Miller: Koniec doktryny Giedroycia

Koniec doktryny Giedroycia

Decyzja  Karola Nawrockiego o odebraniu  Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego jest uzasadniona i zasługuje na szacunek. Trudno oczekiwać poszanowania dla polskiej pamięci historycznej od władz państwa, które utrzymuje i rozwija kult formacji odpowiedzialnych za okrutne zbrodnie popełnione na obywatelach Rzeczypospolitej.

Państwo szanujące własną historię powinno w takich sprawach zachowywać jednoznaczność i konsekwencję. Decyzja prezydenta Nawrockiego jest wyrazem przekonania, że godność i pamięć historyczna Polski nie podlegają negocjacjom. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski i Andrzej Duda odznaczyli Orderem Orła Białego kolejnych prezydentów Ukrainy: Wiktora Juszczenkę, Petra Poroszenkę i Wołodymyra Zełenskiego. Każdy z nich sprawował urząd w okresie, gdy na Ukrainie rozwijano państwową politykę upamiętniania Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, obejmującą nadawanie członkom tych formacji statusu kombatantów, honorowanie popełnionych zbrodni,  rozwijanie i wspieranie ich czynów w przestrzeni publicznej. W Polce panowało w tej sprawie kłopotliwe milczenie.

Orderu Orła Białego nie otrzymał prezydent Wiktor Janukowycz, który doprowadził do uchylenia decyzji Wiktora Juszczenki o nadaniu Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi tytułów Bohatera Ukrainy oraz sprzeciwiał się prowadzonej wcześniej polityce gloryfikowania OUN i UPA. Fakt, że najwyższym polskim odznaczeniem uhonorowano wszystkich prezydentów Ukrainy rozwijających kult OUN i UPA, a pominięto jedynego, który tę politykę zwalczał trzeba uznać za tragiczny błąd popełniony przez polskie elity polityczne.

Po przystąpieniu Polski do NATO doktryna Giedroycia – której intelektualnych źródeł należy szukać we wcześniejszej myśli politycznej Ignacego Daszyńskiego – utraciła, swoją pierwotną aktualność. Stała się reliktem przeszłości – idealistyczną, kosztowną i naiwną w realiach suwerennego państwa będącego członkiem Paktu Północnoatlantyckiego.

[z viki: . Jej sercem jest program ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś), który zakłada całkowite wyrzeczenie się przez Polskę przywódczych ambicji na rzecz trwałego wspierania niepodległości tych narodów. I nie walczyć o Lwów, Grodno, Wilno. md]

Dziś bezpieczeństwo Polski opiera się przede wszystkim na własnym potencjale obronnym oraz członkostwie w NATO i Unii Europejskiej, a nie na sytuacji geopolitycznej Ukrainy. Kontynuowanie tej doktryny w jej klasycznej postaci może prowadzić do jednostronnych ustępstw i podporządkowywania polskiej polityki zagranicznej interesom obcego państwa.

Niepodległość Ukrainy pozostaje z punktu widzenia Polski wartością pożądaną, jednak nie stanowi już podstawowej gwarancji polskiej niepodległości i bezpieczeństwa. W obecnych realiach strategicznych o bezpieczeństwie Rzeczypospolitej decydują przede wszystkim siła własnego państwa, trwałość Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz stabilność i spójność Unii Europejskiej.

Leszek Miller

Za: X

=======================================

nie zgadzam się z przed-ostatnim zdaniem, ale widocznie pan Leszek jeszcze nie dojrzał, by przyznać, że wciągnięcie nas do NATO i UE było błędem

4 lipca Marsz Pamięci i sprzeciwu wobec banderyzmu

4 lipca Marsz Pamięci i sprzeciwu wobec banderyzmu

Dlaczego należy być 4 lipca w Warszawie?

Fundacja Wołyń Pamiętamy organizuje, tak jak w ubiegłych latach obchody poświęcone Polakom wymordowanym przez Ukraińców. W dniu 4 lipca w Warszawie o godz. 15-stej wyruszymy z Placu Trzech Krzyży w kierunku Grobu Nieznanego Żołnierza.

Mamy jako świadomi Polacy mamy obowiązek pamiętać o pomordowanych przez Ukraińców naszych rodakach. Niezwykle istotne jest to, by w Warszawie stawić się w tym roku tłumnie i pokazać neobanderowcom i fałszerzom historii, że nam Polakom nie jest wszystko jedno.

Będziemy maszerować ulicami Warszawy, która pamięta potworne czasy powstania, w tym niesłychanej zbrodni jaką była rzeź na Woli. Pójdziemy dla naszych polskich sióstr i braci, wymordowanych na utraconych polskich Kresach. Ku pamięci niemowlaków, dzieci, kobiet, starców, mężczyzn – w tym żołnierzy i księży. Idziemy bo pamiętamy o tych rodakach, których ostatnim przed oczami obrazem – była zbliżająca się siekiera lub ostrze kosy ukraińskiego sąsiada. Idziemy dla tych, cichych męczenników, którzy przed bestialską śmiercią zdążyli usłyszeć tylko okrzyk „Sława Ukrajini – Herojam sława!”. Idziemy dla dla polskich żołnierzy i funkcjonariuszy, którzy już w powojniu broni polskich chat i poświecili swoje życie, w walce z szowinistycznymi bandziorami.

