Zemsta sprzedawczyni pierogów. Zginęło 40 gangsterów.
24.05.2025
40 gangsterów nie żyje – w ten sposób mieszkanka Haiti postanowiła pomścić śmierć członków swojej rodziny. Kobieta zajmowała się sprzedażą odmiany pierożków, które należą do tamtejszych przysmaków. Haitanka otruła nimi przestępców.
Stolica w rękach gangsterów
Zdarzenia rozegrały się na przedmieściach stolicy Haiti, Port-au Prince – w miejscowości Kenscoff.
Uliczne gangi rządzą większością dzielnic stolicy, a ich wpływy sięgają również daleko w głąb kraju. Morderstwa, grabieże i gwałty są w niektórych dzielnicach na porządku dziennym. Podobnie jak wojny gangów, w których giną też przypadkowi ludzie. Wśród ofiar znaleźli się członkowie rodziny jednej z kobiet kobiety, zajmującej się uliczną sprzedażą pierożków.
Haitanka wiedziała, że nie może liczyć na sprawiedliwość, więc postanowiła wymierzyć ją sama. Poczęstowała gangsterów lokalnym specjałem. Tłumaczyła, że jest to dar prosto z serca, w zamian za ochronę przez nich dzielnicy, w której mieszka. Wcześniej zatruła ofiarowany posiłek.
Sama zgłosiła się na policję
Pierożkami częstowali się członkowie lokalnego gangu. Nie spodziewali się podstępu, ponieważ sprzedawczyni pierożków znana była miejscowym od lat.
Wkrótce potem 40 członków gangu zmarło zanim lekarze dotarli na miejsce.
W obawie przed zemstą, kobieta opuściła Kenscoff. Niedługo po otruciu gangsterów jej dom spłonął doszczętnie w wyniku podpalenia.
Sprzedawczyni pierożków dobrowolnie zgłosiła się na policję i przyznała do otrucia 40 gangsterów. Media nie ujawniły, czy zostaną jej postawione zarzuty.
Kraj na krawędzi wojny domowej. „Nasze siły policyjne są bezradne”. haiti
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Haiti, abp Max Leroy Mesidor ostrzegł w ogłoszonym w poniedziałek liście pasterskim, że „ten karaibski kraj, opanowany i kontrolowany przez grupy przestępcze, znalazł się na krawędzi wojny domowej”.
„Nasze siły policyjne są bezradne wobec zbrojnych band, które przekształciły się w zorganizowaną armię” – podkreślił duchowny.
„Ja sam – dodał hierarcha katolicki – nie mogę wizytować dwóch trzecich moich diecezji, ponieważ drogi w naszym kraju są zablokowane”.
W ostatnich latach na Haiti, najuboższym państwie obu Ameryk, gwałtownie nasiliła się przemoc. Obecnie gangi kontrolują znaczną część kraju i 80 proc. stolicy.
Bandy rabusiów urosły w siłę po tym, gdy w lipcu 2021 roku zginął w zamachu prezydent kraju Jovenel Moise. Zabójstwo prezydenta poprzedziły masowe protesty, których uczestnicy oskarżali go o korupcję i domagali się jego ustąpienia w związku z wygaśnięciem pięcioletniego mandatu szefa państwa.
Mirosław Dakowski:
Przecież władze i lud Haiti oddali się we władanie Szatana:
Trzęsienie ziemi na Haiti było konsekwencją paktu, jaki 200 lat temu zawarli z szatanem przywódcy tego państwa. „Byli uciskani przez Francuzów. Zgromadzili się i zawarli pakt z diabłem. Powiedzieli: „będziemy ci służyć, jeśli uwolnisz nas od Francuzów. A diabeł odparł: „ok, umowa stoi.” I Haitańczycy wygnali Francuzów. Wzniecili rewoltę i uzyskali wolność. Jednak od tamtej pory spada na nich przekleństwo za przekleństwem”
[Tragedia Haiti; voodoo, „Southern Decadence”] Oczy i uszy mocno zamknięte [Przypominam analizę sprzed 14 lat. Ciągle aktualna M. Dakowski
Najwyżsi urzędnicy państwowi w tym Emile Jonassaint czy Jean-Bertrand Aristid, który w 2003 podniósł ten kult do rangi religii państwowej.
29 sierpnia 2005 w Nowy Orlean uderzył jeden z najsilniejszych w historii Stanów Zjednoczonych huraganów – Huragan Katrina. Po przejściu przez Zatokę Meksykańską nabrał impetu, który w całości wyładował na mieście, którego 80% zostało zalane. Zginęło ponad 2500 osób a populacja tego półmilionowego miasta spadła do 273 tysięcy. Dziś obserwujemy jeszcze bardziej przerażające skutki trzęsienia ziemi na nieodległej Haiti. Zniszczenia są ogromne, w gruzach leży pałac prezydencki, liczby ofiar wciąż nie sposób oszacować, ale coraz częściej mówi się o 200 tysiącach. Skutkami trzęsienia może być dotkniętych aż 3 miliony ludzi, czyli jedna trzecia całkowitej populacji. Na ulicach zapanował chaos i anarchia. Niektórzy dziennikarze zadają pytanie „Gdzie w tym całym piekle jest Bóg?” Nie odpowiem na to pytanie, bo jest ono retoryczne i najczęściej stawiane w prowokacyjnych celach, ale gdyby je postawić inaczej „Gdzie w tym wszystkim nie ma Boga?” znalazłoby się sporo osób mówiących, że właśnie w Nowym Orleanie i na Haiti. [w 2024 doszła Francja MD] Po pamiętnej tragedii sprzed 5 lat, sporo takich głosów odezwało się w Stanach Zjednoczonych. Wskazywano na zbieżność huraganu z corocznym festiwalem homoseksualnym pod wyzywającą nazwą „Southern Decadence”, co można przetłumaczyć, jako „Południowy Upadek„. Nie inaczej jest i teraz. Znany amerykański duchowny Pat Robertson, który kiedyś zasugerował, że huragan Katrina był dla Amerykanów karą zesłaną na nich przez samego Boga, powiedział, że tragiczne trzęsienie ziemi na Haiti to wynik „paktu z diabłem” – poinformował serwis CNN. Można dyskutować z radykalizmem i pewnością siebie pastora, zwłaszcza że mówi o rzeczach, które trudno by mu było udowodnić w racjonalny sposób. Także koncepcja bezwzględnie karzącego Boga, jakoś tak bliżej ma do judaizmu niż chrześcijaństwa. W chrześcijaństwie, to co często nazywamy „Karą Bożą”, jest po prostu skutkiem wolnego wyboru człowieka, efektem odrzucenia Boga i wyboru innej drogi, która tylko w naszym zadufaniu wydaje się być niezależną, w istocie nią nie jest. Dlaczego o tym piszę? Dlaczego poruszam tak delikatne tematy, które łatwo ktoś może nazwać profanacją ofiar i przejawem bezduszności wobec cierpienia ludzi, którzy przeżyli kataklizmy? Od chwili, gdy dotarły pierwsze informacje o trzęsieniu ziemi na Haiti, nieodparcie przychodzi mi na myśl pewien ścisły związek między tymi miejscami. Związek tak ścisły, że wbrew logice każe mi się zastanawiać nad definicją słowa „przypadek„. Otóż zarówno Nowy Orlean jak i Haiti są największymi w regionie, jeśli nie na świecie skupiskami wyznawców voodoo – okultystycznego kultu przez wielu nazywanego kultem demonów. Voodoo to synkretyczny kult, bo trudno go nazwać religią, łączący elementy wierzeń afrykańskich, animizmu, spirytyzmu i słabo przyswojonego chrześcijaństwa. Mimo iż uznaje on istnienie jednego Boga (Bon Dieu) to w rzeczywistości czczone są inne duchowe istoty-duchy (loa). Podstawą kultu są „rytuały opętania„, podczas których w rytmie bębnów uczestnicy zapadają w trans i zapraszają „istoty duchowe” do swego wnętrza. Do tego jeszcze dochodzi wiara w możliwość wskrzeszania zmarłych i wykorzystywania ich w pracy jako zombie, oraz wszechobecna magia ze znanymi wszystkim „laleczkami voodoo” na czele. W Nowym Orleanie wciąż istnieją setki sklepów gdzie można się zaopatrzyć w przedmioty magiczne oraz drużyna futbolowa New Orlean VooDoo.
