We Francji, w dniu 28 marca 2020 roku, wszedł w życie dekret przewidujący zastosowanie różnorodnych środków“mających na celu uporanie się z epidemią Covid-19 – w sytuacji kryzysu sanitarnego”. W dekrecie znalazła się także decyzja o rozszerzeniu stosowania leku o nazwie Rivotril na chorych na tzw. Covida. Rivotril jest lekiem przeciwkopadaczkowym, który był stosowany do tej pory – do leczenia epilepsji – wyłącznie w szpitalu.
Rząd francuski rozszerzył możliwość podawania owego leku na domy opieki oraz domy prywatne, tłumacząc, że stanowi onaleczenie paliatywne przeciwko cierpieniu spowodowanemu asfiksją towarzyszącą “ostatnim chwilom ofiar Covida-19”.https://www.legifrance.gouv.fr/loda/id/JORFTEXT000041763328/
Związek Jeunes Médecins zwrócił się do Rady Państwa o zawieszenie stosowania owego środka. “Podanie tejże molekuły (przeciwwskazanej w przypadku niewydolności oddechowej) pacjentowi cierpiącemu na Covid-19 będzie skutkowało osiągnięciem sedacji terminalnej, prowadzącej do śmierci” – argumentowali członkowie stowarzyszenia. Co było do przewidzenia, rząd francuski odrzucił wniosek.
Wielu Francuzów nie zdaje sobie sprawy po dzień dzisiejszy z tego, że ich podeszli wiekiem rodzice, którzy zmarli w domach opieki, nie umarli na COVIDa, ale zostali poddani eutanazji.
VIDEO: Szokujące oświadczenia pielęgniarek i lekarzy francuskich, potwierdzających, że poprzez tzw. «Dekret Rivotril», rząd Francji zmusił ich do zabicia tysięcy seniorów w domach opieki: [jest w oryginale. MD]
Czy Stany Zjednoczone postanowiły doprowadzić do zakończenia wojny z Rosją na Ukrainie? To nie jest wykluczone tym bardziej, że o takiej możliwości niedawno wspominała ambasadoressa USA przy NATO, nazywając to „zamrożeniem konfliktu”. To nie byłby precedens, bo takie „zamrożone konflikty” funkcjonują od dziesiątków lat; w Korei, wokół Tajwanu, czy na Cyprze, więc dlaczego nie na Ukrainie? Na Ukrainie konflikt też mógłby zostać „zamrożony” – ale co by to konkretnie oznaczało? Jak pamiętamy, napomknięcie o „możliwej możliwości” zamrożenia konfliktu na Ukrainie bardzo zdenerwowało prezydenta Zełeńskiego. Nic dziwnego, bo mówiąc wprost, oznaczałoby ono przyjęcie do wiadomości częściowego rozbioru Ukrainy de facto. To zapewne ma na myśli amerykański Instytut Studiów Nad Wojną, wskazując, że działałoby ono „na korzyść Rosji”. To oczywiście prawda, ale alternatywą jest kontynuowanie wojny, a nawet jej prawdopodobna eskalacja, bo co by się stało, gdyby z pomocą USA i NATO Ukraina chciałaby odzyskać terytoria wcielone przez Kreml do Federacji Rosyjskiej? Obawiam się, że wtedy nikt nie byłby w stanie zagwarantować, że sytuacja nie wymknie się spod kontroli.
Tymczasem – jak szczerze oświadczył podczas swej pielgrzymki do Kijowa amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin, celem USA w tej wojnie jest tylko „osłabienie Rosji”, a nie wywołanie atomowej apokalipsy. Wszystko zatem zależy od tego, czy amerykańskie kręgi decyzyjne doszły do wniosku, iż Rosja została już „osłabiona” do tego stopnia, ze USA nie muszą się martwić, jak też może się zachować, gdy one przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, czy za pośrednictwem Ukraińców jeszcze trochę ją „osłabić”?
Ale to jest tylko jeden, chociaż bardzo ważny aspekt sprawy. Drugą kwestią, z którą należy się liczyć, to okoliczność, że podjęta przez państwa NATO seria sankcji przeciwko Rosji uderzyła i uderza rykoszetem w nie same, powodując coraz większe perturbacje gospodarcze, które prawdopodobnie doprowadzą tam do recesji ze wszystkimi jej skutkami, również społecznymi i politycznymi. Wprawdzie pilotażowy program wzięcia „suwerenów” za mordę pod pretekstem epidemii wykazał swoją skuteczność, ale ma też wiele plusów ujemnych, ale nigdy nie wiadomo, co może okazać się detonatorem społecznego wybuchu, którego nie będzie można już opanować przy pomocy telewizyjnych makabresek.
Wprawdzie przy współczesnych narzędziach totalnej inwigilacji i kontroli politycy teoretycznie nie muszą obawiać się „suwerenów”, ale problem polega na tym, że oni też gryzą się miedzy sobą o dostęp do tych narzędzi demokratycznej władzy, więc w tej sytuacji dla nikogo nie jest bezpiecznie.
Wreszcie po trzecie, wiodące państwa Europy Zachodniej, przede wszystkim Niemcy, podobnie jak Francja, wcale nie są zadowolone z tego, że pod pretekstem wojny na Ukrainie USA mocno również je schwyciły za twarz. Wprawdzie profilaktyczne „rozszczelnienie” bałtyckich gazociągów ograniczyło im swobodę manewru, ale warto przypomnieć, że Niemcy nie kupiły gazu od USA, tylko od Arabii Saudyjskiej, która w dodatku pozostała głucha na perswazje prezydenta Bidena, by nie ograniczała wydobycia ropy.
Tymczasem „współpraca transatlantycka” jest dla Ameryki wartością cenną, czemu dał wyraz ambasador Mark Brzeziński, kiedy nasi dygnitarze molestowali go w sprawie „dążenia” do reparacji od Niemiec. Jak pamiętamy, jego odpowiedź na te suplikacje była wprawdzie bardzo długa, ale wymijająca. Biorąc to wszystko pod uwagę, pomysł jakiegoś zakończenia wojny z Rosją do ostatniego Ukraińca nie jest wcale taki bezzasadny.
Toteż niedawno, ku pewnemu zdziwieniu, a nawet konsternacji naszych wzorowych ormowców, doszło do bezpośredniej rozmowy telefonicznej między sekretarzem obrony USA Lloydem Austinem, a rosyjskim ministrem obrony Sergiuszem Szojgu. Niby chodziło tylko aby – jak w anegdocie umawiały się dwie pluskwy – „pozostać w kontakcie”, ale nie jest wykluczone, że rozmowa mogła dotyczyć wytyczenia linii demarkacyjnej, według której konflikt na Ukrainie zostanie „zamrożony”. Wprawdzie Rosja z jednej strony systematycznie dewastuje Ukrainę, osłabiając w ten sposób jej zdolności do prowadzenia długotrwałej wojny nawet przy pełnej pomocy NATO, ale jednocześnie sam Szojgu osobiście rozkazał rosyjskim wojskom wycofanie się z Chersonia na lewy brzeg Dniepru. Czyżby to właśnie uzgodnili obydwaj panowie podczas rozmowy telefonicznej? Na taką możliwość wskazywałyby naciski na prezydenta Zełeńskiego, by wykazał więcej skwapliwości do rozpoczęcia negocjacji z Rosją. On oczywiście boi się tego, jak ognia, bo jeśli rzeczywiście doszłoby do „zamrożenia konfliktu”, to prędzej czy później na Ukrainie ktoś postawi pytanie, po co w takim razie urządzony był ten cały „Majdan” i co właściwie takiego powiedział Putinowi Biden podczas rozmów w czerwcu i lipcu ubiegłego roku, że Putin 24 lutego „wkroczył”? Odpowiedź na takie pytanie może być bardzo trudna w sytuacji częściowego rozbioru kraju, jego dewastacji oraz strat w ludziach, zarówno wojennych, jak i migracyjnych.
Ale chociaż boi się tego, jak ognia, to przecież w negocjacjach może tylko prężyć amerykańskie muskuły, więc jeśli USA będą chciały zakończyć tę wojnę, to on nie będzie miał nic do gadania, ponieważ bez amerykańskiej pomocy żadna kontynuacja nie będzie możliwa. Czy Amerykanie wtedy go jakoś ochronią, zgodnie ze wskazówką z „Towarzysza Szmaciaka”, że „czas zmienić politykę rolną lecz ludzi krzywdzić nam nie wolno”, czy też pozostawią go na pastwę jakichś rezunów i to wcale nie rosyjskich – tego nie wie na pewno ani on, ani tym bardziej – my.
Skoro tedy tak go naciskają, by wykazał większą skwapliwość do rozpoczęcia negocjacji, to chyba w końcu da się namówić, zwłaszcza, gdy usłyszy propozycję nie do odrzucenia.
Taki jest bowiem los tych, którzy nieopatrznie dają się wciągać między ostrza potężnych szermierzy, a konkretnie – w maszynkę do mięsa. To prezydent Obama za 5 mld dolarów w 2013 roku zainicjował Majdan, a prezydent Biden musi jakoś tę sprawę zakończyć, przynajmniej prowizorycznie, a doświadczenie pokazuje, że prowizorki, również w postaci „zamrożenia konfliktu” bywają bardzo trwałe.
Z polskiego punktu widzenia taki finał nie byłby zły, bo za wschodnią granicą mielibyśmy Ukrainę dyszącą nienawiścią do Rosji i to bez żadnej zachęty z naszej strony – ale trwale niezdolną do wybicia się na pozycję mocarstwową, nawet w skali regionalnej. Ciekawe, z jakiego klucza ćwierkaliby wtedy samozwańczy demaskatorzy ruskich agentów, od których wprawdzie się roi – ale podobno tylko w Sejmie.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Jak będzie wyglądał człowiek za tysiąc lat? Ludzkie ciała zaczną się w końcu przystosowywać do nowego trybu życia ludzi. „Smartfonowa” szyja lub kciuk, zmiany w łokciach – tak może ewoluować ludzkie ciało w ciągu następnych stuleci.
To, jak człowiek będzie wyglądał w przyszłości, naukowcy pokazują na przykładzie hipotetycznej kobiety, która miałaby żyć za tysiąc lat. Nazywają ją Mindy.
Mindy będzie wyglądała inaczej od kobiet, które teraz mijamy na ulicach i w komunikacji miejskiej. Wpływ na jej wygląd będzie miała rewolucja technologiczna i nowy tryb życia, która zapoczątkowały nasze czasy.
Jak będzie wyglądał człowiek za tysiąc lat?
Gdy naukowcy tworzą modele, by pokazać, jak człowiek będzie wyglądał w przyszłości, biorą pod uwagę to, jak obecnie wygląda ludzkie życie.
Długotrwałe przyjmowanie tej samej postawy oraz powtarzanie danych ruchów wpływa bowiem już teraz na nasz wygląd (wady kręgosłupa, waga etc.). Gdy tryb życia, który obecnie prowadzimy, się utrwali, to nasze ciała będą musiały się do niego przystosować.
Tak będzie ewoluował ?
Jak zmieni się ludzkie ciało w przyszłości? Po pierwsze – szyja Mindy będzie dużo szersza i bardziej umięśniona niż u dzisiejszych kobiet. Wynika to z nieustannego użytkowania smartfonów i laptopów.
– Kiedy pracujesz na komputerze lub patrzysz w telefon, mięśnie z tyłu szyi muszą się skurczyć, aby utrzymać głowę w górze. Im bardziej patrzysz w dół, tym ciężej pracują – wyjaśnia na łamach Health Matters ortopeda K. Daniel Riew.
Kolejną zmiana zajdzie w kciukach. Tak jak zmieniły się one, gdy ludzie zaczęli używać narzędzi, tak za tysiąc lat zmienią się od nieustannego pisania SMS-ów i przeglądania mediów społecznościowych na telefonie.
Zmieni się także budowa łokci. Obecnie staw łokciowy jest nieustannie nienaturalnie wygięty pod kątem 90 stopni. Najpierw jednak będziemy mieć problemy z tymi stawami – drętwienie lub mrowienie palców, ból przedramienia i osłabienie dłoni.
Ewolucja ludzkich oczu. Tak będzie wyglądał człowiek w przyszłości
Obecnie ok 1,6 mld ludzi cierpi na krótkowzroczność. Nasz wzrok psuje się m.in. od ciągłego wpatrywania się w ekran – smarfotna, laptopa, telewizora. Naukowcy przewidują, że ludzki organizm w końcu dostosuje się do nowej sytuacji.
– Organizm człowieka znajdzie receptę na to, by chronić oczy. Może rozwinąć wewnętrzną, dodatkową powiekę, która będzie osłaniać oczy przed nadmiernym absorbowaniem niebieskiego światła. W ten sposób udałoby się zredukować jego dewastujący wpływ na organizm – twierdzi bioanalityk Kasun Ratnayake z uniwersytetu w Toledo.
BlackRock: 2 biliony dolarów straty… Komentarz Ernesta Wolffa
Przygotowywany jest nowy system oparty na cyfrowym pieniądzu centralnym.
21 listopada 2022 r
BlackRock to najpotężniejsza firma finansowa, jaka kiedykolwiek istniała. Ale mimo że w 2021 roku zarządzał ponad 10 bilionów dolarów, jest znacznie gorzej niż rok temu, a zarządzane aktywa spadły do poniżej 8 bilionów dolarów w trzecim kwartale 2022 roku, co oznacza spadek o ponad 20 procent. [ten bilion to nasze tysiąc miliardów. MD]
Czy BlackRock, jak twierdzą niektóre strony internetowe, znajduje się w trudnej sytuacji egzystencjalnej, a nawet na drodze do bankructwa?
Absolutnie nie. Obecna strata jest wynikiem strategii, w którą sam BlackRock jest mocno zaangażowany i która ma dwa cele: zniszczenie klasy średniej i wprowadzenie nowego systemu monetarnego.
Oto tło tych działań:
BlackRock został założony w Nowym Jorku w 1988 roku. Dzięki deregulacji w globalnym systemie finansowym, firma rozwinęła się w największego zarządzającego aktywami na świecie w ciągu trzech dekad.
Głównym udziałowcem BlackRock jest firma Vanguard. Obie firmy razem są głównymi akcjonariuszami sześciu z następujących ośmiu największych zarządzających majątkiem na świecie, a także jednymi z głównych akcjonariuszy największych światowych firm cyfrowych, Apple, Amazon, Alphabet i Microsoft.
Ponadto BlackRock posiada najbardziej kompleksowy system analizy danych finansowych na świecie z siecią komputerową Aladdin, z którego korzystają również największe banki centralne od czasu światowego kryzysu finansowego 2007/08, który uczynił BlackRock najważniejszym doradcą w tym czasie.