Marsz Pamięci jest jednocześnie marszem naszego sprzeciwu i żądań. Nie zgadzamy się na medialne wybielanie banderyzmu, intelektualne wygibasy pseudointeligentów, nie zgadzamy się na rozmywanie win, nie zgadzamy się na fałszywy slogan o tym, że „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – bo żadne winy się tutaj nie mogą równoważyć. Będziemy szli również dlatego, że radykalnie nie zgadzamy się z ślamazarnym tempem ekshumacji naszych rodaków pomordowanych przez Ukraińców. Nie możemy się zgodzić na tolerowanie w przestrzeni medialnej negacjonizmu ze strony szowinistycznych ugrupowań ukraińskich, które pragną przeinaczać bieg historii.

Domagamy się bardziej polskiej postawy od władz w naszym Kraju. Bardziej asertywnej postawy stosunku do władz ukraińskich. Domagamy się od Kościoła w Polsce postawy prymasa Stefana Wyszyńskiego, którzy sprzeciwiał się beatyfikacji Andrzeja Szeptyckiego. Domagamy się natychmiastowego zakazu propagowania banderyzmu na terenie Polski. Żądamy nadania w Stolicy godnemu miejscu nazwy upamiętniającej wszystkich Polaków wymordowanych przez Ukraińców w latach 1939-1947.

To szczególny Marsz Pamięci. Odbywa się w czasie haniebnym. Ludzie upominający się o pamięć o wymordowanych Polakach, o zniszczone zabytki naszej kultury, o majątki wypracowywane pokoleniami, o interes Polski – są ciągani po sądach. I to w czasie gdy na Ukrainie jednostce wojskowej nadaje się imię „Bohaterów UPA”! Czy może być coś bardziej upokarzającego dla Polaka? Idziemy również dlatego, że nie godzimy się na takie traktowanie tych, którzy wiedzą, że są Polakami i mają obowiązki polskie! Bo jesteśmy z nich dumni i mamy wobec nich ogromny dług wdzięczności.

Nie dajmy sobie wmówić, że antybanderyzm jest to postawa antyukraińska. Sprzeciw wobec niemieckiego nazizmu i domaganie się uczczenia ofiar niemieckiego narodowego-socjalizmu nie było antyniemieckie! Było polskim interesem narodowym! Tak też jest w tej sprawie. Nie dla fałszerzy historii i stronników milczenia! Nie dla banderyzmu i neobanderyzmu! Cześć Pamięci Pomordowanych Polaków!

Widzimy się 4 lipca w Warszawie!

Polityczny kurwidołek nad Wisłą

Polityczny kurwidołek nad Wisłą

Autor: CzarnaLimuzyna, 26 czerwca 2026 ekspedytpolityczny-kurwidolek-nad-wisla

Przepraszam Czytelników, że musiałem użyć takiego tytułu, ale nazwa ta jest adekwatna do bardzo brzydkiego miejsca w którym przedstawiciele drugiego najstarszego zawodu świata załatwiają w białych rękawiczkach, a często nawet bez zachowania pozorów, szemrane interesy Bestii (hegemona). W klasycznym ujęciu możemy użyć określenia interesariusze (ang. stakeholder).

Na szyldzie projektu „Odbudowa banderowskiej Ukrainy” z przyczyn propagandowych jest wykreślone słowo „banderowskiej” kojarzące się osobom znającym historię i współczesne realia z nazizmem – ta odbudowa ma pochłonąć, bagatela, 850 mld dolarów. Na razie jest to transfer zaspakajający bieżące potrzeby na użytek oligarchów i trwającej wojny.

Marek Tomasz Chodorowski, któremu nie można odmówić, przynajmniej od czasu do czasu, trafnej konceptualizacji zaliczył projekt Ukraina obok projektów Izrael i UE do trzech ulubionych pomysłów Bestii, których realizacja niszczy nasz świat, i zagraża jego trwaniu w dotychczasowym cywilizacyjnym kształcie.

„Lepszy przykład niż wykład” mawia z kolei lider środowisk antydiabelskich, Grzegorz Braun, dlatego kończę dobitnym przykładem ilustrującym stopień degradacji naszego kraju do poziomu wyrażonego w tytule.

Koniec fałszywej przyjaźni

Lewicki: Koniec fałszywej przyjaźni.

konserwatyzm.pl/lewicki-koniec-falszywej-przyjazni

Ta przyjaźń miedzy Polską a Ukrainą rozpoczęła się, tak na dobre w roku 1997, kiedy to ówczesny prezydent Kwaśniewski nadał order Orła Białego prezydentowi Kuczmie. Pamiętać też trzeba, że nie było to coś, co pojawiło się nagle i nie wiadomo skąd, gdyż kołatało się to w kręgach paryskiej Kultury Giedroycia i Mieroszewskiego od dawna.
Ale formalnie rozpoczął to Kwaśniewski i trzeba przyznać, że jemu dało to konkretne korzyści, gdyż potem uzyskiwał lukratywne wsparcie finansowe od różnych ukraińskich oligarchów.

