Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto) • 11 lutego 2024 michalkiewicz
Nie wiadomo, co teraz zrobią Amerykanie. Dotychczas migali się z pomocą dla Ukrainy. Republikanie, w odwecie za uparte odmawianie przez prezydenta Józia Bidena zwiększenia wydatków na ochronę południowej granic USA z Meksykiem, blokują budżet federalny, w następstwie czego już po raz trzeci trzeba było uchwalić budżet tymczasowy, który będzie obowiązywał do marca – ale ani w pierwszym tymczasowym budżecie, ani w drugim, ani w tym trzecim nie ma ani centa na pomoc dla Ukrainy. Wyobrażam sobie, jak prezydent Józio Biden, oczywiście gdy nikt nie widzi, zaciera z radości ręce, że może się w ten sposób wyplątać z ukraińskiej awantury, ale całe odium spadnie na Republikanów. Teraz jednak ta ustawka może się skończyć, bo właśnie Książę-Małżonek, któremu Donald Tusk za dobre sprawowanie w PE dał w swoim vaginecie fuchę ministra spraw zagranicznych, rozkazał Amerykanom natychmiast wesprzeć Ukrainę. Skąd ten pospiech? Ano stąd, że prezydent Zełeński, któremu nawet zaczynają szurać ukraińscy wojskowi, potrzebuje wsparcia, jak nie od Amerykanów, to od Reichsfuhrerin Urszuli von der Layen.
Alternatywą amerykańskiego wsparcia byłoby bowiem zrealizowanie marzenia prezydenta Zełeńskiego, by wojna z Rosją rozlała się na inne bantustany Środkowej Europy, przede wszystkim – na Polskę. To Amerykanom może się spodobać, bo skoro na Ukrainie zaczyna brakować Ukraińców do wojowania, to czemu by nie skorzystać również z polskiego mięsa armatniego? To nawet może się udać, bo z niemieckiego punktu widzenia ściągnięcie na Polskę rosyjskiego uderzenia, mogłoby w perspektywie doprowadzić nie tylko do korekty granicy ukraińsko-polskiej, zwanej patetycznie „unią”, ale również – do upragnionej korekty granicy niemiecko-polskiej. Nie jest zatem wykluczone, że podczas niedawnej wizyty ad limina u Reichsfuhrerin Urszuli von der Layen, zleciła ona Donaldu Tusku jeszcze jedno zadanie – bo zaraz potem Książę-Małżonek zaczął bąkać o gotowaniu się do wojny. Ciekaw jestem, czy w ramach tych przygotowań spakował już kufry w Chobielinie, czy może jest uzgodnione, że Chobielina zimny ruski czekista ostrzeliwał w razie czego nie będzie?
Na razie jednak pan prezydent Duda na 13 lutego zwołał Radę Gabinetową. Ta „Rada Gabinetowa” to Rada Ministrów, tyle, że obradująca pod przewodnictwem prezydenta. Żadnych stanowiących kompetencji ona nie ma, więc trudno zgadnąć, po co właściwie pan prezydent to robi. Pewne światło rzuca na to niedawna rozmowa, jaką pan prezydent odbył z panami redaktorami Mazurkiem i Stanowskim. Wspomniał tam, że „nie wyklucza” możliwości przeprowadzenia „resetu konstytucyjnego”, który proponuje Konfederacja. Konkretnie chodzi o to, by ponad podziałami wybrać na nowo Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa, a może nawet – cały Sąd Najwyższy. W obecnych realiach politycznych oznaczałoby to całkowitą kapitulację pana prezydenta, bo przecież Volksdeutsche Partei przeforsowałaby w Sejmie w jedno, drugie i trzecie miejsce swoich własnych fagasów, a prawidłowe obsadzenie Sądu Najwyższego zagwarantowałoby jednolitość orzecznictwa zwłaszcza w sprawach „rozliczeniowych”, w ramach których można będzie całą opozycję powsadzać do kryminałów i w ten sposób przywrócić nie tylko praworządność, demokratyczne standardy, ale przede wszystkim – jedność moralno-polityczną narodu, jak było za komuny, czy w czasach wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera.
Oczywiście do tego celu, podobnie jak do socjalizmu, można zdążać różnymi drogami. Polska droga, jak dotychczas, polega na stwarzaniu faktów dokonanych, ale idzie to bardzo powoli, bo rozmaite Schwein sypią piasek w szprychy rozpędzającego się parowozu dziejów. Nie jest zatem wykluczone, że i na tym odcinku nastąpi przyspieszenie. Jak radzi pan Wojciech Hermeliński, co to z niejednego komina wygartywał i za komuny i za demokracji, najlepiej byłoby wydawać sejmowe uchwały. Broń Boże nie o odwoływaniu poszczególnych sędziów, albo nawet według list zbiorowych, tylko stwierdzające, że ci sędziowie wcale nie są sędziami. Takie uchwały nie są co prawda źródłami prawa, ale w procesie przywracania praworządności nie chodzi przecież o to, by trzymać się jakiejś litery prawa, jak pijany płotu, tylko żeby i na użytek krajowych wyznawców, a przede wszystkim- na użytek luksemburskich przebierańców z TSUE – stworzyć pozory legalności. Alternatywa wydaje się jeszcze gorsza, bo w przeciwnym razie trzeba będzie tych wszystkich neo-sędziów wyriezać. Nie ma rady; gdy chodzi o świętą sprawę demokracji i praworządności, nie ma takich poświęceń, których nie można by było dokonać. Zatem uchwały mają same zalety, bo ani Trybunał Konstytucyjny nie może się nimi zajmować, ani pan prezydent nie może ich wetować, a wreszcie – nikogo nie trzeba riezać, chociaż w porywach serca gorejącego niejeden by chciał. Jak widzimy, albo reset, albo uchwały, a w ostateczności – również riezanie – doprowadzą do tego, że wymiar sprawiedliwości zacznie chodzić u nas, jak w zegarku.
Wtedy właśnie można będzie przystąpić do kuracji przeczyszczającej w spółkach Skarbu Państwa, żeby umożliwić umoczenie pysków w melasie również szczerym demokratom. Ponieważ prezes Orlenu Daniel Obajtek nie czekał, aż „silni ludzie” wyprowadzą go za fraki z gabinetu, tylko sam zrezygnował, dzięki czemu nawet dostanie sowitą odprawę, do akcji wkroczył prezes NIK, pan Marian Banaś, który ma na pieńku z byłym Naczelnikiem Państwa. Właśnie doniósł na niego, że sprzedał był „Lotos” za całe 5 mld złotych mniej, niż wynosiła wycena. Jestem pewien, że premier Donald Tusk się oburzy i zapomni, jak to kiedyś-kiedyś, gdy był jeszcze normalnym człowiekiem, głosił spiżowe prawdy, że „towar jest tyle wart, ile ktoś za niego zapłaci”. Tak było na poprzednim etapie, gdy rządy Jana Krzysztofa Bieleckiego i panny Suchockiej „prywatyzowały” co tam zagraniczni kontrahenci sobie życzyli – ale teraz jest inny etap, etap „rozliczeń”, toteż tamte mądrości już zostały uchylone i teraz jak sędzia dostanie rozkaz, żeby sądzić, to będzie sądzić i sypać piękne wyroki na dowód, że praworządność została przywrócona. Jestem pewien, że zarówno organizacja „Iustitia”, co to została utworzona zaraz po rozwiązaniu PZPR w 1990 roku, w związku z czym podejrzewam, że WSI natychmiast się zakręciły wokół stworzenia nowej transmisji bezpieki do wymiaru sprawiedliwości, no i stowarzyszenie sędziów „Themis”, które podejrzewam o związki z przeprowadzoną w swoim czasie przez ABW operacją „Temida”, której celem był werbunek agentury w środowisku sędziowskim. Zresztą, czy może być inaczej, skoro ministrem-koordynatorem tajnych służb w vaginecie Donalda Tuska jest pan Tomasz Siemoniak – w cywilu – jak podaje w swojej książce „Ukropolin” pan ambasador Krzysztof Baliński – związany ze Związkiem Ukraińców w Polsce?
Stanisław Michalkiewicz
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Za jazdę pod wpływem alkoholu i spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym odpowie 35-letni obywatel Ukrainy.
Mężczyzna, kierując bmw, stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w betonowe ogrodzenie posesji. Miał w organizmie ponad 1,7 promila alkoholu. Za swój czyn odpowie przed sądem. Grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.
Komentarz: Ile jeszcze Polskie społeczeństwo będzie ponosić koszty? Ile osób zginie na drogach? Ile firm padnie, ludzi straci pracę , gdy towary będą wwożone bez cła? Kiedy Polacy zrozumieją że Władza NIE reprezentuje ich interesów? Krzysztof
Spotkałam się w trakcie pewnej dyskusji z tezą, że świat stawiając sobie utopijne cele chce popełnić rozszerzone samobójstwo. Pojęcie to znane jest w kryminalistyce i psychologii. Samobójstwo rozszerzone ma miejsce gdy przed jego popełnieniem sprawca zabija zależne od niego osoby w obawie, że bez niego nie poradzą sobie w życiu. Gdy samobójca morduje albo powoduje śmierć innych osób bez tej intencji, albo po popełnieniu morderstwa popełnia samobójstwo w obawie przed konsekwencjami prawnymi jego czyn nazywany jest zabójstwem suicydalnym. Tak można nazwać czyn Andreasa Güntera Lubitza, pilota Germanwings, który 24 marca 2015 roku celowo rozbił samolot w Alpach zabijając samego siebie i 149 innych osób. Andreas dokładnie zaplanował swój czyn. Podał pierwszemu pilotowi środki moczopędne aby zmusić go do opuszczenia kokpitu, zapowiadał sympatii, że jeszcze usłyszy o nim świat. Lubitz leczył się psychiatrycznie, obawiał się utraty uprawnień do wykonywania zawodu pilota, pragnął sławy. Dlatego niektórzy psychiatrzy widzieli w jego postępowaniu syndrom Herostratesa. Nazwa tego syndromu pochodzi od imienia szewca, który dla zdobycia sławy spalił świątynię w Efezie. Ja powiedziałabym -bardzo upraszczając- że Andreas zapewne chciał umrzeć lecz nie chciał umierać samotnie. Los osób które pociągnął za sobą do grobu zupełnie go nie obchodził. Jeszcze groźniejszy w skutkach jest przypadek człowieka czy grupy ludzi, którzy chcą zrealizować jakiś swój utopijny cel nie licząc się z losem innych ludzi albo wręcz planując ich wymordowanie. Sami bynajmniej nie wybierają się na tamten świat choć ich działania mogą im samym – jak Hitlerowi- też
przynieść śmierć. To już nie jest samobójstwo rozszerzone, ani zabójstwo suicydalne. To zwykłe ludobójstwo. Twórcy utopii zwanej zielonym ładem nie planują przecież własnej śmierci głodowej ani nie oczekują dla siebie problemów wynikających z realizacji ich projektów. Fakt, że skutki ich działań mogą dotknąć ich samych to niewielkie pocieszenie. Do końca będą upierać się przy swoim i zaprzeczać faktom jak niektórzy wierni pretorianie Stalina, którzy składali publicznie samokrytykę, domagali się dla siebie surowych wyroków i szli na śmierć sławiąc swojego oprawcę. Projektanci zielonego ładu nie liczą się z faktem, że zamiast globalnego ocieplenia światu może grozić raczej globalne oziębienie. Stan najwyższego alarmu został ostatnio ogłoszony na wyspie Flores we wschodniej Indonezji ze względu na erupcję wulkanu Lewotobi Laki-Laki. Wulkan wyrzuca pył wulkaniczny podobno na wysokość dwóch kilometrów. Okoliczna ludność została wezwana do ewakuacji. W Indonezji można się doliczyć 452 wulkanów w tym 130 czynnych i ma miejsce 90% trzęsień ziemi jakie zachodzą na naszej planecie gdyż Archipelag Indonezyjski jest częścią tak zwanego Pacyficznego Pierścienia Ognia. Największy wybuch wulkanu w historii nowożytnej miał miejsce 27 sierpnia 1889 roku na małej indonezyjskiej wyspie Krakatau. Erupcja spowodowała wyrzucenie ogromnej ilości gazów wulkanicznych, które utrzymywały się w atmosferze przez trzy lata. W grudniu 2021 roku miały miejsce dwie potężne erupcje wulkanu Semeru, jednego z największych czynnych wulkanów Indonezji położonego na środkowej Jawie. W styczniu 2022 roku w Dżakarcie zarejestrowano trzęsienie ziemi o sile wstrząsu 6,6 w skali Richtera. W tym samym czasie na wyspie Tonga doszło do bardzo silnej
podwodnej erupcji wulkanu Tonga- Honga, która wywołała tsunami. Fale morskie miały wysokość do czterech metrów, a falę uderzeniową zarejestrowało nawet obserwatorium na Kasprowym Wierchu. Dodam, że wszelkie informacje na temat Indonezji czerpię z arcyciekawej książki „ Indonezja kraj kontrastów i paradoksów” pana Sławomira Stoczyńskiego, którą nieodmiennie państwu polecam. Wracając do rzeczy- nasza zielona planeta wykazuje obecnie wyjątkowo groźną aktywność sejsmiczną i wulkaniczną. W tej sytuacji rezygnacja z paliw kopalnych może prowadzić do prawdziwej katastrofy, a propagowanie tego, a co gorzej przymuszanie do tego społeczeństw w tym przypadku będzie miało charakter zwykłego ludobójstwa. Ograniczanie produkcji rolnej grozi światu głodem porównywalnym do Wielkiego Głodu na Ukrainie przez który życie straciły miliony ludzi. Przeciwko unijnej polityce rolnej protestują dziś rolnicy większości europejskich krajów. Potężne protesty odbywają się w Niemczech, Francji, Holandii, a nawet w Brukseli. Nowe restrykcyjne unijne podatki od produkcji rolnej przyniosą wprawdzie doraźny dochód rozpadającemu się pod własnym ciężarem Eurokołchzowi, ale tylko na krótką skalę. Przeciwko tym podatkom protestował rząd PiS-u, ale rząd Donalda Tuska już je zaakceptował. Rząd Tuska przyjął równie pakiet dotyczący dobrowolnej (czyli przymusowej) relokacji imigrantów. Pomysłodawcy wędrówki ludów już odczuwają skutki swoich idiotycznych pomysłów. Paryż i Berlin walczą bezskutecznie z inwazją pluskiew, w Norwegii szerzą się trudne do wyleczenia warianty czyli mutacje chorób wenerycznych. Każda wędrówka ludów w historii niezależnie od faktu na ile identyfikujemy się z ludźmi szukającymi po prostu lepszego
miejsca do życia przynosi klęskę społeczną, sanitarną, ekonomiczną i może doprowadzić do wojny. Przekonanie, że twórcy zielonego ładu i polityki migracyjnej chcą naprawdę komuś pomagać byłoby wyjątkową naiwnością. Sowieccy oprawcy- jak sami mówili- jadali kawior chochlami, a instalatorzy powszechnej równości w Polsce brylowali w cudzych pałacach zanim nauczyli się używać widelca. Nowy światowy ład we wszystkich jego odsłonach to nowy totalitaryzm a jego twórcy liczą, że utrzymają w nim rolę kawiorowej elity. Kawiorowej bo przecież nie intelektualnej. Nie obchodzi ich los tych, których swoją głupotą wpychają w przepaść. Ich stosunek do obywateli krajów, którymi chcą zarządzać najtrafniej wyraził bohater Szpotańskiego towarzysz Szmaciak: „ bo trzeba golić strzyc to bydło, a kiedy padnie – zrobić mydło”. W kraju i nie tylko w kraju nastały rządy towarzyszy Szmaciaków.
