Podczas tzw. pandemii niemal wszystkie kraje przyjęły model „walki z koronawirusem”, model wykreowany przez konsorcjum ponadnarodowych organizacji (WHO), amerykańskich agencji trzyliterowych (CDC, FDA, NIH) oraz GAVI – globalnego zrzeszenia producentów szczepionek (Global Alliance for Vaccines and Immunization). Poszczególne kraje „wybierały” stosowne momenty, tempo i niekiedy rozmiar wprowadzanych restrykcji, lecz wszystkie mniej lub więcej posłusznie wykonywały – i dalej wykonują – dyrektywy płynące z tych decyzyjnych ośrodków.
W Europie, Szwecja przyjęła nieco inną drogę, z jednej strony oficjalnie przychylając się do instrukcji zewnętrznych, lecz z drugiej nie wywołując w społeczeństwie tak wielkiej paniki, choćby poprzez łagodne używanie form lokdownowych, obowiązkowych maseczek czy wprowadzenia zdalnego nauczania. Np. w czasie tzw. pierwszej fali, gdy cała Europa została zamknięta w domach, w szwedzkich szkołach cały czas prowadzono normalne nauczanie.
Po niemal dwóch latach manipulowania społeczeństwami, siania strachu, terroryzowania „testami na Covid”, pozbawiania ludzi pracy i zarobkowania, możliwości podróży, spacerów, ruchu i powietrza, pozbawiania możliwości a nawet konieczności korzystania z podstawowej opieki zdrowotnej, stosowania przez „lekarzy” uśmiercających protokołów w ramach „leczenia chorych na Covid”, a od początku 2021 roku wyszczepiania społeczeństw niebezpiecznymi preparatami genetycznymi reklamowanymi jako „szczepionki przeciwko Covid-19” – otrzymujemy obraz bardziej chorych i osłabionych społeczeństw, znerwicowanych i zastraszonych, zdegenerowanych, poróżnionych i podzielonych. To wszystko odbija się teraz na tzw. nadmiarowych zgonach, w której to statystyce dwa interesujące nas kraje wyróżniają się: Szwecja i Polska.
Szwecja jest krajem wyjątkowym w Europie z najniższą liczbą nadmiarowych zgonów (raw data), ze wskaźnikiem 24 na 100 tysięcy. Dane dotyczą przedziału czasowego od 21 grudnia 2020 do 21 grudnia 2021, co wynika z tabel zamieszczanych i uzupełnianych przez The Economist.
Żniwo śmierci w Polsce jako efekt rządowych restrykcji
W tej nieobrobionej tabeli, Polska plasuje się w niższej części (21 miejsce na 36 państw), z dziesięciokrotnie większym wskaźnikiem wynoszącym 235 osób / 100 tys. Poniżej mamy Węgry (253), Albanię (258), Chorwację (279), pod koniec Litwę (398), zaś tabelę zamykają Serbia (485) i Bułgaria (569).
Apologetów restrykcji nie powinna jednak cieszyć taka „poniżej średniej” pozycja Polski, gdyż statystycy stworzyli bardziej precyzyjną tabelę, uwzględniającą wiek zmarłych osób (Age-Adjusted Excell Death as % of Normal Death). Przy uwzględnieniu tego parametru wyłania się zupełnie inny obraz osiągnięć rządowych decyzji w Polsce, doprowadzających do masowej śmiertelności Polaków.
Polska na drugim miejscu na świecie!
Polska znajduje się na 2 miejscu na świecie (a na trzeciej pozycji po uzględnienieniu nadzwyczajnego przypadku miasta Nowy Jork – rządzonego przez psychopatów). Tak więc prawdziwą tabelę nadmiarowych zgonów otwiera New York City, na drugim miejscu plasuje się Bułgaria, na trzecim Polska, potem: Czechy, Słowacja, USA, Chile, Litwa, Włochy, Węgry. Wszystkie to kraje (plus NYC) lokują się powyżej średniej, a pod tą granicą mamy Chorwację, Łotwę, Grecję …. aż do Niemiec, które są bliskie kolejnej granicy, czyli UJEMNEGO wskaźnika zgonów. Właśnie Szwecja otwiera tę grupę (oznacza to, że w czasie tzw. pandemii zmarło MNIEJ ludzi w Szwecji niż w porównywalnym okresie poprzednim), potem mamy Islandię, Finlandię, Danię, Australię, Norwegię, Nową Zelandię, Południową Koreę, a tabelę zamyka Tajwan z najniższą na świecie śmiertelnością – ujemną.
Jak wyjaśniają te zjawisko tzw. eksperci? Albo nie wyjaśniają, bo po co psuć obraz „skutecznej walki z kowidem”, albo konsekwentnie przeinaczają fakty, Zresztą, nie interesują nas ich opinie, bo mając dostęp do masowych mediów można próbować tworzyć dowolne teorie, np. że „szczepionki są bezpieczne i skuteczne”, albo to że Wisła płynie od morza na południe – jesteśmy pewni, że większość otumanionego społeczeństwa uwierzy dziś w każdą mroczność, jeśli będzie powtarzana non-stop i cementowana przez „fachowców”, „lekarzy”, „dziennikarzy”, zdradliwych hierarchów kościelnych oraz „rząd dobrej zmiany”.
Wyjaśnienia rzetelnych profesjonalistów są jednak proste: miejsca gdzie stosowano najmniejsze restrykcje przetrwały tę pandemiczną histerię najmniej uszkodzone, zaś te gdzie rządy i ich doradcy wytworzyli nienormalność – zbierają żniwo.
Podziękujmy obecnym rządzącym za niepotrzebną, wymuszoną śmierć naszych bliskich. Ideologiczni entuzjaści obecnej formacji niech nie cieszy alternatywa, że przy innej opcji bylibyśmy w miejscu Nowego Jorku czy Bułgarii. Powinniśmy być w grupie krajów skandynawskich, cieszyć się zdrowiem i z podejrzliwością patrzeć na oszustwa i knowania światowych elit.
Do kiedy miały być maski? Polityk Konfederacji przypomina słowa Szumowskiego.
W kwietniu 2020r. Minister Zdrowia prof. Łukasz Szumowski stwierdził, że maseczki będziemy nosić do momentu pojawienia się szczepionek.
Witold Tumanowicz: W kwietniu 2020r. [obecnie były już] Minister Zdrowia@SzumowskiLukasz stwierdził, że maseczki będziemy nosić do momentu pojawienia się szczepionek.
=====================================
Przypominam, że Minister Zdrowia prof. Łukasz Szumowski został obciążony mianem „Wielkiej Gnidy”. Górnicy z bieda-szybów poszukują dowodów i nagrań. Mirosław Dakowski.
Przeprowadzili meta analizę 54 badań dotyczących wskaźnika wtórnych ataków SARS-CoV-2 w gospodarstwach domowych
Artykuł, w którym przeanalizowano wyniki masowych testów Covid-19 po lockoucie, która obejmowała prawie każdego mieszkańca Wuhan w Chinach, podaję, że nie znaleziono żadnych dowodów na to, że pozytywne przypadki bez objawów rozprzestrzeniają chorobę .
Analiza dotyczyła wyników badań przesiewowych, które odbyły się od maja do czerwca w Wuhan, mieście, w którym pod koniec 2019 roku wykryto pierwsze przypadki nowego koronawirusa. Badania sugerują, że choroba mogła występować we Włoszech już we wrześniu ubiegłego roku.
Przebadano prawie 10 milionów osób, co stanowi 92 procent wszystkich mieszkańców w wieku sześciu lat lub starszych.
Co niewiarygodne, nie zarejestrowano żadnych nowych przypadków objawowych, a jedynie 300 przypadków bezobjawowych. Późniejsze testy 1174 bliskich kontaktów stwierdzonych bezobjawowych przypadków nie dały nowych wyników pozytywnych.
W powietrzu sosnowego lasu występuje 10 razy mniej bakterii niż w lesie liściastym.
Powietrze wokół drzew iglastych jest nasycone fitoncydami – substancjami, które mogą porażać niebezpieczne mikroorganizmy. A zielone igiełki same w sobie są wspaniałą naturalną apteką.
Choinka jest lepsza od pomarańczy
Igliwie zawiera olejki eteryczne, posiadające właściwości bakteriobójcze, karoten i kwas askorbinowy (witaminę C), zwiększające odporność organizmu, substancje garbnikowe o działaniu przeciwzapalnym, mikroelementy – pierwiastki śladowe, wspierające metabolizm.
Żywica (smoła) zawiera terpentynę, terpeny, ocet drzewny i inne substancje, które są powszechnie stosowane w medycynie. Nasi przodkowie umiejętnie wykorzystywali wszystkie te bogactwa do celów leczniczych.
Najbardziej znaną cechą drzew iglastych, którą wykorzystywano jeszcze w czasach starożytnych, a także podczas różnych wojen i w trudnych czasach – to działanie przeciwszkorbutowe. Naukowcy podkreślają, że igliwie naszych północnych drzew (sosny, świerku, cedru syberyjskiego, sosny karłowatej (kosolimby), pichty (jodły syberyjskiej) według zawartości witaminy C może być utożsamiane z cytrynami i pomarańczami.
Zielone igły mają również działanie moczopędne, żółciopędne, napotne i do pewnego stopnia nawet działanie znieczulające.
Rozdrobnioną suchą żywicą świerka i sosny, a także maścią z żywicy ze smalcem wieprzowym stosowanymi zewnętrznie leczy się rany i owrzodzenia. Dużą moc leczniczą ma żywica cedru syberyjskiego, jej zdolność gojenia ran jest znana od dawna.
Z młodych pędów cedru syberyjskiego pozyskuje się olejek eteryczny, używany wewnętrznie przy kamicy moczowej, zewnętrznie stosuje się nie tylko do gojenia ran i ropni, ale również przy bólach stawów.
Z igieł jodły syberyjskiej (pichty) uzyskuje się medyczna kamforę, a z żywicy pichty – terpentynę, która nadal jest w służbie współczesnej medycyny.
Wysuszony pyłek z kwitnących żółtych szyszek sosny chroni organizm przed przedwczesnym starzeniem się i przedłuża człowiekowi życie.
Co leczą wiecznozielone?
1. Choroby z zaziębienia. Napar z igliwia, wiosennych pędów i szyszek od dawna stosowany był do wewnątrz przy długotrwałych chorobach z przeziębienia. Roztarte igliwie dobrze jest wąchać podczas kataru … Wywar z pączków sosny jest używany zarówno do inhalacji podczas anginy, jak i katarze (nieżycie) dróg oddechowych. Podczas anginy zaleca się do każdego nozdrza zakraplać po jednej kropli oleju pichtowego (jodłowego).
2. Układ sercowo-naczyniowy. Przy chorobach sercowych pije się napar z kory świerkowej lub wywar z pączków sosnowych i młodych szyszek. Przy miażdżycy dobrze jest spożywać orzechy cedrowe.
3. Choroby skórne. Wywar z młodych gałązek i szyszek sosnowych pije się przy różnych wysypkach skórnych. Żywicę świerku gotuje się z tłuszczem wieprzowym, dodaje się wosk w celu uzyskania bardziej stałej konsystencji i uzyskaną maść stosuje się przy czyraczności. Żółtą błonkę z kory sosnowych gałęzi przykłada się do ran, wrzodów, czyraków.
4. Choroby płuc. Młode szyszki świerku w postaci wywaru stosowane są przy zapaleniu górnych dróg oddechowych i astmie oskrzelowej. Napar i wywar z pączków sosny ze względu na ich właściwości przeciwzapalne i antyseptyczne, a także zdolność do rozrzedzania flegmy i przyspieszania jej wydalania, stosowane są w leczeniu chorób górnych dróg oddechowych. Nalewka z młodych pędów sosny na wódce i wywar z pączków używa się podczas gruźlicy.
5. Choroby nerek i pęcherza moczowego. Jako lek moczopędny można stosować wywar z igliwia lub pączków jodły (pichty), przetrzymany w ciągu 20 minut na łaźni wodnej. Wywar z młodego igliwia pije się przy chorobach nerek i pęcherza moczowego.
6. Choroby przewodu pokarmowego. Żywica sosny leczy wrzody i nieżyt żołądka. Orzechy cedrowe pomagają przy zwiększonej kwasowości soku żołądkowego, przy wrzodach żołądka i dwunastnicy, przy odbijaniu się z żołądka i zgadze.
7. Bóle stawów, reumatyzm, rwa kulszowa. W przypadku reumatyzmu stosuje się napar z sosnowych gałązek lub jakiegokolwiek igliwia w postaci kąpieli. Pyłek sosny można zaparzać i pić jak herbatę. Świeże trociny sosnowe, zaparzone we wrzącej wodzie, przykłada się na okolicę lędźwi, chore stawy. Łapki świerku gotuje się z solą i używa podczas kąpieli przy zapaleniu korzonków nerwowych.
8. Awitaminoza. W jej leczeniu i zapobieganiu popularnym jest napar witaminowy z igliwia (20 g na 1 szklankę wody), zaleca się pić po 2 łyżki stołowe 3 razy dziennie.
9. Nerwice. Jako środek uspokajający stosuje się napary igliwia w postaci kąpieli.
10. Bóle głowy. Wywar z kory sosny zażywa się podczas szumu i bólu głowy.
Recepty. Jak je przygotować?
Napar z igliwia: 0,5-1 kg igliwia lub pączków zalać trzema litrami wrzącej wody, zostawić do naciągnięcia na 4 godziny. Stosować do kąpieli.
Napar pąków sosnowych lub świerkowych: zaparzyć 1 szklanką wrzącej wody 10 gramów rozdrobnionych pączków, zostawić do naciągnięcia na 4 godziny, przecedzić. Pić po 1 łyżce stołowej co 2-3 godziny przy chorobach płuc i nerek, przeziębieniu.
Aby otrzymać napar witaminy C z igliwia, należy zebrać igiełki sosnowe z gałązek, których grubość nie przekracza 3-4 mm. Przed użyciem igliwie należy przemyć wodą i rozdrobnić nożem, toporkiem itp. Na każdą szklankę posiekanego igliwia w rondlu wlać 4 szklanki gorącej wody. Jeśli to możliwe, wodę zaleca się lekko zakwasić rozcieńczonym kwasem octowym. Rondel przykryć i pozostawić na kilka godzin (można na całą noc) w stosunkowo ciepłym miejscu. Po tym napar przecedzić przez podwójną warstwę gazy lub czystą ściereczkę, lekko ściskając w nich igliwie i używając po 1 szklance dziennie (najlepiej w małych porcjach, ponieważ ma gorzki, nie dość przyjemny smak).
[dzięki, Telegimelka! Przypomina, że należy czytać Archiwum: https://web.archive.org/web/20201001122357/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=21335&Itemid=53
Przyglądając się uważnie Naturze, z czasem dochodzimy do pozornie prostego wniosku: wszystko co rośnie, wszystko co żyje, jest potrzebne i ma swoje miejsce w ekosystemie. Ma też do spełnienia bardzo konkretny cel. W świecie roślin możemy zachwycać się niesamowicie misterną siatką powiązań, nie tylko wzajemnych zależności, lecz przede wszystkim budującego oddziaływania na siebie. W rolnictwie ekologicznym wzajemności te są wykorzystywane w uprawach biodynamicznych. Na takich grządkach sadzi się różne gatunki roślin, które wspierają się a więc nie konkurują ze sobą. Wytwory ich metabolicznych przemian pozytywnie wpływają i zasilają sąsiadów – z korzyścią dla wszystkich! Spośród wielu kolejnych wniosków, które cisną nam się na usta, zasadnicze są dwa. Pierwszy z nich może dotyczyć ogromu rozmiaru inteligencji stworzenia. Oglądając pod mikroskopem zwykłe nasionko – zastanawiamy się, jak precyzyjnie zostały uwzględnione wszystkie wymagania, aby mimo niesprzyjających warunków, różnego rodzaju zakłóceń, opóźnień i innych przeciwności, znowu i skutecznie zakiełkowało życie. Pomimo niesamowitego rozwoju technologii nie jesteśmy w stanie na dzisiejszym etapie rozwoju, produkować żywności z promieni słonecznych, wody i cukrów przy współudziale minerałów. A jednak proste rośliny wykorzystując jeszcze wymianę gazową przynoszą nam obfite plony. Kolejny wniosek jest mniej optymistyczny i sprowadza się do trudnego pytania: dlaczego łamiemy ten piękny porządek, dlaczego babrzemy się w klonowanie zwierząt, GMO, monokulturowe uprawy i przynoszące wielkie zniszczenie – ich efekty? Czy chodzi tylko o kuszącą od wieków tajemnicę, jak głęboko możemy zajrzeć, czy też o jeszcze większą pokusę pobawienia się w Stwórcę? Poczucia rozkoszy powołania życia a potem jego przerwania. Efektem tych manipulacji jest pogarszający się stan zdrowia naszego społeczeństwa. Tempo, w jakim ta lawina się porusza jest zatrważające. Nie dotyczy ona tylko ludzi mogących rozważać myśl o zejściu z tego świata z racji wieku, lecz osoby w sile sprawności fizycznej, bezbronne dzieci i młodzież. Lawina ta nabiera również rozpędu pośród tych, którzy dopiero przychodzą na świat. Przeglądając tysiące ogłoszeń z prośbą o pomoc dla takich dzieci, zastanawiam się nad jedną kwestią. Dlaczego nikt nie próbuje wyeliminować tych zaburzeń i problemów. A są one przecież znane w świecie nauki i składają się na nie takie powody jak: wzrost poziomu zanieczyszczenia organizmów metalami ciężkimi, neurotoksynami, herbicydami i pestycydami. Przeogromny wzrost substancji, które przedostają się do organizmów z zewnątrz i gwałtownie, na dużą skalę zaburzają gospodarkę hormonalną. W mniejszym stopniu są to również promieniowania różnych częstotliwości. Wzrasta fala alergii pokarmowych, alergii powstałych jako sprzeciw organizmu przeciw elementom składowym pożywienia, które odczytywane jest jako wrogie! To wszystko możemy ująć jednym stwierdzeniem: to efekt odejścia od porządku Natury i efekt zachłanności. Zmienił się na naszych oczach styl życia. Generalnie bardzo się spieszymy, do końca nie wiadomo po co, lecz spieszymy się tak bardzo, że gonimy błędy już nie tylko Europy Zachodniej ale również błędy społeczeństwa amerykańskiego! Tak samo jak oni pracujemy, podobnie mieszkamy, podobnie jemy i podobnie odpoczywamy. Mamy już wspólne, globalne marzenia, globalne marki i mamy sforę treserów, którzy codziennie podpowiadają, co włożyć na siebie, czym się odżywiać, jak się zachować i przede wszystkim jak myśleć. Jakie słowa są modne a jakie zwroty są wstydliwe i błędne! To, co kiedyś osiągała generacja żyjąc 80 lat każda, dzisiaj można osiągnąć w 20 lat pracy zawodowej – ale rzadko po takim sukcesie można osiągnąć już wiek 80 lat a jeszcze rzadziej w dobrym zdrowiu! Spośród podstawowych elementów stylu życia najbardziej zmieniło się odżywianie. Obecny mieszkaniec naszego kraju zjada około 10 kilogramów cukru na rok, więcej w różnych produktach spożywczych, niż jego rodak 25 lat temu – a tamci również spożywali cukier! Do tego dochodzi kilka kilogramów rocznie chemii zjadanej z pożywieniem, ale też ze środków czystości z kosmetyków, z oddychania pyłami i „atmosferą” miast. Kto ma wątpliwości co do obecności chemii w produktach AGD, niech wejdzie i zaczerpnie atmosfery tzw. chińskich marketów. Rozkosz…bisfenoli… Za czasów mojego dzieciństwa cukier krzepił /zapewne producentów/ dzisiaj – uzależnia i zabija! Przecież wiemy od dawna, że komórki rakowe „odżywiają się” cukrami prostymi. Spożywanie pożywienia bogatego w węglowodany, prowadzi do licznych zmian, z których jednym z efektów są miejscowe zmiany ph różnych części naszego przewodu pokarmowego. Rozpoczynamy ciekawy okres polegający na sprawdzaniu wytrzymałości naszych organizmów poprzez wystawianie ich na ciężkie próby. Głównie za sprawą „toksycznego pożywienia” i ogromnej dawki stresu! Nowy styl życia pełen jest stresu, a on prowadzi do ciągłego napięcia. Nieodreagowany stres to duży problem dla organizmu. Każde napięcie emocjonalne przekłada się na konkretne napięcie mięśniowe. Czasem odbiorcą tego napięcia jest serce, innym razem żołądek a jeszcze innym woreczek żółciowy, jelito cienkie itd. Często, napięciom tym towarzyszą wydzielania konkretnych gruczołów. Wspomniany przykład cukrów nie jest tutaj bez znaczenia, ponieważ spożycie takiego czy innego batona rzeczywiście na krótki czas sprawia nam lepszy nastrój, ale to efekt podwyższenia poziomu cukru we krwi, efekt ten jest krótkotrwały dla psychiki – dla ciała, długofalowo – destrukcyjny. Ciało chce więcej, więcej a najlepiej ciągle. Za mało jemy produktów kiszonych, prawie w ogóle nie jemy żywności ostrej i gorzkiej. Dominacja smaku słodkiego jest bezwzględna i… niszczy nas to uzależnienie. Przykładowo – ph kwasów żołądkowych to obecnie u niektórych z nas mieści się w granicach między 3 a 4 i to już wystarczy, aby Helikobakter pylori rozpoczęła swój pochód! Kolejnym następstwem tego stanu rzeczy / spożywaniu nadmiaru cukrów/ jest ogromny wzrost pasożytów w naszych organizmach. Pomijając te z okresu dziecięcego – głównie owsiki, możemy być nosicielami wielu innych. A te, zdobywamy od domowych zwierząt gospodarskich, czworonożnych pupilków/ psy, koty/. Przywozimy z egzotycznych wyjazdów i tamtejszej żywności /pierwotniaki np. lamblie/, ale również z wymarzonych podróży do tropików /nicienie, przywry/. Na liście kolejnych są jeszcze płazińce, obleńce, itd. Kiedy nasz organizm słabnie głównie na skutek przeciążenia i braku regeneracji, to właśnie one domagają się władzy dla siebie. Najczęściej więc, kolonizują, obejmując nowe terytoria. Kiedy nie znajdą tego co chcą, ruszają w poszukiwaniu pokarmu przemierzając nasz organizm bez większego trudu. Szczególnie podróże lubi tasiemiec. Potrafi on bez większy problemów wędrować wewnątrz ciała przemieszczając się z układu pokarmowego do oddechowego i dalej w górę do jamy ustnej. Rzadko dostajemy skierowanie na badania przeciwko tym formom życia. Jedną ze skutecznych metod poznania tego co w sobie nosimy jest prosta metoda Vega Test. Bardzo często pasożyty w takiej czy innej formie są poważnym problemem i powodem chorób przewlekłych, chorób gdzie długo nie możemy odnaleźć przyczyny. A jak z tymi problemami radzili sobie nasi przodkowie? Przede wszystkim problem ten nie miał takiej skali jak obecnie. To prawda, że dostępność słodyczy nie była tak powszednia jak dzisiaj. Słodkie, jadło się zazwyczaj raz w tygodniu i to w formie takiego czy innego placka albo jego wyższej formy… czyli tortu. I w zasadzie na tym się kończyło, w zasadzie, bo były przecież wyroby… czekolado podobne, trochę słodkich deserów i był jeszcze …Pewex! A tak na poważnie to jadło się bardzo dużo produktów kiszonych: od kapusty z niezapomnianą kwaśnicą, codziennością były ogórki kiszone na kilka sposobów, cukinie i papryki. Jadło się chrzan i to nie tylko od święta! W lecie, kwaśne śliwki, rabarbar, ale też niezastąpione jeżyny, borówki i to właśnie te dary natury i ich substancje czynne stały na straży i nie dopuszczały pasożytów. Bo dla pasożytów kwaśne środowisko nie jest przychylne! A kiedy pojawiał się problem żołądkowo-jelitowy sięgano do ogródka po piołun. Roślina ta wykorzystywana była głównie w zaburzeniach trawienia, ale również jako jeden z trzech składników mieszanki przeciw pasożytniczej. W swoim działaniu piołun pobudza wydzielanie soków żołądkowych, soków trzustki, oraz żółci. Poprawia trawienie i przyswajanie pokarmów. Działa również rozkurczowo na przewód pokarmowy, w tym również na przewody żółciowe. Ma przy tym działanie odkażające, przeciw robaczne, zarówno wewnątrz naszego organizmu jak również na pasożyty skóry – świerzbowce i wszy. Nie należy używać go długo, ponieważ podstawową substancją jest tujon, który mocno wpływa na działanie ośrodkowego układu nerwowego. Nie podaje się go dzieciom, kobietom w ciąży i matkom karmiącym. Można przyjmować go w nalewce. A skoro już mowa o alkoholu to znawcy tego tematu zwracają od razu uwagę na łacińską nazwę jednego z gatunków piołunu. Bylica piołun od razu daje skojarzenia z absyntem a więc mocnym trunkiem na bazie ziół, z dużym udziałem piołunów. I rzeczywiście, samych piołunów jest kilka, bo może to być: bylica pospolita, bylica estragon, bylica boże drzewko. Wszystkie w smaku gorzkie a ten smak pobudza właśnie wydzielanie soków przewodu pokarmowego. Piołun, niezależnie od odmiany był znany i używany od dawna. Pisali o nim Galen, Diskurides i św. Hildegarda. Jest rośliną wiatropylną, o ładnym zapachu. W lecie, w wyższych temperaturach, kiedy uwalniają się olejki eteryczne miło siedzi się z zamkniętymi oczyma i rozpoznaje różne zapachy ziół. Można też wtedy podpatrzyć jak pszczoły i inne zapylacze korzystają z jego pyłku i znoszą do ula, aby i tam walczyć z pasożytami. W uprawie jest prosty i niezwykle odporny. Kiedy rozpoczyna się czas kwitnięcia obcina się górne części roślin /nie więcej niż 40 cm/ i suszy. Trzeba uważać przy suszeniu, bo wysycha wolno i jeśli miejsce nie będzie przewiewne to może gnić, ciemnieć a wtedy jest bezużyteczny. Bylica estragon używany jest w naszych kuchniach jako przyprawa do mięs, nadając im ciekawy korzenny smak. A w ogrodzie biodynamicznym sadzi się piołun jak naturalną straż przeciwko grzybom i innym szkodnikom roślin. Zazwyczaj z jednej strony ogrodu pilnuje on roślin zmieniając się na warcie z szałwią lekarską, omanem i niezastąpioną w tym celu konopią siewną /nie mylić z indyjską!/ ale też zwykłą miętą pieprzową czy szałwią omszoną. Podobnie jak wrotycz, również piołun jest używany do dnia dzisiejszego, jako antidotum na mole. Małe bukieciki tych ziół wiesza się w szafach i garderobach, aby odstraszały swoimi olejkami szkodniki. Do dzisiaj również obydwa te zioła są podstawowymi składnikami preparatów na pasożyty skóry a więc wspomniane świerzbowce i wszy. Wrotycz jest jedną z ciekawszych roślin, która budzi wiele kontrowersji. Z jednej strony jest na indeksie, ostrzegają przed nią urzędy europejskie, umieszczając wrotycz na liście roślin trujących. Z drugiej strony przeglądając stare zapiski, ogólnie dostępne skany manuskryptów, dowiadujemy się o jego szerokich możliwościach. Oczywistym wnioskiem jest to, że wtedy nie było nic innego i dlatego był wykorzystywany tak szeroko. W Polsce wrotycz jest rośliną ogólnie dostępną. Pięknie rośnie w kępach, pośród innych ziół i traw. Ma intensywny zapach, przypominający egzotyczne dla nas tereny środkowej Afryki. Obecnie nie ma większego znaczenia, chociaż ciągle używany jest na wsiach np. do odkażania baniek na mleko /podobnie jak glistnik/, odymiania obór i miejsc gdzie przebywają zwierzęta mogące stać się łupem pasożytów. W przemyśle kosmetycznym i farmaceutycznym wrotycz zwyczajny skupowany jest jako składnik preparatów przeciw wszawicowych wytwarzanych na bazie alkoholu. Wewnętrznie nie stosuje się go ze względu na zawartość beta-tujonu, który jest groźny, nie tylko dla systemu nerwowego ale również potrafi mocno przekrwić błony śluzowe żołądka i negatywnie wpływa na pracę nerek. Trzecim ziołem używanym do zwalczania pasożytów był liść orzecha włoskiego. To piękne duże drzewo jest skarbem w naszych ogrodach. Liście orzecha wykazują działanie przeciwkrwotoczne – hamują drobne krwawienia z naczyń włosowatych. Mają również działanie ściągające, grzybobójcze, przeciwzapalne i hamują rozwój bakterii oraz niektórych pasożytów. Odwary z liści orzecha stosowano przy nieżytach żołądka, oraz krwawieniach z przewodu pokarmowego. Liśćmi orzecha płukano usta w schorzeniach dziąseł i gardła. Juglon – jedna z substancji czynnych orzecha używana jest dzisiaj jako składnik preparatów do farbowania włosów i opalania się. Tyle dają nam liście, a same orzechy są niezwykle wartościowymi składnikami naszej diety. Zawierają w sobie 50-75% znakomitych tłuszczów. Są też bogate w przyswajalne białko /10 -20%/. Mają też w sobie dużo cennych witamin: A, B, C, P, E, D. Bogate są również w sole mineralne w tym potrzebne a trudne do pozyskania sole kobaltu i żelaza. Z zielonych orzechów /niedojrzałych/ robi się nalewkę przeciw robaczą. Musimy jednak tak trafić ze zbiorem orzechów tak, aby znajdowała się w nich substancja przypominająca gęste mleko. To właśnie ona ma największe wartości przeciw robacze. Samo drewno z włoskiego orzecha jest niezwykle wartościowe. Wyrabia się z niego cenne meble, ozdoby, pamiątki. Jest twarde i bardzo trwałe. Nie lubią go pasożyty drzew i lasów i trudno się temu dziwić. Warto zasadzić orzecha dla następnych pokoleń – nie dlatego, że bardzo wolno rośnie, lecz dlatego, że jest wartościowym drzewem, skuteczny w działaniu i znakomicie odżywia mózg. W około świątecznym czasie powinniśmy zadać sobie pytanie: co kwaśnego dzisiaj zjadłem? Czy moja dieta jest zbilansowana, czy sięgam po ostrą paprykę, cebulę, czosnek, bo to one stoją również na straży kondycji mojego przewodu pokarmowego? A może ocet jabłkowy albo winny? Za ok. 70% odporności naszych ciał odpowiada stan przewodu pokarmowego. Ma on też duży wpływ na jakość naszego nastroju – to właśnie w jelitach produkowane są składniki, które później dostają się do mózgu i tworzą dwie z wielu ważnych substancji, które mają podstawowy wpływ na nasze samopoczucie /serotonina, dopomina/. Po gorzkie zioła sięgali nasi dziadkowie i ojcowie po to, aby powrócić do zdrowia. Dzisiaj trudno jest młodym ludziom przełknąć gorzki smak, często odbierają to jako rodzaj kary. I trudno się dziwić bo sztuczne słodziki i chore nawyki nagradzania za wszystko słodyczami, tak podbiły skalę słodkości, że nic ich nie przebije. Żadna truskawka czy dojrzała czereśnia, żaden smakołyk, nawet słodka stewia, nie dorówna syntetycznemu słodzikowi. Może, więc warto ograniczyć słodycze i zmienić dietę na tą, w której występują różne smaki a pośród nich kwaśne, gorzkie i ostre produkty. Słodkie słowa potrafią uleczyć naszą psyche, przyjmujemy je łatwo i w każdej ilości, nawet te, które bywają zbliżone do lukru. I nie ma w tym nic złego, bo jedną z form odżywiania naszej psychiki jest odżywianie dobrym słowem. Niezwykle potrzebne w tych czasach! A gorzkie słowa też są konieczne, to właśnie one mogą obudzić uśpione postrzeganie, obalić rutynowe zwyczaje i żywieniowe nawyki, które często prowadzą nas na manowce zdrowia!
