Atak na Kijów a Ławra Peczerska

Atak na Kijów i Ławra Peczerska

Noc z 14/15 czerwca 2026 kombinowany rosyjski nalot na cele na Ukrainie.  Odrzucając jazgot „probanderowskiej V Kolumny” o świadomym  zbombardowaniu Ławry Peczerskiej przez rosyjskie drony i nie mniej absurdalne łgarstwa „prorosyjskiej bańki informacyjnej”, siejącej dezinformację o celowym jej podpaleniu przez Ukraińców i zrzucaniu winy na niewinnych Rosjan skupimy się na faktach. 

================================================

Rosyjskie uderzenie skierowane było przede wszystkim na cele leżące w obwodzie kijowskim ale nie tylko.

Oficjalnie w/g rosyjskiego Ministerstwa Obrony celami nalotu były:

▪ Kijowskie Zakłady Radarowe JSC, które opracowują i produkują komponenty do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu, a także produkują i naprawiają radary wojskowe.

▪ Warsztat do produkcji i przygotowania do użytkowania (konfiguracji) bezzałogowych statków powietrznych dalekiego i średniego zasięgu na terenie Studia Filmowego im. A.P. Dowżenki.

▪ Bespilotnyje Technologii Sp. z o.o., która zajmuje się montażem bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu z podzespołów zagranicznych w systemie półrozbiórkowym.

▪ ”Majak” Zakład JSC, który produkuje głowice bojowe i boostery do bezzałogowych statków powietrznych do pocisków manewrujących FP-5 Flamingo.

▪ Kijowskie Państwowe Zakłady „Buriewiestnik”, które produkują bezzałogowe statki powietrzne dalekiego i średniego zasięgu oraz sprzęt radarowy dla Sił Zbrojnych Ukrainy.

▪ Ukr Armo Tech LLC, która zajmuje się montażem głowic bojowych (amunicji) do bezzałogowych statków powietrznych i różnego rodzaju pocisków.

▪ Kijowskie Zakłady Agregatu i Zakład Naprawy Samolotów nr 410 Lotnictwa Cywilnego, które produkują samoloty i statki kosmiczne, produkują i naprawiają silniki turboodrzutowe oraz komponenty do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego i średniego zasięgu.

▪ Kijowski Terminal Innowacyjny „Nowa Poczta”, który dostarcza i magazynuje produkty podwójnego zastosowania, w tym do produkcji bezzałogowych statków powietrznych, wyrzutni rakiet i systemów walki elektronicznej.

▪ Dnieprowskie Zakłady Sprzętu Elektromechanicznego PJSC, Greenhouse Solution i Grupa DT-1, które zajmują się montażem głowic bojowych do bezzałogowych statków powietrznych i różnego rodzaju pocisków w Charkowie.

▪ Ponadto celem ataków stały się lotniska w Wasyłkowie, Humaniu, Czerkasach i Krasnej Słobodce, a także budynki komisji mobilizacyjnych  w Kijowie.”

Tyle strona rosyjska.

Oficjalny komunikat Ukraińskich Sił Powietrznych:

„W nocy 15 czerwca (od godz. 18:00 14 czerwca) nieprzyjaciel rozpoczął zmasowany, połączony atak na Ukrainę, wykorzystując bezzałogowe statki powietrzne, pociski rakietowe odpalane z powietrza i z ziemi różnego typu.

Głównym kierunkiem ataku był Kijów. Rakietami zaatakowano również Dniepr i Charków.

W sumie wojska radiotechniczne Sił Powietrznych odnotowały 681 środków napadu powietrznego – 70 pocisków rakietowych i 611 bezzałogowych statków powietrznych różnego typu:

– 6 pocisków przeciwokrętowych 3M22 „Cirkon” (wyrzutnie – TOT AR Krym);

– 34 pociski balistyczne Iskander-M/S-400 (wyrzutnie – obwód briański, kurski, – Federacja Rosyjska);

– 30 pocisków manewrujących Ch-101/Iskander-K (wyrzutnie – obwód wołogdyński, kurski, – Federacja Rosyjska);

– 611 szturmowych bezzałogowych statków powietrznych typu Szahed, Gerbera, Italmas, amunicja krążąca „Banderol”, drony symulacyjne typu „Parodia” (z kierunków: Briańsk, Kursk, Orel, Millerowo, Primorsko-Achtarsk – Federacja Rosyjska, Gwardyjskie, Czauda, ​​TOT AR Krym).

Atak powietrzny został odparty przez lotnictwo, wojska rakietowe obrony przeciwlotniczej, jednostki walki elektronicznej i bezzałogowych systemów, mobilne grupy ogniowe Sił Obronnych Ukrainy.

Według wstępnych danych, do godziny 08:00 obrona przeciwlotnicza zestrzeliła/zestrzeliła 632 cele – 50 pocisków i 582 drony różnych typów:

– 5 pocisków przeciwokrętowych 3M22 „Cirkon”;

– 15 pocisków balistycznych Iskander-M/S-400;

– 30 pocisków manewrujących Ch-101/Iskander-K;

– 582 wrogich bezzałogowych statków powietrznych różnych typów.

Według wstępnych informacji, o godz. 8:00 odnotowano trafienia 20 pocisków balistycznych i 27 uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych w 42 lokalizacjach, a także upadek zestrzelonych (fragmentów) bezzałogowych statków powietrznych w 12 lokalizacjach.

Atak trwa! Kilka uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych w ukraińskiej przestrzeni powietrznej. Nie ignoruj ​​alarmu.

Utrzymajmy niebo!

Razem – ku zwycięstwu!”

Oficjalnie Rosjanie wszystko trafili, a Ukraińcy wszystko zestrzelili. Nic nowego.

Teraz zrekonstruujemy fakty.

  1. Komandowanje Dalniej Awiacji (Dowództwo Lotnictwa Dalekiego Zasięgu) wydzieliło do realizacji operacji: 2 strategiczne nosiciele rakiet manewrujących Tu-160 Biały Łabędż z 121 Gwardyjskiego Pułku Ciężkich Bombowców, które odpalily 12 rakiet manewrujących Ch-101 rubieży rzeki Wołgi.

4 nosiciele rakiet strategicznych Tu-95MS „Niedźwiedź” odpaliły 16 rakiet manewrujących Ch-101 , bombowce należały do 14 Pułku Cieżkich Bombowców i startowały z bazy Olenja na Półwyspie Kola.

W/g strony ukraińskiej wraz rakietami manewrującymi Iskander-K , zestrzelić miano 30 rakiet.

W/g niezależnych danych OSINT Ukraińcy mieli zestrzelić 6 rakiet manewrujących Ch-101 i 2 rakiety manewrujące Iskander-K.

  1. Mieliśmy debiut odpalenia z dronów klasy MALE typu Orion/Inochodiec dwóch nowych rakiet manewrujących „Banderol”.
  2. Wojska Bezzałogowych Systemów Powietrznych FR miały wysłać do ataku 630 dronów, w tym relatywnie dużą liczbę z napędem rakietowym Geranja-4 i Geranja-5.

Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili 582 szt.

  1. Rosyjskie wojska rakietowe odpaliły 10 hipersonicznych przeciwokrętowych pociskach manewrujących 3M22 Circon użytych we wczorajszym rosyjskim ataku rakietowym do uderzeń na cele w  Kijowie

4 wystrzelono z północy Sewastopola, 4 z centralno-zachodniego Krymu, a 2 z okolic Manturowa (obwód kurski).

Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili 5. Materiał filmowy potwierdza jedno zestrzelenie pociskiem PAC-3 MSE (Missile Segment Enhancement) systemu Patriot.

  1. Wojska rakietowe Rosjan odpaliły 34 rakiety balistyczne Iskander-M. Strona ukraińska twierdzi, że zestrzeliła 15.

Co do wyników ukraińskiej OPL to najniższy (szacowany) wskaźnik przechwytywania, jaki Ukraina osiągnęła od jakiegoś czasu, i nastąpił po kilku miesiącach dość udanych prac nad obroną powietrzną.

Wynika to prawdopodobnie z braku dostaw pocisków przechwytujących do systemu Patriot ze względu na priorytetowe znaczenie sytuacji na Bliskim Wschodzie, a także z malejących zapasów niemieckich  pocisków IRIS-T.

Dodatkowo, ponad 630 dronów Geran-2 i Gerbera atakujących jednocześnie z pociskami prawdopodobnie zajęło część ukraińskiego lotnictwa, która mogłaby zostać wykorzystane do zestrzelenia pocisków manewrujących.

Szczęśliwie nikt nie zginał w Kijowie, zostało rannych 18 osób, z czego do szpitala trafiło 11 – Witalij Kliczko mer miasta.

W kwestii zabytku klasy światowej, na liście UNESCO – Ławry Peczerskiej.

Na obiekt spadł zestrzelony rosyjski dron Gerera-2, wywołując pożar, szczęśliwie straty są niewielkie, spłonęła część dachu, bezcenne dla światowego dziedzictwa kultury  wnętrza i wyposażenie ocalało.

Gdyby w dach Ławry Peczerskiej w Kijowie uderzyła uzbrojona głowica drona Gernera-2 (szczątki prezentują Ukraińcy), a przenosi ona ładunek od 50 kg -100 kg, mielibyśmy w dachu potężną wyrwę po eksplozji i pożar we wnętrzu. Tak jak było to potrafieniu ukrainskich  dronów FP-2 w kopułę Muzeum „Panorama obrony Sewastopola 1853-1854” w zeszłym tygodniu. Zdjęcie dachu i pożaru w załączeniu stąd wnioski są oczywiste. Mamy ewidentnie pożar powierzchni dachu od szczątków drona.

Oczywiście do pożaru by nie doszło, gdyby Rosjanie nie atakowali Kijowa, więc wina Rosjan za uszkodzenie zabytku, chronionego prawem międzynarodowym, jest tu bezsporna i tylko „beton” z prorosyjskiej bański informacyjnej lub świadomy dezinformator  twierdzi, że jest inaczej i że to sami Ukraińcy podpalili Ławrę Peczerską, aby winę zrzucić na Rosjan.

Jednak zarzut świadomego, celowego ataku rosyjskich dronów i rakiet  na obiekt zabytkowy z listy UNESCO to już wymysł 72 Centrum Operacji Psychologicznych i Informacyjnych Sił Specjalnych Ukrainy. Trudno jednak,  aby nie wykorzystali nadarzającej się okazji do propagandowej akcji dyskredytacji Moskwy.

Boli ludzi myślących, a jest nas niemało, że świadomie, bezrefleksyjnie  i cynicznie kolportowany jest ten przekaz   przez niezwykle liczną w Polsce,  „V kolumnę probanderowską”, jak trafnie ją określa Premier Leszek Miller i media sprzyjające bezkrytycznej transmisji ukraińskiej narracji. No ale w 5 roku wojny o Ukrainę, w kraju nad Wisłą, nie powinno nas to dziwić. Tu już dawno fałszywą lub niepełną informacją na korzyść Kijowa, biją nas propagandowo  po głowie jak łomem.

Wszystkim  doceniającym bezstronną zobiektywizowaną informację, będę zobowiązany za wsparcie w ramach wykupienia  „kawy” na Buycoffe, https://buycoffee.to/krzysztofpodgorski, gdyż takie materiały jak ten powstają wyłącznie dzięki wsparciu  hojności ludzi zmęczonych jednostronną propagandą, chcących wyrabiać sobie własny punkt widzenia w oparciu o suche fakty, Z góry dziękuję.  Link tu i w pierwszym komentarzu.

Krzysztof Podgórski

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Pepe Escobar

Zacznijmy od historycznego oświadczenia Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) Iranu.

Kluczowe ustalenia:
„Islamska Republika Iranu, zgodnie z przewodnictwem swojego męczennika, osiągnęła pełnię przewagi nad amerykańsko-syjonistycznym wrogiem”.
„Tekst memorandum w sprawie negocjacji mających na celu zakończenie wojny, tzw. „rozmów w Islamabadzie”, został sfinalizowany między Iranem a Stanami Zjednoczonymi wieczorem 14 czerwca”.


„Wojna i operacje wojskowe na wszystkich frontach, w tym w Libanie, zostaną natychmiast i trwale zakończone dziś wieczorem”.
„Ponadto blokada morska Iranu zostanie natychmiast i całkowicie zniesiona”.
„Podpisanie tego memorandum oficjalnie nastąpi w piątek” [czyli 19 czerwca w Genewie].
„Negocjacje w sprawie ostatecznego porozumienia zostaną odroczone do czasu wypełnienia przez drugą stronę zobowiązań wynikających z memorandum”.

Biorąc pod uwagę ogrom informacji, które należy przetworzyć, oto kilka kluczowych faktów: Porozumienie o porozumieniu zostanie zatwierdzone przez SNSC wyłącznie na bezpośrednie polecenie przywódcy Mojtaby Chameneiego, ostatecznego decydenta; nie ma gwarancji, że kult śmierci w Azji Zachodniej powstrzyma się od ataku na Liban; i dopiero po 19 czerwca rozpocznie się długa i trudna droga – lub taniec porozumienia.

Wiadomość o „Porozumieniu z Islamabadu” została opublikowana w zeszły piątek przez Transition Protocol, nowy projekt, którym dzielimy się z Larrym Johnsonem, po tym jak tydzień wcześniej szczegółowo go opisaliśmy na naszym poprzednim kanale Power Shift, który został usunięty na bezpośrednie polecenie rządu USA skierowane do Google.

Przedstawiliśmy precyzyjny plan tej strukturalnej zmiany. Przekazaliśmy również ocenę naszych źródeł, że jeśli Iran zostanie zmarginalizowany, będzie gotowy zastosować północnokoreański model odstraszania – w tym możliwość zademonstrowania potencjału nuklearnego na własnym terytorium – aby położyć kres dziesięcioleciom przymusu ze strony USA i Izraela.

Nic więc dziwnego, że Iran za pośrednictwem SNSC wyraził również swoje pełne „wdzięczność” za niestrudzoną pracę pakistańskich mediatorów i Kataru.

Połączenie Iranu z Pakistanem

Teraz czas na analizę wywiadowczą tego, w jaki sposób, według naszych irańsko-pakistańskich źródeł, ten wielobiegunowy triumf stał się możliwy.

Architektem przełomu w porozumieniu o porozumieniu był w istocie irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi. W niedzielę wrócił do Teheranu na weekend po ściśle tajnej misji w Islamabadzie, gdzie z powodzeniem sfinalizował szczegóły ram, które sam Trump – poza tym bardzo zajęty serią walk w klatkach na trawniku przed Białym Domem – ogłosił. Ale to nie jest umowa: to jest porozumienie.

Zgodnie z oczekiwaniami, kult śmierci w Azji Zachodniej desperacko próbował udaremnić podpisanie porozumienia, atakując Liban. Iran wysłał wówczas Trumpowi jasne ultimatum za pośrednictwem pakistańskich mediatorów: jeśli sytuacja się powtórzy, Iran jest gotowy uderzyć z całą mocą w Izrael. Trump ostatecznie zdecydował, że nie chce, aby jego porozumienie zostało zagrożone.

Nasze źródła potwierdziły wcześniej, że Teheran postawił granicę i dał Waszyngtonowi czas do końca czerwca na spełnienie dwóch kluczowych warunków: odmrożenie i zwrot około 12 miliardów dolarów irańskich funduszy oraz całkowite zniesienie amerykańskich sankcji.

W zamian Iran formalnie zgodziłby się powstrzymać od rozwijania broni jądrowej i zaproponował konkretne, ustrukturyzowane ustępstwa.

Kluczowe jest to, że Teheran zadbał o to, aby termin był prawdziwy, a Waszyngton powinien zrozumieć, że był prawdziwy.

Wróćmy teraz do głównych pytań dotyczących porozumienia.

Jeśli chodzi o zasoby nuklearne: Teheran ostatecznie potwierdził, że jego zapasy wysoko wzbogaconego uranu (HEU) są w pełni zabezpieczone i na stałe znajdują się poza zasięgiem USA i Izraela.

Integracja wielobiegunowa: Pakistan okazuje się filarem nowej architektury regionalnej w Azji Zachodniej i Południowej. Islamabad po cichu wspiera również bardzo złożone zbliżenie między Iranem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Szef aparatu bezpieczeństwa ZEA odwiedził Iran w piątek – wizyta ta była pośredniczona przez Pakistan – aby Abu Zabi mogło uwolnić ponad 2 miliardy dolarów zamrożonych funduszy dla Iranu.

Matryca bezpieczeństwa: Pakistan jest głównym pośrednikiem między Iranem a Katarem, Bahrajnem, Arabią Saudyjską i Egiptem. Przy pełnym wsparciu Chin Pakistan może dostarczyć kilku z tych podmiotów myśliwce J-10C.

Wreszcie, mamy zapierającą dech w piersiach symboliczną oprawę Iranu, który zadaje poważną strategiczną klęskę USA/Izraelowi. Aby przypieczętować tę monumentalną zmianę, pogrzeb zamordowanego Najwyższego Przywódcy ajatollaha Chameneiego odbędzie się około 10. dnia miesiąca Muharram (Aszura) w pierwszym tygodniu lipca.

Będzie to przedstawiane w całym Iranie jako wielki „Dzień Zwycięstwa”. Całe Globalne Południe będzie się temu przyglądać.

Czy USA będą mogły zawierać porozumienia?

Jak ujawniły irańskie media, syzyfowe zadania związane z memorandum o porozumieniu rozpoczną się natychmiast po jego podpisaniu, w ciągu 30 dni.

Waszyngton będzie musiał potwierdzić „swoje zobowiązanie do nieingerencji w wewnętrzne sprawy Iranu i poszanowania suwerenności Islamskiej Republiki Iranu”. Jest to niezwykle trudne zadanie.

Podczas podpisywania umowy Stany Zjednoczone będą musiały potwierdzić, że „nie zwiększą liczby żołnierzy ani zasobów wojskowych w regionie, ani nie nałożą nowych sankcji w trakcie negocjacji”.

Iran „ponownie potwierdzi swoje zaangażowanie w Traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) i zapewni, że nigdy nie będzie produkować, rozwijać ani nabywać broni jądrowej”. Taka była zawsze oficjalna polityka Iranu.

Po podpisaniu porozumienia Stany Zjednoczone muszą oświadczyć, że „udostępnią Iranowi połowę z 12 miliardów dolarów zamrożonych funduszy, nieodwołalnie przekazując je w ciągu 30 dni, zobowiązując się jednocześnie do przekazania pozostałej połowy w ciągu kolejnych 60 dni”.

Stany Zjednoczone muszą również „zapewnić natychmiastowe zwolnienie z sankcji na eksport irańskiej ropy naftowej, gazu i produktów petrochemicznych, z obowiązkiem stałego przedłużenia tych zwolnień po osiągnięciu ostatecznego porozumienia”.

Stany Zjednoczone „natychmiast rozpoczną konsultacje z Izraelem, aby określić krótkoterminowe ramy czasowe całkowitego wycofania Izraela z Libanu, w tym z punktów zajętych po zawarciu porozumienia między Izraelem a Hezbollahem w 2024 roku”. Realistycznie rzecz biorąc, będzie to niemożliwe.

Iran potwierdzi, że „w ciągu 30 dni ponownie otworzy Cieśninę Ormuz dla żeglugi handlowej, zgodnie z pewnymi przepisami ustanowionymi przez Iran”. Wykluczono możliwość utworzenia punktu poboru opłat.

Zakładając, że wszystkie powyższe działania przebiegną bez żadnych zakłóceń z góry – ani z dołu – dochodzimy do III fazy negocjacji ostatecznego porozumienia: okresu 60 dni z niemal nieuniknionym przedłużeniem. 60-dniowa faza negocjacji rozpoczyna się po spełnieniu wszystkich warunków porozumienia w ciągu poprzednich 30 dni.

W ciągu tych 60 dni Stany Zjednoczone muszą spłacić pozostałe 12 miliardów dolarów z zamrożonych aktywów Iranu i „przedstawić plany utworzenia funduszu odbudowy Iranu w wysokości co najmniej 300 miliardów dolarów, częściowo finansowanego przez państwa Zatoki Perskiej”. To jest tak nierealne, jak tylko się da.

A następnie USA i Iran „rozpoczną szczegółowe rozmowy na temat trwałego rozwiązania problemów nuklearnych, w tym kwestii wzbogacania, istniejących zapasów uranu i losu obiektów jądrowych”.

Jakby powyższe kwestie nie były wystarczająco trudne, trwają również negocjacje w sprawie „zniesienia wszystkich sankcji gospodarczych wobec Iranu, w tym sankcji podstawowych, wtórnych, amerykańskich i ONZ, a także wycofania wszystkich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej przeciwko Iranowi”.

Ostateczne „porozumienie”, jeśli w ogóle dojdzie do skutku, zostanie oczywiście zatwierdzone rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tak było również w przypadku JCPOA. A Trumpowi i tak udało się je zniszczyć.

Dlaczego Trump zmienił swoją retorykę

Nagła zmiana stanowiska Trumpa od głośnych gróźb „zniszczenia” irańskiej cywilizacji do obietnicy „umowy na stole” może być niczym innym jak tylko mgłą wojny: oszustwem mającym na celu utrzymanie rynków pod kontrolą, podczas gdy Departament Wiecznych Wojen rozpoczyna nową falę ataków.

Jednak surowa kara wymierzona amerykańskiej bazie Al-Azraq w Jordanii, która rozszerzyła pole bitwy, zmieniła kalkulacje Waszyngtonu.

