Tylko głupiec prowokuje i drażni silniejszego od siebie sąsiada.

Dwa zwierciadlane paradygmaty skonfundowanego społeczeństwa

dr. nowopolski https://drnowopolskipolskapanorama.home.blog/2022/04/30/dwa-zwierciadlane-paradygmaty-skonfundowanego-spoleczenstwa/

Wszystko wskazuje na to, że nasz „patriotyczny” warszawski reżim, pragnie wysunąć się na czoło pozostałych unijnych wasalów Ameryki i jej globalistycznych pryncypałów, w dziele szerzenia chaosu i wojen na starym kontynencie, zgodnie z promulgowaną doktryną NWO „Agenda 2030”.

Jak zwykle, w takich narodowych momentach obłędu i histerii, odbywa się to „ponad politycznymi podziałami”.  Cała agenturalna „elita” jest scementowana w dziele służeniu wrogom Polski, świata, a przede wszystkim Boga. 

Podjudzanie Polaków przeciw Rosji, we wszystkich polskojęzycznych mediach osiągnęło apogeum, a ortodoksyjne działania „władz” potwierdzają niewzruszona wolę kroczenia ku narodowej zagładzie.

Demonstrując swą pryncypialność w odrzucaniu jakiejkolwiek kooperacji z „Kacapami”, „prymus zachodniej wolności i demokracji”  III RP, zawstydziła Niemcy, odrzucając możliwość zakupu rosyjskiego gazu za ruble.  Miast tego zakupiła tenże sam rosyjski gaz, jedynie po wyższej cenie, od swego zachodniego sąsiada i pośredniaka w handlu z Rosją, czyli Republiki Federalnej:

Te i wszystkie inne działania władz III RP znajdują coraz większy oddźwięk na Zachodzie, który oskarża Polskę o „pęd  do rozpętania III Wojny Światowej, z dużym prawdopodobieństwem, nuklearnej”:

https://www.theburningplatform.com/2022/04/29/poland-pushing-the-world-toward-world-war-iii/.

O ile Biden i jego neo-bolszewicka klika z Waszyngtonu poklepuje przyjaźnie swych kundli z Warszawy, o tyle większość niezależnych zachodnich mediów,  z podejrzaną gorliwością, doszukuje się historycznych paralel, w zachowaniu Polski i Polaków.  Coraz częściej przywoływane są kłamstwa, że to właśnie Polska, a nie Niemcy, odpowiada za wybuch II Wojny Światowej, z powodu represjonowania mniejszości niemieckiej na jej terytorium. 

Polacy w swym serwilistycznym stosunku do Zachodu nigdy nie uzyskali żadnych korzyści, lub choćby tylko uznania zasług, a jedynie wyzysk i poniżanie.  Pomimo to, a może właśnie dlatego, z uporem godnym lepszej sprawy nadal włażą „zachodnim nadludziom” w cztery litery, oblizując się przy tym rozkosznie.

Jak w zwierciadlanym odbiciu ukazuje się  ich stosunek do Rosjan, arogancki oraz pogardliwy i to nawet w okresie PRLu!  Przy czym, zwłaszcza dziś, w dobrze pojętym interesie narodowym, nie należałoby drażnić  rosyjskiego niedźwiedzia, który nawet zagnany w kozi róg, może w odwecie zniszczyć Polskę w oka mgnieniu.

Tylko głupiec prowokuje i drażni silniejszego od siebie sąsiada, w momencie gdy jest on całkowicie zaabsorbowany zmaganiami z banderowską Ukrainą.

Niestety naszą Ojczyzną rządzą zdrajcy, a rządzonym brak nawet elementarnego pomyślunku.

Dlaczego zapomniano o Climate Gate? Czyli o fałszowaniu danych klimatycznych dla IPCC

Dlaczego zapomniano o Climate Gate? Czyli o fałszowaniu danych klimatycznych dla IPCC

[Więc z uporem przypominam.. M. Dakowski]

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/dlaczego-zapomniano-o-climate-gate-czyli-o-falszowaniu-danych-klimatycznych-dla-ipcc

Na świecie istnieje kilka głównych baz danych klimatycznych. W USA są to: GISSTEMP (Goddart Insitute for Space Science) należący do NASA (National Aeronautics and Space Administration), RSS (Remote Sensing System) przy UAH (University of Alabama Huntsville) oraz NCDC (National Climatic Data Center) przy NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration). W Anglii jest to MOHC (Met Office for Hadley Center for Climate Sciences and Services)  przy University of East Anglia. Instytucje te przez wiele lat cieszyły się zaufaniem i międzynarodowym szacunkiem.  Niestety w sprawach obserwacji klimatycznych i ocieplenia klimatu popełniły w ostatnich latach wiele błędów i celowych dezinformacji. 

W roku 2009 wyciekły do internetu setki prywatnych maili pracowników naukowych MOHC. W tej korespondencji dzielili się między sobą komentarzami na temat braku ocieplenia klimatu w ostatnich kilkunastu latach i pilnej potrzebie ukrycia tej informacji przed innymi naukowcami i opinią publiczną.

Pracownicy ci planowali jakie dane najlepiej publikować i komu przedstawiać je do aprobaty przed publikacją. Była to tzw. afera „Climategate”. Doprowadziło to do niewielkich zmian personalnych w tym instytucie. Wkrótce potem MOHC przeprowadziło porządki w danych klimatycznych.  Raporty klimatyczne z ponad stu lat zostały wprowadzone do komputerów i poddane homogenizacji czyli ujednoliceniu. Oryginalne dane zostały wyrzucone na śmieci ze względu na „brak miejsca” w nowym budynku instytutu. W tej chwili dostępne są tylko nowe, spreparowane dane. 

GISS w ostatnich latach opublikował wykresy temperatury wykazujące, że obecnie mamy najcieplejszy okres. Niestety wykresy te otrzymano dopiero po wprowadzeniu „poprawek”. Polegały one na obniżaniu temperatury o 0,5 do 3,0 °C w poprzednich okresach historycznych. W ten sposób maskuje się fakt, że w okresie średniowiecznego ocieplenia a także w latach 20. i 30. XX w temperatura była wyższa niż obecnie. Obrazuje to rys. 41.

Rys. 41.  Średnia temperatura w latach 1900-2000 ze stacji meteo w mieście Genewa w stanie Nowy Jork.  Linia zielona-dane oryginalne.  Linia niebieska-dane po poprawkach.

Poniżej przedstawiamy kilka innych przykładów fałszowania danych klimatycznych pochodzących z różnych instytucji.

Następnym przykładem manipulacji danymi jest poniższy wykres obrazujący rok 2016 jako nagorętszy w historii. Krytycy zwracają tu uwagę na fakt iż najgorętszymi terenami są te gdzie nie ma stacji meteorologicznych. Zastosowano tu homogenizację oraz ekstrapolację danych to znaczy, że dane zostały najpierw ujednolicone a potem przeniesione na tereny skąd nie pochodzą żadne obserwacje jak Syberia, środkowa Australia czy Arktyka.

W 2016 roku Gavin Smith z NASA opublikował artkuł, w którym stwierdził, że 2014 rok był najgorętszy w historii.  Było to szeroko cytowane w prasie a prezydent Barack Obama wykorzystał tę publikację na konferencji IPCC w Paryżu aby poprzeć teorię AGW i przygotować rezolucję ograniczającą produkcję CO2przez Stany Zjednoczone. Niestety można tu powiedzieć, że Gavin przygotował publikację na zamówienie administracji.

Wytknięto mu, że w jego artykule średnia temperatura w 2014 roku była wyższa tylko o 0,04 °C a więc pod wzgłędem statystycznym była bez znaczenia. Ponadto Gavin nie chciał udostępnić swoich metod obliczeniowych a potem stwierdził, że komputer na którym miał wszystkie dane uległ zniszczeniu. Przykładów tego typu poprawek, korekt, doniesień i publikacji można by przytaczać bardzo wiele.

Spowodowało to stan pewnego załamania naukowego gdyż wiele danych zostało utraconych a inne nie są miarodajne.  Sytuacja ta doprowadziła do protestów w świecie naukowym i tak w 2016 roku grupa 300 naukowców-fizykow meteorologów, inżynierów chemików, geologów i innych specjalistów wysłała do Sejmowej Komisji d/s Nauki, Przestrzeni Kosmicznej i Technologii list krytykujący działania NASA i NOAA w zakresie badań i publikacji klimatycznych.

Działania te zaowocowały dochodzeniem w Kongresie USA, w którym stwierdzono wiele nieprawidłowości w tych instytucjach. Dwa lata później administracja Donalda Trumpa ograniczyła status Agencji Ochrony Środowiska (EPA), która była jednym z głównych narzędzi Baracka Obamy do forsowania polityki klimatycznej. Nowy szef zakazał pracownikom EPA  publicznych wypowiedzi i niesprawdzonych publikacji. Zmniejszono budżet o 30%, zniesiono przepisy wprowadzone przez poprzednią administrację i ograniczono zasięg działalności tego ministerstwa. Niestety na codzień z mediów docierają do społeczeństwa jednostronne doniesienia o globalnym ocieplaniu.

Przykładem tego może być artykuł z października 2018 r w renomowanym piśmie “Nature” zatytułowany “Obliczenie pochłaniania ciepła przez oceany na podstawie zmian poziomu Oi COw atmosferze”. Autorzy tego artykułu Lauren Resplendy i Ralph Keeling, z kalifornijskich uniwersytetów stwierdzili, iż ocieplenie oceanów przebiega o 60% szybciej niż przewidywało to IPCC! 

Był to nowy naukowy dowód nie tylko na obecność AGW lecz także na coraz większą dynamikę niebezpiecznych zjawisk. Wskazywano na istnienie nadmiaru ciepła na ziemi, niemożność jego wypromieniowania w przestrzeń i przyśpieszone pochłanianie go przez oceany. Pracę tę cytowano powszechnie w wielu krajach a IPCC dołączyło ją do swoich dokumentów. Apelowano o ograniczenie produkcji CO2. Wkrótce artykuł  przeczytał matematyk, emerytowany naukowiec Nicholas Lewis, który już na pierwszej stronie znalazł dwa podstawowe błędy w metodzie obliczeniowej.

Po pierwsze niepoprawnie obliczono różnicę stężenia CO2oraz źle wyliczono zakres błędu statystycznego. Na podstawie tych obliczeń nie można było wyciągać żadnych wniosków o pochłanianiu ciepła przez wody oceanów. Lewis kontaktował się w tej sprawie z autorami publikacji jednak nie otrzymał odpowiedzi i opublikował swoje uwagi na blogu krytycznie nastawionym do teorii globalnego ocieplenia. (http://www.realclimate.org/index.php/archives/2018/11/resplandy-et-al-correction-and-response/).  Krótko po tym autorzy publicznie przyznali się do błędu stwierdzając, że się “pomylili” a ich recenzent “nie zauważył” tego przed publikacją.  W  ten sposób szanowane pismo naukowe dołączyło do publikatorów propagandy globalnego ocieplenia.

Innym przykładem okłamywania opinii publicznej jest opis pożarów w Kalifornii. We wrześniu 2018 roku doszło do zaprószenia ognia w lesie na północy tego stanu. Było to w końcu okresu suchego i na dodatek wiały wiatry św. Anny, które przenoszą suche powietrze z lądu w kierunku oceanu z szybkością do 100 km/godz.  Pożar szybko przerodził się w nieopohamowaną burzę ogniową, która zniszczyła tysiące hektarów suchych o tej porze roku lasów, 12 tysięcy domów i zabudowań a także tysiące samochodów.

W katastrofie zginęło ponad 100 osób. Dokładna liczba ofiar nigdy nie będzie znana gdyż wiele ciał spaliło się całkowicie nie pozostawiając śladu. Miasteczko Paradise położone w zalesionej okolicy zostało w całości pochłonięte przez ogień. Pożar ten spowodował straty finansowe rzędu kilkuset bilionów dolarów. Na walkę z ogniem wydano 440 mln dolarów czyli roczny budżet przeznaczony na te cele.

Pożary w Kalifornii trwały dłuższy czas i w ciągu dwóch dni wprowadzały do atmosfery tyle zanieczyszczeń co wszystkie auta w tym stanie w ciągu roku. W 10 dni po pożarach okres suchy zakończył się nadejściem obfitych opadów deszczu i śniegu. Zanim jednak zgliszcza ostygły gubernator Kalifornii Jerry Brown obwieścił, że przyczyną katastrofy było globalne ocieplenie, które doprowadziło do zmniejszonych opadów deszczu, suszy i następnie pożarów.

Oczywiście powtarzano to w wielu mediach w USA i na świecie. Wszędzie mówiono o kilkuletniej suszy i pożarach jako jeszcze jednym potwierdzeniu istnienia zaburzeń klimatycznych pochodzących od człowieka. Zaprzeczają temu dane opublikowane przez NOAA, które przedstawia rys. 44.

Widać na nim, że na przestrzeni ponad 100 lat ilość opadów w Kalifornii się nie zmieniła. Czyli to nie brak wody spowodował katastrofę. Zobaczmy jakie były prawdziwe przyczyny pożarów. W ostatnich kilkudziesięcu latach zbudowano tysiące domów na terenach zalesionych. Domostwa są otoczone drzewami i krzewami, które często przylegają do budynków.  Nie przestrzegano strefy buforowej, dzięki czemu ogień mógł się łatwo przenosić. Statystyki wykazują, że przyczyną pożarów w ponad 90% jest działalność ludzka i może to być celowe podpalenie lub przypadek.

Tam gdzie mieszka więcej osób tam jest większe ryzyko podpalenia. Przyczyny naturalne stanowią tylko 5-6% pożarów. Innym powodem jest niewłaściwe zarządzanie lasami. Obszary leśne w USA są pod opieką państwowej służby leśnej, której działalność określają odpowiednie ustawy wprowadzane przez kolejnych prezydentów. W roku 2012 przepisy te zmienił Barack Obama. Wprowadził zapisy, których domagały się radykalne grupy środowiskowe jak Greenpeace, Tree People, Nature Conservancy, Sierra Club, Friends of Earth i inne. W myśl nowej ustawy służby leśne miały zakaz usuwania obumarłych drzew i krzewów oraz przerzedzania zbyt gęstych lasów.

Ustawa ta była od początku krytykowana przez leśników i strażaków, którzy twierdzili, że w zwiększy ona ryzyko pożarów i chorób drzew. W 2015 roku Kongres USA przygotował nową ustawę o lasach popieraną przez obie partie ale prezydent ją odrzucił. W Kalifornii, która jest co roku nękana pożarami przygotowano w 2016 roku specjalną ustawę o Zapobieganiu Pożarow Lasów (SB 1463). Fachowcy mówili o 140 mln obumarłych drzew w lasach, które mogą stać się paliwem dla ognia. Autorem jej by republikanin John Moorlach i zyskała ona 100% poparcia w stanowym senacie i sejmie. Po raz pierwszy dosłownie wszyscy politycy na nią głosowali.

Niestety lewicowy gubernator stanu Jerry Brown tę ustawę odrzucił. Nie podał on konkretnych podstaw swojej decyzji. Po prostu dla niego skrajne środowiskowe poglądy są ważniejsze niż fachowe argumenty. Brak odpowiedniego zarządzania lasami trwał dalej i w dwa lata później doszło do tragedii a gubernator brak kompetencji, głupotę i zaślepienie ideologiczne zasłanił globalnym ociepleniem. Obecnie leśnicy oceniają, że zwiększone ryzyko pożarów jest w  60% lasów państwowych i że w 75% przypadków jest to spowodowane brakiem wycinania i usuwania drzew. W Kalifornii do pożarów dodatkowo przyczyniły się bardzo obfite opady deszczu w ostatnich dwóch latach co sprzyjało wegetacji roślin i pozostawiło więcej „paliwa” po okresach mokrych. Nawiasem mówiąc w lutym 2017 roku omal nie doszło do katastrofy kiedy opady deszczu przepełniły największy sztuczny zbiornik Ogoville i przelewająca się woda zaczęła podmywać zaporę. Ewakuowano wtedy ponad 100 tys ludzi. Na szczęście kilkudniowa przerwa w opadach pozwoliła na opanowanie sytuacji. Gubernator Brown o tych sprawach zdaje się jednak nie pamiętać.

P.S. Powyższy artykuł jest zwiastunem większej, przeglądowej pracy, którą będę zamieszczał  w kilku częściach.

Z ręką w nocniku

Stanisław Michalkiewicz    2 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5172

Jak ten czas leci! Dzieci, które urodziły się w czerwcu 2003 roku mają dzisiaj już 19 lat i mogą zostać Umiłowanymi Przywódcami w Sejmie, gdzie Pani Kierowniczka będzie mogła stawiać ich do kąta, jeżeli nie będą chcieli zakładać maseczki, albo ustanawiać niewłaściwe prawa.

Wspominam czerwiec 2003 roku, bo wtedy odbywało się w naszym nieszczęśliwym kraju referendum akcesyjne w sprawie Anschlussu Polski do Wspólnot Europejskich, jako że Unia Europejska formalnie jeszcze wtedy nie istniała, bo zaistniała dopiero 1 grudnia 2009 roku, kiedy to wszedł w życie traktat lizboński. W tym referendum zwolennicy Anschlussu uzyskali nieznaczną przewagę, która sprawiła, że Polska ratyfikowała traktat akcesyjny, na mocy którego 1 maja 2004 roku, wraz z innymi krajami Europy Środkowej została przyłączona do wspomnianych Wspólnot, których politycznym kierownikiem były i są Niemcy. Teraz Niemcy nie mają u nas dobrej opinii przede wszystkim dlatego, że – odwrotnie niż my – nie spełniają w podskokach wszystkich pragnień prezydenta Zełeńskiego, a nawet kombinują z Putinem, chociaż przez Senat Stanów Zjednoczonych został on uznany za zbrodniarza wojennego.

Wtedy jednak, to znaczy – w roku 2003 – było inaczej. Wtedy głównym argumentem za Anschlussem było rozbudzanie w obywatelach nadziei, że Unia, to znaczy Niemcy, sypną złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Zwolennicy Anschlussu stręczyli też Unię, jako „Europę Ojczyzn”, chociaż w roku 1993 wszedł w życie traktat z Maastricht, który zmienił formułę funkcjonowania Wspólnot Europejskich z konfederacji, czyli związku państw, na federację, czyli państwo związkowe. Wtedy wszystkich, którzy zwracali na to uwagę, mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, uważali za „płaskoziemców” i tak dalej – ale teraz intencja budowania europejskiego imperium o strukturze federacyjnej, została wpisana do umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki. Mimo to Nasi Umiłowani Przywódcy nadal, jak gdyby nigdy nic, bredzą, jak nie o „Europie Ojczyzn”, to o unii Polski z Ukrainą, czyli przyłączeniu Polski do Ukrainy. Z punktu widzenia ukraińskiego może to być nawet pomysł atrakcyjny, zwłaszcza gdyby zbrodniarz wojenny Putin oderwał od Ukrainy wschodnie, uprzemysłowione obwody i wybrzeże Morza Czarnego. Wtedy Nasz Najważniejszy Sojusznik wytłumaczyłby Ukraińcom, że wysłuchawszy jego zachęty wprawdzie ponieśli ofiary, ale za to otrzymali rekompensatę terytorialną w postaci Polski, która już teraz – jak to wyjaśnił pan Łukasz Jasina, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych – jest „sługą narodu ukraińskiego”. Taki stan może okazać się trwały, a w każdym razie Jego Ekscelencja Andrij Deszczyca, ambasador Ukrainy w Polsce najwyraźniej tak musi uważać, bo zachowuje się wobec naszego nieszczęśliwego kraju nader mocarstwowo. Oto zaraz potem, jak Polska odniosła spektakularne zwycięstwo nad Putinem, rekwirując kompleks budynków przy ulicy Sobieskiego w Warszawie zwany potocznie „Szpiegowem”, pan ambasador zadeklarował, że może oddać „Szpiegowo” Rosji, jeśli ta zwróci Ukrainie Donbas i Krym. U nas o unii Ukrainy z Polską dopiero się dyskutuje, podczas gdy z ukraińskiego punktu widzenia sprawa wydaje się przesądzona. Najwyraźniej muszą oni już wiedzieć coś, czego my jeszcze nie wiemy, ale nie ma strachu; prędzej czy później zostanie nam to objawione.

Wróćmy jednak do Anschlussu i jego konsekwencji. Kiedy Radek Sikorski na początku lat 90-tych był jeszcze normalnym człowiekiem, przeprowadził wywiad telewizyjny z Henry Kissingerem, który o polityce światowej coś tam musi wiedzieć. Zapytał go m.in, czy kredyty, jakie w okresie „detente”, czyli w latach 70-tych, Zachód w wielkiej obfitości dawał całemu obozowi socjalistycznemu, wynikały z dobroci serca, czy też towarzyszyła temu jakaś polityczna kalkulacja. Na to Kissinger bez wahania odparł, że oczywiście. Kalkulacja była taka, żeby uzależnić „demoludy” od zachodniej kroplówki finansowej tak, jak narkoman uzależnia się od narkotyków, a kiedy się uzależnią, zacząć stawiać im warunki polityczne. Najwyraźniej Niemcy wykombinowały sobie tak samo i chociaż – owszem – sypały złotem, to przecież nie z miłości do Polaków, czy innych Słowaków, tylko traktowały to jako inwestycję, która w pewnym momencie musi zacząć się zwracać. A w którym momencie? Ano w tym, kiedy te kraje bez niemieckiej kroplówki nie będą już mogły normalnie funkcjonować. Wtedy zaczną stawiać im warunki polityczne, które one będą musiały spełnić, bo w przeciwnym razie staną się ofiarami szantażu finansowego.

Ten moment nadszedł w styczniu 2016 roku, kiedy to Unia Europejska rozpętała w Polsce walkę o demokrację. Powstał KOD, zaktywizowały się „Polskie Babcie”, a nawet pan mecenas Roman Giertych entuzjastycznie kicał w obronie demokracji. Jednak po fiasku „ciamajdanu” w grudniu 2016 roku, Nasza Złota Pani inaczej rozłożyła akcenty; walka o demokrację zeszła na plan dalszy, a na plan pierwszy wysunęła się walka o praworządność, która od 2017 roku zaczęła przybierać formy ostre w postaci szantażu finansowego. Parlament Europejski z udziałem rodaków skupionych w Volksdeutsche Partei, poparł „mechanizm warunkujący”, to znaczy – uzależnienie wypłaty subwencji od swobodnej oceny, czy kraj wzięty w obroty spełnia wszystkie niemieckie życzenia, czy nie. Teraz pretekstem jest Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, ale to wszystko lipa, bo czy Izba jest, czy jej nie ma, to sądy po staremu się bęcwalą, jeszcze gorzej, niż za komuny. Nie o to jednak naszym szantażystom chodzi, by się nie bęcwaliły, tylko żeby Polska, która – podobnie jak Węgry – znalazła się na niemieckim celowniku, we wszystkim słuchała poleceń z Berlina, a przede wszystkim – by raz na zawsze wybiła sobie z głowy wszelkie mrzonki o „Trójmorzu”. Jak już nie może wytrzymać bez mrzonek, to niech sobie roi o unii z Ukrainą, bo to nikomu nie przeszkadza po pierwsze dlatego, że to widłami pisane, a po drugie – że gdyby nawet do tego doszło, to tym lepiej, bo wtedy zawsze będzie można Polskę za pośrednictwem Ukraińców dyscyplinować.

W tej sytuacji pojawił się pomysł Solidarnej Polski, by Polska wstrzymała się z płaceniem składki rocznej do Unii, której wysokość wynosi 6,5 mld euro rocznie, czyli około 35 mld złotych. To ciekawy pomysł, ale mam wrażenie, że nadaje się wyłącznie do wpędzania w coraz to większe nerwy pana premiera Morawieckiego. Już teraz jest nerwowy, bo Niemcy wstrzymały wszystkie subwencje dla Polski, łącznie z Funduszem Odbudowy i nie chcą nawet płacić na ukraińskich uchodźców.

Jak widzimy, etap tresury trwa już w najlepsze, ale o tym trzeba było myśleć w roku 2003, kiedy to Naczelnik Państwa, w najlepszej komitywie z Donaldem Tuskiem stręczyli Polakom Anschluss.

Dr Zbigniew Hałat – pożegnanie, wspomnienia i spuścizna

Marsz Pamięci dr Zbigniewa Hałata 3 maja przejdzie ulicami Wroclawia

17 kwietnia zmarł Dr Zbigniew Hałat znany i ceniony lekarz, specjalista epidemiolog, publicysta, działacz społeczny, wiceminister zdrowia oraz główny inspektor sanitarny. 

Aby pamięć o tym Wielkim Człowieku trwała,  z inicjatywy jego przyjaciół, środowisk wolnościowych, medialnych i medycznych:

3 maja ulicami Wrocławia przejdzie Marsz Pamięci dr Zbigniewa Hałata

Zapraszamy do Wrocławia każdego, komu doktor był bliski. Weźmy ze sobą biało czerwone flagi i godnie pożegnajmy naszego przyjaciela, wybitnego człowieka. 

Rozpoczniemy uroczystą mszą świętą która odbędzie się 3 maja 2022 o godzinie 11:00 w Kolegiacie Świętego Krzyża przy placu Kościelnym 1 we Wrocławiu.

Tuż po mszy, zmarłego lekarza wspomną przyjaciele, osoby, które działały z  nim społecznie oraz koledzy- lekarze.

Około godziny 13:00 ruszy Marsz pamięci dr Zbigniewa Hałata. Trasa marszu będzie przebiegać przez plac Kościelny, ul. Katedralną, most Tumski, ul. Piaskową, plac Dominikański, Oławską (deptak), Rynek (pręgierz), ul. Kuźniczą, most Uniwersytecki, ul. Dubois, ul. Pomorską, plac Staszica, ul. Reymonta, most Osobowicki, ul. Osobowicką. Marsz zakończy się przy  cmentarzu Osobowickim (wejście brama główna).

Kim był? 

Zbigniew Hałat po studiach lekarskich  na Akademii Medycznej we Wrocławiu wyjechał do Afryki, gdzie zajmował się zwalczaniem epidemii chorób tropikalnych, zakażeń i zatruć. W latach 1974-1984 pracował w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej we Wrocławiu, a później w Szpitalu Wojewódzkim im. J. Babińskiego.

W latach 80. był konsultantem ds. epidemiologii rządu w Kenii (w Afryce Wschodniej). Po powrocie do kraju poświęcił się zapobieganiu AIDS podczas działalności w Polskim Czerwonym Krzyżu. W latach 1991-1993 pełnił funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia oraz  Głównego Inspektora Sanitarnego. Do 2020 roku pracował jako dyrektor medyczny we wrocławskim oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia. 

Jego felietony pt. „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja otwierały ludziom oczy na wiele spraw. Był też  publicystą Telewizji Trwam. W 2000 założył Instytut Wody. Pełnił funkcję prezesa wielu organizacji społecznych, m.in. Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów, Medycznego Centrum Konsumenta, Towarzystwa Ślężańskiego i Towarzystwa Dobroczynnego im. Joanny Ewy Hałat – Wielebnej Matki Józefy Hałacińskiej. 

Był autorem opracowań, artykułów i wykładów m.in. z dziedziny zdrowia publicznego i praw konsumentów, szczególnie propagujących zdrową wodę i zdrowe żywienie.

Zwracał uwagę na to, że żywność modyfikowana genetycznie jest „współczesną bronią masowego rażenia, sprzyjającą rozwojowi infekcji, nowotworów oraz oporności bakterii”.

Zarzucał  Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), że zajmuje się promowaniem ideologii, zamiast zwalczaniem chorób zakaźnych.  W ciągu ostatnich dwóch lat, konsekwentnie sprzeciwiał się nie mającej podstaw „segregacji sanitarnej” oraz głośno mówił o wątpliwym bezpieczeństwie oraz skuteczności preparatów szczepionkowych przeciwko Covid-19

W 2021 wziął udział w konferencji inaugurującej powstanie Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców oraz został jednym z liderów ruchu Polska Jest Jedna. 