Na Haiti wśród wyznawców kultu byli najwyżsi urzędnicy państwowi w tym Emile Jonassaint czy Jean-Bertrand Aristid, który w 2003 podniósł ten kult do rangi religii państwowej. Mimo iż oficjalnie jego wyznawcami jest tylko kilka procent mieszkańców wyspy, to jego wpływy są szerokie. Wielu Haitańczyków uznawanych za katolików praktykuje magię, nosi amulety voodoo czy uczestniczy w ceremoniach, które z nazwy są chrześcijańskie a w istocie odnoszą się do „bóstw voodoo”. Tak jest w przypadku corocznej pielgrzymki do wodospadu Saut d’Eau (Wodny Skok). Gdzie pielgrzymi obnażeni do połowy dokonują rytualnego obmycia, wierząc że z wodami wodospadu zstępuje na nich „bogini wody” Erzulie (przy okazji patronka czarownic, prostytutek i wyznawczyń 'voodoo). Czy zatem należy wyśmiać i zakrzyczeć tych wszystkich, którzy próbują w tych wydarzeniach dopatrzeć się czegoś więcej niż tylko kataklizmów i straszliwych ludzkich tragedii? Może czasem wypada spojrzeć na wydarzenia dziejące się w świecie z trochę innej niż racjonalistyczna perspektywy i uświadomić sobie, ze nic nie dzieje się przypadkiem. W każdym wydarzeniu, nawet tym najbardziej tragicznym, można odnaleźć przesłanie skierowane do tych co ocaleli. To nasz wybór czy tego chcemy, czy zamkniemy uszy i oczy. konserwa
Tragedia Haiti – wynik paktu z diabłem? Tragedia Haiti – wynik paktu z diablem? Pat Robertson krytykowany za wypowiedź o Haiti – czy słusznie?Nowe zaskakujące fakty 18 stycznia 2010 http://www.chrzescijanin24.pl/ze-wiata/news/1102-pat-robertson-krytykowany-za-wypowied-o-haiti-czy-susznie-nowe-zaskakujce-fakty.html Ewangelista Pat Robertson został poddany krytyce za swoją wypowiedź w programie 700 Club. Wyraził on opinię, iż trzęsienie ziemi na Haiti było konsekwencją paktu, jaki 200 lat temu zawarli z szatanem przywódcy tego państwa. „Byli uciskani przez Francuzów. Zgromadzili się i zawarli pakt z diabłem. Powiedzieli: „będziemy ci służyć, jeśli uwolnisz nas od Francuzów. A diabeł odparł: „ok, umowa stoi.” I Haitańczycy wygnali Francuzów. Wzniecili rewoltę i uzyskali wolność. Jednak od tamtej pory spada na nich przekleństwo za przekleństwem” – powiedział założyciel Christian Broadcasting Network (CBN). Robertson podkreślił też, że dzieląca wyspę Hispaniola z Haiti Republika Dominikany „prosperuje, jest pełna kurortów i ma się dobrze”, tymczasem Haiti „cierpi potworne ubóstwo”. „Musimy się modlić, by Haitańczycy masowo nawracali się do Boga. Sądzę, że z tej tragedii może wyniknąć coś dobrego. Obecnie jednak pomagamy cierpiącym ludziom, a ich cierpienie jest wprost niewyobrażalne” – stwierdził Pat Robertson. Komentarze założyciela CBN szybko rozprzestrzeniły się w Internecie i jak donosi BBC World Service, stały się tematem nr 4 w serwisie Twitter Wednesday. Wypowiedź Robertsona potępili prominentni przywódcy chrześcijańscy: Robert Jeffress z Pierwszego Kościoła Baptystów w Dallas oraz Franklin Graham (syn znanego ewangelisty Billy’ego Grahama). „Musiał się przejęzyczyć. Musimy zacząć teraz pomagać ludziom. Bóg kocha naród Haitańczyków i nie odwrócił się od Haiti” – miał według stacji ABC News powiedzieć Graham. Chris Roslan, rzecznik CBN, w specjalnie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej oświadczeniu, powiedział, że komentarze Robertsona są oparte na historii buntu niewolników, na którego czele w 1791 roku stanął Boukman Dutty. Jak głosi historia tak zwanej „Umowy Boukmana”, Dutty poprowadził niewolników w rytuale Voodoo, podczas którego złożono w ofierze świnię i wypito jej krew, aby zawrzeć pakt z diabłem. Buntownicy zobowiązali się do służenia duchom wyspy przez 200 lat w zamian za wolność od Francuzów. Po 13 latach konfliktu uzyskali niepodległość. Historia ta połączona z tragicznym stanem kraju spowodowała, że wielu badaczy oraz postaci religijnych na przestrzeni wieków zaczęło uważać go za przeklęty. Dr Robertson nigdy nie powiedział, że trzęsienie było wyrazem Bożego gniewu. Jeśli obejrzymy całość jego wypowiedzi, ujrzymy wyraźne współczucie dr Robertsona dla Haitańczyków. Zaapelował on o modlitwę za nich” – powiedział Roslan. Rzecznik CBN dodał też, że organizacja Operation Blessing International, humanitarne ramię CBN, stale działa na Haiti i rozpoczęła dużą akcję mającą na celu udzielenie pomocy ofiarom trzęsienia ziemi. Ponadto służba ta wysłała na wyspę warte miliony dolarów środki medyczne oraz ekipę specjalizującą się w pomaganiu ofiarom kataklizmów. Joseph L. Williams z misyjnej organizacji CEO of New Directions International pracującej na Haiti od lat 80., powiedział, że już długo trwają spory dotyczące prawdziwości historii o pakcie z szatanem. Jego zdaniem nie można jednak zaprzeczyć, iż odkąd Haiti zostało republiką (w 1804 r.) kraj ten jest powiązany z Voodoo. Według doniesień mediów, w 2003 r. były prezydent Haiti Jean-Bertrand Aristide, ogłosił Voodoo religią narodową, określając tę praktykę „zasadniczą częścią tożsamości narodowej ludności tego kraju”. „A więc bez względu na to czy kraj ten został poświęcony szatanowi czy też nie, Voodoo stało się jego religią narodową i ludzie byli w nią zaangażowani przez dwa wieki” – stwierdził Williams. Williams dodał jednak, że w 2004 r. haitańscy przywódcy chrześcijańscy przeprowadzili kampanię mającą na celu „złamanie przekleństwa Voodoo” nad ich krajem. Pomagał on wówczas pastorowi Jeanowi Chavannesowi Jeune’owi, który starał się o prezydenturę w 2005 r., w zorganizowaniu pierwszego w historii narodowego śniadania modlitewnego [a cóż to za dziwoląg? md] w pałacu narodowym oraz narodowej modlitwy w stolicy – Port-au-Prince, by „ogłosić, że Haiti będzie krajem chrześcijańskim”. „Wierzę, że przekleństwo zostało złamane i sądzę, że podobnie myślą haitańscy przywódcy chrześcijańscy. Nie mam co do tego wątpliwości” – powiedział Joseph L. Williams. Chociaż Voodoo nadal jest na Haiti szeroko rozpowszechnione, Williams i Jeune uważają, że problemy tego kraju mają naturę polityczną. W obronie Pata Robertsona wystąpił pastor Gary Cass, szef Chrześcijańskiej Komisji Przeciwko Zniesławieniu, mówiąc, że jego słowa bez wątpienia mieściły się „w granicach historycznej teologii chrześcijańskiej”. „Być może to jest rzeczywisty problem. Człowiek uraża się przez to, że nie jest Bogiem. Odrzuca Bożą opatrzność. W Biblii można przeczytać o tym, jak Bóg używa katastrof naturalnych, by wypełnić swoje zamierzenia. Znajdziemy tam trzęsienia ziemi, powodzie, klęski głodu, szarańczy itp. Wszystkie tam są, choć ludzie ich nienawidzą. Zamiast pokornie uznać, że Boże drogi nie są naszymi drogami, człowiek pomstuje i oskarża Boga. Ostatnią rzeczą, jaką robi, jest wołanie o Jego miłosierdzie w Jezusie Chrystusie” – powiedział Gary Cass. Wskazując na działanie Robertsona przez organizację Operation Blessing, Cass dodał też, że ludzie „powinni robić to, co robi Pat i błogosławić ubogich Haitańczyków”. Pat Robertson jest znany z kontrowersyjnych wypowiedzi. Poprzednio był powszechnie krytykowany za wzywanie do zamachu na prezydenta Wenezueli, Hugo Chaveza oraz za swoje słowa, iż były premier Izraela, Ariel Szaron, dostał w 2006 roku wylewu krwi do mózgu z powodu swojej roli w „dzieleniu Bożej ziemi”. Założyciel CBN ostatecznie przeprosił za obie wypowiedzi. Pat Robertson powiedział ponadto, że huragan Katrina i atak na World Trade Center z 11 września 2001 roku były rezultatem Bożego sądu nad Ameryką za jej niemoralność. Tłumaczenie i opracowanie: Chrześcijanin24.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło: Charismamag.com
Zamieszki w Haiti. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP/EPA
Na Haiti nie ma wojny, ale są kataklizmy i gangi, które korzystają na upadku państwa. Zbrojne bandy atakują całe dzielnice i podpalają domy, a życie straciło wartość. Od stycznia tego roku, na Haiti w wyniku działania gangów zginęło co najmniej 3661 osób.
Takie dane przekazała ONZ, która alarmuje o braku sprzętu dla miejscowej policji i braku zagranicznego personelu międzynarodowej misji bezpieczeństwa. Być może jednak już na dniach na Haiti przybędą dodatkowe siły policyjne.
Liczba 3661 ofiar w 2024 roku jest podobna do poziomu przemocy z roku 2023 r. O ile miejscowej policji brakuje sprzętu, to nielegalna broń w dalszym ciągu dociera na Haiti i wpada w ręce gangów.
Z raportu obejmującego okres od stycznia do czerwca wynika, że także podczas działań policji i patroli w Port-au-Prince zginęło co najmniej 860 osób, a 393 zostało rannych, w tym co najmniej 36 dzieci. Może to wskazywać na brak profesjonalizmu miejscowych służb, które zbyt często uciekają się do użycia siły.
Agendy ONZ wezwały do „kompleksowego wdrożenia embarga na broń”, wprowadzenia zakazu podróżowania na Haiti i zamrożenia aktywów gangów. Broń na Haiti dociera ze Stanów Zjednoczonych, przez Republikę Dominikany i Jamajkę.
W kraju żyje prawie 600 000 osób bezdomnych i przesiedleńców. 1,6 miliona ludzi boryka się z poważnym brakiem bezpieczeństwa żywnościowego. Życie mieszkańców zależne jest od pomocy międzynarodowych misji humanitarnych, które działają w trudnych warunkach i są terroryzowane przez gangi. Jaskółką nadziei jest przyjazd zagranicznych ekspertów i utworzenie Tymczasowej Rady Prezydenckiej, rodzaju nowego rządu .
Prezydent Kenii, która stoi na czele misji stabilizacji, William Ruto zapewniał w czwartek na forum ONZ w Nowym Jorku, że jego kraj zakończy już wkrótce rozmieszczanie dodatkowych kontyngentów MMAS i stanie się to do stycznia 2025 r. Liczebność tych sił to 2500 funkcjonariuszy policji. Obecnie jest to około 400 funkcjonariuszy policji i około dwudziestu żołnierzy z Jamajki i Belize. Problemem jest finansowanie tej misji.
Przewodniczący rady przejściowej na Haiti, Edgard Leblanc Fils wezwał z kolei społeczność międzynarodową do rozpoczęcia prac nad przekształceniem MMAS w misję pokojową ONZ.
