Nowy Dugin: Wahnięcia polityki USA. Unia Europejska musi być rozbita.

Unia Europejska musi być zniszczona

Rozmowa z Aleksandrem Duginem

Proponuję zacząć od dokumentu, który jest teraz na ustach wszystkich w Rosji, Europie, a nawet w Chinach. Mówimy o nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych. W szczególności szwajcarskie media bezpośrednio piszą, że tekst ten w dużej mierze odzwierciedla przemówienie naszego prezydenta Władimira Putina w Monachium. Z pańskiego punktu widzenia, czy rzeczywiście tak jest?

– Wie pan, wraz z publikacją Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA, ponownie obserwujemy słynne oscylacje Trumpa między obozem MAGA a neokonserwatystami – wahania, o których nieustannie mówimy w naszych programach i które uważnie monitorujemy. I możemy szczerze powiedzieć: obecna doktryna jest pisana w imieniu MAGA. To prawdziwa doktryna „Make America Great Again” – głos zdecydowanych przeciwników globalizmu i surowych krytyków neokonserwatywnego rdzenia – tego samego rdzenia, dzięki któremu Trump wygrał wybory.

W rzeczywistości ta strategia jest bardzo zbliżona do tego, co nazwałem „porządkiem wielkich mocarstw” w mojej książce o Trumpie. Obecnie to określenie jest coraz częściej słyszane w przestrzeni publicznej – „koncert wielkich mocarstw”. Oznacza to, że Zachód nie postrzega się już jako gwarant demokracji, nie promuje wartości liberalnych, nie bierze odpowiedzialności za całą ludzkość i nie postrzega siebie jako części jednej przestrzeni z Europą.

Ameryka jest teraz zdana na siebie. Wciąż dąży do swojej wielkości, rozwoju, dominacji, ale wyraźnie wyznacza terytorium tej dominacji – przede wszystkim półkulę zachodnią, oba kontynenty amerykańskie. Stąd pochodzi termin „następca doktryny Monroe’a”. Następnym przykładem jest dodatek, rozwój pewnego projektu geopolitycznego, a właśnie ten następca Trumpa to w rzeczywistości rząd wielkich mocarstw.

Co Trump i jego zwolennicy mówią w tym dokumencie? Ameryka skupia się głównie na dwóch kontynentach: Ameryce Północnej (w tym, jeśli można tak powiedzieć, Grenlandii jako naturalnym przedłużeniu Alaski) oraz całej Ameryki Południowej. To jest ich strefa, rezerwują ją dla siebie bezwarunkowo.

Jeśli chodzi o resztę świata, główna teza globalistyczną, że głównymi strategicznymi przeciwnikami są Rosja i Chiny, zniknęła. Nie ma już takich zapisów. Rosja jest postrzegana raczej neutralnie, a nawet życzliwie jako potencjalny partner. Chiny postrzegane są jako poważny konkurent gospodarczy i pewne zagrożenie, ale już nie jako wróg w starym tego słowa znaczeniu. Ingerencja w sprawy Bliskiego Wschodu i innych stref euroazjatyckich zostanie zredukowana niemal do zera. Afryka została uznana za obojętną, Indie w ogóle nie są wymieniane, czyli nie są już uważane za partnera strategicznego.

Okazuje się, że to prawdziwy świat wielobiegunowy. Trump otwarcie deklaruje: tak, pozostajemy największym biegunem, będziemy utrzymywać i narzucać naszą hegemonię, ale znacznie ją ograniczymy. Odrzucenie globalistycznej agendy obiektywnie otwiera drogę innym Biegunom – Rosji, Chinom, Indiom – do pełnego zakorzenienia się. A jeśli chodzi o resztę, Trump po prostu mówi: Nie obchodzi mnie to, stwórz swoje bieguny albo nie twórz tak, jak chcesz. Jednocześnie oczywiście amerykańska hegemonia jest niezwykle ostrożna wobec BRICS i jakiejkolwiek konsolidacji innych cywilizacji. Ten dodatek do Doktryny Monro`e stanowi bezpośrednie wyzwanie dla całej Ameryki Łacińskiej i zmusi ją do poszukiwania wspólnej strategii, aby zapobiec jawnej amerykańskiej dominacji na jej kontynencie. To samo dotyczy Afryki.

W rzeczywistości mamy do czynienia z głęboko antyeuropejską strategią. Solidarność atlantycka jest wspominana jedynie z sarkazmem i drwiną. Proponuje się „podzielić ciężar” wydatków wojskowych w NATO: Ameryka zwalnia się z głównej odpowiedzialności za Europę, pozostawiając jedynie kluczowe stanowiska. To w rzeczywistości koniec atlantyzmu jako takiego. Europa jest teraz zmuszona myśleć samodzielnie i stworzyć własny biegun cywilizacyjny.

Ta doktryna dokładnie odzwierciedla podejście MAGA, z którym Trump doszedł do władzy. Potem bardzo się od tego oddalił: nie angażował się w konflikt ukraiński, przykrywał go maską zamiast prawdziwego rozwiązania, bombardował Iran, radykalnie wspierał Netanjahu – bardzo odszedł od pierwotnego programu. W tej strategii wraca do podstaw: wraca do MAGA. Nie jest przypadkiem, że dokument wywołał prawdziwą panikę wśród globalistów – zarówno w Europie, jak i w samych Stanach Zjednoczonych.

Krzyczą histerycznie: kto to napisał? Jeśli pierwsza doktryna Trumpa została napisana przez neokonserwatystów i globalistów – Pompeo, Boltona, Pence’a – to teraz powstaje prawdziwa MAGA: Hicks, Vance, Miller. Paradygmat całkowicie się zmienił. To jest nadchodzący realizm – agresywny, hegemoniczny, ale wciąż realizm. Idea promowania wartości liberalnych została odrzucona raz na zawsze.

Ameryka staje się konkretną, jasno zdefiniowaną potęgą militarno-polityczną z oczywistymi interesami, które będzie zdecydowanie bronić na swojej półkuli. Kto wejdzie jej w drogę, będzie miał kłopoty. Ale już nie mówi się o liberalizmie, demokracji i prawach człowieka. America First — kropka. Obiektywnie rzecz biorąc, świat multipolarny, o którym mówił nasz prezydent w swoim przemówieniu w Monachium, odrzucając roszczenia Zachodu do uniwersalizmu i globalizmu, jest teraz faktycznie ogłoszony przez samego Trumpa. Kolejną kwestią jest to, czy jego następca, na przykład Vance, wytrzyma ten kurs po 80-letnim Trumpie? A może neokonserwatyści powrócą? Jak dotąd jest to deklaracja wojny – nie wobec nas, lecz wobec globalnej liberalno-globalistycznej elity.

Jeśli mówimy o Ukrainie, teraz pojawia się teza, że Trump jest niezadowolony, że Zełenski nie czyta jego planu pokojowego. Syn Trumpa przyznaje nawet, że na tle wszystkich historii o korupcji Ameryka może w nadchodzących miesiącach całkowicie przestać uczestniczyć w konflikcie ukraińskim. Jak bardzo to realistyczne?

– Plan, który teraz promuje Trump, jest dokładnie tym, który może nam odpowiadać. Wyjaśniliśmy mu to bardzo jasno: co jest dla nas akceptowalne, a z czym kategorycznie nie możemy mieć nic do czynienia. Jednak to, co mu wyjaśniliśmy i co wydaje się zaakceptować, nadal nie będzie naszym prawdziwym zwycięstwem. To, niestety, kolejny kompromis. To nie jest porażka – w żadnym wypadku – ale też nie jest to zwycięstwo w pełnym, głębokim tego słowa znaczeniu. Można to nazwać pewnym sukcesem, można to nazwać upokorzeniem Zachodu, z pewnością osobistą i ostateczną porażką Zełenskiego – ale to w żadnym wypadku nie jest koniec Ukrainy jako projektu, a już na pewno nie koniec Zachodu jako siły cywilizacyjnej.

Trump doskonale to rozumiał. Zrozumiał najważniejsze: jeśli naprawdę chce uratować Ukrainę – czyli uratować antyrosyjski, rusofobiczny przyczółek, który budowano przeciwko nam przez tyle lat – musi natychmiast zaakceptować nasze propozycje. Dla globalistów, Europejczyków i oczywiście samego Zełenskiego będzie to poważna, bolesna porażka.

Ale dla samej Ukrainy tak nie jest. Ukraina zostanie uratowana. I została uratowana w samej formie, w jakiej została stworzona: jako antyrosyjska. I to Trump ją ratuje, poświęcając Zełenskiego i całą grupę europejskich idiotów, którzy wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się dzieje.

Gdyby Trump, robiąc wszystko, co w jego mocy, po prostu wycofał się z konfliktu i zostawił go na łasce Europy i Ukrainy – co, nawiasem mówiąc, wielokrotnie sugerował, a nawet otwarcie mówił – byłaby to dla nas naprawdę idealna opcja. Tak, wciąż musielibyśmy walczyć, być może dość długo i ciężko, ale wtedy mielibyśmy realną szansę na prawdziwe, całkowite, nieodwracalne zwycięstwo. A każde zawieszenie broni, które możemy teraz zawrzeć, jest tylko tymczasową przerwą i to na bardzo krótki czas. Ani Ukraina, ani Unia Europejska, ani nawet Stany Zjednoczone nie będą się z tym rozejmem mierzyć w przyszłości, gdy tylko poczują, że mają choćby najmniejszą okazję, by je złamać.

Jeśli Trump zdecyduje się na sprawy Wenezueli, a my rozwijamy relacje sojusznicze z Wenezuelą, jak Rosja powinna na to zareagować?

– To trudne pytanie. Z jednej strony mamy naprawdę sojusznicze relacje z Wenezuelą i gdybyśmy byli silniejsi, musielibyśmy w pełni zaangażować się w ten konflikt po stronie Maduro przeciwko amerykańskiej agresji. Niestety, nie jesteśmy jednak do tego przygotowani: wszystkie nasze siły są całkowicie uwięzione przez wojnę ukraińską – tak jak w Syrii, jak w Iranie. Po zwycięstwie na pewno się włączymy. A teraz, niestety, jesteśmy sparaliżowani.

Zacznijmy tę część rozmowy od oświadczenia naszego specjalnego przedstawiciela Prezydenta Rosji Kiryła Dmitriewa. Powiedział, że najlepsi dyplomaci Unii Europejskiej są teraz w panice. Tak właśnie skomentował wiadomość z Polski, że sam Dmitriew i amerykański biznesmen Elon Musk rzekomo zdecydowali się podzielić Europę. Jaki jest powód takiej dyskusji o podziale Europy teraz? Dlaczego Musk stał się bardziej aktywny? Praktycznie zniknął z przestrzeni publicznej na jakiś czas, a teraz wznowił polemikę z Unią Europejską na temat wolności słowa, prawa europejskiego. Do czego to wszystko prowadzi?

– W rzeczywistości tutaj, podobnie jak przy przyjmowaniu nowej doktryny bezpieczeństwa narodowego, jak w negocjacjach dotyczących Ukrainy, rejestrujemy ten sam ogólny ruch – silne oscylacyjne wahanie w kierunku powrotu do pierwotnego projektu MAGA. Bo gdy Trump doszedł do władzy, zasadniczo ogłosił całkowity reset całej globalnej architektury, a projekty MAGA faktycznie zostały uruchomione. A potem odszedł od tego bardzo poważnie i bardzo daleko. Przez prawie rok – osiem, dziewięć miesięcy – zajmował się zupełnie innymi rzeczami: ukrywał listę Epsteina, wyszedł spod gigantycznej, nagle ujawnionej presji izraelskiego lobby na amerykańską politykę, zdradził swoich lojalnych towarzyszy.

To znaczy, w pewnym sensie, przestała być z MAGA. Odszedł od MAGA na bardzo dużą odległość. Ale wszystko zaczęło się dokładnie tak samo, jak zaczyna się teraz. A teraz wraca – Trump wraca, a co za tym idzie, Musk wraca.

Ponieważ Musk wyraźnie otrzymał zielone światło na rozbicie Unii Europejskiej. W przypadku Unii Europejskiej mówimy o „najlepszych dyplomatach”, którzy są ultra-globalistami, absolutnymi, nie do pogodzenia wrogami Trumpa, najzacieklejszymi przeciwnikami jego kursu, jego ideami, jego poglądami na świat i społeczeństwo. Już zeszłej zimy, w styczniu zeszłego roku, prawie rok temu, Musk rozpoczął tę kampanię: przeciwko Starmerowi, wspierając AfD, przeciwko Macronowi. I faktycznie Twitter – jego sieć zakazana w Federacji Rosyjskiej – stał się platformą, która konsolidowała populistyczną opozycję w każdym europejskim kraju, podnosząc ją w taki sam sposób, w jaki Soros kiedyś podnosił globalistów, ale tylko w lustrzanej, przeciwnej stronie. Teraz Musk po prostu powtórzył tę samą taktykę, ale na odwrót. I zaczął to robić rok temu: wspierał AfD, przeciwników Starmera w Wielkiej Brytanii, Marine Le Pen, Meloni – wszystkich, którzy sprzeciwiali się Unii Europejskiej, europejskiemu establishmentowi, europejskiemu populizmowi, jeśli można tak powiedzieć.

A potem sam Musk został zawieszony w pracy w DOGE, agencji ze względu na efektywność i wygodę działania państwa. Generalnie rozstał się z Trumpem, a równolegle z tym sam Trump zajmował się zupełnie innymi sprawami, co wywołało jedynie krytykę ze strony Muska. Ale Musk się powstrzymał. Na początku zaczął krytykować Trumpa, potem zrobił sobie przerwę. I czekał na moment, gdy wahania związane z trumpizmem znów wejdą na drogę MAGA. To znaczy, wracamy do MAGA. Rozpoczęliśmy dzisiejszy program: w Ameryce widzimy, że Trump wraca do pierwotnego planu, do Planu A, do planu MAGA. I oczywiście Musk natychmiast aktywnie angażuje się w ten proces i nadal niszczy Unię Europejską.

Tym razem jest znacznie poważniej. Drugie podejście MAGA do rozmontowania Unii Europejskiej, moim zdaniem, będzie znacznie bardziej zdecydowane i spójne. Potwierdza to nowa strategia bezpieczeństwa narodowego oraz zachowanie Unii Europejskiej w kryzysie ukraińskim, które nieustannie udaremnia plany Trumpa dotyczące ratowania Ukrainy. Teraz wszystkie okoliczności właśnie się pojawiły, by poradzić sobie z zniszczeniem Unii Europejskiej. Nikt już nic nie ukrywa. Musk otwarcie mówi: zniszczmy Unię Europejską. Ma ku temu wszelkie powody: jest zwolennikiem konserwatywno-populistycznego projektu high-tech, któremu liberałowie u władzy po prostu uniemożliwiają życie i oddychanie.

Uważam, że sama Ameryka, Trump i jego zespół trumpistów, gdzie MAGA zaczyna wychodzić ze śpiączki i odgrywa coraz ważniejszą rolę, naprawdę zaczęli rozbijać Unię Europejską. Wystarczy to tylko oklaskiwać i, jeśli to możliwe, pchnąć to, co już upada. Gdybyśmy mieli siłę i dźwignie wpływu na Unię Europejską, jestem pewien, że po obu stronach moglibyśmy po prostu zepchnąć tych wspaniałych „najlepszych europejskich dyplomatów” w zapomnienie. Bo nie da się wymyślić czegoś bardziej obrzydliwego, złośliwego, agresywnego, cynicznego, podstępnego, toksycznego, gnijącego od środka i rozprzestrzeniającego tę zgniliznę na resztę ludzkości niż obecna Unia Europejska.

A ta kara, którą otrzymała firma X na mocy nowego prawa Unii Europejskiej, była tylko pretekstem dla Muska, by ponownie rozpocząć kampanię przeciwko Europie. Wszystko wydarzyło się dokładnie na zgodę Trumpa, ponieważ zbiegło się to z publikacją nowej strategii.

– To tylko pretekst, ale idealnie wpisuje się w ogólną fluktuację amerykańskiego kursu – od MAGA po neokonserwatystów i z powrotem do MAGA. Rok temu, gdy postawiliśmy sobie zadanie ścisłego monitorowania tych wahań w amerykańskiej polityce w naszym programie eskalacji, bardzo trafnie opisaliśmy logikę tworzenia nowego reżimu trumpowskiego: będzie on nieustannie wahać się między MAGA, zbliżaniem się do projektu MAGA – porządkiem wielkich mocarstw – a oddalaniem się od niego. Oczywiście nie wyobrażałem sobie, że posunie się tak daleko, tak haniebnie i przez tak długi czas, rozpraszając wszystkich swoich najbliższych zwolenników. Ale Trump jest naprawdę nieprzewidywalną osobą. Z taką samą łatwością, z jaką je rozproszył, złożył je z powrotem. Tak jak zakazał wszystkim, a teraz pozwolił wszystkim. Amplituda tych oscylacji okazała się zupełnie inna niż to, co przewidywaliśmy przy budowaniu hipotez, ale to jest istota procesu.

A teraz jestem pewien, że Musk wykorzystał tę karę jako wymówkę, by wrócić do prawdziwego biznesu. Trump udzielił mu na to milczącej zgody i stopniowo odnawiają relacje. Został ukarany grzywną w wysokości ponad stu milionów dolarów, ale w pierwszych godzinach po tym X, jego sieć zakazana w Federacji Rosyjskiej, awansowała na pierwsze miejsce pod względem liczby odsłon we wszystkich krajach UE. To znaczy, że już wygrał. Pokazało to prawdziwe nastawienie Europejczyków do ich rządów – to w rzeczywistości milczący głos za lub przeciw Unii Europejskiej. Dziś nikt nie popiera Unii Europejskiej, poza samymi europejskimi sojusznikami, poza tą brukselską ekipą – międzynarodowym zgromadzeniem globalistycznych maniaków i Starmerem, który do nich dołączył i jest też absolutnym maniakiem. Ci maniacy teraz gorączkowo próbują stłumić wszelkie sprzeciwy w Europie.

Obecnie krąży taki mem: zdjęcie Starmera z podpisem „Mamy pełną wolność słowa. Każdy, kto to zakwestionuje, zostanie natychmiast aresztowany.” To mniej więcej ogólny stan Europejczyków dzisiaj. A ponieważ X nie jest przez nich cenzurowany, próbują unicestwić tę oazę wolności. Ale za Muskiem i jego siecią kryje się potęga Stanów Zjednoczonych, a teraz Trump otwarcie poparł Muska. Hicks wspierał, Vance wspierał. Powiedzieli, że cenzura wolności słowa jest bezprecedensowa. W rzeczywistości jest to casus belli, pretekst do wojny, do bezpośredniego konfliktu dyplomatycznego i politycznego między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Myślę, że tym razem to naprawdę bardzo poważne. Oczywiście nie można wykluczyć, że Trump ponownie wycofa się ze swojej strategii MAGA.

Jednak obecnie jesteśmy świadkami nowego, potężnego zwrotu w powrocie do MAGA. Wszystko idzie ściśle zgodnie ze scenariuszem. Zarówno Unia Europejska, jak i Stany Zjednoczone – całe Stany Zjednoczone – zmierzają w tym kierunku. Oczywiście Demokraci, liberałowie i globaliści mają zupełnie inne zdanie. Są w panice, w prawdziwym przerażeniu. Czytałem komentarze McFaula, jednego z najniebezpieczniejszych globalistów i architektów polityki wobec Rosji i Ukrainy: to po prostu terrorystyczne, ekstremistyczne wezwania do obalenia rządu w Rosji, zmiany reżimu i tak dalej. Były ambasador, demokrata, globalista – jest po prostu histeryczny: zamiast walczyć z Rosją i Chinami, prowadzimy wojnę z naszymi głównymi sojusznikami w Europie! Panika jest całkowita – zarówno w Europie, jak i wśród amerykańskich globalistów.

To jest fala, na której teraz jesteśmy. I moglibyśmy cieszyć się ze wszystkiego, co się dzieje, nie oglądając się za siebie, gdyby nie jeden niezwykle problematyczny moment dla nas – plan pokojowy dla Ukrainy, który promuje Trump. Nie robi tego z urazu, po prostu ma własny program, własną wizję świata. Naprawdę usunął Rosję z listy głównych wrogów i obiektów nienawiści. Nie jesteśmy dla niego fundamentalnie ważni, ma inne priorytety. I w tym jest radykalnie sprzeczny z Unią Europejską, która wręcz przeciwnie otwarcie przygotowuje się do wojny z nami. Okazuje się, że w obozie nastąpił prawdziwy rozłam między naszymi przeciwnikami – powiedzmy ostrożnie – a wrogami. A gdybyśmy mieli wystarczająco dużo narzędzi i sił, by aktywnie uczestniczyć w tym procesie, jestem przekonany, że upadek Unii Europejskiej i jej upadek powinny stać się naszym głównym zadaniem polityki zagranicznej w kierunku europejskim. Bo upokorzenia, które otrzymaliśmy od Unii Europejskiej – nie od narodów europejskich, lecz przez tę brukselską konstrukcję – nie może być wybaczone. Będą walczyć z nami, finansują, uzbrajają oraz moralnie i politycznie wspierają naszych wrogów. To nasz wróg. Musimy nazwać rzeczy po imieniu: Unia Europejska to wróg. Musi zostać zniszczona.

