TASS: Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło Polsce „nieprzyjaznymi krokami lustrzanymi”.

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło Polsce „nieprzyjaznymi krokami lustrzanymi”.

Według ukraińskiego ministra spraw zagranicznych Andrija Sybigi, prezydent Polski Karol Nawrocki działał jako „niszczyciel pozytywnych osiągnięć”.

21 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha© Ali Haj Suleiman/Getty Images

MOSKWA, 21 czerwca. /TASS/.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha stwierdził, że Kijów jest gotowy podjąć kroki odwetowe w odpowiedzi na nieprzyjazne działania Warszawy.

„Żaden prezydent innego kraju nie będzie nam już dyktował naszej historii. Będziemy naśladować wszystkie ich kroki, zwłaszcza jeśli będą one wrogie i pełne pogardy wobec naszego kraju” – cytuje UNIAN słowa Sybigi.

Według ministra „[Prezydent Polski Karol] Nawrocki działał jak niszczyciel pozytywnych osiągnięć, jakie obie strony osiągnęły w ostatnim czasie”. Sybiga zauważyła również, że władze Kijowa dostrzegają wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce.

Nawrocki ogłosił wcześniej decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego w związku z decyzją tego ostatniego o nadaniu jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy tytułu „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji). Członkowie UPA są w Polsce uważani za zbrodniarzy, odpowiedzialnych za zamordowanie ponad 100 000 obywateli polskich na Wołyniu w 1943 roku. Zełenskiemu order nadał poprzedni prezydent Polski, Andrzej Duda (lata 2015–2025).

Po tym wydarzeniu sam Zełenski, a także byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko ogłosili, że odmówili przyjęcia polskiej nagrody. 

[ściślej : Odsyłają Order Orła Białego, który kiedyś dostali. md]

„Ja rozumiem, że trzeba dać łapówkę. Nawet i 30%. Ale 60% to już jest skrajne złodziejstwo”.

Ukraina ante portas. Problemy są dopiero przed nami

21.06.2026 Autor:Ryszard Czarnecki nczas/ukraina-ante-portas-problemy-sa-dopiero-przed-nami

Ukraina, flaga, symbole, wojna
Ukraińska flaga Fot. Pixabay

Pamiętam doskonale moją rozmowę z polską siostrą zakonną w jednym z krajów Afryki. Ta dzielna kobieta prowadziła tam szpital i przychodnię dla tubylców, potrafiła załatwić pieniądze z Europy (zdaje się głównie z Włoch), ale miejscowe, totalnie skorumpowane władze piętrzyły przed nią liczne, równie biurokratyczne co idiotyczne przeszkody. W emocjach powiedziała do mnie: „ja rozumiem, że trzeba dać łapówkę. Nawet i 30 proc. (!) wartości inwestycji. Ale 60 proc. to już jest skrajne złodziejstwo”.

Przypomniała mi się teraz owa konwersacja z tą naprawdę silną kobietą, rodaczką na drugim końcu świata, takim swoistym dr. Judymem w habicie. A przypomniała mi się po rozmowie z moim znajomym, wieloletnim unijnym dyplomatą, który streścił mi to, co powiedzieli mu ludzie z Komisji Europejskiej, zajmujący się pomocą dla Ukrainy. I żeby było jasne: wielcy zwolennicy owej pomocy. A powiedzieli mu, co następuje: JEDNA TRZECIA środków przekazywanych przez Unię Ukrainie jest po prostu rozkradana! Nie pięć procent, nie dziesięć, nie nawet dwadzieścia – tylko dobrze ponad trzydzieści procent! Owi eurokraci byli tym oczywiście maksymalnie zbulwersowani, ale nie przyszło im do głowy, by władzom z Kijowa powiedzieć: „basta! Już się nakradliście! Guzik dostaniecie, a nie następne miliardy euro! A my przestajemy być eurofrajerami!”.

Korupcyjne DNA

Oczywiście tak nie powiedzieli i pewnie nigdy tak nie powiedzą, bo odgórne decyzje polityczne są jednoznaczne: dawać, nie pytać, udawać, że wszystko jest w porządku. A przecież gigantyczna korupcja u naszego wschodniego sąsiada funkcjonuje tam niezależnie od tego, czy jest tam wojna, czy pokój, czy rządzi Krawczuk, Kuczma, Juszczenko, Poroszenko, czy wreszcie Zełenski. To korupcja systemowa. To DNA współczesnej Ukrainy. My w Polsce uważamy, że najważniejsze za granicą Rzeczypospolitej z Europą Wschodnią są trzy litery: UPA i jej kult odgórnie sterowany, podpierany autorytetem państwa. Owszem też. Tego odpuścić nie można. Tego wybaczyć nie wolno – i niech nikt nie śmie wybaczać.

Jednak najważniejsze trzy litery obrazujące współczesną państwowość ukraińską to właśnie te korupcyjne DNA. Jeśli czasem rozmawiacie z ukraińskimi imigrantami w Polsce, możecie usłyszeć ciekawą rzecz. Otóż cześć z nich mówi wprost, że jednym z głównych powodów wyjazdu z ich kraju do Polski wcale nie była wojna czy nawet trudna sytuacja gospodarcza, tylko właśnie fakt wszechobecnej, wszechogarniającej korupcji. Korupcji, która zeszła tam na najniższe szczeble: nawet do szkolnictwa i to już na szczeblu podstawowym.

To może mniej znana twarz ukraińskiego państwa, ale dla jego mieszkańców, przynajmniej sporej części z nich, decydująca. I dlatego też komediant, komik, a teraz czasem komiczny prezydent Zełenski zdecydowanie woli wrzucać temat „honorowania” UPA, niż odpowiadać na pytania o korupcję. Przez ten pierwszy temat może wygrać – przynajmniej tak uważa – kolejne wybory prezydenckie. Przez ten drugi temat ma duże szanse je przegrać.

Najgorsi są neofici

Co do Zełenskiego, to przypominam sobie zwierzenia wysokiego rangą dyplomaty unijnego, który biegle mówił po rosyjsku, bo tam (w Moskwie) studiował, ale nauczył się również ukraińskiego. Przyjechał do Kijowa w roku 2018 i spotkał się „sam na sam” z Wolodymyrem Zełenskim, który skądinąd przez większość życia był Władimirem Zełenskim. Gość z Brukseli zaczął mówić po ukraińsku. Gospodarz z Kijowa szybko mu przerwał i szczerze wyznał, że on dopiero uczy się języka ukraińskiego, ale słyszał, że przedstawiciel unijnej dyplomacji świetnie mówi po rosyjsku i dlatego proponuje, aby kontynuować konwersację po rosyjsku… Gdy mi to ów Brukselczyk opowiedział, od razu przypomniało mi się stare polskie powiedzenie, iż „najgorsi są neofici”.

Armii nie można lekceważyć

Dla Ukrainy wojna z Rosją nie jest biało-czarnym filmem. Eksponuje się straty wśród ludności cywilnej. Mniej chętnie Kijów pokazuje olbrzymią depopulację, która jest wynikiem walk i nędzy ekonomicznej (francuscy eksperci oceniali przed rokiem, że na Ukrainie mieszka już tylko 28 milionów ludzi, ale są też jeszcze niższe szacunki – przypomnijmy, że gdy upadał Związek Sowiecki, to nowe państwo liczyło przeszło 50 milionów obywateli, a na początku tego wieku ponad 40 milionów). Jednak ewidentnie Kijów na wojnie w Europie Wschodniej skorzystał w jednym przynajmniej aspekcie: zbudował silny przemysł zbrojeniowy. Ilustracją niech będą liczby. W roku 2025 Ukraina wyprodukowała 4,5 miliona dronów, a w tym roku ma wyprodukować znacznie więcej, bo aż 7 milionów!

Kijów eksportuje drony, a także wchodzi w joint venture z szeregiem firm z Europy Zachodniej. Lekceważenie faktu powstania za naszą wschodnią granicą bardzo konkurencyjnego przemysłu zbrojeniowego jest takim samym błędem, jak lekceważenie ich armii: co prawda bardzo przetrzebionej – władze ukrywają realne straty, gdy chodzi o zabitych i rannych, zatem o szczegółach tej prawdziwej masakry można dowiedzieć się dzięki niedyskrecji amerykańskich wojskowych lub polityków – ale jednak mającej żołnierza doświadczonego, który umiejętności zyskiwał nie na manewrach, tylko w boju.

Piszę o Ukrainie trochę inaczej, niż piszą to inni, ale chcę zasugerować, że tak naprawdę problemy w relacjach polsko-ukraińskich są… dopiero przed nami.

Zełenski, bandera a tanie zboże „techniczne” dla dupków

https://twitter.com/1oloix/status/2068329612212420761/video/1

https://twitter.com/1oloix/status/2068329612212420761/video/1

„Zełenski podczas narady w swoim gabinecie powiedział: «Pieprzyć Polskę i Polaków» — twierdzi były deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Ihor Mosijczuk, który stanął w obronie Polski i wystąpił przeciwko Zełenskiemu.” „…

Nazwa jednostki, stopień, nazwa bohatera UPA — to wszystko jest formalnością. Dlaczego? Spójrzcie, po pierwsze. Tak naprawdę główny powód jest inny. Zełenski i jego oszuści oraz złodzieje z sektora rolnego rok temu zrujnowali polski rynek zbożowy, powodując ogromne, ogromne straty dla polskich rolników. Co się stało? Istniało porozumienie, zgodnie z którym Ukraina miała transportować swoje zboże do polskich portów — Gdańska i Gdyni — a stamtąd, w ramach programu ONZ oraz kontraktów zawartych przez ukraiński biznes, miało ono trafiać do innych, trzecich krajów, a nie do Polski. Nasi ukraińscy rolni oszuści i złodzieje uznali jednak, że taki transport jest zbyt kosztowny, i przy pomocy takich samych polskich oszustów i złodziei zaczęli sprzedawać to zboże na polskim rynku. W rezultacie ceny gwałtownie spadły, a najbardziej ucierpieli polscy rolnicy. Próby przemówienia Zełenskiemu do rozsądku nie przyniosły żadnego skutku. Jego były minister rolnictwa Solski, który obecnie jest objęty postępowaniem, gdzieś się ukrywa.

Sam był związany z handlarzami zbożem. To oni faktycznie przepchnęli i wywalczyli to rozwiązanie. Chodziło o ogromne pieniądze. I właśnie wtedy pojawiło się pierwsze poważne pęknięcie w relacjach między Zełenskim a Polską. Dlaczego? Ponieważ polski rolnik, który ucierpiał przez działania tych oszustów i złodziei Zełenskiego, stanowi podstawę prawicowo-konserwatywnego elektoratu PiS — partii, którą, choć formalnie jest bezpartyjny, reprezentuje prezydent Nawrocki. I dalej. Aby przypodobać się Niemcom, na ich prośbę Zełenski otwarcie poparł podczas wyborów w Polsce Donalda Tuska i Platformę Obywatelską, bezpośrednio ingerując w polski proces wyborczy. Tego mu nie zapomniano. Polscy konserwatyści mu tego nie zapomnieli.

Temat UPA, Bandery, Melnyka oraz nadania jednostce wojskowej imienia bohatera UPA został wykorzystany przez Nawrockiego jako kwestia ciesząca się szerokim poparciem w polskim społeczeństwie — podobnie jak temat zbrodni wołyńskiej i podobnych wydarzeń. Nawrocki wykorzystał to po to, aby jego decyzja o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego nie została zablokowana przez premiera Donalda Tuska. Nie może przecież wyjść i powiedzieć: „Nawrocki powiedział wtedy: «A więc popierasz gloryfikację tego wszystkiego»”. Rozumiecie? Tak właśnie faktycznie do tego doszło.

Pogorszenie relacji polsko-ukraińskich absolutnie nie leży w interesie narodowym Ukrainy. Absolutnie. Utrata dobrych relacji z jakimkolwiek sąsiadem Ukrainy, zwłaszcza w czasie wojny na pełną skalę, jest w istocie działaniem przeciwko narodowym interesom Ukrainy. A przecież to tylko jeden z wielu przykładów. Choćby Starlink — to Polska za niego płaci.

Przejdźmy do drugiego punktu. Wiem to na pewno. Ukraińscy historycy i przedstawiciele ukraińskiej nauki historycznej po pierwszych wypowiedziach Nawrockiego rozmawiali z Zełenskim i zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przekazanie dialogu o pamięci historycznej i przeszłości historykom — zarówno ukraińskim, jak i polskim. Zełenski stanowczo odmówił. U ludzi, którzy z nim rozmawiali, a później rozmawiali ze mną, powstało wrażenie, że ma do tego osobisty stosunek. Że to dla niego coś osobistego. Ponieważ gdy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech spier… i Polska, i Polacy”…

Wojna wnika coraz głębiej w Rosję: Ile jeszcze ukłuć szpilką może znieść Moskwa?

Wojna wnika coraz głębiej w Rosję:

Ile jeszcze ukłuć szpilką

może znieść Moskwa?

Atak na rosyjską rafinerię ropy naftowej w obwodzie tiumeńskim, ponad 2000 kilometrów od granicy z Ukrainą, może oznaczać nowy punkt zwrotny w wojnie na Ukrainie. Nawet zachodnie media donoszą, że ukraińskie drony docierają do celów, które jeszcze kilka lat temu uważano za całkowicie nieosiągalne.

Wojna nie ogranicza się już do linii frontu w Donbasie i na terenach przygranicznych. Wnika coraz głębiej w rosyjskie serce.

To, co zaczęło się od ataków na Krym, rozprzestrzeniło się na Biełgorod, Kursk i Briańsk. Później ataki dronów wymierzone były w Moskwę, lotniska wojskowe, terminale naftowe i zakłady energetyczne. Teraz celem ataków są nawet strategiczne instalacje w głębi zachodniosyberyjskiej.

Każdy pojedynczy atak może wydawać się ograniczony militarnie. Ale razem wzięte, te operacje ujawniają pewien schemat.

To wojna tysiąca ukłuć szpilką.

Kłęby dymu unoszą się z zachodniej Syberii po tym, jak ukraińskie drony dalekiego zasięgu zaatakowały rosyjską rafinerię ropy naftowej „Tiumeń” (Antypiński) położoną ponad 2000 kilometrów od granicy.

https://twitter.com/WarMonitors/status/2068325325268717877/video/1

Rosyjskie rafinerie płoną. Atakowane są bazy paliw. Lotniska wojskowe są ostrzeliwane. Pokonywane są coraz większe odległości. Jednocześnie na Ukrainę nadal napływa zachodnia broń, dane satelitarne, informacje rozpoznawcze i wsparcie techniczne.

Oficjalnie państwa NATO podkreślają, że nie są stroną konfliktu. Jednocześnie zachodnie systemy, zachodni wywiad i zachodnia technologia umożliwiają coraz bardziej niszczycielskie ataki na cele w Rosji.

W Moskwie wydarzenia te nie są już postrzegane jako typowo ukraińska wojna.

Z rosyjskiej perspektywy coraz częściej odnosi się wrażenie, że jest to wojna zastępcza, w której Ukraina wystrzeliwuje drony, a podstawowa infrastruktura i wsparcie pochodzą z Zachodu.

Właśnie tu kryje się prawdziwe niebezpieczeństwo.

Ponieważ każda nowa fala ataków przesuwa czerwone linie o krok dalej. Każda zniszczona rafineria, każdy zaatakowany ośrodek przemysłowy i każdy nowy poligon zwiększają presję polityczną na rosyjskie władze.