Powinniśmy już książki chować,za chwile oryginalne wydania będą bezcenne ,ja chciałem oddać książki do biblioteki w Niepołomicach, nie przyjmują wydań przed 200x rokiem. Pewnie dlatego że brak cenzury.Znaczy operacja wdrażana od min 20 lat idzie małymi krokami. Krzysztof
W książce „TerraMar Utopia elit”, odwołałem się do jednego z moich ulubionych filmów, który opisałem tak:„W roku 1974, wkrótce po aferze Watergate i dymisji prezydenta Nixona, James Grady wydał nowelę „Sześć dni Kondora”. Oba te polityczne wydarzenia spowodowały zarówno upadek autorytetu głowy państwa, jak i załamanie zaufania społecznego do agencji rządowych. Książka doskonale wpisała się w ówczesne nastroje amerykańskiego społeczeństwa. Rok później, na kanwie książki, reżyser Sydney Pollack nakręcił doskonały film, którego akcję skrócił o połowę i zatytułował „Trzy dni Kondora”. Obsadził go wybitnymi i uwielbianymi przeze mnie aktorami, jak Robert Redford, Faye Dunaway, Cliff Robertson, Max von Sydow, czy John Houseman.Cały film wart jest najwyższej oceny i po prostu trzeba go obejrzeć. Akcja jest skomplikowana, w jedną z operacji Centralnej Agencji Wywiadowczej, wplątuje się nieświadomie jeden z jej urzędników, który ma ten kłopot, że przeżył zamach na swoją sekcję, w której od lat pracowało siedem osób. Jako jedyny ocalały, i ścigany, jak się wkrótce okaże przez swoją własną firmę, musi dotrzeć do najważniejszych osób w tej grze, i uratować swoje życie. Pod koniec filmu, główny bohater Joe Turner, którego gra Robert Redford, pyta wysokiego rangą pracownika CIA:- Co z was za ludzie? Myślicie, że jeśli nie zostaniecie złapani na kłamstwie, to znaczy, że mówicie prawdę?Jego rozmówca, o nazwisku Higgins (Cliff Robertson), odpowiada:- Nie. To kwestia ekonomii. Dzisiaj chodzi o ropę. A za 15 lat będzie to żywność, pluton. Czego ludzie będą od nas wtedy oczekiwali? (…) Zapytaj ich, kiedy nie będzie w ich domach ogrzewania. Zapytaj, kiedy silniki ich samochodów przestaną działać. Zapytaj, kiedy ludzie nie znający głodu, zaczną głodować. Oni będą chcieli jednego – żebyśmy to dla nich zdobyli.Turner, nie przekonany do tej odpowiedzi, nie mogąc zrozumieć, w jaki sposób można było dla dobra jednej operacji, doprowadzić do śmierci siedmiu ludzi, informuje Higginsa, że o tajnej akcji Agencji, w której wziął mimowolnie udział, opowiedział już prasie. Kamera ukazuje fronton jednego z nowojorskich wieżowców, na którym widnieje logo The New York Times. Turner odchodzi, gdy nagle Higgins rzuca w jego kierunku pytanie:- Skąd wiesz, że to wydrukują? – Wydrukują.- Skąd wiesz?To retoryczne, otwarte pytanie, nie doczekało się riposty. I ta scena, nie zakończyła się po dzień dzisiejszy. Podobne pytania, z tej kinowej dyskusji, zapewne nadal ktoś komuś, być może sobie samemu, przez ostatnie pół wieku, zadaje. One ciągle wiszą w powietrzu i będą stałym elementem historii. Pozostawione bez odpowiedzi, ukazują potęgę układów i uzależnień, ich przewagę także nad dziennikarzami i wydawcami, którzy pewnych materiałów po prostu nigdy nie opublikują”. Przywołuję to zagadnienie w kontekście mojego poprzedniego felietonu dotyczącego powiązań świata mediów ze służbami specjalnymi, czego podwaliny w USA stanowiła operacja CIA pod nazwą „Mockingbird”. Nadzorował ją współtwórca tej instytucji Frank Wisner, który zadanie bezpośredniego pozyskiwania wpływów w mediach złożył na barki człowieka o nazwisku Philip Graham. Któż to był? W r. 1940 poślubił on Katharine Meyer, córkę Eugene Meyera, multimilionera, właściciela gazety The Washington Post. W pierwszych latach wojny był asystentem Williama Donovana, szefa OSS, później trafił pod dowództwo gen. George Kenney’a, głównodowodzącego alianckimi siłami powietrznymi na Pacyfiku, błyskawicznie awansując do stopnia majora wywiadu i realizując najbardziej tajne z tajnych zadania na tamtejszym teatrze działań wojennych. Wkrótce po ich zakończeniu, w r.1946, Meyer objął funkcję prezesa Banku Światowego, a wydawnictwo przekazał zięciowi, naturalnie pozostając przewodniczącym zarządu Washington Post Company. Dwa lata później, swój pakiet kontrolny scedował w 70% na Grahama, córce pozostawiając 30% aktywów. W kolejnych latach Post poszerzało swą strefę wpływów, wchodząc w alianse z gigantami typu CBS lub wykupując stacje radiowe i magazyny. Oddziaływało już na miliony osób. Post przejęło gazetę Times-Herald, dominującą na rynku reklam, słynącą z doskonałych felietonistów i ogromnej liczby czytelników. Podobnie stało się z Art News, Portfolio, czy legendarnym Newsweek. Meyer zdążył wprowadzić zięcia w świat finansjery i polityki, był zresztą jego doradcą do końca swych dni, w r.1959. Graham umiejętnie wykorzystywał te koneksje, a jak już wiemy z jego życiorysu, świetnie nadawał się na zaufanego CIA i możemy zakładać, że z powodzeniem realizował zadania powierzone mu przez Wisnera. Zaprzyjaźnił się z takimi ludźmi, jak Warren Buffet, Henry Kissinger, czy J. F. Kennedy, dla którego pisał przemówienia, podobnie zresztą, jak dla jego brata Roberta. Lobbował za objęciem Departamentu Skarbu przez Douglasa Dillon (o polskich korzeniach), a Kennedy’ego przekonał do wyboru na wiceprezydenta Lyndona Johnsona. Prezydent zresztą odwdzięczył mu się, czyniąc go w r.1961 przewodniczącym korporacji łączności satelitarnej COMSAT, która wkrótce stworzyła konsorcjum międzynarodowe INTELSAT, zrzeszające dziś 143 państwa. Życiorys Grahama obfituje w niezwykłe zdarzenia, których nie sposób opisać w krótkim felietonie. Warto jednak wspomnieć, że z czasem jego kariera zaczęła chylić się ku upadkowi. W r.1962 poznał australijską dziennikarkę Robin Webb, z którą miał romans, a przyjaciołom zwierzał się z zamiaru rozwodu z żoną Kathrine, poślubienia nowej wybranki i sprzedaży całej firmy. Niemal w tym samym czasie odkryto u niego objawy depresji i zachowań maniakalnych, kilka dni spędził w szpitalu psychiatrycznym w Rockville, placówce powiązanej z CIA. Dość powiedzieć, że w r.1963 Graham popełnił samobójstwo we własnym domu, strzelając do siebie ze strzelby. Wówczas, niespodziewanie na scenę wkroczyła osamotniona Kathrine Graham, która przy pomocy prawników unieważniła testament swego byłego już męża i w efekcie intensywnych wysiłków przejęła wkrótce całą firmę, co w Ameryce tamtych lat, kierowanej w całości przez męską część społeczeństwa, stało się wydarzeniem niezwykłym. W roku 1972, jako pierwsza kobieta w historii, trafiła na listę Fortune 500, a jej kariera dopiero się rozpoczynała. Na kanwie jej dokonań, skomplikowanych relacji z czołowymi politykami lat 70. i o bezpośrednim wpływie na politykę w ogóle, opowiada film, który w r.2017 wyreżyserował Steven Spielberg, z udziałem Meryl Streep i Toma Hanksa. W Polsce pojawił się pod tytułem „Czwarta władza”, jednak tytuł oryginalny, to „The Post”. Podkreślam to, ponieważ tytuł, w moim odczuciu, odwołuje się nie tylko do nazwy wydawnictwa. W języku angielskim słowo „post” oznacza także stanowisko, placówkę. Takie placówki tworzyli amerykańscy osadnicy, którzy kolonizując bezkresne połacie kontynentu, budowali na zdobytych rubieżach przyczółki do dalszych wypraw. Systematycznie wypychając z tych ziem rdzennych jej mieszkańców, czyli Indian, wlewali się na te tereny, niosąc swoje wartości, ideologię, zachowania, narzucali swój sposób myślenia i życia, niszcząc to wszystko, co było przeszkodą w ich wyścigu po złote runo. Rozsadnikami tych koncepcji, liderami ciągnącymi za sobą masy ludzi w tym marszu, z pewnością byli twórcy i dowodzący takimi placówkami.Sławomir M. Kozak
Młody mężczyzna siedzi w Afryce – śpi w hamaku, albo na trawie, je to co zbierze. Nie korzysta z lotów, nie ma najnowszego telefonu, nie potrzebuje kurtki i tak dalej. Jego ślad węglowy jest minimalny, nawet jeśli żyje w większym mieście, jednak wszystko zmienia się po przybyciu na teren Europy – nagle sam hamak już nie wystarczy, musi mieć łóżko w solidnym budynku, który przez większość roku trzeba ogrzewać! Dodatkowo potrzebuje znacznie więcej ubrań, jedzenia i leków niż jego rówieśnicy, który został w Afryce. Mało tego – jeśli dostał się do gangu i produkuje narkotyki oraz bierze udział w strzelaninach, to jego ślad węglowy rośnie diametralnie – każdy jeden wystrzelony nabój to całe kilogramy co2! Tak samo każda kradzież i zniszczenie mienia – wszystko to produkuje ogromne ilości co2! Proklimatyczna migracja powinna być odwrotna – jak najwięcej mężczyzn, szczególnie przestępców oraz „trwale bezrobotnych” powinno się przesiedlać do ciepłych krajów, gdzie mogą spać na trawie i łapać antylopy, a do Europy powinniśmy sprowadzać wyłącznie młode kobiety, bo tak, jak w biednych krajach młode kobiety potrafią mieć i 8 dzieci, tak po sprowadzeniu ich do UE – oczywiście bez mężczyzn z ich kultury – będą już rodzić może 1-2 dzieci, dzięki czemu zapobiegniemy przeludnieniu ziemi! Bądź pro eko – walcz z migracją mężczyzn do Europy!
Komentarz: Przecież to jasne , że nie ma czegoś takiego jak geniusz, który napisał aplikację i z zera został miliarderem. Bez opieki odpowiednich ludzi nie robi się takiej kariery. Tak samo z Gates’em – gdyby nie to że to był SWÓJ chłop, z dziadkiem związanym z klinikami aborcyjnymi, to by też nie był promowany. Tak samo jak Owsiak. Krzysztof
Rosnąca rola Facebooka w stale rozwijającym się aparacie nadzoru i „przedkryminalnym” państwie bezpieczeństwa narodowego wymaga nowej analizy pochodzenia firmy i jej produktów w odniesieniu do poprzedniego, kontrowersyjnego programu nadzoru prowadzonego przez DARPA, który był zasadniczo analogiczny do tego, co jest obecnie największą na świecie siecią społecznościową.
W połowie lutego Daniel Baker, amerykański weteran określany przez media jako „antytrumpowy, antyrządowy, przeciwny białej supremacji i przeciwny policji”, został oskarżony przez wielką ławę przysięgłych z Florydy o dwa zarzuty „przekazywania wiadomości komunikat w handlu międzystanowym zawierający groźbę porwania lub zranienia.”
Komunikat, o którym mowa, Baker umieścił na Facebooku, gdzie stworzył stronę wydarzenia mającą na celu zorganizowanie zbrojnego wiecu w stosunku do zaplanowanego przez zwolenników Donalda Trumpa 6 stycznia w stolicy Florydy, Tallahassee. „Jeśli boisz się umrzeć, walczyć z wrogiem, a potem zostań w łóżku i żyj. Zadzwoń do wszystkich swoich znajomych i powstańcie!” – napisał Baker na swojej stronie wydarzenia na Facebooku.
Sprawa Bakera jest godna uwagi, ponieważ jest to jedno z pierwszych aresztowań „przed przestępstwem” opartych wyłącznie na wpisach w mediach społecznościowych – logiczny wniosek płynący z wysiłków administracji Trumpa, a obecnie Bidena, na rzecz normalizacji aresztowań osób za wpisy w Internecie, aby zapobiec aktom przemocy, zanim będą one mogły to zrobić. zdarzyć. Począwszy od rosnącego stopnia zaawansowania programów predykcyjnych działań policyjnych Palantira, przedsiębiorstwa wywiadu USA/kontraktora wojskowego , po formalne ogłoszenie przez Departament Sprawiedliwości programu zakłócania i wczesnego zaangażowania w 2019 r. po pierwszy budżet Bidena, który obejmuje 111 mln dolarów na ściganie i zarządzanie „rosnącą liczbą spraw związanych z terroryzmem krajowym” – Pod rządami każdej administracji prezydenckiej po 11 września zauważalny był stały postęp w kierunku skupionej przed przestępczością „wojny z terroryzmem wewnętrznym”.
Ta nowa, tak zwana wojna z terroryzmem krajowym faktycznie zaowocowała wieloma tego typu postami na Facebooku. I chociaż Facebook od dawna starał się przedstawiać siebie jako „rynek miejski”, który umożliwia nawiązywanie kontaktów ludziom z całego świata, głębsze spojrzenie na jego pozornie wojskowe pochodzenie i ciągłe powiązania wojskowe ujawnia, że największa na świecie sieć społecznościowa zawsze miała działać jako narzędzie nadzoru służące identyfikowaniu i zwalczaniu sprzeciwu w kraju.
Część 1 tej dwuczęściowej serii na temat Facebooka i amerykańskiego stanu bezpieczeństwa narodowego bada początki tej sieci mediów społecznościowych oraz czas i charakter jej powstania w związku z kontrowersyjnym programem wojskowym, który został zamknięty tego samego dnia, w którym uruchomiono Facebooka. Program, znany jako LifeLog, był jednym z kilku kontrowersyjnych programów obserwacji po 11 września, realizowanych przez Agencję Zaawansowanych Projektów Badawczych w dziedzinie Obronności (DARPA) Pentagonu, który groził zniszczeniem prywatności i swobód obywatelskich w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie miał na celu zebranie danych do celów produkujących „humanizowaną” sztuczną inteligencję (AI).
Jak wykaże ten raport, Facebook nie jest jedynym gigantem z Doliny Krzemowej, którego początki ściśle pokrywają się z tą samą serią inicjatyw DARPA i którego obecne działania stanowią zarówno silnik, jak i paliwo dla zaawansowanej technologicznie wojny z krajowym sprzeciwem.
Eksploracja danych DARPA dla „bezpieczeństwa narodowego” i „humanizowania” sztucznej inteligencji
W następstwie ataków z 11 września DARPA, w ścisłej współpracy ze społecznością wywiadowczą USA (w szczególności z CIA), rozpoczęła opracowywanie „przedprzestępczego” podejścia do zwalczania terroryzmu, znanego jako Total Information Awareness (TIA). Celem TIA było opracowanie „wszystkowidzącego” aparatu wojskowego nadzoru. Oficjalna logika stojąca za TIA była taka, że inwazyjna inwigilacja całej populacji USA była konieczna, aby zapobiec atakom terrorystycznym, zjawiskom bioterroryzmu, a nawet naturalnie występującym epidemiom chorób.
Pomysłodawcą TIA i człowiekiem, który przewodził jej podczas jej stosunkowo krótkiego istnienia, był John Poindexter , najbardziej znany z tego, że był doradcą Ronalda Reagana ds. bezpieczeństwa narodowego podczas afery Iran-Contras i został skazany za pięć przestępstw w związku z tym skandalem. Mniej znaną działalnością przedstawicieli Iran-Contras, takich jak Poindexter i Oliver North, było opracowanie przez nich bazy danych Main Core do wykorzystania w protokołach „ciągłości rządzenia”. Main Core został wykorzystany do sporządzenia listy amerykańskich dysydentów i „potencjalnych wichrzycieli”, z którymi należy się uporać w przypadku powołania się na protokoły COG. Na protokoły te można się powołać z różnych powodów, w tym z powodu powszechnego sprzeciwu opinii publicznej wobec amerykańskiej interwencji wojskowej za granicą, powszechnego sprzeciwu wewnętrznego lub niejasno określonego momentu „kryzysu narodowego” lub „czasu paniki”. Amerykanie nie byli informowani, czy ich nazwisko znalazło się na liście, a dana osoba mogła zostać dodana do listy tylko dlatego, że w przeszłości brała udział w protestach, nie płaciła podatków lub miała inne, „często błahe” zachowania uznawane za „ nieprzyjazny” przez jego architektów w administracji Reagana.
W świetle tego nie było przesadą, gdy felietonista „New York Timesa” William Safire zauważył, że dzięki TIA „Poindexter realizuje teraz swoje dwudziestoletnie marzenie: uzyskanie mocy „eksploracji danych” umożliwiającej szpiegowanie każdego publicznego i prywatnego działania każdego Amerykanina”.
Program TIA spotkał się ze znacznym oburzeniem obywateli po jego ujawnieniu opinii publicznej na początku 2003 r. Wśród krytyków TIA znalazła się Amerykańska Unia Wolności Obywatelskich, która twierdziła , że wysiłki inwigilacyjne „zabiją prywatność w Ameryce”, ponieważ „każdy aspekt naszego życia byłby skatalogowane”, podczas gdy kilka mediów głównego nurtu ostrzegało, że TIA „walczy z terroryzmem poprzez przerażanie obywateli USA”. W wyniku nacisków DARPA zmieniła nazwę programu na Terrorist Information Awareness, aby brzmiała mniej jak panoptykon dotyczący bezpieczeństwa narodowego, a bardziej jak program skierowany szczególnie do terrorystów w epoce po 11 września.
Logo Biura Świadomości Informacyjnej DARPA, które nadzorowało Total Information Awareness podczas jego krótkiego istnienia
Projekty TIA nie zostały jednak w rzeczywistości zamknięte, a większość z nich została przeniesiona do tajnych tek Pentagonu i społeczności wywiadowczej USA. Niektóre z nich, jak na przykład Palantir Petera Thiela , stały się finansowane przez wywiad i kierowały przedsięwzięciami sektora prywatnego , podczas gdy inne pojawiły się ponownie po latach pod pozorem walki z kryzysem związanym z Covid-19.
Wkrótce po zainicjowaniu TIA podobny program DARPA nabierał kształtu pod kierownictwem bliskiego przyjaciela Poindextera, menadżera programu DARPA Douglasa Gage’a. Projekt Gage’a, LifeLog, miał na celu „zbudowanie bazy danych śledzącej całe życie danej osoby”, która obejmowałaby relacje i komunikację danej osoby (rozmowy telefoniczne, poczta itp.), jej nawyki dotyczące korzystania z mediów, zakupy i wiele innych w celu zbudowania cyfrowy zapis „ wszystko, co dana osoba mówi, widzi lub robi”. LifeLog następnie pobierze te nieustrukturyzowane dane i uporządkuje je w „ dyskretne odcinki ” lub migawki, jednocześnie „mapując relacje, wspomnienia, wydarzenia i doświadczenia”.
Według Gage’a i zwolenników programu LifeLog stworzyłby trwały i przeszukiwalny elektroniczny dziennik całego życia danej osoby, który według DARPA mógłby zostać wykorzystany do stworzenia „cyfrowych asystentów” nowej generacji i zaoferować użytkownikom „niemal idealną pamięć cyfrową”. ” Gage upierał się , że nawet po zakończeniu programu poszczególne osoby miałyby „pełną kontrolę nad własnymi działaniami związanymi z gromadzeniem danych”, ponieważ mogłyby „decydować, kiedy włączyć, a kiedy wyłączyć czujniki i kto udostępni dane”. Od tego czasu analogiczne obietnice dotyczące kontroli użytkowników składali giganci technologiczni z Doliny Krzemowej, ale wielokrotnie łamali je dla zysku i w celu zasilania rządowego aparatu nadzoru wewnętrznego.
Informacje, które LifeLog zbierał na podstawie każdej interakcji danej osoby z technologią, byłyby łączone z informacjami uzyskanymi z nadajnika GPS, który śledził i dokumentował lokalizację danej osoby, czujników audiowizualnych rejestrujących to, co dana osoba widziała i mówiła, a także biomedycznych monitorów oceniających zdrowie danej osoby. Podobnie jak TIA, LifeLog był promowany przez DARPA jako potencjalnie wspierający „badania medyczne i wczesne wykrywanie pojawiającej się epidemii”.
Krytycy w mediach głównego nurtu i poza nim szybko zwrócili uwagę, że program nieuchronnie zostanie wykorzystany do budowania sylwetek dysydentów, a także podejrzanych o terroryzm. W połączeniu z wielopoziomowym monitorowaniem osób przez TIA, LifeLog poszedł dalej, „dodając informacje fizyczne (takie jak to, jak się czujemy) i dane medialne (takie jak to, co czytamy) do danych transakcyjnych”. Jeden z krytyków, Lee Tien z Electronic Frontier Foundation, ostrzegł wówczas , że programy realizowane przez DARPA, w tym LifeLog, „mają oczywiste i łatwe ścieżki do wdrożenia w ramach bezpieczeństwa wewnętrznego”.
W tamtym czasie DARPA publicznie utrzymywała , że LifeLog i TIA nie są ze sobą powiązane, pomimo ich oczywistych podobieństw, oraz że LifeLog nie będzie wykorzystywany do „tajnego nadzoru”. Jednakże w dokumentacji DARPA dotyczącej LifeLog odnotowano, że w ramach projektu „będzie można . . . wywnioskować o rutynach, zwyczajach i relacjach użytkownika z innymi ludźmi, organizacjami, miejscami i przedmiotami oraz wykorzystać te wzorce, aby ułatwić mu zadanie”, w którym uznano jego potencjalne zastosowanie jako narzędzia masowej inwigilacji.
Oprócz możliwości profilowania potencjalnych wrogów państwa, LifeLog miał inny cel, prawdopodobnie ważniejszy dla państwa zapewniającego bezpieczeństwo narodowe i jego partnerów akademickich – „humanizację” i rozwój sztucznej inteligencji. Pod koniec 2002 roku, zaledwie kilka miesięcy przed ogłoszeniem istnienia LifeLog, DARPA opublikowała dokument strategiczny szczegółowo opisujący rozwój sztucznej inteligencji poprzez zasilanie jej ogromnym strumieniem danych z różnych źródeł.
Projekty nadzoru wojskowego po 11 września – LifeLog i TIA to tylko dwa z nich – zapewniły ilości danych, których uzyskanie wcześniej było nie do pomyślenia, a które mogłyby potencjalnie stanowić klucz do osiągnięcia hipotetycznej „osobliwości technologicznej”. Dokument DARPA z 2002 r. omawia nawet wysiłki DARPA mające na celu stworzenie interfejsu mózg-maszyna, który przesyłałby ludzkie myśli bezpośrednio do maszyn w celu rozwoju sztucznej inteligencji poprzez ciągłe zalewanie jej świeżo wydobytymi danymi.
