Ponad siedmiu na dziesięciu Włochów popiera deportacje nielegalnych imigrantów na dużą skalę

Ponad siedmiu na dziesięciu Włochów popiera deportacje nielegalnych imigrantów na dużą skalę

Ponad siedmiu na dziesięciu Włochów popiera deportacje nielegalnych imigrantów na dużą skalę

Michał Rogalski | 10/07/2026 polskakatolicka/ponad-siedmiu-na-dziesieciu-wlochow-popiera-deportacje-nielegalnych-imigrantow-na-duza-skale


Włochy coraz wyraźniej mówią „dość” niekontrolowanej migracji. Według sondażu Euromedia Research, na który powołuje się Breitbart.com, aż 73% Włochów uważa, że nielegalni imigranci powinni zostać deportowani do krajów swojego pochodzenia.

57% postrzega nielegalną migrację negatywnie, zaledwie 14% pozytywnie. Szeroka zgoda ponad podziałami politycznymi pokazuje, że problem masowej migracji islamskiej dotyka większości społeczeństwa – także części elektoratu centrolewicy.

Migracja i rosnące wyzwania

W latach 2024–2025 do Włoch przybywało morzem około 66 tysięcy migrantów rocznie. To głównie młodzi mężczyźni z krajów muzułmańskich i afrykańskich. Liczba muzułmanów w kraju przekracza już 1,5–2 miliony. Przy braku formalnego uznania islamu przez państwo oficjalnych meczetów jest bardzo mało, jednak mnożą się prowizoryczne miejsca kultu w garażach i magazynach.

Taka sytuacja budzi obawy o przyszłość włoskiej kultury, tradycji i chrześcijańskiego dziedzictwa. Integracja w wielu przypadkach postępuje zbyt wolno, a niektóre środowiska tworzą zamknięte społeczności.

Dramatyczny przykład – brutalny atak w Mediolanie

W ostatni weekend w Mediolanie doszło do bestialskiego ataku. 22-letni Lamin Saidilly, urodzony we Włoszech w rodzinie imigrantów z Gambii, bez żadnego powodu zaatakował nożem 55-letniego Gerardo Pastore. Mężczyzna jadł śniadanie w kawiarni La Giada razem ze swoim starszym ojcem. Napastnik zadał ofierze około dwudziestu ran kłutych w głowę, szyję, klatkę piersiową i brzuch. Nie doszło wcześniej do żadnej kłótni – mężczyźni się nie znali.

Saidilly został obezwładniony przez trzech obywateli Egiptu, którzy przebywali w lokalu. Po aresztowaniu miał powiedzieć policji: „Dobrze się bawiłem, jak tylko wyjdę, zrobię to znowu”. Ofiara przeszła kilka operacji i choć nie jest już w stanie krytycznym, jej stan nadal budzi obawy. Włoskie media, w tym Rai News, opublikowały nagranie z monitoringu pokazujące całe zdarzenie.

Takie incydenty pokazują realne konsekwencje braku kontroli nad migracją i nie bez powodu podsycają społeczny niepokój.

Bezpieczeństwo i przestępczość

Chociaż ogólny poziom przestępczości spada od lat, cudzoziemcy są nadreprezentowani w statystykach. Przy 8–10% populacji popełniają około 30% przestępstw – szczególnie rozbojów, kradzieży i handlu narkotykami. W więzieniach obcokrajowcy stanowią 30-34% osadzonych. Te dane przekładają się na realne poczucie braku bezpieczeństwa wśród mieszkańców.

Polityka rządu i dalsze oczekiwania

Rząd Giorgii Meloni osiągnął częściowe sukcesy – dzięki porozumieniom z Libią i Tunezją liczba migracji spadła niemal o połowę, a deportacje wzrosły. Mimo to napływ islamskich migrantów nadal przewyższa liczbę deportacji (ok. 6 tys. deportacji wobec ponad 66 tys. przybyłych). Wygląda na to, że nowe rozwiązania, takie jak ośrodki w krajach trzecich (np. Albania), idą we właściwym kierunku.

Po stronie prawicy rosną głosy domagające się więcej – m.in. szerszej remigracji nielegalnych migrantów oraz tych, którzy nie potrafią dostosować się do włoskich realiów, a także silniejszego wsparcia dla dzietności rdzennych Włochów. Jak podaje Breitbart.com, te nastroje prowadzą do powstania nowych ugrupowań na prawicy.


Potrzeba zdecydowanych działań

Włosi jasno komunikują swoje oczekiwania: chcą ochrony granic, porządku i zachowania charakteru swojego kraju. Niekontrolowana masowa migracja islamska niesie ryzyko dalszego wzrostu napięć społecznych, kosztów oraz zmian w codziennym życiu.

Kluczowe będą:

  •     Skuteczne deportacje nielegalnych migrantów;
  •     Wymagająca integracja osób legalnie przebywających na terenie Włoch, z poszanowaniem włoskiego prawa i norm;
  •     Mocna polityka demograficzna wspierająca dzietność włoskich rodzin;
  •     Nadzór nad miejscami kultu i ograniczenie obcego wpływu finansowego.

Ponad 70 % włoskiego społeczeństwa popiera twarde działania. Politycy powinni to uszanować i działać konsekwentnie – zanim problemy przybiorą jeszcze większą skalę, jak ma to miejsce w krajach Europy Zachodniej.

Przybywa „schizmatyków”

Przybywa „schizmatyków”

 Stanisław Michalkiewicz miesięcznik „Magazyn Polonia” 9 lipca 2026 michalkiewicz

1 lipca w szwajcarskim Econe wyświęconych zostało czterech biskupów. Nie byłoby może w tym nic osobliwego, gdyby nie okoliczność, że ci biskupi zostali wyświęceni wbrew stanowisku Stolicy Apostolskiej oraz samego papieża Leona XIV, który dwa dni wcześniej osobiście prosił władze Bractwa św. Piusa X, by wstrzymały się z tą czynnością. Ale rozpędzonego parowozu dziejów już nie udało się zatrzymać, święcenia się odbyły, w związku z czym zarówno konsekrowani biskupi, jak i ci, którzy ich wyświęcili, a także przewielebne duchowieństwo, biorące udział w uroczystości – wszyscy zostali objęci ekskomuniką. Jeśli chodzi o cywilów, to znaczy – zwykłych uczestników uroczystości, to ich sytuacja nie jest jasna. O ile przystąpili do Bractwa formalnie [prostuję: Członkowie Bractwa to księża, zakonnicy i zakonnice. Reszta – to wierni. md], to ekskomunika ich również obejmuje, a jeśli nie – to nie – z tym jednak, że uczestnicząc w nabożeństwach odprawianych przez duchownych z Bractwa, nie tylko popełniają grzech ciężki, ale w dodatku takie sakramenty, jak spowiedź, czy małżeństwo „nie są ważne”. W ten sposób Bractwo św. Piusa X dołączyło do 50 tysięcy tzw. „denominacji” chrześcijańskich. Najliczniejszą wśród nich stanowią oczywiście katolicy (1,2 miliarda), a według szacunkowych danych, liczba katolików skupionych wokół Bractwa wynosi około 300 tysięcy i stale rośnie [uczciwe oceny podają na 2025 ok. 600 000 md] .

Historia Bractwa sięga II Soboru Watykańskiego, na którym wyraźnie zarysowały się dwa nurty – postępowy i tradycyjny. Z książki Roberta de Mattei o II Soborze Watykańskim wynika, że te stronnictwa uformowały się niemal od początku Soboru, przyjmując z czasem charakter coraz bardziej konspiracyjny. O ile jednak konspiracja „tradycjonalistyczna” zakończyła się wraz z Soborem, o tyle konspiracja postępowców przetrwała po Soborze w postaci tzw. „ducha Soboru”. Ów „duch Soboru” na przykład sprawił, że np. praktyka liturgiczna poszła w stronę zupełnie inną, niż przewidywały soborowe konstytucje. Na przykład jeśli chodzi o języki narodowe, to konstytucje soborowe mówiły o wyjątkowym ich dopuszczeniu w liturgii, a nawet tam, gdzie zostały one dopuszczone, wierni powinni znać modlitwy i śpiewy po łacinie.

Tymczasem pod wpływem „ducha Soboru” praktyka poszła w całkiem innym kierunku i łacina została praktycznie z liturgii wyrugowana. Ponieważ pamiętam czasy przedsoborowe, to mogę potwierdzić, że tradycyjna liturgia miała swoje dobre strony. Miedzy innymi taką, że katolik, gdziekolwiek by się nie znalazł – był u siebie – ponieważ w każdym kościele modlono się po łacinie. Dzięki temu nawet w zapadłej, wiejskiej parafii, było grono osób, ministrantów, i członków parafialnego chóru, które kościelną łacinę musiały znać.

Kiedy zapisałem się do ministrantów, zanim wolno było nam nałożyć komżę, musieliśmy zdać egzamin z ministrantury – a nie była to formalność, bo opiekujący się nami ks. Tadeusz Szyprowski, był pod tym względem wymagający. Nawiasem mówiąc, wtedy klerycy w seminariach musieli uczyć się też języka hebrajskiego, w związku z tym ks. Szyprowski wspominał ówczesną przyśpiewkę: „kto się uczy hebrajskiego, musi być chłopak nie kiep. Albo musi dobrze wkuwać, albo mieć żydowski łeb”. Widocznie jednak ta dość powszechna, chociaż oczywiście – powierzchowna – znajomość łaciny wśród parafian, komuś przeszkadzała, więc „duch Soboru” zrobił, co, do niego należało.

W reakcji na działalność „ducha Soboru” arcybiskup Marcel Lefebvre zainicjował ruch przywiązania do tradycji katolickiej, początkowo kładąc nacisk przede wszystkim na liturgię, ale z czasem również obejmując inne, nie tyle może ustalenia II Soboru Watykańskiego, co następstwa działania „ducha Soboru”. W rezultacie coraz więcej katolików, którzy zaczęli nabierać wątpliwości, czy przypadkiem Kościół nie jest sprowadzany na manowce, zaczęło szukać ratunku w przywiązaniu do tradycji.

Jest to szczególnie widoczne w seminariach; o ile w „zwyczajnych” seminariach często brakuje kandydatów i albo trzeba je zamykać, albo łączyć, o tyle w seminariach prowadzonych przez Bractwo nie ma problemów z kandydatami do stanu duchownego. Najwyraźniej tradycja dostarcza ludziom poczucia pewności, podczas gdy wysocy przedstawiciele Kościoła posoborowego zaczynają dostarczać parafianom rozterek. Mogliśmy się o tym przekonać całkiem niedawno, gdy Episkopat przed Wielkanocą ogłosił „List” – ponoć inspirowany przez JE Grzegorza kardynała Rysia. Mogliśmy tam przeczytać, że „w przeszłości” zdarzały się „niewłaściwe” interpretacje Ewangelii. Chodziło o interpretacje, które nie podobały się Żydom. Skoro, tak czy owak, te „niewłaściwe interpretacje” się jednak zdarzały, to skąd można mieć pewność, że interpretacje dzisiejsze są na pewno prawidłowe? Takiej pewności już nigdy nie odzyskamy, więc w ten sposób Kościół, a konkretnie – przedstawiciele hierarchii, już nie dostarczają katolikom pewności, tylko rozterek.

Czy jednak Kościół dostarczający swoim wyznawcom rozterek, będzie im do czegokolwiek potrzebny? Rozterek ludzie mają wystarczająco dużo i bez Kościoła, więc jeśli również on zacznie im te rozterki mnożyć, to przestanie być potrzebny tym bardziej, że już dzisiaj można zauważyć malejącą liczbę ludzi naprawdę pragnących żyć wiecznie. Coraz więcej pragnie tylko żyć długo – co widać choćby po zainteresowaniu rozmaitymi cudownymi dietami – ale perspektywa życia wiecznego jak gdyby traciła na atrakcyjności. Tymczasem – jeśli podejść do sprawy od strony komercyjnej – nadzieja życia wiecznego jest głównym, a może nawet jedynym towarem, który Kościół ma do zaoferowania. Toteż nic dziwnego, że w samym Kościele, to znaczy – wśród przewielebnego duchowieństwa – możemy zauważyć dwa nurty; albo skupienie się na władzy i dyscyplinie, albo – na rozmaitych socjotechnikach, między innymi – na schlebianiu sodomczykom i gomorytkom, których związki wolno przewielebnemu duchowieństwu „błogosławić” – cokolwiek by to miało znaczyć.

No a w naszym nieszczęśliwym kraju mamy jeszcze i ten problem, że niektóre środowiska katolików zawodowych, jak na przykład – środowisko „Dygotnika Powszechnego” – ale nie tylko – ćwierkają z klucza nastrojonego przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, który wobec tubylczych katolików ma swoje plany, niekoniecznie natury zbawiennej. Właśnie trzy Eminencje skierowały do parafian przestrogę, by nie praktykowały „złej” pamięci, tylko tę „dobrą”. Chodzi oczywiście o stosunki polsko-ukraińskie.

Pikanterii tej przestrodze dodaje okoliczność, że jej sygnatariuszami są nie tylko trzy Eminencje tubylcze, ale również – JE abp. Szewczuk, zwierzchnik Kościoła Grekokatolickiego na Ukrainie, który asystował prezydentowi Zełeńskiemu, gdy ten ogłaszał swoją decyzję o utworzeniu Panteonu z ukraińskimi herojami, wśród których prawie na pewno znajdzie się Stefan Bandera.

Stanisław Michalkiewicz

Grok o sukcesach kotłów na biomasę.

