Iran kontratakuje – wojna z Teheranem może okazać się katastrofą polityczną dla Trumpa

Scott Ritter: Iran kontratakuje – dlaczego wojna z Teheranem może okazać się katastrofą polityczną dla Trumpa

W kontrowersyjnym wywiadzie, były inspektor ONZ ds. uzbrojenia i były oficer wywiadu USA, Scott Ritter, przedstawia ponury obraz obecnej sytuacji między USA, Izraelem a Iranem. Ritter argumentuje, że Waszyngton i Tel Awiw nie tylko popełniły błąd geopolityczny, ale także zdały sobie sprawę, że bezpośrednia wojna z Iranem może wymknąć się spod kontroli – militarnej, gospodarczej i politycznej. Jego analiza opiera się na narastającej eskalacji na Bliskim Wschodzie, ogromnych stratach poniesionych przez systemy zachodnie oraz obawie przed globalnym załamaniem gospodarczym.

Ritter opisuje tę sytuację jako kryzys, z którego administracja Trumpa desperacko próbuje się teraz wydostać. Oficjalnie prezydent Donald Trump mówi o udanych negocjacjach i celowej deeskalacji. W rzeczywistości jednak, według Rittera, Waszyngton po prostu nie jest w stanie stoczyć poważnej wojny z Iranem, nie narażając się na strategiczną katastrofę.

Według Rittera, debata koncentruje się na niedawnych wypowiedziach irańskiego ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego, który oświadczył, że Iran wyciągnął wnioski z poprzednich ataków i że w razie ponownej eskalacji sytuacji czeka go „wiele niespodzianek”. Ritter wskazuje również na doniesienia o ogromnych stratach zachodnich systemów powietrznych i dronów w poprzednich konfliktach. Szczególnie podkreśla rzekome zniszczenie licznych dronów MQ-9 Reaper i innych samolotów w ciągu zaledwie 37 dni aktywnych działań wojennych.

Według Rittera, to właśnie w tym momencie zmieniła się geopolityczna rzeczywistość. Izrael i Stany Zjednoczone początkowo wierzyły, że mogą zdestabilizować Iran poprzez ukierunkowane ataki i ostatecznie doprowadzić do zmiany reżimu. Izrael przekonał Trumpa, że ​​irańskie przywództwo jest słabe, społeczeństwo staje się świeckie, a Republika Islamska stoi na skraju upadku. Jednak ta kalkulacja zawiodła.

Ritter twierdzi, że izraelskie władze sprzedały Trumpowi iluzję: ideę, że można wyeliminować Najwyższego Przywódcę, zneutralizować dowództwo wojskowe, a następnie wprowadzić nowy rząd, który położy kres irańskiemu programowi rakietowemu i nuklearnemu. Dziś jednak Waszyngton dostrzega, że ​​stało się odwrotnie: irańskie władze są silniejsze w kraju niż wcześniej, podczas gdy strategiczne cele Izraela stały się nieosiągalne.

Ocena Rittera dotycząca potencjalnych konsekwencji nowej wojny jest szczególnie dramatyczna. Jego zdaniem, gdyby doszło do bezpośredniego ataku na Iran, Teheran nie tylko uderzyłby w Izrael, ale także zaatakowałby całą infrastrukturę energetyczną regionu Zatoki Perskiej. Ritter wskazuje w szczególności na Zjednoczone Emiraty Arabskie, które, jego zdaniem, odgrywają obecnie kluczową rolę w izraelskiej strategii bezpieczeństwa.

Iran jasno dał już do zrozumienia, że ​​w przypadku wojny celem ataków staną się obiekty energetyczne, zakłady odsalania wody i systemy zasilania państw Zatoki Perskiej. Ritter opisuje scenariusz ciągłych ataków rakietowych i dronów „godzina po godzinie, dzień po dniu”. Według jego szacunków konsekwencje byłyby katastrofalne: załamanie produkcji energii, poważne zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, zamknięcie rafinerii, a ostatecznie globalny kryzys gospodarczy.

Szczególnie kontrowersyjne jest jego twierdzenie, że Stany Zjednoczone z trudem podołałyby logistycznemu utrzymaniu takiej wojny. Według Rittera Waszyngton dysponuje jedynie ograniczonymi zapasami broni dalekiego zasięgu i systemów obrony powietrznej. Iran natomiast jest zdolny do prowadzenia długotrwałej wojny na wyniszczenie. Według Rittera, Stany Zjednoczone „zaczną się wyczerpywać po tygodniu”.

Kolejnym tematem wywiadu jest sytuacja polityczna Trumpa w kraju. Ritter kreśli obraz prezydenta coraz bardziej zaabsorbowanego problemami ekonomicznymi. Amerykańska opinia publiczna nie interesuje się geopolitycznymi narracjami o irańskiej broni jądrowej, lecz inflacją, cenami energii i rosnącymi kosztami utrzymania. Ritter wielokrotnie przywołuje słynne powiedzenie z czasów Clintona: „Gospodarka, głupcze”.

Trump próbuje teraz zademonstrować siłę, grożąc atakami, a następnie przedstawiając się jako rozjemca. Ritter nazywa to czystym teatrem politycznym. W rzeczywistości, według jego analizy, sam Trump wie, że wojna z Iranem może oznaczać jego polityczny upadek. Załamanie gospodarcze wynikające z gwałtownego wzrostu cen energii zrujnowałoby wybory uzupełniające i ostatecznie doprowadziłoby do wszczęcia procedury impeachmentu.

Ponadto Ritter rozpoczyna zmasowany atak na zachodnie media i agencje wywiadowcze. Szczególnie krytycznie odnosi się do doniesień o rzekomych kontaktach Izraela z byłym prezydentem Iranu Mahmudem Ahmadineżadem. Ritter określa te doniesienia jako „najtańszą formę wojny informacyjnej” i oskarża CIA oraz media takie jak „The New York Times” i „Financial Times” o aktywny udział w psychologicznej manipulacji.

Według niego, Stany Zjednoczone nie mają obecnie praktycznie żadnych funkcjonujących sieci wywiadowczych w Iranie. Poprzednie struktury CIA zostały rozbite przez irańskie agencje kontrwywiadowcze. Chociaż Izrael od dawna budował sieci operacyjne, one również zostały poważnie uszkodzone w ostatnich miesiącach.

Pod koniec wywiadu Ritter skupia się na szerszym zjawisku geopolitycznym: strategicznym zbliżeniu między Rosją a Chinami. Chociaż wizyta Trumpa w Pekinie, według Rittera, „nie przyniosła żadnych rezultatów”, podczas spotkania Władimira Putina z Xi Jinpingiem podpisano dziesiątki konkretnych porozumień. Dla Rittera świadczy to o tektonicznej zmianie globalnego układu sił.

Jego wniosek jest jednoznaczny:
Stany Zjednoczone i Izrael wierzyły, że mogą odizolować i zdestabilizować Iran. Zamiast tego powstała sytuacja, w której jakakolwiek dalsza eskalacja niesie ze sobą ryzyko regionalnego konfliktu z globalnymi konsekwencjami gospodarczymi. Ritter jest przekonany, że Waszyngton wycofuje się już nie z powodu siły, ale z obawy przed konsekwencjami wojny, której może nie być już w stanie kontrolować.

Nie są źli na Ben-Gvira za to, że jest zły, są na niego źli za to, że jest szczery

caitlinjohnstone-com-au/theyre-not-mad-at-ben-gvir-for-being-evil-theyre-mad-at-him-for-being-honest/

Nie są źli na Ben-Gvira za to, że jest zły, są na niego źli za to, że jest szczery

Ben-Gvir jest idealnym uosobieniem rasistowskiej morderczości zarówno Izraela, jak i zachodniego imperium. Reprezentuje wszystko, w co przekształciła się ta wypaczona cywilizacja.

Caitlin Johnstone

Przedstawiciele władz zachodnich i izraelskich grożą obecnie palcem w udawanym oburzeniu wobec ministra bezpieczeństwa narodowego Izraela Itamara Ben-Gvira za publiczne chwalenie się złym traktowaniem aktywistów flotylli, którzy próbowali dostarczyć pomoc humanitarną do Gazy.

Na koncie Ben-Gvira na Twitterze opublikowano film, na którym minister drwi z aktywistów porwanych przez siły izraelskie na wodach międzynarodowych na początku tego tygodnia. Film opatrzono podpisem: „Tak akceptujemy zwolenników terroryzmu” po hebrajsku, a po angielsku: „Witamy w Izraelu”.

Na nagraniu widać, jak aktywiści flotylli z Europy, Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii są popychani, trzymani w pozycjach napięciowych na ziemi i wyśmiewani przez Ben-Gvira, gdy są unieruchomieni. To wszystko oczywiście blednie w porównaniu z codziennymi nadużyciami, jakich doświadczają palestyńscy jeńcy , ale dziś jest to przedmiotem międzynarodowego oburzenia, ponieważ ofiary pochodzą z Zachodu.

Zachodni urzędnicy ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Włoch, Niemiec, Holandii, Hiszpanii, Irlandii, Australii i Nowej Zelandii wydali pełne oburzenia oświadczenia potępiające Ben-Gvira i domagające się powrotu aktywistów, podczas gdy izraelscy urzędnicy demonstracyjnie próbują zdystansować się od działań własnego ministra bezpieczeństwa narodowego.

„Sposób, w jaki minister Ben Gvir potraktował aktywistów z flotylli, jest niezgodny z wartościami i normami Izraela” – napisał na Twitterze premier Beniamin Netanjahu w odpowiedzi na kontrowersje.

„Świadomie wyrządziłeś krzywdę naszemu państwu tym haniebnym pokazem – i nie po raz pierwszy” – izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar upomniał Ben-Gvira na Twitterze, dodając: „Nie, nie jesteś twarzą Izraela”.

„Nieodpowiedzialne popisywanie się Itamara Ben Gvira nie jest reprezentatywne dla polityki rządu” – napisał na Twitterze Yechiel Leiter, ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych, dodając: „Wybryki Ben Gvira niweczą nasze wysiłki dyplomatyczne, podczas gdy wrogowie Izraela z radością rzucają się na każdą nieszczęsną bzdurę, aby go zdyskredytować i demonizować”.

Całe to twierdzenie, jakoby działania Ben-Gvira nie reprezentowały Izraela ani jego wartości, miałoby zapewne większy ciężar gatunkowy, gdyby nie to, że miało miejsce tuż po międzynarodowym skandalu wywołanym artykułem „New York Timesa” na temat zamiłowania Izraela do stosowania tortur seksualnych wobec swoich jeńców —  w tym wykorzystywania tresowanych psów gwałcicieli .

Analitycy zauważyli, że minister bezpieczeństwa narodowego Izraela najprawdopodobniej udostępnia te materiały w celu zdobycia poparcia wśród swojej skrajnie prawicowej bazy w roku wyborczym, co mówi nam wszystko, co trzeba wiedzieć o obecnej sytuacji politycznej w tym kraju.

Warto również zauważyć, że Ben-Gvir publikował już wcześniej tego typu filmy – z tą różnicą, że jego ofiarami na tych filmach byli Palestyńczycy. Dziś widzimy oburzenie ze strony świata zachodniego tylko dlatego, że Zachód postrzega życie ludzi Zachodu jako nieskończenie cenniejsze niż życie Arabów.

Więc to trochę przesada, że ​​zachodnia klasa polityczna/medialna robi zamieszanie wokół tego filmu, po tym jak przez cały czas entuzjastycznie popierała nieustanną przemoc i nadużycia ze strony Izraela. I raczej głupie jest ze strony izraelskich urzędników twierdzenie, że działania ich ministra bezpieczeństwa narodowego nie reprezentują wartości ich kraju. 

Ben-Gvir jest idealnym uosobieniem rasistowskiej morderczości zarówno Izraela, jak i zachodniego imperium. Reprezentuje wszystko, w co przekształciła się ta wypaczona cywilizacja.

Nie są źli na Ben-Gvira za to, że jest zły. Są na niego źli tylko za to, że jest szczery.

Genetyczna ruletka

Genetyczna ruletka

Autor artykułu Marek Wójcik 21. maja 2026 world-scam/genetyczna-ruletka

Medycyna przyszłości jest nam sprzedawana jako „medycyna precyzyjna”. Jednak za terminami takimi jak spersonalizowane szczepionki mRNA, samo-amplifikujące się RNA (saRNA) czy programowane nanocząsteczki lipidowe kryje się eksperyment biologiczny o bezprecedensowej skali. Jak ostrzegają John A. Catanzaro i dr Peter A. McCullough w swojej niedawnej analizie , podejmujemy ryzyko, którego długoterminowe konsekwencje dla całego naszego genomu, mitochondriów i układu odpornościowego nie są nawet w przybliżeniu poznane.

Powyższy cytat pochodzi z wczorajszego artykułu na tkp.at: Genetyczna ruletka: Kiedy ludzkie ciało staje się bioreaktorem. Źródło.

Mój ostatni artykuł został skomentowany przez osobę, której zdecydowaną większość komentarzy cenię za rzeczowość w ten oto sposób:

Panie Marku, niech Pan nie powtarza absurdalnych informacji o możliwościach modyfikacji DNA, projektowania człowieka. BIOLOGIA podlega PRAWOM, nie HUCPIE !

Genetyka jest nadużywana na przykład jako wytłumaczenie dla otyłości. W ten sposób usiłuje się ukryć prawdziwy powód epidemii nadwagi, czyli przede wszystkim „leki” farmakologiczne oraz fałszywa propaganda psuedo-dietetyczna, którą szkoli się mało zainteresowanych prawdą dietetyków. Pytanie: czy tzw. szczepionki mRNA przeciwko wymyślonej pandemii nie są manipulacją genetyczną? Manipulacja genami to fakt, przynajmniej jeśli chodzi o opisaną w poprzednim artykule modyfikację epigenetyczną.

Jeśli nadal przeczysz możliwościom stosowania przeróbek genetycznych w biologii, to siłą rzeczy musisz uważać, że rośliny, którym zmienia się geny jak na przykład kukurydza, to fejk. Jeśli jest to kłamstwo, to bardzo dochodowe.

Nowe rośliny „NGT-1” bez oznaczenia GMO – ponieważ w przeciwnym razie konsumenci by ich nie akceptowali

Za kulisami Komisja Europejska przygotowuje kolejny etap kontroli przemysłowej nad żywnością. W najbliższych dniach Parlament Europejski ma głosować nad nowym rozporządzeniem w sprawie „nowych technik genomowych” (NGT), które wprowadza system dwuklasowy dla roślin modyfikowanych genetycznie. Źródło.

Skoro to jest jedynie hucpa, to nie powinniśmy się takimi sprawami przejmować.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Ujawniono: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokuje” wojnę z Rosją

Rosjanie protestują przeciwko bombardowaniom Jugosławii przez NATO przed brytyjską ambasadą w Moskwie.

Opublikowano: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokuje” wojnę z Rosją.

Przez Kit Klarenberg

15 kwietnia Declassified UK opublikował druzgocący raport z dochodzenia, który ujawnił, że wysocy rangą brytyjscy politycy i dowódcy wojskowi w połowie lat 90. doskonale zdawali sobie sprawę, że rozszerzenie NATO na Europę Środkową i Wschodnią „sprowokowałoby Rosjan” i prawdopodobnie wywołałoby wojnę totalną. Niepublikowane wcześniej dokumenty Ministerstwa Obrony pokazują, że Londyn zdawał sobie sprawę z głębokiej „wrażliwości” Moskwy na „wrogi sojusz wojskowy” rozszerzający się na jej granice i oparty na bardzo „realnych” obawach. Niemniej jednak, niebezpieczna kampania NATO na rzecz integracji Europy Środkowej i Wschodniej została szybko podjęta, co ostatecznie doprowadziło do konfliktu zastępczego na Ukrainie.

Od wybuchu tzw. „specjalnej operacji wojskowej” w lutym 2022 roku brytyjscy urzędnicy rządowi niestrudzenie powtarzali mantrę, że wojna zastępcza była „niesprowokowana”. Jednak odtajniona notatka Ministerstwa Spraw Zagranicznych z marca 1995 roku stwierdzała: „W Moskwie panowało powszechne przekonanie, zarówno psychologiczne, jak i intelektualne, że NATO stanowi realne zagrożenie”. W maju tego roku ówczesny premier John Major zwięźle opisał rosyjskie obawy swojemu irlandzkiemu odpowiednikowi, Johnowi Brutonowi, jako „głęboki lęk… przed okrążeniem”. Obawy dotyczące członkostwa w UE były stosunkowo stonowane.

„Dla Rosjan NATO miało o wiele groźniejsze znaczenie symboliczne i polityczne… Sytuacja w państwach bałtyckich była szczególnie trudna, ponieważ stanowiła dla Rosji niezwykle delikatną kwestię. Bardzo trudno byłoby mieć granicę NATO bezpośrednio przylegającą do Rosji”.

Niemniej jednak w 1997 roku NATO zaprosiło do przystąpienia Czechy, Węgry i Polskę, co uczyniły dwa lata później. W 2004 roku do sojuszu wojskowego jednocześnie przystąpiły Estonia, Łotwa i Litwa. Do sojuszu przystąpiły również byłe państwa Układu Warszawskiego: Bułgaria, Rumunia, Słowacja i była Jugosłowiańska Republika Słowenii. Odtajnione brytyjskie dokumenty ujawniają, że brytyjski wywiad wojskowy przygotował już w sierpniu 1996 roku studium dotyczące rozszerzenia NATO, które jednoznacznie przewidywało, że przystąpienie tych państw może wywołać wojnę, a w odpowiedzi zainicjować operację wojskową sojuszu na mocy artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.

Odnosi się to do zbiorowej samoobrony, zgodnie z którą członkowie NATO są zobowiązani do udzielenia sobie nawzajem pomocy w razie ataku. W tym scenariuszu wywiad wojskowy założył, że „Rosja stanowczo sprzeciwiała się członkostwu państw bałtyckich w NATO i groziła środkami odwetowymi w celu ochrony własnego bezpieczeństwa przed sojuszem wojskowym postrzeganym jako wrogi na jej granicach”. W rzeczywistości Borys Jelcyn okresowo publicznie wygłaszał gniewne oświadczenia dotyczące rozszerzenia NATO w państwach bałtyckich, jednocześnie za zamkniętymi drzwiami lobbował w tej sprawie u prezydenta USA Billa Clintona.

Mimo to rozszerzenie NATO trwało. W grudniu 1996 roku, według odtajnionych brytyjskich raportów, ówczesny premier Rosji Wiktor Czernomyrdin prywatnie ostrzegł Majora: „Rosja nie może powstrzymać rozszerzenia NATO, ale zrobienie tego stworzyłoby niestabilną sytuację, która mogłaby eksplodować”. Inne odtajnione dokumenty z tego okresu pokazują, że wysocy rangą urzędnicy w Londynie doskonale zdawali sobie sprawę z „zaniepokojenia”, „strachu”, „wrogości”, „negatywnego nastawienia” i „niezadowolenia” Moskwy wobec rozszerzenia sojuszu. Zarówno Major, jak i jego następca, Tony Blair, osobiście wyraźnie zapewnili przedstawicieli Kremla, że ​​NATO „nie zbliży się do granic Rosji”.

Jednak tajny dokument strategiczny z września 1996 roku jasno wskazywał, że Wielka Brytania jest zdecydowana „rozszerzyć NATO na wschód”, nawet jeśli „zgoda Rosji nie będzie możliwa”. W lutym 1997 roku rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Nikołaj Afanasjewski, podczas spotkania z Jeremym Greenstockiem, brytyjskim ambasadorem w Moskwie, ze złością nazwał publiczne dyskusje w stolicach zachodnich na temat przyjęcia byłych republik radzieckich do Sojuszu „rażącą prowokacją”. Greenstock zapewnił swojego rosyjskiego odpowiednika, że ​​NATO „nie ma zamiaru” przyjmować byłych republik radzieckich „w chwili obecnej” – co formalnie rzecz biorąc, było prawdą.

„Problem rosyjski”

Notatka Departamentu Stanu z marca 1997 roku przewidywała, że ​​szybkie rozszerzenie NATO „rozgniewa” Rosję i ostatecznie „sprowokuje” reakcję militarną. „Obawy” Jelcyna dotyczące „możliwego przystąpienia Ukrainy, państw bałtyckich i innych państw byłego Związku Radzieckiego” uznano za „najtrudniejszą kwestię” wpływającą na stosunki Zachodu z Moskwą. Konieczne było zatem bardziej etapowe podejście. W tym samym miesiącu John Major spotkał się z sekretarzem generalnym NATO Javierem Solaną, który mówił o „rosyjskich obawach dotyczących przemieszczenia wojsk i sprzętu NATO na wschód”.

Odzwierciedlając głęboką niepopularność i nieufność wobec rozszerzenia NATO wśród znacznej części rosyjskiej opinii publicznej i klasy politycznej, Solana Major doniósł, że minister spraw zagranicznych Moskwy Jewgienij Primakow „mniej więcej poprosił go o pomoc w zapewnieniu Rosjan, że siły NATO nie będą posuwać się na wschód”. Miesiąc później Jelcyn wysłał ostro sformułowany prywatny list do Johna Majora:

„Nasz sprzeciw wobec planów rozszerzenia NATO pozostaje niezmienny. Wdrożenie tych planów byłoby największym błędem, jaki Zachód popełnił w całym okresie powojennym”.

Niepublikowane wcześniej, odtajnione dokumenty CIA wyraźnie pokazują, że Waszyngton zdawał sobie sprawę z zaciekłego sprzeciwu opinii publicznej i państwa w Rosji wobec działań wojskowych NATO i rozszerzenia NATO – nie tylko w byłym Układzie Warszawskim i Związku Radzieckim, ale także w byłej Jugosławii, a sprzeciw ten sięgał jeszcze dalej. Notatka CIA ze stycznia 1993 roku dotyczyła „Serbii i problemu rosyjskiego”. Agencja uznała za konieczne – choć potencjalnie trudne – uzyskanie zgody Moskwy na działania USA i ONZ przeciwko Serbom w związku z wojną w Bośni.