Ponieważ BlackRock i Vanguard mogą wpłynąć na prawie każdy rynek na świecie na swoją korzyść, obie firmy mają decydujący wpływ na politykę pieniężną banku centralnego. Tak więc decyzja, którą podjął bank centralny kilka miesięcy temu, aby zakończyć luźną politykę pieniężną i podnieść stopy procentowe, w żadnym wypadku nie jest decyzją podjętą przeciwko BlackRock i Vanguard.
Ale dlaczego dwaj giganci finansowi prowadzą politykę, która zmniejsza ich własne aktywa?
Z dwóch powodów.
Z jednej strony najbardziej udanym modelem biznesowym ostatnich dwóch dekad jest model gospodarki platformowej. Firmy takie jak Amazon, Uber, airbnb, booking.com, MyHammer czy Lieferando są nie tylko niezwykle dochodowe, ale także żyją z niszczenia małych i średnich firm. Na przykład Amazon doprowadził do bankructwa setki tysięcy detalistów na całym świecie, a Uber tyle samo firm taksówkarskich.
Obecna polityka pieniężna banków centralnych – podwyższenie stóp procentowych – powoduje, że średnie spółki znajdują się pod jeszcze większą presją niż dotychczas, a dużym platformom, które z łatwością radzą sobie z przejściowymi stratami, kolejnymi przejęciami, a co za tym idzie jeszcze większym rynkiem wzrostem potęgi dla nich i dla BlackRock w przyszłości.
Z drugiej strony nasz globalny system finansowy jest zepsuty i nie da się go utrzymać przy życiu na dłuższą metę. Dlatego w tle przygotowywany jest nowy system oparty na cyfrowym pieniądzu centralnym. Pożyczki powinny zostać wycofane z banków komercyjnych i przekazane wyłącznie w ręce banków centralnych.
Ale to oznacza koniec wszelkiej wolności finansowej, a tym samym koniec demokracji. Aby narzucić ludziom ten system, trzeba wpędzić ich w społeczne, ekonomiczne i finansowe trudności. Obecna polityka pieniężna również to osiąga. Napędza inflację w warunkach najwyższego poziomu zadłużenia w historii, utrudnia obsługę kredytów, a także tworzy armię bezrobotnych, którzy ostatecznie, z czystej desperacji, będą gotowi zaakceptować każdy system monetarny, nieważne jak niedemokratyczny.
Więc jeśli BlackRock obecnie ponosi straty, to jest to nic innego jak manewr strategiczny, którego jasnym celem jest bycie jeszcze bogatszym i jeszcze potężniejszym niż wcześniej pod koniec okresu suszy.
Ernst Wolff
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Ten artykuł pojawił się po raz pierwszy 21 listopada 2022 r. na stronie:
Przerażający globalny sezon spotkań nabiera rozpędu. AlterCabrio
„Potwierdzamy nasze zaangażowanie na rzecz wzmocnienia globalnego zarządzania zdrowiem, z wiodącą i koordynującą rolą WHO oraz wsparciem ze strony innych organizacji międzynarodowych. Wspieramy prace Międzyrządowego Organu Negocjacyjnego (INB), który opracuje i wynegocjuje prawnie wiążący instrument, który powinien zawierać zarówno prawnie wiążące, jak i niewiążące prawnie elementy w celu wzmocnienia [gotowości] na pandemię”
−∗−
Tłumaczenie artykułu z serwisu Off-Guardian omawiającego obietnice, zobowiązania i ‘przyrzeczenia’ składane na szczycie G20, a dotyczące naszej bliższej i dalszej przyszłości. /AlterCabrio – ekspedyt.org/
__________***__________
„Przyrzeczenie” globalistów z G20 o zobowiązaniu do wprowadzenia paszportów szczepionkowych, cyfrowej waluty i wielu, wielu innych
W zeszłym tygodniu na Bali odbyło się doroczne spotkanie G20, na którym przywódcy 20 największych gospodarek świata podpisali zobowiązanie do:
„Zreformowania” produkcji i dystrybucji żywności _
Zwiększenia nadzoru i cenzury „dezinformacji” w Internecie _
Zwiększenia globalnej zależności od „odnawialnych” źródeł energii _
Wprowadzenia programowalnej waluty cyfrowej _
Wprowadzenie międzynarodowych cyfrowych paszportów szczepionkowych
Tak, podczas gdy wszyscy byli tak grzecznie zajęci „upadkiem Chersonia” i tym pociskiem, który rzekomo uderzył w Polskę, przywódcy z całego świata zebrali się w identycznych koszulkach i opublikowali swoje plany dla rządu światowego w błyszczących małych segregatorach.
Widzieliśmy już, jak COP27 skupia się na „rolnictwie alternatywnym” (tj. mięsie hodowanym w laboratorium i owadach konsumpcyjnych), ale deklaracja przywódców z G20 jest znacznie bardziej ambitna. A przed nami jeszcze Szczyt Różnorodności Biologicznej ONZ.
Tak, przerażający globalny sezon spotkań doprawdy nabiera rozpędu, a uczestnicy nie ukrywają, że ich globalne plany idą naprzód.
Całość możesz przeczytać tutaj, my tylko wyciągniemy kilka kluczowych cytatów.
Na początek przyjrzyjmy się „tematowi” tegorocznego szczytu, który ma bardzo znajomy wydźwięk:
„Recover together, recover stronger”.
[ang. recover – wyzdrowieć, wyjść z czegoś (np. kłopotów); tu: wyjdźmy z tego razem, wyjdźmy silniejsi -tłum.]
Nazwijcie mnie szaleńcem, ale to brzmi jak kolejny sposób na powiedzenie „build back better” [odbudujmy lepiej], nieprawdaż?
Można by się spodziewać, że każda deklaracja złożona pod hasłem „odbudujmy lepiej” będzie wypełniona punktami do rozmów na temat Wielkiego Resetu… i absolutnie nikt się nie zawiedzie.
Jest ponowne poświęcenie się aktualnej wojnie z żywnością i echa tematu przewodniego na COP27, czyli „innowacje” i „reformy” w rolnictwie [podkreślenia dodane w całym tekście]:
„Podejmiemy dalsze skoordynowane działania w celu sprostania wyzwaniom związanym z bezpieczeństwem żywnościowym, w tym gwałtownym wzrostom cen i niedoborom towarów żywnościowych i nawozów na całym świecie […] zapewnimy to, aby systemy żywnościowe lepiej przyczyniały się do adaptacji do zmian klimatycznych i ich łagodzenia oraz powstrzymania i odwrócenia utraty różnorodności biologicznej, dywersyfikacji źródeł żywności [ …] Jesteśmy zaangażowani we wspieranie przyjmowania innowacyjnych praktyk i technologii, w tym innowacji cyfrowych w rolnictwie i systemach żywnościowych, aby zwiększyć produktywność i zrównoważony rozwój”
Żeby było jasne, „łagodzenie zmian klimatycznych” oznacza „produkcję mniejszej ilości mięsa”. „Dywersyfikacja źródeł pożywienia” oznacza „jedzenie robaków”, a „innowacyjne praktyki i technologie” oznaczają mięso hodowane w laboratorium i/lub pastę drożdżową.
Jest MNÓSTWO materiałów na temat „odwracania” lub „łagodzenia” zmian klimatu, w tym nad wyraz rozwlekłe obietnice „zreformowania” dostaw energii:
„Ponawiamy nasze zobowiązanie do osiągnięcia globalnej zerowej emisji gazów cieplarnianych netto / neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla […] poprzez zwiększenie skali wdrażania produkcji czystej energii, w tym energii odnawialnej, a także środków w zakresie efektywności energetycznej, w tym przyspieszenie wysiłków na rzecz stopniowego wycofywania nieograniczonej energii węglowej”
Chyba nie muszę tego tłumaczyć.
A potem pojawia się gadka o „gotowości na wypadek pandemii”, wzywająca do ustanowienia „prawnie wiążącego instrumentu” w celu „wzmocnienia” globalnej gotowości na pandemię:
„Potwierdzamy nasze zaangażowanie na rzecz wzmocnienia globalnego zarządzania zdrowiem, z wiodącą i koordynującą rolą WHO oraz wsparciem ze strony innych organizacji międzynarodowych. Wspieramy prace Międzyrządowego Organu Negocjacyjnego (INB), który opracuje i wynegocjuje prawnie wiążący instrument, który powinien zawierać zarówno prawnie wiążące, jak i niewiążące prawnie elementy w celu wzmocnienia [gotowości] na pandemię”
To było na porządku dziennym od jakiegoś czasu, możesz przeczytać nasze poprzednie artykuły na ten temat tutaj i tutaj.
Dalej jest obietnica ściślejszej kontroli internetu, ze względu na „bezpieczeństwo”:
„Zdajemy sobie sprawę, że przystępna cenowo i wysokiej jakości łączność cyfrowa ma zasadnicze znaczenie dla włączenia cyfrowego i transformacji cyfrowej, a odporne i bezpieczne środowisko internetowe jest niezbędne do zwiększenia zaufania do gospodarki cyfrowej […] Uznajemy znaczenie przeciwdziałania kampaniom dezinformacyjnym, cyber–zagrożenia, nadużycia w Internecie oraz zapewnienie bezpieczeństwa w infrastrukturze łączności”
„Z zadowoleniem przyjmujemy raport Komitetu ds. Płatności i Infrastruktury Rynkowej (CPMI) Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) w sprawie wzajemnych połączeń systemów płatności [oraz] wspólny raport BIS CPMI, BISIH, MFW i Banku Światowego w sprawie opcji dostępu i interoperacyjności cyfrowych walut banku centralnego (CBDC) w płatnościach transgranicznych”
Wreszcie – i to jest prawdopodobnie najbardziej niepokojące – zobowiązują się do wprowadzenia międzynarodowych paszportów szczepionkowych:
„Uznajemy znaczenie wspólnych standardów technicznych i metod weryfikacji, w ramach IHR (2005), w celu ułatwienia bezproblemowych podróży międzynarodowych, interoperacyjności oraz uznawania rozwiązań cyfrowych i niecyfrowych, w tym dowodów szczepień. Popieramy ciągły międzynarodowy dialog i współpracę w zakresie tworzenia zaufanych globalnych cyfrowych sieci zdrowotnych”
I tak to się sprawy mają. Oto ‘lista zakupów’ G20, która obejmuje (między innymi): reformę żywnościową, reformę energetyczną, ustawodawstwo dotyczące pandemii, „bezpieczeństwo cybernetyczne”, CBDC oraz paszporty szczepionkowe/identyfikatory cyfrowe.
Niby nic zaskakującego, ale niezwykłe jest widzieć to wszystko ułożone w jednym takim dokumencie.
I nie zapominajmy o bardziej staroświeckim motywie – chciwości. „Przyrzeczenie” [pledge] pełne jest wzmianek o „lukach w finansowaniu”, darowiznach i „partnerstwie publiczno-prywatnym”.
Wszystko to służy jako przykrywka dla międzynarodowego prania pieniędzy, defraudacji i innych sposobów kierowania pieniędzy podatników do przepełnionych kieszeni tego 1%.
Aha, małe przypomnienie dla tych, którzy wciąż wierzą, że Rosja toczy dobrą walkę z globalistycznymi złoczyńcami na Ukrainie – Rosja jest członkiem G20 i podpisała to zobowiązanie.
Podobnie jak Chiny, wraz z każdym innym członkiem BRICS.
Nie ma tu bohaterów, wszyscy są w tym razem… ale ta ich wojna z pewnością dobrze odwróci uwagę, prawda?
Zasadniczo jest to tylko potwierdzenie – gdyby potwierdzenie było potrzebne – że Wielki Reset wciąż nadchodzi.Nawet jeśli covid odejdzie, nowa normalność pozostanie.
Great Reset czyli co szykują ludzkie paniska Nadzór na każdym kroku, powszechny dochód gwarantowany powiązany z oceną kredytu społecznego, likwidacja własności prywatnej, masowa cenzura, zamrożenie i zajęcie rachunków bankowych, technologie wdrożone w celu przeprogramowania ludzi — ten […]
_________________
Jak nie pandemia to bieda czyli kto potrzebuje katastrofy W ciągu najbliższych kilku lat szare eminencje establishmentu będą próbowały wykorzystać zasłonę chaosu, aby zasiać nasiona strachu wśród ludności. Będą próbować wykorzystać ten strach, aby uzyskać jeszcze bardziej scentralizowane zarządzanie […]
_________________
Rekalibracja totalna czyli Lista Przebojów WEF Przez lata ludzie z WEF głosili kilka bardzo niepokojących rzeczy, z których żadna nie wzbudziła należytej uwagi mediów. W rzeczywistości, kiedy zestawimy razem tematy promowane przez WEF, wyłania się nadrzędny […]
_________________
Traktat WHO czyli pandemia na stałe? Prawdziwe znaczenie Traktatu Pandemicznego polega na tym, że jego uchwalenie jest ratyfikacją i zatwierdzeniem wszystkiego, czego świat doświadczył w ciągu ostatnich dwóch lat podczas COVID-19. […]
Walka dotyczy najwyższej rozgrywki jaką podjąć może wolność ludzka: albo opowiedzieć się za Królestwem Bożym i Jego Majestatem, albo przeciw Niemu. Albo ludzkość cała uzna swą zależność od woli Boga, albo od woli człowieka, któremu wydaje się, że jest Bogiem, a w rzeczywistości okazuje się sługą ojca kłamstwa, czyli szatana.
____________***____________
Ks. prof. Stanisław Koczwara: Chwała garstce kapłanów!
‘Ostatnie dwa lata były doskonałym probierzem posiadania takiej cnoty. Histeria związana z tzw. pandemią wirusa covidowego obnażyła na całym świecie stan umysłowy ludzkości. Troska o swoje ziemskie życie, granicząca z paniką, zagościła również tam, gdzie powinna natrafić na ostrze cnoty zimnej krwi, czyli w Kościele. Niestety, jej hierarchiczni przedstawiciele pokazali aż nadto, że takiej cnoty nie posiadają. Poddali Kościół dyktatowi zarządzeń byle ministra, którego jacyś anonimowi dla nas potentaci, namaścili na wodzirejów tej farsy wirusowej w poszczególnych krajach.
I rej w tej światowej farsie, niestety, wiedli duchowni siejący panikę wśród ludzi, poniżający ich, czyniący zadość zarządzeniom głupich ustaw, poniżający Kościół Chrystusowy, czyniąc go ‘chłopcem na posyłki’ sanitarnych szaleńców. Wreszcie, zabijający powoli wiarę w Chrystusa, Pana życia i śmierci, w Jego Majestat w komunii świętej poprzez niegodne jej udzielanie na rękę. I nikt, za wyjątkiem biskupa ordynariusza z Teksasu, za to, jak dotąd nie przeprosił. Nikt nie uznał za grzeszne postępowanie. Bo zamiast wiary w Chrystusa Króla, w ich zajęczych sercach jest wiara w zarządzenia światowych szaleńców od niszczenia zdrowia psychicznego i fizycznego ludzkości.’
