„Niech kradną, ale nie z naszych pieniędzy”. Słowa przewodniczącego parlamentu. Rabusie oburzeni. Pełny tekst przemówienia.

„Niech kradną, ale nie z naszych pieniędzy”.

Burza po słowach przewodniczącego parlamentu.

Ukraińcy oburzeni

[pisałem o tym, ale to ważne, dodaję całe życzenia md]

3.01.2026 nczas/niech-kradna-ale-nie-z-naszych-pieniedzy-burza-po-slowach-przewodniczacego-parlamentu-ukraincy-oburzeni/

Tomio Okamura.
NCZAS.INFO | Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura. / Fot. PAP/CTK

Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura wywołał polityczną burzę. Noworoczne wystąpienie, w którym w kontekście Ukrainy powiedział m.in. „niech kradną, ale nie z naszych pieniędzy”, a rządzących tam ludzi określił mianem „złodziei budujących złote toalety”, spotkało się z wielkim oburzeniem Kijowa i czeskiej opozycji.

W opublikowanym noworocznym orędziu lider Ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) nie przebierał w słowach. Okamura skrytykował militarną pomoc dla Kijowa, nazywając wojnę „całkowicie bezsensowną”. Jego zdaniem środki publiczne powinny trafiać do czeskich emerytów, osób niepełnosprawnych i rodzin, a nie być marnowane na zbrojenia pod dyktando „prowojennej propagandy”.

Polityk przekonywał, że nie można rozdawać pieniędzy czeskich obywateli cudzoziemcom, a zachodnia pomoc służy jedynie firmom zbrojeniowym produkującym „mało skuteczną broń”, niszczoną przez Rosjan „jeszcze przed dotarciem na front”.

Najostrzejsze oskarżenia padły jednak pod adresem ukraińskich władz. Przewodniczący czeskiej izby niższej parlamentu mówił o „juncie Zełenskiego” i „ukraińskich złodziejach”, którzy budują sobie złote toalety. Okamura sformułował tezę, że Czechy muszą „wyskoczyć z brukselskiego pociągu”, który – jego zdaniem – zmierza w kierunku trzeciej wojny światowej. Podsumował swoje wywody stwierdzeniem, że Ukraińcy mogą kraść, „ale już nie z naszych pieniędzy”, dodając, że taki kraj nie powinien należeć do Unii Europejskiej.

Reakcja strony ukraińskiej była błyskawiczna. Ambasador Ukrainy w Pradze Wasyl Zwarycz określił te słowa mianem niegodnych, całkowicie niedopuszczalnych i – a jakże – ukształtowanych pod wpływem rosyjskiej propagandy. Dyplomata wyraził oczekiwanie, że czeskie władze oraz społeczeństwo odpowiednio ocenią postawę polityka pełniącego tak wysoką funkcję państwową. Do krytyki dołączył również przewodniczący ukraińskiego parlamentu Rusłan Stefanczuk.

Minister spraw zagranicznych Czech Petr Macinka przekazał agencji CTK, że nie uważa za stosowne, aby ambasador obcego państwa publicznie oceniał wypowiedzi jednego z najwyższych przedstawicieli czeskiego państwa. Jeśli jakakolwiek misja dyplomatyczna ma zastrzeżenia lub pytania, istnieją standardowe kanały dyplomatyczne. Polityka czeska jest sprawą obywateli Czech i ich demokratycznie wybranych przedstawicieli – zaznaczył Macinka.

Oburzona jest także czeska „opozycja”. Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS) zapowiedziała zainicjowanie procedury odwoławczej. Padają określenia o „hańbie całych Czech”, a nawet o „kolaboranckich wypowiedziach” Okamury.

Na Ukrainie świętowano urodziny Bandery

Na Ukrainie świętowano urodziny Bandery

Łukasz Jastrzębski myslpolska/na-ukrainie-swietowano-urodziny-bandery/

W licznych miastach Ukrainy odbyły się obchody 117 rocznicy urodzin Stepana Bandery. Marsze z pochodniami, szowinistyczne okrzyki, kwiaty pod licznymi pomnikami i tablicami poświęconymi współtwórcy OUN-B. Nie wzbudziło to powszechnego sprzeciwu w Polsce. Politycy, dziennikarze, duchowni udają, że spacerują w letnim deszczyku, gdy neobanderowcy oddają na nich ochoczo mocz.

Kilka dni temu dziennikarka, która w przeszłości relacjonowała wydarzenia na Euromajdanie Arleta Bojke, w słusznie nazwanym Kanale Zero przekonywała widzów, że banderyzm nie ma antypolskiego oblicza. Jest to nieakceptowalna i zupełnie fałszywa teza. To nie jest wyskok jakiejś dziennikarki. To etap wieloletniego systematycznego wybielania banderyzmu ze względu na jego antyrosyjski charakter. Działania te w świecie euroatlantyckim trwały praktycznie od końca II wojny światowej. W Polsce ze względów geopolitycznych rewizja historii Ukrainy rozpoczęła się później, a za jej ojców można śmiał uznać Jacka Kuronia, Bohdana Osadczuka ps. „Berlińczyk” i owianego fałszywą legendą niezłomnego niepodległościowca Jana Olszewskiego. Warto w tym momencie przywołać jedną z kuriozalnych wypowiedzi tego prominentnego członka loży „Kopernik” i współpracownika Komitetu Obrony Robotników (KOR). W wywiadzie dla ,,Super Expressu” Olszewski powiedział : ,,Niewątpliwie jest dla Polaków postacią mało sympatyczną, jego wypowiedzi na temat Polski były bardzo nieprzychylne. Ale chciałbym bardzo mocno podkreślić (…) ten człowiek nie miał ze zbrodnią wołyńską nic wspólnego (…) Myślę nawet, być może wiele osób się tu obruszy, że gdyby Bandera mógł podejmować wtedy decyzje, to prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło”. Olszewski przypomniał, że eksterminację Polaków przeprowadzano, gdy Stepan Bandera był w niemieckim „więzieniu”. To jakby twierdzić, że za zbrodnie Niemców w 1945 roku nie odpowiada przywódca III Rzeszy, bo w tamtym czasie przebywał w berlińskim bunkrze.

Kompradorskie elity III RP, których symbolem stała się zero-kanałowa dziennikarka doskonale wiedzą, że banderyzm pozostaje banderyzmem. I ze względu na wojnę nie stał się liberalno-demokratyczny, chadecki czy socjaldemokratyczny. Nie zmieniło się jego oblicze, zmieniły się okoliczności jak to powiedział Hermann Brunner do Hansa Klossa w jednym z odcinków „Stawki większej, niż życie”. Dzisiejsza Ukraina korzysta z usłużności i bezrefleksyjności rządzących Polską, wiec antypolskie i rewizjonistyczne zapatrywania w jakimś stopniu zostały taktycznie stłumione. Banderyzm jest antypolski w swojej definicji, w takim samym stopniu jak hitleryzm jest antyżydowski. To jest kwintesencja tej wykoślawionej szowinistycznej ideologii.

Kijów nie chciał i nie chce się zgodzić na powszechne i niezależne ekshumacje wymordowanych przez Ukraińców Polaków. I nie tylko Polaków. Na Ukrainie stoją liczne pomniki Stepana Bandery i mniej liczne, ale obecne Romana Osypowycza Szuchewycza. Na dzisiejszej Ukrainie powszechne są ulice, place i skwery noszące nazwy nazistowskich i kolaboranckich formacji politycznych i wojskowych. Odbudowywane jest muzeum naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii we Lwowie. Banderyzmu broni między innymi były szef ukraińskiego IPN-u Wołodymyr Wiatrowycz jak i lwowski arcybiskup ukraińskiego „kościoła greckokatolickiego” Ihor Woźniak. W przedszkolach i szkołach urządza się apele ku czci UPA. Na całej zachodniej Ukrainie powiewają czerwono-czarne flagi. Banderyzm jest na Ukrainie częścią państwowej polityki historycznej. Polską racją stanu jest stanowisko anty-banderowskie, które zresztą jest również w interesie tej części Ukraińców, którym obcy jest zbrukany krwią integralny nacjonalizm (moim zdaniem szowinizm) ukraiński.

Znaczna część medialnych komentatorów twierdzi, że dzisiaj nie możemy mówić o antypolskim obliczu banderyzmu, ze względów politycznych. Ze względu na wojnę rosyjsko-ukraińską. Taka taktyka Machiavellich parteru. Co się niby stanie, jak zaczniemy o tym mówić na forum międzynarodowym? Jakie to nieszczęścia Polskę spotkają? Przywódca dzisiejszej Ukrainy Wołodymyr Zełenski się na nas obrazi i odda Order Orła Białego? Ukraińcy masowo przestaną pobierać 800+ i gibko z Polski wyjadą? Spakują nam nasz sprzęt wojskowy na Ukrainie i nam go chyżo odeślą? Przestaną użytkować nasz port lotniczy w Rzeszowie-Jasionce? Zablokują konta i przestaną przyjmować płynące pieniądze z kieszeni polskiego podatnika? Wypną się na naszą służbę zdrowia i wrócą się leczyć do Kijowa? Nie będą z satysfakcją sprzedawać swoich produktów rolnych w Polsce? Zabiorą tablice pamiątkowe upamiętniające UPA z naszego kraju i postawią je sobie w Kijowie? Arcybiskup greckokatolicki Ihor Woźniak rzuci na nas klątwę? A może się oflagują się czerwono-czarnymi flagami i odśpiewają gremialnie „Bat’ko nasz Bandera, Ukrajina maty”? Przestańcie bredzić. Można tutaj śmiało zacytować przywódcę USA, który powiedział: „Ukraina nie ma żadnych kart przetargowych”.

Cynicy z kolei mówią, że to taktyka polityczna. Udajemy, że nie widzimy banderyzmu, bo jest to dla nas opłacalne. W jakim niby wymiarze opłacalne jest tolerowanie ideologii skrajnie antypolskiej? Co my jako naród niby zyskujemy wspierając skorumpowane i skompromitowane nawet w oczach licznych Ukraińców ośrodki probanderowskie? Argument, że Ukraina jest tamą chroniącą nas przed rosyjską agresją jest zupełnie fałszywy. I nie jest to opinia rosyjska, węgierska czy białoruska ale amerykańska. Dyrektor Wywiadu Narodowego USA Tulsi Gabbard oświadczyła, że Rosja nie jest w stanie podbić i okupować całej Ukrainy, a tym bardziej napaść na resztę Europy. Tych, którzy powielają takie tezy, nazwała „podżegaczami wojennymi”. Chyba szefowej sojuszniczego wywiadu największego państwa NATO można wierzyć? Narracja, że Rosjanie przybędą nad Wisłę i pozjadają żywcem dzieci i starców słabiej już działa. Nastroje systematycznie się zmieniają, a wraz z tym coraz trudniej snuć opowieści o trollach, orkach i neo-enkawdzistach. Sprzeciw wobec banderyzmu przestał być powszechnie uważany za równoznaczny z poparciem dla wojny na Ukrainie. To przestało działać, w momencie gdy społeczeństwo zobaczyło prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa rozmawiającego jak równy z równym z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem. Wielu zrozumiało wtedy, że prawidłową drogą rozwiązywania problemów cywilizowanego świata jest dyplomacja, a nie wojna. jest to istotne zwłaszcza dla państw tak położonych jak Polska czyli w strefie ewentualnego zgniotu mocarstw.

To nie stosunek do jakiegokolwiek prezydenta, w tym Rosji powinien być odnośnikiem w polskiej polityce. Naszym odniesieniem do wszelkich działań politycznych powinna być Polska, a nie żaden przywódca, obce państwo, pielęgnowana fobia czy ponadnarodowa koncepcja globalnych odklejeńców. Odniesieniem powinien być nasz interes narodowy czyli bezpieczeństwo, dostatek i pomyślność narodu polskiego. Pamiętając o przeszłości, obserwując teraźniejszość, trzeba przede wszystkim patrzeć na przyszłość naszego narodu i państwa. Rządzący powinni myśleć jak ułożyć korzystnie dla nas stosunki z sąsiadami po zakończeniu tej wojny. W tym z największym obszarowo państwem naszego globu. Poważne państwa – USA, Indie, Chiny, Izrael czy nawet Węgry – to już wiedzą. U nas dalej pielęgnacja insurekcyjnej masturbacji i zramolałych idei.

Wielu jest u Polsce szaleńców, którzy chętnie by wpędzili nasz kraj w wojnę u boku Ukraińców. Nawet w momencie, gdy praktycznie cały świat zna jej wynik. Mamy nad Wisłą stronników wojny w mundurach, ale również garniturach. Ludzi, którzy swoją prowojenną narrację wykuwają w kuźniach propagandy niczym stachanowski kowal. Wyprodukowali oni mentalną rzeszę romantyków, często nawet uczciwych patriotów, ale kierujących się sercem, a nie rozumem. Ludzie ci wykalkulowane w ośrodkach kierowniczych ludzkości brednie biorą za dobrą monetę. Święcie wierzą, że Ukraińcy walczą za demokrację, tolerancję czy nawet za Polskę. Dlatego musimy pamiętać, że źle pojmowany patriotyzm jest dla nas jako wspólnoty narodowej bardzo szkodliwy. Mesjanizm, insurekcyjność, romantyczne bzdury są szkodliwe i te idee należy wypleniać. Tej grupy ludzi nie da się naprostować, ale należy ich politycznie izolować.

Ma rację b. premier i lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszek Miller mówiąc, że Ukraińcy nie walczą za Polskę. Z prostej przyczyny – oni walczą o Ukrainę. Naszym endeckim obowiązkiem jest gasić rozgrzane głowy, wychowane na insurekcyjności i wyklęciźmie. Musimy być racjonalni i ukazywać realną ocenę sytuacji nawet jeśli nas samych to już męczy. Musimy do znudzenia mówić o skutkach, które mogą dotknąć każdą polską rodzinę. To ciężka, skrajnie nieopłacalna i mało efektowna praca, ale taki jest nasz polski obowiązek. Musimy to robić konsekwentnie, inaczej po raz kolejny w przyszłości będziemy słuchać na akademiach deklamowanych patetycznych wierszy i słuchać ckliwych piosenek o poległych „za wolność naszą i waszą”. Nasz sąsiad będzie w tym czasie świętował kolejną rocznicę urodzin Stepana Bandery.

Łukasz Jastrzębski 

Nasza wojna?

Nasza wojna?

ślimak

Jerzy Karwelis 3 stycznia, wpis nr 1389

Czasy o wysokim nasyceniu narracyjnym produkują zbitki słowne, które najpierw swym dziwactwem zwracają na siebie uwagę w potocznej komunikacji, potem stają się neutralne na tyle, że nie słyszymy tego zgrzytu, by potem wedrzeć się do powszechnego języka i zaśmiecać go do upadłego. Pisałem już kiedyś o używaniu określenia „na Ukrainie” i „w Ukrainie”. To nowe dziwactwo językowe w postaci wyrażenia „w Ukrainie” stało się już tak powszechne, że obecnie stanowi już przyimkowe rozróżnienie grup ludzi – ci od „w Ukrainie”, to na bank zwolennicy bezwarunkowego wsparcia Kijowa, podczas, gdy cała reszta, ta od „na Ukrainie” to albo puryści językowi, albo realiści w stosunku do zmagań Ukrainy z Rosją i naszego udziału w tym procederze. Po prostu jest to znacznik, hasło, po którym od razu rozpoznajesz z kim masz do czynienia.

Przypomnieć należy, że cała afera zaczęła się od godnościowego uczczenia wysiłku militarnego Ukrainy, przyznania mu godności niezależnego państwa, na co miał wskazywać, tak jak w innych przypadkach przyimek „w”, w USA, w Niemczech, a więc mówienie „na Ukrainie” jakoby „umniejszało” Ukraińcom, zwłaszcza doświadczanych wojną. A więc pozamieniano, że będziemy jednak mówili „w Ukrainie”, ale „na Węgrzech”, czy Słowacji to zostało po staremu. A co to oni jacyś gorsi? Tak to jest jak bieżączka wciska się w język za pomocą wmuszania medialnego. Czyli jak Rosjanie napadną na Węgry, to będziemy jeździli „do Węgier”? A jak się skończy wojna na Ukrainie, to język wróci na swoje miejsce? Tak to wygląda proces zaśmiecania języka z powodów narracyjnych, czy wręcz politycznych.