Jak długo państwo może stać z boku, gdy ataki wnikają coraz głębiej w jego terytorium? Jak długo Moskwa może reagować, nie eskalując sytuacji?

Oficjalnie rządy zachodnie podkreślają swoją chęć zapobieżenia eskalacji wojny. Jednocześnie dostarczana jest broń o coraz większym zasięgu, opracowywane są nowe systemy uderzeniowe, a cele są atakowane coraz dalej w głąb Rosji.

Krytycy tej strategii widzą w niej niebezpieczną sprzeczność.

Twierdzą, że Rosja jest stopniowo wpychana w sytuację poprzez liczne mniejsze ataki, w której ostrzejsza odpowiedź wydaje się niemal nieunikniona. To nie pojedynczy atak mógłby wywołać eskalację, ale raczej skumulowany efekt wielu drobnych ciosów. Wojna nie rozszerzyłaby się wówczas poprzez jeden wielki, zdecydowany ruch, ale poprzez powolne przyzwyczajanie się do coraz to nowych wykroczeń.

W Moskwie narastają apele o bardziej zdecydowane działania. Rosyjscy komentatorzy mówią o strategii wyniszczającej i ostrzegają, że Zachód najwyraźniej zakłada, że ​​Rosja zaakceptuje każdą nową eskalację.

Nie da się udowodnić, czy było to rzeczywiście świadome obliczenie.

Jednak dla wielu obserwatorów dowody są niezwykłe: coraz większy zasięg, coraz głębsze ataki i jednocześnie ciągłe wsparcie militarne Ukrainy przez państwa NATO.

Atak na Tiumeń może zatem oznaczać coś więcej niż tylko kolejny atak dronów. Może to być znak, że wojna wkroczyła w nową fazę – fazę, w której decydującym czynnikiem nie są już tylko linie frontu na Ukrainie, ale także to, ile ukłuć szpilką wytrzyma mocarstwo nuklearne, zanim zmieni zasady gry.

Prawdziwe zagrożenie może nie tkwić w pojedynczym ataku. Polega ono na tym, że obie strony wierzą, że druga strona również zaakceptuje kolejny krok.

Jednak historia pokazuje, że główne mocarstwa rzadko reagują bezterminowo na strategiczne upokorzenia, nie wspinając się ostatecznie po szczeblach eskalacji.

Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało? – pytają Rosjanie

Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało? – pytają Rosjanie

Ukraińskie drony hulają nad rosyjskimi miastami. Tylko stosunkowo niewielka ich część osiąga cel, ale skutki są dla Rosji druzgocące: zniszczenia w infrastrukturze energetycznej, przerwanie komunikacji i dostaw towarów na Krym, gdzie paliwo jest teraz racjonowane, i gdy dalej tak pójdzie, a Kreml nie znajdzie sposobu na ‚uciszenie’  kijowskiego reżimu, zabraknie żywności na półwyspie. I giną ludzie, bo neobanderowscy terroryści nieszczególnie mają na uwadze rosyjskich cywilów.

Intensywność i częstotliwość ataków nasila się, płoną bloki mieszkalne, wieżowce, rafinerie, co sprawia, że Ukraińcy – a widzimy to na krótkich filmach-wideo – cieszą się, wpadają w euforię; nie traktują Rosjan jako braci, lecz jako śmiertelnych, znienawidzonych wrogów. 

Co na to rosyjska opinia publiczna? Czy nastąpią zmiany fundamentalne w prowadzeniu wojny z kijowskim reżimem? Ile razy mogą państwa NATO przekraczać ‚czerwone linie’  wyznaczone przez Kreml? – Próbuje na te pytania odpowiedzieć szef platformy  strajk.eu  Maciej Wiśniowski, który akurat powrócił z 10-dniowego wojażu po Rosji. W 54-minutowym podcaście zadaje pytania i podejmuje dyskusję Bojan Stanisławski.

Pojawiły się nowe, nieprzewidziane przeszkody w wojnie z neo-banderą. Nastąpiła przewaga Ukraińców w zakresie dronów. Niebezpieczny jest transport drogowy w Rosji, co utrudnia zaopatrzenie lub w ogóle uniemożliwia komunikację z Półwyspem Krymskim (droga na Krym to ‚droga śmierci’). W wieloletniej już wojnie śmierć poniosło około 350 tysięcy żołnierzy rosyjskich. Dodać tu trzeba ogromną ilość ciężko rannych, którzy wyłączeni zostali z normalnego życia.

„Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało?” pytają rozmówcy. Jeden z nich stwierdza: „Próbujemy dopchać się do stolika, gdzie rozdają karty. Problem w tym, że jeszcze niedawno chcieliśmy wywrócić ten stolik, a teraz prosimy, żeby nas tam dopuścili”. BRICS miał być antyimperialistyczny, a teraz Kreml próbuje dogadać się z imperializmem. Pytają Rosjanie, dlaczego Iran, o znacznie mniejszych zasobach niż ich kraj, potrafił efektywnie walić po Amerykanach i żydach, a rząd rosyjski stoi niezmiennie na pozycji rozważnej, a teraz defensywnej.

Prezydent Władimir Putin notuje spadek poparcia. Zwykli Rosjanie doceniają jego osiągnięcia w zakresie dotychczasowego rozwoju rosyjskiej gospodarki i – jest to charakterystyczne dla naszych wschodnich sąsiadów – krytykują rząd, ale nie samego prezydenta, choć zwracają uwagę na jego wiek i zużycie po 26 latach sprawowania władzy. Pojawia się myśl: ‚Może trzeba go zmienić? – Tak, ale na kogo?’

Siergiej Karaganow to przewidział; proponował oddać władzę w sprawach militarnych w ręce wojskowych. I tu nasuwają się myśli o pierwotnych zamierzeniach demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy. I wychodzi tak, że po ponad czterech latach działań wojennych armia ukraińska jest 3-krotnie silniejsza, a neo-banderyzm wzniósł się na wyżyny.

I jeszcze parę słów o dzisiejszym życiu społeczeństwa w Rosji. Maciej Wiśniowski opowiada o niewyobrażalnej biurokracji, która jeszcze niedawno nie była rozwinięta w takim stopniu, oraz o ograniczeniu swobód obywatelskich. Obraz nie do pozazdroszczenia. Dodam, że narrator był wielokrotnie w Federacji, ma tam wielu przyjaciół i jest nader przychylny Rosji.

Zygmunt Białas

Książka „Kłopot z Zełenskim”

Prawda o Zełenskim

„Kłopot z Zełenskim”.

Inauguracja sprzedaży tej książki nie mogła trafić na lepszy moment. Skandal jaki wywołała decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek ukraińskich imienia „Bohaterów UPA” zbiegł się z promocją książki pod tytułem, „Kłopot z Zełenskim”.

Już sam tytuł jest intrygujący. Lektura zaś nie przynosi rozczarowania, wręcz przeciwnie. Bezkrytyczni wielbiciele ukraińskiego polityka będą skonfudowani, choć przecież sam autor na koniec nie kryje pewnej nutki podziwu dla bohatera swojej książki, uznając jego wręcz nadzwyczajne zdolności do przetrwania.

Zbigniew Parafianowicz zebrał mnóstwo anonimowych opinii na temat Zełenskiego, tak polskich, jak ukraińskich. Nie poznamy tu z nazwiska żadnego z autorów tych opinii, być może dlatego są tak odważne. Zacytujmy opinie ukraińskich współpracowników Zełenskiego.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Żeleńskiego: „Pracując dla Żeleńskiego, dziwiłam się, że zagraniczni dziennikarze wierzą mu na słowo i niczego nie sprawdzają. Panowało przekonanie, że ukraiński prezydent reprezentuje siły dobra i przecież nie może kłamać albo manipulować. To fascynujące doświadczenie, jak masa doświadczonych dziennikarzy z wielkich redakcji przyjmowała bezkrytycznie wszystko, co powiedział nasz prezydent. To wielki sukces Zełenskiego. Przekonanie świata do swoich racji i uniknięcie zadawania dodatkowych pytań. Rzadko się zdarza taki komfort. Nawet Obama nie miał tak lekko. Wszędzie, gdzie wchodziliśmy, Zełenski był witany jak Bóg. Momentami czułam się wręcz zażenowana. Czerwone dywany i kwiaty jak w Korei Północnej podczas wywiadów w państwach zachodnich.

Dopiero gdy władzę w USA objęli Trump i Vance – ludzie w oczywisty sposób niechętni Zełenskiemu – zaczęły się problemy. Prezydent nie był przygotowany na takie traktowanie. Do tej pory wszyscy go uwielbiali, a teraz na niego ktoś krzyczał albo zadawał mu niewygodne pytania na konferencji prasowej. Do tej pory każde słowo Zełenskiego przyjmowano jak prawdę objawioną. Pociski firmy związanej z jego ludźmi – Fire Point – były najdoskonalszą bronią na świecie, mimo że brakowało potwierdzenia na ich skuteczność. Drony produkowane przez Ukrainę zawsze trafiały w cel i cały świat o nich marzył albo ustawiał się w kolejce, by je kupić. Który polityk miał taki komfort prowadzenia polityki informacyjnej? Za jakiś czas, gdy na prezydenturę Zełenskiego popatrzymy z większym dystansem, wielu dziennikarzy będzie się wstydziło swoich peanów na jego cześć”.

Polityk Sługi Narodu: „Propaganda i media służyły Żeleńskiemu też do dyscyplinowania krajowej polityki. Gdy Rada Najwyższa zaczęła kwestionować jego decyzje, zarzucał jej, że jest leniwa. Gdy Sługa Narodu (partia proprezydencka w Radzie Najwyższej – przyp. Z.P.) zaczął się dzielić, Zełenski groził deputowanym, że pośle ich w kamasze. Nie zawahał się nawet zagrozić wyborami, gdy parlament przestał spełniać jego wymagania.

Tak, dobrze pan słyszy, wyborami, które dla niego samego przez wiele miesięcy były przecież nielegalne, bo trwa wojna. Jeśli trzeba było tupnąć, sięgnął nawet i po ten argument. Wielu polityków Sługi Narodu już od dawna wiedziało, z kim ma do czynienia”.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Zełenskiego: „Z łatwością przyklejamy etykietkę populisty Trumpowi albo skrajnym politykom na zachodzie Europy. Prawda jest jednak taka, że Zełenski jest liberalnym populistą. Fasadowe popiera demokrację liberalną i parlamentaryzm. W praktyce stosuje zamordyzm ukryty za fasadą wojownika o wolność Zachodu. Nie było tak bardzo uzależnionego parlamentu od Bankowej, jak wojenna Rada Najwyższa. Nie było takiej skali koncentracji władzy, jak za czasów Zełeńskiego. Żaden prezydent nie skonsolidował tak dużej władzy w jednym ręku. Stało się to za zasłoną jedności narodowej wokół wojny. Polityka zniknęła. Rywalizacja zniknęła. A Zełenski to wykorzystał do maksimum. Przejął państwo”.

Ale najciekawsze w tej książce jest dociekanie przez Autora jakie są  motywy polskiej polityki wobec Ukrainy. Twierdzi on, że polscy politycy mają świadomość kim jest Zełenski i jak propagandowy obraz Ukrainy odbiega od rzeczywistości. Ponoć z pogardą do Ukrainy odnosi się sam Donald Tusk. Skąd zatem taka polityka Polski? I tu oddajmy głos Parafianowiczowi:

„Skoro zarówno w polityce Tuska, jak i Nawrockiego wobec Ukrainy więcej było gry niż treści, jaki był właściwie jej cel? Żaden dyplomata ani polityk nie przyzna tego wprost, jednak w warunkach niesterowalnego Trumpa i coraz skuteczniej wychodzącego z izolacji Putina – głównym celem Polski było to, by Ukraina walczyła jak najdłużej. Kluczowe dla władz w Warszawie było jak najdłuższe wiązanie sił rosyjskich na wschodzie i południu Ukrainy. Zupełnie na dziesiątym, jeśli nie na setnym planie były kwestie dotyczące integracji tego państwa z Unią. Nieważne było to, czy Trump lubi Zełenskiego, czy nie. Czy uważa, że prezydent Ukrainy wmieszał się w wybory w USA oraz czy sprzeda Ameryce złoża minerałów lub czy pozwoli je rozkraść lokalnym oligarchom.

W gruncie rzeczy nieważna była nawet mityczna odbudowa Ukrainy, bo – bądźmy szczerzy – niewielu polityków wierzyło w jej powodzenie w przyszłości. Ważna była wojna. I jej trwanie. Nie dlatego że Polska i jej elity były podżegaczami wojennymi, jak chciała to widzieć rosyjska propaganda. Chodziło o czas. Dofinansowując „mięsne szturmy” na Donbasie za unijne pieniądze, Polska mogła kupić jeszcze kilka lat spokoju. To dlatego rząd pod koniec 2025 roku poparł pakiet pomocowy Unii Europejskiej dla Ukrainy wart dziewięćdziesiąt miliardów euro. I to dlatego Pałac Prezydencki – już z Karolem Nawrockim – nigdy nie zakwestionował jednoznacznie tego (w sumie ogromnego) zobowiązania finansowego. Te pieniądze w rachubach władz w Warszawie zapewniały Ukrainie trwanie przez kolejne dwa lata. Umożliwiały sfinansowanie wojny, która dawała Polsce i reszcie wschodniej flanki NATO możliwość przemyślenia tego, jak żyć z Rosją, która za chwilę legalnie dokona rozbioru Ukrainy. Zełenski nie bił się za nas, tylko za siebie. Ale dopóki się bił, korzystaliśmy z tego”.

Brzmi to skrajnie cynicznie. I tak chyba jest w istocie. Kiedyś Andrzej Duda „wygadał” się w jednym z wywiadów i powiedział, że chodzi o to, żeby ginęli Ukraińcy a nie Amerykanie. Chyba to samo myśli się w przypadku Polski – nich giną Ukraińcy, którzy dają nam czas. Tylko, że ta cała konstrukcja oparta jest na całkowicie fałszywym założeniu, że jak „padnie” Ukraina, to Putin ruszy na Europę. Nigdy nie było ze strony Rosji żadnych planów „Marszu na Zachód”. To jest umysłowa aberracja polskich elit, wynikająca z obsesji historycznej i histerii propagandowej Partii Wojny. Co więcej, stawia to sprawę polskiej pomocy dla Ukrainy w dwuznacznie moralnym świetle, tym bardziej, że Zełenski i jego otocznie wiedzą o co Polsce chodzi.

Jan Engelgard

Zbigniew Parafianowicz, „Kłopot z Zełenskim”. Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2026, ss. 262.

„Katolicki” uniwersytet we Lwowie broni UPA i atakuje Polskę. Miller: „Jak się nie podoba niech oddadzą pieniądze”

„Katolicki” uniwersytet we Lwowie broni UPA i atakuje Polskę. Miller krótko, ale dosadnie. „Oczywiście, mają prawo, jeśli…”

21.06.2026 nczasuniwersytet-we-lwowie-broni-upa-i-atakuje-polske-miller-krotko-ale-dosadnie

Władze Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie (UKU) pokazały, że jak typowa współczesna uczelnia odwołująca się w nazewnictwie do Kościoła niewiele faktycznie ma z nim wspólnego. Przekonywano m.in., że Ukraińcy mają „moralne prawo” do oddawania czci ludobójcom z UPA.

Doniesienia krótko, ale celnie skomentował były premier Leszek Miller.