I widzimy, że Stany Zjednoczone dziś – to zwolennicy MAGA Trumpa – naprawdę zaczęły ją eliminować. Wszyscy natychmiast krzyknęli: patrzcie, są razem z Putinem! Myślę, że myślą o nas lepiej, niż naprawdę jesteśmy. Gdybyśmy mieli takie możliwości – milczący przedstawiciele we wszystkich stolicach Europy, rozdający ciasteczka, wspierający wszystkich, którzy są gotowi zniszczyć ten konstrukt – moglibyśmy przywrócić doskonałe relacje z nową Europą: Europą Narodów, Europą tradycji, prawdziwą europejską demokrację z jej kulturą i interesami.

Nie jest faktem, że od razu stanie się naszym automatycznym przyjacielem – bardzo w to wątpię – ale musimy zniszczyć patologię, jaką jest obecna Unia Europejska. Unia Europejska musi zostać zniszczona.

Za:  geopolitika.ru

„O wojnie” Clausewitza. Dlaczego nie jestem patriotą.

„O wojnie” Clausewitza. Dlaczego nie jestem patriotą


=================================================================

Carl Phillip Gottlieb von Clausewitz (ur. 1780, zm. 1831)

Powszechnie znane są jego powiedzenia: Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami.

oraz: Pokój to zawieszenie broni pomiędzy dwiema wojnami.

================================================

kelkeszos


https://www.salon24.pl/u/qqc1968/1477356,o-wojnie-dlaczego-nie-jestem-patriota

O dziele ca słyszał chyba każdy, choćby zdawkowo zainteresowany historią, mało jednak osób wie, że pierwsze polskie tłumaczenie tej fundamentalnej dla rozumienia kwestii wojny pracy, dostaliśmy dopiero w 1928r.

W tym czasie przemyślenia Clausewitza zdążyły już zrobić furorę w całym cywilizowanym świecie, w samych Niemczech książka doczekała się ośmiu wydań, a przedmowę do piątego, w 1905r. osobiście napisał  Alfred von Schlieffen.

Być może jakaś część polskich myślicieli korzystała z oryginału niemieckiego, albo tłumaczeń na inne od ojczystego języki, tym niemniej znajomość pracy Clausewitza, w całym kluczowym dla dziejów narodowych okresie – była marginalna. Jedyny wykrywalny ślad rodzimej wiedzy o zasadach pruskiego stratega, to wydana w Berlinie w 1844r. analiza słynnego generała Wojciecha Chrzanowskiego „Wyciągi z celniejszych dzieł o wyższej części sztuki wojskowej „, zawierająca cytaty z Clausewitza.

Ta oczywista ułomność naszej świadomości czym w istocie jest wojna, miała i swoje głębokie przyczyny i daleko idące skutki, aktualne po dziś dzień. W czasach gdy polskie elity jak jeden mąż wmawiały światu i narodowi, że Polska jest „Chrystusem narodów”, a jej głównym zadaniem jest zginąć w walce, aby swoim cierpieniem zbawiać świat, inni działali według wbitej im przez Clausewitza zasady:

„Wojna jest aktem przemocy, mającym na celu zmuszenie przeciwnika do spełnienia naszej woli”  i dalej „Przemoc i to przemoc fizyczna [ …] jest tedy środkiem, gdy celem jest narzucenie swej woli wrogowi. Aby cel ten osiągnąć, musimy wroga rozbroić – i to stanowi bezpośredni cel czynności wojennych”.

Konsekwencją tej prostej i niedającej się zbić obserwacji jest konieczny wniosek: 

„Dusze miłosierne mogłyby może łatwo mniemać , że możliwe jest sztuczne rozbrojenie lub powalenie przeciwnika bez zadawania wielu ran, i że do tego powinna zmierzać sztuka wojenna . Choć brzmi to bardzo pięknie, jednak błąd ten sprostować należy; w rzeczach bowiem tak niebezpiecznych jak wojna, najgorsze są błędy , wypływające z dobroduszności „.

Oczywiście, aby osiągnąć cel wojny musimy doprowadzić po swojej stronie do „krańcowego napięcia sił”, będącego sumą posiadanych środków wojny i „napięcia siły woli”. W innym wypadku – przegrywamy i nie mając pewności, że jesteśmy po swojej stronie owo „krańcowe napięcie sił” wywołać, powinniśmy wojny unikać. Ta jest wprawdzie przedłużeniem polityki, ale tylko na zasadzie sprzężenia zwrotnego – polityka to bowiem prowadzenie wojny niemilitarnymi środkami.

Gdy zatem nie jesteśmy w stanie już wojną osiągnąć jej celu, czyli narzucenia wrogowi naszej woli, musimy zacząć negocjacje pokojowe.

Strona niezdolna do „krańcowego napięcia sił” przegrywa, a znamiona klęski są najczęściej widoczne poprzez oznaki braku „napięcia siły woli”, objawiające się najczęściej hordami dezerterów i dekowników, a także skorumpowaniem i złodziejstwem dowództwa wojska i polityków zarządzających krajem. To są zazwyczaj symptomy niemożności wygrania wojny, a raczej przesłanki poniesienia w niej całkowitej klęski.

Polacy jako naród skrajnie pacyfistyczny, w zakresie wzniecania wojny nie mają praktycznie żadnych doświadczeń, poza wywołaniem Powstania Listopadowego i Powstania Krakowskiego. Obydwa te zrywy różnią się skalą, choć nie swoim bezsensem w rozumieniu zasad sztuki wojennej i jej ścisłego, nierozerwalnego związku z polityką.

Obydwa przy tym dają najlepsze świadectwo tego, że polskie ówczesne elity ( tu obawiam się, że niewiele uległo zmianie ), nadal uważają, że parzący nas płomień z ogniska, nie jest efektem intensywnego procesu utleniania, tylko działalności złego ducha ukrytego w palenisku. I według takiej wiedzy o świecie działały i działają.

Jakie cele zakładali przywódcy tych dwóch powstań? Wzniecenie i wygranie wojny, czyli obezwładnienie wroga. Jakimi środkami? Insurekcji krakowskiej udało się zgromadzić według różnych szacunków około dwóch tysięcy ludzi i przy pomocy tej siły, rzucić wyzwanie Austrii, Rosji i Prusom. Skutek znamy. Bratobójcza tragiczna rzeź „myśmy wszystko zapomnieli, mego ojca piłą rżnęli”.

Powstanie Listopadowe to już wojna w „obronie konstytucji”. Jego przywódcy niemal na samym jej początku określili cele tak ekstremalne i tak niemożliwe do zrealizowania, że tylko ludzie głęboko rozminięci z rzeczywistością, mogą rozważać tu jakieś szanse.

Przypomnijmy: 25 stycznia 1831r. Sejm Królestwa Polskiego zdetronizował króla – Mikołaja I. Konstytucja nie przewidywała takiej możliwości, co więcej na zasadzie swoich artykułów 1 i 3 przewidywała, że królem mógł być tylko rosyjski car, panujący w zgodzie z wydaną w 1797r. przez Pawła I „Ustawą o rodzinie carskiej”.

Czyli konstytucję posłowie wyrzucili do śmieci, zdając sobie sprawę, że w tej sytuacji wywołują wojnę nie tylko z Rosją, ale z całą legitymistyczną Europą, bo samo istnienie Królestwa Polskiego było oparte na włączonych jako załączniki do „Aktu Finalnego Wiedeńskiego” traktatów z dnia 30 kwietnia 1815r. , zawartych między Rosją i Austrią oraz Rosją i Prusami. W tej sytuacji detronizacja Mikołaja I ” w obronie konstytucji”, była zniszczeniem całego ładu po-wiedeńskiego, ze wszystkimi konsekwencjami.

Takie działanie wymaga siły zdolnej do skrajnego przeprowadzenia „aktu przemocy”, aby zmusić przeciwnika, a raczej w tym wypadku kilku, do spełnienia naszej woli. Jeśli się takich środków nie posiada, wezwanie „do broni” jest wezwaniem do rzezi. To rozumiał Clausewitz dokładnie w tych samym czasie, gdy wyznaczający cele ekstremalne polskiemu powstaniu patrioci, najbardziej cierpieli, że Warszawa we wrześniu 1831r. została przez Krukowieckiego i Prądzyńskiego poddana, a nie zagrzebana z całą ludnością we własnych ruinach.

Nie sądzę abyśmy z tych wszystkich naszych nieszczęść potrafili wyciągać wnioski. Może społecznie, instynktownie – tak, bo publiczność do wojny się nie garnie, ale już nasze narodowe elity – wręcz przeciwnie. I choć wiara w Chrystusa mocno już współcześnie zwątlała, to nadal te nauki „Wieszczów” tkwią mocno w głowach naszych elit. Polska już może nie tyle „Chrystusem narodów”, ale sumieniem to tak.

Może dla otrzeźwienia różnych wielkich geostrategów winno się wprowadzić do kanonu lektur na wyższych uczelniach Clausewitza, a już z pewnością „Dzieje głupoty w Polsce”. Nawet jeśli to by nie otrzeźwiło naszych elit, to przynajmniej potem, w trakcie różnych procesów, różni wielcy gadacze, nie mogliby się powoływać, na nieznajomość zasad.

Póki co, osobnikom takim jak ja, mającym w głębokim niepoważaniu polskich romantyków, „wieszczów”, rewolucjonistów non stop krzyczących „za mną” i „do broni”, musi wystarczać bolesna świadomość, że nie zaliczamy się do grona patriotów.

Trudno, pożyjemy i zobaczymy, czy i jak pożyjemy. Lepiej by było abyśmy trwali z jakąś możliwością działania, bo w Polsce najwięksi bohaterowie nigdy się nie zastanawiają, kto i jak ma karmić pozostałe po wojnie wdowy i sieroty, najczęściej przy tym zdane na niełaskę zwycięzców.

Radykalna zmiana kursu: Dokument strategii bezpieczeństwa narodowego prezydenta Trumpa

Zmiana kursu w USA

paulcraigroberts/a-change-in-course-president-trumps-2025-national-security-strategy

8 grudnia 2025

Zmiana kursu: Dokument strategii bezpieczeństwa narodowego prezydenta Trumpa 

Autor analizy: Paul Craig Roberts

Jeśli dokument prezydenta Trumpa dotyczący strategii bezpieczeństwa narodowego na rok 2025 ma jakiekolwiek znaczenie, a mam nadzieję, że ma, Unia Naukowców Atomistyki może cofnąć wskazówkę zegara zagłady o kilka godzin.

Jeśli strategia prezydenta Trumpa przetrwa opór grup interesu i ideologicznej lewicy Partii Demokratycznej, a jego następcy będą ją kontynuować, prezydent Trump rzeczywiście zmienił bieg Ameryki i świata.

Dokument popiera wiele punktów, które poruszałem od dziesięcioleci. Do niektórych z nich przejdę za chwilę, ale najpierw najważniejsze jest porzucenie w dokumencie doktryny Wolfowitza o amerykańskiej hegemonii.

Zamiast tej doktryny sprzyjającej wojnie, strategią Trumpa jest podejście do świata oparte na konkurencyjności gospodarczej. Najważniejsze jest zawarte w dokumencie wezwanie do przywrócenia strategicznej stabilności między Rosją a Stanami Zjednoczonymi i Europą. Brak strategicznej stabilności między Zachodem a Rosją to droga do wojny nuklearnej. Zatem podejście Trumpa do bezpieczeństwa narodowego odnosi się do najbardziej fundamentalnej kwestii naszych czasów.

W dokumencie stwierdzono, że amerykańskie elity błędnie i destrukcyjnie postawiły na globalizm i tak zwany „wolny handel”, który wyjałowił klasę średnią i bazę przemysłową, od której zależy amerykańska potęga gospodarcza i militarna, i przyznano, że to polityka offshoringu amerykańskich miejsc pracy w przemyśle zbudowała chińską gospodarkę.

\Dokument krytykuje amerykańskie elity polityczne za powiązanie amerykańskiej polityki z siecią międzynarodowych instytucji, z których wiele kieruje się antyamerykanizmem i trans-nacjonalizmem, który wyraźnie dąży do rozpuszczenia suwerenności poszczególnych państw w Wieży Babel. Aby zapewnić sobie sukces, Ameryka musi być bezkompromisowa w stosunku do przeszłości i teraźniejszości kraju. Musimy odzyskać naszą pewność siebie, nadszarpniętą przez elity intelektualne. Musimy odwrócić się od wysiłków liberałów, by zniszczyć naszą wiarę w siebie poprzez głoszenie poczucia winy i spójności narodowej z otwartymi granicami.

Dokument uznaje znaczenie zdrowia duchowego i kulturowego oraz ludzi dumnych ze swoich osiągnięć i bohaterów. Wysiłek liberalnej lewicy, by stworzyć kulturę samokrytyki i poczucia winy, jeśli się powiedzie, doprowadzi do porażki kraju. Dokument odrzuca liberalno-lewicową politykę DEI. Bez systemu opartego na zasługach Stany Zjednoczone nie będą w stanie konkurować na świecie i zostaną pominięte przez innych.

Dokument wyraża zaniepokojenie poczuciem własnej wartości i tożsamości Zachodu w Europie, których słabość, w połączeniu z niskim wskaźnikiem urodzeń i masową imigracją, grozi Europie cywilizacyjnym wymazaniem . Jeśli obecne tendencje się utrzymają, Europa za 20 lat lub krócej będzie nie do poznania.

Dokument nie jest idealny. Unika on przypisywania Waszyngtonowi jakiejkolwiek odpowiedzialności za konflikt na Ukrainie. Nie łączy też offshoringu amerykańskiej produkcji z deficytem handlowym USA. Niemniej jednak jest to o wiele lepsza strategia niż cokolwiek, czego spodziewałem się po Waszyngtonie. Jeśli polityka bezpieczeństwa narodowego Trumpa wpłynie na jego podejście do negocjacji z Putinem, wkrótce powinniśmy znaleźć rozsądne rozwiązanie.

paulcraigroberts/a-change-in-course-president-trumps-2025-national-security-strategy

podała: Rebeliantka

Kiedy Tusk w panice staje się zbyt szczery i potwierdza „rosyjską propagandę”…

Thomas Röper https://anti-spiegel.ru/2025/wenn-donald-tusk-in-seiner-panik-zu-ehrlich-wird-und-russische-propaganda-bestaetigt/

Putin miał rację.

Kiedy Donald Tusk w panice staje się zbyt szczery i potwierdza „rosyjską propagandę”… 

Plan pokojowy Trumpa i nowa strategia bezpieczeństwa USA wywołują panikę w Europie, jak pokazują posty Donalda Tuska. W panice staje się on zadziwiająco szczery i potwierdza to, co zawsze nazywa się rosyjską propagandą: NATO jest zadeklarowanym wrogiem Rosji.

Anti-Spiegel  7 grudnia 2025

Zachodni politycy i media stanowczo zaprzeczają rosyjskiemu stanowisku, że NATO jest wrogiem Rosji, twierdząc, że rozszerzenie NATO do granic Rosji nie stanowi dla niej żadnego zagrożenia. Zdecydowanie zaprzeczają również, że przystąpienie Ukrainy do NATO, które rozpoczęło się na początku 2022 roku, stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Rosji, przed którym Rosja mogłaby się bronić jedynie poprzez interwencję militarną na Ukrainie po tym, jak Zachód odmówił negocjacji z Rosją. Zachodnie media i politycy twierdzą, że to wszystko rosyjska propaganda i że NATO nie jest wrogiem Rosji.

I akurat polski premier Tusk potwierdza, że ​​Rosja miała rację w tej sprawie i że NATO uważa Rosję i zawsze uważało ją za wroga.

UE potrzebuje „wspólnego, jasno określonego wroga”

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” na początku listopada Tusk powiedział:

„Istnieją oczywiste obawy, że pod presją wydarzeń świat może spontanicznie lub celowo ponownie podzielić się na dwie półkule. Dla Waszyngtonu, Ameryki Południowej, Kanady, Grenlandii – prezydent USA Donald Trump często o tym wspomina – a także potencjalny konflikt z Chinami stają się priorytetami, podczas gdy my musielibyśmy sobie poradzić sami”.

Tusk stwierdził następnie, że jedność europejska wymaga „wspólnego, jasno określonego wroga”, dodając:

„Wiem, że to niepopularne podejście, ale nie zmienię zdania i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby ta nadzwyczajna sytuacja trwała jak najdłużej”.

Podsumowując: Tusk oświadczył całkiem otwarcie, że UE potrzebuje „wspólnego, jasno określonego wroga”, przez którego rozumie Rosję, i że zrobi wszystko, aby „ta wyjątkowa sytuacja”, czyli eskalacja konfrontacji z Rosją, „trwała jak najdłużej”.

Mówiąc wprost, Tusk stwierdził, że UE sama zaostrza konflikt z Rosją, ponieważ potrzebuje wspólnego wroga, aby przetrwać. UE nie jest już projektem pokojowym ani gospodarczym; stała się projektem siłowo-politycznym. Komisja Europejska chce przekształcić UE w de facto państwo federalne, w którym to Komisja sprawuje władzę, a państwa narodowe, pod względem swojej władzy politycznej, są sprowadzone do czegoś na kształt niemieckich krajów związkowych.

Jedynym sposobem, by przekonać do tego obywateli UE, którzy w zdecydowanej większości odrzucają te plany, jest zastraszenie ich wrogiem zewnętrznym, by uwierzyli, że UE potrzebuje większych uprawnień, by odeprzeć rzekome zagrożenie. Ten trik został już wykorzystany podczas pandemii COVID-19, kiedy UE uzyskała kontrolę nad danymi zdrowotnymi wszystkich obywateli UE za pośrednictwem cyfrowych certyfikatów szczepień, skutecznie znosząc ochronę danych. Jest on ponownie wykorzystywany teraz, gdy Komisja Europejska przejmuje kontrolę nad zamówieniami na broń, tworzy własną służbę wywiadowczą, która zastąpi krajowe agencje wywiadowcze, znosi prawo weta państw członkowskich i przejmuje wiodącą rolę w polityce zagranicznej. To przeniesienie władzy do Brukseli i osłabienie państw narodowych są uzasadniane rzekomym „zagrożeniem ze strony Rosji”.

To właśnie Tusk otwarcie stwierdził w wywiadzie na początku listopada, mówiąc o potrzebie posiadania przez UE „wspólnego, jasno określonego wroga” i że zrobi wszystko, aby „ta wyjątkowa sytuacja trwała jak najdłużej”.

Donald kontra Donald

Ostatnie dwa tygodnie były najwyraźniej trudne dla Donalda Tuska, ponieważ inny Donald, a mianowicie Donald Trump, najwyraźniej ma inne plany.

Obecna gehenna Tuska rozpoczęła się od przedstawienia planu pokojowego Trumpa, na który Tusk odpowiedział na X pod koniec listopada w następujący sposób:

„Chciałbym przypomnieć naszym sojusznikom, że NATO powstało po to, by bronić Zachodu przed agresją sowiecką, czyli przed Rosją. Jego fundamentem była solidarność, a nie egoistyczne interesy. Mam nadzieję, że nic się w tej kwestii nie zmieniło”. zrodlo:

Donald Tusk @donaldtusk

I wish to remind our allies that NATO was created to defend the West against the Soviet aggression, that is against Russia. And its foundation was solidarity, not egoistic interests. I hope that nothing has changed.

1,8 mln wyświetleń

——————

Już teraz wyraźnie słychać panikę, która ogarnęła Tuska, ale to był dopiero początek.

Kilka dni później, w piątek, Stany Zjednoczone opublikowały nową strategię bezpieczeństwa narodowego, która jasno stwierdza, że ​​Europa nie jest już priorytetem dla rządu USA i że Europa powinna wkrótce być w stanie się bronić. Rząd USA otwarcie odwraca się więc od NATO. Jako jeden z priorytetów rządu USA formułuje „przywrócenie stabilności w Europie i strategicznej stabilności z Rosją”, co oznacza zakończenie wojny na Ukrainie i dobre stosunki z Rosją.

To jest dokładnie odwrotne od tego, czego pragną Tusk i Europejczycy, dla których egzystencjalnie ważne jest posiadanie „wspólnego, jasno określonego wroga” – Rosji – ponieważ w przeciwnym razie ambitne plany Komisji Europejskiej, mające na celu osłabienie państw narodowych, są zagrożone.

Nawiasem mówiąc, nowa strategia bezpieczeństwa Trumpa ostro krytykuje UE w jej obecnym kształcie i stwierdza, że ​​celem polityki USA jest „pomoc Europie w skorygowaniu jej obecnego kursu”.

To prawdopodobnie jeszcze bardziej wzmogło panikę Tuska, który okazał kolejny przebłysk szczerości, odpowiadając X w następujący sposób:

„Drodzy amerykańscy przyjaciele, Europa jest waszym najbliższym sojusznikiem, a nie waszym problemem. Mamy wspólnych wrogów. Przynajmniej tak było przez ostatnie 80 lat. Musimy się tego trzymać, ponieważ to jedyna rozsądna strategia dla naszego wspólnego bezpieczeństwa. Chyba że coś się zmieni”.

