imperium. Wymienionych wektorów swojego prowincjonalnego myślenia nie weryfikują na poziomie różnych danych zmieniającej się rzeczywistości naszych czasów.

Gwarantem myślenia prowincjonalnego jest bowiem  rutyna i infantylne oczekiwanie na nagrodę stolicy imperium. I wystarczy im, że prezydent USA wymieni w jakimś przemówieniu nazwisko polskiego prezydenta K. Nawrockiego albo „wylewnie uściśnie” dłoń kierownika ambasady polskiej w Waszyngtonie Bogdana Klicha – jak to miało miejsce po wygłoszeniu ostatniego orędzia do narodu – aby w prowincji nad Wisłą zapanował entuzjazm i licytacja między jej stronnictwami: komu bardziej ufa amerykański przywódca;  czy też: kto z nas jest bardziej proamerykański. Już wszyscy wiedzą, że polskie partie polityczne – z wyjątkiem Konfederacji Korony Polskiej i Konfederacji, która stara się pod tym względem zachować neutralność – są proamerykańskie, z tą tylko różnicą, że w okupującym  scenę polityczną duopolu PiS jest zwasalizowany wobec Waszyngtonu bezpośrednio, natomiast PO za pośrednictwem Niemiec uzależnionych od każdej administracji Białego Domu.

Wyścigi prowincjonalnych umysłów o pierwszeństwo w zasługach dla USA już nie robią żadnego wrażenia na przeciętnym polskim wyborcy, który przesuwa swoje poparcie ze zgranych w proamerykańskim programie partii na aspirujące do przejęcia władzy obydwie Konfederacje. Amerykańskiej prowincji w Polsce jest coraz trudniej panować nad wyzwalającymi się z amerykańskiego marzenia umysłami Polaków.

Już tak łatwo jak przed dziesięciu laty – gdy rząd Beaty Szydło skutecznie zahipnotyzował polskie społeczeństwo i za jego przyzwoleniem zainstalował w Polsce pierwszą bazę USA – nie uda się nam wmówić, że 10 tysięcy, a nawet pięciokrotnie więcej amerykańskich żołnierzy zapewni nam bezpieczeństwo. Że jakiś Fort Trump stanie się cudowną kopułą chroniącą nas przed znienawidzoną przez prowincjonalne umysły  Rosją.

Odpowiedź Iranu na amerykańsko-izraelski atak na początku marca otrzeźwiła w Polsce wielu, z wyjątkiem proamerykańskiego establishmentu. Iran – co jest nowością w historii wojen proxy Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie – zaatakował bazy amerykańskie w krajach arabskich. Dlaczego w starciu USA – NATO z Rosją Kreml miałby postąpić inaczej i w czarodziejski sposób oszczędzić Polskę, która do tego starcia dąży ze wszystkich sił? Przeciętny umysł otrząśnie się z tej hipnozy, w jaką wprowadziła Polaków amerykańska prowincja i zacznie formułować pytanie: jak długo obce bazy będą stacjonować w Polsce, bo irański precedens sprawił, że stały się dla nas niebezpieczne. Co więcej,  w polskich umysłach może zrodzić się konkluzja, że po akcji w Wenezueli i Iranie zagrożeniem dla światowego pokoju stały się USA. Prowincjonalne umysły z góry wykluczają takie wyzwalające Polaków myślenie i stygmatyzują je – oczywiście w rusofobicznym amoku – jako oddziaływanie rosyjskiej propagandy.

Programowy nihilizm

Działalność amerykańskiej prowincji jest  sprzeczna nie tylko z chrześcijańskimi wartościami moralnymi, ale również z polskim etosem narodowo-patriotycznym. I na  nic się tu zdadzą spektakularne wystąpienia jej polityków w kościołach i sanktuariach narodowych, promowanie przez katolickie media – z toruńskimi na czele. Liczą się konkretne czyny, akty polityczne, gesty, wpisy w internecie etc. Wszystkie razem są wyrazem zgody na łamanie prawa międzynarodowego przez USA i na amerykańskie wojny proxy, na wyniszczanie całych narodów przez neokolonizacyjną politykę Waszyngtonu, na bezprawne, trwające od dziesięcioleci sankcje wobec Kuby i Iranu, czy wreszcie na popieraną przez amerykańskich przywódców  ludobójczą działalność Izraela w Strefie Gazy, a ostatnio w Iranie.

W tym miejscu wymienić trzeba jeszcze jeden grzech amerykańskiej prowincji w Polsce, obciążenie szczególnie ważne dla katolików: cicha zgoda na dokonywaną od lat przez tandem Izrael – USA eliminację chrześcijaństwa i chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Towarzyszy jej  tresura Polaków w ramach walki z antysemityzmem, ukierunkowana na wygaszenie ich zainteresowania Ziemią Świętą i w ostateczności odcięcie się od niej. W ramach tej tresury Polacy mają się bać stawiania pytań w rodzaju: Czyja jest Ziemia Święta? Dlaczego w Boże Narodzenie w Betlejem nie ma chrześcijan? Kiedy będziemy znowu pielgrzymować do miejsc upamiętniających narodziny, życie i męczeńską śmierć Jezusa Chrystusa? O problemach zawartych w tych pytaniach obecnie się nie mówi, tych problemów nie porusza nawet hierarchia kościelna kibicująca amerykańskiej prowincji.

Wspólnicy Trumpa i Netanjahu  

Na gruncie chrześcijaństwa, które przez wieki wyznaczało na Zachodzie normy etyczne w życiu zarówno pojedynczych osób, jak i całych narodów, każda forma poparcia ludobójstwa – nawet symboliczna, nawet będąca tylko milczeniem wobec jego zaistnienia – oznacza współudział w nim, moralne wspólnictwo. Ludzie amerykańskiej opcji w Polsce nawet nie zadrżeli  przed ewentualnym zarzutem takiego wspólnictwa. Nikt nie zabrał głosu, gdy amerykańsko-izraelscy agresorzy w ludobójczym ataku na irańską szkołę podstawową dla dziewcząt w Minabie uśmiercili ponad 160 osób – niewinnych uczennic, nauczycieli, rodziców. Nikt nie wyraził żalu z tego powodu, nikt nie przesłał rodzinom ofiar wyrazów współczucia. Opcja amerykańska zamilkła również wtedy, gdy w kolejnym ludobójczym ataku na, tym razem na irański kompleks sportowy, zginęło 20 irańskich siatkarek.

Cynizm moralny tej opcji zdumiewa tym bardziej, że wszyscy pamiętamy oburzenie jej polityków, gdy w 2022 roku banderowska Ukraina ogłosiła, że Rosja dokonała ludobójstwa w Buczy. Mimo, iż na żądanie Moskwy Kijów do tej pory nie przedstawił imiennej listy ofiar – na wzór listy katyńskiej –  amerykańska prowincja w Polsce jednomyślnie wydała w tej sprawie wyrok: to było na pewno ludobójstwo Rosji – która notabene zdecydowanie twierdzi, że było ono upozorowane. Opcja amerykańska oczywiście potępiła Moskwę i kolejny raz Władimira Putina, demonstrując spektakularnie swoje uwrażliwienie moralne na tego typu zbrodnie. W przypadku amerykańsko-izraelskiego ludobójstwa zademonstrowała natomiast  nie tylko to, że jest po stronie ludobójców, ale również i to, że akceptuje  ich normy postępowania na arenie międzynarodowej, przyjmuje je za swoje.

To są normy dżungli, umożliwiające bezkarne zabijanie niewinnych cywili, a także panowanie w świecie w oparciu o prawo silniejszego oraz szybszego w likwidacji przeciwnika. Agresorzy amerykańsko-izraelscy nie zawahali się również zademonstrować prawa dżungli w tym drugim przypadku i z cynicznym zacięciem zlikwidowali irańskiego przywódcę Chameneiego oraz najważniejszych polityków z jego otoczenia. I jeszcze mają odwagę przekonywać opinię publiczną, że jest to jedyny sposób na „zmianę reżimu” w Iranie, otwierający jego naród na „amerykańską demokrację”.

Trumpowskie prawo silniejszego w  polityce międzynarodowej pozwala na przeprowadzenie analogii między dżunglą amerykańskiego prezydenta i dżunglą GUŁagu, który 100 lat temu zaistniał na jej prawach. Najwybitniejsze  dzieła rosyjskiej literatury łagrowej – Aleksandra Sołżenicyna i Warłama Szałamowa – pokazują, czym się kończy budowa świata opartego na prawach dżungli: zezwierzęceniem człowieka, zarówno kata, jak i ofiary. Szałamow, który dłużej od Sołżenicyna był więźniem GUŁagu – ponad 20 lat – pokazuje, że łagrowe doświadczenie jest doświadczeniem dna w życiu ludzkim. Jego bohaterowie mówią, że jednak o wiele gorsze dla człowieka jest to, że może przyjąć normy dżungli za swoje.

Najwyższą stawką w obecnej zagrywce polityków amerykańskiej opcji  w Polsce jest właśnie duchowa walka o to, aby polski naród przyjął normy dżungli za swoje.

Prof. Anna Raźny Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.2026)

Już nawet Tysol: Niech Zełenski sięgnie po pieniądze oligarchów

„Plan B” dla Ukrainy?

Niech Zełenski sięgnie

po pieniądze oligarchów

12.03.2026 tysol/plan-b-dla-ukrainy-niech-zelenski-siegnie-po-pieniadze-oligarchow

W obliczu blokady przez Węgry obiecanej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wezwał Europę do znalezienia alternatywnego rozwiązania. A może tak sięgnąłby po majątki ukraińskich oligarchów? [A może wreszcie i ze swojej kieszeni by coś dodał? MD]

PKB Ukrainy systematycznie rośnie mimo trwających działań wojennych, a oligarchowie coraz aktywniej inwestują, również w Polsce. Ich łączny stan posiadania w 2023 roku wynosił 12,2 bln dolarów. Szóstka najbogatszych ukraińskich oligarchów-miliarderów, włączając w to grono Kołomojskiego, miała w 2022 roku łącznie 10,8 mld dolarów, a rok później – już 12,6 mld dolarów. Odpowiednio opodatkowani znacząco wzmocniliby siły zbrojne Ukrainy, w przeciwieństwie do zwykłych Ukraińców, z których ponad połowa żyje na granicy przetrwania.

Pomoc płynie do oligarchów

Znaczna część zagranicznej pomocy, w różny sposób, płynie do ukraińskich oligarchów. Sprzyjają temu nie tylko powszechne na Ukrainie mechanizmy korupcyjne, ale również polityka Unii Europejskiej. W kontekście unijnych dopłat i pomocy dla ukraińskiego rolnictwa, wielokrotnie zwracano uwagę, że ich beneficjentami mogą być duże agro-holdingi, często powiązane ze strukturami oligarchicznymi.

Wbrew temu, co próbuje wmówić oficjalna narracja, ani Komisja Europejska, ani rząd Polski nie kontrolują, na co przeznaczana jest pomoc dla Ukrainy i dla kogo w rzeczywistości trafia. Nie wypracowano też żadnych skutecznych mechanizmów ochronnych przed korupcją i nielegalnym przejmowaniem funduszy przez ukraińskich krezusów czy urzędników. Sprawia to, że ukraińska kasa staje się workiem bez dna – niezależnie od tego, ile pieniędzy w nią włożymy, tyle pochłonie i ciągle jeszcze będzie mało.

Oligarchowie nie są zainteresowani obroną kraju

Mimo że wielu z oligarchów poniosło spore straty wskutek zajęcia przez Rosjan terenów Donbasu, to i tak niespecjalnie są oni zainteresowani obroną kraju. Część z nich zaangażowała się wprawdzie w pomoc humanitarną, ale to Polacy, a nie oni składali się na drony Bayraktar dla Ukrainy, karetki pogotowia, generatory prądu itd.

Ciężar finansowy wojny spoczywa na zagranicy

Stworzyło to sytuację, w której finansowy ciężar wojny na Ukrainie spoczął na zagranicy. Polacy przekazywali sprzęt wojskowy. Wartość sprzętu wojskowego przekazanego przez Polskę Ukrainie do 2024 roku szacowana jest na ponad 3 miliardy euro (ponad 13-14 mld zł). Objął on m.in. 318 czołgów (T-72, PT-91) oraz 586 pojazdów opancerzonych. Polska jest w ścisłej czołówce darczyńców, przekazując łącznie ponad tysiąc sztuk ciężkiego sprzętu.

W pomoc wojskową zaangażowały się również inne kraje. Według niemieckiego ośrodka badawczego Kiel Institute, od początku 2022 do końca 2024 r. USA przekazały Ukrainie 69 mld dolarów pomocy wojskowej. Łącznie sojusznicy przekazali dotychczas na rzecz Ukrainy broń i sprzęt wojskowy o wartości ponad 100 mld dolarów.

Oligarchowie skoncentrowali się jedynie na uzupełnianiu braków w wyposażeniu indywidualnym, logistyce i lekkim sprzęcie pancernym.

„Plan B” dla Ukrainy

Wydaje się zatem zasadne, aby Zełenski nie domagał się już kolejnych transz pomocy od Unii Europejskiej, czy Polski, ale postawił na oligarchów. Warto zauważyć nie tylko to, że mają oni majątki, których część można by spieniężyć na potrzeby wojska, ale i potężną zdolność kredytową. Problem w tym, że duża część z nich chce na wojnie zarabiać, a nie poświęcać się dla ojczyzny. W zasadzie cały ukraiński system państwowy został tak ustawiony, aby można było jak najwięcej „skręcić” na boku. Stąd zresztą dokonana przez Wołodymyra Zełenskiego próba likwidacji niezależności NABU, ukraińskiej służby antykorupcyjnej.