Zmieniony ( 06.05.2019. )
Marek Dudek https://web.archive.org/web/20210303152044/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=25332&Itemid=53 To z ARCHIWUM, przypominam, że tam OCEAN wiadomości, artykułów.. MD
Jesteśmy świadkami powrotu nazizmu, ale tym razem na terenie całego świata zachodniego. Austria, Niemcy i Włochy zlikwidowały swobody obywatelskie skuteczniej niż zrobili to Hitler i Mussolini. Ponownie zrenazifikowane Niemcy, Austria i Włochy zniszczyły relacje lekarz-pacjent bardziej niż Josef Mengele. Polityczni przywódcy wskrzeszonego nazizmu są winni zbrodni w świetle ustaw norymberskich.
Czy USA, Wielka Brytania, Francja i Rosja zaatakują te nazistowskie kraje i dokonają egzekucji ich przywódców za popełnione przez nich zbrodnie? Nie. USA, Wielka Brytania, Francja i Rosja robią to samo, podobnie jak Kanada, Australia i Nowa Zelandia.
Australia ma obozy koncentracyjne, nie dla japońskich jeńców wojennych, ale dla obywateli australijskich podejrzanych o kontakt z osobą zarażoną wirusem Covid. Wszędzie w „wolnym” świecie zachodnim, funkcjonariusze władzy wykonawczej okazali lekceważenie dla porządku konstytucyjnego, przejmując władzę ustawodawczą i wydając ustawy w formie nakazów. Parlamenty i Kongresy okazały lekceważenie dla demokratycznych systemów politycznych, akceptując likwidację swoich uprawnień i zgodziły się na włączenie funkcji ustawodawczej do władzy wykonawczej, jak to miało miejsce w Rzymie za czasów cezarów.
W Stanach Zjednoczonych wszędzie pojawili się mali naziści. Korporacyjni pracodawcy, dyrekcje szkół, rektorzy uniwersytetów, właściciele drużyn sportowych, dyrektorzy szpitali, burmistrzowie i gubernatorzy ujawnili się jako początkujący Fuhrerzy, wydających bezprawne rozkazy. Wstrzyknijcie sobie i swoim małym dzieciom substancję, która, jak się okazało, nie chroni ani was, ani nikogo innego przed Covidem lub jakąkolwiek jego odmianą, ale za to wiadomo, że niesie ze sobą wysokie ryzyko poważnych obrażeń i śmierci, albo zostaniecie zwolnieni z pracy, a wasza kariera dobiegnie końca. W zre – nazifikowanych Niemczech/Austrii ludziom grozi się więzieniem, jeśli odmówią gry w rosyjską ruletkę ze swoim zdrowiem. Czy jakikolwiek poprzedni rząd w historii był tak despotyczny? Zachód osiągnął najwyższy stopień tyranii – twoje zdrowie nie należy do ciebie i twojego lekarza. Twoje zdrowie jest kontrolowane przez rozkaz wydany przez podstępnie przejętą agencję regulacyjną, służącą jedynie zyskom Big Pharmy.
Kiedy w Związku Radzieckim istniały paszporty wewnętrzne, było to postrzegane jako dowód na to, że tamtejsi ludzie są niewolnikami. Teraz cały zachodni „wolny” świat ma do czynienia z wewnętrznymi paszportami zwanymi „paszportami Covidowymi”. Odkąd istnieją te paszporty, każde prawo człowieka, każda wolność obywatelska zostały przekształcone z prawa w przywilej podlegający zatwierdzeniu przez rząd. Wszystkie prawa się kończą. Paszporty wydawane są posłusznym obywatelom, którzy poprzez swoją uległość zyskują przywileje pozwalające na chodzenie do restauracji, barów, na imprezy sportowe i inne formy rozrywki, na podróżowanie i na utrzymanie pracy. To już nie rząd odpowiada przed obywatelami; to obywatele odpowiadają przed rządem. Wolność jest więc redefiniowana jako niewolnictwo, jak to czytamy w dystopii George’a Orwella Rok 1984.
W Stanach Zjednoczonych jedynymi osobami, które zmarły na Covid, były osoby z osłabionym układem odpornościowym z powodu chorób współistniejących, którym odmówiono leczenia znanymi bezpiecznymi preparatami, takimi jak HCQ i Iwermektyną, które służą również jako środki zapobiegawcze. Aby uniknąć zgonów z powodu Covid, wszystkim co było konieczne do zrobienia, to podanie chorym, zapobiegawczych dawek HCQ lub iwermektyny. [o amantadynie nie słyszał?? MD]
Zamiast tego, osoby zarażone wirusem Covid były umieszczane w domach opieki pełnych osób starszych z obniżoną odpornością. Nikt nie był leczony, ponieważ zezwolenie, wydane dla tak zwanej „szczepionki”, wymagało, by nie istniały żadne inne metody leczenia. Tak więc Big Pharma i opanowane przez nią agencje regulacyjne – FDA, NIH, CDC, WHO – prowadziły kampanię przeciwko HCQ i iwermektynie. Oba preparaty określono, jako niebezpieczne i niezatwierdzone (podwójne kłamstwo). Sprostytuowane media donosiły, że szpitale były pełne chorych z powodu przyjmowania Iwermektyny, rzekomo leku dla koni. Dyrektorzy szpitali zaakceptowali polecenia przekazany im przez Fauciego i Big Pharmę, a polegające na zakazie wszelkiego leczenia z użyciem HCQ i Iwermektyny, niezależnie od zaleceń lekarza. Całkowicie skorumpowane Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne zaakceptowało to naruszenie relacji lekarz-pacjent.
Gdy rozeszła się wieść, że amerykańskim szpitalom płacono za zabijanie pacjentów, a nie za leczenie, członkowie rodzin musieli zwrócić się do wymiaru sprawiedliwości o nakazy sądowe, aby zmusić zbrodniczych dyrektorów szpitali, aby zezwolili lekarzowi na ratowanie pacjenta za pomocą Iwermektyny !
Pytanie, które wymaga natychmiastowej odpowiedzi, brzmi: Kto, jaka agencja, pod jaką władzą, za jakie zawłaszczone pieniądze stworzył zachęty dla amerykańskich szpitali aby mordowały ludzi w celu zwiększenia swoich dochodów?
To największa zbrodnia w historii Ameryki. Osoby odpowiedzialne za to powinny zostać aresztowane, osądzone, skazane i stracone. Każdy z nich jest winny masowego mordu.
Tak się jednak nie stanie, ponieważ media nie dopuszczą do ujawnienia jakiejkolwiek prawdy o oszustwie Covidowym. Wierzcie lub nie, ale amerykańskie media są bardziej uległe, niż media za Stalina w Związku Radzieckim. W czasach sowieckich media rozwinęły technikę pisania tak, aby czytelnik czytał między wierszami. Ale w „wolnej” Ameryce, gdzie prasa jest chroniona przez Pierwszą Poprawkę, podjęto decyzję, że dochody są ważniejsze dla mediów od prawdy. W ten sposób amerykańskie media drukowane, telewizja i radio stały się marionetkami tych, którzy dostarczają im wpływów reklamowych lub po prostu opłacają ich „pod stołem”
Oto tabela sporządzona według grup wiekowych , osób zakażonych Covid i nieleczonych. Lewa kolumna to śmiertelność według wieku, prawa kolumna to uleczalność według wieku. Pamiętajcie, ludziom, którzy zmarli, odmówiono na rozkaz Fauciego, leczenia preparatami ratującymi życie; HCQ i iwermektyną.
TABELA
Najwyraźniej nie jest to aż niebezpieczna pandemia i z pewnością nie wymagająca trwałego zniszczenia państwa, które budowano przez wieki. Fauci i nikczemnicy podobni jemu, cofają cały zachodni świat w epokę niewolnictwa i poddaństwa, w której nikt nie ma głosu poza władcą.
Gdy zdamy sobie sprawę z faktu, że zniszczenia zachodniej wolności dokonała garstka takich przygłupów jak Fauci, a nie tyranów formatu Stalina i Hitlera, zrozumiemy, jak Zachód został wypatroszony przez ” system edukacji”, który przez dziesięciolecia kwestionował każde zachodnie osiągnięcie i każdą zachodnią wartość. Publiczne szkoły i uniwersytety, razem z medialnymi dziwkami i Hollywood, doprowadziły Amerykanów do utraty wolności i swobód obywatelskich.
Pomyślcie o tym. Ilu macie krewnych i byłych przyjaciół, którzy tylko z tego powodu, że się nie „zaszczepiliście”, nie chcą mieć z wami nic wspólnego, którzy mówią wam, że jesteście samolubni i nie dbacie o innych, że ryzykujecie życiem i zdrowiem innych ludzi?. To jest narracja Big Pharmy, a twoi dawni przyjaciele i krewni wierzą w samolubne, zwiększające dochody, kłamstwa Big Pharmy i są odporni na znane i opublikowane fakty, z którymi bezskutecznie próbujecie ich zapoznać.
Ludzie, którzy nie są w stanie samodzielnie myśleć, a to większość populacji, łatwo poddają się praniu mózgu i indoktrynacji. To nie są ludzie, którzy mogą bronić swojej wolności ani rozliczać rządu. To populacja kretynów, która zwraca się przeciwko tym, którzy chcieliby odzyskać swoją wolność, a nie przeciwko tym, którzy ją odbierają.
Niemniej jednak ci nieliczni odważni – Frontier Doctors, Doctors for Covid Ethics, Robert F. Kennedy, Jr. oraz tysiące lekarzy i niezależnych naukowców (nie otrzymujących grantów od Big Pharmy) stają właśnie w obronie wolności. Bronią wielkiego ludzkiego osiągnięcia – dzieła kilku osób – które zajęło wieki, od czasów Alfreda Wielkiego w IX wieku do Chwalebnej Rewolucji w 1688 roku. [Glorious Revolution – to przewrót w Anglii i długotrwała rzeź katolików. Poczytaj mi, mamo… MD]
Fakt, że dzisiejsza młodzież nigdy nie słyszała o Alfredzie Wielkim ani o Chwalebnej Rewolucji pokazuje, jak edukacja całkowicie zniszczyła osiągnięcia historii Zachodu. Ameryka, a właściwie cały świat zachodni, nie ma już populacji zakorzenionej w zachodnich wartościach.
To właśnie na to ludzkie osiągnięcie – ponoszący odpowiedzialność rząd – Ojcowie Założyciele Stanów Zjednoczonych odpowiedzieli żądaniami Deklaracji Niepodległości i ochroną Konstytucji Stanów Zjednoczonych.
Dyskredytacja tych dokumentów założycielskich była głównym zadaniem amerykańskiej edukacji przez dziesięciolecia. Dziś widzimy rezultat. Naród amerykański, a także inne narody świata zachodniego, sprzedały swoją wolność za „szczepionkę”, która szkodzi zdrowiu i zabija, ale nie chroni przed Covidem.
Autor [czyżby Wielce Czcigodny??] nie wie, że „nazi” to socjalizm „narodowy”, niemiecki; nie słyszał o „Manifeście z Ventotene”?? Nie widzi że oba „socjalizmy” mają to samo źródło -i ten sam CEL?? Ech, ta ślepota „zachodu”!! MD
Nie żyje tancerz znany z „Tańca z gwiazdami”. Zmarł nagle. Zapalenie mięśnia sercowego.34 lata.
Żora Korolyov, trenujący uczestników „Tańca z gwiazdami”, zmarł niespodziewanie w wieku 34 lat. O śmierci tancerza poinformował Paweł Dudek, znany jako Czadoman. Potwierdziła ją partnerka Korolyova, Ewelina Bator.
Nie żyje tancerz Żora Korolyov znany m.in. z „Tańca z gwiazdami” i epizodów w filmach i serialach („Kochaj i tańcz”, „Niania”, „Ojciec Mateusz”). Jako pierwszy o śmierci tancerza i trenera poinformował Paweł Dudek, znany jako Czadoman
Nie wiadomo, jaka jest przyczyna śmierci tancerza. Jako zawodowy tancerz i trener utrzymywał on dobrą kondycję fizyczną.
Tymczasem „Super Express” podał, że odkrył tajemnicę zgonu Żory Korolyova.
„Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, przyczyną śmierci tancerza było zapalenie mięśnia sercowego” – czytamy na stronie internetowej SE.
„Był dziś bardzo zabiegany, miał iść na trening. Zasłabł w domu, gdzie znalazła go jego ukochana. Wezwano karetkę, jednak mimo reanimacji zmarł” – ujawniła ponoć informatorka gazety.
Mail: stawia pan pytanie: „Czemu nie piszą, czy brał szpryce — i ile??”
Dość było WCZORAJ WIECZOREM wpisać w Google „Georgiy Korolyov”, aby otrzymać:”Wyświetl profil użytkownika Żora Georgiy Korolyov na LinkedIn,Doświadczenie. Akademia Arte Żora Korolyov – grafika … Cyfrowy paszportszczepienia na…”
UWAGA: dzisiaj już Pan tego nie znajdzie! Już Google takiego wyniku nie zwraca. Także wczoraj w nocy, gdy usiłowałem obejrzeć jego kompletny profil na LinkedIn, to już był „czysty”. Po prostu „tabula rasa” (białe tło i nic więcej).
Lekarz Donalda Trumpa mówi o sytuacji z Covidem i koronawirusem: Codziennie otrzymuję groźby pozbawienia życia. Ryzykuję swoim życiem, karierą, moimi finansami, moją reputacją, moją rodziną, wszystkim. Po to, by usiąść tutaj i powiedzieć wam to, co teraz mówię.
Dr Luc Montaigner, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie wirusa HIV powiedział, że jest to największe zagrożenie dla ludzkości i największe zagrożenie ludobójstwem w historii ludzkości.
[Tu w oryginale film z wypowiedzią [WIDEO] MD]
Covid-19 na świecie i śmiertelność
– Jeśli byśmy postępowali zgodnie z radami niektórych „globalnych lideów”, jak na przykład Bill Gates, który w zeszłym roku powiedział, że „należy zaszczepić 7 miliardów ludzi”, wtedy śmiertelność wyniosłaby ponad 2 miliardy ludzi – dodaje dr Władymir Zelenko, lekarz, Żyd, Amerykanin.
Lekarz Donalda Trumpa apeluje
– Więc obudźcie się! To jest III Wojna Światowa. Tak wielkiego poziomu nadużyć i wrogości, nie widzieliśmy prawdopodobnie w całej historii ludzkości – apeluje lekarz.
Sytuacja w związku z panującą rzekomą pandemią koronawirusa przerasta niemalże wszystkich polityków, również tych w Polsce. Funduje nam się bezsensowne i niekorzystne oraz nieracjonalne ograniczenia, nakazy, zakazy, restrykcje. Politycy w wielu krajach na świecie wprowadzają lockdowny, naiwnie wierząc, że to coś da i że to ma nas uchronić przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Jak pokazują twarde statystyki, lockdowny do niczego dobrego nie prowadzą, a politycy, co chwila, je wprowadzają.
Wobec tego musimy się wreszcie obudzić i powiedzieć głośno i stanowczo „NIE!” politykom partii rządzącej, gdyż na dłuższą metę długo tak nie pociągniemy, kiedy mamy kolejne zakazy w czasach tej mniemanej pandemii koronawirusa.
Skąd tyle pogardy wobec pro-żydowskiego fanatyka? Dlaczego obili go medialnym kijem?
„Przedstawiciel nacjonalistycznego i autorytarnego reżimu” – tak w tekście „Na forum w Malmoe nie ma miejsca dla polskiego ministra kultury”, największy szwedzki dziennik „Dagens Nyheter”, opisał Piotra Glińskiego. Chodziło o udział ministra w Międzynarodowym Forum Pamięci o Holokauście. „To ironiczne i smutne, że przedstawiciel reżimu, który tak metodycznie poświęca się wypaczaniu obrazu Holokaustu, uczestniczy w konferencji poświęconej zwalczaniu antysemityzmu” – wyżywała się gazeta. Przypomnijmy – na Forum, zapewniając o „zrealizowaniu przez Polskę wielu zobowiązań”, Gliński wymienił: Muzeum Getta, nowe muzea w Sobiborze, Treblince, Gross-Rosen i Płaszowie, 100 mln dolarów na dotacje dla żydowskich instytucji kultury, 25 milionów dolarów na cmentarz żydowski i 41 milionów dolarów na produkcje filmowe. Wspomniał też, że polska policja realizuje „Program zwalczania przestępstw z nienawiści” dla funkcjonariuszy organów ochrony porządku publicznego, i że dotychczas szkolenia te ukończyło ponad 100 tysięcy policjantów. Jan Grabowski, autor artykułu, to uczony zatrudniony w Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN, pod szyldem której, z półmilionowego grantu przyznanego przez rząd, w którym Gliński pełni funkcję wicepremiera, wydał książkę „Dalej jest noc”. W książce zawarł skrajnie antypolskie aberracje: o 200 tysiącach Żydów zabitych przez Polaków, o tym, że pomoc, której udzieliła Żydom chociażby rodzina Ulmów w zdecydowanej większości nie była podyktowana altruizmem, ale chciwością oraz o tym, że z przechowywania Żydów Polacy uczynili sobie źródło utrzymania. W związku z tekstem w „Dagens Nyheter”, u tamtejszego rzecznika ds. mediów interwencję podjęła ambasador RP w Sztokholmie.
Problem w tym, że jest nim Kacper Opitz, były redaktor gazety, której redaktorem naczelnym jest od 2013 Peter Wolodarski, syn marcowego emigranta Aleksandra Wołodarskiego. Problem także w tym, że ambasadorem „wszystkich Polaków” w Sztokholmie jest Joanna Hofman i że na łamach „szwedzkiej” gazety inny marcowy emigrant Aleksander Perski, kilka dni po tym, gdy został odznaczonego przez Bronisława Komorowskiego Orderem Polonia Restituta za dokonania Marca ’68, obwieścił: „Żydzi z Polski wyjechali, antysemici pozostali”. No i mieliśmy przećwiczony schemat działania: Filosemicki pachołek przymila się Żydom. Żyd prasowy oskarża go o antysemityzm. Żyd dyplomatyczny wysyła protest, którego nie zamieszcza żydowska gazeta (a jeśli zamieszcza, to petitem na dwudziestej stronie wśród ogłoszeń o koszernych jatkach).
