Polskie biesy

Polskie biesy

Autor: Redakcja , 25 lipca 2026 ekspedyt/polskie-biesy

Polska historia jest używana przez, no tak po prostu, przez obcych, przez obcych narodowo, kulturowo, cywilizacyjnie, obcych i wrogich, do tego, żeby obsługiwać Polaków, żeby zarządzać ich percepcją. A tacy Polacy, którymi obcy zarządzają, stają się łatwi w obsłudze  i potem służą jako podpałka, jako materiał łatwopalny do rozpętywania jakichś kolejnych majdanów środkowoeuropejskich

W rozmowie z Grzegorzem Braunem dowiadujemy się o biesach polskiej historii. To trudna rozmowa, gdyż odbrązawia polskie historyczne postacie, do tej pory stojące na piedestałach polskiej historii. Pochylamy się nad polską skłonnością do pięknych gestów, zamiast do pragmatyzmu. Okazuje się, że ta przywara polskiego charakteru zdaje się być mocno zewnętrznie stymulowana. Braun omawia tez skutki sprowadzania polskiej historii do insurekcjonizmu.

Omawiamy trzy obszary: instytucję – tu Komisję Edukacji Narodowej, datę – Konstytucję 3 maja oraz postać: Tadeusza Kościuszko.

Obalanie polskich mitów nie jest u Brauna przyczynkiem do ojkofobii, przeciwnie – postuluje wydobycie się z fałszywych postaci i mitów w bolesnym niekiedy procesie dojścia do prawdy. Każe także uważać na polskie biesy, które pojawiły się grubo przed Dostojewskim.

Abstrakcjonizm, to znaczy nie prowadzimy rachunkowości, tylko uprawiamy gesty i uwaga, nam się zdaje, że to nasze własne gesty. A myśmy zostali zaproszeni na scenę w cudzym teatrze…

Otóż błąd, problem Polaków w diagnozowaniu, w rozpoznaniu własnej historii, do tego się w pewnym skrócie sprowadza, że gest został podniesiony do rangi czynu politycznego, że emocjonalność zastąpiła racjonalność i że parada łże bohaterów przesłoniła… parada marionetek tak skupiła na sobie uwagę, że nie patrzymy po tej nitce do góry kto tam pociąga sznurki.

Za parawanem nieudolności

Stanisław Michalkiewicz: Za parawanem nieudolności magnapolonia

   Wprawdzie gdy piszę ten felieton, świat jeszcze nie może odetchnąć z ulgą, bo wprawdzie spotkanie „ostatniej szansy” Mateusza Morawieckiego z Naczelnikiem Państwa Jarosławem Kaczyńskim nie doprowadziło do porozumienia – ale termin ultimatum upływa dopiero o północy z czwartku na piątek, więc świat na razie wstrzymuje oddech – ale nie całkiem, bo za to na Ukrainie wszystko już się wyjaśniło.

Pewne światło na tę sprawę rzucają ostatnie publikacje, których autorzy dają do zrozumienia, o co naprawdę chodziło w tamtejszych zagadkowych roszadach nie tylko na szczytach demokratycznego rządu, ale i niezwyciężonej armii.

Na pozór wyglądało to tak, że prezydent Zełeński, który najwyraźniej wziął sobie do serca wezwanie militarystów: „korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny”, wyrzuca z rządowej pirogi krokodylom na pożarcie kolejnych murzyńskich chłopców i dziewczęta, z panią Swyrydenko na czele, ale żeby zrozumieć nie tyle sam mechanizm, co personalny klucz, musimy przypomnieć tak zwane tło. A tło polega na tym, że Ukraina dostała ostatnio sporo pieniędzy; najpierw 90 mld euro, a potem – jeszcze 70 mld – więc nic dziwnego, że na tym tle mogło dojść do nieporozumień w klubie gangsterów.

Nie tyle może zaraz „gangsterów”, bo nie wiadomo, czy na Ukrainie są w ogóle jeszcze jacyś gangsterowie, czy już wszyscy przeprowadzili się do naszego nieszczęśliwego kraju – tylko tamtejszych oligarchów – ile który sobie z tego sprywatyzuje. Wskazywałyby na to wspomniane publikacje, jakoby zdymisjonowany minister obrony, pan Fedorow, w którego obronie odbywają się uliczne demonstracje, sprzeciwiał się korupcji w niezwyciężonej armii i w ogóle. Toteż został spuszczony z wodą, a pełniący obowiązki ministra obrony pan Chmara, podobnie jak nowy dowódca niezwyciężonej armii  już niczemu się nie sprzeciwiają.

No bo czemu tu się sprzeciwiać, jak wszelkie nieporozumienia między oligarchy zostały już wyjaśnione? Toteż wszyscy teraz skupiamy się na obmyślaniu sposobów, jakby tu dojść do ostatecznego zwycięstwa, którego nie może doczekać się również Książę-Małżonek. Książę-Małżonek, najwyraźniej opierając się na informacjach podsuwanych mu przez ukraiński Sztab Generalny – bo przecież chyba nie od naszych – pożal się Boże – „dyplomatołków”, wyjaśnia, o co chodzi.

Gdyby – powiada – Ukraina wojnę przegrała, to już następnego dnia zimny ruski czekista Putin z Medyki runąłby żelaznym wojskiem na Europę Zachodnią, a najpierw – na nasz nieszczęśliwy kraj – i co my byśmy wtedy zrobili? W swoim czasie wyjaśnił to pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz. Wtedy my, chwycilibyśmy za plecaki ucieczkowe i rzucilibyśmy się do ucieczki na pozycje, które z góry sobie upatrzyli Nasi Umiłowani Przywódcy – bo chyba każdy rozumie, że tylko oni mogliby nam wszystkim przygotować „mieszkań wiele”.

Gdzie? To jest właśnie największa tajemnica państwowa, na którą pewne światło rzuca deklaracja Mieczysława Moczara jeszcze z lat 40-tych ubiegłego stulecia. Wyjaśnił on, że „dla nas, partyjniaków” prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki, a granice – dzisiaj na Łabie, a jutro – kto wie – może na Gibraltarze?

Musimy przy tym pamiętać, że Związek Radziecki ma to do siebie, iż zmienia położenie; raz stolicę ma w Moskwie, a innym razem – w Brukseli – a poza tym wszystko się zgadza – zwłaszcza, że „partyjniacy” po staremu u nas rządzą i dzielą.

„My tutaj rządzim i my dzielim; bez nas by wszystko diabli wzięli – deklaruje Towarzysz Szmaciak w nieśmiertelnym poemacie Janusza  Szpotańskiego.

   Aliści jedną rzecz trzeba w tym wszystkich wziąć pod uwagę, że uciekać na z góry upatrzone pozycje nie mogą przecież wszyscy obywatele. Szanse powodzenia  taka ucieczka ma w przypadku obywateli zdrowych, natomiast obywatele chorzy tylko by opóźniali marsz ku ostatecznemu zwycięstwu. I dopiero na tym tle możemy ocenić skuteczność narodowej strategii, którą  kolejne rządy sprytnie ukrywają pod pozorami niedołęstwa.

To niedołęstwo doprowadziło już do objawów załamania w systemie ochrony zdrowia, którego skutkiem jest tak długi czas oczekiwania na procedury lecznicze, że obywatel cierpiący na jakieś dolegliwości nie będzie mógł się ich doczekać. A jak nie doczeka, to co z ni  będzie? Ano – zwyczajnie umrze i w ten sposób III Rzeczpospolita odniesie co najmniej dwie oczywiste korzyści.

Po pierwsze, takiego nieboszczyka nie trzeba będzie już leczyć, tylko skieruje się go do prosektorium, a tam – jak pamiętamy z piosenki popularnej za moich czasów w środowisku studentów akademii medycznych – „w prosektorium trup na trupie; każdy student grzebie w kościach, bo to już nie boli gościa!” Jak go nie boli, to chyba oczywiste, że nie ma co wydawać pieniędzy na jego leczenie. Ale to nie jest największa oszczędność. Wyobraźmy sobie tylko, że leczenie przyniosło rezultaty i że taki, jeden z drugim obywatel znowu powrócił do wegetacji.

Toż to prawdziwa studnia bez dna! Nie tylko trzeba by mu wypłacać jakieś zasiłki, ale Bóg jeden wie, jak długo trzeba by mu wypłacać emeryturę. Tymczasem wystarczy tylko doprowadzić do sytuacji, że na wizytę u doktora trzeba czekać latami. Takiej wizyty może doczekać tylko obywatel o końskim zdrowiu, podczas gdy obarczony dolegliwościami – nie doczeka. Oczywiście o takich rzeczach nie tylko nie wolno, ale w ogóle nie trzeba głos o mówić.

Głośno można i trzeba mówić o przejściowych trudnościach, które – dzięki staraniom Partii i Rządu – tylko patrzeć, jak szczęśliwie pokonamy – a tymczasem czas oczekiwania na wizytę u doktora nie tylko się wydłuża, ale w dodatku – mogą się wyczerpać „limity” – a na to już nikt nic nie może poradzić, bo to jest rodzaj dopustu Boskiego.

   I tak to, skrywając tę niezwykle skuteczną strategię depopulacyjną pod pozorami nieudolności urzędników od szczebla najwyższego do najniższego i niewydolności „systemu” za który przecież nikt żadnej odpowiedzialności ponosić nie może, można doprowadzić nie tylko do niebywałej poprawy poziomu zdrowotności społeczeństwa, a przede wszystkim wydatkach, dzięki czemu uzyskane w ten sposób nadwyżki będzie można przekazać na Ukrainę i tym samym oddalić przerażającą wizję, która najwyraźniej musi spędzać sen z powiek Księciu-Małżonku, że aż zwierzył się ze swoich udręk panu redaktorowi Kraśce.

Jednak w naszym fachu nie ma strachu i dopóki nasze losy złożymy w wypróbowane ręce pani Jolanty Sobierańskiej-Grendy, co to w vaginecie obywatela Tuska ma fuchę ministra zdrowia oraz w wypróbowane ręce pana Andrzeja Domańskiego, co to potrafi wycisnąć forsę nawet z kamienia, a przede wszystkim – w ręce obywatela Tuska Donalda, który już wiele razy pokazał, iż powinność swej służby Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje rozumie, to możemy być pewni, że o co, jak o co – ale o ostateczne zwycięstwo zadbać potrafimy.

A podczas wojny – jak to podczas wojny – ofiary muszą być, więc w ogóle nie ma o czym mówić.

Czarnobyl. Cztery dekady od wybuchu. JĄDROWEGO!!! – 40 lat ciągłego kłamstwa, ukrywania zbrodni – i jej skutków.

Czarnobyl, 26 kwietnia. Trzy dekady od wybuchu. JĄDROWEGO. 30 lat ciągłego kłamstwa, ukrywania zbrodni – i jej skutków.