Naprawdę trudno dziwić się Viktorowi Orbanowi, że wetuje unijną pomoc dla Ukrainy.

Dziwić należy się krajom, w tym Polsce, które w sposób bezrefleksyjny przekazują Ukrainie fundusze zupełnie nie kontrolując, na co są przeznaczane.

Katastrofa migracyjna z Bliskiego Wschodu już puka

Katastrofa migracyjna z Bliskiego Wschodu już puka

HANNA KRAMER post/puka

W dobie geopolitycznych zawirowań polskie władze pompują miliardy złotych w betonowe fortyfikacje na granicy z Białorusią i Rosją, przekonując podatników, że to klucz do bezpieczeństwa. Zapora z Białorusią, ukończona w 2022 roku, pochłonęła 1,6 miliarda złotych, a ambitny program „Tarcza Wschód” z 2024 roku zakłada kolejne 10 miliardów na umocnienia wschodniej flanki. Brzmi imponująco? Szkoda tylko, że te stalowe mury nie powstrzymują fali migrantów – ani tych nielegalnych, ani tych witanych z otwartymi ramionami i wizami pracowniczymi. Nadciągająca burza z Bliskiego Wschodu, gdzie USA i Izrael właśnie rozpętały wojnę z Iranem, każe pytać: po co beton na wschodzie, skoro prawdziwe wyzwania płyną z dyplomacji i… zachodniej granicy?

Budowa zapory na granicy z Białorusią ruszyła w 2021 roku. Stalowa konstrukcja wysokości 5,5 metra, z drutem kolczastym i systemami elektronicznymi, kosztowała 1,6 miliarda złotych – kwotę, którą można by przeznaczyć na setki szkół czy szpitali. Do tego dochodzą plany na granicę z obwodem kaliningradzkim: tymczasowe bariery z drutu, a wkrótce elektroniczne systemy za setki milionów. Całość uzupełnia „Tarcza Wschód” – projekt z 2024 roku, wart 10 miliardów złotych, obejmujący bunkry, okopy i zaawansowane technologie. Premier Donald Tusk chwalił to jako „inwestycję w bezpieczeństwo”, ale fakty mówią co innego.

W 2023 roku odnotowano 26 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. W 2024 – już 30,4 tysiąca, choć w drugiej połowie roku spadek o 50% po wprowadzeniu strefy buforowej. W 2025 – około 30 tysięcy, z lekkim obniżeniem dynamiki. Płot na granicy dziurawy jak sito: Straż Graniczna chwali się skutecznością 97–98%, ale tysiące pushbacków – często brutalnych i kwestionowanych przez HRW jako łamanie prawa UE – świadczą o braku nadziei. A koszty? Utrzymanie granicy z Białorusią pochłania 2,5 miliarda złotych rocznie. Chociaż dyplomacja przyniosła efekty w 2024, ale betonowy fetysz wciąż trwa.

Tymczasem nikt z polityków nie chce powiedzieć otwarcie, że prawdziwa „inwazja” w naszym kraju dzieje się legalnie. W 2023 roku urodziło się w Polsce około 272 tysięcy dzieci, podczas gdy wydano 320,6 tysiąca pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. W 2024 – 245 tysięcy urodzeń kontra 322,9 tysiąca wiz pracowniczych. W 2024 Polska wydała 488,8 tysiąca pierwszych zezwoleń na pobyt dla obywateli spoza EU, a liczba cudzoziemców z ważnymi dokumentami przekroczyła milion.

To nie incydent – polski trend od 2019. Gospodarka pędzi, ale brakuje rąk: logistyka, budownictwo, opieka zdrowotna stoją dzięki „importowi” z Ukrainy, Indii czy Kolumbii.

Państwo kapituluje przed demografią: współczynnik dzietności spadł do 1,03 w 2025, a zamiast polityki prorodzinnej – tanie mieszkania, stabilne umowy – woli wizy. To pragmatyzm czy lenistwo? Mur na wschodzie nie wpływa na te liczby – imigranci lądują na Okęciu, nie w Puszczy Białowieskiej.

A teraz wisienka na torcie: 28 lutego 2026 USA i Izrael rozpoczęły ofensywę przeciw Iranowi. Ataki na Teheran, zabicie ajatollaha Chameneiego, bombardowania nuklearnych instalacji – Trump nazywa to „ostatnią szansą” na zmianę reżimu. Iran kontratakuje: ataki na bazy USA, blokada Ormuzu, zaangażowanie Hezbollahu i Huti. Konflikt eskaluje: setki zabitych, destabilizacja regionu.

Eksperci z Mixed Migration Centre szacują, że w przypadku długotrwałej destabilizacji, do 20-25% populacji – czyli 18-22 miliony Irańczyków – może szukać schronienia poza granicami Iranu. To więcej niż w Syrii w 2015 roku, gdzie wojna wypędziła 6,6 miliona osób, z czego ponad milion trafiło do Europy. Na razie nie ma masowego exodusu: raporty z pierwszych dni wskazują na niewielki wzrost przekroczeń granicy z Turcją (50–100 pojazdów więcej dziennie), Armenią i Irakiem, głównie przez Irańskich Kurdów i zamożniejszych obywateli. Ale to cisza przed burzą – jak w Syrii, gdzie początkowe ucieczki do sąsiadów (Turcja, Liban, Jordania) szybko przerodziły się w falę do Europy.

Dla Polski oznacza to presję na system azylowy. Historycznie, konflikty bliskowschodnie – jak wojna w Iraku (2003), Syrii (2011) czy Afganistanie (2021) – generowały fale migrantów przez szlak bałkański: z Turcji przez Grecję, Macedonię, Serbię do Węgier i dalej na północ. W 2015 roku Polska przyjęła tylko 12 tysięcy uchodźców z Syrii, ale presja UE na relokację była ogromna. Teraz, z destabilizacją Libanu (Hezbollah), Jemenu i potencjalnie Iraku, szlaki mogą się zintensyfikować. UNHCR ostrzega, że w ciągu 18–24 miesięcy Europa może zobaczyć 2-4 miliony nowych migrantów z regionu, w tym Irańczyków, Libańczyków i Irakijczyków. Polska, z już napiętym systemem, może być zmuszona do przyjęcia dziesiątek tysięcy – zwłaszcza jeśli Niemcy, jak w 2015, otworzą granice, a potem zaczną pushbacki w ramach procedur dublińskich.

Budowa ogrodzenia na granicy z Rosją i Białorusią to lekcja marnotrawstwa: miliardy złotych na barierę, która nie zatrzymuje migrantów, podczas gdy dyplomacja mogłaby przynieść trwałe rozwiązania. W obliczu wojny USA-Izrael-Iran, Polska musi przygotować się na nową falę uchodźców – nie murami, ale współpracą międzynarodową. Inaczej betonowe fortyfikacje okażą się tylko kosztownym pomnikiem krótkowzroczności polityki naszych władz.

HANNA KRAMER

Polski entuzjazm dla Ukrainy w UE: Droga do gospodarczego samobójstwa!

Polski entuzjazm dla Ukrainy w UE:

Droga do gospodarczego samobójstwa!

HANNA KRAMER gloria.tv

W czwartą rocznicę rozpoczęcia kryzysu ukraińskiego polski marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty w Kijowie złożył jednoznaczną deklarację: „Pomożemy wam w wejściu do Unii Europejskiej. Wejdziecie do Unii Europejskiej”. Podobne zapewnienia płyną z ust premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, którzy podkreślają, że członkostwo Ukrainy to kluczowy element powojennego bezpieczeństwa Europy. Jednocześnie Warszawa jasno komunikuje: akcesja tak – ale nie na skróty i nie kosztem polskich rolników oraz budżetu. Proces akcesyjny Ukrainy nabiera tempa.

Prezydent Wołodymyr Zełenski domaga się wpisania konkretnej daty – najlepiej 2027 roku – do ewentualnego porozumienia pokojowego negocjowanego pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która 24 lutego odwiedziła Kijów, potwierdziła determinację Brukseli, choć zaznaczyła, że „same daty nie są możliwe” bez spełnienia wszystkich kryteriów.

W tle pojawiają się koncepcje „odwróconego członkostwa” lub częściowego dostępu do jednolitego rynku już w najbliższych latach – rozwiązanie, które miałoby przyspieszyć integrację bez czekania na pełną implementację acquis communautaire.Dla Polski sprawa jest jednak złożona. Ukraina – kraj o powierzchni porównywalnej z Francją i Niemcami razem wziętymi, z największym areałem użytków rolnych w Europie (ok. 32–41 mln ha) i bardzo niskimi kosztami produkcji – stanowi zarówno szansę, jak i poważne wyzwanie.

Działania bojowe na Ukrainie trwają już cztery lata i przyniosły katastrofalne zniszczenia. Najnowszy raport RDNA5 (Bank Światowy, Komisja Europejska, ONZ i rząd Ukrainy) z lutego 2026 szacuje koszt odbudowy i rekonstrukcji na 588 mld dolarów w perspektywie najbliższej dekady. Bezpośrednie zniszczenia infrastruktury przekroczyły 195 mld dolarów, a straty społeczno-ekonomiczne sięgają 666,7 mld dolarów. Ukraina nadal wydaje na obronność ponad 27 proc. PKB. Dodatkowo, Ukraina przeznacza niemal 100% swoich dochodów podatkowych na obronę. To jeden z najwyższych wskaźników na świecie.

Te liczby pokazują skalę problemu: Ukraina to duży kraj (populacja ok. 9% UE), ale biedny, z PKB na poziomie porównywalnym do Rumunii czy Węgier przed ich akcesją. Wejście Ukrainy do UE zwiększyłoby łączny PKB Unii o zaledwie ok. 1 proc., ale wymagałoby ogromnych transferów wyrównawczych. Szacunki think tanku Bruegel (aktualizowane w 2025–2026) mówią o koszcie netto 110–190 mld euro dla budżetu unijnego w pierwszych siedmiu latach po akcesji. Polska stawia warunki, takie jak walka z korupcją i praworządność, ale to nie zmienia faktu, że UE będzie musiała znaleźć pieniądze na Ukrainę – kosztem obecnych beneficjentów (głównie kosztem naszego kraju).,

Największe obawy budzi sektor rolny. Ukraina ma strukturalną przewagę: gigantyczne areały, niskie koszty pracy i efekt skali w agroholdingach. Po pełnym otwarciu rynku polskie małe i średnie gospodarstwa mogą stracić konkurencyjność w zbożach, rzepaku, drobiu, cukrze czy przetwórstwie owocowym. Doświadczenia z lat 2022–2025 (liberalizacja handlu) pokazały skalę problemu: protesty rolników, spadki cen i realne straty.

Już teraz polski rynek został zalany ukraińskimi produktami, co wywołało protesty rolników. Ukraińskie agroholdingi (duża skala, brak pełnego dostosowania do norm środowiskowych UE w okresie przejściowym) zyskują strukturalną przewagę kosztową.

Podobne ryzyka dotyczą transportu drogowego – zniesienie ograniczeń kabotażu oznaczałoby napływ tańszych ukraińskich przewoźników. Pełne członkostwo Ukrainy oznaczałoby brak ograniczeń kabotażu i licencji, masowy napływ tańszych ukraińskich firm transportowych, dalszy spadek rentowności polskich przewoźników (już teraz protesty i utrata zleceń). Hutnictwo i przemysł energochłonny – Ukraina już ogranicza eksport złomu do UE, co podnosi koszty polskim hutnikom; po akcesji pełna konkurencja przy niższych kosztach energii i pracy. Przemysł przetwórczy rolno-spożywczy – tańsze surowce z Ukrainy mogą trafiać bezpośrednio do zachodnich przetwórców, omijając polskie zakłady.

Polski rząd głośno krzyczy o bezpieczeństwie i solidarności, ale rachunek za akcesję Ukrainy do UE zapłacą polscy rolnicy, przewoźnicy i podatnicy. Stracimy 15–24 mld euro z funduszy unijnych, zostaniemy zepchnięci z pozycji głównego beneficjenta, a nasze małe gospodarstwa i firmy transportowe zostaną zmiażdżone przez ukraińską konkurencję. Głośne deklaracje o „ochronie wschodniej flanki” nie są warte bankructw na wsi i miliardowych strat budżetowych. W interesie Polski leży tylko jedno: twardy rozwój własnej gospodarki i pozostanie największym beneficjentem unijnych dotacji – a nie sponsorowanie biedniejszego sąsiada kosztem własnego dobrobytu.

HANNA KRAMER

Tkwienie Polski w Unii Europejskiej to jak zaszywanie się w worku z trupem. SAFE.

Profesor Marek Belka o SAFE

Jarosław Warzecha .salon24/jaroslawwarzecha/profesor-marek-belka-o-safe


 6 marca 2026 roku profesor Marek Belka gościł w programie „#BezKitu” na antenie TVN24.  Powiedział tam wprost, że spłata programu SAFE zmusi Polskę do przyjęcia Euro. Potwierdził tym samy opinię wielu innych ekonomistów.

 Można mieć szereg zastrzeżeń natury etycznej do osoby pana Marka Belki, ale znajomości mechanizmów ekonomicznych odmówić mu nie można.

 Nie ma wątpliwości, że poza wszystkimi ukrytymi mniej lub więcej klauzulami w SAFE, łącznie z całym mechanizmem warunkowości, czyli obrożą dla Państwa Polskiego natury politycznej, o czym już mieliśmy okazję się przekonać, nadrzędnym celem jest zmuszenie Polski do przyjęcia Euro.