( znów podaję źródło) tusku

Czy coś się zmieniło po 80 latach bez zmian?

Największą obawą Tuska wydaje się być to, że coś mogło się zmienić, ponieważ oba jego posty w stylu X kończą się tym sformułowaniem. Co dokładnie się zmieniło, okaże się w nadchodzących tygodniach i miesiącach, ale jestem pewien, że coś się rzeczywiście zmieniło.

Dla administracji Trumpa NATO ewidentnie nie jest już sojuszem obronnym, a raczej instrumentem, za pomocą którego zamierza wycisnąć z Europejczyków jak najwięcej miliardów na zbrojenia. W Waszyngtonie nie mówi się już o „obronie zbiorowej”; zamiast tego Biały Dom żąda, aby Europejczycy bronili się sami – i oczywiście kupowali w tym celu broń od USA za setki miliardów dolarów.

Odpowiedź na pytanie Tuska o to, czy coś się zmieniło, brzmi: tak, coś z pewnością się zmieniło; pytanie tylko, jak radykalnie i szybko Trump to wdroży.

Prawdy, które Tusk tak otwarcie głosił w ostatnich tygodniach – że UE potrzebuje Rosji jako „wspólnego, jasno określonego wroga” i że NATO zawsze uważało Rosję za wroga – nie są rewolucyjne, o czym wszyscy eksperci już wiedzieli. Zaskakujące jest to, że czołowi europejscy politycy mówią teraz o tym otwarcie, co jest wyraźnym sygnałem paniki szerzącej się w Europie.

Należy pamiętać, że lord Ismay, pierwszy sekretarz generalny NATO, sformułował cel i misję NATO jako trzymanie Związku Radzieckiego z dala od Europy, utrzymywanie USA w Europie i podporządkowanie Niemiec. I Tusk ma rację, ponieważ nic się nie zmieniło przez 80 lat; cele i misja NATO do dziś są takie: walka z Rosją, utrzymanie władzy USA nad Europą i maksymalne osłabienie Niemiec.

Wydaje się, że coś się zmieniło, ponieważ rząd USA nie postrzega już Rosji, lecz Chiny jako swojego głównego przeciwnika i chce pozyskać Rosję dla swojej walki z Chinami. A aby to się stało, konieczna jest poprawa relacji amerykańsko-rosyjskich.

Ponieważ w ostatnich latach Unia Europejska pogrążyła się w politycznym bezsensie i recesji gospodarczej, pozostały jej tylko dwie opcje: zaakceptować tę sytuację lub kontynuować samotną walkę z Rosją.

Rząd USA prawdopodobnie mógłby pogodzić się z każdym z tych scenariuszy.

Ukraińcy zatrzymani w Warszawie. Wieźli detektor urządzeń szpiegowskich, zaawansowany sprzęt hakerski, itp…

Ukraińcy zatrzymani w Warszawie. Wieźli tajemniczy sprzęt

8.12.2025 nczas/ukraincy-w-warszawie

Szpieg agent
Szpieg. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Śródmiejscy policjanci zatrzymali trzech mężczyzn, którzy podróżowali z detektorem urządzeń szpiegowskich i sprzętem hakerskim. Cała trójka usłyszała zarzuty i trafiła do aresztu.

Sierż. szt. Kacper Wojteczko ze śródmiejskiej komendy przekazał, że mężczyźni zostali zatrzymani w trakcie kontroli drogowej przy ulicy Senatorskiej.

W osobowej toyocie kierowcy podróżowało jeszcze dwóch mężczyzn. Okazało się, że wszyscy są obywatelami Ukrainy, w wieku 43, 42 i 39 lat.

„W rozmowie z policjantami przyznali, że »podróżują po Europie«, a do Polski przyjechali kilka godzin wcześniej i niedługo planują podróż na Litwę” – zaznaczył sierż. szt. Wojteczko.

Policjanci bardzo starannie przeszukali samochód i znaleźli przedmioty mogące służyć nawet do ingerencji w strategiczne systemy informatyczne kraju, przełamywania sieci informatycznych i teleinformatycznych.

Zabezpieczyli m.in. detektor urządzeń szpiegowskich, zaawansowany sprzęt hakerski, anteny, laptopy, dużą liczbę kart SIM, routery, przenośne dyski twarde, kamery.

„Obywatele Ukrainy nie byli w stanie określić celu posiadania zabezpieczonych przez policjantów rzeczy. Twierdzili, że są informatykami, a przy zadawaniu precyzyjniejszych pytań zapominali języka angielskiego i udawali, że nie rozumieją, co się do nich mówi”.

W prokuraturze zatrzymani usłyszeli zarzuty związane z oszustwami, oszustwami komputerowymi oraz z pozyskaniem urządzeń i programów komputerowych przystosowanych do popełnienia przestępstw, w tym próby uszkodzenia danych informatycznych o szczególnym znaczeniu dla obronności kraju.

Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował trzymiesięczny areszt wobec mężczyzn.

De-ukrainizacja Ukrainy. Kolejna fala uciekinierów zmierza do Polski.

De-ukrainizacja Ukrainy.

Kolejna fala uciekinierów zmierza do Polski.

Wskazano dwa powody

7.12.2025 nczas.info/2025/12/07/deukrainizacja-ukrainy-kolejna-fala-uciekinierow-zmierza-do-polski-wskazano-dwa-powody

Ukraińcy. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
NCZAS.INFO | Ukraińcy. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

„Od 3 października do 14 listopada 2025 r. z Ukrainy wyjechało tyle osób, ile przez całe wcześniejsze dziewięć miesięcy” – przekazał Narodowy Bank Ukrainy (NBU) powołując się na dane ONZ i Eurostatu, choć jest to przesadne określenie. NBU jako główne przyczyny wskazuje nasilenie ataków na infrastrukturę i zgodę na wyjazd z kraju dla mężczyzn w wieku 18-22 lata.

Od 3 października do 14 listopada Ukrainę miało opuścić więcej Ukraińców, niż przez poprzednie dziewięć miesięcy. NBU wskazał dwie przyczyny takiego stanu rzeczy.

Jednym powodem exodusu Ukraińców ma być nasilenie rosyjskich ataków na infrastrukturę cywilną. Drugim zaś wejście w życie decyzji Wołodymyra Zełeńskiego, która pozwala na opuszczenie kraju przez mężczyzn w wieku 18-22 lata. Według stanu na 14 listopada, liczba emigrantów poza Ukrainą wynosiła 5,9 mln.

Poprzednia aktualizacja miała miejsce 3 października. Wzrost od tamtego czasu wyniósł 128 tys. osób. Dla porównania, w okresie styczeń-wrzesień wybyło 166 tys. Ukraińców, co jest jednak znacznie większą liczbą, niż w ciągu ponad miesiąca.

Prawdą jest więc znacznie większa liczba emigrantów. Nie jest jednak prawdą, że jest to liczba porównywalna.

„Tymczasem w ciągu kilkunastu tygodni 50 tys. obywateli Ukrainy wystąpiło o tzw. status ochronny w Polsce” – zauważyła „Rzeczpospolita”.

Są to głównie młodzi mężczyźni. Według ustaleń redakcji, od 26 sierpnia do 10 listopada wystąpiło 49,7 tys. Ukraińców o status ochronny w Polsce.

Jest to również istotny wzrost. Przez pierwsze dwa miesiące wnioski składało 16 tys. osób.

„Status ochronny pozwala na legalny pobyt, ale także uprawnia do korzystania z opieki medycznej, edukacji, a także daje dostęp do rynku pracy. Obecnie ma go w Polsce 964,4 tys. osób” – podaje wp.pl.

Status ochronny traci się w momencie wyjazdu z Polski na dłużej, niż 30 dni. Można jednak potem ponownie o niego występować.

Uśmiecham się [uzup.]

Mirosław Dakowski

Zauważyłem, że pod gradem obelg, ośmieszeń, gróźb, czy blokad – uśmiecham się.

Jestem radosny, budzę się, nawet w nocy na siku [i to kilka razy…] , z uśmiechem na ustach.
Znoszę wrzaski i obelgi lekko, jak wiosenny deszczyk.
Czy to nie dziwne?

I ja, mały niziołek, hobbit z podbitego kraiku, rządzonego przez sługusów obcych, zboków i idiotów -uśmiecham się.

Zastanowiłem się – dlaczego???

Naprzeciw tupie ogromny, bardzo mocny troll, wznosi maczugę i bluzga wyrazami i groźbami.

Ale słyszę, że z jego tyłu inne niziołki rzucają w niego grudkami zaschłej gliny. Grożą mu.

Przecież czekamy, tak walcząc, na wschód Słońca, który te trolle zamieni w Kamienie.

Inny Troll siedzi butnie na ogromnym worku, w którym zgromadził miliony miliardów dolarów, bitcoinów, zobowiązań itp. Troll grozi pandemią, głodem, wojną itp.

Ale te jego skarby są wirtualne, oparte o nasz strach, głupotę i inne przywary. Jeśli ten wór przekłujemy… Ale przecież mamy tylko łuki i strzały z krzemiennymi ostrzami. Lecz jeśli będziemy wrzeszczeć i strzelać z różnych stron, to przez 1000 różnych dziurek wyjdzie z wora jego zawartość. Okaże się, że był to zaduch, smród, a nie złoto. Poranny wiatr to zdmuchnie.

Strzelajmy więc i uśmiechajmy się. Zachęćmy też innych, ukrytych z obawy „o konsekwencje” pod krzakami.

Nie masz zapewne armaty, ale masz MEM-a.

A gdy jednak uginam się pod wrzaskiem tych Trolli, to przypomina mi się, że mądry i pobożny biskup odprawia za nas Msze święte. Jest biskupem podziemnym ale prawdziwym. Módlmy się i my, by Prawda zwyciężyła. Możliwie najprędzej.

====================

Osoba życzliwa [naprawdę…] napisała mi, że tekst „Uśmiecham się” jest słaby, dowodzi tylko mojej bezradnej starości. Zmartwiłem się, więc przeczytałem go jeszcze raz.

Nie doceniłem, jak wiele osób bardzo mało czyta, a ogląda jakieś telewizory czy smarkfony. W tym wypadku – nie znają przygody Bilba i krasnoludów, którzy mieli zostać przez trolle usmażeni lub ugotowani. Czy tych smarko-jadów można nazwać „analfabetami? Odpowiedzą, że przecież alfabet znają…

Już w czasach,, gdy ludzie jeszcze czytali książki, cytowało się różne przysłowia, aluzje i podobne. I rozmówcy wiedzieli o co chodzi.

To i nie wiedzą,skąd ten Mysz na czołówce strony. Przecież to oczywiście ten Mysz, którego Bobcio uczył chodzenia po linie. Każdy może zobaczyć na muralu w Poznaniu. Bobcia, nie Mysza.

Ależ nam teraz czasy na stały…

Orban: To ostatnie wybory przed wojną

Orban: To ostatnie wybory przed wojną

6.12.2025 https://nczas.info/2025/12/06/orabn-to-ostatnie-wybory-przed-wojna

NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA

Przemawiając w sobotę na antywojennym wiecu w Kecskemet w centralnych Węgrzech premier tego kraju Viktor Orban ostrzegł, że „przyszłoroczne wybory będą ostatnimi przed wojną”. To, jaki rząd w nich wybierzemy, będzie naszym losem w czasie wojny – stwierdził Orban.

Kecskemet jest trzecim miastem, w którym rządzący Fidesz premiera Orbana i najważniejsza partia opozycyjna kraju – TISZA – organizują tego samego dnia swoje kampanijne spotkania.

Wybory parlamentarne na Węgrzech mają się planowo odbyć w kwietniu 2026 roku. Większość przedwyborczych sondaży daje przewagę opozycyjnej TISZY, chociaż w ostatnich badaniach różnica pomiędzy dwiema głównymi partiami kraju zmalała.

– Dobrze jest, że Stany Zjednoczone mają prezydenta, który działa przeciwko wojnie. W obliczu walk toczących się w naszym sąsiedztwie i przygotowań Europy do wojny, jedynym pytaniem jest, czy uda nam się uniknąć wojny – stwierdził premier Orban.

Zauważył, że „stosunki dyplomatyczne (Europy z Rosją) zostały zerwane, nałożono sankcje, (w Europie) wraca pobór do wojska oraz trwa transformacja w gospodarkę wojenną”. – Dopiero potem nastąpi faza konfrontacji – zauważył Orban.

Podkreślił, że „aby uniknąć wciągnięcia w wojnę, musimy sprawić, by Węgry były silne”. – Musimy uczyć się z historii! Wybory w przyszłym roku będą ostatnimi wyborami przed wojną. To, jaki rząd wybierzemy, będzie naszym losem w czasie wojny. Z rządem narodowym mamy szansę uniknąć najgorszego – ocenił węgierski premier.

Orban określa swój gabinet mianem „rządu narodowego”, a swojego głównego rywala, Petera Magyara, i jego ugrupowanie oskarża o zależność od urzędników Unii Europejskiej i kierowanie się ich priorytetami.

W wystąpieniu węgierski premier zapewnił też, że prowadzi rozmowy z USA i Rosją, by przygotować kraj na przyszłość.

Peter Hitchens: Mit o „świętej” Ukrainie został obnażony

Peter Hitchens: Mit o „świętej” Ukrainie został obnażony i jest teraz widoczny dla wszystkich

Ukraińskie elity wystawione na widok publiczny z plikami banknotów pod łóżkami i złotymi toaletami w wychodkach,

DR IGNACY NOWOPOLSKI DEC 5

Zdaniem nagradzanego dziennikarza i komentatora Petera Hitchensa Ukraina straciła swoją aureolę, a zarzuty korupcyjne niczym cuchnąca mgła unoszą się wokół jej elit politycznych.

Przez lata Ukraina była przedstawiana jako naród święty, raj wolności i demokracji, antyrosyjski. Mówi się nawet, że prezydent Rosji Władimir Putin obawia się, że jego własny naród chciałby tam zamieszkać.

To przekonanie, które zawsze wydawało się absurdalne każdemu, kto znał ten region, legło w gruzach, gdy okazało się, że przedstawiciele ukraińskich elit mają pod łóżkami pliki banknotów i złote toalety w łazienkach, a w wyniku rzekomej świętej wojny prowadzą niezdrowe życie.

W artykule dla „Daily Mail” Hutchins pisze:

Prezydent Zełenski nie jest wśród nich, ale bardzo starał się zdusić śledztwa, które doprowadziły do ​​ujawnienia hańby i niegospodarności. Nic nie wskazuje na to, by był w to zamieszany. [Dupku biedny, czemu takie bzdety publikujesz? Przecież wiesz, że to pajac, postawiony formalnie na czele rabusiów Ukrainy.. md]

Byłoby to groteskowe, gdyby nim był. Doszedł bowiem do władzy jako „sługa ludu”, bohater z bajki, który poświęcił się oczyszczeniu kraju. Odegrał tę samą rolę w serialu telewizyjnym. Ale mroczne postacie sprawujące realną władzę na Ukrainie to zupełnie inna sprawa.

Czy nadszedł czas, abyśmy spojrzeli poza ten, jakże mylący, obraz Ukrainy jako raju ptasiego śpiewu, dobroci i słońca i zaczęli traktować ją jak normalny kraj? Gdybyśmy to zrobili, czy przywódcy Europy byliby tak chętni do angażowania się w wieczną wojnę na wybrzeżu Morza Czarnego? Bo właśnie to teraz robią.

Na pierwszy rzut oka jest to bardzo dziwne zachowanie. Kilku przywódców UE miało poważne wątpliwości co do polityki George’a W. Busha, który zaproponował Ukrainie członkostwo w NATO. Kiedy zgodzili się na to na szczycie NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 roku, wiedzieli, że jest to złamanie zobowiązań złożonych Moskwie pod koniec zimnej wojny.

Wiedzieli, że grozi to konfliktem, który z pewnością zaszkodziłby ich gospodarkom i mógłby doprowadzić do niekontrolowanej przemocy na naszym kontynencie. Ale w ostatnich miesiącach swojej prezydentury Bush bardzo tego pragnął i usilnie o to zabiegał. Więc mu to dali.

To była jego druzgocąca odpowiedź na mrożący krew w żyłach występ Putina na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa w 2007 roku. Kremlowski despota stwierdził, że rozszerzenie NATO jest „poważną prowokacją, która obniża poziom wzajemnego zaufania. I mamy prawo zapytać: przeciwko komu jest ono skierowane?”. Miał na myśli, że Rosja jest pewna, że ​​jest ono wymierzone w Moskwę i chce, żeby to się skończyło.

Nieugięta odpowiedź Busha na to ostrzeżenie była prawdopodobnie momentem, w którym wojna stała się prawdopodobna. Nie chodzi tu o to, czy agresja Putina była uzasadniona. Oczywiście, że nie była. Był głupi, dając się sprowokować. Jest to jednak argument, że frakcja polityki zagranicznej w Waszyngtonie – ci sami ludzie, którzy stworzyli nielegalną inwazję na Irak w 2003 roku – pragnęła wojny z Rosją i miała nadzieję ją sprowokować.

A Ukraina była idealnym miejscem. Właśnie dlatego, że nie jest w NATO, wojna na jej terytorium nie doprowadziłaby do konfrontacji nuklearnej. Dlatego zachodni sojusznicy tak bardzo dbali o to, by konflikt się nie rozprzestrzeniał.

Podejrzewam, że jastrzębie w Waszyngtonie liczące na szybkie zrujnowanie gospodarki Moskwy, wykrwawienie jej armii do cna i w ten sposób doprowadzenie do upadku Putina. To się nie udało.

To jeden z wielu powodów, dla których prezydent Trump chce się z tego wycofać. Większość jego wyborców ma dość niekończących się wojen zagranicznych i nie widzi sensu w tej.

Ale stało się coś szalonego. Przywódcy europejscy, w tym nasz sir Keir Starmer, postanowili, że chcą, aby to się kontynuowało. Za każdym razem, gdy Trump próbuje zawrzeć porozumienie pokojowe, główne osobistości UE spieszą się, błagając o pozwolenie na przejęcie porzuconej przez Amerykę wojny. Trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie tego zjawiska.

Brakuje im pieniędzy i broni, by odeprzeć Rosję, nie mówiąc już o pokonaniu Putina. Byliby nierozważni, wysyłając tam wojska (USA tego nie zrobiły) lub pozwalając na bombardowanie rosyjskich miast rakietami. Mogłoby to doprowadzić do bezpośredniego odwetu ze strony Rosji na naszym terytorium. A wojna nam szkodzi. Gospodarka Niemiec, szczególnie, bardzo ucierpiała na wojnie, której zdecydowanie sprzeciwia się rosnąca liczba wyborców.

Dlaczego więc ci przywódcy to popierają? Podejrzewam, że dzieje się tak z powodu mitu Ukrainy jako raju, który obecnie jest bardzo zniszczony.

Istnieje również mit przeciwny, przedstawiający Rosję jako rodzaj Mordoru, najbardziej złowrogiego kraju na świecie.

W rzeczywistości ma kilku rywali w walce o ten tytuł. Wśród nich jest nasz bliski przyjaciel Arabia Saudyjska, często odwiedzana przez naszą rodzinę królewską, o którą zabiegał Trump i na którą na wakacje przyjeżdżają metropolitalne trendy, takie jak Emily Maitlis, nosząca gustowny hidżab.

Ilu ludzi musi zginąć, stracić dach nad głową lub po prostu cierpieć, by spełnić tę fantazję o wojnie, w której jedna strona ma wielką rację, a druga tak wielką, że trzeba walczyć do samego końca? Granice nie są tak święte, jak twierdzimy, i można je zmienić przemocą, nawet w Europie.

POLSKA DLA POLAKÓW. Krzysztof Baliński.

Krzysztof Baliński 26 listopada 2022

4 czerwca 1990 to finał gorączkowych rewindykacji etnicznych. Po ideologicznym recyclingu i partyjnej metamorfozie (tj. wstąpieniu do UD/UW, najlepszej inwestycji Kominternu w Polsce), na rządowych stołkach zasiada drugie, a nawet trzecie pokolenie pewnej mniejszości. Zmiana warty udaje się znakomicie – kosmopolityczna szajka, której szef dogadał się w Magdalence z Kiszczakiem, znalazła się w pierwszym szeregu budowniczych III RP. W starych demokracjach jest czymś oczywistym, że opinia publiczna ma prawo znać przeszłość ludzi, którzy w jakikolwiek sposób decydują o jej losach. Prześwietlany jest każdy. W Polsce dla sitwy, która swymi mackami omotała całe państwo, wszelkie pytania i rozważania o rodzinnych korzeniach to „ohydne grzebanie w życiorysach” i „antysemityzm”.