Jeden z projektów przedstawionych przez DARPA, Cognitive Computing Initiative, miał na celu rozwój zaawansowanej sztucznej inteligencji poprzez stworzenie „trwałego, spersonalizowanego asystenta poznawczego”, nazwanego później Perceptive Asystent, który się uczy , (PAL). PAL od samego początku był powiązany z LifeLog, którego pierwotnym zamierzeniem było zapewnienie „asystentowi” sztucznej inteligencji przypominającego człowieka zdolności podejmowania decyzji i rozumienia poprzez przekształcanie mas nieustrukturyzowanych danych w format narracyjny.
Przyszli główni badacze projektu LifeLog odzwierciedlają także końcowy cel programu, jakim jest stworzenie humanizowanej sztucznej inteligencji. Na przykład Howard Shrobe z Laboratorium Sztucznej Inteligencji MIT i jego ówczesny zespół mieli być ściśle zaangażowani w LifeLog. Shrobe pracował wcześniej dla DARPA nad „ewolucyjnym projektowaniem złożonego oprogramowania”, zanim został zastępcą dyrektora Laboratorium AI na MIT i poświęcił swoją długą karierę na budowaniu „sztucznej inteligencji w stylu kognitywnym”. W latach po odwołaniu LifeLog ponownie pracował dla DARPA, a także przy projektach badawczych związanych ze sztuczną inteligencją związanych ze społecznością wywiadowczą. Ponadto laboratorium AI na MIT było ściśle powiązane z korporacją z lat 80. XX wieku i wykonawcą DARPA o nazwie Thinking Machines , która została założona przez wielu luminarzy laboratorium i/lub zatrudniała wielu luminarzy laboratorium, w tym Danny’ego Hillisa, Marvina Minsky’ego i Erica Landera, i starała się budować superkomputery AI zdolne do myślenia na poziomie ludzkim. Później okazało się, że wszystkie trzy osoby były bliskimi współpracownikami i/lub sponsorowanymi przez powiązanego z wywiadem pedofila Jeffreya Epsteina, który również hojnie przekazał darowizny na rzecz MIT jako instytucji oraz był głównym fundatorem i orędownikiem badań naukowych związanych z transhumanizmem.
Wkrótce po zamknięciu programu LifeLog krytycy obawiali się, że podobnie jak TIA będzie on kontynuowany pod inną nazwą. Na przykład Lee Tien z Electronic Frontier Foundation powiedział VICE w momencie anulowania LifeLog: „Nie zdziwiłbym się, gdybym dowiedział się, że rząd w dalszym ciągu finansował badania, które popchnęły tę dziedzinę do przodu, nie nazywając go LifeLog”.
Wraz z krytykami jeden z potencjalnych badaczy pracujących nad LifeLog, David Karger z MIT, również był pewien, że projekt DARPA będzie kontynuowany w nowej formie. Powiedział Wired , że „Jestem pewien, że takie badania będą nadal finansowane z innego tytułu. . . Nie mogę sobie wyobrazić, że DARPA „porzuci” tak kluczowy obszar badawczy”.
Wydaje się, że odpowiedź na te spekulacje należy do firmy, która uruchomiła usługę dokładnie tego samego dnia, w którym Pentagon zamknął LifeLog: Facebooka.
Świadomość informacyjna Thiela
Po znacznych kontrowersjach i krytyce pod koniec 2003 roku TIA została zamknięta i pozbawiona finansowania przez Kongres, zaledwie kilka miesięcy po jej uruchomieniu. Dopiero później ujawniono, że TIA tak naprawdę nigdy nie została zamknięta , a jej różne programy zostały potajemnie podzielone pomiędzy sieć agencji wojskowych i wywiadowczych tworzących amerykańskie państwo zapewniające bezpieczeństwo narodowe. Część z nich została sprywatyzowana.
W tym samym miesiącu, w którym TIA została zmuszona do zmiany nazwy w związku z rosnącymi sprzeciwami, Peter Thiel założył firmę Palantir, która, nawiasem mówiąc, opracowywała podstawowe oprogramowanie panopticon, którego TIA miała nadzieję używać. Wkrótce po założeniu Palantir w 2003 r. Richard Perle, notoryczny neokonserwatysta z administracji Reagana i Busha oraz architekt wojny w Iraku, zadzwonił do Poindextera z TIA i powiedział, że chce przedstawić go Thielowi i jego współpracownikowi Alexowi Karpowi, obecnie dyrektorowi generalnemu Palantir. Według raportu magazynu New York Poindexter „był dokładnie tą osobą”, z którą Thiel i Karp chcieli się spotkać, głównie dlatego, że „ich nowa firma miała podobne ambicje do tego, co Poindexter próbował stworzyć w Pentagonie ” , czyli TIA . Podczas tego spotkania Thiel i Karp starali się „wybrać mózg człowieka obecnie powszechnie postrzeganego jako ojciec chrzestny współczesnej inwigilacji”.
Peter Thiel przemawia na Światowym Forum Ekonomicznym w 2013 r., Źródło: Mirko Ries Dzięki uprzejmości Światowego Forum Ekonomicznego
Wkrótce po założeniu Palantira, choć dokładny termin i szczegóły inwestycji pozostają ukryte przed opinią publiczną, In-Q-Tel z CIA stał się, obok samego Thiela, pierwszym sponsorem firmy, przekazując jej szacunkową kwotę 2 milionów dolarów. Informacje o udziałach In-Q-Tel w Palantir zostaną podane do wiadomości publicznej dopiero w połowie 2006 roku .
Pieniądze z pewnością się przydały. Ponadto Alex Karp powiedział New York Times w październiku 2020 r.: „prawdziwą wartością inwestycji In-Q-Tel było to, że zapewniła ona Palantirowi dostęp do analityków CIA, którzy byli jego zamierzonymi klientami”. Kluczową postacią w inwestycjach In-Q-Tel w tym okresie, w tym w inwestycji w Palantir, był dyrektor ds. informacji CIA, Alan Wade, który był głównym przedstawicielem społeczności wywiadowczej w zakresie Totalnej Świadomości Informacyjnej. Wade był wcześniej współzałożycielem firmy Chiliad, dostawcy oprogramowania Homeland Security po 11 września, wraz z Christine Maxwell, siostrą Ghislaine Maxwell i córką działacza Iran-Contras, agenta wywiadu i barona medialnego Roberta Maxwella.
Po inwestycji In-Q-Tel CIA była jedynym klientem Palantira aż do 2008 roku. W tym okresie dwaj czołowi inżynierowie Palantira – Aki Jain i Stephen Cohen – podróżowali co dwa tygodnie do siedziby CIA w Langley w Wirginii . Jain pamięta, że w latach 2005–2009 odbył co najmniej dwieście podróży do siedziby CIA. Podczas tych regularnych wizyt analitycy CIA „testowali [oprogramowanie Palantira] i przekazywali opinie, a następnie Cohen i Jain wracali do Kalifornii, aby je ulepszyć”. Podobnie jak w przypadku decyzji In-Q-Tel o inwestycji w Palantir, główny specjalista ds. informacji CIA pozostał w tym czasie jednym z architektów TIA. Alan Wade odegrał kluczową rolę w wielu z tych spotkań, a następnie w „udoskonalaniu” produktów Palantir.
Obecnie produkty Palantir są wykorzystywane do masowej inwigilacji, predykcyjnych działań policyjnych i innych niepokojących polityk amerykańskiego państwa zapewniającego bezpieczeństwo narodowe. Wymownym przykładem jest znaczne zaangażowanie Palantir w nowy program nadzoru nad ściekami prowadzony przez służbę zdrowia i opiekę społeczną, który po cichu rozprzestrzenia się w całych Stanach Zjednoczonych. Jak zauważono w poprzednim raporcie Unlimited Hangout , system ten jest wskrzeszeniem programu TIA o nazwie Biosurveillance. Przesyła wszystkie swoje dane do zarządzanej przez Palantir i tajnej platformy danych HHS Protect. Decyzja o przekształceniu kontrowersyjnych programów prowadzonych przez DARPA w prywatne przedsięwzięcia nie ograniczała się jednak do Palantira Thiela.
Powstanie Facebooka
Zamknięcie TIA w DARPA miało wpływ na kilka powiązanych programów, które również zostały zlikwidowane w wyniku publicznego oburzenia wywołanego programami DARPA po 11 września. Jednym z takich programów był LifeLog. Gdy wieść o programie rozeszła się po mediach, wielu z tych samych głośnych krytyków, którzy zaatakowali TIA, z podobną gorliwością zaatakowało LifeLog, a Steven Aftergood z Federacji Amerykańskich Naukowców powiedział wówczas Wired , że „LifeLog ma potencjał, aby stać się czymś jak „TIA w kostkach”. Postrzeganie LifeLog jako czegoś, co mogłoby okazać się jeszcze gorsze niż niedawno odwołany TIA, miało wyraźny wpływ na DARPA, która właśnie anulowała zarówno TIA, jak i inny powiązany program po znacznych protestach opinii publicznej i prasy.
Burza krytyki programu LifeLog zaskoczyła jego menadżera programu, Douga Gage’a, a Gage w dalszym ciągu zapewniał, że krytycy programu „całkowicie błędnie scharakteryzowali” cele i ambicje projektu. Pomimo protestów Gage’a oraz potencjalnych badaczy i innych zwolenników LifeLog, projekt został publicznie porzucony 4 lutego 2004 r. DARPA nigdy nie wyjaśniła swojego cichego ruchu w celu zamknięcia LifeLog, a rzecznik stwierdził jedynie, że było to powiązane z „ zmiana priorytetów” dla agencji. W związku z decyzją dyrektora DARPA Tony’ego Tethera o zabiciu LifeLog, Gage powiedział później VICE : „Myślę, że TIA tak go poparzyła, że nie chciał mieć do czynienia z dalszymi kontrowersjami z LifeLog. Śmierć LifeLog była szkodą uboczną związaną ze śmiercią TIA.
Szczęśliwie dla zwolenników celów i ambicji LifeLog, firma, która okazała się jej odpowiednikiem z sektora prywatnego, narodziła się tego samego dnia, w którym ogłoszono zakończenie działalności LifeLog. 4 lutego 2004 r. Facebook, będący obecnie największą siecią społecznościową na świecie, uruchomił swoją witrynę internetową i szybko wspiął się na szczyty mediów społecznościowych, pozostawiając inne ówczesne firmy zajmujące się mediami społecznościowymi w tyle.
Sean Parker z Founders Fund przemawia podczas konferencji LeWeb w 2011 r., Źródło: @Kmeron dla LeWeb11 @ Les Docks de Paris
Kilka miesięcy po uruchomieniu Facebooka, w czerwcu 2004 roku, współzałożyciele Facebooka Mark Zuckerberg i Dustin Moskovitz wprowadzili Seana Parkera do zespołu wykonawczego Facebooka. Parker, wcześniej znany ze współzałożyciela Napstera, później połączył Facebooka z pierwszym inwestorem zewnętrznym, Peterem Thielem. Jak wspomniano, Thiel w tym czasie, w porozumieniu z CIA, aktywnie próbował wskrzesić kontrowersyjne programy DARPA, które zostały zlikwidowane w poprzednim roku. Warto zauważyć, że Sean Parker, który został pierwszym prezydentem Facebooka, miał także historię związaną z CIA, która zwerbowała go w wieku szesnastu lat, wkrótce po tym, jak FBI przyłapało go za włamywanie się do korporacyjnych i wojskowych baz danych. Dzięki Parkerowi we wrześniu 2004 r. Thiel formalnie nabył akcje Facebooka o wartości 500 000 dolarów i został włączony do jego zarządu. Parker utrzymywał bliskie kontakty z Facebookiem i Thielem, a w 2006 roku Parker został zatrudniony jako partner zarządzający Thiel’s Founders Fund.
Thiel i współzałożyciel Facebooka, Mosokvitz, zaangażowali się poza siecią społecznościową długo po tym, jak Facebook zyskał na znaczeniu, a fundusz założycielski Thiela stał się znaczącym inwestorem w firmie Moskovitz Asana w 2012 r. Długotrwała symbiotyczna relacja Thiela ze współzałożycielami Facebooka rozciąga się na jego firmę Palantir, jak wynika z danych informacje, które użytkownicy Facebooka upubliczniają, niezmiennie trafiają do baz danych Palantir i pomagają w napędzaniu silnika monitorującego, który Palantir obsługuje garstkę amerykańskich departamentów policji, wojska i służb wywiadowczych. W przypadku skandalu związanego z danymi Facebooka i Cambridge Analytica Palantir był również zaangażowany w wykorzystywanie danych z Facebooka na potrzeby kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa w 2016 r.
Dziś, jak wykazały niedawne aresztowania, takie jak aresztowanie Daniela Bakera, dane z Facebooka mają pomóc w nadchodzącej „wojnie z terroryzmem krajowym”, biorąc pod uwagę, że informacje udostępniane na platformie są wykorzystywane do „przed popełnieniem przestępstwa” przechwytywania obywateli USA na szczeblu krajowym . W świetle tego warto zatrzymać się nad faktem, że wysiłki Thiela mające na celu wskrzeszenie głównych aspektów TIA jako jego własnej prywatnej firmy zbiegły się w czasie z tym, że stał się pierwszym inwestorem zewnętrznym w czymś, co zasadniczo było analogią do innego programu DARPA, głęboko powiązanego z TIA.
Facebook, front
Ze względu na zbieg okoliczności, że Facebook uruchomił się tego samego dnia, w którym zamknięto LifeLog, pojawiły się ostatnio spekulacje, że Zuckerberg rozpoczął i uruchomił projekt wspólnie z Moskovitzem, Saverinem i innymi w drodze zakulisowej koordynacji z DARPA lub innym organem. państwa bezpieczeństwa narodowego. Chociaż nie ma bezpośrednich dowodów potwierdzających to dokładne twierdzenie, wczesne zaangażowanie Parkera i Thiela w projekt, szczególnie biorąc pod uwagę czas innych działań Thiela, ujawnia, że w rozwój Facebooka zaangażowane było państwo zapewniające bezpieczeństwo narodowe. Dyskusyjne jest, czy Facebook od samego początku miał być analogiem LifeLog, czy też stał się projektem mediów społecznościowych, który spełniał te wymagania po jego uruchomieniu. To drugie wydaje się bardziej prawdopodobne, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Thiel zainwestował także w inną wczesną platformę mediów społecznościowych, Friendster .
Ważnym punktem łączącym Facebooka i LifeLog jest późniejsza identyfikacja Facebooka z LifeLog przez samego architekta DARPA tego ostatniego. W 2015 roku Gage powiedział VICE , że „Facebook jest obecnie prawdziwą twarzą pseudo-LifeLog”. Wymownie dodał: „Skończyło się na udostępnianiu tego samego rodzaju szczegółowych danych osobowych reklamodawcom i brokerom danych, nie wywołując przy tym takiego sprzeciwu, jaki wywołał LifeLog”.
Użytkownicy Facebooka i innych dużych platform mediów społecznościowych byli dotychczas zadowoleni, umożliwiając tym platformom sprzedaż ich prywatnych danych, o ile działają one publicznie jako przedsiębiorstwa prywatne. Reakcja pojawiła się naprawdę dopiero wtedy, gdy takie działania zostały publicznie powiązane z rządem USA, a zwłaszcza z armią amerykańską, mimo że Facebook i inni giganci technologiczni rutynowo udostępniają dane swoich użytkowników państwu zapewniającemu bezpieczeństwo narodowe. W praktyce różnica pomiędzy podmiotami publicznymi i prywatnymi jest niewielka.
Edward Snowden, sygnalista NSA, w szczególności ostrzegł w 2019 r., że Facebook jest tak samo niegodny zaufania jak wywiad USA, stwierdzając, że „wewnętrznym celem Facebooka, niezależnie od tego, czy podaje to publicznie, czy nie, jest gromadzenie doskonałych zapisów życia prywatnego w maksymalnym stopniu możliwości, a następnie wykorzystać je do wzbogacenia własnego przedsiębiorstwa. I cholera, konsekwencje.
Snowden stwierdził również w tym samym wywiadzie, że „im więcej Google o Tobie wie, im więcej wie o Tobie Facebook, tym więcej może. . . tworzyć trwałe zapisy życia prywatnego, tym większy wpływ i władzę mają na nas.” To podkreśla, jak zarówno Facebook, jak i powiązane z wywiadem Google osiągnęły wiele z tego, co zamierzał LifeLog, ale na znacznie większą skalę, niż pierwotnie przewidywała DARPA.
Rzeczywistość jest taka, że większość dzisiejszych dużych firm z Doliny Krzemowej jest od samego początku ściśle powiązana z amerykańskim establishmentem zapewniającym bezpieczeństwo narodowe. Godnymi uwagi przykładami, poza Facebookiem i Palantirem, są Google i Oracle . Dziś firmy te bardziej otwarcie współpracują z agencjami wywiadu wojskowego, które kierowały ich rozwojem i/lub zapewniały finansowanie na wczesnym etapie, ponieważ są wykorzystywane do dostarczania danych niezbędnych do napędzania nowo ogłoszonej wojny z terroryzmem krajowym i towarzyszącymi mu algorytmami.
To nie przypadek, że ktoś taki jak Peter Thiel, który zbudował Palantir wraz z CIA i pomógł zapewnić rozwój Facebooka, jest również mocno zaangażowany w oparte na Big Data „predykcyjne działania policyjne” oparte na sztucznej inteligencji i podejściu do inwigilacji i egzekwowania prawa, zarówno za pośrednictwem Palantira, jak i jego inne inwestycje . TIA, LifeLog oraz powiązane programy i instytucje rządowe i prywatne uruchomione po 11 września zawsze miały na celu wykorzystanie przeciwko amerykańskiemu społeczeństwu w wojnie przeciwko sprzeciwowi. Zostało to zauważone przez ich krytyków w latach 2003-2004 oraz przez tych, którzy badali pochodzenie zwrotu „bezpieczeństwa wewnętrznego” w USA i jego powiązanie z przeszłymi programami „antyterrorystycznymi” CIA w Wietnamie i Ameryce Łacińskiej.
Ostatecznie iluzja, że Facebook i powiązane z nim firmy są niezależne od amerykańskiego państwa zapewniającego bezpieczeństwo narodowe, uniemożliwiła rozpoznanie rzeczywistości platform mediów społecznościowych i ich od dawna planowanych, ale ukrytych zastosowań, które – jak zaczynamy – zaczynają wychodzić na jaw po wydarzeniach z 6 stycznia. Teraz, gdy miliardy ludzi jest zmuszonych do korzystania z Facebooka i mediów społecznościowych w codziennym życiu, pojawia się pytanie: czy gdyby dziś ta iluzja została bezpowrotnie rozwiana, zrobiłoby to różnicę dla użytkowników Facebooka? A może społeczeństwo tak przyzwyczaiło się do oddawania swoich prywatnych danych w zamian za napędzane dopaminą pętle walidacji społecznej, że nie ma już znaczenia, kto ostatecznie będzie przechowywał te dane?
W drugiej części tej serii na Facebooku przyjrzymy się, jak platforma mediów społecznościowych przekształciła się w giganta o znacznie większym zasięgu, niż pierwotnie przewidywali menedżerowie programów LifeLog. We współpracy z wykonawcami wojskowymi i byłymi szefami DARPA Facebook przez ostatnie kilka lat robił dwie kluczowe rzeczy: (1) przygotowując się do odgrywania znacznie większej niż obecnie roli w inwigilacji i eksploracji danych; oraz (2) wspieranie rozwoju „humanizowanej” sztucznej inteligencji, co jest głównym celem LifeLog.