[Przeczytałem : Drastyczny wzrost cen pelletu w środku lata. Wszystko przez rząd Tuska.

[Ponieważ to ja wprowadziłem kotły ogromnej sprawności na odpady drewna, więc na b. tanie paliwo w latach 90-tych i pierwszej dekadzie XXI wieku, a „władze” to bardzo blokowały, chciałem się dowiedzieć, jak jest teraz. Tłumaczyłem , też na kursach dla „ekologów”, że to najtańsze paliwo dodatkowo powoduje zero emisji netto CO2, i zero emisji SO2. Chyba szatan ich oślepia. Mirosław Dakowski]

===================================================

Szacunkowo 1,5–2,5 mln kotłów/pieców na drewno kawałkowe, gałęzie, odpady drewna i podobną biomasę (znacznie więcej niż na pellet).

  • Kotły na pellet: Według Twojego pytania i aktualnych doniesień z 2025/2026 – ok. 450 tys. gospodarstw domowych (głównie nowoczesne, automatyczne kotły, często z programu Czyste Powietrze). Liczba szybko rośnie od kilku lat dzięki dotacjom. [ano właśnie gnojki kolektywistyczne.. Nie lubicie rozwoju naturalnego. MD]
  • Kotły/palniki na drewno kawałkowe (kawałki, gałęzie, odpady drewna): Dane z Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB, głównie z 2022–2023, ale struktura zmienia się powoli) wskazują na:
    • Ponad 1,8 mln kotłów wykorzystujących drewno kawałkowe (w tym wiele wielopaliwowych /”wszystko-palnych”, które spalają też gałęzie, odpady drewna, czasem inne rzeczy).
    • Drewno kawałkowe dominowało w starszej bazie kotłów na paliwa stałe (ok. 37% deklaracji paliwowych w kotłach).

Nowe instalacje (zwłaszcza zgazowujące drewno klasy 5/Ekoprojekt) są mniej liczne niż pelletowe, ale baza starych i średnio-nowych kotłów na drewno jest ogromna – wiele z nich nadal działa, szczególnie na wsiach i w mniejszych miejscowościach.Dlaczego różnica jest tak duża?

  • Kotły na drewno (kawałkowe, zasypowe, zgazowujące) to tradycyjna, tańsza opcja – często starsze instalacje lub wielopaliwowe „janusze” (oficjalnie na drewno/pellet, w praktyce na co popadnie). Wiele gospodarstw ma dostęp do własnego drewna z lasu, sadu czy odpadów.
  • Pellet wymaga kupna paliwa i nowocześniejszego (droższego) kotła automatycznego – dlatego boom jest nowszy i napędzany dotacjami.
  • W programie Czyste Powietrze kotły na biomasę (pellet + drewno kawałkowe) dominują (nawet 70–80% wniosków w niektórych okresach), ale pellet rośnie szybciej. businessinsider.com.pl

Dodatkowe szacunki

  • Razem kotłów na paliwa stałe w CEEB: kilka milionów (w tym węglowe jako większość).
  • Kominki, kozy, piece kaflowe na drewno: dodatkowe 1–1,5 mln+ (nie zawsze liczone jako główne źródło ogrzewania).
  • „Inna biomasa” (gałęzie, zrębki, odpady) – setki tysięcy, często w tych samych wielopaliwowych urządzeniach.

Podsumowując: Kotłów na drewno/odpady drewniane jest 3–5 razy więcej niż na pellet (raczej bliżej dolnej granicy po wymianach kopciuchów, ale baza jest ogromna). Dokładna aktualna liczba nie jest publicznie precyzyjna (CEEB nie jest w 100% kompletny), ale drewno kawałkowe nadal mocno dominuje w polskim ogrzewaniu indywidualnym.

Patrioty? Yes, dej… MEM-y VI.

————————————

———————————————-

———————————————–

———————————————————–

——————————————

—————————-

———————————–

——————————–

——————————————

————————————–

————————————————

————————————————–

Jak ostateczny akt Chameneiego pokonał NATOstan

Jak ostateczny akt Chameneiego pokonał NATOstan

Pepe Escobar

Przerywamy program, aby ogłosić, że kotka objęta porozumieniem MoU wybudziła się ze śpiączki i praktycznie nie wykazuje oznak życia.

To było całkowicie przewidywalne.

Barbarzyński Pawian i jego poplecznicy złamali obietnicę zawieszenia sankcji naftowych wobec Iranu. Zobowiązanie to zostało anulowane przez Ministerstwo Finansów.

Złamali kruche zawieszenie broni, atakując bazy na południowym wybrzeżu Iranu; Iran zareagował; to samo zrobiły Stany Zjednoczone; i drabina eskalacji znów zaczęła działać.

Złamali porozumienie w sprawie przepłynięcia przez Cieśninę Ormuz, dokonując poważnych prowokacji tankowcami. Marynarka IRGC odpowiedziała w ten sam sposób.

Za pośrednictwem kultu śmierci złamali obietnicę zawartą w porozumieniu, zakładającą zakończenie wojny „na wszystkich frontach, w tym w Libanie”.

Barbarzyński Pawian z wielką pompą podpisał memorandum o porozumieniu w Wersalu i złamał je w typowy dla siebie okrutny i podły sposób podczas długich ceremonii żałobnych po zamordowanym przywódcy ajatollahu Chameneim – podczas gdy dziesiątki milionów Irańczyków, wraz z Irakijczykami w Nadżafie i Karbali, wykazały się całkowitą jednością narodową.

Całkowita kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz powróciła.

A Bab el-Mandab może być następny.

Wszystko to działo się równolegle ze szczytem NATO w Ankarze, gdzie Trump, kipiąc z wściekłości i histerycznie wściekły, ogłosił zakończenie zawieszenia broni i, w stylu neo-krassusa, nazwał irańskich polityków „szumowinami” i „kłamcami”, „złymi, brutalnymi ludźmi”. Nie wspominając o jego narcystycznej auto-projekcji.

Jakże trafne było to, że „Bawian z Barbarii” zaostrzył wojnę bezpośrednio ze szczytu Północnoatlantyckiej Organizacji Terrorystycznej. Celami CENTCOM-u są irańska infrastruktura cywilna i korytarze komunikacyjne. Potwierdzona taktyka terrorystyczna.

Należy zawsze podkreślać, że wojna NATO przeciwko Rosji i amerykańska wojna przeciwko Iranowi są pochodnymi tej samej wojny imperialnej przeciwko suwerennym państwom cywilizacyjnym, które są głęboko osadzone w integracji euroazjatyckiej.

Kluczowa kwestia dotycząca tego okropnego Sekretarza Generalnego NATO, Tutti Frutti al-Ruttiego, który wygadał się, opisując Europę jako „świetną platformę do projekcji siły dla Stanów Zjednoczonych”: w końcu „5000 samolotów wystartowało z europejskich lotnisk”, aby wesprzeć amerykańską wojnę z Iranem.

Oto, co każdy na Zachodzie, którego IQ przekracza 50, powinien zrozumieć: NATO to nic więcej niż zwasalizowana platforma startowa dla imperium chaosu, grabieży i piractwa.

Pawian z Barbarii nie był pod wrażeniem holenderskiego błazna. Wręcz przeciwnie, ostro skrytykował Włochy – „bardzo źle” – za nieotwieranie baz; Wielką Brytanię za otwarcie zaledwie kilku; zagroził Hiszpanii bojkotem handlowym, ponieważ Madryt zamknął swoją przestrzeń powietrzną na czas wojny w marcu ubiegłego roku; i dodał, że „potrzebuje” pożreć Grenlandię.

Tak oto Imperium traktuje wasalną „platformę”: jako „śmieci”.

NATO do Europejczyków: „Niech jedzą drony”

Zwięzły nagłówek opisujący szczyt NATO w Ankarze brzmi: „Niech jedzą drony”. Przesłanie to jest skierowane do każdego europejskiego podatnika, ze wszystkich klas społecznych.

NATO chce, aby każde państwo członkowskie przekształciło się w gospodarkę wojenną, w której każdy kraj będzie wydawał oszałamiające 5% swojego PKB na goszczenie baz USA, które służą do atakowania przysłowiowych „zagrożeń egzystencjalnych” dla imperium: Rosji, Iranu i Chin.

Podążaj za pieniędzmi. Nie ma pieniędzy. Żadne z tych bezbronnych państw członkowskich nie jest nawet bliskie osiągnięcia progu 5% PKB dla wydatków na zbrojenia. Żadne z nich nie jest na tyle głupie, by wierzyć, że musi iść na wojnę z Chinami. Są kompletnie zdezorientowane, jak zareagować na ogromną strategiczną porażkę Iranu zadaną Stanom Zjednoczonym.

Ale wszyscy byli w dobrych nastrojach, gdy chodziło o kontynuowanie wojny z Rosją – o której każdy przytomny umysł wie, że jest przegrana – i o wpompowanie kolejnych 70 miliardów dolarów w czarną dziurę Ukrainy, aby trwała ona do ostatniego Ukraińca.

Porównajmy teraz całą tę zachodnią, złożoną demencję z zadziwiającym widokiem milionów ludzi na ulicach Teheranu, Kom i Meszhedu – a także Nadżafu i Karbali w Iraku – oddających hołd zmarłemu, zamordowanemu przywódcy ajatollahowi Chameneiemu.

Nie można wyobrazić sobie bardziej trafnego obrazu walki cywilizacji z barbarzyństwem.

Ceremonia pożegnalna w sanktuarium Abbash w Karbali podkreśliła głęboką więź łączącą kluczowe ośrodki religijne/duchowe w Iranie i Iraku: krótko mówiąc, jedność szyitów, która jest również demonstracją miękkiej siły, ponieważ sunnici i chrześcijanie również oddali mu hołd.

Tłumaczenie: Skraj salafitów i dżihadystów został zepchnięty na śmietnik historii. I to jest główny powód, dla którego zwykli podejrzani musieli spanikować i wznowić swój kinetyczny atak na Persję. Po prostu nie mogą sobie pozwolić na regionalne odrzucenie ich barbarzyństwa w całej Azji Zachodniej.

To prowadzi nas do typowych podejrzanych, którzy wykorzystują bazy i przestrzeń powietrzną Kataru (Al Udeid) i Arabii Saudyjskiej (Prince Sultan) do atakowania celów irańskich i wzniecania na nowo podziałów i dominacji arabsko-perskiej oraz szyicko-sunnickiej.

Kilka tygodni temu Teheran osiągnął porozumienie zarówno z Katarem, jak i Abu Zabi: Iran nie zbombarduje ich w zamian za uwolnienie zamrożonych irańskich funduszy. To samo dotyczyło Rijadu – w zamian za poprawę stosunków dyplomatycznych. Pakistańscy mediatorzy pracują teraz na najwyższych obrotach, próbując poskładać Humpty Dumpty z powrotem do kupy.

Ostatni niezwykły czyn Chameneiego

Będziemy musieli raz po raz wracać do znaczenia wielomilionowego, rozległego marszu na rzecz zjednoczenia narodu, zapoczątkowanego rytuałami/ceremoniami związanymi z zamordowaniem ajatollaha Chameneiego.

Nie był to jedynie hołd – złożony przez przedstawicieli wszystkich środowisk – jednemu z najważniejszych intelektualistów/polityków końca XX i początku XXI wieku.

Ponad 100 krajów wysłało na uroczystości delegacje wysokiego szczebla. Reprezentowano najwybitniejsze osobistości Globalnego Południa. Rosja wysłała drugiego w swoim rządzie przedstawiciela Miedwiediewa Unpluggeda jako osobistego wysłannika Putina. Chiny wysłały swoich wysoko postawionych przedstawicieli parlamentu. Pakistan wysłał swojego premiera wraz z potężnym feldmarszałkiem Asimem Munirem.

Azja Środkowa, Kaukaz, Azja Zachodnia, a nawet wiceminister spraw zagranicznych talibów – wszyscy tam byli. Żaden wasal NATO nie wysłał delegacji. Cóż, irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie zaprosiło żadnego kraju zachodniego, który poparł wojnę amerykańską.

Co więcej, każdy rozsądny człowiek na Globalnym Południu wie, że zachodnie „liberalne demokracje” są pogrążane w najgłębszym dole nihilistycznego upadku moralnego przez swoje niewypowiedzianie mierne elity.

Iran, przynajmniej jako wschodząca, odradzająca się potęga regionalna i mocarstwo Globalnego Południa, z w pełni potwierdzoną spójnością wewnętrzną, nawet w obliczu ogromnych wyzwań, nie potrzebuje tego. Rosja, Chiny, Pakistan, Turcja, państwa Azji Środkowej – to właśnie ta rodząca się wielobiegunowość uczestniczyła w pogrzebie i pozowała do jednego z ostatnich zdjęć Nowej Wielkiej Gry.

Zatem tak: powinniśmy postrzegać niezwykłe wydarzenia tego tygodnia w Iranie i Iraku jako ostatni – niezwykły – akt Chameneiego. Bunt. Odporność. Suwerenność. Godność. Jakby intuicja podpowiadała mu, że to nieuniknione; jakby pocieszała go myśl o ogromnym znaczeniu, jakie jego zabójstwo będzie miało dla Iranu.

Pomijając całą podłość, kłamstwa i wściekłą wściekłość, jaką wykazało to barbarzyńskie imperium, ten tydzień przejdzie do historii jako tydzień, w którym Iran umocnił swój status niezachwianego państwa cywilizacyjnego – dumnego ze swojej bogatej historii i jedności narodowej.

Nic dziwnego, że Barbarzyńcy tak bardzo boją się Persów.

