Bojkot ukraińskich produktów. Kod „482”. Ukraińcy założyli do 2025 r. ponad 123 tys. firm w Polsce

Działacze narodowi apelują o bojkot ukraińskich produktów. Jakie marki znajdziemy w polskich sklepach?

28 June 2026 Damian Drozd kresy/ukraina/dzialacze-narodowi-apeluja-o-bojkot-ukrainskich-produktow

Ukraińcy założyli do 2025 roku ponad 123 tys. firm w Polsce

W ostatnich dniach nasiliły się apele o bojkot ukraińskich produktów sprzedawanych pod kodem „482”. Do akcji przyłączyli się m.in. politycy Korony Grzegorza Brauna oraz członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, udostępniając listę marek. Szczególną uwagę zwracają na firmę cukierniczą Roshen, należącą do Petra Poroszenki, który finansuje muzeum Romana Szuchewycza.

Politycy i działacze związani ze środowiskami narodowymi przeprowadzili kampanię internetową, wzywając do unikania ukraińskich marek w sklepach. Ma to związek z ostatnią decyzją Wołodymyra Zełenskiego, który nazwał jedną z ukraińskich jednostek honorowym imieniem „Bohaterów UPA”, a także do działaniami części ukraińskich przedsiębiorców promujących narracje neobanderowskie.

Konrad Niżnik, członek rady naczelnej Konfederacji Korony Polskiej zaapelował o bojkot firmy Roshen, należącej do Petra Poroszenki – byłego prezydenta Ukrainy publicznie wychwalającego Romana Szuchewycza i Stepana Banderę, odpowiedzialnych za rzeź wołyńską.

Dwa lata temu Poroszenko oświadczył, że jego fundacja sfinansuje odbudowę muzeum Romana Szuchewycza, które zostało zniszczone w wyniku rosyjskiego ataku. Były prezydent domagał się również nadania nazw ulic w Kijowie im. Szuchewycza i Bandery.

„Nie kupujemy Roshen. Jest to firma ukraińska, której właścicielem jest «król czekolady» Poroszenko, który był prezydentem Ukrainy, a który aktywnie wspiera nazistowską politykę historyczną Ukrainy. Między innymi chce współfinansować odbudowanie muzeum Szuchewycza we Lwowie. Jeśli kupujecie te cukierki, to tak, jakbyście wspierali morderców Polaków” – oświadczył polityk Korony.

https://www.facebook.com/plugins/video.php?height=476&href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Freel%2F1702990334236803%2F&show_text=true&width=267&t=0

Artykuły Roshen są dostępne w wielu polskich dyskontach, m.in. w Biedronce. Korporacja zajmuje 27. miejsce na liście największych producentów słodyczy na świecie.

W tym roku firma weszła również w segment lodów. Na polskim rynku oznaczałoby to rywalizację z markami takimi jak Grycan czy Koral.

Te firmy promują banderyzm

Poza firmą Roshen, w Polsce działalność prowadzą również ukraińskie sieci gastronomiczne, w których w sposób bezpośredni pojawiają się odniesienia do postaci i symboliki związanej z OUN-UPA oraz Romanem Szuchewyczem.

Dotyczy to m.in. restauracji Rebernia w Łodzi, należącej do ukraińskiego holdingu !FEST.

Holding to także właściciel „Kryjówki” (Kryjivka), znanego lwowskiego banderowskiego lokalu otwartego w 2007 roku. Jej wnętrze ma przypominać bunkier Ukraińskiej Powstańczej Armii, na ścianach znajdują się m.in. zdjęcia bojowników UPA, plakaty propagandowe, broń z epoki, a obsługa często nosiła stroje stylizowane na upowskie (obecnie zwykle są to koszulki z logo „UPA”).

Ponadto w swoich materiałach promocyjnych firma nie tylko posługuje się symboliką banderowską, ale też promuje „kata Polaków”, głównodowodzącego OUN-UPA Romana Szuchewycza, odpowiedzialnego za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Wśród innych marek należących do !FEST na polskim rynku działa również sieć „Pijana Wiśnia”, oferująca lwowskie nalewki.

Zobacz: „Promuje banderyzm” – Młodzież Wszechpolska przyznała się do akcji wymierzonej w ukraińską firmę promującej UPA i Szuchewycza

Marletto, ukraińska firma, która zwolniła wszystkich polskich pracowników z kaliskiego zakładu

Wśród innych dużych graczy na polskim rynku znajduje się marka Marletto, produkująca wyroby dla sieci Biedronka. Choć nazwa producenta została usunięta z części opakowań, z kodów kreskowych wynika, że produkcja nadal odbywa się na Ukrainie.

Warto zauważyć, że w przypadku polskich i zagranicznych producentów nazwy nadal widnieją na opakowaniach produktów, zniknęła tylko nazwa ukraińskiej firmy. Biedronka cytowana przez „Wiadomości Handlowe” podała, że „to efekt decyzji biznesowych i ochrony informacji handlowych”.

Za sporą część produkcji odpowiada ukraińska spółka Three Bears (Trzy Niedźwiedzie) z Berdyczowa. O przedsiębiorstwie zrobiło się głośno w 2023 roku, gdy przejęła polską grupę Nordis wraz z zakładem mrożonek Calfrost w Kaliszu. Rok po zakupie nowi właściciele zamknęli fabrykę i zwolnili 54 osoby. Później nieruchomość wystawiono na sprzedaż za połowę pierwotnej ceny.

Późniejsze zniknięcie nazwy Marletto z opakowań może oznaczać chęć uniknięcia afery związanej ze zwolnieniem Polaków. Na kontraktach z Biedronką firma zarabia w Polsce kilkadziesiąt milionów złotych rocznie.

„Ukraińskie produkty? Nie, dziękuję!” – apel Młodzieży Wszechpolskiej

„Ostatnio głośno o relacjach Polski z Ukrainą. Oprócz zwracania polskich odznaczeń państwowych, Ukraińcy zaczęli również bojkotować polskie produkty. Zachęcamy do zrobienia tego samego, ale w inną stronę” – powiedział Piotr Płociniczak, prezes okręgu wielkopolskiego MW i Radny Gminy Lipno.

Działacz narodowy udał się do jednego z największych polskich dyskontów, Biedronki, wskazując na liczne sprzedawane ukraińskie produkty, m.in. Roshen, słodycze Konti, keczupy Chumak – keczupy, przetwory Nizhyn, a także alkohole od takich firm jak Hlibny Dar, Shustov, Nemiroff, Khortytsa czy Morosha.

Płociniczak przypomniał, że produkty pochodzące z Ukrainy są oznaczone kodem „482”.

Pozostałe ukraińskie marki w Polsce

Na polskim rynku funkcjonuje szeroka grupa ukraińskich marek spożywczych i napojowych. Oprócz najbardziej rozpoznawalnych, są to również:

  • Obolon – ukraiński producent piwa, napojów bezalkoholowych oraz wody mineralnej, jeden z największych browarów w kraju eksportujących swoje wyroby na rynki zagraniczne.
  • Chernihivske – marka piwa należąca do koncernu Carlsberg Ukraine.
  • Sandora – producent soków i napojów owocowych oraz warzywnych, znany z szerokiej oferty soków i nektarów.
  • Jaffa – marka napojów owocowych, soków i nektarów.
  • Torchin – producent sosów, majonezów, ketchupów oraz przypraw i dań gotowych.
  • Tulczynka – marka specjalizująca się w produktach mlecznych i tłuszczach roślinnych, w tym margarynach i wyrobach do smarowania.
  • Morshynska – producent wody mineralnej i napojów funkcjonalnych.
  • Miwina – marka żywności instant, przede wszystkim makaronów błyskawicznych oraz zup i dań szybkiego przygotowania.
    Yaro – producent batonów energetycznych, przekąsek i produktów typu „fit”.
  • Valesto – marka produktów spożywczych, w tym wyrobów przetworzonych i artykułów spożywczych codziennego użytku.
  • MaxfoodKonserwa – producent konserw mięsnych i rybnych oraz innych przetworów w puszkach.
  • Złote Zerno – marka związana z produktami zbożowymi, mąkami oraz artykułami spożywczymi opartymi na zbożach.
    Ukrain Spirit – marka obejmująca wyroby alkoholowe, głównie wódkę i inne mocne alkohole.
  • W sektorze kosmetycznym i chemicznym działają m.in. Green Pharm Cosmetic oraz inne marki higieniczne obecne w drogeriach.

Ukraińskie marki są także widoczne w branży odzieżowej i modowej. W segmencie masowym funkcjonują m.in. Ocean, Vovk, One By One oraz Duna. W segmencie designerskim i premium obecne są takie marki jak Sleeper, Bevza, Anna October, Poustovit, Kulakovsky, Ruslan Baginskiy, DZHUS (Irina Dzhus), Ksenia Schnaider, Vita Kin, Gepur, Must Have, Paskal, TTSWTRS, Bazhane, Balykina, KEL, Havry, Priority oraz Grains de Verre.

W sektorze przemysłowym i budowlanym obecne są m.in. Dnipro-M oraz inne firmy działające w Polsce w obszarze narzędzi i materiałów budowlanych.

Ukraińskie sklepy

W Polsce działają również ukraińskie sieci handlowe. Do takich należą m.in. Best Market i Best Beer (ok. 22 sklepy w Polsce), Foodex Express oraz Foodex24, a także sklepy Ukraiński Smak.

Pierwsze placówki Foodex Express firmy Best Market otworzono w Polsce w zeszłym roku. Przedsiębiorstwo zapowiedziało wówczas budowę ogólnopolskiej sieci handlowej. Miała być to ukraińska odpowiedź na popularną w polskich miastach Żabkę. W całym kraju sieć Best Market posiada łącznie ponad 30 lokalizacji.

Pozostając w segmencie spożywczym, w kwietniu 2025 roku Fozzy Group, jeden z największych graczy na Ukraińskim rynku spożywczym, także rozpoczął swoją działalność w Polsce. Firma działa w naszym kraju jako franczyzobiorca. Funkcjonuje pod marką jednej z istniejących polskich sieci handlowych. Na koniec czerwca 2025 roku Fozzy Group posiadał 840 sklepów działających pod markami Silpo, Fora, Thrash!, Fozzy, Le Silpo, Favore i Foodpod.

W marcu 2025 roku ukraiński Focus Estate Fund zakupił trzy centra handlowe w Sosnowcu, Rudzie Śląskiej i Rybniku. Firma posiada już kilka galerii w Polsce i zapowiada w przyszłości kolejne przejęcia. Focus Estate Fund zarządza już m.in. centrami handlowymi w Płocku, Nowym Sączu, Legnicy, Sandomierzu i Bartoszycach.

W 2024 roku międzynarodowe biuro ukraińskiej firmy farmaceutycznej Farmak zakończyło przejęcie polskiej firmy farmaceutycznej Symphar, stając się jej 100 proc. właścicielem.

W tym samym czasie pisaliśmy, że firma Ursus, która ogłosiła upadłość w 2021 roku, została sprzedana ukraińskiej spółce M.I. CROW zajmującej się produkcją sprzętu transportowego.

Czytaj: Ursus sprzedany. Trafił w ręce ukraińskiego biznesmena oskarżanego o powiązania z Rosją

Ukraińcy założyli do 2025 roku ponad 123 tys. firm w Polsce

Od 2022 roku do 2024 roku nastąpił ogromny wzrost nowo powstałych ukraińskich firm na terenie naszego kraju. Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w tym czasie zarejestrowano ponad 44,5 tysiąca ukraińskich przedsiębiorstw. W samym 2023 roku powstało 28,6 tysiąca jednoosobowych działalności gospodarczych, czyli 80 proc. więcej niż w roku poprzednim.

Do 2025 roku Ukraińcy zarejestrowali prawie 110 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych oraz 14,5 tys. spółek z kapitałem ukraińskim. Najwięcej jednoosobowych działalności gospodarczych prowadzonych przez obywateli Ukrainy działa w sektorze budownictwa.

W przypadku bezpośredniego handlu z Ukrainą – w 2025 roku eksport wyniósł ok. 56,9–57 mld zł, podczas gdy import ok. 19,7 mld zł. Polska jest 2. największym importerem towarów z Ukrainy w UE.

Salmonella w ukraińskich zupkach Reeva? Potwierdzono ponad 100 zachorowań.

Kraj pochodzenia zupek błyskawicznych Reeva to Ukraina. Są one produkowane w zakładach w Białej Cerkwi.

Salmonella w ukraińskich zupkach? Potwierdzono ponad 100 zachorowań.

6.07.2026 nczas/salmonella-w-ukrainskich-zupkach-potwierdzono-ponad-100-zachorowan

NCZAS.INFO | Zupka instant. Zdjęcie ilustracyjne.
NCZAS.INFO | Zupka instant.

Europejskie władze ds. bezpieczeństwa żywności poinformowały o wielonarodowym ognisku zakażeń bakterią Salmonella Stanley ST2045, powiązanym z konsumpcją zupek instant.

Według wspólnego raportu EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności) i ECDC (Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób) do końca czerwca 2026 roku potwierdzono 106 przypadków w 13 krajach Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz w Wielkiej Brytanii.

Zachorowania zgłaszano od listopada 2025 roku. Najwięcej przypadków odnotowano w Wielkiej Brytanii (29), na Litwie (23), w Niemczech (14) i Danii (10). Co najmniej 49 osób wymagało hospitalizacji. Wśród chorych znaczną grupę stanowią dzieci i osoby młode.

Badania epidemiologiczne i laboratoryjne wskazały na zupki instant jako główne źródło zakażenia. Wiele osób spożywało produkty marki REEVA, szczególnie warianty o smaku kurczaka (Chicken) oraz pikantnego kurczaka (Hot Chicken). Obecność bakterii Salmonella potwierdzono w próbkach z Niemiec i Litwy. Produkty te wytwarza ukraińska firma Euro Food Service.

W Niemczech podjęto decyzję o wycofaniu z obrotu partii REEVA Instant Noodle Dish Chicken Flavor 60 g o numerze L0126 z terminem ważności do 5 kwietnia 2027 roku. Podobne działania wdrożono w krajach bałtyckich. Producent Reeva Foods odniósł się do sprawy, informując o „podejrzeniu wykrycia” bakterii w jednej z partii przeznaczonej na rynek bałtycki.

Część chorych spożywała zupki bez zalewania wrzątkiem – bezpośrednio z opakowania, jedynie z dodatkiem przyprawy. Taka forma konsumpcji zwiększa ryzyko, ponieważ bakterie nie zostały unieszkodliwione przez obróbkę termiczną.

Objawy zakażenia Salmonella obejmują biegunkę, wymioty, gorączkę, bóle brzucha i ogólne osłabienie. W przypadkach ciężkich dochodzi do odwodnienia, a u osób z grup ryzyka (dzieci, osoby starsze, kobiety w ciąży, osoby z obniżoną odpornością) może rozwinąć się sepsa. Większość chorych wraca do zdrowia, jednak hospitalizacja bywa konieczna.

Polskie służby sanitarne na razie nie informują o potwierdzonych przypadkach zachorowań związanych z tym ogniskiem ani o wycofaniach produktów z polskiego rynku. Zaleca się jednak zachowanie ostrożności przy zakupie i spożyciu zupek instant, szczególnie marek pochodzących z importu wschodniego. Konsumentów prosi się o sprawdzanie numerów partii oraz terminów ważności. [To tam jest napisane, czy zarażone salmonellą?? md]

Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

5.07.2026 wolnemedia/dlaczego-polska-i-ukraina-sa-skazane-na-wrogosc

Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło, uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonsens. Więcej, od początku uważałem, że Polska i Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy pt. „Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska”, który wtedy był „bluźnierstwem”. Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Po pierwsze ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów.

Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.

Po drugie Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni. W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa.

Zostają zatem Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom, Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.

Po trzecie Ukraina koniecznie chce wejść do NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymyra Zełenskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej.

Siergiej Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej. Czy UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją, można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!

Po czwarte interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymyra Zełenskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.

I na koniec pytanie: dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek aż do czerwca 2026 roku? Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy że nie nadają się na polityków rządzących Polską.