Następcy Kwaśniewskiego, jak Lech Kaczyński, Bronisław Komorowski, czy Andrzej Duda, trzymali się tego proukraińskiego kierunku jak pijany płotu, nie zważając na rozlewającą się coraz szerzej na Ukrainie nazistowską ideologię banderyzmu. Najważniejsze dla nich było pielęgnowanie, umacnianie i betonowanie tej wymyślonej przyjaźni, odwracając jednocześnie wzrok od tego, że postacie, które dopuściły się ludobójstwa na Polakach, są obwoływane w Kijowie Herojami Ukrainy. Warto zauważyć, że tym który cofnął  skandaliczną decyzję Juszczenki, przyjaciela Lecha Kaczyńskiego, o państwowym uhonorowaniu dwóch najbardziej polakożerczych ukraińskich nacjonalistów, czyli Bandery i Szuchewycza, był prezydent Janukowycz, ale akurat on nie cieszył się dobrą opinią wśród polskich elit dotkniętych giedrojciowskim ukąszeniem, które nakazywało im ignorowanie aktów heroizacji ludobójców.
W powszechnej polskiej opinii to bezwarunkowe popieranie Ukrainy oraz haniebne zamykanie oczu na akty nieprzyjazne i pogardę jaka płynęła ze strony władz ukraińskich, spowodowała, że narastała niechęć do takiej polityki. Pewną granicą, która wielu otworzyła oczy, było zaatakowanie Polski przez Zełenskiego na forum ONZ i faktyczne zrównanie naszego kraju z Rosją, jako wroga Ukrainy. Stało się to zaledwie kilkanaście miesięcy po tym jak Polska udzieliła Ukrainie pełnego poparcia humanitarnego, militarnego i politycznego po ataku Rosji w 2022 roku. Inni, jak Niemcy, do których teraz łasił się Zełenski, w tej chwili próby odmówili mu wszelkiego wsparcia.
Dla mnie akurat, takie zachowanie władz ukraińskich nie było żadnym zaskoczeniem, gdyż z historii wiem że dla ukraińskich elit, od samego ich zarania, czyli powstania Chmielnickiego, przez prawie 380 lat, ewentualny sojusz z Polską był zawsze dla nich sprawą ostatniego wyboru, do którego uciekali się na krótko i tylko wtedy, gdy nie mieli absolutnie żadnej innej alternatywy.

Tak przedstawiała się sprawa z Petlurą, kiedy to po upadku Niemiec jego formacja nie miała już nikogo, kto mógłby pomóc, a bolszewicy byli blisko i chcieli go zniszczyć. Jednak ostatecznie  petlurowcy i tak, w większości, znaleźli się na żołdzie Abwery, a potem poszli na pełną współpracę z III Rzeszą. Wykształciła się u nich, można powiedzieć, swego rodzaju prawidłowość, by zawsze być przeciw Polsce, a tylko w stanie gdy groziło im unicestwienie, to dopuszczali warunkowo, i na bardzo krótko, jakąś formę współpracy, ale takiej, gdzie mogli uzyskać od nas maksymalne korzyści. Taki mają sposób działania i nic na to chyba nie jesteśmy w stanie poradzić. Aby uniknąć dalszych strat i haniebnych ataków od tyłu trzeba być tego świadomym.
Wobec decyzji Zełenskiego, by nadać jakiemuś oddziałowi ich wojska imię „bohaterów UPA”, odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego jawi się najłagodniejsza możliwą odpowiedzią. Niektórzy obrońcy Zełenskiego utrzymują, że on nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy. Przeciwnie! Istnieją przekazy jego współpracowników, że niektórzy z nich mu to odradzali, a on w sposób wulgarny zakomunikował im, że na Polsce mu absolutnie nie zależy.

O tym, że tak było, świadczy jeszcze jeden fakt, o którym mało kto w Polsce wie. Otóż w sierpniu 2022 roku cześć personelu 80 brygady desantowo-szturmowej ze Lwowa, wystąpiła z petycją by nadano tej jednostce imię Szuchewycza, znanego zbrodniarza, hitlerowskiego kolaboranta i szefa UPA. Ich działania poparł mocno, żyjący jeszcze wtedy, syn wspomnianego zbrodniarza – Jurij. Jednak wtedy sytuacja była inna i Zełenski nie wyraził na to zgody. A dlaczego? Sprawa jest prosta: wtedy Polska była państwem, które dawało największe wsparcie militarne Ukrainie, zatem nie mógł on sobie na to pozwolić.

A dziś sytuacja jest inna i Zełenski uznał, że teraz to już może. Taka właśnie jest ich polityczna „kultura”. To chyba nawet dobrze, że tak się stało, gdyż jak mówi znany aforyzm starożytnych Greków: lepszy otwarty wróg, niż fałszywy przyjaciel.
Na koniec chciałbym też zwrócić uwagę na bardzo ważną sprawę. Wielu Polaków posiada znajomych z Ukrainy, a niektórzy mają także przybyszów z tego kraju w swoich rodzinach. Serdecznie apeluję, by nie czynić z relacji polsko-ukraińskich tematu do konfrontacji osobistych ze znajomymi, gdyż za politykę obecnego państwa ukraińskiego odpowiada skorumpowana klika Zełenskiego, a nie jakiś człowiek, który najpewniej stamtąd uciekł, bo nie dało się żyć w tym mafijnym państwie. Pamiętajmy, że łatwo w rozmowie kogoś urazić w taki sposób, że spowoduje to jego opowiedzenie się po takiej stronie, której on przedtem nie popierał.  

Można łatwo wydobyć z człowieka to co najgorsze, ale znacznie trudniej skłonić go ku dobru. A przecież nawet wśród ukraińskich elit nie wszyscy to banderowcy, że wspomnę choćby Oleksija Arestowycza, który od dawna zwalcza wprowadzanie banderyzmu jako ideologii państwowej, przestrzega przed szkodliwością takiego wyboru i nazywa pogardliwie ten kierunek „ziemianką UPA”. Nie poszukujmy też na siłę jakichś członków  banderowskiej V kolumny w Polsce. Wystarczą ci co sami się zdemaskowali i wypełzli teraz na powierzchnię. Ich poszukiwanie i neutralizacja to sprawa służb państwowych, choć oczywiście ostrożność zachować trzeba i zawsze wiedzieć z kim się ma do czynienia.