W tym czasie nowo zaprzysiężony Biały Dom Clintona otwarcie rozważał bezpośrednią interwencję w narastającym kryzysie humanitarnym, a nawet pełną inwazję. Rok wcześniej Waszyngton nałożył druzgocące sankcje na to, co pozostało z Jugosławii, z powodu rozlewu krwi. CIA uznała za konieczne uświadomienie nowemu zespołowi politycznemu Clintona rosnącego zagrożenia związanego z oddaleniem się Rosji od polityki Zachodu wobec Serbii. Agencja obawiała się, że historyczne więzi między Belgradem a Moskwą mogą utrudnić skuteczną reakcję międzynarodową – innymi słowy, otwarte zaangażowanie USA.

„Nawet jeśli USA nie mogą zastawić Rosji swojej polityki wobec Jugosławii, Waszyngton prawdopodobnie powinien dołożyć większych starań, aby skonsultować się z Moskwą przed podjęciem decyzji o nowych środkach politycznych” – ostrzegała notatka CIA. Agencja próbowała wyjaśnić, „dlaczego rosyjskie zaniepokojenie polityką Zachodu wobec Serbii może doprowadzić do weta wobec rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie użycia siły”. CIA donosiła, że ​​rząd rosyjski jest „coraz bardziej zaniepokojony potencjalnym użyciem siły przeciwko Serbii”, a następnie przedstawiła „pięć czynników napędzających ten niepokój”.

Wśród nich była „pseudo-geopolityka”. Problem Jelcyna – a tym samym CIA, Pentagonu i Białego Domu – polegał na tym, że „niektórzy Rosjanie” pytali: „Dlaczego Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, miałby ingerować w obszar, który Rosja zawsze uważała za swoją tradycyjną strefę wpływów?”. CIA z pogardą oświadczyła, że ​​„Zachód nie powinien traktować tego argumentu zbyt poważnie we współczesnym świecie”, ale agencja ostrzegła, że ​​argument ten jest „podnoszony” w Rosji na szczeblu publicznym i politycznym i że Kreml „będzie musiał się z nim zmierzyć”.

Kolejny „problem” dotyczył „słowiańskiego braterstwa”. CIA zauważyła, jak „romantyczni nacjonaliści” w kraju zastępowali marksistowskie hasło „Robotnicy, łączcie się” hasłem „Słowianie, łączcie się”. W rezultacie rosyjscy „ultranacjonaliści” uważali, że Moskwa ma „obowiązek przyjść z pomocą Serbom”. Nie rozwijając tematu, CIA uznała, że ​​„nie powinniśmy traktować tego zbyt poważnie z niektórych z wyżej wymienionych powodów, ale nie możemy ignorować sytuacji, gdy inni aktorzy przychodzą z pomocą swoim etnicznym lub religijnym braciom”.

„Niebezpieczny precedens”

Bałkany mają ogromne znaczenie kulturowe, gospodarcze, historyczne, militarne, polityczne i strategiczne dla Rosji. Jugosławia dołączyła do Związku Radzieckiego bezpośrednio po II wojnie światowej, zanim doszło do ich odłączenia w 1948 roku. Później Belgrad i Moskwa utrzymywały harmonijne, choć chwilami napięte, stosunki. Było całkowicie zrozumiałe, dlaczego Rosja i naród rosyjski obawiali się destrukcyjnych działań pod przewodnictwem USA przeciwko rozpadającej się Jugosławii, która była siłą dzielona na łatwe do wykorzystania państwa marionetkowe Zachodu i przyszłych członków NATO.

CIA – podobnie jak Biały Dom i NATO – założyła jednak, że w jednobiegunowym świecie niekwestionowanej i niepodważalnej globalnej hegemonii USA, pogląd, że Rosja posiada jakąkolwiek strefę wpływów na świecie i interesy poza własnymi granicami, nie powinien być traktowany „bardzo poważnie” w planowaniu politycznym – o ile w ogóle. Lekceważąca przez Zachód lekceważenie jasno określonych przez Moskwę czerwonych linii i oczywistych obaw znacznie się utrwaliła, a dodatkowo wzmocniło ją bombardowanie Jugosławii w okresie od marca do czerwca 1999 roku.

Stolice zachodnie przewidywały, że Chiny i Rosja sprzeciwią się tej kampanii. Dlatego NATO ominęło nieuniknione weta Pekinu i Moskwy w Radzie Bezpieczeństwa ONZ przeciwko jednostronnym działaniom militarnym, powołując się na klauzulę samoobrony Karty Narodów Zjednoczonych i bombardując Jugosławię bez głosowania Rady Bezpieczeństwa. Przerażająco proroczy artykuł w kwietniowym numerze „New Statesman” z 1999 roku ostrzegał, że nieautoryzowane, nielegalne bombardowania NATO nie były „odosobnionym incydentem”, lecz „dopiero początkiem” „nowego, wspaniałego świata”, w którym sojusz wojskowy będzie działał jako globalna „siły interwencji przymusowej”.

Na początku kampanii ówczesny premier Jewgienij Primakow znajdował się dosłownie w powietrzu, lecąc do Stanów Zjednoczonych na oficjalne spotkanie. Natychmiast nakazał pilotowi powrót do Rosji. Pomimo protestów Primakowa, rząd Jelcyna nie przyszedł Belgradowi z pomocą, lecz zamiast tego zachęcił serbskiego przywódcę Slobodana Miloševicia do poddania się NATO. Niemniej jednak, bombardowanie Jugosławii przez Sojusz, ujawnione w telegramie ambasady brytyjskiej w Moskwie do wszystkich czołowych londyńskich placówek dyplomatycznych za granicą, opublikowanym w czerwcu 1999 roku, „pozostawiło Rosję w stanie głębokiego pobicia i oszołomienia”.

W całym kraju, od ulic po najwyższe równiny, panowało oburzenie, że NATO uciekło się do działań militarnych pomimo bezpośredniego sprzeciwu Rosji. Kampania ta była powszechnie postrzegana jako niebezpieczny precedens dla działań militarnych bez autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, osłabiający tym samym siłę rosyjskiego weta. Odebrano to nie tylko jako cios dla Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale jako realne zagrożenie dla interesów Rosji… i jako ustanowienie niedopuszczalnego precedensu dla działań poza obszarem operacji, z pominięciem Rady Bezpieczeństwa w razie potrzeby.

„[Moskiewskie Ministerstwo Obrony] wykorzystało użycie siły przez NATO jako okazję do argumentowania, że ​​nowa doktryna wojskowa Rosji musi w większym stopniu uwzględniać potencjalne zagrożenie ze strony NATO – ze wszystkimi konsekwencjami, jakie to pociąga za sobą dla liczebności wojsk, zakupów broni i przyszłości kontroli zbrojeń… Perspektywiczne stanowisko Wielkiej Brytanii w sprawie użycia siły nie pozostało niezauważone… Operacja w Kosowie wzmocniła przekonanie, że rozszerzające się NATO jest potężnym narzędziem egzekwowania woli USA w Europie”.

„Interwencje gdzie indziej”

Po nielegalnej, 78-dniowej kampanii bombardowań Jugosławii przez NATO, w wyniku której zginęły tysiące ludzi – w tym dzieci – i brutalnie zakłóciły codzienne życie milionów ludzi, Rosja zawiesiła formalny dialog z NATO. W raporcie moskiewskiej placówki wysokiego szczebla stwierdzono: „Istnieją przesłanki wskazujące na to, że Rosja może być zainteresowana wznowieniem dialogu, ale szybki powrót do status quo ante jest politycznie niemożliwy”. Dalej napisano:

„Zdecydowany i emocjonalny opór wobec działań militarnych NATO, a także opór wobec rozszerzenia NATO, jest stałą cechą polityki rosyjskiej w całym spektrum politycznym”.

Mówiono jednak, że rosyjskie wojsko wyróżniło się „głośną retoryką i aktywnym promowaniem tego, co uważa za interesy mocarstw Rosji”. Analitycy polityki zagranicznej w Moskwie, „w odpowiedzi” na bombardowanie, „skupili się na możliwości zbliżenia polityki rosyjskiej z Chinami i Indiami”, choć „jak dotąd bez przekonania, czy okaże się to praktyczne”. Niemniej jednak opcja ta była szeroko dyskutowana przez wpływowych myślicieli politycznych, ponieważ „zaufanie” do Zachodu zostało poważnie „podważone” na miejscu.

W depeszy przewidziano, że „odbudowa wzajemnego zaufania” między NATO, jego państwami członkowskimi a Moskwą po bombardowaniu Jugosławii przez Sojusz będzie „prawdopodobnie długotrwałym procesem”. Zakładano, że zbliżające się spotkanie Rady Europejskiej w Kolonii, mające na celu opracowanie Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, „będzie ważną pierwszą okazją, by pokazać Moskwie, że nadal przywiązujemy wagę do współpracy z Rosją”.

„Pomogłoby złagodzić rosyjskie obawy dotyczące potencjalnie szerszych skutków akcji militarnej NATO, gdyby [Tony Blair] mógł jasno dać Jelcynowi do zrozumienia, że ​​[bombardowanie Jugosławii] nie stanowi precedensu dla interwencji gdzie indziej”.

Tę samą jednoznaczną obietnicę Blair i wysoko postawieni dyplomaci złożyli „osobno” równie oburzonym i zaniepokojonym Chińczykom. Jednak bombardowanie Jugosławii szybko stało się precedensem dla dalszych jednostronnych działań militarnych Zachodu „poza obszarem działań”, niezależnie od tego, czy były one prowadzone pod auspicjami NATO, czy nie. W rezultacie niepodległe państwa, takie jak Libia, zostały zredukowane do otwartych targów niewolników. Tymczasem resztki krajów zniszczonych przez imperializm NATO były wchłaniane przez sojusz jeden po drugim w coraz bardziej drapieżnym tempie.

Również w tym przypadku Brytyjczycy doskonale zdawali sobie sprawę, że działania Zachodu w byłej Jugosławii znacząco nasiliły obawy Rosji dotyczące narzuconej przez NATO jednobiegunowości i nieubłaganej ekspansji sojuszu coraz bliżej granic Moskwy. We wrześniu 1999 roku prywatny sekretarz ówczesnego ministra spraw zagranicznych Robina Cooka napisał do Blaira, ostrzegając, że Rosjanie uznali niedawne jednostronne anglo-amerykańskie działania gospodarcze i militarne przeciwko Irakowi i Jugosławii za „szczególnie trudne do przełknięcia”.

Prawdziwym powodem tego (całkiem uzasadnionego) zaniepokojenia jest poczucie, że Stany Zjednoczone i NATO ignorują wszelkie prawa. Pogląd, że… Zachód nie zwraca uwagi na interesy Rosji, a… rozszerzenie NATO ma na celu dalsze ograniczanie Rosji.

„Silne różnice zdań”

Raport Ministerstwa Spraw Zagranicznych z lutego 2000 roku ze spotkania Blaira z sekretarzem generalnym NATO George’em Robertsonem stwierdzał: „Rosyjski sprzeciw wobec rozszerzenia NATO jeszcze bardziej się zaostrzył w wyniku bombardowania Jugosławii”. Niezrażony tym, sojusz nadal się rozwijał, a na czele tych wysiłków stali brytyjscy wojskowi i wywiadowcy. Na ich czele stał Chris Donnelly, wieloletni aparatczyk obrony, który awansował do NATO w 1989 roku – tuż przed rozpadem Układu Warszawskiego i Jugosławii.

W miażdżącej recenzji naukowej swojej książki z 2004 roku „Reforming For Wars Of The Future” stwierdzono: „Jeśli istnieje człowiek, który odegrał kluczową rolę w procesie rozszerzenia NATO i konstruktywnym wsparciu reform wojskowych w nowo wyzwolonych krajach Europy Środkowej i Wschodniej, to jest nim Chris Donnelly”. W wielu przypadkach państwa były przyjmowane do NATO pomimo znacznego sprzeciwu społecznego i politycznego. Co ciekawe, sam Donnelly przyznał w styczniu 2002 roku, że NATO nie było w istocie defensywnym sojuszem wojskowym.

„Małe armie z małych krajów niewiele mogą zdziałać” – wyjaśnił – „dlatego NATO lepiej funkcjonuje jako sojusz polityczny”. Donnelly opuścił NATO w 2003 roku. Jego poglądy na temat rozszerzenia NATO pozostały później bardzo wpływowe. Na początku 2004 roku wewnętrzne czasopismo NATO, NATO Review, opublikowało esej jego autorstwa na temat budowania NATO „dla Wielkiego Bliskiego Wschodu”. W artykule z października 2006 roku, opublikowanym przez U.S. Army War College, omawiającym możliwości wciągnięcia Ukrainy w wojnę z terroryzmem, cytowano rozprawę doktorską Donnelly’ego z 1997 roku pt. „Transformacja obronności w nowych demokracjach”.

Ukraina została tymczasowo wprowadzona na ścieżkę członkostwa w NATO podczas szczytu NATO w kwietniu 2008 roku. W lutym tego roku ówczesny ambasador USA w Moskwie, Bill Burns – dyrektor CIA za prezydenta Joe Bidena – zakomunikował Waszyngtonowi, że Moskwa jest „szczególnie zaniepokojona” „poważnymi podziałami na Ukrainie w kwestii członkostwa w NATO”. Znaczna część „etnicznej społeczności rosyjskiej” w tym kraju sprzeciwiała się przystąpieniu, co „mogło doprowadzić do poważnego rozłamu, który mógłby skutkować przemocą, a w najgorszym przypadku wojną domową”. Zmusiłoby to Rosję „do podjęcia decyzji o interwencji; decyzji, której Rosja nie chce podejmować”.

Z sondażu NATO z 2011 roku wynika, że ​​mniej niż 20% Ukraińców popierało przystąpienie. Bombardowanie Jugosławii było „szczególnie niepopularne” na poziomie lokalnym – „dla wielu… obraz NATO wciąż budzi lęk”. Tydzień później Burns przedstawił Białemu Domowi prawdopodobne reakcje Moskwy na ofertę członkostwa w NATO dla Gruzji i Ukrainy. Odnosząc się do Gruzji, stwierdził, że „perspektywy późniejszego… konfliktu zbrojnego są wysokie” – w sierpniu 2008 roku wybuchła wojna rosyjsko-gruzińska. Tymczasem spostrzeżenia Burnsa na temat Ukrainy brzmią teraz jak klątwa proroka, która tragicznie się spełniła.

„Dla rosyjskich elit (nie tylko Putina) przystąpienie Ukrainy do NATO jest absolutnie nieprzekraczalną czerwoną linią. W ciągu ponad dwóch i pół roku rozmów z kluczowymi rosyjskimi aktorami – od radykałów z mrocznych głębin Kremla po najbystrzejszych liberalnych krytyków Putina – nie spotkałem się jeszcze z nikim, kto postrzegałby członkostwo Ukrainy w NATO inaczej niż jako bezpośrednie wyzwanie dla rosyjskich interesów… Oferta członkostwa byłaby postrzegana jako strategiczne wypowiedzenie wojny… Rosja odpowie”.

Źródło: Odtajnione: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokowałoby” wojnę z Rosją

Obserwacje ze szczytu Xi-Trump

Obserwacje ze szczytu Xi-Trump

Wiele hałasu o nic

Kiedy Szekspir pisał komedię o wielkim hałasie wokół czegoś nieistotnego i trywialnego, około 420 lat temu, zapewne nie miał pojęcia, że ​​tytuł sztuki będzie trafnym opisem szczytu Chiny-USA, który odbył się w zeszłym tygodniu.

Poza pompą i przepychem wielkiego przyjęcia, bankietem państwowym i możliwością zrobienia sobie zdjęć w Świątyni Nieba, wydaje się, że ze spotkania niewiele wynika.

Kiedy pisałem swój ostatni esej „  Czego można oczekiwać po spotkaniu Xi i Trumpa?”  , miałem bardzo niskie oczekiwania, a przerosło je to, że dostarczono jeszcze mniej.

Krótko mówiąc, spotkanie było „rozczarowujące” – słowo, którego ostatnio często używam.

Celem Pekinu była stabilizacja relacji z prezydentem USA, którego stabilność psychiczna może być chwiejna. Pod tym względem szczyt okazał się sukcesem.

Ogólnie rzecz biorąc, jest oczywiste, że obie strony tak bardzo różnią się w kluczowych kwestiach, że nie można oczekiwać, że rozwiążą swoje różnice, a tym bardziej wspólnie rozwiążą problemy świata.

Chciałbym jednak podzielić się kilkoma spostrzeżeniami na temat tego, co działo się poza salami zgromadzeń i jakie wnioski można z tego wyciągnąć.

Relacje na chińskich mediach społecznościowych były stonowane.

W porównaniu do kompleksowych i dogłębnych analiz wojen na Ukrainie i w Iranie, publikowanych w chińskich mediach społecznościowych, szczyt spotkał się z niewielkim entuzjazmem i podekscytowaniem.

Wygląda na to, że chińscy internauci poświęcają szczytowi tyle samo obojętnej uwagi, co wizycie Starmera, Merza i Carneya na początku tego roku, czy wizycie Macrona w grudniu ubiegłego roku.

Zainteresowanie wydaje się nieco wzrosnąć z powodu wizyty prezydenta Putina pod koniec tego tygodnia. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Wiadomości pozostawione w ostatnich tygodniach przez chińskich internautów na koncie WeChat ambasady USA w Pekinie są wymowne.

Większość komentarzy zamieszczanych pod zdjęciami z wizyty państwowej Trumpa lub jego serdecznymi wyrazami „przyjaźni” to krótkie teksty w stylu „hehe, miło” lub „tak, to prawda” (oznaka niedowierzania i cynicznej nieszczerości) lub memy przedstawiające ziewanie i chichotanie.

Wiadomości te wykazują zadziwiające podobieństwo do wiadomości pozostawionych na koncie ambasady USA w serwisie WeChat w pierwszym miesiącu wojny z Iranem, kiedy to zamieszczano tam relacje o zwycięstwie USA w Iranie i uzasadnieniach zdradzieckiego ataku.

Z drugiej strony chińscy internauci zalali konta irańskiej ambasady na WeChat wyrazami wsparcia, prośbami o możliwość przekazania darowizn na rzecz Iranu, a nawet nieproszonymi sugestiami, w jaki sposób zniszczyć F-35.

Poradnik opublikowany na chińskim koncie w mediach społecznościowych („Old Hu Talks the World”) stał się viralem. Poradnik został opublikowany w połowie marca przez inżyniera lotnictwa i kosmonautyki, absolwenta Northwestern Polytechnic University, wiodącej instytucji badawczej w dziedzinie obronności w Xi’an, objętej sankcjami USA.

W filmie, opatrzonym perskimi napisami, szczegółowo wyjaśniono, w jaki sposób Iran mógłby wykorzystać swoje tanie systemy do namierzenia i zniszczenia wysoce zaawansowanego myśliwca stealth.

Strategia starożytnego Hu skupiała się na wykorzystaniu znanych ograniczeń fizycznych technologii stealth przy użyciu różnych metod:

  • Pasywna detekcja podczerwieni: W samouczku zalecono stosowanie systemów czujników elektrooptycznych/podczerwonych (EO/IR). W przeciwieństwie do konwencjonalnych systemów radarowych, systemy te działają pasywnie i nie emitują sygnałów, które mogłyby aktywować odbiorniki ostrzegawcze samolotu F-35.
  • Atak na „wrażliwy ogon”: Hu zauważył, że chociaż F-35 został zaprojektowany do stealth z przodu, jego sygnatura cieplna była łatwiejsza do rozpoznania z tyłu. W samouczku zalecano odczekanie z aktywacją ognia przeciwlotniczego do momentu, aż przeleci samolot stealth, aby zaatakować go od tyłu.
  • Sieci „tripwire”: Dzięki wykorzystaniu sieci pasywnych czujników starsze, szybkie pociski – takie jak radzieckie R-27T/ET Wympieł – mogły być naprowadzane na sygnaturę cieplną samolotu bez aktywnego naprowadzania radarowego.
  • Ekonomiczne manewry dezinformacyjne: Strategia polegała na wykorzystaniu fałszywych systemów radarowych w celu przekierowania izraelskich lub amerykańskich ataków na fałszywe cele, chroniąc w ten sposób rzeczywiste systemy obronne do momentu, aż będą gotowe do ataku.

Pięć dni po opublikowaniu poradnika Iran ogłosił, że udało mu się zestrzelić F-35 przy użyciu krajowej obrony powietrznej, jednak Stany Zjednoczone przyznały jedynie, że F-35 „lądował awaryjnie” i że „zarówno pilot, jak i samolot są bezpieczni”.

O tym niewielkim wydarzeniu poinformował dziennik South China Morning Post; artykuł można znaleźć tutaj:  scmp.com/news/china/science/how-take-down-us-f-35-over-iran-chinese-engineers-prophetic-tutorial-goes-viral

Niezależnie od tego, czy samouczek okazał się pomocny w zestrzeliwaniu myśliwców F-35, Iran zastosował tę samą taktykę, aby zniszczyć liczne drony MQ-9 Reaper za pomocą pocisku rakietowego Typ 358. Szczegóły można znaleźć w moim wcześniejszym poście tutaj:  huabinoliver/the-us-war-machine-underwhelms-part-abd

Pekin rozczarowuje swoją przewidywalnością i samozadowoleniem.

Chociaż celem Pekinu było utrzymanie stosunków na zrównoważonym poziomie, o co dbał prezydent Xi, przewidywalne podejście Pekinu do Trumpa jest rozczarowujące, przynajmniej dla mnie i wielu obserwatorów w mediach społecznościowych.

Pekin słynie ze ścisłego przestrzegania norm dyplomatycznych. Z zasady nie poucza ani nie prawi kazań innym państwom. I oczywiście nie ma sensu drażnić znanego egocentrycznego narcyza, takiego jak Trump.

Poza tym, ten człowiek jest całkowicie nieuczciwy i skorumpowany, a podczas niesprowokowanych wojen agresywnych dopuścił się zbrodni przeciwko ludności cywilnej w Iranie i Wenezueli. Groził nawet ludobójstwem, by zniszczyć irańską cywilizację.