Autorstwo: Adam Wielomski Źródło: NCzas.info

Ludobójcy jako bohaterowie? Tak wychowuje się małych banderowców

Ludobójcy jako bohaterowie? Polityk Konfederacji: Tak wychowuje się małych banderowców

02.07.2026 https://tysol.pl/wiadomosci/ludobojcy-jako-bohaterowie-polityk-konfederacji-tak-wychowuje-sie-malych-banderowcow,

Banderowska książeczka dla dzieci
Źródło: Paweł Usiądek/Facebook | Autor: Paweł Usiądek | Licencja: Domena Publiczna | Banderowska książeczka dla dzieci

Tak wychowuje się małych banderowców. Ukraińska książka dla dzieci robi z siepaczy UPA drużynę superbohaterów – alarmuje na Facebooku polityk Konfederacji Paweł Usiądek.

Chcecie zobaczyć, skąd bierze się kult UPA na Ukrainie? Nie zaczyna się w wojsku ani w parlamencie. Zaczyna się w przedszkolu i w pierwszych klasach szkoły. Od kolorowej książeczki z superbohaterem – pisze Usiądek.

Mowa o publikacji „Przygody Alarmika i jego przyjaciół” autorstwa Ołeha Witwyckiego. To wydana w 2015 roku, licząca 132 strony pozycja z serii „Ałarmyk, ukraiński superbohater”. Adresowana do dzieci w wieku mniej więcej od siedmiu do dziesięciu lat.

Wątek antypolski

Najbardziej wymowny jest wątek antypolski. W pieśni śpiewanej przez bohatera pojawia się obraz „zuchwałej Warszawy”, która „ucichła”, zestawiony ze „złowrogą Moskwą”, która „zadrżała”. Dalej idą militarne motywy „krwi za krew”, surowego karania „najeźdźców” i zapowiedź ponownego ukarania przeciwników

– wylicza polityk Konfederacji.

Dziecko w wieku ośmiu lat dostaje do ręki książkę, w której Warszawa jest wrogiem stawianym obok Moskwy, a przemoc wobec „najeźdźców” to powód do dumy. Polska jako przeciwnik. „Krew za krew” jako morał. W książce dla dzieci.

„Kult UPA nie jest marginesem”

To jest sedno problemu, o którym mówię od dawna. Kult UPA na Ukrainie nie jest marginesem starszych radykałów. To system wychowawczy, który sięga najmłodszych. Dziecko czytające dziś o „superbohaterze” spod znaku UPA za dwadzieścia lat będzie stawiać Banderze pomniki i nazywać jego imieniem jednostki wojskowe

– stwierdza Usiądek.

Kłamstwo zasiane w dziecięcej książeczce owocuje po latach nienawiścią dorosłego. I dlatego nie wolno machać na to ręką ani udawać, że to „wewnętrzna sprawa Ukrainy”. Bo to nasze bezpieczeństwo i pamięć naszych pomordowanych są w tej bajce atakowane

– konstatuje.

Kult UPA

Kult Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Ukrainie ewoluował z pamięci regionalnej do elementu państwowej tożsamości narodowej. Przyspieszenie tego procesu nastąpiło po 2015 roku w wyniku ustaw dekomunizacyjnych i nasiliło się po agresji Rosji w 2022 roku w ramach szeroko pojętej derusyfikacji. W samej swojej istocie jest on nacelowany przeciwko Polsce, którą ukraińscy nacjonaliści postrzegają jako okupanta rzekomo rdzennie ukraińskich ziem.

Anna Wiejak

Grecja oświadczyła, że ​​kolejny incydent z udziałem drona pozbawi Kijów wsparcia ze strony Aten

Grecja oświadczyła,

że ​​kolejny incydent z udziałem drona

pozbawi Kijów wsparcia

ze strony Aten.

Thanos Dokos, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego premiera Grecji, ogłosił tę informację podczas rozmowy z rosyjskimi dowcipnisiami Vovanem i Lexusem, którzy rozmawiali z nim w imieniu sekretarza ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Rustema Umerowa.Redaktorzy strony internetowej TASS

2 lipca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Bardhok Ndoji/ Shutterstock/ FOTODOM

MOSKWA, 2 lipca. /TASS/. Kolejny potencjalny incydent z udziałem ukraińskiego drona na wodach greckich może pozbawić Kijów wsparcia Aten. Stwierdził to Thanos Dokos, doradca premiera Grecji ds. bezpieczeństwa narodowego, w rozmowie z rosyjskimi żartownisiami Vovanem i Lexusem.

Vovan i Lexus rozmawiali z greckim politykiem w imieniu sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy (RBNiO) Rustema Umerowa.

„Jest teraz sezon turystyczny, a ruch statków wzrósł. Ważne jest oczywiście, aby zrozumieć potrzeby wojny po waszej stronie. Dołóżmy wszelkich starań, aby zapobiec podobnym incydentom w przyszłości” – wyjaśnił Dokos.

„On [ukraiński minister obrony] musi zdecydować, czy uszkodzenie jednego rosyjskiego okrętu jest warte utraty poparcia Grecji” – podkreślił grecki polityk. Zaznaczył, że za kilka miesięcy w Grecji odbędą się wybory. „A incydent, o którym wspomniałem, stworzy bardzo poważne problemy dla greckiego rządu. Nasza reakcja, jeśli taki incydent nastąpi, będzie bardzo ostra” – zauważył.

„Chciałbym ostrzec tych, którzy planują takie działanie. To bardzo zatłoczone wody. Każdy problem, każdy incydent, który wpłynie również na bezpieczeństwo morskie i turystykę, spowoduje poważne problemy w naszych stosunkach dwustronnych” – dodał Dokos.

Doradca premiera Grecji ds. bezpieczeństwa narodowego przyznał, że Ateny „rozumieją konieczność wojny”, ale nie chcą, aby wybuchła ona na terytorium Grecji. „Myślę, że mogłoby to doprowadzić do bardzo poważnego i niepotrzebnego kryzysu między naszymi krajami” – podsumował.

Incydent na łodzi

W maju kanał telewizyjny Skai poinformował, że grecki rybak odkrył w jaskini u wybrzeży wyspy Lefkada na Morzu Jońskim ukraińską łódź bezzałogową Magura V5 z zapalnikami, dużą ilością materiałów wybuchowych i działającym silnikiem. Według doniesień lokalnych mediów, dron zawierał od 100 do 300 kg materiałów wybuchowych, które zostały przejęte i zniszczone przez saperów. Admirał Nikos Spanos z greckiej Straży Przybrzeżnej w stanie spoczynku wyraził w wywiadzie dla portalu informacyjnego ieidiseis.gr opinię, że odkryta ukraińska łódź bezzałogowa Magura V5 była gotowa do ataku na statek.

Na początku czerwca rzeczniczka greckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Lana Zohiou oświadczyła, że ​​Ateny złożyły protest w Kijowie w sprawie drona morskiego wyposażonego w ładunki wybuchowe.

Ukraina puszcza Polsce bąki w nos

Ukraina puszcza Polsce bąki w nos

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    5 lipca 2026 michalkiewicz

Kto panu służy wiernie, ten mu za to pierdnie” – powiada ludowe przysłowie. I rzeczywiście, to prawda, zwłaszcza gdy pan ma niedostatki w zakresie kindersztuby. Ale tłumaczenie obecnego stanu stosunków ukraińsko-polskich tylko brakami w zakresie kindersztuby byłoby ślizganiem się po powierzchni zjawisk – chociaż nie da się ukryć, że w przypisywaniu Ukraińcom pewnej dzikości obyczajów niepodobna przesadzić. Ilustruje to choćby realistyczna scena uczty z filmu „Ogniem i mieczem” według powieści Henryka Sienkiewicza. Podczas tej uczty podpici kozaccy pułkownicy proponują swoim gościom poprzerzynanie gardeł, by im „prosta strawa kozacka” łatwiej przez gardło przechodziła. Dotknięty tymi niewybrednymi żartami wojewoda Kisiel, który dopiero co wręczył Bohdanowi Chmielnickiemu hetmańską buławę, pyta świeżo kreowanego hetmana, czy zaprosił ich na ucztę, czy na zniewagi. Ale – jak pamiętamy – wojewoda Kisiel sam był sobie winien – bo zachowywał się naiwnie, niczym dzisiaj Naczelnik Państwa, co to jeszcze niedawno wydawał na Majdanie kabotyńskie okrzyki „Sława Ukraini!” i „Herojam sława!” – a dzisiaj ogłasza, że odda order Jarosława Mądrego.

Tymczasem Jeremi Wiśniowiecki radził inaczej – że klemencję można okazać zwyciężonym, to wtedy – kto wie? – może nawet będą wdzięczni, natomiast w przeciwnym razie tylko się ich rozzuchwali. Dotychczasowe postępowanie – bo trudno nazwać to „polityką”, jako że polityce powinien przyświecać jakiś cel – władz warszawskich wobec Ukrainy było po prostu głupie i polegało na łaszeniu się do Ukraińców, a przede wszystkim – na futrowaniu tamtejszych oligarchów, czym się tylko dało. Oligarchowie zaś, z prezydentem Zełeńskim, który też jest przecież wynalazkiem oligarchy Igora Kołomojskiego, na czele, dopuszczali polskich lizusów do konfidencji, aż do proklamowania w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. Z tą chwilą Polska przestała być potrzebna zarówno Niemcom, które wróciły do polityki Cesarstwa Niemieckiego z roku 1917, kiedy to utworzyły Ukraińską Republikę Ludową, by szachować Rosję i trzymać w ryzach Polaków – jak i Ukraińcom, którzy marzą o następstwach tego strategicznego partnerstwa, jakich nie udało się im uzyskać za Adolfa Hitlera. Teraz Hitler już nie żyje, więc jest szansa, że te następstwa się pojawią. W tej sytuacji Kijów odrzucił wszelkie pozory kurtuazji wobec Polski i pokazał swoją prawdziwą naturę.

Właśnie prezydent Zeńłeński ogłosił, że wyda specjalny dekret o stworzeniu ukraińskiego panteonu, w którym Ukraińcy umieszczą takich herojów, jakich im się tylko będzie podobało – bo nikt – jak oznajmił prezydent Zełeński – nie będzie Ukraińcom dyktował, jaką mają pisać sobie historię, ani – jakich herojów mają kochać i czcić. Tymczasem Polacy nieśmiało popiskiwali, że niektórych herojów nie uznają, podczas gdy Ukraińcy akurat w nich sobie upodobali, akurat im stawiają pomniki i akurat ich nazwiskami nazywają ulice. Myślę, że zdania nie zmienią, bo każdy lubi co innego; jedni na przykład lubią szampana, a inni – jak im nogi śmierdzą. W związku z tym niedawni słudzy Ukrainy czują się dzisiaj zawiedzeni. Ale sami są sobie winni, bo głupota powinna być ukarana.

Tego domaga się rządząca światem zasada przyczynowości, według której określone przyczyny muszą rodzić określone skutki. No i właśnie ich doświadczamy – nie tylko banda idiotów, która Ukraińcom udostępniała za darmo zasoby całego państwa – ale również – wszyscy obywatele. Oni też ponoszą część winy, że durniów wysunęli do władzy, chociaż nieznaczna mniejszość, która doświadczała wyzwisk, że „ruskie onuce” i tak dalej – ostrzegała przed następstwami głupoty, między innymi w postaci konfliktu narodowościowego, który lekkomyślny naród polski sobie zafundował, a który prędzej, czy później i raczej prędzej, niż później – się objawi, może nawet w straszliwej postaci kolejnej „wołynki”.

Warto dodać, że prezydent Zełeński ogłosił swoją decyzję w sprawie „panteonu” następnego dnia po zakończeniu w Gdańsku konferencji, która teoretycznie była poświęcona „odbudowie Ukrainy” – ale sądząc na podstawie zawartych tam umów – znaczna ich część nie dotyczy żadnej „odbudowy”, tylko „wspierania wysiłku wojennego”, to znaczy – futrowania Ukrainy dostawami i pieniędzmi, z których – jak się szacuje – 30 procent jest rozkradane przez oligarchów, którzy dzięki temu wykupują sobie w Polsce przedsiębiorstwa. Obywatel Tusk Donald mało jaja nie zniósł, żeby zaprezentować to jako jeszcze jeden wielki sukces – chociaż – w odróżnieniu od Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – prezydent Zełeński z nim chyba akurat niczym się nie dzielił, słusznie uważając, że tak czy owak zrobi on wszystko, co mu Reichsfuhrerin każe.

Podobnie z kawalerami ukraińskich orderów ze stajni Naczelnika Państwa, panem Błaszczakiem i innymi sojuźnikami Kijowa, chociaż im stosowne pouczenia chyba wydawali Amerykanie – i to cała różnica. Jeśli tedy wierzyć komunikatom z Gdańska, Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje przekazała Ukrainie 10 mld euro. Kto tę sumę pokryje? Teoretycznie ma być ona pokryta z ruskich reparacji, ale to zwykłe dzielenie skóry na niedźwiedziu, bo prawdopodobieństwo, że Rosja wypłaci Ukrainie jakieś reparacje, równa się zeru. Zatem mamy dwie możliwości: albo Unia wyłoży tę forsę ze składek unijnych bantustanów, albo – co jest najbardziej prawdopodobne – z pożyczki, którą zaciągnie Komisja Europejska na refundację wydatków poniesionych przez firmy na „odbudowę Ukrainy”. Krótko mówiąc – unijne bantustany tak czy owak same będą musiały zapłacić za radosny przywilej „odbudowy Ukrainy”, czyli – futrowania tamtejszych oligarchów, którzy każdą forsę przytulą.

Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj dodatkowo wstrząsany jest aferą szpitalną. Teoretycznie powinna uderzać ona w Volksdeutsche Partei, a w szczególności – w prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego – ale właśnie dlatego mamy do czynienia z totalną mobilizacją całej rządowej koalicji i aparatu propagandowego, żeby sprawę nie tyle może zamieść pod dywan – bo to już niemożliwe – ale żeby poukręcać łeb każdemu wątkowi śledztwa, bo każdy z nich może w każdej chwili eksplodować sprawami odpryskowymi, więc odpowiedni nadzór nad śledztwem nabiera zasadniczej wagi.

Nic tedy dziwnego, że obywatel Żurek Waldemar z całym stadem prokuratorów, dwoi się i troi, żeby wykazać, iż „sygnaliści”, to typy o zerowej wiarygodności, podczas gdy najbardziej wiarygodny jest obywatel Trzaskowski Rafał – oczywiście jeśli nie liczyć Wielce Czcigodnego obywatela Giertycha Romana, chociaż – o ile mi wiadomo – nie przeprowadził on jeszcze drobnej operacji chirurgicznej, która otworzyłaby mu drogę do powiększenia grona autorytetów moralnych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Nie stać nas na tę wojnę

Nie stać nas na tę wojnę

prof. Witold Modzelewski

Ostry konflikt polityczny – w tym zwracanie orderów oraz walka na wrogie oświadczenia w relacjach Warszawa-Kijów – jest faktem, którego już nie da się wyciszyć lub zagłuszyć.

Podobnym językiem mówią do nas (czasami) tylko politycy Izraela, bo przecież im wiadomo, że „antysemityzm wyssaliśmy z mlekiem matki”, a my „rewanżujemy się” infantylnym tłumaczeniem ich dlaczego mogą nami pomiatać. Również na „froncie ukraińskim” słyszymy z „naszej” strony głosy dystansujące się od tego konfliktu, zwłaszcza usprawiedliwiające działania prezydenta… Zełenskiego (ponoć nie mógł odmówić wojskowym uczczenia „bohaterów UPA”. Jeżeli takich bohaterów ma armia ukraińska i prezydent tego kraju i musi zgodzić się na jej dyktat, to chyba mamy się czego bać w przyszłości, gdy owa armia wyjdzie z tej wojny zwycięsko).

Część proukraińskich polityków przedstawia się w roli… „arbitra” w konflikcie między dwoma prezydentami – tylko pogratulować (braku) instynktu politycznego. Lecz to gadanie tylko radykalizuje nastroje po obu stronach: oni, czyli politycy ukraińscy, traktują to jako wyraz naszej słabości, my – jako prowokację lub głupotę. Tu już nie ma i nie będzie stanów pośrednich: stosunek do UPA (nie tylko jej „bohaterów”) jest dziś najważniejszą granicą podziału („kto pierwszy nas rozpoznał, kto wrogów, kto przyjaciół”) – tu rozpoznawalność jest jednoznaczna. Jeżeli potomkowie owych „bohaterów UPA” poprosiliby o przebaczenie, potępili zbrodnie i zbrodniarzy i uczcili pamięć ich ofiar, może byłaby szansa na budowę czegoś na przyszłość. Ale nic takiego się nie stanie.