Co więcej, wcześniej uzgodnione warunki irańskie nigdy nie pozwoliły Trumpowi przedstawić wyniku jako zwycięstwa. Gdy zbliżaliśmy się do możliwości „porozumienia w Islamabadzie”, Trump wycofał się i za pośrednictwem pakistańskich mediatorów przedstawił Teheranowi nowe żądania/poprawki.

Teheran zachował spokój i pozwolił mu czekać w frustracji przez kilka dni. Jednocześnie wszystkie szczeble irańskiego rządu wielokrotnie wysyłały jasny sygnał: Nie da się zmienić rzeczywistości strategicznej porażki swoimi manewrami.

Zgodnie z oczekiwaniami, Trump próbował zaostrzyć retorykę militarną, gdy pakistańscy mediatorzy byli jeszcze w Teheranie. Iran odpowiedział w ciągu dwóch nocy eskalacji, atakując dwa razy więcej celów niż USA. Być może to był moment, w którym Trump w końcu zrozumiał, co się stało.

Jeśli to porozumienie zostanie rzeczywiście podpisane w przyszły piątek – a to jest wielkie „jeśli” – będzie to początek zupełnie nowej geopolitycznej rozgrywki, tak zdumiewającej jak ona i zupełnie niewyobrażalnej jeszcze kilka miesięcy temu.

W nowej grze dochodzi do zniszczenia amerykańskiej infrastruktury wojskowej w Zatoce Perskiej, co odbywa się w czasie rzeczywistym, a Iran przejmuje całkowitą kontrolę nad Cieśniną Ormuz, dysponując niepowstrzymaną siłą ognia rozciągającą się od Anatolii do Mogadiszu.

To już jedna z najważniejszych geopolitycznych historii stulecia euroazjatyckiego: fundamentalna zmiana paradygmatu, możliwa dzięki wojnie i suwerennej odporności na miejscu. Odtąd Waszyngton będzie musiał nauczyć się w twardy, realistyczny sposób, że każde wycofanie się z zobowiązań podjętych na oczach całej planety będzie miało charakter dwustronny.

Źródło: Zwycięstwo Iranu nad USA przejdzie do historii jako wydarzenie definiujące stulecie Eurazji

Izrael wściekły po ogłoszeniu porozumienia USA – Iran. „To katastrofa”

Izrael wściekły po ogłoszeniu porozumienia USA – Iran. „To katastrofa”

16.06.2026 nczas/izrael-wsciekly-po-ogloszeniu-porozumienia-usa-iran-katastrofa

Premier Izraela Benjamin Netanjahu. Foto: print screen X
NCZAS.INFO | Premier Izraela Benjamin Netanjahu / Foto: print screen X

Sytuacja Izraela jest ponura – napisał w poniedziałek „Haaretz” po ogłoszeniu wstępnego porozumienia USA – Iran. Według izraelskiego dziennika premier  Benjamin Netanjahu po częściowej stracie wsparcia prezydenta USA Donalda Trumpa, który priorytetowo potraktował ugodę z Iranem, jest w coraz trudniejszym położeniu.

„Haaretz” użył określenia, że choć „ogon po raz kolejny próbował machać psem”, to jednak „to Waszyngton w coraz większym stopniu dyktuje agendę w regionie”.

Potwierdzeniem miałaby być sytuacja z izraelskim nalotem na południowy Bejrut w niedzielę. Zdaniem dziennika zaostrzenie napięć z Libanem, które groziłoby wciągnięciem całego Bliskiego Wschodu w kolejną rundę walk, w zamyśle Netanjahu miało opóźnić zawarcie pokoju. Trump jednak zganił Izraelczyków za nalot, zabronił im kolejnych, wezwał Iran do zaniechania odwetu i wkrótce triumfalnie ogłosił porozumienie z Teheranem.

Zdaniem dziennika porozumienie USA – Iran „wygląda na spektakularną porażkę obecnej kampanii” i nie pozwoli osiągnąć żadnego z celów nakreślonych przez Netanjahu na początku wojny. Wśród nich premier wymieniał upadek władzy ajatollahów, likwidację irańskiego programu nuklearnego i rakietowego oraz koniec wsparcia dla sił antyizraelskich w regionie.

„Haaretz” napisał, że obecne kroki Netanjahu „ponownie pogarszają stosunki z administracją amerykańską”. Jak stwierdził, trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek kolejny prezydent USA – „prawdopodobnie mniej przyjazny Izraelowi” – poparł izraelskiego premiera w przyszłej wojnie z Iranem. I to „mimo dość prawdopodobnego scenariusza, w którym reżim pewnego dnia postanowi, że jednak chce skonstruować bombę atomową”.

Do tego po eskalacji w Libanie Izrael drugi raz w ciągu tygodnia ogłosił alert w oczekiwaniu na odwet Teheranu. „Nowa rzeczywistość niemal stała się normą” – zauważył „Haaretz” komentując sytuację, w której każdy izraelski nalot na Bejrut grozi atakiem Iranu na Izrael.

Wybory w Izraelu

W tle są październikowe wybory parlamentarne w Izraelu. Netanjahu chciał pokazać elektoratowi swoją sprawczość i, jak zauważył „Haaretz”, dlatego „zaatakował Bejrut, nawet wiedząc, że spotka go za to reprymenda Trumpa”. Po porozumieniu amerykańsko-irańskim premierowi Izraela – zdaniem dziennika – trudno będzie przekonać nawet swoich zwolenników, że jego przywództwo to „inna liga”, jak brzmiało hasło kampanii wyborczej Netanjahu w 2023 r.

Porozumienie USA – Iran

W niedzielę amerykański prezydent i premier Pakistanu Shehbaz Sharif ogłosili zawarcie wstępnego porozumienia pokojowego między USA i Iranem. Trump oświadczył, że nakazał „natychmiastowe” otwarcie cieśniny Ormuz i odstąpienie od amerykańskiej blokady irańskich portów. Do podpisania umowy z Iranem ma dojść w piątek w Szwajcarii.

nczas/trump-oglosil-wstepne-porozumienie-z-iranem-i-otwarcie-ciesniny-ormuzKomentarze izraelskich polityków

Izraelscy politycy z koalicji i opozycji skrytykowali ogłoszone przez prezydenta USA Donalda Trumpa porozumienie z Iranem. Uznali to za katastrofę i zagrożenie dla bezpieczeństwa ich kraju – napisał we wtorek „Washington Post”.

Ugoda ma zakończyć działania wojenne i otworzyć negocjacje dotyczące m.in. cieśniny Ormuz, irańskiego programu nuklearnego oraz zniesienia części sankcji wobec Teheranu.

Jak podał waszyngtoński dziennik w Izraelu reakcje były w większości negatywne. Krytycy określali układ jako „katastrofę”, „złe porozumienie” i umowę, która „rzuca koło ratunkowe morderczemu reżimowi w Teheranie”. Premier Izraela Benjamin Netanjahu unikał otwartej konfrontacji z Trumpem.

– To jego decyzja. On temu przewodzi. Przedstawiłem swoją opinię. Jestem zobowiązany zapewnić, że nie będzie zagrożenia nuklearnego – powiedział dziennikarzom w Jerozolimie. Odnosząc się do relacji z amerykańskim prezydentem stwierdził, że są „partnerami”, choć „czasem patrzą na sprawy mniej zgodnie”.

Według ministra bezpieczeństwa narodowego Izraela Itamara Ben Gwira „porozumienie Trumpa nas nie wiąże”, a Izrael jest „niepodległym i suwerennym państwem”.

Równie krytyczny był szef resortu finansów Becalel Smotricz, który zażądał utrzymania pełnej swobody działania armii przeciwko Hezbollahowi. – Porozumienie z Iranem jest złe dla Izraela i całego wolnego świata – skomentował.

Z kolei minister obrony Israel Kac zapowiedział, że izraelskie wojska pozostaną „bezterminowo” w Libanie i Strefie Gazy w ramach nowej doktryny bezpieczeństwa.

– Sprzeciwiamy się wycofaniu IDF z Libanu mimo wszelkich obecnych i przyszłych nacisków – podkreślił. Wyjaśnił, że stanowisko to zostało przekazane Trumpowi i sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi.

Wiceprezydent USA J.D. Vance przyznał, że Waszyngton był „bardzo zaniepokojony” możliwością irańskiego odwetu po izraelskich atakach na Bejrut. Sam Trump miał w ostrych słowach domagać się od Izraela zaprzestania uderzeń na Hezbollah.

Szczególnie ostre reakcje pojawiły się wśród prawicowych komentatorów związanych z premierem. Prezenter telewizyjny Yinon Magal nazwał Trumpa „przegranym”, a jego współpracowników oskarżył o zdradę interesów Izraela. Inny wpływowy komentator Amit Segal przywołał słowa przypisywane Henry’emu Kissingerowi: „Być wrogiem Ameryki może być niebezpieczne, ale być jej przyjacielem jest śmiercionośne”.

Cieśnina Ormuz otwarta dla irańskiego biznesu… Ropa płynie, a Iran zarabia

sonar21.com/the-straight-of-hormuz-is-open-for-iranian-business-oil-is-moving-and-iran-is-getting-paid

Cieśnina Ormuz otwarta dla irańskiego biznesu… Ropa płynie, a Iran zarabia

16 czerwca 2026, autor: Larry C. Johnson

Ruch statków o godzinie 22:55 15 czerwca 2026 r.

Trzeba przyznać Donaldowi Trumpowi jedno… Dotrzymał słowa i zniósł blokadę irańskich statków nałożoną przez USA, a Iran działa z tankowcami wpływającymi i wypływającymi z Zatoki Perskiej przez Cieśninę Ormuz. Powyższe zdjęcie przedstawia statki – oznaczone na czerwono i zielono – poruszające się o godzinie 22:55 czasu wschodniego, 15 czerwca 2026 roku.

Nie oznacza to, że memorandum o porozumieniu z Iranem, które ma zostać podpisane w piątek w Genewie, będzie ważne, ale jest krokiem w kierunku deeskalacji. Powinniśmy więc zadać sobie pytanie, dlaczego Donald Trump mrugnął i przyjął propozycję Iranu złożoną już w kwietniu?

Myślę, że powodów jest kilka, ale głównym jest to, że USA kończy się ropa, co oznacza, że ​​Trump nie będzie mógł sztucznie zaniżać cen benzyny. Amerykańskie strategiczne rezerwy ropy spadły do ​​najniższego poziomu od 1983 roku, donosi CNN. Spadek ten następuje w związku z ciągłymi redukcjami mającymi na celu złagodzenie skutków konfliktu z Iranem. Rezerwy spadły do ​​340,3 mln baryłek, ostatnio notowanych za administracji Reagana, która wciąż gromadziła zapasy. Dzienne zużycie w USA wyniesie od 20 do 21 mln baryłek w 2026 roku, co oznacza, że ​​rezerwy wystarczą na 17 dni, czyli do 1 lipca.

Donald Trump może i ma problemy psychiczne, ale wciąż jest na tyle inteligentny, by zrozumieć, że niedobór ropy i rosnące ceny benzyny w lipcu są politycznie nie do utrzymania.

Kolejnym czynnikiem jest to, że amerykańskie instalacje i samoloty w Zatoce Perskiej zostały w zeszłym tygodniu dotkliwie zniszczone. Amerykańskie ataki na irańskie instalacje w Cieśninie Ormuz w dniach 9 i 10 czerwca wywołały gwałtowną reakcję Iranu, która uderzyła w cele w Iraku (bazy CIA wspierające Kurdów), Kuwejcie (baza lotnicza Ali Al Salem, Camp Buehring w północno-wschodnim Kuwejcie, a także prowizoryczne centrum operacyjne w pobliżu cywilnego portu Shuaiba), w bazie lotniczej Prince Saud w pobliżu Rijadu w Arabii Saudyjskiej oraz w bazie lotniczej Mowaffaq Al Salti w Jordanii. Ataki były druzgocące i podobno wykorzystano w nich nowe chińskie pociski dostarczone Iranowi.

Dochodzi do tego presja ze strony Arabów z Zatoki Perskiej, aby zaprzestać ataków na Iran. Iran, wspierany przez Chiny, Rosję i Pakistan, prowadził intensywne działania dyplomatyczne z Arabią Saudyjską, Katarem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi (ZEA).

ZEA, będące solą w oku Iranu i Arabii Saudyjskiej i identyfikowane jako sojusznik Izraela, wysłały 9 czerwca delegację do Iranu. Agencja Reuters poinformowała, że ​​ZEA zgodziły się przekazać Iranowi miliardy dolarów – dwa źródła regionalne podały kwotę 10 miliardów dolarów (w tym ponad 3 miliardy dolarów już przekazane), a dwa inne źródła podały kwotę 20 miliardów dolarów, przy czym środki te zostały uzgodnione w zamian za zaprzestanie ataków Iranu na ZEA. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ZEA kategorycznie zaprzeczyło jednak tym doniesieniom, stwierdzając, że informacje są „całkowicie fałszywe i bezpodstawne” oraz że żadne zamrożone irańskie fundusze nie zostały przekazane, uwolnione ani udostępnione za pośrednictwem ZEA. Niewątpliwym jest fakt, że ZEA wysłały delegację wysokiego szczebla, aby rozmawiać z rządem Iranu.

Delegacja wysokiego szczebla z Kataru przybyła do Teheranu w środę, 10 czerwca, aby przeprowadzić rozmowy na temat stosunków dwustronnych, rozwoju regionalnego i wysiłków dyplomatycznych mających na celu zakończenie konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Delegacja przybyła w południe, a wizyta nastąpiła po tym, jak Trump oskarżył Iran o zwlekanie i powiedział, że Teheran musi teraz „ponieść cenę”. Agencja AFP, powołując się na dobrze poinformowanego dyplomatę, poinformowała, że ​​katarski zespół negocjacyjny udał się do Teheranu po konsultacjach z amerykańskimi urzędnikami, aby pomóc w załagodzeniu pozostałych różnic między obiema stronami.

Wysoko postawione pakistańskie źródło z dostępem do informacji o roli Pakistanu w mediacji w rozmowach między USA a Iranem poinformowało, że Pakistan, wspierany przez Chiny i Rosję, czyni postępy w rozmowach z Saudyjczykami i Katarczykami w sprawie zaprzestania goszczenia amerykańskich baz wojskowych w ich krajach. Rozmowy te zbiegły się w czasie z odmową przez Arabię ​​Saudyjską dostępu USA do przestrzeni powietrznej w celu atakowania celów irańskich w ramach Projektu Wolność.

Czy umowa zostanie podpisana w piątek? Pozostaję sceptyczny z powodu ogromnej reakcji syjonistów na Donalda Trumpa ze strony rozgniewanych izraelskich urzędników i amerykańskich polityków zobowiązanych wobec AIPAC. Jednak w chwili pisania tego tekstu w poniedziałek wieczorem umowa wydaje się nienaruszona.

Dlaczego Donald Trump nie opublikował tekstu porozumienia? Dwa możliwe wyjaśnienia (i jestem ciekaw, które z nich uważasz za najbardziej prawdopodobne): 

1) Nadal istnieją obszary rozbieżności między Iranem a Stanami Zjednoczonymi i wciąż próbują one wypracować kompromis, 

2) Trump nie chce ujawniać szczegółów z wyprzedzeniem, obawiając się, że reakcja syjonistów może zniweczyć piątkową ceremonię podpisania umowy w Genewie. 

Dyplomatyczny rollercoaster działa pełną parą… Będzie burzliwie do piątku. [którego?? md]

Dowódca niemieckich sił powietrznych grozi Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami

Thomas Röper anti-spiegel.ru/der-chef-der-deutschen-luftwaffe-droht-kaliningrad-und-petersburg-mit-massiven-luftangriffen

„Walcz dziś w nocy”

Dowódca niemieckich sił powietrznych grozi Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami

Retoryka wojenna ze strony Niemiec nasila się. Teraz dowódca niemieckich sił powietrznych zagroził Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami w wywiadzie dla brytyjskich mediów. W Rosji takie groźby, zwłaszcza ze strony Niemiec, przywołują wspomnienia najciemniejszych dni w historii Niemiec.

Anti-Spiegel 15 czerwiec  2026

Wybitni niemieccy oficerowie coraz częściej uciekają się do otwartej retoryki wojennej przeciwko Rosji. Najnowszym przykładem jest Holger Neumann, dowódca niemieckich sił powietrznych, który w wywiadzie dla brytyjskiej gazety „The Telegraph” oświadczył, że w przypadku rosyjskiego ataku na terytorium NATO Niemcy będą bronić „każdego centymetra” terytorium sojuszu. Co więcej, niemieckie siły powietrzne przeprowadzą niszczycielskie naloty na Rosję, kontynuował Neumann, dodając, że w takim przypadku całe niemieckie siły powietrzne zostaną przerzucone na front wschodni.

…The Telegraph donosi między innymi o atakach na Rosję:

„Generał porucznik Neumann powiedział, że Półwysep Kolski w północno-zachodniej Rosji, Kaliningrad i Morze Czarne odczują gniew NATO, jeśli sojusz poczuje się zmuszony do obrony. (…) Generał porucznik Neumann miał na myśli w szczególności Kaliningrad, strategicznie ważną rosyjską eksklawę otoczoną przez państwa członkowskie NATO; Sankt Petersburg, gdzie znajdują się ważne bazy morskie; Półwysep Kolski, gdzie Moskwa posiada broń jądrową; oraz Morze Czarne, gdzie znajduje się cenna Flota Czarnomorska”.

Wywiad został przeprowadzony w tonie wojennym, a sformułowanie „Walczmy dziś w nocy” zostało ponownie użyte, odnosząc się do natychmiastowej wojny z Rosją. Na przykład Neumann powiedział w wywiadzie dla „The Telegraph”:

„Walczmy dziś wieczorem oznacza, że ​​jeśli ktoś zadzwoni do mnie teraz i powie: »Mamy taką sytuację«, musimy być gotowi natychmiast – i jesteśmy gotowi”.

Reakcje w Rosji

Rosja zareagowała zszokowana na te otwarte groźby wojny ze strony jednego z najwyższych rangą żołnierzy niemieckich. Widzę to, ponieważ skontaktowało się ze mną dziś wiele mediów, aby skomentować te oświadczenia. Oświadczenie to dominuje w rosyjskich mediach, a ja otrzymałem tak wiele próśb, że musiałem odmówić niektórym nadawcom.

W Rosji II wojna światowa jest nadal bardzo obecna w pamięci publicznej, a Rosjanie nie zapomnieli, że niemiecki atak na Rosję kosztował życie 27 milionów obywateli radzieckich. Fakt, że Niemcy, spośród wszystkich krajów, wysunęły się na czoło państw antyrosyjskich w Europie, najpierw za rządów Scholza/Baerbock, a teraz za Merza/Wadephula, a teraz z Niemiec wychodzi skrajna retoryka wojenna, szokuje i wywołuje gniew Rosjan.

W Rosji nieustannie krąży hasło „niemiecki rewanżyzm”, sugerujące, że niemiecki rząd najwyraźniej chce spróbować ponownie i zrekompensować porażkę w II wojnie światowej. Podczas moich wystąpień w rosyjskich mediach zawsze staram się deeskalować sytuację, ale ciągłe, podżegające do wojny wypowiedzi czołowych niemieckich polityków, mediów, a nawet oficerów, coraz bardziej to utrudniają.

Przykładów jest po prostu zbyt wiele: Merz twierdzący, że nie boi się wojny nuklearnej, Kieswetter domagający się zbombardowania Moskwy, Wadephul otwarcie stwierdzający, że Rosja zawsze będzie „naszym wrogiem”, a teraz szef niemieckich sił powietrznych otwarcie grożący zbombardowaniem rosyjskich miast.

Wszystko to jest uważnie obserwowane w Rosji.

W podcaście wideo politolog i doradca prezydenta Rosji Siergiej Karaganow po raz kolejny ostrzegł, że odstraszanie nuklearne najwyraźniej straciło na skuteczności wśród europejskich elit. Rosja może zatem wkrótce zostać zmuszona do wzmocnienia odstraszania nuklearnego poprzez ograniczone użycie broni jądrowej przeciwko państwu europejskiemu.

Powodem oświadczenia Karaganowa jest fakt, że kraje europejskie są już otwarcie nastawione przeciwko Rosji, ponieważ pozwalają ukraińskim firmom produkować drony do przeprowadzania ataków dalekiego zasięgu na Rosję w Europie, a Polska, państwa bałtyckie i Finlandia udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do tych ataków.

Ponieważ ataki te wyrządzają obecnie bolesne szkody w Rosji, wkrótce może dojść do punktu, w którym Rosja będzie zmuszona podjąć działania w postaci ataku na ukraińskie zakłady produkcyjne, punkty przeładunku broni dla Ukrainy w Europie oraz państwa udostępniające swoją przestrzeń powietrzną na potrzeby ataków na Rosję.

Według Karaganowa ataki takie mogłyby początkowo mieć charakter konwencjonalny, jako „strzały ostrzegawcze”. W przypadku kontrataku Rosja mogłaby także przeprowadzić atak nuklearny na poszczególne państwa europejskie, przy czym głównym celem będą Niemcy, Rumunia i Polska. Powtórzył swoje często powtarzane ostrzeżenie, że jeśli Niemcy choćby spróbują zdobyć broń nuklearną, zostaną „zmiecione z powierzchni ziemi”.

Karaganow – w przeciwieństwie do Merza, Wadephula czy generała porucznika Neumanna, którzy zwracają na siebie uwagę w Niemczech swoją wojenną retoryką – nie piastuje żadnego oficjalnego urzędu. Jednak jego głos zyskuje coraz większą wagę w rosyjskich kręgach eksperckich, ponieważ jego ostrzeżenia, że ​​Europejczycy w końcu staną się walczącymi stronami, jeśli nie otrzymają jasnego ostrzeżenia na czas, spełniły się.