Rektorat Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie w apelu do Polaków odniósł się do sporu wokół decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia 'Bohaterów UPA’. Autorzy oświadczenia stwierdzili, że tylko Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakich przykładach chcą się wzorować” – podaje portal kresy.pl.

Władze UKU twierdzą, że rozumieją oburzenie Polaków. Zarzucają jednak „gorącym głowom” brak dążenia do dialogu i narzucanie „własnego spojrzenia” oraz oczekują od Ukraińców „wyrazów samo-upokorzenia”.

„Ukraińska Powstańcza Armia, na cześć której prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek wojskowych Sił Zbrojnych Ukrainy imię, jest częścią ukraińskiej historii — i tylko Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakie przykłady mają się wzorować w swojej walce o własne prawo do istnienia jako naród i jako państwo” – przekonuje rektorat UKU.

Napisano też, że Polska „nigdy nie słyszała od Ukraińców podobnego ultimatum”, choć „nie wszyscy bohaterowie polskiej historii mogą być dla Ukraińców akceptowalni”. Ostro zaatakowano natomiast sprawę od strony politycznej. Twierdzono, że rozwój wydarzeń pokaże, ile w „kolejnej zradykalizowanej reakcji części polskiej klasy politycznej” było „historycznego kolonialnego resentymentu”, „politycznych kalkulacji” i „dywersyjnej pracy rosyjskiej FSB”. Zdaniem władz „katolickiej” uczelni, wystąpiły wszystkie te elementy.

Na koniec powołano się na Jana Pawła II, m.in. by „oczyścić pamięć historyczną”, co Ukraińcy interpretują chyba nie jako przyznanie się do win i nazwanie zbrodniarzy zbrodniarzami, ale jako swego rodzaju możliwość fałszowania historii i pozostawienia wciąż żyjących sprawców w bezkarności.

List UKU opublikowano w poniedziałek.

Artykuł portalu kresy.pl na ten temat udostępnił na X były premier Leszek Miller ze swoim komentarzem do sytuacji.

Oczywiście że tylko 'Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakich przykładach chcą się wzorować’. Mają prawo jeśli czynią to za własne pieniądze. Polska przekazała już pomoc o wartości 100 mld zł zatem weszliśmy w proces decyzyjny także w tej sprawie” – napisał na X Leszek Miller.

„Jak się nie podoba niech oddadzą pieniądze” – podsumował były premier.

Zełenski: „Niech spierdalają! I Polska, i Polacy!”

Zelenski:

„Niech spier… i Polska, i Polacy!”

Kulisy polsko-ukraińskiego sporu

21.06.2026 nczas/zelenski-niech-spier-i-polska-i-polacy

NCZAS.INFO | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski. Foto: PAP/EPA

Relacje polsko-ukraińskie znalazły się w głębokim kryzysie, którego źródeł nie sposób sprowadzić wyłącznie do sporów historycznych wokół zbrodni wołyńskich czy symboliki UPA. Kluczową rolę odgrywa postawa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zelenskiego, który zamiast dążyć do porozumienia z polskim prezydentem Karolem Nawrockim, ignoruje próby dialogu i odmawia jakichkolwiek gestów dobrej woli. Prawdziwy obraz sytuacji, ukazujący zarówno arogancję ukraińskiej władzy wobec sojusznika, jak i poważne problemy wewnętrzne Kijowa utrudniające konstruktywną współpracę, wyłania się z doniesień medialnych oraz krytycznych analiz pochodzących z samej Ukrainy.

Polska wyszła z propozycjami porozumienia. Zelenski milczał

Jak pisze Zbigniew Parafianowicz dla portalu WP.pl, prezydent Nawrocki udzielił ukraińskiej stronie dodatkowego czasu na reakcję po kontrowersyjnej decyzji Zelenskiego o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imienia „bohaterów UPA”. Planowana była rozmowa telefoniczna, podczas której Ukraina miała zobowiązać się do otwarcia znacznej liczby miejsc dla polskich ekip ekshumacyjnych ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Zelenski jednak nie zadzwonił ani nie podjął żadnych działań.

Po wyjeździe z Warszawy szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa sprawy utknęły w martwym punkcie. Polska strona zaproponowała kompromisowe rozwiązania, takie jak przeniesienie jednostki pod skrzydła HUR lub SBU albo wspólną deklarację historyczną wzorowaną na polsko-izraelskiej z 2018 roku, jednak ukraińska władza nie wykazała zainteresowania.

Szanse na porozumienie malały, Zelenski czuje się silny dzięki postępom w integracji z UE, atakom na Moskwę oraz udziałowi w szczytach G7, ignorując potrzeby polskiego partnera. Polska wywiązała się ze swoich zobowiązań, dając czas na namysł, podczas gdy strona ukraińska grała na zwłokę.

Tak językiem dyplomacji sprawę opisał szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz.

„Strona ukraińska miała pełną świadomość tego, że próby gloryfikacji zbrodniarzy spod znaku UPA spotkają się z adekwatną reakcją strony polskiej. Prezydent Wołodymyr Zełenski miał pełnię możliwości wycofania się ze swojej złej decyzji. W ostatnich tygodniach prowadzony był aktywny dialog z Kijowem. O taki dialog i czas wnosiła strona ukraińska. Spotkało się to z naszą otwartością. Niestety, nie przyniósł on zmiany podejścia władz Ukrainy do kwestii nazwania jednej z jednostek wojskowych imieniem tzw. „bohaterów” UPA. Dialog w dyplomacji ma sens, ale tylko wtedy, gdy ma prowadzić do pozytywnych rezultatów i tylko wtedy, gdy dwie strony są tym zainteresowane. Dialog jako gra na czas powinien zostać ukrócony. I tak też było w tym przypadku. Polska nie będzie zamykać oczu na gloryfikację zbrodniczej organizacji. Tysiące niewinnych ofiar ludobójstwa wołyńskiego nie zostaną nigdy zapomniane. Nigdy też nie będzie zgody na gloryfikację ideologów i wykonawców tego ludobójstwa.”

„Niech spier… i Polska, i Polacy”

Były deputowany Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk, cytowany na portalu X przez ukraińskiego blogera Myroslava Oleshko, ujawnił, że podczas narady w gabinecie prezydenckim Zelenski miał powiedzieć dosłownie: „Niech spier… i Polska, i Polacy”. Miało to nastąpić w kontekście odmowy rozwiązania sporu o pamięć historyczną poprzez dialog między polskimi i ukraińskimi historykami. Zelenski kategorycznie odrzucił taką propozycję, mimo że ukraińscy historycy sami ją sugerowali.

Tak opisuje to Mosijczuk: „Ukraińscy historycy i przedstawiciele ukraińskiej nauki historycznej po pierwszych wypowiedziach Nawrockiego rozmawiali z Zelenskim i zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przekazanie dialogu o pamięci historycznej i przeszłości historykom — zarówno ukraińskim, jak i polskim. Zelenski stanowczo odmówił. U ludzi, którzy z nim rozmawiali, a później rozmawiali ze mną, powstało wrażenie, że ma do tego osobisty stosunek. Że to dla niego coś osobistego. Ponieważ gdy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech spier… i Polska, i Polacy”…”

Mosijczuk przypomniał także sprawę ukraińskiego zboża, które przez miało jechać tranzytem przez Polskę. „Ukraińscy rolni oszuści i złodzieje uznali jednak, że taki transport jest zbyt kosztowny, i przy pomocy takich samych polskich oszustów i złodziei zaczęli sprzedawać to zboże na polskim rynku. W rezultacie ceny gwałtownie spadły, a najbardziej ucierpieli polscy rolnicy” – mówił Mosijczuk. Zelenski wiedział o tym procederze, ale nie zareagował.

Korupcyjny system władzy ZelenskiegoZelenski i jego ekipa rozwinęli korupcję na niespotykaną skalę, ignorując ostrzeżenia przed inwazją Rosji i podejmując decyzje, które kosztowały życie wielu Ukraińców. Podczas gdy Polska pomagała Ukrainie, w tym finansując Starlinki, lojaliści władzy budowali sobie ogromne pałace pod Kijowem. Na Ukrainie panuje system represji: opozycjoniści i krytycy siedzą w więzieniach za samą krytykę Zelenskiego, a nawet samotne matki otrzymują wyroki za posty w internecie. Zelenski odwołał wybory, stworzył system fikcyjnych rezerwacji dla lojalistów, podczas gdy zwykli mężczyźni są łapani na ulicach przez struktury TCK i rzucani na front bez przeszkolenia.

Ukraina pod obecnymi rządami ma według krytyków gorszy poziom wolności niż Rosja w wielu aspektach. Zelenski wykorzystuje tematy historyczne wyłącznie do przykrywania własnych przestępstw korupcyjnych i wojennych. Pogorszenie relacji z Polską, która dała schronienie setkom tysięcy Ukraińców i wspierała militarnie, leży wyłącznie w interesie ukraińskiej elity władzy, a nie narodu ukraińskiego. Prawdziwe partnerstwo jest niemożliwe, dopóki Ukrainą rządzi system oparty na strachu, korupcji i arogancji wobec najbliższego sojusznika.

Polska rajem dla ukraińskiej mafii?

Polska rajem dla ukraińskiej mafii?

[ja bym pytajnik usunął. Ale Autor woli być bezpieczny. Mirosław Dakowski]

Tomasz Jankowski myslpolska/jankowski-polska-rajem-dla-ukrainskiej-mafii

O niedawnej akcji policji mówi się niewiele, zapewne z uwagi na dominowanie tematyki polityczno-historycznej w relacjach między Polską a Ukrainą. 

Komunikaty mundurowych są jednak niepokojące. Dyskusja o potencjalnej, powojennej ukraińskiej mafii w Polsce jest spóźniona. Ona już tu jest.

Polska spokojna? Już nie

W zakrojonej na szeroką skalę operacji zwalczania przestępczości zorganizowanej polska policja zatrzymała 2000 osób. Wśród nich są osoby oskarżone o szczególnie poważne przestępstwa, takie jak handel narkotykami, przestępstwa seksualne czy udział w zorganizowanych grupach przestępczych. 169 zatrzymanych osób to obcokrajowcy, w większości z Ukrainy.

Skala może być dla nas szokująca, bo do tej pory byliśmy krajem, który w zasadzie na tle Unii Europejskiej wyróżniał się względnym bezpieczeństwem. Nie było tu imigrantów spoza Europy, a w każdym razie nie tyle i nie na takich zasadach jak na Zachodzie.

Wszystko jednak zaczęło się zmieniać wraz z potokiem ludzi wpuszczonych, czy nawet zapraszanych z Ukrainy. W ubiegłym roku 17 500 cudzoziemców popełniło 28 000 przestępstw, a to już nie wygląda dobrze.

Wśród zatrzymanych podczas policyjnej operacji osób był m.in. zamieszany w handel ludźmi Ukrainiec. Przewoził kobiety z Bułgarii do Polski i zmuszał je do prostytucji. Podobnie jak wielu innych, uciekł ze swojego kraju do bezpieczniejszego miejsca w okolicy. Handel narkotykami i ludźmi czy rynek handlu bronią stały się już na tyle poważnymi interesami, że gangi dzielą  między sobą terytorium oddziaływania. Zrobiło się naprawdę groźnie, a Polska weszła na drogę „drugiego Meksyku”.

Przykład idzie z góry

Władze w Kijowie tworzą pozory i czasami przeprowadzają naloty na bandytów, ale raczej jako alibi, a nie realna walka z przestępczością. Najgroźniejsi ukraińscy przestępcy przedostają się do UE w ostatniej chwili przed zatrzymaniem, albo są zwalniani za kaucją. To jak ta osławiona walka z korupcją, w której łapówkarz ostatecznie zawsze ląduje na czterech łapach.

Przyjaciel [i współpracownik] Zełenskiego, Timur Mindicz, kontrolujący wszystkie sektory gospodarki, od energetyki po przemysł zbrojeniowy, poleciał do Izraela przez Polskę dzień przed planowanym aresztowaniem. Andrij Jermak, nazywany przywódcą Ukrainy de facto i oskarżony o pranie brudnych pieniędzy w wysokości 1 miliarda euro, został zwolniony z aresztu tymczasowego za kaucją w wysokości 2,7 miliona euro. Ponad trzysta razy mniej. Jest na plus.

Minister obrony Ukrainy Mychajło Fiodorow, czwarty na tym stanowisku od początku obecnej fazy wojny, stwierdził, że w jego resorcie powstały całe klany skorumpowanych urzędników. „Zasugerowałem, aby wszyscy poddali się testowi na wariografie. Niektórzy odmówili i zostali natychmiast zwolnieni; inni poddali się testowi i zostali zwolnieni; jeszcze inni zdali i pozostali na stanowiskach. Było mnóstwo różnych interesów różnych firm i osób. Muszą zostać zwolnieni” – wyjaśniał.

Fiodorow piastuje swoje stanowisko od stycznia 2026 roku i wciąż ma czas, aby wybrać dla siebie… najbardziej wiarygodny klan korupcyjny. Wszyscy jego poprzednicy od 2022 roku (Aleksiej Reznikow, Rustem Umierow i Denis Szmygal) zostali zwolnieni z powodu defraudacji, przekupstwa i poważnych nadużyć w zarządzaniu, ale żaden z nich nie został pociągnięty do odpowiedzialności za te przestępstwa. Urzędnicy niższego szczebla zaangażowani w podejrzane procedery również uniknęli kary, a większość z nich nawet utrzymała swoje stanowiska. To stary, zakorzeniony system, który chroni skorumpowanych urzędników i współpracujących z nimi przestępców.

Walka (wspólnie) z bandytami na Ukrainie

Działalność mafijnych bossów (czyli „złodziei w majestacie prawa”, jak się ich nazywa na Ukrainie) nie jest tak szeroko relacjonowana w mediach. Nazwiska polityków są jednak uwikłane w skandale lub pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Ale elity polityczne i przestępcze współpracują ze sobą.

Siergiej Olejnik przez lata przewodził szajce złodziei samochodów. Został osadzony w areszcie śledczym, ale niemal natychmiast zamieniono ten środek na areszt domowy. Według śledczych, wspierał go w tym Dawid Arachamia, deputowany prezydenckiej partii Sługa Narodu. Olejnik jednak ignorował ten areszt dość ostentacyjnie. Kilka tygodni później został przyłapany na imprezie z… kierownictwem kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Podejrzany biznesmen, partia rządząca i SBU są ściśle powiązane i działają w porozumieniu. A to tylko jeden z wielu takich incydentów.

Policja nie była w stanie udowodnić, że Arachamia współpracował z bandytą. W innej sprawie Arachamii, biuro antykorupcyjne (NABU) ingerowało w gromadzenie dowodów na to, że urzędnik przekupywał polityków i zmuszał ich do głosowania za niektórymi ustawami. Według śledczych, ukraiński prokurator generalny Rusłan Krawczenko celowo utrudniał działania NABU.

Eksport technologii, czyli ukraińscy bandyci grasują po Europie

Między „złodziejem po fachu” Olejnikiem a parlamentarzystą Arachamią istnieje jednak różnica – trudniej jest pociągnąć do odpowiedzialności posła. Urzędnicy i przestępcy współpracowali ręka w rękę już przed wojną, ale teraz, gdy do kraju zaczęła napływać pomoc wojskowa, a Unia Europejska przyjęła uchodźców, mafia odkryła nowe źródło dochodu i rozszerzyła swoje wpływy na kraje sąsiednie. Polska jest tu oczywiście w czołówce.