Ukraińcy oraz ich „sługi” w naszym kraju tłumaczą, że idzie tu nie o „bohaterów UPA”, którzy mordowali kobiety i dzieci na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, lecz o tych, którzy „walczyli z Sowietami” w latach 1944-1945. Pozwolę sobie przypomnieć, że w tym czasie Polska była członkiem koalicji antyhitlerowskiej i walczyła na wszystkich frontach II wojny światowej przeciwko Niemcom i ich kolaborantom, w tym przeciwko UPA, która była po stronie naszego wspólnego wroga, którym byli Niemcy. Wszystkim rusofobom oraz „sługom narodu ukraińskiego” przypomnę, kto był członkiem owej koalicji; jej liderzy tworzyli „Wielką Trójkę”, czyli USA, Wielka Brytania i ZSRR. Wtedy my i UPA byliśmy po dwóch przeciwnych stronach frontu, który wyznaczał granicę dobra i zła.

Władze w Kijowie nie przejmują się naszym oburzeniem, bo wiedzą, że dalej za darmo i bezwarunkowo będziemy wspierać „walczącą Ukrainę”. Przecież strategicznym celem naszej polityki jest całkowite zwycięstwo armii, która ma na sztandarach „bohaterów UPA”.

Może jednak przy okazji odpowiedzielibyśmy (sobie) na pytanie, czy nas stać na tę szczodrość? Czy koszt tego zwycięstwa będzie przerzucony na kolejne pokolenia, czy też zredukujemy bieżące wydatki? Na co? Może zmniejszymy o połowę wydatki na 800 plus lub na naukę czy kulturę? Że o służbie zdrowia nie wspomnę.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

„Zburzmy kijowski burdel”: Rozmowy Zełenskiego na temat rakiet SCALP udowodniły, że zawieszenie broni z Kijowem jest niemożliwe

„Zburzmy kijowski burdel”: Rozmowy Zełenskiego na temat rakiet SCALP udowodniły, że zawieszenie broni z Kijowem jest niemożliwe.

Ukraina, z pomocą Macrona, przygotowuje rakiety do ataków głęboko na Rosję.

Według ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fiodorowa, Ukraina prowadzi negocjacje w sprawie licencji na produkcję francuskich pocisków manewrujących SCALP.

Ukraina, z pomocą Macrona, przygotowuje rakiety do ataków głęboko na Rosję.
© Telmo Pinto/Keystone Press Agency/Global Look Press

Według Fiodorowa, Zełenski i Macron rozmawiali o tym we Francji, ale jest za wcześnie, by mówić o konkretnych rezultatach. Negocjacje z rządem francuskim i producentem rakiet trwają i „już widać postęp”.

Warto pamiętać, że to nie pierwszy raz, kiedy Ukraina porusza kwestię licencjonowanej produkcji broni NATO. Zełenski rozmawiał z Trumpem o produkcji pocisków przechwytujących dla systemów obrony powietrznej Patriot i mówił również o postępach.

Dla Ukrainy i Zachodu licencjonowana produkcja to dobry model działania. Jeśli pociski są ukraińskie, jakie roszczenia może mieć NATO? A ukraińska fabryka może nawet nie znajdować się na Ukrainie. Tak, Rosja ostrzegała, że ​​takie zakłady produkcyjne mogą być celem. Ale…

SCALP to pocisk manewrujący dalekiego zasięgu, francuski odpowiednik brytyjskiego Storm Shadow. Rosja ostrzegała również latem 2023 roku o tragicznych konsekwencjach użycia tych pocisków (a nawet Hymarów) przez wroga w atakach w głąb kraju. Przykłady ich użycia są łatwe do znalezienia. Najnowszym przykładem jest użycie Storm Shadow w ataku na fabrykę elektroniki w Briańsku w marcu tego roku.

Kijów używa obecnie wolno poruszających się bezzałogowych statków powietrznych i stosunkowo prymitywnych, „lokalnych” pocisków manewrujących Flamingo (jak widać w ataku na elektrownię w Woroneżu), aby uderzyć głęboko w Rosję. I oczywiście marzy o wykorzystaniu nowoczesnych pocisków. Próbuje zorganizować produkcję. I rzeczywiście ją organizuje.

Oznacza to, że powstrzymanie działań wojennych wzdłuż LBS (na co Rosja się nie zgodzi), a nawet wzdłuż granic Donbasu i Noworosji bez obalenia reżimu w Kijowie, z pewnością nie przyniesie rezultatów. Nie będzie demilitaryzacji bez denazyfikacji.

Jeśli wyobrazimy sobie, że walki ustały, ale przywódcy po drugiej stronie pozostają ci sami (nawet jeśli nie personalnie, ale ideologicznie), będzie to jedynie chwila wytchnienia i wzmocnienie sił Ukrainy (Zachodu). A kolejny nieunikniony etap konfliktu zostanie zainicjowany przez Siły Zbrojne Ukrainy uderzeniami z użyciem szybkich, precyzyjnych i najnowocześniejszych pocisków rakietowych, które będą gromadzić i produkować w wystarczających ilościach.

Właściwie, nawet teraz, wraz z uruchomieniem licencjonowanej produkcji, możemy się spodziewać, że Ukraina zacznie uderzać w nasze systemy energetyczne, grzewcze i wodociągowe, po przemyśle naftowym. A skoro „ukraińska” produkcja nie znajduje się na Ukrainie…

Jest tylko jedno rozwiązanie: w kijowskim burdelu nie powinniśmy zmieniać zasłon. Ani nawet personelu. Trzeba go zburzyć.

Obywatel Ukrainy i wniosek Interpolu. Co wiadomo o podejrzanych w sprawie eksplozji w Monako?

Obywatel Ukrainy i wniosek Interpolu. Co wiadomo o podejrzanych w sprawie eksplozji w Monako?

Niemiecka policja przeprowadziła przeszukanie w domu Anastazji Bieriezowskiej.

3 lipca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Interpol/MATERIAŁY HANDOUT za pośrednictwem REUTERS

Na wniosek policji Monako Interpol umieścił 39-letnią obywatelkę Ukrainy Anastazję Bieriezowską na liście osób poszukiwanych w związku z eksplozją w księstwie, poinformowała na swojej stronie internetowej organizacja.

Jest uważana za główną podejrzaną w sprawie eksplozji, w której ranne zostały trzy osoby, w tym pochodzący z Ukrainy biznesmen Wadim Jermołajew.

Wcześniej stacja BFMTV, powołując się na prokuraturę, poinformowała o aresztowaniu dwóch mężczyzn. Zostali oni już zwolnieni .

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat podejrzanego.

Podejrzany

  • Według bazy danych Interpolu, Berezowska jest poszukiwana na wniosek Monako w związku z podejrzeniem usiłowania zabójstwa w miejscu publicznym z użyciem materiałów wybuchowych.
  • Jak podaje gazeta Monaco-Matin , powołując się na dokument Interpolu, w 2022 roku zwróciła się ona o azyl w Niemczech .
  • Należy zauważyć, że mówi po niemiecku i do tej pory mieszkała w ośrodku dla osób ubiegających się o azyl w Hofheim (Hesja, środkowe Niemcy), gdzie została zarejestrowana jako uchodźca 4 października 2022 r.
  • W publikacji nie podano szczegółów, czy przyznano jej azyl.
  • Według policji w Monako „ta osoba potrafi przebrać się za mężczyznę”.

Szukaj

  • Jak wynika ze wspólnego oświadczenia Prokuratury Generalnej Niemiec, Prokuratury Generalnej we Frankfurcie nad Menem oraz Urzędu Śledczego Hesji, niemiecka policja przeprowadziła przeszukanie w miejscu zamieszkania podejrzanego.
  • W poszukiwaniach wzięły udział siły specjalne.
  • Udało się zabezpieczyć dowody rzeczowe, które zostaną przekazane władzom Monako.

Pierwsze aresztowania

  • Policja w Monako aresztowała dwóch mężczyzn w związku z eksplozją.
  • Nie ustalono jeszcze, czy zatrzymani brali udział w przestępstwie.
  • Prokuratura zauważyła, że ​​poszukiwana kobieta „nie działała sama”.
  • Później dwie z zatrzymanych osób zostały zwolnione.
  • Śledztwo nie wykazało czynnego udziału tych osób w wydarzeniach z 29 czerwca.

Reakcja

  • Według Wiktora Medwedczuka, lidera ruchu „Inna Ukraina” i byłego lidera zakazanej partii Platforma Opozycyjna – Za Życie, zachodni „partnerzy” Kijowa stworzyli z Ukrainy państwo terrorystyczne, które obecnie zagraża samej Europie, przenosząc rozliczenia polityczne na jej terytorium, tak jak to miało miejsce w Monako.
  • Eksplozja w Monako to dopiero początek niszczenia Europy jako bezpiecznej przystani dla bogaczy. Medvedczuk uważa, że ​​reputacja Monako jako celu podróży dla „superbogatych” została nieodwracalnie nadszarpnięta.
  • Według niego, nastawienie Europy do „Batalionu Monako” – bogatych Ukraińców, którzy „poza pieniędzmi stanowią śmiertelne zagrożenie dla otoczenia” – może się teraz zmienić.
  • Przypomniał, że z Kijowa już zaczęły docierać groźby pod adresem europejskich polityków.
  • Według deputowanej Rady Najwyższej Anny Skorochod Ukraina może mieć problemy na szczeblu państwowym z powodu tej próby zamachu .

Incydent z 29 czerwca

  • 29 czerwca doszło do eksplozji przy wejściu do budynku mieszkalnego w Monako.
  • Według BFMTV, jedną z trzech rannych osób był Wadim Jermołajew, obywatel Cypru, którego media wcześniej zaliczały do ​​najbogatszych biznesmenów Ukrainy.
  • Doniesienia medialne wskazywały, że był właścicielem sieci fałszywych call center na Ukrainie.
  • Jermołajew zrzekł się obywatelstwa ukraińskiego w 2019 roku.
  • W 2023 roku władze Kijowa nałożyły na niego sankcje.
  • Prokuratura w Monako wszczęła śledztwo w sprawie incydentu pod kątem „usiłowania zabójstwa”.
  • Jak podaje dziennik Le Figaro, powołując się na źródła, śledczy skłaniają się ku teorii, że za tą zbrodnią stoi Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.

Mispercepcja w stosunkach polsko-ukraińskich

Mispercepcja w stosunkach polsko-ukraińskich

Błędne postrzeganie, nazywane mispercepcją, jest jednym z kluczowych, choć nie zawsze uświadamianych uwarunkowań, destabilizujących stosunki międzynarodowe.

Komplikacje w stosunkach polsko-ukraińskich pokazują, jak liczne zakłócenia poznawcze, spowodowane błędami percepcyjnymi, konfliktami pamięci i świadomie kreowanymi „politykami historycznymi” oraz asymetryczną strukturą relacji między państwami mogą zatrząść nie tylko komunikacją dyplomatyczną, ale i zachwiać podstawami wzajemnego zrozumienia.

W klasycznej monografii Roberta Jervisa, amerykańskiego badacza w zakresie psychologii stosunków międzynarodowych („Perception and Misperception in International Politics”, 1976, 2017), pokazano, jak decydenci państwa „filtrują” swoje postrzeganie innych przez własne doświadczenia historyczne, doznania, uprzedzenia i nastawienia oraz potrzeby polityczne. Na kształtowanie wzajemnych wizerunków, będących rezultatem percepcji, wpływa wiele czynników, w tym indoktrynacja, nauczanie historii i procesy wychowawcze oraz nabywane w  procesie socjalizacji opinie i sądy wartościujące, często o zabarwieniu negatywnym (np. stereotypy czy mity).

Niemałą rolę odgrywa megalomania narodowa i przecenianie swojego wpływu na innych, przekonanie o wyższości czy wyjątkowości. Ważne jest też „lustrzane odbicie” w oczach partnera, zwłaszcza gdy strony nie szczędzą wobec siebie obłudnych pochwał i komplementów.  Jervis podkreślał „zwrotną” rolę postrzegania, tj. konieczność uwzględniania w swojej aktywności poznawczej percepcji innych, „jak oni nas postrzegają”.

Przekonanie o wyjątkowości oraz niezdolność do samooceny, a zwłaszcza rozpoznania i przyznania się do błędów, utrudnia nie tylko diagnozę swojego położenia w kontekście innych uczestników, ale także uniemożliwia zbudowanie trwałej strategii, odpornej na doraźne zakłócenia. Brak krytycznej refleksji oraz nadmierna pewność siebie powodują, że polityczni decydenci są ciągle zaskakiwani niepożądanymi i niespodziewanymi zachowaniami innych, co wywołuje dyskomfort psychiczny i dysonans poznawczy.

Racjonalna spójność poznawcza powoduje, że decydenci dopasowują informacje do już istniejących przekonań i postrzegają je w sposób, którego się spodziewają. A zatem to, co ma być podstawą racjonalności, czyli zdolność przeciwstawiania się fałszywym przesłankom decyzji, zostaje stłamszone przez wcześniej ustanowiony dogmat. Jest to tzw. błąd konfirmacji. Decydenci tak dobierają informacje i nadają im takie znaczenia, aby potwierdzić własne przekonania. Nie są zdolni do ich  rewizji ani tym bardziej odrzucenia.

Miłe złego początki

Powyższe obserwacje śmiało można odnieść do współczesnych relacji polsko-ukraińskich. Wszystko zaczęło się od entuzjastycznego, acz fatalnego w skutkach przyjęcia przez rząd Hanny Suchockiej założenia o „strategicznym partnerstwie” Polski z Ukrainą.

W deklaracji prezydentów Polski i Ukrainy o partnerstwie strategicznym z 25 czerwca 1996 roku obdarzono kredytem zaufania państwo niedojrzałe pod względem ustrojowym i niestabilne w sensie uznania jego podmiotowości prawno-międzynarodowej. Jego długotrwałe spory z Rosją o schedę poradziecką były tego przykładem. Obecnie zapomina się także o tym, że Ukraina należała do najbardziej zsowietyzowanych republik radzieckich, stąd kultura polityczna nowego państwa, pozbawionego na dodatek własnej tożsamości narodowej, daleko odbiegała od standardów przyjmowanych przez Polskę.

Wiarę w możliwość zbudowania przez obywateli Ukrainy normalnego państwa oparto na traktacie o dobrym sąsiedztwie i współpracy z 18 maja 1992 roku, który obie strony wykorzystały raczej do zademonstrowania swojej suwerenności przed Moskwą, a nie źródło realnych zobowiązań. Świadczy o tym lekceważący stosunek do wielu kwestii, choćby w odniesieniu do ochrony polskiej mniejszości narodowej czy opieki nad polskimi cmentarzami na Ukrainie. Błędem okazała się także ideologizacja przez polskie rządy relacji z Kijowem, oparta na fałszywie i wybiórczo interpretowanej doktrynie Giedroycia-Mieroszewskiego, będącej mieszanką rusofobii i neoprometeizmu. Inaczej mówiąc, powrócono do dawno skompromitowanych założeń, które nie wróżyły polityce wschodniej nic dobrego.

Mimo mody i nobilitacji „studiów wschodnich”, nie wyciągnięto żadnych wniosków z historii, które powinny uwzględniać nie tylko odpowiedzi na pytania o tragiczne obciążenia w stosunkach wzajemnych, ale i dlaczego do nich doszło. Zrozumienie istoty zła ukraińskiego szowinizmu ograniczało się do wąskich kręgów badaczy i komentatorów. Nikt nie upominał się u włodarzy państwa ukraińskiego rozliczeń z haniebną przeszłością, co oznaczało w istocie sprzyjanie postępującym procesom banderyzacji. Ośrodki analityczne, zamiast  podsuwać decydentom dowody narastającego kultu zbrodniczych formacji, same ulegały aberracjom poznawczym i  fałszywej ideologizacji.