Katolicki kapłan Alloyce Cheruiyot Bett zginął 22 maja w strefie Tot w dolinie Kerio na zachodnim płaskowyżu w Kenii. Do zabójstwa doszło po zakończeniu Mszy św., którą sprawował w małej wspólnocie chrześcijańskiej Jumuiya w wiosce Kakbiken. Do kościoła weszło kilku uzbrojonych mężczyzn i otworzyło ogień do duchownego. Jedna z kul trafiła go w szyję, powodując natychmiastową śmierć.
Miejscowa policja oświadczyła, że aresztowała sześć osób mających związek ze zbrodnią.
Chociaż początkowo wysunięto przypuszczenie, że chodziło o nieudaną próbę porwania, która zakończyła się śmiercią ofiary, to rzecznik policji oświadczył, że zabójstwo ks. Betta nie było w żadnym wypadku związane z kradzieżą bydła lub innymi formami przestępczości, występującymi na tych terenach. Niektóre źródła miejscowe sugerują, iż zabójcy podejrzewali, że kapłan był informatorem policji, pomagającym organom ścigania w zapewnieniu bezpieczeństwa na tych ziemiach.
Ks. Cheruiyot Bett jest drugim kapłanem katolickim, zamordowanym w Kenii w ostatnim tygodniu. 15 maja proboszcz parafii św. Ludwika w Igwamiti w środkowej części kraju ks. John Ndegwa Maina zmarł w szpitalu, dokąd przewieźli go przypadkowi ludzie, którzy znaleźli go ciężko rannego na poboczu autostrady Nakuru-Nairobi, wiele kilometrów od jego parafii.
Od niemal dwustu lat debata ekonomiczna zdominowana jest przez dwa opozycyjne kierunki, socjalizm i kapitalizm, łączone z dwoma przeciwstawnymi koncepcjami człowieka i państwa: kolektywizmem i indywidualizmem.
Z tej perspektywy wydaje się, że jeśli jest się krytycznym wobec socjalizmu, należy zaakceptować kapitalizm, jeśli zaś odrzuca się kapitalizm – pozostaje jedynie socjalizm. Jednak w ostatnim wieku wielokrotnie pojawiały się próby znalezienia trzeciego rozwiązania, takiego, które łącząc zalety obu systemów byłoby w stanie uniknąć ich wad. Odpowiedzią okazał się solidaryzm.
O ekonomii solidarystycznej to wybór fragmentów z kompendium wiedzy ekonomicznej Lehrbuch der Nationalökonomie, autorstwa Heinricha Pescha, które proponuje alternatywne podejście do współczesnych wyzwań gospodarczych.
Wybrane fragmenty przedstawiają koncepcję ekonomii solidarystycznej, opartej na zasadach międzyludzkiej solidarności i wartościach chrześcijańskich. W swoim podejściu do ekonomii, Pesch próbował połączyć najlepsze elementy socjalizmu i kapitalizmu, odrzucając jednak zarówno totalitaryzm, jak i nieograniczoną konkurencję.
Jego koncepcja solidaryzmu opierała się na idei współpracy i wspólnoty, zgodnie z którą państwo, instytucje społeczne i jednostki współpracują ze sobą dla dobra wspólnego. W swoich pracach Pesch dążył do stworzenia systemu ekonomicznego, który respektowałby własność prywatną i zapewniałby wolność gospodarczą, ale jednocześnie uwzględniałby potrzeby i dobro wspólnoty.
Książka „O ekonomii solidarystycznej” może otworzyć oczy katolikom na współczesną Katolicką Naukę Społeczną, która promuje odpowiedzialność społeczną, sprawiedliwość i poszanowanie godności każdej osoby. Pesch przekonuje, że jedynym sposobem na trwałe ugruntowanie wartości gospodarczych jest zakorzenienie ich w transcendencji, czyli w Bogu i religii.
Jego dzieło stanowi ważny wkład w dyskusję na temat roli etyki w ekonomii i podkreśla, że wartości moralne i duchowe są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa.
Heinrich Pescha, niemiecki jezuita, etyk i ekonomista uważany za czołowego przedstawiciela szkoły solidaryzmu. Po odbyciu nowicjatu w Holandii kontynuował naukę, a następnie podróżował, by zgłębić wiedzę o ekonomii. Duży wpływ na jego myśl wywarł pobyt w Anglii, gdzie obserwował warunki życia robotników fabrycznych. W swoich pracach Pesch kładł nacisk na połączenie rozwiązań gospodarczych z etyką, zwłaszcza wartościami katolickimi.
Jego prace ekonomiczne zyskały uznanie nie tylko w kręgach katolickich, a zasady solidaryzmu społecznego, przedstawione w wiekopomnym dziele Lehrbuch der Nationalökonomie, będącym pełnym kompendium wiedzy ekonomicznej, była inspiracją dla kolejnych papieży i encyklik. Przez swoje badania i teorie, Heinrich Pesch wniósł istotny wkład w rozwój Katolickiej Nauki Społecznej, której idee są wciąż aktualne i inspirujące dla współczesnych katolików.
Do jego najważniejszych dzieł należą Liberalismus, Sozialismus und christliche Gesellschaftsordnung (Liberalizm, socjalizm i chrześcijański porządek społeczny), Ethikund Volkswirtschaft (Etyka a gospodarka narodowa) oraz Lehrbuch der Nationalökonomie (Podręcznik ekonomii narodowej), dzieło uważane za źródło poglądów społecznych i ekonomicznych zawartych w encyklice Quadragesimo anno Piusa XI.
TSUE przyznał, że Ursula von der Leyen złamała prawo ws. zakupu preparatów od Pfizera za dziesiątki miliardów euro
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał w maju 2025 roku wyrok, w którym stwierdził, że Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen nie miała prawa odmówić dostępu do wiadomości SMS, które przewodnicząca KE wymieniała z prezesem koncernu Pfizer na temat zakupu szczepionek przeciw COVID-19.
Kontrowersje dotyczą umowy zawartej w maju 2021 roku, w ramach której Komisja Europejska zarezerwowała 1,8 miliarda dawek szczepionki BioNTech/Pfizer dla krajów unijnych. Według ujawnionych później informacji, umowa ta mogła być warta nawet 35 miliardów euro, gdyby została w pełni zrealizowana.
Jak wynika z informacji medialnych, w kwietniu 2021 roku amerykański dziennik „New York Times” po raz pierwszy doniósł o wiadomościach SMS, które przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wymieniała z dyrektorem generalnym Pfizera Albertem Bourlą w ramach przygotowań do tego gigantycznego zamówienia.
Dziennikarka „New York Times” Matina Stevi zwróciła się następnie o dostęp do tych wiadomości, jednak Komisja Europejska odmówiła ich udostępnienia, twierdząc, że albo ich nie posiada, albo nie stanowią one dokumentów podlegających udostępnieniu.
W odpowiedzi na tę odmowę, amerykański dziennik i jego dziennikarka złożyli skargę do Sądu Unii Europejskiej. W wydanym w maju 2025 roku wyroku sąd uznał, że decyzja KE o odmowie dostępu jest nieważna.
Sąd stwierdził, że Stevi i „New York Times” przedstawili „istotne i spójne poszlaki opisujące istnienie wymiany informacji” między szefową KE a prezesem firmy Pfizer. W ten sposób udało im się „obalić domniemanie nieistnienia i nieposiadania żądanych dokumentów”.
W orzeczeniu sąd podkreślił, że „KE nie wyjaśniła w wystarczającym stopniu, czy żądane wiadomości tekstowe zostały usunięte i czy w takim przypadku usunięcie miało miejsce dobrowolnie czy automatycznie, lub czy telefon komórkowy przewodniczącej został w międzyczasie wymieniony”. Według sędziów, Komisja „nie wyjaśniła w wiarygodny sposób”, dlaczego doszła do wniosku, że SMS-y von der Leyen nie zawierają istotnych szczegółów i w związku z tym nie powinny być przechowywane.
Sprawa budzi kontrowersje nie tylko ze względu na odmowę dostępu do korespondencji, ale również z powodu samego sposobu negocjacji. W przypadku wszystkich innych umów zakupu szczepionek, wstępne rozmowy prowadził zespół składający się z przedstawicieli Komisji oraz siedmiu państw członkowskich. Ustalenia były następnie przedstawiane do zatwierdzenia Radzie Sterującej wspólnego mechanizmu zakupu szczepionek, w której zasiadają przedstawiciele wszystkich 27 krajów członkowskich.
Tymczasem w przypadku kontraktu z Pfizerem, von der Leyen osobiście negocjowała warunki umowy za pośrednictwem SMS-ów z szefem koncernu, co stanowi odejście od standardowych procedur.
W reakcji na wyrok, Komisja Europejska zapowiedziała, że zapozna się z nim i zdecyduje o kolejnych krokach. „W tym celu KE przyjmie nową decyzję zawierającą bardziej szczegółowe wyjaśnienie” – poinformowano w komunikacie.
„Przejrzystość zawsze miała ogromne znaczenie dla Komisji i przewodniczącej von der Leyen. Będziemy nadal ściśle przestrzegać solidnych ram prawnych w celu egzekwowania naszych zobowiązań” – napisano w oświadczeniu.
Wyrok nie jest prawomocny, a Komisja Europejska może się od niego odwołać do wyższej instancji TSUE.
Warto zauważyć, że już w październiku 2022 roku Prokuratura Europejska wszczęła śledztwo w sprawie zakupów szczepionek przeciwko koronawirusowi w Unii Europejskiej.
Choć nie sprecyzowano wówczas, kogo wzięli pod lupę śledczy ani które konkretnie kontrakty są badane, media zwracały uwagę, że dwa unijne organy nadzorcze wcześniej zwróciły uwagę właśnie na umowę dotyczącą kontaktów między kierownictwem Pfizera a szefową Komisji.
Sprawa pozostaje przedmiotem zainteresowania opinii publicznej i pokazuje wyzwania związane z zapewnieniem przejrzystości w procesach decyzyjnych na najwyższych szczeblach Unii Europejskiej, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, takich jak pandemia COVID-19.