Rzekoma „przyjaźń” Trumpa z prezydentem Xi nie jest wystarczająca, aby zasługiwać na wielki szacunek i cześć.

Pekin nie powinien był ignorować swoich zbrodni. Znaczna część chaosu i zawirowań na świecie, do których nawiązał prezydent Xi w swoim przemówieniu otwierającym, była spowodowana przez jego „gościa”.

Marco Rubio podlega chińskim sankcjom i nie powinien zostać wpuszczony do kraju, dopóki sankcje te obowiązują. Pekin powinien był jasno dać do zrozumienia, że ​​sankcje są poważne i że doraźne korzyści nie mogą mieć pierwszeństwa przed zasadami.

Dyplomaci Pekinu działają również zbyt biernie i reaktywnie. Ważne kwestie handlowe i technologiczne są determinowane przez działania USA, a Pekin jedynie na nie reaguje.

Dlaczego Pekin miałby dopuścić się sytuacji, w której wojny handlowe i embarga technologiczne byłyby inicjowane przez USA i Zachód, zamiast kierować się własnymi życzeniami?

Chiny mogłyby z pewnością podjąć proaktywne działania w celu ochrony swoich łańcuchów dostaw i interesów gospodarczych, takich jak import ropy naftowej i gazu z Zatoki Perskiej, zamiast reagować na ofensywne działania drugiej strony.

Pekin mógłby na przykład wysłać własną flotę morską w celu ochrony swoich tankowców przed nielegalną blokadą i przechwytywaniem stosowanym przez Stany Zjednoczone przez Iran.

Dlaczego Pekin upiera się, że to wróg „oddaje pierwszy strzał”?

Ostatecznie to, co dotyczy jednej strony, dotyczy również drugiej. Jeśli inne kraje będą ostro negocjować wprowadzenie zasad eksterytorialnych, Pekin powinien nie tylko zareagować środkami zaradczymi, ale także proaktywnie ustanowić własne zasady.

Istnieje również silna asymetria w relacjach między USA a Chinami. Dlaczego Apple i Tesla są mile widziane na rynku chińskim, a Huawei i BYD są zakazane w USA?

Dlaczego prezesi Huawei, DJI, BYD i SMIC nie mogą podróżować do USA, aby zawierać nowe umowy biznesowe?

Dlaczego Pekin miałby kupować soję, wołowinę i olej ze Stanów Zjednoczonych, skoro te towary są łatwo dostępne gdzie indziej po niższych cenach?

Dlaczego nie podejmuje się żadnych działań mających na celu zachęcenie USA do kupowania chińskich pojazdów elektrycznych, paneli słonecznych i akumulatorów, skoro są one konkurencyjne na skalę światową?

Dlaczego Pekin miałby pozwolić na działalność BlackRock, Citigroup lub Visa, skoro ich chińskie odpowiedniki są wykluczone z rynku amerykańskiego?

Zamiast grzecznie poprosić USA, aby nie sprzedawały broni Tajwanowi, zbuntowanej prowincji, dlaczego nie mielibyśmy pozwolić Pekinowi, według własnego uznania, w ramach stosunków międzypaństwowych i w pełnej zgodności z prawem międzynarodowym, sprzedawać broni Iranowi, Rosji lub komukolwiek innemu?

Podejście Pekinu do Trumpa i amerykańskiego reżimu jest zbyt przewidywalne i bezkonfliktowe; Pekin dąży do stabilności i nie chce nikogo szokować.

Inne podejście mogłoby lepiej służyć interesom Chin poprzez bardziej proaktywne ustalenie planu działania i przejście do ofensywy.

Nadszedł czas na nowy początek w relacjach, ale szczyt nie stworzył nawet warunków do takiego nowego początku.

Nie da się ukryć faktu, że USA są oligarchią.

Jeśli niektórzy Chińczycy wciąż żywią złudzenie, że USA to „demokracja” godna naśladowania, lista pasażerów Air Force One definitywnie rozwiewa tę iluzję.

Chińscy internauci zauważyli, że wśród 17 liderów biznesu towarzyszących Trumpowi w Pekinie znajduje się 5 miliarderów – Elon Musk, Tim Cook, Jensen Huang, Larry Fink (Blackrock) i Steve Schwarzman (Blackstone).

Według magazynu Forbes wśród członków gabinetu i doradców Trumpa jest od 12 do 15 miliarderów, nie licząc samego Trumpa.

Delegacja w Pekinie reprezentuje interesy amerykańskich korporacji na najwyższym szczeblu, od sektora technologicznego (Nvidia, Tesla, Apple, Micron, Qualcomm) po Wall Street (Goldman Sachs, Citigroup, Visa, Blackrock) oraz firmy z branży rolniczej i lotniczej (Cargill, Boeing, GE Aerospace).

Ci prominentni prezesi/miliarderzy to nie zwykli pracownicy w podróży służbowej, którzy chcą sfinalizować kilka transakcji. To  klasa rządząca  USA.

Rząd USA jest obecnie całkowicie przesiąknięty interesami oligarchicznymi. Na jego czele stoi miliarder z branży nieruchomości, który bogaci się na transakcjach kryptowalutowych, handlu informacjami poufnymi i różnych metodach korupcyjnych.

Państwo istnieje po to, aby służyć interesom tych oligarchów.

Pekin zaprosił na oficjalną kolację również kilku wysoko postawionych przedstawicieli świata biznesu, m.in. Lei Jun (Xiaomi), Liang Rubo (ByteDance), Yang Yuanqing (Lenovo) i Cao Hui (Fuyao Glass).

Są to również miliarderzy, którzy dorobili się majątku własnymi siłami, ale żaden z nich nie ma wpływu politycznego na Xi ani chiński rząd.

Brakuje im środków, aby zdobyć władzę, takich jak grupy lobbingowe, ośrodki analityczne, darowizny polityczne i SuperPAC-i.

Był czas, gdy część Chińczyków żyła złudzeniem, że „demokracja” jest lepsza od rządów jednej partii i że w USA panuje demokracja.

Ale „rządy bogatych” to plutokracja, a nie demokracja. Te dwie rzeczy wzajemnie się wykluczają; nie da się być jednocześnie plutokracją i demokracją.

Wesoła banda rabusiów Trumpa na pokładzie Air Force One pokazała nieświadomym Chińczykom, kto tak naprawdę podejmuje decyzje w USA.

Nie sposób nie zadać sobie pytania: kto dzisiaj uważa, że ​​lepiej jest być rządzonym przez Trumpa, Larry’ego Finka i Elona Muska niż przez Xi i Komunistyczną Partię Chin?

Źródło: Obserwacje ze szczytu Xi-Trump

Szokująca i skandaliczna postawa Izraela! Minister „bezpieczeństwa narodowego” Itamar Ben Gwir – cyniczny bandyta.

Szokująca i skandaliczna postawa Izraela!

Mentzen grzmi i domaga się konkretnej reakcji Polski.

„Rząd tchórzliwie chowa głowę w piasek”

[VIDEO]

21.05.2026 nczas/szokujaca-i-skandaliczna-postawa-izraela-mentzen-grzmi-i-domaga-sie-konkretnej-reakcji-polski-rzad-tchorzliwie-chowa-glowe-w-piasek

Izraelski minister Ben Gwir szydzi, obraża pojmanych członków akcji humanitarnej niosącej pomoc dla Palestyńczyków.
NCZAS.INFO | Izraelski minister Ben Gwir szydzi, obraża pojmanych członków akcji humanitarnej niosącej pomoc dla Palestyńczyków.

Chciałbym, żeby polskie władze reagowały w taki sposób, jak włoska premier, w obronie naszych obywateli – komentuje Sławomir Mentzen postawę Izraela i zarzuca polskim władzom nieadekwatne działania.

Izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir – ten sam, który w Knesecie otwierał szampana po uchwaleniu kary śmierci wyłącznie dla Palestyńczyków – udostępnił w mediach społecznościowych film, na którym widać kilkadziesiąt osób klęczących twarzami do ziemi ze związanymi z tyłu rękami, otoczonych przez izraelskich funkcjonariuszy.

To członkowie kolejnej już Globalnej Flotylli Sumud, którzy próbowali nieść pomoc prześladowanym Palestyńczykom. Zostali pojmani przez Izrael. Państwo żydowskie twierdzi, że w rzeczywistości wspierają oni Hamas.

Minister Ben Gwir przechadza się pomiędzy zatrzymanymi, szydzi z nich, wymachuje izraelską flagą i krzyczy po hebrajsku: „Witamy w Izraelu, to my tu rządzimy”. W innym ujęciu widać aktywistów na pokładzie statku, gdy z głośników odtwarzany jest izraelski hymn, a minister kłóci się z jednym z mężczyzn i powtarza hasło: „Naród żydowski żyje”.

Wiele państw zareagowało z oburzeniem. Na przykład premier Włoch Georgia Meloni wydała ostre oświadczenie, a szef MSZ Włoch Antonio Tajani od razu wezwał na dywanik ambasadora Izraela.

„Zachowanie ministra izraelskiego Ben Gvira są nie do przyjęcia. To niedopuszczalne, aby ci manifestanci, wśród których jest wielu włoskich obywateli, byli poddawani takiemu traktowaniu naruszającą godność ludzką. Rząd włoski natychmiast podejmuje, na najwyższych szczeblach instytucjonalnych, wszystkie niezbędne kroki w celu natychmiastowego uwolnienia włoskich obywateli. Włochy domagają się również przeprosin za traktowanie protestujących i za całkowite zignorowanie wyraźnych próśb włoskiego rządu” – wydała oświadczenie Meloni.

Kilka godzin później, dopiero pod wieczór, zareagował też Radosław Sikorski. „Nie wolno traktować w ten sposób polskich obywateli, którzy nie popełnili żadnego przestępstwa. W demokratycznym świecie nie znęcamy się i nie szydzimy z osób przetrzymywanych w areszcie. Żądamy sprawiedliwości dla naszych obywateli i konsekwencji dla ciebie” – zwrócił się we wpisie na X do żydowskiego ministra.

Do sprawy odniósł się także Sławomir Mentzen. Współlider Konfederacji Wolność i Niepodległość uznał działania Sikorskiego za niewystarczające, a za wzór postawił reakcję Włoch. Przypomniał też, że Izrael regularnie dokonuje zbrodni wojennych i łamie prawa człowieka.

„Chciałbym, żeby polskie władze reagowały w taki sposób, jak włoska premier, w obronie naszych obywateli. Tusk siedzi cicho, Sikorski pisze wyjątkowo zachowawczego tweeta, realnych działań brak. Izrael regularnie łamie prawa człowieka, dokonuje zbrodni wojennych, a nasz rząd tchórzliwie chowa głowę w piasek i udaje, że nic się nie dzieje!” – napisał Mentzen.

Wojna dronów wymknęła się spod kontroli: Zachód igra z ogniem, ryzykując bezpośrednią wojnę NATO-Rosja

Skutki ataku drona na rosyjski magazyn paliwa

———————————

Wojna dronów wymknęła się spod kontroli: Zachód igra z ogniem, ryzykując bezpośrednią wojnę NATO-Rosja.

Nowy artykuł w serwisie Naked Capitalism przedstawia ponury obraz obecnej eskalacji wojny na Ukrainie. Analiza zatytułowana „Uzbrojony Dom Wariatów – Zagrożenie Eskalacji Dronów na Ukrainie” opisuje zjawisko, które staje się coraz bardziej niebezpieczne: Zachód zdaje się wierzyć, że może stopniowo atakować Rosję z coraz większą siłą, nie doprowadzając do bezpośredniej konfrontacji między NATO a Moskwą.

Ale to założenie może okazać się fatalnym błędem.

To, co dzieje się teraz, to coś znacznie więcej niż wojna regionalna. Pojawia się zupełnie nowa forma permanentnej eskalacji – tania, zdecentralizowana, technologicznie połączona i praktycznie niekontrolowana.

Ukraina masowo rozmieszcza drony dalekiego zasięgu przeciwko celom położonym głęboko w Rosji. Rafinerie, instalacje wojskowe, infrastruktura energetyczna i obiekty strategiczne są coraz częściej atakowane. Od dawna wiadomo, że wiele z tych operacji byłoby praktycznie niemożliwych bez zachodnich danych satelitarnych, rozpoznania celów, oprogramowania, technologii komunikacyjnych i wsparcia NATO.

W ten sposób granica między pomocą pośrednią a bezpośrednim udziałem w wojnie staje się coraz bardziej zatarta.

I to właśnie sprawia, że ​​sytuacja staje się wybuchowa.

NATO zdaje się zakładać, że ataki dronów stanowią rodzaj „kontrolowanej eskalacji” – drobne ukłucia mające na celu osłabienie Rosji bez wywoływania masowej reakcji. Jednak z perspektywy Moskwy wyłania się inny obraz: pełzająca wojna toczona przez cały zachodni sojusz przeciwko Rosji.

Iluzja dystansu technologicznego jest szczególnie niebezpieczna. Drony drastycznie obniżają polityczny próg ataków. Politycy mogą działać coraz bardziej agresywnie, nie tracąc własnych żołnierzy. Właśnie to nagle ułatwia eskalację polityczną.

Rzeczywistość jest jednak brutalniejsza:
dla Rosji ostatecznie nie ma większego znaczenia, czy zostanie użyta rakieta, dron czy system satelitarny — liczy się to, kto umożliwi przeprowadzenie ataku.

Im częściej atakowane jest główne terytorium Rosji, tym większe prawdopodobieństwo asymetrycznej lub bezpośredniej odpowiedzi.

Niedawne ostrzeżenia rosyjskiego wywiadu SWR skierowane do państw NATO, takich jak Łotwa, pokazują, jak poważnie Moskwa traktuje tę sytuację. Rosja coraz częściej sygnalizuje, że terytorium NATO nie pozostanie automatycznie niedostępne, jeśli będą tam przygotowywane lub wspierane ataki na Rosję.

To niebezpiecznie zbliża Europę do historycznego punktu krytycznego.

Ponieważ współczesna wojna dronów zmienia całą logikę globalnego odstraszania.

W przeszłości bezpośrednie ataki na główne mocarstwa były rzadkie, kosztowne i wysoce ryzykowne. Dziś stosunkowo niedrogie drony mogą:

  • Sparaliżować lotniska
  • rafinerie ropy naftowej są uszkodzone
  • Destabilizacja sieci energetycznych
  • Centra komunikacyjne spotykają się
  • Zakłócanie infrastruktury cywilnej

Obrona natomiast kosztuje miliardy.

Wygląda na to, że Zachód nadal dąży do eskalacji:

  • coraz większe zasięgi
  • coraz bardziej agresywne operacje
  • coraz głębsze ataki
  • coraz bliższa integracja z NATO

Jednocześnie wmawia się społeczeństwu, że nad tym wszystkim można zapanować.

Ale tu właśnie kryje się być może największe niebezpieczeństwo naszych czasów.

Światu nie zagraża zaplanowana wojna światowa, ale ciąg pozornie drobnych kroków eskalacyjnych, w wyniku których każda ze stron uważa, że ​​nadal panuje nad sytuacją.

Tymczasem bezpośrednia konfrontacja między mocarstwami nuklearnymi jest coraz bliższa.

Prawdziwe pytanie nie brzmi już, czy sytuacja będzie się nasilać.

Pytanie jednak brzmi, czy ktokolwiek w Waszyngtonie, Brukseli i Moskwie jest w stanie na czas powstrzymać spiralę eskalacji.

Źródło: Armed Madhouse – Niebezpieczeństwo eskalacji dronów na Ukrainie

Moskwa i Pekin wysyłają światu sygnał: Rosja i Chiny otwarcie tworzą nowy, kontr-porządek wobec Zachodu

suwerenista

Moskwa i Pekin wysyłają światu sygnał: Rosja i Chiny otwarcie tworzą nowy, kontr-porządek wobec Zachodu.

Wspólną deklaracją z 20 maja 2026 roku Rosja i Chiny opublikowały znacznie więcej niż zwykły komunikat dyplomatyczny. Dokument ten brzmi jak geopolityczny manifest dla świata post-zachodniego – i stanowi kolejny krok w kierunku otwartej globalnej zmiany układu sił.

Pod hasłem „wielobiegunowego porządku świata” Moskwa i Pekin coraz częściej prezentują się jako skoordynowana przeciwwaga dla porządku kierowanego przez USA. Podczas gdy zachodni politycy od lat ostrzegają przed zacieśnianiem sojuszu między tymi dwoma państwami, najnowsze deklaracje potwierdzają to z niezwykłą jasnością: Rosja i Chiny postrzegają siebie jako wspólne strategiczne centrum nowego porządku międzynarodowego.

Dobór słów jest szczególnie uderzający. Deklaracja mówi o „demokratyzacji stosunków międzynarodowych”, o „suwerennym prawie” do wyboru własnych systemów społecznych i o odrzuceniu „konfrontacji blokowych”. Za tym dyplomatycznym językiem kryje się bezpośrednia krytyka geopolitycznej dominacji Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników.

Jednocześnie oba państwa stanowczo podkreślają, że ich partnerstwo „nie jest skierowane przeciwko państwom trzecim”. Jednak samo to oświadczenie pokazuje, jak bardzo Moskwa i Pekin stały się wrażliwe na postrzeganie ich jako tworzących alternatywny blok sił.

W rzeczywistości współpraca ta już dawno wykroczyła daleko poza symboliczną przyjaźń. Deklaracja zapowiada dalsze pogłębianie współpracy wojskowej – obejmujące wspólne ćwiczenia, patrole powietrzne i morskie oraz skoordynowane mechanizmy bezpieczeństwa. Rosja i Chiny stopniowo budują w ten sposób nieformalny sojusz bezpieczeństwa, choć oficjalnie nie używają tego terminu.

Wspólne stanowisko wobec obecnych konfliktów globalnych jest szczególnie napięte.

W konflikcie na Ukrainie oba państwa wzywają do „eliminacji pierwotnych przyczyn kryzysu” – sformułowanie, które bezpośrednio nawiązuje do rosyjskiej narracji o rozszerzeniu NATO i zachodnich strukturach bezpieczeństwa. Jednocześnie obie strony sprzeciwiają się dalszej eskalacji i domagają się negocjacji.

Ton wobec USA i Izraela jest jeszcze ostrzejszy. Rosja i Chiny wspólnie deklarują, że ataki militarne na Iran naruszają prawo międzynarodowe i poważnie zagrażają stabilności Bliskiego Wschodu. Tak otwarte, wspólne potępienie Waszyngtonu byłoby niemal niewyobrażalne jeszcze kilka lat temu.

W kwestii palestyńskiej oba mocarstwa demonstracyjnie sprzeciwiają się linii Zachodu, podkreślając poparcie dla „sprawiedliwego i trwałego” rozwiązania opartego na koncepcji dwóch państw.

Jednak prawdziwe przesłanie tej deklaracji leży głębiej:
Rosja i Chiny coraz częściej próbują kreować się na politycznych obrońców tzw. Globalnego Południa – jako alternatywę dla dominacji, sankcji, interwencji i kontroli gospodarczej Zachodu.

Dla wielu państw Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Bliskiego Wschodu oś ta staje się coraz bardziej atrakcyjna. Niekoniecznie ze względu na ideologiczną bliskość z Moskwą czy Pekinem, ale dlatego, że wiele krajów ma dość presji Zachodu, uzależnienia od dolara i ingerencji geopolitycznej.

Oświadczenie Pekinu dowodzi zatem przede wszystkim jednego:
globalna zmiana układu sił nie jest już teoretyczną debatą. Już się dzieje – widocznie, w sposób zorganizowany i coraz bardziej otwarcie omawiana.

Podczas gdy Waszyngton i Bruksela wciąż próbują bronić swej roli międzynarodowego lidera, Rosja i Chiny od dawna pracują nad architekturą nowej rzeczywistości geopolitycznej.

*

Wspólna deklaracja ( /kremlin.ru/supplement/6487 ) Federacji Rosyjskiej i Chińskiej Republiki Ludowej w sprawie dalszego wzmacniania wszechstronnego partnerstwa i strategicznej współpracy oraz pogłębiania stosunków dobrego sąsiedztwa, przyjaźni i współpracy (Pekin, 20 maja 2026 r.)

PEŁNE OŚWIADCZENIE (kremlin.ru/supplement )

Najważniejsze punkty:

• Traktat o dobrym sąsiedztwie, przyjaźni i współpracy między Rosją a Chinami ( https://www.mfa.gov.cn/eng/zy/gb/202405/t20240531_11367098.html ) nie tylko w pełni odzwierciedla głębokie historyczne tradycje dobrego sąsiedztwa i przyjaźni między narodami rosyjskim i chińskim oraz ich chęć przekazywania ich z pokolenia na pokolenie, ale także ucieleśnia uniwersalne ludzkie wartości pokoju, rozwoju, równości, sprawiedliwości, demokracji i wolności.

• Strony rozwijają swoje stosunki zgodnie z zasadami wzajemnego poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej, wzajemnej nieagresji, nieingerencji w sprawy wewnętrzne drugiej strony, równości i wzajemnych korzyści, pokojowego współistnienia, suwerennego prawa do wyboru własnego ustroju społecznego i drogi rozwoju oraz zachowania tożsamości kulturowej i historycznej oraz tradycyjnych wartości moralnych.

• Stosunki między Rosją a Chinami nie mają charakteru blokowego ani konfrontacyjnego i nie są skierowane przeciwko państwom trzecim.

• Stabilny i kompleksowy charakter stosunków między Rosją a Chinami w pełni odpowiada podstawowym interesom obu krajów i ich narodów, wpisuje się w cele wszechstronnego rozwoju narodowego obu państw i stanowi istotny wkład w promowanie sprawiedliwego świata wielobiegunowego i demokratyzację stosunków międzynarodowych.


• Pod kierownictwem dyplomacji swoich przywódców strony będą konsekwentnie i w pełni angażować się w realizację porozumień osiągniętych przez głowy państw, utrzymywać bliskie kontakty na najwyższym szczeblu oraz zapewniać skuteczne i nieprzerwane funkcjonowanie mechanizmów współpracy między rządami, organami ustawodawczymi i partiami politycznymi.