 I nie pomogą tu zasoby polskiego złota, które pojedzie wtedy do Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem. I co równie ważne – nigdy stamtąd nie wróci. Także po rozpadzie Unii. A to jest możliwe prędzej niż niektórym się wydaje.

 To oczywista oczywistość, ale dla porządku dodam – przyjęcie przez Polskę Euro to koniec suwerenności. Tysiące razy ten temat był omawiany, więc nie ma go co rozwijać. Tak, państwo o potencjale Polski, które nie ma własnej waluty jest przedmiotem, a nie podmiotem na politycznej mapie świata, a tym bardziej Europy.

 W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że rząd już podjął jakieś zobowiązania i podpisał jakieś umowy dotyczące SAFE z niemieckim przemysłem, że podjął zobowiązania finansowania z SAFE dla potrzeb ukraińskich.

Mimo, że prezydent nie podjął jeszcze w sprawie ostatecznej decyzji. Nie wiem, czy to prawda. Jeżeli jednak, to jak takie działania nazwać? Bo może bezprawie to zbyt łagodnie?

 A tak na marginesie – ciągle mam w pamięci zdanie, które kiedyś upublicznił Rafał Ziemkiewicz, znakomity dziennikarz i człowiek dowcipny. Odwołując się do „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumasa powiedział : „Tkwienie Polski w Unii Europejskiej to jak zaszywanie się w worku z trupem.”

 Tyle, że Dantes zaszył się w tym worku, aby odzyskać wolność. Wychodzi na to, że my zaszywamy się, by zostać pogrzebanym?

Anglosasi – największy wróg Polski. [Wrogów ci u nas dostatek].

Anglosasi – największy wróg Polski

Kamil Waćkowski myslpolska./wackowski-anglosasi-najwiekszy-wrog-polski

Myślałem, że nic nie przebije w serwilizmie wobec Anglosasów prezydentury Andrzeja Dudy. Niestety myliłem się. Szkolony przez Amerykanów prezydent Karol Nawrocki opłakiwał śmierć  ludzi dobrowolnie służących w armii Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Polskojęzyczni politycy nie opłakiwali i przemilczeli zabitych przez ukraińską rakietę dwóch Polaków, przemilczano także śmierć polskiego wolontariusza Damiana Sobola zabitego przez Siły Obrony Izraela.

Przy okazji agresji Izraela i SZA na Islamską Republikę Iranu nie brakuje ludzi, którzy wspierają tą agresję. Polacy od wieków są wykorzystywani przez Anglosasów ze szkodą dla interesów Polski. 

Anglosaski lęk

Mam jak najgorszą opinię na temat systemu politycznego w Polsce w XVII wieku, niemniej Bohdan Chmielnicki walczył z państwem polskim. Chmielnicki prawdopodobnie pisał listy do Olivera Cromwella, który wtedy rządził Anglią. Anglia pod rządami Cromwella była też w sojuszu ze Szwecją, która była wrogiem Polski w tamtym czasie. Głównym prowodyrem rozbiorów Polski były Prusy. Anglicy wielokrotnie wykorzystywali Prusaków / Niemców jako swoje proxy na terenie Eurazji. Anglicy bali się współpracy francusko-rosyjskiej z udziałem Polaków. 

Tragedia styczniowa

Królestwo Polskie powstało dzięki inicjatywie propolskiego cara Aleksandra I. Anglicy na Kongresie Wiedeńskim występowali przeciwko planom stworzenia Królestwa Polskiego. Z jednej strony mówili o oderwanych od rzeczywistości wizjach odrodzenia Polski w granicach sprzed rozbiorów, by wbić klin między Polakami a Rosjanami. Józef Konrad Korzeniowski to polski pisarz znany również jako Joseph Conrad z racji tego, że wiele lat życia spędził w Anglii. Wujkiem Korzeniowskiego był słynny Stefan Bobrowski (ten, co mówił o wylewaniu polskiej krwi, ażeby niemożliwe było porozumienie polsko-rosyjskie). Ojcem Józefa Konrada Korzeniowskiego był Apollo Korzeniowski. Apollo Korzeniowski także był zaangażowany w walkę o niepodległość Polski. Korzeniowscy mieli swoje majątki na Wołyniu. Młody Korzeniowski wspomniał, że ojciec przyjmował Anglików w okresie poprzedzającym wybuch powstania styczniowego. Wołyń ma wiele walorów przyrodniczych ,jednak nie sądzę, by Anglicy podziwiali tam przyrodę. Powstania stanowiły stratę dla Polski. Zyskali przede wszystkim Prusacy (powstanie przyczyniło się do zjednoczenia Niemiec), Anglicy, koła niechętne Polakom w Petersburgu (zdominowane przez bałtyckich Niemców).  Powstanie styczniowe zablokowało powstanie sojuszu francusko-rosyjskiego z Polakami jako junior partnerami.

Granice Namiera 

Infantylizacja edukacji w naszej ojczyźnie po 1989 roku wpoiła wielu ludziom (użyję tutaj pewnej hiperboli), że Józef Ignacy Paderewski tak pięknie grał na fortepianie, iż prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Woodrow Wilson tak się wzruszył, że postanowił dać Polsce niepodległość. Gra Paderewskiego na fortepianie z całą pewnością nie zaszkodziła sprawie polskiej, niemniej Wilson chciał osłabić upadające monarchię w Europie poprzez stworzenie wielu małych i średnich państw, w których SZA miałby wpływy. Brytyjski premier David Lloyd George powiedział słynne słowa ,,oddać Polakom śląski przemysł to jak dać małpie zegarek’’. Politycy brytyjscy sprzeciwiali się przyznaniu Górnego Śląska naszej ojczyźnie. Podobnie Wielka Brytania podchodziła do kwestii innych ziem na zachodzie  i północy. Z drugiej strony Wielka Brytania nic Polakom nie oferowała na wschodzie. George Curzon był ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii w latach 1919-1924. Prawdziwym autorem linii Curzona był Lewis Bernstein Namier (cioteczny dziadek braci Kurskich). Linia Curzona był niekorzystna dla Polski. Lauda, Wileńszczyzna były zdominowane etnicznie przez Polaków i z całą pewnością linia Curzona była niekorzystna dla Polski. 

Politycy sanacyjni, zakompleksieni i naiwni, uwierzyli w brytyjskie gwarancje. Polscy politycy powinni pójść drogą Królestwa Rumunii czy nawet Jugosławii, czyli grać na czas czy nawet próbować się dogadać z Moskwą (Wielka Brytania Rumunom chciała to samo zaoferować co Polsce, jednak Bukareszt nie był naiwny). 

Anglosasi przeciwko polskim granicom na zachodzie

Różni wariaci, hochsztaplerzy bredzą o zamachu w Smoleńsku. Ja nie znam się na fizyce, jestem politologiem, więc będę oceniał te kwestię z puntu widzenia politologicznego. Mam wiele zastrzeżeń co do prezydenta Władimira Putina, jednak z całą pewnością nie jest on wariatem, więc nie zdecydowałby się na tego typu działanie wobec Lecha Kaczyńskiego – nieudacznika na arenie międzynarodowej, który nie miał żadnych szans na reelekcję. Tymczasem w kwestii śmierci generała Władysława Sikorskiego – Naczelnego Wodza i premiera (na zdjęciu) na Gibraltarze 4 lipca 1943 roku nie wzbudza należytego zainteresowania. Zawsze przy tego typu zdarzeniach patrzę kto zyskuje. Zyskała jedynie Wielka Brytania. Mogła dalej mamić i wykorzystywać naiwnych Polaków. Wiele na to wskazuje, że Sikorski zdał sobie sprawę z okoliczności międzynarodowych i w tamtym czasie zdecydował się na bezpośredni sojusz z Josifem Stalinem. Miejsce Sikorskiego zajął Stanisław Mikołajczyk, który na początku był brytyjską, a potem amerykańską marionetką. Na temat poziomu oderwania od rzeczywistości tego człowieka świadczy fakt, że uznawał, że powstanie warszawskiego będzie stanowiło atut w rozmowach ze Stalinem. Anglosasi, a zwłaszcza Wielka Brytania sprzeciwiali się przyznaniu Polsce Wrocławia i Szczecina. Jednocześnie nie oferowali Polakom nic na wschodzie. Czy się komu to podoba czy nie, to, że Wrocław i Szczecin są w Polsce, zawdzięczamy ZSRR.

Neobanderowcy i „Solidarność”

Niemcy wspierali przez wiele lat Organizację Ukraińskich Nacjonalistów. Gdyby ZSRR nie wkroczył do Polski we wrześniu 1939 roku, Niemcy mieli plan B w postaci wykorzystania ukraińskich terrorystów. Po klęsce Niemiec to Anglosasi przejęli niemieckie zasoby na odcinku ukraińskim. To Anglosasi wspierali działania bandytów z UPA działających na terenie naszej ojczyzny i mordujących Polaków. Neobanderyzm wspierany i tolerowany jest w anglojęzycznej części Kanady, Stanach Zjednoczonych Ameryki i w Wielkiej Brytanii.

Anglosasi finansowali ,,Solidarność’’. To Anglosasi poprzez różne fundacje polityczne rozmontowali system władzy Polsce. Naiwny I sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edward Gierek wysyłał szereg działaczy partyjnych na studia na Zachód, a oni potem rozmontowali system polityczny PRL. 

Anglosaskie wzorce

Politycy wywodzący się z „Solidarności” [no nie.. to była i jest żydo-komunistyzna agentura. md] plus koniunkturaliści z PZPR doprowadzili do ludobójstwa ekonomicznego w naszej ojczyźnie. Po 1989 roku miliony Polaków z przyczyn ekonomicznych opuściło naszą ojczyznę. Anglosasi, Niemcy poprzez swoje aktywa w Polsce doprowadzili do grabieży polskiego przemysłu. Po 1989 roku nasza kultura, literatura, film przesiąknięte są prymitywnymi wzorcami anglosaskimi. Polska służba zdrowia nie działa idealnie, ale są kraje, w których działa źle, jak na przykład kraje anglosaskie. Nawet w sferze języka mamy do czynienia z penetracją przez Anglosasów. Coraz częściej mówi się ochrona zdrowia, a nie służba zdrowia. 

Wspólni patroni POPiS

Nadwiślańska klasa polityczna przesiąknięta jest różnymi grantojedami. Oprócz niemieckich fundacji politycznych w naszej ojczyźnie potężne są też jankeskie fundacje. Naiwni wyznawcy POPiS skaczą sobie do gardeł, tymczasem zarówno prezydent Karol Nawrocki, jak i premier Donald Tusk brali udział w programie International Visitor Leadership Program. Anglosasi od wieku wykorzystują naiwnych Polaków do realizacji swoich celów, do grania kartą polską.

Wbrew temu, co się mówi w polskojęzycznych mediach, Anglosasi są wrogami Polski, którzy za wszelką cenę będą podsycać w Polsce rusofobię, bo normalizacja stosunków polsko-rosyjskich stanowi zagrożenie dla ich interesów. W przypadku normalizacji relacji Moskwy i Warszawy położenie Polski byłoby nie przekleństwem, a korzyścią do czerpania ze szlaków transportowych. Normalizacja relacji z Federacją Rosyjską otworzyłaby możliwości wejścia Polski w kooperację z krajami Globalnego Południa. 

Kamil Waćkowski

Frajerstwo się uwija

Frajerstwo się uwija

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    10 marca 2026 michalkiewicz

27 lutego Sejm uroczyście potwierdził, że Polska jest i pozostanie „sługą narodu ukraińskiego” tak długo, jak to będzie konieczne. Skoro tak, to jasne, że Polska pozostanie sługą narodu ukraińskiego jeśli nawet nie na wieki, to w każdym razie – do końca swego własnego istnienia – bo któż na Ukrainie zrezygnowałby z takiego głupiego sługi? To potwierdzenie przybrało postać uchwały w sprawie „solidarności z Ukrainą i wsparciem dla osób będących ofiarami rosyjskiej agresji”. Solidarności – wiadomo; szczegóły precyzuje umowa z 2 grudnia 2016 roku, która cały czas obowiązuje.

Jeśli chodzi zaś o „ofiary”, to jestem pewien, że z nimi będzie tak samo, jak z „ocalałymi z holokaustu”, których liczba z roku na rok rośnie, bodajże w postępie geometrycznym. Z takiego wynalazku nikt dobrowolnie nie zrezygnuje tym bardziej, że na Ukrainie Żydowie coś tam mają do powiedzenia. Dlatego też Książę-Małżonek, mówiąc w swojej gawędzie, pretensjonalnie zatytułowanej, jako „exposé”, trafił kulą w płot, twierdząc, że „nie możemy” być „frajerami”. Nie tylko „możemy”, ale nawet musimy – o czym świadczy wspomniana uchwała Sejmu, którą Książę-Małżonek, jako najbardziej bufonowaty frajer Rzeczypospolitej, przecież popiera. Taki los wypadł nam.

Tego samego dnia Sejm uchwalił ustawę o SAFE, to znaczy – o pożyczce którą Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje kazała Polsce przyjąć („przyjmuj zaszczyt, psi synu, a nie, to w gardło wtłoczymy!” – pokrzykiwali Kozacy do kandydata na atamana). Patrząc na determinację obywatela Tuska Donalda, podobnie jak Księcia-Małżonka, czy funkcjonariuszy Propaganda Abteilung w niezależnych mediach głównego nurtu, nabieramy pewności, że tym razem Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, podobnie jak niemiecki kanclerz Fryderyk Merz nie chcą słyszeć o żadnym polskim safandulstwie. Ustawa ma być podpisana przez pana prezydenta Karola Nawrockiego.

