Pope Francis attends Indigenous ‘healing dance’ to ‘Mother Earth’ during Canada trip. 'We are the people of Mother Earth, hi, hi’

https://www.lifesitenews.com/news/pope-francis-attends-indigenous-healing-dance-to-mother-earth-during-canada-trip/

’We are the people of Mother Earth, hi, hi,’ the master of ceremonies said during the dance.

Pope Francis in headgear given to him by representatives of the Canadian Indigenous peoples, July 25, 2022.Vatican News screenshot

=============================

MASKWACIS, Alberta (LifeSiteNews) – During the first full day of his visit with Canada’s Indigenous communities, Pope Francis attended a “healing dance” that appeared to direct worship to “Mother Earth.”

Prior the ritual, which took place in Maskwacis, Alberta this morning, the Master of Ceremonies for the event explained that a “healing dance” was about to occur, while outlining that the drum involved is “the heartbeat of Mother Earth, the drum is life.”

Gathered in a circle around a large tree branch, Indigenous people began chanting and playing the drum as people dressed in feathers and other traditional outfits started dancing.

Francis, along with four Indigenous Chiefs donning traditional headdresses and garb, sat on a stage slightly above the dance, giving them a view of the happenings. (Footage of the dance can be found in the Vatican’s livestream of the event, starting at 1:09:00)
The MC for the event spoke about the importance of the number “four” as the ritual continued, referencing the “elements,” the “four directions,” the “four stages of life” and the “four living life forms.”

“We have a sun rising from the east, and we also have, from the south, we have the Thunderbird,” explained the MC.

“From the west side we have the wind, the oxygen that we breathe, this is the government of Mother Earth. And on the north side we have Mother Earth, Mother Earth is who we are,” continued the Indigenous leader. “Mother Earth is all the plant life, Mother Earth, our mother, is also the mother of all insect life, Mother Earth is also the mother of all animals on the ground, in the water, in the air.”

“Mother Earth, is of course, the Mother of all humanity,” added the ceremonial leader, as the dancing continued with Francis and the Chiefs looking onward at the ritual.

“We are the people of Mother Earth, hi, hi,” concluded the MC.

As extensively reported by LifeSiteNews, this is not the first time Francis has attended or participated in what seems to be pagan-styled worship.

In 2019, Francis allowed the placement of an idol representing the pagan deity of Pachamama (Mother Earth) in the Vatican, drawing widespread outrage by faithful Catholics around the world.

The Church has always forbidden the faithful from participating in or supporting non-Catholic worship under the pain of grave sin.

As explained by LifeSiteNews’ Louis Knuffe, the use of terms like “mother earth” and the invocation of such a name for spiritual purposes is not merely a “cultural ritual” but a religious one, and is tantamount to the sin of “superstition” and constitutes a “grave sacrilege.”

“The essential difference between what the Church does in her sacred rites, sacraments, and sacramentals, and the superstitious ceremonies and rituals of pagan religions, is that the Church has a supernatural principle by which grace is communicated when She uses bodily things or performs physical actions, like pouring water over the catechumen’s head in baptism,” explained Knuffe in a piece about Francis’ visit to Canada and his participation in Indigenous rituals.

“That supernatural principle is the spiritual authority that flows from the Person of Christ and the power of His saving death. It is Christ who gives the sacraments the power to communicate grace through bodily actions and things.”

DSC_5040
DSC_0814
DSC_4858

Franciszek uczestniczył w „Tańcu uzdrowienia” do Matki Ziemi. Umpa, Umpa!! Umpa, Umpa!! „- – – Bicie serca Matki Ziemi”. Zaślubiny pogaństwa.

Franciszek uczestniczył w „Tańcu uzdrowienia” do Matki Ziemi (WIDEO)

Umpa, umpa!! Umpa, umpa!! „bicie serca Matki Ziemi”.

28.07.2022 Kanada: https://prawy.pl/121251-kanada-franciszek-uczestniczyl-w-tancu-uzdrowienia-do-matki-ziemi-wideo/

Podczas pierwszego pełnego dnia swojej wizyty u rdzennych społeczności Kanady, papież Franciszek wziął udział w „uzdrawiającym tańcu” ku czci „Matki Ziemi”.

Przed rytuałem , który miał miejsce w Maskwacis w Albercie, Mistrz Ceremonii tego wydarzenia wyjaśnił, że ma nastąpić „uzdrawiający taniec”, jednocześnie podkreślając, że zaangażowany bęben to „bicie serca Matki Ziemi”.

Zgromadzeni w kręgu wokół dużej gałęzi drzewa rdzenni mieszkańcy zaczęli śpiewać i grać na bębnie, podczas gdy ludzie ubrani w pióra i inne tradycyjne stroje zaczęli tańczyć.

Franciszek, wraz z czterema rdzennymi wodzami, przywdzianymi w tradycyjne nakrycia głowy i stroje, usiadł na scenie nieco nad tańcem, spoglądając na te wydarzenia (Nagranie z tańca można znaleźć w watykańskiej transmisji na żywo z wydarzenia, od 1:09:00).

Mistrz Ceremonii podczas wydarzenia mówił o znaczeniu liczby „cztery” w trakcie trwania rytuału, odnosząc się do „elementów”, „czterech kierunków”, „czterech etapów życia” i „czterech żywych form życia”.

„Mamy słońce wschodzące ze wschodu, a od południa mamy [Ptaka Grzmota] Thunderbirda” – wyjaśnił.

„Od strony zachodniej mamy wiatr, tlen, którym oddychamy, to jest rząd Matki Ziemi. A po stronie północnej mamy Matkę Ziemię, Matka Ziemia jest tym, kim jesteśmy” – kontynuował przywódca tubylców. „Matka Ziemia to całe życie roślinne, Matka Ziemia, nasza matka, jest także matką wszelkiego życia owadów, Matka Ziemia jest także matką wszystkich zwierząt na ziemi, w wodzie, w powietrzu”.

Matka Ziemia jest oczywiście Matką całej ludzkości” – dodał przywódca ceremonii, podczas gdy Franciszek i Wodzowie patrzyli dalej na rytuał.

 ======================

Umpa, umpa!! Umpa, umpa!!

Zobacz TUTAJ

Bear Park Pow-Wow Grounds, Maskwacis, Canada, Meeting of Pope Francis with indigenous peoples, First Nations, Métis, and Inuit

==========================

mail: No i co??? Gaja uzdrowiła Frania?? A może Ptak Grzmot uleczył??

=========================

Srebrników nie będzie. Merdanie językiem przez PiS nie wystarczy. Kolejny sukces rządu.

Targowica z PiS w ocenie unijnych faszystów jest wyraźnie gorsza od totalnej targowicy i należy ją zmienić na lepszą. Nic nie pomogły kuluarowe tłumaczenia, że PiS musi robić taką minę do tej gry z powodu swoich “wymagających wyborców”.

Polska nie otrzyma pieniędzy z KPO dopóki odsunięci dyscyplinarnie sędziowie nie zostaną przywróceni do orzekania – powiedziała szefowa KE, Ursula von der Leyen, której wybór okazał się długo zapowiadanym sukcesem rządu.

Oznacza to, że dostęp do unijnego koryta jest zablokowany i nie wiadomo jak to się skończy.

Jest tutaj pewien element zaskoczenia – tak słowa przewodniczącej KE skomentował dr Sebastian Gajewski, prawnik i nauczyciel akademicki, wprowadzając pewien nastrój tajemnicy podczas dyskusji w “Radio Szczecin“.

Na razie zarząd Morawieckiego wzorowo realizuje lockdown energetyczny i ma zamiar wywiązać się z zobowiązań całkowitej likwidacji polskiego górnictwa. Czy to wystarczy? Wydaje się, że nie.

Na koniec, aby podnieść na duchu przysłowiowych idiotów przypomnijmy raz jeszcze sukces “rządu PiS”

Wymienili piece, teraz dopłat nie dostaną. „Zostaliśmy oszukani”. [A o inflacji – NIC].

[na podst.: Magdalena Raducha https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-wymienili-piece-teraz-doplat-nie-dostana-zostalismy-oszukani,nId,6183016 MD]

– Ludzie wymienili „kopciuchy”, a teraz rządzący chcą pomagać tym, którzy tego nie zrobili i z ekologią nie mają nic wspólnego.

Gdybym wiedziała, że będzie coś takiego, w życiu bym nie zmieniała pieca – przyznaje w rozmowie z Interią Alina. Tak komentuje sprawę dodatku węglowego w wysokości 3 tys. złotych. Z pomocy wykluczono między innymi osoby, które zainwestowały w czyste źródła ciepła, wymieniły stare piece i teraz do ogrzewania używają pelletu drzewnego. Jak słyszymy, część z nich rozważa powrót do „kopciuchów”. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapewnia, że „rząd pracuje nad rozwiązaniami dla osób używających opału innego niż węgiel”. [—-]

Ten dodatek uderza w osoby, które zainwestowały w czyste źródła ciepła, a teraz są za to karane.

Premier Mateusz Morawiecki powiedział w piątek z mównicy sejmowej, że pellet drzewny kosztuje 1600-1800 zł. – Ja zadzwoniłem do kilku składów i żaden nie oferował pelletu w tej cenie, one oscylowały w granicach 2400-2500 zł za tonę. Albo premier został wprowadzony w błąd i chodziło mu o pół tony, albo ktoś mu powiedział o pellecie ze słomy, który się nie spala w kotle na pellet drzewny.[—-]

– Nie zapominajmy też o osobach, które ogrzewają mieszkania gazem i prądem. Oni również na pomoc państwa nie mogą liczyć. Ceny tych surowców też poszybowały w górę, a będą kolejne podwyżki i za gaz i za energię. [—-]

Spytaliśmy Ministerstwo Klimatu i Środowiska, czy planowane jest również wsparcie tych gospodarstw domowych, które do ogrzewania wykorzystują pellet, gaz lub inne źródła ciepła.

W odpowiedzi wydziału komunikacji medialnej resortu czytamy, że „rząd zajmuje się tą kwestią”. [—-]

Pierwsza dama w Ameryce. Na zwiady??

Stanisław Michalkiewicz 28 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5221

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle – mówi antyfeministyczne przysłowie ludowe. Wiadomo, że w dawnych, koszmarnych czasach, przysłowia ludowe układały męskie szowinistyczne świnie i stąd tyle w nich seksizmu. Teraz seksizm jest przez feministyczne aktywistki z pasją tropiony, a jak znajdą jakiegoś seksistę, to strasznie nad nim wydziwiają – oczywiście przy pomocy Judenratu „Gazety Wyborczej”, który wie, że nic się tak dobrze nie sprzedaje, jak seks i zbrodnia.

Ale nie chodzi o to, by sprzedawać seks w taki sposób, jak do robił przewielebny ksiądz Dębski, który swojej korespondentce przesyłał orgiastyczne opisy, jak i gdzie będzie ją bzykał. Ale na dzisiejszych damach takie rzeczy nie robią wrażenia; jeśli już interesują się taką literaturą, to przeważnie w tym aspekcie, ile szmalcu da się z tego wyciągnąć, żeby dzięki temu można było komfortowo bzykać się z umiłowanym dobiegaczem. Widać, że przewielebny ksiądz Dębski nie miał w tych sprawach wiele doświadczenia i niepomny na ewangeliczne przestrogi rozsypywał perły przed wieprze. Tymczasem wieprze podchodzą do tego całkiem inaczej. Przybierają pozę pruderyjno-wiktoriańską, to znaczy – ostentacyjnie się dziwią, że „takie słowa są” – oczywiście po ich uprzednim zacytowaniu, żeby czytelnicy też mieli trochę uciechy. Tedy myślę, że Judenrat tak prędko sprawy nie odpuści, bo taka afera, to w sezonie ogórkowym prawdziwy dar Niebios, a jeśli jeszcze sprawą zajmie się pewien znajomy mecenas, co to z damskich majtek potrafi wypłukiwać złoto, to sprawa nabierze charakteru rozwojowego i można będzie ją rozgrzebywać aż do złotej jesieni, albo nawet do jesiennej szarugi.

Ale wróćmy do naszego przysłowia, które mi się przypomniało na wiadomość, że pierwsza dama Ukrainy, pani Ołena Zełeńska pojechała do Ameryki, gdzie w Kongresie wygłosiła suplikację, by Stany Zjednoczone dostarczyły na Ukrainę jeszcze więcej broni. Najwyraźniej butne prezentowanie przez prezydenta Zełeńskiego i jego współpracowników postawy roszczeniowej zaczęło również w Ameryce wzbudzać irytację i wątpliwości, więc tym razem pani prezydentowa już nie formułowała żądań, tylko prośby.

Jestem pewien, że Kongres chętnie tych próśb wysłucha, a nawet – że spełni je albo w całości, albo przynajmniej w części, bo im dłużej Rosja wojuje na Ukrainie z całym Sojuszem Atlantyckim, tym lepiej, nawet gdyby amerykańskie koncerny zbrojeniowe stosowały wobec Ukrainy taryfę ulgową, nie tak, jak wobec naszego nieszczęśliwego kraju, w którego imieniu pan wicepremier Błaszczak bierze wszystko, co mu zaproponują i podobno wcale się nie targuje. Skąd ma na to wszystko – tajemnica to wielka – być może gdzieś zdybał klucz do Skarbów Sezamu, podobnie jak cały rząd „dobrej zmiany”, który już nie potrafi postawić żadnych granic swojej hojności.

Jeśli tedy prośby pani Ołeny Zełeńskiej zostaną wysłuchane, to wojna na Ukrainie, która aktualnie wchodzi w fazę przewlekłą, zacznie przybierać postać chroniczną. Jak bowiem wielokrotnie pisałem, USA prowadzą na Ukrainie wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca, a chociaż, według ostrożnych szacunków ginie ich średnio około tysiąca dziennie, to przecież jeszcze wielu zostało, bo wśród uchodźców przeważają kobiety i dzieci. Jak zauważył pewien Angielczyk, im dłużej ta wojna trwa, tym dłużej będzie trwała.

To niby masło maślane, ale porzućmy powierzchnię zjawisk i – jak apelował Wieszcz – „zastąpmy do głębi”. Otóż Rosja, która rozpoczęła wojnę pod hasłem „neutralizacji” Ukrainy, to znaczy – wybicia jej z głowy przynależności do NATO – oraz pod hasłem jej „denazyfikacji”, czyli wyplenienia tam banderyzmu, będącego tam jedynym żywym nurtem ideologicznym – jest od jednego i od drugiego celu tak samo daleko, jak była na początku. Nie ma zatem innego wyjścia („ach, jak zdrożał prestiż! Nie chcą stracić prestiżu” – pisał podczas wojny wietnamskiej, oczywiście z pozycji odwrotnych, niż piszą nasi propagandyści dzisiaj, felietonista warszawskiej „Kultury” („W warszawskiej urzędówce „Kulturze”, komunistyczny parobek Hamilton…” – mówiła „Wolna Europa”) o pseudonimie Hamilton – jak tylko wojować, aż do ostatecznego zwycięstwa. Jak będzie ono wyglądało – czy przybierze postać okupacji całej Ukrainy, czy też może jej rozbioru na część lewobrzeżną i prawobrzeżną – jak to się stało z ziemiami ukrainnymi – bo Ukraina jako państwo wtedy jeszcze nie istniała – w 1654 roku w Perejasławiu, kiedy to bohater narodowy współczesnej Ukrainy, Bohdan Chmielnicki całe Zadnieprze oddał carowi Aleksemu Michajłowiczowi, który skwapliwie je wziął, a potem Katarzyna całą Kozaczyznę zwyczajnie rozgoniła 3 sierpnia 1775 roku.

W tej sytuacji i prezydent Zełeński żadnego pokoju z Rosją zawrzeć nie może, bo w sytuacji, gdy Rosja obecnie zajmuje 20 procent terytorium Ukrainy, a być może ten stan posiadania powiększy, musiałby przynajmniej przyjąć to do wiadomości, a już to stanowiłoby dla niego pocałunek śmierci. Skoro my to wiemy, to on wie o tym bardziej i chociaż właśnie rozpoczął kurację przeczyszczającą w ukraińskiej bezpiece i prokuraturze, to niewiele mu to pomoże, bo wiadomo, że bezpieka jest jak hydra; jeśli nawet utniesz jej głowę, to na jej miejsce wyrastają dwie nowe – jak to miało miejsce w naszym nieszczęśliwym kraju, gdzie po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, wypączkowała z nich Służba Wywiadu Wojskowego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego.

Musi tedy wojować do ostatniego Ukraińca – czego właśnie życzą sobie Stany Zjednoczone. Żeby było to jednak możliwe, to Ukraina musi zapewnić sobie nieustający dopływ broni i amunicji z zagranicy, bo jej przemysł zbrojeniowy w trakcie działań wojennych znacznie ucierpiał. Ale w sytuacji, gdy wojna wchodzi w fazę przewlekłą, a może nawet w stan chroniczny, europejscy członkowie NATO – oczywiście z wyjątkiem naszego nieszczęśliwego kraju, którego władze gotowe są nawet wciągnąć Polskę do wojny, byle zasłużyć na poklepanie po plecach, a może nawet i niżej przez prezydenta Józia Bidena – zaczynają mieć wątpliwości, czy powinny Ukrainę futrować tym bardziej, że nie bardzo wiadomo, czy i kiedy ona za to wszystko zapłaci. W tej sytuacji jedyną nadzieją prezydenta Zełeńskiego na ocalenie nawet własnej głowy, są Stany Zjednoczone.

Ale znowu; jeśli my to wiemy, to Amerykanie wiedzą to tym bardziej, w związku z czym im dłużej wojna będzie trwała, tym łatwiej będą mogły z Ukrainą wszystko zrobić i w każdą formę ulepić. Również i w taką, że w końcu każą Ukrainie podpisać jakiś pokój, a prezydentowi Zełeńskiemu, którego wcześniej przeszwarcują do Ameryki, udzielą azylu. Czy przypadkiem tedy prezydent Zełeński nie wysłał pierwszej damy na zwiady?

Covid zmniejsza mózg – przykład – Prof. Gut. A wariantów są tysiące. W wirusowym uniesieniu… objawy oczywiste!

https://nczas.com/2022/07/28/covid-zmniejsza-mozg-a-wariantow-sa-tysiace-prof-gut-w-wirusowym-uniesieniu/

Prof. Włodzimierz Gut twierdzi, że covid powoduje… zmniejszenie mózgu. Ponadto wskazuje, że wariantów modnego wirusa są już tysiące.

Prof. Włodzimierz Gut/Fot. PAP

Prof. Gut, pytany w rozmowie z Polską Agencją Prasową, dlaczego przy najnowszym wariancie covid nie występują takie objawy jak utrata smaku czy węchu podkreślił, że przy wielu zakażeniach objawy, które są w początkowym okresie dość częste, zmieniają się w późniejszym etapie adaptacji wirusa.

Nie przywiązywałbym wielkiej wagi do samego wariantu, bo tych wariantów w tej chwili są już tysiące – zaznaczył.

Zdaniem prof. Guta wirus jest ten sam, bo ma ten sam receptor i tę samą drogę wnikania, czyli atakuje te same komórki.

Są to komórki przede wszystkim układu naczyniowego, dlatego są bardzo zróżnicowane objawy – wyjaśnił.

To my, naszą odpornością, naszym zachowaniem oraz eliminacją tego, co wykrywamy nadajemy w pewien sposób okresy dominacji poszczególnych wariantów. Niektóre pojawiały się lokalnie i znikały, inne na skutek niekonsekwentnych działań rozprzestrzeniały się na cały obszar – mówił.

W kwestii powikłań profesor przyznał, że COVID-19 potrafi zaatakować przede wszystkim naczynia w mózgu i to będzie powodowało pewne zmiany.

Na przykład zaobserwowano, jako późne powikłanie po COVID-19, zmniejszenie ogólne mózgów – i to dotyczy sporej liczby osób– podał.