Reakcje w Niemczech

Byłem zdumiony, jak wiele niemieckich mediów cytowało obszernie szefa niemieckich sił powietrznych. Rok czy dwa lata temu byłoby to nie do pomyślenia. Już wtedy padały tak wojownicze oświadczenia, głównie ze strony czołowych polityków i wojskowych z innych krajów europejskich, ale niemieckie media wcześniej ukrywały je przed odbiorcami. Najwyraźniej sytuacja się odwróciła i niemieckie media zdają się wierzyć, że niemiecka opinia publiczna jest teraz gotowa na otwarte groźby wojny z Rosją.

Na przykład gazeta „Die Welt” napisała:

„Jeśli wybuchnie wojna z Rosją, całe niemieckie siły powietrzne mają zostać rozmieszczone na wschodniej flance NATO – czego wcześniej nie chciały ani nie były w stanie zrobić. »W przeszłości wysyłaliśmy na przykład kontyngenty Eurofighterów na wschodnią flankę NATO, takie jak eskadra szybkiego reagowania (QRA) lub jednostka Patriot« – powiedział generał broni Neumann. „Ale nigdy wcześniej nie robiliśmy tego na masową skalę, co oznacza całe operacyjne siły powietrzne – i to jest zadanie na nadchodzące tygodnie i miesiące”.

Generał porucznik Neumann otwarcie stwierdza, że ​​rozmieszczenie „całych operacyjnych sił powietrznych” na granicach Rosji jest „zadaniem na nadchodzące tygodnie i miesiące”. Co ma na myśli? Czy ma to być ćwiczenie? A może siły powietrzne zostaną w całości rozmieszczone na granicy Rosji już wkrótce? A jeśli tak, to dlaczego?

Magazyn Focus poszedł jeszcze dalej, pisząc w swoim artykule o wypowiedziach Neumanna:

„Nowe zdjęcia satelitarne, transmitowane przez duńską stację telewizyjną, pokazują rosyjską remilitaryzację wzdłuż granicy z NATO. Wojskowi i wywiadowczy ostrzegają przed niebezpieczną szansą w nadchodzących latach – zwłaszcza w regionie Morza Bałtyckiego. Szefowie wywiadu, wysocy rangą oficerowie NATO i personel wojskowy z kilku krajów nordyckich, w tym Szwecji, Norwegii, Finlandii i Danii, poparli tę ocenę, potwierdzając tym samym zdjęcia satelitarne. Po zakończeniu walk na Ukrainie Rosja planuje rozmieścić w pobliżu granicy łącznie około 115 000 żołnierzy – zdecydowaną większość z nich będą stanowić jednostki bojowe, jak twierdzi były fiński oficer wywiadu Marko Eklund”.

To, co pisze Focus, wprowadza czytelników w błąd, ponieważ Rosja oczywiście rozmieszcza żołnierzy na granicy z Finlandią. Powodem jest przystąpienie Finlandii do NATO, ponieważ później wojska NATO zaczęły być wysyłane do Finlandii, a jednostki fińskie zostały rozmieszczone na granicy z Rosją, która również jest zabezpieczana militarnie. Rosja musi oczywiście zareagować, zwłaszcza że Finlandia przygotowuje obecnie grunt pod rozmieszczenie broni jądrowej w swoim kraju.

Magazyn Focus ukrywa przed czytelnikami fakt, że wcześniej na granicy fińsko-rosyjskiej nie stacjonowali rosyjscy żołnierze. Ich rozmieszczenie jest logiczną reakcją Rosji na przystąpienie Finlandii do NATO. W Petersburgu, gdzie mieszkam, jest to oczywiste; każdy, kto podróżuje na północ od miasta, widzi, jak sprowadzany jest sprzęt wojskowy i reaktywowane są bazy wojskowe opuszczone lata temu.

To nigdy by się nie wydarzyło bez członkostwa Finlandii w NATO. Ale Focus oczywiście pomija ten „nieistotny szczegół” przed swoimi czytelnikami.

Antyniemiecki generał broni Neumann

W „The Telegraph” znalazłem wypowiedź Neumanna, którą uznałem za naprawdę niezwykłą, ponieważ w suwerennym kraju dowódca sił powietrznych, który powiedziałby coś takiego, prawdopodobnie zostałby oskarżony o zdradę. Ale Niemcy nie są suwerennym krajem; są państwem wasalnym USA i UE, na rzecz którego Niemcy scedowały niemal wszystkie swoje ważne prawa suwerenne. Według „The Telegraph” Neumann powiedział:

„Jestem wielkim zwolennikiem NATO i sojuszu transatlantyckiego. Nie podoba mi się idea europejskiej autonomii. Chcę być silnym europejskim pomocnikiem i partnerem, który wypełnia swoją rolę w sojuszu, dlatego powinniśmy sami rozwijać zdolności o znaczeniu krytycznym”.

Dla Państwa informacji:

Autonomia oznacza, że ​​ktoś nie jest wolny, a jedynie posiada określone prawa. Dotyczy to na przykład regionów autonomicznych w obrębie państw, które mogą podejmować kilka decyzji regionalnych, ale poza tym są częścią państwa. Suwerenność oznacza, że ​​jednostka jest prawdziwie wolna w swoich decyzjach. Suwerenność jest zatem większym stopniem autonomii.

Jednak niemiecki generał broni Neumann nie jest nawet zwolennikiem autonomii Europy, a nawet Niemiec względem USA; to właśnie zasugerował. Nie wspomina nawet o suwerenności. Neumannowi podoba się fakt, że Niemcy i Europa są wasalami USA.

Nie jest to zaskakujące, ponieważ jako generał przez całą swoją karierę służył w niemieckich siłach zbrojnych, a tam żołnierze praktycznie rodzą się z transatlantycką orientacją, czyli wasalami wobec USA.

Ale jak kraj taki jak Niemcy ma się bronić przed czymkolwiek, skoro pod względem militarnym jest jedynie wasalem, czyli odbiorcą rozkazów innego państwa? A przede wszystkim, czego ma bronić kraj taki jak Niemcy, skoro nie jest suwerenny, czyli nie realizuje własnych interesów, lecz służy interesom swojego pana?

To ilustruje problem, przed którym stoi Europa: przyczyną wojny na Ukrainie było dążenie transatlantyków do wciągnięcia Ukrainy do NATO, a tym samym do wojskowej strefy wpływów USA. Rosja postrzega to jako zagrożenie egzystencjalne i, po niepowodzeniu wszelkich prób negocjacji, zareagowała militarnie.

A jako rozwiązanie tej sytuacji transatlantycy i oficerowie NATO, tacy jak Neumann, zalecają zwiększenie presji na Rosję i groźby militarne. Może to doprowadzić jedynie do wojny, ponieważ jedyną drogą do pokoju jest poważne potraktowanie rosyjskich interesów bezpieczeństwa i pozostawienie Ukrainy jako państwa neutralnego i, w miarę możliwości, zdemilitaryzowanego, pełniącego funkcję strefy buforowej między Rosją a NATO.

Ale nie tego chcą podżegacze wojenni w Europie.

Ukraińska propaganda sukcesu

Andrzej Dołęga: Ukraińska propaganda sukcesu

To być albo nie być ukraińskiego zwycięstwa – słyszymy zewsząd. Władze ukraińskie przed istotnymi spotkaniami (grupa Ramstein, szczyt G7) realizują kampanię medialną mającą przekonać Zachód do sensowności dalszego wspierania wojsk ukraińskich. 

Przekonują, że odnoszą ostatnio ogromne sukcesy militarne i udało im się rzekomo powstrzymać militarne postępy strony rosyjskiej. 

Oficerowie uciekają pierwsi

Tymczasem na froncie, przede wszystkim w Donbasie, sytuacja wojsk ukraińskich robi się coraz bardziej tragiczna. Brak zgody Kijowa i sztabu generalnego na wycofanie się z tych terenów powoduje rosnące straty.

Na naszych oczach powstają ponadto kolejne kotły, w których znalazły się oddziały ukraińskie – brygady 28,, 36., 100. i 156. – w sumie około piętnastu tysięcy żołnierzy. Wszystko to dzieje się w okolicach Konstantinowki, która została już niemal całkowicie opanowana przez Rosjan. Tym samym upadł najbardziej na południe wysunięty punkt oporu aglomeracji kramatorsko-sławiańskiej. Dalej może być tylko gorzej, bo ze wschodu i północnego wschodu rosyjskie wojska zbliżają się do dwóch głównych miast tej aglomeracji. Dowódcy niektórych wspomnianych brygad Sił Zbrojnych Ukrainy – płk Bogdan Kuras czy płk Kiriłł Orljuk – nakazują utrzymywanie pozycji, choć jest to w praktyce niemożliwe i doprowadzić musi do niepotrzebnej śmierci tysięcy żołnierzy.

Już dziś szacuje się, że poziom liczebny owych jednostek wynosi poniżej 20% ich oryginalnego, pierwotnego składu. W miarę postępów armii rosyjskiej zaczynają się samowolne ucieczki części wojsk ukraińskich. W Kramatorsku pierwsi uciekają oficerowie, w tym z punktów dowodzenia 11. i 19. korpusu. Większość z nich twierdzi następnie, że przesuwają się jedynie na strategicznie łatwiejsze do obrony pozycje w sąsiednim obwodzie charkowskim, przede wszystkim w miejscowości Łozowa. 

Ewakuacja bez rzeczy

Ze Sławiańska i Kramatorska kontynuowana jest ewakuacja. Już dwa miesiące temu władze zdecydowały się przenieść stamtąd istotne przedsiębiorstwa. Dziś nie działają już praktycznie żadne zakłady. W opuszczonych budynkach umierają za to pozbawieni wszelkiej pomocy medycznej żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy, często ciężko ranni i odcięci od innych jednostek. Lokalna administracja w tych miastach stanowczo wzywa wszystkich mieszkańców do ich opuszczenia. Warunki ewakuacji są jednak dla wielu ludzi nie do przyjęcia. Zezwala się bowiem im jedynie na zabranie z sobą dwóch walizek lub toreb podróżnych, czyli w praktyce oznacza to pozostawienie większości dobytku. Urzędnicy okłamują ewakuujących się ludzi, opowiadając im, że otrzymają nowe rzeczy, mieszkania i domy na zachodzie Ukrainy. Tymczasem w obwodzie lwowskim, wołyńskim czy chmielnickim, do których trafiają nie czeka na nich nikt, ani nic.

edyną opcją jest próba przebicia się dalej, w tym do Polski czy innych krajów Unii Europejskiej. To właśnie główna przyczyna zakorkowania przez autobusy i samochody osobowe przejść granicznych wiodących do naszego kraju, które obserwujemy od kilku dni. 

Władza za wszelką cenę

Po co to wszystko? Bo opłaca się to Wołodymyrowi Zełenskiemu i jego otoczeniu. Chcą oni utrzymać władzę za wszelką cenę, a zdają sobie sprawę, że zakończenie wojny to ich nieuchronny polityczny koniec, a może także problemy prawne związane z zarzutami korupcyjnymi. Jak ognia boją się zatem wyborów i zmiany władzy. Trwanie w obecnym stanie i ciągłe przekładanie wyborów, choć kadencja prezydencka już dawno minęła, możliwe jest wyłącznie w warunkach wojennych.

Za komfort Zełenskiego i spółki płacą więc nadal życiem tysiące zwykłych ukraińskich żołnierzy.

Andrzej Dołęga 

Próba sabotażu porozumienia z Islamabadu przez Izrael zakończyła się niepowodzeniem… przynajmniej na razie

Próba sabotażu porozumienia z Islamabadu przez Izrael zakończyła się niepowodzeniem… przynajmniej na razie.

Larry C. Johnson

Kiedy w niedzielne popołudnie [14. 06] pojawiła się wiadomość o izraelskim zbombardowaniu południowych przedmieść Bejrutu, Irańczycy rozpoczęli przygotowania do zapowiadanego odwetu – ale najwyraźniej zostali od tego odwiezieni ofertą Donalda Trumpa. Doniesienia wskazywały, że Iran i Stany Zjednoczone były bliskie osiągnięcia porozumienia w oparciu o irański 14-punktowy plan, gdy izraelski atak na Liban wprowadził chaos. Iran szybko rozpoczął przygotowania do kolejnego ataku rakietowego na Izrael, ale podobno Donald Trump zaoferował Iranowi zachęty finansowe, by nie atakował Izraela.

Irański portal informacyjny Mehr doniósł, że 14-punktowe memorandum o porozumieniu między USA a Iranem przewiduje uwolnienie 24 miliardów dolarów zamrożonych irańskich aktywów w ciągu 60-dniowego okresu negocjacji. Połowa tej kwoty – 12 miliardów dolarów – miałaby zostać udostępniona Iranowi jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji.

Memorandum podobno obejmuje również natychmiastowe i trwałe zaprzestanie działań wojennych na wszystkich frontach, w tym w Libanie; zobowiązanie USA do nieingerowania w wewnętrzne sprawy Iranu; zniesienie blokady morskiej w ciągu 30 dni; oraz ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz na warunkach irańskich.

Trump w istocie zaoferował Iranowi łapówkę, aby powstrzymać go przed atakiem na Izrael. Oświadczył na portalu TruthSocial, że porozumienie USA z Iranem jest „zakończone”, zezwalając na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz bez opłat i natychmiastowe zniesienie blokady morskiej USA, zamiast czekać 30 dni. Zgodził się również, że Iran może otrzymać 12 miliardów dolarów, gdy tylko w piątek zostanie podpisane porozumienie o zawieszeniu broni.

Po tej zmianie Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu potwierdziła zawarcie porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem:

„Islamska Republika Iranu, pod wodzą swego męczennika, odniosła zwycięstwo nad amerykańsko-syjonistycznym wrogiem i pod wodzą Najwyższego Przywódcy Systemu (niech Bóg ma go w swojej opiece), przy wsparciu całego narodu i niestrudzonych wysiłkach bojowników islamu, po kilku trudnych i intensywnych miesiącach negocjacji oraz w oparciu o decyzję Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, sfinalizowała tekst Porozumienia o porozumieniu w sprawie negocjacji mających na celu zakończenie wojny (negocjacje w Islamabadzie) między Iranem a Stanami Zjednoczonymi wieczorem 14 czerwca”.

Zgodnie z osiągniętymi porozumieniami, wojna i działania militarne na wszystkich frontach, w tym w Libanie, zostaną natychmiast i trwale zakończone dziś wieczorem, a blokada morska Iranu zostanie natychmiast i całkowicie zniesiona. Podpisanie niniejszego Porozumienia o Porozumieniu (Memorandum of Understanding) nastąpi oficjalnie w piątek, 19 czerwca. Negocjacje w sprawie ostatecznego porozumienia zostaną odroczone do czasu wypełnienia przez drugą stronę zobowiązań wynikających z Porozumienia. Islamska Republika Iranu głęboko docenia wysiłki Islamskiej Republiki Pakistanu i rządu Kataru.

Zanim jednak zaczną strzelać korki od szampana, warto zrozumieć, że przedstawiciele administracji Trumpa – w większości anonimowi – przedstawiają porozumienie w zupełnie innym świetle.

Wysoki rangą urzędnik USA odrzucił irańskie twierdzenie, że Teheran otrzyma 12 miliardów dolarów zamrożonych aktywów bezwarunkowo przed rozpoczęciem 60-dniowych negocjacji. Według Axios, nazwał to przedstawienie „manipulacją”.

„To całkowita nieprawda. To umowa oparta na wynikach i żadne zamrożone środki nie zostaną zwolnione, dopóki Irańczycy nie wywiążą się ze swoich zobowiązań” – powiedział urzędnik.

Sprawa jest prosta: nadal istnieją znaczące różnice między USA a Iranem co do szczegółów proponowanego Memorandum of Understanding.

Nawet jeśli ostatecznie uda się rozwiązać te różnice i w piątek zostanie podpisany list potwierdzający zgodę obu stron na 14 zasad końcowego memorandum, będzie to oznaczać dopiero początek procesu negocjacji, który prawdopodobnie potrwa co najmniej dwa miesiące – jeśli nie dłużej.

A w nadchodzących dniach złamanie memorandum przez USA lub Izrael może doprowadzić do wznowienia przez Iran ataków na izraelskie i/lub amerykańskie cele wojskowe.

Źródło: Izraelowi nie udało się sabotować porozumienia z Islamabadu… Przynajmniej na razie

Bruksela poluje na rosyjskie tankowce

Bruksela poluje na rosyjskie tankowce

Autor: Rainer Rupp

Czy podżegacze wojenni z UE planują teraz wojnę z Rosją na Morzu Śródziemnym?

Komentarz Rainera Ruppa. apolut/brussel-jagt-russische-tanker-von-rainer-rupp/

Wysoka Przedstawiciel UE Kaja Kallas, która przewodniczyła spotkaniu ministrów obrony UE na Cyprze w dniach 7 i 8 czerwca, wielokrotnie podkreślała, że ​​unijna operacja morska IRINI rozpoczęła abordaże na okręty tzw. rosyjskiej floty cieni w ramach „odnowionych zasad zaangażowania”. To ogłoszenie oznacza znaczne rozszerzenie misji i niesie ze sobą poważne ryzyko eskalacji.

IRINI została uruchomiona w 2020 roku. Jest to misja następcza operacji UE „Sophia” (po grecku mądrość), która trwała od 2015 do 2020 roku. IRINI to greckie słowo oznaczające „pokój” i jest również nazwą obecnej operacji morskiej UE na Morzu Śródziemnym. Jej pierwotnym mandatem było egzekwowanie embarga ONZ na broń wobec Libii.

Jednak w ostatnich miesiącach UE jednostronnie ogłosiła, bez zgody parlamentów państw członkowskich, zamiar przekształcenia misji IRINI w niebezpieczną operację wojskową: zatrzymania i przejęcia statków przewożących rosyjską ropę na wodach międzynarodowych Morza Śródziemnego, które nie pływały pod banderą rosyjską, a następnie zmuszone zostały do ​​wejścia do portów UE, a następnie konfiskaty ładunku pod byle jakim, bezprawnym pretekstem.

Wszystko to ma być przeprowadzane siłą militarną przez okręty wojenne UE w ramach operacji IRINI. Operacja ta dopuszcza również użycie siły śmiercionośnej, jeśli będzie to konieczne, w celu osiągnięcia pożądanego rezultatu. Aby usprawiedliwić to przed zachodnią opinią publiczną, zachodni politycy i podległe im media pogardliwie nazywają statki przewożące rosyjską ropę „rosyjską flotą cieni”. W oczach zachodniej opinii publicznej niekiedy dość skutecznie sugeruje to mroczne machinacje złowrogich Rosjan, a jednocześnie stanowi cnotliwe uzasadnienie działań wojskowych UE przeciwko tej „flocie cieni” na pełnym morzu. Zgodnie z międzynarodowym prawem morskim to jednak nic innego jak piractwo. Kallas, kierujący się dewizą „Legalne, nielegalne, kogo to obchodzi?”, zdaje się tym nie przejmować.

Ale to nie jedyny problem polityki zagranicznej, na którym cierpi polityka zagraniczna UE, pod przewodnictwem naiwnej – żeby nie powiedzieć tępej – Kai Kallas. Jej rusofobia wydaje się być jedynym, ale niezbędnym warunkiem jej stanowiska na czele dyplomacji UE. Jednak i tutaj sprawy zdają się ostatnio rozwijać w bardziej realistycznym kierunku; więcej na ten temat poniżej.

Najpierw wróćmy do IRINI.

… Jak wspomniano wcześniej, pierwotnym mandatem IRINI było egzekwowanie embarga ONZ na broń wobec Libii, ustanowionego na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1970 z 2011 roku. Celem było zapobieganie dostawom broni i wspieranie politycznego procesu pokojowego w Libii. Jednak piętnaście lat po obaleniu Muammara al-Kaddafiego misja nie zrealizowała tego celu. Dostawy broni były kontynuowane – głównie drogą lotniczą – a prawdziwy proces pokojowy nigdy się nie zmaterializował.

Zniszczenie Libii, niegdyś najbardziej postępowego społecznie państwa Afryki, przez Zachód doprowadziło do sytuacji rodem z „Mad Maxa”, gdzie niewolnicy są sprzedawani na publicznych targowiskach.

Niemniej jednak, IRINI, czyli morska obecność państw UE i NATO u wybrzeży Afryki Północnej, została przedłużona przez 24 państwa członkowskie UE uczestniczące w misji co najmniej do marca 2027 roku. Obszar działań jest celowo szeroki, co celowo daje Radzie UE znaczną elastyczność. Zasady regulujące operację są ściśle tajne, ale dopuszczają szeroką skalę eskalacji: od wydawania instrukcji i oddawania strzałów ostrzegawczych po użycie śmiercionośnej siły przeciwko statkom, których nie można abordażować. Dozwolone jest również pojmanie załóg i przejęcie ładunku.

Kaja Kallas przekształciła teraz ten mandat IRINI, pierwotnie skoncentrowany na Libii, w atak na rosyjską „flotę cieni”, bez uzyskania niezbędnej zgody parlamentów państw członkowskich UE. Od teraz operacja będzie wyraźnie ukierunkowana na statki transportujące rosyjską ropę przez Morze Śródziemne w drodze do Indii lub Chin.

Kallas wyjaśniła, że środki takie jak abordaże już sprawiły, że te transporty „są trudniejsze, bardziej ryzykowne i droższe”. Każdy uszkodzony lub zajęty statek zmniejsza dochody Rosji przeznaczone na finansowanie wojny na Ukrainie, stwierdziła Kallas. Nie chodzi więc o publicznie wyrażane obawy UE dotyczące rzekomo nieprawidłowej bandery statków „floty cieni”, ich niewystarczającego ubezpieczenia od wypadków, niewystarczającej ochrony środowiska itp.