‘Z tym grzechem niewiary w społeczne królowanie Chrystusa mamy stoczyć bój, jeśli chcemy się zwać Jego rycerzami. Jeśli odżegnamy się od tej walki, to w świecie zapanuje powszechnie porządek pomijający królewski majestat Boga. Oderwanie się od tego Źródła dostojeństwa człowieka sprawia, że coraz większa ilość ludzi nie wie nic o rzeczach istotnych.
A to oznacza, że utracili oni zdolność odróżniania tego, co ważne od tego, co nie ma znaczenia. Utracili umiejętność rozpoznawania prawd niezmiennych, które stanowią fundament porządku ludzkiego. Nic nie wiedzą o naturze duszy, o jej nieśmiertelności, o naszym losie po śmierci. Tak więc widzimy, że walka dotyczy najwyższej rozgrywki jaką podjąć może wolność ludzka: albo opowiedzieć się za Królestwem Bożym i Jego Majestatem, albo przeciw Niemu.
Albo ludzkość cała uzna swą zależność od woli Boga, albo od woli człowieka, któremu wydaje się, że jest Bogiem, a w rzeczywistości okazuje się sługą ojca kłamstwa, czyli szatana. Krótko mówiąc, jest to wybór między Królestwem Boga, a antykrólestwem szatana.’
‘Aby podjąć walkę o Królestwo Chrystusa musimy mieć odpowiedni oręż do tego. I nie zawiedziemy się. Sam nasz Pan Jezus Chrystus daje swoim rycerzom broń do walki ze złem tego świata. Tym orężem jest Osiem Błogosławieństw. Osiem boskich reguł ewangelicznej doskonałości, które nasz Zbawiciel przekazał nam osobiście w Kazaniu na Górze. O nich samych i ich znaczeniu możemy mówić bez końca. A skutek tego mówienia często bywa taki, że uważamy je za ‘nie z tego świata’, odnoszące się tylko do Nieba, a skoro tak, to nie można ich zastosować w życiu praktycznym, doczesnym, tu na ziemi. Tymczasem my, w naszym kazaniu, pokażemy, że owe błogosławieństwa zawiadują prawdziwymi siłami jakie są w stanie wzbudzić w nas, zjadaczach chleba, niezwyciężonych wojowników, którzy mogą tym orężem zwycięstwo zawalczyć o społeczne królowanie Jezusa Chrystusa na ziemi i to na wspak kościelnym niedowiarkom, kapitulującym przed Goliatem, jakim wydaje się świat opanowany przez zło.’
[Tu następuje opis wszystkich błogosławieństw. Cały materiał trwa prawie godzinę. Warto zarezerwować ten czas.]
We wtorek (15.11.2022) na Polskę spadła rakieta, która zabiła dwóch mężczyzn przebywających na terenie suszarni zboża w miejscowości Przewodów w powiecie hrubieszowskim. W środę prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki wydali oświadczenie, w którym powiedzieli, że nie był to rosyjski atak na Polskę, tylko wypadek, do którego doszło, gdy Ukraina odpierała zmasowany atak rosyjskich rakiet na miasta w okręgach leżących przy polskiej granicy. Rakieta, która zabiła polskich obywateli, została wystrzelona przez ukraińską obronę powietrzną. Taką wersję podają też amerykańskie służby, do których Polska zwróciła się o pomoc w śledztwie.
We wtorek wieczorem, zanim jeszcze polskie władze wydały jakiekolwiek oświadczenie w tej sprawie, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zamieścił na Twitterze następujący wpis: RF zabija wszędzie tam, gdzie może dotrzeć. Dzisiaj dotarła do Polski. Ten atak na bezpieczeństwo zbiorowe w regionie euroatlantyckim jest eskalacją. Zginęli ludzie. Moje kondolencje dla polskich braci i sióstr! Ukraina zawsze z wami. Należy powstrzymać terror RF. Solidarność to nasza siła!
Jak to możliwe, że prezydent Ukrainy bez wahania stwierdził, iż to była rosyjska rakieta i „atak na bezpieczeństwo zbiorowe w regionie euroatlantyckim”, chociaż rząd RP jeszcze nie wypowiedział się w tej sprawie? Rozumiem, że dziennikarze, w tym amerykańscy, pisali o rzekomym rosyjskim ataku na Polskę. W końcu to tylko dziennikarze, którzy żyją z robienia sensacji i straszenia ludzi. Dziennikarze nakręcali kowidową hucpę, dziennikarze nakręcają klimatyczna hucpę, dziennikarze nakręcili panikę wojenną. Ale dlaczego Zełenski zadął w tę trąbkę?
Odpowiedź jest oczywista. Od lutego Ukraina robi, co w jej mocy, żeby wciągnąć NATO do bezpośredniej wojny z Rosją. Temu służył apel Zełenskiego o zamknięcie nieba nad Ukrainą, czyli o to, żeby samoloty NATO strzelały do samolotów rosyjskich. Temu służyła informacja puszczona w świat przez ukraińską armię o rzekomym udostępnieniu polskich lotnisk dla ukraińskich samolotów wojskowych wykonujących misje bojowe przeciw Rosji. Temu służył apel Zełenskiego o wykonanie prewencyjnych uderzeń zanim Rosja użyje broni jądrowej. I temu służył wpis Zełenskiego, w którym stwierdził, że na Polskę spadła rosyjska rakieta. Nie bez przyczyny Zełenski użył określenia „eskalacja” i zażądał, aby „powstrzymać terror” Rosji. Nie napisał, w jaki sposób ten terror ma być powstrzymany, ale mądrej głowie dość dwie słowie.
Prezydent Ukrainy poinformował też, że rozmawiał przez telefon z prezydentem Dudą. – Złożyłem kondolencje w związku ze śmiercią polskich ofiar rosyjskiego terroru rakietowego. Wymieniliśmy się dostępnymi informacjami i ustalamy wszystkie fakty. Ukraina, Polska, Europa i cały świat muszą być chronione przed rosyjskim terrorem – napisał Zełenski na Twitterze.
A co we wtorek wieczorem napisał na Twitterze minister spraw zagranicznych Ukrainy, Dmytro Kuleba? Oto jego wpis: Rosja lansuje teraz teorię spiskową, że to rzekomo pocisk ukraińskiej obrony powietrznej spadł na polskie terytorium. Co nie jest prawdą. Nikt nie powinien kupować rosyjskiej propagandy, ani wzmacniać jej przesłań. Ta lekcja powinna była zostać wyciągnięta dawno po zestrzeleniu samolotu MH17.
I jeszcze wtorkowy wpis ambasadora Ukrainy w Polsce, Wasyla Zwarycza: Jesteśmy solidarni z Polską. Składam kondolencje rodzinom i bliskim ofiar eksplozji w Przewodowie. Rosja powinna ponieść sprawiedliwą karę za terroryzm i zbrodnie wojenne. Liczymy na stanowczą odpowiedź NATO i całego świata cywilizowanego. Prosimy o dalsze wsparcie Ukrainy.
Spójrzmy teraz na reakcję ukraińskich władz już po oświadczeniach prezydenta Dudy i premiera Morawieckiego, którzy poinformowali, że nie był to atak rosyjski tylko rakieta wystrzelona przez ukraińską obronę powietrzną.
Prezydent Zełenski nie zamieścił żadnego wpisu na Twitterze. Milczy minister Kuleba. Milczy ambasador Zwarycz. Natomiast Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksy Daniłow ogłosił, że Ukraina żąda dopuszczenia do śledztwa. – Jesteśmy gotowi przekazać dowód rosyjskiego śladu, który posiadamy. Oczekujemy od naszych partnerów informacji, na podstawie których stwierdzono, że był to pocisk ukraińskiej obrony powietrznej – napisał Daniłow na Twitterze.
A teraz zobaczmy jak wygląda narracja polskich władz dotycząca odpowiedzialności za śmierć Polaków zabitych ukraińską rakietą. Narracja ta brzmi: winę za to wydarzenie ponosi Rosja, ponieważ gdyby Rosja nie atakowała Ukrainy, to Ukraina nie musiałaby używać obrony powietrznej i Polacy by nie zginęli.
Nikt nie oczekuje przeprosin od Ukrainy za niefortunne działanie ich opelotki, które kosztowało życie dwóch Polaków. Mam jednak nadzieję, że prezydent Duda zauważył w końcu, co wyprawia jego “wielki przyjaciel” Zełenski.
Z czym zatem mamy do czynienia? Mamy do czynienia z kolejną próbą wepchnięcia Polski do bezpośredniej wojny z Rosją poprzez nacisk ze strony ukraińskiej, która posłużyła się kłamstwem. Jeśli ktoś myśli, że Ukraińcy żałują tych dwóch Polaków, to jest bardzo naiwny. Jeśli Ukraińcy czegoś żałują, to tego, że NATO nie kupiło ich zapewnień o rosyjskim ataku i nie przeprowadziło ataku odwetowego. Oczywiście oznaczałoby to III wojnę światową, ale przecież właśnie na tym zależy naszym ukraińskim „braciom i siostrom”. Nie łudźcie się, że byłoby im żal polskiej krwi. O nie! Polska krew przelewana za Kijów byłaby im bardzo na rękę.
A teraz pytam wszystkich polskich ukrainofilów omamionych wizją polsko-ukraińskiego braterstwa: Chcecie umierać za Kijów? Chcecie, żeby za Kijów umierały wasze dzieci? Chcecie, żeby za Kijów umierali wasi rodzice? Naprawdę tego chcecie, czy też wasza wyobraźnia jest zbyt uboga, żebyście potrafili zrozumieć, jakie będą konsekwencje wejścia Polski do bezpośredniej wojny z Rosją?
Najwyższa pora zrozumieć, że Ukraińcy nie walczą o to, aby ruskie bomby nie spadły na Polskę. Ukraińcy walczą o Ukrainę, a ponieważ ruskie bomby spadające na Polskę pozwoliłyby im wciągnąć NATO do bezpośredniego udziału w konflikcie, to ruskie bomby spadające na Polską są im jak najbardziej na rękę. Dowodem na to są wtorkowe wpisy Zełenskiego, Kuleby i Zwarycza oraz środowy wpis Daniłowa. Trzeba być ślepym, żeby tego nie dostrzec.
Polski interes narodowy nie jest tożsamy z ukraińskim interesem narodowym. Ukraina chce wciągnąć Polskę do wojny z Rosją. Polska nie może na to pozwolić. Tymczasem jest grupa Polaków, którzy nie tylko bezmyślnie wymachują szabelką, ale opluwają tych, którzy ostrzegają, że to machanie może doprowadzić do tragedii. Tych wymachujących szabelką idiotów (bo inaczej nazwać ich nie sposób) należałoby zamknąć w jakimś ustronnym miejscu, gdzie dla nikogo nie stanowiliby zagrożenia. I to leży w polskim interesie narodowym, a nie tropienie „ruskich onuc” wśród osób, które wykazują umiar i rozsądek.
A jeśli chodzi o prowokacje, to należy zastanowić się nad tym, czy ta ukraińska rakieta naprawdę spadła w Polsce zupełnie przypadkowo. Nasi ukraińscy „bracia i siostry” nie mieli żadnych skrupułów, żeby wymordować co najmniej 100 tysięcy Polaków w ramach „walki o niepodległość” na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Dziś ukraińscy zbrodniarze są ukraińskimi „herojami”. Jak można oczekiwać, że walczący dziś z Rosją Ukraińcy będą chcieli oszczędzać polską krew? Przecież nigdy tego nie robili. Wprost przeciwnie. Wszystkie te opowieści o polsko-ukraińskim braterstwie, to pic na wodę, fotomontaż. Gdyby to miało przynieść im zwycięstwo, Ukraińcy poświęciliby nas bez mrugnięcia okiem. Nie dajmy się im wciągnąć w tę wojnę. Nie pozwólmy, żeby Polacy umierali za Kijów.
Jednak główny kierunek kampanii strachu zarezerwowany jest dla wirusa RSV. Zatem wszyscy prawdopodobnie jesteście więcej niż zaznajomieni z „grypą”. I zdecydowanie macie dość słuchania o Covid. Ale wirus RSV może być dla was czymś nowym…
−∗−
Tłumaczenie artykułu z serwisu Off-Guardian na temat rzekomo spodziewanej potrójnej pandemii, czyli koinfekcji covid, grypy i wirusa RSV. /AlterCabrio – ekspedyt.org/
__________***__________
PRAWDZIWA historia kryjąca się za wirusem RSV i tak zwaną „tripledemic”
Źródła mediów głównego nurtu ostrzegają teraz przed współpandemią grypy, wirusa RSV i Covid… ale czy jest powód do obaw?
Według mediów głównego nurtu nadeszła „trójdemia”. Co to jest „trójdemia”, pytasz?
Najwyraźniej mamy wtedy jednoczesne pandemie grypy, Covid i wirusa RSV w tym samym czasie. A przynajmniej tak twierdzi LA Times:
„W Kalifornii obawiają się „trójdemii” grypy, wirusa RSV i COVID”
„«Trójdemia» w USA może przynieść zalew pacjentów w szpitalach”
Wszystkie te trzy historie – a jest też wiele innych – trafiły w tę samą pulę tematów do dyskusji.
Donoszą, że grypa powróciła po jej „tajemniczym” zniknięciu podczas „pandemii” Covid (The Alantic odnotowuje, że liczba przypadków grypy w USA spadła o ponad 90% i nazywa to „szczęściem”, to dwójmyślenie jest niewiarygodne).
Ostrzegają również, że Covid „wciąż jest w pobliżu” lub „nie skończył się” lub inne odmiany tych określeń.
Jednak główny kierunek kampanii strachu zarezerwowany jest dla wirusa RSV. Zatem wszyscy prawdopodobnie jesteście więcej niż zaznajomieni z „grypą”. I zdecydowanie macie dość słuchania o Covid. Ale wirus RSV może być dla was czymś nowym… więc pozwólcie, że wyjaśnię.
Wirus
Syncytialny wirus oddechowy (RSV) jest – zgodnie z teorią wirusów – jednym z wielu wirusów krążących w ogólnej populacji przez cały czas. Cytując stronę internetową Mayo Clinic [podkreślenie dodane]:
„Syncytialny wirus oddechowy (RSV) powoduje infekcje płuc i dróg oddechowych. Jest tak powszechny, że większość dzieci została zarażona tym wirusem przed upływem drugiego roku życia. Syncytialny wirus oddechowy (sin-SISH-ul) może również zarażać dorosłych. U dorosłych i starszych, zdrowych dzieci objawy wirusa RSV są łagodne i zazwyczaj naśladują zwykłe przeziębienie.”