No i oczywiście są jeszcze Chiny, które od samego początku popierały praktycznie martwe porozumienie, a teraz zdają sobie sprawę, że Teheran nie jest już w stanie się nim zająć.

Podczas gdy nikt nie patrzył, Pekin powiększył swój zasób płynności w juanach do 500 miliardów dolarów (podwajając kwoty Bond Connect), uruchomił centrum rozliczeniowe złota w Hongkongu i ogłosił wprowadzenie kontraktów terminowych na złoto denominowanych w juanach.

Bank Chin wyraźnie dostrzega, że ​​globalny popyt na juana wykracza poza handel, obejmując „inwestycje, finansowanie, ustalanie cen” i, co najważniejsze, „zasoby rezerwowe”. Innymi słowy: przyspieszona dedolaryzacja. Barbarzyństwo powinno przygotować się na brutalne przebudzenie.

Źródło: Jak ostatnim aktem Chameneiego jest pokonanie NATOstanu

Trump i Rubio mają nadzieję, że ukraińskie głębokie ataki doprowadzą Rosję do uległości

Trump i Rubio mają nadzieję, że ukraińskie głębokie ataki doprowadzą Rosję do „stołu negocjacyjnego”

Symplicjusz 9 lipca 2026 simplicius/trump-and-rubio-hopeful-ukrainian

Wiele mówi się o nowych oświadczeniach Rubia podczas szczytu NATO dotyczących ukraińskich ataków dalekiego zasięgu. Zarówno on, jak i Trump wydawali się popierać ideę ataku Ukrainy na głęboko położone cele rosyjskie, zauważając, że ta kampania tworzy „przestrzeń” dla Rosji, która może zostać wciągnięta w negocjacje.

Bardziej fascynująca jest jednak historia stojąca za tym przekonaniem, która ujawnia tajne, zakulisowe działania USA, mające na celu umożliwienie Ukrainie wywierania większego nacisku na Rosję w celu stworzenia sobie nacisku na Putina.

Sześć miesięcy temu NYT opublikował artykuł śledczy , w którym opisano, jak CIA kontynuowała działalność na Ukrainie „z pełną mocą”, nawet po tym, jak Pentagon administracji Trumpa, za pośrednictwem Hegsetha, zaczął ograniczać swoją rolę:

Pod wieloma względami partnerstwo się rozpadało. Ale istniała kontrnarracja, rozpowszechniana w dużej mierze w tajemnicy. W jej centrum znajdowała się CIA.

Podczas gdy pan Hegseth marginalizował swoich generałów wspierających Ukrainę, dyrektor CIA, pan Ratcliffe, konsekwentnie chronił działania swoich oficerów na rzecz Ukrainy. Utrzymywał pełną obecność agencji w tym kraju; finansowanie jej programów nawet wzrosło. Kiedy pan Trump w marcu nakazał zamrożenie pomocy, armia amerykańska natychmiast wstrzymała wszelką wymianę informacji wywiadowczych. Ale kiedy pan Ratcliffe wyjaśnił ryzyko, na jakie narażeni są oficerowie CIA na Ukrainie, Biały Dom zezwolił agencji na dalsze udostępnianie informacji wywiadowczych na temat rosyjskich zagrożeń na Ukrainie.

Teraz agencja dopracowała plan, który ma przynajmniej zyskać na czasie i utrudnić Rosjanom wykorzystanie niezwykłego momentu słabości Ukraińców.

Podczas gdy uniemożliwiono użycie głównych amerykańskich systemów, takich jak ATACMS, przeciwko celom wewnątrz Rosji, CIA mogła ułatwiać misje namierzania ukraińskich dronów głęboko w Rosji:

Jedno z potężnych narzędzi, z którego w końcu skorzystała administracja Bidena – dostarczanie ATACMS i danych wywiadowczych dotyczących ataków wewnątrz Rosji – zostało skutecznie wycofane. Pozostała jednak równoległa broń – zezwolenie dla CIA i wojskowych na wymianę danych wywiadowczych dotyczących ataków oraz udzielanie wsparcia ukraińskim atakom dronów na kluczowe komponenty rosyjskiego przemysłu obronnego. Obejmowały one fabryki produkujące „energetykę” – substancje chemiczne używane w materiałach wybuchowych – a także zakłady przemysłu naftowego.

Po początkowych niepowodzeniach CIA zaczęła jeszcze ściślej współpracować z ukraińskimi odpowiednikami, co zaowocowało większymi sukcesami. I tu pojawia się sedno sprawy: CIA przyznaje, że to CIA była w zasadzie odpowiedzialna za stworzenie nowej strategii, i to za przyzwoleniem Trumpa , z uwagi na doniesienia o jego irytacji wobec Putina, który, jak sądził, go prowokował:

W czerwcu osaczeni oficerowie armii amerykańskiej spotkali się ze swoimi odpowiednikami z CIA, aby opracować bardziej skoordynowaną kampanię na Ukrainie. Miała ona koncentrować się wyłącznie na rafineriach ropy naftowej i, zamiast na dostawach zbiorników, celować w piętę achillesową rafinerii: ekspert CIA zidentyfikował typ sprzęgła, którego wymiana lub naprawa była tak trudna, że ​​rafineria pozostawałaby wyłączona z użytku przez tygodnie. (Aby uniknąć negatywnych reakcji, nie dostarczali broni i innego sprzętu, którego sojusznicy pana Vance’a potrzebowali do realizacji innych priorytetów).

Gdy kampania zaczęła przynosić rezultaty, pan Ratcliffe rozmawiał o tym z panem Trumpem. Prezydent zdawał się go słuchać; często spotykali się w niedzielę na tee.Według amerykańskich urzędników,pan Trump chwalił ukrytą rolę Ameryki w tych ciosach dla rosyjskiego przemysłu energetycznego. Dało mu to możliwość zaprzeczenia i przewagę, powiedział panu Ratcliffe’owi, podczas gdy prezydent Rosji nadal go „oszukiwał”.

Co istotne, CIA otrzymała wówczas upoważnienie do udzielenia pomocy także w atakowaniu rosyjskich tankowców:

NATO w pełni popiera tę kampanię, mającą na celu jak największe uderzenie w rosyjskie cywilne „tyły”.

https://www.ft.com/content/b5590af8-b60e-4270-90cf-862d0a5e28cd

Prezydent Finlandii Alexander Stubb powiedział w wywiadzie dla FT:

„Naszym zdaniem Rosja nie zakończy tej wojny z powodu strat na polu bitwy, które oczywiście są kolosalne” – powiedział Stubb. „Nie chodzi o recesję gospodarczą. Chodzi o zmianę opinii publicznej. A opinia publiczna w Rosji właśnie się zmienia”.

Przeczytaj to jeszcze raz: NATO najwyraźniej uznało, że Rosji nie da się już pokonać militarnie , a nawet gospodarczo. Jedynym sposobem, w jaki uważają, że możliwe jest teraz skłonienie Rosji do negocjacji, jest zadawanie bólu ludności cywilnej , co – jak sądzą – odbije się negatywnie na elitach politycznych, wywierając presję na Putina, by zakończył wojnę. Wydaje się, że to zawsze będzie ostatecznym rozwiązaniem dla Imperium – jego ostatniej, ulubionej pozycji.

Problem polega na tym, jak niedawno omawialiśmy, że społeczeństwo rosyjskie jest o wiele bardziej świadome rzeczywistych konturów wydarzeń globalnych niż propagandowo propagowane społeczeństwo Zachodu. Rosjanie wiedzą, że toczą wojnę egzystencjalną pod wodzą Zachodu, której celem jest całkowite zniszczenie Rosji. W związku z tym Rosjanie nie są w żaden sposób „radykalizowani” przeciwko własnemu rządowi, a przynajmniej nie w sposób, w jaki myśli Zachód.

Nawet zachodni organ propagandowy Meduza donosi, że rosyjski kierowca, którego dotknęły ostatnie niedobory paliwa, wyraził złość na rząd, ale nie z oczekiwanych powodów:

Meduza po angielsku@ meduza_enmeduza_en Rosyjski kierowca spędził 39 godzin w kolejce po benzynę. Obwinia rosyjskie władze za kryzys paliwowy – nie za to, że rozpoczęły wojnę z Ukrainą, ale dlatego, że uważa, że ​​są „zbyt łagodne” wobec Kijowa. meduza.io39 godzin w kolejce po benzynę: podróż pewnego kierowcy przez kryzys paliwowy w Rosji — Meduza

To mówi wszystko: „Obwinia władze rosyjskie za kryzys paliwowy – nie za to, że rozpoczęły wojnę z Ukrainą, ale dlatego, że uważa, że ​​są „zbyt łagodne” wobec Kijowa”.

Jest to powszechny pogląd większości Rosjan.

W rzeczywistości, niedawno nawet czołowy oligarcha „rosyjskiej opozycji”, Michaił Chodorkowski, mówił o tym, jak rosyjskie społeczeństwo podzieliło się na trzy główne grupy: 15% zwolenników Zachodu, 15% „beneficjentów wojny”, którzy chcą, aby Putin jeszcze bardziej zaostrzył działania przeciwko Ukrainie, oraz 70% głównej masy, która chce zakończenia wojny, ale tylko na warunkach Rosji . Nawet ten zaciekle antyrosyjski propagandysta przyznaje teraz, że zdecydowana większość Rosjan to w gruncie rzeczy ludzie miłujący pokój, którzy nie zaakceptują kapitulacji, ani nawet pozorów kapitulacji.

Z najnowszego artykułu WSJ :

„Wywieramy ogromną presję na prezydenta Putina. Nie sądzę, żeby podobało mu się to, co się dzieje” – powiedział Trump. „Ale dużo rozmawiałem z prezydentem Putinem. On chce zakończyć wojnę”.

Możemy wnioskować, że Trump chce działać przy zachowaniu maksymalnego prawdopodobieństwa zaprzeczenia, aby uzyskać wpływy na Putina i Rosję, jednocześnie zachowując ostrożność i udając, że USA nie są w pełni zaangażowane.

W najnowszym artykule FT cytowani są również ukraińscy urzędnicy, którzy twierdzą, że amerykańskie wsparcie wywiadowcze pomaga Kijowowi w wyznaczaniu najlepszych tras dla dronów na głębokie terytorium Rosji, omijając rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej i elektronicznej:

https://archive.ph/4Vdzu

Niedawno ujawniono, że ukraińskie rakiety Flamingo po prostu wykorzystywały główne rosyjskie systemy rzeczne, aby ominąć wykrycie, ponieważ wszystkie ataki ciężkich rakiet Flamingo miały miejsce wzdłuż rzeki Wołgi:

Podczas ostatniej próby ataku zauważono rosyjski samolot A-50U AWACS, który miał odegrać kluczową rolę w wykryciu flamingów z góry i umożliwieniu ich zestrzelenia.

Jednak nawet ukraińscy eksperci nie są tak przekonani, jak sugerują popularne media, że ​​Ukraina uzyskała tak dużą przewagę dzięki najnowszej kampanii uderzeń dalekiego zasięgu.

Ukraiński bloger wojskowy i operator dronów AFU Ołeksandr Karpiuk napisał nowy artykuł, w którym twierdzi, że Rosja znacznie rozszerzyła swoje środki zaradcze, w tym blokuje Starlink na dużych odcinkach frontu, co paraliżuje ukraińskie próby uderzeń dalekiego zasięgu.

Pisze:

2) Strajki w logistyce.

To obecnie przełom i staramy się maksymalnie wykorzystać tę okazję.Jednak wróg aktywnie temu przeciwdziała, i nie bezskutecznie. Niektóre sektory są już zablokowane przed Starlinkiem przez systemy walki elektronicznej (EW) i – w przeciwieństwie do nagrań pokazujących otwarcie zaparkowane przyczepy z antenami, które są atakowane – są teraz zakamuflowane.Ponadto „podziemne kompleksy”, które Rosjanie budują obecnie w dwóch poziomach, wyraźnie posiadają doły, w których będą rozmieszczać ten sprzęt walki elektronicznej. Do tej pory Rosja ma tylko kilka takich systemów i są one bardzo drogie, ale stopniowo je gromadzi.Z czasem stanie się to problemem, ponieważ jeśli Starlink zostanie zniszczony, ile naszych dronów będzie w stanie przelecieć 100 km za pomocą łączności radiowej i skutecznie trafić w cel? Niewielu.Weźmy na przykład Horneta [drona szturmowego]: aby mieć takie możliwości bez Starlinka, potrzebuje modułu komunikacyjnego, który kosztuje około 15 000 dolarów. To tylko moduł komunikacyjny – bez samego drona. Czy zamawiamy potrzebną liczbę modułów radiowych w ramach programu Współpracy Wojskowo-Technicznej? Nie wiem. Mam jednak nadzieję, że w tym zakresie zachowana zostanie równowaga.

Załogi przeciwlotnicze wroga zwiększają swoją skuteczność, a ich zdolność do przeciwdziałania naszym atakom na logistykę rośnie.Ale to nie wystarczy, aby zablokować nasze możliwości. Poza tym, logistyki jest teraz po prostu mniej i trudno trafić w cel, który nie znajduje się na drodze. Aktywność w sektorze logistycznym spadła, a liczba dronów potrzebnych do zniszczenia pojedynczego celu rośnie, ale na razie nadal dominujemy w powietrzu. Wszystko to ma znaczący wpływ, który powinien wpłynąć na punkt 1 powyżej.