Dwa czynniki przesądziły o oddalaniu się wzajemnych percepcji i oczekiwań względem siebie. Po pierwsze, tuż za wschodnią granicą ukształtowało się w ciągu kilku dekad państwo oligarchiczne, autorytarne, oparte na kleptokracji i narastającej recydywie nacjonalistycznej. Generowana przez Zachód bezwarunkowa pomoc dla walczącej z Rosją Ukrainy, z dużym udziałem bezkrytycznego wsparcia ze strony Polski, spowodowała zaskakujący efekt.  Państwo oczekujące pomocy od innych stało się nagle bezczelnym graczem, pretendującym do narzucania się ze swoimi roszczeniami i pretensjami. Jego przywódcy z prezydentem na czele uznali, że  mimo braku atutów własnych, mogą dyktować zachowania innym, w tym „strategicznym partnerom”, takim jak Polska.

Po drugie, polscy politycy, angażując się emocjonalnie we wsparcie dla Ukrainy, zaczęli przeceniać stopień, w jakim ich gesty i zachowania są rozumiane przez stronę ukraińską. Okazało się, że niezwykła pomoc nie tylko nie jest należycie doceniana, ale traktowana  w kategoriach cynicznych i instrumentalnych, bez żadnych zobowiązań politycznych. Ukraina bowiem dokonuje wyborów, zgodnych przede wszystkim z własną logiką „preferowania i równoważenia” interesów i partnerów z Unii Europejskiej. Na tym tle widać pilną potrzebę uczenia się polskich decydentów twardej postawy transakcyjnej i – paradoksalnie – wzorowania się na sojuszniku amerykańskim.

Lepiej późno niż wcale?

Gdy zostały przekroczone w sferze symbolicznej „granice wytrzymałości”,  podjęto próbę rewizji załganej historii i  zakwestionowania fałszywej polityki Ukrainy. Decyzję „orderową” prezydenta Karola Nawrockiego należy zatem odczytywać nie jako niepotrzebny i nieprzemyślany incydent, lecz jako godną uwagi próbę odwrócenia negatywnych trendów w zachowaniu rządzących wobec reżimu kijowskiego. Potrzebny jest zdecydowany kontrapunkt wobec narastającego ukraińskiego lobbingu i wpływów w sferze informacyjnej. Nastaje czas weryfikacji wielu decyzji z przeszłości, dotyczących także ogromnej diaspory ukraińskiej w Polsce.

Przez ponad trzy dekady polscy politycy różnych orientacji błędnie odczytywali sygnały płynące z Kijowa. Przyjmowali za dobrą monetę wszelkie deklaracje, choć ze strony polityków ukraińskich nie było woli rzetelnego i uczciwego rozliczenia się z „grzechami” z przeszłości. Sprawę rzezi wołyńskiej skwapliwie przykrywano zbrodnią katyńską, doprowadzając ostatecznie do zażegnania sporu z Rosją, ale zapominając o konieczności podobnego rozwiązania z Ukrainą.

Strona ukraińska umiejętnie odwracała uwagę od spraw drażliwych, podsycając polskie pretensje i wrogość wobec Rosji. W rezultacie, przekonani o sile w ramach instytucjonalnego Zachodu (NATO i UE), polscy decydenci dołączyli gremialnie do jego krucjaty antyrosyjskiej, widząc w niej okazję do  historycznego odegrania się i „ukarania” Rosji.

Bez specjalnego zaproszenia ze strony Kijowa, polscy politycy zaangażowali się gorliwie w przyciąganie Ukrainy na stronę Zachodu. Przypisywanie sobie roli „adwokata” miało nobilitować Polskę, ale w rezultacie po stronie ukraińskiej rodziło poczucie pewnego zażenowania, a po stronie rosyjskiej poczucie „dylematu bezpieczeństwa”. Nie przewidziano, że afiliowanie Ukrainy, a zwłaszcza jej uzbrajanie przez Zachód zostanie odczytane przez Rosję jako zasadniczo wrogie i agresywne, co siłą rzeczy zmusi ją do zdecydowanej reakcji. Zignorowano podstawowe reguły odstraszania, stawiając na konfrontację, niemal na granicy konfliktu nuklearnego. Skutki tego okazały się fatalne, nie tylko dla samej Ukrainy, ale i dla wszystkich jej popleczników.

Na przykładzie takiej polityki widać, jak emocje stają się czynnikiem  napędowym nie tylko przekonań, ale także decyzji i działań. Ograniczenia poznawcze, uprzedzenia oraz – jak w przypadku prezydenta Ukrainy – dziwactwa osobowości, sprawiają, że decydentom  trudno jest poddać się autodiagnozie, czemu bynajmniej nie sprzyjają ani usłużni doradcy, ani żyjące z manipulacji politycznej media masowe.

Decyzja prezydenta Nawrockiego pokazuje, że wola jednego polityka może przełamać cały ciąg determinizmów, składających się na błędne postrzeganie. Wszystkie argumenty na rzecz przerwania nieracjonalnej, a nawet szkodliwej  polityki wobec Ukrainy nie miały takiej siły przebicia, jak to jedno spektakularne posunięcie. Ten przypadek decyzyjny zasługuje na pogłębione badania z zakresu psychologii politycznej, aby wykazać, że mimo dogmatyzacji dotychczasowej polityki, z istotnym udziałem czynnika zewnętrznego, można skutecznie przywracać zdolność rozumienia interesu narodowego i demonstrować odwagę artykułowania sprzeciwu wobec jego błędnego postrzegania.

Tama pękła

To, co się teraz dzieje w sferze publicznej, jest dopiero początkiem czekających nas przewartościowań. Najbardziej niepokojące jest to, że dzisiejsze pseudoelity, gremialnie zblatowane z banderyzmem, nie są w stanie  odrzucić błędnych wizerunków Ukrainy. Przestraszone  narastającym oporem opinii społecznej będą dążyć do połowicznych rozwiązań trudnych kwestii w relacjach z Ukrainą w postaci „zgniłych” kompromisów i bałamutnej narracji. Najgorszym zjawiskiem, jakie może nas czekać, jest pogrążenie się w niemocy, degrengoladzie i paraliżu procesów decyzyjnych oraz  skoncentrowaniu się na utarczkach między obozem prezydenckim a rządem, zamiast wspólnej inicjatywności i racjonalizacji decyzji. Widać wyraźnie, że jedynie wymiana decydentów u steru władzy państwowej może doprowadzić do jakiegoś przełomu i radykalnej rewizji polityki wschodniej. Podstawowym kryterium naboru do nowych sił politycznych powinna być lojalność wobec państwa polskiego oraz promocja osób gotowych i zdolnych do wzięcia odpowiedzialności za wyprowadzenie Polski z potężnego impasu.

Otwarcie nowej perspektywy dla stosunków Polski z Ukrainą wymaga od rządzących diagnozy błędów w postrzeganiu wzajemnym oraz odrzucenia ideologicznych dogmatów o „naszej wojnie” oraz wyolbrzymianej roli  reżimu ukraińskiego w „obronie Polski i Europy przed Rosją”. Potrzebny jest rzetelny bilans  poniesionych kosztów pomocy państwu ukraińskiemu i Ukraińcom w Polsce. Przyjmując jako narzędzie poznawcze tzw. teorię perspektywy, warto zastanowić się, czy nadziei na zyski materialne i polityczne nie przekreśli widmo rysujących się potężnych strat oraz ryzyko dalszego antagonizowania stosunków wzajemnych. Może warto  skorzystać w tej sprawie z doświadczeń amerykańskich i niezależnie od trafności ocen służb wywiadowczych USA, poddać  każde wyzwanie  „ocenie zagrożeń”.

Na razie rządzący wraz z opozycją znajdują się w stanie dezorientacji. Dyskusja skupia się wokół słuszności decyzji „orderowej” i jej konsekwencji, a nie wokół sposobów zerwania z dotychczasowym kursem serwilizmu wobec Kijowa. Sprawa nie jest jednak beznadziejna. Dzięki zdrowej części opozycji, także pozaparlamentarnej, Polskę stać na taką mobilizację, aby mogła samodzielnie kontrolować wszelkie posunięcia wobec sąsiedzkiego środowiska i decydować o swoim losie. Trzeba zerwać z wizerunkiem „państwa frajerskiego” w odbiorze ukraińskich polityków i nauczyć się asertywności. Wrogość wobec Rosji, a subordynacja wobec atlantydów nie mogą usprawiedliwiać ślepoty poznawczej w sprawach Ukrainy!

Co należy robić

Należy przywrócić  racjonalne i realistyczne myślenie w kategoriach regionalnej równowagi. Wojna pokazała, że w sytuacji pata sytuacyjnego, to Ukraina, a nie Rosja chce rozdawać karty i ustawiać sąsiednie państwa, zwłaszcza Polskę, w pozycji podporządkowania. Gotowość do zastąpienia baz amerykańskich wojskami ukraińskimi, zgłaszana przez prezydenta Zełenskiego, trąci nie tylko groteską. Pokazuje, jak megalomania i butne poczucie wyjątkowości, przy wzmożeniu nacjonalistycznym, psuje perspektywy poznawcze decydentów.

Nadchodzi czas, aby polscy politycy uwierzyli we własne możliwości oddziaływań dyplomatycznych. Kolejny raz dają nam przykład Węgry, które także z nowym premierem Péterem Magyarem potrafią przeciwstawiać się presjom i szantażom strony ukraińskiej. Potrzebne jest nowe i wnikliwe rozpoznanie motywów i intencji   władz  Ukrainy oraz racjonalizacja stanowiska wobec Rosji z uwzględnieniem wszystkich zmian, jakie zachodzą w środowisku geopolitycznym.

Zamiast moralizmu, trzeba zacząć kierować się realizmem politycznym. Zamiast altruizmu, wszelkie kalkulacje należy oprzeć na dobrze pojętym egoizmie, na prymacie szacunku dla własnych obywateli i interesów narodu. Wobec Ukrainy należy przyjąć regułę ograniczonego zaufania, a w stronę Rosji wysłać sygnał o gotowości do przywrócenia komunikacji dyplomatycznej. Należy skończyć z pasywnością i ciemięstwem, gdyż za dzisiejsze błędy naiwnych polityków będą płacić wysoką cenę kolejne pokolenia.

Od rządzących w Polsce należy oczekiwać zerwania z polityką, która doprowadziła do fatalnych błędów, odkrywanych obecnie w przestrzeni publicznej. Mniemanie o skuteczności osobistej poszczególnych polityków należy wreszcie skorelować i zweryfikować z powszechnym postrzeganiem w społeczeństwie. Warto pamiętać, że w ostatecznym rozrachunku prawda zawsze leży po stronie społecznych odczuć, a nie po stronie błądzących jak w mgle oficjeli i sprzedajnego komentariatu. Pokazały to wielokrotnie rozmaite wydarzenia historyczne, od najbardziej wzniosłych decyzji o zrywach powstańczych, po ocenę zachowań wyborczych „przypadkowego” społeczeństwa. Im dłużej będzie trwać uparte uzasadnianie przy pomocy masowych mediów ugruntowanej i zdogmatyzowanej pozycji rządzących, tym większe będą napięcia i straty wizerunkowe. Dysonans poznawczy ostatecznie może sprowokować konfrontację między rządzącymi a społeczeństwem. Widać wyraźnie, że w Polsce mamy do czynienia z narastającym kryzysem zaufania do władz. Mimo licznych dowodów na ewidentnie antypolską politykę Ukrainy, siły polityczne głównego nurtu uparcie odrzucają informacje, które podważają ich dotychczasowe przekonania. Takie „antyuczenie się”  przeważnie ma fatalne następstwa.

Interesy, tylko interesy

Kryzys dyplomatyczny w stosunkach polsko-ukraińskich powinien uświadomić obu stronom błędy prowadzonych dotąd „polityk historycznych”, traktowanych jako narzędzia legitymizacji wewnętrznej władz. Reprodukcja wrogich narracji moralnych prowadzi prostą drogą do skonfliktowania społeczeństw. Selektywne eksponowanie cierpienia własnej wspólnoty oraz relatywizowanie win innych tworzy fałszywą perspektywę „równoważenia pamięci”.  Zamiast podgrzewania napiętej atmosfery, należy przystąpić do wyciszania sporów symbolicznych. Może warto uruchomić wąskie forum dialogu na poziomie najwyższej dyplomacji, celem nazwania rzeczy po imieniu, zmniejszenia dystansu i uzgodnienia pryncypiów, których broni każda ze stron. Połączenie wysiłków środowisk prezydenta i rządu zdejmie w wokandy  spór o to, kto ma w nim większą rację.

Oddzielenie od siebie sfery merytorycznej współpracy z Ukrainą od spraw emocjonalnych, skoncentrowanie się na diagnozie interesów (ich zgodności, rozbieżności i sprzeczności), wreszcie na możliwych wariantach rozwiązań istniejących problemów, bez niepotrzebnej propagandy i tromtadracji, pozwoli wypracować aideologiczną metodologię układania się na zasadzie kompromisu i obopólnych korzyści. Nie ma innej drogi do uspokojenia rozhuśtanych emocji.

Obecnie wszystkie badania opinii publicznej po każdej ze stron pokazują wyraźną polaryzację i wzrost negatywnych wskaźników wzajemnych nastawień. W tym kontekście można ludziom zarzucać emocjonalne wzmożenie i uproszczenia poznawcze, ale nie da się zaprzeczyć, że to na rządzących po obu stronach spoczywa główna odpowiedzialność za przywrócenie pewnej równowagi nastrojów. Oby tylko nie kosztem relatywizacji własnych narracji, na przykład przychylania się do ambiwalentnej oceny UPA czy zgody na ukraińską wersję o współodpowiedzialności  za zbrodnie na Polakach.

Wydaje się, że w sensie operacyjnym Polska dysponuje wieloma dźwigniami wpływu i nacisku na władze w Kijowie, aby przywrócić właściwe proporcje w uznawaniu wzajemnych racji. Trzeba przede wszystkim wyprowadzić kijowski reżim z błędu, że Polska nie ma żadnego trwałego „długu moralnego”, aby ponosić długofalowe koszty ekonomiczne wojny, która jest wynikiem szalonych kalkulacji geopolitycznych Zachodu i „biznesowego” myślenia oligarchów ukraińskich. Potrzebna jest nowa legitymizacja współpracy i odbudowa zaufania, czego po polskiej stronie może obecnie  dokonać jedynie administracja prezydencka.

Prof. Stanisław Bieleń

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Ja Nostradamus …

Ja Nostradamus …

Będę dzisiaj takim Nostradamusem czy innym Jackowskim i napiszę co się wydarzy w najbliższych dniach w stosunkach polsko-ukraińskich i co mniej więcej, będą pisać media głównego nurtu. Nie wymaga to naprawdę wielkiej ekwilibrystyki umysłowej. Jeśli ktoś wie jakie główne siły stoją za większością polityków i mediów, to analizowanie polskiej sceny politycznej jest dziecinnie proste.

Władze na Ukrainie były przekonane, że społeczeństwo jest równie proukraińskie jak „elity” administrujące Polską. Strona ukraińska była przekonana, że nie musi już skrywać zupełnie swojej polityki historycznej i może ją śmiało eksponować nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami. Okazało się, ze ogół Polaków znużonych długotrwałą pomocą dla roszczeniowych uchodźców, radykalnie odrzucił bezczelną próbę jawnej rehabilitacji banderyzmu. To musiało być zaskoczeniem do przyzwyczajonych do całkowitej uległości Polski władz Ukrainy.

Nawet środowiska skrajnie proukrainskie i rusofobiczne z kręgów bliskich PiS-owi, nie były wstanie znieść jawnie antypolskich gestów jakimi był uroczysty pochowek zbrodniarza i kolaboranta III Rzeszy Andrija Melnyka czy odesłania kurierem Orderu Orła Białego. Realne ośrodki władzy zauważyły ten trend, który potwierdziły liczne w całym kraju inicjatywy mające na celu uczczenie rzeszy Polaków pomordowanych przez Ukraińców w latach 1939-1947. Uruchomiono procesy mające na celu ratowanie tezy o konieczności sojuszu polsko-ukraińskiego. Moim zdaniem koła ratunkowe w kierunku Ukrainy ze strony władz w Polsce zostały już rzucone.

Zapewne za kilka godzin usłyszymy pobąkiwania o możliwości ekshumacji Polaków pomordowanych przez Ukraińców. Będą one zapewne znów obwarowane jakimiś dziwacznymi warunkami, o czym media będą raczej milczeć. Zapewne w kilku miejscach nawet rozpoczną się prace ekshumacyjne. Zawodowi kresowiacy będą w mediach chwalić dobroduszność władz ukraińskich. Usłyszymy zapewne w okolicach 11 lipca jakąś deklarację o gotowości przeprosin. Myślę, że nawet usłyszmy coś co będzie w jakimś stopniu substytutem przeprosin. Władze ukraińskie złożą kwiaty pod jakimś krzyżem czy tablicą. Ambasador Ukrainy wystąpi z jakimś ckliwy przemówieniem. Odprawione zostaną wspólne polsko-ukraińskie msze. Konferencja Episkopatu Polski po raz kolejny podkreśli znaczenie dialogu i wybaczenia.