• Strony będą nadal umacniać tradycyjną przyjaźń między siłami zbrojnymi obu krajów, pogłębiać wzajemne zaufanie na polu militarnym, udoskonalać mechanizmy współpracy, rozszerzać praktykę wspólnych ćwiczeń oraz patroli powietrznych i morskich, wzmacniać koordynację i współpracę w formatach dwustronnych i wielostronnych, wspólnie reagować na różne wyzwania i zagrożenia oraz wspierać globalne i regionalne bezpieczeństwo i stabilność.

• Strony będą nadal rozwijać kontakty i wymianę w dziedzinie polityki handlowej, zacieśniać współpracę w kluczowych obszarach, identyfikować nowe punkty wzrostu, przyczyniać się do zwiększenia handlu towarami i usługami oraz zdecydowanie bronić prawa do niezależnego rozwoju dwustronnego partnerstwa handlowego i gospodarczego.


Strony są przekonane o konieczności całkowitego wyeliminowania pierwotnych przyczyn kryzysu na Ukrainie – w oparciu o pełne, kompleksowe i spójne przestrzeganie zasad Karty Narodów Zjednoczonych ( un.org/en/about-us/un-charter/full-text ) – w celu zagwarantowania wzajemnego bezpieczeństwa i stworzenia podstaw trwałego pokoju. Strony popierają wszelkie działania przyczyniające się do budowania długotrwałego i trwałego pokoju oraz opowiadają się za kontynuowaniem poszukiwań rozwiązania poprzez dialog i negocjacje.

• Strony zgadzają się, że ataki wojskowe Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran ( https://t.me/MFARussia/28511 ) naruszają prawo międzynarodowe i podstawowe normy stosunków międzynarodowych oraz poważnie podważają stabilność na Bliskim Wschodzie. Rosja i Chiny podkreślają potrzebę jak najszybszego powrotu stron konfliktu do dialogu i negocjacji, aby zapobiec eskalacji konfliktu.

• Rosja i Chiny potwierdzają swoje zaangażowanie na rzecz kompleksowego, sprawiedliwego i zrównoważonego rozwiązania kwestii palestyńskiej w oparciu o powszechnie uznawaną podstawę prawa międzynarodowego ( un.org/unispal ), którego podstawą będzie rozwiązanie dwupaństwowe.

Źródło: https://sovEventta.com/2026/05/20/joint-statement-of-the-russian-federation-and-the-peoples-republic-of-china

Z psychiatryka: NATO rozważa bezpośrednią interwencję wojskową przeciwko Iranowi

 

 

 NATO rozważa bezpośrednią interwencję wojskową przeciwko Iranowi

Zygmunt Białas zygmuntbialas/nato-rozwaza-bezposrednia-interwencje-wojskowa-przeciwko-iranowi

Spirala eskalacji na Bliskim Wschodzie wciąż się nakręca – i tym razem NATO może być bezpośrednio zaangażowane w konflikt. Według raportu Bloomberga, zachodnie kręgi wojskowe i rządowe otwarcie dyskutują o możliwości rozmieszczenia sił NATO w Cieśninie Ormuz, jeśli najważniejszy strategicznie szlak naftowy świata nie zostanie ponownie otwarty do lipca. To przybliża scenariusz, który jeszcze kilka miesięcy temu uważano za nie do pomyślenia: bezpośrednią interwencję wojskową sojuszu zachodniego przeciwko Iranowi w imię ‚ochrony globalnego handlu’.

Oficjalnie celem jest ochrona statków handlowych. W rzeczywistości jednak debata pokazuje, jak daleko Zachód jest obecnie gotów się posunąć, aby zabezpieczyć globalne dostawy energii i swoją dominację gospodarczą. Cieśnina Ormuz to nie byle jaki szlak wodny – przepływa przez nią około jedna piąta światowego handlu ropą naftową. Jeśli Iran nadal będzie blokował lub poważnie ograniczał przepływ, nieuchronnie nastąpi gwałtowny wzrost cen energii, brak ciągłości dostaw i globalny wstrząs gospodarczy.

Bloomberg donosi, że NATO poważnie rozważa obecnie opcje militarne, w tym misje ochrony morza i potencjalne operacje eskortowe dla tankowców. Za zamkniętymi drzwiami trwają przygotowania do scenariusza, w którym zachodnie okręty wojenne ponownie będą operować bezpośrednio u wybrzeży Iranu. Ta sytuacja pokazuje przede wszystkim jedno: Zachód prze coraz głębiej do globalnej konfrontacji, której konsekwencje wydają się niemal niemożliwe do opanowania. Podczas gdy opinia publiczna oficjalnie wciąż słyszy o ‚deeskalacji’, przygotowania do kolejnego kroku militarnego trwają już za kulisami.

Wymiar geopolityczny jest szczególnie wybuchowy. Interwencja NATO przeciwko Iranowi dotknęłaby nie tylko Teheran. Rosja i Chiny od dawna uważają Iran za partnera strategicznego. Każda bezpośrednia konfrontacja w Cieśninie Ormuz może rozpalić cały Bliski Wschód i jeszcze bardziej zdestabilizować i tak już kruchy porządek światowy. Do tego dochodzi rzeczywistość gospodarcza: Europa już pogrążona jest w kryzysie energetycznym, łańcuchy dostaw na całym świecie są pod presją, a wiele zachodnich gospodarek zmaga się z ogromnymi długami i inflacją. Eskalacja działań militarnych w Ormuz może wywołać dokładnie tę globalną katastrofę energetyczną i handlową, przed którą analitycy ostrzegają od miesięcy.

Krytycy postrzegają to jako kolejny przykład starego schematu zachodniej polityki zagranicznej: pod pretekstem ‚bezpieczeństwa, ochrony handlu i stabilności’  przygotowywane są interwencje wojskowe, które ostatecznie niszczą całe regiony i jeszcze bardziej eskalują konflikty. Kluczowym pytaniem nie jest już to, czy Zachód może interweniować militarnie, ale raczej to, jak blisko świat jest bezpośredniej konfrontacji między NATO a Iranem.

uncutnews.ch/der-westen-ruestet-fuer-hormus-nato-erwaegt-direkte-militaerintervention-gegen-iran

** * * * * *

ZB: Już od kilku lat żyjemy w atmosferze wojennej podsycanej przez totalną propagandę płynącą z zachodnich ośrodków. Wygląda na to, że nie obejdzie się bez wojny. I nie tylko idzie o kontrolę nad Cieśniną Ormuz, lecz są także inne punkty zapalne: Ukraina, jak i terrorystyczne akcje kijowskiego reżimu w państwach bałtyckich skierowane przeciw Federacji Rosyjskiej. Biuro Prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji informuje opinię światową i ostrzega równocześnie:

Według uzyskanych danych Kijów nie zamierza ograniczać się do korzystania z korytarzy powietrznych udostępnionych Siłom Zbrojnym Ukrainy przez państwa bałtyckie. Planowane jest również wystrzeliwanie dronów z terytorium tych państw. Taka taktyka ma na celu znaczne skrócenie czasu dotarcia do celów i zwiększenie skuteczności ataków terrorystycznych.

Blok mieszkalny w Moskwie po ataku ukraińskich dronów

Pomimo obaw strony łotewskiej przed atakiem odwetowym Moskwy, władze w Kijowie przekonały Rygę do zgody na operację. Ukraińcy podkreślali, że ustalenie dokładnego miejsca startu drona będzie niemożliwe. W rezultacie skrajna rusofobia obecnych przywódców Łotwy okazała się silniejsza niż ich zdolność krytycznego myślenia i priorytetowego traktowania własnego bezpieczeństwa. Ukraińskie Siły Zbrojne wysłały już wojska na Łotwę. Stacjonują one w łotewskich bazach wojskowych: Adazi, Celia, Lielvarde, Dyneburg i Jēkabpils.

Można tylko współczuć naiwności łotewskich przywódców. Nowoczesne narzędzia wywiadowcze pozwalają na wiarygodne ustalenie współrzędnych miejsca startu bezzałogowego statku powietrznego. Wiarygodne dane można również uzyskać badając wraki dronów, jak to miało miejsce w przypadku próby ataku dronów na rezydencję prezydenta Rosji przez Ukrainę w grudniu ubiegłego roku. Warto zauważyć, że współrzędne ośrodków decyzyjnych na terytorium Łotwy są powszechnie znane, a członkostwo tego kraju w NATO nie uchroni wspólników terrorystów przed sprawiedliwym odwetem.

Opracował: Zygmunt Białas

USA, CHINY a kwestia rosyjska – geopolityka po epoce samotnego hegemona

[Śledzimy przetasowania w obrębie NWO.  Żadnych kroków w kierunku Królestwa Chrystusa nie widać. MD]

USA, CHINY a kwestia rosyjska-geopolityka po epoce samotnego hegemona

Przez ponad trzy dekady geopolityka opierała się na milczącym założeniu, że Stany Zjednoczone pozostają jedynym centrum organizującym światowy ład…

neon24/usa-chiny-a-kwestia-rosyjska-geopolityka-po-epoce-samotnego-hegemona

W okresie kilku dni świat był świadkiem dwóch  głęboko, moim zdaniem, powiązanych spotkań na szczycie: najpierw Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem, a dzisiaj Władimira Putina z chińskim przywódcą. Dla części  obserwatorów były to jedynie dwa kolejne epizody dyplomatyczne.  W rzeczywistości stanowią one wyraźny sygnał fundamentalnej transformacji globalnego porządku.

Przez ponad trzy dekady geopolityka opierała się na milczącym założeniu, że Stany Zjednoczone pozostają jedynym centrum organizującym światowy ład, a inne mocarstwa działają w ramach wyznaczonych przez amerykańską hegemonię.

 Dziś coraz wyraźniej widać, że ten model odchodzi do historii. 

Nie jest to upadek Stanów Zjednoczonych, lecz przejście od świata jednobiegunowego do wielobiegunowego systemu, w którym wielkie centra cywilizacyjne negocjują nowe reguły współistnienia.

W tym kontekście szczególnie wymowna była reakcja części indyjskich komentatorów na spotkanie Putin–Xi. Jeden z nich zauważył z goryczą, że Indie przez trzydzieści lat konsekwentnie wspierały Rosję jako strategiczną przeciwwagę dla Chin, podczas gdy dziś Moskwa i Pekin formalizują coraz głębsze partnerstwo. „Autonomia strategiczna – napisał – brzmi pięknie w deklaracjach, lecz staje się niezwykle skomplikowana, gdy twój główny dostawca broni, ropy i technologii jądrowych otwarcie zbliża się do twojego największego rywala.” 

Ten komentarz doskonale ilustruje pułapkę państw średnich w epoce wielkiej reorganizacji. Przez lata wiele z nich budowało swoją pozycję na zręcznym balansowaniu między mocarstwami. Problem pojawia się wówczas, gdy same mocarstwa zmieniają swoje wzajemne relacje szybciej, niż lokalne elity są w stanie dostosować własne strategie. 

Indie stanowią tu przypadek modelowy. Z jednej strony pozostają naturalnym rywalem Chin i obawiają się ich ekspansji w Azji. Z drugiej – przez dekady konstruowały swój potencjał obronny i energetyczny w oparciu o rosyjskie dostawy. Jeżeli Rosja będzie coraz mocniej kotwiczyć się w chińskim systemie, indyjska doktryna „autonomii strategicznej” może okazać się znacznie trudniejsza do utrzymania. 

A problem Indii jest zarazem problemem całego świata. Kończy się era prostych, binarnych podziałów. Jeszcze niedawno Zachód próbował traktować Rosję i Chiny jako dwa oddzielne wyzwania, które można rozgrywać osobno. Tymczasem presja zachodnia paradoksalnie wzmacnia ich wzajemne zrozumienie i długoterminową koordynację.

Dlatego spotkania Trump–Xi i Putin–Xi należy analizować nie oddzielnie, lecz jako elementy tej samej transformacji. Oba wydarzenia różnią się jednak charakterem. Spotkanie amerykańsko-chińskie miało wymiar spektaklu – Trump bowiem działa w logice mediów, emocji i wielkiego teatru historii. Każde jego pojawienie się automatycznie staje się globalnym wydarzeniem, transmitowanym jako potencjalny „zwrotny moment epoki”.Trump–Xi uruchomił potężny ładunek symboliczny: hegemon spotyka się z państwem-aspirantem do roli następcy, Ameryka negocjuje z własnym cywilizacyjnym rywalem, Zachód przygląda się własnej przemianie. To idealny materiał dla współczesnej machiny medialnej.

Natomiast spotkanie Putin–Xi ma mniejszy potencjał widowiskowy, lecz znacznie większy ciężar strukturalny. Relacja Moskwa–Pekin rozwija się w sposób technokratyczny i głęboko pragmatyczny – w dziedzinie energii, infrastruktury, rozliczeń walutowych, Arktyki, logistyki, technologii, koordynacji wojskowej i strategicznego pozycjonowania wobec Zachodu. Można zatem powiedzieć, że:Trump–Xi to teatr globalnej świadomości, Putin–Xi to cicha, lecz konsekwentna przebudowa fundamentów systemu.

Trump wydaje się stopniowo akceptować rzeczywistość wielobiegunowości. Pekin zaś buduje nowy model świata nie przez ideologiczną krucjatę, lecz poprzez cierpliwą sieć zależności gospodarczych, technologicznych i infrastrukturalnych. Rosja pełni w tym układzie rolę nieocenionego zaplecza: surowcowego, militarnego i geopolitycznego. Chiny zyskują głębię strategiczną i zasoby, Moskwa – partnera zdolnego równoważyć presję kolektywnego Zachodu. 

Nie jest to oczywiście harmonia bez skaz. Historia uczy, że współpraca wielkich mocarstw trwa tak długo, jak długo zbieżne są ich interesy. Jednak sama zdolność Moskwy i Pekinu do wieloletniej, systematycznej koordynacji już zmienia globalną równowagę.

Najistotniejsze jest jednak coś głębszego. Współczesna geopolityka coraz mniej przypomina klasyczne wojny imperialne XIX wieku. Kluczem staje się nie tyle podbój terytoriów, ile umiejętność organizowania globalnych przepływów: energii, technologii, kapitału, danych, infrastruktury i – co najważniejsze – zbiorowej świadomości. W tym sensie spotkania na szczycie w Pekinie nie są jedynie negocjacjami politycznymi. Są próbą ułożenia nowej, spójnej opowieści o świecie po epoce samotnego hegemona. 

Dla państw średnich – od Indii przez Turcję po Polskę – oznacza to jednocześnie większe ryzyko i szersze pole manewru. Świat wielobiegunowy jest mniej przewidywalny, lecz daje więcej przestrzeni dla inteligentnej, elastycznej polityki. Warunek pozostaje jeden: trzeba rozumieć, że dzisiejsza geopolityka nie jest już moralitetem „dobra ze złem” ani prostym starciem imperiów. Coraz bardziej przypomina złożony proces reorganizacji całego globalnego systemu cywilizacyjnego. A takie procesy historyczne nigdy nie mieszczą się w nagłówkach gazet – trwają latami i zwykle są znacznie głębsze, niż się początkowo wydaje. 

Spójrz, jak od pół wieku [już jawnie !] budują nam globalne więzienie

Spójrz, jak od pół wieku budują nam globalne więzienie

19.05.2026 wolnemedia/spojrz-jak-od-pol-wieku-buduja-nam-globalne-wiezienie

„Planujemy wejść w XXI wiek na pełnym biegu. Wszystko ustalone i nikt nie może nas powstrzymać. Niektórzy z was myślą, że mówię o komunizmie. Tymczasem mówię o czymś większym od komunizmu. Ludzie będą musieli przyzwyczaić się do zmian, tak, że będą spodziewać się zmian. Nic nie będzie stałe. Ludzie są zbyt łatwowierni. Nie zadają właściwych pytań” – fragment przemówienia dr. Richarda Daya, wygłoszonego na spotkaniu ze studentami i specjalistami ochrony zdrowia, przeznaczonymi dla liderów w zakresie medycyny, 20 marca 1969 roku.

Historia Nowego Porządku Świata pełna jest mglistych teorii, jednak sprawa dr. Richarda Daya stanowi w niej punkt zwrotny ze względu na pochodzenie informacji bezpośrednio z wnętrza systemu. Cała współczesna narracja opiera się na relacji dr. Lawrence’a Dunegana, który w marcu 1969 roku uczestniczył w zamkniętym spotkaniu dla młodych lekarzy w Pittsburghu. Prelegentem był dr Day, wówczas wysoko postawiony medyk powiązany z fundacjami Rockefellera oraz dyrektor medyczny Planned Parenthood.

Dunegan twierdził, że Day poprosił słuchaczy o wyłączenie magnetofonów i nierobienie notatek, po czym wygłosił wykład, który nie był prognozą, lecz gotowym harmonogramem celowej transformacji globalnej cywilizacji. Kluczem do zrozumienia wagi tych rewelacji jest tożsamość samego Richarda Daya, który nie był przypadkowym obserwatorem, lecz człowiekiem głęboko osadzonym w strukturach elity medycznej i akademickiej USA.

W kręgach badaczy alternatywnych uznaje się go za idealny przykład „insidera” – osoby, która realizując programy eugeniczne i demograficzne z ramienia potężnych fundacji, miała bezpośredni wgląd w długofalowe strategie geopolityczne. Dunegan zdecydował się ujawnić treść tego spotkania dopiero pod koniec lat 80. na serii taśm magnetofonowych, motywowany obserwacją, że rzeczywistość wokół niego zaczyna idealnie pokrywać się z planem przedstawionym dwadzieścia lat wcześniej.

Analiza taśm „The New Order of Barbarians” ujawnia, że głównym celem spisku nie było jedynie przejęcie władzy politycznej, lecz całkowite przebudowanie natury ludzkiej i relacji społecznych. Dr Day miał jasno zakomunikować, że dotychczasowy świat, oparty na wartościach chrześcijańskich, tradycji narodowej i silnej komórce rodzinnej, dobiega końca, ponieważ struktury te uniemożliwiają skuteczne, globalne zarządzanie ludzkością.

Dla wielu analizujących ten wykład, to właśnie Day wskazywany jest jako ten, który zdemaskował iluzję demokracji, pokazując, że rządy i partie polityczne są jedynie fasadą dla ukrytych grup interesu. Pierwszym i najbardziej fundamentalnym filarem planu opisanego przez Daya była radykalna kontrola populacji poprzez inżynierię społeczną i medyczną. „Elita” miała uznać, że niekontrolowany przyrost naturalny stanowi zagrożenie dla zasobów planety oraz stabilności systemu władzy, dlatego prokreacja musiała zostać oddzielona od seksu i poddana ścisłemu nadzorowi.

W tym celu zapowiedziano celowe promowanie antykoncepcji na skalę masową oraz zmianę statusu prawnego i społecznego aborcji, która z procedury potępianej miała stać się powszechnie dostępnym prawem, a z czasem wręcz normą społeczną, finansowaną ze środków publicznych. Równolegle z ograniczeniem narodzin plan zakładał systematyczną destrukcję tradycyjnego modelu rodziny jako podstawowej komórki społecznej opierającej się odgórnej kontroli.

Dr Day miał wyjaśnić, że rodzina daje jednostce autonomię, niezależność finansową i emocjonalne wsparcie, co utrudnia państwu pełne formatowanie obywatela od najmłodszych lat. Aby to zmienić, wprowadzono strategie ułatwiające rozwody, promujące alternatywne formy związków oraz wymuszające ekonomicznie, by oboje rodzice musieli pracować na pełny etat, co naturalnie ograniczyło ich czas spędzany z dziećmi i zmusiło do oddania edukacji w ręce instytucji państwowych.

W tym scenariuszu kluczową rolę przypisano rewolucji seksualnej i celowej seksualizacji przestrzeni publicznej oraz edukacji dzieci. Według relacji Dunegana, Day zapowiedział, że pornografia, brutalność w mediach oraz wczesna inicjacja seksualna zostaną celowo upowszechnione, aby osłabić wrażliwość młodego pokolenia i przekształcić popęd seksualny w narzędzie rozrywki oraz konsumpcji.

Ludzie zredukowani do pogoni za natychmiastową gratyfikacją zmysłową stają się łatwiejsi do manipulowania, pozbawieni wyższych aspiracji duchowych czy politycznych, co idealnie wpisuje się w koncepcję społeczeństwa apatycznego i posłusznego. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych i przerażających wątków wykładu z 1969 roku jest bezwzględne podejście do ochrony zdrowia, która w Nowym Porządku Świata przestała służyć leczeniu, a stała się mechanizmem kontroli populacji.

Dr Day miał wypowiedzieć szokujące słowa o tym, że lekarstwa na najcięższe choroby, w tym na raka, już istnieją w zamkniętych laboratoriach (wskazując między innymi na Instytut Rockefellera), jednak nie zostaną udostępnione opinii publicznej. Zamiast tego przemysł farmaceutyczny miał skupić się na leczeniu objawowym, generującym gigantyczne zyski i utrzymującym pacjentów w stanie permanentnej zależności od systemu opieki medycznej.

Kolejnym krokiem w medycznej transformacji świata miało być sztuczne wywoływanie nowych, nieznanych wcześniej chorób oraz epidemii, które służyłyby jako pretekst do wprowadzania masowych programów szczepień i obostrzeń sanitarnych. Uważa się, że Day precyzyjnie przewidział mechanizm globalnego zarządzania strachem poprzez kryzysy zdrowotne, gdzie przerażona wizją śmierci populacja dobrowolnie zrzeka się wolności osobistych na rzecz narzuconych procedur bezpieczeństwa. Zdrowie przestało być prawem jednostki, a stało się obowiązkiem kontrolowanym przez państwo.

Równie bezwzględnie plan traktował kwestię starzenia się społeczeństwa i opieki nad osobami starszymi, które z punktu widzenia elity stają się obciążeniem ekonomicznym. Dr Day miał zapowiedzieć stopniowe wprowadzanie akceptacji dla eutanazji oraz kreowanie narracji, że człowiek ma prawo i obowiązek odejść, kiedy przestaje być produktywny dla ogółu. W tym kontekście wspominano o koncepcji „pigułki śmierci” lub programach wspomaganego samobójstwa, które w XXI wieku są sukcesywnie legalizowane w kolejnych krajach, co dla wielu jest bezpośrednim dowodem na realizację agendy Daya.

