
—————————————————–

—————————————

—————————————

——————————————-

—————————————————-

——————————————————

——————————————————-


—————————————————–

—————————————

—————————————

——————————————-

—————————————————-

——————————————————

——————————————————-

Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto) 8 marca 2026
Trudno się dziwić, że skoro całym światem wstrząsnęła amerykańsko-izraelska napaść na Iran, opatrzona pretensjonalnym, kabotyńskim kryptonimem „Epicka furia”, to musiało się to przełożyć również na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju. Przymiotnik „epicka” oznacza coś nadzwyczajnego, czy nawet – heroicznego. Tymczasem w izraelsko-amerykańskiej napaści na Iran niczego heroicznego, ani nawet nadzwyczajnego nie ma. Przeciwnie – jest to zwyczajny napad rabunkowy, jakich tysiące dokonują się codziennie w rozmaitych ciemnych zaułkach miast. Rabunkowego charakteru tej napaści nie zmienia bowiem kontekst, nazwijmy to, „ideowy”.
Chodzi mi oczywiście o ideę „Wielkiego Izraela”, z którą „czuje się związany” premier izraelskiego rządu jedności narodowej Beniamin Netanjahu. Ma ona bardzo stary rodowód, bo sformułowana została we biblijnej Księdze Rodzaju, a obecnie jest już bardzo zaawansowana w realizacji. W myśl tej idei, terytoria leżące między Nilem a Eufratem mają stanowić obszar Wielkiego Izraela.
Jak widzimy, wszystkie państwa leżące na tym obszarze zostały już politycznie obezwładnione z inicjatywy Izraela, który wykorzystał w tym celu potęgę osiłka w postaci Stanów Zjednoczonych i teraz, w następnym etapie, trzeba będzie je tylko okupować i inkorporować do Izraela. Na przeszkodzie realizacji tego etapu stał tylko złowrogi Iran, więc Izrael wykorzystał dorobek swego agenta w USA, niejakiego Epsteina, by zmłotować prezydenta Donalda Trumpa do napaści na ten kraj, najwyraźniej dając mu do zrozumienia, że w przeciwnym razie wyjdą na jaw rozmaite śmierdzące dmuchy.
W charakterze marchewki występuje oczywiście irańska ropa, na której prezydent Trump chciałby położyć rękę, jak to się stało w przypadku Wenezueli. To jest ten „heroiczny” charakter napaści. Jakie wnioski może z tego wyciągnąć świat? Po pierwsze – że wracamy do bismarckowskiej doktryny „siła przed prawem”. Wystarczy uzbroić się w „ponaddźwiękowe dzidy, kobaltowe proce”, żeby z „heroiczną furią” obrabować każdego, kto się akurat nawinie. W takim razie potencjalne ofiary mają dwie możliwości – albo zgodzić się na płacenie haraczu gangsterom, albo też zaopatrzyć się w „ponaddźwiękowe dzidy i atomowe proce” – bo są one w stanie ostudzić „epicką furię” każdego gieroja. Pokazuje to przykład Korei Północnej, której ani Izrael, ani Amerykańscy twardziele nie zaczepiają. Nie chciałbym tam, co prawda, mieszkać, ale nie da się ukryć, że Korea Północna jest państwem suwerennym, które nie kuca ani przed Żydami, ani przed amerykańskimi twardzielami.
Nasza chata, naturalnie z kraja, więc Książę-Małżonek wyraził „solidarność” – ale nie z napadniętym Iranem, tylko z „naszymi sojusznikami”, czyli emiratami arabskimi znad Zatoki Perskiej, które Iran w odwecie zaczął ostrzeliwać swoimi „ponaddźwiękowymi dzidami”. Nie obyło się oczywiście bez zasmrodzenia smrodkiem dydaktycznym, żeby uchronić wyznawców Volksdeutssche Partei oraz Prawa i Sprawiedliwości przed dysonansem poznawczym. O ile bowiem Rosja z powodu „napaści” na Ukrainę, została przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, ponad podziałami potępiona – o tyle nie ma u nas nikogo, kto by się odważył potępić sprawców „epickiej furii”.
Przyczynę wskazuje rewolucyjna teoria, według której wojny, podobnie jak walki o pokój, dzielą się na „sprawiedliwe” i „niesprawiedliwe”. Sprawiedliwą jest wojna, ewentualnie „epicka furia”, którą prowadzimy my, a w ostateczności – nasi sojusznikowie – przeciwko krajom ukazanym nieubłaganym palcem, jako „nieprzyjacielskie”. Natomiast wojna lub walka o pokój, jaką prowadziliby nasi nieprzyjaciele przeciwko nam, albo naszym, niechby nawet przymusowym, sojusznikom, jest oczywiście „niesprawiedliwa”. Zgodnie tedy z dialektyką marksistowską, ta sama wojna może być sprawiedliwa i niesprawiedliwa jednocześnie.
Tedy w ramach rewolucyjnej teorii, pojawiają się u nas teorie odpryskowe, w myśl dyrektywy Klucznika Gerwazego: „Gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”. Tedy pan prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski wystąpił z teorią, że „Epicka furia” tak naprawdę ma na celu „osłabienie Rosji”, a jeśli chodzi o nasz nieszczęśliwy kraj – to godzi w złowrogiego Grzegorza Brauna. Jak twierdził książę Karol Radziwiłł „Panie Kochanku”, nie ma to jak teolog – „i oświeci i uspokoi”. Ale w ostatnich czasach nie tylko teologia stała się dyscypliną akademicką. Obok studiów genderowych, dyscypliną akademicką jest również politologia – no i widzimy, że też nie pozostaje w tyle.
A skoro już o teologii mowa, to właśnie 1 marca została ogłoszona wiadomość, iż na podstawie dekretu Episkopatu Polski, w naszym nieszczęśliwym kraju zostały ustanowione finansowe kary kościelne za rozmaite myślozbrodnie. Górna granica została na razie ustalona na poziomie prawie 100 tys. złotych – ale z pewnością nie jest o ostatnie słowo. Znacznie ciekawsze są delikty, za które może być wymierzona finansowa kara, Są to między innymi „herezja”, „schizma”, czy „apostazja”. O co tu może chodzić?
Pewne światło na tę sprawę rzuca deklaracja J. Em. Grzegorza kardynała Rysia, że myślozbrodnią, a więc rodzajem „herezji” może być antysemityzm. Dotychczas antysemitnikom wiele rzeczy uchodziło płazem – ale teraz system został uszczelniony. Jak nie ze strony nienawistnego sądu państwowego, to ze strony trybunału kościelnego na myślozbrodniarza spadnie finansowa kara – oczywiście w maksymalnie dopuszczalnym wymiarze. Jak to będzie wyglądało w praktyce, kto będzie te należności ściągał? To nie jest jasne, bo wiadomo tylko, kto karę może wymierzyć – ale nie wiadomo, kto ją z delikwenta ściągnie. Czy Urząd Skarbowy, komornik sądowy, czy jeszcze ktoś inny? W przypadku antysemityzmu sprawa wydaje się stosunkowo prosta. Penitent podczas spowiedzi przyznaje, że wie, iż nie lubią go Żydowie, no to i on nie lubi Żydów. Znaczy – antysemitnik. Tedy spowiednik może mu przysolić karę w maksymalnej wysokości – ale pod absolucją. W takiej sytuacji ukarany zaniesie forsę w zębach, bo inaczej pójdzie do piekła i cały czas będzie bolało.
No dobrze – ale co będzie w przypadku „apostazji”? Szczerze mówiąc, nigdy nie mogłem się nadziwić tym, którzy dokonują urzędowej apostazji. Skoro przestali wierzyć w Stwórcę Wszechświata, to z jakiego powodu żądają, by delegaci Pana Boga na Polskę wydali im stosowną bumagę? Ale to jest jedna z tajemnic natury ludzkiej, o której pisał św. Jan Maria Vianney, dziwując się, dlaczego ludzie nagminnie dopuszczają się jednego z głównych grzechów, mianowicie zazdrości, chociaż – w odróżnieniu od pozostałych grzechów głównych – nie dostarcza on grzesznikowi ani chwili przyjemności, tylko od początku – same udręki? W tej sytuacji jedynym wyjaśnieniem karalności apostazji mogą być przygotowania do wprowadzenia w Polsce podatku kościelnego. W przypadku apostazji delikwent wprawdzie podatku kościelnego już by nie płacił, ale za to musiałby zapłacić, dajmy na to, 100 tys. złotych za akt apostazji. Kto wie, czy w tych warunkach będzie się ona w ogóle opłacała, bo podatek kościelny może być skalkulowany znacznie przystępniej. Coś takiego mogła wymyślić kanclerska głowa – albo handlowa.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

————————————–

———————————————-

——————————-

————————————-

—————————————————-

——————————————————

———————————————–

———————————————-

—————————————-

————————–

———————————————————–

——————————————–

———————————————–

——————————–

————————————————–

——————————————

———————————————–

————————————————————

——————————-

————————————–

słoneczko, koła się trzyma w garażu; i się je toczy…
——————————–

————————————

———————————————————————–


————————————-

—————————————-

——————————————-

————————————————

——————-

——————————————————

Jarosław Warzecha
salon24.pl/jaroslawwarzecha/safe-powtorka-z-historii
W 1794 roku zadłużenie I Rzeczypospolitej wynosiło : w bankach holenderskich 7 milionów guldenów. Po drugim rozbiorze Polska utraciła w osiemdziesięciu procentach kontrolę nad swoim handlem zagranicznym. To uniemożliwiło – jak to się aktualnie określa – obsługę długu zagranicznego, czyli realną kontrolę nad nim. Państwo zadłużone w taki sposób traci suwerenność. Staje się przedmiotem gry politycznej.
W traktacie rozbiorowym z 1795 roku Prusy, Austria i Rosja przyjęli na siebie obowiązek spłaty polskiego długu, proporcjonalnie do wartości przejętych polskich terytoriów.
I w ten sposób 24 października 1795 r. – formalny dzień trzeciego rozbioru, stał się dniem końca istnienia I Rzeczypospolitej.
Ten dług nie nazywał się oczywiście SAFE, choć sam mechanizm zadłużenia I Rzeczypospolitej aż się prosi o analogię.
Grecja zadłużona ponad swoje możliwości musiała się pozbyć swoich wysp. Kto dzisiaj jest ich właścicielem? Kto zgadnie? Odpowiedź nie jest trudna.
Najbardziej przewrotne, a może najbardziej cyniczne są zapewnienia, że 80% tej lichwiarskiej pożyczki (1. warunkowość 2. zmienna stopa procentowa!) zostanie w Polskim przemyśle. Niemiecki koncern Rheinmetall AG posiada obecnie jedną główną spółkę zależną, którą jest Rheinmetall Polska Sp. z o.o.
Już padły ze strony rządowej słowa, że spółka ta została zaliczona do spółek polskich. Potraktowano nas, polskich obywateli jak zbiorowisko głupków. Może i takimi jesteśmy, kto wie? Tym niemniej gdyby Rheinmetall AG posiadał taką spółkę nie tylko w Polsce ale nawet w Pernambuko, to zyski idą do firmy niemieckiej, pracują na niemiecki dobrobyt i stan finansów.
To mniej więcej to samo, co z tzw dotacjami unijnymi. Do niedawna szacowano, że z każdego Euro wraca do Niemiec 95 centów. Najnowsze dane mówią, że:według szacunków często przywoływanych przez ekspertów i polityków, z każdego 1 euro (100 centów) dotacji unijnej przyznanej Polsce, do Niemiec „wraca” około 85–86 centów.
Przyjęcie SAFE to pozbycie się resztek polskiej suwerenności. Początek powtórki z historii. Może w łagodniejszej formule, gdzie np. Sejm polski będzie mógł obradować nad wprowadzeniem kart rowerowych i tylko na podobne tematy. Ambasador niemiecki nie będzie już musiał z galerii nadzorować przyjęcia ustawy o SAFE. Czy koniecznie tego chcemy?

