Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. II. Celem wojny na Ukrainie jest Wojna, a Zelenski nie przyjechał, aby podpisać umowę, ale by żądać.

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. II

[Wg. ukraińskiego komika: Celem wojny na Ukrainie jest Wojna, a Zelenski nie przyjechał, aby podpisać umowę, ale by żądać od Trumpa dalszej wojny.]

Autor: AlterCabrio , 4 marca 2025

Trump ma prostą ofertę dla Zelenskiego: „załatwiłem wam najlepsze warunki życia, przestańcie walczyć, przestańcie ginąć, zacznijcie zarabiać i odbudowywać swój kraj”. I wtedy pada pytanie Zelenskiego o gwarancje bezpieczeństwa, czego Trump zrazu nie rozumie. Dla niego to jest jasne – układ dogadany jest z Putinem, uwzględnia interesy Rosji, więc nie będzie ona go naruszać co jest gwarancją trwałości układu. Amerykanie zaś będą tam ze swoimi firmami, czyli interesami, co jest drugą gwarancją. Trump nie rozumie, czego boi się Zelenski, USA będą dalej dostarczać Ukrainie wyposażenie wojskowe, ale dla armii obronnej, strzegącej terytorium państwa i bezpieczeństwa obywateli. I na to Zelenski się nie zgodził, dla niego „gwarancje bezpieczeństwa” oznaczają możliwości dalszego prowadzenia wojny z Rosją, aż zostanie pokonana i ukarana. To wyraźnie pokazuje odmienne cele wojny, przyświecające obu przywódcom.

−∗−

Zdjęcie tytułowe: LINK

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. II

Niniejszy artykuł jest drugą częścią z dwóch. Opracowanie powstało na bieżąco jako komentarz do dynamicznych zmian geopolityki, co ma bezpośredni wpływ na naszą polską sytuację.

Druga część artykułu, koniecznie należy przeczytać cz.I:

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I

Mit o celach wojny

Prezydent Trump przygotował umowę amerykańsko – ukraińską, będącą warunkiem wstępnym zawarcia pokoju. Główną częścią, choć nie istotą tej umowy jest porozumienie co do organizacji wydobycia metali ziem rzadkich i podziału zysków pół na pół pomiędzy Ukrainę i USA, oraz refinansowanie części zysków w ukraińską infrastrukturę. Wielu ludzi, także w Polsce obruszyło się – jak tak można, Ukraińcy się wykrwawiają, a ten cyniczny Trump chce na nich zarobić. Unoszą się dalej emocjami, mówiąc o wartościach, godności, patriotyzmie, integralności terytorium. Podejście takie całkowicie ignoruje realia aktualne i historyczne, bazując na innych mitach, które opisałem wcześniej. Jakie są faktyczne cele wojny, zrozumiał prezydent Trump i każdy, kto potrafi myśleć dopiero w trakcie rozmowy w Gabinecie Owalnym, dzięki szczeremu zachowaniu Zelenskiego.

Kluczowym pojęciem są „gwarancje bezpieczeństwa”. Dla Trumpa to zaledwie 2% całego porozumienia, dla Zelenskiego kwestia zasadnicza, czyli 100 %. Rzecz w tym, że pojęcie bezpieczeństwa co innego znaczy dla Zelenskiego i globalistów europejskich, a co innego dla Trumpa i każdego normalnego człowieka. Trump podkreślił, że on jest specjalistą od umów, całe życie to robi i właśnie załatwił świetną umowę dla Ukrainy, którą powinien podpisać Zelenski, który reprezentuje Ukrainę, tym bardziej, że w sytuacji jest bardzo trudnej. Przegrywa wojnę, jego kraj jest niszczony, nie ma żołnierzy, jego ludzie giną, a on całkowicie zależy od pomocy z zewnątrz, głównie z USA, jest więc w głębokim impasie, z którego sam nie wyjdzie.

Teraz więc jego główny sponsor załatwił mu korzystne warunki zakończenia impasu i wyjścia na prostą, dzięki czemu ludzie przestana ginąć, zniszczenia ustaną, Ukraińcy wreszcie zaczną zarabiać na swoich zasobach, czego teraz nie robią, bo giną w walce. Trump wznosi się nad cele ideologiczne, on jest od biznesów, sam chce zarobić, ale najlepszy biznes robi się wtedy, gdy inni też na tym zarabiają, bo wtedy układ jest trwały, gdyż zgodny z interesami wszystkich stron, żadna więc go nie łamie.

Czytaj też:

Gdy zbudzi się naród-cz.2-twierdza kulturowa

Jak odzyskać niepodległość

Upadek Zachodu a sprawa polska

Trump ma prostą ofertę dla Zelenskiego: „załatwiłem wam najlepsze warunki życia, przestańcie walczyć, przestańcie ginąć, zacznijcie zarabiać i odbudowywać swój kraj”.

I wtedy pada pytanie Zelenskiego o gwarancje bezpieczeństwa, czego Trump zrazu nie rozumie. Dla niego to jest jasne – układ dogadany jest z Putinem, uwzględnia interesy Rosji, więc nie będzie ona go naruszać co jest gwarancją trwałości układu. Amerykanie zaś będą tam ze swoimi firmami, czyli interesami, co jest drugą gwarancją. Trump nie rozumie, czego boi się Zelenski, USA będą dalej dostarczać Ukrainie wyposażenie wojskowe, ale dla armii obronnej, strzegącej terytorium państwa i bezpieczeństwa obywateli. I na to Zelenski się nie zgodził, dla niego „gwarancje bezpieczeństwa” oznaczają możliwości dalszego prowadzenia wojny z Rosją, aż zostanie pokonana i ukarana.

To wyraźnie pokazuje odmienne cele wojny, przyświecające obu przywódcom. Trump dotąd myślał, że Ukraina broni się przed Rosją, więc jeśli Rosja przestanie ją atakować, zakończy walkę i wróci do pokojowego życia. Zelenski chce jednak czegoś innego – ukarania Rosji, i ciągłej walki aż do jej pokonania, co biorąc pod uwagę różnice potencjałów, w wykonaniu Ukrainy nie jest możliwe nigdy, wymaga więc zaangażowania największych dostępnych sił zbrojnych, czyli amerykańskich, co musi doprowadzić do konfliktu globalnego pomiędzy państwami atomowymi. Cel wojny Zelenskiego znajduje się nawet ponad Rosją, i jest większy, niż jej pokonanie i ukaranie – jest nim wojna dla wojny, która nie kończy się nigdy, zużywa zasoby, mieli narody i zabija ludzi.

Nie jest to oczywiście zdanie jego samego. Ludzie, którzy za tym stoją, których zwę globalistami – gnostykami lubią składać ofiary z ludzi, poprzez aborcję, eutanazję, tranzycję, sterylizację zdrowych ludzi, doprowadzanie do samobójstwa, wojnę, co wyraźnie wskazuje, że poza celami politycznymi – władza, i biznesowymi – zysk istnieje jeszcze jeden, ważniejszy cel, który przyświeca tym, którzy doprowadzili do wojny i chcą ją kontynuować. Jest to cel religijny – złożenie narodów Europy w ofierze Lucyferowi. Im bardziej więc decyzje przywódców europejskich stają się irracjonalne, tym mocniej realizują oni cel religijny – lucyferyczny. Tą świadomość należy zestawić z trzema jeszcze okolicznościami. Zelenski nie jest przywódcą demokratycznego państwa, wybranego z wolnego, świadomego narodu, tylko nominatem oligarchy Kołomojskiego, aktorem, grającym prezydenta, który na to stanowisko wyniesiony został z pozycji nadwornego trefnisia. Jego postępowaniem kieruje więc interes osobisty, związany z aktualnym mocodawcą. Państwo ukraińskie jest zależne od zewnętrznych potęg i zawsze tak było, a ludność Ukrainy nie stanowi narodu w naszym rozumieniu, tylko narodowość. Łącznik tożsamości narodowej i państwowej jest tam więc bardzo słaby. Te wszystkie determinanty państwa ukraińskiego należy podsumować:

  • brak wyraźnej tożsamości narodowej i państwowej, co skutkuje słabym przywiązaniem do państwa i podatnością na asymilację;
  • polityka państwa we wszelkich aspektach zależy od zewnętrznych potęg;
  • przywódca tego państwa zależny jest od mocodawców, reprezentujących zewnętrzne potęgi;
  • ci mocodawcy należą do ezoterycznych kręgów, mających cele polityczne (państwo światowe i jeden rząd), biznesowe (maksimum zysków, minimum kosztów) i religijne (składanie ludzi w ofierze dla Lucyfera). Im bardziej projekt jest zagrożony, tym bardziej cel religijny dominuje pozostałe.

Aktualnie państwo ukraińskie, wyznaczone do prowadzenia wojny z Rosją, która została wciągnięta i wyznaczona jako agresor, realizuje interesy nie narodu ukraińskiego, tylko globalistów – gnostyków. Obecnie są oni skupieni głównie w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii, a Zelenski jest posłusznym wykonawcą ich polityki.

Głównym celem tej wojny jest prowadzenie wojny, rozszerzanie jej na inne państwa i narody, śmierć ludzi, marnotrawstwo zasobów, destabilizowanie krajów, zwiększenie zadłużenia państw do poziomu niespłacalności, przemieszczenia ludności, przestępczość, gwałty, wyzysk, bieda. Ani władze Ukrainy, ani jej ludność nie są obecnie w stanie sterować swoją polityką inaczej, niż w zależności od kogoś z zewnątrz. Jeśli będą zależeli od globalistów, będą nadal w wojnie. W tej sytuacji projekt Trumpa, przywraca elementarną racjonalność, przerywa działania wojenne i daje podstawy pokojowego bytu, zapewniając finansowanie państwa ukraińskiego i opłacalność dla USA.

W Gabinecie Owalnym zetknęły się więc dwie koncepcje sobie przeciwne – pokoju, reprezentowana przez Trumpa, uzgodniona wcześniej z Putinem, i wojny, uosobiona przez Zelenskiego, posłanego przez globalistów – gnostyków. Te dwie koncepcje nie są możliwe do pogodzenia, a obok siebie usiedli nie dwaj sojusznicy, lecz dwaj wrogowie, z czego początkowo Trump nie zdawał sobie sprawy, a co dobrze wiedział Zelenski. Pokojowa propozycja Trumpa została odrzucona przez Zelenskiego jako sprzeczna z interesami jego mocodawców, chociaż zgodna z interesem Ukraińców. Ani jednak obecny dyktator, ani jego mocodawcy nie reprezentują interesu Ukrainy, tylko swój, globalno – gnostycko – lucyferyczny. Wydaje się, że Trump zrozumiał to dopiero podczas spotkania.

Plan Trumpa

Jego inicjatywa zakończenia wojny i zaprowadzenia trwałego pokoju była jednym z głównych argumentów w kampanii wyborczej. Od razu po objęciu władzy nowy prezydent zabrał się do tej pracy, nawiązując rozmowy ze strona rosyjską. Obydwaj prezydenci nawiązali kontakt telefoniczny, odbywając regularne rozmowy, co potwierdził Trump podczas rozmowy z Zelenskim. Powstał roboczy zespół ekspertów, począwszy od spotkania delegacji obu państw w Stambule. Powstał projekt umowy handlowej między USA a Ukrainą. Zakładał on, że Ukraina stanie się czymś w rodzaju nieformalnego terytorium mandatowego, za którego bezpieczeństwo będą odpowiadały pospołu USA i Rosja, a gwarancją bezpieczeństwa Ukrainy będą interesy obydwu mocarstw, dzięki czemu Ukraina rozpocznie pokojową egzystencję.

Z punktu widzenia państwa upadłego, całkowicie zależnego, wyludnionego, częściowo zniszczonego i zadłużonego oferta uczciwa, gwarantująca stabilność polityczną i warunki do pokojowego rozwoju. Plan ten musiał zostać wcześniej ustalony z prezydentem Putinem, co oznacza, że do zawarcia pokoju pozostał już tylko jeden krok – podpis prezydenta Ukrainy i wprowadzenie planu w życie. Początkowo Zelenski odmawiał podpisania tej umowy, była więc ona negocjowana, aż została zaakceptowana przez obie strony, dzięki czemu było możliwe umówienie spotkania prezydentów USA i Ukrainy w Białym Domu na dzień 28 lutego 2025 r. Dla Trumpa ten dzień był bardzo ważny, i szykował się na swój wielki triumf.

Kontra Zelenskiego

Spotkanie w Gabinecie Owalnym przebiegło jednak zupełnie inaczej. Trump skupił się na pozytywnych skutkach porozumienia na przyszłość, kurtuazyjnie przechodząc do porządku dziennego nad przyczynami wojny i historią zawirowań poprzednich administracji USA. Dużo mówił, jakie pożytki dla USA i Ukrainy przyniesie nowa sytuacja. Natomiast Zelenski od samego początku próbował skierować uwagę i rozmowę na odpowiedzialność Rosji za cierpienia Ukraińców. Użył sztuczek emocjonalnych, pokazując fotosy ukraińskich jeńców w rosyjskiej niewoli. Konsekwentnie zmierzał do obciążenia Rosji całością odpowiedzialności za wojnę i uznania tego państwa za czyste zło, walczące z narodem ukraińskim z powodu nienawiści Putina.

Gdy Trump mówił o pokojowej współpracy, eksploatacji zasobów, odzyskaniu włożonych w Ukrainę środków i bogaceniu się, Zelenski odpowiedział, że wojna ma się toczyć aż do całkowitego pokonania Rosji, USA mogą odzyskać swoje należności konfiskując majątek, należący do Rosjan, a Rosja ma płacić reparacje. Według Zelenskiego, dopóki Rosja nie zostanie całkowicie pokonana, zawsze będzie atakować Ukrainę, więc Zelenski oczekuje od USA dalszych dostaw broni aż do całkowitego pokonania Rosji.

Trump odpowiedzialnością za wojnę obciążył administrację Bidena, o Putinie twierdził, że można z nim rozmawiać, jak z każdym innym przywódcą, a Rosję traktować jak każde inne państwo. Zelenski temu zaprzeczał coraz gwałtowniej, przywołując różne przykłady z przeszłości, kiedy Rosja nie dotrzymała zobowiązań.

W pewnym momencie doszło do wymiany zdań między wiceprezydentem J.D.Vance’em a Zelenskim, podczas której Vance mówił o drodze dyplomatycznej do zawarcia pokoju z Federacją Rosyjską. To zostało frontalnie zaatakowane przez Zelenskiego, który podważył jakiekolwiek możliwości dyplomatycznej drogi porozumienia z Rosją. To był kluczowy moment podjęcia decyzji.

W tym czasie Trump milczał, słuchał i zapewne to wtedy pojął, że celem wojny na Ukrainie jest Wojna, a Zelenski nie przyjechał, aby podpisać umowę, ale by żądać od Trumpa dalszej wojny. Oficjalnie przyjechał zawrzeć porozumienie, ale zrobił wszystko, aby do niego nie doszło.

Trump chciał pokoju, współpracy i bogacenia się, Zelensky niekończącej się wojny, a od Trumpa potrzebuje broni i dalszego zaangażowania, jeszcze większego, niż dotąd. Trump zorientował się, że nie ma do czynienia z partnerem biznesowym, ale z rywalem politycznym, który ma cele zupełnie inne, niż oficjalnie deklaruje. Zelenski nie przyjechał więc, aby wynegocjować lepszą umowę dla Ukrainy, ale by zmusić Trumpa do zupełnie innej umowy, i by narzucić mu warunki swoje, a raczej jego mocodawców.

Najwyraźniej Trump zdał sobie sprawę z tego, że ma obok siebie herolda globalistów – gnostyków, dążących do wiecznej wojny, który nie ma najmniejszego zamiaru akceptować czegokolwiek, co mają do zaoferowania Trump i Putin. Zelenski przekazał wyraźną wiadomość – „masz być cicho i słuchać, czego od ciebie chcemy, a potem grzecznie to wykonać”. Trump musiał szybko podjąć decyzję, co odpowiedzieć.

Ultimatum Zelenskiego

Wybrnięcie z sytuacji ułatwił mu sam Zelenski. Cały czas rządca Ukrainy zachowywał się konfrontacyjnie. Samym swoim strojem – ciemnoszarym dresem z logo tryzuba – okazał brak szacunku dla miejsca i gospodarza. Prezydent Trump ubrany był w garnitur w kolorach flagi państwowej. Zelenski został przyjęty jako gość w Gabinecie Owalnym Białego Domu, w miejscu nie byle jakim, szczególnie dla komika, awansowanego na prezydenta, który już nim przestał formalnie być.

Prezydent USA mógłby go więc w ogóle nie przyjmować, jednak dla dobra sprawy administracja USA potraktowała go jak pełnoprawną głowę państwa. Mamy w Polsce wiele mądrych przysłów, jedno z nich brzmi: „nie masz większego chama, jak z chama zrobić pana”. Człowiek, traktowany jak prezydent Ukrainy, niegdysiejszy komik grający przyrodzeniem na fortepianie, głowa państwa, potężnie zadłużonego i zależnego został przyjęty przez swojego największego wierzyciela, prezydenta USA w Gabinecie Owalnym.

Tam Zelenski pozwolił sobie na niespotykane w historii dyplomacji impertynencje. Podważył wysiłki administracji Trumpa zmierzające do zawarcia pokoju; zakwestionował wynegocjowane zawieszenie broni z Rosją; obniżył prestiż międzynarodowy USA, zapowiadając, że porozumienie pokojowe zostanie zawarte przez Ukrainę i Europę z udziałem USA; przerywał wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych, wchodził w słowo, nie pozwalał dokończyć; okazywał brak szacunku, butę i pychę, zachowywał się, jakby on tam był panem, a prezydent USA jego sługą. Do wiceprezydenta J.D. Vance’a zwracał się po imieniu jak do kolegi, mimo, że było to oficjalne spotkanie. To wszystko Donald Trump zniósł z wielką cierpliwością, w obecności personelu Białego Domu, wysokich urzędników amerykańskich, wyższych oficerów, dyplomatów, dziennikarzy. Wyjaśnił sam, że pozwala, aby ta sytuacja trwała tak długo, aby Ameryka się przekonała, z czym ma do czynienia.