Co ważniejsze, twierdzi on, że w przeciwieństwie do AFU, która wszystkie swoje siły postawiła na zagraniczny Starlink, który teoretycznie może zniknąć w każdej chwili, Rosja rozwija własną, rodzimą infrastrukturę komunikacyjną.

Przeczytaj uważnie:

3) Czynniki decydujące o losach przeciwnika.

W przeciwieństwie do nas, którzy stajemy się coraz bardziej uzależnieni od Starlinka, wróg zaczął rozwijać własną infrastrukturę komunikacyjną. Trzeba przyznać, że poczynili znaczne postępy w budowaniu sieci mesh z wykorzystaniem dronów.I to stanowi problem, ponieważ nie rozwinęliśmy się tak szybko w dziedzinie walki elektronicznej (która, nawiasem mówiąc, jest nie mniej ważna dla naszej obrony powietrznej niż drony przechwytujące).Po prostu skala inwestycji w walkę elektroniczną i bezzałogowe statki powietrzne jest zupełnie inna, więc okazało się, że jeśli bezzałogowe statki powietrzne są mieczem, a walka elektroniczna tarczą, to nasz miecz stał się ogromny, podczas gdy nasza tarcza – cóż, bardziej przypomina tarczę, żeby użyć tej analogii. Pracują nad rozwiązaniem tego problemu imam nadzieję, że przeciwdziałanie wrogim sieciom mesh dronów wkrótce osiągnie nowy poziom. W przeciwnym razie jesteśmy w kropce. Bo strzelają do nas wszelkiego rodzaju gównem – jeśli sieć mesh może choć trochę zwiększyć skuteczność tego, co do nas strzelają, to cóż.Ponadto coraz częściej na dronach pojawiają się systemy nawigacji optycznej, systemy identyfikacji obiektów i systemy przechwytywania/naprowadzania; z każdą iteracją wróg czyni je prostszymi i skuteczniejszymi, dlatego nie możemy lekceważyć najnowszych zmian ewolucyjnych w rosyjskich dronach.

Podobnie, były ukraiński naczelny dowódca Walerij Załużny napisał nowy felieton dla Telegraph, który nawet czołowi zwolennicy UA nazwali „trzeźwiącą” konfrontacją z rzeczywistością:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/07/08/ukraine-ambassador-do-not-assume-russia-has-lost-war/

W swoim artykule Załużny od razu skupia się na najnowszej ukraińskiej kampanii uderzeniowej i na tym, jak doprowadziła ona do całkowitego błędnego odczytania obecnej dynamiki wojny:

Coraz większa liczba zachodnich analityków twierdzi, że Rosja de facto przegrała wojnę.

Jako dowody na to, że konflikt zbliża się do końca, wskazują na udane ukraińskie ataki na logistykę, ataki na krytyczną infrastrukturę i stałą erozję pozycji militarnej Rosji.

To niebezpieczne, błędne rozumienie wojny.

Jednym z kluczowych stwierdzeń jest to, że „skuteczne” ataki Ukrainy wiążą się z dużymi kosztami dla samej Ukrainy — nie tylko same ataki są bardzo wymagające i kosztowne dla Ukrainy, ale Rosja odpowiada jeszcze ostrzejszymi atakami:

To samo dzieje się poza linią frontu. Coraz skuteczniejsze ataki Ukrainyna rosyjską logistykę i infrastrukturę krytycznąnałożyły na Moskwę realne koszty. Ataki te są jednak kosztowne, wymagają dużego nakładu technologicznego i ostatecznie przynoszą odwet. Rosja zachowuje możliwość kontrataku z równą lub większą siłą. Żadna ze stron nie może liczyć na to, że ta forma wojny przyniesie decydujący wynik strategiczny.

Słusznie ujmuje konflikt jako wojnę na wyniszczenie, a nie jako taktyczne postępy czy ataki wizerunkowe na jakieś przedsiębiorstwo. W tej wojnie na wyniszczenie Rosja ma znaczącą przewagę:

Moskwa to rozumie. Jej strategia w coraz większym stopniu opiera się nie na szybkich postępach, ale na wyniszczeniu Ukrainy pod względem gospodarczym, militarnym i psychologicznym. Rosja wciąż dysponuje większymi rezerwami siły roboczej i potencjału przemysłowego w kilku kluczowych sektorach, w tym w produkcji pocisków balistycznych. Sama obrona powietrzna nie jest w stanie w pełni zniwelować tej przewagi.

Słusznie zauważa, że ​​wszystkie wysiłki Ukrainy opierają się na wsparciu Zachodu i że istnieją „niepokojące oznaki napięcia” – co jest bagatelizowaniem sprawy.

Załużny nieco przeciąga słowa, ale w istocie sugeruje, że wojna toczy się teraz o całkowitą wytrzymałość społeczną i że jedynym realnym sposobem na zwycięstwo Ukrainy jest solidarność całego zjednoczonego Zachodu za pośrednictwem NATO. To prawda, co jest jednym z powodów, dla których Putin nie miał problemu ze spowolnieniem tempa wojny na polu bitwy, aby zrównoważyć ekonomiczne i społeczne aspekty szerszej walki na dłuższą metę , zakładając, że Europa nie przetrwa Rosji politycznie i gospodarczo.

Jak dotąd wydaje się to słuszne, ale nie powstrzymuje Zachodu przed skorygowaniem swojego podejścia i teraz skupia się na szkodzeniu Rosji właśnie w tym kluczowym punkcie: jej gospodarce i społeczeństwie, zamiast koncentrować się na stratach na polu bitwy, z czego Zachód już zrezygnował, gdy zdał sobie sprawę, że wszystkie jego „wunderwaffen” okazały się bezużyteczne i niewiele zmieniły w wojnie.

W przypadku Ukrainy sytuacja na polu bitwy stale się pogarsza, a jedyną rzeczą, jaka jej pozostała, jest kampania mająca na celu „zmusić rosyjskie społeczeństwo do poczucia bólu”.

Antyrosyjski portal Meduza ujawnił dziś, że sytuacja terytorialna nadal zmienia się na korzyść Rosji, a siły rosyjskie ponownie nabierają tempa na froncie:

Kevin Rothrock@ MrKevinRothrockMrKevinRothrock

Najnowsze dane zebrane przez Meduzę pokazują, że równowaga w postępach terytorialnych (która, zgodnie z tymi danymi, nigdy nie okazała się dodatnia dla Ukrainy, w przeciwieństwie do monitoringu ISW) nadal przesuwa się na korzyść Moskwy. meduza.io/feature/2026/0…

22:25 · 8 lipca 2026 · 5,98 TYS. Widoki Views


3 odpowiedzi Replies· 23 reposty Reposts· 79 polubień Likes

Zachód stoi teraz przed trudnym wyborem: aby uratować Ukrainę, musi w pełni zaangażować się w pomoc Ukrainie w osiągnięciu bezprecedensowego poziomu „cierpienia” dla rosyjskiego społeczeństwa i gospodarki. Jednak każda eskalacja zbliża Ukrainę do przepaści, a Putin jest coraz bardziej naciskany, by zdjąć rękawice.

Niektórzy uważają teraz, że rządzą „siłowicy”, a Putin stracił wpływy. To pobożne życzenie, ale gdyby to była prawda, oznaczałoby to, że Ukraina będzie miała trudny koniec roku. A biorąc pod uwagę, że wojna między USA a Iranem znów się rozpoczęła, Patriotów będzie brakowało w czasie, gdy Rosja produkuje Iskandery jak nigdy dotąd.

Ostatni, aktualny film, który pokazuje, jak daleko są gotowi posunąć się Europejczycy. Rosyjscy agenci GRU, „komicy” Vovan i Lexus – podszywający się pod byłego ministra obrony Ukrainy, Rustema Umerowa – niedawno oszukali estońskiego doradcę prezydenta, Madisa Rolla, i zmusili go do przyznania, że ​​Estonia jest gotowa pomóc Ukrainie w jej atakach na Rosję.

https://tass.com/world/2153951

Nie udało się załadować wideo.

Trudno co prawda stwierdzić na pewno, co miał na myśli, oferując pomoc w „koordynowaniu” takich działań, ale jest oczywiste, że za kulisami Europejczycy są o wiele bardziej chętni i tolerancyjni wobec Ukrainy, niż przyznają publicznie.

Dlaczego Rosja nie „atakuje Europy” w odpowiedzi?

Istnieje wiele możliwych powodów, ale jednym z bardziej prawdopodobnych jest to, że Rosja jest przekonana o swojej zdolności do pokonania Ukrainy bez konieczności eskalacji konfliktu w kierunku III wojny światowej. Wewnętrzni eksperci rosyjskiego Ministerstwa Obrony prawdopodobnie przewidują upadek Ukrainy na długo przed tym, zanim Rosja zostanie doprowadzona do takiego stanu wyniszczenia, że ​​będzie musiała przeprowadzić „desperacki” atak nuklearny lub atak na NATO.

Kosiniak jedno, a Kamysz drugie… MEM-y V.

———————————————

—————————————————–

————————————-

—————————–

———————————————-

=======================================

————————————————————

——————————————-

———————————————————-

———————————————–

——————————————-

Postępy cyfryzacji. Martwa Stara Baba. MEM-y IV.

——————————————

—————————————————

———————–

——————————————————-

————————————–

——————————————

———————————————–

——————————————————-

——————————————

—————————————————————–

—————————–

Dylatacja Czasu. Odkrycie lekarza. MEM-y III.

——————————-

——————————

—————————–

———————————————

—————————————–

…. chorób układu żylnego…

——————————-

——————————–

—————————————–

————————————————————

—————————————

———————————————

Krótka historia ewolucji

Krótka historia ewolucji

Date: 9 luglio 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/krotka-historia-ewolucji

Tekst dedykowany wszystkim tym, których ktoś nazwał „nostalgikami zupy pierwotnej”.

Po długich dyskusjach z zwolennikami darwinizmu uznano, że teoria ewolucji pozostaje całkowicie słuszna i zasługuje na pełen szacunek każdego inteligentnego umysłu.

Oto krótkie jej podsumowanie, na podstawie tego, co udało się zrozumieć:

Pierwsze cząsteczki istniały po prostu dlatego, że tam były, zgodnie ze znaną zasadą antropiczną (gdyby ich nie było, nie wiedziałbyś o tym, ale skoro o tym wiesz, to znaczy, że istniały). Stworzenie pierwszego białka poprzez trafne ułożenie precyzyjnej sekwencji 238 aminokwasów we właściwej kolejności było, jak przyznano, pewnym szczęśliwym zbiegiem okoliczności; ale od tego momentu do powstania pierwszych form życia jednokomórkowego wystarczyła zaledwie chwila.

Wiadomo bowiem, że w takich warunkach – gdzie wszędzie pełno błyskawic, grzmotów i magmy – wystarczy, że kazeina przejdzie obok rodopsyny, a od razu powstaje ameba. Aby przejść do rozmnażania płciowego, wystarczyło, że ameba spojrzała w lustro, spodobała się sobie i postanowiła zaprosić się tego wieczoru na kolację. DNA powstało przez przypadek, w niedzielne popołudnie, podczas zderzenia dwóch autokarów wiozących zasady nukleotydowe, które wracały z nostalgicznej wycieczki do pierwotnego stawu. Wszystkie adeniny zderzyły się z tyminami, a guaniny z cytozynami. Biedne zwłoczki były tak splątane ze sobą, że inspektorzy RNA (Road National Assistance) zrezygnowali z ich rozdzielania. Sfotografowali całość w dwóch egzemplarzach i wysłali do centrali.

Od owego dnia, wraz z DNA kontrolującym ewolucję, wszystko zaczęło przebiegać we właściwym tempie. W końcu do pojawienia się Busha brakowało jedynie trzystu milionów lat i nie było już więcej czasu do stracenia na przypadkowe próby.

Przez jakiś czas wszystko szło dobrze, a „przypadkowe mutacje” za każdym razem dawały dokładnie to, czego potrzeba było aby ewoluować, ale po pewnym czasie, w obawie, że może się nie udać, DNA zdecydowało się na wielokrotny rzut kostką, który na szczęście zakończył się sukcesem: za jednym zamachem pojawiło się dwadzieścia różnych rodzajów glonów, konik morski, trzy rekiny, szesnaście sardynek, ryba młot i wspaniała tybetańska puma.

Na pytanie rekina, który zapytał ją: „Przepraszam, ale czym ty właściwie jesteś?”, puma odparła zirytowana: „Pilnuj twojego nosa, nie widzisz, że jestem skokiem kwantowym?”.

Wieść rozeszła się szybko po Ziemi, a od tamtej chwili przyspieszenie stało się nieodwracalne (znane jako słynne przyspieszenie kambryjskie). Wszyscy zaczęli walczyć o przetrwanie gatunku, wykorzystując mrożące krew w żyłach mutacje genetyczne. Krokodyle, które ryzykowały wszystko, by stać się hipopotamami (czyż dla stworzeń wodnych nie jest ogromną zaletą widok z góry?), krępe osły i muły, które prosiły, by kładziono im jedzenie na najwyższych półkach, by wydłużyć szyję i stać się wspaniałymi żyrafami. Wiewiórki, zmęczone upadkami na ziemię za każdym razem, gdy skakały z gałęzi na gałąź, wykształcały nowe tkanki pod pachami i stawały się nietoperzami.

Kiedy potem ryba-młot zamieniła się w żabę, przemiana nastąpiła tak szybko, że nikt tego nie zauważył, a zanim reszta zdążyła wyskoczyć z wody (w niektórych przypadkach mutacje można wywołać samodzielnie, nawet trzysta naraz – wystarczy wypełnić odpowiedni formularz), ta już stała się dinozaurem.