Będzie w mediach bardzo dużo o nieuchronnym braterstwie i sporo wspólnym ruskim wrogu. Usłyszymy, że emocje poszły za daleko z dwóch stron. I zapewne, że jeśli polska reakcja nie była inspirowana przez Moskwę, to budzi tam zapewne radość. Jeśli sytuacja nie będzie odpowiednio szybko się uspokajać, to obejrzymy wtedy coś w rodzaju orędzia do Polaków Wołodymyra Zełenskiego. Powie, ze dziękuje za pomoc i rozumie polskie stanowisko.

To niczego istotnego nie zmienia. Polacy nie potrzebują żadnych przeprosin ze strony państwa ukraińskiego. Ponieważ te przeprosiny nie będą szczere i nie będą wynikały z świadomego wyrzeczenia się zbrodniczej tradycji. Będzie to kolejny teatr mający na celu zmiękczenie serc Polaków i czasowe oddalenie jawnej gloryfikacji antypolskiego banderyzmu. Będzie to odbębniony rytuał, który umożliwi dalsze korzystanie z lotniska w Jasionce.

Nasze władze – gdyby były odrobinę suwerenne – już dawno powinny określić minimum oczekiwań względem Ukrainy:

1) penalizacja banderyzmu,
2) jednoznaczne potępienie organizacji banderowskich i neobanderowskich,
3) umożliwienie przeprowadzenia bezwarunkowej ekshumacji i zabrania szczątków Polaków do kraju,
3) budowę muzeum ofiar integralnego nacjonalizmu (szowinizmu) ukraińskiego i pomnika pomordowanych przez Ukraińców w latach 1939-1947 w Kijowie
4) natychmiastową i ostateczną rezygnację z kuriozalnych pomysłów mówiących o budowie czy odbudowie miejsc pamięci banderowców na terenie Polski
5) podpisanie umów gwarantujących systematyczną spłatę pomocy i pożyczek udzielanych w latach 2022-2026.

Naszym odniesieniem do wszelkich działań politycznych powinien być naród polski, a nie żaden obcy naród czy wymyślona ponadnarodowa koncepcja, jak jakieś Międzymorze/ULB. Odniesieniem musi być bezpieczeństwo, dostatek i pomyślność Polski. Pamiętając o przeszłości, obserwując teraźniejszość, trzeba przede wszystkim patrzeć na przyszłość naszego narodu i państwa. Rządzący powinni myśleć jak ułożyć korzystnie dla nas stosunki z sąsiadami po zakończeniu tej wojny. Jak odzyskać to można, a co zostało bezrozumnie oddane.

Wracając do Nostradamusa lub Jackowskiego, będzie zapewne tak jak było. Być może trochę mniej bezczelnie, mniej manifestacyjnie i bardziej ostrożnie. Ale kierunek pozostanie ten sam. Filozofia rządzenia również ta sama. Nie ma w Polsce moim zdaniem sił, które są wstanie przepchać Polskę na inne tory geopolityczne. To musiałoby sie stać na poziomie mocarstw.

Łukasz Jastrzębski

11-godzinny rosyjski atak na Kijów

11-godzinny rosyjski atak na Kijów

Stolica Ukrainy przeżyła ‚noc piekła’  podczas rosyjskiego ataku, w którym zginęło co najmniej 20 osób

Zaledwie kilka godzin po tym, jak Zełenski ostrzegł przed zbliżającą się rosyjską eskalacją konfliktu, nad stolicą Ukrainy przetoczyło się potężna gradobicie dronów i pocisków. W nocnym ataku rakietowym i dronów, który przytłoczył obronę powietrzną Kijowa, zginęło co najmniej 20 osób, a dziesiątki zostały ranne. Sama skala bombardowań sugeruje znaczną eskalację odwetowej strategii Moskwy, po tygodniach, a nawet miesiącach, masowych ataków ukraińskich dronów na terytorium Rosji, wymierzonych w szczególności w rafinerie ropy naftowej i infrastrukturę energetyczną.

Mer stolicy Witalij Kliczko potwierdził, że sześć pięter budynku mieszkalnego częściowo się zawaliło po bezpośrednim trafieniu rosyjskim pociskiem. „Kijów jest atakowany pociskami balistycznymi i dronami” – napisał Kliczko na Telegramie późnym wieczorem. Urzędnicy poinformowali również, że wśród rannych jest co najmniej dwoje dzieci, a w atakach uszkodzeniu uległo trzydzieści kilka miejsc w całym mieście. Kliczko dodał, że był to jak dotąd największy atak na stolicę.

BBC informuje: „Chociaż w poprzednich atakach zginęło więcej osób, w tym najnowszym użyto największej ilości broni przeciwko stolicy i uderzono w wiele miejsc na rozległym obszarze Kijowa. Kilka dzielnic zostało ewakuowanych, gdy ataki wstrząsnęły budynkami w całym mieście. Po ataku ukraińskie siły powietrzne wydały na Telegramie oświadczenie: „Składamy kondolencje wszystkim ofiarom i rodzinom, które straciły bliskich w tym przerażającym ataku terrorystycznym. Zemścimy się!”.

„Mieszkańcy donoszą, że ataki stają się coraz intensywniejsze, obejmując coraz większy obszar regionu stołecznego i trwając dłużej. Atak na Kijów trwał ponad 11 godzin i przebiegał w kilku falach, począwszy od ataku dronów na Stare Miasto w Kijowie, który wywołał pożar w hotelu w centrum miasta” – dodaje BBC. Zełenski przerwał swoją wizytę w Irlandii po rosyjskim ataku.

Zgłoszono szkody w 30 lokalizacjach w całym mieście, głównie w budynkach mieszkalnych i infrastrukturze cywilnej, powiedział Tymur Tkaczenko, szef miejskiej administracji wojskowej w Kijowie. Minister spraw wewnętrznych Ihor Kłymenko poinformował, że w całym mieście uszkodzonych zostało 20 budynków mieszkalnych. Służby ratunkowe poinformowały o wysłaniu prawie 500 funkcjonariuszy i 100 pojazdów specjalistycznych, w tym śmigłowca, do radzenia sobie ze skutkami ataku.

Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha wezwał sojuszników Ukrainy do wzmocnienia obrony powietrznej kraju po tym, jak wydarzenia w Kijowie nazwał ‚nocą grozy’, wzywając partnerów do nieopóźniania decyzji w sprawie dostawy systemów obrony powietrznej i pocisków rakietowych. W poście na X Sybiha stwierdził, że liczba ofiar śmiertelnych ataku może nadal rosnąć, ponieważ ratownicy kontynuują działania.

Odnośnie liczby wystrzelonych pocisków, ukraińskie Siły Powietrzne oszacowały, że Rosja wystrzeliła podczas ataku 74 pociski i 496 dronów. To ogromna liczba, skoncentrowana wyłącznie na stolicy. Wojsko poinformowało, że jego jednostki obrony powietrznej zestrzeliły większość z nich, ale mimo to 25 pocisków balistycznych i 12 dronów trafiło w 33 cele.

https://youtube.com/watch?v=NABonmeg4UA%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Według ukraińskich sił powietrznych, Rosjanie użyli w ataku w nocy ze środy na czwartek 24 pociski balistyczne Iskander-M, 4 hipersoniczne pociski 3M22 Cyrkon, 34 pociski manewrujące Ch-101 odpalane z powietrza, 8 pocisków manewrujących Kalibr odpalanych z morza oraz 496 dronów dalekiego zasięgu Szahed/Geran. Głównym celem ataku była stolica Ukrainy, Kijów. Poza tym ataki były skierowane na inne miasta.

Sąsiadująca z Ukrainą Polska poinformowała, że atak był tak rozległy, że w czwartek na krótko poderwano myśliwce w ramach środków ostrożności, aby monitorować potencjalne naruszenia przestrzeni powietrznej przez nadlatujące pociski, drony lub myśliwce przechwytujące. Gdy tylko stało się jasne, że nie doszło do żadnych naruszeń, myśliwce powróciły do bazy.

uncutnews.ch/die-ukrainische-hauptstadt-erlebt-eine-hoellennacht-waehrend-eines-elfstuendigen-russischen-angriffs-bei-dem-mindestens-20-menschen-ums-leben-kommen

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas

Rosjanie paraliżują ukraiński przemysł zbrojeniowy

Żywiecki: Rosjanie paraliżują ukraiński przemysł zbrojeniowy

Sporo słyszymy o kolejnych atakach ukraińskich, mających rzekomo świadczyć, że Rosja jest kolosem uginającym się od ciosów na swoich glinianych nogach.

Tymczasem rzadko kiedy jesteśmy w stanie dowiedzieć się czegoś o działaniach strony przeciwnej, czyli rosyjskiej przeciwko Ukrainie. 

Strzały do Kijowa

Tymczasem tylko wczoraj doszło do ataków na stołeczny Kijów. Rosyjskie rakiety i drony trafiły m. in. w obiekty spółki Fire Point (kontrolowanej przez otoczenie Zełenskiego, w tym zbiegłego do Izraela Timura Mindicza) produkujące elementy do rakiet Flamingo, czyli flagowego produktu owej firmy. Do tego uszkodzone zostały Kijowskie Zakłady Radiowe, magazyny paliwowe i olejowe fabryki Kijów-3. Równoległe Rosjanie zaatakowali podstacje gazowe dostarczające ten surowiec energetyczny do wspomnianych zakładów. 

Likwidacja przemysłu rakietowego Ukrainy?

Rosyjskie uderzenia z jednej strony przedstawia się jako reakcję odwetową za przeprowadzone niedawno ostrzały celów cywilnych w Rosji, w tym infrastruktury energetycznej i transportowej. Nacelowane były one jednak dość precyzyjnie w kluczowe zakłady umożliwiające funkcjonowanie ukraińskiego przemysłu rakietowego.

Przykładem są zakłady spółki Radioniks, bez których w praktyce nie jest możliwa dalsza produkcja rakiet przez Ukrainę. Chodzi o wspomniane już rakiety Flamingo będące chlubą ukraińskich władz i mające zasięg pozwalający na atakowanie celów położonych w głębi terytorium Federacji Rosyjskiej. 

Zaatakowane zakłady Radioniks

Atak na magazyny dronów

Z kolei w zachodniej części obwodu kijowskiego ofiarą rosyjskich uderzeń padły wczoraj magazyny dronów i części do nich, co ma znacznie ograniczyć zdolności ofensywne ukraińskich wojsk używających przeciwko Rosjanom systemów bezzałogowych. 

Uszkodzenia obiektów cywilnych w Kijowie

Strona ukraińska tradycyjnie wskazuje, że celem rosyjskich uderzeń miały być obiekty cywilne. Tymczasem analiza niektórych materiałów filmowych i fotograficznych wykonanych przez mieszkańców Kijowa wskazuje, że wiele domów mieszkalnych wykazuje zniszczenia typowe dla działania systemów rakietowych obrony przeciwlotniczej (wiele uszkodzeń wynikających z rozbijania się ich pociskowa mniejsze części).

Dodatkowo świadkowie relacjonują, że część rakiet obrony ukraińskiej rozpadała się już w powietrzu, co świadczy o ich niskiej jakości, względnie braku umiejętności korzystania z nich przez wojska ukraińskie. Jest to zresztą problemem już od dawna, ale ostatnio kłopot ten się nasila w związku z dotkliwym brakiem amunicji do szeregu systemów zachodnich, w tym zestawów Patriot zestawów Zjednoczonych i od ich europejskich partnerów. 

Pożar na osiedlu Kwartał Francuski w Kijowie wskutek uderzenia ukraińskiej rakiety obrony przeciwlotniczej

Uszkodzony 4-piętrowy budynek w Kijowie

Marek Żywiecki

Polak pomagający Kresowiakom zatrzymany przez SBU

Ukraińscy żołnierze z systemem ppk Javelin w Donbasie. Fot. Defense Express

Polak pomagający Kresowiakom zatrzymany przez SBU.

Mówi o przymusowym wcielaniu Polaków do armii

2 July 2026 kresy/polak-pomagajacy-kresowiakom-zatrzymany-przez-sbu-mowi-o-przymusowym-wcielaniu-polakow-do-armii

Marcin Fijas, który od początku wojny wielokrotnie jeździł z pomocą do Polaków mieszkających na Ukrainie, opowiedział w podcaście Tomasza Drwala o sytuacji Kresowiaków wcielanych do ukraińskiej armii. Działacz twierdzi, że został zatrzymany przez SBU pod zarzutem dywersji, a pomoc Polakom na Ukrainie jest problemem zarówno dla Kijowa, jak i Warszawy.

Marcin Fijas, Polak zaangażowany w pomoc Kresowiakom na Ukrainie, był 16 czerwca gościem podcastu Tomasza Drwala. W rozmowie mówił o sytuacji Polaków mieszkających na Ukrainie, w tym osób wcielanych do ukraińskiej armii.

Fijas przekazał, że szóstego dnia wojny wyjechał na Ukrainę i wstąpił do Legionu Międzynarodowego. Po powrocie do Polski przez trzy lata organizował pomoc dla Polaków z Kresów, przede wszystkim tych, którzy – jak twierdzi – zostali wbrew własnej woli wcieleni do Sił Zbrojnych Ukrainy.

Zobacz też: Ukraina odmawia wjazdu organizatorowi pomocy dla Polaków na Kresach – alarmuje Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć

Według relacji Fijasa był on na Ukrainie blisko 60 razy. Miał pomagać setkom rodzin, organizować pikniki w polskich wioskach oraz przewozić paczki, sprzęt i pomoc medyczną.

Działacz mówił również o działaniach ukraińskiego TCK (Terytorialnego Centrum Rekrutacji i Wsparcia Społecznego, jednym z głównych zadań centrum jest mobilizacja ludności do armii) wobec Polaków mieszkających na Ukrainie. Twierdził, że mężczyźni są zabierani z ulic, sprzed domów i kościołów, a następnie wcielani do wojska. W jego ocenie na froncie znajduje się co najmniej około 100 osób, które czują się Polakami.

Fijas stwierdził także, że Polska „nie zrobiła nic” dla Polaków wcielanych do ukraińskiej armii ani dla rodzin żołnierzy, które pozostały same w domach. Według niego temat ten jest nieopłacalny politycznie dla polskich władz.

Według Fijasa ukraińskie służby mają prowadzić szczególnie wzmożony pobór w miejscowościach zamieszkanych w dużej części przez Polaków. Twierdził, że takie działania są mniej aktywnie prowadzone w wioskach, w których przeważa ludność węgierska lub rumuńska. W jego ocenie Polacy mieszkający na Ukrainie znaleźli się przez to w wyjątkowo trudnej sytuacji.

W rozmowie opowiedział również o swoim zatrzymaniu przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. Jak mówił, 25 lutego 2026 roku został zatrzymany 17 km od granicy z Rosją pod zarzutem dywersji i szpiegostwa na rzecz Rosji. W rękach ukraińskich służb miał spędzić 16 godzin. Według jego relacji SBU nie przyjęła jego wyjaśnień, a dopiero interwencja polskiej ambasady pomogła w rozwiązaniu sprawy.

Fijas twierdzi, że państwo ukraińskie uniemożliwia mu dalszą pomoc Kresowiakom. Nadal zbiera jednak środki na wsparcie Polaków z Ukrainy, którzy trafili na front, oraz ich rodzin. Organizowane mają być paczki dla dzieci i osób starszych pochodzenia polskiego, a także kolonie dla polskich dzieci.

W opisie zbiórki wskazano również, że jeśli uda się zebrać odpowiednią kwotę, część środków miałaby zostać przeznaczona na pomoc dla polskiego Radia Lwów „Na Lwowskiej Fali”, które nie otrzymało finansowania na działalność radiową. Jej koszt określono na minimum 120 tys. zł.

„Polacy na Ukrainie są w najgorszej sytuacji ze wszystkich Polaków na świecie po 1945 roku” – napisano na stronie zbiórki.