Gdy Bronisław Geremek kompletował swój „zespół”, kierował się jedną regułą: niepolskie pochodzenie. Świadczą o tym rozliczne i namacalne dowody. Żeby można było zrobić karierę, zdobywać zaszczytne tytuły i stanowiska przydatna była też rekomendacja Michnika, Urbana lub Kiszczaka. Geremka (i przy okazji, siebie) zdemaskował Władysław Bartoszewski w Knesecie:  „Polska to ewenement. Pokażcie mi taki drugi kraj w Europie, w którym w ciągu ostatnich dwóch dekad  trzech szefów dyplomacji miało żydowskie pochodzenie, jeden był honorowym obywatelem Izraela, a obecny ma żonę Żydówkę”. Wtórował mu ówczesny prezydent RP, który w wywiadzie dla ukraińskiej „Zierkało Niedieli” rzekł: „W naszym kraju nie ma zbyt licznie reprezentowanych mniejszości narodowych, tym bardziej je więc wysoko cenimy”. No i mieliśmy, co mieliśmy. Pierwszego szefa rządu wybrała sobie mazowiecka gmina żydowska, a ministrem spraw zagranicznych został syn warszawskiego rabina. Po nim premierem został wnuk żołdaka Wehrmachtu, a wicepremierem i ministrem obrony członek władz Związku Ukraińców w Polsce.

Bogdan Zdrojewski miał objąć MON, ale został przesunięty na Ministerstwo Kultury, a ministrem został lekarz psychiatra z Krakowa. Był on wprawdzie właścicielem Instytutu Studiów Strategicznych, ale ta pompatyczna nazwa myli, bo instytut zajmował się takimi strategicznymi kwestiami, jak wpływy kultury żydowskiej. Ministrem finansów miał być Zbigniew Chlebowskim, ale w Warszawie pojawił się poddany brytyjski i skarbnikiem naszej kasy został nie mający obywatelstwa polskiego „angielski ekonomista profesor Jan Vincent Rostowski”. Po jakimś czasie okazało się, że minister nie jest ani ekonomistą, ani angielskim, ani profesorem, tylko wykładowcą na Uniwersytecie Sorosa w Budapeszcie, a profesorami to byli pochodzący z Kresach jego dziadek Jakub Rofhfeld, syn Mojżesza i Lei z domu Broder oraz jego kuzyn Adam Daniel Rotfeld. Sprawę można by też ująć innym pytaniem: Gdzie jest na świecie taki drugi kraj, w którym głównym ekonomistą zostaje historyk, ministrem finansów absolwent technikum ogrodniczego, ministrem zdrowia księgowy, szefem BBN lekarz, ministrem obrony historyk, ministrem rozwoju i technologii filolog, ministrem przedsiębiorczości menedżer kultury, a szefem największej spółki państwowej były operator wózka widłowego?

Rostowski wydzielił gabinet dla pracującego społecznie „zewnętrznego eksperta” od podatków, pani Renaty Hayder, która okazała się być spokrewniona z Rotfeldami. Podatkami zajmował się przewodniczący sejmowej komisji „Przyjazne państwo”, Janusz Palikot, który w międzyczasie wrócił do judaizmu i został członkiem loży B’nai B’rith. Okazało się też, że wśród darczyńców na Muzeum Polin znalazł się Jan Kulczyk i jego połowica, którzy zrobili wielki majątek, prywatyzując masę upadłościową po PRL. Niektórzy mówią, że pieniędzmi dzielili się z WSI. Ale to niepoważne bredzenie, bo zdradził ich bratni oligarcha z bratniej Rosji, Borys Bieriezowski: „Czasy były takie, że każdy brał, ile mógł unieść”. Jeszcze lepiej zdiagnozował to Józef Oleksy: „Kosmopolityczne gangi rozkradły Polskę”. Przy okazji podważył „legalność majątku” innego żydowskiego oligarchy. I, co ciekawe, Aleksander Kwaśniewski nazwał go w rewanżu zdrajcą i idiotą, ale nie… „kłamcą”!

Za czasów „pierwszego niekomunistycznego rządu wolnej Polski”, ulica mówiła: „Sami Żydzi tylko jeden Syryjczyk” (chodziło o ministra przemysłu Tadeusza Syryjczyka). Dziś można by zawołać: „Sami Żydzi tylko jedna Ukrainka” (chodzi o wiceminister rozwoju Olgę Semeniuk). Przypomnijmy, że ministrami od pieniędzy byli: Marek Borowski, Jerzy Osiatyński, Mateusz Jakub Morawiecki, Tadeusz Kościński, Leszek Balcerowicz, Marcin Święcicki i Grzegorz Kołodko. Trzem ostatnim przydzielono za żony: dwie urokliwe córeczki Eugeniusza Szyra (KPP-owca, szefa frakcji żydowskiej w PPR, członka BP PZPR) i córkę Maksymiliana Pohorille (KPP-owca, promotora pracy doktorskiej, rektora Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR). Śledząc „sukcesy” pomyślnie ożenionych, można pytać, czy aby na pewno byli samodzielni, i czy ministrami nie zostali dzięki instytucji Esterki, która, w połączeniu z formułą, że Żydem jest każda osoba urodzona z matki Żydówki, mocno modeluje zasady polityki kadrowej. Można też zapytać: W jakim innym kraju możliwa byłaby tak żelazna logika postępowania i precyzja w obsadzie kluczowego stanowiska?

W dzień po aneksji Krymu kilkudziesięciu Polaków z Mariupola zwróciło się o tymczasowe schronienie w kraju przodków. Postawa rządu warszawskiego wprawiła w osłupienie. Wiceszef MSZ – a był nim Rafał Trzaskowski – sprzeciwił się temu, publicznie dywagując, że mogłoby to nie zostać dobrze odebrane przez… Kijów. „Sprowadzanie tych Polaków podważa status Ukrainy, jako państwa silnego i demokratycznego, stąd Polsce trudno sobie na to pozwolić, ponieważ chcemy wzmacniać państwowość ukraińską, a ściąganie Polaków byłoby przyznaniem, że Ukraina sobie nie radzi. Jeżeli powiemy, że wszyscy Polacy z terytorium suwerennej Ukrainy mogą przyjechać do Polski, to w pewnym sensie będziemy podważać to, czy Ukraina jest silnym, demokratycznym państwem – oświadczył. Co będzie, jeżeli z innych terytoriów Ukrainy zgłosi się mnóstwo Polaków, którzy powiedzą: nie żyje nam się dobrze, chcemy być natychmiast ewakuowani do Polski?” – podwyższył poprzeczkę. Gdy w lutym wtargnęły do Polski miliony „uchodźców” z Dzikich Pól, w tym pół miliona weteranów obrony „silnego, demokratycznego państwa” przed Ruskimi, Trzaskowski stał się nagle zwolennikiem ich sprowadzania, i to w jak największej liczbie.

Czy powodem takiego wybryku Trzaskowskiego nie jest to, że jego matką jest Teresa z domu Arens, a ojczymem Marian Ferster, syn pułkownika UB Aleksandra i funkcjonariuszki UB Władysławy, której stryj Bolesław Drobner, był ministrem w PKWN, prezydentem Wrocławia i, do Marca ’68, I sekretarzem KW PZPR w Krakowie? Czy znaczenia nie ma to, że matka Trzaskowskiego, która w latach 50. prowadziła bar w „Piwnicy pod Baranami”, jako tajna współpracowniczka i donosicielka o pseudonimie Justyna, miała kontakty z dyplomatami z konsulatu USA w Krakowie, a dzisiaj jej synalek, który patriotyzm wyssał z mlekiem matki, ma doskonałe kontakty z dyplomatami z ambasady USA i też je wykorzystuje do antypolskich celów? Co Trzaskowskiego najbardziej przeraziło? Perspektywa: Co będzie, jeżeli z innych terytoriów Ukrainy zgłosi się mnóstwo Polaków, którzy powiedzą: nie żyje nam się dobrze, chcemy być natychmiast ewakuowani do Polski. Co w tym wszystkim jeszcze przeraża? Opozycja, której przeszkadza zawieszenie sędziego Tuleyę, a nie przeszkadza, gdy rządząca partia rozbraja polską armię (a uzbraja po zęby armię sąsiada, który nas nienawidzi), gdy wyjmuje z kieszeni Polaków 100 miliardów i napycha kabzy oligarchów ukraińskich, gdy na zmywak wysłała miliony Polaków, a przyjmuje na garnuszek miliony Ukraińców, obdarzając ich nadzwyczajnymi przywilejami. I jeszcze jedno – jak wynika z najnowszego sondażu IBRiS, na czele rankingu polskich polityków jest prezydent Warszawy. Ufa mu 44 proc. badanych. No i mamy, co mamy – przyszłego Prezydenta Wszystkich Polaków.

Szewach Weiss na łamach „Rz” wygadał się: Kiedy Żyd chce, by rozpoznał go jego rodak, mówi „AMCHU”. Jest to tajemny kod żydowski. Niemożliwością jest rozpoznać każdego Żyda z wyglądu i, jakkolwiek by to brzmiało dziwnie, po kształcie jego nosa, ani po nazwisku. Wielu Żydów zmieniło bowiem swoje rodowe nazwiska, także ze względów bezpieczeństwa. Myli się i wprowadza w błąd innych ten, kto twierdzi, że żydostwo jest tylko wiarą. Nawet ci, którzy odeszli od wiary mojżeszowej, nawróceni na inne wyznanie, odczuwają przynależność do swego narodu (…) Solidarność żydowska istnieje również między tymi, którzy przeszli na chrześcijaństwo, i tymi, którzy zostali żydami. Ta solidarność jest częścią duszy żydowskiej. Ten, kto porzucał żydostwo, robił to na ogół ratując swoje życie, albo był zmuszony siłą. „Amchu” umożliwiła istnienie wspólnoty narodu żydowskiego w diasporze bez państwa, bez flagi, bez władzy, bez możliwości samoobrony. „Europa przeszła drogę od Auschwitz do „Nigdy więcej Auschwitz!”. Jest mniej nacjonalistyczna. Właśnie to oraz globalizacja, Internet umożliwiają życie Żydom w europejskim domu. Dla nich jest on teraz wielkim „sztetl”. Już nie ma potrzeby ukrywać pochodzenia żydowskiego. „Amchu” wychodzi z podziemia. Żydzi obejmują najwyższe stanowiska w krajach diaspory, nie ukrywając swojej tożsamości. Jest to historyczne zwycięstwo „Amchu”. Na koniec Szewach stwierdza: „Amchu” nie jest już tajnym kodem, ale nie wolno go zgubić: „Wieczne, wieczyste „Amchu”! W wielu miejscowościach na Warmii i Mazurach Ukraińcy wieszają sobie niebiesko-żółte wstążeczki, bo policjant Ukrainiec, jak zobaczy swojego rodaka mandatu nie da, a sędzia Ukrainiec nie wsadzi za kratki. I czy dwukolorowa wstążeczek na piersi redaktora Sakiewicza, to nie takie „Amchu”?

Politycy polscy nie wyciągają wniosków z przeszłości. Wciąż popełniają te same błędy. Dotyczy to wszystkich ekip rządzących krajem po 4 czerwca 1989 roku. Bez patrzenia na interes Polski poparli obalenie Wiktora Janukowycza, a Wiktor Juszczenko plując w twarz polskim sprzymierzeńcom, ogłosił Stepana Banderę narodowym bohaterem Ukrainy. Ale czy chodziło tylko o „błędy” i czy o błędy polityków „polskich”, a nie o świadomą działalność rządzącej w Polsce żydokomuny i rządzących na Ukrainie żydobanderowców?

Rewolucja to gruntowna wymiana elit politycznych, to zdobycie władzy przez nową klasę społeczną kosztem drugiej. Tymczasem nad Dnieprem wszystko pozostało po staremu. Władza jak spoczywała, tak spoczywa w rękach kilku oligarchów żydowskiego pochodzenia. Zwraca uwagę kompatybilność elit znad Wisły i znad Dniepru. Gdy warszawskie oskarżały przedmajdanowego prezydenta o bycie marionetką Putina, świadczyć o tym miała jego zgoda, aby teki ministrów przypadły trzem politykom ukraińskim, którzy zachowali obywatelstwo rosyjskie. Tymczasem pierwszy pomajdanowy rząd ukraiński okazał się armią pełną zagranicznych najemników, z nadanym pospiesznie ukraińskim obywatelstwem. Prezydent Petro Poroszenko uzasadnił to tak: To część wysiłków, aby znaleźć innowacyjne rozwiązania w rządzie, z uwagi na nadzwyczajne wyzwania stojące przed Ukrainą. Oprócz prezydenta, obcoplemieńcami okazali się: wiceprezydent, premier, sekretarz Rady ds. Bezpieczeństwa, minister obrony, minister kultury, minister finansów, minister administracji prezydenta i wicepremier (później premier) Wołodymyr Hrojsman (którego matka jest autorką terminu „żydobanderwoszczyzna”). Nie lepiej było wśród opozycji, żeby tylko wymienić Julię Tymoszenko. I jeszcze jedno – następca Poroszenki dwa miesiące temu rzekł: „Jak zakończymy wojnę, to cała Ukraina będzie wyglądała jak wielki Izrael”.

Znamienna była tu diagnoza Nadii Szewczenko. W 2015 oficer lotnictwa Ukrainy została zwolniona w ramach rosyjsko-ukraińskiej wymiany jeńców. O jej uwolnienie zabiegali prawie wszyscy politycy zachodniego świata. Prezydent Poroszenko nadał jej tytuł bohatera narodowego. Została deputowaną Rady Najwyższej. Miała prezydenckie ambicje, a sondaże wskazywały, że cieszy się największym zaufaniem wśród Ukraińców. Tymczasem w marcu 2018 roku ukraiński parlament, przytłaczającą większością głosów, uchylił jej nietykalność i zezwolił na areszt, z oskarżenia o planowanie zamachu stanu oraz próbę zamachu terrorystycznego. Co takiego wydarzyło się, że trafiła za kratki? Nic wielkiego. Powiedziała tylko (ku wielkiemu rozczarowaniu redaktorów naczelnych „Gazety Polskiej” i „Gazety Wyborczej”): „Żydzi stanowią 2 proc. społeczeństwa, a zajmują około 80 proc. stanowisk w rządzie”. Wymieniła premiera Wołodymyra Hrojsmana. Stwierdziła, że Petro Poroszenko tak naprawdę ma na nazwisko „Walcman”. Zasugerowała żydowskie pochodzenie Julii Tymoszenko, a wcześniej w studio telewizyjnym zgodziła się z wypowiedzią jednego z widzów o „żydowskim jarzmie na Ukrainie”.

Czy „Żydobanderowcami” są też redaktorzy „Gazety Wyborczej”? Zastanawia bowiem osłona medialna, jaką Michnik od lat zapewnia mniejszości ukraińskiej. Czy tym samym tropem pójść można w przypadku Anne Applebaum, która na łamach gazety Michnika dowodziła: „Nacjonaliści na Ukrainie to jedyna nadzieja tego kraju na ucieczkę od apatii, drapieżnej korupcji i, w ostateczności, rozpadu. Żaden rozsądny bojownik o wolność nie wyobrażał sobie utworzenia nowoczesnego państwa, a co dopiero demokracji, bez ruchu o nacechowaniu nacjonalistycznym”. A co z redaktorami „Gazety Polskiej? Przecież ich też łączy z Applebaum pogląd, że każdy nacjonalista jest dobry, byle nie polski?

Kto w Polsce bierze czynny udział w promowaniu banderowskich postulatów historycznych i gloryfikuje zbrodniczą organizację? Od samego początku istnienia III RP środowisko dawnego KOR, skupione   wokół „Gazety Wyborczej”, za cel główny swoich działań postawiło sobie lansowanie idei tzw. pojednania polsko-ukraińskiego, przez co rozumiano przyjęcie wykładni historii najnowszej środowisk probanderowskich. Ośrodek skupiony wokół Adama Michnika i Jacka Kuronia, tropiący wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce,  przeszedł do porządku dziennego nad skrajnie szowinistyczną ideologią OUN-UPA. Michnikowi i Kuroniowi nie przeszkadzało nawet to, że organizacja, którą wzięli w obronę miała na sumieniu śmierć dziesiątków tysięcy Żydów.  Główną wykładnią stały się słowa Jacka Kuronia: „Jeśli Ukraina chce być niepodległa, nie może wyrzec się pamięci o UPA. UPA była powstańczą armią walczącą o niepodległość”. Przypomnieć też warto o złożonej w wywiadzie dla „Kuriera Galicyjskiego” propozycji Adama Michnika przyłączenia Polski do Ukrainy i nadanie nowemu tworowi nazwy UKR-POL. „Będziemy wówczas państwem, z którym się będzie musiał liczyć każdy i na wschodzie i na zachodzie” – prorokował, z akcentem na „MY”. Chociaż w tym przypadku nie trudno było odgadnąć, że w pomyśle „nie chodziło o jakiś „UKR-POL”, tylko o stary żydowski pomysł z Judeopolonią.

Dlaczego pochodzący z żydokomunistycznej rodziny kresowej Paweł Kowal, nawołując do wspierania neobanderowskiej Ukrainy, najchętniej w imię interesów i rojeń polityków ukraińskich wypowiedziałby wojnę Rosji? Jak wyjaśnić jego słowa, że „Ukraińcy muszą dojrzeć do samooceny tak, jak Polacy dojrzeli do samooceny w Jedwabnem”? Dlaczego Dawid Wildstein powiedział: „Nierozliczenie rzezi wołyńskiej nie powinno dziś być dla Polaków przeszkodą we wspieraniu Ukraińców” i czy nie ma znaczenia, że jego dziadek był ubekiem, a ojciec masonem? A może chodzi o coś innego? Aleksander Kwaśniewski, syn ukraińskiego Żyda i oficera NKWD w sprawach Ukrainy wypowiada się jak lobbysta ukraiński, bo bierze pieniądze od żydowskich oligarchów.

À propos – gdy w 1976 r. powstał KOR Michnik pisał: „Marek Edelman powiedział kiedyś, że KOR to było to samo, co Bund. Te same ideały, te same wartości. Dla mnie – mówił Marek – Bund i KOR to ciągłość”. Tymczasem Bund był przedwojenną żydowską partią, która reprezentowała komunistyczny ekstremizm, która manifestował swoją wrogość do państwa polskiego, domagała się pełnej autonomii dla żydów, laickiego szkolnictwa oraz zrównania języka jidysz z językiem polskim, którą minister spraw wewnętrznych II RP uznał za „partię kryptokomunistyczną, bo „zgłosiła swój akces do komunistycznej Międzynarodówki i stoi na stanowisku wrogim naszemu państwu”. Sprawdzianem lojalności KOR wobec Polski byli wyłonieni liderzy, którzy w sytuacji niedojrzałości chłopsko-robotniczych elit „S”, przejęli ruch protestu, wymanewrowali hierarchów kościelnych, zmonopolizowali poparcie z zagranicy, zablokowali odrodzenie się endecji, chadecji, a nawet PPS.

Dlaczego wszyscy mają poglądy dziwnie podobne do poglądów lobby ukraińskiego? Co, oprócz miłości do banderowców, ich łączy? Może nienawiść do Polaków? I czy tylko nienawiść? Anne Applebaum i żydowska gazeta dla Polaków szczególnie uwzięła się na Wiktora Janukowycza. I tu pytanie: Czy nie wzięło się to z tego, że „Nasz Dziennik” nieopatrznie ujawnił: „Korzenie rodziny Wiktora Janukowycza sięgają dzisiejszej Białorusi (…) w Janukach wszyscy byli gospodarzami i pszczelarzami (…) dziadek Wiktora został ochrzczony w miejscowym kościele katolickim. Ludność tych terenów Białorusi – to przeważnie katolicy. Toż była tu kiedyś Polska. Swoistymi świadkami tamtych czasów są pomniki na miejscowym cmentarzu. Na większości z nich napisy już się starły, a na tych, które się zachowały, widać napisane alfabetem łacińskim nazwisko „Janukowicz”. I drugie pytanie: Czy nie wzięło się to z tego, że tygodnik „Nasza Polska” napisał: „Nie mógł Polak zostać prezydentem w Warszawie to musiał w Kijowie. Na Warszawę jeszcze Polacy muszą poczekać!”. Na Janukowycza uwzięła się nie tylko gazeta żydowska. Słowa: „Popieram wszystkich Ukraińców protestujących w Kijowie przeciwko rządom postkomunistycznego bandyty”, pojawiły się w… „Warszawskiej Gazecie” Pomijano przy tym i przemilczano oczywisty fakt, że przedmajdanowa ekipa wła­dzy w Kijowie była po prostu propolska i że swoistej pikanterii dodawał postulat ministra edukacji w rządzie Janukowycza wprowadzenia języka polskiego jako drugiego języka urzędowego w zachodniej części Ukrainy.