Pytany o szczepienia przeciwko koronawirusowi odpowiedział, że szczepienia przygotowują na zakażenie, ale nie chronią przed samym zakażeniem ani przebyciem choroby.Przed zakażeniem chronią wszystkie działania uniemożliwiające przejście z osobnika do osobnika – dodał.

Aktualna ruchliwość społeczna, która odpowiada liczbie kontaktów międzyludzkich, jest wyższa, niż była przed wystąpieniem w ogóle covida. To jest zrozumiałe, bo ludzie są zmęczeni izolacją – mówił.

Powinniśmy nauczyć się reagować w sposób racjonalny na to, co nas otacza. Dużo nam do tego brakuje – stwierdził.

Profesor pytany o wprowadzenie obostrzeń wyjaśnił, że „obostrzenia są działaniami zewnętrznymi i mają całkiem inne cele, niż nasze własne bezpieczeństwo”.

Wprowadza się je po to, aby nie doszło do załamania określonych struktur. A nasze bezpieczeństwo jest naszą sprawą, każdy powinien dbać o siebie – podkreślił.

Podsumował, że „aktualna sytuacja nie zagraża systemowi służby zdrowia”.

Krew kanadyjskich męczenników woła o pamięć i honor. Tymczasem papież… przeprasza Indian.

https://pch24.pl/papiez-przeprasza-indian-w-kanadzie-tymczasem-krew-kanadyjskich-meczennikow-wola-o-pamiec-i-honor

Swoją „pokutną” pielgrzymką do Kanady papież Franciszek legitymizuje mity na temat rzekomych zbrodni Kościoła, podczas gdy za akcję „asymilowania” rdzennej ludności odpowiada rząd Kanady.

Przytaczamy piękną historię nawracania i poświęcenia, a także przyjaźni jezuickiego misjonarza z plemieniem Huronów, która pokazuje przeciwległy biegun kanadyjskiej historii.

Papież Franciszek podczas spotkania z rdzenną ludnością /CIRO FUSCO /PAP/EPA
Papież Franciszek w Kanadzie /VATICAN MEDIA HANDOUT /PAP/EPA

—————————

[On TO zawsze nosi na piersi: Tu nie ma Chrystusa Ukrzyżowanego !! Tylko jakiś facet ze skrzyżowanymi rękami, chyba z wydłubanymi oczami. MD]

Krzyż Papieża Franciszka 11x7 cm metal | sprzedaż internetowa na HOLYART
Nie, papież Franciszek nie machał tęczową flagą | Sprawdzam

==================================

Kiedy papież Franciszek odwiedza Kanadę, by przepraszać rdzenną ludność za rzekome zbrodnie Kościoła, warto pamiętać o kanadyjskich męczennikach, którzy oddali życie za wiarę, służąc tejże ludności.

Wśród wielu kanadyjskich męczenników wyróżnia się życie św. Jeana de Brébeuf i jego towarzyszy jako ludzi odważnych, którzy oddali swoją młodość, zdrowie i życie za ludy Kanady – podkreśla na łamach kanadyjskiego LifeSiteNews Clare Marie Merkowsky.

Publicystka przytacza historię początków chrześcijaństwa w Kanadzie, gdzie po odkryciu tej ziemi, przybywało wielu gorliwych jezuitów, chcących głosić imię Pańskie i w pokorze służyć miejscowym Indianom. Jednym z nich jest właśnie o. Jean de Brébeuf, Francuz, który w roku 1625 przybył do Quebecu i przystąpił do budowy nowych osad wspólnie z członkami plemienia Huronów. [PCh jakoś „zapomina”, że celem misjonarzy było nawracanie pogan na prawdziwą wiarę – katolicyzm. MD]

Ojciec Jan został przychylnie przyjęty przez tubylców, którzy nadali mu przydomek Echon, co oznacza „ten, który dźwiga ciężki ładunek”. On sam wspominał: „Czasami byłem tak zmęczony, że moje ciało nie mogło już nic więcej zrobić. Ale moja dusza była przepełniona wielkim szczęściem, gdy zdałem sobie sprawę, że cierpię to dla Boga”.

Święty – wbrew obiegowym mitom na temat niszczenia tubylczej kultury przez Kościół – nauczył się języka Huronów i stworzył dla nich alfabet, by mogli spisać swoją historię. Jean de Brébeuf wskazywał też na usposobienie, jakim powinien cechować się misjonarz, by dobrze docierać do rdzennej ludności Kanady: „Wśród innych klejnotów, którymi robotnik w tej misji powinien błyszczeć, delikatność i cierpliwość muszą być na pierwszym miejscu; to pole nie wyda owocu, jak tylko przez łagodność i cierpliwość, bo nigdy nie należy oczekiwać, że zmusi się je do tego gwałtownym i arbitralnym działaniem”.

Zapiski w dzienniku św. Jana de Brébeuf są pięknym świadectwem szczerego pragnienia dzielenia się najcenniejszymi skarbami, jakie człowiek może posiadać na ziemi – znajomością prawdziwego Boga i życiem w łasce uświęcającej. „Mój Boże, bardzo mnie smuci, że nie jesteś znany, że na tej dzikiej pustyni nie wszyscy nawrócili się do Ciebie, że grzech nie został z niej wypędzony” – pisał.

Jednocześnie duchowny miał świadomość, że jego działalność może sprowadzić na niego prześladowania: „Mój Boże, nawet jeśli wszystkie brutalne tortury, jakie muszą znosić więźniowie w tym regionie, spadną na mnie, ofiaruję się na to jak najchętniej i wezmę na siebie te cierpienia”.

Śmierć męczeńską poniósł nie z rąk zaprzyjaźnionego plemienia, lecz w czasie najazdu dzikich Irokezów, którzy wzięli w niewolę katolickich misjonarzy i nawróconych Huronów. Więźniom kazano iść boso po śniegu i bito ich pałkami.

Okoliczności kaźni wspomina jeden z hurońskich świadków: „Przybyli Irokezi w liczbie tysiąca dwustu ludzi; zabrali naszą wioskę i pojmali ojca Brébeuf i jego towarzysza; i podpalili wszystkie chaty. Zaczęli wyładowywać swoją wściekłość na tych dwóch Ojcach; zabrali ich obu, rozebrali do naga i przymocowali do słupa. Wyrwali paznokcie z palców. Bili ich deszczem ciosów pałkami w ramiona, lędźwie, brzuch, nogi i twarz; nie było jednej części ich ciała, która nie byłaby miejscem tej udręki”.

Oprawcy cechowali się nie tylko dziką brutalnością, ale także obrazoburczym szałem. Ojciec Jan był polewany gorącą wodą, co miało być bluźnierczym odwróceniem symboliki chrztu świętego. Rozgrzanymi toporkami wypalono mu na szyi znamię, a na brzuch wtłoczono „pas” z kory, rozgrzanej smoły i żywicy – mające naśladować strój jezuicki.

Pomimo natężenia brutalności przypominającego Mękę Pańską, Święty „nie przestawał mówić o Bogu i zachęcać wszystkich nowych chrześcijan, którzy byli jeńcami jak on, aby dobrze cierpieli, aby mogli dobrze umrzeć, aby razem z Nim udali się do Raju”. Aby uniemożliwić misjonarzowi dalsze pociąganie dusz do Chrystusa odcięto mu język i górną wargę. Następnie członkowie indiańskiego plemienia zaczęli zdzierać z niego skórę i mięśnie aż do kości, po czym upiekli jego pozostałości, by oddać się kanibalistycznej uczcie.

„Brébeuf chętnie przyjął męczeństwo w Kanadzie. Rzeczywiście, pragnął zostać zabity ze względu na Kanadę i naszego Pana Jezusa Chrystusa” – pisze Clare Marie Merkowsky. „Nie wolno o tym zapominać ani przepraszać za nawracanie ludów aborygeńskich oraz cierpienia misjonarzy jezuickich, którzy oddali życie za Kanadę i jej ludy. Brébeuf jest tylko jednym z wielu, którzy zginęli za ten kraj, a jego śmierć nie może pójść na marne” – podkreśla autorka w kontekście wizyty papieża Franciszka.

„Ludy aborygeńskie szczególnie powinny pamiętać o służbie misjonarzy, którzy przybyli, by umrzeć dla nich. Ci ludzie powinni być uhonorowani i zapamiętani w historii Kanady” – kończy.

Źródło: lifesitenews.com

Zarządzanie strachem: A to wizją wirusa, a to zmianami klimatycznymi, a to wojną i wizją głodu.

Nasze wolności pod kołami HISTORII… https://www.kontrowersje.net/nasze-wolnosci-pod-kolami-historii/

https://www.kontrowersje.net/wp-content/uploads/2022/03/dead-end.jpg

Już nawet polityczni daltoniści wiedzą, że wczorajszy zielony jest nowym retro  brunatno czerwonym, który ma dla nas rozkwitnąć kompletną szczęśliwą szarością.

Trwa dobrze zorganizowane zarządzanie strachem, a to wizją wirusa, a to zmianami klimatycznymi, a to wojną i wizją głodu.

Każdy z tych widowiskowo wypuszczonych z globalistycznej stajni koni Apokalipsy ma za zadanie tratować naszą wolność i nasze obywatelskie prawa. Każdy z nich przyniesie nam ubytek i szkody, a stajennym wymierny sukces, do dalszych eskapad i analiz ich think tanków, obliczających jak najszybciej nas odrzeć z konstytucyjnych i naturalnych praw… 

Cóż, pieniądze same w sobie nie mogą być końcowym celem, (mogą je przecież sobie dodrukować) jest nim kontrola żywostanu. Tylko w ten sposób banksterzy aspirujący do pozycji globalistycznej elity mogą osiągnąć i  zabezpieczyć swoją supremacyjną pozycję.

Dyrektoriat NWO do swojej dyspozycji ma organizacje międzynarodowe, korporacje, koncerny medialne, koncerny farmaceutyczne, religijne hierarchie, biurokracje rządów państw narodowych, wojska i policje tajne i jawne, a wszystko to dla nas, abyśmy nic nie posiadali i byli wreszcie szczęśliwi!

Polacy po dekadach komunizmu chcieli przywitać się z wolnością i republikańską demokracją, ale okazało się, że do programu wdarł się “na bank” błąd i to było jednak pożegnanie. Pożegnaliśmy bezsilną staruszkę demokrację, bo kto dziś w świecie migoczących tęczowych światełek ma czas i cierpliwość na roztropność. A nasi zadbani przez międzynarodowych fryzjerów politycy pokochali pierwszą miłością oznajmiony im Stan Nadzwyczajny i z hollywoodzkim talentem i zacięciem wyświetlają nam zapierające dech wyścigi koni Apokalipsy. Zbawcy Matki Ziemi tymczasem skupili swoje wysiłki na rolnikach z Holandii próbując zastosować odwrotnego Pol Pota, czyli rolników przegonić do miast. To gra wstępna i jeśli im wyjdzie to chłopaki z Davos zaaplikują to w całej Unii i będą chcieli spowodować prawdziwy kryzys żywnościowy w całej Europie… 

Pomyliliśmy stoły, ten okrągły okazał się stołem z bankietu rewolucyjnych oligarchów z zachodu, zmyliły nas spadające z niego okruchy. Nawet w ongiś chwalebnym niebiańskim Kościele nadziei i wiary pozostało niewiele, wchodzi wiara w zieloną przyszłość i w zielone. Pan Bóg podobno na wakacjach i jeśli będziemy uparci to piekło możemy mieć teraz. Podobno pojawili się Jego upudrowani pięknosłowiem i natchnieni duchem apostołowie z Davos. W dodatku mamy zająć się tylko pokutą za grzechy ojców i nasze, za rasizm, homofobię, nacjonalizm, zanieczyszczenia, republikanizm, religię, ojczyznę, małżeństwo, wiarę, nadzieję i inne okropności chrześcijańskiej cywilizacji zagrażające szczęściu globalitikusa, człowieka nadchodzącej świetlanej przyszłości. 

Polacy ze względu na swoje trudne doświadczenia historyczne mają wielkie szanse, aby rozpoznać nadchodzące niebezpieczeństwo i odrzucić represyjne plany Berlina i uważnie patrzeć swoim posłom i politykom na ręce, nawet tym o barwach patriotycznych. Wszak oni są pod ogromną presją aby reprezentować brukselskie elity, a nie wolę i interesy swoich wyborców. Jeśli Polacy zaufają Berlinowi i Brukseli to skażą swój kraj na nieistnienie, a swoje dzieci i wnuki na “nowoczesne” niewolnictwo. Z drugiej strony to dobrze, że przy sterze rządów jest akurat formacja uchodząca za patriotyczną od której można głośno domagać się obrony polskiej tradycji i państwa. O wiele gorzej byłoby z entuzjastami lewicy i cosmochciwcami, dla których polskość to przecież nienormalność, tradycje i kultura ojczysta to ciemnogród, ludźmi bez wartości obdarzonymi bankowym powonieniem, gotowym sprzedać Polską za byle co.

Mamy kłopoty z ogrzaniem własnej populacji, ulegamy narastającej czyszczącej nasze kieszenie inflacji, ale rząd każe nam „walczyć ze zmianami klimatu”. Więcej ludzi umiera na świecie od niskich, niż od wysokich temperatur, ale propaganda tego nie mówi i straszy globalnym ociepleniem. Media bawią się w tej piaskownicy nie dostrzegając dominującego wpływu słońca na nasz ziemski klimat. Przecież Ziemia była w swojej długiej historii nawet kulą lodową z odrobiną rodzajów życia wokół równika. 

Na zachodzie możesz wyrazić troskę o nacjonalizm, dbałość o granice, ale na Ukrainie. Kiedy powiesz to samo o swoich narodowych poglądach, czy o granicy w USA, zostaniesz przez sprzedajnych pismaków medialnych wyzwany od faszystów, nazistów, rasistów i homofobów. Powoli z mroków aparatu represji wyłania się egzekutor i najgroźniejszy współczesny złośliwy wirus. To rozrastająca się międzynarodowa biurokracja sponsorowana przez długie i hojne dla niej łapy NWO. Zmieniono ważne hasło na: “Biurokracje wszystkich krajów łączcie się!”

Podobnie na odcinku europejskim niemiecki kanclerz Scholtz dąży do wzmocnienia władzy centralnej w Unii, chcąc pozbawić poszczególne kraje prawa weta. Biurokraci poszczególnych krajów mają więcej do zyskania wypełniając polecenia płynące z ośrodków międzynarodowych niż reprezentując interesy wyborców i nawet polityków w swoich krajach.  Istnieje zasadne podejrzenie, że aby utrzymać ciepłe posadki sprzedadzą swoich braci, ich prawa i wolności  bezwzględnym globalistom.

—————————-

Na amerykańskim podwórku, same wyboje. Wylansowany przez ośrodki komunistyczne schorowany, pompowany medycznie, skorumpowany Joe Biden z trudnością przezwycięża zwykłe w jego wieku zmęczenie i rzekome kłopoty z demencją, aby w miarę poprawnie czytać to co prawdziwy ośrodek władzy (ludzie Obamy) napisze mu na teleprompter. Kilka dni temu biedny Biden wyznał, że ma raka i Covid , pod dwóch szczepieniach i dwóch boosterach. Wątpliwym jest aby dotrwał do końca kadencji, dlatego jego stan niesprawności jest dobrą okazją dla zespołu zmieniającego Amerykę według zasad płynących z Davos. 

Biden już od pierwszego  dnia swojej prezydencji rozpoczął wojnę z kapitalizmem i klasą średnią w Ameryce. Jeszcze w czasie kampanii wyborczej obiecał swoim lewakom rozwalenie amerykańskiego sektora energetycznego i jak widać facet nie próżnuje! Zaczął od niszczenia amerykańskiej samowystarczalności w dziedzinie energii blokując przemysł wydobywczy węgla, ropy i gazu. To nie podpuszczony w swoim rewizjonizmie Putin spowodował dzisiejsze problemy z energią, ten plan od kilkunastu miesięcy jest realizowany w/g wskazówek z Davos, może nawet inwazja Ukrainy (z jej konsekwencjami) wpisana jest w ten plan. Jak program zielonych reform oceniają Amerykanie? Otóż wśród najważniejszych dla nich zagrożeń po rosnącej inflacji i stopach procentowych, po podwojonej cenie benzyny i artykułów spożywczych, tak medialnie pompowane globalne ocieplenie uplasowało się na szarym końcu z 1%!

Kruchy Biden w odniesieniu do przemian w gospodarce mówi o transition (przemiana, przejście), w jego wieku i z jego dolegliwościami  można to zrozumieć, że raczej myśli o życiu wiecznym, a nie o energii z wiatraków. Rośnie oprocentowanie pożyczek, ceny benzyny, rachunki za żywność. Inflacja poszybowała już oficjalnie do 9,1% (najwyższa od 40 lat), w ostatnich sondażach jego stopień aprobaty spada (The Rasmussen Reports) do 37%, przy 61% dezaprobaty. Tylko 14% Amerykanów uważa, że sprawy idą w dobrym kierunku, aż 85% jest przeciwnego zdania (w tym 92% republikanów i 78% demokratów). Sondaż z Quinnipiac University podaje, że 71% wyborców nie chce aby Biden ubiegał się o reelekcję (w tym aż 54% demokratów). Wielką niespodzianką jest ogromny spadek poparcia dla Bidena wśród rosnącej w liczby populacji latynoskiej, tylko 19% z nich popiera Joe Bidena. Jak tak dalej pójdzie (oby nie!) to może zostać pierwszym prezydentem, któremu stopień inflacji przerośnie stopień poparcia wśród wyborców…

Pew Research Center analizuje spadający poziom zaufania dla prezydenta Joe Bidena na świecie, który w stosunku rocznym spadł o 15 punktów. Największy spadek zanotowano we Włoszech (spadek o 30 punktów), w Grecji o 26 punktów, w Hiszpanii o 25 punktów, we Francji o 21 punktów, w Holandii o 19 punktów, a w Korei Płd. z jakiegoś powodu zaufanie do Bidena podskoczyło o 3 punkty!

Powoli narasta bunt wolnych ludzi w reakcji na idiotyczne sekciarskie zapędy globalistów z Davos gdziekolwiek zdołali zabłysnąć swoimi zielonymi pomysłami. Tak więc na początek Sri Lanka (Cejlon), Ghana, Holandia gdzie oszukani ludzie wychodzą na ulice protestując przeciwko własnej biurokracji i własnym elitom sprzedanym elitom z Davos. Potrzeba nowej wiosny ludów, aby przeciwstawić się zwariowanym lewackim utopistom z Davos.

Wschodząca gwiazda republikańskiego konserwatyzmu gubernator Florydy Ron Desantis przemawiając na wiecu w Tampie życzył Bidenowi szybkiego powrotu do zdrowia, jednocześnie dodając, że życzy  Ameryce szybkiego wyzdrowienia od Bidena. Biedny Joe, miejmy nadzieję, że wyzdrowieje w przeciwnym razie będziemy mieli jeszcze większy dramat o nazwie Kamala Harris, a wtedy biada Ameryce! 

Jacek K. Matysiak  Kalifornia, 2022/07/26

Powstrzymajmy WHO przed promocją ideologii gender

CitizenGO zaczął tę petycję do Tedros Adhanom Ghebreyesus – 26.07.2022 https://citizengo.org/pl/lf/208585-powstrzymajmy-who-przed-promocja-ideologii-gender?

Światowa Organizacja Zdrowia znów dopuszcza się ideologicznej indoktrynacji!

Ogłosiła, że ich szeroko stosowany podręcznik „Gender mainstreaming dla menedżerów zdrowia: podejście praktyczne” zostanie zaktualizowany. Zmiany skupią się między innymi na aktualizacji kluczowych pojęć dotyczących płci, aby uwzględnić pomysl, że „tożsamość płciowa istnieje jako kontinuum” co oznacza, że płeć biologiczna „nie jest ograniczona do mężczyzny lub kobiety”.

W tej chwili trwają prace nad ostatecznym projektem podręcznika! Począwszy od sierpnia, podręcznik zostanie zatwierdzony i zaczną się warsztaty pilotażowe. Następnie WHO zacznie aktywnie promować podręcznik na wszystkich swoich istotnych spotkaniach i w grupach roboczych oraz poprzez różne kanały komunikacji, do których ma dostęp. Musimy się natychmiast zmobilizować w celu powstrzymania publikacji i promocji zaktualizowanego podręcznika!

