Ukropolin czy układ z Rosją?

Ukropolin czy układ z Rosją? – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio , 23 lipca 2026 ekspedyt

Nie dalej jak pod koniec czerwca 2026 r. ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha stwierdził, że w Polsce dyskryminowane są ukraińskie dzieci. Dodał również znacząco, że oni, Ukraińcy, mają przecież armię. W domyśle silną, zwartą i gotową. Mamy się domyślić, do czego.

Obraz tytułowy: Bolesław Chrobry uderza Szczerbcem w Złotą Bramę Kijowa. Rok 1018. LINK

Ukropolin czy układ z Rosją?

Nie dalej jak pod koniec czerwca 2026 r. ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha stwierdził, że w Polsce dyskryminowane są ukraińskie dzieci. Dodał również znacząco, że oni, Ukraińcy, mają przecież armię. W domyśle silną, zwartą i gotową. Mamy się domyślić, do czego.

Ledwo to wybrzmiało, a już jak znalazł pojawił się incydent autobusowy w Bielsku – Białej. Świat ujrzał część sytuacji, gdzie widać, że mężczyzna odzywa się do dwóch ukraińskich nastolatek w sposób niegrzeczny. Politycy popisu i media polskojęzyczne od razu jak na komendę potępiły zachowanie Polaka, piętnując jednocześnie polską ksenofobię. Zupełnie jakby to przewidział minister Sybiha. W tym samym czasie do polskiej opinii publicznej zaczęło docierać, że ambasada Ukrainy w Polsce poucza swoich obywateli, przebywających u nas, aby nagrywali Polaków w celach dowodowych. Z innych źródeł, i tych niesystemowych, i tych oficjalnych wiadomo już, że w Polsce ukraińskie tajne służby prowadzą w Polsce bardzo ekspansywną działalność.

Czytaj też: debanderyzacje-czas-zaczac

To wszystko w trakcie wojny Ukrainy z Rosją, którą media w Polsce fałszywie przedstawiają jako pełnoskalową, gdy władze państw europejskich desygnują kolejne miliardy na zakup amerykańskiej broni, darowanej Ukrainie, a władza w Polsce zwiększa sztucznie koszty życia Polaków, aby móc finansować państwo kijowskie. Skala różnorodnego wsparcia Polski i Polaków dla Ukrainy jest trudna do oszacowania, bo jest to wsparcie nie tylko państwa, ale również instytucji, firm i osób prywatnych. W tym należy wyróżnić rozbrojenie Wojska Polskiego na rzecz armii ukraińskiej, spłaty przez Polskę odsetek od ukraińskiej pożyczki, finansowanie systemu Starlink, zapewniającego łączność satelitarną na terytorium tego państwa, wysyłki paliw z polskich rafinerii, transfery socjalne dla ukraińskiej ludności, przywileje prawne i specjalny status w Polsce. I to wszystko za darmo, bo państwo polskie niczego od Ukrainy za to nie żąda. I wszystko na darmo, bo władza kijowska traktuje Polskę jako wroga, popiera banderyzm i poucza obywateli, jak mają szpiegować Polaków. Czyżby ktoś w III RP tego nie przewidział?

Problem odradzania się banderyzmu na Ukrainie jest w Polsce znany od dawna. Wiadomo więc, że to się na dobre zaczęło po Pomarańczowej Rewolucji w 2005 r., gdy do władzy doszedł Juszczenko. Głównym ośrodkiem odradzania się szowinizmu są w tym państwie ośrodki władzy, zarówno centralnej, jak i lokalnej. Zawsze bowiem zdarzają się jakieś jednostki czy nawet grupki, mające różne, czasem niebezpieczne poglądy. Aby jednak takie ekstremistyczne poglądy stały się główną siłą społeczną, muszą dostać jakieś potężne wsparcie. A żeby stać się ideologią państwową, muszą zostać nie tylko wsparte, ale również przyjęte przez władzę. Nie wystarczy tu wsparcie władzy lokalnej, ono mogłoby zadziałać lokalnie, dopóki nie interweniowałaby władza centralna. Banderyzm na Ukrainie nie jest więc sprawą prywatną, lecz państwową, należącą do polityki władz tego państwa, i to nie od dziś. Dostrzegło to wielu świadomych Polaków i przestrzegało polską opinię publiczną. Ta zaś uległa romantycznemu porywowi w geście współczucia, jakie wybuchło po 22 lutego 2022 r. Poryw ten został potężnie wzmocniony strasznymi zdjęciami z Buczy i Irpienia, gdzie pokazano zwłoki cywilów, jakoby ofiar rzezi i gwałtów, dokonanych przez żołnierzy Federacji Rosyjskiej. Wyemitowano też wypowiedzi jakoby świadków tych strasznych wydarzeń, co przypomniało najazd bolszewików w 1920 r. Emocja w Polakach była potężna i jednoznaczna: znowu okrutna Rosja atakuje, najeżdża, zabija, gwałci, rabuje. Trzeba chronić niewinne kobiety i dzieci przed ruską dziczą! Trzeba wspierać dzielnych ukraińskich mężczyzn, którzy mężnie walczą za swój kraj i przy okazji za nas, aby ochronić nas przed rosyjską inwazją! Ukraina walczy za nas, Ukraina wierna Polsce, Ukraina obrończyni Zachodu, Ukraina wdzięczna, Ukraińcy będą pamiętać i pozwolą nam odbudować swój kraj.

Trudno się dziwić, że tak potężna okazała się siła tej propagandy i tak bardzo Polacy rzucili się na pomoc Ukraińcom. Wykorzystano najsilniejsze polskie lęki i najgłębsze pokłady życzliwych skłonności. W tym całym zapamiętaniu poczciwi Polacy zapomnieli jednak sprawdzić, czy te obrazy i te wypowiedzi nie są filmowym montażem. Rosjanie zażądali międzynarodowego śledztwa, ale Ukraińcy odmówili. Natomiast wielki gest prawdziwej życzliwości i prawdziwie bratnich uczuć ze strony Polaków został cynicznie wykorzystany, zarówno przez władze Ukrainy, przez popisowe władze III RP, przez władze Zachodu. Ten przypływ pozytywnych uczuć został całkowicie zmarnowany przez samych Ukraińców, którzy zamiast wykorzystać to dla budowy pozytywnych relacji z państwem i narodem sobie życzliwym, pomimo tak wielkich krzywd, wyzyskali to cynicznie dla wyłudzenia jak największych bogactw, dla wykorzystania terytorium Polski, dla ekspansji oligarchów, dla utorowania drogi swoim służbom, dla wsparcia międzynarodowego, dla okazania pogardy potomkom ofiar własnych przodków. Ukraina mogła mieć w nas wiernych przyjaciół, jednak wolała nas okraść i podeptać, dla chwilowych korzyści. Okazało się, że rację mieli ci, którzy postrzegali wojnę ukraińską jako ustawkę Zachodu, i którzy przestrzegali przed ukrainizacją Polski. Polacy bowiem myśleli, że udzielają chwilowej gościny uchodźcom wojennym na krótki czas, aż Rosja zostanie pokonana i zmuszona do odwrotu. Okazało się, że sami sfinansowaliśmy wielką operację likwidacji Polski poprzez jej rozbrojenie, zubożenie i wymianę ludności.

Tego nie spodziewała się większość Polaków, oprócz tych, którzy od samego początku ostrzegali. Zwykli ludzie, żyjący codziennym życiem nie muszą jednak być strategami, mają prawo spodziewać się, że ci, którzy sprawują władzę działają roztropnie dla wspólnego dobra swojego narodu, specjaliści dokonują rzetelnych analiz, a media przedstawiają z grubsza prawdziwy obraz sytuacji. Zwykłemu, poczciwemu człowiekowi nie mogło przyjść do głowy, że można być aż tak wiarołomnym, że można tak bezczelnie zakłamywać rzeczywistość na odwrót, i że kłamią wszyscy, pełniący oficjalne funkcje. Że na stanowiskach sterowniczych tak wielu jest szubrawców, szantażowanych dowodami własnych grzechów, tak wielu zdrajców, tak wielu obcych agentów, tak wielu głupców.

Nawet to jednak nie tłumaczy tak wielkiego zaniedbania władz III RP, które ofiarowały Ukrainie wszystko, co chciała i nadal chce, i naraziły Polaków na tak wielkie niebezpieczeństwa. To nie było niedopatrzenie, tylko celowa polityka, której wyrazem jest umowa z dnia 2 grudnia 2016 r., zawarta z rządem Ukrainy przez rząd tzw. zjednoczonej prawicy Beaty Szydło, której twarzą jest Antoni Macierewicz. Umowa o wzajemnej współpracy stanowi, że rząd III RP, jeśli rząd Ukrainy zechce, odda zasoby państwa polskiego Ukrainie za darmo. Ta umowa, trzymana w tajemnicy prawie trzy lata jest obecnie wykonywana, tak samo, jak umowa rządu Tuska z rządem Ukrainy z dnia 8 lipca 2024 r.

Obie nie mają ratyfikacji, więc są formalnie nieważne, ale wykonywane, najwyraźniej więc ten, kto stanowi rząd, uważa się za właściciela Polski i Polaków, i nie przejmuje się prawami ludzkimi i boskimi, ani też nie ceni własnego słowa i honoru. To wszystko, co wydarzyło się w stosunkach polsko – ukraińskich zarówno ze strony III RP, jak i Ukrainy nie jest dziełem przypadku, ale planu. Plan ten nie powstał ani w Polsce, ani na Ukrainie, ale gdzieś na Zachodzie, gdzie siedziby mają nasi oficjalni sojusznicy: USA, Niemcy, NATO, Unia Europejska. Oni wszyscy bardzo wspierają państwo ukraińskie, Żeleńskiego i jego wojnę z Rosją i zmuszają do tego samego narody Zachodu, posługując się propagandą i oszustwem.

Oficjalną doktryną państwa ukraińskiego jest więc szowinizm, który w tym kraju przybiera postać banderyzmu, który jest odmianą nazizmu. Banderowcy największych zbrodni dokonali na terytoriach, opanowanych przez hitlerowskie nazistowskie Niemcy. Polityka władzy nad Polską, skoro jest bardzo proukraińska, jest zatem probanderowska. A wszystko, co jest banderowskie, jest zarazem nazistowskie. Ta polityka władzy w Kijowie i władzy nad Polską jest jednak wyrazem i dziełem ogólnej polityki Zachodu. Tam u siebie oni podmieniają ludność swoich państw, aby rdzennych mieszkańców zastąpić pstrą mieszanką różnorodności bez właściwości, poza jedną: plastycznością w rękach władzy.

Tam robią to od kilkudziesięciu lat, w Polsce w tej chwili trwa wielki eksperyment: to, co na Zachodzie chcą zrobić w ciągu lat kilku, tylko jeszcze dalej, bo nas chcą zlikwidować kompletnie, nawet za cenę wojny. Dlatego między innymi wpychają nas do wojny z Rosją. Ci ludzie, którzy tak bardzo wspierają władzę w Kijowie, wiedzą przecież dokładnie, czym jest banderyzm, i jak się odradza na Ukrainie. Stepan Bandera skończył żywot z rąk agenta KGB dopiero w 1959 r., w Monachium, czyli na Zachodzie. Czyżby nie wiedzieli, kim jest? Ci, którzy oficjalnie są tak bardzo antyfaszystowscy i antynazistowscy, tak bardzo wspierają najbardziej faszystowski i nazistowski reżim współczesnego Europy. Nie można jednak temu się dziwić, skoro ci ludzie nie rozliczyli się ze swojej nazistowskiej przeszłości i z bogactw, które zrabowali, również Polakom. Ci ludzie bardzo służą innemu jeszcze reżimowi, jeszcze bardziej faszystowskiemu i nazistowskiemu, najgorszemu reżimowi współczesnego świata, w takim małym państwie. Taka jest rzeczywista twarz współczesnego Zachodu: faszyzm, nazizm, satanizm.

I tacy ludzie dyrygują władzami nad obiema sąsiednimi stolicami. Celem ich jest Ukropolin, muszą więc przebudować kompletnie to, co istnieje dzisiaj. Możemy więc spodziewać się wszystkiego, co najgorsze, łącznie z atakiem nazistowskiej armii i nowym Wołyniem na ziemiach etnicznej Polski. Wszystkie władze, jakie powinny nas przed tym właśnie chronić, właśnie w to nas wpychają. Nie możemy więc dziś liczyć na żadne oficjalne instytucje, z episkopatami włącznie, te struktury w ramach synodalizmu również zostały włączone do operacji wielkiej przebudowy. Narody Zachodu, włącznie z naszym zostały wcześniej rozbite na atomy za pomocą konsumpcji, skłócone za pomocą polityków i mediów, osłabione upadkiem obyczajów, rozpadem rodzin i debilizacją. Wydaje się więc, że nie ma żadnej zorganizowanej siły, która nie zostałaby w to włączona. Czyżby więc wszystko już zostało przesądzone?

Wszystkie te władze mają jednak wspólnego wroga, i to wskazuje na ich słaby punkt. Elity Zachodu mają swojego wroga, z którym bardzo chciałyby wejść w komitywę, którego chciałyby podbić, i którego się boją. Wrogiem tym jest Rosja. Narodom też tak została przedstawiona, Polakom również, jako miejsce i siła, winna każdego zła, z którego wionie groźbą, który na pewno napadnie na Europę i podepcze Polskę, aby tylko podbić Zachód. Kazano narodom Zachodu, szczególnie Polakom, bać się Rosji, nienawidzić Rosji, uznać, że wobec Rosji można wszystko. Kazano ludziom Zachodu traktować Rosję jako specjalne państwo, które pozbawione jest czci i praw, i wobec którego nie trzeba wykonywać zobowiązań. Ta operacja na świadomości była niezbędna, aby dokonać wielkiej podmiany narodów Europy. Nie udałoby się to bez Polaków, którzy mają nierozliczone krzywdy od Rosji i którzy mają podstawy do obaw wykształcone przez liczne doświadczenia. Dzięki temu Polacy nie myślą o pokojowym współistnieniu z Rosją i o ułożeniu spraw sąsiedztwa. Polacy proszą Zachód, aby osłonił ich przed Rosją własnym orężem. Zachód łaskawie przyjmuje tą prośbę, a w zamian żąda wszystkiego, a szczególnie Ukropolin. Polacy z wielkiej emocji negatywnej do Rosji godzą się na to, godząc się jednocześnie na przyłączenie się Polski do wojny ukraińskiej przeciw Rosji. Polacy biorą udział w wojnie przeciw Rosji, ale zaślepieni emocją nie widzą tego. Uważają zaangażowanie Polski w wojnę ukraińską przeciw Rosji za coś normalnego i polska rację stanu. I za tą możliwość, aby brać udział w wojnie przeciw Rosji, Polacy zgodzili się oddać wszystko, co mieli. To dlatego teraz w Polsce nastaje Ukropolin. Polacy mieli bardzo dużo czasu, aby zrozumieć, co się dzieje i zacząć protestować. Skoro jednak Polacy tak bardzo nienawidzą Rosji, że zgodzili się na Ukropolin, niech się nie dziwią, że władze Ukrainy przejmują zarządzanie terytorium Polski.

Wyjście z tego impasu jest proste. Trzeba zrobić trzy rzeczy.

Po pierwsze: Europejska Strefa Pokoju, złożona z państw Europy Środkowej, zagrożonych trzema rodzajami terroryzmu: banderowskim, lewackim, islamskim. W Strefie każda działalność terrorystyczna będzie powstrzymana. Po drugie: należy podjąć współpracę z Białorusią i Rosją w kwestii zarządzania terytorium Ukrainy. Po trzecie: należy wytyczyć Globalną Oś Pokoju, łączącą Waszyngton, Warszawę i Pekin, i w jej ramach otworzyć Jedwabny Szlak przez ziemie polskie.

Aby to zrobić, jest jeden klucz: Rosja. Polacy muszą zakończyć nie swoją wojnę przeciwko Rosji, do której zostali wciągnięci, a następnie podjąć współpracę, nie zrywając relacji z Zachodem. Jest to jedyna droga, aby uniknąć likwidacji. Wszyscy bowiem nasi oficjalni sojusznicy z Zachodu są w tym zainteresowani. Najbardziej ludzie z tego małego państwa, którzy tym dowodzą.

Rosja wcale nie chce podbijać Polski, ale obecnie traktuje państwo polskie jako przeciwnika, nie dlatego, że tak musi być, ale dlatego, że tak chcą władze III RP. Rosja może więc, po pokonaniu i przejęciu Ukrainy wykorzystać Ukrainę przeciw Polsce. Tak samo Niemcy mogą wykorzystać Ukrainę do oderwania od Polski Ziem Odzyskanych. USA wycofują się z Europy i przekazują porządki europejskie Niemcom. Są one bardzo zainteresowane w federalizacji Unii Europejskiej i w przyjęciu do niej Ukrainy. NATO i USA nie bez powodu wykorzystały państwo ukraińskie jako swojego najemnika. Wszyscy oni wiedzą o banderyzmie i niczego z tym nie robią, bo im to wygodne do ich celów, a jednym z nich jest likwidacja narodu i państwa polskiego. Jeśli więc możemy liczyć na naszych oficjalnych sojuszników, to jedynie w tym, że dołożą nam, jak już wielokrotnie to robili. A my im wciąż ufamy.

Czytaj też: synagoga-ekskomunikuje-kosciol

Jedyna rada na wyjście z impasu to ułożenie stosunków z Rosją, pomimo tego, że traktuje Polskę jako przeciwnika. Właśnie dlatego Polakom powinno zależeć na porozumieniu z Rosjanami, aby Polska przestała być przeciwnikiem Rosji, a Rosja przestała tak traktować Polskę. Mamy bowiem tych samych wrogów, i jest to nie tylko państwo kijowskie, Nowa Chazaria, ale również nasi oficjalni sojusznicy. Elity Zachodu, gdyby byłe same i nie miały nad sobą pana, zadowoliłyby się porozumieniem z Rosją dla zysków. Jednak nimi wszystkimi zarządzają ci z małego państwa, a zarządzają tak umiejętnie, że większość tych z Zachodu nawet o tym nie wie. Ci z małego państwa nie chcą tylko robić z Rosją interesów, oni chcą Rosję przejąć, dla zasobów i terytorium, którego nie da się kontrolować z zewnątrz. Do tego potrzebują terytorium Polski i Ukrainy, z których można wyprowadzać ekspansję. Porozumienie Polski z Rosją obróci wniwecz ich plany wobec Polski, i może stać się początkiem odtwarzania Europy narodów.

===========================================

O zagrożeniach, wojnach, Żydach, gojach, Ukrainie, Rosji, Chinach, Ameryce, i wyjściu z matni piszę w mojej najnowszej książce: Nasza polska walka. Tak odniesiemy zwycięstwo.