Marsz Pamięci dr Zbigniewa Hałata

Organizujemy ten marsz aby każdy mógł godnie go pożegnać. Cenimy Pana doktora za to, że nie bał się mówić prawdy, pomimo ryzyka poniesienia konsekwencji. Będzie nam go brakowało. Postaramy się kontynuować jego pracę, przekazując wiedzę dalej. Był to człowiek o wielkim sercu dla innych. Duże doświadczenie w pracy jako epidemiolog i lekarz oraz rozległa wiedza, pozwoliły mu formułować prawidłowe wnioski i oceny. Wielu z nas otworzył oczy na prawdę o szczepieniach i pandemii. Jest bohaterem obecnych czasów.

Kontakt dla mediów 606668891 

Ostatnie wywiady i artykuły

https://wolnosc.tv/dr-j-sokolowska-dr-a-martynowska-dr-a-furmaniuk-dr-z-halat-ostro-o-ludobojstwie-w-polsce-podczas-debaty-zbrodnia-ukarana-2-0-u-miry-pilaszewicz/embed/#?secret=YJ8ifZGNZK https://wolnosc.tv/kryzys-zywnosciowy-okazja-dla-rolnictwa-ekologicznego-rada-wszechstronnie-zdrowego-zywienia-wideo/embed/#?secret=9CQsCODGaL https://wolnosc.tv/debata-dziesieciu-uczestnikow-nie-ma-tego-zlego-czyli-swiat-plonie-i-oczyszcza-sie-w-ogniu-u-miry-pilaszewicz-wideo/embed/#?secret=GYsNcEAeIg https://www.youtube.com/embed/K0GCmaA14ow

Wspomnienia

Dr Anna Martynowska

„Kiedy pierwszy raz zobaczyłam wystąpienie dr Hałata – nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.Ja już byłam po sądzie lekarskim. Ja to ja, nic nieznaczące coś z prowincji, ale człowiek z takim dorobkiem, można powiedzieć „światowy” staje w prawdzie, podczas gdy niemal wszyscy, którzy zostali do tego powołani milczą, albo co gorsza uczestniczą w tym wielkim kłamstwie, byłam pozytywnie zszokowana. Nawiązaliśmy kontakt telefoniczny i mailowy. Potem pędziłyśmy z Cecylką na seminarium do Lublina, z szacunku dla organizatora -prof.Zajączkowskiego i żeby wreszcie spotkać osobiście dr Zbigniewa Hałata. Niezwykle ciepły, obdarzony poczuciem humoru (co zwiastuje wysoką inteligencję) człowiek. Dałam mu to co miałam dobrego -słoik najlepszej na świecie cukinii, którą przygotowała moja pacjentka.Opowiadał dumnie o swojej ciotce -błogosławionej Józefie Hałacińskiej. Było to dla Niego ważne. Przyjechał na pogrzeb mojego syna, czym wzbudził sensację. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Teraz Dzidek opowiada mu o swoich podróżach po Polsce i Rumunii (był pierwszy), a On opowie mu o Afryce.Nie dane mi było odprowadzić Go w Ostatnią Drogę. Będzie dołączony do modlitwy codziennie, obok mojego syna. I w tym sensie obaj mają szczęście. Za spokój jego duszy zostanie odprawiona Msza Św. 8 maja w Radochowie pod Lądkiem o godz.12.30.

Zbyszku! „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem.”

RiP. A.M.

Marsz Pamięci dr Zbigniewa Hałata 3 maja przejdzie ulicami Wroclawia

17 kwietnia zmarł Dr Zbigniew Hałat znany i ceniony lekarz, specjalista epidemiolog, publicysta, działacz społeczny, wiceminister zdrowia oraz główny inspektor sanitarny. 

Aby pamięć o tym Wielkim Człowieku trwała,  z inicjatywy jego przyjaciół, środowisk wolnościowych, medialnych i medycznych:

3 maja ulicami Wrocławia przejdzie Marsz Pamięci dr Zbigniewa Hałata

Zapraszamy do Wrocławia każdego, komu doktor był bliski. Weźmy ze sobą biało czerwone flagi i godnie pożegnajmy naszego przyjaciela, wybitnego człowieka. 

Rozpoczniemy uroczystą mszą świętą która odbędzie się 3 maja 2022 o godzinie 11:00 w Kolegiacie Świętego Krzyża przy placu Kościelnym 1 we Wrocławiu.

Tuż po mszy, zmarłego lekarza wspomną przyjaciele, osoby, które działały z  nim społecznie oraz koledzy- lekarze.

Około godziny 13:00 ruszy Marsz pamięci dr Zbigniewa Hałata. Trasa marszu będzie przebiegać przez plac Kościelny, ul. Katedralną, most Tumski, ul. Piaskową, plac Dominikański, Oławską (deptak), Rynek (pręgierz), ul. Kuźniczą, most Uniwersytecki, ul. Dubois, ul. Pomorską, plac Staszica, ul. Reymonta, most Osobowicki, ul. Osobowicką. Marsz zakończy się przy  cmentarzu Osobowickim (wejście brama główna).

Kim był? 

Zbigniew Hałat po studiach lekarskich  na Akademii Medycznej we Wrocławiu wyjechał do Afryki, gdzie zajmował się zwalczaniem epidemii chorób tropikalnych, zakażeń i zatruć. W latach 1974-1984 pracował w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej we Wrocławiu, a później w Szpitalu Wojewódzkim im. J. Babińskiego.

W latach 80. był konsultantem ds. epidemiologii rządu w Kenii (w Afryce Wschodniej). Po powrocie do kraju poświęcił się zapobieganiu AIDS podczas działalności w Polskim Czerwonym Krzyżu. W latach 1991-1993 pełnił funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia oraz  Głównego Inspektora Sanitarnego. Do 2020 roku pracował jako dyrektor medyczny we wrocławskim oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia. 

Jego felietony pt. „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja otwierały ludziom oczy na wiele spraw. Był też  publicystą Telewizji Trwam. W 2000 założył Instytut Wody. Pełnił funkcję prezesa wielu organizacji społecznych, m.in. Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów, Medycznego Centrum Konsumenta, Towarzystwa Ślężańskiego i Towarzystwa Dobroczynnego im. Joanny Ewy Hałat – Wielebnej Matki Józefy Hałacińskiej. 

Był autorem opracowań, artykułów i wykładów m.in. z dziedziny zdrowia publicznego i praw konsumentów, szczególnie propagujących zdrową wodę i zdrowe żywienie.

Zwracał uwagę na to, że żywność modyfikowana genetycznie jest „współczesną bronią masowego rażenia, sprzyjającą rozwojowi infekcji, nowotworów oraz oporności bakterii”.

Zarzucał  Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), że zajmuje się promowaniem ideologii, zamiast zwalczaniem chorób zakaźnych.  W ciągu ostatnich dwóch lat, konsekwentnie sprzeciwiał się nie mającej podstaw „segregacji sanitarnej” oraz głośno mówił o wątpliwym bezpieczeństwie oraz skuteczności preparatów szczepionkowych przeciwko Covid-19

W 2021 wziął udział w konferencji inaugurującej powstanie Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców oraz został jednym z liderów ruchu Polska Jest Jedna. 

Marsz Pamięci dr Zbigniewa Hałata

Organizujemy ten marsz aby każdy mógł godnie go pożegnać. Cenimy Pana doktora za to, że nie bał się mówić prawdy, pomimo ryzyka poniesienia konsekwencji. Będzie nam go brakowało. Postaramy się kontynuować jego pracę, przekazując wiedzę dalej. Był to człowiek o wielkim sercu dla innych. Duże doświadczenie w pracy jako epidemiolog i lekarz oraz rozległa wiedza, pozwoliły mu formułować prawidłowe wnioski i oceny. Wielu z nas otworzył oczy na prawdę o szczepieniach i pandemii. Jest bohaterem obecnych czasów.

Kontakt dla mediów 606668891 

Ostatnie wywiady i artykuły

https://wolnosc.tv/dr-j-sokolowska-dr-a-martynowska-dr-a-furmaniuk-dr-z-halat-ostro-o-ludobojstwie-w-polsce-podczas-debaty-zbrodnia-ukarana-2-0-u-miry-pilaszewicz/embed/#?secret=YJ8ifZGNZK https://wolnosc.tv/kryzys-zywnosciowy-okazja-dla-rolnictwa-ekologicznego-rada-wszechstronnie-zdrowego-zywienia-wideo/embed/#?secret=9CQsCODGaL https://wolnosc.tv/debata-dziesieciu-uczestnikow-nie-ma-tego-zlego-czyli-swiat-plonie-i-oczyszcza-sie-w-ogniu-u-miry-pilaszewicz-wideo/embed/#?secret=GYsNcEAeIg https://www.youtube.com/embed/K0GCmaA14ow

Wspomnienia

Dr Anna Martynowska

„Kiedy pierwszy raz zobaczyłam wystąpienie dr Hałata – nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.Ja już byłam po sądzie lekarskim. Ja to ja, nic nieznaczące coś z prowincji, ale człowiek z takim dorobkiem, można powiedzieć „światowy” staje w prawdzie, podczas gdy niemal wszyscy, którzy zostali do tego powołani milczą, albo co gorsza uczestniczą w tym wielkim kłamstwie, byłam pozytywnie zszokowana. Nawiązaliśmy kontakt telefoniczny i mailowy. Potem pędziłyśmy z Cecylką na seminarium do Lublina, z szacunku dla organizatora -prof.Zajączkowskiego i żeby wreszcie spotkać osobiście dr Zbigniewa Hałata. Niezwykle ciepły, obdarzony poczuciem humoru (co zwiastuje wysoką inteligencję) człowiek. Dałam mu to co miałam dobrego -słoik najlepszej na świecie cukinii, którą przygotowała moja pacjentka.Opowiadał dumnie o swojej ciotce -błogosławionej Józefie Hałacińskiej. Było to dla Niego ważne. Przyjechał na pogrzeb mojego syna, czym wzbudził sensację. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Teraz Dzidek opowiada mu o swoich podróżach po Polsce i Rumunii (był pierwszy), a On opowie mu o Afryce.Nie dane mi było odprowadzić Go w Ostatnią Drogę. Będzie dołączony do modlitwy codziennie, obok mojego syna. I w tym sensie obaj mają szczęście. Za spokój jego duszy zostanie odprawiona Msza Św. 8 maja w Radochowie pod Lądkiem o godz.12.30. Zbyszku! „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem.” RiP. A.M.

Prof. Roman Zieliński

Wspomnienie o Doktorze Zbigniewie Hałacie

Z wielkim smutkiem i niedowierzaniem przyjąłem wiadomość o śmierci Dr. Zbigniewa Hałata. Jeszcze w dniu poprzedzającym to tragiczne wydarzenie, tj. 16 kwietnia 2022 r. odebrałem od Dr. Zbigniewa Hałata przesłane mi piękne życzenia spokojnych Świąt Wielkanocnych. Odpowiedziałem tego samego dnia późnym wieczorem, życząc również radosnych Świąt, spędzonych na łonie Rodziny. Mogę mieć jedynie nadzieję, że życzenia te zostały odczytane.

Z Dr. Zbigniewem Hałatem byłem zaprzyjaźniony w szczególny sposób. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę telefoniczną, kiedy to zadzwonił do mnie Dr. Zbigniew Hałat i stwierdził bezceremonialnie, że jestem od niego młodszy, czyli dla niego jestem, jak to ujął rubasznie, „smarkaczem” i dlatego będziemy sobie mówić po imieniu. Nazwał mnie „Romcio” i tak już pozostało.

Nigdy nie było nam dane spotkać się osobiście. Być może nie odczuwaliśmy nawet takiej potrzeby. Można powiedzieć, że „rozumieliśmy się bez słów”. Nadawaliśmy na tych samych falach.

Zbyszka ceniłem za jego profesjonalizm i bezkompromisowość. Był odważnym człowiekiem, gdyż miał cywilną odwagę mówić to o czym wielu bało się nawet myśleć. Był autentyczny, godny zaufania, przepełniony prawdą i troską o nas wszystkich. Był mądrym i uczciwym człowiekiem. Był Wojownikiem i Bohaterem, zawsze na pierwszej linii frontu.

Jestem dumny, że zdążyłem podziękować Zbyszkowi w mojej Kowidowej książce za wsparcie i inspirację oraz za zamieszczenie wierszyka internautki, oddającej hołd Zbyszkowi. Myślę, że Zbyszek znalazł czas w tym ciągłym swoim zabieganiu aby zajrzeć do tej książki.

Brakuje mi Zbyszka Hałata, to strata niepowetowana, z którą trudno się pogodzić. To rodzaj traumy, z którą będzie trzeba się mierzyć każdego dnia.

Zbyszek Hałat konsolidował społeczność ludzi pragnących być wolnymi i był ich niekwestionowanym Liderem. Nie możemy dopuścić aby pamięć o Nim została w jakikolwiek sposób wypaczana. Musimy tak czynić nie tyle dla Zbyszka Hałata i pamięci o Nim, ale dla nas samych. Jeśli zapominamy o naszych Bohaterach, wtedy nasz los jest już przesądzony. Musimy na miarę naszych sił i możliwości podążać za drogowskazem jaki wskazał nam Zbyszek Hałat, aż do zwycięstwa, o które tak żarliwie i do końca walczył Zbyszek.

Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców

https://psnlin.pl/video,pozegnanie-i-testament-dr-zbigniewa-halata,85.html

Jadwiga Łopata i Julian Rose Wyrażamy dziś głęboki wstrząs na wieść o śmierci dr Zbigniewa Hałata, wybitnego propagatora działań humanitarnych w zakresie ochrony zdrowia.

Dr Hałat wykraczał daleko poza swoje profesjonalne umiejętności medyczne, wspierając kampanie na rzecz ochrony zdrowia i dobrobytu kraju. Mieliśmy wielki zaszczyt współpracować z nim, szczególnie podczas kampanii na rzecz Polski wolnej od GMO, którą zdecydowanie popierał, nazywając nasiona GMO „bronią masowego rażenia”.

Mamy głęboki szacunek dla doktora Hałata; będzie nam go bardzo brakowało. Wszyscy go kochaliśmy i kochamy.
Niech ta Miłość rozprzestrzeni się na całą Polskę i pokona zło, które przeniknęło do naszego kraju.

Jadwiga Łopata i Julian Rose


==========================

Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC
34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114 biuro@icppc.pl
www.icppc.plwww.gmo.icppc.plwww.eko-cel.pl

Paweł Nogal

Mam pewność, że to tylko „chwilowa przerwa” i cdn.
Takiego Doktora zapamiętam. Mija rok od kiedy mieliśmy kontakt i to był intensywny czas, a Doktor był bardzo zaangażowany w sprawy Świata. Cóż,
„z tamtej przestrzeni” potrzebne będzie nam wsparcie i tam Doktor zapewne dalej będzie robił Dobrą Robotę

Grzegorz Braun

Wojna na Ukrainie – III Wojna czy Symulacja?

Zorard https://zorard.wordpress.com/2022/05/01/wojna-na-ukrainie-iii-wojna-czy-symulacja/

Nie pisałem o wojnie na Ukrainie, choć trwa już trzeci miesiąc. Parę razy się przymierzałem, ale odpuszczałem. Bo w sumie problem jest taki, że jako cywil po prostu mało co wiem. W szczególności nie jestem w stanie wiedzieć co naprawdę dzieje się na Ukrainie, gdzie są jakie jednostki wojskowe, kto popełnia jakie zbrodnie i tak dalej.

W szczególności zaś do czasu zwycięstwa Rosji lub zawarcia pokoju z Ukrainą – co jest równoznaczne z klęską Rosji – nie będzie jasne kto wygrywa. Oczywiście, istnieje też opcja rozwinięcia się konfliktu na pełnoskalową wojnę w Europie.

Analogie historyczne

Taka sytuacja – że cywile nic nie wiedzą – nie jest niczym nowym. W czasie II wojny światowej media stron walczących też pełne były propagandowych kłamstw a cywile tak naprawdę wiedzieli tylko to, co sami widzieli. Co więcej, jako cywile często nawet jak już coś widzieli to nie wiedzieli co dokładnie widzą, bo nie mieli przygotowania do np. rozpoznawania sylwetek samolotów.

Świetny przykład tego to kampania na Zachodzie Europy w roku 1940. Przed rozpoczęciem ataku Niemiec – podczas „dziwnej wojny” – media alianckie podawały, że Niemcy są za słabe by zaatakować. Zmieniło się to dopiero po zajęciu przez Niemcy Norwegii. Oczywiście, w mediach alianckich przedstawiano to jako całkowicie nieuzasadnioną okupację biednego neutralnego kraju – nie poinformowano publiczności francuskiej czy brytyjskiej, że Wielka Brytania sama planowała zająć Norwegię (chodziło o zabezpieczenie drogi dostaw cennych rud i wyrobów metalowych – przede wszystkim łożysk tocznych – ze Szwecji) i Niemcy wyprzedzili tą operację. Kiedy zaś 10 maja 1940 zaczeło się niemieckie natarcie prasa brytyjska i francuska podawała pokrzepiające wiadomości o powstrzymywaniu wojsk niemieckich, które miały ponosić „ciężkie straty”. To samo było podawane przez BBC i rozgłośnie francuskie (wtedy w większości prywatne). Jeszcze 28 maja francuskie media budowały nadzieje obywateli na „planie generała Weyganda” i kontynuowały to aż do 4 czerwca. Dziesięć dni później Wehrmacht wkroczył do Paryża a Francja prosiła Niemcy o pokój. Dopiero po latach historycy ustalili, że stosunek strat w tej kampanni wynosił 1:5 na korzyść Niemców, a więc za jednego zabitego niemieckiego żołnierza alianci tracili pięciu. Okazuje się więc, że również owe „ciężkie straty” Niemców były propagandowym kłamstwem, ale oczywiście współcześni cywile nie byli tego świadomi.

Jeśli ktoś zna angielski i/lub francuski polecam zapoznać się z materiałami źrodłowymi – ówczesna prasa się zachowała, jest też całkiem dużo zachowanych nagrań audycji radiowych.

Podsumowanie czego uczy nas historia:

  • na wojnie media kłamią, ich głównym zadaniem jest zagrzewanie ludzi do walki, a nie informowanie o prawdziwej sytuacji,
  • będąc cywilem nie mającym dostępu do tajnych informacji i danych wywiadu nie ma się szans na bieżące ustalenie rzeczywistego obrazu sytuacji,
  • z czasem prawda wychodzi bo dużych rzeczy, dużych klęsk czy zwycięstw a także dużych trendów nie da się ukryć czy przykryć propagandą, a w każdym razie nie na dłuższą metę.

Zatem wniosek płynie z tego taki, że jako cywile powinniśmy zwracać uwagę na owe duże rzeczy i trendy oraz na to, co obserwujemy sami, bezpośrednio. Stąd warto było poczekać te dwa miesiące w nadziej, że sytuacja się rozjaśni.

Dziwna wojna

Tymczasem ona się nie rozjaśnia, a przeciwnie, zaciemnia. Wojna na Ukrainie to bardzo dziwna wojna (dużo dziwniejsza niż „dziwna wojna” na Zachodzie między wrześniem 1939 a majem 1940).

Zwróćmy uwagę na kilka ciekawych faktów:

1. Na większości terytorium Ukrainy nie ma żadnych działań wojennych, czego najlepszym przykładem jest publikowana przez koleje ukraińskie mapka pokazująca które stacje kolejowe działają normalnie (czyli rozkładowo jeżdżą tam pociągi), a które są wyłączone z użytkowania lub występują tam problemy w związku z wojną – co ciekawe mapka ta nie ulega istotnym zmianom od dwóch miesięcy.

Ponadto indagowani przesiedleńcy z Ukrainy (pytani bezpośrednio + relacje znajomych) zeznają, że żadnych walk nie widzieli. Klasyczny przekaz brzmi tak: „u nas nic nie było, coś latało na niebie i siedzieliśmy w piwnicy bo był alarm przeciwlotniczy i trzeba było, ale gdzie indziej jest bardzo źle”. Skąd więdzą, że gdzie indziej jest źle? Z telewizji i Internetu.

Co więcej ich przejazd do Polski odbywał się w sposób uporządkowany i zorganizowany. Potwierdzają to relacje filmowe niezależnych reporterów np. z dworca w Kijowie, gdzie w sposób zorganizowany ładuje się pociągi z przesiedleńcami, zapewniając im jedzenie i picie itp. Wygląda to na zorganizowaną, systematyczną akcję przesiedleńczą, a nie na paniczną ucieczkę przed wojną.

Kto czytał wspomnienia ludzi, co przeżyli II wojnę światową ten wie, że żadnych zorganizowanych ewakuacji cywili tam nie było – nawet w krajach Zachodu np. we Francji. Uciekano na własną rękę a na dworcach rozgrywały się dantejskie sceny wśród całkowitego rozkładu organizacyjnego zarówno kolei jak i służb. Tymczasem na Ukrainie kolej jak już pisałem działa sprawnie a nawet chwali się na swojej stronie, że przewiozła już 3.5 miliona uchodźców.

Dziwna sprawa.

2. Wycieczki do Żeleńskiego

Wyprawa Kaczyńskiego i kolegów do Żeleńskiego zapoczątkowała pewną modę czy trend wśród zachodnich polityków – jeżdżą oni już regularnie do Kijowa na spotkania z Żeleńskim, które są w istocie dla tych polityków okazją, żeby sobie zrobić zdjęcia na użytek swojej publiczności. Znaczące jest, że poza pierwszą „wycieczką” oraz wizytą Johnsona o pozostałych w zasadzie mało kto wie poza publicznością kraju, z którego przyjechał dany gość na sesję zdjęciową do Kijowa.

Oto lista takich wizyt z ostatniego czasu:

  • 15 marca – Kaczyński, Morawiecki, Jansa (premier Słowenii), Fiala (premier Czech)
  • 24 marca – marszałkowie (speakers) parlamentów Litwy (Čmilytė-Nielsen), Łotwy (Mūrniece) i Estonii (Ratas)
  • 2 kwietnia – Metsola (parlament EU)
  • 8 kwietnia – Heger (premier Słowacji), von der Leyen, Borrell – komisja EU (odwiedzili też miejsce ukraińskiej zbrodni w Buczy),
  • 9 kwietnia – Johnson (premier UK), Nehammer (kanclerz Austrii)
  • 13 kwietnia – Duda, Karis (prezydent Estonii), Nauseda (prezydent Litvy), Levits (prezydent Łotwy) – odwiedzili też opuszczone przez wojska rosyjskie miejscowości pod Kijowem
  • 14 kwietnia – Amerykańscy parlamentarzyści – senator Daines (R-Mont.) and reprezentantka Spartz (R-Ind.)
  • 20 kwietnia – Charles Michel European Council president
  • 21 kwietnia – Frederiksen (premier Danii), Sanchez (premier Hiszpanii)
  • 24 kwietnia – amerykańscy sekretarze obrony (Austin) i spraw zagranicznych (Blinken) – jak dotąd najważniejsi oficjele,
  • 28 kwietnia – Petkov, premier Bułgarii.

Schemat wszystkich tych wycieczek jest taki sam: zainteresowani przylatują do Rzeszowa, przejeżdżają do Przemyśla a następnie jadą do Kijowa specjalnym pociągiem kolei ukraińskich. Tam odbywają sesję zdjęciową z Żeleńskim oraz (od wizyty Johnsona) spacer po Kijowie, po czym tym samym specjalnym pociągiem wracają do Polski, skąd odlatują do swojego kraju.

Można by zażartować, że niedługo dla ułatwienia rząd Ukrainy wprowadzi stronę webową umożliwiającą rezerwację sesji foto z Żeleńskim – w pakiecie przejazd specjalnym pociągiem i zdjęcia przy stole w znanej już wszystkim salonce.

Dużo bardziej poważne jest pytanie skąd owi „foto-turyści” mają pewność, że się im nic nie stanie? Przecież na Ukrainie trwa wojna, rosyjskie lotnictwo lata sobie jak chce po całym kraju, latają też rosyjskie rakiety i drony, które raziły zarówno cele w Kijowie jak i dalej na zachód. Np. 13 kwietnia – a więc na dwa dni przed wizytą Kaczyńskiego i pozostałych – ponad 30 rakiet rosyjskich uderzyło na bazę na poligonie w Jaworowie gdzie m.in. szkolili się międzynarodowi ochotnicy oraz składowano zaopatrzenie wojskowe z Zachodu. Skąd zatem Kaczyński, Morawiecki i pozostali mieli pewność, że taka rakieta nie trafi w ich pociąg, w tory po których on jedzie lub w stację w Kijowie, na której wysiadają?

Ktoś może powiedzieć, że Kaczyński, Morawiecki, premier Słowenii czy Słowacji to na tyle mało znaczące postaci, że po prostu nie mieli żadnej pewności, że nie zostaną zaatakowani. No ale co z kierownictwem EU? Co z Borisem Johnsonem, w końcu oficjalnie głową państwa dysponującego bronią jądrową? Czy jego zaplecze (czy raczej kontrolerzy) pozwoliłoby na to, żeby jechał do Kijowa i jeszcze spacerował tam po ulicach gdyby nie było pewności, że wróci cały i zdrowy? Jest oczywiste, że nie. Podobnie rzecz się ma z Blinkenem i Austinem – gdyby był choć cień obawy, że może ich coś choćby zadrasnąć oczywiście by się tam nie pojawili.

Kto zatem mógł zagwarantować Johnsonowi, Blinkenowi, Austinowi i pozostałym bezpieczeństwo podczas ich wycieczek do Kijowa? Tylko Rosja. To by jednak świadczyło o tym, że te wizyty były uzgodnione z Rosją i dała ona zielone światło na nie choćby obiecując, że nie będzie w tym czasie prowadzić operacji powietrznych w tym rejonie ani tym bardziej celowo atakować pociągów wiozących dygnitarzy na sesję zdjęciową z Żeleńskim. Od razu nasuwają się kolejne pytania, z których najważniejsze jest takie: dlaczego Rosja na to pozwala?

A skoro przy tym jesteśmy: Rosja nie musiałaby strzelać do zachodnich dygnitarzy, wystarczyłoby kilka rakiet by skutecznie odciąć linie kolejowe do Kijowa. Przy fatalnym stanie dróg na Ukrainie czyniłoby to dalsze wizyty dygnitarzy z Zachodu niemożliwym. Utrudniłoby też przerzut ludzi z Ukrainy do Polski oraz przerzut dostaw z Polski i Słowacji na Ukrainę. Nic takiego się jednak nie działo, pociągi – czy to z zaopatrzeniem, przesiedleńcami czy dygnitarzami – śmigały w najlepsze, nie niepokojone przez rosyjskie lotnictwo.

Dopiero 25 i 26 kwietnia Rosja zaatakowała koleje… ale w ten sposób, że zaatakowała podstacje energetyczne zasilające je w prąd. Wyłącza to z eksploatacji elektrowozy – ale nie unieruchamia koleji jako takiej, bo są jeszcze spalinowozy. A, dodajmy, mówimy tu o trzecim miesiącu Straszliwej Wojny.

Dziwne to.

3. Niewątpliwie istotne walki toczyły się Mariupolu. Zdjęcia i relacje z różnych źródeł (a więc także rosyjskich) potwierdzają duże zniszczenia w mieście, zwłaszcza w centrum.

Co jest niejasne, to co takiego właściwie znajduje się na terenie zakładów Azovstal, że nie tylko broniący się tam bojówkarze Azova (czy tylko oni?) nie zamierzają się poddawać ale aż sam Putin zakazał szturmowania tego miejsca (po co?). Krążą tu różne pogłoski np. o obecności tam oficerów NATO (w tym sprawa generała Coultera) lub istnieniu tam jakiegoś laboratorium zajmującego się badaniami nad bronią biologiczną, dodatkowo podsycane desperackimi próbami ewakuacji czegoś lub kogoś stamtąd podejmowanymi przez siły Ukraińskie (helikoptery, statek), a ponoć udaremnionymi przez siły Rosyjskie. Jak na razie dowodów potwierdzających te pogłoski brak.

Poza tym jakieś walki toczyły sie głównie na wschodzie Ukrainy. Zachodu Ukrainy nikt nie tykał poza wspomnianym już atakiem na budynki i magazony w Jaworowie i rafinerię we Lwowie. Na kanałach Telegramowych rosyjskich podających relacje ponoć wprost od żołnierzy pojawił się nawet – i to już na początku marca – komunikat o jakiejś linii demarkacyjnej na Zachodzie Ukrainy, z góry uzgodnionej z Zachodem (!), poza którą wojska rosyjskie nie wyjdą.

