Jak Stany Zjednoczone zabijały irańskie dzieci, by testować nowe śmiercionośne pociski

t.me/bialywywiad/39686?single  (źródło)

Jak Stany Zjednoczone zabijały irańskie dzieci, by testować nowe śmiercionośne pociski

Iran oświadczył, że podejmie wszelkie międzynarodowe i prawne działania, aby pociągnąć do odpowiedzialności osoby odpowiedzialne za ataki na szkołę w Minab i dzielnicę mieszkalną w Lamerdzie.

🔴 Pentagon użył swojego najnowszego pocisku precyzyjnego (PrSM) przeciwko irańskim cywilom, określając wojnę z Iranem jako „złotą okazję”

🔴 „Amerykański pocisk PrSM, który zadebiutował na polu bitwy 28 lutego 2026 roku, uderzył w zatłoczoną halę sportową wypełnioną nastolatkami w mieście Lamerd. W ataku zginęło 21 młodych chłopców i dziewcząt”, napisał rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Esmaeil Baqaei, na X 2 kwietnia

🔴 Post Baqaeiego pojawił się po ocenie dziennikarza śledczego z New York Times, Christiaana Trieberta, który doszedł do wniosku, że w ataku na Lamerd 28 lutego użyto pocisku Lockheed Martin PrSM uzbrojonego w pelletki wolframowe

🔴 „Pocisk PrSM jest zaprojektowany tak, aby wybuchnąć nad celem i rozprzestrzeniać tysiące pelletków na zewnątrz”, napisał Triebert na X, udostępniając zdjęcia z miejsca zdarzenia. „Nasza analiza pokazuje, że zabili co najmniej 21 osób, w tym dziewczęta biorące udział w treningu siatkówki”

🔴 Wśród ofiar były Helma, czwartoklasistka, i Elham, piątoklasistka, które grały w siatkówkę na boisku, a także Iliya Khatami, szóstoklasista grający w piłkę nożną na pobliskim boisku. Najmłodszą ofiarą była dwuletnia Avina Barzegar

🔴 Jednym z najbardziej przerażających aspektów tej broni jest to, że jej pelletki mogą pozostawić tylko niewielką ranę na skórze, a jednocześnie przenikać głęboko do ciała i wyrządzać druzgoczące szkody narządom wewnętrznym, jak doniosło Press TV

Amerykańska armia nie wykazuje żadnych oznak zatrzymania się

🔴 31 marca amerykańskie Dowództwo Centralne odrzuciło zarzuty, twierdząc, że atak został spowodowany nie przez PrSM, lecz przez „irański pocisk manewrujący Hoveyzeh”. Oświadczenie to jednak spotkało się z głębokim sceptycyzmem, ponieważ nie przedstawiono żadnych dowodów na jego poparcie

🔴 Atak w Lamerdzie nastąpił tego samego dnia, w którym amerykański pocisk manewrujący Tomahawk uderzył w szkołę w mieście Minab, zabijając 168 dziewcząt

🔴 W połowie marca amerykańscy komentatorzy wojskowi chwalili wprowadzenie na rynek PrSM jako opłacalną inwestycję, zauważając, że Lockheed Martin wykorzystał własne środki na przyspieszenie produkcji

🔴 W kwietniu dyrektor generalny Lockheed Martin, Jim Taiclet, opisał administrację Trumpa jako „złotą okazję” dla firmy wraz z eskalacją konfliktu w Zatoce

🔴 Amerykańska machina wojskowa była ostatnio odpowiedzialna za śmierć cywilów w Iranie, Libanie, Gazie i Rosji. Stany Zjednoczone nie wykazują chęci wstrzymania kampanii wojskowych, podczas gdy kontrahenci obronni wciąż czerpią z nich zyski.

Siedem głębokich teologicznie treści w Litanii do Serca Jezusowego

Siedem głębokich teologicznie treści

w Litanii do Serca Jezusowego

12 czerwca 2026 Adrian Fyda pch24/7-glebokich-teologicznie-tresci-w-litanii-do-serca-jezusowego

serce2.jpg

Modląc się Litanią do Serca Jezusowego, często nie uświadamiamy sobie głębi teologicznej zawartej w jej poszczególnych wezwaniach. Każde z nich mogłoby stać się przedmiotem odrębnej refleksji, jednak w tym artykule uwaga zostanie skupiona na siedmiu wezwaniach, które autor uznaje za szczególnie bogate pod względem teologicznym. Podstawę opracowania stanowią przede wszystkim Summa Teologiczna św. Tomasza z Akwinu oraz rozważania werbisty, o. A. Biskupka.

1. Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego

Wezwanie to porusza dwie kwestie teologiczne – Synostwo drugiej Osoby Trójcy Świętej oraz fakt, że Bóg jest Przedwieczny.

W wyznaniu wiary mówimy, że Syn Boży „z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami”. Można jednak zapytać: jak Ojciec mógł zrodzić Syna, skoro Bóg jest duchem i nie ma ciała? Nie możemy próbować tego wyjaśnić na sposób ludzki. Jak zatem wyglądało to zrodzenie Syna przez Ojca? Św. Tomasz z Akwinu pisze w swojej Summie Teologicznej, że Syn pochodzi z Boskiego intelektu i dlatego nazywany jest „Słowem”, a po grecku „Logos”.

„Słowo” (…) jest właściwą nazwą osoby Syna. Oznacza bowiem pochodzenie z intelektu, a Osoba, która w Bogu pochodzi na sposób emanacji intelektualnej, nazywana jest Synem; i to pochodzenie nazywa się zrodzeniem (…). Stąd wynika, że tylko Syn jest w Bogu właściwie nazywany Słowem – wyjaśnia Doktor Anielski (ST I, q. 34, a. 2, c.).

Rozumiejąc tę prawdę teologiczną, o wiele łatwiejsze stają się słowa, od których rozpoczyna się Ewangelia według św. Jana: Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, [z tego], co się stało. (…) Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1, 1-3.14).

Jak wyjaśnił św. Tomasz, tym „Słowem” jest Syn Boży, a zatem „na początku był Syn”, czyli nie było takiego momentu, żeby Syn nie istniał. Ewangelista Jan zaakcentował fakt, że „Syn Boży był Bogiem”, co jest mocną odpowiedzią na zarzuty heretyków odrzucających Jego Bóstwo. Widzimy wreszcie, że „Syn Boży stał się ciałem i zamieszkał wśród nas”, czyli przyjął ludzką naturę, narodził się z Dziewicy, a po 33 latach umarł dla naszego zbawienia.

Relacji pochodzenia Osób Boskich nie można traktować jako następujących po sobie w czasie wydarzeń. Bóg jest poza czasem i nigdy nie było takiego momentu, żeby Ojciec istniał, a Syn lub Duch nie. Wszystkie Osoby Trójcy są współistotne.

2. Serce Jezusa, w łonie Matki Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone

Serce Chrystusa – podobnie jak i cała Jego ludzka natura – zostało stworzone w momencie Jego poczęcia, czyli kiedy Maryja wypowiedziała swoje „Fiat”. Nie możemy jednak powiedzieć, że Chrystus jest stworzeniem! Stworzone zostały tylko Jego ciało i dusza, podczas gdy jako Osoba istniał od wieków i jedynie przyjął ludzką naturę. Czym był – tym pozostał, a zatem w Boskiej naturze nie cierpiał żadnej straty czy zmiany. Czym nie był – to przyjął, a mianowicie stworzoną ludzką naturę ze wszystkimi jej cechami za wyjątkiem grzechu.

Wezwanie to zawiera jeszcze jedną prawdę teologiczną – że ludzkie poczęcie Chrystusa nastąpiło bez udziału mężczyzny, za cudownym działaniem Ducha Świętego. Wyjaśnił to Maryi Archanioł Gabriel w chwili Zwiastowania:

Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,34-35).

3. Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone

Jak już wyjaśniliśmy wcześniej, tym Słowem Bożym jest Syn Boży, czyli druga Osoba Trójcy Świętej. Od momentu poczęcia w łonie Maryi Jego Boska i ludzka natura są ze sobą nieustannie złączone – i pozostaną tak na zawsze. W teologii nazywa się to unią hipostatyczną.

Zatem Serce Jezusa – tak samo jak każda inna część Jego stworzonego Ciała – jest złączona w jednej istocie z odwiecznym Synem Bożym. Serce Jezusa jest więc Sercem Boga, Jego Krew – Krwią Boga itd. Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, mającym jednocześnie Boski i ludzki intelekt oraz Boską i ludzką wolę. Te dwie natury w żaden sposób się nie zmieszały ani nie podzieliły.

4. Serce Jezusa, cnót wszystkich bezdenna głębino

Wszystkie łaski pochodzą od Boga, który jest ich źródłem. A ponieważ Dusza Chrystusa, zjednoczona z odwiecznym Synem Bożym, jest najbliżej tego źródła, dlatego otrzymuje tych łask najwięcej. Dusza Chrystusa, zjednoczona z Bogiem ściślej niż jakiekolwiek inne stworzenie rozumne, otrzymała najobfitszy wylew łaski – wyjaśnia Akwinata (ST III, q. 7, a. 9, c.).

Z łaski zaś pochodzą cnoty i dlatego Chrystus posiada je wszystkie w stopniu doskonałym. Należy też pamiętać, że Chrystus jest całkowicie wolny od grzechu, a zatem każda cnota osiągnęła w nim pełnię doskonałości. W Sercu Chrystusa znajduje się więc niewyczerpane bogactwo i niezgłębiona głębia wszelkich cnót.

Nazywając Najświętsze Serce Jezusa głębią wszelkich cnót, chcemy powiedzieć, że posiada Ono wszystkie cnoty w takiej doskonałości, iż nie potrafimy pojąć ich wielkości ani zmierzyć ich głębi. Nie ma takiej cnoty – choćby najtrudniejszej do praktykowania i najrzadszej wśród ludzi – której by w Nim nie było; nie ma takiej, która nie byłaby w Nim obecna w całej możliwej doskonałości, bez żadnej skazy czy braku – wyjaśnia o. A. Biskupek SVD.[1]

5. Serce Jezusa, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał

Chrystus przez całe swoje ziemskie życie doskonale wypełniał wolę Ojca. W sposób szczególny objawiło się to podczas modlitwy w Ogrójcu. Pomimo świadomości zbliżającej się męki i towarzyszącego jej ogromnego cierpienia, którego przejawem był krwawy pot, pozostał bezwzględnie posłuszny Ojcu. Choć prosił o oddalenie nadchodzącej męki, jednocześnie całkowicie poddał się Jego woli: Odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty” (Mt 26,39).

Chrystus był również najdoskonalszym obrazem Boga – „odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” (Hbr 1,3). Do Apostoła Filipa powiedział: Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca (J 14,9).

Nic więc dziwnego, że w Chrystusie Ojciec sobie bardzo upodobał. Pismo Święte potwierdza to dwukrotnie – w scenie Chrztu w Jordanie, a następnie podczas Przemienienia na Górze Tabor. W każdej z tych sytuacji Bóg Ojciec przemówił z obłoku słowami: Ten jest Syn mój umiłowany, w którym mam upodobanie (Mt 3,17), podczas Przemienienia dodając: Jego słuchajcie! (Mt 17,5).

Ojciec ma również upodobanie w Jezusie, ponieważ otrzymuje od Niego nieskończoną chwałę, jaką Jezus oddaje Mu jako Głowa rodzaju ludzkiego. Choć już najmniejszy czyn Syna Bożego zawiera w sobie pełne i wystarczające zadośćuczynienie za grzechy świata, Jezus – aby jeszcze bardziej uwielbić Ojca – ofiarował samego siebie na krzyżu jako Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. W ten sposób Jezus oddaje Ojcu to, czego ludzie Mu odmówili i czego, nawet gdyby nigdy nie zgrzeszyli, nie mogliby Mu dać: nieskończony hołd i chwałę – przypomina o. Biskupek.[2]

6. Serce Jezusa, pożądanie wzgórz wiekuistych

Odkąd pierwsi rodzice zgrzeszyli przeciw Bogu i zostali wypędzeni z raju, niebo stało się dla nich zamknięte. Sprawiedliwi Starego Testamentu nie mogli więc zaraz po śmierci cieszyć się oglądaniem Boga twarzą w twarz, lecz trafiali do otchłani – czyli Piekieł – gdzie czekali na przyjście Zbawiciela.

Rozkazując Adamowi i Ewie opuszczenie raju, Bóg zapowiedział jednocześnie mającego nadejść Mesjasza, co Kościół określa jako Protoewangelię. Były to słowa skierowane do węża: Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę (Rdz 3,15).

Spełnienie pragnienia ludzkości nastąpiło w noc betlejemską, kiedy to narodził się Zbawiciel Świata. Z kolei 33 lata później, Chrystus po swojej śmierci na krzyżu „zstąpił do piekieł”, aby wyprowadzić stamtąd sprawiedliwych czekających na otwarcie bram raju. Stąd też mówimy, że Chrystus był odwiecznym upragnieniem świata.