———————————————————————

————————————–

—————————–

——————————————————

————————————

————————————————–

——————————————

7.03.2026 niepoprawni/humpty-dumpty/wyksztalceni-rzad-tuska-2026

Przyznać trzeba, że wicepremier Sikorski atakujący dr Jakiego na stanowiącej swoisty surogat Dziennika Ustaw platformie X wykazał sporo odwagi.
Licencjusz Sikorski, ongiś z pianą na twarzy wrzeszczący z mównicy sejmowej, że jest magistrem, podważający doktorat Jakiego zapewne przejdzie do historii. I raczej nie w ten sposób, jak sobie wymarzył mąż pani Apfelbaum…
A tak przy okazji warto przypomnieć, jacy to intelektualiści teraz rządzą.
Premier – Donald Tusk. Z wykształcenia historyk, żadne źródło nie podaje, by kiedykolwiek pracował w szkole. Magister.
Wicepremierzy.
Krzysztof Kamil Gawkowski. Minister Cyfryzacji. Co prawda wykształcenie dalece niekierunkowe, bowiem pracę magisterską popełnił w 2006 roku (miał wtedy 36 lat, a zatem dość stary jak na studenta) z… politologii. Ciekawa jest również jego praca doktorska, której promotorem był stary komuch Jaskiernia – Pozycja ustrojowa izb wyższych parlamentu w wybranych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. W tym czasie był członkiem SLD, stąd zapewne bliskie związki z betonem pzpr.
Władysław Kosiniak – Kamysz. Minister Obrony Narodowej. Lekarz. W 2010 r. w Collegium Medicum UJ uzyskał stopień doktora nauk medycznych na podstawie pracy zatytułowanej Związek zmienności genu kodującego cyklohydrolazę GTP l z funkcją śródbłonka naczyniowego u chorych z cukrzycą typu 2. Nie negując przydatności tej pracy dla rozwoju nauk medycznych w ogólności trzeba by jednak zapytać, a co ów gen kodujący ma wspólnego z wojskiem???
Radosław Sikorski. Bakałarz, po polsku zaś licencjusz. W dawnych czasach podobne wykształcenie nazywano „policealnym”. Poza granicami znany jako mąż swojej żony.
Teraz ministrowie.
Wojciech Balczun — minister Aktywów Państwowych. Muzyk rockowy, menadżer, przedsiębiorca. Politolog.
Maciej Berek — minister-członek Rady Ministrów, Minister Nadzoru nad Wdrażaniem Polityki Rządu. Doktor nauk prawnych, radca prawny, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych.
Marta Cienkowska — minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jedna z najmłodszych w tym gronie (1987). Zasłynęła z wypowiedzi a la Lempart, aczkolwiek nie publicznie. Politolog.
Andrzej Domański — minister Finansów i Gospodarki. Magister ekonomii, kilkanaście lat praktyki w różnych instytucjach finansowych, w tym związanych z upadłymi bankami Leszka Czarneckiego.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk — minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Doktor. Pedagog i filozof. Ale… pamiętamy, gdy ADB chciała zostać ministrą edukacji, słowa jej biologicznego ojca: „jeżeli córka zostanie ministrem edukacji, to współczuję dzieciom, ponieważ wpadną w pełen nowomowy nazi-bolszewicki socrealizm” (…) ale niech ludzie nie skarżą się potem, że jest syf, ostrzegam przed taką minister. (…) Tak wychowała ją moja żona (…) córeczka jest typową nazi-bolszewiczką, ale nie ja ją tak wychowywałem, a więc jedynie może mi być przykro”. Co prawda tatuś okazał się esbeckim kapusiem, ale przecież to nie powinno odbierać znaczenia jego słowom.
Warto jednak bliżej przyjrzeć się jej pracy doktorskiej Reprodukcja – Opór – Upełnomocnienie Radykalna krytyka edukacji we współczesnej zachodniej myśli społecznej. Jej omówienie dostępne jest na stronach Nauki Polskiej: „Przeobrażenia te także charakteryzuje przejście od marksowskiego materializmu i determinizmu ekonomicznego, poprzez krytykę i rozluźnienie marksistowskich analiz oraz dopuszczenie do krytycznego instrumentarium kategorii o charakterze kulturowym, a także położenie silniejszego akcentu na podmiotowość i psychologiczny wymiar podlegania dominacji i podejmowania wysiłku emancypacji, aż po krytyczny i wzbogacony pluralizmem sporów wokół aplikowalności oryginalnych pojęć i definicji marksistowskiej krytyki społecznej, swoisty „powrót do korzeni” i ponowne sięgnięcie po kategorie takie jak klasa, nierówności ekonomiczne, wyzysk czy radykalna zmiana społeczna, a nawet rewolucja.”
Jan Grabiec — minister-członek Rady Ministrów, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Magister filozofii po ATK. Praktycznie całe jego życie zawodowe upłynęło w strukturach partyjnych i samorządowych.
Paulina Hennig-Kloska — minister Klimatu i Środowiska. Magister politologii, ale z ukończonymi studiami podyplomowym w zakresie analizy finansowej i controllingu.
Marcin Kierwiński — minister Spraw Wewnętrznych i Administracji. Magister inżynier. Poza tym cudowne dziecko PO – w wieku 31 lat był już wiceprezesem Portu Lotniczego Warszawa – Modlin. Oczywiście wszelkie sugestie, że swoją karierę zawdzięcza ojcu, peerelowskiemu generałowi, należy uznać za plotki. ????
Dariusz Klimczak — minister Infrastruktury. Z wykształcenia historyk (UJ – magister). Jednak doktorat obronił z dziennikarstwa w 2023 r. na prywatnej uczelni Akademii Finansów i Biznesu Vistula pt. Rola instytucji Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w konflikcie politycznym we współczesnej Polsce na przykładzie prezydentury Bronisława Komorowskiego.
Stefan Krajewski — minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Politolog. Poza tym ukończył studia podyplomowe z zakresu wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie.
Marcin Kulasek — minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Doktor technologii żywności. Pracę doktorską obronił w 2007 r. na Uniwersytecie Warmińsko – Mazurskim w Olsztynie. Jego wkład w rozwój nauki polskiej nosi tytuł Możliwość zastąpienia tłuszczu mlekowego tłuszczem roślinnym w technologii pełnego mleka w proszku.
Miłosz Motyka — minister Energii. Magister inżynier środowiska. Wiek 33 lata. Przypominam, że tak długo żył Aleksander Macedoński, który stworzył największe Imperium Starożytności. ????
Barbara Nowacka — minister Edukacji. W wieku 30 lat uzyskała dyplom inżyniera na uczelni kierowanej… przez swojego ojca. Magistrem została zaś w wieku 37 lat. Poza tym działaczka feministyczna.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz — minister Funduszy i Polityki Regionalnej. Aktualna przewodnicząca Polska2050. Córka polskiego matematyka o światowej renomie i… Rosjanki. Posiada tytuł doktora w dziedzinie filozofii.
Jakub Rutnicki — Minister Sportu i Turystyki. Wikipedia milczy o jego magisterium stwierdzając jedyne, ze studia ukończył na Wydziale Nauk Społecznych i Dziennikarstwa UAM. A poza tym cały czas POseł.
Tomasz Siemoniak — koordynator służb specjalnych. W przeszłości minister ds. obrony narodowej. Zasłynął z zakupu… tablic Mendelejewa dla naszej armii. Ukończył Handel Zagraniczny przy końcu PRL-u. A poza tym działacz POlityczny i samorządowy.
Jolanta Sobierańska-Grenda — minister Zdrowia. Doktor n. prawnych. W odróżnieniu od zajmującej to stanowisko poprzedniczki posiada przygotowanie kierunkowe. Prócz prawa na Uniwersytecie Gdańskim ukończyła studia MBA dla kadry medycznej oraz Advanced Management Program w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. W 2024 na UG obroniła doktorat w dziedzinie nauk społecznych na podstawie dysertacji pt. Hipoteza nieefektywności zarządzania – weryfikacja empiryczna na przykładzie procesu restrukturyzacji podmiotów leczniczych samorządu województwa pomorskiego w latach 2011–2019. Czy pod jej rządami dojdzie do restrukturyzacji (czyt. prywatyzacji) całej służby zdrowia? Pamiętamy z przeszłości podobne zamierzenia.
Waldemar Żurek — minister Sprawiedliwości. Magister prawa, wcześniej zaś absolwent Technikum Leśnego w Brynku. Drwal. W przeszłości był atakowany nawet przez mechaniczną zamiatarkę. ????
Tyle i aż tyle zarazem.
Uderza jedno – najważniejsze z punktu widzenia Tuska ministerstwa obsadzone są miernotami.
Czy to efekt ideologizacji rządu? Czy też świadome działanie pozwalające wodzusiowi błyszczeć na tle pozostałych?
Poza tym zajmujący w przeszłości drugo- i trzeciorzędne stanowiska w administracji finansowej mgr Domański nie podskoczy.
Teoretycznie najbardziej niezależny w powyższej grupie były sędzia mgr prawa Waldemar Żurek jest całkowicie oddany Tuskowi; wszak dzięki Rudemu będzie mógł się wreszcie odegrać za wszystkie swoje wyimaginowane krzywdy.
Zastanawia spora liczba wszelkiej maści politologów. Tak naprawdę ludzi, których dyplom ongiś równoważyło ukończenie dobrego liceum.
Za moich studenckich czasów mawiano, że na 5 lat studiów na naukach politycznych wystarczy zeszyt 16-kartkowy i to pod warunkiem prowadzenia notatek na zajęciach wojskowych. ????
Słuchając wypowiedzi pani ministry Hennig – Kloski trudno nie zauważyć trafności tego spostrzeżenia.
W każdym razie trudno mówić, że trzeci rząd Tuska to rząd fachowców.
To raczej dość przypadkowa zbieranina miernot większych i mniejszych. Oraz jednego fanatyka.
7.03 2026 niepoprawni/humpty-dumpty/wyksztalceni-rzad-tuska
Autor: Spiryto.Libero
kelkeszos salon24.pl/safe-czyli-kasa-obiecana
Kapitał jest mój, bo jest u mnie!
Zaciekłość z jaką „dzisiejsze czasy” walczą z przeszłymi, najobfitsze źródło ma zapewne w chęci unieważnienia doświadczenia historycznego, jako podstawy oceny rzeczywistości. Człowiek rodzi się bez żadnych kompetencji i nababom różnych współczesnych kast zależy, aby takim pozostawał przez całe życie. Wtedy bowiem działa na podstawie instynktów i prostych impulsów, łatwych do zaprogramowania. Podobnie społeczeństwa odcięte od własnych doświadczeń stają się przedmiotem łatwej manipulacji, zwłaszcza gdy pobudza się w nich naturalny przecież instynkt ssania.
Jeszcze w czasach komunistycznych publiczność potrafiła w sobie wyrobić stosowny sceptycyzm wobec różnych fanfar ogłaszających zdobycze socjalizmu i wiedziała, że jeśli oficjalne media bez żadnej widocznej przyczyny ogłaszają, że kampania buraczana idzie dobrze jak nigdy, to znaczy, że należy zrobić obfite zapasy cukru. Teraz ta umiejętność przepadła, a obrobieni przez „marketingowców” ze szklanych wież konsumenci, dokonując niepotrzebnych zakupów, za równie zbędny kredyt, święcie wierzą, że robią świetny interes.
I choć nasza literatura rzadko obierała sobie za przedmiot kwestie podstawowe, tonąc w powodzi zadęć i wołaczy, to i u nas trafiały się arcydzieła niosące w sobie kumulację doświadczeń, których właściwe zastosowanie, pozwalałoby na łatwe omijanie przynęt zawieszonych na haczykach wszystkich światowych wydrwigroszy. W zakresie opisu „dzikiego kapitalizmu” mamy trzy takie powieści – jedną dobrą, w postaci „Nafty” Ignacego „Sewera” Maciejowskiego i dwie genialne, czyli „Lalkę” i „Ziemię Obiecaną”.
Skupmy się na dziele Reymonta, bo jest ono tak dobre, że nawet Andrzej Wajda nie mógł tu wiele popsuć, zatem stworzył film niewiele gorszy od książki, czyli też zostawiający „o wiorstę” z tyłu całą światową konkurencję. „Oskara” nie zdobył, a zapewne jedną z przyczyn była pod każdym względem genialna scena rozliczenia Moryca Welta z bankierem Grunspanem, chcącym odzyskać swój wkład we wspólny interes. Rzeczywiście gra aktorska Wojciecha Pszoniaka i Stanisława Igara bije tu na głowę wszystko co można obejrzeć współcześnie, a przy czym jest tak realistycznie sugestywna, że obnaża wszelkie ułomności ludzkiej natury. Szczególnie w przypadku bankiera Grunspana, który celem zwindykowania od „wspólnika” 30 tysięcy marek, używa wszelkich znanych dziś technik marketingowych. Z tym, że jeszcze „nieokrzesanych” przez dzisiejszych speców od wciskania kitu.
Mamy tu więc wszystko, od przymilnego „jak się kochany pan ma?” i „pan wiesz, że pańska matka była moją kuzynką?”, po obelżywe „ty złodzieju, ja cię każę zgnoić!”. Oczywiście są też formy pośrednie „no przecież do spółki?”, „wiele zarabiamy?” itp. Dowiadujemy się przy okazji, że dawanie pieniędzy „na dzieci” i trąbienie o tym w prasie, już w czasach pierwotnego kapitalizmu było środkiem łagodzenia wizerunku wielkich kanciarzy, trzymających rewolwer w szufladzie. Tu też bez zmian, tylko bardziej kolorowo.
Wszystkie wysiłki prezesa Grunspana, w pewnym momencie nawet grożącego policją, Moryc kasuje jednym zdaniem „kapitał jest mój, bo jest u mnie!” i dlatego „ja zarabiam dość, ale on?”. Ta prosta zasada, poparta twardym „Cicho!”, po którym Grunspan kuli uszy i zamyka szufladę z rewolwerem, jakoś nie chce się przebić do głów przedstawicieli naszych elit. Trudno przy tym precyzyjnie wskazać, w którym ugrupowaniu jest więcej „zakutych łbów” jak to zgrabnie ujął Donald Tusk – czy w jego własnym, czy w głównym opozycyjnym. Jeśli bowiem chodzi o PiS, to najlepszą recenzją jego rozumienia rzeczywistości ( i to pod wodzą nowoczesnego bankiera ), było obwieszenie kraju plakatami o pieniądzach z KPO.
Wtedy zasada „kapitał jest mój, bo jest u mnie” zastosowana przez Komisję Europejską, wywróciła rządy partii Jarosława Kaczyńskiego. W przypadku zaś obecnie rządzących, a już najbardziej ich zwolenników, wierzących w uczciwość SAFE, zakucie łbów dopiero się objawi, o ile program zostanie uruchomiony. Zasada „kapitał jest mój, bo jest u mnie” nigdy się bowiem nie przedawnia i nawet herszt łódzkich „finansistów” musiał przed nią zgiąć kolana, zamknąć szufladę z rewolwerem i odwołać połączenie z policją.
Niestety, mając tak genialne zasoby, kompletnie nie umiemy z nich korzystać, a przecież w polskiej historii nie brak wybitnych postaci, doskonale wiedzących o co w tym wszystkim chodzi. Tyle, że u nas zawsze w cenie ci od dęcia w różne „złote rogi”, zazwyczaj zresztą na cudze zlecenie i za stosowne honorarium, niż ci wiedzący kto, dlaczego, po co i jak chce nas orżnąć.
===================================================
markocz55 7 marca 2026,
Zapytałem kilku znajomych, będących zwolennikami KO, czy budując np swój dom zaciągnęliby kredyt na 40 lat w obcej walucie, gdzie kredytodawca określałby zasady zakupu materiałów budowlanych i mógł zgodnie ze swoim widzimisię wstrzymać finansowanie.
Nie znalazłem chętnych na tak „korzystną” pożyczkę.
wiadomosci.wp.pl/potezny-cios-w-tarcze-antyrakietowa-jak-iran-zniszczyl-radar-usa
Siły irańskie zaatakowały amerykańskie bazy i zniszczyły warty pół miliarda dolarów radar w Jordanii. To potężny cios dla Stanów Zjednoczonych.
Nowe zdjęcia satelitarne z kilku kluczowych baz wojskowych na Półwyspie Arabskim sugerują, że Iran dąży do osłabienia obrony powietrznej poprzez niszczenie amerykańskich radarów. Tanie drony operujące nisko z łatwością ominęły radary śledzące obiekty balistyczne w wysokich partiach atmosfery.
Radar jest kluczowym elementem zaawansowanego systemu przechwytywania rakiet, który służy do atakowania i niszczenia pocisków balistycznych lecących w kierunku celu. Jego koszt wynosi około pół miliarda dolarów.
Ten zniszczony znajdował się w bazie lotniczej Muwaffaq Salti w Jordanii, ponad 800 kilometrów od Iranu.
Radar AN/TPY-2 to fundament działania systemu THAAD.
USA dysponują łącznie zaledwie ośmioma takimi bateriami, Zjednoczone Emiraty Arabskie – dwiema, a Arabia Saudyjska – jedną. Urządzenie to odpowiada za wykrywanie i precyzyjne naprowadzanie pocisków na nadlatujące rakiety.
CNN podkreśla, że strata tej jednostki to cios operacyjny. Bez tych niezwykle czułych „oczu” amerykańskie wyrzutnie stają się w dużej mierze ślepe, co drastycznie obniża skuteczność tarczy.
Kratery widoczne na zdjęciach satelitarnych dowodzą, że celowano w sprzęt wielokrotnie, z niszczycielskim skutkiem. Eliminując tak zaawansowane instalacje, siły Iranu pozbawiają przeciwnika zdolności wczesnego ostrzegania. Skutecznie torują sobie w ten sposób drogę dla kolejnych potężnych fal uderzeniowych.
Źródło: CNN