Dla przypodobania się Żydom, deklarują całkowitą eliminację „antysemityzmu Polaków”, ale Żydów to nie cieszy. Dlaczego? Bo antysemityzm jest im potrzebny, bo widzą w nim interes. To nie przypadek, że różnymi metodami, ustawicznie i świadomie budzą niechęć do siebie, i że największym rozsadnikiem antysemityzmu w Polsce jest „Wyborcza”. To nie przypadek, że dochodzi do licznych prowokacji, tak prymitywnych, że oczywistym jest, iż chodzi o świadome budzenie niechęci do Żydów, wywołanie antysemickich nastrojów i… oskarżanie Polaków o antysemityzm. I tak machina napędza się sama, interes się kręci, prześladowani przez antysemitów z Polski nie uciekają, bo nikt na świecie nierobom nie zapewnia tak obficie zapełnionego koryta, jak Gliński.
Co do Marca ’68, to przypomnijmy, że na obchody jego rocznic, na koncerty, wystawy, spektakle teatralne, konferencje naukowe, festiwale filmów o tematyce żydowskiej Gliński wydaje każdego roku miliony. Rocznice marca ’68 to dla żydowskich mediów okazja do wypominania Polakom nikczemnych czynów, „kluczowego dowodu na odwieczny, zoologiczny, polski antysemityzm”. Pewni siebie, przekonani, że w „tym kraju” już wszystko należy do nich, każą obdzielać się polskimi orderami. Ale na tym nie poprzestają – jedne z nich, na łamach „Jerusalem Post”, napisał: „Warszawa musi uchwalić odpowiednie ustawy przewidujące pełne odszkodowanie i zwrot skradzionego mienia”. No, bo marcowi weterani twierdzą, że z Polski nie tylko ich „wypędzono”, ale „pozbawiono majątków” (chociaż prawdą jest, że wypędzono, ale… z partii i bezpieki). Ale to nie wszystko. W Malmoe sekretarz stanu USA Antony Blinken, przyłączył się do Grabowskiego: „Zagrożenia związane z Holokaustem nie są jedynie problemem przeszłości. Antysemityzm nasila się w wielu częściach świata. W zeszłym tygodniu wandale zdewastowali część obozu koncentracyjnego Auschwitz w Polsce”.
Skąd tyle pogardy wobec pro–żydowskiego fanatyka? Dlaczego obili go medialnym kijem? Dlaczego, czym więcej buduje żydowskich muzeów, tym bardziej jest poniewierany i pomiatany? Nie łudźmy się, rejwach wszczęli, dlatego że chodzi o kolejne miliony, na kolejny cmentarz i na kolejne muzeum. Oczywista jest bowiem prawda, że z biznesu polowanie na „antysemitów” zrobili sobie stałe zajęcie, z którego czerpią ogromne zyski. Intratny biznes zrobili sobie także z opowiadania po świecie o polskich antysemitach i z obnoszenia się z miną ofiary antysemitów. Stąd modus operandi – kiedy Gliński płaci, oskarżenia nabierają jeszcze większego rozmachu, a antysemicka gęba jest mu doklejana bez względu na to, ile płaci. A gdy przestanie być ministrem, powiedzą mu: Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść.
Inny dziwny i szokujący przypadek.
W marcu 2016 prezydent RP otrzymał petycję obywatelską żądającą odebrania Janowi Tomaszowi Grossowi Orderu Zasługi RP, którym uhonorowany został przez Aleksandra Kwaśniewskiego na wniosek Bronisława Geremka. Medalu Duda nie odebrał. Potępił za to tych, którzy tego żądali. Gross natomiast odwdzięczył się na łamach „Die Welt”: „W czasie wojny z rąk Polaków zginęło więcej Żydów niż Niemców”, a rabin Friedmana wrzeszczał przed nowojorskim konsulatem: „Polski antysemityzm jest tak żyzny jak ziemia w Kansas, na której uprawia się pszenicę, i tylko dlatego obozy zagłady, w których zabijano Żydów, powstały w Polsce”.
W dniach 21-22 lutego 2019 w Sali Collège de France odbyła się sfinansowana przez PAN, czyli przez instytucję w całości utrzymywaną z budżetu, międzynarodowe sympozjum naukowe „Nowa polska szkoła historii Holokaustu”. Udział w nim wziął „profesor” Gross (no i „profesorowie” Grabowski i Leociak) i ukąsił rękę, która go karmi: „PiS jest spadkobiercą Narodowej Demokracji. Ideologia PiS znajduje się pomiędzy tradycyjnym nacjonalizmem Dmowskiego i ONR” (a Leociak ogłosił: Polacy chcą wykopać szczątki Żydów z grobów i włożyć tam kamienie”). Ale mało tego – francuska uczelnia, która gościła konferencję, złożyła doniesienie do prokuratury, bo ze strony osób przysłuchujących się prelegentom „padły wypowiedzi o treściach antysemickich”. Francuska minister szkolnictwa uznała natomiast, że „konferencja została zakłócona w zorganizowany sposób i że ta seria zakłóceń była wspierana przez państwo polskie”. Przypomnijmy też, że podczas rejterady rządu przy nowelizacji ustawy o IPN, profesor Jacek Czaputowicz stwierdził: „Profesor Gross jest naukowcem i ustawa go nie dotyczy. Jest swoboda prowadzenia badań naukowych i profesor Gross ma prawo do swoich poglądów”.
Lubią mówić o antysemityzmie Polaków. Ale szczególnie lubią, gdy robi to „polski” profesor, odznaczony orderem przez „polskiego” prezydenta, podczas sponsorowanych przez Polskę międzynarodowych konferencji. Tymczasemwystarczyłoby odebrać Grossowi order. Wystarczyłoby wznowić ekshumację w Jedwabnem, bo oparta na tym kłamstwie machinacja ległaby w gruzach. Wystarczyłoby przypomnieć światu, kto witał wkraczających do Jedwabnego bolszewików. Sami wtedy zreflektowaliby się, że lepiej nie kłamać, bo straty mogą mieć większe niż zyski.
Duda boi się, by nie doklejono mu antysemickiej gęby. Tyle tylko, że gęba taka jest mu doklejana bez względu na to, co robi lub czego nie robi. Żydzi nie potrzebują, bowiem prezydenta, który podczas ceremonii zapalania chanukowych świec otacza się ministrami żydowskiego pochodzenia i zapowiada, że antysemitów dusić będzie własnymi rękami. Potrzebują osobnika, który zadośćuczyni ich roszczeniom. Tragizm takich postaw doświadczył Lech Kaczyński, który wobec diaspory żydowskiej poszedł na wszelkie ustępstwa, a ta go porzuciła. Dowód – w zamieszczonej na stronie Muzeum Polin informacji nie ma słowa o tym, że to on je powołał. Jest za to mowa o tym, że patronat nad tworzeniem muzeum objął Aleksander Kwaśniewski. I jeszcze jedno – na pogrzebie Lecha nie było nikogo z Izraela, a na pogrzebie Szymona Peresa byli wszyscy (w tym Duda).
Mijają lata. Gross nadal pręży pierś z orderem i nadal „odwdzięcza się”. „Polacy wybrali PiS nie dlatego, że dostali 500+ czy dodatkową emeryturę, ale dlatego, że w większości są endekami. Kamieniem węgielnym takiego światopoglądu jest antysemityzm. To, że w Polsce nie ma Żydów, nie ma nic do rzeczy. Wystarczy systematycznie stosować zasadę Dmowskiego, że ‘wszystko w kraju jest żydowskie, za wyjątkiem Narodowej Demokracji’ i znaleźć nośne słowo, które to ‘wszystko’ (co PiS-em nie jest) odpowiednio nazwać: gorszy sort, łże-elity, postkomuna, resortowe dzieci, element animalny, zdradzieckie mordy czy pieniądze Sorosa” – poczęstował Dudę porcją antypolskiego jadu. I szybko dorzucił: „Kolejna fiksacja propagandowa PiS – o zagrożeniach polskiej rodziny i cnoty narodowej przez LGBT - też jest zakorzeniona w antysemickim kanonie wyobrażenia o Żydach jako rozsadnikach demoralizacji i właścicieli burdeli prostytuujących chrześcijańskie kobiety”. Dużo w tym kontekście dają do myślenia wywody dr. hab. Piotra Foreckiego, który w rozmowie z Onetem postawił naukową tezę: „Polscy nacjonaliści cieszą się sympatią, uznaniem i wsparciem ze strony władz państwowych. Antysemityzm został objęty państwowym mecenatem. W wielu punktach treści głoszone przez te wszystkie organizacje nacjonalistyczne są podzielane przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Sekundował mu Przemysław Witkowski (reklamujący się, jako „badacz ekstremizmów politycznych”) na portalu „Krytyka Polityczna”: „Marsz Niepodległości był spokojny. I właśnie to powinno nas martwić”. Dlaczego? Ano dlatego, że świadczy o „wrogim przejęciu PiS-u przez narodowców, skutkującym syntezą ‘neosanacji’ z ‘neoendecją’ i kolonizowaniu obozu władzy przez narodowców”.
Wydawało się, że nic bardziej absurdalnego nie da się powiedzieć. Ale to nie głupota, nie błąd systemu, to umyślne działania. Chodzi o wmówienie naczelnikowi PiS, że dla wygrania wyborów musi jeszcze więcej zrobić dla Żydów. Bo jeśli nie, to postaramy się, żeby wybory przegrał. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się, aby Kaczyński w czymś podpadł Żydom. Jego filosemityzm jest bez zarzutu. Problem w tym, że jego elektorat i zaplecze partyjne nie godzą się na sprzedaż lasów państwowych, podczas gdy opozycyjnym macherom wystarczy obiecać przywrócenie do władz, a ci w podskokach wypłacą 65 miliardów. I jeszcze jedno – Żydzi wielokrotnie pokazali, że filosemitami gardzą, szczególnie tymi, którzy próbują wkupić się w ich łaski umizgami, potulnością i tchórzliwym merdaniem ogonkiem.
„Należy do ścisłego grona naszych najlepszych dyplomatów na świecie. Dokonał odkrycia ważnej karty historii polskiej służby dyplomatycznej, odkrywając istnienie i znaczenie tzw. grupy Ładosia, czyli grupy dyplomatów działających na terenie Szwajcarii, ze wsparciem tymczasowego rządu na uchodźstwie w Londynie, którzy uratowali, co najmniej 800 Żydów przed zagładą dzięki wydawaniu fałszywych paszportów” – słyszeliśmy w Sejmie. Od siebie dodajmy, że to strona polska, a nie izraelska zakupiła za 400 tysięcy dolarów należącą do jednego z ocalałych kolekcję archiwalną dokumentującą akcję. Po zakończeniu misji w Szwajcarii, „najlepszy dyplomata na świecie” Jakub Kumoch, bo to o nim mowa, wziął udział w Polsko-Izraelskiej Konferencji Spraw Zagranicznych, na której prof. Jehuda Bauer z Jad Waszem odwdzięczył się Kumochowi: „Polskie upamiętnienie Holokaustu nie usuwa faktu, że Polacy mordowali Żydów”, a „neobolszewicki rząd w Polsce prześladuje swoich przyjaciół takich jak prof. Grabowski”. Wkrótce potem Jad Waszem, na zlecenie izraelskiego ministerstwa spraw zagranicznych, zaprezentował w siedzibie stanowego parlamentu w Brisbane wystawę „Beyond Duty”, honorującą dyplomatów ratujących Żydów podczas II wojny. Problem w tym, że zabrakło na niej Aleksandra Ładosia. Ale to nie wszystko – 10.11.2021 izraelski instytut państwowy Jad Waszem opublikował lakoniczny komunikat, że nie przyzna tytułu Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata Polakowi Aleksandrowi Ładosiowi. Polskiej opinii publicznej komunikat przekazał Jakub Kumoch, w międzyczasie awansowany na szefa Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP (chyba za „odkrycia ważnej karty historii polskiej służby dyplomatycznej”).
Uderza naiwność naszych „najlepszych dyplomatów na świecie”, przekonanie, że to brak wiedzy, że wystarczy Żydom przypomnieć, kto ich ratował. W tym wszystkim nie chodzi jednak o ignorancję. Nie chodzi też o uprzedzenia do Polaków i antypolskie obsesje. Chodzi wyłącznie o to, że Żydzi nie chcą uznać narracji, że w przypadkach akcji Ładosia, chodziło o systemowe działania polskiego rządu na uchodźstwie.
26 listopada, we wsi Treblinka, odsłonięto pomnik upamiętniający kolejarza Jana Maletkę zamordowanego przez Niemców, gdy próbował podać wodę Żydom transportowanym do obozu zagłady w Treblince. Uroczystość, która miała niemal państwowy charakter, rozpoczęła się mszą koncelebrowaną przez biskupa, a skończyła modlitwą rabina. Pomnik odsłoniła wiceminister Magdalena Gawin. Jeszcze tego samego dnia do sprawy odniósł się prof. Jan Grabowski: „Wiem, że niektórzy z Was już za dużo słyszeli o kampanii Instytutu Pileckiego na rzecz wypaczania historii Holokaustu. Dziś przeszli samych siebie! Postawili pomnik ku czci Polaków zabitych za ratowanie Żydów na dworcu kolejowym Treblinka. W dziesiątkach zeznań żydowskich i polskich czytamy o Polakach sprzedających wodę Żydom przewożonym pociągami śmierci do Treblinki. Ceny były wygórowane. Diamenty, złoto, pieniądze. Część z tych Polaków została zastrzelona przez Ukraińców pilnujących pociągów. Osławiona pani Magdalena Gawin, polska minister kultury, odpowiedzialna za Instytut Pileckiego, odsłoniła dziś pomnik Polaka zastrzelonego „za podanie wody do pociągów śmierci”. Treblinka to jedno z ostatnich miejsc żydowskiej pamięci, żydowskiego cierpienia. Zawłaszczenie tej przestrzeni ze względu na polską narrację narodową jest aktem strasznym i niewybaczalnym. Wstyd pani Gawin, wstyd Instytut Pileckiego. Niech się wstydzą wszyscy, którzy dołączają do chóru wypaczeń i negacji Holokaustu”. Kilka dni później żydowska loża B’nai B’rith opublikowała na łamach „Gazety Wyborczej” list otwarty: Polska polityka historyczna sięgnęła granic obrzydliwości. Tym razem w wykonaniu wiceministry kultury Magdaleny Gawin, która odsłoniła w Treblince – uwaga, w Treblince! – pomnik Polaków ratujących Żydów. Magdalenie Gawin, jej szefowi Piotrowi Glińskiemu, oraz nadszefowi obojga, pragniemy przypomnieć, że w obozie zagłady w Treblince zagazowano nas ok. 900 tys., a udział Polaków na rampie polegał głównie na sprzedawaniu wody za dolary, złoto i brylanty”. Zanim Polska zacznie stawiać pomniki dla Polaków na cmentarzach żydowskich, musi sobie przypomnieć o Żydach zamordowanych przy udziale Polaków” – czytamy w liście loży.
Ile trzeba mówić i pisać, aby do pustych łbów dotarło, że dla Żydów pamięć o „Polakach ratujących Żydów” stanowi konkurencję dla pamięci o ofiarach Holokaustu, którą nie zamierzają się dzielić, że szaleństwo wznoszenia na każdym kroku pomników tych, co ratowali Żydów przedstawiają, jako przyznanie się, że „Polacy nie tylko mordowali, ale i ratowali”, i że daje Żydom okazję do mówienia: „Sprawiedliwych” było za mało, ratowali za późno, brali za to pieniądze, to była zasłona dymna mająca ukryć działalność szmalcowników? Dlaczego nagradzają antypolskich uczonych?
Amerykańska historyk Eliyana Adler odmówiła przyjęcia przyznanej przez Instytut Pileckiego nagrody w wysokości 19 tysięcy dolarów, bo „Instytut i polskie instytucje tłumią prace historyków, którzy starają się pokazać złożone i w istocie tragiczne aspekty wojennej przeszłości Polski”. Tego samego dnia Żydowska Agencja Telegraficzna (JTA) doniosła: Rządowe polskie instytucje były oskarżane prze historyków o wybielanie, jak kraj traktował Żydów podczas Holokaustu i jak niektórzy Polacy skorzystali na różne sposoby na śmierci swych sąsiadów”. Wg JTA, nagrodzona książka skupia się na 200 tysiącach żydowskich uchodźcach z Polski, którzy po 1940 roku trafili do ZSRR, żyli tam w trudnych warunkach, ciężko pracowali na trzaskającym mrozie, ale będąc poza zasięgiem Nazistów uniknęli losu milionów swych współwyznawców ginących w Holokauście”. Instytutu Pileckiego tak pisze o swej misji: Upamiętnia Polaków zamordowanych za niesienie pomocy potrzebującym Żydom. Honoruje osoby, które niosły pomoc obywatelom polskim i Polakom o innej przynależności państwowej. O samej nagrodzie pisze: Trafia do autorów najlepszych książek historycznych na temat historii Polski w XX wieku. I tu pytanie, które z tych kryteriów spełnia książka o sowieckich Żydach? A może chodziło o to, że po wojnie wrócili do Polski w taborach Armii Czerwonej, a znaczna ich część zatrudniła się w UB i w Informacji Wojskowej? I jeszcze jedno – cała ta radosna działalność Instytutu Pileckiego przypomina działalność IPN, który powołany po to, aby badać zbrodnie na narodzie polskim, zajmuje się w pierwszym rzędzie „zbrodnią Polaków na narodzie żydowskim” oraz teczkami antysemitów prześladujących żydowskich generałów w marcu ’68? A tak w ogóle, w jakim celu Instytut Pileckiego został powołany skoro jego zadania wykonuje już IPN?
Dlaczego dają miliony uczonym od polskiego antysemityzmu? Tytułem okupu, żeby i ich samych nie nazwali antysemitami. Bo Żydzi nalepkę „antysemita” przyklejają każdemu, kto zagraża ich finansowym interesom. Obowiązujące w polsko-żydowskich relacjach zasady gry są bezlitosne, nie przewidują żadnej taryfy ulgowej, żadnej linii granicznej po osiągnięciu, której będą czuli się bezpiecznie. Sekwencja wydarzeń ewidentnie pokazuje, że Żydzi nie chcą żadnego kompromisu, że ich świadomie przyjętym celem jest maksymalne podgrzewanie konfliktu i maksymalne upokarzanie Polski.
Po 6 latach rządów PiS jest okazja do smutnych podsumowań. Zamiast walczyć z antypolską hołotą, przymilają się do niej. Zamiast demaskować wrogów Polski, wchodzą z nimi w szemrane geszefty. Mamy też elektorat PiS, który raz po raz dostaje w pysk i tylko się oblizuje. Mamy MSZ i tchórzliwych dyplomatów, zabiegających o „certyfikat koszerności”. Mamy Ministerstwo Kultury i jego „narodowe” instytuty ścigające się o rządowe pieniądze i transferujące te pieniądze do środowisk żydowskich. Tymczasem nie jest potrzebny żaden Instytut Pileckiego, ale garstka odważnych ludzi odróżniających polskie interesy od tych podpowiadanych przez zagranicę. Sprawa „zoologicznego, polskiego antysemityzmu” nie zniknie. Będzie raz po raz wytaczana. I czas najwyższy przystąpić do kontrataku, skończyć z opluwania Polaków za państwowe pieniądze, brać za mordę szubrawców i publikować ich nazwiska. Jeśli chcą wojny, to niech ją mają.
Według mojej ulubionej teorii spiskowej władzę w Polsce rotacyjnie sprawują trzy stronnictwa: Stronnictwo Ruskie, Stronnictwo Pruskie i Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie. Sprawują one władzę przy pomocy swoich politycznych ekspozytur, czyli politycznych gangów, zwanych elegancko partiami. Ekspozyturą Stronnictwa Ruskiego było pierwotnie Polskie Stronnictwo Ludowe, ale kiedy stare kiejkuty utworzyły Samoobronę, główną ekspozyturą Stronnictwa Ruskiego została właśnie ona, a poszlaką, która na to wskazywała, były doktoraty honoris causa, jakimi bywał honorowany nieboszczyk Andrzej Lepper, podobnie jak w swoim czasie Kukuniek. Żeby wygryźć Samoobronę, Stronnictwo Amerykańsko- Żydowskie przy pomocy starych kiejkutów najpierw zmontowało aferę gruntową oraz seksaferę z udziałem „knurów”, co doprowadziło do upadku rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego. Ponieważ Polska leży nie w rosyjskiej, a w niemieckiej strefie wpływów, wybory w roku 2007 wygrała ekspozytura Stronnictwa Pruskiego, czyli Platforma Obywatelska, która utworzyła rząd razem z PSL-em, które w ten sposób stało się częścią politycznej ekspozytury Stronnictwa Pruskiego.
Żeby Samoobronę ostatecznie wymiksować z politycznej sceny, Andrzej Lepper popełnił samobójstwo, którego okoliczności wskazywały na udział seryjnego samobójcy i to w postaci pierwszorzędnych fachowców. Stało się to za rządów PO-PSL, a w charakterze epigona Samoobrony pojawiła się partia Zmiana, której przywódcę, pana Piskorskiego bezpieka oskarżyła o szpiegostwo i pod tym pretekstem przesiedział się w areszcie bodajże trzy lata, ale w końcu w 2019 roku został wypuszczony bez udowodnienia mu czegokolwiek. W rezultacie można powiedzieć, że Stronnictwo Ruskie zostało zepchnięte do głębokiej defensywy przez Stronnictwo Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie, które – chociaż wzajemnie się nienawidzą – to w takich i innych ważnych sprawach idą ręka w rękę. Ale w związku z ponownym przejściem Polski w 2013 roku pod kuratelę amerykańską, ekspozytura Stronictwa Pruskiego w 2015 roku utraciła pozycję lidera tubylczej politycznej sceny, którą zajęła polityczna ekspozytura Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego w postaci Prawa i Sprawiedliwości z satelitami. Stronnictwo Pruskie bynajmniej nie pogodziło się z utratą wpływów i od początku roku 2016 próbuje je odwojować, raz pod pretekstem walki o demokrację, innym razem – pod pretekstem walki o praworządność, do której mobilizuje coraz głębsze rezerwy folksdojczów. Bo Stronnictwo Pruskie, to bezpieczniacy, którzy gwoli asekuracji przewerbowali się na służbę w niemieckiej BND, a ta podległość reprodukuje się już w drugim, albo nawet trzecim pokoleniu ubeckich dynastii. Z kolei stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie tworzą bezpieczniacy, którzy przewerbowali się na służbę albo do Amerykanów, albo do Mosadu.
Ponieważ jednak w USA władzę przejęła socjaldemokracja w postaci Partii Demokratycznej, której lewe skrzydło to czysta komuna, to obecnie Nasz Najważniejszy Sojusznik eksportuje rewolucję komunistyczną, czemu m.in. dał wyraz pan Brzeziński oświadczając, że jak zostanie amerykańskim ambasadorem w Warszawie, to dopilnuje, żeby w Polsce nikt już nie odważył sprzeciwiać się sodomczykom. Nawiasem mówiąc, określenia: „sodomczyk”, używa ks. Jakub Wujek w swoim przekładzie Biblii, więc nie ma żadnego powodu, byśmy go nie naśladowali. Wracając zaś do Naszego Najważniejszego Sojusznika, to najwyraźniej poszukuje on u nas jakiejś alternatywy dla PiS, które sprzeciwia się sodomitom i w ogóle – „zagraża demokracji”. Toteż do Kongresu USA, gwoli obsrywania Polski, zaproszony został pan Rafał Trzaskowski, co pokazuje, że właśnie on może zostać namaszczony na Najukochańszą Duszeńkę Białego Domu, kiedy ten spuści już z wodą Naczelnika Państwa – a do pomocy i kontroli będzie miał przydanego pana Hołownię, który przecież też jest wynalazkiem amerykańskim. Jak widzimy, podmianka w ogólnych zarysach jest już gotowa, a w tej sytuacji niejasne jest tylko jedno: ile procent wpływów w Polsce przekazał w czerwcu Naszej Złotej Pani prezydent Józio Biden, a ile zostawił sobie – bo od tego zależy, czy władzę przejmie ponownie Stronnictwo Pruskie, czy też będzie rządziło wespół ze Stronnictwem Amerykańsko-Żydowskim, do którego może doszlusować Lewica, no i oczywiście PSL, tradycyjnie posiadające stuprocentową zdolność koalicyjną. Nie wiadomo także, co zrobić z Konfederacją, która nie pasuje ani do Stronnictwa Pruskiego, ani do Amerykańsko-Żydowskiego. Najprostszym wyjściem byłoby uznanie, że Konfederacja na tubylczej scenie politycznej stanowi Stronnictwo Polskie – ale w tym właśnie tkwi potencjalne niebezpieczeństwo dla dwóch pozostałych Układających Się Stronnictw. Toteż Księżna-Małżonka Księcia-Małżonka, zwana pieszczotliwie „Jabłoneczką” niedawno wespół z Donaldem Tuskiem zadekretowała, że Konfederacja, to sługusy Putina. Warto zwrócić uwagę, że Księżna-Małżonka w swojej osobie skupia zarówno Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, jak i Pruskie, bo na obecnym etapie, jak wiadomo, mamy do czynienia nie tylko ze ścisłą koordynacją żydowskiej polityki historycznej z niemiecką, ale również foedus Żydów z folksdojczami.