Stanisław Lewicki

Tajny chat między Zełenskim, Ursulą von der Leyen, Starmerem, Macronem, Merzem, Meloni. „Omawiali, jak poradzić sobie z Trumpem”

UE bada tajną rozmowę grupową między Zełenskim a europejskimi przywódcami, którzy „omówili, jak poradzić sobie z Trumpem”

Komisja UE odrzuciła wniosek o opublikowanie szczegółów czatu, w którym znaleźli się Emmanuel Macron i Sir Keir Starmer

independent.co.uk/eu-secret-group-chat-zelensky-trump

Komisja UE jest badana w związku z tajnym czatem grupowym z udziałem Ursuli von der Leyen, Wołodymyra Zełenskiego i kilku europejskich przywódców, którzy omawiali, jak poradzić sobie z Donaldem Trumpem – wynika z doniesień.

Mówi się, że grupa obejmowała premiera Wielkiej Brytanii Sir Keira Starmera, prezydenta Francji Emmanuela Macrona, kanclerza Niemiec Friedricha Merza i premier Włoch Giorgię Meloni.

Ale treść czatu pozostała prywatna, po tym jak Komisja UE odrzuciła wezwania firmy medialnej do zapewnienia dostępu do korespondencji.

Rzecznik Praw Obywatelskich Teresa Anjinho oświadczyła w liście do pani von der Leyen w ubiegły piątek, że wszczęłaby dochodzenie w sprawie rozpatrywania wniosku o ustalenie, czy Komisja wykazała brak przejrzystości.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski patrzy, jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekazuje uwagi dziennikarzom po przybyciu na szczyt UE w siedzibie UE w Brukseli,
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski patrzy, jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekazuje uwagi dziennikarzom po przybyciu na szczyt UE w siedzibie UE w Brukseli, ((AFP/Getty)

Dutch investigative organisation Follow the Money requested access to the correspondence in January, but this was rejected by the Commission on the basis that publication could damage the EU’s relations with countries not in the bloc.

Oczekuje się, że dochodzenie potrwa kilka miesięcy, a spotkanie przedstawicieli Komisji i pani Anjinho nie zostanie zaplanowane do połowy lipca.

W początkowej decyzji o odmowie dostępu do czatów grupowych na początku marca Komisja stwierdziła, że „nastąpił stały nieformalny i osobisty kontakt z szefami państw i rządem państw trzecich i państw członkowskich, ustnie i na piśmie”. Zaznaczono, że dostęp do tych giełd nie leży w interesie publicznym.

Skarżący argumentował później, że Komisja nie wyjaśniła w wystarczającym stopniu odmowy udzielenia dostępu. W odpowiedzi Komisja ponownie odmówiła dostępu na podstawie „wyjątku odnoszącego się do ochrony interesu publicznego w odniesieniu do stosunków międzynarodowych”.

W odpowiedzi na to pytanie w dniu 20 maja Komisja nie przedstawiła stanowiska w sprawie tego, czy wymiany na czacie grupowym stanowią dokumenty, które oficjalnie posiada, czy nie.

Na łacie grupy byli kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen
Na łacie grupy byli kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ((AFP/Getty)

Następnie skarżący zwrócił się do rzecznika praw obywatelskich, argumentując, że Komisja nie przeprowadziła oceny żądanych dokumentów i nie rozważyła możliwości przyznania częściowego, a nie pełnego dostępu.

Twierdził, że Komisja nie udowodniła żadnych konkretnych szkód spowodowanych uwolnieniem wymiany i nie przedstawiła żadnych informacji dotyczących istnienia, posiadania i przechowywania wiadomości.

Rzecznik praw obywatelskich zwrócił się również do Komisji o wszystkie dokumenty, które wchodzą w zakres wniosku o dostęp skarżącego.

Politico po raz pierwszy poinformowało o tak zwanej „Grupie Waszyngton” w styczniu, a źródło ujawniło, że przywódcy będą wysyłać wiadomości, gdy Trump to zrobił lub powiedział coś potencjalnie szkodliwego.

„Kiedy sprawy zaczynają się szybko poruszać, trudno jest zrobić koordynację, a ta grupa [czat] jest naprawdę skuteczna” – powiedziało źródło zaznajomione z układem. „Wiele mówi o osobistych relacjach i o tym, jak się liczą.”

Grupa, opisywana jako „nieformalna, ale aktywna”, została zaaranżowana po tym, jak europejscy przywódcy odwiedzili Biały Dom wraz z Zełenskim w sierpniu ubiegłego roku.

Prezydent Donald Trump i prezydent Francji Emmanuel Macron
Prezydent Donald Trump i prezydent Francji Emmanuel Macron ((Getty’ego)

Europejscy przywódcy początkowo uważali, aby nie rozgniewać Trumpa, gdy rozpoczął drugą kadencję w styczniu ubiegłego roku z obawy przed wywołaniem gniewu, ale od tego czasu stali się bardziej śmiały w publicznym krytykowaniu go. W szczególności Macron i Merz głośno sprzeciwiali się jego wojnie w Iranie.

Na początku tego roku wybuchła dyplomatyczna kłótnia po tym, jak kilku europejskich przywódców mówiło lekceważąco o urzędnikach administracji Trumpa na wezwanie grupy.

Macron powiedział europejskim przywódcom w rozmowie konferencyjnej, że Trump może „zdradzić” Ukrainę, zmuszając ją do rezygnacji z terytorium „bez jasności w sprawie gwarancji bezpieczeństwa” – poinformował niemiecki dziennik „Der Spiegel”.

W komentarzach, które wydają się odnosić do wysłanników Trumpa Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, kanclerz Niemiec Merz powiedział: „Grają w gry, zarówno z tobą, jak i z nami”.