„O kurczę” – powiedziała sardynka, która w międzyczasie zamieniała się w orła cesarskiego – „ten tam, ależ on szybko ewoluuje!».

Dinozaur, oszołomiony swoją popularnością, podjął wówczas próbę niespotykanego dotąd skoku kwantowego i postanowił od razu zostać księgowym w IBM: utknął jednak w połowie drogi i stał się nędznym Africanus Affarensis (autor łączy i parodiuje https://en.wikipedia.org/wiki/Australopithecus_africanus https://en.wikipedia.org/wiki/Australopithecus_afarensis, tworząc coś w rodzaju “Afrykańczyka Byznesmena” (affare – interesy)), podczas gdy jego gatunek nagle wyginął (niektóre osobniki znaleziono z jedzeniem w żołądku jeszcze niestrawionym)

W każdym bądź razie od Affarensis’a do Leonarda da Vinci droga była krótka, i oto mamy wyjaśnienie ewolucji gatunków.

INFO: uogocomune.net/scienza-e-tecnologia/breve-storia-dell-evoluzione-reloaded

„Trzecia Rzesza”? To błędna odpowiedź… MEM-y II.

——————————————

————————————————————————–

———————————————

—————————————————————

—————–

—————————

——————————————————-

—————————————————-

——————————–

————————————-

——————————

Najwyższe w historii pomiarów. I rośnie. MEM-y I.

——————————-

——————————————————

————————————————-

——————————————-

——————————————————-

——————————————————————–

—————————————————————–

——————————————————–

———————————————————

—————————————————–

Pilot narysował na niebie napis: „Zełenski – morderca”.

https://t.me/Pozyteczne_Smiglo/50703

Podczas szczytu NATO w Turcji, na którym obecny był Zełenski, lokalny pilot narysował na niebie napis: „Zełenski – morderca”.

Wykonanie tego napisu zajęło kilka godzin.

Tożsamość pilota pozostaje nieznana.

…Jeśli cie złapią, chłopie, powiedz, że szukałeś miejsca do lądowania!

Od Tybru do Świątyni: Cień antysemityzmu w czasach imperium rzymskiego

Od Tybru do Świątyni: Cień antysemityzmu w czasach imperium rzymskiego

Date: 9 luglio 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/od-tybru-do-swiatyni-cien-antysemityzmu-w-czasach-imperium-rzymskiego

Historia często przedstawiała obecność narodu żydowskiego w Europie jako anomalię, jednak ich interakcje ze starożytnym światem ujawniają, że napięcia definiujące ich istnienie nie zrodziły się w próżni. W marmurowych salach i prowincjonalnych placówkach Rzymu zasiane zostały ziarna głębokiego geopolitycznego i kulturowego podziału, ujawniając, że „najstarsza nienawiść” nie zaczęła się od współczesnych uprzedzeń, lecz od sprzecznych priorytetów władzy cesarskiej i narodu zdeterminowanego, by zachować odrębność.

Żydzi mieszkali w Rzymie przez ponad dwa stulecia, zanim nadeszły procesy, które zdefiniowały ich pozycję w mieście. Ich społeczność sięga II wieku p.n.e. , kiedy wysłannicy dyplomatyczni wysłani przez Judę Machabiego ustanowili obecność, która nigdy się nie załamała — zorganizowaną społeczność działającą w nieprzerwanej formie od czasów Republiki Rzymskiej do chwili obecnej, dającą rzymskim Żydom prawo do bycia jedną z najstarszych ciągłych populacji żydowskich na ziemi. Rzymscy pisarze traktowali tych mieszkańców z mieszaniną ciekawości i podejrzliwości. Szanowali czystą starożytność wiary żydowskiej, ale odrzucali jej zwyczaje jako dziwne, uparte i mizantropijne (s. 34):  Być może najsłynniejsze pisma antyżydowskie ze świata starożytnego to te Tacyta, który postrzegał judaizm jako „sprzeciwiający się wszystkiemu, co praktykują inni ludzie” (Dzieje, 5.4, 659) i odzwierciedlają żydowskie zachowanie od czasów starożytnych do ludobójstwa w Gazie i czystek etnicznych na Zachodnim Brzegu.

Między sobą są nieugięcie uczciwi i zawsze gotowi okazywać współczucie, choć resztę ludzkości traktują z całą nienawiścią wrogów. Siedzą osobno przy posiłkach, śpią osobno i choć jako naród są wyjątkowo skłonni do pożądania, powstrzymują się od stosunków z obcymi kobietami; między sobą nic nie jest niedozwolone.

Obrzezanie zostało przez nich przyjęte jako znak odróżniający ich od innych mężczyzn. Ci, którzy przechodzą na ich religię, przyjmują ten zwyczaj i najpierw wpaja im się tę lekcję: gardzić wszystkimi bogami, wyrzec się ojczyzny i lekceważyć rodziców, dzieci i braci. ( Historia , 5.5, 659–660)6

Rzymianie zauważyli również żydowską klanowość, czego przykładem jest słynna skarga Cycerona z 59 r. p.n.e. z procesu Flakkusa: „Zobacz, jak jednomyślnie trzymają się razem, jaki wpływ mają w polityce” (Pro Flacco, 66). Juwenalis skarżył się, że Żydzi nie wskażą wędrowcowi drogi ani nie zaprowadzą spragnionego do źródła, jeśli nie będzie on wyznawał ich wiary.

Ta niepewna tolerancja pękła w 19 r. n.e., kiedy Kasjusz Dion zanotował , że cesarz Tyberiusz wygnał większość Żydów ze stolicy, ponieważ „w dużych liczbach przybywali do Rzymu i nawracali wielu tubylców na swoje zwyczaje”.

Wypędzenie miało realne konsekwencje. Władze rzymskie wysłały około 4000 młodych mężczyzn żydowskich na malaryczną wyspę Sardynię pod pretekstem służby wojskowej, a wielu innych całkowicie wygnały z Italii. Starożytne źródła nie są zgodne co do przyczyny tych wydarzeń. Józef Flawiusz obwiniał za to czterech oszustów, którzy wyłudzili od rzymskiej szlachcianki o imieniu Fulwia – żony senatora Saturnina – dary przeznaczone dla Świątyni w Jerozolimie.

Debata naukowa koncentruje się na tym, czego obawiał się Rzym. Niektórzy historycy twierdzą, że prawdziwym niepokojem nie była nienawiść do Żydów jako narodu, lecz obawa, że ​​judaizm rozprzestrzeni się wśród klasy politycznej, choć dowody (rozdz. 4)  na znaczący poziom konwersji są kontrowersyjne i skąpe. Zgodnie z tą interpretacją wydarzeń, represje dotknęły przede wszystkim konwertytów, a nie rodowitych Żydów, ponieważ Rzym tolerował wiarę tak długo, jak jego obywatele jej nie przyjmowali. Rzymskie elity reagowały w ten sam sposób zarówno na obrzędy bachanalia, jak i na kult egipski, traktując każdą obcą formę kultu jako zarazę, którą należało powstrzymać. Niektórzy historycy dodają, że wyprawa na Sardynię służyła również jako bezpośrednia akcja rekrutacyjna, ponieważ Rzym, gdy potrzebował żołnierzy, sięgał po mniej chronione grupy społeczne.

Kolejny przełom nastąpił pokolenie później. Swetoniusz podał, że cesarz Klaudiusz wygnał Żydów z Rzymu z powodu „ciągłych zamieszek podżeganych przez Chrestusa” — jest to kontrowersyjny fragment, którego znaczenie od tamtej pory dzieli uczonych. Wielu uznało imię „Chrestus” za zniekształcone odniesienie do Chrystusa i interpretowało te zamieszki jako spory dotyczące nowego chrześcijańskiego przesłania rozprzestrzeniającego się w społeczności żydowskiej, choć H. Dixon Slingerland przekonująco argumentował, że „Chrestus” był raczej wyzwolonym niewolnikiem pełniącym rolę podżegacza i że żadne dowody nie wskazują na chrześcijaństwo.

Kasjusz Dion opisał pokrewny, ale odrębny środek – dekret ograniczający zgromadzenia Żydów zamiast całkowitego wygnania – a tłumaczenia Philipa Harlanda jasno wskazują, że Dion wyraźnie zaprzeczył wypędzeniu przez Klaudiusza, odnosząc się raczej do zakazu zgromadzeń żydowskich. Wydaje się, że Rzym działał z powodu niecierpliwości wobec niepokojów społecznych, a nie z powodu programu teologicznego. Klaudiusz tolerował religię żydowską, jeśli jej wyznawcy zachowali pokój i nie pozyskali nowych zwolenników. Dekret prawdopodobnie objął tylko tych, którzy zostali uwikłani w zamieszki, i wygasł wraz ze śmiercią Klaudiusza w 54 r. n.e.

Tarcia administracyjne wcześniejszych stuleci ustąpiły miejsca czemuś zupełnie innemu. W 66 roku n.e. w Judei wybuchło Wielkie Powstanie, po tym jak rzymscy namiestnicy splądrowali fundusze Świątyni , biernie przyglądali się masakrze żydowskiej ludności cywilnej w Cezarei i podkopali lokalną wrażliwość, aż prowincja eksplodowała. Rebelianci wypędzili rzymski garnizon z Jerozolimy i utworzyli rząd tymczasowy. Moment bez powrotu nadszedł, gdy kapłani Świątyni przerwali codzienną ofiarę składaną za dobro cesarza – sacrificium pro salute imperatoris – gest, który Rzym odebrał jako całkowite odrzucenie swojej suwerenności.

Neron wysłał Wespazjana na północ, aby stłumił powstanie w Galilei i zepchnął rebeliantów w kierunku stolicy. W Jerozolimie opór załamał się, a rywalizujące frakcje walczyły ze sobą równie zaciekle, jak z legionami. Do 70 roku n.e. Wespazjan objął tron, pozostawiając swojemu synowi Tytusowi dokończenie oblężenia z armią liczącą dziesiątki tysięcy ludzi. Tego lata Rzymianie zdobyli Wzgórze Świątynne i doszczętnie spalili Drugą Świątynię.

To, co nastąpiło potem, miało charakter systematyczny: bojowników zabijano na miejscu, schwytanych żołnierzy stracono, osoby powyżej określonego wieku sprzedano w niewolę, a dzieci poddano zniewoleniu. Badacze od dawna zauważają, że skala zniszczeń służyła również celom dynastii Flawiuszy. Nic tak nie legitymizowało nowej dynastii jak spektakularne zwycięstwo i publiczne upokorzenie podbitego ludu. Tytus przewiózł skarby ze Świątyni do Rzymu, a na Łuku Tytusa na Forum Rzymskim do dziś widnieje wyrzeźbiony wizerunek jego żołnierzy niosących triumfalnie menorę.

Upokorzenie przetrwało wojnę. Wespazjan wprowadził Fiscus Judaicus – podatek pogłówny w wysokości dwóch drachm, przeniesiony z daniny zburzonej Świątyni, a teraz płatny świątyni Jowisza Kapitolińskiego, boga, w którego imię upadła Jerozolima. Zakres nowego podatku przekroczył dawny, ponieważ kobiety, dzieci nawet w wieku trzech lat i konwertyci na judaizm stali się jego dłużnikami. Za Domicjana pobieranie podatków stało się brutalne. Swetoniusz pozostawił osobiste wspomnienie, jak obserwował urzędników podatkowych badających 90-letniego starca w zatłoczonym sądzie, aby sprawdzić, czy jest obrzezany. Otworzyły się drzwi do denuncjacji. Donosiciele mogli teraz oskarżyć każdego, kto wydawał się żyć jak Żyd, co było bronią umożliwiającą szantaż w całym Rzymie i Italii. Rzym utrzymywał podatek przy życiu długo po odbudowie i konsekracji Świątyni Kapitolińskiej – dowód na to, że podatek służył celom wykraczającym poza dochody, głównie zniechęcając do nawracania na wiarę, którą państwo było zdeterminowane powstrzymać.

Przemoc represji oznaczała prawdziwy zerwanie. Nie były to już tarcia biurokratyczne z trudną mniejszością religijną, ale państwowa kampania mająca na celu zniszczenie instytucjonalnego rdzenia religii, która umieściła się, w ocenie Rzymu, poza porządkiem cesarskim. Jednak kampania ta miała niezamierzone konsekwencje: tysiące jeńców wysłanych przez Tytusa na Półwysep Apeniński dało początek najstarszym społecznościom żydowskim w historii kraju. W Apulii, w miastach takich jak Otranto i Trani, ci wygnańcy wznieśli synagogi i akademie, a porty regionu przekształcili w bramy prowadzące z powrotem do wschodniej części Morza Śródziemnego. Ich wiedza naukowa stała się na tyle głęboka, że ​​XII-wieczny francuski rabin Rabbenu Tam sparafrazował Izajasza, aby ich uhonorować: „Z Bari wyjdzie Tora, a słowo Boże z Otranto”.

Osada założona za czasów pogańskich cesarzy nie przetrwała nawrócenia cesarstwa. Kiedy Konstantyn Wielki w 313 roku n.e. wyniósł chrześcijaństwo do rangi religii faworyzowanej, pozycja prawna Żydów w całym imperium zaczęła się chwiać, co doprowadziło do lawiny restrykcyjnych przepisów. Julian na krótko zmienił kierunek, zapraszając Żydów do odbudowy Świątyni, ale droga do tego celu została zamknięta z chwilą jego śmierci. Pod rządami Bizancjum, a następnie Longobardów, historia włoskich Żydów toczyła się pomiędzy okresami względnego spokoju a kolejnymi falami ucisku.