Wszystkie te argumenty są sfabrykowanymi i nielegalnymi uzasadnieniami zajęcia statków. Prawdziwym celem jest wyrządzenie Rosji jak największych strat finansowych.

Francja i Szwecja już dokonały abordażu tankowców pod pretekstem naruszenia sankcji. Włochy i Grecja jak dotąd powstrzymują się od tego. Zaangażowanie Grecji byłoby szczególnie problematyczne: znaczna część międzynarodowej floty tankowców, w tym wiele statków tzw. „rosyjskiej floty cieni”, należy do greckich firm żeglugowych.

Obawy w świetle prawa międzynarodowego

Podstawa prawna nowego podejścia UE w formacie IRINI w świetle prawa międzynarodowego jest wysoce wątpliwa. Na wodach międzynarodowych Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza zezwala na przymusowy abordaż obcych statków wyłącznie w przypadku podejrzenia piractwa lub niewolnictwa.

Interwencja państwa w celu egzekwowania jednostronnych sankcji – czyli sankcji niezatwierdzonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ – jest uznawana za akt wojny. Chociaż UE nadal powołuje się na starą rezolucję w sprawie Libii, rezolucja ta nie obejmuje środków przeciwko rosyjskiemu handlowi ropą naftową.

Międzynarodowe obawy prawne twierdzenie, że statki pływały pod niewłaściwą banderą, jest, zdaniem ekspertów prawa międzynarodowego, bezpodstawne, ponieważ nie daje nikomu prawa do wejścia na pokład i zajęcia statku na wodach międzynarodowych. Oskarżenie o niewłaściwą banderę to w rzeczywistości standardowa wymówka, mająca na celu przypodobanie się naiwnemu przeciętnemu widzowi programów informacyjnych ARD Tagesschau lub ZDF Heute (są to programy informacyjne nadawane w niemieckiej telewizji publicznej -przyp.tłum). Prawie każdy statek handlowy zmienia banderę i nazwę kilkakrotnie w ciągu swojego istnienia – zazwyczaj z powodów ekonomicznych.

Kontekst strategiczny: Z Morza Bałtyckiego na Morze Śródziemne

Inicjatywa UE IRINI na Morzu Śródziemnym jest bezpośrednio związana z rozwojem sytuacji na Morzu Bałtyckim. Rosja znacznie zwiększyła tam swoją obecność morską. Okręty eskortowe rosyjskiej marynarki wojennej i niszczyciel „Siewieromorsk” znacznie zwiększyły ryzyko działań Zachodu przeciwko tankowcom floty cieni. Brytyjczycy, którzy początkowo grozili surowymi środkami, wycofali się.

Na Morzu Śródziemnym porównywalna ochrona ze strony rosyjskiej Floty Czarnomorskiej byłaby znacznie bardziej złożona. Obszar działania jest prawie sześciokrotnie większy od Morza Bałtyckiego. Skuteczne monitorowanie „floty cieni” byłoby zatem trudne. Zdaniem obserwatorów zwiększa to prawdopodobieństwo bezpośredniej konfrontacji militarnej.

Ryzyko ekonomiczne i polityczne

Inicjatywa Kai Kallas, IRINI, pojawia się również w szczególnie nieodpowiednim momencie dla globalnego rynku energetycznego. Niesprowokowana, nielegalna, agresywna wojna USA i Izraela przeciwko Iranowi już wyraźnie ograniczyła globalne dostawy ropy naftowej i gazu. Dalsze zakłócenia w rosyjskim eksporcie spowodowałyby dalszy wzrost cen – z negatywnymi konsekwencjami dla Europy i reszty świata. Racjonalnie rzecz biorąc, nawet zachodni krytycy inicjatywy Kallas zgadzają się, że wstrzemięźliwość byłaby wskazana, dopóki deficyt spowodowany konfliktem z Iranem pozostanie nierozwiązany.

Niemcy stoją przed decyzją

W Niemczech pojawia się pytanie, jak rząd federalny poradzi sobie ze zmianą mandatu IRINI. Zagraniczne rozmieszczenie Bundeswehry (niemieckich sił zbrojnych) zazwyczaj wymaga głosowania w Bundestagu (parlamencie). Do tej pory udział Niemiec w IRINI ograniczał się do samolotów patrolujących morze. Jednak rozszerzenie o okręty nie jest wykluczone. Nie wiadomo, czy rząd będzie dążył do debaty parlamentarnej, czy też będzie próbował po cichu przepuścić tę ekspansję.

Operacja UE IRINI, pierwotnie pomyślana jako instrument stabilizacji Libii, jest coraz częściej przekształcana w narzędzie wojny gospodarczej z Rosją. Nie wiadomo, czy taki kurs przyniesie pożądane efekty, czy też doprowadzi do dalszej eskalacji napięć na Morzu Śródziemnym. Ryzyko bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją jest jednak realne.

Jest jednak również pozytywny aspekt – Kallas stoi w obliczu utraty władzy.

Według ostatnich doniesień, czołowe państwa UE chcą ograniczyć wpływy Kallas. Obecnie trwają dyskusje na temat fundamentalnej reformy Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ), którą kieruje Kallas. Celem rozmów jest poprawa zdolności UE do działania w kryzysach geopolitycznych, co, mówiąc wprost, oznacza, że ​​państwa członkowskie nie chcą już dłużej ulegać dyktatowi ideologicznie ograniczonego rusofoba. Co więcej, brytyjski „Financial Times” (FT) doniósł w tym tygodniu, powołując się na wysokich rangą urzędników UE, że Francja, Niemcy i inne kraje rozważają pozbawienie Wysokiego Przedstawiciela UE Kallas i całej Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ) ich uprawnień i przywrócenie ich Komisji Europejskiej i państwom członkowskim.

Głównym punktem krytyki jest nakładanie się kompetencji ESDZ i krajowych ministerstw spraw zagranicznych oraz departamentu polityki zagranicznej Komisji i Rady. Ponadto istnieje rywalizacja między ESDZ pod przewodnictwem Kallas a Komisją pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen w kwestiach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Cytowany jest wysoki rangą urzędnik UE, który stwierdził, że ESDZ „nie funkcjonuje tak, jak powinna w dzisiejszym świecie”.

Paryż podobno zaproponował ograniczenie niezależności kierownictwa ESDZ i ograniczenie jego kontroli nad ponad 140 misjami UE za granicą. Reforma powinna również zmniejszyć biurokrację i obniżyć koszty. Roczny budżet ESDZ wynosi miliard euro. W Brukseli, według Financial Times, nie wyklucza się już nawet rozwiązania ESDZ.

Tłem tej dyskusji są powtarzające się oświadczenia Kallas, składane bez konsultacji z państwami członkowskimi. Na przykład pod koniec maja zażądała, aby UE zmusiła Rosję do ograniczenia sił zbrojnych w przypadku negocjacji pokojowych – odzwierciedlając żądania Rosji wobec Ukrainy. Moskwa zareagowała ostro: minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow nazwał wypowiedzi Kallas „idiotycznymi”.

Czy i w jakiej formie reforma ESDZ zostanie wdrożona, dopiero się okaże. Niewątpliwie jednak krytyka struktury i metod pracy Kallas i jej personelu znacznie wzrosła.

Rainer Rupp

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 12 czerwca 2026 roku na stronie : https://apolut.net/brussel-jagt-russische-tanker-von-rainer-rupp

Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie…

Thomas Röper anti-spiegel.ru/2026/wenn-der-spiegel-ueber-kriegstote-in-der-ukraine-berichtet

Propaganda

========================================

Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie…

Der Spiegel donosi, że według ONZ w maju zginęło więcej ukraińskich cywilów niż kiedykolwiek od początku wojny. Brzmi to dramatycznie, ale dlaczego Der Spiegel nie pisze w podobnym tonie o ofiarach cywilnych wojny izraelskiej, które są ponad dziesięciokrotnie wyższe niż na Ukrainie?

„Der Spiegel. Nie boimy się prawdy.  Momencik, proszę…”

Anti-Spiegel 14 czerwiec  2026

Powiem to od razu: byłem na froncie kilka razy, widziałem wojnę, widziałem zniszczenia, rozmawiałem z przerażonymi ludźmi, którzy tygodniami ukrywali się przed ostrzałem, widziałem zwłoki. Nic nie mogłoby być zatem dalsze od moich intencji niż bagatelizowanie wojny. Wręcz przeciwnie.

Ale artykuł w Spiegel zatytułowany „Rosyjska wojna agresji – ONZ raportuje rekordowo wysoką liczbę ofiar cywilnych na Ukrainie” wymaga uporządkowania. Artykuł w Spiegel donosi, że według ONZ w maju na Ukrainie zginęło co najmniej 274 osoby, a kolejne 1763 zostały ranne. To oczywiście przerażające liczby, bo każda śmierć to o jedną za dużo!

Jednak „Spiegel” podważa swoją wiarygodność, dopóki nie krytykuje Izraela za jego znacznie brutalniejsze wojny agresywne, publikując podobne nagłówki, jak „Izraelskie wojny agresywne – 1200 ofiar cywilnych miesięcznie w samym Libanie”. 

W samym Libanie od początku nowej wojny agresywnej Izraela 2 marca zginęło co najmniej 3756 cywilów, a 11 632 zostało rannych. To średnio około 1200 zabitych i 4700 rannych miesięcznie, wielokrotnie więcej niż liczba ofiar na Ukrainie.

Co więcej, Der Spiegel donosi, że od początku eskalacji w lutym 2022 roku na Ukrainie zginęło łącznie 16 000 cywilów. W tym miejscu również krytykuję Der Spiegel za to, że nie poświęca równie dużo uwagi ponad 100 000 ofiarom śmiertelnym wśród cywilów w Strefie Gazy od października 2023 roku.

Te przykłady pokazują, że niemieckie media relacjonują wydarzenia w sposób stronniczy, a nie obiektywny. Mogą uznać Rosję za agresora, jeśli chcą, ale obiektywne relacjonowanie obejmowałoby wskazanie, że wojna na Ukrainie pochłonęła mniej ofiar cywilnych niż jakakolwiek inna wojna w historii nowożytnej. We współczesnych wojnach ostatnich stu lat stosunek ofiar cywilnych do zabitych żołnierzy wynosił co najmniej 50:50; często liczba ofiar wśród cywilów była wyższa niż liczba zabitych żołnierzy.

Jednak po stronie ukraińskiej, w zależności od interpretacji, zginęło kilkaset tysięcy, a nawet milion żołnierzy, w porównaniu do „zaledwie” 16 000 ofiar wśród cywilów. To pokazuje, jak bardzo Rosja stara się chronić ludność cywilną. A media, które określają się jako obiektywne i krytyczne, nie mogą tego ignorować, nawet jeśli uważają Rosję za agresora.

Powtarzam: każda śmierć to o jedną za dużo, ale podając liczbę ofiar, trzeba je czytelnikom wyjaśnić. Wszelkie inne informacje są celowo mylące, ponieważ liczbami można łatwo manipulować, jak pokazuje ten przykład. Bez porównania 274 ofiary śmiertelne brzmią jako dużo, ale kiedy porówna się to z innymi wojnami, takimi jak te prowadzone przez Izrael i USA, w których ginie dziesięć razy więcej cywilów, to sprawa nabiera szerszej perspektywy – co, powtarzam, nie zmienia faktu, że każda śmierć to o jedną za dużo.

Żaden artykuł w „Spieglu” nie jest wolny od dezinformacji!

I to nie wszystko, ponieważ „Spiegel” ponownie dezinformuje czytelników w swoim artykule, pisząc:

„Według ONZ od początku wojny w lutym 2022 roku zginęło ponad 16 000 cywilów, a ponad 46 000 zostało rannych. Z powodu braku dostępu do terytoriów okupowanych przez Rosję, nie wszystkie ofiary są uwzględniane w statystykach ONZ”.

Sposób sformułowania „Der Spiegel” sugeruje, że Rosja odmawia ONZ dostępu do nowo zdobytych terytoriów. To po prostu kłamstwo, ponieważ to Ukraina odmawia ONZ dostępu. Rosja w rzeczywistości ma silny interes w tym, aby ONZ dokumentowała ofiary ukraińskiego ostrzału w tym kraju.

Sedno tkwi w tym, że ONZ nie uznaje referendów, w których tamtejsi mieszkańcy opowiedzieli się za pozostaniem częścią Rosji. Dla ONZ te terytoria są zatem terytorium ukraińskim, do którego eksperci ONZ mogą dostać się jedynie przez Ukrainę. Ukraina jednak na to nie pozwala, choć byłoby to możliwe, jak pokazuje przykład ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej monitorujących elektrownię jądrową w Zaporożu. Zawsze podróżują przez Ukrainę, wymagając za każdym razem ogłoszenia tymczasowego zawieszenia broni na odcinku linii frontu, aby eksperci mogli przekroczyć granicę.

Der Spiegel ukrywa jednak ten fakt przed czytelnikami, sugerując tym samym po raz kolejny, że Rosja nie pozwala nikomu wjechać na swoje nowo zdobyte terytoria, co jest po prostu kłamstwem. Można tam podróżować z Rosji, nawet jako organizacja międzynarodowa.

Ale ani Der Spiegel, ani Ukraina nie są zainteresowane dokumentowaniem ofiar ukraińskiego ostrzału na tych terytoriach.

Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/die-baltenstaaten-und-finnland-haben-ihre-luftraeume-fuer-angriffe-ukrainischer-drohnen-auf-russland-geoeffnet

Czasami sto dronów na noc

Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję.

W niektóre dni ponad sto ukraińskich dronów przelatuje nad krajami bałtyckimi i Finlandią, atakując Rosję. Jest to jawny udział tych krajów w wojnie, o czym niemieckie media nie mówią, starając się odwrócić uwagę od rządów tych krajów.

Anti-Spiegel 13 czerwiec  2026

Stałym czytelnikom „Anti-Spiegla” udało się już przeczytać obszerne informacje o tym, jak od końca marca państwa bałtyckie i Finlandia otwarcie udostępniły swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom atakującym Sankt Petersburg i otaczający go obwód leningradzki, niszcząc infrastrukturę cywilną, przemysł naftowy i porty. Ostatnio odnotowano przypadki ataków stu lub więcej ukraińskich dronów w ciągu jednej nocy.

Stanowi to jawny udział tych krajów w wojnie z Rosją, fakt, który niemieckie media ignorują, podczas gdy rządy tych krajów próbują uspokajać swoje społeczeństwa oświadczeniami, że nie zezwoliły Ukrainie na wykorzystywanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Te puste słowa – a nawet okazjonalne demonstracyjne zestrzelenia pojedynczych dronów – nie mogą ukryć ich zaangażowania w wojnę, ponieważ wszystko, co deklarują, aby temu przeciwdziałać, ma charakter czysto symboliczny. Nie podejmuje się żadnych poważnych prób przechwytywania dronów i nie wywiera się presji na Kijów, aby zaprzestał ataków z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw członkowskich NATO i UE.

Co więcej, rosyjskie dane radarowe i doniesienia o obserwacjach lub zderzeniach dronów z tych krajów jasno wskazują, że najwyraźniej korzystają one z tras przelotów koordynowanych przez NATO, przebiegających nad słabo zaludnionymi obszarami, aby zminimalizować szkody spowodowane zderzeniami dronów.

W TASS opublikowano artykuł podsumowujący kluczowe fakty dotyczące tego otwartego zaangażowania militarnego, który przetłumaczyłem (https://tass.ru/armiya-i-opk/27707869).

Bałtycka brama. Dlaczego sąsiedzi Rosji nie zestrzeliwują ukraińskich dronów?

Francuskie myśliwce Sił Powietrznych, biorące udział w misji patrolowania przestrzeni powietrznej NATO, zestrzeliły nieznanego drona nad Łotwą. Tymczasem ukraińskie drony regularnie latają nad krajami bałtyckimi, celując w Rosję, ale doniesienia o ich przechwyceniu są rzadkie. Eksperci, rozmawiający z agencją TASS, są przekonani, że Łotwa, Litwa i Estonia wspierają Kijów w atakach – co najmniej zapewniając korytarz powietrzny. Przyjrzyjmy się sytuacji.

Ukraińskie samoloty naruszają przestrzeń powietrzną innych państw od pierwszego dnia Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO). 24 lutego 2022 roku ciężki myśliwiec wielozadaniowy Su-27 Sił Powietrznych Ukrainy przekroczył granicę z Rumunią , gdzie został przechwycony przez parę F-16 lokalnych Sił Powietrznych, po czym wylądował w bazie lotniczej w Bacău. Uszkodzony samolot powrócił na Ukrainę. We wrześniu 2025 roku kilka ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych zostało zestrzelonych nad terytorium Polski.

Drony z Morza Bałtyckiego

Ukraińskie drony również „odwiedziły” niebo nad krajami bałtyckimi. W lipcu 2025 roku niezidentyfikowany dron został zauważony nad Wilnem. Litewskie dowództwo wojskowe uznało, że chodzi o ukraińskiego drona, który przyleciał z Białorusi. W sierpniu tego samego roku dron, prawdopodobnie ukraiński, eksplodował na polu w południowo-wschodniej Estonii. W obu przypadkach władze uznały, że drony zostały przekierowane z powodu zakłóceń ze strony rosyjskich środków przeciwdziałania elektronicznego.

Rankiem 23 marca 2026 roku kilka rosyjskich regionów zostało zaatakowanych przez drony Sił Zbrojnych Ukrainy. Ponad 60 z nich zostało zestrzelonych nad obwodem leningradzkim, ale zbiornik paliwa w porcie Primorsk został uszkodzony i zapalił się. Wcześniej pojedyncze ukraińskie drony zostały zniszczone w Zatoce Fińskiej. Zmasowany atak został powtórzony w nocy z 24 na 25 marca 2026 roku. Uszkodzone zostały obiekty w porcie Ust-Ługa i kilka obszarów zaludnionych. Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało wówczas o zestrzeleniu 56 bezzałogowych statków powietrznych. Kolejny atak miał miejsce w nocy z 30 na 31 marca 2026 roku i ponownie zaatakowano port nad Zatoką Fińską .

Odpowiedzialność krajów bałtyckich

6 kwietnia 2026 roku rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa przypomniała państwom bałtyckim, że Moskwa zamierza podjąć działania odwetowe, jeśli otworzą one swoją przestrzeń powietrzną dla sił ukraińskich. Według niej, kraje te otrzymały już ostrzeżenie. W odpowiedzi ministrowie spraw zagranicznych Litwy, Łotwy i Estonii wydali wspólne oświadczenie, w którym odmówili udzielenia Kijowowi takiej pomocy.

13 kwietnia Nikołaj Patruszew, doradca prezydenta Rosji i szef Kolegium Marynarki Wojennej, oświadczył w wywiadzie dla „Rossijskiej Gazety”, że państwa bałtyckie i Finlandia ponoszą odpowiedzialność za zapewnienie Ukrainie przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. Argumentował, że ustanowienie korytarza powietrznego stanowi udział państw NATO w atakach na terytorium Rosji. Patruszew zwrócił uwagę na odległość – ponad 1400 kilometrów – między północnymi regionami Ukrainy a obwodem leningradzkim w Rosji, która wymaga co najmniej koordynacji tras lotu dronów.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergiej Szojgu przypomniał państwom bałtyckim i Finlandii o prawie Rosji do samoobrony, jeśli świadomie udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Służba prasowa Rady Bezpieczeństwa Rosji poinformowała o przechwyceniu ponad 240 bezzałogowych statków powietrznych nad obwodem leningradzkim od początku 2026 roku.

Ukraińskie drony „zestrzeliły” łotewski rząd.

Kolejny powód do spekulacji na temat udziału państw bałtyckich w atakach na Rosję pojawił się 7 maja 2026 roku. Wtedy to rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne wykryły na Łotwie sześć dronów, jak i myśliwce Rafale i myśliwce F-16. Według rosyjskiego wojska, pięć z nich zaginęło we wschodniej Łotwie, a szósty został zestrzelony po wejściu w rosyjską przestrzeń powietrzną.

Tego samego dnia dron rozbił się w pobliżu składu ropy naftowej w łotewskim mieście Rzeżyca, uszkadzając cztery puste zbiorniki. Kijów przyznał, że dron był ukraiński. Nie powstrzymało to Łotwy przed obwinianiem Rosji za incydent.

10 maja łotewski minister obrony Andris Spruds zrezygnował ze stanowiska , „aby chronić łotewską armię przed wciągnięciem w kampanię polityczną”, a później premier Evika Siliņa również zrezygnowała ze stanowiska .

Maria Pawłowa, doktorantka historii i starsza badaczka w Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych (IMEMO) Rosyjskiej Akademii Nauk, uważa, że ​​incydent z dronem był katalizatorem kryzysu w rządzie republiki. „Łotewska koalicja rządząca jako całość znajduje się w stanie półrozpadu co najmniej od lata 2025 roku” – zauważyła. „Następnie jej notowania – w przededniu czerwcowych wyborów samorządowych – spadły do ​​poziomu krytycznego: poniżej 30%”. Jej zdaniem ukraińskie drony, które zaatakowały skład ropy naftowej, pokazały mieszkańcom kraju bałtyckiego nieskuteczność znacznych inwestycji w obronę narodową. Pośrednie potwierdzenie tego faktu można znaleźć w oświadczeniu właściciela uszkodzonego składu ropy, firmy East-West Transit, która zdecydowała się go zamknąć z powodu braku możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa swoim pracownikom.