W tym celu BND musiała uruchomić agenturę wśród prześwietnej Generalicji naszej niezwyciężonej armii, która dostała zadanie młotowania prezydenta Nawrockiego, by stosowną ustawę podpisał. Jeśli by tak się stało, to zwłaszcza w świetle przyjętej przez Sejm 27 lutego uchwały w sprawie wysługiwania się Ukrainie, gwałtownie rośnie ryzyko, że wszystko, co Polska kupi za tę pożyczkę, będzie musiało być „nieodpłatnie” przekazane Ukrainie. W ten sprytny sposób Niemcy, które pożyczki SAFE nie biorą, chcą upiec dwie pieczenie: polskimi rękami „wspierać” Ukrainę, a przy okazji uwiązać nasz nieszczęśliwy kraj w budowanej właśnie IV Rzeszy, jako Generalne Gubernatorstwo.

W tej sytuacji mamy dwie możliwości – albo Książę-Małżonek jest Pierwszym Frajerem Rzeczypospolitej i trzeba będzie na tę okoliczność obmyślić mu jakiś order Krzyża Zbolałego, albo nie jest frajerem, tylko łajdakiem, w dodatku bezczelnym, bo próbuje przytłaczać oponentów dętym autorytetem. Ciekawe, jak zachowa się prześwietna Generalicja naszej niezwyciężonej armii. Jeśli zaczęłaby pana prezydenta Nawrockiego młotować, byłby to pierwszy po stanie wojennym w roku 1981 przypadek takiego politycznego zaangażowania naszej niezwyciężonej. Ano, nie da się ukryć, że lepiej, przyjemniej, a przede wszystkim – bezpieczniej – jest schwycić za mordę własnych obywateli, niż szarpać się z obcymi agentami w ich obronie.

Inna sprawa, że chytry dwa razy traci, bo beneficjentem SAFE może być Ukraina, a prześwietna Generalicja tej forsy nawet nie powącha, oczywiście poza tym, co tam sobie załatwi na boku. W związku z tą powszechną mobilizacją pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby „Władek” Kosiniak-Kamysz dostał cynk, że vaginessy z koalicji !3 grudnia podjęły w czynie społecznym zobowiązanie, że po szczęśliwym przeforsowaniu u pana prezydenta Nawrockiego podpisu pod wspomnianą ustawą, każdemu dygnitarzowi – wszystko jedno – cywilnemu, czy mundurowemu – każda urządzi „nocowanko” – jak to zrobiła pani Julia Wieniawa w nagrodę za wsparcie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pana „Jurka” Owsiaka. „Któż widok ten opisać zdoła? Fiedin, Simonow, Szołochow? Ach, któż w ogóle go wytrzyma?!” – zastanawiał się poeta.

Ale to wszystko furda w porównaniu z paroksyzmami, jakie czekają naszą biedną Ojczyznę w związku z narastającym, politycznym zacietrzewieniem w środowisku nienawistnych sędziów. Jak wiadomo, obywatel Żurek Waldemar pod wpływem uczonych doradców, wykombinował „Plan „B””, czyli metodę „na rympał” ale zachowującą pozory legalności. Ponieważ pan prezydent Nawrocki odmówił podpisania nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, „Plan „B”” przewiduje mobilizację agentury, od której – jak podejrzewam – aż się roi w dwóch organizacjach skupiających nienawistnych sędziów: „Iustitia” i „Themis”. Te wyłoniłyby ze swego grona zaufany skład Krajowej Rady Sądownictwa, a właściwie – Krajowej Rady Konfidentów – zaś koalicja 13 grudnia dostałaby zadanie przyklepania tego składu, co nazywałoby się, że „Sejm wybrał”. W ten sposób obywatel Żurek Waldemar ominąłby pana prezydenta Nawrockiego, któremu mógłby pokazać „gest Kozakiewicza”.

W rezultacie na firmamencie pojawiłyby się dwie Krajowe Rady Sądownictwa; jedna uznawana przez pana prezydenta Nawrockiego, a druga – jako Krajowa Rada Konfidentów – uznaniem pana prezydenta Nawrockiego by się nie cieszyła. Wprawdzie konstytucja nie przewiduje żadnych czynności ze strony pana prezydenta, które byłyby wymagane do ważności takiej Rady – więc pozornie rympał obywatela Żurka Waldemara ma wszelkie widoki powodzenia – jednak musimy odwołać się tu do pełnej mądrości sentencji starożytnych Rzymian, którzy radzili: quidquid agis, prudenter agas et respice finem – co się wykłada, że cokolwiek czynisz, czyń rozsądnie i patrz końca.

Otóż jednym z ważnych zadań Krajowej Rady Sądownictwa jest rekomendowanie panu prezydentowi sędziów do mianowania. Nietrudno się domyślić, że skoro pan prezydent nie uznawałby Krajowej Rady Konfidentów, to nie uznawałby też żadnych rekomendacji z jej strony, a zatem żadnego sędziego rekomendowanego przez Krajową Radę Konfidentów by nie mianował. Ciekawe, w jaki sposób obywatel Żurek Waldemar zamierza sforsować tę przeszkodę? Ma dwie możliwości – albo starać się o zachowanie pozorów legalności i w tym celu wymusić na koalicji 13 grudnia, by przeforsowała w Sejmie uchwałę, że ci sędziowie będą mianowani przez Sejm – albo plunąć na pozory legalności i przy pomocy policji, powyrzucać z sądów przez okna tak zwanych „neosędziów” i na ich miejsce wprowadzić do gabinetów funkcjonariuszy rekomendowanych przez Krajową Radę Konfidentów – już bez fatygowania Sejmu.

Jak będzie – myślę, że tak, jak postanowi Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje. Sądzę, że taki dualizm sądowy w naszym bantustanie mógłby być jej nawet na rękę – bo doskonale wpasowuje się on w ogólny mechanizm obezwładniania naszego nieszczęśliwego kraju, podobnie, jak to było w wieku XVIII. Skoro po ewentualnym przyjęciu SAFE Polska byłaby całkowicie na łasce Komisji Europejskiej i luksemburskich przebierańców z TSUE – bo na tym właśnie polegają skutki „mechanizmu warunkującego” – to burdel i serdel w wymiarze sprawiedliwości musiałby doprowadzić do głębokiego kryzysu zaufania obywateli do własnego państwa. I o to właśnie Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, podobnie jak niemieckiemu kanclerzowi Fryderykowi Merzowi chodzi – żeby Polacy machnęli ręką na Rzeczpospolitą – bo wtedy bez oporów przyjmą przepoczwarzenie się jej w Generalne Gubernatorstwo – a ewentualnych oponentów weźmie za mordę albo nasza niezwyciężona, albo – stare kiejkuty, gotowe – jak wiadomo – na każde skinienie.

Jak widzimy, wszystko zostało znakomicie przemyślane i nawet – skoordynowane – chyba, że powtórzy się sytuacja z grudnia 2016 roku, kiedy to „ciamajdan” jako kulminacja „walki o demokrację” w naszym bantustanie, został zneutralizowany przez wysłannika prezydenta-elekta Donalda Trumpa, czyli Rudolfa Giulianiego. Jak pamiętamy, w przeddzień „ciamajdanu”, czyli 15 grudnia 2016 roku przyleciał on do Warszawy i korzystając z pretekstu, jakim był wspólny znajomy jego i Jarosława Kaczyńskiego, czyli Lejb Fogelman, odbył dwugodzinną rozmowę z Naczelnikiem, po czym siadł w samolot i odleciał do Ameryki. Najwyraźniej wiedział, co się świeci, bo przecież CIA coś tam musi wiedzieć. Toteż, kiedy Volksdeutsche Partei urządziła blokadę sali plenarnej Sejmu, by nie dopuścić do uchwalenia ustawy budżetowej i w ten sposób doprowadzić do skrócenia kadencji Sejmu, Naczelnik wyprowadził swoich posłów do Sali Kolumnowej i ci tam ustawę budżetową uchwalili, czego nie mógł przeboleć nienawistny pan sędzia Igor Tuleya.

Trzy dni później w dzienniku „Die Welt” ukazała się notatka, że trudno, nie udało się – i tylko posłom Volksdeutsche Partei nikt nie powiedział, że wojna się skończyła, więc nadal okupowali salę plenarną, aż wreszcie jakaś dobra dusza poinformowała ich, że już jest po wszystkim i mogą iść do domu. W ten sposób Nasz Najważniejszy Sojusznik, bez żadnych rozruchów, ani żadnej rewolucji, storpedował w zarodku knowania Naszej Złotej Pani z Berlina, która musiała 7 lutego 2017 roku przyjechać z gospodarską wizytą do Warszawy, po której nakazała odłożyć walkę o demokrację na rzecz walki o praworządność, którą niemiecka agentura w Polsce prowadzi a nawet eskaluje, do dnia dzisiejszego.

A nasza niezwyciężona stoi i się przygląda, bo najwyraźniej znikąd nie było rozkazu, by stanąć w obronie naszego nieszczęśliwego kraju. Czyżbyśmy znowu musieli liczyć na Naszego Najważniejszego Sojusznika?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Czy nasi frajerscy politycy to widzą. Orban pokazuje jak się broni interesu własnego kraju.

Ewa Zajączkowska pisze:

piko: salon24.pl/u/piko/ewa-zajaczkowska-pisze

Czy nasi frajerscy politycy to widzą. Viktor Orban pokazuje jak się broni interesu własnego kraju i nie daje sobie wejść na głowę prezydentowi Zełenskiemu. 

W skrócie:

❌ Zełenski zablokował rurociąg „Przyjaźń”, którym płynie ropa do Węgier

✅ Orban w odpowiedzi blokuje unijną „pożyczkę” 90 miliardów euro dla Ukrainy

❌ Zełenski grozi Orbanowi siłami zbrojnymi jeśli dalej będzie blokował pieniądze

✅ Orban blokuje tranzyt ukraińskich towarów przez Węgry i zatrzymuje ukraiński konwój z byłym generałem służb specjalnych i pracownikami ukraińskiego banku – w środku 40 milionów dolarów, 35 milionów euro i 9 kilogramów złota. Podejrzenie prania brudnych pieniędzy i powiązania z „ukraińską mafią wojskową”.

Okazuje się, że tylko w bieżącym roku Ukraińcy przerzucili w ten sposób zawrotne sumy przekraczające 900 milionów dolarów, 420 milionów euro i 146 kilogramów złota. Pochodzenia i celu tych funduszy nie chcą wyjaśnić.

I jak to wygląda w porównaniu do frajerskiego zachowania rządów POPiS-u, które oddały wszystko za nic? Ani przez moment nie prowadziliśmy asertywnej polityki opartej o interes narodowy.

Gdy zaskarżyli nas do Światowej Organizacji Handlu, bo ośmieliliśmy się wreszcie zatrzymać niekontrolowany napływ ukraińskiego zboża, którym nas zalewali – cisza. 

Gdy kłamali w sprawie swojej rakiety w Przewodowie i po dziś dzień blokują śledztwo w tej sprawie – cisza. 

Gdy Zełenski atakował Polskę na forum ONZ – cisza. 

Gdy Timur Mindycz, oskarżony o ogromną korupcję najbliższy doradca Zełenskiego, uciekał do Izraela przez Polskę – cisza. 

Gdyby ten konwój jechał przez Polskę, również przemknąłby bez najmniejszego problemu. Ktoś ma wątpliwości?

Dlatego w przyszłorocznych wyborach czas na zmiany. Skończmy ze sługami narodu ukraińskiego i wreszcie wybierzmy ludzi, którzy będą godnie i odważnie reprezentować POLSKIE interesy! 

—————–

Przykładowo jeszcze bym dodał zachowanie „polskich władz” względem obecności (uzbrojonych w broń palną) ochroniarzy izraelskich wycieczek szkolonych, odwiedzających obóz  Auschwitz-Birkenau i muzeum Polin.

Pomijam [troszkę] rolę POPISU w dopuszczeniu do powstania terenów eksterytorialnych (wymienionych wyżej muzeów) siejących antypolonizm.

Bliskowschodnie wzmożenie

Zinkiewicz: Bliskowschodnie wzmożenie

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-bliskowschodnie-wzmozenie/

Chwała Mateuszowi Piskorskiemu oraz polskim liderom politycznym: Januszowi Korwin-Mikkemu oraz Grzegorzowi Braunowi za wpisanie się do księgi kondolencyjnej wystawionej w ambasadzie Islamskiej Republiki Iranu w Warszawie w związku z tragiczną śmiercią irańskiego przywódcy, ajatollaha Aliego Chameneiego. 

Polacy zawsze byli przyjmowani i traktowani z życzliwością przez Irańczyków. Jesteśmy wdzięczni za tę pomoc, niesioną nam w przeszłości przez Irańczyków i pozostajemy świadomi tej chwili w naszej pamięci w godzinach próby gdy na Iran spadają rakiety koalicji Epsteina niosące śmierć cywilnej ludności.

II Rzeczpospolita z Persją

W naszej wspólnej historii możemy odnaleźć kilka wyjątkowych momentów, które ukazują nasz wzajemny szacunek i przyjaźń. Persja i Turcja były jedynymi krajami, które nigdy nie uznały rozbioru Polski w 1795 roku. Polska odrodzona, przywracając niepodległość, była zdeterminowana, aby odnowić swoje kontakty z Iranem. W 1927 roku został zawarty Traktat o przyjaźni i ustanowiono legacje Persji w Warszawie i Polski w Teheranie.