Wielu naukowców wyraziło swój sprzeciw wobec tych nowych wytycznych WHO. Podobnie obrońcy praw kobiet, którzy są zaniepokojeni tym, jak wytyczne mogą wpłynąć na usługi opieki zdrowotnej dla kobiet.

Profesor Jenny Gamble, ekspert w dziedzinie położnictwa z Coventry University, określiła zmianę WHO jako „problematyczną”.

Jest to odrzucenie podstaw biologii – i błąd. Biologia jest kluczowym wyznacznikiem zdrowia i choroby”.

To nie pierwszy raz, kiedy WHO wykazuje oznaki większego przywiązania do ideologii gender, a nie nauki opartej na faktach. W swojej polityce nieustannie próbuje promować idee, które dehumanizują kobiety. Ponadto, ostatnie wytyczne dotyczące aborcji uznają, że aborcja jest podstawową usługą zdrowotną, a dostęp do opieki aborcyjnej jest prawem człowieka.

Ostatecznie, celem jest wymazanie z rzeczywistości i świadomości społecznej zarówno mężczyzn jak i kobiety, zastępując ich jakąś płynną kategorią płci, która w danym momencie pasuje do ideologicznej agendy.

Jest oczywiste, że WHO już dawno przestało być oddane dobru wszystkich ludzi oraz kierować się nauką, jak opowiada o sobie na swojej stronie internetowej. Wybrało raczej stronę progresywnej ideologii, która kieruje się zupełnie nienaukowymi, a często wprost szalonymi pomysłami.

Jakie są konsekwencje tych idei? Przyjmując błędne założenia oparte na ideologii i oderwane od rzeczywistości, zdrowie milionów rzeczywistych mężczyzn i kobiet może być naprawdę zagrożone.

Prosimy o podpisanie petycji, zanim będzie za późno, aby powstrzymać WHO przed wdrożeniem nowych wytycznych!

===========================

Stop promowaniu ideologii i podważaniu nauki!

Sz.P. Dyrektor Generalny Światowej Organizacji Zdrowia dr Tedros Adhanom Ghebreyesus

Z niepokojem dowiadujemy się, że aktualizacje powszechnie stosowanego podręcznika WHO będą zawierały pewne nienaukowe i niebezpieczne społecznie twierdzenia, takie jak idea, że „tożsamość płciowa istnieje jako kontinuum” oraz, że płeć biologiczna „nie jest ograniczona do męskiej lub żeńskiej”.

Zmiany, które WHO próbuje wdrożyć i promować, odzwierciedlają odrzucenie podstaw biologii i opowiedzenie się po stronie ideologicznie motywowanej inżynierii społecznej.

WHO powinna promować dobrostan światowej populacji, a nie próbować usuwać pojęcie mężczyzny i kobiety z rzeczywistości i świadomości społecznej stwarzając realne zagrożenie zdrowia dla miliardów ludzi poprzez szerzenie błędów i ideologicznych fałszerstw w swoich wytycznych.

Proszę, przestańcie promować ideologię tam, gdzie powinniście promować i chronić ludzkie zdrowie!

[Imię i nazwisko]

[ adres WHO – w oryginale MD]

MIAŻDŻĄCE ARGUMENTY DOTYCZĄCE FIASKA BEZWARUNKOWEGO DOCHODU PODSTAWOWEGO [UBI].

UBI-janie nie wyjdzie – czyli nie czas rzucać robotę.

(UBI – universal basic income), AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/07/26/ubi-janie-nie-wyjdzie-czyli-nie-czas-rzucac-robote/

Kategoria: Archiwum, Co piszą inni, Gospodarka, Polityka, Polska, Świat

W odniesieniu do szerokiego zakresu atrybutów finansowych i niefinansowych badacze nie znaleźli żadnych pozytywnych skutków dla tych, którzy otrzymali darmowe pieniądze – ale za to wiele negatywnych.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu Zero Hedge na temat badań uniwersyteckich w zakresie tzw. bezwarunkowego dochodu podstawowego. To kolejne opracowanie tego typu wykazujące brak jakichkolwiek pozytywnych skutków tych regulacji. //AlterCabrio

_____________***_____________

Nowe badanie miażdży argumenty dotyczące bezwarunkowego dochodu podstawowego

„Eksperci” nie spodziewali się, że tak się to potoczy. Eksperyment przeprowadzony przez socjologów z Uniwersytetu Harvarda i Uniwersytetu Exeter wykazał, że zasiłki bez zobowiązań raczej szkodziły odbiorcom o niskich dochodach, niż im pomagały.

Finansowane przez anonimową organizację non-profit badanie skoncentrowało się na eksperymencie, w którym 2073 osoby o niskich dochodach zostało losowo wybrane do otrzymania pojedynczego, bezwarunkowego przelewu pieniężnego w wysokości 500 lub 2000 USD. Kolejne 3170 osób o niskich dochodach w ramach badania nie otrzymało żadnych pieniędzy.

Eksperyment przeprowadzono w okresie od lipca 2020r. do maja 2021r. Badani przeciętnie zarabiali około 950 USD miesięcznie, otrzymując kolejne 530 USD w postaci bonów żywnościowych i innych świadczeń rządowych. Nieco ponad połowa była bezrobotna, a 80% miało dzieci.

Przez 15 tygodni uczestnicy byli okresowo ankietowani na temat ich kondycji finansowej, fizycznej i psychicznej. W odniesieniu do szerokiego zakresu atrybutów finansowych i niefinansowych badacze nie znaleźli żadnych pozytywnych skutków dla tych, którzy otrzymali darmowe pieniądze – ale za to wiele negatywnych.

Przez kilka tygodni osoby, które otrzymały dodatkowe pieniądze, wydawały więcej niż grupa kontrolna – 182 USD tygodniowo dla osób, które otrzymały 500 USD i 574 USD tygodniowo dla tych, które otrzymały 2000 USD.

Dodatkowe wydatki nie poprawiły ich kondycji finansowej. Odbiorcy tych zasiłków [handouts] zgłaszali takie same wskaźniki opłat za debet, kar za opóźnienia w płatnościach i ilości zaliczek gotówkowych, jak ci, którzy nie otrzymali dodatkowych pieniędzy.

A dalej było już tylko gorzej.

Odbiorcy dodatkowych dochodów zgłosili:

  • Mniejsze zarobki
  • Mniejszą satysfakcję z pracy
  • Niższą wydajność pracy
  • Więcej stresu finansowego
  • Mniejszą płynność
  • Gorszy sen
  • Gorszy stan zdrowia fizycznego
  • Większy niepokój
  • Większe poczucie samotności

Allysia Finley z Wall Street Journal pisze:

„Nic dziwnego, że ludzie, którzy otrzymywali dużą część swoich miesięcznych dochodów za nicnierobienie, byli mniej zmotywowani do pracy i mniej z niej zadowoleni.

Praca powiązana z wypłatąmoże dać pracownikom poczucie osobistej sprawczości, które zachęca ich do podejmowania lepszych decyzji finansowych i zdrowotnych. Otrzymanie zasiłku może spowodować coś wręcz przeciwnego”.

Co istotne, chociaż były wyraźne różnice między wynikami beneficjentów zasiłków a grupą kontrolną, nie było różnicy między tymi, którzy otrzymali 500 USD, a tymi, którzy otrzymali 2000 USD.

Przed rozpoczęciem badania naukowcy poprosili 477 socjologów i decydentów o przewidzenie wyniku. Jako grupa ci „eksperci” uważali, że dodatkowe pieniądze przyniosą wiele korzyści. Nieprawdopodobnie się pomylili.

Finley nie jest zaskoczona: „Większość liberalnych naukowców i polityków uważa, że ​​rządowe jałmużny są rozwiązaniem wszystkich problemów. Gdyby transfer świadczeń był przepustką do klasy średniej, wojna z ubóstwem dawno by się zakończyła”.

Badanie podważa powszechne argumenty przemawiające za uniwersalnym (bezwarunkowym) dochodem podstawowym (UBI – universal basic income), systemem, dzięki któremu wszyscy Amerykanie otrzymywaliby miesięczny dochód w wysokości, powiedzmy, 1000 dolarów, bez żadnego wymogu wykazania potrzeby. Koncepcja ta została wyniesiona na szczyty przez Andrew Yanga, kandydata na prezydenta z ramienia Demokratów w 2020r.

Powołując się na UBI w artykule w Vice z 2020r., Brianna Provenzano stwierdziła, że ​​powtarzający się, bezwarunkowy zasiłek może „przywrócić poczucie dumy amerykańskiej klasie pracującej, która przez lata była pozbawiana godności”. Badanie pokazuje jednak, że darmowe pieniądze faktycznie wyssały ducha ze świadczeniobiorców.

Provenzano argumentowała, że darmowy dochód nie zniechęci ludzi do pracy, ponieważ „ludzie chcą pracować, po części dlatego, że czerpią z tego tak wiele wartości społecznych”. Z racji tego, że grupa beneficjentów tych zasiłków sygnalizowała niższe zarobki, założenie to wydaje się głęboko błędne.

Oczywiście jest coś dobrego w potrzebie pracy. Provenzano ma rację co do wartości społecznych, jakie ludzie czerpią z pracy, ale nie docenia tego, jak darmowe pieniądze odciągają ludzi od dążenia do tych wartości i czerpania z nich korzyści.

Provenzano była również zachwycona tym, że UBI „nasyci pracowników wystarczającym poczuciem bezpieczeństwa ekonomicznego, aby porzucić pracę, której nie chcieli wykonywać”.

Badanie przeprowadzone przez Harvard-Exeter wykazało, że dochód gwarantowany w rzeczywistości podważa bezpieczeństwo finansowe. Jednocześnie wyniki sugerują, że ci, którzy porzucają pracę, której „nie chcą wykonywać”, nie są tak bardzo zmotywowani do podjęcia innej pracy, gdy są nakierowywani ku większej bezczynności.

Należy zauważyć, że bezczynność, poza szkodliwym wpływem na dobrobyt finansowy i poczucie własnej wartości, zmniejsza ich zdolność do konkurowania o przyszłą pracę.

Chociaż jest pouczające, nie oczekuj, że badanie Harvard-Exeter odwiedzie lewicowych despotów od ich dążenia do kultywowania jeszcze większego uzależnienia od programów, które redystrybuują bogactwo od najbardziej produktywnych do najmniej produktywnych.

______________

New Study Sledgehammers Universal Basic Income Arguments, Tyler Durden, Jul 22, 2022

[Na stronie źródłowej po miesiącu od publikacji materiał wchodzi do płatnego archiwum]

−∗−

Powiązane tematycznie:

Jak nas UBI-ją czyli dochód gwarantowany
Państwo mogłoby wykorzystać UBI nie tylko jako instrument kontroli społecznej; mamy wszelkie powody by sądzić, że osoby odpowiedzialne za państwo wykorzystywałyby swoją władzę ze złych pobudek. […]

______________

Kredyt społeczny – pierwsze kroki
W tej chwili mnóstwo rzeczy może rozpraszać naszą uwagę (wojny, zawieruchy, opera mydlana z brytyjską rodziną królewską oraz coraz bardziej histeryczna i absurdalna propaganda n/t covid), ale naprawdę ważne wiadomości […]

______________

“Ludzie zdają się być ślepi na to, co nadchodzi”
Nikt nie chce płacić wyższych podatków, aby ci, którzy nie chcą pracować, mogli marnować zasiłki socjalne. Ale odruchowe reakcje, które wspierają takie programy, ostatecznie doprowadzą do systemu kredytu społecznego, UBI […]

„PiS się wyżywi, a ty?” Czy „PiS zdąży uciec?”. A to Polska nad przepaścią…

Andrzej Szlęzak https://www.prokapitalizm.pl/czy-pis-zdazy-uciec-polska-nad-przepascia/

Wydawałoby się, że jeśli państwo tak, jak Polska w przypadku zaangażowania w wojnę na Ukrainie, ponosi porażki zarówno w skali geopolitycznej, jak i w wymiarze wewnętrznym, to naturalnym jest skorygowanie takiej fatalnej polityki. Niestety nic z tych rzeczy! Rząd PiS-u przy milczącym wsparciu PO, PSL i Lewicy brnie dalej

======================

Pochłania mnie walka z patologiami życia publicznego w skali lokalnej. Trochę to przypomina bicie głową w mur z napisem „PiS – kradniemy i co nam zrobicie?” Na moje szczęście albo nieszczęście zdaje się, że łeb mam twardy, więc to bicie nie uszkadza mózgu. Co więcej, obok stoi ściana ze świeżo namalowanym hasłem „PiS się wyżywi, a ty?”, a na następnej zaczynają malować kolejne hasło. Ono jeszcze nie skończone, ale sądzę, że ostatecznie będzie brzmiało „PiS zdąży uciec, a ty?”.

Zrobiłem sobie krótką przerwę w walenie w mur pisowskiego złodziejstwa w województwie podkarpackim i dla odmiany przywalę kilka razy w mur z jeszcze niedokończonym napisem o tym, że PiS zdąży uciec. Co prawda nie jestem pewien przed kim PiS zdąży uciec. Czy będzie to gniew Polaków sponiewieranych problemami życia codziennego, czy może perspektywa zawalenia się obecnej formy polskiej państwowości pod wpływem sytuacji międzynarodowej. Na to z kolei wpływ będzie miał nie tylko PiS, ale inne ugrupowania polityczne mniej lub bardziej wspierające politykę PiS-u względem wojny na Ukrainie.
Spieszę wyjaśnić, co mam na myśli.

Otóż w mojej ocenie agresja Rosji na Ukrainę nie spowodowała międzynarodowej izolacji Rosji na co bardzo liczyły największe ugrupowania polityczne w Polsce. Również nazywanie Włodzimierza Putina zbrodniarzem nie spowodowało jego izolacji. Nie wiem czy wojna na Ukrainie tylko przyspieszyła czy też wygenerowała globalny podział sił. Po jednej stronie są USA i inne państwa anglosaskie oraz Europa i to ta bardziej środkowa niż zachodnia, czyli ta bardziej uzależniona od Anglosasów oraz Japonia. Po drugiej stronie znajdują się Rosja, duża część Azji z Chinami, Iranem i być może Indiami. Generalnie są to państwa o potencjale globalnym, których przywódcom nie w głowie izolowanie Rosji i nazywanie Putina zbrodniarzem.

Ten podział jest porażką polityki USA [i również Polski]. Wynika z tego, że nie udało się złamać Rosji gospodarczo i widoków na to póki co nie ma. Co więcej, Polska, której różnym elitom politycznym szczególnie zależało i zależy na gospodarczym zniszczeniu Rosji, sama pogrąża się w kryzysie gospodarczym, którego skala za kilka miesięcy może okazać się większa niż to z czym boryka się Rosja. Na przykład nie sądzę, żeby Rosjanie zimą mieli takie problemy z ogrzaniem domów, jakie zapowiadają się w Polsce.

Druga porażka polityki rządu PiS-u, to zachowanie najsilniejszych państw w Unii Europejskiej. Niemcy, Francja i Włochy są przeciwne nakładaniu kolejnych sankcji na Rosję i po cichu robią wiele, żeby rozwodnić te już nałożone. W miarę pogłębiania się problemów z pozyskaniem surowców energetycznych stanowisko tych państw wobec Rosji będzie coraz łagodniejsze. Można to podsumować trawestując hasło sprzed wybuchu drugiej wojny światowej o umieraniu za Gdańsk, że w Niemczech nikt nie będzie marznął za Kijów. Polska ze swą nienawiścią do Rosji staje się coraz bardziej osamotniona wśród dużych państw Unii Europejskiej.

I trzecia porażka Polski, to potwierdzenie się polityki USA wobec wojny na Ukrainie, czyli Amerykanom chodzi o jak najdłuższe wykrwawianie Rosji, a nie o w miarę szybkie zwycięstwo Ukrainy nawet przyjmując, że jest to pojęcie wieloznaczne. Na dobrą sprawę jest to już wojna coraz bardziej anglosasko – rosyjska niż ukraińsko – rosyjska. Przecież bez anglosaskich dostaw uzbrojenia i innych materiałów niezbędnych do prowadzenia wojny, Ukraina już poniosłaby klęskę. Zatem trzeba podkreślić, że takie prowadzenie wojny narzucone przez Amerykanów wykrwawia Ukrainę i Rosję, ale także Polskę.

Polskę na własne życzenie, żeby nie powiedzieć, że z głupoty.

Wydawałoby się, że jeśli państwo tak, jak Polska w przypadku zaangażowania w wojnę na Ukrainie, ponosi porażki zarówno w skali geopolitycznej, jak i w wymiarze wewnętrznym, to naturalnym jest skorygowanie takiej fatalnej polityki. Niestety nic z tych rzeczy! Rząd PiS-u przy milczącym wsparciu PO, PSL i Lewicy brnie dalej. Paradoksem przy tym jest, że wymienione wyżej partie opozycyjne ostro krytykują PiS za politykę gospodarczą, jakby nie wiedząc, że jest ona w dużej mierze efektem zaangażowania w wojnę na Ukrainie.

Najważniejszą konkluzją z powyższych faktów jest to, że polityka największych ugrupowań politycznych w Polsce jest zafiksowana na niszczenie Rosji. Politycy tych ugrupowań albo nie rozumieją, albo nie dopuszczają do siebie myśli, że prędzej doprowadzą w ten sposób do zniszczenia obecnej formy polskiej państwowości niż w poważny sposób zaszkodzą Rosji. Im się wydaje, że Polska jest jak skorpion, którego jad co najmniej poważnie osłabi ukąszoną ofiarę. Tymczasem prawda jest taka, że Polska ze swoim obecnym potencjałem jest jak komar, którego ukąszenie tylko rozdrażnia ofiarę i przeważnie kończy się to zmiażdżeniem komara nawet jeśli do czasu trzepnięcia napije się krwi ofiary.

Z kolei problem takich, jak ja, czyli będących w Polsce w mniejszości, polega na tym, że nie mamy sił i środków, żeby choć znaczącej części Polaków wytłumaczyć, iż polityka pisowskiego rządu i wspierającej go de facto części opozycji, prędzej doprowadzi do upadku Polski niż do wyniszczenia Rosji. Co prawda nie spodziewam się rosyjskich żołnierzy siedzących na schodach pomnika katastrofy smoleńskiej na Placu Piłsudskiego w Warszawie, ale Rosja, żeby dopaść Polskę, może mieć inne sposoby niż bezpośrednia agresja. Z tego względu uważam za sensowne bicie głową w mur na którym już niedługo może pojawić się napis „PiS zdąży uciec, a ty?”

„Programowanie predykcyjne” czyli jak zmiękczyć odbiór rzeczywistości.

Kategoria: Archiwum, Biologia, medycyna, Co piszą inni, Filmy, Kontrowersyjne, Polecane, Polityka, Polska, Pudło, Świat, Ważne

Autor: AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/07/25/programowanie-predykcyjne-czyli-jak-zmiekczyc-odbior/

Programowanie predykcyjne to subtelna forma psychologicznego uwarunkowania zapewniana przez media w celu zapoznania opinii publicznej z planowanymi zmianami społecznymi, które mają zostać wdrożone przez naszych przywódców. Jeśli i kiedy te zmiany zostaną wprowadzone, opinia publiczna będzie już z nimi zaznajomiona i zaakceptuje je jako naturalny łańcuch zdarzeń, zmniejszając w ten sposób możliwy opór i zamieszanie społeczne.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu The Last American Vagabond na temat tzw. programowania predykcyjnego. Miałoby ono służyć osłabieniu reakcji społecznych na wprowadzane przez rządzących zmiany. //AlterCabrio

_______________***_______________

Programowanie predykcyjne, Objawienie Metody i COVID-23

Kiedy ważne wydarzenia dotkną miliony, a nawet miliardy ludzi, nieuchronnie pojawi się wiele opinii wyjaśniających kryzys. Od wyjaśnień politycznych po świadectwa religijne, myśliciele ze wszystkich środowisk starają się zanalizować te wydarzenia, które zmieniają życie mas.