Prezydent Finlandii Alexander Stubb, który cieszy się ciepłymi relacjami z Trumpem, powiedział: „Nie możemy zostawić Ukrainy i Wołodymyra samych z tymi facetami”. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zgodził się, mówiąc: „Zgadzam się z Aleksandrem – musimy chronić Wołodymyra”.

PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

Mateusz Piskorski myslpolska/pis-w-awangardzie-wspierania-neobanderyzmu

Gromkie okrzyki i prymitywne slogany o konieczności rozprawienia się z ukraińską „piątą kolumną”, padające dziś z ust prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, wydają się być łabędzim śpiewem tej partii dołującej dziś w kolejnych sondażach jak nigdy dotąd.

Wyczerpuje się pewna formuła polityczna neosanacji wypracowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników. Stąd hasło, by poszukać tożsamości nowej, jak zwykle przebranej w odpustowo-patriotyczne piórka.  Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej” ukuł słuszne, ironiczne pojęcie „oburzingu” jako ulubionej gry polskiej klasy politycznej. Ma ono nawiązywać do tak modnych obecnie w korpo-języku, ale też zaśmiecającej język polityki angielszczyzny, ale nie o to w nim chodzi. Na czoło wysuwa się tu skłonność polskich polityków do nieustannego oburzania się na wypowiedzi, fakty, zdarzenia. Tyle, że to ich oburzenie, to uprawianie osobliwej dyscypliny „oburzingu” okazuje się całkowicie jałowe. Pozbawione jest bowiem realnej treści politycznej pod postacią decyzji i ruchów na politycznej szachownicy. Opiera się jedynie na biciu piany i liczeniu na to, że wyborca doceni głośność owego oburzenia.

O banderyzacji tożsamościowej współczesnej państwowości ukraińskiej, nieudolnie budowanej po roku 1991 od zera, powiedziano już i napisano właściwie wszystko. Wystarczy zresztą poczytać prace na ten temat wydawane przez ukraińskich autorów na Zachodzie, choćby takich jak prof. Iwan Kaczanowski (Kanada), Władimir Iszczenko (Niemcy) czy Marta Hawryszko (Stany Zjednoczone), by zrozumieć, że jesteśmy świadkami budowy ukraińskości w oparciu o fundamenty banderowsko-mielnikowsko-nazistowskie. Dzieje się to od dawna, jednak ze szczególną intensywnością proces banderyzacji Kijowa odbywa się od roku 2004 (z krótką przerwą na prezydenturę Wiktora Janukowycza, którego Partia Regionów – przypomnijmy – musiała namawiać polskich polityków do wspólnego podnoszenia wątków antybanderowskich, zazwyczaj zresztą mało skutecznie). Wszyscy zatem idole szeroko rozumianego Zachodu – kolejno Wiktor Juszczenko, Piotr Poroszenko i teraz Władimir Zełenski – realizują w zasadzie jednakową linię polityki tożsamościowej. Zero zdziwień, bo właśnie na takim jej fundamencie opiera się cały konstrukt współczesnej Ukrainy, która ma być jednocześnie anty-Rosją i anty-Polską.

Co na to Polska? Z reguły obawiała się nawet głośno oburzyć (rzecz jasna, chodzi tu o przedstawicieli klasy politycznej), co najwyżej mamrocząc jakieś delikatne i słabo słyszalne dźwięki krytyki po kolejnym splunięciu nam w twarz przez kijowskie władze. Tak postępowały przez lata władze w Warszawie. Tak również postępowało przez lata swoich długich rządów PiS. Czerpało z nie byle, w ich mniemaniu, kogo, bo z samego Lecha Kaczyńskiego, którego rusofobia, ignorancja i nierozumienie świata doprowadziły do tego, że stanął po stronie chwalców i piewców banderyzmu od Juszczenki. Podobnie robili jego kolejni partyjni i niepartyjni uczniowie, na czele z niegdysiejszym posłem PiS Pawłem Kowalem.

Warto o tym pamiętać, gdy dziś rozdęte do czerwoności gęby PiSowskich partyjniaków grzmią o swojej stanowczości. Warto mieć w pamięci nie tylko ich słowa z ostatnich lat, ale przede wszystkim ich działania oraz zaniechania. To oni odbierali od neobanderowskiej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy ordery, dumnie wypierając pierś jako bezpłatni agenci obcej służby specjalnej. To oni karmili jawnie antypolski Związek Ukraińców w Polsce, który za promowanie banderyzmu otrzymał tylko w 2023 roku (ostatni rok rządów partii Kaczyńskiego) dotację w wysokości 1,3 mln złotych. To oni obściskiwali się na froncie z ukraińskimi nacjonalistami i neonazistami, chwaląc się tym wszem i wobec, publikując zdjęcia pod banderowskim, czarno-czerwonym sztandarem. Wreszcie to oni przyjmowali, przegłosowywali i realizowali kolejne ustawy mające doprowadzić do głębokiej ukrainizacji naszego państwa.

I właśnie dlatego przerażać może poziom hipokryzji tych ludzi. Gdy patrzymy jak stają dziś pod pomnikami ofiar przeprowadzonego przez UPA ludobójstwa, przypominamy sobie ich słowa i czyny z ostatnich lat, które sprowadzić można do esencjonalnego hasła najlepiej opisującego ich status: „słudzy Ukrainy”. A właściwie nie tyle Ukrainy, co najgorszego wydania ukraińskości pod postacią szczerzącego ociekające krwią Polaków kły neobanderyzmu.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)

Dziennikarz bada opuszczone amerykańskie laboratorium biologiczne na Ukrainie – dokumenty i eksperymenty na ludziach…

Niezależny dziennikarz bada opuszczone amerykańskie laboratorium biologiczne na Ukrainie – dokumenty i eksperymenty na ludziach budzą pytania

Film opublikowany przez amerykańskiego dziennikarza Johna Marka Dougana, który później został usunięty z YouTube, budzi obecnie spore kontrowersje. Na nagraniu widać ukraińską firmę Pharm-Bio-Test i znajdują się w nim poważne zarzuty dotyczące eksperymentów na ludziach, badań klinicznych, leków eksperymentalnych oraz obchodzenia się z próbkami biologicznymi.