(Grzegorz Braun, fot. PAP/Paweł Supernak)
Europoseł Grzegorz Braun udał się do Ambasady Iranu w Warszawie, gdzie spotkał się z ambasadorem tego kraju Eisa Kamelim. Wpisał się również do księgi kondolencyjnej wystawionej w związku ze śmiercią irańskiego przywódcy ajatollaha Ali Chameneiego.
W mediach społecznościowych opublikowano nagranie z wizyty Grzegorza Brauna w Ambasadzie Iranu. Polityk udał się tam wraz ze współpracownikami, aby wyrazić solidarność z „narodem irańskim” w związku ze śmiercią jego przywódcy Ali Chameneiego. Lider Korony Konfederacji Polski złożył długi, dwustronicowy wpis do księgi kondolencyjnej oraz spotkał się z ambasadorem Eisa Kamelim.
W swoim wpisie skierował się do narodu irańskiego.
„Szczęść Boże narodowi irańskiemu! Niniejszym składam moje szczere kondolencje z powodu tragicznej śmierci waszego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego. Mimo wszelkich istotnych odmienności nasze kraje łączy wiele uniwersalnych zasad, które w stosunkach międzynarodowych zakazują stosowania agresji i morderstwa jako narzędzi rozwiązywania sporów” – wskazał europoseł.
Polityk w swoim wpisie w księdze kondolencyjnej odniósł się również do sprawców ataku, w którym zginął przywódca Iranu Ali Chamenei. Działania napastników uznał za „haniebne” i „tchórzliwe”.
„Haniebne, tchórzliwe i podstępne zamordowanie waszego przywódcy wraz z jego najbliższą rodziną stanowi nie tylko akt nikczemnego pogwałcenia tych zasad, ale jest także przejawem upadku cywilizacyjnego i osobistego zdziczenia tych, którzy takiego aktu się dopuścili” – napisał lider Korony Konfederacji Polski.
Źródło: Facebook.com, dorzeczy.pl

lifesitenews/exorcist-fr-ripperger-the-situation-for-the-antichrist-is-just-about-present
Fr. Chad Ripperger said in a new interview that there will be a global collapse in morality and a ‘unification of the worldwide economy’ before the arrival of the Antichrist, who could control people through a social credit system.
Fr. Chad Ripperger
Emily Mangiaracina (LifeSiteNews) —
Exorcist Father Chad Ripperger warned in an interview that the stage is almost completely set for the arrival of the Antichrist.
While we ultimately cannot be certain about when the Antichrist will publicly appear, the situation needed for his arrival “is just about present,” Fr. Ripperger told podcaster and former U.S. Navy SEAL Shawn Ryan.
The Church Fathers say there will be a “worldwide implosion of people’s morality” before the Antichrist arrives, which we have seen since the 1950s, noted Fr. Ripperger. There has been a widespread defiance of the laws of God and natural law.
Another condition for his rule is the “unification of the worldwide economy,” said the exorcist, because it is through the economy that the Antichrist will control people, although “he’ll have control of governments too.”
=================================
Father Chad Ripperger Official Preview.
— Shawn Ryan (@ShawnRyan762) March 3, 2026
“Well, before the Antichrist comes, one of the things that we know from the fathers of the church is that there will be a worldwide implosion of people's morality. According to the fathers of the church, at least the ones that I've read,… pic.twitter.com/x8lv6nkkqS
============================================================
Fr. Ripperger said such a worldwide unification of economies appears to be “a little bit down the road.”
“So I don’t think he is immediately around the corner, but I could be wrong,” he added.
Fr. Ripperger also points to Catholic prophecies, like the one given by Our Lady of La Salette, which say there will be a chastisement involving a war, which will be “brutal even for those of us who are good and who are prepped for it.”
Regarding the Mark of the Beast, Fr. Ripperger said, “We’re almost there.”
“They could literally just decide, unless you decide to sign off on certain things, you’re not going to have access to the digital currency that [they’re] going to enact worldwide,” he said.
“I think that’s one of the ways he’s going to control people, through digital currencies,” he continued, noting that these currencies can be used to shut people out of access to goods and services.
“And that’s how they’ll basically starve people out if they’re not willing to sign off on the Antichrist’s rule,” said Fr. Ripperger, affirming to Ryan that this would or could be enacted like a social credit score.
Ryan asked Fr. Ripperger what people should do once the Mark of the Beast is ushered in. “What are we supposed to do if we can’t eat, take care of ourselves, provide for families?”
The priest highlighted the nature of the mark, which he said will be “something in our bodies that will give us access” to goods, like an RFID chip that can be scanned, or involve a device similar to Neuralink.
“The Fathers of the Church say you’re not going to be able to get that chip without some type of renunciation of Christ,” Fr. Ripperger said. This means people must accept something they “know is contrary to the will of God and to the will of Christ.”
Ultimately, to refuse the mark, we “have to be willing to sacrifice the lesser good in order to achieve the greater good.”
However, he pointed out that God can help people survive without the mark.
“God will very often provide for people. If it’s His will that people survive that time frame, He’ll make it possible,” said Fr. Ripperger.
He advised that people “have to be smart about it and learn basic survival skills and learn how to fend for themselves.”
Fr. Ripperger added, however, that it is “going to be extraordinarily difficult to even be able to evade detection,” given the current level of technology.
During his interview, he highlighted the opinion of the Church Fathers – that he is familiar with – that the Jewish Temple in Jerusalem will never be rebuilt.
Scripture’s reference to the “abomination of desolation” standing the in the holy place “is actually a reference to the Catholic Church” suffering desecration, according to the Church Fathers.
This means the Catholic Church would “become compromised in that process.”
During his four hour-long interview with Ryan, Fr. Ripperger also discussed different levels of spiritual warfare, Satanism and the occult, exorcism, demonic hierarchies and manifestations, spiritual defense, and more.
=============================
Krótka interpretacja po polsku jest tu:

——————————————–

—————————————–

——————————————————————

——————————————-

—————————-

——————————————

7.03.2026 Stanisław Michalkiewicz nczas/przeglad-afer-moje-teorie-spiskowe/

No i mamy wojnę, pani Mullerowo – mógłby powiedzieć dobry wojak Szwejk do swej posługaczki, na widok konfliktu, jaki targa nasz nieszczęśliwy kraj, wstrząsając nawet fundamentami naszej młodej demokracji. Chodzi mi oczywiście o wojnę, jaką panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu wypowiedział Wielce Czcigodny obywatel Czarzasty Włodzimierz, który dzięki siuchcie z obywatelem Hołownią Szymonem został marszałkiem naszego Knesejmu.
Ale to nie on, to znaczy – nie obywatel Czarzasty jest wynalazcą naszego oryginalnego systemu politycznego, opisanego w konstytucji z 1997 roku. Jej ojcostwo przypisuje się – nie wiem, czy słusznie – czterem osobnikom: Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, Ryszardowi Bugajowi, Tadeuszowi Mazowieckiemu i Waldemarowi Pawlakowi. O Tadeuszu Mazowieckim nie chcę mówić, jako że de mortuis nihil nisi bene, co się wykłada, że o zmarłych tylko dobrze, ale jeśli chodzi o pozostałych, a zwłaszcza – o Aleksandra Kwaśniewskiego, to – jak mówią gitowcy – „wszystko gra i koliduje”.
Chodzi o to, że konstytucja z 1997 roku ustanawia taki dziwaczny system władz i zależności między nimi, że na podstawie jej przepisów nie można odpowiedzieć na proste i z punktu widzenia państwa – bardzo ważne pytanie: kto dowodzi wojskiem. Przede wszystkim zaś konstytucja utrzymuje system parlamentarno-gabinetowy, w którym głównym ośrodkiem władzy jest prezes Rady Ministrów, który w ogóle nie musi mieć legitymacji demokratycznej – bo nie ma żadnych przeszkód prawnych, by premierem został jegomość nie będący ani posłem, ani senatorem. Najsilniejszą w całym państwie legitymację demokratyczną ma prezydent, jako że to stanowisko jest obsadzane na podstawie wyniku powszechnych wyborów – ale nie ma władzy, a najwyżej – jej pozory.
Taki stan rzeczy powoduje nieustanną destabilizację państwa, nawet w sytuacji gdy między prezydentem i premierem nie ma różnicy politycznej na tle przynależności do obozu politycznego. Jak pamiętamy, nawet między premierem Millerem a prezydentem Kwaśniewskim panowała „szorstka przyjaźń”, co było łagodnym określeniem wzajemnego się podsrywania. Czy jest to skutek ignorancji „ojców” tej konstytucji, czy może w tym szaleństwie jest metoda? Skłaniałbym się ku drugiej odpowiedzi, chociaż nie mam przesadnego wyobrażenia o zdolnościach Aleksandra Kwaśniewskiego, który legitymuje się specyficznym rodzajem mądrości, nazywanej sprytem. Moim zdaniem właśnie dlatego forsował on takie dziwaczne rozwiązania ustrojowe.
Chodzi o to, że Aleksander Kwaśniewski był za pierwszej komuny tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie operacyjnym „Alek”. Właśnie dlatego został upatrzony na prezydenta, żeby tak ukształtować ustrój państwa, by ostatnie słowo należało do bezpieki, która – jak to wynika z mojej innej teorii spiskowej – wykonuje polecenia tej zagranicznej centrali wywiadowczej, do której się podczas transformacji ustrojowej przewerbowała. Z tego punktu widzenia nie tylko ustrojowy bałagan w Polsce jest jak najbardziej pożądany, a już najbardziej pożądana jest sytuacja, w której nie można odpowiedzieć na pytanie: kto dowodzi wojskiem.
Jak niedawno oświadczył obywatel Tusk Donald, powoła specjalny zespół pod kierownictwem obywatela Żurka Waldemara, który ma wyjaśnić tzw. „polskie wątki” afery Epsteina. Ale równocześnie z obwieszczeniem o zamiarze powołania takiego zespołu od razu nakazał mu wykazać, że nici „polskich wątków” prowadzą do Putina. Jestem pewien, że obywatel Żurek Waldemar w podskokach wykona ten obstalunek, bo myślę, że za pieniądze gotów jest na wszystko.
Dodatkową poszlaką, która wskazuje, że ten zespół nie ma niczego wyjaśniać, tylko skonfabulować jakieś opowieści o ruskich agentach, jest okoliczność, że członkostwo w tym zespole ma być utajnione. Wiadomo tylko, że będą tam prokuratorzy – być może prokuratura Ewa Wrzosek – no i bezpieczniacy – ale kto konkretnie – tego już się nie dowiemy. To bardzo asekuranckie wyjście, zapewniające członkom zespołu całkowite bezpieczeństwo i bezkarność – dzięki której będą mogli oskarżyć każdego o cokolwiek. Jeśli nie można by delikwenta wsadzić do lochu za jakieś udowodnione szpiegostwo – chociaż z drugiej strony, czyż nienawistnym sędziom trzeba by takie rzeczy udowadniać, by wydali wyrok skazujący? – to na wszelki wypadek sprokuruje mu się bzykanie panienek, najlepiej nieletnich, na przykład – ze środowiska „galerianek”, w których policja i bezpieka mogą sobie wprost przebierać. Takiej panience nie trzeba nawet dużo zapłacić, żeby zeznała, co trzeba, dzięki czemu do końca życia będzie mogła zażywać reputacji ofiary, a niezależnie od tego napisać książkę o swoich przygodach i stać się damą i pisarką.
No dobrze – ale dlaczego obywatel Tusk Donald uczepił się jak pijany płotu rozporkowej afery Epsteina, chociaż ma tuż pod nosem nierozliczoną aferę podkarpacką, w której – obok wątku ukraińskiego – są wyłącznie polskie wątki? Przypomnijmy: w roku 2014, kiedy tylko amerykański prezydent Obama wysadził w powietrze lizboński porządek polityczny, dwaj Ukraińcy, prawdopodobnie agenci SBU, zakładają na Podkarpaciu sieć burdeli, do których sprowadzają ukraińskie panienki, z których wdzięków korzystają – no właśnie. Nie żadni ludzie z ulicy, tylko osoby z towarzystwa i to powiązanego wzajemnymi zależnościami. Dzięki temu obydwaj Ukraińcy prosperują na Podkarpaciu jak pączki w maśle, korzystając z ochrony policyjnej, z parasola ochronnego prokuratury, no i oczywiście – niezawisłych sądów, dzięki czemu, nawet jeśli za bardzo się rozdokazywali, traktowani byli niezwykle łagodnie. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze – ale niezależnie od tego ten wyjątkowo pobłażliwy stosunek do ukraińskich alfonsów mógł wynikać również z nastawienia ówczesnych władz naszego bantustanu, który już wtedy przepoczwarzał się w „sługę narodu ukraińskiego”. Dzisiaj sprawy zaszły pod tym względem tak daleko, że trudno mówić tu o „słudze”, a nawet – o „posługaczu”. Jeśli już – to raczej o szmacie, którą Ukraińcy wycierają sobie utytłane buty. Toteż „afera podkarpacka” nigdy właściwie nie została nawet rozpoznana, nie mówiąc już o jakichś, dzisiaj niezwykle modnych, „rozliczeniach”.
W tej sytuacji lepiej rozumiemy, dlaczego obywatel Tusk Donald uczepił się afery Epsteina pod pozorem „polskich wątków”, natomiast szerokim łukiem omija aferę podkarpacką. Z uwagi na wiodącą rolę Ukraińców, prawdopodobnie agentów SBU, trudno byłoby nawet zdolnemu do wszystkiego obywatelowi Żurkowi Waldemarowi, natrafić tam na nitki wiodące do kłębka w postaci Putina, więc użyteczność tej afery dla bieżących potrzeb jest niewielka, a może nawet żadna, skoro nie wiemy, czy wśród klientów tamtejszych burdeli nie było przypadkiem kolegów obywatela Tuska Donalda?
A mogło tak być, choćby z uwagi na opinię boksera „Cygana” Kosteckiego, który – zanim taktownie powiesił się w więziennej celi na własnym prześcieradle – oskarżał tamtejszą policję, prokuraturę i niezawisłe sądy, że zwalczają burdelową konkurencję dla Ukraińców. Zaiste, świętą rację miał pan Jasina, kiedy mówił, że Polska jest „sługą narodu ukraińskiego” – co pokazało się nawet na odcinku burdelowym.
Ale afera podkarpacka nie była jedyną w III RP, która nie doczekała się „rozliczenia”. Inne też się nie doczekały, bo trudno uznać za „rozliczenia” ich pozory. Na przykład – „matka wszystkich afer”, czyli afera Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Jak pamiętamy zaczęło się od tego, że z inspiracji bezpieki, na przełomie lat 80. i 90. władze wpadły na pomysł nielegalnego wykupu polskiego długu na międzynarodowym rynku finansowym. Państwo wyłożyło na ten cel 1700 mln dolarów. Długi jednakże wykupiono tylko za 60 mln dolarów, podczas gdy cała reszta gdzieś zniknęła. Gdzie – tego do dzisiaj nikt nie wie i gdyby nie liczne „stare rodziny”, które się w rezultacie u nas pojawiły, to musielibyśmy uwierzyć, że żadnej afery nie było. Po wieloletnim, żmudnym śledztwie wreszcie ruszyła sprawa sądowa, którą prowadziła pani sędzia Barbara Piwnik. Uchodziła ona za bardzo sprawną, ale premier Leszek Miller – być może właśnie dlatego – zaoferował jej stanowisko ministra sprawiedliwości w jego rządzie, które pani Barbara skwapliwie przyjęła. Wskutek tego, zgodnie z procedurą, sprawa musiała rozpocząć się od początku. Po wielu latach zakończyła się wesołym oberkiem, to znaczy – skazany został pan Grzegorz Żemek, który w tym wszystkim był wykonawcą i to podrzędnym oraz pani Janina Chim, będąca wykonawczynią jeszcze podrzędniejszej rangi. Ani jedno, ani drugie nie pisnęło słówkiem o prawdziwych autorach afery, dzięki temu w celach nie odwiedził ich żaden seryjny samobójca.
Podobnie było w przypadku afery Amber Gold, która polegała na tym, że filuci sprzedawali naiwniakom papierowe kwity jako złoto. Całym przedsięwzięciem kierować miał „słup”, a właściwie nawet „słupek”, który oczywiście został poświęcony na ołtarzu praworządności. Ale tu piorun strzelił już blisko, bo w sprawę zamieszany był syn premiera Donalda Tuska Michał, którego pełnomocnikiem był obecnie Wielce Czcigodny Giertych Roman. Były to sceny przypominające te z „Towarzysza Szmaciaka”, kiedy to były sekretarz PZPR Wardęga, próbował w 1968 roku ratować swego znanego z „mózgowych zwojów” syna Aleksa. „Szmaciak śmiał się, patrząc, jak stary jak w ukropie zwija się, by ratować chłopię”.
Ale w naszym fachu nie ma strachu, bo przecież wszystko działo się w znanym na całym świecie z niezawisłości gdańskim okręgu sądowym. Sejmowa komisja śledcza pod przewodem Wielce Czcigodnej Małgorzaty Wassermanówny wprawdzie stwierdziła, że w tej sprawie niezależna prokuratura i niezawisłe sądy nie zachowały się „prawidłowo”: czyli – z innego punktu widzenia zachowały się na najwyższym poziomie – ale już nie odważyła się postawić pytania, dlaczego właściwie zachowały się nieprawidłowo?
Pewne światło na tę sprawę rzuca okoliczność, że nienależna prokuratura wszczęła tak zwane „energiczne śledztwo” dopiero wtedy, gdy cała forsa z Amber Gold zniknęła w tak zwanej sinej dali, to znaczy – gdy było już bezpiecznie. Ma to swoje konsekwencje do dzisiaj, przynajmniej w przypadku Wielce Czcigodnego Giertycha Romana, który przy okazji bycia pełnomocnikiem Michała Tuska, mógł poznać rozmaite wstydliwe zakątki, toteż trudno się dziwić, że obywatel Tusk Donald zaoferował mu „biorące” miejsce na liście kandydatów KO do Knesejmu.
Ale nie tylko w tym punkcie – bo wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby się okazało – co oczywiście nigdy się nie okaże – że i obywatel Tusk Donald dostał telefon: wiecie, rozumiecie, Tusk. Myśmy poszli wam na rękę w sprawie Amber Gold, to wy teraz utwórzcie zespół do zbadania polskich wątków rozporkowej „afery Epsteina” – i tak nim pokierujcie, żeby on wskazał na powiązania Putina z tymi delikwentami, których my wam wskażemy w późniejszym terminie – bo inaczej z wami będzie brzydka sprawa…
Thomas Röper anti-spiegel.ru/warum-der-streit-zwischen-selensky-und-orban-eskaliert-und-wie-der-spiegel-darueber-desinformiert
Groźby śmierci i podejrzane pieniądze
Dlaczego spór między Zełenskim a Orbanem narasta i jak Der Spiegel rozpowszechnia dezinformację
Zełenski otwarcie groził Orbanowi śmiercią. W rezultacie na Węgrzech zajęto ukraińską ciężarówkę opancerzoną przewożącą około 80 milionów euro w gotówce pod zarzutem prania pieniędzy.
Co kryje się za tą historią i co Der Spiegel ukrywa na jej temat?