Link do książki: sklep

_______________

Ukropolin czy układ z Rosją?, Bartosz Kopczyński, 23 lipca 2026

Statek Kosmiczny Tuska a Kasprzyk. MEM-y I.

——————————————–

—————————————

—————————————————

a ja myślę, że ten pieniek to dodatek do topora…

————————————————

No to co?? Zakaz kazirodztwa ma znaczenie genetyczne – rodzą się debile. A tu już debilów mamy.

———————————-

———————————-

————————————————-

——————————————–

—————————————-

—————————————

Von der Leyen wyznacza cele w Europie – paktem o dronach dla Ukrainy

Von der Leyen wyznacza cele w Europie – paktem o dronach dla Ukrainy

uncutnews-ch/von-der-leyen-malt-zielscheiben-auf-europa-mit-dem-drohnenpakt-fuer-die-ukraine

To nie jest lunatykowanie i pójście na wojnę. Oczy europejskich elit są szeroko otwarte – i działają z przerażającą determinacją.

Unia Europejska oficjalnie przyłączyła się do wojny z Rosją. W tym tygodniu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podpisała „historyczny pakt” z Ukrainą w sprawie integracji produkcji dronów bojowych do ataków na Rosję.

Według doniesień Euronews umowa przewiduje również wspólną produkcję pocisków balistycznych.

Ta ogromna ekspansja produkcji wojennej ma być finansowana z 90-miliardowej pożyczki, którą UE udziela Ukrainie. Rachunek, który będą spłacać pokolenia europejskich podatników.

Von der Leyen została przyjęta w Kijowie przez Wołodymyra Zełenskiego, niewybranego prezydenta Ukrainy, który sprawuje władzę w stanie wojennym. W ten sposób dwie osoby pozbawione demokratycznego mandatu podejmują decyzje, które mogą wpędzić Europę w wojnę z Rosją na pełną skalę. Nominacja von der Leyen ma charakter polityczny; nie została wybrana przez naród. Wcześniej była ministrem obrony Niemiec – i, zdaniem autora, niezbyt przekonującym. Naznaczona oskarżeniami o korupcję i nadużycia władzy przy zakupie szczepionek przeciwko COVID-19 od dużych firm farmaceutycznych, von der Leyen jest uważana za doskonały przykład zasady „wznoszenia się przez porażki”.

Podczas swojej jedenastej wizyty w Kijowie od eskalacji konfliktu w lutym 2022 roku, von der Leyen oświadczyła, że ​​„następuje zmiana” w wojnie zastępczej NATO z Rosją. Wspomniała o nasilającej się fali ataków dalekosiężnych na terytorium Rosji i o przekazaniu 90 miliardów euro na sfinansowanie wojny.

W przemówieniu publicznym otwarcie stwierdziła, że ​​Unia Europejska jest teraz wyraźnie zaangażowana w wojnę jako sojusznik Ukrainy.

„W Europie dysponujemy już ogromnym potencjałem technologicznym i przemysłowym, który możemy wykorzystać. Mamy też bezpieczne zakłady produkcyjne, które mogą pomóc w zwiększeniu produkcji” – powiedziała von der Leyen.

Dodała:

„Brakuje nam sprawdzonej w boju wiedzy i doświadczenia, jakie zdobyła Ukraina. Dlatego musimy połączyć nasze siły. Razem możemy pracować nad wspólną produkcją”.

Innowacją, którą von der Leyen i jej planiści z NATO najwyraźniej uważają za szczególnie sprytną, jest produkcja amunicji w krajach europejskich, która rzekomo jest „bezpieczna” przed rosyjskimi atakami odwetowymi. Drony i pociski mają być następnie transportowane na Ukrainę, skąd mogą penetrować głęboko terytorium Rosji i atakować cele tak odległe jak Moskwa, a także zakłady naftowe i przemysłowe w całym kraju. W ostatnich miesiącach wspierane przez NATO ukraińskie drony zabiły setki rosyjskich cywilów. Według autorki, pakt von der Leyen daje tej kampanii zielone światło do dalszej eskalacji.

Szczególnie godne uwagi i głęboko niepokojące jest poczucie bezkarności von der Leyen. Najwyraźniej zakłada ona, że ​​państwa europejskie mogą służyć jako arsenał do ataków na Rosję, ale Rosja z kolei nie powinna mieć prawa podejmować działań odwetowych wobec UE lub NATO jako stron konfliktu. Autorka określa to stanowisko jako „niezwykle lekkomyślne i głupie”.

W rzeczywistości Unia Europejska, NATO i Stany Zjednoczone uczestniczą w tej wojnie zastępczej od czasu zamachu stanu w Kijowie w 2014 roku, kiedy to, według autora, zainstalowały i uzbroiły neonazistowski reżim. Ta wieloletnia rozbudowa uzbrojenia i przygotowania ideologiczne ostatecznie doprowadziły do ​​wojny w 2022 roku.

Od tego czasu Zachód przeznaczył około 400 miliardów dolarów na wsparcie reżimu, wysłał najemników i doradców NATO oraz zapewnił rozpoznanie celów, logistykę i wsparcie operacyjne dla pocisków dalekiego zasięgu.

Ponadto Ukraina zawarła dwustronne umowy wojskowe z poszczególnymi państwami członkowskimi UE, takimi jak Niemcy, Francja, Dania, Holandia i Norwegia. Wielka Brytania podpisała nawet stuletni pakt obronny. Wszystkie te umowy obejmują broń, myśliwce, drony i pociski rakietowe.

Jednak poparcie zaprezentowane w tym tygodniu przez von der Leyen ma szerszy zakres: po raz pierwszy cała 27-osobowa UE zobowiązuje się do wspierania wojny na poziomie przemysłowym.

W kwietniu rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało listę europejskich firm i ich lokalizacji, które według Rosji są zaangażowane w działania wojenne na Ukrainie. Rosja oświadczyła, że ​​obiekty te mogą być w przyszłości uznane za uzasadnione cele działań odwetowych. Jak dotąd Rosja powstrzymuje się jednak od bezpośrednich ataków na państwa członkowskie UE i NATO. Biorąc jednak pod uwagę narastające prowokacje ze strony UE i NATO, pojawia się pytanie, jak długo ta powściągliwość się utrzyma.

Von der Leyen nazywa teraz ukraiński reżim „gwarantem bezpieczeństwa netto dla Europy”. Według autorki, ma to na celu usprawiedliwienie obciążeń ekonomicznych, jakie muszą ponosić obywatele Europy, podczas gdy fundusze publiczne płyną do skorumpowanego reżimu.

Zbiegając się z umową dotyczącą dronów i integracją gospodarczą UE z Ukrainą, Zełenski przeprowadził w tym tygodniu drugą w ciągu zaledwie kilku miesięcy rekonstrukcję swojego gabinetu. Najwyraźniej chciał stworzyć wrażenie, że podejmuje zdecydowane działania przeciwko korupcji. Premier Julia Swyrydenko została zdymisjonowana z powodu jej bliskich powiązań z byłym szefem sztabu generalnego Andrijem Jermakiem, który został zmuszony do rezygnacji w związku z poważnym skandalem korupcyjnym związanym z zamówieniami wojskowymi.

Autor twierdzi jednak, że Zełenski popełnił błąd, odwołując ministra obrony Mychajło Fiodorowa. Decyzja ta wywołała protesty w Kijowie i innych miastach. Fiodorow sprawował urząd zaledwie od sześciu miesięcy i był uważany za poważnego reformatora.

Jego wysiłki reformatorskie zraziły do ​​niego dowódców wojskowych, takich jak Naczelny Dowódca Ołeksandr Syrski, którzy chcieli utrzymać istniejący system korupcji. Nic dziwnego, że Zełenski ostatecznie poparł starą gwardię – między innymi dlatego, że pociąg z UE wart 90 miliardów euro miał wkrótce przyjechać do Kijowa.

Sytuacja rzeczywiście się zmienia – choć nie w sposób, jaki autor, jego zdaniem nierealistyczny, przewiduje von der Leyen. Rosyjskie wojska lądowe niszczą ostatnie ukraińskie linie obrony wspierane przez NATO, a nasilone rosyjskie naloty niszczą fabryki dronów w Kijowie i innych miastach.

Dlatego UE i NATO realizują obecnie nową strategię: produkcja dronów jest przenoszona z Ukrainy do krajów europejskich, pozornie po to, by znaleźć się poza zasięgiem rosyjskich ataków. Podstawowym założeniem jest to, że UE może bezpiecznie zwiększyć produkcję wojskową bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji.

Jak wyjaśnił profesor Richard Sakwa w wywiadzie udzielonym Glennowi Diesenowi w tym tygodniu, antyrosyjskie przywództwo UE popycha Europę coraz dalej w wojnę z Rosją. Decyzje podejmowane są w sposób autorytarny i bez demokratycznego mandatu. W efekcie Unia Europejska stała się dyktaturą wojenną.

Innym przykładem jest parada wojskowa z okazji francuskiego święta narodowego 14 lipca w Paryżu, podczas której wojska NATO, wraz z pułkami francuskimi i ukraińskimi, wzięły udział we wspólnej demonstracji konfrontacji z Rosją.

A zdaniem autora, urzędnicy państwowi, tacy jak Ursula von der Leyen, która otrzymuje roczną pensję wynoszącą około 400 000 euro , z przyjemnością w międzyczasie atakują państwa europejskie.

To nie jest lunatykowanie i pójście na wojnę. Oczy europejskich elit są szeroko otwarte – i działają z przerażającą determinacją.

Źródło: Von der Leyen maluje znaki na mapie Europy i Ukrainy dotyczące paktu dronów

Gozdów 1944. Zapomniana zbrodnia SS Galizien

Gozdów 1944. Zapomniana zbrodnia SS Galizien

magnapolonia/gozdow-1944-zapomniana-zbrodnia-ss-galizien

Gozdów 1944, czyli  Zapomniana zbrodnia SS „Galizien”.

W czasie, kiedy Ukraińcy grożą Polsce spadającymi dronami na polskie miasta, a w Sejmie lewicujący posłowie wznoszą okrzyki, jakie towarzyszyły bestialsko mordowanym zwykłym Polakom przez bandy UPA obowiązkiem Polaków jest upominać się o prawdę historyczną.

Przy obecnym zatwardziałym ustosunkowaniu się Ukraińców przy kulcie band odpowiedzialnych za śmierć tysięcy bezbronnych ludzi strona polska nie ma po co tracić czasu na jałowe dyskusje z gloryfikatorami nazistów i sadystów. Dziś już  tylko ktoś niemądry może ufać w szczere intencje strony ukraińskiej, w tym rzetelne przeprowadzenie ekshumacji ofiar szowinistycznej polityki UPA.

Dlatego też musimy pamiętać, że w obecnych granicach Polski w latach powojennych bandy banderowskie starały się na terenach przez siebie uznanych za ukraińskie zrobić powtórkę Wołynia w stosunku do każdego, kto nie wpisywał się w ich rasistowskie poglądy. Posiadając tę wiedzę, na niej powinniśmy budować fundamenty prawdy historycznej.

Bandy UPA i sławiona obecnie na Ukrainie 14. Dywizja SS “Galizien” mają na swoim koncie liczne zbrodnie, jakich dopuściły się wobec cywilów w granicach obecnej Polski. Jako państwo wiarygodne powinniśmy pochylić się nad tymi zbrodniami i zebrać jak największy materiał badawczy. Tam, gdzie jest to możliwe powinny odbyć się ekshumacje przy obecności obserwatorów międzynarodowych tam, gdzie jest szansa dotrzeć do rodzin pomordowanych powinno zebrać się zdjęcia, spisać wspomnienia.

Jeśli w wykazie osób brutalnie zamordowanych za to, że byli Polakami, zaczną oprócz liczb i kolumn z nazwiskami, pojawiać się ich zdjęcia, aby każdy mógł spojrzeć w twarz tym, których jedyną winą było to, że byli Polakami świadomość zagrożenia własnego życia i życia najbliższych przez odrodzoną na Ukrainie ideologię stanie się realna.

Portal Magna Polonia ma już na swoim koncie odkrycie zapomnianych, lecz istotnych kart polskiej historii

magnapolonia.org/skrepowano-im-rece-a-nastepnie-wprowadzono-do-stodoly-i-spalono-zywcem/ ;

magnapolonia.org/udalo-sie-odnalezc-grob-jednego-z-nich/ ;

magnapolonia.org/nowe-informacje-o-polskim-marynarzu-kto ), dlatego też pochyla się nad kolejną zapomnianą kwestią dotyczącą ludobójczej działalności UPA i SS Galizien na terenach obecnej Polski.

W marcu 1944 roku żołnierze ukraińskiej dywizji SS- Galizien i policja ukraińska w służbie niemieckiej dokonała pacyfikacji wsi Gozdów (gmina Werbkowice, powiat hrubieszowski). W wyniku ich działalności życie straciło ok. 30 mieszkańców wsi, w tym kilkoro dzieci i kobiet.

Na liście ustalonych osób ukraińskiego pogromu polskiej ludności cywilnej udało się zidentyfikować:

  1. Józef Bekon lat 36
  2. Władysław Bekon lat 18
  3. Józef Barański lat 31
  4. Władysław Bednarczuk lat 36
  5. Ignacy Betkowski 36 lat
  6. Piotr Grzelecki 40 lat
  7. Czesław Kaluba 22 lat
  8. Marian Koryczko 23 lat
  9. Mieczysław Kowalczyk 20 lat
  10. Łukasz Kowalczyk 55 lat
  11. Wincenty Krawczyk 45 lat
  12. Jan Omelczuk 40 lat
  13. Józef Pęczko 30 lat
  14. Zygmunt Pękalski 21 lat
  15. Eliasz Sen 52 lat
  16. Walenty Strzępek 20 lat
  17. Zygmunt Surowiecki 21 lat
  18. Kazimierz Świec 41 lat

Takich spacyfikowanych polskich wsi przez obecnie gloryfikowane na Ukrainie jednostki SS Galizien było mnóstwo. Przykładowo 2 lutego 1944 roku oddziały niemieckiej żandarmerii, SS i jednostki SS Galizien dokonały pacyfikacji wsi Wólka Szczecka (gmina Gościeradów), gdzie zamordowano ponad 200 mieszkańców, w tym ok. 50 kobiet i 20 dzieci2.

Apelujemy o kontakt wszystkich bliskich ofiar –  jeśli posiadacie zdjęcia, wspomnienia ofiar band UPA, SS Galizien lub innych ukraińskich oddziałów kolaborujących z III Rzeszą skontaktujcie się i podzielcie się tą tragiczną kartą polskiej historii. Niech przykład Waszych bliskich będzie ostrzeżeniem przed powtórką z historii. Już starożytni mówili, że historia jest nauczycielką życia. Uczmy się na tragedii przodków, zamiast powtarzać tę lekcję.

Autobus z napisem „koniec”

Autobus z napisem „koniec”

autobus ses

19 lipca, wpis nr 141 Jerzy Karwelis

Do tego artykułu miałem wiele linków z internetu, ilustrujących moje tezy. Kiedy dziś sięgnąłem do nich to okazało się, że… nie istnieją. A więc ogłaszam wielki wjazd sprawy ukraińskiej do algorytmów cenzurujących media społecznościowe. Rzecz jasna, bo jak by inaczej, na zgłoszenie samych polskich władz, a może nie tylko polskich…

Zazwyczaj nie poddaję się chwilowym módkom medialnym. Odczekuję trochę, by zobaczyć czy to dłuższa opowieść, ale i tak czekam dalej, by zrozumieć po pierwsze o co tak naprawdę chodzi i jeśli chodzi o coś poważniejszego niż odwracanie uwagi od rzeczy istotnych kolejną przykrywką, to zastanawiam się dopiero o co tak naprawdę chodzi? Ale dzisiaj zrobię wyjątek – wrócę do afery z awanturą w autobusie w Bielsku-Białej. Ukazał się filmik, kręcony przez poszkodowane ukraińskie dziewczyny, z którego wynika, że jakiś raptus zelżył je słownie, co dziewuszki nagrały.

Po tej publikacji mieliśmy do czynienia z falą oburzenia, nie tylko na agresora, ale na wzrastającą falę szowinizmu antyukraińskiego, co dało asumpt do pociągnięcia sprawy – zelżone dziewuszki, to ofiary Brauna (to jasne), Bosaka (to już mniej jasne) i… Czarnka (co już jest sporym zaskoczeniem). Wylały się wiadra zatroskania nad stanem polskiej duszy, pojawiły się kuriozalne zarzuty o rasizm. Nawet w tej sprawie odezwali się najważniejsi politycy, łącznie z ukraińskimi. Powtórzę jeszcze raz – to wszystko z powodu jednej awantury w autobusie. Nasze stosunki między narodami stanęły na granicy. Przystanku autobusowego.

Taka w sumie głupota, a właściwie reakcja na nią pokazuje głębsze pokłady przyczynowo-skutkowe, ale daje też szansę na przewidzenie przyszłości. Tak, taki bzdet daje nam aż tyle możliwości. Trzeba tylko metodą księdza Bozowskiego oddzielić przypadki od znaków. A tu mamy poważny znak. Po pierwsze – samo nagłośnienie akcji. Od zdarzenia, do wypłynięcia całej sprawy upłynął cały weekend. Aferę miała nagłośnić znana z proroctw pożarowych aktywistka ukraińska z polskim obywatelstwem, niejaka Natalia Panczenko. Nagranie miał też ujawnić pan Strelnikow, aktywista ukraiński (co to znaczy właściwie – aktywista ukraiński, aktywista w czym? Skoro siedzi w Polsce, to nie chyba aktywista pomocy Ukrainie, gdyż w tym wypadku siedziałby w okopach), który stwierdził, że to film jego córki, zaś z kolei jego starsza córka, która obejrzała film stwierdziła, że sama z koleżankami była obiektem podobnych jak w bielskim autobusie ataków. W rezultacie sprawa się zaczęła zagęszczać frekwencyjnie. Okazało się, że w duszach polskich czai się (i czaił do zawsze – zawsze? nawet od lutego 2022 na granicach?) skrywany szowinizm w stosunku do Ukraińców, to genetycznie przeniesione przez wieki poczucie wyższości panów Lachów wobec siczowej czerni.