Jeśli chodzi o to, co nazywam „społecznością badaczy spiskowych”, jedną z teorii często proponowaną jako wyjaśnienie chaosu naszego świata jest programowanie predykcyjne. Szukając konkretnych definicji tej teorii, można znaleźć uwłaczające analizy, prawdziwych wyznawców i tych ciekawskich.

Według badacza z Ohio University:

„Programowanie predykcyjne to teoria, według której rząd lub inne osoby na wyższym szczeblu wykorzystują fikcyjne filmy lub książki jako narzędzie masowej kontroli umysłu, aby społeczeństwo bardziej akceptowało planowane przyszłe wydarzenia. Zostało to opisane przez badacza Alana Watta, który tak definiuje to zjawisko «Programowanie predykcyjne to subtelna forma psychologicznego uwarunkowania zapewniana przez media w celu zapoznania opinii publicznej z planowanymi zmianami społecznymi, które mają zostać wdrożone przez naszych przywódców. Jeśli i kiedy te zmiany zostaną wprowadzone, opinia publiczna będzie już z nimi zaznajomiona i zaakceptuje je jako naturalny łańcuch zdarzeń, zmniejszając w ten sposób możliwy opór i zamieszanie społeczne»”.

Zasadniczo chodzi o to, aby operacje prowadzone przez ukrytą elitę były z wyprzedzeniem pokazywane opinii publicznej za pośrednictwem popularnych mediów, takich jak książki i filmy. Te wskazówki i odniesienia mają na celu „zmiękczenie” opinii publicznej wobec prezentowanych idei. Wprowadzając koncepcje, które wydają się nieprawdopodobne, a następnie stale je przypominając, z czasem zdają się one być bardziej prawdopodobne lub przynajmniej akceptowalne.

Uważa się, że „programowanie predykcyjne” w mediach może przemawiać do podświadomości w sposób, który powoduje, że społeczeństwo biernie akceptuje wydarzenia, które rozwijają się w prawdziwym życiu, zamiast stawiać opór lub sprzeciw.

Pisarz z Ohio University stwierdza: „Odkryłem, że większość ludzi wierzy, że rząd stwarza problem, więc populacja będzie szukać rozwiązania w rządzie. Jednak ponieważ rząd zaplanował kryzys, rząd zaproponuje rozwiązanie, które zostało zaplanowane na długo przed wystąpieniem kryzysu”. To, co opisują, jest często znane jako „problem-reakcja-rozwiązanie”.

Program telewizyjny The Simpsons jest często źródłem takich predykcyjnych twierdzeń programowych. Różne odcinki pokazują Donalda Trumpa kandydującego na prezydenta i odniesienia do 11 września 2001 roku. Na przykład odcinek The Simpsons z 1997 zatytułowany „Miasto Nowy Jork kontra Homer Simpson” przedstawia rodzinę Simpsonów odwiedzającą Manhattan, gdzie World Trade Center ma duży wpływ na fabułę. W jednej z często reklamowanych scen Lisa trzyma broszurę z ceną biletu autobusowego za 9 dolarów z World Trade Center pokazanym w tle. Razem 9 dolarów i bliźniacze wieże tworzą 9/11, co jest odniesieniem do ataków z 11 września.

W 2010 roku Bill Oakley, ówczesny producent wykonawczy serialu, powiedział The New York Observer: „9 dolarów zostało wybrane jako komicznie tania taryfa. I przyznam, że jest to niesamowite, biorąc pod uwagę, że to jedyny odcinek serialu, który składał się w całości z żartów o World Trade Center”.

Inny przykład tego rzekomego programowania predykcyjnego pochodzi z pilotażowego odcinka „The Lone Gunmen”, krótkiego spinoffu [wersja telewizyjna, np. filmu -tłum.] popularnego „The X-Files”. Pilot do The Lone Gunmen – który został wyemitowany sześć miesięcy przed atakami z 11 września – zawiera spisek, w którym porwany samolot jest wycelowany w World Trade Center. Atak terrorystyczny zostaje w końcu zażegnany, a wieże nie zostają trafione.

Oto próbka dialogu z jednej ze scen odcinka pilotażowego The Lone Gunmen:

„Twierdzisz, że nasz rząd planuje popełnić akt terrorystyczny przeciwko krajowym liniom lotniczym –” „Proszę bardzo, jak zwykle oskarżasz cały rząd. Frakcja, mała frakcja. “

„Co na tym mogą zyskać?”

„Zimna wojna się skończyła, John, ale bez wyraźnego wroga, przeciwko któremu można by gromadzić zapasy, rynek broni jest słaby. Ale posadź w pełni załadowany 727 na środku Nowego Jorku, a znajdziesz tuzin kiepskich dyktatorów na całym świecie, którzy od razu zaczną wrzeszczeć, że to oni są odpowiedzialni i błagać o sprytne zbombardowanie .https://youtu.be/9rsMG2hHsLo

Bezkrytyczną odpowiedzią na twierdzenia o programowaniu predykcyjnym jest odrzucenie ich jako działanie paranoiczne, noszenie aluminiowej czapki, „teorie spiskowe”. W celu wyjaśnienia programowania predykcyjnego zaproponowano wiele koncepcji.

Niektórzy badacze odrzucają te twierdzenia jako zwykłe zbiegi okoliczności. Simpsonowie są na antenie od ponad 30 lat, a niektóre z tysięcy odcinków z pewnością, jak twierdzą, w pewnym momencie będą odzwierciedlać rzeczywistość. Inni mówią, że istnieją upiorne przykłady sztuki „przewidującej” rzeczywistość, ale wierzą, że teoretycy cierpią na pareidolię, zjawisko widzenia wzorów w przypadkowych bodźcach. Ci, którzy szukają wzorców, z tego właśnie powodu częściej je zobaczą, a także z powodu efektu potwierdzenia.

Objawienie metody

Inną teorią proponowaną przez zwolenników programowania predykcyjnego jest idea, że ​​te tak zwane elity muszą pokazywać społeczeństwu swoje plany z tego czy innego powodu. Teoria ta stała się znana jako „Objawienie metody” [Revelation of the Method]. Pierwszą osobą, która, jak się wydaje, spopularyzowała użycie tego terminu, był badacz James Shelby Downard.

Przyczyna do infamii Downarda pojawiła się w wyniku napisania przez niego kontrowersyjnego eseju King-Kill 33, w którym oskarża on sieć masonów o udział w zabójstwie prezydenta Johna F. Kennedy’ego. W kolejnych pracach Downard dalej badał swoje idee dotyczące objawienia metody. W Sorcery, Sex, Assassination, and the Science of Symbolism pisze: „czyny dotyczące zabójstwa tkwią w zawieszeniu i zostaną ujawnione w przyszłości w tak zwanym «Objawieniu metody»”.

I kontynuuje, „ta metoda i proces masońskich machinacji znajduje podsumowanie w regule «ujawniać wszystko, co jest ukryte»” [Making Manifest of All That is Hidden].

Michael A. Hoffman II był uczniem i przyjacielem Downarda i kontynuował pisanie o tej koncepcji. Pisząc w książce Apocalypse Culture, Hoffman mówi: „Dochodzimy do obecnego stanu rzeczy w «Must Be» [musi się stać], termin alchemiczny, który pan Downard tłumaczy jako «Objawienie metody». Nawiązuje to do procesu, w którym mordercze czyny i jeżące włosy na głowie spiski obejmujące wojny, rewolucje, dekapitacje i wszelkiego rodzaju horrory są najpierw zakopywane pod płaszczem tajemnicy i uciszane palcem Harpokratesa, a następnie, gdy w końcu zostaną zrealizowane i zabezpieczone, powoli ujawniane niczego niepodejrzewającej ludności, która w zamrożonej apatii przygląda się odsłanianiu ukrytej historii”.

W wywiadzie dla programu radiowego Guns and Butter, Hoffman stwierdził:

„Objawienie metody faktycznie pochodzi od mojego mentora, Jamesa Shelby’ego Downarda. Poznałem go w Sankt Petersburgu na Florydzie w połowie lat 70, był bardzo niezwykłym człowiekiem. Kroczył na krawędzi między geniuszem a ekscentrycznością, ale miał umysł, którym był w stanie zobaczyć i wykryć wzorce. A miał także zmysł historyka w zakresie badań, które przeprowadził, i to on skierował mnie na tę ścieżkę Objawienia Metody. Nazwał to także «Musi się stać» [“Must Be”] lub «Ujawnianiem wszystkiego, co ukryte»” [“The Making Manifest of All that is Hidden”].

Niektórzy badacze tak zwanego „Objawienia Metody” również uważają, że istnieje duchowy lub religijny element tej praktyki. Wierzą, że dzieląc się wskazówkami lub informując o swoich planach, elity w jakiś sposób uwalniają się od złego postępowania w oczach swojego Stwórcy.

COVID-19

I tak zatoczyliśmy koło i dotarliśmy do COVID-19 i koncepcji o programowaniu predykcyjnym w różnych mediach, które zapowiadały twierdzenia o ogólnoświatowej pandemii i późniejszych autorytarnych środkach.

Na przykład powieść z 1981 roku „The Eyes of Darkness” Deana Koontza mówi o śmiertelnym wirusie używanym jako broń biologiczna o nazwie Wuhan-400. Jest też film ‘Contagion’ [Zaraza] z 2011 roku, opowiadający o śmiertelnej pandemii z udziałem wirusa pochodzącego od nietoperza i o dystansie społecznym.

W wywiadzie dla The Washington Post scenarzysta Scott Z. Burns powiedział: „To smutne i frustrujące… Jest dla mnie również surrealistyczne, że ludzie z całego świata piszą do mnie, pytając, skąd wiedziałem, że będzie to dotyczyć nietoperza albo skąd znałem termin «dystans społeczny». Nie miałem kryształowej kuli — miałem dostęp do ogromnej wiedzy. Tak więc, jeśli ludzie uznają, że film jest dokładny, powinno to dać im zaufanie do ekspertów w dziedzinie zdrowia publicznego, którzy teraz próbują nas poprowadzić”.

Być może najbardziej uderzającym przykładem potencjalnego programowania predykcyjnego lub, jeśli wolisz, zbiegiem okoliczności, jest film Songbird [polski tytuł ‘Songbird. Rozdzieleni’ -tłum.]. Opis filmu w IMDB stwierdza:

„W 2024 pandemia pustoszy świat i jego miasta. Skoncentrowany na garstce ludzi, którzy pokonują przeszkody, które obecnie gnębią społeczeństwo: choroby, stan wojenny, kwarantanna i strażnicy”.

Opis w Wikipedii dalej przedstawia podobieństwa do tego, co miało się wydarzyć w 2020 i 2021 roku:

„Do 2024r. koronawirus COVID-19 został zmutowany do COVID-23, a świat jest w czwartym roku kwarantanny. W Stanach Zjednoczonych rząd został przekształcony w faszystowskie państwo policyjne, a ludzie muszą sprawdzać temperaturę na swoich telefonach komórkowych, podczas gdy osoby zarażone COVID-23 są zabierane ze swoich domów wbrew ich woli i siłą umieszczani w obozach kwarantanny znanych również jako «Strefy Q» lub obozy koncentracyjne, w których niektórzy walczą z brutalnymi ograniczeniami. W tych obozach zarażonych pozostawia się by umarli lub przymusowo leczy“.

Chociaż to dość dziwne, że film ukazał się w 2020 roku „zainspirowany” wydarzeniem COVID-19, jeszcze bardziej osłabiająca jest świadomość, że film zawierał sceny z „paszportami odporności” przy użyciu telefonów komórkowych, przymusową kwarantanną i lockdownem dla ogromnej większości populacji, a nawet czarnym rynkiem paszportów cyfrowych.

Czas kręcenia filmu jest również nieco trudny do zrozumienia, biorąc pod uwagę fakt, że większość świata doświadczała lockdownu. Twórcy filmu twierdzą, że swój pierwszy telefon w sprawie projektu mieli 14 marca 2020r., mniej więcej w czasie, gdy świat dowiedział się o sytuacji związanej z COVID-19. Twierdzą, że do czerwca główni aktorzy, tacy jak Demi Moore, zostali obsadzeni w swoich rolach, a produkcja rozpoczęła się w Los Angeles 8 lipca 2020r.

Do 3 sierpnia 2020r. zdjęcia do filmu zostały zakończone, co czyni go pierwszym filmem, który został nakręcony w Los Angeles w czasie lockdownu. Podczas gdy społeczeństwo zostało zmuszone do pozostania w zamknięciu i pracy w domu, hollywoodzcy aktorzy i 40-osobowa ekipa mogli kontynuować pracę nad swoim filmem. Film ostatecznie miał swoją premierę 11 grudnia 2020 roku i otrzymał bardzo słabe recenzje.

Jeśli w ‘Songbird. Rozdzieleni’ jest jakieś programowanie predykcyjne, może to odnosić się do wydarzeń, które dopiero nadejdą. Na przykład to, że film rozgrywa się w 2024 roku, a na planecie szaleje wirus znany jako COVID-23.

Co to oznacza dla naszej przyszłości? Czy powinniśmy żyć w strachu przed tym, co może nadejść?

W filmowej wersji wydarzeń sprawy nie kończą się dobrze. Podczas gdy zakochanej młodej parze udaje się zdobyć czarnorynkowe paszporty i uciec w bardziej wolne miejsce, reszta rodziny i przyjaciele pozostają więźniami swoich rządów. Reszta osób pokazanych w filmie nadal żyje w bio-faszystowskim koszmarze tyranii.

Niezależnie od tego, czy programowanie predykcyjne jest prawdziwe, czy po prostu jest to kwestia zbiegu okoliczności i efektu potwierdzenia, nie powinniśmy pozwolić sobie na życie w strachu. Powinniśmy jednak zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby te światy fantasy nie stały się naszą rzeczywistością.

_________________

Predictive Programming, Revelation of the Method & COVID-23, Derrick Broze, July 23, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

Względność wszystkiego czyli jak zacząć formowanie mas
Desmet zidentyfikował psychozę formacji mas jako metodę narzucenia totalitaryzmu wolnemu społeczeństwu poprzez wykorzystanie samotności lub braku więzi lub poczucia sensu u dużych grup ludzi, w celu przekonania ich do działania […]

_________________

Podstawiona rzeczywistość czyli rozrywanie umysłów na strzępy
Aby zagwarantować sobie kontrolę, musisz sprawić, by ludzie widzieli rzeczy, których nie ma, sprawić, by ludzie żyli w rzeczywistości, którą budujesz wokół nich, i zmuszać ich do przestrzegania arbitralnych, wzajemnie […]

_________________

A w mediach bez zmian…
Szokujące wypowiedzi sygnalistów [whistleblowers], ujawnione materiały wideo i tajne nagrania ukazują przestępstwa popełniane przez media. Project Veritas, Charlie Chester z CNN, Udo Ulfkotte, Julian Assange z WikiLeaks i nie tylko… […]

_________________

Głupi i Dumni – recenzja nieprzeczytanej książki
W tym cudownym czasie niewiele osób odważyło się sugerować, że wszystkie te nowe, zaawansowane technologicznie udogodnienia i ciągłe folgowanie sobie zepsują milenialsów. Przeciwnie, wielu ludzi naprawdę wierzyło, że będą najbardziej […]

Każde dziecko ma prawo do Mamy i Taty! Nie twórzcie furtek do homo-adopcji w Polsce!

https://citizengo.org/pl/fm/208575-nie-tworzcie-furtek-do-homoadopcji-w-polsce

CitizenGO zaczął tę petycję do Zbigniew Ziobro – 24.07.2022

Przewodnicząca Komisji Europejskiej niemal dwa lata temu zapowiedziała, że Unia Europejska wymusi na wszystkich krajach członkowskich uznanie, że można mieć dwie matki lub dwóch ojców, czyli prawo do tzw. homoadopcji.

Sprowadziła to technicznie do hasła – „jeśli jesteś rodzicem w jednym kraju, jesteś rodzicem w każdym kraju” – czyli uznania, że jeśli prawo np. w Holandii, czy Belgii pozwala na adopcję dziecka przez dwie kobiety, czy dwóch mężczyzn, to każde państwo członkowskie musi uznać ten stan.

Tymczasem artykuł 9 unijnej Karty Praw Podstawowych oddaje sprawy rodziny do wyłącznej kompetencji państw członkowskich. Jednakże w błyskawicznie ideologizującej się Unii Europejskiej nawet takie osoby jak Urszula von der Leyen, która mieni się przecież obrończynią praworządności, zupełnie nie zwracają na to uwagi.

Jest to jawna próba ze strony Unii Europejskiej wymuszenia zmiany polskiego prawa i narzucenia Polakom co mają myśleć w sprawie homoadopcji. Chcemy ostro przeciwko temu zaprotestować do Ministra Sprawiedliwości.

Dlaczego do niego? Albowiem dziś to polskie Ministerstwo Sprawiedliwości, próbuje dostosować się do unijnego postulatu tzw. transgranicznego uznania rodzicielstwa.

Przygotowało już projekt zmian w kodeksie rodzinnym i prawie o aktach stanu cywilnego, który przewiduje możliwość wydawania w Polsce zagranicznym parom jednopłciowym, które wychowują dzieci zaświadczenia o tym, że są one rodzicami dziecka.

Od tego jest przecież prosta droga do konieczności uznania rodzicielstwa polskich par jednopłciowych. Nietrudno bowiem sobie wyobrazić, że poczują się one dyskryminowane w stosunku do par zagranicznych i na drodze sądowej zmuszą Polskę do uznania także ich prawa do adopcji homoseksualnej.

Żądamy od Ministra Sprawiedliwości, by wycofał się z tego kontrowersyjnego rozwiązania, które może stać się furtką do faktycznego uznania w Polsce prawa do adopcji dzieci przez gejów i lesbijki.

Zaświadczenia wydawane przez polskie Urzędy Stanu Cywilnego zagranicznym parom jednopłciowym wychowującym dzieci, byłoby naruszeniem polskiego porządku prawnego. Polskie prawo nie przewiduje bowiem takiej formy rodzicielstwa i sporządzania aktu urodzenia, który za rodziców może uznać dwóch mężczyzn lub dwie kobiety.

W trwającym w tej chwili procesie opiniowania projektu Ministerstwa Sprawiedliwości zwracają na to uwagę między innymi Rządowe Centrum Legislacji oraz Stowarzyszenie Urzędników Stanu Cywilnego Rzeczypospolitej Polskiej.

Jednak potrzebna jest również silna presja opinii publicznej, by tego rodzaju pomysły nie stały się obowiązującym prawem.

Mamy w tej chwili coraz mniej czasu, albowiem proces opiniowania projektu zmierza do końca i jeśli na tym etapie Ministerstwo go nie skoryguje, to trafi on w obecnym brzmieniu niebawem na Komitet Stały Rady Ministrów, a stamtąd zostanie skierowany wprost do Sejmu. Chcemy by Ministerstwo poprawiło ten niefortunny projekt już na tym etapie.

Planowany termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów wyznaczony był na koniec czerwca 2022 roku, co może oznaczać, że praca nad nim, ze względu na opóźnienie, ulegnie teraz gwałtownemu przyśpieszeniu.

Nie czekając, chcemy jednoznacznie wyrazić nasze obawy i sprzeciw wobec otwierania w polskim systemie prawnym furtek umożliwiających adopcję dzieci przez pary jednopłciowe.

Każde dziecko ma prawo do Mamy i Taty!


Więcej informacji:

Projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz niektórych innych ustaw – Rządowe Centrum Legislacji

https://legislacja.gov.pl/projekt/12359960/katalog/12881524#12881524

Kanada: Dlaczego indiańskie dzieci umierały?