Pojęcie

Teraz króluje, i to właściwie od początku wojny Rosji z Ukrainą, pojęcie pt. „to nasza wojna”. Odmieniane przez przypadki, w każdej argumentacji, szczególnie zwolenników bezkrytycznego zaangażowania w ten konflikt Polski, jest używane codziennie i przy każdej okazji. Spróbujmy się zmierzyć z tym co to naprawdę znaczy, przez kogo jest to to używane, wobec jakich kontrargumentów i czy jest to zbitka słowno-logiczna prawdziwa.

U podstaw tej mody leży dość ugruntowane przekonanie, które właśnie ma uzasadniać nasze kompletne roztopienie się państwa polskiego w tym konflikcie, przyjmowanie bezkrytycznie już nawet nie żądań, ale wręcz gróźb ukraińskich dotyczących sprostania ich potrzebom. Na czym polega ten impas, którym za każdym razem szachuje się każdy głos krytyki co do zachowania się Polski jako państwa w tej sprawie? Jest to założenie, że Ukraińcy walczą tam poniekąd „za nas”. Jest to propaganda o źródłach zdecydowanie ukraińskich, która szybciutko została przejęta, i to głównie u nas, bo ze świecą szukać propagatorów takiej argumentacji gdzieś na Zachodzie. „Nasza wojna” nie mówią o tym konflikcie ani Węgrzy, ani Rumuni, co dopiero kraje „starego Zachodu”, czy Turcja. To my się tu wyrywamy w ramach tej „naszości”. Jak to wygląda? Ano argumentacja jest taka: (podaję od razu z kontrargumentami)

  1. Ukraińcy walcząc oddzielają nas od stania rosyjskich wojsk nad polską granicą, co byłoby dla nas fatalnym przypadkiem. Ale – my, łącznie ze stacjonującymi na Białorusi wojskami rosyjskimi mamy z nimi i bez Ukrainy granicę długości 650 km. Wiem, wiem, walczymy o to, by nie wydłużyłaby się ona o następne 535 km, i to dlatego tak niby strasznie się w ten konflikt angażujemy. Z tym, że przedłużający się konflikt obecnie toczy się we wschodnich regionach Ukrainy, nie ma ze strony Rosji żadnych roszczeń terytorialnych co do ukraińskich regionów zachodnich graniczących z Polską. Za to brnięcie w ten konflikt grozi upadkiem nie kilku regionów Ukrainy, ale całego państwa i dopiero wtedy będziemy mieli kłopot na granicy.
  2. Drugi argument jest już niby bardziej cyniczny – oto pierwszy raz w historii to nie naszymi rękoma i nie polską krwią Rosja jest ścierana w swej potędze. Mamy więc z tego mieć korzyść geopolityczną, bo to ma osłabiać agresywne zapędy rosyjskiej mocarstwowości. Ale ten rodzaj argumentów ma jedną słabą stronę: w tym konflikcie wszystkie strony się ścierają i co będzie z naszym bezpieczeństwem jak Ukraina się „zetrze” pierwsza? Jaki będzie wynik dla nas takiego biegu wypadków? Widać to już teraz – nasze dozbrajanie Ukrainy przyniosło fatalne skutki, wcale nie przeważyło szali działań wojennych – no chyba trochę na początku, ale ten początek zamiast prowadzić do pokoju rozzuchwalił tylko wojenne podżegactwo Zachodu, Polski i Ukrainy do kontynuowania tej wojny, która właśnie przebiega coraz mniej korzystnie. W efekcie zaraz nastąpi jakaś forma zawieszenia broni, na warunkach o wiele gorszych niż te odrzucone prawie 3,5 roku temu, a my zostaniemy się rozbrojeni, bo posłaliśmy zbyt wiele na Ukrainę. Pokój zastanie nas nieprzygotowanych do wojny, w wykroku pomiędzy utratą sprzętu a brakiem nowego. Rosja wcale się za bardzo nie starła, sankcje nie działają, są omijane nawet przez Unię. Kreml stać na wojnę na zasoby, zwłaszcza co do siły żywej, która nie tylko się powoli Ukrainie kończy, ale nawet Kijów zezwala potencjalnym swoim poborowym na wyjazd na Zachód. Z ostatniej decyzji by wypuszczać Ukraińców w wieku 18-22 lat skorzystało ponad 100.000 młodzieńców. Tak więc w sprzęcie Zachód już ledwo dyszy, w ludziach to samo, zaś Rosja przestawiła się na gospodarkę wojenną, zaś rekruta jej nie brak na tyle, że nie zdecydowała się jeszcze na pobór powszechny.
  3. Trzeci argument za „naszością” tej wojny jest taki, że Rosja chce zaatakować i Polskę, zaś Ukraina stanęła mu tylko na drodze. Ergo – jak Putin wygra na Ukrainie, to zaraz weźmie się za nas. To więc jak najbardziej nasza wojna, trzeba pomagać jak sobie, bo po nich – my. A skąd taka pewność? Bardziej chyba z własnej propagandy, by uzasadnić strachem swoje, w tym unijne i polskie, nieudolności. Rosja ugrzęzła na Ukrainie, nie ma zbyt wielu sukcesów militarnych, ale i nie zaangażowała się pełnoskalowo. Rosja ma za to sukcesy polityczne – Unia się rozsypała, zadłużyła, pokłóciła politycznie, wzmogła cenzurę i autorytarny dyktat. USA szukają na Kremlu partnerstwa, mogą zrobić zaraz „Jankee go home” z Europy, NATO się zatrzęsło, zaś Chiny życzliwie zaglądają w oczy Kremlowi czy przypadkiem nie pójdzie na romans Waszyngtonem.
  4. W wojnie na zasoby Rosja wygrywa, a więc może się nawet i nie przemieszczać terytorialnie, bo całe tyły jej przeciwnika się systemowo trzęsą. Ukraina staje się państwem osłabiającym cały europejski Zachód, wymaga ciągłej kroplówki, co osłabia finansowo kraje „chętne”. I po co, i jak, miałaby taka Rosja zaatakować nas tu? Jak wystarczy wpuścić (wedle oficjalnych wersji) kilka styropianowych dronów czy tuzin balonów przemytniczych i zaraz zbiera się rząd, nawet w Święta, zaś najnowsze myśliwce n-tej generacji podrywają się z lotnisk, by postrzelać rakietami za ciężkie tysiące dolarów w drony wartości zużytej Toyoty z komisu samochodowego. Po co Rosji miałby być potrzebny konflikt z jeszcze żyjącym – a w ramach konfliktu do odrodzenia – NATO, skoro za chwilę przy negocjacji pokoju mogą przy zielonym stoliku dostać wiele – miejmy nadzieję, że oprócz ziemi – z Europy Środkowej? Ten automatyzm, że po Ukrainie przyjdzie na nas kolej zakłada, że nasza przynależność do NATO nie ma jednak żadnego znaczenia, bo miałaby nie odstraszać Putina.

Naszość wojny

W końcu – jeśli przyjąć dyżurny argument-killer, że to „nasza wojna”, to trzeba sobie powiedzieć w takim razie, że tę „naszą” wojnę przegrywamy. Wojna więc to była dziwna, bo taka nasza-nie nasza. Dawaliśmy tam wszystko, oprócz siły żywej (mam nadzieję), ale nie mieliśmy żadnego wpływu nie tylko na to na jakich warunkach zwrotnych tej pomocy udzielamy (podpowiadam – na żadnych), ale nawet na co to pójdzie. Czy mieliśmy jakiś wpływ na decyzje czy to militarne czy polityczne w tej „naszej” wojnie? Żadnych. Byliśmy tylko dawcą w ciemno. Na taką rolę zgodziliśmy się od początku. Czyli wpływów żadnych – same koszty. A więc charytatywny darczyńca.

Gdyby to była nasza wojna to siedzielibyśmy przy jakichś stołach narad, a nie jechali w osobnych wagonach, bo starsi i mądrzejsi naradzają się sami. Obawiam się, że również w sprawach takich jak „co zrobić z Polakami w ‘ich’ wojnie”. Gdyby to była „nasza wojna” nie dalibyśmy się sprowadzić do roli wyłącznie dostawcy, bez decyzji na co idą nasze zasoby, co z tego będziemy mieli oraz kiedy ta nasza usługa ma się skończyć. Zaraz bowiem poziom „naszości” tej wojny może się podwyższyć w ten sposób, że do zasobów sprzętowo-materiałowych dodamy również nasz zasób ostatni – ludzki. Na razie europejski Zachód, a właściwie Grupa E3 (Niemcy, Francja i Wielka Brytania) tego od nas nie żąda, ale sam prowadzi ostrą walkę o obecność europejskich wojsk rozjemczych w jakiejś wyimaginowanej strefie buforowej, którą swoimi siłami może obsadzić w góra 10% potrzeb. Do kogo się więc zwróci o zasoby ludzkie? Pewnie do nas, ale na szczęście (tu wyjdzie moja ruska onuca z brudnych walonek) mamy Putina, który nie po to zaczął się z Ukrainą, żeby na końcu wojny, którą wygrywa stały jakieś zachodnie wojska, bliżej jego granic niż przed wojną. 

Skoro to „nasza wojna”, to należy rozumieć, że jesteśmy na wojnie z Rosją? No to mamy szczęście, bo chyba Putin o tym nie wie. Jesteśmy krajem do wojny kompletnie nieprzygotowanym, co udowodniła nie tylko wojna rozpoczęta w lutym 2022 roku. Nie zaczęliśmy się przygotowywać nawet po agresji Rosji w 2014 roku. Nic. A już brak wniosków po rozpoczęciu „drugiej wojny” ukraińskiej, to już pomsta do nieba. To tak wyglądają działania w konflikcie, w którym podobno uczestniczymy? Z jednostkami, które nie są nawet w stanie wyjść z koszar, jeśli mówimy o batalionie wzwyż? Bez obrony powietrznej? Wojsk dronowych? Po prawie czterech latach wojny w kraju z nami graniczącym?

„Naszość” tej wojny polega więc nie na działaniach, nawet decyzjach, militarnych, tylko na gadaniu o „naszości”, bez żadnych, oprócz narracyjnych, konsekwencji. A więc ta nasza wojna to jest pic na użytek wewnętrzny, by rozdzielić rodzime ziarno „ochotnych” od onucowych plew pacyfizmu. Jednocześnie ma to przenieść mobilizację społeczną w obszary wzmaganego strachu, wszak jesteśmy w wojnie już od dawna, podobno. A wtedy każda władza, jak za testu kowidowego, jest fajna i każda niesubordynacja, brak zgody na dowolne szaleństwa władzuchny jest aktem zdrady państwowej.

Dziwność wojny

No dobra, dyżurnie przyjmijmy, że to „nasza wojna”, ale w takim razie to wojna dziwna. Już tylko z rzadka mówi się o niej, że jest pełnoskalowa. Nie jest też „operacją specjalną”, jak deklarował Putin. Ale popatrzmy – nie ma poboru powszechnego w obu wojujących krajach, handel kwitnie, łącznie z eksportem i wymianą handlową wojujących i wspierających stron. Charakter starcia jest – mimo wielkich zapowiedzi o powszechnej mobilności przyszłej wojny – bardziej przypominający I wojnę światową z kilometrami stałych okopów i umocnień. Na górze jeżdżą czołgi, a pod ziemią szumią rurociągi z surowcami i po wirtualnym niebie latają zaś faktury i przelewy.

I najważniejsze – moim zdaniem to wojna na zasoby. Zwłaszcza Europa, uboga po szaleństwie klimatyzmu w surowce jest tu w kropce: albo musi z marżą pośredników i pewną taką dozą nieśmiałości, jednak kupować od Rosji, albo wisi na gazie z USA i ropie od Arabów. Tego kłopotu nie ma sama Rosja. To samo jeśli chodzi o zbrojenia – Kreml jedzie pełną parą, zaś przemysł ciężki, a tym bardziej militarny w Europie rozpędza się – jeśli w ogóle – bardzo powoli. W dodatku trwają cały czas targi kto ma za to zapłacić, co antagonizuje kraje Unii.

Istniało niebezpieczeństwo dla Kremla, że ta sytuacja „obudzi” jakoś Europę, ale widać, że nic z tego nie będzie. Jak już się za to wzięła Unia Europejska, to już można być pewnym, że będzie późno (za późno?), drogo i wszystko ugrzęźnie w debatach i walkach o dojście do unijnego żłoba. Jeśli już starczy jakiejś kasy to raczej na armię europejską, za słabą na przeciwstawienie się Rosji bez Ameryki, za to w sam raz, by trzymać Europejczyków za mordę, w razie problemów z procesem federalizacji Unii. Dla Rosji nie będzie żadnej groźby przebudzenia.

To wojna na zasoby. Zawsze zastanawiało mnie, czemu Rosjanie nie bombardują kilku na krzyż magistrali kolejowych po zachodniej stronie ukraińskiej. To przecież tymi nielicznymi nitkami idzie cały sprzęt na wojnę. Wystarczyłoby kilka nalotów, powtarzanych co dwa tygodnie i ruch witalnego sprzętu by ustał. Czemu Rosjanie tego nie robili? Moim zdaniem jest to dowód na dziwność tej wojny. Zamierzoną. Skoro Putin chce, by się Zachód wykrwawiał przez ukraińską ranę to po co zatykać żyły, którymi wypływa w ukraiński piach zachodnia krew? Niech się upłynnia. A, że to głupie, bo Putin pozwalałby na zaopatrywanie frontu swoim przeciwnikom? Ale właśnie tak robi od początku. Sprzęt najwyżej pozabija mu na froncie ludzi, ale to dla Rosjan nie jest od początku jakiś najważniejszy priorytet. „U nas ludiej mnogo, wsiech nie usmotrisz” – najwyżej zginie ich ileś tam tysięcy więcej, za to Zachód się wyprztyka, będzie wojskowo nikim, zadłuży po uszy, zaś narody popadną albo w panikę, albo w apatię. A więc taka strategia przynosi Rosjanom korzyść i wysoce udziwnia wojnę, która dotąd zdawałaby się polegać na atakowaniu linii zaopatrzenia.

Czyjość wojny

Skoro to „nasza wojna”, to popatrzmy się czy jest to wojna… Ukraińców? Dla tych walczących – jak najbardziej. Dla tych, co pozostali – już nie tak bardzo to „ich wojna”. Spośród wszystkich moich znajomych z Ukrainy, ci co pozostali w ojczyźnie, wszyscy mają dzieci na Zachodzie. Po pierwsze – to oznacza, że można wyjechać, a więc to kolejna odsłona „dziwnej wojny”. Po drugie – pokazuje to dość niski stopień „ichniości” wojny dla Ukraińców. I żeby nie było – ja to rozumiem: kto by chciał ginąć za kraj zoligarchizowany do tego stopnia, że kradzież pomocy zagranicznej dla wojującego kraju jest dla jego włodarzy procederem bezkarnym. Też bym nie walczył, zgoda. Też bym chował swoje dzieci po Hiszpaniach, Polskach, czy Niemczech. Ale nie wycierałbym sobie jednocześnie codziennie ust oświadczeniami o własnej ofierze, patriotyzmie, nie świeciłbym innym w oczy pozorami bezgranicznego zaangażowania.

Czy to wojna ukraińskich imigrantów? No, na pewno nie wszystkich. Dyżurny model matki z dziećmi, która uciekła do Polski przed bombami, a tatuś ze szwagrami walczą na Ukrainie jest przypadkiem dość rzadkim. Na pewno niknącym w tłumie poborowych dekowników, całych rodzin, które po prostu skorzystały z okazji na szansę na migrację ekonomiczną, zerwanie ze zgniłym systemem ojczyzny. Ale to likwiduje wszystkie powody dla szczególnego traktowania tej migracji, inne niż czynionej z powodów ekonomicznych.