Komentarz: nie wiem czy ludzie sobie z tego zdają sprawę. To brak ogrzewania, brak aut,redukcja produkcji do prawie zera, upadek wartości pieniądza do poziomu „timbuktu” , czyli nawet jak ktoś będzie mieć pracę to siła nabywcza starczy na jedną koszulkę z Chin. Brak pracy. Brak budowy nowych budynków, brak remontów starych . Krzysztof
Poseł Partii Pracy wezwał do zmiany prawa, aby osoby transpłciowe mogły pośmiertnie zmienić płeć w oficjalnych dokumentach. W zeszłym miesiącu w pisemnym pytaniu skierowanym do parlamentu Charlotte Nichols, posłanka do parlamentu z okręgu Warrington North, zapytała, czy można zmienić ustawę o uznawaniu płci (GRA) z 2004 r., „aby umożliwić zmarłym osobom transpłciowym legalne zapamiętanie płci, według której żyli”. ”. W odpowiedzi Stuart Andrew, minister ds. równości, powiedział, że rząd nie planuje dalszych zmian w ustawie. Powiedział: „Jeśli dana osoba przed śmiercią podawała w organizacji swoją nową płeć i znajdowało się to w jej aktach osobowych, wówczas przewidujemy, że organizacja nawiąże kontakt z członkami jej rodziny korzystającymi z nowej płci”. Andrew dodał, że „do tych organizacji może należeć NHS”.
(Mnie to się wydaje że lepiej dla biurw w UKeju by było jakby człowiek zmarły po śmierci zmienił spadkobiercę na Państwo Ludowe Tęczowe. Krzysztof)
tutaj w oryginale:
A Labour MP has called for the law to be changed so transgender people can have their gender changed posthumously in official records.
In a written question to Parliament last month, Charlotte Nichols, the MP representative for Warrington North, asked if the Gender Recognition Act (GRA) 2004 could be changed “to allow transgender people who are deceased to be legally remembered by the gender they lived by”.
Replying, Stuart Andrew, the equalities minister, said that the Government had no plans to further amend the Act.
He said: “Where a person was using their new gender with an organisation prior to their death, and that was on their personal records, then we anticipate that the organisation would engage with their family members using the new gender.”
Mr Andrew added that “[t]hese organisations could include the NHS”.
His response has fuelled concerns of “self-ID becoming normalised in the NHS.”
Charlotte Nichols asked a written question last month Credit: PA
Last year, almost 14,000 campaigners asked the Government to amend the GRA to allow for posthumous and expedited grants. Although it was rejected, earlier this year a coroner recorded a 17-year-old transgender teenager’s sex as “male” in what is purported to be the first incident of its kind.
Max Summer, born female, who died by suicide on May 13 2022 while under the care of Lancashire and South Cumbria NHS Foundation Trust Child and Adolescent Mental Health Service, which the coroner accused of contributing to his death.
‘Patently absurd’
Speaking of recent developments, Sir Liam Fox, the MP for North Somerset who formerly worked as a medical doctor, said: “It is patently absurd, factually inaccurate and a statistical distortion. We should not be encouraging the idea that people can simply choose to change their biological status nor should we bend truth to accommodate an ever more extreme and dangerous ideology.”
The former Brexit Party leader Nigel Farage said: “The Tories are a woke government who pretend not to be and will lie to the voters at the next election. Just look at the evidence.”
Lucy Marsh, a spokesperson for The Family Education Trust, said: “It’s extremely concerning that Labour appears to be pushing towards introducing gender-self-ID through the back door. If coroners are allowed to lie on public record about the sex of deceased children, this will surely be a slippery slope towards self-ID becoming normalised in the NHS. If this is legally allowed, what’s to stop deaths being recorded as ‘non-binary’ or babies being registered as the opposite sex? The Government needs to crack down on this and make sure the NHS is based on reality rather than fantasy.”
Ms Nichols told The Telegraph: “My question follows on from a recent petition supported by many of my constituents, regarding amending the Gender Recognition Act.
“The genesis of the petition was the murder of my constituent Brianna Ghey, whose life was brutally cut short before she was old enough to have formal legal recognition of who she was and how she will be remembered by her family, friends and our community.
“At that time, the Government said they did not believe any reforms were necessary, but it is something I continue to have raised with me by my constituents and will continue to raise with the Government accordingly so that this can be an option available to bereaved families should they so wish.”
„Biali uczestnicy gwałtów zbiorowych są niezwykle rzadcy, [ale] zdecydowana większość ofiar to białe dziewczyny. … Są one postrzegane przez napastników jako chętni, bo są biali. „Białe mięso jest dostępne”. … Czarni z Antillean, Surinamu i Wysp Zielonego Przylądka postrzegają gwałt zbiorowy jako coś w rodzaju macho. … [arabski] Marokańczycy nadal są bardzo wyraźnie nadreprezentowani w incydentach na basenach”.
22 grudnia 2001 r., Volkskrant (główna gazeta holenderska), „Nog geen twee turven en nu al verdacht van verkrachting; Bij de rechtbank in Rotterdam kijken ze niet vreemd meer op van vermeende verkrachters van 11” („Nie ma nawet dwóch muraw wysokich, a już jest podejrzany o gwałt; W sądzie w Rotterdamie nie dziwią ich już podejrzani o gwałt 11′).
Celem tego artykułu, podobnie jak tego o Holandii, jest nie tylko dostarczenie dowodów na to, że tak zwany „kryzys gwałtów muzułmańskich” sięga wiele lat wstecz przed sytuacją w Niemczech w Sylwestra 2015-2016, ale także wykazanie, że zwykli ludzie byli świadomi tej napaści na tle seksualnym i skądinąd brutalnego kryzysu imigracyjnego przez cały ten czas; To właśnie politycy establishmentu i media udają, że wszystko wokół imigracji z Trzeciego Świata jest w porządku.
Podczas gdy ta sama historia tuszowania dotyczy w zasadzie wszystkich krajów Europy Zachodniej, ten artykuł dotyczy w szczególności wydarzeń w Norwegii.
Demografia etniczna Norwegii i podstawowe dane dotyczące przestępczości
Norwegia liczyła 5,2 miliona mieszkańców. W 2016 r. liczba imigrantów muzułmańskich wyglądała następująco:
Somalijski:
40,000
Pakistański:
38,000
Iracki/Kurdyjski:
32,000
Irański:
20,000
Turecki:
19,000
Erytrei:
17,000
Marokański:
10,000
Etiopczyk:
9,000
Syryjski:
7,000
Palestyński:
4,000
Sudański:
3,500
Libański:
3,000
Algierski:
2,000
Tunezyjski:
1,500
Egipski:
1,300
Łączny:
207 300 / 4% problematycznych muzułmańskich grup etnicznych
Liczby te są bardzo łagodne w porównaniu z resztą Europy. Francja znajduje się blisko 9%. Holandia i Belgia realistycznie utrzymują się na poziomie prawie 10 %, ponieważ tutaj również należy wziąć pod uwagę czarnoskórą populację niemuzułmanów o bardzo wysokiej liczbie przestępstw. Norwegia nie ma znaczącej liczby czarnoskórych niemuzułmanów, więc 4-4,5% to jest to, co jest w tym momencie. Niedobrze, ale wielu obywateli z innych krajów europejskich byłoby o to zazdrosnych.
Badanie przestępczości etnicznej w Europie jest naprawdę fascynujące, ponieważ: a) rzadko przeprowadza się odpowiednie badania i b) każdy kraj ma swoje własne dominujące grupy etniczne. Na przykład Holendrzy i Belgowie tradycyjnie mieli Turków i Marokańczyków, Niemcy wyłącznie Turków (ale 5,5 miliona z nich), Szwedzi Irakijczyków, a Norwegowie i Brytyjczycy Pakistańczyków. We Francji mieszka mnóstwo Algierczyków i Marokańczyków z Afryki Północnej, a także wielu czarnoskórych z Afryki Subsaharyjskiej z francuskojęzycznej Afryki Zachodniej. Istnieją pewne różnice w zachowaniu i liczbie przestępstw między wszystkimi tymi narodowościami i grupami etnicznymi, chociaż żadnej z nich nie można uznać za szczególnie oświeconą, delikatnie mówiąc.
Somalijczycy z Afryki Północno-Wschodniej, zarówno czarni, jak i muzułmanie, są nowi we wszystkich tych krajach, więc bardzo interesujące jest obserwowanie, co ta grupa wnosi do stołu. Cóż, więcej przestępczości. I to dużo. Omówiliśmy już różne znaczące śmiertelne i prawie śmiertelne gwałty uliczne dokonywane przez Somalijczyków w Szwecji w artykule ISGP na temat globalnej przestępczości czarnych. Choć nieco się zapadły, okazuje się, że Norwegowie początkowo uznali Somalijczyków za najbardziej przestępczą grupę w swoim kraju. Liczby:
„W przypadku populacji [norweskiej] bez pochodzenia imigracyjnego nastąpiła niewielka lub żadna realna zmiana w ciągu tych czterech lat, z około 1,7 procentem [1x] sprawców zarówno w 2001 r., jak i 2004 r., ale nieco niższa w ciągu dwóch lat pomiędzy nimi. …
Kraje o najwyższym odsetku sprawców w 2004 r. to Kosowo (5,6 proc. [3,3x]), Maroko (5,4 proc. [3,2x]), Somalia (5,6 proc. [3,3x]), Irak (5,9 proc. [3,5x]) i Iran (5,4 proc. [3,2x])]). Inne kraje w regionach Afryki, Azji oraz Ameryki Południowej i Środkowej są również wyraźnie nadreprezentowane wśród sprawców… Imigranci z Somalii [właściwie] wykazują spadek z 7 [4,1x] do 5,6 procent.
„Kraje z tych regionów, które są niedostatecznie reprezentowane przez resztę populacji, to Filipiny (0,9 procent [0,5x]), Chiny (1,5 procent [0,9x]) i Tajlandia (1,5 procent [0,9x])”. [1]
Liczby te są oczywiście bardzo podstawowe. Jak omówiono bardziej szczegółowo w artykule ISGP na temat liczby przestępczości muzułmańskiej w Holandii, nie uwzględnia się w nich liczby recydywistów ani wagi przestępstw. Seryjnemu gwałcicielowi i mordercy przypisuje się taką samą wagę, jak osobie złapanej za uchylanie się od płacenia podatków lub sprzedaż nielegalnych sztucznych ogni.
Kryzys dotyczący gwałtów ulicznych w Norwegii – i co mówią ludzie
Oslo, Norway.
Głównym powodem, dla którego omawiamy tutaj Norwegię, jest fakt, że kraj ten przeprowadził dość unikalny zestaw badań dotyczących brutalnych gwałtów ulicznych – rodzaju gwałtu, którego najwyraźniej żaden inny zachodni kraj nie zadał sobie trudu oddzielenia go od ogólnych statystyk dotyczących gwałtów lub, co gorsza, ogólnych przestępstw popełnianych . To bardzo źle, ponieważ przypadki gwałtu na Zachodzie często wiążą się z kazirodztwem, podczas gdy takie przypadki rzadko trafiają do policji w rodzinach muzułmańskich, w których kobiety nie mają żadnych praw. Co więcej, przypadki na Zachodzie często dotyczą prześladowania przez samotnika, podczas gdy w przypadku imigrantów z Trzeciego Świata brutalne gwałty zbiorowe i gwałty uliczne są znacznie częstsze. Zatem Norwegia wyświadczyła światu przysługę, podając te statystyki.
Co zatem wykazały te statystyki? Zobaczmy. Jeszcze w 2001 roku liczba muzułmanów i osób rasy czarnej w kraju stanowiła około połowę obecnego odsetka. W raporcie z września 2001 roku na temat liczby gwałtów w Oslo czytamy:
„Spośród 111 oskarżonych o gwałt w Oslo w ubiegłym roku 72 było pochodzenia etnicznego innego niż zachodnie, 25 sklasyfikowano jako norweskie lub zachodnie, a 14 uznano za nieznane. „Oskarżenia o gwałt w stolicy rosną spiralnie, są o 40 procent wyższe w latach 1999–2000 i o 13 procent w tym roku. „Dziewięć na dziesięć spraw nie trafia do prokuratury, większość z nich dlatego, że policja nie wierzy, że dowody są wystarczające do wydania wyroku skazującego. „Inspektor policji Gunnar Larsen z wydziału ds. występków, rabunków i brutalnej przestępczości w Oslo twierdzi, że statystyki są zaskakujące – zarówno rosnąca liczba przypadków gwałtów, jak i powiązanie z pochodzeniem etnicznym to wyraźne tendencje. … „Chociaż 65 procent osób oskarżonych o gwałt klasyfikuje się jako osoby pochodzące ze środowiska spoza Zachodu, grupa ta stanowi zaledwie 14,3 procent populacji Oslo [uwaga: główni sprawcy, muzułmanie i Afrykanie, stanowili obecnie mniej niż 2%] . Norwegki były ofiarami w 80 procentach przypadków, a 20 procent to kobiety obcego pochodzenia. … „Larsen powiedział, że ponieważ było to wstępne badanie dotyczące składu etnicznego, nie istnieją żadne dane liczbowe, które pozwalałyby umieścić te liczby w kontekście”. [2]
1 stycznia 2012 r. około 5% mieszkańców Oslo pochodziło z Afryki, a 12,5% z Azji. [3] Jednakże Wietnamczycy i szereg innych grup etnicznych powinni zostać wykluczeni z odsetka azjatyckiego. Co więcej, aby dopasować sytuację z powyższego raportu, trzeba by cofnąć się w czasie o dekadę, więc jest mało prawdopodobne, że widziałeś w Oslo więcej niż 8–9% najbardziej problematycznych grup etnicznych. Jednak stanowiły one 65% przypadków gwałtów.
W 2006 roku policja w Oslo zaczęła oddzielnie rejestrować brutalne gwałty uliczne jako podkategorię ogółu gwałtów. W tym roku zarejestrowano 7. 20 w 2007 r. i 14 w 2008 r., co daje łączną liczbę 41. Hanne Kristin Rohde, szefowa wydziału ds. przemocy i wiceprezesów policji w Oslo, wyjaśniła prasie, że każdego z tych 41 brutalnych gwałtów ulicznych dopuścił się Trzeci Imigranci z całego świata lub podejrzani imigranci z Trzeciego Świata:
„W ciągu ostatnich trzech lat policja w Oslo zbadała 41 przypadków napaści. Liczby pokazują, że wszystkich 41 zgłoszonych gwałtów dopuścili się imigranci spoza Zachodu. … „Przegląd 41 przypadków w Oslo pokazuje dalej, że większość sprawców ma [irackie] pochodzenie kurdyjskie lub afrykańskie. … „Mamy przykłady tak rażącej przemocy, że kobiety później, opisując gwałt, mówiły, że najbardziej obawiały się utraty życia.” [4]
Afrykanie to tutaj bardzo niejasne określenie, ale biorąc pod uwagę niewielką liczbę północnoafrykańskich Berberów w Norwegii, najprawdopodobniej jest to odniesienie do Somalijczyków, a następnie mniejszej liczby Erytrejczyków i Etiopczyków (tego oszacowania dokonałem przed zapoznaniem się z danymi omówionymi poniżej). Również w tych przypadkach gwałtu napaści nieco ponad 80% ofiar stanowiły etniczne Norweżki: „17 z 21 ofiar [w 2009 r.] to Norweżki o etnicznym nordyckim wyglądzie. W 2008 r. dziewięć z 11 ofiar miało etniczny norweski wygląd. " [5] Statystyki te jasno pokazują, że kobiety z Zachodu są celowo celem arabskich i afrykańskich gwałcicieli.
Być może najbardziej wymowne statystyki dotyczące gwałtów w Norwegii zostały zawarte na stronach 19 i 20 w mało znanym raporcie policji w Oslo z kwietnia 2008 r. zatytułowanym Voldtekt i Oslo 2007 (Gwałt w Oslo 2007). Statystyki te są wyjątkowe i ważne z wielu powodów. Po pierwsze, pokazują, jak w ciągu zaledwie 6 lat liczba Afrykanów wzrosła z 10% całkowitej liczby gwałcicieli w stolicy do aż 31%, czemu towarzyszył procentowy spadek etyki Norwegów. Po drugie, w raporcie – w sposób dość unikalny – wskazano dokładnie kraje, z których pochodzi największa liczba gwałcicieli. Są to wszyscy zwykli podejrzani, w tym niedawno przybyli czarni Somalijczycy i Gambijczycy.
W 2009 r. w Oslo odnotowano 21 przypadków brutalnego gwałtu ulicznego, co stanowi najbardziej znaną część ogólnej liczby gwałtów. 17 z 21 zaatakowanych kobiet to osoby o pochodzeniu etnicznym spoza Zachodu, a szefowa policji Hanne Kristin Rohde wyjaśnia:
„Aresztowaliśmy cztery osoby [imigrantki]. We wszystkich pozostałych przypadkach kobiety wskazują, że sprawca ma niezachodni wygląd lub mówi w niezachodnim języku. […] Celem jest mówienie prawdy i stworzenie lepszego społeczeństwa. Dlatego mam nadzieję rozpocząć debatę na ten temat.” [6]
Raport policji z Oslo dotyczący liczb za rok 2010 wydaje się być ostatnim, w którym wspomniano o grupach etnicznych najbardziej zaangażowanych w przypadki gwałtów w stolicy:
„Wyjątkowi sprawcy według narodowości [pochodzą z] Norwegii (50), Iraku (8), Pakistanu (9), Litwy (7), Maroka (6), Somalii, Afganistanu i Szwecji (5), Turcji i Gambii (4). ” [7]
Somalijczycy są znacznie niżej, ale z wyjątkiem Egiptu, z którego tylko około 1000 osób mieszka w całej Norwegii (podobnie jak Gambijczycy), na liście znajdują się te same kraje muzułmańskie i afrykańskie. Wydaje się, że Litwini z bloku wschodniego tak szybko dotarli na szczyt dzięki masowej imigracji do Norwegii. W 2001 roku w Norwegii mieszkało niecałe 400 Litwinów (w porównaniu z 10 000 Somalijczyków); do 2014 r. w Norwegii mieszkało 36 000 osób, podobnie jak Somalijczycy. Prawdopodobnie złapano kilku z najbardziej znanych Somalijczyków, a teraz przyszedł czas na złapanie najgorszych litewskich złych jabłek.
Dlaczego Szwedzi nagle znaleźli się w Oslo wśród krajów, w których doszło do największej liczby gwałtów, jest dobrym pytaniem, ponieważ w Norwegii było ich mniej więcej tyle samo, co Somalijczyków i Litwinów w tamtym momencie. Polacy w ogóle się nie pojawili, a było już 50 000 imigrantów. Czy Szwedzi zachowują się dużo gorzej od Polaków? Tak czy inaczej, Szwedzi i Litwini, którzy znaleźli się wśród najczęstszych gwałcicieli, a mniejsza liczba Somalijczyków, zaowocowała znacznie większym udziałem Europy w tortie i obniżyła odsetek muzułmanów i Afrykanów. Nawet etniczni Norwegowie ponownie osiągnęli poziom 35%. Mimo to muzułmanie i Afrykanie nadal stanowią przygnębiająco solidne 50% wszystkich gwałtów w Oslo w porównaniu z 35% w 2001 r.