Agnieszka Stelmach https://pch24.pl/ataki-na-koscioly-w-kanadzie-w-tle-spor-indian-z-rzadem/

Kanadyjskie władze, organizacje pozarządowe i media wypowiedziały wojnę Kościołowi katolickiemu, przypisując – bezpodstawnie – największą winę za działania władz, które ponad 100 lat temu podjęły nieudaną próbę asymilacji i integracji ludności tubylczej. Postuluje się odebranie (bądź opodatkowanie) majątku Kościoła, a także wypłatę rekompensat za krzywdy kolonializmu.

Czy ktoś w ogóle zadaje sobie pytanie, dlaczego indiańskie dzieci umierały? I czy skupienie się przez media na szkołach to nie próba odwrócenia uwagi opinii publicznej od prób uzyskania przez rdzennych mieszkańców Kanady rządowych reparacji za grabież ziemi?

Jeszcze przed obchodzonym 1 lipca Dniem Kanady tamtejszy przywódca konserwatystów Erin O’Toole mówił, że jest prawdopodobnie jedyną osobą kandydująca na stanowisko premiera, która jest dumna ze swego kraju. Jego komentarz pojawił się w związku z odwołaniem obchodów Dnia Kanady i opuszczenia flag narodowych wskutek odkrycia na terenie dawnej szkoły w Saskatchewan szczątków 751 osób. Odkrycie nastąpiło zaledwie kilka tygodni po odnalezieniu w Kamloops kości 215 dzieci. Wkrótce potem wezwano do wstrzymania się od fajerwerków z okazji Dnia Kanady. „Niedawne odkrycie w szkole Kamloops przypomniało nam, że Kanada pozostaje krajem, który zbudował swoje fundamenty na anihilacji i ludobójstwie rdzennych narodów, w tym dzieci” – podkreśliła grupa Idle No More, dodając, że „nie chcemy siedzieć bezczynnie podczas celebrowania brutalnej historii Kanady”. Lider konserwatystów wskazywał, że nie widzi podstaw, by zrezygnować ze wspominania 1 lipca weteranów, tubylczych wojowników, którzy brali udział w II wojnie światowej.

Na początku czerwca premier Justin Trudeau przypisał Kościołowi katolickiemu niemal całkowitą odpowiedzialność za politykę kanadyjskich władz, w tym i za politykę swego ojca, Pierre’a, który dwukrotnie pełnił stanowisko szefa rządu. Niecały miesiąc wcześniej ludność tubylcza zaprezentowała raport, domagając się od państwa odszkodowania za grabież ziem i wykorzystanie surowców naturalnych. Rząd podkreśla, że w katolickich szkołach szerzyła się przemoc fizyczna i seksualna.

Wcześniejszej na terenach dwóch innych szkół odkryto mogiły, w których odnaleziono szczątki należące odpowiednio do 600 i 215 nieletnich Indian. Należą one najprawdopodobniej do Indian Ktunaxa, w tym Lower Kootenay Band i sąsiednich społeczności. Jason Louie, przywódca Lower Kootenay Band, nazwał te odkrycia „głęboko osobistymi”, ponieważ jego krewni mieli uczęszczać do takiej placówki. Nie wahał się stwierdzić, że groby świadczą o „masowym morderstwie ludności rdzennej” i domagał się pociągnięcia duchownych do odpowiedzialności. – Naziści zostali pociągnięci do odpowiedzialności za swoje zbrodnie wojenne. Nie widzę różnicy we wskazaniu księży i zakonnic, braci, którzy są odpowiedzialni za to masowe morderstwo, pociągnięcia ich do odpowiedzialności za udział w tej próbie ludobójstwa ludności rdzennej – sugerował.

Z podobną narracją można spotkać się w mediach głównego nurtu, które praktycznie codziennie donoszą o szkołach mających asymilować rdzenną ludność i „holokauście kulturowym” w Kanadzie. Takie placówki powstały w wieku XIX i funkcjonowały do lat 70-tych XX wieku, funkcjonowały w ramach współpracy państwa ze związkami wyznaniowymi. Miało do nich uczęszczać ponad 150 tys. indiańskich dzieci, które chciano zasymilować z ludnością napływową, zwłaszcza z Brytyjczykami. Sugeruje się, że wskutek złych warunków i maltretowania zmarły tysiące dzieci.

Jak jednak wynika z badań naukowych – np. Eric Taylor Woods, „The Anglican Church of Canada and the Indian Residential Schools: A Meaning Centred-Analysis od The Long Road To Apology” – większa śmiertelność w tych szkołach niż w reszcie populacji wynikała m.in. z powodu złych warunków sanitarnych i przepełnienia z braku dofinansowania. Szerzyła się w nich ospa, gruźlica i grypa, dzieci karmiono zanieczyszczonym mlekiem, niezdatną do picia wodą itd. Dziś natomiast kwestie celowego niedofinansowania tych placówek i panujące w nich złe warunki sanitarne są pomijane w narracji medialnej, a szczególnie akcentuje się kwestie domniemanego maltretowania fizycznego oraz wykorzystywania seksualnego.

Agencja Reutera podaje, że prawie trzy czwarte ze 130 szkół rezydencjalnych było prowadzonych przez rzymsko-katolickie zgromadzenia misyjne (w praktyce 60 proc.). Pozostałe prowadzili prezbiterianie, anglikanie i członkowie Zjednoczonego Kościoła Kanady, największej dziś denominacji protestanckiej w tym kraju. Wraz z nagonką na Kościół katolicki, któremu przypisuje się największą winę za „rasizm” i całe zło, jakie jest obecnie w Kanadzie, ogłoszono, że grupa rdzennych przywódców odwiedzi Watykan jeszcze w tym roku, by domagać się od papieża oficjalnych przeprosin. Po odnalezieniu grobów w Kamloops papież Franciszek wyraził swój ból i wezwał władze religijne oraz polityczne, by rzuciły światło na „tę smutną sprawę”. Nie przepraszał jednak, czego domagali się nie tylko rdzenni mieszkańcy, ale także rząd na czele z Trudeau. Przeprosin oczekuje także – jest to jedno z 94 zaleceń – kanadyjska Komisja Prawdy i Pojednania.

Wskutek nagonki na Kościół katolicki w całym kraju płoną katolickie świątynie. Doszło również do licznych aktów wandalizmu. Podobnie jak ruch Black Lives Matter w Stanach Zjednoczonych, tak teraz aktywiści walczący z rasizmem i kolonializmem w Kanadzie obalają albo dewastują posągi świętych i wpływowych postaci Kościoła katolickiego. Premier Alberty, premier Kanady, który wcześniej swoimi wypowiedziami mógł zachęcić do ataków, potępili te akty wandalizmu. Szef Zgromadzenia Pierwszych Narodów (pan-indiańska organizacja ludów tubylczych Kanady, oficjalny partner rozmów z władzami federalnymi w kwestiach dotyczących statusu Indian i Inuitów) Perry Bellegarde również potępił wandalizm i palenie świątyń.

Bezpardonowy atak premiera na Kościół

Na początku czerwca Justin Trudeau praktycznie całą odpowiedzialnością za nadużycia, jakie miały miejsce w szkołach dla tubylców, oskarżył Kościół katolicki. – Jako katolik jestem głęboko rozczarowany stanowiskiem, jakie Kościół katolicki zajmuje teraz i w ciągu ostatnich wielu lat – podkreślił Trudeau w nagraniu video. – Oczekujemy, że Kościół wzniesie się i przyjmie odpowiedzialność rolę, jaką odegrał – dodał, grożąc „zaciągnięciem” duchownych przed sąd i domagając się, by jednostki kościelne wypłaciły odszkodowanie za domniemane przestępstwa. Gabinet premiera Trudeau przeznaczył 27 milionów dolarów na prowadzenie dalszych poszukiwań możliwych miejsc pochówku.

Odkrycie szczątków dzieci z Kamloops Indian Residential School w Kolumbii Brytyjskiej, która została zamknięta w 1978 roku, otworzyło stare rany. Od 1893 do 1969 r. szkołę Kamloops, niegdyś największą w Kanadzie, prowadziło zgromadzenie katolickie zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Szefowa Tk̓emlúps te Secwépemc, Rosanne Casimir, na której terenie nadal stoi szkoła, powiedziała dziennikarzom, że naród nie otrzymał żadnych danych od Oblatów, które pomogłyby zidentyfikować dzieci. Jest to jednak nieprawda, bo zakonnicy przekazali już tysiące danych archiwalnych.

W 2008 roku rząd Kanady formalnie przeprosił za system szkół opłacanych przez państwo i prowadzonych przez związki wyznaniowe. Trudeau powiedział, że „zanim będziemy musieli postawić Kościół katolicki przed sądem, ma wielką nadzieję, iż przywódcy religijni zrozumieją, iż jest to coś, w czym muszą uczestniczyć, a nie ukrywać się”. Od czasu objęcia urzędu w roku 2015 kanadyjski polityk nie prezentował jeszcze tak ostrych komentarzy pod adresem Kościoła katolickiego.

Również arcybiskup Vancouver J. Michael Miller zasugerował, że Kościół powinien otworzyć swoje archiwa. Episkopat podkreśla, że każda diecezja posiada odrębny status i jest odpowiedzialna za swoje działania. Dodano, że „Kościół katolicki jako taki nie był związany ze szkołami rezydencjalnymi, podobnie jak kanadyjska Konferencja Biskupów Katolickich”. Presja na Kościół płynie także ze strony ONZ, która wezwała Kanadę i Watykan do zbadania przyczyn śmierci dzieci, których szczątki znaleziono w Kamloops. Kardynał Thomas Collins, arcybiskup archidiecezji Toronto, uznał presję na Kościół, a w szczególności naciski premiera Trudeau za „nieuprawnione”, a oskarżenia za „niesprawiedliwe”. Hierarcha zauważył, że poszczególne diecezje i archidiecezje zaangażowane w system szkół dla Indian przeprosiły za nadużycia. Wskazał ponadto na prywatne spotkanie, jakie papież Benedykt XVI odbył z rdzennymi przywódcami w 2009 roku, podczas którego wyraził swój „smutek”.

Społeczność rdzennych ludów walczy o dostęp do metryk szkół z internatem prowadzonych przez struktury katolickie, by móc występować z pozwami o odszkodowania. Tymczasem kanadyjski Sąd Najwyższy nakazał zniszczenie takich danych archiwalnych, które mogłyby obciążać władze państwowe. 6 października 2017 r. Sąd ten orzekł, że tysiące poufnych danych dotyczących nadużyć w szkołach, w których  uczyły się dzieci ludów tubylczych „są poufne i powinny zostać zniszczone”. W jednomyślnej decyzji skład sędziowski orzekł, że zbieranie dowodów w celu niezależnej oceny podstaw do odszkodowania zbiorowego miało być „procesem poufnym i prywatnym” oraz że „powodowie i domniemani sprawcy polegali na zapewnieniu poufności”. W związku z tym należy zniszczyć dowody w państwowych archiwach.

Ottawa obiecała w ramach ugody z 2006 r. 800 milionów dolarów na wypłatę odszkodowań dla osób, które uczyły się w szkołach rezydencjalnych, opierając kwotę zadośćuczynienia na ilości czasu spędzonego w placówce (10 tys. dol. za 1 rok i 3 tys. dol. za każdy następny rok). Oprócz tego rekompensaty miały być udzielane za „przemoc”, która skutkowała poważnymi konsekwencjami psychicznymi, zgłoszonymi w ramach niezależnego procesu oceny. Żyjący uczniowie musieli wyjawić „najbardziej prywatne i najbardziej intymne informacje osobiste” i każdy był zobowiązany do podpisania umowy o zachowaniu poufności. Ry Moran, dyrektor Narodowego Centrum Prawdy i Pojednania na Uniwersytecie w Manitobie, przyznał, że decyzja pozostawia „znaczną lukę” w zrozumieniu skali nadużyć w kraju. – Utraciliśmy całą integralność zapisów najgorszych okrucieństw wyrządzonych rdzennej ludności w historii tego kraju – komentował.

Sprawa ta podzieliła także rdzennych mieszkańców. Niektórzy uważają, że dowody powinny być zachowane jako zapis mrocznego rozdziału w historii Kanady, podczas gdy inni uważają, że kwestię tą należy odesłać do historii by „uniknąć dalszych szkód w przypadku potomków ofiar”. W mediach kanadyjskich coraz częściej pojawiają się sugestie, że papież musi oficjalnie przeprosić, co miałoby umożliwić dochodzenie odszkodowań od instytucji kościelnych. Pojawiają się żądania – zresztą nie po raz pierwszy – aby zbadać kwestię pozbawienia kanadyjskiego Kościoła katolickiego statusu organizacji charytatywnej, a także by opodatkować „ogromne sumy bogactwa, które organizacje te mogły gromadzić przez lata”. Sugeruje się, by pozbawić dotacji szkoły katolickie w Ontario i Albercie oraz przekierować je do systemu publicznego. Mówi się także o „bezpośrednich wypłatach” dla potomków rdzennej ludności, którzy mieli paść ofiarą katolickich księży, zakonnic i innych urzędników.

W 2007 r. w ramach porozumienia o ugodzie – Indian Residential Schools Settlement Agreement – katolickie jednostki kościelne zostały zobowiązane do przeznaczenia 25 milionów dolarów na programy pojednania dla „ocalałych”. Ale, jak donosiła gazeta „The Globe and Mail,” reprezentujące ich struktury miały uzyskać zaledwie 3,7 miliona dolarów. Kościół katolicki atakują także anglikańscy duchowni, tacy jak np. Michael Coren – wielebny, który wcześniej był katolikiem i chce doprowadzić Kościół katolicki do bankructwa za „uwikłanie w sprawy dotyczące wykorzystywania seksualnego i fizycznego na całym świecie, w tym w Kanadzie”.

Wprost pojawiają się zarzuty o mordowanie dzieci, w związku z tym sugeruje się, że Kościół powinien utracić wszystkie ulgi podatkowe i należy „skonfiskować znaczną część jego majątku (jako dochody pochodzące z przestępstwa). .Mówi się, ze „w tym momencie przeprosiny już nie wystarczą”. Sugeruje się, że jeśli władze wyższego szczebla boją się przejąć dobra kościelne, powinny to uczynić władze lokalne.

„Mroczna historia Kanady”

Na początku lat 90-tych ub. wieku Królewska Komisja ds. Ludności Tubylczej (RCAP) przeprowadziła badania dot. szkół dla Indian, których kulminacją był raport końcowy z 1996 roku. Większość badań komisji prowadzona została przez przedstawicieli ludów tubylczych. Ostateczny raport musiał zostać zatwierdzony przez kanadyjskich komisarzy.

Raven Kanatakta Polson-Lahache, popularny kanadyjski muzyk wywodzący się spośród rdzennej ludności, w swoim liście otwartym do Kanadyjczyków zamieszczonym na stronie straight.com wskazuje na kontynuację „kolonialnej” polityki rządu. Muzyk, który uważa, że chrześcijaństwo zostało mu narzucone siłą, nie przebiera w słowach potępiając obecne skandaliczne działania władz cywilnych, które podjęły „kolonialną decyzję o trwałym zatajeniu dokumentów”, potwierdzających rządowe zbrodnie przeciwko ludności tubylczej. Obecne nawoływania do pojednania uznaje za hipokryzję. Sugeruje, że to, co działo się w szkołach z internatem, to jedynie wycinek „mrocznej historii Kanady”, która się jeszcze nie zakończyła. Przypomina, że obecnie w ramach systemu edukacji czy opieki zastępczej jest trzy razy więcej rdzennych dzieci niż w latach czterdziestych XX wieku. I kiedy „pod tą opieką co trzy dni umiera dziecko tubylcze, jest to kontynuacja mrocznej historii Kanady”. „To ciągła spuścizna ludobójczej polityki Kanady” – podkreśla muzyk.

Mężczyzna przypomina chociażby własne doświadczenia z lat 90-tych ub. wieku, gdy policja wraz z wojskiem wpadła na teren rezerwatu, przystawiła lufy karabinów do skroni mężczyzn, dzieci i kobiet Mohawk, by odebrać im kawałek ziemi potrzebny… na powiększenie pola golfowego. „Ponad 4 500 żołnierzy i 2 tys. funkcjonariuszy policji, finansowanych przez kanadyjskich podatników, zostało rozmieszczonych w rezerwacie ponieważ Club de Golf d’Oka chciał zburzyć cmentarzysko Mohawk by powiększyć swoje dziewięciodołkowe pole golfowe do 18 dołków. Jako nastolatek doświadczyłem tego głębokiego uczucia bycia otoczonym przez kanadyjskich żołnierzy i oficerów z Sûreté du Québec i trzymania półautomatycznej broni przy prawej skroni. Byłem z rodziną. Cała nasza szóstka miała broń wycelowaną w głowy z powodu tego, kim byliśmy. Moje najmłodsze rodzeństwo miało zaledwie sześć lat. Byłem całkowicie zdruzgotany” – wspomina.

Muzyk pisze o celowym przejmowaniu i niszczeniu przez rząd żywności przeznaczonej dla ludności tubylczej żywności. „Te wspomnienia o kolonializmie Kanady trwają do dziś i nie zostały uciszone” – dodał. Mężczyzna podkreśla, że przymusowego odbierania dzieci w przeszłości i umieszczania ich w szkołach dokonywały władze kanadyjskie. Było to bardzo bolesne doświadczenie i obce rodzimej kulturze. Dodaje, że odkrycie nowych grobów w finansowanej przez rząd Kamloops Indian Residential School przywołuje traumę. Muzyk sugeruje, że jest żywym dowodem na to, iż nienawiść wciąż pojawia się na kanadyjskiej ziemi, a jej wyrazem jest zachowanie policji, kopanie, jakiego doświadczył w rezerwacie, w którym żyje itp. „Ten kraj jest źle poinformowany (…), żyje w nieświadomości mając niewielką wiedzę na temat problemów, które nadal dotykają ludy rdzenne” – konkluduje, wskazując na regulacje prawne, zgodnie z którymi nawet nie jest Kanadyjczykiem, ponieważ wybrał życie w rezerwacie. Raven Kanatakta Polson-Lahache uderza w cały kanadyjski system edukacji, który „wyhodował rasistowskie i bigoteryjne nastawienie wobec ludów tubylczych”. Przypomniał, że twierdzenia byłego premiera z przemówienia na szczycie G20 w Pittsburghu w 2009 roku, jakoby Kanada „nie miała historii kolonializmu”, to kłamstwo.

Niektórzy kanadyjscy politycy ubolewają, że liberałowie od czasu dojścia do władzy w r. 2015 regularnie zwiększają finansowanie programów dla ludności tubylczej, ale żadna kwota nie rozwiąże tego, co nieżyjący już kanadyjski audytor generalny Michael Ferguson określił w serii raportów z lat 2016-2018 jako „niezrozumiałą porażkę” w zlikwidowaniu społeczno-ekonomicznej przepaści między rdzenną ludnością Kanady a innymi Kanadyjczykami.

Ojciec Raymond Marquis, oblat, który od 2015 roku jako wolontariusz pomaga Komisji Pojednania (NCTR), mówi, że od 2011 roku dostarczył centrum w Winnipeg tysiące dokumentów dotyczących szkół rezydencjalnych. Przeciwko misjonarzom złożono pozew zbiorowy związany z 190 domniemanymi ofiarami z Quebecu. Rząd tymczasem blokuje dostęp do swojego archiwum. Władze federalne przerzucają winę na prowincje, twierdząc, że akta zgonów sprzed 1986 r. są przechowywane w archiwach prowincji.

Kanadyjskie problemy nie dotyczą tylko szkół z internatem dla Indian, ale także i szkół stacjonarnych. To kontekst, w którym władze blokują dostęp do archiwów, przekierowując uwagę na placówki prowadzone wraz ze związkami wyznaniowymi. Obecnie za opóźnienia w zakresie ujawniania archiwów obwinia się pandemię.