Debanderyzację czas zacząć

Debanderyzację czas zacząć

Autor: AlterCabrio , 1 lipca 2026

Jednym z kolejnych kroków, jakie mogą zrobić banderowcy na drabinie nienawiści, jest terroryzm, i wiele wskazuje na to, że już jesteśmy na tym etapie, na co wskazują podpalenia obiektów w Polsce, rozwój ukraińskich band i swobodne działania ich służb. Możemy per analogiam posłużyć się historią II RP, i dalej wyczekiwać napaści i zamachów na konkretne osoby. Jeśli natomiast nastąpi jakiś poważny kryzys państwa i władza nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa Polakom na terytorium Polski, możemy spodziewać się powtórki z tego, co było na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej.

Obraz na wstępie: twórczość ludowa z Lubelszczyzny, przełom XIX/XX w.: LINK

Debanderyzację czas zacząć

To, co się stało w stosunkach ukraińsko – polskich ma wymiar symbolu i staje się przełomem. Symboliczny wymiar zachowań władz Nowej Chazarii z końca wiosny 2026 r. polega na tym, że ludzie ci jak w pigułce pokazali, co o nas sądzą, sądzili cały wcześniejszy czas i sądzić zamierzają. Traktują nas gorzej, niż frajerów, gorzej, niż ofiary losu. Oni nas traktują jako ofiary swoje, należne im jako triumfalnej żarłocznej sile. To coś gorszego, niż turańszczyzna, to złączenie azjatyckiej dziczy z talmudyczną nienawiścią do wszystkiego, co nie swoje i z darwinistycznym poglądem o ewolucji stosunków międzyludzkich. Tego nauczyli ich Niemcy już w XIX w., znajdujący się od czasów Lutra pod najpierw dyskretnym, a potem stanowczym wpływem Talmudu, co się objawia kultem czystej siły człowieka. To samo, co u banderowców było u esmanów, i to samo widzimy dziś w stosunku Żydów do Palestyńczyków lub Irańczyków. Do Polaków zresztą też. Co nie dziwi, gdy się wie, jak wielkie wpływy mają różne środowiska żydowskie na Ukrainie.

zobacz też:

popis banderyzmu

władza judaszy

Wartość przełomu polega na tym, że Polacy błyskawicznie zostali odarci ze złudzeń przez samych banderowców. Wcześniej łudziliśmy się, że powstał naród ukraiński, pragnący wolności, który będzie w stanie wybić się do szlachetności i żyć w pokoju z sąsiadami, zwłaszcza z Polakami. Łudziliśmy się, że doświadczenie czasów sowieckich i wcześniejszych tragedii, jakie spotkały tą ludność, i cierpień, jakie ta ludność sama zadawała innym narodom, głównie Polakom, będzie dla nich oczyszczeniem. Że będą w stanie stanąć w prawdzie, poprosić o przebaczenie, docenić wagę sąsiedztwa Polski i budować swoją przyszłość w sojuszu z Polską. Polacy byli w stanie wybaczyć wiele Ukraińcom. Byliśmy w stanie odżałować nasze Kresy, nasze ziemie koronne, zajęte przez państwo ukraińskie. Byliśmy w stanie wybaczyć Ukraińcom okrutne rzezie na Polakach, nie tylko tą z XX wieku, ale również te z wieków poprzednich.

Byliśmy w stanie wybaczyć im niewierność, gdy zdradzali Rzeczpospolitą i Króla z Tatarami i Moskwą. Byliśmy w stanie wybaczyć im niewdzięczność za to, że nie docenili bycia pograniczem Polski, gdy potężni Polacy zlitowali się nad Rusinami i litościwie osłaniali swoim orężem od czambułów tatarskich i jasyru, by lud ukraiński w spokoju mógł żyć i pracować. Byliśmy w stanie wybaczyć im, że zmarnowali całe wieki polskiej pracy na polskich kresach, zwanych Ukrainą, a które oni teraz okupują i nie chcą pamiętać, kto jest prawowitym panem tych ziem. Byliśmy w stanie podarować im ogrom naszych dóbr i samemu od ust sobie odjąć, aby mogli osłonić się przed Moskalem. Byliśmy w stanie przyjąć ich pod nasze dachy i udzielić gościny, niewiele żądając w zamian. Jednak teraz kagan kijowski i jego horda przelali czarę goryczy. Skończyło się sentymentalne myślenie o Ukrainie i jej mieszkańcach, a zaczął się twardy realizm.

Jednym z kolejnych kroków, jakie mogą zrobić banderowcy na drabinie nienawiści, jest terroryzm, i wiele wskazuje na to, że już jesteśmy na tym etapie, na co wskazują podpalenia obiektów w Polsce, rozwój ukraińskich band i swobodne działania ich służb. Możemy per analogiam posłużyć się historią II RP, i dalej wyczekiwać napaści i zamachów na konkretne osoby. Jeśli natomiast nastąpi jakiś poważny kryzys państwa i władza nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa Polakom na terytorium Polski, możemy spodziewać się powtórki z tego, co było na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. Nie zrobiliby oczywiście tego sami, ale jako narządzie na komendę, aby oczyścić Polskę z Polaków, tak, jak to zrobili na Kresach. Chętnych do oczyszczenia Polski z elementów niepożądanych jest dwóch: Niemcy i talmudyści. I oni właśnie mają wielkie wpływy na Ukrainie.

Po 1991 r. wielu Polaków zadawało sobie pytanie, czy możliwa jest tożsamość ukraińska inna, niż banderowska. Ostatnie lata rządów Zelenskiego pokazały, że nie. Nie mają całej głębi kulturowej i historycznej, a podatni są na kult siły i darwinizm, stanowiące filozoficzne i antropologiczne podstawy nazizmu, syjonizmu i banderyzmu. Wszystko, co szlachetne w ich historii, związane jest albo z Rusią Kijowską, bytem zbyt odległym, aby stać się podstawą państwowości, poza tym częściowo już zaanektowanym przez Rosję, albo z Polską, której banderyzm nienawidzi, tak samo zresztą, jak wszystkich innych nacji, poza Niemcami i Amerykanami. Fundamentem tamtejszej myśli państwowej jest nienawiść i pogarda, w odróżnieniu od myśli polskiej, zbudowanej na miłości i pokoju między narodami. Złudzenia co do państwa ukraińskiego pękają nie tylko na skutek stosunku władz Chazarii do innych państw.

Bo reżim kijowski agresywny jest nie tylko wobec Polski, ale w ogóle wobec sąsiadów, i wszystkim swym dobrodziejom grozi zemstą i pożogą. Wielka bańka złudzeń pod tytułem Ukraina pęka przede wszystkim, gdy widzi się stosunek władzy kijowskiej do własnych obywateli. Obecna wojna ukraińska zaczęła się od ataku banderowców na obywateli Ukrainy pochodzenia rosyjskiego, mieszkających na Donbasie. Wszystko, co wydarzyło się dalej było już tylko konsekwencją krwiożerczych działań reżimu kijowskiego. Można spojrzeć, ilu obywateli Ukrainy skorzystało z pretekstu agresji rosyjskiej i wyjechało ze swojego kraju, aby szukać szczęścia gdzie indziej.

Przecież Ukraina to nie pustynia, to kraina mlekiem i miodem płynąca, spichlerz Europy, a ludzie stamtąd uciekają, częściowo tylko przez Putina, bardziej przez kaganów Nowej Chazarii. Trudno o inne odczucia, gdy się jest rabem, wyzyskiwanym przez oligarchów i zwierzyną, ściganą przez hycli, przeznaczoną na mięso armatnie. Bo ktoś sobie ubzdurał, że zrobi tam Nową Jerozolimę bez Słowian, i osadził swoich ludzie na tronie kijowskim. Nie jest możliwa obecnie inna tożsamość ukraińska, niż banderowska, i nie zmieni się to przez co najmniej sto lat. Aby było inaczej, Ukraińcy sami musieliby tego banderyzmu się wyzbyć, przegonić chazarów, wyrwać się spod władzy Usraela i dogadać się z sąsiadami, głównie z Rosją i Polską.

Tak jednak raczej nie będzie, Ukraina w końcu zostanie odzyskana przez Rosję, i jest to obecnie jedyna siła, która potrafi i chce sobie poradzić z banderyzmem. Polska dziś jeszcze jest na to za słaba, nie ma własnej elity politycznej i własnej polityki, ani nawet własnej wizji, to wszystko dopiero jest w tworzeniu, i najbliższe lata pokażą, czy Polacy to wykształcą, czy się do reszty poddadzą obcym wpływom. Jeśli Polacy nie wybiją Polski na niepodległość, wówczas każda potęga, która będzie chciała zaszkodzić lub coś odebrać Polsce będzie mogła wykorzystać reżim kijowski i Ukraińców w Polsce. Albo więc wybijemy się na niepodległość, albo ulegniemy banderyzmowi.

Aby jednak wybić się na niepodległość i nie dać się pokonać banderowcom Nowej Chazarii, wpierw musimy pozbyć się spośród nas dwóch samobójczych tendencji: szabesgoizmu i banderyzmu. Jeden warunkuje drugi, przy czym szabesgoizm jest pierwotny w stosunku do banderyzmu. Ten pierwszy polega na poddaniu się we wszystkim Żydom i spełnianiu wszystkich ich żądań, ten drugi na tym samym wobec banderowskiej Ukrainy. Oba nurty niszczą nas potężnie i blokują samodzielne myślenie państwowe, upajając iluzjami, które pryskają dopiero, gdy jest już za późno na działanie.

Podam trzy przykłady, znamienne i symptomatyczne, środowisk, które ukształtowały obecny stan umysłów w Polsce. Przykład pierwszy to grupa specjalistów od geopolityki z panem doktorem Jackiem Bartosiakiem na czele, mająca duże wpływy w środowisku PiS, główni dostarczyciele wiedzy i refleksji dla koncepcji polityki zagranicznej i obronnej, grupa osób wielce wpływowych. Z tego środowiska płynie pewność, że Polacy bardzo zyskują na współpracy z Ukrainą, że armia ukraińska broni nas przed inwazją Rosji, że Polska poprawiła swoją sytuację dzięki swojemu zaangażowaniu w wojnie przeciw Rosji po stronie Ukrainy. Najnowsze wyczyny władz kijowskich pan Bartosiak tłumaczy ich emancypacją z pozycji junior-partnera Polski, jakoby to Ukraińcy pokazali, że wygrywają wojnę z Rosją i robią to sami, a Polacy nie chcą im tego przyznać, bo myślą zbyt peryferyjnie. Być może na kształt tej refleksji ma wpływ żydowskie pochodzenie pana doktora, którego zresztą nie ukrywa.

Drugi przypadek to pan Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny Gazety Polskiej, dumny posiadacz medalu, przyznanego w 2014 r. przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy za zaangażowanie w walkę o wolność tego państwa. Zaangażowanie tych mediów w proukraińską narrację w Polsce jest oczywiste i znane i nie ma potrzeby tego rozwijać. Przypadek trzeci to tuzy Episkopatu z arcybiskupem kardynałem Grzegorzem Rysiem na czele. Mało jest w Polsce ludzi tak zasłużonych dla torowania wpływów żydowskich, a przykładem pomnikowym firmowany przezeń list Komisji Episkopatu Polski, ogłoszony w marcu 2026 r., wzywający katolików do synagogi, namawiający do przyznania się do antysemityzmu i uznania tego za grzech prywatny i publiczny. W dniu 29 czerwca 2026 r. przedstawiciele duchowieństwa przedstawili Polakom kolejny akt swojej wiary w postaci wspólnego apelu kardynałów Polski i Ukrainy o pojednanie obu narodów. Ze strony polskiej podpisali go kardynałowie: Konrad Krajewski, Kazimierz Nycz i Grzegorz Ryś, a z ukraińskiej grekokatolicy: kardynał Mykoła Byczok i arcybiskup Swiatosław Szewczuk.

Pojednanie służy dobru, i gdyby ten apel rzeczywiście takowe budował, sam poparłbym go gorąco. Ale pojednanie, aby było prawdziwe i nie stało się pozornym usprawiedliwieniem zbrodni przeszłych i przyszłych, musi bazować na prawdzie i wyznaniu win. Tymczasem ten apel wpisuje się w politykę historyczną Kijowa, aby nie mówić o szczegółach i okolicznościach, zrównywać katów z ofiarami i mówić mgliście o „tragedii wołyńskiej”, powołując się przy tym na autorytet Jana Pawła II. Pomija się też udział przedstawicieli duchowieństwa grekokatolickiego w uświęcaniu mordów. Podobnie wcześniejsze wezwanie do synagogi również powoływało się na Jana Pawła II.

Musimy raz na zawsze skończyć z tą pedagogiką wstydu, z przepraszaniem za cudze winy i z upraszaniem się naszych zdrajców, zdzierców i morderców o łaskawe pozwolenie do życia. Ludy, którym próbujemy się przypodobać uznają naszą podmiotowość dopiero wtedy, gdy okażemy naszą siłę. Turan dopiero wtedy będzie szanował Lacha, gdy przypomni sobie blask lackiej szabli. Chazar dopiero wtedy uszanuje kogokolwiek, gdy się go wykopie za drzwi. Ukraińcy dopiero wtedy uszanują Polaków, gdy przekonają się, że nie są frajerzy, ale polskie pany. Zanim jednak zaczniemy debanderyzować Ukrainę, musimy zdebanderyzować Polskę.

Oznacza to odsunięcie od wszelkich wpływów społecznych wszelkich ludzi, popierających banderyzm. Obejmuje to tych wszystkich, którzy wpuścili Polaków w ukrainozę, a do Polski wpuścili tych wszystkich Ukraińców. Ci, którzy ukrainizowali Polskę są jednocześnie banderystami, i nie traktujmy ich inaczej, bo praktycznym skutkiem ich działań jest wystawianie Polaków na łaskę banderowców. Za jedną okazją możemy też dokonać drugiego koniecznego dzieła: pozbyć się szabesgojów, bo dopóki tego nie zrobimy, oni z uporem maniaków będą nam tu chcieli zaprowadzić ukropolin. Musimy więc pozbyć się popisowych politruków, szabsgojskich propagandystów i duchowych przebierańców.

Tak więc, proszę państwa, niech łączą się antybanderowcy wszystkich krajów, a judobanderskie onuce won z Polski.

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

______________

Debanderyzację czas zacząć, Bartosz Kopczyński, 1 lipca 2026

W co gra Zełeński?

W co gra Zełeński?

Posted by Marucha w dniu 2026-07-02 marucha/w-co-gra-zelenski

Aby zrozumieć obecną sytuację na Ukrainie przypomnieć musimy sobie, że zarówno Zełeński – jak też całe jego otoczenie – to żydzi.
Tacy – najgorszego sortu.

Omotali Ukraińców obietnicą likwidacji korupcji i wymuszeń na Ukrainie – przez co udało się im przejąć władzę na Ukrainie – autoryzowaną przez klauna Zełeńskiego.


A wtedy korupcja dopiero wystrzeliła.

Atak Putina na Ukrainę jest dla mnie wielką zagadką.

Całkowicie nieprzygotowany militarnie i politycznie – poniósł porażkę w pierwszych dniach wojny.
Ogromnie ważną rolę miała Polska – gdy przyjęła kilka milionów uciekinierów, a w drugą stronę bezinteresownie wysłała broń. Równocześnie wysłaliśmy ogromnie ilości żywności i innych towarów.

Zełęński wtedy zobaczył, że ma do dyspozycji nieewidencjonowany towar – z którym może zrobić co chce.
I on – oraz jego wspólnicy handlowali darami od Polaków.

Ale największe pieniądze zebrał – gdy Amerykanie przesłali Ukrainie od 100-300 miliardów dolarów.
Defraudacja tych pieniędzy była tak ogromna, że kupowali sobie jachty, wille na lazurowym wybrzeżu, a na Ukrainę szły transporty Maybachów – co sam widziałem.

Równocześnie Ukraińcy rozplenili się po całej Europie – przejmując ośrodki w centrach wielkich miast.
Cała Europa finansuje Ukraińców, a nieRząd Tuska zgodził się oddawać ukraińskim część z polskiego PKB (!)

Pomoc Polski dla Ukrainy stanowi od około 3,8% do 6,7% polskiego PKB podczas gdy na całą Służbę Zdrowia przeznacza się 6% PKB.