Anti-Spiegel 6 marca 2026
To, co obecnie dzieje się między ukraińskim przywódcą Zełenskim a premierem Węgier Orbanem, wydaje się czymś z absurdalnego scenariusza filmu, którego żadne studio filmowe nigdy by nie nakręciło. Ale to dzieje się naprawdę, po raz kolejny dowodząc, że życie bywa często bardziej szalone niż najbardziej niewiarygodne filmy. O co więc chodzi?
Kontekst
Stosunki między Węgrami a Ukrainą są już bardzo napięte. Jednym z powodów jest ucisk mniejszości węgierskiej na Ukrainie i działania Kijowa zmierzające do jej przymusowej ukrainizacji. Oczywiście, pozycja Orbána, jako niemal jedynego przywódcy UE, który sprzeciwia się rujnującemu wsparciu udzielanemu Ukrainie w przegranej wojnie, tylko pogarsza sytuację.
Pod koniec stycznia Ukraina wstrzymała dostawy rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń, biegnącym z Rosji przez Ukrainę do Europy i wcześniej zaopatrującym Niemcy w tanią rosyjską ropę.
Obecnie tylko Węgry i Słowacja nadal importują rosyjską ropę z UE, wynegocjowawszy zwolnienia z unijnych sankcji wobec Rosji. Obie rafinerie przetwarzają ropę naftową we własnych instalacjach, dostarczając sobie tanią benzynę i inne produkty naftowe. Dlatego ceny energii na Węgrzech, na przykład, nie wzrosły znacząco, podczas gdy w pozostałych krajach UE gwałtownie wzrosły po tym, jak UE przestała importować tanią energię z Rosji.
Kijów twierdzi, że rurociąg jest uszkodzony, czemu zaprzeczają Węgry i Słowacja. Premier Słowacji Fico pokazał nawet dziennikarzom zdjęcia satelitarne potwierdzające integralność rurociągu. Ukraina wcześniej odmówiła wjazdu unijnej grupie ekspertów, której zadaniem jest ocena rzekomych uszkodzeń rurociągu.
Pomimo próśb Węgier i Słowacji, UE nie opowiada się za ponownym otwarciem rurociągu, zmuszając oba kraje do korzystania z krajowych rezerw ropy naftowej w celu utrzymania działalności rafinerii. Ponadto, w odpowiedzi na bojkot ropy naftowej przez Kijów, Słowacja wstrzymała dostawy energii elektrycznej, a Węgry wstrzymały dostawy oleju napędowego na Ukrainę.
Powodem bojkotu dostaw ropy naftowej przez Kijów są wybory, które odbywają się na Węgrzech na początku kwietnia. Kijów i Bruksela chcą, aby Orbán przegrał wybory, a kandydat opozycji, który jest przyjaźnie nastawiony do Brukseli i Ukrainy, wygrał. Są gotowi sprowokować kryzys energetyczny na Węgrzech – a jako „straty uboczne” również na Słowacji.
W odpowiedzi Węgry zawetowały wszelką pomoc UE dla Ukrainy i sankcje wobec Rosji, zapowiadając, że utrzymają to stanowisko do czasu ponownego otwarcia rurociągu przez Kijów. Jest to szczególnie bolesne dla Kijowa, ponieważ kończą mu się pieniądze i pilnie potrzebuje pierwszej wypłaty 90 miliardów euro pożyczki obiecanej mu przez UE po tym, jak Komisja Europejska nie uzyskała w grudniu większości w UE w sprawie uwolnienia rosyjskich aktywów zamrożonych w Europie.
Nawiasem mówiąc, Zełenski po raz pierwszy otwarcie oświadczył na posiedzeniu rządu w czwartek, że rurociąg jest zamknięty z przyczyn politycznych i postawił wypłatę 90 miliardów euro jako warunek jego ponownego otwarcia. Jednak rzekomo niezbędne naprawy potrwają jeszcze miesiąc lub półtora miesiąca, więc rurociąg nie zostanie ponownie otwarty przed tym terminem – kontynuował Zełenski.
Tym oświadczeniem Zełenski otwarcie zasugerował, że nie otworzy rurociągu przed wyborami na Węgrzech, które zaplanowane są na 12 kwietnia, co potwierdza, że prawdziwym celem jest wywarcie wpływu na wybory na Węgrzech przeciwko Orbánowi.
Groźba śmierci Zełenskiego pod adresem Orbána
W czwartek, na posiedzeniu rządu, Zełenski powiedział również:
„Mamy nadzieję, że żaden podmiot w UE nie zablokuje 90 miliardów euro ani pierwszej transzy, a ukraińscy żołnierze będą mieli broń. W przeciwnym razie przekażemy naszym siłom zbrojnym adres tej osoby, aby mogły do niej zadzwonić i porozmawiać z nią w swoim języku”.
Była to jawna groźba śmierci ze strony Zełenskiego pod adresem Orbána. Za chwilę omówimy, jak Der Spiegel przedstawił to swoim czytelnikom, ale od razu powiem: Der Spiegel nie uznał tego za warte osobnego artykułu; zamiast tego wspomniał o groźbie śmierci Zełenskiego jedynie mimochodem w dwóch artykułach na inne tematy, jakby groźby śmierci były czymś zupełnie normalnym w stosunkach międzynarodowych.
Oczywiście Węgry i Słowacja stanowczo potępiły groźbę śmierci Zełenskiego pod adresem Orbána, podczas gdy z innych krajów UE nie odnotowano jeszcze żadnych reakcji.
Orbán odpowiedział na groźbę śmierci przemówieniem, w którym powiedział, że Węgry użyją „siły”, aby zapewnić ponowne otwarcie rurociągu Przyjaźń, odnosząc się do „środków politycznych i finansowych”. Niemieckie media oczywiście z oburzeniem donoszą o groźbach Orbána dotyczących przemocy, ale ukrywają ich przyczynę.
Około 1,5 miliarda dolarów w gotówce i 146 kilogramów złota
W piątek rano Ukraina poinformowała o zatrzymaniu i zajęciu na Węgrzech samochodu ciężarowego przewożącego 9 kilogramów złota oraz 40 milionów dolarów i 35 milionów euro w gotówce. Kijów oskarżył Budapeszt o wzięcie siedmiu ochroniarzy, obywateli Ukrainy i pracowników państwowego ukraińskiego Oshadbanku, którzy eskortowali transport, jako „zakładników” i „kradzież” pieniędzy. W oświadczeniu stwierdzono również, że transport odbył się na podstawie międzynarodowej umowy z austriackim Raiffeisen Bank, a transport z Austrii na Ukrainę odbył się „zgodnie z międzynarodowymi przepisami transportowymi i obowiązującymi europejskimi procedurami celnymi”.
Istnieją jedynie krótkie artykuły w języku niemieckim, które powtarzają ukraińskie oświadczenia i przedstawiają incydent tak, jak opisuje go Kijów. Węgierskie wyjaśnienia są jednak w dużej mierze ignorowane. Na przykład „Der Spiegel” robi to bardzo sprytnie, jak wkrótce zobaczymy.
Węgry wysuwają wobec Kijowa bardzo poważne oskarżenia, o których skali niemieckie media nie donoszą. Oto tłumaczenie pełnego oświadczenia ministra spraw zagranicznych Węgier:
„Węgierski urząd skarbowy i celny prowadzi obecnie dochodzenie w sprawie szokującej zbrodni. Według śledczych, Ukraińcy w ostatnich miesiącach przewozili przez Węgry ogromne ilości gotówki i złota.
Od stycznia przez Węgry przetransportowano łącznie 900 milionów dolarów i 420 milionów euro w gotówce, a także 146 kilogramów sztabek złota.
Mamy kilka poważnych pytań. Przede wszystkim chodzi o ogromną ilość gotówki. Dlaczego Ukraińcy przewożą tak duże sumy? Jeśli rzeczywiście są to przelewy bankowe, pojawia się pytanie: dlaczego banki nie przetwarzają tych transakcji za pośrednictwem regularnych przelewów? Dlaczego konieczne jest przewożenie tak dużych ilości gotówki i to przez Węgry?
Te pytania są szczególnie palące, ponieważ transportom gotówki towarzyszą osoby, które najwyraźniej mają bezpośrednie powiązania z ukraińskimi służbami wywiadowczymi.
Domagamy się wyjaśnienia, dlaczego Ukraińcy w ostatnich miesiącach przewozili przez Węgry tak duże ilości gotówki. Na co są przeznaczane te pieniądze? Kto jest ich właścicielem?
Domagamy się również odpowiedzi na pytanie, czy te pieniądze są jedynie przewożone przez terytorium Węgier czy też czasami pozostają tutaj i są następnie przekazywane komuś na Węgrzech lub na rzecz osób trzecich.
Nasuwa się pytanie: Czy te pieniądze należą być może do tzw. ukraińskiej mafii wojskowej?
Domagamy się natychmiastowych odpowiedzi i wyjaśnień od strony ukraińskiej w tych poważnych kwestiach. Do tego czasu władze węgierskie przeprowadzą bardzo szczegółowe i kompleksowe śledztwo.”
Dla kogo były te pieniądze?
Władze węgierskie od dawna oskarżają Kijów o tajne i nielegalne finansowanie opozycji. Powstaje zatem pytanie, czy te transporty czasami zatrzymywały się na Węgrzech i przekazywały komuś gotówkę.
Osoby ochrony towarzyszące transportowi są również ważne, ponieważ nie są to zwykli ochroniarze ciężarówek opancerzonych. Wszyscy to wysocy rangą czynni lub byli żołnierze lub oficerowie wywiadu; najwyższym rangą jest były generał Giennadij Kuzniecow ze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Pytanie brzmi: dlaczego były generał wywiadu miałby towarzyszyć rzekomo rutynowemu transportowi gotówki?
Co więcej, nasuwa się pytanie, dlaczego ukraiński bank państwowy przetransportował już w tym roku z UE na Ukrainę 900 milionów dolarów i 420 milionów euro w gotówce, a także 146 kilogramów sztabek złota – w zaledwie dwa miesiące. Korupcja ukraińskiego rządu jest powszechnie znana, czego dowodem jest na przykład afera Mindicha sprzed kilku miesięcy, kiedy to osoby z bliskiego otoczenia Zełenskiego ukradły 100 milionów dolarów, które UE przekazała Kijowowi na naprawy ukraińskiej sieci energetycznej.
Skandal korupcyjny wokół Mindicha nie jest w żadnym wypadku skandalem ukraińskim, ponieważ na Zachodzie całkowicie ukrywano fakt, że kradzież 100 milionów euro wydarzyła się tuż pod nosem „stróżów prawa” wysłanych z Zachodu, którzy musieli o tym wiedzieć, bo nikt, kto ma za zadanie monitorować przepływy pieniężne państwowej ukraińskiej spółki energetycznej pod kątem podejrzanych transakcji, nie mógł być na tyle głupi, by przeoczyć tę w zasadzie prymitywną kradzież dokonaną za pomocą sfałszowanych faktur.
Krótko mówiąc: Węgry mają rację, pytając, kto właściwie jest właścicielem tych pieniędzy i kto ma je otrzymać. I to pytanie nie jest skierowane tylko do Ukrainy, ale także do UE, która stoi z boku i obserwuje sytuację, ponieważ tak duże wypłaty gotówki muszą być zgłaszane w UE. Bruksela wie zatem, że Ukraina wypłaca prawie pół miliarda dolarów miesięcznie w gotówce i złocie.