Polityczne zadanie usunięcia Janukowycza, postawione przed polską klasą polityczną przez Sorosa, wymagało „marginalizacji konfliktów historycznych” i partnera po stronie ukraińskiej. Zostali nimi skrajni nacjonaliści, którym nie przeszkadzało, że Ukrainą rządzi rosyjsko-żydowska mafia i że finansowego wsparcia udziela im lider społeczności żydowskiej, rezydujący w Genewie posiadacz paszportu izraelskiego Ihor Kołomojski. „Naszych”, do tej antypolskiej machinacji nie zniechęcił nawet Günter Verheugen, który zdiagnozował: „Po raz pierwszy w tym stuleciu prawdziwi faszyści z krwi i kości zasiadają w rządzie”. W tym kontekście przypomnieć należy, że Janukowyczowi szyto buty marionetki Moskwy, mimo że dobrze mu szło układanie stosunków z Putinem na zasadzie „jak równy z równym”, mimo że nie zgodził się, by Ukraina wstąpiła do unii celnej z Rosją i mimo że z większym sukcesem niż „nasi”, oparł się szan­tażowi energetycznemu Putina, i to wówczas, gdy mentalnie zrusyfikowa­ny polski minister podpisywał niekorzystne kontrakty na dostawy gazu rosyjskiego.

Przy okazji – co się porobiło z PSL-owcami? Niegdyś byli pierwszą partią, która dbała o pamięć pomordowanych na Wołyniu. Dziś Kosiniak-Kamysz pierwszy rzuca hasło „UkraPolin”, a Marek Sawicki rzuca pomysł, aby Państwo Polskie wykupiło i wyremontowało 200 tysięcy opuszczonych chłopskich chałup i przekazało je ukraińskim przesiedleńcom. À propos – kiedy podczas kampanii wyborczej w 2015 r. kandydat PSL Adam Jarubas naruszył święte tabu, jakim jest bezkrytyczne popieranie Ukrainy, został solidarnie zaatakowany przez cały establishment i skutecznie wyciszony. To był klasyczny przykład funkcjonowania nieformalnego układu PO-PiS, kiedy spór między „zaprzańcami” a „szczerymi patriotami” nie toczy się o interes narodowy, ale o to, kto lepiej będzie rządził Polakami w interesie kosmopolitycznego układu.

Są też inne podobieństwa. Tak jak pierwszy pookrągłostołowy rząd Tadeusza Mazowieckiego podjął próbę budowy JudeoPolonii, tak pierwszy pomajdanowy rząd Petro Poroszenki podjął próbę budowy JudeoUkrainy. Z tym że nad Dnieprem to się udało, a nad Wisłą projekt runął, dzięki… Stanowi Tymińskiemu. Przypomnijmy: w wyborach prezydenckich w 1990 roku, przedstawiany jako „kandydat znikąd”, po bardzo intensywnej kampanii, podczas której przedstawiał się jako jedyny „człowiek spoza układu”, zdecydowanie kontestujący balcerowiczowskie reformy gospodarcze, uzyskał w I turze prawie 4 miliony głosów, wyprzedzając Tadeusza Mazowieckiego (i Wołodię Cimoszewicza). Po tej poniżającej klęsce, Mazowiecki wraz ze swym zamysłem Judeopolonii już się nie podniósł.

W dzisiejszej Polsce toczy się jedna wielka wojna i mnóstwo potyczek. Fronty krzyżują się, krzyżują się obce wpływy. Na te potężne i wyrafinowane naciski wystawiona jest „nasza” elita polityczna, nielojalna, czołobitna wobec obcych, uwikłana w agenturalną działalność. Czy kraj, w którym ministrami zostają przypadkowe miernoty, ludzie gardzący polskimi interesami, kupczący pozycją Polski w świecie, których jedynym celem jest utrzymanie się przy władzy, i którym rozkazy wydaje mały żydowski komik, jest zdolna do obrony polskich interesów?

Krzysztof Baliński

Kijów wypuszcza młodych Ukraińców za granicę. Masowy exodus do Polski. Wojna – najemnikami [za nasze pieniądze]?

Kijów wypuszcza młodych Ukraińców za granicę. Masowy exodus do Polski. Wojna – najemnikami [za nasze pieniądze?].

Status ochronny posiada w Polsce 964,4 tys. obywateli Ukrainy, a ponad drugie tyle wciąż czeka na rozpatrzenie.

https://pch24.pl/kijow-wypuszcza-mlodych-ukraincow-za-granice-masowy-exodus-do-polski

W ciągu zaledwie kilku tygodni wpłynęło aż 50 tys. wniosków o przyznanie tzw. statusu ochronnego w Polsce. Zdecydowana większość z nich należy do młodych ukraińskich mężczyzn.

Od 26 sierpnia do 10 listopada o status ochronny w Polsce powiązany z numerem PESEL (tzw. UKR) wystąpiło 49,7 tys. obywateli Ukrainy – informuje „Rzeczpospolita”. To zdecydowanie więcej niż we wcześniejszych miesiącach.

Status pozwala na korzystanie z opieki medycznej, dostępu do rynku pracy, edukacji i pomocy państwa np. darmowego zakwaterowania i wyżywienia. Traci się go, gdy osoba wyjedzie na powyżej 30 dni z Polski. Status ochronny posiada w Polsce 964,4 tys. obywateli Ukrainy, a ponad drugie tyle wciąż czeka na rozpatrzenie.

Pod koniec sierpnia 2025 r. nastąpiła zmiana przepisów na Ukrainie, która umożliwiła legalny wyjazd z kraju mężczyznom w wieku 18-22 lat. Według danych Komendy Głównej Straży Granicznej, w dniach 29 sierpnia – 24 listopada, do Polski wjechało ponad 121 tys. młodych mężczyzn obywatelstwa ukraińskiego. Straż Graniczna zaznacza, że niektóre osoby mogły przekraczać granicę po kilka razy.

[no pewnie: handelek, narkotyki.. to się opłaca. md]

Źródło: rp.pl PR

Rekordowa sprzedaż broni. W 2024 roku osiągnęła 679 miliardów dolarów. Głównym nabywcą jest Europa.

Rekordowa sprzedaż broni. W 2024 roku osiągnęła 679 miliardów dolarów. Głównym nabywcą jest Europa.

3.12.2025 https://nczas.info/2025/12/03/rekordowa-sprzedaz-broni-glownym-nabywca-jest-europa/

Wynik specjalne nie dziwi, bo praktycznie nie ma dnia bez działań wojennych, a czymś przecież strzelać trzeba… Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIRPI), sprzedaż broni napędzana głównie wojnami na Ukrainie i w Strefie Gazy, doszła do pułapu 586 miliardów euro, co oznacza wzrost o 5,9%, licząc w ujęciu rok do roku.

Według tego raportu, sprzedaż broni na świecie przez 100 największych producentów osiągnęła w 2024 r. nowy rekord. Raport opublikowano 1 grudnia. Według SIPRI, w 2024 roku sprzedaż broni osiągnęła 679 miliardów dolarów (583,5 miliarda euro), co stanowi wzrost o 5,9% w stosunku do roku 2023. Wówczas, licząc rok do roku, sprzedaż wzrosła o 4,2%. [wg. dykteryjki: Stali nad przepaścią. A w 2025 na pewno „zrobili ogromny krok do przodu”. md]

To najwyższy poziom w historii badań SIPRI, napędził to „silny popyt” – powiedział w oświadczeniu Lorenzo Scarazzato z Działu Wydatków i Produkcji Broni SIPRI. W latach 2015–2024 przychody 100 największych dostawców wzrosły w sumie o 26%.

Okazuje się przy tym, że te rekordy to w dużej mierze „zasługa Europy ”, chociaż wszystkie regiony odnotowały wzrost, z wyjątkiem Azji i Oceanii. Na Starym Kontynencie wiąże się to z wojną na Ukrainie, do której dochodzą wydatki krajów, które opłacały i wysłały tam sprzęt, a teraz muszą uzupełnić także swoje zapasy.

Eksperci wskazują też na „poczucie zagrożenia ze strony Rosji przez państwa europejskie” i dotyczy to nie tylko krajów z tego regionu, jak Polska. Zbroją się Skandynawowie, Francuzi, Anglicy. Najwięcej zarabiają tu Amerykanie, a ich firmy generują połowę przychodów tego sektora.

Spośród 100 największych dostawców uzbrojenia na świecie 39 pochodzi z USA, w tym trzy największe: Lockheed Martin, RTX (dawniej Raytheon Technologies) i Northrop Grumman.

Łączne przychody amerykańskich producentów wzrosły o 3,8% do 334 miliardów dolarów (287 miliardów euro), co stanowi prawie połowę globalnej sprzedaży (49%). W Europie łączne przychody 26 największych firm zbrojeniowych wzrosły o 13%, do 151 miliardów dolarów (130 miliardów euro). Największy zrost odnotowali jednak Czesi, których grupa zbrojeniowa skorzystała z tzw. czeskiej inicjatywy amunicyjnej, obejmującej dostawy pocisków artyleryjskich na Ukrainę, Odnotowała ona wzrost przychodów o 193% (do 3,6 miliarda dolarów).

Jednak europejscy producenci broni mają jednak problemy z dostawą potrzebnych im do produkcji materiałów i podzespołów. Francuskie firmy Airbus i Safran, które przed 2022 rokiem sprowadzały połowę swojego tytanu z Rosji, musiały szukać nowych dostawców. Ograniczenia eksportowe na minerały krytyczne nałożone przez Chiny również doprowadziły do ​​wzrostu kosztów firm takich jak Thales we Francji i Rheinmetall w Niemczech, a łańcuchy dostaw są zakłócone.

Wśród 100 największych dostawców boni znajdują się również dwaj rosyjscy producenci uzbrojenia: Rostec i United Shipbuilding Corporation. Ich łączne przychody wzrosły o 23%, do 31,2 mld dolarów (26,8 mld euro). W ich przypadku popyt krajowy rekompensuje im ograniczenie eksportu spowodowane sankcjami międzynarodowymi.

Nieźle zarabia tu Izrael. Ten kraj ma trzy ze stu największych firm zbrojeniowych, których łączne obroty wynoszą 16,2 miliarda dolarów, czyli 13,9 miliarda euro (wzrost o 16% rok do roku). Krytyka wobec działań Izraela w Strefie Gazy wydaje się mieć niewielki wpływ na zainteresowanie izraelską bronią.

Źródło: AFP/ Le Figaro

Ostrzeżenie Putina dla władz Europy: „Jeśli Europa rozpocznie wojnę, może nie być już z kim negocjować”. 

Thomas Röper anti-spiegel.ru

Ostrzeżenie Putina dla Europy

„Jeśli Europa rozpocznie wojnę, może nie być już z kim negocjować”. 

Zapytany we wtorek, co sądzi o groźbach wojny ze strony UE, Putin nie wykluczył wojny i wyraźnie ostrzegł, że Rosja będzie prowadzić wojnę inaczej niż na Ukrainie. 

Anti-Spiegel  2 grudnia 2025

We wtorek prezydent Rosji Putin po raz pierwszy wydał bardzo jasne ostrzeżenie dla państw europejskich. Przetłumaczyłem wypowiedzi Putina, ale najpierw chcę pokazać, jak Der Spiegel o tym doniósł i co zataił przed czytelnikami. Następnie udostępnię tłumaczenie i dodam kilka krótkich przemyśleń na ten temat.

Der Spiegel ponownie

Od prawie czterech lat Der Spiegel praktycznie codziennie donosi, że Rosja – i oczywiście Putin osobiście – grozi Europie wojną, mimo że nigdy nie wystosowała takiej groźby. Aby jeszcze bardziej zaognić sytuację, Der Spiegel twierdzi, że atak Rosji jest nieuchronny – a nawet nie nastąpi to wcześniej niż w 2029 roku – i że Rosja już prowadzi „wojnę hybrydową” przeciwko Europie, mimo że żadne z tych oskarżeń pod adresem Rosji nie zostało udowodnione ani potwierdzone.

To ironia, ponieważ kiedy prezydent Rosji Putin – jak to miało miejsce we wtorek – faktycznie wydaje jasne ostrzeżenie przed wojną dla Europy, Der Spiegel pomija połowę jego treści.

Pod tytułem „Wojna na Ukrainie – Putin oskarża Europę o blokowanie negocjacji pokojowych” ( blokowanie ) Der Spiegel relacjonuje krótkie wystąpienie Putina przed prasą. W artykule Der Spiegel nazywa plan pokojowy Trumpa dla Ukrainy „rosyjską listą życzeń” i wyjaśnia czytelnikom, że Europejczycy renegocjowali plan z USA, a Rosja odrzuca wynik jako „wcale niekonstruktywny”. 

Niemiecki magazyn informacyjny Der Spiegel pisze następnie:

Aby wyrazić niezadowolenie Rosji z faktu, że jej domniemana lista życzeń nie została spełniona, Putin otwarcie zagroził Zachodowi we wtorek. Rosja jest gotowa zaangażować Europejczyków w negocjacje. Musieliby jednak uznać realia panujące na polu bitwy na Ukrainie. „Nie zamierzamy walczyć z Europą, mówiłem to już setki razy. Ale jeśli Europa chce walczyć i zacznie, to jesteśmy gotowi zrobić to natychmiast” – powiedział. „Europa stanęła po stronie Ukrainy w wojnie, zerwała bliskie więzi z Rosją i tym samym wycofała się ze stołu negocjacyjnego” – kontynuował Putin”.

To wszystko, czego czytelnicy „Spiegla” dowiedzą się o oświadczeniu Putina. Przyjrzyjmy się więc, co Putin faktycznie powiedział i czy „Der Spiegel” dostarczył czytelnikom wyczerpujących informacji.

Co Putin naprawdę powiedział

Podczas krótkiej konferencji prasowej (całość tutaj Konferencja) Putinowi zadano między innymi dwa pytania dotyczące Ukrainy i stanowiska Europejczyków. Tłumaczę te pytania i odpowiedzi Putina w całości. 

Początek tłumaczenia:

Pytanie: Wkrótce spotka się Pan ze Stephenem Witkoffem, który przyjechał do Moskwy specjalnie w tym celu. Obecnie proces negocjacji toczy się wyłącznie ze stroną amerykańską. Dlaczego Europejczycy milczą? Dlaczego trzymają się tak daleko od tego procesu?

Putin: Europejczycy nie milczą. Są wściekli, że zostali wykluczeni z negocjacji. Chciałbym jednak podkreślić, że nikt ich nie wykluczył. Sami się wykluczyli. Przez jakiś czas utrzymywaliśmy z nimi bliskie kontakty. Potem nagle zerwali kontakty z Rosją. To była ich inicjatywa.

Dlaczego to zrobili? Ponieważ przyjęli za punkt wyjścia ideę zadania Rosji strategicznej klęski i najwyraźniej nadal żyją tą iluzją. Rozumieją jednak, intelektualnie, że to już przeszłość, że nie mogło się wydarzyć. Wtedy mylili myślenie życzeniowe z rzeczywistością, ale nie potrafią i nie chcą się do tego przyznać. Sami wycofali się z tego procesu, to po pierwsze.

Po drugie, ponieważ nie podoba im się obecny wynik, utrudniają starania rządu USA i prezydenta Trumpa o osiągnięcie pokoju poprzez negocjacje. Sami odrzucają rozmowy pokojowe i utrudniają prezydentowi Trumpowi działania.

Po trzecie, nie mają żadnego programu pokojowego; są po stronie wojny. I nawet jeśli próbują wprowadzić jakieś propozycje do planu Trumpa – wszyscy to widzimy otwarcie – wszystkie te zmiany mają na celu tylko jedno: zablokowanie całego procesu pokojowego i wysunięcie żądań absolutnie nieakceptowalnych dla Rosji. Rozumieją to i w ten sposób obwiniają Rosję za załamanie procesu pokojowego. To jest ich cel. Widzimy to całkiem wyraźnie.

Jeśli więc faktycznie chcą wrócić do rzeczywistości, biorąc pod uwagę rozwijającą się sytuację „na miejscu”, w porządku, nie wykluczamy tego.

Pytanie: Szijjártó powiedział dziś nawet, że możemy dosłownie znaleźć się w stanie wojny z Europą. Powiedział, że NATO, a dokładniej jego europejskie skrzydło, planuje doprowadzić swoje wojska do pełnej gotowości bojowej do 2029 roku, a do 2030 roku istnieje ryzyko konfliktu zbrojnego. To rzeczywiście bardzo poważna, wręcz sensacyjna sprawa. Co Pan o tym sądzi? Czy naprawdę przygotowujemy się do czegoś?

Putin: Nie chcemy toczyć wojny z Europą; mówiłem to już setki razy. Ale jeśli Europa nagle zdecyduje się na wojnę z nami i zacznie to robić, jesteśmy gotowi już teraz. Nie ma co do tego wątpliwości. Ale jakie jest pytanie? Jeśli Europa nagle rozpocznie wojnę z nami, byłoby to moim zdaniem bardzo szybko…

To nie jest Ukraina. Na Ukrainie postępujemy chirurgicznie, ostrożnie. To zrozumiałe, prawda? To nie jest wojna w dosłownym, współczesnym znaczeniu tego słowa. Jeśli Europa nagle zdecyduje się wypowiedzieć nam wojnę i zacznie to robić, bardzo szybko może dojść do sytuacji, w której nie będzie już nikogo, z kim moglibyśmy negocjować.

=======================================================

Nie wszystkie wojny są sobie równe.

Można by argumentować, że Der Spiegel przedstawił dość przydatne podsumowanie wypowiedzi Putina, ale to nieprawda, ponieważ Der Spiegel pominął kluczowe informacje. Der Spiegel nie zrelacjonował tego, co znajduje się w ostatnim akapicie tłumaczenia, co jest kluczowe.

Pomimo całej propagandy zachodnich mediów i polityków na temat rzekomo „brutalnej rosyjskiej wojny agresywnej”, Rosja w rzeczywistości działa na Ukrainie z niezwykłą powściągliwością, o czym świadczy liczba ofiar cywilnych, która nawet po prawie czterech latach wojny wciąż wynosi nieco ponad 10 000. Używam słowa „tylko”, ponieważ przykład Izraela, którego ludobójstwo w Strefie Gazy tak chętnie poparli Europejczycy, pokazuje, czym naprawdę jest brutalna wojna. Izrael wymordował ponad 70 000 cywilów w Strefie Gazy w ciągu zaledwie półtora roku. Jeśli uwzględnić tych, którzy zmarli z głodu, i wszystkie ofiary pogrzebane pod gruzami, liczba ta prawdopodobnie znacznie przekracza 100 000.

… Nawet rosyjskie ataki na ukraińskie dostawy energii, tak gwałtownie potępiane na Zachodzie, są w rzeczywistości przeprowadzane z niezwykłą rozwagą. Podczas wojen w byłej Jugosławii w 1999 roku NATO natychmiast i niemal całkowicie zniszczyło serbskie źródła energii, a także zaatakowało stacje telewizyjne, pociągi pasażerskie i inną infrastrukturę. Kiedy dziennikarz zapytał, dlaczego NATO atakuje infrastrukturę cywilną, taką jak elektrownie i stacje telewizyjne, ówczesny Naczelny Dowódca NATO odpowiedział lakonicznie, że to prezydent Serbii zdecyduje, kiedy te ataki na cele cywilne ustaną; po prostu musi się poddać.

Pomimo wojny i cierpienia, jakie przyniosła ona również Rosji, Rosjanie nadal uważają Ukraińców za bratni naród. Dlatego Rosja robi wszystko, co w jej mocy, aby oszczędzić ludność cywilną na Ukrainie.

Ale Europejczycy nie są uważani przez Rosjan za bratni naród. Gdyby ich żołnierze walczyli z Rosją, Rosja zareaguje bez opanowania, jakie wykazała na Ukrainie, i prawdopodobnie będzie prowadzić wojnę w taki sam sposób, w jaki prowadzi ją Zachód – nie tylko dlatego, że Europejczycy prawdopodobnie postąpią tak samo.

Ostatnie stwierdzenie Putina, że ​​jeśli Europa rozpocznie wojnę z Rosją, „bardzo szybko może dojść do sytuacji, w której nie będzie nikogo, z kim moglibyśmy negocjować”, powinno zostać zrozumiane przez europejskich przywódców jako wyraźne osobiste zagrożenie pod ich adresem.

Putin z pewnością nie miał na myśli użycia broni jądrowej, jak można by przypuszczać, ale raczej stwierdził, że w takiej wojnie zainicjowanej przez Europejczyków, ich urzędnicy państwowi również byliby uzasadnionymi celami dla Rosji.

Innymi słowy, europejscy politycy nie powinni oczekiwać, że będą mogli poświęcić swoich żołnierzy w wojnie z Rosją, kontynuując jednocześnie normalne życie.

Niestety, oświadczenie Putina prawdopodobnie sugeruje również, że Rosja nie będzie szanować ludności cywilnej w wojnie z Europą. Czytelnicy „Spiegla” nie powinni o tym wiedzieć; powinni nadal wierzyć, że Europa jest militarnie zdolna do powstrzymania Rosji.

Ale Zachód zbiorowo już nie zdołał tego zrobić na Ukrainie, więc jak Europa ma sobie z tym poradzić sama – zwłaszcza bez pomocy Stanów Zjednoczonych, które jasno dały do ​​zrozumienia, że ​​to nie jest ich wojna?

Jak wspomniałem na początku, zawsze zabawne jest to, że Spiegel niemal codziennie wymyśla nowe kłamstwa na temat rzekomych gróźb wojennych Rosji (lub cytuje groźby sfabrykowane przez UE), ale milczy, gdy Rosja faktycznie ostrzega przed wojną.

Admirał Dragone: NATO rozważa możliwość przeprowadzenia prewencyjnych ataków na Rosję.