Nie bardzo widać iunctim pomiędzy ekonomicznym, jeśli już nie socjalnym, charakterem tej migracji a traktowaniem całości Ukraińców awansem jako ofiary uchodźtwa wojennego. A tu jest wszystko do jednego worka. Czemu więc socjal, czemu lekarstwa, czemu edukacja, czemu te preferencje często przewyższające prawa Polaka? Nie mają żadnego uzasadnienia wojennego, są za to otwartymi wrotami do nadużyć, które leżą u podstaw rosnącej niechęci Polaków do Ukraińców. Takie cuda są jeszcze wzmacniane narracją takich migrantów jak to oni walczą o Ukrainę, kiedy sama ich tu obecność pokazuje, że właśnie nie walczą.

Trzeba pamiętać, o czym pisałem, że mamy jakby dwie migracje – tę pierwszą, „przedwojenną”, która miała szczery charakter zarobkowy, była asymilacyjna, nacelowana na wtopienie się w polski żywioł. Druga to w dużej mierze migracja socjalno-roszczeniowa, przy okazji wojny, gdzie elementy uchodźcze są wysoce narracyjne. Widzą to nie tylko Polacy, ale i… migranci ukraińscy z pierwszej, zarobkowej migracji. Po prostu ta migracja wojenna psuje im PR, bo swą niewdzięcznością posuniętą do roszczeniowej agresji, wrzuca wszystkich Ukraińców w pojmowaniu ich przez Polaków, do jednego wora.

Odpada tu też argument demograficzny. Przypomnę, że otwarcie się na Ukraińców w pierwszej, zarobkowej migracji było akceptowalne ze względu na padającą polską demografię. Nie było komu robić, a więc ochotni do roboty byli mile widziani. Wtedy jeszcze łudzono się potencjalną bliskością kulturową, co okazało się szkodliwym mitem. Ci asymilacyjni Ukraińcy widać, że chcą się zintegrować z Polakami i ich kulturą. Ci roszczeniowi – gdzież tam, są pyszałkowaci, zaś jako przedstawiciele kultury turańskiej (nam się mylą jako Słowianie z kulturą łacińską) każdą bezinteresowną pomoc odbierają jako dowód słabości frajera. A więc demograficznie może być ten ukraiński rachunek poważnie zweryfikowany przez wojenną falę migracji. Możemy, wzorem Zachodu, doczekać się całych dzielnic i pokoleń, co to roboty nigdy nie widziały, żyją w swoich gettach, kumulując nienawiść do systemu, który codziennie wykazuje, na ich własne życzenie, że nie dość się stara uchylić nieba dekownikom.

Migracja jako zdobywca

W końcu trzeba postawić pytanie czy dla tych wszystkich oligarchów, którzy rozbijają się na ukraińskich tablicach brykami za miliony wojna na Ukrainie, to „ich wojna”, skoro to wojna nasza? Liczba milionerów w kraju napadniętym w czasie wojny znacznie podskoczyła. Na czym więc chłopaki tak nagle zaczęli zarabiać? No przecież ujawnienie przekrętów robionych na Ukrainie na pomocy dla walczącego państwa to, moim zdaniem, wierzchołek góry lodowej. Współczynnik „zwrotu”, czyli procent ukradzionej pomocy dochodzi do 30%, a więc możemy sobie spokojnie założyć, że kilkadziesiąt miliardów dolarów zostało przekręcone przez starych i nowych, wojennych oligarchów. To te miliardy właśnie rozbijają się po Warszawach, Wrocławiach czy Monte Carlach.

To są te niekupione czołgi. I co? I nic? Zachód to przykrywa bo albo się działkuje, albo co najmniej nie chce tego tematu drążyć, bo by się jeszcze podatnicy zapytali na jakiej to zasadzie ich włodarze na Zachodzie tak suto dotują ferrari i aston martiny? W normalnym kraju w stanie wojny obronnej, gdyby ktoś zaiwanił kasę na pomoc z zagranicy, to odbyłoby się rozstrzelanie na rynku z udziałem publiki i byłby w tydzień porządek. Ale takie mamy czasy z bezkarnością rządzących.

No bo zobaczmy: myśmy się wypruli z paru setek miliardów (to się wciąż liczy, tylko nie wiadomo jak, zaś proceder wypruwania się trwa), zaś jak widać ukraińscy oligarchowie – nic a nic. Mydli nam się oczy tym, że jakoby Ukraińcy ratowali swoimi składkami polski ZUS i NFZ. Po stanie tych instytucji widać, że lepiej by było chyba zrezygnować z takiej kontrybucji. Do tego systemu Ukraińcy wpłacają parę miliardów, wyciągają za to dziesiątki. Bilans jest ewidentnie ujemny i stanowi filar systemowej zapaści np. takiej służby zdrowia. Jaka jest kontrybucja ukraińskiego biznesu, który – podobno – daje (uwaga!) Polakom pracę? Pewnie bez tej gospodarności Polacy by sobie sami nie poradzili.

No to jak to jest, że Ukraińcy wykupują w Polsce polskie biznesy? Skąd mają kapitał? Czyżby… od nas? No dobra, niech będzie, że sami zarobili, to czemu inwestują w fuzje polskie, kiedy (pamiętam z filmów) w trakcie wojny Polacy dawali swoje obrączki, by wesprzeć wysiłek zbrojny polskiej armii? Wyświetlmy sobie następujący obrazek: jest powiedzmy 1943 rok, trwa II wojna światowa, Wielka Brytania, Anglicy pomagają jak mogą walczącej Polsce, podczas gdy Polonusy rozbijają się po Londynie limuzynami, na które nie stać Anglików, wykupują ich firmy, siedzą na socjalu i w przychodniach. A tak jest teraz w Polsce. Przypomnę, że etosem Polaków w II wojnie światowej był ruch odwrotny. Ładnie to pokazywał serial „Jak rozpętałem II wojnę światową”, który jest de facto historią Polaka, przemierzającego całą Europę, Bliski Wschód i Afrykę by przedrzeć się do Polski, po to aby o nią walczyć.

Pokój jako sierota?

No właśnie – skoro, jak widać na wyrost, wiele grup przyznaje się do tego, że to „ich wojna”, to czyja jest ona naprawdę? Widać to po tym, kto i czy… tej wojny nie chce skończyć. To zaprawdę musi być wtedy jego wojna. Nie chce jej skończyć Putin, bo im dłużej ona trwa, tym jego sytuacja się polepsza. Nie chce jej skończyć Zełenski, który kolejny raz nie chce skorzystać z szansy, by późniejsza odsłona dała mu… gorsze warunki pokoju. Czemu tak czyni? Pewnie z kilku powodów: po pierwsze z końcem wojny czekałoby go rozliczenie i to głównie z wracającymi z okopów, po drugie – Zełenski dokładnie gra w lidze europejskiej, której kontynuacja wojny jest też na rękę.

Wojna na Ukrainie odsuwa uwagę obywateli od właściwych problemów generowanych przez rządzących, którzy negatywne efekty swych polityk mogą zrzucać na poświęcenia wojenne, motywowane pięknoduchostwem szantażującym obywateli. Wojna to też wspaniały mechanizm popychający do zacieśnienia integracji europejskiej w projekcie federacyjnym Unii. Zbrojeniówka chce tej wojny, chcą jej też ukraińscy oligarchowie, którzy mają „złoty czas”, a takich miodów kończyć za bardzo nie chce się.

Za promotora pokoju, za nie swoją oczywiście cenę, robi już chyba tylko Trump, no może jakieś rosnące grupy Ukraińców. Niestety wojny też chce polska klasa polityczna i to praktycznie – poza Konfederacjami – w całości. Lewacy – wiadomo, będą grali jak im Unia zagra, zaś PiS jedzie już tym podżegactwem siłą rozpędu, będąc jednocześnie proamerykański popiera wojnę, której Trump nie chce.

Spróbowaliśmy więc tu sobie rozebrać na drobne latające w powietrzu zapewnienia o „naszej wojnie”. Całe szczęście, że to nieprawda, bo z takim stanem państwa dawno byśmy taką wojnę przegrali i popadlibyśmy w niewolę. A w niewoli i tak jesteśmy, tyle, że (na razie) w niewoli narracyjnej wojny, w której podobno wojujemy, zaś tak naprawdę jesteśmy tylko źródłem zaopatrzenia konfliktu, który im dłużej trwa, tym bardziej na tym tracimy. Taka to ta „nasza wojna”.  

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

„Złodzieje wokół junty Zełenskiego”. Wreszcie szczerze przew. parlamentu Czech.

Złodzieje wokół junty Zełenskiego”.

Narasta konflikt po słowach czeskiego polityka – 

Filip Adamus pch24.pl/zlodzieje-wokol-junty-zelenskiego

Przewodniczący czeskiej izby poselskiej, Tomio Okamura, w ostrych słowach skrytykował udzielanie wsparcia Ukrainie. Wobec jego wypowiedzi zaprotestowała ambasada tego kraju. Minister Spraw Zagranicznych Czech uznał stanowisko przedstawiciela wschodniego państwa za wykraczające poza dyplomatyczne standardy. 

Politycy opozycji uważają, że wypowiedzi Okamury, który stoi na czele  prawicowego ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD), przynoszą wstyd Republice Czeskiej. Zaapelowali do premiera Andreja Babisza, aby zdystansował się od słów koalicyjnego partnera. Opozycja chce także debaty i przyjęcia krytycznej uchwały na temat wypowiedzi Okamury.

Złość opozycji przewodniczący izby poselskiej wzbudził, nazywając wojnę na Ukrainie bezsensowną, oraz sugerując, że władza Zełenskiego jest nielegalna, a zgromadzeni wokół niego politycy skorumpowani. 

Według Okamury Czechy muszą skończyć z pozycją kraju podporządkowanego i wyzyskiwanego. – Nie można za pieniądze, które należą się czeskim emerytom, niepełnosprawnym obywatelom i rodzinom z dziećmi, kupować broni i wysyłać ją do prowadzenia całkowicie bezsensownej wojny – mówił polityk. – Zachodnie firmy i rządy, a także ukraińscy złodzieje z otoczenia junty Zełenskiego, którzy budują sobie toalety ze złota, niech kradną, ale już nie z naszych pieniędzy, niech taki kraj nie będzie w Unii Europejskiej – oświadczył.

Premier Babisz nie odniósł się do noworocznych słów koalicyjnego partnera, ale podobnie jak Okamura opowiada się za zakończeniem wojskowej pomocy dla Ukrainy i sprzeciwia się zaciąganiu na ten cel pożyczek przez Unię Europejską.

Wypowiedź przewodniczącego Izby Poselskiej, który piastuje trzecie, po prezydencie i premierze, najwyższe stanowisko w państwie skrytykowali Ukraińcy. W piątek ostro zareagował przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Rusłan Stefanczuk, który stwierdził, że najsurowiej ocenią Okamurę sami Czesi. [sic!! co za chucpa! md] Ambasador w Pradze Wasyl Zwarycz na profilu na Facebooku nazwał słowa czeskiego polityka „niegodnymi, niedopuszczalnymi i obraźliwymi”. „Oczekujemy, że organy władzy państwowej oraz społeczeństwo obywatelskie w Czechach odpowiednio ocenią tę wypowiedź pod kątem wysokiej funkcji, jaką pełni ten polityk” – napisał Zwarycz.

W odpowiedzi minister spraw zagranicznych Czech Petr Macinka przekazał agencji CTK, że nie uważa za stosowne, aby ambasador obcego państwa publicznie oceniał wypowiedzi jednego z najwyższych przedstawicieli czeskiego państwa. – Jeśli jakakolwiek misja dyplomatyczna ma zastrzeżenia lub pytania, istnieją standardowe kanały dyplomatyczne. Polityka czeska jest sprawą obywateli Czech i ich demokratycznie wybranych przedstawicieli – zaznaczył Macinka.

(PAP)/oprac.FA

Lwów świętuje urodziny Bandery. Poruszające zdjęcia.

Ukraińcy świętują urodziny Bandery. Paskudne sceny we Lwowie [foto]

Filip Adamus pch24.pl/ukraincy-swietuja-urodziny-bandery-paskudne-sceny-ze-lwowa/

Sektorówka przedstawiająca wizerunek Stepana Bandery z napisem „BANDERA – NASZ BOHATER” podczas meczu ukraińskich klubów piłkarskich: Karpaty Lwów vs. Szachtar Donieck (15 kwietnia 2010)


W Nowy Rok mieszkający we Lwowie Ukraińcy uroczyście „świętowali” urodziny ideologa stojącego za eksterminacją Polaków na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej. Mieszkańcy polskiego przez setki lat miasta – czcili Stefana Banderę, modląc się pod jego pomnikiem i maszerując ulicami Lwowa.

Wieczorem 1 stycznia przez Lwów przemaszerował pochód ubranych w wojskowe barwy osób, dzierżących zapalone pochodnie, flagi Ukrainy i czarno- czerwone sztandary zbrodniczej organizacji OUN-B.

Uczczenie ideologa i organizacji stojących za ludobójstwem niewinnych rodzin polskich to nie tylko oddolna inicjatywa. Władze – polskiego przez setki lat miasta zapowiedziały odbudowę pomnika Romana Szuchewycza, nazistowskiego kolaboranta i dowódcę współwinnego morderstwu ludności polskiej. Mer Andrij Sadowy ogłosił, że projekt rzeźby został już wybrany.

fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot.EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot.EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS 105179 Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/MYKOLA TYS Dostawca: PAP/EPA.

Stepana Banderę uczczono również w innych miastach Ukrainy. W Chmielnickim poświęcony mu baner wywieszono na galerii handlowej. Rocznicę jego urodzin świętowano także w Stanisławowie.

Źródło: opoka.org.pl FA

OSTRZĄ BANDEROWCOM SIEKIERY

OSTRZĄ BANDEROWCOM SIEKIERY

Krzysztof Baliński

Dlaczego do uchwały Rady Ministrów wrzucili zapis o „wprowadzeniu odrębnych przepisów dotyczących zwalczania różnych przejawów „mowy nienawiści” – przecież antysemityzm to „mowa nienawiści”? Czy nie chodzi o objęcie uchwałą „ukrainofobii”, o wykorzystanie uchwały do zwalczania „antyukraińskiego rasizmu” i wmówienie Polakom, że to taki inny antysemityzm, a nawet więcej – że jest równoznaczny z antybanderyzmem?

Przejdźmy do konkretów. Socjolożka z Żydowskiego Instytutu Historycznego Anna Landau alarmuje: „Już 10 lat temu Michał Bilewicz zdiagnozował, że współczesny antyukraiński rasizm w Polsce to kopiuj wklej przedwojennego polskiego rasizmu antysemickiego”. Były prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma (Петро Тима), w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” ujawnił, że dzięki grantom z Fundacji Batorego będzie monitorował wpisy w Internecie pod kątem „mowy nienawiści” wymierzone w Ukraińców. Tymczasem sam, fragment pomnika w Domostawie obrazujący polskie dziecko nabite na ukraińskie widły, porównał do „komara na widelcu”.

Wzorując się na Żydach i ich definicjach „antysemityzmu”, wypracowali równie kuriozalne definicje „antyukrainizmu”. Antyukraińską fobią, nienawistną postawą wobec Ukraińców jest wypominanie, że pomoc, jaką udzielamy jest rozkradana, a oni przecież bronią Polski przed Putinem. Dla Weroniki Marczuk zarzuty korupcyjne CBA pod jej adresem to „efekt antyukraińskich uprzedzeń” (co przypomina debatę w Muzeum Polin, gdy żydowski naukowiec ogłosił: „Mówienie o skorumpowanych sitwach u władzy i ich rozbijaniu jest antysemickie”). Gdy w Legnicy złomiarze skradli krzyż z kopuły cerkwi, prowidnyk Ukraińców w Polsce Mirosław Skórka mówił o „ewidentnie symbolicznym geście pokazującym narastającą wrogość do społeczności ukraińskiej w Polsce”. Wtórował mu ambasador Ukrainy: „Zwracam się do organów ścigania Rzeczypospolitej Polskiej – uczyńcie wszystko, aby ta oraz wszystkie podobne zbrodnie przeciwko Ukraińcom i ukraińskości doprowadzone zostały do logicznego końca –  wyroków sądu zgodnie z prawem RP”. Uwagę przy tym zwraca, że o incydencie powiedział „zbrodnia”, a Rzeź Wołyńską zawsze nazywa „wydarzenia”.