Irańczycy ratowali polskie dzieci

Iran pomagał Polsce i Polakom w czasie II wojny światowej, przyjmując tysiące polskich uchodźców (w tym ok. 40 tys. kobiet i dzieci, tzw. dzieci Isfahanu), zapewniając im schronienie, żywność i tworząc ośrodki życia polskiego, w tym szkoły i szpitale, co było wyrazem niezwykłej gościnności i solidarności. Ten akt humanitaryzmu umożliwił przetrwanie wielu Polakom i stworzył trwałe więzi między narodami, pamięć o których pielęgnowana jest do dziś, a Irańczycy nadal cenią polskie tradycje, o czym pisze polski historyk w „Teheran Times” – Iran pomógł Polakom walczącym o niepodległość.

Zbrodnia w Minab

Aktualnie w polskojęzycznych mediach panuje „bliskowschodnie wzmożenie”, którego celem jest dehumanizacja tego szlachetnego narodu walczącego o przetrwanie. Przypominam, że zamordowany wraz z najbliższą rodziną kilka dni temu irański przywódca ajatollah Ali Chamenei, w przeszłości wydał dwie fatwy zabraniające Irańczykom posiadania broni nuklearnej!!! Gdyby Irańczycy ją mieli, wówczas nie byłoby podstępnej, podłej inwazji militarnej na ten kraj, rozpoczętej bezprecedensową amerykańską zbrodnią wojenną. 28 lutego, w pierwszym dniu operacji „Epic Fury”, szkoła podstawowa dla dziewcząt Shajareh Tayyebeh została zniszczona w małym irańskim mieście Minab na południu kraju. W jej wyniku zginęło od 165 do 186 osób — prawie wszystkie były nastolatkami.

Groźby eskalacji pod adresem Turcji

Nad bliskowschodnim horyzontem narasta kolejny poważny konflikt zbrojny. Były premier Izraela Naftali Bennett wezwał do podjęcia działań przeciwko Turcji, którą nazwał strategicznym zagrożeniem – donosi i24news. Nazwał Recepa Erdoǧana „przebiegłym i niebezpiecznym przeciwnikiem, dążącym do otoczenia Izraela” i wezwał do „nie zamykania na to ponownie oczu”„Podczas gdy niektórzy izraelscy urzędnicy otrzymują pieniądze od Kataru, Katar i Turcja, z siedzibą w Syrii i za zgodą Izraela w Strefie Gazy, zasilają nową potworną oś Braci Muzułmanów, podobną do irańskiej. Pojawia się nowe zagrożenie ze strony Turcji. Musimy działać w różny sposób, ale jednocześnie przeciwko zagrożeniu ze strony Teheranu i wrogości ze strony Ankary” – powiedział Bennett.

Kurs polityki koalicji Epsteina „bliskowschodniego wzmożenia”, kompetentnie wyjaśniony jest w audycji Pawła Lisickiego na YouTube Totalna wojna Izraela drogą do III świątyni

Eugeniusz Zinkiewicz

Mafiosi z Donbasu. Ukraińskie gangi zdominowały polskie [i światowe?] podziemie przestępcze

Mafiosi z Donbasu. Ukraińskie gangi zdominowały polskie podziemie przestępcze

9.03.2026 Leszek Szymowski

Ukraińskie gangi zdominowały polskie podziemie przestępcze. Służby specjalne i policja nie radzą sobie z ich działalnością.

36 zlikwidowanych laboratoriów narkotykowych, setki przeszukań i tony zabezpieczonych substancji – taki jest wynik wielkiej polsko-ukraińskiej akcji policyjnej wymierzonej w zorganizowaną przestępczość. W czwartek, 19 lutego, Centralne Biuro Śledcze Policji znienacka zaatakowało ponad 500 adresów, gdzie według śledztwa miały się znajdować fabryki narkotykowe.

Znaleziono 36 laboratoriów i 74 magazyny do przechowywania zakazanych substancji. Znaleziono ponad 20 tys. litrów prekursorów do produkcji narkotyków syntetycznych, ponad 220 kg alfa-PVP, ponad 150 kg amfetaminy, ponad 65 kg mefedronu w formie kryształu oraz 350 litrów w postaci płynnej, 47 kg marihuany, ponad 5 tys. tabletek MDMA i ponad 2 tys. tabletek ecstasy oraz 7 kg metaamfetaminy. To jedna z największych akcji w historii polskiej policji, ale zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Tajny raport

W lipcu na biurka oficerów Biura Wywiadu Kryminalnego i Centralnego Biura Śledczego Policji trafił alarmujący raport amerykańskiej DEA (Drug Enforcement Agency – Agencja Zwalczania Przestępczości Narkotykowej). Wynikało z niego, że DEA zaobserwowała niepokojący trend współpracy ukraińskich gangsterów z meksykańskimi kartelami narkotykowymi. DEA opiera raport głównie na meldunkach tzw. „Confidential Source”, czyli tajnych informatorów uplasowanych w strukturach przestępczych (odpowiednik polskich Osobowych Źródeł Informacji). Dokument opisuje zjawisko polegające na tym, że gangsterzy z Ukrainy kupują dziesiątki kilogramów meksykańskich narkotyków, głównie fenatylu, marihuany i heroiny.

Wszystko po to, aby sprzedawać z dużym zyskiem na rynku europejskim. Raport DEA wskazuje dwa polskie miasta jako dotknięte już tym zjawiskiem. Są to Kraków i Wrocław. Zdaniem analityków amerykańskich tam właśnie ukraińskie gangi działają z największą siłą. I tam rozpoczyna się nowy, przestępczy proceder – sprzedaż fentanylu. Fentanyl – lek pochodzenia opoidalnego (tzn. wytwarzany z opium) pomaga uśmierzać ból. W Polsce wszystkie leki zawierające fentanyl sprzedawane są na receptę.

Narkotyk polityczny

W 2020 roku w Stanach Zjednoczonych zaczęła się prawdziwa epidemia uzależnień od fentanylu. Przyczyną była popularność tego syntetyku w procesach medycznych. Jako substancja pomagająca uśmierzyć nawet najsilniejszy ból, fentanyl był wykorzystywany w terapiach medycznych i w lekach. Jednak zgodnie z prawem można było go stosować wyłącznie za zgodą lekarza i wyłącznie w szpitalach, a każde zastosowanie musiało być udokumentowane. Fentanyl miał jednak zasadniczą wadę – uzależniał 18 razy szybciej niż heroina (dotychczas uznawana za najsilniejszy narkotyk).

To spowodowało, że pacjenci w USA już po oficjalnych terapiach wychodzili w pełni uzależnieni od syntetyku. I zaczynali go szukać na własną rękę. Uzależnieni od fentanylu Amerykanie stawiali się klientami dostawców narkotyku.

Tyle że u oficjalnych producentów, zaopatrujących apteki i szpitale, regulowanych przez przepisy federalne, nie mogli kupić dla siebie leku poza systemem. To zapotrzebowanie zaczęły zaspokajać meksykańskie kartele – główni producenci opium i fentanylu. Od 2020 roku narkotyk z meksykańskich pól szlakami przemytu przez granicę do Tekasu, przez tajne, podziemne tunele mafii, zaczęły płynąć dziesiątki kilogramów narkotyku. Konsekwencje były tragiczne. Jak wynika ze statystyk amerykańskiego Departamentu Zdrowia (odpowiednik naszego Ministerstwa Zdrowia), w latach 2020–2021 wskutek przedawkowania fentanylu zmarło w USA 129 tys. osób. Liczba tych, którzy kupowali u przemytników, nie jest znana.

Efekty popularności fentanylu były tak straszne, że sprawą postanowił się zająć sam prezydent USA. 15 karteli trafiło na listę organizacji terrorystycznych, w tym sześć karteli meksykańskich, w tym osławiony Sinaloa. Następnego dnia Pentagon wysłał drony i samoloty szpiegowskie, aby patrolowały granicę z Meksykiem i identyfikowały wszystkich przemytników. Sam Donald Trump zapowiedział, że do ścigania narkotykowych gangsterów wyśle wojsko. 3 marca Trump ogłosił cła na Kanadę i Meksyk, przy czym nie ukrywał, że cła na ten drugi kraj są konsekwencją nieudolnej polityki walki z kartelami.

Ta decyzja uderzyła w meksykańską gospodarkę, dla której eksport do USA jest istotnym źródłem przychodu. Stało się to akurat w czasie, kiedy nowa prezydent kraju Claudia Scheinbaum zapowiedziała dążenie do poprawy stosunków bilateralnych z USA. Chcąc pokazać, że to nie słowa a czyny, Scheinbaum wysłała wojsko najpierw do pacyfikowania mafii, a potem na granicę z USA. W ramach akcji wojskowych, spłonęło kilka ważnych plantacji narkotykowych, a kilkudziesięciu gangsterów trafiło do więzień. W konsekwencji kartele straciły główny rynek zbytu – Stany Zjednoczone. Dla kontynuowania miliardowych interesów trzeba więc było znaleźć nowy kierunek. I właśnie, jak wynika z cytowanego raportu DEA, stała się nim Europa.

Wielkie pieniądze

Skąd jednak nagle partnerem dla meksykańskich karteli stały się ukraińskie gangi?

Raport DEA wskazuje na trzy przyczyny. Po pierwsze te środowiska – podobnie jak Meksykanie – są bardzo hermetyczne, a przez to trudne do rozpracowania dla policji i służb. Po drugie są brutalne i zdeterminowane, przez co zyskują coraz poważniejszą pozycję w europejskim świecie przestępczym, spychając do drugiej ligi grupy przestępcze składające się z obywateli państw Starego Kontynentu. Po trzecie wreszcie gangi ukraińskie mają do swojej dyspozycji ogromne środki finansowe.

W tym kontekście raport DEA wspomina o tym, że amerykańska administracja w czasach Joe Bidena nie była w stanie skontrolować wsparcia finansowego dla walczącej Ukrainy. Choć kraj stawiający opór agresywnej Rosji wsparto setkami miliardów dolarów, nie wiadomo, co dokładnie stało się z tymi pieniędzmi. Dofinansowywaną zachodnimi pieniędzmi Ukrainą wstrząsały liczne skandale korupcyjne – np. liczne przypadki zakupów drogich willi przez kijowskich dostojników. Wiele wskazuje na to, że pieniądze przeznaczone na pomoc dla walczącej Ukrainy w części zostały rozkradzione i trafiły m.in. do gangsterów. Nie wiadomo również, co działo się z bronią i amunicją dostarczaną na front, bo nie ewidencjonowano jej faktycznego wykorzystania. Za to od 2022 roku policje w całej Europie zabezpieczają u gangsterów broń i amunicję, która oficjalnie powinna być na froncie w Donbasie. Ukraińscy gangsterzy mają broń i potężne pieniądze i apetyty na wielkie, przestępcze biznesy. Meksykańscy bossowie mają gigantyczne zasoby narkotyków i zablokowany główny dotychczasowy kanał zbytu, czyli rynek USA za to potrzebują pieniędzy i broni. Stwarza to więc pole do wspólnych interesów.

Niewydolne państwo

Jest jednak jeszcze jedna przyczyna. To ułomność prawa w państwach europejskich, w tym w Polsce. „Polskie przepisy karne przewidują za handel narkotykami sankcję do 20 lat więzienia” – mówi dr Mateusz Mickiewicz – warszawski prawnik specjalizujący się w sprawach karnych. – „Taki maksymalny wyrok grozi niezależnie od tego, czy sprawca próbuje zarobić, sprzedając tonę czy 10 gramów narkotyku. To wprost zachęca przestępcę, który sprzedaje zakazane substancje do tego, by sprzedawał jak największe ilości”. Ale nie tylko to. Adwokat Mickiewicz ze swojej sądowej praktyki wskazuje również na drugi problem: coraz bardziej przeciążone sądy i coraz większe problemy kadrowe policji.

„Poważne sprawy o międzynarodowy handel narkotykami liczą setki tomów i ciągną się latami” – mówi adwokat. – „W tym czasie wielu cudzoziemskich gangsterów trzeba zwalniać z aresztów. Oni mimo sądowych zakazów wyjeżdżają z Polski, co dodatkowo przedłuża postępowania. A borykająca się z coraz większymi brakami ludzi i sprzętu, polska policja i prokuratura, ma coraz więcej zadań w zakresie zwalczania zorganizowanej przestępczości i coraz trudniej jej się z tych zadań wywiązywać”.

Kilka miesięcy temu, ujawniając rozwijającą się przestępczość ukraińskich gangów, pisaliśmy, że rozbijanie mafii czeczeńskich i ukraińskich, będzie największym wyzwaniem dla Centralnego Biura Śledczego Policji. I właśnie to wyzwanie się zaczęło.

Wykształceni. Rząd Tuska 2026

Wykształceni. Rząd Tuska 2026

7.03.2026 niepoprawni/humpty-dumpty/wyksztalceni-rzad-tuska-2026

Przyznać trzeba, że wicepremier Sikorski atakujący dr Jakiego na stanowiącej swoisty surogat Dziennika Ustaw platformie X wykazał sporo odwagi.

Licencjusz Sikorski, ongiś z pianą na twarzy wrzeszczący z mównicy sejmowej, że jest magistrem, podważający doktorat Jakiego zapewne przejdzie do historii. I raczej nie w ten sposób, jak sobie wymarzył mąż pani Apfelbaum…

A tak przy okazji warto przypomnieć, jacy to intelektualiści teraz rządzą.

Premier – Donald Tusk. Z wykształcenia historyk, żadne źródło nie podaje, by kiedykolwiek pracował w szkole. Magister.

Wicepremierzy.