Reakcja

Sama sprawa pokazuje, że jak coś ma zaistnieć publicznie, to musi być nagrane. Bez filmiku – nie ma sprawy. Same opowieści, nawet teksty nie przemawiają do niegramotnej części widowni. Obraz mówi wszystko. Ale cały obraz. Zaraz pojawiły się głosy strony przeciwnej – jak w Polsce się coś dzieje to zaraz objawia się „strona przeciwna” – że filmik powinien być puszczony w całości, by zobaczyć co takiego sprowokowało faceta do takiej reakcji. No bo fakt – z filmu wynika, że dziewczynki spokojnie przechodziły właśnie z tragarzami i nagle zaczepił je facet z wyzwiskami. Ot tak, po prostu. Ważne jest więc cóż to takiego mogło spowodować taką (nad?)reakcję. Filmików to wskazujących nie widziałem, ale widziałem opisy, że dziewuszki zachowywały się głośno i wyzywająco, grały na full muzykę ze smartfonów i zakładały nogi w butach na siedzenia. Na zwróconą im uwagę przez mężczyznę miały go opluć i zacząć nagrywać filmik.

Wyszło ostatnio, że tak naprawdę słowny agresor tak naprawdę to opieprzał matkę tych dziewczynek, która nie reagowała na uwagi, żeby jej dzieci zdjęły nogi z siedzeń, a więc cały kontekst (szowinistyczna agresja na biedne dziewczynki) ma inny wymiar, zaś opieprzana pani okazała się żoną wspomnianego aktywisty, teraz już wiadomo aktywisty od czego.

Tu mała dygresja. Mój znajomy popadł kiedyś w toksyczny małżeński związek. Żona od dawna chciała go wystawić na przemocowca, by rozwieść się z sutym orzeczeniem o winie. Oczywiście robiła to w pełnej konspirze, facet – jak to wielu w naszych czasach – się nie orientował, że intryga trwa od dawna. Otóż okazało się, że jego żona zaczęła coraz częściej prowokować awantury, łącznie z atakami fizycznymi na małżonka. Ten prowokowany reagował różnie, z tym, że żona nagrywała takie przypadki, ale dopiero od momentu samej reakcji, nie jej czynu, który prowokował odwet. W czasie rozprawy w sądzie – a po to to było robione – pokazywała filmiki, gdzie agresor nie wiadomo dlaczego ją atakuje, wyzywa i awanturuje się. Na szczęście sąd nie dał temu wiary właśnie na zasadzie wątpienia, że tak po prostu, bez powodu facet wychodził z nerw.

Nie twierdzę, że to w autobusie było ustawką. Tego nie wiem, ale widzę, że wielu patrzy w tę stronę. Twierdzę natomiast, że cała ta histeryczna reakcja ustawką już była. Rozdęcie tej sprawy do granic możliwości, reakcje mediów i władz na taką w sumie głupotę wskazują na specjalne grzanie tej sprawy. Piszę „głupotę”, bo dzień przed wypadkami w autobusie w Bytowie trzech Ukraińców pobiło na śmierć Polaka i jakoś w mediach nic się nie działo. Związek Ukraińców nie wezwał (swoich) do opamiętania się, zaś ambasador ukraiński odezwał się, ale dopiero dzień po zajęciu swego twardego i zatroskanego stanowiska w sprawie słownej zbrodni w bielskim autobusie. Mamy więc do czynienia z selektywną narracją, a to już są procesy z gruntu sterowane.

To dość długi proces. Ja go pamiętam jeszcze z czasów kowidowo minionych, kiedy doszło do pewnego wypadku. Facet wjechał samochodem w przystanek i nauszkadzał ludzi, łącznie ze zgonem. Nic nie zwróciłoby mojej uwagi, gdyby nie to, że w prasowym opisie tego zdarzenia kierowcę określono inicjałem A. Zazwyczaj podaje się pełne imię i pierwszą literę nazwiska, by zanonimizować sprawcę. A tu podano inicjał imienia. Wpadłem na to, że nie po to żeby zanonimizować sprawcę, ale… jego pochodzenie. I sprawdziłem – okazało się, że gościu ma na imię Andrij i już samo imię wskazuje na ukraińskie pochodzenie sprawcy. A tak nie można, bo wzbudzi się jeszcze niechęć do naszych gości spod bomb. Żeby sadystycznie podrążyć sprawę zadzwoniłem na policję, tam po ganianiu się pomiędzy tymi co wiedzą (policja) ale nie powiedzą, a rzecznikiem (który nie wie i o tym mówi) doszedłem, że decyzja o zatarciu imienia jest decyzją prokuratury. Zgodziłem się z rzecznikiem, że już samo to świadczy o tym, że bronimy publiczność przed wiedzą o pochodzeniu sprawcy.

Anonimowi sprawcy politycznej poprawności

W tym wypadku mamy dwa warianty rozwinięcia zagadnienia. Po pierwsze – jak piszą, że coś nabroił Polak, to oznacza żebyśmy rasistowsko nie spekulowali, nasza wina, ale i droga dedukcji – jak nie piszą, że to Polak, to na bank Ukrainiec. Jest tez drugi sposób – nic. Nic, nawet imienia, żadnych liter, żadnych wspominek o pochodzeniu. Po prostu kręcimy się w kosmosie bezimiennych kosmopolitów, anonimowych tylko po to, byśmy nie wyciągali z tych swoich brudnych dusz ukrytych złogów szowinizmu.

Cała sprawa odzwierciedla trendy zachodnie, polegające na ukrywaniu pochodzenia sprawców, by uchronić publiczność przed pokusami ksenofobicznymi, że to jednak nie był dobry pomysł z tą migracją. Skończyło się to systemowymi problemami z NIEŚCIGANIEM gangów gwałcicieli, oskarżaniem ofiar o rasizm czy sekowaniem wszelkich medialnych sygnałów w tej sprawie, aż do aresztowania prywatnych ludzi za prywatne wpisy. My weszliśmy w te same koleiny, tyle, że u nas byli to Ukraińcy, z tym, że na razie chodzi o utarczki słowne, nie zaś o procedery kryminalne, choć przykład przemilczania sprawy typu morderstwo w Bytowie, i wielu innych przypadków, wskazuje że podążamy tą samą drogą. Tyle, że kolor skóry świętych krów jest tutaj inny. Reszta jest taka sama, z tym, że my jesteśmy dopiero w fazie wstępującej, mamy więc szansę na przykładach krajów bardziej „rozwiniętych” w tej kwestii zobaczyć co nas czeka. Pytanie tylko czy będziemy w stanie na to prewencyjnie zareagować i czy mamy na to społeczne czy polityczne narzędzia?

Bezkarność rozzuchwala

Ważny jest tu jeszcze jeden aspekt. Tak jak na Zachodzie, jak i u nas będziemy świadkami realizacji zasady, że bezkarność rozzuchwala. Tam rozzuchwaliła do tego stopnia, że nożownik, który zasztyletował w Wielkiej Brytanii nieszczęsnego Novaka, swobodnie rozmawiał sobie z policjantami, że biały go rasistowsko zaczepił. Na takie wieści policjanci zareagowali jak pies Pawłowa na światełko lampy – włączyły się procedury preferencji ścigania zgłoszonej ksenofobii i zakuto umierającego białasa w kajdanki.

Mamy więc do czynienia z wzajemnym przeciekaniem poczucia bezkarności sprawców do procedur publicznych. Postawy te warunkują się wzajemnie – bezkarność wzrasta przy braku ścigania, brak ścigania włącza się automatycznie przy kontekście ksenofobicznym, zawieszając ogólną logikę interwencji i kontekst przyczynowo-skutkowy definiujący kto jest ofiarą, a kto sprawcą.

Tak będzie i u nas. Kiedy Ukraińcy zobaczą, że Polacy się samobiczują i można wszystko, zaś policjant walnie prędzej Polaka niż upomni Ukraińca, to sprawa jest prosta jak droga do kasy w IKEA. Ukraińcy zhardzieją, wiedząc, że teraz aparat publicznych urzędników i funkcjonariuszy stoi murem za nimi. I nie, nie będą (na początku?) mordować i gwałcić bezkarnie jak na Zachodzie, ale zacznie się proces, którego koniec będzie zależał wyłącznie od… nich. Bo to oni, nie porządek prawny, jak widać zawieszony, będzie wyznaczał tu granice. W niesławnym autobusie w Bielsku-Białej okazało się, że działa monitoring i widać co się nagrało. To znaczy zarządcy linią autobusową wiedzą co się stało, a my z tego wiemy tylko to, co nam powiedzieli. A co nam powiedzieli? Ano, że „zachowanie dziewczynek nie odbiegało od standardowych zachowań młodzieży” w zbiorkomie. Ale standard to nie znaczy, że to dobrze, tylko, że często. Standardem może być i wydalanie się w autobusie, i zaczepianie innych pasażerów, darcie ryja i inne harce do tej pory uważane za chuligaństwo. Może to być i granie głośnej muzyki, i wykładanie nóg z butami na siedzenia, tak jak ponoć to miało miejsce w autobusie bielskim.

Co to znaczy? Ano sporo.

Po pierwsze – widać, że takie zachowania – i uwaga! i o wiele gorsze – będą tolerowane i będą przeciekały do standardu. W dodatku mamy tu dwa warianty: jak na to zareagują służby, a jak mogą – i czy w ogóle będą mogli po casusie bielskim – zareagować obywatele? Służby będą się mroziły z interwencją tym przykładem, albo – tak jak w Bielsku-Białej – postawią zarzuty każdemu interweniującemu Polakowi. (Gościa z autobusu wzięli w kajdany i na bęben, z zarzutem do lat trzech, w ten sam dzień, a – przypomnę – niesławnych bohater afery w Szpitalu Południowym swobodnie sobie hasa nieprzesłuchany już ze drugi miesiąc i podobno leczy). Polacy zaś sami są właśnie uczeni braku reakcji na dowolne ekscesy naszych gości, bo jeden z drugim narozrabia, nagra potem reakcję jakiegoś Polaka, a ten się znajdzie w podobnych kłopotach co nasz nieszczęśnik z Bielska-Białej. Jesteśmy więc trenowani do pewnych zachowań i dlatego przykład bielski to nie incydent, tylko znak.

Polowanie na ksenofobów

Ostatnio widziałem filmiki z rodzącego się procederu. Ukraińcy, wzorem cwanej żony mego kolegi, prowokują Polaków, potem jak ci zaczną reagować, to włączają telefon i nagrywają. Puszczają to w sieci. Tak, by pokazać niewdzięczność Polaków wobec walczącej Ukrainy. Mamy już podobno oficjalne, po pochodzące z ambasady ukraińskiej instrukcje. Oczywiście w celach bezpieczeństwa.

A propos – żaden z nagrywaczy nie walczy z Rosją, bo siedzi sobie w bezpiecznej Polsce i strzępi sobie język o bohaterstwie jego narodu. Są to więc pretensje dekowników i dezerterów, nad którymi powinien się kiedyś zastanowić naród ukraiński jak wróci z okopów, nie my – Polacy.

Pal ich licho, ale u nagrywaczy pojawił się jeden kuriozalny szczegół. Na nagraniach Ukraińcy wyzywają Polaków od rasistów, jakoby to ich zachowanie było wyrazem rasistowskich i wyższościowych ciągot Polaków. Kuriozalność tego zarzutu to pokraczny import zachodnich trendów: zarzuty o rasizm (i to systemowy) to wynalazek amerykański, gdzie murzyni, przedstawiciele innej rasy niż biali, zarzucali suprematyzm białym. Miały te zarzuty, mimo ich absurdalności, jednak jakieś uzasadnienie rasowe.

Ale jak my, Polacy, mielibyśmy być rasistami wobec Ukraińców? To absurd – nie moglibyśmy być wobec nich rasistami, nawet gdybyśmy bardzo chcieli. Z jednej prostej przyczyny – my, bracia Ukraińcy – jesteśmy Słowianie, jesteśmy tą samą rasą. To, że różni nas wiele, bo należymy do różnych cywilizacji kulturowych – my do łacińskiej, wy do turańskiej, jeśli w ogóle – to nie znaczy, że nie mamy pochodzenia ze wspólnej puli genetycznej. Tak że zarzut rasizmu jest tu nietrafiony, acz będzie pewnie używany na zasadzie importowania mód zachodnich, co wskazuje na niespontaniczne jednak źródła takich aktywności, jak zaczepianie Polaków, by ujawnić ciemne zakamarki polskiej duszy, gdzie czają się wielkościowe uroszczenia. A raczej to wszystko świadczy bardziej o kompleksach ukraińskich, ale każdy ma własne piekiełko.

Najgorsze, że to się będzie rozwijać. Z prostej przyczyny – grzanie animozji pomiędzy Polakami i Ukraińcami ma zbyt wielu popleczników, jest na rękę zarówno Rosji, jak i Ukrainie. Rosji, bo wiadomo –  rozbicie poparcia Polaków dla Ukraińców, to dla Rosji duża sprawa. Ale to też dobre dla Ukrainy. Nie po to Zełenski przecież zaczął cały ten proces, by nie miał on swojego celu, jak i scenariusza rozwojowego, który nam dozuje prezydent Ukrainy. Oni tam mieli to rozpisane na całe odcinki, serial wciąż trwa, kiedy my jesteśmy biernymi widzami tego spektaklu i tylko łapiemy – lub nie – spadające talerze ze stołu naszego odreagowywania. Oddawanie medali Polakom, zorganizowana fala antypolskiego hejtu, te wszystkie Panetony, obraźliwe i agresywne deklaracje władców Ukrainy – to wszystko jest planem. To, że właśnie realizacja tego planu jest na rękę Rosji każe powtórzyć tezę redaktora Parafianowicza, że największą ruską onucą jest sam Zełenski.

Ukraińscy zakładnicy Zełenskiego

To pokazuje skalę cynizmu władcy Ukrainy. Pal licho, że wobec nas, Polaków i całego Zachodu, który nota bene też gra w tę grę. Te zachowania Zełenskiego, jak widać, postawiły ze dwa miliony Ukraińców wobec sprowokowanej przez niego fali niechęci Polaków do gości z Ukrainy. A tu przecież wielu z nich chciało sobie spokojnie ułożyć życie, może i z pożytkiem dla Polski. Teraz wylądowali w jednym worze z banderowcami i żyje im się trochę bardziej, że tak powiem, bardziej niekomfortowo. My zaś, a szczególne nasi władcy, wciąż deklarujemy Ukraińcom, że powadzimy się o historię, ale nie o pomoc Ukrainie. Tu będziemy – w fenomenie porozumienia ponad śmiertelnymi podziałami – stali przy Ukrainie. Przecież spory historyczne sporami, ale nasz interes jest w tym, by wspierać ukraiński wysiłek, który odsuwa widmo czołgów na polskiej granicy, tak jakby one nie stały w obwodzie królewieckim czy na Białorusi. Znowu będziemy w jednym zdaniu straszyć Putinem, by w drugiej jego części przekonywać, że Rosja jest na ostatnich nogach. Jest to dla Ukraińców miła pieśń straceńcza w naszym wykonaniu. Będzie bowiem można zrobić z Polakami co się chce, do dopiero wstawić nogi na siedzenie w autobusie czy bezkarnie opluć Lacha za to, że się krzywo spojrzał.

Kwestia autobusowa jest też na rękę Tuskom. Widać to po histerycznych reakcjach, detektowaniu polskiego rasizmu i zwróceniu się do publiki, że to Braun z Bosakiem, a ostatnio z Czarnkiem zaatakowali niewinne dziewczynki. Dziś słownie, jutro fizycznie. Przecież agresor wykrzykiwał wobec dziewczynek właściwie hasła polityczne tych zaprzańców. Widać jak na dłoni, że Tusk nie przegapi żadnej okazji do dzielenia Polaków, a właściwie wtłoczenia każdego, nawet jak to autobusowe, zdarzenia w manichejskie tryby dwójpolówki wojny polsko-polskiej. Cały aparat oburzenia stoi gotowy na stand by, można więc do niego wrzucić każdy impuls, każdy wątek, zwłaszcza jak popchnie się je w czeluści tej machiny jakimś pieniążkiem. Mamy nawoływania wprost do zabrania się fizycznie za agresora, łącznie z zesłaniem go na, ukraiński oczywiście, front. Wylewają się pięknoduchowe deklaracje i zasromania za ciemnogród, odżywa na kolejnej wysypce alergiczna reakcja na manię wyższości wobec „tego narodu” w „ten kraju”. Po drugiej stronie zostali już tylko obywatele szury, czyli szurnięci, których jak zwykle jest większość, ale dla systemu, który skutecznie alienuje się od wpływu suwerena jest to dotkliwość jak widać systemowo pomijalna.      

Autobus to znak, tyle, że wielu go nie dostrzega, zaś jeszcze więcej ludzi nie wie jak na to zareagować. Nie ma bowiem żadnych narzędzi, gdyż system właśnie trwale odizolował obywateli od wpływu na jego kształt. Po prostu zakonserwował się na stałe, domknięty wieczkiem okrągłego stołu dokręconym, radosnymi „niekonfrontacyjnymi wyborami” 4 czerwca roku pamiętnego. Sam system mutował, ale w tych właśnie granicach, ot tak, jak zmienia się nieznacznie organ złożony w słoju z formaliną.

Na Zachód marsz!

Politycznie to też pójdzie jak na Zachodzie. A tam ludzie się martwią o bezpieczeństwo swoich i najbliższych, które stanęło pod imigracyjnym znakiem zapytania. Ale z drugiej strony głosują na tych, którzy takie niebezpieczeństwo sprowadzają na ich głowy i domy. To pokazuje jak skuteczna jest mieszanina propagandy i przymusu, który ściga ofiary. Oczywiście na końcu – tak jak obecnie na Zachodzie – dochodzi do pewnego opamiętania, ale jest zwykle za późno. Po prostu diabelskie połączenie demografii i demokracji robi swoje. Kiedyś problemy migracyjny to były jakieś kulturowe egzotyczne oboczności. Dziś to wszystko przenika do instytucji, władz, jako prawa (byłej) mniejszości. A więc mimo przebudzenia koniec tego procesu wcale nie musi być optymistyczny. My mamy ten handicup, że jesteśmy o fazę do tyłu, możemy więc wyciągnąć wnioski co do skutków przyszłych błędów, które popełnili już inni. Tylko czy będzie komu je sformułować. Ba, sformułować –  wdrożyć!

Biedny Czarnek, który w telewizji zagroził wstrzymaniem pomocy Ukrainie, czyli jedynym realnym dla niej czynnikiem nacisku, został natychmiast wezwany na pisowski dywanik. Czyli już widzimy jak będzie wyglądała sprawa ukraińska, jak PiS będzie u władzy. Widać też, że jego ostatnie nawrócenie na ukro-realizm jest tylko na pokaz, bo ograniczy się do sfery symbolicznej, co jest na rękę Ukrainie. W nowej Polsce, jeśli taka przyjdzie, przy starym układzie plemiennym, będziemy znowu politycznie skazani przez nasze pseudoelity na rolę „sługi Ukrainy”. I będą o tym wiedziały dziewuszki w każdym autobusie, będzie wiedział każdy ukraiński byczek w wieku poborowym. I wierzcie mi, nie będzie się obcyndalał z kindersztubą, gdyż jako się rzekło – pochodzimy z różnych kręgów kulturowych. Dojdzie więc do konfliktu cywilizacji w pokracznej sytuacji, gdy państwo będzie sekowało własnych obywateli, jeśli ci staną w obronie wartości stanowiących fundamenty naszej wspólnoty.