Naśladują Żydów w metodach polowania na polskich nienawistników. Przy czym żydowski modus operandi polega na wysyłaniu w świat kłamstw o „polskich obozach”, a ukraiński o funkcjonujących po wojnie „polskich obozach koncentracyjnych dla Ukraińców”. Oba kłamstwa w jednym połączyła dziennikarka CNN, gdy zapytała: „Czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych?”. O „polskim obozie koncentracyjnym dla partyzantów UPA w Świętochłowicach” obszernie w swoich książkach pisze Anne Applebaum. I wybiela przy okazji rolę komunistów żydowskich w mordowaniu polskich patriotów, bo łagier ten nie był – jak kłamliwie utrzymuje – polskim, lecz żydowskim obozem śmierci, bo w sposób sadystyczny, z niezwykłym bestialstwem mordowano w nim przede wszystkim Polaków, bo jego komendantem był Salomon Morel, szefem więziennictwa Mosze Wassersturm, szefem MO w pobliskim Będzinie Jurek Furstenfeld, a prokuratorem w pobliskich Gliwicach Mietek Rosenkranz.

Ukraińcy agresywnie forsują antypolską narrację historyczną. Tak, jak Żydzi oskarżają powstańców warszawskich o mordowanie ocalałych z getta, tak oni oskarżają AK o mordowanie Ukraińców i głoszą: „Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić”. Ukraiński minister Andrij Sybiha, po tym jak w „Gazecie Wyborczej” pojawiły się informacje o 15-letniej Ukraince, która miała doświadczyć przemocy psychicznej w formie obraźliwych wiadomości głosowe, wezwał Polskę do ukarania „przejawiających ksenofobiczną postawę wobec Ukraińców”. Na Facebooku napisał: „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce”. Dorzucił też: „Nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce. Uważam, że takie zachowanie nie może i nigdy nie będzie normą w cywilizowanym społeczeństwie europejskim”. Nie omieszkał też poinformować, że „poruszył incydent wraz z szefem polskiego MSZ podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Polsce i otrzymał zapewnienie, że strona polska odpowiednio zareaguje”. Ale nie „poruszył”, że w Jeleniej Górze 14-letnia Ukrainka zamordowała kuchennym nożem 11-letnią Danusię, wzorową i wszechstronnie uzdolnioną koleżankę ze szkolnej klasy, bo „chciała sprawdzić, jak się zabija człowieka”, że do szkoły przychodziła z nożem i że otwarcie go ostrzyła. Nie „poruszył” też tematu dzieci w polskich szkołach, które są terroryzowane i zmuszane do słuchania banderowskich pieśni.

O antyukraińskim rasizmie nieprzerwanie gardłuje czołowy orędownik tępienia „mowy nienawiści” – Paweł Kowal. Ten obrzydliwie proukraiński typ jest spokrewniony z Heleną Łuczywo, wieloletnią zastępczynią Adama Michnika, wnuczką płk. Ferdynanda Chabera, funkcjonariusza Centralnego Biura Kontroli Prasy MBP i kierownika Wydziału Propagandy KC PPR, której córka Łucja Koch jest szefową Działu Edukacji w Muzeum Polin, głównej manufaktury walki z „mową nienawiści”. Ciotka Kowala w 2002, 2004 i 2005 roku notowana była na liście najbogatszych Polaków, a Kowal został pełnomocnikiem Tuska do spraw odbudowy Ukrainy i nawołuje do przekazywania polskich funduszy ukraińskim oligarchom. Czyżby chciał, śladem cioci, doszlusować do elity finansowej kraju?

Kto jeszcze w Polsce bierze czynny udział w promowaniu narracji, że wypominanie Ukraińcom zbrodni na Wołyniu to „mowa nienawiści”? Od początku III RP środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”, które tropiąc wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce,  przeszło do porządku dziennego nad ideologią OUN, któremu nie przeszkadza, że bandyci, których biorą w obronę, mają na sumieniu śmierć kilkuset tysięcy Żydów. Mimo świadomości, iż ofiarami UPA byli jej ziomkowie, robi to Anne Applebaum, wmawiając nam przy tym, że nacjonalizm nie jest zły, jeśli nie jest nacjonalizmem polskim, a jeśli jest antypolski – to wspaniale. Bardzo często mija się też z prawdą. Choćby wtedy, gdy zrównuje zbrodnie banderowców z akcją „Wisła”. „W końcu czerwca 1947 siłom interwencyjnym udało się wreszcie, część z liczącej sobie 140 tys. społeczności ukraińskiej wypędzić z jej siedzib, wepchnąć do brudnych bydlęcych wagonów i przesiedlić na północ i zachód Polski. To był krwawy i bezwzględny proces, tak samo krwawy i bezwzględny jak wymordowanie mieszkańców Wołynia trzy lata wcześniej” – pisze w jednej z książek.

Takimi żartami popisuje się Zełenski. Na przykład o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny światowej”. Ale to nie tylko dowcip podrzędnego komika. Tu chodzi o wysłanie w świat przesłania, że to Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady, że to Polacy mordowali a Ukraińcy ratowali i że to Polacy a nie UPA ćwiczyli mordowanie Żydów podczas „wydarzeń” na Wołyniu. I już wiemy, dlaczego nikt nie przyjdzie nam z pomocą, kiedy zostaniemy najechani, że będzie to bój o wyzwolenie Polski spod okupacji – trzymając się słów Sybihy – „tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce”. Wiemy też, że noblistka Olga Tokarczuk (tak, jak niegdyś Wolter u boku carycy) zaapeluje do przywódców „państw demokratycznych” (w tym Zełenskiego), aby zrobili porządek z tą „Polską – ostoją nierządu i zabobonu, prześladującą mniejszości”.

Dlaczego w Polsce mogą już wszystko? Nie tylko dlatego, że pomoc ze strony Polski jest im dana raz na zawsze i nie muszą o nią zabiegać. Nie tylko dlatego, że „sługa” nie może dyktować swemu panu, co ma robić. Ale dlatego, że widzą, jak Polacy są spolegliwi wobec Żydów, którzy ich poniżają i oskarżają o różne niegodziwości, a oni, dla wkradzenia się w ich łaski, godzą się na plucie w twarz i jeszcze za to płacą. No i dlatego, że widzą, jak Polacy są słabi wobec roszczeń żydowskich i dla udobruchania Żydów zwracają im majątki.

Sprawę można drążyć pytaniem: Czy „ukrainizacja” Polski nie jest dziełem środowisk „sympatyzujących” z oligarchami, z których tylko jeden na 100 ma nieżydowskie pochodzenie? Czy w całej miłości do Ukrainy nie chodzi o Zełenskiego i jego oligarchów, których łączy jedno – przed świętem Chanuki gremialnie udają się prywatnymi odrzutowcami do Izraela? Czy przyczyną nie jest także to, że Polską i Ukrainą od dekad rządzi żydokomuna? Warszawska ulica o „pierwszym niekomunistycznym rządzie wolnej Polski” mówiła: „Sami Żydzi tylko jeden Syryjczyk” (chodziło o ministra przemysłu Tadeusza Syryjczyka). Dziś o rządzących Ukrainą ulica kijowska mówi: „Sami Żydzi tylko jeden Tatar” (chodzi o Rinata Achmetowa), a my o polskim rządzie mówimy: „Sami Ukraińcy tylko jeden Niemiec” (ale i on ma ukraińską konkubinę). I jeszcze jedno – śledząc kariery polskich polityków powiązanych z Ukrainkami można pytać, czy karier nie porobili dzięki machinacji kadrowej podobnej do funkcjonującej od dekad „Instytucji Esterki”, która polega na pomyślnym swataniu Polaków z Żydówkami?

Dlaczego na Ukrainie nie istnieje w ogóle temat odszkodowań za  mienie pożydowskie? Co jest o tyle zastanawiające, że  przed wojną większość Żydów mieszkała na wschodnich terenach II RP i tam pozostały majątki większości ofiar Holokaustu. Czy nie dlatego, że na Ukrainie wszystko przejęli Żydzi i trudno byłoby wysuwać do tych majątków roszczenia? Może też chodzić o swoistą rekompensatę dla Ukraińców, którzy pozwolili Żydom rozkraść Ukrainę oraz przejąć grunty rolne i lasy, poprzez wypuszczenie banderowskich sotni do Polski, żeby ją złupić? A jak już złupią to (tak, jak w wojsku chazarskim) dojdzie do podział łupów, połowę zagarnie wódz czambułu. A za złupione wykupi kolejny kawałek Polski.

Ukraińcy (tak, jak Żydzi) nakłaniani są do nabywania polskiego obywatelstwa. Hebrajskojęzyczne portale instruują, że w ten sposób „można dochodzić roszczeń majątkowych za mienie pozostawione w Polsce przez „wypędzonych” w marcu ’68. A Ukraińców przecież też „wypędzono” podczas akcji „Wisła”, i też mają prawo do pozostawionych majątków! Przypomnijmy, że gdy w 2018 r. Kongres uchwalił Act 447, PiS mamiło opinię publiczną tym, że spłaty Żydom nie naruszą interesów Polaków, bo zostaną zrekompensowane wypłatami od Niemców. Dziś PO mami tym, że wielomiliardowa pomoc dla Ukrainy nie narusza interesów Polaków, bo zostanie zrekompensowana pieniędzmi skonfiskowanymi Ruskim. 

Na Dzikich Polach doszło do wielkiego skandalu – „masowego schematu defraudacji w przemyśle energetycznym” (by zacytować komunikat ukraińskiego biura antykorupcyjnego – NABU). Z Ukrainy do Izraela zbiegł Timur Mindycz „blizkij drug” Zełenskiego. To nie tylko wizerunkowa katastrofa prezydenta, ale i cios w polskich Ukrainerów, którzy w tym jakiś udział mieć musieli! I tu postawmy tezę: Polska już spłaca roszczenia żydowskie m. in. poprzez pomoc dla Ukrainy, która jest niczym innym, jak pomocą dla żydowskich oligarchów, którzy dzielą się rozkradzionymi w ten sposób pieniędzmi z Izraelem. Hipotezę taką wzmacnia to, że „pomocą” dla Ukrainy zajmuje się Paweł Kowal oraz Anne Applebaum. Ta ostatnia przy pomocy Radka (chociaż, nie wiemy, czy wtajemnicza w to wszystko swego głupkowatego męża).

Hipotezę taką wzmacnia to, że Pawło Kowal skarcił Tomka Terlikowskiego za to, że „mówi o korupcji a to drugorzędna sprawa, bo toczy się wojna i Ruscy wysadzają tory”, i tekst Applebaum zatytułowany „Czym korupcja w Kijowie różni się od korupcji w Waszyngtonie?”, w którym przekonuje, że „afera korupcyjna w otoczeniu Zełenskiego oznacza, że ukraiński system polityczny jest zdrowy i działa zgodnie z prawem”. Hipotezę taką wzmacnia także to, że po wyjściu na światło dzienne afery Mindycza, Radek Sikorski natychmiast przelał z konta MSZ do Kijowa 100 milionów dolarów. No i jeszcze jedno – wypominanie, że Timur (i jego żydowska drużyna) miał paszport izraelski i że zwiał do Izraela, to już jawny „antysemityzm”. Bo przecież on tylko znalazł schronienie w Izraelu przed antysemitami z NABU.

A co do Radka to kiedyś, na wiadomość o aresztowaniu Sławomira Nowaka, padł na niego blady strach. Wielbiciel Twittera stracił chęć do tweetowania. Milczał całymi dniami. Co tym bardziej dziwiło, że wcześniej na podobną aferę korupcyjną zareagował tweetem: „Powiedzieć o ukraińskiej gospodarce, że nie jest skorumpowana, to tak jak powiedzieć o Julii Tymoszenko, że jest niepokalanie uczciwa”. Szefowi jednego z najbardziej zżeranych korupcją ministerstw odpowiedzieli wówczas blogerzy: „Mówić, że gospodarka polska nie jest skorumpowana, to tak jakby mówić, że Anne Applebaum jest dziewicą”.

Do afery Mindycza doszło po naciskach władz amerykańskich, do których docierały sygnały, że kontrola nad pomocą wysyłaną Ukrainie kończy się na polskiej granicy, i gdy w Senacie USA zapytano, skąd Zełenski wziął 700 mln dolarów (bo na tyle wyceniła jego majątek „Forbes”). I właśnie dlatego zapytać trzeba: Czy, po zakończeniu wojny, ukraińscy oligarchowie obłowieni na polskiej pomocy, nie ukryją zrabowanych pieniędzy nad Wisłę, pod opiekę warszawskich rabinów z Chabad, którzy pomogli im się nakraść?

Nie należy też wykluczyć innego scenariusza: W przypadku totalnej klęski na froncie – dostaną azyl w Polsce. Azyl dostaną też ukraińscy nacjonaliści, którzy, dzięki pieniądzom od oligarchów nabyli dziwną przypadłość – nie są zwolennikami „Ukrainy dla Ukraińców”, są tylko „wrogami Rosji”, Żydom nie zagrażają, ale są na tyle zapalczywi, że doprowadzą do wojny domowej w Polsce.

Pikanterii aferze dodaje, że Timur Mindycz, przed odlotem do Tel Awiwu wpadł do synagogi sekty Chabad w Warszawie. Nie wiadomo tylko, czy na modlitwę czy na rozmowy biznesowe, bo Chabad w Polsce (tak, jak na Ukrainie) nie zajmuje się krzewieniem mądrości Talmudu, a biznesem, szczególnie przejmowaniem kamienic. I tu pytanie: Czy to Chabad nie dokończy przedwojennego żydowskiego zamysłu: „Wasze ulice, nasze kamienice”. I czy nie uzasadnione jest podejrzenie, że Timur i jego „blizkij drug” Wołodymyr to tylko kurierzy przewożący, pod ochroną Mosadu i ABW, zrabowane pieniądze do Izraela?

Co jeszcze świadczy o tym, że to wojna żydowska? Bo jest w interesie osiadłych w Nowym Jorku skomunizowanych żydków z Galicji. Bo Tom Rose powiedział w Senacie: „Izrael prowadzi wojnę na siedmiu frontach, sześciu na Bliskim Wschodzie a siódmym w Europie”. Bo nacjonalista żydowski stał się nacjonalistą ukraińskim, wybaczył banderowcom unicestwienie swoich ziomków i żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwala powiedzieć na Banderę złego słowa. Bo takiego sojuszu broni żydokomuna w Polsce, a osłonę medialną zapewnia „Gazeta Wyborcza” i TV Republika (która swą siedzibę wynajęła od warszawskiej gminy żydowskiej). Bo PiS i KO w tej sprawie zachowują się, jak Komintern w odniesieniu do wojny polsko-bolszewickiej, wykazują pełną jednomyślność, a drobne animozje wynikają jedynie z licytowania się, kto da Ukrainie więcej.

A na koniec kilka konkluzji:

Coś wisi w powietrzy, coś się święci, coś Polakom szykują. Wkrótce uraczą nas uchwałą o „Przeciwdziałaniu antyukrainizmowi i wspieraniu życia ukraińskiego w Polsce na lata 2026-2100”, która będzie przewidywać sankcje karne wobec Polaków, będzie kompatybilna z ogłoszonymi przez Tuska „pięcioma przykazaniami” ostrzegającymi Polaków, że każde „ale” wobec Ukrainy oznacza zdradę na rzecz Rosji,

Polacy stają się obywatelami trzeciej kategorii, co wskazuje na to pogardę, jaką Żydzi i Ukraińcy żywią wobec nas i że nie byłoby to możliwe bez zorganizowanej i wpływowej agentury, która do wyzwolenia Polski spod jarzma zoologicznych ukrainofobów wydeleguje tych samych prokuratorów, którzy zajmują się antysemitami.