Krzysztof Kamil Gawkowski. Minister Cyfryzacji. Co prawda wykształcenie dalece niekierunkowe, bowiem pracę magisterską popełnił w 2006 roku (miał wtedy 36 lat, a zatem dość stary jak na studenta) z… politologii. Ciekawa jest również jego praca doktorska, której promotorem był stary komuch Jaskiernia – Pozycja ustrojowa izb wyższych parlamentu w wybranych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. W tym czasie był członkiem SLD, stąd zapewne bliskie związki z betonem pzpr.

Władysław Kosiniak – Kamysz. Minister Obrony Narodowej. Lekarz. W 2010 r. w Collegium Medicum UJ uzyskał stopień doktora nauk medycznych na podstawie pracy zatytułowanej Związek zmienności genu kodującego cyklohydrolazę GTP l z funkcją śródbłonka naczyniowego u chorych z cukrzycą typu 2. Nie negując przydatności tej pracy dla rozwoju nauk medycznych w ogólności trzeba by jednak zapytać, a co ów gen kodujący ma wspólnego z wojskiem???

Radosław Sikorski. Bakałarz, po polsku zaś licencjusz. W dawnych czasach podobne wykształcenie nazywano „policealnym”. Poza granicami znany jako mąż swojej żony.

Teraz ministrowie.

Wojciech Balczun — minister Aktywów Państwowych. Muzyk rockowy, menadżer, przedsiębiorca. Politolog.

Maciej Berek — minister-członek Rady Ministrów, Minister Nadzoru nad Wdrażaniem Polityki Rządu. Doktor nauk prawnych, radca prawny, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych.

Marta Cienkowska — minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jedna z najmłodszych w tym gronie (1987). Zasłynęła z wypowiedzi a la Lempart, aczkolwiek nie publicznie. Politolog.

Andrzej Domański — minister Finansów i Gospodarki. Magister ekonomii, kilkanaście lat praktyki w różnych instytucjach finansowych, w tym związanych z upadłymi bankami Leszka Czarneckiego.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk — minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Doktor. Pedagog i filozof. Ale… pamiętamy, gdy ADB chciała zostać ministrą edukacji, słowa jej biologicznego ojca: „jeżeli córka zostanie ministrem edukacji, to współczuję dzieciom, ponieważ wpadną w pełen nowomowy nazi-bolszewicki socrealizm” (…) ale niech ludzie nie skarżą się potem, że jest syf, ostrzegam przed taką minister. (…) Tak wychowała ją moja żona (…) córeczka jest typową nazi-bolszewiczką, ale nie ja ją tak wychowywałem, a więc jedynie może mi być przykro”. Co prawda tatuś okazał się esbeckim kapusiem, ale przecież to nie powinno odbierać znaczenia jego słowom.

Warto jednak bliżej przyjrzeć się jej pracy doktorskiej Reprodukcja – Opór – Upełnomocnienie Radykalna krytyka edukacji we współczesnej zachodniej myśli społecznej. Jej omówienie dostępne jest na stronach Nauki Polskiej: „Przeobrażenia te także charakteryzuje przejście od marksowskiego materializmu i determinizmu ekonomicznego, poprzez krytykę i rozluźnienie marksistowskich analiz oraz dopuszczenie do krytycznego instrumentarium kategorii o charakterze kulturowym, a także położenie silniejszego akcentu na podmiotowość i psychologiczny wymiar podlegania dominacji i podejmowania wysiłku emancypacji, aż po krytyczny i wzbogacony pluralizmem sporów wokół aplikowalności oryginalnych pojęć i definicji marksistowskiej krytyki społecznej, swoisty „powrót do korzeni” i ponowne sięgnięcie po kategorie takie jak klasa, nierówności ekonomiczne, wyzysk czy radykalna zmiana społeczna, a nawet rewolucja.”

Jan Grabiec — minister-członek Rady Ministrów, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Magister filozofii po ATK. Praktycznie całe jego życie zawodowe upłynęło w strukturach partyjnych i samorządowych.

Paulina Hennig-Kloska — minister Klimatu i Środowiska. Magister politologii, ale z ukończonymi studiami podyplomowym w zakresie analizy finansowej i controllingu.

Marcin Kierwiński — minister Spraw Wewnętrznych i Administracji. Magister inżynier. Poza tym cudowne dziecko PO – w wieku 31 lat był już wiceprezesem Portu Lotniczego Warszawa – Modlin. Oczywiście wszelkie sugestie, że swoją karierę zawdzięcza ojcu, peerelowskiemu generałowi, należy uznać za plotki. ????

Dariusz Klimczak — minister Infrastruktury. Z wykształcenia historyk (UJ – magister). Jednak doktorat obronił z dziennikarstwa w 2023 r. na prywatnej uczelni Akademii Finansów i Biznesu Vistula pt. Rola instytucji Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w konflikcie politycznym we współczesnej Polsce na przykładzie prezydentury Bronisława Komorowskiego.

Stefan Krajewski — minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Politolog. Poza tym ukończył studia podyplomowe z zakresu wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie.

Marcin Kulasek — minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Doktor technologii żywności. Pracę doktorską obronił w 2007 r. na Uniwersytecie Warmińsko – Mazurskim w Olsztynie. Jego wkład w rozwój nauki polskiej nosi tytuł Możliwość zastąpienia tłuszczu mlekowego tłuszczem roślinnym w technologii pełnego mleka w proszku.

Miłosz Motyka — minister Energii. Magister inżynier środowiska. Wiek 33 lata. Przypominam, że tak długo żył Aleksander Macedoński, który stworzył największe Imperium Starożytności. ????

Barbara Nowacka — minister Edukacji. W wieku 30 lat uzyskała dyplom inżyniera na uczelni kierowanej… przez swojego ojca. Magistrem została zaś w wieku 37 lat. Poza tym działaczka feministyczna.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz — minister Funduszy i Polityki Regionalnej. Aktualna przewodnicząca Polska2050. Córka polskiego matematyka o światowej renomie i… Rosjanki. Posiada tytuł doktora w dziedzinie filozofii.

Jakub Rutnicki — Minister Sportu i Turystyki. Wikipedia milczy o jego magisterium stwierdzając jedyne, ze studia ukończył na Wydziale Nauk Społecznych i Dziennikarstwa UAM. A poza tym cały czas POseł.

Tomasz Siemoniak — koordynator służb specjalnych. W przeszłości minister ds. obrony narodowej. Zasłynął z zakupu… tablic Mendelejewa dla naszej armii. Ukończył Handel Zagraniczny przy końcu PRL-u. A poza tym działacz POlityczny i samorządowy.

Jolanta Sobierańska-Grenda — minister Zdrowia. Doktor n. prawnych. W odróżnieniu od zajmującej to stanowisko poprzedniczki posiada przygotowanie kierunkowe. Prócz prawa na Uniwersytecie Gdańskim ukończyła studia MBA dla kadry medycznej oraz Advanced Management Program w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. W 2024 na UG obroniła doktorat w dziedzinie nauk społecznych na podstawie dysertacji pt. Hipoteza nieefektywności zarządzania – weryfikacja empiryczna na przykładzie procesu restrukturyzacji podmiotów leczniczych samorządu województwa pomorskiego w latach 2011–2019. Czy pod jej rządami dojdzie do restrukturyzacji (czyt. prywatyzacji) całej służby zdrowia? Pamiętamy z przeszłości podobne zamierzenia.

Waldemar Żurek — minister Sprawiedliwości. Magister prawa, wcześniej zaś absolwent Technikum Leśnego w Brynku. Drwal. W przeszłości był atakowany nawet przez mechaniczną zamiatarkę. ????

Tyle i aż tyle zarazem.

Uderza jedno – najważniejsze z punktu widzenia Tuska ministerstwa obsadzone są miernotami.

Czy to efekt ideologizacji rządu? Czy też świadome działanie pozwalające wodzusiowi błyszczeć na tle pozostałych?

Poza tym zajmujący w przeszłości drugo- i trzeciorzędne stanowiska w administracji finansowej mgr Domański nie podskoczy.

Teoretycznie najbardziej niezależny w powyższej grupie były sędzia mgr prawa Waldemar Żurek jest całkowicie oddany Tuskowi; wszak dzięki Rudemu będzie mógł się wreszcie odegrać za wszystkie swoje wyimaginowane krzywdy.

Zastanawia spora liczba wszelkiej maści politologów. Tak naprawdę ludzi, których dyplom ongiś równoważyło ukończenie dobrego liceum.

Za moich studenckich czasów mawiano, że na 5 lat studiów na naukach politycznych wystarczy zeszyt 16-kartkowy i to pod warunkiem prowadzenia notatek na zajęciach wojskowych. ????

Słuchając wypowiedzi pani ministry Hennig – Kloski trudno nie zauważyć trafności tego spostrzeżenia.

W każdym razie trudno mówić, że trzeci rząd Tuska to rząd fachowców.

To raczej dość przypadkowa zbieranina miernot większych i mniejszych. Oraz jednego fanatyka.

7.03 2026 niepoprawni/humpty-dumpty/wyksztalceni-rzad-tuska

Autor: Spiryto.Libero

Kłamstwa, ohydne kłamstwa i rewolucyjna teoria

Kłamstwa, ohydne kłamstwa i rewolucyjna teoria

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 7 marca 2026 michalkiewicz

Właśnie bezcenny Izrael i jego amerykański wasal wykonali „uderzenie wyprzedzające” na złowrogi Iran, który ośmielił się bez pozwolenia budować sobie arsenał nuklearny i rozmaite rakiety, bez których żadne szanujące się państwo istnieć nie może. Dotyczy to również naszego nieszczęśliwego kraju, którego parlament 27 lutego przyjął uchwałę potwierdzającą nie tylko, że Polska jest sługą narodu ukraińskiego – o czym w swoim czasie poinformował nas ówczesny rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, pan Jasina – ale że pozostanie nim, „jak długo będzie to konieczne”.

Wynika z tego, że Polska pozostanie sługą narodu ukraińskiego aż do końca świata, albo przynajmniej – do końca własnego istnienia – bo na tym świecie pełnym złości wszystko kiedyś się kończy. W związku z tym 27 lutego Sejm uchwalił też ustawę o SAFE, na podstawie której Polska ma pożyczyć od Komisji Europejskiej prawie 44 mld euro, za które nakupi, albo naprodukuje mnóstwo rozmaitych rakiet i innych takich zabawek, które następnie, na podstawie umowy z 2 grudnia 2016 roku, nieodpłatnie przekaże Ukrainie, żeby tamtejsi oligarchowie mogli sobie żyć dostatniej, zgodnie z zaleceniem militarystów, nawołujących, by korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny.

To jest wielki sukces naszej dyplomacji, kierowanej przez Księcia-Małżonka – bo przecież Ukraina mogła nam rozkazać, by na pierwszej linii frontu stanęła nasza niezwyciężona armia – ale widocznie jak nie Książę-Małżonek, to Wielce Czcigodny pan marszałek Czarzasty, podczas swojej niedawnej pielgrzymki do Kijowa, uprosił prezydenta Zełeńskiego, żeby aż takiej poważnej zastawki naszemu nieszczęśliwemu krajowi nie stosował.

Ach, bierzcie wozy, ach bierzcie dostatek, tylko puszczajcie nas zdrowo” – prosił podobno prezydenta Zełeńskiego Wielce Czcigodny pan marszałek Czarzasty – a prezydent Zełeński ulitował się nad nim, zwłaszcza, że Wielce Czcigodny pan marszałek obiecał mu, że przyjmie Ukrainę i do Unii Europejskiej i do NATO. Jednak co ma wisieć – nie utonie – i jak już przekażemy Ukrainie wszystko, co sobie nakupimy, albo i naprodukujemy, to wtedy Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje a także niemiecki kanclerz Fryderyk Merz, rozkaże albo obywatelu Tusku Donaldu, albo innemu naszemu Umiłowanemu Przywódcy, który akurat zostanie postawiony na czele naszego nieszczęśliwego kraju, by w służalczości wobec Ukrainy posunął się dalej i posłał naszą niezwyciężoną armię na front, zwłaszcza, że wtedy Ukraińców może już zabraknąć. Wprawdzie ukraińska armia codziennie zabija albo rani co najmniej milion Rosjan, podczas gdy na Ukrainie ginie co najwyżej jakiś cywil, albo dziecko – ale już brytyjski premier Beniamin Disraeli zauważył, że są „kłamstwa, ohydne kłamstwa i statystyka”.

Na razie jednak nasz nieszczęśliwy kraj, podobnie, jak to było za komuny, nękany jest regularnie czterema kataklizmami. Jeszcze nie skończyła się kalendarzowa zima, która przysporzyła nam tylu zgryzot i paroksyzmów, a już wiosna pokazuje, na co ją stać. Rzeki szum podnoszą – a przecież do kalendarzowej wiosny jeszcze prawie trzy tygodnie. Co to będzie, jak już nadejdzie kwiecień? Zresztą – co tam kwiecień, kiedy zaraz po wiośnie zacznie się gorące lato. Jak my to wszystko wytrzymamy, zwłaszcza, że zaraz po lecie nadchodzi jesień, o której generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski pisał w jednym ze swoich wierzy tak: „Ustrojona w purpury, kapiąca od złota, nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras – jak pod szminką i pudrem starsza już kokota, na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.”?