  Do takich, co to ciągle widzą 32 ofiary „awarii”: …A któż ci to, ciemniaku i łobuzie, profesurę nadał ?? Czy tam doktorat, czy licencjat, poziom kłamstwa ten sam…
=====================
Satanistyczne korzenie PROJEKTANTÓW:
„Czort z nami” !! Satanistyczna impreza atomistów przed katastrofą czarnobylską.
[Ten kurewski internet nie daję mi dostępu do mojego artykułu.. md]
==========================
Mirosław Dakowski, 25 kwiecień 2016
Artykuł ma nam uświadomić ogrom tej katastrofy, też ogrom jej skutków dla zdrowia i życia milionów. Pomijam stronę gospodarczą. Ogrom trwającego kłamstwa świadczy o potędze finansowej ciągle stojącej za nim. Dwukrotnie użyłem słowa nam, bo przypominanie sobie i formułowanie twierdzeń sprawia również mi, również teraz, dużo bólu. Poniższe działy się przeplątają ze sobą, wprowadzam tytuły dla pewnej klarowności. Powtórzenia częściowo celowe.
========================
O dobrodziejstwie mutacji dla ewolucji Sprawę mutacji po-promiennych spróbuję tu potraktować chłodno, statystycznie. Wiemy bowiem [dostępne są liczne relacje] , ile nieszczęścia i rozpaczy spowodowały narodziny dzieci z mózgiem poza czaszką, czy z drugą główką na piersi. Były ich tysiące, wiele tysięcy. Szpitale Homla, Mińska, Kijowa i innych miast były ich pełne. Osoby zainteresowane, a z silnymi nerwami, mogą to znaleźć przez google. Wolę nie podawać adresów. Bo straszne. Matematyka ewolucji (por. Hoyle, Czy ewolucjonizm jest nauką – Matematyka ewolucji a logika ewolucjonistów ) , no i zdrowy rozsadek wskazują, że częstość występowania mutacji szkodliwych, destrukcyjnych dla organizmu przekracza miliony miliardów razy ew. „mutacje pozytywne”. Obserwacje mutacji po-promiennych, tak przez 70 lat po Hiroszimie i Nagasaki, jak po 30-tu latach po Czarnobylu też wskazują, że geniusze czy szybkobiegacze w tych milionowych populacjach napromieniowanych się nie pojawili, a ludzie kalecy, ciężko poszkodowani, impotenci itp. – tak. W  ogromnych ilościach. Po Czarnobylu ludzie wchłaniali ogromne dawki promieniowania beta i gamma [najpierw jod 131J, później  137Cs , 134Cs, 90Sr] głównie z zewnątrz, choć ten pierwszy osadza się w tarczycy, a ostatni może zostać wchłonięty i wbudowany w układ kostny [chemicznie jest podobny do wapnia] . Są to setki keV na jeden rozpad. Wchłonięto również ogromne, zwykle nie mierzone, tylko oceniane ilości pierwiastków alfa- aktywnych [4 do 5 Mega eV] , jak wiele izotopów plutonu [ Pu 236-244] i uranowców powstających w reaktorach. Po katastrofie wchłaniano je z powietrzem i z jedzeniem. Cząstki alfa zatrzymuje bowiem nawet kartka papieru, ale w płucach, żołądku czy krwi spalają, niszczą całe komórki. Poniżej opiszę źródła takich „gwiazd”: hot spots.
Paradoksalne – wyklucza to przyszłe mutacje, bo komórka spalona nie zmutuje. Promieniowanie alfa daje inne ogromne objawy chorób popromiennych. Tak więc mutacje przechodzące na następne pokolenia są głównie skutkiem promieniowania beta i gamma. Następne pokolenie albo jest zupełnie niezdolne do rozrodu, albo wydaje duży ułamek dzieci chorych, czy bezpłodnych. Ten efekt napromieniowań widać już teraz, w 30 lat po początku napromieniowań. Bo przecież wchłanianie promieniowań na Białorusi, Ukrainie i w południowo- zachodnich częściach Rosji [dalej : BUR] trwało latami… [por.: ’Chernobyl is not finished, it has only just begun’ ].
ZGONY Podsumuję najwiarygodniejsze źródła danych o licznych zgonach po Czarnobylu. Badania porównawcze, statystyczne (prof. Jabłokow i inni, por.: Poprawna ocena śmiertelnych ofiar Czarnobyla: PÓŁTORA MILIONA. ) wskazują, że śmiertelność na terenach silnie skażonych (najpierw 131J, potem 134Cs, 137 Cs, Sr, ciągle też promieniowanie alfa, szczególnie różnych ciężkich izotopów Plutonu) przewyższa o 3.8% – 4% śmiertelność na analogicznych pod innymi względami terenach nieskażonych (próbka odniesienia, tj. podobny poziom biedy, alkoholizmu, ciemnoty itp). Daje to ok. 1 000 000 nadliczbowych śmierci.
Osoby dezawuujące te dane i analizy [por. dyskusja pod: http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/atom-mit-bezpieczenstwa  ] są anonimowe, jak to trolle. Przestudiowałem jednak prace krytyków anglojęzycznych, które wg. tych trolli ukazują błędność analiz profesorów Jabłokowa [książki napisane wraz z profesorem Wasilijem Nesterenko z Mińska i wydane po rosyjsku, a potem w renomowanym wydawnictwie amerykańskim po angielsku].
Starałem się  znaleźć reakcje krytyczne po paru latach od ukazania się tych książek, czyli dojrzałe. Metody analizy statystycznej z regionów różniących się jedynie, czy głównie, stopniem skażenia, nie podważano. Okazało się, że autor recenzji głównie skarży się, że cytowane w książkach Jabłokowa prace (jest ich ok. 500 !!), są w językach słowiańskich, czyli po białorusku, rosyjsku i ukraińsku.. To zarzut najcięższy…
 Muszę dodać z żalem,  że prac po polsku tam, w odnośnikach bardzo mało – w PRL i potem, po „przemianach”, nie było klimatu , ani pieniędzy na takie badania. Do mediów w PRL i potem mieli dostęp notoryczni kłamcy, jak propagandzista Strupczewski i ideolog „dobroczynnych małych dawek” Jaworowski. Piszę „kłamcy” z zupełna pewnością. Bo dane przeczące ich tezom są ogólno dostępne, pewne, łatwo sprawdzalne.
W Rosji, na Białorusi i na Ukrainie, z trudem i bólem, ale czasem  prawda o tragedii się przebije. W Polsce – raczej nie. Nie wiem, czemu. To jednak boli. Badania martwych urodzeń i poronień na terenach skażonych – wskazują na dalsze kilkaset tysięcy- jak uważa nie­miecki badacz H. Scherb, cytowany przez prof. Jabłokowa.
Nie znaleźliśmy ścisłych danych statystycznych dotyczących spędzeń płodu, czyli celowego uśmiercenia ludzi nienarodzonych. Lekarze szacują te ofiary na kolejne kilkaset tysięcy. Ściślej, oceny takich ofiar Czarnobyla, uzgodnione z lekarzami na Białorusi, dają dodatkowo ponad 500 tysięcy ofiar w BUR.  
Z wyrywkowych danych od lekarzy położników pochodzą szacunkowe dane mówiące, że w Polsce w latach 1986-89 dokonano aborcji „ze strachu przed Czarnobylem” 2-3% od żywych urodzeń. Urodzeń żywych mieliśmy wtedy ok. 600 tysięcy rocznie. Daje to szokująca ocenę ok. 50 tysięcy ofiar…
Konieczne są ściślejsze badania – ale.. nie są dobrze widziane, więc pewnie nie będzie finansowania. Według cząstkowych danych [bo to okryte tajemnicą!] z rejonów Białorusi, Ukrainy i Rosji [BUR] w promieniu 400 km od Czarnobyla ten ułamek wynosił ok. 10%. Oczywiście [?? dlaczego dla nich to oczywiste??] dane oficjalne zostały rozmyte, więc schowane wśród ogromnej w tych państwach liczby aborcji stosowanej jako „antykoncepcja”. Przypomnę lub uświadomię: W Zw. Sowieckim przez dekady 1960-2000 na tysiąc żywych urodzeń jest 1800 – 2600 aborcji. Inaczej licząc: 60-73% ciąż kończyło się aborcją. [Por. na przykład Statystyki „aborcji”: zamilczana zbrodnia trwa. Oraz :  http://www.johnstonsarchive.net/policy/abortion/ab-poland.html ]  
Tragedia likwidatorow i KGB-sznikow.  
Wokół Czarnobyla w 1986 i 87 roku zmuszono do przenoszenia i zakopywania wysoko-skażonych materiałów (co samo w sobie było i jest absurdem) ponad 600 tysięcy młodych ludzi (rekruci, wojsko, wojska wewnętrzne), którzy w większości nie mieli dozymetrów indywidualnych. Rozkazem „władz” sowieckich zabroniono wpisywania do ich książeczek zdrowia informacji o pracy w Czarnobylu i o otrzymanych dawkach (jeśli takie dane były). Organizacje takich ludzi, jednoczących się po latach, gdy terror władz zmalał, w grupie „LIKWIDATORY”, oceniły śmiertelność w pierwszych dwudziestu latach po katastrofie na 20 % tej populacji, czyli na ok. 120 tysięcy ludzi. Dane te ( i podobne) nie doczekały się źródłowego i krytycznego opracowania ze strony Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Wiedniu.
Gdy więc ktoś z Państwa zobaczy w telewizorze Autoryteta czy Celebrytę, mówiących, że na skutek Czarnobyla zginęło „32” lub „kilkadziesiąt” osób, po wysłuchaniu steku nieprawdziwych, a wyświechtanych sloganów o „bezpieczeństwie EJ”, wygłaszanych np. na tle zdjęć wybuchających reaktorów Fukushima Dai-ichi [to Łukasz Turski, profesor…], będzie mógł zasadnie zadać sparafrazowane pytanie, jakie zadał w TVN porażony bezczelnością rozmówcy prof. Władysław Mielczarski (energetyk)  „A któż ci to, ciemniaku i łobuzie, profesurę nadał ??” -oraz „prawo” do drwin z męczarni ludzi? Oraz ze zdrowego rozsądku Polaków? Czy tam doktorat, czy licencjat, poziom kłamstwa ten sam.
==========
Tu echa amerykańskie. Dla DOCIEKLIWYCH. The Chernobyl Catastrophe Consequences on Human Health http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/atom-mit-bezpieczenstwa http://www.nyas.org/publications/annals/Detail.aspx?cid=f3f3bd16-51ba-4d7b-a086-753f44b3bfc1 The book by Yablokov (Volume 1181 of the Annals of the New York Academy of Sciences) is a 327-page volume and is an English translation of a 2007 publication in Russian by the same authors titled ‘Chernobyl’. seeks a correlation of health effects with levels of contamination or dose. They believe this approach is ‘impossible’ due to lack of measurements in the first few days, lack of information on ‘hot spots’ and lack of information on all of the isotopes involved. [Samo to zdanie jest strasznym oskarżeniem “władz”]
=============
  Teoria reaktorów a „pokojowe wybuchy”.  
Przed dziesięcioleciami [ w latach 60-tych i 70-tych zeszłego wieku] wykładałem na paru uczelniach “Fizykę rozszczepienia i teorię reaktorów”. To pierwsze dlatego, że to nauka, dociekanie prawdy o Naturze, a drugie, bo sądziłem wtedy, że EJ to przyszłość energetyki na planecie. Wtedy jeszcze prognozy (też te uczciwe) wskazywały na ciągłe zmniejszanie kosztów energetyki jądrowej. Wypisując studentom równania reaktorów udowadniałem, że reaktor nie może wybuchnąć w jądrowej reakcji lawinowej. Jedynie z anty-sowieckiej przekory dodawałem, że „no chyba, że będzie to przodujący reaktor radziecki”.
Dopiero po strasznym dla fizyków kwietniu, maju i czerwcu 1986 roku z przerażeniem zobaczyłem, że ten ostatni dowcip to okrutna prawda. Wtedy dopiero dowiedzieliśmy się, że reaktory RBMK [( Реактор Большой Мощности Канапный – Reaktor Kanałowy Wielkiej Mocy ) K – kanałowe] po to mają te 60 czy 70 niezależnych kanałów, czyli wiązek prętów paliwowych, by można było na biegu, bez wygaszania reaktora, wyjmować pręty paliwowe z optymalna ilością zsyntetyzowanych właśnie izotopów Plutonu [ Pu 238 do 244]. Bo przy dłuższej eksploatacji również ten Pu, powstający z uranu U238 przy pracy reaktorów, ulega rozszczepieniu, czyli nie można go wyekstrahować.
Czytamy w wiki jeszcze w 2016 roku: „Rozwiązania konstrukcyjne reaktora RBMK są bardzo korzystne pod względem ekonomicznym[sic!!] .   Hamulce samochodu Żiguli „Uczeni radzieccy” pomyślnie spełnili nakazy Biura Politycznego, by wykonać takie reaktory, które jednocześnie dadzą Armii pluton na bomby, a proletariatowi miast i wsi – tani prąd.
Koszty bezpieczeństwa się nie liczyły. Zdecydowano się więc na rozwiązanie, jakby częściowo niezależnych od siebie kanałów. Tymczasem wiązki prętów paliwowych („kanały”) oczywiście nie miały identycznych parametrów. Tak, jak w Żiguli (to sowiecka wersja Fiata 124 – starsi  samochodziarze pamiętają) , gdzie cylindry, nawet nowego silnika,   miały różne stopnie sprężenia mieszanki od 8.5 (chyba?) do 11.0. Te fakty już uwzględniłem w wykładach po 1986 roku. Mówiłem: Sterowanie RBMK przypomina sytuację, w której 76 samochodów Żiguli ma, ze względów oszczędnościowych, wspólny pedał hamulca oraz drugi, gazu.
To porównanie robiło wrażenie wśród studentów. Dopiero po latach dowiedziałem się, że sytuacja realna była jeszcze o wiele tragiczniejsza. Początek tych dociekań miał miejsce dopiero po kłamliwych referatach radzieckich w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej jeszcze pod koniec 1986 roku [pięciogodzinny referat wygłaszał tam biedny akademik Legasow] .
Zaczęto więc krytycznie badać projekt RBMK. Więcej o kłamstwach od strony technicznej zob.: PRZYCZYNY KATASTROFY W CZARNOBYLU: Konstrukcja RBMK. Dopiero po tych kłamstwach, jawnych już dla fachowców, energetyków jądrowych, fizycy amerykańscy i potem kanadyjscy zauważyli i policzyli, że w niestabilnych warunkach, np. „eksperymentów” na zduszonej mocy górna część rdzenia ma inną reaktywność niż dolna! W dolnej było już  blisko reakcji lawinowej, gdy w górnej – jeszcze ‘wsio w pariadkie” !
A gienierały właśnie nakazały przeprowadzać takie eksperymenty na zmniejszanej mocy na reaktorze nr. 4 w Czarnobylu. Budowa rdzenia, zgodnie z projektem (sic!) powodowała parę wad wrodzonych takich reaktorów.
1) Jedną z nich było zwiększanie reaktywności przy wzroście temperatury  [o tym dowiedzieliśmy się jeszcze w 1986 roku].
2) Jak również o tym , że RBMK ma zwierciadło (neutronów) grafitowe, co dodatkowo znacznie pogarsza sytuacje w razie zaniku chłodzenia, bo powoduje wzrost strumienia neutronów, gdy trzeba go błyskawicznie zmniejszyć! Takie zwierciadło ma też mały, do celów naświetleń izotopów dla medycyny od dawna używany, reaktor Maria w Świerku. Dotąd – działa.. Większość „profesorów” – propagandystów o tym nie wie.
3) Najgorsza [ i ukrywana!!] wada to to, iż w razie sytuacji niestabilnej, gdy należy natychmiast wstrzelić pręty awaryjne, mające zatrzymać reakcję łańcuchową, ta czynność, wbrew swemu celowi, zwiększa reaktywność. Tę wadę, jak się okazało po latach, wcześniej sygnalizowali fizycy radzieccy, ale Dowództwo Partyjne to zignorowało [szerzej por. PRZYCZYNY KATASTROFY W CZARNOBYLU: Konstrukcja RBMK.   ]   WYBUCH JĄDROWY !   Nic dziwnego więc, że mój ponury dowcip o „jądrowych pokojowych wybuchach reaktorów” stał się w 86-tym – FAKTEM najbardziej przez dziesięciolecia ukrywanym –. Bo to nie wybuch chemiczny, jak mówiono oficjalnie, nie eksplozja wodoru z dysocjacji pary wodnej zniszczyły reaktor nr. 4 w Czarnobylu. Zniszczyła go lawinowa jądrowa reakcja rozszczepienia, zachodząca dodatkowo różnie w różnych partiach rdzenia.
Pisywałem i dowodziłem tego już w 1986 roku – ku oburzeniu propagandystów piszących , że przecież jądrowo  -„nic się nie stało”. Czyli stało się coś, w co fizykowi reaktorów naprawdę trudno uwierzyć! Moc jądrowa wzrastała lawinowo wiele tysięcy razy – i to wreszcie musiało spowodować wybuch, rozerwanie rdzenia, budynku, i w konsekwencji reakcje chemiczne. Dopiero po podniesieniu temperatury do wielu tysięcy stopni, w trakcie topienia się rdzenia itp – nastąpiła dysocjacja resztek wody, wybuch wodoru i potem pożar nieszczęsnego zwierciadła grafitowego. Paradoksalnie – gdyby była w Czarnobylu osłona bezpieczeństwa, to wybuch byłby jeszcze silniejszy (bo później by nastąpił, czyli lawina mocy byłaby większa), ale skażenie nie rozeszłoby się po świecie tak mocno, tak daleko.  
Zbrodnicze decyzje PÓŹNIEJSZE.
Do dalszego rozprzestrzeniania się wszelkich produktów radioaktywnych przyczyniły się rozkazy Władzy : Zasypać roztopiony i żarzący się, nagi, widoczny z góry rdzeń reaktora ołowiem i gliną, piaskiem! Zginęło na skutek tego kilkudziesięciu młodych pilotów helikopterów i ich załogi, żołnierzy, którzy ten obłędny rozkaz wykonywali. Nawet spisu nazwisk tych ofiar barbarzyństwa nie można znaleźć, ani ich ilości… Ale co gorsze – piasek, ołów i glina w zetknięciu z rozżarzonym rdzeniem, w temperaturze paru tysięcy stopni, parując natychmiast, porwały za sobą najpierw do troposfery, potem do stratosfery ogromne ilości wrzącego paliwa [U, Pu, fragmenty rozszczepienia, Sr, Cs…]
  GWIAZDY ALFA
To wyniesione aż do wysokości 13 kilometrów paliwo, po zestaleniu się w atmosferze, wiatry rozniosły na cały świat. W ogromnej ilości na Białoruś, Ukrainę, południowo -zachodnią Rosję. Dostało się też Polsce, szczególnie w okolicach Suwałk, Siedlec, a także Opola, a pod Warszawą w Jankach (ogromne gorące plamy – ich powstawanie związane było z kierunkiem wiatrów i deszczem). Były też niespotykane w historii dotychczasowych wybuchów jądrowych „Hot spots”, jądrowo „gorące” (czyli silnie radioaktywne)  kawałki paliwa, o rozmiarach mikronowych, zawierające dużo alfa-aktywności [Pluton, wyższe izotopy Uranu, w większości w postaci metalicznej]. One to, po każdym miłym spacerze w lesie, szczególnie przy wietrze, osiadały w płucach i w nich wypalały dziurki. Podobnie po zjedzeniu skażonych warzyw, grzybów itp, tu głównie podgrzybków, wypalały takie dziurki w żołądku i jelitach. Z płuc nie można było tego wykasłać, bo się przyklejały. Jeszcze w pamięci widzę wyniki auto-radiografii ( naświetleń błon rentgenowskich) na sekcjach zwłok z licznymi gwiazdami torów cząstek alfa. Wykonane gdzieś w Białymstoku.
Nie potrafiliśmy się przebić z tą informacją do TV. Mówiono: „Nie straszcie ludzi!!”. Tu dodam, że udało nam się wtedy wymusić na Biurze Politycznym, by zakazali sprzedaży mleka bardzo skażonego. Miało być utylizowane przemysłowo. Jakaż była nasza wściekłość, gdy po tygodniu czy dwóch przyszła do nas, fizyków na Hożą jakaś „zwariowana mamuśka” niemowlaka i żądała sprawdzenia aktywności mleka w proszku, które uzyskała na kartki… Przecież cóż może być bezpieczniejsze, niż mleko w proszku?? Zmierzyliśmy dla świętego spokoju –a to mleczko  miało kilkanaście tysięcy Bq na kilogram!! Było to mleczko z mleczarni w Płońsku – durnie uznali, że produkcja mleka w proszku to utylizacja przemysłowa. Wiele mleczarni tak wtedy robiło.
Jedynie przez znajomości udało się zaalarmować i przekonać Rakowskiego, wtedy I Sekretarza, zdaje się. Więc później bezczelnie upychali to mleko w proszku w różnych „dzikich krajach”, – a w Pakistanie się wydało. Por.:http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/atom-kosztowny-przestarzaly-niebezpieczny/  : w czerwcu 1987 r. Bangladesz zwrócił Polsce 1600 ton mleka w proszku ze względu na jego niebezpieczną radioaktywność.
  Strasznie się pisze takie rzeczy. Bolesne, nawet po latach .
  Upór kłamców
Propagandziści pisują od lat te same kłamstwa. Tu parę przykładów: O godz. 1:24 i 40 sekund doszło do potężnej eksplozji pary wodnej. Chwilę później doszło do wybuchu uwolnionego wodoru. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/mit-czarnobyla/4thwc …naukowcy z tzw. Forum Czarnobylskiego, w skład którego wchodzą Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, Światowa Organizacja Zdrowia, agendy ONZ oraz rządy Białorusi, Rosji i Ukrainy. W 2005 r. opublikowano raport, z którego wynika, że skutki zdrowotne awarii nie są tak tragiczne, jak prognozowano. Podawana przez specjalistów całkowita liczba ofiar śmiertelnych wynosi około 30 osób.
Mit Czarnobyla
– Skutki rzeczywiste są takie, że wśród ludności – moim zdaniem – nie ma żadnych skutków – mówił kilka lat temu prof. Zbigniew Jaworowski,
===========
GÓRNICY Do nas, fizyków polskich szukających w latach 1986-89 z podziemia [!] prawdy o ofiarach Czarnobyla, czyli nielegalnie, doszły wieści o górnikach z Donbasu. Ryjących tunele pod rozlanym, wrzącym rdzeniem R-4, schodzącym, to jest przebijającym się przez gruzy reaktora i podłoże W DÓŁ…
China SYNDROM stanął nam przed oczami.   Chciano więc tam, pod spodem, chłodzić grunt przy użyciu ciekłego azotu, ale w końcu zadowolono się wlewaniem do wydrążonych tuneli ciężkiego, szybkoschnącego betonu. Górnicy dostawali dawkę rzędu 10 Sv w ciągu paru minut, wyciągano ich – i szli następni. Dzięki tym pracom (i dzięki Bogu!) „noga słonia”, w jaką rozlał się rdzeń,  w temperaturze tysięcy stopni, nie przebiła się do warstw wodonośnych, co powiększyło by rozmiar katastrofy o rząd wielkości co najmniej. Okazało się po latacg, że ogromne dawki promieniowań dostało tam ponad dziesięć tysięcy górników. Czy również tej liczby nie zaniżono? Śmiertelność była ogromna. Czy któryś z nich jeszcze żyje? Też nie wiemy.
Do żadnych danych oficjalnych dotyczących ich zdrowia czy śmierci nie dotarliśmy. Był wtedy „ukaz” władzy, by w papierach likwidatora czy górnika zatajać, usuwać dane o obecności w Czarnobylu i o dawkach zmierzonych. Każdy zawiózł swą tragedię na nowe miejsce pobytu – bez dokumentacji.  
„Czarnobylskie AIDS”. Impotencja. Ofiar, władz, mediów.
Wśród tych ponad 600 tysięcy likwidatorow i też w setki tysięcy idącej ilości żołnierzy KGB, którzy bez sensu stali „w zonie” na straży tajemnicy – ogromna część stała się impotentami. A ci, którzy zdążyli spłodzić potomstwo, zobaczyli wśród nich sporo „potworków”, czyli mutantów. Jak dokumentuje Aleksijewa w książce „Czarnobylska modlitwa”, żony tych nieszczęśników rzuciły ich – i oddawały się komukolwiek spoza zony, by jednak mieć dzieci.
  Jest wiele wstrząsających reportaży – których propagandyści w POlsce nie czytali, a „idą w zaparte” – kłamią jak z nut, dostęp do mediów mają nieograniczony. Jeszcze jeden aspekt tragiczny: „Czarnobylskie AIDS”. Większość dzieci i młodzieży ze stref silnie napromieniowanych zaczęło chorować na wszystkie możliwe choroby, zwykle wcześniej nie łączone z irradiacją. Utrata odporności organizmu – jak w AIDS. Nazwano tam to zjawisko „Czarnobylskie AIDS”. Zwolennicy „atomu”, o zgrozo – nawet lekarze – przezwali to zjawisko „radiofobią”, czyli objawiającym się fizjologicznie, lecz nie uzasadnionym radiacją strachem, paniką. Liczne prace wskazują jednak, że na „Czarnobylskie AIDS” chorują też krowy, gęsi, zające, dziki, żółwie, nawet żaby i ślimaki. Czyżby i one tak uważnie słuchały radia i oglądały TV?
W 1986-tym dogorywająca „władza rad” wydała ukaz, polecenie, by w dokumentacji likwidatorow i żołnierzy KGB nie zapisywać że byli pod Czarnobylem, i jakie dawki zostały im zapisane. Dawki realne były oczywiście inne, wyższe, ale dozymetry osobiste były drogie, „nie daj Boże zgubić”,  a pozatem – za pracę w zonie chłopcy dostawali niewielkie premie. Więc dozymetry pozostawiali bezpiecznie w szafach pancernych sztabu, tam, gdzie spali. Pozatem, zona została zdefiniowana przez urzędników jako koło o promieniu 30 km  wokół Czarnobyla. A promieniowanie rozłaziło się jak chciało, czy jak wiatr je poniósł. Jednym z najbardziej skażonych regionów były i są okolice Homla, w linii prostej 140 km na północ od ZONY.
W Sławutyczach, gdzie większość likwidatorow spała po namiotach i barakach, akurat była intensywna plama dużej radioaktywności, szczególnie alfa. Mimo alarmów  -miejsc spania tych niewolników nie zmieniono.