Nie jest jasne, czy wszystkie te twierdzenia można niezależnie zweryfikować. Zarzuty są jednak na tyle poważne, że wymagają zbadania.

John Mark Dougan, były policjant USA, a obecnie niezależny dziennikarz, opublikował nagranie wideo z wnętrza firmy Pharm-Bio-Test. Twierdzi, że koncentruje się na tematach, które jego zdaniem są ignorowane przez media głównego nurtu. W swoim oświadczeniu podziękował między innymi byłej dyrektor Wywiadu Narodowego USA Tulsi Gabbard i Elonowi Muskowi za ich wsparcie.

Jego badania koncentrują się na dokumentach, które, według niego, wskazują na badania kliniczne leków, które w niektórych przypadkach nigdy nie przeszły pełnej fazy testów na zwierzętach. Leki te rzekomo pochodzą ze Stanów Zjednoczonych i Europy.

Szczególnie kontrowersyjne jest oskarżenie, że leki te testowano bezpośrednio na osobach, które otrzymały jedynie minimalne wynagrodzenie finansowe za udział w badaniach. Według Daugana, wśród odwiedzających ośrodek byli emeryci, którzy przychodzili na rutynowe badania kontrolne lub badania krwi i mogli nie być w pełni świadomi konsekwencji badań.

Według niego, odkrycia obejmują również lek przeciwbólowy o właściwościach podobnych do morfiny. Wewnętrzne dokumenty podobno zawierają ostrzeżenia naukowców, że lek ten nie powinien być wprowadzany do obrotu ze względu na jego wysoki potencjał uzależniający, możliwość wywoływania halucynacji i euforii.

Mimo to prace rozwojowe były kontynuowane, a lek testowano na ludziach w badaniach klinicznych.

Szczególnie kontrowersyjne są oświadczenia dotyczące pobierania próbek krwi. Według Daugana, od uczestników badania pobierano duże ilości krwi, a następnie przesyłano ją do Kijowa, mimo że sama placówka rzekomo dysponowała dużymi możliwościami laboratoryjnymi.

Fakt ten rodzi pytania.

Dlaczego próbki należy wysyłać do innych lokalizacji, skoro niezbędne urządzenia testowe są już na miejscu dostępne?

Badania doprowadziły do ​​podejrzenia, że ​​mogły zostać zbadane cechy genetyczne populacji słowiańskiej. Nagranie wideo sugeruje, że badania nie miały na celu celów medycznych, lecz raczej uzyskanie wglądu w reakcje poszczególnych grup populacji na patogeny lub substancje biologiczne.

Według Daugana w budynku znaleziono również materiały do ​​hodowli bakterii patogennych i niepatogennych. Podobno obecny był również sprzęt pochodzący ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

Kolejnym przedmiotem jego oskarżeń jest rola firmy w czasie pandemii koronawirusa.

Firma Pharm-Bio-Test twierdzi, że brała udział w badaniach klinicznych szczepionek firm Pfizer i AstraZeneca. Dokumenty pokazują, że pracownicy tracili pracę po odmowie przyjęcia szczepionki.

Gdyby zarzuty te okazały się prawdziwe, pojawiłyby się poważne pytania dotyczące dobrowolności i zgody osób, których dotyczą.

Dougan informuje również o udokumentowanych zgonach oficjalnie sklasyfikowanych jako zawały serca, w tym o przypadkach zgonów osób młodych, poniżej 30. roku życia. Nie ustalono jednak bezpośredniego związku ze szczepieniami ani badaniami klinicznymi.

Stan obiektu był szczególnie uderzający. Według niego, dyski twarde wszystkich komputerów zostały usunięte. Ponadto twierdzi, że ukraińscy żołnierze podczas odwrotu próbowali zniszczyć części budynku i pozostawili nadajniki, które miały ułatwić późniejszy ostrzał artyleryjski na tym terenie.

Usunięcie filmu przez YouTube jeszcze bardziej zaogniło debatę. Krytycy postrzegają to jako kolejny przejaw cenzury, argumentując, że kontrowersyjne treści powinny być publicznie analizowane, a nie usuwane ze sfery cyfrowej.

Nawet gdyby część zarzutów okazała się prawdziwa, problem ten wykraczałby daleko poza kwestię pojedynczego laboratorium i rodziłby fundamentalne pytania dotyczące badań klinicznych, laboratoriów biologicznych i kontroli badań medycznych.

Do tego czasu sprawa Pharm-Bio-Test pozostaje przykładem tego, jak szybko poważne oskarżenia mogą zniknąć w obliczu konfliktów geopolitycznych, wojny informacyjnej i wzajemnych oskarżeń – a opinia publiczna nie otrzyma jasnych odpowiedzi.

Amerykańsko-ukraińskie centrum dowodzenia w Wiesbaden

Amerykańsko-ukraińskie centrum dowodzenia w Wiesbaden

Przez lata wmawiano opinii publicznej, że Zachód jedynie wspiera Ukrainę bronią, szkoleniami i pomocą finansową. Oficjalnie nie jest to wojna między Rosją a NATO, lecz konflikt między Rosją a Ukrainą. Jednak ujawnione obecnie informacje o amerykańsko-ukraińskim centrum dowodzenia w Wiesbaden malują znacznie bardziej złożony obraz.