To są ustalenia, które zapadły zarówno na najwyższym piętrze światowej polityki, jak i na poziomie starych kiejkutów, które dostały to zadanie do wykonania – ale przecież stare kiejkuty nie będą wkraczały bezpośrednio w czynności wykonawcze – bo te pozostawiają uczestnikom poszczególnych politycznych ekspozytur, którzy zajmują jakieś pozycje w konstytucyjnych organach naszego bantustanu – żeby pozory zostały zachowane. Toteż Kierowniczka Sejmu, pani Elżbieta Witek, która od początku proklamowania epidemii stoi na nieprzejednanym stanowisku nieubłaganego i rygorystycznego tresowania sejmowej freblówki przy pomocy swoich zarządzeń, właśnie przeprowadziła operację, nad którą próżno łamali sobie głowy pozostali członkowie politycznych gangów. Pod pretekstem, że posłowie Konfederacji nie noszą maseczek, które z powodzeniem mogłyby służyć nie tyle przeciwko wirusom, co do wielokrotnego podcierania odbytu – wykluczyła ich z głosowania nad ustawą budżetową. W ten sposób trzódka Naczelnika Państwa, która balansuje na krawędzi większości sejmowej, mogła przeforsować w tej ustawie swoje wynalazki w ramach „Polskiego Wała”.
Trzeba powiedzieć, że pani kierowniczka Elżbieta Witek błyskawicznie wyciągnęła wnioski z rozmowy Księżnej-Małżonki z Donaldem Tuskiem, która z kolei była rezultatem ustaleń między Naszą Złotą Panią i prezydentem Józiem Bidenem, a której autoryzacji udzieliła żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją pana red. Michnika, który z kolei tyle zawdzięcza generałowi Jaruzelskiemu. Taka jest hierarchia władzy w Polsce.
Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5090 22 grudnia 2021
Dwa powszechnie dostępne w polsce !!! Bez recepty preparaty laktoferyna i difenhydramina mogą zakończyć pandemię w naszym kraju ?
A może i na świecie ?
Ależ nie, !!! obstawiamy zakłady w ciągu ilu dni minister Niedzielski wycofa te produkty z Aptek i zakaże ich sprzedaży na Allegro ?
Jak zrobił to z Amantadyną ! [Doniesienie podaję na odpowiedzialność portalu COVID-19 NIEZNANE FAKTY. Konieczne sprawdzenie !! MD’
=================================
Nowe badania z University of Florida (UF) wykazały, że dwa proste związki dostępne bez recepty (OTC) są wysoce skuteczne w hamowaniu replikacji koronawirusa z Wuhan (Covid-19).
Zespół badawczy odkrył, że difenhydramina, lek przeciwhistaminowy stosowany w objawach alergii, oraz laktoferyna, białko występujące w mleku krowim i ludzkim, utrudniają replikację SARS-CoV-2 nawet o 99 procent.
[ laktoferyna to… suplement diety. M. Dakowski]
Wszystko to ujawniły testy z użyciem komórek zarówno małpich, jak i ludzkich. Wyniki opublikowano w czasopiśmie Pathogens .
„Dowiedzieliśmy się, dlaczego niektóre leki są aktywne przeciwko wirusowi wywołującemu Covid-19” – powiedział dr David A. Ostrov, immunolog i profesor nadzwyczajny na wydziale patologii, immunologii i leków laboratoryjnych UF College of Medicine.
Laktoferyna i Difenhydramina – „Wtedy znaleźliśmy kombinację przeciwwirusową, która może być skuteczna, ekonomiczna i ma długą historię bezpieczeństwa”.
Wcześniejsze badania, które przeprowadził, doprowadziły Ostrova do wniosku, że sama difenhydramina jest potencjalnie skuteczna przeciwko Fauci Flu. Teraz, dzięki niedawnemu spotkaniu naukowców z grupy zadaniowej COVID-19 Global Virus Network, laktoferyna została dodana do repertuaru.
Naukowiec na spotkaniu przedstawił niepublikowane dane na temat różnych zatwierdzonych przez władze federalne związków, które mają właściwości przeciw kowid. Jednym z takich związków była laktoferyna.
Podobnie jak difenhydramina, laktoferyna jest dostępna w Polsce bez recepty
SciTechDaily: „Ostrov pomyślał o połączeniu go z difenhydraminą i wpadł na pomysł”. Laktoferyna i Difenhydramina – „W testach laboratoryjnych na komórkach ludzkich i małpich kombinacja była szczególnie silna: indywidualnie każdy z dwóch związków hamował replikację wirusa SARS-CoV-2 o około 30%. Razem zmniejszyli replikację wirusa o 99%”.
Epidemie i choroby są metodą szybkiej depopulacji, za jednym zamachem. bez bomb i pocisków.
W średniowieczu była – dżuma, zwana czarną śmiercią, która pochłonęła Bóg wie ile milionów ofiar.
W XX wieku taką epidemią była grypa hiszpanka. W latach 1918-1920 zachorowała na nią 1/3 ludności świata, zmarło około 50 milionów. Dla porównania na frontach pierwszej wojny światowej zginęło 16 milionów żołnierzy.
Dwie podstawowe rzeczy wymagają jednak sprostowania:
1. Nie zaczęła się w Hiszpanii
2. Nie była to grypa
Nazwę podano by ukryć ohydną prawdę (większość ludzi woli przyjemne kłamstwo), epidemia zaczęła się w USA.
Nie była to grypa, lecz bakteryjne zapalenie płuc wywołane szczepionkami przeciw zapaleniu opon mózgowych. W pierwszej kolejności w roku 1918 szczepionkę tę wstrzyknięto żołnierzom w Forcie Riley (Kanzas). Następnie zaszczepiono miliony żołnierzy amerykańskich. Potem szczepiono dorosłych i dzieci w Stanach i w Europie. Idea tego eksperymentu medycznego powstała w Rockefeller Institute for Medical Research, a odpowiedzialnym był dr. Frederick L. Gates. Ci co przeżyli eksperyment, nosili nazwę Cloud Adults (ludzi z chmurką), bo zarażali innych. Umierali tylko zaszczepieni. Była to największa epidemia w historii.
Ludziom powiedziano: eksperyment medyczny się nie powiódł.
Kabała nazwałaby to eksperymentem udanym.
Obecnie pandemia zaczęła się nie w Forcie Riley w laboratorium Wuhan. Jednak zajmuje się nią Rockefeller University, wtedy Rockefeller Institute,. Teraz jest Bill Gates, wtedy Fredirck Gates. Wtedy Cloud Adults teraz Shedding (rozrzucanie, rozpraszanie), czyli zarażanie niezaszczepionych przez zaszczepionych.
Zamknięte społeczeństwa, dla naszego dobra i bezpieczeństwa, wtedy i teraz.
Wydarzenia te dzieli całe stulecie.
Porównanie pandemii 100 lat temu i dziś. Gorąco polecamy obejrzeć
Już nie prosimy. Żądamy. W imię lekarskiej etyki, w imię odpowiedzialności za naszych pacjentów.
„W odpowiedzi na Pana haniebną decyzję z 10.12.2021r., ograniczającą stosowanie amantadyny do dwóch ściśle określonych wskazań medycznych (choroby Parkinsona i dyskinezy późnej u osób dorosłych) żądamy jej natychmiastowego odwołania. Żądamy przywrócenia Polakom dostępu do tego sprawdzonego, bezpiecznego i taniego leku ratującego zdrowie i życie ludzi na wczesnym etapie zakażenia wirusem Sars-cov-2.(…)
Ministrze Niedzielski „wzywamy Pana do natychmiastowej zmiany swojej polityki w walce z epidemią Covid-19.”!!!
W odpowiedzi na Pana haniebną decyzję z 10.12.2021r., ograniczającą stosowanie amantadyny do dwóch ściśle określonych wskazań medycznych (choroby Parkinsona i dyskinezy późnej u osób dorosłych) żądamy jej natychmiastowego odwołania.
Żądamy przywrócenia Polakom dostępu do tego sprawdzonego, bezpiecznego i taniego leku ratującego zdrowie i życie ludzi na wczesnym etapie zakażenia wirusem Sars-cov-2.
Jako Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców żądamy, aby umożliwił Pan każdemu choremu Polakowi leczenie wg jego własnego wyboru, co w praktyce oznacza szybki i bezproblemowy dostęp do takich leków jak amantadyna i iwermektyna. Są to tanie, znane od lat, bezpieczne leki o potwierdzonej w świecie, a także w Polsce, skuteczności w leczeniu zakażenia Covid-19.
Od początku ogłoszenia pandemii Sars-cov-2 stosowało je i nadal stosuje tysiące Polaków, którzy musieli i nadal muszą ratować się na własną rękę, mając do wyboru jedynie teleporadę, a potem – na etapie już zaawansowanej i nieleczonej skutecznie choroby – hospitalizację. Obecna Pana decyzja zamknęła im możliwość skutecznego ratowania zdrowia i życia swojego i swoich bliskich,
otworzyła natomiast czarny rynek dla tych leków.
Niezależni lekarze już latem tego roku alarmowali o potrzebie zabezpieczenia przez rząd odpowiednich zapasów amantadyny, które będą potrzebne w okresie jesienno-zimowym podczas spodziewanego zwiększenia liczby zachorowań na Covid-19. Obecnie, braki magazynowe tego leku stanowią podstawę Pana decyzji o ograniczeniu dostępu do amantadyny jedynie dla osób ze wskazaniami neurologicznymi, które stanowią nikły procent w stosunku do osób zakażonych Covid-19, a potrzebujących tego leku w trybie pilnym, w pierwszych dniach wystąpienia objawów zakażenia. Jak widać Ministerstwo Zdrowia nic w tym kierunku nie zrobiło i zupełnie zignorowało głosy niezależnych lekarzy. Podobnie w przypadku iwermektyny – w lipcu tego roku złożyliśmy wniosek o jej sprowadzenie do Polski – otrzymaliśmy od Pana odpowiedź negatywną.
Bardzo znamiennym jest fakt, że odciął Pan możliwość stosowania sprawdzonego sposobu leczenia Covid-19 we wczesnym jego stadium – w samym szczycie zapowiadanej przez Pana 4 fali zakażeń. Jako lekarze i naukowcy wyraźnie widzimy, że ta decyzja ma swoje drugie dno: chce Pan w ten sposób zmusić Polaków do przyjęcia preparatów inżynierii genetycznej nazywanych szczepionkami – sugerując, że są one jedynym dla nich ratunkiem.
Podejmując taką decyzję ślepo podąża Pan drogą krajów, które narzuciły swoim obywatelom reżim sanitarny, zmuszając ich do masowych szczepień. W krajach tych pomimo wysokiego odsetka osób w pełni zaszczepionych, lawinowo rośnie liczba zakażeń i zgonów z powodu Covid-19. Pomimo widocznego – jak na dłoni – braku skuteczności „akcji szczepień” rządy tych krajów zmuszają obywateli do przyjmowania kolejnych dawek przypominających.
Widzimy, że swoje kontrowersyjne decyzje wydaje Pan w oparciu o podszepty członków rady medycznej przy Premierze Rzeczpospolitej Polskiej – ludzi, których interesy są powiązane z interesami firm farmaceutycznych produkujących preparaty zwane szczepionkami, a którzy do tej pory nie złożyli oświadczeń o braku konfliktu interesów, w związku z czym w ostatnich dniach został złożony wniosek do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o zbadanie tych powiazań.
Ostentacyjnie konsultuje się też Pan w sprawach zdrowia Polaków z dr Faucim, jednocześnie ignorując poglądy na obecną sytuację epidemiologiczną światowych autorytetów w tej dziedzinie.
Jest Pan ministrem w polskim rządzie. Słowo „minister” pochodzi z łaciny i oznacza „sługę, pomocnika”. Komu wobec tego Pan służy, Panie Ministrze? Czy wszystkim Polkom i Polakom, czy też jedynie członkom rady medycznej i właścicielom koncernów farmaceutycznych?
Ignoruje Pan płynące – tak z Polski jak i z zagranicy – doniesienia o istnieniu skutecznych terapii zakażenia Sars-cov-2. Pomija też Pan płynące ze świata coraz szerszym strumieniem alarmujące wołania od znanych i szanowanych postaci ze środowiska medycyny i nauki. Stawiając na szali swoje kariery, narażając swoje życie – nawołują oni do zaprzestania masowych szczepień ludzi na Covid-19 preparatami inżynierii genetycznej i wskazują na ich szkodliwość zarówno w krótkiej jak i wieloletniej perspektywie.
Już dziś liczba niepożądanych odczynów poszczepiennych jest liczona w milionach przypadków w skali świata. Pana obowiązkiem względem Polaków jest opierać się na rzetelnych dowodach ze świata nauki niezależnej od finansowania przez firmy farmaceutyczne, bo jest Pan odpowiedzialny za zdrowie wszystkich obywateli RP.
Jako minister Zdrowia nie propaguje Pan wśród Polaków żadnych zasad zdrowego stylu życia w celu wzmocnienia ich naturalnej odporności, choć wie Pan doskonale, że najciężej na Covid-19 chorują osoby obciążone powszechnymi chorobami cywilizacyjnymi. Nasz apel o podjęcie natychmiastowych kroków w celu wdrożenia działań profilaktycznych na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej pozostał bez odzewu.
Społeczne programy profilaktyczne finansowane przez Ministerstwo Zdrowia byłyby znacznie więcej warte dla polskich obywateli niż propagowane na siłę programy szczepień produktami zakupionymi za miliardy złotych.
Swoimi decyzjami zmusza Pan Polaków do oddychania w maskach, zamyka ich Pan w domach na kwarantannie, dzieci naraża na skutki wielogodzinnej nauki zdalnej oraz pozbawia kontaktu z rówieśnikami.
Informacje płynące z Ministerstwa Zdrowia w mediach głównego nurtu napędzają tylko atmosferę strachu i niepewności, co z medycznego punktu widzenia zasadniczo obniża poziom odporności.
Jako kolejne rozwiązania wskazuje Pan objęcie „akcją szczepień” coraz młodszych grup wiekowych, obecnie dzieci od 5 roku życia. Powinien Pan wiedzieć, że 99,998% populacji dziecięcej choruje na Covid-19 w sposób łagodny, wymagający jedynie postępowania objawowego. Pozostałe 0,002% stanowią cięższe przypadki zakażeń wśród dzieci. Liczby te absolutnie nie uzasadniają wprowadzenia powszechnych szczepień wśród dzieci, tym bardziej, że w ten sposób narażane są one na wiele realnie i potencjalnie niebezpiecznych skutków działania tych preparatów.
Argument, że poprzez zaszczepienie dzieci będą chronieni dorośli, uważamy za zupełnie chybiony i nieetyczny, ponieważ nie wolno chronić jednej grupy społecznej kosztem innej, w tym wypadku kosztem bezbronnych i nieświadomych zagrożeń dzieci.
Zbieżność daty wprowadzenia „akcji szczepień” u młodszych dzieci i rocznicy wprowadzenia stanu wojennego jest bardzo wymowna i zapewne nie przypadkowa. Od tej chwili oba te wydarzenia będą wiązały się w pamięci Polaków z ograniczeniem praw i wolności obywateli.
Niedopuszczalne jest także planowane przez Pana od 1 marca 2022 nałożenie obowiązku szczepień na określone grupy zawodowe: służby mundurowe, nauczycieli i medyków. Nakładanie obowiązku szczepień i związanych z jego niedopełnieniem miażdżących sankcji finansowych (do 50 tys. złotych od osoby niezaszczepionej) łamie podstawowe wolności człowieka, które zagwarantowane są w polskiej Konstytucji.
Argumentuje Pan, że działania te mają na celu ochronę tych grup zawodowych przed zachorowaniem i że są planowane dla ich dobra. Jednak wolność wyboru w kwestii przyjęcia tych preparatów jest w tym wypadku dobrem wyższym i nic nie powinno go przesłaniać.
Jako niezależni lekarze od początku ogłoszenia pandemii nie ograniczaliśmy dostępu do naszych gabinetów swoim pacjentom, nie zamykaliśmy się przed nimi pomimo ryzyka zakażenia i głosów „rozsądku” płynących z ministerstwa i naszej korporacji. Opłakane skutki tych głosów widzimy dziś w postaci tzw. nadmiarowych zgonów, których nie można uzasadnić niczym, jak tylko ograniczeniem dostępu do usług medycznych. Przez prawie rok, od ogłoszenia pandemii do rozpoczęcia akcji szczepień, nasze gabinety były otwarte, pomimo ograniczeń wprowadzonych w publicznej służbie zdrowia. Podobnie po rozpoczęciu akcji szczepień nie ograniczaliśmy pomocy zarówno dla zaszczepionych jak i niezaszczepionych chorych.
Dlatego wprowadzanie zasad sanitaryzmu i dzielenie ludzi w zależności od przyjęcia bądź nie tych preparatów – uważamy za nieetyczne, wysoce szkodliwe społecznie i bezprawne.
Panie Ministrze, owoce Pana polityki zdrowotnej będą bardzo cierpkie. Polskie społeczeństwo będzie je spożywać przez wiele lat i nigdy Panu tego nie zapomni.
W związku z powyższymi faktami i argumentami – my, lekarze i naukowcy zrzeszeni w Polskim Stowarzyszeniu Niezależnych Lekarzy i Naukowców wzywamy Pana do natychmiastowej zmiany swojej polityki w walce z epidemią Covid-19.
Carlos Marin ze słynnej grupy Il Divo nie żyje. Artysta zmarł 19 grudnia w wieku 53 lat. Jak podają zagraniczne portale, jego śmierć miała związek z infekcją koronawirusa.
Członek kwartetu Il Divo zmarł 19 grudnia. Miał 53 lata i wiele wskazuje na to, że jego śmierć miała związek z infekcją koronawirusa. Oficjalna przyczyna zgonu muzyka nie została jeszcze przekazana, ale od początku grudnia był hospitalizowany. Trafił na oddział intensywnej terapii w szpitalu, gdzie w końcu został wprowadzony w śpiączkę.
Około 10 tysięcy lat temu skończyła się ostatnia duża epoka lodowa. W sprzyjających (co nie znaczy „łagodnych”!) warunkach klimatycznych rozwinęła się cywilizacja. Wraz z rozwojem techniki człowiek zaczął w coraz większym stopniu oddziaływać na klimat Ziemi, dodając czynniki antropogenne do istniejących naturalnych sił wpływających na klimat. Czy wiemy już wystarczająco dobrze jak zmieniał się klimat naszej Planety w poprzednich epokach i erach? Czy na podstawie tych danych i pomiarów wykonywanych obecnie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie zmiany w klimacie będą następowały w najbliższej i dalszej przyszłości? Wydaje się, że ciągle mamy za mało precyzyjnych danych. Jak ważna jest tu dokładność pomiarów i prognoz zobaczymy, gdy popatrzymy na dwie liczby: Energia docierająca ze Słońca w okolice orbity Ziemi ma wartość około 1390 W/m2. Sumaryczna zmiana jaka wywołała ostatnią dużą epokę lodową miała wartość około 2 W/m2. Zmiana przyczyn zaledwie o około 2 promile spowodowała więc wielkie zmiany w warunkach panujących na Ziemi. Jednocześnie ciągle jeszcze niewiele wiemy na temat bardzo złożonych mechanizmów i współzależności tysięcy parametrów wpływających na zmiany klimatu. Modele wykorzystywane do prognozowania zmian klimatycznych są zbyt proste i opierają się na danych pomiarowych uzyskanych w większości tylko dla wybranych rejonów, a nie dla całego globu. (Np. badania prowadzi się tam gdzie można uzyskać pieniądze na stacje pomiarowe). Nie chodzi tu raczej o „niedostateczną moc obliczeniową” największych i najnowocześniejszych komputerów, chodzi w znacznej części o to, że rozwiązania złożonych zależności matematycznych są niestabilne, oscylujące przy minimalnych zmianach danych wejściowych. Doświadczenie wykazuje, że klimat Planety jest – w skali setek milionów lat – samoregulujący się. A najważniejsze jest dla nas przecież pytanie o samoregulację klimatu. Czy ma przewagę stabilnych, ujemnych sprzężeń również w skali setek lub dziesiątków lat? Poznanie wszystkich przyczyn i mechanizmów rządzących klimatem jest wyzwaniem, które stoi przed ludzkością. Istotne jest, aby zrobić to w sposób tani i jednocześnie skuteczny. Bardzo popularnym tematem, pojawiającym się niemal codziennie w mediach, jest problem zmian klimatu Ziemi pod wpływem działalności człowieka, potocznie zwanym „efektem cieplarnianym”. Nie wszyscy publicyści i dziennikarze zauważają jednak, że na podstawie tych samych (lub podobnych) danych pomiarowych, różni uczeni autorzy wyciągają diametralnie różne wnioski. Można więc przeczytać prognozy gwałtownego ocieplania się ziemskiego klimatu, jak również opracowania dowodzące, że w najbliższej przyszłości czeka nas kolejna „epoka lodowa”. W takim wypadku nasuwa się pytanie: która ze stron ma rację? A może wszyscy dostrzegają i opisują tylko „część prawdy”, opierając się na zbyt małej liczbie danych podstawowych, które dotyczą wydzielonych obszarów naszego globu, ale nie odzwierciedlają całości zmian i ich przyczyn. W grę wchodzą decyzje dotyczące kierunku wydawania co najmniej setek miliardów dolarów rocznie, warto więc przyjrzeć się krytycznie geofizycznym założeniom tej polityki finansowej.
2. „Magiczne przyczyny” EFEKTU CIEPLARNIANEGO !
Powszechnie (również w dyskusjach naukowców) mówi się, że podstawową przyczyną wzrostu temperatury na Ziemi jest przyrost ilości dwutlenku węgla w atmosferze powstający podczas spalania paliw kopalnych (węgla kamiennego i brunatnego, ropy naftowej i jej produktów, gazu ziemnego). Jest to zgodne z poniższą definicja: efekt cieplarniany2– geofiz, wzrost średniej temperatury przyziemnej warstwy powietrza wskutek coraz większej koncentracji CO2 w atmosferze; CO2 przepuszcza krótkofalowe promieniowanie słoneczne utrudniając równocześnie ucieczkę z Ziemi promieniowania długofalowego. Jest to definicja bardzo krótka i lakoniczna. Popatrzmy więc na inną: CIEPLARNIANY EFEKT3, efekt szklarniowy, podwyższenie temperatury powierzchni Ziemi spowodowane istnieniem atmosfery ziemskiej (średnia temp. ok. 14-15°C, w nieobecności atmosfery byłaby mniejsza o ok. 30°C); atmosfera ziemska przepuszcza w kierunku Ziemi znaczną część promieniowania słonecznego (promieniowanie krótkofalowe); promieniowanie to jest pochłaniane przez powierzchnię Ziemi (niewielka jego część zostaje odbita) i zamieniane na ciepło, a ogrzana powierzchnia Ziemi emituje promieniowanie długofalowe, w dużym stopniu pochłaniane przez atmosferę (gł. przez cząsteczki pary wodnej i dwutlenku węgla oraz kropelki wody w chmurach); energia przekazana atmosferze jest przez nią wypromieniowywana gł. z powrotem w kierunku powierzchni Ziemi (tzw. promieniowanie zwrotne – podstawowa przyczyna występowania e. c.), a częściowo w przestrzeń kosmiczną; działalność gospodarcza człowieka powoduje stopniowe zwiększanie się stężenia substancji absorbujących długofalowe promieniowanie ziemskie (gł. dwutlenku węgla, metanu, tlenków azotu), co może spowodować pogłębienie się e. c., wzrost temperatury i zmianę klimatu na kuli ziemskiej.
Gaz
tśred
Główne procesy usuwania z atmosfery
N2
400 mln lat
fotochemiczne
He
20 mln lat
ucieczka w kosmos
O2
600 lat
biochemiczne
CF2Cl2
60 lat
fotochemiczne
CO2
10 lat
biochemiczne
N2O
5-50 lat
fotochemiczne
NO, NO2
kilka tygodni
fotochemiczne
NH3
1 dzień
biochemiczne
H2S
do 1 dnia
fotochemiczne
Tabela 1 Średni czas pozostawania w atmosferze.1
Tak więc to nie tylko dwutlenek węgla ma wpływ na wzrost temperatury, ale również metan, tlenki azotu i „głównie … cząsteczki pary wodnej i … kropelki wody w chmurach” Czy – i jak – znajduje to odbicie w modelach na których oparto politykę gospodarczą państw?