W czerwcu 2012 r. policja w Oslo, której rzecznikiem był Rohde, opublikowała zaktualizowany raport o niemal satyrycznym tytule „Voldtekt i den globale byen 2011” (Gwałt w globalnym mieście 2011). Wykres kołowy jest mniej więcej podobny do poprzedniego roku, przy czym największe szanse to ponowny niewielki wzrost liczby gwałtów „azjatyckich” (Afgańczycy i Pakistańczycy), na Bliskim Wschodzie (Irakijczycy) i w Afryce o 4,2%. [8] Niestety usunięto poszczególne kraje, z których pochodzi większość gwałcicieli, ale jasne jest, że mówimy o tych samych kluczowych krajach, co poprzednio.
W ciągu kilku lat można również znaleźć przykłady gwałcicieli z Nigerii, Tanzanii i Erytrei (napastnicy) w Oslo. W pierwszym przypadku dwóch nigeryjskich gwałcicieli grupowych otrzymało cztery lata więzienia; Ich biała, żeńska ofiara popełniła samobójstwo. [9] Tanzańczyk obrabował sklep przy ruchliwej ulicy handlowej z afgańskim przyjacielem i znalazł czas, by zgwałcić pracownicę nożem przystawionym do gardła. Wcześniej był zamieszany w inny gwałt na nastoletniej dziewczynie. [10] Erytrejczyk, który został aresztowany w 2016 roku, został oskarżony o cztery różne gwałty w Oslo. [11]
Co więcej, raport policji z Oslo za rok 2011 jasno pokazuje, że trend wzrostowy gwałtów w Oslo nie został jeszcze przełamany. W rzeczywistości był on prawie 2,5 razy wyższy niż zaledwie dziesięć lat wcześniej – kiedy już istniały poważne obawy związane z tym trendem wzrostowym.
W 2014 r. zgłoszono około 200 gwałtów, a w 2015 r. – 240, więc przynajmniej tendencja pozostała wysoka.
Sytuacja w Oslo była dość napięta przez wiele lat – na długo przed współczesnym tak zwanym „kryzysem gwałtów” – ale rok 2011 był nowym dołkiem. Gwałty stały się pełnowymiarową epidemią. Na początku kwietnia 2011 roku pięć kobiet zostało zgwałconych w Oslo, wszystkie przez mężczyzn, którzy „mówili łamaną angielszczyzną lub norweskim”. Nie powiedziano ani słowa o kolorze ich skóry, tylko o ich ubraniach i kolorze włosów. I tak, byli „prawdopodobnie Azjatami”, co oznacza Afgańczyków, Pakistańczyków, a może nawet Irakijczyków i Irańczyków. [12] Raport prasowy z maja 2011 r. jasno pokazał, że sytuacja tylko się zaostrza:
„W tym roku w Oslo popełniono dwa razy więcej gwałtów niż w całym 2010 roku, prawie wszystkie z nich przez imigrantów – wynika ze statystyk policji w Oslo. Spośród 48 gwałtów popełnionych w mieście w 2011 r. [w tym momencie], 45 podejrzanych pochodzi od osób o „niezachodnim pochodzeniu” (kod oznaczający nie-białych), z których większość jest uważana za osoby ubiegające się o azyl. …
„W ubiegłą sobotę 300 osób przemaszerowało ulicami Oslo w oświetlonej pochodniami demonstracji przeciwko gwałtom o nazwie „Od strachu do działania – odzyskaj noc”, protestując przeciwko brakowi bezpieczeństwa.
Jednak pomimo tego, że policja wysłała 20 dodatkowych funkcjonariuszy w weekend, do poniedziałku zgłoszono sześć kolejnych gwałtów i napaści na tle seksualnym.
„W sobotę wieczorem dwie 16-letnie dziewczyny zostały zgwałcone na dworcu kolejowym w Oslo. Aresztowano pięciu mężczyzn w wieku od 16 do 20 lat z Afganistanu i Pakistanu.
Inna kobieta została zgwałcona w Slottsparken, zaledwie kilka metrów od norweskiego pałacu królewskiego. 20-latka opisała jednego z dwóch napastników jako „ciemnoskórego i okrągłego na twarzy”. W niedzielę rano 17-letnia dziewczyna została znaleziona naga na ulicy po tym, jak uciekła przed napastnikiem w swoim mieszkaniu.
Tego samego ranka 18-letnia kobieta została zgwałcona przez dwóch mężczyzn w Vaterlandsparken, a 20-letnia kobieta zgłosiła taksówkarza, który próbował zmusić ją do seksu oralnego w swoim samochodzie.
„Kolejna próba gwałtu i napad na kobietę miały miejsce w dzielnicy Bislett. Gazeta donosi, że mężczyźni ze Sri Lanki i Iranu zostali aresztowani. …
„Niestety dla norweskich kobiet, oczywisty środek mający na celu powstrzymanie prawie wszystkich takich gwałtów, zaprzestanie imigracji i deportację wszystkich tak zwanych azylantów, nie znajduje się w programie liberalnego rządu”. [13]
Historie o gwałtach w publicznych toaletach, zaciąganiu kobiet w krzaki i porwaniach na pełną skalę, a następnie gwałtach zbiorowych – wszystkie dokonywane przez złowieszczo wyglądających Afrykanów i Arabów – są dość szokujące. I trwają do dziś.
W 2016 r. norweska telewizja TV2 zmapowała wszystkich skazanych za gwałt w Norwegii w 2015 r. i uszeregowała ich według hrabstwa i pochodzenia etnicznego. [14] W dystrykcie Oslo skazano 55 mężczyzn. 23 z nich, czyli 42%, było etnicznymi Norwegami. 1 przypadek dotyczył Greka, który powinien liczyć się jako mieszkaniec Europy Zachodniej, więc reprezentuje 2%. Pozostałe 56% to imigranci spoza Zachodu. Oznacza to, że 56% gwałtów w Oslo, z których wiele jest traumatyzujących, można było zapobiec, nie wpuszczając do Norwegii przeciętnego obywatela Trzeciego Świata i upewniając się, że nasz wskaźnik urodzeń jest w porządku. Aby poznać częstotliwość pojawiania się tych narodowości wśród gwałcicieli z Oslo:
Somalijski:
5
Irański:
1
Iracki:
3
Jordański:
1
Turecki:
3
Syryjski:
1
Pakistański:
2
Etiopczyk:
1
Wietnamski:
2
Erytrei:
1
Rwandyjski:
2
Nigeryjski:
1
Rumuński:
2
Indianin
1
Macedoński:
1
Sri Lanka:
1
Algierski:
1
Meksykański:
1
Libijski
1
Osoba taka jak ja, która pochodzi z Rotterdamu i jest przyzwyczajona do tego, że ponad połowa miasta składa się z narodowości Trzeciego Świata w pierwszym, drugim i trzecim pokoleniu, łatwo jest odrzucić te liczby jako nic szokującego. 23 tubylców kontra 31 nie-ludzi z Zachodu? Wielkiego! Ale kiedy spojrzysz na demografię Oslo i zdasz sobie sprawę, że to miasto nie jest tak bardzo zamieszkane przez imigrantów z Trzeciego Świata jak Rotterdam, sytuacja wygląda na poważniejszą. W 2017 roku Oslo liczyło 669 000 mieszkańców, mniej więcej tyle samo, co Rotterdam. Oto procenty imigracji i ich nadreprezentacja w porównaniu z norweskimi skazanymi za gwałt w 2015 roku:
Ethnicity
%
Absolute
Overrepresentation in Oslo
Norwegian:
67%
450,000
23 convicts / 1.0x.
Pakistani:
3.5%
23,000
39 convicts / 1.7x more.
Polish:
2.5%
16,500
No problems.
Somali:
2.3%
15,000
150 convicts / 6.5x more.
Swedish:
2.0%
13,000
No problems.
Iraqi:
1.2%
8,000
169 convicts / 7.3x more.
Moroccan:
1.0%
6,500
Unknown.
Afghan:
0.6%
3,800
Unknown.
Romanians:
0.4%
2,900
310 convicts / 13.5x more.
The only surprise here is that the Pakistanis have such a low number, certainly in light of the rape crisis they have been causing in Great Britain. Obviously this data involves too small a sample to be fully reliable, but it does provide yet another decent picture of Third World immigrants being vastly overrepresented in rape crime – which fits all kinds of other research. This data makes one wonder where all of a sudden the Moroccans, Afghans, Lithuanians, Gambians and Egyptians have gone to. Maybe they feature in 90% of rapes that go unsolved and/or unconvicted in Norway. About 3,000 Lithuanians live in Oslo, with Gambian and Egyptian numbers so low – about 1,000 – 1,500 – they aren’t even listed.
What should be clear from these numbers alone is that western society can only sustain small numbers of Third World migrants. Bring in more and you will basically have to set up a brutal dictatorship to keep the population in line. A traditional open society would stop being economically feasible.
Stavanger, Norway.
When we look over at Stavanger, a major city in the west of the country, the numbers look a little better, at least when not paying attention to demographics (they have about 60% of the Third World immigrants): of 22 rape convicts in 2015, 59% were ethnic Norwegians vs 41% non-western immigrants.
However, the situation in Stavanger has been less idyllic than these handful of rape convicts suggest. In November 2009 the Stavanger edition of Aftenbladet Norway published an article entitled 1 in 18 has Ethnic Norwegian Background, a reference to the number of ethnic Norwegians suspected and sentenced in cases of violent assault rape in and around Stavanger. All other perpetrators and suspects were foreigners, mainly Muslims. As the newspaper wrote:
„W latach 2008 i 2009 policja w Stavanger otrzymała co najmniej 17 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa w związku z gwałtem lub próbą gwałtu. … W 1 z 17 zgłoszonych przypadków, których jest 18, sprawcą był etniczny Norweg. We wszystkich pozostałych przypadkach ofiary gwałtów opisywały mężczyzn spoza Zachodu jako sprawców. W dużej mierze pochodzą z krajów, w których dominującą religią jest islam. …
„Do tej pory w tym roku policja otrzymała pięć zgłoszeń o gwałtach lub próbach gwałtu przez taksówkarzy. Opłata pobierana jest od czterech taksówkarzy, wszyscy z krajów spoza Zachodu. W najnowszym przykładzie policja wniosła sprawę z nieznanym sprawcą, ale i tutaj opisany jest mężczyzna o obcej kulturze. „W maju 28-letni mężczyzna z Gwinei próbował zgwałcić kobietę w Pedersgata.
Jest byłym skazanym za brutalną napaść, gwałt… w 2005 r. Niedawno, w maju, został skazany za usiłowanie…
„We wrześniu 22-letnia kobieta została zaatakowana i zgwałcona w krzakach w Lervigtunet na Storhaug. Sprawca nie został złapany, ale kobieta opisała go jako osobę o ciemnej karnacji i kręconych włosach.
„W miniony weekend […] Trzy młode kobiety zostały zaatakowane i prawie zgwałcone, gdy wracały same do domu z ośrodka. We wszystkich przypadkach kobiety opisywały mężczyzn z krajów niezachodnich.
„Kobieta, która prawie została zgwałcona w parku Rudla… opisywał mężczyznę pochodzenia afrykańskiego. W niedzielę wieczorem, czyli tydzień później, 26-letni mężczyzna z Somalii został aresztowany i oskarżony o próbę gwałtu. Został aresztowany wkrótce po tym, jak zaatakował i próbował zgwałcić nową kobietę, tym razem w Nedre Blåsenborg na Storhaug. …
„Jedynym przypadkiem z 17 gwałtów lub prób napaści, w przypadku których jest pewne, że sprawca był pochodzenia norweskiego, był napad na parkingu przy Jernbanelokket w lutym. 27-latek z Aust-Agder został skazany na cztery lata więzienia za gwałt, do którego doszło we wrześniu. W sądzie udokumentowano, że jest upośledzony umysłowo, a jego IQ wynosi 68.
„W naszym Aftenposten wspomnieliśmy o analizie przeprowadzonej przez policję w Oslo. Okazało się, że sprawcy spoza Zachodu stali za wszystkimi napaściami w Oslo w ciągu trzech lat. W latach 2006–2008 41 zgłosiło dochody z napaści.
„W 2007 roku 72,8 procent sprawców we wszystkich przypadkach gwałtów miało inne pochodzenie niż Norwegowie”. [15]
Na szczęście dla nas, gazeta zamieściła sekcję komentarzy z artykułem. Zgłoszono 84 uwagi. Z wyjątkiem długiego komentarza wstępnego i kilku innych tu i ówdzie, zdecydowana większość dotyczyła Norwegów, którzy byli zarówno zadowoleni, jak i zdumieni, że gazeta – jakakolwiek gazeta – udostępnia te informacje opinii publicznej. I po raz kolejny, w porównaniu z politykami i wielkimi mediami, ludzie naprawdę reprezentują głos rozsądku:
Eirik F.: „Ta nadreprezentacja jest przerażająca. To zdumiewające, że ludzie nie zdają sobie sprawy z faktów. Tylko 1 na 17 nie ma obcego pochodzenia. Jeśli dowiemy się, że obcokrajowcy stanowią mniej niż 10% populacji Stavanger, włosy na głowie stają się jeszcze bardziej przerażające. Politycy, zastanówcie się, jak bardzo [ci obcokrajowcy] są nadreprezentowani i jakie liczby mielibyśmy, gdyby populacja składała się w 50/50 z Norwegów/obcokrajowców. Żadnych polityków, którzy wyczuwają niebezpieczeństwo w przyszłości?
Trond H.: „SA [Stavanger Aftonbladet] [w swoim sondażu]: „Czy prasa powinna wiedzieć, skąd pochodzi gwałciciel?” Teraz, [z] mediami takimi jak radio itp. … „uderza mnie” jedna rzecz: kiedy Norweg coś skrzywdzi lub coś zrobi, mówi się, że stoi za tym „etniczny człowiek z Północy”, a gdy nie jest to Norweg, to nic się o tym nie wspomina… Dzięki temu zdajemy sobie sprawę, że za każdym razem, gdy nie ma wzmianki o Norwegu, to nie jest to [Norweg]… W związku z tym media nie są w stanie powiedzieć, kiedy jest to obcokrajowiec, a zatem mogą nadal być „anty FRP” [norweska partia antyimigracyjna, antyunijna, zorientowana na libertarianizm] i politycznie poprawna”.
Lars N.: „Mały przedsmak wielokulturowego raju. To dopiero początek, będzie znacznie gorzej w miarę jak ta niesamowita różnorodność będzie rosła. Po prostu głosujcie dalej na czerwono-zielono, wszyscy jesteście zadowoleni z rozwoju sytuacji w tym kraju?”
Tom M.:„Z taką polityką, jaką prowadzą, może być tylko tak. Norwegowie nie będą już chronieni. Dzisiejszy rząd gwałci naród norweski. Możecie za to podziękować wszystkim, którzy głosują na te partie. Chcę podziękować SA [Stavanger Aftonbladet] za ujawnienie prawdy”.
Eilif C.:„Podziękowania dla Jone Østebø z SA [Stavanger Aftonbladet]. Tak jak tutaj jest artykuł, który jest nietypowy dla gazety. Miejmy nadzieję, że gazeta w przyszłości będzie częściej nazywać rzeczy po imieniu, także w kontrowersyjnych sprawach dotyczących nowych rodaków [slangowe określenie „obcokrajowców”]. …
To nie jest problem taksówkarza, ale problem z rozwojem równoległych społeczeństw w Norwegii. … Obce kultury wzbogaciły Norwegię na wiele sposobów i powinny to robić nadal, [ale] nie ma usprawiedliwienia dla nowych Norwegów, którzy nie mogą tego zrobić!”
Odd F.: „Stavanger staje się niebezpiecznym miastem z rosnącą przestępczością, a to z powodu dużej imigracji różnego rodzaju”.
Lars S.: „Dlaczego Aftenbladet nie napisał o tym PRZED wyborami, skoro znane były fakty? Czy ma to związek z tym, że redaktor naczelny opowiadał się za czerwono-zielonym rządem i nie chciał, aby na jaw wychodziły nieprzyjemne fakty, które mogłyby wpłynąć na krajobraz polityczny?”
Jonas A.:„Szwedzka gazeta nigdy nie opublikowałaby tego artykułu. 2 dziewczyny w Göteborgu zostały zaatakowane i zgwałcone przez 4 [somalijskich] Afrykanów. W „Aftonbladet” mówiono, że gwałcicielami byli Szwedzi. Z pewnością mieli szwedzkie obywatelstwo…”
Tor H.:„Również w Szwecji istnieje wielka nadreprezentacja niezachodnich imigrantów w przypadku gwałtów.”
Tore K.:„Nareszcie jeden odważny dziennikarz z Aftenbladet….. Liczby gwałtów podawane przez policję w Oslo są następujące, więc wygląda na to, że ten dziennikarz absolutnie wie, o czym pisze. W nawiasach podano liczbę gwałtów. O ile mi wiadomo, większość z tych krajów to muzułmanie: „Somalia (18), Irak (13), Pakistan (9), Maroko (7), Afganistan i Turcja (6), Gambia i Egipt (4)”. [Uwaga: ten komentarz jest sposobem, w jaki ISGP dowiedziało się o dość niejasnym raporcie policyjnym z 2008 roku Voldtekt i Oslo 2007]” Bjørn N.: „
Kiedy 17 na 18 gwałtów w tym mieście i 47 na 47 w Oslo jest popełnianych przez osoby spoza Zachodu, jak to jest w POZOSTAŁEJ części Norwegii? …
Dlaczego tylko jedna konkretna religia dominuje w tych straszliwych nadużyciach? NIGDY nie słyszy się o buddystach, żydach, hinduistach itp., którzy rozważaliby wykorzystanie norweskich kobiet jako przedmiotów jednorazowego użytku. To, że religia daje [mężczyznom] „prawo do gwałtu”, wykracza poza norweskie wartości i jest trudne do zrozumienia. …
Ci, którzy są u władzy, muszą zająć się tym poważnym problemem i zapewnić surowe kary dla winnych oraz zapewnić bezpieczeństwo naszym córkom, matkom, współobywatelom itp.
Ragnar S.:„Ci, którzy obezwładniali i gwałcili kobiety na ulicy, czuli, że mają do tego pełne prawo. Zauważyli pijaną kobietę bez towarzysza. W tym momencie jest uważana za wolną w niektórych środowiskach muzułmańskich. Ich zdaniem, ci mężczyźni mają pojęcie, że kobiety nie mają żadnych praw jako świadkowie w sprawie karnej” – powiedział Thorsen.
Thorsen, cytowany w Dagbladet, jest policjantem Tor Erik Riska Thorsen w okręgu policyjnym Rogaland. Jest specjalistą w zakresie przestępstw związanych z napaścią na tle seksualnym. Uważa on, że wyjaśnienie, dlaczego mężczyźni spoza Zachodu są nadreprezentowani w statystykach, jest proste: „Problematyczne poglądy na temat kobiet i mała otwartość na temat seksualności”.
Jarle N.: „Nikt czytający ten artykuł nie był zaskoczony tymi statystykami? … Tego typu przestępstwa (gwałt) popełniają głównie „niezachodni imigranci”. Dzieje się tak zarówno w Norwegii, jak i w innych krajach europejskich, które nazywamy zachodnimi. Większość ludzi była tego świadoma przez wszystkie lata, z wyjątkiem niektórych polityków, którzy nie mają odwagi się do tego przyznać, a także rzeczników tych (tak długo, jak) mniejszościowych grup.