Łacińska wersja tego wezwania brzmi dokładnie: desiderio collium aeternorum, czyli „pożądanie wzgórz wiekuistych”, co możemy również spotkać w starych modlitewnikach w języku polskim. Jest to piękna poetycka personifikacja odwiecznych wzgórz, którą wyjaśnia o. Biskupek: Wzgórza i góry powstały przed człowiekiem i były świadkami pierwotnej harmonii oraz piękna stworzenia, szczęścia pierwszych rodziców w raju. Widziały także ruinę i nędzę, jakie grzech sprowadził na świat. (…) Lecz wszystko to zostanie przemienione, gdy przy końcu czasów wszystko zostanie odnowione w Chrystusie.[3]

Świat oczekiwał więc nie tylko pierwszego przyjścia Chrystusa, w którym otworzył On bramy raju, lecz czeka również na Jego powtórne przyjście, kiedy na zawsze usunie On grzech i śmierć. Opowiada o tym Księga Apokalipsy św. Jana:

I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: „Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI”. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21,3-4).

7. Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich świętych

Dla ludzkiego rozumu może to być trudne do zrozumienia, w jaki sposób Święci przebywający w niebie, choć nie mają oczu, to jednak oglądają Boskie Oblicze i rozkoszują się Nim. Rzeczywiście, dusza traci zdolność wzroku w chwili śmierci, czyli gdy odłącza się od ciała, a odzyska ją na nowo dopiero podczas zmartwychwstania umarłych na końcu czasów. Będąc oddzieloną od ciała zachowuje jednak dwie własności ludzkiej natury: intelekt i wolną wolę. I to właśnie dzięki intelektowi dusze w niebie mogą komunikować się z Bogiem. Pomimo braku oczu, widzą Boga „twarzą w twarz” poprzez wizję intelektu, która w teologii nazywa się wizją uszczęśliwiającą (łac. visio beatifica). Również za pomocą intelektu dusze zbawionych mogą zanosić Bogu modlitwy za nas – bo za siebie już modlić się nie muszą.

Dusze te widziały i widzą boską istotę poprzez intuicyjną wizję, a nawet twarzą w twarz, bez pośrednictwa jakiegokolwiek stworzenia jako przedmiotu widzenia; raczej boska istota objawia się im bezpośrednio, wyraźnie, jasno i otwarcie, i w tej wizji cieszą się boską istotą – pisał papież Benedykt XII w konstytucji „Benedictus Deus” w 1336 r. Z kolei św. Grzegorz Wielki wyjaśnił, że dusze zbawionych, patrząc na oblicze Boże, widzą w Nim inne stworzenia i wydarzenia dziejące się na świecie. Wiedzą zatem i to, że prosimy ich o pomoc.

Adrian Fyda


[1] https://www.catholictradition.org/Classics/heart-jesus.htm

[2] https://www.catholictradition.org/Classics/heart-jesus6.htm

[3] https://www.catholictradition.org/Classics/heart-jesus8.htm

Iran zmienił swoją regionalną strategię odstraszania

Nowa linia w Teheranie: Iran zmienia swoją regionalną strategię odstraszania.

Nowa doktryna Iranu: Liban jest integralną częścią irańskiego bezpieczeństwa. Iran podkreślił to niedawnymi atakami rakietowymi na Izrael. W ten sposób Teheran podyktował strategiczną zmianę na Bliskim Wschodzie i położył kres amerykańskiej taktyce zawieszenia broni w tym miejscu i bombardowaniu w tamtym miejscu.

Nowa linia w Teheranie: Iran zmienia swoją regionalną strategię odstraszania.

Autorstwa Rainera Ruppa 1-de–rtnews/irans-neukalibrierung-regionalen-abschreckung

8 czerwca Iran rozpoczął ataki rakietowe na cele wojskowe w Izraelu w odwecie za izraelskie ataki na obszary cywilne w Bejrucie i południowym Libanie. Syjonistyczni zbrodniarze wojenni dążą do „oczyszczenia etnicznego” w szczególności południowego Libanu, zmuszając miejscową ludność do opuszczenia ziem ich przodków w imię „bezpieczeństwa Izraela”. Ten irański odwetowy atak na Izrael za ataki w Libanie był bezprecedensowy. Po raz pierwszy Iran przejął inicjatywę i zaatakował Izrael jako pierwszy, bez wcześniejszego bezpośredniego ataku Izraela na Iran.

Zburzyło to panujące na Zachodzie przekonanie, że Iran zareaguje na prowokacje z wahaniem i powściągliwością. Irańskie władze są coraz bardziej świadome własnej siły i słabości swoich amerykańskich, syjonistycznych i zachodnich przeciwników. Dzięki temu wyrachowanemu pokazowi siły Iran odebrał inicjatywę Stanom Zjednoczonym i Izraelowi, przejął dominację w eskalacji i jednocześnie powiązał własną wojnę z Waszyngtonem i Tel Awiwem z obroną Libanu.

Przez miesiące w zachodnich i izraelskich gabinetach wojennych panowała słabo zbadana, całkowicie fałszywa, a przez to wysoce niebezpieczna hipoteza: Iran, wyczerpany sankcjami i wojną, odpowie na prowokacje jedynie środkami poniżej progu pełnowymiarowej konfrontacji zbrojnej. Dlatego irańskie ataki rakietowe na Izrael 8 czerwca wywołały strategiczne trzęsienie ziemi. W rzeczywistości sygnalizują one strukturalną zmianę w strategicznej doktrynie Teheranu, dotyczącej odstraszania, kontroli eskalacji i regionalnego zarządzania przeciwnikami.

Operację tę najlepiej rozumieć jako starannie wyważoną demonstrację determinacji, podkreślającą centralne przesłanie: Iran jest teraz zdolny i gotowy do zdecydowanego i szybkiego działania, zwłaszcza gdy przekroczone zostaną kluczowe czerwone linie. A bezpieczeństwo Libanu jest teraz integralną częścią bezpieczeństwa Iranu!

Przesłanie jest takie, że każda przyszła agresja na terytorium Libanu spotka się z równie zdecydowaną, stanowczą i szybką irańską odpowiedzią militarną. Doniesienia o tym, że zasady zaangażowania Iranu obejmują teraz zawieszenie broni w Strefie Gazy, pojawiły się w środę, ale nie otrzymały jeszcze oficjalnego potwierdzenia z Teheranu.

Przez lata zachodni analitycy odrzucali irańską koncepcję „Osi Oporu” jako luźną „koalicję z rozsądku”, retoryczny chwyt, a nie militarną rzeczywistość. Irańska odpowiedź rakietowa w zeszłą niedzielę i poniedziałek sprawiła, że ​​argument ten stał się nieaktualny. Pierwszą i najgłębszą implikacją tej operacji jest praktyczne i operacyjne ustanowienie pierwszego warunku zakończenia wojny, narzuconego Iranowi przez amerykańsko-izraelską machinę wojenną: niepodzielnej jedności Frontu Oporu.

Do tej pory twierdzenie Teheranu, że każde narzucone mu zakończenie wojny musi automatycznie prowadzić do zakończenia izraelskiej agresji na wszystkich pozostałych frontach „osi oporu” – zwłaszcza w Libanie, ale także w Strefie Gazy i Jemenie – było przez Zachód odrzucane jako pobożne życzenia. Istniało ono na papierze, w irańskich notach dyplomatycznych i przemówieniach, ale nikt nie traktował go poważnie. Postrzegano je jako puste deklaracje Iranu wobec pozostałych państw „osi oporu”. Sytuacja uległa gwałtownej zmianie wraz z decydującym atakiem rakietowym na Izrael 8 czerwca, kiedy to poprzednia retoryka „osi oporu” stała się rzeczywistością militarną również dla Zachodu.

Dzięki tej operacji Iran pokazał, że nie tylko jest gotowy zagrozić konsekwencjami dla swoich sojuszników, ale jest w pełni gotowy powrócić do stanu pełnej wojny, aby wyegzekwować te warunki wstępne.

Dla doświadczonych ekspertów ds. Bliskiego Wschodu jest to transformacja o „ogromnym znaczeniu”. Iran pokazał w ten sposób, że jego zaangażowanie w Libanie nie podlega negocjacjom, lecz ma charakter egzystencjalny. Jednocześnie Teheran zasygnalizował Waszyngtonowi i Tel Awiwowi, że tradycyjna taktyka rozdzielania frontów „osi oporu” – a mianowicie zawieszenie broni na jednym froncie i bombardowanie na drugim – jest martwa.

W przeszłości Stany Zjednoczone, w szczególności, opanowały sztukę podziału pól bitewnych. Iran wypełnił teraz tę lukę. Przesłanie operacyjne jest teraz jasne: nie można bombardować Bejrutu i jednocześnie utrzymywać zawieszenia broni z Teheranem. Nie można masakrować cywilów w libańskiej Dolinie Bekaa i oczekiwać, że Iran pozostanie bierny. Zasada ta wykracza poza Liban, obejmując inne strategiczne areny. Według oświadczeń Teheranu, ten sam nacisk na suwerenność i reagowanie dotyczy również Cieśniny Ormuz.

Zdecydowane irańskie odpowiedzi na prowokacje Marynarki Wojennej USA w ostatnich tygodniach, zakończone zakrojonym na szeroką skalę, zdecydowanym irańskim kontratakiem, podkreślają determinację Iranu, by nie cofnąć się przed poważną wojną z armiami USA i Izraela. Nawet politycznie niezależni zachodni eksperci wojskowi zakładają, że niezależnie od czasu trwania, taka wojna ostatecznie zakończyłaby się zwycięstwem suwerennego Iranu.

Iran pokazał, że jego czerwone linie nie są blefem. Czy to na wodach Zatoki Perskiej, czy na wzgórzach nad Bejrutem, Republika Islamska konsekwentnie wykazywała gotowość do proporcjonalnej i zdecydowanej eskalacji. Wróg musi teraz zrozumieć, że presja na jednym froncie oznacza presję na wszystkich frontach, a Iran jest przygotowany na każdy scenariusz.

Rada Bezpieczeństwa ONZ – Niemcy schrzanili sprawę

Minister spraw zagranicznych Baerbock w Syrii – zawsze pełen dyplomatycznego szacunku i stosownie ubrany, zważając na obce kultury.

==================================================================

Rada Bezpieczeństwa ONZ – schrzanili sprawę

11 czerwca 2026 r. Peter Haisenko anderweltonline/un-sicherheitsrat-sie-haben-es-verbaerbockt

Pani Baerbock jest wychowanką „młodych światowych liderów”. Jest typowym przykładem tego, jak nieodpowiednia osoba zostaje zmuszona do objęcia urzędu i po oczywistym niepowodzeniu staje się gatunkiem chronionym. Jak inaczej mogłaby objąć stanowisko Przewodniczącej Zgromadzenia Ogólnego ONZ?

Wraz z końcem koalicji „sygnalizacji świetlnej” zakończyła się również kariera polityczna Baerbock w Niemczech Zachodnich. Ale młoda globalna liderka nie zostaje po prostu skazana na zapomnienie, gdzie powinna być od samego początku. Zupełnie nie nadaje się do pracy w przemyśle, więc trzeba ją było chwalić gdzie indziej. Nawet „Tagesschau” (główny niemiecki program informacyjny) krytycznie ocenił, jak bezczelnie to zostało zaaranżowane.

Polityczka Partii Zielonych zapewniła sobie wysokie stanowisko na arenie międzynarodowej, tylko tak można to ująć. Nie w subtelny sposób, ale z wyraźną świadomością władzy – i to tuż przed jej utratą. Od tego czasu fale wrzawy i głośnych plotek przetaczają się przez skrywany dotąd świat dyplomacji.
Bo to stanowisko zostało już obsadzone. Doświadczona dyplomatka Helga Schmid miała zostać nową przewodniczącą Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Miało to być ukoronowaniem jej długiej kariery. Ostatnio Schmid pełniła funkcję Sekretarza Generalnego Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) – i również w tej roli Baerbock wielokrotnie ją chwalił: Schmid odegrała kluczową rolę w zapewnieniu, że OBWE mogła kontynuować swoją działalność w ostatnich latach, pomimo obstrukcyjnej postawy Rosji.

Pierwszy raz było to głosowanie kurtuazyjne.

Mniej więcej z dyplomatycznej kurtuazji Baerbock otrzymała to raczej mało ważne stanowisko. Ale już w swoim przemówieniu inauguracyjnym zachwyciła zgromadzenie swoją elokwencją. Jej polityka feministyczna wywołała powszechne rozdrażnienie, podobnie jak jej aroganckie i zarozumiałe wystąpienia. Krytykowano zwłaszcza jej wykłady o państwach afrykańskich. Podobnie jak za czasów, gdy była ministrem spraw zagranicznych Niemiec, na stanowisku w ONZ była postrzegana przede wszystkim jako obiekt drwin. Ponieważ jej kadencja trwała zaledwie rok, została stosunkowo oszczędzona.

Teraz jednak istniało ryzyko, że zaszczyci swoim blaskiem również Radę Bezpieczeństwa. W tym momencie dyplomatyczna kurtuazja nie wchodziła już w grę. Po wielu latach Niemcy nie zasiadają już w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

W szeregach „partii demokratycznych” w Niemczech pula zdolnych polityków jest niewielka, o ile w ogóle istnieje. To jedyny sposób, aby wyjaśnić, dlaczego pani Baerbock mogła ośmielić się zostać kanclerzem. Na szczęście Habeck również nie odniosła sukcesu, ale szkody wyrządzone przez tych Zielonych będą nieodwracalne, nawet za lata. Należy zadać pytanie: kto pozwolił, a wręcz zachęcał tę osobę do niszczenia reputacji Niemiec w ONZ i dlaczego? Niedawne porażki wyborcze z Portugalią i Austrią pokazują, jak skuteczna była. O ile taką kłamczuchę można przedstawić niemieckiej opinii publicznej bez większych protestów, o tyle nie można tego samego powiedzieć o reszcie świata. Kłamczucha? Oczywiście, że tak, ponieważ jej CV zawiera bezczelne kłamstwa. Studiowała w Anglii przez rok? Nie przedstawiła certyfikatu, a ktokolwiek, komu podobały się jej angielskie zdania, nie może zrozumieć, jak mogła wykazywać takie braki językowe po zaledwie roku mieszkania w Wielkiej Brytanii.