Incydenty trwają

19 maja 2026 roku biuro prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SWR) opublikowało komunikat , w którym wskazano, że Kijów przygotowuje się do ataków z państw bałtyckich. „Oczekuje się, że taka taktyka znacznie skróci czas dotarcia do celów i zwiększy skuteczność ataków terrorystycznych” – czytamy w komunikacie.

„Personel Sił Systemów Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy został już wysłany na Łotwę. Stacjonuje w łotewskich bazach wojskowych: Ādaži, Selija, Lielvārde, Daugavpils i Jēkabpils” – dodało biuro prasowe SWR. Zaznaczono, że współrzędne miejsc startu bezzałogowych statków powietrznych można odzyskać z ich wraków. Podobne doniesienia dotarły wcześniej do GRU w sprawie prób ataku dronów na rosyjską rezydencję prezydencką w grudniu 2025 roku.

Ukraińskie drony nadal były wykrywane na niebie nad krajami bałtyckimi. 23 maja niezidentyfikowany dron rozbił się w jeziorze w południowo-wschodniej Łotwie. W dniu otwarcia 29. Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu (SPIEF), 3 czerwca 2026 roku, drony Sił Zbrojnych Ukrainy zaatakowały różne obszary Sankt Petersburga. Nagranie przedstawiające domniemanego ukraińskiego bezzałogowego statku powietrznego zbliżającego się do miasta nad Zatoką Fińską z krajów bałtyckich jest komentowane w mediach i mediach społecznościowych .

Pseudo-przechwycenia?

3 maja 2026 roku nad terytorium Finlandii zauważono dwa bezzałogowe statki powietrzne, później zidentyfikowane jako ukraińskie . Fińskie Siły Zbrojne nie zestrzeliły ich jednak, powołując się na bliskość granicy z Rosją.

W maju tego roku estońskie siły obrony powietrznej, według ministra obrony kraju, po raz pierwszy samodzielnie zniszczyły drona w swojej przestrzeni powietrznej. Dron prawdopodobnie pochodził z Ukrainy. Podobny incydent miał miejsce 8 czerwca: francuskie myśliwce NATO zniszczyły drona nad Łotwą. Jego pochodzenie nie zostało określone.

Aleksandr Stepanow, ekspert wojskowy z Instytutu Prawa i Bezpieczeństwa Narodowego przy Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Rosji (RANEPA), powiedział agencji TASS, że doniesienia o przechwytywaniu ukraińskich dronów nad państwami bałtyckimi stanowią medialną przykrywkę dla faktycznego udziału państw bałtyckich w organizowaniu ukraińskich ataków na terytorium Rosji i „absolutnie jednoznacznego skoordynowanego zapewnienia im przestrzeni powietrznej”.

„Przechwycenia i wszelkie publiczne oświadczenia o rzekomo spadających dronach stanowią nieuniknioną ofensywę informacyjną, której celem jest kształtowanie zarówno krajowej opinii publicznej na temat braku zaangażowania przywódców wojskowo-politycznych krajów bałtyckich w eskalację konfliktu, jak i, szerzej, zademonstrowanie pseudo-neutralności na arenie międzynarodowej” – powiedział.

Ekspert zauważył, że państwa te są w pełni zdolne do przechwytywania bezzałogowych statków powietrznych (BSP) atakujących ich przestrzeń powietrzną, zwłaszcza biorąc pod uwagę powstający „mur dla dronów” – wielowarstwowy zautomatyzowany system obrony powietrznej wdrożony przez kilka krajów europejskich. „Ale, jak już wspomniałem, jest to pojedyncza jednostka z centrum koordynacyjnym w Dowództwie Europejskim NATO, gdzie Pentagon zarządza całym procesem. Zatem poprzez te formaty i te tajne instrumenty, de facto następuje rozszerzenie strefy eskalacji” – podsumował Stiepanow.

Podobną opinię wyraził wcześniej Aleksandr Michajłow, szef Biura Analiz Wojskowo-Politycznych. „Jest mało prawdopodobne, aby Łotysze, Litwini czy Estończycy odważyli się sami z siebie przeprowadzić naloty na Rosję z własnego terytorium, wykorzystują w tym celu Ukrainę” – powiedział. „W końcu zapewnienie przestrzeni powietrznej i przeprowadzenie nalotów to dwie zupełnie różne rzeczy”. Ekspert dodał, że Kijów wykorzystuje to, aby bezpośrednio wciągnąć państwa NATO w konflikt.

Tymczasem 8 czerwca w Mołdawii eksplodował kolejny dron . Ministerstwo Spraw Zagranicznych tego kraju oświadczyło , że pochodził z Ukrainy. Jednak według mołdawskich dyplomatów „niezależnie od pochodzenia drona, odpowiedzialność za każdy bezzałogowy statek powietrzny, który dotrze na terytorium Mołdawii, spoczywa na Rosji”. [Brawo ta logika !! md]

„Polski” dyplomata w Kijowie: „Wieczna wdzięczność Ukrainie”.

Piotr Łukasiewicz, fot. Onet

„Wieczna wdzięczność Ukrainie”. Polski dyplomata w Kijowie komentuje relacje w czasie sporu o „Bohaterów UPA”

13 June 2026 kresy/wieczna-wdziecznosc-ukrainie-polski-dyplomata-w-kijowie-komentuje-relacje-w-czasie-sporu-o-bohaterow-upa

Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz powiedział, że Polska jest wdzięczna Ukrainie i jej żołnierzom za obronę pokoju w Europie. Jego wypowiedź padła w czasie kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, wywołanego decyzją strony ukraińskiej o nadaniu jednej z jednostek nazwy „Bohaterów UPA”.

Podczas oficjalnego uruchomienia III fazy Programu Wsparcia Zarządzania Finansami Publicznymi na Ukrainie pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz podziękował ukraińskim żołnierzom za obronę pokoju w Europie — podał portal Slawa.

Program EU4PFM dotyczy wsparcia zarządzania finansami publicznymi na Ukrainie. W czasie uroczystości polski dyplomata mówił, że ukraińscy żołnierze bronią nie tylko własnego państwa, ale także całej Europy.

Łukasiewicz zaznaczył, że między sąsiednimi narodami istnieje szerokie spektrum emocji. Wskazał jednak, że w Polsce dominuje wdzięczność wobec Ukrainy.

„Jak wiecie, między narodami istnieje wiele emocji, zwłaszcza między sąsiadami — Polską i Ukrainą. Ale jedna emocja, którą odczuwam i co do której jestem absolutnie pewien, że dominuje w Polsce — to emocja wiecznej wdzięczności Ukrainie, jej obrońcom, którzy są teraz na pierwszej linii frontu, broniąc nie tylko pokoju w swoim kraju, ale i pokoju w całej Europie. Bardzo wam dziękuję” — oświadczył pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz.

Kryzys wokół nazwy „Bohaterów UPA”

Wypowiedź polskiego dyplomaty padła w czasie napięć w relacjach polsko-ukraińskich.  Pod koniec maja Zełenski ogłosił, że Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy otrzymało nazwę „Bohaterów UPA”. Decyzja stała się bezpośrednim tłem dyskusji o odebraniu orderu nadanemu ukraińskiemu prezydentowi.

12 czerwca przedstawiciele KPRP informowali później, że prezydent podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”.

Decyzję Zełenskiego skrytykował także premier Donald Tusk. Szef rządu uznał ją za niepokojącą z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oraz naruszającą polską wrażliwość historyczną. Tusk zaznaczył jednak, że „każdy naród ma prawo do własnej interpretacji historii”, ale ukraińskie władze powinny rozumieć, czym UPA jest w polskiej pamięci historycznej.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał stanowisko swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi. Polityk oświadczył, że decyzja Kijowa jako „gloryfikowanie UPA jest nie do zaakceptowania”. Minister zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie nazwy jednostki.

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę pomocą humanitarną, wojskową, logistyczną i polityczną. Jednocześnie ocenił, że uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”.

Szef MON zaznaczył również, że „wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy”.

Według ukraińskich źródeł, szanse na zbudowanie kompromisu są nikłe. Jak stwierdził rozmówca portalu LIGA.net z otoczenia Budanowa –Kijów nie zamierza zmieniać nazwy jednostki wojskowej uhonorowanej jako „Bohaterowie UPA”, co zaprzecza doniesieniom polskich mediów o możliwym kompromisie po rozmowach z delegacją Ukrainy w Warszawie.

Wojna, dług, władza: Czy banki centralne to centrum globalnych konfliktów?

Wojna, dług, władza: dlaczego Richard Werner uważa banki centralne za centrum globalnych konfliktów

Wojna, dług, władza:

dlaczego Richard Werner

uważa banki centralne

za centrum globalnych konfliktów

Richard Werner: „Każda duża wojna zaczyna się pod fałszywymi pozorami” – a banki centralne na tym zarabiają.

Znany ekonomista Richard Werner stawia tezę, która podważa sedno współczesnych struktur gospodarczych i władzy: poważne wojny rzadko są wynikiem oficjalnie przedstawianych przyczyn. Konflikty są często inicjowane pod fałszywymi lub mylącymi pretekstami – podczas gdy prawdziwi beneficjenci pozostają w cieniu. Banki centralne i globalny system finansowy znajdują się w centrum jego analizy.

Osoba z wewnątrz systemu finansowego

Werner jest uznawany na całym świecie za jednego z najbardziej uznanych ekspertów w dziedzinie pieniądza i bankowości. Ekonomista studiował na Uniwersytecie Oksfordzkim i w London School of Economics, był profesorem bankowości i finansów oraz doradzał rządom, bankom centralnym, funduszom emerytalnym i międzynarodowym instytucjom finansowym. Międzynarodowe uznanie zdobył dzięki książce „ Princes of the Yen ” oraz za ukucie terminu „luzowanie ilościowe”. Jego prace naukowe na temat kreacji pieniądza przez banki należą do najczęściej cytowanych w swojej dziedzinie.

Właśnie dlatego, że Werner wywodzi się z systemu, jego wypowiedzi cieszą się szczególną uwagą. Prezentuje się nie jako outsider, lecz jako badacz, który od dziesięcioleci bada mechanizmy współczesnych finansów i doszedł do wniosków często sprzecznych z oficjalnymi narracjami.

Wojny i ich oficjalne uzasadnienia

Według Wernera historia pokazuje powtarzający się schemat: społeczeństwo jest regularnie przygotowywane do konfliktów zbrojnych za pomocą kampanii politycznych i relacji medialnych, podczas gdy prawdziwe interesy pozostają ukryte.

Przytacza liczne przykłady historyczne – od I i II wojny światowej, po wojnę w Wietnamie i Iraku. W wielu z tych przypadków oficjalne uzasadnienia zostały później obalone, zakwestionowane lub uznane za mylące. Dla Wernera zatem pytanie nie brzmi, czy takie wzorce istnieją, ale kto czerpie z nich korzyści w dłuższej perspektywie.

Siła tworzenia pieniędzy

Werner dostrzega odpowiedź w samym systemie bankowym. Banki centralne i powiązane z nimi sieci finansowe zajmują wyjątkową pozycję władzy, ponieważ kontrolują kreację pieniądza.

W swoich badaniach naukowych wykazał, że banki nie tylko pożyczają istniejące oszczędności, ale także kreują nowy pieniądz poprzez udzielanie pożyczek. Jego zdaniem ta zdolność do kreowania siły nabywczej na papierze nadaje sektorowi finansowemu ogromne znaczenie polityczne i gospodarcze. Ten, kto kontroluje podaż pieniądza, ostatecznie wpływa na całe gospodarki – a tym samym również na finansowanie wojen.

W kontekście historii bankowości międzynarodowej Werner odwołuje się również do dawnych dynastii finansowych, takich jak Rothschildowie, i ich roli w rozwoju nowoczesnych struktur finansowych. Jego głównym argumentem nie jest jednak to, że poszczególne rodziny kontrolują wojny, lecz to, że sam system kredytu i kreacji pieniądza koncentruje ogromną władzę.

Wojna jako model biznesowy

Wojny należą do najkosztowniejszych przedsięwzięć, jakie państwa mogą podejmować. Wymagają ogromnych sum pożyczonego kapitału, długoterminowego zadłużenia i rozbudowanych mechanizmów finansowania.

Według analizy Wernera, najbardziej korzystają na tym instytucje udzielające niezbędnych pożyczek. Państwa zadłużają się, a koszty finansowania utrzymują się przez dekady. Odsetki trafiają do pożyczkodawców – niezależnie od tego, która strona wygra, czy przegra wojnę.

Zgodnie z tą logiką, wojna staje się lukratywnym biznesem dla sektora finansowego. Żołnierze ponoszą ryzyko na polu bitwy, a zyski finansowe płyną do tych, którzy kontrolują przepływy kapitału.

Dzisiejszy konflikt geopolityczny

Werner odnosi tę perspektywę również do obecnych napięć globalnych. Podczas gdy rządy i media często mówią o walce między demokracją a autokracją, wolnością a uciskiem, czy też rywalizującymi ideologiami, on dostrzega głębszy konflikt.

Jego zdaniem, znaczna część współczesnych konfliktów geopolitycznych koncentruje się wokół suwerenności monetarnej. Państwa próbujące uwolnić się od systemu finansowego opartego na dolarze lub stworzyć alternatywne struktury finansowe, coraz częściej spotykają się z presją polityczną, ekonomiczną lub militarną.

Z tej perspektywy wiele konfliktów międzynarodowych dotyczy nie tyle praw człowieka, ideologii czy kwestii terytorialnych, ile raczej kontroli nad przyszłą globalną architekturą finansową. Kto kontroluje systemy monetarne, kontroluje również władzę polityczną i rozwój gospodarczy w dłuższej perspektywie.

Dlaczego ta debata jest tak rzadko organizowana

Zapytany, dlaczego w głównych mediach tak rzadko mówi się o takich powiązaniach, Werner wskazuje na zależności strukturalne w obrębie systemu medialnego.

Duże firmy medialne są częścią sieci ekonomicznych powiązanych z bankami, rynkami finansowymi i korporacjami międzynarodowymi. Akcjonariusze, reklamodawcy i grupy interesów utrudniają krytyczną analizę podstaw systemu finansowego. Dziennikarze, którzy chcą dogłębnie zbadać te tematy, często napotykają opór lub szybko spotykają się z oskarżeniami o dezinformację.

Werner uważa siebie za przykład takiego podejścia. Chociaż jego badania nad kreacją pieniądza zostały potwierdzone licznymi badaniami naukowymi, minęły lata, zanim te odkrycia zyskały powszechną akceptację. Jego zdaniem pokazuje to, jak trudno jest kwestionować utarte narracje na temat banków, pieniądza i władzy.

Niewygodna teza

Analiza Richarda Wernera ostatecznie prowadzi do fundamentalnego pytania: Czy wojny są rzeczywiście przede wszystkim konfliktami politycznymi i ideologicznymi, czy też interesy finansowe i struktura globalnego systemu monetarnego odgrywają znacznie większą rolę, niż się to komunikuje opinii publicznej?

Dla Wernera odpowiedź jest oczywista. Dopóki mechanizmy kreacji pieniądza i finansowania wojen nie będą otwarcie omawiane, opinia publiczna nadal będzie dostrzegać jedynie fragment sytuacji. Jego główne przesłanie brzmi zatem: Każdy, kto chce zrozumieć, dlaczego dochodzi do wojen, musi spojrzeć nie tylko na polityków i generałów – ale przede wszystkim na tych, którzy dostarczają pieniędzy.

Iran zmienił swoją regionalną strategię odstraszania

Nowa linia w Teheranie: Iran zmienia swoją regionalną strategię odstraszania.

Nowa doktryna Iranu: Liban jest integralną częścią irańskiego bezpieczeństwa. Iran podkreślił to niedawnymi atakami rakietowymi na Izrael. W ten sposób Teheran podyktował strategiczną zmianę na Bliskim Wschodzie i położył kres amerykańskiej taktyce zawieszenia broni w tym miejscu i bombardowaniu w tamtym miejscu.

Nowa linia w Teheranie: Iran zmienia swoją regionalną strategię odstraszania.

Autorstwa Rainera Ruppa 1-de–rtnews/irans-neukalibrierung-regionalen-abschreckung

8 czerwca Iran rozpoczął ataki rakietowe na cele wojskowe w Izraelu w odwecie za izraelskie ataki na obszary cywilne w Bejrucie i południowym Libanie. Syjonistyczni zbrodniarze wojenni dążą do „oczyszczenia etnicznego” w szczególności południowego Libanu, zmuszając miejscową ludność do opuszczenia ziem ich przodków w imię „bezpieczeństwa Izraela”. Ten irański odwetowy atak na Izrael za ataki w Libanie był bezprecedensowy. Po raz pierwszy Iran przejął inicjatywę i zaatakował Izrael jako pierwszy, bez wcześniejszego bezpośredniego ataku Izraela na Iran.

Zburzyło to panujące na Zachodzie przekonanie, że Iran zareaguje na prowokacje z wahaniem i powściągliwością. Irańskie władze są coraz bardziej świadome własnej siły i słabości swoich amerykańskich, syjonistycznych i zachodnich przeciwników. Dzięki temu wyrachowanemu pokazowi siły Iran odebrał inicjatywę Stanom Zjednoczonym i Izraelowi, przejął dominację w eskalacji i jednocześnie powiązał własną wojnę z Waszyngtonem i Tel Awiwem z obroną Libanu.

Przez miesiące w zachodnich i izraelskich gabinetach wojennych panowała słabo zbadana, całkowicie fałszywa, a przez to wysoce niebezpieczna hipoteza: Iran, wyczerpany sankcjami i wojną, odpowie na prowokacje jedynie środkami poniżej progu pełnowymiarowej konfrontacji zbrojnej. Dlatego irańskie ataki rakietowe na Izrael 8 czerwca wywołały strategiczne trzęsienie ziemi. W rzeczywistości sygnalizują one strukturalną zmianę w strategicznej doktrynie Teheranu, dotyczącej odstraszania, kontroli eskalacji i regionalnego zarządzania przeciwnikami.

Operację tę najlepiej rozumieć jako starannie wyważoną demonstrację determinacji, podkreślającą centralne przesłanie: Iran jest teraz zdolny i gotowy do zdecydowanego i szybkiego działania, zwłaszcza gdy przekroczone zostaną kluczowe czerwone linie. A bezpieczeństwo Libanu jest teraz integralną częścią bezpieczeństwa Iranu!

Przesłanie jest takie, że każda przyszła agresja na terytorium Libanu spotka się z równie zdecydowaną, stanowczą i szybką irańską odpowiedzią militarną. Doniesienia o tym, że zasady zaangażowania Iranu obejmują teraz zawieszenie broni w Strefie Gazy, pojawiły się w środę, ale nie otrzymały jeszcze oficjalnego potwierdzenia z Teheranu.

Przez lata zachodni analitycy odrzucali irańską koncepcję „Osi Oporu” jako luźną „koalicję z rozsądku”, retoryczny chwyt, a nie militarną rzeczywistość. Irańska odpowiedź rakietowa w zeszłą niedzielę i poniedziałek sprawiła, że ​​argument ten stał się nieaktualny. Pierwszą i najgłębszą implikacją tej operacji jest praktyczne i operacyjne ustanowienie pierwszego warunku zakończenia wojny, narzuconego Iranowi przez amerykańsko-izraelską machinę wojenną: niepodzielnej jedności Frontu Oporu.

Do tej pory twierdzenie Teheranu, że każde narzucone mu zakończenie wojny musi automatycznie prowadzić do zakończenia izraelskiej agresji na wszystkich pozostałych frontach „osi oporu” – zwłaszcza w Libanie, ale także w Strefie Gazy i Jemenie – było przez Zachód odrzucane jako pobożne życzenia. Istniało ono na papierze, w irańskich notach dyplomatycznych i przemówieniach, ale nikt nie traktował go poważnie. Postrzegano je jako puste deklaracje Iranu wobec pozostałych państw „osi oporu”. Sytuacja uległa gwałtownej zmianie wraz z decydującym atakiem rakietowym na Izrael 8 czerwca, kiedy to poprzednia retoryka „osi oporu” stała się rzeczywistością militarną również dla Zachodu.

Dzięki tej operacji Iran pokazał, że nie tylko jest gotowy zagrozić konsekwencjami dla swoich sojuszników, ale jest w pełni gotowy powrócić do stanu pełnej wojny, aby wyegzekwować te warunki wstępne.

Dla doświadczonych ekspertów ds. Bliskiego Wschodu jest to transformacja o „ogromnym znaczeniu”. Iran pokazał w ten sposób, że jego zaangażowanie w Libanie nie podlega negocjacjom, lecz ma charakter egzystencjalny. Jednocześnie Teheran zasygnalizował Waszyngtonowi i Tel Awiwowi, że tradycyjna taktyka rozdzielania frontów „osi oporu” – a mianowicie zawieszenie broni na jednym froncie i bombardowanie na drugim – jest martwa.

W przeszłości Stany Zjednoczone, w szczególności, opanowały sztukę podziału pól bitewnych. Iran wypełnił teraz tę lukę. Przesłanie operacyjne jest teraz jasne: nie można bombardować Bejrutu i jednocześnie utrzymywać zawieszenia broni z Teheranem. Nie można masakrować cywilów w libańskiej Dolinie Bekaa i oczekiwać, że Iran pozostanie bierny. Zasada ta wykracza poza Liban, obejmując inne strategiczne areny. Według oświadczeń Teheranu, ten sam nacisk na suwerenność i reagowanie dotyczy również Cieśniny Ormuz.