W dniach 13-14 czerwca w Warszawie odbędzie się konferencja pn. „Wiara i nauka w dobie sekularyzacji. Czy chrześcijanie są skazani na ewolucję?”, odwołująca się do najnowszych badań naukowych, dzięki którym więcej dowiemy się o istnieniu inteligentnego projektu, będącego alternatywnym – w stosunku do ewolucjonizmu darwinowskiego – wyjaśnieniem powstania świata. Bazujący na latach analiz i badań naukowcy pokażą nam, jak krucha jest teoria Darwina, akceptowana przez zwolenników materialistycznej i ateistycznej wizji poznania świata.
– Byłem w szoku, bo nie było absolutnie nic, co udowadniałoby ewolucję układów złożonych – wszystkie artykuły okazały się zbiorem spekulacji. Pomyślałem: ja chcę prawdziwych dowodów eksperymentalnych. (…) Zacząłem się kontaktować z innymi badaczami, zajmującymi się inteligentnym projektem – były to późne lata 80. – pomyślałem: darwinizm się mylił i gdy słyszałem odpowiedzi darwinistów i śledziłem nowe wyniki badań naukowych moje przekonanie tylko się wzmacniało – mówił prof. Michael Behe na zorganizowanej w 2023 roku przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi konferencji pn. „Wiara i nauka w dobie sekularyzacji. Inteligentny projekt – ewolucja – stworzenie”.
Nachalne wmawianie „naukowości” tezy Darwina i wprowadzenie jej jako kanonu do nauczania w szkołach zepchnęło chrześcijan do rogu. Gdy tezę Karola Darwina zaczęto traktować jako aksjomat początkowo środowiska katolickie sprzeciwiały się jej, ale z czasem w Kościele ukształtował się pogląd zwany teistycznym ewolucjonizmem, według którego Bóg posłużył się naturalnym procesem ewolucji stwarzając ten świat.
Chrześcijanie w defensywie
I mimo że teistyczny ewolucjonizm nigdy nie został oficjalnie uznany jako wyjaśniający powstanie świata i życia na Ziemi przez Kościół, rozpowszechnił się w studiach teologicznych i dzisiaj jest poglądem przeważającym wśród wielu katolików.
Co więcej, powszechne jest, że katolicy najczęściej nawet nie mieli okazji usłyszeć o jakiejkolwiek alternatywie wobec miksu teorii Darwina i nauczania Kościoła.
Dzięki naukowym konferencjom, takim jak czerwcowa „Wiara i nauka w dobie sekularyzacji”, możemy przekonać się, że jako chrześcijanie nie jesteśmy skazani na miałką intelektualnie, ateistyczną i materialistyczną w istocie „teorię Darwina”.
Prawdziwa nauka wzmacnia wiarę
Odwołajmy się jeszcze raz do konferencji „Wiara i nauka w dobie sekularyzacji. Inteligentny projekt – ewolucja – stworzenie” z 2023 roku i do słów, jakimi prezes Stowarzyszenia im. Księdza Piotra Skargi Sławomir Olejniczak podsumował ówczesną trzydniową debatę: „Wielka radość, która wyraziła się w długich i gromkich oklaskach na koniec, potwierdza empirycznie to, co mówił św. Tomasz z Akwinu: człowiek nie może zaakceptować jako prawdę dwóch sprzecznych twierdzeń. Jeżeli teoria ewolucji prowadzi do takich twierdzeń, również sprzecznych z naszą wiarą, to szukamy innych odpowiedzi. Poza tym teorie darwinistyczne nie są już w stanie wyjaśnić nowych danych, które pojawiają się w nauce, stąd inteligentny projekt staje się nową wizją, nowym sposobem ujęcia zjawisk biologicznych w szerszej perspektywie, bez obawy, że będzie to sprzeczne z naszą wiarą”.
Wobec nowego otwarcia – w szczególności na gruncie polskim – debaty o powstaniu życia i świata, konferencja, którą Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi organizuje w Warszawie zapowiada się niezwykle interesująco. Warto zapisać się na to wydarzenie i zyskać wiedzę, która umacnia naszą wiarę i daje nam naukowe argumenty do dyskusji w zlaicyzowanych środowiskach. Dokładniejsze informacje i możliwość zapisu na konferencję znajdą Państwo tutaj.
Konferencja „Wiara i nauka w dobie sekularyzacji”, Warszawa, 13-14 czerwca br.:
Prelegentami czerwcowej konferencji naukowej są m.in.:
William Dembski – amerykański matematyk, filozof, zwolennik koncepcji inteligentnego projektu. Posiada dwa doktoraty (z matematyki i filozofii) z Uniwersytetu Chicagowskiego oraz magisterium z teologii z Princeton Theological Seminary. Od wielu lat jest członkiem Discovery Institute, amerykańskiego think-tanku zajmującego się promocją teorii inteligentnego projektu. Jest głównym autorem argumentu na rzecz inteligentnego projektu zwanego „wnioskowaniem o projekcie” oraz koncepcji wyspecyfikowanej złożoności. Do jego głównych publikacji należą: „Wnioskowanie o projekcie” (1998) „Nic za darmo” (2002, 2025) „The Design Revolution” (2004).
Profesor Paul Nelson, filozof biologii, który od ponad dwóch dekad bierze udział w międzynarodowej debacie na temat inteligentnego projektu. Prof. Nelson uzyskał tytuł licencjata filozofii z dodatkową specjalizacją w biologii ewolucyjnej na Uniwersytecie w Pittsburgu. Następnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Chicagowskim, gdzie uzyskał tytuł doktora (1998) z filozofii biologii i teorii ewolucji. Obecnie profesor Paul Nelson jest starszym pracownikiem naukowym Discovery Institute i profesorem nadzwyczajnym w programie Master of Arts in Science & Religion na Uniwersytecie Biola w Los Angeles.
Dr Robert Stackpole, posiadający stopień doktora teologii z Uniwersytetu w Oxfordzie oraz drugi doktorat z teologii z Papieskiego Uniwersytetu Angelicum. Do 1994 roku był pastorem anglikańskim po czym przeszedł na katolicyzm. Od 2000 roku jest dyrektorem Instytutu Bożego Miłosierdzia im. Jana Pawła II w USA (Stockbridge, MA). Jest autorem licznych publikacji z zakresu duchowości, teologii Bożego miłosierdzia, a także teologii biblijnej.
Program konferencji „Wiara i nauka w dobie sekularyzacji”:
Piątek, 13 czerwca 2025 r.:
10.00 – Rejestracja
11.00 – Przemówienie otwierające (Prezes SKCh, Sławomir Olejniczak, Ks. Michał Chaberek)
11.15 – Wykład I: Drzewo Życia upada (P. Nelson)
12.00 – Przerwa kawowa
12.30 – Wykład II: Wnioskowanie projektowe: Oparcie inteligentnego projektu na solidnych naukowych podstawach (W. Dembski)
13.30 Lunch
14.30 – Wykład III: Kopernik i Darwin – o granicach nauki i teologii (Ks. M. Chaberek)
15.30 – Wykład IV: „Na początku…”: progresywne podejście kreacjonistyczne do Księgi Rodzaju 1 i początków wszechświata. (R. Stackpole)
16.30 – Wykład V: Znajdowanie korzeni drzewa genealogicznego: progresywne podejście kreacjonistyczne do Księgi Rodzaju 2 i początków człowieka (R. Stackpole)
17.30 – Przerwa kawowa
18.30 – Panel: Jak porzuciłem darwinizm? Jak odkryłem inteligentny projekt (świadectwo osobiste)
Sobota, 14 czerwca 2025 r.:
9.15 – Wykład VI: Prawo zachowania informacji: Dlaczego dobór naturalny nie może tworzyć informacji? (W. Dembski)
10.15 – Wykład VII: Rozwój zwierząt stanowi nierozwiązane i prawdopodobnie nierozwiązane wyzwanie dla procesów ewolucyjnych (P. Nelson)
11.15 – Przerwa kawowa
11.45 – Wykład VIII: Czy teistyczny ewolucjonizm jest chrześcijański? (M. Chaberek)
12.45 – Lunch
14.00 – Panel pytań i odpowiedzi. Podsumowanie konferencji
17.00 – 19.30 – Debata na temat ID: Dembski – Sady. Organizator: En Arche Foundation, Novotel, Warszawa.
Trzaskowski i Nawrocki podczas debaty. / Fot. screen
Rafał Trzaskowski zaatakował Grzegorza Brauna podczas debaty prezydenckiej. Kandydat Platformy Obywatelskiej najwyraźniej nie walczy o głosy wyborców Brauna, zamiast tego ma nadzieję, że uda mu się zmobilizować przeciwników prawicowego polityka.
Jak na zaczepkę odpowiedział Karol Nawrocki?
Formuła debaty nie przewidywała pytań od dziennikarzy, opierała się natomiast na zadawaniu sobie pytań bezpośrednio przez kandydatów. Jedno z pytań Trzaskowskiego zadane Nawrockiemu dotyczyło Brauna.
– Ostatnio wygląda na to, że pan się ze wszystkim z nim zgadza, że chce pan z Braunem robić politykę, pewnie również w Pałacu Prezydenckim. Słyszymy doniesienia, że wysłał pan do Grzegorza Brauna posłańca, który miał mu obiecać ułaskawienie w zamian za poparcie dla pana – rozpoczął Trzaskowski, odnosząc się do sytuacji, którą Braun ujawnił w rozmowie z „Najwyższym Czasem!”.
– Naprawdę, jak widziałem to, co Braun mówił podczas debaty w „Super Expressie”, gdzie pan nawet nie zareagował, to jestem przerażony tego typu aliansami, a zwłaszcza tego typu korupcyjnymi propozycjami – dodał Trzaskowski, de facto nie zadając pytania.
Nawrocki od razu odbił piłeczkę i zapytał, czy Trzaskowski mówi o tej samej debacie, podczas której przy starciu z Braunem uciekł od pulpitu. Trzaskowski stwierdził, że nie uciekł, tylko „reagował”.