Przyszedł jednak moment, który przelał czarę, gdy Zelenski zaczął wprost grozić Trumpowi, zapowiadając, że wojna, która trwa na Ukrainie przeniesie się do Ameryki. Zapowiedział mianowicie, że jeśli USA nie będzie nadal wspierać wojny z Rosją tak, jak dotychczas, wojna rozleje się tak, że USA odczują to pomimo odległości. W tym momencie Trump postanowił kończyć sprawę i dobitnie wyjaśnił Zelenskiemu, jaka jest jego sytuacja, jak bardzo jest zależny od USA, że nie ma żadnych atutów i jak niedobrze robi, nie podpisując umowy. Dobitna przemowa Trumpa skierowana była nie tyle do Zelenskiego, ile do jego mocodawców. Następnie wyproszono dziennikarzy i dalsze rozmowy toczyły się już za zamkniętymi drzwiami, krótko jednak, gdyż Trump uznał, że nie ma możliwości podpisania umowy i poprosił delegację ukraińską o opuszczenie Białego Domu. Nie zaproszono Ukraińców nawet na lunch, tylko w sposób jawny poczęstowano posiłkiem służbę prasową Białego Domu, o czym nie zapomniano poinformować.

Można wysnuć wniosek następujący. Trump zaproponował Zelenskiemu umowę ratującą jego kraj przed upadkiem, a jego samego przed poważnymi kłopotami. Umowa ta była częścią szerszego porozumienia z Putinem, dotyczącego pokoju na Ukrainie i nowej architektury bezpieczeństwa światowego. Trump myślał, że Zelenski reprezentuje Ukrainę i się zgodzi, ale na miejscu okazało się, że jego gość przyjechał w imieniu globalistów – gnostyków, nie po to, aby podpisać umowę, ale by przedstawić Trumpowi ultimatum – żądania jego mocodawców, używających obecnie państw europejskich do swoich celów. Żądania te można streścić następująco:

  1. USA nie będą prowadzić żadnych negocjacji z Rosją. Ewentualne negocjacje możliwe są tylko z inicjatywy globalistów, działających przez państwa Europy Zachodniej z udziałem Ukrainy, a USA mogą być co najwyżej doproszone bez głosu stanowczego.
  2. USA będą wspierać wojnę ukraińską tak, jak dotąd, niezależnie, jak konflikt dalej będzie przebiegał.
  3. Pokój z Rosją możliwy jest dopiero wtedy, gdy zostanie ona pokonana, tj. nie będzie w stanie dalej prowadzić wojny i zgodzi się na wszystkie warunki globalistów.
  4. Jeśli USA nie wejdą do powyższego porozumienia, wojna na Ukrainie będzie nadal prowadzona siłami Europy.
  5. Nastąpi eskalacja konfliktu i wciągnięcie do działań USA, które zostaną za to obciążone odpowiedzialnością.

Wynika z tego dobitnie zdumiewający obraz rzeczywistości. Celem wojny na Ukrainie jest prowadzenie wojny z Rosją. Charakter zmagań sprawia, że wojna ta ma potencjał długiego trwania. W jej trakcie przepalane będą zasoby narodów, one same po kolei będą wciągane do działań, a ludzie będą wciąż ginęli. USA jest zmuszane do zaakceptowania tego układu, a jeśli się nie zgodzą, może wybuchnąć III Wojna Światowa. Rządy Europy Zachodniej są zainteresowane przede wszystkim dwiema rzeczami: tzw. „sprawiedliwym pokojem” i tzw. „gwarancjami bezpieczeństwa”.

„Sprawiedliwy pokój” oznacza całkowite pokonanie Rosji, co zmusi jej władze do przyjęcia żądań globalistów. „Gwarancje bezpieczeństwa” dla Ukrainy to utrzymywanie tego państwa w zdolności do prowadzenia trwałej wojny. „Gwarancje bezpieczeństwa” dla Europy to zdolność dalszego wspierania państwa ukraińskiego w wojnie przeciw Rosji z możliwością wprowadzenia własnych narodów do działań.

Na to ultimatum Donald Trump nie przystał. Widać było, podczas wymiany zdań między Vance’em z Zelenskim, jak waży w myślach odpowiedź, zdanie wielkiej wagi, być może decydujące o losach świata. Gdyby zgodził się z Zelenskim, wysiłek państwa amerykańskiego zostałby skierowany na dalszą wojnę, z perspektywą jej stopniowej eskalacji, miałby jednak spokój od globalistów do końca kadencji. Skoro jednak się nie zgodził, musi spodziewać się ciągłych ataków na jego administrację, zaburzeń wewnętrznych, prób gwałtownej eskalacji wojny ukraińskiej.

Odrzucenie ultimatum Zelenskiego przez Trumpa było mocne i jednoznaczne. Odrzucił projekt III Wojny Światowej, co wyraził wprost. Nie dopuścił go do jednego stołu, co ma znaczenie symboliczne. Nie mógł podzielić się z nim chlebem, bo to oznaczałoby poddanie się Trumpa Zelenskiemu i Stanów Zjednoczonych globalistom.

To, co Trump powiedział i pokazał Zelenskiemu, nie było przeznaczone dla niego, on bowiem jest tylko posłańcem, ale dla tych, którzy go wysłali. Gdyby Trump uległ, losy świata potoczyłyby się zgodnie z planem, nakreślonym przez globalistów – gnostyków już 400 lat temu. Stało się jednak inaczej. W ciągu tych krótkich minut zapadły decyzje, które sprawiły, że plan przestał obowiązywać, a dalszy przebieg zdarzeń jest nieprzewidywalny.

Przyczyny zachowania Zelenskiego

Możemy się jedynie domyślać, dlaczego ukraiński komik próbował tak bardzo poniżyć Prezydenta USA. Przyczyna pierwsza to polecenia wydane przez globalistów, aby storpedował umowę, którą miał podpisać, i aby tak pokierował rozmową, by skompromitować Donalda Trumpa, a świat nabrał przekonania, że brak pokoju utrzymuje się przez jego emocje. To się nie udało, zamiast tego cały świat poznał arogancję i niestosowność Zelenskiego. Przyczyna kulturowa tkwi w normotypie turańskim, skojarzonym z myśleniem talmudycznym,, tym bardziej, że Zelenski w krótkim czasie awansował od estradowca do bohatera „wolnego świata”.

Przyczyna psychologiczna, to przyzwyczajenie do robienia wszystkiego bez konsekwencji. Przyzwyczaiła go do tego Europa, w szczególności Polska, wobec której mógł sobie pozwolić na każdą potwarz bez żadnej reakcji. Politycy polskojęzyczni jakoś tak się umówili, że każdy płaszczy się i przymila wobec tego osobnika, któremu wolno symbolicznie pluć w twarz nawet Prezydentowi RP. Przyzwyczajenie drugą naturą, myślał, że skoro można tak wobec Polski, to można wszędzie, i w osobie Trumpa doznał szoku, ten bowiem nie pozwolił się obrażać i wygnał impertynenta z domu.

Przyczyna najważniejsza – wie, że za nim stoją siły globalistów, używające państw Europy Zachodniej.

Co dalej

Natychmiast po wyjściu z Białego Domu Zelenski przeprowadził dwie rozmowy telefonichne – do prezydenta Emmanuela Macrona i Sekretarza Generalnego NATO Marka Rutte. Potem wsiadł w samolot i poleciał nie na Ukrainę, tylko do Londynu, gdzie jeszcze tego samego dnia został przyjęty przez premiera Wielkiej Brytanii Keitha Starmera i króla Karola III. Europejscy przywódcy zwołali na niedzielę 2 marca specjalny szczyt bezpieczeństwa „Zabezpieczając naszą przyszłość”, przy czym należy właściwie rozumieć, co znaczy słowo : naszą. W organizacji tej szybkiej narady dużą rolę odegrał premier rządu warszawskiego Donald Tusk, zaproszono też premiera Kanady Justina Trudeau, szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, prezydenta Turcji Erdogana, i oczywiście Wołodymira Zelenskiego.

Ciekawe towarzystwo: Macron, siłą łamiący swój naród, domniemany małżonek pedofila; Rutte, uśmiechnięty, miły pan na rowerze, który jako premier Holandii w czasie pandemii skasował Święta Bożego Narodzenia, a na ludzi nasłał esmanów z psami; Starmer, który tuszował proceder gwałtów imigranckich gangów na białych dziewczynkach, wsadzający ludzi do więzień za wpis w socjal mediach i za modlitwę; Tusk, o którym dobrze wiemy, słuchać hadko; Trudeau, pogromca Konwoju Wolności, klawisz Kanady, promotor eutanazji dla wszystkich, wsadzający ludzi za cokolwiek, Leyen, dostawczyni szczepionek obowiązkowo ratujących unijne życie. Zelenski z pewnością poczuł się wśród swoich.

Pomyśleć, komu prezydent nadał Order Orła Białego. Słuchać hadko.

Postanowienia szczytu nie są w całości jawne, warto jednak przeanalizować to, co wiadomo, ale to materia na kolejny artykuł.

——————-

Czytaj też:

Dlaczego wybuchła wojna na Ukrainie

Zachód jakiego nie znacie

Wschód i czego o nim nie wiecie

_______________

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa. Cz.II, Bartosz Kopczyński, 4 marca 2025

Zebrało się: Drwale i pedały. MEMy.

Przypominam:

Stary dowcip:

W roku 1970 uczniowie rozwiązywali następujące zadanie: „Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Koszty uzyskania przychodu wyniosły 4/5 tej kwoty. Jaki procent stanowił zysk drwala?”

W roku 1990: „Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?”

W roku 2000: „Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa kosztowało go 4/5 tej kwoty – czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?”

A w roku 2020? „Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.”

======================

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Szok w Białym Domu. Czyżby oligarchowie sprowokowali?

Szok w Białym Domu. Michalkiewicz o Zełenskim: Nie widział innego sposobu, żeby…

4.03.2025 nczas./szok-w-bialym-domu

Stanisław Michalkiewicz na kanale Tomasza Sommera komentował skandal, który wywołał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński w Białym Domu oraz ujawnił mniej znane kulisy całego wydarzenia.

Zdaniem publicysty, tuż przed rozmową Zełeński mógł otrzymać groźby śmierci od ukraińskich oligarchów.

– Prezydent Zełeński tylko dlatego się pojawił w Białym Domu, że miał tam podpisać umowę. Warunki bezwarunkowej kapitulacji Ukrainy wobec Stanów Zjednoczonych. Ale do tego nie doszło – powiedział Stanisław Michalkiewicz.

– Do tego podpisania nie doszło. I myślę, że taki był cel tej awantury, gdy prezydent Zełeński się schronił za murami, że tak powiem kabaretowymi – ocenił Michalkiewicz.

– Nie wiem, czy pan wie, ale on się spóźnił na to spotkanie w Białym Domu. Dlatego, że do ostatniej chwili wisiał na telefonie, rozmawiając z kimś na Ukrainie. Otóż domyślam się, z kim on mógł rozmawiać, bo żeby tutaj zanalizować tę całą awanturę, to trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, jakim właściwie państwem jest Ukraina? Otóż to nie jest normalne państwo. To jest oligarchia oligarchów.

Dalej wyjaśnił, że „w Rosji też są oligarchowie, ale różnica jest taka, że w Rosji to Putin decyduje o tym, kto może być oligarchą”.

– A na Ukrainie to oligarchowie decydują o tym, kto może być prezydentem – podkreślił.

Następnie Stanisław Michalkiewicz przypomniał że Trump „chciał położyć łapę na tych ukraińskich precjozach – złożach, metali ziem rzadkich, ropie, gazie i tak dalej”.

– No ale to przecież oligarchowie to eksploatują. Więc prawdopodobnie i ten telefon i tam wszystkie inne instrukcje, jakie prezydent Zełeński otrzymał przed wylotem do Waszyngtonu, to były takie „słuchaj no frędzlu, jak podpiszesz tę umowę, to my ci tu uriezamy szyję jak wrócisz”. No i on, proszę pana, nie widział innego sposobu, żeby się od tego wykręcić, jak schronić się za murami kabaretowymi i odegrał skecz pod tytułem „Sługa Narodu” – stwierdził Michalkiewicz.

– I myślę, że prezydent Trump z początku się nie zorientował, co tu się dzieje. Ale kiedy prezydent Zełeński zaczął mu tam, mocarstwowe deklaracje przedstawiać, no to się zorientował, że to nie naprawdę, tylko że to jest kabaret. Wiceprezydent Vance chyba dwie minuty później się skapował, o co tu chodzi – ocenił.

– No i wtedy już nie było o czym rozmawiać. Prezydent Trump powiedział prezydentowi Zełeńskiemu, że „jak ci się nie podoba, to zostaniesz z f**tem w garści i bujaj się z Putinem na własną rękę” – stwierdził Michalkiewicz [cenz. nczas].

– I on wtedy został sprowadzony na ziemię. Przywrócił mu Trump poczucie rzeczywistości. Już właściwie do końca potem był cichy i pokornego serca.

A jeszcze na koniec, wie Pan, puenta jest taka, że jak już ta awantura w sali owalnej, w gabinecie owalnym Białego Domu się skończyła, to ta delegacja ukraińska z prezydentem Zełeńskim została skierowana do osobnego pokoju i tam dwie minuty chyba potem przyszła funkcjonariuszka jakaś Białego Domu i powiedziała im, że „proszę pana, prezydent Trump prosi o natychmiastowe opuszczenie Białego Domu”. Jak najszybsze opuszczenie Białego Domu, więc wyrzucił ich za drzwi wszystkich – mówił publicysta.

– Dlaczego tak myślę, że prezydent Trump dopiero później się zorientował, po pewnym czasie, po paru minutach, co tu Zełeński wyprawia, że on tu kabaret odstawia, wie pan, pod tytułem Sługa Narodu? Gdyby wiedział, co tu się dzieje od początku, to myślę, że nigdy by nie dopuścił do tego, żeby te rozmowy toczyły się przed kamerami i w obecności tłumu dziennikarzy. A tak przecież było. W obecności tłumu dziennikarzy to się odbywało i tę awanturę cały świat widział. Co uważam, że to dobre jest w sumie, bo cały świat zobaczył, mógł się przekonać, jacy są ukraińscy władcy – podsumował Stanisław Michalkiewicz.

Dlaczego wojna ukraińsko-rosyjska jest pierwszą nie-telewizyjną wojną w erze nowożytnej?

No? Dlaczego?

Data: 3 marzo 2025 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/dlaczego

Dlaczego wojna ukraińsko-rosyjska jest pierwszą nie-telewizyjną wojną w erze nowożytnej?

Jest to wysoce nietypowe, szczególnie biorąc pod uwagę technologię 2025 roku w porównaniu do kamerzystów Pathé News z okresu I wojny światowej https://en.wikipedia.org/wiki/Path%C3%A9_News, którzy wyprodukowali wtedy o wiele więcej materiałów wojennych niż dzieje się to obecnie.

Odpowiedź jest oczywiście taka, że ludzie stojący za wojną nie chcą, abyśmy poznali prawdę na jej temat.

Zelensky wziął właśnie udział w nadzwyczajnym szczycie ze Starmerem i przywódcami UE, którzy obiecują przejąć wodze wojennego «konia» teraz, gdy Trump skutecznie odsunął Ukrainę na bok. Dlaczego tak bardzo zależy im na kontynuacji tej dziwnie niewidzialnej wojny? – Dlaczego stawiają na potencjalną trzecią wojnę światową z tak niewielkimi obawami?

Poza indywidualnym wzbogaceniem finansowym – a jest tego sporo – uważam, że ma to związek z ONZ-owską Agendą 2030. Szybko zbliżamy się do tej daty, ale infrastruktura globalistyczna ma trudności z rozbudową, ponieważ obywatele Zachodu coraz bardziej opierają się temu, co postrzegają jako przyszłą tyranię.

III wojna światowa mogłaby to przezwyciężyć. Z globalnego chaosu rodzi się globalna kontrola, a mechanizm kontroli jest wpisany w Agendę 2030. Tyrania Covid w 2020 i 2021 r. posunęła do przodu Agendę Globalistów; III wojna światowa doprowadziłaby do finalizacji planu raz na zawsze.

Mogę się mylić w moim przekonaniu, że obecna wojna ukraińsko-rosyjska jest produktem zaprojektowanym, opartym na propagandzie i cenzurze, aby posunąć się naprzód w kierunku wojny globalnej.

Ale jeśli się ze mną nie zgadzacie, powinniście najpierw zadać sobie pytanie, dlaczego jest ona zdumiewająco niezgłębiona; przewrotnie, surrealistycznie i bezprecedensowo nie-telewizyjna?…  

INFO: https://x.com/PWestoff/status/1896501840226693527

SIKORSKI i JEGO DYPLOMY

SIKORSKI i JEGO DYPLOMY

Krzysztof Baliński

Trwa wymiana ciosów między Orbánem i Tuskiem. Zaogniło ją oświadczenie premiera Węgier, w którym powtórzył, że jego kraj nie poprze przedłużenia sankcji na Rosję, jeśli Ukraina nie wznowi tranzytu rosyjskiego gazu i że z powodu unijnych sankcji Węgry straciły 19 mld euro. „To niedopuszczalne, byśmy ponosili ekonomiczne konsekwencje sankcji, by pomóc Ukrainie” – stwierdził.

Donald Tusk ripostował: „Jeśli Viktor Orbán naprawdę zablokuje europejskie sankcje w kluczowym momencie wojny, będzie absolutnie jasne, że w tej wielkiej grze o bezpieczeństwo i przyszłość Europy gra w drużynie Putina, a nie w naszej. Ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu”.

Na odpowiedź nie musiał długo czekać. Szef dyplomacji Węgier, Peter Szijjarto napisał: „Agentowi Sorosa może być trudno to zrozumieć, ale jeśli chodzi o drużyny, gramy dla drużyny węgierskiej. Reprezentujemy węgierskie interesy. Nie chcemy nadal płacić ceny za cudze wojny i nie pozwolimy nikomu zagrozić naszemu bezpieczeństwu dostaw energii”. Odezwał się też Radek Sikorski: „George Soros nie płacił za studia Donalda na mojej uczelni w Oksfordzie, ale za studia Viktora”.