Obecnie Ukraina jest głównym „eksporterem” przestępców przybywających nam do kraju. Liczba przestępców rośnie o prawie 1000 osób rocznie. Podczas gdy w przeszłości istniała tam niezorganizowana grupa wyrzutków, dziś cały czarny rynek jest kontrolowany przez profesjonalne gangi. Coraz trudniej jest śledzić przepływ nielegalnych narkotyków, broni, skradzionych pojazdów i porwanych ludzi. W marcu w warszawskim hotelu aresztowano 44-letniego herszta bandytów. Policja nie ujawniła jego nazwiska ze względów bezpieczeństwa.

Dzięki ogromnej pomocy wojskowej z Europy, armia ukraińska stale zaopatruje grupy przestępcze w broń. Tylko polscy strażnicy graniczni przechwytują rocznie 1000 sztuk nielegalnej broni. Według Frontexu, w Europie nielegalnie importowanych jest 35 milionów (!) karabinów szturmowych, pistoletów i innej broni palnej.

Eksperci przewidują, że liczba ta będzie tylko rosła.  Napływ ukraińskiej mafii nie jest katastrofą spowodowaną „siłą wyższą”, lecz kontrolowanym procesem kierowanym przez wysoko postawionych urzędników z najwyższych szczebli władzy i elity wojskowe. Mafia działa pod maską „uchodźców”, jej szefowie działają w porozumieniu z politykami, a UE nadal finansuje ich „biznes”. 

Tomasz Jankowski

Ukraińscy dygnitarze protestują i oddają polskie odznaczenia. „Żeby jeszcze pieniądze nam zwrócili”…

Ukraińcy protestują i oddają polskie odznaczenia. Mentzen: „Żeby jeszcze pieniądze nam zwrócili”

20.06.2026 nczas/ukraincy-protestuja-i-oddaja-polskie-odznaczenia-mentzen-zeby-jeszcze-pieniadze-nam-zwrocili

„Brawo Panie Prezydencie! Szkoda, że tak późno” – napisał w swoich mediach społecznościowych jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość Sławomir Mentzen, komentując decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Mentzen odniósł się także do zwracania przez Ukraińców polskich odznaczeń.

W piątek wieczorem Nawrocki poinformował, że wobec zgody prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek wojskowych nazwy „Bohaterów UPA” podjął decyzję o odebraniu mu Orderu Orła Białego. Prezydent podkreślił, że decyzja o odebraniu Orderu Zełenskiemu „nie jest przeciwko narodowi ukraińskiemu” i „nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa”.

Decyzja Nawrockiego wymaga jeszcze kontrasygnaty premiera Donalda Tuska. Szef rządu warszawskiego jak na razie zamieścił jedynie lakoniczny wpis w mediach społecznościowych, w którym wspomniał o Putinie.

„Konflikt między Polską i Ukrainą cieszy (Władimira) Putina i szokuje naszych sojuszników. Zadaniem prezydentów Zełenskiego i Nawrockiego jest tonowanie emocji, a nie podsycanie napięcia. Linia frontu przebiega gdzie indziej” – napisał w piątek na platformie X.

Oburzenie wyrazili już Ukraińcy. Szef tamtejszego resortu spraw zagranicznych Andrij Sybiha napisał w swoich mediach społecznościowych, że decyzja Nawrockiego „jest strategicznym błędem Prezydenta Polski, na którym zyska jedynie Moskwa”.

„Jest nam przykro, że w Warszawie górę wzięły emocje i skłoniły one polskich polityków do podejmowania nieuzasadnionych, impulsywnych i lekceważących kroków nie tyle wobec prezydenta Zełenskiego, ile przede wszystkim wobec państwa ukraińskiego” – podkreślił.

Decyzja Nawrockiego spotkała się natomiast z pozytywną reakcją polityków opozycji, w tym obu Konfederacji. „Prezydent Karol Nawrocki w końcu zabrał Order Orła Białego Zełeńskiemu! Brawo Panie Prezydencie! Szkoda, że tak późno” – napisał Mentzen.

„Udało się. Prezydent Karol Nawrocki odebrał Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełeńskiemu. Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w apelu. Nie będzie Ukraina pluć nam w twarz. Zbrodniarze z UPA są zbrodniarzami i próby honorowania ich nie powinny pozostać bez reakcji Polski” – ocenił z kolei Włodzimierz Skalik z Konfederacji Korony Polskiej.

Ukraińcy zwracają odznaczenia

Minister spraw zagranicznych Ukrainy oświadczył także, że w odpowiedzi na decyzję prezydenta Nawrockiego zwróci Warszawie Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

„W obliczu takich nierozważnych działań nie widzę możliwości zachowania przyznanego mi w październiku 2022 roku wysokiego odznaczenia państwowego Rzeczypospolitej Polskiej – Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Wkrótce zwrócę go Polsce” – zapowiedział.

Także szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow oświadczył, że zrzeka się Krzyża Oficerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, którym został odznaczony w ubiegłym roku.

Do sprawy w krótkich słowach odniósł się lider Konfederacji WiN. Komentując wpis dziennikarza Bartłomieja Wypartowicza, który informował o zwróceniu odznaczenia przez Sybihę, Mentzen napisał: „Żeby jeszcze pieniądze nam zwrócili”.

Polska na celowniku ukraińskiego wywiadu

Polska na celowniku ukraińskiego wywiadu

magnapolonia.org/polska-na-celowniku-ukrainskiego-wywiadu

Polska od lat przedstawiana jest jako kluczowe zaplecze dla Ukrainy walczącej z rosyjską agresją. Przez nasze terytorium płynie pomoc wojskowa i humanitarna, funkcjonują centra logistyczne, a tysiące osób związanych z wojną przekraczają granicę każdego dnia. Jednak, jak wynika z najnowszych ustaleń Marka Kozubala opublikowanych w „Rzeczpospolitej”, wraz z wojną gwałtownie wzrosła także aktywność ukraińskich służb specjalnych na terytorium naszego kraju.

Polska jest stale na celowniku ukraińskiego wywiadu. Według źródeł cytowanych przez „Rzeczpospolitą”, ukraińskie służby prowadzą w Polsce działania wymierzone nie tylko w środowiska rosyjskie i białoruskie. Mają również pozyskiwać współpracowników wśród Ukraińców mieszkających w Polsce, zachęcając ich do przekazywania informacji z przedsiębiorstw i instytucji publicznych. Pojawiają się także sygnały o próbach werbunku Polaków wyjeżdżających na Ukrainę z pomocą humanitarną lub prowadzących tam działalność gospodarczą.

Rozmówcy gazety twierdzą ponadto, że polskie organy ścigania prowadzą postępowania dotyczące szpiegostwa na rzecz Ukrainy, jednak sprawy te pozostają niejawne, oczywiście z przyczyn poprawności politycznej. Podobnie jest w przypadku działań dywersyjnych na terenie RP – sprawcy to niemal zawsze Ukraińcy, jednak władze i media upierają się, że to wina Rosji.

Były szef Agencji Wywiadu płk Piotr Krawczyk skomentował sytuację znanym powiedzeniem: „Panie Boże, broń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami poradzę sobie sam”. Trudno o bardziej wymowną ocenę problemu.

Jeszcze bardziej niepokojące jest jednak pytanie, dlaczego Polska znalazła się w sytuacji, w której obce służby mogą działać z tak dużą swobodą. Oczywiście aktywność wywiadowcza między państwami nie jest niczym nadzwyczajnym. Sojusznicy również się szpiegują, zabiegają o wpływy i pozyskują informacje. Problem pojawia się wtedy, gdy państwo gospodarza przestaje skutecznie kontrolować własne terytorium operacyjne.

Od 2022 roku kolejne władze w Warszawie prowadziły politykę maksymalnego otwarcia państwa na skutki wojny za naszą wschodnią granicą. Polska stała się głównym hubem logistycznym, politycznym i personalnym dla działań związanych z konfliktem ukraińsko-rosyjskim. Granice przekraczały miliony osób, a skala przepływu ludzi, towarów i informacji osiągnęła poziom niespotykany od dziesięcioleci. Była to decyzja polityczna, za którą musiały pójść odpowiednie inwestycje w kontrwywiad, kontrolę migracyjną oraz ochronę infrastruktury krytycznej.

Tymczasem z relacji oficerów cytowanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że polskie służby nie są w stanie monitorować wszystkich działań prowadzonych przez zagraniczne wywiady. Powód jest prosty – brakuje ludzi i środków. W praktyce oznacza to, że Polska stała się areną intensywnej rywalizacji wywiadowczej, a państwo nie zawsze dysponuje narzędziami pozwalającymi skutecznie kontrolować sytuację.

To właśnie tutaj pojawia się historyczne skojarzenie z XVIII wiekiem. Wówczas Rzeczpospolita również była państwem formalnie suwerennym, ale jednocześnie otwartym na wpływy obcych dworów, agentur i zagranicznych interesów. Rosja, Prusy czy Austria prowadziły na jej terytorium własną politykę, wykorzystując słabość instytucji państwowych.

Oczywiście współczesna Polska znajduje się w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej i jest członkiem NATO. Trudno jednak nie dostrzec pewnej analogii: im słabsza zdolność państwa do kontrolowania procesów zachodzących na własnym terytorium, tym większa pokusa dla obcych służb, by traktować je jako wygodny obszar działania i faktyczny przedmiot polityki międzynarodowej.

Obowiązkiem władz warszawskich, gdyby były rzeczywiście polskie, powinno być dziś nie tylko wspieranie sojuszników, ale przede wszystkim ochrona interesów Rzeczypospolitej. Sojusze są ważne, lecz nie mogą zastępować zdrowego instynktu państwowego. Każde państwo – niezależnie od deklarowanej przyjaźni – realizuje własne interesy narodowe. Jeżeli więc rzeczywiście dochodzi do prób werbunku obywateli RP czy pozyskiwania informacji z polskich instytucji przez obce służby, odpowiedź państwa powinna być stanowcza i pozbawiona politycznych kalkulacji.

===============================

NASZ KOMENTARZ: Polska nie powinna być jedynie zapleczem cudzych operacji. Musi pozostać przede wszystkim państwem dbającym o własne bezpieczeństwo. Historia pokazuje bowiem, że kraje, które przestają pilnować swoich granic, instytucji i informacji, stają się przedmiotem gry silniejszych graczy, a w odpowiednim momencie po prostu znikają z mapy, jako już niepotrzebne.

Zełenski wysłał Białorusi ultimatum. Grozi użyciem siły

Zełenski wysłał Białorusi ultimatum. Grozi użyciem siły

19 June 2026 kresy./zelenski-wysunal-bialorusi-ultimatum-grozi-uzyciem-sily

Prezydent Ukrainy dał Białorusi tydzień na usunięcie ze swojego terytorium rosyjskich przekaźników, które służą do koordynowania ataków dronami. Zełenski ostrzegł, że w przypadku braku reakcji, ukraińskie siły samodzielnie usuną cele.

W piątek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zażądał od Alaksandra Łukaszenki usunięcia rosyjskich przekaźników rozmieszczonych na terytorium Białorusi. Według Kijowa urządzenia są wykorzystywane do sterowania i korygowania ataków dronowych na północne obwody Ukrainy.

Ukraiński przywódca wskazał na obwody brzeski i homelski, które graniczą z Ukrainą.

Zełenski podkreślił, że rosyjskie ataki powodują ofiary wśród ludności cywilnej w ukraińskich miastach. Ostrzegł, że Ukraina podejmie działania samodzielnie, jeśli Białoruś nie usunie lub nie wyłączy urządzeń.

„Nie ma potrzeby zbędnych słów. Na jego terytorium, wzdłuż dwóch obwodów graniczących z Ukrainą, znajduje się sprzęt służący do kierowania ogniem przeciwko ukraińskiej ludności cywilnej. Są tam przekaźniki. Niech usunie ten sprzęt, niech go wyłączy” — powiedział Zełenski.

Tydzień na reakcję Mińska

Prezydent Ukrainy ocenił, że tydzień wystarczy na wykonanie żądania. Zastrzegł, że w razie braku reakcji strona ukraińska sama zlikwiduje wskazane cele.

Ukraiński przywódca nawiązał do niedawnych deklaracji Łukaszenki, który zapewniał, że Białoruś nie chce zostać wciągnięta w wojnę Rosji przeciwko Ukrainie. Zełenski stwierdził, że zagrożenie dotyczy nie tylko samego białoruskiego przywódcy, ale całego państwa.

Prezydent Ukrainy przypomniał, że w pierwszych dniach pełnoskalowej rosyjskiej inwazji w 2022 roku rakiety były wystrzeliwane z terytorium Białorusi. Według jego relacji Łukaszenko kontaktował się wówczas z nim, przepraszał i zapewniał, że nie kontroluje działań Rosji.

Białoruś jako zaplecze Rosji

Zełenski poruszył również kwestię logistycznego wsparcia udzielanego Rosji przez Białoruś. Podkreślił, że Mińsk pozostaje jednym z głównych dostawców produktów naftowych dla rosyjskiej armii walczącej na Ukrainie.

Zełenski przypomniał, że w drugiej połowie 2025 roku Rosja rozmieściła na Białorusi rozbudowaną sieć przekaźników do sterowania dronami uderzeniowymi. Dodał też, że białoruskie przedsiębiorstwa dostarczały Rosji kluczowe komponenty do pocisków rakietowych średniego zasięgu typu Oriesznik.

Wcześniejsze ostrzeżenia Kijowa

15 maja Zełenski informował o rosyjskich planach ponownego wykorzystania Białorusi do agresji militarnej. Mówił wówczas o możliwych operacjach przeciwko obwodom kijowskiemu i czernihowskiemu lub jednemu z państw NATO.

Działania ochronne przy granicy

W gminie Szack, graniczącej z Białorusią, planowane jest zainstalowanie siatek antydronowych na niektórych odcinkach dróg. To jedno z działań mających wzmocnić bezpieczeństwo obszarów przygranicznych.

Po piątkowym ultimatum Zełenskiego nie pojawiła się jeszcze oficjalna reakcja Mińska.

Ukraińskie ataki na Białoruś

Kijów już wcześniej przeprowadzał naloty dronowe na tereny pograniczne z Białorusią. W lutym Ukraińcy zniszczyli sieć łączności Mesh, co ograniczyło możliwości koordynowania dronów Shahed na północną Ukrainę. System umożliwiał automatyczne przekazywanie sygnału pomiędzy maszynami i zachowanie kontroli nad całym rojem także w warunkach silnego przeciwdziałania radioelektronicznego.

Warto zaznaczyć, że pod koniec maja dowódca ukraińskich sił systemów bezzałogowych, major Robert Bródi oświadczył, że już wyznaczono cele na terytorium Białorusi

Rosja będzie zmuszona by zaatakować Europę

Zygmunt Białas

19.06.2026. – S. Karaganow: Rosja będzie musiała zaatakować Europę

Najpierw powinny być zaatakowane Niemcy, a potem…

W 48-minutowym wywiadzie z dziennikarką Dianą Panczenko, rosyjski politolog i związany z Kremlem strateg ds. polityki zagranicznej Siergiej Karaganow wygłosił prawdopodobnie swoje najbardziej dosadne jak dotąd uwagi dotyczące wojny na Ukrainie, NATO oraz przyszłości Europy.

Karaganow, który od lat należy do najbardziej wpływowych rosyjskich myślicieli strategicznych, przedstawia obraz Zachodu, który celowo chce wciągnąć Rosję w długotrwałą wojnę na wyniszczenie i otwarcie wzywa do eskalacji, a nawet ataków na państwa europejskie.