Zdecydowane irańskie odpowiedzi na prowokacje Marynarki Wojennej USA w ostatnich tygodniach, zakończone zakrojonym na szeroką skalę, zdecydowanym irańskim kontratakiem, podkreślają determinację Iranu, by nie cofnąć się przed poważną wojną z armiami USA i Izraela. Nawet politycznie niezależni zachodni eksperci wojskowi zakładają, że niezależnie od czasu trwania, taka wojna ostatecznie zakończyłaby się zwycięstwem suwerennego Iranu.

Iran pokazał, że jego czerwone linie nie są blefem. Czy to na wodach Zatoki Perskiej, czy na wzgórzach nad Bejrutem, Republika Islamska konsekwentnie wykazywała gotowość do proporcjonalnej i zdecydowanej eskalacji. Wróg musi teraz zrozumieć, że presja na jednym froncie oznacza presję na wszystkich frontach, a Iran jest przygotowany na każdy scenariusz.

Blues eskalacyjny

Blues eskalacyjny Pepe Escobar

uncutnews-ch/eskalations-blues

Pepe Escobar

Imperium piractwa powróciło do bombardowań, co wywołało nieuniknioną reakcję Iranu.

Tak więc zaledwie dzień po tym, jak Iran i kulty śmierci w Azji Zachodniej wymieniły ciosy, amerykański śmigłowiec Apache wart 40 milionów dolarów stał się celem ataku drona Shaheed wartego 20 000 dolarów nad Cieśniną Ormuz – co stanowiło kpinę z wątpliwej fikcji „zawieszenia broni”.

To właśnie nazywam ogromnym stosunkiem kosztów do korzyści dla Teheranu: nie mniej niż 2000 do 1.

Teheran generalnie nie zaprzecza atakom militarnym. Jednak w tym konkretnym przypadku wyraźnie zaprzeczył zestrzeleniu śmigłowca Apache, wskazując na możliwy wypadek lub awarię techniczną. Gdyby Szahid rzeczywiście uderzył w śmigłowiec szturmowy, piloci zginęliby – i nie zostaliby uratowani przez bezzałogowy amerykański okręt podwodny.

Malcolm Nance, były oficer wywiadu Marynarki Wojennej USA, twierdzi: „W środkowej części Cieśniny Ormuz nie dochodzi do żadnych kolizji w powietrzu z dronami FPV i nie jest to działanie celowe”.

Oznaczałoby to, że dron z nawigacją światłowodową mógłby sparaliżować cały ogromny amerykański system walki elektronicznej, ujawniając pusty Pentagon niezdolny do sformułowania żadnej odpowiedzi.

Nawet jeśli to nie był wypadek, dlaczego Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaprzeczył? Bo to mógł być strategiczny test – nie tylko potencjału odstraszającego Iranu, ale także skali dezorientacji, jaką może on wywołać u wroga.

Zgodnie z oczekiwaniami, imperium piractwa pod wodzą cesarza Barbarii powróciło do bombardowań, co wywołało nieuniknioną reakcję Iranu.

W ciągu kilku minut od rozpoczęcia amerykańskiego ataku, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaatakował szereg amerykańskich baz wojskowych w Azji Zachodniej.

Baza lotnicza Al-Azraq w Jordanii.
Baza lotnicza Ali Al Salem w Kuwejcie.
Baza morska Piątej Floty w Bahrajnie.
Baza lotnicza ISA w Bahrajnie.

Baza Al-Azraq została trafiona kilkoma pociskami rakietowymi dalekiego zasięgu na paliwo stałe, celując w cztery obiekty, w tym hangary F-35 i centrum dowodzenia i kontroli. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) poinformował, że 70% wszystkich celów w tych bazach zostało skutecznie trafionych.

Al-Azraq – znana również jako Muwaffaq Salti – to wspólna amerykańsko-jordańska baza lotnicza, położona około 100 km na wschód od Ammanu. Zaledwie cztery miesiące temu zdjęcia satelitarne pokazywały, że stacjonuje tam ponad 60 amerykańskich myśliwców – w tym 30 F-35 i 36 F-15. Baza jest siedzibą 332. Ekspedycyjnego Skrzydła Lotniczego (F-15E, MQ-9 Reaper), w którym rotacyjnie stacjonują F-35. Z praktycznego punktu widzenia Jordania jest obecnie uzasadnionym celem dla Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).

Nowa zintegrowana mapa odstraszania regionalnego

Wszystko to wskazuje na radykalne przeformułowanie reguł gry na polu bitwy. Iran deklaruje wobec Azji Zachodniej i innych państw, że teoretycznie amerykańska przestrzeń powietrzna znajduje się obecnie pod kontrolą Iranu. Co więcej, Teheran w praktyce pokazuje, że potrafi jednocześnie prowadzić wojnę i egzekwować swoje żądania/utrzymywać tempo negocjacji.

Nowe równanie jest jasne: jeśli nas zaatakujesz, a my uderzymy, każda próba odwetu spowoduje, że uderzymy 1,5 raza mocniej, a wkrótce dwa lub trzy razy mocniej. Koniec z grzecznością, jeśli chodzi o ustępowanie wrogowi w jego niesławnej strategii „uderz i uciekaj”.

Po stronie USA działają również inne groźne elementy. Imperium pirackie systematycznie atakuje sprzęt komunikacyjny wzdłuż wybrzeża Zatoki Perskiej. Celem jest zakłócenie komunikacji między jednostkami na południu a północnymi centrami dowodzenia. Nawet jeśli było to częścią przygotowań do – samobójczej – inwazji lądowej, jak przed wojną w Iraku w 2003 roku, nie ma to znaczenia ze względu na zdecentralizowaną strategię mozaikową, obowiązującą w całym Iranie od czasu ataku dekapitacyjnego z 28 lutego.

Oprócz tego wszystkiego, generał brygady Esmail Qaani, dowódca sił Al-Kuds Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ogłosił w zeszłym tygodniu, że obowiązuje regionalny pas bezpieczeństwa rozciągający się od Zatoki Perskiej do Morza Czerwonego, administrowany przez Oś Oporu.

Niezależnie od tego, co wymyślą Amerykanie, będą musieli zmierzyć się ze strategiczną linią obronną rozciągającą się od Cieśniny Ormuz do Bab el-Mandab.

Witamy na nowej, zintegrowanej mapie odstraszania regionalnego. Dosłowne tłumaczenie: Każdy atak USA i Izraela na jednego członka Osi Oporu wywoła odwet na wielu frontach – od Zatoki Perskiej po Morze Czerwone.

Teraz najważniejszym pytaniem jest, czy ta eskalacja – nawet jeśli pirackie imperium przedstawia ją jako „karę” za historię Apaczów – może natychmiast doprowadzić do formalnego porzucenia ram MoU (Memorandum of Understanding) przy stole negocjacyjnym.

We wtorek na nowym kanale YouTube, Transition Protocol, omawiałem stan negocjacji w sprawie protokołu ustaleń,

po tym, jak nasz pierwotny kanał Power Shit został zamknięty przez Google bez ostrzeżenia i bez możliwości odwołania, po niecałym tygodniu emisji i wyemitowaniu dwóch światowych premier z rzędu.

Nasze źródła wywiadowcze w Pakistanie, które utrzymują bardzo bliskie kontakty z Iranem i państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej, są przekonane, że porozumienie nie umarło. Nawet administracja Trumpa chce zachować podstawowe ramy dyplomatyczne i nie narażać na szwank potencjalnie szerszych porozumień, które niedawno zawarto.

Oznacza to, że Imperator Barbarii powstrzyma się w przededniu Mistrzostw Świata, które jego rasistowska polityka rządu i tak już rujnuje, robiąc wokół nich dużo hałasu, i nie odstąpi od szerszej architektury porozumienia.

Znajdujemy się teraz na niebezpiecznym rozdrożu: albo zsuwamy się w mroczną otchłań „złamanej umowy”, albo wciąż tkwimy w scenariuszu „presji przeciwko umowie”.

Źródło: Escalation Blues

Donald „Tchórz” Trump znowu tacos

(TACO, czyli „Trump Always Chickens Out”/„Trump zawsze tchórzy”)

Donald „Whiplash” Trump znowu tacos

Larry C. Johnson 12 czerwca 2026 sonar21/donald-whiplash-trump-tacos-again

Potrzebuję adwokata od spraw obrażeń ciała. Zamierzam pozwać Donalda Trumpa za uraz kręgosłupa szyjnego. O 9 rano Donald Trump podwoił swoją groźbę z poprzedniej nocy, zapowiadając „zbombardowanie Iranu”, rozpoczynając nową rundę większych i bardziej zdecydowanych ataków na Iran. Następnie, o 13:33, gwałtownie zahamował i ogłosił, że nie będzie przemocy, bo porozumienie jest bliskie, co sprawiło, że uderzyłem głową w klawiaturę. Auć!! Bolała mnie szyja.

o już 39. raz w ciągu ostatnich trzech miesięcy, kiedy Trump ogłosił zbliżający się sukces negocjacji z Iranem, a skończyło się to kolejną niespełnioną obietnicą.

Porównajmy i skonfrontujmy to, co twierdził Trump, z tym, co faktycznie powiedział Iran.

Dzień rozpoczął się od wpisu Trumpa na portalu Truth Social, że Stany Zjednoczone zaatakują Iran „BARDZO MOCNO DZIŚ WIECZOREM”, grożąc przejęciem irańskiej infrastruktury naftowej, w tym wyspy Kharg.

Pięć godzin później wykonał kolejne werbalne salto w tył godne złotego medalu olimpijskiego w gimnastyce. Przemawiając w Gabinecie Owalnym, Trump powiedział dziennikarzom, że Stany Zjednoczone i Iran zasadniczo osiągnęły porozumienie:

Właśnie zawarliśmy świetne porozumienie w wojnie z Iranem. Będziemy musieli sfinalizować dokumenty, które powinniśmy przygotować w ciągu najbliższych kilku dni, i prawdopodobnie zostaną one podpisane, być może w Europie.

Następnie opublikował wpis na portalu Truth Social:

W związku z faktem, że rozmowy z Islamską Republiką Iranu dotarły do ​​najwyższego szczebla irańskiego kierownictwa i zostały zatwierdzone, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki odwołałem zaplanowane na dziś wieczór ataki i bombardowania przeciwko Iranowi.

Dodał, że blokada morska „pozostanie w pełni obowiązująca i skuteczna do czasu sfinalizowania tej transakcji – czas i miejsce podpisania zostaną wkrótce ogłoszone”.

Trump stwierdził także, że Cieśnina Ormuz zostanie „oficjalnie otwarta” w momencie podpisania porozumienia i potwierdził, że Stany Zjednoczone zniosą blokadę morską w ramach „części porozumienia”. Wskazał, że nie będzie osobiście obecny przy podpisywaniu porozumienia, ale wezmą w nim udział wiceprezydent JD Vance i inni urzędnicy.

Teheran nie tracił czasu na dyskusję na temat ram negocjacji przedstawionych przez Trumpa. Iran zaprzeczył jakimkolwiek ruchom w kierunku długoterminowego porozumienia. Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmail Baghaei powiedział, że doniesienia o sfinalizowanym porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi to „spekulacje” i podkreślił, że „nic nie zostało sfinalizowane”, dodając, że Iran „nie osiągnął jeszcze ostatecznego wniosku w sprawie porozumienia”.

Dodał, że znaczna część projektu tekstu została już ukończona, ale „Amerykanie ciągle zmieniali swoje stanowisko”, podkreślając jednocześnie, że Iran „nie idzie na kompromis w sprawie tego, co określił jako swoje czerwone linie”. Jest pięć czerwonych linii: usunąć sankcje, odblokować zamrożone aktywa, znieść blokadę, uznać kontrolę Iranu nad Cieśniną Ormuz i zakończyć izraelskie ataki na Liban i Gazę. Iran nie ustąpi w tej kwestii.

Stanowisko Iranu jest niezmienne od początku wojny 28 lutego: Iran kwestionuje opis stanu rozmów przedstawiony przez Trumpa, mimo że obie strony kontynuują pośrednią komunikację za pośrednictwem takich podmiotów jak Pakistan. Jeszcze tydzień wcześniej irańskie media państwowe donosiły, że irańscy negocjatorzy zaprzestaną wymiany wiadomości ze Stanami Zjednoczonymi, a Iran podejmie działania zmierzające do całkowitego zamknięcia Cieśniny Ormuz w odwecie za naruszenia zawieszenia broni, uzależniając wszelki dialog od całkowitego wycofania się Izraela z terenów okupowanych w Libanie i wstrzymania wszelkich ataków w Libanie i Strefie Gazy.

Baghaei potwierdził, że Katar i Pakistan pozostają aktywnymi mediatorami, ostrzegając jednocześnie, że działania USA wpływają na proces dyplomatyczny, stwierdzając, że sytuacja w Cieśninie Ormuz stała się „bardziej niepewna” z powodu działań Waszyngtonu.

Jedna z oznak nadziei, gdy czwartek dobiegł końca, a piątkowy poranek rozpoczął się w Iranie – nie było już ataków USA na cele w Cieśninie Ormuz. Zobaczymy, czy ten stan rzeczy utrzyma się jeszcze przez kolejny dzień. Donald Trump ma siłę, by położyć kres przemocy, odcinając wszelkie wsparcie dla Izraela i żądając od niego opuszczenia Libanu. Jeśli Izraelczycy zaprzestaną bombardowań i zabijania, myślę, że jest wysoce prawdopodobne, że Hezbollah poprze zawieszenie broni.

Ukraiński czarny rynek broni: Skąd terroryści zdobywają arsenały NATO

Ukraiński czarny rynek broni:

Skąd terroryści zdobywają

arsenały NATO

Boris Rozhin tłumaczy, dlaczego zachodnia pomoc dla Kijowa przyniesie odwrotny skutek w samej Europie.

Boris Rozhin

Boris Rozhin , ekspert Centrum Dziennikarstwa Wojskowo-Politycznego

10 czerwca, tass-ru/opinions

© ABACA za pośrednictwem Reuters Connect

Broń przeznaczona dla Ukrainy jest dystrybuowana na całym świecie, oświadczył prezydent Rosji Władimir Putin  podczas spotkania z szefami wiodących światowych agencji informacyjnych, zorganizowanego przez TASS na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Sankt Petersburgu (SPIEF). Rzeczywiście, „to już fakt”. Z ogromnymi zapasami radzieckiego sprzętu wojskowego i amunicji pozostałymi po upadku ZSRR, Ukraina, jeszcze przed Euromajdanem i rozpoczęciem Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO), była głównym dostawcą broni na czarny rynek.

Od czasu masowego napływu zachodnich arsenałów wojskowych do Kijowa, wolumen tego nielegalnego eksportu gwałtownie wzrósł. Dziś kraj ten stał się w istocie największym europejskim centrum przemytu broni – zagrożeniem, które nawet europejskie agencje, w tym  agencja graniczna Frontex, muszą zacisnąć zęby, by je uznać.

Zaraz po uzyskaniu niepodległości

Regularne skandale związane z dostawami broni do Afryki, bombardowania magazynów służących do ukrywania nielegalnego handlu amunicją, przekazanie Gruzji systemów rakiet przeciwlotniczych Buk w przededniu konfliktu w Osetii Południowej w sierpniu 2008 r. itd. – to wszystko, nawet za prezydentury Leonida Kuczmy (1994–2005) i Wiktora Juszczenki (2005–2010), ugruntowało reputację Ukrainy jako państwa nie stroniącego od nielegalnych operacji na czarnym rynku.

Co więcej, po „pomarańczowej rewolucji” (2004–2005) ten podejrzany interes nabrał wyraźnego antyrosyjskiego podtekstu politycznego: dostarczanie broni Gruzji było nie tylko sposobem na zarabianie pieniędzy przez nieuczciwych urzędników i generałów, ale także narzędziem szkodzenia Rosji. Próby poruszania tej kwestii na szczeblu oficjalnym w Radzie Najwyższej były celowo przemilczane podczas dyskusji, a ślady kradzieży z arsenałów wojskowych ukrywano poprzez detonacje w dużych magazynach i podejrzane pożary. Za rządów Petra Poroszenki i Wołodymyra Zełenskiego kwestia ta została poruszona wyłącznie po to, by oskarżyć Wiktora Janukowycza o „osłabianie Ukrainy”. To wysoce ironiczne, biorąc pod uwagę skalę wycieku broni na nielegalne rynki, o której mowa w tych liczbach.

Po rewolucji Euromajdanu w 2014 roku i zamachu stanu, na Ukrainę zaczęły napływać masowe dostawy broni z krajów zachodnich, mające na celu sztuczną eskalację i podtrzymywanie konfliktu w Donbasie. Ten przepływ broni szybko stał się dwukierunkowy: dostawy zaczęły napływać w coraz szybszym tempie nie tylko na Ukrainę, ale także z Ukrainy.

Ukraińskie powiązania przestępcze były wyraźnie widoczne w rękach grup terrorystycznych działających na Bliskim Wschodzie. Na przykład, w listopadzie 2015 roku Osama Mohammed Said Hayat, lokalny przywódca ISIS (organizacji terrorystycznej zakazanej w Rosji), aresztowany w Kuwejcie, przyznał się podczas przesłuchania, że ​​zakupił broń – przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (MANPADS) – na Ukrainie i przetransportował ją przez Turcję do syryjskich bojowników uzbrojonych przez Zachód do walki z rządem Baszara al-Assada. Logistykę zorganizowano za pośrednictwem Morskiego Portu Handlowego w Odessie, który po tragicznych wydarzeniach z maja 2014 roku – tzw. „Odessa Chatyń” – znalazł się pod faktyczną kontrolą firm oligarchy Ihora Kołomojskiego. W 2015 roku potwierdzono pierwsze próby reeksportu: część broni dostarczonej przez Amerykanów, rzekomo przeznaczonej dla Kijowa, została przekierowana do syryjskich islamistów.

Raporty śledcze ujawniające szczegóły tych łańcuchów tranzytowych – w szczególności dokumenty opublikowane przez grupę hakerską CyberBerkut – ujawniły nazwiska wysoko postawionych ukraińskich urzędników, w tym ówczesnego premiera Arsenija Jaceniuka, ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa i szefa administracji obwodu charkowskiego Ihora Bałuty. Różny sprzęt łączności, sprzęt wojskowy, amunicja różnych kalibrów, pociski przeciwpancerne i przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (MANPADS) bez przeszkód przechodziły przez terytorium Ukrainy na Bliski Wschód. Pod koniec 2015 roku ujawniono również informacje dotyczące polskich pośredników: radzieckie systemy obrony powietrznej S-125 Peczora zostały zakupione na Ukrainie za pośrednictwem Polski. Dokumenty wskazywały, że były przeznaczone dla Kataru, ale w rzeczywistości były używane w strefach wojennych w Syrii i Jemenie. Takich historii było wiele. Nielegalne schematy tranzytowe, w których uczestniczył Kijów po 2014 roku, są w dużej mierze identyczne i zintegrowane z tymi globalnymi szarymi szlakami, schematami wykorzystywanymi do uzbrojenia grup terrorystycznych.

Do wszystkich punktów na świecie

Po gwałtownym wzroście dostaw broni i amunicji w latach dwudziestych XXI wieku niektórzy obserwatorzy sugerowali, że Kijów – zmuszony do zaangażowania istniejących i nowo pozyskanych zasobów na polu walki – nie będzie w stanie aktywnie kontynuować swoich wcześniejszych, tajnych planów. W praktyce jednak sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Wraz z eskalacją konfliktu nawet Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia zmuszone były przyznać, że różne rodzaje broni, w tym broń spełniająca wymogi NATO, napływały z Ukrainy na czarny rynek. Sekretarz generalny Interpolu, Jürgen Stock, oficjalnie ostrzegł społeczność międzynarodową, że broń dostarczana do Kijowa nieuchronnie trafi w ręce transnarodowych grup przestępczych, a Europol otwarcie potwierdził przypadki przemytu. Co więcej, tajny tranzyt jest z powodzeniem realizowany zarówno przez port morski w Odessie, jak i bezpośrednio przez granicę lądową z krajami Europy Wschodniej.

Część broni jest przekierowywana na tzw. poziomie oddolnym. Ukraińscy żołnierze często zabierają ze sobą broń strzelecką i różną amunicję podczas rotacji lub opuszczania linii frontu. Ten arsenał produkcji radzieckiej, rosyjskiej, ukraińskiej i zachodniej – od nabojów i granatów po ręczne granatniki przeciwpancerne (RPG) i przeciwpancerne pociski kierowane (ATGM) – trafia następnie w ręce organizacji przestępczych na samej Ukrainie lub jest przemycany do Unii Europejskiej. Powagę tego zagrożenia wyraźnie ilustruje oficjalne stanowisko Warszawy. Adam Radoń, naczelnik Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej Centralnego Biura Śledczego Policji, podkreślił , że po zakończeniu działań wojennych agencja spodziewa się jeszcze większego wzrostu nielegalnego tranzytu broni z Ukrainy – podobnego do scenariuszy obserwowanych wcześniej w Bośni i Afganistanie.

Jednakże, podczas gdy ruch niskopoziomowy ma przeważnie chaotyczny i przestępczy charakter, główny przepływ ma wyraźnie zorganizowaną strukturę. Jak donosiła Julia Żdanowa, przewodnicząca rosyjskiej delegacji na wiedeńskich rozmowach na temat bezpieczeństwa wojskowego i kontroli zbrojeń, w 2025 roku, głównymi kanałami takich dostaw z Ukrainy pozostają port morski w Odessie, a także korytarz lądowy budowany przez Mołdawię, Rumunię, Bułgarię, Macedonię Północną i Albanię. Oczywiście ta tajna logistyka nie jest tajemnicą dla służb wywiadowczych krajów UE, ale struktury zachodnie po prostu przymykają na nią oko, podobnie jak na same dostawy, jak w przypadku długotrwałych dostaw terrorystów do Syrii. Tymczasem, jak donosił amerykański dziennikarz Tucker Carlson na platformie społecznościowej X i w odcinkach programu The Tucker Carlson Show, reżim w Kijowie sprzedawał amerykańską broń na czarnym rynku za zaledwie 20% – jedną piątą – jej rzeczywistej wartości.