A jak było ze „studiami” Sikorskiego? W swoich notkach biograficznych podaje, że posiada dwa dyplomy ukończenia studiów na Oksfordzie: Bachelor of Arts i Master of Arts. Tyle że otrzymanie tego drugiego, wg rzecznik Uniwersytetu, nie jest równoważne z ukończeniem studiów wyższego stopnia. Każdy bakałarz może o niego wystąpić w siedem lat po immatrykulacji, a za wydanie dyplomu uczelnia pobiera niewielką opłatę w wysokości 10 funtów. Tak, więc Sikorski kłamie, i to świadomie. A tak w ogóle to, kto bakałarzowi załatwił studia w Oksfordzie, i kto sponsorował jego pobyt w Wielkiej Brytanii? Otóż był nim, poza pewną brytyjską służbą specjalną o trzyliterowym skrócie, Zygmunt Bauman, o którym Sikorski zawsze wypowiadał się czule, i któremu wielokrotnie odwdzięczał się. To dzięki Sikorskiemu Bauman odnalazł się w Polsce, a nawet brylował na dyplomatycznych salonach. Otóż, podległy MSZ-owi Instytut Polski zaprosił go do Wilna, gdzie wygłosił odczyt oraz miał wykład na tamtejszym uniwersytecie.

Gdy wydawało się, że był to „ostatni zajazd na Litwie”, Sikorski zorganizował Baumanowi pobyt we Wrocławiu, gdzie na Uniwersytecie Wrocławskim wygłosił prelekcję. Próbowali ją przerwać studenci i działacze Narodowego Odrodzenia Polski. Sprzeciwiali się zapraszaniu ludzi z taką przeszłością. Wykrzykiwali hasła: „Przecz z komuną”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Żołnierze wyklęci – pamiętamy”. Na prośbę prezydenta miasta i na żądanie konsula Niemiec, interweniowała policja. O pomoc „w walce z grupami nacjonalistycznymi” zaapelował do ministra spraw wewnętrznych prezydent Wrocławia. „Nic nie usprawiedliwia chamstwa nacjonalistycznego. Z chuliganami trzeba uporać się całkowicie jednoznacznie. Nie będę tolerował nacjonalistycznej hołoty we Wrocławiu” – apelował. Po incydencie, w specjalnym liście przeprosił i wychwalił Baumana minister nauki. W obronie Baumana stanął premier Tusk. Wszyscy podkreślali, że Bauman to „szanowany naukowiec”.

A kim był fetowany w polskiej ambasadzie w Wilnie? Zygmunt Maurycowicz Bauman w latach 1945-1953 był funkcjonariuszem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, specjalnego oddziału wojskowego tropiącego żołnierzy podziemia niepodległościowego, odpowiednika sowieckiej NKWD. Był też agentem zbrodniczej Informacji Wojskowej. W internecie można znaleźć dokument – wniosek dowódcy KBW gen. Juliusza Hibnera (właściwie Dawida Szwarca) do ministra Bezpieczeństwa Publicznego o zatwierdzenie kandydatury Baumana na stanowisko Szefa Oddziału Propagandy i Agitacji Zarządu Politycznego KBW. Szczególnie przerażająco brzmi fragment wniosku: „Jako Szef Wydziału Pol-Wych operacji bierze udział w walce z bandami. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów. Odznaczony Krzyżem Walecznych”, co oznacza, że profesor-major karierę naukową rozpoczął wydając na śmierć żołnierzy AK, NSZ i WiN.

W wywiadzie dla angielskiej gazety nazwał KBW jednostką analogiczną do dzisiejszych prowadzących wojnę z terroryzmem, a likwidację żołnierzy wyklętych porównał z dzisiejszą walką z terroryzmem.

A było to w czasie, gdy w zakładaniu Państwa Islamskiego brali udział ochotnicy z Europy. I w tym miejscu pojawia się Radek Sikorski – idąc za głosem swego mentora, w lipcu 2016 ogłosił, że pierwszym laureatem Nagrody Solidarności w wysokości 1 miliona euro został Mustafa Dżemilew – islamista, lider Tatarów krymskich, których znaczny kontyngent walczył u boku Państwa Islamskiego i brał udział w eksterminacji bliskowschodnich chrześcijan, pod opieką tureckiego wywiadu (tego samego, który logistycznie wspiera przemieszczanie się tzw. uchodźców z Azji do Europy).

W tym samym czasie profesor-major pouczał w Oksfordzie: Jeśli Europa w ciągu 30 lat nie przyjmie co najmniej 30 milionów imigrantów, stanie w obliczu upadku demograficznego, który spowoduje upadek cywilizacji europejskiej”. I tu pytanie, czy Sikorski chodził na wykłady Baumana. Wygląda na to, że tak, bo stosunkiem do imigrantów i do islamskich terrorystów został dogłębnie zainfekowany, bo rząd Tuska, w którym był ministrem, z wielką życzliwości spoglądał na politykę „Herzlich willkommen” i równocześnie wyganiał na obczyznę miliony Polaków. Nawiasem mówiąc, gdy Sikorski apelował do nich o powrót, ci ripostowali: Wrócimy, Sikorski, wrócimy, wtedy, kiedy wy wyjedziecie (…) znasz bajeczkę o wężu, nie? No to… SSSSssspierdalaj.

Krótko mówiąc – bandyta, który miał na rękach krew polskich patriotów, zamiast być ściganym, reprezentował Polskę w świecie, był fetowany w ambasadach Rzeczypospolitej. Swoją drogą ciekawe, ilu Wilniuków, miał profesor z naganem na sumieniu, i czy jego zapraszanie do polskiej ambasady nie było tańcem na grobach polskich ofiar NKWD, prekursorki KBW. Z drugiej strony trzeba też zrozumieć Radka. Co prawda, ubeków rozsławiających imię Polski w świecie mamy tysiące, głównie w Izraelu, gdzie schronili się po Marcu ‘68, nie brakowało ich też w samym MSZ, ale tak wybitnych jak Bauman można było policzyć na palcach jednej ręki.

Bauman reprezentował nasz kraj (no i Polonię brytyjską) także na Lwowskim Forum Wydawców. Tam reklamowany był przez MSZ, jako jeden z najwybitniejszych światowych myślicieli z tytułem profesora (o tytule majora ani słowa). I jeszcze jedno – wtedy, gdy doszło, na polecenie konsula niemieckiego we Wrocławiu, do interwencji Policji, mieliśmy także buńczuczne działania autonomistów śląskich, pełzającą germanizację Opolszczyzny, wykupywanie ziemi na Pomorzu, ustanowienie przez Bundestag Dnia Pamięci o Wypędzonych i rosnące do wręcz astronomicznych rozmiarów wpływy niemieckie w Polsce.

W ślad za wymianą ciosów z węgierskim ministrem, Radek Sikorski odwołał z Budapesztu ambasadora RP, bo Węgry nie wydały posła Romanowskiego. Ale nie odwołał ambasadora ze Sztokholmu, który odmówił wydania Stefana Michnika, sądzonego w Polsce za ciężkie zbrodnie. Nie odwołał też ambasadora z Tel Awiwu, który odmówił wydania komunistycznego zbrodniarza Salomona Morela. No i, wreszcie – nie odwołał ambasadora z Londynu, który odmówił wydania Heleny Wolińskiej-Brus. A dlaczego nie odwołał? Może dlatego, że Helena, (pierwotnie Fejga Mindla Danielak) była żoną Włodzimierza Brusa, który wraz z nią, w marcu 1968 roku schronił się w Wielkiej Brytanii, został profesorem na Oksfordzie i też majstrował przy „studiach” i „dyplomach” Sikorskiego.

Beniamin Zylberberg, bo tak się pierwotnie Brus nazywał, był oficerem politycznym w Armii Berlinga. Z wojska odszedł w stopniu podpułkownika. Był profesorem  ekonomii politycznej w kilku instytutach przy KC PZPR i autorem propagandowych broszur, wychwalających sowiecką demokrację i gospodarkę, określających przedwojenne władze polskie, jako bezwzględną faszystowską dyktaturę. Był też członkiem Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej dla Pracowników Nauki, i miał decydujący wpływ na tytuły, awanse naukowe i dyplomy. Jak samo o sobie pisał, w atmosferze antysemickiej nagonki będącej następstwem tzw. wydarzeń marcowych, zmuszony został do emigracji. Na Oksfordzie wykładał razem z podesłanym tam wcześniej przez KGB mjr. Baumanem i zajmował się analizą gospodarki socjalistycznej. Już na emigracji podjął tajną współpracę ze wschodnio-niemiecką służbą bezpieczeństwa Stasi. Równocześnie wspierał „opozycję demokratyczną” w Polsce, kiedy to – przypomnijmy – w awangardzie „transformacji ustrojowej” sta­nęli ideowo związani z trockistami rewizjoniści partyjni, ludzie kwestionujący zdolność Polaków do niepodległego bytu, dla których opowiadanie się za polskością to faszyzm, którzy wprowadzili pojęcie „lewicy laickiej” i nauczali, że polski ruch niepodległościowy zbudowali stalinowcy, że elitą mają być synowie i wnuki przybyłych w taborach dywizji NKWD, myślicielami Bauman i Brus, bohaterami Michnik i Kuroń, a autorytetami pospolici złodzieje.

A co do samej Wolińskiej-Brus, to przypomnijmy, że była żydowskim prokuratorem oskarżającym z ramienia Naczelnej Prokuratury Wojskowej w procesach politycznych, kończących się mordami sądowymi. Gdy w 2007 roku, czyli wtedy, gdy Sikorski był ministrem, sąd w Warszawie wydał europejski nakaz aresztowania Wolińskiej, wniosek o ekstradycję  został odrzucony przez Londyn z uzasadnieniem, iż ścigana była ofiarą czystek etnicznych w Polsce, a sama oskarżona stwierdziła, że przedstawione jej zarzuty mają charakter antysemicki. A co do wymienionego wcześniej Salomona Morela, to dodajmy: Sikorski niczego nie nauczył się na Oksfordzie, a z historii szkolony jest przez własną żonę, która w swoich książkach historię fałszuje, wybielając zbrodniczą rolę komunistów żydowskich w mordowaniu polskich patriotów, takich jak Salomon Morel, który będąc komendantem więzienia w Jaworznie (czyli „żydowskiego obozu śmierci”) w sposób sadystyczny, z niezwykłym bestialstwem mordował Polaków, szczególnie polską młodzież.

„Chłystek i bufon, narcyz i gamoń, Radek-nieporadek, burak z Chobielina, fryzjerczyk, Mistrz Blitzkriegu na Twitterze, Towarzysz Radosław I Skromny, miszcz polskiej dyplomacji, Człowiek Którego Cień zasłonił Metternicha, Kandahar i część Bydgoszczy”. Dorobił się też nicku „Radsik”. Internauci nie zostawiają na nim suchej nitki. Floyd: I po Oxfordzie nie powiedzą do Radka „Milordzie”. Zachowuje się na salonach jak krowa na wrotkach. Lola: Dracula wiecznie żywy! skacowany ryj menela, i do tego te tłuste włosy. Rosjanie mówią: „morda kirpicia prosit”, czyli „gęba, która prosi się o cegłę”… ale łeb od czasy do czasu mógłby sobie umyć. Jesienny liść:Ten facet tak układa usta, jakby był Ruskiem. Może prawdziwego podmienili w Afganistanie? Mnie cały czas nie daje spokoju myśl, w jaki sposób ukończył Oksford!!! Zaciukał nożem kogoś podobnego do siebie, i zabrał mu dyplom? Jet: Za długo był w Afganistanie. Towarzyszu Sikorski, odstawcie te prochy. Pixi: „Fryzjerczyk PSIkorski, o takich Czesław Miłosz pisał „Wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie”. Przezwisk ma dużo i wszystkie komiczne. Ale czy obraźliwe, zwłaszcza w zestawieniu z „bydło” używanym przez krajowego mentora Sikorskiego, przez blogerów nazwanego „profesor Bydłoszewski”). Jeśli dodamy do tego wypowiedzi jego żony, też mającej dyplom z Oksfordu, to konkluzja może być tylko jedna – w Wielkiej Brytanii też mają Collegium Humanum.

Kariera Radka to gotowy scenariusz na film „Dyzma w MSZ”. Powieść o podobnym tytule opowiada o karierze gbura i chama, który na skutek dziwnego zbiegu okoliczności omal nie zostaje premierem. Sikorski też, jak Dyzma z Kresów, wyjeżdża w świat – z Bydgoszczy do Afganistanu; żeni się ze szlachcianką (chociaż jerozolimską), która wprowadza go do lepszego towarzystwa, i omal nie zostaje… prezydentem. Karierę dżentelmena z pod-bydgoskiego PGR-u podsumował karykaturzysta: „Jeśli ktoś jest chamem,  to i Oksford mu nie pomoże” – mówi  na rysunku jeden gość do drugiego. A co do powieści – kiedy sprawa z Dyzmą się wydaje, ogłaszają, że to „oszust, cham, i niespełna rozumu”. A co do „szlachty jerozolimskiej” –obecność portretu gen. Władysława Sikorskiego na ścianie dworku w Chobielinie wyjaśniał tak: „To jest brat dziadka”. Jeden z gości nie wykazał się jednak taktem i palnął: „A to ciekawe, bo generał nie miał brata”. Także „elitarność” żony Radka nie ma długiej historii: dziadkowie byli żydowskimi pachciarzami na wschodnich kresach Rzeczypospolitej, skąd, na początku XX wieku, wyjechali do Ameryki i zasiedli tamtejsze Nalewki.

No i mamy ministra, który jednego dnia porównuje bałtycką rurę do układu Ribbentrop-Mołotow, a drugiego kłania się Niemcom w pas i składa „hołd pruski”. Który jednego dnia widzi Rosję w NATO, a drugiego domaga się wymazania jej z mapy świata. No i, komentując informację o udzieleniu Asadowi azylu w Rosji, poraża geopolitycznym przemyśleniem: „Panowie Snowden, Depardieu i Janukowycz mają czwartego do brydża”. W geopolitycznych analizach wtóruje mu drugi dyplomatyczny matoł – Donald Tusk: „Wydarzenia w Syrii uświadomiły światu, że Rosja i jej sojusznicy mogą zostać pokonani”. No i żona Sikorskiego: „Sceny, które widzimy w Damaszku, zobaczymy w Moskwie i Teheranie. Upadek Asada to rosyjski Afganistan”. Co jeszcze świadczy o tym, że dyplom Oksfordu kupił? Nie przyswoił sobie mądrości Winstona Churchilla, że „prawdziwym dyplomatą jest ten, kto dwa razy pomyśli, zanim nic nie powie”. Poza nędznym wykształceniem cierpi też na przypadłość, która w języku jidysz, czyli języku przodków żony, nazywana jest „myszygene kopf”.

Jest jeszcze inny powód, który to wszystko tłumaczy – Sikorski pała wielką miłością do oficerów WSI, którzy pięknie przed nim trzaskają obcasami. Zawsze łaskawym okiem patrzył na wszelkie wywiady, nie mówiąc o jego powszechnie znanej sympatii do wywiadu brytyjskiego. Wziął pod ochronę wielu funkcjonariuszy WSI, mimo iż ci pokątnie rozpowszechniali informacje o tym, kto finansował jego studia w Oksfordzie, dlaczego będąc wiceministrem obrony częściej kontaktował się z rezydentem brytyjskiego wywiadu niż ze swoim szefem, że ma lukę w życiorysie, bo podczas pobytu w Afganistanie miał być przez kilka miesięcy przetrzymywany przez Sowietów i „namawiany” do współpracy. Innym elementem tej gry są rosyjskie media, które zarzucają Sikorskiemu, że od 1984 r., był agentem brytyjskiego wywiadu MI-6 i wykorzystywał „przykrycie” dziennikarza dla wypełnienia zadań służb wywiadowczych w Afganistanie. Poprzez lustrację, Macierewicz próbował pozbyć się agentów związanych z Moskwą. Nie był jednak równie skrupulatne, gdy chodziło o ludzi kojarzonych z innymi wywiadami. Nie widać było w nim dociekliwości, ilu polityków jest na żołdzie obcych służb. Mówiąc o zagrożeniach, mówił wyłącznie o absolwentach moskiewskiego MGIMO. Tymczasem najwięcej szkód w MSZ (a wcześniej w MON) poczynił nie absolwent MGIMO, ale… absolwent Oksfordu.

Przestańmy się pastwić nad Radkiem. Oddajmy mu sprawiedliwość. Wprawdzie za granicą sprawy knoci, wprawdzie dyplomację wywodzi na manowce, ale w TVN i „Wyborczej” jest zwycięzcą. Także pogłoski o śmierci politycznej Sikorskiego są mocno przesadzone. Parasol ochronny rozciąga nad nim nie tylko nowojorska żydokomuna, Mark Zuckerberg i „New York Times”, czyli ci, którzy nie tylko nie lubią Ameryki, ale nie lubią Polski. I nie przypadkowo prasowy organ trockistów „Foreign Policy” umieścił Sikorskiego na liście „100 czołowych myślicieli świata”. Przypomnijmy też lorda George’a Weidenfelda, wiceprezydenta Światowego Kongresu Żydów, który wydał Radkowi certyfikat koszerności, mówiąc, że uważa go za „największego przyjaciela w Polsce”.

W obronie występów Baumana we Wrocławiu stanął kumpel Sikorskiego, który też ma azjatyckie rysy oraz super narodowe nazwisko (to nic, że przyswojone), Bartłomiej Sienkiewicz, który wygwizdanie profesora z KBW nazywał „bandyckim uderzeniem w podstawy cywilizacji”. Z kolei dla Tuska incydent był „wstępem do poważnego nieszczęścia” (chociaż i tu blogerska brać wykazała się niezłym refleksem: „Może wnuk żołnierza Wehrmachtu myślał, że to niemieckie nazwisko?”). Na koniec postawmy Sikorskiemu pytanie: Czy w trakcie swej przebogatej „naukowej” kariery na Oksfordzie odnotował przypadek promowania przez ambasadę Izraela wyczynów żydowskiego policjanta w warszawskim getcie?  Jak zareagowaliby ziomkowie jego żony, gdyby na Uniwersytecie w Hajfie wykład miał profesor stawiający pierwsze kroki w naukowej karierze, jako wachman w Auschwitz? Bauman, stalinowski politruk sprowadzał mordowanie żołnierzy wyklętych do „walki z faszystowskimi bandami”. I okazuje się, że po nim, po tę samą broń sięga minister po Oksfordzie z dyplomem magistra za 10 funtów.