Podwójne standardy nie są mile widziane.

Rada Bezpieczeństwa ONZ powinna być w dużej mierze neutralnym organem. W tym sensie Niemcy nie mają tam miejsca, a pani Baerbock z pewnością nie. To ona w istocie wypowiedziała wojnę Rosji, stwierdzając, że Niemcy są w stanie wojny z Rosją. Jednak reszta niemieckiego rządu również zdecydowanie stoi po stronie nazistów z Kijowa i nie kryjąc nienawiści do Rosji. Minister spraw zagranicznych Baerbock, w szczególności, bezkompromisowo opowiedział się po stronie chazarskiego państwa Izrael. Bez żadnych „jeśli”, „i” i „ale”, i równie konsekwentnie sprzeciwia się Iranowi. Reszta niemieckiego rządu również posłusznie stosuje się do wytycznych pani Merkel, która podniosła prawo Izraela do istnienia do rangi kwestii interesu narodowego. W przeciwnym razie można być pewnym, że Niemcy zawsze będą wykonywać rozkazy Waszyngtonu. Takie państwo nie ma miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i poza kilkoma państwami NATO i wasalami USA, większość niepodległych państw zgadza się z tym.

Jak państwo może być członkiem Rady Bezpieczeństwa, które nie potępia, a nawet nie zajmuje się przestępstwami przeciwko prawu morskiemu, prawu wojny, prawom człowieka i prawu międzynarodowemu? Inwazja USA na Wenezuelę nie była nawet krytykowana, a groźby wojny wobec Kuby są najwyraźniej nieznane w Berlinie. Podobnie Niemcy nie wyróżniły się, opowiadając się za natychmiastowym zniesieniem nielegalnego embarga USA wobec Kuby. Tak, nie jestem jedynym, który krytykuje wszystkie niemieckie rządy za to. Rutynowe zatapianie rzekomych łodzi przemytniczych na wodach międzynarodowych również nie znajduje oddźwięku w Berlinie. Czy Niemcy w ogóle wyrażają krytykę, gdy statki są przejmowane na wodach międzynarodowych? Wręcz przeciwnie, wydają się bardziej skłonne do udziału. W rzeczywistości każdy z tych incydentów powinien być przedmiotem obrad Rady Bezpieczeństwa.

I znowu to był Putin

Obecny rząd pod przywództwem Merza nie zrobił nic, by zrewidować ani amatorską politykę zagraniczną pani Baerbock, ani inne zielone szaleństwo. Oba rujnują nasz kraj gospodarczo i politycznie. Niemcy pozostają stronnicze, z niedopuszczalnymi podwójnymi standardami i oczywiście stoją twardo po stronie Kijowa. Moskwa w konsekwencji doszła do wniosku, że ani Niemcy, ani UE nie mogą pośredniczyć w wojnie na Ukrainie, ponieważ są stronnicze. W rzeczywistości od dawna uczestniczą w wojnie z Rosją. Takie państwo nie powinno mieć głosu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. A na dodatek jest pani Baerbock, która raczy świat swoimi genialnymi pomysłami. Na przykład, jak powinny wyglądać toalety w Nigerii i gdzie powinny się znajdować. Ale ta pycha jest obecna w całym niemieckim rządzie. Chiny muszą przestrzegać praw człowieka, mówią, a Baerbock nazwał prezydenta Xi dyktatorem. Tak, to dyplomacja w stylu Baerbock, a medialne kumple są w to wtajemniczeni.

W rzeczywistości Baerbock jest jedynie ucieleśnieniem ogólnej polityki niemieckiego rządu, która jest wyśmiewana na całym świecie. I nie tylko w odniesieniu do „polityki energetycznej”. Nowe elektrownie jądrowe powstają wszędzie, a w Niemczech wycina się lasy pod budowę turbin wiatrowych. Turbiny te, podobnie jak samochody elektryczne, są dotowane miliardami, podczas gdy infrastruktura rozpada się, a emeryci muszą zbierać butelki. Miliardy są rozdawane najbardziej skorumpowanemu krajowi w Europie, aby podtrzymać wojnę. Nigdzie w kierownictwie UE nie ma żadnych wybranych urzędników, a mimo to Rosją rządzi autokrata. Ani jedna bezprawna sankcja USA nie jest kwestionowana, ani nawet odrzucana. Wręcz przeciwnie, przygotowywany jest kolejny pakiet sankcji przeciwko Rosji. Można więc powiedzieć, że cała polityka niemieckiego rządu jest Baerbockowana. Kraj o takim nastawieniu i rządzie nie ma miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, a pani Baerbock z pewnością nie. O tak, ale poniosła porażkę z powodu Putina! Gdyby tak było, to wszystko co mogę powiedzieć to: Dziękuję, Panie Prezydencie Putin! 

———–

To kanclerz Merkel zapewniła Zielonym dominację w koalicji „sygnalizacji świetlnej”, a kanclerz Merz również nie zdołała położyć kresu tej szalonej polityce. Dlaczego Merkel tak bardzo nienawidzi Niemiec? Jakiego rodzaju sieć powiązań pchnęła ją na stanowisko kanclerza?

Przeczytaj jedyną uczciwą biografię Merkel autorstwa Gerolda Keefera: „Kanclerz, która przyszła z zimna ”. Zamów swój egzemplarz bezpośrednio u wydawcy tutaj lub kup w lokalnej księgarni.

Przegrywają, bo są Niemcami

Przegrywają, bo są Niemcami

Stanisław Lewicki konserwatyzm/przegrywaja-bo-sa-niemcami

Niemcy, jako naród, mają o sobie wysokie mniemanie, a nawet więcej – chyba zawsze takie mieli. Kiedyś, także z tego powodu, wywołali dwie wojny światowe,  w wyniku czego zginęły dziesiątki milionów ludzi zaś Europa obróciła się w ruiny i definitywnie straciła pierwszą pozycję w świecie. Ale to wszystko nie zmieniło zasadniczo ich mentalności i tego urojenia wyższościowego w stosunku do innych, szczególnie do mieszkańców krajów położonych na wschód od ich kraju.
I nie jest to tylko moja subiektywna ocena, ale dostrzegają to także niektórzy przytomni Niemcy jak choćby pisarz, publicysta i podróżnik  Klaus-Jürgen Gadamer, który w jednym ze swoich ostatnich tekstów ujął to następująco: „Niemcy, zaślepione wyimaginowaną wyższością moralną, nie rozumieją świata. A jednak właśnie z tego powodu uważają, że muszą wszystkich pouczać”.

To ich poczucie „wyższości moralnej” jest szczególnie absurdalne gdy odniesie się ją do odpowiedzialności Niemców za masowe zbrodnie i ludobójstwo w przeszłości, dla którego trudno znaleźć odpowiednik w historii ludzkości.

Pomimo tych zaszłości Niemcy mają jednak dobre samopoczucie i uważają swoje państwo za „moralne mocarstwo” (niem. Moralmacht), i z wyżyn tej uroszczonej pozycji żądają dla siebie udziału w decydowaniu o sprawach świata. Są przy tym pełni kompleksów i uroili sobie, że osiągnięcia w innych dziedzinach mogą im zrekompensować, brak rzeczywistej potęgi. Do niedawna uważali swoją gospodarkę, a szczególnie wielkość eksportu swojego przemysłu, jako takie narzędzie dla wywierania wpływu. Ostatnio jednak z niemiecką gospodarką jest coraz gorzej i nie jest to tylko koniunkturalne zachwianie ale kryzys systemowy. Także w innych dziedzinach Niemcy zachowują się w sposób daleki od racjonalności, że przypomnę tylko nagłówki w niemieckiej prasie po wyborze kardynała Ratzingera na stolicę piotrową: „Jesteśmy papieżem!”.
Tkwi w nich taka potrzeba ciągłego udowadniania innym, a jeszcze bardziej sobie, że nazizm i jego zbrodnie to był przypadek, za który odpowiadają nie Niemcy, ale jacyś naziści. Tak się składa, że tylko zbrodniami tych nazistów chcą Niemcy podzielić się i innymi, w tym także z nami.  Tego rodzaju narrację zdają się Niemcy usilnie promować nie szczędząc pieniędzy na granty i nagrody dla osób i środowisk chętnych działać zgodnie z ich oczekiwaniami. Jest to polityka realizowana z żelazną konsekwencją i Niemcy mają w tym ostatnio szczególnie duże osiągnięcia na terenie Polski.
Nie wszystko jednak idzie zgodnie z ich planami i ambicjami. Takim celem, na którego osiągnięciu szczególnie im zależy, jest pozycja stałego członka w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Kanclerz Gerhard Schroeder, obecnie na żołdzie prezydenta Putina, ujawnił takie niemieckie ambicje już w roku 2005. Wtedy nic z tego nie wyszło, zaś od tego czasu pozycja Niemiec uległa degradacji i pomimo podtrzymywania tych starań przez kolejnych kanclerzy wątpliwe jest uzyskanie pożądanego rezultatu. Jako pewien surogat stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa Niemcy wielokrotnie uzyskiwały funkcję niestałego, na okres dwóch lat, członka RB ONZ. Powtarzało się to, do tej pory, sześć razy, średnio z przerwą siedmiu lat po zakończeniu poprzedniej kadencji. Ostatnio Niemcy pełniły taką funkcję w latach 2019-2020 i miały nadzieję na ponowny wybór na okres 2027-2028. Tym razem sprawy nie poszły jednak gładko, chociaż Niemcom bardzo na tym zależało, gdyż dałoby im to możliwość jakiegoś przeciwstawiania się  polityce Donalda Trumpa na forum ONZ i prezentowania się tam jako główne państwo Unii Europejskiej. Niemcy zrobiły wszystko, co tylko mogli, by dobić swego. Uruchomili nawet nowo wybranego premiera Węgier Pétera Magyara, który oświadczył, że poprze niemiecką kandydaturę. Zwracali uwagę, że są drugim największym płatnikiem na potrzeby ONZ, czyli domyślnie, według nich, ta pozycja im się należy.
O dwa miejsca w RB, przypisane państwom europejskim, rywalizowały trzy państwa: Niemcy, Austria i Portugalia. Wybór dwóch został dokonany w wyniku głosowania. I oto okazało się, że Portugalia uzyskała 134 głosy, Austria 131, zaś Niemcy tylko 104 i to Niemcy zostały wyeliminowane. Co najciekawsze, jak ujawnił znany portal Politico, Austriacy zastosowali prostą metodę na pokonanie Niemców. Wysoki rangą austriacki dyplomata tak zachęcał delegacje innych krajów na poparcie Austrii: „Głosujcie na nas właśnie dlatego, że nie jesteśmy Niemcami”. Tyle niemieckich starań, zabiegów, wielkich pieniędzy i wszystko to poszło w piach, a to dlatego, że oni są jednak Niemcami.
Szef niemieckiego MSZ musiał przyznać, że doznał  „dotkliwej porażki”. „Sueddeutsche Zeitung” napisała, że „skala porażki jest tak duża, tak wyraźna i tak bolesna, że nie da się jej niczym przykryć” zaś  Republika Federalna musi jako kraj przyjąć do wiadomości, że otrzymała od wspólnoty międzynarodowej „wotum nieufności”. To straszne i na pewno wielu ministrów rządu Donalda Tuska, jak i on sam, dzieli ten ból i upokorzenie oraz serdecznie współczuje swoim niemieckim przyjaciołom.

Stanisław Lewicki

W pogoni za ukraińską narracją

W pogoni za ukraińską narracją

Autor: CzarnaLimuzyna, 12 czerwca 2026

Dziennikarz i pisarz Rafał Ziemkiewicz i niestety wieloletni politruk PiS, postanowił trochę skrócić dystans dzielący go od rzeczywistości, a w tym przypadku od narracji ukraińskiej, która pozostawiła daleko w tyle medialny mainstream w Polsce.

Aktualna mądrość etapu jednak nie zmieniła się i można ją streścić w następujący sposób: „Ukraina – tak, wypaczenia – nie”. Pogląd ten, który spowodował wiele tragicznych skutków w polskiej historii wciąż dominuje nie tylko wśród pobierających domniemany jurgielt, ale nie odbierając innym Olakom prawa do umysłowej aberracji, od czasu do czasu przybiera taką formę:

Nie da się uzyskać od Ukraińców potępienia UPA jako całości. To my powinniśmy uznać, że różne były te ukraińskie armie powstańcze. (…) UPA to jest dla nich jakby mit założycielski trochę narodu. Dla mnie UPA jest czymś ciekawym bardzo zjawiskiem wykraczającym poza kwestię zbrodni na Wołyniu

Kto to powiedział? Świeżutka brednia „Bredzisława” Komorowskiego od lat stanowi jeden z głównych wektorów antypolskiej, samobójczej polityki historycznej na kierunku wschodnim.