  Samobójstwa jako rozpaczliwe protesty.
Ateiści, na jakich przez parę pokoleń tresury wychowywano ludzi radzieckich, jeśli byli jeszcze uczciwi, mieli sumienie, to sprzeciw wobec zbrodni i nadmiernego kłamstwa wyrażali w postaci samobójstwa. Tak postąpił akademik Legasow, chemik, silnie napromieniowany w Czarnobylu w akcji likwidacji skutków [bo nie ratunkowej]. Polecono mu wygłoszenie w Wiedniu, w MAEA referatu „ujawniającego prawdę” o przyczynach katastrofy. Mówił chyba pięć godzin –urzędnicy Zachodu byli zachwyceni „prawdą”. Tam w referacie napisano o zaniedbaniach, niedopatrzeniach, też o „winie obsługi” itp. Legasow jednak wiedział już, że to wady konstrukcji rektorów tego typu były JEDYNĄ prawdziwą przyczyną. Gdy nie pozwolono mu później ujawnić prawdy – powiesił się na klatce schodowej swego bloku. Wtedy czytałem jego wstrząsający testament; już nie mam doń dostępu.
Również Pierwszy Sekretarz KC Ukrainy Wołodymyr Szczerbycki popełnił samobójstwo z powodu swych szkodliwych i głupich decyzji w kwietniu i maju ’86 [defilady!!], oraz późniejszych kłamstw o Czarnobylu. [viki: Jest on odpowiedzialny za ukrywanie rzeczywistej skali katastrofy w Czarnobylu oraz za zorganizowanie pochodu pierwszomajowego w Kijowie, podczas którego wszyscy uczestnicy narazili się na chorobę popromienną. Targany wyrzutami sumienia popełnił samobójstwo w ​​1990 roku]

Kłamcy w Polsce
Propagandyści „atomu” w Polsce, takich ofiar też nie zaliczają do skutków „awarii”, jak z uporem i bezczelnie nazywają tragedię.  Dlaczego tak ciągle kłamał prof. Jaworowski, nie wiem. Pytałem go o to wielokrotnie tak publicznie, jak też prywatnie. Trzymał się tych „32 ofiar”, resztę nazywał radiofobią. Sądzę, że rzeczywiście wierzył w swą mrzonkę, którą nazywał „hormeza”, tj w dobroczynne działanie małych dawek promieniowań na organizmy. A na argumenty logiczne, np. te powyższe z żabami, był zupełnie głuchy. Podobnie A. Strupczewski, główny propagandysta „atomu” co najmniej od stycznia 1982 roku, tj. od „twardych praw stanu wojennego” nakazanych nam przez Jaruzela. Ta sytuacja umożliwiła decyzję (KC??) o budowie sowieckich WWER w Żarnowcu, wcześniej ciągle torpedowaną przez specjalistów fizyków i energetyków.
Ze Strupczewskim nie mogę dyskutować, bo robiłem to już dziesiątki razy – jest zupełnie niepodatny na argumenty logiczne. A sam wielokrotnie, publicznie używa np. porównań, że dawka od Czarnobyla jest równoważna różnicy dawek od promieniowania kosmicznego u kobiety na wysokim obcasie [8 cm] , -i na płaskiej podeszwie. Czyli – że dawka od Cz. to tyle, ile zajdzie reakcji promieni kosmicznych w 8- centymetrowej warstwie powietrza… To brednia obezwładniająca. Pisze też i mówi publicznie – że „dawka w Rosji po Cz. jest mniejsza niż w Bułgarii”  – bo uśrednia skażenia po całym obszarze tych krajów. Nie chce zrozumieć praw statystyki: Jeśli tonę śrutu ołowiowego rozsypię równomiernie po Polsce, to efekt będzie inny, niż gdybym zrzucił ją na głowę człowieka.
Jego argumenty ekonomiczne na temat EJ zostały już dziesiątki razy obalone – więcej nie warto tego dyskutować, wobec potopu jego kłamstw, którymi ciągle zalewa media. Ale – jest tam ciągle pupilkiem. Z zabawnych cech – bezczelnie od dwóch chyba dziesięcioleci uzurpuje sobie tytuł profesora. [por.: Polowanie na profesurę profesora – a poszukiwanie prawdy ]. Wreszcie interwencje u dyrektora ośrodka w Świerku prof. Wrochny, gdzie niezmiennie pobiera pobory, trochę to ukróciły – ale ciągle o sobie pisze: prof. dr inż. Andrzej Strupczewski
Pytałem przed laty, też publicznie oczywiście, u którego kacyka plemienia afrykańskiego sobie ten tytuł kupił, bo był to czas, gdy Murzyni oferowali tanio różne tytuły, a za 100 dolarów poza profesurą, może można było dostać w pakiecie, czy może w promocji, też tytuł księcia krwi, zupełnie jak Kali i M’Rua u Sienkiewicza.
Autorzy [w PL] gęgający ciągle, że nic się nie stało, przemilczają nie tylko publikacje i książki naukowe, jak prof. Jabłokowa [i prace tam cytowane], ale też filmy dokumentalne, czy reportaże, jak Czarnobylska modlitwa Swietłany Aleksijewej [wyd. Czarne, 2012]. Zadziwia fakt, że autorka pisząca mądrze, odważnie i zrozumiale, dostała w 2015 roku nagrodę Nobla. To gremium od lat wielu nagradza beztalencia: lesbijki, marksistów (Fo), prostackich kłamców (al Gore), czy.. „przyszłe osiągnięcia” (Barak Hussain Obama). Więc dla komitetu noblowskiego nagroda dla Aleksijewej to zapewne wypadek przy pracy. Ale dla nas nieoceniona możność poznania realiów wojny, tragedii po- czarnobylskiej czy życia na Białorusi.   Powiew prawdy.
=========================
Mail’em: Szanowny Panie Profesorze!

W końcu raport Pierre TANGUY’a został opublikowany w styczniu 1990 roku w
Gazette Nucléaire n°100, porównaj
http://www.dissident-media.org/infonucleaire/rapport_tanguy.html

Jest tam komentarz  rysunkowy z: Le Canard enchaîné du 14/02/90. [przy tytule]


  Classés au niveau de gravité 5, ces accidents….[—] Il faut donc considérer que dans l’état actuel de sûreté du parc EDF, la probabilité de voir survenir un tel accident sur une des tranches du parc dans les 10 ans à venir peut être de quelques pour cent.=================
26 kwietnia 1986, 1:23:40, Czarnobyl. Pierwszy pokojowy jądrowy wybuch reaktora w historii. Wtedy agitatorzy pisali: „prawdopodobieństwo stopienia rdzenia [„policzyliśmy”] jest znacznie mniejsze niż 1:100 000 ”. Teraz, szczególnie po Fuku [stopiły się już 4 na 400 reaktorów działających] mówią „Dawać  pieniądz, te nowsze, które zbudujemy, to dopiero będą bezpieczne!!” Już liczb nie podają.
A Raport Tanguy mógł być opublikowany dopiero , gdy autor zgodził się na zmniejszenie tych, dech zapierających liczb.. MD
 
Zmieniony ( 08.05.2017. )

Odkrycie !! Biblioteka !! MEM-y III.

—————————————————–

————————————————–

——————————————————

Temperatura, synku, nie może być „chłodniejsza”… A jeśliś debil, to dodam: wyższa lub niższa.

==========================

========================================================

—————————-

—————————————————-

noż…

—————————–

——————————————

———————————————————–

———————————————

—————————————————————-

——————————————–

Führeryzacja Ukrainy (część II)

Führeryzacja Ukrainy (część II)

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-fuhreryzacja-ukrainy-czesc-ii

„To nie ludzie są naszymi wrogami, lecz ideologia, której ulegają. Bronią jest tu wiedza, a nie pięść” – napisał Dariusz Cychol („Fakty po Mitach”, nr 29 z lipca 2026).

Z końcem XX wieku, w roku 1996 i 1997, pisałem dla „Nigdy Więcej” artykuły dotyczące faszyzmów iberyjskich. Pierwszy ukazał się w 3 numerze tego pisma z 1996 roku i dotyczył faszyzmu hiszpańskiego, natomiast drugi, dotyczący faszyzmu portugalskiego, w 1997 roku, w 4 numerze.

Delegacja u Pinocheta 

Ich treść skonsultowałem z ówczesnym moim kolegą Selimem, historykiem i politologiem, nauczycielem akademickim, który później został polskim ambasadorem w państwach utworzonych po upadku Związku Radzieckiego: w Kazachstanie (który powstał 16 grudnia 1991 roku) i Kirgistanie (powstał on 31 sierpnia 1991 roku). W trakcie dyskusji, zadał mi zasadnicze pytanie, po co ja o tym piszę? Wyjaśniłem, że dostrzegam nadchodzący renesans faszyzmu we współczesnym świecie. Wskazałem przy tym na Polskę, Ukrainę i Izrael. Selim zaprzeczył. Nie zgodził się ze mną. Nie wdając się w dalszą dyskusję, zaproponowałem, że za każdym razem każdego następnego roku, będę zadawał mu pytanie czy dostrzega zachodzące zmiany w Polsce, potwierdzające moją ówczesną hipotezę. Po latach na kolejnym spotkaniu przyznał mi rację, że moja hipoteza stała się tezą, albowiem „pozytywnie” zweryfikowało ją życie. Nie trzeba było długo czekać. W 1999 roku chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta w areszcie domowym i szpitalu w Wielkiej Brytanii odwiedziła trójka polskich polityków i publicystów prawicowych: Michał Kamiński, Marek Jurek oraz Tomasz Wołek. Polacy pojechali do podlondyńskiego Wentworth w styczniu 1999 roku. Był to wyraz ich politycznego wsparcia dla generała, który został aresztowany na wniosek Hiszpanii pod zarzutem łamania praw człowieka.

Miłośnicy dyktatury 

Podczas spotkania ta trójca wręczyła Pinochetowi ryngraf z Matką Boską. Wcześniej, w grudniu 1998 roku Michał Kamiński mówił z trybuny sejmowej do posłów lewicy: – Jak na was patrzę, panowie, to wiem, że o generale Pinochecie nie trzeba mówić, tylko go trzeba naśladować. Po odwiedzinach w Londynie, w programie telewizyjnym ’Polityczne graffiti’ Marek Jurek stwierdził, że ’Pinochet uchronił Chile przed losem komunistycznej Kuby i za to powinniśmy mu być wdzięczni’. Jurek bagatelizował ofiary pinochetowskiego zamachu i terroru, stwierdzając, że ’większość zamordowanych to komuniści albo członkowie ich rodzin’. Na łamach redagowanego przez Wołka ’Życia’ Jurek napisał, że próba osądzenie Pinocheta, to pokaz nihilizmu”.

Miłośnikiem dyktatora był również Antoni Macierewicz, ówczesny poseł Ruchu Katolicko-Narodowego, później szef Kontrwywiadu Wojskowego. W 1999 roku twierdził, iż „nie ma cienia wątpliwości, że była to próba uprzedzenia rewolucji komunistycznej, która dla Chile i całej Ameryki Łacińskiej skończyłaby się katastrofą jeszcze większą, niż to, co się stało na Kubie”. Na początku lat 90. pochlebnie o Pinochecie wyraził się nawet obecny lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk…

Tortury i mordy 

Generał Augusto Pinochet w latach 1973-1990 rządził w Chile. „We wrześniu 1973 roku gen. Pinochet, wówczas szef sztabu generalnego armii Chile, dokonał krwawego zamachu stanu obalając – przy pomocy CIA i funkcjonariuszy ambasady USA – prezydenta Salvadora Allende, legalny rząd i parlament. Były dyktator jest oskarżany przede wszystkim o znęcanie się nad przeciwnikami politycznymi i mordowanie ich. Nie jest znana dokładna liczba ofiar. Zdołano ustalić 2095 nazwisk zabitych i 1102 zaginionych, tj. uprowadzonych przez siepaczy Pinocheta i następnie zamordowanych, najczęściej w trakcie tortur. Ponadto szacuje się, że 30 tys. osób było więzionych i torturowanych. Ofiary głodzono, porażano prądem elektrycznym, gwałcono. Bito do utraty przytomności setki osób. Były dyktator Chile ma na swoim koncie nie tylko odpowiedzialność za zbrodnie, ale oskarżany jest także o przestępstwa finansowe. Posiadał nie tylko tajne konta bankowe z pieniędzmi zagrabionymi w czasie swych rządów”czytamy.