Krzysztof Baliński

„Gość Niedzielny” i Żydzi, czyli psucie poważnej debaty. Ryś w akcji.

„Gość Niedzielny” i Żydzi, czyli psucie poważnej debaty

Paweł Chmielewski https://pch24.pl/gosc-niedzielny-i-zydzi-czyli-psucie-powaznej-debaty

(Oprac. PCh24.pl)

„Gość Niedzielny” ustami kardynała Grzegorza Rysia nakazuje akceptację nauczania II Soboru Watykańskiego. Kilka stron dalej to nauczanie jednak lekceważy, czyniąc tak chyba w imię jakiejś dziwacznej ideologii. Wszystko w najnowszym dodatku historycznym tego tygodnika.

„Gość Niedzielny” wypuścił nowy numer swojego czasopisma historycznego „Historia Kościoła”. Nadano mu tytuł: „Żydzi i chrześcijanie. Rodzina z problemami”.

W środku – wiele cennych treści i dobrych artykułów. Niestety, przemieszanych z wypowiedziami dziwnymi lub zgoła absurdalnymi.

Na przykład ks. prof. Mariusz Rosik zamieścił w „Gościu” obszerny i ciekawy tekst pt. „Czym współczesny judaizm różni się od biblijnego?” Na tytułowe pytanie autor odpowiada z erudycją i dobrze wyjaśnia różnicę, nad którą zastanawia się dziś wielu katolików.

W tekście padają jednak, dość zaskakująco, ważne słowa: „Na szczęście dziś prosta teologia substytucji, według której Izrael został zastąpiony przez Kościół, jest już nieaktualna”.

Teologia substytucji jest nieaktualna? Co to dokładnie znaczy? Czy Kościół katolicki nie jest Nowym Izraelem, tak, jak zawsze tego nauczano? Tego dotyczy jeden z najważniejszych aspektów debaty toczonej dziś w Kościele.

Profesor tego nie wyjaśnia; użycie przez niego określenia „prosta teologia substytucji” wskazuje na pewne rozróżnianie i dystans. Szkoda, że tej kwestii Autor nie pogłębia.

Tym większa to szkoda, że, „szczegółów” można się dowiedzieć dopiero od innego profesora, Jana Grosfelda. W rozmowie z Jackiem Dziedziną ogłasza on:

„Tzw. teoria substytucji, czyli zastąpienia jednego ludu wybranego drugim, jest czymś horrendalnym. Dlaczego? Bo mówi, że Bóg nie jest wierny, skoro zmienia swoje zdanie w sprawie najbardziej zasadniczej”.

Nauka Kościoła o zastąpieniu Izraela przez nowy lud Boży jest zatem „horrendalna”, czytamy w „Gościu”. Cóż…

II Sobór Watykański, deklaracja „Nostra aetate”: „Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego”.

„Kościół jest nowym Ludem Bożym”, mówi sobór. „Teoria… zastąpienia jednego ludu wybranego drugim jest czymś horrendalnym”, mówi Grosfeld. Jak to połączyć?

W tym samym wywiadzie Grosfeld ogłasza po prostu, że deklaracja soborowa to wynik… „zgniłego kompromisu”.

Skoro tak, to – jak można się domyślić – nie należy w ogóle przejmować się jej literą. Trzeba raczej przypisać jej „ducha zmian” – i głosić, co się akurat podoba, bo jakoby z tego „ducha” wynika.

Autor twierdzi, że z pomocą przychodzi posoborowe nauczanie papieży, zwłaszcza św. Jana Pawła II; nauczanie, które miałoby potwierdzać odejście od „teorii substytucji”.

Czy aby na pewno?…

Encyklika „Redemptoris Mater” św. Jana Pawła II: „[…] nowy Izrael… nazywa się Kościołem Chrystusowym, jako że Chrystus nabył go za cenę krwi swojej”. To cytat z „Lumen gentium” II Soboru Watykańskiego.

Katecheza Benedykta XVI z marca 2006 roku: [Ustanawiając dwunastu Apostołów] „Jezus chciał powiedzieć, iż nadszedł ostateczny czas, w którym ustanawia się nowy lud Boży, lud dwunastu plemion, który staje się teraz ludem powszechnym, Jego Kościołem”.

Skąd Grosfeld czerpie swoje mądrości, ostatecznie zatem nie wiadomo. Może chodzi o różne wypowiedzi Jana Pawła II rzucane przy okazji jakichś konferencji czy spotkań. Rzecz jednak w tym, że takie wypowiedzi nie konstytuują nauczania Kościoła w ten sam sposób jak dokumenty soborów czy encykliki. Jest jasne, że dziś Kościół nie głosi „prostej teorii substytucji”, to znaczy stara się oddzielić twierdzenie, że Kościół jest Nowym Izraelem, od twierdzenia, które wyprowadza z tego tezę o „przeklęciu” Żydów, jak to zresztą pokazała „Nostra aetate”. Do tego sprowadza się wiele wypowiedzi św. Jana Pawła II. Tę kwestię trzeba byłoby jednak obszernie i osobno omówić, ale – tego nie ma. Mamy proste i kategoryczne stwierdzenia, które w istocie fałszują rzeczywistość.

Na tym nie koniec poważnych problemów z tezami Grosfelda. Wywiad zawiera też sugestię, jakoby katolicka liturgia współ-przyczyniła się do Holokaustu. Grosfeld i Dziedzina wspominają Julesa Isaaca, który prosił Jana XXIII, by ten zmienił wielkopiątkową modlitwę o nawrócenie „perfidnych Żydów”. Grosfeld komentuje to słowami: „[M]iał świadomość, że słowa kreują i ugruntowują teologię zastępstwa, zaś posiłkując się tym fałszem ludzie zdolni są robić tak straszne rzeczy, jakich doświadczyli Żydzi podczas katastrofy”. Poprzez „katastrofę” Grosfeld rozumie Holokaust. Potem dodaje: „Myślenie o Żydach jako narodzie przeklętym, odrzuconym, niewiernym, otwierało drogę do unicestwienia ich”. Autor zauważa wprawdzie, że niemiecki nazizm był nie tylko antyżydowski, ale również antychrześcijański, ale, jak widać, nie wyciąga z tego wniosków. Mamy zatem w „Gościu” prostą narrację na temat, można powiedzieć, mimowolnej kolaboracji intelektualnej Kościoła katolickiego ze zbrodniami III Rzeszy. 

„Gwiazdą” numeru „Gościa” jest kardynał Grzegorz Ryś. Wypada, niestety, bardzo dziwnie. Czytelnikowi proponuje się najpierw artykuł, który został utkany z fragmentów książki kardynała na temat judaizmu. To przykra lektura: przytacza się nauczanie różnych autorów chrześcijańskich i synodów, które – z dzisiejszej perspektywy – mają „antysemicki wydźwięk”. Ambroży, Augustyn, Grzegorz Wielki, Leon VII… Fragmenty pokazują na przykład zalecenie tego papieża, zgodnie z którym Żydów należy albo przekonać do wiary chrześcijańskiej, albo też wypędzić z miast, w których mieszkają chrześcijanie. Brutalne, rzekłbyś nawet językiem wokeismu – „przemocowe”, prawda?

Problem w tym, że Leon VII pisał o tym… w X wieku. Przykładanie naszych norm obyczajowych i wzajemnej koegzystencji do sytuacji społecznej, materialnej oraz obyczajowej sprzed ponad 1 000 lat stanowi, mówiąc delikatnie, ciężkie nadużycie. W artykule jest kilka wyjaśnień kardynała, na przykład odnośnie stwierdzeń Grzegorza Wielkiego. Jednak z uwagi na charakter tekstu, zbudowanego z fragmentów, ogólna wymowa jest dość prosta: spójrzmy, jak Kościół przez wieki „ranił Żydów”.

Dalej przychodzi wywiad, który przeprowadził z kardynałem Jacek Dziedzina. Nie ma tu w zasadzie nic kontrowersyjnego. Hierarcha wygłasza dość oczywiste tezy, mówi o nauczaniu II Soboru Watykańskiego czy autorytecie Ojców Kościoła. Wskazuje, że wiele wypowiedzi autorów chrześcijańskich sprzed 1 000 czy 1 500 lat, które, kiedy czytamy je dziś, wydają się zajadle antysemickie, w momencie swojego powstawania bynajmniej takie nie były. Znakomicie, ale skoro tak – to po co był wcześniejszy tekst, którego jedynym owocem jest przekonywanie czytelnika do „antysemickiej natury” kościelnego nauczania?

Dalej jest najgorzej.

„Gość” opublikował tekst pt. „Źródła antyjudaizmu”, podpisany nazwiskiem kardynała Rysia. To nie artykuł, ale zestaw cytatów z autorów chrześcijańskich – zdań wyłącznie bardzo mocnych, nieledwie antyżydowskich. Na przykład: „Czy jest jakiś rodzaj zbrodni, którego [Żydzi] by nie popełnili?”. Inne mówią o „poniewieraniu religii chrześcijańskiej” przez Żydów czy nazywają ich „wrogami” lub też odmawiają wszystkim Żydom wiary w Boga. We wcześniejszym wywiadzie kardynał częściowo wyjaśnia kontekst niektórych z cytatów. Niestety, kto przeczyta sam „artykuł” pt. „Źródła antyjudaizmu”, ten zostanie z przekonaniem prowadzącym raczej do tezy sugerowanej przez Grosfelda.

Relacje chrześcijańsko-żydowskie są trudnym tematem, to jasne. Wpływa dziś na to nie tyle historia i teologia, co przede wszystkim polityka. Pytanie: po co podejmować to skomplikowane zagadnienie w taki sposób, jak zrobił to „Gość Niedzielny”?

Jeżeli ma chodzić o ukazywanie prawdy – to konieczne jest unikanie publikacji, które tworzą zupełnie mylny obraz tych relacji. Takimi są właśnie pozbawione kontekstu „zestawienia”, które podaje „Gość” czytelnikom. Nie można też ignorować nauczania II Soboru Watykańskiego, jak manifestacyjnie robi to jeden z autorów magazynu.

Zamieszczanie podobnych tekstów obok cennych artykułów, na przykład pióra ks. prof. Stanisława Adamiaka, ks. prof. Mariusza Rosika czy prof. Rafała Łatki, jest wyrządzaniem szkody zarówno tym autorom, jak i samej debacie. Szkoda.

Paweł Chmielewski

Trump o Zełeńskim: „Nie będzie z nami zbyt długo”

Trump o Zełeńskim: „Nie będzie go z nami zbyt długo”

4.03.2025 nczas/trump-o-zelenskim-nie-bedzie-go-z-nami-zbyt-dlugo

Jeśli ktoś nie chce zawrzeć umowy, ta osoba nie przetrwa zbyt długo, nie będzie zbyt długo słuchana – powiedział prezydent USA Donald Trump, odnosząc się do negocjacji w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie. Później wstrzymał pomoc dla tego kraju.

– Musimy zawrzeć umowę, a umowa może zostać zawarta bardzo szybko. Nie powinno być tak trudno zawrzeć umowę. Można ją zawrzeć bardzo szybko. (…) jeśli ktoś nie chce zawrzeć umowy, myślę, że tej osoby nie będzie z nami zbyt długo. Ta osoba nie będzie słuchana zbyt długo, ponieważ wierzę, że Rosja chce zawrzeć umowę. Wierzę, że na pewno Ukraińcy chcą zawrzeć umowę – powiedział Trump podczas ceremonii ogłoszenia inwestycji tajwańskiego producenta półprzewodników TSMC w Arizonie. Jak stwierdził, na zawarcie porozumienia musi zgodzić się Rosja, Ukraina, ale również musi ono uzyskać zgodę Europy.

Prezydent USA zdawał się kierować swoje uwagi pod adresem prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, którego oskarża o to, że nie chce pokoju.

– On powiedział, że ta wojna będzie trwać jeszcze długi czas, i lepiej, żeby nie miał racji – dodał. Odpowiadając na pytanie, czego oczekuje od ukraińskiego prezydenta, Trump stwierdził, że chce, by był bardziej wdzięczny za okazaną mu przez USA pomoc, bo Ameryka była z Ukrainą „na dobre i na złe”.

Pytany o przyszłość porozumienia o partnerstwie w wydobywaniu ukraińskich zasobów naturalnych, Trump zapowiedział, że wypowie się na ten temat podczas wtorkowego orędzia przed połączonymi izbami Kongresu. Stwierdził jednak, że jest to dobra umowa dla USA, która pozwoli na odzyskanie pieniędzy włożonych przez USA we wsparcie Ukrainy.

Pytany o to, czy martwi go, że Rosja – jak twierdził rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow – postrzega jego działania jako zgodne z jej kierunkiem polityki zagranicznej, prezydent USA odparł, że był dotąd twardy wobec Rosji i że za jego pierwszej kadencji Moskwa nie dostała od niego „nic poza zgryzotą”. Wspominał przy tym o nałożonych na Rosję sankcjach i sprzedanych za jego kadencji Ukrainie pociskach przeciwpancernych Javelin.

Musimy zawrzeć umowę, ponieważ jest wielu ludzi, których zabija się, a których nie powinno się zabijać. Ale pamiętajcie, Trump nie dał im nic, a inni prezydenci dali im wiele – mówił Trump.

Przedstawiciel Białego Domu potwierdził w poniedziałek w oświadczeniu dla mediów, że prezydent Donald Trump wstrzymał wszelką pomoc wojskową dla Ukrainy, „by upewnić się, że przyczynia się ona do rozwiązania” konfliktu.

Skończyło się „dej z juesej”. Biały Dom potwierdza wstrzymanie pomocy dla Ukrainy

Skończyło się „dej z juesej”. Biały Dom potwierdza wstrzymanie pomocy dla Ukrainy

4.03.2025 nczas/skonczylo-sie-dej-z-juesej-wstrzymanie-pomocy-dla-ukrainy

Przedstawiciel Białego Domu potwierdził w poniedziałek w oświadczeniu dla mediów, że prezydent Donald Trump wstrzymał wszelką pomoc wojskową dla Ukrainy, „by upewnić się, że przyczynia się ona do rozwiązania” konfliktu.

– Prezydent jasno dał do zrozumienia, że skupia się na pokoju. Potrzebujemy, aby nasi partnerzy również byli oddani temu celowi. Wstrzymujemy i dokonujemy przeglądu naszej pomocy, aby upewnić się, że przyczynia się ona do rozwiązania – oświadczył przedstawiciel Białego Domu.

Jak poinformowała telewizja Fox News, która podała tę informację przed oficjalnym potwierdzeniem, wstrzymanie dotyczy wszelkich form pomocy, w tym broni będącej już w drodze na Ukrainę, także w Polsce.

Do ogłoszenia doszło zaledwie kilka godzin po tym, jak prezydent Trump publicznie twierdził, że „nawet o tym nie rozmawiał”. Po raz kolejny w ostatnich dniach zwrócił uwagę ukraińskiemu prezydentowi, że nie chce pokoju – w przeciwieństwie do Władimira Putina.

– Jeśli ktoś nie chce zawrzeć umowy, to myślę, że tej osoby nie będzie z nami zbyt długo. Ta osoba nie będzie słuchana zbyt długo, ponieważ wierzę, że Rosja chce zawrzeć umowę. Wierzę, że na pewno naród ukraiński chce zawrzeć umowę – mówił Trump.

Zapowiadał też, że podczas wtorkowego orędzia przed połączonymi izbami Kongresu ogłosi coś na temat umowy o minerałach z Ukrainą. Nieco później republikański kongresmen Brian Fitzpatrick, współprzewodniczący ukraińskiej grupy parlamentarnej, ogłosił że umowa zostanie wkrótce podpisana, co „doprowadzi do silnego, długoterminowego partnerstwa gospodarczego między Stanami Zjednoczonymi a Ukrainą, a w efekcie naturalnie przełoży się na wsparcie w zakresie bezpieczeństwa”.

Z kolei jeszcze w niedzielę minister finansów USA Scott Bessent oświadczył, że koniecznym warunkiem do podpisania umowy o partnerstwie w wydobywaniu złóż naturalnych Ukrainy jest „to, by władze Ukrainy chciały porozumienia pokojowego”.

Administracja Trumpa od przyjścia do władzy nie uchwaliła żadnego nowego pakietu pomocy wojskowej dla Ukrainy. Pozwoliła jednak na przepływ broni w ramach ostatniego pakietu zaaprobowanego przez Joe Bidena.

Trump wciąż ma uprawnienia do przekazania Kijowowi z amerykańskich magazynów broni o wartości 4 mld dol. Jeszcze podczas piątkowego spotkania z Zełeńskim deklarował, że będzie ona kontynuowana, choć wyraził nadzieję, że nie będzie to konieczne w dużych ilościach.

Why America and Canada Must Unite as Allies Against China

Why America and Canada Must Unite as Allies Against China

by Gary Isbell February 27, 2025 tfp.org/why-america-and-canada-must-unite

Why America and Canada Must Unite as Allies Against China
Why America and Canada Must Unite as Allies Against China

At first glance, the United States and Canada seem like two siblings who grew up in the same neighborhood but chose slightly different paths. One drove a flashy car, dreamed big, and became the extrovert at every party. The other, while quieter and more contemplative, cultivated a reputation for politeness and pragmatic wisdom.

Despite their differences, these North American neighbors share more than just a border. Geography binds them, but shared values must unite them. Now, more than ever, these two countries must strengthen their alliance morally, economically, and militarily against a threatening China.

One of the most compelling arguments for deeper collaboration between the U.S. and Canada is their shared foundation in Christian traditions, morals and governing structures. Their legal systems’ moral underpinnings are rooted in common law, the rule of law, and individual freedom, contrary to China’s authoritarian communist regime.

Together, America and Canada can play a crucial role in preserving the best aspects of Western civilization.