Tak czy siak:

  • brak masowych ofiar, zarówno wśród żołnierzy jak i ludności cywilnej, podawane w celach propagandowych opowieści o „tysiącach ofiar” nie odpowiadają liczbom podawanym oficjalnie – i to przez obie strony,
  • brak masowych bitew – za wyjątkiem Mariupola – w mediach pokazywane są pojedyncze czołgi czy pojazdy zniszczonew walkach, ale nic co by chociaż trochę zbliżało się do znanych nam walk pancernych z II wojny czy choćby wojny w Zatoce Perskiej,
  • poza Mariupolem i kilkoma mostami brak masowych zniszczeń infrastruktury.

Dziwne, w ogóle nie pasuje do żadnej wojny jaką mieliśmy do tej pory. I – ponownie – mam tu na myśli nie tylko II Wojnę Światową, ale także bardziej współczesne konflikty.

4. Rosja wycofała się spod Kijowa. Ponoć w „geście dobrej woli” po rozmowach delegacji Ukraińskiej i Rosyjskiej w Istambule.

Powstaje pytanie: dlaczego tak naprawdę to zrobili? Porzucając np. zdobywane przez rosyjskich spadochroniarzy w heroicznym rzeczywiście boju lotnisko w Hostomelu. A także tą część ludności, która liczyła, że będzie tam już Rosja i podjęła współpracę z wojskiem rosyjskim, a którą zostawiono na pastwę wroga znanego przecież nie od dziś z brutalności (to zapewne efekty operacji „likwidacji kolaborantów” prowadzonej przez Ukraińców w iście banderowskim stylu pokazywano potem światu w Buczy).

To się nie składa w logiczną całość, trudno np. uwierzyć, że posłano elitarną jednostkę do zajęcia lotniska w Hostomelu tylko po to, żeby „odwrócić uwagę” od działań dalej na Wschodzie. I to tym bardziej, że ponoć i tak siły Ukraińskie były skoncentrowane na Wschodzie a także prawdę pisząc jakiś spektakularnych sukcesów Rosja tam nie odnosi zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Ukraina nadal jest w stanie ostrzeliwać Donieck.

5. Na Ukrainę płynie szeroki strumień zaopatrzenia. Jadą ciężarówki i pociągi z amunicją, rakietami a także ciężkim sprzętem. Co więcej, Czechy mają naprawiać ukraińskie czołgi uszkodzone w walkach, Polska ma leczyć rannych żołnierzy. Do tego premier Wielkiej Brytanii Johnson ujawnił, że ukraińscy żołnierze są szkoleni w zakresie używania przekazywanych im nowoczesnych rakiet przeciwczołgowych i przeciwlotniczych na terytorium Polski. Zaś rzecznikowi Departamentu Stanu wymsknęło się, że jakiś kraj przekazał jednak Migi-29, podkreślając, że USA nie miały z tym nic wspólnego poza jakimś wsparciem logistycznym, co później energicznie zdementowano zaprzeczając, że cokolwiek przekazano. Za to zupełnie oficjalnie potwierdzono właśnie, że Polska przekaże (ciekawe czy za darmo? zapewne tak) 200 sprawnych czołgów T-72.

Jak wiemy Rosja relatywnie szybko zlikwidowała ukraińskie lotnictwo wojskowe (część samolotów transportowych uciekła zresztą do Polski i np. wożą nowe drony bojowe dla Ukrainy z Turcji do Rzeszowa), co możemy wnioskować po tym, że właściwie nie słyszymy już o sukcesach ukriańskiego lotnictwa. Obecnie dla operujących nad Ukrainą rosyjskich samolotów i śmigłowców zagrożeniem wydają się być tylko przenośne systemy rakietowe. Zatem, od 24 lutego żadne zaopatrzenie nie dociera na Ukrainę drogą lotniczą. Pozostaje więc tylko droga lądowa, przez Polskę, Słowację i Rumunię (Węgry od początku konfliktu konsekwentnie zajmują rozsądnie stanowisko neutralne i żadnych transportów broni nie przepuszczają).

Jest ogólnie wiadome – nasi politycy mówili o tym otwarcie, nawet się tym chełpiąc – że to Polska odgrywa tu rolę głównego „hubu” logistycznego. Transporty docierają albo drogą kołową lub kolejową z Zachodu a następnie do przejść granicznych (oficjalnych i tworzonych naprędce nieoficjalnych) albo też drogą lotniczą na lotnisko w Rzeszowie (które jest obecnie najruchliwszym lotniskiem w Polsce!). Tam i w okolicach Przemyśla następuje przeładunek na ciężarówki lub pociągi i sprzęt jest następnie transportowany dalej na wschód.

Dlaczego zatem Rosjanie, którzy od samego początku mogli spodziewać się takiego rozwoju sytuacji nie wyprowadzili od strony Białorusi – gdzie mają rozlokowane siły i już używali ich w tej kampanii – uderzenia po linii Sarny-Równe-Kamieniec Podolski, które odcięłoby ukraińskie siły od zagranicznego zaopatrzenia?

Zdecydowanie łatwiej walczyć z przeciwnikiem, który nie może liczyć na duże dostawy i musi polegać tylko na zapasach oraz własnej produkcji. Przy tym nie byłoby to uderzenie ani na Polskę ani na Słowację czy Rumunię, zatem nie stwarzałoby podstaw dla NATO do interwencji. Zarazem przy większości sił ukraińskich związanych na wschodzie takie uderzenie nie powinno napotkać dużego oporu a ewentualny kontratak Ukrainy wymagałby przerzucenia sił ze wschodu, co po pierwsze osłabiłoby ich tam a po drugie można by temu przerzutowi zapobiegać atakując na bieżąco transporty. Z punktu widzenia wojskowego same korzyści.

Nie robiąc tego Rosja niejako sama się prosi o to, żeby NATO poszerzało coraz bardziej zakres wsparcia materialnego dla Ukrainy. W efekcie Polska, Słowacja i Czechy stają się niejako zapleczem frontu istotnie wzmacniając Ukrainę i jej możliwości odpierania lub choćby spowalniania rosyjskich ataków. Czyli Rosja walczy ze zdecydowanie większym przeciwnikiem, niż to się może wydawać, bo nie tylko z dość liczną armią ukraińską (), ale w istocie z całym Zachodem.

Teorię, że Rosjanie tego nie mogą zrobić bo ich siły zbrojne są na to za słabe nie wytrzymuje krytyki. Wystarczyłoby przecież skierować tam te siły, które bez sensu (skoro później się wycofano) uderzały pod Kijowem i Charkowem. Wystarczyłoby użyć lepszych jednostek, przede wszystkim pancernych, które Rosja posiada ale nie wprowadziła ich do walki. I tak dalej.

To naprawdę bardzo dziwne, to tak wygląda jakby Rosja wręcz chciała aby konflikt się przeciągał.

6. Po co Rosja prowadzi rozmowy pokojowe z rządem w Kijowie?

Prowadzenie tych rozmów jest całkowicie sprzeczne z deklarowanymi celami „specjalnej operacji wojskowej”, a mianowicie „demilitaryzacją i denazyfikacją” Ukrainy.

Demilitaryzacji nie da się osiągnąć atakami z powietrza, samo niszczenie zabudowań i sprzętu nie wystarczy. Demilitaryzacja wymaga całkowitego demontażu ukraińskiej armii, a to z koleji wymaga jej pełnej kapitulacji lub przejścia znaczących jej części na stronę Rosji. O ile Rosja chyba liczyła w początkach konfliktu na przejście jakiejś części lub nawet większości oddziałów ukraińskich na jej stronę – wskazuje na to przede wszystkim apel prezydenta Putina do ukraińskich oficerów – to od co najmniej początku kwietnia wiadomo, że tak się nie stanie. Zatem, demilitaryzacja będzie wymagała pełnego pokonania armii ukraińskiej w walce. I tu ponownie pojawia się pytanie czemu nie następuje logiczny krok, jakim powinno być odcięcie jej od zaopatrzenia, o czym pisałem wyżej.

Denazyfikacja to jeszcze trudniejszy cel. Nie zostało to nigdy oficjalnie ozwinięte przez Rosję w szczegółach, ale z konieczności „denazyfikacja” musiałaby oznaczać:

  • likwidację wszystkich bojówek nacjonalistycznych, zwłaszcza kultywujących tradycje UPA i SS Galizien (dygresja: prawdziwe SS samo by zlikwidowało te bataliony traktując ich jako degeneratów – nikt w SS nie tatuował sobie swastyk na głowie),
  • likwidację pomników Bandery i innych ukraińskich „bohaterów narodowych” czyli po prostu zbrodniarzy, zmianę nazw ulic itp,
  • zakaz używania symboli UPA (czerwono-czarna flaga, tryzub itp.), SS Galizien itp.,
  • zmianę programów nauczania i przemiał obecnie stosowanych podręczników historii, literatury itp.,
  • przywrócenie równouprawnienia różnych języków w miejsce obecnego specjalnego statusu ukraińskiego,
  • wyłapanie i osądzenie tych, którzy byli odpowiedzialni za powstanie tego kultu – tu czasem rosyjscy komentatorzy próbując objaśniać na czym miałaby polegać „denazyfikacja” przywoływali przykład Niemiec po II wojnie, gdzie stosowano kary i ograniczenia proporcjonalne do skali zaangażowania w nazizm – a więc liderzy na szubienicę, ale szef lokalnej komórki NSDAP czy Hitler Jugend niekoniecznie, być może jak był gorliwy to jakiś zakaz pracy w strukturach państwa.

Cała konstrukcja ukraińskiego państwa oraz cała propaganda usilnie stwarzająca „naród ukraiński” jest zbudowana na kulcie UPA, Bandery i tak dalej. Jest tak, bo – dodajmy – żadnej innej historii nadającej się na „historię narodową” Ukraina zwyczajnie nie ma, Ukraińcy jako naród to byt sztuczny stworzony pod koniec I wojny światowej na doraźne potrzeby polityczne przez bolszewików i… Polskę pod wodzą Józefa Piłsudkiego (całą akcja z Semenem Petlurą), który to proces potem – również z przyczyn doraźnych – kontynuowały Niemcy w czasie II wojny. Skoro tak, to de facto „denazyfikacja”, o której mówi Putin, musiałaby oznaczać demontaż fundamentów ukraińskiej tożsamości narodowej w jej obecnym kształcie. Przemówienie Putina z 21 lutego nie pozostawia cienia wątpliwości, że jest tego świadom zarówno on – jak i w ogóle kierownictwo Rosji.

Biorąc pod uwagę to wszystko „denazyfikacja” musiałaby z konieczności oznaczać całkowity demontaż aktualnych struktur państwa Ukrainy – de facto jego likwidację i – jeśli taki byt miałby być w ogóle utrzymany – budowę pod nowa, na nowych kadrach jakiejś „Ludowej Republiki Ukrainy”. Alternatywą byłoby rozczłonkowanie kraju i stworzenie wielu „ludowych republik” (na wzór DNR i ŁNR), które następnie zostałyby inkorporowane do federacyjnego państwa rosyjskiego nie tracąc swojej administracyjnej odrębności.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że czegoś takiego nie da się osiągnąć drogą negocjacji. Żaden reżim nie zgodzi się w negocjacjach na układ, który oznacza całkowitą utratę władzy a być może więzienie dla wielu jego członków. Do tego potrzebne jest pełne i bezapelacyjne zwycięztwo w polu, takie, po którym reżimowi w Kijowie pozostaje wyłącznie bezwarunkowa kapitulacja – lub ewakuacja.

Czyli oddziały rosyjskie muszą w końcowym boju opanować Kijów i wyprowadzić z ministerstw i urzędów w kajdankach ich dotychczasowych lokatorów (tych, którzy nie uciekną do Polski), a struktury, którymi oni kierowali muszą przestać istnieć tak samo jak w maju 1945 przestały istnieć NSDAP, SS i tak dalej.

Wspomnieć trzeba, że otwierające kampanię przemówienie prezydenta Putina z 21 lutego było zgodne z takim planem bo najwięcej miejsca w nim nie poświęcił on kwestii uznania republik DNR i ŁNR (co było decyzją owego dnia), ale nakreśleniu szerokiej historii Ukrainy, z której płynął jasny i widoczny wniosek, że jest to państwo sztuczne i nie mające sensu.

Mimo to Rosja prowadziła z Ukrainą rozmowy, w tym nagłaśniane spotkania na Białorusi oraz w Trucji a także „rozmowy w formacie zdalnym”, które ponoć są kontynuowane.

Ale na tym nie koniec – oficjalne czynniki Rosji (w tym minister Ławrow) regularnie sugerują, że prezydent Żeleński i jego otoczenie to narkomani i amerykańskie marionetki. Tym bardziej: po co prowadzić negocjacje z narkomanami, do tego marionetkami? O czym z nimi gadać?

Dziwna sprawa.

Dygersja: demilitaryzacja i denazyfikacja Ukrainy – gdyby udało się ją Rosji przeprowadzić – jest w interesie Polski i narodu Polskiego. Istnienie pod naszym bokiem państwa dużo ludniejszego, o dużej i dobrze uzbrojonej armii, jednocześnie wrogiego Polsce i zbudowanego na tradycjach UPA, organizacji po prostu polakożerczej i zapisanej w historii ludobójstwem wobec Polaków to dla Polski zagrożenie. Przyjaźnienie się z taką Ukrainą, dofinansowywanie jej, dostarczanie jej broni itp. to wyraz albo głupoty albo serwilizmu naszych władz wobec ich amerykańskich panów. Polska powinna w tym konflikcie zająć stanowisko takie jak Węgry – a może nawet rozważyć zmianę sojuszy.

Co tu jest grane?

Wróćmy jednak do meritum, czyli dziwnej wojny na Ukrainie. Jakie są możliwe wyjaśnienia tych wszystkich dziwnych zdarzeń i aspektów, które wymieniłem?

Rysują się tu trzy możliwe teorie:

1. Rosja jest faktycznie słaba a jej wojsko źle wyszkolone i wyposażone, Putin nie był tego świadom, bo do niego szły tylko pozytywne raporty, w efekcie przeliczył się bo dzielnie broniący się Ukraińcy wspierani przez Zachód świetnie sobie z rosyjską armią radzą i mają szansę wygrać tą wojnę (czyli – w skrócie – narracja mediów głównego nurtu jest prawdziwa).

Tę opcję należy od razu odrzucić. Po pierwsze z samego faktu, że tak nadają główne media. Jakim cudem media, które bezczelnie lecz w pełnej synchronizacji kłamały przez ostatnie dwa lata tworząc atmosferę „Okropnej Pandemii” miałyby nagle z dnia na dzień odzyskać rzetelność i prawdomówność? Zwłaszcza, że znów gadają chórem i bezkrytycznie powtarzają wszystko co powie ukraińskie cokolwiek (sztab wojskowy, wywiad, media) jako świętą prawdę, na co mogą się nabierać tylko wyjątkowo ograniczeni intelektualnie ludzie (czyli – w praktyce – szerokie masy społeczeństwa; trudno mi to zaakceptować, ale są ludzie tak głupi, że do dziś wierzą w „Ducha z Kijowa” i bohaterów z Wyspy Węży).

Po drugie, Rosja przygotowywała się do tej operacji od kilku lat – co najmniej od roku 2014, aczkolwiek za postawienie wojska „na nogi” Putin zabrał się jak tylko doszedł do władzy w 2000 roku. Samą operację poprzedziło wiele ćwiczeń i manewrów, w tym niespodziewanych, służących sprawdzaniu rzeczywistego stanu armii. Można sądzić, że Putin jako były funkcjonariusz służb zdaje sobie sprawę z ryzyka jakie ma każdy władca, że będzie dostawał tylko pozytywne informacje co za tym idzie powinien był wypracować mechanizm, który by temu zapobiegał. Podstawą takiego mechanizmu może być służba, z której się wywodzi, czyli FSB, tym bardziej, że jako służba „cywlina” tradycyjnie od czasów sowieckich stoi w pewnej opozycji do armii w wewnętrznym balansie sił państwa rosyjskiego. Innymi słowy, dla kierownictwa FSB informowanie o niedostatkach i wpadkach armii to nie tylko element ich obowiązku, ale także okazja do zyskiwania politycznych punktów. Tak więc moim zdaniem przekonanie, że Putin i ścisłe kierownictwo Rosji, które on reprezentuje mogłoby w ogóle nie wiedzieć o fatalnym stanie armii żyjąc w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości trudno przyjąć.

Co więcej, w Syrii Armia Rosyjska poradziła sobie świetnie, mimo trudnej sytuacji (ograniczenia w działaniu wynikające z obecności na miejscu sił USA i Turcji oraz interesów Izraela, odległość od kraju – logistyka) ratując de facto państwowość Syryjską i w ten sposób zapobiegając dalszej destabilizacji Bliskiego Wschodu, którą rozkręcało USA przy pomocy tak zwanego „państwa islamskiego” ISIS. Trudno uwierzyć, że działając w dużo lepszych warunkach, bez problemów logistycznych jakie stwarza Syria, na dobrze znanym terenie nagle stali się nieporadni i źle wyszkoleni.

Nawet na moment założywszy, że kierownictwo było oszukiwane i zamiast obiecanego „blitzkrieg” dostali „kichę” – no to powinni się zorientować już po dwóch tygodniach, wymienić kierownictwo armii i zasadniczo zmienić sposób działania „w polu”. To jednak nie nastąpiło.

Mały szczegół: Rosjanie pokazali też, że dysponują dużo większymi zapasami rakiet różnych rodzajów niż się spodziewano. Pentagon początkowo oceniał, że Rosji zapasy skończą sie po dwóch tygodniach działań tymczasem jakoś do dziś nie widać by się im kończyły. Pentagon więc twierdzi teraz, że wystrzelili już 1/3 tego co mieli. Oczywiście nie wiemy czy Pentagon w oficjalnych komunikatach rzeczywiście dzieli się swoim prawdziwym rozeznaniem sytuacji (wątpliwe). Nie wiemy również jakie Rosja ma tempo produkcji tych rakiet, a więc w jakim tempie jest w stanie uzupełniać to, co wystrzeli.

Moim zdaniem tą opcję możemy skreślić. Zostają dwie dalsze możliwości:

2. Rosja szykuje się do większej wojny. W związku z tym celowo marudnie działa na Ukrainie, nie kieruje tam zbyt dużo wojska, celowo nie używa swojego najlepszego sprzętu i tak dalej. Celowo też zostawia taką „zapraszającą” trasę dostaw z Polski i wytwarza aurę „nieporadności”. W efekcie Zachód zmarnuje dużo sprzętu, który trafiając na Ukrainę może być niszczony przez siły rosyjskie – a także rozkradany i sprzedawany „na czarno” przez Ukraińców. Rosja zaś zachowa większość swojej armii nienaruszoną „na później”.

Władze amerykańskie przyznały, że nie wiedzą co się z tymi wszystkimi rzeczami tak naprawdę dzieje bo przekroczeniu granicy. Pojawiły się też pierwsze komunikaty w mediach zachodnich na temat tego, że magazyny Zachodu a zwłaszcza USA nie są niewyczerpane. Pentagon zwołał pilne posiedzenie przedstawicieli firm produkujących uzbrojenie w temacie zwiększenia produkcji, ale USA 2022 to nie USA 1941 czy nawet 1985. Większość przemysłu znikła, gospodarka opiera się na „usługach” i szamaństwie finansowym.

Nie da się zrobić tego co USA – masowo „wyoutsourceować” produkcji do tanich krajów Azji (gł. Chin) przy tym zachowując ją jedynie w wąskich, kluczowych dla obronności sektorach. Po pierwsze powoduje to, że nie ma zakładów, które by można przestawić na produkcję wojenną (rzecz, która w latach 1941-45 działa się masowo). Po drugie nie ma kadr pracowników wytwórczych (robotników przemysłowych), które mogłyby tą produkcję podjąć w już istniejących zakładach zwiększając ich możliwości. Po trzecie, nawet super-tajne i super-nowoczesne bronie buduje się z komponentów, w tym także takich całkiem „zwykłych” jak stal, drut itp. ale także elementy elektroniczne (a wciąż urządzenia elektroniczne to nie tylko same wysoko zaawansowane chipy jak procesory, ale także elementy takie jak oporniki, kondensatory, diody i tak dalej). Jeżeli nie mamy bazy przemysłowej wytwarzającej to wszystko, to jest słabo zwłaszcza kiedy jakieś dziwne cuda powodują „problemy z zaopatrzeniem”.

Bazę wytwórczą to mają teraz tak naprawdę Chiny, a nie USA. To Chiny byłyby w stanie bez problemu „podkręcić” produkcję uzbrojenia i amunicji – dla USA może to być trudniejsze.

Wracając do Rosji – jeśli rosyjscy decydenci o tym wiedzą „wykrwawienie” Zachodu z zasobów, które utoną na Ukrainie może mieć większy sens niż odcięcie ich dopływu, bo wtedy pozostałyby one w krajach NATO, z których pochodzą wzmacniając je. Momentem, w którym Rosja zdecyduje się na uderzenie odcinające dostawy może być dopiero moment kiedy zachęcone pozorną słabością Rosji NATO zdecyduje się posłać na Ukrainę swoje jednostki wojskowe. Wiele wskazuje, że mogą to być jednostki polskie działające w sposób, który pozwoli NATO uchylić sie od pełnoskalowego ataku na Rosję gdyby Rosja postanowiła owe polskie jednostki zniszczyć.

Na scenariusz „większej wojny” wskazują także:

  • skala przygotowań wojennych na Zachodzie, w tym także w samej Polsce,
  • wciąganie do NATO Finlandii i Szwecji (dodajmy, że na poziomie operacyjnym, wojskowym to się już dzieje w praktyce np. szwedzkie samoloty zwiadu elektronicznego, które na początku konfliktu latały nad wodami międzynarodowymi nad Bałtykiem stamtąd starając się zebrać jak najwięcej informacji obecnie latają nad Polską i Rumunią),
  • przerzut wojsk z Zachodu do Polski, w tym także wojsk USA.

W tym ujęciu ostatecznym celem USA są Chiny. Najwyraźniej decydenci w USA postanowili nie czekać na dalszy rozwój wypadków – dalszy wzrost potęgi chińskiej gospodarki i rozwój technologiczny tamże – i rozwiązać temat zbrojnie atakując słabszy element układu Rosja-Chiny, jakim niewątpliwie jest Rosja. Idealny dla USA scenariusz to wymiana władzy w Rosji, wasalizacja Rosji, a następnie użycie Rosji do ataku na Chiny – czyli przeprowadzenie wojny z Chinami rękami rosjan tak jak obecnie prowadzi się wojnę z Rosją rękami ukraińców i – na razie w roli zaplecza – Polaków, Rumunów itp. Zarówno Rosja i Chiny są świadome tego, co chcą osiągnąć Amerykanie, stąd a) uprzedzające uderzenie na Ukrainę ale b) słabe, by zachować siły na dalszy, być może frontalny konflikt.

3. Wszystko co obserwujemy jest ściemą, podobną w konstrukcji propagandowo-psychologicznej do ściemy pt. „Covid-19”. Cele operacji o skali ogólnoświatowej pozostają niezmienione – obniżenie konsumpcji zasobów przez populację, obniżenie zużycia energii, zmniejszenie samej populacji, zmiana systemu z kapitalizmu – czy ściślej – post-kapitalizmu w coś nowego, o czym nie wiemy za wiele poza tym, że będzie cyfrowe, totalitarne i mało przyjemne.

W tym scenariuszu kierownictwo rosyjskie gra rolę mu wyznaczoną a nawet wcześniej uzgodnioną w ramach „podziału pracy” światowych elit. Dodatkowym bonusem będzie „wypalenie” rosyjskiego patriotyzmu i niechęci wobec programu globalistycznego, co zapewne nastąpi jeśli Rosja tą wojnę przegra (a wszystko poza likwidacją państwa ukraińskiego i jego obecnych władz będzie dla Rosji klęską).

I zobaczmy co udaje się osiągnąć:

  • już na umownego „Putina” zrzucono odpowiedzialność za rosnącą inflację, co dotyka nie tylko Polski ale także USA i strefy Euro oraz właściwie wszystkich powiązanych z nimi pomniejszych walut, mimo kłamliwych statystyk i ukrywania danych o podaży pieniądze szydło wyłazi z worka bo obywatele widzą rosnące ceny – no to mamy wyjaśnienie, to przez Putina,
  • podobnież winą „Putina” i Straszliwej Wojny na Ukrainie są zaburzenia w logistyce skutkujące brakami różnych towarów od półprzewodników poprzez samochody po olej rzepakowy, chociaż nikt tak naprawdę nie zbadał jakie są rzeczywiste przyczyny tych braków (na ile np. sankcje nałożone na Rosję mają podobny skutek do lockdown-ów i innych „auto-sankcji” nakładany na siebie same przez kraje podczas Globalnej Strasznej Pandemii czyli ściemy pt. Covid-19),
  • już zapowiadane na jesień braki żywności to także wina „Putina”,
  • no i to przez „Putina” musimy czym prędzej przestać korzystać z węgla, ropy i gazu ziemnego przechodząc na „zieloną energię” a przede wszystkim… mniej zużywając, a więc mając niedogrzane domy, szkoły i urzędy, nie korzystając z klimatyzacji, z samochodów – a jesli już to tylko jadąc bardzo wolno, choć najlepiej w ogóle nigdzie nie jeździć i wszystko załatwiać „zdalnie”. Stosowne wytyczne International Energy Agency – przygotowane we współpracy z UE – są tu wystarczająco czytelne.

Dodatkowo, lokalny polski fenomen to praktycznie dziejące się na naszych oczach przygotowania do przejęcia Polski przez żydowskich oligarchów pod hasłem „Unii” czy „Konfederacji Polsko-Ukraińskiej” – te wszystkie flagi ukrainy wszędzie, to brzmiące wszędzie w Polsce banderowskie hasło „Sława Ukrainie, gierojam sława”, ten język ukraiński na wszystkich serwsiach internetowych (co jest dodatkowo groteskowe, bo większość przesiedleńców z Ukrainy języka tego nie zna) i tak dalej, te przywileje dla przesiedleńców zachęcające ich by pozostali w Polsce i nie jechali dalej na Zachód itp. itd. W ten sposób globaliści likwidują jedno z nielicznych pozostałych na świecie etnicznie czystych państw białego człowieka.

I „wisienka na torcie” z dnia dzisiejszego – „Konferencja w sprawie przyszłości Europy” zatwierdza radykalne reformy EU: koniec jednomyślności, likwidacja veta [krajowego], uruchomienie wspólnego europejskiego wojska, ponadnarodowe bezpośrednie wybory do parlamentu EU itp. Czyli ten globalistyczny, masoński projekt przerobienia Europy na jedno super-państwo rusza pełną parą do przodu – i oczywiście pretekstem będzie znowu „zagrożenie rosyjskie” i Straszliwa Wojna na Ukrainie. Dokładnie tak samo, jak uprzednio fałszywa i wykreowana całkowicie „z d..y” Straszliwa Pandemia była pretekstem nie tylko do wstrzyknięcia milionom szkodliwych substancji, ale także do wprowadzenia ograniczeń w poruszaniu i przyzwyczajeniu „obywateli” EU do cyfrowych certyfikatów, które trzeba okazywać na każdym niemal kroku.

W gruncie rzeczy zatem kwestia sprowadza się do tego czy Putin (i grupa kierownicza Rosji, która stoi za nim [lub nim kieruje.. MD]) a także Xi (i grupa kierownicza Chin, która stoi za nim [lub nim kieruje.. MD]) grają w jednej drużynie z kontrolerami Schwaba, Bidena, polityków EU itp. – czy też przeciwko nim.

Innymi słowy:Czy Putin, Xi i ich ekipy też uczestniczą w budowie NWO (Nowy Porządek Świata), czy próbują go zatrzymać?

Na tą chwilę – nie będąc członkiem międzynarodowej elity lub wysoko postawionym funkcjonariuszem służb jednego z dużych krajów – nie można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Może być przecież tak, że sprzeciw Rosji i jej walka o suwerenność jest autentyczny a globaliści jedynie wykorzystują to, by piec dalej swoją pieczeń (innymi słowy dzięki Rosji nie muszą sięgać po kolejną, jeszcze gorszą pandemię czy powiedzmy najeźdźców z kosmosu by zastraszyć populację tak, by przyjęła program Wielkiego Resetu czyli „nie będziesz mieć nic i będziesz szczęśliwy”).