Admirał Dragone: NATO rozważa możliwość przeprowadzenia prewencyjnych ataków na Rosję.

Jak powiedział szef Komitetu Wojskowego sojuszu w wywiadzie dla Financial Times, podjęcie tej decyzji utrudniają trudności prawne.

1 grudnia, 00:17

Przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO Giuseppe Cavo Dragone REUTERS/Ciro De Luca
Szef Komitetu Wojskowego NATO Giuseppe Cavo Dragone© REUTERS/ Ciro De Luca

LONDYN, 1 grudnia. /TASS/. Sojusz Północnoatlantycki rozważa podjęcie działań wyprzedzających w odpowiedzi na rzekomo agresywne działania Rosji, ale taka decyzja wiąże się z szeregiem wyzwań prawnych, powiedział admirał Giuseppe Cavo Dragone, szef Komitetu Wojskowego NATO, w wywiadzie dla Financial Times .

„Badamy wszystko. W cyberprzestrzeni działamy bardziej reaktywnie. Rozważamy bardziej agresywne lub wyprzedzające działanie zamiast reagowania” – powiedział dowódca wojskowy. Dodał, że sojusz mógłby uznać „uderzenia wyprzedzające” za „działania obronne”.

Jak jednak przyznał Dragone, „wykracza to poza normalny sposób myślenia i działania NATO”. Wyjaśnił, że trudności dotyczą „ram prawnych, kwestii jurysdykcyjnych” oraz tego, kto dokładnie miałby podejmować takie działania.

Wcześniej ambasador Rosji w Belgii Denis Gonczar oświadczył, że NATO, „zastraszając swoją ludność nieistniejącymi planami Kremla dotyczącymi ataków na kraje sojusznicze”, rozpoczęło „przygotowania do wielkiej wojny z Rosją”. 

Ukraina chce sprzedawać broń… Powstają dwa centra na Zachodzie.

Ukraina chce sprzedawać własną broń. Powstają dwa centra w krajach Zachodu

https://www.fronda.pl/a/Ukraina-chce-sprzedawac-wlasna-bron-Powstaja-dwa-centra-w-krajach-Zachodu,249673.html


Jak donoszą media, Ukraina wchodzi w nowy etap swojej strategii militarno-ekonomicznej. Kijów zapowiedział utworzenie specjalnych centrów eksportu broni, które mają sprzedawać… nadwyżki ukraińskiego uzbrojenia. Informacja brzmi co najmniej zaskakująco, ale została oficjalnie potwierdzona i wywołała szeroką dyskusję wśród analityków obronnych.

Według zapowiedzi, centra eksportowe mają pomóc w budowaniu ukraińskiego potencjału przemysłowego, zwiększać dochody budżetu oraz wzmacniać pozycję Ukrainy na globalnym rynku zbrojeniowym. [nie mają już skąd brać łapówek? md]

Kijów podkreśla, że nadwyżki dotyczą sprzętu, który nie jest obecnie potrzebny na froncie lub został zastąpiony nowszym wyposażeniem.

„Eksperci” zauważają, że to kolejny krok w kierunku uniezależnienia ukraińskiego przemysłu obronnego i wykorzystania potencjału, jaki powstał dzięki masowej modernizacji armii. Jednocześnie pojawiają się pytania o skalę dostępnych nadwyżek i potencjalne kierunki eksportu.

Sprawa budzi też emocje wśród potencjalnych kupujących — niektórzy widzą w tym dowód na stabilizację ukraińskiej produkcji zbrojeniowej, inni obawiają się, czy sprzedaż sprzętu nie odbije się na bieżących potrzebach armii. Źródła podają, że powstają właśnie dwa pierwsze takie centra. 

Europa zagrożeniem dla siebie i świata

Europa zagrożeniem dla siebie i świata

https://www.rt.com/news/628700-western-europe-isnt-leading-world/


Niewielu poważnych obserwatorów polityki międzynarodowej wątpi, że Europa Zachodnia po raz kolejny stała się jednym z najniebezpieczniejszych źródeł niestabilności na świecie. To gorzki wniosek, biorąc pod uwagę, że cały porządek po 1945 roku został zbudowany, aby powstrzymać kontynent przed wciągnięciem ludzkości w katastrofę po raz trzeci. A jednak najgłośniejsze wezwania do konfrontacji pochodzą z zachodu od rzeki Bug, Nigdzie indziej rządy nie przygotowują się do wojny z tak nerwową energią.

Wrogość jest skierowana przede wszystkim na Rosję, sąsiada Europy Zachodniej i głównego partnera handlowego od dziesięcioleci. Coraz częściej jednak rozprzestrzenia się również w kierunku Chin, pomimo braku jakiegokolwiek prawdziwego konfliktu politycznego lub gospodarczego między subkontynentem a Pekinem. To mówi nam coś ważnego. Źródło dzisiejszej agresywnej postawy Europy Zachodniej wcale nie jest zewnętrzne. Leży w własnych strukturach politycznych regionu, jego zdezorientowanym sensie samego siebie i rosnącej panice elit, które nie rozumieją już otaczającego świata, który nabrał nowego kształtu.

Byłoby głęboko nieodpowiedzialne zakładać, że amerykański nadzór nad Europą Zachodnią wystarczy, aby zapobiec katastrofalnym błędom w obliczeniach. W końcu ta część świata dała już ludzkości dwie wojny światowe. I nigdy nie powinniśmy zapominać, że subkontynent składa się z dwóch państw uzbrojonych w broń jądrową, Wielkiej Brytanii i Francji. Europa Zachodnia może nie jest już centrum polityki światowej, ale pozostaje niezaprzeczalnie miejscem, w którym może rozpocząć się konflikt, który pochłonie wszystkich.

Korzenie jego zachowania sięgają głęboko. Pierwsza przyczyna jest wewnętrzna. Od połowy XX wieku społeczeństwa zachodnioeuropejskie stały się niezwykle skonsolidowane. Ich elity opanowały sztukę zapobiegania wewnętrznym wstrząsom; niepokoje społeczne, bunt ideologiczny i odnowa polityczna na dużą skalę zniknęły. Rewolucje kiedyś ukształtowały historię regionu. Teraz ich sama możliwość zniknęła.

To tworzy paradoks. System polityczny, który nie może się zmienić, zaczyna rzutować swoją niestabilność na zewnątrz. Elity Europy Zachodniej są mocno zakorzenione, nawet gdy są boleśnie niekompetentne. Ich społeczeństwa są apatyczne, przekonane, że mają niewielki wpływ na własne losy. W całej UE poszczególne rządy mogą się kłócić, ale w ważnych kwestiach, zwłaszcza w podejściu do świata zewnętrznego, są uderzająco jednomyślne. Mechanizmy zgodności działają tak skutecznie, że nawet najbardziej lekkomyślne decyzje dotyczące polityki zagranicznej przyciągają niewiele sprzeciwu. Europa Zachodnia osiągnęła punkt, w którym indywidualne myślenie ustępuje miejsca zbiorowemu instynktowi.

Innymi słowy, subkontynent stracił zdolność do pokojowego odkrywania siebie na nowo. I ta wewnętrzna stagnacja przelewa się teraz na jego zewnętrzne zachowanie.

Drugą główną przyczyną jest pogarszająca się globalna pozycja Europy Zachodniej. Przez dziesięciolecia potęgi regionu mogły sobie pozwolić na bardziej wyważoną dyplomację, ponieważ ich waga ekonomiczna gwarantowała szacunek. Kiedy Europejczycy pouczali świat, inni słuchali. Nie zawsze szczęśliwie, ale słuchali. Te czasy minęły. Błyskawiczny wzrost Chin, pojawienie się Indii jako globalnego gracza, ożywienie Rosji i naleganie na obronę swoich interesów oraz polityczne przebudzenie Globalnego Południa zepchnęły UE w dół hierarchii światowych mocarstw.

Świat się zmienił; Europa Zachodnia nie.

Nagle ten blok staje w obliczu krajobrazu, w którym nie jest już głównym aktorem, ale nie zna innego sposobu na zachowanie. W całej swojej historii Europa Zachodnia nigdy nie doświadczyła bycia regionem peryferyjnym. Dziś zbliża się niebezpiecznie blisko tego statusu, a jego elity po prostu nie mogą przetworzyć zmiany. Stąd szalone próby przyciągnięcia uwagi poprzez eskalację retoryki wojskowej i malowanie Rosji i Chin jako egzystencjalnych zagrożeń. Jeśli Europa Zachodnia nie może już dłużej wywierać wpływu poprzez siłę gospodarczą lub dyplomatyczną, spróbuje to zrobić poprzez alarmizm i język wojny.

Powstanie grup takich jak BRICS tylko wzmacnia niepokój regionu. Europejczycy wyobrażali sobie kiedyś G7 jako narzędzie do zachowania swojej centralności poprzez zaczepianie się z Waszyngtonem. BRICS pokazuje, że świat może się zorganizować bez UE, a nawet wbrew jej preferencjom. Nic dziwnego, że europejscy przywódcy czują się osaczeni.

Europa Zachodnia pozostaje częścią tego, co Rosjanie nazywają kolektywnym Zachodem, a jej więzi ze Stanami Zjednoczonymi są silne. Ale te więzi nie zapewniają już tego, czego oczekiwali Europejczycy: gwarantowanego miejsca na szczycie. Cała debata na temat amerykańskiego „parasola bezpieczeństwa” jest tak naprawdę o czymś innym. Chodzi o strach Europy Zachodniej przed utratą statusu i jej rozpaczliwą nadzieję, że Stany Zjednoczone będą nadal traktować ją jako równorzędną potęgę. Waszyngton jednak inaczej postrzega świat i coraz częściej ma swoje własne priorytety.

Podsumowując, te wewnętrzne i zewnętrzne siły sprawiają, że Europa Zachodnia jest najbardziej palnym graczem na arenie światowej, gdy wkraczamy w drugą ćwierć XXI wieku. Nie jest to problem stworzony przez jednego lub dwóch nieudolnych liderów, ani przemijający nastrój związany z chwilowymi bólami ekonomicznymi. To jest strukturalne, co czyni go o wiele bardziej niebezpiecznym.

Jakie jest lekarstwo? W tej chwili nikt nie wie. Historia nie oferuje żadnych pocieszających przykładów. Kiedy niegdyś władza centralna traciła wpływy i nie mogła się dostosować, wyniki rzadko były pokojowe. Europa Zachodnia odtwarza dziś ten stary scenariusz: zamknięta w przestarzałych założeniach, niezdolna do zreformowania się i przekonana, że jedynym sposobem na pozostanie istotnym jest wykrzykiwanie głośniej i wymachiwanie gróźb.

Dla Rosji, Chin i Stanów Zjednoczonych ta sytuacja stwarza trudne wyzwanie. Ich wybory będą kształtować, czy nowa niestabilność Europy Zachodniej stanie się łatwa do opanowania, czy przerodzi się w coś znacznie gorszego. Zwykli obywatele na całym świecie mają wszelkie powody, aby mieć nadzieję, że te decyzje będą mądre. Ale nadzieja to nie pewność.

Z pewnością możemy powiedzieć, że zachowanie Europy Zachodniej nie jest wynikiem siły, ale niepewności. Subkontynent, który kiedyś zdominował sprawy światowe, teraz widzi, jak inni go wyprzedzają. I zamiast dostosować się do wielobiegunowego porządku, atakuje, nalegając na globalną rolę, której nie może dłużej utrzymać.

To właśnie sprawia, że Europa Zachodnia, tragicznie, ale niewątpliwie, jest dziś wrogiem pokoju.

Generał Didier Tauzin: To NATO chciało wojny

Generał Didier Tauzin: To NATO chciało wojny

http://myslpolska/general-didier-tauzin-to-nato-chcialo-wojny

Rozmowa z francuskim generałem dywizji, wieloletnim dowódcą jednostek wojsk lądowych Sił Zbrojnych Francji. 

Ojciec był jeńcem w Polsce

Pozwolę sobie Pana przedstawić. Jeżeli będą elementy istotne do dodania, to Pan mi powie. Był Pan oficerem w czynnej służbie w latach 1975-2006; służąc jako generał w 1. Pułku Spadochroniarzy Piechoty Morskiej. To pułk sił specjalnych, operujący lekką piechotą, zajmujący się zbieraniem informacji wywiadowczych, zwalczaniem terroryzmu, ratowaniem zakładników. Pana misje miały miejsce szczególnie za granicą  – w Afryce; w Somalii i  Rwandzie, a także w byłej Jugosławii. Następnie, po 2006 roku, zajął się Pan nauczaniem i pisaniem książek. Wykładał Pan etykę; etykę w stosunkach międzynarodowych, przy podejmowaniu decyzji i etykę zachowań kadr. Zaangażował się Pan również w politykę. W szczególności kandydował Pan w wyborach parlamentarnych i prezydenckich w 2017 roku. Czy ten portret jest kompletny?

– No cóż, spędziłem trochę mniej czasu w 1. Pułku Spadochroniarzy Piechoty Morskiej, ale to nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia, bo i tak spędziłem tam 10 lat życia. Poza tym miałem wiele innych funkcji, ale wszystko jest w porządku. To ogólna prezentacja i jako taka jest w zgodna z prawdą. 

Dobrze, to wspomnę o kilku książkach – napisał Pan ich siedem – jest w nich zarys planu dla Francji. Jedna przykład nosi tytuł Odbudowa Francji, projekt prezydencki

Pana ostatnia książka ma tytuł Naucz go kochać Francję, kochać aż do śmierci i nawiązuje Pan w niej do wspomnień ojca, który był, miedzy innymi, członkiem ruchu oporu podczas II wojny światowej.

– O tym nie napisałem, ale on był więźniem Niemców w kopalniach soli w Polsce.

W kopalni soli? Gdzie?

– W Polsce. Uciekł.

Kilka razy udało mu się uciec.

– Uciekał siedem razy. Ostatni raz właśnie z Polski.

Kto doprowadził do wojny?

Chciałam zadać Panu kilka pytań, które są związane z konfliktem ukraińskim; a dokładniej – z planem pokojowym. Jesteśmy aktualnie świadkami czegoś, co wygląda jak publiczne negocjacje. Prezydent Trump przedstawił 28-punktowy plan i właśnie Unia Europejska przedstawiła kontrpropozycję. Co Pan sądzi o samym takim procederze?

Tak czy inaczej, to nie dociera to do sedna sprawy. Oczywiście, mam nadzieję, że temu planowi pokojowemu uda się zakończyć tę wojnę. Ale moim zdaniem będzie to tylko tymczasowy koniec. Bo plan nie trafia w sedno sprawy. Po pierwsze, ten plan pokojowy – niektórzy twierdzą, że jest bardzo korzystny dla Rosji – pod względem finansowym jest wręcz bardziej korzystny dla Stanów Zjednoczonych. To po pierwsze, to ważne. A dalej co? Po raz kolejny nie dociera do sedna sprawy, i tu pozwólcie, że wyjaśnię: to NATO jest odpowiedzialne za wojnę na Ukrainie. Przeżyłem czasy, gdy ZSRR się rozpadał, a Rosja walczyła o to, by stanąć na nogi i się podnieść. Potem, Rosja poprosiła o członkostwo w NATO z myślą o globalnym pokoju. A NATO odmówiło. Niektórzy Amerykanie, tacy jak Wolfowitz, Brzeziński i inni, wierzyli, że jeśli Rosja się odrodzi, to będzie musiała zostać zniszczona; oni chcieli aby Rosja była zniszczona. Był nawet – nie wiem, czy to był celowy plan – ale istniała pewna perspektywa podziału Rosji na mnóstwo małych republik. Państewek, które wszystkie znalazłyby się pod kontrolą NATO i Stanów Zjednoczonych. Cóż, tak się nie stało, a NATO odmówiło Rosji członkostwa.

Potem, z czasem, jeśli można tak ująć – to chyba Brzeziński pisał – uznano, że aby zniszczyć Rosję, trzeba rozpętać wojnę na Ukrainie. I tak – też byłem świadkiem tego, że przez ostatnie 30 lat NATO, a zwłaszcza Amerykanie, ale nie tylko oni, również niestety Francuzi, robili wszystko, co możliwe, by sytuacja na Ukrainie się pogarszała. Wiem na przykład, że Moskwa bardzo często mówiła Zachodowi, a w szczególności NATO: „stop, stop, nie możemy tego dalej akceptować”. Wierzę, że w grudniu 2021 roku Władimir Putin wysłał list do szefa NATO i prawdopodobnie do przywódców państw zachodnich, aby powiedzieć im: „to koniec, już dosyć, albo będziemy zmuszeni”… Ale nie przestaliśmy i Putin rozpoczął wojnę w 2022 roku. Tak więc, tak to określę, ten plan pokojowy może uspokoić sytuację, ale nie dotyka sedna problemu.

Na progu katastrofy

Nie dotyka sedna problemu, bo dla Pana sednem problemu to jest podżeganie do wojny przez NATO? 

– No proszę Pani, co do podżegania do wojny ze strony NATO… nie jestem ani antyamerykański, ani antyniemieckim itd. Nie o to chodzi. Jestem za pokojem. To musi być jasne. W mojej karierze wojskowej przeżyłem wystarczająco dużo konfliktów, żeby wiedzieć, jak one wyglądają.  A to czego ja doświadczyłem, w porównaniu z tym, co teraz przeżywają Rosjanie i Ukraińcy, to nic, mała skala. Ale tak, musimy położyć kres podżeganiu wojennemu NATO, a zwłaszcza podżeganiu wojennemu przez państwa europejskie, które do niego należą. I tu przywołam na przykład postawę Francji. Tak naprawdę to nie cała Francja –  to prezydent Macron jest nastawiony agresywnie. To nie jest Francja. I to musi się skończyć. Myślę, że ten plan pokojowy może przynieść pewne korzyści przez jakiś czas, ale bez zmiany generalnej postawy, ostatecznie nie przyniesie żadnych długoterminowych korzyści. Jesteśmy w sytuacji, w której ludzkość dysponuje absolutnie przerażającą bronią. W latach 1994-1995, kiedy byłem w paryskiej kwaterze głównej armii, brałem udział w ćwiczeniach prognostycznych. Poproszono nas o rozważenie sytuacji we Francji, Europie i na świecie w latach 2020-2030. Biorąc pod uwagę, że wejście Rosji do NATO było już wtedy odrzucane, doszliśmy do strasznej konkluzji. Pisaliśmy już wtedy, że sytuacja może się pogorszyć do tego stopnia, że możemy osiągnąć 6 miliardów ofiar śmiertelnych na całym świecie, na 8 miliardów ludzi. Oczywiście nie jest to pewne, ale jest to pewna możliwość. Możemy być uważani za pomyleńców, ale inni też to mówili; na przykład Kennedy Jr., który współpracuje z Donaldem Trumpem, powiedział to samo około półtora roku temu. Widziałem też jakiś czas temu, około miesiąc temu, badanie robione sztuczną inteligencją i ono mówiło to samo. Myślę więc, że ta możliwość wciąż jest realna. Ale mimo to, nadal mamy przywódców – mamy przywódców na całym świecie, tu nie mówię, że to ten czy tamten – którzy zachowują się, jakbyśmy mieli do czynienia z łukami i strzałami. To znaczy, możemy mieć gigantyczną globalną katastrofę, ale rozumujemy tak, jakbyśmy byli na etapie rozwoju, który był, 200, 500, 1000 lat temu. Tak myślą nasi przywódcy. Musimy radykalnie zmienić sposób postrzegania tej sprawy. Radykalnie. W przeciwnym razie możemy stanąć w obliczu kryzysu, bardzo, bardzo poważnego dla ludzkości. Nie tylko dla Ukrainy.

Problem cywilizacyjny

Czy korzenie tego problemu nie tkwią w swoistym partnerstwie publiczno-prywatnym; w interesach? Widzimy, że korporacje są o wiele bogatsze niż wiele państw. Wiemy, że lobbyści potrafią przekupić polityków. Właśnie, prezydent Trump oskarżył Ukrainę o korupcję. Czy chodzi przede wszystkim o pieniądze? O to, że interesy prywatne biorą górę nad interesami politycznymi, nad interesem publicznym?