America and Canada are natural allies in the truest sense of the word. They share the longest undefended border in the world, which is an extraordinary testament to mutual trust and respect. The cooperation between the two nations fosters seamless collaboration in energy production, trade and defense.

Together, North America is an unparalleled energy superpower. Canada’s vast reserves of oil, natural gas and critical minerals perfectly complement America’s vast resources and its ability to refine, export, and commercialize resources at scale. A cohesive U.S.-Canada supply chain would reduce dependence on inferior Chinese goods while innovating toward cutting-edge technologies and bolstering energy security for the West. Joining forces makes sense to counter China’s dominance in rare earth minerals and manufacturing.

Canada is not a competitor but an American partner. Trade between the two nations remains one of the most prolific globally—over $1.7 billion in goods and services are exchanged daily. By enhancing this economic interdependence and strengthening agreements designed for mutual benefit, America and Canada can solidify their status as a united economic front capable of countering China’s pursuit of dominance in global markets.

It is easy to assume that America and Canada are the same, except for their accents and a few preferences. However, while they share English and French heritage, cultural differences make each country uniquely exceptional. These differences are strengths, not obstacles.

The United States thrives on innovation, pushing boundaries, and raw ambition. In contrast, Canada offers balanced pragmatism, diplomacy, and a deep respect for international partnerships. If properly cultivated, the United States’ bold global leadership paired with Canada’s pragmatic wisdom is a win-win situation.

Those tempted to suggest that America simply absorb Canada as its 51st state must consider that independence and identity are paramount to fostering mutual respect. America and Canada are distinctly different nations with unique histories, cultures and origins. Amalgamation would suffocate qualities that make this relationship so vital. The focus should be on fostering and celebrating each country’s good elements while working in harmony toward shared goals.

The elephant in the room—or the dragon, as it were—is communist China.

Its disturbing appetite for expansion is a cause for great concern. From its aggressive military presence in the South China Sea to its self-serving Belt and Road Initiative, China is systematically extending its tentacles across the globe.

Canada, for example, has already faced China’s overreach in areas such as foreign interference in its affairs. Thus, maintaining distance is not merely an option—it’s a necessity.

A fortified U.S.-Canada alliance would send an unmistakable signal to Beijing. Economically, a united North America could reduce reliance on cheap Chinese imports, improve supply chains, and create a more balanced flow of trade. If Canada could upgrade its military, the combined strength of the two countries would ensure the safety of critical infrastructure and Arctic trade routes threatened by China and Russia.

America and Canada should not merge; they need to march forward together. By deepening their alliance, these two nations can amplify the power of their shared values, abundant resources and complementary strengths. They can defend the future of Western civilization against totalitarian enemies who are increasingly active in today’s world.

A-bp Vigano: Oświadczenie na temat stanu Kościoła i Papiestwa.

[kopia z oryginalnego portalu Arcybiskupa. exsurgedomine.it md]

Powiadam wam: Jeśli ci będą milczeć,  kamienie wołać będą. —  Łk 19:40

Sprzeczne informacje na temat stanu zdrowia Jorge Mario Bergoglio rzucają niepokojące światło na sposób, w jaki zarządzana jest komunikacja w Watykanie. Są tacy, którzy wierzą, że „Papież już nie żyje” i że fakt ten jest ukrywany przed opinią publiczną.

Jest jasne, że Watykan i głęboki kościół bergogliański są w panice i zrobią wszystko, aby zebrać konsensus kardynałów wokół nazwiska kogoś, kto będzie kontynuował rewolucję bergogliańską.

Są tacy, którzy mają interes w ukrywaniu własnych zbrodni – wraz z tymi popełnionymi przez Bergoglio – podczas gdy w Stanach Zjednoczonych dochodzi do czołowego starcia Konferencji Episkopatu USA z administracją Trumpa, po tym jak skandal dotyczący funduszy Agencji Rozwoju Międzynarodowego (USAID) ujawnił współudział Kościoła katolickiego w lukratywnym biznesie imigracyjnym.

Konieczne jest zapobieżenie temu, by postępowa hierarchia zapewniła, że jeden z nich będzie następcą Bergoglio, czyli kolejnym uzurpatorem na Tronie Piotrowym, który będzie spadkobiercą i kontynuatorem poprzedniego.

Zanim wbijemy ostatni gwóźdź do trumny Bergoglio, konieczne i pilne jest zatem rzucenie światła na uzurpację, której się dopuścił, oraz na okupację Kościoła katolickiego przez skorumpowaną i zdradziecką hierarchię, której jedynym celem jest zniszczenie go od środka.

  • Manewry mafii z Saint Gallen w tandemie z ultrapostępową lewicą – bezkarne zbrodnie Theodore’a McCarricka.
  • Rola McCarricka w administracji Demokratów.
  • Wpływ, jaki McCarrick wywarł na uzyskanie nominacji biskupich dla swoich „spadkobierców” – którzy wszyscy są homoseksualistami i są skorumpowani – wyznaczonych do obsadzenia kluczowych stanowisk w USA i w Watykanie. Praca McCarricka jako łącznika Bergoglio z chińskim reżimem komunistycznym w celu doprowadzenia do podpisania tajnego porozumienia ze Stolicą Apostolską. Rola jezuitów w promowaniu agendy globalistycznej.
  • Skandaliczne, ciągłe tuszowanie przez Bergoglio notorycznych oprawców i zboczeńców.
  • Zatuszowanie sprawy dotyczącej watykańskiej sieci korupcyjnej, przekazanej Bergoglio przez papieża emeryta Benedykta XVI w kwietniu 2013 r., w sprawie której do tej pory nigdy nie podjęto żadnych działań wyjaśniających.
  • Rola Bergoglio w zbrodni popełnionej przeciwko ludzkości poprzez „pandemię Covid” i narzucenie szczepionek.
  • Cyniczny wyzysk nielegalnych imigrantów w celu zniszczenia tkanki społecznej Zachodu: wszystko to i jeszcze więcej potwierdza, że Kościół Bergogliański jest nie tylko wspólnikiem w wywrotowym planie Światowego Forum Ekonomicznego, ale także czołowym protagonistą.

Wierni mają prawo poznać pełną prawdę o wszystkich tych wydarzeniach.

Po latach kłamstw, udawania i milczenia, konieczne jest uznanie oszustwa Jorge Mario Bergoglio i postawienie go przed sądem, przywracając prawdę i sprawiedliwość, których domagały się ofiary jego represji, zastraszających czynów i przyzwolenia na zbrodnie jego podżegaczy i protegowanych.

Potrzebne są śledztwa w sprawie jego przeszłego życia, zbrodni, które popełnił w Argentynie (dlatego nigdy nie powrócił jako „papież” do swojego rodzinnego kraju) oraz w sprawie mrocznych wydarzeń, które twierdzą, że Jorge Mario Bergoglio był osobiście odpowiedzialny za nadużycia seksualne młodych jezuitów, gdy był mistrzem nowicjatu w Argentynie.

Należy wyjaśnić, czy Tomas Ricardo Arizaga (znany jako Tomasito), który zmarł 20 lipca 2014 r. w wieku 11 lat, a następnie został skremowany i po usunięciu zębów pochowany w 2019 r. na cmentarzu Teutońskim w Watykanie (Teutonic Cemetery – Wikipedia), jest rzeczywiście synem Bergoglio, jak od dawna krążyły plotki i jak wiele przesłanek pozwala nam wierzyć.

Międzynarodowy sojusz przestępczy zjednoczył siły wywrotowe w celu wyeliminowania Benedykta XVI, zmuszając go do rezygnacji i zastępując go emisariuszem globalizmu. Przyznał to sam kardynał Godfried Danneels, odnosząc się do mafii z Saint Gallen. McCarrick powtórzył to podczas przemówienia na Uniwersytecie Villanova 11 października 2013 r. Prezes i założyciel Voices of Progress – grupy nacisku, która zajmuje się zmianami klimatycznymi, migracją i innymi kwestiami woke – zaplanował to, omawiając to z Johnem Podestą (szefem kampanii Hillary Clinton), w e-mailach ujawnionych przez Wikileaks (tutaj).

„Katolicka Wiosna” wykorzystała Jorge Mario Bergoglio, skorumpowaną i zwrotną postać, oszukańczo narzuconą Kościołowi katolickiemu jako „papieżowi”.

Zwracamy się do władz Stanów Zjednoczonych Ameryki i Argentyny o dostarczenie dokumentów i dowodów potwierdzających te fakty. Dowodzi to, że Jorge Mario Bergoglio nigdy nie był papieżem Kościoła katolickiego: wszystkie jego akty rządzenia i nauczania są nieważne, a wszystkie jego nominacje są nieważne, w tym nominacje kardynałów, którzy wybiorą jego następcę.

Nadszedł czas, aby odważnie stawić prawdzie czoła, aby wyzwolenie Kościoła katolickiego od wywrotowców, którzy okupowali go zbyt długo, aby go zniszczyć, było wyzwoleniem radykalnym i autentycznym, i aby wspólnicy oszustwa – którzy nadal przebywają w Watykanie i przeżyją Bergoglio – zostali wykryci i postawieni przed sądem. zanim ich przestępcze działania zniszczą dowody popełnionych przez nich przestępstw.

+ Carlo Maria Viganò, Archbishop

For the obsequies of Bishop Williamson

exsurgedomine.it

For the obsequies of Bishop Williamson

+ Carlo Maria Viganò, Archbishop https://exsurgedomine.it/250226-williamson-eng/


O mors, ero mors tua;
morsus tuus ero, inferne.

O death, I will be your death;
I will be your mortal blow, O hell.

Hos 13:14

The land of Canterbury was consecrated to Christ by the blood of Saint Thomas Becket, martyred on the 29th of December, 1170, in the Cathedral which has now become Anglican. At that time, Archbishop Thomas opposed the Constitutions of Clarendon, with which King Henry II attacked the liberties and independence of the Catholic Church. He paid with his life for this courageous defense of the Catholic Church, and today the Saintly Bishop looks down on us from heaven as we celebrate the suffrages of another Bishop, Richard Nelson Williamson, whom we consider a witness to the Faith and Catholic Tradition in times no less troubled and hostile.

Bishop Williamson was not killed by four assassins of Henry II. He did not shed his blood by being struck while celebrating the Holy Sacrifice at the altar of his Cathedral. The Cathedral in which he would have celebrated was denied to him by a Hierarchy that is now allied and complicit with the same enemies of the past, which excommunicates not the enemies of the Papacy, but those who denounce the betrayal of a usurper. Bishop Williamson also was betrayed: not by four assassins, but by those who wounded him in the heart, betraying the legacy of Archbishop Marcel Lefebvre.

I hope that the heroic example of Saint Thomas Becket and the testimony of white martyrdom given by Bishop Richard Williamson may awaken in us the feelings that they both shared: first and foremost, the love of God; the love of the God-Man, Our Lord Jesus Christ; the love of the Holy Roman Catholic Apostolic Church; and the love of man for the sake of the love of God, from which flows the apostolic zeal of true Shepherds toward their sheep, who recognize in them the voice of the divine Shepherd.

This earthly life is a battlefield, in which we fight without quarter against a mortal enemy. This enemy has already been defeated by Our Lord, on the Cross, the Via Regia, the Royal Road to the eternal glory of Heaven. This is what the prophet Hosea meant when, referring to Christ, he pronounced these words: O mors, ero mors tua; morsus tuus ero, inferne. Giving one’s life, giving all one’s life and all one’s energy for Our Lord Jesus Christ and for the Holy Church, and doing so in a daily crucifixion, allows us to be cooperators in the Redemption. Our human weakness, when placed at the service of the Gospel, allows Grace to accomplish great things; it allows us to face each day, even the last day, without giving up fighting the bonum certamen and repeating, with the Prophet: O death, I will be your death; I will be your mortal blow, O hell.

Tempora bona veniant. Pax Christi veniat. Regnum Christi veniat.

+ Carlo Maria Viganò, Archbishop

February 26, 2025

FBI bierze na cel Zełenskiego. Chce wyjaśnienia afery w Przewodowie oraz rozliczeń pieniędzy.

wbijamszpile.pl/fbi-bierze-na-cel-zelenskiego-chce-wyjasnienia-afery-w-polsce

[prez. Duda w Przewodowie]


W listopadzie 2022 roku cała Polska wstrzymała oddech, przypomina szef FBI. We wsi Przewodów na Lubelszczyźnie eksplodował pocisk, zabijając dwóch Polaków. Świat obiegła dramatyczna wiadomość: to Rosja zaatakowała Polskę!

Tak twierdził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Jednak po kilku dniach śledztwo wykazało, że pocisk pochodził z ukraińskiego systemu obrony powietrznej. Do dziś strona ukraińska nie wystosowała oficjalnych przeprosin.

Teraz jednak pojawia się nowa nadzieja na wyjaśnienie sprawy. Kash Patel, świeżo mianowany dyrektor FBI i człowiek Trumpa, nie zamierza zostawić tego tematu. Wprost oskarża Zełenskiego o kłamstwo i domaga się szczegółowego śledztwa!

Nowy szef FBI nie owija w bawełnę. W swoim publicznym wystąpieniu przypomniał, że Zełenski oskarżył Rosję o atak na Polskę, co mogło doprowadzić do eskalacji wojny na skalę światową.

Zełenski wyszedł na światową scenę i powiedział: “Rosja wystrzeliła rakietę w Polskę”, co byłoby aktem wojny. Okazało się, że Rosja nie wystrzeliła żadnej rakiety – stwierdził Patel.

Takie słowa z ust jednego z najważniejszych ludzi w amerykańskich służbach to przełom. Do tej pory temat afery w Przewodowie był konsekwentnie wyciszany. Jednak Patel nie zamierza tego odpuszczać.


Miliony dla Ukrainy pod lupą FBI

Ale to nie wszystko. Patel wezwał Kongres USA do prześwietlenia, jak dokładnie Ukraina wykorzystała miliardy dolarów amerykańskiej pomocy. „Amerykanie mają prawo wiedzieć, na co poszły ich pieniądze” – powiedział.

Dla wielu konserwatywnych polityków w USA wsparcie dla Ukrainy stało się poważnym problemem. Według oficjalnych danych USA przeznaczyły na pomoc Ukrainie ponad 100 miliardów dolarów. Patel zwraca uwagę, że to gigantyczna suma, która nie jest odpowiednio rozliczana.

Czy audyt amerykańskich funduszy rzuci nowe światło na działania Zełenskiego i pozwoli wreszcie wyjaśnić sprawę Przewodowa? Jeśli FBI rzeczywiście weźmie sprawy w swoje ręce, może to być pierwszy krok do przełomu.

=================

MD: Czemu FBI? Ono przecież od spraw wewnętrznych, a CIA od zagranicznych.

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I

Autor: AlterCabrio , 3 marca 2025

Ostatnie 10 minut przejdzie natomiast do historii dyplomacji i polityki. W pewnym momencie zaczęła się regularna kłótnia pomiędzy przywódcą Ukrainy a dwoma przywódcami Ameryki. Zelenski zaczął napastliwie podważać słowa J.D.Vance’a, a potem próbował przegadać prezydenta Trumpa, przerywając mu wielokrotnie i nie pozwalając dokończyć zdania. W pewnym momencie doszło do tego, że Trump zrugał Zelenskiego jak sztubaka. Czegoś takiego nikt jeszcze nie widział, i chyba się to nie zdarzyło, aby przywódca innego państwa przed kamerami, na oczach całego świata, w Gabinecie Owalnym potraktował tak Prezydenta USA. Można bowiem nie lubić Trumpa, można też nie darzyć sympatią Stanów Zjednoczonych, ale reguły dobrego wychowania nakazują okazywać szacunek głowie państwa, szczególnie, gdy się jest gościem. Nie robi się awantury w tej sytuacji, szczególnie, gdy gość całkowicie jest zależny od gospodarza. Świat zobaczył więc coś niezwykłego, co być może nigdy już się nie powtórzy.

−∗−

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I

Niniejszy artykuł jest pierwszą częścią z dwóch. Opracowanie powstało na bieżąco jako komentarz do dynamicznych zmian geopolityki, co ma bezpośredni wpływ na naszą polską sytuację.

Ostatniego dnia lutego człowiek, podający się za prezydenta Ukrainy Wołodymir Zelenski przybył do Białego Domu, aby spotkać się z prezydentem USA Donaldem Trumpem, wiceprezydentem J.D. Vance’em, sekretarzem stanu Marco Rubio. Powodem wizyty była umowa USA – Ukraina o eksploatacji złóż rzadkich minerałów, występujących na Ukrainie. Umowa ta jest warunkiem wstępnym do zawieszenia broni i zawarcia pokoju między Rosją i Ukrainą. Oznacza to, że warunki pokoju zostały wcześniej uzgodnione z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władymirem Putinem, inaczej administracja USA nie naciskałaby na Zelenskiego na jej podpisanie.

Historia tej umowy ma już kilka tygodni, i w tym czasie przywódca Ukrainy odmawiał jej podpisania, odbywały się więc negocjacje, i jeśli ta wizyta została uzgodniona, oznacza to, że zostały one uwieńczone sukcesem, główne postanowienia umowy zaakceptowane, a do omówienia pozostały jedynie szczegóły techniczne. Tak się przygotowuje zarówno tego typu akty prawne, jak i umowy handlowe. Oficjalne spotkania przywódców nie są rzeczywistymi negocjacjami, te odbywają się poza światłem jupiterów i oficjalnymi okazjami. Takie reguły postępowania obowiązują nie tylko w polityce, ale też w interesach, i wszelkich innych obszarach życia, gdzie ludzie robią coś razem. Z całą pewnością wizyta Zelenskiego 28 lutego nie była wizytą roboczą, w której miano negocjować warunki umowy, lecz wizytą oficjalną dla podpisania tego, co uzgodniono wcześniej. Zbyt wielka jest waga tej umowy nie tylko dla USA, ale też dla Ukrainy, Rosji, Europy i w ogóle dla świata. Oznacza to, że Zelenski nie mógł być zaskoczony jakimiś nagłymi wymaganiami Trumpa. Wiedział długo wcześniej, o co toczy się gra i jakie są reguły.