Egil T.: „Dziękuję AP i innym lewicowym politykom za wielokulturowe „wzbogacenie”. „Wzbogacenie”, które z czasem może zniszczyć norweskie standardy moralne i etyczne”.
Christian F.: „Ślepy idiotyzm polityków. Trzeba odważyć się nazwać rzeczy po imieniu. [Nie mogę przetłumaczyć, ale mówi o powszechnych oszustwach związanych z ubezpieczeniami społecznymi wśród imigrantów z Trzeciego Świata]…”
Håvard F.: „Boję się wypuścić moje córki z miasta, nawet jeśli zachowają środki ostrożności. Tak to już będzie… Ale to, czego naprawdę się boję, to to, że to się utrzyma i stworzy podwaliny pod ekstremalne środowisko, które nie wytrzyma światła dziennego. … Wydaje się, że politycy i policja nie dostrzegają, co tworzy ta „wielka” polityka integracyjna i to „wielkie” wzbogacenie kulturowe.
Frank B.: „Jest tylko gorzej. … Przestań przyjmować tak wielu! Musi być bardziej rygorystyczny w stosunku do brudu, który się wślizguje!”
Espen F.-N.: „Osoby skazane za gwałt powinny mieć opublikowane swoje nazwisko i zdjęcie oraz zostać skazane na surową karę. W Wielkiej Brytanii nazwiska i zdjęcia skazanych przestępców są często publikowane, więc nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy tego zrobić również w Norwegii. Niech to będzie częścią kary”.
Per E.: „Dość tego. … Rabia Yildiz mówi w gazecie, że to okropne. Po pierwsze, wątpi w liczby, więc może zaprzeczyć, że kultura i religia nie mają nic wspólnego z nadużyciami. 17 na 18 to muzułmanie, to chyba tylko zbieg okoliczności? Jeśli będziemy siedzieć spokojnie i nadal będziemy się temu przyglądać, to będziemy współsprawcami”.
Jens K.: „Często słyszę „nowych rodaków”, którzy [również] nie lubią innych „nowych rodaków” jak ognia. A „rasizm” wydaje się dziś dotyczyć narodowości i religii, a nie koloru skóry i rasy. Patrząc na statystyki, łatwo zauważyć, że mieszkańcy niektórych krajów wyróżniają się… My, etniczni Norwegowie, musimy „szanować” wszystkie religie i narody, nawet jeśli kobieta umiera…
Kenneth H.: „Obudź się!! Teraz!! Na ile powinniśmy pozwolić, aby którykolwiek z naszych polityków przyznał, że polityka azylowa i integracyjna w tym kraju jest całkowicie błędna!!”
Torgrim V.: „Dzień dobry! Ktoś wciąż zastanawia się, skąd bierze się strach przed obcymi, rasizm i opór wobec imigracji? … Jeśli weźmiemy 100 osób ubiegających się o azyl, a 99 z nich będzie się dobrze zachowywać, to i tak będzie to zbyt kosztowne, aby pozwolić na to, by ostatni z nich tak postępował… Lubię widzieć, kiedy pomagamy 99 „dobrym”, czy naprawdę tego potrzebują, czy mają udokumentowane pochodzenie i czy wykazują inspirację do integracji zarówno w życiu rekreacyjnym, jak i zawodowym. Język i kultura”.
Johnny H.: „Policja może zrobić tylko jedną rzecz z tymi przestępcami. Ukarać ich i wypędzić z Norwegii na zawsze. Nie ma znaczenia, czy są to osoby ubiegające się o azyl, czy mieszkają w kraju od jakiegoś czasu. Jeśli stali się obywatelami Norwegii, pozbawiają obywatelstwa na zawsze i są umieszczani w pierwszym locie powrotnym do kraju pochodzenia. Wielu muzułmańskich mężczyzn ma dziwny i protekcjonalny pogląd na kobiety z Zachodu. Nie potrzebujemy ich w tym kraju. Dlatego teraz oczekuję, że rząd zrobi to, co obiecał, i mocno zaostrzy politykę azylową, zwłaszcza z krajów niezachodnich”.
Tore K.:„Przyjechali tutaj, im lub ich rodzicom pomogli rozpocząć nowe życie, dostali dom, otrzymali bezpieczne schronienie. W odpowiedzi gwałcą młode Norweżki.
Narodowość i pochodzenie powinny być również upubliczniane, aby zapobiec podejrzliwości młodych mężczyzn z narodowości, które zachowują się właściwie. Pomyślmy na przykład o imigrantach z Australii, Azji [uwaga: prawdziwi Azjaci, a nie Afgańczycy i Pakistańczycy], którzy nie pojawiają się w tych statystykach.
Jeszcze bardziej szokująca jest rola naszych polityków w tym procesie. Przemoc i nękanie ze strony tych grup imigrantów są znane w kraju od wielu latW Europie, które weszły dalej niż my w świat wielokulturowy. Przeczytaj na przykład książki Hege Storhaug. … [Przywódcy] tych [lewicowych] partii należą do naszych najbardziej oświeconych ludzi. Ale wiedzą też, że około 80% imigrantów spoza Zachodu głosuje na socjalistów i lewicowców. Wszystko staje się kwestią władzy politycznej, aby utrzymać się przy władzy dla osobistych korzyści. A w tej grze to obecnie nasze kobiety stały się największymi przegranymi.
Jan Erik H.: „W Norwegii gwałcone są kobiety, które nie są muzułmankami, ale norweskimi dziewczętami. W kontekście islamu należy pamiętać, że sprawa o gwałt może być osądzona tylko wtedy, gdy co najmniej czterech dorosłych mężczyzn jest świadkami gwałtu. Wypowiedź kobiety usprawiedliwia połowę wypowiedzi jednego mężczyzny zgodnie z prawem islamskim. A jeśli kobieta nie jest w stanie zmobilizować niezbędnych świadków, to czy kobieta (ofiara) jest karana przez prawo islamskie – bezpośrednio objawione Mahometowi? …
Przemoc jest również problematyczna w krajach muzułmańskich, które często karzą ofiarę gwałtu. Europejski raport na temat Iranu pokazuje, że zgwałcona kobieta jest skazana na śmierć! [Przez chwilę kontynuuje wyjaśnienia]…”
Kjetil Ø.: „Problem polega na tym, że w ciągu ostatnich 30 lat region nordycki został „brutalnie zdeptany” przez przestępczy aspekt nadwyżki młodzieży spoza Zachodu, który ostatnio nasilił się wraz z publiczną polityką „wabić i spać” z hojnymi ofertami opieki społecznej na łączenie rodzin i mieszkania „bez Q”.
Bjørn H.: „To niewiarygodne, że mężczyzna skazany za „bardzo” brutalny gwałt w 2005 roku może ponownie stanąć przed sądem w maju 2009 roku.
Christine U.:„Myślę, że w konsekwencji gwałtów, które miały miejsce, kobiety powinny założyć własną taksówkę. … [Albo] powinien to być rodzaj taksówki, w której zagwarantowane jest, że ma norweskiego kierowcę (oczywiście niekoniecznie białego, ale urodzonego w Norwegii lub adoptowanego), kobietę. Powinna to być opcja dla wszystkich kobiet w Stavanger, które teraz boją się jeździć taksówką. Ktoś może powiedzieć, że to rasistowskie, ale to tylko konsekwencja wydarzeń, którymi należy się zająć”. [16]
Cover up by the media and politicians
Needless to say, these reports of the Stavanger and Oslo police in particular started to make elites really nervous. Amnesty International, Norway’s „Anti-Racism Center”, politicians and various big media outlets were all starting to do their own „analyses” of the data. [17] Debates were stirred up with non-arguments as:
not all immigrants are rapists;
only about 15% of all rapes are assault rapes;
the vast majority of assault rapists are never caught;
a few Norwegians have been mentioned among the assault rapists;
the national average of non-Western immigrant rape is lower than Oslo’s;
over 60% of all rapists are Norwegians!
All of it simply comes down to trying to seed doubt in people’s minds. Point 1 is pointless, because it has nothing to do with statistics. Point 2 is pointless, because non-Western rapists are vastly overrepresented in all forms rape – already obvious by just looking at the total numbers. Point 3 is pointless, unless one chooses to ignore statements of the victim-witness about skin color and language issues. Point 4 is pointless, because, once again, it has nothing to do with statistical analysis. Point 5 is pointless, because regions without immigrants have virtually no immigrant crime; And point 6 is pointless, because in this case publications are focusing on official nationality, not on ethnicity. Do that and 65 to 80% of all rapists turn out to be non-Western.
Another argument I’ve run into is that children have begun to drink a lot more alcohol and that up to 95% of girls raped, also drank alcohol. [18] That’s all nice and well, but without any inclusion of ethnic data, such a discussion is still pointless.
The „debunkings” actually start to become hilarious after a while. One apologist made a big fuss about generally alt-right claims that „all” assault rapes in Oslo were committed by immigrants [19], before explaining in a very serious manner that „the claim that all assault violence in Oslo was committed by immigrants was only correct if more than 80 percent of the reported cases were picked.” [20] What are we talking about here? Of course, the same article also tried to argue that these rape and crime numbers are primarily due to socio-economic factors. All lies. Put 10,000 native white families on welfare and then 10,000 Muslims and African blacks, and the difference will be more than striking. Give the latter more money and it’s unlikely to change much. Then, of course, there’s the very real issue of racial IQ.
Predictably, these days the Oslo police has stopped publishing not just the nationalities of rape perpetrators in its annual reports, but now also stopped reporting numbers on assault rapes altogether. It has even stopped informing the media of the latest rape assault incidents in the capital. In other words, if your daughter gets dragged into the bushes and raped, the police will keep quiet about the incident. And if word gets out, it undoubtedly will not provide ethnicities anymore. The reason for this change in policy? „Because … this is not entertainment [and because it] creates so much fear and diverts attention from other rapes that make up the biggest volume.” [21] Yes, the alt-right does have a tendency to exaggerate, but numbers are numbers and the fact remains that random violent street rape is the most terrorizing of all rape crime because it can happen to anybody anywhere. Corrupt government officials and the liberal superclass benefit from this policy; not the people. It represents a cover up.
A lot of Norwegians seem to make jokes about Sweden’s immigration policy and the censorship of its media and even the police services, but their country is moving in the exact same direction. The same, by the way, goes for another Nordic country, Finland, where the police in October 2015 received a directive from the government to stop all reporting on crime by asylum seekers. Why? To prevent „the radicalization of the mainstream population or asylum seekers, the spread of racism … the erosion of public order and security … and [to prevent from spreading] possible negative opinions on asylum seekers [by] police personnel to their increasing workload…” [22] In other words, governments internationally are telling their people to shut up, so they can continue their criminal immigration policies.
Without a doubt Norway is spending more and more money to keep the increasing crime waves under control. Imagine how bad the situation would be if no additional measures would have been taken since the 1990s? Or if we wouldn’t have access to cheap high definition security cameras and DNA sampling? It would be total anarchy.
Conclusions
Clearly problems in Norway with Third World immigrants started at least two decades before the modern „Muslim Rape Crisis” that began with reports about New Year’s Eve 2015-2016 in Cologne, as well as Oslo. Everybody saw these problems coming, but the establishment media and politicians closed their eyes to it. With that, maybe they should all be held accountable for the countless traumatized female victims living in Norway today as a result of this irresponsible immigration policy.
Appendix A: Swimming pool issues
Little can be found on past problems at Norway’s swimming pools, although this doesn’t mean these problems did not exist. Certainly in more recent years, with the modern wave of Muslims and Africans arriving in Norway, problems have been reported at swimming pools. A number of examples:
July 2015: Little girls attacked by asylum seekers in a water park. The father is accused of being a racist when he opens his mouth about it. [23]
Might be updated in future.
Resources
Anti-immigration news outlets in Norway that have proved very useful:
June 2011 (updated version of September 12, 2011), Statistisk Sentralbyrå, 'Kriminalitet og straff blant innvandrere og øvrig befolkning’, pp. 24-26.
[2]
September 5, 2001, Aftenposted, 'Oslo rape statistics shock’. aftenposten.no/english/local/article190268.ece (accessed: April 5, 2005).
[3]
March 17, 2016, Frieord.no, 'Oslo-politiet innrømmer mørklegging av voldtekter utført av innvandrere’.
[4]
April 15, 2009, NRK.no, 'Overfallsvoldtekter begås av ikke-vestlige innvandrere’. nrk.no/norge/voldtektsmenn-er-ikke-vestlige-1.6567955 (accessed: August 31, 2017).
[5]
January 13, 2010, tv2.no, 'Rekordmange overfallsvoldtekter i Oslo’.
[6]
*) January 13, 2010, NRK.no, 'Rekordmange overfallsvoldtekter’. *) January 13, 2010, Aftenposten, 'Rekordmange overfallsvoldtekter i Oslo’.
[7]
May 2011, Oslo police, 'Voldtekt i den globale byen (Rape in the Global City’), p. 53. (PDF)
[8]
June 2012, Oslo police, 'Voldtekt i den globale byen 2011′ (Rape in the Global City 2011′) p. 66. (PDF)
[9]
August 15, 2014, Frieord.no, 'Chikezie Okafor og Okechukwu Okolie dømt for gruppevoldtekt i Oslo’.
[10]
December 4, 2015, Frieord.no, 'Afghaner (17) og tanzanianer (16) voldtok ung jente under kioskran i Oslo’.
[11]
6 grudnia 2016 r., TheLocal.no, „Mężczyzna oskarżony o gwałt na trzech kobietach z Oslo”.
[12]
4 kwietnia 2011 r., newsinenglish.no, „Policja ostrzega przed gwałcicielami w Oslo”.
[13]
15 maja 2016 r., Norway News, „Epidemia gwałtów na osobnikach ubiegających się o azyl w Norwegii nadal się rozprzestrzenia”.
[14]
February 2016, tv2.no, 'TV 2 Har Kartlagt alle dømte seksualforbryterne i 2015: 398 dømt i 2015 – se hvem de er’.
[15]
November 12, 2009, Stavanger Aftenbladet, '1 av 18 har etnisk norsk bakgrunn: Menn med ikke-vestlig bakgrunn er overrepresentert i antallet overfallsvoldtekter og -forsøk i Stavanger’.
[16]
aftenbladet.no/lokalt/stavanger/1110921/ 1_av_18_har_etnisk_norsk_bakgrunn_.html (dostęp: 16 listopada 2009).
[17]
2 maja 2012 r., Utrop, „Myten om ikke-vestlige voldtektsmenn sprekker” („Mit niezachodnich gwałcicieli pęka”).
[18]
21 listopada 2005 r., NRK.no, „Flere unge jenter blir voldtatt”.
[19]
1 czerwca 2011 r., Herald Sun (Australia), „Wszystkie zgłoszone gwałty w Oslo przez obcokrajowców: policja”.
[20]
November 20, 2013, tjomlid.com, 'Overfallsvoldtekter og innvandring – en faktasjekk’.
[21]
March 17, 2016, Frieord.no, 'Oslo-politiet innrømmer mørklegging av voldtekter utført av innvandrere’.
[22]
21 października 2015 r., Iltalehti.fi, „Uusi ohjeistus hämmentää: Poliisi salaa rikoksista epäiltyjen turvapaikanhakijoiden taustan”.
[23]
20 lipca 2015 r., Frieord.no, „Småjenter antastet av asylsøkere på badeland – faren ble kalt rasist da han sa fra”.
Przepisuję „ na żywca” wyniki sondażu przeprowadzonego podobno przez United Surveys dla Wirtualnej Polski. Dlatego całość umieszczam w podwójnym cudzysłowie. Dystansuję się w ten sposób od informacji, na której powstanie nie mam żadnego wpływu. Mogę tylko w nią wierzyć albo nie. „„Zapytano ankietowanych, jak oceniają początek rządów Donalda Tuska. Większość respondentów (54,5 proc.) wystawiło mu ocenę pozytywną. 24,2 proc. badanych oceniło nowy rząd „zdecydowanie pozytywnie”, 30,3 proc. „raczej pozytywnie”. Innego zdania jest 40,3 proc. badanych. 31,4 proc. oceniło rząd Tuska „zdecydowanie negatywnie”, 8,9 proc. natomiast „raczej negatywnie”. 5,2 proc. ankietowanych nie ma zdania na ten temat. Najwięcej osób zadowolonych (81 proc.) z działań nowego rządu, co nie dziwi, jest wśród wyborców koalicji rządzącej. W tej grupie jedynie 15 proc. respondentów wydało negatywną ocenę. 4 proc. nie ma zdania na ten temat. Wyborcy obecnej opozycji (PiS i Konfederacja ) natomiast w zdecydowanej większości (94 proc.) negatywnie ocenili początek rządów Donalda Tuska. W tej grupie jedynie 4 proc. ankietowanych oceniło jego rząd pozytywnie. Tylko 1 proc. badanych nie ma zdania. Wśród pozostałych wyborców oceny są bardziej podzielone. 41 proc. badanych w tej grupie oceniło rząd Tuska
pozytywnie, natomiast 49 proc. negatywnie. 10 proc. nie ma zdania””. Pamiętamy, że jak powiedział Mark Twain: „ Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki”. Kłamstwo statystyki wynika przede wszystkim z błędów metodycznych. Z niewłaściwego wyboru próby, niewłaściwej liczebności próby, źle sformułowanych pytań, niewłaściwego uśredniania. Dowcipną ilustracją niewłaściwego uśredniania jest następujące stwierdzenie- jeżeli wsadzimy jedną nogę do wiaderka zawierającego wodę z lodem a drugą do wrzątku średnia temperatura nóg wyniesie 50 C. ( w wersji hard – temperatura przyrodzenia wynosi 50 C). Życiowym przykładem kłamstwa statystyki jest autentyczny przypadek zamordowania w rodzinie zastępczej zawodowej w Pucku dwojga z czwórki dzieci odebranych niezamożnej matce. Pani socjolog, specjalistka od tak zwanej „pieczy zastępczej” w rozmowie z dziennikarką powiedziała, że takie przypadki to statystycznie poniżej jednej setnej promila czyli jeden przypadek na sto tysięcy. Przytomna dziennikarka zdobyła się na ripostę. Dwoje z czworga to chyba 50%, a nie jedna setna promila. Faktycznie matka straciła połowę swoich dzieci natomiast w skali kraju być może pani socjolog miała rację. Nie jestem w stanie tego sprawdzić. Bardzo często popełnianym błędem jest tak zwany „ błąd ochotnika”. Badania na temat przemocy w rodzinie przeprowadza się najczęściej wśród osób dotkniętych tą przemocą, a na temat uzależnień wśród anonimowych alkoholików czy narkomanów. Wyobraźmy sobie, że dla zbadania preferencji politycznych społeczeństwa polskiego przeprowadzamy ankietę wśród znajomych z pracy. Na
przykład w środowisku uniwersyteckim. W środowisku tym obowiązuje zapewne niepisany paradygmat polityczny, między innymi nie lubi się PiS. Nikt się nie będzie „wychylał” ze swoimi prawdziwymi poglądami. Pytanie pracowników naukowych o politykę ma dokładnie taki sam sens jak pytanie przestępców seksualnych o normy obyczajowe. Badania te będą obciążone błędem ochotnika. Świetnym przykładem błędów wynikających z doboru ochotników do badań są badania na temat LSD, które przeprowadzili dwaj psychologowie amerykańscy Timothy Leary i Richard Alpert. Wstępnie wyniki badań potwierdziły ich przewidywania. Stwierdzili między innymi zmniejszenie przypadków recydywy po opuszczeniu więzienia przez osoby poddane działaniu LSD. Okazało się jednak, że czynnikiem powodującym zmniejszenie recydywy nie było LSD, lecz cechy osobowościowe więźniów wybranych do badań. Byli to najczęściej ludzie, którzy za wszelką cenę chcieli uniknąć więzienia, którym zgłoszenie się do badań dawało szansę na uzyskanie pewnych przywilejów. Jak wiadomo Błąd ochotnika popełniał również Kinsey, który przeprowadzał swe badania nad preferencjami seksualnymi przepytując przestępców osadzonych w więzieniach za przestępstwa seksualne. Za paczkę papierosów z prawdziwą przyjemnością opowiadali mu wszystko to to co chciał usłyszeć. Szersze badania ankietowe przeprowadzone przez jego grupę (Kinsey, Pomeroy i Martin, 1948; Kinsey, Pomeroy, Martin i Gebhard, 1953) na ochotnikach dotyczyły zachowań seksualnych mężczyzn i kobiet i objęły, odpowiednio, 8 tys. i 12 tys. przedstawicieli obu płci. Z wcześniej przeprowadzonych przez Abrahama H. Maslowa (1942) badań nad związkiem zachowań seksualnych kobiet z poczuciem ich własnej
wartości wynikało, że osoby o wysokim poziomie tej zmiennej cechowała jednocześnie tendencja do podejmowania ryzykownych ( jak na owe czasy) zachowań seksualnych Późniejsze badania (Maslow i Sakoda, 1952), które objęły część próby Kinseya wykazały, że oparcie badań nad wzorcami zachowań seksualnych na ochotnikach dało w efekcie wyniki obciążone – nastąpiło przeszacowanie wartości badanej zmiennej. Nie piszę tutaj o częstym przypadku ordynarnego fałszowania wyników badań to znaczy podawania wyssanych z palca rzekomych wyników ankiet w celu sterowania na przykład preferencjami wyborczymi. Wiadomo, że ludzie mają skłonność do dołączania w swych wyborach do zwycięzców. Dlatego zawyżanie poparcia dla jakiegoś ugrupowania ma realny wpływ na wynik wyborów. Podobnie postępują ośrodki badania opinii publicznej badające wpływ reklam na wyniki sprzedaży. Firmy tworzące czy emitujące reklamy zamawiają sobie tendencyjne wyniki w nieuczciwych firmach badających opinię publiczną. Przyjmijmy, że cytowane na wstępie badania nie są ordynarnie sfałszowane, zostały przeprowadzone prawidłowo i podawane do wiadomości publicznej w dobrych intencjach. Jedynym komentarzem, który mi się nasuwa jest parafraza ostatniej zwrotki wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pod tytułem „ Skumbrie w tomacie”. Chcieliście (takiej) Polski, no to ją macie! Skumbrie w tomacie, pstrąg.