Mimo to należy brać pod uwagę i taką możliwość, że niestety władze Rosji grają tak naprawdę do tej samej bramki. To zaś oznaczałoby, że faktycznie nastały dni ostatnie.

Na Ukrainie toczy się „wojna” jakiej jeszcze świat nie widział!

Na Ukrainie toczy się dziwna wojna.

Na Ukrainie toczy się „wojna” jakiej jeszcze świat nie widział!

https://gloria.tv/post/3CR9XuSfoUjc4zrhuvQXCpTjZ

Z jednej strony (jak chce światowa propaganda chazarskich mediów) armia ukraińska walczy z żołnierzami rosyjskimi poprzebieranymi za „separatystów”, zaś z drugiej strony obie wojujące strony, jak gdyby nigdy nic współpracują ze sobą w wielu dziedzinach. Rosja sprzedaje Ukrainie gaz, węgiel, energię elektryczną, pręty uranowe do elektrowni atomowych i wiele innych towarów, bez których gospodarka ukraińska poszłaby na dno, a jednocześnie ukraiński przemysł zbrojeniowy pracuje pełną parą dostarczając broń do…. Rosji. Wiele ukraińskich przedsiębiorstw wysyła tam swoje towary, kupując potrzebne do produkcji surowce. Były prezydent, oligarcha Poroszenko, robi interesy w Rosji (ma tam fabrykę czekolady) i nikt mu w tym nie przeszkadza!

Jednym słowem: z jednej strony wojna na całego (i wojenna propaganda z obu stron), a z drugiej współpraca jak za dobrych komuszych czasów!

Działania zbrojne ograniczają się do niewielkiego obszaru wschodniej Ukrainy, zaś reszta kraju funkcjonuje normalnie! Po stronie ukraińskiej walczą głównie ochotnicy, których zostawia się samych, gdy tylko „separatyści” ich okrążą. Licząca 50 tysięcy armia ukraińska nie bierze udziału w walkach, choć mogłaby przykryć „separatystów” czapkami!

Walczące strony nie atakują zaplecza gospodarczego przeciwnika, co zawsze miało miejsce w wojnach normalnych!

Co jest grane? Przecież takiej „wojny” w historii świata jeszcze nie było!

Zauważmy, że cały majątek narodowy „walczących” stron (i Rosji i Ukrainy) rozkradli tak zwani „oligarchowie”, w tym w większości pochodzenia chazarskiego (1). Większość oligarchów i na Ukrainie i w Rosji to nasi starsi bracia w wierze. Rozkradli oni i Rosję i Ukrainę do samego „dna”! W tych państwach nie ma już czego ukraść, chyba, że jeden oligarcha obrabuje innego, co jest czasami praktykowane! W tym celu na Ukrainie organizuje się kolejne „Majdany” które odsuwają od koryta jednych oligarchów i robią miejsce dla innych, zaś w Rosji „rozkułacza” się niepokornych oligarchów wykorzystując do tego państwowe sądy!

Jednak generalnie możliwości rabunku i w Rosji i na Ukrainie już się skończyły, a apetyty oligarchów rosną w miarę jedzenia!

Jak te apetyty zaspokoić? Ano w prosty sposób! Skoro Rosjanie i Ukraińcy zostali już obrabowani i nic już się nie da z nich wycisnąć, to teraz trzeba dobrać się do kasy podatników amerykańskich i europejskich metodą na „dywersanta”. Jeśli Ukraina ogłosi się dywersantem złowrogiej Rosji (i da tego dowód prowadząc małą wojenkę), to głupi Amerykanie i ich europejscy sojusznicy sypną dolarami, bo gryzienie po kostkach Putina zębami kogoś innego, warte jest każdych pieniędzy!

Więc płyną te pieniądze na Ukrainę szerokim strumieniem ze wszystkich możliwych źródeł (w tym i z Polski), by trafić ostatecznie (jak zawsze na Ukrainie) do kieszeni… oligarchów, będących aktualnie przy korycie.

Dlaczego na taki prostacki numer dali się nabrać politycy zachodni? Ano po pierwsze wielu z nich ma prawnicze pochodzenie (i nie robi tego bezinteresownie), zaś po drugie nawet jeśli dany polityk nie reprezentuje starszych braci w wierze, to jest przez nich dyskretnie (bądź nawet na chama) sterowany.

Media światowe (będące w rękach chazarskich) nakręcają wojenną atmosferę, aby ułatwić transfer kasy do kieszeni oligarchów ukraińskich (licząc na swoją prowizję od zrabowanych pieniędzy) i…. interes się kręci!

A kiedy przestanie się kręcić? Jak przestanie płynąć na Ukrainę kasa z Zachodu. Wtedy natychmiast zapanuje spokój! Efektem ubocznym tego chazarskiego geszeftu będzie ekonomiczna ruina całej Ukrainy, oraz fizyczne i biologiczne wyniszczenie wschodnich rubieży tego państwa! Ale cóż, każdy biznes wymaga poniesienia jakiś kosztów, a gdy jeszcze koszty ponosi ktoś inny niż ci co inkasują zyski, to jaki w tym problem?

Po zakończeniu „wojny” ukraińscy oligarchowie którzy porobili na niej majątki, pouciekają do Izraela, zaś Ukraina będzie dogorywać w nędzy i rozpaczy!
===============
Przedstawiona wyżej teoria niesie pozytywne przesłanie dla Polaków i całego świata: żadnej wojny światowej z powodu Ukrainy nie będzie! To co się tam dzieje, to tylko teatralna ustawka, której celem jest wydojenie podatników europejskich (w tym i nas) i amerykańskich z kasy, metodą na ”rosyjskiego dywersanta”!

Na prawdziwej wojnie światowej nie da się zarobić nawet naszym starszym braciom w wierze, gdyż żaden z nich nie ma pewności, że atomowy kataklizm by przeżył!

Możemy więc spać spokojnie, żadnej wojny światowej nie będzie – okradną nas tylko pod pozorem „walki ze złowrogim Putinem”, tak jak wcześniej okradli nas metodą na „dziurę ozonowa”, „grypę ptasią i świńska”, „globalne ocieplenie” itp.

W następnym etapie nasi starsi bracia w wierze mogą się dobrać i do naszych tyłków, do czego czynią przygotowania od dawna. Zapewne wyegzekwują 65 miliardów dolarów „odszkodowana” za pozostawione po wojnie mienie żydowskie, przejmując polskie lasy.

Z materiałów opublikowanych swego czasu w tygodniku „W sieci” wynika, że były polski rząd i polski prezydent, w tajemnicy przed opinią publiczną, od wielu już lat intensywnie pracowali na rzecz „strony żydowskiej”, by umożliwić jej grabież polskiego majątku pod pozorem „odszkodowań”! Pierwsze podejście do takiego geszeftu okazało się nieudane (Sejm nie zmienił Konstytucji uniemożliwiającej prywatyzację lasów państwowych), ale będą następne, aż do skutku!

Czy międzynarodowa oligarchia żydowska może obrabować Polskę metodą „ukraińską” (jeśli inne metody zawiodą) rozpętując ograniczoną „wojenkę” z Rosją i przechwytując finansową pomoc płynącą z zachodu na ten cel?

Jest to wielce prawdopodobne, metoda jest przetrenowana na Ukrainie, wykonawców tej koncepcji w Polsce nie zabraknie. Różne KOD-y, oraz „opozycja” parlamentarna już przebierają nogami, aby sprowokować wewnętrzny konflikt w Polsce, zaś politycy PIS groźnie kiwają palcem w bucie złowrogiemu Putinowi, co łatwo może przerodzić się w małą kolejną wojenkę w stylu ukraińskim.

—————————————–

[1] Profesor uniwersytetu w Tel Awiwie, Shlomo Sand, w książce „The Invention of the Jewish People” udowadnia, że współcześni mieszkańcy Izraela (i rozsiana po świecie diaspora) nie mają nic wspólnego z Żydami! Są oni potomkami Chazarów, plemienia tureckiego które posiadało w średniowieczu własne państwo (położone na terenie dzisiejszej Ukrainy), i które jako religię państwową przyjęło judaizm. Chazaria została podbita przez Ruś Kijowską, zaś jej mieszkańcy rozpierzchli się po świecie. Genetycznymi potomkami Żydów są…. Palestyńczycy, których Chazarowie próbują unicestwić! Przeprowadzone ostatnio w Izraelu badania genetyczne potwierdzają tezy profesora Shlomo: to nie potomkowie Żydów zamieszkują to państwo, lecz mający korzenie tureckie Chazarowie. Cóż za paradoks: naród wybrany przez Boga (Żydzi, których potomkami są Palestyńczycy) jest poddawany eksterminacji przez Chazarów, którzy od Żydów przejęli religię!

Kolejna bariera ZŁA obalana: Ludożerstwo w służbie propagandy.

Ukrainiec myślał, że zjadł rosyjskiego czołgistę – okazało się, że spalona maszyna była ukraińska!

Piotr Stępień 1.05.2022 https://prawy.pl/119762-ukrainiec-myslal-ze-zjadl-rosyjskiego-czolgiste-okazalo-sie-ze-spalona-maszyna-byla-ukrainska-felieton/

Kiedy wydaje mi się, że nie ma granic, które można przekroczyć to w przypadku wojny na Ukrainie wydarza się coś, co się normalnemu człowiekowi nie mieści w głowie. I to są pytania o granice człowieczeństwa. I nie mówię tu mordowaniu cywilów, gwałceniu kobiet, czy torturowaniu jeńców. Co niestety ma miejsce na każdej wojnie. Także masowo na tej. Mówię o… kanibalizmie! I to nie wynikającego wcale z głodu, choć mam nadzieję, że było to tylko kłamstwo dla chwały w internecie i youtuber nikogo nie zeżarł, tak jak opowiada.

Granice człowieczeństwa – kanibalizm

Cóż jeden z ukraińskich yotuberów i instagramerów (to takie istoty, w większości niewypowiedziane durne, co to brylują na portalach społecznościowych) postanowił zabłysnąć. I nagrał filmik, po którym człowiek ma ochotę zapytać, czy to nie jest koniec ludzkiej cywilizacji?

Na jednym z portali ukazał, się wpis: „The story is this Ukrainian sicko went to a burned out tank and found some 'meat and bone’ inside. He cooked and ate it for social media fame, receiving thousands of positive comments from Ukrainian commentators who said Russian soldiers should be 'eaten’ more often. However experts analyzed the tank footage and confirmed it to be a Ukrainian T-64, which means he ate his own”. Co więcej dołączony do niego był film, na którym jakiś ukraiński youtuber opowiada, że poszedł na spacer w okolic lotniska w Hostomelu pod Kijowem.

Kto chce może zobaczyć: [Odradzam. Ohyda. MD]

I ten ukraiński celebryta internetowy poszedł do spalonego czołgu i jak sam mówi „znalazłem w nim trochę mięsa i kości”. Po czym z dumą opowiada, jak te ludzkie szczątki ugotował i je zjadł. Zrobił to jak sam mówi „dla sławy w mediach społecznościowych”, a także z patriotycznych pobudek. Cóż jako polski patriota, nigdy nie zjadłbym pieczeni z niemieckiego, czy rosyjskiego czołgisty, ale jak widać Ukraina to kulturowo zupełnie inny świat (i nie, wcale nie są nam bliscy kulturowo, jak wmawiają polskojęzyczne media).

Zachwyt ukraińskich internautów i zonk

Ukraiński youtuber puszył się z dumy otrzymując tysiące pozytywnych komentarzy od ukraińskich komentatorów, którzy powiedzieli, że rosyjscy żołnierze powinni być częściej „zjadani”. I pewnie dalej byłoby pięknie, a sława zjadacza zupki z czołgistów by rosła, jak liczba zestrzeleń mitycznego „Ducha Kijowa”, gdyby nie pewien zonk. Otóż eksperci przeanalizowali materiał z czołgu i potwierdzili, że to ukraiński T-64. Co oznacza, że nasz milusiński zjadł, ale swojego rodaka – Ukraińca, który się spalił w tym czołgu. Pytanie teraz brzmi, czy internauta odpowie karnie za swój czyn? Skoro ludzina nie była rosyjska, tylko ukraińska.

Mam nadzieję, że ów Ukrainiec wcale nikogo nie zjadł, a konkretnie nie zjadł zupki ze spalonego czołgisty. I że w internecie po prostu kłamał dla poklasku. Jednak to, że w ogóle o czymś takim pomyślał wskazuje, że normalny to on nie jest.

Co gorsza reakcja ukraińskich internautów pokazuje, że ten naród również normalny nie jest. I choć im pomagamy, to powinniśmy na nich uważać, ponieważ nie zmienili się od czasów, kiedy byli oprawcami Polaków, choć dziś są ofiarami wojny.

18 lat w Unii – warto było?

Piotr Doerre https://pch24.pl/piotr-doerre-18-lat-w-unii-warto-bylo/

Ich retoryka była tym razem już nieco mniej parciana i choć nadal posługiwali się łańcuchami tautologii i pojęciami jak cepy, odrobili lekcję, jaką zadał im największy polski poeta XX wieku.

Kuszono nas więc lepiej i piękniej, malowano perspektywę sytości i bezpieczeństwa, które miały stać się udziałem pokolenia dojrzałych Polaków i jego rodzących się właśnie dzieci. Dziś, po osiemnastu latach spędzonych w Unii, dzieci te dorosły i mają prawo, a nawet obowiązek postawić pytanie – czy Polacy w roku 2003 nie zostali oszukani? Czy nasz kraj więcej zyskuje czy traci na swej przynależności do Unii Europejskiej?

Pomimo wielu sporów targających „klasą polityczną” III RP, pomimo rozmaitych gier interesów i walk partyjnych, w jednej sprawie już od wczesnych lat dziewięćdziesiątych panował konsensus. Zarówno liberalno-lewicowa jej część o proweniencji komunistycznej, jak i wywodząca się z „Solidarności” tak zwana centroprawica upatrywały spełnienia wszystkich swych aspiracji w wejściu Polski w struktury Unii Europejskiej.

Nic dziwnego, wszak przeważająca większość ówczesnych polityków całe swoje dorosłe życie przeżyła w PRL-u. Nieprzyzwyczajeni do samodzielności, nie potrafili nawet wyobrazić sobie pełnej niezależności, a stosunek podległości do zewnętrznego ośrodka decyzyjnego był dla nich stosunkiem naturalnym. Jedni już widzieli siebie i swoich bliskich na dobrze płatnych unijnych stanowiskach lub zacierali ręce na myśl o profitach, jakie mogą skapnąć z pańskiego stołu tym, którzy będą się zajmowali rozdzielaniem unijnych funduszy. Inni, ci o nieco szerszych horyzontach (z pewnością mniej liczni) wyobrażali sobie, jak wiele ze swoich projektów będą w stanie zrealizować przy pomocy europejskich patronów i ich pieniędzy. Jednych i drugich nie trzeba było przekonywać, by poddali nasz kraj żmudnym i bolesnym procesom dostosowawczym, byleby tylko spotkać się z uznaniem polityków rządzących europejskimi potęgami i zostać wpuszczonym na brukselsko-strasburskie salony.

Pozostawała jeszcze reszta – znakomita większość Polaków, którą trzeba było nakłonić, żeby zagłosowała na „tak” w referendum akcesyjnym, by mogły ziścić się marzenia niewielu o brukselskich posadach. Bo pozytywne skojarzenia związane z bogatą i stabilną Europą Zachodnią to jedno, a rezygnacja z niepodległości, dopiero co zyskanej po rozpadzie sowieckiego imperium, to coś zupełnie innego.

Gra na kompleksach i przekupstwo

Jakimi więc argumentami usiłowano nas przekonać? Po pierwsze, apelując do naszej tożsamości i poczucia przynależności do Zachodu, od którego odcięci byliśmy przez pół wieku wraz z innymi „demoludami”. Argument ten z gruntu był fałszywy, jako że wspólnota cywilizacyjna i kulturowa nie musi być wcale budowana przez jedność polityczną, co pokazują długie dzieje naszego kontynentu.

Po drugie, kierowano się do naszego kompleksu niższości. Polska – mówiono – zapóźniony kraj młodszej cywilizacyjnie części Europy ma oto szansę doszlusować do liderów i być traktowana na równi z Niemcami, Wielką Brytanią czy Francją. To również było ułudą, co zweryfikował czas spędzony w Unii, w której nadal jesteśmy państwem drugiej kategorii, a rozmaici „starsi i mądrzejsi” bez przerwy pouczają nas, byśmy siedzieli cicho (jak uczynił to niegdyś prezydent Francji Jacques Chirac).

Po trzecie, zapewniano, że Polska w Unii znajdzie stabilność i bezpieczeństwo. Tymczasem okazało się, że to właśnie nasz kraj był oazą spokoju, podczas gdy Zachodem wstrząsały burzliwe protesty i zamachy terrorystyczne, a kiedy na naszej granicy pojawiło się zagrożenie ze strony wschodnich sąsiadów, stało się jasne, że Niemcy lub Francja nie kiwną palcem, by udzielić nam zdecydowanej pomocy.

Po czwarte wreszcie, stworzono poczucie bezalternatywności.

Jeśli nie Unia, to co? – pytano. – Białoruś?

Tak jakby niemal czterdziestomilionowa Polska rządząca się samodzielnie i swobodnie wybierająca sobie partnerów gospodarczych była skazana na los niewielkiej, pozbawionej znaczących zasobów naturalnych postsowieckiej republiki. Swój stosunek do „bezalternatywności” unijnej formy integracji europejskiej pokazali Brytyjczycy, którzy uwolnili swoje państwo spod kurateli brukselskich urzędników.

Jednak argumentem przesądzającym o euroentuzjazmie przeciętnego Kowalskiego miały być przede wszystkim wielkie kwoty pieniędzy mające popłynąć do naszego kraju z budżetów zasilanych przez bogatsze państwa. Fundusze unijne, których działanie obmyślone jest w taki sposób, by zwykli ludzie na każdym kroku widzieli ich działanie, nie zadając sobie już pytania, jakie koszty trzeba było ponieść, by za pieniądze przydzielone przez unijnych urzędników można było zbudować konkretną drogę, oczyszczalnię ścieków czy kładkę dla pieszych.

Stalinowska propaganda

Żeby cała ta argumentacja mogła trafić pod strzechy, trzeba było uruchomić całą machinę propagandową. Polskę zaczęli więc odwiedzać w wielkiej liczbie notable zagraniczni i unijni komisarze, zapewniając, że organizacja, do której aspiruje nasz kraj, to naprawdę elitarny klub i warto się w nim znaleźć. Składali obietnice i zapewnienia; przekonywali, jak wiele możemy zyskać na wejściu do UE, a niekiedy straszyli perspektywą osamotnienia i uzależnienia od Rosji w razie pozostania poza strukturami Unii.

Referenda w krajach Europy Środkowo-Wschodniej zorganizowano tak, by najpierw głosowano w tym kraju, w którym poparcie dla wejścia do Unii było największe, co miało wywrzeć wpływ na decyzje innych.

Akcja tak zwanego informowania społeczeństwa przywodziła na myśl najgorsze wzory czasów komunistycznych – no cóż, nie znaliśmy jeszcze wówczas totalitaryzmu informacyjnego czasów „pandemii”. W każdym razie, po okresie stosunkowej wolności słowa, jaka panowała w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, jednolity front propagandowy przyjęty przez wiodące media i niemal całą klasę polityczną robił niesamowite wrażenie. Na wrażeniu się zresztą nie kończyło, bo redaktorzy naczelni tychże mediów oficjalnie podpisali pakt, w którym zobowiązali się do podjęcia wszelkich możliwych działań, aby przekonać Polaków do akcesji.

O jakiejkolwiek symetrii w traktowaniu zwolenników i przeciwników Unii nie mogło więc być mowy. Rząd Leszka Millera wprowadził w życie tak zwany Program Informowania Społeczeństwa, którego głównym celem miała być – według oficjalnych dokumentów – rzetelna informacja na temat Unii i warunków wejścia do niej, jednak przedstawiciele rządzącej koalicji SLD–PSL nie kryli się specjalnie z deklaracjami, że tak naprawdę chodzi o poszerzanie szeregów euroentuzjastów.

Nic dziwnego więc, że pełnomocnikiem rządu do spraw informowania o integracji został Sławomir Wiatr – propagandzista PZPR, syn jednego z ideologów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Swoje podejście do prawdy i uczciwości zademonstrował już na wstępie urzędowania, kiedy to złożył kolejno dwa wzajemnie sprzeczne oświadczenia lustracyjne – najpierw oświadczył, że był współpracownikiem organów bezpieczeństwa, by zaraz potem zapewnić, że nim nie był.

Dziennikarze do wynajęcia

Wróćmy jednak do propagandy. Komitet Integracji Europejskiej – urząd powołany jeszcze w latach dziewięćdziesiątych przez również zdominowany wówczas przez postkomunistów parlament – mający zapewnić koordynację wszystkich działań związanych z wejściem Polski do UE, wydał w samym tylko roku 2000 około dwóch milionów złotych na umieszczanie zakamuflowanych wątków prounijnych w programach radiowych i telewizyjnych.

Dziś może kwota ta nie robi szczególnego wrażenia, ale wówczas można było za nią kupić mnóstwo słabo płatnych i gotowych na wszystko pracowników mediów. Im bliżej było do referendum, nakłady przeznaczane na tę formę propagandy jeszcze rosły i sprawiały na przykład, że nagle bohaterowie popularnej telenoweli Klan zaczęli z zapałem i nadzieją wypowiadać się na temat Unii, a w teleturnieju Jeden z dziesięciu znienacka pojawiły się pytania dotyczące integracji europejskiej.

Media elektroniczne, zarówno publiczne, jak i prywatne, dosłownie prześcigały się w uruchamianiu własnych programów „europejskich”, wśród których królował telewizyjny Euroexpress, a dzień bez publikacji przez któryś z dzienników lub tygodników „unijnej” wkładki i co najmniej kilku euroentuzjastycznych wywiadów czy „raportów” był dniem straconym. Nic dziwnego, skoro pieniądze dla dziennikarzy płynęły szerokim strumieniem. Na szczególnie zaangażowanych czekały nagrody w wysokości od dziesięciu do trzydziestu tysięcy złotych, wypłacane czy to w ramach rządowej kampanii Unia bez tajemnic, czy przy realizacji programów rozmaitych agend rządowych, a także przez fundusze i fundacje dotowane z zagranicy.

Te ostatnie skupiały się jednak przede wszystkim na organizacji prounijnych eventów, z których największym była bez wątpienia Parada Schumana maszerująca ulicami Warszawy co roku w dzień tak zwanego Święta Europy. Założona przez polityków byłej Unii Wolności fundacja, która ją organizowała, zainicjowała też tworzenie sieci Szkolnych Klubów Europejskich, skupiających uczniów i nauczycieli i pełniących niezwykle ważną rolę w wychowaniu przyszłych młodych aktywistów, zarówno w okresie referendum akcesyjnego, jak i po nim.

Żadne duże przedsięwzięcie polityczne w III RP nie obyło się bez listów i apeli popierających go intelektualistów. Tak też było i w tym przypadku. Ponad dwustu naukowców, twórców i ludzi mediów podpisało na Wawelu 11 listopada 2002 roku apel, w którym stwierdzono, że jak kiedyś wyrazem patriotyzmu była walka o niezależność państwa polskiego, tak dziś jest nim działalność na rzecz jego wcielenia do Unii.

Ku reewangelizacji Europy

Zdawano sobie jednak sprawę, że wszystkie te wysiłki spełzną na niczym, jeśli stanowisko polskiego Kościoła, wciąż u progu XXI stulecia uznawanego za autorytet przez większą część Polaków, będzie niechętne wejściu do UE. Żeby więc nie drażnić śpiącego lwa, postkomunistyczny rząd Millera powstrzymywał zapędy co bardziej krewkich działaczy SLD, chcących natychmiast przeforsować aborcję na życzenie i małżeństwa homoseksualne, sugerując, że na to czas przyjdzie po wejściu Polski do Unii.

Do prounijnej propagandy zaprzężeni zostali księża i świeccy związani ze środowiskami liberalnymi lub otwarcie lewicowymi. Media nagłaśniały ich jednoznacznie unioentuzjastyczne wystąpienia, jednocześnie wyciszając lub starając się zdeprecjonować tych kapłanów, którzy prezentowali odmienne stanowisko. Posługiwano się także kilkoma wyrwanymi z kontekstu mniej lub bardziej przychylnymi integracji stwierdzeniami Ojca Świętego Jana Pawła II.

Na użytek propagandy skierowanej do katolików zdefiniowano taką oto linię argumentacyjną: Polacy jako chrześcijanie nie powinni opierać się wejściu do Unii, więcej – powinni być jego entuzjastami, bo da nam ono okazję do nawrócenia zlaicyzowanej Europy Zachodniej. Wszelkie zatem niedogodności mogące wyniknąć dla Polski z faktu wyzbycia się suwerenności i podporządkowania się paneuropejskiej strukturze politycznej są tylko niewielkimi wyrzeczeniami, jakie złożymy na ołtarzu reewangelizacji Starego Kontynentu.

Fatalizm i mesjanizm

Nic dziwnego, że choć oficjalne stanowisko, jakie polscy biskupi zajęli w sprawie integracji, nie było jednoznaczne i pobrzmiewały w nim dalekie echa argumentacji uniosceptycznej, to generalnie można było z niego wywnioskować, że hierarchowie, z pewnymi zastrzeżeniami, popierają integrację. Owszem, dostrzegano w Europie postępujący proces laicyzacji mentalności i polityki konsumpcyjnej oraz związanego z nimi indyferentyzmu religijnego, ale w odpowiedzi nań proponowano, zamiast rezerwy do politycznej instytucjonalizacji tej laicyzacji, pogłębioną formację chrześcijańską, która pozwoli wszystkim odnaleźć się w nowej rzeczywistości Unii Europejskiej.

Autor niniejszego artykułu w latach poprzedzających referendum akcesyjne zaangażowany był w szereg inicjatyw promujących inną, niż przybrana przez Unię, koncepcję zjednoczonej Europy. Jedną z nich był Instytut Europy Ojczyzn, który rozesłał do wszystkich polskich biskupów przygotowane przez siebie dossier na temat różnorakich zagrożeń związanych z wejściem Polski do Unii w kształcie, jaki wyłaniał się z kolejnych traktatów zjednoczeniowych. Wielu z pasterzy polskiego Kościoła, szczególnie tych o bardziej konserwatywnych poglądach, odpowiedziało na te przesyłki, niektórzy z nich otwarcie zgadzali się z zaprezentowaną argumentacją. Jaki jednak użytek zamierzali z niej zrobić?

Symptomatyczna była odpowiedź prymasa Polski, kardynała Józefa Glempa, który stwierdził: Wiemy, że Europa objęta Unią w dużym stopniu jest antychrześcijańska. Kościół jest dla wielu bardzo niewygodny, tak, jak nie był wygodny dla komunizmu.

Jakie jednak wnioski wynikały z tej konstatacji? Ewangelizacja ostatecznie nie może opierać się na strategii i kalkulacji. Musimy przyjąć jako podstawowe prawo, że w Kościele obecny jest Duch Święty i że Opatrzność sprawia, że przegrane stają się zwycięstwem w wymiarze zbawienia – napisał metropolita warszawski.

W słowach tych, choć pięknych, pobrzmiewał duch jakiegoś fatalizmu i (znowu!) bezalternatywności, a równocześnie romantycznego polskiego mesjanizmu. Czy naprawdę Polacy, nawet jeśli podskórnie czuli, że akces do Unii może okazać się katastrofą dla naszego katolicyzmu, winni poświęcić swój naród, by pozwolić Opatrzności działać (a przede wszystkim, czy to aby na pewno prawidłowe odczytanie planów Opatrzności)? I czy naprawdę ewangelizacja musi dokonywać się poprzez wchodzenie w jakieś polityczne struktury? Cała historia Kościoła temu przeczy.

Przeczy temu również ostatnie osiemnaście lat. Choć Polacy, wskutek uwolnienia rynku pracy, szerokim strumieniem rozlali się po Europie, by w niektórych krajach (jak Irlandia czy Islandia) stać się pierwszą co do wielkości mniejszością narodową i choć faktycznie przyczyniło się to do pewnego ożywienia struktur Kościoła katolickiego w niektórych krajach, to jednak nie dość, że nie nawrócili Europy, sami poddani laicyzującej indoktrynacji mediów i kultury masowej coraz dalej odsuwają się od Kościoła. Warto było?