Na szczęście nie musimy się tą perspektywą aż tak bardzo martwić, bo jeszcze po zakończeniu pierwszej wojny światowej pewien starszy Francuz-rentier powiedział Adamowi Grzymale-Siedleckiemu, że „kokotę zabił samochód” Tak mu się chyba tylko wydawało, bo czyż z samochodem można figlować, albo go molestować? Tymczasem z panienkami, a cóż dopiero – z kokotami – można jak najbardziej. Takich państwa Clintonów stać by było przecież na niejeden samochód, a jednak Wiluś Clinton jeździł do izraelskiego agenta Epsteina na jacuzzi. Całe szczęście, że ani niczego się przy okazji nie dowiedział, ani nawet niczego nie zauważył. Tak właśnie zeznał przed komisją Izby Reprezentantów, którą to wyznanie musiało nieźle rozbawić, podobnie, jak deklaracja znanej na całym świecie z prawdomówności Hilarzycy, która Epsteina w ogóle „nie znała”.

Z drugiej strony, powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – co mogliby Państwo Clintonowie powiedzieć innego? Wprawdzie powiadają, że jak nie wiadomo, co powiedzieć, to trzeba powiedzieć prawdę – ale cóż to jest prawda, jeśli nie została przegłosowana albo w parlamencie, albo przynajmniej – w gronie ekspertów? Na przykład – większość ekspertów podobno przegłosowała, że jest globalne ocieplenie, wobec tego zostało ono nie tylko urzędowo zatwierdzone, ale poszły za tym rozmaite „zielone wały” i inne modne wynalazki. Wreszcie – prawda zależy też od kasy.

Za głębokiej komuny felietonista warszawskiej „Kultury” Hamilton, pisał, że w jakiejś tam sprawie – czy przypadkiem nie Ziem Zachodnich? – zgadzają się zarówno ci, co mają jeden światopogląd, jak i ci, co mają drugi światopogląd – bo w Polsce są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy. Będziemy mogli zweryfikować ten pogląd już wkrótce, bo właśnie w dalekiej Ameryce sympatyzujący z prezydentem Donaldem Trumpem pan Dawid Ellison, kupił był firmę Warner Bros Discovery, która jest właścicielem TVN w naszym nieszczęśliwym kraju. Jeszcze iskrówki z tą wiadomością nie zostały chyba u nas przemyślane, bo zarówno pani red. Anita Werner, jak i resortowa „Stokrotka”, czy i pani red. Monika Olejnik, siłą inercji, po staremu nie szczędzi prezydentowi Donaldowi Trumpowi gorzkich słów krytyki, ale tylko patrzeć, jak ścisłe kierownictwo TVN przekaże personelowi komunikat: wiecie, rozumiecie, od dzisiaj macie wychwalać prezydenta Trumpa, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.

Ciekawe, z jakiego klucza będzie wtedy ćwierkała pani red. Anita Werner, pani red. „Kasia” Kolenda-Zeleska, pani red. Monika Olejnik, pan red. Grzegorz Kajdanowicz, pan red. Marciniak i pozostałe gwiazdy drobniejszego płazu? Rządowa telewizja (w likwidacji) wszystkich przecież nie wchłonie, podobnie jak Judenrat, w którym te przekształcenia własnościowe też mogą się odbić, no a w „Polsacie” króluje pani red. Gozdyra, która nawet resortową „Stokrotkę” potrafiłaby obsztorcować, gdyby nie odpowiadała poprawnie na jej pytania

A to jest sprawa bardzo ważna – w czym utwierdza nas deklaracja Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy. Stwierdziło ono ponad wszelką wątpliwość, że za obecną eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie odpowiedzialność ponosi „reżym w Teheranie”. Znaczy się – według Ukrainy izraelsko-amerykańskie „uderzenie wyprzedzające” na złowrogi Iran, o ile nie jest szlachetną walką o pokój, to w ostateczności – wojną sprawiedliwą” , podczas gdy „wyprzedzające uderzenie” rosyjskie na Ukrainę jest wojną niesprawiedliwą. Według tej rewolucyjnej teorii, ta sama wojna może bowiem być jednocześnie sprawiedliwa i niesprawiedliwa – w zależności od tego, czy to my wojujemy z naszym nieprzyjacielem – wtedy wojna jest sprawiedliwa – czy też nieprzyjaciel wojuje z nami – to wtedy jest ona niesprawiedliwa. Quod erat demonstrandum.

Stanisław Michalkiewicz

Sojusz w obronie semityzmu

Sojusz w obronie semityzmu

Autor: CzarnaLimuzyna, 7 marca 2026

AIX

Kto by się spodziewał, że zazwyczaj pokłóceni z lewicową sektą „silnych razem”, słomiani patrioci dołączą, na razie tylko w mediach społecznościowych, do „silnych razem”, a konkretnie do politycznej subkultury „nienawidzących razem” i „kłamiących razem”.

Kult semityzmu i jego obrona

Aby móc się rozwijać każdy kult musi określić strategię dotyczącą docelowego zasięgu swojej uzurpacji oraz określić swoich wrogów. Im większy zasięg tym więcej wrogów, których trzeba zwalczać. Komunizm miał antykomunistów, a semityzm ma antysemitów.

Semityzm ma antysemitów, ale diabeł tkwi w szczegółach ponieważ:

Semityzm jest swoistą kryszą – słowem, które sprytnie ukrywa inne rzeczy. Są to: talmudyczny judaizm i wynikający z niego religijny rasizm idący w parze z rasizmem świeckim i ogólnie z syjonizmem. Z kolei antysemityzm wywołuje zarówno prawdziwe jak i fałszywe konotacje.

Antysemityzmem można nazwać nienawiść do Żydów i Arabów i jest to grzech. Natomiast uzasadniona niechęć i racjonalna krytyka Żydów lub Arabów nie są antysemityzmem.

Z powodu udanej ofensywy propagandowej heretyków – prożydowskich modernistów oraz tzw. „chrześcijańskich” syjonistów ogromna część katolików nie zdaje sobie sprawy, że talmudyczny judaizm jest religią antychrysta.

Czy antydiabelstwo jest antysemityzmem?

22 Któż zaś jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna. 23 Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca. – pisze św. Jan (1 J 22,23)

Antychryst to ktoś, kto ma przyjść przed paruzją Jezusa. Św. Jan zakłada też, że istnieje wielu osób cechujących się „duchem Antychrysta” – są to kłamcy i zwodziciele, którzy głoszą, że Jezus nie jest Chrystusem. „Kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest antychrystem, kto nie uznaje Ojca i Syna” / Kim/czym jest Antychryst?/

Wniosek jest jednoznaczny: katolickie antydiabelstwo nie jest antysemityzmem. Doskonałym przykładem na powyższe jest antydiabelstwo Grzegorza Brauna nienajgorzej udokumentowane podczas jego ostatnich wystąpień sądowych. Antydiabelstwo, które jest cenzurowane i zagłuszane wrzaskiem propagandy o antysemityzmie.

Wyznawcy PiS dołączają do „silnych razem”

Patrząc na to, co się dzieje w mediach społecznościowych nie sposób zauważyć, że wektor moralny u słomianych patriotów działa ostatnio bardzo podobnie jak u „nienawidzących razem”. Najczęściej działa tylko jedna wajcha, tylko jeden przełącznik – polityczny – bez używania rozumu i sumienia.

Osoby, które mają odwagę mówić więcej prawdy o realnej geopolityce, negatywnie oceniając Izrael i Ukrainę spotykają się z pomówieniami i wirtualnymi deportacjami do Rosji lub Iranu.

Taki jest niestety poziom intelektualny i moralny politycznej większości w Polsce.

Pięciu Polaków, w tym youtuber, zatrzymanych w Iraku pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela

Pięciu Polaków,

w tym znany polski youtuber,

zatrzymanych w Iraku pod zarzutem

szpiegostwa na rzecz Izraela?

7.03.2026 tysol/pieciu-polakow-w-tym-znany-polski-youtuber-zatrzymanych-w-iraku-pod-zarzutem-szpiegostwa-na-rzecz-izraela

Według doniesień medialnych w Iraku zatrzymano pięciu obywateli Polski pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela. Według nieoficjalnych doniesień wśród zatrzymanych może być popularny youtuber podróżniczy Dawid Fazowski. Informacje na razie nie zostały oficjalnie potwierdzone przez polskie władze.

Pięciu Polaków zatrzymanych w Iraku

– Iracka Służba Bezpieczeństwa Narodowego poinformowała o aresztowaniu pięciu domniemanych izraelskich szpiegów posiadających polskie paszporty po odkryciu „podejrzanej komórki szpiegowskiej w kraju”. – pisze dziennikarz Defence24 Bartłomiej Wypartowicz.

Popularny profil zajmujący się konfliktami na świecie Clash Report publikuje wizerunki zatrzymanych.

Okoliczności zatrzymania

Według informacji wPolsce24 do zatrzymania doszło w samym sercu irackiej stolicy, gdzie od dni trwają burzliwe protesty. Pięciu mężczyzn z polskimi paszportami miało znaleźć się w samym centrum wydarzeń, co miało wzbudzić podejrzenia paramilitarnych oddziałów kontrolujących ulice.

===============================

Bartłomiej Wypartowicz @WypartowiczBa

Iracka Służba Bezpieczeństwa Narodowego poinformowała o aresztowaniu pięciu domniemanych izraelskich szpiegów posiadających polskie paszporty po odkryciu „podejrzanej komórki szpiegowskiej w kraju”. Na zdjęciu widzimy Dawida Fazowskiego, autora kanału „Przez świat na fazie”. W ostatnim czasie udało się na Bliski Wschód z grupą polskich turystów. Bardzo źle to wygląda.

231,5 tys. wyświetleń

Rusofrenia

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-rusofrenia

Rusofrenia

===============================

…dla ludzi nie znających żargonu politykantów:

Rusofrenia – niedawno odkryta jednostka chorobowa. Jest to zaburzenie umysłowe objawiające się tym, że chory jednocześnie uważa, że Rosja wkrótce upadnie oraz że podbije całą Europę.

Zdjęcie

Rusofreniczne wystąpienie w Sejmie RP ministra i wicepremiera Sikorskiego w dniu 26 lutego dowodzi, że nie potrzeba działań rosyjskich pranksterów Leksusa i Wowana, aby dowiedzieć się co dzieje się w głowie polskiego taliba.

Na występującą z odczytanych kartek ambiwalencję, charakterystyczną dla rusofrenii, zwrócił uwagę poseł Krzysztof Bosak. Świadczy o tym uchwycona w kadrze reakcja Radosława Sikorskiego w trakcie wystąpienia posła Bosaka.

Urojenia Sikorskiego

Szerzej z charakterystyczną dla siebie swadą na temat przeciwstawności w sejmowym wystąpieniu Sikorskiego wypowiada się Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” w audycji Szantaż Sikorskiego: albo UE, albo Putin. Bałamutne argumenty ministra. Redaktor Lisicki trafnie zwraca uwagę na urojeniową treść wystąpienia Sikorskiego dotyczącą pozytywnego znaczenia dla Polski i Polaków wojny za naszą wschodnią granicą. Sugeruje też ministrowi lekcję z podstaw polskiej geografii. Przypomina, że nad polską granicą z Rosją i Białorusią stacjonują już od dawna wojska obu tych państw. Mówi też o tym, iż dla ministra Sikorskiego każdy, kto uważa, że wojna na Ukrainie to nie nasza wojna, jest użytecznym idiotą itd.

Przypomnę, że ponad kilkanaście milionów Ukraińców „głosujących nogami” wyjechało z Ukrainy, pokazując w ten sposób, że to nie ich – Ukraińców – wojna. Warto przypomnieć Polakom, jak zachowali się polscy patrioci we wrześniu 1939 roku. Wielu Polaków zamieszkałych poza Polską przyjechało do kraju bronić Ojczyzny, natomiast przedstawiciele najwyższej rangi ówczesnej administracji państwowej obrali kierunek Zaleszczyk. Łącznie z ministrem Józefem Beckiem, specjalistą od honoru.

Owacje dla Panczenki i Rysia

Dla mnie elementem szczególnie komicznym było ostentacyjnie witane przez Sikorskiego z polskiej trybuny sejmowej Natalii Panczenko oraz podziękowanie skierowane do niej i arcybiskupa Grzegorza Rysia [od pewnego czasu pełni funkcję „kardynała” md], polskiego duchownego rzymskokatolickiego, za zbiórkę pieniędzy dla Ukrainy. Minister i wicepremier występujący jako oficjalny przedstawiciel polskiego rządu powinien wiedzieć, że Ukraińcy nieufnie odnoszą się do wszelkiego rodzaju inicjatyw płynących od wysokich rangą przedstawicieli Kościoła katolickiego, ponieważ kojarzą te inicjatywy z chęcią ich reewangelizacji w duchu katolickim, co miało miejsce w przeszłości, w okresie międzywojennym XX wieku.

Nawrocki z Sikorskim

Wisienką na „torcie” panującej obecnie nad Wisłą rusofrenii jest ocena wystąpienia ministra Sikorskiego przez prezydenta RP Karola Nawrockiego: „Było to dla mnie ciekawe i ważne wystąpienie. To dobra informacja dla Polski, że w kwestiach strategicznych polityka prezydenta i MSZ jest po jednej stronie. Odnosi się to do zagrożenia ze strony Rosji. To największe egzystencjalne zagrożenie dla Polski. To wybrzmiało ze słów ministra Radosława Sikorskiego. Bardzo się cieszę, że pan minister skorzystał ze słów, które powtarzam regularnie na arenie międzynarodowej, że Rosja jest do pokonania” – powiedział prezydent Nawrocki w Sejmie podczas konferencji prasowej. 