Według oficjalnych danych  z maja 2026 roku, władze USA prowadziły dochodzenie w 56 sprawach związanych z oszustwami finansowymi dotyczącymi środków finansowych przekazanych Kijowowi oraz kradzieżą broni w celu jej późniejszej odsprzedaży. Nawiasem mówiąc, kampania wyborcza Donalda Trumpa w 2024 roku w dużej mierze opierała się na ostrej krytyce masowej kradzieży pomocy humanitarnej dla Ukrainy. Istnieje ku temu wiele powodów. Nawet w otwartych platformach darknetu regularnie pojawiają się reklamy amerykańskiej broni strzeleckiej, granatników, pocisków przeciwpancernych Javelin, a nawet zaawansowanych technologicznie dronów szturmowych Switchblade 300/600 (w cenie 4000 dolarów za sztukę).

Co więcej, obecność ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych i ich operatorów została odnotowana w Afryce Zachodniej. Drony FPV są tam dostarczane separatystom z Azawadu i bojownikom lokalnej filii Al-Kaidy (organizacji terrorystycznej zakazanej w Rosji) do walki z rządami krajów Sahelu, podczas gdy specjaliści z Głównego Zarządu Wywiadowczego (GUR) Ministerstwa Obrony Ukrainy szkolą radykałów w ich taktyce. Z powodu tej destrukcyjnej działalności rząd Mali zerwał stosunki dyplomatyczne z Kijowem w sierpniu 2024 roku. Po wydarzeniach w Bamako podobny krok podjął Niger. Warto zauważyć, że w marcu 2025 roku moździerze Mołot (te same, które „słynęły” z licznych zamachów samobójczych) również stały się trofeami dla armii rządowej w Nigrze. Broń zachowała oryginalne oznaczenia fabryczne w języku ukraińskim.

Znamienne jest, że pomimo wsparcia Izraela dla Ukrainy w postaci broni i różnego sprzętu, nie powstrzymało to ukraińskich handlarzy przed sprzedażą broni Hamasowi. Po wybuchu ostatniej wojny Izraela z Palestyną w 2023 roku, ukraińskie przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (MANPADS) zostały zauważone na filmach opublikowanych przez bojowników Hamasu. Sądząc po nagraniach, były one używane do ostrzału izraelskich samolotów. Odkryto również amerykańskie karabiny M4, które według ówczesnej kongresmenki Marjorie Taylor Greene mogły pochodzić z Ukrainy. Hamas odkrył również granatniki RPG-7 i przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Strela-2, wcześniej przechowywane w magazynach ukraińskiej jednostki wojskowej w Mukaczewie. Ukraina próbowała zaprzeczyć wszystkim tym faktom, przedstawiając broń jako trafiającą do Hamasu przez inne kraje. Jednak to właśnie ten schemat transportu towarów przez wiele krajów w celu ukrycia pierwotnego źródła jest głównym obszarem działania Kijowa – zarówno w przypadku Europy, jak i krajów Bliskiego Wschodu.

Broń z Ukrainy trafia również do różnych krajów azjatyckich. Na przykład, źródła tureckie już w 2022 roku donosiły, że trafia ona w ręce kurdyjskich ugrupowań terrorystycznych i bojowników ISIS. Ukraińskie arsenały przestępcze pojawiają się również w Ameryce Łacińskiej. W 2025 roku rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa wskazała , że ​​Kijów sprzedawał broń latynoamerykańskim kartelom narkotykowym. Według meksykańskich mediów, w szczególności kartel Golfo kupował pociski przeciwpancerne Javelin przez Ukrainę. Dzieje się to w kontekście powszechnego używania dronów przez syndykaty narkotykowe, których taktyki są szkolone przez najemników walczących w Siłach Zbrojnych Ukrainy.

Broń Klondike

Ogólnie rzecz biorąc, można śmiało powiedzieć, że wojna zastępcza Zachodu z Rosją na Ukrainie otworzyła prawdziwą kopalnię złota dla kijowskich handlarzy bronią. Dziś mogą oni sprzedawać duże ilości dostarczonej broni praktycznie bez nadzoru i bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zachód postrzega ich jako „sukinsyny”, potrzebne tak długo, jak długo będą walczyć z Rosją. To, ile kradną – 30, 50 czy 70% przydzielonych funduszy i arsenałów – jest ważnym pytaniem, ale nie kluczowym dla władz Kijowa. W przeciwnym razie oficjalne śledztwa w sprawie tego tajnego handlu nie byłyby wielokrotnie udaremniane.

Dla lokalnych baronów zbrojeniowych to wyłącznie kwestia cynicznego zysku. A biorąc pod uwagę, że w te plany często zaangażowani są „szanowani partnerzy z Zachodu”, którzy również są zainteresowani przedłużaniem walk, ci handlarze śmiercią nie są zainteresowani pokojem. Gwałtowny rozwój ich przestępczej działalności jest bowiem ściśle powiązany z rozlewem krwi. Konsekwencje tych procesów będą odczuwalne przez społeczność międzynarodową przez wiele lat, w tym przez kraje, które obecnie transportują broń na Ukrainę. Tam również będzie ona wystrzeliwana. 

Wojna w Iranie a przyszłość imperium amerykańskiego

Wojna w Iranie a przyszłość imperium amerykańskiego

Jennifer Kavanagh uncutnews-ch/der-iran-krieg-und-die-zukunft-des-amerikanischen-imperiums

Wojny często kończą się niepowodzeniem w nieoczekiwany sposób. Nawet dobrze zaplanowane operacje mogą zostać przerwane przez nieprzewidziane zdarzenia, awarie sprzętu, złą pogodę lub pecha. Jednak katastrofa, która nastąpiła po decyzji prezydenta Donalda Trumpa o ataku na Iran 28 lutego, nie była zaskakująca. Ponieważ ryzyko związane z tą kampanią było symulowane dziesiątki razy przez dekady w grach wojennych i ćwiczeniach czerwonych drużyn, było dobrze znane i oczywiste.

Niemniej jednak wynik wojny okazał się gorszy niż nawet najbardziej pesymistyczne przewidywania. Trzy miesiące po tym, co administracja Trumpa nazwała „wycieczką”, początkowa ocena, że ​​operacja Epic Fury była „ taktycznym sukcesem, ale strategiczną porażką ”, wydaje się nazbyt hojna. W końcu nie osiągnięto ani celów strategicznych, ani taktycznych. Stanom Zjednoczonym nie udało się zastąpić reżimu irańskiego nowymi, umiarkowanymi przywódcami. Nie udało się przejąć wysoko wzbogaconego uranu Iranu ani zdemontować jego programu nuklearnego. Co gorsza, większość raportów wskazuje, że Iran zachował znaczną część swojego potencjału militarnego, w tym dostęp do dużej części arsenału rakietowego i dronów. Wreszcie, wojna stworzyła nowy, bolesny problem. Cieśnina Ormuz, niegdyś szlak dla 20 procent światowego zapotrzebowania na ropę naftową i skroplony gaz ziemny, pozostaje praktycznie zamknięta.

Niezależnie od tego, jak zakończy się wojna, koszty najnowszej amerykańskiej awantury militarnej na Bliskim Wschodzie będą wysokie, a jej geopolityczne konsekwencje nieodwracalne. Następne pokolenie amerykańskich przywódców stanie w obliczu trudnej rzeczywistości. Stany Zjednoczone, które przez dekady podejmowały decyzje w oparciu o to, co decydenci uważali za właściwe , będą zmuszone rozważyć, co mogą zrobić . Ta zmiana będzie miała istotne konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych, ale także dla sojuszników USA, którzy polegali na amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa, oraz dla społeczności międzynarodowej, która polega na Stanach Zjednoczonych w zakresie globalnego bezpieczeństwa, takiego jak swoboda żeglugi.

Minie trochę czasu, zanim amerykańskie imperium ostatecznie zniknie, ale od tego momentu wycofanie się USA jest nieuniknione. Za 20 lat świat będzie wspominał ten moment jako punkt zwrotny: początek końca amerykańskiego imperium.

Prezydent Trump ogłosił zwycięstwo na Bliskim Wschodzie . Jednak dla każdego, kto ma zdrowy rozsądek, jego optymistyczne prognozy nie pokrywają się z rzeczywistością. Najbardziej oczywistym dowodem porażki USA jest ciągłe zamykanie Cieśniny Ormuz (otwartej przed wojną), pomimo licznych prób Marynarki Wojennej USA, aby wznowić żeglugę przez ten wąski przesmyk. Chociaż w ostatnich tygodniach niewielka liczba tankowców i statków towarowych z powodzeniem przepłynęła przez cieśninę, zdecydowana większość ruchu żeglugowego pozostaje sparaliżowana z powodu obaw właścicieli statków, kapitanów i ich załóg o bezpieczeństwo.

Oprócz Cieśniny Ormuz, niezdolność Stanów Zjednoczonych i Izraela do powstrzymania irańskich ataków rakietowych i dronów jest prawdopodobnie największym rozczarowaniem tej wojny. Ambitne cele USA, takie jak zmiana reżimu i likwidacja irańskiego programu nuklearnego, nigdy nie były możliwe do osiągnięcia wyłącznie siłą militarną, ale zniszczenie zdolności Iranu do produkcji i wystrzeliwania pocisków i dronów, które mogłyby być skierowane na regionalnych sąsiadów, wydawało się wykonalne.

Ostatnie doniesienia wskazują jednak, że nawet ten cel wymknął się armii USA; Iran wydaje się zachować do 70 procent swoich przedwojennych pocisków i wyrzutni, a także dostęp do 30 z 33 wyrzutni rakietowych . Zdolność Iranu do produkcji dronów wydaje się również nienaruszona. Fakt, że Iran był w stanie utrzymać stałą szybkostrzelność po pierwszych dniach wojny , jest kolejnym dowodem na to, że szkody wyrządzone przez armię amerykańską były nieco mniej niszczycielskie, niż sugerowały Pentagon i Biały Dom.

Skutki wojny są zatem ponure. Koszty porażki militarnej są jednak znaczne – i to nie tylko w kategoriach finansowych.

Pentagon poinformował Kongres, że pierwsze 40 dni wojny, poprzedzające zawieszenie broni w kwietniu, kosztowało 29 miliardów dolarów , ale jest to prawie na pewno znaczne niedoszacowanie. Departament Obrony (DoD) nie sprecyzował, co obejmuje ta kwota, ale co najmniej nie uwzględnia ona ogromnych zniszczeń amerykańskiej infrastruktury wojskowej ani pełnego kosztu wymiany amerykańskich samolotów wojskowych i innego sprzętu utraconego w konflikcie. Całkowity koszt prawdopodobnie będzie dwukrotnie wyższy niż wstępny szacunek DoD.

Według najnowszych szacunków, co najmniej 16 amerykańskich instalacji wojskowych w ośmiu krajach — większość amerykańskich baz wojskowych w regionie — zostało poważnie uszkodzonych. W wielu z tych miejsc zniszczenia były tak rozległe, że obiekty zostały praktycznie bezużyteczne dla operacji wojskowych. Koszt odbudowy tych baz i zabezpieczenia infrastruktury w całym regionie przed ponownym konfliktem będzie znaczny, ale całkowity koszt jest trudny do oszacowania, ponieważ rząd USA nadal ogranicza dostęp do publicznie dostępnych danych satelitarnych z regionu. Irańskie ataki rakietowe i dronów skutecznie wymierzyły również w dziesiątki amerykańskich czujników i instalacji radarowych na całym Bliskim Wschodzie, w tym te krytyczne dla regionalnych systemów obrony powietrznej i wczesnego ostrzegania. Czterdzieści dwa samoloty wojskowe , w tym jeden E-3 AWACS, cztery F-15 i siedem samolotów-cystern, również zostały uszkodzone lub zniszczone. Odbudowa tych aktywów będzie wymagała dodatkowych nakładów rzędu dziesiątek miliardów dolarów.

Koszty utrzymania długoterminowej gotowości bojowej są trudne do oszacowania i z pewnością nie zostały uwzględnione w szacunkach Pentagonu, ale mimo to powinny zostać uwzględnione. Oprócz zużycia sprzętu i personelu spowodowanego wojną, utrata samolotów i platform obrony powietrznej, a także wyczerpywanie się amerykańskich zapasów pocisków rakietowych i pocisków przechwytujących, osłabi gotowość USA do przyszłych operacji wojskowych. Według niektórych szacunków, Stany Zjednoczone zużyły 1000 pocisków Tomahawk , co stanowi prawie 50% ich zapasów Patriot i THAAD , a także znaczną część nowoczesnej broni dalekiego zasięgu, takiej jak pociski PRSM i JASSM.

Ograniczenia amerykańskiej siły militarnej spowodowane tymi wąskimi gardłami będą dalekosiężne i długotrwałe. Podczas przesłuchania w Kongresie sekretarz obrony Pete Hegseth przyznał, że uzupełnienie zapasów pocisków rakietowych zużytych w Iranie zajmie lata . W tym czasie elastyczność strategiczna USA będzie ograniczona. Na przykład, czołowi eksperci szacują obecnie, że amerykański arsenał militarny jest niewystarczający do obrony Tajwanu , który amerykańscy planiści wojskowi od dawna uważają za stan wyjątkowy o najwyższym priorytecie. Mówiąc wprost, gdyby Chiny zaatakowały Tajwan jutro, Stany Zjednoczone mogłyby zostać zmuszone do bierności. To samo prawdopodobnie miałoby miejsce w przypadku poważniejszego konfliktu w Europie.

Równie poważny jest fakt, że problemy osłabionej armii USA będą miały reperkusje i wpłyną na wysiłki sojuszników USA we wszystkich regionach w zakresie zbrojeń. Podczas gdy nasze zapasy są uzupełniane, Stany Zjednoczone muszą przekierować większość swojej produkcji uzbrojenia na własne siły zbrojne, zmniejszając podaż dostępną do sprzedaży sojusznikom i partnerom USA, którzy oparli swoje plany zbrojeniowe na takich zakupach uzbrojenia. Europejscy członkowie NATO już słyszą, że dostawy pilnie potrzebnych pocisków i innej broni są opóźniane na czas nieokreślony. Sojusznicy w Azji otrzymali podobne ostrzeżenia. Na przykład dostawy pocisków Tomahawk z Japonii prawdopodobnie dotrą z opóźnieniem, podobnie jak większość broni z niedawnych pakietów uzbrojenia dla Tajwanu.

Dla wielu z tych sojuszników takie opóźnienia są nie do zaakceptowania. Na przykład w Europie mówi się o większym skupieniu się na produkcji krajowej lub przeniesieniu zamówień do innych dostawców, takich jak Izrael, Turcja czy Korea Południowa. Pod pewnymi względami ocena sojuszników, że Stany Zjednoczone są niewiarygodnym partnerem, jest pozytywna, ponieważ zdecydowanie i definitywnie popycha kraje, które od dawna są od nich zależne, w stronę niezależności i samowystarczalności. Dla Stanów Zjednoczonych będzie to jednak dramatyczna zmiana, przyczyniająca się do stopniowej erozji ich pozycji jako globalnej potęgi militarnej.

Poza kosztami wojskowymi, istnieją szkody gospodarcze spowodowane konfliktem , które, choć pozostają poza nadzorem Pentagonu, są jednak realne i dotkliwe. Straty ekonomiczne wynikające z zakłóceń w handlu będą prawdopodobnie ogromne, objawiając się spowolnieniem wzrostu gospodarczego oraz utratą zysków przedsiębiorstw i krajowych zysków gospodarczych. Dla Stanów Zjednoczonych wpływ wyższych cen ropy naftowej i inflacji na amerykańskich konsumentów jest poważnym problemem. Oczywiście istnieją również koszty alternatywne – czyli inwestycje rządu USA w programy krajowe, które są obecnie opóźniane lub całkowicie anulowane w celu sfinansowania zwiększonych budżetów wojskowych.

Wniosek jest taki: wojna nie uczyniła Amerykanów bezpieczniejszymi, ale będą musieli za nią płacić przez kolejne dekady.

Niepowodzenie USA w Iranie jest bezprecedensowe pod względem wpływu na pozycję geopolityczną Ameryki, jednak błędy militarne popełnione w Iranie nie są wyjątkowe dla Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak poprzednie, nieudane kampanie militarne USA, wojna z Iranem rozpoczęła się od niejasnych, szeroko zakrojonych celów, których nigdy nie dałoby się osiągnąć wyłącznie siłą militarną. Podobnie jak w poprzednich wojnach, stawka była znacznie niższa dla Stanów Zjednoczonych niż dla ich przeciwnika – fakt, który od początku przesądził o porażce USA. Dla Iranu obecny konflikt ma znaczenie egzystencjalne , a jego gotowość do znoszenia trudności wydaje się nieograniczona, podczas gdy dla Stanów Zjednoczonych interesy, które wchodzą w grę, są w najlepszym razie ograniczone. Iran nigdy nie zbliżył się do posiadania broni jądrowej i pomimo agresywnej retoryki, Teheran nie stanowił realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego USA. Ostatecznie amerykańscy przywódcy polityczni i wojskowi po raz kolejny popełnili błąd, wierząc, że ich cele w Iranie zostaną szybko osiągnięte , a następnie nie opracowali strategii ani teorii zwycięstwa na potrzeby przedłużającej się kampanii.

W przeszłości przytłaczająca przewaga militarna i ekonomiczna Ameryki dawała Waszyngtonowi wystarczającą przestrzeń do amortyzacji tych powtarzających się rozczarowań militarnych. Dziś ta amortyzacja już nie istnieje. W połączeniu z kumulatywnymi efektami dekad nadmiernej ekspansji USA, szybkiego rozwoju militarnego Chin oraz demokratyzacji potęgi militarnej na korzyść słabych państw i podmiotów niepaństwowych, wojna w Iranie zniweczyła znaczną część tej niewielkiej przewagi militarnej, jaką wciąż posiadały Stany Zjednoczone.

Czterdzieści dni walk i sześć tygodni blokady nie tylko wyczerpały zapasy, ale także obnażyły ​​systemowe słabości amerykańskiej sztuki wojennej i wyraźne ograniczenia amerykańskiej potęgi militarnej. Po raz pierwszy od dziesięcioleci armia amerykańska wydaje się – i faktycznie jest – nie do pokonania.

Po pierwsze, podatność amerykańskich baz, naziemnej obrony powietrznej i samolotów wojskowych w czasie wojny ma istotne implikacje dla trwałości amerykańskich zobowiązań wojskowych. Działania USA w przypadku jakiegokolwiek kryzysu w regionie Indo-Pacyfiku w dużej mierze zależałyby od wysuniętych baz, które mogłyby przekazywać siłę powietrzną, wspierać rozpoznanie, nadzór i gromadzenie danych wywiadowczych, a także zarządzać logistyką i wsparciem bojowym. Plany Pentagonu opierają się również na zdolności naziemnej obrony powietrznej do ochrony amerykańskiej infrastruktury wojskowej, personelu i samolotów. Jeśli amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie nie są w stanie odeprzeć ataków ze strony Iranu, czy bazy w Azji przetrwałyby konflikt z o wiele potężniejszą armią chińską? Czy amerykańskie sieci obrony powietrznej, tak szybko sparaliżowane przez irańskie drony, zachowałyby zdolność operacyjną w konflikcie w Azji? Odpowiedź na oba pytania brzmi prawdopodobnie: nie.

Jednocześnie wojna uwypukliła ograniczenia ataków z dystansu (tj. przeprowadzanych z dystansu). Amerykańskie ataki powietrzne i morskie odniosły jedynie ograniczoną skuteczność przeciwko irańskim celom wojskowym, pomimo ograniczonych możliwości obronnych Iranu. Iran był w stanie chronić znaczną część swojej infrastruktury i potencjału wojskowego, a przez cały konflikt wprowadzał innowacje w takich obszarach jak obrona powietrzna. Podobne ataki na chińską infrastrukturę będą prawdopodobnie jeszcze mniej skuteczne, zwłaszcza jeśli amerykańskie siły powietrzne i morskie będą musiały operować spoza drugiego łańcucha wysp, aby uniknąć chińskich pocisków.

Niepowodzenia Stanów Zjednoczonych w innych obszarach są również wymowne. Stanom Zjednoczonym nie udało się ponownie otworzyć Cieśniny Ormuz siłą militarną, choć niektórzy mogliby argumentować, że byłoby to możliwe, gdyby tylko zgodzili się na wysokie ryzyko eskalacji i koszty takiego manewru. Nieszczelność amerykańskiej kontr-blokady powinna stanowić przestrogę dla tych, którzy twierdzą , że w przypadku wojny w Azji Stany Zjednoczone mogłyby odciąć dostęp do Cieśniny Malakka lub nałożyć embargo na chińskie porty. Wreszcie, amerykańskie siły lądowe w dużej mierze nie zdołały przeciwdziałać zagrożeniu ze strony irańskich dronów i nie są w stanie przeciwdziałać mu własnymi siłami. W połączeniu z wnioskami wyciągniętymi z wojny na Ukrainie, amerykańscy przywódcy wojskowi już przyznali , że muszą radykalnie zmienić swoje podejście do manewrów wojennych, planując przyszłe sytuacje kryzysowe, w tym te związane ze wsparciem sojuszników NATO w wojnie lądowej w Europie.