Odkąd afera Mindicha (i inne, wcześniejsze rewelacje) pokazały, że Bruksela doskonale zdaje sobie sprawę z korupcji na Ukrainie – a konkretnie z kradzieży wielu miliardów euro wysłanych z UE – nieuchronnie pojawia się pytanie: kto w UE otrzymuje swoją część, aby wszyscy mogli wygodnie przymykać na to wszystko oko?
Czy te pieniądze należą do ludzi w Brukseli?
W Niemczech mało kto słyszał o Anatoliju Szariju, ale na Ukrainie i w Rosji zna go dosłownie każde dziecko. Jest krytycznym dziennikarzem z Ukrainy, który kiedyś założył partię polityczną i aspirował do polityki, ale został zmuszony do ucieczki przed prześladowaniami Zełenskiego i podobno mieszka w Hiszpanii.
Szarij jest krytyczny wobec Ukrainy i Rosji – i z pewnością nie jest przyjacielem Rosji, w przeciwnym razie uciekłby do Rosji, a nie, jak przypuszczam, do UE – i znany jest z poruszania najbardziej bolesnych kwestii politycznych zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie. Uważany jest za bardzo dobrze poinformowanego i mającego odpowiednie koneksje. Szarij poinformował na Telegramie o zajęciu transportu pieniędzy i po przedstawieniu znanych faktów dodał:
„Moje źródła twierdziły wczoraj, że te pieniądze, delikatnie mówiąc, nie były byle jakie i że Orbán o tym wiedział.
Ale byłem pewien, że to pieniądze Zełenskiego. Jakieś łapówki.
Dzisiaj jednak dostaję informację, że pieniądze nie należą do Zełenskiego, a do jego wspólników. Do jakichś ludzi z Europy.
Ta historia jest kompletnie absurdalna i już wczoraj wydawała mi się nierealna.
Dzisiaj jednak kilka źródeł donosi, że Orbán uderzył w „innych ludzi”.
Chodzi o około 80 milionów euro i około 10 kilogramów złota.
To niezwykle drażliwa kwestia, ponieważ pieniądze wcale nie są ukraińskie, a należą do konkretnych osób.
A w Brukseli wiedzą, do kogo należą.
I dlatego prawdopodobnie zrobią wszystko, co w ich mocy, aby skandal nie wywołał zamieszania.
Orbán działał bardzo precyzyjnie i uderzył tam, gdzie boli.
Będziemy nadal monitorować sytuację”.
Oczywiście nie musi to być prawdą, ale biorąc pod uwagę powyższe, wydaje mi się więcej niż prawdopodobne, że Szarij nie pisze bzdur. W każdym razie nie można tego wykluczyć.
Zastanawiałem się już, w związku z wieloma ukraińskimi skandalami, które z pewnością nie byłyby możliwe bez tuszowania ich przez Brukselę, jak ludzie na Zachodzie otrzymują swoją „działkę” za tuszowanie sprawy. Jeśli okaże się, że Ukraina regularnie przemyca miliony, a nawet miliardy euro rocznie w gotówce przez UE, nagle staje się to zrozumiałe, bo naprawdę nie ma problemu z przerzuceniem kilku skrzynek z gotówką z jednej furgonetki do drugiej na jakimś opuszczonym parkingu na Węgrzech pod osłoną nocy, żeby wymienić tylko jedną możliwość. A fakt, że Ukraina ma duże doświadczenie w praniu pieniędzy, nie jest żadną tajemnicą.
Oczywiście, transport pieniędzy mógł mieć również całkowicie legalne motywy; w końcu nic nie zostało udowodnione. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że ta historia rodzi wiele pytań, na które można by odpowiedzieć, gdyby wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
Czego czytelnicy „Spiegla” (nie) dowiedzą się
Skoro już wiemy, o co w tym wszystkim chodzi i jakie pytania powinien zadawać krytyczny dziennikarz, przyjrzyjmy się, co dawny hamburski magazyn informacyjny i samozwańcze „media wysokiej jakości”, „Der Spiegel”, mówi swoim czytelnikom o tej historii. „Der Spiegel” opublikował artykuł zatytułowany „40 milionów dolarów, 35 milionów euro i 9 kilogramów złota – Ukraina oskarża Węgry o wzięcie zakładników i kradzież”, który przeanalizujemy, ponieważ bardzo sprytnie odwraca uwagę czytelników od wszystkiego, co mogłoby rodzić pytania.
Artykuł „Spiegla” rozpoczyna się od rzetelnego raportu o zajęciu przez Węgry opancerzonego samochodu ciężarowego. „Der Spiegel” cytuje oburzonego ukraińskiego ministra spraw zagranicznych i stwierdza również, że Węgry wyraziły podejrzenia o pranie pieniędzy. W pierwszych trzech akapitach artykułu nie ma praktycznie nic złego, ale potem coś zaczyna się psuć.
Czwarty akapit brzmi:
„Kilka godzin później węgierskie biuro informacyjne ogłosiło deportację siedmiu eskortujących transport pieniędzy. Analiza ich sytuacji osobistej wykazała, że byli to byli wysocy rangą żołnierze ukraińskiej armii. Niejasne pozostaje, dlaczego miałoby to mieć związek z zarzutem karnym, takim jak pranie pieniędzy”.
Nie można zarzucić Der Spiegelowi zatajenia faktu, że transportowi towarzyszyli „byli wysocy rangą ukraińscy wojskowi”, ale gazeta ukrywa przed czytelnikami istotne szczegóły, takie jak nazwisko byłego generała wywiadu. Co więcej, czytelnik „Spiegla” nie jest informowany o obecności byłych wysokich rangą oficerów ukraińskich służb specjalnych; zamiast tego jest on przekonany, że byli to żołnierze, a nie tajni agenci.
Aby żaden czytelnik Spiegla nie zastanawiał się, dlaczego w rzekomo normalnym transporcie pieniędzy uczestniczyli wysocy rangą oficerowie, Spiegel natychmiast odwraca uwagę czytelników, mówiąc im, co mają myśleć, i dodając: „Pozostaje niejasne, dlaczego miałoby to mieć znaczenie w tak istotnym oskarżeniu o pranie pieniędzy”
Co takiego? Byli wysocy rangą oficerowie wywiadu, w tym generał, eskortowali przesyłkę o wartości 80 milionów dolarów i to nie budzi żadnych wątpliwości u „dziennikarzy” „Spiegla”? To, że państwowy bank z jednego z najbardziej skorumpowanych krajów świata przewozi ogromne sumy gotówki, których cel jest nieznany, a transport jest eskortowany przez byłych oficerów wywiadu skorumpowanego rządu tego kraju, nie budzi żadnych wątpliwości u „Spiegla”?
Tak wygląda dziś w Niemczech krytyczne „dziennikarstwo wysokiej jakości”: nie tylko unikają zadawania pytań, ale także piszą artykuły w taki sposób, że czytelnicy nawet nie myślą o ich zadaniu.
Mylenie przyczyny i skutku.
Aby jeszcze bardziej rozproszyć uwagę czytelników, Der Spiegel natychmiast zmienia temat i informuje o groźbie użycia przemocy przez Orbána, nie wspominając o groźbie śmierci ze strony Zełenskiego. Odwracanie przyczyn i skutków jest, jak wiadomo, bardzo popularnym i skutecznym narzędziem propagandy zachodnich mediów.
W związku z tym Der Spiegel pisze zaraz potem (aby odwrócić uwagę od oficerów wywiadu):
„Jeśli to jest ta »przemoc«, którą pan Orbán ogłosił dzisiaj, to jest to przemoc grupy przestępczej. To terroryzm państwowy i wymuszenie” – napisał Sybiha, odnosząc się do czwartkowych wypowiedzi Orbána, w których zapowiedział on zamiar wygrania sporu o rurociąg Przyjaźń „siłą”.
Następnie następuje akapit, w którym Der Spiegel „wyjaśnia” swoim czytelnikom spór o dostawy ropy. Der Spiegel przedstawia ukraińskie twierdzenie, że rurociąg jest wyłączony z użytku z powodu rosyjskiego ataku, jako fakt, mimo że nikt poza Ukrainą nie potwierdził takiego ataku, zdjęcia satelitarne niczego takiego nie pokazują, a Ukraina nie wpuszcza ekspertów do kraju w celu oceny rzekomych szkód. Oczywiście czytelnicy Der Spiegla nic o tym wszystkim nie wiedzą.
Po tym, jak czytelnicy Der Spiegla są zmuszeni zaakceptować fakt uszkodzenia rurociągu spowodowanego rosyjskim ostrzałem, Der Spiegel pisze dalej, że według Ukrainy „szybka naprawa nie jest możliwa, co spotyka się z niedowierzaniem na Węgrzech i sąsiedniej Słowacji”.
Der Spiegel wspomniał o wątpliwościach Węgier i Słowacji; nie można mu zarzucić, że je ukrywa. Sformułował je jednak w taki sposób, że czytelnicy Der Spiegla są zmuszeni uwierzyć Ukrainie, a tym samym, oczywiście, uznać Węgry za winowajcę sporu, ponieważ wysuwają one bezpodstawne oskarżenia wobec Ukrainy.
Groźba śmierci ze strony Zełenskiego jest bagatelizowana.
Dopiero na samym końcu artykułu „Der Spiegel” wspomina, niemal na marginesie, o groźbie śmierci Zełenskiego wobec Orbána, którą „Der Spiegel” sprytnie bagatelizuje:
„Aby zwiększyć presję, Węgry zablokowały 90-miliardową pożyczkę UE dla Ukrainy, która jest niezbędna dla przetrwania kraju atakowanego przez Rosję. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zagroził wówczas premierowi Węgier Viktorowi Orbánowi. „Mamy nadzieję, że pewna osoba w UE nie będzie już blokować tych 90 miliardów euro” – powiedział Zełenski w Kijowie. W przeciwnym razie adres tej osoby zostanie przekazany ukraińskim siłom zbrojnym. „Niech do niego zadzwonią i porozmawiają z nim w swoim języku”.
Kiedy widzę takie artykuły, celowo i bardzo sprytnie skonstruowane i napisane, aby wprowadzić czytelnika w błąd, zawsze zastanawiam się, jak ludzie mogą dobrowolnie płacić za prenumeratę Spiegla, a nawet za sam magazyn, skoro jest tak oczywiste, że Spiegel celowo ich okłamuje.
Czuję się jednak zobowiązany, by powiedzieć coś w obronie autora Spiegla, który napisał tę tandetną robotę: prawdopodobnie sam nie wie, o co chodzi, ponieważ skróty na końcu artykułu wskazują, że został on sfabrykowany przez jakiegoś szarlatana, powołującego się na doniesienia DPA i Reutersa, które zazwyczaj również pomijają istotne informacje. Autor Spiegla najprawdopodobniej nie ma pojęcia, o co chodzi, i po prostu sklecił artykuł z fragmentów tekstu dostarczonych przez Reutersa i DPA.