Protesty w ONZ bez skutku

W trakcie rządów Augusto Pinocheta w Chile państwa członkowskie oraz organizacje pozarządowe składały w Organizacji Narodów Zjednoczonych liczne protesty i rezolucje. Dotyczyły one masowego łamania praw człowieka, tortur i zaginięć. Od 1974 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ oraz Komisja Praw Człowieka regularnie przyjmowały rezolucje potępiające reżim w Chile. Nie wywierały one skutku, ponieważ USA traktowało Pinocheta jako swojego człowieka. W amerykańskiej prasie pisano o nim: „Owszem jest on skurwysynem, ale jest naszym skurwysynem!”.

Zełenski jak Pinochet 

W XXI-wiecznej Polsce mamy podobny przypadek. Dotyczy on sądzonego od 10 lat nauczyciela akademickiego, politologa, polityka Samoobrony i byłego posła na Sejm RP, Mateusza Piskorskiego. Grupa Robocza ONZ ds. Arbitralnych Zatrzymań uznała pozbawienie wolności Piskorskiego za arbitralne i sprzeczne z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka. ONZ wystosowało do polskiego rządu opinię, w której wezwano władze do jego niezwłocznego zwolnienia, przeprowadzenia śledztwa w sprawie aresztowania i przyznania mu prawa do odszkodowania. Jak dotychczas zalecenia te nie zostały w pełni zrealizowane. Albowiem podobnie tak jak to było z Pinochetem, w Polsce istnieją pewne grupy polityków, zachwycające się ukraińskim aktorem komediowym, budującym za naszą wschodnią granicą system oparty doktrynalnie na skrajnym rasizmie, wymierzonym przeciwko Polakom, Rosjanom i Żydom… W państwie ukraińskim ma miejsce Führeryzacja, dokonywana przez komika pochodzącego z żydowskiej rodziny. Zaiste, jest to paradoksalne, lecz nie komiczne.

Jak Indiana Jones 

Podobnie jak trzydzieści lat temu, stawiam hipotezę dotyczącą przyszłości. Rozegra się ona podobnie jak jedna ze scen przygodowego filmu Indiana Jones (jednego z serii pięciu filmów), w których główną rolę słynnego archeologa i poszukiwacza przygód gra Harrison Ford. Występuje on we wszystkich pięciu filmach pełnometrażowych tej serii jako dr Henry Walton „Indiana” Jones Jr. W trakcie jednej z eskapad spotyka na swojej drodze potężnego wojownika z lekkością wymachującego ogromnym mieczem, za którym znajduje się grupa zbirów. Widząc, że nie ma szans stawić czoła temu zbirowi i jego bandzie, szybko wyjmuje rewolwer i strzela prosto w czoło przeciwnikowi, zabijając go na miejscu. Przerażeni tym zdarzeniem bandyci uciekają w popłochu…

Przepowiednie

Obecnie Rosja, jak poprzednio Związek Radziecki, walczy ze światowym faszyzmem, którego medialną twarzą jest klaun z Krzywego Rogu. Rzeczywistym napastnikiem jest USA, wraz z państwami NATO. Działając wspólnie, mają oni nad Rosją przewagę. Natomiast Rosja przoduje w dziedzinie przenoszenia broni jądrowej, posiada też spore jej zasoby. Jest to ten symboliczny rewolwer Indiany Jonesa, który wypali w decydującym momencie. Resztę w Europie dopełni chaos wywołany tym zdarzeniem. Multikulturowość, wynikająca z ubogacenia emigrantami z południa spowoduje wewnętrzne problemy we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii, nie wspominając już państw skandynawskich, nie mniej ubogaconych kulturowo ludnością napływową.

Co do przyszłości Izraela to obstawiam przepowiednię  Henry’ego Kissingera, byłego wpływowego amerykańskiego dyplomaty, którego uznaje się go za jedną z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci w polityce zagranicznej XX wieku. Przepowiednię, w której zakreślił on ramy czasowe istnienia państwa położonego w Palestynie.

Eugeniusz Zinkiewicz

Ukropolin. MEM-y II.

—————————————-

————————————–

———————————————————–

——————————————–

—————————————————

———————————————————

——————————————-

———————–

[Głupio gada: Musimy walczyć..]

—————————–

—————————————————–

z jakim szacunem.. z Dużej litery…

—————————————-

——————————–

———————————————————–

————————-

——————————————————-

—————————————————

—————————————————————————-

[autor tego wykresu zapomniał o rozbiorze Polski w 1944-45, o współczynniku dzietności.. No, mądrala..]

=============================================

———————————————

———————————

———————————————————————————

Ukropolin czy układ z Rosją?

Ukropolin czy układ z Rosją? – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio , 23 lipca 2026 ekspedyt

Nie dalej jak pod koniec czerwca 2026 r. ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha stwierdził, że w Polsce dyskryminowane są ukraińskie dzieci. Dodał również znacząco, że oni, Ukraińcy, mają przecież armię. W domyśle silną, zwartą i gotową. Mamy się domyślić, do czego.

Obraz tytułowy: Bolesław Chrobry uderza Szczerbcem w Złotą Bramę Kijowa. Rok 1018. LINK

Ukropolin czy układ z Rosją?

Nie dalej jak pod koniec czerwca 2026 r. ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha stwierdził, że w Polsce dyskryminowane są ukraińskie dzieci. Dodał również znacząco, że oni, Ukraińcy, mają przecież armię. W domyśle silną, zwartą i gotową. Mamy się domyślić, do czego.

Ledwo to wybrzmiało, a już jak znalazł pojawił się incydent autobusowy w Bielsku – Białej. Świat ujrzał część sytuacji, gdzie widać, że mężczyzna odzywa się do dwóch ukraińskich nastolatek w sposób niegrzeczny. Politycy popisu i media polskojęzyczne od razu jak na komendę potępiły zachowanie Polaka, piętnując jednocześnie polską ksenofobię. Zupełnie jakby to przewidział minister Sybiha. W tym samym czasie do polskiej opinii publicznej zaczęło docierać, że ambasada Ukrainy w Polsce poucza swoich obywateli, przebywających u nas, aby nagrywali Polaków w celach dowodowych. Z innych źródeł, i tych niesystemowych, i tych oficjalnych wiadomo już, że w Polsce ukraińskie tajne służby prowadzą w Polsce bardzo ekspansywną działalność.

Czytaj też: debanderyzacje-czas-zaczac

To wszystko w trakcie wojny Ukrainy z Rosją, którą media w Polsce fałszywie przedstawiają jako pełnoskalową, gdy władze państw europejskich desygnują kolejne miliardy na zakup amerykańskiej broni, darowanej Ukrainie, a władza w Polsce zwiększa sztucznie koszty życia Polaków, aby móc finansować państwo kijowskie. Skala różnorodnego wsparcia Polski i Polaków dla Ukrainy jest trudna do oszacowania, bo jest to wsparcie nie tylko państwa, ale również instytucji, firm i osób prywatnych. W tym należy wyróżnić rozbrojenie Wojska Polskiego na rzecz armii ukraińskiej, spłaty przez Polskę odsetek od ukraińskiej pożyczki, finansowanie systemu Starlink, zapewniającego łączność satelitarną na terytorium tego państwa, wysyłki paliw z polskich rafinerii, transfery socjalne dla ukraińskiej ludności, przywileje prawne i specjalny status w Polsce. I to wszystko za darmo, bo państwo polskie niczego od Ukrainy za to nie żąda. I wszystko na darmo, bo władza kijowska traktuje Polskę jako wroga, popiera banderyzm i poucza obywateli, jak mają szpiegować Polaków. Czyżby ktoś w III RP tego nie przewidział?

Problem odradzania się banderyzmu na Ukrainie jest w Polsce znany od dawna. Wiadomo więc, że to się na dobre zaczęło po Pomarańczowej Rewolucji w 2005 r., gdy do władzy doszedł Juszczenko. Głównym ośrodkiem odradzania się szowinizmu są w tym państwie ośrodki władzy, zarówno centralnej, jak i lokalnej. Zawsze bowiem zdarzają się jakieś jednostki czy nawet grupki, mające różne, czasem niebezpieczne poglądy. Aby jednak takie ekstremistyczne poglądy stały się główną siłą społeczną, muszą dostać jakieś potężne wsparcie. A żeby stać się ideologią państwową, muszą zostać nie tylko wsparte, ale również przyjęte przez władzę. Nie wystarczy tu wsparcie władzy lokalnej, ono mogłoby zadziałać lokalnie, dopóki nie interweniowałaby władza centralna. Banderyzm na Ukrainie nie jest więc sprawą prywatną, lecz państwową, należącą do polityki władz tego państwa, i to nie od dziś. Dostrzegło to wielu świadomych Polaków i przestrzegało polską opinię publiczną. Ta zaś uległa romantycznemu porywowi w geście współczucia, jakie wybuchło po 22 lutego 2022 r. Poryw ten został potężnie wzmocniony strasznymi zdjęciami z Buczy i Irpienia, gdzie pokazano zwłoki cywilów, jakoby ofiar rzezi i gwałtów, dokonanych przez żołnierzy Federacji Rosyjskiej. Wyemitowano też wypowiedzi jakoby świadków tych strasznych wydarzeń, co przypomniało najazd bolszewików w 1920 r. Emocja w Polakach była potężna i jednoznaczna: znowu okrutna Rosja atakuje, najeżdża, zabija, gwałci, rabuje. Trzeba chronić niewinne kobiety i dzieci przed ruską dziczą! Trzeba wspierać dzielnych ukraińskich mężczyzn, którzy mężnie walczą za swój kraj i przy okazji za nas, aby ochronić nas przed rosyjską inwazją! Ukraina walczy za nas, Ukraina wierna Polsce, Ukraina obrończyni Zachodu, Ukraina wdzięczna, Ukraińcy będą pamiętać i pozwolą nam odbudować swój kraj.

Trudno się dziwić, że tak potężna okazała się siła tej propagandy i tak bardzo Polacy rzucili się na pomoc Ukraińcom. Wykorzystano najsilniejsze polskie lęki i najgłębsze pokłady życzliwych skłonności. W tym całym zapamiętaniu poczciwi Polacy zapomnieli jednak sprawdzić, czy te obrazy i te wypowiedzi nie są filmowym montażem. Rosjanie zażądali międzynarodowego śledztwa, ale Ukraińcy odmówili. Natomiast wielki gest prawdziwej życzliwości i prawdziwie bratnich uczuć ze strony Polaków został cynicznie wykorzystany, zarówno przez władze Ukrainy, przez popisowe władze III RP, przez władze Zachodu. Ten przypływ pozytywnych uczuć został całkowicie zmarnowany przez samych Ukraińców, którzy zamiast wykorzystać to dla budowy pozytywnych relacji z państwem i narodem sobie życzliwym, pomimo tak wielkich krzywd, wyzyskali to cynicznie dla wyłudzenia jak największych bogactw, dla wykorzystania terytorium Polski, dla ekspansji oligarchów, dla utorowania drogi swoim służbom, dla wsparcia międzynarodowego, dla okazania pogardy potomkom ofiar własnych przodków. Ukraina mogła mieć w nas wiernych przyjaciół, jednak wolała nas okraść i podeptać, dla chwilowych korzyści. Okazało się, że rację mieli ci, którzy postrzegali wojnę ukraińską jako ustawkę Zachodu, i którzy przestrzegali przed ukrainizacją Polski. Polacy bowiem myśleli, że udzielają chwilowej gościny uchodźcom wojennym na krótki czas, aż Rosja zostanie pokonana i zmuszona do odwrotu. Okazało się, że sami sfinansowaliśmy wielką operację likwidacji Polski poprzez jej rozbrojenie, zubożenie i wymianę ludności.

Tego nie spodziewała się większość Polaków, oprócz tych, którzy od samego początku ostrzegali. Zwykli ludzie, żyjący codziennym życiem nie muszą jednak być strategami, mają prawo spodziewać się, że ci, którzy sprawują władzę działają roztropnie dla wspólnego dobra swojego narodu, specjaliści dokonują rzetelnych analiz, a media przedstawiają z grubsza prawdziwy obraz sytuacji. Zwykłemu, poczciwemu człowiekowi nie mogło przyjść do głowy, że można być aż tak wiarołomnym, że można tak bezczelnie zakłamywać rzeczywistość na odwrót, i że kłamią wszyscy, pełniący oficjalne funkcje. Że na stanowiskach sterowniczych tak wielu jest szubrawców, szantażowanych dowodami własnych grzechów, tak wielu zdrajców, tak wielu obcych agentów, tak wielu głupców.

Nawet to jednak nie tłumaczy tak wielkiego zaniedbania władz III RP, które ofiarowały Ukrainie wszystko, co chciała i nadal chce, i naraziły Polaków na tak wielkie niebezpieczeństwa. To nie było niedopatrzenie, tylko celowa polityka, której wyrazem jest umowa z dnia 2 grudnia 2016 r., zawarta z rządem Ukrainy przez rząd tzw. zjednoczonej prawicy Beaty Szydło, której twarzą jest Antoni Macierewicz. Umowa o wzajemnej współpracy stanowi, że rząd III RP, jeśli rząd Ukrainy zechce, odda zasoby państwa polskiego Ukrainie za darmo. Ta umowa, trzymana w tajemnicy prawie trzy lata jest obecnie wykonywana, tak samo, jak umowa rządu Tuska z rządem Ukrainy z dnia 8 lipca 2024 r.

Obie nie mają ratyfikacji, więc są formalnie nieważne, ale wykonywane, najwyraźniej więc ten, kto stanowi rząd, uważa się za właściciela Polski i Polaków, i nie przejmuje się prawami ludzkimi i boskimi, ani też nie ceni własnego słowa i honoru. To wszystko, co wydarzyło się w stosunkach polsko – ukraińskich zarówno ze strony III RP, jak i Ukrainy nie jest dziełem przypadku, ale planu. Plan ten nie powstał ani w Polsce, ani na Ukrainie, ale gdzieś na Zachodzie, gdzie siedziby mają nasi oficjalni sojusznicy: USA, Niemcy, NATO, Unia Europejska. Oni wszyscy bardzo wspierają państwo ukraińskie, Żeleńskiego i jego wojnę z Rosją i zmuszają do tego samego narody Zachodu, posługując się propagandą i oszustwem.

Oficjalną doktryną państwa ukraińskiego jest więc szowinizm, który w tym kraju przybiera postać banderyzmu, który jest odmianą nazizmu. Banderowcy największych zbrodni dokonali na terytoriach, opanowanych przez hitlerowskie nazistowskie Niemcy. Polityka władzy nad Polską, skoro jest bardzo proukraińska, jest zatem probanderowska. A wszystko, co jest banderowskie, jest zarazem nazistowskie. Ta polityka władzy w Kijowie i władzy nad Polską jest jednak wyrazem i dziełem ogólnej polityki Zachodu. Tam u siebie oni podmieniają ludność swoich państw, aby rdzennych mieszkańców zastąpić pstrą mieszanką różnorodności bez właściwości, poza jedną: plastycznością w rękach władzy.

Tam robią to od kilkudziesięciu lat, w Polsce w tej chwili trwa wielki eksperyment: to, co na Zachodzie chcą zrobić w ciągu lat kilku, tylko jeszcze dalej, bo nas chcą zlikwidować kompletnie, nawet za cenę wojny. Dlatego między innymi wpychają nas do wojny z Rosją. Ci ludzie, którzy tak bardzo wspierają władzę w Kijowie, wiedzą przecież dokładnie, czym jest banderyzm, i jak się odradza na Ukrainie. Stepan Bandera skończył żywot z rąk agenta KGB dopiero w 1959 r., w Monachium, czyli na Zachodzie. Czyżby nie wiedzieli, kim jest? Ci, którzy oficjalnie są tak bardzo antyfaszystowscy i antynazistowscy, tak bardzo wspierają najbardziej faszystowski i nazistowski reżim współczesnego Europy. Nie można jednak temu się dziwić, skoro ci ludzie nie rozliczyli się ze swojej nazistowskiej przeszłości i z bogactw, które zrabowali, również Polakom. Ci ludzie bardzo służą innemu jeszcze reżimowi, jeszcze bardziej faszystowskiemu i nazistowskiemu, najgorszemu reżimowi współczesnego świata, w takim małym państwie. Taka jest rzeczywista twarz współczesnego Zachodu: faszyzm, nazizm, satanizm.