A teraz zmierzmy dystans pomiędzy poszczególnymi narracjami na X

AIX

….

„Słynny” lekarz Kacprzyk z zarobkami 1,6 mln zł i radny KO to także partyjny bojówkarz

Słynny lekarz z zarobkami 1,6 mln zł i radny KO to także partyjny bojówkarz. „Czy Tusk już się zdenerwował?”

12.06.2026 nczas/slynny-lekarz-z-zarobkami-16-mln-zl-i-radny-ko-to-takze-partyjny-bojowkarz-czy-tusk-juz-sie-zdenerwowal

Dawid Kacprzyk i Rafał Trzaskowski.
NCZAS.INFO | Dawid Kacprzyk (z lewej) i Rafał Trzaskowski. / Fot. PAP

Na jaw wychodzą nowe fakty o 29-letnim Dawidzie Kacprzyku. To nie tylko radny z ramienia Koalicji Obywatelskiej i lekarz w trakcie specjalizacji, który w ubiegłym roku osiągnął dochody na poziomie 1,6 mln zł. To także partyjny bojówkarz, który u boku Jana Grabca zakłócał swego czasu konferencję prasową Jacka Ozdoby.

O powiązanym politycznie z KO 29-letnim lekarzu Kacprzyku zrobiło się głośno po ujawnieniu jego oświadczenia majątkowego. Okazało się, że młody medyk, bez pełnej specjalizacji, koordynujący SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, w ubiegłym roku zarobił aż 1,6 mln zł, co daje średnio około 133 tysięcy złotych miesięcznie.

Do tego dochodzą wpływy z tytułu diety radnego, umowy o pracę oraz umowy zlecenia.

Majątek 29-latka uzupełnia kupione bez kredytu mieszkanie o wartości 900 tysięcy złotych oraz nowe Porsche Panamera wyceniane na ponad pół miliona złotych.

Sprawie wnikliwie przygląda się dziennikarz Patryk Słowik. „Dawid Kacprzyk, lekarz-polityk, który zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł, przepracował w Szpitalu Południowym średnio 331 godzin miesięcznie. Daje to średnio 11 godzin dziennie, dzień w dzień.

Kacprzyk do tego pracuje w trzech innych placówkach, jest rezydentem, więc powinien mieć etat rezydencki, a także jest radnym dzielnicowym” – napisał.

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski wprost ocenił tak wysokie zarobki u lekarza bez ukończonej specjalizacji jako sytuację absolutnie wyjątkową, zakładając przy tym pełną prawidłowość rozliczeń. Wtórował mu prezes Porozumienia Rezydentów OZZL Sebastian Goncerz, przypominając, że standardowe wynagrodzenie rezydenta to zazwyczaj około 12 tysięcy złotych brutto.

Wszystko to sprawia, że sprawa szybko nabrała barw politycznych. Wiele osób sugeruje, że milionowe kontrakty w państwowej służbie zdrowia mogą mieć pewien związek z przynależnością partyjną młodego lekarza.

Nie brakuje jego zdjęć z najważniejszymi politykami Koalicji Obywatelskiej. Jacek Ozdoba przypomniał z kolei, że w 2023 roku Kacprzyk, u boku posła Grabca, zakłócał jego konferencję prasową.

Sytuację skomentował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer. „Nasz lekarz za 1,6 miliona to, jak widać, bojówkarz KO. Stąd i ta kasa. Czy Tusk już się zdenerwował?” – zapytał ironicznie.

Narodowe Centrum Nauki – Płacimy np. 2 miliony 215 tys za : „Epistemiczny wymiar nadużyć seksualnych kleru wobec dzieci”…

Tomasz Sommer @1972tomek

Przeglądam sobie wyniki konkursu OPUS, a tam taki antyklerykalny kwiatek, za który podatnik zapłaci, uwaga 2214632 zł.:

„Epistemiczny wymiar nadużyć seksualnych kleru wobec dzieci. Nadużycia seksualne reprezentantów kleru rzymskokatolickiego, zwłaszcza jeśli dotykają osoby małoletnie, budzą zainteresowanie mediów i oburzenie publiczne na całym świecie. Nauki społeczne szeroko opisały długotrwałą krzywdę psychiczną, jaka powstaje w wyniku tej przemocy.

Stosunkowo mało miejsca poświeciły jednak krzywdzie związanej z tym, w jaki sposób wiedza na temat molestowania seksualnego przez księży czy zakonników jest ukrywana, jak (nie) wychodzi na światło dzienne, w jaki sposób przypadki nadużyć są uciszane i lekceważone przez reprezentantów Kościoła, szeregowych wiernych, instytucje państwa.

Projekt skupia się więc na kwestii wytwarzania i społecznej cyrkulacji wiedzy na temat molestowania seksualnego osób małoletnich przez duchownych i na związanej z tym niesprawiedliwości epistemicznej. Ogólnie rzecz biorąc, niesprawiedliwość ta dotyczy wszelkich sytuacji, w których krzywda dotyczy podstawowej właściwości ludzkiej, jaką jest zdolność do rozumienia rzeczywistości i komunikowania własnej perspektywy.

Niesprawiedliwość epistemiczna ma miejsce zwłaszcza wtedy, gdy poszczególne osoby czy grupy osób nie są uznawane za wiarygodne z powodu uprzedzenia czy stereotypu dotyczącego ich cech. Na przykład gdy kwestionuje się raport o problemie złożony przez dziecko, z gruntu uznając, że dzieci nie rozumieją świata, w którym żyją, i mają skłonność do fantazjowania”. (…)

======================

Więcej tu: „Narodowe Centrum Nauki to maszynka do przerabiania pieniędzy podatników na lewacką propagandę„ nczas/narodowe-centrum-nauki-to-maszynka-do-przerabiania-pieniedzy-podatnikow-na-lewacka-propagande

Lipa

Oto dwudziesty czwarty w tym roku SOBOTNIK.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

Lipa 24/2026(778)     

     Zdążyliśmy się przyzwyczaić, do tego, że oświadczenia Tuska, nieważne czego by dotyczyły, to zawsze wielka lipa. Ludzie prawi nie potrafią tego zaakceptować i nadal się oburzają. A ci od lewizny wszelakiej, uważają, że tak trzeba, bo „populistów” należy oszwabiać na każdym polu i nieustannie.

     Lipy jako drzewa (są apolityczne), niezależnie od tego, czy są sprowadzane z Niemiec za ciężkie pieniądze, czy krajowe, kierują się swoją naturą, nie bacząc na ważną rolę w kalendarzu, jaką przyszło im pełnić. A przecież to od nich właśnie nadano nazwę siódmemu miesiącowi roku. Bo w tym właśnie miesiącu kwitły lipy dostarczając pszczołom nektar przerabiany przez nie na miód lipowy. Teraz, nie wiedzieć czemu, lipom zaczęło się spieszyć. Kwitną o miesiąc wcześniej, niektóre nawet pod koniec maja.

     Natomiast dlaczego spieszy się oszustom wyłudzającym pieniądze, nie trudno zgadnąć. Chcą je po prostu mieć. Władza może się zmienić i żegnaj dojna krowo. Obecnie, taka państwowa instytucja jaką jest ZUS ubzdurała sobie, że czegoś tam nie zapłaciłam przed dziesięciu laty. Oni nie reagowali o czasie, a teraz naliczają mi odsetki za każdy dzień zwłoki, bo jak widać, ich przedawnienie nie obowiązuje. Obawiam się, że gdybym nawet zaczęła zbierać plastykowe butelki, wzorem tak zwanej „klasy średniej”, nie uchroni mnie to przed bankructwem i bezdomnością. No chyba, że przewidziana jest dla mnie jakaś przytulna cela z wiktem i opierunkiem…

=====================================

Instrukcja obsługi

       ‒ Co sądzisz o takiej instrukcji „obsługi” podejrzanego? – spytała Małgorzata. 
       ‒ Chodzi o kolejność działań? ‒ upewnił się DUCH CZASU.
       ‒ Właśnie. Najpierw zakłada się takiej osobie kajdanki, a później żąda okazania dowodu osobistego.
       ‒ Sprytne. Za Stalina najpierw człowieka kneblowano, a później kazano mu zeznawać. 


Upadek społeczny w Indiach. Drapieżnictwo w masce Cywilizacji.





Drapieżnictwo w masce Cywilizacji

unz.com/predation-wearing-the-mask-of-civilization

Jayant Bhandari • 25 maja 2026

Instytucje ujawniają swój prawdziwy charakter w dwóch miejscach: w „szarej strefie”, gdzie zasady są niekompletne, niejednoznaczne lub nie mają zastosowania, i jeszcze bardziej narażone są, kiedy osoby posiadające władzę, otwarcie, bez wstydu naruszają najbardziej jasne zasady.

W żywej cywilizacji władza ogranicza się do stanowiska, które zajmuje. W zdewastowanym porządku stanowisko daje licencję na jej naruszenie. Władza nie jest po to, aby zachować zasady, a do tego, aby udowodnić uwolnienie się od nich. Dlatego prawo, biurokracja i działania policyjne z bezlitosną jasnością obnażają moralne podłoże społeczeństwa.

Indie – podręcznikowy przypadek

Nawet w najbardziej cywilizowanych krajach sądy podejmują decyzje tylko w najdrobniejszych szczegółach ludzkiej rzeczywistości. Zdecydowana większość wartości cywilizacji — zaufanie, powściągliwość, uczciwość, ciche umowy, które umożliwiają codzienne życie — istnieje za progiem formalnego prawa. Ustne obietnice i codzienna uczciwość nigdy nie były przeznaczone dla sędziów. Opierają się one na wewnętrznym porządku moralnym. W Indiach taki porządek moralny nie istnieje.

Indyjska biurokracja nie określa zasad. Ona ustala cenę za dostęp, karze opór i domaga się podporządkowania. Reformatorzy twierdzili, że biurokracja była tworzona tylko dlatego, że ich płace są zbyt niskie. To była racjonalizacja. Gdy pensje urzędników drastycznie wzrosły, odpowiednio wzrosła też skala łapówek. Im wyżej się podnosiły, tym więcej mieli racji. Uczciwość to nie jest problem kompensacji. To jest wartość. Społeczeństwo albo dodaje tę wartość do swoich instytucji, albo nie.

Nie mogę sobie przypomnieć ani jednej wizyty w indyjskiej instytucji rządowej, która nie wiązałaby się z żądaniem łapówki. Obywatele padają na twarz, rzucają się na kolana i uniżają się dla uzyskania najbardziej podstawowych usług. Biurokratom potrzebne są nie tylko pieniądze, oni oczekują podporządkowania. Chcą poczuć swoją wyższość. Łapówka – to tylko część transakcji; upokorzenie – to reszta.

Prąd, woda, dostarczanie poczty, zgony, małżeństwa, wszystko ma swoje tempo. Odmowa rejestracji małżeństwa sama w sobie jest przestępstwem, jednak do jego rejestracji wymagana jest jeszcze jedna łapówka. Nawet w tym przypadku, płatność powinna być strategiczna. W przypadku braku honoru łapówkarz bierze pieniądze i nadal nie wykonuje pracy. W końcu płacisz większej ilości osób za przenoszenie tego samego pliku.

Dostawca papieru fotograficznego w moim mieście kiedyś odważył się zrezygnować z dodatkowej łapówki, której zażądała firma sektora publicznego. Kierownik kazał przeciągnąć całą partię na otwarty dziedziniec i zostawić przesyłkę pod bezlitosnym słońcem na tydzień. Następnie pociął uszkodzone opakowania dla teatralnego „sprawdzania” na oczach załamanego dostawcy. Ten człowiek już nigdy nie odmówił.

Uzyskanie paszportu – to jest test na kompromis. Kontrola w policji, prawdopodobnie zwykły środek ostrożności, staje się żądaniem zapłaty. Kiedy mieszkałem w Delhi, kiedyś nie chciałem zapłacić i udałem się do starszego oficera policji. Po kilku sekundach powiedział mi, że młodsi oficerowie robią mi przysługę i muszą zarabiać. Instytucja nie chciała wykonywać swojej funkcji. Jej funkcją było wyciąganie gotówki.

Złóż skargę do wyżej przełożonego, i jego pierwsze pytanie zawsze brzmi: „Ile chcieli i kto ma coś z tym wspólnego?” On nie prowadzi śledztwa w sprawie uchybienia; on sprawdza, czy otrzyma swój udział. Jak w fraktalach, wspinasz się po schodach, i ten sam groteskowy teatr pojawia się ponownie na każdym poziomie, tylko z wyższą ilością łapówki. Zrób krok w bok — do sądów, polityków lub innej instytucji — i ten sam banał będzie kontynuowany.

Biuro Antykorupcyjne jest powszechnie znane jako najbardziej skorumpowana instytucji ze wszystkich. Ściga każdego, kto popadł w niełaskę u polityków, nie był w stanie zapłacić odpowiedniego haraczu lub był zbyt widoczny w mediach społecznościowych. Ale nawet w tym przypadku kara zazwyczaj nosi teatralny charakter; po kilku miesiącach ukarany urzędnik spokojnie wraca za biurko.

Nadzór staje się jeszcze jednym sposobem uzyskania korzyści.