Wiesbaden: Kwatera Główna Tajnej Wojny

Ośrodek w Wiesbaden (Hesja) to dziś znacznie więcej niż zwykła amerykańska baza wojskowa w Niemczech. W koszarach Luciusa D. Claya mieści się kwatera główna armii USA na Europę i Afrykę (USAREUR-AF). Stąd koordynuje się siły amerykańskie w Europie, planuje się operacje wojskowe i funkcjonują rozbudowane struktury rozpoznawcze i dowodzenia.

Od początku wojny na Ukrainie Wiesbaden stał się jednym z najważniejszych ośrodków wojskowych na Zachodzie. Mieszczą się tu placówki amerykańskiego dowództwa wojskowego, służb wywiadowczych oraz centra koordynacyjne wsparcia wojskowego dla Ukrainy. NATO utworzyło tam również własne struktury koordynujące pomoc dla Kijowa.

Szeroko zakrojone badania przeprowadzone przez ‚New York Times’ wiosną 2025 roku, a także późniejsze oświadczenia byłego ukraińskiego dowódcy naczelnego Walerija Załużnego, po raz pierwszy dostarczyły wglądu w współpracę wojskową wykraczającą daleko poza same dostawy broni.

W Wiesbaden Amerykanie i ukraińscy oficerowie od lat współpracują w ramach wspólnych struktur planowania i rozpoznania. Analizuje się zdjęcia satelitarne, analizuje przechwycone dane komunikacyjne i gromadzi informacje z pola bitwy. Celem jest identyfikacja ruchów rosyjskich wojsk, systemów uzbrojenia i celów strategicznych.

Zgromadzone informacje są następnie włączane do planowania operacyjnego ataków na Ukrainę. Nie chodzi już tylko o ogólną świadomość sytuacyjną czy ocenę strategiczną. ‚New York Times’  opisał współpracę, która obejmuje również konkretne planowanie operacyjne.

Były ukraiński dowódca naczelny, Załużny, nazwał później ośrodek w Wiesbaden ‚tajną bronią’  Ukrainy. Stwierdził, że ośrodek ten odegrał kluczową rolę w planowaniu operacji, koordynacji wsparcia Zachodu i konsolidacji wywiadu wojskowego.

Podważa to narrację, która od lat dominuje w debacie publicznej. Podczas gdy rządy zachodnie konsekwentnie podkreślały, że nie są stroną bezpośrednio walczącą, struktury, które teraz ujrzały światło dzienne, ujawniają znacznie ściślejszą integrację między armią amerykańską i ukraińską.

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji. Na celowniku jest ostatnio zwłaszcza Tuapse

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji

Ta zmiana jest szczególnie istotna w kontekście stopniowego łagodzenia przez Zachód ograniczeń dotyczących ataków na terytorium Rosji. Początkowo koncentrowano się na celach na terytoriach okupowanych [okupowanych?! – tak w oryginale – przypis ZB]  lub w bezpośrednim sąsiedztwie linii frontu, obecnie dyskutuje się również o atakach w głębi Rosji. Pytanie o to, gdzie kończy się wsparcie, a zaczyna udział operacyjny, staje się coraz bardziej palące.

Krytycy otwarcie nazywają to wojną zastępczą, w której Ukraina walczy, podczas gdy państwa zachodnie zapewniają wywiad, planowanie, finansowanie i nowoczesne systemy uzbrojenia. Zwolennicy argumentują jednak, że Ukraina broni się przed atakiem Rosji i jest uzależniona od tego wsparcia.

Niezaprzeczalnym jest jednak fakt, że centrum dowodzenia w Wiesbaden to coś więcej niż zwykła misja szkoleniowa. Gromadzi się tam informacje, sporządza raporty o sytuacji wojskowej i podejmuje decyzje, które mają bezpośredni wpływ na pole bitwy.

W Wiesbaden działają amerykańskie struktury dowodzenia, służby wywiadowcze i centra koordynacyjne, co czyni je jednym z najważniejszych amerykańskich obiektów wojskowych w Europie. Miasto stało się w ten sposób centralnym ośrodkiem zachodniego planowania wojskowego.

Oficjalnie nadal nie jest to wojna NATO z Rosją. Jednak ujawnione w ostatnich miesiącach informacje pokazują, że integracja wojskowa między Stanami Zjednoczonymi a Ukrainą sięga znacznie głębiej, niż wielu obywateli Europy wcześniej zakładało.

Prawdziwym pytaniem politycznym nie jest już zatem to, czy Zachód jest zaangażowany. Kluczowe pytanie brzmi raczej, jak daleko sięga to zaangażowanie – i czy opinia publiczna kiedykolwiek została w pełni poinformowana o prawdziwym zakresie tej współpracy.

uncutnews.ch/wiesbaden-das-hauptquartier-des-verdeckten-krieges

Opracował: Zygmunt Białas

Rząd rosyjski najwyraźniej nie wierzy już w możliwość pomyślnego zakończenia negocjacji z Ukrainą

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-russische-regierung-glaubt-offenbar-nicht-mehr-an-die-moeglichkeit-erfolgreicher-ukraine-verhandlungen

Anti-Spiegel 24 czerwiec  2026

Czy można spodziewać się dalszej eskalacji?

Rząd rosyjski najwyraźniej nie wierzy już w możliwość pomyślnego zakończenia negocjacji z Ukrainą.

Do tej pory rząd rosyjski najwyraźniej nadal wierzył w rozwiązanie wojny na Ukrainie za pośrednictwem mediacji, opierając się na porozumieniach osiągniętych między Trumpem a Putinem na Alasce. Wydaje się, że sytuacja uległa zmianie, a retoryka w Rosji najwyraźniej ulega zmianie.