I tacy ludzie dyrygują władzami nad obiema sąsiednimi stolicami. Celem ich jest Ukropolin, muszą więc przebudować kompletnie to, co istnieje dzisiaj. Możemy więc spodziewać się wszystkiego, co najgorsze, łącznie z atakiem nazistowskiej armii i nowym Wołyniem na ziemiach etnicznej Polski. Wszystkie władze, jakie powinny nas przed tym właśnie chronić, właśnie w to nas wpychają. Nie możemy więc dziś liczyć na żadne oficjalne instytucje, z episkopatami włącznie, te struktury w ramach synodalizmu również zostały włączone do operacji wielkiej przebudowy. Narody Zachodu, włącznie z naszym zostały wcześniej rozbite na atomy za pomocą konsumpcji, skłócone za pomocą polityków i mediów, osłabione upadkiem obyczajów, rozpadem rodzin i debilizacją. Wydaje się więc, że nie ma żadnej zorganizowanej siły, która nie zostałaby w to włączona. Czyżby więc wszystko już zostało przesądzone?

Wszystkie te władze mają jednak wspólnego wroga, i to wskazuje na ich słaby punkt. Elity Zachodu mają swojego wroga, z którym bardzo chciałyby wejść w komitywę, którego chciałyby podbić, i którego się boją. Wrogiem tym jest Rosja. Narodom też tak została przedstawiona, Polakom również, jako miejsce i siła, winna każdego zła, z którego wionie groźbą, który na pewno napadnie na Europę i podepcze Polskę, aby tylko podbić Zachód. Kazano narodom Zachodu, szczególnie Polakom, bać się Rosji, nienawidzić Rosji, uznać, że wobec Rosji można wszystko. Kazano ludziom Zachodu traktować Rosję jako specjalne państwo, które pozbawione jest czci i praw, i wobec którego nie trzeba wykonywać zobowiązań. Ta operacja na świadomości była niezbędna, aby dokonać wielkiej podmiany narodów Europy. Nie udałoby się to bez Polaków, którzy mają nierozliczone krzywdy od Rosji i którzy mają podstawy do obaw wykształcone przez liczne doświadczenia. Dzięki temu Polacy nie myślą o pokojowym współistnieniu z Rosją i o ułożeniu spraw sąsiedztwa. Polacy proszą Zachód, aby osłonił ich przed Rosją własnym orężem. Zachód łaskawie przyjmuje tą prośbę, a w zamian żąda wszystkiego, a szczególnie Ukropolin. Polacy z wielkiej emocji negatywnej do Rosji godzą się na to, godząc się jednocześnie na przyłączenie się Polski do wojny ukraińskiej przeciw Rosji. Polacy biorą udział w wojnie przeciw Rosji, ale zaślepieni emocją nie widzą tego. Uważają zaangażowanie Polski w wojnę ukraińską przeciw Rosji za coś normalnego i polska rację stanu. I za tą możliwość, aby brać udział w wojnie przeciw Rosji, Polacy zgodzili się oddać wszystko, co mieli. To dlatego teraz w Polsce nastaje Ukropolin. Polacy mieli bardzo dużo czasu, aby zrozumieć, co się dzieje i zacząć protestować. Skoro jednak Polacy tak bardzo nienawidzą Rosji, że zgodzili się na Ukropolin, niech się nie dziwią, że władze Ukrainy przejmują zarządzanie terytorium Polski.

Wyjście z tego impasu jest proste. Trzeba zrobić trzy rzeczy.

Po pierwsze: Europejska Strefa Pokoju, złożona z państw Europy Środkowej, zagrożonych trzema rodzajami terroryzmu: banderowskim, lewackim, islamskim. W Strefie każda działalność terrorystyczna będzie powstrzymana. Po drugie: należy podjąć współpracę z Białorusią i Rosją w kwestii zarządzania terytorium Ukrainy. Po trzecie: należy wytyczyć Globalną Oś Pokoju, łączącą Waszyngton, Warszawę i Pekin, i w jej ramach otworzyć Jedwabny Szlak przez ziemie polskie.

Aby to zrobić, jest jeden klucz: Rosja. Polacy muszą zakończyć nie swoją wojnę przeciwko Rosji, do której zostali wciągnięci, a następnie podjąć współpracę, nie zrywając relacji z Zachodem. Jest to jedyna droga, aby uniknąć likwidacji. Wszyscy bowiem nasi oficjalni sojusznicy z Zachodu są w tym zainteresowani. Najbardziej ludzie z tego małego państwa, którzy tym dowodzą.

Rosja wcale nie chce podbijać Polski, ale obecnie traktuje państwo polskie jako przeciwnika, nie dlatego, że tak musi być, ale dlatego, że tak chcą władze III RP. Rosja może więc, po pokonaniu i przejęciu Ukrainy wykorzystać Ukrainę przeciw Polsce. Tak samo Niemcy mogą wykorzystać Ukrainę do oderwania od Polski Ziem Odzyskanych. USA wycofują się z Europy i przekazują porządki europejskie Niemcom. Są one bardzo zainteresowane w federalizacji Unii Europejskiej i w przyjęciu do niej Ukrainy. NATO i USA nie bez powodu wykorzystały państwo ukraińskie jako swojego najemnika. Wszyscy oni wiedzą o banderyzmie i niczego z tym nie robią, bo im to wygodne do ich celów, a jednym z nich jest likwidacja narodu i państwa polskiego. Jeśli więc możemy liczyć na naszych oficjalnych sojuszników, to jedynie w tym, że dołożą nam, jak już wielokrotnie to robili. A my im wciąż ufamy.

Czytaj też: synagoga-ekskomunikuje-kosciol

Jedyna rada na wyjście z impasu to ułożenie stosunków z Rosją, pomimo tego, że traktuje Polskę jako przeciwnika. Właśnie dlatego Polakom powinno zależeć na porozumieniu z Rosjanami, aby Polska przestała być przeciwnikiem Rosji, a Rosja przestała tak traktować Polskę. Mamy bowiem tych samych wrogów, i jest to nie tylko państwo kijowskie, Nowa Chazaria, ale również nasi oficjalni sojusznicy. Elity Zachodu, gdyby byłe same i nie miały nad sobą pana, zadowoliłyby się porozumieniem z Rosją dla zysków. Jednak nimi wszystkimi zarządzają ci z małego państwa, a zarządzają tak umiejętnie, że większość tych z Zachodu nawet o tym nie wie. Ci z małego państwa nie chcą tylko robić z Rosją interesów, oni chcą Rosję przejąć, dla zasobów i terytorium, którego nie da się kontrolować z zewnątrz. Do tego potrzebują terytorium Polski i Ukrainy, z których można wyprowadzać ekspansję. Porozumienie Polski z Rosją obróci wniwecz ich plany wobec Polski, i może stać się początkiem odtwarzania Europy narodów.

===========================================

O zagrożeniach, wojnach, Żydach, gojach, Ukrainie, Rosji, Chinach, Ameryce, i wyjściu z matni piszę w mojej najnowszej książce: Nasza polska walka. Tak odniesiemy zwycięstwo.

Link do książki: sklep

_______________

Ukropolin czy układ z Rosją?, Bartosz Kopczyński, 23 lipca 2026

Statek Kosmiczny Tuska a Kasprzyk. MEM-y I.

——————————————–

—————————————

—————————————————

a ja myślę, że ten pieniek to dodatek do topora…

————————————————

No to co?? Zakaz kazirodztwa ma znaczenie genetyczne – rodzą się debile. A tu już debilów mamy.

———————————-

———————————-

————————————————-

——————————————–

—————————————-

—————————————

Złote iluzje Warszawy: Dlaczego amerykańskie bazy nie gwarantują bezpieczeństwa Polski

Złote iluzje Warszawy: Dlaczego amerykańskie bazy nie gwarantują bezpieczeństwa Polski

Maria Pawłowa o polskiej „bazomanii” i jej cenie. tass-ru/opinions

Maria Pawłowa

Maria Pawłowa , kandydatka nauk historycznych, starszy pracownik naukowy w Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych (IMEMO) Rosyjskiej Akademii Nauk

22 lipca,

© Ian Hitchcock/Getty Images

W czerwcu polski minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz po raz pierwszy przedstawił sekretarzowi Pentagonu Pete’owi Hegsethowi swoją propozycję budowy stałej bazy wojskowej w Polsce, której budowę w całości sfinansowałaby Warszawa. Teraz, 22 lipca, wiceminister Paweł Zalewski w wywiadzie dla Radia Zet wyjaśnił, że rozważana jest możliwość utworzenia kilku takich obiektów.

To nie pierwszy raz, kiedy kwestia rozmieszczenia stałych amerykańskich baz powróciła do polskiego porządku obrad. Dlaczego?

Ponowne wejście

W polskiej polityce idea utworzenia stałej bazy amerykańskiej jest jednym z niewielu przykładów konsensusu między dwoma przeciwnymi blokami: obozem narodowo-konserwatywnym pod przewodnictwem lidera Prawa i Sprawiedliwości (PiS) Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Polski Karola Nawrockiego oraz liberalną Platformą Obywatelską premiera Donalda Tuska.

Politycy PiS, a zwłaszcza były prezydent Polski Andrzej Duda, próbowali „sprzedać” ten pomysł w 2018 roku pod kuszącą nazwą „Fort Trump”, która odpowiadała ambicjom amerykańskiego prezydenta. Warszawa poniosła jednak dość upokarzającą porażkę: negocjacje utknęły w martwym punkcie, a sam Donald Trump oświadczył w 2019 roku, że „zapomniał” o swojej umowie na budowę bazy.

Porażka poprzednika nie powstrzyma Nawrockiego przed ponownym promowaniem idei „absolutnego zjednoczenia” polskiego bezpieczeństwa ze strategią USA. Najwyraźniej pozostaje przekonany, że tylko osobiste, dwustronne porozumienia z Waszyngtonem mogą zapewnić Polsce niepodległość. Przedstawiciele koalicji rządowej starają się jednak mniej otwarcie kwestionować gwarancje NATO i działać bardziej pragmatycznie, kierując się prostą zasadą ministra obrony Kosiniaka-Kamysza: „Model stały jest zawsze lepszy niż rotacyjny”.

Magiczne myślenie

Bez względu na los „Fortu Trump 2.0”, debata nad jego powstaniem dostarcza interesujących spostrzeżeń na temat współczesnych polskich koncepcji bezpieczeństwa.

Głównym argumentem przemawiającym za tą ideą – zarówno wśród polityków, jak i lokalnej społeczności ekspertów – pozostaje przekonanie, że stała baza, w przeciwieństwie do 10000 żołnierzy amerykańskich stacjonujących w kraju na zasadzie rotacji, prawnie i infrastrukturalnie zwiąże Stany Zjednoczone z Polską i zapewni jej bezpieczeństwo.

Tego przekonania o cudownych właściwościach amerykańskiej bazy nie da się zachwiać nawet w obliczu licznych dowodów z ostatnich lat, że obecność wojsk amerykańskich nie gwarantuje bezpieczeństwa, a w niektórych przypadkach przynosi wręcz odwrotny skutek.

Obecna wojna w Zatoce Perskiej jest tego doskonałym przykładem: amerykańskie bazy w Katarze (Al Udeid), Bahrajnie (dowództwo 5. Floty), Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie zapobiegły irańskim bombardowaniom. Podobna sytuacja miała miejsce w Afganistanie w 2021 roku i w Gruzji w 2008 roku.

Jedynym sprzeciwem w samej Polsce jest proponowana lokalizacja obiektów. Według wstępnych doniesień bazy mają powstać na Dolnym Śląsku (na zachód od Wrocławia), w pobliżu Poznania i/lub Szczecina – czyli w zachodniej części kraju, blisko granicy z Niemcami. To położenie geograficzne spotkało się z krytyką wielu ekspertów wojskowych, którzy nazwali je nieskutecznym narzędziem „odstraszania Rosji” i próbą „ukrycia się w bezpiecznym miejscu za plecami polskich żołnierzy” przez Amerykanów.

Niektórzy komentatorzy żartują: czy polska armia będzie zmuszona sama bronić tych obiektów? Na razie brzmi to jak żart, choć władze już rozważają zaostrzenie kar dla żołnierzy za nieposłuszeństwo rozkazom w czasie działań bojowych – w tym dożywocie.

Jednakże symboliczne znaczenie bazy (lub baz) cenione jest niemal wyżej niż jej rzeczywisty potencjał militarny – rozmieszczenie stałego garnizonu powinno, zdaniem Warszawy, ostatecznie zapewnić jej rolę głównego węzła wojskowo-logistycznego na całej wschodniej flance NATO i znacząco podnieść jej status zarówno w samym sojuszu, jak i w Unii Europejskiej.

Krytyka projektu utworzenia stałej amerykańskiej bazy w Polsce pochodzi przede wszystkim od ekonomistów, którzy wskazują na ogromne dodatkowe obciążenie, jakie będzie to stanowić dla polskiego budżetu. W przeciwieństwie do rotacyjnej obecności, stworzenie od podstaw stałej infrastruktury – odpowiedniej dla około 5000 amerykańskich żołnierzy i ich rodzin – będzie wymagało ogromnych inwestycji ze strony kraju przyjmującego.

Obecnie koszt samego projektu bazy szacuje się na 10–12 miliardów złotych (około 2,3–4 miliardów euro). Takie „drobne szczegóły”, jak uczynienie z tej części terytorium Polski priorytetowego celu ataku (odwetowego) w przypadku hipotetycznego konfliktu, są w dzisiejszej dyskusji po prostu odrzucane jako nieprzyjemne wydatki.

Gorączka wojenna z deficytem budżetowym

Oczywiste jest, że argumenty ekonomiczne raczej nie zostaną wzięte pod uwagę przez władze i nie będą odstraszać Warszawę. Polska pozostaje liderem pod względem tempa wzrostu wydatków na militaryzację, choć pogłębianie tej spirali spadkowej nie leży w jej interesie narodowym.

Na masowym zbrojeniu Europy korzystają przede wszystkim Stany Zjednoczone, największy eksporter broni na świecie, którego udział w globalnym rynku osiągnął 43% w ciągu ostatnich pięciu lat. Pomijając azjatyckich klientów Waszyngtonu, takich jak Japonia, Korea Południowa i Indie, a także Australię i Bliski Wschód, kraje europejskie są kolejnymi największymi importerami amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Polska jednak zdecydowanie utrzymuje pod tym względem pozycję lidera w UE.  

Dzisiejsza „gorączka militarna” jest również w dużej mierze odpowiedzią na presję ze strony Stanów Zjednoczonych, które naciskają na sojuszników na całym świecie, od Kanady po Australię, aby zwiększyli budżety obronne (co, rzecz jasna, stymuluje amerykański eksport broni). W odpowiedzi Bruksela uruchomiła projekt EU SAFE (Security Action for Europe), mający na celu ograniczenie skali importu broni z krajów trzecich, co wyraźnie zirytowało zarówno Biały Dom, jak i całe amerykańskie lobby wojskowo-przemysłowe.  

Niemniej jednak ciągłe promowanie mitu zagrożenia „rosyjską inwazją” na Zachodzie – w tym w Polsce – przyczyniło się do długotrwałego boomu zbrojeniowego, przede wszystkim amerykańskiego. Amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy dominuje dzięki istniejącym mocom produkcyjnym, których obecnie brakuje europejskim fabrykom, oraz technologicznemu uzależnieniu nabywców od późniejszego serwisowania amerykańskiego sprzętu.

Co więcej, Waszyngton udziela swoim sojusznikom ukierunkowanych pożyczek pod warunkiem, że kupują wyłącznie broń amerykańską, podczas gdy sama infrastruktura wojskowa Polski jest początkowo standaryzowana, aby odpowiadała amerykańskim bazom. Ma to implikacje geopolityczne, makroekonomiczne i mikroekonomiczne. Od 2022 roku sektor ten wykazuje wykładniczy wzrost: na przykład lider branży, Lockheed Martin, sprzedał rekordową ilość sprzętu wojskowego i oprogramowania w 2025 roku – ponad 75 miliardów dolarów – z zyskiem operacyjnym na poziomie 10,3%. W obliczu powszechnej paniki – podsycanej przez zachodnie elity – gracze europejskiego przemysłu zbrojeniowego również biją historyczne rekordy pod względem przychodów i wolumenu produkcji.