– Pan ucieka nie tylko z debat tam, gdzie nie czuje się pan komfortowo, ale pamiętam, jak pan uciekał tak przed Grzegorzem Braunem. Wie pan, jeśli mamy rozmawiać o plotkach, że ktoś z mojego sztabu, jakiś mój wysłannik coś obiecał, no to nie jest jednak poziom prezydencki. Ja nie mam takiej informacji, żeby pan Grzegorz Braun został skazany. Chyba tylko w środowisku Platformy Obywatelskiej można pytać o tych, którzy nie zostali skazani, czy zostaną ułaskawieni przez prezydenta – powiedział Nawrocki.
– Ja bym zwrócił uwagę na coś zupełnie innego. To, w jaki sposób pan się odnosi, może nie do samego nawet Grzegorza Brauna, który przecież był kandydatem na urząd prezydenta legalnym, ale do wyborców Grzegorza Brauna, do ponad miliona wyborców Grzegorza Brauna, którzy wzięli udział w demokratycznych wyborach. Tak dużo pan mówi o wspólnocie, że dla każdego jest miejsce pod biało-czerwoną flagą, a pan zaczyna traktować wyborców Grzegorza Brauna jak element obcy polskiej demokracji i polskiej wspólnoty narodowej. W mojej Polsce, drodzy państwo, będzie miejsce dla wszystkich, będzie miejsce dla tych, którzy mają nieco inny światopogląd niż ja, ale chcą budować naszą narodową wspólnotę– zakończył odpowiedź Nawrocki.
Zgodnie z regułami debaty, Trzaskowski miał jeszcze pół minuty na ripostę. Jak ją wykorzystał?
– Drogi panie Karolu i drodzy państwo – tak, trzeba reagować. To znaczy, jeżeli ktoś na debacie prezydenckiej zaczyna powtarzać antysemickie hasła i atakuje powstańców, którzy walczyli z Niemcami, jeżeli mamy ludzi, którzy wygłaszają „proputinowskie” teksty, jeżeli mamy tego typu sytuacje, to trzeba reagować. A ja wszystkich traktuję bardzo, bardzo z szacunkiem i z powagą. Wszystkich wyborców. Natomiast tak, pan Braun, to, że pan z nim chce wejść w konszachty, no to rzeczywiście budzi moje bardzo poważne zaniepokojenie – odpowiedział Trzaskowski.
Czy TVP zdąży z przygotowaniem debaty Zorro – Trzaskowski?
md
Od członkiń Batalionów panienek zatrudnionych przez TVP w likwidacji dla umilania życia politykom i polityczkom dowiedzieliśmy się, że trwają intensywne negocjacje między sztabem Zorro a dyrekcją TVP na temat możliwości konfrontacji jeden do jednego między Zorro a Dupiarzem.
Trzeba pokonać parę trudności, w tym między innymi:
Sztab Zorro postawił warunek, że ich przywódca przyleci na podwórze przy ulicy Woronicza myśliwcem pionowego startu Harrier. Zażądał jednak dla okazania swej postępowości, by przywieźli go piloci murzyni. Okazuje się, że w Wielkiej Brytanii wszystkie myśliwce Harrier mają pilotów lesbijki, i w związku z tym nie mogą startować. W Wielkiej Brytanii przeprowadza się intensywne poszukiwanie murzyna który by zechciał ryzykować lot nad kukułczym gniazdem czyli nad siedzibą TVP Woronicza.
Również na Woronicza trwa intensywna akcja wylewania na podwórcu szybko schnącego betonu, by ciężki przecież myśliwiec nie ugrzązł w nim na zawsze. Miejscowe ekspertki z Ministerstwa Klimatu wydały ekspertyzę, że beton wyschnie w ogniu silników lądującego Harriera, niestety nie ma czasu, by przeprowadzać próbne lądowania z tymi ministerkami na pokładzie.
Przekazujemy więc tę jak dotąd ściśle strzeżoną tajemnicę Dupiarza, bo Tempus fugit, a tymczasem czas ucieka. Trzaskowski zresztą też.
================================
mail:
Przed badaniem na obecność narkotyków, które zaproponował p. Nawrocki, też ucieka.
Dmitry Orlov były analityk CIA, ekspert ds. rosyjskich i sowieckich zagadnień; https://boosty.to/cluborlov; Omówienie w języku polskim jego najnowszego wywiadu z Dialogue Works
Ze względu na dynamiczną sytuację na ukraińskich frontach, coraz częściej pojawiają się pytania, co dalej z Ukrainą?
Wywiad z amerykańskim znawcą wewnętrznych spraw i problemów FR, a zwłaszcza toczącego się na Ukrainie konfliktu kinetycznego wojny zastępczej NATO-RF, dodaje nowego wymiaru w świadomości tego co dziś dzieje się na świecie, nie tylko na Ukrainie.
Poniżej streszczenie, w języku polskim, głównych tez wywiadu:
Obecny konflikt na Ukrainie to typowa wojna na wyniszczenie. Co prawda, do tej pory RF starała się prowadzić ją w rękawiczkach, w miarę możliwości unikając strat wśród ludności cywilnej i jej infrastruktury, to sprawy uległy drastycznej zmianie po wkroczeniu wojsk ukraińskich i ich NATO-wskich najemników do obwodu kurskiego.
Typowe dla banderowców zbrodnie, których tam dokonywali na bezbronnej ludności cywilnej, zmusiło Kreml do „przekwalifikowania” SOW (SMO) na wojnę z terrorystami.
Jako symbol tej zmiany, zaprzestano na Kremlu nazywać Ukraińców skonfliktowanymi „Braćmi”, a określać ich mianem „wrogów”. Moskwa jasno zadeklarowała walkę do ostatecznego zwycięstwa, co wprowadziło w szał i przerażenie obecnych władców UE. Medialny wyraz ich psychicznego niedomagania da się zauważyć w histerycznych deklaracjach „elit europejskich” o nieuniknionej agresji FR, na „wolną i demokratyczną Europę”.
Zdają oni bowiem sobie sprawę, że bez permanentnego konfliktu militarnego ich pozycja u władzy skończy się błyskawicznie.
„Agresja” FR na Europę jest oczywistym absurdem, bo czego ma tam ona szukać? Deindustrializacji, czy zboczeń?
Nie oznacza to jednakowoż, że RF będzie biernie przyglądać się jak Europejczycy wyślą swe mizerne wojska na zachodnią Ukrainę. Odpowiedź będzie natychmiastowa i być może byłoby to korzystne rozwiązanie, bowiem rosnący strumień worków z ciałami mógłby otrzeźwić Europejczyków i stymulować ich do usunięcia swoich obłąkanych elit.
Co do Stanów, to jedyne co powstrzymuje Trumpa, od zwinięcia parasola ochronnego nad Kijowem, to jego narcyzm, który nie pozwala mu przyznać się do klęski militarnej w omawianym konflikcie proxy.
Jakby jednak nie było, będzie on zmuszony wycofać wszystkie wojska z Europy, co spowoduje natychmiastową niestabilność , rozpad UE i NATO, oraz „odmrożenie” wiekowych konfliktów między byłymi członkami oraz chaos wojen i zmian granic.
W odniesieniu do Ukrainy, Kreml będzie prowadził mało intensywne działania na froncie, czekając na ostateczny rozpad kijowskiej armii. Wtedy, albo podda się ona RF, albo zostanie zlikwidowana podczas próby ucieczki (odwrotu).
FR ustanowi nową granicę, zachodnią, tworząc na zachód od niej 200 km obszar ochronny, przed ewentualnymi atakami dronów.
Pozostawi zachodnią jej część własnemu losowi, który zapewne zakończy się wojną domową pomiędzy banderowcami i resztą mniej agresywnej populacji. Być może po niej uda się pozostałościom Ukrainy skonstruować jakąś władzę, gdyż obecny reżim jest tak powszechnie znienawidzony, że jego członkowie zostaną wymordowani, jeśli w porę nie uciekną za granicę.
Dr’s Substack is free today. But if you enjoyed this post, you can tell Dr’s Substack that their writing is valuable by pledging a future subscription. You won’t be charged unless they enable payments.
Atak na dworcu centralnym w Hamburgu. 12 rannych, w tym trzy osoby walczą o życie – informuje niemiecki „Bild”.
Atak nożownika w Hamburgu / fot. YouTube
[Zostawiam ten głupawy obrazek – bo nie na temat – a w podpisie kłamstwo md
Atak nożownika w Hamburgu [Nawet nie istnieje pojęcie „nożowniczka” !! md]
Jak informuje Bild, w piątek, 23 maja 2025 roku, około godz. 18-tej na platformie 13/14 doszło do brutalnego ataku nożownika. Według najnowszych informacji przekazanych przez policję 12 osób zostało rannych –trzy walczą o życie, trzy są ciężko ranne, a sześć odniosło lżejsze obrażenia.
Kim jest sprawca?
Funkcjonariusze niemieckiej policji zatrzymali sprawcę – to kobieta. Śledczy badają, czy działała samodzielnie oraz jaki był jej motyw. – Na tym etapie dochodzenia nie możemy wykluczyć żadnego scenariusza – cytuje rzecznika policji dziennik Bild.
Policja bada sprawę
Policja zabezpiecza monitoring, przesłuchuje świadków i prosi o kontakt wszystkich, którzy mogą posiadać nagrania z miejsca zdarzenia. Władze zapewniają, że bezpieczeństwo na dworcu zostanie przywrócone najszybciej.
Tajemniczy „Zorro”, który w czwartek zawiesił transparent „Byle nie Trzaskowski” na wiecu kandydata KO w Tarnowie, a w piątek… pojawił się na konferencji prasowej Platformy Obywatelskiej w Płońsku.
„Zorro” pojawił się na konferencji prasowej PO w Płońsku / fot. X
Tym samym skradł show Trzaskowskiemu, który właśnie roztaczał przed mieszkańcami Tarnowa wspaniałą wizję przyszłości. – Stworzymy Centralny Okręg Przemysłowy, ale gdzie przemysł będzie się rozwijać i gdzie talenty mogą się rozwijać. Będziemy mieli rodzaj swojej misji na Księżyc, tak jak nasi dziadowie walczyli o niepodległość, tak jak nasi rodzice walczyli, abyśmy weszli do NATO – opowiadał w tym czasie Trzaskowski.