Tak to jest, jak za sprawy między narodami wezmą się samozwańczy władcy. Jedni naiwni, drudzy wyrywni. Autobus z Bielska-Białej właśnie odjechał. Na przystanku został tylko lud polski, zagubiony całkowicie, patrzący tylko jak ulicami mijają go jego przedstawiciele w limuzynach politycznej poprawności, o której wiemy z doświadczeń zachodnich czym się kończy. Powtarzam – to nie przypadki, to znaki. Tylko kto je odczyta, a kto się nimi przejmie? Od tego kiedyś byli władcy na poziomie mężów stanu – jak wytrawni tropiciele wykrywali wcześniej zagrożenia, potem wiedzieli jak ich uniknąć i jak to przeprowadzić.

Dziś mamy mężyków stanu, których może kiwać jak chce byle komik, który kiedyś wygrywał zabawne melodie. Na fortepianie.

Penisem.                                     

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Czy kiedyś powiemy IM „przebaczamy” a może nawet „prosimy o przebaczenie”?

Czy kiedyś powiemy IM „przebaczamy”

a może nawet „prosimy o przebaczenie”?

O kogo tu idzie? Przecież nie o Rosjan, bo dopóki nami rządzi zgodny tu duopol w Polsce obowiązuje nakaz nienawiści, pogardy i strachu. Żadnych odstępstw od „zasadniczego kierunku”: musisz na każdym kroku manifestować strach przed Rosją spełniając tę najważniejszą powinność prawdziwego, ukształtowanego przez III RP obywatela.

Tu jakiekolwiek zaniechanie jest „zdradą”. Nie idzie również o większość Ukraińców, czyli obywateli naszego sąsiada ze wschodu, bo od większości z nich nie doznaliśmy jakichkolwiek krzywd. Ich państwo, którego granice wyznaczył już dawno rozwiązany Związek Radziecki, obejmuje również nacje, z którymi nie mamy złej przeszłości, a ich stosunek do Polski i Polaków był i jest neutralny ze wskazaniem w stronę przychylnego; dajmy przykład Zakarpatczyków, którzy od wieków żyli w sąsiedztwie z Rumunami, Węgrami i Cyganami a nawet osadnikami niemieckojęzycznymi, i nie przychodziło im do głowy „oczyszczać” siekierami swojej ziemi z tzw. obcoplemieńców.

Myślę tu o politykach wywodzących się z byłych ziem II RP, czyli dawnych województw Wołynia i Galicji Wschodniej. Czyli dla większości tzw. Zachidników, dla których Bandera jest bohaterem narodowym a UPA i UON (i ich „bohaterowie”) to część rzeczywistego panteonu narodowego. Gdyby przynajmniej milczeli na temat popełnionych przez ich przodków zbrodni, czekali zapomnienia („czas leczy rany”, jeśli tego chcemy i nie będziemy rozpamiętywać) kierując się zasadą ciszej nad tą trumną (trumnami), bo przecież „mamy się czego wstydzić”.

W ten sposób chciano przemilczeć złą przeszłość w okresie radzieckim czekając na amnezję w imię lepszej przyszłości. Po 1991 r., w niepodległej już Ukrainie, w istotnej części zaprzepaszczono wspólnotę zapomnienia, chętnie budowano kult autorów masowego ludobójstwa, którzy mają na sumieniu wymordowanie pod okupacją niemiecką 1941-1944 setki tysięcy (ilu dokładnie? do dziś nie wiadomo) obywateli II RP: najpierw Żydów i Cyganów a później Lachów a nawet nielicznych osadników czeskich. Mordy były masowe, niewyobrażalne w swym okrucieństwie nawet jak na wzorce niemieckie i – co najgorsze – „spontaniczne”, z masowym udziałem tzw. zwykłych ludzi. Tu nie ma miejsca na relatywizowanie i symetryzm.

Nie zapomnimy i raczej nie wybaczymy, chyba że władza tego państwa jednoznacznie i bez reszty potępiłaby bezpośrednich morderców, ich przywódców oraz usunęłaby z przestrzeni publicznej ich imiona i podobizny, Czy powinna odbyć się współczesna NORYMBERGA nad sprawcami ludobójstwa? Czy powinno się udowodnić IM winę w formalnym procesie karnym? A dlaczego nie? Powinna powstać lista ofiar, nie tylko rzezi wołyńskiej ale również galicyjskiej. Ich imiona i nazwiska powinny być uwiecznione w publicznym miejscu u nas i na Ukrainie. Ekshumacja i pochówek ich kości jest czymś oczywistym.

W centrum Warszawy powinien powstać pomnik ofiar ludobójstwa, obejmujący m.in. zaktualizowaną listę ofiar. To przecież byli MĘCZENNICY POLSKOŚCI.

Prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

Kroniki nierealistycznych przewidywań: Dlaczego „rosyjska inwazja” została odwołana

Kroniki nierealistycznych przewidywań: Dlaczego „rosyjska inwazja” została odwołana

Władimir Kostyriew o tradycji samo-zastraszania i marzeniu Zachodu o wojnie z Rosją

Władimir Kostyriew , zastępca szefa redakcji TASS ds. krajów sąsiednich

21 lipca, tass-ru/opinions

© AP Photo/ Jean-Francois Badias

W wywiadzie dla lrt.lt litewski minister obrony Robertas Kaunas ponownie stwierdził, że Moskwa przygotowuje „atak” na kraje bałtyckie i Polskę, ponieważ jak dotąd nie udało jej się osiągnąć celów specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie. Podobne sesje histerycznej autohipnozy powtarzają się w UE niemal codziennie.

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte – w czerwcu 2025 roku , a następnie ponownie w styczniu 2026 roku – posunął się tak daleko, że zagroził Europejczykom perspektywą nauki rosyjskiego, jeśli nie zwiększą wydatków wojskowych do 2% PKB. Na tym jednak polega jego zadanie: jeśli nie będzie z kim walczyć, ani Sojusz, ani jego przywódcy nie będą potrzebni. Chociaż sama rada jest słuszna: Europejczycy powinni przeczytać Lwa Tołstoja i Fiodora Dostojewskiego w oryginale – może zrozumieją coś o naszym kraju. Zwiększanie budżetów wojskowych nie jest do tego konieczne.

Tymczasem Zachód podaje nawet daty rosyjskiego „ataku”. Generał porucznik Christian Freuding, dowódca wojsk lądowych Bundeswehry, podał rok 2029. Niemiecki minister obrony Boris Pistorius i inspektor generalny Bundeswehry Carsten Breuer podali lata 2028–2029 jako potencjalny moment agresji . Komisarz UE ds. obrony i przestrzeni kosmicznej Andrius Kubilius wyznaczył okres przygotowawczy do 2030 roku. Były premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer również spekulował na temat roku 2030. 

Istnieją również mniej radykalne scenariusze. Niedawno prezydenci Litwy i Łotwy ogłosili plany Rosji dotyczące przeprowadzenia jakiegoś rodzaju ataku hybrydowego. Być może w krajach graniczących z Rosją zastraszanie klinami czołgowymi jest trudniejsze. Jeśli Estończyk lub Łotysz spojrzy przez rzekę na stronę rosyjską i zobaczy spokojne życie, cały gmach oszustwa runie.

Niemniej jednak eskalacja jest intensywna. Przeciętnemu Europejczykowi trudno nie wpaść w panikę i nie poprzeć kolejnego wzrostu wydatków wojskowych. Ale czy te obawy są uzasadnione? Oczywiście, że nie. Dlaczego Zachód tak aktywnie kręci tym kołem zamachowym? Ponieważ chce walczyć sam ze sobą. A historia, zarówno najnowsza, jak i najdawniejsza, to potwierdza.

Cierpienie Bałtyku

Nawet teraz nie widzimy nowej koncepcji, a jedynie modyfikację idei, która pojawiła się w połowie pierwszej dekady XXI wieku – wkrótce po tym, jak rosyjska gospodarka i armia zaczęły się odradzać. Jej istotą jest rzekomy spisek Moskwy za jej „porażkę” w zimnej wojnie i poszukiwanie sposobów na zniszczenie Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Jednocześnie zachodnie kręgi ekspertów wojskowych i politycznych opracowały scenariusz potencjalnego konfliktu między Rosją a jednym z krajów bałtyckich. Ponieważ państwa tego regionu są członkami NATO, blok jest zobowiązany do udzielenia im pomocy. Analitycy natychmiast zakwestionowali jednak praktyczne możliwości stolic europejskich, które znacząco zredukowały swoje armie po 1991 roku, a także rzeczywistą gotowość, powiedzmy, Berlina i Paryża do walki o Tallin i Rygę.

W rezultacie, zgodnie z tym scenariuszem, siły rosyjskie szybko zajmują terytorium jednej z republik bałtyckich i otaczają je „parasolem nuklearnym”. Nie chcąc prowokować wojny nuklearnej, NATO uznaje wynik konfliktu. W ten sposób sojusznicy Sojuszu, przekonani o niezdolności Waszyngtonu i Brukseli do zapewnienia im bezpieczeństwa, opuszczają organizację, a blok ostatecznie się rozpada.

Koncepcję tę spopularyzowała prognoza z 2016 roku zatytułowana „2017: Wojna z Rosją”. Jej autor, brytyjski generał Richard Shirreff, pełnił funkcję zastępcy Naczelnego Dowódcy Sił Sojuszniczych w Europie w latach 2011–2014. Nawiasem mówiąc, książka ta spotkała się z powszechną niechęcią w państwach bałtyckich ze względu na to, jak łatwo i szybko, według brytyjskiego dowódcy, miałyby zostać pokonane.

Zrozumienie natury tych „horrorowych opowieści” nie jest trudne. W latach 2000 i 2010 NATO przeżywało głęboki kryzys tożsamości. Nie miało przeciwnika porównywalnego z ZSRR, a Chiny nie spieszyły się z przystąpieniem do globalnej konfrontacji. Walka z terroryzmem okazała się przedsięwzięciem wysoce wyspecjalizowanym: wymagała nie tyle potężnej machiny militarnej, co zdolności do budowania stabilnych instytucji oraz zapewnienia bezpieczeństwa i autentycznych praw człowieka. Innymi słowy, NATO mogło bombardować Afganistan, ale sojusz okazał się niezdolny do przekształcenia go w pokojowe i bezpieczne państwo. Skutki tej degradacji zostały trafnie podsumowane przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona w 2019 roku, który zdiagnozował blok jako „śmierć mózgową”.

To właśnie w tym impasie Zachód rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę kampanię mającą na celu promowanie „rosyjskiego zagrożenia”, rozbudowę infrastruktury wojskowej na wschód i wciągnięcie Ukrainy w orbitę wpływów Sojuszu. Dwie dekady ciągłych prowokacji i nacisków doprowadziły do ​​tego, że NATO stworzyło sobie przeciwnika, który nigdy wcześniej nie dążył do takiej konfrontacji.

Jaki jest więc sens tego niesławnego „zagrożenia”? Nikt nigdy nie zaatakował państw bałtyckich. Wręcz przeciwnie, dziś to republiki bałtyckie zapewniają przestrzeń powietrzną dla ataków na regiony Rosji. Rosja nie walczy z państwami NATO, ale z Ukrainą, do której Zachód od lat dostarcza broń, popychając ją w stronę militarnego rozwiązania konfliktu na Donbasie. Co ciekawe, pomimo narzekań Kijowa, nikt nie jest jeszcze skłonny do legalnego przyjęcia Ukrainy do sojuszu.

Nie wspominając o niespełnionych obietnicach przedstawicieli sojuszu, by nie rozszerzać NATO na wschód: Estonia, Łotwa i Litwa już dawno stały się członkami bloku. Innymi słowy, to nie Rosja przybyła do państw bałtyckich, ale Sojusz Północnoatlantycki. Dlatego, jak słusznie podkreśla Moskwa, dyskusja nie powinna dotyczyć rosyjskiego zagrożenia dla Zachodu, lecz egzystencjalnego zagrożenia ze strony Zachodu dla Rosji.

Jastrzębie zimnej wojny

Zimna wojna to epoka bezprecedensowego szumu wokół „zagrożenia rosyjskiego” (wówczas jeszcze „zagrożenia sowieckiego”). Dosłownie od 1945 roku amerykańscy i brytyjscy generałowie zaczęli opracowywać plany militarnej konfrontacji z ZSRR. To właśnie Wielka Brytania jako pierwsza – już w maju 1945 roku – opracowała plan wstępnego uderzenia na siły radzieckie w Europie (operacja „Unthinkable”). Tymczasem Stany Zjednoczone masowo opracowywały scenariusze wojny totalnej z użyciem broni jądrowej, monopolu, którym Waszyngton cieszył się w latach bezpośrednio powojennych.

Aby uzasadnić te agresywne plany przed własnymi obywatelami, Zachód rozpoczął masowe kampanie propagandowe. Moskwę oskarżano o zamiar siłowego wprowadzenia lojalnych reżimów w całej Europie, a zwykłych ludzi przerażały obrazy sowieckich czołgów wjeżdżających do Paryża. Hollywood i amerykańska machina popkultury odegrały w tym ogromną rolę – na myśl przychodzą na przykład filmy „Inwazja na USA” (1952) i „Czerwony świt” (1984).

Syrsky odchodzi, a Saudyjczycy są blokowani

Syrsky odchodzi, Saudyjczycy są blokowani

22 lipca 2026przez Larry C. Johnson

Generał dywizji Mychajło Drapatły

Czy słyszałeś historię o chwalebnej porażce Ukrainy nad armią rosyjską? Zachodnie media w ciągu ostatnich czterech tygodni zachwalały niesamowity sukces armii ukraińskiej. Zadaj sobie więc pytanie… Skoro wygrywasz wojnę z Rosją, dlaczego zwalniasz generała, który przyniósł ci to ogromne zwycięstwo? Cóż, właśnie to zrobił Kokainowy Kowboj Zełenski. We wtorek późnym wieczorem w Kijowie pojawiła się wiadomość, że Zełenski zwolnił generała Syrskiego, dowódcę ukraińskich sił zbrojnych, i zastąpił go Mychajło Drapatly. Zełenski zwolnił również szefa Sztabu Generalnego Gnatowa.

Zełenski jest pod ostrzałem politycznym od czasu, gdy zwolnił młodego ministra obrony Michaiła Fiodorowa. Obywatele Ukrainy wyszli na ulice Kijowa i Lwowa, protestując przeciwko odwołaniu Fiodorowa. Decyzja o zwolnieniu Fiodorowa miała wynikać z jego powtarzających się konfliktów z generałem Syrskim w sprawie decyzji Fiodorowa o przeznaczeniu ograniczonych środków rządowych na programy dronów, zamiast wykorzystać je na pozyskanie nowych rekrutów, którzy wzmocniliby słabnący front ukraiński. Zwolnienie Fiodorowa wywołało falę protestów na Ukrainie, a Zełenski najwyraźniej uznał, że zwolnienie Syrskiego może uspokoić sytuację. Pomimo protestów, Zełenski wskazał na obecnego p.o. ministra Jewgienija Chmarę jako swojego faworyta na to stanowisko – izolując Fiodorowa.

Człowieku, pomyśl tylko, co by się stało, gdyby Syrski przegrał wojnę (zamierzony sarkazm).

Jeśli chodzi o Drapatly, East Calling donosi:

Jak wynika z danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, nowo mianowany dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, Drapaty, został umieszczony na liście osób poszukiwanych w Rosji.

Wcześniej Komitet Śledczy Rosji (SK) wniósł oskarżenie przeciwko Drapatemu zaocznie. Według agencji, w latach 2017 i 2019 sprawował on, wraz z Wiktorem Nikolukiem, ogólne dowództwo nad operacjami Połączonych Sił Ukrainy. Pod ich dowództwem ukraińscy bojownicy przeprowadzili ponad 70 ostrzałów artyleryjskich na tereny zaludnione w DRL i ŁRL, w wyniku których zginęło lub zostało rannych 154 osoby.


Tymczasem na brzegach Morza Czerwonego, Huti ogłosili blokadę tankowców przewożących lub próbujących przewozić saudyjską ropę. Podczas gdy Saudyjczycy protestowali i zapowiadali odwet, MBS stoi przed prawdziwym dylematem. Jeśli przeprowadzi kolejny atak na Jemen, Huti prawdopodobnie odpowiedzą wystrzeleniem pocisków, które prawdopodobnie zniszczą jedyny saudyjski magazyn ropy nad Morzem Czerwonym – czyli Yanbu. Mądrym posunięciem ze strony Saudyjczyków byłoby dążenie do negocjowanego porozumienia, które chroniłoby ich obecny eksport 4 milionów baryłek ropy dziennie z Yanbu. Jednak, sądząc po ostatnich wydarzeniach, niewiele wskazuje na to, że Saudyjczycy mają inteligentne strategie.

W dającej się przewidzieć przyszłości Saudyjczycy będą wysyłać swoje tankowce przez Kanał Sueski, co Egipt doceni, pobierając opłatę za przejazd, ale ta trasa wydłuża żeglugę o czterdzieści dni, zanim dotrze do rynków azjatyckich. Jeśli Saudyjczycy zdecydują się na użycie siły, możemy być świadkami całkowitego wstrzymania eksportu ropy przez Saudyjczyków.

Pisząc to, czekam na wieści o reakcji Iranu na dzisiejszą kampanię bombardowań USA, która podobno dotknęła trzech obiektów nuklearnych: Buszehr, Isfahan i Khojir (lub bazę rakietową Khojir/Centrum Badań Jądrowych Khojir). Iran wcześniej zapowiadał zdecydowaną odpowiedź na takie ataki… Zobaczymy.


Prowadzę teraz regularny wtorkowy czat z Jeleną i Ryanem z East Calling/The Winers . Skupiliśmy się na niedoborach broni, z którymi borykają się Stany Zjednoczone w wojnie z Iranem:

Aktualizacja strategiczna: Larry C. Johnson, 21 lipca 2026 r.