Starając się dotrzymać kroku liderom, Warszawa zwiększa nie tylko zakupy uzbrojenia, ale także deficyt budżetowy. Według prognoz, dochody skarbu państwa w 2026 roku wyniosą 647,2 mld zł (około 149,5 mld euro). Jednak pomimo wysokich obciążeń podatkowych dla ludności, ten rok będzie naznaczony rekordowym deficytem budżetowym – co najmniej 271,7 mld zł (około 62,8 mld euro).

Z makroekonomicznego punktu widzenia destabilizuje to cały system kraju, zwłaszcza że ogromny deficyt pogłębia ujemne saldo płatności zagranicznych spowodowane rosnącym importem zagranicznego sprzętu wojskowego. Kumulując długi zarówno w kraju, jak i za granicą, Polska płaci za swoją „bazo-manię”.

I choć przyczyny tego zjawiska leżą w sferze irracjonalności, jego finansowe konsekwencje dla przyszłości kraju będą całkowicie racjonalne i namacalne.

Gozdów 1944. Zapomniana zbrodnia SS Galizien

Gozdów 1944. Zapomniana zbrodnia SS Galizien

magnapolonia/gozdow-1944-zapomniana-zbrodnia-ss-galizien

Gozdów 1944, czyli  Zapomniana zbrodnia SS „Galizien”.

W czasie, kiedy Ukraińcy grożą Polsce spadającymi dronami na polskie miasta, a w Sejmie lewicujący posłowie wznoszą okrzyki, jakie towarzyszyły bestialsko mordowanym zwykłym Polakom przez bandy UPA obowiązkiem Polaków jest upominać się o prawdę historyczną.

Przy obecnym zatwardziałym ustosunkowaniu się Ukraińców przy kulcie band odpowiedzialnych za śmierć tysięcy bezbronnych ludzi strona polska nie ma po co tracić czasu na jałowe dyskusje z gloryfikatorami nazistów i sadystów. Dziś już  tylko ktoś niemądry może ufać w szczere intencje strony ukraińskiej, w tym rzetelne przeprowadzenie ekshumacji ofiar szowinistycznej polityki UPA.

Dlatego też musimy pamiętać, że w obecnych granicach Polski w latach powojennych bandy banderowskie starały się na terenach przez siebie uznanych za ukraińskie zrobić powtórkę Wołynia w stosunku do każdego, kto nie wpisywał się w ich rasistowskie poglądy. Posiadając tę wiedzę, na niej powinniśmy budować fundamenty prawdy historycznej.

Bandy UPA i sławiona obecnie na Ukrainie 14. Dywizja SS “Galizien” mają na swoim koncie liczne zbrodnie, jakich dopuściły się wobec cywilów w granicach obecnej Polski. Jako państwo wiarygodne powinniśmy pochylić się nad tymi zbrodniami i zebrać jak największy materiał badawczy. Tam, gdzie jest to możliwe powinny odbyć się ekshumacje przy obecności obserwatorów międzynarodowych tam, gdzie jest szansa dotrzeć do rodzin pomordowanych powinno zebrać się zdjęcia, spisać wspomnienia.

Jeśli w wykazie osób brutalnie zamordowanych za to, że byli Polakami, zaczną oprócz liczb i kolumn z nazwiskami, pojawiać się ich zdjęcia, aby każdy mógł spojrzeć w twarz tym, których jedyną winą było to, że byli Polakami świadomość zagrożenia własnego życia i życia najbliższych przez odrodzoną na Ukrainie ideologię stanie się realna.

Portal Magna Polonia ma już na swoim koncie odkrycie zapomnianych, lecz istotnych kart polskiej historii

magnapolonia.org/skrepowano-im-rece-a-nastepnie-wprowadzono-do-stodoly-i-spalono-zywcem/ ;

magnapolonia.org/udalo-sie-odnalezc-grob-jednego-z-nich/ ;

magnapolonia.org/nowe-informacje-o-polskim-marynarzu-kto ), dlatego też pochyla się nad kolejną zapomnianą kwestią dotyczącą ludobójczej działalności UPA i SS Galizien na terenach obecnej Polski.

W marcu 1944 roku żołnierze ukraińskiej dywizji SS- Galizien i policja ukraińska w służbie niemieckiej dokonała pacyfikacji wsi Gozdów (gmina Werbkowice, powiat hrubieszowski). W wyniku ich działalności życie straciło ok. 30 mieszkańców wsi, w tym kilkoro dzieci i kobiet.

Na liście ustalonych osób ukraińskiego pogromu polskiej ludności cywilnej udało się zidentyfikować:

  1. Józef Bekon lat 36
  2. Władysław Bekon lat 18
  3. Józef Barański lat 31
  4. Władysław Bednarczuk lat 36
  5. Ignacy Betkowski 36 lat
  6. Piotr Grzelecki 40 lat
  7. Czesław Kaluba 22 lat
  8. Marian Koryczko 23 lat
  9. Mieczysław Kowalczyk 20 lat
  10. Łukasz Kowalczyk 55 lat
  11. Wincenty Krawczyk 45 lat
  12. Jan Omelczuk 40 lat
  13. Józef Pęczko 30 lat
  14. Zygmunt Pękalski 21 lat
  15. Eliasz Sen 52 lat
  16. Walenty Strzępek 20 lat
  17. Zygmunt Surowiecki 21 lat
  18. Kazimierz Świec 41 lat

Takich spacyfikowanych polskich wsi przez obecnie gloryfikowane na Ukrainie jednostki SS Galizien było mnóstwo. Przykładowo 2 lutego 1944 roku oddziały niemieckiej żandarmerii, SS i jednostki SS Galizien dokonały pacyfikacji wsi Wólka Szczecka (gmina Gościeradów), gdzie zamordowano ponad 200 mieszkańców, w tym ok. 50 kobiet i 20 dzieci2.

Apelujemy o kontakt wszystkich bliskich ofiar –  jeśli posiadacie zdjęcia, wspomnienia ofiar band UPA, SS Galizien lub innych ukraińskich oddziałów kolaborujących z III Rzeszą skontaktujcie się i podzielcie się tą tragiczną kartą polskiej historii. Niech przykład Waszych bliskich będzie ostrzeżeniem przed powtórką z historii. Już starożytni mówili, że historia jest nauczycielką życia. Uczmy się na tragedii przodków, zamiast powtarzać tę lekcję.

Autobus z napisem „koniec”

Autobus z napisem „koniec”

autobus ses

19 lipca, wpis nr 141 Jerzy Karwelis

Do tego artykułu miałem wiele linków z internetu, ilustrujących moje tezy. Kiedy dziś sięgnąłem do nich to okazało się, że… nie istnieją. A więc ogłaszam wielki wjazd sprawy ukraińskiej do algorytmów cenzurujących media społecznościowe. Rzecz jasna, bo jak by inaczej, na zgłoszenie samych polskich władz, a może nie tylko polskich…

Zazwyczaj nie poddaję się chwilowym módkom medialnym. Odczekuję trochę, by zobaczyć czy to dłuższa opowieść, ale i tak czekam dalej, by zrozumieć po pierwsze o co tak naprawdę chodzi i jeśli chodzi o coś poważniejszego niż odwracanie uwagi od rzeczy istotnych kolejną przykrywką, to zastanawiam się dopiero o co tak naprawdę chodzi? Ale dzisiaj zrobię wyjątek – wrócę do afery z awanturą w autobusie w Bielsku-Białej. Ukazał się filmik, kręcony przez poszkodowane ukraińskie dziewczyny, z którego wynika, że jakiś raptus zelżył je słownie, co dziewuszki nagrały.

Po tej publikacji mieliśmy do czynienia z falą oburzenia, nie tylko na agresora, ale na wzrastającą falę szowinizmu antyukraińskiego, co dało asumpt do pociągnięcia sprawy – zelżone dziewuszki, to ofiary Brauna (to jasne), Bosaka (to już mniej jasne) i… Czarnka (co już jest sporym zaskoczeniem). Wylały się wiadra zatroskania nad stanem polskiej duszy, pojawiły się kuriozalne zarzuty o rasizm. Nawet w tej sprawie odezwali się najważniejsi politycy, łącznie z ukraińskimi. Powtórzę jeszcze raz – to wszystko z powodu jednej awantury w autobusie. Nasze stosunki między narodami stanęły na granicy. Przystanku autobusowego.

Taka w sumie głupota, a właściwie reakcja na nią pokazuje głębsze pokłady przyczynowo-skutkowe, ale daje też szansę na przewidzenie przyszłości. Tak, taki bzdet daje nam aż tyle możliwości. Trzeba tylko metodą księdza Bozowskiego oddzielić przypadki od znaków. A tu mamy poważny znak. Po pierwsze – samo nagłośnienie akcji. Od zdarzenia, do wypłynięcia całej sprawy upłynął cały weekend. Aferę miała nagłośnić znana z proroctw pożarowych aktywistka ukraińska z polskim obywatelstwem, niejaka Natalia Panczenko. Nagranie miał też ujawnić pan Strelnikow, aktywista ukraiński (co to znaczy właściwie – aktywista ukraiński, aktywista w czym? Skoro siedzi w Polsce, to nie chyba aktywista pomocy Ukrainie, gdyż w tym wypadku siedziałby w okopach), który stwierdził, że to film jego córki, zaś z kolei jego starsza córka, która obejrzała film stwierdziła, że sama z koleżankami była obiektem podobnych jak w bielskim autobusie ataków. W rezultacie sprawa się zaczęła zagęszczać frekwencyjnie. Okazało się, że w duszach polskich czai się (i czaił do zawsze – zawsze? nawet od lutego 2022 na granicach?) skrywany szowinizm w stosunku do Ukraińców, to genetycznie przeniesione przez wieki poczucie wyższości panów Lachów wobec siczowej czerni.

Reakcja

Sama sprawa pokazuje, że jak coś ma zaistnieć publicznie, to musi być nagrane. Bez filmiku – nie ma sprawy. Same opowieści, nawet teksty nie przemawiają do niegramotnej części widowni. Obraz mówi wszystko. Ale cały obraz. Zaraz pojawiły się głosy strony przeciwnej – jak w Polsce się coś dzieje to zaraz objawia się „strona przeciwna” – że filmik powinien być puszczony w całości, by zobaczyć co takiego sprowokowało faceta do takiej reakcji. No bo fakt – z filmu wynika, że dziewczynki spokojnie przechodziły właśnie z tragarzami i nagle zaczepił je facet z wyzwiskami. Ot tak, po prostu. Ważne jest więc cóż to takiego mogło spowodować taką (nad?)reakcję. Filmików to wskazujących nie widziałem, ale widziałem opisy, że dziewuszki zachowywały się głośno i wyzywająco, grały na full muzykę ze smartfonów i zakładały nogi w butach na siedzenia. Na zwróconą im uwagę przez mężczyznę miały go opluć i zacząć nagrywać filmik.

Wyszło ostatnio, że tak naprawdę słowny agresor tak naprawdę to opieprzał matkę tych dziewczynek, która nie reagowała na uwagi, żeby jej dzieci zdjęły nogi z siedzeń, a więc cały kontekst (szowinistyczna agresja na biedne dziewczynki) ma inny wymiar, zaś opieprzana pani okazała się żoną wspomnianego aktywisty, teraz już wiadomo aktywisty od czego.

Tu mała dygresja. Mój znajomy popadł kiedyś w toksyczny małżeński związek. Żona od dawna chciała go wystawić na przemocowca, by rozwieść się z sutym orzeczeniem o winie. Oczywiście robiła to w pełnej konspirze, facet – jak to wielu w naszych czasach – się nie orientował, że intryga trwa od dawna. Otóż okazało się, że jego żona zaczęła coraz częściej prowokować awantury, łącznie z atakami fizycznymi na małżonka. Ten prowokowany reagował różnie, z tym, że żona nagrywała takie przypadki, ale dopiero od momentu samej reakcji, nie jej czynu, który prowokował odwet. W czasie rozprawy w sądzie – a po to to było robione – pokazywała filmiki, gdzie agresor nie wiadomo dlaczego ją atakuje, wyzywa i awanturuje się. Na szczęście sąd nie dał temu wiary właśnie na zasadzie wątpienia, że tak po prostu, bez powodu facet wychodził z nerw.

Nie twierdzę, że to w autobusie było ustawką. Tego nie wiem, ale widzę, że wielu patrzy w tę stronę. Twierdzę natomiast, że cała ta histeryczna reakcja ustawką już była. Rozdęcie tej sprawy do granic możliwości, reakcje mediów i władz na taką w sumie głupotę wskazują na specjalne grzanie tej sprawy. Piszę „głupotę”, bo dzień przed wypadkami w autobusie w Bytowie trzech Ukraińców pobiło na śmierć Polaka i jakoś w mediach nic się nie działo. Związek Ukraińców nie wezwał (swoich) do opamiętania się, zaś ambasador ukraiński odezwał się, ale dopiero dzień po zajęciu swego twardego i zatroskanego stanowiska w sprawie słownej zbrodni w bielskim autobusie. Mamy więc do czynienia z selektywną narracją, a to już są procesy z gruntu sterowane.

To dość długi proces. Ja go pamiętam jeszcze z czasów kowidowo minionych, kiedy doszło do pewnego wypadku. Facet wjechał samochodem w przystanek i nauszkadzał ludzi, łącznie ze zgonem. Nic nie zwróciłoby mojej uwagi, gdyby nie to, że w prasowym opisie tego zdarzenia kierowcę określono inicjałem A. Zazwyczaj podaje się pełne imię i pierwszą literę nazwiska, by zanonimizować sprawcę. A tu podano inicjał imienia. Wpadłem na to, że nie po to żeby zanonimizować sprawcę, ale… jego pochodzenie. I sprawdziłem – okazało się, że gościu ma na imię Andrij i już samo imię wskazuje na ukraińskie pochodzenie sprawcy. A tak nie można, bo wzbudzi się jeszcze niechęć do naszych gości spod bomb. Żeby sadystycznie podrążyć sprawę zadzwoniłem na policję, tam po ganianiu się pomiędzy tymi co wiedzą (policja) ale nie powiedzą, a rzecznikiem (który nie wie i o tym mówi) doszedłem, że decyzja o zatarciu imienia jest decyzją prokuratury. Zgodziłem się z rzecznikiem, że już samo to świadczy o tym, że bronimy publiczność przed wiedzą o pochodzeniu sprawcy.

Anonimowi sprawcy politycznej poprawności

W tym wypadku mamy dwa warianty rozwinięcia zagadnienia. Po pierwsze – jak piszą, że coś nabroił Polak, to oznacza żebyśmy rasistowsko nie spekulowali, nasza wina, ale i droga dedukcji – jak nie piszą, że to Polak, to na bank Ukrainiec. Jest tez drugi sposób – nic. Nic, nawet imienia, żadnych liter, żadnych wspominek o pochodzeniu. Po prostu kręcimy się w kosmosie bezimiennych kosmopolitów, anonimowych tylko po to, byśmy nie wyciągali z tych swoich brudnych dusz ukrytych złogów szowinizmu.

Cała sprawa odzwierciedla trendy zachodnie, polegające na ukrywaniu pochodzenia sprawców, by uchronić publiczność przed pokusami ksenofobicznymi, że to jednak nie był dobry pomysł z tą migracją. Skończyło się to systemowymi problemami z NIEŚCIGANIEM gangów gwałcicieli, oskarżaniem ofiar o rasizm czy sekowaniem wszelkich medialnych sygnałów w tej sprawie, aż do aresztowania prywatnych ludzi za prywatne wpisy. My weszliśmy w te same koleiny, tyle, że u nas byli to Ukraińcy, z tym, że na razie chodzi o utarczki słowne, nie zaś o procedery kryminalne, choć przykład przemilczania sprawy typu morderstwo w Bytowie, i wielu innych przypadków, wskazuje że podążamy tą samą drogą. Tyle, że kolor skóry świętych krów jest tutaj inny. Reszta jest taka sama, z tym, że my jesteśmy dopiero w fazie wstępującej, mamy więc szansę na przykładach krajów bardziej „rozwiniętych” w tej kwestii zobaczyć co nas czeka. Pytanie tylko czy będziemy w stanie na to prewencyjnie zareagować i czy mamy na to społeczne czy polityczne narzędzia?