Policja bada sprawę
W piątek rzecznik prasowy policji w Tarnowie przyznał w rozmowie z portalem tysol.pl, że nie udało im się ująć „Zorro” w czasie wiecu.
– Niestety, nie udało nam się go zatrzymać ze względu na to, że było to miejsce bardzo trudne do zatrzymania tego mężczyzny – poinformował Kamil Wójcik z tarnowskiej policji.
Jak przekazał, policja bada „wszelkie okoliczności sprawy” w związku z wykroczeniem z artykułu 63a Kodeksu wykroczeń.
Zorro w… Płońsku
W piątek tajemniczy „Zorro” pojawił się na konferencji prasowej Platformy Obywatelskiej w Płońsku w woj. mazowieckim.
Hit! Rozlało się. Zorro jest wszędzie. Od kiedy w Tarnowie ruszył za nim pościg, błyskawicznie się przemieszcza. Przed chwilą widziany było na Mazowszu w Płońsku na konferencji Platformy. „To nie jest zwykły człowiek. To ZORRO!”
– napisał na platformie X internauta, który opublikował nagranie z konferencji prasowej polityków PO.
Zobaczyłam, jak pacjentka leży na kozetce, obok Jagielska wykonuje USG i upomina inną pielęgniarkę słowami: „jak podajesz ten chlorek potasu, to musisz podawać do końca, aż do momentu, kiedy zobaczysz, że serce przestało bić. Jak tego nie zrobisz dobrze, to będzie ci uciekać i będziesz musiała kłuć jeszcze raz”.
To było coś strasznego. Zrobiło mi się słabo, bo zorientowałam się, że właśnie przy mnie zabijane jest dziecko…
To słowa Pani Magdy, położnej, która pracowała w Oleśnicy. Odeszła z pracy, bo nie wytrzymała wszechobecnej aborcji. Teraz przerywa milczenie, a jej świadectwo przedostało się do mediów.
Jestem wstrząśnięta. Słowa byłej położnej świadczą o tym, że dzieci uciekają przed śmiertelnym zastrzykiem, tymczasem Gizela Jagielska mocno skupiała się na tym, aby skutecznie dopaść dziecko i wpompować w nie odpowiednio dużą dawkę trucizny.
To, co dzieje się w szpitalu w Oleśnicy, przekracza granice ludzkiego pojmowania. Pani Magda opuściła placówkę, bo nie mogła znieść zbrodni, których była świadkiem, a często także i uczestnikiem, choć tego nie chciała.
Potworne sytuacje, które widziała, to nie pojedyncze przypadki, ale tamtejsza codzienność. Zastrzyki z chlorku potasu – podawane prosto w serce nienarodzonego dziecka – to stała praktyka. Wszystko po to, by upewnić się, że dziecko nie urodzi się z aborcji żywe.
Przesyłam Panu jeszcze kilka fragmentów ze wspomnień byłej pracownicy szpitala.
Przymus wobec położnych
Okazało się, że Jagielska wykonywała aborcje na dzieciach po 22. tygodniu ciąży. One polegały więc nie na wyssaniu dziecka specjalnymi ssakami – jak to jest w przypadku młodszych dzieci, ale na wywołaniu porodu martwego dziecka.
Dlatego my musiałyśmy przyjmować te porody. Musiałyśmy się też opiekować tymi kobietami. Dla mnie to było nie do wytrzymania. W zasadzie natychmiast podjęłam decyzję o odejściu. Ale z racji obowiązującej mnie umowy o pracę, musiałam tam jeszcze być 3 miesiące.
Kobiety płaczące po aborcji
Pamiętam, jak jedna z kobiet po wstrzyknięciu chlorku potasu zapytała, czy „to”, czyli aborcję, można jeszcze zatrzymać, czy da się uratować jej dziecko. Oczywiście, już było za późno. Ona już nawet dostała tabletki naskurczowe, żeby mogła urodzić martwe dziecko. Widziałam wtedy jej twarz i oczy, kiedy dotarło do niej to, co zrobiła (…). Były też kobiety, które płakały na korytarzu szpitalnego oddziału. – To było po wykonaniu aborcji. Wtedy oczywiście, otrzymywały pomoc psychologiczną, wsparcie. Ale dla mnie to było niepojęte. Z jednej strony nie wyobrażam sobie, aby tę kobietę jeszcze bardziej pogrążać w poczuciu winy, ale z drugiej strony mówić jej, że „zrobiła to, co było dla niej trudne, ale najlepsze dla niej i dla dziecka”, tego nie potrafię pojąć. A smutek i żal aż się wydzierał z tych kobiet.
Fałszywa żałoba po zamordowanym dziecku
To było coś, co spowodowało, że zwątpiłam w człowieczeństwo. W trakcie wywoływania czynności skurczowej kobieta wskazuje mi na ramkę i prosi, abym odcisnęła stópkę dziecka. To miała być pamiątka zabicia własnego dziecka. Koszmar, z którego do dziś nie potrafię się do końca otrząsnąć.
Oto relacja naocznego świadka – osoby, która miała ratować życie, a zmuszana była do asystowania przy jego odbieraniu.
Szpital w Oleśnicy zamienił się w ośrodek aborcyjny. Późne aborcje wykonywane są systematycznie, a dzieci zabijane są sadystycznymi metodami. Personel jest uciszany, a opinia publiczna ma nie znać szczegółów.
Dlatego Fundacja Życie i Rodzina walczy w sądzie z tym szpitalem.
Żądamy ujawnienia, ile dzieci zostało uśmierconych chlorkiem potasu, a ile metodą próżniową. Domagamy się prawdy o tym, kto jest producentem śmiercionośnego specyfiku i do jakich wskazań zarejestrowano preparat, który zabija się dzieci. Szpital kluczy i próbuje ukryć te informacje.
Tej walki nie wygramy sami.
Jestem zaniepokojona, bo obecnie nasze wydatki są wyższe niż wpływy. A koszty postępowań, kampanii informacyjnych, ulicznych i materiałów są ogromne. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o pomoc, gdy stajemy naprzeciw czystemu złu.
Proszę o wsparcie tej walki DZISIAJ.
Szacuję, że do zamknięcia miesiąca zabraknie nam 14 tysięcy złotych i jest to kwota, którą muszę pozyskać jak najszybciej.
Czy może Pan przekazać sumę, o której wysokości sam Pan zdecyduje
na poniższe dane:
Fundacja Życie i Rodzina
Numer konta:
47 1160 2202 0000 0004 7838 2230.
Kod SWIFT: BIGBPLPW.
Można też skorzystać z Blika/wpłat kartami kredytowymi/ systemem przelewowym pod następującym linkiem
PS – Jeszcze raz bardzo proszę o wsparcie finansowe dla działań Fundacji. Jak sam Pan widzi, sytuacja w Oleśnicy jest krytyczna.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
– Teraz dołożyliśmy 100 milionów złotych, ale jeśli będzie potrzebne dodatkowe 100 milionów, to też te pieniądze będą – powiedziała minister zdrowia Izabela Leszczyna o rządowym programie in vitro.
Szkoda tylko, że pieniądze nie znajdują się tak łatwo na leczenie Polaków. W czasie gdy polska służba zdrowia jest w opłakanym stanie i ludzie czekają latami w kolejkach do specjalistów, rząd Donalda Tuska przeznacza sumie już 2,5 miliarda złotych na produkcję dzieci w laboratorium.
Finansowanie in vitro z budżetu państwa rozpoczął rząd Donalda Tuska się 1 czerwca 2024r. Program na razie zaplanowany jest do 2028 r. i przeznaczono na niego 500 mln złotych rocznie (w sumie 2,5 miliarda złotych). Teraz minister zdrowia Izabela Leszczyna zapowiedziała dołożenie kolejnych 100 mln zł do projektu. A na tym być może nie koniec.
– Podpisaliśmy aneksy ze zdecydowaną większością podmiotów, które prowadzą tę procedurę i pieniędzy będzie potrzeba więcej. Mam te środki w budżecie ministerstwa i zapewniam, że nie zabraknie pieniędzy na in vitro. Dołożymy tyle, ile będzie trzeba – powiedziała Izabela Leszczyna 22 maja 2025 r.
– Teraz dołożyliśmy 100 mln zł, ale jeśli będzie potrzebne dodatkowe 100 mln zł, to też te pieniądze będą – zaznaczyła minister.
Rząd Donalda Tuska ewidentnie stawia program do produkcji dzieci w laboratorium ponad troską o zdrowie obywateli. Obecnie polska służba zdrowia jest w opłakanym stanie, a długie kolejki do lekarzy specjalistów sprawiają, że wielu pacjentów nie otrzymuje potrzebnej im pomocy. W tym samym czasie z łatwością przychodzi minister Leszczynie wydawanie kolejnych 100 mln zł na in vitro.
Did Obama behind the decisions being made at the Biden White House?
Well, the answer is most likely yes…
President Donald Trump appointed Ed Martin to the following posts, Director of the Justice Department’s new Weaponization Working Group, Associate Deputy Attorney General and U.S. Pardon Attorney.
In these roles, Martin is tasked with leading investigations into what the administration describes as the „weaponization” of government agencies, particularly regarding alleged political targeting during the Biden administration. As Pardon Attorney, he will oversee federal clemency applications and advise the president on pardons.
Ed Martin had a whistleblower come forward who was in the Biden White House. That person has identified the following three „gatekeepers” to President Biden. They are Ron Klain, Biden’s White House chief of staff from 2021 to 2023 who then returned last year amid Biden’s debate preparation; former senior Biden adviser Anita Dunn; and Barack Obama’s former personal attorney Robert Bauer.
Of note, Anita Dunn and Robert Bauer are married.
When AI was queried about these “gatekeepers relationship to Barak Obama, this was the summary response:
“Ron Klain’s relationship with Barack Obama was that of a senior adviser and trusted operative within the Obama administration. Klain served as Chief of Staff to Vice President Joe Biden from 2009 to 2011, making him a key figure in the White House and a close collaborator with both Biden and Obama during Obama’s presidency.