Nima i ja rozmawialiśmy o wiadomościach, że bombowce B-1 wystartowały z Wielkiej Brytanii:

Larry Johnson: PILNE: Amerykańskie bombowce B-1 wystartowały z Wielkiej Brytanii w celu przeprowadzenia dużego ataku na górę Pickaxe

Mario i ja rozmawialiśmy o ostatnich bombardowaniach Iranu przez Stany Zjednoczone i konsekwencjach ataków na irańskie elektrownie jądrowe:

PILNE: TRUMP ZBOMBARDUJE IRANSKIE WIRÓWKI NUKLEARNE – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Rozmawiałem z Sulaimanem próbując go uspokoić, gdy pojawiły się doniesienia o wznowionych bombardowaniach Iranu przez USA:

PILNE: USA ZBOMBARDOWAŁY IRAŃSKI OŚRODEK NUKLEARNOWY W POBLIŻU TEHERANU I ZBOMBARDOWAŁY RÓWNIEŻ TEHERAN z udziałem CIA Larry'ego Johnsona

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie.

Czy Jankesi wolą neobanderowców i neonazistów niż POPiS?

Czy Jankesi wolą neobanderowców i neonazistów niż POPiS?

Media polskojęzyczne opisują Kiriłła Budanowa jako człowieka Zełenskiego, który głosi swoje poglądy. Z Budanowem stale spotykają się polskojęzyczni politycy. Jak zawsze polskojęzyczni dziennikarze wychodzą na manipulatorów i ignorantów. 

Budanow nie jest człowiekiem Zełenskiego, a człowiekiem Jankesów (podobnie jak Karol Nawrocki i jego „konkurent” Donald Tusk, jak i cały kureń nadwiślańskich politykierów – był szkolony przez Jankesów).

Budanow to zdeklarowany neobanderowiec, terrorysta i zbrodniarz. Kiriłł Budanow od 5 sierpnia 2020 roku do 2 stycznia 2026 kierował Głównym Zarządem Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, a od 2 stycznia jest szefem gabinetu Zełenskiego. Nadal de facto kontroluje instytucję, którą do niedawna kierował. 

Zamach na negocjatora 

Politycy POPiS nieustannie mówią o różnych cywilizacjach, tkwią w urojonej wyższości cywilizacyjnej kolektywnego Zachodu nad Federacją Rosyjską. Tymczasem 6 lutego 2026 roku doszło w Moskwie do próby zamachu na generała Władimira Aleksiejewa (Aleksiejew to pierwszy zastępca szefa Głównej Dyrekcji Wywiadu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej). Parę dni wcześniej bezpośredni przełożony Aleksiejewa, Igor Kostiukow uczestniczył w negocjacjach ze stroną ukraińską, którą reprezentował m. in. Budanow. Rozmowy odbyły się przy udziale Amerykanów jako „mediatorów”. Budanow wyznacza zatem nowe standardy cywilizacyjne.

Terroryzm międzynarodowy Budanowa 

Ukraiński oligarcha Wadim Jermołajew wspierał reżim Zełenskiego. Jednak jak przystało na nie jednego oligarchę, zaczął dywersyfikować swoje kontakty polityczne. Jermołajew zaczął wspierać byłego Naczelnego Wodza Sił Zbrojnych Ukrainy Walerija Załużnego (Załużny jest ambasadorem Ukrainy w Wielkiej Brytanii, wspiera go Londyn, jest potencjalnym przeciwnikiem dla Zełenskiego i jego kliki). 29 czerwca 2026 roku w Monako, w mieszkaniu Jermołajewa eksplodował ładunek wybuchowy. Monakijskie służby jako potencjalną sprawczynię zamachu na ukraińskiego oligarchę wskazały Anastasię Bieriezowską – obywatelkę Ukrainy. 7 lipca 2026 roku Bieriezowska została  znaleziona martwa na terytorium Ukrainy.  Do zabójstwa początkowo przyznał się  Władisław Rojt, funkcjonariusz wywiadu ukraińskiego. W sprawę zamieszany jest także Witalij Żykowicz, siepacz z SBU. Jak widzimy, terrorystyczny charakter instytucji kierowanych przez Budanowa wychodzi daleko poza granicę Federacji Rosyjskiej i Ukrainy. 

Neobanderowiec z błogosławieństwem zza oceanu

Budanow parę dni temu mówił, że Polska nie będzie rozmawiać z Ukrainą z pozycji siły. Dodał też, że Moskwa próbowała tak rozmawiać z Kijowem, a Moskwa jest jednak silniejsza od Warszawy. Kiriłł Budanow powiedział, że Kijów w żaden sposób nie ustąpi Warszawie w kwestiach historycznych. Neobanderowiec Budanow nie mógłby sobie na to wszystko pozwolić, gdyby nie wsparcie ze strony Waszyngtonu. Pokazuje to w jaki sposób Jankesi traktują marionetki nadwiślańskie. Gdyby Jankesi liczyli się w jakiejkolwiek mierze z nadwiślańskimi politykierami, ukraińscy politycy działaliby zgoła inaczej. Banderowscy zbrodniarze nie mieliby tylu ulic swojego na Ukrainie (nieliczne ulice banderowskich patronów miałby w małych miejscowościach).

Wszelkie inicjatywy upamiętniające zwyrodnialców z UPA miałby charakter lokalny, a nie państwowy. Władze Ukrainy promowałyby bulbowców, petlurowców (kolega Konrad Rękas wykonuje tutaj wspaniałą pracę, pokazując prawdziwe oblicze rzekomych przyjaciół Polaków – bulbowców i petlurowców), niemniej wielu Polaków jest nie uświadomionych i mogliby się na to nabrać. 

Wojna amerykańskich oligarchów 

Polskojęzyczni politykierzy sami gubią się w swoich kłamstwach. Z jednej strony polskojęzyczne media, polskojęzyczni politykierzy straszą, że Federacją Rosyjska ma zaraz zaatakować Polskę, by za chwilę oddawać całą broń kijowskiemu reżimowi. Ostatnia afera z oddaniem przez Warszawę pocisków do systemu Patriot kijowskiemu reżimowi obnażyła nie tylko tą manipulację.  Brak reakcji ze strony  otoczenia jankeskiego oligarchy i prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Donalda Trumpa wskazuje na to, przed czym od dawna ostrzegałem: Jankesi będą dozbrajać kijowski reżim i będą wysyłać broń. Wielu naiwnych wielowektorowców wierzyło, że Trump doprowadzi do pokoju. Tymczasem Alex Karp, Elon Musk, Peter Thiel – jankescy oligarchowie związani z Trumpem – dostarczają broń i technologie dla kijowskiego reżimu. 

Szkodnik Kaczyński 

Politycy PiS po raz kolejny gdy są w opozycji postanowili sprawdzić pamięć moich rodaków. Najwięksi słudzy Ukrainy z PiS zaczęli dostrzegać neobanderyzm na Ukrainie, polakożerstwo przedstawicieli kijowskiego reżimu. Promowany przez PiS jako kandydat na premiera Przemysław Czarnek zaczął nawet mówić o niewspieraniu militarnym kijowskiego reżimu (bez nawet groźby wykonania telefonu do Moskwy są to nic nie warte oświadczenia). Jak widać, nawet to wywołało przerażenie wśród ludzi faktycznie rządzącym naszym krajem. 14 lipca 2026 roku Jarosław Kaczyński zaczął odcinać się od Czarnka i zapewniał o dalszym wsparciu dla kijowskiego reżimu. Kaczyński to obok Zbigniewa Ziobry największy szkodnik w polskiej polityce. Na Majdanie wznosił banderowskie okrzyki. Nietrudno się domyśleć, że kierownictwo PiS zaczęło się wycofywać z pewnych deklaracji po naciskach ze strony ambasady Stanów Zjednoczonych Ameryki. 

Ambasada bez dyplomatów 

Parę dni temu media pisały o tym, że pełniąca obowiązki prezydent Wenezueli Delcy Rodríguez konsultuje swoje decyzje (łącznie z tym co publikuje w mediach społecznościowych) z neokonserwatywnym sekretarzem stanu Stanów Zjednoczonych Ameryki Marco Rubio. Rubio jest formalnie trzecią co do ważności osobą w strukturach władzy Stanów Zjednoczonych. Tymczasem instrukcje, rozkazy nadwiślańskim politykierom wydaje jankeski namiestnik Thomas Rose. Poziom upokorzenia naszego kraju ilustruje fakt, że prezydent Trump na stanowisko ambasadora Stanów Zjednoczonych Ameryki w Polsce mianuje wyjątkowo bezczelnych i niepoważnych ludzi, którzy z profesjonalną dyplomacją nie mają nic wspólnego (w sumie nie muszą, skoro w naszym kraju są politykierzy patologicznie kochający Stany Zjednoczone). 

Przyzwolenie na terror z Waszyngtonu

Waszyngton w sporze między Polską a Ukrainą stoi po stronie Ukrainy. Możemy spodziewać się w najbliższym czasie kolejnego plucia w twarz Polakom ze strony kijowskiego reżimu. Bardzo prawdopodobne jest, że jeszcze w czasie trwania swojej pierwszej kadencji na stanowisku prezydenta Polski Karol Nawrocki znajdzie się na liście Myrotworca . Jednocześnie Nawrocki będzie stale ubliżał politykom Federacji Rosyjskiej, mimo że Moskwa w żaden sposób nie zagraża Polsce (wypowiedzi polityków Federacji Rosyjskiej stanowią zawsze odpowiedź na wypowiedzi polskojęzycznych polityków).

Póki kijowski reżim dostaje ze strony Polski broń i pieniądze, wszystkie oświadczenia, potępienia są tyle warte co zużyte prezerwatywy. Póki Warszawa będzie wysyłała broń i pieniądze kijowskiemu reżimowi na życzenie Jankesów, nasza ojczyzna będzie dalej upokarzana. Bez normalizacji relacji z Moskwą i prowadzenia polityki suwerennej, asertywnej wobec Stanów Zjednoczonych nic się nie zmieni. Administracja Trumpa będzie prowadziła różne konflikty, w tym ten na Ukrainie. Kijowski reżim przyjmuje już coraz bardziej zdegenerowaną formę, czego przejawem są zamachy przeprowadzane na całym świecie. Na terror ma przyzwolenie ze strony Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Kamil Waćkowski 

Bandera czyli Putin i kwestia papuaskich astrofizyków

Bandera czyli Putin i kwestia papuaskich astrofizyków

Człowiek jest jednak kompletnym kretynem. Zna przecież perfidię ruskich a jednak nie domyślił się, jak ten spisek daleko sięga. Dzisiaj mnie olśniło, dzięki niezawodnej zawsze w takich sytuacjach „Gazecie”. A jeszcze bardziej dzięki jej przenikliwym czytelnikom, którzy oznajmili „od razu wiedziałem, że to ruska robota”. A co nią było?

Okazuje się bowiem, że to rosyjski wywiad płacił Ukraińcom za propagowanie banderyzmu i wychwalanie UPA na terenie Polski. Z tekstu dowiaduje się, że osiemnastoletni Ukrainiec został oskarżony o pracę dla ruskiego wywiadu. Na jego zlecenie miał malować na murach hasła gloryfikujące Ukraińską Powstańczą Armię i Stepana Banderę. Pomagał mu młodszy kolega.

Przyznaje się – myślałem przez lata, że na całej Ukrainie z szczególnym wzmożeniem zaś na jej zachodniej części, kwitnie banderyzm. I nie wpadłem na to, ze to robota Rosjan. Wraży wrogowie wolnego świata nocami po cichutku nazwali ulice mianem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Dżdżystymi rankami, gdy uczciwi Ukraińcy siedzą w domach chytrusy przemianowali nazwy placów i skwerów na Jewhena Konowalca. Okrutniki jedne bez cienia skrupułów postawili potajemnie na całej Ukrainie rozliczne pomniki Stepana Bandery. Niepostrzeżenie wybudowali Muzeum Romana Szuchewycza we Lwowie. Cichaczem nadali w 26 miastach honorowe obywatelstwo Banderze. Urządzali marsze ku czci 14 Dywizja Grenadierów Waffen SS i uznali tych z UPA za ukraiński ruch wyzwoleńczy. Nieświadomych staruszków oblekali w mundury banderowskie i pomawiali im, że służyli w UPA. Po czym porozwozili pod pomniki i cyknęli tysiące zdjęć. I jeszcze sobie pogwizdują „Tam na łące czerwona kalina”.

Kremlowscy z całą pewnością również podszyli się pod Bogu ducha winnych Ukraińców i stworzyli organizację Myrotworeć, która tworzy jakieś „listy wrogów Ukrainy”. I zapisały te kawiorojady na tą listę różnych Polaków od prezydenckiego Boguckiego, przez Sokołowską po Korwina-Mikke. I my bezmyślne ameby łyknęliśmy taką propagandę. Matko! A przecież wiadomo, że to Rosjanie. Bo przecież Ukraińcy, by nam przykrości nie zrobili.

Ale szczytem szczytów ruskiej perfidii było sprowadzenie ciupasem do kraju trupa kolaboranta III Rzeszy Andrija Melnyka i pochowanie go z honorami na Cmentarzu Wojskowym w Kijowie. Przebrali się za greckokatolickich duchownych i odprawili msze żałobną w katedrze Patriarchalnego Soboru Zmartwychwstania Pańskiego. Był tam co prawda widziany Władimir Zełenski, Wiktor Juszczenko, i Kyryło Budanow, ale zapewne to na pewno byli przebierańcy. Pod maskami krył się być może sam Władimir Putin, Dmitrij Miedwiediew i Siergiej Ławrow. A jak nie to jakieś Nocne Wilki lub handlarze lat 90-tych z bazaru Różyckiego. One tak robią.

Pozostaje sprawa nadania jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA” przez Wołodymyra Zełeńskiego. Ja myślę, że one zmyliły tego wielce szlachetnego i uczciwego człowieka. Zełeński był zapewne przekonany, że idzie o inne UPA na przykład Unię Papuaskich Astrofizyków. Ci uczeni papuascy nigdzie wcześniej nie byli honorowani. I on z dobroci swojego serduszka chciał docenić. I masz babo placek a Orła Białego kazali odesłać.

Perfidia tych ruskich jest ogromna. W przeszłości przechodzili operacje plastyczne upodabniające ich do polityków z Polski, by się wydzierać Sława Ukrajini i fotografować się na tle czerwono-czarnej-flagi. Bo przecież żaden polski polityk by tego nie zrobił. A my głupki wsiowe nie zauważyliśmy tej prowokacji mającej udowodnić, ze niby istnieje jakiś banderyzm. Ale co my małe żuczki. Taki premier Leszek Miller, też się dał nabrać na ten neobanderyzm na Ukrainie. I to mnie jedynie w tym wszystkim pociesza.

Debanderyzacja cywilizacji

Debanderyzacja cywilizacji

Prof. Anna Raźny

Dla ludobójczych ideologii, do których jest zaliczana ideologia nazizmu ukraińskiego, nazywanego powszechnie banderyzmem, nie ma miejsca nie tylko w cywilizacji chrześcijańskiej – zarówno łacińskiej, jak i bizantyjskiej – ale również we współczesnej Europie.

Choć oderwała się ona od swych chrześcijańskich korzeni, jednak w żadnym z  traktatów jednoczących olbrzymią większość jej narodów w Unię Europejską nie ma przyzwolenia na jakąkolwiek formę czystek etnicznych jako sposobu osiągania niepodległości czy państwowości. Na poziomie międzynarodowym jest więc możliwe – przy woli politycznej eurokratów i ich amerykańskich mentorów – powstrzymanie banderowskiej Ukrainy. Mogą to być takie zmieniające kształt ukraińskiej polityki decyzje, które nie wymagają długotrwałych działań. Podobnie w relacjach dwustronnych polsko-ukraińskich poprzez decyzje i akty ustawodawcze Polska ze „sługi Ukrainy” może przeistoczyć się w suwerenny podmiot polityczny, stawiający Kijowowi jako pierwszy warunek jakiejkolwiek współpracy – debanderyzację.

Profesor Stanisław Bieleń w artykule  Mispercepcja w stosunkach polsko-ukraińskich  („Myśl Polska” Nr 27-28, 2026) nad wyraz jasno i zwięźle przedstawił kierunki działań politycznych umożliwiających nam wyjście z roli „sługi”. Ich istotą jest pozbawiony wszelkich prometeizmów i psychologicznych obciążeń realizm polityczny. Jego  celem zaś  są interesy polskiego państwa i polskiego społeczeństwa.

Zatrucie cywilizacyjne

Przeprowadzenie debanderyzacji polskiej polityki i kształtujących ją elit na poziomie cywilizacyjnym będzie bardziej skomplikowane. Obejmuje ona bowiem sferę wartości wyższych – religijnych, moralnych, kulturowych – kształtujących naszą postawę osobową i narodową. To kategorie dobra, prawdy i piękna – zarówno estetycznego, jak i metafizycznego – które w koncepcji Feliksa Konecznego współtworzą wraz z kategoriami zdrowia i dobrobytu niczym niezastępowalny quincunx – paradygmat cywilizacji chrześcijańskiej.

Zaistniała po 1991 roku w ramach proukraińskiego nastawienia banderyzacja Polski zdegradowała te fundamentalne dla naszego kształtu cywilizacyjnego kategorie, nadając im w relacjach z Ukrainą wymiar polityczny. Zostały wręcz podporządkowane celom antyrosyjskiej polityki Kijowa, określanej przez USA oraz NATO i UE. Wojna z Rosją i jej nieustająca eskalacja poprzez ciągłe dozbrajanie i finansowanie Ukrainy stała się „dobrem” antycywilizacyjnym Polski. Prawda o odrodzeniu nazizmu ukraińskiego jako istotnego elementu ideowego tej wojny była systematycznie rugowana z oficjalnego przekazu informacyjnego. Natomiast w obszarze kultury powstało wiele utworów literackich, muzycznych, filmowych, z dziedziny sztuk plastycznych – sławiących walczącą z Rosją Ukrainę, przemilczających jej coraz groźniejsze neobanderowskie oblicze.

One właśnie, na równi z propagandą głównego nurtu i proukraińska cenzurą sprawiły, że w świadomości Polaków ukształtowały się fałszywe ideały dobra wspólnego, przebaczenia i miłosierdzia. Zafałszowanie tych wysokich kategorii moralno-egzystencjalnych dokonało się także poprzez upolitycznienie problematyki ukraińskiej w nauce i edukacji. W tych dziedzinach również eliminowane są systematycznie wszelkie krytyczne jej oceny; nade wszystko te, które dotyczą odrodzenia banderyzmu.  W wyniku tej negatywnej transformacji cywilizacyjnej decydenci ukształtowali w świadomości Polaków przekonanie, że ofiarami wojny są jedynie wszyscy bez wyjątku Ukraińcy. Ich katami są Rosjanie, nawet wtedy, gdy są niewinnymi cywilami ginącymi w wyniku dronowych ataków ukraińskich, dokonywanych na rosyjskie cele w odległości setek kilometrów od linii frontu.