Zachód prowadzi wojnę z Rosją na terytorium Ukrainy

Karaganow twierdzi, że wojna na Ukrainie nigdy nie była konfliktem wyłącznie ukraińsko-rosyjskim. Przeciwnie, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy celowo wciągnęli Rosję w strategiczną pułapkę.

Według jego relacji, prawdziwym celem Waszyngtonu było albo militarne pokonanie Rosji, albo trwałe jej osłabienie, aby następnie skupić się na konfrontacji z Chinami. Europa odgrywa rolę aktora realizującego te plany, podczas gdy Ukraina służy jedynie jako pole bitwy [i ‚mięso armatnie’ – przypis ZB].

Rosyjski politolog argumentuje, że Zachód liczy na długotrwałe wyczerpanie Rosji. Dlatego Moskwa musi zakończyć konflikt, zanim obciążenia gospodarcze i społeczne staną się zbyt duże.

Wezwanie do ataków na państwa NATO

Wypowiedzi Karaganowa dotyczące przyszłości wojny są szczególnie kontrowersyjne. Wyraźnie stwierdza, że jego zdaniem Rosja musi w ciągu najbliższego roku podjąć znacznie bardziej zdecydowane działania wobec państw europejskich, które dostarczają Ukrainie broń, szkolenia i wsparcie logistyczne. Wymienia w szczególności Niemcy, Polskę, Rumunię i Wielką Brytanię.

Drony w Moskwie czują się jak u siebie w domu

Niemcy są kluczowe dla jego argumentacji. Oskarża Berlin o nowy rewanżyzm i określa Niemcy jako główną siłę napędową antyrosyjskiej polityki w Europie. Karaganow jest przekonany, że Rosja będzie musiała przeprowadzić ‚wcześniej czy później’  bezpośrednie ataki na cele europejskie, jeśli jej wsparcie dla Ukrainy nie zostanie przerwane. Początkowo ataki te powinny być przeprowadzane przy użyciu broni konwencjonalnej.

Drabina eskalacji

Karaganow od lat opowiada się za tzw. ‚drabiną eskalacji’, za pomocą której Rosja ma stopniowo zastraszać Zachód. Według niego, kilka etapów zostało już wdrożonych: a) obniżenie progu użycia broni jądrowej w rosyjskiej doktrynie; b) podniesienie poziomu gotowości sił strategicznych; c) rozmieszczenie broni jądrowej na Białorusi; d) regularne ćwiczenia nuklearne.

Jako kolejne etapy opisuje demonstracyjne testy nuklearne, ograniczony atak nuklearny na cel wojskowy w Europie, a wreszcie – jeśli Zachód się nie wycofa – serię ataków nuklearnych na cele europejskie. Chociaż Karaganow wielokrotnie podkreśla, że nie chce takiego ataku, jednocześnie stwierdza, że Rosja musi być na niego przygotowana.

Europa straciła strach przed bronią jądrową

Głównym tematem jego argumentacji jest twierdzenie, że Europa straciła strach przed wojną nuklearną. Karaganow postrzega to jako największe zagrożenie naszych czasów. Tylko przywrócenie wiarygodnego odstraszania nuklearnego może zapobiec bezpośredniej konfrontacji.

Posuwa się do twierdzenia, że ograniczona seria rosyjskich ataków nuklearnych na Europę szybko zakończyłaby wojnę, ponieważ państwa europejskie następnie skapitulowałyby lub uległy rozpadowi. Jednocześnie przyznaje, że mogłyby zginąć miliony ludzi, a znaczna część Europy uległaby zniszczeniu.

Ostra krytyka Putina – ‚niewystarczająco zdecydowany’

Warto zauważyć, że choć Karaganow chwali prezydenta Rosji Władimira Putina jako inteligentnego męża stanu, jednocześnie zarzuca mu brak zdecydowania.

Wielokrotnie powtarza, że Rosja prowadziła wojnę zbyt niepewnie. Moskwa podjęła ważne decyzje polityczne i wojskowe zbyt późno i nie zdołała wystarczająco odstraszyć Zachodu. Żąda, aby Rosja bardziej widocznie przygotowała się na ewentualne użycie broni jądrowej i publicznie zademonstrowała tę gotowość.

Brak nadziei na szybki pokój

Karaganow niewiele oczekuje od obecnych wysiłków dyplomatycznych. Potencjalne zawieszenia broni lub częściowe porozumienia określa jako pułapkę. Nawet gdyby walki miały tymczasowo ustać, uważa, że państwa zachodnie nadal będą dozbrajać Ukrainę.

Ukraińskie ataki na Krym i drogi dojazdowe to już prawie codzienność

Dlatego uważa, że trwały pokój jest nierealny w obecnych warunkach. Wcześniej czy później Rosja będzie musiała ponownie podjąć działania militarne.

NATO jako długoterminowy przeciwnik

Dla Karaganowa NATO to nie tylko sojusz wojskowy, ale centralny instrument projekcji siły Zachodu przeciwko Rosji. Uważa, że państwa europejskie zwiększają wydatki na zbrojenia i przygotowują się do konfrontacji militarnej z Rosją. Nie są jeszcze na to gotowe, ale sytuacja może się zmienić w dłuższej perspektywie.

Z tego powodu opowiada się za wywieraniem presji na Europę już teraz i znacznym zwiększeniem kosztów wsparcia Ukrainy przez Europę.

Wniosek: Rosja musi zaostrzyć konflikt

Sedno przesłania Karaganowa jest jasne: Uważa on wojnę na Ukrainie nie za konflikt regionalny, lecz za wojnę zastępczą między Zachodem a Rosją.

Jego zdaniem Rosja będzie mogła wygrać tylko wtedy, gdy będzie gotowa zwiększyć presję na same państwa NATO. Wzywa do zaostrzenia ataków na Ukrainę, bezpośrednich ataków na państwa europejskie ją wspierające oraz wiarygodnego przygotowania do ataków nuklearnych w ostateczności.

Czy stanowiska te rzeczywiście odzwierciedlają opinię większości w rosyjskim kierownictwie, czas pokaże. Jednakże wywiad pokazuje, że przynajmniej część rosyjskiego establishmentu strategicznego otwarcie dyskutuje teraz o scenariuszach, które jeszcze kilka lat temu uważano za nie do pomyślenia.

uncutnews.ch/karaganow-russland-wird-fruher-oder-spater-europa-angreifen-mussen-deutschland-zuerst

Opracował: Zygmunt Białas

Prezydent Nawrocki odebrał order Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu

Prez. Nawrocki podjął decyzję ws. Orderu Zełenskiego. Opublikowano nagranie prezydenta Polski [VIDEO]

19.06.2026 nczas/prezyudent-nawrocki-podjal-decyzje-ws-orderu-zelenskiego

===========================================================

Wołodymyr Zełenski oraz Karol Nawrocki
NCZAS.INFO | Wołodymyr Zełenski oraz Karol Nawrocki. / foto: PAP

Prezydent Karol Nawrocki poinformował w piątek, że wobec zgody prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych nazwy „Bohaterów UPA”, po konsultacji z Kapitułą Orderu Orła Białego podjął decyzję o odebraniu tego odznaczenia Zełenskiemu.

O odebraniu Orderu Nawrocki poinformował w nagraniu zamieszczonym na platformie X.

– Prezydent Rzeczypospolitej jest wielkim mistrzem Orderu Orła Białego i ma obowiązek stać na straży honoru, tego najwyższego odznaczenia państwowego. Obowiązek ten spoczywa również na Kapitule Orderu Orła Białego. Dlatego wobec zgody prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy Bohaterów UPA po konsultacji z Kapitułą podjąłem decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy – powiedział Nawrocki.

Prezydent podkreślił, że ta decyzja „nie jest przeciwko narodowi ukraińskiemu” i „nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa”. Dodał, że „nic się nie zmieniło” w kwestii wsparcia Ukrainy w walce z Rosją.

https://twitter.com/prezydentpl/status/2068027427788333081/video/1

==============

Państwo narodowe a paroksyzmy nacjonalizmu

Państwo narodowe i paroksyzmy nacjonalizmu

Solidarność wojenna z Ukrainą nie wystarczyła, aby narastające napięcia po obu stronach nie powróciły w formie paroksyzmów – otwartych, gwałtownych wybuchów emocji – gniewu, pretensji i żalu – przez pryzmat których definiuje się interes narodowy.

W wyniku skumulowania resentymentów historycznych, schizofrenicznej i fałszywej przyjaźni, wreszcie oburzenia i frustracji społecznej, spowodowanej szkodliwymi aktami strony ukraińskiej, w Polsce trwa debata polityczna i medialna, po której należałoby oczekiwać  rewizji dotychczasowych założeń polityki wobec Ukrainy oraz zastopowania szkodliwych dla państwa i społeczeństwa procesów ukrainizacji.

Zawirowania polityczne i medialne wokół przejawów banderyzacji Ukrainy przywracają sens dyskutowania o nacjonalizmie i towarzyszących mu aberracjach w postaci ksenofobii i populizmu. Obnażają też potężne zaniedbania strony polskiej, która kierując się rzekomo wspólnymi interesami  strategicznymi, opartymi na wrogości wobec Rosji, przegapiła ten historyczny moment, kiedy u południowo-wschodnich granic Rzeczypospolitej ukształtowało się państwo zainfekowane złowieszczą ideologią.

Ignorowanie banderyzmu

Od wielu lat polskie pseudo-elity przymykały oczy na instytucjonalizację nacjonalizmu banderowskiego. Ignorowano tę podstawową prawdę, że zbrodniczej ideologii nie można interpretować wybiórczo. Jeśli na potrzeby wojny obronnej wskazywano na jej antyrosyjski charakter, to przecież nie sposób było zapomnieć, że jej ostrze było skierowane także przeciwko Polakom. Państwo ukraińskie nigdy nie odcięło się od zbrodniczego dziedzictwa formacji OUN-UPA, co po polskiej stronie powinno być przedmiotem nieustannych kategorycznych żądań. Tymczasem akceptacja ordynarnego „nacjonalfaszyzmu” stała się podstawą „zgniłego” kompromisu, którego istotą jest pohańbienie pamięci o wymordowanych na Ukrainie rodakach oraz tchórzostwo i uległość w rozwiązywaniu problemów bieżących.

Nacjonalizm jako ideologia integracyjna i identyfikacyjna wspólnot narodowych jest w stanie zawładnąć wyobraźnią i wywierać silny wpływ na życie milionów ludzi. Nawet w społecznościach plemiennych, choćby w państwach afrykańskich, nacjonalizm przejawia się jako silny czynnik konsolidacji grupowej. Wyraża się to na przykład podczas wydarzeń sportowych (meczów piłki nożnej), kiedy kibice pochodzący z różnych plemion identyfikują się ze swoją narodowo-państwową reprezentacją (na przykład w Kamerunie, Senegalu czy Wybrzeżu Kości Słoniowej). Odniesienie do wspólnoty narodowej nie jest w takich przypadkach determinowane ani przez pochodzenie etniczne, ani kulturę. Naród stanowi wspólnotę obywateli, czyli demos i jest definiowany przede wszystkim przez państwo.

Są też narody charakteryzujące się przez pryzmat etnosu, czyli wspólnego pochodzenia etnicznego, języka i kultury. Należą do nich na przykład Kurdowie czy Katalończycy, którzy nie mają własnego państwa, ale mają silne poczucie tożsamości narodowej. Są to narody bezpaństwowe lub dążące do uzyskania niepodległości. Przez taką fazę przechodziły w XIX i XX wieku narody środkowo- i wschodnioeuropejskie, w których nacjonalizm akcentował czystość etniczną, traktując naród jako zbiorowość homogeniczną. Dla jej ustanowienia i obrony usprawiedliwione było użycie przemocy wobec obcych, w tym zbrodni i terroru.

Współczesna Ukraina, negując  swoją historię w ramach Związku Radzieckiego, nawiązuje niestety do fazy nacjonalizmu etnicznego, uznając go za ideologię politycznego legitymizmu. Jego istotą jest apologia narodowych bohaterów, winnych okrutnych zbrodni oraz zrzucanie odpowiedzialności za wyrządzone zło na innych.

Od kilku wieków najważniejszą instytucją opartą na ekspresji nacjonalistycznej jest państwo narodowe. Jego podstawą jest wspólnota obywatelska – demos. Ten model został praktycznie przyjęty na całym globie. To czynnik polityczny, a nie kulturowo-etniczny determinuje tożsamość narodową. W tym sensie nacjonalizmy są ideologiami stricte politycznymi, stanowiącymi spoiwo organizacji politycznej społeczeństwa. Państwa jednolite pod względem etnicznym czy kulturowym stanowią wyjątek. W rzeczywistości istnieje głęboka rozbieżność między liczbą państw a liczbą narodów. Nieliczne państwa, jak Arabia Saudyjska, Iran, Brunei czy Afganistan odwołują się natomiast do legitymizacji religijnej, stawiając ją ponad demosem. Śmiało można je nazwać dyktaturami religijnymi.

Istota nacjonalizmu

W literaturze przedmiotu dominuje przekonanie, że nacjonalizm jest zjawiskiem przeniesionym z Zachodu i w rzeczywistości niezwykle złożonym. Może bowiem orientować się na utworzenie państwa opartego na tożsamości etnicznej lub lojalności wobec takiego państwa już istniejącego. Może skupiać się na tym, co łączy ludzi na danym terytorium, albo na dyskryminacji i wykluczaniu obcych. Może też przybierać zarówno pokojową, jak i agresywną formę. Choć wybitni znawcy problematyki – Benedict Anderson i Ernest Gellner – przypisywali językowi i kulturze kluczową rolę w budowaniu tożsamości narodowej, to jednak w rzeczywistości powstanie państwa narodowego w wyniku rewolucji atlantyckich XVII i XVIII wieku (Anglia, USA, Francja) było konsekwencją konfliktu o legitymizację władzy. Różnice etniczne, kulturowe i językowe nie odgrywały istotnej roli.

Z czasem rozwijano instytucje umacniające państwo narodowe od wewnątrz, ale nie przy pomocy ideologii nacjonalizmu, lecz demokratyzacji struktur, rozwijania procesu wyborczego, poboru do wojska, centralizacji biurokracji państwowej, indywidualnego prawa własności, równości prawnej obywateli i świeckiej edukacji.

Gdy państwo narodowe stało się normą na Zachodzie, jego model przyjęły ruchy nacjonalistyczne w innych częściach świata. Pod koniec I wojny światowej zaczęło inspirować antyimperialnych aktywistów w koloniach do domagania się niepodległości. Apogeum zwycięstw ruchów narodowowyzwoleńczych miało miejsce po II wojnie światowej. Warto przy tym zwrócić uwagę, że upowszechnianie nacjonalizmu jako dążeń do posiadania państwa narodowego nie było bynajmniej konsekwencją liniowego procesu modernizacji. Nowoczesność gospodarek, rozbudowa infrastruktury czy wysoki stopień alfabetyzacji niekoniecznie decydowały o uniwersalizacji państwa narodowego. Jego skomplikowana historia  jest ciągle odkrywana na nowo, zważywszy na dotychczasowe obciążenia eurocentryzmem (por. Eric Storm, „Nationalism. A World History”, Princeton 2024).