3. Para wodna – podstawowy gaz cieplarniany
Najważniejszym gazem cieplarnianym jest para wodna, na którą przypada 96 do 99% efektu ocieplania się atmosfery. Ostatnie badania wskazują, że cały zawarty w atmosferze CO2 odpowiedzialny jest za 1 do 5% efektu cieplarnianego. Pozostałe gazy cieplarniane mają jeszcze mniejszy udział. Pomiary izotopowe wskazują, że jedynie 5% z CO2 znajdującego się obecnie w atmosferze ziemskiej pochodzi ze spalania paliw kopalnych. Zatem przemysłowy CO2 zwiększa naturalny efekt cieplarniany zaledwie o 0,05 do 0,25%. J. Daly8 przytacza wyniki badań zwykle ignorowane w „publicystyce ekologicznej” i publicystyce szerokiego nurtu. Satelitarne pomiary temperatury dolnych warstw atmosfery prowadzone od 1979 r., pokrywające 95% powierzchni Ziemi, ukazują stałą tendencję obniżania się temperatury (w latach 1979-97 o -0,04°C). Pomiary naziemne, niezgodne z satelitarnymi, są mniej pewne, gdyż wpływa na nie efekt „wysp ciepła” wokół rozrastających się miast, gdzie zwykle umieszczone są stacje meteorologiczne. Pomiary satelitarne i glacjologiczne wskazują przyrost lodu na Grenlandii i Antarktydzie z taką szybkością, że około 2030 r. jego akumulacja spowoduje obniżenie się poziomu oceanu światowego o około 30 cm.15
Istnieją jeszcze inne związki przyczyniające się do wzrostu efektu cieplarnianego, pomijane w bardziej popularnych lub tendencyjnych publikacjach.
Rodzaj gazu
GWP
CO2
1
CH4
30-50
CFC-13
11 000
Tabela 2 wielkość wpływu wywieranego przez różne gazów na efekt szklarniowy (GWP – Global Warming Potential – Potencjał Ocieplenia Globalnego) w odniesieniu do GWP dwutlenku węgla.
W „PROTOKÓLE Z KIOTO DO RAMOWEJ KONWENCJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH W SPRAWIE ZMIAN KLIMATU” w załączniku A zostały wymienione gazy cieplarniane. Oto one:
Dwutlenek węgla (CO2)
Metan (CH4)
Podtlenek azotu (N2O)
Fluorowęglowodory (HFCs)
Perfluorokarbony (PFCs)
Sześciofluorek siarki (SF6)
Jest ich tu tylko sześć. Sygnatariusze jakby zapomnieli o istnieniu pary wodnej. Nie uwzględniają również w sposób ilościowy wkładu kropelek wody (chmury na różnych wysokościach) do albedo (bezpośredniego odbijania promieniowania słonecznego w kosmos). A jest to czynnik, jak widzieliśmy, znaczący.
4. Diagnozy J. Hansena
źródłem istotnych danych klimatologicznych i poważnych analiz jest grupa badaczy skupiona wokół J. Hansen’a w Goddard Institute for Space Studies (NASA), p. np.5 Dr James E. Hansen tak opisuje podstawowe przyczyny zmian klimatu : „Klimat Ziemi zmienia się z roku na rok i ze stulecia na stulecie, naprawdę jako zmiany aury z dnia na dzień. Są to zmiany chaotyczne, mają miejsce bez wyraźnej przyczyny, ale są ograniczonej wielkości. Klimat również odpowiada na pobudzanie przez różne czynniki. Jeżeli Słońce świeci jaśniej, w sposób naturalny, Ziemia staje się cieplejsza. Jeśli wielki wulkan wyrzuca drobiny materii do stratosfery, wtedy mała część promieniowania słonecznego jest dodatkowo odbijana w przestrzeń kosmiczną i Ziemia ochładza się. To samo dotyczy czynników powstających w wyniku działalności człowieka. Mierzymy te czynniki w watach na metr kwadratowy (W/m2). Dla przykładu, wszystkie gazy cieplarniane wyprodukowane przez człowieka obecnie powodują wpływ około 2 W/m2. To jest tak jakby postawić dwie miniaturowe lampki choinkowe nad każdym metrem kwadratowym powierzchni Ziemi. Jest to równoważne zwiększeniu jasności Słońca o około 0,2 procent. Rozumiemy dość dobrze jak delikatny jest to wpływ na ziemski klimat. Najpewniejsze dane pochodzą z historii Ziemi. Możemy porównać bieżący ciepły okres, który trwa już kilka tysięcy lat, do poprzedniej epoki lodowej, około 20 000 lat temu. Skład atmosfery podczas epoki lodowej znamy z analizy ilościowej baniek powietrza, które zostały uwięzione gdy warstwy lodu na Grenlandii i w Antarktyce rosły z padającego śniegu.
Wykres 1 Czynniki wpływające na zmiany klimatu w czasie epoki lodowej ok. 20 000 lat wstecz
Zmiany te, razem przedstawione na wykresie 1, wywoływały zmniejszenie energii dochodzącej do Ziemi o około 6,5 W/m2 (z błędem 1,5 W/m2). Ta sumaryczna zmiana utrzymywała planetę o 5°C zimniejszą niż dziś. To empiryczne wyliczenie informuje, że czułość klimatu jest około 3/4°C na zmianę o jeden wat wymuszenia. Modele klimatu zakładające taką samą czułość (W/oC) na wymuszenie, dostarczają zadowalającej zgodności pomiędzy modelami komputerowymi używanymi do przepowiadania jak klimat może zmieniać się w przyszłości, a światem realnym. Jest jeszcze inny ważny czynnik wymagający zrozumienia i analizy ilościowej: opóźnienia procesów. Zmiany klimatu nie zachodzą w sposób bezpośrednio porównywalny, równocześnie do zaistniałych przyczyn. Potrzeba na przykład długiego czasu i złożonych procesów (prądy, konwekcja), żeby podgrzać ocean. Zwykle trwa kilka dekad lub więcej, aż dojdzie do pewnego zrównoważenia zmian klimatu z ich przyczynami. W czasie około 100 lat zaistniałe zmiany w klimacie odpowiadają jedynie w 60 do 90 procentach wywołującym je przyczynom. Ten długi czas reagowania klimatu komplikuje problem dla obserwatorów i uczonych. Oznacza to, że możemy wnieść do ciągu zmian klimatu to czego efekty będą się pojawiać podczas życia naszych dzieci i wnuków. Dlatego musimy odpowiednio wcześniej być czujni w poznawaniu i zrozumieniu zmian klimatu, ponieważ większość rozpoczętych działań musi ulegać modyfikacjom.” Tyle cytat z Hansena, którego potraktujemy jako Autorytet Krytyczny.
5. Wymuszenia atmosferyczne – ilościowo
Wykres 2 Czynniki zmieniające klimat obecnie.10
Na wykresie 2 przedstawione są czynniki wpływające obecnie na zmiany klimatu. Są tu przyczyny naturalne (wpływ erupcji wulkanów i wahań emisji Słońca), które się wzajemnie prawie równoważą. Są tu również przyczyny zależne od działalności człowieka. Wśród nich jest wpływ gazów cieplarnianych (podgrzewanie atmosfery) i aerozoli w troposferze (ochładzanie). Aerozole można poglądowo przedstawić jako cząstki jasne („białe„), odbijają więc one pełne widmo (nie-selektywnie) promieniowania słonecznego zwiększając albedo. Wyjątkiem wśród aerozoli jest udział tzw. czarnego węgla (sadza) mającego dodatni wpływ na wzrost temperatury. Na wykresie 2 widać również bardzo istotny wpływ metanu na klimat, chociaż ilość tego gazu w atmosferze jest znikoma, jedynie setki ppb. Bardzo dużo i często poruszany jest w prasie, również fachowej temat potrzeby „walki” z emisją dwutlenku węgla jako głównym czynnikiem destabilizującym klimat. Podpisane zostały nawet porozumienia międzynarodowe (Szczyt w Rio 1992, Protokół z Kioto 1997) dotyczące ograniczania emisji tego gazu. Dużo mniej uwagi zwracają natomiast politycy i ich doradcy na inne czynniki zmieniające klimat. Zwróćmy uwagę, że jednoczesny wpływ metanu i „czarnego węgla” na klimat jest porównywalny, tak co do wielkości jak i zwrotu, do „wymuszenia” jakie daje atmosferyczny dwutlenek węgla. W dostępnej obecnie technologii nie jest możliwe radykalne a tanie zmniejszenie poziomu CO2 w atmosferze. Możemy jedynie ograniczać jego emisję poprzez zwiększanie efektywności energetycznej. Niestety znane liczne strategie poszanowania energii pozwalają jedynie na zmniejszenie dynamiki wzrostu stężenia tego gazu. Przeciwnie jest w przypadku metanu. Uzyskanie zmniejszenia emisji metanu może przynieść dodatkowe korzyści – i dochody. Wydzielanie metanu towarzyszy różnym procesom biologicznym np. rozkładowi odpadów organicznych na wysypiskach śmieci. Jak wiemy z licznych przykładów, zastosowanie instalacji zbierających biogaz daje źródło taniej energii (prawie darmowej po zamortyzowaniu się urządzeń). Zastosowanie na szeroką skalę bioreaktorów przerabiających odpadową biomasę różnego pochodzenia, może wpłynąć pozytywnie z jednej strony na klimat, ale z drugiej również na gospodarkę regionu lub państwa. Innym znacznym źródłem metanu związanym z gospodarką ludzką jest uprawa ryżu. Wymiana odmian ryżu i warunków ich uprawy pozwoliłoby na kilkakrotną redukcję tych emisji. Znaczący ułamek „antropogennych” emisji metanu pochodzi z hodowli bydła. Jedna krowa przy standardowym żywieniu emituje blisko 1 m3 biogazu na dobę. Opracowane są zmiany diety bydła zmniejszające emisje o 30-70%. Możliwe jest również (w zimie) używanie, w kotłach grzewczych, powietrza z wentylowania obór. Tak zwane „metanowe” kopalnie węgla na przełomie lat 80/90 zeszłego wieku jedynie w Polsce emitowały do atmosfery 2-3 mld m3 metanu rocznie. Również ten metan można użyć, choćby jako dodatek dla kotłów energetycznych. O skali zjawiska świadczy fakt, że całe roczne zużycie gazu w Polsce wynosiło wtedy ok. 11 mld m3. Trzy ostatnie sprawy bardzo trudno jest przeprowadzić przy dominującym na świecie systemie BAU (Business As Usual), bo zysk – ogromny – byłby globalny, ale wkład finansowy – lokalny. Podobnie w efektywny i technologicznie opanowany sposób można zmniejszyć emisję do atmosfery tzw. czarnego węgla. Wystarczy zastosowanie odpowiednich filtrów pyłów na kominach. Jest to proste chociaż nie tak tanie jak w przypadku „walki” z metanem. W ten sposób możemy znacznie ograniczyć czynniki wpływające na ocieplanie się klimatu, ponosząc przy tym nieduże nakłady finansowe, lub wręcz, jak w przypadku odzyskiwania metanu – zarabiając.
6. Dane klimatyczne z przeszłości
Zobaczmy, jak przedstawia się obecne stężenie dwutlenku węgla w atmosferze na tle danych z ostatnich 160 tys. lat.
Wykres 3Zmiany temperatury, CO2, CH4″zapisane” w lodzie w okolicach stacji Vostok, Antarktyda.1
Czerwona (położona najwyżej na wykresie) linia obrazuje zmiany zawartości dwutlenku węgla (w ppm – cząsteczek na milion. Uwaga: Czas biegnie od prawej do lewej.). Stopniowy wzrost stężenia CO2 rozpoczął się około 20 tysięcy lat temu (od poziomu ok. 200 ppm) i trwa do dziś. Tylko wzrost w ostatnich kilkuset latach może być w znacznym stopniu spowodowany przez działalność człowieka. (Na tym wykresie byłaby to prawie pionowa kreseczka przy punkcie „zero”.) Wykres zmian temperatury (w °C) zmienia się podobnie jak stężenie CO2, lecz nie trudno zauważyć przedziały czasu, w których tak nie jest (por. 70, 100 lub 120 kyr). Podobnie zachowuje się wykres zmian stężenia CH4 (w ppb – cząsteczek na miliard). Zarówno obserwowana obecnie ilość dwutlenku węgla jak i metanu w atmosferze jest porównywalna do wartości maksymalnych dla tych gazów w ostatnich 160 tysiącach lat. Pozatem podkreślmy, że zawartość dwutlenku węgla w atmosferze była wiele razy w historii Ziemi dużo większa niż obecnie. Sytuacja taka miała miejsce m. inn. w okresie ponad 300 mln lat temu, przed erą karbonu. Obecne poziomy nie są więc nienaturalnie wysokie, takie, z którymi ekosystem nie byłby w stanie poradzić sobie w sposób naturalny.
Wykres 4 Dane za ostatnie 500 000 lat wskazują na następowanie po sobie większych epok lodowych i okresów ociepleń. Przedstawiają pięć cykli zlodowaceń, które występowały co ok. 100 tys. lat.17
Okresy ciepłe i zimne powtarzają się w procesie zmian klimatu Ziemi ze sporą regularnością. Obecnie jesteśmy w stadium zmian klimatu charakteryzującym się znacznym i trwającym już dość długo (przeszło 15 tys. lat) ocieplaniem. Ziemia weszła w okres gorący około 10 000 lat temu. Przez ekstrapolację prawidłowości zobrazowanych na wykresie 4 możemy wnioskować, iż jesteśmy dopiero na początku okresu ciepłego, który będzie trwał jeszcze (zapewne z wahaniami) około 40 000 lat. Nie dysponujemy jednak na razie bardziej precyzyjnymi danymi, aby stwierdzić jak długo jeszcze będzie trwał proces ocieplania się klimatu wywołany przyczynami naturalnymi i w jakim stopniu został on zakłócony i będzie modyfikowany przez wpływ działalności człowieka. Zwykłe przedłużenie (ekstrapolacja) na kolejne lata, dekady i stulecia obecnych trendów w zmianach klimatu może okazać się dalekie od rzeczywistych zmian jakie nastąpią. Spowodowane jest to zbyt małą ilością danych pomiarowych jaką dysponujemy i ich zbyt małą dokładnością. Co najważniejsze – jeszcze brak wiarygodnego nodelu zmian klimatu. Jaką możemy mieć pewność, że obecnie obserwowane zmiany odzwierciedlają tendencje długookresowe, a nie są jedynie drobnymi (w skali np. istnienia życia na Ziemi) fluktuacjami.12 Przykładowo pewne zmiany klimatu jakie obserwujemy w ostatnim 10-leciu mogą mieć związek z dużym wybuchem wulkanu Pinatubo na Filipinach, który miał miejsce w roku 1991. Takich przyczyn przypadkowych wahań można wskazać wiele.
7. Czy i jak wpływać na zmiany klimatu?
Należy z mocą podkreślić, że do skutecznego regulowania przez człowieka zmian jakim podlega klimat Ziemi potrzebne są dokładne i rzetelne dane pomiarowe dotyczące całego globu, a ściślej – poszczególnych jego części składowych. Nie wolno nam wpływać na zmiany klimatu, nim z pewnością nie poznamy samych procesów tych zmian. Można by się zgodzić z poglądem, że powinniśmy jednak wypracować mechanizmy przeciwdziałania zarówno nadmiernemu ocieplaniu się klimatu, jak również przeciwdziałające zbytniemu jego ochładzaniu. Dla obecnej cywilizacji obie te ewentualności mogą okazać się groźne. ?atwym i skutecznym regulatorem może okazać się jeden z gazów cieplarnianych – metan. Szerzej dyskutujemy to w rozdz. 11. Ewentualne działania należy prowadzić bardzo ostrożnie, gdyż błędne akcje mogą doprowadzić do większego niż obecnie rozregulowania klimatu naszej planety.
8. Scenariusze
Przewidywane scenariusze zmian klimatu dla najbliższych 50 – 100 lat różnią się znacznie w zależności od autorów, czasu powstawania prognozy, źródeł finansowania laboratorium. Wykres 5 przedstawia cztery z nich. Pierwszy oznaczony „A” odpowiada rozwojowi gospodarczemu przebiegającemu pod dyktando „wielkiego biznesu” – „business as usual”. Drugi, „B”, zakłada powolny wzrost gospodarczy. Trzeci, „C”, zakłada zerowy wzrost gospodarczy. Czwarty jest scenariuszem „alternatywnym ” zaproponowanym przez J. Hansen w roku 2000.5
Wykres 5 Scenariusze zmian klimatu do roku 2050.1
9. Przykład obecnej niepewności danych: Poziom oceanów.
Według zwolenników istnienia antropogennego „efektu cieplarnianego” skutkiem zmian klimatu ma być m. in. wzrost poziomu wody w oceanach, co spowoduje zatopienie niżej położonych części lądów. Mogłoby to zatopić wiele niskich wysp Pacyfiku lub znaczną część Bangladeszu. Zobaczmy, jak ta hipoteza wygląda w świetle faktów.
Rysunek 6 Różnice poziomu oceanów w roku 1998.8
Wykres 7 Zmiany poziomu oceanów (skorygowane) rejestrowane przez satelitę TOPEX/POSEIDON w roku 1993 8
Według NOAA przy utrzymaniu się obecnej (z ostatnich dwóch dekad) tendencji wzrostu poziomu oceanów po 100 latach możemy spodziewać się wzrostu poziomu wody o ok. 22cm +/- 1cm. W ciągu ostatnich 20 tys. lat poziom oceanów podniósł się jednak o blisko 90 metrów10, co daje średnią (przyczyny wyłącznie naturalne) 45 cm na 100 lat. Jest to dwukrotnie więcej niż obserwowany obecnie wzrost przypisany przez (powiedzmy szczerze) propagandystów do „antropogennego efektu cieplarnianego”. Zwraca również uwagę fakt, że mierzone w pewnych punktach globu wzrosty poziomu morza bywają dużo większe. Globalnie jednak wzrost jest niewielki. Dane globalne można uzyskać jedynie dzięki pomiarom satelitarnym. Pomiary takie są prowadzone tylko dla kilku ostatnich lat i nie mogą obrazować trendów długookresowych. Liniowa ekstrapolacja takich wyników może prowadzić do mylnych wniosków.
10. Obserwowane zmiany temperatury na Antarktydzie.
Przeciętna temperatura powietrza nad powierzchnią ziemi wzrasta o około 0.06 °C na dekadę w dwudziestym wieku, i o około 0.19 °C na dekadę w latach od 1979 do 199811. Modele klimatu generalnie zakładają zwiększanie temperatury w regionach polarnych. Było to również doświadczalnie obserwowane w regionie półwyspów antarktycznych w drugiej połowie dwudziestego wieku. Jednocześnie poprzednie raporty sugerują wcześniejsze delikatne ocieplenie kontynentu.11 Tymczasem analiza przestrzenna danych meteorologicznych dla Antarktydy pokazuje ochłodzenie netto Antarktydy pomiędzy latami 1966 i 2000, szczególnie podczas lata i jesieni. Dla przykładu: Dolina McMurdo ochładza się o 0.7 °C na dekadę pomiędzy latami 1986 i 2000. Chłodniejsze lato jest szczególnie istotne dla ekosystemu Antarktydy. To zjawisko przesuwa bowiem punkt równowagi pomiędzy lodem i wodą: większa część opadów śniegu nie topnieje, lecz przetwarza się w lądolód. Kontynent Antarktydy ochładza się, szczególnie ochładza się wnętrze tego kontynentu. Ten fakt wymusza nowe poszukiwania modeli zmian klimatu i ekosystemu.11
11. Możliwość wpływu hydratów na klimat
Rysunek 8 Porównanie źródeł ziemskiego węgla organicznego (Kvenvolden)12
W latach 90-tych ubiegłego stulecia okazało się, że największe zasoby węgla pierwiastkowego blisko powierzchni Ziemi (potencjalnie, po spaleniu w postaci dwutlenku węgla) występują nie w postaci węgla kamiennego i brunatnego, ropy naftowej i gazu, lecz w postaci hydratów węglowodorów (głównie metanu). Udokumentowane pokłady hydratów metanu zalegają w postaci złóż o ogromnej miąższości (do setek metrów) na terenach wiecznej zmarzliny (płn. Syberia, płn. Kanada) oraz w głębi mórz i oceanów (zach. wybrzeża Stanów Zjednoczonych, litoral brzegów Japonii, Morze Czarne, Morze Kaspijskie, …) [zob. np. 13 i 14]. Kluczową sprawą dla ilości metanu w atmosferze, a więc dla wymuszeń efektu cieplarnianego staje się więc zachowanie hydratów. Są one niestabilne w pewnych warunkach temperatur i ciśnienia. Jest to tym istotniejsze, że metan jest gazem 30-50 razy silniej wpływającym na efekt cieplarniany niż dwutlenek węgla. Z hydratami metanu wiąże się niebezpieczeństwo zaistnienia silnego dodatniego sprzężenia zwrotnego wpływającego na ocieplanie się klimatu. Wzrost temperatury atmosfery oraz mórz i oceanów ponad pewien poziom (próg) może spowodować nagłą, lawinową dehydratyzację czyli uwalnianie metanu ze złóż hydratów. Udokumentowano, że takie zjawiska miały już miejsce w geologicznej historii Ziemi.
Przed ok. 8000 laty obsunęły się, zapewne na skutek podwyższenia temperatury i zmian położenia nurtu atlantyckiego prądu Golfstrom, duże obszary wybrzeży obecnej zachodniej Norwegii na wysokości miejscowości Trondheim. Wielkie masy skalne – około 5600 km3 – „spłynęły”, na odległość 800 km od górnej krawędzi stoku kontynentalnego, do Morza Norweskiego na warstwie rozpływającego się lodu zbudowanego z hydratów metanu. Oceny tej katastrofy wskazują na równoczesne uwolnienie do atmosfery wielu miliardów metrów sześciennych metanu jak również wywołanie olbrzymich niszczących fal morskich podobnych do tsunami.14 Bardzo interesującym akwenem ze względu na występowanie hydratów gazów w dość płytkiej wodzie jest Morze Barentsa leżące poza kołem polarnym. Z powodu mroźnego klimatu związki klatkowe są tam trwałe także na stosunkowo niewielkich głębokościach. Właśnie przez to mogą one stanowić zagrożenie już przy niewielkim wzroście temperatury. O realności zagrożenia świadczą miejsca z wyglądającymi jak leje po bombach ogromnymi kraterami, które występują na objętych badaniami obszarach pomiędzy Przylądkiem Północnym a Spitsbergenem. Kratery znajdują się na głębokości 300-350 m i leżą w bezpośrednim sąsiedztwie hydratów gazowych, zalegających poniżej poziomu dna oceanu. Jedno z takich kraterowych pól rozciąga się na powierzchni ponad 35 km2. Leje mają szerokość 30-700 m i głębokość 30 m, a ich kształt sugeruje występowanie erupcji gazu. Nie jest pewne czy występowały one mniej więcej równocześnie. Prawdopodobnie wydarzyły się pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, około 15 tys. lat temu, kiedy szelf pod Morzem Barentsa nie musiał już utrzymywać ciężaru ogromnych mas lodu. Istnieje niebezpieczeństwo, że już wzrost o 1oC temperatury przydennych warstw wody w morzach i oceanach wystarczyłby aby wyprowadzić hydraty gazów ze stanu stabilności. Podobne zjawiska obsuwania się wybrzeży na skutek topnienia warstw hydratów udokumentowano u zachodnich wybrzeży USA. Dysocjacją dużych ilości hydratów można tłumaczyć duże globalne ocieplenie w późnym Paleocenie (ok. 55 mln lat temu). Doszło wtedy do katastrofalnego wzrostu temperatury oceanu o około 5-7oC.12 Również zakończenie epok lodowych można powiązać z wpływem dysocjacji pewnych (dużych) ilości hydratów.12 Podobne, choć na trochę mniejszą skalę gwałtowne zjawiska klimatyczne zdarzały się w czasach dużo nam bliższych. Cytuję poglądy kilku naukowców za agencją Reuter’a : „Badania rdzenia lodowego z Antarktydy wykazują, że 19 tys. lat temu temperatura na południowym biegunie mogła wzrosnąć o 4 st. C. – Tak znaczący skok w tamtym okresie to zjawisko wstrząsające – ocenia dr David Etheridge z australijskiego Commonwealth Scientific and Industrial Research Organisation (CSIRO). Budzi to szczególne zainteresowanie, gdyż w tym samym mniej więcej czasie, kiedy wzrosła temperatura, raptownie i znacznie podniósł się poziom morza, co potwierdzają badania australijskiego narodowego uniwersytetu. Prof. Pat Quilty z Uniwersytetu Tasmania, były szef grupy badawczej z Australian Antarctic Division (AAD) – organizacji powołanej przez rząd, przestrzega: nowe odkrycie potwierdza teorię o „dniu sądu ostatecznego”, kiedy antarktyczna pokrywa lodowa ruszy z posad. Niezależnie od tego, czy globalne zmiany klimatu są procesem naturalnym czy też spowodowanym działalnością człowieka, będą one w skutkach dramatyczne – powiedział. Dr David Etheridge tłumaczy, że ocieplenie klimatu tysiące lat temu związane było ze zmianą nachylenia orbity Ziemi i to zjawisko spowodowało uwolnienie gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla z oceanów.”16 Jednocześnie należy podkreślić, że jest to tylko hipoteza i tak naprawdę „Pomimo że udało się odkryć wiele sekretów białego kontynentu, nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co spowodowało tak raptowne zmiany klimatu i podniesienie się poziomu morza 19 tys. lat temu.”16 Potrzebne są dalsze badania, m. inn. dla sprawdzenia hipotezy o lawinowym uwalnianiu metanu z hydratów. Mechanizm powstania epok lodowych związany jest ze wzrostem dodatniego sprzężenia zwrotnego między (chwilowym) ochłodzeniem klimatu, spowodowanym nim wzrostem powierzchni pokrytej śniegiem i lodem, wzrostem albedo, a więc większym wypromieniowaniem energii odbitego światła słonecznego – i dalszym ochładzaniem. Wynikają z tego wzrost grubości i masy lodowców. Istnieją uzasadnione przypuszczenia, że miały już miejsce katastrofy spowodowane tym faktem. Obniżenie poziomów oceanów (o kilkadziesiąt metrów!) obniża też ciśnienie w podmorskich (uprzednio) złożach hydratów, co powoduje lawinową ich destabilizację i przejście metanu do atmosfery. Zwiększona zawartość metanu w atmosferze prowadzi do dalszego wzrostu temperatury atmosfery, co intensyfikuje proces dehydratyzacji. Ponieważ ilość hydratów jest ogromna, to taki proces może bardzo mocno podnieść temperaturę Planety. Takie zjawisko przybiera postać kataklizmu i poprzez nagły wzrost temperatur może doprowadzić do odwrócenia tendencji, czyli do zakończenia epoki lodowej. Wspomniany uprzednio wzrost temperatur oceanu o 5-7oC [Hyndman oraz Dickens 17] może być spowodowany taką katastrofą. A w naszych czasach występowanie na Ziemi ogromnych złóż hydratów może zostać wykorzystane do zaspokojenia rosnących potrzeb energetycznych ludzkości. Dla ludzkości istotnym staje się bowiem, aby korzystanie z energii zgromadzonych w postaci hydratów metanu możliwie szybko rozpocząć. Przemawia za tym kilka faktów: Po pierwsze jest to bardzo duże i praktycznie nietknięte źródło energii. Dehydratyzacja i spalanie metanu jest procesem, w którym oprócz energii powstaje jedynie woda i dwutlenek węgla. Z drugiej strony metan z pokładów hydratów może zostać uwolniony do atmosfery w sposób niekontrolowany (na skutek wzrostu temperatury i/lub spadku ciśnienia w złożu), co (jak wykazaliśmy wyżej) mogłoby spowodować znaczne wzmocnienie efektu cieplarnianego. Pozwalając na dehydratyzację wywołaną przyczynami naturalnymi tracimy nie tylko złoża doskonałego nośnika energii, ale narażamy się na dalszą destabilizację klimatu. Spalenie metanu ze złóż, które inaczej w łatwy a niekontrolowany sposób mogłyby ulec uwolnieniu, zmniejsza potencjał gazów cieplarnianych, które mogłyby dostać się do atmosfery. Zastąpienie paliw kopalnych takich jak ropa naftowa i węgiel przez hydraty ma jeszcze jeden plus. Pamiętajmy, że ropa i węgiel są również cennymi surowcami dla innych przemysłów (np. chemicznego), a nie tylko nośnikami energii.