Piotr Doerre

===============

maiL, RW:

„Posługiwano się także kilkoma wyrwanymi z kontekstu mniej lub bardziej przychylnymi integracji stwierdzeniami Ojca Świętego Jana Pawła II.”

Np. takim co najwyżej bardziej przychylnym:
https://www.ekai.pl/papiez-od-unii-lubelskiej-do-unii-europejskiej/

Papież: Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej!

19 maja 2003 | 14:19 | mp //per Ⓒ Ⓟ

– Polska zawsze stanowiła ważną cześć Europy i dziś nie może wyłączać się z tej wspólnoty – powiedział Jan Paweł II podczas spotkania z rodakami zgromadzonymi na Placu św. Piotra z okazji 25-lecia pontyfikatu.

– Wejście w struktury Unii Europejskiej, na równych prawach z innymi państwami, jest dla naszego Narodu i bratnich Narodów słowiańskich wyrazem jakiejś dziejowej sprawiedliwości – dodał Papież. Jan Paweł II serdecznie podziękował rodakom za przybycie i wspominał wraz z nimi kolejne wizyty w kraju.

– Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha – przypomniał Papież rodakom swe słowa wypowiedziane w Gnieźnie w 1997 roku. Dodał, że powtarza je i przywołuje na nowo w dniu, gdy Polska i inne kraje byłego Bloku Wschodniego wkraczają w struktury Unii Europejskiej. – Nie wypowiadam ich – mówił Papież – aby zniechęcać. Przeciwnie, aby wskazać, że te kraje mają do spełnienia ważną misję na Starym Kontynencie.

Papież przyznał, że wie jak wielu jest przeciwników integracji w Polsce. Dodał, że docenia ich troskę o zachowanie kulturalnej i religijnej tożsamości naszego Narodu.

Papież podkreślił, że Polska zawsze stanowiła ważną cześć Europy i „dziś nie może wyłączać się z tej wspólnoty, która wprawdzie na różnych płaszczyznach przeżywa kryzysy, ale która stanowi jedną rodzinę narodów, opartą na wspólnej chrześcijańskiej tradycji”.

– Wejście w struktury Unii Europejskiej – kontynuował – na równych prawach z innymi państwami, jest dla naszego Narodu i bratnich Narodów słowiańskich wyrazem jakiejś dziejowej sprawiedliwości, a z drugiej strony może stanowić ubogacenie Europy – mówił Jan Paweł II. – Europa potrzebuje Polski – wołał Papież. – Kościół w Europie potrzebuje Świadectwa wiary Polaków. Polska potrzebuje Europy!

Odchodząc od wcześniej przygotowanego tekstu, Ojciec Święty dodał: – *Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej!* To jest wielki skrót, ale bardzo wiele się w tym skrócie mieści wielorakiej treści.

poster

Nieporządek między Niebem i Ziemią

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  30 kwietnia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5170

Mości panowie, chyba proroctwa mnie wspierały, kiedy pisałem felieton o potrzebie jedności Nieba i Ziemi, chociaż wtedy nie wiedziałem jeszcze wszystkiego. Teraz oczywiście też wszystkiego nie wiem, nie wiem nawet, jaka jest sytuacja na Ukrainie, ale to chyba nie takie ważne. Ważne jest, by wierzyć, że wszystko zakończy się wesołym oberkiem, czyli ostatecznym zwycięstwem.

Jak będzie wyglądało ostateczne zwycięstwo – tego też nie wiemy – bo rysują się dwa programy: jeden minimum, a drugi – maksimum. Minimalny program ostatecznego zwycięstwa sprowadza się do wyparcia Rosjan z prastarych ziem ukraińskich łącznie z Krymem. Program maksymalny oznacza zniszczenie Rosji i obsadzenie Kremla – o ile oczywiście przetrwa on ten eksperyment – przez ukraińską załogę.

Wprawdzie polscy zwolennicy programu maksimum pewnie woleliby, żeby Kreml został obsadzony przez załogę polską, ale sęk w tym, że Polska – jak dotychczas – nie prowadzi z Rosją wojny; to znaczy prowadzi, jakże by inaczej – ale przede wszystkim – jakby to powiedzieć – w sferze frazesu, bez bezpośredniego angażowania się działania militarne – na co nie pozwala nam Nasz Najważniejszy Sojusznik. W tej sytuacji możliwość obsadzenia Kremla przez polską załogę jest bardzo mało prawdopodobna. No dobrze, ale co będzie, jeśli Kreml zostanie obsadzony przez wojsko ukraińskie? Wtedy Ukraina przejmie wszystkie zasoby Rosji, z arsenałem jądrowym włącznie. To następny problem, bo w tej sytuacji możliwość awansu Polski do roli regionalnego lidera wydaje się jeszcze mniej prawdopodobna, więc już teraz widać, że „postjagiellońskie mrzonki” mogą służyć jedynie do uwodzenia wyznawców odbudowy I Rzeczypospolitej, żeby myśleli, że to wszystko naprawdę – a potem będzie jak zawsze, czyli – jak powiada poeta – „A potem Adam i cholera, a potem Juliusz i suchoty; o filareci, biedne dzieci, kochany kraju złoty!

Ale to są sprawy ziemskie, sprawy nader światowe, podczas gdy jedność Nieba i Ziemi oznacza konieczność uporządkowania pewnych spraw również w Niebiesiech. Z tym też może nie być łatwo, bo tuż przed Świętami Wielkanocnymi światem wstrząsnęła wiadomość o rozstaniu pana red. Konstantego Geberta z „Gazetą Wyborczą”. Poszło o to, że pan Gebert chciał podstępnie wydrukować na łamach „Gazety” opinię, że ukraiński pułk „Azow”, to naziści”. Trudno się dziwić, że Judenrat „Gazety Wyborczej” był tą inicjatywą kompletnie zaskoczony, bo przecież dziś prawdziwych nazistów, podobnie jak prawdziwych Cyganów już nie ma i proponował nawet wyjście kompromisowe, żeby mianowicie pan Gebert napisał, że ten cały „Azow” to „skrajna prawica”- ale autor nie chciał o niczym słyszeć i ogłosił swoje pożegnanie.

W normalnych warunkach niezależne media rządowe rzuciłyby się na Judenrat i samego red. Michnika, że tłumi wolność słowa, ale obecnie żyjemy w warunkach nienormalnych, więc funkcjonariusze Propaganda Abteilung w mediach rządowych nie mogli nie zauważyć, iż opinia pana red. Geberta przynajmniej częściowo pokrywa się z opinią zbrodniarza wojennego, zimnego ruskiego czekisty Putina. W tej sytuacji jest rzeczą oczywistą, że pan Gebert racji mieć nie może.

Z drugiej jednak strony przyznanie racji redakcyjnego Judenratowi „Gazety Wyborczej” byłoby jeszcze gorsze, bo przecież Judenrat stoi na nieubłaganym gruncie popierania przewodniczącego Volksdeutsche Partei, znienawidzonego Donalda Tuska, drugiego po Putinie wroga publicznego. Podobna sytuacja wystąpiła w przypadku śmiertelnego wypadku drogowego, w którym bierny udział wziął samochód prowadzony przez pana Zdziennickiego, małżonka pani Małgorzaty Gersdorf, z którą rząd „dobrej zmiany” miał tyle zgryzoty w pierwszym etapie walki o praworządność w Polsce. Najpierw rządowe media skwapliwie rzuciły się na ten smakowity kąsek, bo co tu ukrywać – w towarzystwie wybitnych przedstawicieli naszego demokratycznego państwa prawnego trup nie ściele się tak znowu gęsto – aż pani Małgorzata Gersdorf zaczęła żalić się na doznawane „szykany”. Potem jednak wszystko ucichło, bo widocznie polityczni przyjaciele pani Małgorzaty ruszyli z odsieczą, poruszając Niebo i Ziemię gwoli ustalenia korzystniejszej dla naszego małżeństwa wersji wydarzeń. W tej sytuacji ta nieprzyjemna sprawa zakończy się wesołym oberkiem, zwłaszcza gdyby trafiła przed niezawisły sąd, który „powinność swej służby” by „zrozumiał”.

Tymczasem nieubłaganie zbliżały się Święta Wielkanocne, aż tu nagle w „Gazecie Wyborczej” tamtejszy Judenrat opublikował list pana Przemysława Wiszniewskiego, którego podejrzewam, że może dla „GW” świadczyć usługi Honorable Correspondant. Pan Wiszniewski skorzystał z łamów „Gazety Wyborczej”, by poinformować „całą społeczność wolnego świata, że dopóki Ukraina nie zwycięży, Chrystus nie zmartwychwstanie”. Konkretnie chodzi o to, by papież Franciszek „nabrał odwagi”, a patriarcha Cyryl nabrał „serca i rozumu”, bo jak nie, to Zmartwychwstanie zostanie bezterminowo odwołane. Z dalszej części publikacji wynika, że jeśli chodzi o ostateczne zwycięstwo, to pan Przemysław Wiszniewski stoi na stanowisku ukraińskiego programu minimum, bo oznajmia, że żadnego Zmartwychwstania nie będzie dopóki Ukraina nie zwycięży, to znaczy – „nie wyzbędzie się armii rosyjskiej ze swojego terytorium”. Ale to jeszcze nic, bo pan Wiszniewski powiada, że „zło Kremla i jego popleczników muszą pokonać ludzie, bo świat realny jest najważniejszy, a świat duchowy i metafizyczny stanowczo nas zawiódł”. Przy okazji dostało się samemu Panu Bogu, który „śpi” podczas gdy triumfuje „demon wojny”.

Okazuje się, że chociaż Putin mógł zapuścić swoje macki nawet do Judenratu „Gazety Wyborczej”, to pan Wiszniewski najwyraźniej sprawia wrażenie lepiej poinformowanego, przynajmniej tak, jak gdyby wspierał go wywiad amerykański. Któż inny bowiem mógł by wywąchać, że padł rozkaz, iż dopóki Ukraina nie zwycięży, to żadnego Zmartwychwstania nie będzie? Ale nie ma rzeczy doskonałych, więc jest możliwe, że również ustalenia wywiadu amerykańskiego zawierają jakiś margines błędu. Oto pan Wiszniewski, najwyraźniej bazując na meldunkach naszego człowieka w Niebiesiech twierdzi, że Pan Bóg „śpi”, podczas gdy to wcale nie jest takie pewne, bo równie dobrze może być „na wakacjach”. Taką możliwość spenetrował jeszcze w latach 70-tych pewien Francuz, u którego pracowaliśmy na winnicy, więc chyba sprawdzenie, jak było naprawdę, nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego. Wydaje się to tym bardziej koniczne, że na domiar złego Chrystus punktualnie zmartwychwstał, jak gdyby nigdy nic, co pokazuje, że w stosunkach między Niebem, a Ziemią nadal panuje nieporządek.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Почему Запад волнует эвакуация гражданских лиц с комбината «Азовсталь».

В Госдуме рассказали, почему Запад волнует эвакуация гражданских лиц с комбината «Азовсталь».

Hа украинской территории находилось около семи тысяч зарубежных наемников.

https://topwar.ru/195718-v-gosdume-rasskazali-pochemu-zapad-volnuet-jevakuacija-grazhdanskih-lic-s-kombinata-azovstal.html


В западных странах все чаще поднимается тема предоставления гуманитарных коридоров мирным гражданам, находящимся на территории крупного металлургического предприятия Мариуполя, откуда их не выпускают боевики националистических формирований и украинской армии. В Госдуме РФ рассказали, почему Запад волнует эвакуация гражданских лиц с комбината «Азовсталь».
Свое мнение по этому поводу агентству ТАСС высказал депутат этого законодательного органа Виктор Водолацкий, замглавы комитета, занимающегося вопросами СНГ, евразийской интеграции и поддержанием связей с соотечественниками.
Он утверждает, что на комбинате сейчас находится некоторое количество представителей спецслужб и вооруженных сил Германии, Франции и Британии. По мнению депутата, на Западе хотят без лишней огласки вывести этих важных особ из заблокированной зоны. Для такой цели им и нужны гумкоридоры в сторону Украины.

Западные кураторы сегодня очень активно начали взаимодействовать с РФ по открытию гуманитарных коридоров, но не в сторону Донецка, а в сторону Запорожья – отмечает Водолацкий.
Ранее глава пресс-службы Министерства иностранных дел РФ Мария Захарова сообщала, что на украинской территории находилось около семи тысяч зарубежных наемников. Действия Вооруженных сил России, ДНР и ЛНР периодически вносят коррективы в эту цифру, названную представительницей российского внешнеполитического ведомства.

=================

cd: https://topwar.ru/195731-boevik-azova-zajavil-chto-jevakuiruemyh-s-zavoda-azovstal-grazhdanskih-nuzhno-nepremenno-otpravljat-na-podkontrolnye-kievu-territorii.html

За минувшие сутки с мариупольского комбината «Азовсталь» вышли в общей сложности около 80 человек. Первая группа, как уже сообщало «Военное обозрение», состояла из 25 человек, среди которых шестеро – дети. Представители этой группы после выхода с территории завода сообщили о том, что они понятия не имели ни о каких гуманитарных коридорах, которые предоставляются российскими войсками и НМ ДНР.

Одна из вышедших женщин сообщила, что выходили вне зоны гуманитарных коридоров, так как украинские военные ничего им о существовании таковых не говорили. Мало того, украинские боевики запугивали гражданских лиц тем, что их якобы сразу после выхода из бомбоубежища расстреляют.

Через некоторое время с территории завода вышла вторая группа гражданских в количестве 20 человек. [—]

Granicą wytrzymałości jest dno portfela i gara

Głośne upominanie się swoje, tak jakby żadnych mikrobów i wojen nie było, to nasza jedyna szansa.

Matkakurka https://www.kontrowersje.net/granica-wytrzymalosci-jest-dno-portfela-i-gara/

Bardzo przepraszam, że znów trochę o tym samym, ale naprawdę ciężko na siłę szukać atrakcji, gdy się ciągle zmagamy z tym samym zagrożeniem. Spece od zaklinania rzeczywistości znajdą się w każdej dziedzinie, a już tacy magicy jak ekonomiści potrafią opowiadać godzinami, co się stanie przy korekcie na giełdzie. Ich prognozy żyją krócej niż motyl, dlatego nie ma sensu się zajmować punktem, czy procentem na wykresie, ale gdy sięgasz po kartę albo gotówkę przy kasie, to masz pełen obraz recesji i kosztów utrzymania.

Praktycznie na każdym kroku człowiek przeciera oczy ze zdziwienia, jednak po chwili szoku tankuje olej napędowy za 7,30 zł, spłaca ratę kredytu według stawki 4,7 z franka i kupuje podstawowe produkty w ilości dwa razy mniejszej za trzy razy więcej.

Bez odwracania uwagi, takie golenie frajerów dawno skończyłoby się rewolucją i to nie są jakieś wydumane teorie, tylko normalna polityka.

Gdzie te czasy, w których podniesienie VAT o 1% decydowało o sondażach? Dziś praktycznie nie ma jednego towaru i usługi, które nie skoczyłyby o kilkanaście, kilkadziesiąt i w końcu kilkaset procent, przy czym ta ostatnia pozycja dotyczy tak newralgicznych towarów jak energia. Ludzie zgodnie ze znanym powiedzeniem płaczą i płacą, a w zasadzie płacą i specjalnie nie narzekają, bo przecież w każdej chwili może im zabraknąć tlenu na „kowidowym”, tudzież będą się musieli kryć w piwnicach przed bombami.

Mechanizm nakręcenia emocji na tym poziomie jest w stanie przemielić wszystko, gdy się człowiek boi, czy przeżyje kolejny dzień, to nawet o burczeniu w brzuchu i zimnym kaloryferze zapomni. Jak długo kreatorzy rzeczywistości są w stanie utrzymać tak wysokie napięcie? Zawsze i wszędzie behawioryzm decyduje o końcu. Prawdziwe uczucie głodu, prawdziwa bieda przechodząca w nędzę, to coś zupełnie innego niż obecne łupienie i zubożenie.

Kto chce wiedzieć w jakim kierunku i tempie to dalej pójdzie musi poszukać odpowiedzi ile jeszcze pustych frazesów z elementami grozy da się ludziom wcisnąć. W którym miejscu zupa ugotowana na obrzydliwym i „krwawym” ruskim gazie, nie będzie kwestią smaku, tylko jedynego posiłku dnia.

Cały czas się zastanawiamy, czy zaraza pochłonie miliony, czy wojna zniszczy świat, a mnie się wydaje, że to są bezsensowne i bezcelowe dywagacje. Nie boję się pomoru i tym bardziej wojny, ale biedę jak z czasów Balcerowicza coraz częściej biorę pod uwagę. Próba zgadywania co się stanie za miesiąc nie ma większego sensu, te scenariusze znają tylko słudzy mamony i szatana, o szerszej perspektywie w ogóle nie ma sensu wspominać.

Przecież nikomu z niewtajemniczonych nie przyszło do głowy, że po mikrobie nastanie czas „Ducha Kijowa”. Co więcej to wcale nie jest tak, że mikrob zniknął, u nas zmieniły się priorytety, ale na świecie „wojna” jest informacją z dalekich krajów, natomiast maski i paszporty ciągle wyznaczają kto, gdzie i jak może funkcjonować. Trwa testowanie ile z „liberalnej demokracji” da się wycisnąć totalitaryzmu, który niewolnicy nadal będą nazywać praworządnością, cywilizacją i prawami człowieka.

Zginą sztandary, lewe i prawe pacierze, gdy na skali przegięcia wajchy pojawi się czerwone pole oznaczające, że inżynierowie społeczni stracili kontrolę nad ciśnieniem społecznym. Czy tak się stanie nie wiem, ale wiem, że to co w tej chwili widzimy jest próbą wytrzymałościową, na zginanie, cięcie, gięcie i w końcu poniewieranie. W każdym takim przypadku wiele zależy od materiału, czyli od nas samych. Jeśli pozwolimy się szczuć emocjonalnie i zamiast schabowego będziemy się zadowalać przeżuwaniem „wartości” z „empatiami”, to wycisną z nas ostanie soki.

Głośne upominanie się swoje, tak jakby żadnych mikrobów i wojen nie było, to nasza jedyna szansa. Zadanie nie jest proste, bo tysiące obrazków z płaczącymi dziećmi, cierpiącymi zwierzętami, ruinami „obiektów cywilnych” i pacjentami walczącymi o życie na oddziale intensywnej terapii, nie przestaną nas zalewać. Jest jednak bardzo skuteczna broń na te sztuczki – patrzenie na dno gara i portfela.

Wspieraj Ukrainę. Nie myj się.

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/04/30/wspieraj-ukraine-nie-myj-sie/

Globalistyczni technokraci płynnie przekształcili program „Wielkiego Resetu” na rzecz obniżenia standardów życia w wezwanie do „wspierania Ukrainy”. (…) Za niekontrolowaną inflację, gwałtownie rosnące ceny żywności i gazu, które były ogromnym problemem jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę, teraz można obwiniać Putina, podczas gdy ludzie z Zachodu są wzywani do poświęceń w imię nowej religii, polegającej na wspieraniu „aktualnych kwestii”.

−∗−

W menu na dziś danie higieniczne. Wbrew tytułowi wpis nie jest ponurym żartem. Poniżej zestaw wypowiedzi przeróżnych polityków na szczeblu krajowym i unijnym namawiających do obniżenia standardów higieny osobistej i uzasadniających to w absurdalny sposób. Niestety, wszystko na poważnie. Jaki mają w tym cel?

Zapraszam do lektury.

____________***____________

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej mówi ludziom, aby „wspierali Ukrainę” poprzez branie mniejszej liczby pryszniców i zaprzestanie prania ubrań

Technokraci nadal ukrywają za rosyjskimi sankcjami program obniżenia standardów życia.

Europa Press News via Getty Images

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej zasugerował, aby ​​obywatele „wspierali Ukrainę” i embarga nałożone na Rosję poprzez rzadsze branie pryszniców, powstrzymanie się od jazdy samochodami i wietrzenie ubrań zamiast ich prania.

Tak, naprawdę.

Frans Timmermans, holenderski wiceprzewodniczący organu wykonawczego Unii, wygłosił swoje uwagi podczas posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska Parlamentu Europejskiego.

Według Timmermansa Europejczycy muszą „mniej ogrzewać, więcej jeździć na rowerze i wietrzyć swoje ubrania zamiast je prać”, aby wesprzeć środki karne wobec Rosji, które dla setek milionów ludzi na Zachodzie zaostrzyły kryzys kosztów życia.

Technokrata, który osobiście nie musi się zbytnio martwić rosnącymi kosztami energii, biorąc pod uwagę jego pensję w wysokości 250 000 dolarów rocznie, przekonywał „współobywateli, że oni też mogą zrobić coś, aby przenieść mniej pieniędzy do kieszeni Putina”.

„Oczywiście mogą też nic nie robić, ale mogą też zdecydować się na zmniejszenie ogrzewania, jeżdżenie rowerem, a nie samochodem, krótsze branie prysznica lub wietrzenie ubrań zamiast ich prania” powiedział holenderski polityk.

Tymczasem Diederik Samsom, szef sztabu Fransa Timmermansa, zapewnił: „Od teraz energia będzie znacznie droższa. Energia była zbyt tania przez ostatnie 40 lat”.

Samsom, który zarabia ponad 200 000 dolarów rocznie, pouczał Europejczyków, w jaki sposób ich poprzednia jakość życia była zależna od „niezrównoważonej” kombinacji rosyjskich paliw kopalnych i dewastacji środowiska.

„Skorzystaliśmy z tego i stworzyliśmy ogromne bogactwo kosztem planety Ziemia i, jak teraz sobie uświadamiamy, kosztem nierównowagi geopolitycznej [przez zależność od Rosji]” – powiedział Samsom. „Obie te rzeczy muszą zostać naprawione. Ale aby je naprawić, musimy płacić więcej za energię – a także za żywność. Za dwie podstawowe potrzeby życiowe – żywność i energię – zapłaciliśmy zdecydowanie za mało w ciągu ostatnich 40 lat”.

Te zalecenia pojawiły się po tym jak Włochy przeszły na racjonowanie energii poprzez zakaz używania klimatyzacji poniżej 25 stopni Celsjusza i ogrzewania powyżej 19 stopni we wszystkich szkołach i budynkach użyteczności publicznej.

Ponieważ stopa inflacji w Niemczech osiągnęła najwyższy poziom od 30 lat, obywatelom tego kraju mówi się, aby brali mniej pryszniców, a jacyś wątpliwi „eksperci” twierdzą, że będą pachnieć lepiej po 3 tygodniach odpowiedniego mycia.

Minister w rządzie, Peter Hauk powiedział również Niemcom, że powinni poradzić sobie z rosnącymi kosztami energii, po prostu wyłączając ogrzewanie i zakładając cieplejsze swetry.

„W swetrze można wytrzymać 15 stopni [Celsjusza] zimą. Od tego nikt nie umiera. Ale ludzie umierają gdzie indziej” – powiedział.

Jak już wcześniej podkreślaliśmy, globalistyczni technokraci płynnie przekształcili program „Wielkiego Resetu” na rzecz obniżenia standardów życia w wezwanie do „wspierania Ukrainy”.

Za niekontrolowaną inflację, gwałtownie rosnące ceny żywności i gazu, które były ogromnym problemem jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę, teraz można obwiniać Putina, podczas gdy ludzie z Zachodu są wzywani do poświęceń w imię nowej religii, polegającej na wspieraniu „aktualnych kwestii” [the current thing].

Jakież to wygodne!

_____________

European Commission VP Tells People to ‘Support Ukraine’ by Taking Fewer Showers & Not Washing Their Clothes, Paul Joseph Watson, 29 April, 2022

◊ ◊ ◊

Wejdź w ubóstwo, aby „wspierać Ukrainę”

Zapomnijcie o Ukrainie, wielu ludzi nie stać już na utrzymanie własnej rodziny.

[Istnieje możliwość włączenia napisów i automatycznego tłumaczenia]

Miliony Brytyjczyków wpędzanych w ubóstwo energetyczne.

Spanikowani klienci gorączkowo dzwoniący do firm energetycznych, mówią, że nie mogą zapłacić rachunków.

Z powodu naszego „wsparcia” dla Ukrainy i sankcji, wielu ludzi nie stać już na utrzymanie własnych rodzin.

_____________

Enter Poverty to ‘Support Ukraine’, Paul Joseph Watson, 25 April, 2022

◊ ◊ ◊

Niemcom powiedziano, że mają brać mniej pryszniców, ponieważ koszty energii rujnują

Obniż swój poziom życia, aby „popierać Ukrainę”.

Adriana Duduleanu / EyeEm via Getty Images

Ponieważ koszty energii nadal dają się we znaki za sprawą sankcji nałożonych na Rosję, Niemcom mówi się, aby brali mniej pryszniców.

Tak, naprawdę.

Pośród dyskusji w kraju o potencjalnym całkowitym embargo na energię z Rosji, zaczęły pojawiać się artykuły o rzekomych korzyściach zdrowotnych wynikających z mniejszej liczby kąpieli pod prysznicem.

W artykule zatytułowanym „Wystarczy umyć TE cztery części ciała – dlaczego skóra się oczyszcza, jeśli na to pozwolisz”, niemiecka gazeta Bild cytuje porady ministra gospodarki Roberta Habecka, który wezwał obywateli do ograniczenia ogrzewania, wizyt w saunie i pryszniców, aby pomóc krajowi zmniejszyć jego zależność od rosyjskiej energii.

Artykuł mówi, że unikanie pryszniców daje szansę dobrym bakteriom na rozmnażanie się, wspomagając kondycję skóry, a także pochłaniać substancje odpowiedzialne za [często przykry] zapach ciała.

„W ten sposób [skóra] sama się oczyszcza”, stwierdza artykuł, z powątpiewaniem argumentując, czy unikanie mycia ciała rzeczywiście sprawi, że będziesz wydzielać lepszy zapach.

Artykuł cytuje dermatolog Yael Adler, która twierdzi, że unikanie prysznica przez trzy tygodnie sprawia, że ​​„nieprzyjemne zapachy znikają, a skóra rozpoczyna swoisty proces samooczyszczania”.

Według Adler, Niemcy mogą oszczędzać energię i zachować wystarczającą czystość, myjąc tylko cztery obszary ciała, pośladki, pachy, stopy i pachwiny.

W niektórych krajach jest to potocznie nazywane „whore’s wash” [higiena prostytutek].

Artykuł został opublikowany po tym, jak Klaus Mueller, szef niemieckiej Federalnej Agencji ds. Sieci [organ podlegający Ministerstwu Gospodarki i Ochrony Klimatu Niemiec -tłum.], zapytał swoich rodaków: „czy naprawdę musisz brać gorący prysznic siedem dni w tygodniu – z podgrzewaniem gazowym”.

Jak już wcześniej podkreślaliśmy, minister rządu Peter Hauk powiedział również Niemcom, że powinni poradzić sobie z rosnącymi kosztami energii, po prostu wyłączając ogrzewanie i nosząc cieplejsze swetry.

„W swetrze można wytrzymać 15 stopni [Celsjusza] zimą. Od tego nikt nie umiera. Ale ludzie umierają gdzie indziej” – powiedział.

Przed wybuchem wojny Niemcy importowały z Rosji 55 proc. gazu, jedną trzecią ropy i 45 proc. węgla.

Jestem pewien, że ministrowie rządu, niemieccy technokraci i cała reszta z pewnością przejmą inicjatywę w dobrowolnym obniżaniu własnego standardu życia w solidarności z tymi, których nie stać na to.

A może nie.

_____________Germans Told to Take Fewer Showers as Energy Costs Bite, Paul Joseph Watson, 19 April, 2022

Uzupełnienia:

Dżinsy? Pierz raz na miesiąc. To musi ci wystarczyć
Światowe Forum Ekonomiczne, któremu przewodniczy słynny architekt „Wielkiego Resetu” Klaus Schwab, rutynowo podkreśla, że obniżenie jakości życia przeciętnych obywateli jest sposobem na powstrzymanie zmian klimatycznych i rzekomej katastrofy. […]

_____________

Sankcje – prawdziwy cel
Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen […]

_____________

Idiokracja – Wyuczona głupota
Wyuczona głupota wyjaśnia, jak i dlaczego wysoce inteligentni ludzie, stojąc przed wyborem, raz po raz wybierają głupią, jeśli nie najgłupszą opcję. […]

Prawda przeciw prawdzie.