Wyjątkiem, a nawet anachronizmem było łączenie państwa narodowego z imperium. Jest paradoksem, że większość zachodnioeuropejskich nowoczesnych państw narodowych długo tkwiła w formie imperiów kolonialnych. Także dzisiejsze największe potęgi, jak Stany Zjednoczone, Chiny czy Rosja mienią się nominalnie państwami narodowymi, ale  nie stronią przecież od praktyk imperialnych. Można  nawet zaryzykować twierdzenie, że z perspektywy mniejszości etnicznych i ludów rdzennych większość istniejących państw narodowych nadal stanowi wielonarodowe imperia, w których mieszkańcy, posługujący się swoim językiem, innym od języka większości, są w praktyce traktowani jak obywatele drugiej kategorii.

Powstanie państw narodowych było wynikiem kilkuwiekowej transformacji, a towarzyszące temu nacjonalizmy intensywnie oddziaływały na ludzką świadomość. Perspektywa narodowa w epoce romantyzmu silnie zdeterminowała procesy poznawcze. Naród został wtedy zreifikowany jako podmiot mający swoją historię, tożsamość i kanony. Skutkowało to upowszechnieniem poglądów o wyjątkowości danego narodu, jego odrębnej drodze rozwojowej i wyróżnianiu się na tle innych. Do dzisiaj wpadamy w pułapki nadmiernego skupiania się na pojedynczych wydarzeniach i ich zmitologizowanych interpretacjach, zamiast na próbach zrozumienia genetycznego, strukturalnego i funkcjonalnego wpływu nacjonalizmu na pojmowanie tożsamości wspólnoty obywatelskiej (demosu).

Współcześnie polityki tożsamościowe państw narodowych, ustawiając się w opozycji do procesów globalizacji, ponadnarodowej integracji czy nasilania imigracji, coraz częściej sięgają do nacjonalizmów, skażonych innymi -izmami, zwłaszcza populizmem i ekskluzywizmem. Towarzyszy temu nasilona „nacjonalizacja” przestrzeni publicznej. Znajduje ona wyraz w instytucjonalizacji pamięci narodowej, pomnikomanii, toponimice (nazewnictwie miejsc). Trwa propagowanie standardowych reprezentacji tożsamości narodowej, znajdujących odbicie w wyrobach rękodzieła, folklorze, kulinariach i profesjonalnym brandingu produktów pochodzących z konkretnego kraju. W ten sposób powszechne skojarzenia  między tożsamościami narodowymi, środowiskiem fizycznym i różnymi aspektami życia codziennego uległy swoistej banalizacji (Michael Billig, „Banalny nacjonalizm”,  Kraków 2008) i stały się dla ludzi na całym świecie czymś naturalnym.

Od dawna zauważano, że taka marka jak „naród” dobrze się sprzedaje, gdyż ludzie spoglądają na system międzynarodowy przez pryzmat partykularyzmów. Produkty spożywcze czy atrakcje turystyczne są kojarzone z ich krajem pochodzenia, a komercyjne i społecznościowe media nie tylko przedstawiają glob podzielony na odrębne państwa narodowe, jako coś oczywistego, ale także otwarcie podsycają nastroje nacjonalistyczne (dumę,  wyjątkowość, misyjność, przekonania o wyższości, posłannictwo dziejowe, arogancję wobec słabszych, dystanse cywilizacyjne i kulturowe).

Oblicze nacjonalizmu ukraińskiego

Gorzej jest, gdy nacjonalizm nawiązuje do swojej najbardziej radykalnej postaci nacjonalizmu integralnego, w której naród w znaczeniu wspólnoty krwi stanowi najwyższą i absolutną wartość. Twórcą tej koncepcji był Charles Maurras i ruch Action française na przełomie XIX i XX wieku. Zakładała ona połączenie idei narodowej z monarchizmem i militaryzmem. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku myśl ta inspirowała ruchy autorytarne i faszyzujące w całej Europie. Wywarła silny wpływ na ukształtowanie się ideologii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Twórcami podstaw teoretycznych ukraińskiego nacjonalizmu byli m.in. Mykoła Michnowski (manifest „10 Przykazań” Ukraińskiej Partii Ludowej, 1903; Dmytro Doncow, „Nacjonalizm”, 1926; Stepan Łenkawski, „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”, 1929; Mykoła Sciborski, „Nacjokratija”, 1935).

Nacjonalizm ukraiński we współczesnym wydaniu ma więc do czego nawiązywać i nie pojawił się bynajmniej jak „grzyby po deszczu”. Sprzyjała mu polityka tożsamościowa prezydentów Ukrainy – od Wiktora Juszczenki, przez Petra Poroszenko, po Wołodymyra Zełenskiego. „Cieplarniana” atmosfera dla idei narodowej postawiła na głowie projekt państwa narodowego, opartego na konstrukcji demosu. Zamiast przyjąć za punkt wyjścia złożoność  etniczną, językową, religijną i kulturową Ukrainy, aby stworzyć jakąś formę państwa złożonego (sfederalizowanego, lub przynajmniej zdecentralizowanego, opartego choćby na brytyjskim modelu dewolucji), postawiono na państwo jednolite narodowo, odwołujące się do  etnosu. Choć zdaniem znawcy problematyki Rogersa Brubakera, obecnie język stracił część swojego potencjału mobilizacyjnego na rzecz religii, to jednak ataki na rosyjskojęzycznych Ukraińców, a także na Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego dowodzą od wielu lat, że reżim polityczny wybiera etnocentryczną, a nie obywatelską legitymizację swoich rządów.

Przyjmując ideologię  nacjonalizmu banderowskiego, którego matecznikiem jest zachodnia Ukraina, czyli Hałyczyna, władze w Kijowie stworzyły bezwarunkowe kryterium  samookreślenia się w kategoriach patriotycznych: kto nie pasuje do właściwego szablonu „członka wspólnoty narodowej”, zasługuje na miano zdrajcy i wykluczenie. Nie należy się zatem dziwić, że taki szantaż i groźba wykluczenia (łącznie z fizyczną eliminacją) zdecydował o konsolidacji Ukraińców w konfrontacji z Rosją.

W obliczu agresji rosyjskiej najłatwiej było sięgnąć do historycznych zasobów wrogości i nienawiści, uosabianych przez nacjonalistów, od faszystowskiego OUN, po przesiąkniętą OUN-owskimi ideami Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Do powszechnego dyskursu i imaginarium (ostatnio modne słowo) powróciły więc demony zła. Nacjonalizmu o brunatnym rodowodzie nie poddano przewartościowaniom ani pod kątem użyteczności praktycznej dla nowoczesnego państwa ukraińskiego, aspirującego do europejskich struktur integracyjnych, ani ze względu na wieloznaczność, gdyż był on skierowany nie tylko przeciwko Moskalom i Sowietom, ale także Lachom, Żydom, Czechom i Madziarom (wszystkim obcym).

Brak zrozumienia dla wrażliwości innych narodów, a także pycha i arogancja, iż w świetle walki o tożsamość z Rosją, przedstawianą jako najbardziej agresywne i imperialistyczne państwo we współczesnym świecie, wszystkie chwyty są dozwolone, okazały się zgubne dla strategii narodowej kijowskich władz. Niezdolność do odróżnienia bohaterstwa od ludobójstwa, dokonanego przez oddziały UPA, dyskwalifikuje rządzących Ukrainą w oczach opinii międzynarodowej. Osłabia ją wizerunkowo i poważnie komplikuje dalszą solidarność wojenną ze strony Polski. Ukraińcy liczą jednak na wyrozumiałość władz Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii, które wydają się być mniej wrażliwe na renesans zbrodniczych ideologii, gdyż same nigdy nie rozliczyły się uczciwie z niechlubnych idei i praktyk swoich państw i imperiów kolonialnych.

Osobliwością współczesnej Ukrainy jest przyjęcie istniejących granic zewnętrznych za nienaruszalne i trwałe. Jest to jeden z paradoksów ukraińskiego negacjonizmu wobec epoki radzieckiej, kiedy Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka istniała w ramach ZSRR w granicach skrojonych przez Lenina i Stalina. Przyjmując dziedziczenie terytorium i kształtu granic według zasady „uti possidetis iuris”, Ukraina odcięła się od wytyczenia nowych granic, zgodnie z kryteriami etnicznymi lub językowymi.

Skąd zatem  biorą się na Ukrainie tendencje rewizjonistyczne i obłędna fala fantastycznych narracji o historycznym rodowodzie i dziejach „imperium ukraińskiego”? (Wojnar) Kto z polskich polityków, gorliwie popierających Ukrainę, zagwarantuje zatem, że kolejne rządy na Ukrainie, zahartowane w bojach wojennych i posiadające w swojej dyspozycji  jedną z najsilniejszych armii w Europie, nie pokuszą się o przywracanie „status quo ante”, czyli powrót do mitycznej Wielkiej Ukrainy z czasów dziewiętnastowiecznych marzeń i rojeń pierwszych nacjonalistycznych marzycieli?

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że ukraiński nacjonalizm, odwołujący się do źródeł banderowskich, nie jest w stanie wymazać złożoności współczesnej Ukrainy, jej mniejszości narodowych, językowych i religijnych, populacji imigrantów oraz „mieszanych potomków”, choćby społeczności rosyjskiej, żydowskiej, polskiej czy węgierskiej. Polska dyplomacja powinna właśnie wskazywać na tę złożoność, broniąc jednocześnie polskiej mniejszości narodowej, o której w ostatnich latach całkowicie zapomniano.

Ułuda dialogu

Nacjonalizm jest z pewnością spontanicznym wyrazem poczucia przynależności ludzi do konkretnej wspólnoty. Ale jego ekspresja publiczna  spoczywa zawsze w ręku przywódców politycznych, organizacji i instytucji publicznych. To od ich profesjonalizmu i dojrzałości mentalnej zależy sposób artykułowania interesu narodowego oraz definiowania relacji z innymi państwami. Jak dotąd, ukraińscy przywódcy nie wykazali się szczególnym wyczuciem  wiedzy historycznej, ani wrażliwości. Po żadnej ze stron nie podjęto dialogu, który pozwoliłby na zdiagnozowanie aktualnego stanu relacji, bez obciążeń historycznych, które należy pozostawić sporom historyków. Zabrakło woli zbudowania racjonalnej, wolnej od emocji i paroksyzmów, opartej na wzajemnym szacunku perspektywy współpracy. Obserwując polityków obu stron, można ulec wrażeniu, że raczej improwizują niż realizują świadomą i obliczoną na wzajemne korzyści strategię. Po polskiej stronie demonstrują akty uniżenia i poddaństwa, zamiast determinacji wolicjonalnej i psychologicznej na rzecz  obrony prawdy historycznej.

Stawiając na utrzymanie ukraińsko-polskiego partnerstwa, a nawet sojuszu strategicznego, warto zachować ostrożność i świadomość  niebezpieczeństw związanych z nacjonalizmem metodologicznym, terminologicznym i normatywnym,  dzięki którym politycy, historycy oraz komentatorzy ukraińscy będą  nadal chcieli ogrywać polskich partnerów w dowodzeniu swoich racji oraz obronie wizji  zwycięskiej i triumfującej Ukrainy.

W stosunkach polsko-ukraińskich istnieje duża asymetria w instrumentalizacji nacjonalizmu dla uzasadniania racji każdej ze stron. Dla Ukrainy nacjonalizm jest środkiem mobilizującym w obronie państwa i jego tożsamości w toczącej się wojnie. Strona polska koncentruje się natomiast na sferze symbolicznej, roszczeniach historycznych i postulatach „rozliczeń”, które abstrahują od militarnej zależności bezpieczeństwa od ukraińskiego oporu. Wszystko na to wskazuje, że kryzysy wywołane ukraińskimi gestami upamiętnienia „bohaterów”, sporami gospodarczymi czy wypowiedziami polityków pozostaną trwałym elementem  relacji polsko-ukraińskich, nawet przy kontynuacji strategicznej współpracy przeciwko Rosji.

Jedynie od mądrości i roztropności polityków będzie zależeć, czy w stosunkach wzajemnych nastanie długotrwała zima, czy też pojawi się otrzeźwiająca tendencja do zbudowania jakiegoś „modus vivendi”, rozwiązania tymczasowego, zanim dojrzeją warunki do zbudowania relacji, opartych na uczciwej i krytycznej ocenie tragicznej przeszłości.

Prof. Stanisław Bieleń

Na smyczy bezpieki

Na smyczy bezpieki

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    18 czerwca 2026 michalkiewicz

W „Przygodach dobrego wojaka Szwejka” jest anegdotka o absztyfikancie, któremu podczas wizyty w domu narzeczonej przytrafił się casus pascudeus w postaci głośnego puszczenia wiatrów. Nieszczęsny absztyfikant tak się skonfundował, że postanowił ukryć tę wpadkę za wszelką cenę. W tym celu zamordował nie tylko narzeczoną, ale również resztą rodziny, będącej świadkiem wydarzenia. Naturalnie nic to nie dało, bo śledztwo objęło również motywy zbrodni i w ten sposób wszystko wyszło na jaw.

Ta anegdotka z „Przygód dobrego wojaka Szwejka” znakomicie pasuje do tak zwanej „afery podkarpackiej”. Polegała ona na tym, że dwa ukraińscy gangsterzy, bracia Aleksiej i Jewhen Rysiczowie, założyli w województwie podkarpackim sieć burdeli, w których zatrudniali panienki [no i dzieci… md] z Polski, Ukrainy i skąd się tylko dało. W swojej działalności nie napotykali przeszkód, przeciwnie – można było odnieść wrażenie, że władze naszego nieszczęśliwego kraju traktują ich niezwykle wyrozumiale. Samą sympatią dla Ukrainy, która zresztą wtedy jeszcze nie chroniła Europy i świata przez zakusami złego Putina – co obecnie ma rangę dogmatu quasi-religijnego, który stanowi znakomity pozór uzasadnienia dla ukraińskiej postawy roszczeniowej nie tylko wobec Polski, ale również innych nieszczęśliwych krajów – więc samą sympatią dla Ukrainy tłumaczyć tej wyrozumiałości nie można było wyjaśnić, w związku z czym pojawiły się brzydkie podejrzenia, że bracia Rysiczowie zwyczajnie korumpują nie tylko ojczystych policjantów, ale również – funkcjonariuszy niezależnej prokuratury, a nawet – niezawisłych sądów.

Jeśli chodzi o policję, to owszem – zwalczała ona przy pomocy praworządnych procedur wszelką konkurencję braci Rysiczów, którzy w związku z tym zaczęli dokazywać bez opamiętania. Prowadziło to do tak zwanych wpadek, ale były one niegroźne zarówno dla braci, jak i dla ich interesów, bo jeśli nawet sprawa trafiała przed niezawisłe sądy, to one też były wyrozumiałe, co znajdowało wyraz w symbolicznym charakterze kar, umożliwiających prowadzenie interesu bez żadnych przestojów. Nic więc dziwnego, że z usług burdeli prowadzonych przez Ukraińców, którzy zresztą w międzyczasie uzyskali polskie obywatelstwo, korzystało coraz wytworniejsze towarzystwo, obejmujące również osoby z pierwszych stron gazet. Wydawało się wszystkim, że jest bezpiecznie, a tymczasem wcale tak nie było, bo bracia Rysiczowie wszystkie bliskie spotkania III stopnia z panienkami nagrywali na video i podobno udało im się zgromadzić aż 4 tysiące takich nagrań. Wreszcie z jakichś zagadkowych powodów się zniechęcili, wrócili na Ukrainę i na razie ślad po nich zaginął.