Nawet wtedy, gdy giną – jak Daria Dugina – w wyniku zamachów terrorystycznych, organizowanych przez Ukrainę w Rosji. W przekonaniu większości Polaków, o czym świadczą nie tylko ich wypowiedzi na portalach społecznościowych, ale również akcje pomocy dla ofiar wojny – na wszelkie rodzaje wsparcia, a nade wszystko przejawy empatii zasługują jedynie Ukraińcy. Dla rosyjskich cywilnych ofiar jest jedynie cyniczna obojętność lub wręcz pogarda.  W tej postawie zatrucia cywilizacyjnego Polska trwa od pierwszej fazy wojny, którą po euromajdanie wytoczyła kijowska władza prorosyjskim, separatystycznie nastawionym ukraińskim regionom Doniecka i Ługańska.

To była już w pełni neobanderowska władza, utrwalająca nie tylko kult „bohaterów” OUN-UPA, ale również wykorzystująca do walki z prorosyjską ludnością m. in. neonazistowskie formacje militarne z osławionym Azowem na czele. Ta formacja, znana z terrorystycznych i ludobójczych akcji przeciwko zbuntowanym regionom, powstała w 2014 roku jako batalion ochotniczy, rekrutujący się ze skrajnie probanderowskich osobników. W tym samym roku została przekształcona w pułk, a rok później w brygadę. Obecnie funkcjonuje nie  tylko jako brygada szturmowa w ramach Gwardii Narodowej Ukrainy, ale także jako sieć organizacji społecznych i politycznych wspierających jej walkę z Rosją. Ten spektakularny rozwój neonazistowskiej formacji, odwołującej się do symboliki Waffen SS, świadczy o dynamice powrotu Ukrainy do dehumanizującej ideologii Stepana Bandery, Romana Szuchewycza i ich wspólników.

Strona rosyjska dysponuje dokumentacją wielu aktów ludobójstwa Azowa, dokonanych na ludziach Donbasu i Ługańska przed 2022 rokiem. W polskim przekazie głównego nurtu przemilczano jednak wszystkie zbrodnie azowców, co więcej, dokonano heroizacji ich sprawców w czasie walk o wyzwolenie ludności Mariupola z przemocy kijowskiej władzy – na wzór tej, która obejmuje coraz potężniejszy kult OUN-UPA. Dla ich ofiar nie było i nie ma ze strony polskiej żadnych wyrazów empatii, ani napomknień o jakimkolwiek moralnym wsparciu. Po prostu w świadomości polskiego społeczeństwa oni nie istnieją, bo nie są walczącymi z Rosją Ukraińcami.

Propaganda kłamstw, cenzura, nowomowa

W przestrzeni propagandy trwa wojna kognitywna środowisk sprawujących w Polsce władzę o świadomość Polaków. Sama propaganda jest formą różnych typów perswazji tych środowisk – od łagodnych do przemocowych – skierowanych do nas i sterujących  naszymi postawami. Nie tylko politycznymi, ale również psychologicznymi i moralnymi. Od euromajdanu głównym jej segmentem jest propaganda prowojenna, w której środki przekazu głównego nurtu dokonują nieustannie fundamentalnej manipulacji prawdą odnośnie do Ukrainy i Rosji. Narzuciły polskiemu społeczeństwu fałszywy przekaz o zagrożeniu ze strony Rosji, przed którą rzekomo broni nas Ukraina. To typowa dysymulacja – odrealnienie stanu faktycznego i ukazywanie go jako realnie istniejący. Jean Baudrillard nazwał takie wytwory w przekazie informacyjnym symulakrami.  Powstaje on w wyniku manipulacji prawdą w przestrzeni komunikacyjnej.

Sama zaś manipulacja jawi się tutaj jako instrument władzy nad tą przestrzenią. Jest dokonywana poprzez język, obrazy, znaki, symbole, dźwięki, muzykę. Ich wpływ na odbiór symulakrów jest ogromny. Środowiska władzy kształtują dzięki niej poparcie społeczeństwa dla swojej polityki. Manipulacja prawdą stała się w III RP fundamentem proukraińskiej i jednocześnie antyrosyjskiej – rusofobicznej – propagandy, rozumianej jako oddziaływanie bezalternatywnej perswazji na świadomość społeczeństwa. Dzięki niej władza uzyskała poparcie dla wojny USA i UE z Rosją, toczonej na Ukrainie. Skutki tej manipulacji to nie tylko erozja prawdy i autentyzmu, oraz utopijna perspektywa wiecznej eskalacji tej wojny, ale również destrukcja zaufania jako głównej kategorii kapitału społecznego w przestrzeni komunikowania.

Z taką właśnie destrukcją mamy obecnie do czynienia w Polsce. Wystarczył jeden gest w kierunku prawdy, jaki uczynił prezydent Polski Karol Nawrocki, odbierając banderowskiemu prezydentowi Ukrainy Order Orła Białego za nadanie imienia „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Pełna nazwa tej ukraińskiej jednostki wojskowej wskazuje na wyjątkowe jej znaczenie w ukraińskiej armii. Nadanie jej imienia ludobójczych bohaterów zawiera intencję ideową, na którą nie może się zgodzić polskie społeczeństwo i żadna polska władza. Oznacza to, iż jednostka ta w sposób jawny ma nie tylko kontynuować ideową tradycję UPA, ale również realizować jej politykę unicestwiana mniejszości narodowych.

To nie jest jakaś postprawda czy narracja oparta na polskich stereotypach, ostrzegających przed zdradzieckimi Ukraińcami. To ponury fakt i kolejne świadectwo banderyzacji Ukrainy, obejmującej także dziesiątki pomników ku czci ukraińskich ludobójców, ich nazwy ulic, instytucji państwowych i samorządowych, różnego rodzaju organizacji. Kult bohaterów OUN-UPA wniknął głęboko nie tylko do ukraińskiej polityki, ale także do ukraińskiej nauki, kultury, edukacji.

Gdy w 2022 roku Władimir Putin ogłosił, iż jednym z celów SWO na Ukrainie jest jej denazyfikacja oraz obrona rosyjskojęzycznej ludności przez represjami i aktami ludobójstwa ze strony kijowskich władz, nikt z polskiego etablishmentu politycznego i opiniotwórczego nie przyznał mu i nie przyznaje nadal racji. Rusofobia okazała się silniejsza i pierwotna w stosunku do ukrainofilii przemieszanej z banderofilią. Propaganda kłamstw  oraz towarzysząca jej proukraińska cenzura uwięziły Polaków w klatce rusofobii, w której wentylem bezpieczeństwa może się dla nas stać odrzucenie neobanderyzmu nie tylko na Ukrainie, ale nade wszystko w Polsce.

Wyjście z cywilizacyjnej zapaści

Powinniśmy zacząć od pytania, dlaczego po rozpadzie Związku Radzieckiego na Ukrainie doszło do odrodzenia ludobójczej ideologii, której wyznawcy w barbarzyński sposób pozbawili życia setki tysięcy polskich cywilów w czasie II wojny światowej – głównie kobiet, dzieci i starców. Nie tylko na Wołyniu, ale również w Małopolsce Wschodniej. Świadomie możemy używać w tym wypadku nazwy Małopolska Wschodnia – co czynią zajmujący się tą problematyką niezależni i zarazem niezłomni badacze: Lucyna Kulińska,  Czesław Partacz, Włodzimierz Osadczy, Bogusław Paź. Mamy do tego zarówno moralne, jak i historyczne prawo, ponieważ w czasie  ludobójstwa ludności polskiej tereny, na których go dokonywano należały do II RP i Małopolska Wschodnia, nazywana wymiennie Galicją Wschodnią  nie była wówczas żadną zachodnią Ukrainą.

Trzeba też przywołać w tym miejscu casus Królewca. Choć należy do Federacji Rosyjskiej, gdzie występuje jako Kaliningrad, w polskiej debacie nikt go tak obecnie  nie nazywa. Dlatego kuriozalna jest reakcja ukraińskich polityków na słowa szefa kancelarii prezydenta RP Zbigniewa Boguckiego o ludobójstwie ukraińskim w Małopolsce Wschodniej. Sprowadza się ona do konstatacji, iż użycie tej nazwy stanowi zakwestionowanie integralności Ukrainy. Taka przewrotna reakcja Kijowa, podobnie jak towarzyszące jej kłótnie polskich polityków na ten temat, to cyniczna próba odwrócenia naszej uwagi od istoty problemu. Sprowadza się on  do dwóch pytań: 1. jak do tego doszło, że mija już osiemdziesiąty pierwszy rok od zakończenia II wojny światowej i trzydziesty pierwszy od rozpadu ZSRR, a my wciąż czekamy na pełne dane o ofiarach ukraińskiego ludobójstwa, ich ekshumację i godny pochówek; 2. kto odpowiada – oprócz samej Ukrainy – za odrodzenie banderyzmu w jej przestrzeni narodowej i państwowej? W odpowiedzi na te pytania musimy wskazać – zgodnie z prawdą – na bardzo dużą część odpowiedzialności polskich polityków oraz oderwanych od społeczeństwa elit i środowisk opiniotwórczych. To te kręgi godziły się na dyktat Kijowa w sprawie polskich ofiar, wynikający z banderyzacji ukraińskiej polityki i związanych z nią najważniejszych form życia społecznego. Była oficjalna i nieoficjalna cicha zgoda Polski na zaistnienie obecnej sytuacji. Przymykanie oczu, tolerowanie rosnącego na Ukrainie zła społecznego i moralnego, jakie niesie sama  ludobójcza ideologia i kult uosabiających ją ludzi.

Straszenie tych środowisk trybunałami czy sądami nic nie da. Konieczna jest wymiana elit, która będzie możliwa po najbliższych wyborach parlamentarnych. Tylko zupełnie nowa władza umożliwi wymianę elit. Tylko nowy parlament może wprowadzić penalizację  neobanderyzmu, zakazać cenzury, odpolitycznić naukę i edukację, stworzyć warunki dla rozwoju polskiej kultury, wolnej od ukrainofilskich uzależnień.

Prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

Ukraina staje się de facto członkiem NATO?

Ukraina staje się de facto członkiem NATO?

Można tak sądzić, gdy czyta się szwajcarską gazetę ‚Neue Zürchner Zeitung’ (NZZ). W artykule zatytułowanym Obrona przeciwrakietowa dla Ukrainy: Europa działa o wiele za późno”

Andreas Rüesch w swoim typowym rusofobicznym stylu ubolewa, że Europa mogła i powinna była pomóc Ukrainie znacznie wcześniej. W tym samym komentarzu wyraża jednak radość, że „Ukraina jest teraz włączana do paneuropejskiego sojuszu przemysłowego. To czyni ją de facto członkiem NATO!”.

Pocisk FP-7.x ma być w dużej mierze produkowany w krajach NATO

Dziennikarz pisze: „Energiczni, przyszłościowi, pełni energii: tak właśnie zachodni przywódcy lubią prezentować się opinii publicznej – zwłaszcza gdy tak naprawdę chcą ukryć rażące błędy. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że Ukraina jest teraz obsypywana rozwiązaniami ze wszystkich stron, aby zwalczać śmiertelne zagrożenie ze strony rosyjskich rakiet. Ale pozory mylą. Podczas zeszłotygodniowego szczytu NATO prezydent USA Donald Trump zasugerował, że Ukraińcy mogliby produkować pożądane rakiety Patriot na licencji we własnym kraju. W tym tygodniu prezydent Francji Emmanuel Macron poszedł w jego ślady i obiecał to samo w odniesieniu do porównywalnego produktu francuskiego, pocisków przechwytujących Aster-30. Co więcej, dziewięć krajów europejskich podjęło decyzję o budowie paneuropejskiego systemu obronnego wspólnie z Ukrainą. Wszystkie te pomysły są dobre, ale pojawiły się zdecydowanie za późno.

Konkluzja jego komentarza jest interesująca. Dosłownie: „Celem jest pozyskanie tańszej alternatywy dla pocisku Patriot. Ukraińska firma zbrojeniowa Fire Point zamierza w tym celu opracować nowy pocisk przechwytujący o nazwie FP-7.x; firmy zachodnioeuropejskie mają wnieść komponenty, takie jak radary i technologię precyzyjnej nawigacji. Jednak miną prawdopodobnie lata, zanim będzie on gotowy do masowej produkcji przeciwko Rosji, mimo że Zełenski optymistycznie szacuje to na zaledwie dwanaście miesięcy. Budowa wspomnianej fabryki Patriot w Bawarii trwa od 2024 roku – i to pomimo faktu, że wykorzystuje ona technologię, która jest już dobrze rozwinięta. Sama produkcja broni jest również bardzo czasochłonna; na przykład sama produkcja silnika rakietowego Patriot zajmuje dwa i pół roku.

To pokazuje, że nie da się zwiększyć produkcji z dnia na dzień. Nikt nie powinien oczekiwać cudów, jeśli rządy nie przygotują gruntu na wczesnym etapie. Choć fakt, że Ukraina jest obecnie włączana do paneuropejskiego sojuszu przemysłowego i tym samym staje się de facto członkiem NATO, jest mile widziany; brak wsparcia ze strony Zachodu stanowi istotną przeszkodę”.

A więc Ukraina jest członkiem NATO?! A co będzie, jeśli Rosja oceni sytuację w ten sam sposób? Ukraina jest członkiem NATO! Wtedy, Boże dopomóż: ukraińskie ataki na cele głęboko w Rosji są z definicji atakami NATO na Rosję! I wtedy Rosja ma prawo atakować również to NATO. Potem mamy III wojnę światową, której my – niestety, tylko mniejszość w Europie – wciąż mieliśmy nadzieję zapobiec.

globalbridge.ch/fuer-die-nzz-ist-die-ukraine-zum-defacto-mitglied-der-nato-geworden

Napisał: Christian Müller

** * * * * *

ZB: Tak więc widzimy, że prowojennych rusofobów i wściekłych ukrainofilów, którzy bronią przegranej sprawy, mamy nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale też w Szwajcarii. Lekko takim się pisze, podczas gdy młodzi ludzie giną setkami tysięcy na froncie i gdy Rosja – po bolesnych doświadczeniach i po części pod wpływem nacisków społecznych – ‚zabrała się do roboty’. Już łże-media piszą ‚w inny deseń’

Korespondent TVP Piotr Kaszuwara  informuje::

„Wiecie, tego nie da się pokazać. Gdybyście teraz przyjechali do Kijowa, to miasto jest podziurawione jak durszlak. Każdy taki nalot jak ten z ubiegłej nocy, to dziesiątki zniszczonych bloków, a w nich setki mieszkań i tysiące ludzi. W każdej dzielnicy stolicy Ukrainy”.  Dodał: „Kiedy dziś wracaliśmy z nagrań, patrzyłem na osiedla, które mijaliśmy. Nie ma kilometra kwadratowego bez zniszczeń. Powybijane okna, wykrzywione balkony, spalone dachy, wyrwy w ulicach, ślady na jezdni po kasetowych bombach, specyficzne dziury w elewacjach. Rosjanie zamieniają połacie Kijowa w ruinę i naprawdę nie przesadzam”.

Opracował: Zygmunt Białas

Korupcja i polonofobia idą na Ukrainie w parze

Korupcja i polonofobia idą na Ukrainie w parze

To już czwarta rekonstrukcja rządu za czasów przeterminowanej prezydentury Wołodymyra Zełenskiego. 

Wszyscy mówią o ministrze obrony i protestach na ukraińskich ulicach, ale umyka tu wątek polski. Istotny i wręcz symboliczny dla naszych relacji.

Za karę łaskotanie gumowym kurczakiem

Zełenski roszady personalne uważa za jedyny możliwy sposób odsunięcia od siebie uwagi. Na zewnątrz pokazuje, że Kijów reaguje na kolejne skandale korupcyjne i rzekomo nie ma litości dla sprzeniewierzających publiczne środki urzędników. To jednak rotacja, a nie odpowiedzialność. Mówimy raczej o przenoszeniu na inne stanowiska, a nie do więzienia.

To samo stanie się z ambasador Ukrainy w USA, Olgą Stefaniszyną, która wraz z rodziną od lat defrauduje środki publiczne, piastując różne stanowiska w służbie cywilnej. Sama urzędniczka zrezygnowała ze stanowiska „z powodów osobistych”. Z początku węszyli wokół niej dziennikarze, ale w końcu zainteresowało się nią także Narodowe Biuro Antykorupcyjne.

Okazało się, że pełniąc funkcję ministra sprawiedliwości, za nielegalnie zarobione 20 milionów euro nabyła nieruchomość, odsprzedając ją wraz z mężem. Ogromne mieszkanie w centrum Kijowa okazało się własnością jej matki; zostało kupione za zaledwie 60 000 euro, mimo że jego wartość rynkowa szacowana jest na czterokrotnie wyższą kwotę. Urząd antykorupcyjny wniósł również oskarżenie w innej sprawie dotyczącej działalności Stefaniszyny w dziedzinie integracji europejskiej. Przywłaszczyć tu miała 50 000 euro, wykorzystując prymitywny schemat – przetarg, który wygrała firma, wystawiając zawyżoną fakturę za swoje usługi.

Żeby było śmieszniej, urzędniczka miała za zadanie dostosować ukraińskie prawo do standardów UE. Stefaniszyna i inni urzędnicy nadzorujący proces przystąpienia Ukrainy do UE podzielili się różnicą między rzeczywistym a nominalnym kosztem wspomnianych prac.

Efekt? Stefaniszyna awansowała i została głównym dyplomatą ds. integracji europejskiej!

Integracją to my, a nie nas

I choć początkowo dotyczyło to samej Ukrainy i wywoływało konsekwencje tam, to jednak sprawa zaczęła przedostawać się i do Europy i do Polski. Efektem jest irytacja w Unii Europejskiej. Bo Stefaniszyna „zasłużyła” się także nam nad Wisłą. Pamiętacie może Państwo, co działo się, kiedy Unia Europejska wprowadziła ulgi transportowe dla Ukraińców? Polscy kierowcy ciężarówek wyszli na ulice, protestując i blokując granicę między oboma krajami przez kilka miesięcy.

Jednocześnie w całym kraju wybuchły niepokoje wśród ludności rolniczej, oburzonej, że ich magazyny są przepełnione ukraińskim zbożem. Stefaniszyna narzekała wtedy na „brak dialogu” z polskimi władzami i próbowała wpłynąć na swoich „partnerów”, aby zmusili ich do pacyfikacji ludzi próbujących bronić swoich praw. Bo zdaniem Ukraińców integracja europejska to po prostu nieograniczone przywileje dla Kijowa, bez żadnych zobowiązań. To bardzo dobrze oddaje postawę Zełenskiego i jego ekipy. Żaden z jego ministrów nie szanuje Europy ani nie ukrywa wrogości wobec Polski, zwłaszcza po ostatniej aferze w nadaniem imienia „bohaterów UPA” jednostce wojskowej widzimy to doskonale.