Policyjne stanowiska wystawione na aukcji przyznają temu, kto zaoferuje najwyższą cenę, przy tym każdy pracownik niższego szczebla jest odpowiedzialny za wysyłanie określonej kwoty środków pieniężnych na górę. W ten sposób starsi oficerowie nie prowadzą znaczących dyscyplinarnych kontroli pobić, kradzieży, gwałtów i morderstw, w które zaangażowani są policjanci, którzy zapłacili za swoje stanowiska.

Dom mojego przyjaciela został okradziony. Policja „złapała” złodziei, a następnie poinformowała, że została zwrócona tylko część skradzionych towarów; reszta została podzielona między policjantów. Kiedy skarżył się poprzez wysokiego rangą członka rodziny, reakcja była lodowata: powinien był wypowiedzieć się natychmiast po aresztowaniu. Teraz nic nie można było poradzić. Każda kradzież odbywa się według tego samego scenariusza.

Wizyta na indyjskim komisariacie policji – to ludzkie zoo przerażonych i załamanych. Funkcjonariusze nie chcą rejestrować sprawy bez opłat. Ochronne prawa, gdy są one wbudowane w drapieżny policyjny system, nie chronią słabszych; tworzą nowe pola dla oskarżeń, wymuszeń i targowania się. Prawo wymagające natychmiastowego skierowania do sądu i aresztu w przypadku skarg na gwałt, po prostu rozszerza rynek usług policjantów. Prawdziwym ofiarom nadal potrzebne są pieniądze i komunikacja, aby je usłyszano. Fałszywe oskarżenia, tymczasem, stają się narzędziami nacisku. Prawdziwy gwałciciel może zmusić do wycofania skargi, jeśli ma znajomości i zapłacił właściwym ludziom; z kolei fałszywy oskarżyciel może zniszczyć życie człowieka na lata. Instytucja nie odróżnia prawdy od kłamstwa, ona wycenia podatność na nadużycia.

Instytucje, mające na celu chronić, stają się systemami zbierania danych o lukach w zabezpieczeniach.

Fałszywe sprawy są powszechnie znane, jednak niewinni ludzie muszą płacić rujnujące łapówki, aby pozostać na wolności. Wstęp do sądu jest tak samo groteskowy: człowiek rozlicza się ze strażnikiem przy bramie, często na oczach sędziego. Wewnątrz sędzia — zbyt niezdecydowany, niekompetentny lub skorumpowany, aby coś rozwiązywać – ogłasza kolejną przerwę. Jak jeszcze będzie mógł odzyskać pieniądze? Nawet urzędnikowi, który rejestruje datę następnej rozprawy, trzeba zapłacić, jeśli chcesz ją poznać.

Prawnicy obu stron korzystają na zwłokach, często rozmawiając ze sobą bez wiedzy i zgody swoich klientów. Oskarżony wie, że nigdy nie będzie uczestniczył w prawdziwej rozprawie. On płaci za to, aby uniknąć więzienia, a sprawa ciągnie się przez dziesięciolecia. Rzadkie sprawy rozwiązane sądownie występują tylko wtedy, gdy obie strony, zrujnowane finansowo, zgadzają się na pozasądowe rozwiązanie i wyczerpanie oznacza sprawiedliwość.

Dla państwowych dostawców do 50% dochodów idzie na łapówki. Kiedyś takie płatności były wstydliwe, podczas gdy brytyjski cień nadal pozostawał. Dziś biurokraci otwarcie pysznią się swoimi nielegalnymi przychodami. Korupcja to nie odchylenie od normy; to ekologia, w której może uczestniczyć każdy.

Nawet nadużycia wymagają struktury. Funkcjonującej mafii zależy na lojalności, dyscyplinie, ciszy i wewnętrznej sprawiedliwości. W Indiach korupcja jest bardziej anarchiczna: każdy urząd, posterunek policji i sądu – to osobne małe królestwo, ale nawet w tych królestwach lojalność nie istnieje, a zadawanie ciosów w plecy – to normalna sprawa. Państwo przypomina upadły gang, zbrojną siłę przymusu, ale pozbawioną hierarchii, lojalności i wewnętrznej dyscypliny, niezbędnych w celu regulowania drapieżnictwa. Ponurym pocieszeniem jest to, że taki system ze wszystkich sił stara się wytworzyć zdyscyplinowany totalitaryzm. Może sponiewierać, wyłudzać i degradować, ale nie jest w stanie zorganizować skoordynowanej tyranii Korei Północnej lub Związku Sowieckiego.

Biurokracja, policja i sądy po prostu przejawiają w postaci skoncentrowanej to, co już istnieje w społeczeństwie. Instytucje zmutowane, bo otaczająca kultura chroni instynkty, które prowadzą do ich mutacji. To, co w rządzie wygląda jak przekupstwo i drapieżnictwo, w życiu codziennym przejawia się jako nieuczciwość, oszustwo, zaganianie w kąt, obojętność, hierarchia i przypadkowe zatrucie środowiska.

Hindusi nie chcą zniesienia systemu; chcą uzyskać do niego dostęp.

Ich ambicją jest osiągnięcie stanu, w którym będą mogli korzystać, lub wydać za mąż swoje córki do rodziny, wzbogaconej kosztem łapownictwa. Jak uzyskuje się pieniądze, nie ma znaczenia. Korupcja dająca bogactwo wymaga szacunku dla przeciwnika — często większego, niż takie samo bogactwo osiągnięte uczciwie. Pieniądze i władza to jedyne kryteria. Możesz być pewien, że miłość, cywilizacyjna wartość rzucają się w oczy swoją nieobecnością.

Normalne społeczeństwo musi wyposażyć swoje instytucje we właściwe instynkty. Cywilizacja nie istnieje w naturze. Jest to spowodowane zgromadzeniem wysiłku racjonalnych i moralnych ludzi, którzy powstrzymują się, dyscyplinują siebie i stopniowo wpływają na normalne zachowanie najwyższych ludzi.

Największym problemem jest naprawdę rząd; politycznie wygodne jest obwinianie rządu za wszystko. Ale bardziej głęboki problem tkwi w społeczeństwie, które to podsyca. Gdyby hindusi przestali się płaszczyć przed politykami i biurokratami, gdyby przestali traktować urzędników państwowym jak bożków, wiele by się szybko zmieniło. Ale indyjski umysł nie może odróżnić szacunku od służalczości. On waha się między poddaństwem i dominacją. Nie mając potężnego poczucia sprawiedliwości, o co mieliby walczyć?

Jeden mały, ale reprezentatywny indyjski zwyczaj – to obsesyjne zwracanie się „sir”. Dla zachodnich uszu to może brzmieć grzecznie, nawet fascynująco. W Indiach jednak to często nie świadczy o szacunku, a o zarządzaniu hierarchią. Mówiący stawia się poniżej władzy, schlebia jej, uspokaja i ma nadzieję uzyskać od niej zabezpieczenia lub przychylność. Szacunek polega jednak na godności z obu stron. Uległość tego nie warunkuje. Gdy równowaga sił się zmienia, ten sam człowiek, który kiedyś zwracał się do ciebie „proszę pana”, może zacząć obrażać ciebie. Zwracanie się przez „sir” nigdy nie miało nic wspólnego z szacunkiem; oznaczało ono tylko pozycjonowanie.

Każda interakcja społeczna — w społeczeństwie i w rodzinie — staje się sprawdzeniem stopnia w hierarchii. Kto wyżej? Kto poniżej? Kto musi przestrzegać? Kto może się tym zająć? Związki rzadko pozostają po prostu ludzkimi; szybko zostały zreorganizowane w strukturę „odbieracz wolności-ciemiężca”. Państwo nie tworzy tego instynktu, ono formalizuje go.

Moja rodzina kupuje warzywa tylko u znanych rolników, dlatego, że produkty sprzedawane na rynkach, zwykle są z nieoczyszczonych ścieków – praktyka, która, o dziwo, daje warzywom sztuczny połysk. Jak śledzić takie rzeczy w sądzie? Można opracować najbardziej surowe prawa, jakie tylko można sobie wyobrazić, ale prawo nie ma sensu, jeśli policja, sądy i społeczeństwo, stojące za nimi, nie posiadają woli zapewnienia ich przestrzegania. Społeczeństwa nie budzą się pewnego ranka i nie wybierają cnoty. Dokonują tego — jeśli to w ogóle możliwe — przez wieki generowanych punktów mądrości i bolesnego utożsamiania się z powściągliwością. Albo w ogóle nigdy tego nie osiągają.

Tam, gdzie codzienne zachowanie wewnętrznie nie jest ograniczone, żaden system prawny nie może namierzyć lub naprawić szkody. Mikro-kompromisy, powtarzane przez miliony, prowadzą do katastrofy. Porzucone opakowanie z tworzyw sztucznych, garść śmieci wyrzuconych do rzeki, skrócenie czasu budowy, ciche fałszowanie w raportach — każde działanie wydaje się banalne. I jeszcze most w końcu się rozpadnie, drogi zamieniają się w pola śmierci, rzeki wysychają, a sama ziemia zamienia się w toksyczne nieużytki, których nie może odzyskać żadne prawo.

Pobrałem tą samą lekcję z maszyn. Maszyna drukarska mojego ojca nadal używa sprzętu z epoki brytyjskiej, z początku lat 1900-tych. Ona działa bez zarzutu. Skomplikowana szwedzka maszyna, którą później kupiliśmy również pracowała z zadziwiającą dokładnością. Jako dziecko nieskończenie obserwowałem pracę tych maszyn, jakby dokonując swego rodzaju mechanicznego nabożeństwa: dziesiątki tysięcy części poruszały się razem w harmonii, każda pełniła swoją funkcję. Odsłaniały duch tych, którzy je projektowali i produkowali. Praca została wykonana nie tylko dla pieniędzy; była w tym duma, dyscyplina i zaangażowanie na najniższym poziomie.

Wśród ogromnego chaosu w Indiach — jej instynktów „siła sprawia, że ma rację”, jej mglistych zasad, braku rzetelnej formy – starałem się zrozumieć tego ducha: wewnętrzną dyscyplinę, która sprawia, że wszystko działa, duma, która sprawia, że każdą część wykonuje swoją funkcję.

Następnie przekonałem ojca do kupienia indyjskiej kopii szwedzkiej maszyny za niewielką cenę. Po kilku dniach zepsuła się śrubka. Po taniej naprawie pojawił się jeszcze jeden mały defekt, a potem jeszcze jeden. Maszyna nie była bardzo zła w jednym oczywistym aspekcie; była zła w tysiącach drobnych elementów. Każdy szczegół niósł w sobie mikro-kompromis. Wkrótce płaciliśmy pracownikom wynagrodzenie za pracę na maszynie, która ledwo działała, a kiedy działa, jej jakość była niska. W ciągu roku sprzedaliśmy ją na złom.

Społeczne i ekonomiczne konsekwencje były ogromne. Ludzie nie mogą działać poprawnie bez stałej kontroli, a samemu kierownikowi brakuje dumy za swoją pracę. Potrzebne są dziesiątki ludzi, aby produkować coś, co mógłby osiągnąć jeden zdyscyplinowany pracownik w innym miejscu, i nawet wtedy jakość waha się na granicy dopuszczalnej. Podczas studiów MBA uczono mnie, że bodźce mają znaczenie. Może i tak jest. Ale bodźce działają tylko tam, gdzie odpowiedzialność istnieje już w zarodku. Indie – to nie społeczeństwo „marchewki”, to społeczeństwo „kija”.

Społeczeństwo rozpadnie się w ten sam sposób. Kiedy każda śrubka ma defekt, cały system staje się nieefektywny.

Ale społeczeństwo się rozpada nie tylko dlatego, że poszczególne osoby ścinają narożniki. Ono rozpada się dlatego, że nikt tego nie naprawia. Kluczowym pytaniem jest to, czy zwykli ludzie dają opinię — przeciwstawiają się bałaganowi, zawstydzają za niego czy karzą, czy spokojnie uczestniczą w nim.

Oto dlaczego człowiek czuje się bezpiecznie na Zachodzie — przede wszystkim nie ze względu na jego instytucje, ale dlatego, że samo społeczeństwo wciąż zapewnia przekazywanie swojej opinii tym instytucjom. Gdy popełnione zostaje przestępstwo, ktoś gdzieś powstanie i będzie wymagać sprawiedliwości. W krajach Trzeciego świata uczą nie spodziewać się tego.

Będąc studentem uniwersytetu w Indiach, często jeździłem autobusem w weekendy między miastem, gdzie mieszkali moi rodzice, a miastem, gdzie studiowałem na uniwersytecie. W autobusach na tej trasie były telewizory, i moje przejazdy były dopasowane do oglądania popularnego tygodniowego serialu. Kierowcy zatrzymywali autobus na czterdzieści pięć minut na rozbitych wybojami drogach, aby pasażerowie mogli obserwować, co dzieje się bez migotania obrazu. Gdy zagroziłem skargą, cały autobus w uniesieniu wściekłości rzucił się na mnie. Przyrzekli, że będą zaprzeczać, że zatrzymania w ogóle nie było, i jasno dali do zrozumienia, że ryzykuję pobicie. Ani jedna dusza nie chciała bronić głównego aktu cywilizacji – przestrzegania rozkładu jazdy transportu publicznego. Ironia była groteskowa: serial rzekomo był „głęboko duchowy”.