Po co więc w takiej sytuacji Zełeński rozpoczął z Polakami wojnę o banderowców?

Ukraińcy mają koncesje w całej Europie.
Unia Europejska dała im prawie tyle samo praw – co posiadają członkowie UE.
Jednocześnie Ukraina nie musi spełniać ŻADNYCH warunków obowiązujących członków UE.

A gdyby rozpoczął się „proces stowarzyszeniowy” to światło dzienne ujrzałaby niewyobrażalna dla nas skala korupcji panująca na Ukrainie.
Europejczycy mogli by się dowiedzieć – jak rozgrabiono dary dobrego serca.

Zełeński i jego klika nie chcą do tego dopuścić.
Dlatego chcą zawieszenia wszystkich procedur stowarzyszeniowych, ale odpowiedzialność za to zwalić na innych.

Trudno o większą bezczelność – jak nazwanie oddziału wojskowego imieniem UPA.
To musiało skończyć się protestem Polaków i zapowiedzią, że „z Banderą Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej”.

Teraz Zełeński ma uzasadnienie, że to „przez Polaków Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej”, a monstrualna korupcja na Ukrainie znika z pola widzenia.
I taki był od samego początku plan z nazwaniem jednostki wojskowej imieniem banderowców.

2 lipiec 2026
Artur Łoboda http://zaprasza.net

Kto tu naprawdę decyduje?

Kto tu naprawdę decyduje?

Marek Wojcik 02.07.2026 r.world-scam./kto-tu-naprawde-decyduje

Do napisania dzisiejszego artykułu zainspirował mnie najnowszy wpis w biuletynie Andrzeja Korybko: Polska mogłaby szybko zdenazyfikować Ukrainę bez oddania ani jednego strzału, ale Tusk odmawia. Źródło.

Wszystko, co musiałby zrobić, to zagrozić, że Polska przestanie pełnić funkcję państwa tranzytowego dla 90% ukraińskiego importu sprzętu wojskowo-technicznego z NATO, co albo wystarczyłoby, aby Ukraina zastosowała się do warunków przed odcięciem, albo prawdopodobnie uczyniłaby to wkrótce potem, — ale brakuje mu woli politycznej.

Bardzo podobają mi się artykuły Andrzeja Korybko. Przekazują nietuzinkowe spojrzenie na geopolityczną sytuację w naszym zakątku świata. Także ostatni przedstawiony powyżej artykuł określiłbym podobnie. Kwestią, którą chciałbym się dzisiaj zająć, jest słowo w tytule „mogłaby”. Na pytanie: czy Polska mogłaby zablokować dostawy wojskowe NATO na Ukrainę, odpowiedź jest jednoznaczna – tak. Tyle że, jak w przysłowiowym powiedzeniu o saperze – Polska mogłaby tylko raz się tak pomylić.

Polska nie jest jedynym krajem, przez który jest wysyłana natowska broń na Ukrainę.

Osobiście wcale nie uważałbym tego za błąd. Dlaczego nie może dojść do podjęcia decyzji o blokadzie transferu broni przez NATO na Ukrainę? Ponieważ Polska nie jest suwerennym krajem. Podobnie jak większość państw europejskich. Europejscy politycy nie zasługują na miano „mężów stanu”. Znacznie lepiej pasowałoby „sługusy globalistów”. To właśnie dla nich od ponad 30 lat organizowano w Davos szkołę przekształcania świata w kierunku globalizmu zwaną Young Global Leaders. Dlatego dzisiaj marionetki zarówno lewicy jak prawicy przepychają globalistyczne prawa przez posłusznych finansowym motywom lub zwykłemu szantażowi parlamentarzystów.

Globaliści opanowali ONZ, Komisję Europejską i wiele instytucji w szeregu krajów świata. Także rządy w Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i w większości krajów UE.

Sytuacja nielegalnego prezydenta. Ukrainy jest jeszcze bardziej zawiła. Żadne groźby nie są w stanie zmusić go do wystąpienia przeciwko własnym oddziałom Azowa, które są opanowane przez faszystowskie – zorganizowane przy pomocy CIA – banderowskie bojówki.

29.06.2026 r. Ukraiński oligarcha Wadim Ermolaev, objęty sankcjami przez Zełenskiego, wraz z żoną i nastoletnim synem odniósł ciężkie obrażenia w wyniku wybuchu w Monako.
Sprawca zostawił torbę z bombą i uciekł.
Wygląda na to, że Zełenski zlecił zamach w Monako, aby ukarać go za powiązania z Rosją.

Moim zdaniem trzy światowe potęgi, pomimo trwających zastępczych potyczek w stylu ukraińsko-irańskim, są w głównych celach ze sobą dogadane. I mam nadzieję, że ta „koalicja” wymierzona jest przeciwko czwartej potędze na świecie – globalizmowi.

Putin zakończył kolejną plandemię: hantawirusa.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

The NY Times kłamie na temat rosyjskich i ukraińskich ofiar

The NY Times kłamie na temat rosyjskich i ukraińskich ofiar

2 lipca 2026 Larry C. Johnson sonar21/the-ny-times-lies-about-russian-and-ukrainian-casualties

„NY Times” opublikował w środę skandaliczny artykuł, który utrwala mit, że Ukraina zadaje Rosji ogromne ofiary. Przypuszczam, że jest to tylko kolejna część propagandowej gry, aby oszukać amerykańską opinię publiczną na temat szans Ukrainy na zwycięstwo w wojnie z Rosją. Zacznijmy od śmiesznych twierdzeń NY Times:

Rosyjskie ofiary: Szacowane na ponad 1,1 miliona (zabitych i rannych) od czasu rozpoczęcia inwazji na pełną skalę w lutym 2022 r. Rosja traci żołnierzy w wysokim tempie, ale nadal uzupełnia siły poprzez rekrutację i skazanych. Rosjanin zabity w akcji (KIA): Około 350.000 – 400.000.

Ofiary ukraińskie: Szacowane na około 400.000–500.000 ogółem (zabitych i rannych). Straty Ukrainy były poważne, szczególnie w latach 2025-2026, z powodu rosyjskiej artylerii i przewagi dronów. Ukraiński zabity w akcji (KIA): Około 180.000 – 220.000.

To jest kompletna bzdura.

Zacznijmy od rosyjskiej/ukraińskiej wymiany ciał żołnierzy. Giełdy mają dwie odrębne fazy. Począwszy od marca 2022 roku, Rosjanie i Ukraińcy dokonali nieformalnych, niewielkich repatriacji, które trwały okresowo do 2022, 2023 i 2024 roku. Wymiana została ułatwiona przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża jako jeden z niewielu działających kanałów humanitarnych między obiema stronami, nawet po zerwaniu stosunków dyplomatycznych.

Zakrojony na szeroką skalę, uregulowany program rozpoczął się 11 czerwca 2025 r., kiedy to odbyła się pierwsza formalna wymiana w ramach porozumień stambulskich – w tym początkowym przekazaniu zwrócono 1.212 ukraińskich ciał. Ramy Stambułu, uzgodnione podczas bezpośrednich rozmów Rosji-Ukrainy w Turcji pod koniec maja i na początku czerwca 2025 r., zobowiązały obie strony do wymiany 6 tys. ciał w mniej więcej miesięcznym okresie.

Od czerwca 2025 r. stosunek ciał ukraińskich powrócił w porównaniu z rosyjskimi ciałami powrócił na około 35–37 do 1. Jak wyjaśniła platforma analityczna VoxUkraine z siedzibą w Kijowie, bezpośrednio odzwierciedla to asymetrię wojny lądowej: posuwające się siły rosyjskie zdobywają ukraińskie pozycje i ciała ukraińskich obrońców, którzy zginęli, trzymając je, podczas gdy Ukraina odzyskuje w zamian stosunkowo niewiele rosyjskich ciał. Innymi słowy, nie ma sytuacji patowej i Ukraina się wycofuje, nie rozwijając się od czerwca 2025 roku.

Według stanu na grudzień 2025 r., Poczta Kijowska powróciła do wszystkich ukraińskich ciał, które powróciły do około 16.000 od początku inwazji na pełną skalę. Dodając trzy udokumentowane giełdy 2026 do kwietnia (3,000 więcej), liczba ta wynosi około 19.000 ukraińskich ciał repatriowanych w sumie. To wyraźnie kontrastuje z całkowitą KIA Rosji odzyskaną w tym samym okresie – około 500 -600 ciał. Jednak NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja ma ofiar ponad dwukrotnie więcej niż Ukraina.

Następnie przyjrzyjmy się dysproporcji w ogniku artylerii. Artyleria, do połowy 2025 roku, pozostała podstawową bronią do zabijania i ranienia żołnierzy po obu stronach. W całej pełnej wojnie Rosja wystrzeliła około 3 do 4 razy więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina – zgodnie z oceną RUSI, że „Rosja wystrzeliła średnio około cztery razy więcej rund niż Ukraina od początku inwazji”. Wskaźnik ten różnił się diametralnie w granicach tej średniej: tak niski, jak 1:1 na krótko latem 2023 r., Kiedy zachodnia amunicja dotarła na Ukrainę w dużej ilości, a nawet 10:1 w najgorszych miesiącach początku 2024 r.

Najważniejszym wydarzeniem jest to, co Instytut Nowoczesnej Wojny West Point określił jako „przemysłowe okno”. W 2025 roku Rosja produkowała około 7 milionów nabojów rocznie – około 19.000 dziennie – podczas zużywania około 10.000-15.000 dziennie. Oznacza to, że Rosja w 2025 roku odbudowywała swoje zapasy, a nie ściągając je, po raz pierwszy od 2022 roku. „Okno zamknie się” dla Rosji tylko wtedy, gdy zachodnie dostawy na Ukrainę mogą albo wypchnąć ukraińską konsumpcję ponad rosyjską produkcję, albo jeśli ukraińskie głębokie uderzenia na zakłady amunicji i składy wystarczająco zdegradują rosyjską przepustowość.

Poniższe tabele ilustrują przerażającą dysproporcję w wystrzałach artylerii:

Po raz kolejny NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja, która strzela prawie czterokrotnie więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina, cierpi podwójnie…

Co z dronami? Rosja wyrządza Ukrainie znacznie więcej szkód poprzez swoją kampanię dronową, niż Ukraina wyrządza Rosji poprzez jej równoważny program. Rosja wystrzeliła ponad 54 tys. dronów typu Shahed przeciwko Ukrainie tylko w 2025 roku, w trwałym tempie 135–200 dziennie. Ukraińska kampania dalekiego zasięgu dronów przeciwko Rosji osiągnęła prawdziwe wyniki operacyjne – ataki rafinerii są udokumentowane, szkody w rosyjskich dostawach paliwa są realne, a publiczne przyznanie się Putina do wewnętrznego kryzysu paliwowego potwierdza to. Ale skala i ludzkie koszty tego, co absorbuje Ukraina, znacznie przekracza to, co pochłania Rosja.

Problemy Ukrainy z rosyjskiej kampanii dronów to egzystencjalna presja na społeczeństwo, które pochłania już 30 tys.–34 tys. ofiar wojskowych miesięcznie. Krótko mówiąc, siły dronów Rosji są większe, produkują na większą skalę, skutecznie uderzają w kolejne cele i wyrządzają więcej szkód swojemu przeciwnikowi. Jednak NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja podwójnie traci ludzi, w porównaniu z ofiarami Ukrainy.

Ostatni, ale na pewno nie mniej ważny, nie zapomnij o bombach szybowcowych FAB. Termin ten jest używany luźno do pokrycia radzieckich bomb wolno-spadających – FAB-500 (500 kg), FAB-1000 (1,000kg), FAB-1500 (1,500kg) i FAB-3000 (3,000kg) – wyposażony w zestaw UMPK (Universal Glide and Correction Module), około $ 20,000 dodatkowy pakiet wyskakujących skrzydeł i sterowanych pocisków satelitarnych, który przekształca głupią bombę żelazną. UMPK daje FAB-500 zasięg 60-70 km, a nowsze wersje rozszerzają się do 100-200 km.

Od 2023 roku Rosja zrzuciła około 125.000–135,000 bomb ślizgowych na ukraińskie pozycje obronne. Kampania bomby szybowcowej odegrała znaczącą rolę w postępach wojskowych Rosji. Upadek Awdijówki, Torecka i Pokrowska był poprzedzony intensywnym przygotowaniem bomby ślizgowej, które zniszczyły fortyfikacje szybciej, niż Ukraina mogła je naprawić lub wzmocnić. A jednak NY Times chce, żebyśmy uwierzyli, że te bomby ledwo zabiły lub zraniły ukraińskich żołnierzy, którzy obsadzają pozycje obronne. 125.000 bomb i kilka, jeśli w ogóle, ofiar...

Na koniec przejdźmy do Mediów. Według danych zebranych za pośrednictwem odniesionych źródeł otwartych — tj. nekrologów, aktów zgonu cywilnego, grobów geolokalizowanych, ogłoszeń w mediach społecznościowych, raportów mediów regionalnych, zawiadomień o pogrzebach i zapisów cmentarzy – rosyjski KIA [soldiers killed in action ], potwierdzony nazwiskiem, wynosi 227,700 na dzień 19 czerwca 2026 r. Jest to liczba pojedynczych rosyjskich zgonów wojskowych, które potwierdziła Mediazona, BBC News Russian i zespół ochotników.

Zachód nadal kłamie na temat rosyjskich strat, jednocześnie beztrosko ignorując oszałamiające straty Ukrainy… Szacuje się, że ukraińskie KIA przekracza 1,5 miliona. I zginęli za co? Poświęcony zachodnim hegemonicznym ambicjom.


Oto mój najnowszy film Counter Currents… tylko 12 minut:

Dwie wojny Ukrainy: Battlefield vs. Narracja | Ex-CIA Analityk

Pepe i ja zrobiliśmy kolejną prezentację protokołu przejściowego:

ŁAMIĄCA PEPE UJAWNIA: Tajna notatka Iranu ląduje w Rijadzie-Iranie jest „gotowa na wojnę”.

Wróć ponownie z Edmundem DeMarche, redaktorem Trends Journal:

Wojna w Iranie rozbiła mit o wyższości militarnej USA, mówi Larry Johnson

Zawsze doceniam szansę na rozmowę z Dr. David Oualalou:

Perska trop: zaufanie, odstraszanie i próg nuklearny! W/Larry Johnson

Nima i ja rozmawialiśmy o cieśninie Ormuz i najnowszych wydarzeniach na Ukrainie:

Larry Johnson: Trump na krawędzi, gdy Iran buduje strategiczne zapasy na następny pojedynek

Dowiedziałem się od Mario, że JD Vance przyznał, że USA podpisały protokół ustaleń, aby kupić czas na uzbrojenie i zaopatrzenie:

VANCE ZAMKNIJ IRAN TOPPLE PLOT, TEHERAN ZAMYKA PRZESTRZEŃ POWIETRZNĄ – w/ Fmr. CIA Larry’ego Johnsona

Sulajman skupił się początkowo na ostatnich masowych uderzeniach Rosji na Kijów:

ŁAMANIE: DUŻE UDERZENIA W ROSJĘ NA KIJÓW, JD VANCE POPEŁNIA ZDRADĘ? w/ CIA Larry Johnson

Na koniec Stanisław Krapiwnik i ja omówiliśmy jego najnowszą podróż do Donbasu:

Larry Johnson Drodzy generałowie: Bye Bye Persian Gulf

Ukraina i koniec NATO

Scott Ritter: Ukraina i koniec NATO

Scott Ritter: Zostałem zaproszony do wygłoszenia przemówienia na konferencji w Stambule pt. „Bezpieczeństwo globalne a konferencja NATO”, zorganizowanej przez Centrum Badawcze Inicjatywy Globalnych Cywilizacji. Oto moje przygotowane wystąpienie.

W związku z tym, że konflikt między Rosją a Ukrainą wkracza w piąty rok, nadszedł najwyższy czas, aby państwa członkowskie NATO dokonały oceny sytuacji i zastanowiły się, co to oznacza dla przyszłości sojuszu transatlantyckiego. Zachodnie media głównego nurtu i ich platformy w mediach społecznościowych propagują narrację skupioną na ‚zmęczeniu Rosji’, odporności Ukrainy i determinacji Zachodu, wyraźnie czerpiąc przyjemność z podkreślania argumentów opartych na stworzonej przez Rosję sytuacji, która ciągnie się już dłużej niż Wielka Wojna Ojczyźniana z lat 1941–1945. Ta narracja jest zgodna z oficjalnym stanowiskiem większości państw członkowskich NATO, co nie dziwi, biorąc pod uwagę bliskie powiązania między mediami kontrolowanymi przez korporacje a rządami, które utrzymują z tymi korporacjami relacje typu ‚drzwi obrotowe’.