Historia narodu żydowskiego charakteryzuje się uporczywym, nieodłącznym konfliktem w stosunku do otaczającego go świata pogańskiego – to powracająca dynamika, której nie udało się złagodzić w epoce rzymskiej. Gdy Imperium przechodziło od kultu Jowisza do kultu krzyża, ramy prawne i społeczne ugruntowały się, rzucając przed siebie długi, mroczny cień. To starożytne zderzenie było jedynie prologiem. Ostatecznie stało się ono złowieszczym rozdziałem, który zapowiadał dwa tysiąclecia narastających napięć na całym kontynencie europejskim.

INFO: https://www.theoccidentalobserver.net/2026/07/09/from-the-tiber-to-the-temple-the-shadow-of-roman-antisemitism/ (wszystkie odnośniki w oryginale tekstu)

Dziś: Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

By antyk2013 on 09/07/2026Nasze Różańce święte uratują Polskę!
Zapraszamy do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – Msza Święta za Ojczyznę godz.17.00 parafii p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika (Głównego Patrona Polski).
Po Mszy Świętej adoracja Najświętszego Sakramentu i Różaniec święty za Ojczyznę.
Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie. 

Sudan – Brzmienie ciszy

Sudan – Brzmienie ciszy

9. lipca 2026 Marek Wojcik world-scam/sudan-brzmienie-ciszy

Dzisiejszy tytuł przejąłem z wydanego wczoraj na globalresearch.ca artykułu: Sudan – Brzmienie ciszy. Źródło. Tytuł ten nawiązuje do pięknego przeboju z roku 1964 Simon & Garfunkel The Sound of Silence.

W Sudanie trwa ogromny kryzys humanitarny. Niektórzy określają go jako najpoważniejszy kryzys humanitarny ostatnich czasów. Najbardziej dotkliwym przejawem tego kryzysu jest masowy głód. 825 000 dzieci stoi w obliczu skrajnego, ostrego głodu.

Rządy niewiele zrobiły, aby złagodzić kryzys. Ludzie wkroczyli do akcji, aby pomóc. Powstały kuchnie społeczne. Pielęgniarki, nauczyciele i sąsiedzi są na czele tych działań.

Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) zestrzeliły bezzałogowy statek powietrzny bojowy (UCAV) obsługiwany przez wspierane przez Zjednoczone Emiraty Arabskie Siły Szybkiego Reagowania (RSF) nad miastem El-Obeid w stanie Północny Kordofan w Sudanie.
Źródło: Telegram 25.06.2026 r. 15:39.

Co wspólnego mają położone daleko nad Zatoką Perską Zjednoczone Emiraty Arabskie z tym afrykańskim krajem? O roli tej federacji absolutnych monarchii konstytucyjnych, jakim są ZEA, możemy przeczytać w artykule presstv.ir z 24 czerwca: Wielka Brytania zataiła informacje o ludobójstwie w Sudanie, aby chronić więzi z ZEA. Źródło.

Sudan ma strategiczne położenie po afrykańskiej stronie Morza Czerwonego, gdzie przepływa jak dotąd niezakłócenie drugi po Cieśninie Hormus największy na świecie szlak transportu produktów naftowych.

Zgodnie z wynikami śledztwa przywódcy sudańskiej RSF zgromadzili w Dubaju luksusowe aktywa warte miliony, korzystając ze wsparcia Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Jestem przekonany, że warto uświadamiać ludzi, komu potrzebna jest wojna. Zanim rzucisz się do boju, by pomścić zabitego przez „wroga” twojego przyjaciela, zastanów się nad tym, kto robi kokosy na wojnie wyniszczającej takich ludzi jak ty i tych, których chcesz uśmiercić.

Osoby, które uciekły z obozu dla przesiedleńców wewnętrznych Zamzam po tym, jak znalazł się on pod kontrolą RSF, odpoczywają w prowizorycznym obozowisku na otwartym polu w pobliżu miasta Tawila, w ogarniętym wojną regionie Darfuru na zachodzie Sudanu, 13 kwietnia 2025 r.
AFP/via Getty Images

Z telewizji dociera jedynie wygodne brzmienie ciszy.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Szczyt NATO w Ankarze – szantaż w celu odnowienia relacji wasalskich

Szczyt NATO w Ankarze – szantaż w celu odnowienia relacji wasalskich

Deklaracja końcowa ze szczytu NATO w Ankarze pisze Thomas Röper na swym portalu – jest najkrótsza od co najmniej ćwierćwiecza. Składa się zaledwie z sześciu punktów, podczas gdy deklaracje ze szczytów NATO zazwyczaj zawierały kilkudziesiąt akapitów rozciągniętych na wiele stron. Po raz pierwszy w deklaracji nie wspomniano również o dacie ani miejscu kolejnego szczytu.

Pierwotnie kolejny szczyt NATO miał się odbyć w Albanii w przyszłym roku, ale ponieważ rząd albański naraził się Trumpowi, Albania nie jest już wspominana. Co więcej, doniesienia wskazują, że kolejny szczyt NATO może w ogóle nie odbyć się w przyszłym roku. Aby uniknąć trudnych spotkań z Trumpem, Europejczycy podobno rozważają organizowanie szczytów NATO co dwa lata, a nie co roku.

W związku z tym, zamiast zwyczajowo podać miejsce i datę kolejnego szczytu NATO, deklaracja kończy się następująco: „Dziękujemy Turcji za jej hojną gościnność. Z niecierpliwością czekamy na nasze kolejne spotkanie”.

Jako że omówienie tych sześciu punktów nie wniesie nam nic nowego i nie wydaje się być czytelniczo interesujące, zamieszczę tu artykuł Sevim Dagdelen. Pisze ona:

NATO świętowało w Ankarze ataki USA na Iran i kontynuowało przygotowania gruntu pod bezpośrednią wojnę z Rosją. Pod wpływem otwartego szantażu Donalda Trumpa europejscy wasale posłusznie oddają się w ręce wroga – finansowo, militarnie i egzystencjalnie.

Na szczycie NATO w dniach 7 i 8 lipca 2026 roku w Ankarze sojusz wojskowy postawił sobie za cel ponowne, gruntowne zdyskredytowanie mitu wspólnoty wartości i obrony. Podczas gdy prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan nakazał aresztowanie setek naukowców i dziennikarzy przed spotkaniem sojuszu wojskowego, aby prewencyjnie stłumić protesty, sekretarz generalny NATO Mark Rutte określił niedawne ataki największego członka NATO, Stanów Zjednoczonych, na Iran jako ‚absolutnie konieczne’.

Szantaż USA i wasalstwo Europy

W świetle narastających sprzeczności w NATO, wynikających z przeciążenia zasobów i społecznych kosztów remilitaryzacji, należy podkreślić stałą wasalną relację między europejskimi członkami NATO, w tym Turcją i Kanadą, a Stanami Zjednoczonymi. Za prezydenta USA Donalda Trumpa szantaż stał się taktyką stosowaną do odnawiania tej wasalnej relacji. Podczas gdy prezydent Trump grozi – na przykład ponowną groźbą aneksji Grenlandii lub wycofaniem ochrony USA – Europejczycy muszą zadać sobie pytanie, jak zadowolić Trumpa. Tymczasem Stany Zjednoczone bezkompromisowo narzucają Europejczykom swoje zasadnicze żądania.

Recep Tayyip Erdogan, Karol Nawrocki, Donald Trump

Rekordowe wydatki na zbrojenia i przygotowania do wojny

Znaczny wzrost wydatków wojskowych europejskich członków NATO okazuje się prawdziwą licencją na dodruk pieniędzy dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, a także dla amerykańskich funduszy inwestycyjnych, takich jak BlackRock, które posiadają znaczące udziały w niemieckich fabrykach broni, takich jak Rheinmetall. Niemcy, na przykład, odnotowują w tym roku rekordowe wydatki wojskowe na rzecz NATO w wysokości prawie 125 miliardów euro. Rząd niemiecki zamierza zwiększyć tę kwotę do 140 miliardów euro do 2027 roku. Ponad jedna trzecia budżetu federalnego jest przeznaczana na zbrojenia, a w ciągu kilku lat ma to być prawie połowa. Czy jednak można nadal mówić o zbrojeniach w kraju, który połowę swojego budżetu przeznacza na wojsko, czy raczej o przygotowaniach do wielkiej wojny?

Jest faktem, że Stany Zjednoczone również odniosły całkowitą przewagę w stosunkach z Rosją i Ukrainą. NATO w Ankarze obiera kurs na wojnę z Rosją. Jednak to Europejczycy zostaną wysłani do walki z potęgą atomową, Rosją. Uzgodniono wcześniej, że Ukraina otrzyma 140 miliardów euro w ciągu najbliższych dwóch lat na kontynuację wojny. Podczas gdy Stany Zjednoczone wycofały się z finansowania, Niemcy stały się największym sponsorem Kijowa.

Stopień, w jakim wojna zastępcza NATO na Ukrainie przerodziła się już w wojnę NATO z Rosją, był również widoczny w wypowiedzi sekretarza generalnego NATO Ruttego podczas spotkania z premierem Ukrainy Zełenskim: „To naprawdę wspaniale. Udaje wam się uderzyć w rosyjską infrastrukturę energetyczną i obronną, głęboko na terytorium Rosji”. To są ataki, które byłyby niemożliwe bez aktywnego wsparcia NATO. W Ankarze NATO zamierza podjąć kolejny krok, kurczowo trzymając się niebezpiecznej iluzji, że może zmusić mocarstwo nuklearne, Rosję, do kapitulacji.

Wykorzystywanie europejskich sojuszników

Polityka szantażu Trumpa wynika z pragmatyzmu: upadek USA można powstrzymać, wykorzystując ich europejskich sojuszników. Podczas gdy Stany Zjednoczone osiągnęły już swój cel w stosunkach z Rosją, zachęcają Europejczyków, a zwłaszcza Niemców, do wojny z Moskwą, Trump dąży też do większego zaangażowania europejskich członków NATO w Azji Wschodniej i Zachodniej przeciwko Chinom i Iranowi. Zamierza wykorzystać swoje groźby, aby zapewnić sobie większy udział Europy w wojnach z Teheranem oraz w działaniach przeciwko Pekinowi.

Wszystkie dotychczasowe doświadczenia pokazują, że Stany Zjednoczone mogą ostatecznie odnieść w tym sukces, nawet jeśli będzie to kosztować Europejczyków ich istnienie.

Napisała: Sevim Dagdelen

Opracował: Zygmunt Białas

Absolutny rekordzista. Lekarz z Braniewa oficjalnie „pracował” 72 godziny na dobę

Absolutny rekordzista. Ten lekarz oficjalnie „pracował” 72 godziny na dobę

9.07.2026 nczas/absolutny-rekordzista-lekarz-oficjalnie-pracowal-72-godziny-na-dobe

NCZAS.INFO | Lekarz to ma klawe życie... Obrazek ilustracyjny. Źródło: AI
NCZAS.INFO | Lekarz to ma klawe życie… Obrazek ilustracyjny. Źródło: AI

Blisko 1,8 miliona złotych rocznego obrotu jednego medyka i faktury opiewające na ponad tysiąc godzin pracy w miesiącu, który liczy ich zaledwie 744. Tak lekarze doją niewydolny system państwowej służby zdrowia. Przy sprawie węszy już prokuratura w Elblągu.

Absurdalną historię z Braniewa opisuje portal interia.pl. Sprawa pewnie nie wyszłaby na jaw, gdyby nie zmiany w powiecie braniewskim po wyborach samorządowych. Nowo zawiązany zarząd pod przewodnictwem starosty Leszka Dziąga rozpoczął procedurę zatwierdzania bilansu finansowego miejskiej spółki medycznej.

Rada Nadzorcza nie chciała jednak przedstawić rzetelnej dokumentacji i przedłożyła lakoniczne, zaledwie półstronicowe sprawozdanie. Od razu było wiadomo, że coś tu „śmierdzi”. Przeprowadzono więc drobiazgowy audyt.

Ten doprowadził najpierw do odwołania dotychczasowego kierownictwa placówki. Później zaczęto weryfikować rejestry wypłat personelu medycznego i odkryto rzeczy szokujące.

„Wtedy okazało się, że czegokolwiek się nie dotknęliśmy, odkrywaliśmy rzeczy niejasne lub bulwersujące. Prawdziwa bomba wybuchła jednak, gdy nowy zarząd zaczął weryfikować wypłaty niektórych lekarzy. Dla mnie to było wprost dojenie szpitala” – komentuje starosta braniewski, Leszek Dziąg.

Analiza księgowa zabezpieczonych faktur odsłoniła porażające dane. Jeden z lekarzy – pełniący równolegle funkcję dyrektora ds. lecznictwa – w skrajnych okresach deklarował dobowy czas pracy wynoszący 48, 62, a nawet 72 godziny bez przerwy. W skali całego 2024 roku medyk ten wykazał w raportach liczbę 11 577 przepracowanych godzin, mimo że cały rok kalendarzowy liczy ich 8760. Ówczesna prezes szpitala systematycznie akceptowała te zestawienia i autoryzowała wypłaty.

Dokumentacja jednoznacznie wskazuje, że lekarz pobierał wynagrodzenie z kilku miejsc jednocześnie.