Izabela BRODACKA 30 kwietnia 2022

W czasie dramatycznych wydarzeń takich jak obecna wojna na Ukrainie, a także przy okazji  sporów politycznych niesłychanie istotny staje się problem prawdy. Od lat notowałam sobie- trochę dla żartu-  wypowiedzi na temat prawdy różnych polityków. Dla żartu bo kuriozalne były postacie biorące udział w tych sporach a czasem kuriozalne okoliczności zdarzenia.

Na przykład gdy powszechnie znany z prawdomówności Donald Tusk zarzucał szefowi CBA Kamińskiemu zwykłe kłamstwo. Przypominam, że w tamtych czasach Tusk występował w żartach rysunkowych z długim nosem kłamliwego Pinokia. Wzajemnie zarzucali sobie również kłamstwo Pitera i Boni, osoby w oczach opinii publicznej równie wiarygodne. Czy warto przypominać te zabawne postacie i ich humorystyczne wypowiedzi? Uważam,  że warto bo to  część naszej najnowszej  historii. Bodajże w grudniu 2009 roku niejaki Sebastian Karpiniuk powiedział :  „Proponuje nam się różne ćwierć prawdy, a prawda leży tam gdzie leży”.

Karpiniuk zastosował tu klasyczną definicję idem per idem w wersji siermiężnej. Chłop to chłop, baba to baba, złodziej to złodziej, prawda to prawda. Był to bardziej przejaw bezradności intelektualnej niż poczucia rzeczywistości. Pan Karpiniuk zginął w  Smoleńsku, w sprawie którego do tej pory toczy się walka prawdy przeciw prawdzie.

Według antagonistów Karpiniuka prawda ( jak prawdopodobieństwo) jest liczbą z przedziału obustronnie domkniętego <0,1>. Jeżeli na przykład temu, co mówi pani Pitera przypiszemy liczbę 3/11 a temu, co mówi Boni 4/13 to rację ma Boni.

A przecież w naszej kulturze cały system prawny oparty jest jak dotąd na ocenie „zero-jedynkowej” , a prawników też uczy się na studiach wyłącznie logiki dwuwartościowej.

Jak zanotowałam w tym samym okresie inny polityk Stanisław  Żelichowski powiedział : „Będziemy głosować, która prawda jest bardziej prawdziwa”.

W demokratycznym społeczeństwie prawdę ustala się drogą glosowania. Jeżeli parlament przegłosuje, że aborcja w 8 miesiącu ciąży nie jest morderstwem, to znaczy, że nie jest, a przestępcą staje się ten, kto ośmiela się twierdzić inaczej. Jeżeli Akademia Nauk w demokratycznej procedurze ustali, że Ziemia jest płaskim krążkiem, który niosą na grzbietach trzy słonie, będziemy tego uczyć dzieci w szkołach. Prawda- jak zło- podlega również stopniowaniu. Nic dziwnego, jeżeli –jak wyżej- możemy przypisać jej pewien ułamek.

 Prezydent Komorowski jest jeszcze bardziej wnikliwy :„Prawda to jest to, co ma odbicie w dokumentach”

To też już znamy. Wałęsa ma papier na to, że nie jest Bolkiem, więc Bolkiem nie jest. Sąd nie dopuszczał dowodów, które chciał przedstawić Krzysztof Wyszkowski, bo po co tracić czas, gdy znamy prawdę. Gangster ma papier od lekarza, że jest chory, więc wędruje na wolność. A że lekarz też gangster? Nic nie szkodzi, ma przecież odpowiednie papiery , ma dyplom i  jest na liście biegłych sądowych. 

 Przypominam, że w sąsiednim kraju stosowana była kiedyś definicja prawdy wyjątkowo skuteczna i niezawodna. „ Prawda to jest po prostu to, co pisze Prawda”. Kiedy w tym znanym piśmie pojawiała się informacja, że pan X jest wrogiem ludu, odwiedzali go o świcie z gazetą w ręku smutni panowie, a sąd na podstawie artykułu w Prawdzie wysyłał go na białe niedźwiedzie.

Taką definicją posłużyła się wówczas to znaczy w 2009 roku pani Milewicz. Indagowana przez dziennikarza, dlaczego twierdzi, że podsłuchiwanie gangsterów i polityków jest niedopuszczalną praktyką CBA, jeżeli akceptuje nagrywanie Rywina przez swego szefa Adama Michnika odparła oburzona, że przecież Michnik nagrywał przestępcę. Nie przyszło jej do głowy, że o uznaniu Rywina za przestępcę zadecydowały właśnie taśmy Michnika. Dla pani Milewicz prawdą było to i tylko to, co pisała Prawda, czyli Gazeta Wyborcza.

Na marginesie- Rywin poszedł siedzieć za to, że usiłował ubić interes z nielojalnym kontrahentem. Ciekawe czy gdyby to Rywin nagrał Michnika i poleciał z donosem, poszedłby siedzieć Michnik?

Ciekawe też czy sądy skazują każdego Kowalskiego, który po pijanemu mówi, że zabije teściową? Michnik upozował się w tej sprawie na dziennikarskiego Katona, ale- twierdzę – bliżej mu było do zwykłego Kapuścińskiego. Nie znaczy to oczywiście, że znam czy bronię Rywina. 

Nie bez przyczyny wspominam Kapuścińskiego. W swojej słynnej powieści „ Cesarz” opisuje on lata panowania i upadek etiopskiego dyktatora Hajle Selasje. Duża część powieści poświęcona jest posuniętym do absurdu dworskim ceremoniałom i rytuałom oraz opisowi życia codziennego Hajle Selasje, który miał bardzo wiele służby, bo wykonywała ona drobiazgowe i absurdalne czynności, takie  jak podkładanie poduszek pod nogi cesarza, aby wydał się wyższy.  Zapamiętałam psy sikające na buty oficerów gwardii cesarza.

Jak się okazało były to opisy całkowicie zmyślone przez Kapuścińskiego lecz dobrze pasujące do idealnego studium tyranii. Gdyby „ Cesarz” był tylko powieścią Kapuściński mógłby sobie do woli zmyślać. Jednak „Cesarz” był przedstawiany i reklamowany jako reportaż a tu nie ma miejsca na kłamstwa zwane elegancko licentia poetica. 

Kilka lat temu uczestniczyłam w seminarium na temat kłamstwa w mediach zorganizowanym w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym. Najciekawszy dla mnie był wykład poświęcony współczesnym sposobom blokowania poszukiwań prawdy. O  wiele skuteczniejsze od ordynarnej cenzury są jak się okazuje  triki i manipulacje psychologiczne. Prowadzącym śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej zarzuca się na przykład nagminnie brak troski o uczucia rodzin zmarłych. Tymczasem jak wiadomo dla rodzin osób tragicznie zmarłych najtrudniejsza jest niewiedza.

50 lat temu oglądałam film „Rashonom- czyli prawda przeciw prawdzie”. Trzy wersje tego samego zdarzenia sprzed lat opowiadają w deszczowy dzień różni jego uczestnicy. Każda z tych wersji jest równie spójna, logiczna i przekonywująca. Jak pamiętam film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dziś widać wyraźnie, że antycypował on postmodernistyczne rozumienie prawdy i jej relatywizację do odczuć jednostki.

„Jeden zdrajca mniej”: Zełenski nadzoruje kampanię zabójstw, porwań i tortur opozycji politycznej.

[Wyjaśniam mniej rozgarniętym: Nie jestem po żadnej z tych „stron”. Jestem, staram się być – po stronie prawdy. Czyli również po stronie uzyskującego samo-świadomość narodu Ukrainy, też nieszczęsnych Rosjan.

Ale naszym, Polaków obowiązkiem jest być zawsze, aktywnie, po stronie Polski. Mirosław Dakowski]

==============================

Max Blumenthal https://gloria.tv/post/UhmdSCLxScVR19JXdCAzSxhqW

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski określił wojnę swojego kraju przeciwko Rosji jako bitwę o samą demokrację. W starannie zaplanowanym przemówieniu do Kongresu USA 16 marca Zełenski stwierdził : W tej chwili rozstrzyga się los naszego kraju. Losy naszego narodu, czy Ukraińcy będą wolni, czy zdołają zachować swoją demokrację.

Amerykańskie media korporacyjne zareagowały, obsypując Zełenskiego przymilną prasą, prowadząc kampanię na rzecz jego nominacji do Pokojowej Nagrody Nobla i inspirując ekstrawagancki muzyczny hołd dla siebie i ukraińskiego wojska podczas ceremonii rozdania nagród Grammy w 2022 r. 3 kwietnia.

Zachodnie media spojrzały jednak w inną stronę, gdy Zełenski i najwyżsi urzędnicy w jego administracji usankcjonowali kampanię porwań, tortur i zabójstw lokalnych ukraińskich prawodawców oskarżonych o współpracę z Rosją. Kilku burmistrzów i innych ukraińskich urzędników zostało zabitych od wybuchu wojny, wielu podobno przez ukraińskich agentów państwowych po zaangażowaniu się w rozmowy na temat deeskalacji z Rosją.

Na Ukrainie jest o jednego zdrajcę mniej” – stwierdził doradca MSW Anton Geraschenko, aprobując zabójstwo ukraińskiego burmistrza oskarżonego o kolaborację z Rosją.
Zełenski dalej wykorzystał atmosferę wojny, aby zakazać szeregowi partii opozycyjnych i nakazać aresztowanie swoich czołowych rywali. Jego autorytarne dekrety spowodowały zniknięcie, tortury, a nawet morderstwa wielu działaczy na rzecz praw człowieka, komunistycznych i lewicowych organizatorów, dziennikarzy i urzędników rządowych oskarżonych o „prorosyjskie” sympatie. Ukraińskie służby bezpieczeństwa SBU służyły jako ramię wykonawcze oficjalnie zatwierdzonej kampanii represji. Dzięki szkoleniom prowadzonym przez CIA i ścisłej współpracy z wspieranymi przez państwo neonazistowskimi paramilitarnymi na Ukrainie, SBU spędziła ostatnie tygodnie wypełniając swój ogromny archipelag lochów tortur dysydentami politycznymi.

Tymczasem na polu bitwy ukraińskie wojsko zaangażowało się w serię okrucieństw przeciwko schwytanym wojskom rosyjskim i z dumą prezentowało swoje sadystyczne akty w mediach społecznościowych. Wydaje się, że również w tym przypadku sprawcy naruszeń praw człowieka uzyskali aprobatę wyższych szczebli ukraińskiego kierownictwa.

Podczas gdy Zełenski wylewa przemowy o obronie demokracji przed czcigodną zachodnią publicznością, wykorzystuje wojnę jako teatr do odegrania zakrwawionej czystki politycznych rywali, dysydentów i krytyków. „Wojna jest wykorzystywana do porywania, więzienia, a nawet zabijania członków opozycji, którzy wyrażają się krytycznie wobec rządu” – skomentował w kwietniu działacz lewicowy, bity i prześladowany przez ukraińskie służby bezpieczeństwa . Wszyscy musimy bać się o naszą wolność i nasze życie.

Powyżej: tortury lewicowego aktywisty Aleksandra Matjuszczenki 3 marca w Dnieprze, zarejestrowane przez członków Azowa. Poniżej: Prezydent Wołodymyr Zełenski pozuje podczas zaangażowania medialnego.

Tortury i wymuszone zaginięcia „powszechne praktyki” ukraińskiej SBU
Kiedy wspierany przez USA rząd przejął władzę w Kijowie po operacji zmiany reżimu Euromajdanu w latach 2013-14, rząd Ukrainy rozpoczął ogólnokrajową czystkę elementów politycznych uznanych za prorosyjskie lub niewystarczająco nacjonalistyczne. Uchwalenie przez ukraiński parlament ustaw o „dekomunizacji” dodatkowo złagodziło prześladowania elementów lewicowych i ściganie działaczy za wystąpienia polityczne.

Reżim po Majdanie skupił swój gniew na Ukraińcach, którzy opowiadali się za porozumieniem pokojowym z prorosyjskimi separatystami na wschodzie kraju, na tych, którzy dokumentowali łamanie praw człowieka przez ukraińskie wojsko, oraz na członkach organizacji komunistycznych. Elementy dysydenckie stanęły w obliczu ciągłego zagrożenia ultranacjonalistyczną przemocą, więzieniem, a nawet morderstwem. Ukraińska służba bezpieczeństwa, znana jako SBU, była głównym egzekutorem prowadzonej przez rząd po Majdanie kampanii wewnętrznych represji politycznych. Prozachodni obserwatorzy, w tym Biuro Wysokiej Komisji ONZ (UN OHCR) i Human Rights Watch , oskarżyli SBU o systematyczne torturowanie przeciwników politycznych i ukraińskich dysydentów z niemal całkowitą bezkarnością.

OHCR ONZ stwierdził w 2016 r., że „arbitralne zatrzymania, wymuszone zaginięcia, tortury i złe traktowanie takich zatrzymanych w związku z konfliktami były powszechną praktyką SBU… Były oficer SBU w Charkowie wyjaśnił: „Dla SBU prawo praktycznie nie istnieje wszystko, co jest nielegalne, można albo sklasyfikować, albo wyjaśnić, odwołując się do konieczności państwowej”. Yevhen Karas, założyciel niesławnej neonazistowskiej jednostki C14 , szczegółowo opisał bliskie relacje jego gangu i innych skrajnie prawicowych frakcji z SBU. SBU „informuje nie tylko nas, ale także Azowa, Prawy Sektor i tak dalej”, chwalił się Karas w wywiadzie z 2017 roku.

Kijów oficjalnie popiera zabójstwa ukraińskich burmistrzów za negocjacje z Rosją
Odkąd Rosja rozpoczęła swoją operację wojskową na Ukrainie, SBU ścigała lokalnych urzędników, którzy zdecydowali się przyjąć dostawy humanitarne z Rosji lub negocjowali z siłami rosyjskimi zorganizowanie korytarzy dla ewakuacji ludności. Na przykład 1 marca Wołodymyr Strok, burmistrz Kreminny we wschodniej części Ługańska, został porwany przez mężczyzn w wojskowych mundurach i postrzelony w serce . 3 marca pojawiły się zdjęcia widocznie torturowanego ciała Stroka. Dzień przed zabójstwem Struk podobno namawiał swoich ukraińskich kolegów do negocjacji z prorosyjskimi urzędnikami. Anton Gerashchenko, doradca ukraińskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, świętował zabójstwo burmistrza, deklarując na swoim telegramie (patrz niżej):
Na Ukrainie jest o jednego zdrajcę mniej. Zabity został mer Kreminny w obwodzie ługańskim, były deputowany ługańskiego parlamentu.

Według Geraschenko Strok został osądzony przez „sąd trybunału ludowego”. Ukraiński urzędnik wysłał zatem mrożącą krew w żyłach wiadomość każdemu, kto zdecyduje się na współpracę z Rosją: zrób to i trać życie. 7 marca burmistrz Gostomel Jurij Prylipko został znaleziony zamordowany. Prylipko podobno rozpoczął negocjacje z rosyjskim wojskiem w celu zorganizowania humanitarnego korytarza ewakuacji mieszkańców jego miasta – czerwonej linii dla ukraińskich ultranacjonalistów, którzy od dawna skonfliktowali się z biurem burmistrza.

Następnie 24 marca mer Kupjanska w północno-wschodniej Ukrainie Giennadij Matsegora opublikował nagranie wideo (poniżej) z apelem do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego administracji o uwolnienie córki, która była przetrzymywana przez agentów ukraińskiego wywiadu SBU agencja (Video na stronie)

Potem doszło do zabójstwa Denisa Kirejewa, czołowego członka ukraińskiego zespołu negocjacyjnego, który zginął w biały dzień w Kijowie po pierwszej rundzie rozmów z Rosją. Kirejew został następnie oskarżony w lokalnych ukraińskich mediach o „zdradę”. Oświadczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, że „są konsekwencje dla kolaborantów” wskazuje, że te okrucieństwa zostały usankcjonowane przez najwyższe szczeble władzy. (Video na stronie)

Na dzień dzisiejszy brakuje jedenastu burmistrzów z różnych miast Ukrainy. Zachodnie media bez wyjątku podążały za linią Kijowa, twierdząc , że wszyscy burmistrzowie zostali aresztowani przez rosyjskie wojsko. Rosyjskie Ministerstwo Obrony zaprzeczyło jednak oskarżeniu i istnieje niewiele dowodów potwierdzających stanowisko Kijowa w sprawie zaginionych burmistrzów.

Zełenski delegalizuje opozycję polityczną, zezwala na aresztowanie rywali i atak propagandy wojennej
Kiedy w lutym wybuchła wojna z Rosją, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wydał serię dekretów formalizujących kampanię Kijowa przeciwko opozycji politycznej i przemówieniom dysydenckim. W rozkazie wykonawczym z 19 marca Zełenski powołał się na stan wojenny, aby zakazać 11 partii opozycyjnych . Zakazane partie obejmowały całe spektrum lewicowe, socjalistyczne lub antynatowskie na Ukrainie. Były to: Partia Za Życie, Lewicowa Opozycja, Postępowa Socjalistyczna Partia Ukrainy, Socjalistyczna Partia Ukrainy, Związek Sił Lewicowych, Socjaliści, Partia Szarij, Nasz, Państwowy Blok Opozycyjny i Blok Wołodymyra Saldo.

Dekret prezydencki pozostawił jednak nietknięte partie otwarcie faszystowskie i pronazistowskie, takie jak Narodowy Korpus Azowski. „Działania tych polityków nakierowane na podział lub zmowę nie odniosą sukcesu, ale spotkają się z ostrą odpowiedzią” – stwierdził prezydent Zełenski Зеленський: РНБО призупиняє діяльність ОПЗЖ, Партії Шарія та інших Zlikwidował swoją opozycję, a Zełenski zarządził bezprecedensową inicjatywę propagandy krajowej, aby nacjonalizować wszystkie programy telewizyjne i połączyć wszystkie kanały w jeden 24-godzinny kanał o nazwie „United News”, aby „powiedzieć prawdę o wojnie”. Następnie 12 kwietnia Zełenski poinformował o aresztowaniu przez ukraińskie służby bezpieczeństwa SBU swojego głównego rywala politycznego Wiktora Medwedczuka. Dan Cohen on Twitter

Założyciel drugiej co do wielkości partii na Ukrainie, obecnie nielegalnej partii Patriots for Life, Medwedczuk jest de facto przedstawicielem etnicznej rosyjskiej ludności tego kraju. Chociaż Patriots for Life jest uważany za „prorosyjski”, po części ze względu na jego bliskie stosunki z Władimirem Putinem, nowy przewodniczący partii potępił „agresję” Rosji na Ukrainę.
Członkowie finansowanego przez państwo neonazistowskiego Korpusu Narodowego Batalionu Azowskiego zaatakowali dom Medwedczuka w marcu 2019 roku, oskarżając go o zdradę stanu i żądając aresztowania.

W sierpniu 2020 r. Korpus Narodowy Azowa otworzył ogień do autobusu wiozącego przedstawicieli partii Medwedczuka, raniąc kilku pokrytymi gumą stalowymi kulami. Administracja Zełenskiego eskalowała atak na jego największego przeciwnika w lutym 2021 r., kiedy zamknął kilka mediów kontrolowanych przez Medwedczuka. Departament Stanu USA otwarcie poparł posunięcie prezydenta, oświadczając , że Stany Zjednoczone „wspierają ukraińskie wysiłki na rzecz przeciwdziałania złowrogim wpływom Rosji…” Trzy miesiące później Kijów uwięził Medwedczuka i oskarżył go o zdradę stanu . Zełenski uzasadniał zamknięcie swojego głównego rywala tym, że musi „walczyć z niebezpieczeństwem rosyjskiej agresji na arenie informacyjnej”. Medwedczuk uciekł z aresztu domowego na początku wojny między Rosją a Ukrainą, ale ponownie jest jeńcem i może być wykorzystany jako zabezpieczenie powojennej wymiany jeńców z Rosją.

Pod okiem Zełenskiego „wojna jest wykorzystywana do porywania, więzienia, a nawet zabijania członków opozycji”
Od kiedy rosyjskie wojska wkroczyły na Ukrainę 24 lutego, ukraińskie służby bezpieczeństwa SBU szalały z wszelkimi wersjami wewnętrznej opozycji politycznej. Lewicowi działacze ukraińscy byli szczególnie brutalnie traktowani, w tym porwaniami i torturami. 3 marca br. w Dnieprze funkcjonariusze SBU w towarzystwie azowskich ultranacjonalistów wtargnęli do domu aktywistów z organizacji Livizja (Lewica), która zorganizowała się przeciwko cięciom wydatków socjalnych i prawicowej propagandzie medialnej. Podczas gdy jedna z aktywistek powiedziała, że członek Azowa „odciął mi włosy nożem”, agenci bezpieczeństwa państwowego zaczęli torturować jej męża Aleksandra Matjuszczenkę, przyciskając mu lufę pistoletu do głowy i zmuszając go do wielokrotnego wygłaszania nacjonalistycznego salutu: „Slava Ukraińsku!”

„Potem nałożyli nam worki na głowy, związali nam ręce taśmą i zawieźli samochodem do budynku SBU. Tam dalej nas przesłuchiwali i grozili, że odetną nam uszy” – powiedziała żona Matjuszczenki lewicowej niemieckiej publikacji Junge Welt .
Członkowie Azowa i agenci SBU nagrali sesję tortur i opublikowali w Internecie zdjęcia zakrwawionej twarzy Matjuszczenki. Matjuszczenko został osadzony w więzieniu za „prowadzenie agresywnej wojny lub operacji wojskowej”, a teraz grozi mu od 10 do 15 lat więzienia. Pomimo kilku złamanych żeber po pobiciu przez popieranych przez państwo ultranacjonalistów, odmówiono mu zwolnienia za kaucją. Tymczasem dziesiątki innych lewicowców trafiło do więzienia pod podobnymi zarzutami w Dnieprze. Wśród ofiar SBU byli Michaił i Aleksander Kononowiczowie, członkowie zdelegalizowanego Leninowskiego Związku Młodzieży Komunistycznej Ukrainy. Obaj zostali aresztowani i uwięzieni 6 marca i oskarżeni o „szerzenie poglądów prorosyjskich i probiałoruskich”.

W następnych dniach SBU aresztowała dziennikarza telewizyjnego Yana Taksyura i oskarżyła go o zdradę stanu; działaczka na rzecz praw człowieka Elena Berezhnaya; Elena Wiaczesławowa, obrończyni praw człowieka, której ojciec Michaił został spalony 2 maja 2014 r. podczas ultranacjonalistycznego ataku mafii na protestujących przeciwko Majdanowi przed Odeskim Domem Związków Zawodowych; niezależny dziennikarz Jurij Tkaczew, oskarżony o zdradę stanu, i niezliczona liczba innych; działacz na rzecz praw inwalidów Oleg Nowikow, który w kwietniu tego roku został skazany na trzy lata więzienia za popieranie „separatyzmu”.

Lista uwięzionych przez ukraińskie służby bezpieczeństwa od wybuchu wojny rośnie z dnia na dzień i jest zbyt obszerna, by ją tu odtworzyć.
Gonzalo Lira on Twitter

Być może najbardziej upiorny przypadek represji miał miejsce, kiedy neonaziści wspierani przez ukraiński rząd porwali Maksyma Ryndowskiego, zawodowego bojownika MMA, i brutalnie go torturowali za przestępstwo treningu z rosyjskimi bojownikami na siłowni w Czeczenii. Ryndovskiy również był Żydem, z wytatuowaną gwiazdą Dawida na nodze i wypowiadał się w mediach społecznościowych przeciwko wojnie na wschodzie Ukrainy. Maria Dubovikova on Twitter

Ukraińska SBU polowała nawet na opozycję poza granicami kraju. Jak donosił dziennikarz Dan Cohen , Anatolij Shariy z niedawno zakazanej Partii Shariy powiedział, że był celem niedawnej próby zamachu na SBU. Shariy był zagorzałym przeciwnikiem wspieranego przez USA reżimu Majdanu i został zmuszony do ucieczki na wygnanie po wielu latach nękania przez nacjonalistów.

W marcu tego roku libertariański polityk i ekspert internetowy otrzymał e-mail od przyjaciela „Igora”, który chciał umówić się na spotkanie. Później dowiedział się, że Igor był w tym czasie przetrzymywany przez SBU i wykorzystywany do zwabienia Shariy do ujawnienia jego lokalizacji. Ze swojej strony Shariy został umieszczony na znanej Myrotvorets publicznej czarnej liście „wrogów państwa”, założonej przez Antona Geraschenko – doradcę MSW, który poparł zabójstwo ukraińskich prawodawców oskarżonych o sympatie rosyjskie. Kilku dziennikarzy i ukraińskich dysydentów, w tym wybitny felietonista Oles Buzina , zostało zamordowanych przez wspierane przez państwo szwadrony śmierci po tym, jak ich nazwiska znalazły się na liście.

Zwykli obywatele Ukrainy również byli poddawani torturom od początku wojny w lutym br. W mediach społecznościowych pojawiły się pozornie niezliczone filmy przedstawiające cywilów przywiązanych do latarni, często z odsłoniętymi genitaliami lub pomalowanymi na zielono twarzami. Dokonywane przez wolontariuszy Obrony Terytorialnej, których zadaniem jest egzekwowanie prawa i porządku w czasie wojny, te akty upokorzenia i tortur były wymierzone w każdego, od oskarżonych sympatyków Rosji, przez Romów, porzekomych złodziei .

#BREAKING:Street View of Kiev: inna kobieta jest przywiązana do takiego postu. Jej twarz nie była pomalowana na zielono, ale spodnie zostały zdjęte. #RussiaUkraineWar #Ukraina #Ukraińcy #Zelensky Twitter / Account Suspended
— Głos sprawiedliwości ONZ (@TheUN_voice) 3 kwietnia 2022 r.

Ukraińska SBU a tortury i zabójstwa ze strony CIA
Wasilij Prozorow, były oficer SBU, który uciekł do Rosji po przewrocie na Euromajdanie, szczegółowo opisał systemowe poleganie pomajdanowych służb bezpieczeństwa na torturach w celu zmiażdżenia politycznej opozycji i zastraszenia obywateli oskarżonych o sympatie do Rosji. Według Prozorowa, byłego oficera SBU, ukraińskim służbom bezpieczeństwa od 2014 roku bezpośrednio doradzała CIA. „Pracownicy CIA są obecni w Kijowie od 2014 roku. Mieszkają w tajnych mieszkaniach i podmiejskich domach” – powiedział. „Jednak często przychodzą do centrali SBU na przykład na specjalne spotkania lub knucie tajnych operacji”.

Poniżej rosyjska RIA Novosti przedstawiła profil Prozorowa i uwzględniła jego ujawnienia w specjalnym wydaniu z 2019 roku (video na stronie)

Dziennikarz Dan Cohen przeprowadził wywiad z ukraińskim biznesmenem Igorem, który został aresztowany przez SBU za jego powiązania finansowe z rosyjskimi firmami i przetrzymywany w marcu br. w osławionej siedzibie służb bezpieczeństwa w centrum Kijowa. Igor powiedział, że podsłuchał bicie rosyjskich jeńców wojennych rurami przez wolontariuszy Obrony Terytorialnej trenowanych przez funkcjonariuszy SBU. Wołani przy dźwiękach ukraińskiego hymnu rosyjscy więźniowie byli brutalnie traktowani, dopóki nie przyznali się do nienawiści do Putina.

Potem przyszła kolej na Igora. „Użyli zapalniczki do podgrzania igły, a następnie włożyli ją pod moje paznokcie” – powiedział Cohenowi. „Najgorsze było, gdy założyli mi na głowę plastikową torbę i dusili mnie, a także gdy przyłożyli mi do głowy lufę kałasznikowa i zmusili do odpowiedzi na ich pytania”.
Walentyn Nalyvaichenko, pierwszy szef SBU po operacji zmiany reżimu Euromajdanu w latach 2013-2014, pielęgnował bliskie związki z Waszyngtonem, kiedy pełnił funkcję konsula generalnego w ambasadzie Ukrainy w USA za administracji George’a W. Busha. W tym czasie Nalyvaichenko został zwerbowany przez CIA , według jego poprzednika w SBU, Aleksandra Yakimenko, który służył w rządzie zorientowanym na Rosję obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza. W 2021 r. Zełenski mianował jednego z najbardziej znanych ukraińskich agentów wywiadu, Ołeksandra Pokłada, na stanowisko szefa dywizji kontrwywiadu SBU. Poklad jest nazywany „Dusicielem”, co jest odniesieniem do jego reputacji za stosowanie tortur i różnych brudnych sztuczek do wrobienia politycznych rywali swoich szefów pod zarzutem zdrady.