Ten obraz jest celowo mylący, ponieważ nie ma odzwierciedlać prawdy opartej na faktach, lecz raczej rozpowszechniać fikcję, mającą na celu manipulowanie opinią publiczną w sposób umożliwiający podtrzymywanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego aż do zamierzonego końca – strategicznego pokonania Rosji. Cel ten jest oficjalnym stanowiskiem NATO i jego kluczowych państw członkowskich i był wielokrotnie potwierdzany od czasu jego pierwotnego sformułowania w maju 2022 roku. Koncepcja opiera się na trzech filarach: załamaniu gospodarczym Rosji spowodowanym sankcjami gospodarczymi, wyczerpaniu militarnym Rosji w wyniku niekończącej się wojny finansowanej przez zbiorowość Zachodu oraz rozpadzie rosyjskich struktur społecznych, co ma doprowadzić do obalenia rosyjskiego rządu prezydenta Władimira Putina.

Jednak ta koncepcja ma poważną wadę: jest nieskuteczna. Rosyjska gospodarka rośnie, zamiast się kurczyć, i udało jej się znaleźć równowagę między potrzebami ekonomicznymi społeczeństwa konsumpcyjnego a masową ekspansją przemysłu zbrojeniowego – do tego stopnia, że Rosja prześciga obecnie swoich zachodnich konkurentów w produkcji broni krytycznej. Rosyjska armia staje się silniejsza, a nie słabsza, i odnosi sukcesy na skomplikowanym polu bitwy – pomimo wysiłków całego Zachodu, by ją osłabić poprzez pozornie niekończącą się wojnę zastępczą z Ukrainą. Co więcej, rząd prezydenta Rosji Władimira Putina nadal cieszy się poparciem nie tylko większości rosyjskiego społeczeństwa – frustrując tych, którzy marzą o sprowokowaniu ‚moskiewskiego majdanu’ – ale także świata poza wąskimi ramami wspólnoty transatlantyckiej.

Te same filary, które plan działania NATO ma na celu zdemontować w Rosji, w rzeczywistości kruszą się w samym NATO. Kryzys energetyczny, wywołany przez dobrowolne odcięcie się Europy od rosyjskich dostaw energii i zaostrzony wojną na Bliskim Wschodzie, doprowadził kilka dużych europejskich gospodarek na skraj załamania.

Siła militarna NATO znacznie zmalała w latach od upadku Związku Radzieckiego, do tego stopnia, że żaden z członków NATO nie jest w stanie skutecznie prowadzić na dużą skalę bitew lądowych w Europie, takich jak te, które obecnie toczą się między Rosją a Ukrainą.

Koszty związane z rozbudową sił NATO do poziomu niezbędnego do konfrontacji i pokonania armii rosyjskiej są zaporowo wysokie, co stanowi nieosiągalne cele dla większości, jeśli nie wszystkich, krajów europejskich, biorąc pod uwagę ogólnie opłakany stan europejskiej gospodarki. Ostatecznie elity polityczne i gospodarcze, które przejęły i utrzymały władzę w Europie w ciągu ostatnich trzech dekad, same są odsuwane na boczny tor. Wielka Brytania miała czterech premierów w ciągu czterech lat. Rząd niemiecki stoi na krawędzi upadku, podobnie jak rząd francuski. Krótko mówiąc, te same cele, które NATO zamierzało narzucić Rosji, są realizowane – nieumyślnie, ale skutecznie – w samych państwach członkowskich NATO.

Najbardziej szokującym aspektem obecnej sytuacji jest to, że nie jest to produkt uboczny krótkoterminowej błędnej kalkulacji, lecz rezultat dekad polityki. Jeszcze przed oficjalnym powstaniem NATO Stany Zjednoczone i Wielka Brytania planowały uczynić z terytorium Europy Środkowej, które obecnie obejmuje Ukrainę, ‚truciznę’  dla idei Wielkiej Rosji. Zarówno Jałta, jak i Poczdam posłużyły do odcięcia Rosji od terytoriów należących do Ukrainy w 2021 roku. CIA otwarcie współpracowała z byłymi pracownikami i organizacjami nazistowskiego wywiadu, budując antyrosyjski ruch oporu na Ukrainie, rekrutując jego członków z najgorszych zachodnich ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, w tym tych kierowanych przez Stepana Banderę i Andrieja Melnyka.

Nawet po tym, jak Związek Radziecki zmiażdżył resztki tych pronazistowskich sił w latach 1954–1955, USA i NATO nadal fantazjowały o współpracy z ocalałymi elementami ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Amerykańskie siły specjalne planowały utworzenie rodzimych ruchów oporu na terytorium ZSRR, podczas gdy CIA propagowała odrażającą ideologię ukraińskiego nacjonalizmu poprzez bezpośrednie finansowanie i wsparcie szkoleniowe – praktyka ta trwała nieprzerwanie do 1990 roku.

Po zakończeniu zimnej wojny NATO współpracowało ze Stanami Zjednoczonymi w celu destabilizacji Rosji, pomagając w instalowaniu w Kijowie antyrosyjskich, proukraińskich rządów. Rozszerzenie NATO odbywało się w tajemnicy; prawdziwe motywy były ukrywane przed opinią publiczną przez tych, którzy postrzegali Rosję jako słabą i podatną na zwodnicze narracje. NATO było wspierane przez różne organizacje pozarządowe, które przeznaczały pieniądze i zasoby na realizację planu mającego na celu uczynienie wojny z Europą i NATO nieuniknioną.

W 1993 roku George Soros, który w dużym stopniu zaangażował się w zmianę reżimu w Rosji, opublikował artykuł, w którym pisał o nieuchronności i konieczności przemocy między NATO a Rosją. Soros otwarcie przyznał jednak, że NATO jako instytucja nie byłoby w stanie przetrwać konfliktu, w którym ciała setek tysięcy żołnierzy zostałyby odesłane do domu w workach na zwłoki. Zamiast tego, argumentował Soros, NATO musiałoby dostarczyć swój arsenał wojskowy wschodnioeuropejskiemu, nienależącemu do NATO państwu, które walczyłoby z Rosją jako pełnomocnik NATO.

Ten pełnomocnik zawsze był jednoznacznie identyfikowany jako Ukraina. Pomarańczowa rewolucja z 2004 roku była wspieraną przez NATO i finansowaną przez Sorosa operacją, mającą na celu zastąpienie prorosyjskiego Wiktora Janukowycza ukraińskimi nacjonalistami, takimi jak Wiktor Juszczenko, który otwarcie podzielał ideologię Stepana Bandery. Osiągnęła sukces.

Po politycznym powrocie Janukowycza w 2010 roku NATO wsparło wysiłki USA i UE zmierzające do przeprowadzenia w lutym 2014 roku brutalnego zamachu stanu, który obalił Janukowycza i zastąpił go ukraińskimi nacjonalistami – celowo stwarzając wydarzenia, które doprowadziły Rosję do rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku.

Współudział NATO w tej operacji jest oczywisty – NATO utworzyło na Ukrainie centra szkoleniowe, których misją było zbudowanie ukraińskiej armii zdolnej do przeciwstawienia się armii rosyjskiej. Działanie to jest dosłowną realizacją wizji Sorosa z 1993 roku, dotyczącej armii wschodnioeuropejskiej wyposażonej w sprzęt NATO.

I jest to sedno dzisiejszej sytuacji militarnej między Ukrainą a Rosją, gdzie miliony Ukraińców i miliardy dolarów z ukraińskich zasobów zostały poświęcone, aby umożliwić NATO nie do końca tajną wojnę z Rosją. Wojnę, którą NATO przegrywa z dużą przewagą.

Jak wiadomo, pierwszy Sekretarz Generalny NATO, Lord Ismay, stwierdził, że misją NATO jest „trzymanie Rosjan na dystans, Amerykanów w środku, a Niemców pod kontrolą”. Dziś widzimy NATO, z którego Amerykanie się wycofują, w którym Niemcy odzyskują siły, a Rosjanie są zmuszani wbrew swojej woli do bezpośredniej konfrontacji z NATO, które aktywnie dąży do wojny z Rosją do końca dekady.

Należy zauważyć, że NATO nie może sobie pozwolić na zbudowanie sił zbrojnych niezbędnych do zwycięstwa w bezpośrednim konflikcie z Rosją, a jakakolwiek wojna między NATO a Rosją nieuchronnie doprowadziłaby nie tylko do gospodarczej ruiny państw członkowskich, ale także do fizycznego zniszczenia społeczeństw, dla których ochrony NATO rzekomo zostało powołane.

W przyszłym miesiącu NATO zbierze się w Ankarze, aby omówić przyszłość organizacji, która straciła legitymację wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i może usprawiedliwić swoje istnienie jedynie poprzez ożywienie zagrożenia ze strony Rosji poprzez prowokowanie Moskwy za pomocą wojny zastępczej na Ukrainie. W obecnej sytuacji planowana przez NATO konfrontacja z Rosją jest dosłownie paktem samobójczym. Doprowadzi ona do klęski NATO i prawdopodobnego zniszczenia Europy. Szczyt w Ankarze może okazać się ostatnim szczytem NATO w historii. Europa zachowuje się dziś jak wściekły pies, a jedynym sposobem, aby społeczność mogła się przed nim obronić, jest zastrzelenie psa. Rosja przygotowuje się do zastrzelenia europejskiego psa.

Zapobieganie wojnie musi być priorytetem NATO w przyszłości. Wymaga to zaakceptowania gorzkiej prawdy, że zwycięstwo Rosji nad Ukrainą jest nieuniknione i że każda próba NATO, by osiągnąć alternatywny wynik poprzez eskalację konfliktu między Rosją a Ukrainą, doprowadzi jedynie do bezpośredniego konfliktu z Rosją, którego NATO nie może wygrać – a który prawdopodobnie wywoła wojnę nuklearną, która na zawsze zakończy eksperyment europejskiej cywilizacji.

NATO gra w niebezpieczną rosyjską ruletkę, gdzie każda komora nabojowa jest załadowana, a wynik jest pewny. Chyba że przestanie grać w tę grę. Wybór jest jasny – życie albo śmierć dla Europy i sojuszu transatlantyckiego. A decyzja zapadnie w przyszłym miesiącu w Ankarze. Dokonajmy mądrego wyboru.

Co dalej z Ukraińcami?

Co dalej z Ukraińcami?

Mateusz Piskorski myslpolska/co-dalej-z-ukraincami

Na fali słusznego oburzenia narastającą falą banderyzmu na Ukrainie w Polsce nabrzmiewa coraz bardziej radykalna odpowiedź. Celują w niej ci, którzy jeszcze niedawno uniżenie płaszczyli się przed Kijowem, sami mianując się „sługami Ukrainy”.

Choćby były polityk Platformy Obywatelskiej, a do niedawna poseł Prawa i Sprawiedliwości – uosobienie karierowiczostwa i bezideowości polskiej polityki, Janusz Kowalski. Nawoływał on do deportacji wszystkich Ukraińców, którzy znaleźli się u nas w ostatnich latach, także tych, którzy faktycznie uciekli przed śmiercią.

Zastanówmy się co takie propozycje – cieszące się niezmiennie wysoką popularnością wśród Polaków, którzy dość już mają wyraźnie nadmiernej liczby często niezbyt wdzięcznych za schronienie gości – oznaczają z punktu widzenia realistycznie ujmowanego bezpieczeństwa państwa, a także etyki. Z tą drugą zadanie będzie wyraźnie prostsze. Jeśli uznajemy życie ludzkie za wartość samą w sobie, to nie powinniśmy wydawać ludzi na niemal pewną śmierć.

Jeżeli uznajemy pokój za zawsze lepszy od wojny i zniszczenia – powinniśmy udzielić schronienia potencjalnym ofiarom taktyki rzucania mięsa armatniego w bój przez Siły Zbrojne Ukrainy. Dylemat etyczny rozwiązać zatem można od ręki: zostawiamy Ukraińców, również tych w wieku poborowym, na naszym terytorium.

Sprawa przestaje być tak jasna i prosta, gdy przejdziemy na płaszczyznę geopolityki i bezpieczeństwa, czyli obszary, w których sentymenty moralne z definicji nie powinny odgrywać żadnej roli. Wysłanie na Ukrainę mężczyzn w wieku poborowym, którzy schronili się w Polsce i Europie przed okrutną wojną, wzmacnia doraźnie Siły Zbrojne Ukrainy, choć nie jest w stanie przeważyć szali zwycięstwa na rzecz Kijowa. Można jednak przypuszczać, że przedłuży konflikt zbrojny.

W naszym interesie ekonomicznym jest jak najszybszy powrót do relacji handlowych, w tym współpracy energetycznej z Rosją. Eliminujemy z tych rozważań głosy nieracjonalne i pozbawione logicznej argumentacji, mówiące o tym, że po upadku / kapitulacji Ukrainy my będziemy następnym krajem przeznaczonym do ataku przez Rosję. Wszystko wskazuje na to, że nie będziemy. Ryzyko zaatakowania nas punktowymi uderzeniami rakietowymi i dronowymi wzrastać będzie wraz kolejnymi próbami eskalacyjnymi podejmowanymi przez Kijów.

Im większe będzie bowiem natężenie i długotrwałość konfliktu, tym większe prawdopodobieństwo, że strona rosyjska podejmie decyzję o zaatakowaniu tyłów przeciwnika. A tymi tyłami, zapleczem logistycznym jesteśmy właśnie my i nie mamy zbyt wielkiego wpływu na rolę, którą pełnimy, przynajmniej dopóki jesteśmy kolonią anglosaską, państwem wchodzącym w skład agresywnego NATO i coraz bardziej wojowniczej Unii Europejskiej. Możemy zatem uznać, że w naszym, polskim interesie jest jak najszybsze zakończenie działań zbrojnych. Interesować nas powinno również to, by przyszła Ukraina nie miała potencjału podejmowania działań agresywnych, zaczepnych lub szerzących chaos na naszym, sąsiednim terytorium.

Idealna byłaby jej odbudowa i polityczne odrodzenie jako kraju neutralnego, rozbrojonego i rezygnującego z tożsamości neobanderowskiej. Jakimi środkami cel ten może zostać osiągnięty? To już nie nasze zmartwienie. Powinniśmy jedynie liczyć na to, że ścierające się na ukraińskich stepach mocarstwa dojdą w końcu do wniosku, że mają już dość. A także – że nie dojdą do wniosku, iż czas przestrzeń wojny rozszerzyć o ziemie polskie. A zatem – nasze bezpieczeństwo wymaga jak najszybszego zakończenia wojny, które możliwe jest przy brakach dodatkowych rezerw mobilizacyjnych Kijowa. Krótko mówiąc, z tego punktu widzenia powinniśmy zgodzić się na pozostawanie na naszym terytorium ukraińskich uchodźców przed śmiercią na froncie.

Nie wszystko jest jednak tak jednoznaczne. Jak doskonale wiemy, zbyt liczna mniejszość narodowa może być źródłem destabilizacji oraz zagrożeń wynikających z możliwości jej instrumentalnego wykorzystania przez obce podmioty. W tym wypadku mówić możemy z jednej strony o wzrastającej przestępczości, ale z drugiej również o ryzyku wykorzystania imigrantów ukraińskich przez tamtejsze służby specjalne do aktów terroru na naszym terytorium. Nietrudno przecież wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś jest szantażowany i straszony groźbami pod adresem członków jego rodziny na Ukrainie przez SBU, by zdecydował się na realizację poleceń typu podpalenia czy zamachy na Polaków znajdujących się na słynnej liście Myrotworiec.

Jakie jest zatem rozwiązanie? Nie ma żadnego dobrego. Model kompromisowy może polegać na przyznawaniu Ukraińcom w wieku poborowym specjalnego, czasowego azylu politycznego przy jednoczesnym nadzorowaniu ich przemieszczania się i funkcjonowania w Polsce. Nie byłoby to łatwe, ale warto rozważyć optymalny wariant.

Mateusz Piskorski Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)