W sferze ekonomicznej dr Richard Day miał zapowiedzieć całkowitą likwidację gotówki jako kluczowy element uniemożliwiający jakąkolwiek formę buntu czy niezależności finansowej. System bezgotówkowy, oparty na kartach płatniczych, a docelowo na cyfrowych walutach banków centralnych, pozwala na pełną inwigilację każdej, nawet najmniejszej transakcji obywatela.

W świecie opisanym przez Daya, osoba, która sprzeciwi się systemowi lub nie dostosuje do nowych wytycznych, może zostać natychmiastowo odcięta od swoich środków finansowych za pomocą jednego kliknięcia w centralnym systemie komputerowym. Wizja ta rozciąga się również na koncepcję własności prywatnej, która w Nowym Porządku Świata ma zostać zmarginalizowana na rzecz systemów subskrypcyjnych i wynajmu. Prorocze słowa Daya o tym, że „nic nie będzie stałe”, współcześni analitycy alternatywni łączą bezpośrednio z agendą Światowego Forum Ekonomicznego i hasłem o braku własności dającym rzekome szczęście.

Eliminacja posiadania nieruchomości czy samochodów przez klasę średnią sprawia, że jednostka staje się całkowicie zależna od korporacji dostarczających podstawowe usługi życiowe, co eliminuje pojęcie osobistej suwerenności. Aby system inwigilacji finansowej i osobistej był szczelny, Day miał wspomnieć o konieczności trwałego znakowania ludzi za pomocą technologii, która w 1969 roku brzmiała jak czysta fantastyka naukowa.

Mowa była o unikalnych kodach tożsamości, implantach lub mikroczipach podskórnych, które łączyłyby w sobie funkcje dowodu osobistego, karty płatniczej oraz historii medycznej. Współczesne paszporty biometryczne, systemy rozpoznawania twarzy oraz testy nad implantami mózgowymi i podskórnymi są w kręgach NWO interpretowane jako ostateczna faza domykania tej technologicznej klatki.

ALE! Przebudowa świata nie mogłaby się udać bez całkowitej reformy systemu edukacji, która – według słów dr. Daya – miała na celu oduczenie ludzi samodzielnego i krytycznego myślenia. Szkoły publiczne miały przestać kłaść nacisk na twardą wiedzę akademicką, historię, logikę czy klasyczną literaturę, zastępując je edukacją emocjonalną, nauką pracy w grupie oraz bezkrytycznym przyjmowaniem dogmatów systemowych.

Młode pokolenia miały być celowo intelektualnie spłycane, aby nie potrafiły dostrzec związków przyczynowo – skutkowych w otaczającej je rzeczywistości i nie zadawały niewygodnych pytań strukturze władzy. W nowym systemie edukacyjnym historia miała być pisana na nowo lub stopniowo usuwana z programów nauczania, aby odciąć ludzi od ich korzeni kulturowych i narodowych.

Day miał zauważyć, że człowiek pozbawiony tożsamości historycznej, nieznający błędów przeszłości i dokonań swoich przodków, jest jak liść na wietrze – łatwo nim manipulować i narzucać mu nową, sztuczną tożsamość globalnego konsumenta. Zmiany te miały być wprowadzane powoli i niezauważalnie, tak aby kolejne pokolenia uważały nowy, obniżony poziom edukacji za stan naturalny i jedyny możliwy.

Ważnym elementem inżynierii edukacyjnej było również promowanie relatywizmu moralnego, w którym pojęcia dobra i zła, prawdy i fałszu przestają być absolutne, a stają się płynne i zależne od aktualnej narracji politycznej. Dr Day miał wskazać, że elita zamierza stworzyć społeczeństwo, które bez sprzeciwu zaakceptuje fakt, iż to, co wczoraj było przestępstwem lub dewiacją, dziś jest normą, a to, co było cnotą, staje się przejawem zacofania lub mowy nienawiści. Taka plastyczność ludzkich sumień pozwala na bezproblemowe wprowadzanie dowolnych dekretów i praw.

Informacja i media głównego nurtu zostały w planie Daya wskazane jako główne pasy transmisyjne dla propagandy elit, mające za zadanie nieustannie formatować opinię publiczną. Niezależne dziennikarstwo i lokalne wydawnictwa miały zostać wykupione przez kilka wielkich, globalnych korporacji, tworząc monolit informacyjny, w którym prezentowana jest tylko jedna, zatwierdzona wersja wydarzeń.

Każda próba poszukiwania alternatywnych wyjaśnień miała być z góry etykietowana jako niebezpieczna dezinformacja, oszołomstwo lub teoria spiskowa, co skutecznie marginalizowało ludzi myślących niezależnie. Aby odwrócić uwagę mas od postępujących procesów zniewolenia, kultura i rozrywka miały zostać sprowadzone do najniższego wspólnego mianownika.

Dr Day zapowiedział zalew prymitywnej muzyki, powtarzalnych filmów opartych na przemocy i seksie oraz powszechną dostępność substancji odurzających i narkotyków, które miały działać jak nowoczesne „soma” z dystopijnych powieści. Otumanione i nieustannie stymulowane bodźcami społeczeństwo traci zdolność do refleksji nad własnym losem, stając się idealną masą pracowniczo – konsumencką, niezdolną do zorganizowania jakiegokolwiek buntu.

Zjawisko to wiąże się również z celowym niszczeniem poczucia estetyki i piękna w architekturze, sztuce oraz literaturze, co w wielu analizach internetowych interpretowane jest jako duchowa degradacja człowieka. Tradycyjna sztuka, która windowała ludzkiego ducha ku wyższym wartościom, miała zostać zastąpiona przez abstrakcję, brzydotę i nihilizm, co miało na celu wywołanie w ludziach podświadomego poczucia chaosu i beznadziei.

Kiedy otoczenie człowieka staje się szare, brutalistyczne i pozbawione harmonii, jego psychika również ulega załamaniu, przyjmując postawę rezygnacji. ALE jedną z najgłębszych barier dla wprowadzenia NWO było tradycyjne chrześcijaństwo, posiadające silny kręgosłup moralny, dlatego plan dr. Daya zakładał jego systematyczną infiltrację i demontaż od wewnątrz.

Kościoły miały zostać zmiękczone poprzez wprowadzanie do nich ideologii humanistycznych, ekologicznych oraz relatywistycznych, co miało doprowadzić do utraty ich doktrynalnej wyrazistości. Ostatecznym celem było stworzenie jednej, globalnej religii synkretycznej, która zamiast na Bogu, skupiałaby się na kulcie Ziemi, tolerancji i posłuszeństwie wobec globalnego rządu, pełniąc funkcję narzędzia kontroli społecznej.

Ta nowa, globalna duchowość miała być ściśle powiązana z agendą ekologiczną, w której ochrona klimatu i planety staje się nowym dogmatem religijnym, przed którym jednostka musi ukorzyć swoje prawa. W analizach taśm Daya często podkreśla się, że kwestie ochrony środowiska miały zostać wyolbrzymione i użyte jako ostateczny argument uzasadniający wprowadzenie globalnych podatków, ograniczeń w przemieszczaniu się oraz limitowania dostępu do energii i pożywienia.

Człowiek w tej narracji przestał być koroną stworzenia, a stał się „szkodnikiem” zagrażającym ekosystemowi, co legitymizuje drastyczne kroki depopulacyjne. Wszystkie te działania – polityczne, ekonomiczne, medyczne i religijne – miały zbiegać się w jednym punkcie: powołaniu oficjalnego, jawnego Rządu Światowego, dysponującego monopolem na siłę i kontrolę zasobów.

Dr Day miał zaznaczyć, że suwerenność narodów zostanie całkowicie zlikwidowana, a granice państwowe staną się fikcją, ustępując miejsca unijnym superpaństwom zarządzanym przez mianowanych technokratów, a nie wybieranych w demokratycznych wyborach polityków. Proces ten miał być nieodwracalny, a wszelkie próby oporu ze strony suwerennych narodów miały być tłumione za pomocą międzynarodowych sił policyjnych.

https://www.youtube.com/embed/3FdvGFE1uaU?feature=oembed&enablejsapi=1&iv_load_policy=3&rel=0&fs=0&modestbranding=1&showinfo=0&scrolling=no&origin=https%3A%2F%2Fwolnemedia.net

Fundamentalną metodą wdrażania tak radykalnych zmian społecznych, na którą wskazywał dr Day, była dialektyka Hegla, w kręgach spiskowych znana jako zasada „problem – reakcja – rozwiązanie”. Elity nie wprowadzają totalitarnych zmian w sposób jawny i nagły, ponieważ spotkałoby się to z natychmiastowym oporem społeczeństwa. Zamiast tego, w sposób kontrolowany wywołuje się kryzys – może to być krach finansowy, konflikt zbrojny, atak terrorystyczny lub wspomniana wcześniej pandemia – który uderza w poczucie bezpieczeństwa obywateli.

W drugim etapie tego mechanizmu media głównego nurtu odpowiednio potęgują strach i poczucie bezradności w społeczeństwie, wywołując pożądaną reakcję mas. Przerażeni ludzie, pozbawieni stabilizacji i dotychczasowych punktów odniesienia, zaczynają sami domagać się od rządzących podjęcia natychmiastowych działań i przywrócenia porządku za wszelką cenę. Społeczeństwo w tym stanie jest gotowe zaakceptować drastyczne ograniczenia wolności osobistej, inwigilację czy dodatkowe obciążenia podatkowe, które w normalnych warunkach odrzuciłoby z oburzeniem.

W ostatnim kroku elity prezentują gotowe, wcześniej przygotowane „rozwiązanie”, które idealnie realizuje ich długofalowe cele polityczne i geopolityczne, a które jest przedstawiane jako jedyna droga ratunku przed kryzysem. Dr Day miał podkreślić, że poprzez cykliczne powtarzanie tego schematu, ludzkość krok po kroku, kryzys po kryzysie, wprowadzana jest w strukturę globalnego totalitaryzmu, myśląc jednocześnie, że proces ten jest naturalną odpowiedzią na nieprzewidziane wydarzenia dziejowe.

Powracając do słynnego cytatu dr. Daya o ludzkiej łatwowierności, należy przyjrzeć się psychologicznym aspektom inżynierii społecznej, która paraliżuje zdolność jednostki do obrony. Day z cynizmem zauważył, że ludzie wykazują niemal dziecięce zaufanie wobec autorytetów naukowych, medycznych i politycznych, przyjmując ich słowa jako prawdę absolutną. Ta bezkrytyczność sprawia, że nawet najbardziej niedorzeczne i szkodliwe programy społeczne mogą zostać bez przeszkód wdrożone, jeśli tylko zostaną opatrzone odpowiednimi certyfikatami naukowymi lub eksperckimi opiniami w telewizji.

Kluczowym elementem tej strategii jest wspomniana koncepcja permanentnej zmiany, która ma stać się stałym elementem ludzkiej egzystencji w XXI wieku. Dr Day wyjaśnił, że gdy zmiany technologiczne, obyczajowe i gospodarcze następują w tempie uniemożliwiającym ich psychiczną asymilację, ludzki mózg wchodzi w stan permanentnego przeciążenia poznawczego. Człowiek nie jest w stanie wypracować stabilnych mechanizmów obronnych, ponieważ rzeczywistość, do której próbuje się dostosować, jutro już nie istnieje, co prowadzi do apatii, rezygnacji i całkowitego poddania się woli systemu.

Brak zadawania „właściwych pytań”, o którym mówił Day, wynika również z celowego zniszczenia instynktu samozachowawczego poprzez inżynierię językową i poprawność polityczną. Język został przekształcony w taki sposób, aby uniemożliwić precyzyjne nazywanie zjawisk totalitarnych, zastępując je eufemizmami i pojęciami inkluzywnymi, które maskują prawdziwe intencje architektów systemu. Człowiek, który próbuje dociekać prawdy i demaskować te mechanizmy, zostaje szybko wykluczony z debaty publicznej poprzez społeczne napiętnowanie i cyfrowy ostracyzm.

Analizując taśmy dr. Richarda Daya z perspektywy współczesności, trudno nie odnieść wrażenia, że nakreślony w 1969 roku plan przestał być jedynie teorią a stał się agendą realizowaną na skalę globalną. Dla milionów ludzi na świecie, którzy zapoznali się z relacją dr. Dunegana, codzienne doniesienia medialne o cyfryzacji pieniądza, paszportach medycznych, kryzysach klimatycznych i erozji tradycyjnej rodziny są namacalnym dowodem na to, że wykład w Pittsburghu był autentycznym scenariuszem geopolitycznym.

Kochani, siła Nowego Porządku Świata nie wynika z genialności jego architektów, lecz z bierności i łatwowierności mas, które rezygnują z zadawania pytań o źródła i cele narzucanych im zmian. Ostateczną tarczą przed jakąkolwiek formą totalitarnej kontroli pozostaje zawsze indywidualna świadomość, krytyczne myślenie i odwaga do poszukiwania prawdy poza oficjalnie zatwierdzonym kanonem.

Autorstwo: UNreal
Źródło: Estachologia.pl [1] [2]

Nie rozumiem tych dzisiejszych nastolatków.. MEM-y IV.

—————————————

—————————————————

———————————————

———————————————————–

———————————————————-

——————————————

————————————————-

————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Do posłów – zawsze zaufanie. MEMy III.

———————————-

——————————————————

—————————————————————————–

—————————————————————–

———————————————–

———————————————————————

————————————————–

—————————————————-

„Milcząca zgoda”….. MEM-y II.

—————————————————————-

————————————————————

—————————————–

—————————————-

————————————————————–

————————————————–

————————————————————-

——————————————-

——————————————-

——————————–

O azjatyckim kraiku w Eurowizji. MEM-y I.

—————————-

———————————-

—————————————

————————————————-

—————————————————————-

————————————————

—————————————-

————————————————

——————————————————

—————————

Płciowe zdobycze synodalności. A kysz, a kysz wiedźmo, maro nieczysta!

Płciowe zdobycze synodalności

Autor: CzarnaLimuzyna , 21 maja 2026

Ostatnia fala diabelskości zwana oficjalnie synodalnością przyniosła ze sobą „teolożki” przez złośliwych nazywanych diabolożkami, a przez bardziej delikatnych teologami feministycznymi.

Jedną z aktywności, której nie sposób nie zauważyć i na którą marnują swój czas jest:

Rozpychanie płciowo ciasnej przestrzeni Trójcy Świętej.

Summa summarum, aby nie zanudzać Czytelnika, wychodzi z tego „ Duchini i Duszyca”.

Analogicznie trzeba uznać, że nie diabeł, a diablica ewentualnie wiedźma, ale konotacje w tym przypadku mogą naruszać… godność – diablicy czy diabła – wszystko jedno.

A kysz, a kysz wiedźmo, maro nieczysta!

Moderna rozpoczęła prace nad „szczepionką” mRNA przeciwko wirusowi Ebola-Bundibugyo zaledwie 4 miesiące przed ogłoszeniem przez WHO stanu zagrożenia globalnego

Moderna rozpoczęła prace nad „szczepionką” mRNA przeciwko wirusowi Ebola-Bundibugyo zaledwie 4 miesiące przed ogłoszeniem przez WHO stanu zagrożenia globalnego

Date: 20 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/moderna-rozpoczela-prace-nad-szczepionka-mrna-przeciwko-wirusowi-ebola-bundibugyo-zaledwie-4-miesiace-przed-ogloszeniem-przez-who-stanu-zagrozenia-globalnego

W styczniu 2026 r. wspierana przez Billa Gatesa organizacja CEPI przyznała firmom Moderna i Oxford dotację w wysokości 26,7 mln dolarów na opracowanie multiwalentnych szczepionek mRNA oraz szczepionek opartych na wektorach wirusowych przeciwko wirusowi Ebola.

Zaledwie kilka miesięcy temu (w styczniu 2026 r.) kartel szczepionkowy Billa Gatesa, CEPI, przekazał firmie Moderna i Uniwersytetowi Oksfordzkiemu 26,7 mln dolarów na rozpoczęcie prac nad szczepionkami mRNA oraz szczepionkami wektorowymi przeciwko wirusowi Ebola Bundibugyo (BDBV). Chodzi o wielowartościowe platformy „szczepionkowe” przeciwko filowirusom, które mają być zaprojektowane tak, by zwalczać jednocześnie wiele wirusów Ebola i pokrewnych filowirusów — w tym wirusa Ebola Bundibugyo (BDBV). ambitious-research-develop-multivalent-vaccines-against-deadly-filoviruses

Cztery miesiące później (17 maja 2026) WHO ogłosiła stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym (PHEIC) w związku z ogniskiem epidemii wirusa Ebola w regionie Bundibugyo w Demokratycznej Republice Konga. epidemic-of-ebola-disease-in-the-democratic-republic-of-the-congo-and-uganda-determined-a-public-health-emergency-of-international-concern

Za każdym razem powtarza się ten sam schemat:

Opracowanie „szczepionki” Podsycanie strachu przed nowym ogniskiem epidemii Ogłoszenie stanu wyjątkowego Przejęcie władzy i kontroli Promowanie „szczepionki” jako jedynego rozwiązania.

Jest to siedemnasty przypadek epidemii wirusa Ebola odnotowany w Demokratycznej Republice Konga od czasu pierwszego wykrycia wirusa w tym kraju w 1976 roku – oraz trzeci znany przypadek epidemii szczepu Bundibugyo od czasu jego pierwszego wykrycia w 2007 roku. W całej Afryce w ciągu ostatnich 50 lat odnotowano dziesiątki epidemii wirusa Ebola.

Każda z dotychczasowych epidemii wirusa Ebola została skutecznie opanowana w dotkniętym regionie i nie przerodziła się w globalną pandemię.

Dlaczego? – Ponieważ wirus Ebola – w tym szczep Bundibugyo – rozprzestrzenia się poprzez bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi osób wykazujących objawy, a nie drogą powietrzną ani poprzez zwykły kontakt. Po prostu nie ma żadnych biologicznych podstaw, by uznać to za pandemię o zasięgu globalnym.

Dlaczego więc właśnie teraz doszło do tak gwałtownego eskalowania sytuacji aż do ogłoszenia pełnego stanu zagrożenia zdrowia publicznego na skalę międzynarodową?

Według WHO, na dzień 16 maja w prowincji Ituri odnotowano 8 przypadków potwierdzonych laboratoryjnie, 246 podejrzanych przypadków oraz 80 podejrzanych zgonów, a ognisko epidemii rozprzestrzeniło się na Ugandę. Jako główne powody do niepokoju organizacja wymienia brak zatwierdzonych szczepionek lub metod leczenia tego konkretnego szczepu, dużą mobilność ludności oraz ryzyko dalszego rozprzestrzeniania się choroby poza granice kraju.

Możliwe jednak, że ogłoszono stan wyjątkowy właśnie dlatego, że negocjacje w sprawie traktatu WHO dotyczącego pandemii napotkały ostatnio poważną przeszkodę związaną z załącznikiem dotyczącym dostępu do patogenów i podziału korzyści (PABS), co uniemożliwiło wejście traktatu w życie. reuters/healthcare-pharmaceuticals/who-delays-pandemic-treaty-amid-pathogen-sharing

Wygląda też na to, że nieudana akcja związana z hantawirusem nie wywołała takiego poziomu strachu, na jaki liczyli.

Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych, głównym darczyńcą WHO jest obecnie Bill Gates. Dlatego też nie należy bezkrytycznie przyjmować niczego, co mówi lub robi WHO.statista.com/top-contributors-to-the-world-health-organization/

Niezależnie od tego, co WHO i media nam wmawiają, Stany Zjednoczone pod żadnym pozorem NIE powinny ponownie przystąpić do WHO. Nie możemy ulec ich taktykom szantażu, mającym na celu zmuszenie Ameryki do ponownego przystąpienia do organizacji i uwięzienia jej w pułapce wszechobecnej kontroli, paszportów szczepionkowych i obowiązkowych szczepień.

INFO: thefocalpoints/moderna-began-developing-a-bundibugyo

Hantawirus? Naprawdę? – Historia rejsu Hondius rozpada się po pierwszej, krytycznej analizie.

Hantawirus? Naprawdę? – Historia rejsu Hondius rozpada się po pierwszej, krytycznej analizie.

Jaki związek ma ta sprawa z Twoim kolejnym pobytem w szpitalu i dlaczego WHO nie stawia właściwej diagnozy różnicowej.

Andreas MB Gross 18 maja 2026 r. andreasmbgross-ch/hantavirus-wirklich-die-hondius-kreuzfahrt

Krótka uwaga wstępna: Z powodu bieżących wydarzeń przerywam serię o religii i zamieszczam ten artykuł medyczny. Przy bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że on również traktuje o współczesnej pseudonaukowej religii – podobnej do komunizmu z Części 6 – a mianowicie o wirusologii. Twierdzi ona, że ​​opisuje złowrogi wpływ na nas, ludzi, którego nikt nigdy nie widział, nawet pod mikroskopem elektronowym.

——————————————————————

Jedyny lekarz na miejscu, który może swobodnie rozmawiać

Z całego skupiska chorób Hondius przemawia tylko jeden głos medyczny, który nie ma żadnych zobowiązań wobec armatora. To dr Stephen Kornfeld, amerykański onkolog z Bend w stanie Oregon, który był na pokładzie jako pasażer i spontanicznie przejął obowiązki lekarza okrętowego po tym, jak na statku zachorowano. Kornfeld osobiście leczył pacjentów. Następnie Kornfeld został przewieziony do oddziału kwarantanny o zaostrzonym rygorze na Uniwersytecie Nebraski, ponieważ wstępny test na obecność hantawirusa Andes dał wynik „słabo pozytywny”. Potwierdzający test PCR dał wynik negatywny. Test na obecność przeciwciał również był negatywny. Kornfeld został zwolniony z kwarantanny i powiedział dwie rzeczy, które prawie nie trafiły na pierwsze strony gazet [Źródło: KRDO — Lekarz ze statku dotkniętego hantawirusem uzyskał wynik negatywny ]:

„W tamtym czasie wydawało się, że to zwykły wirus. Z perspektywy czasu pojawia się pytanie, czy to mógł być hantawirus. Ale to tylko spekulacje. Nie ma sposobu, żeby to stwierdzić”.