Najważniejsza lekcja jest taka, że ​​amerykańska potęga militarna po prostu nie sięga już tak daleko ani nie dysponuje tak trwałą siłą jak kiedyś. Równie poważny jest fakt, że wojna w Iranie sugeruje, że nieadekwatność obecnej pozycji militarnej USA ma charakter systemowy i strategiczny, a nie wynika jedynie z niewystarczających zasobów lub zapasów amunicji. Budżet obronny w wysokości 1,5 biliona dolarów ani inwestycje w przemysł zbrojeniowy nie rozwiążą tych problemów. Zamiast tego Stany Zjednoczone będą zmuszone do ponownej oceny i ograniczenia swoich globalnych zobowiązań w sposób, którego nie robiły w przeszłości.

W artykule opublikowanym w „Foreign Affairs” na początku tego roku A. Wess Mitchell, były pracownik pierwszej administracji Trumpa, przyznał, że Stany Zjednoczone przesadziły z ekspansją. Nawołuje do strategii konsolidacji, w ramach której Stany Zjednoczone zrzucą obciążenia z peryferyjnych teatrów działań wojennych – a mianowicie z Bliskiego Wschodu i Europy – oraz ożywią amerykańską potęgę militarną i gospodarczą poprzez inwestycje w przemysł zbrojeniowy i przywrócenie równowagi w stosunkach handlowych z kluczowymi partnerami, takimi jak Chiny. Sugeruje, że konsolidacja jest alternatywą dla wycofania, zakładając, że fundamenty amerykańskiej potęgi militarnej pozostają solidne i wymagają jedynie reorganizacji.

Niestety, po wojnie z Iranem ta opcja nie wydaje się już realistyczna. Różnica między zasobami USA a deklarowanymi obecnie celami jest po prostu zbyt duża i strukturalna, aby można ją było zniwelować poprzez inwestycje przemysłowe lub nowe umowy handlowe.

Podstawowe założenie konsolidacji – że siły napędowe amerykańskiej potęgi militarnej nadal funkcjonują – jest obecnie kwestionowane. Amerykańskie moce produkcyjne nie odbudowały się pomimo znacznych inwestycji, a przy długu publicznym przekraczającym 100% PKB i rosnących cenach energii, odporność gospodarcza USA słabnie. Jest mało prawdopodobne, aby Stany Zjednoczone były w stanie wyprodukować wystarczająco dużo pocisków rakietowych wystarczająco szybko lub wystarczająco odbudować swoje moce produkcyjne w stoczniach, aby utrzymać choćby ułamek obecnego portfela globalnych zobowiązań. Co więcej, po zaangażowaniu tak wielu sił zbrojnych w wojnę na Bliskim Wschodzie, nie jest jasne, czy Stanom Zjednoczonym pozostało wiele do skonsolidowania swoich zasobów i przekierowania ich na teatry działań, które Mitchell uważa za priorytetowe, w tym na Azję i półkulę zachodnią.

Obecnie wycofanie się jest jedyną opcją dla Stanów Zjednoczonych. Ale wieści nie są aż tak złe. Choć amerykańska dominacja militarna słabnie, kraj ten nadal posiada znaczącą przewagę nad każdym potencjalnym rywalem na większości teatrów działań wojennych. Nawet w Azji, gdzie Waszyngton mierzy się z równie silnym przeciwnikiem, chińska armia nie jest w stanie całkowicie wyprzeć Stanów Zjednoczonych z regionu. Decydenci mają zatem pewną elastyczność w kwestii tego, które zobowiązania utrzymać, a z których zrezygnować. Innymi słowy, wycofanie jest możliwe do opanowania.

W obliczu trudnych decyzji, decydenci amerykańscy powinni opierać swoje decyzje na wąskiej definicji interesów narodowych – a konkretnie na zaledwie dwóch: obronie ojczyzny i zapewnieniu dostępu do kluczowych rynków gospodarczych. Taka definicja pozwoliłaby na znaczną redukcję liczby sił zbrojnych USA stacjonujących za granicą. Stany Zjednoczone nie potrzebują baz wojskowych ani rozmieszczenia wojsk w Europie ani na Bliskim Wschodzie, aby chronić te interesy. Na żadnym z tych teatrów działań wojennych nie ma realnego rywala, który mógłby zagrozić ich hegemonii, a zagrożeniom, przed którymi stoją Stany Zjednoczone, można przeciwdziałać poprzez okresowe rozmieszczanie sił powietrznych i morskich, ulepszoną obronę przeciwrakietową na własnym terytorium oraz solidniejszą globalną strategię gospodarczą. Kontrolowane wycofanie wojsk wymagałoby również ograniczenia gwarancji bezpieczeństwa USA. Nawet jeśli Stany Zjednoczone pozostaną w NATO, powinny powrócić do dosłownej interpretacji Artykułu 5, który zmniejsza ich zobowiązania, i zrzec się wszelkich zobowiązań w zakresie bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie – regionie, który od dawna jest źródłem samych problemów.

W Azji strategia kontrolowanego wycofania w podobny sposób ograniczyłaby amerykańską obecność i gwarancje bezpieczeństwa, choć być może początkowo w mniejszym stopniu. Niemożliwe do utrzymania stanowiska, takie jak amerykańska polityka strategicznej niejednoznaczności wobec Tajwanu, powinny zostać porzucone. Waszyngton powinien jasno dać do zrozumienia , że ​​nie będzie bronił Tajwanu – posunięcie to zmniejszyłoby ryzyko wojny z Chinami, na którą Stany Zjednoczone nie są obecnie przygotowane. Stany Zjednoczone powinny zrzec się innych niezbędnych zobowiązań sojuszniczych, w tym zobowiązań wobec Tajlandii, Filipin i Korei Południowej, jednocześnie ograniczając swoje zaangażowanie w stosunku do Japonii. Umożliwiłoby to repozycjonowanie sił amerykańskich w Azji, z dala od wybrzeży Chin, w kierunku północnej Japonii i drugiego łańcucha wysp – wystarczające do obrony dostępu USA do rynków i szlaków handlowych.

Te zmiany w nastawieniu i zobowiązaniach sojuszniczych oznaczałyby gruntowną przebudowę amerykańskiej polityki zagranicznej, ale ich efektem byłaby zrównoważona pozycja militarna odpowiadająca możliwościom i zasobom USA oraz dostosowana do ochrony interesów USA.

Ci, którzy pragną utrzymać hegemonię USA – wielu z nich to ci sami, którzy uważają wojnę z Iranem za sukces wymagający jedynie kilku kolejnych tygodni bombardowań – odrzucą te rekomendacje i będą opowiadać się za utrzymaniem status quo. Jednak takie opóźnienie zniweczy wszelkie szanse na kontrolowane wycofanie i wpędzi Stany Zjednoczone w rzeczywistość, w której wycofanie jest obowiązkowe, nieuniknione i zostanie im narzucone.

Przymusowe wycofanie mogłoby nastąpić na wiele sposobów, ale wszystkie warianty wydawałyby się ucieczką. Ograniczenia zasobów mogłyby zmusić Stany Zjednoczone do redukcji zobowiązań, zamknięcia baz i redukcji struktury wojskowej. Porażka w konflikcie zbrojnym, wywołana niemożliwym do utrzymania rozmieszczeniem sił, wrażliwymi bazami i przewlekłą nadmierną ekspansją, również mogłaby wymusić wycofanie sił USA. W każdym z tych scenariuszy, mimowolne redukcje amerykańskiej obecności wojskowej mogłyby zagrozić interesom USA. Pod presją decydenci polityczni utracą możliwość kontrolowania tempa lub miejsca zmian w obecności wojskowej USA. Zamiast tego, decyzje te mogłyby być podyktowane przez przeciwników USA, presję finansową lub ograniczenia zewnętrzne, które ostatecznie zaszkodziłyby bezpieczeństwu i dobrobytowi Ameryki.

Obecnie debata na temat polityki zagranicznej w Stanach Zjednoczonych jest zdominowana przez skutki wojny z Iranem. Porozumienie mające na celu usunięcie przyczyn konfliktu wciąż nie zostało osiągnięte, ale decydenci muszą teraz rozpocząć dyskusję na temat dalszych działań. Wojna obnażyła kruchość amerykańskiej potęgi militarnej i wyraźne granice jej możliwości we współczesnym świecie. Zamiast kurczowo trzymać się fikcji, że amerykańska polityka zagraniczna po wojnie po prostu wróci do normy, decydenci powinni stawić czoła rzeczywistości: era amerykańskiej hegemonii militarnej – i amerykańskiego imperium – dobiegła końca. Wynikająca z tego przyszłość będzie mniej komfortowa dla Stanów Zjednoczonych, ale zmiany te są spóźnione, a wyzwania są możliwe do opanowania. Dzięki podjęciu odpowiednich kroków już dziś, wycofanie się Stanów Zjednoczonych może być korzystniejsze dla Stanów Zjednoczonych i całego świata.

Źródło: Wojna w Iranie i przyszłość imperium amerykańskiego

Ukraina zaatakowała obiekty energetyczne i przemysłowe głęboko w Rosji

Ukraina zaatakowała obiekty energetyczne i przemysłowe głęboko w Rosji

W nocy z wtorku na środę Ukraina zaatakowała Rosję, koncentrując się w szczególności na obiektach przemysłowych i infrastrukturze energetycznej w kilku regionach. Skala zniszczeń nie jest jeszcze znana. Jednym z głównych celów była fabryka WNIIR-Postęp w Republice Czuwaskiej, która – jak twierdzą na Ukrainie i Zachodzie – produkuje podzespoły do rosyjskich dronów i bomb. Zaatakowano również inną pobliską infrastrukturę.

Ukraina od miesięcy jasno daje do zrozumienia, że nie będzie dłużej powstrzymywać się przed atakami na rosyjskie obiekty energetyczne i wojskowe, a także na zakłady wojskowo-przemysłowe o podwójnym przeznaczeniu. Ukraina użyła wyprodukowanego w kraju pocisków manewrujących Flamingo.

„Ukraińskie siły przeprowadziły atak rakietowy głęboko w Rosji, atakując w nocy główny obiekt wojskowy” – poinformował Wołodymyr Zełenski. Dodał, że pociski manewrujące FP-5 Flamingo uderzyły w fabrykę dronów i rakiet w mieście Czeboksary w Republice Czuwaskiej, ponad 900 km od linii frontu. Lokalne władze przekazały, że w ataku rakietowym na miasto zostały ranne trzy osoby. Kijów twierdzi również, że zaatakował zajęty przez Rosję port Mariupol nad Morzem Azowskim, rosyjską rafinerię ropy naftowej w Samarze oraz tankowiec należący do tzw. ‚floty cieni’  na Morzu Czarnym.

W Nowokujbyszewsku, w rosyjskim centrum naftowym Samara, gdzie znajdują się rafinerie Rosnieftu, gubernatorzy obwodów poinformowali, że władze odparły ataki dronów i wezwali milion mieszkańców do szukania schronienia. Rosyjska stacja telewizyjna OSINT Astra potwierdziła, że rafineria ropy naftowej w Kujbyszewie stanęła w płomieniach po ataku co najmniej 29 dronów.

W obwodzie rostowskim w Rosji, graniczącym z Ukrainą, spadające odłamki drona zapaliły zbiornik paliwa w obiekcie cywilnym. W centralnym obwodzie włodzimierskim płonęły dwa zakłady przemysłowe. Syreny alarmowe zawyły też w odległych regionach naftowych: chanty-mansyjskim, permskim i tiumeńskim, a także w przemysłowych obwodach uralskich: czelabińskim i swierdłowskim.

Ataki na cele w Rosji: w Czeboksarach zbombardowano fabrykę anten wojskowych, w Samarze płonie rafineria

Ataki na cele w Rosji: w Czeboksarach zbombardowano fabrykę anten wojskowych, w Samarze płonie rafineria

Gubernator Czuwaszji Oleg Nikołajew skrytykował atak na wspomniany zakład produkcyjny, nazywając go przejawem „bezsilnej wściekłości terrorystów, którzy nie odnoszą sukcesów na froncie i teraz próbują zastraszyć pokojowo nastawionych mieszkańców w głębi lądu”. Wszystkie te fale ataków w różnych lokalizacjach prawdopodobnie doprowadzą do jeszcze silniejszych nalotów na Kijów, po tym jak stolica Ukrainy została już mocno dotknięta w ostatnich tygodniach.

Rafineria w Kujbyszewie w Samarze płonęła w kilku miejscach i będzie zapewne wymagać długotrwałych napraw. Zakłady WNIIR Progress w Czeboksarach – główny producent systemów nawigacyjnych Kometa, używanych w dronach Szahed, a także pociskach Iskander i Kalibr – zostały dwukrotnie trafione pociskami manewrującymi FP-5 Flamingo, co spowodowało znaczne szkody i pożary. Trafione zostały również dwa obiekty infrastruktury naftowej w obwodzie włodzimierskim w Rosji, w tym stacja pomp Wtorowo. Donoszono także o eksplozjach w obwodach donieckim i ługańskim.

Prezydent Władimir Putin i najwyższe dowództwo wojskowe ogłosiły w zeszłym miesiącu, że w odpowiedzi na atak na akademik w Ługańskiej Republice Ludowej 22 maja, w którym zginęło 21 osób – głównie nastoletnie dziewczęta – a 70 zostało rannych, rozpoczną się ataki na ‚ośrodki decyzyjne’. Urzędnicy Kremla twierdzą obecnie, że rosyjskie siły zbrojne „mają prawo zniszczyć każdą infrastrukturę wspierającą terroryzm”.

Wydaje się, że ciągłe ataki Ukrainy na obiekty naftowe i przemysłowe będą stopniowo stanowić ogromne obciążenie dla rosyjskiej gospodarki i ludności. Ostrzał z Ukrainy będzie kontynuowany, zwłaszcza że ‚operacja specjalna’  przebiega w żółwim tempie i brak znaczących rozstrzygnięć na froncie.

uncutnews.ch/ukraine-trifft-ueber-ein-halbes-dutzend-energie-und-industrieanlagen-tief-im-inneren-russlands-ueber-nacht

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas

Plotki o stanie umysłu Trumpa i BOMBIE

=======

Thomas Röper anti-spiegel.ru/hersh-trump-hat-ueber-die-moeglichkeit-eines-atomwaffeneinsatzes-gegen-den-iran-gesprochen

Hersh: Trump mówił o możliwości użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi.

Anti-Spiegel 10 czerwiec 2026 [ta informacja krąży na wielu kanałach telegramowych i nie jest fejkiem]

Według dziennikarza rozmowa dotyczyła ataków na podziemne zakłady produkcji rakiet w Republice Islamskiej.

NOWY JORK, 10 czerwca (TASS tass.ru/mezhdunarodnaya-panorama )

Prezydent USA Donald Trump niedawno pytał swoich pracowników o możliwość użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi, twierdzi amerykański dziennikarz i laureat Nagrody Pulitzera, Seymour Hersh, na swoim blogu na platformie Substack.

Według Hersha, rozmowa, w której prezydent USA wspomniał o broni jądrowej, odbyła się w tym tygodniu i uczestniczyli w niej wysocy rangą urzędnicy rządowi USA.

Rozmowa koncentrowała się na atakach na podziemne zakłady produkcji rakiet w Iranie. Podczas dyskusji prezydent USA pytał o „możliwość” użycia broni jądrowej do zniszczenia niektórych z tych obiektów.

Jak zauważa Hersh, co najmniej jeden uczestnik spotkania był zszokowany, że prezydent USA mógł tak swobodnie poruszać kwestię wojny nuklearnej na Bliskim Wschodzie. Zauważono, że podczas rozmowy Trump wydawał się zdenerwowany i zły, a w tamtym momencie sprawiał wrażenie człowieka, który „rozpaczliwie nie chce ponieść porażki w Iranie”.

Trump wpadł również na pomysł ostrzeżenia władz Iranu, że Waszyngton „niezwykle poważnie” rozważa możliwość takiej eskalacji. Dziennikarz pisze, że Trump został najwyraźniej odwiedziony od jakichkolwiek rozmów na temat eskalacji z udziałem broni jądrowej. 

Ukryta afera naftowa Trumpa… Wyjaśnienie faktów

Ukryta afera naftowa Trumpa… Wyjaśnienie faktów

sonar21/trumps-covert-oil-scam-setting-the-record-straight

Trump ponownie rozpalił konflikt z Iranem i zapowiada się, że będzie on wyjątkowo brutalny. BORZZIKMAN informuje, że źródła irańskie i rosyjskie twierdzą, iż Iran zniszczył ubiegłej nocy 12 samolotów bojowych F-35, które stacjonowały w bazie lotniczej w Jordanii. Omawiałem tę kwestię do znudzenia w kilku podcastach dzisiaj — zamieszczam je poniżej.

Chcę skupić się na tym, co Trump powiedział dziś na temat ropy naftowej transportowanej z Zatoki Perskiej. Na wstępie stawiam kluczowe pytanie: jeśli prowadzisz skuteczną tajną operację przez ponad 30 dni, dlaczego miałbyś ujawniać ją publicznie? Odpowiedź: nie zrobiłbyś tego, gdyby był to rzeczywiście skuteczny tajny program.

Przemawiając w środę w Gabinecie Owalnym, Trump powiedział, że Stany Zjednoczone potajemnie przeprowadzały transport „milionów baryłek” ropy przez Cieśninę Ormuz.

Następnie rozwinął ten temat w serwisie Truth Social, ogłaszając:

„W zeszłym miesiącu poleciłem naszej wspaniałej armii USA przeprowadzenie tajnej misji mającej na celu wsparcie tankowców naftowych oraz innych statków handlowych przepływających przez Cieśninę Ormuz.”

Twierdził, że w wyniku tej operacji ponad 100 milionów baryłek ropy trafiło na otwarty rynek, a ponad 200 statków handlowych bezpiecznie przepłynęło przez cieśninę. Wcześniej Trump powiedział dziennikarzom w Gabinecie Owalnym, że USA „wyprowadzały” miliony baryłek ropy w środku nocy, a Iran nic o tym nie wiedział, ponieważ jego systemy radarowe zostały zniszczone w amerykańskich atakach. Dodał, że od dawna miał ochotę ujawnić tę operację, ale się powstrzymywał — sugerując, że zdecydował się o niej powiedzieć dopiero teraz, ponieważ Iran i tak już się o niej dowiedział.

Trump zachwalał również ten rzekomy sukces w serwisie Truth Social:

„Ten niezwykle udany wysiłek jest możliwy dlatego, że STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI KONTROLUJĄ Cieśninę Ormuz — a nie Iran. Ich wojsko zostało pokonane, a ich gospodarka jest zrujnowana.”

To nic innego jak kompletna bzdura.

Przyjrzyjmy się liczbom. Przed rozpoczęciem Wojny Ramadanowej 28 lutego kraje Zatoki Perskiej wysyłały przez Cieśninę Ormuz 20 milionów baryłek ropy dziennie. Bardzo duży tankowiec może przewozić około 2 milionów baryłek. Innymi słowy, przez cieśninę przepływało co najmniej 50 statków przewożących ilość ropy odpowiadającą pięciu dniom eksportu z regionu Zatoki.

Aby lepiej zobrazować skalę, 100 milionów baryłek odpowiada około pięciu dniom zużycia ropy w Stanach Zjednoczonych. Nie jest to ilość mająca istotne znaczenie. W globalnym kontekście to drobiazg.

Wracam jednak do mojego pierwotnego pytania: dlaczego Trump ujawnia szczegóły rzekomo skutecznej tajnej operacji? To nie ma żadnego sensu.

Jeśli masz jakieś wyjaśnienie tego dziwnego zachowania, podziel się swoją opinią.

==========================

I realize that most of you have a life and don’t have time to watch all of these videos. I simply post them for your convenience. I started the day of with Danny Davis doing a Deep Dive on Trump killing the negotiations with Iran:

Larry Johnson: Trump Wants to Blow Up Iran Negotiations

This is something different. Randy Credico is re-starting his YouTube channel and I was his first interview. He wanted to talk about me. The photo on the video was taken 15 years ago at the Roman Coliseum:

Profiles in Courage (EP 1): Larry Johnson

Ed DeMarche, editor of Trends Journal, spent 35 minutes with me talking about the Apache helicopter incident that Trump used to justify reigniting the war with Iran:

Larry Johnson: Attack on Apache helicopter seems to have been 'staged' to kill peace process w/ Iran

Pepe and I are back with Zulfiqar Ali on a new channel — Transition Protocol. Please check it out and subscribe:

EX-CIA & Pepe EXPOSES :Iran’s FINAL 48 Hours - Khamenei’s Last Peace Window Before All-Out Gulf WAR

I’m calling Nima a prophet. He asked me early this morning (Wednesday) to do a 6 pm hit. How did he know the shooting was going to start again?

Larry Johnson: BREAKING: The American ATTACK on Iran has BEGUN - Iran's Upscale Retaliation Coming

Mario remains puzzled by Trump’s bizarre behavior… I try to explain it to him:

BREAKING: TRUMP STRIKES IRAN HARD! IRAN PREPARES MAJOR RETALIATION! – w/ Fmr. CIA Larry Johnson

I’m back with Sulaiman Ahmed who, like Mario, is a relentless and talented podcaster:

BREAKING: U.S FIRE 49 TOMAHAWKS, 2 DESTOYERS HIT, STRAIT OF HORMUZ CLOSED w/ FMR CIA LARRY JOHNSON