„Z dokumentacji wynika, że lekarz przez 24 godziny jeździł w karetce i jednocześnie zabezpieczał oddział chirurgii lub świadczył usługi w ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Brał pieniądze z dwóch, a nawet trzech źródeł naraz. Fizycznie nie jest możliwe być w trzech miejscach jednocześnie, a pan doktor na tej podstawie wystawiał faktury. Skala przytoczonych rozliczeń była wyjątkowa i nieporównywalna z typowymi rocznymi rozliczeniami pozostałych lekarzy” – tłumaczy w rozmowie z interia.pl Agnieszka Grzelak, nowa prezes Powiatowego Centrum Medycznego w Braniewie.

Gdy sprawa wyszła na jaw, lekarz-rekordzista złożył wypowiedzenie. Dojenie systemu zakończył w lipcu 2025 roku.

Audytorzy szacują, że całkowite straty, na jakie narażona została placówka w ciągu trzech lat tej działalności, opiewają na kwotę blisko 3,8 miliona złotych. Zgromadzenie Wspólników oraz Rada Nadzorcza skierowały oficjalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa na szkodę spółki do Prokuratury Rejonowej w Elblągu, która 2 marca br. wszczęła oficjalne śledztwo.

Co istotne, ukrócenie tego procederu błyskawicznie uzdrowiło finanse placówki medycznej. Poprzednie kierownictwo maskowało realny stan kasy, wykazując papierowe zyski na poziomie około miliona złotych, podczas gdy powiat musiał co roku potajemnie dotować placówkę podobnymi kwotami.

Gdy oszustwo się skończyło, szpital zamknął rok 2025 realnym zyskiem netto rzędu 2,5 miliona złotych – i to bez jakiejkolwiek kroplówki finansowej ze środków publicznych.

Wojna USA z Iranem trwa

Wojna USA z Iranem trwa.

Autorstwa Briana Berletica

Stany Zjednoczone nadal prowadzą grę dyplomatyczną z Iranem w sprawie niedawno podpisanego „Porozumienia o porozumieniu ” (MOU), które zostało natychmiast zerwane przez Stany Zjednoczone, renegocjowane i rzekomo ponownie uzgodnione – wykorzystując przerwę w otwartej wojnie do starannego przygotowania pola bitwy przed nieuniknioną kolejną rundą agresji na dużą skalę.

Tymczasem USA atakują Iran i jego sojuszników w regionie według własnego uznania.

Proces ten odbywa się w ramach obowiązujących od dawna dokumentów polityki USA, w których uznano, że dyplomacja jest stosowana przeciwko Iranowi w celu stworzenia pretekstu do wojny, a nie jako środek jej zapobiegania.

Stany Zjednoczone realizowały właśnie tę politykę, celowo utrudniając wielokrotnie procesy dyplomatyczne. Do takich zdarzeń należało naruszenie tzw. „Porozumienia nuklearnego” (Wspólnego kompleksowego planu działania, JCPOA) oraz dwa kolejne ataki USA mające na celu „ścięcie” irańskich przywódców, przeprowadzone w trakcie „ negocjacji” między USA a Iranem w latach 2025–2026.

Najnowsze rozdziały dwulicowości USA są następstwem dziesięcioleci wojny z Azją Zachodnią, której celem było wymuszenie dominacji USA w regionie oraz stopniowe otaczanie i izolowanie Iranu – zarówno za pomocą ingerencji, terroryzmu, jak i agresji militarnej skierowanej przeciwko samemu Iranowi oraz przeciwko sieci jego sojuszników.

W dokumentach politycznych Stanów Zjednoczonych regionalna sieć sojuszników Iranu od dawna jest opisywana jako kluczowy element polityki bezpieczeństwa narodowego tego kraju, a nawet wprost powiązana z możliwościami obrony i odwetu.

Tylko czas pokaże, czy reszta świata jest gotowa włożyć wysiłek i energię niezbędne do tej zmiany, czy też zwycięży samozadowolenie i krótkowzroczność, pozwalając Stanom Zjednoczonym na dalsze dążenie do władzy i zysku – kosztem nie tylko reszty świata, ale także ogromnej większości Amerykanów w ich własnym kraju.

W jednym z takich badań, w raporcie z 2009 r. pt. „Niebezpieczni , ale nie wszechmocni: badanie zasięgu i ograniczeń irańskiej potęgi na Bliskim Wschodzie” opublikowanym przez RAND Corporation , w rozdziale zatytułowanym „ Iran realizuje wieloaspektową strategię regionalną charakteryzującą się mocnymi i słabymi stronami ” wyjaśniono następujące kwestie :

„Iran ma słabe konwencjonalne siły zbrojne. Irańskie władze od dawna głośno ogłaszają przejście na asymetryczną strategię obrony narodowej, która nałożyłaby na agresora nieakceptowalne koszty. W dużej mierze opiera się ona na koncepcjach „obrony mozaikowej”, wojnie partyzanckiej i mobilizacji sił pomocniczych Basidż z ludności cywilnej”.

I to:

„Iran ma jedynie ograniczony wpływ na tak zwane grupy zastępcze. Aby zrekompensować swoją konwencjonalną niższość, Iran od dawna udziela wsparcia finansowego i wojskowego różnym niepaństwowym grupom islamistycznym. Zgodnie z doktryną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ta „strategia peryferyjna” ma na celu nadanie strategicznej głębi obronie irańskiej ojczyzny i przesunięcie walki głęboko w obóz wroga. W przypadku Hamasu i Hezbollahu strategia ta dodatkowo legitymizuje Iran w oczach arabskiej opinii publicznej, sfrustrowanej pozornie nastawioną na status quo postawą ich rządów. W istocie, w kwestiach takich jak Palestyna, Teheran jest „bardziej arabski niż Arabowie”.

Teheran prawdopodobnie oczekuje pewnego stopnia wzajemności w swoim wsparciu dla znaczących szyickich grup bojowników w Iraku i Libanie. Jest to szczególnie ważne w przypadku ataku ze strony USA, kiedy Iran mógłby oczekiwać, że grupy te bez lęku podejmą działania odwetowe.

Dlatego decydenci polityczni w USA są w pełni świadomi, że irańskie wsparcie dla takich organizacji jak Hezbollah w Libanie, Ansar Allah w Jemenie czy Siły Mobilizacji Ludowej w Iraku ma charakter defensywny i w żadnym wypadku nie stanowi irracjonalnej, agresywnej, ekspansjonistycznej polityki przymusu, ani nawet „terroryzmu ”, jak to przedstawia amerykańska scena polityczna, mająca na celu uczynienie agresywnych wojen USA przeciwko Iranowi strawnymi dla amerykańskiej i globalnej opinii publicznej.

Oznacza to również, że decydenci polityczni w USA doskonale zdają sobie sprawę, że aby odizolować i osłabić sam Iran, muszą najpierw podważyć lub całkowicie wyeliminować strategiczną głębię, jaką Iran zbudował w całym regionie.

I to właśnie napędza politykę USA w regionie wobec Iranu od co najmniej 26 lat, w tym wojny, okupacje i wojny zastępcze prowadzone przez USA w Libanie, Jemenie i Iraku, a także w Syrii.

Stanowi to również sedno trwającej agresji przeciwko Iranowi – błędnie postrzeganej przez wielu jako wojna o „nieudaną zmianę reżimu” , podczas gdy jest to ciągłe osłabianie Iranu i sieci jego sojuszy w regionie, przy jednoczesnym rozwijaniu polityki USA daleko poza regionem.

Przez cały XXI wiek Stany Zjednoczone atakowały irańskich sojuszników bezpośrednio lub za pośrednictwem sieci swoich pełnomocników w regionie, w tym Izraela i grup ekstremistycznych, a także pełnomocników Waszyngtonu w Zatoce Perskiej i Turcji. Wspierana przez USA izraelska wojna agresywna przeciwko Libanowi w 2006 roku i wznowiona inwazja w tym roku stanowią podstawę wojny z Jemenem, która przyniosła mieszane rezultaty, a ostatecznie doprowadzi do upadku Syrii, bliskiego sojusznika Iranu, w 2024 roku.

Spojrzenie na mapę regionu z lat 2000–2026 pokazuje, jak USA powoli okrążają i rozmontowują sieć sojuszy Iranu, a teraz prowadzą otwartą wojnę z samym Iranem.

Ta rzeczywistość jest prawdopodobnie powodem, dla którego Iran nalegał, aby wszelkie zawieszenie broni między USA a Iranem obejmowało również zawieszenie broni z siecią sojuszników Iranu w regionie – zwłaszcza z Hezbollahem w Libanie. Prawdopodobnie to również dlatego Iran zawiesił część memorandum o porozumieniu, gdy Stany Zjednoczone, za pośrednictwem Izraela, kontynuowały agresję przeciwko Hezbollahowi w Libanie.

Każde inne działanie oznaczałoby powstanie „zamrożonego frontu” przeciwko Iranowi – co pozwoliłoby Stanom Zjednoczonym na ponowne uzbrojenie i reorganizację potencjału militarnego i strategicznego – a jednocześnie jeszcze bardziej podważyłoby asymetryczną strategię obronną Iranu w regionie, ostatecznie dając Stanom Zjednoczonym dodatkową przewagę w okresie poprzedzającym nieuniknione, sprowokowane przez USA, szeroko zakrojone działania wojenne przeciwko Iranowi w perspektywie krótkoterminowej i średnioterminowej.

Teatr pokoju, a jednocześnie prowadzenie złośliwej wojny

Na pierwszy rzut oka sama myśl, że Stany Zjednoczone miałyby stawiać Iranowi żądania, wydaje się sprzeczna z prawem międzynarodowym. Stany Zjednoczone – położone w Ameryce Północnej na półkuli północnej/zachodniej – tysiące kilometrów od Iranu i Azji Zachodniej (znanej również jako Bliski Wschód) – nie mają uzasadnionych interesów ani obaw o „bezpieczeństwo narodowe” w Azji Zachodniej ani w odniesieniu do Iranu.

Chwalenie się, że USA są „niezależne energetycznie” jeszcze bardziej podważa wszelkie twierdzenia USA, że sprawy Azji Zachodniej w jakiś sposób stanowią uzasadnione interesy USA.

Twierdzenia, że ​​Iran atakował i zabijał Amerykanów przez „47 lat”, ignorują fakt, że ci Amerykanie byli siłami USA działającymi bliżej Iranu niż własnych brzegów poprzez powtarzające się nielegalne inwazje, okupacje i inne niesprowokowane, nieuzasadnione interwencje wojskowe w regionie.

Podobnie jak w przypadku wszystkich pretekstów USA do wszczynania nielegalnych wojen agresywnych, rzeczywiste „dowody” na to, że za tymi atakami stoi Iran, są skąpe.

Podobnie, twierdzenia, że ​​to „Iran” stał za rzekomą próbą zamachu na samego prezydenta USA Donalda Trumpa, są bezpodstawne – opierają się na oświadczeniach domniemanego podejrzanego, który twierdzi, że Iran zlecił mu przeprowadzenie próby – nie ma jednak żadnych dowodów na prawdziwość tych twierdzeń.

Idąc za przykładem sankcji, podważania, działalności wywrotowej i w końcu inwazji oraz okupacji Iraku przez USA – które również opierały się na, jak się powszechnie uważa, celowo fałszywych pretekstach – USA próbują rozszerzyć swoją nieuzasadnioną, nielegalną okupację i kontrolę nad Azją Zachodnią – na pół świata od jej brzegów – nie podejmując większych wysiłków, aby ukryć prawdziwy cel, który za tym stoi.

Podczas gdy amerykańscy politycy i decydenci wielokrotnie twierdzą, że Iran „zabija” Amerykanów i dąży do „broni nuklearnej” , coraz powszechniejsze jest przekonanie opinii publicznej, że ujarzmienie lub obalenie Iranu bezpośrednio służy celowi USA, jakim jest otoczenie i powstrzymanie Chin oraz demontaż wielobiegunowego porządku świata, który Chiny i ich sojusznicy proponują jako alternatywę dla obecnego, zdominowanego przez USA, jednobiegunowego porządku świata.

Poza Iranem i Azją Zachodnią: Dominacja energetyczna nad Azją

Kontrola nad Azją Zachodnią pozwoliłaby Stanom Zjednoczonym ograniczyć eksport energii zarówno do Chin, jak i reszty Azji. Wywarłoby to presję na Chiny, aby jak najszybciej zastąpiły nawet połowę swojego importu energii, co spowodowałoby, że reszta Azji stałaby się jeszcze bardziej zależna energetycznie od samych Stanów Zjednoczonych.

W ramach niepewnego listu intencyjnego Stany Zjednoczone zniosły blokadę irańskich portów i podobno znoszą sankcje na eksport irańskiej energii. Choć kuszące jest interpretowanie tego jako „wycofania się” z blokady Chin i reszty Azji, należy zauważyć, że od 18 do 20% całkowitej produkcji energii w Zatoce Perskiej zostało zakłócone lub zniszczone przez amerykańską wojnę agresywną przeciwko Iranowi, a przywrócenie produkcji zajmie tygodnie, miesiące, a w niektórych przypadkach rok lub więcej.

Już samo to jeszcze bardziej zaostrzy narastający kryzys energetyczny, wywołany wojną USA w lutym 2026 roku, nawet jeśli wszystkie aspekty obecnego porozumienia zostaną dotrzymane. W dowolnym momencie wybranym przez Waszyngton, Stany Zjednoczone lub za pośrednictwem swoich izraelskich pełnomocników mogą ponownie zaognić konflikty, przeprowadzić kontratak i zniweczyć wszelkie postępy w przywracaniu produkcji energii, która została zakłócona lub zniszczona w 18–20%, a nawet spowodować większe zakłócenia lub zniszczenia w całym regionie.