Onkolog z wieloletnim doświadczeniem w leczeniu pacjentów, który był na miejscu, widział objawy i sam dwukrotnie został przebadany – publicznie stwierdza, że ​​nie ma sposobu, aby to stwierdzić na pewno .

WHO, CDC, ECDC i operator statków wycieczkowych Oceanwide Expeditions twierdzą dokładnie odwrotnie. Mówią: wirus Andes potwierdzony, 23 kraje w stanie gotowości pandemicznej, międzynarodowa koordynacja, loty repatriacyjne w warunkach kwarantanny, ośrodek izolacji o zaostrzonym rygorze w Nebrasce.

Kto ma rację?

Historia, którą opowiada każdy

1 kwietnia 2026 roku holenderski statek wycieczkowy MV Hondius wypłynął z argentyńskiego portu Ushuaia. Na pokładzie: 86 pasażerów i 61 członków załogi, łącznie 147 osób z 23 krajów. Cel podróży: pięciotygodniowa wyprawa na Antarktydę z przystankami w Georgii Południowej, Tristan da Cunha, na Świętej Helenie i Wyspie Wniebowstąpienia.

  • Pięć dni po wypłynięciu, 6 kwietnia, 70-letni Holender zachorował na gorączkę, ból głowy i biegunkę. Zmarł na pokładzie 11 kwietnia w wyniku postępującej niewydolności oddechowej.
  • Jego 69-letnia żona przywiozła ciało z Wyspy Świętej Heleny do domu, 25 kwietnia zemdlała z powodu stresu na lotnisku w Johannesburgu przed przesiadką na lot linią KLM i zmarła tego samego dnia w szpitalu w Republice Południowej Afryki.
  • Brytyjski pasażer zachorował około 24 kwietnia, cierpiąc na gorączkę, duszność i zapalenie płuc. Został ewakuowany do Republiki Południowej Afryki 27 kwietnia i przeżył. 4 maja południowoafrykańskie laboratoria zidentyfikowały u brytyjskiego pacjenta wirusa Andes – południowoamerykański wariant hantawirusa.
  • 65-letnia Niemka zachorowała na pokładzie około 28 kwietnia i zmarła 2 maja.

Oficjalna wersja wydarzeń od tamtej pory przedstawia się następująco: wybuch epidemii hantawirusa na statku wycieczkowym, trzy zgony, osiem kolejnych przypadków potwierdzonych badaniem PCR (z czego, według podziału WHO, co najmniej dwóch pasażerów — jeden Amerykanin i jeden Hiszpan — jest klinicznie bezobjawowych; są to „potwierdzone przypadki” zgodnie z definicją WHO, ale nie są faktycznie chorzy), 122 osoby przetransportowano z powrotem do swoich krajów (87 pasażerów plus 35 członków załogi, rozproszonych po sześciu krajach europejskich i Kanadzie), alert pandemiczny WHO dla 23 krajów [Źródło: WHO Disease Outbreak News — Hantavirus cluster linked to cruise ship travel ]. Wirus Andes, jak jednogłośnie piszą WHO i CDC, jest jedynym wariantem hantawirusa z udokumentowaną „ograniczoną transmisją z człowieka na człowieka” — i to rzekomo wyjaśnia skupisko przypadków na pokładzie [Źródło: CDC HAN Notice 528 — Multi-country Hantavirus Cluster ].

Dokładniejsza analiza ujawnia, że ​​z trzech zgonów, tylko dwa zostały potwierdzone jako spowodowane wirusem Andes . Trzeci jest oficjalnie „prawdopodobny” – co oznacza, że ​​nie został potwierdzony niezależnym testem laboratoryjnym. Lekarz pokładowy również zaraził się wirusem; został ewakuowany do Johannesburga 6 maja, gdzie przebywał na oddziale intensywnej terapii i przeżył, mając negatywny wynik testu na obecność wirusa. [Źródło: Government.nl — Aktualności na temat epidemii wirusa Andes na statku wycieczkowym MV Hondius ]. Podczas jego nieobecności, dr Kornfeld zastąpił go.

Co zrobiłby z tą historią mój lekarz rodzinny – i dlaczego to niepokoi każdego czytelnika

Zanim przejdę do szczegółów, wstępna uwaga, która nada temu artykułowi właściwy wymiar. To, co wydarzyło się na holenderskim statku ekspedycyjnym, to nie tylko historia dla wąskiej grupy czytelników, którzy marzą o rejsach po Antarktydzie. To mikrokosmos tego, co dzieje się w naszych szpitalach – w Szwajcarii nazywa się je „szpitalami” – dzień po dniu. Każdy, kto nigdy nie był na statku i nigdy nie będzie, prawdopodobnie prędzej czy później trafi do szpitalnego łóżka lub będzie tam towarzyszył krewnemu. I właśnie wtedy ma zastosowanie ta sama struktura, którą opisuję tutaj na przykładzie sprawy MV Hondius: system diagnostyczny z bodźcami, które nie dążą do prawdy, hierarchia między pacjentem a lekarzem, w której pacjent nie wie tego, co wie lekarz, oraz kultura instytucjonalna, w której niewygodna prawda zagraża pracy sygnalisty. Zrozumienie sprawy Hondiusa dostarcza narzędzia, które przyda im się również później, w szpitalu.

Gdybym miała przybyć do gabinetu mojego lekarza rodzinnego po podróży, cierpiąc na gorączkę, biegunkę i duszności, nie zatrzymałaby się przy pierwszym podejrzeniu. Jak nakazuje każdy porządny podręcznik medyczny, przeprowadziłaby diagnostykę różnicową — systematyczną listę wszystkich chorób, które pasują do moich objawów, uszeregowanych według prawdopodobieństwa. Dopiero potem wykonałaby ukierunkowane testy, aby rozróżnić między możliwościami. Pierwszy pomysł, pożądany pomysł lub wygodny pomysł nie liczy się jako diagnoza, dopóki alternatywy nie zostaną systematycznie wykluczone. Nie implikuje to żadnych teorii spiskowych. To po prostu podstawowa praktyka medyczna — i jest to dokładnie to, co powinno mieć miejsce podczas pobytu w szpitalu , ale zbyt często tak się nie dzieje, ponieważ instytucjonalne uprzedzenia działają przeciwko niewygodnej diagnozie.

W przypadku MV Hondius nie przeprowadzono dokładnej diagnostyki różnicowej – na ile wynika to z publicznych raportów WHO, CDC, ECDC i operatora statku Oceanwide Expeditions . Profil objawów pacjentów – gorączka, zmęczenie, bóle mięśni, problemy żołądkowo-jelitowe z biegunką, a po czterech do dziesięciu dniach duszność i zapalenie płuc [Źródło: CDC — Clinician Brief: Hantavirus Pulmonary Syndrome ] – nie tylko pasuje do hantawirusa. Pasuje co najmniej równie dobrze do…

  • Choroba legionistów ( typowe zagrożenie dla statków wycieczkowych wynikające ze skażenia systemów klimatyzacji, wirów wodnych, systemów wody pitnej) powodująca w jednej czwartej przypadków problemy z układem pokarmowym.
  • zatrucie pokarmowe o podłożu bakteryjnym, powodujące sepsę .
  • zatrucie chemiczne środkami dezynfekującymi lub pestycydami stosowanymi na statkach.
  • na temat skutków silnego promieniowania elektromagnetycznego emitowanego przez radary okrętowe i systemy komunikacji satelitarnej.

I — jak zobaczymy — jest to miejsce, w którym znajduje się oporna bakteria , która mogła powstać w wyniku rutynowej dezynfekcji chlorem.

Żadne z przeglądanych oficjalnych źródeł nie dokumentuje, że te alternatywy były systematycznie testowane. Nie ma opublikowanych wyników diagnostyki Legionelli, analizy próbek żywności, pobierania próbek z klimatyzacji lub wirów wodnych, badań toksykologicznych ani pomiarów elektromagnetycznych. Jest tylko jedno: test PCR na obecność wirusa Andes , który dał wynik pozytywny u ośmiu pacjentów – i tym samym diagnozę uznano za „potwierdzoną”.

Siedem problemów metodologicznych – o które nikt nie pyta

Po pierwsze – narzędzie diagnostyczne zostało zdyskredytowane od czasu pandemii COVID-19

Technologia PCR amplifikuje materiał genetyczny w cyklach. Przy niskiej liczbie cykli wykrywa klinicznie istotne ładunki patogenów. Przy wysokiej liczbie cykli – zazwyczaj powyżej 35 – znajduje ślady, które są praktycznie bez znaczenia z epidemiologicznego punktu widzenia. Każdy, kto wykona wystarczającą liczbę cykli, może użyć PCR do udowodnienia niemal wszystkiego, co chce. Nawet papaje okazały się dodatnie w kierunku COVID-19. Mikroorganizmy są wszechobecne – na skórze, w powietrzu, w wodzie, w żywności. Każdy, kto systematycznie poszukuje śladów, je znajdzie. Najsłynniejszy dowód empiryczny na możliwość tej manipulacji dostarczyła grypa sezonowa w sezonie 2020/21: Statystycznie praktycznie zniknęła całkowicie, ponieważ testy wykonywano tylko na COVID-19 – bez wzrostu ogólnego wskaźnika zachorowań w populacji. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie: osoby wcześniej podatne na grypę zostały ponownie oznaczone jako „ujemne w kierunku COVID-19” za pomocą bardziej czułych testów. Wiele z tych zdiagnozowanych osób zmarło następnie nie z powodu wirusa, ale w wyniku agresywnego leczenia, takiego jak wentylacja mechaniczna.

W przypadku Hondiusa na pytanie można odpowiedzieć konkretnie – analizując własne doświadczenia dr. Kornfelda. Jego pierwszy test dał wynik „słabo pozytywny ”, kolejny, potwierdzający test PCR, na który nalegał jako profesjonalista, dał wynik negatywny , a test na obecność przeciwciał również był negatywny . To właśnie ten schemat sprawił, że metodologia PCR straciła reputację od czasu pandemii COVID-19: duża liczba cykli wykrywa ślady, bardziej precyzyjne testy nie wykrywają niczego. Sam Kornfeld wyciągnął jedyny obiektywnie uzasadniony wniosek: „Nie sądzę, żebym został zakażony hantawirusem”. Jeśli to dotyczy jego osoby – przy jakim numerze cyklu (Ct) zmierzono osiem pozytywnych testów Hondiusa w Andes? Wartość Ct nie jest podana w żadnym publicznie dostępnym źródle.

Sama WHO dostarcza dalszych dowodów: wśród „ośmiu potwierdzonych przypadków”, według jej własnego zestawienia, co najmniej dwóch pasażerów – jeden Amerykanin i jeden Hiszpan – uzyskało pozytywny wynik testu PCR bez żadnych objawów klinicznych . Właśnie to potwierdza doświadczenie Kornfelda w Nebrasce: PCR wykrywa ślady. Ślady te nic nie mówią o chorobie. Każdy, kto wnioskuje, że test PCR wskazuje na chorobę, myli wynik laboratoryjny z diagnozą.

Krok dalej w radykalnym spektrum – i taki, który niniejszy artykuł otwarcie i szczerze prezentuje – to stanowisko, że rzekoma koncepcja choroby, jaką jest „niebezpieczny wirus”, po prostu nie istnieje w formie, jaką prezentuje nam wirusologia. Przez dziesięciolecia niemiecki mikrobiolog dr Stefan Lanka argumentował i wykazał w kontrolowanych eksperymentach, że istnienie wirusów chorobotwórczych nigdy nie zostało naukowo udowodnione zgodnie z postulatami Kocha (izolacja patogenu w czystej hodowli, ponowne zakażenie zdrowego organizmu z identycznym początkiem choroby). To, co w praktyce nazywa się „wykrywaniem wirusa”, to prawie zawsze wykrycie materiału genetycznego lub fragmentów białka w hodowli komórkowej – a nie identyfikacja wyizolowanej, chorobotwórczej cząsteczki. Każdy, kto podąży tą linią rozumowania do jej logicznego wniosku, dojdzie do wniosku samego Lanki: „wirusy”, których rzekomo powinniśmy się obawiać, są w dużej mierze konstruktem naukowym, narracją utrwalającą starą doktrynę Pasteura o „wojnie z mikroorganizmami” – nawet gdy identyfikacja konkretnego patogenu bakteryjnego kończy się niepowodzeniem. Nie trzeba podzielać tego radykalnego poglądu, żeby traktować sprawę Hondiusa poważnie — ale ktokolwiek jest jej zwolennikiem, nie uniknie pytania, co tak naprawdę ma na myśli WHO, informując o „ośmiu potwierdzonych przypadkach hantawirusa ” .

Dalsza lektura na temat prac Lanki dla każdego, kto nadal wierzy w wirusy: Stefan Lanka — Wszystkie twierdzenia o istnieniu wirusów obalone (lipiec 2020) ; Lanka — Błędna interpretacja wirusów , części I–III, magazyn Wissenschafftplus 1/2020–3/2020 ; Lanka — Czerwona kartka za koronawirusa , magazyn Wissenschafftplus 1/2021 ; Przegląd na wissenschafftplus.de .

Argument Lanki opiera się przede wszystkim na jego własnych eksperymentach kontrolnych , które pokazują, że typowe „efekty cytopatyczne” , uważane w wirusologii za dowód istnienia wirusa, można odtworzyć nawet bez próbki wirusa, a jedynie za pomocą procedury laboratoryjnej (głodzenie i zatruwanie hodowli komórkowej).

Po drugie – logika klastra jest powierzchowna

Ci, którzy chcą wykluczyć zatrucie pokarmowe jako alternatywne wytłumaczenie, zazwyczaj argumentują w ten sposób: „Zatrucie pokarmowe spowodowałoby, że wszyscy zachorowaliby w tym samym czasie. W tym przypadku pasażerowie zachorowali stopniowo przez 22 dni. Zatem nie ma zatrucia pokarmowego”. Ta logika zakłada model kafeteryjny, w którym wszyscy jedzą to samo w tym samym czasie. Nie jest tak na statku wycieczkowym. Pasażerowie wybierają à la carte z kilku opcji – mięso, ryby, wegetariańskie, wegańskie. A logistycznie pięciotygodniowa wyprawa na Antarktydę nie może być zaopatrzona w świeże jedzenie. Większość żywności musi zostać załadowana przed wypłynięciem – i większość z niej jest zamrożona. Jest ona rozmrażana w kuchence mikrofalowej w razie potrzeby, zgodnie z poleceniami pasażerów.

Oznacza to, że pojedyncza skażona partia mrożonej żywności — partia drobiu z Salmonellą, partia przygotowanego sosu z Listerią, pudełko owoców morza z Vibrio — nie jest spożywana w ciągu jednego dnia. Jest ona wydawana tygodniami , w zależności od tego, kiedy pasażer ją zamówi. Chorzy pasażerowie pozornie nie mają wspólnego punktu odniesienia — a jednak źródłem byłaby pojedyncza partia w zamrażarce statku. Test, który by to zweryfikował, jest medycznie banalny: co każdy chory pasażer jadł w ciągu jednego do siedmiu dni przed wystąpieniem objawów? Systematyczny ślad posiłków. Nie ma o tym wzmianki w publicznych raportach.

Po trzecie — brakuje analizy klastrów przestrzennych

Podczas trwającej trzy tygodnie epidemii najważniejsze pytanie epidemiologiczne brzmi: Kto gdzie był? Które zakażone osoby dzieliły te same pokłady kabin? Które jadły przy tych samych stołach? Które korzystały z tych samych pryszniców, tego samego jacuzzi, tego samego systemu klimatyzacji? Które kabiny znajdowały się w pobliżu anten radarowych lub satelitarnych statku?

Taka przestrzenna analiza skupień wiarygodnie rozróżnia zewnętrzne źródło patogenów (myszy patagońskie przed wypłynięciem) od pokładowego źródła skażenia. Nie jest ona uwzględniona w raportach Hondiusa WHO, CDC i ECDC. Albo została przeprowadzona, ale nie opublikowana – co, epistemologicznie rzecz biorąc, sprowadza się do tego samego.

Czwarty — błąd potwierdzenia po pierwszym przypadku, na przykładzie wdowy

Przy 147 osobach, z których znaczna część była w podeszłym wieku, nie jest pewne, że po pięciu tygodniach wysiłku fizycznego w regionie polarnym nie będzie żadnych zgonów. Jednak gdy tylko 11 kwietnia na pokładzie zginęła pierwsza osoba, wszystkie 147 osób zostało postawionych w stan najwyższej gotowości. Od tego momentu każdą drobną dolegliwość interpretowano jako „potencjalną infekcję”. To, co przed 11 kwietnia uznawano za chorobę lokomocyjną lub osłabienie związane z wiekiem, stało się „podejrzane” od 12 kwietnia. To klasyczny przypadek błędu potwierdzenia wynikającego z oczekiwania klastrowego – psychologicznie dobrze znanego odruchu automatycznej interpretacji nowych obserwacji zgodnie z przyjętym założeniem, zamiast obiektywnego ich zbadania. Sam Kornfeld dokumentuje właśnie ten błąd, mówiąc: „W tamtym momencie wydawało się, że to po prostu zwykły wirus. Z perspektywy czasu pojawia się pytanie, czy mógł to być hantawirus”. Diagnozę hantawirusa retrospektywnie przeniesiono na objawy.

Przypadek wdowy doskonale to ilustruje. 69-letnia kobieta opiekowała się umierającym mężem na morzu przez pięć dni, była świadkiem jego śmierci, a następnie towarzyszyła ciału małżonka w podróży przez Świętą Helenę i Republikę Południowej Afryki, po czym odbyła stresujący lot długodystansowy – i zasłabła w poczekalni lotniska w Johannesburgu. Później, jak donoszą źródła, uzyskała pozytywny wynik testu PCR na obecność wirusa Andes, co pozwoliło na ustalenie oficjalnej przyczyny zgonu.

W diagnostyce różnicowej ten sam zgon należałoby jednak zbadać pod kątem co najmniej trzech innych przyczyn — przyczyn, które statystycznie częściej występują u 69-letniej kobiety w dokładnie takiej sytuacji niż śmiertelna infekcja hantawirusem:

  • Kardiomiopatia takotsubo , powszechnie znana jako zespół złamanego serca : ostra dysfunkcja serca spowodowana szokiem emocjonalnym, klinicznie przypominająca zawał serca, wywołana dokładnie tym, co kobieta przeszła w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
  • Zatorowość płucna po długim locie — klasyczne zagrożenie po kilku godzinach siedzenia, zwłaszcza u osób starszych, które odczuwają zmęczenie podróżą, odwodnienie lub stres związany ze stratą.
  • Ostry incydent wieńcowy spowodowany wyrzutem kortyzolu i adrenaliny udokumentowanym w przypadkach ostrej straty: ryzyko zgonu współmałżonka wzrasta o 26 do 41 procent w ciągu pierwszych 90 dni po śmierci partnera — jest to udokumentowany epidemiologicznie efekt śmiertelności wdowieństwa (nazywany w badaniach anglojęzycznych „efektem wdowieństwa” ).
  • Różowa pigułka ze śmiertelnymi konsekwencjami: Jeśli wdowa – jak lekarze rodzinni rutynowo zalecają właśnie w takiej sytuacji – zażyła środek uspokajający (benzodiazepinę, potocznie zwaną „różową pigułką ”, zazwyczaj lorazepam/Tavor) przed lub w trakcie podróży do domu, ryzyko wystąpienia wszystkich trzech wcześniej wymienionych przyczyn zgonu dramatycznie wzrasta. Kilka obszernych badań (PubMed 2023, Journal of Thrombosis and Haemostasis 2020) pokazuje, że benzodiazepiny wyraźnie zwiększają ryzyko zatorowości płucnej, ponieważ hamują spontaniczne ruchy mięśni nóg, a tym samym spowalniają powrót żylny. Zmniejszają one również samoświadomość początkowych objawów nagłych – duszności, ucisku w klatce piersiowej, niepokoju – a w połączeniu z odwodnieniem spowodowanym długodystansowymi lotami (suche powietrze w kabinie, pominięte posiłki podczas wsparcia w żałobie) dodatkowo zwiększają ryzyko zakrzepicy. U seniorów powyżej 65. roku życia okres półtrwania lorazepamu wydłuża się nawet do 30 godzin – tabletka przyjęta poprzedniego wieczoru będzie nadal skuteczna podczas lotu. Dobrze przepisana recepta może, w stresie związanym z długim lotem, okazać się ostatnią kroplą w i tak już przepełnionej beczce. Publiczne doniesienia nie wyjaśniają, czy wdowa otrzymała taki lek. Uczciwa diagnostyka różnicowa powinna uwzględniać to zagadnienie [Źródło: PubMed 2023 — Związek dawka-odpowiedź stosowania benzodiazepin z rozwojem zakrzepicy żył głębokich ;
  • Wiley J Thromb Haemost 2020 — Agoniści receptora benzodiazepinowego a ryzyko zakrzepicy żylnej ].

Pozytywny wynik testu PCR w Andesie u kobiety dowodzi jedynie, że była nosicielką śladów wirusa. Nie jest to zaskakujące: opiekowała się mężem przez pięć dni w ciasnej kabinie statku. Prawie na pewno miała kontakt ze śladami wirusa. Nie oznacza to jednak, że wirus był przyczyną jej śmierci. Profesjonalna diagnostyka różnicowa obejmowałaby EKG, poziom troponiny, poziom D-dimerów oraz tomografię komputerową płuc. Z publicznych doniesień nie wynika jasno, czy tak się stało.

Piąty – luka w stawce bazowej

W tym przypadku oficjalne wyjaśnienie staje się matematycznie wątpliwe. Argentyna zgłasza – nawet w obecnym, nieco podwyższonym sezonie 2025/26 – łącznie 101 potwierdzonych przypadków hantawirusów w całym kraju, przy populacji 47 milionów [Źródło: WHN – The Current Andes Hantavirus Situation in Argentina ]. Odpowiada to rocznemu wskaźnikowi zakażeń wynoszącemu około dwóch przypadków na milion mieszkańców. Co więcej, 70 procent tych przypadków w 2026 roku nie wystąpiło w Patagonii, lecz w centralnej Argentynie (z prowincją Buenos Aires na czele z 42 przypadkami).