Komisja Prawdy i Pojednania: ponad 4 tys. nieletnich ofiar

Komisja Prawdy i Pojednania, działająca w latach 2008-2015, szacuje, że w szkołach rezydencjalnych – do których od XIX wieku do lat 70-tych minionego stulecia wieku uczęszczało około 150 tys. dzieci –  zmarło co najmniej 4100 dzieci. Jako przyczyny zgonów wskazano „choroby lub wypadki”. W szkołach dochodziło także do przestępstw seksualnych, przemocy fizycznej i psychicznej. Zgodnie z wizją władz kolonialnych, szkoły z internatem miały prowadzić politykę wykorzeniania i asymilacji ludów tubylczych z osadnikami. Gdy ta się nie powiodła, naciskano na utrwalenie systemu segregacji, pozbawiając statusu obywatelstwa rdzenną ludność chcącą pozostać w rezerwatach.

Dobrze opisano sytuację dzieci w szkołach anglikańskich, gdzie kładziono szczególny nacisk na ukształtowanie nowego obywatela w duchu brytyjskim. W placówkach tych stosowano kary fizyczne za nieposłuszeństwo i zakazywano używania rdzennych języków. Część dzieci była wykorzystywana homoseksualnie i heteroseksualnie. Istnieją dowody, że wiele dzieci zmarło w szkole z internatem lub w domu – po powrocie ze szkoły – z powodu chorób nabytych podczas pobytu w placówce edukacyjno-wychowawczej. W latach 70-tych rząd zaczął zamykać takie szkoły w całej Kanadzie. Ostatnia z nich, Gordona w Saskatchewan, działała do roku 1996. 1 czerwca 2008 r. rząd federalny ustanowił pięcioletnią Komisję Prawdy i Pojednania, aby umożliwić Indianom dzielenie się swoimi historiami.

Początkowo wielu rdzennych przywódców wspierało wysiłki na rzecz edukacji swoich dzieci, pomimo programów nauczania narzuconych przez związki wyznaniowe i rząd. Do I wojny światowej rząd opracował standardy dla budynków szkolnych i ustanowił harmonogram dotacji na mieszkańca. Po 1928 r., gdy rdzenna populacja Kanady rosła, zmniejszono dotacje, przerzucając jednak na organizacje religijne obowiązek edukacji i zajmowania się sierotami. Po II wojnie światowej Ottawa zaczęła kwestionować panującą praktykę kościelno-państwowej edukacji. W 1952 r. władze cywilne przejęły pełną kontrolę nad programem kształcenia nauczycieli i nauczania. Na początku lat sześćdziesiątych związki wyznaniowe wraz z rządem doszły do wniosku, że system szkół z internatem zawiódł. 1 kwietnia 1969 r. pozostałe przykościelne schroniska i szkoły zostały przejęte przez rząd, który planował ich jak najszybsze zamknięcie lub przekazanie w ręce grup rdzennych.

W ciągu dwóch dekad, od późnych lat osiemdziesiątych, wielu ocalałych ze szkół z internatem przedstawiło swoje historie, w tym dotyczące przemocy fizycznej i seksualnej oraz doświadczenia utraty własnej kultury. Takie sprawy nagłaśniali hollywoodzcy aktorzy. W 1991 r. zwołano Królewską Komisję ds. Ludów Tubylczych, której zadaniem było zbadanie nadużyć. Również w 1991 r. anglikanie powołali fundusz mający wspierać pojednanie z grupami tubylczymi. W 1993 roku, anglikański prymas „arcybiskup” Michael Peers przeprosił za rolę, jaką odegrała jego wspólnota religijna. W 1998 r. powołano specjalną fundację mającą świadczyć pomoc dla tubylców.

Przedstawiciele Indian, Inuitów i Metysów rozpoczęli także wieloletnie batalie o odszkodowania za doznane krzywdy. W 2005 r. rząd wynegocjował częścią ugodę. W 2007 r. byli uczniowie otrzymali możliwość rezygnacji z pomocy i prowadzenia niezależnych sporów sądowych albo uzyskania symbolicznej rekompensaty. Zdecydowana większość zaakceptowała odszkodowania i dodatkowe kwoty za każdy rok pobytu w szkołach rezydencjalnych . Szacuje się, że w 2005 r. żyło 80 tys. osób, które uczęszczały do takich właśnie instytucji.

Porozumienie ugodowe określało powołanie Komisji Prawdy i Pojednania oraz krajowego centrum badawczego. Rząd formalnie przeprosił za politykę i nadużycia w roku 2008. Struktury protestanckie również przeprosiły za rolę odegraną w nadużyciach. Równocześnie dd 2020 r. rząd federalny próbował zablokować uchwalenie raportu statystycznego przedstawiającego roszczenia dotyczące nadużyć w szkołach. W maju tego roku ukazał się kolejny raport ludności tubylczej, w którym szczegółowo wyceniono krzywdy uczniów, jednocześnie prowadzone są spory sądowe. Ludy tubylcze występują wobec rządu z nowymi roszczeniami, w tym także tymi dotyczącymi odszkodowania za zagrabioną ziemię i korzystanie z jej bogactwa.

Odnajdywane nieoznakowane groby dzieci mogą obejmować ofiary epidemii. Raporty medyków np. z 1907 r. donosiły o nieproporcjonalnie dużej liczbie dzieci umierających z powodu gruźlicy szerzącej się w niedofinansowanych placówkach. Duncan Campbell Scott, zastępca nadinspektora generalnego do spraw Indian, przyznał, że około połowa dzieci, które uczęszczały do instytucji z internatem, nie dożyje wieku w którym mogłaby korzystać z efektów odebranej edukacji. Do 1999 roku wszczęto 2,5 tys. spraw dotyczących nadużyć mających miejsce w takich szkołach. Nie wiadomo dokładnie, ilu uczniów doświadczyło wykorzystywania seksualnego. W latach 80-tych szerokim echem odbiły się incydenty wykorzystywania seksualnego, które liberałowie łączyli z „kulturą asymilacji”, tworząc obraz szkół dla Indian jako symboli degradacji i kulturowego ludobójstwa.

W zachowanych dokumentach dot. zeznań osób, które uczęszczały do takich placówek, nie odnajdziemy wyłącznie negatywnych opinii i sugestii, że dochodziło do nadużyć, a doznana trauma przyczyniła się do powszechnego alkoholizmu wśród rdzennej ludności i innych patologii ją dręczących. Wielu byłych uczniów jest zbulwersowanych demonizacją ich szkół.

Rod Lorenz, obecnie katolicki misjonarz świecki pośród Metysów w Lloydminster wskazuje, że w tych szkołach tubylcy mogli się uczyć nowych rzeczy, których potrzebowali do przetrwania. Wspomina, że jego matka uczęszczała do katolickiej szkoły w Lebret od 1909 do 1916 r. i wielokrotnie opowiadała mu, jak zakonnice nauczyły ją wszystkiego: jak szyć, gotować, czytać i pisać. Dodał, że europejski styl dyscypliny różnił się od rodzimej kultury. Oddzielanie dzieci od rodzin było trudne. „Pewnie, popełniono błędy, ale istnieją dwie strony tej historii i trzeba spojrzeć na pozytywy” – podkreślał.

Tubylca Stanley Cuthand, obecnie emerytowany kapłan anglikański, dorastał w Saskatchewan Reserve, zakwaterowany w szkole rezydencjalnej La Ronge w 1944 roku, był kapelanem La Saskatchewan Ronge and Gordon Residential Schools oraz St. Paul’s School przy Blood Reserve w latach 60-tych XX wieku. „Szkoły wcale nie były okropnymi miejscami” – wspomina. „Z pewnością nie były to więzienia, chociaż dyrektorzy byli trochę surowi” – dodał Cuthand. Duchowny wspomina tylko jeden przypadek seksualnego wykorzystywania ucznia w Gordon Reserve, gdzie jeden z pracowników został później skazany na kilka lat więzienia. Wskazuje, że dzieci tęskniły za domem, a czasem dochodziło do prób ucieczki. „Było też mnóstwo jedzenia; rodzynki, ryby, ziemniaki, pieczywo smalec, gulasz” – mówił.

Mężczyzna zauważa, że do uczęszczania do szkół z internatem zmuszano jedynie sieroty i dzieci pochodzące z ubogich rodzin. „Twierdzenie, że wszystkie dzieci były zmuszane do uczęszczania do szkół, jest przesadą” – podkreśla Cuthand. Dodaje, że jednak pomysł oddzielanie uczniów od rodziców i krewnych pochodził z Anglii. Praktycznie wszyscy Anglicy należący do klasy wyższej odbierali edukację w szkołach z internatem. W Kanadzie główną ideą w tamtym czasie była cywilizacja i edukacja dzieci, a tego nie dałoby się osiągnąć, gdyby pozostały w domu. Cuthand dodaje, że plemiona miały wpływ na edukację swoich dzieci. „Rezerwat Little Pine chciał mieć własną szkołę dzienną, a w 1910 roku po złożeniu petycji do Ottawy dostaliśmy własna szkołę dzienną. Rodzice nigdy wcześniej nie mieli szkół, ale chcieli, żebyśmy uczyli się angielskiego. Gdy szkoła powstała, współpraca była tak dobra, że wszyscy w rezerwacie wysyłali tam swoje dzieci”. Mężczyzna wyjaśnia, że dzieciom zabraniano mówić w ich własnym języku, bo przeklinały i nadawały swoim przełożonym pseudonimy. „Dzieciaki nie były świętymi. Ale generalnie język nie był problemem” – wskazuje.

Ojciec Antonio Duhaime (oblat) był od 1962 do 1968 dyrektorem Duck Lake Residential School, a następnie, w latach 1968-1980, dyrektorem St. Mary’s Residential School on the Blood. Relacjonował, że rodzice sami przywozili dzieci we wrześniu i mówili: „Ojcze, chcę, by moje dziecko uczyło się angielskiego”. Teraz jednak oskarżają o zabieranie dzieci i zakazywanie im mówienia w językach ojczystych. „Jeśli niektórzy tubylcy odnoszą dziś sukcesy, mogą podziękować szkołom. Nikt inny nie był wtedy zainteresowany Indianami”- puentuje. Dzieciom stwarzano warunki do rozwoju, np. w sporcie. Działały sekcje koszykówki, a zespoły tubylców podróżowały po całym świecie.

Dora Cardinal przypomina sobie jeden przypadek kary fizycznej w szkole św. Antoniego w Onion Lake. „Pewnego razu jedna ze starszych dziewczynek została przypięta pasami, ponieważ uciekła. Ale zakonnice ogólnie były bardzo opiekuńcze i mieliśmy dużo zabawy” – wspomina. „Zwłaszcza moja nauczycielka z pierwszej klasy zawsze starała się mnie pocieszyć. Ona nigdy na nas nie krzyczała. Z mojego punktu widzenia dzieciom było lepiej niż dzisiaj” – stwierdza stanowczo. „Dzieciom dziś wszystko uchodzi na sucho. Ja w szkole nauczyłam się dużo cierpliwości, samodyscypliny oraz wytrwałości” – dodaje Cardinal.

Powszechnie przyznaje się, że dzisiejsze rezerwaty dotykają liczne problemy społeczne. Według Statistics Canada, wskaźnik samobójstw wśród tubylców jest od pięciu do ośmiu razy wyższy niż średnia krajowa. Śmiertelność niemowląt jest prawie dwukrotnie wyższa, ubóstwo jest trzy do pięciu razy bardziej powszechne i aż 60 proc. mieszkańców rezerwatów zależy od świadczeń opieki społecznej. W latach 1995-96 22 proc. wszystkich osadzonych stanowili tubylcy. „Ale czy można winić szkoły rezydencjalne za tę straszliwą nędzę?” – pyta Rita Galloway, która dorastała w rezerwacie Pelican Lake Cree w Saskatchewan. Dziś jest nauczycielką. „Miałam wielu przyjaciół i krewnych, którzy uczęszczali do szkół z internatem” – podkreśla. „Oczywiście były elementy dobre i złe, ale ogólnie ich doświadczenia były pozytywne. Dziś ci ludzie są teraz (…) specjalistami, konsultantami, ludźmi biznesu. Nauczyli się etyki ciężkiej pracy” – dodała.

Rita Galloway uważa, że obwinianie placówek edukacyjno-wychowawczych za warunki panujące w nich jest niesprawiedliwe. „Wskaźniki samobójstw są bardzo wysokie. W rezerwacie jest wiele nadużyć seksualnych; niektórzy z moich krewnych byli wykorzystywani seksualnie w szkołach. Ale moi rodzice nigdy nie chodzili do szkoły z internatem i nadal mieli problemy; mój ojciec stracił interes z wyrębem z powodu picia. Wiele z tych problemów było obecnych jeszcze przed szkołami. Kiedy umieszczasz grupę ludzi na małym obszarze, jak w rezerwacie, to z pewnością będą problemy. Jednak zawsze łatwiej jest obwiniać innych” – wskazuje.

Zdaniem Galloway każdego roku środki przekazywane dla mieszkańców rezerwatu rozchodzą się i nie wiadomo kto tak naprawdę z nich korzysta. Kolejne kwoty nie rozwiążą problemów. „Za 10 lat znów będziemy toczyć tę samą dyskusję i będą te same wymówki dla przyznania większych pieniędzy. Ale więcej pieniędzy niczego nie rozwiązuje. Ktoś musi mieć odwagę powiedzieć, że potrzebujemy odpowiedzialności; tylko wtedy zobaczysz prawdziwe zmiany i rozwój” – komentuje. Jej zdaniem obwinianie szkół za problemy, z jakimi mierzą się ludy tubylcze, jest „nadmiernym uproszczeniem”. Galloway jest zdania, że szkoły posiadają ogromną rolę do odegrania, zwłaszcza dziś, gdy tak wiele dzieci jest porzucanych przez rodziny, gdy nie otrzymują one wsparcia w domu, którego potrzebują i gdy zbyt duży nacisk kładzie się w rezerwatach na rozrywkę.

Emerytowany zakonnik, o. Duhaime, uważa, że oczernianie szkół rezydencjalnych pomniejsza ofiarę wielu świeckich pracowników i księży misjonarzy, którzy oddali swoje życie w służbie dzieci z indiańskich plemion. „To bardzo rozczarowujące” – podkreśla. „Przez te wszystkie lata pracowaliśmy w tych szkołach, a dziś słyszysz, że to wszystko było złe. Bardzo trudno to znieść” – dodaje. Ale nawet i dziś rząd nie rozwiązał problemu odbierania dzieci rdzennym Kanadyjczykom. Według danych ze spisu powszechnego w 2016 r. ponad 52 procent dzieci w pieczy zastępczej pochodziło spośród rdzennej ludności, a stanowią one zaledwie 7,7 procent w całej populacji kraju.

Skupienie się na szkołach rezydencjalnych to próba odwrócenia uwagi opinii publicznej od raportu Yellowhead Institute, opracowanego przez ośrodek badawczy rdzennej ludności, w którym domaga się ona różnych form reparacji za grabież ziemi. Z roszczeniami względem kanadyjskiego rządu występują już plemiona indiańskie, które zmuszone zostały do przeniesienia się na teren Stanów Zjednoczonych. Systemowe niedofinansowanie rdzennych narodów jest jedną z najbardziej centralnych i brutalnych form kolonizacji w dzisiejszej Kanadzie(…). To niedofinansowanie ma miejsce w kontekście ciągłego wzbogacania się firm i Kanadyjczyków dzięki ziemiom rdzennych mieszkańców i zasobom, które kryje – komentuje Shiri Pasternak, dyrektor ds. badań w Yellowhead Institute i współautor raportu. Poza przykładami tego, jak kanadyjska gospodarka korzystała i korzysta na grabieży, raport prezentuje cztery sposoby, dzięki którym Kanada nadal podtrzymuje kolonialny charakter relacji między Koroną a Pierwszymi Narodami. Autorzy raportu wskazują równocześnie 10 konkretnych podstaw, na których opiera się kampania na rzecz odszkodowań.

Spiskowa praktyka dziejów. Kto projektuje nam przyszłość?

Roman Motoła https://pch24.pl/spiskowa-praktyka-dziejow-kto-projektuje-nam-przyszlosc/ #globalizm #NWO #przyszłość #technologia

Według Jana Białka, autora książki „Tech. Krytyka rozwoju środowiska technologicznego”, co najmniej od 50 lat w książkach, raportach, analizach i innych różnego rodzaju opracowaniach zamieszczane są realizowane obecnie „scenariusze dla ludzkości”. Nie są to publikacje wychodzące spod piór anonimowych tropicieli i kreatorów sensacji. Ich wydawcami są poważne instytucje w rodzaju renomowanych fundacji, służb wywiadowczych światowych potęg czy tak zwane think-tanki.

O ile przed około wiekiem ludzkość wchodziła w erę „industrialną” (elektryfikacja, budowa fabryk, powstawanie wielkich miast itp., mechanizacja), to obecnie, aż do 2050 roku mamy i mieć będziemy do czynienia z „przejściem postindustrialnym”. Zmiany, zarówno tamte, jak i dzisiejsze, a także dokonujące się na przestrzeni ostatniego stulecia, projektowane były w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Istotą rewolucji sprzed wieku była kontrola produkcji a drogą do jej osiągnięcia – stworzenie i wcielenie w życie ideologii komunistycznej.

Dzisiaj globaliści dążą już do bezpośredniej kontroli człowieka. Ludzie mają zostać wypchnięci ze swych środowisk pracy m.in. poprzez automatyzację procesów produkcyjnych. Jeśli plany globalistów się zrealizują, państwa narodowe przestaną istnieć. Radykalnie zredukowana liczebnie, zmodyfikowana genetycznie ludzkość będzie stanowić zarządzaną przez elity jednolitą, zdalnie sterowaną masę, poddaną transhumanizmowi i wyznającą kult „matki Ziemi”.

To wizja zawarta w wydanej kilka lat temu książce Jana Białka. Nie jest produktem wyobraźni autora, lecz efektem badań nad oficjalnie wydawanymi publikacjami architektów i promotorów nowego porządku.

– Mamy badania korporacyjne sprzed 10 lat wskazujące na to, że oni wszystko zaplanowali – mówił autor pod koniec zeszłego roku w wywiadzie dla kanału You Tube „Buntownik Jutra”. Chodziło tu o przebudowę światowego systemu energetycznego do roku 2050. Zgodnie ze scenariuszem ujawnionym przed dekadą, mniej więcej do roku 2040 ceny prądu czy gazu będą wciąż raptownie szły do góry, aż osiągną niebotyczne poziomy. Dopiero około 2050 roku spadną do wartości z okresu, w którym powstała prognoza, czyli początków poprzedniej dekady.  

Jak podkreślał Jan Białek, głównym problemem przebudowy systemu z punktu widzenia globalistów nie będzie sam ten proces, lecz przerzucenie jego kosztów na zwykłych ludzi, czyli na społeczeństwa. W najbliższych latach Zachód proponuje nam kolejne 20–30 lat kolejnych kryzysów na każdym poziomie, łącznie z brakami żywności. Dlatego co bardziej wpływowi na świecie ludzie skupują ziemię już co najmniej od 10 lat. Duże przedsiębiorstwa pozyskują gigantyczne połacie gruntów w Europie, Afryce, Stanach Zjednoczonych.

Autor w swej książce cytuje dane pochodzące z kilkuset dokumentów. Informacje nie są tajne, lecz są rozproszone. Instytucje, które planują naszą przyszłość, powołali 100 lat temu ówcześni bilionerzy, czyli osoby nominowane przez ogarniającą świat koronę brytyjską do ról monopolistów w handlu złotem, tytoniem, herbatą czy opium. Właśnie mniej więcej przed stuleciem, w perspektywie „zwijania” z mapy świata imperium, jego finansowe elity postanowiły utrzymywać własne wpływy za pomocą formowanych przez siebie lokalnych namiestników.

Z tej właśnie grupy wyłonił się największy think-tank na świecie, to jest Chatham House (dawniej: Royal Society of International Affairs). Na bieżąco wydawane są też tak zwane white papers czy też blue prints międzynarodowych organizacji typu ONZ, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy. Swoje opracowania publikują również organizacje w rodzaju Fundacji Rockefellera czy Carnegie.

Szczegóły projektów dla świata wyłaniają się też m.in. z publikacji wywiadów potęg anglosaskich.