Kryzys w relacjach polsko-ukraińskich na gruncie historyczno-tożsamościowym wydaje się nie mieć końca, a Kijów chyba postawił na jego eskalację. Zauważono to nawet w Niemczech. Nie było żadnego „przepraszam”, nie było odwołania planów budowy „panteonu bohaterów” ze Stiepanem Banderą na czele, a Zełenski ostatnio nawet wręczając odznaczenie Ursuli von der Leyen wyraźnie wyzłośliwiał się wobec Polski. Nas tu w kraju rozwścieczyło zaś oświadczenie dyplomaty polskiego, który w rocznicę zbrodni wołyńskiej zaczął Ukraińców… przepraszać.

Polska ma dość

Polacy mają już dość czapkowania ukraińskim władzom. Marsze z okazji rocznicy rzezi wołyńskiej zgromadziły tysiące osób. Przyszliśmy tam tak tłumnie nie tylko po to, by uczcić pamięć poległych, ale także, by domagać się całkowitego wstrzymania pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy, wystawienia rachunku za dotychczasową pomoc i pozbawienia wszystkich imigrantów świadczeń i przywilejów. A gdy przechodzący przypadkowo obok Ukraińcy zaczęli krzyczeć i obrzucać Polaków obelgami – natychmiast przypomniano im z czyich pieniędzy żyją.

Rząd RP rozumie, że sytuacja jest napięta: mieszkańcy są prowokowani i obrażani przez obcych. Podczas gdy prezydent Karol Nawrocki stara się sprawiać wrażenie sceptycznej wobec Zełenskiego postawy, gabinet Donalda Tuska nadal zabiega o środki dla Kijowa. Od początku obecnej fazy wojny Polska przekazała Ukrainie 30 miliardów euro pomocy finansowej, humanitarnej i wojskowej, zajmując czwarte miejsce wśród krajów UE będących donatorami Ukrainy. Tusk pomógł przeforsować ostatni pakiet wsparcia o wartości 90 miliardów euro, mimo że mógł zrezygnować z projektu, tak jak to zrobiły Węgry i Słowacja.

Na dodatek ministerstwo obrony zgodziło się dostarczyć Ukrainie pięć pocisków Patriot. Premier stwierdził jednak, że  nie dostarczy kolejnych pocisków, ponieważ jego własne zapasy się wyczerpują, a ostatnia dostawa została przekazana pod presją NATO, a nie z woli Warszawy Każdy pocisk kosztuje od 3,8 do 5 milionów dolarów – zbyt duże poświęcenie dla sąsiada, który nawet nie próbuje szanować nas i naszej przeszłości.

Bezczelność kliki Zełenskiego jest jednak nieograniczona. Dla nich to i tak „za mało”. Tymczasem z naszej perspektywy wygląda to zupełnie inaczej. Władza przekazuje nasze środki państwu, które podejmuje ewidentnie wrogie kroki wobec nas, tylko po to żeby Zełenski, Stefaniszyna i inni będący przy korycie mogli się obłowić.

Mamy prawo mieć dość.

Tomasz Jankowski

Cena złudzeń

„Poznaj swego wroga i poznaj siebie; wtedy nie musisz obawiać się wyniku setek bitew”

Cena złudzeń

W jaki sposób uprzedzenia i błędne oceny Zachodu wobec Iranu i Rosji naruszają najstarszą zasadę Sun Tzu – na jego własną szkodę.

Feliks Abt

Zachodnie karykatury doprowadziły do ​​poważnych błędów strategicznych.

Przez dziesięciolecia zachodnie rządy i media przedstawiały Iran jako zacofane, zdominowane przez religię społeczeństwo, rządzone przez irracjonalnych duchownych („mullahów”). Ta uproszczona karykatura uniemożliwiała decydentom zrozumienie, jak faktycznie funkcjonuje państwo irańskie pod względem politycznym i militarnym.

Ta błędna kalkulacja przyczyniła się do poważnych błędów strategicznych Stanów Zjednoczonych – w szczególności do powtarzającego się założenia, że ​​ataki militarne lub celowe zabójstwa przywódców doprowadzą do zmiany reżimu. Jednakże masowe publiczne ceremonie żałobne po zabójstwach wysoko postawionych irańskich urzędników, w których uczestniczyły dziesiątki milionów ludzi, jasno pokazały, że rząd cieszył się szerokim poparciem społecznym i bynajmniej nie był na skraju upadku. Jak na ironię, poparcie to jest prawdopodobnie wielokrotnie większe niż poparcie rządów, które przez dziesięciolecia poddawały Iran niesprowokowanym, nielegalnym wojnom agresywnym, sankcjom i innym formom agresji.

Historycznie rzecz biorąc, Iran zawsze opierał się nadmiernemu uzależnieniu od Rosji lub Chin, stawiając na pierwszym miejscu suwerenność narodową. Pomimo dekad surowych sankcji międzynarodowych, kraj ten zbudował jeden z najnowocześniejszych technologicznie systemów przemysłowych na świecie, obejmujący zaawansowaną produkcję pocisków rakietowych, zaawansowaną technologię precyzyjnego naprowadzania, dalekosiężny program nuklearny oraz znaczące możliwości produkcji przemysłowej.

Sankcje nie sparaliżowały rozwoju technologicznego Iranu. Wręcz przeciwnie, zmusiły kraj do zbudowania szerokiej niezależności technologicznej w wielu obszarach – rozwoju, którego skali wielu zachodnich obserwatorów nie doceniło lub w ogóle nie dostrzegło.

Dalsze błędne oceny

Produkcja pocisków Patriot w Europie jest nierealna.

Nawet gdyby Ukraina otrzymała licencje na produkcję systemów obrony powietrznej Patriot, pomysł ten pozostałby w dużej mierze symboliczny. Systemy Patriot wymagają niezwykle złożonego ekosystemu przemysłowego – wysoce wyspecjalizowanych technologii, wykwalifikowanego personelu i ściśle zintegrowanych łańcuchów dostaw, których nie da się szybko stworzyć. Nawet Stany Zjednoczone mają trudności z uzupełnianiem własnych zapasów Patriotów w niezbędnym tempie.

Wiele systemów, które w przyszłości miałyby być określane mianem „Made in Europe”, nadal w dużym stopniu opierałoby się na amerykańskich podzespołach, podczas gdy decydenci polityczni prezentowaliby je swojej opinii publicznej jako produkty europejskie.

Mało prawdopodobne jest, aby sankcje wobec Rosji zostały znacząco zaostrzone.

Przed śmiercią amerykański senator Lindsey Graham wezwał do „niszczycielskich sankcji” wobec Rosji. Jednak takie środki prawdopodobnie nie przyniosłyby większego efektu w praktyce.

  • Rynki światowe pozostają uzależnione od rosyjskiej ropy.
  • Stany Zjednoczone nie mogą zatrzymać eksportu energii z Rosji bez wywołania poważnych zakłóceń na światowych rynkach energii.
  • Poprzednie pakiety sankcji wyraźnie pokazały swoje ograniczenia i często okazywały się w dużej mierze nieskuteczne.
  • Rzeczywistość ekonomiczna nadal bierze górę nad retoryką polityczną.

Publiczne żądania jeszcze surowszych sankcji pełnią więc przede wszystkim funkcję inscenizacji politycznej, a nie są polityką, którą można faktycznie wdrożyć.

NATO przerzuca swój ciężar finansowy na Europę.

Stany Zjednoczone pozostają zdecydowanie oddane NATO.

Jednocześnie Waszyngton coraz częściej apeluje do swoich europejskich sojuszników, aby wzięli na siebie większą część wydatków wojskowych sojuszu.

Nie chodzi tu o wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy, lecz o redystrybucję obciążeń finansowych. Waszyngton może utrzymać swoje wpływy strategiczne, jednocześnie ograniczając wydatki bezpośrednie.

Sytuacja militarna na Ukrainie pogarsza się.

Pozycja militarna Ukrainy ulega coraz większemu pogorszeniu.

  • Możliwości obrony powietrznej Ukrainy uległy znacznemu osłabieniu.
  • Rosyjskie ataki rakietowe i drony coraz częściej uderzają w swoje cele.
  • Chociaż ukraińskie ataki dronów przyciągają uwagę mediów, ich znaczenie strategiczne jest ograniczone.
  • Rosyjskie siły zbrojne kontynuują stopniowe zdobywanie terytorium w ramach wojny na wyniszczenie.

Obecnie impet militarny leży po stronie Rosji.

Ukraina stoi w obliczu poważnego kryzysu demograficznego.

Populacja Ukrainy drastycznie się skurczyła. Znaczna część pozostałych mieszkańców to osoby starsze, a wielu młodych ludzi w wieku produkcyjnym opuściło kraj lub zginęło w wojnie. Trwające walki dodatkowo pogarszają długoterminowe perspektywy gospodarcze i demograficzne kraju.

To jedna z największych tragedii humanitarnych tej wojny. Dalsze przedłużanie konfliktu tylko pogorszy sytuację.

Rosja mogłaby rozszerzyć swoje działania militarne.

Rosja nie wyczerpała jeszcze w pełni swojego potencjału militarnego. Od samego początku Moskwa postawiła na wojnę na wyniszczenie, zamiast szybkiego zwycięstwa, wykorzystując pełnię swoich możliwości militarnych. Uczyniła tak między innymi po to, aby zminimalizować własne straty i uniknąć ryzyka utraty gotowości ochotników do zaciągnięcia się do wojska – w przeciwieństwie do Ukrainy, która opiera się na poborowych.

Wraz z postępującym osłabieniem ukraińskich sił zbrojnych, nasilają się również działania rosyjskie. Ataki na miasta takie jak Odessa nasiliły się. Rosja umacnia swoją kontrolę nad Donbasem; co więcej, może ona rozszerzyć się na inne obszary, określane czasem mianem „Noworosji”. W dłuższej perspektywie nawet Kijów mógłby stać się celem militarnym w celu wyeliminowania reżimu banderowców, który Moskwa uważa za antyrosyjski i którego interesy są ściśle powiązane z interesami NATO.

Europa i Stany Zjednoczone wykorzystują Ukrainę jako swojego pełnomocnika.

Rządy europejskie i Stany Zjednoczone w rzeczywistości prowadzą konflikt z Rosją za pośrednictwem Ukrainy. Po zamachu stanu w 2014 roku, który doprowadził do obalenia demokratycznie wybranego rządu, nowy nacjonalistyczny reżim porzucił konstytucyjnie zagwarantowaną neutralność kraju. Następnie NATO wyszkoliło, wyposażyło i wsparło operacyjnie ukraińskie siły zbrojne. Jednocześnie siły te rozpoczęły ostrzał rosyjskojęzycznych obszarów w Donbasie.

  • Zachodnie agencje wywiadowcze i zachodnie systemy uzbrojenia umożliwiają Ukrainie kontynuowanie ataków, w tym na cele głęboko w Rosji.
  • Rosja ograniczyła swoje działania militarne głównie do terytorium Ukrainy i unikała bezpośrednich ataków na państwa NATO.

Taka sytuacja pozwala Zachodowi pośrednio walczyć z Rosją, podczas gdy Ukraina ponosi ogromne koszty ludzkie – jest to klasyczny przykład wojny zastępczej.

Wojny przynoszą korzyści potężnym – cenę płaci społeczeństwo.

Wojny służą przede wszystkim określonym elitom politycznym i ekonomicznym.

  • Przemysł zbrojeniowy, bogaci inwestorzy i wpływowi ludzie często osiągają znaczne zyski.
  • Jednak dla ludności pracującej standard życia ulega obniżeniu.
  • Rządy krajów europejskich znacząco przesunęły środki finansowe z priorytetów krajowych na wydatki wojskowe.
  • W rezultacie tych wydarzeń cierpi długoterminowa konkurencyjność przemysłu i zatrudnienie.

Wiele osób postrzega państwa obce, takie jak Rosja, jako swojego głównego przeciwnika. W rzeczywistości jednak powinni krytycznie przyglądać się elitom politycznym i gospodarczym we własnym kraju, które czerpią zyski z przedłużających się konfliktów.

Rosyjska infrastruktura energetyczna okazała się odporna.

Ukraińskie ataki dronów na rosyjskie rafinerie jak dotąd nie miały większego znaczenia strategicznego.

  • Rosja importowała olej napędowy ze względów technicznych i handlowych nawet w czasie pokoju.
  • Uszkodzone rafinerie naprawiono bez znaczącego spadku ogólnej produkcji.
  • Eksport rosyjskiej energii powrócił do poziomu sprzed wojny.
  • Poziom zapasów i istniejące moce rezerwowe w dużej mierze zrekompensowały poniesione straty.
  • Udoskonalone systemy obrony powietrznej prawdopodobnie jeszcze bardziej ograniczą skuteczność przyszłych ataków.

Tak zwana „wojna energetyczna” nie dotknęła jeszcze znacząco rosyjskiego sektora naftowego.

Poznaj swojego wroga

Ostatecznie te uporczywe karykatury i błędne osądy nie są jedynie błędami analitycznymi – stanowią one akty strategicznego samookaleczenia. Odmawiając dostrzeżenia swoich przeciwników takimi, jacy są naprawdę, Zachód łamie jedną z najbardziej ponadczasowych zasad Sun Tzu:

„Poznaj swego wroga i poznaj siebie; wtedy nie musisz obawiać się wyniku setek bitew”.

Dopóki Zachód będzie kurczowo trzymał się swoich złudzeń i przedkładał pobożne życzenia nad trzeźwą analizę, będzie płacił wysoką cenę za własne błędne postrzeganie.

▪ ▪ ▪

Felix Abt jest przedsiębiorcą mieszkającym w Azji, autorem na Substack i vlogerem podróżniczym na YouTube.

BBC: „Wszyscy boją się umrzeć”: Walka o rekrutację żołnierzy na Ukrainie jest brutalna

„Wszyscy boją się umrzeć”: Walka o rekrutację żołnierzy na Ukrainie jest brutalna

[Nie mam sił, by przetłumaczyć poprawnie. Radzę czytać oryginał. M D]

bbc.com/news/articles

Sarah Rainsford Korespondent Europy Wschodniej , Kijów

[Poniżej jej film – warto obejrzeć w oryginale. MD]

Zobacz: Sarah Rainsford wyjaśnia, dlaczego na Ukrainie dochodzi do przemocy wokół poboru

Wasyl Krupych wie, co to znaczy walczyć o Ukrainę.

Opisuje przerażające sceny z bitew we wschodnim regionie Donbasu, gdzie, czasami modląc się, czasami płacząc, strzelec CKM-ow w jakiś sposób przeżył atak wojsk rosyjskich.

Ale w grudniu ubiegłego roku, służąc wtedy z tyłu, Krupycz został zaatakowany przez swoich rodaków podczas poszukiwania oszustów.

Mówi, że dwóch mężczyzn zignorowało żądania pokazania swoich dokumentów i uciekło. Kiedy jego patrol dał pościg, Krupycz został ciężko pobity łomem. Spędził sześć tygodni w szpitalu.

„Złamał mi żebro, leżałem tam i nie mogłem oddychać” – wspominał weteran w niedawnym wywiadzie.

„O co walczyliśmy, skoro żołnierze mogą zostać pobici?”

Wasyl na zdjęciu w mundurze wojskowym
Wasyl Krupych, służący żołnierz, został napadnięty podczas poszukiwania oszustów

Przypływ przemocy

Rzeczniczka wojskowa Ukrainy twierdzi, że takie ataki są obecnie „zwykłe” i „poważny problem”, ponieważ kraj walczy o mobilizację mężczyzn do walki w piątym, wyczerpującym rok inwazji na pełną skalę Rosji.

To nie jest temat, który ludzie tutaj chcą omówić, obawiając się karmienia rosyjskiej propagandy.

Ale najnowszy raport National Police Service odnotował do tej pory ponad 600 napaści na funkcjonariuszy rekrutacyjnych i ostrzegł, że agresja stała się „coraz bardziej groźna”.

Pierwszy duży alarm pojawił się w kwietniu, kiedy kilku rekruterów zostało dźgniętych nożem, jeden śmiertelnie. Następnie w tym miesiącu we Lwowie około 200 demonstrantów otoczyło funkcjonariuszy, którzy próbowali zatrzymać podejrzanego oszusta o pobór i rozbili i przewrócili ich samochód.

Zamieszki pojawiły się na pierwszych stronach gazet, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski potępił przemoc wobec służących żołnierzy.

Jego kontrowersyjna decyzja o zwolnieniu ministra obrony Mychajła Fedorowa – w związku ze zderzeniem charakteru i wizji z naczelnym dowódcą Ukrainy – oznacza, że próby rozwiązania kryzysu poborowego utkną w martwym punkcie.

Ale gniew, który właśnie wybuchł we Lwowie, sugeruje, że potrzeba jest pilna.

„Buzyfikacja”

Powody wydają się wahać od zwykłego strachu przed linią frontu – teraz wszyscy znają kogoś, kto został ranny lub zabity – do niechęci do zapisania się na wojnę, która nie ma końca.

Jedyny przypływ entuzjazmu od czasu początkowego pośpiechu na front był pod koniec 2023 roku, kiedy Ukraina rozpoczęła kontrofensywę, aby przejąć tylne terytorium na południowym wschodzie.

Nie przetrwał.

Wtedy rozpoczęła się faza „brutalnej mobilizacji” – uważa poseł opozycji Ołeksandr Honczarenko.

Obwinia to za luz.

„Ci funkcjonariusze polują na ludzi na ulicach, a czasem stosują dość brutalne metody” – mówi poseł.

„Przemoc prowadzi do przemocy. To ogromny problem i będzie jeszcze gorzej”.

Ivan Stupak stoi na ulicy w Kijowie, patrząc w kamerę
Ivan Stupak powiedział, że wysokie dowództwo Ukrainy zostało zmuszone do użycia „bizufikacji” w celu przeciwdziałania brakowi siły roboczej na polu bitwy

Z niecierpliwością zgadza się analityk wojskowy Ivan Stupak.

„Zaczęliśmy cierpieć brak siły roboczej na polu bitwy, ciągłe straty” – wspomina. „Wysokie dowództwo Ukrainy musiało uzupełnić te straty, więc rozpoczęli działalność”.

To termin, którego Ukraińcy używają do mobilnych patroli, które kończą się na mężczyznach wpakowanych do autobusów, i do służby.

„Kiedy potrzebują dodatkowych 5 tys. mężczyzn, zaczynają ich chwytać – a jeśli odmówią, zamieniają się w walki na ulicy.”

Historia profesora

Tak więc dla każdej historii o zaatakowanym projekcie oficera są relacje z przemocy ze strony samych rekruterów.