W kwietniu tego roku dobitną ilustracją brutalności SBU było nagranie wideo (poniżej) pokazujące, jak jej agenci okładają w Dnieprze grupę mężczyzn oskarżonych o rosyjskie sympatie. Vera Van Horne on Twitter

„Nigdy nie weźmiemy do niewoli rosyjskich żołnierzy”: wojsko Ukrainy obnosi się ze swoimi zbrodniami wojennymi
Podczas gdy zachodnie media skupiły się wprost na domniemanych naruszeniach praw człowieka w Rosji od wybuchu wojny, ukraińscy żołnierze i proukraińskie media społecznościowe z dumą prezentowały sadystyczne zbrodnie wojenne, od egzekucji w terenie po tortury żołnierzy jeńców. W marcu tego roku proukraiński kanał Telegram o nazwie White Lives Matter opublikował nagranie wideo przedstawiające ukraińskiego żołnierza dzwoniącego do narzeczonej rosyjskiej jeńca wojennego, widocznego poniżej, i drwiącego z niej obietnicami wykastrowania jeńca. (video na stronie)

Powszechną praktyką wydaje się wykorzystywanie telefonów komórkowych zmarłych żołnierzy rosyjskich przez ukraińskich żołnierzy do wyśmiewania i nękania ich bliskich. W rzeczywistości ukraiński rząd zaczął używać notorycznie inwazyjnej technologii rozpoznawania twarzy amerykańskiej firmy technologicznej Clearview AI, aby identyfikować rosyjskie ofiary i drwić z ich krewnych w mediach społecznościowych. Lukasz Raczylo 🅨 (@raczylo) | Twitter

W kwietniu tego roku proukraiński kanał Telegram o nazwie fckrussia2022 opublikował wideo przedstawiające rosyjskiego żołnierza z zabandażowanym jednym okiem, sugerując, że zostało ono wydłubane podczas tortur, i szydziło z niego jako „jednookiego” świni.

Być może najbardziej makabrycznym obrazem, jaki pojawił się w mediach społecznościowych w ostatnich tygodniach, jest zdjęcie torturowanego rosyjskiego żołnierza, któremu wyłupiono jedno oko, zanim został zabity. Towarzyszący mu post był podpisany „szukam nazistów”.

W kwietniu tego roku pojawiło się również wideo pokazujące ukraińskich żołnierzy strzelających w nogi bezbronnych rosyjskich jeńców wojennych poza miastem Charków. Osobne wideo opublikowane przez żołnierzy Legionu Gruzińskiego wspieranych przez Ukraińców i USA ukazywało bojowników dokonujących polowych egzekucji rannych jeńców rosyjskich w pobliżu wsi pod Kijowem.

Jest prawdopodobne, że ci żołnierze zostali ośmieleni „błogosławieństwem” przełożonych. Mamula Mamulaszwili, dowódca Legionu Gruzińskiego, który brał udział w egzekucjach polowych rannych rosyjskich jeńców wojennych, chwalił się w kwietniu , że jego oddział swobodnie angażuje się w zbrodnie wojenne: „Tak, czasami wiążemy im ręce i nogi. Wypowiadam się w imieniu Legionu Gruzińskiego, nigdy nie weźmiemy do niewoli rosyjskich żołnierzy. Żaden z nich nie zostanie wzięty do niewoli. Podobnie Gennadiy Druzenko, szef ukraińskiej wojskowej służby medycznej, stwierdził w rozmowie z Ukrainą24, że „wydał rozkaz kastracji wszystkich rosyjskich mężczyzn, ponieważ byli podludzi i gorsi od karaluchów”.

Ukraińscy urzędnicy przedstawiają kobietę torturowaną i zabitą przez Azowa jako ofiarę Rosji
Podczas gdy zachodnie media skupiają się na rosyjskich naruszeniach praw człowieka w kraju i na Ukrainie, ukraiński rząd zezwolił na kampanię propagandową znaną jako „Wojna Totalna” , która obejmuje podrzucanie fałszywych obrazów i fałszywych historii w celu dalszego zamieszania Rosji. W jednym ze szczególnie cynicznych przykładów tej strategii, Ukraina 24 – kanał telewizyjny, w którym goście nawoływali do ludobójczej eksterminacji rosyjskich dzieci – opublikował w kwietniu zdjęcie przedstawiające zwłoki kobiety z zakrwawioną swastyką na brzuchu. Ukraina24 twierdziła, że znalazła tę kobietę w Gostumel, jednym z regionów w obwodzie kijowskim, który Rosjanie opróżnili 29 marca.
Ukraiński parlamentarzysta Łesia Wasylenko i główny doradca prezydenta Zełenskiego Ołeksij Arestowycz opublikowali w mediach społecznościowych zdjęcie zbezczeszczonego trupa kobiety. Podczas gdy Wasylenko pozostawił zdjęcie w Internecie, Arestowicz usunął je osiem godzin po opublikowaniu, gdy skonfrontował się z faktem, że opublikował fałszywkę. W rzeczywistości obraz został zaczerpnięty z materiału pierwotnie zarejestrowanego przez Patricka Lancastera, amerykańskiego dziennikarza z Doniecka, który sfilmował zwłoki kobiety torturowanej i zamordowanej przez członków ukraińskiego batalionu Azow w piwnicy szkoły w Mariupolu, którą przerobili na bazę .
2:31 na wideo Lancastera można wyraźnie zobaczyć zwłoki kobiety. Max Blumenthal on Twitter

Gdy na Ukrainę napływa broń z państw NATO, a wojna się nasila, okrucieństwa prawie na pewno się nasilą – i to z błogosławieństwem kierownictwa w Kijowie. Jak głosił Zełenski podczas wizyty w mieście Bucza w kwietniu tego roku: „jeśli nie znajdziemy cywilizowanego wyjścia, znacie nasz naród – znajdą niecywilizowane wyjście”.

Autor- Maxie Blumenthalu – Max Blumenthal jest wielokrotnie nagradzanym dziennikarzem i autorem kilku książek, w tym najlepiej sprzedających się Republican Gomorrah , Goliath , The Fifty One Day War , oraz The Management of Savagery . Wyprodukował artykuły drukowane do szeregu publikacji, wiele reportaży wideo i kilka filmów dokumentalnych, w tym Killing Gaza . Blumenthal założył The Grayzone w 2015 roku, aby rzucić dziennikarskie światło na stan ciągłej wojny Ameryki, i jej niebezpieczne wewnętrzne reperkusje. Na Twitterze pod adresem @MaxBlumenthal . “One less traitor”: Zelensky oversees campaign of assassination, kidnapping and torture of political opposition | MR Online

olek19801 Bestia sama się pożera.

Mózg czyli inteligentny projekt

AlterCabrio, 27 kwietnia 2022 https://www.ekspedyt.org/2022/04/27/mozg-czyli-inteligentny-projekt/

Mózg, jak i cała biologia, są oczywiście inteligentnie zaprojektowane. Od zgrabnej koordynacji aktywności neuronalnej między neuronami i regionami mózgu po niezwykłe, jakby rządzące się swoimi prawami zachowanie pojedynczych cząsteczek i atomów, które składają się na neurony i neuroprzekaźniki – mózg nosi niewątpliwy odcisk palca Projektanta.

−∗−

W menu na dziś danie naukowe. Artykuł z serwisu Mind Matters, w którym profesor neurochirurgii omawia dowody na to, że nasz mózg jest inteligentnym projektem. Materiał z pogranicza medycyny i filozofii.

Zapraszam do lektury.

____________***____________

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie dolbadarn_castle_ac.jpg

Castle

Tak! Istnieją dowody na inteligentny projekt mózgu

Gdyby nasze mózgi nie były inteligentnie zaprojektowane, nie mielibyśmy powodu, by wierzyć w cokolwiek, co mówią nam nasze zmysły

To oczywiście ogromny temat. Mózg, jak i cała biologia, są oczywiście inteligentnie zaprojektowane. Od zgrabnej koordynacji aktywności neuronalnej między neuronami i regionami mózgu po niezwykłe, jakby rządzące się swoimi prawami zachowanie pojedynczych cząsteczek i atomów, które składają się na neurony i neuroprzekaźniki – mózg nosi niewątpliwy odcisk palca Projektanta. Istnieje jednak inny zdroworozsądkowy sposób wywnioskowania projektu mózgu, który jest prosty i wydaje mi się całkiem przekonujący — opiera się na przekonaniu, że nasze postrzeganie i koncepcje są zgodne z prawdą.

Aby zobaczyć, w jaki sposób wskazuje to na inteligentny projekt mózgu, rozważ bardzo przekonujący argument na istnienie Boga, zaproponowany przez filozofa Richarda Taylora (1919–2003) w jego książce Metafizyka. Filozof tomista Edward Feser daje tutaj niezłe streszczenie i komentarz. Sparafrazuję argumentację Taylora:

Wyobraź sobie, że siedzisz w pociągu w Anglii i widzisz na zboczu wzgórza zbiór kamieni z napisem BRITISH RAILWAYS WITA CIĘ W WALII.

Teoretycznie byłyby dwa sposoby ułożenia kamieni w ten sposób. Jednym ze sposobów byłoby ich celowe ułożenie przez inteligentny czynnik, aby przekazać wiadomość, że wjeżdżasz do Walii. Innym sposobem byłoby to, że wiatr i deszcz losowo przesunęły kamienie, aby przypominały sensowną wiadomość, ale w rzeczywistości nie miało to inteligentnego źródła. Prawdopodobieństwo obu możliwości jest nieistotne dla argumentacji.

Teraz można albo uwierzyć, w oparciu o układ kamieni, że faktycznie wjeżdżasz do Walii, albo w to nie uwierzyć. W cokolwiek uwierzysz, jest również nieistotne dla argumentu. Chodzi o to, że nie można zasadnie uwierzyć, że kamienie powstały przypadkowo, a jednocześnie wierzyć, że przekazują wiadomość, że wjeżdżasz do Walii. Oznacza to, że wierzysz w treść semantyczną przekazywaną przez materię tylko wtedy, gdy uporządkowanie materii jest inteligentnie zaprojektowane.

Taylor przedstawia teraz analogię do procesów neurologicznych naszego mózgu. Wierzymy w wiadomości przekazywane przez naszą neurofizjologię — przez układ naszych neuroprzekaźników i naszych neuronów. Gdyby te funkcje mózgu wyewoluowały w wyniku ewolucji darwinowskiej — to znaczy powstały w wyniku nieinteligentnej, przypadkowej, dziedzicznej zmienności i doboru naturalnego — to nie moglibyście mieć uzasadnionego przekonania, że ​​spostrzeżenia i koncepcje generowane przez mózg mają prawdziwe znaczenie. Nieracjonalne byłoby przypisywanie treści semantycznej procesowi materialnemu, w którym brakuje inteligentnego projektanta.

Taylor używa tego rozumowania, aby argumentować za istnieniem Boga. Kiedy wierzymy, że nasze spostrzeżenia i koncepcje wskazują na prawdę, bezwarunkowo uznajemy istnienie Boga, który je zaprojektował. Gdyby neurofizjologia, która generuje nasze spostrzeżenia i koncepcje, nie była inteligentnie zaprojektowana, nie mielibyśmy uzasadnionych powodów, by wierzyć, że wskazują one na prawdę, tak samo jak nie mielibyśmy uzasadnionych powodów, by wierzyć, że nieinteligentny zlepek kamieni mówi nam, w którym miejscu Anglii jesteśmy. Jest to całkiem dobry argument za istnieniem Boga i oczywiście jest to również dobry argument za inteligentnym projektem mózgu.

Zauważ, że ten argument stawia tych, którzy zaprzeczają istnieniu Boga, w trudnej sytuacji retorycznej — jeśli zaprzeczają istnieniu Boga, to nie mogą wierzyć, że ich postrzeganie i koncepcje mają jakąkolwiek orientację na rzeczywistość.

Ed Feser w swoim komentarzu do argumentacji Taylora omawia szereg zarzutów, które można postawić analogii Taylora. Zaznacza, że ​​żaden z oczekiwanych wywodów nie kończy się sukcesem. Na przykład ateista może argumentować, że mamy uzasadnione indukcyjne powody, by ufać naszym zmysłom i pojęciom, nawet jeśli nasze mózgi nie są inteligentnie zaprojektowane, ponieważ codziennie doświadczamy, że nasze postrzeganie i koncepcje korelują z rzeczywistością. Ale to tylko błędne koło. Jeśli nasz mózg nie jest od początku inteligentnie zaprojektowany, to nie mamy uzasadnienia, by ufać naszemu procesowi rozumowania indukcyjnego lub percepcji.

Argumentacja Taylora za istnieniem Boga jest również dobrą argumentacją na rzecz inteligentnego projektu mózgu. Jak już zauważyłem, dowody na inteligentny projekt mózgu są ogromne i niezaprzeczalne, podobnie jak w przypadku wszystkich aspektów biologii. Zaletą wywodu Taylora jest to, że logicznie zmusza on ateistów i innych, którzy zaprzeczają inteligentnemu projektowi, do zaprzeczania również ich zdolności do poznania rzeczywistości i prawdy. Oczywiście brak zdolności do zrozumienia rzeczywistości i poznania prawdy jest cechą charakterystyczną ateizmu i zaprzeczania inteligentnemu projektowi, a argumentacja Taylora dostarcza jasnego i całkiem zmyślnego sposobu na to podkreślenie.

◊ ◊ ◊

Może cię także zainteresować: Moje wyzwanie rzucone dwóm ateistom, którzy zaprzeczają wolnej woli. W blogosferze naukowej jest aż nadto tych bzdur. Jeśli Pigliucci lub Coyne chcieliby dyskutować o wolnej woli, mogą uznać to za wyzwanie ode mnie. Wolna wola nie ma fizycznej przyczyny? Przynajmniej cztery kategorie zdarzeń w przyrodzie nie mają przyczyny fizycznej. Zaprzeczanie wolnej woli nie jest nauką, tylko ateizmem w fartuchu laboratoryjnym.

*******************
Michael R. Egnor, jest lekarzem, profesorem neurochirurgii i pediatrii na State University of New York, Stony Brook, był dyrektorem neurochirurgii dziecięcej i wielokrotnie nagradzanym neurochirurgiem. W 2005 roku New York Magazine uznał go za jednego z najlepszych lekarzy w Nowym Jorku. Wykształcenie medyczne otrzymał w Columbia University College of Physicians and Surgeons, a rezydenturę ukończył w Jackson Memorial Hospital.

*******************

______________

Yes! There Is Evidence For the Intelligent Design of the Brain, Michael Egnor, April 19, 2022

Propaganda. Postępy Postępu.

Mirosław Dakowski, 30 kwietnia 2022

Wiemy oczywiście, że prawda jest pierwszą ofiarą wojny. To wiemy od bardzo dawna.

Ale jednak różnica między propagandą n.p. w czasie II Wojny Światowej, a propagandą w czasie obecnej parodii, tak wojny jak i sprawozdań z jej przebiegu, jest ogromna.

W czasie drugiej wojny światowej pojawiły się, chyba najpierw w Wielkiej Brytanii, książki Arkadego Fiedlera Dywizjon 303, a także Janusza Meissnera Żądło Genowefy oraz L jak Lucy. Były to zbeletryzowane relacje, opowieści z walk polskich lotników w Bitwie o Anglię. Przez kilkadziesiąt lat po wydaniu tych książek nie znaleźli się, o ile wiem, krytycy, którzy by zarzucili autorom kłamstwo. W tamtych czasach pisanie kłamstw byłoby natychmiast zauważone i potępione.

Obecnie jednak po przeszło 80 latach, twórcy propagandy zbezczelnieli, uznają że można już pisać dowolne kłamstwa, które – tak przez tak zwaną opinię międzynarodową, jak i później przez czytelników, zostaną uznane za prawdę. Ściślej – wiedzą, że prawda i kłamstwo to pojęcia przestarzałe.

Takich przykładów w czasie obecnej wojny rosyjsko – ukraińskiej mamy tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy, i to po obu stronach konfliktu. Dlaczego jednak w Polsce nagłaśniane są jako prawda jedynie kłamstwa strony władz ukraińskich; o tym nie chciałbym to mówić. To jest osobna bolesna sprawa.

Jednak dlaczego spora część portali, które dotąd uważałem, uważaliśmy, za w miarę obiektywne, jak Polonia Christiana, Czas Najwyższy, stanęły odważnie po stronie kłamstwa, tego nie wiem i nie rozumiem.

Oczywiste jest, że kłamią patentowane tuby kłamstwa jak Jarek oraz Jacek Kurscy, z dobrej, nienawidzącej Polaków gałęzi rodu Bernsztajnów kłamią, może nie unisono, ale jeden na żółto drugi na niebiesko, to nas nie powinno dziwić. Por.: Mów mi wuju. Z Sommersteinów Bernstein, Namier – Kurski.Jarek i Jacek.

Podam przykład tak zwanego „Ducha Kijowa” czyli mitycznego lotnika ukraińskiego, który to w dwa czy trzy tygodnie, według propagandy ukraińskiej, zestrzelił 40 samolotów wroga. Według pilotów wojskowych przy obecnym stanie techniki, a również przy obecnym stanie lotnictwa czy to po stronie ukraińskiej czy rosyjskiej jest to ewidentne bzdura, brednia, czyli niemożliwe jest dokonanie czegoś takiego w warunkach współczesnej wojny.

Propaganda jednak nie bierze oczywistości pod uwagę. Zakłada, może i słusznie że ludzie bombardowani tysiąckrotnie jakąkolwiek bzdurą, czy to na temat Lotnika – ducha, czy na temat strasznych skutków pandemii, w takie brednie wreszcie uwierzą. Podaję te dwa przykłady: z drugiej wojny światowej oraz z obecnej parodii tak wojny, jak i informowania o niej, byśmy zdali sobie sprawę jak ogromne są postępy Postępu.

[Poniższe pisane 30 kwietnia, nie na Prima Aprilis. MD]

„Duch Kijowa” zginął w powietrznej bitwie. Wiadomo, kim był: Tarabalka.

https://nczas.com/2022/04/30/duch-kijowa-zginal-w-powietrznej-bitwie-wiadomo-kim-byl/

„Duch Kijowa”, czyli – wedle ukraińskiej propagandy – bohaterski pilot, który miał zestrzelić kilkadziesiąt rosyjskich samolotów, zginął w połowie marca podczas powietrznej bitwy – zdradził brytyjski dziennik „The Times”.

Brytyjska gazeta ujawniła też dane pilota, którego Ukraińcy uważają za bohatera wojennego. „Duchem Kijowa” był ponoć 29-letni major Stefan Tarabalka.

Tajemniczy ukraiński „mściciel” miał – od momentu wybuchu wojny – zestrzelić 40 rosyjskich samolotów. Według „The Times” pilot poległ 13 marca podczas powietrznego starcia „z przeważającymi siłami wroga”. [Czyli zestrzeliwał prawie półtora samolotu dziennie, nawet w łyk-endy… MD]

Tarabałka został pośmiertnie nagrodzony najwyższym ukraińskim odznaczeniem za odwagę w walce, Orderem Złotej Gwiazdy, oraz tytułem Bohatera Ukrainy.

Hełm i gogle pilota mają teraz trafić na aukcję w Londynie.

Tarabalka stał się „tajemniczą legendą”, gdy rząd ukraiński ogłosił, iż ów pilot zestrzelił sześć rosyjskich samolotów pierwszego dnia wojny. Został przy tym nazwany „Duchem Kijowa” i „koszmarem dla rosyjskich samolotów”.

Ukraiński pilot miał żonę i ośmioletniego synka.

Z danych przedstawionych przez sztab generalny ukraińskich sił zbrojnych wynika, że od początku wojny Rosjanie stracili 189 samolotów i 155 śmigłowców. [i srutu-tutu… MD]

NCzas/TVP Info

=============================

mail: Ot, jak NCz kłamie, cytują idiotyczną propagandę: „Mariupol od wielu tygodni jest oblężony i bombardowany przez rosyjskie wojska. W mieście panuje dramatyczna sytuacja humanitarna: brakuje żywności i wody, nie ma prądu ani łączności.”

A tymczasem – od ok 10 dni Mariupol jest wolny, sprząta, leczy się…

Kiedy urodzi się ostatni Polak?

Kiedy urodzi się ostatni Polak? Jan Pospieszalski ostrzega przed czyhającą na Polskę katastrofą.

29 kwietnia 2022 https://pch24.pl/jan-pospieszalski-demografia-to-powazna-sprawa-nie-zostawiajmy-jej-tylko-politykom/

Wskaźniki urodzeń i zgonów za rok 2021 rozjechały się jak nigdy dotąd. W ubiegłym roku umarło nas ponad pół miliona, a urodziło się zaledwie 331 tysięcy – alarmuje Jan Pospieszalski w swym najnowszym wideofelietonie „W Pośpiechu” na łamach naszego portalu.

Liczba urodzeń w Polsce spadła w stosunku do poprzedniego, czyli w tym przypadku 2020 roku, o 24 tysiące. Z kolei wskaźnik dzietności (liczba urodzeń przypadających na jedną kobietę w wieku prokreacyjnym) zredukował się z 1,42 do 1,38.

– Jeszcze 4 lata temu liczby urodzeń i zgonów oscylowały blisko siebie, wokół 400 tysięcy. Dzisiaj ta różnica wynosi 170 tysięcy. To tak jakby z powierzchni Polski zniknął Olsztyn, miasto wielkości Bielska-Białej czy Zabrza. Czy kogoś to obchodzi, czy ktoś się tym martwi? – zastanawia się publicysta. – Jakoś nie słyszę alarmistycznych informacji, debat, jakiejś refleksji i namysłu – dodaje.

Jak zauważa Jan Pospieszalski, jeżeli już pojawia się w publicznej debacie ten problem, to jedynie w kontekście rynku pracy albo ewentualnego upadku systemu emerytalnego, nie zaś w perspektywie przyszłości narodu bądź w aspekcie cywilizacyjnym.Czy pytanie nie powinno być postawione inaczej: czy nam w ogóle chce się żyć? I po co nam Polska?… (…) Brak poważnej dyskusji na ten temat jest czymś bardzo niepokojącym – podkreśla wieloletni twórca programu TVP „Warto Rozmawiać”.

Według różnych prognoz, utrzymanie się obecnych tendencji demograficznych przyniesie na koniec wieku rezultat w postaci skurczenia się populacji naszego kraju do 17 milionów, czy też nawet 13 milionów mieszkańców.

W manifestach poszczególnych partii trudno jednak doszukać się reakcji w postaci długofalowego programu zmierzającego do odwrócenia trendu, który może w końcu sprawić, że nasz naród nie będzie już zdolny powrócić do dzietności gwarantującej chociażby zastępowalność pokoleń, nie mówiąc już o trwałym wzroście liczby ludności. Jak wskazuje publicysta, ugrupowania polityczne patrzą naprzód w perspektywie bardzo krótkiej – tak, by wystarczyło do zachowania bądź wywalczenia oczekiwanej liczby miejsc w parlamencie.

Docenienie wartości rodzicielstwa znacznie rzadziej niż w przeszłości jest też obecne w duszpasterstwie Kościoła, który hołubi dziś na watykańskich pokojach nie obrońców życia, lecz eugeników i depopulatorów pokroju Jeffreya Sachsa.

Publicysta wskazał pozytywny przykład europejskiego przywódcy, który w ciągu dekady zdołał podnieść w swym kraju wskaźnik urodzeń z poziomu 1,25 do 1,6. Mowa o premierze Węgier Viktorze Orbanie. Jego strategia zakładała nie tylko ratowanie demografii poprzez świadczenia w rodzaju 500+. Również rabaty w cenach za energię, zasiłek macierzyński, płatny urlop wychowawczy, ulgi podatkowe i mieszkaniowe, zachęcające młodych ludzi do zawierania małżeństw. Rodzina z czwórką dzieci praktycznie nie płaci podatków. W trakcie rządów Fideszu zarobki wzrosły o ponad 60 procent.

Być może tutaj tkwi fenomen sukcesu wyborczego Orbana sprzed kilku tygodni – ocenia Jan Pospieszalski. Premier nie tylko wspiera węgierskie rodziny ekonomicznie, ale także wielokrotnie podkreśla, że są one prawdziwym skarbem. Zabiega o promowanie narodowej tożsamości, wzmacnianie patriotycznej dumy. Przepędził kosmopolityczne organizacje sorosowskie, zatruwające życie społeczne rozwadniającymi tożsamość ideami.

Był straszny wrzask w całej Europie, ale nie uląkł się. Patrząc na naszą politykę, na to, co dzieje się na polskich uczelniach, na ten mental młodych ludzi, na wzrost preferencji wyborczych w stronę skrajnej lewicy wśród młodzieży akademickiej, a szczególnie wśród wykładowców akademickich – tutaj jesteśmy daleko w tyle podkreśla felietonista.

Jak zauważa, nawet tak prosta rzecz jak postulowane przez  środowiska konserwatywne wypowiedzenie skrajnie lewicowej tzw. konwencji stambulskiej przez szereg lat rządów „prawicy” nie zostało zrealizowane.

Możemy uczyć się czegoś od tego powszechnie dzisiaj w Europie napiętnowanego Viktora Orbana, bo demografia to jest sprawa poważna. Moim zdaniem, powinniśmy o tym pamiętać – zbyt poważna by pozostawić ją tylko politykom – przestrzega Jan Pospieszalski.

Źródło: PCh24TV

Demograficzna BOMBA tyka. Czy POLACY znikną? || W Pośpiechu

Cenzura internetu w Polsce stała się faktem

[proszę o wiadomość, gdyby jakiś syn pani lekkiego prowadzenia zrobił takie kuku mojej stronie. Mirosław Dakowski]

@Bolxx454 wykop.pl https://www.wykop.pl/link/6638933/cenzura-internetu-w-polsce-stala-sie-faktem/

Na żądanie ABW, bez wyroku sądu blokowane są polskie portale – Jak donosi portal zaufanatrzeciastrona.pl w Polsce bez wyroku sądu na żądanie ABW operatorzy blokują polskie prywatne strony, zablokowano tak m.i. www.wolnemedia.net oraz www.wrealu24.tv

================================

[Sprawdziłem. Kuleje, ale można znaleźć: md]

Chyba wszystkie sieci blokują już „Wolne Media”!

Opublikowano: 28.04.2022 https://wolnemedia.net/siec-orange-blokuje-dostep-do-portalu-wolne-media/

Aktualizacja 1

Cenzurują nas: Orange, Play, Plus, T-Mobile, UPC, Multimedia, Vectra i prawdopodobnie inne sieci, o których nigdy nie słyszałem. Do cenzury właśnie dołączył mój dostawca internetu – firma Vectra. Mogłem wejść na portal przez VPN. Wygląda na to, że pracownicy Vectry nie są ocenzurowani, by zgrywać głupa przed klientami skarżącymi blokadę. Kiedy zadzwoniłem i zapytałem o blokadę mojego portalu wolnemedia.net, nagle zrobiła się cisza na kilka minut, a potem kobieta wróciła i powiedziała „Przepraszam, miałam chwilę przerwy”. Widocznie poszła zapytać szefa, jak ma ze mną rozmawiać. Kobieta na infolinii śmiała mi się do słuchawki i świetnie się bawiła, czytając mi artykuły na portalu po kliknięciu w nie. Kazała mi pisemko napisać do bok@vectra.pl. Czy chcę czy nie, będę musiał zaangażować w to prawnika, ponieważ chcą mnie pozbawić pieniędzy na życie. Spadnie liczba wejść do zera, spadną darowizny, a z czegoś trzeba jedzenie kupić, czynsz opłacić. Portal finansują wyłącznie czytelnicy, dla których istnieje. Proszę, mówcie wszystkim, jak mogą odzyskać dostęp do „Wolnych Mediów”.