Ukraińcy po cichu grabią Polskę, a Żydzi (też po cichu) mienie bezspadkowe i jeszcze razem tworzą sobie Ukropolin. A jak już wycisną z Polski wszystkie żywotne soki, jak już odbiorą odszkodowania za „wydarzenia” na Wołyniu, wymuszą jeszcze większe pieniądze dla banderowskich fundacji, czyli finansowanie banderowcom ostrzenia siekier. Ugrają też Ukropolin, bo to wszystko jest do siebie dopasowane jak puzzle.

Widzimy, jak profetyczny był Grzegorz Braun ze swymi przestrogami: Stop ukrainizacji Polski i Stop banderyzacji polskiej racji stanu.

Krzysztof Baliński

1 stycznia Ukraińcy i ich duchowieństwo uczcili zbrodniarza Stepana Banderę

1 stycznia Ukraińcy uczcili zbrodniarza Stepana Banderę

02.01.2026 tysol/1-stycznia-ukraincy-uczcili-zbrodniarza-stepana-bandere

Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć opublikowało na platformie X zdjęcia z obchodów kolejnej rocznicy urodzin Stepana Bandery, którą Ukraińcy obchodzili 1 stycznia 2026 roku w wielu miastach, w tym we Lwowie, Drohobyczu i Mościskach.

Ukraińscy duchowni podczas uroczystości ku czci Stepana Bandery

Ukraińscy duchowni podczas uroczystości ku czci Stepana Bandery / Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć

Kolejne urodziny Bandery

Na zachodniej Ukrainie hucznie obchodzono kolejną rocznicę urodzin Stepana Bandery, lidera Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, zbrodniarza i terrorysty, ponoszącego moralną i polityczną odpowiedzialność za ludobójstwo na Polakach i obywatelach II Rzeczypospolitej innych narodowości – napisało na platformie X Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć.

W uroczystościach uczestniczyli duchowni

Co budzi największą grozę, to liczna obecność duchownych greckokatolickich pod pomnikami Bandery, wychwalających go jako ”bohatera Ukrainy”. Zresztą, czynili to również politycy, samorządowcy i działacze społeczni. Na obchodach obecna była młodzież – relacjonowali przedstawiciele Stowarzyszenia.

Ideologia banderowska silnie zakorzeniona na Ukrainie

To pokazuje, jak silnie zakorzeniona na Ukrainie jest ideologia banderowska

Na Ukrainie na ma nazizmu? Tak tam wychowują młodzież przy poparciu duchowieństwa 

– skomentował uroczystości ku czci Bandery prof. Andrzej Zapałowski. 

 

Ideologia banderowska

Ukraina buduje swoją współczesną państwowość na ideologii banderowskiej będącej niczym innym, jak tylko ukraińską odmianą nazizmu. Jest to mocno niepokojące ze względu na to, że to właśnie ona w przeszłości odpowiadała za mordy dokonywane przez Ukraińców na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wówczas zostało bestialsko wymordowanych około 200 tys. Polaków, a ukraiński kler święcił siekiery, piły i inne narzędzia, którymi dokonywano tej zbrodni.

========================================

Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” @WspolnotaPamiec

Lwów, Drohobycz, Mościska… Na zachodniej Ukrainie hucznie obchodzono kolejną rocznicę urodzin Stepana Bandery, lidera Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, zbrodniarza i terrorysty, ponoszącego moralną i polityczną odpowiedzialność za ludobójstwo na Polakach i obywatelach II Rzeczypospolitej innych narodowości. Co budzi największą grozę, to liczna obecność duchownych greckokatolickich pod pomnikami Bandery, wychwalających go jako „bohatera Ukrainy”. Zresztą, czynili to również politycy, samorządowcy i działacze społeczni. Na obchodach obecna była młodzież. To pokazuje, jak silnie zakorzeniona na Ukrainie jest ideologia banderowska.

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

6 683 wyświetlenia

=================================

sektorówka:

23-letni Ukrainiec zatrzymany na Okęciu. Miał przy sobie urządzenie do zagłuszania fal radiowych

23-letni Ukrainiec zatrzymany na Okęciu.

Miał przy sobie urządzenie do zagłuszania fal radiowych

Michał Dzierżak niezalezna/23-letni-ukrainiec-zatrzymany-na-okeciu-mial-przy-sobie-urzadzenie-do-zagluszania-fal-radiowych

23-letni obywatel Ukrainy został zatrzymany na lotnisku Chopina. Służby znalazły przy nim urządzenie do zagłuszania fal radiowych. Prokuratura wyjaśnia okoliczności tej sprawy, a 23-latek przebywa obecnie w tymczasowym areszcie.

Jak powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba, 27 grudnia sąd zastosował miesięczny areszt tymczasowy wobec 23-letniego obywatela Ukrainy Illii S., który drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia godzinami przesiadywał w jednym z lokali gastronomicznych na warszawskim lotnisku.

Zachowanie mężczyzny wzbudziło podejrzenia służb ochrony portu, które znalazły przy nim urządzenie do zagłuszania fal radiowych, działające w pasmach częstotliwości zarezerwowanych dla łączności i nawigacji lotniczej. Wówczas mężczyznę zatrzymano.

Jak powiedział rzecznik, prokurator wnioskował o trzymiesięczny areszt, jednak sąd stwierdził, że miesiąc jest wystarczający na powołanie biegłego. Pomoże on ustalić, co znajduje się na zabezpieczonych nośnikach i do czego dokładnie służyły.

Jak informowała czwartkowa „Rzeczpospolita”, „mężczyźnie postawiono zarzut z art. 13 par. 1 k.k. w zw. z art. 212 ust. 1 pkt. 4 ustawy Prawo lotnicze, czyli usiłowania działań »zagrażających bezpieczeństwu ruchu lotniczego«”

Cyber-gangi ze Wschodu atakują! To głównie Ukraińcy

Cybergangi ze Wschodu atakują! To głównie Ukraińcy

wpolityce.pl/cybergangi-ze-wschodu-atakuja-to-glownie-ukraincy

Jak grzyby po deszczu powstają grupy przestępcze zorganizowane na wzór korporacji, wyspecjalizowane w oszustwach metodą „na bankowca” i „na inwestycje”; proceder opanowali ukraińscy przestępcy – pisze „Rzeczpospolita”.

Według gazety, telefony do ofiar są wykonywane z call center w Kijowie, Odessie czy Charkowie, a w Polsce pozostała część grupy pilnuje finału oszukańczego przedsięwzięcia, czyli wypłaty pieniędzy. Proceder jest urządzony na wzór korporacji, a kandydaci są badani wariografem – tak działają współczesne cybergangi, które okradają ofiary podszywając się pod pracowników banków i pod platformy inwestycyjne. Kontrolują go przestępcy z Ukrainy, ścigani przez polskie oraz ukraińskie służby.

Badania na wykrywaczu kłamstw

To grupy przestępcze o wysokim stopniu zorganizowania, w niektórych przed przyjęciem każdy kandydat był obligatoryjnie badany na poligrafie (wariografie) i pytany na przykład o współpracę z organami ścigania

— powiedział „Rzeczpospolitej” Marcin Zagórski, rzecznik Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, które ściga tego typu przestępczość.

Jak poddaje „Rz”, w rozbitych dotąd cybergangach obywatele Ukrainy stanowili przeszło 90 proc. składu – pozostali, to inni cudzoziemcy, werbowani do podrzędnych zadań.

Ten kawałek „tortu” jest praktycznie poza zasięgiem polskich grup przestępczych — przyznał cytowany w artykule wysoki oficer CBZC.

Gazeta informuje, że „oszustwa internetowe nasilają się – w 2023 r. było ich 85 tys., w ubiegłym 93 tys., w obecnym skala nie będzie mniejsza”. Statystyki nie wyodrębniają oszustw według modus operandi, jednak policjanci i prokuratorzy z pionów do zwalczania cyberprzestępczości przyznają, że spraw „na bankowca” i „na inwestycje” jest mnóstwo. Kosztem ofiar oszuści osiągają rekordowe zyski. Tylko jedna grupa wyłudziła 6 mln zł w ciągu trzech lat.

PAP/Tomasz Karpowicz

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kryminal/749641-cybergangi-ze-wschodu-atakuja-to-glownie-ukraincy

Wizyta Wołodymyra Zełenskiego okazała się dla Polski katastrofą

Klęska pod Zełenskim

Konrad Rękas myslpolska.rekas-kleska-pod-zelenskim

Wizyta Wołodymyra Zełenskiego okazała się dla Polski katastrofą.

Czy ktoś jeszcze pamięta nadzieje i oczekiwania sprzed zaledwie kilku dni? Że prezydent Karol Nawrocki zachowa się godnie, wyartykułuje w końcu nie tylko kwestie zadośćuczynienia historycznego, ale również żądanie konkretnych rozliczeń finansowych? Że nawet uśmiechnięty rząd, choćby dla pozoru dostosuje się do coraz wyraźniejszych oczekiwań społecznych i co najmniej stonuje entuzjazm dla rozdawnictwa pieniędzy i sprzętu wojskowego dla Kijowa?

Prezydencik

Nic takiego oczywiście nie zaszło. Z zuchowatości PKN wobec Zełenskiego nie zostało dokładnie nic poza różnicą wzrostu. Prezydent RP poparł oddanie MiG-ów Ukrainie i żyrowanie przez Polskę 90-miliardowej darowizny dla Kijowa, choć demonstracyjnie prawie wcale się przy tym nie cieszył, chwaląc się publicznie „twardą, uczciwą i partnerską rozmową” z Zełenskim. Tyle tylko, że nie zdradził czy bardzo go od tej twardości bolały kolana… Skądinąd PKN przyjął Zełenskiego pod obrazem Kościuszko prowadzi kosynierów do ataku. Szalenie symbolicznym i skłaniającym do kolejnego pytania: czy kosy też Ukrainie podarujemy?

To bowiem naprawdę jest takie proste, wystarczy odpowiedzieć sobie: dlaczego prezydent Donald Trump potrafił przeczołgać Zełenskiego, a prezydencika Nawrockiego na to nie stać? Do tego stopnia nie stać, że musieliśmy też znosić kolejne upokorzenie, zachwyty mediów, jak to podczas rozmów Zełenski-Nawrocki udało się „zręcznie wybrnąć z drażliwej kwestii” blisko 250 tysięcy bestialsko zamordowanych Polaków i pamięci o Nich. Czy więc w tej sytuacji możemy już przewinąć do 2030 roku i kolejnej odsłony pewności, że następny kandydat PiSu (czy co tam wtedy będzie istnieć) to już na pewno nie będzie Sługą Ukrainy i koniecznie trzeba go poprzeć jako mniejsze zło? 

Ukraińcy nie walczą za Polskę

Z kolei premier Donald Tusk triumfalnie ogłosił zgłoszenie ochotnicze III RP do €90 miliardowego podarunku dla Ukrainy, przy którym przestano nawet udawać, że choćby centa uda się kiedyś odzyskać. Reparacje bowiem, którymi rzekoma ta „pożyczka” jest gwarantowana – płaci strona przegrana, a tę wojnę przegrywa Kijów. Owe €90 miliardów to zatem kolejna darowizna, nie żadna pożyczka. Darowizna z naszych kieszeni. Co zabawne, zdaniem premiera Tuska KE ot tak, po prostu znalazła te €90 miliardów, gdy sobie bezpańskie leżały na boku: „Co się mają marnować, niech sobie w Kijowie kupią jakiś złoty sedes!” – wzruszyli się eurokraci. Tak bowiem trzeba rozumieć zapewnienie, że podarek „nie pochodzi z niemieckiego, francuskiego, ani polskiego portfela”. Cud mniemany zatem nastał! Pieniądze z nieba via Bruksela do Kijowa spadają. Szkoda tylko, że to niebo dla Ukrainy – to Polska…

Oczywiście uśmiechnięty przekaz dnia uderzył w ton „A dobra, zapłacimy, bo zabijają ruskich!”,gdy przecież zupełnie oczywistym jest, że Ukraińcy nie walczą za Polskę. Można mieć nawet wątpliwości czy walczą za Ukrainę, ale z całą pewnością w niczym nam, Polakom, nie pomagają i niczego nie jesteśmy im winni.

Obrazu dopełniły zaś piszczące posłanki robiące sobie selfie z machającym im wielkopańsko Zełenskim. Cóż, patrząc na tzw. elity III RP, warto przypomnieć, że maseczki też dzielnie nosiły one do końca, w każdym razie przy kamerach i właściwie zostaje tylko wątpliwość czy oni jeszcze naprawdę nadal wierzą, że to zachwyca wyborców czy wystarcza im, że takie przytulanki i selfiaczki zostaną odnotowane w paru ambasadach?

Upokarzają Polskę

Reasumując, ukraiński de facto prezydent był w Warszawie podejmowany niczym Bohdan Chmielnicki wkraczający do Kijowa w grudniu 1648 roku, po pogromieniu Polaków pod Piławcami. Zełenski ma w III RP lepszą prasę niż na Ukrainie, a stojące za nim interesy skwapliwie wykorzystują to aż do ostatniego eurocenta z polskich kieszeni. A najfatalniejszy jest przy tym przekaz potwierdzający brak podmiotowości międzynarodowej III RP. Nie uczestnicząc w podejmowaniu decyzji, Polska posłusznie wykonuje te przekazane z Londynu, Berlina i Paryża. W Kijowie słusznie zatem uważa się, że niczego nie są nam winni, ani za nic nie muszą być Polakom wdzięczni, jesteśmy bowiem tylko podwykonawcami, dla których nadmiar łaski to słitfocia podczas N-tej wizyty podrzędnej wagi. Zarządcy III RP płaszczą się więc już nie tylko przed swymi zachodnimi nadzorcami, ale nawet przed wynajętym przez nich aktorem z upadającego kraju. Wizyta ukraińskiego p.o. prezydenta wystawiła Polskę na ostateczne pośmiewisko. Odwiedziny Zełeńskiego to kompromitacja dla dyplomacji i całej klasy politycznej III RP, a także największa klęska w stosunkach polsko-ukraińskich od czasu bitwy pod Batohem.

Polacy się budzą

A jednak, pomimo tego całego festiwalu wstydu, jest nadal dla Polski nadzieja i jak zwykle wiąże się ona z może nie oczywistym, ale niewątpliwym potencjałem naszego narodu.

Oto bowiem od jakiegoś czasu główny nurt nie może otrząsnąć się ze zdziwienia (i oburzenia), że Polacy już nie noszą ukraińskich nachodźców na rękach i mają dość wojny. Grzechem pierworodnym było nazywanie „onucową propagandą” ostrzeżeń, że napięcia polsko-ukraińskie mogą się pojawić. Upieranie się, że problemu nie ma i nigdy nie będzie z zasady prowadzi do eskalacji.  A że zamiast tego serwowano jednostronną propagandę – to wahadło teraz odbija… „To na pewno przez Putina, jego trolle i boty!” – słyszymy. Przypomina to równie spóźnioną obyczajkę Jacka Kuronia, Adama Michnika i innych, którzy ok. 2000 roku zaczęli dociekać czemu część Polaków nie wydaje się wystarczająco zachwycona skutkami transformacji III RP. „To trzeba jaką komisję powołać dla wyjaśnienia fenomenu!”– czytaliśmy wówczas. „Kilku socjologów, może kogoś z młodzieży, no i koniecznie ze znaczącym udziałem autorytetów, którzy wyjaśnią społeczeństwu co robi ono źle i czego nie rozumie!” – postulowano. Nie brakowało nawet bicia się we własne piersi: „Może ktoś tych ludzi za mało przytulał w dzieciństwie? Może nie opublikowaliśmy wystarczająco dużo artykułów o homo-sovieticusach z PGR-ów, o mordowaniu przez Polaków Żydów i o księżach-pedofilach?” – frasowano się.

Podobnie i dzisiaj: może za mało było mowy o rosyjskich onucach i kremlowskich korkach od szampana? Może za rzadko przypominano, że Kijów walczy za nas, Ukraińcy nas ubogacają i że zawsze będziemy stać przy Ukrainie? Może nie dość przykręcono śrubę wszystkim myślącym, mówiącym i piszącym inaczej? No przecież musi być jakieś racjonalne wytłumaczenie czemu ten okropny polski naród znowu nie dorasta do swoich elit! Jakoś musi się dać tych wstrętnych Polaków wymienić, skoro znów nie daje się nas przerobić!