Robert Bauer’s relationship with Obama was that of a trusted legal strategist, personal attorney, and White House Counsel, with ongoing influence as a close adviser and appointee on major commissions throughout and after Obama’s presidency
Anita Dunn’s relationship with Barack Obama is that of “a trusted adviser, strategist, and confidante, with a record of close collaboration and mutual respect that continued well beyond her formal White House role (per CHAT-GPT3).”
So, in fact, these relationships indicate that Obama played a key role in running the Biden presidency, as his ongoing and close relationships with the people fingered by Ed Martin were the gatekeepers to Biden. These are the key figures who were most likely responsible for the autopen signatures that Biden clearly was unable to understand.
Ed Martin also suggests that the whistle blower believes that there was money involved in the choosing of who was to be pardoned. However, the question arises – did these gatekeepers actually make the decisions for Biden or were there also Biden Family members involved?
I am sure that Ed Martin will now turn to finding the email and memos on this subject.
She then went on to scold Trump, as these (illegal) immigrants are now facing deportation. She made this statement during a speech at the Newmark Civic Life Series, where she was criticizing President Trump for his call for a “baby boom” across America.
Clinton’s remarks align with the United Nations’ report „Replacement Migration: Is it A Solution to Declining and Ageing Populations?”
So says the DNC
The DNC has now “voided” the election of David Hogg, vice chair of the Democratic National Committee (DNC ).
The DNC has determined that the first election should be voided due to procedural errors related to their gender equity rule.
The DNC requires that leadership must have equity and be at least 50% women.
So, both vice chairs of the Democratic National Committee (DNC) have had their elections nullified.
Because socialists believe that having equity always takes precedence over having fair elections.
Similarly, they believe that equity is more important than having a meritocracy.
Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.
24 maja, wpis nr 1356 Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis
Jednak żyjemy w tych bańkach. Widać to przy tych wyborach. Właściwie mamy do czynienia z trzema rodzajami wyborców: zdecydowanych co do tego, na kogo będą głosować, wahających się oraz zdecydowanych, ale by nie głosować. Z tymi pierwszymi okazuje się wcale nie tak łatwo jeśli chodzi nawet o plemiona. Otóż odbyła się w tej kampanii podskórna walka nie z przeciwnikami, ale… o swoich zwolenników.
Dylematy-kandydaty
Taki Nawrocki cały czas wspinał się po drabinie chociażby pozyskania zaufania wśród wyborców PiS-u. Uzyskał je w stopniu ponad 86% głosów, czyli było nawet 14% zwolenników PiS-u, którzy nie zagłosowali na niego. Myślę, że ci poszli do Mentzena i Brauna, wysyłając – nie wiem czy rozczytany przez Kaczyńskiego sygnał -, żeby się jednak PiS ogarnął. Co jednak skłania do myślenia, że akurat ci w drugiej turze poprą Nawrockiego – sygnał został wysłany i można już wracać do rzeczywistości „mniejszego zła”.
Zagwozdkę w tym względzie ma kandydat Trzaskowski. Ten uzyskał jeszcze mniej, bo około 81% platformersów go poparło. Tu już jest ciekawiej co do spekulacji dlaczego tak się stało i gdzie ten ludek poszedł. Mogły tu zadziałać dwa sprzeczne czynniki – jak Trzaskowski zaczął emulować prawicę, bo tam zlokalizował wahających się (co ciekawe) to mógł zrazić do siebie przede wszystkim lewicujących platformersów, bo po co kotłować się z flirtującym z prawicowymi hasłami, skoro można zagłosować na oryginał, swoich ulubieńców, czyli lewicę. To zdaje się być źródłem względnego sukcesu Zandberga. Z drugiej strony ci po prawej stronie Platformy (są jeszcze tacy) też woleli wybrać oryginał niż podróbkę i też pewnie sobie gdzieś poszli. Ale przepływy mierzy się najlepiej w drugiej turze, gdy idzie się tropem „zaciśniętych zębów”, czyli zgniłego kompromisu III RP, który jest procesem szczególnie widocznym pomiędzy dwiema turami wyborów prezydenckich.
Bańkowicze w kampanii
Aby doświadczyć takich przygód elektorat musi wybić się z codzienności mediów plemiennych i wyjść ze swych baniek informacyjnych. Po prostu trudno by np. taki powiedzmy platformers przerzucił swe głosy na Mentzena na podstawie oglądu za pomocą takiego TVN, gdyż Mentzen występuje tam jako straszak sucharami dla szczerbatych dzieci, o Braunie już nie wspominając. Ale ruchy pomiędzy Platformą a Braunem trzeba jednak chyba uznawać za rzadkość jeszcze mniejszą niż schizofrenia hebefreniczna. A więc wybory są rzadką okazją do „podglądania” wrażych mediów, a więc ryzykownych wypraw poza bańkę.
Wahający się uprawiają codzienny symetryzm medialny, a więc tu w czasie wyborów nic się nie zmienia. Jednak tego rodzaju postawa pt. „obejrzę Republikę, a potem TVN i wyciągnę z tego swoje wnioski” to zabawa dla wprawnych. No bo jak można wyciągać wnioski o rzeczywistości, skoro ma się o niej dowiedzieć wyciągając złoty środek z dwóch sprzecznych rzeczywistości podstawionych? Takie tłumaczenie, w które a propos nie wierzę, jest raczej deklaracją pięknoduchostwa, postawą na pokaz, bo trzeźwy mózg z takich sprzeczności nie mógłby wyciągnąć żadnych „złotych środków” nie ma bowiem jakiejś wąziutkiej ścieżki, którą można przejść granią pomiędzy takimi dwoma plemiennymi przepaściami.
Niegłosującym wierzę najbardziej – ci mają swoją wielką bańkę, która polega na… incydentalnym zaglądaniu do innych, plemiennych baniek, ale tylko w jednym celu. Jest nim utwierdzenie się w słuszności swej postawy, że nie należy tam zaglądać, że państwo – z nami czy bez nas – będzie robiło co będzie chciało. Taka postawa to prawdziwy POPiS, w którym przebywa prawie połowa ludu polskiego. Dla nich rzeczywiście to wszystko jedno, czy rządzi PiS czy PO. I mają na to argumenty, właśnie z powodu swych incydentalnych wizyt w plemiennych bańkach.
Clutter
Tekst ten napisałem jedynie w niewielkim stopniu odwołującym się do samych wyborów. Interesują mnie teraz same bańki informacyjne, które akurat ewoluują chwilowo w opisanych powyżej incydentach wyborczych. Jednak warto się pochylić nad samym fenomenem baniek, gdyż jest on w swej istocie mechanizmem uniwersalnym i to w cywilizacyjnym wydaniu. Naczelnym czynnikiem spędzającym do baniek informacyjnych jest tzw. clutter. Opiszę.
Clutter jest zjawiskiem szumu informacyjnego, który występuje w tak wielkim stopniu, że przeciąża odbiorcę na tyle, że ten właśnie ląduje w bańkach. Rewolucja informacyjna, której jesteśmy od dawna poddani za pomocą gwałtownego, można rzec rewolucyjnego rozwoju technologii powoduje ogromny ładunek informacji latający w powietrzu. Taka sytuacja stwarza rzeczywistość, gdzie współczesny człowiek, by się w tym wszystkim nie pogubić, zaczyna szukać panicznie przewodnika przez taki gąszcz, który przeprowadzi go suchą stopą przez morze informacji. A taki przewodnik prowadzi zazwyczaj prosto do gotowych baniek. Taki wiedziony na banieczne pokuszenie otrzymuje wtedy wiele dobrodziejstw.
Zalety baniek medialnych
Po pierwsze dostaje bezpieczną zatokę pewności. Wśród milionów opinii, interpretacji czy informacji, często sprzecznych, często złożonych znajdzie przewodnik codziennego życia. A tego brakuje w świecie, który emuluje złożoność i komplikacje. Po pierwsze dostanie wyselekcjonowane co do ważności informacje. To nawet nie jest tak bardzo manipulacyjne, bo jakieś selekcji przy takiej różnorodności i skali informacji trzeba dokonać. I nie dokonuje tego sam odbiorca, ale dostaje już przygotowany selektor. Nie będzie się więc taki męczył z selekcją co jest ważne a co nie, to zrobi jego przewodnik. Tak, i tu się właśnie rozpościera pole do potencjalnej manipulacji. Taki bańkowicz będzie nawet szczerze wierzył, że to on dokonuje selekcji, pod kokieteryjnym acz całkowicie fałszywym warunkiem, że „sam przecież wybiera to, co go interesuje”.
Drugi aspekt to jest fakt, że nie tylko sama informacja może być segregowana i filtrowana, ale i jej interpretacja. Tu też presją jest jej ilość: skoro bańkowicz ma pobrać tego dużo (dlaczego – o tym później), to musi być sporo jednostek informacji, i aby się tu też nie pojawiał wewnętrzny „mały clutter” trzeba takiemu natychmiast wytłumaczyć o co chodzi, by nie zajmował się trudnym procesem znalezienia kontekstu i konsekwencji opisywanych faktów. A, jako się rzekło, że tego dużo jest, to same interpretacje dokonane przez przewodnika po bańce muszą być skrótowe i powtarzalne. To dlatego jak się gada z bańkowiczem to się coraz to słyszy nagrane frazy, w dodatku upraszczające istotę do niemożności. I mamy taką rzeczywistość „opinii publicznej” – powtarzalną, skróconą do haseł i kompletnie zamkniętą na subtelności dialogu.
Kolejna korzyść dla bańkowicza to – przynależność. W dzisiejszych czasach to jest towar dóbr rzadkich. Co prawda jest to przynależność najczęściej wirtualna, ale dobra i taka. Jej charakterystycznych cech jest kilka. Po pierwsze, właśnie – hasłowość. Oni się w ciemności świata, również wirtualnego odnajdują po hasłach. Jak opisałem wyżej mechanizm „wgrywania” haseł ten proces powoduje, że trzeba wręcz wypowiadać wyuczone frazy, by się odnaleźć w grupie. To mechanizm hasło-odzew i od razu, na imprezie, na czacie, w łóżku – wiesz z kim masz do czynienia. Napisałem „w łóżku” z pewnym wahaniem, gdyż w czasach obecnego poziomu sporu nie wyobrażam sobie (niestety) braku odpytania z przynależności przed podjęciem aktu seksualnego, gdyż sam fakt spółkowania z takim konfederatą przez np. taką lewaczkę może być przyczynkiem do trudno uleczalnych terapii o ostracyzmie (jak się nie daj – tfu – boże wyda) środowiskowym nie mówiąc.