Na statku MV Hondius 8 z 86 pasażerów uzyskało wynik pozytywny – wskaźnik zakażeń wyniósł 9,3% . Matematycznie jest to 45 000 razy więcej niż wskaźnik referencyjny w Argentynie. Gdyby wskaźnik Hondius uznać za typowy wskaźnik narażenia w Patagonii, rocznie w tym kraju powinno odnotowywać się około 180 000 przypadków hantawirusa. W rzeczywistości jest ich zaledwie kilka. Sama Argentyna, według doniesień „ The Globe and Mail” , stara się ustalić, czy jej kraj był w ogóle źródłem zakażenia.

Szósty – sam lekarz okrętowy zachorował

W tym miejscu wyjaśnienie Patagonii rozpada się całkowicie. Lekarz pokładowy MV Hondius — 41-letni Holender — sam zachorował i miał podobne objawy jak pasażerowie i został ewakuowany na oddział intensywnej terapii w Johannesburgu 6 maja [Źródło: The Jerusalem Post — amerykański onkolog wkracza do akcji po tym, jak lekarz pokładowy zachorował ]. Kluczowy punkt: lekarz pokładowy nie przebywał w Patagonii. Nie zszedł na ląd w Ushuaia. Członkowie załogi zazwyczaj pozostają na pokładzie, podczas gdy pasażerowie odwiedzają porty końcowe. Jeśli jednak lekarz pokładowy zachorował, nie zaraził się wirusem w Patagonii. Zaraził się nim na pokładzie — z tego samego źródła co pasażerowie.

Hipoteza czysto związana z Patagonią wymaga zatem, aby lekarz okrętowy zaraził się chorobą od jednego z pacjentów lub aby był narażony na to samo źródło na pokładzie, co pozostali chorzy. Druga opcja jest najbardziej oczywista, najprostsza i najbardziej spójna matematycznie. Wymaga ona jednak właśnie badań na pokładzie – klimatyzacji, wody pitnej, wirów wodnych, źródeł pożywienia – których nikt nie chce publikować.

Właśnie tutaj wielu głównych wyznawców instynktownie ucieka się do wygodnego wyjaśnienia: „Lekarze łatwo zarażają się od swoich pacjentów – więc choroba lekarza okrętowego jest raczej potwierdzeniem teorii transmisji z człowieka na człowieka niż argumentem przeciwko niej”. Ta interpretacja brzmi wiarygodnie, ale nie wytrzymuje bliższej analizy matematycznej. Gdyby wskaźnik transmisji wirusa z Andów z człowieka na człowieka był rzeczywiście tak wysoki, że pojedynczy przypadek początkowy mógł zainfekować osiem innych osób i lekarza prowadzącego w ciągu kilku tygodni – jak twierdzi oficjalna wersja Hondiusa – to dokładnie taki sam wskaźnik zakażeń musiałby występować w Argentynie, gdzie wirus jest endemiczny. Ale tak nie jest. Argentyna zgłasza około 101 przypadków rocznie wśród 47 milionów mieszkańców , czyli około dwóch na milion. Gdyby pojedynczy przypadek początkowy miał zainfekować średnio osiem innych osób w ciągu kilku tygodni, musiałoby to doprowadzić do powtarzających się fal zachorowań o wykładniczym wzroście w Patagonii i prowincji Buenos Aires. Tempo transmisji wynoszące osiem przypadków miesięcznie, ekstrapolowane na dwanaście miesięcy, teoretycznie daje 8 do potęgi dwunastej ≈ 68,7 miliarda przypadków wtórnych – mniej więcej osiem razy więcej niż populacja świata (każdy zainteresowany może sam obliczyć etapy pośrednie). Model ten oczywiście zawodzi na długo przed osiągnięciem nasycenia populacją – ale o to właśnie chodzi: po zaledwie kilku miesiącach Argentyna stałaby się strefą epidemii hantawirusa.

Nie jest. Rzeczywistość w Argentynie pokazuje dokładnie coś odwrotnego: większość przypadków – jeśli w ogóle występują – to izolowane ekspozycje poprzez odchody myszy, a nie łańcuchy transmisji z człowieka na człowieka. „Ograniczona transmisja z człowieka na człowieka ”, jak teoretycznie przyznają WHO i CDC w przypadku wirusa Andes, mogłaby wystąpić w izolowanych, bardzo bliskich interakcjach opieki zdrowotnej – pielęgniarki opiekujące się umierającym pacjentem, małżonkowie dzielący boks. Jednak matematycznie rzecz biorąc, nie może być ona wystarczająco wysoka, aby wygenerować osiem przypadków wtórnych z jednego przypadku początkowego. Gdyby tak było, Argentyna od dawna byłaby obszarem epidemii hantawirusów, a nie krajem, w którym wskaźnik zachorowań wynosi dwa przypadki na milion mieszkańców rocznie.

Logicznie rzecz biorąc, ogniska w Hondiusie nie da się wytłumaczyć transmisją z człowieka na człowieka. Pozostaje jedynie spójne wyjaśnienie – wspólne źródło narażenia na pokładzie statku, na które jednocześnie narażeni byli pasażerowie i lekarz pokładowy. To właśnie źródło nie zostało zbadane – a przynajmniej nie zostało upublicznione.

Siódmy – analogia statku szpitalnego i pułapka odporności na chlor

Teraz do fundamentalnego pytania o istnienie współczesnego systemu higieny. W tym miejscu argument staje się osobiście istotny dla każdego czytelnika — nawet dla tych, którzy nigdy nie postawiliby stopy na statku wycieczkowym. Ponieważ to, co następuje, dotyczy nie tylko MV Hondius, ale każdego szpitala, który odwiedzisz Ty i Twoi bliscy. Szpitale od dziesięcioleci walczą z zakażeniami pozaszpitalnymi — czyli chorobami, których pacjenci nabywają podczas pobytu w szpitalu . Oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe, w międzynarodowym żargonie naukowym określana jako AMR ( Antimicrobial Resistance , oporność bakterii i innych mikroorganizmów na antybiotyki i środki dezynfekujące), jest bezpośrednio odpowiedzialna za około 1,27 miliona zgonów rocznie na całym świecie, przyczynia się do prawie 5 milionów zgonów rocznie i, według prognoz WHO, wzrośnie do 10 milionów zgonów rocznie do 2050 roku [Źródło: Springer Nature 2025 — Oporność bakterii wywołana środkami dezynfekującymi i krzyżowa oporność na antybiotyki ].

A to, jak można udowodnić, tylko wierzchołek góry lodowej. Badanie przeprowadzone w brytyjskim szpitalu uniwersyteckim ( JAC Antimicrobial Resistance 2024) wykazało, że ani jeden udokumentowany zgon z powodu AMR w badanej kohorcie nie został wymieniony jako zgon z powodu AMR w akcie zgonu. Rzeczywisty zakres jest zatem prawdopodobnie dwa do trzech razy wyższy – nikt nie wie tego na pewno, ponieważ jedynymi podmiotami, które mogłyby to wiedzieć, są same szpitale, a one nie mają motywacji, by pisać prawdę w akcie zgonu [Źródło: Oxford Academic 2024 — Śmiertelność przypisywana AMR: analiza na poziomie pacjenta ].

Najbardziej znanym przykładem jest Clostridium difficile — bakteria jelitowa tworząca przetrwalniki, która prawie nigdy nie jest przenoszona na zewnątrz, ale prawie zawsze w szpitalnym łóżku. U zdrowych osób normalna flora jelitowa utrzymuje ją pod kontrolą. Jednak gdy tylko antybiotyki zubożą tę florę jelitową (norma w szpitalach), Clostridium difficile rozmnaża się i wywołuje agresywne, często śmiertelne, zapalenie jelit. W samych Stanach Zjednoczonych ten drobnoustrój zabija 29 000 pacjentów rocznie , a w Europie 8500.

Naprawdę niepokojącym aspektem jest to, że drogie środki dezynfekujące na bazie chloru, którymi szpitale rutynowo czyszczą swoje powierzchnie, nie są skuteczniejsze przeciwko wysoce opornym przetrwalnikom Clostridium difficile niż zwykłe przecieranie wodą . Badanie kliniczne z 2023 roku bezpośrednio to zmierzyło i porównało – obie metody, chlor i woda, redukują zarodniki praktycznie równie (nie)skutecznie, ponieważ zarodniki są tak odporne, że bez szwanku przetrwają działanie chloru w klinicznie stosowanych stężeniach [Źródło: Phys.org — Środek dezynfekujący z chlorem nie jest skuteczniejszy niż woda przeciwko superbakterii ].

Co gorsza: chociaż chlor pozostaje nieskuteczny wobec Clostridium difficile , zabija wszystkie mniej szkodliwe bakterie konkurencyjne – tworząc w ten sposób idealne środowisko do dalszego namnażania się Clostridium difficile . Praktyki higieniczne tworzą własny zabójczy zarazek, jednocześnie wierząc, że go zwalczają.

A najbardziej niepokojące jest to, że naukowa alternatywa dla chloru i dezynfekcji istnieje od ponad dekady. To, co profesor Teruo Higa opracował w 1982 roku na Uniwersytecie Riukiu na Okinawie jako Efektywne Mikroorganizmy (EM) — konsorcjum pożytecznych bakterii i drożdży, które pokonują zarazki chorobotwórcze zamiast zabijać je chemicznie — zostało przełożone na wariant specyficzny dla szpitali przez włoską mikrobiolog Elisabettę Caselli (Uniwersytet w Ferrarze) począwszy od 2014 roku: PCHS — Probiotyczny System Higieny Czyszczenia ze sporami Bacillus subtilis , B. pumilus i B. megaterium . Wieloośrodkowe badanie Caselli (PLOS ONE 2018, pięć włoskich szpitali) zmierzyło twarde liczby: 83-procentową redukcję patogenów powierzchniowych w porównaniu do czyszczenia chlorem; do 99-procentową redukcję genów oporności na antybiotyki w mikrobiomie szpitalnym; i znacznie mniej samookaleczeń wśród pacjentów. I — w przeciwieństwie do chloru — nie dochodzi do wytworzenia oporności u pozostałej mikroflory, ponieważ system pozbawia oporne zarazki ich biologicznego siedliska zamiast im je zapewnić [Źródło: PLOS ONE 2018 — Ograniczanie zakażeń związanych z opieką zdrowotną dzięki systemowi sanitarnemu opartemu na probiotykach, Caselli i in.;

PLOS ONE 2016 — Interwencja czyszcząca oparta na probiotykach w ekosystemie mikrobioty, Resistome Remodulation ].

Sześć recenzowanych badań uzupełniających potwierdza te ustalenia. Niemniej jednak w szpitalach niemieckich, szwajcarskich i holenderskich praktycznie nic się nie robi. Dlaczego?

  • Ponieważ oporności wytworzone poprzez selekcję chloru stanowią podstawę działalności gospodarczej na rynku antybiotyków rezerwowych — linezolidu, daptomycyny, ceftaroliny: sprzedaż szacowana na miliardy dolarów, która runie, gdy tylko PCHS zwycięży.
  • A także dogmat higieny od czasów Listera ( „wolny od zarazków = czysty” stoi w sprzeczności z zasadą, że zarazki wypierają zarazki” ).
  • zależność ścieżki regulacyjnej (normy DIN są kalibrowane pod kątem zabijania, a nie tłumienia),
  • lobby dezynfekujące (sam rynek DACH wart jest 2 miliardy euro rocznie),
  • kwestia odpowiedzialności (innowacja w stosunku do przyjętego standardu = ryzyko zawodowe dla dyrektora ds. higieny),
  • i marginalizacja Higi w środowisku akademickim jako rzekomo „ezoterycznego” .

Ta sama konstelacja aktorów, co w przypadku Hondiusa – inny obszar zastosowania. Rozwiązanie było ignorowane przez 15 lat, mimo że zostało naukowo udowodnione .

Pozwól, aby ta liczba, stanowiąca zaledwie wierzchołek góry lodowej, rozpłynęła się w Twoich ustach.

Pięć milionów zgonów rocznie na całym świecie jest spowodowanych przez bakterie wyhodowane w wyniku naszych własnych praktyk higienicznych.

To prawdziwa pandemia naszych czasów. Jest większa niż Covid we wszystkich poprzednich latach razem wziętych. Jest bardziej śmiercionośna niż jakakolwiek fala sezonowej grypy. Ale nie ma konferencji prasowych WHO, globalnych ograniczeń w podróżowaniu, krajowych przepisów o stanie wyjątkowym, codziennych nagłówków w mediach głównego nurtu i żadnych konsekwencji w szpitalach. Jest publicznie uciszana — a powód jest oczywisty: sprawcami są ci, którzy kontrolują również raportowanie — szpitale, firmy farmaceutyczne i organy ochrony zdrowia. Wszystkie trzy ostatecznie korzystają z tego mechanizmu: w marketingu nazywa się to up-sellingiem — kolejny krok najłatwiej sprzedać już pozyskanemu klientowi, a pacjent hospitalizowany jest właśnie nim.

Mechanizm, który powoduje tę tragedię, to sama koncepcja higieny medycznej. „100 procent czystości i bez drobnoustrojów” — oto deklarowany cel, który prowadzi do masowego stosowania chloru i środków dezynfekujących na salach operacyjnych, oddziałach i w kuchniach szpitalnych. Rezultat, mikrobiologicznie rzecz biorąc, jest dokładnie odwrotny od zamierzonego: wrażliwe, pożyteczne drobnoustroje giną, podczas gdy oporne przeżywają i rozmnażają się. „Długotrwałe chlorowanie selektywnie promuje wzrost bakterii opornych na chlor ” — stwierdza badanie z 2023 r. — a raz wyselekcjonowane przeciwko chlorowi, oporność często rozprzestrzenia się na klasy antybiotyków, czyniąc je nieskutecznymi [Źródło: PubMed — Współoporność na antybiotyki i chlor w systemach wodnych szpitalnych ]. Praktyki higieniczne w szpitalach sprzyjają rozwojowi śmiercionośnych zarazków, z którymi rzekomo mają walczyć.

Ta tragedia jest systematycznie zamiatana pod dywan w operacjach szpitalnych — nie tylko w globalnych statystykach, ale w konkretnych indywidualnych przypadkach. Personel szpitala ma silną motywację, aby przypisywać każdą śmierć innej przyczynie — niewydolności serca spowodowanej chorobą podstawową, powikłaniami związanymi z wiekiem, innymi chorobami współistniejącymi — zamiast przyznać, że pacjent zmarł z powodu drobnoustroju wieloopornego wyhodowanego w ich własnym szpitalu. Jawna diagnoza zakażenia szpitalnego nie tylko zagraża reputacji szpitala, ale także własnej pracy: żaden lekarz oddziałowy lub pracownik kontroli zakażeń, który ujawni prawdziwą przyczynę zgonu, nie ma przyszłości w wewnętrznej hierarchii. Krewni pacjentów zazwyczaj nie wiedzą, że ich bliska osoba zmarła nie z powodu choroby podstawowej , ale z powodu zakażenia szpitalnego . Dokładna liczba takich ukrytych zgonów w przeliczeniu na szpital jest jedną z najpilniej strzeżonych statystyk w branży, ponieważ jej publikacja stanowiłaby egzystencjalne zagrożenie dla zarządzania szpitalem i firm operacyjnych. Przebywanie w szpitalu jest rzeczywiście niebezpieczne — ale mówienie o tym jest ryzykiem zawodowym w obecnym dyskursie zdrowotnym.

Rozważmy teraz statki wycieczkowe. Konstrukcyjnie są to pływające szpitale, w których występują czynniki stresu, które nie zawsze występują w szpitalach: zamknięte przestrzenie z dużą liczbą osób, wspólne systemy klimatyzacji, wspólne zasoby wody pitnej, wspólne jacuzzi, wspólne linie bufetów i długie rejsy bez wymiany świeżego powietrza. Statki zużywają ogromne ilości chloru – w wodzie pitnej, klimatyzacji, basenach i na powierzchniach. Selekcja oporowa działa tu tak samo, jak w szpitalach.

To, że to się rzeczywiście zdarza, nie jest hipotetyczne. CDC udokumentowało wybuch epidemii choroby Legionistów na dwóch statkach wycieczkowych między listopadem 2022 a czerwcem 2024 roku, z 12 przypadkami. Źródłem były prywatne jacuzzi na balkonach, które przez miesiące były eksploatowane w warunkach sprzyjających rozwojowi bakterii Legionella, bez zauważenia ich przez kogokolwiek [Źródło: CIDRAP — CDC śledzi wybuchy epidemii Legionistów na 2 statkach wycieczkowych w jacuzzi ]. MRSA (gronkowiec złocisty oporny na metycylinę) i Pseudomonas aeruginosa to potwierdzone zagrożenia dla statków wycieczkowych. W 2025 roku CDC udokumentowało 23 ogniska choroby na samych statkach w swojej jurysdykcji.

A co jeśli oporny patogen pokładowy na statku MV Hondius – Legionella , Pseudomonas lub inny organizm wielolekooporny (MDRO ) – byłby rzeczywistą przyczyną skupiska chorób? Wówczas mielibyśmy dokładnie taką samą dynamikę jak w warunkach szpitalnych: problem wywołany higienicznie, którego odkrycie staje się egzystencjalnym zagrożeniem dla operatora; zewnętrzna diagnoza, która sprawia, że ​​problem staje się niewidoczny; oraz międzynarodowa choreografia regulacyjna, która uspokaja wszystkich zaangażowanych. Tylko tym razem, zamiast ponownego określenia zgonów w szpitalach jako „choroby podstawowej”, patogen pokładowy zostałby nazwany „wirusem andyjskim z Patagonii”.

I właśnie w tym momencie każdy czytelnik powinien się zatrzymać i zastanowić: jeśli lekarz pokładowy na MV Hondius jest pod presją, by stwierdzić przyczynę zewnętrzną zamiast zbadać przyczynę wewnętrzną – jak wypada lekarz dyżurny w najbliższym szpitalu, w którym leczony jest starszy krewny lub znajomy? Jego pracodawcą jest szpital. Jego kariera zależy od systemu szpitalnego. Jeśli poda przyczynę zgonu o charakterze wewnętrznym, zaszkodzi swojej placówce. Jeśli zamiast tego wpisze na akcie zgonu „zapalenie płuc z chorobami współistniejącymi” lub „niewydolność serca z chorobami współistniejącymi” , nie skrzywdzi nikogo w systemie. Która motywacja jest silniejsza? To właśnie pytanie powinniśmy sobie zadawać przy każdej diagnozie wirusa, również w kontekście naszego kolejnego pobytu w szpitalu.

Co pozbawia lekarza środków do życia?
a) zdrowie, b) śmierć.
Dlatego, aby móc żyć, lekarz utrzymuje
nas w zawieszeniu między tymi dwoma.

Eugen Roth

Kto ma interes w tym, aby takie pytania nie padały?

To właśnie ten punkt strukturalny, w którym mój lekarz rodzinny różni się od lekarza okrętowego – i gdzie sprawa Hondiusa nie może zostać systemowo rozwiązana, dopóki ta różnica będzie ignorowana. Mój lekarz rodzinny pracuje dla mnie . Jego interes ekonomiczny idzie w parze z moim medycznym interesem. Lekarz okrętowy na MV Hondius nie pracuje przede wszystkim dla pasażerów . Pracuje dla Oceanwide Expeditions, holenderskiego operatora statku. Oceanwide wypłaca mu pensję. Jego umowa o pracę chroni Oceanwide. Jego system motywacyjny nie pyta: „Jak mogę najlepiej pomóc temu 70-letniemu Holendrowi?”, ale raczej: „Jaka diagnoza najmniej narazi mojego pracodawcę na odpowiedzialność?”. Przyczyna zewnętrzna (myszy patagońskie) uniewinnia statek. Przyczyna wewnętrzna (klimatyzacja, woda pitna, partia żywności, oporne bakterie, promieniowanie) obciąża statek. To nie jest spisek. To prosta hierarchia interesów, którą może opisać każdy prawnik ds. pracy – i która z pewnością znajduje odzwierciedlenie w umowach o pracę.

Za lekarzem okrętowym ustawili się aktorzy, których zainteresowania są zbieżne z jego diagnozą:

  • Oceanwide Expeditions: operator wypraw polarnych z Vlissingen, składający się z czterech statków, którego roczne przychody szacowane są na 80–150 milionów dolarów. W przypadku potwierdzenia źródła skażenia na pokładzie, trzy pozwy o bezprawne spowodowanie śmierci ( znane jako roszczenia o bezprawne spowodowanie śmierci w międzynarodowym prawie żeglugowym – krewni zmarłego pozywają operatora statku o odszkodowanie za utracone dochody, koszty pogrzebu i cierpienie psychiczne), osiem kolejnych roszczeń odszkodowawczych, spory ubezpieczeniowe (odpowiedzialność statku obejmuje „naturalne zjawisko hantawirusa”, ale nie „naruszenie higieny”), tygodnie nagłówków CNN i BBC oraz anulowane rezerwacje na sezon antarktyczny 2026/27. Łączne straty szacuje się ostrożnie na 50–200 milionów dolarów. Będzie to miało reperkusje dla całej branży wypraw polarnych, której globalne roczne przychody wahają się od 500 milionów do 1 miliarda dolarów. Znacznie mniej pieniędzy wydano na manipulację historią ekonomiczną, kłamstwa, oszustwa i wpływy.
  • WHO: „Wielokrajowy klaster hantawirusów” obejmujący 23 kraje stanowi cenny materiał do przygotowania się na pandemię. Uzasadnia on globalne struktury koordynacyjne, międzynarodowy budżet WHO i kontrowersyjny traktat pandemiczny.
  • CDC, ECDC, krajowe organy ochrony zdrowia: ćwiczenia w zakresie wewnętrznych protokołów pandemicznych, a także zwiększenie widoczności i mobilizacja zasobów kadrowych.
  • Główne firmy farmaceutyczne: Badania nad szczepionką hantawirusową trwają od dziesięcioleci, ale nie ma gotowych produktów do wprowadzenia na rynek. Pierwszy „powietrzny klaster w Andach” uzasadnia nowe budżety badawcze i potencjalnie tworzy rynek dla szczepionek mRNA hantawirusowych. Firmy, które odniosły setki razy większe korzyści z tego mechanizmu podczas pandemii COVID-19, to te same.

Nikt z władzą instytucjonalną nie jest zainteresowany poważnym analizowaniem alternatywnych diagnoz. To właśnie ten problem strukturalny opisałem już w szerszej formie dwa dni temu w moim artykule o Jamesie Erdmanie, informatorze CIA:

Der Krieg Weißer-Spion gegen Schwarzer-Spion tobt aktuell

Andreas M. B. Groß 16 maj

Der Krieg Weißer-Spion gegen Schwarzer-Spion tobt aktuell

Eine Aussage, die nicht nur über COVID ist

Read full story

Erdman zademonstrował to na dużą skalę, wykorzystując jako przykład wyciek z laboratorium COVID. MV Hondius demonstruje to na małą skalę, wykorzystując przykład klastra statków wycieczkowych. Ta sama mechanika, inny czynnik uruchamiający.

Ale czy WHO nie powinna zachować większej ostrożności niż pobłażliwości?

Oto możliwy zarzut. Niektórzy czytelnicy mogą powiedzieć:

„Chwileczkę – to zadanie WHO, CDC i ECDC. Kiedy pojawi się nowy patogen, powinni wcześnie podnieść alarm. Lepiej dmuchać na zimne. Kto chciałby, żeby globalna architektura ochrony zdrowia reagowała dopiero wtedy, gdy na ulicach leżą już dziesiątki tysięcy zmarłych?”

Ta interpretacja wydaje się rozsądna. Jest jednak błędna.

Każdy, kto uważa WHO, CDC i krajowe organy ochrony zdrowia za cenne instytucje – ponieważ w naprawdę krytycznej sytuacji zglobalizowany świat potrzebuje sprawnej architektury reagowania na pandemię – musi żądać od tych agencji czegoś przeciwnego niż ostrożna, stała czujność. To, czego są winni, to nie maksymalna gotowość do bicia na alarm i sensacyjne relacje prasowe. To, czego są winni, to maksymalna rygorystyczność diagnostyczna. Ich wiarygodność jest na rekordowo niskim poziomie po Covid – i została dodatkowo nadszarpnięta przez akta CIA dotyczące manipulacji pandemią, opublikowane w ostatnich tygodniach, które opisałem w moim artykule „biały szpieg kontra czarny szpieg” . Każde nowe fałszywie pozytywne zdarzenie alarmistyczne przyspiesza utratę wiarygodności i ich upadek, zamiast go zatrzymać.

Jako dziecko uczono mnie: W nagłym wypadku możesz wezwać pomoc, a ludzie przyjdą ci z pomocą – ale nigdy nie korzystaj z tej pomocy lekkomyślnie. Jeśli ktoś krzyknie „Pożar!” trzy razy, gdy nie ma nikogo, nikt mu już nie uwierzy – nawet jeśli dach płonie za czwartym razem. Porównajmy to z instytucją, która ucieleśnia tę logikę w praktyce: ochotniczą strażą pożarną. Gdyby reagowali na każdy fałszywy alarm, nie sprawdzając, czy jest ogień, dym, czy cokolwiek innego, i prewencyjnie polewali cały dom tysiącami litrów wody – tylko po to, by udowodnić swoją wiarygodność poprzez maksymalną aktywność – to po trzech lub czterech takich wezwaniach byliby najbardziej znienawidzoną instytucją w wiosce. Mieszkańcy zwróciliby się przeciwko nim, ponieważ szkody wyrządzone przez wodę w budynku znacznie przekroczyłyby przewidywane szkody pożarowe. Dokładnie ta sama logika dotyczy WHO, CDC i ECDC. W ciągu ostatnich dwóch dekad tak często bili na alarm w sprawie pandemii, że znaczna część oświeconego świata już im nie wierzy – a szkody uboczne spowodowane przez ich alarmy (lockdowny, zamykanie szkół, obowiązkowe szczepienia, katastrofa gospodarcza) znacznie przewyższyły szkody, których udało się uniknąć. Jeśli te instytucje mają w ogóle zachować jakąkolwiek legitymację, może to osiągnąć tylko poprzez jedno : konsekwentną, a nawet hiperkrytyczną, diagnozę różnicową. Każdy przypadek musi zostać siedem razy sprawdzony pod kątem hipotez alternatywnych, zanim zostanie podniesiony „alarm pandemiczny” – a nie odwrotnie. Właśnie to nie miało miejsca w przypadku Hondiusa. I właśnie dlatego sprawa Hondiusa nie jest przypisem, ale kolejnym gwoździem do trumny architektury, która dawno temu wyczerpała resztki zaufania.

Autorefleksja — co zrobiłbym jako lekarz okrętowy?

Zanim zbyt pochopnie potępimy lekarza okrętowego, powinniśmy przeprowadzić eksperyment myślowy, który każdy powinien uczciwie przeprowadzić sam ze sobą.

Gdybym był lekarzem okrętowym na MV Hondius, zatrudnionym przez Oceanwide Expeditions, a moje kierownictwo powiedziałoby mi: „Ta fala zachorowań kosztowałaby naszą firmę 200 milionów dolarów, gdyby publicznie przypisano ją statkowi. Proszę dopilnować, aby winą za nią obarczono wirusa zewnętrznego”. WHO jest tym bardzo zainteresowana – w ostatnich latach, w ramach ćwiczeń pandemicznych, takich jak Event 201* (październik 2019 r., z udziałem Światowego Forum Ekonomicznego i Fundacji Gatesa) oraz Catastrophic Contagion (październik 2022 r., z udziałem Johns Hopkins i Gatesa), przećwiczyła dokładnie takie wstępne scenariusze: możliwe do opanowania początkowe skupisko, międzynarodowa koordynacja i kwarantanna o zaostrzonym rygorze. Radio Canada i CBC News dosłownie opisały sprawę Hondiusa 16 maja 2026 r. jako „ćwiczenie symulacyjne w warunkach rzeczywistych ”, a sama WHO Europe zatytułowała swój raport z 15 maja: „Jak mało znany wirus na statku wycieczkowym wystawił na próbę światowe ramy bezpieczeństwa zdrowotnego” . Praktycznie czekają na taki przypadek — a my dajemy im taką możliwość.* — Nie byłbym skłonny kłamać, ponieważ nie jestem socjopatą, lecz istotą społeczną z sumieniem, która złożyła przysięgę lekarską wymagającą prawdy. Ponadto byłbym związany umowami o zachowaniu poufności (NDA ) lub klauzulami umowy o pracę, które zabraniają mi publicznego mówienia prawdy —

—wtedy istniałoby dla mnie dokładnie jedno wyjście, którego nauczyłem się jako uczeń, kiedy nie miałem ochoty robić testu: zadzwoniłbym, że jestem chory. Powiedziałbym po prostu, że jestem zarażony tym samym wirusem, który powodował choroby u wszystkich innych. Wiedząc doskonale, że na pokładzie jest inny lekarz, który zostałby wezwany, aby upewnić się, że pacjenci nadal otrzymują opiekę — i byłbym wolny od odpowiedzialności. Nikt nie mógłby oskarżyć mnie o milczenie, ponieważ nie miałem już nic wspólnego z tym incydentem. Nikt nie mógłby oskarżyć mnie o milczenie, ponieważ byłem przecież pacjentem. Nikt nie mógłby obciążyć mnie odpowiedzialnością za diagnozę, która później stałaby się oficjalna, ponieważ nawet nie byłem na dyżurze. Przerzuciłbym odpowiedzialność na lekarza spośród płacących pasażerów, którego nie wiązałoby to ograniczenie.

Nie twierdzę, że konkretny lekarz okrętowy MV Hondius myślał lub działał w ten sposób. Nie znam go, nie znam jego motywów, nie znam szczegółów jego stanu zdrowia. Opisuję jednak strukturalnie możliwe rozwiązanie etyczne, które pozostaje dla kogoś, kto ma sumienie w opisanym dylemacie. Choroby psychosomatyczne poddane presji etycznej są dobrze udokumentowane klinicznie — od ostrych reakcji stresowych z objawami fizycznymi po depresję związaną z wyczerpaniem i osłabiony układ odpornościowy (wypalenie ) . Również w tym przypadku nikt nie musi zakładać, że lekarz kłamie, aby zrozumieć zjawisko. Struktura zachęt jest wystarczająca — a etycznie rozsądnym wyjściem dla kogoś, kto nie chce stać się współwinnym, jest często rezygnacja poprzez zadzwonienie i zgłoszenie choroby.

Co jest potrzebne, aby znaleźć prawdę

Nikt nie musi uważać teorii o wirusie Andes za fałszywą. To może być prawda. Może być częściowo prawdziwa – być może wirus odegrał rolę w pierwszym przypadku, podczas gdy inne choroby miały zupełnie inne przyczyny. Może być też całkowicie prawdziwa.

Ale zanim się tego dowiemy, trzeba będzie odpowiedzieć na pytania, na które jeszcze nie ma odpowiedzi:

  1. Przy jakiej wartości PCR-Ct próbki z Andów dały wynik pozytywny? Ile z nich, podobnie jak w przypadku Kornfelda, było „słabo pozytywnych” i nie wytrzymało testów potwierdzających? Ile z „ośmiu potwierdzonych przypadków” to przypadki kliniczne, a ile ma jedynie dodatni wynik PCR bez objawów?
  2. Czy przeprowadzono testy na obecność bakterii Legionella w systemie klimatyzacji, wannie z hydromasażem i systemie wody pitnej firmy Hondius?
  3. Czy diagnozę postawiono specjalnie w odniesieniu do wieloopornych bakterii obecnych na pokładzie statku (MRSA, Pseudomonas, producenci ESBL, Clostridium difficile) — jako przyczynę, a nie jako przypadkowe odkrycie?
  4. Czy zbadano próbki żywności z zamrażarki statku?
  5. Czy przeanalizowano rozmieszczenie przestrzenne chorych w kabinach, pokładach i salonach?
  6. Czy przeprowadzono ślad żywieniowy osób zakażonych?
  7. Czy próbki oddechu, kału i krwi pacjentów były równolegle badane w celu wykrycia innych patogenów i toksyn?
  8. Czy mierzono poziom promieniowania elektromagnetycznego w kabinach chorych pacjentów?
  9. Czy u wdowy wykonano EKG, badanie troponiny i D-dimerów w celu wykluczenia zatorowości płucnej Takotsubo i innych możliwych rozpoznań?
  10. Jak można wyjaśnić rozbieżność matematyczną między wskaźnikiem zakażeń Hondius (9 procent) i wskaźnikiem podstawowym w Argentynie (0,0002 procent)?
  11. Jak lekarz okrętowy, który nie przebywał w Patagonii, mógł się zarazić?
  12. Jeśli domniemane przenoszenie się wirusa Andes z człowieka na człowieka było rzeczywiście tak skuteczne, że jeden początkowy przypadek mógł wywołać osiem wtórnych przypadków plus lekarz, to dlaczego nie jesteśmy świadkami wykładniczego wzrostu zachorowań w Argentynie, który powinien być spowodowany tą szybkością transmisji?

Dwanaście pytań, których każdy lekarz rodzinny może oszczędzić swojemu pacjentowi, ponieważ rutynowo zleca badania.

Dwanaście pytań, na które raporty WHO, CDC i ECDC na temat MV Hondius nie udzielają odpowiedzi, co jest przestępstwem.

Dwanaście pytań, na które odpowiedzi — o ile w ogóle zostaną zebrane — nie są dostępne publicznie.

Dopóki te pytania pozostaną bez odpowiedzi, narracja hantawirusowa pozostanie jedynie narracją – a nie potwierdzoną diagnozą przedstawioną nam przez WHO. Błyskawiczna, międzynarodowa choreografia pandemii, która przyniosła trzy zgony i osiem przypadków, nie jest naukową analizą niejasnego przypadku klastra. To inscenizacja historii, której narratorzy podzielają ten sam cel: abyśmy uwierzyli w tę historię . Ta właśnie inscenizacja jest modelem biznesowym wielkich firm farmaceutycznych, który mój substack opisuje od lat – od COVID-19, przez 5G, po obecną szaradę Hondiusa.

Jedyny lekarz na miejscu, który mógł swobodnie mówić, podsumował to idealnie: „Nie ma sposobu, żeby to naprawdę wiedzieć”. Każdy, kto to rozumiał, wie: nadejdzie kolejna pandemia. Znów będą zgony. Znów będą testy, które coś wykryją. Znów będzie WHO bijąca na alarm. I znów będą korporacje, których ceny akcji żerują na alarmizmie. Brakuje jednak otwartej diagnostyki różnicowej.

A nadejdzie kolejny pobyt w szpitalu – Twój lub bliskiej Ci osoby. Wtedy będzie Cię obserwował ten sam aparat diagnostyczny, w którym lekarz prowadzący ma motywację, by faworyzować przyczynę zewnętrzną nad instytucjonalną. Przypadek Hondiusa to lekcja, której nie musisz nawet podejmować, gdy wchodzisz na pokład statku. Podręcznik na dzień, w którym sam jesteś pacjentem i musisz zadać sobie pytanie, czy postawiona diagnoza jest najbardziej prawdopodobna – czy jedynie najwygodniejsza z punktu widzenia instytucji.

Celuję tym tekstem dokładnie w tę lukę.

Daliana ma dwie mamy oraz dwie macochy. Taty nie ma.

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie. 
W poniedziałek publikowaliśmy rolkę video na temat tego, jak polskojęzyczne media oswajają nasze społeczeństwo z tzw. „małżeństwami” homoseksualnymi.

Rolka naszej wolontariuszki Magdy o lesbijkach, które chwaliły się w TVN, że ich córka o imieniu Daliana nie ma ojca tylko „dawcę nasienia”, została odtworzona w mediach społecznościowych ponad 700 000 razy. 

Okazało się, że homoseksualny związek Klaudii i Aleny, głośno reklamowany w mediach jako wspaniały przykład „nowoczesnej rodziny”, szybko się rozpadł.

Jak możemy przeczytać na jednej z grup dyskusyjnych, gdzie śledzono losy promowanych przez media lesbijek:

„Dalię urodziła Alena będąc w związku z Klaudią. Teraz obie mają nowe partnerki. Wydaje się, że partnerka Klaudii też ma dziecko (…). Partnerka Aleny ma syna z poprzedniego związku. Wychodzi na to, że Dalia ma dwie mamy i dwie macochy.”

O tym jednak media już nie informują…

Na tym właśnie polega deprawacyjna propaganda i manipulacja – na zakłamywaniu prawdy i pokazywaniu tylko wąskiego wycinka rzeczywistości.

Homoseksualiści chętnie fotografowani są z dziećmi i pokazywani szeroko jako „postępowa rodzina”. Gdy chwilę później taki związek się rozpadnie, a tworzący go aktywiści LGBT okazują się np. pedofilami (o takich przykładach wielokrotnie informowaliśmy i byliśmy skazywani przez sądy za mówienie o powiązaniach LGBT z pedofilią), media milczą.

Celem tych medialnych działań jest oswojenie Polaków z homoseksualnym stylem życia, zwłaszcza dzieci i młodzież. To jednak nie wszystko. Od 1 września z „tęczowymi rodzinami” będzie oswajać uczniów również obowiązkowa „edukacja zdrowotna” w szkołach.

Twórca podstawy programowej do szkolnej „edukacji zdrowotnej” Zbigniew Izdebski (uczeń seksuologa popierającego pedofilię) prowadził „badania” na homoseksualistach i otwarcie mówił o ich wynikach – przeciętny homoseksualista nieustannie wchodzi w nowe związki i w ciągu życia ma ok. 200 partnerów seksualnych.

To jest właśnie model relacji międzyludzkich, który deprawatorzy chcą narzucić Polakom, zwłaszcza młodzieży – totalna rozwiązłość seksualna bez odpowiedzialności i miłości, skutkująca katastrofą duchową (grzechy wołające o pomstę do nieba), zdrowotną (epidemia HIV i innych chorób) oraz demograficzną.

Ale w świetle założeń „edukacji zdrowotnej” to wszystko jest rzekomo „zdrowe”, podobnie jak rzekomo „zdrowa” jest też np. aborcja.
O tym już po wakacjach będą dowiadywali się uczniowie na obowiązkowych lekcjach. Większość rodziców nie ma pojęcia o tych zagrożeniach lub je bagatelizuje.
W związku z tym, organizujemy kolejne akcje informacyjne i docieramy do Polaków z ostrzeżeniem. W najbliższym tygodniu (20-27 maja) chcemy przeprowadzić uliczne akcje informacyjne i publiczne różańce w intencji odnowy moralnej Polski w co najmniej kilkunastu miastach i miejscowościach.

Dlatego proszę Pana o pomoc.

Nasi wolontariusze są gotowi wyjść na ulice i organizować kolejne akcje z bannerami, megafonami, ulotkami i broszurami. Pan może finansowo zapewnić im materiały, paliwo, transport, logistykę i ochronę prawną.

Działanie właśnie teraz jest bardzo ważne – już za miesiąc rozpoczynają się wakacje. Mamy mało czasu, aby dotrzeć z ostrzeżeniem do osób, które nie znają jeszcze prawdy o „edukacji zdrowotnej”, która od 1 września ma być obowiązkowa dla wszystkich uczniów.

Liczę na Pana zaangażowanie. Dzięki niemu będziemy mogli w najbliższych dniach dotrzeć do kolejnych rodziców i zbudować ich świadomość, co uchroni ich dzieci przed deprawacją.
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Eschatologia

Eschatologia

Theodore Postol bywa gościem w podcastach Glenna Diesena. Właściwie nie są to rozmowy, ale jego wykłady. Rozmowa jest jedynie dodatkiem. Jestem z zawodu inżynierem, trochę interesowałem się kiedyś fizyką jądrową, więc wiem i rozumiem o czym mówi. To jeden z najlepszych fachowców w dziedzinie broni jądrowej i środków jej przenoszenia. Akurat znów gościł u Diesena

Tematem były możliwości budowy bomb atomowych przez Iran. Wykład szalenie ciekawy, z mnóstwem szczegółów technicznych, ale przeznaczony jedynie dla osób z odpowiednią wiedzą. Zauważyłem, że jest nawet polska ścieżka dźwiękowa, ale nie miałem czasu na sprawdzenie, czy jest coś warta.

Także Postol mówi, że w chwili obecnej Iran nie posiada i nie zamierza posiadać broni jądrowej. Jest jednak zdania, że w sytuacji ekstremalnego zagrożenia, irańskie kierownictwo może zmienić zdanie. Właściwie będzie ZMUSZONE zmienić zdanie. Na podstawie dostępnych danych, rozważa różne scenariusze budowy takiej broni i w zależności od wybranej konstrukcji dochodzi do wniosku, że Iran jest w stanie zbudować od 10 do 20 głowic, które bez problemów może zamontować na posiadanych rakietach balistycznych. Czas budowy wyniósłby od kilku tygodni do kilku miesięcy. Jest zdania, że irańska wiedza pozwalałaby nawet ominąć konieczność eksplozji próbnej. Po prostu nie byłyby to żadne wymyślne konstrukcje.

Mówił także o obronie przeciwlotniczej. Mówił, że systemy Patriot są wobec irańskich rakiet bezskuteczne, że Izrael i w ogóle Zachód nie posiada żadnej skutecznej obrony przed nimi. Wspomniał, że niedługo będzie o tym mówić w Warszawie. I faktycznie, wyszukiwarka natychmiast pokazała mi stronę WAT z informacją o konferencji w dniach 21-22.05.2026. Jednym z tematów ma być właśnie obrona przed rakietami balistycznymi. Postol jest wśród prelegentów. W naszym kraju wszystko co amerykańskie jest najlepsze, więc ciekaw jestem, czy będzie jakieś echo po tej szokującej prelekcji.

Ale gdy Postol mówił o Izraelu, przypomniałem sobie o czymś innym. Jakiś czas temu dostałem „namiary” na kilka źródeł dotyczących judaistycznej eschatologii. Szczerze mówiąc uważam, że są to brednie i takie tematy w ogóle mnie nie interesują, poza tym nie wiem, czy źródła są poważne, ale z ciekawości rzuciłem okiem. Najpoważniejsze wydaje się to.

Źródła skupiały się na sekcie Chabad Lubawicz. To ci od świec chanukowych. To w tej chwili najbardziej wpływowa żydowska sekta. To ona de facto rządzi w tej chwili Izraelem (czyli także USA). Okazuje się, że sekta ta ma swoją wersję eschatologii, która mówi, że nie tylko jednostki, ale cały naród Izraela musi dostąpić wybawienia. Aby to mogło nastąpić i aby dostąpić łaski bożej połączonej z przyjściem mesjasza, cały naród izraelski musi ponieść karę. Aby ściągnąć na siebie tę karę, Żydzi mają dać upust wszystkim swoim najgorszym cechom. Muszą być one widoczne dla całego świata. Wtedy świat ukarze Izrael. To wywoła Armagedon. Dopiero gdy naród izraelski zapłaci za swoje grzechy, będzie mógł zostać odkupiony i zasłużyć na przyjście obiecanego mesjasza.

Postol mówił także, że Iran jest jedyną myślącą racjonalnie stroną tego konfliktu. W tym momencie inaczej spojrzałem na to, co wyczynia Izrael. To nie jest normalne państwo i normalni ludzie!!! Tam religia wytycza kierunek działania. I te działania pasują jak ulał do tych bredni!!!

Prezydent Carter ujawnił już wiele lat temu, że Izrael ma ponad 300 głowic jądrowych. Ma też rakiety zdolne do ich przenoszenia. Rzekomo izraelska doktryna Samsona zakłada, że w momencie egzystencjonalnego zagrożenia, rakiety te odpalone zostaną na wszystkie duże miasta będące w ich zasięgu. A w ich zasięgu jest cała Europa…

Czy świat ukarze wtedy Izrael? I czy przyjdzie mesjasz?