Bezkarność rozzuchwala

Ważny jest tu jeszcze jeden aspekt. Tak jak na Zachodzie, jak i u nas będziemy świadkami realizacji zasady, że bezkarność rozzuchwala. Tam rozzuchwaliła do tego stopnia, że nożownik, który zasztyletował w Wielkiej Brytanii nieszczęsnego Novaka, swobodnie rozmawiał sobie z policjantami, że biały go rasistowsko zaczepił. Na takie wieści policjanci zareagowali jak pies Pawłowa na światełko lampy – włączyły się procedury preferencji ścigania zgłoszonej ksenofobii i zakuto umierającego białasa w kajdanki.

Mamy więc do czynienia z wzajemnym przeciekaniem poczucia bezkarności sprawców do procedur publicznych. Postawy te warunkują się wzajemnie – bezkarność wzrasta przy braku ścigania, brak ścigania włącza się automatycznie przy kontekście ksenofobicznym, zawieszając ogólną logikę interwencji i kontekst przyczynowo-skutkowy definiujący kto jest ofiarą, a kto sprawcą.

Tak będzie i u nas. Kiedy Ukraińcy zobaczą, że Polacy się samobiczują i można wszystko, zaś policjant walnie prędzej Polaka niż upomni Ukraińca, to sprawa jest prosta jak droga do kasy w IKEA. Ukraińcy zhardzieją, wiedząc, że teraz aparat publicznych urzędników i funkcjonariuszy stoi murem za nimi. I nie, nie będą (na początku?) mordować i gwałcić bezkarnie jak na Zachodzie, ale zacznie się proces, którego koniec będzie zależał wyłącznie od… nich. Bo to oni, nie porządek prawny, jak widać zawieszony, będzie wyznaczał tu granice. W niesławnym autobusie w Bielsku-Białej okazało się, że działa monitoring i widać co się nagrało. To znaczy zarządcy linią autobusową wiedzą co się stało, a my z tego wiemy tylko to, co nam powiedzieli. A co nam powiedzieli? Ano, że „zachowanie dziewczynek nie odbiegało od standardowych zachowań młodzieży” w zbiorkomie. Ale standard to nie znaczy, że to dobrze, tylko, że często. Standardem może być i wydalanie się w autobusie, i zaczepianie innych pasażerów, darcie ryja i inne harce do tej pory uważane za chuligaństwo. Może to być i granie głośnej muzyki, i wykładanie nóg z butami na siedzenia, tak jak ponoć to miało miejsce w autobusie bielskim.

Co to znaczy? Ano sporo.

Po pierwsze – widać, że takie zachowania – i uwaga! i o wiele gorsze – będą tolerowane i będą przeciekały do standardu. W dodatku mamy tu dwa warianty: jak na to zareagują służby, a jak mogą – i czy w ogóle będą mogli po casusie bielskim – zareagować obywatele? Służby będą się mroziły z interwencją tym przykładem, albo – tak jak w Bielsku-Białej – postawią zarzuty każdemu interweniującemu Polakowi. (Gościa z autobusu wzięli w kajdany i na bęben, z zarzutem do lat trzech, w ten sam dzień, a – przypomnę – niesławnych bohater afery w Szpitalu Południowym swobodnie sobie hasa nieprzesłuchany już ze drugi miesiąc i podobno leczy). Polacy zaś sami są właśnie uczeni braku reakcji na dowolne ekscesy naszych gości, bo jeden z drugim narozrabia, nagra potem reakcję jakiegoś Polaka, a ten się znajdzie w podobnych kłopotach co nasz nieszczęśnik z Bielska-Białej. Jesteśmy więc trenowani do pewnych zachowań i dlatego przykład bielski to nie incydent, tylko znak.

Polowanie na ksenofobów

Ostatnio widziałem filmiki z rodzącego się procederu. Ukraińcy, wzorem cwanej żony mego kolegi, prowokują Polaków, potem jak ci zaczną reagować, to włączają telefon i nagrywają. Puszczają to w sieci. Tak, by pokazać niewdzięczność Polaków wobec walczącej Ukrainy. Mamy już podobno oficjalne, po pochodzące z ambasady ukraińskiej instrukcje. Oczywiście w celach bezpieczeństwa.

A propos – żaden z nagrywaczy nie walczy z Rosją, bo siedzi sobie w bezpiecznej Polsce i strzępi sobie język o bohaterstwie jego narodu. Są to więc pretensje dekowników i dezerterów, nad którymi powinien się kiedyś zastanowić naród ukraiński jak wróci z okopów, nie my – Polacy.

Pal ich licho, ale u nagrywaczy pojawił się jeden kuriozalny szczegół. Na nagraniach Ukraińcy wyzywają Polaków od rasistów, jakoby to ich zachowanie było wyrazem rasistowskich i wyższościowych ciągot Polaków. Kuriozalność tego zarzutu to pokraczny import zachodnich trendów: zarzuty o rasizm (i to systemowy) to wynalazek amerykański, gdzie murzyni, przedstawiciele innej rasy niż biali, zarzucali suprematyzm białym. Miały te zarzuty, mimo ich absurdalności, jednak jakieś uzasadnienie rasowe.

Ale jak my, Polacy, mielibyśmy być rasistami wobec Ukraińców? To absurd – nie moglibyśmy być wobec nich rasistami, nawet gdybyśmy bardzo chcieli. Z jednej prostej przyczyny – my, bracia Ukraińcy – jesteśmy Słowianie, jesteśmy tą samą rasą. To, że różni nas wiele, bo należymy do różnych cywilizacji kulturowych – my do łacińskiej, wy do turańskiej, jeśli w ogóle – to nie znaczy, że nie mamy pochodzenia ze wspólnej puli genetycznej. Tak że zarzut rasizmu jest tu nietrafiony, acz będzie pewnie używany na zasadzie importowania mód zachodnich, co wskazuje na niespontaniczne jednak źródła takich aktywności, jak zaczepianie Polaków, by ujawnić ciemne zakamarki polskiej duszy, gdzie czają się wielkościowe uroszczenia. A raczej to wszystko świadczy bardziej o kompleksach ukraińskich, ale każdy ma własne piekiełko.

Najgorsze, że to się będzie rozwijać. Z prostej przyczyny – grzanie animozji pomiędzy Polakami i Ukraińcami ma zbyt wielu popleczników, jest na rękę zarówno Rosji, jak i Ukrainie. Rosji, bo wiadomo –  rozbicie poparcia Polaków dla Ukraińców, to dla Rosji duża sprawa. Ale to też dobre dla Ukrainy. Nie po to Zełenski przecież zaczął cały ten proces, by nie miał on swojego celu, jak i scenariusza rozwojowego, który nam dozuje prezydent Ukrainy. Oni tam mieli to rozpisane na całe odcinki, serial wciąż trwa, kiedy my jesteśmy biernymi widzami tego spektaklu i tylko łapiemy – lub nie – spadające talerze ze stołu naszego odreagowywania. Oddawanie medali Polakom, zorganizowana fala antypolskiego hejtu, te wszystkie Panetony, obraźliwe i agresywne deklaracje władców Ukrainy – to wszystko jest planem. To, że właśnie realizacja tego planu jest na rękę Rosji każe powtórzyć tezę redaktora Parafianowicza, że największą ruską onucą jest sam Zełenski.

Ukraińscy zakładnicy Zełenskiego

To pokazuje skalę cynizmu władcy Ukrainy. Pal licho, że wobec nas, Polaków i całego Zachodu, który nota bene też gra w tę grę. Te zachowania Zełenskiego, jak widać, postawiły ze dwa miliony Ukraińców wobec sprowokowanej przez niego fali niechęci Polaków do gości z Ukrainy. A tu przecież wielu z nich chciało sobie spokojnie ułożyć życie, może i z pożytkiem dla Polski. Teraz wylądowali w jednym worze z banderowcami i żyje im się trochę bardziej, że tak powiem, bardziej niekomfortowo. My zaś, a szczególne nasi władcy, wciąż deklarujemy Ukraińcom, że powadzimy się o historię, ale nie o pomoc Ukrainie. Tu będziemy – w fenomenie porozumienia ponad śmiertelnymi podziałami – stali przy Ukrainie. Przecież spory historyczne sporami, ale nasz interes jest w tym, by wspierać ukraiński wysiłek, który odsuwa widmo czołgów na polskiej granicy, tak jakby one nie stały w obwodzie królewieckim czy na Białorusi. Znowu będziemy w jednym zdaniu straszyć Putinem, by w drugiej jego części przekonywać, że Rosja jest na ostatnich nogach. Jest to dla Ukraińców miła pieśń straceńcza w naszym wykonaniu. Będzie bowiem można zrobić z Polakami co się chce, do dopiero wstawić nogi na siedzenie w autobusie czy bezkarnie opluć Lacha za to, że się krzywo spojrzał.

Kwestia autobusowa jest też na rękę Tuskom. Widać to po histerycznych reakcjach, detektowaniu polskiego rasizmu i zwróceniu się do publiki, że to Braun z Bosakiem, a ostatnio z Czarnkiem zaatakowali niewinne dziewczynki. Dziś słownie, jutro fizycznie. Przecież agresor wykrzykiwał wobec dziewczynek właściwie hasła polityczne tych zaprzańców. Widać jak na dłoni, że Tusk nie przegapi żadnej okazji do dzielenia Polaków, a właściwie wtłoczenia każdego, nawet jak to autobusowe, zdarzenia w manichejskie tryby dwójpolówki wojny polsko-polskiej. Cały aparat oburzenia stoi gotowy na stand by, można więc do niego wrzucić każdy impuls, każdy wątek, zwłaszcza jak popchnie się je w czeluści tej machiny jakimś pieniążkiem. Mamy nawoływania wprost do zabrania się fizycznie za agresora, łącznie z zesłaniem go na, ukraiński oczywiście, front. Wylewają się pięknoduchowe deklaracje i zasromania za ciemnogród, odżywa na kolejnej wysypce alergiczna reakcja na manię wyższości wobec „tego narodu” w „ten kraju”. Po drugiej stronie zostali już tylko obywatele szury, czyli szurnięci, których jak zwykle jest większość, ale dla systemu, który skutecznie alienuje się od wpływu suwerena jest to dotkliwość jak widać systemowo pomijalna.      

Autobus to znak, tyle, że wielu go nie dostrzega, zaś jeszcze więcej ludzi nie wie jak na to zareagować. Nie ma bowiem żadnych narzędzi, gdyż system właśnie trwale odizolował obywateli od wpływu na jego kształt. Po prostu zakonserwował się na stałe, domknięty wieczkiem okrągłego stołu dokręconym, radosnymi „niekonfrontacyjnymi wyborami” 4 czerwca roku pamiętnego. Sam system mutował, ale w tych właśnie granicach, ot tak, jak zmienia się nieznacznie organ złożony w słoju z formaliną.

Na Zachód marsz!

Politycznie to też pójdzie jak na Zachodzie. A tam ludzie się martwią o bezpieczeństwo swoich i najbliższych, które stanęło pod imigracyjnym znakiem zapytania. Ale z drugiej strony głosują na tych, którzy takie niebezpieczeństwo sprowadzają na ich głowy i domy. To pokazuje jak skuteczna jest mieszanina propagandy i przymusu, który ściga ofiary. Oczywiście na końcu – tak jak obecnie na Zachodzie – dochodzi do pewnego opamiętania, ale jest zwykle za późno. Po prostu diabelskie połączenie demografii i demokracji robi swoje. Kiedyś problemy migracyjny to były jakieś kulturowe egzotyczne oboczności. Dziś to wszystko przenika do instytucji, władz, jako prawa (byłej) mniejszości. A więc mimo przebudzenia koniec tego procesu wcale nie musi być optymistyczny. My mamy ten handicup, że jesteśmy o fazę do tyłu, możemy więc wyciągnąć wnioski co do skutków przyszłych błędów, które popełnili już inni. Tylko czy będzie komu je sformułować. Ba, sformułować –  wdrożyć!

Biedny Czarnek, który w telewizji zagroził wstrzymaniem pomocy Ukrainie, czyli jedynym realnym dla niej czynnikiem nacisku, został natychmiast wezwany na pisowski dywanik. Czyli już widzimy jak będzie wyglądała sprawa ukraińska, jak PiS będzie u władzy. Widać też, że jego ostatnie nawrócenie na ukro-realizm jest tylko na pokaz, bo ograniczy się do sfery symbolicznej, co jest na rękę Ukrainie. W nowej Polsce, jeśli taka przyjdzie, przy starym układzie plemiennym, będziemy znowu politycznie skazani przez nasze pseudoelity na rolę „sługi Ukrainy”. I będą o tym wiedziały dziewuszki w każdym autobusie, będzie wiedział każdy ukraiński byczek w wieku poborowym. I wierzcie mi, nie będzie się obcyndalał z kindersztubą, gdyż jako się rzekło – pochodzimy z różnych kręgów kulturowych. Dojdzie więc do konfliktu cywilizacji w pokracznej sytuacji, gdy państwo będzie sekowało własnych obywateli, jeśli ci staną w obronie wartości stanowiących fundamenty naszej wspólnoty.

Tak to jest, jak za sprawy między narodami wezmą się samozwańczy władcy. Jedni naiwni, drudzy wyrywni. Autobus z Bielska-Białej właśnie odjechał. Na przystanku został tylko lud polski, zagubiony całkowicie, patrzący tylko jak ulicami mijają go jego przedstawiciele w limuzynach politycznej poprawności, o której wiemy z doświadczeń zachodnich czym się kończy. Powtarzam – to nie przypadki, to znaki. Tylko kto je odczyta, a kto się nimi przejmie? Od tego kiedyś byli władcy na poziomie mężów stanu – jak wytrawni tropiciele wykrywali wcześniej zagrożenia, potem wiedzieli jak ich uniknąć i jak to przeprowadzić.

Dziś mamy mężyków stanu, których może kiwać jak chce byle komik, który kiedyś wygrywał zabawne melodie. Na fortepianie.

Penisem.                                     

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Polityczna sitwa III RP wybrała swojego wroga numer jeden. Jest groźny.

Polityczna sitwa III RP wybrała swojego wroga numer jeden. Jest groźny

Autor: CzarnaLimuzyna , 23 lipca 2026

AIX

Targowica umiarkowana (PiS) wraz z pączkującym „gangiem Pinokia” oraz targowica radykalna (KO) ogłosiły wroga numer jeden. Wybór był prosty. W przedbiegach odpadli wszyscy zdrajcy stanu. Do grupy kandydatów nie załapali się również „zbrodniarze zza biurka” obciążeni tysiącami ofiar wprowadzonego przez siebie lockdownu.

W wyborze pomogły instrukcje otrzymane ze strony naszych wypróbowanych nieprzyjaciół. W skład kapituły rekomendującej kandydaturę wchodzili „najstarsi bracia w nienawiści”, a potem zgodnie ze starszeństwem: Niemcy, Ukraińcy oraz ambasada państwa, które od 1989 roku aż do dziś obdarza obfitym sojuszniczym wsparciem kolonialny status III RP. Głos Unii antyeuropejskiej, która emanuje wartościami Talmudu, również wskazywał na jedną osobę.

Na wybranym polityku nie zostawiono suchej nitki. Mówienie o niepodległości Polski w sytuacji, gdy unijną racją stanu jest likwidacja tego anachronizmu na rzecz większej integracji – jest na rękę Putinowi. Niepodległość? To rosyjska prowokacja! – posypały się intelektualnie wyrafinowane argumenty ze strony KO.

PiS z kolei był bardziej powściągliwy, co wpisywało się w politykę całkowitej utraty niepodległości w sposób stopniowy i z patriotyczną godnością. Ten rodzaj destrukcji był wyrazem starego konsensusu, który wypracowali w kontekście ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego bracia Lech i Jarosław Kaczyński wraz z Donaldem Tuskiem.

Z wyborem “wroga numer jeden” nie zgodził się Witold Gadowski wskazując na kogoś innego, a mianowicie na lidera środowiska, o którym Stanisław Michalkiewicz mawia „Volksdeutsche Partei“.

Panie Kaczyński, bez Grzegorza Brauna nie będzie żadnego rządu anty-tuskowego. Albo to Pan zrozumie, albo niech Pan nie udaje patrioty polskiego.

To prawda. Najbardziej antytuskowy jest Braun. Jest też antypisowski, a co gorsze najbardziej propolski – rzecz nie do przełknięcia dla pozostających w antyprawicowym sojuszu nieformalnej koalicji – nieformalnej, lecz działającej w praktyce politycznej, koalicji KOPiS.