Wizyta przebiegła nietypowo. Na początku nieco inaczej, potem diametralnie, niż zakłada protokół i zwyczaj międzynarodowy. Spotkanie panów Trumpa, Vance’a i Zelenskiego odbyło się w Gabinecie Owalnym, w towarzystwie dziennikarzy, co jest zwyczajem takich wizyt. Nieco odmienne było to, że pozwolono zadawać więcej pytań, niż zwykle, a spotkanie ok. 50 – minutowe trwało znacznie dłużej, niż zwyczajowy briefing. Dość długo rozmowa przebiegała bez zakłóceń i kontrowersji. W pewnym momencie pojawiła się jednak pewna rozbieżność, z początku niewielka, która jednak później doprowadziła do poważnej kontrowersji.

Ostatnie 10 minut przejdzie natomiast do historii dyplomacji i polityki. W pewnym momencie zaczęła się regularna kłótnia pomiędzy przywódcą Ukrainy a dwoma przywódcami Ameryki. Zelenski zaczął napastliwie podważać słowa J.D.Vance’a, a potem próbował przegadać prezydenta Trumpa, przerywając mu wielokrotnie i nie pozwalając dokończyć zdania. W pewnym momencie doszło do tego, że Trump zrugał Zelenskiego jak sztubaka. Czegoś takiego nikt jeszcze nie widział, i chyba się to nie zdarzyło, aby przywódca innego państwa przed kamerami, na oczach całego świata, w Gabinecie Owalnym potraktował tak Prezydenta USA. Można bowiem nie lubić Trumpa, można też nie darzyć sympatią Stanów Zjednoczonych, ale reguły dobrego wychowania nakazują okazywać szacunek głowie państwa, szczególnie, gdy się jest gościem. Nie robi się awantury w tej sytuacji, szczególnie, gdy gość całkowicie jest zależny od gospodarza. Świat zobaczył więc coś niezwykłego, co być może nigdy już się nie powtórzy.

Potem wyproszono dziennikarzy, co też jest standardem, aby dokończyć rozmowy bez kamer. Z nieoficjalnych wieści wiadomo, że dalszy ciąg rozmów przebiegał w podobnym tonie. Następnie planowane był wspólny posiłek i podpisanie umowy, a później wspólna konferencja prasowa. Do tego już nie doszło – po rozmowach za zamkniętymi drzwiami delegacja ukraińska została poproszona o opuszczenie Białego Domu. Świat doznał drugiego szoku, którego na razie nie odróżnia od pierwszego.

Pierwszym była awantura, wywołana przez Zelenskiego w Gabinecie Owalnym w sytuacji w której każda logika podpowiada, że powinien być spolegliwy i wdzięczny, że go zapraszają. Drugi szok wynika z pierwszego, a dotyczy sytuacji znacznie poważniejszej – zerwania umowy, czyli zawartego wcześniej pactum de contrahendo, który był warunkiem wstępnym całej wizyty.

Okazało się bowiem, że Zelenski przybył do Białego Domu w celu zupełnie innym, niż ustalił z Trumpem. Wydarzyło się więc coś, co się nie miało zdarzyć, bo miało zdarzyć się coś zupełnie innego, co zostało wcześniej ustalone. Spróbuję teraz w krótkich słowach objaśnić, co wydarzyło się 28 lutego 2025 roku w Białym Domu. Wpierw jednak należy, za metodą scholastyczną ustalić pewne fakty, co wymaga obalenia kilku mitów, jakie ugruntowały się w świadomości ludzi Zachodu, także Polaków.

Mit narodu ukraińskiego

Oficjalny przekaz głosi, że ambitny naród ukraiński walczy o swoją wolność z rosyjskim agresorem. Ukraińska tożsamość narodowa jest bardzo silna, a Ukraińcy są przywiązani do swojego państwa. W stosunku do Polaków są życzliwi i wdzięczni za wsparcie, jakie Polacy oferują im od początku ich państwowości, a szczególnie za ofiarną pomoc, udzieloną masowo po 24 lutego 2022 r. Prawda jest zgoła inna. Nie ma narodu ukraińskiego, jest narodowość ukraińska, twór całkowicie sztuczny.

Historia narodowości ukraińskiej zaczyna się w połowie XIX wieku, gdy Austriacy, którzy wówczas posiadali zachodnią część Ukrainy zaczęli inwestować w galicyjskich Rusinów, aby stworzyć przeciwwagę dla Polaków. Później podjęli to również Rosjanie na ziemiach zabranych Rzeczypospolitej, na których żyli Rusini obok Polaków. Jeszcze wcześniejsze próby pobudzenia żywiołu rusińskiego to powstanie Chmielnickiego z lat 40 i 50 – tych XVII wieku, a potem Koliszczyzna z 1768 r. Obydwa przypadki były podobne – masy czerni ruskiej, prowadzone przez kozaków pobuntowały się przeciw polskiemu porządkowi, który zapewniał znaczną wolność ludności rusińskiej i znośne warunki życia. Zawsze mordowano Polaków, w szczególności kapłanów katolickich, oraz Żydów. Nie były to jedyne bunty chłopskie, ale te osiągnęły wielki rozmiar i ogrom ofiar. W Powstaniu Chmielnickiego zginęło około 120 000 Polaków i Żydów, w Koliszczyźnie – pomiędzy 100 000 a 200 000, zwykle pomordowanych okrutnie. Każdy bunt rusińskiej czerni był wykwitem dzikiej, nieskrępowanej żądzy mordu, grabieży i używania, za każdym razem towarzyszyła mu niepohamowana nienawiść do Polaków i wiary katolickiej, wzywająca do oczyszczenia ziemi. Nienawiść, prowadząca do amoku gwałtu i mordu, ze szczególnym okrucieństwem wobec kobiet i dzieci.

Te dwa przypadki były szczególne, gdyż wyraźnie nosiły piętno obcych państw. Powstanie Chmielnickiego wspierane było przez koalicję państw protestanckich, dążących do rozbioru Rzeczypospolitej i likwidacji narodu polskiego, natomiast Koliszczyzna inspirowana była przez Rosję, aby sparaliżować Konfederację Barską. Kolejna rusińska rzeź na Polakach odbyła się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943 – 1946, choć pojedyncze przypadki mordów zdarzały się i później. Wykonali to ludzie, którzy świadomie już uważali się za nacjonalistów ukraińskich, a których w Polsce nazywamy zwykle banderowcami, od nazwiska ich ideowego przywódcy. I w tym przypadku widoczna jest współpraca rezunów z trzecią, niemiecką siłą, wrogą wobec Polaków. To są główne tradycje tworu, zwanego „narodem ukraińskim”, choć lepiej nadaje się tu pojęcie ludności. W większości są to ludzie, bardzo luźno związani z tożsamością narodową ukraińską, a jeśli coś ich łączy, to emocja negatywna – antypolonizm lub antyrutenizm. Biorąc pod uwagę tradycje, ludność ta zawsze była wygodnym narzędziem antypolskim.

Mit państwa ukraińskiego

Nawiązania do Rusi Kijowskiej są nie na miejscu, ponieważ dzisiejsze państwo ukraińskie ma z nią wspólnego tylko to, że częściowo pokrywają się terytoriami. Pierwsza próba stworzenia ukraińskiego bytu państwowego została podjęta w listopadzie 1918 roku, przy współpracy odchodzących zaborców austriackich. Kolejną próbę podjęli Polacy w 1920 r., aby zrealizować koncepcję Piłsudskiego, tzw. jagiellońską polegającą na budowie państw buforowych, oddzielających Polskę od bolszewickiej Rosji. Te próby się nie powiodły.

Pierwszą udaną realizacją ukraińskiej państwowości stała się Ukraińska Socjalistyczna Republika Rad, będąca częścią ZSRR. Nie było to państwo niepodległe, ale dzięki sowietom Rusini otrzymali państwowe struktury organizacyjne, dzięki którym mogła zaistnieć obecna Ukraina. W czasach sowieckich dołączono do rolniczej Ukrainy przemysłowy Donbas, aby zrównoważyć przewagę chłopów dodatkiem robotników. Podobnie sztucznym zabiegiem było dołączenie do Ukraińskiej SRR Półwyspu Krymskiego, nigdy nie mającego niczego wspólnego z Rusią. Było to w czasach Chruszczowa, który sam był Ukraińcem, a wtedy traktowano to jako wewnętrzne przesunięcia w ramach jednego państwa. Współczesne państwo ukraińskie zostało ustanowione w 1991 r., na fali rozpadu ZSRR, który nie był przypadkiem, lecz układem, uzgodnionym pomiędzy Gorbaczowem a jego współbraćmi z ezoterycznych lóż. Podobnie jak późniejszy rok 1989, powstanie i porządek III RP zostały uzgodnione w układzie Jaruzelski – Rockefeller w 1985 r.

Od swojego powstania w 1991 r. Ukraina, podobnie jak ówczesna Rosja została opanowana przez oligarchów, którzy, sprzymierzeni z globalnym kapitałem, uwłaszczyli się na ukraińskiej ziemi i przemyśle. Państwo to było i nadal jest głęboko skorumpowane, o czym świadczą dwa spektakularne przypadki ukraińskich przygód ludzi z Zachodu – Sławomira Nowaka i Huntera Bidena. Obecnie większość skarbów Ukrainy nie należy do Ukraińców, tylko do wielkiego kapitału pochodzenia nieukraińskiego (mówi się u nas żymiańskiego), traktującego miejscową ludność jako pańszczyźnianą własność do dowolnego wykorzystania. Ze względu na swoje tradycje, układy władzy, strukturę społeczną, położenie i potencjał stanowi bardzo wygodne narzędzie do oddziaływania zarówno na Rosję, Europę Zachodnią i basen Morza Czarnego. Od 2014 roku jest wykorzystywane przez swoich tajnych właścicieli, czyli globalny kapitał, rząd USA i siły z Europy w pierwszym rzędzie do nacisku na Rosję, w drugim do zwijania Polski. Po ataku Rosji 22 lutego 2022 r. państwo ukraińskie znalazło się w intensywnej, gorącej wojnie z Rosją. Jeśli więc mowa jest o tzw. „wolnej Ukrainie” oznacza to nieskrępowaną wolność aktualnych zarządców tego państwa do prowadzenia polityki, zależnej od ich sponsorów. Na pewno nie chodzi tu o wolność narodu ukraińskiego, gdyż to państwo w ogóle nie przewiduje realizacji takich celów, zresztą samo określenie narodu ukraińskiego natrafia na problemy. Wolność tego państwa jest więc wolnością oligarchów do oferowania swoich usług zewnętrznym potęgom.

Mit Wołodymira Zelenskiego

Przedstawia się go jako walecznego bohatera Ukrainy. Wcześniej był komikiem, nadwornym artystą estradowym jednego z głównych oligarchów Ukrainy – Ihora Kołomojskiego, obywatela Izraela. Tych dwóch panów łączy to samo pochodzenie. Kołomojski wydatnie pomógł Zelenskiemu w zdobyciu fotela prezydenta Ukrainy. To jego stacja telewizyjna emitowała niezwykle popularny serial Sługa Narodu, w którym Zelenski grał główną rolę, co utorowało mu drogę do obecnego miejsca. Od 2023 r. Kołomojski znajduje się w areszcie po ujęciu przez SBU pod zarzutami korupcyjnymi. [uśś… czy ktos to sprawdził?? md]

Czytelnikom pozostawiam ocenę, na ile Wołodymir Zelenski pozostał komikiem, a na ile wcielił się w rolę sługi narodu, a jeśli tak, to jakiego. Od maja 2024 roku Zelenski nie jest już legalnym prezydentem, gdyż skończyła mu się kadencja, a nowych wyborów nie ogłosił. Z punktu widzenia praworządności, tak ważnej dla Unii Europejskiej jest on uzurpatorem. Przejmowanie się tym nie leży podwójnym normotypie – turańskim i sakralnym. Rys turański każe słuchać siły, czyli podążać za władzą, która może zrobić krzywdę. Rys sakralny nakazuje myślenie talmudyczne. Połączenie tych dwóch żywiołów kształtuje jednostki chciwe, zawistne, pożądliwe, roszczeniowe, niewdzięczne, brutalne, nienawidzące, gardzące innymi. [Klasyk – tj. Feliks Koneczny nazywa to stanem a-cywilizacyjnym, z czasem atrocinium magnum. md]

Mamy tu więc uosobienie wiodącego normotypu turańsko – talmudycznego. Porównując zachowanie różnych ludzi stamtąd nie da się wskazać istotnych różnic między nimi. Oznacza to, że mamy tu wzorzec zachowań przeciętnego Rusina. Nie reprezentuje on żadnych wartości wyższych i żadnych wspólnoty etycznych, np. narodu, ale siebie i tych, którym obecnie służy, czyli globalistów – gnostyków, dążących do państwa globalnego. Jeśli więc słyszymy „musimy wygrać, bo inaczej wszystko stracimy” nie jest to mowa o narodzie ukraińskim, ale o globalistach – gnostykach, którzy muszą wygrać wszystko, o co w danej chwili walczą, bo inaczej ich projekt globalny się posypie, a oni stracą wszystko, na co pracowali 400 lat.

Mit teorii spiskowych

Trzeba znać różnice między teorią a praktyką. Jeżeli ktoś planuje jakiś spisek, zawsze musi go najpierw opanować teoretycznie. Skoro zaś historia pełna jest spisków, zarówno tych nieudanych, jak i zwieńczonych powodzeniem, każdy z nich miał najpierw swoja teorię. Współczesne media lewicowo – liberalne stworzyły taki zbitek pojęciowy, traktując każdą informację o realnych zakulisowych działaniach konkretnych ludzi na równi z bzdurami, będącymi wytworem mitomanów, opowiadających niestworzone historie na zasadzie mitu. Zarówno spiski, jak i mity istnieją tak długo, jak cywilizacja, a może dłużej, i można o nich opowiadać. Jeśli jednak opowiada się o tym, co grupa ludzi robi w ukryciu przez dłuższy czas, natychmiast wiodące media i większość środowisk naukowych wykrzykuje „teoria spiskowa!”, co sprawia, że prawie nikt nie ma odwagi tego śledzić. Przyczyna jest prozaicznie prosta – współcześnie zarówno media, jak i większość naukowców znajdują się w kieszeni spiskowców, którzy bardzo pilnują, aby ich działania pozostały niewykryte, a jeśli już, aby zostały najpierw okrzyknięte „teoriami spiskowymi”, a potem potraktowane przez sparaliżowaną intelektualnie opinię publiczną za foliarstwo, szurię, płaskoziemstwo i reptilianizm. W kontekście spotkania Trump – Zelenski w Białym Domu interesuje nas praktyka państwa światowego. Pisałem o tym w wielu wcześniejszych artykułach, tu nie będę rozwijał. Istnieje plan budowy jednego państwa światowego i jednego rządu, zwanego World Brain – Światowym Mózgiem. Tak przynajmniej pisze o tym H.G.Wells w kilku swoich książkach, te same idee miał Comenius, współtwórca próby rozbioru Polski podczas Potopu Szwedzkiego, z użyciem m.in. Chmielnickiego i jego Rusinów. Identyczne koncepcje przewijają się przez ezoteryczne idee tajnych lóż i związków, obecne są w liberalizmie, socjalizmie, komunizmie, anarchizmie, neomarksizmie, postmodernizmie, globalizmie i innych zjadliwych prądach umysłowych Zachodu. Dokładnie te same idee znajdowały się też w starożytnych i gnostyckich herezjach, co łączy te wszystkie wierzenia z gnozą i judaizmem.

Ludzie, działający w tych związkach wykazują zadziwiającą trwałość i konsekwencję przekonań, a także te same struktury i zasady działania przez wieki, dlatego nazywam ich gnostykami, choć nie jest to w pełni ścisłe pojęcie. Idea jednego globalnego państwa i rządu, konsekwentnie jest wcielana od początku XVII wieku. Zakłada ona likwidację zarówno odrębnych państw, jak i tożsamości narodowych, aby w ten sposób uzyskać jednolity zasób ludzi pod rządem Światowego Mózgu. Nakaz zniszczenia narodu i państwa polskiego zawsze był jednym z priorytetów państwa globalnego. Dynamiczny rozwój zarówno koncepcji teoretycznych, jak i działań praktycznych nastąpił na początku XX wieku i możemy do tego procesu zaliczyć następujące podprocesy: syjonizm, komunizm i rewolucje, obie wojny światowe, neomarksizm i postmodernizm, rewolucje seksualną, gender, globalizację, koncentrację kapitału i kontroli w ręku wąskiej grupy zarządców.

Mit Rosji i Chin

Uważa się dziś powszechnie, że komunizm w tych państwach jest ich naturalnym etapem rozwoju, są więc one niejako naturalnie predestynowane do masowej zbrodni i totalitarnego systemu władzy, niszczącego ludzi. W rzeczywistości to, co się zaczęło w Chinach od 1911, a w Rosji od 1917 nie było naturalną tendencją tych krajów, lecz zostało tam wszczepione z Zachodu. W tych latach obalono tam monarchie i proklamowano republiki, całkowicie wbrew własnym tradycjom ustrojowym i politycznym. Późniejszy porządek władzy i polityki w tych krajach, nieludzki i nieliczący się z naturą bardzo był podobny zarówno do porządku III Rzeszy, jak i do Nowego Ładu prezydenta F.D.Roosevelta.

Abp. Fulton J. Sheen w swojej książce „Komunizm i sumienie Zachodu” wyraźnie dowodzi, jak bardzo to, co stało się w sowieckiej Rosji zostało tam w sposób sztuczny zainstalowane z Zachodu, wówczas z terytorium USA, wcześniej z Imperium Brytyjskiego. W Chinach zachodziły te same procesy. Rosja znajdowała się w obszarze państwa światowego przez cały okres ZSRR i Jelcyna, natomiast za rządów Putina zaczęła się emancypować, co jest główną przyczyną obecnej wojny ukraińskiej. W podobnym czasie wychodzić z projektu globalnego zaczęły wychodzić Chiny. Totalitarne zapędy w tych państwach mają więc dwa źródła: spadek po technokratycznym systemie zarządzania z Zachodu, zainstalowanym w Rosji i Chinach jako komunizm, oraz naturalne usposobienia tamtejszej ludności turańsko – bizantyjskiej.