Po raz kolejny interesy i światopogląd zarządu komisarycznego III RP i interesy Polaków okazały się całkowicie rozbieżne, ale po raz pierwszy od lat Polacy w rosnącej masie nie dali się ani zmanipulować fałszywymi wyliczeniami rzekomych korzyści, ani wpędzić w nieuzasadnione poczucie winy. W poczuciu realnego zagrożenia, cudzą wojną i ukraińską kolonizacją – Polacy się budzą.

Najwyższy czas.

Konrad Rękas

Po ataku na rezydencję Putina Rosja zrewiduje swoje stanowisko w sprawie Ukrainy

Thomas Röper anti-spiegel.ru/2025/russland-wird-seine-positionen-in-der-ukraine-frage-neu-bewerten/

Po ataku na rezydencję Putina

Rosja zrewiduje swoje stanowisko w sprawie Ukrainy

W w nocy z niedzieli na poniedziałek Ukraina zaatakowała rezydencję prezydenta Rosji Putina 91 dronami. W rozmowie telefonicznej z Trumpem Putin oświadczył, że Rosja ponownie rozważy swoje stanowisko w sprawie negocjacji z Ukrainą i poprosił o zrozumienie.

Anti-Spiegel  29 grudnia 2025

Ukraiński przywódca Zełenski robi wszystko, co w jego mocy, aby sabotować negocjacje pokojowe. Zaledwie kilka godzin po spotkaniu z prezydentem USA Trumpem, Ukraina przeprowadziła zmasowany atak dronów na rezydencję prezydenta Rosji Putina, używając 91 dronów. Wszystkie drony zostały zestrzelone i, według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, nie wyrządziły żadnych szkód.

W konflikcie ukraińsko-rosyjskim istnieje swego rodzaju nieoficjalne porozumienie o nieatakowaniu władz drugiego kraju. Z tego powodu Rosja nie zaatakowała jeszcze ani jednego ministerstwa ani pałacu prezydenckiego Zełenskiego w Kijowie. Rosja zna również prywatne adresy większości ukraińskich urzędników państwowych, a mimo to nie zaatakowała rezydencji Zełenskiego ani żadnego innego ukraińskiego polityka.

Zatem ukraiński atak na rezydencję Putina stanowi szczególną prowokację, ponieważ oprócz ataku na Putina osobiście, był to również atak na negocjacje pokojowe.

Prezydent USA Trump oświadczył, że był „bardzo zły”, gdy sam Putin poinformował go o ataku podczas rozmowy telefonicznej, czemu Zełenski zresztą zaprzecza. Co innego mógł zrobić Zełenski – przecież nie chce Trumpa otwarcie prowokować?

Według rosyjskich mediów Putin poinformował Trumpa, że ​​Rosja rozważy swoje stanowisko negocjacyjne w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie, ale będzie nadal uczestniczyć w procesie negocjacyjnym. Putin poprosił Trumpa o zrozumienie, które Trump najwyraźniej wyraził, sądząc po jego początkowej reakcji. Co więcej, atak Zełenskiego prawdopodobnie przyniósł odwrotny skutek, ponieważ Trump, który był celem kilku zamachów, mógł wzmocnić swoją sympatię i zrozumienie dla Putina.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ oświadczyła, że ​​Rosja odpowie na ten atak nie środkami dyplomatycznymi, lecz militarnymi.

=====

Ciekawy ten spektakl – kijowski zielony zbój niedawno powiedział, że kto wie, jak długo Trump jeszcze będzie żył, a później w ramach życzeń bożonarodzeniowych wplótł wizję śmierci Putina. 
Służby wiadomych wywiadów tworzą scenariusz, klaun odgrywa rolę, a wszystko chyba zmierza w kierunku usunięcia żałosnej gnidy.

Россия уничтожила эшелон НАТО! «Кинжалы» сожгли Patriot и ATACMS в 30 км от Польши

Mirosław Dakowski:

Wolę dać tytuł w oryginale. Poniższy film jest oczywiście propagandowy. Zdjęcia – dobrane przypadkowo. Np. palące się parowozy sprzed 80 lat. Może jednak celowo, by uwidocznić montaż??

Ale fakt zniszczenia ogromnego transportu broni z Zachodu, jadącej z Jasionki koło Rzeszowa dn. 27 grudnia jest chyba bezsporny. Uderzenie nastąpiło w centrum przeładunku na kolej szerokotorową 30 km. od polskiej granicy, tj. w połowie drogi do Lwowa. Sprawa zbyt groźna dal nas, by to przemilczeć.

Panika u rządzących Polską również jest odczuwalna. „Poderwali myśliwce”…

Źródła rosyjskie, oczywiście propagandowe, grożą, sugerują, że może [???] następny atak Kindżałów sięgnie po Rzeszów..

Россия уничтожила эшелон НАТО! «Кинжалы» сожгли Patriot и ATACMS в 30 км от Польши

=========================================


Dr Ignacy Nowopolski

27 grudnia 25 roku Rosyjskie hipersoniczne Kindżały zniszczyły eszelon NATO tuż za polską granicą w miejscu przeładunku na pociąg z ukraińską szerokością torów

Korupcyjny skandal w Radzie Najwyższej Ukrainy. A capo di tutti capi „prezydentem”.

Korupcyjny skandal w Radzie Najwyższej Ukrainy.

NABU zatrzymało deputowanych za branie łapówek

ndz., 28/12/2025 – zmianynaziemi/korupcyjny-skandal-w-radzie-najwyzszej-ukrainy-nabu-zatrzymalo-deputowanych-za-branie

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) wraz ze Specjalną Prokuraturą Antykorupcyjną (SAP) przeprowadziło 27 grudnia 2025 roku bezprecedensową akcję wymierzoną w korupcję na najwyższych szczeblach władzy. W wyniku operacji pod przykryciem zdemaskowano zorganizowaną grupę przestępczą, w skład której wchodzili czynni deputowani do Rady Najwyższej Ukrainy. Według oficjalnego komunikatu NABU, parlamentarzyści systematycznie przyjmowali łapówki w zamian za określone głosowania w parlamencie.

Śledztwo skupiło się głównie na deputowanych z frakcji Sługa Narodu, partii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Wśród osób, którym przedstawiono zarzuty, znaleźli się Jewhen Pywawarow, Ihor Nehulewskyj oraz Jurij Kisiel, przewodniczący Komisji Transportu i Infrastruktury. Niektóre źródła wymieniają również Olhę Sawczenko jako jedną z podejrzanych.

Operacja NABU napotkała jednak na poważne przeszkody. Jak podaje agencja informacyjna APA, funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwowej, podlegającego bezpośrednio prezydentowi Zełenskiemu, aktywnie utrudniali pracę detektywów NABU, blokując im dostęp do pomieszczeń komisji parlamentarnych, gdzie miały być przeprowadzone czynności śledcze.

„Pracownicy Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego stawiają opór oficerom NABU, którzy próbują wejść do budynku Rady Najwyższej w celu przeprowadzenia czynności procesowych” – przekazało NABU w oficjalnym oświadczeniu

Sprawa ta jest jedną z największych afer korupcyjnych ujawnionych na Ukrainie w ostatnich latach i budzi szczególne kontrowersje ze względu na fakt, że dotyczy przedstawicieli najwyższych władz w czasie, gdy kraj nadal zmaga się z rosyjską agresją. Według dostępnych informacji, deputowani mieli przyjmować korzyści majątkowe w zamian za głosowanie zgodne z interesami określonych grup biznesowych.

To nie pierwszy przypadek, gdy NABU i SAP demaskują korupcję na wysokim szczeblu. W sierpniu 2025 roku te same instytucje wykryły inny schemat korupcyjny, w który zamieszany był deputowany Ołeksij Kuzniecow. Jak podaje portal uk-winner.com, Kuzniecow wraz z innymi wysokimi urzędnikami państwowymi i wojskowymi zorganizował systematyczny proceder defraudacji środków budżetowych przeznaczonych na zakup sprzętu obronnego dla wojska, w tym dronów i systemów walki elektronicznej.

Eksperci podkreślają, że wyniki postępowań sądowych w tych sprawach będą miały kluczowe znaczenie nie tylko dla przyszłości osób zamieszanych w skandal, ale również dla skuteczności wysiłków antykorupcyjnych i jakości zdolności obronnych kraju.

Portal Transparency International Ukraine informuje, że 9 grudnia 2025 roku NABU i SAP ogłosiły nowe zawiadomienia o podejrzeniu w ramach innej sprawy, znanej jako operacja „Czyste Miasto”, co wskazuje na intensyfikację działań antykorupcyjnych w ostatnich miesiącach.

Oficjalna strona NABU donosi również o postępach w śledztwie dotyczącym korupcji gruntowej w Radzie Miasta Kijowa, gdzie 11 grudnia 2025 roku pojawiły się nowe osoby podejrzane. Wśród nich znajduje się trzech członków zorganizowanej grupy przestępczej.

Seria ujawnionych afer korupcyjnych stawia pod znakiem zapytania skuteczność reform antykorupcyjnych na Ukrainie, zwłaszcza w kontekście aspiracji tego kraju do członkostwa w Unii Europejskiej. Komisja Europejska wielokrotnie podkreślała, że walka z korupcją jest jednym z kluczowych warunków postępu w procesie integracji europejskiej.[hi, hi.. sami też złodzieje… md]

Szczegóły operacji, w tym dokładna liczba osób zaangażowanych w proceder, kwoty łapówek oraz materiał dowodowy, mają zostać ujawnione w najbliższym czasie. NABU zapowiada, że śledztwo jest w toku, a jego wyniki mogą doprowadzić do kolejnych zatrzymań i zarzutów.

Sprawa wywołała szerokie echo w mediach ukraińskich i międzynarodowych, stając się jednym z głównych tematów dyskusji publicznej na Ukrainie w ostatnich dniach 2025 roku.

Źródła:

https://hacc-decided.ti-ukraine.org/en/news/nabu-i-sap-po…

https://nabu.gov.ua/en

https://en.apa.az/europe/criminal-group-including-mps-exp…

https://en.iz.ru/en/2016568/2025-12-27/nabu-reported-obst…

https://eadaily.com/en/news/2025/12/27/the-state-guard-wh..

Europejskie goje zapłacą

Europejskie goje zapłacą

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    28 grudnia 2025 michalkiewicz

Jeszcze nie rozwiał się swąd po chanukowych liturgiach, jakie pan marszałek Włodzimierz Czarzasty odprawował w Sejmie pod nadzorem rabinów (nawiasem mówiąc, czy to przypadkiem nie jest ten „swąd Szatana”, o którym mówił papież Paweł VI, że „przez jakąś szczelinę” przedostał się do „Świątyni Pańskiej”?) – a już gruchnęła wieść o poświęceniach, jakie „Europa” postanowiła podjąć wobec Ukrainy, a przede wszystkim – wobec tamtejszych parchów-oligarchów, żeby – wzorem Timura Mindycza i najbliższego kolaboranta prezydenta Zełeńskiego, Andrzeja Jermaka – mogli przytulić sobie kolejne miliony, zanim nastanie tak zwany „sprawiedliwy pokój”, co to – jak twierdzą militaryści – bywa „straszny” to znaczy – nie stwarza okazji do przytulania milionów.

Zaczęło się od tego, że Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, wpadła na pomysł przekazania Ukrainie zamrożonych rosyjskich aktywów, żeby je tam sobie przytulali i było gites tenteges. Podejrzewam bowiem, że Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, podobnie jak większość innych uczestników „koalicji chętnych”, chyba dzieliła się z prezydentem Zełeńskim i jego kolaborantami przeznaczoną dla Ukrainy forsą, a prezydent Zełeński pozapisywał sobie w kapowniku, kto ile wziął i gdzie schował. Kiedy Amerykanie zakręcili kurek z forsą, prezydent Zełeński zaczął straszyć uczestników „koalicji chętnych” – że wszystko powie, więc tamci ze strachu mało jaja nie znieśli i na giewałt zaczęli obmyślać jakieś nowe źródła szmalcu dla Ukrainy.

Oczywiście głośno tego powiedzieć nie można, więc głośno mówi się, że Ukraina „broni Europy”, a nawet „świata” przed Putinem, który – jak tylko zajmie Kijów – to żelaznym wojskiem runie na Europę i resztę świata, więc futrowanie Ukrainy i rządzących nią parchów-oligarchów jest nie tylko odruchem rozsądku, ale również – religijnym nakazem. Tak przynajmniej twierdzi przewielebny ojciec jezuita Wacław Oszajca z klasztoru przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie, co tylko potwierdza trafność spostrzeżenia starożytnych Rzymian, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem. Najlepszym dowodem trafności tego spostrzeżenia jest to, że opowieści, jakoby Ukraina broniła świata przed Putinem powtarza z miedzianym czołem również „szef naszej dyplomacji”, czyli Książę-Małżonek.

Wróćmy jednak do rosyjskich aktywów, których większość trzymana jest w Belgii (bo również mają je i banki francuskie – ale o tym sza!). W związku z tym „koalicja chętnych” zaczęła młotować rząd belgijski, żeby dał je Ukraińcom, a potem wszystko się załatwi, zeby było gites tenteges. Ale belgijski rząd się zaparł, a poza tym, obok „koalicji chętnych” pojawiła się „koalicja niechętnych”, z Włochami, Cyprem, Maltą Węgrami, Słowacją i Czechami, która stworzyła w Unii tak zwaną „mniejszość blokującą”. W tej sytuacji Belgowie nie dali się „koalicji chętnych” zmłotować i pomysł przekazania Ukrainie zamrożonych rosyjskich aktywów, został po całonocnej debacie w Brukseli odrzucony. Warto, nawiasem mówiąc, przypomnieć, co to są za „aktywa”. Otóż są to obligacje europejskich rządów, które – żeby zamienić je na złoto, dolary, czy euro, które parchy-oligarchy na Ukrainie mogłyby sobie przytulić, trzeba by najpierw je wykupić. Oznacza to, że to wcale nie Rosja wykupywałaby te obligacje, tylko te kraje, które je wystawiły, a więc – kraje europejskie.

Ale prezydent Zełeński naciskał tak mocno, że pojawiły się nawet fałszywe pogłoski, jakoby Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje musiała zażywać „Feminost”, co to zwalcza nietrzymanie moczu, więc podczas owej nieprzespanej berlińskiej nocy „koalicja chętnych” wykombinowała „Plan B”. Polega on na tym, że Unia Europejska zaciągnie pożyczkę w wysokości 90 mld euro, które przekaże Ukrainie – a kiedy już nastanie „sprawiedliwy pokój”, to Ukraina tę pożyczkę spłaci, korzystając z rosyjskich reparacji, które będzie jej musiał wybulić zimny ruski czekista Putin. Dla każdego jako tako spostrzegawczego człowieka jest oczywiste, że Ukraina żadnych reparacji od Rosji nie dostanie, bo któż to widział, żeby przegrany dostawał reparację od wojennego zwycięzcy?

Toteż decyzja co do „Planu B” zapadła przy sprzeciwie trzech państw: Węgier, Słowacji i Republiki Czeskiej. Teoretycznie wymagana jest w takich sprawach jednomyślność, ale skoro prezydent Zełeński domaga się szmalcu, bo w przeciwnym razie – i tak dalej – to niech diabli wezmą wszystkie eurokołchozowe zasady! Inna sprawa, czy ta pożyczka zostanie szybko zaciągnięta – bo wprawdzie Umiłowani Przywódcy, którzy w Belinie dali się zmłotować, cyrograf podpisali – ale w niektórych bantustanach będą musiały zatwierdzić ją parlamenty, a nie wszędzie rządzące gangi dysponują większością. Jak tam będzie, tak tam będzie – w każdym razie prezydentowi Zełeńskiemu na razie zalepiono otwór gębowy złotym plastrem.