Tytułowe przedrzeźniacze, to rodzina ptaków z rzędu wróblowatych, których cechą charakterystyczną jest zdolność do naśladowania odgłosów innych ptaków oraz różnych dźwięków. Nazwą tego gatunku CIA określiła rozpoczęte w latach 50. tajne przedsięwzięcie, które miało na celu pozyskiwanie dziennikarzy w celu wywierania wpływu na media oraz opinię publiczną, zarówno w USA, jak i na całym świecie. Poświęcając zasady etyki i demokracji, którymi epatowali politycy, rządowa agencja, w ramach operacji „Mockingbird” kontrolowała narrację w większości mediów, zarówno w prasie, jak i rodzącej się wówczas telewizji. Oficjalnie, chodzić miało o walkę z ówczesnym wrogiem Ameryki, jakim w czasach zimnej wojny, był ZSRR i płynąca zza żelaznej kurtyny propaganda.
W rzeczywistości, nie chodziło o zimnowojenny epizod i ścieranie się wpływów wywiadowczych w dążeniu do równowagi sił, a o możliwość oddziaływania na świadomość odbiorców amerykańskiego przekazu. Rzecz całą ujawnił słynny reporter Carl Bernstein, w r. 1977, na łamach Rolling Stone, w artykule „CIA i media”. Pisał w nim, że operacja miała na celu finansowanie licznych zagranicznych serwisów prasowych, czasopism i gazet, nie tylko angielskojęzycznych, ponieważ zapewniały one doskonałą przykrywkę dla agentów wywiadu. Amerykanie dowiedzieli się wtedy, że na liście płac CIA znajdowało się wielu dziennikarzy, w tym laureaci nagrody Pulitzera, a w ich pozyskiwaniu nie powstrzymywano się od zastraszania i szantażu. W większości przypadków jednak, wykorzystywano naturalne ludzkie słabości i wystarczało, że agencja podczas rekrutacji proponowała dziennikarzom dostęp do ekskluzywnych treści, czy wyłączność na dany temat, co gwarantowało szybką karierę, a co za tym szło, popularność i dostatnie życie. Nie ograniczano się do współpracy z ludźmi pióra, czy kamery, ale zacieśniano relacje z kierownictwem mediów, wpływając przez to na odgórną politykę redakcji. W ten sposób agencja miała też sposobność blokowania wiadomości, które mogłyby być szkodliwe dla interesów amerykańskich.
W r. 2007 odtajniono 700 stron dokumentów dotyczących zaangażowania CIA w skandale i operacje z lat 70., które opatrzono nazwą „The Family Jewels” (rodzinne klejnoty). Do operacji „Mockingbird” odniesiono się w nich tylko jeden raz, ujawniając stosowanie przez kilka miesięcy podsłuchów u dwóch dziennikarzy. Przyznano, że miało to miejsce w okresie od 12 marca do 15 czerwca 1963 r., a w wyniku tej działalności zdobyto dowody na pozyskiwanie przez nich informacji od kilkunastu senatorów, członków Kongresu, pracowników rządowych, w tym tych usytuowanych w Białym Domu, biurze wiceprezydenta i zastępcy prokuratora generalnego. Nie podano daty zakończenia tego procederu. Potwierdza to oczywiście podejrzenie, że agencja nie zaprzestała aktywności na tym polu i nadal chroni swe aktywa.
Należy pamiętać o tym, że w połowie ubiegłego wieku media stały się rzeczywistą czwartą siłą w państwie, a popularyzacja telewizji, wprowadziła tę siłę do salonów milionów odbiorców. Świetnie to podsumował w niedawnym felietonie prof. Adam Wielomski, który pisząc o wpływie środków masowego przekazu na odbiorców, stwierdził, że „nikt już dziś chyba nie wierzy – a była to złudna wiara bardzo popularna w XIX wieku – że zadaniem mediów jest rzetelne informowanie opinii publicznej o tym, co dzieje się w kraju i na świecie. Już w XIX stuleciu zdawano sobie sprawę, że media nie informują, lecz kreują informacje, manipulują nimi i urabiają opinię publiczną zgodnie z wolą swoich właścicieli lub podążając za nastrojami mas w celu podwyższenia sprzedawalności. Wraz z pojawieniem się radia i telewizji proces ten przekroczył pozór informowania. (…) Kontrola nad telewizją to nie tylko kwestia programów informacyjnych, których upolitycznienie jest aż nazbyt skrajnie widoczne. To przede wszystkim możliwość ustawicznego przemycania własnych treści światopoglądowych i ideologicznych”.
Pomysłodawcą operacji „Mockingbird” był Dyrektor Centrali Wywiadu i pierwszy cywilny szef CIA – Allen Dulles, którego życiorys mógłby stać się scenariuszem dla kilkudziesięciu filmów sensacyjnych, czy politycznych thrillerów. Jednak osobą odpowiedzialną za jej wdrożenie i nadanie właściwego dla agencji biegu, był główny taktyk Firmy (jak ją między sobą nazywali jej pracownicy) – Frank Wisner, który, podobnie, jak jego szef, rozpoczynał karierę jeszcze w Biurze Służb Strategicznych (OSS), a następnie współtworzył CIA. To on, budując z mediów potężny instrument wpływu, pozyskał czołowe nazwiska z amerykańskiego świecznika informacyjnego, w którym główne pozycje zajmowały The New York Times, Time Magazine, czy The Washington Post. W odróżnieniu od swego zwierzchnika, który zmarł w sposób naturalny, Wisner w wieku 56 lat, popełnił samobójstwo.
O tym, że „przedrzeźniacze” funkcjonują nadal, nikogo nie trzeba przekonywać. Po śmierci swych mocodawców, przez wszystkie kolejne lata tuszowali rządowe afery, fałszowali tło przewrotów, kolorowych rewolucji i zabójstw politycznych. Doświadczenie w manipulowaniu odbiorcą globalnym zdobywali podczas kampanii wyborczych, konfliktów zbrojnych, relacjonowania aktów terroru. Często byli ich współtwórcami. Do źródeł mogących mieć szczególne znaczenie dawano dostęp najbardziej zaufanym, choć czasem nawet oni nie mieli prawa relacjonowania zdarzeń. Tak było choćby w przypadku zamachów z 11 września 2001 roku, kiedy na miejsce zbrodni dopuszczono tylko reporterów wojskowych, a i to z szeregów Marynarki Wojennej, której rola w historii USA jest uprzywilejowana. Wspominałem o tym opisując rzekome uderzenie samolotu pasażerskiego w budynek Pentagonu, w książce „Projekt Phoenix”.
„Na trawie, która nie została nawet pognieciona, leżał jeden element, przypominający wyglądem część samolotu B 757, linii American Airlines. Był to kawał blachy. Spełniał dwojaką rolę. Pochodził z poszycia B 757, a jednocześnie część ocalałego malowania wskazywała na przynależność do American Airlines. Czy jednak taki dowód można przyjąć bez zastrzeżeń? Jest coś, co sugeruje, że tę część po prostu tam podrzucono. Tego dnia, wiał niewielki wiatr z północnego zachodu. Blacha leżała natomiast ponad 30 metrów na północ (!) od miejsca eksplozji. Można oczywiście założyć, że rzuciła ją tam siła wybuchu. Ale dlaczego tylko ją? Cała reszta leżała przy samym budynku. Masa szczątków drobnych i znacznie lżejszych. Ten największy znalazł się najdalej od Pentagonu. W miejscu doskonale widocznym dla przypadkowych widzów. Jako jedyny, znalazł się na okładkach wszystkich gazet. Pierwszy sfotografował go Mark D. Faram, fotograf wojskowy, który opowiadał później, że dostrzegł ten kawał blachy wkrótce po swoim przybyciu na miejsce zdarzenia, jakieś 10 minut po eksplozji. Fotografię powielili inni. Szybko znalazła się na okładce Newsweek’a i innych pism. Kawałek blachy spełnił swoje zadanie”.
Rola dziennikarzy w kreowaniu otaczającej nas rzeczywistości, jest nie do przecenienia. Dostrzegamy to wyraźnie także na naszym podwórku, gdzie dominuje przekaz tabloidowy, koncentrujący uwagę widzów i czytelników na kwestiach trzeciorzędnych, zasypując informacyjnymi śmieciami zagadnienia dla nas żywotne. Wolne, nieskrępowane media, stanowią o rzeczywistej sile państwa, stanowią fundament demokracji, oczywiście pojmowanej zgodnie z jej definicją. Ograniczanie przepływu informacji, kreowanie ich na doraźne potrzeby aktualnie rządzących, wcześniej czy później prowadzi do utraty zaufania dla takiej formy przekazu, co unaoczniły i nam efekty działalności przedrzeźniaczy w Polsce.
Zamek Królewski po pożarze 17 września 1939 r. Zamek został trafiony niemieckimi bombami, podobnie jak sąsiadująca katedra św. Jana. FOT. MATERIAŁY PRASOWE
Niemiecka okupacja zrujnowała polską gospodarkę i nasz system bankowy – mówi prof. Mirosław Kłusek w rozmowie z „Naszą Historią”.
„Nasza Historia”: Panie profesorze, jak Niemcy w czasie okupacji wykorzystali polski system bankowy do finansowania swoich celów?Prof. Mirosław Kłusek: Na ziemiach wcielonych do III Rzeszy polski system bankowy został całkowicie zlikwidowany, cały jego majątek przeszedł na własność Rzeszy. Likwidacją bankowości polskiej zajmował się Główny Urząd Powierniczy Wschód (Haupttreuhandstelle Ost). On przejmował skradzione przez Niemców środki bankowe i majątek. Następnie pieniądze trafiały na konto Banku Rzeszy i do Ministerstwa Finansów Rzeszy. Ten resort bezpośrednio finansował prowadzenie wojny.Jak to wyglądało na terenach tzw. Generalnego Gubernatorstwa?Gospodarka nie może funkcjonować bez systemu bankowego, ponieważ jest on jej krwiobiegiem. Na ziemiach polskich, które nie zostały wcielone do III Rzeszy, Niemcy pozwolili działać jedynie instytucjom kredytowym i bankom, które finansowały ich cele gospodarcze i wojskowe. Zezwolili na kontynuowanie działalności przez Państwowy Bank Rolny, Bank Gospodarstwa Krajowego i Bank Handlowy. Większość pozostałych banków i instytucji kredytowych pozbawiano możliwości funkcjonowania. W bankach Niemcy wprowadzili zaufanych powierników – Treuhänderów – nadzorujących ich działalność. Państwowy Bank Rolny finansował skup kontyngentów żywnościowych dla Wehrmachtu, policji i SS oraz ludności niemieckiej na okupowanych terenach. Bank Gospodarstwa Krajowego finansował niemiecki przemysł zbrojeniowy.
Ile wynoszą straty poniesione przez polski system bankowy w wyniku okupacji niemieckiej?
Szacuję je na około 5 mld przedwojennych złotych. Po zwaloryzowaniu na współczesną kwotę będzie to 80-100 mld zł. Ale w tej kwocie nie są uwzględnione straty wynikające z działalności Banku Emisyjnego w Generalnym Gubernatorstwie. Szacuję je na około 160 współczesnych miliardów złotych.
Mało znany jest fakt, że Niemcy zmusili Polaków do finansowania ich machiny wojennej. Może pan szerzej o tym opowiedzieć?
Władze Generalnego Gubernatorstwa emitowały obligacje i bilety skarbowe. Do ich zakupu Niemcy zmuszali polskie instytucje bankowe i przedsiębiorstwa.
Podane przez pana kwoty straty polskiej bankowości z czasów okupacji niemieckiej nie uwzględniają depozytów bankowych należących do indywidualnych osób.
Nie, ponieważ jeżeli banki sporządzały sprawozdania za okres okupacji, umieszczały tam wysokość strat w swoich aktywach i majątku. A przecież w bankach znajdowały się również skrytki czy sejfy, w których osoby prywatne przechowywały cenne rzeczy, np. kosztowności, złoto, biżuterię, waluty zagraniczne, papiery wartościowe. Ale to nie było własnością banku, który tylko wynajmował skrytkę. Niemcy po zajęciu Polski w 1939 r. interesowali się tym, co jest w tych skrytkach. Klucze mieli właściciele i banki, które nie były zainteresowane przekazaniem ich Niemcom. Ale to nie było dla okupantów przeszkodą, bo włamywali się do skrytek i je okradali. Interesowało ich zwłaszcza złoto i biżuteria oraz waluty zagraniczne. Złoto trafiało najczęściej do Berlina. Tam przetapiano je w sztabki, a potem w Szwajcarii i w Turcji wymieniano na waluty zagraniczne, które wykorzystywano do zakupu surowców. Biżuterię sprzedawano, podobnie jak zagraniczne papiery wartościowe. Traciły na tym osoby prywatne, natomiast dla banku to nie była strata. Oszacowałem, że straty z tego tytułu wyniosły około miliarda przedwojennych złotych. To równowartość minimum 20 miliardów współczesnych złotych.
Niemiecki rabunek nie ograniczył się do okradania prywatnych skrytek i sejfów.Oczywiście, że nie. Pod koniec wojny, w 1944 i 1945 r. Niemcy wywozili skradzioną z polskich banków walutę zagraniczną, złoto i kosztowności. Rabowali również meble, maszyny liczące i maszyny do pisania z banków. Nie byli zainteresowani sztuczną, stworzoną przez nich walutą okupacyjną, tzw. młynarkami Banku Emisyjnego. Stało się tak, ponieważ nie przedstawiały one większej wartości.Co ze środkami, które odkrył pan na tzw. brytyjskim koncie?W moim odczuciu, graniczącym z pewnością, one są i nadal czekają na odbiór. Są podstawy, by Polska domagała się zwrotu tych pieniędzy. Ich odzyskanie zależy od sprawności polityków.Jak pan trafił na ślad tych pieniędzy?Odkryłem podczas badań, że w 1949 r. w brytyjskiej strefie okupacyjnej na koncie Głównego Urzędu Powierniczego Wschód znaleziono pieniądze pochodzące z likwidacji oddziałów trzech polskich instytucji bankowych: Banku Polskiego, Banku Gospodarstwa Krajowego i Państwowego Banku Rolnego. Suma znajdujących się tam środków wyniosła ok. 180 mln Reichsmarek, to równowartość 360 milionów przedwojennych polskich złotych. Obecnie wartość znajdujących się tam pieniędzy wynosi około 6 mld złotych. Brytyjczycy stwierdzili, że te pieniądze pochodzą z polskich banków. Mieli nawet zamiar zwrócić je Polsce. Ale nic nie wskazuje na to, że tak się stało.
W moim swobodnym przekładzie przedstawiam tekst autorstwa Fiodora Tertnickiego współpracownika naukowego na południowokoreańskim Uniwersytecie Kookmin.
Tekst został opublikowany na stronie Carnegie Politika z datą 23.01.2024 r.
Korea Północna przeszła rewolucję ideologiczną na skalę, jakiej nie widziano w tym kraju od 50 lat. Przemawiając na plenum Komitetu Centralnego Partii, a następnie na Najwyższym Zgromadzeniu Ludowym, sekretarz generalny, marszałek Kim Dzong Un definitywnie pogrzebał ideę zjednoczenia Korei. Ni mniej, ni więcej wezwał do „wykreślenia z narodowej historii samych pojęć „zjednoczenie”, „pojednanie” oraz „zjednoczony naród'” i jednocześnie do „zburzenia Łuku Trzech Zasad Zjednoczenia Ojczyzny”, 30-metrowego pomnika w południowym rejonie stolicy kraju, mieście Pjongjang. https://wyborcza.pl/7,75399,30626372,zniknal-luk-zjednoczenia-symbol-przyszlego-polaczenia-obydwu.html
Deklaracja Kima jest ideologiczną zmianą o prawdziwie tektonicznym wymiarze. Podstawowa zasadą istnienia odrębności KRLD była idea, że podzielona Korea zostanie pewnego dnia zjednoczona. Triada zasad dla zjednoczonej ojczyzny – „pokój, suwerenność i wielka konsolidacja narodowa” – zostały przedstawione jeszcze przez jego ojca Kim Il-sunga (Kim Ir Sen).
Kim Dzong Un postanowił zburzyć łuk postawiony na cześć jego własnego dziadka, odrzucając symbolicznie jeden dotychczasowych głównych wektorów ideologicznych. Coś jakby w latach 70-tych gensek Leonid Breżniew ogłosił, że w ZSRR już dłużej nie będzie się budowało komunizmu.