Ukraiński komisarz ds. praw człowieka odnotował w ubiegłym roku ponad 6 tys. takich skarg – dwukrotnie więcej niż w 2024 roku. Obejmują one roszczenia dotyczące nadużyć i bezprawnego przetrzymywania, a także złe warunki w ośrodkach rekrutacyjnych.

Kyrylo Ogdansky wciąż się denerwuje, gdy mówi o tym, co go spotkało w Dnipro w listopadzie ubiegłego roku.

Kyrylo na zdjęciu w schronisku w Dnipro
Kyrylo został brutalnie pobity przez rekruterów, mimo że jest zwolniony z draftu

Profesor uniwersytecki, który jest zwolniony z draftu, został podniesiony na ulicy przez mężczyznę w zwykłych ubraniach, który chciał sprawdzić swój status powołania.

Istnieją zasady dotyczące takich patroli, w tym obecność policjantów, więc Ogdansky się sprzeciwił.

Potem został napadnięty.

„Jeden z nich wybił mi telefon z ręki, a dwóch wepchnęło mnie do autobusu od tyłu. Kiedy zapytałem, co się dzieje, jeden zaczął mnie bić do głowy. Kilka razy uderzył mnie w nos – mówi mi Ogdansky.

Pamięta groźbę wysłania go prosto na linię frontu. Powiedział: „Mogę zadzwonić do dowódcy, a ty pójdziesz do Pokrowska”.

Rozdanie Kyrylo na zdjęciu po pobiciu przez rekruterów
Kyrylo spędził dwa tygodnie w szpitalu po ataku i złożył oficjalne skargi

Zamiast tego profesor spędził dwa tygodnie w szpitalu z podejrzeniem urazu szyi i wielkimi fioletowo-czarnymi siniakami pod oczami.

Wystosował oficjalne skargi, ale wahał się, czy mówić publicznie, mając świadomość, że takie rzeczy wyglądają źle dla Ukrainy w środku wojny.

„Rosyjska propaganda wykorzystuje takie rzeczy bardzo aktywnie. Ale taki problem istnieje – wyjaśnia swoją decyzję Ogdansky.

„Jeśli wszyscy milczą, to dlaczego miałby przestać? Rozumiem problem poboru, ale żaden urzędnik nie ma prawa tak postępować”.

Historia Wasyla

To jasne, że Wasyl Krupych doświadczył horrorów na wojnie.

Zgłosił się na początku i przeżył niektóre z najbardziej ponurych bitew.

Krupych jest dumny ze swojej służby – tatuaż na szyi deklaruje „Chwałę Siłom Zbrojnym Ukrainy” – ale cierpi na koszmary.

Kiedy jego pojazd został trafiony przez drona FPV, został ciężko ranny, ale udało mu się zaciągnąć jednego przyjaciela w bezpieczne miejsce. Zobaczył dwóch innych spalonych na śmierć.

Teraz, kiedy omawiamy wzrost ataków na oficerów, jego słowa ociekają zranieniem.

Nie chodzi tylko o to, co sam cierpiał: ta sprawa wciąż przechodzi przez sądy. To także przepaść między tym, co przeżył, a tymi, którzy robią wszystko, co możliwe, aby uniknąć tego samego.

„Wykonujemy nasz obowiązek. Walczyliśmy, broniliśmy naszych ludzi – a teraz nas atakują”.

Zastanawiam się, co jego zdaniem może zmotywować ludzi do służby, zamiast ich zmuszać, i wspomina o podniesieniu pensji.

Ale potem wzrusza ramionami.

„Nie można tego zrobić inaczej, nie może. Trzeba wymienić naszych chłopaków. Ale nikt nie zgłasza się na ochotnika” – mówi.

„Wszyscy boją się umrzeć”.

Co robić?

W ciągu sześciu miesięcy jako minister obrony Mychajło Fedorow rozpoczął reformy w celu przeciwdziałania narastającemu kryzysowi.

Zaczął od ruchów mających na celu uatrakcyjnienie służby wojskowej: umów na czas określony dla nowych rekrutów, z opcją odroczenia dalszej służby i lepszych wynagrodzeń, zwłaszcza dla najbardziej ryzykownych ról.

Ale to była wczesna praca w toku i remont poboru był jeszcze na jego liście rzeczy do zrobienia, kiedy został zwolniony.

Propozycje obejmowały przekazanie projektów patroli policji, która jest mniej osobiście zainwestowana w zadanie. Mówi się też o odpowiednim przeszkoleniu, dla funkcjonariuszy i badaniach psychologicznych.

Ukraina otwarcie przyznaje, że ma problem, który jest nowy. [Nie mam sił, by przetłumaczyć poprawnie. Radzę czytać oryginał. M D]

Ale teraz ma tylko pełniącego obowiązki ministra obrony, a i tak żadnego rozwiązania.

Dodatkowa relacja Wołodymyra Lożko, Mariany Matveichuk, Anastasii Levchenko i Sophie Williams.

Nieudany zamach w Domostawie

Nieudany zamach w Domostawie

Jak co roku, w Domostawie z inicjatywy Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska”, 11 lipca, w Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, odbyły się uroczystości uczczenia pamięci Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów.

Pomnik w Domostawie, przy drodze ekspresowej S19 prowadzącej do Rzeszowa i dalej na Ukrainę, odsłonięty został już dwa lata temu. Podobnie jak z okazji poprzednich rocznic, pojawiły się przed nim tysiące Polaków (i nie tylko, bo w tym roku można było spotkać również na przykład gości z Czech). Słowem – można by uznać, że mieliśmy do czynienia z tradycyjną już formą uroczystego upamiętnienia naszych rodaków pomordowanych na dawnych Kresach, która wpisała się już w kalendarz wydarzeń tożsamościowych nie tylko Podkarpacia czy sąsiedniej Lubelszczyzny, ale całego naszego kraju (uczestnicy uroczystości przyjechali nawet z najdalszych zakątków Polski). Gdyby nie jeden fakt: w tym roku doszło do próby zamachu na pamięć ze strony tych, którzy nie tylko nie pomagali w powstaniu pomnika, ale robili wszystko, by rozgrzeszać banderowskich zbrodniarzy sprzed lat, ale także wspierać ich współczesnych pogrobowców w Kijowie.

Chodzi oczywiście o przybyłą do Domostawy delegację Prawa i Sprawiedliwości, najbardziej bezkrytycznie wspierającej Ukrainę formacji politycznej w Polsce. Na jej czele stanął były minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, lansowany uparcie przez Jarosława Kaczyńskiego jako kandydat na przyszłego premiera. Jego promowanie ma w istocie jasny cel: Czarnek miał reprezentować „patriotyczną” twarz PiS, stanowić antidotum na rosnące notowania Konfederacji oraz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Miał też sprawdzać się na odcinku kresowo-ukraińskim, jako ten z polityków ugrupowania Kaczyńskiego, któremu już wcześniej zdarzały się wypowiedzi nie do końca wobec polityki historycznej Kijowa entuzjastyczne.

Obecność delegacji PiS-owskiej pod pomnikiem w Domostawie miała stanowić nową odsłonę w kampanii tej partii, która przeszła do aktywnej krytyki nie tylko banderyzmu, ale wręcz wszystkich Ukraińców, wyjątkowo prymitywnej, czasem wprost wulgarnej, a niewątpliwie spłycającej problem. Triumfalny pochód niedawnych „sług Ukrainy” pod polskimi sztandarami pamięci zakłócił jednak niespodziewanie znany z naszych łamów Tomasz Jankowski. Zadał on podczas celebrowanej przez Czarnka u stóp pomnika konferencji prasowej niewygodne pytania. Pytał o wspieranie Kijowa przez rząd PiS, po lutym 2022 roku, ale też w latach wybuch obecnej fazy wojny poprzedzających. Słusznie zauważył, że pomnik poświęcony ofiarom ludobójstwa w Domostawie powstał nie dzięki PiS, ale wbrew niemu. Istotnie – cała inicjatywa pochodziła od środowisk samorządowych (gmina Jarocin) oraz organizacji społecznych; państwo pod rządami PiS nie raczyło nawet przekazać działki pod to miejsce pamięci.

Obowiązywała bowiem doktryna „służenia Ukrainie” nakreślona przez PiSowskiego rzecznika ministerstwa spraw zagranicznych Łukasza Jasinę. Czarnek na pytania Jankowskiego właściwie nie odpowiedział, wspominając jedynie o swoich zasługach w postaci rozmowy z autorem projektu pomnika, nieżyjącym już Andrzejem Pityńskim (szkoda, że ten rzeźbiarz spotkania z ówczesnym PiS-owskiem, notablem nam już nie opisze). Związane z PiS media zaczęły z miejsca kolportować wersję o rzekomym „zaatakowaniu” byłego wojewody lubelskiego przez Tomasza Jankowskiego. Tymczasem ten ostatni zadawał jedynie pytania, na które nie uzyskał żadnej konkretnej odpowiedzi. Przede wszystkim zaś nie doczekał się wyjaśnienia Czarnka w sprawie fundamentalnej: bezrefleksyjnego, bezapelacyjnego i kosztującego nas miliardy złotych wspierania Kijowa po lutym 2022 roku. Nie usłyszał też słów tłumaczących jakoś Jarosława Kaczyńskiego wykrzykującego przed laty na Ukrainie banderowskie pozdrowienie „Sława Ukrainie!” (internet pamięta). Nie dowiedział się niczego o przyczynach nagłej zmiany stanowiska PiS wobec banderyzacji tożsamościowej Ukrainy. Zrobił jednak dużo więcej od tych, którzy buńczucznie zapowiadali, że nie dopuszczą delegacji od Kaczyńskiego pod pomnik w Domostawie (takie krewkie deklaracje padały z wielu ust). Udaremnił zamach hipokryzji na ważne dla nas wszystkich miejsce pamięci.

W dobie memizacji polityki i coraz krótszej pamięci zbiorowej powinniśmy robić to wszyscy. W miarę naszych możliwości i zdolności do pokonania obrzydzenia chadzać powinniśmy na publiczne spotkania z politykami PiS i zadawać utrzymane w podobnym tonie pytania, przypominać nie tylko słowa, ale też głosowania i decyzje polityczne najbardziej zbanderyzowanej formacji politycznej w Polsce. Musimy bowiem zrobić wszystko, by Polska nie weszła po raz kolejny do tej samej rzeki, a właściwie kanału ściekowego antypolskiej polityki prowadzonej przez żerujące na krótkiej pamięci PiS z jego pełnym hipokryzji i kłamstwa prezesem na czele.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

=====================================

mail:

Piskorski jest po naszej stronie – kałolicję i wszystkie przystawki widzi tak, jak trzeba.
Weryfikacja incydent z Czarnkiem: 
https://www.youtube.com/watch?v=R5mrJEm_fcQ  (6 min.)

Kim są rodzimi ,,wykorzenieni”?

Kim są rodzimi ,,wykorzenieni”?

Jacek Tomczak konserwatyzm.pl/tomczak-kim-sa-rodzimi-wykorzenieni

W tytule poprzedniego tekstu zawarłem parafrazę cytatu Marszałka Józefa Piłsudskiego. Ktoś mnie zapytał- a kto to ta „elita”?

Ludzie, dla których albo wszystkie poglądy (w tym ukrainofilia) są funkcją wykorzenienia z polskości i niechęci do państwa narodowego albo – jak w przypadku części pisowskiej (jeśli chodzi o odlot ukrainofilski to są dwie strony tego samego medalu) – karykaturalny romantyzm (czyli „umierajmy za tych, którzy nas zabijali”) i „bardziej nienawidzę Rosji niż kocham Polskę” to aksjomaty polityczne i geopolityczne.

To depozytariusze fałszywych miar, wyrzuceni pracownicy kantoru, którzy za złotego płacili mniej niż za włoskiego lira. Ci, którzy oburzają się (słusznie) kilkoma słowami za dużo do ukraińskiego dziecka, ale zupełnie nie oburza ich nadawanie imienia seryjnych morderców Polaków ukraińskim jednostkom wojskowym (na poziomie państwowym, nie przez faceta w autobusie!).

Ci, którzy od 100 lat tropią „faszyzm” (niezastąpiony Adaś wspominał o tym w ostatnio udzielonym wywiadzie), a gdy widzą promocję nazizmu na Ukrainie, mówią, że „przecież to jak Niezłomni”, „przecież to ich bohaterowie”.

Ci, którzy straszą „wojną z Rosją”, więc z tej okazji rozbrajają polską armię.

Ci, którzy prowadzą politykę strachu, tą którą imputują „faszystom” i „ksenofobom” – i całą narrację sprowadzają do tego, że armia, która nie radzi sobie na Ukrainie napadnie na Polskę (wpadłem na pomysł, że w przypadku braku rosyjskiej agresji obywatele powinni składać pozwy o zadośćuczynienie z powodu stresu wywołanego obawą agresji).

Ci, którzy zamilczali masakrę wołyńską, a przepraszali za ponad 100 razy mniej zabitych w Jedwabnem.

Ci, którzy „historię zostawiają historykom”, ale tylko wtedy, gdy to historia krzywd Polaków (kapitanem „Burym” i insynuacjami pod jego adresem mogliby zajmować się przez cały czas wolny od oglądania TVN).

Ci, którzy uprawiają negacjonizm wołyński. Jak Sierakowski, przemianowany przez samego siebie z lewaka w mainstreamowego chat-bota od „onuc” i „szampanów na Kremlu”, kapłana poprawniactwa, uznającego punkt 1 pewnej księgi: „uznałem, że jestem bezsilny wobec posiadania własnych poglądów”. On i jemu podobni domagają się, w typowym dla siebie stylu łączącym moralistę i galaretę, restrykcyjnego egzekwowania kar za negacjonizm oświęcimski.

Ci, którym „lewicowa wrażliwość” leczy sumienie, a jedynym ich stosunkiem do narodu jest pouczanie go i rysowanie jego karykatur. Ci, którzy zawsze poprą deweloperów, którzy spalili Jolantę Brzeską- jak przyjdzie co do czego.

Ci z manią wyższościową, którzy uznają, że naród omamiony przez „populistów” nie dorósł do jaśniepaństwa – a naród okazał się od jaśniepaństwa mądrzejszy.

Ci od układania krzyży z piwa Lech.

Ci od wpychania się w kolejki w szpitalach, wciąż tkwiący w hamletowskim rozdarciu między „lewicową wrażliwością” a arystokratycznymi nawykami.

Ci, którym ta wynoszona na sztandar wrażliwość nie przeszkadza w kpiarskim przyrównywaniu odpowiedzialności za Wołyń do odpowiedzialności za Grunwald – bo nigdy, przenigdy nie chcieli wsłuchać się we wspomnienia żyjących świadków gehenny Polaków.

Ci, którzy uznają, że powierzchowna grzeczność i dyplom uczelni dają przynależność do lepszej rasy – budują przewagę nad „kibolem co jeździł na ustawki”. Lubią ładnie pachnieć, polityka to dla nich moralistyka i perfumeria – niestety, nie lubią samodzielnie myśleć. Głosują jak „wypada”. Mówią „obrzydliwe”, „straszne”, „przerażające”, bo konkrety i fakty ich przerażają.

W kwestii Wołynia bohaterami, takimi prawdziwymi, choć z tylnych rzędów okazali się kibole i raperzy – nie trzeba ładnie składać zdań, by czuć związek z narodem. Nie trzeba mieć dyplomu, wystarczy mieć duszę.

Mieli szansę się wycofać, powiedzieć, że się mylili.

Powiedzieć, że to skandal, że fan UPA miał order, a ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski przypłacił niezłomność krótszym życiem. Odciąć się od swojego guru (przyznam, że wiele poziomów wyżej niż aktualni guru) Bronisława Geremka, który osobiście dopilnował, by rzeź wołyńska nie została nazwana ludobójstwem.

Mogliby nawet troszkę zmanipulować, wykazując odrobinę poczucia wstydu – powiedzieć, że nie wiedzieli, powiedzieć, że infekowali toksynami polską duszę, bo nie znali historii. Że morderstwo z powodu antysemityzmu nie jest znowu tak dużo gorsze od zabójstwa z powodu nienawiści do Polaków.

Zaakceptowałbym nawet taki wybieg, jeśli miałby on służyć uznaniu zła, własnego grzechu zaniechania, własnego doktrynalnego przyjęcia, że życie Polaka dużo mniej znaczy.

Co zrobili? Chcieli dać order fanowi nazistowskich rzezimieszków, patronowi korupcji na nieprawdopodobną skalę, człowiekowi, który Polaków ostentacyjnie spycha do tylnego rzędu.

Bezczelność Zełenskiego to wina Polaków- tu „elita” ma rację. Tyle że ta wina nie polega na odebraniu orderu, lecz na pomyśle, by go kiedykolwiek przyznać.

I myślałem, która część ich osobowości przeważy- ukrainofilsko-mesjanistyczna czy manipulancko-cyniczna. Niespełniony i niedoceniony „przewodnik moralny” narodu reaguje wściekłością na niewdzięczny naród: jest w stanie jedynie kipieć w moralistycznym nadąsaniu.

Nienawiść „Europejczyków” do Nawrockiego w pewnym sensie pięknie pomogła Polsce. Bo była nienawiścią do polskiej podmiotowości, do zakończenia polityki charytatywnej. Ujawniła dużo wyraźniej niż wcześniejsze zachowania postawę „elity”, której z polskiego punktu widzenia nie da się obronić. Nie da się obronić nawet „interesem narodowym” i innymi „faszystowskimi” pojęciami, po które „elita” sięgnęła, jak zdała sobie sprawę, że tonie.

Nawet walcząc z rekinami jak Rafał, nawet haj lajfem zastępując maj lajf, nawet radząc sobie z pracą w 50 szpitalach jednocześnie.

Jacek Tomczak

Lobby ukraińskie, chińskie, izraelskie, rosyjskie, niemieckie, amerykańskie – itd… Polskiego brak. MEM-y VII.

——————————–

———————————————-

——————————-

————————-

—————————————

————————————-

———————————–

————————————-

————————————————————————–

——————————————————————–

————————————————-

——————————————-

Skazani na wrogość

Skazani na wrogość

Adam Wielomski konserwatyzm.pl/wielomski-skazani-na-wrogosc

Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonsens. więcej, od początku uważałem, że Polska i Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy  Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska, który wtedy był „bluźnierstwem”.

Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Po pierwsze, ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk, etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów. Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.

Po drugie, Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni.

W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa. Zostają zatem Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.

Po trzecie, Ukraina koniecznie chce wejść do NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymira Żeleńskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej. Siergiej Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej.

Czy UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!

Po czwarte, interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymira Żeleńskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.

I na koniec pytanie: Dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek aż do czerwca 2026 roku?

Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy, że nie nadają się na polityków rządzących Polską.

Adam Wielomski