Toteż na zaproszenie pana prezydenta Karola Nawrockiego, 19 grudnia przyjechał on do Warszawy. Panu prezydentowi Nawrockiemu, który chciał pokazać, że przed nim nie kuca, powiedział, że Ukraina jest „gotowa” na wykopaliskowe poszukiwania przedmiotów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Czy jednak wykopaliska się rozpoczną – to już takie pewne nie jest, bo wspomniany przewielebny ojciec jezuita Oszajca Wacław natychmiast zareagował zaporowo, że nie czas na jakieś wykopki, kiedy Ukraińcy kopią groby. A kiedy nadejdzie odpowiedni czas? Tego oczywiście nikt nie wie, bo zawsze są jakieś przeszkody, więc prezydent Zełeński mógł złożyć panu prezydentowi Nawrockiemu deklarację o „gotowości” całkowicie bezpiecznie.

Tym bardziej bezpiecznie, że pan prezydent Nawrocki nie był jedynym rozmówcą prezydenta Zełeńskiego. Nasttępnym był obywatel Tusk Donald, który tak się rozkrochmalił, że uznał prezydenta Zełeńskiego za „bohatera” naszego nieszczęśliwego kraju. Co powiedziała mu posągowa Małgorzatsa Kidawa-Błońska – tego nie wiem., Być może tylko wymownie milczała bo – o ile mi wiadomo – nie było akurat na podorędziu Wielce Czcigodnego posła Pupki, który w swoim czasie scenicznym szeptem podpowiadał posągowej Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, co ma głośno powtarzać do mikrofonów i kamer. Więc wprawdzie przed Sejmem odbyła się demonstracja obydwu Konfederacji pod hasłem, że Polska nie jest „sługą narodu ukraińskiego” – ale kto by tam słuchał takich haseł, kiedy – jak pisze poeta – „W londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono: siedem pieczęci kładą masoni pod dekret. Nad skrwawionym Talmudem żółte świece płoną. W płachtę zwinęli szczątki i przysięgli sekret”.

Demonstracja odbyła się również w Gdańsku przed tamtejszą Kliniką imienia króla Heroda. Jedni demonstranci protestowali przeciwko mordowaniu dzieci, podczas gdy inni =- zwłaszcza tak zwane „kobiety” – podkreślali, że mordowanie takich małych dzieci jest w Polsce „legalne”, więc kto jest temu przeciwny, to jest „faszystą”, któremu trzeba zrobić „no pasaran”. Tymczasem w Jeleniej Górze wszyscy są w „szoku” po zabójstwie 11-latki przez 12-latkę – a „szok” wynika z tego, że to „dzieci”. Skoro jednak jedne dzieci są w klinikach im. Króla Heroda ćwiartowane bez znieczulenia, to nie ma co się dziwować, że dzieci starsze też chcą spróbować, jak to smakuje.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Skąd Zełeński weźmie szmalec?

Skąd Zełeński weźmie szmalec?

Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia”   25 grudnia 2025 michalkiewicz

Przypadek zrządził, czy dobry los? Zaraz potem, gdy na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli „koalicja niechętnych” wzięła górę nad „koalicją chętnych”, tworzoną przez państwa, których przywódców podejrzewam o branie łapówek od ukraińskich parchów-oligarchów i w rezultacie nie doszło do porozumienia w sprawie przekazania ukraińskim parchom-oligarchom zamrożonych rosyjskich aktywów, żeby sobie pokradli, ewentualnie – podzielili się łupem z uczestnikami „koalicji chętnych” – w Warszawie ukraiński prezydent Zełeński spotkał się nie tylko z prezydentem Karolem Nawrockim, ale również z obywatelem Tuskiem Donaldem – a nawet z posągową Małgorzatą Kidawą-Błońską. Ciekaw jestem, co też posągowa Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała prezydentowi Zełeńskiemu, skoro nie było przy niej Wielce Czcigodnego posła Pupki, który – jak pamiętamy – scenicznym szeptem podpowiadał jej, co ma mówić, gdy kandydowała na prezydencicę naszego bantustanu.

Pan prezydent Nawrocki, który początkowo stwarzał wrażenie, że nie chce tradycyjnie kucać przez ukraińskim prezydentem – jak to robił pan Andrzej Duda – ostatecznie obiecał spełnić wszystkie ukraińskie oczekiwania w zamian za enigmatyczne zapewnienie, że Ukraina jest „gotowa” na wykopaliska dowodów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego.

Bowiem – w odróżnieniu od Krymu, na którym żadnych przedmiotów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego nie zdążono zakopać, jako że Krym został podarowany Ukraińskiej SSR przez Nikitę Chruszczowa dopiero w 1954 roku – na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej prastara ziemia skrywa mnóstwo reliktów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego.

W odróżnieniu od wykopków, które przeprowadził na Krymie zapakowany właśnie w Polsce do aresztu wydobywczego rosyjski archeolog z Ermitażu, który powykopywać musiał złoto i brylanty zakopane tam przez ukraińskich parchów-oligarchów, to na Wołyniu, czy w Małopolsce Wschodniej nikt nie może mieć wątpliwości, że jest to ukraińskie dziedzictwo kulturowe, jako że autorzy pomysłu zakopania reliktów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, są na Ukrainie obiektem kultu. Ten kult Stefana Bandery i jego kolaborantów pochwala nawet Jabłoneczka – małżonka Księcia-Małżonka. Chodzi o to, że najwyraźniej Żydowie, solidarni z tamtejszymi parchami-oligarchami, dali rozkaz, że banderismus jest najważniejszym elementem ukraińskiej tożsamości narodowej, w związku z tym trzeba przejść do porządku nawet nad tym, że banderowcy również Żydom pociągali smykiem po gardłach. „Stąd dla żuka jest nauka”, że Żydowie kształtują swoją etykę pod kontem aktualnych preferencji kultu Złtego Cielca, który jest – jak wiadomo – najtwardszym jądrem judaizmu, z którym mamy prowadzić intensywny „dialog”.

Wracając do pana prezydenta Nawrockiego to – zastrzegając się, że decyzja do niego nie należy – zapewnił swojego gościa, że nie ma nic przeciwko przekazaniu Ukrainie myśliwców MiG 29 i nawet zauważył, że to nie jest dobra wiadomość dla Putina. O ile jednak Putinowi pewnie z powodu tych myśliwców nie pęknie serce, to z pewnością rozraduje mu się na wieść o przyjęciu w Brukseli „panu B” w miejsce „planu A”, który przewidywał przejęcie i przekazanie Ukrainie zamrożonych rosyjskich aktywów, żeby tamtejsze parchy-oligarchy mogły sobie jeszcze trochę pokraść przez nastaniem sprawiedliwego pokoju – a może nawet, starym zwyczajem – podzielić się łupem z przedstawicielami „koalicji chętnych”.

Tymczasem „Plan B”, który wskutek sprzeciwu „koalicji niechętnych” trzeba było ogłosić za przyjęty, przewiduje zaciągnięcie przez Komisję Europejską długu w wysokości 90 mld euro i przekazanie tej forsy ukraińskim parchom-oligarchom. Ile z tego miałoby wrócić do administrujących poszczególnymi bantustanami biurokratycznych gangów – chyba nie ustalono, bo wygląda na to, że ten „plan B” to takie makagigi, zamarkowane po to, by Unia Europejska nie zbłaźniła się od razu. Rzecz bowiem z tym, że o ile przy przejęciu ruskich aktywów unijni kauzyperdowie twierdzili, że jednomyślność nie obowiązuje, to przy długu – już tak – a poza tym wstępną zgodę na zaciągnięcie długu trzeba uznać za pisaną widłami na wodzie, bo zatwierdzić by ją musiały parlamenty poszczególnych bantustanów.

W tej sytuacji wygląda na to, że wojna na Ukrainie zakończy się zamrożeniem konfliktu i to nawet nie ze względu na zaciekłość ruskiego czekisty Putina, tylko ze względu na brak zainteresowania jej kontynuowaniem ze strony parchów-oligarchów. Bo zainteresowanie wojną ze strony parchów-oligarchów utrzymywało się dopóty, dopóki napływał szmalec. Kiedy jednak źródła szmalcu najwyraźniej zaczęły wysychać, to parchy-oligarchy musiały dojść do wniosku, że trzeba pozbierać co się dotychczas uzbierało i udać sie w miejsce bezpieczne – najlepiej do Izraela, który – jak wiadomo – nie wydaje Żydów, zwłaszcza gdy przyjeżdżają z ukradzionymi milionami.

W tej sytuacji MiG-i z Polski na długo nie wystarczą, podobnie jak 100 milionów dolarów, które zaoferował Ukrainie Książę-Małżonek na wieść, że Timur Mindycz dokładnie tyle przytulił, zanim czmychnął do bezcennego Izraela Ciekawe skąd ten szmalec weźmie Książę-Małżonek? Chyba będzie musiał zmłotować pana ministra Domańskiego z vaginetu obywatela Tuska Donalda, żeby pożyczył u lichwiarzy – ale nie 100 mln dolarów – tylko trochę więcej, żeby wystarczyło na napiwki i dla vagineciarzy., którzy wprawdzie takich apetytów, jak ukraińskie parchy-oligarchy chyba nie mają, ale też przecież byle czego nie zjedzą. W tej sytuacji nie ma rady; prezydent Zełeński chyba nie będzie miał innego wyjścia, jak akomodować się do zbawiennego amerykańskiego planu i rozglądać się, gdzie by tu uratować skórę – no i oczywiście to, co dzięki wojnie udało się przytulić. Najlepszym miejsce wydaje się oczywiście Izrael, bo i tamtejszy premier rządu jedności narodowej Beniamin Netanjahu, przyjmie uchodźców z należytym zrozumieniem wspólnoty losów – bo na Ukrainie bezpiecznie chyba nie będzie i to nawet nie z powodu złego Putina, tylko na przykład – generała Załużnego, który może nie mieć dla prezydenta Zełeńskiego żadnej staroświeckiej rewerencji – nie mówiąc już o reszcie tamtejszego wojska, a nawet – chociaż tymi chyba się tam nikt specjalnie nie przejmuje – tamtejszych cywilów.

Pod tym względem nasz nieszczęśliwy kraj upodobnił się do Ukrainy – bo głupimi cywilami i u nas nikt się nie przejmuje. Bo i po co przejmować się jakimiś głupimi cywilami, kiedy nawet nasza niezwyciężona armia tylko się przygląda, jak Volksdeutsche Partei jeszcze przed zapędzaniem Polaków do Generalnej Guberni, zamierza poddać ich terrorowi, by umożliwić Żydom bezpieczne realizowanie roszczeń majątkowych, dotyczących tzw. własności bezdziedzicznej? Mam oczywiście na myśli projekt uchwały o walce z antysemityzmem i wspieraniu życia żydowskiego w naszym bantustanie.

Stanisław Michalkiewicz

Nie ma współdecydowania bez zaangażowania

Nie ma współdecydowania bez zaangażowania

Stanisław Lewicki konserwatyzm.pl/lewicki-nie-ma-wspoldecydowania-bez-zaangazowania/

W polskich mediach, szczególnie niektórych opozycyjnych, rozgrywa się ostatnio spektakl rozdzierania szat, którego przyczyną jest nieuczestniczenie jakiejś polskiej delegacji w spotkaniach, które mają na celu opracowanie warunków zawarcia pokoju, czy chociażby trwałego zawieszenia broni na Ukrainie. Obserwator nie znający dobrze tematu mógłby odnieść błędne wrażenie, że ten pokój, skoro o nim dyskutuje się w Waszyngtonie, Londynie, Paryżu, czy ostatnio Berlinie, ma być zawarty miedzy Ukrainą a jakimiś państwami Zachodu.

Tymczasem, jak wiadomo, chodzi o zakończenie stanu militarnej konfrontacji między Rosją a Ukrainą.
Dlaczego zatem komentatorzy podniecają się tym co mówi się na spotkaniach w zachodnich stolicach, skoro oczywistym jest, że wypracowane tam stanowisko może nie mieć znaczenia jeśli Rosja nie przyjmie go za podstawę do dalszych ustaleń. Rozumując odrobinę bardziej wnikliwie, można by też stwierdzić, i byłoby to całkiem bliskie prawdy, że chodzi o wypracowanie warunków i wspólnego stanowiska do ustanowienia pokoju między Ukrainą i będącymi z nią w sojuszu państwami Zachodu, z jednej strony, a Rosją z drugiej strony. Takie podejście, jakkolwiek uprawnione, przyznawałoby jednak poniekąd rację stanowisku Rosji, która od dawna twierdzi, że wojnę toczy nie z samą tylko Ukrainą, ale z całym systemem 45 państw, głównie zachodnich, które są formalnie określane przez Rosję jako „państwa nieprzyjazne”, a których spis jest cały czas aktualizowany przez rosyjskie MSZ. Rozpatrując rzecz w takim kontekście, dopiero staje się zrozumiałym fakt, że Ukraina i najważniejsze, oraz najbardziej zaangażowane, spośród owych „państw nieprzyjaznych” Rosji spotykają się razem by ustalić warunki pokoju z Rosją.
Mając tak zdefiniowaną i ustaloną scenę wydarzeń, niektórzy w Polsce bardzo są zawiedzeni tym, że Polska nie jest w gronie tych najbardziej zaangażowanych w konfrontację z Rosją, które to państwa, co jest oczywiste, będą też ponosić największą odpowiedzialność za realizację procesu pokojowego, ale też mogą być wtrącone w dalszą wojnę w przypadku gdy rzecz cała nie zakończy się ustanowieniem tegoż pokoju.

W tym sensie wydawać się może, że dystansowanie się od uczestnictwa w ustalaniu warunków, może być bardziej bezpieczne, gdyż wtedy nie może się zdarzyć, że będziemy zmuszenie do ponoszenia bezpośrednich kosztów, gdy coś pójdzie nie tak, a na dodatek możemy być obarczeni za to winą, jak to stało się w przypadku pani Merkel, której niedawna wypowiedź została odebrana jako próba obciążenia Polski i krajów bałtyckich za obecną wojnę, a to z racji nie zgadzania się ich na pewne ustępstwa względem Rosji.
W związku z powyższymi uwarunkowaniami należy z dużą ostrożnością podchodzić do polskiego uczestnictwa w procesie pokojowym, gdyż może się to finalnie wiązać dla nas z kosztami tak wielkimi, że będą one nie do zaakceptowania.

Ta cześć opozycji, chodzi głównie o PiS, która czyni dla obecnego rządu zarzut z tego, że nie uczestniczył on w wypracowywaniu warunków przyszłego pokoju, zdaje się tego nie rozumieć, a tymczasem takie właśnie ostrożne podejście Tuska to tego tematu może być jedną z głównych przyczyn ostatniego wzrostu sondażowych notowań dla KO, i jednoczesnego, choć niewielkiego, spadku dla PiS. Takie rozumienie przyczyn tych zmian wzmacnia jeszcze zwiększanie się notowań ugrupowania Grzegorza Brauna, które od popierania Ukrainy kompletnie się dystansuje.
W polityce nie jest tak, że wpływ można wywierać za darmo, że to nic nie kosztuje. Przypomnieć tu wypada, że główną przyczyną wojny o niepodległość 13 kolonii brytyjskich w Ameryce była chęć rządu brytyjskiego by narzucić tym koloniom większe podatki. Reprezentacja kolonistów wystąpiła wtedy z hasłem: „żadnego opodatkowania bez reprezentacji” (No Taxation Without Representation), które oznaczało, że koloniści nie akceptowali podatków nakładanych przez brytyjski parlament, w którym nie mieli swoich przedstawicieli. Chociaż Brytyjczycy argumentowali, że koloniści mieli „wirtualną reprezentację”, Amerykanie domagali się realnego udziału w rządzie i decyzjach dotyczących podatków, co ostatecznie doprowadziło do Deklaracji Niepodległości z 4 lipca 1776 roku.

Podobnie, oczywiście z uwzględnieniem różnic i proporcji, można by opisać obecne stanowisko Polski względem sytuacji na Ukrainie. Skoro nie bierzemy bezpośredniego udziału w ustalaniu zasad pokoju, to możemy czuć się zwolnieni z ponoszenia głównych konsekwencji zabezpieczania i gwarantowania tego kontraktu, które mogą być dla nas nie tylko niebezpieczne, ale też trudne do udźwignięcia. Niektórzy widzą tylko jeden aspekt obecnego stanu biernego uczestniczenia Polski w procesie pokojowym, które oceniają jako umniejszające dla znaczenia naszego kraju.