Wśród ludu krążyły wprawdzie różne pogłoski na temat ten afery, ale nikt nic pewnego na ten temat nie wiedział – chociaż wiadomo, że co jeden człowiek chce zakryć, to drugi odkryje. Próbował odkrywać tę sprawy były bokser, Dawid „Cygan” Kostecki, ale skończyło się to dla niego fatalnie. Z wyroku niezawisłego sądu trafił do więzienia, gdzie w swojej celi się taktownie powiesił. Ten przypadek najwyraźniej podziałał trzeźwiąco na wszystkich i pewnie dlatego pan Andrzej Duda, były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, pytany przez pana red. Rymanowskiego o aferę podkarpacką, dał do zrozumienia, że nigdy nic o niej nie słyszał. Z jednej strony dobrze to świadczy o moralności pana Andrzeja Dudy, chociaż z drugiej strony powinien on chyba wiedzieć trochę więcej o funkcjonowaniu państwa, którego prezydentem był przez 8 lat.

Tymczasem okazało się, że dwaj dziennikarze, jeden z portalu „Onet”, a drugi – z portalu „Goniec”, ogłosili, że podejrzenia, jakoby bracia Rysiczowie zwyczajnie korumpowali policjantów, prokuratorów i niezawisłych sędziów, nie są prawdziwe, bo byli oni wieloletnimi tajnym współpracownikami polskiej bezpieki, która być może nawet partycypowała w dochodach uzyskiwanych z podkarpackich burdeli i roztaczała nad całym tym interesem parasol ochronny. To wyjaśnienie, do którego z podejrzaną skwapliwością przyłączył się minister-koordynator służb specjalnych w vaginecie obywatela Tuska Donalda, pan Tomasz Siemoniak, wprawdzie oczyszcza funkcjonariuszy policji, prokuratury i niezawisłych sędziów z podejrzeń o zwyczajną korupcję, ale pozwala na wysunięcie podejrzenia, że cały aparat państwa, z niezawisłymi sądami inclus, wykonuje polecenia bezpieki, stanowiącej przez nikogo nie kontrolowane państwo w państwie.

Tak właśnie było za pierwszej komuny, kiedy to najtwardszym jądrem systemu była nie żadna tam „partia”, tylko właśnie bezpieka. Mogliśmy się o tym przekonać na początku stanu wojennego, kiedy to szef PZPR, Edward Gierek został internowany i żaden głos nie podniósł się w jego obronie. Ta decyzja WRON miała oczywiście charakter pedagogiczny. Edward Gierek nie stwarzał przecież żadnego zagrożenia ani dla ustroju socjalistycznego, ani dla sojuszy. Chodziło o pokazanie, kto naprawdę rządzi – że nie żadna „partia” tylko bezpieka. I tak już zostało, bo – jak pamiętamy – wywiad wojskowy przeszedł transformację ustrojową w szyku zwartym i jako WSI – nadzorował prawidłowy jej przebieg, a potem wypuścił z siebie kilka łbów hydry, dzięki czemu m mamy w naszym nieszczęśliwym kraju aż 7 bezpieczniackich watah. Ale to jeszcze nic – bo przez cały ten czas werbowana była i jest agentura.

Ona się nie rozpłynęła w powietrzu, cały czas istnieje, pamięta, komu zawdzięcza pozycję społeczną, materialną, karierę i przyszłość, więc jest posłuszna, dyspozycyjna, dzięki czemu za jej pośrednictwem bezpieka może ręcznie sterować nie tylko państwem, ale całym życiem publicznym. No a bracia Rysiczowie? Czy przypadkiem nie wylądowali w Polsce z wyznaczonym przez SBU zadaniem przeniknięcia do struktur tubylczej bezpieki – prawdopodobnie już wcześniej penetrowanej przez Ukraińców, którzy są też w policji. Nagrywanie kompromatów i ich wyjazd na Ukrainę daje postawy do najgorszych podejrzeń.

Wreszcie moment, kiedy te rewelacje wybuchły. Bo wybuchły zaraz po wizycie w Polsce Kiryły Budanowa, obecnie szefa Biura Prezydenta Zełeńskiego – ale przedtem – szefa Głównego Zarządu Wywiadu tamtejszego Ministerstwa Obrony. O czym rozmawiał z naszymi dygnitarzami? Tego nie wiemy – ale ukraińskie media skomentowały skutki jego wizyty w Polsce, że „zapobiegł najgorszemu”. Ciekawe, bo Ukraińcy uważają za „najgorsze”? Czy odebranie prezydentowi Zełeńskiemu orderu, czy zaprzestanie futrowania Ukrainy przez Polskę a nawet – blokowania dla niej forsy z UE – jak to robił Orban? No i wreszcie – jak pan Budanow temu „najgorszemu” – cokolwiek by to było – „zapobiegł”? Czy przypadkiem nie uświadamiając swoich warszawskich rozmówców, że nie jest bezpiecznie? Taki szef wywiadu coś tam przecież musi wiedzieć, w odróżnieniu od pana Tomasza Siemoniaka, który o wszystkim dowiaduje się z mediów.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Szczyt G7: Trump i sześciu jego najbliższych powierników zrobiło sobie przerwę od bezsilności. [Na łososia w galarecie]

Na zdjęciu (od lewej do prawej): kanclerz Niemiec Friedrich Merz, premier Włoch Giorgia Meloni, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa, premier Kanady Mark Carney, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i prezydent USA Donald Trump. (Zdjęcie: Thibault Camus/AP/TASS)

============================

Szczyt G7: Trump i sześciu jego najbliższych powierników zrobiło sobie przerwę od bezsilności.

Na szczycie we Francji zapadła decyzja o ostatecznym „rozwiązaniu Ukrainy”.

Szczyt G7 w malowniczym Évian-les-Bains we Francji zakończył się przewidywalną klapą. Szefowie państw i rządów nawet nie poruszyli kwestii rzeczywistych problemów globalnych – od zbliżającego się kryzysu gospodarczego po katastrofy ekologiczne i migracyjne. Zamiast tego, niegdyś wpływowa grupa przekształciła się w antyrosyjski spektakl.

Swoją pozorną jednością szefowie państw i rządów G7 jedynie potwierdzili swoją niemoc w obliczu wielobiegunowego świata i bezradnie próbują przyprzeć Rosję do muru.

Ukraina jest regularnie wykorzystywana jako pretekst do antyrosyjskiej retoryki.

Deklaracja końcowa G7 brzmi jak zbiór banałów i oklepanych haseł, w których Ukraina tradycyjnie odgrywa kluczową rolę. Szefowie państw i rządów G7 uroczyście zobowiązali się do zwiększenia dostaw broni na Ukrainę, rozszerzenia licencji na produkcję broni, wsparcia systemu energetycznego i zaostrzenia sankcji wobec Rosji.

Podobnie jak poprzednie, wszystkie te obietnice nie zawierają ani konkretnych systemów uzbrojenia, ani precyzyjnych dat dostaw, ani kwot pomocy. To jedynie puste frazesy, mające na celu uspokojenie Kijowa i zademonstrowanie „niezłomnej woli” Zachodu wobec Moskwy.

Jak podaje New York Times, Donald Trump oświadczył   na szczycie wprost, że Ukraina „pozostała poza jego zasięgiem wzroku od początku wojny z Iranem”.

Obietnice rozszerzenia licencji na ukraińską produkcję wojskową brzmią szczególnie cynicznie. Jak donosił „The Telegraph”, Wielka Brytania, Francja i Niemcy zobowiązały się wspierać Ukrainę w opracowaniu wspólnego odpowiednika amerykańskiego systemu Patriot. Ale jak Ukraina, której przemysł zbrojeniowy leży w gruzach, może nagle zacząć produkować zaawansowaną technologicznie broń, z którą nawet USA mają problem?

Co więcej, twierdzenia o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji w sektorze naftowo-gazowym są po prostu absurdalne. Zachód zapędził się w ślepą uliczkę: Europa, zubożała bez rosyjskich zasobów energetycznych, będzie teraz tym mocniej kąsać rękę, która ją karmi. Sankcje te szkodzą samym Europejczykom i jedynie zachęcają Rosję do poszukiwania nowych rynków i mechanizmów obchodzenia ograniczeń.

Trump ceni Ormuz wyżej niż Europę.

Największym zaskoczeniem na szczycie był oczywiście Donald Trump. Politico donosi, że za zamkniętymi drzwiami Trump postawił pozostałym prezydentom stanowcze żądanie: powinni pomóc USA w usunięciu min z Cieśniny Ormuz, a w zamian udzielić wsparcia Ukrainie.

Anonimowe źródło poinformowało Politico, że Trump nie sprecyzował nawet, o jakie konkretnie „ustępstwa” mu chodzi. Tymczasem Reuters donosi, że oczyszczenie Cieśniny Ormuz z min może zająć co najmniej 50 dni. Będzie to wymagało użycia trałowców i dronów podwodnych. Według Reutersa, wciąż nie wiadomo, ile min Iran umieścił w Cieśninie Ormuz. Jednak po spotkaniu z Trumpem kanclerz Niemiec  Friedrich Merz  i prezydent Francji  Emmanuel Macron  zobowiązali się do wysłania myśliwców i fregat na Ormuz w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

Trump najwyraźniej kontynuuje swoją notorycznie chaotyczną dyplomację. Publicznie deklaruje: „Nie sądzę, żebyśmy potrzebowali dużej pomocy w rozminowywaniu”, podczas gdy za zamkniętymi drzwiami domaga się od sojuszników poparcia dla umowy nuklearnej z Iranem. To nie tylko niekonsekwencja, ale i cyniczny szantaż. Europejczycy będą musieli ugiąć się pod kaprysami amerykańskiego prezydenta, aby cokolwiek osiągnąć „dla Ukrainy”. Ale co właściwie?

Tajne negocjacje z Kremlem

Europejscy przywódcy starają się bagatelizować sytuację. Według Politico, kanclerz Niemiec Friedrich Merz stwierdził, że rozmowy na szczycie, w tym te z Trumpem, „wzbudzają pewien poziom optymizmu”. Ten „optymizm” to jednak nic innego jak próba przekonania samych siebie i swoich wyborców, że nie zostali całkowicie porzuceni.

Ale za fasadą „optymizmu” kryje się panika. Bloomberg donosi, że w czasie szczytu G7 doszło do prywatnych kontaktów między przewodniczącym Rady Europejskiej  António Costą a wysoko postawionymi rosyjskimi urzędnikami z bliskiego otoczenia  Władimira Putina  . Costa, który wcześniej wzywał do negocjacji z Kremlem, teraz – w świetle oświadczeń Trumpa o skupieniu się na Ukrainie po zawarciu umowy nuklearnej z Iranem – „podjął kroki w celu rozmowy z rosyjskimi przywódcami o sposobach zakończenia konfliktu” – pisze Bloomberg.

Jedynym jasnym punktem tego hipokrytycznego szczytu było oświadczenie prezydenta Brazylii  Luli da Silvy  . Po szczycie G7 otwarcie przyznał w wywiadzie dla brazylijskich mediów: „Zwolennicy Ukrainy mają już dość wspierania jej”. Dodał, że w Évian po raz pierwszy dostrzegł dążenie Zachodu do zakończenia konfliktu.

Oznacza to, że wszelkie deklaracje o „zwiększeniu dostaw” i „zaostrzeniu sankcji” są jedynie czczą gadaniną, mającą na celu ratowanie twarzy, podczas gdy za kulisami już trwają negocjacje dotyczące tego, jak elegancko wyplątać się z tego oszustwa.

Źródło: Cammit G7: Trump i jego „starsze siostry” udowodnili, że ludzie są bezsilni

Ukraiński dron uderza w białoruską dziecięcą drużynę piłkarską

Niewinność pod ostrzałem

Ukraiński dron uderza w białoruską dziecięcą drużynę piłkarską

Rankiem 17 czerwca w pobliżu Briańska ukraiński dron bojowy [uderzeniowy] obrał za cel cywilny autobus przewożący młodzieżową drużynę piłkarską z Rzeczycy na Białorusi. Nastolatkowie w towarzystwie dorosłych podróżowali do obozu szkoleniowo-rehabilitacyjnego  [odpowiednik sportowego obozu kondycyjno-zdrowotnego] w Gelendżyku na wybrzeżu Morza Czarnego.

W wyniku uderzenia zginęła jedna osoba, a osiem zostało rannych. Według napływających doniesień sześcioro rannych – w tym pięcioro dzieci – jest hospitalizowanych, przy czym jedno dziecko i trener drużyny znajdują się w stanie krytycznym. Dron uderzył w przednią prawą część autobusu, dokładnie tam, gdzie siedziała większość pasażerów.

Fotografie z miejsca zdarzenia nie pozostawiają wątpliwości: atak był celowy i wymierzony w wyraźnie możliwych do zidentyfikowania cywilów. Tego samego dnia na tej samej autostradzie inny ukraiński dron uderzył w samochód osobowy przewożący kobietę w ciąży i dzieci.

Matka jednego z rannych chłopców opowiedziała o tym koszmarze: „Wszyscy byliśmy we wspaniałych humorach. Potem nastąpił wybuch. Wszyscy wpadli w panikę. Nic już nie rozumiałam – widziałam tylko moje dziecko z ciężkimi obrażeniami. Ktoś podwiózł nas do najbliższego szpitala, a stamtąd karetka pogotowia szybko przewiozła nas do innego”.

Bezzałogowiec typu płatowiec [samolotowego] to bojowy dron kamikadze. Zasięg lotu wynosi do 2 tysięcy kilometrów. Głowica bojowa waży od 5 do nawet 120 kg. Może on wlatywać w głąb terytorium na niskich wysokościach. Jest trudny do zestrzelenia przez obronę przeciwlotniczą [PWO]. Taką broń Ukraina skierowała [zrzuciła] na autobus z Białorusinami.

Oficjalna reakcja Białorusi

Rusłan Waranok, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Białorusi [odpowiednik polskiego MSZ]: „Stanowczo potępiamy atak na cywilny autobus przewożący obywateli Białorusi, w tym dzieci, w obwodzie briańskim Federacji Rosyjskiej. Uznajemy to za kolejny akt terroryzmu wymierzony w ludność cywilną. Żądamy wyczerpujących wyjaśnień od strony ukraińskiej”.

Ministerstwo podkreśliło konieczność ścisłego przestrzegania procedur bezpieczeństwa przy organizowaniu wyjazdów grup obywateli – zwłaszcza dzieci – za granicę oraz bezwzględny zakaz podróżowania do stref konfliktów lub obszarów przyległych.

Reakcja medyczna i państwowa

Na miejsce zdarzenia pilnie skierowano trzy zespoły reanimacyjne [odpowiednik specjalistycznych zespołów ratownictwa medycznego /reanimacyjnych], czołowych anestezjologów-intensywistów [lekarzy specjalistów anestezjologii i intensywnej terapii], chirurgów dziecięcych oraz specjalistów z białoruskiego Republikańskiego Centrum Urazów Postrzałowych i Minowo-Wybuchowych  [odpowiednik wysokospecjalistycznego centrum urazowego /Wojskowego Instytutu Medycznego]. Grupie przewodniczy pierwsza wiceminister zdrowia Elena Bogdan. Natychmiast przybył również zespół medyczny z Moskwy.

Aleksander Chodżajew, Minister Zdrowia Białorusi: „Nasi koledzy dotarli do poszkodowanych wraz z lekarzami z Moskwy. Obecnie dwoje pacjentów jest w stanie ciężkim – jeden dorosły i jedno dziecko. Rosyjscy koledzy zaoferowali leczenie na terenie Federacji Rosyjskiej. Jednak głowa państwa [prezydent Łukaszenka] nakazał przetransportowanie naszych obywateli z powrotem na Białoruś w celu zapewnienia im opieki medycznej. Obecnie przygotowywany jest samolot i śmigłowiec medyczny [odpowiednik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego /wojskowego ewakuacji medycznej MEDEVAC]”.