Tak powstaje większość niemieckich artykułów medialnych o bieżących wydarzeniach. Nie ma w nich żadnych oryginalnych badań; zamiast tego po prostu przyjmują sformułowania podane przez agencje prasowe.
Ale czy to coś zmienia?
Ostatecznie nie ma znaczenia, czy Spiegel i inne niemieckie media wprowadzają czytelników w błąd z powodu niewiedzy, czy też własnej wiedzy.
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 7 marca 2026 michalkiewicz
Właśnie bezcenny Izrael i jego amerykański wasal wykonali „uderzenie wyprzedzające” na złowrogi Iran, który ośmielił się bez pozwolenia budować sobie arsenał nuklearny i rozmaite rakiety, bez których żadne szanujące się państwo istnieć nie może. Dotyczy to również naszego nieszczęśliwego kraju, którego parlament 27 lutego przyjął uchwałę potwierdzającą nie tylko, że Polska jest sługą narodu ukraińskiego – o czym w swoim czasie poinformował nas ówczesny rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, pan Jasina – ale że pozostanie nim, „jak długo będzie to konieczne”.
Wynika z tego, że Polska pozostanie sługą narodu ukraińskiego aż do końca świata, albo przynajmniej – do końca własnego istnienia – bo na tym świecie pełnym złości wszystko kiedyś się kończy. W związku z tym 27 lutego Sejm uchwalił też ustawę o SAFE, na podstawie której Polska ma pożyczyć od Komisji Europejskiej prawie 44 mld euro, za które nakupi, albo naprodukuje mnóstwo rozmaitych rakiet i innych takich zabawek, które następnie, na podstawie umowy z 2 grudnia 2016 roku, nieodpłatnie przekaże Ukrainie, żeby tamtejsi oligarchowie mogli sobie żyć dostatniej, zgodnie z zaleceniem militarystów, nawołujących, by korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny.
To jest wielki sukces naszej dyplomacji, kierowanej przez Księcia-Małżonka – bo przecież Ukraina mogła nam rozkazać, by na pierwszej linii frontu stanęła nasza niezwyciężona armia – ale widocznie jak nie Książę-Małżonek, to Wielce Czcigodny pan marszałek Czarzasty, podczas swojej niedawnej pielgrzymki do Kijowa, uprosił prezydenta Zełeńskiego, żeby aż takiej poważnej zastawki naszemu nieszczęśliwemu krajowi nie stosował.
„Ach, bierzcie wozy, ach bierzcie dostatek, tylko puszczajcie nas zdrowo” – prosił podobno prezydenta Zełeńskiego Wielce Czcigodny pan marszałek Czarzasty – a prezydent Zełeński ulitował się nad nim, zwłaszcza, że Wielce Czcigodny pan marszałek obiecał mu, że przyjmie Ukrainę i do Unii Europejskiej i do NATO. Jednak co ma wisieć – nie utonie – i jak już przekażemy Ukrainie wszystko, co sobie nakupimy, albo i naprodukujemy, to wtedy Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje a także niemiecki kanclerz Fryderyk Merz, rozkaże albo obywatelu Tusku Donaldu, albo innemu naszemu Umiłowanemu Przywódcy, który akurat zostanie postawiony na czele naszego nieszczęśliwego kraju, by w służalczości wobec Ukrainy posunął się dalej i posłał naszą niezwyciężoną armię na front, zwłaszcza, że wtedy Ukraińców może już zabraknąć. Wprawdzie ukraińska armia codziennie zabija albo rani co najmniej milion Rosjan, podczas gdy na Ukrainie ginie co najwyżej jakiś cywil, albo dziecko – ale już brytyjski premier Beniamin Disraeli zauważył, że są „kłamstwa, ohydne kłamstwa i statystyka”.
Na razie jednak nasz nieszczęśliwy kraj, podobnie, jak to było za komuny, nękany jest regularnie czterema kataklizmami. Jeszcze nie skończyła się kalendarzowa zima, która przysporzyła nam tylu zgryzot i paroksyzmów, a już wiosna pokazuje, na co ją stać. Rzeki szum podnoszą – a przecież do kalendarzowej wiosny jeszcze prawie trzy tygodnie. Co to będzie, jak już nadejdzie kwiecień? Zresztą – co tam kwiecień, kiedy zaraz po wiośnie zacznie się gorące lato. Jak my to wszystko wytrzymamy, zwłaszcza, że zaraz po lecie nadchodzi jesień, o której generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski pisał w jednym ze swoich wierzy tak: „Ustrojona w purpury, kapiąca od złota, nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras – jak pod szminką i pudrem starsza już kokota, na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.”?
Na szczęście nie musimy się tą perspektywą aż tak bardzo martwić, bo jeszcze po zakończeniu pierwszej wojny światowej pewien starszy Francuz-rentier powiedział Adamowi Grzymale-Siedleckiemu, że „kokotę zabił samochód” Tak mu się chyba tylko wydawało, bo czyż z samochodem można figlować, albo go molestować? Tymczasem z panienkami, a cóż dopiero – z kokotami – można jak najbardziej. Takich państwa Clintonów stać by było przecież na niejeden samochód, a jednak Wiluś Clinton jeździł do izraelskiego agenta Epsteina na jacuzzi. Całe szczęście, że ani niczego się przy okazji nie dowiedział, ani nawet niczego nie zauważył. Tak właśnie zeznał przed komisją Izby Reprezentantów, którą to wyznanie musiało nieźle rozbawić, podobnie, jak deklaracja znanej na całym świecie z prawdomówności Hilarzycy, która Epsteina w ogóle „nie znała”.
Z drugiej strony, powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – co mogliby Państwo Clintonowie powiedzieć innego? Wprawdzie powiadają, że jak nie wiadomo, co powiedzieć, to trzeba powiedzieć prawdę – ale cóż to jest prawda, jeśli nie została przegłosowana albo w parlamencie, albo przynajmniej – w gronie ekspertów? Na przykład – większość ekspertów podobno przegłosowała, że jest globalne ocieplenie, wobec tego zostało ono nie tylko urzędowo zatwierdzone, ale poszły za tym rozmaite „zielone wały” i inne modne wynalazki. Wreszcie – prawda zależy też od kasy.
Za głębokiej komuny felietonista warszawskiej „Kultury” Hamilton, pisał, że w jakiejś tam sprawie – czy przypadkiem nie Ziem Zachodnich? – zgadzają się zarówno ci, co mają jeden światopogląd, jak i ci, co mają drugi światopogląd – bo w Polsce są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy. Będziemy mogli zweryfikować ten pogląd już wkrótce, bo właśnie w dalekiej Ameryce sympatyzujący z prezydentem Donaldem Trumpem pan Dawid Ellison, kupił był firmę Warner Bros Discovery, która jest właścicielem TVN w naszym nieszczęśliwym kraju. Jeszcze iskrówki z tą wiadomością nie zostały chyba u nas przemyślane, bo zarówno pani red. Anita Werner, jak i resortowa „Stokrotka”, czy i pani red. Monika Olejnik, siłą inercji, po staremu nie szczędzi prezydentowi Donaldowi Trumpowi gorzkich słów krytyki, ale tylko patrzeć, jak ścisłe kierownictwo TVN przekaże personelowi komunikat: wiecie, rozumiecie, od dzisiaj macie wychwalać prezydenta Trumpa, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.
Ciekawe, z jakiego klucza będzie wtedy ćwierkała pani red. Anita Werner, pani red. „Kasia” Kolenda-Zeleska, pani red. Monika Olejnik, pan red. Grzegorz Kajdanowicz, pan red. Marciniak i pozostałe gwiazdy drobniejszego płazu? Rządowa telewizja (w likwidacji) wszystkich przecież nie wchłonie, podobnie jak Judenrat, w którym te przekształcenia własnościowe też mogą się odbić, no a w „Polsacie” króluje pani red. Gozdyra, która nawet resortową „Stokrotkę” potrafiłaby obsztorcować, gdyby nie odpowiadała poprawnie na jej pytania
A to jest sprawa bardzo ważna – w czym utwierdza nas deklaracja Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy. Stwierdziło ono ponad wszelką wątpliwość, że za obecną eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie odpowiedzialność ponosi „reżym w Teheranie”. Znaczy się – według Ukrainy izraelsko-amerykańskie „uderzenie wyprzedzające” na złowrogi Iran, o ile nie jest szlachetną walką o pokój, to w ostateczności – wojną sprawiedliwą” , podczas gdy „wyprzedzające uderzenie” rosyjskie na Ukrainę jest wojną niesprawiedliwą. Według tej rewolucyjnej teorii, ta sama wojna może bowiem być jednocześnie sprawiedliwa i niesprawiedliwa – w zależności od tego, czy to my wojujemy z naszym nieprzyjacielem – wtedy wojna jest sprawiedliwa – czy też nieprzyjaciel wojuje z nami – to wtedy jest ona niesprawiedliwa. Quod erat demonstrandum.
Stanisław Michalkiewicz
Dr Robert Malone: Wielkiej uczoności głupiec czy zdrajca Prawdy ?
Mirosław Dakowski, 6 marca 2026
Z Viki: Dr Robert Malone wraz z zespołem opracował technologię mRNA w 1988, a rok później złożył patent na swój wynalazek. W czasie plandemii stanowczo punktował jej absurdy i szkodliwość.
Doktor Robert Malone, poza tym że był świetnym naukowcem, a nawet uczonym, był i jest amerykańskim publicystą politycznym. Od dość dawna umieszczałem jego Friday Funnies oraz Sunday Strip.
Ukazywały one w postaci wymownych MEM-ów – jak sądzę prawdziwie – życie i spory polityczne w USA. Było to wesołe, ostre, ale i przekonujące.
Z tym większym zaskoczeniem ale i bólem zauważyłem, że po ostatnim brutalnym ataku władz Izraela oraz prowadzonego przez nich na smyczy Trumpa [USA] na Iran – i to w czasie prowadzonych z władzami Iranu negocjacji [!!!] – Malone stanął po stronie tych międzynarodowych bandytów.
Na początku myślałem, że to może wpadka, jednorazowe poślizgnięcie się. Ale okazuje się, że w następnym tygodniu powtarza prostackie, wręcz chamskie ataki na Iran oraz usprawiedliwia agresorów.
Można przecież zapytać: Ilu spośród 300 milionów dorosłych Amerykanów uważa że Iran im zagraża?
Czy tak logicznie myślący naukowiec jak Robert Malone nie widzi odpowiedzi na to pytanie?
Ze smutkiem informuję więc, że odtąd jego MEM-ów piątkowych i niedzielnych nie będę umieszczał.
uncutnews-ch/pepe-escobar-enthuellt-irans-verborgene-strategie-tod-durch-tausend-schnitte