– Ma Pani rację, ale tu nie chodzi tylko o to. Jest coś szerszego w zachodniej cywilizacji; w cywilizacji, która bierze swoje korzenie z chrześcijaństwa. Jezus mówi nam, że nie możemy służyć Bogu i pieniądzom. Można to przetłumaczyć tak: nie możemy służyć jednocześnie i ludzkości i pieniądzom. Albo służymy pieniądzom i oddajemy ludzi na służbę pieniądzom, albo służymy ludzkości i oddajemy pieniądze na służbę ludzkości. Dziś żyjemy w filozofii, jeśli mogę tak powiedzieć, w atmosferze nieustannego wzbogacania się, w pogoni za pieniądzem. Ludzie stają się bezwartościowi. Brak zainteresowania ich losem. Teraz rozważa się nawet eutanazję, gdy tylko ktoś przestaje być opłacalny. To straszne. Jesteśmy na ścieżce totalnego zdziczenia. I ma Pani rację: to jest główna przyczyna, ale możemy pogłębić tę kwestię. Jak wspomniałem wcześniej, oznacza to wszystko również, że my – zwłaszcza Europejczycy – zerwaliśmy z naszą chrześcijańską cywilizacją. No i proszę co mamy? Oczywiście, nigdy nie było idealnie, nawet gdy Europa była chrześcijańska. Nigdy nie było idealnie i nigdy nie będzie. Ale przez ponad tysiąc lat doświadczaliśmy gigantycznego postępu. A potem, od momentu, gdy zaczęliśmy porzucać nasze chrześcijańskie korzenie, nasze chrześcijańskie odniesienia polityczne, weszliśmy na ścieżkę dekadencji. Dziś wierzę, że docieramy do końca procesu. Tak mi się wydaje, to moja osobista ocena. Z pewnością mam argumenty, ale nie mogę ich jednoznacznie przedstawić, ponieważ wciąż jesteśmy w trakcie procesu, ale jesteśmy na jego końcu. Teraz będziemy musieli wybierać Będziemy musieli wybierać między kontynuowaniem tej ryzykownej drogi, z coraz większym prawdopodobieństwem zniszczenia dużej części ludzkości; a czymś innym. Może będzie kilku bardzo bogatych ludzi, którzy mieliby władzę, sztuczną inteligencję itd. I około 500 milionów, 2 miliardy, nie wiadomo dokładnie, i to nieważne, tych, którzy byliby niewolnikami. Więc albo będziemy dalej podążać tą drogą, co oznacza, że ​​to już nie jest prawdziwe człowieczeństwo, co jest okropne. Albo zmienimy perspektywę i oddamy wszystko – politykę, pieniądze itd. – na służbę ludzi i ludzkości. Na przykład, ja jestem w polityce we Francji. Więc jestem na służbie Francji i Francuzów, ale to odnosi się także do Polski i Polaków: tu chodzi o nie bycie na służbie pieniądzom lub władzy, ale na służbie dla ludzi. Nie wiem, czy wyraziłem się jasno.

Główne cele

Zdecydowanie! Prezydent Putin miał dwa główne cele: demilitaryzację Ukrainy i denazyfikację Ukrainy – tak powiedział. Wcześniej na Ukrainie stacjonowało około 250 000 żołnierzy. Najnowszy plan Unii Europejskiej zakłada, że ​​będzie ich 600 000, ale czytałam także że Unia Europejska chciałaby, aby nie było żadnych kwot ani limitów, i żeby Ukraina mogła przystąpić do NATO, jeśli zechce. Nie widzimy więc żadnego postępu w realizacji tego celu, prawda? Co więcej! Kiedy Ukraina została zaatakowana przez Rosję, NATO natychmiast ją zmilitaryzowało i nadal to robi.

– Tak, dokładnie, ale o to właśnie chodzi. NATO sprowokowało wojnę na Ukrainie. Patrząc z dłuższej perspektywy, z perspektywy 30 lat – to NATO sprowokowało wojnę na Ukrainie. Prezydent Trump w punkcie 9 chciał, aby w Polsce stacjonowały myśliwce. Polska nie została nawet zaproszona do Genewy przez Europejczyków, aby omówić kwestię planu z nimi… W rzeczywistości wygląda na to, że mamy trzy obozy. Wcześniej administracja Bidena wydawała się znacznie bardziej sprzyjająca Unii Europejskiej. Administracja Trumpa wydaje się brać dystans, przynajmniej w dyskusjach o nowej architekturze bezpieczeństwa. Nie widać jednak oznak, by chciała unikać militaryzacji Ukrainy. Wydaje więc się, że nie ma powodu, by wierzyć, że cel prezydenta Putina zostanie osiągnięty. Druga kwestia: denazyfikacja. Jeśli sięgniemy do II wojny światowej, możemy powiedzieć, że nazizm był rodzajem supremacji.

Ideologie

Właśnie wspomniał Pan o supremacji, prawda? Kilku ludzi, którzy sprawują władzę i w razie potrzeby kierują innymi, praktykując eutanazję. Tak więc, w istocie, mamy Rosję, która pozycjonuje się w obronie ludzkiej cywilizacji. Czy można to tak ująć? 

– To bardzo interesujące. Bardzo interesujące, ale jednocześnie potencjalnie dramatyczne. Jak najlepiej to wyrazić… To może być trochę długie, ale mam nadzieję, że będzie jasno wyrażone. Wszystkie cywilizacje w historii, z nielicznymi wyjątkami, wiedzą – wszyscy ludzie wiedzą – że istnieje dobro i że istnieje zło. Wiele religii nadało temu indywidualny charakter. Na przykład, dla Żydów to Jahwe i Baal. Dla muzułmanów to Allah i Iblis. Dla Chrześcijan to Bóg i Szatan. Wszyscy ci ludzie, wszystkie te cywilizacje wiedzą, mówią i przestrzegają, że dobro i zło nieustannie ze sobą walczą. I że to od nas, istot ludzkich, zależy, po której stronie staniemy. Jednakże, patrząc na historię w bardzo długiej perspektywie – nie tylko z ostatnich 15 dni, czy nawet 50 lat – Europa, a właściwie prawie wszystkie kraje europejskie, w sposób, który nigdy nie był idealny – wybrały to, co nazywamy stroną dobra, przeciwko stronie zła. Następnie rozprzestrzeniła ten wybór na całą ludzkość. Nie możemy zapominać, że nawet dzisiaj, jeśli są chrześcijanie, którzy w mniejszym lub większym stopniu tworzą chrześcijańskie społeczeństwa, cywilizacje i nauki, w Chinach, Indonezji, Ameryce Południowej, lub Afryce, to dlatego, że wszystko to znaleźli w Europie. Wszystko to pochodzi z Europy. Ale jednak przez kilka stuleci, stopniowo, w Europie, praktycznie wszędzie, ale szczególnie w Wielkiej Brytanii, we Francji i tak dalej, cóż, zmienialiśmy stronę!  Ludzie przeszli ze strony dobra na stronę zła. Dla zdecydowanej większości ludzi działo się to nieświadomie, nawet nie zauważyli. Byli prowadzeni przez kilku złoczyńców, kilku przestępców. I to zastąpiło zasady; mówię tu o polityce. Chrześcijańskie zasady polityczne zostały zastąpione ideologiami. Wszystkie ideologie mają wspólne cechy. Czy to nazizm, komunizm, wokeizm itd. – wszystkie ideologie, a jest ich multum – mają jedną rzecz wspólną: wykorzystują ludzką potrzebę absolutu, ludzką potrzebę całkowitości – do dzielenia, do tworzenia konfliktów i do oddzielania ich od Boga. Zatem ideologia to coś, co niszczy ludzkość, co niszczy cywilizacje. A żyjemy w czasach ideologicznych co najmniej od 1789 roku, a nawet znacznie dłużej. Warto zauważyć na przykład – to jest historyczny fakt – że Stalin i Lenin we Francji wspominali o roku 1789. Widziałem też jakieś pięćdziesiąt lat temu zdjęcie chińskiego przywódcy Mao Zedonga z oprawionymi w ramki podobiznami Voltaire’a i Rousseau za sobą. A przecież ci ludzie, podżegali, zapoczątkowali rewolucję francuską. Oni sami zostali przeszkoleni przez Brytyjczyków itd. Więc jesteśmy na drodze, na której widać, że zmieniliśmy stronę. To bardzo ważne. Przeszliśmy od obozu tych, którzy wybierali dobro zamiast zła, do obozu tych, którzy wybierają zło zamiast dobra. I tak oto znajdujemy się w takim okresie, ale z absolutnie gigantycznymi środkami destrukcji. I to może doprowadzić do czegoś dramatycznego. Nie wiem, czy odpowiedziałem na Pani pytanie.

Widmo głodu

Zdecydowanie, dziękuję. W poszukiwaniu pokoju jest też aspekt ekonomiczny: ziemia Ukrainy słynie z żyzności. Teraz trafiła ona w ręce funduszy inwestycyjnych, takich jak BlackRock, i zarówno plany Unii Europejskiej, jak i USA zakładają uprzywilejowany lub bezpośredni dostęp Ukrainy do rynku europejskiego. Zatem wszystko, co wyprodukowane będzie na Ukrainie, byłoby sprzedawane tutaj, na przykład we Francji. To nowe zagrożenie dla francuskich rolników?

– Tak, to jasne. Ma Pani rację: to nowe zagrożenie dla francuskich rolników, którzy obecnie, jak to określić… Niszczymy rolnictwo. I robimy to w imię globalizmu ekonomicznego. Ale co za tym stoi? Bo to jest tylko skutek. Oczywiście, skutek potencjalnie bardzo poważny, szczególnie dla francuskich rolników, ale nie tylko. Konsekwencje mogą być tragiczne. Jeśli jutro wojna znów się rozpęta, jeśli wybuchnie globalna wojna, Francja może nie być już w stanie zaopatrzyć się w żywność. I wtedy możemy mieć głód we Francji i Niemczech itd. Być może w Polsce, nie wiem. Możemy mieć takie konsekwencje! Ale znowu, co się za tym kryje? Ludzie wolą pieniądze! Niektórzy wolą pieniądze, pracują wyłącznie dla pieniędzy, a nie w służbie narodowi czy narodom, na przykład dla Francuzów czy Polaków. To radykalne odejście od polityki. Polityka ma służyć, to jest jej powołaniem. To muzułmański intelektualista uświadomił mi w Libanie. Byłem wtedy znacznie młodszy niż teraz… Rozmawialiśmy o polityce, a on powiedział mi, że różnica między muzułmańską a chrześcijańską koncepcją polityki jest bardzo prosta: „w naszej kulturze przywódca przejmuje władzę, by służyć sobie. W końcu niszczy, zabija, by służyć sobie. Tak jest w naszych krajach muzułmańskich”. Oczywiście, w praktyce nie zawsze tak jest, ale, powiedzmy, że to jest sedno sprawy. „Natomiast w twoim kraju, kraju chrześcijańskim, cóż – polityka wynika z tego, co Jezus powiedział swoim apostołom: ‚Nazywacie mnie nauczycielem i macie rację, nie przyszedłem, aby mi służono, lecz aby służyć’”. Rolą przywódcy jest być na służbie. To ogromna odpowiedzialność. Ale dziś całkowicie wszystko się odwróciło. Owszem, szkoda francuskich rolników; szkoda, jeśli kiedykolwiek we Francji, w Anglii itd. nastanie głód… Ale są tacy, dla których to nieważne. Oni zarabiają na tym pieniądze. A dzieje się tak, ponieważ odwróciliśmy znaczenie polityki. Polityki i wielu innych rzeczy. Osobiście przeprowadziłem wiele operacji wojskowych. Owszem, jeśli wojna jest konieczna, to jest konieczna. Ale musi rzeczywiście być konieczna! To bardzo ważne i nie chodzi tu o wojnę o pieniądze! Wojna, jeśli jest konieczna, musi być prowadzona zgodnie z zasadą wojny sprawiedliwej, zasadą wypracowaną przez naszych odległych przodków. Dziś nie mówimy już o zasadzie wojny sprawiedliwej, a jest to bardzo ważne. Celem musi zawsze być pokój, i to pokój jak najbardziej sprawiedliwy, jak to tylko możliwe. Wojna o pokój – owszem, a nie tylko o niszczenie, zabijanie itd. Dzięki wprowadzeniu ideologii, czy to nazizmu, komunizmu, zachodniego liberalizmu, itd., całkowicie odwróciliśmy rzeczy do góry nogami. Wierzę, że jeśli nie zmienimy się teraz, stopniowo – oczywiście nie możemy zrobić tego od razu – i nie powrócimy do starej koncepcji polityki w naszych krajach o chrześcijańskich korzeniach, to jesteśmy skazani na zagładę. Zmierzamy ku katastrofie. Naprawdę w to wierzę.

Motto przywódcy

Ze względu na aspekty techniczne? Ze względu na broń, którą dysponujemy? 

– Nie, nie chodzi o technologię, proszę Pani. Technologia jest w porządku, o ile służy ludzkości. Weźmy na przykład sztuczną inteligencję – to absolutnie wspaniałe odkrycie. To wspaniałe,  jeśli wykorzystamy to, by służyć ludzkości, będzie fantastycznie. Jeśli tego nie zrobimy – cóż, niektórzy to wykorzystają, a wszyscy inni zostaną zniewoleni. Tak się stanie.

Dobrze. Ale chcę powiedzieć, że mamy kryzys autorytetu, kryzysu legitymizacji autorytetu. Młodzi ludzie nie słuchają starszych, ludzie przestają wierzyć w rządy – to raczej sprzyja wojnom domowym, prawda?

– Absolutnie, tak jest. Ale to… przepraszam, powtarzam się: korzenie zawsze są w tym samym miejscu. Motto przywódcy – czy to głowy rodziny, lidera biznesu, przywódcy wojskowego, politycznego, czy kogokolwiek innego – powinno brzmieć: kochać, jednoczyć, służyć. Kochać, nie w sensie sentymentalizmu, ale dostrzegać i czynić to, co słuszne, dobre i sprawiedliwe dla tych, za których się odpowiada. Łączyć zamiast dzielić i służyć – zamiast być obsługiwanym. Cóż, dzisiaj robimy dokładnie na odwrót. Dokładnie na odwrót: bierzemy, co możemy i dzielimy, żeby zwyciężyć. Więc nieuchronnie prowadzi to do potencjalnie wybuchowych sytuacji, i to wszędzie, szczególnie we Francji. Doświadczamy tego każdego dnia i nie tylko Emmanuel Macron jest za to odpowiedzialny. To coś, co sięga daleko wstecz. Ale doświadczamy tego, jak sądzę, w Wielkiej Brytanii. Sytuacja, moim zdaniem, jest bardzo trudna również w Wielkiej Brytanii. Więc, tak: musimy się zmienić. Musimy zmienić nasze oprogramowanie, nasz sposób postrzegania rzeczy.

Wojna skończy się tylko na chwilę

Tak, ale jak to zrobić? Mam jeszcze jedną uwagę, która przychodzi mi na myśl w związku z planem zaproponowanym przez Trumpa: w ciągu trzech i pół roku wojny Ukraina straciła tysiące ludzi, wielu mieszkańców wyjechało by zamieszkać gdzie indziej, nastąpił wielki exodus, są pola minowe, doszło do ogromnych zniszczeń, a mimo to plan proponuje wielką amnestię. Mówimy o korupcji, ale nikt nigdy nie zostaje pociągnięty do odpowiedzialności. Mam wrażenie, że ta amnestia – to co dzieje się na Ukrainie, ale dzieje się również tutaj – polega na tym, że decydenci podejmują złe decyzje i nigdy nie ponoszą za nie odpowiedzialności. W rzeczywistości nie ma już sprawiedliwości, nie ma wyroków i nie ma egzekwowania wyroków. Ostatecznie to ci, którzy mówią coś przeciwnego w stosunku do władzy, trafiają do więzienia. Istnieją przestępstwa, ale nie ma już sprawiedliwości. Ci którzy podejmują złe decyzje lub dopuszczają się wykroczeń, nie są karani. Jak to możliwe? Jak to możliwe, że nasze społeczeństwa są tak skorumpowane?

– Ciągle z tego samego powodu. Z tego samego powodu. Zasadniczo, to ciągle to samo. A kończy się to tak, ponieważ ludzie, którzy podejmują złe decyzje, chronią się nawzajem. Przytoczę tu przykład – cóż, to dość stare i nie pamiętam dokładnie, kiedy, ale prezydent François Hollande i pani Merkel dali do zrozumienia, że ​​porozumienia mińskie były jedynie zasłoną dymną, mającą na celu zyskanie czasu na uzbrojenie Ukrainy. Zatem pośrednio, przyznali, że chcieli zbroić Ukrainę z myślą o wojnie z Rosją! Owszem, teraz muszą uważać. Boją się. Ja ich rozumiem. Więc chronią się decyzjami, takimi jak te którą Pani przytoczyła. I tak się odpuszcza winy. Oni się chronią. Nasze państwa są dziś całkowicie skorumpowane przez tę pseudo-politykę. Prawdziwa polityka polega na służeniu. Większość naszych państw jest całkowicie zdegenerowana przez tą błędną politykę, o której mówiłem wcześniej. Dlatego moim zdaniem, nawet jeśli wojna na Ukrainie teraz się skończy, to prawdopodobnie będzie to tylko chwilowa przerwa. A jeśli na Ukrainie skończy się całkowicie, to bardzo prawdopodobne, że wybuchnie ponownie inna wojna gdzie indziej.

Powstrzymać wojnę

Dobrze. Wracając do tego, co było mówione na początku: są ludzie wewnątrz NATO, którzy są podżegaczami wojennymi. Przejdźmy do rozwiązań, które można by zaproponować. Biorąc pod uwagę Pana generała wojskowe doświadczenie; zakładając, że jesteśmy skolonizowani; że nasze państwa są rzeczywiście skolonizowane umowami, regulacjami Unii Europejskiej, sojuszem z NATO i że państwa narodowe rzeczywiście chciałyby odzyskać pewną autonomię i uwolnić się od tego rodzaju endogamicznej kolonizacji. Jak to zrobić? Jaka metodę moglibyśmy zastosować?

– No cóż, ja używam innych słów, ale zmianę popieram od dawna, odkąd zacząłem myśleć o zaangażowaniu się w politykę. Ale żeby tak się stało, to potrzebny jest jakiś bodziec. Jaki bodziec będzie czynnikiem wyzwalającym? Nie namawiam do zamachów stanu, nie namawiam do rewolucji ludowych, nie namawiam do wojen itd. Nie, ale musi być jakiś czynnik wyzwalający. A co to będzie? Kiedy? Nie wiem. Musimy jednak przygotować się na ten impuls, a następnie odzyskać kontrolę, aby wznowić prawdziwą politykę w służbie narodów i ludzi. W przeciwnym razie, jeśli nie będziemy przygotowani, ryzykujemy, że nie będziemy w stanie nic zrobić.

No dobrze, ale jaki bodziec? Bo często słyszę o wojnie, o wojnie jako sposobie na przywrócenie równowagi.

– Tak, ostatecznie wojna jest czynnikiem wyzwalającym. Ale wojna jest przede wszystkim złem.

Ale generał Mandon we Francji…

– Tak, tak, generał Mandon… 

Powiedział, że trzeba przygotować dzieci na wojnę.

– Szczerze mówiąc, nie rozumiem. Bo jako szef sztabu sił zbrojnych musi być poinformowany. Musi mieć pewną wiedzę; jeżeli nie to znaczy że wiele się zmieniło od czasu od kiedy odszedłem z wojska…  Wiec musi wiedzieć, jak już wcześniej wspomniałem, że źródłem wojny na Ukrainie jest NATO. Za tą wojną stoi NATO. Tak jest. On to wie na pewno. Co więcej, wie, że Rosja nie żywi do Francji żadnej nienawiści. Wręcz przeciwnie, i wie też, że, jak powiedział to kiedyś pewien francuski polityk, Talleyrand: „Wiem, jak wyciągnąć niedźwiedzia z jaskini, ale nie wiem, jak go tam z powrotem zaciągnąć”.  Niedźwiedź to symbol Rosji. A szef sztabu sił zbrojnych wie o tym wszystkim. A więc nie rozumiem, dlaczego jako szef sztabu tak powiedział. Ale powiedział, a więc albo on sam uważa, że ​​musimy iść na wojnę, albo otrzymał taki rozkaz od prezydenta Macrona.  Powiem od razu, że gdybym ja otrzymał taki rozkaz, natychmiast bym podał się do dymisji i bym to upublicznił. Nie wykonałem pewnych rozkazów podczas operacji, ponieważ były one sprzeczne z moim zawodowym, humanitarnym, i chrześcijańskim sumieniem. W tym momencie zrezygnowałbym. Kropka. Bo jeśli tak dalej pójdzie, to owszem, będziemy mieli wojnę z Rosją! I powtórzę, będziemy za to odpowiedzialni. Więc całkowicie się z takimi wypowiedziami nie zgadzam, ale cóż nie mam odpowiedzialnej funkcji. 

A zatem, żeby było jasne, Fabien Mandon, szef sztabu generalnego, powiedział przed kongresem burmistrzów, że Francuzi muszą przygotować swoje dzieci do wojny. Wypowiedz ta wywołała prawdziwe oburzenie. 

– Tak, to wywołuje zamieszanie. A to jeszcze nie koniec. Moim zdaniem, będą konsekwencje. 

Zdradzony de Gaulle

W 2026 roku odbędą się wybory samorządowe, a w 2027 roku – prezydenckie. Emmanuel Macron nie będzie mógł ponownie kandydować, ponieważ będzie już po dwóch kadencjach do których ma prawo. Czy sądzi Pan, że możemy liczyć na zmianę polityki, jeśli we Francji powstanie kolejny rząd?