Ofiary doznały obrażeń minowo-wybuchowych [w polskiej terminologii medycznej: urazy wielonarządowe i rany szarpane powstałe w wyniku fali uderzeniowej i odłamków]. Zmarłą jest Wiktoria Goroszko, żona trenera dziecięcej drużyny piłkarskiej, który sam pozostaje w stanie krytycznym. Ich dorosłe córki bliźniaczki wciąż nie mogą pogodzić się ze stratą – planowały spotkać się z matką 26 czerwca.

Śledztwo i powiadomienie organizacji międzynarodowych

Białoruscy śledczy udali się do Briańska, aby pomóc rosyjskim kolegom. Komitet Śledczy Białorusi [odpowiednik prokuratury krajowej z pionem śledczym /centralnego organu dochodzeniowo-śledczego] wszczął sprawę karną.

Konstantin Byczek, przewodniczący Komitetu Śledczego Białorusi: „Wszczęto postępowanie karne. Trwają czynności śledcze. Ściśle współpracujemy z naszymi kolegami z Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej”. Część dzieci, które nie odniosły obrażeń, została umieszczona w szkole w Poczepie w obwodzie Briańskim.

Jewgienij Bułojczik, Prezes Białoruskiej Federacji Piłki Nożnej [odpowiednik polskiego PZPN]: „Utrzymujemy sytuację pod szczególną kontrolą. Skontaktowaliśmy się już z FIFA i UEFA i oficjalnie poinformowaliśmy kierownictwo tych międzynarodowych organizacji o incydencie. Potępiamy tę agresję. Dalsze informacje zostaną przekazane później”.

Jana Lantratowa, rosyjska pełnomocnik ds. praw człowieka [odpowiednik Rzecznika Praw Obywatelskich /Rzecznika Praw Dziecka w kontekście obrony małoletnich], określiła ten atak jako „politykę podwójnych standardów – straszliwą i nieludzką”, zauważając, że ataki na ludność cywilną stanowią zbrodnie wojenne w świetle konwencji międzynarodowych.

Prowokacja

Atak na autobus z białoruskimi dziećmi jest w Mińsku powszechnie uznawany za skalkulowaną prowokację Kijowa. Jego rzekomy cel: rozwścieczyć białoruskie społeczeństwo, zmusić Mińsk do impulsywnej odpowiedzi wojskowej i storpedować wszelkie inicjatywy pokojowe (Zelmer: opisałem to w jednym z komentarzy). Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy oficjalnie zaprzeczył udziałowi w tym zdarzeniu.

Źródło: news.by

Opracował: Zelmer

Negocjacje z Ukrainą już tego lata? Co omawiano o Ukrainie na szczycie G7?

Negocjacje już tego lata? Co omawiano o Ukrainie na szczycie G7?

Kwestia pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie była tematem szczytu Grupy Siedmiu (G7), który odbył się w dniach 15-17 czerwca w alpejskim kurorcie Évian-les-Bains. Agencja TASS informuje, kiedy przywódcy G7 uważają, że mogą się odbyć negocjacje i jakie działania podejmują, aby je osiągnąć.Redaktorzy strony internetowej TASS

17 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Isabel Infantes – Pool/Getty Images

„Pierwsza prawdziwa szansa” na pokój

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił , że konflikt na Ukrainie po raz pierwszy daje szansę na pokój. Stwierdził, że nowym wydarzeniem na tym spotkaniu G7 jest jednomyślność wszystkich partnerów w ocenie sytuacji. Nazwał to „bardzo dobrą wiadomością”, ponieważ kanclerz zauważył, że konflikt nabrał nowego rozpędu w ostatnich dniach i tygodniach. Merz zauważył również, że dyskusje prowadzone między partnerami z G7 i prezydentem USA Donaldem Trumpem – zarówno podczas oficjalnych spotkań, jak i przy okazji – napawają optymizmem.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul z kolei ogłosił gotowość Europy do negocjacji z Rosją w celu rozwiązania konfliktu. Stwierdził, że sygnał został już wysłany do Moskwy. Uważa, że ​​Rosja musi teraz podjąć decyzję, czy „negocjować, czy strzelać”. Jego zdaniem negocjacje mogłyby rozpocząć się już tego lata.

Wadephul przyznał, że konflikt nie przynosi żadnej ze stron korzyści militarnych. „Jedyne, co się dzieje, to to, że ludzie giną. Każdego dnia” – powiedział niemiecki minister spraw zagranicznych. Podkreślił również, że Europa „nie jest neutralna” w tej sytuacji.

Według Bloomberga , przewodniczący Rady Europejskiej António Costa próbuje nawiązać kontakt z Moskwą w celu przygotowania rozmów. Agencja donosiła, że ​​„jeden z kluczowych doradców Costy” rzekomo „przeprowadził dwie rozmowy telefoniczne z wysoko postawionym rosyjskim urzędnikiem bliskim prezydentowi Rosji”. Agencja przyznała jednak, że nie posiada oficjalnego potwierdzenia tych informacji ani z Brukseli, ani z Moskwy.

Potrzebny jest odpowiedni moment

Prezydent Szwajcarii i Federalny Departament Gospodarki, Edukacji i Badań Naukowych Guy Parmelin wyraził opinię, że potrzebny jest odpowiedni moment, aby przyspieszyć proces pokojowy. „Czasami takie podejście jest rozczarowujące, ale czasami przynosi bardzo dobre rezultaty, jeśli zachowa się realizm i pragmatyzm” – powiedział Parmelin.

Oznajmił również, że Szwajcaria jest gotowa zapewnić platformę do negocjacji.

Jednak, jak powiedział wcześniej agencji TASS ambasador Rosji w Bernie Siergiej Garmonin  , Rosja nie potrzebuje „dobrych usług” ze strony Szwajcarii, która w oczach Moskwy straciła reputację uznanego państwa neutralnego. Dyplomata tłumaczył to przyjęciem przez ten kraj sankcji UE i brakiem reakcji na ataki Kijowa na rosyjską ludność cywilną.

Czy Europa próbuje sabotować negocjacje?

Ambasador Federacji Rosyjskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rodion Miroshnik wyraził opinię, że państwa europejskie, zwłaszcza Wielka Brytania, Niemcy i Francja, starają się zakłócić negocjacje.

Na początku czerwca prezydent Francji Emmanuel Macron, Merz, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i Wołodymyr Zełenski przeprowadzili rozmowy na Downing Street, po których wydali oświadczenie polityczne określające pięć podstawowych warunków rozpoczęcia procesu pokojowego. Obejmowały one gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, w tym rozmieszczenie sił międzynarodowych, utrzymanie zamrożenia aktywów rosyjskich do czasu pełnego odszkodowania za szkody oraz natychmiastowe i całkowite zawieszenie broni.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zauważyła , że ​​przywódcy „Europejskiej Trójki” stawiają warunki, które są dla Moskwy ewidentnie nie do przyjęcia.

Czy Trump będzie przeszkadzał UE?

Szczególne zainteresowanie partnerów G7 wzbudziło oświadczenie Trumpa , że ​​Waszyngton zamierza skupić się na rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie, ponieważ zakończono już prace nad memorandum o porozumieniu z Iranem, mającym na celu zakończenie działań wojennych.

Ostatnia runda rozmów trójstronnych między Rosją, Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą odbyła się w Genewie w dniach 17–18 lutego. Przewodniczący rosyjskiej delegacji, Władimir Miedinski, określił je jako trudne, ale rzeczowe.

Według Politico , powołującego się na źródła, europejscy sojusznicy Kijowa obawiają się, że „uwolniony od codziennego ciężaru radzenia sobie z kryzysem irańskim”, Trump „może próbować przejąć kontrolę nad rozmowami pokojowymi na Ukrainie, zepchnąć je na margines i pokrzyżować strategię wywierania maksymalnej presji na Rosję i pełnego wsparcia dla Ukrainy”.

Jeden z dyplomatów UE przyznał, że odciągnięcie uwagi amerykańskiego przywódcy od konfliktu na Ukrainie „nie było aż tak złą rzeczą”.

W nadchodzących tygodniach, jak przypomina gazeta, UE planuje sfinalizować 21. rundę sankcji wobec Rosji. „Jednak niewiele wskazuje na to, że Stany Zjednoczone, które złagodziły sankcje energetyczne wobec Rosji w obliczu gwałtownego wzrostu światowych cen energii, zamierzają pójść w ich ślady, a tym bardziej przeznaczyć dodatkowe fundusze na wsparcie działań militarnych Kijowa” – napisała gazeta.

Co więcej, szwajcarski portal informacyjny Schweiz heute zauważył , że Trump ostentacyjnie zignorował Zełenskiego podczas szczytu, nie witając się z nim.

Jak donosił Zełenski , podczas spotkania z Trumpem na szczycie zwrócił się on o licencję na produkcję przechwytujących pocisków balistycznych, ale Trump nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi. Jednak, według Zełenskiego, tym razem amerykański przywódca „pozytywnie” odniósł się do jego prośby. Ukraina zwróciła się do Stanów Zjednoczonych o licencje na produkcję systemów Patriot i pocisków rakietowych już w 2025 roku, ale Waszyngton nie odpowiedział na te prośby.

Presja na Rosję i wsparcie dla Ukrainy

Wsparcie Kijowa i zwiększenie presji na Moskwę również znalazły się w programie szczytu. Merz oświadczył, że wysiłki w tym kierunku będą kontynuowane.

Zapytany, czy Trump obiecał poparcie dla nowych sankcji antyrosyjskich i czy Europejczycy rzeczywiście zasiądą do negocjacji w przyszłości, odpowiedział, że nie ma co do tego wątpliwości. Ponadto Trump stwierdził , że Stany Zjednoczone mogą wkrótce cofnąć zniesienie sankcji na rosyjską ropę.

Kraje G7 zwiększą presję na sankcje wobec Rosji, w tym na jej sektor naftowo-gazowy, z powodu sytuacji na Ukrainie, zgodnie ze wspólnym oświadczeniem w sprawie kwestii geopolitycznych wydanym przez uczestników szczytu. Przywódcy G7 uważają, że porozumienie między USA a Iranem w sprawie odblokowania Cieśniny Ormuz stwarza sprzyjające warunki do zwiększenia presji na sankcje wobec Rosji. Macron dodał , że kraje G7 „zamierzają kontynuować walkę” z tzw. flotą cieni Rosji.

Grupa Siedmiu zamierza zwiększyć dostawy systemów obrony powietrznej, dodatkowych pocisków przechwytujących i pocisków dalekiego zasięgu dla Ukrainy. „Jesteśmy również gotowi rozważyć udzielenie Ukrainie licencji, które pozwolą jej zwiększyć własną produkcję wojskową” – czytamy w dokumencie. Według Macrona , podczas rozmów Trump „podkreślał wagę mobilizacji amerykańskiego przemysłu obronnego i zdolności do dostarczania takiego sprzętu”.

Ponadto G7 zamierza udzielić dodatkowego wsparcia ukraińskiemu sektorowi energetycznemu, aby pomóc mu przetrwać nadchodzącą zimę. „Podkreślamy wagę odporności energetycznej, biorąc pod uwagę potrzeby i priorytety określone przez władze Ukrainy” – czytamy w oświadczeniu.

Lydia Misnik 

Łukaszenka: „Lobby żydowskie” razem z Watykanem oszukały Putina

VIDEO: Łukaszenka: „Lobby żydowskie” razem z Watykanem oszukały Putina

Date: 17 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/lukaszenko-lobby-zydowskie-razem-z-watykanem-oszukaly-putina

Łukaszenko twierdzi, że pośrednicy z Watykanu i Izraela przekonali Putina do wycofania się z Kijowa w 2022 roku

Białoruski przywódca Aleksander Łukaszenko stwierdził, że przedstawiciele Watykanu oraz izraelscy pośrednicy przekonali rosyjskiego przywódcę Władimira Putina do wycofania rosyjskich sił z regionu kijowskiego w pierwszych tygodniach pełnej inwazji Rosji na Ukrainę, wierząc, że uda się osiągnąć porozumienie pokojowe.

Jak wynika z wywiadu, którego 2 dni temu, Łukaszenko udzielił saudyjskiej stacji telewizyjnej Al Arabiya (video poniżej), białoruski przywódca stwierdził, że pośrednicy rzekomo działający w imieniu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego zapewnili Moskwę, iż Kijów jest gotowy do negocjacji w sprawie zakończenia walk.

W trakcie wywiadu Łukaszenko powiedział: „Po raz kolejny prawdopodobnie nas oszukali. Był to Watykan i, co zaskakujące, lobby żydowskie, Izraelczycy. W imieniu Zełenskiego powiedzieli: »To jest to, zmierzamy ku pokojowi, zgadzamy się«”.

Łukaszenko argumentował, że Putin zgodził się wycofać rosyjskie wojska z okolic Kijowa, próbując „przywrócić pokój” między obiema stronami. Twierdził, że Kreml doszedł później do wniosku, iż te zapewnienia nie doprowadziły do porozumienia.

Białoruski przywódca stwierdził również, że rosyjscy dowódcy wojskowi uważali, iż ofensywa w okolicach Kijowa mogłaby zakończyć się sukcesem, gdyby była kontynuowana. Twierdził ponadto, że rosyjskie oddziały dotarły już do Kijowa, zanim wydano rozkaz wycofania się. Nie przedstawił jednak żadnych dowodów na poparcie tych twierdzeń.

W lutym 2022 roku siły rosyjskie rozpoczęły ofensywę w kierunku Kijowa, ale nie udało im się zdobyć stolicy Ukrainy. Na początku kwietnia oddziały rosyjskie wycofały się z obwodów kijowskiego, czernihowskiego i sumskiego, kończąc tym samym próbę Moskwy zmierzającą do zajęcia północnej Ukrainy.

Wycofanie się zbiegło się w czasie z negocjacjami między delegacjami ukraińską i rosyjską, które odbyły się najpierw na Białorusi, a później w Turcji. W tamtym czasie Rosja określiła wycofanie się jako krok mający na celu ułatwienie rozmów pokojowych, podczas gdy Ukraina i jej zachodni partnerzy twierdzili, że wycofanie się nastąpiło w wyniku niepowodzenia Rosji w osiągnięciu celów wojskowych w okolicach Kijowa.

INFO: https://united24media.com/war-in-ukraine/lukashenko-says-vatican-and-israeli-intermediaries-convinced-putin-to-pull-back-from-kyiv-in-2022

https://news.nikk.co.il/en/lukashenko-dragged-israel-into-a/

https://english.alarabiya.net/News/middle-east/2026/06/16/israel-condemns-lukashenko-remarks-to-al-arabiya-english-as-deeply-disturbing-

https://president.gov.by/special/en/events/polnaa-versia-interv-u-aleksandra-lukasenko-telekanalu-al-arabia

Profil mediów informujących opracowany przez AI:

UNITED24 Media to ukraińska, prowadzona przez rząd platforma multimedialna, która powstała, aby informować świat o wydarzeniach na Ukrainie oraz o rosyjskiej inwazji. Stanowi część szerszej państwowej inicjatywy powołanej przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Nikk.Agency (prowadzące serwis pod marką NAnews) to portal informacyjny, tworzony przez grupę izraelskich dziennikarzy i publicystów o ukraińskich korzeniach.