12. Skala wpływu dwutlenku węgla na klimat
Cząsteczki gazowe występujące w atmosferze, takie jak H2O, CO2, CH4, N2O, O3 i CFC są zdolne do pochłaniania charakterystycznych (dla każdej cząsteczki różnych) części widma promieniowania słonecznego, w szczególności podczerwonego. Ilość zaabsorbowanego promieniowania podczerwonego zmienia się wraz z rodzajem związku i jest proporcjonalna do liczby cząsteczek danego związku w atmosferze. Ilość promieniowania słonecznego docierającego do atmosfery ziemskiej jest zrównoważona ilością promieniowania opuszczającego atmosferę. Wraz ze wzrostem ilości cząsteczek absorbujących promieniowanie podczerwone w atmosferze zwiększeniu ulega temperatura, aż do momentu ustalenia się nowego stanu równowagi między ilością promieniowania emitowanego i pochłoniętego. W przypadku, gdy para wodna oraz dwutlenek węgla byłyby nieobecne w atmosferze, temperatura przy powierzchni Ziemi wynosiłaby około 254K (-l9oC) i znane nam życie nie mogłoby istnieć. Stwierdzono, że w ostatnich dziesięcioleciach ilość występujących w atmosferze substancji gazowych, takich jak CO2, CH4, N2O, O3 i CFC systematycznie wzrasta. Zawartość pary wodnej zmienia się jednak w tak szerokich granicach (0-5%), że nie jest możliwe ilościowe określenie występujących w tym przypadku zmian. Należy przypomnieć i podkreślić, że para wodna jest ilościowo bardziej odpowiedzialna za absorpcję promieniowania podczerwonego niż jakikolwiek inny składnik atmosfery. Zwykle jednakże (z niewiedzy!) przyjmuje się, że wpływ pary wodnej jest w przybliżeniu stały i zmiany jej zawartości określone są przez inne czynniki. Dwutlenek węgla i para wodna absorbują promieniowanie podczerwone przy długości fali mniejszej niż 8 000 nm i większej niż 12 000 nm. Promieniowanie o długościach fal nie mieszczących się w powyższych granicach nie ulega zaabsorbowaniu. Ostatnio wprowadzone związki chlorofluorowęglowe (CFC) i wodorochlorofluorowęglowe (HCFC) absorbują promieniowanie podczerwone w przedziale 8 000-12 000 nm. Zakres ten odpowiada długościom fal, przy których intensywną absorpcję wykazują również ozon, metan i tlenek azotu (N2O). Szacuje się, że podwojenie stężenia dwutlenku węgla występującego w atmosferze spowoduje wzrost intensywności absorpcji promieniowania podczerwonego (wymuszenie) o jedynie 4 W/m2 powierzchni Ziemi. To dodatkowe ciepło będzie powodowało, że do atmosfery przeniknie więcej pary wodnej, która jest zdolna zaabsorbować dalsze 2 W/m2. Wzrost ten jest względnie mały w porównaniu z całkowitą ilością (wynoszącą 240 W/m2) absorbowanego promieniowania podczerwonego. Około 100 W/m2 z całkowitej ilości przypisuje się pochłanianiu przez parę wodną, a 50 W/m2 przez dwutlenek węgla. Podwojenie zawartości dwutlenku węgla powodować będzie tak mały skutek, ponieważ duża już istniejąca ilość cząsteczek absorbujących w zakresie widma 8 000-12 000 nm sprawia, że większość promieniowania ulega pochłonięciu przez obecną już w atmosferze parę wodną i dwutlenek węgla.18 O niepewności danych i modeli świadczy fakt, że inni autorzy szacują, że gdyby wszystkie znane nam rezerwy paliw kopalnych (bez hydratów) zostały spalone, wówczas maksymalne stężenie dwutlenku węgla w atmosferze może osiągnąć wartość 2000 ppm w ciągu 200 do 300 lat, powodując wzrost temperatury globalnej o ok. 6 K.18
Wiele publikacji wskazuje na brak zależności krzywej zmian temperatury powietrza od zmian antropogennej (szczególnie przemysłowej) emisji CO2. Natomiast zmiany temperatury w latach 1860-1990 są idealnie zgodne ze zmianami aktywności Słońca.15 Wzrost zawartości CO2 w powietrzu, obserwowany od roku 1958, związany jest, wg. tych autorów, z podwyższeniem temperatury wód oceanu (w cieplejszej wodzie zmniejsza się rozpuszczalność CO2 i jest on „wydychany” z oceanu). Byłby to jednak proces dodatniego sprzężenia zwrotnego. Ten wzrost stężenia dwutlenku węgla jest korzystny dla świata roślin. Ocenia się, że do 2050 roku „nawożenie” przy pomocy wzrostu atmosferycznego CO2 spowoduje przyrost masy drzewnej na świecie o około 25%. Nawożenie to jest zapewne, przyczyną zauważonego ostatnio szybkiego przyrostu lasów rosyjskich i północno-amerykańskich. Usiłowanie obniżenia przemysłowej emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych nie wpłynie na klimat, ale może doprowadzić do światowej katastrofy ekonomicznej.1513. Podsumowanie
Niektóre czynniki niepewności w danych i modelach paleo-klimatu (w skali setek, tysięcy i milionów lat) – zmiany osi ziemskiej – niestabilności mocy Słońca – nieznajomość parametrów absorpcji metanu i dwutlenku węgla w oceanie – wpływ różnych gazów i aerozoli cieplarnianych – wpływ wody w atmosferze na albedo – trudności przy ilościowym ujęciu konwekcji w atmosferze i oceanie – opóźnienia w ustalaniu się równowagi
Niektóre czynniki niepewności w modelach antropogennego efektu cieplarnianego (w skali dziesięcioleci) – woda oraz para wodna (pomijane w obliczeniach modelowych!) – aerozole („białe ” i „czarne”) – bardzo nieprecyzyjne uwzględnianie w modelach klimatu kapryśnych procesów konwekcji energii – pomiary zmian poziomu oceanów częściej u wybrzeży, niż na środku oceanu, zbyt krótki czas pomiarów (od lat 80-tych zeszłego wieku) – pomiary temperatur wokół „wysp ciepła” (miasta) lub w warunkach sporej ignorancji („trzeci świat”) – efekt nieliniowości (nasycenia) absorpcji promieniowania cieplnego przy wzroście stężenia CO2 – związek przyczynowo-skutkowy między temperaturą powierzchni oceanu a ilością CO2 w atmosferze (nieduża wiarygodność istniejących uproszczonych modeli).
Przyroda i Ziemia zmieniają się w czasie. Z coraz lepiej poznawanej historii życia wynika, iż Ziemia przeżywa okresy raz sprzyjające rozwojowi jednych form życia, raz innych. Ważne jest jednak to, że biosfera ciągle trwa. Człowiek swą działalnością walnie przyczynił się do przyspieszenia pewnych procesów, w większości negatywnych dla środowiska oraz dla stabilności klimatu. Na szczęście ludzkość nie jest jeszcze tak silna, żeby mieć pierwszoplanowy ani wyłączny wpływ na wszystko to co dzieje się na Ziemi. Mam głębokie przekonanie, że Ziemia przetrwa bez większego uszczerbku różnorakie akty prawne, które mają ją „chronić”, np. akcje eliminowania freonów z produkcji, walki z nadmierną emisją dwutlenku węgla, przeciwdziałania globalnemu ociepleniu (lub ochłodzeniu). Może nie przetrwać wraz z wieloma innymi gatunkami twórca tych „wspaniałych” akcji i pomysłów – człowiek. Przy obecnym stanie wiedzy i techniki to mieszkańcy muszą się przystosować do warunków panujących na Planecie, a nie przystosowywać Ją do swoich potrzeb, a raczej do często infantylnych, a nierzadko i zbrodniczych pomysłów klas rządzących. Z tych analiz wynika, że zdolności Ziemi do samo-regulacji sięgają znacznie większych amplitud wahań parametrów, niż może wywołać homo sapiens sapiens. Oby.LITERATURA:
1 Into The Arctic. 2 „LEKSYKON naukowo-techniczny z suplementem”, Wydawnictwa Naukowo-Techniczne, Warszawa 1989. 3 „MAŁA ENCYKLOPEDIA POWSZECHNA PWN”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1997. 4 Witold Mizerski, „Tablice chemiczne”, Wydawnictwo Adamantan, Warszawa 1997. 5 James E. Hansen, A Brighter Future; NASA Goddard Institute for Space Studies, New York, NY (to appear in Climate Change, anticipated publication date of Summer 2001) 8 John Daly, www.john-daly.com, 2002 i AVISO website http://www.jason.oceanobs.com/html/portail/actu/actu-welcome-uk.php3 10 Statement of Dr. James E. Hansem Head NASA Goddard Institute for Space Studies before the Committee on Commerce, Science and Transportation United States Senate May 1, 2001 11 Peter T. Doran, John C. Priscu, W. Berry Lyons, John E. Walsh, Andrew G. Fountain, Diane M. McKnight, Daryl L. Moorhead, Ross A. Virginia, Diana H. Wall, Gary D. Clow, Christian H. Fritsen, Christopher P. McKay & Andrew N. Parsons, Nature AOP, Published online: 13 January 2002; DOI: 10.1038/nature710, Nature 415, 517 – 520 (2002), 12 Hyndman, and S.R. Dallimore, Canadian Society of Exploration Geophysicists, Natural Gas Hydrate Studies in Canada, R.D. The Recorder, 26, 11-20, 2001, 13 Mirosław Dakowski „Rurociągi” nr 4, 2001, 14 Erwin Suess, GerhardBohrmann, Jens Greinert, Erwin Lausch, „Płonący lód”, „Świat Nauki” nr 2, luty 2000. 15 Zbigniew Jaworowski, „Czy obniżenie nadmiernej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery zlikwiduje problem ocieplania się klimatu na Ziemi?”, Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej, Warszawa 16 Krystyna Forowicz, Klimatyczne archiwum Ziemi, Rzeczpospolita nr 15, 18.01.2001, 17 Daniel P. Schrag, Of ice and elephants, NATURE|VOL 404 |2 MARCH 2000 |www.nature.com 18 Peter O’Neill, Chemia środowiska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa-Wrocław 1998.
Na użytek tej publikacji definiujemy „wymuszenie” (ang. forcing) jako zmianę ilości energii słonecznej dochodzącej do powierzchni Ziemi, a wywołanej czynnikami klimatyczno-biologicznymi w jednostkach W/m2. Arkadiusz Wysokiński, Mirosław Dakowski Zakład Energii Odnawialnych Akademia Podlaska w Siedlcach (ok. 2005r.) [przypominam, bo kłamcy klimatyści te i podobne DANE ignorują. A kotły ze smołą dla nich już diabły grzeją. MD
Doświadczenie licznej rzeszy naukowców, gotowych uczciwie formułować wnioski z czynionych obserwacji i badań, owocuje przekonaniem, iż wszechświat powołała do istnienia nieskończona wyższa Inteligencja. Anhony Flew, brytyjski profesor filozofii, niegdyś zagorzały orędownik ateizmu, wyznał u schyłku swego życia: „Wierzę, że misterne prawa rządzące wszechświatem objawiają to, co naukowcy nazwali Umysłem Boga. Wierzę, że życie i jego odtwarzanie mają początek w boskim Źródle. Dlaczego w to wierzę, skoro przez ponad pół wieku broniłem światopoglądu ateistycznego? Najkrócej mówiąc dlatego, że taki właśnie obraz świata wyłania się ze współczesnej nauki.” ¹ Flew w swojej publikacji przywołuje liczne przykłady uczonych, którzy posługując się badawczą metodą naukową, doszli do identycznego wniosku. Za wszelkiego rodzaju ateizm odpowiada wyłącznie celowa odmowa „patrzenia” – pisze były ateista.
„Religia i nauki przyrodnicze walczą ramię w ramię w nigdy nie ustającej krucjacie przeciwko sceptycyzmowi i dogmatyzmowi, przeciwko niewierze i zabobonowi”. Tak stwierdził słynny noblista Max Planck, genialny fizyk niemiecki, który jako pierwszy wysunął hipotezę kwantową. W dalszych swych wywodach Max Planck nie pozostawił złudzeń – jest to krucjata ZA BOGIEM.²
Inny wybitny fizyk – Erwin Schrӧdinger, twórca mechaniki falowej i pionier teorii kwantowej, stwierdził:
„Naukowy obraz otaczającego mnie świata jest bardzo niepełny. Daje mi mnóstwo rzeczowych informacji, w sposób cudownie spójny porządkuje całe nasze doświadczenie, ale jednocześnie upiornie milczy o sprawach bliskich naszemu sercu, naprawdę dla nas ważnych. Nie wie nic o pięknu i brzydocie, dobru i złu, Bogu i wieczności. Nauka czasem udaje, że odpowiada na takie pytania, ale jej odpowiedzi są na ogół tak niemądre, że nie możemy ich traktować poważnie. […] Nauka jest również powściągliwa w kwestii wielkiej Jedności, której w jakiś sposób jesteśmy częścią, do której należymy. W naszych czasach Jedność tę określa się najczęściej mianem Boga przez duże B. Naukę zaś powszechnie uważa się za działalność ateistyczną. W świetle powyższych spostrzeżeń nie ma w tym nic zaskakującego. Jeżeli naukowy obraz świata nie obejmuje nawet piękna, zachwytu, smutku, jeżeli za zgodą powszechną usunięto z niego osobowość, to jak miałby obejmować najbardziej wzniosłą ideę, która objawia się umysłowi człowieka?”³
Nie sposób nie podzielić spostrzeżenia, że ateistyczna nauka, przyjmując jako punkt wyjścia i dojścia tezę o nieistnieniu Boga, posługuje się niczym innym jak dogmatem, przecząc tym samym idei naukowej. A wszakże już Sokrates pouczył wszystkich, pretendujących do miana ludzi nauki, że za danym rozumowaniem musimy iść, dokądkolwiek prowadzi.
Twórca trzeciej teorii kwantów, Paul Dirac, kontynuując dorobek Heisenberga i Schrӧdingera stwierdził, że „Bóg jest bardzo wyrafinowanym matematykiem i konstruując wszechświat, posłużył się wyższą matematyką”.⁴
Czyż nie tę samą myśl wraził Niels Bohr, gdy wykrzyknął w zachwycie, iż ruch cząstek elementarnych jest zjawiskiem tak pięknym, że może być opisywany tylko językiem poezji? Zatem mamy tu już nie tylko wyrafinowanego Matematyka, lecz genialnego Poetę – Stwórcę.
A nie kto inny, jak Karol Darwin, o kilka pokoleń poprzedzający narodziny teorii kwantowej, dostrzegając iż ewolucjonizm nie opisuje w sposób dostateczny bogactwa ludzkiej natury, ujął to w takich słowach:
[Istnieje] „nadzwyczajna trudność czy wręcz niemożliwość wyobrażenia sobie, iż niezmierzony i cudowny wszechświat wraz z człowiekiem zdolnym do spoglądania zarówno wstecz, jak i w daleką przyszłość, jest dziełem przypadku lub konieczności. Gdy zastanawiam się nad tym, czuję, że zmuszony jestem zwrócić się ku Pierwszej Przyczynie władającej rozumem w jakimś stopniu analogicznym do rozumu człowieka: a więc należy mi się miano Teisty.⁵
NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO
Obserwacja świata natury prowadzi wieloma drogami do wniosku o stworzeniu świata, a zatem o jego początku i końcu. Boski Autor kosmicznego projektu objawia się w przyrodzie zwłaszcza w dwóch obszarach: ścisłego obowiązywania praw przyrody oraz przekazywania życia.
Nauka opiera się na założeniu, że świat jest na wskroś racjonalny i logiczny na wszystkich poziomach” – powiada Paul Davies, bodaj najważniejszy interpretator nauki współczesnej. „Ateiści twierdzą, że prawa przyrody istnieją bez powodu i że wszechświat jest w ostatecznym rachunku niedorzeczny. Nie mogę się z tym zgodzić jako naukowiec. Musi istnieć niezmienna podstawa racjonalna będąca korzeniem logicznej i uporządkowanej natury wszechświata”. *
Ważne jest nie tylko to, że w przyrodzie istnieją prawidłowości, ale że te prawidłowości są matematycznie ścisłe, ogólne i wzajemnie powiązane. Einstein nazywał je „rozumem wcielonym”. „Chcę wiedzieć, w jaki sposób Bóg stworzył ten świat. […] Chcę poznać Jego myśli, reszta to szczegóły” – tak Einstein wyrażał swą naukową pasję. Skąd bierze się w przyrodzie tak ścisły porządek? Wiedzeni tą samą pasją, pytanie to zadawali sobie uczeni od Newtona i Maxwella po Einsteina i Heisenberga.
Współcześnie Stephen Hawking pisał: „Wrażenie porządku jest przytłaczające. Im więcej dowiadujemy się o wszechświecie, tym , tym większą odczuwamy pewność, że rządzą nim racjonalne prawa”. […] Wciąż istnieje pytanie: dlaczego wszechświat zadaje sobie trud istnienia? Jeżeli chcecie, możecie zdefiniować Boga jako odpowiedź na to pytanie.” ⁶ Jest to zatem pytanie o początek. Dopóki bowiem nic nie przeczy temu, że wszechświat nie ma nie tylko końca, ale i początku, dopóty jego istnienie można uznać za fakt ostateczny. Ostateczności tej przeczą jednak same tylko – coraz doskonalsze – obserwacje nieustannego rozszerzania wszechświata i nieustannej kreacji materii zgodnie z teorią Wielkiego Wybuchu, będącej zarazem naukową próbą opisania owego okrytego tajemnicą początku. Co było przedtem? Jak to możliwe, że owo „coś”, będące skumulowaną energią o nieprawdopodobnie wielkiej gęstości, o olbrzymiej temperaturze i ciśnieniu „wyłoniło” się samoistnie z „niczego” – pozostaje tajemnicą Boga.
JEŚLI SIĘ NIE ODMIENICIE I NIE STANIECIE JAK DZIECI, NIE WEJDZIECIE DO KRÓLESTWA…
Einstein nie był ateistą. Sam to wyraźnie oświadczył, co przytacza jeden z jego przyjaciół – Max Jammer, autor książki Einstein and Religion.* Odcinając się zwłaszcza od sugerowanych związków z filozofią Spinozy, polegających na utożsamieniu Boga z przyrodą, Einstein utrzymywał, że Bóg objawia się poprzez prawa wszechświata jako „duch, który nieskończenie przewyższa ducha ludzkiego i w obliczu którego człowiek, świadom, jak skromne ma możliwości, musi odczuwać pokorę”.
Rozwijając tę myśl, Einstein sformułował porównanie:
„Nie jestem ateistą i nie sądzę, abym mógł się nazwać panteistą.
Znajdujemy się w sytuacji małego dziecka, które wchodzi do ogromnej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. Dziecko wie, że ktoś musiał te książki napisać. Nie wie jak. Nie zna języków, w których napisano te książki. Dziecko podejrzewa, że książki ustawiono zgodnie z pewnym tajemniczym porządkiem, ale go nie rozumie. Myślę, że w tej sytuacji znajduje się nawet najbardziej inteligentny człowiek wobec Boga. Widzimy wszechświat urządzony i podlegający pewnym prawom, ale prawa te rozumiemy tylko mgliście. Nasze ograniczone umysły zdają sobie sprawę z istnienia tajemniczej siły, która porusza konstelacjami. […] Owo głębokie przekonanie, że istnieje najwyższy umysł objawiający się poprzez niepoznawalny do końca wszechświat, stanowi podstawę mojej koncepcji Boga”. ⁷
CUD ŻYCIA
Podążając za dowodami dokądkolwiek prowadzą, Anthony Flew stwierdził: badania and DNA odsłoniły tak niewiarygodną złożoność struktur niezbędnych do wytworzenia życia, że moim zdaniem dowodzi to, iż połączenie tych niesamowicie zróżnicowanych elementów w taki sposób, aby z sobą współpracowały, musiało się odbyć z udziałem inteligencji. Chodzi o kolosalną złożoność wszystkich tych elementów i nadzwyczajną subtelność sposobów, w które ze sobą współpracują. Szansa na przypadkowe sprzęgnięcie się tych dwóch aspektów jest po prostu znikoma.*
Idąc dalej, Flew formułuje opinię, że „przypadkowe” powstanie życia jest równie prawdopodobne jak to, że stado małp uderzające na oślep w klawiaturę komputera może w końcu napisać sonet Szekspira. Flew przywołuje eksperyment przeprowadzony przez naukowców z British National Council of Arts polegający na tym, że do klatki z sześcioma małpami wstawiono komputer. Po miesiącu nieustannego bębnienia w klawiaturę komputera (połączonego z zanieczyszczaniem jej ekskrementami) małpy doprowadziły do zapełnienia znakami 50-ciu stron, jednak nie wytworzyły ani jednego słowa. Przy tym wynik uwzględniał fakt, że najkrótsze słowa w języku angielskim składają się z jednej litery (jak w przypadku „I” czy „a” – gdy przed i za znajdzie się spacja. Przyjmując w dużym uproszczeniu, że klawiatura obejmuje 30 znaków (26 liter + inne znaki) prawdopodobieństwo napisania słowa jednoliterowego wynosi 30 razy 30 razy 30 czyli 1/27000. Jaka jest zatem szansa napisania czternastu wersowego sonetu Szekspira jak choćby słynnego „Shall I comapre thee to a summer day?” Przeliczywszy ilość liter składających się na ów sonet, otrzymujemy liczbę 488. Prawdopodobieństwo wstukania 488 liter w takiej kolejności, jak występują w sonecie, wynosi 26⁴⁸⁸ czyli 10⁶⁹⁰ /*. A jakże skromne jest owo porównanie do złożoności struktury cząsteczki DNA, z jej mechanizmem kodowania! “Nieważne jak olbrzymie środowisko jest brane pod uwagę, życie nie mogło mieć przypadkowego początku. Stada małp bębniące na chybił trafił na maszynach do pisania nie mogłyby wyprodukować dzieł Szekspira z tej praktycznej przyczyny, że cały dostępny obserwacjom wszechświat nie jest wystarczająco olbrzymi by pomieścić niezbędne hordy małp, niezbędne maszyny do pisania i, z pewnością, niezbędne śmietniki, do których wyrzucano by nieudane próby. Tak samo rzecz ma się z żywą materią.” – puentuje sir Fred Hoyle.⁸
Parafrazując inne słynne stwierdzenie Freda Hoyle’a podsumować można, że prawdopodobieństwo samoistnego wyłonienia się życia z materii równe jest prawdopodobieństwu zdarzenia, że z wszystkich części i fragmentów Tupolewa 154, porozkręcanych i chaotycznie porozrzucanych na złomowisku, po przypadkowym przejściu trąby powietrznej znajdziemy w pełni złożony TU 154, gotowy do lotu.