Bańkowe rytuały
A więc tworzą się grupy bańkowiczowe. Ich mechanikę opisałem na podstawie „obserwacji uczestniczącej”, gdyż na pewnej imprezie byłem świadkiem takiego rytuału obwąchiwania się. Widać było w tym wielką wprawę, proces hasło-odzew przebiegał szybko i sprawnie, po chwili wszyscy już wiedzieli o tym kto zacz, ja się jakoś przemknąłem, gdyż świadomość grupy, że nie mogę być inny niż oni, kulturalni i inteligentni zwolniła mnie z odpytywań. Nie leciała mi przecież piana z pyska, nie miałem na szyi krzyża wielkości średniowiecznego miecza, a przede wszystkim na te wszystkie zaklęcia nie rzucałem się do gardła, co z pewnością czyniłby ich umysłowy awatar prawactwa.
I zobaczyłem ten mechanizm. Otóż okazało się, że bańkowicze odprawiają rytuał, który poza algorytmem hasło-odzew nie prowadzi do niczego innego jak tylko wyłącznie potwierdzenia przynależności do grupy. No bo jak jesteś nagrany jak wszyscy to możesz tylko grać jak w orkiestrze: tę samą melodię, co prawda zorkiestrowaną, ale graną na tych samych fujarkach. Bez żadnych subtelności, jak na szkolnej akademii, gdzie cała szkoła gra hymn na okarynach. Brzmi to fatalnie. I dopiero na tym tle można zobaczyć różnice. Nie muszą być one znaczące, ale przy takiej monochromatyczności każde odstępstwo, półton będzie już detektowalny jako oryginalny wkład do jednolitego przekazu. To są bon mociarze, gdyż takie hołowniowanie, bystrość ale w pysku, w ripoście, ale też do nadawania nowych kontekstów do zgranych melodii daje szacun w grupie. Ba – jest roznoszone potem po bańce, gdzie dystrybutorzy tych „nowinek” stają się nagle oryginalnymi ludźmi o nowatorskim podejściu.
Przynależność jest ważna, ale też i selektywna. Do bańki możesz się dostać pod dwoma warunkami. Po pierwsze – musisz odśpiewać całe ciągi utartych obrządkowych hymnów, znać hasła na wejście, musisz też na bańkowej bramce wykazać się jak nie oryginalnością, to chociażby i krzykliwością. Drugi warunek – nie może się za tobą ciągnąć jakikolwiek grzeszek, gdyż nie zostaniesz dokooptowany, ba – będziesz namierzony jako szpieg-prowokator, co to ma podsłuchać lub nawet zdezintegrować naszą społeczność.
Częste odwiedziny
Bańka ma też taką cechę, że trzeba w niej często bywać. W rzeczywistości pojmowanej jako zbiór prawd tymczasowych trzeba wiedzieć co jest aktualnie prawdą, bowiem trzeba zaktualizować swój bańkowy software. Trzeba się więc dowiadywać. I nie wypada być zapóźnionym, ani też zbytnio przyzwyczajonym do wydawałoby się ustalonych już pewników. Te się mogą zmienić w każdej chwili i to o 180 stopni. Dziś na przykład nasz Rafał może być jak najbardziej za murem na granicy, choć niedawno, w tej samej bańce, utwierdzaliśmy się z nim i nawzajem, że jest inaczej.
Tak samo – dla symetrycznej równowagi – mamy w przypadku Zielonego Ładu i Mateusza Morawieckiego. I gdyby taki bańkowicz zasłabł w szpitalu, leżał w śpiączce i obudził się teraz, to mógłby doznać szoku poznawczego. A więc trzeba w bańce bywać często, bo ostracyzm pt. „to ty nie wiesz że…”, albo ten najgorszy pt. „przecież wszyscy wiedzą, że…” stanowi podstawę chyba największego cywilizacyjnego strachu.
A więc smartfony trzeba mieć cały czas w ręku, bo świat zmienia się w oka mgnieniu, zaś my nie możemy nie być na bieżąco. A więc jak narkomani zaglądamy na ten róg do dealera, bo musimy wiedzieć jaki dziś towar, i to kilka razy w ciągu dnia. I nie robimy tego tak często po to, by zrozumieć często zmieniający się świat, ale – powiedzmy sobie szczerze – by wiedzieć co o tym myśleć. I czy to myślenie zgadza się z ogólnym, choć może tylko chwilowym paradygmatem grupy.
Wspólnota emocji
Mamy więc przewodnika, grupę, w której czujemy się komfortowo, mamy poczucie elitarności dobrego poinformowania (choć jest to, jak widać uproszczona kalka interpretacji wyselekcjonowanych faktów, najczęściej medialnych) ale okazuje się, że to jeszcze za mało. Tu już wchodzi ideologia grupy, o której na końcu, ale też i kolejne uproszczenie świata. Nawet tak skrojona selekcja to za dużo, nawet hasła, jednozdaniowe tłumaczenia procesów skomplikowanych to coś, co może przerastać możliwości percepcyjne najbardziej nawet aspirującej do obiektywizmu jednostki. I tu wchodzą… emocje. A te upraszczają ogląd świata do kilku reakcji, coraz częściej w dublecie zadowolenie-złość, przechodzących w ekstrema euforia-nienawiść. No, to upraszcza zdarzenia do dwubiegunowości, bańka staje się ostatecznym punktem odniesienia – cała rzeczywistość ma się sprowadzać do odpowiedzi na pytanie: „czy to dobrze, czy źle, dla… mojej bańki”.
Emocje mają jeszcze jedną cechę: jeżeli dany fakt pokaże się i zinterpretuje z odpowiednim ładunkiem emocjonalnym, to szybciej i na trwałe zapada on w umysł odbiorcy. Ba – w procesie emocjonalnej internalizacji staje się dany fakt, a zwłaszcza jego interpretacja naszą własną opinią do której doszliśmy sami i której… będziemy bronić jako własnej, ba – grupowej czyli słusznej. A emocjami łatwiej zarządzać niż faktami. Po takiej bańkowej tresurze bańkowicze stają się stadem psów Pawłowa – jeden bodziec i już leci ślina z pyska, zaś całe stadko szczeka i gryzie na hasło. Tworzy to całe warstwy społeczne oparte na emocjach, które – niezrealizowane, bo jak tu zrealizować sprzeczne obietnice – prowadzą do frustracji. Dlatego tyle skrzywionych mordek, łatwego przechodzenia z rozmowy na szczekanie, skakania sobie do gardeł. Jedynym remedium na to jest… brak interakcji, najmniejszej konfrontacji pomiędzy bańkowiczami. Jest to więc chów wsobny, który prowadzi do zapętlenia się patologii i degeneracji. Geny argumentów nie krążą, ma żadnej wymiany i następuje naelektryzowana cisza. Cisza, która wybucha w rękach od wielkiego dzwonu, takiego jakim są np. obecne wybory, gdyż cała rzeczywistość baniek jest weryfikowana wtedy w bezwzględnym wymiarze matematycznym.
Kalki oryginalności
Zaczęliśmy od pojęcia clutteru, który z przesytu informacji prowadzi wręcz do prostackiego i manipulacyjnego uproszczenia widzenia świata. Jest to, jak widać, mechanizm, który może stać się wspaniałym gotowym i rozwijalnym narzędziem manipulacji. Ale jego pierwszym warunkiem jest stworzenia sytuacji przesytu, gdyż tylko on generuje zapotrzebowanie na przewodnika i jednolitą, powtarzalną ścieżkę, którą prowadzi się za kopytko medialne owieczki. Mamy więc pozory pluralizmu przechodzące w jednolitość ram.
To jest jak z… handlem detalicznym. Po co łazić po rozległych centrach handlowych, po co wybierać ze stu serków? Po co się męczyć? Chodźmy do medialnych Żabek, stoją przecież na każdym internetowym rogu i mają tylko po dwa serki (by jednak wyzwanie „wyboru” wciąż było aktualne), dobrane tak, by nam nawet pasowały. Po kilku tygodniach takich wyborów sami polubimy co nam na półki kładą, ba, uznamy takie „serki” za te, za którymi całe życie tęskniliśmy. A jedynym dowodem na to będę jedynie… inni klienci zaklęci w pętlę dowodzenia słuszności wyboru na zasadzie dowodu społecznego, że skoro tak robi i myśli większość, to musi to być prawda.
I tak tu sobie żyjemy w jak najbardziej fałszywym przekonaniu, że jesteśmy dobrze poinformowani, choć jesteśmy poddawani selekcjonowanym pakietom informacji. Że należymy do jakiejś elitarnej i różnorodnej grupy, choć jesteśmy członkami społeczności prymitywnej i obdarzonej uproszczonymi i skalkowanymi poglądami grupowymi. W końcu, że podejmujemy decyzje niezależne, mamy indywidualnie oryginalne poglądy, choć ich meandry dadzą się spisać na połowie kartki leżącej na biurku medialnego machera, a przeznaczonej dla milionów takich jak ty.
A więc jak sobie zakładamy setne konto w jakiejś społeczności, dokupujemy kanałów w kablówce, czy programujemy czterdzieści stacji radiowych, to nie stajemy się „lepiej poinformowani”, ani nie robimy sobie kolejnej medialnej zakładki na symetryzm. Nie – my wchodzimy wtedy na ścieżkę, gdzie jak ślepcy, by nie spaść w którąś z przepaści, będziemy musieli sobie sprawić przewodnika. I nie będzie to pies-przewodnik, ale niemiecki wilczur, który będzie pilnował byśmy poszli tam, gdzie on chce. Do stada ślepców uważających, że ich wirtualny świat wyświetlany od wewnątrz na okularach medialnych jest rzeczywistością. Czyli – witamy w… Matrixie dobrze poinformowanych.