Stany Zjednoczone – ogłaszając złagodzenie własnej blokady irańskich portów – nadal zakłócają ruch morski w innych częściach świata, blokując Kubę i prowadząc operacje przechwytywania wymierzone w rosyjski eksport energii, zarówno za pośrednictwem europejskich operacji morskich, jak i ataków dronów na rosyjskie statki przypisywane Ukrainie, które, jak przyznał „New York Times”, są organizowane i nadzorowane przez amerykańskie agencje wywiadowcze i wojsko.

Również w tym przypadku obowiązuje następująca zasada: w dowolnym momencie wybranym przez Waszyngton irański ruch morski może stać się celem ataku i zostać ponownie zakłócony, albo na podobną skalę jak poprzednio, albo nawet bardziej agresywnie niż na początku tego roku.

Stany Zjednoczone zademonstrowały swoją zdolność nie tylko do przejmowania statków w dowolnym miejscu między Cieśniną Ormuz w Zatoce Perskiej a Cieśniną Malakka w regionie Azji i Pacyfiku, ale także do namierzania i unieszkodliwiania ich za pomocą pocisków przeciwokrętowych wystrzeliwanych z amerykańskich okrętów wojennych oraz pocisków z amerykańskich myśliwców operujących w całym regionie – tuż poza zasięgiem irańskiej obrony powietrznej i morskiej. Gdyby Stany Zjednoczone zechciały, mogłyby po prostu zwiększyć liczbę namierzanych i unieszkodliwianych statków, nawet jeśli nie mają możliwości zwiększenia liczby przejmowanych statków za pomocą abordaży.

Kontrola nad tym, w jakim stopniu Stany Zjednoczone zakłóciły lub zniszczyły produkcję energii w regionie, a także morski transport energii z regionu, miała kluczowe znaczenie dla kontroli cen rynkowych i zbliżającego się kryzysu gospodarczego, który Stany Zjednoczone celowo wywołały swoją agresywną wojną. Stany Zjednoczone wywołały wystarczająco duże zakłócenia, aby zmusić kraje w całej Azji do zawarcia długoterminowych kontraktów na eksport amerykańskiego LNG – kontraktów, które w inny sposób powstałyby w ciągu ostatnich kilku lat na popyt, który jeszcze nie istniał.

Niektóre z tych projektów powoływały się na „kontrowersyjne szlaki morskie” jako argument przemawiający za ich wdrożeniem jeszcze w 2025 r ., chociaż Cieśnina Ormuz nie była zagrożona i została zamknięta aż do 2026 r.

Stany Zjednoczone nie posunęły się jednak tak daleko, aby doprowadzić do katastrofalnego załamania lub kryzysu, który skłoniłby państwa do podjęcia nadzwyczajnych środków w celu zabezpieczenia się nie tylko przed zakłóceniami w eksporcie energii z Azji Zachodniej, ale także przed próbami jej wykorzystania przez USA.

USA przeprowadzają zatem „kontrolowany demontaż” zarówno zdolności Azji Zachodniej do zaopatrywania Azji w energię, jak i gospodarek azjatyckich zależnych od tej energii, powodując wystarczające szkody, aby stopniowo przenieść zależność z Azji Zachodniej w stronę Stanów Zjednoczonych, nie wywołując przy tym zjednoczonego frontu przeciwko samym Stanom Zjednoczonym i nie podważając przez to globalnej stabilności.

Jeśli USA nie będą w stanie dostosować się do wielobiegunowego świata, ściągną go do swojego poziomu.

Podczas gdy wielu analityków słusznie zauważa, że ​​Stany Zjednoczone są dalekie od posiadania wystarczających mocy produkcyjnych energii, aby zastąpić eksport energii z Azji Zachodniej — podobnie jak nie mają wystarczająco dużo energii, aby zaspokoić całe zapotrzebowanie Europy — ograniczenie ogólnego dostępu do energii zarówno dla Europy, jak i Azji, a co za tym idzie deindustrializacja, rozwiązuje najpilniejsze wyzwanie Waszyngtonu: utrzymanie dominacji nad światem, który szybko przewyższa USA pod względem przemysłu, innowacji i siły militarnej.

Ograniczając dostęp do energii w Europie, Azji i innych regionach świata, USA mają nadzieję na stworzenie sztucznego niedoboru energii, który zapoczątkuje nieunikniony globalny proces upadku gospodarczego, deindustrializacji i ogólnego osłabienia geopolitycznego.

Stany Zjednoczone nie są w stanie samodzielnie konkurować z Chinami w sposób uczciwy i bezpośredni na otwartych rynkach; pozostają w tyle praktycznie pod każdym względem, pomimo agresywnych ceł, sankcji, zakazów i operacji wywiadowczych, których celem jest zapewnienie im przewagi nad Chinami. Ich zdolność do konkurowania i utrzymania globalnej dominacji – przy założeniu, że wszystkie inne czynniki pozostają niezmienne – to mrzonka.

Dlatego też stosowane są bardziej agresywne środki – środki, dzięki którym poprzednie imperia również utrzymywały swoją hegemonię nad znacznie większymi obszarami geograficznymi i populacjami – poprzez dzielenie i osłabianie innych, całkowicie omijając w ten sposób potrzebę konkurencji.

Dopóki rozwijający się świat wielobiegunowy będzie pozwalał Stanom Zjednoczonym na atakowanie i osłabianie poszczególnych państw, bez utworzenia zjednoczonego frontu przeciwko destabilizującej, drapieżnej geopolityce USA, Stany Zjednoczone będą nadal skutecznie kontrolować skalę i siłę świata wielobiegunowego, ostatecznie izolując i powstrzymując te państwa, które w pierwszej kolejności przyczyniły się do jego powstania.

Stany Zjednoczone są przekonane, że żaden kraj – być może z wyjątkiem Chin – nie będzie w stanie im się przeciwstawić.

Dopóki Stany Zjednoczone będą utrzymywać swoje wywrotowe, przymusowe i agresywne działania tuż poniżej progu globalnego zagrożenia — koncentrując się na poszczególnych państwach i starannie unikając eskalacji z innymi — narody świata nie będą w stanie zjednoczyć się, aby w pełni i definitywnie zneutralizować zagrożenia, jakie dla całego świata stwarzają dążenia USA do globalnej hegemonii.

Możliwe, że – podobnie jak w przypadku imperiów z poprzednich stuleci – dominujące interesy narodów świata są zbyt krótkowzroczne i nastawione na zysk, by móc odpowiednio współpracować i zastąpić hegemonię Stanów Zjednoczonych – chyba że Stany Zjednoczone jednocześnie będą stanowić oczywiste i powszechne zagrożenie dla wszystkich tych narodów.

W rezultacie Stany Zjednoczone nadal będą cieszyć się dominacją, po prostu dlatego, że połączone wysiłki społeczności międzynarodowej okażą się niewystarczające.

Tylko czas pokaże, czy reszta świata jest gotowa na wysiłek i energię niezbędne do tej zmiany, czy też zwycięży samozadowolenie i krótkowzroczność, pozwalając Stanom Zjednoczonym kontynuować pogoń za potęgą i zyskiem – kosztem nie tylko reszty świata, ale także zdecydowanej większości Amerykanów w kraju. Iran jest tylko jednym z kilku wskaźników ilustrujących sumę wektorową tego konfliktu – zdolność Iranu do przeciwstawienia się amerykańskiej agresji i udaremnienia amerykańskich ambicji w Azji Zachodniej sygnalizuje ekspansję wielobiegunowości, a kontynuacja hegemonii USA w Azji Zachodniej i związana z nią zdolność USA do destabilizacji reszty świata ujawnia obecne ograniczenia wielobiegunowości.

Źródło: Wojna USA z Iranem trwa

Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Lucas Leiroz

Niedawne ataki Rosji na Kijów tuż przed szczytem NATO wyraźnie pokazały, kto tak naprawdę kontroluje dynamikę militarną konfliktu.

Niedawne rosyjskie ataki na Kijów, w których wykorzystano dziesiątki pocisków balistycznych Iskander-M i dla których nie ma wiarygodnych raportów o skutecznych przechwyceniach, wywołały poważne pytania o rzeczywisty stan ukraińskiej obrony powietrznej. Najczęściej dyskutowanym wyjaśnieniem jest poważne uszczuplenie ukraińskich zapasów pocisków przechwytujących Patriot. Jednak analiza ograniczona wyłącznie do aspektów technicznych pomija kontekst polityczny, w którym miała miejsce ta operacja.

Moment ataku wydaje się być o wiele bardziej znaczący niż jego bezpośrednie skutki militarne. Ofensywa nastąpiła wkrótce po rozmowach telefonicznych Donalda Trumpa z Władimirem Putinem i Wołodymyrem Zełenskim, w czasie, gdy Kijów próbował przedstawić wojnę jako „punkt zwrotny” na korzyść Ukrainy. Przesłanie to miało zostać przedstawione na szczycie NATO, który rozpoczął się w Ankarze 7 lipca, gdzie przedstawiciele NATO i państw partnerskich omawiali między innymi przyszłe wsparcie wojskowe dla reżimu ukraińskiego.

W tym kontekście rosyjską operację trudno interpretować jako zwykły atak na cele strategiczne. Wydaje się raczej, że została pomyślana jako polityczny pokaz siły, skierowany nie tylko na Kijów, ale także na stolice zachodnie – przesłanie, które z rosyjskiej perspektywy było szczególnie konieczne, biorąc pod uwagę proukraińskie narracje krążące w ostatnich tygodniach po ukraińskich atakach na rosyjską infrastrukturę energetyczną.

Przez większą część konfliktu Moskwa powściągliwie używała strategicznych systemów uzbrojenia dalekiego zasięgu, opierając się na wojnie na wyniszczenie, której celem jest stopniowe niszczenie potencjału militarnego Ukrainy. Strategia ta jest nadal stosowana. Jednak rosnąca intensywność ataków na centra dowodzenia, infrastrukturę energetyczną i instalacje wojskowe sugeruje, że Rosja uważa obecnie fazę względnego powściągliwości w stosowaniu uderzeń dalekiego zasięgu, która charakteryzowała część specjalnej operacji wojskowej, za zakończoną.

Przesłanie jest jasne: Podczas gdy Zachód próbuje przedstawiać Ukrainę jako kraj zdolny do odwrócenia losów wojny na swoją korzyść, Moskwa demonstruje swoją zdolność do masowego zwiększenia presji militarnej w dowolnym momencie, jeśli uzna to za konieczne. Ostatecznie Rosja zachowuje inicjatywę na szczeblu militarnym. Jeśli Moskwa zdecyduje się na eskalację, wierzy, że może to zrobić bez poważnych konsekwencji ani odwetu.

Fakt, że dziesiątki pocisków dotarły do ​​celu bez proporcjonalnej odpowiedzi ze strony obrony powietrznej, ma ogromne znaczenie psychologiczne. Czy wynikało to z braku pocisków przechwytujących, ograniczeń operacyjnych, czy wręcz świadomej decyzji o oszczędzaniu zasobów dla innych regionów, ma drugorzędne znaczenie. Na arenie międzynarodowej pojawiło się wrażenie, że stolica Ukrainy ma istotne słabości – właśnie w czasie, gdy Kijów próbował przekonać swoich partnerów, że może skutecznie kontynuować wojnę.

Wydaje się, że to przekonanie miało bezpośredni wpływ na atmosferę dyplomatyczną spotkania w Ankarze. Chociaż rządy zachodnie nadal publicznie potwierdzały swoje poparcie dla Ukrainy, wśród kilku uczestników widoczna była wyraźnie bardziej ostrożna postawa. Demonstracja siły ze strony Moskwy osłabiła narrację o rzekomo rosnącej przewadze militarnej Ukrainy i znacznie utrudniła utrzymanie nadmiernie optymistycznych ocen sytuacji na polu bitwy.

Kolejnym ważnym aspektem jest reakcja Donalda Trumpa. Po jego rozmowach z Putinem i Zełenskim wielu spodziewało się znacznie silniejszej reakcji na ostatnią eskalację. Zamiast tego, brak znaczącej reakcji opinii publicznej – podczas gdy uwaga Trumpa coraz bardziej skupia się na Iranie – można interpretować na różne sposoby. Może to być po prostu wyraz ostrożnej strategii dyplomatycznej. Może to również oznaczać, że Waszyngton uznał, iż jego zdolność do zmiany dynamiki operacyjnej wojny pozostaje ograniczona, jeśli nie będzie gotów ponieść znacznie wyższych kosztów politycznych i militarnych, niż jest obecnie skłonny zaakceptować.

Innymi słowy, wydarzenie to uwypukla rzeczywistość, która jest często pomijana w zachodnich, a zdaniem autora, jednostronnych analizach: strategiczna inicjatywa nadal leży po stronie Moskwy. Rosja nadal określa tempo eskalacji, decyduje, kiedy zwiększyć presję militarną i ustala poziom przemocy niezbędny do wywarcia wpływu zarówno na operacje wojskowe, jak i na międzynarodową scenę polityczną. Ukraina może próbować stwarzać wrażenie inicjatywy militarnej poprzez symboliczne ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną – ale, zdaniem autora, rzeczywistość na polu bitwy przedstawia inny obraz.

Dla Zełenskiego i jego międzynarodowych partnerów pozostaje to niewygodną rzeczywistością. W oczach świata Kijów jawi się jako stolica skrajnie wrażliwa, a NATO najwyraźniej nie jest w stanie zagwarantować obrony powietrznej stolicy, z którą jest sojusznikiem.

Źródło: Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie