Plan zakłada stworzenie pojedynczej aplikacji wydanej przez rząd, w której przechowywane będą dokumentacje medyczna, zatrudnienia, podróży, wykształcenia, szczepień, podatków, finansów, a także (potencjalnie) kopie podpisu, odcisków palców, skanów twarzy, próbek głosu i DNA. Wszystko przechowywane pod ręką w twoim telefonie… i udostępniane rządom dziewiętnastu krajów (plus Ukraina) i ponad 140 innym partnerom publicznym i prywatnym.
Już wkrótce: Europejski portfel tożsamości cyfrowej
„Elita” prowadzi już szeroko zakrojone programy pilotażowe dla przyszłości, jakiej oni chcą, a my nie. Nie są w tym szczególnie subtelni. Nie ukrywają tego.
Plan zakłada stworzenie pojedynczej aplikacji wydanej przez rząd, w której przechowywane będą dokumentacje medyczna, zatrudnienia, podróży, wykształcenia, szczepień, podatków, finansów, a także (potencjalnie) kopie podpisu, odcisków palców, skanów twarzy, próbek głosu i DNA.
Wszystko przechowywane pod ręką w twoim telefonie… i udostępniane rządom dziewiętnastu krajów (plus Ukraina) i ponad 140 innym partnerom publicznym i prywatnym. Wszystkim od Deutsche Bank po ukraińskie Ministerstwo Postępu Cyfrowego i Samsung Europe.
Za pomocą tej aplikacji będziesz mógł dokonywać płatności, składać wnioski o pożyczki, płacić podatki, odbierać recepty, przekraczać granice, zakładać firmy, umawiać wizyty lekarskie, ubiegać się o pracę, a nawet podpisywać cyfrowe umowy online.
Przedsiębiorstwa i agencje rządowe uzyskają dostęp do tych danych z zaplecza, aby przeprowadzić „zautomatyzowane sprawdzanie przeszłości”.
Niemiecka Federacja Organizacji Konsumenckich (Verbraucherzentrale Bundesverband, VZBZ) wyraziła obawy, że taka aplikacja „może stanowić zagrożenie dla prywatności i danych”, na co jedyną reakcją jest „oczywiście, do tego to służy!”.
Nic z tego nie jest hipotetyczne, nawiasem mówiąc. To jest Potencjalne.
To tylko jeden z programów pilotażowych „tworzących prototypy i testujących przypadki użycia” dla europejskiego portfela tożsamości cyfrowej (EUDI), a są jeszcze co najmniej trzy inne.
Jest to najnowszy krok w kierunku wdrożenia tej technologii od wybuchu pandemii covid-19, a o portfelu EUID mówi się już od 2021r.
Chashchin jak się okazuje jest przewodniczącym grupy inwestycyjnej technologii finansowych N7, a jego artykuł jest całkiem dobrym przykładem tego, czego można się spodziewać w większych mediach głównego nurtu, w miarę zbliżania się do pełnej implementacji EUID. Rozprawia o kosztach oszustw i o tym, jak schematy cyfrowych identyfikatorów uczynią wszystko o wiele bezpieczniejszym i wydajniejszym, ale ubolewa nad „brakiem harmonizacji” ponad granicami i między systemami.
To jest standard.
Ale co ciekawe, zwraca on również uwagę na fakt, że krajowe systemy identyfikacji cyfrowej otrzymały ogromne wsparcie w wyniku „pandemii” covid [podkreślenie dodane]:
«w Belgii w latach 2021–2022 szybkie przyjęcie itsme, internetowego systemu identyfikacji, było napędzane przez rządowy nakaz posiadania przepustki covid-19 na wizyty w restauracjach. Cyfrowa tożsamość itsme oferowała konsumentom najwygodniejszy sposób uzyskania takiej przepustki, podwajając bazę użytkowników z 3 milionów do 6 milionów w ciągu roku. Pokazuje to, że przyjęcie przez konsumentów następuje, gdy usługa jest potrzebna i wspierana przez rząd.»
Ma rację. Covid zapoczątkował cyfrową identyfikację/kartę szczepień, ale od tamtej pory straciła ona impet. Więc może naprawdę musimy wypatrywać kolejnego wielkiego „Powodu”. „Katastrofalnego wydarzenia katalizującego”, jak to ktoś ujął.
Co twoim zdaniem zaplanowali już coś, co sprawi, że ludzie nagle zaczną potrzebować cyfrowego portfela identyfikacyjnego?
Myślę, że się tego niedługo dowiemy.
Z innych wiadomości związanych z identyfikacją cyfrową: Jordania ogłosiła, że identyfikacja cyfrowa zostanie wdrożona i będzie wymagana do głosowania w kolejnych wyborach.
Kamerun zaledwie kilka dni temu uruchomił nowy krajowy system identyfikacji, który w niedalekiej przyszłości może stać się całkowicie cyfrowy.
Mam nadzieję, że żaden czytelnik z USA nie myśli, że Donald i Elon oszczędzą wam tego bałaganu. Departament ds Efektywności Rządu [DoGE] będzie pod każdym względem za tożsamością cyfrową.
W końcu, co może być bardziej „efektywnego” niż pojedyncza aplikacja używana do wszystkiego? Czy Elon nie powiedział już, że chce, aby X była „aplikacją do wszystkiego”?
Jedyną różnicą jest to, że wersja amerykańska może być bardziej prywatna niż publiczna, ale czy istnieje jeszcze jakaś realna różnica?
Elon X czyli iluzja wyboru Elon Musk ogłosił ponad rok temu, że planuje przekształcić Twittera w aplikację do wszystkiego, taką jak chiński WeChat. Aplikacja do wszystkiego, w tym do bankowości internetowej i finansów. W kwietniu ubiegłego roku Musk ogłosił, że Twitter Inc. został przemianowany na X Corp., stworzył nową firmę zajmującą się sztuczną inteligencją znaną jako X.AI i nawiązał współpracę z eToro w zakresie wymiany akcji i kryptowalut. […]
_____________
Unijny portfel tożsamości cyfrowej jest niepostrzeżenie wdrażany Unijny portfel cyfrowy, często nazywany unijnym portfelem tożsamości cyfrowej (EUDI), ma zostać udostępniony społeczeństwu europejskiemu w nadchodzących latach. Według Komisji Europejskiej „europejskie portfele tożsamości cyfrowej to osobiste portfele cyfrowe umożliwiające obywatelom cyfrową identyfikację, przechowywanie danych identyfikacyjnych i dokumentów urzędowych oraz zarządzanie nimi w formacie elektronicznym. Mogą one obejmować prawo jazdy, recepty lekarskie lub wykształcenie.” […]
Czy wiedzieliście, że większość rządząca odrzuciła poprawki w sprawie obowiązku sprawdzania karalności obcokrajowców ubiegających się o polską wizę oraz zakazu wydawania wiz z państw, z którymi nie mamy zawartych umów o readmisję ich obywateli?
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam(A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć) -powtarzał latami Katon w Senacie Rzymu na zakończenie każdej swej oracji na dowolny, aktualny wtedy temat. I wreszcie – po dziesięcioleciach – ten pomysł wygrał. Rzym wygrał. Od tego czasu zaczął traktować Morze Śródziemne jako Mare Nostrum.
Najważniejszym przekazem [nakazem, prośbą], dla którego ciągle jeszcze walczę na mej stronie, jest przekonanie czytelników [a są tu już ludzie wybrani – choćby przez swe latami kultywowane zainteresowania] – że Polska może przetrwać, zwyciężyć tylko, czy głównie, gdy pokornie zwrócimy się do Boga, do Maryi. Masowo, to jest większość. Wielcy Kardynałowie mówili, że wystarczy 10%.
A tymczasem – gdy w tytule artykułu jest „krucjata” itp. – wchodzi dziesięć razy mniej czytelników, niż zwykle. Na publiczne modły różańcowe też się ludziom nie chce ruszyć dupska. Przychodzi kilkadziesiąt osób, a powinno – kilkadziesiąt tysięcy.
Kochani, musimy to zmienić !
Czemu tak trudno te sprawy przedstawić, zobaczyć, pojąć, wykonać?
Współ-bojownik, z którym te sprawy dyskutujemy, napisał:
Naród już się mocno spodlił i się przecież od Boga odwrócił, niestety. Każdego bardziej pociąga gadanie o polityce i narzekanie niż praca.
Pomyślcie, pomóżcie obudzić Naród z tego Chocholego tańca. Dwanaście dziesięcioleci temu dramatycznie krzyczał Wyspiański: „duza by juz mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć!”.
==================
maile:
Jak im dać kopa?
Nie wiem.
Mysle, ze kopa daje Pan Bog, ktory cofnal swe blogoslawienstwo od podrobki Kosciola i ta podrobka runie a odbudowywac to bedzie garstka tych, ktorzy to rozumieja.
Krolowa Polski nie bedzie inaczej postepowac niz Jej Syn, Syn potepia posoborowie, a Ona, lub na przyklad sw. Andrzej Bobola, mieliby wychodzic przed szereg i ratowac posoborowie? To chyba tak nie dziala w Niebie.
Republikański think tank Hudson Institute, odniósł się do obecnej sytuacji w Polsce próbując odpowiedzieć na pytanie, jaka właściwie powinna być demokracja w XXI wieku. Chodziło o akceptowalne zachowanie demokratyczne i jak daleko może sięgać interwencja ponadnarodowych organów, jak np. Komisji Europejskiej w stosunku do innych państw UE.
Konserwatywny think tank przygotował raport pt. When Democrats Govern Undemocratically: The Case of Poland [„Gdy demokraci rządzą niedemokratycznie: przypadek Polski”]. Jego autorzy Matthew Boyse, były asystent sekretarza stanu USA w latach 2018-2021 i Peter Doran, związany z The Foundation for Defense od Democracies wskazują na potencjalne osłabienie sojuszu Polski ze Stanami Zjednoczonymi z powodu lekceważenia kwestii praworządności przez obecną ekipę rządzącą.
Analitycy skrytykowali rząd koalicji pod przewodnictwem Donalda Tuska, poddając bardziej zniuansowanej ocenie rywalizację polityczną głównych partii w Polsce. Uznali, że nadszedł czas zakończyć polityczną vendettę, ponieważ szkodzi to nie tylko Polsce, ale także relacjom polsko-amerykańskim. A Warszawa ma kluczową rolę do odegrania w Europie Wschodniej, powstrzymując nie tylko wpływy rosyjskie, ale także chińskie, a nawet irańskie.
Konflikt między rządzącą ekipą a opozycją ma charakter bardziej spersonalizowany i „nieprzyjemny” – mówili autorzy raportu podczas dyskusji zorganizowanej w Hudson Institute, którą poprowadził Jim Carafano z Heritage Foundation.
Abstrahując od osobistych animozji polityków, zaznaczyli, że przykład walki partyjnej i unijnej dotyczący tego, co znaczy być demokracją w XXI wieku, ma o wiele istotniejsze znaczenie w kontekście relacji Stanów Zjednoczonych ze swoimi sojusznikami. Rolą bowiem przyjaciół jest ostrzeganie o niepokojących kwestiach. Polska zaś, jako „dumny” kraj powinna mieć dobre relacje z USA. Jednak, w obecnej sytuacji, gdy toczy się batalia o dwie odmienne wizje demokracji, próba niszczenia opozycji konserwatywnej (partia o tym profilu zawsze musi istnieć) będzie miała implikacje w postaci podważenia sojuszu polsko-amerykańskiego.
Eksperci wskazali, że rząd byłego prezydenta USA Joe Bidena wraz z Komisją Europejską i większością głównych mediów „bezkrytycznie zaakceptował narrację [premiera Polski Donalda] Tuska i przyjęli jego retorykę”.
Skrytykowano m.in. ogromny wpływ Komisji Europejskiej, która kontroluje system sądowniczy w innych państwach i wybiórczo podchodzi do kwestii interpretacji praworządności oraz jej naruszania.
Sprawa Polski nabiera szczególnego znaczenia i stawia ważne pytania dotyczące interpretacji KE, czym jest demokracja, stopnia jej kontroli nad systemami sądowniczymi innych państw członkowskich oraz prymatu prawa unijnego nad przepisami krajowym, w tym konstytucjami.
Eksperci think tanku wskazali na wybiórcze atakowanie praworządności pod rządami polskiej opozycji konserwatywnej (PiS). Bruksela karała Warszawę, przy jednoczesnym ignorowaniu podobnych „naruszeń” w innych państwach.
Uznano za przesadzoną tezę o rzekomym „upadku polskiej demokracji” za rządów PiS, zważywszy na to, że nastąpiło płynne przekazanie władzy po wyborach parlamentarnych w 2023 r.
Dodano, że „od czasu objęcia urzędu, rząd Tuska podejmował wątpliwe kroki pod pozorem przywracania demokracji, z których wiele jest bardzo podobnych do tych, o które oskarżał rząd PiS”.
Ekipa Tuska „od objęcia urzędu w grudniu 2023 r.” „rozpoczęła kampanię walki prawnej i kryminalizacji różnic politycznych, w celu zapewnienia, iż PiS nigdy więcej nie będzie stanowić poważnego wyzwania dla jej władzy”.
Zauważono szereg skandalicznych działań podejmowanych przez obecną ekipę, obejmujących m.in. obcięcie finansowania dla PiS, kierowanie aktów oskarżenia oraz aresztowanie urzędników poprzedniego rządu by wymuszać zeznania i wzbudzać strach. Odnotowano „czystki” ambasadorów i prokuratorów mianowanych w czasie urzędowania PiS.
Wskazano również, że „centrolewicowy” rząd odmówił uznania wyroków sądów, zakwestionował prawowitość sędziów, którzy im się nie podobają i podjął próbę ich usunięcia z sądownictwa.
Nie umknął uwadze analityków nieprzychylny stosunek Tuska wobec Trumpa. Krytyka obecnej administracji amerykańskiej, jak również próby zniszczenia opozycyjnej PiS przez premiera Tuska mogą – zdaniem ekspertów Hudson Institute – nadwyrężyć więzi polsko-amerykańskie. Tym bardziej, że poprzednia administracja Białego Domu zbudowała dobre relacje z PiS i prezydentem Andrzejem Dudą.
„Dalsze próby rządu Tuska mające na celu zniszczenie PiS zostaną zauważone, co może spowodować utratę wpływów w Waszyngtonie ze szkodą dla interesów narodowych i prestiżu Polski, a także stosunków dwustronnych” – zasugerowano w raporcie, zaznaczając, że Warszawa potrzebuje sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, a PiS odegrało ważną rolę w jego umacnianiu.
„Polska ma silną opozycję, a PiS reprezentuje bardzo znaczną część elektoratu, który wspiera cele bezpieczeństwa narodowego kraju i Organizację Traktatu Północnoatlantyckiego w czasach bezprecedensowych wyzwań dla europejskiego porządku bezpieczeństwa i zaostrzającej się konkurencji wielkich mocarstw” – napisano.
Raport i dyskusja wokół niego to swoiste ostrzeżenie kierowane przez sympatyków Polski do przedstawicieli „demokracji walczącej” – „demokratów, którzy rządzą niedemokratycznie”. Za szokujące uznano siłowe przejęcie mediów publicznych, zaledwie kilka dni po objęciu władzy przez obecną koalicję w 2023 r., usunięcie dziennikarzy, producentów i wydawców informacji z ich stanowisk, zaprzestanie nadawania TV na pewien czas, zniszczenie archiwów wiadomości itp. Inne oburzające działania to wykorzystywanie przepisów prawa w celu niszczenia przeciwników politycznych.
Autorzy raportu zwrócili uwagę, że ekipa Tuska prowadziła podobną kampanię jak administracja Biden – Harris, atakując „ekstremistów prawicowych”, zarzucając rządzącym „autorytaryzm”. Te oskarżenia powielały sprzyjające im media głównego nurtu na Zachodzie. Nie zadały one sobie trudu, aby sprawdzić, czy rzeczywiście można było mówić o rządach autorytarnych w Polsce. Wszelkie dostępne wskaźniki na temat stanu demokracji mówiły co innego. Mimo to, dzisiejsza koalicja rozpoczęła proces zwalczania ówczesnych rządów i „przywracania demokracji”, sięgając do bezprawnych działań. Uczestnicy panelu na temat raportu zastanawiali się, dlaczego do czegoś takiego doszło w Polsce.
Wskazali na to, iż centrolewica ma własną definicję demokracji; definicję, która różni się od klasycznego pojęcia. Głosi ona: ci, którzy nie zgadzają się z naszymi poglądami, nie są demokratami.
W Polsce mocno wyeksponowana jest kwestia zemsty, osobistej vendetty, która musi się zakończyć dlatego, że Warszawa to krytyczny sojusznik USA.
Hudson Institute to think tank skupiający postaci o republikańskich poglądach. Powstał w 1961 r. Jego głównymi ekspertami byli m.in.: były brytyjski minister Tom Tugendhat i ex-ambasador USA przy ONZ Nikki Haley, kandydatka na prezydenta w ostatnich republikańskich prawyborach. Misją organizacji jest zajmowanie się polityką, która dedykowana jest „międzynarodowemu przywództwu Stanów Zjednoczonych we współpracy z sojusznikami na rzecz bezpiecznej, wolnej i dostatniej przyszłości”.
Przeciw „mglistemu globalizmowi” i za demokracją państw narodowych
HI już nie raz zajmował się on sprawami polskiej polityki. W czerwcu 2018 r. think tank zorganizował debatę na temat Polski, NATO i przyszłości bezpieczeństwa Europy Wschodniej. Dyskusję poprowadził Kenneth Weinstein, prezes i dyrektor generalny Hudson Institute.
W panelu wzięli udział: Anna Maria Anders, polska sekretarz stanu ds. dialogu międzynarodowego, Andrew Roberts, „jeden z największych żyjących historyków naszych czasów” – jak go przedstawiono – znany z „genialnych prac o Napoleonie, Churchillu i Hitlerze”, John Fonte, starszy pracownik Hudson i Walter Russell Mead, komentator amerykańskiej polityki zagranicznej.
Chwalono wówczas przemówienie prezydenta Trumpa wygłoszone w Warszawie jako jedno z najlepszych w historii. Mówiono również o ogromnej sympatii USA dla naszego kraju, który wskutek geopolitycznego położenia musiał stale walczyć o wolność
Roberts przypomniał statystyki, które jego zdaniem „tak wiele wyjaśniają na temat polskiej psychologii i założeń w sprawach światowych i geopolityce”. Chodzi m.in. o to, że podczas II wojny światowej Włosi stracili 1,1 procent swojej populacji, Francuzi – 1,9, Niemcy – 8,8, Brytyjczycy – 0,9, Amerykanie – 0,3, a Polacy stracili aż 17,2 procent własnej ludności. I to nie tylko z powodu inwazji niemieckiej, ale także sowieckiej. Tragiczne wydarzenia związane z rozbiorami, batalia o odzyskanie niepodległości, wydarzenia I i II wojny światowej, zamordowanie około 20 tys. oficerów polskich w Lesie Katyńskim, Powstanie Warszawskie i późniejsze rządy komunistów – wszystko to są dramatyczne wydarzenia w historii Polski.
Jednak, mimo tych i wielu „przerażających przeciwności” Polacy wykazali się niezwykłym przywództwem. Chociaż są „uwięzieni w tragicznym położeniu geograficznym”, co ma swoje implikacje.
John Fonte przypomniał przemówienie Trumpa wygłoszone podczas jego wizyty w Warszawie. Zdaniem zmarłego Charlesa Krauthammera, było „to najlepsze przemówienie, jakie kiedykolwiek wygłosił” amerykański prezydent, które – jak komentowali redaktorzy „The Wall Street Journal”, prezentowało „jasne stanowisko przeciwko mglistemu globalizmowi i niejasnemu multikulturalizmowi reprezentowanemu przez światopogląd, powiedzmy, Baracka Obamy i większości współczesnych zachodnich intelektualistów”.
To ono miała odpowiadać na pytanie: „Czym jest Zachód?” i kończyło się słowami: „Nasza wolność, nasza cywilizacja i nasze przetrwanie zależą od więzi historycznych, kultury i pamięci”. Dlatego, jak wspomniał Fonte, „powinniśmy walczyć jak Polacy o rodzinę, o wolność, o kraj i o Boga”. Dodał, że „koncepcja Zachodu nakreślona w Warszawie jest bardziej inkluzywna niż ograniczony, postnarodowy, kulturowo jałowy, stosunkowo świecki Zachód prezentowany przez innych. Wersja Trumpa obejmuje chrześcijaństwo i judaizm oraz klasyczne dziedzictwo grecko-rzymskie, a także oświecenie i nowoczesność. Nie jest to więc tylko oświecenie; to oświecenie plus. Dla Trumpa oraz Prawa i Sprawiedliwości [polskiej partii politycznej] Zachód i Europa nie zaczęły się od Traktatu Rzymskiego z 1957 r. – to znaczy od powstania wspólnoty europejskiej. Jerozolima jest tak samo centralna dla Zachodu jak Bruksela. Zarówno administracja Trumpa, jak i rząd Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie podkreślały jedną bardzo podstawową zasadę oświecenia: zasadę rządzenia za zgodą rządzonych, czyli demokratyczną suwerenność. Suwerenność staje się ważnym problemem w polityce światowej XXI wieku, ponieważ staje twarzą w twarz z masową migracją”.
Zwrócił on również uwagę, że „w UE spór toczy się między tymi, którzy opowiadają się za demokracją państw narodowych, jak Margaret Thatcher i Charles de Gaulle, a tymi, którzy chcą bardziej scentralizowanej władzy w Brukseli”.
Autor tłumaczył także, że „USA i Polska stoją po tej samej stronie w większości kwestii. Polska ewidentnie nie jest przyjacielem Putina ani rosyjskich machinacji. Asystent sekretarza stanu Wess Mitchell zauważył, że Polska to ważny sojusznik, jako państwo pierwszej linii. Znajduje się na kluczowym rimlandzie Europy i Eurazji przeciwko rewizjonistycznej potędze Rosji”. Dodał, że „na froncie gospodarczym Polska jest jednym z najbardziej atrakcyjnych europejskich krajów dla zagranicznych inwestycji”, a „wiodący prezesi nie martwią się o praworządność w Polsce”.
Odniósł się także do polskiego systemu sądowniczego ustanowionego podczas okrągłego stołu w 1989 roku, dodając, że to byli komuniści mieli nieproporcjonalny wpływ na ustanowienie tego systemu, zarzucając im nepotyzm i kumoterstwo. Bruksela nie interweniowała wówczas, gdy system sprzyjał byłym komunistom. Hałas podniósł się, gdy PiS zaczął zmieniać system „niedemokratycznej oligarchii sądowej” i wprowadzać zmiany w mediach zdominowanych przez lewicę.
Uczestnicy panelu z 2018 r. zwracali uwagę na ważną kwestię już wówczas odradzania się „demokratycznej suwerenności” i powrotu do tradycyjnych wartości. Roberts podkreślał zaś, że „Europa to coś więcej niż Unia Europejska. To jest coś, co rozumieją Polacy i co rozumieją Brytyjczycy, ale biurokracja w Brukseli nie rozumie. Jest coś starożytnego w Europie. Sięga ono wieków przed Unią Europejską i będzie trwać wieki po Unii Europejskiej. I jest czymś wartościowym, jest dodatkiem do światowej cywilizacji”. Utożsamianie i mylenie Europy „z małą grupą niewybieralnych polityków w Brukseli, którzy próbują narzucić swoją politykę całej reszcie Europy, (…) byłoby dla nas kardynalnym błędem”.
Fonte przywołał intelektualny manifest: „Oświadczenie paryskie: Europa, w którą możemy uwierzyć”, pod którym podpisali się czołowi intelektualiści, tacy jak Pierre Manent, Roger Scruton i Ryszard Legutko. Europa to „coś więcej niż Bruksela, to Ateny, Rzym i Jerozolima; to dziedzictwo chrześcijaństwa, Biblii hebrajskiej i tak dalej”. Ekspert dodał wówczas, że „następuje odrodzenie demokracji państw narodowych”.
Krytykował uzurpację władzy ze strony Niemiec, Brukseli i Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Obecna administracja, jak zaznaczył sekretarz stanu Marco Rubio w oświadczeniu z 22 stycznia 2025 r., ma za zadanie uczynić Amerykę bezpieczniejszą, silniejszą i zamożniejszą. Zrewiduje więc relacje, które nie będą służyć tym celom i będzie dyscyplinować sojuszników, jak już to robiła w przeszłości.
USA muszą z jednej strony powstrzymać masową migrację i zabezpieczyć granice. Z drugiej rezygnują z promocji ideologii „DEIA” (różnorodności, równości, inkluzji i dostępu) nie tylko w kraju, ale także za granicą, zapowiadając powrót do podstaw dyplomacji, eliminując skupienie na politycznych i kulturowych przyczynach, które polaryzują społeczeństwo i są głęboko niepopularne za granicą. Nie będzie więc promocji ideologii gender i innych programów „marksizmu kulturowego”. Wreszcie Ameryka chce położyć tamę cenzurze i tłumieniu informacji nie tylko u siebie, ale także za granicą. Zapowiedziano „całkowity odwrót od polityki klimatycznej”, która osłabia USA.
Amerykanie preferują stosunki dwustronne i by zrealizować swoje priorytety muszą zabezpieczyć interesy w różnych częściach świata. Nie zamierzają tolerować ze strony sojuszników zachowań, które miałyby wpływ na ich sprawczość.
Raport i dyskusja wokół niego, ma szersze znaczenie niż jedynie wewnętrzna walka polityczna w Polsce, przynajmniej zdaniem jego autorów. Dotyczy bowiem kwestii tego, czym jest demokracja w XXI wieku? To szerszy problem państw zachodnich i narastającej rywalizacji także pośród nich samych co do wizji zachodniej cywilizacji.
Nie podpiszę żadnego budżetu w którym będzie złotówka, grosz z polskich kieszeni na niepolskie sprawy. Nie podpiszę takiego budżetu.
Nie pojadę do żadnej Lizbony podpisywać kolejnego aktu abdykacji z polskiej suwerenności.
Twórzcie plany ewentualnościowe operacji Wisłą 2.0, bo zagrożenie jest realne
Nie obronimy naszej wolności bez obrony naszej godności i dlatego przeprowadzę ekshumacje w Jedwabnem
Nie będę palił Panu Bogu ogarka a diabłu świeczek chanukowych
Toruń dołączył niestety do tego kartelu przemilczania i przekłamania już 10 lat temu. Może jeszcze wróci jak się nawróci. Módlmy się i życzmy tego przede wszystkim ojcom toruńskim
Wariaci, zieloni, tęczowi, euro-kołchozowi…
Przesuwamy okno Overtona, staramy się nie wypaść przez to okno
Odzyskanie niepodległości przez Polskę jest możliwe
Abp Jędraszewski przestrzega przed kultem Wielkiej Matki, która traktuje człowieka jak pasożyta
W dzisiejszych czasach pojawił się kult Wielkiej Matki, który człowieka traktuje jak pasożyta, którego należy usunąć, bo zagraża klimatowi, satanistycznej harmonii i dobru nielicznym. Arcybiskup Marek Jędraszewski w 20. rocznicę śmierci ks. Luigiego Giussaniego wygłosił mocną katechezę o walce ze złym duchem dzisiejszego czasu.
Kto by pomyślał, że aż tak zaiskrzy w stosunkach między Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą? To znaczy – nie tyle może między Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą, co między prezydentem Trumpem, a prezydentem – „dyktatorem” – Zełeńskim.
Myślę, że większość Amerykanów, z wyjątkiem oczywiście amerykańskich i kanadyjskich Ukraińców, Ukrainą specjalnie się nie interesuje, a jeśli już, to myśli o niej z niechęcią, jako o worku bez dna, w którym forsa amerykańskich podatników znika bez śladu, niczym w kosmicznej czarnej dziurze. To oczywiście ułatwia sprawę prezydentowi Trumpowi, który najwyraźniej „rozserdywsia” na prezydenta Zełeńskiego. Nawiasem mówiąc – forsa amerykańska i inna tak całkiem bez śladu na Ukrainie nie znika. Kiedy jesienią ub. roku byłem w Toskanii, z wiarygodnego źródła dowiedziałem się, że prezydent Zełeński ma tam posiadłość, że daj Boże każdemu. Nie tylko zresztą on, bo ostatnio pojawiły się fałszywe pogłoski, że młodzi Ukraińcy, którzy schronili się przez straszliwym Putinem w Polsce, przesiadują po dobrych knajpach, a jeśli z nich wychodzą, to przeważnie po to, żeby wypasioną bryką podjechać do następnej.
Najwyraźniej sporo racji mają militaryści nawołujący, by korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny. Zresztą – cóż to jest, ten cały „pokój”? Pruski teoretyk wojny Karol von Clausewitz twierdził, że to tylko takie chwilowe zawieszenie broni, między dwiema wojnami. Coś może być na rzeczy, bo pruski, a potem niemiecki kanclerz Otto Bismarck twierdził – czego nie mogą zrozumieć nasi mężykowie stanu – że zagadnień dziejowych nie rozstrzyga się deklamacjami, tylko „krwią i żelazem”.
No dobrze – ale dlaczego właściwie prezydent Trump tak „rozserdywsia” na prezydenta Zełeńskiego, że aż nazwał go „dyktatorem” – co w stosunkach między przywódcami demokratycznymi musi być niesłychaną obelgą? Pretekstem – ale raczej pretekstem – są ustalenia między prezydentem Trumpem, a prezydentem Putinem, że zakończenie wojny na Ukrainie powinno być poprzedzone wyborami prezydenckimi w tym kraju. Nie jest to warunek bez znaczenia, bo rzeczywiście – Układające się Strony muszą wiedzieć, że ten, z którym się układają, rzeczywiście rządzi Ukrainą na podstawie jakiejś legitymacji, niechby nawet demokratycznej, a nie prawem kaduka – jak to ma miejsce w przypadku prezydenta Zełeńskiego, którego kadencja zakończyła się w maju ubiegłego roku.
Myślę jednak, że ta okoliczność, chociaż oczywiście ważna, jest raczej pretekstem, bo prawdziwą przyczyną była nieoczekiwana deklaracja prezydenta Zełeńskiego, że „nie uznaje” on porozumienia z prezydentem Trumpem, co do odstąpienia Ameryce ukraińskich złóż metali ziem rzadkich. Cały świat słyszał, że prezydent Zełeński się na to zgodził – ale potem, jak tylko okazało się, że Ukraina nie została zaproszona do amerykańsko-rosyjskich rozmów w Rijadzie – wycofał swoją zgodę.
„Obiecałem? No to odwołuję!” – mawiał prof. Kazimierz Kąkol – ale tak można było sobie gadać ze studentami i to tylko za komuny, kiedy dyscyplina była znacznie większa, niż dzisiejsze rozprzężenie i pajdokracja – natomiast w stosunkach z Ameryką, która – powiedzmy sobie szczerze – była dotychczas jedyną nadzieją Ukrainy, takich rzeczy nie robi się bezkarnie. W ogóle prezydent Zełeński, najwyraźniej przypierany do ściany, zaczyna tracić poczucie rzeczywistości. Chwilami wydaje mu się nawet, że kręci całą światową, a w każdym razie – europejską polityką.
W przeciwnym razie nigdy by nie wysuwał takich operetkowych „koncepcji”, żeby wobec tego „Europa” – również pominięta w rokowaniach w Rijadzie – utworzyła europejskie siły zbrojne niezależne od NATO, w których „rolę przewodnią” odgrywałaby niezwyciężona armia ukraińska. O ile mi wiadomo, „koncepcja” ta nie została nawet skomentowana przez uczestników obydwu paryskich szczytowań: 17 i 19 lutego – ale bo też nie ma co takich fantasmagorii komentować. Nawiasem mówiąc, po oskarżeniu prezydenta Zełeńskiego o „dyktaturę” odezwały się nożyce w osobie generała Załużnego. Był on w swoim czasie głównodowodzącym niezwyciężonej ukraińskiej armii, ale po jakichś niepowodzeniach prezydent Zełeński, w ramach wyrzucania z pirogi na pożarcie krokodylom murzyńskich chłopców – spuścił generała Załużnego z wodą na stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii.
No i teraz generał Załużny, zapytany, czy będzie kandydował na prezydenta Ukrainy, ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, oświadczając, że swoją decyzję zakomunikuje „w odpowiednim czasie”. W jakim? – Tajemnica to wielka, ale przypuszczam, że wtedy, gdy uzyska zapewnienie, że prezydent Trump uznał go za swoją duszeńkę, a i prezydent Putin nie będzie miał nic przeciwko temu. A kiedy prezydent Trump uzna go za swoją duszeńkę? Ano myślę, że nie wcześniej, aż uzyska gwarancje, że leżące na Ukrainie złoża metali ziem rzadkich otrzymają Amerykanie.
W końcu jakieś wnioski z chwiejności prezydenta Zełeńskiego prezydent Trump musi wyciągnąć. Bo prezydent Trump musiał „rozserdywsie” na prezydenta Zełeńskiego naprawdę, skoro nawet oskarżył go o wywołanie tej wojny. To oczywiście nieprawda, bo żyją ludzie pamiętający, że wojnę wywołał laureat Pokojowej Nagrody Nobla, amerykański prezydent Obama, wykładając w 2014 roku 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „majdanu” i wysadzając w ten sposób w powietrze „porządek lizboński”, proklamowany 20 listopada 2010 roku na szczycie NATO w Lizbonie.
Jak pamiętamy – od tego wszystko się zaczęło, a potem oliwy do ognia dolał prezydent Józio Biden, który najprawdopodobniej naobiecywał prezydentowi Zełeńskiemu złote góry, żeby tylko wkręcił Ukrainę w maszynę do mięsa – no ale tego prezydent Trump oczywiście głośno nie może powiedzieć, bo wiadomo, że nic tak nie gorszy, jak prawda. No a prawda jest taka, że Ukraina zostanie wydymana – i dobrze – bo cały świat, a zwłaszcza nasi mężykowie stanu, powinni zobaczyć, jak dotkliwie karane są narody i państwa za głupotę i lekkomyślność swoich Umiłowanych Przywódców.
Na razie jednak o tym nie ma mowy i wszyscy wyznawcy Ukrainy zapluwają się z oburzenia na prezydenta Trumpa. Ataku wścieklizny doznał przed telewizyjnymi kamerami zwłaszcza pan prof. Roman Kuźniar, który strasznie prezydentowi Trumpowi nawymyślał. Ciekawe, że PSL, w odróżnieniu od swego koalicyjnego partnera, „ojczyka” Hołowni, ocenia prezydenta Trumpa nader powściągliwie. Skrupiło się to na Wielce Czcigodnym wicemarszałku Zgorzelskim, któremu resortowa „Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik, w audycji „Kropka nad „i””, omal nie wydrapała pazurami oczu. A przecież prezydent Zełeński chyba się z nią nie dzielił szmalcem uzbieranym na wojnie?
Skoro tak, to wiele racji jest w ostrzeżeniu wypowiedzianym przez jedynego rozumnego generała wśród naszej – pożal się Boże! – generalicji, czyli pana gen. Leona Komornickiego. Ostrzegł on, że dalsze pogrążanie się naszych i europejskich mężyków stanu w ukraińskim amoku może doprowadzić do poważnego kryzysu w NATO.
O ile Ameryka bez NATO jakoś tam sobie poradzi, a być może również poradzą sobie niektóre państwa europejskie – to Polska z pewnością do nich nie należy.
Even The New York Times Says Planned Parenthood Is in Trouble
Planned Parenthood has few more ardent supporters than The New York Times.
The paper has favorably chronicled the infamous actions of the nation’s largest provider of procured abortion for decades. Its editorial page consistently supports the organization under the pretext of its promotion of “reproductive rights.”
Thus, things must really be getting dire when the paper produces a lengthy feature article exposing the massive problems and dissent inside the Planned Parenthood establishment. The façade is cracking and exposing major issues that can no longer be hidden—not even from friends.
The abortion provider is in dire financial straits. Morale is down, and employee turnover is extremely high. Abortion mills are using outdated equipment run by tired, poorly paid and undertrained staff. Some women are suing affiliates for badly done procedures and botched abortions.
The New York Times reviewed documents and legal cases for the article. The reporter interviewed over 50 executives, consultants and staff workers to provide an accurate idea of the crisis that threatens the image and narrative of the organization.
The liberal establishment long portrayed Planned Parenthood as a champion for women and their “liberation” from old morals. That image is endangered as women complain about their cold treatment at certain rundown facilities. The monolithic figure of a movement fighting for women’s rights is fragmented by internal dissent and plunging morale.
Massive Fundraising and Poor Clinics
The abortion provider suffers from dire financial problems despite banner fundraising efforts. In 2022, following the Dobbs decision, the national Planned Parenthood Federation raised nearly half a billion dollars in donations. However, most of the money cannot be directed toward actual clinics. The organization’s bylaws stipulate that such funds must be spent on the political and legal defense of procured abortion, not the actual medical procedure.
The result is a top-heavy, financially sound structure with poor independent affiliates on the bottom, many operating on shoestring budgets. The financial strain is causing internal resentment, undertraining and dilapidated facilities.
Most clinics survive on government Medicaid payments for non-abortion procedures in addition to local fundraising efforts among their donors. Pro-life activism has been very effective in limiting Medicaid reimbursements since many conservative states have blocked Planned Parenthood from receiving these taxpayer dollars.
The result is that clinics are closing since they are unprofitable or running at deficits. From a high of 900 facilities in the nineties, there are some 600 today (not all performing abortions). About 2.1 million visited Planned Parenthood this year, down from a high of 5 million thirty years ago.
A Decaying Structure
However, money is not the only problem facing Planned Parenthood. It has long tried to project a clean, efficient image of professionalism and dependability when dealing with the poor. This reputation is an enormous asset.
Such an image is damaged by the scandalous examples of facilities cited in the article, which reports on “scores of allegations reviewed by The Times that accuse Planned Parenthood of poor care.” These include botched abortions, improperly inserted contraceptive devices and wrong procedures performed on patients. Many lawsuits are pending by those damaged by these practices.
In addition, some clinics suffer from plumbing leaks, broken air-conditioning and structural problems. Because of one sewage problem in Omaha, “patients vomited from the stench.” Temperatures at an administrative center in Iowa were above 90 for several weeks when the cooling system broke down.
Shortages of over-the-counter pain medication and I.V. flushes further hamper some operations.
“We’re begging for supplies, and we get denied constantly because they just can’t afford it,” complained Ashley Schmidt, a training specialist who worked at a Nebraska facility until resigning in December.
Workers Undertrained
As a liberal organization, the giant federation might be expected to generously compensate its workers as part of its mission to help the poor.
Much to the contrary, clinic workers often earn so little that many qualify for Medicaid and food assistance benefits. Their wages tend to be well below those paid in similar jobs in authentic healthcare facilities—which work to save lives.
At many facilities, the turnover of clinic workers hovers at about fifty percent a year. A reoccurring complaint was that they did not receive adequate training.
Scores of ex-employees have sued Planned Parenthood, citing labor-related causes that include a refusal to pay overtime, provide breaks, or give them time off for personal needs—including the care of their infants. Some clinics are understaffed and have what has been called a toxic work culture.
Some interviewed employees said that management replied to their complaints with rallying cries that called for them to sacrifice their concerns because the abortion movement was experiencing an urgent “mission moment” to keep abortion legal.
Conveyor Belt Appointments
Finally, the interviewed employees complained of the constant pressure to increase the flow of people in the clinics. The goal was to more than double the present number of 2.1 million as a means “to help bring in more revenues.”
Planned Parenthood of Greater New York, for example, aims at a rate of four appointments per hour, with the average visit lasting about ten minutes for non-abortion consultations. Employees report waiting room times of up to three hours for non-abortion visits.
One former manager in Columbus, Ohio, said visitors complained that the clinics operated like factories. Another nurse in Minnesota likened clinic operations to a conveyor belt.
Legal Defense
Planned Parenthood carefully replied to the inquiries by The New York Times. Its officials would not discuss most lawsuits due to privacy clauses. The article’s author carefully shielded herself from legal attack by stressing the limited scope of her investigation. Planned Parenthood officials also issued damage control statements insisting the cited incidents do not reflect the practices of most clinics. The article also makes it clear that Planned Parenthood feels the constant and effective pressure of pro-life activism.
Planned Parenthood’s legal language, crisis control statements and non-disclosure clauses are far from reassuring. The testimonies of those without disclosure agreements who dared to come forward imply that the revealed discontent is only the tip of the iceberg.
Planned Parenthood is in trouble. It is not the pro-lifers who are saying this. Even The New York Times has to admit something is terribly wrong. Thank God!
Ojciec trójki dzieci pisemnie zwrócił się do sekcji Służby LGBTQ+ dla wiernych Archidiecezji Ołomunieckiej z prośbą o przedstawienie stanowiska Kościoła katolickiego w sprawie homoseksualizmu.
Otrzymał odpowiedź, którą nam udostępnił. Cytujemy:
Cytat księdza Hödla: „… fragmenty Biblii, które są zazwyczaj cytowane w związku ze zjawiskiem homoseksualizmu… nie są stwierdzeniami, które można od razu zrozumieć, a gdybyśmy mieli czytać je dosłownie, przesłanie tych starożytnych tekstów byłoby dla nas niezrozumiałe”.
Słowo Boże na temat homoseksualizmu nie posługuje się niezrozumiałymi stwierdzeniami, ale przedstawia radykalne stanowisko wobec tego obrzydliwego grzechu w wielu miejscach zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu. Jeżeli ktoś próbuje interpretować te stwierdzenia w sposób przeciwny, w duchu ateistycznej historyczno-krytycznej metody, a nawet w nieczystym duchu sodomii, to w żaden sposób nie interpretuje poprawnie Pisma Świętego. W Duchu prawdy, mając na celu osiągnięcie życia wiecznego, interpretowali Biblię święci ojcowie i nauczyciele Kościoła. Mieli tego samego Ducha co ewangeliści, apostołowie i prorocy, przez których Bóg przekazywał swoje słowo. Duch Święty jest głównym autorem całego Pisma Świętego. Przedstawia również jego naturę duchową. Liberałowie i homoseksualiści mają innego ducha i zgodnie z tym duchem błędnie interpretują Pismo Święte.
Cytat Hödla: „Wydaje się, że Księga Ksiąg nie zna homoseksualizmu w naszym rozumieniu tego słowa. Zamiast tego potępia zboczenia seksualne i przemoc, często związane z wykorzystywaniem. Dotyczy to przede wszystkim Księgi Rodzaju (rozdział 19), gdzie mowa jest o tzw. grzechu Sodomy. (Podobne poglądy na temat „grzechu Sodomy” wyrażają i List Judy i Drugi List Piotra – 2,6)”.
Niezależnie od tego, czy się to Hödlowi wydaje, czy nie, jest zupełnie jasne, że Księga Ksiąg doskonale zna homoseksualizm w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Zna również, jak niszczycielskie mogą być konsekwencje dla ludzi, którzy się jemu otwierają. Chodzi o odrzucenie sumienia, bunt przeciwko Bogu, odrzucenie Bożych praw i postawienie swojego ego i pożądliwych pragnień jako najwyższego standardu. Chodzi o wykorzystywanie innych, rozprzestrzenianie zarazy, która w żaden sposób nie uszczęśliwia tych ludzi. Jeśli odmówią pokuty, po śmierci czeka ich piekło. Bóg za pośrednictwem apostołów Judy i Piotra wyraźnie ostrzega przed sodomią karą wiecznego ognia. To ostrzeżenie jest ponadczasowe i dotyczy również nas.
Cytat Hödla: „Księga Kapłańska potępia mężczyznę, który „leży leżeniem kobiety”. Takie zachowanie uważa za „obrzydliwość”, podobne do noszenia ubrania utkanego z dwóch rodzajów włókien. Ta obrzydliwość jest związana ze starotestamentową koncepcją czystości ceremonialnej i nie można jej postrzegać po prostu jako potępienia moralnego”.
Hödl zniekształca cytat z Biblii, który w rzeczywistości brzmi następująco: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli” (Kpł 20,13). Jasne stwierdzenie Pisma Świętego Hödl świadomie zastąpił niezrozumiałym stwierdzeniem i manipulując [oszukując md] przesunął nacisk na rytualną nieczystość, aby uniknąć jasnego potępienia sodomii w Piśmie Świętym.
Cytat Hödla: „…apostoł Paweł używa greckiego terminu „arsenokoitai”, który najwyraźniej odnosi się do grecko-rzymskiej praktyki znęcania się nad młodzieńcami. Ważne jest to, że tutaj także, podobnie jak w Sodomii, potępione są przemoc i dominacja. Z całą pewnością nie chodzi tu o akt miłości realizowany za obopólną zgodą. Chodzi o podporządkowanie i wyższość”.
Nie ma dwóch rodzajów homoseksualizmu, tak jakby homoseksualizm za obopólną zgodą nie był już grzechem. To manipulacja Hödla! Jeśli homoseksualizm zostanie zalegalizowany, grzech cudzołóstwa i inne grzechy przeciwko szóstemu i dziewiątemu przykazaniu zostaną tym samym odrzucone. Ale de facto zaprzecza to grzechowi jako takiemu. Konsekwencją tego jest to, że śmierć Chrystusa za nasze grzechy jest bezużyteczna. I to jest wielka herezja!
Cytat Hödla: „Co ciekawe, Biblia w ogóle nie wspomina o homoseksualizmie kobiet”.
Kolejne kłamstwo. W Liście do Rzymian wyraźnie napisano: „Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie (atimia)” (Rz 1,26-27).
Cytat Hödla: „W krzyżu Chrystusa nie ma już żadnej różnicy między Żydem a Grekiem. Jezus umarł za wszystkich. Paweł podaje długą listę grzechów, aby udowodnić swoim słuchaczom z pogan: Tacy właśnie byliście. Ale to wszystko dzisiaj nic nie znaczy, ponieważ jesteście jedno w Chrystusie”.
Święty Paweł pisze te słowa do chrześcijan, którzy się nawrócili, pokutowali i radykalnie zerwali z pogańskim stylem życia, czyli z grzechami, do których zalicza się i homoseksualizm. Jednak Hödl chce za pomocą manipulacji stworzyć wrażenie, że nie ma żadnej potrzeby pokuty za sodomię i że homoseksualista może żyć w grzechu i rzekomo jednocześnie być w Chrystusie. To wielkie kłamstwo, które przekreśla pokutę i możliwość zbawienia!
Cytat Hödla: „Jeśli jesteśmy chrześcijanami, powinniśmy zadać sobie pytanie, co sam Jezus powiedział na temat homoseksualizmu. To dziwne, ale zachowane kanoniczne ewangelie (Mateusza, Marka, Łukasza i Jana) milczą na ten temat”.
Jezus nie milczał w sprawie nieczystych demonów, ale wprost je wypędzał, uwalniając w ten sposób ludzi. Jezus nie musiał podkreślać, jakim złem jest ta niemoralność, ponieważ wszyscy Izraelici wyraźnie zdawali sobie sprawę, że sodomia to okropny grzech, za który Sodoma poniosła najsurowszą karę. Stwarzanie wrażenia, że Pan Jezus pochwala sodomię, jest podłością. Jezus wspomina o Sodomii, gdy ostrzega miasta Korozain i Betsaidę, które odrzucali pokutę: „Gdyby w Sodomii działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego” (Mt 11,23). Jezus chce przez to powiedzieć, żeby mieszkańcy Sodomy pokutowali za swoją niegodziwość.
Cytat Hödla: „Homoseksualizm jako wrodzona skłonność nie może być znana Biblii”.
Kolejne absurdalne twierdzenie! Jest rzeczą oczywistą, że akt homoseksualny, niezależnie od tego, czy jest wynikiem homoseksualizmu odziedziczonego (tzw. wrodzonego), czy nabytego, jest grzechem ciężkim. Osoba, która ma takie skłonności, musi walczyć z tą nienaturalną pożądliwością seksualną, aby zostać zbawiona. Podobnie, każdy człowiek musi walczyć z jakąkolwiek zakazaną namiętnością seksualną. Ale jest różnica między grzeszeniem grzechem ciężkim, na przykład myślą lub uczuciem, i grzeszyć popełnieniem aktu homoseksualnego. Szczytem wszystkiego, a nawet grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, jest zaprzeczanie, że homoseksualizm jest grzechem ciężkim, i usprawiedliwianie go twierdzeniem, że dana osoba ma już tzw. wrodzoną dyspozycję. Pismo Święte wyraźnie stwierdza, że każdy grzesznik musi wystrzegać się okazji do popełnienia grzechu i że powinien opierać się grzechowi aż do przelewu krwi (por. Heb 12,4).
Według Hödla Biblia rzekomo nie może znać tzw. wrodzonego homoseksualizmu lub innych orientacji Q+, które mogą być również tzw. wrodzone, takie jak sadomasochizm, pedofilia, zoofilia, nekrofilia, skłonności do morderstw na tle seksualnym itp. W rzeczywistości są to demoniczne więzy, nabyte lub odziedziczone w wyniku przekleństwa do czwartego pokolenia. Jezus te nieczyste Q-demony wypędzał.
Jeszcze raz powtarzam, że homoseksualizm nie jest nigdy wrodzony, ale zyskany. Bądź to homoseksualista czy lesbijka na ten grzech czy demona się sami otworzyli, albo ten nieczysty demon wszedł poprzez przodków, którzy praktykowali okultyzm lub magię. Jeśli tacy ludzie chcą być zbawieni, muszą z tym grzechem walczyć, a poprzez pokutę prosić Boga o oswobodzenie z tej obrzydliwości i od tego ducha.
Cytat Hödla: „Chciałbym również zauważyć, że Urząd nauczycielski najczęściej dyskutuje o homoseksualizmie jako takim, a nie o konkretnych osobach, co jest trochę niefortunne”.
W praktyce duszpasterskiej naszym priorytetem powinno być zbawienie dusz. Właśnie do tego jest Kościół. Zbawienie własnej duszy wiąże się z zaparciem się siebie, czyli z pokutą, bez której nikt nie będzie zbawiony. Pokuta polega na nazwaniu grzechu grzechem, a następnie na stanięciu w wierze pod krzyżem Chrystusa i oddaniu grzechu Jezusowi. Trzeba także prosić o siłę do walki, by nie powrócić do niewoli grzechu. Jednakże Hödl i podobni propagatorzy sodomii nie pozwalają na to.
Cytat Hödla: „W pracy duszpasterskiej jednak najpierw widzimy ludzi i często jesteśmy zdumieni tym, jacy są dobrzy i utalentowani, ludźi z sercami na dłoni…”.
Właśnie dlatego, że w duszpasterstwie widzimy ludzi, musimy przede wszystkim zatroszczyć się o zbawienie ich dusz. Dlatego powinniśmy prowadzić ich do prawdziwej pokuty, a nie legalizować grzech. Hödl celowo ukrywa, z czym wiąże się homoseksualizm i jakie są jego straszne konsekwencje. Jest kojarzony z pedofilią i transseksualizmem, który promuje drastyczne operacje zmiany płci, czyli okaleczanie młodych ludzi. Sodomia jest również ściśle powiązana z kradzieżą dzieci przez wymiar sprawiedliwości dla nieletnich. Zapewnia dzieci do tzw. adopcji wśród homoseksualistów, z których wielu jest również pedofilami. Homoseksualna agenda prowadzi również do dyskryminacji rodziny naturalnej i do ogólnego upadku moralnego, zwłaszcza wśród młodzieży. Zachęca do narkotyków, przestępczości, chorób takich jak AIDS i zakaźne zapalenie wątroby, a nawet morderstw i samobójstw. Ostatecznie homoseksualizm jest jednym z najpotężniejszych narzędzi współczesnej redukcji człowieczeństwa. Z Bożej perspektywy kościelna legalizacja sodomii jest buntem przeciwko Bogu i grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Świadomy upór, który nie pozwala na prawdziwą pokutę, jest drogą do wiecznego potępienia!
Cytat Hödla: „Staramy się prowadzić z nimi duchowe rozmowy, wspieramy ich życie wewnętrzne i modlitwę, prowadzimy ich do adoracji eucharystycznej”.
Jakie może mieć aktywny homoseksualista czy lesbijka życie wewnętrzne, żyjący w grzechu ciężkim? Cóż za absurdalność – zaprzeczać grzechowi homoseksualizmu, uniemożliwiając w ten sposób pokutę, a jednocześnie twierdzić, że wspiera to życie wewnętrzne!? Życie wewnętrzne jest owocem pokuty i drogą naśladowania Chrystusa.
A jaki stosunek do Eucharystii może mieć aktywny homoseksualista czy lezbijka, który nie pokutuje? Tego dotyczą słowa: bez pokuty „człowiek je i pije dla siebie potępienie”. Duchowe środki Kościoła do zbawienia są nadużywane przez Hödla w celu oszukiwania homoseksualistów i lezbijek i utwierdzania ich na drodze grzechu. Swoim uporem Hödl grzeszy przeciwko Duchowi Świętemu.
Cytat Hödla: „Spotykamy się… w siedzibie Archidiecezjalnej Charity… Nasza Służba w Ołomuńcu ma być dla nich oazą”.
To wstyd, że arcybiskupstwo ołomunieckie pod swoim sztandarem szerzy epidemię niemoralności. Tak zwana Służba LGBTQ+ jest w rzeczywistości pseudo-oazą i moralnym ściekowiskiem.
Cytat Hödla: „W imieniu całego czteroosobowego zespołu Służby dla wierzących LGBTQ+ w Archidiecezji Ołomunieckiej, ks. Pavel Hödl, ksiądz”.
Tę służbę w archidiecezji ołomunieckiej z pewnością popiera arcybiskup Jan Graubner. Zakładamy, że jego następca jak najszybciej zniesie tę pseudo-służbę, w przeciwnym razie i on będzie musiał ponieść straszną odpowiedzialność i surową karę przed Bogiem i Kościołem!
O godzinie 15-tej w Lasku Cygańskim w kościele parafialnym Najświętszej Maryi Panny Królowej Świata rozpocznie się w intencji Ojczyzny modlitwa różańcowa przed Najświętszym Sakramentem.
O godzinie 18-tej złożona będzie Najświętsza Ofiara za Ojczyznę
„Narodowy Fundusz Zdrowia zamknął rok budżetowy 2024. Do zapłaty szpitalom pozostało m.in. 1,6 mld zł za nadwykonania w świadczeniach nielimitowanych. Środki na ten cel zostaną wygospodarowane z budżetu NFZ na 2025 r.” – pisze w czwartek 27 lutego „Rzeczpospolita”.
Izabela Leszczyna / gov.pl
NFZ brakuje ponad 6 miliardów zł
Jak czytamy na łamach gazety, po zakończeniu roku NFZ bilansuje nadwykonania i niewykonania, czyli to, o ile więcej i o ile mniej świadczeń niż zakładano wykonały szpitale. W przypadku świadczeń nielimitowanych, np. leczenia pacjentów z zawałem czy wizyt w przychodniach specjalistycznych, Fundusz musi uregulować wszystkie należności, również za świadczenia zrealizowane ponad przewidywania. Jeżeli chodzi o świadczenia limitowane (np. zabiegi planowe w szpitalach), NFZ płaci za nadwykonania tyle, na ile go stać. W okresie pandemii, kiedy do lekarzy zgłaszało się mniej pacjentów, płacił za wszystko, ale „rezerwa covidowa” szybko się wyczerpała.
Z informacji przekazanych „Rz” przez NFZ wynika, że do sfinansowania za 2024 r. Funduszowi pozostaje 1,6 mld zł za nad-wykonania w świadczeniach nielimitowanych, blisko 761 mln zł za nadwykonania w świadczeniach limitowanych w przypadku leków w programach lekowych i chemioterapii oraz 3,8 mld zł za nadwykonania w świadczeniach limitowanych, poza lekami w programach lekowych i w chemioterapii.
Minister finansów wciąż nie zatwierdził
„Fundusz za nadwykonania w świadczeniach nielimitowych jest zobowiązany zapłacić. Płacimy też za leki w programach lekowych i chemioterapii, mimo że są to formalnie świadczenia limitowane” – wskazał rzecznik NFZ Paweł Florek.
To 2,36 mld zł, które – jak podano – „zgodnie z ustaleniami, jakie zapadły w ubiegły piątek na spotkaniu dyrektorów szpitali powiatowych z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia” mają zostać rozliczone z placówkami medycznymi do końca marca. „Środki na ten cel będą pochodziły z planu finansowego na 2025 rok” – przekazał Florek.
Jednak – jak podała „Rz” – minister finansów nadal nie zatwierdził tego dokumentu. „Plan finansowy NFZ na 2025 rok opiewa na ok. 183,6 mld zł. Dokument wymaga podpisów szefów resortów zdrowia i finansów i zwykle jest akceptowany przed rozpoczęciem nowego roku, w tym przypadku tak się jednak nie stało” – zwróciła uwagę „Rz”. (PAP)
Starosta Opatowski ujawnia. Rząd organizuje szkolenia dla starostów. „Zaskoczyło nas zadanie, które dostaliśmy, przyjęcia nielegalnych uchodźców z Syrii”
[Uwaga, w tym tekście jest ogromne wodolejstwo, jak u Geremka, co to nie było wiadomo, czy wchodzi na schody, czy też schodzi. Czytać b. krytycznie. md]
================
„UE nie ma dość gotówki, aby załatać dziurę budżetową powstałą po wstrzymaniu finansowania programów humanitarnych przez amerykańską agencję USAID”, ostrzega francuski minister rozwoju Thani Mohamed-Soilihi.
Szereg podmiotów na świecie, które korzystały ze środków USAID obawia się utraty aż 55,8 miliarda euro amerykańskiej pomocy zagranicznej zaplanowanej na rok 2025. Większość pracowników agencji dostało już wypowiedzenie z pracy lub wysłano ich na płatny urlop. [To kto to płaci, Kotku?? md]
Euractiv.com sugeruje, że stracą bezpośredni sąsiedzi UE, czyli Ukraina, Bałkany i Europa Wschodnia. – Sama UE nie jest w stanie zrekompensować wycofania pomocy [USAID] – podkreślił francuski minister ds. frankofonii i partnerstw międzynarodowych. Stolice europejskie raczej muszą ciąć wydatki niż je zwiększać.
Brytyjski minister spraw zagranicznych David Lammy uważa, że drastyczne cięcia pomocy amerykańskiej są „wielkim błędem strategicznym”, który może zagrozić globalnej stabilności.
UE jako całość odpowiadała za 42% całej globalnej pomocy rozwojowej udzielonej w 2023 r., wartej 95,9 mld euro – podaje OECD. W latach 2021-2027 przewidziano w ramach inicjatywy Global Gateway pozyskanie łącznie 300 mld euro na inwestycje w krajach rozwijających się, by walczyć o zasoby i większe wpływy w Afryce oraz innych krajach, gdzie zyskują Chińczycy i Rosjanie.
Mimo tej chęci, udział budżetów rządów UE przeznaczonych na pomoc rozwojową stale spadał w ostatnich latach. Przykładowo Berlin, drugi co do wielkości pojedynczy darczyńca na świecie po Waszyngtonie (ale wpłacający dużo mniej od Ameryki), zmniejszył pomoc o prawie 5 miliardów euro w 2024 r. Francja zmniejszyła budżet pomocy zagranicznej na 2025 r. aż o 32,7% w porównaniu z poprzednim rokiem.
Paryż promuje „ambitną reformę międzynarodowej architektury finansowej”, by w większym stopniu wykorzystać Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i regionalne banki rozwoju na inicjatywy w tzw. zieloną gospodarkę, które jednocześnie miałyby realizować szereg celów zrównoważonego rozwoju, przyczyniając się do poprawy sytuacji mieszkańców mniej rozwiniętych regionów świata. [Ależ zakłamany bełkot.. Naprawdę, dosłownie rzygać mi się chciało, gdy to przeczytałem. md]
Francja walczy z deficytem wynoszącym 6% PKB. Rząd planuje cięcia we wszystkich ministerstwach. Pomoc zagraniczna ma być „efektywniej” rozdzielana.
Premier Wielkiej Brytanii Sir Keir Starmer ogłosił we wtorek, że zwiększy wydatki wojskowe do 2,5% PKB od 2027 r., a wzrost ten zostanie w całości pokryty z cięć w budżecie Wielkiej Brytanii na pomoc zagraniczną.
Ograniczenie środków USAID wpłynie na politykę dawnych imperiów kolonialnych, które rozciągały swoje wpływy w byłych koloniach. Oczekuje się więc, że to Europejczycy wezmą na siebie ciężar zwiększenia wydatków na pomoc rozwojową, która będzie sprzyjać utrzymaniu „miękkiej siły” Francji czy Wielkiej Brytanii w ich dawnych koloniach.
Pojawił się pomysł, by z większą starannością planować programy pomocowe i kierować je tam, gdzie są zagrożone europejskie interesy.
Pomimo orzeczeń sądowych kwestionujących zamrożenie finansowania, los Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego pozostaje niepewny. Administracja Trumpa poddała przeglądowi wszystkie projekty, sprawdzając, czy są one zgodne z prawem i polityką prezydenta Donalda Trumpa „America First”.
Organizacje pozarządowe dobijają się do drzwi różnych instytucji, prosząc o datki. Ostatnio także Komisja Europejska zaznaczyła, że „Każdy w społeczności międzynarodowej musi wziąć na siebie swoją odpowiedzialność. UE nie może wypełnić tej luki pozostawionej przez innych”.
Z jednej strony zabrakło środków na programy promowania aborcji i ideologii gender, z drugiej – zwalczania chorób itp. – To jak powrót do lat 80. i 90., kiedy przyjeżdżaliśmy z food truckami. To ryzyko, że powrócimy do złych praktyk z przeszłości – ubolewa Jean-Yves Terlinden, dyrektor ds. pomocy humanitarnej w Caritas Europa, sieci katolickich organizacji humanitarnych, które również korzystały z dotacji amerykańskiej agencji.
Stany Zjednoczone w 2024 r. dostarczały około 42% światowej pomocy humanitarnej. UE i Niemcy odpowiadały za około 8% pomocy każda z osobna – podaje ONZ.
Niemcy obcięły 500 milionów dolarów ze swojego finansowania pomocowego w latach 2023–2024 w ramach ogólnego zaciskania pasa. Holandia poinformowała, że ograniczy wydatki na zagraniczną pomoc rozwojową o ponad dwie trzecie w ciągu trzech lat, a belgijskie finansowanie współpracy rozwojowej spadnie o jedną czwartą pod rządami nowego rządu utworzonego w tym roku.
ONZ domaga się, by kraje rozwinięte, do których zalicza się także Polska przeznaczały 0,7% swojego dochodu narodowego brutto (DNB) na pomoc rozwojową. Wielka Brytania, która wcześniej osiągnęła ten cel, ogłosiła cięcia w 2021 r., a jej budżet na pomoc zagraniczną pozostaje na poziomie 0,5% DNB.
Cięcia te zostały tylko częściowo zrównoważone przez wzrosty pomocy zagranicznej od darczyńców, takich jak Norwegia, która podpisała wieloletnie umowy o finansowaniu na kwotę 170 milionów dolarów z norweskimi organizacjami pozarządowymi.
O pomoc NGO-sy mają zwrócić się do państw arabskich, Brazylii, Indii i oczywiście Chin oraz Rosji.
– UE ma interes w kwestiach bezpieczeństwa, migracji, globalnych wyzwań zdrowotnych, a brak działań teraz jeszcze bardziej zagrozi jej interesom – ostrzega Anita Käppeli, dyrektor ds. polityki europejskiej w waszyngtońskim think tanku Center for Global Development.
Afryka znajduje się na szczycie listy regionów otrzymujących pomoc zagraniczną UE w latach 2007–2023, a następnie Europa i Azja.
USAID i podsycanie powstań
USAID nie tylko udzielała dotacji różnym NGO-om realizującym określone programy pomocowe, ale co gorsza, jest odpowiedzialna za podsycanie powstań i protestów w różnych regionach świata. Mocno zaangażowała się w programy „obrony demokracji” pod pretekstem „walki z kleptokracją”.
We wrześniu 2023 r. Stany Zjednoczone opublikowały plan wdrożenia strategii walki z kleptokracją na świecie. Przewodnik w tym zakresie opracowała USAID. Ekipa Joe Bidena, przejmując władzę w Stanach Zjednoczonych zaznaczyła, że jej priorytetem jest walka z kleptokracją na świecie. Korupcjogenne sieci podważają bowiem model demokracji promowany przez Amerykę.
Kleptokracja to bardzo szerokie pojęcie. Może oznaczać „rządy złodziei”, tych, którzy „zawłaszczają państwo” i „legalizują” złodziejstwo. Walka z kleptokracją obejmuje nie tylko działania wymierzone w skorumpowane rządy dyktatorów, autokratów, czy też podmioty, które umożliwiają trwanie korupcjogennego systemu rządów, ale także w rządy, które pośrednio rzekomo mu sprzyjają, podzielając i broniąc „tradycyjnych wartości”.
Warto odnotować, że jesienią 2021 r. i wiosną 2022 r. Instytut Studiów nad Dyplomacją Georgetown University zwołał trzy spotkania grupy roboczej New Global Commons z udziałem przedstawicieli środowisk akademickich, ośrodków doradczych, rządów, organizacji międzynarodowych, organizacji pozarządowych i biznesu.
Grupa przyjęła roboczą definicję korupcji, oceniła zagrożenia polityczne, zwłaszcza związane „ze strategiczną korupcją” ze strony Rosji i Chin. Opracowała także zalecenia dla rządów i innych podmiotów. Uznano, że konieczne jest stworzenie nowej globalnej struktury opierającej się na skoordynowanej akcji wielu rządów.
Uniwersytet Georgetown w raporcie przygotowanym dzięki grantowi Carnegie Corporations na temat konfrontacji z kleptokratami w kraju i za granicą, opisał prace grupy roboczej.
Powołując się na ostrzeżenia renesansowego myśliciela politycznego Niccoli Machiavelliego – autora „Księcia” – przypomniano, że zawsze trzeba bać się korupcyjnego wpływu oligarchii. „Chociaż często błędnie odczytywano go [Machiavelliego – przyp. AS] jako apologetę amoralnego księcia, nasz włoski przyjaciel był zawsze wyczulony na tych, którzy gromadzą wielką władzę i fortunę kosztem tych, którymi rządzą.
Dzisiejsi oligarchowie, kleptokraci i książęta, którym służą, nie różnią się materialnie od tych, którzy przyspieszyli upadek republik w Atenach, Rzymie i Florencji… tyle że ich zasięg jest globalny, a ich korupcja ma charakter strategiczny” – czytamy w raporcie pt. „Enemies Foreign and Domestic: Confronting Kleptocrats at Home and Abroad”.
Autorzy zwrócili uwagę na wielkie koszty wszechobecnej korupcji. Doprowadziła ona m.in. do „groteskowej inwazji Putina na Ukrainę” czy szybkiego upadku Afganistanu.
W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego 2022 Amerykanie opisali trzy odrębne, ale nakładające się dychotomie: demokracja kontra autokracja; oparty na zasadach a przeciwny regułom; oraz geopolityczne a transnarodowe. Te dychotomie widoczne są w przypadku korupcji i kleptokracji.
Inwazja rosyjska miała pokazać nierozerwalne powiązania pomiędzy wielką, polityczną i strategiczną korupcją, kleptokracją i bezpieczeństwem narodowym.
Przyznano, że do niedawna konfrontacja z korupcją „nigdy nie była tak naprawdę kwestią priorytetową w amerykańskiej polityce zagranicznej i dyplomacji” a „przez dziesięciolecia rządy demokratyczne – w tym Stany Zjednoczone – przymykały oko na korupcję w kraju i na świecie”.
Według raportu wpływowej uczelni amerykańskiej, chociaż udało się wyeliminować „rażącą korupcję w biznesie i rządzie”, to jednak problem „kleptokratycznych uprawnień niektórych elit w kraju i za granicą nie został rozwiązany” i często oskarżenia o korupcję traktowane są jedynie jako „pałka polityczna”.
Tymczasem korupcja i kleptokracja ma „hamować wzrost gospodarczy; wspierać autorytarne rządy; zwiększać nierówności społeczne; karmić cynizm polityczny i opozycję; zaostrzać pandemie i osłabiać systemy opieki zdrowotnej; degradować środowisko; w odpowiedzi napędzać ucisk państwa; i może prowadzić do politycznych, jeśli nie brutalnych niestabilności”.
Nabrała ona szczególnego znaczenia w kontekście dzisiejszej rywalizacji geopolitycznej między demokracjami i rządami autorytarnymi. Kwestia ta – zdaniem administracji Bidena i jej sojuszników – ma odegrać główną rolę i stanowić największe wyzwanie, przed którym stanie świat w nadchodzących dziesięcioleciach.
Dlatego uznano, że trzeba zainicjować szeroki sojusz walki z korupcją i kleptokracją. Miały zmienić się zasady zarządzania, normy legislacyjne, międzynarodowe i społeczne, aby skutecznie stłumić „egzystencjalne zagrożenie”. Bez tego nie uda się zwalczyć „zmian klimatycznych”, przyszłych pandemii i innych globalnych zagrożeń związanych z kurczeniem się zasobów naturalnych, zanikiem różnorodności biologicznej itp.
Grupa wskazała, że korupcja obejmuje nie tylko „codzienne nadużywanie powierzonej władzy przez funkcjonariuszy publicznych w ich kontaktach ze zwykłymi obywatelami chcącymi skorzystać z podstawowych usług w miejscach takich, jak: szpitale, szkoły, komisariaty policji i inne agencje. Obejmuje także wielkie nadużycie władzy wysokiego szczebla, które przynoszą korzyści nielicznym kosztem ogółu i powszechne szkody jednostkom i całemu społeczeństwu, a także manipulację polityką, instytucjami i regułami w społeczeństwie w celu alokacji zasobów i finansów przez decydentów politycznych, którzy nadużywają pozycji do utrzymania swojej władzy, statusu i bogactwa”.
Tworzy się sieć korupcyjna, w której obowiązują pewne mechanizmy zarządzania, a która wpływa na „korupcję strategiczną”, obejmującą wykorzystanie oficjalnych stanowisk, zasobów i procesów do celów geopolitycznych, podważania zaufania do władzy i organizacji w danym kraju. Jest ona o tyle groźna, że stanowi część strategii bezpieczeństwa narodowego niektórych krajów.
Amerykanie uważali, że korupcja, podważanie wyników wyborów, dezinformacja i inne działania przyczyniły się do szeregu niepowodzeń ich polityki zagranicznej m.in. w Afganistanie, Nikaragui, Wenezueli, w krajach Trójkąta Północnego, czyli Salwadorze, Gwatemali i Hondurasie, w RPA i innych państwach afrykańskich czy azjatyckich np. w Bangladeszu i Sri Lance.
6 grudnia 2021 r. prezydent Biden wydał pierwszą strategię Stanów Zjednoczonych dotyczącą zwalczania korupcji transnarodowej, która jest zagrożeniem dla krajowego bezpieczeństwa.
Strategia powstała w oparciu o działania między-agencyjnej grupy roboczej i opierała się na pięciu filarach. Pierwszy obejmował modernizację i koordynację oraz finansowanie wysiłków USA na rzecz walki z korupcją. Departament Stanu mianował pierwszego koordynatora ds. globalnej walki z korupcją i utworzył Radę ds. Polityki Antykorupcyjnej wyższego szczebla, by sprawa ta zyskała priorytetowe znaczenie w polityce zagranicznej. Departamenty Skarbu i Handlu oraz Agencja Rozwoju Międzynarodowego Stanów Zjednoczonych (USAID) utworzyły organy koordynujące, a Development Finance Corporation powołała specjalistę ds. uczciwości i przeciwdziałania korupcji.
USAID opublikowała w 2022 r. podręcznik walki z kleptokracją na świecie. Opracowany Przewodnik USAID zatytułowany „DEKLEPTIFICATION GUIDE. Seizing Windows of Opportunity to Dismantle Kleptocracy” zdefiniował pojęcia. I tak „wielka korupcja” jest wtedy, „kiedy elity polityczne kradną duże sumy środków publicznych lub w inny sposób nadużywają władzy w celach osobistych lub uzyskania przewagi politycznej”.
„Korupcja administracyjna” to „nadużycie powierzonej władzy dla prywatnych korzyści – zwykle chodzi o urzędników niskiego lub średniego szczebla w kontaktach z obywatelami i sektorem prywatnym, w tym omijanie oficjalnych przepisów i wyłudzanie środków od obywateli na podstawowe usługi”.
„Korupcja transnarodowa” „przekracza granice, angażuje globalne sieci i wykorzystuje wyrafinowane plany wysysania bogactwa kraju od jego prawowitych właścicieli: obywateli”.
„Korupcja strategiczna” ma miejsce, kiedy rząd broni praktyk korupcyjnych jako zasady polityki zagranicznej, a „kleptokracja” to „rząd kontrolowany przez urzędników, którzy używają władzy politycznej, by przywłaszczyć sobie bogactwo narodu”.
„Dekleptyfikacja” to „proces demontażu umocnień kleptokratycznych struktur, sieci i norm – i zastępowanie ich instytucjami zarządzającymi, które zapewniają przejrzystość, odpowiedzialność i inkluzywność – w czasie historycznych okien otwarcia na reformy i zdecydowanego powszechnego popytu na reformy lub przemiany”.
Agencja poleciła skupić się na korupcji odnośnie do: globalnego zdrowia, bezpieczeństwa żywności, czystej wody, równości genderowej, edukacji i klimatu. Polecono ścigać nepotyzm, oligarchów, przekupnych sędziów, prokuratorów i nieformalne sieci, które przeplatają się ze zorganizowaną przestępczością oraz zagranicznymi kleptokracjami.
Licząc na współpracę tak zwanych dziennikarzy śledczych, organizacji pozarządowych i wszelakich aktywistów, przewodnik wskazuje, w jaki sposób społeczeństwo może pozbyć się skorumpowanych rządów. Powołano nowy fundusz na walkę z korupcją, b y USAID nie zabrakło środków na pomoc „powstańcom”. Wzorem dla tych, którzy chcą obalić skorumpowaną władzę ma być Euromajdan i reformy państwa ukraińskiego.
Przewodnik jest pokłosiem I Szczytu Demokracji, wydarzenia zorganizowanego w grudniu 2021 r. przez prezydenta Joe Bidena.
Departament Stanu i USAID uznały walkę z korupcją za priorytet we wspólnym planie strategicznym na lata 2022–2026; zwiększając liczbę personelu zajmującego się „inicjatywami antykorupcyjnymi”.
Departament Sprawiedliwości w swej strategii na ten sam okres również nadał priorytet zwalczaniu korupcji w przedsiębiorstwach oraz wspieraniu międzynarodowych wysiłków antykorupcyjnych i partnerstw z władzami zagranicznymi. Biały Dom poinformował o lepszej koordynacji prac Departamentu Sprawiedliwości i ujawnianiu danych na temat korupcji przez Federalne Biuro Śledcze w celu prowadzenia dochodzeń i ścigania korupcji w kraju i za granicą.
Departamenty Stanu i Obrony utworzyły między-agencyjną Grupę Roboczą ds. Zarządzania Sektorem Bezpieczeństwa, aby zwalczać finansowe nadużycia w systemach związanych z zakupem broni itp.
Waszyngton polecił USAID utworzyć Biuro ds. Demokracji, Praw Człowieka i Zarządzania ze specjalnym Centrum Antykorupcyjnym.
Drugi filar strategii dotyczył ograniczenia nielegalnego finansowania. Stąd ustawa o przejrzystości korporacyjnej (CTA) i zapobieganiu wykorzystywaniu przez przestępców firm fasadowych do prania nielegalnych dochodów, wymogi związane z podawaniem informacji na temat beneficjentów rzeczywistych. Powstała sieć ds. egzekwowania kar za przestępstwa finansowe (FinCEN) i poradnik dotyczący kleptokracji oraz korupcji zagranicznej, Departament Stanu i USAID wraz ze społeczeństwem obywatelskim utworzyły w ramach Szczytu na rzecz Demokracji wielostronną „kohortę demokracji” ds. przejrzystości i uczciwości finansowej. Wspierała ona dziennikarzy śledczych i aktywistów klimatycznych w tropieniu nieprawidłowości. Powstała Globalna Sieć Operacyjna Organów Egzekucji Prawa Antykorupcyjnego (GlobE) ONZ.
Departament Skarbu przewidywał zwiększenie przejrzystości sektora nieruchomości oraz ocenę ryzyka związanego z nielegalnym finansowaniem podmiotów finansowych, doradców inwestycyjnych, prawników i księgowych.
Filar trzeci strategii odnosił się do pociągania do odpowiedzialności skorumpowanych podmiotów poprzez skoordynowane działania na poziomie krajowym i globalnym. Sankcje oraz konfiskata mienia i przekierowywanie „odzyskanych” środków na pomoc rozwojową dla krajów, z których pochodzą przestępcy – to główny cel tych działań.
Departament Skarbu zidentyfikował setki osób i podmiotów winnych korupcji, w tym obecnych lub byłych urzędników w Ameryce Środkowej, Afryce, na Bałkanach Zachodnich i Europie Wschodniej.
Departament Stanu publicznie nałożył ograniczenia wizowe na kilkudziesięciu urzędników zagranicznych oraz członków ich rodzin, uniemożliwiając wjazd do USA.
Departament Sprawiedliwości, federalne organy ścigania, Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz Komisja ds. Handlu Kontraktami Terminowymi na Towary podjęły działania, które doprowadziły do przyznania się do korupcji przez międzynarodowe koncerny lub spółki zależne i zapłacenia kar w wysokości ponad 1 miliarda dolarów.
Prowadzono także akcję wobec byłego urzędnika Goldman Sachs w ramach wielomiliardowego programu, czy urzędników wenezuelskich oskarżonych o defraudację miliarda dolarów.
Jednocześnie Departament Sprawiedliwości i federalni doradcy ds. egzekwowania prawa, a także USAID pomogły innym krajom we wzmocnieniu ich systemów antykorupcyjnych lub przyjęciu strategii i ustawodawstwa antykorupcyjnego.
Stany Zjednoczone w porozumieniu z partnerami zagranicznymi utworzyły grupę zadaniową ds. rosyjskich elit, pełnomocników i oligarchów (REPO).
Departament Sprawiedliwości i federalne organy ścigania powołały także międzyagencyjną grupę zadaniową KleptoCapture, która bada przypadki naruszeń sankcji, ograniczeń eksportowych i ekonomicznych środków zaradczych nałożonych w związku z wojną na Ukrainie.
Departament Skarbu, w porozumieniu z Departamentami Sprawiedliwości i Departamentem Stanu uruchomiły program nagród dla osób i podmiotów, które umożliwiły odzyskanie skradzionych aktywów zagranicznych powiązanych z kleptokracjami. Za dostarczenie informacji można było uzyskać do 5 milionów dolarów.
Czwarty filar strategii przewidywał wzmocnienie wielostronnej architektury antykorupcyjnej. Są więc zawierane sojusze z rządami o podobnych poglądach. Stany Zjednoczone osiągnęły konsensus 189 stron w sprawie Konwencji Narodów Zjednoczonych przeciwko korupcji (UNCAC) co do organizacji 10. Konferencji Państw Stron (COSP) w 2023 r.
Rząd USA organizuje także co dwa lata Międzynarodową Konferencję Antykorupcyjną wraz z Transparency International, wspierając globalną wymianę i partnerstwo wśród ponad 2200 uczestników z rządów, NGO-sów i biznesu.
Przygotowywane są ramy gospodarcze Indo-Pacyfiku na rzecz dobrobytu (IPEF) przy wsparciu wszystkich 14 krajów na rzecz filaru podatkowego i antykorupcyjnego, w tym środków mających na celu zapobieganie korupcji i jej zwalczanie oraz zwiększania przejrzystości transakcji na rynku nieruchomości i własności użytecznej.
Ponadto USA uczestniczą w charakterze państwa członkowskiego Grupy Europejskich Państw Przeciwko Korupcji (GRECO)
Wraz z 43 innymi krajami Amerykanie zawarli sojusz w celu przygotowania nowych wytycznych odnośnie do dalszego zwalczania przekupstwa zagranicznych urzędników publicznych w międzynarodowych transakcjach biznesowych w ramach Grupy Roboczej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) ds. przekupstwa oraz promują etyczne praktyki biznesowe w Azji- Pacyfiku za pośrednictwem Forum Etyki Biznesowej APEC dla małych i średnich przedsiębiorstw (ESG, raportowanie pozafinansowe).
Waszyngton uruchomił V Narodowy Plan Działań w ramach Partnerstwa Otwartego Rządu (OGP), by zwiększyć przejrzystość, odpowiedzialność i udział społeczeństwa w zarządzaniu. USAID i Departament Stanu wsparły także zagraniczne i międzynarodowe inicjatywy wielostronne, w tym inicjatywę tropienia korupcji w przemyśle wydobywczym (EITI).
W ramach NATO podjęto działania na rzecz budowania integralności sojuszu i opracowywane są wytyczne zwiększające przejrzystość w sektorach obronnych.
Podczas II Szczytu Demokracji Amerykanie próbowali nakłonić więcej państw do współpracy i przyjęcia konkretnych zobowiązań w zakresie walki z korupcją.
Piąty filar strategii odnosił się do poprawy zaangażowania dyplomatycznego i wykorzystanie pomocy zagranicznej na wsparcie dla dziennikarzy śledczych i aktywistów wszczynających protesty w różnych krajach. USAID uruchomiło Reporters Shield, mający na celu ochronę dziennikarzy, media NGO przed procesami sądowymi za pomówienia.
Zwiększono nakłady na Globalne Konsorcjum Antykorupcyjne. Departament Stanu opracował Globalną Inicjatywę na rzecz ożywienia sektora prywatnego jako partnerów w walce z korupcją (GPS).
Już podczas wirtualnego wydarzenia inaugurującego 7 grudnia 2021 r. I Szczyt Demokracji, przywódcy amerykańskiego Klubu Przeciwko Korupcji Zagranicznej i Kleptokracji, Intergrupy ds. Przeciwdziałania Korupcji Parlamentu Europejskiego oraz Ogólnopartyjnej Grupy Parlamentarnej Wielkiej Brytanii ds. Przeciwdziałania Korupcji i Odpowiedzialnego Opodatkowania formalnie zainicjowały Sojusz Międzyparlamentarny przeciwko Kleptokracji. Sojusz tworzyli politycy, którzy walczyli z „autorytarnym modelem rządów, w którym przywódcy polityczni rutynowo angażują się w działania prowadzące do nielegalnego wzbogacenia się, utrzymują władzę poprzez skorumpowane sieci patronackie, wykorzystują demokracje do ukrywania i ochrony skradzionych aktywów oraz wykorzystują korupcję strategiczną jako narzędzie wyzysku w polityce zagranicznej”.
– Korupcja to nowy komunizm. Jest to siła jednocząca dyktatorów i system, który chcą eksportować – mówił jeden z uczestników Joe Wilson.
– Od lat widzimy, jak autokraci tacy jak Viktor Orbán skutecznie podważają europejską demokrację od wewnątrz, przy rosnącym wsparciu ze strony swoich doświadczonych odpowiedników w Rosji i poza nią. Jeśli oni zwierają szeregi, to także wszystkie partie demokratyczne muszą zrobić to samo. To nie jest walka, którą pojedynczy podmiot może wygrać – ocenił eurodeputowany Daniel Freund z Niemiec, współprzewodniczący Intergrupy ds. Przeciwdziałania Korupcji w Parlamencie Europejskim.
Członkowie grupy mówili, że kleptokracja stanowi najpoważniejsze wyzwanie dla rządów demokratycznych w XXI wieku, ponieważ niszczy od wewnątrz praworządność.
Podczas drugiego Szczytu na rzecz Demokracji USAID przedstawiła nowe wysiłki na rzecz wspierania demokracji za granicą w ramach Prezydenckiej Inicjatywy na rzecz Odnowy Demokratycznej (PIDR).
Chodzi o osiem inicjatyw, w tym Partnerstwa na rzecz Rozwoju Demokratycznego (PDD), Program Media Viability Accelerator, Reporters Shield, kampanie promujące uczciwość na rzecz rozwoju, akcelerator na rzecz przejrzystości i rzetelności finansowej (FTI), który miał pomóc w tropieniu korupcji związanej m.in. z minerałami ziem rzadkich, Program Powering a Just Energy Transition Green Minerals Challenge, Program wzmacniania pozycji agentów zmian antykorupcyjnych (EACCA) – aktywacja „agentów zmian antykorupcyjnych i dziennikarzy śledczych” na całym świecie, itd.
USAID dokonała zwrotu i postawiła na politykę odnosząca się do praworządności. Szczodrze finansowała NGO-sy o lewicowym zapatrywaniu, które miały być „obrońcami demokracji oraz praw człowieka”. Miała także opracować z partnerami międzynarodowymi zasady cyfrowej filantropii, by utrudnić niektórym NGO-som korzystanie z technologii i informacji opartych na danych do realizacji swoich celów statutowych. Działa już Advancing Digital Democracy (ADD) na rzecz wspierania otwartych, bezpiecznych, włączających i szanujących prawa demokracji cyfrowych.
Pośród szeroko zakrojonych działań USAID nie mogło zabraknąć „inicjatywy na rzecz obrony wolnych i uczciwych wyborów oraz procesów politycznych”. Zapowiedziano zwiększenie wydatków na wsparcie demokratycznych wyborów na całym świecie, opracowując wytyczne dotyczące pomocy wyborczej USAID w XXI wiek, które są zgodne z wartościami rządu USA.
Źródło: euractiv.com, cyprus-mail.com, PCH24.pl AS
Policyjna akcja oraz flagi Ukrainy, Gruzji i Czeczeni. / foto: screen Policja / domena publiczna (kolaż)
Gangi z Gruzji, Ukrainy i Czeczenii brutalnie walczą o wpływy w polskim półświatku. Przywracają przy tym na ulice polskich miast realia pierwszej połowy lat 90.
90-ciu obywateli Gruzji zatrzymała polska policja w 2024 roku tylko za rozboje i kradzieże – wynika z policyjnych statystyk za ubiegły rok. To alarmujący wzrost w stosunku do roku poprzedniego, kiedy tylko za te dwa rodzaje przestępstw za kratki trafiło 31 Gruzinów. To, co szokuje, to nie tylko tak drastyczny wzrost ilości popełnianych przestępstw, lecz również sposób działania. W odróżnieniu od polskich gangsterów, obywatele tego kaukaskiego kraju działają „na rympał”, to znaczy agresywnie i bez zachowania środków ostrożności.
W biały dzień
W ostatnim dniu stycznia policja w Gliwicach zatrzymała dwóch gruzińskich złodziei samochodów. Grasowali na południu Polski. Kupili profesjonalny zagłuszacz sygnału i jeździli z nim za upatrzonym samochodem. Gdy kierowca wysiadał i włączał alarm, oni włączali zagłuszacz. Urządzenie blokowało pilota do alarmu. Kierowca nie wiedział więc, że nie zablokował swojego auta. Do otwartego samochodu wchodził jeden z Gruzinów, uruchamiał go (przy pomocy innego urządzenia) i odjeżdżał. Ale nie tylko to. Gdy samochód nie przedstawiał większej wartości, a w jego wnętrzu znajdowały się drogocenne przedmioty (np. droga elektronika) – złodzieje wynosili je, a auto zostawiali w miejscu, gdzie było. To, co szokuje, to fakt, że działali w biały dzień, na parkingach pod supermarketami, jakby chcieli zamanifestować swoją bezkarność.
Bezkarny czuł się również Gruzin, który trafił do aresztu za brutalne napady na staruszków. Przyjął bardzo prosty sposób działania. Czatował w pobliżu banków i kantorów, aby wyławiać te ofiary, które miały najmniejsze szanse w konfrontacji z nim – najczęściej emerytów. Potem, gdy upewnił się, że taka osoba podjęła z banku dużą kwotę, szedł za nią do miejsca zamieszkania i atakował na klatce schodowej. Pieniądze kradł, a ofiary dodatkowo bił lub spychał ze schodów. Odpowie za kradzieże i pobicia.
Za wymuszenie rozbójnicze odpowie również Gruzin, który w noc sylwestrową sterroryzował nożem mieszkankę Wrocławia wracającą do domu po imprezie. Napastnik zagroził jej zadaniem tortur i zabiciem, jeśli nie odda mu wszystkich oszczędności. Kobieta straciła ponad 2 tysiące złotych, ale uszła z życiem i zawiadomiła policję. Agresywnego szantażystę zatrzymano dzięki systemowi monitoringu miejskiego.
1 z 10
Według danych Urzędu do spraw Cudzoziemców na terenie Polski przebywa legalnie około 27 tysięcy obywateli Gruzji. Tymczasem policyjne statystyki wskazują, że zarzuty przestępstw usłyszało w 2023 roku aż 2714 Gruzinów. To szokująca statystyka. Wynika z niej bowiem, że co dziesiąty Gruzin w Polsce wszedł w konflikt z prawem. Wśród artykułów kodeksu karnego, z których zarzuty stawiano Gruzinom, była jazda po pijanemu, prowadzenie samochodu mimo braku uprawnień oraz pobicia, rozboje, wymuszenia, a także… posiadanie narkotyków i handel nimi. Skąd te szokujące informacje?
Bracia ze wschodu
Masowe przestępstwa Gruzinów, którzy przyjechali do Polski dzięki liberalnej polityce wizowej, to jedno oblicze nowego trendu – dominacji przybyszów ze wschodu w obszarze polskiej przestępczości zorganizowanej. Nieliczna diaspora gruzińska jest na tyle silna, aby pogarszać statystyki bezpieczeństwa w Polsce, ale na tyle słaba, aby nie być głównym rozgrywającym w polskim półświatku. Rolę dominującą przejęli tutaj gangsterzy z Ukrainy i Czeczenii – znacznie liczniejsi, a przy tym w większości przebywający w Polsce znacznie dłużej. Z informacji Biura Wywiadu Kryminalnego Komendy Głównej Policji oraz Centralnego Biura Śledczego wynika, że to właśnie oni monopolizują teraz działalność przestępczą. Pierwszym etapem tego zjawiska był handel bronią. Po wybuchu wojny we wschodniej Ukrainie państwa zachodnie pospieszyły z dostawami broni, amunicji i ciężkiego sprzętu. O ile czołgi trafiały na front, o tyle ręczna broń już niekoniecznie.
Już w marcu 2022 roku Interpol informował policje krajów członkowskich UE, że ma miejsce masowe zjawisko przemycania broni z Donbasu do Zachodniej Europy. Jak to możliwe? Zaraz po wybuchu wojny ukraińskie gangi zwietrzyły gigantyczny interes w handlu bronią. Ich członkowie kupowali broń od żołnierzy walczących po obu stronach (którzy zgłaszali to jako rozbrojenie przez przeciwnika). Następnie broń przemycano na zachód jednym z dwóch sposobów: albo w bagażu ręcznym uciekinierów tłumnie przekraczających granicę z Polską (kontrola była fikcją), albo w ciężarówkach wjeżdżających do Europy z ukraińskimi produktami spożywczymi. Już na terenie UE od przemytników broń i amunicję odbierali wysłannicy mafii. Broń i amunicja – przeznaczone dla żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU) – zasilały więc struktury przestępcze, w pierwszej kolejności ukraińskie.
Dzięki dostępowi do tej broni, ukraińskie gangi rosły w siłę. I już wiosną 2022 roku zaczęły z tej siły korzystać. Policyjne komórki zaczęły notować wzrost przestępczości, której od lat 90. w Polsce nie było – przede wszystkim kryminalnej. Uzbrojeni po zęby ukraińscy gangsterzy zaczęli się wynajmować do „mokrej” roboty przede wszystkim do windykacji długów.
Do Polski wróciło zjawisko brutalnej windykacji, której elementem było rozwiercanie dłużnikom kolan albo straszenie ich bronią. Za tym poszły kolejne formy przestępczości: wymuszenia rozbójnicze, pobicia (pobito na przykład polskiego przestępcę, których chciał pójść na współpracę z organami ścigania), napady rabunkowe. W ostatnich tygodniach głośno było m.in. o napadzie na dom przedsiębiorcy z województwa podkarpackiego, którego siłą zmuszono do wydania gotówki. Takich napadów było znacznie więcej, a zyski z nich (sprzedaż zrabowanych kosztowności) stała się jednym ze źródeł przychodów ukraińskiej mafii. Potem jej działalność rozszerzyła się na kolejne obszary: fałszowanie dokumentów (powstał nawet specjalny kanał na komunikatorze internetowym, gdzie można było zamówić każdy dokument) i oczywiście handel narkotykami. W ten sposób mafia ukraińska urosła w siłę i zdominowała polskie podziemie przestępcze.
Nowa rzeczywistość
Pomogły w tym trzy czynniki. Pierwszy to brutalność wschodnich gangsterów, którzy nie licząc się z nikim ani z niczym, szybko sobie siłą podporządkowali drobnych dealerów działających w Polsce. Drugi to swoisty „chaos” na czarnym rynku narkotykowym. Po wyeliminowaniu niezwykle brutalnego gangu mokotowskiego (w 2006 roku), zabrakło w Polsce siły decydującej na rynku narkotykowym. A z kolei w 2015 roku rząd hiszpański zliberalizował prawo narkotykowe i pozwolił na posiadanie na własny użytek i produkcję marihuany. Wówczas część doświadczonych polskich gangsterów (w tym Piotr K. ps. „Bandziorek”), przeniosła się do Hiszpanii, by legalnie kupować marihuanę i już mniej legalnie wywozić ją do innych krajów europejskich. W trudno dostępnych miejscach w hiszpańskich górach powstawać zaczęły wytwórnie narkotyków, z których produkty przemycano do innych państw europejskich.
W Polsce klientami byli drobni dealerzy, którzy sprzedawali środki odurzające z dużym zyskiem w nocnych klubach i dyskotekach. Duża część z nich niejawnie współpracowała z policją, licząc, iż zagwarantuje im to nieformalny parasol ochronny. Często też wykorzystywali tę współpracę do tego, by donosić policji na swoich konkurentów.
Gdy w 2022 roku narkotykowy rynek zaczęli przejmować uzbrojeni Ukraińcy – żarty się skończyły. Każdy z dealerów dowiedział się, że za spokojne rozprowadzanie narkotyków na konkretnym terenie musi płacić. Jednego, który się zbuntował, wywieziono do lasu i ciężko pobito. Drugiego, który doniósł policji o ukraińskim procederze, uprowadzono i torturowano. Nieuzbrojeni drobni dealerzy, w większości konfidenci policyjni, przegrali więc starcie z poważnie zorganizowaną mafią, dysponującą bronią i „kilerami”.
Poważne problemy
Wschodnie gangi stały się bardzo poważnym wyzwaniem dla policji i Centralnego Biura Śledczego. Po pierwsze dlatego, że są bardzo hermetyczne i trudne do spenetrowania agenturalnego. – „Ukraińskie gangi przyjmują w swoje szeregi tylko Ukraińców, w dodatku takich, których długo znają, przypadkowy człowiek się tam nie dostanie – mówi emerytowany oficer CBŚP. – Nie ma więc jak wprowadzić tam przykrywkowca”.
Drugi powód to ich brutalność: żaden z gangsterów nie zgodzi się na współpracę z policją, bo gdyby to wyszło na jaw – koledzy zamordowaliby jego najbliższych. Jest też trzeci powód: gangsterzy ze wschodu kontaktują się ze sobą tylko poprzez jeden z komunikatorów internetowych i używają języka zrozumiałego tylko dla siebie.[No, to już dowód amatorszczyzny w „polskich” służbach md]
W ostatnich miesiącach doszło do kilku konfrontacji gangsterów ukraińskich i czeczeńskich. Ci drudzy bowiem w ostatnich latach zajmowali się przestępczością kryminalną i nie są zadowoleni z tego, że wyrosła im konkurencja. A problem polega na tym, że gangsterzy nie działają sami. Jest duże prawdopodobieństwo, że korzystają z nieformalnej pomocy służb specjalnych swoich krajów. A wtedy zagrożenie z ich strony rośnie, bo mogą jeszcze prowadzić operacje szpiegowsko-dywersyjne.
„Lawinowo rośnie liczba świadczeń długoterminowych wypłacanych seniorom z zagranicy przez ZUS”, informuje w środę „Dziennik Gazeta Prawna”.
Gazeta przywołuje dane, z których wynika, że w grudniu 2024 r. ponad 20 tys. cudzoziemców otrzymało emerytury i renty z ZUS, na łączną sumę ok. 27,6 mln zł miesięcznie.[ponad 330 milionów rocznie. md]
W grudniu 2023 roku świadczenia te wypłacano 15,3 tys. osób (21,5 mln zł miesięcznie), a w 2022 r. – 12,2 tys. osób (16,5 mln zł miesięcznie).
Wszystko wskazuje na to, że zjawisko będzie narastać, a według ekspertów cytowanych przez dziennik, za 10–20 lat Polska stanie się senioralnym eldorado dla naszych sąsiadów zza wschodniej granicy.
Jak podaje „DGP” zasadniczo cudzoziemcy wykonujący u nas aktywność zawodową podlegają z tego tytułu ubezpieczeniom społecznym i zdrowotnemu. Na 31 grudnia 2024 r. było to ok. 1,2 mln obcokrajowców zgłoszonych do ubezpieczeń emerytalnych i rentowych.
Najliczniejszą nację podlegającą u nas ubezpieczeniom społecznym stanowią Ukraińcy 787,5 tys., a także Białorusini 134,9 tys. i Gruzini 25,7 tys. (dane na koniec 2024 r.).
– Jeśli Ukrainiec w wieku senioralnym zamieszka w Polsce, to często ZUS będzie miał obowiązek wypłacać mu różnicę między emeryturą pobieraną z Ukrainy a minimalną polską – tłumaczy dr Marcin Krajewski z Uniwersytetu Łódzkiego (Centrum Nietypowych Stosunków Zatrudnienia).
Według eksperta takie wyrównania to niebagatelne kwoty. Minimalna emerytura ukraińska wynosi obecnie od 2725 do 3370 hrywien (od ok. 260 do 320 zł). Oznacza to dopłatę rzędu ponad 1,5 tys. zł miesięcznie.
(Szefowa amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard.Fot. Jim LoScalzo)
Wrogo nastawieni do obecnej administracji i obawiający się zwolnienia z pracy agenci CIA próbują szantażować Biuro Dyrektora Wywiadu Krajowego (DNI), nadzorującego wszystkie agencje wywiadowcze w kraju. Grożą sprzedażą tajemnic wrogom USA. Szefowa DNI Tulsi Gabbard komentuje: „oni się właśnie ujawniają”.
Gabbard we wtorkowym programie Fox News odpowiadała na pytania dotyczące doniesień na temat funkcjonariuszy Centralnej Agencji Wywiadowczej, którzy rozważają sprzedaż tajemnic państwowych zagranicznym przeciwnikom.
Część agentów ma być niezadowolonych z planowanych czystek w CIA. Już w trakcie kampanii wyborczej prezydent Donald Trump zapowiadał, że zaprowadzi tam porządek i sporo ludzi zostanie wyrzuconych.
Trump był niezadowolony z różnych działań agentów wymierzonych w jego osobę, ale także w społeczność konserwatywną w USA. Agencja sprzyjała Demokratom.
Gabbard była pytana o to, co zrobi w związku z groźbami, iż agenci niezadowoleni z działalności Departamentu Efektywności Rządowej mogą zaangażować się w szpiegostwo na rzecz wroga.
Szefowa DNI mówiła m.in. o wykorzystywaniu przez agentów powiązań medialnych, np. z CNN i stwarzaniu pośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Dodała, iż z pewnością nie pomoże im w utrzymaniu pracy ujawnianie tajemnic. Pokazują bowiem w ten sposób brak lojalności wobec Ameryki.
Gabbard podkreśliła, że te działania agentów zdradzają nie tylko zaufanie narodu amerykańskiego, ale także podstawowe zasady Konstytucji. Jednak, jak zapewniała, nawet „nie chodzi o naród amerykański ani Konstytucję”. – Chodzi o nich samych, a to są dokładnie tacy ludzie, których musimy się pozbyć, aby patrioci, którzy pracują w tej dziedzinie, którzy są oddani naszej podstawowej misji, mogli się na tym skupić – zaznaczyła.
Przyznała również, że w związku z zapowiedziami czystek w agencji, zgłasza się bezpośrednio do niej coraz więcej osób, wskazując obszary, którymi DNI powinno się zająć. – Muszę przyznać, że jednym ze skutków ubocznych tego, co dosłownie dzisiaj zobaczyłam, jest natychmiastowe działanie w zakresie przejrzystości i rozliczalności. Mam ludzi ze społeczności wywiadowczej, którzy zwracają się do mnie osobiście i bezpośrednio, mówiąc: „Hej, musisz o tym wiedzieć”; „Musisz spojrzeć tutaj”. Ludzie wychodzą naprzód, ponieważ wszyscy są na pokładzie misji oczyszczania domu i ponownego skupienia się na naszej podstawowej misji służenia amerykańskiemu narodowi – zaznaczyła.
W związku z „oczyszczaniem” agencji wywiadowczych z niewłaściwych ludzi, największe zwolnienia od prawie pół wieku przewidziano w CIA. Mają być usunięci wszyscy funkcjonariusze zajmujący się inicjatywami na rzecz tak zwanych różnorodności, równości i inkluzji (DEI; jest ono częścią programów związanych z raportowaniem pozafinansowym zrównoważonego rozwoju – ESG). Szczegóły dotyczące dokładnej liczby dotkniętych pracowników pozostają niejasne.
Centralna Agencja Wywiadowcza przeszła już w swej historii gruntowne czystki. W 1977 roku ówczesny dyrektor agencji Stansfield Turner zwolnił 198 funkcjonariuszy tajnych służb. Obecnie, zgodnie z rozporządzeniem Trumpa, CIA rozwiązała kilka grup skupionych na DEI.
Warto odnotować, że na początku lutego instytucja przedstawiła wszystkim swoim pracownikom ofertę ośmiomiesięcznej odprawy. Gabbard zapowiedziała także zwolnienie wszystkich agentów, którzy brali udział w „obscenicznych, pornograficznych i jawnie seksualnych” czatach w agencji. Agenci zafascynowani ideologią gender rozprawiali między innymi na temat szczegółów związanych ze „zmianą płci”, fetyszy, orgii itp.
W jednej z dyskusji pracownicy obrazili Gabbard, nazywając ją rosyjską agentką, która należy do „sekty” MAGA i „gorliwe przeciwstawia się queerom”.
We wtorek szefowa wywiadu odpowiedziała na raport o sprawie. Poinformowała o wydaniu notatki z prośbą o informacje umożliwiające identyfikację pracowników w celu ich zwolnienia i odebrania im wszelkich uprawnień bezpieczeństwa. „Notatka została wysłana. Wiemy, kim są. Podejmowane są działania” – napisała na platformie społecznościowej X.
Gabbard wcześniej złożyła długie oświadczenie potępiające obsceniczne czaty. „To zachowanie jest niedopuszczalne, a osoby zaangażowane w nie BĘDĄ pociągnięte do odpowiedzialności” – zaznaczyła.
We wtorek szefowa DNI miała podjąć działania zmierzające do zwolnienia ponad 100 osób, które niewłaściwe wykorzystały wewnętrzną tablicę ogłoszeń agencji do „dzielenia się swoimi fantazjami seksualnymi pod pozorem różnorodności, równości i inkluzji (DEI)”.
Wiadomości były częścią grup przypisanych do kadr skupionych na DEI. Pracownicy działów zasobów ludzkich prowadzili szkolenia o takich tytułach, jak: „Przywilej”, „Świadomość sojuszników”, „Duma” i „Integracja społeczności transpłciowej”.
Źródła: dailycaller.com, foxnews.com AS
===================================
mail:
Za to powinna być kara śmierci. Tam to chyba możliwe. Właściwsza szubienica od krzesła elektrycznego.
Wszyscy dotychczasowi rzecznicy Ukrainy mają teraz nie lada problem. Dotąd każdego, kto nie zgadzał się z oficjalną narracją triumfująco wyzywali od ruskich onuc i agentów Putina. Teraz musieliby powiedzieć to samo o prezydencie USA, „przywódcy wolnego świata”. Tymczasem prezydent Ameryki zaczął dogadywać się z prezydentem Rosji na temat pokoju. Obydwaj przywódcy deklarują, że pragną zakończenia konfliktu, i właśnie przystąpili do omawiania jego warunków.
−∗−
Obraz tytułowy: pomnik Bogdana Chmielnickiego w Kijowie LINK
Czy będziemy ginąć za Ukropolin?
Przez ponad trzy lata w mediach nadających w Polsce obowiązywał konsekwentny przekaz. Mówiono i pisano, że zagraża nam bezpośrednie niebezpieczeństwo ataku militarnego ze strony Federacji Rosyjskiej.
Podawano też casus belli – oto Putin, niczym nowy Stalin chce odbudować sowieckie imperium w swoich dawnych granicach, odzyskać utracone ziemie – Ukrainę, państwa bałtyckie i Polskę, a potem – spełnić marzenie Lenina i ruszyć na Europę Zachodnią, po trupie pańskiej Polski. Po 24 lutego 2022 roku przekaz ten wzmocniony został tysięcznymi głosy i najsilniejszymi emocjami, jakie udało się rozbudzić. Natychmiast na polskiej granicy pojawiły się tłumy ludzi, nazywanych wtedy uchodźcami. Równie błyskawicznie rząd warszawski otworzył granicę i wpuścił wszystkich, którzy chcieli do nas wejść. Następnie przekazał na Ukrainę wszystko, czym dysponowali Polacy – uzbrojenie, wyposażenie, zaopatrzenie, pieniądze. Przybysze w ilości kilku milionów zostali wyposażeni w przywileje, jakich w swoim własnym kraju nie mają Polacy.
Następnie aby ratować Ukrainę rząd warszawski odciął Polskę od rynku rosyjskiego i białoruskiego, czego najbardziej jaskrawym przykładem było sprowadzanie drogiego węgla z Kolumbii i innych egzotycznych miejsc, zamiast tańszego z Rosji. To swoją drogą ukazało jeszcze jedną patologię – kraj, leżący na węglu, na skutek podpisywanych przez rządy warszawskie zobowiązań zamyka swoje własne kopalnie, aby sprowadzać węgiel z innych krajów, żeby ratować klimat.
Nie dość na tym, liczni politycy, reprezentujący państwo polskie poczuli gwałtowny przypływ miłosnych uczuć i zaczęli się przytulać do ukraińskiego prezydenta Wołodymira Żeleńskiego. Padły miłosne słowa o unii polsko – ukraińskiej, o nowej, wspaniałej przyszłości, jaka czeka dwa bratnie kraje po pokonaniu Rosji. Dla pogłębienia wrażenia byliśmy raczeni „wieściami”, jak to Rosja przegrywa tą wojnę, ponosi wielkie straty, nie radzi sobie z własną armią, rozpada się od wewnątrz, staje na krawędzi bankructwa. Co ciekawe, jakoś mało mówiono o stratach ukraińskich. Poza pomocą polską państwo to zostało wzmocnione przez koalicję państw Zachodu, głównie USA i Wielką Brytanię. Bardzo mocno po stronie Ukrainy, przynajmniej werbalnie zaangażowała się Unia Europejska.
Jednak poza Polską i Wielką Brytanią pozostałe państwa europejskie nie były szczególnie hojne w wysyłaniu własnego wyposażenia. Pieniądze, owszem, szły, chociaż w stosunku do potencjału znacznie mniej, niż zaoferowała Polska. Do polskich inwestycji należy jeszcze doliczyć udostępnienie infrastruktury dla transportów zaopatrzenia, co uczyniło Polskę państwem praktycznie zaangażowanym w konflikt po stronie Ukrainy, co z kolei naraziło nasze terytorium i ludność na atak ze strony drugiego belligerenta – Rosji, największego państwa świata i nuklearnego mocarstwa.
Jednak większość polityków i dyżurnych „ekspertów” twierdziła z wielką pewnością, że Ukraina dzielnie walczy za Polskę, że trzyma rosyjskie wojska daleko od polskich granic, że gdy Ukraina się podda, wtedy taran rosyjskich wojsk runie na Polskę. W krajowych mediach zapanowała cenzura, każdy, kto podważał oficjalną narrację, krytykował zaangażowanie na rzecz Ukrainy, a nawet zadawał pytania o zasadność, natychmiast zostawał wyklęty, obrzucony stekiem wyzwisk, mianowany „ruską onucą” i wyrzucany z oficjalnego towarzystwa. Tu zadziwiająco zgodne były zarówno media głównego nurtu, jak i wiodące partie, niezależnie od strony politycznego sporu.
Wszyscy stronnicy Ukrainy postawili Rosji ultimatum – ma natychmiast się poddać, oddać Ukrainie zdobyte ziemie i zniknąć, inaczej „wolny świat” będzie walczył do końca świata i jeden dzień dłużej, a przynajmniej dopóki Ukraińcom starczy żołnierzy, a Polakom pieniędzy. Minął jednak jakiś czas i zmienił się prezydent Stanów Zjednoczonych, głównego sponsora ukraińskiej wojny. I nagle oniemiały świat, a Polska w szczególności dowiedzieli się czegoś zdumiewającego.
Oto prezydent amerykański, zwany też „przywódcą wolnego świata” oznajmił światu bardzo wyraźnie i jednoznacznie, co sądzi o ukraińskiej wojnie. Według prezydenta Donalda Trumpa sprawcą wojny jest sama Ukraina i prezydent Żeleński, „kiepski komik”, który oszukał prezydenta Bidena, wciągnął Stany Zjednoczone w „wojnę, której nie można wygrać”, wyłudził wielką pomoc, której część została zdefraudowana. Dalej prezydent Trump sugeruje, że to nie Rosja ponosi odpowiedzialność za rozpoczęcie wojny, ale prezydent Żeleński, i przekonuje, że dawno już mógł zakończyć wojnę, ale woli trzymać się swojego stołka. Tymczasem zginęło mnóstwo ludzi, a kraj został zniszczony. Co więcej, okazuje się, że prezydent Żeleński nie jest nawet prawowitym prezydentem, bo skończyła mu się kadencja w maju 2024 roku, a on sam cieszy się poparciem zaledwie 4% Ukraińców.
Wszyscy dotychczasowi rzecznicy Ukrainy mają teraz nie lada problem. Dotąd każdego, kto nie zgadzał się z oficjalną narracją triumfująco wyzywali od ruskich onuc i agentów Putina. Teraz musieliby powiedzieć to samo o prezydencie USA, „przywódcy wolnego świata”. Tymczasem prezydent Ameryki zaczął dogadywać się z prezydentem Rosji na temat pokoju. Obydwaj przywódcy deklarują, że pragną zakończenia konfliktu, i właśnie przystąpili do omawiania jego warunków. Na pewno wiadomo, że Ukraina nie przystąpi do NATO i nie odzyska ziem, zajętych przez Rosję.
Wtedy odezwali się ci, którzy najwięcej krzyczeli o pokoju, demokracji i prawach człowieka – liderzy „kolektywnego Zachodu”, czyli dziś Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Europa nie zgodziła się na warunki pokoju i wezwała Ukrainę, aby się nie poddawała, jednak USA oświadczyły jasno, że swoich żołnierzy nie wyślą. Liderzy Europy zwołali szybkie spotkanie w Paryżu, po którym francuska prasa doniosła, że Francja, Wielka Brytania i Polska zadeklarowały wysłanie na Ukrainę sił rozjemczych w ilości 25000 żołnierzy. Oficjalnie jednak premier Donald Tusk oświadczył, że Polska nie wyśle swoich żołnierzy.
Pojawił się więc pomysł dalszego finansowania ukraińskiej armii ogromną kwotą 700 mld euro. Aktualnie, w najbliższych dniach i tygodniach będą więc ważyć się dalsze losy wojny, Ukrainy, Bliskiego Wschodu, nowej architektury światowego bezpieczeństwa, i również Polski.
Sytuacja pełna zawiłości, nagłych zmian, dezinformacji, nie wiadomo, co o tym sądzić. Z pewnością nie można wyrobić sobie zdania na podstawie mediów głównego nurtu, nie ujawniają bowiem głównych wątków. Najistotniejszy polega na rewolucyjnej zmianie polityki USA po objęciu władzy przez Trumpa. Dotąd, pod Bidenem Ameryka realizowała projekt globalizacji, mający dwa główne motory – Stany Zjednoczone z doczepioną Wielką Brytanią i Unię Europejską.
Teraz jednak Ameryka wycofała się z projektu globalnego i realizuje swój własny, imperialny interes amerykański, natomiast kamaryla europejska pozostała wierna globalizacji, do tego bowiem została powołana, inaczej więc nie potrafi działać, co tyczy się również Wielkiej Brytanii. W ten sposób jednak UE i UK stały się z dnia na dzień rywalami imperialnej Ameryki, co dla europejskich liderów jest szokiem, zaskakującą sytuacją, w której nie wiedzą, jak się poruszać.
Od II Wojny Światowej to Ameryka zapewniała Europie bezpieczeństwo, dzięki czemu Unia mogła wciągać kolejne państwa i rozwijać swoją politykę, która ma trzy warstwy: oficjalną, nieoficjalną i ukrytą. Warstwa pierwsza, oficjalna, fikcyjna głosi, że Unia to dobrowolny związek suwerennych państw dla lepszej współpracy.
Warstwa druga – nieoficjalna, zawarta jest w Manifeście z Ventotene, w którym zjednoczona Europa bez państw narodowych staje się komunistycznym więzieniem narodów. Warstwa trzecia ukryta jest w projekcie Paneuropy, polegającym na likwidacji nie tylko państw, ale też narodów, czego skutkiem ma być nowy, sztucznie wyhodowany naród europejski, złożony z genetycznego wymieszania ludzi z Afryki, Azji i Europy.
Wymogi realizacji warstwy drugiej i trzeciej narzuciły na narody europejskie takie polityki, jak wspólną walutę, zrównoważony rozwój, zielony ład, dezorganizację gospodarki, zadłużenie rządów, gender, imigrację wielokulturową, likwidację chrześcijaństwa, Europejski Obszar Edukacyjny. Gdy Europejczycy zaczęli doświadczać dobrodziejstw eurokomunizmu, zaczęli się buntować. Odpowiedź europejskich elit, tak samo w UE, jak i w UK jest charakterystyczna dla wszystkich totalitaryzmów – ograniczanie wolności słowa i prześladowanie własnych obywateli. Zaczęło jednak europejskiej kamaryli brakować argumentów dla uzasadnienia własnej tyranii.
Wojna ukraińska spadła im jak z nieba – strach to bardzo dobry sposób spacyfikowania ludności, tym bardziej, że Europejczycy stali się generalnie ludźmi gnuśnymi i strachliwymi. Tego paliwa starczyłoby jeszcze na jakiś czas, bezcenny dla unijnych elit, w którym domykaliby projekt Paneuropy. Zakończenie wojny ukraińskiej zabiera unijnym elitom uzasadnienie ich polityki. Na domiar złego ekipa Trumpa wyraźnie dąży do ujawnienia przeróżnych nieczystych spraw globalnej polityki, między innymi prawdziwych okoliczności przyczyn wojny, rzeczywistych strat ukraińskich, poziomu defraudacji pomocy międzynarodowej, działalności służb i fundacji w finansowaniu „kolorowych rewolucji”. Innymi słowy, za krótki czas zapewne okaże się, że jeden z głównych filarów polityki europejskiej przestanie istnieć, a po nim runą pozostałe. UE utraci uzasadnienie swojego istnienia, a UK swojej polityki, dlatego przedłużanie konfliktu jest dla nich kwestią przetrwania.
To uzasadnia tak wielkie zaangażowanie prezydenta Macrona i premiera Stramera. Kanclerz Scholz przed wyborami w Niemczech nie mógł się wychylać, nowy kanclerz Merz jeszcze nie okrzepł, choć zapewne rychło zobaczymy także niemiecką aktywność. Europejskie elity znalazły się w bardzo kłopotliwym położeniu, które za chwilę może być rozpaczliwe. Postanowili więc użyć jednej z ostatnich mocnych kart – Polski, zarządzanej przez osadzoną w Warszawie, posłuszną Unii ekipę.
Wepchnięcie Polski do konfliktu na Ukrainie, obojętnie w jakiej konfiguracji byłoby bardzo korzystne dla UE i UK. Obydwie ekipy prowadzą politykę zabójczą dla własnych mieszkańców, którzy coraz głośniej się buntują. Dopóki na Ukrainie giną ludzie, te dwie ekipy mogą jawić się jako moralni mocarze, walczący ze złem w obronie kobiet, dzieci, zwierzątek i planety. Gdyby dodatkowo zaczęli ginąć ludzie w Polsce, europejska tyrania odniosłaby dwie korzyści. Po pierwsze, wykazałaby, że jest potrzebna, bo trzeba bronić Polski. Po drugie, pozbyłaby się jednego ze swoich głównych problemów – etnosu polskiego. Dlatego można się spodziewać, że będą bardzo duże naciski na rząd warszawski, aby w jakiejś formie zaangażować Polaków w ukraiński konflikt, a następnie, aby go rozszerzyć.
Kluczowa jest tu rola aktualnych zarządców Polski. Są oni zależni od trzech wpływów. Wpływ pierwszy to USA, które mają dużą praktykę w obalaniu i ustanawianiu rządów i dyktowaniu im polityki. Wpływ drugi to powiązanie europejskie, bliższe terytorialnie, ale słabsze globalnie. Należy oczekiwać, że te dwa wpływy będą rywalizować zarówno w Europie, jak i w Polsce, co będzie się objawiać zaskakującymi wypowiedziami i decyzjami, a być może zmianami personalnymi i nagłymi woltami. Jest też wpływ trzeci – wola narodu polskiego. Jak dotąd, wpływ ten był w polityce kolejnych ekip uwzględniany niewiele lub wcale.
Wytłumaczenie jest proste – Polacy są obcy dla Paneuropejskiego Rządu Ukropolińskiego (PRUk), składa się on bowiem z poliniaków, którzy od Polaków różnią się zasadniczo tożsamością i celami działania. Poliniacy są lojalni wobec sił globalno – unijnych, nigdy wobec Polski. PRUk wykona każde polecenia i sugestię swoich panów, i robił tak zawsze, rzadko natomiast uwzględniał interesy Polaków, i tylko wtedy, gdy zabiegał o ich poparcie. Teraz sytuacja ma jednak szansę się odmienić, z dwóch powodów. Powód pierwszy to rozdźwięk pomiędzy z jednej strony USA, a z drugiej – UE i UK. Powód drugi to rosnąca świadomość Polaków, których coraz większy odsetek przekonuje się, jakie są faktyczne cele tyranii europejskiej i PRUk. Aby jednak Polacy mogli wywrzeć jakikolwiek wpływ na decyzje poliniaków z PRUk muszą ich zapewnić, że tym razem zapadną surowe kary, jeśli nadal będą dopuszczać się zdrady i narażać naród. Ci ludzie muszą bać się osobistej odpowiedzialności, inaczej możemy spodziewać się wszystkiego.
Na końcu warto podsumować, co powinien zrobić rząd w kwestii ukraińskiej, aby nie narazić się na surową odpowiedzialność.
Poszczególne metamorfozy ukraińskiej państwowości, począwszy od rewolucji Chmielnickiego, poprzez powstanie hajdamaków, czyli koliszczyznę, ukraiński ruch nacjonalny XIX wieku, próby budowy ukraińskiego państwa po I Wojnie Światowej, banderyzm, aż po tzw. „niepodległą Ukrainę”, powstałą po rozpadzie ZSRR nigdy nie były skutkiem oddolnych inicjatyw świadomego swej tożsamości narodu ukraińskiego, lecz efektem złożonych, zakulisowych zabiegów skrywanych sił. Najwięcej możemy tam dostrzec knowań niemieckich, anglosaskich, rosyjskich i syjonistycznych. Wszystkie te inicjatywy od Chmielnickiego począwszy miały wspólny wektor – opozycja wobec narodu i państwa polskiego. Przeciw Polakom buntowano zaporoskich Kozaków i rusińską czerń, hajdamaków, ukraińskich nacjonalistów, banderowców. Podstawiano przywódców, inicjowano oddolne wrzenie. Buntowano też Ukraińców przeciw własnym rządom, co niedawno stało się jasne po odkryciu zaangażowania służb amerykańskich i niemieckich oraz globalnych funduszy w „pomarańczową rewolucję”, która skierowała państwo ukraińskie do miejsca, gdzie dziś się znajduje. Jednocześnie w polskiej infosferze ukrywano te zabiegi, wmawiając Polakom, że Ukraińcy pragną wolności od Rosji, więc Polska powinna zawsze bezwarunkowo popierać każde ukraińskie roszczenia. Jeśli dziś dla polityków na Ukrainie to Polska jest głównym i stałym adresatem pretensji, nie dziwmy się, tak jest nieprzerwanie od czasów Chmielnickiego, tylko my sami nie pamiętamy własnej historii. Najnowsze wcielenie polsko – ukraińskiego złudzenia objawiło się niedawno pod postacią mirażu unii polsko – ukraińskiej w postaci Ukropolu, który w rzeczywistości jest ledwo skrywanym Ukropolinem.
Wielką rolę w budowaniu tego mitu odegrały środowiska w Polsce, które profesor Adam Wielomski trafnie określa „elitką infantylno – agenturalną”. Ten miraż jak dotąd spowodował po polskiej stronie poważne wydatki na finansowanie wojny ukraińskiej, rozbrojenie polskiej armii, skierowanie polskiej polityki na tory dla Polski wprost zgubne. Wystarczy, że po zawarciu pokoju amerykańsko – rosyjskiego ukraińskie państwo i siły społeczne skierują ostrze swej goryczy przeciwko polskim sąsiadom. Ich siły, zbyt słabe, aby zagrozić Rosji będą jednak wystarczająco silne, aby poważnie zagrozić rozbrojonej Polsce.
Rozbrojonej pod każdym względem – nie tylko wojskowym i finansowym, ale przede wszystkim mentalnym. Nasza elitka wraz z mediami wciąż bowiem karmią się złudzeniami „kolektywnego Zachodu”, wartości europejskich, demokracji, praw człowieka, przyjaźni polsko – ukraińskiej. Z tych haseł w sposób realny nie istnieje nic, jest natomiast twarda gra cynicznych interesów, prowadzona przez wyrachowanych graczy. W tej grze Polska może zasiąść do stołu jako pełnoprawny gracz i uzyskać dla siebie korzystne koncesje, jednak do tego potrzebna jest trzeźwa ocena rzeczywistości i gracze z charakterem. Ani jednego, ani drugiego nie uświadczysz po stronie „elitki infantylno – agenturalnej”. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy taką refleksję są w stanie przeprowadzić, nawet, jeśli dziś nie mają możliwości przebić się do głównego nurtu mediów i polityki. Potrzeba ze wszystkich sił wywrzeć wpływ na opinię publiczną, aby ta wymusiła na poszczególnych politykach „elitki”, aby chociaż raz stali się elitą i zachowali się zgodnie z polskim interesem narodowym, a nie według emocji, suflowanych przez polskojęzyczne media.
Być może Paneuropejski Rząd Ukropoliński (PRUk) zgodzi się dalej finansować Ukrainę i wysłać tam nasze wojska. Trzeba więc głosić, jak bardzo będzie to złe dla Polaków. Jednocześnie należy wywierać informacyjny wpływ na obecną opozycję, aby, gdy zostanie wywindowana do władzy kierowała się interesem narodowym, inaczej kolejny obrót spraw może także ich postawić pod ścianą odpowiedzialności. Wiele teraz zależy od tego, czy w kręgach PiS pojawi się świadomość o rewolucyjnej zmianie polityki amerykańskiej, co pociąga zmianę sił w Europie, ewentualnie czy wyłoni się jakaś alternatywna siła polityczna, mogąca poprowadzić nawę państwową.
Trzeba już teraz tłumaczyć wszem i wobec, że Trump będzie dążył do porozumienia z Rosją, a UE i UK będą próbowały temu przeszkadzać, przedłużając wojnę i starając się wciągnąć do konfliktu Polskę. Przekazać im myśl, że Polska powinna wyciągnąć korzyści z porozumienia na linii USA – Rosja, odbudowując zburzone relacje ze Wschodem i flankując ewentualne nastroje antypolskie na Rusi. Wszystkim, zakochanym w Ukraińcach należy też uświadomić, że bezwarunkowe wspieranie obecnej ekipy kijowskiej i spełnianie wszystkich jej zachcianek fatalnie odbija się nie tylko na Polsce, ale również na samej Ukrainie.
To bowiem wymiernie osłabi Polskę, a jeśli Ukraina ma kiedykolwiek wybić się na niepodległość, dobrobyt i bezpieczeństwo, potrzebuje silnej, niezależnej Polski. Tej nie zbudujemy nigdy, jeśli będziemy wciąż ulegać roszczeniom unijnym i kijowskim. Musimy więc prowadzić politykę niezależną zarówno od europejskiej kamaryli, jak i od uzależnionej od obcych potęg Ukrainy. Dopiero wtedy, gdy sami się wzmocnimy, będziemy mogli właściwie wspierać Ukrainę, jako część polskiej strefy wpływów. Na razie daleko do tego i wielką musimy wykonać pracę, najpierw nad odbudową własnego państwa, narodu, gospodarki i armii.
Tymczasem zaś powinniśmy nie wysyłać żadnych wojsk w ramach obecnego konfliktu ukraińskiego; nie wspierać tej wojny w żaden sposób; wystąpić do władz Ukrainy o rekompensaty z tytułu kosztów, jakie państwo i społeczeństwo polskie poniosły na rzecz państwa ukraińskiego i jego obywateli; zażądać ekshumacji polskich ofiar rzezi wołyńskich i małopolskich oraz potępienia banderyzmu; wydalać z Polski wszystkich obywateli obcych państw, którzy złamią polskie prawo; uszczelnić granice.
Żołnierze polscy muszą zaś pozostać w Polsce, nie tylko po to, aby nie wciągnąć naszego narodu w obcą wojnę. Również po to, aby zapewnić obywatelom polskim ochronę przed ewentualnymi czystkami etnicznymi ze strony licznych obcych przybyszów, jacy już u nas są, i jacy mogą jeszcze do nas przybyć. Pamiętajmy bunt Chmielnickiego w XVII w., koliszczyznę w XVIII w., Wołyń w XX w. Nie dopuśćmy, aby znowu ktoś poróżnił Polaków i Rusinów i rzucił do bratobójczej walki, a do tego musimy wpierw zadbać o bezpieczeństwo własne, dopiero potem o cudze. Wszyscy świadomi Polacy powinni jak najszybciej zjednoczyć się mentalnie i zażądać, aby rząd w Polsce był rzeczywiście polski. A będzie taki wtedy, gdy konsekwentnie przyjmie zasadę „PO PIERWSZE POLSKA”.
Co nam pozostanie po Ukrainie? Ukraina, jako państwo upada. I nie chodzi tu jedynie o wojnę, którą bez wsparcia Zachodu nasi wschodni sąsiedzi ewidentnie przegrają. Nawet nie w tym rzecz, że po 3 latach konfliktu […]
__________________
Czy my jesteśmy głupi? Czy skala oraz mnogość zdarzeń na naszej scenie politycznej naprawdę nie są już w stanie nikim wstrząsnąć? Czy na dobre i na stałe z aktywnych, partycypujących obywateli zmieniliśmy się w […]
__________________
Dzisiejszy naród, dzisiejsza polskość Bierność, postępujący brak empatii dla rodaków i jednocześnie krwiożerczy „wyścig szczurów” z jakimi mamy do czynienia od czasów przewrotu Solidarności i to w obliczu postępującej utraty suwerenności, grabieży, wyprzedawania majątku […]
Calin Georgescu, zwycięzca pierwszej tury ubiegłorocznych wyborów prezydenckich w Rumunii, został w środę zatrzymany przez policję i przewieziony do Prokuratury Generalnej w celu przesłuchania – powiadomiły państwową agencję Agerpres źródła sądowe.
Według informacji podanych przez państwową agencję Agerpres, prawicowy polityk Calin Georgescu został w środę 26.II. zatrzymany i doprowadzony do prokuratury w celu przesłuchania w związku ze sprawą dotyczącą nieprawidłowości podczas kampanii wyborczej.
Rumuńskie media twierdzą, że Georgescu został aresztowany w momencie, gdy zamierzał zarejestrować swoją kandydaturę w powtórzonych wyborach, które odbędą się 4 maja.
Przypomnijmy, że w unieważnionej przez rumuński sąd konstytucyjny I turze wyborów prezydenckich zdobył 22,94 proc. głosów, niespodziewanie wygrywając ją.
Dziś Călin Georgescu miał zgłosić swoją kandydaturę na nowego prezydenta. Zaledwie 10 minut temu zatrzymano go stojącego w korku i zabrano na przesłuchanie do Prokuratury Generalnej! Gdzie jest teraz demokracja, gdzie są jej obrońcy? – czytamy na oficjalnym profilu Georgescu na platformie X.
Georgescu został zatrzymany w ramach śledztwa w sprawie związanej z finansowaniem kampanii wyborczej, utworzeniem organizacji faszystowskiej, rasistowskiej lub ksenofobicznej oraz promowaniem kultu osób winnych popełnienia zbrodni ludobójstwa.
Wybory prezydenckie w Rumunii anulowane
Przypomnijmy, że w grudniu europejską opinią publiczną wstrząsnęła informacja o anulowaniu wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich w Rumunii. Pomimo tego, że nie przedstawiono żadnych dowodów na fałszerstwa wyborcze.
Przyczyną miały być niejasne „ingerencje w kampanię” poprzez zamieszczanie filmów na TikToku, które miały być finansowane z zewnątrz. Opinia publiczna nie dysponuje żadnymi konkretami w tej sprawie, mowa tylko o rzekomych raportach służb, które mają ten prawdziwy czy zmyślony proceder opisywać.
Rumuńscy dziennikarze śledczy: Wiemy, kto opłacił kampanię na TikToku, i nie jest to Rosja