Aktualizacja 2

Do cenzury używana jest lista stron antyhazardowych, ale w sposób utajony. Domeny blacklist.rpz, ns1.hazard.rpz i root.hazard.rpz mówią wszystko. oto, co wyskakuje po komendzie dig w jednej z sieci blokujących nasz portal:

[—-]

Istnieje w Polsce rejestr stron blokowanych z powodu hazardu, hakerstwa i ogólnie przekrętów. Lista stron jest jawna i dostępna pod adresem: https://hazard.mf.gov.pl/. Lista jest jawna, aby właściciele domen na tej liście mogli sprawdzić, czy są blokowani i mogli odwołać się od decyzji. Sprawdziłem nasza domenę.

Nie ma jej na liście! Oznacza to, że narzędzie do walki z nielegalnymi stronami organizacji przestępczych lub zagranicznych kasyn nie płacących w Polsce podatków, zostało użyte do prewencyjnej cenzury politycznej. Stało się więc dokładnie to, przed czym ostrzegali krytycy „Ustawy antyhazardowej”, że będzie nadużywana. Niewykluczone, że operatorzy mogą nie mieć pojęcia, że coś blokują, ponieważ serwery dns zaciągnęły dane z jakiegoś pliku z rządowego serwera, z którego aktualizują zabezpieczenia.

Krąży oddolna lista tworzona przez użytkowników z blokowanymi domenami. Wiadomo, że blokują rosyjskie media, jak agencje informacyjne Sputnik, RIA i RT (alternatywy naszego PAP, IAR i TVP Info), ale również strony należące do Polaków:

wolnemedia.net (cytujemy światowe media, w tym rosyjskie i ukraińskie, krytykujemy prorosyjską narrację smoleńską komisji Millera, antypolonizm, NWO, Wielki Reset, Bilderbergów, Wielką Farmację, nazizm, szkodliwe decyzje polityków wszystkich partii, cenzura nastąpiła po nagłośnieniu starych nagrań komisji śledczej z agentem CBA, które sugerują, że rząd i politycy mogą być szantażowani przez Ukrainę sekstaśmami – PiS wpadł w panikę, że to się rozejdzie?)

xportal.pl (blog z alternatywnymi informacjami, naraził się PiS-owi kopiowaniem newsów z Rosji)

dziennik-polityczny.com (nie mam pojęcia co to za strona)

myslpolska.info (stara polonijna gazeta powstała w Londynie w czasie II wojny światowej, aktualnie wydawana w Polsce, pisuje do niej Mateusz Piskorski, więzień polityczny PiS-u więziony 3 lata za szpiegostwo polegające na wpływaniu na opinię publiczną w Polsce działalnością publicystyczną, krytykował PiS i Kaczyńskiego)

neon24.info, neon24.pl, neon24.tv, neon24.info, nowyekran24.com (polscy blogerzy, często patrioci, stara nazwa „Nowy Ekran”, kiedyś się skrzyknęli i kandydowali do Sejmu robiąc konkurencję PiS-owi, głównym szefem jest Polak z Australii)

wrealu24.pl, wrealu24.tv (telewizja opozycyjna dla PiS-u)

wicipolskie.pl (strona Polki krytykującej szczepionki, NWO, Wielki Reset, Wielką Farmację i aktualną politykę PiS-u)

Jak więc widać, jest to lista politycznej opozycji PiS-u lub lista stron, które wg PiS-u sprzyjają Konfederacji.

Artykuł z wczoraj

Czy to cenzura polityczna „ku chwale Ukrainy”, aby ludzie nie wiedzieli zbyt wiele?

Domena jest opłacona, serwer jest opłacony, awarii serwera nie było, więc komunikat o problemie z połączeniem z naszą stroną wygląda na pretekst i przerzucenie na nas odpowiedzialności za niedostępność portalu.

Technicznie cenzura może polegać na usunięciu adresu wolnemedia.net z DNS-ów, które dostarczają Orange, Play, UPC, T-Mobile, Plus i być może inni operatorzy. Domena wolnemedia.net powinna wskazywać na 192.166.218.33 (poprawnie), a wskazuje w tych sieciach na 127.0.0.1 (niepoprawnie).

Otrzymałem kilkadziesiąt wiadomości od różnych użytkowników (emaile i wiadomości w komunikatorach), że od wczoraj po południu sieć Orange blokuje użytkownikom dostęp do naszego portalu. Później podobny problem zaczęli zgłaszać użytkownicy innych sieci.

Pierwsza wiadomość: „Dzień dobry, Państwa strona, tj. wolnemedia.net, jest blokowana w sieci Orange PL. Sprawdzałem i działa na komputerze stacjonarnym i w innych sieciach. Wszystkie osoby (sprawdziłem kilkoro znajomych) mające kartę Orange PL nie wejdą na ww. stronę. Sprawdzałem również różne przeglądarki internetowe na Androidzie Firefox, Firefox Nightfly i Chrome. Wychodzi na to, że to ewidentnie wina Orange. Dzisiaj idę do salonu Orange się dowiedzieć o co chodzi. Jak się przyznają do cenzury, to dzwonię do Rzecznika Praw Konsumentów. Wolałbym im zrobić koło gitary, np. pozew zbiorowy, niż tak od razu opuszczać ich sieć. To ich nie zaboli, większość się nie przejmie tym faktem, byle »Wyborcza« działa. Pozdrawiam i życzę szczęścia w rudnych czasach”.

Druga wiadomość: „Orange nie pozwala czytać wolnych mediów… Dziś od popołudnia. Da się wejść przez proxy (wchodziłem przez proxysite.com)”.

Trzecia wiadomość: „Admin, strona leży dla Polski”.

Czwarta wiadomość: „Ocenzurowali was, przez USA działa, przez Polskę nie działa”.

Piąta wiadomość: „Moi Kochani, widzę, że wolnemedia portal został zbanowany?”

Szósta wiadomość: „Orange – Polska – Brak dostępu”.

Ósma wiadomość: „Wolne Media wczoraj się wysypały na chwilę, a dzisiaj zniknęły całkowicie”

Dziewiąta wiadomość: „Jak zauważyłem portal WM jest blokowany przez krajowy net. Wejść się da na site jedynie przy użyciu jakiegoś szyfrującego VPN. Próbowałem tak i tak, przez 2 przeglądarki, i efekt zawsze ten sam – mobilny Orange blokuje”.

Dziesiąta wiadomość: „Szanowni Państwo, sytuacja w Play analogiczna jak w Orange”.

Jedenasta wiadomość: „Ja jestem w Play, ale też podobnie czy na stronie przeglądarki DuckDuckGo nie otwiera mi się. Czyli wygląda na to, że na ogół zablokowali”.

Nasza inicjatywa dla dzieci – JuniorFilm.pl – działa na tym samym adresie IP serwera co nasz portal. „Junior Film” działa, a to oznacza, że blokowany jest nie adres IP tylko domena wolnemedia.net. Oto wiadomość od czytelnika: „Chciałem tylko potwierdzić, że zarówno na internecie mobilnym Orange jak i stacjonarnym (bablowym – Neostrada) także nie da się wejść na Państwa portal. Sprawdzałem także portal juniorfilm.pl – ten działa, więc wygląda jakby blokowana była domena”.

Kolejna wiadomość to potwierdza: „Cześć. Sprawdziłem. T-mobile przesyłanie danych komórkowych działa strona w przeglądarce Chrome. A jak ustawię na PLAY to wychodzi że “Serwer wolnemedia.net używa nieobsługiwanego protokołu”. Przeglądarka Duck&Go też na PLAYu nie otwiera. Juniorfilm.pl na Duck&Go się otwiera. Na Chromie też. [na telefonie] na TORze działa strona wolnemedia.net przez PLAY. Czyli zapewne domenę zablokowali”.

To dowód cenzury – JuniorFilm.pl ma dokładnie ten sam certyfikat SSL i to samo IP serwera. Technicznie cenzura może polegać na usunięciu adresu wolnemedia.net z DNS-ów, które dostarczają telekomy. Dowód, że serwer działa – można wejść na niego przez bramkę proxy i VPN. Gdyby ustawienia serwera były błędne, wówczas nigdzie strona by nie działała.

Skontaktowałem się na czacie z Play i odpisali (pisownia oryginalna): „witam, nie blokujemy zewnętrznych stron” i „prosze spróbowac z innej przeglądarki jeśli nadal będzie kłopot proszę wyslac nam zdjęcie na mail ok@pomocplay.pl”. Cóż, w międzyczasie dostałem na Lurkerze potwierdzenie blokowania przez Play. Wysłałem link do zrzutu ekranu i otrzymałem odpowiedź: „Dzień dobry, na czacie nie weryfikujemy takich kwestii, zajmujemy się tu sprawami wyłącznie telekomunikacyjnymi. W tej sprawie należy napisać na ok@pomocplay.pl”.

Z Orange na czacie nie da się skontaktować, ponieważ bot głupieje. Na infolinii kazali mi się skontaktować z rzecznikiem prasowym Orange, co też uczyniłem. Wysłałem dzisiaj rano zapytanie o wyjaśnienie sprawy, domagając się przy okazji odblokowania naszego portalu. Wysłałem też wiadomości do pozostałych telekomów.

Widać również po naszych statystykach, że nastąpił wyraźny spadek wejść na nasz portal – dzisiaj jest to ok. 55% dotychczasowego ruchu, a jutro może być jeszcze gorzej, ponieważ niektóre sieci wprowadziły blokadę dzisiaj, w miarę upływu dnia.

Najprawdopodobniej politycy kompletnie przestali się przejmować przepisami prawa, ponieważ złamano nie tylko konstytucyjny zakaz cenzury prewencyjnej, ale również prawo użytkowników wszystkich blokujących nas sieci do pozyskiwania informacji.

Art. 54

1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. (…)”

Możliwe również, że telekomy podmieniając na swoich serwerach w DNS-ach adres IP dla portalu wolnemedia.net popełniły przestepstwo z Art. 287 § 1 Kk o treści: „Kto, w celu (…) wyrządzenia innej osobie szkody, bez upoważnienia, wpływa na automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przekazywanie danych informatycznych lub zmienia, usuwa albo wprowadza nowy zapis danych informatycznych, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Dane teleinformatyczne zostały zmienione i wprowadzono nowy zapis danych w celu wyrządzenia szkody naszemu portalowi oraz użytkownikom, poprzez wprowadzanie ich w błąd w celu blokowania dostępu do informacji.

Użytkownicy z blokowaną stroną mogą dzwonić na infolinię do działu technicznego swojego telekomu, by wyjaśnili wam, jak odblokować na komórce dostęp do naszego portalu.

Aby rozmawiać z człowiekiem w Orange (bo włączy się sztuczna inteligencja) należy powiedzieć „chcę rozmawiać z człowiekiem” a z kolejnych pytań ukierunkować rozmowę z konsultantem pomocy technicznej. Możecie również wysłać maile z protestem.

Porada jednego z czytelników: możecie w przypadku wykrycia blokady portalu wolnemedia.net zgłosić awarię internetu objawiającą się niepoprawnie działającym DNS-em (podając jako przykład wolnemedia.net). Na koniec miesiąca należy złożyć reklamację i domagać się zwrotu abonamentu za dni, w których nie działał poprawnie DNS. Możliwe, że będziecie mieć internet za darmo – a z DNS-ów możecie korzystać jakiś innych. Niech się operator zastanowi czy mu się opłaca celowe psucie usługi – aby nie dostać kasy.

W każdym razie warto zgłaszać awarię i brak dostępu do wolnemedia.net. Nie dawajcie sobie wciskać kitów, że to wina właściciela serwera, bo coś źle skonfigurował.

Gdyby to była prawda, nie można byłoby wchodzić na stronę u innych dostawców (jeszcze nie blokujących dostępu), przez proxy, itd.

Porady, jak wejść na nasz portal poniżej – skopiuj je do pliku tekstowego, ponieważ w każdej chwili nasza strona może Ci zniknąć!

[Poniżej w oryginale MD]

=================

mail: to postawić własnego dns na vpn i moga latac , bo jak zablokuja porty to sami zrobia sobie kuku 

Ukraina – test z cywilizacji Polski

Prof. Anna Raźny https://www.bibula.com/?p=133698

Tocząca się na Ukrainie wojna odsłania prawdziwe oblicze tych, którzy decydują o losach Polski i postawach Polaków w czasie skrajnego zagrożenia naszego bytu państwowego i narodowego. Obnaża oblicze nie tylko ludzi polityki oraz podporządkowanych im mediów, kultury i nauki, ale również Kościoła.

Nigdy wcześniej nie było między nimi takiej jednomyślności w sprawie Ukrainy i Rosji, jaką reprezentują od 24 lutego bieżącego roku. Wszyscy zgodnie popierają wszelkie wcześniejsze oraz obecne działania Ukrainy– również zbrodnie dokonywane na mniejszości rosyjskiej zamieszkującej Donbas. Wszyscy zgodnie potępiają Rosję i odrzucają jej prawo do obrony tej mniejszości przed ukraińskim ludobójstwem. Poparcie dla Ukrainy osiągnęło niespotykany dotychczas w Polsce poziom  w  dwustronnych relacjach z innym państwem.

Jednostronna uległość

Taki kierunek polityki polskiej nie jednak wyrazem identyczności polskich i ukraińskich interesów narodowych. Te są bowiem rozbieżne w wielu kwestiach – nade wszystko jednak w sferze polityki historycznej i związanej z nią dyskryminacji mniejszości narodowych na Ukrainie. Również mniejszości polskiej, która nie miała i nadal nie ma takich praw, jakie ma mniejszość ukraińska w Polsce. Wiedza na ten temat jest w polskim społeczeństwie znikoma, gdyż jest wręcz reglamentowana przez elity polityczne i mainstreamowe media.

Nadal nie zna ono pełnej prawdy również o ludobójstwie ukraińskim dokonanym na polskiej ludności Wołynia i Galicji Wschodniej – m.in. dlatego, że w polskich podręcznikach w dalszym ciągu przekazywana jest na ten temat informacja o „konflikcie polsko-ukraińskim”. Przeinaczenia, fałsz, półprawdy – to instrumenty ukrainizacji polskiej polityki w szkolnictwie, nauce, mediach. Dzięki takim instrumentom propaganda wojenna osiągnęła w mediach apogeum niespotykane gdzie indziej. Jego dźwignią jest czarna manipulacja prawdą i faktami, której klasycznym przykładem jest ludobójstwo w Buczy. Jeszcze nie działa żadna międzynarodowa komisja, która by je badała, żaden zespół niezależnych biegłych śledczych, ale polscy politycy i wszystkie bez wyjątku upolitycznione media twierdzą za ukraińskimi mentorami, że winę za Buczę ponosi wyłącznie Rosja.

Zarówno zafałszowana polityka historyczna, jak i manipulacja prawdą w propagandzie wojennej służą kształtowaniu uległości polskiego społeczeństwa wobec transatlantycko-natowskiej polityki Warszawy. W polityce tej Polsce została wyznaczona przymusowa przyjaźń dla Ukrainy i jednoczesna wrogość wobec Rosji. Te przymusowe postawy są oderwane od polskiej racji stanu, w której ponad wszelką przyjaźń winny być postawione nasze  interesy narodowe określane przez wartości cywilizacji, z którą utożsamia się Polska. Żadna bowiem wojna nie unieważnia tożsamościowych kryteriów cywilizacyjnych danego narodu, również polskiego.

Jeśli chcemy twierdzić nadal, że pozostajemy w cywilizacji łacińskiej/chrześcijańskiej, to musimy pamiętać, że nie przewiduje ona wersji wojennej. Przewiduje, a raczej dopuszcza natomiast wojnę sprawiedliwą/słuszną. Jej warunkiem jest słuszność sprawy – causa iusta. Według zarówno św. Augustyna, jak i św. Tomasza – jest nią naprawienie wyrządzonych krzywd i zaprowadzenie sprawiedliwości. Celem słusznej wojny jest zawsze pokój. Czy wobec tych kryteriów cywilizacyjnych Polska znajduje się obecnie jeszcze w cywilizacji chrześcijańskiej, czy dominują w niej obce tej cywilizacji wartości oraz idee? Czy wskutek tego buduje jakąś mieszankę cywilizacyjną, która – w koncepcji Feliksa Konecznego jest zawsze „trująca”…

Świadectwem naszej łacińskości jest niewątpliwie wojenna „miłość” Polski do Ukrainy. W hierarchii wartości moralnych, a także psychologicznych postawie tej należy się wysoka ocena. Rodzi się ona bowiem z moralnego niepokoju o los cierpiących z powodu wojny szarych obywateli Ukrainy. Empatia, solidarność, ofiarna pomoc są tu przejawem wciąż żywego jeszcze polskiego etosu narodowego, ukształtowanego przez chrześcijańskie wartości.

Natomiast transport broni na Ukrainę, szkolenie najemników dla nazistowskich formacji, które od 2014 roku eksterminowały rosyjskojęzyczną ludność Donbasu,  przeczy tym wartościom Jest dowodem uzależnienia Polski od amerykańskich i natowskich ośrodków władzy, nie służy osiągnięciu pokoju i sprawiedliwości. Te dwa nastawienia  kształtują się na odmiennych wartościach moralnych i cywilizacyjnych; są na poziomie aksjologicznym sprzeczne. Mogą jednak rodzić postawę łączącą owe sprzeczności: fałszywą wojenną „miłość” do Ukrainy. Kieruje się ona zasadą: im bardziej nienawidzę Rosji, tym bardziej kocham Ukrainę – bądź regułą: wróg mojego wroga jest moim przyjacielem

Truizmem jest konstatacja, iż polski etos narodowy ukształtowany został na fundamencie chrześcijańskich wartości. Niestety, nie jest jeszcze truizmem stwierdzenie, iż ideologia transatlantycka oraz oparta na niej polityczna praktyka mają inny fundament – nie tylko areligijny, ale wręcz antychrześcijański. Wystarczy przywołać w tym miejscu tylko dwa świadectwa: Europa podporządkowana promotorowi transatlantyzmu – Stanom Zjednoczonym – odeszła od swych chrześcijańskich korzeni. Odciął ją od nich nie komunizm, lecz transatlantycki globalizm. Kierując się tym samym ideowym trendem,  USA i NATO nie tylko nie obroniły chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie, ale przyczyniły się do ludobójstwa jego wyznawców.

Dominanta wojny i sankcje

Czynnik wojny nie od dziś uwidacznia się w polskich programach polityki wewnętrznej i zewnętrznej. Można zaryzykować stwierdzenie, że pojawił się w momencie rozwiązania Układu Warszawskiego – w 1991 roku. W strachu przed konsekwencjami powstałego braku równowagi militarnej między Wschodem i Zachodem – rządzące Polską okrągłostołowe elity zdecydowały zapewnić jej bezpieczeństwo pod parasolem NATO.

Wstąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego 12 marca 1999 r. wiązało się z natychmiastowym zderzeniem z natowskim czynnikiem wojny. Kilkanaście dni później NATO rozpoczęło bombardowanie Serbii, które trwało 78 dni. Polska wprawdzie w nim nie uczestniczyła, ale dla członka rozwiązanego Układu Warszawskiego była to forma chrztu bojowego w Sojuszu. Gdy okrzepła w nowym układzie politycznym i militarnym, łatwo zapadła decyzja postsolidarnościowych władz Polski o udziale w zbrojnej agresji na Afganistan, a następnie jego dwudziestoletniej okupacji – na fali walki ze światowym terroryzmem. Jeszcze łatwiej podjęła Warszawa decyzję o współudziale w wojnie USA I NATO z Irakiem i okupacji tego kraju. Do dziś przebywają w nim polscy „specjaliści”. Nastąpił jeszcze udział w wojnie Ameryki i „obronnego” Sojuszu z Syrią, której legalna i  pokojowa władza Baszara Al Asada została obwołana przez  zachodnie media mianem groźnego reżimu.

Wobec takiego doświadczenia w  natowskich wojnach, nie powinna dziwić rola, jaką Polsce wyznaczyli  decydenci Sojuszu w przygotowywanej od 2014 roku wojnie z Rosją – podżegacza i propagandzisty. Obecnie okazuje się również, że jest to rola państwa frontowego, którego los zależy od dobrej lub złej roli Kremla. W najczarniejszym scenariuszu osławiona wschodnia flanka, o którą tyle lat walczyły polskie władze, może sprowokować Rosję  do działań dających „gwarancję jej bezpieczeństwa”, o których pisał prezydent Putin w swym grudniowym liście skierowanym do USA i państw Unii Europejskiej. Tą gwarancją miałoby być cofniecie NATO za Odrę. W obecnej sytuacji dla Polski byłby to wyrok śmierci.

Z cywilizacyjnego punktu widzenia los Polski byłby przykładem tego, iż czynnik wojny nigdy nie jest czynnikiem bezpieczeństwa, o którym tyle mówią ideologowie transatlantyzmu. W ich perspektywie owo kluczowe bezpieczeństwo oznacza jedynie bezpieczeństwo „swoich”. Jego przykładem jest słynna ucieczka z Kabulu. Po dwudziestu latach okupacji USA i NATO – z Polską włącznie – pozostawiły ten kraj na pastwę talibów, pogrążając go w chaosie, głodzie i nędzy. Co to ma wspólnego z cywilizacją łacińską/chrześcijańską, którą się tak bardzo chlubią jeszcze środowiska PiS i katolickie media? Obecność Polski w Afganistanie, Iraku, Syrii – to zaprzeczenie tej cywilizacji. Co więcej – to świadectwo degradującej niemożności, a raczej niezdolności do ustanawiania pokoju.

Na szkodę Polski

Obecna wojna na Ukrainie potwierdza tę indolentność, niezdatność w sferze pokoju. Daje ona o sobie znać również w działaniach Polski na rzecz kolejnych sankcji wobec Rosji i ostatnio wobec  Białorusi. Są to działania w trwającej od 2014 roku wojnie gospodarczej, wyniszczającej nie władzę, lecz społeczeństwo, szarych obywateli tych państw. Polacy powinni o tym pamiętać, bo przeżyli sankcje Zachodu nałożone na Polskę na prośby Solidarności. Z pustymi półkami zderzyli się zwykli ludzie, z którymi władza nie miała nic wspólnego. Jerzy Urban ujął te sytuację w słynnym powiedzeniu: rząd się wyżywi. Również  obecne władze doskonale wiedzą, że sankcje na Rosję i Białoruś uderzają także w Zachód i radykalnie obniżają poziom życia jego mieszkańców. Jeszcze bardziej odczuwa je o wiele biedniejsze polskie społeczeństwo, pogrążane w szalejącej inflacji i kryzysie gospodarczym.

Determinacja Polski w walce o sankcje jest tym bardziej niezrozumiała, gdy już wiadomo, ze nie powstrzymały one wojny na Ukrainie, a wręcz przeciwnie – nadały Rosji nowego dynamizmu. Czyżby Polska była skazana na wejście do historii w roli nie tylko podżegacza i awanturnika wojennego, ale również destruktora gospodarczego? W każdej z tych ról odcina się od kryteriów swej historycznej cywilizacji i jej głównych wektorów z pięciomianu Feliksa Konecznego. Okoliczności wojny nie zmieniają ich. Wie o tym premier Węgier Wiktor Orban, który nie zważając na natowską i unijną krytykę, nie przepuszcza na Ukrainę broni i nawołuje walczące strony do rozpoczęcia rozmów pokojowych. Oferuje Węgry jako ich miejsce. To jest klasyczny przykład ciągłości cywilizacyjnej, której nie unieważniają żadne kataklizmy – również dziejowe, również wojenne. W nich tylko cywilizacja się umacnia. Pod warunkiem, że władza i jej suweren pozostają wierne swemu narodowemu etosowi.

Można przypuszczać, że Węgry w roli pokojowego mediatora mają wizję przyszłej Ukrainy,   nie tylko odrodzonej po wojnie i odbudowanej, ale również zreformowanej jako jednolite państwo bądź jako federacja. Premier Orban wie, jaki problem dla obecnej Ukrainy stanowią mniejszości narodowe, z rosyjską na czele. Na jakie trudności napotyka mniejszość węgierska. Jako obrońca cywilizacji chrześcijańskiej będzie nadal walczył o jej prawa, również  po zakończonej wojnie. Można założyć, że dołoży wszelkich starań, aby sama Ukraina, niezależnie od Rosji, dobrowolnie odcięła się od banderyzmu. Temu umęczonemu wojną społeczeństwu niczego tak nie potrzeba, jak pokoju i oczyszczenia ze szkodzącej mu ideologii, która stała się inspiracją dla wytoczonej przez Kijów już w 2014 roku wojny ze zbuntowanymi republikami Doniecka i Ługańska. W 2022 roku stała się natomiast dla Rosji argumentem dla interwencji  zbrojnej na Ukrainie.

Polska nie ma żadnej własnej wizji przyszłej Ukrainy. Pochłonięta jest podtrzymywaniem trwającej na jej południu i wschodzie wojny. Nie ma żadnych dla niej propozycji cywilizacyjnych. jako gwarancji pokojowego i harmonijnego rozwoju. Nie ma, ponieważ sama utraciła cywilizacyjny kierunek.

Prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 17-18 (24.04-1.05.2022)

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (29-05-2022) | https://myslpolska.info/2022/04/29/ukraina-test-z-cywilizacji-polski/

Wesprzyj naszą działalność

„Slava Ukraini” is the New „Heil Hitler”

Posted by The White Rose UK On https://thewhiterose.uk/slava-ukraini-is-the-new-heil-hitler/

When paying for petrol the other day, I was glad to see that none of the customers going in and out of the petrol station shop were wearing masks. It appears that as soon as the mandate was dropped, people stopped complying. (Although, sadly there are still a number of mask addicts that find it hard to let go of their habit or still truly believe they’re in danger of a virus.)

But I soon had to face reality: the nonsense is far from over. When I arrived at the cash desk, two women were serving behind plexiglass screens—yes, behind screens—and yet they were both wearing a face mask. Whether they wore it due to habit or because they were told to, I don’t know because I didn’t ask. It probably wouldn’t be worth asking, because even if you still believed there was a dangerous virus going around, wearing a mask behind a screen while serving unmasked customers makes zero sense. So, what answer could I expect?

Here’s another glimpse of the madness going on in our world. It was at the same petrol station, another day. A car drove up, and a woman got out to fill her tank. Nothing unusual about that until I spotted the bumper sticker on her vehicle.

It said: Glory to Ukraine.

If it had said Glory to God, I wouldn’t have seen an issue. But this sticker, glorifying Ukraine, is an expression of the newest ‘thing’ supported by the same sheeple that complied to nonsensical mask-wearing, social distancing and kept saying ‘stay safe’. It’s not just simple-minded folk, but also educated politicians. Parliamentarians are now uniformly wearing the Ukrainian flag badge to virtue signal their (fake) solidarity.

If I was once sick of seeing masks, today I feel sick of seeing the blue-yellow flag. And when I hear people saying ‘Slava Ukraine’ as a kind of farewell, like defence minister Ben Wallance did during this prank video or Meghan at the Invictus opening ceremony (and I could list numerous other examples), it gives me the creeps. In fact, it reminds me of a very dark chapter in history, when people used ‘Heil Hitler’ as a greeting and farewell to either show their loyalty to the dictator or to save their skin from persecution.

Zelensky and the Ukrainian army aren’t innocent. The military in Ukraine contains trained Nazis, the war in Ukraine is part of an agenda, and the strings are pulled by the same criminals who orchestrated the latest pseudo-pandemic.

Slava Ukraini is the new Heil Hitler.

VF


Prank Call to UK Defence Secretary Ben Wallace (Full Video):
https://odysee.com/$/embed/Prank_Call_Ben_Wallace/756bd52d1b403b5c9cac7d98301ecee543d76a29?r=GVnoSUG4ZMbGqx2a639iqJLd2qGicsHY

On March 17, 2022, Vovan and Lexus held a video conference with British Defense Minister Ben Wallace on behalf of Prime Minister of Ukraine Denis Shmyhal. UK Secretary of State for Defence Ben Wallace gave strategic information revealing behind scenes ukraine military partnership, some of which has been deleted because it is likely to affect the national security of the UK.

On the 22nd March the British Defense Ministry had demanded YouTube remove all videos of Wallace’s call with the pranksters. The country’s Defense Ministry has said the pranksters pose a significant risk to the UK’s national security.

On Mar 26, 2022 the YouTube channel of iconic Russian pranksters Vovan and Lexus (Vladimir Kuznetsov and Alexei Stolyarov) was blocked. Vovan has confirmed that the platform blocked the channel, he also added a link to their clips on the video hosting site RuTube. (Tyranny Exposed/Odysee)


Mask Phrenologic