– W dokumentach z 2010 roku pisali, że jeżeli ludzie będą chcieli wrócić do państw narodowych, czyli będzie się zwijać Unia Europejska, czy różnego rodzaju inne unie międzynarodowej współpracy, a globaliści będą tracić swą siłę, wywiady zapowiedziały przeprowadzenie trzech głównych uderzeń mających na celu utrzymanie globalnego systemu kontroli: będzie to epidemia, masowe migracje i konflikty wokół Arktyki –mówił Jan Białek we wspomnianym wywiadzie.

Gospodarz audycji zwrócił uwagę na wprowadzany na całym świecie przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone porządek cywilizacyjny, narzucający po II wojnie światowej poszczególnym krajom zasady życia społecznego. Jednym z ich głównych filozoficznych wyznaczników jest – obok darwinizmu – tak zwana krytyczna teoria zasobów zawarta w wydanej na początku XIX stulecia książce Thomasa Malthusa. Zgodnie z tą koncepcją, na świecie żyje zbyt wielu ludzi, w związku z czym Ziemi grozi zagłada. Wyjściem z sytuacji jest konsekwentna, prowadzona na różnych poziomach polityka depopulacyjna. Szeroko rozumiana kontrola ludności stanowi jedną z kluczowych kwestii dla nowego porządku.

W sukurs ideologom idzie dzisiejsza „nauka” zdolna do udowodnienia wszystkiego, czego życzą sobie zleceniodawcy. Jej rola jest kluczowa dla przebudowy świata. Naukowcy przejąć mają rolę religijnych  kapłanów, ich wskazania to nowe dogmaty niepodlegające krytyce.

Prorocy nowego porządku

Wśród autorów w ten sposób postrzegających kształt przyszłej ludzkości są między innymi: Julian i Aldous Huxleyowie, Herbert George Wells, Bertrand Russell. Określali oni nowy system jako socjalizm naukowy.

Jeden z uznanych „dobroczyńców ludzkości”, twórca szczepionki na polio Jonas Salk to autor wydanej w latach 60. minionego wieku książki „Przetrwanie najmądrzejszych”. Dzieli on ludzkość na mędrców i polluters („zaśmiecaczy”). Tych drugich uważał za nadających się co najwyżej do wykorzystania w eksperymentach. Zapowiedział nadejście „niedługo” nowej ery, której przejawem będzie przemiana człowieka wywołana mutacją – albo naturalną, albo genetyczną, poprzez zastrzyki.

Swego rodzaju „podręczniki dla elit” nowego świata tworzyli też Carroll Quigley, wykładowca z Georgetown („Tragedia i nadzieja”) czy Anthony Sutton. Ten ostatni opisał między innymi zaprojektowanie przez zachodnich demiurgów zbrodniczych systemów: sowieckiego oraz hitlerowskiego. [Ale on przed konsekwencjami OSTRZEGAŁ. MD]

Wiele szczegółów projektu nowego świata ujawniał Jacques Attali, prognozujący m.in. masowe migracje, wojny, różnego rodzaju przewroty. Ich celem jest doprowadzenie świata do chaosu, z czasem totalnej anarchii, czego przedsmak obserwujemy już dzisiaj chociażby na przedmieściach francuskich miast. Ludzkość dotknąć ma powszechna bieda i bezprawie. W końcu mieszkańcy zwrócą swój gniew przeciwko władzom państw, które staną się bezradne wobec wszechobecnej anarchii. Nie będą też w stanie zapewnić ludziom bezpieczeństwa socjalnego na elementarnym poziomie. W takiej sytuacji pojawią się z ofertą nie do odrzucenia, „całe na biało” prywatne firmy ubezpieczeniowe. Zagwarantują one ludziom byt ekonomiczny w zamian za osobistą wolność.

Rządzące elity będą mogły zarządzać światem z dowolnego miejsca. Stąd niezbędna jest totalna cyfryzacja i budowa systemu zarządzania technologicznego, teleinformatycznego, dzięki któremu staną się nieosiągalne dla potencjalnie zbuntowanych społeczeństw.

Krwio-obiegiem świata będą korporacje i banki wyzwolone z ograniczeń nakładanych dziś przez państwa. Stąd rozwój i promocja informatyki, nanokomputerów, dążenie do kontroli percepcji i biologii człowieka.

Od zainteresowania projektantów przyszłości nie jest wolna też sfera religijna. Klub Rzymski zaplanował zmianę do 2050 roku religii chrześcijańskiej w „kult Ziemi”. Attali i jego ideowi koledzy odpowiedzi na religijną potrzebę ludzkości upatrują w transhumanizmie, dzięki któremu człowiek dokonać ma zbiorowego „samozbawienia” przybierając bliższą rzekomo doskonałości formę siebie.

Przewidziano „produkowanie” człowieka genetycznie zmodyfikowanego już około 2030 roku.

Jak podkreśla Jan Białek, system technokratyczny zmierza do odebrania państwom narodowym władzy nad ważnymi dziedzinami w poszczególnych krajach. Władza przejdzie w ręce specjalistów –  ponadnarodowych agend, think-tanków itp. „Eksperci” podlegać mają elitom.

W przekonaniu autora książki, jedynym wyjściem ratującym państwa oparte na wspólnocie narodowej jest objęcie nadzorem prawa korporacji, opodatkowanie ich w taki sposób by nie dawać paliwa do ich totalnej emancypacji, a tym samym rosnącej, niekontrolowanej władzy.

Jan Białek, „Tech. Krytyka rozwoju środowiska technologicznego”, Wydawnictwo Garda, Warszawa 2017.

Przygotowania do ostatecznego zwycięstwa

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5218

„Goniec” (Toronto)  •  24 lipca 2022

Rosja, która na Ukrainie wojuje z całym NATO, już ledwie zipie i tylko patrzeć, jak poniesie sromotną klęskę. Takim obrotem sprawy tłumaczę sobie czystkę w ukraińskiej bezpiece i prokuraturze. Jak wiadomo, prezydent Zełeński „odsunął” nie tylko szefa Służby Bezpieki Ukrainy, ale również szefów z kilku obwodów. „Odsunął” także panią Irinę Wieniediktową, która piastowała urząd prokuratora generalnego. Po raz pierwszy usłyszeliśmy o niej, kiedy w sieci pojawiło się nagranie, jak to bohaterscy żołnierze ochotniczego pułku „Azow”, będącego rodzajem prywatnej armii żydowskiego oligarchy Igora Kołomojskiego, maltretują, torturują i rozstrzeliwują rosyjskich jeńców.

Wzbudziło to zainteresowanie nawet w Kongresie Stanów Zjednoczonych, a w tej sytuacji nie było rady; trzeba było odkryć rosyjską zbrodnię wojenną w Buczy i podsunąć ją pod nos skonsternowanemu światu, żeby zapomniał o scenach z udziałem bohaterskiego pułku „Azow”. Wprawdzie początkowo ukraińskie władze obiecywały, że rząd sprawę nagrań potraktuje „bardzo poważnie”, ale potem okazało się, że to wszystko zainscenizowali Rosjanie, w związku z czym pani Irina już żadnego „śledztwa” nie musiała w tej sprawie wszczynać.

Skoro wszystko zakończyło się wtedy wesołym oberkiem, to skąd obecna czystka w bezpiece i prokuraturze?

Myślę, że jej przyczyną jest zbliżające się nieubłaganie ostateczne zwycięstwo. Jak wiadomo, klęska jest sierotą, podczas gdy sukces, zwłaszcza w postaci ostatecznego zwycięstwa, ma wielu ojców. Zatem prezydent Zełeński musiałby dzielić się sławą zwycięzcy z jakimiś bezpieczniakami i panią Iriną. A po co miałby się dzielić, skoro może się nie dzielić? Dzięki rewolucyjnej czujności okazało się tedy, że na Ukrainie aż roi się od „zdrajców i kolaborantów”, którzy sypią piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów. Skoro tak, to nieuchronnie musi pojawić się pytanie, kto za to odpowiada. No i się pojawiło, a w odpowiedzi prezydent Zełeński nieubłaganym palcem wskazał winowajców. Myślę, że to dopiero początek, bo w miarę jak ostateczne zwycięstwo będzie się przybliżało szybkimi krokami, liczba „zdrajców i kolaborantów” będzie się zwiększała w tempie stachanowskim, aż w końcu okaże się, że jedynym sprawiedliwym w Sodomie i Gomorze był prezydent Zełeński i jego przyjaciele z kabaretu.

Widocznie Ukraińcy też czują pismo nosem, bo chociaż ostateczne zwycięstwo zbliża się wielkimi krokami, to jednocześnie polscy wolontariusze alarmują, że do naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, napływa coraz więcej uchodźców z Ukrainy. Nie ma w tym nic dziwnego; skoro już wiadomo, że na Ukrainie aż się roi od „zdrajców i kolaborantów”, to na wszelki wypadek trzeba się stamtąd zawczasu oddalić na bezpieczną odległość, bo w przeciwnym razie trzeba będzie udowadniać, że nie jest się wielbłądem, a wiadomo, że takie zadanie bywa z reguły niewykonalne, zwłaszcza gdy ze stolicy przyjdą odpowiednie rozkazy.

Tymczasem w Polsce nikt uchodźców nie ośmieli się przepytywać, czy przypadkiem nie byli „zdrajcami”, albo „kolaborantami”, więc nie ma się co namyślać, tylko zwiewać z Ukrainy jak najdalej.

Obecnie w naszym nieszczęśliwym kraju zapanowała podobna sytuacja. Czystki wprawdzie jeszcze nie ma, bo ostateczne zwycięstwo zostało zaplanowane dopiero na przyszłoroczne wybory parlamentarne, ale w czeluściach obozu „dobrej zmiany” rozpoczęły się przygotowania do wyznaczenia winowajcy. Bo wprawdzie jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, ale właśnie Wielce Czcigodny poseł Janusz Kowalski, piaskujący w rządzie „dobrej zmiany” stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych kierowanym przez pana ministra Jacka Sasina, opublikował wyliczenie, z którego wynika, że w Polsce w zimie zabraknie gazu. Ponieważ tajemnicą Poliszynela jest napięcie, jakie utrzymuje się między premierem Morawieckim, a ministrami Ziobrą i Sasinem, aż nawet sam Naczelnik Państwa musiał nawoływać do opamiętania, wyliczenie posła Kowalskiego może być sygnałem, że panu Mateuszowi Morawieckiemu już złocą rogi, jako przeznaczonemu na zaszlachtowanie najpóźniej na wiosnę przyszłego roku.

Bo pan premier Morawiecki nadaje się do tej roli, jak mało kto. Jak pamiętamy, został premierem gwoli „ocieplenia” stosunków Polski z Unią Europejską. Po prawie pięciu latach jego rządów, stosunki Polski z UE są gorsze, niż kiedykolwiek, a poza tym pan premier Morawiecki popodpisywał rozmaite cyrografy i podjął decyzje, w następstwie których Polska stoi w obliczu kryzysu energetycznego.

Podczas jednego ze spotkań, jakie pan premier odbywa ze specjalnie zaproszonymi obywatelami, któryś zadał mu pytanie, czy przypadkiem Polska nie kupuje aby ruskiego gazu. Pan premier spontanicznie odpowiedział, że kupujemy gaz „na giełdzie”, co zostało zrozumiane, że gaz po staremu jest ruski, tylko Polska teraz kupuje go przez pośredników.

Z węglem jest jeszcze gorzej, bo wskutek „dekarbonizacji” oraz wstrzymania importu rosyjskiego węgla, z którego korzystały przede wszystkim gospodarstwa domowe i spółdzielnie mieszkaniowe, okazało się, że w składach węglowych niemalże nie ma żadnych zapasów. W tej sytuacji pan premier zachęca obywateli do „ocieplania” domów, a inni ministrowie udzielają zbawiennych rad, żeby mniej jeść – i tak dalej. To trochę podobne do spostrzeżenia Jerzego Urbana z początku stanu wojennego, że „rząd się wyżywi”, więc widać, że ciągłość jest większa, niż nam się wydaje.

Tymczasem pan Marian Banaś, prezes Najwyższej Izby Kontroli, którego Naczelnik Państwa z zagadkowych przyczyn chciał wysadzić w powietrze, właśnie złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie zakupu respiratorów. Jak pamiętamy, pan minister Szumowski, który dzisiaj, zgodnie z zaleceniem greckiego filozofa hedonisty Epikura, „żyje w ukryciu”, kupił w imieniu rządu te respiratory od pewnego handlarza bronią, co oczywiście kieruje naszą uwagę w stronę starych kiejkutów, no bo kogóż innego? Toteż bez zdziwienia przyjęliśmy informację, że sprzedawca owych respiratorów właśnie taktownie umarł i już nic żadnemu prokuratorowi nie powie. Wyobrażam sobie, z jaką ulgą musiał przyjąć tę wiadomość pan Szumowski, podobnie jak stare kiejkuty, które dzięki temu będą mogły spokojnie korzystać z wyprowadzonego w nieznanym kierunku szmalcu, tak, jak w przypadku „Amber Gold”.

Tymczasem rząd na wrzesień właśnie zaplanował nową falę epidemii, tym razem spowodowaną przez mutację koronawirusa nazwaną „Centaurem”. Najwyraźniej jednak urzędnicy resortu zdrowia wyciągnęli wnioski z poprzednich, niezbyt fortunnych doświadczeń, więc wprawdzie ogłaszają, że ten cały „Centaur” jest jeszcze bardziej zaraźliwy, niż poprzednie mutacje, ale za to znacznie od nich łagodniejszy, więc jak tylko się zaszczepimy, żeby rozładować nagromadzone w rządowych magazynach krocie „dawek”, to będziemy musieli nauczyć się z nim żyć, a kto wie – może nawet się zaprzyjaźnić. I słusznie – skoro musimy przyjaźnić się z uchodźcami, to dlaczego nie z „Centaurem”?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Czas na dymisję Adama Niedzielskiego. [Lub wywiezienie go na taczkach z gnojem].

[druga część tytułu – MD]

Nie ma wątpliwości, że obecne sygnały płynące z rządu to zapowiedź kolejnego lockdownu i wszystkiego złego, co się z nim wiąże. Jeśli teraz nie uda się zahamować decyzji o nowych restrykcjach, spirala covidowego szaleństwa zacznie znowu się nakręcać

Proszę wyobrazić sobie, że właśnie teraz, w gorącym lipcu, gdy Polacy udali się na upragnione wakacyjne wyjazdy… Minister Zdrowia znowu zaczyna straszyć restrykcjami i wracającą „pandemią”! Nie do wiary, prawda? Ja też początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Z nieba leje się żar, a Adam Niedzielski zupełnie serio zaczyna opowiadać o zwiększonej zachorowalności na koronawirusa, tego samego, o którym kilka tygodni temu mówił, że powinien być traktowany jak zwykła infekcja i nie ma podstaw, aby z jego powodu wprowadzać nadzwyczajne środki ostrożności.

I znów się pozmieniało! Minister już przepowiada, kiedy będą kolejne zachorowania (środek sierpnia). A może po prostu planuje wtedy podkręcić statystyki…????

Wraz z alarmującymi informacjami z rządu wraca znowu ten sam motyw: SZCZEPIENIA. Rozpoczyna się nowa odsłona stręczenia Polakom szczepionek produkowanych na liniach płodowych. Wszystkie podawane w Polsce szczepionki na Covid czerpią z aborcji. Aby opracować i testować (Pfizer, Moderna) lub wprost produkować (Astra Zeneca, Johnson&Johnson) każdy z preparatów, użyto linii płodowych wyprowadzonych wprost od zabitych dzieci. Linie te są w obiegu od wielu lat, lecz starzeją się, zatem tworzy się popyt na kolejne linie. Dochodzi do kolejnych aborcji na potrzeby przemysłu farmaceutycznego.

Aby preparaty były zdatne do użytku, trzeba było pobierać tkanki z dzieci żywcem i bez żadnego znieczulenia – w krótkim momencie pomiędzy wyjęciem dzieciątka z macicy a jego śmiercią. Aż trudno wyobrazić sobie, jak ogromny ból musiał odczuwać mały człowiek wyrwany z bezpiecznego łona mamy i poddany okrutnej procedurze usunięcia narządów żywcem… Teraz szczepionki powstałe dzięki liniom płodowym mamy wszyscy uznać za zdobycz cywilizacji i masowo je stosować. Straszenie kolejną falą koronawirusa jest niczym innym jak tworzeniem popytu na preparaty skażone gigantyczną zbrodnią.

Przemysł aborcyjny jest powiązany z niektórymi gałęziami przemysłu farmaceutycznego i na tej podstawie próbuje się oswajać ludzi z tezą, że aborcja nie zawsze przynosi samo zło. Promotorzy zabijania dzieci bardzo chcą, abyśmy przyznali, że czasem z zabicia niewinnego dziecka wypływa dobro. Dlatego rozpętywanie strachu wokół konkretnego wirusa, kreowanie statystyk zachorowań i wmawianie opinii publicznej, że jedynym ratunkiem są szczepionki skażone aborcją – jest świetną okazją, aby relatywizować zbrodnię. W świadomości przeciętnego człowieka może wówczas pojawić się myślenie, że nie wszystkie aborcje są tak samo złe, w zależności od celu, do jakiego wykorzysta się ciała zamordowanych dzieci. To utylitarne myślenie o życiu człowieka pomaga ruchowi aborcyjnemu w osiąganiu jego celów – akceptacji aborcji (przynajmniej niektórych) i zarabianiu na nich wielkich pieniędzy.

Dlatego z przerażeniem obserwuję, jak polski rząd ponownie rozpoczyna kampanię strachu, kreowanie popytu i wmuszanie ludziom preparatów, które czerpią ze zbrodni aborcji.

Potrzeba masowego sprzeciwu, aby znowu nie wprowadzono restrykcji, lockdownu i nachalnej akwizycji szczepionek na Covid!

Chciałabym, aby w najbliższym czasie jak najwięcej osób zadzwoniło do Kancelarii Premiera i przekazało Mateuszowi Morawieckiemu, że nie chce:

żadnych restrykcji ani lockdownów, żadnych testów, a przede wszystkim żadnych szczepionek z abortowanych dzieci,
– wydawania pieniędzy podatników na preparaty skażone zbrodnią aborcji ani na ich namolną promocję.

Ponadto pora na dymisję Adama Niedzielskiego i mianowanie Ministrem Zdrowia kogoś, kto nie będzie ulegał lobby aborcyjnemu.

Nie ma wątpliwości, że obecne sygnały płynące z rządu to zapowiedź kolejnego lockdownu i wszystkiego złego, co się z nim wiąże. Jeśli teraz nie uda się zahamować decyzji o nowych restrykcjach, spirala covidowego szaleństwa zacznie znowu się nakręcać. Być może w kolejnym roku szkolnym dzieci znowu nie pójdą do szkół. Być może znowu doświadczymy zamknięcia placówek ochrony zdrowia. Czy chcemy znowu zamknięcia branż gospodarki i szantażu, że jeśli nie weźmiemy skażonych aborcją szczepionek, to branże te nie będą mogły się otworzyć…? Czy chcemy selekcji wiernych w kościołach? Nalotów Policji na świątynie, gdzie zgromadziło się zbyt wielu wiernych? Zakazu spotkań powyżej określonych przez władzę limitów?

Są wakacje. Mimo to nie zwalniamy tempa i wiemy, że właśnie TERAZ potrzeba pilnego i efektywnego działania. Uruchomiliśmy stronę internetową www.telefondopremiera.pl. Znajdują się na niej numery telefonów do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz krótka zachęta, aby zadzwonić i przekazać Mateuszowi Morawieckiemu, że nie ma zgody na rozkręcanie kolejnej fali restrykcji i promocji szczepień na Covid-19.

Cierpienie dzieci, które zostały poddane aborcji i usunięciu tkanek, by wyprodukować szczepionki, to nie jest abstrakcja. Te dzieci to nasi bliźni, najsłabsi, niemogący się bronić, ginący na ołtarzu wielkiego biznesu i ogromnych pieniędzy. Protestujmy przeciw nieludzkiej polityce kreowania popytu i wymuszania szczepień preparatami, które powstały przy użyciu ciał tych niewinnych maleństw…

Wesprzyj naszą inicjatywę!