Niemniej jednak decyzja została podjęta. Niesie ona ze sobą spore ryzyko dla Kima, ale wydaje się niezbędna do osiągnięcia jego długoterminowych celów.
Podział Korei w 1945 r. rozpoczął się jako decyzja czysto taktyczna. ZSRR i Stany Zjednoczone, które walczyły przeciwko Japonii, zgodziły się podzielić półwysep wzdłuż 38 równoleżnika na dwie, mniej więcej, równe strefy okupacyjne, chociaż główne miasto Seul przypadło Amerykanom. Jednak prowizorka, pomyślana wszak rozwiązanie tymczasowe, wykazała nadzwyczajną trwałość: dwie strefy okupacyjne najpierw stworzyły oddzielne administracje, a już w 1948 r., proklamowane zostały odrębne państwa. Mimo to ojcowie założyciele Korei Północnej i Południowej, Kim Il Sung i Rhee Syng-man (Syngman Rhee), wciąż uznawali podział kraju za niefortunny zbieg okoliczności, pokładając nadzieję na zjednoczenie w całość siłą pod swoim przywództwem. Jednak trzyletnia krwawa wojna koreańska (1950-1953) niewiele zmieniła w tej kwestii: nowa linia demarkacyjna, wytyczona wzdłuż linii frontu w lipcu 1953 r., niewiele różniła się w swoim przebiegu od starej linii wyznaczonej według 38 równoleżnika.
Po zawieszeniu działań wojennych Seul i Pjongjang odmawiały przez kolejne dziesięciolecia zaakceptowania podziału kraju, nieufnie oceniając wszelkie posunięcia zmierzające do wzmacniania status quo. Dopiero w 1972 r. skonfliktowane strony koreańskie zgodziły się na podpisanie Wspólnej Deklaracji Północ-Południe, stanowiącej praktycznie pakt o nieagresji. Deklaracja wprowadziła do stosunków między obiema Koreami dwuznaczną koncepcję „pokojowego zjednoczenia”. Zakładano, że w pewnym momencie oba kraje „zgodzą się”, aby stać się jednym krajem. Jednak nie skonkretyzowano, jaką drogą należałoby podążać do osiągnięcia tego ambitnego celu w sytuacji szczelnie chronionej granicy jak też braku stosunków dyplomatycznych.
Po śmierci Kim Il Sunga w 1994 r., jego następcy Kim Dzong Il i Kim Dzong Un byli znacznie mniej przychylnie nastawieni do koncepcji zjednoczonej Korei, niemniej taka wytyczna wciąż obowiązywała w północnokoreańskim katalogu ideologicznym. Dopiero nawiązanie współpracy międzykoreańskiej w 2002 r., oraz jej zakończenie w 2016 r. w dużym stopniu utrwaliło podział Korei w oczach jej mieszkańców. Pojawienie się wspólnych projektów pokazało Koreańczykom z Południa, że możliwe jest współdziałanie z KRLD, podobnie jak ze zwyczajnym innym państwem. Natomiast ich zamknięcie było wskazówką, że taka współpraca jest mało atrakcyjna, zas posiada znaczenie głównie dla image’u politycznego przywódców w obu Koreach. Innymi słowy, idea zjednoczenia Korei powoli obumierała w okresie 70 lat od zakończenia wojny w 1953 r. Choć już sam czas trwania tej atrofii ukazuje, jak bardzo dramatyczny zwrot wykonał Kim Dzon Un.
Idea zjednoczenia zawsze była trudna do dopasowania do czarno-białej północnokoreańskiej ideologii. W niej wszystko było jasne – oto my, na Pólnocy, jesteśmy szczęśliwymi ludźmi, którzy mają szczęście żyć pod przywództwem genialnego wodza narodu. I są wrogowie – amerykańscy imperialiści, japońscy rewanżyści i różni zdrajcy socjalizmu, tacy jak Chruszczow i Gorbaczow. Są również przyjaciele – oczywiście nie są tak sprytni jak my (skoro nie mają tak mądrego przywódcy), którzy na ogół nie są złymi ludźmi. Ale co począć z Koreańczykami z Południa? Z jednej strony są naszymi braćmi, którzy płaczą pod obcasem okupanta, ale jednoczesnie są też naszymi wrogami i marionetkami Amerykanów.
Z powyższego względu idea zjednoczenia musiała łączyć w sobie zarówno militaryzm, jak i pacyfizm. Północnokoreańska telewizja grała zarówno piosenkę „Wodzu, daj tylko rozkaz„, której słowa mówiły o gotowości do natychmiastowego zmiażdżenia wroga, jak i „Tęczę zjednoczenia„, piosenkę o tym, jak ta tęcza rozciąga się od najwyższej góry na północy kraju do najwyższej góry na jego południu.
Koreańczycy z Północy czuli się znacznie bardziej komfortowo z drugą, pokojową wersją idei zjednoczenia. Zazwyczaj mówili o tym własnymi, szczerymi słowami, nie zaś propagandowymi frazesami. Wielu opowiadało o tym, że marzyli o wyjeździe na Południe po dokonanym zjednoczeniu i spotkaniu z tamtejszymi mieszkańcami.
To przyjazne nastawienie do Koreańczyków z Południa stanowiło wielkie zagrożenie dla reżimu północnokoreańskiego, ponieważ rodziło całą serię pytań. Dlaczego ludzie tam, pod obcasem amerykańskiego imperializmu, żyją bogato, podczas gdy my, w objęciach wielkiego przywódcy, żyjemy biednie? Dlaczego południowcy pod uciskiem kapitału i neokolonializmu mogą swobodnie podrózowac po świecie albo wiecować przeciwko swoim liderom politycznym, podczas gdy my nie, lecz za to musimy mieć w każdym domu, portret przywódcy narodu wiszący na honorowym miejscu? I tak dalej. Takie pytania mogły wywoływać jeszcze bardziej niebezpieczne porównania. Choćby np. takie, że jeśli na Południu są Koreańczycy tacy jak my, ale żyją znacznie lepiej, to czy dzieje się tak dlatego, że nie przewodzi im Wielki Marszałek Kim? Czy może jest też tak, że przywództwo Wielkiego Marszałka Kima wcale nie jest tym, czego potrzebujemy?
Innymi słowy, od samego początku ideowa bomba zegarowa była wbudowana w ideologiczne fundamenty państwa północnokoreańskiego. Sposobem jej rozbrojenia stała się transformacja ideologii państwowej, która ogłosiła, że Południe nie jest zamieszkane przez Koreańczyków „takich jak my”, lecz przez ludzi, którzy są naszymi wrogami.
Wyprowadzenie idei zjednoczenia z mentalności mieszkańców Korei Północnej (KRLD) nie będzie zadaniem łatwym. To przecież dla obywateli mających poniżej 50 lat, pierwszy o tej skali zwrot ideologiczny od czasu odrzucenia zasad Marksa, Lenina i Stalina oraz konstytucyjnego wprowadzenia na początku lat 70-tych wieczystych rządów dynastii Kimów.
Jak każda zmiana ideolo, powoduje ona sama przez się ryzyko w postaci wzmacniania sił opozycyjnych stawiających na zachowanie dotychczasowego status quo jako argumentu do przejęcia władzy. Gdy wyobrazimy sobie wojskowy zamach stanu, wówczas zamachowcy nie mieliby problemu z jego uzasadnieniem. Oto obalili Kim Dzong Una, gdyż okazał się zdrajcą idei zjednoczenia ojczyzny określonej przez jego dziadka i ojca. (Kim Il-Sunga i Kim Dzong Ila).
Zapewne Kim Dzong Un zdawał sobie z tego sprawę. Mógł przecież wydać poufną dyspozycję dla mediów, aby wyciszyły tematykę zjednoczenia, a zamiast tego kładły nacisk na pokazywanie nieusuwalnych różnic pomiędzy obiema częściami podzielonego półwyspu. Skoro więc odrzucenie idei zjednoczenia nastąpiło publicznie, definitywnie i przy jej stosownym nagłośnieniu, także miedzynarodowym, oznacza to, że według Kima idea ta stała się na tyle atrakcyjna i niebezpieczna, że należy zadysponować radykalne środki, aby ją wyeliminować.
Teraz Koreańczycy z Północy będą musieli za swój przyjąć nowy dogmat głoszący, że „koncepcja dwóch Korei” nie jest antynarodową ideą rozpowszechnianą przez imperialistów, a przeciwnie, stanowi ona ucieleśnienie mądrości przywódcy państwa. Jak też, że „Republika Korei” nie jest nazwą dla marionetkowej kliki, która tymczasowo i nielegalnie przejęła władzę w południowej części kraju, ale dla kolejnego wrogiego państwa, podobnego do takich jak Japonia czy Stany Zjednoczone. I że „zjednoczenie” nie jest już pozytywną ideą o dniu, w którym przygarnięci zostaną zagubieni bracia (i siostry) z Południa, ale reliktem przeszłości, dla którego właściwym miejscem jest śmietnik historii, zaś mapy z pokazaną podzieloną na dwoje Koreą, nie stanowią wytworu antynarodowej propagandy Południa, ale są jedynie właściwe, gdyż prezentują je oficjalne państwowe instytucje i agendy, w tym programy szkolne i i TV.
Zapewne nie wszystkim będzie łatwo zaakceptować tę zmianę. Odrzucenie koncepcji zjednoczenia może wyprowadzić z ideologicznej strefy komfortu szczególnie przedstawicieli inteligencji, i sprawić, że będą soni ię zastanawiać, dokąd ich kraj jest prowadzony przez obecnego przywódcę. Pomimo tego, kasta sprawująca władzę w Korei Północnej jest zdania, że gra jest warta świeczki, a ryzyko buntu nie jest zbyt wysokie. Oprócz propagandowego zaniechania porównań z Południem, reżim Kima oczekuje również taktycznych korzyści z dokonania ideologicznego zwrotu. I to już w dającej się przewidzieć przyszłości.
W ostatnich miesiącach Pjongjang zaangażował się w swoją ulubioną grę dyplomatyczną – eskalację napięcia na Półwyspie Koreańskim w celu uzyskania korzyści od społeczności międzynarodowej. KRLD jest zainteresowana zniesieniem sankcji oraz otrzymywaniem pomocy gospodarczej. Kim Dzong Un miał nadzieję na porozumienie w tej sprawie za czasów prezydentury Trumpa, ale ten ostatni na szczycie w Hanoi w 2019 r. zdezawuował wszystkie jego umizgi, oświadczając „nie jesteś gotowy na porozumienie” , czyli pozostawił Kima z niczym.
Obecnie wyglądają realnie szanse na powrót Trumpa do Białego Domu, więc Pjongjang zdecydował się naciskać na odbycie kolejnej rundy rozmów. Aby Trump, jeśli zostanie wybrany, mógł zająć się negocjacjami z Koreą Północną, kwestia północnokoreańska powinna stać się stałym punktem programu podczas kampanii wyborczej. Ale standardowe groźby Kima o tym, że „zamienieni Seul w morze ognia” mogą już nie zadziałać. Potrzebne jest coś zupełnie innego – na przykład odrzucenie koncepcji zjednoczenia Korei. Takie zerwanie może wskazywać na większe prawdopodobieństwa wybuchu wojny na półwyspie , gdyż psychologicznie łatwiej jest wojować z z”obcymi”, niż wszczynać kolejną wojnę domową. A w ciągu ostatnich kilku lat świat stał się znacznie mniej stabilny i przewidywalny w odniesieniu do mapy konfliktów militarnych.
Zwrot w wykonniu Pjongjangu zmienia wiele priorytetów także dla Korei Południowej. Po pierwsze, temat odnowionej współpracy międzykoreańskiej, tak ukochany przez południowokoreańską lewicę, przeszedł do przeszłości. W latach 2017-2022 Kim Dzong Un rozpoznał oblicze lewicowej administracji na Południu i nie spodobało mu się, że w tym okresie tematyka odprężenia i współpracy została zredukowana w praktyce wyłącznie do retoryki. Obecnie nie zanosi się, aby Kim miał chęć na powtórkę podobnego eksperymentu .
Seul nie powinien oczekiwać, że porzucenie idei zjednoczenia pomoże zmniejszyć napięcia na Półwyspie Koreańskim. Kim Dzong Un konsekwentnie podtrzymuje stanowisko, że w przypadku jakiejkolwiek „agresji na KRLD”, Korea Południowa zostanie zmieciona z powierzchni ziemi. Oznacza to, że armie obu Korei będą pozostawały w pełnej gotowości. W Pjongjangu już nie wspomina się o otwarciu ambasady w Seulu czy wznowieniu handlu i turystyki między Koreami.
Zatem i Korea Południowa będzie mogła ostatecznie pogrzebać ideę zjednoczenia, która w przypadku realizacji pociągnęłaby ogromne nakłady. Sondaże wskazują, że umiarkowane poparcie dla zjednoczenia nadal dominuje na Południu, jednakże ponad połowa ankietowanych wybiera opcję „zjednoczenie jest dobrą rzeczą, jeśli nie kosztuje zbyt wiele”.
Z kolei udział przeciwników zjednoczenia obecnie ponad 30 procent) powoli, ale systematycznie rośnie. To efekt zmian pokoleniowych i wzrastającej świadomości co do skali kosztów, jakich wymagałoby zjednoczenie z wychudzonym biedakiem, jakim jest KRLD. Teraz tendencja wzrostowa dla przeciwników zjednoczenia może przyspieszyć, gdyż inna jest sytuacja , gdy to sama Północ niejako wyciąga rękę i zachęca do dialogu, zaś zupełnie inna, gdy sam Pjongjang ostentacyjnie odcina się od Południa.
Ale konieczność zjednoczenia jest wyraźnie zapisana również w konstytucji Korei Południowej, więc póki co, problem nie jest rozwiązany obustronnie. Wydaje się możliwe, że uda się taki zapis zmienić w kontekście ostatnich oświadczeń Pjongjangu. I wówczas prawdopodobnie przesądzi to o utrwaleniu podziału Korei na okres kolejnego stulecia.
W swoim przemówieniu z okazji wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla w 2007 roku Al Gore stwierdził , że „istnieje 75% szans, że cała polarna czapa lodowa stopi się latem w ciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat”.
Cóż, minęło jedenaście lat, a lód Arktyki ma się dobrze.
Dlaczego politycy tacy jak Gore formułują rażąco fałszywe twierdzenia?
Pokrywa lodowa Arktyki stała się przedmiotem debaty na temat zmian klimatycznych. Do tego stopnia, że zarówno alarmiści, jak i sceptycy zmian klimatycznych często mylili się, opierając się wyłącznie na Arktyce w swojej ocenie zmian klimatycznych.
Tak, Arktyka jest ważnym wskaźnikiem zachowania globalnego klimatu. Ale to tylko część większej i znacznie bardziej złożonej układanki klimatycznej. Klimat jest zależny od wielu czynników, z których każdy ma różny wpływ i reakcję ze strony systemu klimatycznego Ziemi.
Żaden czołowy klimatolog (z wyjątkiem samotnego głosu Wiesława Masłowskiego ) nie odważył się wysunąć w swoich czasopismach akademickich tych samych dziwacznych twierdzeń, co Gore w swoim przemówieniu noblowskim, przynajmniej nie w oparciu o dostępne wówczas dane dotyczące objętości lodu Arktyki. I dobrze, że tak się nie stało.
Dziesięć lat później jego twierdzenia są nadal błędne. Rzeczywiście, coroczne dane dotyczące masy lodu w Arktyce pokazują, że pokrywa lodowa w Arktyce nie zmniejsza się w tempie, o jakim twierdził Gore lub inni alarmiści klimatyczni.
W zeszłym tygodniu objętość lodu w Arktyce osiągnęła trzeci najwyższy poziom od 16 lat, poprzednio w latach 2004 i 2014. Dokładniejsza analiza danych dotyczących objętości lodu w Arktyce w ciągu tych 16 lat nie wskazuje na gwałtowny spadek. Raczej wykazuje cykliczny wzór zmian.
Oscylacyjna cykliczna zmiana objętości lodu Arktyki pomimo stałego wzrostu poziomu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze sugeruje, że poziom stężenia dwutlenku węgla w naszej atmosferze nie wpływa bezpośrednio na objętość lodu Arktyki.
Jeśli uważasz, że 16 lat to za mało, aby ocenić topnienie Arktyki, zdziwisz się, widząc długoterminowy trend.
Objętość lodu Arktyki jest obecnie najwyższa od 11 700 lat , z wyjątkiem małej epoki lodowcowej (w XVI i XVII w.), w której ilość lodu była znacznie większa.
We wszystkich pozostałych stuleciach objętość lodu Arktyki była mniejsza. Dzieje się tak pomimo faktu, że od XVIII wieku znajdujemy się w fazie ocieplenia, a od zakończenia małej epoki lodowcowej lody Arktyki nadal topnieją.
Ale dlaczego Gore wysuwał tak nierealistyczne twierdzenia na swoim najlepszym etapie?
Po pierwsze, jest politykiem, a nie naukowcem. Nie oznacza to, że nie może formułować słusznych twierdzeń na temat stanu Arktyki, ale oznacza, że jest podatny na błędy. Po drugie, w swoim przypadku wysunął manipulacyjne twierdzenia na temat Arktyki w oparciu o jedną probabilistyczną teorię prognozy zamaskowaną jako prawda naukowa .
Było oczywiste, że Gore wyolbrzymił istniejące zjawisko naturalne (nieznaczny wzrost globalnych temperatur), aby postawić hipotezę, która pasowałaby i wspierała jego narrację o alarmizmie klimatycznym.
Dodaj do tego mieszankę fałszywych liczb na temat śmierci niedźwiedzi polarnych i wody morskiej zalewającej nadmorskie miasta, a otrzymasz doskonały przepis na alarm klimatyczny.
Jak widać w ostatnim czasie, wyolbrzymianie topniejącej Arktyki może wywołać strach w umysłach opinii publicznej. Ta panika związana z upadającym światem daje panikarsom takim jak Gore doskonałą platformę do narzucenia restrykcyjnej polityki energetycznej, która ogranicza działanie tradycyjnych źródeł energii emitujących dwutlenek węgla, takich jak węgiel i ropa naftowa – i faworyzuje niskoemisyjne technologie „odnawialne”, w które Gore poczynił duże inwestycje jak słońce i wiatr.
Wygląda więc na to, że program Gore’a w rzeczywistości dotyczy wojny z przemysłem węglowym i naftowym, który konkuruje z jego przemysłem, a nie ratowania Arktyki przed jej wyimaginowanym topnieniem.
W swoim filmie z 2007 roku Gore przewidział także upadek populacji niedźwiedzi polarnych w Arktyce. Obalenie tego twierdzenia nie zajęło ekspertom zbyt wiele czasu . Jak wynika z licznych badań przeprowadzonych w tym regionie, populacja niedźwiedzia polarnego w regionach arktycznych utrzymuje się na stabilnym poziomie .
W ostatnich czasach Gore trzymał się z daleka od swoich przepowiedni dotyczących topnienia lodu i wyludnienia niedźwiedzi polarnych, ponieważ były to stare sztuczki, a próba czasu udowodniła, że były błędne.
Wyróżnione zdjęcie dzięki uprzejmości (CC) JD Lasica, socialmedia.biz.
Komentarz: Gore to bezczelny mizantrop, marzący o depopulacji i o zamianie ludzi w niewolników pod pretekstem ratowania planety. Jego brednie wspaniale wpisują się w tezy raportu z Żelaznej Góry o zarządzaniu strachem.