BAJKA O TYM, JAK DAWNO TEMU MATERIA OŻYŁA I STAŁA SIĘ JAŹNIĄ
Oczywiście wiemy, że życie mogło przetrwać tylko dzięki korzystnym warunkom na naszej planecie. Nie istnieje jednak prawo przyrody, które nakazuje materii wytworzenie wewnętrznie celowych i rozmnażających się istot. Laureat nagrody Nobla, fizjolog George Wald oświadczył wprost: naukowe wyjaśnienia pochodzenia życia zakładają wiarę w niemożliwe, czyli wiarę, że życie powstało spontanicznie, przez przypadek. „To umysł stworzył wszechświat fizyczny, który rodzi życie i wyłania z siebie w końcu istoty poznające i tworzące, uprawiające naukę, sztukę i technologię”. ⁹
Aby zilustrować to twierdzenie, warto dokonać pewnego eksperymentu myślowego – proponuje Anthony Flew: „Powiedzmy, że mamy przed sobą stół marmurowy, i zastanówmy się nad nim przez chwilę. Czy sądzicie, że za bilion lat lub nawet czas nieskończony ten stół mógłby nagle lub stopniowo stać się świadomy, uzmysłowić sobie swoje otoczenie i siebie w taki sposób, w jaki i wy sobie to uświadamiacie? To, że doszłoby lub mogłoby dojść do tego, jest po prostu niewyobrażalne. I dotyczy to wszelkiej innej materii. Kiedy rozumie się naturę materii, czyli masy-energii, rozumie się, że materia właśnie z powodu swej natury nigdy nie może stać się „świadoma”, nigdy nie „myśli”, nigdy nie mówi „ja”. Natomiast zgodnie ze stanowiskiem ateisty na pewnym etapie dziejów wszechświata to niemożliwe i niewyobrażalne stało się rzeczywistością. W pewnej chwili niezróżnicowana materia „ożyła”, potem stała się świadoma, zaczęła sprawnie posługiwać się pojęciami, wreszcie stała się jaźnią. […]
Przez minione trzysta lat nauka empiryczna odkryła tak ogromny zasób wiadomości o świecie fizycznym, jakiego nasi przodkowie w ogóle nie potrafili sobie wyobrazić. Wiedza ta obejmuje głębokie zrozumienie sieci genetycznych i neuronowych, które są podłożem życia, świadomości, myślenia i jaźni. Ale z wyjątkiem twierdzenia, że te cztery zjawiska funkcjonują na gruncie podbudowy fizycznej, którą rozumiemy lepiej niż kiedykolwiek przedtem, nauka nie jest w stanie powiedzieć niczego na temat natury ani pochodzenia tych zjawisk jako takich. Chociaż indywidualni naukowcy próbują wyjaśniać je jako przejawy materii, w żaden sposób nie da się dowieść moje rozumienie tego zdania jest jedynie szczególnym oddziaływaniem w moim układzie nerwowym. Oczywiście moim myślom towarzyszą oddziaływania w moim układzie nerwowym, a nowoczesna neurologia wyodrębnia obszary mózgu, które podtrzymują określonego rodzaju aktywność myślową. Ale twierdzenie, że dana myśl JEST określonym zespołem oddziaływań nerwowych, jest tak niedorzeczne jak sugestia, że idea sprawiedliwości jest jedynie określonego rodzaju śladami atramentu na papierze”. *
JESTEM, WIĘC MYŚLĘ. JESTEM, WIĘC WIERZĘ.
Richardowi Dawkinsowi, zdeklarowanemu antyteiście i przeciwnikowi wszelkiej religii, nie zabrakło uczciwości by w odpowiedzi na pytanie o pochodzenie i istotę świadomości subiektywnej, stwierdzić: „Ni w ząb nie rozumiem tego cholerstwa we mnie”. ¹⁰
Paradoksalnie największym przeoczeniem nowych ateistów jest najbardziej oczywista z danych, czyli oni sami. Najwyższą znaną nam z doświadczenia rzeczywistością ponadfizyczną i fizyczną zarazem jest sam podmiot doświadczenia, czyli my sami. Kiedy uzmysławiamy sobie istnienie perspektywy pierwszej osoby, a więc sens takich słów jak „ja”, „mnie”, „moje” i pokrewnych, stajemy przed największą ale i najbardziej porywająca tajemnicą. Ja jestem. Odwrotnie niż u Kartezjusza: Jestem, więc myślę, postrzegam, zamierzam, pojmuję oddziałuję.
Kim jest owo „ja”? Gdzie ono jest. Skąd się wzięło?… *
Rozważania te oczywiście nie mogą wyczerpać możliwych argumentów w dyskusji o Początku i Stwórcy. Objawiona wiara, która staje się doświadczeniem życia w Bogu, poucza iż: nie jesteśmy jakimś przypadkowym i bezsensownym produktem ewolucji. Każdy z nas jest wyrazem myśli Bożej. Każdy z nas stał się upragnionym, ukochanym i wręcz koniecznym. (Benedykt XVI).
Monika Grzesik
==================
PRZYPISY:
¹Anthony Flew, Bóg istnieje, tłum. R. Pucek, Fronda 2010.
Tytuł oryginalny: THERE IS A GOD. How the World’s Most Notorious Atheist Changed His Mind.
Wszystkie fragmenty oznaczone (*) pochodzą z przywołanej w przypisie ¹ publikacji
Pozostałe przypisy, z wyjątkiem (⁷) podane w ślad za powyższą publikacją.
² Max Planck, Where is science going? New York 1977 s. 168
³ Erwin SchrӧdingerMy View of the World, Cambridge 1964, s. 93
⁴ Paul A. M. DiracThe Evolution of the Physicist’s Picture of Nature ”Scientific American” nr 208
⁵ Max Jammer, Einstein and Religion, Princeton 1999 s. 45 -46
⁶ Karol DarwinAutobiografia, tłum. St. Skowron w: Dzieła wybrane t. VIII, Warszawa 1960 str. 47
⁷ Stephen Hawking, Krótka Historia czasu, tłum. P. Amsterdamski, Warszawa 1990, s. 161
⁸ Fred Hoyle and N. Chandra Wickramasinghe, Evolution from Space: A Theory of Cosmic Creationism (New York: Simon and Schuster, 1981), p. 148
⁹ Georg Wald, Life and mind in the Universe
[w]: Henry Margenau, Roy Abraham Vaghese, Cosmos, Bios, Theos, La Salle 1992, s. 218
¹⁰ Richard Dawkins, Steven Pinker Is Science Killing the Soul? The Guardian-Dillons Debate
„Leczyłam się amantadyną. Widziałam więc, jak z dawki na dawkę moja sytuacja się poprawia i wobec mnie ten lek rzeczywiście działa” – powiedziała europosłanka Solidarnej Polski Beata Kempa.
„W tych pierwszych, najgorszych chwilach miałam gdzieś z tyłu głowy, że nie wyląduję pod respiratorem, nie wyląduję w szpitalu, nie będzie ze mną źle. Miałam poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście wiem, że są różne teorie, ale ja jednak się tego trzymałam. Od razu też włączono leczenie. Przyznaję, że leczyłam się amantadyną, ponieważ w pierwszych chwilach czułam się naprawdę bardzo źle” – opowiadała europarlamentarzystka na antenie telewizji wPolsce.pl.
„Widziałam więc, jak z dawki na dawkę moja sytuacja się poprawia i wobec mnie ten lek rzeczywiście działa. Zastrzegam, że ważne jest, aby przyjmowanie amantadyny skonsultować z lekarzem i brać także te leki, które trzeba przyjmować obok amantadyny – leki na rozrzedzenie krwi, witaminy, to, co zaleci. Nie róbmy niczego na własną rękę. Ja miałam takie wrażenie, ale przede wszystkim pewność, że ten lek również pomaga” – relacjonowała Beata Kempa.
„Jestem pewna i sama po sobie sądzę, że te wyniki będą pozytywne. Znam inne osoby, które również podjęły leczenie amantadyną i jest ono bardzo dobre. Być może nie pomoże ono każdemu, bo tak jest ze wszystkimi lekami, ale są w Polsce przypadki – te medialne i te, które znamy po sąsiedzku. To znaczy, że ten lek działa. Jedno jest pewne tę chorobę trzeba leczyć. To jest jasne. Ja cieszę się, że uniknęłam szpitala i respiratora” – podsumowała polityk Solidarnej Polski. https://www.fronda.pl/a/kempa-chorowalam-na-koronawirusa-pomogla-mi-amantadyna,171285.html
Bo nie ma, bo medycyna i nauka póki co okazały się bezradne. Bo jedyne co mamy to „szczepionki”. Tak mówią eksperci. Tak mówią lekarze. Tak mówi nauka. Tak mówią media. Tak mówi władza.
Na szczęście były i są respiratory za ekstra stawkę dla szpitala „kowidowego”. W tym te od ministra Szumowskiego. Po respiratorach trumny w Bergamo. Nie to, że tylko w Polsce. To samo w USA i gdzie indziej. No i ogólnie stawki „kowidowe”, w tym za zgony „z” i „na” „kowid” od ministra Niedzielskiego. Jest dobrze.
Kto się wyliże, ten nie umrze. Dopust boży, prawo przyrody. Jak kto woli. Dlatego: Szczepimy się!
To znaczy oni się szczepią. My nie.Był remdesivir po circa 10000 zł od „skóry”, ale zdaje się, że skuteczniej od „kowida” zwalczał wątrobę i nerki. To ma teraz „warunkową rekomendację negatywną” od Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).
W przypadkach krytycznych WHO zaleca, a jakże: warunkowo, przeciwciała monoklonalne. A na ostrą jazdę w burzy cytokinowej, tuż przed śmiercią, zdecydowanie rekomenduje tocilizumab lub sarilumab. Z tym, że te cymesy dla wybrańców losu dopiero na oddziałach „kowidowych” podczas „intensywnej terapii”.
Konkurencja proponuje specyfik o dwukrotnie lepszej skuteczności (6% ARR, 16 NNT, 89% RRR). Wystarczy więc, że szesnastu zażyje pigułki, żeby jeden statystycznie miał nie umrzeć na „kowida” lub nie trafić do szpitala. Z tym, że żeby to zadziałało, muszą jednocześnie zażyć w pakiecie również pigułki starsze, które producent standardowo rekomenduje chorym na AIDS. Trudno powiedzieć, czy to jest wada, czy zaleta. To chyba coś jak booster.
Czyli sytuacja jest jednak rozwojowa. I chyba sprawy rzeczywiście zaczynają iść w dobrym kierunku. No i faktycznie posypią się nowe warunkowe dopuszczenia do obrotu dla nowych eksperymentalnych preparatów.
Bo przykładowo „szczepionką” Pfizera (0,84% ARR, 119 NNV, RRR 95%) trzeba było dotąd „wyszczepić” aż stu dziewiętnastu chłopa, żeby jeden statystycznie miał nie zachorować na „kowida”. Uprzedzam pytanie: to też są dane z badań klinicznych producenta. W dodatku te, w oparciu o które Europejska Agencja Leków (EMA) udzieliła tej „szczepionce” warunkowego dopuszczenia do obrotu. Uprzedzam kolejne pytanie: pozostałe „szczepionki” są mniej więcej tak samo dobre. Choć dla AstraZeneki wskaźnik NNV wynosił 78. Kto ciekawy poczyta sobie niżej w „The Lancet”.
Że miały „chronić w 100% przed hospitalizacją i zgonem”, jak dezinformował za Faucim jeszcze do 22 listopada Państwowy Zakład Higieny na swojej stronie internetowej?
Żeby nieco rozluźnić atmosferę przypomnijmy, że nasze rozważania dotyczą zespołu dość typowych symptomów przeziębieniowych, określanych kryptonimem COVID-19, pod warunkiem potwierdzenia infekcji wirusowej SARS-CoV-2 niezwykle kontrowersyjnym testem PCR (upraszczam nieco – to temat na odrębny artykuł).
Owszem, w niektórych przypadkach symptomy te mogą przerodzić się w poważne powikłania płucne, a także naczyniowe i ogólnoustrojowe, które niekiedy mogą doprowadzić do zgonu.
Przy grypach też tak bywało, tyle że pies z kulawą nogą nie interesował się liczbą zgonów dziennych na choroby układu oddechowego w danym sezonie. No i ewidencja wyglądała odrobinę inaczej niż przy „kowidzie”. „Choroby zakaźne jako przyczyny wyjściowe zgonów są nadrzędne w stosunku do chorób niezakaźnych. (…) Dlatego COVID-19 oznaczony kodem U07.1 (przypadek potwierdzony) będzie stanowił wyjściową przyczynę zgonu” – tak stanowią polskie państwowe „Wytyczne dotyczące kodowania zgonów związanych z epidemią koronawirusa wywołującego COVID-19”, oparte z kolei na wytycznych WHO.
„Dodatek kowidowy” dla lekarza i szpitala zapewne też robi swoje. Zresztą tym łatwiej o zgon teraz, w sytuacji wysyłania ludzi na kwarantannę bez badania lekarskiego, w erze leczenia nieżytów dróg oddechowych bez minimum badania osłuchowego, paracetamolem poprzez teleporadę. Krzepiące, że w ramach tele-porady pacjent otrzymuje wskazówkę, że będzie mógł wezwać pogotowie, kiedy tylko sam poczuje, że nadszedł już czas na podłączenie go do respiratora. Trzeba jednocześnie podkreślić, że globalna śmiertelność z powodu COVID-19 nie przekroczyła wskaźnika typowego dla grypy sezonowej. Wykazał to szanowany amerykański epidemiolog i biostatystyk prof. John Ioannidis, który obliczył i podał śmiertelność z powodu COVID-19 globalnie na poziomie średnio około 0,15% (wskaźnika IFR – Infection Fatality Rate), w oparciu o dane zebrane do lutego 2021.
Wcześniejsze dane, zebrane do 9 września 2020, które poddał analizie, wskazywały medianę śmiertelności globalnej na poziomie 0,23% IFR. I taką informację podaje zresztą do dziś na swoich stronach WHO.
Na koniec tej części ciekawostka: anonimowy tzw. list Spartakusa prezentujący alternatywne, lecz solidnie udokumentowane źródłowo (kilkaset odnośników), spojrzenie na fenomen COVID-19. Warto się z nim zapoznać.
Rzeczywiście problem – i to potencjalnie nawet śmiertelny – może mieć dziś każdy pacjent przychodni w Polsce,
o ile akurat nie zdobył samodzielnie wiedzy o „kowidzie” i jego leczeniu, albo nie jest z Przemyśla lub okolic. Właściciel przemyskiej Optimy, specjalista pulmonolog dr Włodzimierz Bodnar, chyba jako jedyny lekarz w Polsce ma odwagę na stronie internetowej własnej przychodni oferować „kompleksowe przyczynowe leczenie COVID-19 z zastosowaniem amantadyny i szerokim zestawem leków objawowych, w tym leczenie infekcji SARS-CoV-2 oraz leczenie zespołów poCOVIDowych i LongCOVID.”
Leczył przyczynowo, podkreślmy: przyczynowo amantadyną od początku „pandemii” i robi to nadal, pomimo tego, że państwowy „rzecznik praw pacjenta” wszczął wobec niego niedawno postępowanie wyjaśniające w sprawie rzekomego eksperymentowania na ludziach.
Ten odrażający przykład prześladowania nosi znamiona systemowej zemsty aparatu państwa i korporacji lekarskiej, dokonywanej pod wyjątkowo obłudnym pozorem „troski o dobro pacjenta”, w sytuacji gdy nigdzie indziej „kowida” się przyczynowo nie leczy, bo zgodnie z obowiązującym dogmatem „nie ma na niego żadnych lekarstw”. Z tego punktu widzenia dr Bodnar jest niebezpiecznym wichrzycielem i wywrotowcem, bo udowadnia, że jednak da się skutecznie leczyć pacjentów na nową chorobę dobrze znanym lekiem. Podważa więc fałszywy dogmat, ośmieszając jego twórców i wyznawców. Tego „uczeni w piśmie” kapłani „kowida” z „rady medycznej” i okolic nie mogą mu darować, próbując zrobić z niego szarlatana. Na szczęście dr Bodnar ma ich tam, gdzie oni mogą pana doktora w dupę pocałować.
W Warszawie można zapewne spróbować u dr Marty Roszkowskiej, która też zdaje się potrafi to leczyć, i też „zna” amantadynę, a o „oficjalnych wytycznych”, którymi mają obowiązek kierować się polscy lekarze, w niedawnym wywiadzie dla DoRzeczy.pl powiedziała tak:
– Z ciężkim sercem, stawiam oskarżenie, że w majestacie prawa, nasza grupa zawodowa polskich lekarzy, z powodu śmiercionośnych wytycznych dotyczących terapii pierwszej fazy, zaniechania badania i leczenia, skazała na śmierć kilkadziesiąt tysięcy Polaków.
Żeby pojąć zabójczą mechanikę wojny prowadzonej przez państwo polskie z COVID-19, a w istocie z Polakami (patrz „zgony nadmiarowe”) pod przykryciem „walki z pandemią”, warto dla uzupełnienia przeczytać wywiad z dr. Zbigniewem Martyką, Kierownikiem Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego w Szpitalu ZOZ w Dąbrowie Tarnowskiej pt. Zapaść na życzenie.
No i należałoby przywołać raport opracowany dla Warsaw Enterprise Institute przez dra Pawła Basiukiewicza, kierownika Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim pt. Ani jednej łzy. Ochrona zdrowia w pandemii.
Na przykład takich jak amantadyna, która – jak udowodnił w praktyce dr Bodnar – skutecznie leczy przyczynowo „kowid”. Wyleczyła kilka tysięcy jego pacjentów, w tym rozmaite osoby publiczne, w tym byłą prezes SN Małgorzatę Gersdorf, wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła a ostatnio Jana Pospieszalskiego.
Otóż być ich po prostu nie mogło i nie może, bo to, ogólnie mówiąc, popsułoby szyki organizatorom operacji „pandemia”, a w szczególności udaremniłoby błyskawiczną akcję „wyszczepiania” populacji eksperymentalnymi preparatami. Pojawienie się skutecznego leku uniemożliwiłoby w ogóle jej rozpoczęcie, lub też spowodowałoby jej przerwanie ze względów formalnych. Nie można legalnie „wyszczepiać” milionów nieprzebadaną w pełni, wciąż eksperymentalną „szczepionką”, gdy ma się do dyspozycji skuteczny bezpieczny lek. A więc przede wszystkim nie można było do pojawienia się takiego leku dopuścić.
Kto uważnie i krytycznie śledzi rozwój operacji „pandemia”, ten zdążył się już przekonać, że „wyszczepianie” eksperementalnymi preparatami jest dla jej organizatorów kluczowe (dlaczego, jest nadal przedmiotem spekulacji). Przy czym nie dajmy się zwieść, że chodzi tu przede wszystkim o zdrowie i życie „wyszczepianych”. Zbyt wielu z nich zostaje przez „szczepionki” zabitych lub okaleczonych już wkrótce po „wyszczepieniu”, by można uznać ten argument za poważny. A średnio- i długoterminowe skutki zdrowotne będą się dopiero ujawniać.
Bilans ofiar „wyszczepiania” można śledzić na bieżąco aktualizowanej stronie dra Vernona Colemana – są tam publikowane odnośniki do odpowiednich zestawień z UE, USA i UK:
Odpowiedź brzmi: nie ma dla was leków na „kowid”, bo „pandemia” ma trwać, a wy macie dalej przyjmować „szczepionki”,
dokładnie te, które właśnie są w użyciu, czyli nieskuteczne i szkodliwe, oraz ich kolejne „boostery”. W UK zatwierdzono właśnie ich podawanie z interwałem trzymiesięcznym. Jak to się ma do propagandowej „ostatniej prostej”?
Należy raz jeszcze podkreślić, że brak dostępności jakichkolwiek skutecznych lekarstw i metod terapii COVID-19, w szczególności na etapie wstępnym domowo-ambulatoryjnym, został a priori przyjęty jako dogmat w wytycznych terapeutycznych opracowanych przez WHO, a za nią przez wszystkie państwa świata od samego początku „pandemii”.
W ślad za tym wszelkie spontaniczne praktyczne próby eksperymentowania w terapii z dostępnymi i znanymi medycynie lekami, zostały efektywnie stłumione w zarodku lub zepchnięte na margines przez establishment medyczno-urzędniczo-naukowy. Podejmujący je lekarze praktycy zostali stygmatyzowani, ośmieszani i potraktowani jako dysydenci i „czarne owce”, lub też odwoływano się do „braku publikacji naukowych w uznanych recenzowanych czasopismach medycznych”, jako argumentu rozstrzygającego.
I nie bez powodu.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy i dysponując wiedzą płynącą z obserwacji rozwoju operacji „pandemia”, chodziło bowiem raczej nie o to, żeby COVID-19 jakkolwiek skutecznie leczyć metodami domowo-ambulatoryjnymi (jak przeziębienia i grypę) przy pomocy znanych już leków, które mogły okazać się skuteczne, przede wszystkim pod kontrolą lekarzy rodzinnych, ale żeby jego rzekomą „nieuleczalność” wykorzystać jako pretekst do wzbudzenia powszechnej paniki, a następnie „wyszczepienia” całych populacji, wprowadzonymi na rynek bezprecedensowo szybko, i z pominięciem pełnych badań klinicznych, eksperymentalnymi preparatami szczepionkowymi, które zostały przedstawione jako jedyne dostępne w krótkim czasie remedium.
Przy tym całkowicie kontrproduktywnych w przypadku tego rodzaju choroby wirusowej – a w istocie wysoce szkodliwych z epidemiologicznego punktu widzenia – lockdownów, masek, dystansowania społecznego oraz całego tego pandemicznego teatru terroru propagandowego użyto wyłącznie do wytworzenia zapotrzebowania społecznego na wybawienie, które, jak ogłaszano, mogły i miały przynieść tylko „szczepionki”.
Eksperymentalne „szczepionki” wprowadzono na rynek przy pomocy procedury „warunkowego dopuszczania do obrotu”.
Żeby zatem lepiej zrozumieć genezę pełnego rezerwy stosunku do amantadyny polskich władz państwowych i większości środowiska medycznego, jak również analogicznie władz i większości środowisk medycznych w zasadzie wszystkich innych krajów tzw. Zachodu (UE, USA, UK i dominia), tyle że tam raczej do leków takich jak m.in. iwermektyna, fluwoksamina, czy hydroksychlorochina (jako jonofor cynku), należy zapoznać się z procedurą warunkowego dopuszczania do obrotu eksperymentalnych „szczepionek”.
Aktualne polskie państwowe zalecenia terapeutyczne Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, w COVID-19 można sprawdzić tutaj:
A tak ci polscy urzędnicy medyczni przygotowali sobie prawdopodobną tzw. „podkładkę” pod tymczasowe blokowanie amantadyny, przynajmniej dopóki nie pojawią się w piśmiennictwie naukowym niezaprzeczalne dowody na jej skuteczność w przyczynowym leczeniu COVID-19:
Podobne „opracowania” powstały dla szeregu innych obiecujących leków, o potwierdzonej na świecie w praktyce skuteczności, jak iwermektyna czy fluwoksamina. Proszę się przekonać, samemu zaglądając na stronę AOTMiT.
Amantadyna, a dokładniej chlorowodorek lub siarczan amantadyny jest dobrze poznanym lekiem o właściwościach przeciwwirusowych,
posiadającym od początku, to jest od kilkudziesięciu lat, rejestrację do leczenia grypy typu A, jak również w ramach innego mechanizmu działania objawów neurologicznych – dyskinez typu parkinsonowskiego. Lek całkowicie bezpieczny w stosowaniu pod kontrolą lekarską i bez większych, a przede wszystkim długotrwałych skutków ubocznych. Tu można przeczytać opis medyczny amantadyny w obu wymienionych postaciach chemicznych:
Przypadek amantadyny jest szczególny dla Polski, ponieważ już od kwietnia 2020 r. istniały rodzime opublikowane doniesienia o jej korzystnym działaniu przeciw „kowid” u chorych leczonych na Parkinsona, pochodzące od neurologa prof. Konrada Rejdaka. Do tego bieżące obserwacje potwierdzające skuteczność z praktyki klinicznej przychodni Optima pulmonologa dra Włodzimierza Bodnara z Przemyśla i jego listy do Ministerstwa Zdrowia.
Żeby wprowadzić amantadynę do praktycznego leczenia „kowid” w Polsce nie potrzeba było żadnych dodatkowych badań, ani procedur administracyjnych.
Wystarczyło stworzyć nieformalną atmosferę przychylności, aby lekarze wzorem dra Bodnara i w oparciu o jego schemat dawkowania podejmowali się leczenia „kowid” amantadyną u własnych pacjentów w trybie off-label – czyli „poza wskazaniami rejestracyjnymi”. Było i jest to legalne i nie wymagało zmiany jakichkolwiek przepisów. Proszę porównać:
Jak wiemy minister Niedzielski i „rada medyczna” zrobili odwrotnie. Zrobili wszystko, żeby ten lek i Bodnara zniszczyć w oczach opinii publicznej. Robili to pomimo, że jak widać z oficjalnych wytycznych, nie dysponują niczym, co działałoby na wczesnym etapie rozwoju choroby i blokowało replikację wirusa. Czyli to, co – jak wykazało doświadczenie z praktyki dra Bodnara – robi z powodzeniem amantadyna.