Powtórka gorzkiej lekcji

Przypominam, że w 1939 roku, przed wybuchem wojny, polska propaganda wmawiała Polakom, że „nakryjemy czapkami niemieckie wojska”. Odnosiło się to do posiadanej wówczas zdolności mobilizacyjnej. Wyszło tak, że lud walczył i umierał za Polskę, a panowie uciekali z Polski przez Zaleszczyki. Przypominam, że obecnie z Rosją na terenie Ukrainy wojuje kilkadziesiąt państw pod egidą USA i jakoś nie mogą pokonać Rosji! W rusofrenicznych gorących głowach rodzą się chore ambicje jej pokonania. Trzeba być bardzo „odważnym”, aby tak myśleć i mówić w stosunku do państwa będącego potęgą nuklearną, jaką jest niezaprzeczalnie Rosja. W 1939 roku sanacyjna Polska wyjmowała już kasztany z ognia na życzenie Anglosasów z wiadomym skutkiem.

Do czego nam jest potrzebna powtórka tej gorzkiej lekcji historii obecnie?

Eugeniusz Zinkiewicz

Miller: Czarzasty i kot Behemot

Miller: Czarzasty i kot Behemot

Włodzimierz Czarzasty pokazał się w Kijowie jak kurier, który przywozi dobrą „nowinę w imieniu całej demokratycznej Europy.” Ta nowina to obietnica szybkiej integracji Ukrainy z UE, którą Ukraińcy słyszeli już setki razy, ale po raz pierwszy od osoby tak charyzmatycznej i prawdomównej.

Szczerze mówiąc śmiałe oświadczenie marszałka było aktem odwagi graniczącym z metafizyką. Nie wiadomo bowiem, czy w Brukseli i w stolicach państw unijnych już o tym wiedzą. Osobiście uważam, że Czarzasty uległ mistycyzmowi Bułhakowa, o co w Kijowie jest nie trudno, a zwłaszcza urokowi kota Behemota, który miał w zwyczaju grać w szachy i częstować damy czystym spirytusem. Jestem pewien, że wizerunek ogromnego czarnego czworonoga o błyszczących, dzikich, żółto-zielonych oczach skłaniał Czarzastego do wygłaszania tyrad, które jednych wprawiały w osłupienie, a innych w czarną rozpacz ku nieukrywanej radości przewrotnego kocura.

Zostawiając kota na boku trzeba zaznaczyć, że Polska pod Czarzastym zaczęła się liczyć. Decyduje, kto dostanie (a raczej nie dostanie) Nobla, kogo przyjmą do Unii, a kto ma jeszcze poczekać w przedsionku historii. Wreszcie ktoś przełamał te traktaty i kryteria kopenhaskie, uciążliwe procedury, jednomyślności i rozdziały negocjacyjne. Po co nam żmudne acquis communautaire, skoro mamy elokwencję i dobre serce?

Problem polega na tym, że nikt nie upoważnił pana Czarzastego do wygłaszania takich deklaracji. Nie jest szefem rządu, nie jest prezydentem, nie reprezentuje Rady Europejskiej ani Komisji. Ale to drobiazg. W polityce najważniejsze jest przecież poczucie misji. Kompetencje są przereklamowane.

Samo wystąpienie w Kijowie było pokazem infantylizmu i pustych uprzejmości. Poziom lewicowej małolatki na szkolnej akademii. Dużo miłości, zero konkretu. Żenujące wyznania uczuć i moralne uniesienia. Ani słowa o twardych interesach Polski.

I wreszcie frazes: „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. A wolnej Ukrainy nie może być bez wolnej Polski”. Brzmi wzruszająco. Ma rodowód sięgający 1920 roku i romantyczną aurę wspólnego zmagania z bolszewizmem. Problem w tym, że historia Europy Wschodniej nie była wyłącznie poematem o wzajemnej wolności.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia, których ideowi i polityczni spadkobiercy rządzą dziś na Ukrainie nie operowały logiką „wzajemnej wolności”. Ich program zakładał suwerenną i czystą etnicznie Ukrainę także kosztem konfliktu z Polską – i w praktyce oznaczał walkę z polską obecnością na wielu obszarach. Tak narodziły się rzezie wołyńskie określone w oficjalnej uchwale Sejmu jako ludobójstwo. To słowo jest obecne w polskiej pamięci państwowej, ale nie w słowniku polskich polityków.

W słowniku marszałka Sejmu też go nie ma. Jest za to banderowski okrzyk: „Chwała Ukrainie” którym Czarzasty posłużył się przemawiając w Radzie Najwyższej.

To szczególnie hańbiące, jeśli zważyć, że te właśnie słowa słyszeli jako ostatnie Polacy zarzynani przez banderowskich zbirów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jeżeli ktoś kto mieni się Polakiem nie rozumie co znaczą słowa wypowiadane nad dołami śmierci, ten igra z pamięcią własnego narodu. Jeśli ktoś nie rozumie ciężaru tych słów, to znaczy, że bardziej zależy mu na oklaskach za granicą niż na pamięci własnego narodu.

Leszek Miller

Blade Runners SCT. KRAKOWSKA MASAKRA PIŁĄ ELEKTRYCZNĄ.

Blade Runners SCT Kraków @BladeRunnersSCT

KRAKOWSKA MASAKRA PIŁĄ ELEKTRYCZNĄ

Co tu się wydarzyło!? Wczorajszej nocy padło w sumie lekko ponad znaków z tego co dajecie nam znać, nie mamy niestety zdjęć wszystkich miejsc…

Chyba rzeczywiście Krakowianie wzięli sobie do serca #WielkaKorektaSCT

—————————-

———————————–

Krakowianie wzięli sobie do serca #WielkaKorektaSCT

===============================================

———————–

Reparacje od Ukrainy? Za Wołyń i Małopolskę Wschodnią.

Reparacje od Ukrainy?

Konrad Rękas


Politycy III RP domagają się reparacji wojennych od Niemiec, choć na ich uzyskanie nie mamy dość sił ani pozycji geopolitycznej, a także od Rosji, choć nie ma to żadnego prawnego sensu, bo przecież nie wygraliśmy z Rosją żadnej wojny od 390 lat. [aha, to w 1920 to była „sowiecja”… md]

Czemu w tym wyliczeniu brakuje państwa, od którego reparacje, a na pewno odszkodowania nie tylko nam się należą, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej bylibyśmy w stanie je uzyskać? Czemu nie żądamy od Ukrainy odszkodowań za Wołyń i Małopolskę Wschodnią? Może dlatego, że od Ukraińców moglibyśmy je naprawdę otrzymać? 

Kijów musi zapłacić za zbrodnie ukraińskich nazistów

Wystarczy rozumieć, że w obecnym swym kształcie ideowym i politycznym państwo ukraińskie nie chce nawiązywać do tradycji Ukraińskiej SSR, choć przecież odziedziczyło po niej status prawno-międzynarodowy, granice i miejsce w ONZ. Nie, władze w Kijowie wyraźnie podkreślają, że nie chcą mieć nic wspólnego z wielkim wysiłkiem blisko 7,5 miliona Ukraińców walczących z niemieckim nazizmem w szeregach Armii Czerwonej i ruchu partyzanckiego.

Przeciwnie, oficjalna linia Kijowa to upieranie się, że współczesna Ukraina to dziedzictwo Bandery, OUN-UPA i Waffen-SS Galizien. A skoro tak, skoro bohaterami Ukrainy są dziś kolaboranci Hitlera, którzy już we wrześniu 1939 r. brali udział w niemieckiej napaści na Polskę (a wcześnie pomagali ją przygotowywać), a także rzeźnicy z Wołynia i już powojenni okupanci z Podkarpacia – wówczas Kijów powinien dzielić z Berlinem odpowiedzialność za wybuch wojny i ludobójstwo popełnione przez nazistów – niemieckich i ukraińskich. Żądanie reparacji od Ukrainy jest więc jak najbardziej uzasadnione, podobnie jak i oczywisty jest zwrot polskiej własności odebranej Polakom wypędzonym z Kresów. Ukraińcy aspirując do członkostwa w Unii Europejskiej powinni mieć tego pełną świadomość: muszą po europejsku uregulować kwestie własnościowe wobec Polaków, tak jak wszędzie w UE uczynione z majątkami zwróconymi ofiarom holokaustu. Ukraina musi też zapłacić za zbrodnie ukraińskich nazistów, podobnie jak po wojnie postąpiły zdenazyfikowane Niemcy.

Odzyskajmy pieniądze utopione na Ukrainie!

Czyny mają konsekwencje, nawet po dekadach, podobnie jak i dokonywane wybory ideowe i… geopolityczne. Zwłaszcza, skoro rzutują na współczesną politykę danego państwa, a tak właśnie dzieje się w przypadku neobanderowskiej Ukrainy. Reparacje to we współczesnej polityce i propagandzie coś w rodzaju spadku po nieznanym wujku-milionerze czy wygranej w Totka, nagły zastrzyk gotówki, który miałby zmienić III RP w krainę mleka i miodu. To mit, do którego się dąży, lecz nigdy nie uzyskuje. Kiedy jednak na geopolitycznym horyzoncie pojawia się realna możliwość uzyskania tego, co się nam, Polakom należy – wówczas rządzący III RP zapierają się, by tych pieniędzy i majątków dla Polski nie odzyskać.

To dowód na to jak fałszywy jest cały reparacyjny humbug, oparty na roszczeniach wobec państw zbyt silnych, by coś od nich ugrać, przy jednoczesnym histerycznym pisku, że żądanie czegokolwiek (nawet spłaty długów) od słabnącego Kijowa jest absolutnie niemożliwe, bo przecież Ukraina prowadzi wojnę, którą – co wie każdy rozsądny człowiek – przegrywa.

Tymczasem bądźmy brutalnie szczerzy – upadłe państwo ukraińskie obdziera i okrada dosłownie każdy: kijowskie władze, rodzimi (?) oligarchowie, międzynarodowy kapitał i zachodni sponsorzy. I tylko Polakom narzuca się rolę użytecznych idiotów, wrzucających pieniądze do ukraińskiej studni. Najwyższy czas choć część z nich odzyskać.

Konrad Rękas

Homo Sovieticus, czyli Ukrainiec w Polsce

Homo Sovieticus, czyli Ukrainiec w Polsce

Ukraina przestaje istnieć, ale Ukraińcy NIE!

DR IGNACY NOWOPOLSKI FEB 21

W ogromie problemów, które zaistniały przez 30 lat funkcjonowania Polski & innych Państw Europy Środkowej w globalizmie, nie najmniejszym jest problem ukraiński.

W polskiej świadomości identyfikowany jest głównie poprzez banderowskie zjawisko.

Natknąłem się niedawno na filmik „w ukraińskiej mowie”, gdzie mieszkające we Wrocławiu Ukrainki, wyrażały zdanie, że w tym mieście zarówno Polacy, jak Ukraińcy są „gośćmi”. W tym momencie warto by zadać pytanie, kim są Ukraińcy we Lwowie?. Ale ponieważ „z banderowcami się nie dyskutuje, do banderowców się strzela”, nie podejmę tego wątku.

Muszę jednak wyrazić pogląd, że jedną z wielu zbrodni globalistycznych reżimów w III RP (PO & PiS), było przygarnięcie 3 milionów Ukraińców na naszej ziemi i na nasz koszt.

Przy czym truizmem jest stwierdzenie, że Polska Racja Stanu wymagała całkowitej neutralności w tym konflikcie.

Teraz kiedy wojna kończy się totalną katastrofą Kijowa, a bezczelność diaspory ukraińskiej osiąga nowe szczyty, należy przeanalizować i ten post globalistyczny problem.

Banderowcy to taki gatunek białych słowiańskich murzynów, których jednoczy jedno; nienawiść do wszystkich pozostałych nacji świata. Oczywiście im bliższa nacja, tym większa nienawiść.

Banderowiec jest gnuśny, leniwy i zawistny.

Ponieważ sam nie jest nic w stanie stworzyć, to swą negatywną energię kieruje na mordowanie znienawidzonych nacji. Czerpie z tego ukojenie diabelskiej duszy i podświadomego kompleksu niższości.

Truizmem jest stwierdzenie, że nie wszyscy obywatele Ukrainy mieszkający w Polsce, są bandytami.

Ci ze wschodniej jej części są najczęściej etnicznymi Rosjanami. Podkreślam, że to określenie nie jest obraźliwe, ale wręcz przeciwnie jest komplementem z mej strony. Dotyczy to nie tylko Rosjan ze wschodniej Ukrainy, ale z samej Rosji, a także z Białorusi i innych byłych republik sowieckich.

Emigrują oni nie dlatego, że bomby spadają im na głowy – bo nie; ale z potrzeby de-bolszewizacji! I trzeba to uszanować!

Jednym z tego przykładów jest Daria, która w poniższym materiale ukazuje różnice pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Przy czym, jakby można przypuszczać, nie jest to porównanie plusów i minusów obu nacji, ale ukazanie post-bolszewickiej natury jej współrodaków. Niewątpliwie słusznie zakłada, że pozytywne cechy Ukraińców po prostu nie istnieją. Wyraża za to nadzieję na ich rychłą de-sowietyzację.

Warto z uwagą wysłuchać (obejrzeć) ten materiał, gdyż zawiera wiele trafnych spostrzeżeń, które z powodzeniem odnoszą się nie tylko do banderowców, ale także „polskojęzycznych europejczyków” (Volksdeutsch-ów), czyli elektoratu Gauleitera tuska.

Poniższy film jest w języku polskim. Zapraszam do uważnego obejrzenia!

=============================================

NIGDY SIĘ NIE POROZUMIEJĄ POLACY A UKRAIŃCY / Różnice mentalnościowe Ukraińców a Polaków

=================================

M. Dakowski:

Ja bym powiedział, za prof. Feliksem Konecznym:

My się jeszcze jakoś trzymamy przy Cywilizacji Łacińskiej, a na byłej Rusi miota się mieszanka cywilizacyj zwana atrocinium magnum.