Mit Stanów Zjednoczonych

Powszechnie uważana jest za główny ośrodek tzw. wolnego świata, czyli praw człowieka, demokracji, kapitalizmu i dobrobytu. USA powstały formalnie w 1776 r. w wyniku buntu i secesji z Korony Brytyjskiej. Ojcowie założyciele tego państwa byli jednocześnie braćmi masonami. Struktury polityczne tworzone w Ameryce Północnej, jeszcze zanim powstało państwo amerykańskie, jeszcze jako kolonie brytyjskie traktowane były przez swoich sponsorów, czyli ówczesny wielki kapitał za inwestycję w nową konstrukcję świata, zalążek państwa światowego. Od czasu powołania 25 grudnia 1913r. Rezerwy Federalnej, czyli prywatnego konsorcjum banków waluta USA znajduje się w ręku gnostyków. W tym samym czasie nastąpiło przeorientowanie polityki UK i USA na syjonizm i globalizm. Od tamtego czasu obydwa państwa nieustannie działają dla budowy państwa światowego. Może ono jednak powstać dopiero wtedy, gdy likwidacji ulegnie państwo narodowe i naród, łącznie z tymi państwami i narodami, które wspierają globalizm. Konsekwentne dążenie do państwa globalnego doprowadziłoby do zlikwidowania USA i narodu amerykańskiego, nasycanego za prezydentury Bidena nielegalną imigracją. Wydaje się, ze Donald Trump i jego otoczenie przejrzeli zamiar gnostyków i wyprowadzili administrację USA z projektu globalnego. Oznacza to, że wszystko, co prowadzi administracja Trumpa po 20 stycznia 2025 r. jest gwałtownym odwróceniem polityki USA od państwa globalnego do państwa amerykańskiego. Trump nie jest więc już przywódcą tzw. „wolnego świata”, ale przywódcą swojego państwa i zabiega nie o interesy globalne, ale Stanów Zjednoczonych. Oznacza to również, że rozpoczęcie konfliktu ukraińskiego w 2014 r. oraz dotychczasowy przebieg działań dyplomatycznych i militarnych odbywały się za takich rządów, które miały cele diametralnie inne, niż obecna administracja, a zmiana zaszła w sposób rewolucyjny i na naszych oczach całkowicie zmienia politykę światową.

Mit Unii Europejskiej

Nie jest to zrzeszenie suwerennych państw w celu usprawnienia wymiany handlowej i zwiększenia dobrobytu. Państwa wchodziły do struktur europejskich dobrowolnie, a te struktury zmieniały się w czasie od porozumień handlowych do quasi – państwa totalitarnego o strukturze federalnej. UE ma trzy poziomy: oficjalny – Europa Shumanna, czyli fikcyjny; ukryty – Europa Spinelliego z Manifestu z Ventotene, czyli komunistyczne więzienie narodów; tajemny – Paneuropa, pomysł Koudenhove – Kalergi z lat 20-tych XX w., czyli likwidacja starych narodów i eugeniczna hodowla nowej, sztucznej rasy europejskiej negroidów, poprzez imigrację z Afryki i Azji. UE wprowadzono dzięki skorumpowanym rządom i nieświadomym narodom i w całości jest projektem gnostyków, jako prototyp państwa globalnego, podobny eksperyment socjotechniczny, jak USA (te globalistyczne), komunistyczna Rosja, komunistyczne Chiny. Po gwałtownej wolcie USA pod rządami Trumpa centrum zarządzania gnostyków, czyli zalążek rządu światowego ewakuował się do Europy i stąd próbuje uratować sypiący się projekt państwa globalnego. Tymczasem na skutek wcześniejszych działań gnostyków w tym kierunku Europa zwija się gospodarczo, upada finansowo, rządy ograniczają wolność słowa i prawa obywateli, nadal wprowadzany jest zabójczy zielony ład, nadal forsowana jest samobójcza polityka gender, narastają problemy z imigracją, społeczeństwa są rozbite psychicznie, rządy są skonfliktowane z własnymi społeczeństwami, wszystkie elity społeczne i państwowe Europy są dogłębnie skorumpowane. To logiczne konsekwencje procesów, dominujących w Europie od początku XX wieku. Elity europejskie, tworzące rządy upadły w kompletną degenerację i zgodziły się przystąpić do programu, którego celem jest fizyczna likwidacja narodów europejskich i połączenia ich państw w jedno. Jednak narody Europy zaczynają się coraz bardziej sprzeciwiać rządom swoich państw i Unii Europejskiej. W tej samej sytuacji znajduje się UK. Wojna ukraińska jest obecnie najmocniejszym łącznikiem, trzymającym narody Europy Zachodniej w całości, co może trwać jednak tylko tak długo, dopóki mieszkańcy Europy będą wierzyć, że Rosja chce na nich napaść.

Mit rosyjskiej napaści

Oficjalny przekaz głosi, że Putin żyje sentymentem do ZSRR i za wszelką cenę chce odtworzyć zasięg tego państwa i jego wpływów, a jak to zrobi, ruszy na Zachód. Ta propaganda wprost przypisuje obecnej Rosji cele bolszewików, które nie były wszak celami Rosjan, lecz gnostyków, do których należą media, które głoszą tą propagandę. Dla Polaków dodano całe pokłady strachu, wynikającego ze wspólnej historii. Rosja przez ostatnie 300 lat była istotnym czynnikiem, uderzającym wprost w polską państwowość i narodowość. Zabory, powstania, represje, rusyfikacja, bolszewicy, komunizm, zbrodnie, eksploatacja. To są fakty. Dlatego współcześni Polacy zwykle nie podejmują nawet refleksji nad ułożeniem stosunków Polski i Rosji. Pada jedno zdanie: „Rosja zawsze taka była” i koniec myślenia i rozmowy. Jedyne, co można dalej zrobić, to jeszcze mocniej związać się z demokratycznym Zachodem, bo tam bogactwo i prawa człowieka, a w Rosji zamordyzm i bieda.

Tyle, że ludzie ci jednym zdaniem wyłączają sobie mózg i nie dostrzegają procesów. Nie widzą upadku Zachodu i rozwoju krajów BRICS. Nie widzą wiarołomstwa elit europejskich i atlantyckich, ani tego, że Polaków traktują jak białych murzynów. Nie wiedzą, do jakiego stopnia polityka najpierw Moskwy, a potem Rosji spenetrowana była przez agenturę zachodnią, już od XVI wieku. Nie widzą też, jak szybko życie prywatne na Zachodzie staje się coraz droższe dzięki zielonemu ładowi i innym absurdom, coraz mniej bezpieczne dzięki imigracji, coraz mniej swobodne przez rosnącą opresję władzy, coraz bardziej stojące na głowie dzięki lewactwu, coraz trudniejsze przez rosnące przepisy, coraz bardziej zwariowane dzięki zepsuciu kultury masowej. Zjadacze medialnej papki nie znają również historii najnowszej.

Nie wiedzą, że na początku lat 90-tych, gdy powstawało państwo ukraińskie zachodni politycy obiecali rosyjskim, że nie będą wciągać Ukrainy do NATO i że nie będą naruszać rosyjskiej strefy wpływów. Bardzo szybko jednak poczęli przejmować państwo ukraińskie i jego zasoby, a globalna Ameryka zaczęła wyposażać i szkolić ukraińską armię. W 2013 r. służby i pieniądze zachodnie zorganizowały „Euromajdan”, po którym stery państwa ukraińskiego zostały definitywnie przejęte przez gnostyckich figurantów, a jego polityka zorientowana przeciw Rosji. Powstały tam tajne bazy wywiadowcze CIA i laboratoria broni biologicznej. Ukraina stała się bazą wypadową Zachodu, budującego państwo światowe, flankującą Rosję, która właśnie zaczęła wychodzić z globalnego projektu. Podobną do Ukrainy funkcję, tylko w drugą stronę spełniała komunistyczna Kuba, co w 1962 r. prawie doprowadziło do wojny atomowej. Ostatecznie do wojny ukraińskiej Rosję wciągnął prezydent Biden. Najpierw rozzuchwalił Putina upokarzającym Amerykę nagłym opuszczeniem Afganistanu. Następnie zdjął sankcje na gazociąg Nord Stream 2, a potem wprost zachęcał do aneksji terytorialnych na Ukrainie. Uderzenie Rosji było tylko kwestią czasu, Putin dał się wciągnąć w pułapkę, która miała zniszczyć samodzielność Rosji i osłabić jej władze. Gnostycy poza tym gorączkowo potrzebowali czegoś mocnego, co odwróci uwagę ludzi na całym świecie od pandemii, którą sami rozkręcili, oraz Konwoju Wolności w Kanadzie i jego pacyfikacji. Jednak pułapka okazała się bardzo niebezpieczna również dla łowcy. Rosji nie udało się pokonać ani złamać gospodarczo, przeciwnie, to państwa Zachodu poniosły straty i koszty.

Najbardziej jednak ucierpiała Ukraina, zniszczona i wyludniona. Pokój był możliwy już na wiosnę 2022 r., krótko po rozpoczęciu działań. W kwietniu miała być gotowa umowa rosyjsko – ukraińska o zakończeniu wojny, jednak pod wpływem nacisków ze strony GB i globalnych USA Zelenski zdecydował się prowadzić dalej wojnę, co tłumaczy, skąd się wzięła obecna sytuacja. Pytanie jednak pozostaje otwarte, czy Rosja chce zaatakować Zachód, w tym Polskę. W doktrynie Rosji nie ma takiej wzmianki, bieżąca polityka Rosji jak dotąd była dość racjonalna. Gdyby bowiem Putin chciał zaatakować Polskę, zrobiłby to już dawno, a Polska nie zdołałaby się obronić. Polska już jest stroną w wojnie przeciw Rosji, na naszym terytorium znajduje się wielkie centrum logistyczne Rzeszów – Jasionka, zasilające armię, która walczy z Rosją. Polskie pieniądze płyną szerokim strumieniem na Ukrainę, m.in. na finansowanie łączności satelitarnej, polski sprzęt używany jest do walki z Rosjanami, czasami pod banderowską flagą. Władze w Polsce wykonują wciąż wrogie gesty wobec Rosji, wielka diaspora ukraińska w Polsce pozwala sobie na bardzo wiele, np. oblanie ambasadora Rosji farbą, a ostatnio grożenie Polakom czystką. W wypowiedziach europejskich polityków pojawia się pomysł wysłania polskich żołnierzy na front, a coraz więcej Polaków, którzy byli w zasadniczej służbie wojskowej, czyli 40+ otrzymuje przydziały mobilizacyjne. Mimo tego wciąż wielu Polaków wierzy, że Rosja chce nas napaść. Otóż może nas napaść, jeśli Polska wciąż będzie szykować się do napaści na Rosję. Nie można prowokować Rosji i robić tego bezkarnie. Jeśli nie mamy warunków do pokonania takiego przeciwnika, powinniśmy robić wszystko, aby nie dopuścić do eskalacji napięcia wojennego pomiędzy Polską a Rosją, a tymczasem władze w Polsce robią bardzo dużo, aby wciągnąć Polskę do wojny, wykonując polecenia unijnej kamaryli, która wykonuje polecenia gnostyków. Jeśli więc bardzo będziemy chcieli, Rosja w końcu stanie się naszym wrogiem i nas zaatakuje. Wojna zaś, którą toczy Ukraina nie jest „naszą wojną”, Ukraina nie „walczy za nas”, i nie „odsuwa od polskich granic rosyjskich czołgów”. Rosyjska armia jest w Królewcu i na Białorusi i Ukraińcom nic do tego, nie powstrzymają tych sił, jeśli zechcą ruszyć na Polskę. Ukraina nie walczy za Polskę, nie walczy nawet za sama siebie, chociaż walczy za Zachód, to znaczy za globalistyczną kamarylę, odpowiedzialną za zdołowanie Europy, dążącą do państwa globalnego. Na pytanie, czy należy obawiać się Rosji należy odpowiedzieć twierdząco – należy się obawiać tego państwa, bo jest wielkie, ma broń jądrową, dużo ludzi, mocnych sojuszników i jest potężne nawet, gdy jest słabe. A Rosja dziś nie jest słaba, przeciwnie, wzmacnia się, a słabnie Europa. Jeśli więc Polacy mają powody bać się Rosji, to tym bardziej nie powinni atakować tego państwa, ponieważ nie mamy czym odpowiedzieć na ewentualny odwet ani nawet go powstrzymać. Nasz główny sojusznik i gwarant bezpieczeństwa – USA właśnie dogadał się z Rosją co do nowego ładu. Nasi pozostali sojusznicy – państwa Europy Zachodniej mają skorumpowane rządy, kierujące się złą wolą, i nawet gdyby rzeczywiście chcieli nas bronić, nie mają czym. Od lutego 2022 r. państwo polskie włączyło się do wojny z Rosją po stronie Ukrainy, na razie bez angażowania sił zbrojnych, ale z zaangażowaniem całego pozostałego potencjału. Nasi sojusznicy są wiarołomni i słabi, a państwo, którego bronimy – Ukraina jest nam bardzo niechętna, a jego przywódca pokazał właśnie w Waszyngtonie, jaki ma stosunek do własnych sojuszników. Jesteśmy więc przeraźliwie słabi, otoczeni przez pozornych sojuszników – wiarołomców, którzy nami gardzą, mamy rozbrojoną armię, zdewastowany przemysł i zdemoralizowane społeczeństwo, a mimo to atakujemy największe państwo świata, posiadające broń jądrową, a to wszystko robimy w interesie naszych nieprzyjaciół. A wielu Polaków na takie właśnie słowa reaguje w taki sposób: „ruska onuca, agent Putina”. Ja to piszę, bo chcę przeżyć, a oni najwyraźniej pragną, żeby ktoś ich zabił.

_____________

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa. Cz.I, Bartosz Kopczyński, 3 marca 2025

−∗−

Warto porównać:

Ostatnia zagrywka elit czyli III wojna światowa nadal jest na stole
Po stronie zachodniego establishmentu, urzędnicy państwowi i media bombardują opinię publiczną opowieściami o zbliżającym się rosyjskim blitzkriegu w Europie, jeśli Ukrainie pozwoli się upaść. Oczywiście, twierdzą również, że Rosja traci […]

_____________

Co nam pozostanie po Ukrainie?
Ukraina, jako państwo upada. I nie chodzi tu jedynie o wojnę, którą bez wsparcia Zachodu nasi wschodni sąsiedzi ewidentnie przegrają. Nawet nie w tym rzecz, że po 3 latach konfliktu […]

UE tonie w długach, więc rząd Tuska chce podwyżki unijnych podatków

UE tonie w długach. Rząd Tuska chce podwyżki unijnych podatków

3.03.2025 tysol/ue-tonie-w-dlugach

W ramach Funduszu Odbudowy po epidemii koronawirusa państwa Unii Europejskiej zaciągnęły dług o wysokości 300 mld euro. Obecnie nadchodzi pierwszy etap spłaty długu. Z tego powodu rząd Donalda Tuska, a także Francja i Włochy, szukając środków na spłatę zadłużenia, chcą podniesienia unijnego podatku od emisji dwutlenku węgla.

Według doniesień Politico kraje, które lobbują za podniesieniem opłat w ramach unijnego programu Carbon Border Adjustment Mechanism (CBAM), twierdzą, że Unia Europejska potrzebuje nowych źródeł dofinansowania. Warto przypomnieć, że powstanie Funduszu Odbudowy po epidemii koronawirusa oznaczało zaciągnięcie przez państwa członkowskie długu w wysokości 300 mld euro. Teraz nadchodzi spłata pierwszych części długu. 

Rząd Tuska chce podwyżki unijnych podatków

Choć mechanizm CBAM nie zaczął jeszcze obowiązywać, to grupa państw już chce podniesienia wysokości pobierania opłat. Według doniesień dziennikarzy, jednym ze zwolenników podniesienia opłat ma być rząd Donalda Tuska. Warto przypomnieć, że Polska sprawuje obecnie prezydencje w Radzie Unii Europejskiej, a funkcję komisarza ds. budżetu sprawuje Piotr Serafin.

«Musimy znaleźć „nowe zasoby własne”» – powiedział Politico wiceminister finansów Polski Paweł Karbownik, używając brukselskiego żargonu na określenie dochodów podatkowych płynących bezpośrednio do budżetu UE. «A z tych nowych zasobów własnych na stole najbardziej obiecujące mogą być CBAM»

Już w grudniu ubiegłego roku Austria, Bułgaria, Włochy i Polska rozpoczęły dyskusję na temat zmian w CBAM.

Można ich dokonać na trzy sposoby: można go rozszerzyć na nowe sektory; zmienić, aby obejmował zarówno eksport, jak i import, lub zmodyfikować, aby obejmował produkty „z dalszego łańcucha” wytworzone z importu objętego CBAM, co oznacza produkty gotowe lub półprodukty zamiast podstawowych towarów, takich jak stal

W swojej propozycji z grudnia kraje te opowiedziały się za rozbudową łańcucha dostaw. Ponadto jak podaje Politico.eu, podniesienie podatku miałoby pomóc przy spłacie długu związanego z epidemią koronawirusa.

Bruksela potrzebuje nowych źródeł dochodów – podaje Politico.eu.

Zdrowie Franciszka: Obraz oficjalny jest zbyt różowy. I przypudrowany.

stan/franciszka

Come sta il papa? I bollettini ufficiali (a volte surreali) e la realtà dei fatti conosciuti. La parola al medico.

aldomariavalli.it/come-sta-il-papa-i-bollettini-ufficiali-a-volte-surreali-e-la-realta-dei-fatti-conosciuti-la-parola-al-medico

=====================================

Zdrowie Franciszka: Obraz jest zbyt różowy

Franciszek pozostaje w stanie krytycznym, pisze dr Paolo Gulisano, lekarz, na AldoMariaValli.it (1 marca).

Obustronne śródmiąższowe zapalenie płuc jest prawie zawsze śmiertelną diagnozą, która prowadzi do prawie nieuniknionych powikłań oraz postępującego i nieodwracalnego pogorszenia sytuacji.

Wiek i otyłość papieża Franciszka są ważnymi dodatkowymi czynnikami ryzyka, szczególnie w przypadku powikłań kardiologicznych.