Zachodnie moralne terminy — uczciwość, lojalność, honor – zmieniają znaczenie, gdy wprowadza się do społeczeństwa moralne podłoże które nigdy ich nie produkowało. Takie skojarzenia nie są uznawane za niemoralne w zwykłym znaczeniu. Niemoralny człowiek odróżnia dobro od zła i niszczy to pierwsze. Niemoralny człowiek nigdy nie przyswoił sobie tych kategorii. On jest niewinny, nie dlatego, że jest niewinny, ale dlatego, że sumienie nigdy nie brało góry nad apetytem. To umysł, w którym władza, a nie sumienie, organizuje zachowanie.

Tym samym zniekształcenie dotyczy takich słów, jak miłość, szczęście, szacunek i pokój. W cywilizowanym moralnym porządku to nie tylko uczucia lub społeczne gesty; to osiągnięcia psychiki, które wymagają pokory, świadomości i troski o dobro innych. W prymitywnym społeczeństwie mogą wydawać się podobne do przedstawicieli cywilizowanego społeczeństwa, ale ich istota jest inna. Miłość staje się posiadaniem, uzależnieniem lub stowarzyszeniem plemion przeciwko wspólnemu wrogowi. Osoba rozpuszcza się w tłumie i przeżywa tę stratę siebie jak katharsis. Szczęście staje się hedonizmem, zmysłowością, obżarstwem lub rozproszeniem uwagi. Szacunek staje się służebnością w stosunku do władzy i tyranią wobec słabości. Spokój staje się odrętwieniem, unikaniem lub ucieczką od lęku. Słowa pozostają, ale ich wewnętrzna istota jest prymitywna.

Kiedy można mówić o moralności lub prawdziwości z hindusami, śmieją się z ciebie i pytają: „stajesz się świętym?” Lub zakładają, że miejsce religii jest w kościele, a nie w codziennym życiu. Uważają, że jesteś naiwny, nieprzywykły do prawdziwego życia. Ich zdaniem, życzliwość i uczciwość nie są obowiązkami zwykłych ludzi; należą się świętym, podczas gdy oczekuje się, że normalne życie będzie świeckie. Oni nie rozumieją świętości jako moralnego wyniesienia; oni rozumieją to jako odejście od prawdziwego życia. Zdanie przetrwa jako słowny odruch w społeczeństwie, w którym sama moralność nie ma należnego jej autorytetu.

W takim społeczeństwie codzienne rozmowy nie wznoszą się do osobistych refleksji. Pozostają one w pułapce plotek, widowisk, magicznej polityki i nieszczęścia innych.

W takiej kulturze organizującym ideałem nie jest kompetencja, a władza. Edukacja nie służy formacji, a certyfikatom, które otwierają drzwi do stanowisk, pieniędzy i statusu. Rodzice pomagają dzieciom oszukiwać, bo ważny jest certyfikat, a nie dyscyplina, którą powinni reprezentować. Jak tylko tacy ludzie trafiają do instytucji, nie nabierają szacunku do stanowiska i obowiązków. Miejsce staje się źródłem informacji dla użytkownika. Z braku wewnętrznego autorytetu, kompensują to zimną arogancją, drobną tyranią i sadyzmem; im wyżej się wspinają, tym bardziej błędna staje się ich niepewność.

Ta sama lekcja zaczyna się w szkole. Autorytet wcześnie zamienia się w dźwignię: prywatne szkolenia, prezenty, nepotyzm i manipulacja egzaminami. Uczeń uczy się prawdziwego programu nauczania na długo przed pełnoletnością: autorytetu nie trzeba szanować, a lawirować; zasad nie należy przyswoić, a zarządzać nimi; władza jest po to, aby zgarniać gotówkę.

Niewiele jest pojęć o dodawaniu wartości, wkładzie własnym lub kształtowaniu charakteru. Kształtowanie charakteru często jest w bezpośrednim konflikcie z zasadą „kto silniejszy, ten ma rację”. Starsi uczą dzieci, że wolno zbierać masło „krzywym” palcem. Ale dzieci nie zezwalają obcym na ten krzywy palec. Dorastając, używają do tego krzywego palca wobec starszych w rodzinie, którzy potem się dziwią, jak wprowadzili węża. W rezultacie okazuje się, że to w pełni zatomizowane społeczeństwo, w którym nikt nikomu nie ufa.

Gdy nabycie zasobów staje się jedyną organizującą zasadą, gdy wartości, moralność i rozum nie mają autorytetu, społeczeństwo dzieli się na osoby zatomizowane. Człowiek staje się samotny, nawet w najbardziej zatłoczonych miejscach. Maszyny nie pracują, instytucje nie działają, rodziny nie działają. Brak spójności, brak harmonii, nie ma wspólnych oczekiwań wobec zachowań. Każdy sam w sobie.

Jeden i ten sam instynkt nie może być ograniczony do jednej sfery życia. Jeśli człowiek odnosi się do obcych, klientów, urzędników i pracowników jak do obiektów pracy, rodzina nie może pozostać nietknięta. Rodzice nie mogą zaufać dzieciom, a dzieci nie mogą ufać rodzicom. Bez łącznika moralności i umysłu, kapitał intelektualny i finansowy nie może gromadzić się. Życie staje się dniem świstaka: ani nauki, ani poczucia winy, ani opinii, ani związku przyczynowego.

Biznes również wydaje się nie tworzyć wartości, a staje się jak przelew z innej kieszeni w swoją. Usługa ma drugorzędny charakter. Jakość – to teatr.

Pewnego dnia odwiedziłem firmę, produkującą wypełniacze farmaceutyczne — biały proszek-nośnik, z którym później będą mieszać aktywne leki. Spodziewałem się zobaczyć sterylną, regulowaną produkcję. Zamiast tego weszliśmy w butach z ulicy; podłoga i nawet powietrze było gęste od proszku. Pracownice w brudnych ubraniach ręcznie wypełniały pakiety. Co gorsza, zaległy proszek mieszały ze świeżym materiałem, aby go dopasować do określonej klasy. Menedżer ujawnił to nie ze wstydem, ale z dumą. Sens był nie w tym, aby tworzyć wartość, a w tym, aby dopasować do wyglądu normy. Sam wkład nie był ostatecznym lekiem. Ale w warunkach skomplikowanej gospodarki każdy taki kompromis idzie dalej z prądem. Każdy mały unik staje się jeszcze jedną zaatakowaną częścią większego systemu, który nie może już ufać samemu sobie.

Jeden i ten sam schemat można prześledzić w każdym zakładzie: pozór zgodności utrzymuje się, podczas gdy istota zostaje cicho zniszczona. Standardy istnieją, istnieją procedury i dokumenty, ale są one podyktowane jednym i tym samym instynktem unikania, usuwania – i wychodzi im to na sucho.

Prawa pisane i struktury, pozostawione przez Brytyjczyków — system kontroli i przeciwwagi, prawo, procedury i rządy prawa — w większości pozostały. Ale jak tylko instytucje te przeszły w ręce Hindusów, ożywający je duch zmienił się. To, co miało służyć ograniczeniu władzy, przekształciło się w mechanizm wyzysku i wywłaszczenia. Instytucje nie zniknęły. Ich zewnętrzne powłoki — biura, mundury, nadruki, procedury — pozostały, ale ich funkcje zostały groteskowo zmienione. To nie przypadek, to jest nieuniknione w kulturze, gdzie wciąż zasadą jest żelazne prawo „kto silniejszy, ten ma rację”, gdzie naczelną zasadą jest celowość, a rozum, moralność i odpowiedzialność za siebie nie przyjęły się.

Gdyby indyjskie społeczeństwo było małymi, zlokalizowanymi jednostkami, brutalna, ale natychmiastowa zarodowa sprawiedliwość mogłaby zachować minimalny porządek, bardziej odpowiadający jego naturze. Straszna możliwość polega na tym, że gdy wydrążone zachodnie rusztowania w końcu padną na pysk, podnoszenie się z ruin może okazać się bardziej funkcjonalne dlatego, że społeczeństwo jest bardziej prymitywne – ze słabszymi nerwami niż wydawałoby się cywilizowanym oczom.

To powolna, nieubłagana apokalipsa drugorzędnej nowoczesności: zaimportowane instytucje gniją od środka, dopóki nie pozostaje nic, oprócz grabieży, nakładającej maskę cywilizacji. Formy przetrwały. Dusza już nie żyje.

=========================

mail:

postawy społeczne do złudzenia przypominające „kodeks moralny” w Izraelu.

mail II:

Typowy, wg. prof. Konecznego, w Indiach to stan a-cywilizacyjny, latrocinium magnum

mail III. Dokładniej: w Izraelu to stan anty-cywilizacyjny: Czczą tak Mamona, jak i Molocha.

VI Marsz dla Królowej Polski w Częstochowie. Współodkupicielka i Pośredniczka Wszelkich Łask.

VI Marsz dla Królowej Polski w Częstochowie

Tegoroczny marsz zgromadził rekordową liczbę uczestników

Marsz dla Królowej Polski to jedyne w naszej ojczyźnie oddolnie organizowane obchody uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej. W tym roku marsz przeszedł ulicami Częstochowy po raz szósty, tym razem nową trasą, a liczba uczestników zaskoczyła organizatorów.

Hasłem tegorocznego marszu były słowa: „Maryjo, Współodkupicielko i Pośredniczko Wszelkich Łask, módl się za nami!”. Były one nie tylko wezwaniem modlitewnym, ale i ‒ w obliczu noty doktrynalnej Mater Populi fidelis ‒ obroną tytułów należnych Matce Bożej.

Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 12:30 Mszą św. odprawioną w kaplicy pw. św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort w Częstochowie. Po Najświętszej Ofierze uczestnicy zgromadzili się przed kaplicą, gdzie najpierw wysłuchali krótkiego referatu na temat historii królowania Maryi nad Polską, a następnie nauki wygłoszonej przez ks. Antoniego Myślińskiego FSSPX. Kapłan wskazał na wyraźny wymiar religijny marszu, podkreślając, że jest on wspólnym wyznaniem wiary w to, że Najświętsza Maryja Panna jest Królową Polski, a wierni winni Jej służyć.

Ksiądz Myśliński nie unikał trudnych tematów. Mówiąc o głębokim kryzysie w Kościele, zwrócił uwagę na wzrastającą ilość herezji i zgorszeń płynących z najwyższych instancji kościelnych. Wymieniwszy oficjalne zanegowanie tradycyjnych tytułów maryjnych (tzn. „Współodkupicielki” i „Pośredniczki Wszelkich Łask”) i przypomniawszy niedawną wizytę anglikańskiej „biskupki” w Watykanie, zaapelował do zebranych: „Nie możemy udawać, że nic się nie dzieje!”. Następnie sformułował jasne wezwanie do wszystkich wierzących: „Każdy, kto chce zachować katolicką wiarę dla przyszłych pokoleń i każdy, kto chce się zbawić, musi stanąć po stronie prawdy”. Wskazał też konkretny program działania: „Trzeba zacząć publicznie wymagać od proboszczów, od biskupów miejsca, odżegnania się od tych herezji i błędów”.

Kluczowym elementem przemowy było przypomnienie o obronie Jasnej Góry podczas szwedzkiego potopu. Kapłan zestawił ówczesny zbrojny najazd z dzisiejszą „inwazją duchową i doktrynalną”, wskazując, że współczesny kryzys – podobnie jak w XVII wieku – jest napędzany przez zdradę i kompromis z błędami. Jednakże, tak jak wówczas ocalenie przyniosła wierność małej garstki obrońców i wstawiennictwo Maryi, tak i dziś musimy z nadzieją spoglądać na oblicze naszej Królowej, która niegdyś dała „siłę najpierw małej garstce, później coraz większej ilości osób, które przeżywają refleksję, zaczynają się nawracać. I rzeczywiście po latach Szwedzi zostali wypędzeni. Wiara katolicka została w Polsce uratowana”.

Czcigodny kapłan podkreślał znaczenie systematycznej pracy: „Musimy powoli, długofalowo nawracać nasz naród. Musimy powoli, długofalowo, cierpliwie bronić prawdy i żyć po katolicku”. Ostrzegł przed iluzją szybkiego sukcesu: „To nie chodzi, żeby tutaj przyjechać i przemaszerować. Musimy pracować cały, cały rok”. I przedstawił wizję stopniowej odbudowy: „Każda nasza kaplica, każdy nasz przeorat, to jest mała Częstochowa – od Szczecina po Jarosław, od Suwałk po Bolesławiec, od Nowego Sącza do przeoratu w Gdyni. To są nasze Częstochowy, bo tam jest Najświętszy Sakrament, tam jest Pan nasz Jezus Chrystus i tam jest również Niepokalana i Ona nas broni w tej wierze”.

Nauka zakończyła się pełnym nadziei przesłaniem, wskazującym również konkretny cel: „Kiedyś w przyszłości, kiedy nie będzie już nas tutaj kilkaset osób, kiedy będą tysiące, być może dziesiątki, setki tysięcy, wtedy wmaszerujemy do klasztoru, wtedy wmaszerujemy na Jasną Górę i już tam zostaniemy. Wtedy odbijemy klasztor; odbijemy dla królowania Chrystusa i naszej Królowej”.