Zadają się oni jednocześnie nie rozumieć, że nie ma współdecydowania bez realnego zaangażowania i ponoszenia kosztów zobowiązań, które finalnie mogą skutkować, w tym przypadku, wysłaniem naszych żołnierzy na Ukrainę.

Stanisław Lewicki

Warszawa. Ukrainiec uprowadził i chciał zabić 9-latka. Chłopiec przeżył.

Warszawa. Ukrainiec uprowadził

i chciał zabić 9-latka.

Chłopiec przeżył.

Prokuratura postawiła zarzuty mężczyźnie

23.12.2025 nczas/warszawa-ukrainiec-uprowadzil-i-chcial-zabic-9-latka-chlopiec-przezyl-prokuratura-postawila-zarzuty-mezczyznie

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Karolina Staros poinformowała we wtorek, że mężczyzna, który uprowadził i usiłował zabić 9-latka usłyszał zarzuty. Prokurator zawnioskował też o aresztowanie mężczyzny.

Praska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wzięcia 9-letniego chłopca jako zakładnika, a następnie usiłowania zabójstwa tego chłopca.

W niedzielę 36-letni obywatel Ukrainy uprowadził 9-latka z jego miejsca zamieszkania i uciekł. Policjanci znaleźli ich na Białołęce. Po trwających kilka godzin negocjacjach mężczyzna został zatrzymany.

Chłopiec, z obrażeniami zagrażającymi jego życiu, został przewieziony do szpitala. Nadal przebywa w szpitalu jednak stan jego zdrowia jest stabilny” – zaznaczyła prok. Staros.

36-letni Pavlo R. usłyszał zarzuty: usiłowania zabójstwa małoletniego w związku z wzięciem go jako zakładnika, przetrzymywania go ze szczególnym udręczeniem i spowodowanie obrażeń zagrażających życiu pokrzywdzonego, uprowadzenie chłopca, kierowanie gróźb karalnych, spowodowanie lekkich obrażeń ciała u innej osoby, zmuszanie innej osoby do określonego zachowania oraz zniszczenie mienia.

Za popełnienie zarzuconych mu czynów grozi dożywocie.

„Podejrzany odmówił złożenia oświadczenia, czy przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Odmówił również składania wyjaśnień na obecnym etapie postępowania” – przekazała prok. Staros.

Prokurator skierował do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt wobec Pavlo R., argumentując go obawą matactwa, grożącą surową karę, a także uzasadnioną obawą, że podejrzany popełni inne przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu, czym mężczyzna groził.

Generał Flynn twierdzi, że CIA pracuje przeciwko Trumpowi przygotowując rychłą wojnę w Europie

Generał Flynn twierdzi, że CIA pracuje przeciwko Trumpowi przygotowując rychłą wojnę w Europie

Date: 22 dicembre 2025 Uczta Baltazara babylonianempire./general-flynn-twierdzi-ze-cia-pracuje-przeciwko-trumpowi-przygotowujac-rychla-wojne-w-europie

INFO: renovatio21.com/il-generale-flynn-dice-che-la-cia-lavora-contro-trump-per-la-guerra-imminente-in-europa

=======================================================

Michael Flynn, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA, oskarżył CIA o zmowę z europejskimi służbami wywiadowczymi w celu utrudnienia prezydentowi Donaldowi Trumpowi pracy na rzecz osiągnięcia negocjowanego pokoju na Ukrainie.

W poście opublikowanym w niedzielę na X, Flynn stwierdził, że CIA „współdziała z MI6 i innymi członkami społeczności wywiadowczej UE”  – powtarzając swoje ostrzeżenie, że „głębokie państwo”  spiskuje przeciwko Trumpowi. Swój wpis zatytułował: “BREAKING: RYCHŁA WOJNA W EUROPIE!”

„UE, tj. NATO (bez USA), desperacko chce wojny z Rosją”  – napisał Flynn, dodając, że „podżegacze wojenni w naszej administracji i w Kongresie chcą wiecznej pierdolonej wojny”. Jego uwagi nawiązują do niedawnych wypowiedzi dyrektor Wywiadu Krajowego USA, Tulsi Gabbard, która oskarżyła agencję Reuters o rozpowszechnianie „kłamstw i propagandy”  na temat rosyjskich intencji w celu osłabienia działań dyplomatycznych Trumpa i sprzyjania eskalacji.

“Osobiście mam tego dość. To już ponad dziesięć (10) lat! Należy pamiętać, że byliśmy w AFG i Iraku przez dwadzieścia lat i kosztowało nas to biliony wraz z ogromną utratą prestiżu” – dodał.

Następny akapit wpisu generała nosi tytuł:

“TO GÓWNO MUSI SIĘ SKOŃCZYĆ!”

Flynn wezwał w nim Trumpa do odrzucenia narracji promowanych przez europejskich popleczników Kijowa: „Powinien Pan zająć stanowisko w sprawie sytuacji w Europie Wschodniej i nonsensów rozpowszechnianych przez Europę i część USIC (United States Intelligence Community)”.

Były doradca skrytykował również to, co nazwał marnowaniem pieniędzy amerykańskich podatników na finansowanie Kijowa, oskarżając ukraińskiego przywódcę Wołodymyra Zełenskiego o represjonowanie opozycji i odkładanie wyborów pod pretekstem konfliktu.

 “My, obywatele Stanów Zjednoczonych, nie chcemy już tej wojny. Nie chcemy wydawać ani grosza na tandetnego dyktatora, który tłumi głosy opozycji, także we własnym parlamencie i mediach” – oświadczył Flynn.

General Mike Flynn @GenFlynn

BREAKING: IMMINENT WAR IN EUROPE! The EU aka NATO (minus the United States) desperately wants war with Russia.

@DNIGabbard

can speak for herself and does in her typically courageous way (read below). First, our CIA is in cahoots with MI6 and others in the EU IC community. These and other warmongers in our own administration as well as the Congress want perpetual f’ing war. I’m personally sick of it. It’s been over ten (10) years now! Keep in mind we were in AFG and Iraq for twenty years and it cost us trillions along with a massive loss of prestige. THIS SH!T HAS TO STOP!

@realDonaldTrump

sir, you need to put your foot down on the situation in Eastern Europe and the total bs you’re being fed by Europe and parts of the USIC. Russia is pulling resources from the FEMD (Far East Military District) and has been for some time now. Russian’s ambitions (and conventional capabilities) are the complete opposite of what is being presented in the media that is salivating for expanding the war. Russia has neither the A$$ nor the desire to go any further. If they did, it would be over by now. We the People of the United States NO LONGER want this war. We don’t want to spend another penny on a tin pot dictator who arrests opposition voices to include in his own Rada (Congress) and the media. ENOUGH IS ENOUGH!

@JDVance

@SteveWitkoff

@SusieWiles

@SecRubio

@PeteHegseth

DNI Tulsi Gabbard

@DNIGabbard 20 gru

No, this is a lie and propaganda @Reuters is willingly pushing on behalf of warmongers who want to undermine President Trump’s tireless efforts to end this bloody war that has resulted in more than a million casualties on both sides. Dangerously, you are promoting this false x.com/erinbanco/stat…

Pokaż więcej

INFO: https://www.renovatio21.com/il-generale-flynn-dice-che-la-cia-lavora-contro-trump-per-la-guerra-imminente-in-europa/

BlackRock chce zmusić nas do płacenia za wojnę i za pokój

BlackRock chce zmusić nas do płacenia za wojnę i za pokój

Date: 21 dicembre 2025 babylonianempire/blackrock-chce-zmusic-nas-do-placenia-za-wojne-i-za-pokoj

FOTO: Zelenski i Larry Fink (siedzący na czele stołu) podczas spotkania z amerykańskimi spekulantami, alias biznesmenami.

Wczoraj, w poście poświęconym pro-wojennej głupocie UE, wspomniałem na samym końcu o roli globalnych kręgów finansowych w bezprecedensowej, chaotycznej i nielogicznej europejskiej agresywności. Nie chciałem, by tamten wpis był zbyt długi, ale dziś, koniecznie należy doprecyzować kwestię: owa niepokojąca obecność nie zawsze kryje się za kulisami, od czasu do czasu, szare eminencje pokazują się również na scenie.

Można na przykład zapytać, co Larry Fink, prezes BlackRock’a, giganta finansowego – który zarządza mniej więcej 10 bilionami dolarówma wspólnego z rozmowami pokojowymi i z Zelensky’m? bloomberg/blackrock-larry-fink-joins-trump-team-talks-to-rebuild-ukraine

ukrinform.net/economic-recovery-of-ukraine-zelensky-holds-first-working-group-meeting-with-us-representatives

Otóż ma i to bardzo wiele, jako że często telefonuje do kijowskiego duce, i z pewnością nie jest przypadkiem, że kanclerz Niemiec – Merz, człowiek wywodzący się właśnie z BlackRock’a (był szefem rady nadzorczej BlackRock Deutschland), stał się największym orędownikiem wojny.

Faktem jest, że już w jesieni 2022 roku, Larry Fink podpisał pakt z Zełenskim dotyczący odbudowy Ukrainy, ale który tak naprawdę przewiduje wykorzystanie publiczno-prywatnych spółek joint venture do robienia dużych interesów.

babylonianempire/na-fladze-ukrainy-pojawi-sie-logo-blackrock

Oczywiście, im więcej zostanie zniszczone w trakcie konfliktu, tym większy będzie “tort” do pożarcia: możemy więc założyć, że Fink i jego kolesie czekają na moment, w którym będą mogli zarobić jak więcej na kraju, który dostarczył materiał ludzki – jednocześnie nie dopuszczając do rozprzestrzenienia się rosyjskiego natarcia, które mogłoby “rozbić jajka w koszyku” lub wzbudzić w samych Ukraińcach uczucia wstrętu do tych, którzy wykorzystali ich jako mięso armatnie.

Jest więc prawdopodobne, żeby nie powiedzieć pewne, że Fink będzie głównym graczem w negocjacjach, tak jak był głównym graczem podczas wojny. Obecnie nadchodzi czas na odbudowę wszystkiego, co ocaleje w kraju, od sieci energetycznej po rolnictwo, przemysł, sam aparat państwowy, który obecnie znajduje się w rękach nazistów i oligarchów, którzy kradną, ile tylko mogą. Oznacza to, że w grę wchodzi co najmniej 600 miliardów euro, które już są przekierowywane na tworzone ad hoc instrumenty finansowe: wszystko to jest wyraźnie widoczne w tak zwanym planie pokojowym sformułowanym przez Trumpa, a czytając klauzule dotyczące „okresu powojennego”, wydaje się, że z zakamarków Białego Domu docierają do nas szepty wspomnianych szarych eminencji.

Ostatecznie, jak na to wygląda, cały kraj będzie niczym innym, jak ładnym placem zabaw w rękach finansjery. Należy jednak sprecyzować, że znaczna część pieniędzy będzie pochodzić ze środków publicznych, tj. zostaną one zabrane z kieszeni obywateli, zwłaszcza Europejczyków, tak że za sprawą masakry, którą sprokurowali ze skrajnym cynizmem, bogaci staną się jeszcze bogatsi.

Kiedy zdali sobie sprawę, że nie mogą pokonać Rosji ich sankcjami, skupili się na rozkręceniu gigantycznego biznesu. To, czy jest on splamiony krwią nie ma dla nich większego znaczenia. Wyrażenie mówiące o „śnie sprawiedliwych„ jest rażąco błędne: sprawiedliwi dręczą się wątpliwościami; to niesprawiedliwi nie dopuszczają do siebie jakichkolwiek refleksji.

Przez chwilę wydawało się, że część owych pieniędzy mogłaby pochodzić z rabunku rosyjskich funduszy, ale kiedy stało się jasne, że podzieliłoby to UE, być może nieodwracalnie, i że w każdym razie MFW ma poważne wątpliwości co do teo rodzaju operacji, wsadzili łapy w coraz to uboższe kieszenie obywateli, aby wydłubać z nich 90 miliardów euro i dać je skorumpowanemu Kijowowi: są to pieniądze przeznaczone do rozkradnięcia, które na nic się nie przydadzą na wojnie. Problemy Ukrainy polegają głównie na braku ludzi i wyszkolenia, a częściowo na niskiej jakości i stratosferycznych kosztach broni produkowanej przez Zachód.

Oto wyjaśnienie na konkretnym przykładzie: Rosjanie co miesiąc wystrzeliwują wiele dziesiątek pocisków hipersonicznych na cele wojskowe, energetyczne czy przemysłowe na Ukrainie – ale żeby mieć 12% szans na ich przechwycenie, trzeba wystrzelić co najmniej 4 Patrioty w kierunku każdego z nadlatujących rosyjskich pocisków, czyli potrzebne jest w sumie 16 mln dolarów, żeby mieć jakiekolwiek szanse na obronę. Aby następnie mieć całą baterię owych miernych pocisków przeciwlotniczych (w Arabii Saudyjskiej udało im się złapać tylko kilka dronów Houti) wyposażoną w radar, centra kontroli, generatory i wszystko inne, co jest potrzebne, wydatek wynosi miliard w stosunku do bardzo skromnej skuteczności.

Tak więc 90 miliardów wydaje się dużo i faktycznie jest to dużo; wręcz za dużo, dla krajów pogrążonych w dramatycznym kryzysie gospodarczym, ale w rzeczywistości to za mało, aby zorganizować skuteczną obronę w warunkach, w jakich obecnie znajduje się ukraińska armia: sama obrona powietrzna na jeden rok pochłonęłaby prawie wszystkie te środki. Nie wspominając już o tym, że Kijów jest całkowitym bankrutem i by utrzymać cały ten barak na nogach potrzebne jest 150 miliardów.

Wiadomo jednak, że Fink i jego trupa spekulantów uwielbiają owe rzeki pieniędzy, ponieważ generują one odsetki, które następnie trafiają do ich kieszeni. Rusofobia, wpajana każdego dnia, na każdym mainstreamowym kanale lub w każdej gazecie, służy właśnie temu: aby przepływ pieniędzy nie ustał. I właśnie dlatego interweniują bezpośrednio w negocjacje – nie ufając zbytnio swym słupom w Brukseli, wybranym właśnie ze względu na ich ograniczoność i/lub podatność na szantaż.

W liście otwartym do kanclerza Merza, ekonomista Jeffrey Sachs oskarża go o wykraczanie poza schematy historii, dyplomacji, zdrowego rozsądku i wiarygodności https://scheerpost.com/2025/12/18/jeffrey-sachs-an-open-letter-to-chancellor-friedrich-merz-security-is-indivisible-and-history-matters/. Powinien jednak wiedzieć, że w modelu ekonomicznym, w którym żyjemy, zysk nie liczy się z nikim, a tym bardziej z historią. Oczywiście, dopóki historia nie zadecyduje, że nadszedł koniec jego hegemonii.

============================================

Volodymyr Zelenskyy / Володимир Зеленський @ZelenskyyUa

Together with our team, I held a productive discussion with the American side –

@SecScottBessent

@jaredkushner , and Larry Fink. In fact, this could be considered the first meeting of the group that will work on a document concerning reconstruction and economic recovery of Ukraine. We discussed key elements for recovery, various mechanisms, and visions for reconstruction. There are many ideas that, with the right approach, could succeed in Ukraine. We have also updated our reflections on the 20 points of the framework document for ending the war. It is overall security that will determine economic security and underpin safe business environment. We have also agreed on the next contacts between our teams. As always, there will be no delays on our side. We are working to deliver results. I thank President Trump and his team for their substantive work and support.

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

168,1 tys. wyświetleń

======================================

INFO: https://ilsimplicissimus2.com/2025/12/21/blackrock-vuol-farci-pagare-la-guerra-e-la-pace/

https://babylonianempire.wordpress.com/?s=Larry+Fink https://babylonianempire.wordpress.com/?s=BlackRock