W oficjalnych biuletynach wydanych przez lekarzy brakuje szczegółów, zwłaszcza w odniesieniu do najważniejszych parametrów życiowych Franciszka.

28 lutego Watykan poinformował o „odosobnionym kryzysie skurczu oskrzeli, który jednak doprowadził do epizodu wymiotów z wdechem i nagłego pogorszenia sytuacji oddechowej”.

Gulisano nazywa to niedokładną informacją, ponieważ epizod ten nasuwa mu na myśl nową formę poważnej choroby płuc, zapalenie płuc „ab ingestis”, które występuje u słabych starszych pacjentów z trudnościami w połykaniu, gdy jedzenie trafia nie do żołądka, ale do płuc, powodując poważny stan zakaźny.

W komunikacie Watykanu podano, że Franciszek został natychmiast poddany bronchoaspiracji i rozpoczęto nieinwazyjną wentylację mechaniczną.

Według Gulisano, podanie, że papież jest „niezaintubowany” był koniecznością po latach medialnych taktyk zastraszania, w których pacjenci byli pokazywani w telewizji na brzuchu i zaintubowani, aby wywołać jak największy strach przed chorobą.

Nieinwazyjna wentylacja mechaniczna oznacza, że Franciszek ma maskę na nosie i ustach, aby zapewnić mu tlen. Gulisano opisuje to jako „poważną sytuację, która oznacza ostrożne rokowania”.

Ważne byłoby, aby wiedzieć, czy występuje zapalenie płuc „ab ingestis”, które może prowadzić do infekcji bakteryjnej krwi (sepsy) z potencjalnie śmiertelnymi konsekwencjami.

Infekcja dróg moczowych jest również powszechna w zakażeniach związanych z opieką zdrowotną: „Nie powiedziano nam, czy papież ma cewnik moczowy, ale jest prawie pewne, że tak”.

Według Gulisano, biorąc pod uwagę te warunki, „szczerze mówiąc surrealistyczne” jest słuchanie zbyt optymistycznych narracji, które mówią o „papieżu w pracy”, chyba że przez „pracę” rozumie się składanie podpisów na przedstawionych mu dokumentach. [sic !! md]

Równie niewiarygodne jest to, że 29 lutego, tuż przed kryzysem oddechowym, Franciszek modlił się w kaplicy, tak jakby w swoim stanie mógł zostać wyjęty z łóżka i z pokoju.

Jeśli to naprawdę się wydarzyło, dlaczego nie udokumentowano tego momentu fotograficznie, pyta Gulisano: „Przyniosłoby to pocieszenie wielu wiernym, którzy martwili się o jego stan i modlili się za papieża”.

„Dlaczego Franciszek, jeśli rzeczywiście nie jest przykuty do łóżka i autonomiczny, nie podjechał do okna na wózku inwalidzkim, aby pozdrowić tłumy, które są stale obecne na dziedzińcu szpitala, tak jak zrobił to Jan Paweł II w czasie swojej hospitalizacji?”.

To samo dotyczy twierdzenia Watykanu, że Franciszek zjadł śniadanie i przeczytał gazetę po przebudzeniu.

Gulisano nazywa to „idyllicznym obrazem”, który kontrastuje z zupełnie inną sytuacją kliniczną.

Pranie pieniędzy zrabowanych z darowizn na „obronę”? Ukraińska firma buduje przy granicy z Polską ogromny ośrodek narciarski. Ponad 6 mld zł.

Ukraińska firma buduje przy granicy z Polską ośrodek narciarski. Inwestycja warta ponad 6 mld zł

Patrycja Malik 19 lutego 2025, fakt/przy-granicy-z-polska-ukrainska-firma-buduje-osrodek-narciarski

W Karpatach Zachodnich, tuż przy granicy z Polską, ukraińska firma prężnie rozwija projekt, który ma przekształcić region w magnes dla międzynarodowej turystyki. W planach jest stworzenie nowoczesnego narciarskiego ośrodka wypoczynkowego. Z kompleksu będzie można korzystać o każdej porze roku.

Ośrodek narciarski powstanie w pobliżu wsi Wołosianka w obwodzie lwowskim, zaledwie 50 km od granicy z Polską. Góry w tym rejonie, jak zauważa „Rzeczpospolita”, osiągają wysokość niewiele ponad 1200 m nad poziom morza. Przypomina też, że choć wojna Rosji z Ukrainą trwa od trzech lat, to „w regionie Karpat nie odnotowano rosyjskich ataków rakietowych i dronów”. [Bo widocznie nie ma tam zachodniej broni i „specjalistów”, co tak gnębi Jaworów króla Jana Sobieskiego. md]

Wizja Wasyla Danylaka, prezesa Grupy Okko, to nie tylko sezonowe atrakcje dla narciarzy, ale całoroczne centrum rekreacji, które ma przyciągnąć gości z całego świata. Pierwszym krokiem w realizacji tej ambitnej koncepcji jest budowa kompleksu hotelowego, który zapoczątkuje transformację regionu. O sprawie poinformowała Niemiecka Agencja Prasowa, a opisał ją „Die Zeit”.

Przy granicy z Polską powstanie ośrodek narciarski. Buduje go ukraińska firma

Założenia projektu są imponujące: w perspektywie najbliższych 15 lat ma powstać 25 hoteli z ponad 5 tys. pokojów. Ośrodek, rozciągający się na 127 hektarach, będzie wyposażony w nowoczesne wyciągi narciarskie i stoki, umożliwiające aktywny wypoczynek o każdej porze roku.

Finansowanie przedsięwzięcia zostało już zaplanowane – jak podaje firma, całkowity koszt inwestycji to ponad 1,45 mld euro (około 6,25 mld zł). Struktura finansowania zakłada, że jedną trzecią środków na realizację projektu Grupa Okko pokryje z własnego kapitału oraz pożyczek, natomiast pozostałą część środków planuje pozyskać od inwestorów.

Ta inicjatywa to nie tylko krok w stronę wzmocnienia pozycji Ukrainy na turystycznej mapie Europy, ale także znaczący impuls dla lokalnej gospodarki, który może przyczynić się do rozwoju całego regionu. Oczekuje się, że nowy ośrodek wypoczynkowy stanie się jednym z kluczowych elementów atrakcyjności turystycznej.

Źródło: „Rzeczpospolita”, „Die Zeit”

===============

mail:

Wszystko tak na rympał, na wiwat ? Nie mają gdzie szmalu wyprać? Ciekawe, jaki udział ma Włodymyr?

MEMy !! Sunday Strip: Nut Jobs. It ain’t over till it’s over. –

Sunday Strip: Nut Jobs

It ain’t over till it’s over

Robert W Malone MD, MS Mar 02, 2025


“I don’t want to connect my coffee machine to the Wifi network. I don’t want to share the file with OneDrive. I don’t want to download an app to check my car’s fluid levels. I don’t want to scan a QR code to view the restaurant menu. I don’t want to let Google know my location before showing me the search results.

I don’t want to include a Teams link on the calendar invite. I don’t want to pay 50 different monthly subscription fees for all my software. I don’t want to upgrade to TurboTax platinum plus audit protection. I don’t want to install the Webex plugin to join the meeting. I don’t want to share my car’s braking data with the actuaries at State Farm.

I don’t want to text with your AI chatbot. I don’t want to download the Instagram app to look at your picture. I don’t want to type in my email address to view the content on your company’s website. I don’t want text messages with promo codes. I don’t want to leave your company a five-star Google review in exchange for the chance to win a $20 Starbucks gift card.

I don’t want to join your exclusive community in the metaverse. I don’t want AI to help me write my comments on LinkedIn. I don’t even want to be on LinkedIn in the first place.

I just want to pay for a product one time (and only one time), know that it’s going to work flawlessly, press 0 to speak to an operator if I need help, and otherwise be left alone and treated with some small measure of human dignity, if that’s not too much to ask anymore.”

~ Robert Sterling





(For those who haven’t followed this news story, and are interested – I suggest reading “The NSA’s Secret Sex Chats.” The article can be graphic in describing the chat discussions, so you are forewarned.)





True Story:

Between choosing to wear sweatpants in the Oval Office and his prior career, viewing this as a serious person is hard.

For those who are interested, I highly recommend reading the article “Hard truths about the Trump-Zelensky-Vance Oval Office blow-up: The public spectacle doesn’t change the fact that the war needs to end soon.”

It may be the best analysis of the situation I have read.


==========================

The meme wars:

In the meantime, in mass, the cra-cra on Facebook are having a very public meltdown:

And of course, this one:

These memes are being rolled out systematically, with organized “protests” nationwide.

Folks, this is a movement that is being funded from the top. It is organized and has all the hallmarks that the Soros-funded NGOs are driving this synthetic bus.

Last year, Jeffrey Sachs delivered a most crucial history lesson at the European Union.





I stand with the United States and President Trump.



I attended a meeting recently, under Chatham House rules, where I heard a Senator state on stage argue that we need to continue funding wars in the Middle East and around the world to ensure these forever wars happen on their soil rather than ours. Otherwise, foreign countries will invade American soil. He further explained that supporting the economy long-term required funding the military-industrial complex to the tune of billions of dollars (trillions?) for at least another decade.

This Senator didn’t read the room; the dead silence of the audience encapsulated the mood. Conservatives are no longer interested in this strategy of empire-building.

The warmongering Republican Party of old is crumbling. Something new and revolutionary, exemplified by MAGA and developed by the Trump team to drive the American economy, is afoot – and it doesn’t involve perpetual wars on foreign soil.





https://www.youtube-nocookie.com/embed/LD6kvDHbIYY?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0

Polskie F-16 bez serwisu. Malowanie za cenę klęski. Rządowi Tuska zabrakło pieniędzy.

Polskie F-16 bez serwisu. Rządowi Tuska zabrakło pieniędzy.


https://niezalezna.pl/polska/polskie-f-16-bez-serwisu-rzadowi-tuska-zabraklo-pieniedzy/538571

Rząd oszczędza na serwisowaniu naszych F-16 – wynika z dokumentu, do którego dotarła „Codzienna”. „Z powodu niedostatecznej ilości środków finansowych” wojsko rezygnuje z pokrywania samolotów powłoką, która czyni je mniej widzialnymi dla radarów wroga.

– Będziemy domagać się wyjaśnienia tego skandalu od MON i armii. To osłabianie potencjału obronnego – mówi Bartosz Kownacki, wiceszef sejmowej komisji obrony narodowej. – To symbol rozbrojenia narodowego w wykonaniu tej koalicji – komentuje Marcin Warchoł, poseł PiS. – Chcemy kupować F-35, a nie stać nas na malowanie F-16? – pyta gen. Roman Polko.

„Codzienna” dotarła do dokumentu, który wojsko przesłało Wojskowym Zakładom Lotniczym nr 2. W tym piśmie datowanym na 4 lutego tego roku szef zespołu nadzoru technicznego jednostki wojskowej 3091 w Poznaniu (2 Skrzydło Lotnictwa Taktycznego) ppłk Tadeusz Foryszewski informuje dyrektora operacyjnego WZL nr 2:

„W związku z przydzieleniem niewystarczającej ilości środków finansowych na rok 2025 w ramach umowy serwisowej [tu numer umowy – przyp. red.] na chwilę obecną nie ma możliwości wskazania przybliżonych terminów malowań samolotów F-16 planowanych na rok 2025. Jednocześnie informuję, że zespół nadzoru technicznego 2SLT wystąpił (…) o zmianę planu realizacji obsług (…) na 2025 r. poprzez całkowite usunięcie zaplanowanych do malowania samolotów”.

To nie jest zwykłe malowanie

Technicy z Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 wyjaśniają, że nie chodzi tu o zwykłe malowanie samolotów.

– Tu nie chodzi o wygląd. Malowanie pozwala pokryć F-16 specjalną powłoką, która obniża widzialność maszyny dla radarów wroga

– mówią rozmówcy „GPC”. I przypominają, że kiedy F-16 wreszcie do Polski przyleciały, to właśnie ta ograniczona dla radarów wroga widzialność często była wymieniana jako atut tej maszyny. Rzeczywiście „Polska Zbrojna” pisała: „48 wielozadaniowych samolotów F-16, które 11 lat temu kupiła armia, dla zwiększenia właściwości bojowych jest pomalowanych specjalną farbą Have Glass II. Jak twierdzą lotniczy eksperci, o około 15 proc. zmniejsza ona powierzchnię odbicia radarowego”. Portal Aviation24.pl zaś donosił: „W trakcie użytkowania samolotów powłoka lakiernicza ulega powolnemu niszczeniu, dlatego co jakiś czas sprawdza się grubość i jakość warstwy Have Glass II, a następnie kieruje się płatowiec do jej odnowienia. Polskie zakłady WZL 2 dopiero w 2014 r. uzyskały certyfikat pozwalający na odnawianie powłoki lakierniczej myśliwców F-16. Od tamtej pory bydgoskie zakłady sukcesywnie prowadzą renowację lakierowania »jastrzębi«”.

Te 15 proc. oznacza, jak wyjaśniają technicy, że – w dużym uproszczeniu – dla wrogich radarów myśliwiec staje się widoczny z bliskich odległości, a z dalszych go nie widzą.

Nieprawdopodobny skandal!

– To jest nie do uwierzenia! W sytuacji, gdy mamy wojnę u naszych granic, czynione są oszczędności prowadzące do obniżenia wartości bojowej naszego lotnictwa. To jest nieprawdopodobny skandal – mówi „Codziennej” członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej poseł Andrzej Śliwka. Podkreśla, że już w ubiegłym roku budżet MON był przedmiotem niejasnych zmian, tak by był wykorzystany a jednocześnie, by zostały ukryte pewne braki. – Tu mamy do czynienia z malowaniem ochronnym maszyn, które w każdej chwili muszą być gotowe do akcji. Środki na utrzymanie tych maszyn powinny być zabezpieczone bezwarunkowo – mówi Śliwka.

– To jest zbyt poważna sprawa, by przejść nad nią do porządku dziennego. Będziemy żądać wyjaśnień od MON i od sił powietrznych na forum sejmowej komisji – mówi wiceszef tej komisji poseł PiS Bartosz Kownacki. Podkreśla, że ta sytuacja pokazuje powrót do praktyk z przeszłości.

–  Przed objęciem rządów przez Zjednoczoną Prawicę wciąż mieliśmy do czynienia z brakiem pieniędzy na wszystko. Tak stało się ponownie raptem rok po powtórnym objęciu rządów przez PO. Dramatem jest, że ta filozofia rządzenia dotyka tak newralgicznej, fundamentalnej sprawy jak bezpieczeństwo – oburza się Kownacki.

To koniec Zełeńskiego? USA: Ukraina powinna mieć prezydenta zdolnego do rozmów z Rosją

To koniec Zełeńskiego? Mike Waltz: Ukraina powinna mieć prezydenta zdolnego do rozmów z Rosją

Doradca Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego, Mike Waltz, sugeruje, że Ukraina powinna zmienić prezydenta. Jak stwierdził w wywiadzie dla CNN, w Kijowie powinien rządzić człowiek gotowy do rozmów z Rosją. 

Potrzebujemy przywódcy, który będzie działał z nami i będzie działał z Rosjanami, i zakończy tę wojnę, a jeśli okaże się, że osobiste lub polityczne motywacje prezydenta Zełenskiego są rozbieżne z zakończeniem walk w jego kraju, to myślę, że jest prawdziwy problem” – powiedział Waltz w wyemitowanym niedzielę wywiadzie dla CNN.

Odpowiedział w ten sposób na pytanie, czy prezydent USA Donald Trump chce ustąpienia Zełenskiego z urzędu. Odnosząc się do swoich poprzednich wypowiedzi, kiedy jeszcze jako kongresmen porównywał ukraińskiego prezydenta do Winstona Churchilla, Waltz podkreślił, że Churchill był właściwym człowiekiem na czas wojny, lecz stracił władzę w 1945 roku i „nie przeprowadził Anglii do następnej fazy”.

Waltz wymienił zastrzeżenia do zachowania Zełenskiego podczas piątkowego spotkania z Trumpem w Gabinecie Owalnym. Zasugerował, że postawa prezydenta Ukrainy nie sprawiała wrażenia, by chciał w dobrej wierze doprowadzić do końca wojny; krytykował go też za żądanie od USA gwarancji bezpieczeństwa.

„Mówienie o szczegółach i żądanie gwarancji bezpieczeństwa, zanim – jak powiedział prezydent Trump – nie dowiemy się, czy możemy w tym momencie doprowadzić obie strony do stołu rozmów… Nie można też potępiać drugiej strony, roztrząsając historię konfliktu, jeśli chcemy doprowadzić obie strony do stołu negocjacyjnego” – mówił doradca prezydenta USA.

Dodał, że Biały Dom uznał język ciała Zełenskiego – „kręcenie głową, siedzenie ze skrzyżowanymi rękami” – za „niezwykle niegrzeczne”.

„Cierpliwość narodu amerykańskiego, który daje kolejne miliardy (pomocy) bez widocznego końca, nie jest nieograniczona. I jasno to powiedzieliśmy prezydentowi Zełenskiemu na koniec tego spotkania” – zaznaczył.

Waltz powiedział, że obie strony wojny muszą pójść na ustępstwa – Ukraina w kwestii terytorium, a Rosja w kwestii gwarancji bezpieczeństwa. Zaznaczył przy tym, że nie może uzyskać od Kijowa konkretów w sprawie ustępstw terytorialnych, i dodał, że wykluczone jest członkostwo Ukrainy w NATO. Powiedział też, że jest za wcześnie na mówienie o szczegółach dotyczących gwarancji bezpieczeństwa, poza tym, że w tej kwestii wiodącą rolę ma odgrywać Europa.

„Rozmowa o szczegółach gwarancji bezpieczeństwa jest jak rozmowa o szczegółach gwarancji na jakiś przedmiot, zanim zdecydujesz, czy (w ogóle) zamierzasz go kupić” – ocenił polityk.

Pytany o doniesienia, według których USA wstrzymały operacje cybernetyczne przeciwko Rosji, Waltz nie odpowiedział wprost. Powiedział, że nie było to przedmiotem rozmów, a USA będą stosować „wiele marchewek i kijów, by zakończyć tę wojnę”.

Źródło: PAP Pach