Tuż po wygłoszonej nauce, w asyście służb porządkowych, wyruszył liczący ponad 400 uczestników VI Marsz dla Królowej Polski. Na początku odśpiewano Godzinki, po których zgromadzeni odmówili różaniec: część radosną po polsku, bolesną po łacinie, a chwalebną odśpiewali również w języku łacińskim. Każda tajemnica była oddzielona pieśniami maryjnymi. Po wkroczeniu na Aleję Najświętszej Maryi Panny ks. Myśliński zaintonował Litanię loretańską, w której zgodnie z przywilejem nadanym naszemu narodowi Polacy mogą wzywać Maryję jako swoją Królową. Po wejściu na Błonia Jasnogórskie uczestnicy odmówili Akt Poświęcenia się Narodu Polskiego Najświętszej Maryi Pannie i odśpiewali Bogurodzicę. Na zakończenie marszu ks. Myśliński udzielił zebranym błogosławieństwa; po nim nastąpiły podziękowania od organizatorów oraz wspólne zdjęcie.

Warto przypomnieć, że pierwszy Marsz dla Królowej Polski przeszedł ulicami Częstochowy 3 maja 2021 r., a uczestniczyły w nim zaledwie… dwie osoby. Przez sześć lat inicjatywa zyskała na znaczeniu, przyciągając coraz większą liczbę wiernych z całej Polski, a także z Niemiec. Już teraz organizatorzy zapraszają na VII Marsz dla Królowej Polski w przyszłym roku i przypominają słowa o. Maksymiliana Kolbe: „Trzeba koniecznie cały świat dla Niej zdobyć, by panowanie grzechu ustało”.

https://youtube.com/watch?v=LMOA8DA8ZAk%3Ffeature%3Doembed
Tegoroczny marsz zgromadził rekordową liczbę uczestników

Rosjanka: Trupy sprzed wieków w szafie – historyczna wrogość między Polską a Ukrainą

Trupy sprzed wieków w szafie

– historyczna wrogość

między Polską a Ukrainą

[Czytajmy krytycznie. To pisze Rosjanka, dość „mało gramotna”. md]

Nerwowa reakcja Polaków na pompatyczny ponowny pogrzeb ukraińskiego przywódcy OUN i nazisty Andrieja Melnyka jest całkiem oczywista i zrozumiała. Bowiem w gruncie rzeczy cała historia stosunków polsko-ukraińskich to nic innego jak próba wzajemnego unicestwienia.

Marsz ukraińskiej neobandery

Niedawno Andriej Melnyk, jeden z liderów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN – ukraińskiej organizacji, która została uznana za ekstremistyczną i zakazana w Rosji wyrokiem Sądu Najwyższego z 8 września 2022 r.), został ponownie pochowany w Kijowie z wielką pompą. OUN współpracowała z nazistowskimi Niemcami i dopuściła się krwawych zbrodni. Zełenski osobiście uczestniczył w ceremonii. Zaraz potem Kijów ogłosił przygotowania do ponownego pochówku kolejnego lidera OUN – Jewgienija Konowalca.

Kilka dni później Centrum Operacji Specjalnych ‚Północ’  otrzymało honorowy tytuł „Ku czci Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” (UPA – ukraińskiej organizacji, która została uznana za ekstremistyczną i zakazana w Rosji wyrokiem Sądu Najwyższego z 17 listopada 2014 r.). Kijów z pewnością przewidywał, że zostanie to negatywnie odebrane w Warszawie, ale najwyraźniej nie docenił skali problemu.

Usunięcie ukraińskiej flagi z lubelskiego ratusza, żądanie przeprosin przez Kancelarię Prezydenta RP wobec Zełenskiego oraz propozycja odebrania ukraińskiemu przywódcy najwyższego odznaczenia państwowego – Orderu Orła Białego – to tylko pierwsza symboliczna reakcja. Dalsze wydarzenia mogą być znacznie ostrzejsze.

Polska jest wyraźnie zmęczona rolą sprzymierzeńca i węzła tranzytowego dla Ukrainy. Polscy podatnicy od dawna zastanawiają się, dlaczego mieliby znosić trudności z ‚braterskiej miłości’  do Kijowa. Polskim władzom wystarczył więc odpowiedni pretekst, by ograniczyć finansowanie Ukrainy, a Zełenski podał go jak na tacy. Polscy politycy domagają się teraz zamknięcia lotniska w Rzeszowie, przez które dostarczane są zachodnie dostawy broni na Ukrainę, a także całkowitego wstrzymania wsparcia militarnego dla Kijowa.

‚Bohaterowie’  UPA są znani w Polsce przede wszystkim z rzezi wołyńskiej z 1943 roku. Ukraińskie ugrupowania nacjonalistyczne zniszczyły około 100 polskich wsi i wymordowały ponad 100 000 Polaków. Starców, kobiety i niemowlęta brutalnie mordowano sierpami, siekierami i kosami. Masowe groby ofiar są wciąż odkrywane na Wołyniu. Takie okrucieństwa nie zostaną wybaczone ani zapomniane.

Olbrzymie transparenty na meczu piłkarskim upamiętniają rzeź wołyńską dokonaną przez UPA

——————————————-

Wcześniej, po upadku imperiów rosyjskiego i austro-węgierskiego, wybuchła wojna polsko-ukraińska w latach 1918–1919. W tym czasie wojska ukraińskie zdobyły Lwów. Polacy stawili zacięty opór i już wiosną 1919 roku wojska polskie pod dowództwem Piłsudskiego rozpoczęły kontrofensywę. W rezultacie Ukraińska Armia Galicyjska została pokonana, Zachodnio-ukraińska Republika Ludowa przestała istnieć, a Galicja znalazła się pod rządami Warszawy. To było osiem miesięcy zaciętych walk, w których po obu stronach zginęły tysiące ludzi. W Polsce wielu nadal wierzy, że odzyskanie Lwowa i Iwano-Frankowska będzie aktem sprawiedliwości historycznej.

Do połowy XVII wieku prawosławni mieszkańcy Ukrainy – nie ‚Ukraińcy’, bo termin ten wówczas nie istniał – byli nieustannie upokarzani przez polskich władców. Dopiero zjednoczenie Ukrainy z Rosją w 1654 roku pozwoliło im na swobodne praktykowanie wiary. Nie wyeliminowało to jednak nienawiści Polaków. [?? chyba „do Polaków”? md]

Jedyne, co mogło zjednoczyć Kijów i Warszawę, choćby na krótko, to rusofobia. Ale gdy tylko na tym fundamencie pojawi się choćby najmniejsza rysa, natychmiast wychodzą na jaw wielowiekowe trupy w szafie: Wołyń, Galicja, polityka katolicyzacji, kozackie wyprawy przeciwko Polsce i Polska przeciwko Kozakom.

Nic więc dziwnego w konflikcie między Warszawą a Kijowem. To jedynie dobitna ilustracja pewnego schematu historycznego. Narody, które zbudowały swoją tożsamość na nienawiści do sąsiadów, prędzej czy później zaczynają się wzajemnie rozdzierać. Bo piasek, na którym opiera się ich państwowość, zbyt łatwo ulega rozsypaniu. A kiedy w końcu się rozsypie, nic się spod niego nie odsłoni: żadna kultura, żadne więzi gospodarcze i brak szacunku dla historii. Tylko nienawiść, kurz i ruiny.

rtnewsde/jahrhundertealte-leichen-im-keller-historische-feindschaft-zwischen-polen-und-der-ukraine

Napisała: Anna Szafran

** * * * * *

ZB: Możemy stwierdzić, że rosyjska dziennikarka zna przyzwoicie problemy polsko-ukraińskie. Nie chciała jednak zauważyć, że Polska i Ukraina to jednak inna waga, że Polska istnieje ponad tysiąc lat, gdy Ukraina 30 razy krócej. Inne są osiągnięcia społeczno-polityczne czy na polu kultury i sztuki. Ale też jest Rosjanką, więc jest zrozumiałe, że traktuje ona ukraiński szowinizm oraz polską zwierzęcą rusofobię podobnie, bo obie choroby są czy mogą być zagrożeniem dla jej państwa.

Opracował: Zygmunt Białas

Pułapka Skali. Dlaczego kosmiczny nihilizm jest intelektualnym błędem kategorii

Pułapka Skali.

Dlaczego kosmiczny nihilizm j

est intelektualnym

błędem kategorii

12 czerwca 2026 #Nocturno pch24/pulapka-skali-dlaczego-kosmiczny-nihilizm-jest-intelektualnym-bledem-kategorii,

problem-skali-nihilizm-kosmiczny.jpg
Oprac. PCh24.pl

Pozorna wielkość

Współczesny dyskurs światopoglądowy głównego nurtu zdominowany został przez specyficzną formę geometrycznego nihilizmu. Zarówno w publicystyce popularnonaukowej, jak i w masowej kulturze zakorzenił się paradygmat, który uzależnia wartość egzystencjalną człowieka od skali fizycznej otaczającego go wszechświata. Wielkość materialna stała się koronnym argumentem w debacie teologicznej i epistemologicznej, co rodzi fundamentalne konsekwencje dla naszej cywilizacji.

Zauważmy ten perfidny błąd logiczny, który stał się fundamentem współczesnej ateistycznej propagandy: utożsamienie objętości z wartością. Krytyk religii wskazuje na miliardy lat świetlnych pustki, na gigantyczne supernowe, mgławice i czarne dziury, a potem pyta z ironicznym uśmiechem: „I Ty naprawdę wierzysz, że Twórca tego wszystkiego interesuje się Twoim życiem?”. To klasyczny błąd kategorii. Wielkość fizyczna nie ma absolutnie nic wspólnego z rangą ontologiczną, czyli istotą i głębią samego istnienia.

Słońce jest miliardy razy większe od nowo-narodzonego dziecka. Słońce jest jednak tylko bezmyślnym, prymitywnym reaktorem termojądrowym, masą gazu poddaną bezwzględnej grawitacji. Nie posiada ono świadomości, nie kocha, nie cierpi, nie podejmuje decyzji i nie rozumie ani jednego z praw fizyki, którym ślepo podlega. Dziecko natomiast posiada duszę, intelekt i samoświadomość. W oczach obiektywnego Logosu jeden akt wolnej woli człowieka, jeden autentyczny gest przebaczenia czy jedna myśl świadomie skierowana ku Prawdzie ma nieskończenie większą wagę niż narodziny i śmierć dziesięciu galaktyk. Wielu tego nie pojmuje.

Fora i grupy internetowe są przepełnione zabawnymi obrazkami, w których autorzy naśmiewają się z bagatelizującą ironią z katolickich założeń. Świat płonie, są wojny, są bydlaki, głód, śmierć i destrukcja, a Ty się przejmujesz, że zjadłeś mięso w piątek? Że sobie ulżyłeś do filmów dla dorosłych? Daj spokój! Tego rodzaju stwierdzenia rzucają ludzie, którzy absolutnie nie pojmują, iż przed Bogiem stajemy pojedynczo. Bóg osądzać będzie stan naszej duszy, a nie całego świata. Dla zbawienia Twojej duszy, czytelniku, nie ma żadnego znaczenia, co robi sąsiad ze swoją duszą. Nie ma też znaczenia dla zbawienia Twojej duszy, czy dwa pulsary się ze sobą zderzą kilka milionów lat świetlnych od nas.

Religia skali horyzontalne

Ateizm w swoim dogmatycznym wydaniu okazuje się religią skali horyzontalnej – mierzy świat linijką i parsekiem, zamiast go rozumieć. Choć ciało ludzkie jest drobne, kruche i ulokowane na peryferiach przeciętnej galaktyki, to ludzki duch pozostaje jedynym znanym bytem we wszechświecie, który potrafi ten wszechświat objąć i sponad niego wykroczyć. Jak pisał Blaise Pascal:

„Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale jest trzciną myślącą. Nie potrzeba, by cały wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczą, aby go zabić. Ale gdyby wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby jeszcze czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przewagę, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic”.

Te genialne słowa francuskiego myśliciela uderzają w sam fundament scjentycznego pesymizmu. Świadomość własnej skończoności jest nieskończenie potężniejsza niż nieświadoma „nieskończenie” wielka materia.

Zrozumienie tej perspektywy rzuca zupełnie nowe światło na współczesne debaty kosmologiczne. Gdy współczesna fizyka odkryła, że nasz wszechświat jest skrajnie precyzyjnie dostrojony do powstania życia (tzw. zasada antropiczna), materialistyczna kosmologia stanęła pod ścianą. Prawa fizyki, stałe grawitacyjne czy masa cząstek elementarnych są dobrane z dokładnością do niewyobrażalnych miejsc po przecinku – minimalna zmiana zamieniłaby kosmos w martwą zupę atomową. Aby uniknąć jedynego logicznego wniosku – obecności Inteligentnego Projektanta – ateistyczni kosmologowie musieli uciec się do desperackiego zabiegu metafizycznego: stworzyli koncepcję Wieloświata (Multiwersum).

Hipoteza ta zakłada istnienie nieskończonej liczby niewidzialnych, niedostępnych dla nauki wszechświatów, z których w jednym – czystym przypadkiem – trafiły się idealne warunki. Spójrzmy na ironię tego faktu: materializm, który od zawsze legitymizował się empirią i twardymi dowodami, w sferze kosmologii stał się najbardziej dogmatyczną z wiar. Proponuje istnienie bytów, których z definicji nie da się zbadać, zaobserwować ani sfałszować. Posiadających także (a jakże) totalnie inne zasady chemiczne, fizyczne i logiczne… przynajmniej w ich teorii oznacza to, że niemożliwych do zbadania narzędziem, jakim jest nasza nauka. Kosmologiczny ateizm woli uwierzyć w nieskończoną liczbę niewidzialnych wszechświatów, byle tylko nie uwierzyć w jednego Niewidzialnego Boga.