Niemcom mają oddać Podziemne Magazyny Ropy i Paliw??

od Hubert Bednarz 

„To co się teraz dzieje wokół kopalni Solino w Inowrocławiu, to jest po prostu jakiś koszmar o którym większość ludzi nie ma bladego pojęcia. Przecież te kopalnie to nie są zwykłe dziury w ziemi, z których sypie się sól na stół. Pod ziemią w Inowrocławiu i Górze koło Janikowa znajdują się Podziemne Magazyny Ropy i Paliw. To są gigantyczne jaskinie, kilkaset metrów pod naszymi stopami. Sól ma to do siebie, że nie przepuszcza żadnych płynów ani gazów, więc państwo polskie trzyma tam strategiczne rezerwy ropy, benzyny i diesla dla całego kraju.

Gdyby doszło do wojny, kryzysu geopolitycznego lub odcięcia dostaw z zagranicy, to właśnie stamtąd rurociągami tłoczona jest ropa do rafinerii w Płocku i Gdańsku.
I teraz zobaczcie, kto tu nagle wchodzi z butami. Niemiecki koncern K+S, … tak! dokładnie ten sam, który za chwilę ma budować w Janikowie spalarnię odpadów niebezpiecznych.

Górnicy i związki zawodowe z Solino ryczą już z bezsilności i protestują pod bramami bo wielki biznes za naszymi plecami kombinuje, jak oddać kontrolę nad tą solą i rurociągami w ręce niemieckiego kapitału. Oczywiście nikt w Orlenie nie jest głupi i nie podpisze papieru, że sprzedają magazyny ropy Niemcom, bo za to idzie się siedzieć.

Gra toczy się sprytniej, czyli przez restrukturyzację i dzielenie firmy. Solino robi dwie rzeczy, pilnuje ropy i wydobywa solankę. A plan jest taki, żeby tę część solną i rurociągi odciąć od Orlenu i wpuścić tam jako zarządcę koncern K+S.
I tu dochodzimy do sedna sprawy, którego wielu mieszkańców nie rozumie, a górnicy doskonale znają. Te magazyny ropy nie mogą działać bez solanki i rurociągów. Aby wypompować ropę spod ziemi trzeba wpompować tam pod ogromnym ciśnieniem nasyconą solankę, która wypchnie paliwo do góry. I teraz najważniejsze. Jeśli infrastruktura solna i rurociągowa Solino zostanie uzależniona od prywatnego, zagranicznego kapitału, to państwo polskie będzie miało ropę pod ziemią, ale technologia do jej wypompowania będzie należała do obcego prywatnego kapitału. I tutaj powstaje bardzo ważne pytanie, czy Polska zachowa wtedy pełną niezależność operacyjną nad strategicznymi zapasami ropy w sytuacji kryzysowej.
Wygląda na to, że jeden wielki układ chce kontrolować naszą sól, rurociągi i strategiczne magazyny paliw pod Inowrocławiem, a w Janikowie chcą nam przejąć ogrzewanie domów i palić pod oknami przemysłową chemię i toksyczne odpady. Prawda jest taka, że nasze miasto zostało wessane w międzynarodową grę o miliardy, gdzie zdrowie mieszkańców Janikowa i bezpieczeństwo Polski są na samym szarym końcu.
Niestety, przeżywamy dziś największy dramat. Sprzedajemy dosłownie wszystko, co mamy, a ludzie zamiast patrzeć na ten gigantyczny problem, wolą patrzeć na barwy partyjne. Obrzucamy się w komentarzach błotem i wyzywamy, bo pod bramę Solino przyjechał ten czy tamten polityk. (…)

I na koniec jeszcze ciekawostka. Po spaleniu chemii w Janikowie zostaną tony toksycznych pyłów z filtrów. Gdzieś trzeba je podziać. A wiecie, z czego słynie w Europie niemiecki koncern K+S? Z zarabiania miliardów na chowaniu najbardziej niebezpiecznych odpadów przemysłowych pod ziemię, w starych kopalniach soli. Jeśli położą łapę na Solino i naszej infrastrukturze solnej, będą mieli idealny, zamknięty biznes. Dalej uważacie, że wszystko jest okej?”

od Hubert Bednarz 

Czy kiedyś powiemy IM „przebaczamy” a może nawet „prosimy o przebaczenie”?

Czy kiedyś powiemy IM „przebaczamy”

a może nawet „prosimy o przebaczenie”?

O kogo tu idzie? Przecież nie o Rosjan, bo dopóki nami rządzi zgodny tu duopol w Polsce obowiązuje nakaz nienawiści, pogardy i strachu. Żadnych odstępstw od „zasadniczego kierunku”: musisz na każdym kroku manifestować strach przed Rosją spełniając tę najważniejszą powinność prawdziwego, ukształtowanego przez III RP obywatela.

Tu jakiekolwiek zaniechanie jest „zdradą”. Nie idzie również o większość Ukraińców, czyli obywateli naszego sąsiada ze wschodu, bo od większości z nich nie doznaliśmy jakichkolwiek krzywd. Ich państwo, którego granice wyznaczył już dawno rozwiązany Związek Radziecki, obejmuje również nacje, z którymi nie mamy złej przeszłości, a ich stosunek do Polski i Polaków był i jest neutralny ze wskazaniem w stronę przychylnego; dajmy przykład Zakarpatczyków, którzy od wieków żyli w sąsiedztwie z Rumunami, Węgrami i Cyganami a nawet osadnikami niemieckojęzycznymi, i nie przychodziło im do głowy „oczyszczać” siekierami swojej ziemi z tzw. obcoplemieńców.

Myślę tu o politykach wywodzących się z byłych ziem II RP, czyli dawnych województw Wołynia i Galicji Wschodniej. Czyli dla większości tzw. Zachidników, dla których Bandera jest bohaterem narodowym a UPA i UON (i ich „bohaterowie”) to część rzeczywistego panteonu narodowego. Gdyby przynajmniej milczeli na temat popełnionych przez ich przodków zbrodni, czekali zapomnienia („czas leczy rany”, jeśli tego chcemy i nie będziemy rozpamiętywać) kierując się zasadą ciszej nad tą trumną (trumnami), bo przecież „mamy się czego wstydzić”.

W ten sposób chciano przemilczeć złą przeszłość w okresie radzieckim czekając na amnezję w imię lepszej przyszłości. Po 1991 r., w niepodległej już Ukrainie, w istotnej części zaprzepaszczono wspólnotę zapomnienia, chętnie budowano kult autorów masowego ludobójstwa, którzy mają na sumieniu wymordowanie pod okupacją niemiecką 1941-1944 setki tysięcy (ilu dokładnie? do dziś nie wiadomo) obywateli II RP: najpierw Żydów i Cyganów a później Lachów a nawet nielicznych osadników czeskich. Mordy były masowe, niewyobrażalne w swym okrucieństwie nawet jak na wzorce niemieckie i – co najgorsze – „spontaniczne”, z masowym udziałem tzw. zwykłych ludzi. Tu nie ma miejsca na relatywizowanie i symetryzm.

Nie zapomnimy i raczej nie wybaczymy, chyba że władza tego państwa jednoznacznie i bez reszty potępiłaby bezpośrednich morderców, ich przywódców oraz usunęłaby z przestrzeni publicznej ich imiona i podobizny, Czy powinna odbyć się współczesna NORYMBERGA nad sprawcami ludobójstwa? Czy powinno się udowodnić IM winę w formalnym procesie karnym? A dlaczego nie? Powinna powstać lista ofiar, nie tylko rzezi wołyńskiej ale również galicyjskiej. Ich imiona i nazwiska powinny być uwiecznione w publicznym miejscu u nas i na Ukrainie. Ekshumacja i pochówek ich kości jest czymś oczywistym.

W centrum Warszawy powinien powstać pomnik ofiar ludobójstwa, obejmujący m.in. zaktualizowaną listę ofiar. To przecież byli MĘCZENNICY POLSKOŚCI.

Prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

MEM-y wojenne

——————————————

————————————–

———————————–

—————————————————-

——————————————————————

——————————


===============================================

Pro domo sua:

—————————-

————————————————–

Płacimy 20 tys. zł za malowanie gęby i fryzjerkę dla Kidawy-Błońskiej.

Płacimy 20 tys. zł za kosmetyczkę

i fryzjerkę dla Kidawy-Błońskiej.

Skandaliczna umowa

Kancelarii Senatu

22.07.2026 nczas/placimy-20-tys-zl-za-kosmetyczke-i-fryzjerke-dla-kidawy-blonskiej

Kancelaria Senatu zawarła umowę na ponad 20 tys. zł, za co marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska ma być przygotowana do wystąpień publicznych i medialnych. Prościej mówiąc, rząd zabiera nam pieniądze na kosmetyczkę i fryzjerkę dla Kidawy-Błońskiej.

„Trzymajcie mnie. Okazuje się, że płacimy za fryzury i makijaż Małgorzaty Kidawy-Błońskiej” – napisał na X chrzanik.

Jak podkreślił, Kancelaria Senatu „zawarła umowę z makijażystką i fryzjerką na kwotę ponad 20 tysięcy złotych”. Zadaniem makijażystki za tę kwotę jest „przygotowanie Marszałka Senatu do wystąpień publicznych i medialnych”.

„Żeby Marszałek Senatu nie mogła sobie sama za fryzury płacić i sama się malować i obciążała podatnika to już przerasta ludzkie pojęcie” – podsumował.

Kwota dotyczy obsługi przez 215 dni. Daje to prawie 100 zł dziennie zabieranych nam pieniędzy na makijaż i fryzjera dla marszałek Kidawy-Błońskiej.

Polskie prawo nie precyzuje w żaden sposób, ile rząd z zagrabionych nam pieniędzy może wydać na wizerunek polityków. Kancelaria Senatu ma jedynie obowiązek zapewnić marszałkowi odpowiednie warunki do wykonywania mandatu. Co to oznacza – tu panuje dowolna interpretacja.

W efekcie, rządzący dodatkowo na nasz koszt zapewniają sobie kosmetyczki i fryzjerów, podczas gdy w legalny sposób okradani przez nich Polacy muszą finansować sobie takie usługi samodzielnie ze swoich wypłat, które są przecież wielokrotnie niższe, niż osób z rządu.

Podżeganie do wszczęcia wojny napastniczej. W Polsce!!

Zakazany pogląd. Kolejna amunicja w wojnie polsko-polskiej

22.07.2026 Autor:Leszek Szymowski nczas/zakazany-poglad-kolejna-amunicja-w-wojnie-polsko-polskiej

NCZAS.INFO | Sędzia podczas rozprawy sądowe. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP
NCZAS.INFO | Sędzia podczas rozprawy sądowej. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP

Przepis penalizujący podżeganie do wojny i pochwalanie wojny napastniczej stają się kolejną amunicją w politycznej wojnie polsko-polskiej.

Konfederacja Korony Polskiej piórem Piotra Heszena zawiadomiła Prokuraturę Okręgową w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Stanisława Żaryna – byłego rzecznika Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Mariusza Kamińskiego. Z zawiadomienia wynika, że Żaryn miał naruszyć jeden artykuł Kodeksu Karnego penalizujący sprowadzanie powszechnego niebezpieczeństwa (art. 163 kk) i drugi (art. 117 kk) przewidujący karę za podżeganie do wszczęcia wojny napastniczej. Jedynym sensownym skutkiem tego może być dyskusja o konieczności wykreślenia tego artykułu z kodeksu karnego.

Odpowiedzieć Rosji

Poszło o wpisy Żaryna w mediach społecznościowych, głównie na portalu społecznościowym X (dawny Twitter). Żaryn pisał, że Polska powinna odpowiedzieć Rosji wojną hybrydową. „Polska powinna przenosić wojnę hybrydową na terytorium Rosji” – napisał Żaryn. Potem dodał: „W RP powinno powstać Centrum Operacji Psychologicznych zajmujące się (…) także destabilizowaniem naszych przeciwników, głównie Rosji”. I potem trzeci wpis. Tutaj Żaryn uznał, że głównym celem państw Zachodu winno być zniszczenie Federacji Rosyjskiej.

Zawiadomienie zostało oficjalną drogą wysłane na ulicę Chocimską w Warszawie, gdzie mieści się siedziba Prokuratury Okręgowej. Jaki będzie dalszy scenariusz? Zgodnie z przepisami Kodeksu Postępowania Karnego prokurator będzie miał miesiąc na wydanie decyzji odmawiającej wszczęcia śledztwa lub na wszczęcie. Trudno sobie wyobrazić, żeby Stanisław Żaryn (bądź co bądź prominenta postać duopolu PiS-PO) usłyszał zarzuty za swoje niezbyt mądre wypowiedzi. Prokuratura więc sprawę umorzy, co da pretekst politycznym mocodawcom Żaryna do ataków na KKP z użyciem argumentu o rosyjskich powiązaniach. W przyszłości za to wzajemne donoszenie na siebie polityków skłóconych ze sobą opcji może właśnie się opierać na twórczym wykorzystaniu wspomnianych artykułów z Kodeksu karnego. Wszystko to nie ma żadnego sensu.

Głupawe wypowiedzi

Z punktu widzenia polityki realnej, pomysły Żaryna to oczywisty nonsens. Polska nie powinna się angażować w żadną wojnę hybrydową, bo nie ma na to sił i środków. Wskutek rządów opcji, której Stanisław Żaryn był jedną z twarzy, polskie wojsko nadaje się do operetki, a nie do walki zbrojnej. Pomysł powołania w Polsce antyrosyjskiego Centrum Operacji Psychologicznych może u fachowców z Kremla wywoływać uśmiech politowania. A już pomysł, aby kraje Zachodu zjednoczyły się w celu zniszczenia Rosji to science fiction. Akurat teraz kraje Zachodu (zwłaszcza Niemcy) szykują się do odbudowy relacji handlowych z Moskwą. Stanisław Żaryn domaga się więc rzeczy nierealnych. Z drugiej jednak strony: Konstytucja RP gwarantuje każdemu wolność słowa, czyli swobodnego wyrażania myśli i poglądów. Wolność słowa to też wolność gadania bzdur.

Same zaś wypowiedzi Żaryna nie mają ani żadnego skutku ani żadnego znaczenia. Żaryn nie jest już przecież rzecznikiem ministra, nie pełni żadnej funkcji państwowej i nie ma żadnej mocy sprawczej. Czy jego wypowiedzi można więc zakwalifikować jako podżeganie do wojny napastniczej?

Gdyby Stanisław Żaryn był obywatelem USA i pisał takie rzeczy po angielsku, nikomu za Oceanem nie przyszłoby do głowy, aby wszczynać przeciwko niemu postępowanie karne. W każdej napiętej sytuacji międzynarodowej, kwestia zbrojnego zaangażowania USA jest tematem podnoszonym w mediach i szeroko dyskutowanym. Gdy w ramach „wojny z terroryzmem” George W. Bush rozważał atak na Irak, nie brakowało takich, którzy w przestrzeni publicznej się tego domagali. Wszyscy oni mogli spokojnie ten pogląd głosić w mediach, bez ryzyka jakichkolwiek konsekwencji karnych. Dlaczego w Polsce ma być inaczej?

Złe przepisy

Tymczasem artykuł 117 Kodeksu Karnego to jeden z największych prawnych bubli. Sankcjonuje on bowiem podżeganie do wojny i chwalenie wojny napastniczej. Tyle tylko, że podżeganie do wojny to definicja, w której zmieścić może się wszystko. Czy nawoływanie do powszechnego poboru może być uznane za nawoływanie do wojny? Oczywiście, że tak, bo przecież poborowi mogą być wykorzystani do działań wojennych. A czy sprzeciw wobec powszechnego poboru może być uznany za podżeganie do wojny? Oczywiście. Przecież jest to nawoływanie do osłabiania potencjału obronnego Polski, z którego skorzystać może napastnik. Czy zatem namawianie do pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy może być karalne? Namawiamy wszakże do wojny?

Największym paradoksem jest jednak co innego: cytowany przepis nie mówi tylko o pochwalanie wojny napastniczej toczącej się obecnie.

Wyobraźmy sobie więc sytuację, że student historii bada wojnę toczoną przez Rzeczpospolitą z Zakonem Krzyżackim w XV wieku, w czasach Kazimierza Jagiellończyka. Student kończy swoje naukowe dociekania konstatacją, że król Polski słusznie zrobił, najeżdżając ziemię krzyżackie. Czy sformułowanie takiego wniosku stanie się podstawą do ścigania karnego studenta? Mamy przecież ewidentne pochwalanie wojny napastniczej.

Wszystko to ukazuje bezsens artykułu 117 kk. Artykuł ten winien być jak najszybciej wykasowany z Kodeksu Karnego. Inaczej stanie się bublem prawnym wykorzystywanym do głupich wojen politycznych.