Kaja Godek Fundacja Życie i Rodzina

Post-Zachód, Węgry i wojna na Ukrainie. Viktor Orban – mąż stanu.

Post-Zachód, Węgry i wojna na Ukrainie. Viktor Orban.

Tradycyjnie latem podczas Bálványos Summer Free University and Student Camp w Siedmiogrodzie Viktor Orban wygłosił wykład na temat sytuacji międzynarodowej i pozycji Węgier.

Orban powiedział, że „Zachód przeniósł się do Europy Środkowej w sensie duchowym”, Zachód jest tutaj i toczy bitwa między dwiema połówkami Europy. Europa Środkowa chce, aby każdy mógł sam decydować, z kim i jak chce żyć, „ale Postzachód odmówił tego i nadal walczą z Europą Środkową w celu upodobnienia nas do nich”. Postzachód walczy z Europą Środkową, a Bruksela, w stylu Sorosa, chce „zmusić do nas do przyjmowania imigrantów”.

Orban powiedział, że wojna zachwiała współpracą polsko-węgierską, która stanowiła oś współpracy między Czwórką Wyszehradzką, mimo że ich strategiczne interesy były zbieżne: Polacy chcą, aby Rosjanie nie zbliżali się do nich, chcą zachowania suwerenność Ukrainy i demokracji.

O ile jednak Węgrzy chcą trzymać się z dala od wojny dwóch narodów słowiańskich, o tyle Polacy uznają, że to jest ich wojna, dlatego trzeba zrobić wszystko, co możliwe żeby po tej wojnie uratować polsko-węgierski sojusz strategiczny – wskazał premier.

W związku z wyzwaniem, jakie stawia wojna rosyjsko-ukraińska, Viktor Orbán zwrócił uwagę, że wojna rosyjsko-ukraińska przyniosła już Węgrom krwawe ofiary: według danych do tej pory zginęło 86 Węgrów, więc Węgry mają prawo, jako kraj sąsiedni, powiedzieć, że pokój jest jedynym rozwiązaniem. Viktor Orbán uważa, że na każdą wojnę można spojrzeć z wielu różnych perspektyw, ale podstawowym aspektem każdej wojny jest fakt, że „matki opłakują swoje dzieci, a dzieci tracą rodziców”. Według niego takie podejście powinno przeważyć nad wszystkim innym, nawet w polityce.

Podkreślił, że dla węgierskiego rządu oznacza to, że ich głównym obowiązkiem jest, aby węgierscy rodzice i węgierskie dzieci nie znaleźli się w takiej sytuacji. Jednocześnie zaznaczył, że są kraje, które krytykują Węgry, ponieważ według nich wystarczająco nie pomagają Ukraińcom, ale te kraje są daleko i udzielają Ukrainie co najwyżej wsparcia finansowego lub zbrojeniowego.

Podkreślił, że w związku z tym podtrzymuje stanowisko, że „to nie jest nasza wojna”. Węgry są członkiem NATO i zakładają, że Rosja nigdy nie zaatakuje znacznie silniejszego NATO, ale znalazła się w delikatnej sytuacji po tym, jak UE postanowiła  nie będąc stroną walczącą, dostarczać broń Ukrainie  i nakłada surowe sankcje gospodarcze, co stwarza ogromne ryzyko eskalacji konfliktu– wyjaśnił.

Przypomniał, że Rosjanie postawili jasne żądanie  bezpieczeństwa: Ukraina nigdy nie powinna być członkiem NATO, a gdyby Donald Trump był teraz prezydentem USA, a Angela Merkel kanclerzem Niemiec, nie sądzi, żeby ta wojna wybuchła.

Wyjaśnił, że zachodnia strategia opiera się na tym, że Ukraina wygra wojnę dzięki anglosaskiemu szkoleniu i broni, i na tym, że sankcje zdestabilizują przywództwo Moskwy, i że Zachód może sobie poradzić sobie z ekonomicznymi skutkami sankcji, a świat opowie się za nim. Tymczasem  dzieje się odwrotnie.

„Siedzimy w samochodzie [UE] z przebitymi wszystkimi czterema oponami” – powiedział Viktor Orbán, wskazując, że w kontekście wojny Europa potrzebuje nowej strategii, która powinna skupić się nie na wygraniu wojny, ale na wynegocjowaniu pokoju i sformułowaniu dobrej oferty pokojowej. Viktor Orbán podkreślił, że zadaniem Unii Europejskiej nie jest teraz „stanie po stronie Rosjan czy Ukraińców, ale stanie między Rosją a Ukrainą”.

To, co dzieje się w tej chwili, przedłuża wojnę, ponieważ Rosjanie chcą przesunąć się tak daleko, żeby nie było możliwe zaatakowanie Rosji z terytorium Ukrainy, więc im lepszą broń będą mieli Ukraińcy, tym dłużej ta wojna będzie trwać.

Podkreślił, że dopóki nie dojdzie do rosyjsko-amerykańskich negocjacji, nie będzie pokoju. „My, Europejczycy, straciliśmy naszą szansę na wpływanie na rzeczy” po 2014 r., kiedy przy zawieraniu porozumienia mińskiego wyłączono Amerykanów, a przez co realizacja tego porozumienia nie mogła być egzekwowana, wyjaśnił. Dodał, że dlatego „Rosjanie nawet nie chcą teraz negocjować z nami”, ale z tymi, którzy mogą wymusić na Ukrainie to, na co się zgodzą.

Wymienił kwestię energetyki i gospodarki jako jedno z wyzwań stojących przed Węgrami. Chodzi o to, aby zrozumieć, kto korzysta z sytuacji wojennej. Zwrócił uwagę, że korzystają na tym ci, którzy mają własne źródła energii. Rosjanie mają się dobrze, ponieważ ich przychody są determinowane nie tylko ilością sprzedanej energii, ale także jej ceną, Chińczycy – wcześniej zależni od świata arabskiego – są teraz są w stanie kupować rosyjskie surowce, dobrze mają się też duże amerykańskie firmy, które zwielokrotniły swoje zyski. Z drugiej strony UE radzi sobie źle, a jej deficyt energetyczny potroił się.

Podkreślił też znaczenie fundamentów duchowych: „Węgry wciąż mają swoją ideę narodową, mają swoje uczucia narodowe, mają swoją kulturę”. Nazwał też ważnym, aby Węgry miały ambicje, ambicje wspólnotowe, a nawet narodowe. Aby „utrzymać nasze narodowe ambicje w trudnym okresie, który nadchodzi, musimy pozostać razem, ojczyzna musi być zjednoczona, a Siedmiogród i inne zamieszkane przez Węgrów terytoria w Kotlinie Karpackiej muszą pozostać razem” – zakończył swoją prezentację Viktor Orbán.

Za: Magyar Hirlap

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (23-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/23/postzachod-wegry-i-wojna-na-ukrainie/

==============

mail:

Wiktor Orbán mówi to w Siedmiogrodzie, obecnie w granicach Rumunii.
Czy którykolwiek polski przywódca odważyłby się na podobną wypowiedź we Lwowie, ale choćby w Warszawie.

Wielki Powrót – czyli pandemia bez końca. Nowe objawy: „ból gardła i chrypka”. A czasem – pocenie !!! A Józio B. ma po raz czwarty!!

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/07/23/wielki-powrot-czyli-pandemia-bez-konca/

Małpia ospa brzmi głupio, polio umarło na samym wejściu, fala upałów już się skończyła, a ludzie są znudzeni Ukrainą. Muszą wrócić do Covid, ponieważ nie mają nic więcej.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu Off-Guardian na temat powrotu narracji covidowej i to pomimo pełni sezonu letniego. Tym razem wiele wskazuje na to, że zjawisko może pozostać z nami na dłużej. //AlterCabrio

____________***____________ 

Przywracają COVID… tym razem już na stałe

Covid powraca w każdym nagłówku. Ponieważ nowo-normalne hordy desperacko starają się przestraszyć ludzi, by zaakceptowali Wielki Reset, wracają do swojego starego ulubieńca, aby przyzwyczaić nas do wiecznej pandemii.

Według Krajowego Urzędu Statystycznego liczba „przypadków Covid” w Wielkiej Brytanii wynosi (podobno) nawet 3,8 miliona. Podobno jest tak samo źle w UE, gdzie „przypadki” (rzekomo) potroiły się w ciągu sześciu tygodni.

Za oceanem również sprawy wyglądają dość ponuro, a „przypadki” „narastają” w całych Stanach Zjednoczonych.

Nie jest lepiej po drugiej stronie (rzekomo) ideologicznego podziału. Rosja, Chiny i Indie – mimo że są odważnymi wielobiegunowymi wojownikami zamkniętymi w szachowej rozgrywce 5D przeciwko machinacjom globalistycznej elity – również odnotowują „przypadki” „nowego wariantu”.

Bez względu na to, gdzie mieszkasz, „przypadki” są na tapecie. Ale, jak wszyscy wiemy, „przypadki” w rzeczywistości oznaczają „ludzi, którzy uzyskali wynik pozytywny” i jest to sfałszowana statystyka wykorzystywana wyłącznie do celów propagandowych.

Nowa „fala” to tak naprawdę tylko sprzedaż jednego wielkiego pomysłu: pandemia nigdy się nie skończy.

Marketwatch jest liderem, jeśli chodzi o takie ‘precyzyjne’ [on-the-nose] nagłówki:

„Stany Zjednoczone przodują na świecie w liczbie nowych przypadków COVID, ponieważ BA.5 nadal się rozprzestrzenia i ilustruje, że do zakończenia pandemii jeszcze daleko”

Do zakończenia pandemii jeszcze daleko – to zakodowana wiadomość, która teraz krąży i wcale nie jest zawoalowana. WHO dosłownie to wyraziła, prawie słowo w słowo:

„WHO ostrzega covid „nigdy się nie kończy”, ponieważ liczba odmian rośnie w USA i Europie”

Zmieniają też symptomy, przy czym „subwariant BA.5” wytwarza nowe objawy, w tym „ból gardła i chrypkę”.

Genialnie dodali nawet nocne pocenie i kłopoty z zaśnięciem do listy objawów Covid w… środku fali upałów. Genialne rzeczy.

Ten „wzrost” prawdopodobnie nadal będzie się wzmagał, ponieważ urzędnicy WHO żądają od krajów „wzmocnienia monitorowania”, co oznacza więcej testów, a to oznacza więcej przypadków. Jest to gra, którą wszyscy dobrze znamy, a to wszystko jest bez znaczenia.

Tak samo jak bezsensowne jest mówienie o nowym wariancie „centaurus”.

Musieli postawić na „centaurusa” lub coś innego, ponieważ następną grecką literą po omikronie jest pi, a Wariantu Ciasteczkowego [Pie Variant] nikt się nie przestraszy. [homofonia między określeniami litery ‘pi‘ oraz słowa ‘pie‘ czyli ‘ciasto, placek’ -tłum.]

Czym odróżnia się „wariant centaurus”? Najwyraźniej może być bardziej zakaźny i cięższy. Najważniejsze jednak, że: „

może pomóc wirusowi uciec przed przeciwciałami wywołanymi przez obecne szczepionki

Jest to oczywiście niezbędne, jeśli zamierzasz zagarnąć tę słodziutką kasę za boostery [dawki przypominające].

Aby podkreślić ten element w oczach opinii publicznej, nagłośnili nawet pozytywny test na Covid u starego biednego Józia Śpiocha, mimo że był „wyszczepiony” po kokardki.

Co to oznacza dla jego długoterminowej przyszłości, dopiero się okaże. Może Joe niedługo odejdzie na – ekhem – emeryturę, kto wie.

Pamiętaj, że wiadomość [news] to konstrukt – i gdyby Joe miał pozytywny wynik testu, a nie byłoby to wygodne dla narracji, po prostu nigdy byśmy o tym nie usłyszeli.

Do diaska, wiemy, że nie noszą maseczek, gdy nie ma przy nich kamer, więc nie ma żadnego powodu, by sądzić, że faktycznie zawracają sobie głowę testowaniem. A niby dlaczego mieliby to robić?

Po prostu ogłaszają „pozytywny wynik testu” dla każdego polityka, który potrzebuje trochę wolnego czasu, gdy chcą wzbudzić sympatię lub wzmocnić prawdziwość przekazu.

To interesujące jakimi torami podążają, gdy „w pełni zaszczepieni” zaczynają mieć pozytywny test. Z jednej strony potrzebują „szczepionek”, aby przekonać niezaszczepionych do zastrzyku… ale z drugiej strony chcą, aby „szczepionki” nie zadziałały, by przekonać zaszczepionych, aby przyjęli swoje dawki przypominające.

Najwyraźniej w tej chwili widzą większe pieniądze w ponownym szczepieniu niż w nowym. Co ma sens, gdyż wszelkie odmowy szczepień [rezygnacje] są prawdopodobnie z ich punktu widzenia przegraną sprawą.

Co to oznacza w szerszej perspektywie?

Cóż, potencjalnie oznacza to powrót do nakazów maskowania, dystansu społecznego i dodawania 5/6/7ego boostera do i tak już dość zatłoczonego harmonogramu szczepień. (Być może dadzą ci zniżkę, jeśli weźmiesz polio, małpią ospę i 2 lub 3 zastrzyki przeciw Covid za jednym razem).

Może dostaniemy miły jesienny lockdown, a szkoły opóźnią swoje otwarcie po wakacjach. Być może w planach jest większa narracja. Gazeta „I” już przygotowuje grunt pod „złą zimę”.

Mówiąc bardziej ogólnie, plan polega po prostu na normalizacji półtrwałej „pandemii”.

The Guardian już mówi, że ta fala „osiąga szczyt” i musimy „przygotować się na następną”. New York Times jest bardziej dosadny: „Endemiczny Covid-19 wygląda dość brutalnie”

The Atlantic wyszedł z wariantem (ech!) tego samego nagłówka: „Fala BA.5 – tak wygląda covidowa normalność”

Podczas gdy San Francisco Chronicle zupełnie nieironicznie używa wyrażenia „nowa normalność” w nagłówku. [W tekście oryginalnym występuje błędny link, autor prawdopodobnie miał na myśli ten artykuł: People are getting COVID again and again… and again. Is this the new normal? -tłum.]

Tymczasem zarówno Bloomberg, jak i Washington Post stawiają pozytywny test Bidena w centrum uwagi, twierdząc, że „pokazuje on siłę pandemii” i „testuje jego powrót do normalnej strategii”.

Przesłanie jest jasne – nie ma powrotu do normalności. Endemiczny Covid, wieczna wojna nie do wygrania i koniec zabawy.

Z bardziej optymistycznego punktu widzenia powrót Covid prawdopodobnie oznacza, że ​​hordy Wielkiego Resetu stają się z lekka zdesperowane.

Małpia ospa brzmi głupio, polio umarło na samym wejściu, fala upałów już się skończyła, a ludzie są znudzeni Ukrainą. Muszą wrócić do Covid, ponieważ nie mają nic więcej.

To tak, jakby starzejący się zespół rockowy niechętnie wracał do swoich klasycznych hitów pod koniec koncertu, po tym, jak publiczność chrapała przy ich eksperymentalnym nowym albumie.

Szczerze? To raczej smutne.

______________

They’re bringing COVID back…& this time its permanent, Kit Knightly, Jul 22, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

Czy to już koniec epoki c-19?
Nigdy dość powtarzania, że: ograniczenia dotyczące szczepionek Covid kończą się nie dlatego, że szczepionki mRNA odniosły sukces, ale dlatego, że zawiodły. Głębia tej porażki jest tak ogromna, że ​​wyjaśnienie jej […]

______________

”Szczepić, szczepić, szczepić’ czyli czas na nieprzyjemne pytania
„Szczepionki przeciw Covid spowodowały 20 razy więcej poważnych skutków ubocznych i 23 razy więcej zgonów niż wszystkie inne szczepionki w ciągu ostatnich 20 lat łącznie”. […]

______________

Pandemia 2 czyli małpia ospa wchodzi do gry
Mimo że „przypadków” jest zaledwie kilkadziesiąt, Światowa Organizacja Zdrowia już zwołała nadzwyczajne spotkanie, co jest rzeczą dziwną, gdyż ich coroczne zgromadzenie zaczyna się dosłownie jutro. Ale myślę, że kiedy wprowadzasz […]

______________

Wejście Ninja czyli mutacje są wieczne
„Ludzie niezaszczepieni tak bardzo nie chorują. Najważniejsze jest to, że im więcej dawek tego trującego zastrzyku wziąłeś, tym bardziej będziesz chory i tym bardziej prawdopodobne jest, że wkrótce umrzesz”. […]

Prof. Simon żali się w TVN24: „Społeczeństwo się nie sprawdziło”.

Prof. Simon żali się w TVN24: „Społeczeństwo się w znacznym stopniu nie sprawdziło”. Ziemkiewicz nie wytrzymał: „Człowieku, zejdź już ludziom z oczu. Dobrze radzę. Zejdź.”

https://nczas.com/2022/07/23/prof-simon-zali-sie-w-tvn24-spoleczenstwo-sie-w-znacznym-stopniu-nie-sprawdzilo-ziemkiewicz-nie-wytrzymal/

Prof. Krzysztof Simon znów przemówił na antenie TVN24, gdzie utyskiwał na „niezdyscyplinowanych” Polaków. Stwierdził m.in., że „społeczeństwo się w znacznym stopniu nie sprawdziło, znaczy w tych 40 proc.”. Na słowa pandemicznego eksperta krótko, ale stanowczo, zareagował Rafał Ziemkiewicz.

Prof. Simon stwierdził, że lepszym sposobem jest „zachęcanie” do noszenia masek niż wprowadzanie nakazu maskowania. Żalił się, że „społeczeństwo jest takie, jakie jest – w wielu krajach, nie tylko w Polsce, tylko u nas to jest kilkadziesiąt (procent – przyp. red.), a w innych krajach zdecydowanie mniej”.

– Niedawno byłem w Londynie na zjeździe hepatologicznym. Tam nie ma obowiązku, ale rząd zachęca w informacjach prasowych, telewizyjnych: „proszę nosić w miejscach zamkniętych”. Jak będzie szczyt epidemii (…) to zachęcałbym do noszenia ludzi: noście w komunikacji, nie rozmawiajcie sobie twarzą w twarz bardzo blisko, (…) w pomieszczeniach zamkniętych używajcie masek. Czy kogoś przekonamy? Przekonajmy połowę osób, to już będzie sukces – grzmiał.

– Takie mamy społeczeństwo. Jak każą nie przechodzić przez jezdnię, to wszyscy akurat w tym miejscu przechodzą. Tacy jesteśmy – przekorni – stwierdził szef Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii. Stwierdził, że to „typowo po polsku”.

Na tym jednak nie koniec oskarżeń kierowanych pod adresem Polaków. – W Ameryce jak mieszka pani obok milionera, to wszyscy są dumni, że coś takiego. A u nas natychmiast donos, że na pewno ukradł – zwrócił się do dziennikarki.

Co więcej, ubolewał nad tym, że w czasie mniemanej pandemii „społeczeństwo się w znacznym stopniu nie sprawdziło, znaczy w tych 40 proc.”. W ten sposób lekarz nawiązał do odsetka niezaszprycowanych w Polsce.

Jednak 60 proc. społeczeństwa nie uwierzyło tym bredniom, mediom rosyjskim czy wschodnim, (…) jednak przekonało się, zaszczepiło, bo ludzie jednak chcą dbać o swoje zdrowie, życie. (…) Pozostała część jest egocentryczna, nastawiona na czubek własnego nosa. Ma w nosie babcię, dziadka, swoich rodziców itd. Tacy jesteśmy. I tu się (społeczeństwo) nie sprawdziło – grzmiał były członek Rady Medycznej.

Do słów prof. Simona odniósł się krótko Rafał Ziemkiewicz. „Człowieku, zejdź już ludziom z oczu. Dobrze radzę. Zejdź” – napisał.