– Mam doświadczenie z 2017 roku. Kandydowałem na prezydenta. Oficjalnie, uzyskałem 84 podpisy, podczas gdy wymagane jest 500. Ja… wiem. Nie powiem, jakie mam źródła, ale tak naprawdę miałem ich ponad 1000. I cóż, powiem tak, doszedłem do wniosku, że system polityczny we Francji jest całkowicie zablokowany.  To jest to, co sam de Gaulle nazwał katastrofalnym systemem partyjnym. Dziś praktycznie wszyscy politycy nazywają siebie gaullistami, a mimo to zdradzają de Gaulle’a.  Bo od momentu odejścia de Gaulle’a przywrócono katastrofalny system partyjny który blokuje wszystko. A ja byłem kandydatem z zewnątrz. Więc zostałem zablokowany. I jeśli ten katastrofalny system partyjny nie zostanie zdemontowany, cóż, Francja będzie dalej upadać. Bo partie polityczne w istocie sprawują to, co można nazwać tyranią de facto. To nie jest tyrania krwawa, chociaż faktycznie sprawują tyranię: nie wolno nam tego robić, jesteśmy zmuszani do tamtego itd. Nie ma już prawdziwej wolności. I zdecydowana większość polityków we Francji nawet już nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie zdają sobie nawet sprawy, że system sprawuje nad nami tyranię. I twierdzą, że żyjemy w demokracji…. Od dawna nie żyjemy w demokracji. Więc, żeby zmienić Francję, cóż, musimy położyć kres katastrofalnemu systemowi partyjnemu. To właśnie zrobił de Gaulle, ale to trwało tylko 10 lat. Bo po jego odejściu wróciliśmy do systemu partyjnego. A więc, można to tak określić, nie możemy zmienić sytuacji we Francji, dopóki nie pozbędziemy się tego katastrofalnego systemu. No więc, jak to zrobić? Jak to zrobić? Słucham.

Zamknięty system

Chciałam tylko wyjaśnić polskim słuchaczom, że wspomniany przez Pana system parrainage (patronatu) to reforma wprowadzona przez prezydenta Hollande’a:  aby kandydat na prezydenta mógł kandydować, musi uzyskać co najmniej 500 podpisów burmistrzów. To wszystko. No i oczywiście, pojawiają się przeszkody. Są trudności w ich zdobyciu.

– Jest jeszcze coś, proszę Pani. Kiedyś, aż do czasów Mitterranda, trzeba było mieć 200 tajnych poparć. To znaczy, kandydat otrzymywał poparcia od burmistrzów i przynosił podpisy do Rady Konstytucyjnej. Potem liczba potrzebnych poparć wzrosła do 500, i wraz z reformą prezydenta Hollande’a sprawa stała się publiczna. Oznacza to, że burmistrz przesyła swoje poparcia bezpośrednio do Rady Konstytucyjnej, który waliduje lub nie. A kandydat czeka. Nie ma go. Więc, że tak powiem, to już samo w sobie jest dla burmistrza bardzo niekorzystne, ponieważ jest wystawiany na widok publiczny; a to może stwarzać mu problemy z jego wyborcami, współpracownikami itd. I może to mu stwarzać również problemy z Radą Departamentu, z Radą Regionu…

Wiem na pewno – nie będę wymieniał nazwisk – że w 2017 roku były co najmniej dwa regiony, w których prezydent regionu powiedział swoim burmistrzom: „Jeśli oddacie głosy na Tauzina, to nie dostaniecie dotacji”. Kilku burmistrzów mi to mówiło. We Francji system jest całkowicie zablokowany na korzyść partii politycznych. Musimy znaleźć sposób, żeby to zmienić. I myślę, że nie jest to jedyny kraj który jest w takiej sytuacji. Myślę, że Wielka Brytania również jest w złej sytuacji. Niemcy też mają problem. Jeśli więc nie zmienimy systemu, będziemy trwać w pułapce.

Zapaść edukacji

O ile się nie mylę, po powrocie z Anglii de Gaulle mógł polegać właśnie na administracji, na prefektach, którzy zajmowali się codziennym porządkiem w kraju i zapobiegli przejęciu administracji przez elitę amerykańską, która chciała przejąć kontrolę nad Francją. Czy uważa Pan, że administracja jest nadal tak patriotyczna, jak w 1945 roku?

– To zupełnie inna sytuacja. Wychodziliśmy z niemieckiej okupacji, z wojny itd. To zupełnie inna sytuacja. A poza tym, co jest bardzo ważne, wciąż istniało poczucie tożsamości narodowej, więzi narodowe, które całkowicie, nie do końca, ale które przez lata bardzo zniszczyliśmy, choćby poprzez edukację. Edukacja we Francji to dziś prawdziwa katastrofa. Podczas gdy 30, 40 czy 50 lat temu mieliśmy absolutnie niezwykły system edukacji, teraz to katastrofa. ENA, którą nazywają narodową szkołą administracji, ja nazywam ją narodową szkołą analfabetyzmu, otępienia. I wszędzie jest tak samo. To oznacza, że dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna… Oczywiście, zawsze są ludzie, którzy mają Francję w sercu, ja do nich należę, i którzy są naprawdę gotowi poświęcić się dla kraju, ale jest też ten system partyjnych struktur władzy, plus wszystko, co się za tym kryje… Wszystkie ideologie, masoni, o których nigdy nie rozmawiamy, ale którzy za tym wszystkim stoją.

Łączenie

Think tanki, grupy refleksyjne, masoni, kluby myśli, ideologii…

– Think tanki, kluby ideologiczne, które myślą tylko o rozwijaniu swojej ideologii, by rządzić, i to rządzić metodą tyrana! Pisałem jakiś czas temu, i podtrzymuję tę myśl, że dziś w wielu krajach zachodnich – zwłaszcza we Francji. Nie wiem, nigdy nie byłem w Polsce, proszę pani, więc nie wiem, czy to to samo, ale myślę, że nie. A więc, w wielu krajach zachodnich ludzie są teraz niczym więcej niż producentami i konsumentami, zanim staną się reliktami nadającymi się jedynie do eutanazji, ponieważ kosztują więcej, niż cokolwiek dostarczą. I to jest absolutnie tragiczne. Musimy tu wprowadzić radykalne zmiany. Jak więc to zrobić? Potrzebujemy do tego liderów. Do tego potrzeba ludzi, którzy są naprawdę gotowi dać z siebie wszystko, ale z poczuciem obowiązku; to znaczy: „jestem tu, by rządzić, a rządzenie oznacza służbę, i to nie służenie sobie”. Oznacza łączenie, a nie dzielenie. Tacy ludzie istnieją, mamy takich we Francji; każdy kraj ma takich ludzi, ale jak ich wprowadzić do władzy, to jest cala kwestia, i to nie jest łatwe.

Rozumiem; musimy umieścić kościół na powrót w centrum wsi, a człowieka w centrum wszystkiego.

– Dokładnie – musimy przywrócić kościół do centrum wioski. Zgadzam się.

Dziękuję bardzo za wywiad.

– Ja dziękuję bardzo i jestem do dyspozycji, jeżeli będzie potrzeba kolejnej rozmowy

Dobrze, dziękuję, bardzo chętnie, dziękuję bardzo.

Rozmawiała Aleksandra Klucznik-Schaller

Co młodzi amerykańscy izolacyjności sądzą o reszcie świata? [gadanie]

  • Co amerykańscy izolacyjności sądzą o Ukrainie i Polsce?
  • Jakie mogą być następstwa rozmów pokojowych dot. wojny na Ukrainie?
  • Czy pozycja Wołodymyra Zelenskiego się chwieje?
  • Jakie są największe problemy ukraińskiej armii?

Odpowiedzi na te oraz wiele innych pytań udzielił w rozmowie z Patrycjuszem Wyżgą Daniel Szeligowski, analityk, kierownik programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych oraz gość kolejnego odcinka programu „didaskalia”!

Serdecznie zapraszamy do oglądania.

00:00:00 Najlepsze fragmenty

00:02:02 Amerykańscy izolacjoniści

00:15:55 Sytuacja na Ukrainie

00:25:40 Rozmowy pokojowe

00:35:32 Kwestia wyborów

00:50:00 Akceptacja dla zawieszenia broni

01:00:22 „Putin musi pozbyć się Zelenskiego”

01:04:09 Problemy ukraińskiej armii

01:09:40 Ukraina vs. propozycje pokojowe

01:21:35 Dwa scenariusze dla Ukrainy

01:26:29 News na żywo: Jermak odchodzi

Jermak odchodzi, co teraz zrobi Zełenski? [A co – jego mocodawcy i opiekunowie?]

I co teraz?

Jermak odchodzi, co teraz zrobi Zełenski?

Andriej Jermak, niemal wszechwładny szef sztabu Zełenskiego, „podał się do dymisji” po nalotach NABU. W Kijowie może teraz wybuchnąć chaos, ponieważ doprowadzi to do redystrybucji władzy.

Anti-Spiegel 28 listopad 2025 Thomas Röper https://anti-spiegel.ru/2025/jermak-geht-was-macht-selensky-jetzt/

Zaledwie kilka godzin temu informowałem o rewizjach przeprowadzonych przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) w mieszkaniu Jermaka i jego biurze w Administracji Prezydenta Ukrainy. Kilka godzin później Zełenski ogłosił w swoim nocnym wystąpieniu wideo, że Jermak złożył rezygnację. To, czy Jermak rzeczywiście zrezygnował z własnej woli, czy też został do tego „zmuszony”, pozostaje kwestią spekulacji.

Posunięcie to było od dawna oczekiwane i było tym głośniej oczekiwane w Kijowie po rewizjach NABU w mieszkaniu i biurze Jermaka. Jermak był de facto drugim najpotężniejszym człowiekiem w kraju; niektórzy uważali go wręcz za faktycznego władcę Ukrainy. Umiejętnie wykorzystał swoją pozycję szefa sztabu Zełenskiego do konsolidacji władzy, ponieważ to on pociągał za sznurki w służbach wywiadowczych, rządzie, ministerstwach, agencjach, przedsiębiorstwach państwowych itd. Narobił sobie w Kijowie wielu wrogów, którzy od dawna domagali się jego dymisji.

Po tym, jak afera korupcyjna ujrzała światło dzienne i ujawniono, że opublikowane nagrania rozmów skorumpowanych urzędników zawierały jednoznaczne dowody na udział Jermaka w tym procederze, apele o zwolnienie Jermaka przez Zełenskiego stawały się coraz głośniejsze, nawet w jego własnej grupie parlamentarnej. Jednak niecały tydzień temu Zełenski zwołał posłów swojej partii i stanowczo odrzucił te żądania.

W ostatnich miesiącach pojawiły się również powtarzające się doniesienia ze Stanów Zjednoczonych wyrażające dezaprobatę dla Jermaka. Lista przeciwników Jermaka rosła zarówno w Ukrainie, jak i poza nią, a liczba jego zwolenników malała. Doniesienia prasowe z ostatnich tygodni i miesięcy sugerowały, że Jermak ma już tylko jednego otwarcie popierającego go przyjaciela: Zełenskiego.

Niecały tydzień temu Zełenski był jedyną osobą, która otwarcie go wspierała. Nic dziwnego, skoro Zełenski potrzebował struktur władzy stworzonych przez Jermaka, aby utrzymać w ryzach narastającą krytykę swojej polityki.

Stany Zjednoczone zwiększają presję.

NABU powstało w 2016 roku pod presją Stanów Zjednoczonych i jest de facto podporządkowane rządowi USA. NABU zatrudnia agenta FBI, który nadzoruje jego pracę i bezpośrednio przekazuje „życzenia” Waszyngtonu.

Kiedy 10 listopada NABU ujawniło bombę w sprawie największej jak dotąd oficjalnie potwierdzonej afery korupcyjnej na Ukrainie, publikując nagrania skorumpowanych urzędników, którzy omawiali, jak oszukali firmę energetyczną Energoatom na sto milionów dolarów za pomocą sfałszowanych faktur, w Kijowie wybuchły niepokoje. NABU stopniowo publikowało kolejne nagrania przez pięć dni, zwiększając presję na Zełenskiego, a następnie wstrzymało działalność.

Dla wszystkich jest jasne, że te publikacje były sygnałem od Stanów Zjednoczonych do Zełenskiego. To, czego dokładnie administracja Trumpa oczekiwała od Zełenskiego, pozostaje kwestią spekulacji, ale ponieważ wkrótce potem ogłoszono plan pokojowy Trumpa, celem przecieków prawdopodobnie było zachęcenie Zełenskiego do pójścia na kompromis. Jednak Zełenski jak dotąd nie wykazał chęci kompromisu, a w szczególności Jermak publicznie określił „czerwone linie” dla Ukrainy, co należy interpretować jako wyraźną krytykę planu Trumpa.

Piątkowe przeszukania w rezydencji Jermaka nie były zatem prawdziwym zaskoczeniem. Świadczą one o wzroście presji ze strony rządu USA, a NABU przeszukało nawet biura w prezydenckiej rezydencji Zełenskiego. Presja na Zełenskiego rośnie.

W szczególności Jermak publicznie określił „czerwone linie” dla Ukrainy, co należy interpretować jako wyraźną krytykę planu Trumpa. 

Zełenski znacznie osłabiony

Jednak rząd USA prawdopodobnie (na razie) nie jest zainteresowany dyskredytacją samego Zełenskiego poprzez publiczne śledztwa korupcyjne, ponieważ prawdopodobnie woli osłabionego, a zatem łatwiejszego do kontrolowania Zełenskiego, niż nowego ukraińskiego przywódcę, który może być bardziej nieprzewidywalny.

Zełenski zdaje się na to liczyć, ponieważ oficjalnie podtrzymuje swój sprzeciw wobec planu Trumpa, nawet jeśli formułuje swoje odrzucenie tak dyplomatycznie, jak to tylko możliwe. To trochę jak gra w pokera między rządem USA a Zełenskim, w której rząd USA próbuje zmusić Zełenskiego do uległości, ale ten dzięki wsparciu UE potrafi się oprzeć, a Zełenski zakłada, że ​​rząd USA nie posunie się tak daleko, by ujawnić własną korupcję za pośrednictwem NABU.

Przeszukania w rezydencji Jermaka pokazują jednak, że rząd USA jest w pełni gotowy zaatakować bliskie otoczenie Zełenskiego i, w razie potrzeby, siać chaos w Kijowie, gdyby Zełenski nadal się buntował.

W każdym razie Zełenski jest osłabiony politycznie i narobił sobie wielu wrogów na Ukrainie. Zełenski został osłabiony politycznie przez śledztwa korupcyjne. Utrata Jermaka oznacza również utratę realnej władzy, ponieważ teraz pojawia się pytanie, czy znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie szybko przejąć i kontrolować sieć władzy zbudowaną przez Jermaka.

Ukraińskie media donoszą, że nowy premier Ukrainy, Swiridenko, ma przejąć stanowisko Jermaka, ale nie zostało to jeszcze potwierdzone. Wymagałoby to jednak jej rezygnacji ze stanowiska premiera, co mogłoby również oznaczać kolejną rekonstrukcję rządu na Ukrainie.

Negocjacje z USA

Kolejnym dowodem na to, że USA chciały pozbyć się Jermaka i zwiększyć presję na Zełenskiego, jest fakt, że przeszukania w rezydencji Jermaka miały miejsce zaledwie dzień przed kolejną planowaną rundą rozmów amerykańsko-ukraińskich. Jermak wcześniej przewodził tym rozmowom jako szef delegacji ukraińskiej.

W swoim wystąpieniu wideo, w którym ogłosił rezygnację Jermaka, Zełenski ujawnił również, kto będzie teraz kierował negocjacjami, które delegacja ukraińska ma odbyć w sobotę ze specjalnym wysłannikiem Trumpa, Witkowem, i zięciem Trumpa, Kusznerem.

Delegacji ukraińskiej będzie teraz przewodzić szef ukraińskiego Sztabu Generalnego i sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy. Tym drugim jest Rustem Umerow, który również odgrywa rolę w aferze korupcyjnej i może stać się kolejnym celem NABU (Narodowego Biura Antykorupcyjnego), jeśli Ukraińcy nadal będą sprzeciwiać się woli USA.

„Fatalna kombinacja”

Powagę sytuacji ilustruje tweet polskiego premiera Tuska, który napisał na X, że spotkanie premiera Węgier Orbána z Putinem w piątek było „fatalną kombinacją”, podczas gdy ukraińskie negocjacje z Witkoffem pogrążone były w „chaosie”, a Kijów przeżywał „kryzys polityczny”.

W UE, gdzie afera korupcyjna powinna zostać całkowicie zignorowana, osłabienie Zełenskiego jest naturalnie postrzegane z dużym niepokojem. W końcu UE może wspierać Zełenskiego w kontynuowaniu wojny z Rosją tylko wtedy, gdy sam Zełenski będzie się tego domagał i nie ulegnie presji ze strony USA.

Co naloty na Jermaka mają wspólnego z pokojowym planem Trumpa?

Thomas Röper https://anti-spiegel.ru/2025/was-die-durchsuchungen-bei-jermak-mit-trumps-friedensplan-zu-tun-haben/

Bitwa za kulisami?

Co naloty na dom Jermaka mają wspólnego z pokojowym planem Trumpa?

Dziś rano ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne przeprowadziło naloty na domy i biura Andrija Jermaka, szefa administracji prezydenckiej Zełenskiego. Naloty są prawdopodobnie bezpośrednio związane z pokojowym planem Trumpa i mają na celu zwiększenie presji na Zełenskiego.

Anti-Spiegel 28 listopad 2025

Często poruszałem kwestię, że skandal korupcyjny na Ukrainie jest prawdopodobnie bezpośrednio powiązany z nowym planem pokojowym Trumpa. Powodem tego jest fakt, że Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU), które prawie trzy tygodnie temu zaczęło publikować nagrania audio, w których osoby bliskie Zełenskiemu omawiają, jak oszukają ukraińską firmę energetyczną Energoatom na co najmniej sto milionów dolarów za pomocą sfałszowanych faktur za prace budowlane, zostało założone przez rząd USA w 2016 roku i jest kontrolowane przez rząd USA. Oznacza to, że publikacje te zostały dokonane co najmniej za przyzwoleniem rządu USA, a prawdopodobnie nawet na jego polecenie.

Przez pięć dni NABU publikowało drobne informacje, pogrążając polityczny Kijów w chaosie i wywierając ogromną presję na Zełenskiego, po czym wstrzymało się z ich publikacją. Zaledwie kilka dni później ujawniono nowy plan pokojowy Trumpa, którego treść Zełenski uznał za głęboko nie do przyjęcia.

Nie trzeba być jasnowidzem, żeby dostrzec związek: rząd USA ewidentnie chciał wywrzeć presję, publikując zarzuty korupcyjne w bliskim otoczeniu Zełenskiego, mając nadzieję, że skłoni go do zaakceptowania planu pokojowego. Stało się tak, ponieważ wisiała w powietrzu niewypowiedziana groźba, że ​​NABU ujawni kolejne nagrania audio i inne dowody dotyczące jeszcze bliższych współpracowników Zełenskiego, a w szczególności jego szefa sztabu, Andrieja Jermaka, i potwierdzające jego udział w korupcji. NABU prawdopodobnie posiada nagrania potwierdzające udział Zełenskiego.

Wiedziano już, że Jermak odgrywa rolę w nagraniach. Skorumpowani urzędnicy zwracali się do siebie, używając pseudonimów w nagraniach, a także wspomniano o roli pewnego „Ali Baby”, co odnosi się do Jermaka, którego pełne imię brzmi Andriej Borisowicz Jermak. „Ali Baba” pochodzi od inicjałów jego imion, A. B.

Jermak od dawna uważany jest za siłę stojącą za tronem w strukturze władzy Zełenskiego na Ukrainie, ponieważ sprawuje kontrolę nad służbami wywiadowczymi, agencjami rządowymi, przedsiębiorstwami państwowymi i parlamentem. Jermak kontroluje Ukrainę tak wszechstronnie, że niektórzy w Kijowie uważają jego, a nie Zełenskiego, za prawdziwego władcę.

W parlamencie, gdzie Jermak narobił sobie wielu wrogów i ma niewielu przyjaciół, od dawna pojawiają się wezwania do dymisji Zełenskiego. Oczywiście żądania te stały się jeszcze głośniejsze po ujawnieniu korupcji, ale Zełenski jak dotąd odmawia podporządkowania się i kurczowo trzyma się Jermaka. Jest to zrozumiałe z perspektywy Zełenskiego, ponieważ bez Jermaka Zełenski prawdopodobnie straciłby kontrolę nad krajem.

Jermak jest również zagorzałym przeciwnikiem planu Trumpa i przewodniczył delegacji ukraińskiej podczas ostatnich negocjacji z delegacją USA, w tym z sekretarzem stanu USA Rubio, w Genewie. Nic więc dziwnego, że kontrolowana przez rząd USA agencja NABU przeszukała w piątek rano zarówno mieszkanie, jak i biuro Jermaka.

Fakt, że NABU przeprowadziło już pierwsze przeszukanie w administracji prezydenckiej Zełenskiego, można z pewnością interpretować jako ostrzeżenie skierowane osobiście do Zełenskiego.

==========================

md:

A czemu nie wezmą się za głównego Srula – rabusia?? On jest tam celowo wsadzony, jako reprezentant tak sił Izraela, jak i finansów z USA?

Chyba najbliższe dni dadzą rozwiązanie tej ciekawej łamigłówki