Co więcej, próby wyjaśnienia początku wszystkiego za pomocą mechaniki kwantowej, gdzie wszechświat miałby wyłonić się z „fluktuacji próżni”, cierpią na fundamentalną ślepotę definicyjną. Fizyczna próżnia kwantowa nie jest filozoficzną nicością (nihil). To wciąż przestrzeń rządząca się skomplikowanymi prawami fizyki i matematyki. Pytanie kosmologiczne: „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” pozostaje nietknięte. Skąd wzięły się same prawa mechaniki kwantowej przed powstaniem czasu i przestrzeni? Przed powstaniem w ogóle słowa i pojęcia „przed”? Kosmologia bez metafizyki potrafi jedynie przesuwać granicę niewiedzy, udając, że rozwiązuje problem, który sama głęboko ukrywa. Dla zwykłych ludzi to naprawdę łatwe do przyjęcia, gdyż są karmieni filmami z kategorii sci-fi, mitologią Cthulhu, Obcym, Avatarem i pochodnymi.

Łatwiej jest uwierzyć w romantyczne hasła, w stylu „gdybyśmy byli sami, to byłoby to wielkie marnotrawstwo przestrzeni” (bez Boga nie ma w ogóle mowy o marnotrawstwie, bo i kto by miał coś marnować?), albo „wszechświat jest tak olbrzymi, że musi tam coś być na pewno” (taki Neil deGrasse Tyson, astrofizyk, rozumie, iż światło ma ograniczoną prędkość, ale ma problem pojąć, że wszechświat nie jest aż na tyle olbrzymi, by usprawiedliwić zdarzenie probabilistycznie praktycznie niemożliwe, a tym bardziej zakładać, że wydarzyło się kilkukrotnie…). To korci, kusi, nadaje naszemu życiu głębi.

Dużo trudniej jednak zwykłemu człowiekowi zrozumieć, o czym tak naprawdę jest ten spór. I na tej ignorancji bazuje ateizm. Bo mowa tu nie jest o nieskończonym wszechświecie – bo ten, jak wskazują obserwacje, ma granice, nawet jeśli rozszerza się w niczym absolutnym. Nie jest też tu mowa o wiecznym wszechświecie – bo ten, jak wskazuje mikrofalowe promieniowanie tła i postępująca ekspansja, miał początek. Nie rozmawiamy o multiświatach, białych dziurach (odwrotność czarnych dziur, które mają wypluwać z siebie nowe wszechświaty), czy wielkim odbiciu i ciągłych narodzinach wszechświata – bo to czyste sci-fi bez poparcia w dowodach, nie ma takich badań, nic na żadną z tych tez nie wskazuje. One pasują na siłę tylko w takich modelach fizycznych, w których usuwa się Boga, jako Praprzyczynę. To nie fizyka, to magia dla ubogich duchem.

My tu mówimy o pierwotnej osobliwości. O tym jednym, nieskończenie uporządkowanym punkcie w niczym, z którego wzięło się wszystko. A mówiąc wszystko, mamy na myśli wszystko: energia, materia, kwarki, czas, przestrzeń, żelki i samochody, ludzie i dzbany, koty, myszy, asteroidy, pulsary, DNA, grawitacja… i logika. Przyczynowość, że A rodzi B. Konsekwencja zdarzeń i model naukowy, racjonalny, także powstały. Wszystkie tytuły naukowe w naszym świecie tracą cały swój autorytet na „chwilę przed” Wielkim Wybuchem.

Tego Wam, drodzy czytelnicy, żaden ateista nie powie. Nie przyzna się, że jego racjonalizm zawodzi na absolutnym fundamencie.

Redukcjonizm, czyli ślepota na sens

Tragizm współczesnego naukowego redukcjonizmu polega na tym, że drobiazgowo analizuje on skład chemiczny farby na obrazie, ale pozostaje całkowicie ślepy na namalowany portret. Wiemy współcześnie, jak drgają struny w fortepianie, znamy dokładne częstotliwości fal dźwiękowych, ale ta czysta matematyczna wiedza w żaden sposób nie wyjaśnia, dlaczego określony układ tych dźwięków w sonacie wywołuje w nas głęboki, metafizyczny zachwyt. Próba zredukowania symfonii do zapisu herców i decybeli, w naiwnym przekonaniu, że tym samym wyeliminowało się kompozytora, jest fundamentalnym błędem metodologicznym.

Szukanie Prawdy o świecie przy jednoczesnym kategorycznym odrzuceniu Autora tej Prawdy staje się ostatecznie logicznym absurdem. Jeśli ludzki mózg to wyłącznie wynik ślepych, bezcelowych procesów chemicznych i ewolucyjnych przypadków, to na jakiej podstawie racjonalista ufa, że jego własne myśli o wszechświecie są obiektywnie prawdziwe? Współczesny materializm, odrzucając transcendencję, odrzuca jednocześnie jedyne metafizyczne uzasadnienie dla wiarygodności własnego rozumu.

Nocturno

=======================================================

Powyższy esej stanowi przedpremierowy wgląd w nadchodzącą publikację „Fundamenty na skraju Otchłani” autorstwa piszącego pod pseudonimem Nocturno.

Książka to drapieżny, napisany bez znieczulenia manifest filozoficzno-naukowy. Autor, posługując się narzędziami z zakresu fizyki teoretycznej, biologii molekularnej i klasycznej ontologii, bezpardonowo rozprawia się zarówno z dogmatami nowego ateizmu, jak i z kryzysem tożsamości współczesnego chrześcijaństwa.

Moc integrująca antysemityzmu. MEM-y V.

—————————————————-

————————

———————————–

————————-

—————————————

—————————————

——————————————-

——————————–

———————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Pakt migracyjny. MEM-y IV.

————————-

————————————–

————————————–

———————————————

————————–

—————————

———————————————

————————————————

————————————

———————————————————-

Centrum Deportacji Cudzoziemców. MEM-y III.

———————————–

—————————-

———————————————-

——————————-

————————————-

——————————

————————————

——————————————————-

————————————

Bioweapons. MEM-y II.



——————————————–

———————————–

[to piłkarze md]

——————————

—————————

————————–

————————-

————————————————

———————————————

—————————-

—————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Artyzm i drony. MEM-y I.

————————–

————————————

———————————–

—————————

————————————————

——————————————–

———————————————-

—————————-

Blues eskalacyjny

Blues eskalacyjny Pepe Escobar

uncutnews-ch/eskalations-blues

Pepe Escobar

Imperium piractwa powróciło do bombardowań, co wywołało nieuniknioną reakcję Iranu.

Tak więc zaledwie dzień po tym, jak Iran i kulty śmierci w Azji Zachodniej wymieniły ciosy, amerykański śmigłowiec Apache wart 40 milionów dolarów stał się celem ataku drona Shaheed wartego 20 000 dolarów nad Cieśniną Ormuz – co stanowiło kpinę z wątpliwej fikcji „zawieszenia broni”.

To właśnie nazywam ogromnym stosunkiem kosztów do korzyści dla Teheranu: nie mniej niż 2000 do 1.

Teheran generalnie nie zaprzecza atakom militarnym. Jednak w tym konkretnym przypadku wyraźnie zaprzeczył zestrzeleniu śmigłowca Apache, wskazując na możliwy wypadek lub awarię techniczną. Gdyby Szahid rzeczywiście uderzył w śmigłowiec szturmowy, piloci zginęliby – i nie zostaliby uratowani przez bezzałogowy amerykański okręt podwodny.

Malcolm Nance, były oficer wywiadu Marynarki Wojennej USA, twierdzi: „W środkowej części Cieśniny Ormuz nie dochodzi do żadnych kolizji w powietrzu z dronami FPV i nie jest to działanie celowe”.

Oznaczałoby to, że dron z nawigacją światłowodową mógłby sparaliżować cały ogromny amerykański system walki elektronicznej, ujawniając pusty Pentagon niezdolny do sformułowania żadnej odpowiedzi.

Nawet jeśli to nie był wypadek, dlaczego Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaprzeczył? Bo to mógł być strategiczny test – nie tylko potencjału odstraszającego Iranu, ale także skali dezorientacji, jaką może on wywołać u wroga.

Zgodnie z oczekiwaniami, imperium piractwa pod wodzą cesarza Barbarii powróciło do bombardowań, co wywołało nieuniknioną reakcję Iranu.

W ciągu kilku minut od rozpoczęcia amerykańskiego ataku, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaatakował szereg amerykańskich baz wojskowych w Azji Zachodniej.

Baza lotnicza Al-Azraq w Jordanii.
Baza lotnicza Ali Al Salem w Kuwejcie.
Baza morska Piątej Floty w Bahrajnie.
Baza lotnicza ISA w Bahrajnie.

Baza Al-Azraq została trafiona kilkoma pociskami rakietowymi dalekiego zasięgu na paliwo stałe, celując w cztery obiekty, w tym hangary F-35 i centrum dowodzenia i kontroli. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) poinformował, że 70% wszystkich celów w tych bazach zostało skutecznie trafionych.

Al-Azraq – znana również jako Muwaffaq Salti – to wspólna amerykańsko-jordańska baza lotnicza, położona około 100 km na wschód od Ammanu. Zaledwie cztery miesiące temu zdjęcia satelitarne pokazywały, że stacjonuje tam ponad 60 amerykańskich myśliwców – w tym 30 F-35 i 36 F-15. Baza jest siedzibą 332. Ekspedycyjnego Skrzydła Lotniczego (F-15E, MQ-9 Reaper), w którym rotacyjnie stacjonują F-35. Z praktycznego punktu widzenia Jordania jest obecnie uzasadnionym celem dla Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).

Nowa zintegrowana mapa odstraszania regionalnego

Wszystko to wskazuje na radykalne przeformułowanie reguł gry na polu bitwy. Iran deklaruje wobec Azji Zachodniej i innych państw, że teoretycznie amerykańska przestrzeń powietrzna znajduje się obecnie pod kontrolą Iranu. Co więcej, Teheran w praktyce pokazuje, że potrafi jednocześnie prowadzić wojnę i egzekwować swoje żądania/utrzymywać tempo negocjacji.

Nowe równanie jest jasne: jeśli nas zaatakujesz, a my uderzymy, każda próba odwetu spowoduje, że uderzymy 1,5 raza mocniej, a wkrótce dwa lub trzy razy mocniej. Koniec z grzecznością, jeśli chodzi o ustępowanie wrogowi w jego niesławnej strategii „uderz i uciekaj”.

Po stronie USA działają również inne groźne elementy. Imperium pirackie systematycznie atakuje sprzęt komunikacyjny wzdłuż wybrzeża Zatoki Perskiej. Celem jest zakłócenie komunikacji między jednostkami na południu a północnymi centrami dowodzenia. Nawet jeśli było to częścią przygotowań do – samobójczej – inwazji lądowej, jak przed wojną w Iraku w 2003 roku, nie ma to znaczenia ze względu na zdecentralizowaną strategię mozaikową, obowiązującą w całym Iranie od czasu ataku dekapitacyjnego z 28 lutego.

Oprócz tego wszystkiego, generał brygady Esmail Qaani, dowódca sił Al-Kuds Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ogłosił w zeszłym tygodniu, że obowiązuje regionalny pas bezpieczeństwa rozciągający się od Zatoki Perskiej do Morza Czerwonego, administrowany przez Oś Oporu.

Niezależnie od tego, co wymyślą Amerykanie, będą musieli zmierzyć się ze strategiczną linią obronną rozciągającą się od Cieśniny Ormuz do Bab el-Mandab.

Witamy na nowej, zintegrowanej mapie odstraszania regionalnego. Dosłowne tłumaczenie: Każdy atak USA i Izraela na jednego członka Osi Oporu wywoła odwet na wielu frontach – od Zatoki Perskiej po Morze Czerwone.

Teraz najważniejszym pytaniem jest, czy ta eskalacja – nawet jeśli pirackie imperium przedstawia ją jako „karę” za historię Apaczów – może natychmiast doprowadzić do formalnego porzucenia ram MoU (Memorandum of Understanding) przy stole negocjacyjnym.

We wtorek na nowym kanale YouTube, Transition Protocol, omawiałem stan negocjacji w sprawie protokołu ustaleń,

po tym, jak nasz pierwotny kanał Power Shit został zamknięty przez Google bez ostrzeżenia i bez możliwości odwołania, po niecałym tygodniu emisji i wyemitowaniu dwóch światowych premier z rzędu.

Nasze źródła wywiadowcze w Pakistanie, które utrzymują bardzo bliskie kontakty z Iranem i państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej, są przekonane, że porozumienie nie umarło. Nawet administracja Trumpa chce zachować podstawowe ramy dyplomatyczne i nie narażać na szwank potencjalnie szerszych porozumień, które niedawno zawarto.

Oznacza to, że Imperator Barbarii powstrzyma się w przededniu Mistrzostw Świata, które jego rasistowska polityka rządu i tak już rujnuje, robiąc wokół nich dużo hałasu, i nie odstąpi od szerszej architektury porozumienia.

Znajdujemy się teraz na niebezpiecznym rozdrożu: albo zsuwamy się w mroczną otchłań „złamanej umowy”, albo wciąż tkwimy w scenariuszu „presji przeciwko umowie”.

Źródło: Escalation Blues