Znamienna była próba administracyjnego odcięcia Polaków od dostępu do amantadyny, którą podjęło Ministerstwo Zdrowia ubiegłej jesieni, ustanawiając całkowity zakaz sprzedaży aptecznej leku Viregyt-K (chlorowodorku amantadyny) poza wskazaniami neurologicznymi. Nie powiodła się ona dzięki interwencji wiceministra Warchoła i jak sądzę również ministra Ziobry, który zapewne poparł Warchoła wewnątrz rządu. W rezultacie wznowiono obrót amantadyną nierefundowaną, ale pochodzącą wyłącznie z importu równoległego, co nie sprzyjało dostępności tego leku. W rezultacie postawy ministerstwa i „rady medycznej” w środowisku lekarskim panował zresztą efektywny bojkot amantadyny. Nieliczni lekarze chcieli i mieli odwagę przepisywać lek. Skorzystały na tym firmy specjalizujące się w wystawianiu recept przez internet w zamian za odpłatność za fikcyjną w praktyce, bo pozbawioną jakiegokolwiek badania, usługę lekarską. Aby otrzymać taką receptę pod żadnym pozorem nie można było wymieniać wprost jako wskazania COVID-19, a jedynie podawać typowe objawy grypy. Rozwinęło się prawdziwe amantadynowe podziemie.
Jak pamiętamy tzw. „rada medyczna” i całe grono telewizyjnych ekspertów starało się na wyścigi zdyskredytować, a właściwie publicznie obrzydzić i zohydzić amantadynę. Robili to tak żarliwie i z takim zaangażowaniem, że wyglądało to tak, jakby każdy z nich kolejno meldował się jakiemuś niewidzialnemu „oficerowi prowadzącemu” z big pharmy, albo i nie stamtąd.
Aktualnie trwające badania kliniczne skuteczności amantadyny przeciwko COVID-19 w Polsce, uruchomione zostały pod przemożnym naporem opinii publicznej. Zrobiono to wyłącznie dla upuszczenia pary z kotła, i tak późno, jak to tylko było można przeciągać. Utknęły one zresztą w martwym punkcie, a nawet wygląda na to, że są od środka sabotowane. Istnieją też poważne wątpliwości co do poprawności metodologicznej przynajmniej jednego z tych badań. Amantadyna jest bowiem najbardziej skuteczna w pierwszej fazie choroby do powstrzymania wiremii. Później też pomaga, ale w przypadku narastających powikłań efekty są już mniej spektakularne. W ostatnich dniach minister Warchoł ponownie interweniował w tej sprawie u Niedzielskiego:
Trudno zatem oprzeć się wrażeniu, że działania Ministra Zdrowia w sprawie amantadyny noszą znamiona wyjątkowo perfidnej urzędniczej obstrukcji. Gdyby jednak doszło w przyszłości do jakichś rozliczeń za ewentualne zaniedbania, ministrowi prawdopodobnie udałoby się wykazać przed sądem, że na gruncie formalnoprawnym nie można mu niczego zarzucić. To jest ten typ urzędnika, który na wszystko będzie miał kwity.
„Proponujemy amantadynę jako nowy, tani, łatwo dostępny i skuteczny sposób leczenia COVID-19„
– ogłasza międzynarodowy badawczy zespół autorów artykułu pt. Amantadyna ma potencjał w leczeniu COVID-19, ponieważ hamuje znane i nowe kanały jonowe kodowane przez SARS-CoV-2 in vitro, który ukazał się 1 grudnia 2021 w czasopiśmie naukowym „Communications Biology” grupy Nature Portfolio; całkiem szybko, bo równo rok od daty zgłoszenia przez autorów.
Z depeszy PAP dowiedzieliśmy się właśnie, że konkluzje z opublikowanego badania zostały radykalnie zmienione. Na szczęście kopia oryginalnego artykułu zachowała się w WebArchive (pierwszy odnośnik wyżej).
Na czerwono zaznaczyłem wyżej jak „poprawiono” treść, którą w wersji oryginalnej zacytowałem w niniejszym tekście, usuwając (skreślony) i dodając fragment.
Należy przypuszczać, że pierwotne entuzjastyczne doniesienia badaczy, w sposób skandalicznie nieodpowiedzialny dopuszczone do publikacji przez redaktorów „Communications Biology”, musiały kogoś bardzo zaniepokoić, a może i rozzłościć, na tyle, że naciśnięto gdzie trzeba niewidzialny czerwony guzik.
Ogary poszły w las, a wyrywni badacze, których widać zanadto poniosło szczere uniesienie, towarzyszące nieodmiennie każdemu doniosłemu odkryciu, zostali skarceni i przywołani do porządku. No to co mieli zrobić? Wleźli grzecznie pod stół i odszczekali.
Co dokładnie musieli jeszcze odszczekać, można przeczytać w depeszy PAP lub po prostu porównać ze sobą obie wersje artykułu z cytowanych odnośników.]
W tydzień później Minister Zdrowia wydaje obwieszczenie, którym „ogranicza ordynowanie i wydawanie leku Vigeryt-K
wyłącznie do choroby i zespołu Parkinsona, oraz leczenia dyskinezy późnej u osób dorosłych”. Zdaniem rzecznika Andrusiewicza „Na ten moment badania nie potwierdzają skuteczności leku (przeciwko COVID-19)”.
A więc dostępny będzie tylko siarczan amantadyny (Amantix), lek drugiego wyboru o wolniejszej biodostępności, i miejmy nadzieję, że jak poprzednio Vigeryt-K z importu równoległego; zapewne w ograniczonym zakresie.
Obwieszczenie jest identyczne z zeszłorocznym, które uchylono dopiero 26 lipca 2021. Czyli poza sezonem „kowidowym” resort dozwolił na cztery i pół miesiąca pieredyszki.
Widzimy więc, że minister po raz drugi z premedytacją dusi podaż amantadyny w szczytowym sezonie zachorowań na COVID-19,
obejmującym falę jesienno-zimową oraz zimowo-wiosenną. Dokładnie wówczas, gdy pozbawieni rzeczywistej pomocy lekarskiej Polacy próbują amantadyną ratować zdrowie i życie swoje i swych rodzin. Na szczęście niektórym udaje się jakoś zdobywać recepty. Oficjalna sprzedaż amantadyny w roku 2021 przekroczyła 400 tys. opakowań; o prawie 3,5 raza więcej niż w całym roku 2019, kiedy w Polsce sprzedało się niecałe 118 tys.
W tej sytuacji jedynym rozsądnym posunięciem uczciwej władzy byłoby doprowadzenie do zwiększenia podaży amantadyny w dystrybucji aptecznej.
Ale to byłoby wbrew dogmatowi o „niepotwierdzonej skuteczności leku”. Wobec konieczności jego podtrzymywania za wszelką cenę, zdrowie i życie Polaków nie ma żadnego znaczenia.
Jednocześnie idę o zakład, że jak tylko pojawiłyby się naprawdę mocne kwity, wobec których nawet Niedzielski okazałby się bezradny, ten cwany oportunista jako pierwszy dokona spektakularnej wolty i będzie próbował przedstawić się jako „mesjasz”, który, w oparciu o zlecone przez siebie „rzetelne i niepodważalne badania naukowe” jako pierwszy ofiarował Polakom, a kto wie, czy nie całej ludzkości, amantadynę, jako tzw. „małe remedium” na „kowid”. Dużym i ostatecznym remedium pozostaną bowiem nieodwołalnie „szczepionki”.
Na razie minister Niedzielski i jego Andrusiewicz dzielnie trzymają się linii, że „na ten moment badania nie potwierdzają skuteczności”, choć lista publikacji wskazujących na coś wprost przeciwnego niebezpiecznie się wydłuża:
Okazuje się, że w zasadzie nadal nie ma jednoznacznych zaleceń, a niemal wszystkie rekomendacje mają charakter warunkowy pozytywny, negatywny, lub też całkowicie wykluczający. I dotyczą ostrych lub bardzo ostrych przypadków szpitalnych.
W tym miejscu należy wymienić także „zalecenia diagnostyki i terapii zakażeń SARS-CoV-2” Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych:
A to dlatego, że opierają się one zasadniczo na wytycznych WHO i raczej nie odznaczają się niczym specjalnym, szczególnie na tle niektórych dostępnych pod odnośnikami zamieszczonymi niżej niezależnymi schematami amerykańskimi. I nadal zalecają remdesivir. Żeby więc chorować w polskim szpitalu kowidowym trzeba mieć zdrową wątrobę i nerki. Ma się rozumieć przed terapią.
Warto przy okazji dowiedzieć się jak Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych chciałoby urządzić wszystkich Polaków:
Tymczasem poza oficjalnym obiegiem WHO i państwowych krajowych organów zajmujących się wydawaniem wytycznych terapeutycznych, powstało szereg skutecznych praktycznie schematów leczenia COVID-19:
Począwszy od etapów wczesnej infekcji, leczonej ambulatoryjnie, po szpitalne, w tym dla bardzo ciężkich przypadków. Nie jest to dzieło żadnych szamanów, a lekarzy praktyków nierzadko wybitnych, jak np. dr Peter A. McCullough, który przed COVID-19 należał do ścisłej elity najwybitniejszych lekarzy USA. I nadal należy, z tym że robi się z niego publicznie pariasa, jak ze wszystkich odważnych lekarzy i naukowców, którzy nie popłynęli z prądem operacji „pandemia”.
Jako ciekawostkę podaję odnośnik do zaleceń „ludowej terapii” „kowid”, które powstały w oparciu o informacje i porady zamieszczone na forum strony internetowej przychodni Optima” dra Włodzimierza Bodnara. Jest to „mądrość zbiorowa” setek, a nawet tysięcy użytkowników forum, którzy wspierają się wzajemnie i wymieniają informacjami. Na forum jest również aktywnych wielu lekarzy, którzy jak dr Bodnar stosują amantadynę. W żadnym razie nie wolno lekceważyć tego aktualizowanego na bieżąco samopomocowego poradnika, choć oczywiście nie jest to podręcznik medycyny akademickiej. Rady tam zawarte uratowały zdrowie i życie wielu Polakom, podczas gdy publiczna służba zdrowia odwróciła się od nich plecami.
Szereg cennych praktycznych informacji na temat leczenia COVID-19, opartych o weryfikowalne źródła i publikacje medyczne i naukowe, agreguje i podaje polska strona: https://covid-19-nieznane-fakty.pl/
Warto przy okazji wymienić polskie najważniejsze niezależne środowiska medyczne i naukowe, które nie płyną z prądem operacji „pandemia”:
Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców https://psnlin.pl/
Warto zwrócić uwagę na wartościowy blog na tej stronie. Zawiera on bieżąco aktualizowane informacje dotyczące „obostrzeń” i szykan nakładanych przez państwo i podmioty prywatne, opinie i porady prawne na ich temat oraz przydatne wskazówki praktyczne.
Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach „STOP NOP”
Stowarzyszenie udziela wszechstronnego wsparcia poszkodowanym w wyniku „wyszczepienia”. Strona zawiera gotowe wzory pism i szereg informacji przydatnych do obrony swoich praw podczas operacji „pandemia”.
Wygląda na to, że sam dr Włodzimierz Bodnar postanowił rzucić wyzwanie pandemicznemu państwu i organizuje wokół siebie ugrupowanie polityczne, zmierzające w pierwszym rzędzie do zakończenia fałszywej „pandemii” w Polsce. To może być bardzo mocny lider i silne ogniwo szerokiego ruchu przeciwników „pandemicznej” opresji.
Wspólnie dla Zdrowia
https://wspolniedlazdrowia.pl/
Ku konkluzji
„Brak skutecznych lekarstw i metod terapii” lub istnienie „niezaspokojonej potrzeby medycznej” stanowi faktyczny i prawny warunek konieczny, umożliwiający zastosowanie procedury „warunkowego dopuszczania do obrotu” eksperymentalnych szczepionek i leków.
Jest tak zarówno w USA, gdzie nosi ona nazwę EUA – emergency use authorisation, jak i w UE, gdzie nazywa się ona CMA – conditional marketing authorisation.
Podstawą prawną unijnej procedury CMA – conditional marketing authorisation, która może mieć zastosowanie np. właśnie podczas pandemii, jest artykuł nr 14-a Rozporządzenia (WE) nr 726/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady.
Ów artykuł nr 14-a został dodany do rozporządzenia (WE) nr 726/2004 nowelizacją z dnia 11 grudnia 2018 r., która weszła w życie na początku 2019 r., zmieniając i porządkując uprzednio obowiązujące w tym zakresie przepisy.
Przypomnijmy, że „pandemia” oficjalnie wystartowała w Europie w marcu 2020 r., ale pamiętamy, że afera z „dziwnym wirusem” w Chinach ruszyła już późną jesienią 2019 r., dokładnie w listopadzie-grudniu.
Wygląda na to, że Unia Europejska przygotowała się do operacji „pandemia”, odpowiednio modyfikując, porządkując i tym samym od nowa ustanawiając podstawę prawną dla „wyszczepiania” swojej populacji eksperymentalnymi preparatami.
Dobrze jest mieć porządek w przepisach na ważnym odcinku. Zwłaszcza gdy się jest tak monstrualną, inercyjną strukturą biurokratyczno-urzędniczą jak Unia Europejska. Zwłaszcza tuż przed nadciągającą katastrofą.
Cytuję niżej ust. 1 i 2 ze wspomnianego „nowego” art.14-a:
„1. W należycie uzasadnionych przypadkach, aby spełnić niezaspokojone potrzeby medyczne pacjentów, pozwolenie na dopuszczenie do obrotu w przypadku produktów leczniczych przeznaczonych do leczenia lub diagnostyki medycznej chorób poważnie upośledzających lub zagrażających życiu, lub do zapobiegania takim chorobom, może zostać wydane przed przedłożeniem wyczerpujących danych klinicznych, pod warunkiem że korzyści wynikające z natychmiastowej dostępności na rynku danego produktu leczniczego przewyższają ryzyko związane z faktem, że wciąż wymagane są dodatkowe dane. W nagłych sytuacjach pozwolenie na dopuszczenie do obrotu takich produktów leczniczych może zostać wydane również w przypadkach, gdy nie zostały dostarczone wyczerpujące dane przedkliniczne lub farmaceutyczne.
2. Na użytek niniejszego artykułu „niezaspokojone potrzeby medyczne” oznaczają stan, w przypadku którego nie istnieje zadowalająca metoda diagnozowania, zapobiegania lub leczenia dopuszczona w Unii lub – nawet jeżeli taka metoda istnieje – w przypadku którego zastosowanie danego produktu leczniczego będzie stanowiło znaczącą korzyść terapeutyczną dla osób dotkniętych chorobą.”
Nowelizacja, o której mowa to Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 2019/5 z dnia 11 grudnia 2018 r. zmieniające rozporządzenie (WE) nr 726/2004 ustanawiające wspólnotowe procedury wydawania pozwoleń dla produktów leczniczych stosowanych u ludzi i do celów weterynaryjnych i nadzoru nad nimi oraz ustanawiające Europejską Agencję Leków (…).
Wprawdzie nie mamy żadnych leków, ale dzięki temu zatwierdzone zostały warunkowo eksperymentalne „szczepionki”, a „pandemia” mogła wejść płynnie w kluczowy dla jej powodzenia etap „wyszczepiania”.
Nic to. Jak tylko błyskawicznie uzyskają warunkowe dopuszczenia do obrotu, dołączą do nich eksperymentalne leki na „kowid”. I będzie się nimi leczyć „wyszczepionych” i nieszczepionych. Tych ostatnich do czasu likwidacji ich dysydenckiej grupy. Później do leczenia pozostaną sami „wyszczepieni”. Za to, przynajmniej na początku, będzie ich bardzo dużo.
—————————————-
Tekst ten, napisany na pohybel winnym zbrodni popełnionych w operacji „pandemia”, poświęcam pamięci tych, którzy w państwowej statystyce figurują jako „zgony nadmiarowe”.
Już po napisaniu tego tekstu, na stronie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej natrafiłem na artykuł pt. Dlaczego wciąż czekamy na skuteczny lek przeciwko COVID-19?, stanowiący omówienie, cytuję: „dyskusji wybitnych polskich naukowców podczas debaty pt. Poszukiwanie skutecznego leku na COVID-19, zorganizowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej” 14 października 2021 w ramach akcji „Ufajmy nauce”.
Oczywiście znacznie lepiej obejrzeć film z całej debaty, ale trwa on prawie 1,5 h.
Zainteresowanym postępami w pracach nad poszukiwaniem leków i terapii przeciwko „kowid” można polecić stronę agregującą tego typu informacje o prowadzonych na świecie badaniach, w tym również nad „szczepionkami”:
A także inną, która zbiera dane o m.in. o składnikach terapii wczesnej fazy (early treatment), stosowanych przez poszczególne kraje, jak również agreguje wyniki badań leków i substancji obiecujących w walce z „kowid”, w szczególności na wstępnym etapie choroby.
Poinformowali nas w jednoznaczny sposób, że nasze życie zmieni się na zawsze. Nazwali i rozpropagowali tę zmianę jako „Nową Normalność”, na wypadek gdybyśmy… no wiesz, mieli problemy poznawcze. Nie ukrywali tego. Chcieli, abyśmy dokładnie zrozumieli, co nadchodzi: globalno-kapitalistyczna wersja totalitaryzmu, w której wszyscy będziemy szczęśliwymi, małymi faszystowskimi „konsumentami” pokazującymi sobie nawzajem nasze „certyfikaty podporządkowania”, aby wolno nam było żyć.
« « ∗ » »
W menu na dziś danie nowo normalne. CJ Hopkins podsumowuje mijający rok, pierwszy pełny w Nowej Normalności. W felietonie nie brakuje przeglądu wydarzeń, przykładów patologicznych zmian oraz analizy sytuacji w jakiej się znajdujemy. Oryginalny tekst zawiera dosadne sformułowania, stąd fragmentami złagodzone tłumaczenie.
Zapraszam do lektury.
____________***____________
Nazis on Holiday
Rok Nowo Normalnego Faszysty
I tak oto, gdy 2021 rok defiladowym krokiem zbliża się do fanatycznego końca, nadszedł czas na moje tradycyjne podsumowanie końca roku. To „Rok Wołu” w chińskim zodiaku, ale ja nazywam go „Rokiem Nowo Normalnego Faszysty”.
Ale to nie jest tylko opowieść o Nowo Normalnych Niemczech, Nowo Normalnej Europie czy Nowo Normalnej Australii. I nie jest to tylko opowieść o masowej histerii czy „nadmiernej reakcji” na koronawirusa. „Nowa Normalność” to globalna koprodukcja GloboCap, koprodukcja warta wiele bilionów dolarów, która jest w fazie rozwoju już od dłuższego czasu, a ten rok przeszedł dokładnie wg scenariusza.
Biorąc pod uwagę cały dramat ostatnich 12 miesięcy, łatwo zapomnieć, że rok rozpoczął się okupacją Waszyngtonu przez tysiące żołnierzy z amerykańskich (tj. GloboCap) sił, w następstwie „Ataku terrorystycznego na Kapitol” (nazywane również „Powstaniem 6 stycznia” lub „Próbą zamachu stanu” albo w inny bzdurny sposób) przeprowadzonego przez kilkuset całkowicie nieuzbrojonych zwolenników Donalda Trumpa, którzy rzekomo mieli zamiar „obalić rząd” i „zniszczyć demokrację” za pomocą… no dobra, gołymi rękami.
Był to długo wyczekiwany spektakl „Powrót do normalności”, który przygotowywany był przez ostatnie cztery lata. Publiczne upokorzenie Nieautoryzowanego Prezydenta (i „populistów”, którzy umieścili go na stanowisku) oraz pokaz siły GloboCap, który nastąpił. Oto jak opisałem to w styczniu:
„Innymi słowy, GloboCap daje nam lekcję. Nie wiem, na ile jaśniej mogliby to uczynić. Właśnie zainstalowali nowego marionetkowego prezydenta, który nie może nawet symulować bystrości umysłu, w zamkniętej, strzeżonej przez wojsko ceremonii, w której nikt nie mógł uczestniczyć, z wyjątkiem kilku członków klas rządzących. Namówili jakiegoś epigona Alberta Speera, aby przekształcił National Mall (gdzie zwykle gromadzi się publiczność) w „pole flag” symbolizujące „jedność”. Zrobili nawet coś na kształt nazistowskiej „Lichtdom”. Aby podkreślić sedno sprawy, Lady Gaga przebrała się za postać z Igrzysk Śmierci z broszką „Kosogłos” i zaśpiewała hymn narodowy. Nadają ten spektakl na cały świat”.
Zakładam, że jest to już oczywiste dla wszystkich, iż „powrót do normalności” był tak naprawdę „powrotem do Nowej Normalności”, którą globalny kapitalistyczny establishment właśnie narzucał całemu światu. Wiadomość nie mogła być bardziej klarowna. Jak zwięźle ujął to Arnold Schwarzenegger, przesłanie brzmi: „chrzanić waszą wolność”. Przesłanie jest takie, zamknij gębę i podporządkuj się. Przesłanie jest takie, pokaż mi swoje p…..ne papiery. Używaj tych p…..nych zaimków. Żryj te p…..ne robaki. Weź te p…..ne „szczepienia”. Nie pytaj nas, k…a, „ile”. Odpowiedź brzmi: „tyle, ile ci k…a powiemy”.
Przesłanie jest takie, że nie będzie więcej nieautoryzowanych prezydentów, nie będzie już opuszczania Unii Europejskiej, nie będzie już „populistycznych” buntów przeciwko globalnej hegemonii globalnego kapitalizmu i jego miażdżącej dusze, bezwartościowej „obudzonej” [woke] ideologii. GloboCap skończył z wygłupami [grab-ass]. Ogłosili to w marcu 2020 roku. Poinformowali nas w jednoznaczny sposób, że nasze życie zmieni się na zawsze. Nazwali i rozpropagowali tę zmianę jako „Nową Normalność”, na wypadek gdybyśmy… no wiesz, mieli problemy poznawcze. Nie ukrywali tego. Chcieli, abyśmy dokładnie zrozumieli, co nadchodzi: globalno-kapitalistyczna wersja totalitaryzmu, w której wszyscy będziemy szczęśliwymi, małymi faszystowskimi „konsumentami” pokazującymi sobie nawzajem nasze „certyfikaty zgodności”, aby wolno nam było żyć.
Chciałbym zakończyć jakąś optymistyczną nutą bo, Jezu, ten faszyzm jest taki przygnębiający. Wspomnę więc tylko, że, jak zapewne zauważyliście, coraz więcej ludzi „budzi się” lub objawia swój wewnętrzny hart ducha i wreszcie sprzeciwia się nakazom „szczepień”, „paszportom szczepionkowym” i segregacji społecznej i całej reszcie faszystowskiego programu Nowej Normalności. Zamierzam głośno zachęcać do tego „przebudzenia”. Mam nadzieję, że ci – a przecież wiecie, kim jesteście – którzy nagłaśniają fakty i sprzeciwiają się Nowej Normalności, i są wyśmiewani, demonizowani, ośmieszani, cenzurowani, oczerniani, zastraszani i zamęczani w inny sposób, dzień w dzień od 21 miesięcy, gdy to nasi bardziej „wybitni” koledzy — a przecież wiecie kim jesteście — siedzieli w milczeniu lub brali udział w Festiwalu Nienawiści, dołączą teraz do mnie oklaskując i zachęcając tych „wybitnych” kolegów do walki… w końcu.
Aha, i jeśli jesteś jednym z tych „wybitnych” kolegów i zaczynasz bić się w piersi i trąbić na prawo i lewo, jakbyś właśnie odkrył na nowo dziennikarstwo śledcze i teraz prowadzisz krucjatę przeciwko Nowej Normalności dla swoich widzów na YouTube lub czytelników Substack, to proszę o zrozumienie, jeśli trochę zbzikujemy. Mówiąc za siebie, tak, to było trochę stresujące, wykonywanie waszej roboty i walka z tym całym g…nem, siedząc w okopach przez ostatnie 21 miesięcy. Nie wspominając już o tym, jak to praktycznie zabiło moją komedię… a ja podobno jestem satyrykiem politycznym.
Ale właśnie, znów się „złoszczę”… nieważne. Jak powiedział pewien lekarz: „nie spróbujesz, to się nie dowiesz”. A to jest czas radości, miłości i przebaczenia, i publicznego krzyżowania dysydentów, paranoi, masowej histerii i prześladowania „niezaszczepionych” krewnych, i OK, bo mogę przedobrzyć. Wesołych Świąt dla wszystkich, z wyjątkiem, oczywiście, faszystów z Nowej Normalności, zwłaszcza tych, którzy torturują dzieci. Boże, wybacz mi, ale mam nadzieję, że się k…a zakrztuszą.
Poprzednie felietony autora można znaleźć na profiluAlterCabrio. Również te linkowane w powyższym tekście. Najczęściej opatrzone tytułem ‘Nowa Normalność’.