A według CDC:
„Prawie wszystkie dzieci będą miały infekcję wirusem RSV do czasu swoich drugich urodzin […] Większość infekcji wirusem RSV ustępuje samoistnie w ciągu tygodnia lub dwóch.”
Tak więc, według oficjalnych źródeł, wirus RSV to nic poważnego w zdecydowanej większości przypadków i prawie każdy z nas już go miał.
W rzeczywistości, biorąc pod uwagę, że objawy są zarówno pospolite, jak i łagodne, istnieje prawdopodobieństwo, że mieliście je wiele razy w ciągu swojego życia i tak naprawdę nigdy nie wiedzieliście. Jest to po prostu jeden z wielu wirusów, o których wiadomo, że powodują coś, co nazywamy „przeziębieniem”.
Oszustwo
Jest tu jakiś trik i jak zwykle w dobie „pandemii” to trik językowy. Władza wykorzystuje niejednoznaczność językową, aby wywołać strach.
W większości krajów na świecie po prostu odnosimy się do „przeziębienia” lub „grypy” prawie zamiennie, aby opisać kilkanaście infekcji dróg oddechowych, których wszyscy doświadczamy przez całe życie.
Przez większość czasu nie wiemy, jaki konkretny wirus lub bakteria jest rzekomo przyczyną, nie mamy sposobu, aby się tego dowiedzieć i nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ objawy i leczenie są takie same: kaszel, gorączka, ból głowy – łóżko, sok pomarańczowy i środki przeciwbólowe.
Obecnie przede wszystkim to media wykorzystują tę wszechobecną dwuznaczność, przez nazywanie czegoś, co zawsze z nami było, ale udając, że jest to coś nowego.
„Rośnie liczba przypadków wirusa RSV: co wiemy o tym powszechnym i zaskakująco niebezpiecznym wirusie”
Zatem, chociaż nagłówek twierdzi, że wirus RSV jest „zaskakująco niebezpieczny”, artykuł wydaje się robić wszystko, aby udowodnić coś przeciwnego.
„Wirus jest tak powszechny, że prawie wszystkie dzieci zetknęły się z nim przed swoimi drugimi urodzinami”. _
„To jest tak wszechobecne” — mówi Flores. „Nawet dorośli są na niego wielokrotnie narażeni przez cały czas, więc rozwijamy na niego pewną odporność”. _
„Chociaż u zdrowych dorosłych i dzieci wirus RSV zazwyczaj objawia się jako zwykłe przeziębienie, z objawami podobnymi do tych powodowanych przez inne wirusy „przeziębienia”, takie jak rinowirusy, adenowirusy i kilka powszechnych koronawirusów”. _
„Dla przeciętnego człowieka wirus RSV to niewiele więcej niż utrapienie”
Artykuł wyraźnie ostrzega, że wirus RSV może być „szczególnie niebezpieczny dla noworodków i dorosłych w wieku powyżej 65 lat” oraz osób z obniżoną odpornością, ale to akurat dotyczy dosłownie każdego patogenu. I nawet wtedy dodają:
„tylko około 1 do 2 procent dzieci poniżej szóstego miesięca życia z wirusem RSV wymaga hospitalizacji (zwykle na kilka dni), a zgony nie są częste.”
To taktyka, którą wszyscy znamy – była rutynowa w całej narracji covidowej, w oficjalnych głosach, które mówiły nam, żebyśmy się bali, jednocześnie wyjaśniając, że nie ma się czego bać.
Takie podejście wyraźnie służy jakiemuś celowi, chociaż nie potrafiłbym z całą pewnością określić, co to może być.
Niezależnie od tego, oszustwo jest oczywiste i wyraźnie zamierzone.
Pytanie brzmi: po co?
Motyw
Podsumowując – nie ma powodu do obaw przed zakażeniem wirusem RSV. Media same o tym wiedzą, nawet jeśli ukrywają to pod warstwami histerycznych nagłówków.
To tylko jeden z wielu wirusów, które powodują – lub podobno powodują – objawy przeziębienia lub grypy, z których wszystkie stale krążą po całym świecie, szczególnie o tej porze roku.
ZAWSZE istnieje jakaś „tridemia” lub quadrodemia lub septodemia. Jedyna różnica polega na tym, że teraz przydają temu nazwę.
Biorą ograny numer i udają, że to coś wyjątkowego, po prostu by cię sprawdzić i przestraszyć.
Czemu?
Cóż, to raczej przewidywalne: by sprzedać szczepionki.
Tak, odetchniecie z ulgą, gdy dowiecie się, że tak jak wirus RSV po raz pierwszy w historii trafia na czołówki gazet, tak właśnie wyprodukowano pierwsze szczepionki przeciwko niemu.
„Nadchodzą nowe szczepionki przeciwko wirusowi RSV. To bardzo, bardzo dobra wiadomość.”
I stwierdza:
„Po dziesięcioleciach nieudanych prób wyprodukowania szczepionki przeciwko wirusowi RSV, kilka wysoce skutecznych jest w końcu o krok od zatwierdzenia.”
Tego samego dnia firma Pfizer ogłosiła „pozytywne dane najwyższej jakości” dla swojej nowej szczepionki przeciw wirusowi RSV, o czym doniosło CNN:
„Po obiecujących wynikach badań nad szczepionką przeciw wirusowi RSV dla matek, firma Pfizer twierdzi, że w tym roku wystąpi do FDA o zatwierdzenie”
Zgadza się, po dziesięcioleciach testów i dziesiątkach nieudanych prób, firmom farmaceutycznym udało się w końcu stworzyć nie tylko jedną, ale liczne skuteczne szczepionki przeciwko endemicznemu wirusowi… akurat gdy wirus trafił na pierwsze strony gazet.
To wszystko brzmi dość znajomo, prawda?
Jeśli nie daliście się nabrać ostatnim razem, to nie muszę was ostrzegać.
A jeśli jednak dałeś się nabrać na to ostatnim razem?
Narzędzie marketingowe c19 czyli skutki zostaną z nami na długo Czy można uwierzyć, że po tych wszystkich niekorzystnych informacjach, które pojawiły się na temat zagrożeń dla zdrowia i życia ze strony tzw. „szczepionki” przeciw Covid i jej nieskuteczności w walce […]
____________
Dwadzieścia milionów i nie koniec na tym Harrison Smith z American Journal omawia wypowiedź doktora Rogera Hodkinsona, szanowanego kanadyjskiego patologa, który szacuje, że obecna globalna liczba zgonów bezpośrednio przypisywanych szczepionce wynosi około 20 milionów, z około 2 […]
____________
Projekt Mercury czyli będzie nowa narracja Pomyślcie o tym: gdyby dostali to, czego chcieli, Zachód wyglądałby dokładnie tak, jak wyglądają teraz Chiny, lub jeszcze gorzej, bez możliwości udziału w życiu gospodarczym przy braku aktualnej przepustki covidowej. […]
– Będziemy musieli przywrócić wyższe stawki VAT nie tylko w przypadku energii elektrycznej, ale także w przypadku paliw i nawozów. Możemy za to utrzymać zerowy VAT na żywność – tłumaczył w niedzielę wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.
Wicepremier w niedzielę w Programie Pierwszym Polskiego Radia odniósł się m.in. do kwestii funkcjonowania tzw. tarczy antyinflacyjnej i wynikających z niej obniżonych stawek podatków na niektóre dobra.
Sasin przyznał, że ze względu na decyzję Komisji Europejskiej, która zakwestionowała niektóre działania w związku z tarczą, polski rząd będzie musiał przywrócić wyższe stawki VAT na energię elektryczną czy paliwa. – Będziemy musieli niestety ten VAT przywrócić, nie tylko w tym zakresie (energii elektrycznej – PAP), ale w obszarze pozostałych surowców energetycznych, również nawozów – powiedział.
Minister podkreślił, że polski rząd otrzymał informację od Komisji, że obniżenie stawek VAT „jest niezgodne z prawem europejskim i musimy ten VAT przywrócić i akcyzę w przypadku chociażby rynku paliwowego, gdzie ona funkcjonuje”.
– Jedynym odstępstwem, które udało się nam uzyskać – tu walczyliśmy do samego końca jest – możliwość utrzymania zerowego VAT-u na żywność. To, że żywność będzie tańsza, to jest zasługa również naszego rządu, który taką odważną decyzję podjął, a potem wywalczył w Komisji Europejskiej zgodę na to. Natomiast w przypadku surowców energetycznych i również energii elektrycznej takiej zgody uzyskać się nie udało – dodał.
Na początku listopada Komisja Europejska, odpowiadając na pytania PAP, poinformowała, że obecne ramy prawne nie pozwalają na zastosowanie zerowej stawki VAT na gaz ziemny i nawozy, natomiast paliwa silnikowe nie mogą korzystać z żadnej obniżonej stawki VAT, nawet tymczasowo. (PAP)
[Odnośnik – w oryginale. Jakoś mi nie wchodzą. MD]
Zaskakująco szczery artykuł The New York Times’a zatytułowany“Western Allies Look to Ukraine as a Testing Ground for Weapons”https://archive.ph/ynKrL opisuje, jak imperialna machina wojenna wykorzystuje amerykańską wojnę proxy do testowania swej broni pod kątem przyszłego użycia.
“Ukraina stała się poligonem doświadczalnym dla najnowocześniejszej broni i systemów informacyjnych oraz nowych sposobów ich wykorzystania, które według przewidywań zachodnich urzędników politycznych i dowódców wojskowych mogą kształtować działania wojenne dla przyszłych pokoleń” – pisze Lara Jakes z NYT.
Jakes pisze, że “nowe postępy w technologii i szkoleniach na Ukrainie są ściśle monitorowane pod kątem sposobów, w jakie zmieniają oblicze walki.” Te nowe postępy technologiczne obejmują system informacyjny znany jako Delta, a także “zdalnie sterowane łodzie, broń przeciwdronową znaną jako SkyWipers oraz zaktualizowaną wersję systemu obrony powietrznej zbudowanego w Niemczech, którego niemieckie wojsko jeszcze nie użyło.”
Cytowany jest były prezydent Litwy który mówi: “Uczymy się na Ukrainie jak walczyć, uczymy się jak używać naszego sprzętu NATO”, dodając: “To wstyd z mojego punktu widzenia, ponieważ Ukraińcy płacą swoim życiem za te ćwiczenia dla nas.
Informacje o tym, że Zachód wykorzystuje Ukrainę do testowania systemów broni na potrzeby przyszłych wojen, pokrywają się z niedawnymi komentarzami dowódcy amerykańskiego arsenału jądrowego, że wojna zastępcza jest próbą przed znacznie większym konfliktem, który nadchodzi.
Tak więc oprócz wykorzystania jej do realizacji długoletnich celów geostrategicznych USA, najwyraźniej wojna ta jest również wykorzystywana do ostrzenia pazurów imperialnej machiny wojennej na zbliżającą się gorącą wojnę z Chinami i/lub Rosją. W takim konflikcie USA z pewnością miałyby przewagę dzięki prowadzonym przez lata testom wojskowym.
VIDEO: Dokument RAND z roku 2019 ostrzegał USA przed porażką podczas konfliktu na Ukrainie https://www.youtube.com/embed/uqVPM0KSUpo?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=it&autohide=2&wmode=transparent
Na marginesie warto zauważyć, że testowanie nowych zachodnich technologii zbrojeniowych prawdopodobnie wyjaśnia doniesienia ukraińskich astronomów, że niebo nad Kijowem “roi się od niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO)”. Wspomniany artykuł New York Times’a cytuje ukraińskiego wicepremiera Mychajło Fedorowa, który powiedział, że testy broni, które widział, przekonały go, że “wojny przyszłości będą polegały na maksymalnej ilości dronów i minimalnej ilości ludzi”.
Jednym z wielu powodów, dla których Stany Zjednoczone i ich skomplikowana sieć sojuszników, partnerów i aktywów toczą tak wiele wojen, jest fakt, że nowa technologia zbrojeniowa musi zostać przetestowana w walce, zanim zostanie uznana za skuteczną. W praktyce oznacza to wykorzystywanie ludzkich ciał jako obiektów testowych, tak jak naukowcy wykorzystują szczury laboratoryjne lub świnki morskie.
Scentralizowane imperium USA udaje, że troszczy się o życie Ukraińców, ale w rzeczywistości troszczy się o nie tylko w takim stopniu, w jakim naukowiec troszczy się o swoje szczury laboratoryjne. I zdokładnie tego samego powodu.
Co może być bardziej złowieszcze od tegoż faktu? – Cóż, agendy, dla których przygotowują owe testy, jak sądzę.
ONZ: Dwie płcie jako zbrodnia przeciw ludzkości? ZAPROTESTUJ!
Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!
Zbrodnie przeciw ludzkości. Masowe rzezie ludności cywilnej, zbrodnie wojenne, ludobójstwa.
Czy wie Pan, że wkrótce na tej liście może się znaleźć także… uznawanie, że istnieją tylko dwie płcie – biologicznie uwarunkowane, przypisane człowiekowi w chwili poczęcia?
To niestety nie żart. ONZ na serio debatuje nad traktatem, w którym obiektywne spojrzenie na płciowość człowieka będzie uznane za zbrodnię przeciw ludzkości.
Projekt traktatu przygotowany został już trzy lata temu, jednak ostatnio wprowadzono do niego niebezpieczne zmiany. Obecnie organizowana jest zmasowana presja, aby traktat uchwalić – właśnie w nowym brzmieniu.
Po co takie przepisy?
Aby wywierać nacisk na poszczególne państwa (także na Polskę), by przyjęto prawodawstwo umożliwiające ściganie i karanie każdego obrońcy życia i rodziny! Homośrodowisko dostanie do ręki oręż, dzięki któremu będzie mogło jeszcze bardziej dominować w życiu społecznym, politycznym, kulturze i edukacji.
Sześciokolorowy walecnaprawdę się rozpędza i za chwilę rozjedzie także nasze społeczeństwo! Za nowymi przepisami lobbują już mocno Stany Zjednoczone i Unia Europejska, a ich głos jest brany w ONZ niezwykle poważnie.
Drogi Panie!
Polska wciąż nie zajęła stanowiska w sprawie traktatu. Delegacja do ONZ nie wyraziła jasno sprecyzowanego poglądu odnośnie tego, czy uznawanie, że istnieją tylko dwie płcie, może być zbrodnią przeciw ludzkości!!!
We wrześniu bieżącego roku Polska nie sprzeciwiła się przemyceniu do dokumentów ONZ zapisu o aborcji jako środku zaradczym dla ofiar przemocy. Czy tym razem delegacja naszego kraju zachowa się zgodnie z wartościami? Szanowny Panie, ja wiem, że musimy zażądać od polskiej delegacji, aby za nic w świecie nie zgodziła się na genderowy terror w nowym dokumencie ONZ!
Bardzo Pana proszę o podpisanie petycji, w której wnosimy o przeciwstawienie się presji w ONZ. Petycja jest dostępna pod linkiem
Proszę też o rozesłanie jej innym osobom, aby nacisk na polską delegację był jak największy. Dyplomaci muszą zrozumieć, że nie ma zgody na promocję szkodliwej ideologii, a próba wpisania normalności na listę zbrodni przeciw ludzkości to międzynarodowy skandal!
Lepiej działać zanim będzie za późno. Po ostatnich dokonaniach naszych przedstawicieli wszyscy wiemy, że nie można bezczynnie czekać, co się stanie.
Jeszcze raz proszę, by zareagował Pan podpisując tę ważną petycję
Niech będzie nas jak najwięcej – obrońców naturalnego porządku społecznego, rodzin i dzieci.
Czy może Pan wysłać link do petycji do kolejnych osób? Bardzo chcę, by politycy usłyszeli nasz wspólny głos: NIE dla wpisywania normalności na listę zbrodni!
Serdecznie Pana pozdrawiam!
Kaja Godek Inicjatywa #ZATRZYMAJABORCJĘ Inicjatywa #STOPLGBT Fundacja Życie i Rodzina zycierodzina.pl
PS – Wciąż wszyscy czekamy na zajęcie stanowiska przez delegację Polską w ONZ. Dopóki jasno nie zadeklarują, że nie ma zgody na genderowy terror, my obywatele musimy interweniować.
Biden’s Covid bribe: Americans who get a booster vaccine this winter will get $20 discounts on their groceries — amid surging inflation and a sluggish rollout
The enticement coincides with sky high inflation ahead of Thanksgiving
Biden hopes the incentives will boost dismal bivalent booster vaccination rates
The booster campaign has strengthened with a jump in RSV, influenza cases
The White House is offering discounts on groceries to Americans who get the new bivalent Covid booster in a desperate bid to boost uptake of the vaccine.
People who get the Omicron-specific shot at CVS, Safeway, Winn-Dixie, or Rite Aid will get up to $20 off their purchases this winter.
It comes amid a soaring inflation crisis that has driven up the price of household staples. A recent American Farm Bureau report found Thanksgiving dinner this year will cost a whopping 20 per cent more than last year.
The new booster incentive comes ahead of a potential spike in Covid cases and hospitalizations this winter which could put pressure on already-overstretched hospitals.
Health workers are already grappling withthe worst flu outbreak in 10 years and admissions caused by the common cold virus RSV — with both surges blamed on lockdowns suppressing people’s immunity to seasonal bugs.
The Covid bivalent rollout has been sluggish so far with just over 11 per cent of eligible Americans five and over having rolled up their sleeves for the shot.
The Centers for Disease Control and Prevention (CDC) is recommending aged five years and upwards gets the bivalent booster.
This contrasts with Denmark and Norway which are no longer offering jabs to non-seniors, while Sweden has said only those over 18 years old should get the shots.
Republikanie nie udowodnili oszustw wyborczych w 2020 roku i nie udowodnią teraz. Dlatego może najwyższy czas przyjrzeć się podstawom ideowym własnej partii i zaproponować odświeżenie, które w duchu będzie bliższe katolickiej nauce społecznej?
Na czym wyłożyła się Ameryka w roku 2022? Na tym samym, co dwa lata wcześniej w wyborach prezydenckich: na stosowaniu systemu opartego wyłącznie na zaufaniu, powstałego w czasach, gdy ludzie mieli jeszcze… honor. W Stanach Zjednoczonych nie istnieje coś takiego, jak dowód osobisty czy PESEL – jest to traktowane jako inwigilacja i pogwałcenie praw obywatelskich. Dlatego do wyborów może iść każdy, a władza zakłada po prostu, że obywatel nie będzie kłamał i oszukiwał. Tak to funkcjonowało od początku, tylko ludzie jakoś się „zbiesili” i dwa lata temu okazało się, że ten system – wywrócony do góry nogami pod pretekstem „pandemii koronawirusa” – daje doskonałą okazję do stworzenia chaosu, w którym można zrobić wszystko i nic… nie zostanie udowodnione.
Trump nie zdołał udowodnić w sądach żadnego oszustwa wyborczego, gdyż nie doszło do oszustw w sensie prawnym – doszło jedynie do masowego naginania systemu i wykorzystywania luk w prawie. Podobnie było w tym roku i podobnież stawka była niebagatelna. Nie jakieś tam wybory „połówkowe” – stawka to istne va banque, ponieważ jeżeli Republikanie nie będą mieli mocy stanowienia prawa w Kongresie, to o reformie systemu wyborczego możemy zapomnieć, a wtedy wybory prezydenckie 2024 roku również stają pod znakiem zapytania – choćby nie wiem, jak gigantyczne były faktyczne rozmiary Wielkiej Czerwonej Fali.
W takiej rzeczywistości wyborcy z rozgoryczeniem wyrażają głównie jedno pragnienie: chcemy przynajmniej wiedzieć, kto wygrał, a kto przegrał. Niech to będzie nawet Demokrata, ale uczciwie, a nie pod zasłoną dymną wyborczego chaosu i trwającego tygodniami głosowania kopertowego, którego nie sposób skontrolować. W takiej rzeczywistości największy ból jest… filozoficzny. Okazuje się bowiem, że wszystko traci znaczenie. Wyraźnie jak nigdy dotąd ściera się dziś w amerykańskich wyborach agenda zorganizowanego zła z fundamentalnymi postulatami dobra (prawo do życia, porządek natury, sprawiedliwość dla wszystkich). Jeżeli dekonstruujemy tak elementarną podstawę rzeczywistości, jaką jest sama możliwość zaistnienia dobra (poprzez uczciwy i niekwestionowany wybór przedstawicieli narodu), to wkraczamy w tyranię zła i beznadziei. W Ameryce to zło było rozzuchwalone do tego stopnia, że przeoczyło wygraną Trumpa w 2016 roku, ale niestety cztery lata później nie popełniło już tego błędu, a dziś urządza już sobie dziką orgię na trupie demokracji.
Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że zdołają drugi raz zrobić taki przekręt, myślałem, że determinacja praworządnych Amerykanów jest zbyt duża. Ale byłem naiwny. Nasi przeciwnicy to są ludzie zdegenerowani i pozbawieni przyzwoitości, a słabością ludzi normalnych jest to, że ciągle nie mogą w to uwierzyć i przedsięwziąć stosownych środków kontrataku…
Trupy głosują – trupy wygrywają
W wyborach 2020 roku mówiło się o głosujących trupach, to znaczy osobach, które oddały głos, choć nie żyją od kilku lub nawet kilkudziesięciu lat. W tym roku celem żartów stał się… prawdziwy trup, który wygrał wybory. Było to w Pensylwanii, gdzie o fotel kongresmena walczył niejaki Anthony DeLuca z Partii Demokratycznej. Zmiażdżył on swojego przeciwnika z przewagą ponad 85 procent, a wyborcom umknął drobny fakt, że polityk… od miesiąca nie żyje.
To teoretycznie może się zdarzyć, ale wymowny jest inny fakt z Pensylwanii, mianowicie, że wyścig do senatu wygrał także… żywy trup. Choć żarty są tu nie na miejscu, gdyż John Fetterman naprawdę miał wylew, po którym ledwo mówi i ledwo się porusza. Wydawało się, że z nim nie da się przegrać. „Żelazko by z nim wygrało”, jak powiedział Wojciech Cejrowski, wskazując, że Fetterman, poza tym, że spotkało go nieszczęście, to nierób, który jednego dnia uczciwie nie przepracował, żyjąc na garnuszku rodziców. Ale mimo to właśnie fanatyczny aborcjonista Fetterman uda się z Pensylwanii do Waszyngtonu, a nie Mehmet Oz, które poparł Trump. Dlaczego Oz przegrał? Pro-liferzy twierdzą, że dlatego, że nie opowiadał się zbyt wyraźnie po właściwej stronie, inni (jak dr Jakub Majewski na antenie PCh24 TV), że dlatego, że jest bogatym muzułmaninem startującym w okręgu, gdzie wyborcami są biali ludzie pracy.
Stanem w pewnym sensie „martwym” dla ideałów ruchu MAGA (Make America Great Again) jest niestety również południowa Georgia. Tam w 2020 roku doszło do gigantycznego chaosu wyborczego, a mimo to – cieszący się obecnie reelekcją – republikański gubernator Brian Kemp nie zrobił nic, by to wyjaśnić i by temu w przyszłości przeciwdziałać. Tam jeszcze w przyszłym miesiącu rozstrzygnie się druga tura wyścigu do senatu, ale republikański kandydat uważany jest za dość bezideowego. Szkoda, bo Georgia to jeden z południowych stanów wchodzących dawniej w skład Konfederacji i właśnie stamtąd pochodzi jedna z największych wojowniczek MAGA – kongresmenka Marjorie Taylor Greene.
Dlaczego Kari Lake musiała przegrać?
Arizona była jednym z kluczowych stanów. W wyścigu gubernatorskim startowała z jednej strony konserwatystka Kari Lake, która wyrosła niemalże na trzecią obok Trumpa i DeSantisa liderkę ruchu MAGA, obiecując silne przywództwo i rozwiązanie kryzysu na granicy, który dodatkowo rujnuje kraj, a z drugiej nijaka, niemająca żadnego programu i unikająca jakiejkolwiek debaty Katie Hobbs. Ta druga była w swojej anty-kampanii tak żałosna, że próbując kopiować republikański PR, zrobiła sobie sesję w Burger Kingu, w którym rzekomo kiedyś pracowała. Problem w tym, że na zdjęciach występuje… Katie Hobbs i nikt więcej, tak jakby lokal został specjalnie opróżniony, by przypadkiem nie dopuścić do jej konfrontacji z wyborcami. Mimo to „wygrała”… Katie Hobbs, która nota bene wierzy, że istnieje 47 płci, a dzieci powinny być bezkarnie zabijane na życzenie matki.
Jakikolwiek proces wyborczy, który potrzebuje sześciu dni, aby wyłonić zwycięzcę i pozwala tygodniami na zbieranie kopert do głosowania w ramach takiego konstruktu, to nie są już wybory oparte na głosach – czytamy w portalu The Conservative Treehouse. Autorka dodaje: Nie jestem pewna, jak nazwać te wielotygodniowe konkursy zbierania kopert do głosowania, ale nie przypominają one żadnych wyborów, do których mogę się odnieść w jakimkolwiek innym zachodnim kraju. Kari Lake była wyraźnie lepszym kandydatem, a Katie Hobbs jest naprawdę – bez sarkazmu – doofusem [głupawa postać z kreskówki – red.]. Jednak uzasadniony wydaje się argument, że w tym nowym procesie zbierania kopert do głosowania jakość kandydatów jest zasadniczo nieistotna.
Pomimo ogromnym i widocznych gołym okiem nieprawidłowości wyborczych w Arizonie, zaraz po ogłoszeniu wyników przez Associated Press, wszystkie liberalne media rzuciły się, aby rozszarpywać swój niedoszły „najgorszy koszmar” – Kari Lake, przy której nazwisku nie mogło zabraknąć określenia „wyborcza negacjonistka” dosłownie we wszystkich nagłówkach! Kari należy bowiem do tych, którzy nie boją się mówić o przekrętach wyborczych, które widać gołym okiem, ale trudno udowodnić je w sądzie, gdyż odbywają się w majestacie prawa.
„Wyborcza negacjonistka” na szczęście nie dawała się fake mediom, a z bezpośrednich starć przed kamerami ich przedstawiciele wychodzili nieodmiennie „zmasakrowani” – również w przypadku pytań o rzekome „negowanie wyborów”. Jej skuteczność jeszcze przed wyborami była niezaprzeczalna. Cały naród Arizony, łącznie ze wszystkimi służbami (szczególnie granicznymi) był po jej stronie. Twarzą w twarz skonfrontowała się z dziesiątkami tysięcy ludzi, którzy zaczęli wręcz mówić o „Karizonie”. Jej kandydatura niosła ze sobą rozwiązanie wszystkich problemów, których nieznośność Amerykanie podkreślali nawet w sondażu przeprowadzonym dla… CNN. Pomimo to Kari Lake „przegrała”. To znaczy, nie wiemy, czy przegrała, czy wygrała, ale wiemy, że ręki na Biblii w styczniu nie położy…
Wybory 2022 pokazały, że niezmożona siła tkwi w tradycyjnie konserwatywnych stanach, których obywatele są wrośnięci w amerykańskie wartości jak drzewo w krajobraz. Natomiast Arizona, granicząca z lewackim Nowym Meksykiem od wschodu, lewackim Kolorado od północy, wrogim Meksykiem od południa, a przede wszystkim z samym Mordorem lewactwa, Kalifornią, od zachodu, jest stanem granicznym. I nie chodzi tu o granicę państwa, ale o granicę kultur. To jak z hiszpańskimi miasteczkami z przyrostkiem de la frontera, który pochodzi z czasów, gdy graniczyły ze sobą kultury chrześcijańska i muzułmańska. Z jednej strony mamy konserwatywne stany, w których wierzy się w amerykański sen, w to, że każdy może własną ciężką pracą i rozumem dojść do sukcesu, w których wierzy się, że Pas Biblijny to najlepsza obrona wartości, słowem, wierzy się w to wszystko, na czym kraj stoi, a bez czego musi upaść. Z drugiej strony mamy stany, w których plenią się wszystkie najgorsze, najbardziej zwyrodniałe – i w istocie swojej antyamerykańskie – ideologie. Arizona jest pomiędzy.
Jak zwrócił uwagę serwis LifeSiteNews, to, co wydarzyło się w Arizonie, jeszcze długo może pozostać niewyjaśnione. Tak jak było z wyborami 2020 roku, po których ogłoszono Joe Bidena prezydentem. Po jakimś czasie dopiero wypłynęło, że Mark Zuckerberg przekazał 400 milionów dolarów do kieszeni urzędników wyborczych (dlatego Ron DeSantis na Florydzie wprowadził prawo zakazujące pompowania „zucker-dolarów” w proces wyborczy), a po drugie, że FBI celowo nie dopuszczało do wypłynięcia kompromitujących danych na temat korupcyjnych powiązań w rodzinie Bidenów. W każdym razie Kari Lake – podobnie jak Trump w 2020 roku – po prostu nie mogła wygrać: to byłoby zbyt piękne, od tego zbyt dużo by zależało i to w skali całego kraju.
Drogę do zwycięstwa wskazał ruch pro-life
Donald Trump powtarza często, że Amerykanie to naród, który „klęka przed Bogiem i tylko przed Bogiem”. Ale były prezydent, zdaje się, nie zrozumiał istotnej prawdy, którą stawia przed oczy temuż narodowi ruch pro-life: że aborcja nie jest tylko straszną zbrodnią, którą należy przy okazji innych działań ograniczyć; że ochrona życia jest w tym momencie fundamentalnym zagadnieniem dla przetrwania kraju (wszak nowym hasłem Trumpa jest save America – uratujmy Amerykę), ponieważ Bóg nie może błogosławić narodowi, który skazuje na hekatombę dziesiątki milionów swoich obywateli.
Mówił o tym Ammon Bundy w Idaho, który jako kandydat całkowicie niszowy, niezależny i przez nikogo nie finansowany osiągnął imponujący wynik 17 procent w wyścigu gubernatorskim: Dawno już minął czas na zatrzymanie tego odrażającego procederu i szukanie przebaczenia za niewinną krew, którą pozwoliliśmy przelewać z pogwałceniem sprawiedliwości. Jeżeli to uczynimy, błogosławieństwo Boga uzdrowi naszą ziemię i nasze domy.
W obecnym rozdaniu wyborczym obie izby Kongresu zasili mnóstwo osób jednoznacznie opowiadających się za życiem. Zwraca się też uwagę, że gubernatorzy, którzy podpisali zakazy i ograniczenia mordów prenatalnych uzyskali reelekcje z miażdżącą przewagą. Ale w swojej masie Partia Republikańska wciąż za mało podkreśla stanowisko pro-life i chyba ciągle nie docenia prawdziwego cudu, który wydarzył się w czerwcu, gdy Sąd Najwyższy cofnął bieg Rewolucji i pogrzebał na śmietniku historii kłamstwo aborcyjne pod szyldem Roe vs. Wade.
Rola zaangażowania pro-life jest prawdziwie opatrznościowa i jest to misja, która jednoznacznie pozycjonuje polityków po stronie dobra lub zła – po stronie cywilizacji, która szanuje Stwórcę i cywilizacji, której panem jest książę tego świata. Pogrzebanie Roe pokazało, że jedynie modlitwa milionów ludzi dobrej woli oraz idąca w ślad za nią aktywność społeczna może zdziałać cuda, również na niwie politycznej. Ludzka siła, charyzma przywódców, a nawet skala ruchu narodowego, jakim jest MAGA to, jak widać, za mało, by przeciwstawić się przewrotności wroga. Walcząc w szeregach pro-life, walczymy po stronie Boga (nawet pomimo wszelkich błędów religijnych, w jakich możemy trwać), a wówczas wiadomo, po której stronie jest zwycięstwo. Tę prawdę musi zrozumieć ruch MAGA, aby osiągnąć inny zapowiadany przez Trumpa cud: rozmontowania „głębokiego państwa” (deep state).
Czy Republikanie wreszcie wyciągną wnioski?
Przytłaczająca większość popartych Trumpa kandydatów wygrała w obecnych wyborach, ale mówi się, że przegrali w kluczowych stanach. Przegrali w Nevadzie, co miało przeważyć wyścig o dominację w senacie i przegrali w Arizonie, od czego dużo zależy – mają wreszcie najlepsze szanse, by przegrać w Georgii. Odnośnie Nevady można wprawdzie powtórzyć, że kto tak naprawdę wygrał, nie wiadomo (wynik ogłoszono po przedłużonym liczeniu głosów kopertowych), ale warto też spojrzeć z drugiej strony i zapytać, czy Republikanie faktycznie byli gotowi do zwycięstwa?
Z przemów Trumpa wyłaniał się właściwie tylko jeden pomysł na wygranie wyborów: wzbudzić tak duży entuzjazm i tak zmobilizować wyborców, żeby przewaga była niemożliwa do pokonania przy pomocy matactw przy urnach i przy głosowaniach kopertowych… To niestety okazało się za mało przy skali chaosu, jaki można wywołać, teoretycznie nie łamiąc prawa. Do tych stanów, w których gubernatorzy wprowadzili nowe prawo wyborcze, Czerwona Fala dotarła, ale w tych, w których wiadomo było, że „będzie się działo”, nie widać było żadnego realnego ruchu kontroli wyborów, poza obrazkami, jak dwóch przypadkowych rednecków siedzi z karabinami na pickupie i pilnuje czy nikt nie dosypuje głosów.
Dobrym zjawiskiem jest to, że pojawiło się sporo osób spoza polityki, ale jednocześnie problem establishmentowego oportunizmu w łonie Partii Republikańskiej nie ustał. Tu dochodzimy do osi krytyki pochodzącej od młodszego pokolenia konserwatystów, takich jak Matt Walsh czy Candace Owens, którzy mają więcej krytycznego zmysłu w swoich ocenach. Walsh, nota bene katolik, właściwie nie zostawił suchej nitki na Republikanach po tym jak dwunastu z nich poparło w senacie „homo-małżeństwa”.
– To jest właśnie wasza Partia Republikańska. I nie jest niespodzianką, że przegrali w połowie kadencji, a przynajmniej osiągnęli znacznie gorsze wyniki – powiedział, dodając, że Republikanie obecnie „nie mają żadnego przesłania”. Do tych głosów dołączają się pro-liferzy, dzięki którym koncept zakazu aborcji nie w imię demokracji, ale w imię prawa naturalnego zaczyna przebijać się do świadomości Amerykanów. To jest nowa – pogłębiona ideowo – perspektywa.
Z kolei Owens (ta czarnoskóra publicystka, która wystąpiła z Kanye West w koszulkach „White Lives Matter”) mocno skrytykowała Trumpa, biorąc na celownik jego wybujałe ego. Candace starła się swego czasu z Trumpem w związku z promowaniem przez niego tzw. szczepionek przeciw COVID-19, wskazując, że rozmija się on z wyborcami w tej kwestii, ponieważ jest za stary, by rozumieć internet i nie słucha uważnie wyborców, którzy nie dali się nabrać na ten skok władzy i Big Pharmy na pieniądze i wolność. – Mówię tylko, że Trump powinien dobrze spojrzeć w lustro… i wykazać się odrobiną pokory, kiedy coś mu się nie uda – mówiła w swoim podcaście. Jest to faktycznie istotne w kwestii dostrzeżenia potencjału, jaki tkwi w połączeniu sił MAGA i ruchu pro-life, co może dać do rąk Republikanów nieodpartą broń, jaką jest działanie w imię prawa naturalnego, a nie demokratycznych przesądów. Wreszcie Owens zadała pytanie: Czy Trump ma na rok 2024 do zaproponowania coś więcej niż „Wróciłem”?
Ten nastrój jest wyczuwalny przez bardziej otwarte umysły w partii. Czas na odbudowę Partii Republikańskiej – potrzebujemy partii bardziej skoncentrowanej na ludziach pracy niż na Wall Street, bardziej skoncentrowanych na naszej kulturze niż na zagranicznych wojnach – stwierdził senator Josh Hawley.
Przyszłością dla Republikanów wydaje się być przede wszystkim pogłębienie podłoża ideowego. Sięgnięcie po nowe idee (bardziej katolickie i konkretne spojrzenie na porządek natury) i skorzystanie z tych, które już od kilkudziesięciu lat kwitną (pro-life). To przewietrzenie ideowe musi też oznaczać uwolnienie się od przynajmniej części przesądów demokracji: mamy rację nie dlatego, że proces demokratyczny nam na to pozwala, ale ponieważ robimy to, co podoba się Bogu. Jest za wcześnie na to, by oczekiwać, że przywództwo partii przypadnie tradycyjnym katolikom, których orężem są łaska sakramentalna i Różaniec, ale najwyższy czas na to, by nieco zamieszać w ideowym kotle, ponieważ Pan Bóg prowadzi nas sobie tylko znanymi ścieżkami, a – jak wiemy z Ewangelii – rola Samarytanina bądź weselnika na godach Pańskich przypada nie zawsze tym, którym formalnie miało się to należeć. Wreszcie, Bóg nagradza dobrą wolę osób, które bez własnej winy tkwią w błędach religijnych, dlatego uważam, że więcej może zdziałać amerykański protestant mający przekonanie, że Chrystus musi panować w instytucjach politycznych, niż gnuśny europejski katolik, który pogodził się z posoborową agendą, która przyznaje Chrystusowi prawo do królowania wyłącznie pod koniec czasów.
Większość ludzi jest oszołomiona globalnym kryzysem energetycznym, w którym ceny ropy, gazu i węgla jednocześnie gwałtownie rosną, a nawet zmuszają do zamknięcia dużych zakładów przemysłowych, takich jak przemysł chemiczny, aluminiowy czy stalowy. Administracja Bidena i UE upierały się, że wszystko jest spowodowane działaniami wojskowymi Putina i Rosji na Ukrainie. Nie o to chodzi.
Kryzys energetyczny jest od dawna planowaną strategią zachodnich kręgów korporacyjnych i politycznych mającą na celu demontaż gospodarek przemysłowych w imię dystopijnej Zielonej Agendy . Ma to swoje korzenie w okresie na długo przed lutym 2022 r., kiedy Rosja rozpoczęła działania zbrojne na Ukrainie.
Blackrock naciska na ESG
W styczniu 2020 r., w przededniu wyniszczających gospodarczo i społecznie blokad spowodowanych pandemią, dyrektor generalny największego na świecie funduszu inwestycyjnego, Larry Fink z Blackrock, wystosował list do kolegów z Wall Street i dyrektorów generalnych korporacji na temat przyszłości przepływów inwestycyjnych. W dokumencie, skromnie zatytułowanym „Podstawowe przekształcenie finansów” , Fink, który zarządza największym na świecie funduszem inwestycyjnym zarządzającym wówczas około 7 bilionów dolarów, ogłosił radykalne odejście od inwestycji korporacyjnych. Pieniądze „stałyby się zielone”. W swoim uważnie śledzonym liście z 2020 roku Fink oświadczył:
„W niedalekiej przyszłości – i wcześniej niż większość przewiduje – nastąpi znacząca realokacja kapitału… Ryzyko klimatyczne to ryzyko inwestycyjne”. Ponadto stwierdził: „Każdy rząd, firma i akcjonariusz muszą stawić czoła zmianom klimatycznym”. [i]
W osobnym liście do klientów-inwestorów Blackrock, Fink przedstawił nowy plan inwestowania kapitału. Zadeklarował, że Blackrock wyjdzie z niektórych inwestycji wysokoemisyjnych, takich jak węgiel, największe źródło energii elektrycznej dla USA i wielu innych krajów. Dodał, że Blackrock będzie sprawdzać nowe inwestycje w ropę, gaz i węgiel, aby określić ich zgodność z „zrównoważonym rozwojem” Agendy ONZ 2030.
Fink dał jasno do zrozumienia, że największy na świecie fundusz zacznie wycofywać się z inwestycji w ropę, gaz i węgiel. „Z biegiem czasu”, napisał Fink, „firmy i rządy, które nie reagują na interesariuszy i nie zajmują się zagrożeniami dla zrównoważonego rozwoju, spotkają się z rosnącym sceptycyzmem rynków, co z kolei spowoduje wyższy koszt kapitału”. Dodał, że „zmiany klimatyczne stały się czynnikiem decydującym o długoterminowych perspektywach firm… jesteśmy na skraju fundamentalnego przekształcenia finansów”. [ii]
Od tego momentu tzw. inwestowanie ESG, karanie firm emitujących CO2, takich jak ExxonMobil, stało się modą wśród funduszy hedgingowych i banków z Wall Street oraz funduszy inwestycyjnych, w tym State Street i Vanguard. Taka jest moc Czarnej Skały. Fink był również w stanie pozyskać czterech nowych członków zarządu ExxonMobil, którzy zobowiązali się do zakończenia działalności firmy w zakresie ropy i gazu.
List Finka ze stycznia 2020 r. był wypowiedzeniem wojny przez wielkie finanse przeciwko konwencjonalnemu przemysłowi energetycznemu. BlackRock był członkiem-założycielem grupy zadaniowej ds. ujawniania informacji finansowych związanych z klimatem (TCFD) i jest sygnatariuszem UN PRI — Zasady odpowiedzialnego inwestowania, wspieranej przez ONZ sieci inwestorów promujących inwestycje o zerowej emisji dwutlenku węgla przy użyciu wysoce skorumpowanego ESG kryteria — Czynniki środowiskowe, społeczne i zarządcze przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Nie ma obiektywnej kontroli nad fałszywymi danymi dla ESG firmy. Blackrock również podpisał oświadczenie Watykanu z 2019 r., opowiadające się za systemami cen emisji dwutlenku węgla. BlackRock w 2020 roku dołączył również do Climate Action 100, koalicji prawie 400 menedżerów inwestycyjnych zarządzających 40 bln USD.
Tym pamiętnym listem od dyrektora generalnego ze stycznia 2020 r. Larry Fink zapoczątkował kolosalną dezinwestycję w wartym bilion dolarów światowym sektorze ropy i gazu. Warto zauważyć, że w tym samym roku firma BlackRock’s Fink została wybrana do Rady Powierniczej dystopijnego Światowego Forum Ekonomicznego Klausa Schwaba, korporacyjnego i politycznego ogniwa Zeroemisyjnej Agendy ONZ 2030. W czerwcu 2019 r. Światowe Forum Ekonomiczne i Organizacja Narodów Zjednoczonych podpisały strategiczną ramy partnerstwa w celu przyspieszenia wdrażania Agendy 2030. WEF ma platformę wywiadu strategicznego, która obejmuje 17 celów zrównoważonego rozwoju Agendy 2030.
W swoim liście do dyrektora generalnego z 2021 r. Fink podwoił atak na ropę, gaz i węgiel. „Biorąc pod uwagę, jak kluczowa będzie transformacja energetyczna dla perspektyw rozwoju każdej firmy, prosimy firmy o ujawnienie planu, w jaki sposób ich model biznesowy będzie zgodny z gospodarką zerową netto” – napisał Fink. Inny oficer BlackRock powiedział na niedawnej konferencji energetycznej: „Gdzie idzie BlackRock, inni pójdą”. [iii]
W ciągu zaledwie dwóch lat, do 2022 r., szacuje się, że 1 bilion dolarów wyszedł z inwestycji w poszukiwanie i rozwój ropy i gazu na całym świecie. Wydobycie ropy naftowej jest kosztownym biznesem, a odcięcie zewnętrznych inwestycji przez BlackRock i innych inwestorów z Wall Street oznacza powolną śmierć branży.
Biden — prezydent BlackRock?
Na początku swojej słabej wówczas kandydatury na prezydenta Biden odbył spotkanie za zamkniętymi drzwiami pod koniec 2019 roku z Finkiem, który podobno powiedział kandydatowi, że „jestem tutaj, aby pomóc”. Po fatalnym spotkaniu z BlackRock’s Fink, kandydat Biden ogłosił: „Pozbędziemy się paliw kopalnych…” W grudniu 2020 roku, jeszcze przed inauguracją Bidena w styczniu 2021 roku, mianował BlackRock Global Head of Sustainable Investing, Brianem Deese, aby być Asystentem Prezesa i Dyrektorem Krajowej Rady Gospodarczej. Tutaj Deese, który odegrał kluczową rolę dla Obamy w przygotowaniu paryskiego porozumienia klimatycznego w 2015 r., po cichu ukształtował wojnę energetyczną Bidena.
To katastrofa dla przemysłu naftowego i gazowego. Człowiek Finka, Deese, był aktywny w przekazywaniu nowemu prezydentowi Bidenowi listy środków anty-ropnych do podpisania rozporządzeniem wykonawczym począwszy od pierwszego dnia w styczniu 2021 r. Obejmuje to zamknięcie ogromnego rurociągu naftowego Keystone XL, który dostarczałby 830 000 baryłek dziennie z Kanady aż do jak rafinerie w Teksasie i wstrzymanie wszelkich nowych umów najmu w Arctic National Wildlife Refuge (ANWR). Biden ponownie dołączył również do paryskiego porozumienia klimatycznego, które Deese wynegocjował dla Obamy w 2015 r., a Trump odwołał.
Tego samego dnia Biden uruchomił zmianę tak zwanego „Społecznego kosztu emisji dwutlenku węgla”, który nakłada na przemysł naftowy i gazowy karę w wysokości 51 dolarów za tonę CO2. To jedno posunięcie, dokonane wyłącznie pod władzą władzy wykonawczej bez zgody Kongresu , powoduje druzgocące koszty inwestycji w ropę i gaz w Stanach Zjednoczonych, kraju, który zaledwie dwa lata wcześniej był największym producentem ropy na świecie.[iv]
Zabijanie zdolności rafineryjnych
Co gorsza, agresywne przepisy środowiskowe Bidena i mandaty inwestycyjne BlackRock ESG zabijają zdolność produkcyjną amerykańskich rafinerii. Bez rafinerii nie ma znaczenia, ile baryłek ropy zabierzesz ze Strategicznych Rezerw Naftowych. W ciągu pierwszych dwóch lat prezydentury Bidena Stany Zjednoczone zamknęły około 1 miliona baryłek dziennie zdolności rafineryjnych benzyny i oleju napędowego, częściowo z powodu załamania popytu covidowego, najszybszego spadku w historii Stanów Zjednoczonych. Przerwy są trwałe. W 2023 roku dodatkowe 1,7 miliona baryłek dziennie ma zostać zamknięte w wyniku dezinwestycji BlackRock i Wall Street ESG oraz regulacji Bidena. [v]
Powołując się na dezinwestycje w ropę na Wall Street i antyropną politykę Bidena, dyrektor generalny Chevron w czerwcu 2022 roku oświadczył, że nie wierzy, by Stany Zjednoczone kiedykolwiek zbudowały kolejną nową rafinerię.[vi]
Do Larry’ego Finka, członka zarządu Światowego Forum Ekonomicznego Klausa Schwaba, dołącza UE, której przewodnicząca Komisji Europejskiej, notorycznie skorumpowana Ursula von der Leyen, opuściła zarząd WEF w 2019 r., aby objąć stanowisko szefa Komisji UE. Jej pierwszym ważnym działaniem w Brukseli było przeforsowanie agendy UE Zero Carbon Fit for 55. To nałożyło poważne podatki od emisji dwutlenku węgla i inne ograniczenia na ropę, gaz i węgiel w UE na długo przed rosyjskimi działaniami na Ukrainie w lutym 2022 r. Połączony wpływ oszukańczej agendy ESG Finka w administracji Bidena i szaleństwa UE o zerowej emisji dwutlenku węgla powoduje najgorszy kryzys energetyczny i inflacyjny w historii.
F. William Engdahl jest konsultantem ds. ryzyka strategicznego i wykładowcą, ukończył politologię na Uniwersytecie Princeton i jest autorem bestsellerów na temat ropy naftowej i geopolityki.Jest pracownikiem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją.
Nowa książka prof. Adama Wielomskiego pt. „Yuval Noah Harari. Grabarz człowieczeństwa” jest dostępna w Bibliotece Wolności. Wieloletni publicysta „Najwyższego CZAS!”-u demaskuje w niej poglądy jednego z kluczowych ideologów nowego porządku świata po Wielkim Resecie.
Harari jest kreowany na autorytet „od wszystkiego”. Jego wypowiedzi są cytowane jako genialne bez względu na to czy dotyczą pandemii, wojny na Ukrainie, globalnego ocieplenia, agendy LGBT, religii czy przyszłości świata. Jego książki polecają takie osoby jak Mark Zuckerberg czy Bill Gates, a premier Mateusz Morawiecki był zaszczycony, że mógł sobie zrobić z nim zdjęcie podczas imprezy Impact’22.
Zdaniem prof. Wielomskiego Harari zawdzięcza ten wielki sukces nie merytorycznej zawartości swoich książek, a wręcz przeciwnie, dzięki jej brakowi! W swojej trylogii stworzył opowieść, która ma pełnić rolę mitu dla świata po Wielkim Resecie. To Mit XXI a nawet XXII wieku. Mit, który ma zastąpić wszystko to, co stworzyła cywilizacja grecka, rzymska i chrześcijaństwo, a w co ludzie mają bezkrytycznie uwierzyć.
Mitu takiego potrzebuje kasta miliarderów, która dąży do stworzenia społeczeństwa niezdolnego do buntu, choćby z racji narastających nierówności społecznych. Jeśli ludzie uwierzą w spisaną przez Harariego opowieść, to obudzą się w takim właśnie świecie. W świecie, w którym garstka właścicieli globalnych korporacji przejmie kontrolę nie tylko nad całą własnością i władzą polityczną na naszej planecie, ale także nad ludzkimi ciałami i umysłami.
Książkę można nabyć na stronie sklep-niezalezna.pl lub klikając TUTAJ.
Australia’s birth rates for 2021, and their December 2021 statistics show that births dropped 72% over the previous December average for the past six years. This drop in births is reportedly about 9 months after the roll-out of the COVID vaccines.
It was also reported that Brisbane-based fertility specialist Dr Luke McLindon, who works with women who have fertility issues, had reported a jump in miscarriages from the ordinary 12% to 15% in his cohort of patients, to a whopping 74% among his ‘vaccinated’ patients.
Australia appears to be one of the first countries to publish birth rates for 2021, and their December 2021 statistics show that births dropped 72% over the previous December average for the past six years. This drop in births is reportedly about 9 months after the roll-out of the COVID vaccines.
George Christensen, a former member in the Australian parliament from 2010 to 2022, reports:
Data from the Australian Bureau of Statistics shows a more than 72 per cent drop in births for December 2021 as compared to the December average for the preceding six years.
The massive drop in births comes barely nine months after the COVID gene therapy injections stylised as mRNA ‘vaccines’ were rolled out to the general population of Australia.
Previously, Brisbane-based fertility specialist Dr Luke McLindon, who works with women who have fertility issues, had reported a jump in miscarriages from the ordinary 12 to 15 per cent rate in his cohort of patients, to a whopping 74 per cent amongst his ‘vaccinated’ patients.
Dr McLindon served as President of the Australian Institute for Restorative Reproductive Medicine yet was fired from his role with Brisbane’s Mater Hospital.
While Mater has told the mainstream media the reason for Dr McLindon leaving was state-imposed ‘vaccine’ mandates, the question of whether or not firing him was an attempt to stop his contentious research on the ‘vaccines’ and miscarriages has been raised.
“… I found those unvaccinated shared a historically low miscarriage rate of 13 per cent in comparison to those who had been vaccinated prior to conception, who shared a miscarriage rate in excess of 70 per cent,” Dr McLindon said.
WATCH DR MCLINDON PROVIDE MISCARRIAGE DATA ON HIS PATIENT COHORT HERE
The belief that these experimental COVID vaccines were never designed to prevent illness, but to reduce the world’s population, is looking less and less like a “conspiracy theory” every day as the facts continue to come in. The funeral industry is booming, while life and health insurance companies are suffering. (Source.)
Could these numbers from Australia be the start of a flood of data that will come in now showing dramatic deceases in births and fertility rates following the COVID-19 vaccines?
The U.S. Government’s Vaccine Adverse Events Reporting System (VAERS) was updated yesterday, and there are now 4,546 fetal deaths recorded in VAERS following COVID-19 vaccines given to pregnant and child-bearing women. (Source.)
Jan Krzysztof Ardanowski: Zielony Ład przyniesie ubóstwo, głód i fale migracji.
Działania polityków są idiotyczne, ale Komisja Europejska z Timmermansem, z komisarzem Wojciechowskim włącznie – właśnie tak działają. Mogą oni doprowadzić do zapaści produkcji żywności w Europie
Komisja Europejska, kontynuując drastyczną politykę klimatyczną dodatkowo pogłębia kryzys spowodowany wojną na Ukrainie – przekonuje były minister rolnictwa w rządzie Zjednoczonej Prawicy, Jan Krzysztof Ardanowski. W wyniku tych działań, zagrożona będzie nie tylko sytuacja samych rolników, ale bezpieczeństwo żywnościowe uzależnionych od europejskiego eksportu.
Rolnicy należą do grup najbardziej dotkniętych kryzysem energetycznym. Oprócz zapewnienia podstawowych potrzeba jak ogrzanie domu czy ugotowanie jedzenia, gospodarstwa rolne wymagają dodatkowo ogromnego zapotrzebowania na energię. – Nie ma tu znaczenia czy jest to hodowla świń, krów, drobiu czy przechowalnictwo warzyw i owoców – wszędzie tu potrzebna jest energia elektryczna – podkreśla Ardanowski.
Problemy z wysokimi cenami dotyczą w nie mniejszym stopniu gazu wykorzystywanego w produkcji nawozów. Jeszcze do niedawna koszt 3 tys. zł za tonę saletry amonowej wydawał się ceną zaporową do tego stopnia, że rząd musiał uruchomić dodatkowe dopłaty. – Dzisiaj tona saletry amonowej oscyluje w granicach 6 tys. zł z tendencją wzrostową. Dla większości rolników są to ceny absolutnie zaporowe – tłumaczy przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP.
Sytuacji nie poprawia zalew ukraińskiej kukurydzy, który zdaniem Ardanowskiego „całkowicie rozregulowuje rynek paszowy w Polsce”. – Wzrost kosztów energii spowodowany wieloletnią grą Rosji z Europą dotyka szczególnie mocno ziem polskich rolników – przekonuje.
Komisja Europejska jednak nie tylko nie reaguje na kryzys, ale zdaniem byłego ministra rolnictwa jeszcze go pogłębia, prowadząc „destrukcyjną” politykę klimatyczną. – Komisja Europejska obok niezależnych od jej decyzji problemów (…) narzuca swoją politykę rolną w postaci w postaci Zielonego Ładu, która dodatkowo komplikuje kwestie związane z produkcją żywności, wymuszając działania ograniczające plony oraz – przy tym – konieczność dużych inwestycji w gospodarstwach, na które, mówiąc wprost, rolnicy nie mają pieniędzy – zauważa Ardanowski.
Z kolei środki unijne przyznawane w ramach Wspólnej Polityki Rolnej są „absolutnie niewystarczające”. – Są to rozsmarowywane pieniądze w ramach dopłat bezpośrednich, dopłat do działań ekologicznych, eko–schematów, które pozostawiają tylko jakieś ochłapy na inwestycje w gospodarstwach, które przecież muszą dostosowywać się do nowej WPR – przekonuje.
Gwałtowne zmniejszanie użytkowania nawozów, połączone ze zwiększaniem obszaru chronionego doprowadzi, w ocenie polityka, w krótkim okresie do spadku plonów – i w konsekwencji – zbiorów podstawowych płodów rolnych.
– Europa przestanie być bezpieczna żywnościowo – zauważa Ardanowski, wskazując, że taka sytuacja przełoży się na problemy wykraczające daleko poza europejski sektor rolny.
Z eksportera żywności, Europa stanie się importerem, głównie ze strony krajów Ameryki Południowej MERCO-SUR czy Nowej Zelandii. Szczególnie dotknie to biedniejsze i uboższe w warunki kraje Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, które nie potrafią wyprodukować wystarczających ilości żywności.
– Emigranci ruszą na Stary Kontynent, by ratować się przed głodem. Te działania polityków są niezrozumiałe i idiotyczne, ale Komisja Europejska z panem Timmermansem i jego kolegami z komisarzem Wojciechowskim włącznie – właśnie tak działają. Mogą oni doprowadzić do zapaści produkcji żywności w Europie – podkreśla Ardanowski.
– Uważam, że trzeba bić na alarm, ponieważ bezpieczeństwo żywnościowe, do którego Europa się przyzwyczaiła i której jest wynikiem prowadzonej od wielu lat, do niedawna, prorolniczej polityki Unii Europejskiej sypie się na naszych oczach – konkluduje.
Czy pieniądze amerykańskich podatników darowane Ukrainie wracały poprzez FTX na konta Demokratów i Joe Bidena?
Upadek FTX jest dla wielu bardzo bolesny. Tak naprawdę, jeszcze nie wiadomo, jak skończy się ta historia. Jednak wiadomo na pewno, że mnożą się teorie spiskowe dotyczące bankructwa tej jednej z trzech największych krypto-giełd.
Czy zwolennik Demokratów Sam Bankman-Fried…
Ne da się ukryć, że wiele faktów i osób daje się połączyć ze sobą w mniej lub bardziej wyraźny i sensowny sposób. Otóż Sam Bankman Fried nie ukrywał wcale faktu, że sympatyzuje z Partią Demokratyczną i że jest jej donatorem. Ale to nie koniec – jego matka Barbara Fried, znany naukowiec, jest współzałożycielką fundacji Mind the Gap, która przekazywała środki na kampanię Joe Bidena i Demokratów.
Partnerka Bankmana-Frieda, Caroline Ellison – czyli szefowa zależnej od FTX spółki Alameda Research – jest córką Glenna Ellisona, ważnej persony z MIT. Ten zna się z Garym Genslerem, obecnym szefem amerykańskiego nadzoru finansowego SEC, który w dość bezbolesny sposób udzielił pozwolenia na funkcjonowanie FTX.
Ale to jeszcze nie koniec. Na portalach lubujących się w teoriach spiskowych można znaleźć teksty zapewniające, iż autorzy mają dostęp do wiarygodnych źródeł, które zapewniają, że miliardy dolarów podarowane Ukrainie przez rząd federalny USA i jego agendy wróciły do Partii Demokratycznej i Joe Bidena właśnie dzięki FTX.
Zwolennicy tej teorii wskazują, że swego czasu pojawiła się informacja, iż ukraiński rząd zebrał 42 mln USD pod postacią różnych kryptowalut. Tydzień później pojawiła się informacja o wejściu FTX na Ukrainę i nawiązaniu kooperacji z ukraińskim ministerstwem finansów.
Twitter pełen jest zdjęć Bankmana-Frieda z politykami. Na przykład z Maxine Waters, wpływową członkinią Partii Demokratycznej, która obecnie lobbuje mocno na rzecz uregulowania rynku cryptos.
No i jest jeszcze motyw współpracy FTX z World Economic Forum – czyli organizacją organizującą co roku szczyt w Davos, której lider Klaus Schwab jest zwolennikiem „wielkiego resetu”. Gabriel Bankman-Fried, brat założyciela FTX, pracował dla WEF… Co ciekawe, WEF usunęło z sieci wszystkie strony i podstrony, na których widniało powiązanie z FTX…
Słyszał ktoś o covidzie? Ostatnio jakby przestał być modny. Zamieciono go pod dywan. Oczywiście nie bez powodu. Bo ci, którzy używali wirusa do represjonowania ludzi, gnębienia rodzin, zamykania biznesów i szerzenia nieszczęść poprzez paraliż opieki zdrowotnej, chcą w ten sposób uniknąć odpowiedzialności…
Co kraj, to obyczaj. Na przykład u nas chiński wirus nagle, gdy wybuchła wojna na Ukrainie, przepadł jak przysłowiowy kamień w wodę. Minister Niedzielski wprawdzie co jakiś czas opowiada jeszcze o swoich falach i o szczepieniach, ale w zasadzie nikt go już nie słucha. Nikt już nie straszy. Ale nikt też poważnie nie mówi o konsekwencjach dla tych, co straszyli.
Covid przestał być potrzebny. Po prostu zrobił swoje. Wystarczyły dwa lata, by zachwiać porządkiem świata, jaki znaliśmy; by przetestować, że ludzie dostosują się do każdej głupoty lansowanej przez władzę, a opór – tak jak w Kanadzie – zostanie zduszony bez przelewu krwi.
W kontekście aktualnych wyborów w Stanach Zjednoczonych, widać jak na dłoni jeszcze jeden „sukces” tego chwilowego bożka o imieniu Covid. Bez niego nikomu by nawet do głowy nie przyszło, by na masową skalę wprowadzać głosowania kopertowe, z czego korzysta się teraz nagminnie, by majstrować przy wynikach wyborów, a czego nauczono się w wyścigu prezydenckim z 2020 roku.
W imię Covida zachwiano systemem politycznym (anulowano demokrację) jedynego mocarstwa, które – gdyby przez dłuższy czas miało silnych konserwatywnych przywódców – mogłoby powstrzymywać kolejne fale Rewolucji w skali globalnej. W sposób mistrzowski (bo nie do udowodnienia) ukradziono wybory 2020 i właśnie trwa rozkradanie kolejnych. Bez większości w obu izbach Republikanie nie zdołają wprowadzić zapowiadanej przez siebie (i dokonanej w części konserwatywnych stanów) reformy systemu wyborczego. Bez reformy – w 2024 roku znów czekają nas „cuda nad urnami”.
I proszę sobie wyobrazić, że w takiej atmosferze (jeszcze przed wyborami) nagle ukazuje się na łamach liberalnego „The Atlantic” artykuł wyrażający podskórny niepokój amerykańskich covidystów. Tekst nosi tytuł… Ogłośmy pandemiczną amnestię (Let’s Declare a Pandemic Amnesty). Autorka, Emily Oster, przytacza historyjkę, jak to jechała z rodziną na rowerach, zakładając maski, gdy tylko widzieli innych rowerzystów, a jej 4-letni syn nagle wrzasnął na inną dziewczynkę: DYSTANS SPOŁECZNY!
Te środki ostrożności były całkowiciebłędne – konstatuje autorka. Podobnie jak długi lockdown szkół. Ale jak na liberalny mainstream przystało, stawia ona diagnozę, ale myli się co do leczenia. Dalej, zamiast uderzyć się w pierś, że ignorując ustalenia naukowe szerzyła (jako medium) propagandę strachu, to zaczyna się tłumaczyć w najgłupszy sposób: przecież nie wiedzieliśmy. Dezinformacja była i pozostaje ogromnym problemem. Ale większość błędów popełniali ludzie, którzy gorliwie pracowali dla dobra społeczeństwa – czytamy.
Tu autorka miesza ze sobą dwie rzeczy. Z jednej strony ludzi, którzy faktycznie wiedzy nie mieli i dlatego mogli tak czy inaczej reagować (na początku tzw. pandemii, bo potem każdy, kto chciał – wiedział), a z drugiej tych, którzy doskonale wiedzieli, co się dzieje i co robią: oszustów (lekarze), propagandystów (dziennikarze) i tyranów (politycy). Dla tych drugich amnestii być nie może.
Ale to pokazuje, jaki jest inny powód, dla którego amerykańskie wybory są tak obecnie tak skrzętnie fałszowane w kluczowych stanach. Przecież politycy republikańscy jasno zapowiadali, że „wsiądą na tyłek” najwyższemu kapłanowi Covida w USA – dr. Fauciemu i jego świcie. Dlatego jeszcze przed wyborami musiały paść te słowa: Musimy odłożyć te walki na bok i ogłosić amnestię pandemiczną. Tak apelowała Emily Oster z „The Atlantic” i słowa te podziałały zapewne, jak miód na serce każdego pandemicznego zamordysty. A w Ameryce było ich niemało, począwszy od Joe Bidena i jego administracji, poprzez wszechwładne koncerny medialne, aż do nieodpowiedzialnych gubernatorów, którzy w imię „agendy” niszczyli oddane ich pieczy społeczności.
Różnica jest tylko taka, że tam się przynajmniej o tym mówi. U nas zamiata się pod dywan. Tam mówią o tym politycy (i nie są to politycy niszowi z kilkuprocentowym poparciem), bo tam naród ma jeszcze swoją reprezentację. I właśnie to lewica w USA chce obecnie zniszczyć. Ta lewica jest gorsza niż najgorszy Jankes, gdyż z całego serca nienawidzi wszystkiego, co amerykańskie i dąży do tego, by Amerykanie (jeden naród pod Bogiem) zostali we własnym kraju zmarginalizowani albo ośmieszeni, tak jak uczyniono z Polakami w Polsce, gdzie kolejne rządy nawet nie próbują się tłumaczyć, dlaczego zdradzają interes narodowy dla realizacji woli unijnych i globalistycznych elit. Tam przynajmniej toczy się dialog, a sami liberałowie dostrzegli potrzebę „amnestii”, by ratować swoje „cztery litery”. U nas polskojęzyczne elity do niedawna jeszcze ośmielały się odgrzewać „pandemiczną” retorykę, a o słowach publicznej, wybrzmiewającej krytyki, zdaje się, że możemy pomarzyć.
W każdym razie zaraz po ukazaniu się tego kuriozalnego artykułu ludzkie serca zawrzały, a z gardeł dobywał się jeden głos: NIE MA AMNESTII!W internecie mnożyły się listy „osiągnięć” zamordystów covidowych, którzy obecnie chcieliby grubej kreski. Odzywali się kongresmeni, lokalni politycy, znani dziennikarze i działacze oraz popularni w sieci w sieci komentatorzy. Jednemu zgodnemu „nie” towarzyszył wysyp osobistych historii, w których ludzie dzielili się zdjęciami swoich bliskich, których pozabijały obostrzenia „pandemiczne”. Zamknęli twój kościół. Zamknęli twoje szkoły. Zabrali ci pracę. Kazali ci nosić maskę, która nie działa. Zmusili cię do odwołania rodzinnych uroczystości i pogrzebów. A teraz chcą, żebyś po prostu o tym zapomniał. NIE – komentował Jim Jordan, reprezentant Ohio w Kongresie, który obecnie zyskał reelekcję, dewastując demokratyczną oponentkę z przewagą prawie 40 procent i mając szansę na zastąpienie Nancy Pelosi na stanowisku spikera Izby Reprezentantów.
Na Twitterze ktoś napisał: Prześladowcy zawsze szukają „miłosierdzia”, gdy tracą władzę. Pamiętajcie, że jest to emocjonalna manipulacja, a w wielu przypadkach nadużycia były fizyczne z powodu przymusowych zastrzyków. To są źli ludzie. Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia wszystkim tym, których skrzywdzili.
To nie jest czas na przebaczenie, to jest czas na sprawiedliwość. Wycofujący się rakiem, którzy mówią o przebaczeniu, zapominają o dwóch poprzedzających je krokach: prawdziwej pokucie i odpowiedzialności – dodała z europejskiej perspektywy konserwatywna dziennikarka Eva Vlaardingerbroek z Holandii.
Jeszcze kto inny – tym razem z Australii – zamieścił nagranie, na którym widać, jak policjant dusi wątłą młodą dziewczynę, a ta, gdy udaje jej się coś powiedzieć, pyta „za co”, po czym dziwi się, że za… „brak maseczki”. [w oryg. MD
Nie, drodzy pandemiści, to nie były pojedyczne wybryki, nad którymi możemy przejść do porządku dziennego, ponieważ „na końcu wszyscy i tak jesteśmy jedną rodziną”. To była zorganizowana działalność przestępcza na poziomie ponadnarodowym i państwowym – propagowana przez media – której skutkiem były miliony złamanych ludzkich losów (tych, których wyrzucono z pracy za niepoddanie się eksperymentowi „wyszczepiania” choćby w Austrii; rodzin, które odcięto od utrzymania, zamykając biznes, gdziekolwiek pod słońcem), a także liczne ofiary śmiertelne (w Polsce GUS doliczył się 200 tysięcy osób, które zginęły „nadmiarowo”, a w krajach, w których istnieje jeszcze jakieś w miarę cywilizowane raportowanie publiczne, jak USA czy Wielka Brytania, oficjalnie zgłoszono dziesiątki tysięcy zgonów po tzw. „szczepionkach”). To można wybaczyć po chrześcijańsku, ale trzeba również ukarać osoby odpowiedzialne. Natomiast zapomnieć – jak chcieliby covidowi zamordyści – nie wolno.
Długo zastanawiałem się, czy podjąć ten temat. Jednakże skala zjawiska, o którym dziś napiszę, jest tak duża i występuje praktycznie na całym globie, że nie mogłem tego tematu nie podjąć. Tak więc, jest coś, co teraz się dzieje na świecie. Coś bardzo dziwnego, wręcz przerażającego. To zjawisko zostało uchwycone przez kamery w różnych miejscach globu.
Początkowo myślałem, że jest to odosobniony przypadek, jednakże z czasem natrafiałem na kolejne dowody, świadczące o tym, że jest to zjawisko coraz bardziej powszechne. Dowody na to, że to samo dzieje się z różnymi osobami, w różnych miejscach w różnym czasie. I w takiej sytuacji nie można, nie zadać pytania: „co się dzieje”? Mówię o nagraniach, ukazujących ludzi, którzy dosłownie wpadają w jakieś napady, upadają na ziemię, dostają drgawek, a nawet kręcą się dookoła siebie wymachując nogami i rękami.
Jest wiele hipotez próbujących wyjaśnić to zjawisko, o którym w mediach „głównego nurtu” jest cisza, panuje pełna zmowa milczenia. Ciekawe dlaczego? Niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że poziom zdrowia u człowieka maleje, odporność jest systematycznie niszczona (jak chociażby za pomocą tych tak zwanych „szczepień” na COVID-19), ludzki organizm jest systematycznie podtruwany, czy to po przez produkty spożywcze, czy promieniowanie (na przykład 5G).Efektem tego jest to, że wielu ludzi (w tym ogromna część osób młodych i zdrowych) traci życie, ot tak nagle. Popularne w ostatnim czasie stało się powiedzenie: „nagła śmierć”. Zaiste jest i to, że owa „nagła śmierć”, weszła do masowego obiegu zaraz po przeprowadzeniu kilku fal tych tak zwanych „szczepień” na COVID-19. Ale zapewne to przypadek, koegzystencja czasowa, taki sobie „mało ważny” szczególik. Prawda?
NIKT, podkreślam to: NIKT, tak naprawdę nie wie, co „oni” wstrzyknęli ludziom, którzy zdecydowali się poddać tak zwanemu „szczepieniu” na COVID-19. Każdy kto stwierdza, że zna pełen skład tak zwanego „szczepienia” na COVID-19, po prostu KŁAMIE. Każdy kto stwierdza, że to tak zwane „szczepienie” na COVID-19 jest w pełni przebadane i bezpieczne, także KŁAMIE.
Zatem, jedna z hipotez próbujących wyjaśniających zjawisko drgawek i konwulsji, które „nawiedzają” ludzi z całego globu, stwierdza, że to kolejny „efekt uboczny”, tych tak zwanych „szczepień” na COVID-19.
Jest też hipoteza „aktywności paranormalnej”. Mam tutaj na myśli jakieś„opętanie”. Część z przypadków, o których tutaj dziś piszę, może mieć i zapewne ma podłoże „duchowe”. Spójrzcie na kadry, [niestety – w artykule brak tych odnośników. MD] na których osoba spogląda przez ramię, jak gdyby „coś” za nią stało, następnie następuje „atak”, a później paraliż całego ciała: Ci ludzie spadają na ziemię z otwartymi szeroko oczami, otwartymi szeroko ustami, dostają drgawek, pełzają, wpadają w różnego rodzaju konwulsje i wreszcie Następuje sam paraliż.
W każdym z przypadków przebieg jest praktycznie identyczny, zatem można wnioskować iż mamy tutaj do czynienia z jednym i tym samym napadem, to znaczy na tym samym tle i z tego samego powodu. Nietypowe ruchy, wskazują jednoznacznie, że coś jest „nie tak” z mózgiem danej osoby. Zaznaczam, że wielu niezależnych ekspertów ostrzegało i alarmowało, iż te tak zwane „szczepionki” na COVID-19, mogą destrukcyjnie wpływać na działanie ludzkiego mózgu, ludzkiego układu nerwowego. I wiecie co… To smutne, to bardzo smutne, że media „głównego nurtu” zajmują się praniem mózgów i nastawianiem jednych przeciwko drugim, zamiast podjąć tak ważne tematy. Tematy od których zależy życie tysięcy a może i nawet milionów ludzi.
Jedno jest pewne, otóż „coś” się zaczyna dziać, a media „głównego nurtu” nabrały wody w usta i zapanowała pełna zmowa milczenia. Natomiast my, osoby przebudzone, jesteśmy świadkami pewnego rodzaju „upadku i załamania”, jakie zaczyna dosięgać coraz większą liczbę ludzi a to dopiero początek. Dlatego bądźcie czujni, ostrożni, nie dajcie się zabić, nie dajcie się zastraszyć.