W poruszającym wywiadzie z 6 marca 2026 roku, znany analityk geopolityczny Pepe Escobar rozmawia z Nemą Parvani o narastającym kryzysie na Bliskim Wschodzie. Dołączając do rozmowy z Azji Południowo-Wschodniej, Escobar rzuca światło na wyrafinowaną strategię Iranu w konflikcie z USA i Izraelem. Opierając się na niedawnym felietonie Escobara, dyskusja analizuje geopolityczne implikacje wojny, która wstrząsa regionem i światową gospodarką.
Zdecentralizowana strategia mozaikowa Iranu: arcydzieło asymetrii
Pepe Escobar opisuje irańskie podejście militarne i strategiczne jako „zdecentralizowaną strategię mozaikową”, oficjalny termin nawiązujący do misternych perskich mozaik w meczetach i pałacach, takich jak te w Isfahanie. Strategia ta, którą nazywa „śmiercią od tysiąca cięć” – nawiązując do chińskich przysłów – jest skierowana przeciwko „syndykatowi abstynencji”, jak Escobar określa sojusz USA i Izraela. Była ona udoskonalana przez wiele miesięcy, osobiście nadzorowana przez ajatollaha Chameneiego i kierownictwo Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), i obejmuje wielopoziomowy system zastępowania poległych dowódców.
Sednem tej strategii jest decentralizacja: lokalni dowódcy w regionach takich jak Kestan czy irański Azerbejdżan mogą podejmować autonomiczne decyzje bez konsultacji z dowództwem centralnym. Pozwala to na błyskawiczne reakcje, takie jak natychmiastowy odwet zaledwie 30 minut po izraelskim ataku dekapitacyjnym na przywódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. W przeciwieństwie do 12-dniowej wojny, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej, irańska sieć energetyczna była tym razem lepiej chroniona dzięki rosyjskiej pomocy w naprawach. Pierwszego dnia Irańczycy wystrzelili ponad 1200 pocisków i dronów, powodując ogromne zniszczenia w Izraelu.
Escobar podkreśla stopniową eskalację: Początkowo używano starszych pocisków z lat 2012–2014; obecnie Iran przechodzi na nowsze modele, w tym pociski hipersoniczne, które dotychczas były używane oszczędnie do precyzyjnego rażenia celów. Cele są starannie wybierane i wielokrotnie atakowane, aż do całkowitego zniszczenia – w tym amerykańskie bazy wojskowe w Kuwejcie, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze, elektrownie, rafinerie, a nawet hotele, w których stacjonuje personel amerykański. Kontrowersje wokół ataków na Tanurę w Arabii Saudyjskiej lub Azerbejdżanie są uważane za potencjalne operacje pod fałszywą flagą, prowadzone przez syndykat, mające na celu wciągnięcie innych krajów do konfliktu.
Eskalacja i jej wpływ regionalny
Konflikt gwałtownie eskaluje, a Teheran jest poddawany masowym bombardowaniom, co Escobar potwierdza kontaktami na miejscu, w tym profesorem Marandim. Niemniej jednak determinacja Iranu pozostaje niezachwiana: to wojna egzystencjalna, która jednoczy ludność. Ciągłość rządu jest zapewniona, a spekuluje się, że nowym Najwyższym Przywódcą zostanie Modżtaba Chamenei, syn ajatollaha, choć nie zostało to oficjalnie ogłoszone. Groźby Izraela dotyczące zamachu na nowego przywódcę są odrzucane jako absurdalne, podobnie jak twierdzenie Trumpa, że to on mógłby wybrać kolejnego irańskiego przywódcę – stwierdzenie, które Escobar określa jako szczyt głupoty.
Z drugiej strony, Escobar postrzega USA i Izrael jako „nieruchome obiekty” stojące przed dwoma równoległymi torami: Iran musi stawić opór za wszelką cenę, podczas gdy amerykańskie władze panikują. Gospodarka światowa stoi na skraju załamania, a warunki systemowe są już spełnione. Strategia USA zawiodła: szybka dekapitacja i zmiana reżimu w Teheranie przyniosły odwrotny skutek, pozostawiając agresorów jako „ranne zwierzęta”. Plotki z Pentagonu mówią o wojnie trwającej do września, ale Escobar wątpi, czy USA będą w stanie ją utrzymać – amunicja wystarczy tylko na dwa do trzech tygodni.
Państwa Zatoki Perskiej, w tym Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i Katar, rozważają wycofanie się z kontraktów i inwestycji USA, donosi Financial Times. Escobar cytuje otwarty list do Trumpa od emirackiego miliardera Khalafa Ahmeda al-Habtoora, który krytykuje kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej za niechętne wciągnięcie ich w wojnę. Finansowanie nieudanej „Umowy Stulecia” (tzw. „Rady Piss” Escobara) pochodziło z Zatoki Perskiej, ale teraz zaufanie między nimi się rozpada. Monarchie uznają swoją rolę jedynie wasali, których dochody z ropy naftowej są przeliczane na dolary amerykańskie, podczas gdy Stany Zjednoczone priorytetowo traktują jedynie Izrael.
Globalne wstrząsy gospodarcze i geopolityczne
Wojna oznacza koniec petrodolara, argumentuje Escobar. Państwa Zatoki Perskiej mogłyby przejść do alternatyw, z Rosją jako nowym kluczowym graczem w OPEC i OPEC+. Wspólna rozmowa telefoniczna Putina z przywódcami Zatoki Perskiej sugeruje mediację, ale Kreml nie jest nią zainteresowany – korzysta na wycofaniu się USA z Azji Zachodniej. Chiny i Rosja dyskretnie wspierają Iran: wywiad satelitarny, systemy Beidou i współpraca wojskowa, w tym ulepszone drony (Shahedy z rosyjskimi komponentami, takimi jak antena Comet).
Zamknięcie Cieśniny Ormuz – dyplomatycznie zaprzeczane, ale de facto zablokowane dla wrogów – winduje ceny ropy i wywołuje panikę w Japonii, Korei Południowej i na Tajwanie, które są uzależnione od ropy z Zatoki Perskiej. Chiny dysponują rezerwami na 240–250 dni i alternatywnymi rozwiązaniami, takimi jak rurociąg Siła Syberii. Europa cierpi z powodu utraty katarskiego gazu i rosyjskiej energii, co prowadzi do auto-sabotażu. Escobar postrzega to jako wojnę energetyczną: Stany Zjednoczone nie będą tolerować kraju takiego jak Iran, który handluje energią bez dolarów amerykańskich, podobnie jak Wenezuela, ale Iran jest mocarstwem średniej wielkości z 47-letnim doświadczeniem w sankcjach, wysoko wykształconą populacją i dziedzictwem cywilizacyjnym.
Rola Rosji, Chin i zdrady Indii
Rosja udziela pomocy poprzez korytarz astrachański bez formalnej prośby ze strony Iranu, co podkreśla Putin. Chiny oferują dyskretne wsparcie. Escobar podkreśla wywiad z ministrem spraw zagranicznych Araghchi, który zasugerował współpracę wojskową z Rosją i Chinami, nie podając szczegółów. To wojna przeciwko BRICS: Iran jako członek, wspierany przez państwa założycielskie, Rosję i Chiny, z Indiami jako zdrajcą. Indie zbombardowały korytarz północ-południe, który dzielą z Iranem i Rosją, i wsparły Izrael – „chorobę psychiczną”, która niszczy BRICS. Escobar wzywa do wykluczenia Indii i włączenia Chin, na przykład w Czabahar, który sam odwiedził.
Niewiedza Trumpa i kryzys systemowy USA
Escobar ostro krytykuje Trumpa: „funkcjonalnego analfabetę” z ograniczonym słownictwem, który słucha jedynie krótkich fragmentów Fox News i ignoruje prawo międzynarodowe. Jego wezwania do dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) do złożenia broni świadczą o oderwaniu od rzeczywistości.
Elita USA postrzega Iran, Rosję i Chiny jako koszmar, ponieważ Eurazja wymyka się spod ich kontroli. Wojna jest asymetryczna: Iran planuje długoterminowo, mając nienaruszone fabryki na wschodzie i tysiące dronów. USA brakuje doświadczenia – nie ma już Raya McGovern ani Chasa Freemana, tylko dyktatorów bez pojęcia o cywilizacji.
Wnioski: Zmiana paradygmatu w Azji Zachodniej
W ciągu zaledwie jednego tygodnia wojna przeobraziła Azję Zachodnią: wpływy USA słabną, petrodolar umiera, a BRICS pogrąża się w śpiączce. Iran płaci wysoką cenę, ale jego przygotowania i sojusze umożliwiają opór. Escobar ostrzega przed nieprzewidywalnymi eskalacjami ze strony „neo-kaliguli” Trumpa, ale „śmierć od tysiąca cięć” może powalić syndykat. Walka trwa – egzystencjalna dla Iranu, katastrofalna dla porządku globalnego.