Rząd rosyjski wciąż liczy na dyplomatyczne rozwiązanie wojny na Ukrainie, uwzględniające rosyjskie interesy bezpieczeństwa, co oznacza wykluczenie przystąpienia Ukrainy do NATO i stacjonowania wojsk zachodnich na Ukrainie. Należy pamiętać, że są to zasadniczo podstawowe żądania Rosji i że wojna mogłaby się zakończyć jutro, gdyby Zachód zgodził się na nie, zamiast liczyć na strategiczną porażkę Rosji.

Dlatego w Rosji pokładano duże nadzieje, gdy prezydent USA Trump i prezydent Putin spotkali się w Anchorage na Alasce nieco ponad rok temu. Chociaż szczegóły ich tajnego porozumienia nigdy nie zostały ujawnione, prawdopodobnie w dużej mierze pokrywało się ono z podstawowymi żądaniami Rosji. Nawet gdy Stany Zjednoczone później ostro skrytykowały Rosję, rząd rosyjski konsekwentnie utrzymywał, że wierzy, iż „duch Anchorage” wciąż żyje.

To się teraz zmieniło. W niedzielę Jurij Uszakow, główny doradca Putina ds. polityki zagranicznej, oświadczył, że Rosja nie czeka na wdrożenie porozumień osiągniętych w Anchorage, lecz oczekuje zwycięstwa i osiągnięcia swoich celów. To bardzo istotna zmiana w retoryce, niewątpliwie skierowana do Waszyngtonu.

Nie wiemy, czy i co działo się za kulisami, czy też oświadczenie Uszakowa wynika z faktu, że od czasu wydarzeń na Alasce praktycznie nic się nie zmieniło, a Moskwa po prostu straciła cierpliwość. Są jednak ku temu przesłanki.

Na przykład, rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow powiedział w poniedziałek, że Moskwa bierze pod uwagę wszystkie oświadczenia prezydenta USA Donalda Trumpa i innych przedstawicieli rządu USA. Według niego Waszyngton odchodzi od „fundamentalnych ustaleń”, które obaj prezydenci osiągnęli w Anchorage prawie rok temu. Oskarżył również Waszyngton o zbliżanie się do „najbardziej agresywnej polityki antyrosyjskiej” swoich europejskich sojuszników. Mimo wszystko Moskwa ma nadzieję, że USA będą kontynuować wysiłki mające na celu znalezienie rozwiązania konfliktu na Ukrainie – dodał.

Jednak nadzieje te zdają się słabnąć w Moskwie, o czym świadczy oświadczenie innego rosyjskiego wiceministra spraw zagranicznych z tego samego dnia. Aleksandr Gruszko powiedział, że rosyjski rząd zakłada, iż NATO i UE „faktycznie przygotowują się do konfrontacji militarnej z Rosją około 2030 roku”.

Jeśli tak jest – a mówi się o tym całkiem otwarcie w Europie – to nie ma już nadziei na poważne negocjacje. Co więcej, jeśli tak jest, pojawia się pytanie, dlaczego Rosja miałaby czekać z konfrontacją militarną z UE, dopóki UE nie będzie do niej odpowiednio przygotowana.

W Rosji coraz częściej pojawiają się głosy, że Zachód ponownie wprowadził Rosję w błąd na Alasce, i powołuje się na analogie do porozumień mińskich, które – jak otwarcie przyznają zachodni uczestnicy – ​​miały na celu jedynie zyskanie czasu dla Ukrainy na uzbrojenie się do wojny z Rosją.

Wielu w Rosji postrzega obecnie szczyt na Alasce w ten sposób. Podejrzewają, że Trump chciał jedynie zyskać na czasie dla Zachodu, przede wszystkim po to, by dać UE możliwość uzbrojenia się do wojny z Rosją. I właśnie to robi UE.

Z tej perspektywy czas działa teraz na niekorzyść Rosji, ponieważ ukraińskie ataki dalekiego zasięgu na cele położone głęboko w Rosji – ataki finansowane i wspierane przez UE, a w zasadzie przeprowadzane przez UE – naturalnie osłabiają Rosję, podczas gdy UE kontynuuje nieskrępowaną rozbudowę potencjału militarnego.

W związku z tym pojawia się pytanie, czy obecne rosyjskie deklaracje pójdą w parze z działaniami. A to oznaczałoby ataki na cele w UE, na przykład na miejsca, w których państwa członkowskie UE zezwalają Ukrainie na produkcję dronów i pocisków rakietowych.

Polka ze Lwowa atakuje polityków w Polsce: Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację?

Marsz Stepana Bandery w Kijowie, 1 I 2019 r. Fot. Aleksandr Gonczarow, Apostrof

Polka ze Lwowa atakuje polityków PiS: Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację?

24 June 2026

„Dopiero teraz zauważyli banderyzację?” – pyta Maria Pyż, Polka ze Lwowa i redaktor naczelna Polskiego Radia Lwów, komentując reakcje polskich polityków na nadanie ukraińskiej jednostce imienia „Bohaterów UPA”. Jak podkreśla, zmiany nazw ulic i inne działania odwołujące się do UPA trwały na Ukrainie od lat, a rząd PiS miał unikać odpowiedzi, zasłaniając się relacjami polsko-ukraińskimi.

Maria Pyż, dziennikarka i Polka ze Lwowa, odniosła się w rozmowie z Interią do sporu wokół odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego oraz napięć dyplomatycznych między Warszawą a Kijowem.

W rozmowie z Interią dziennikarka odniosła się również do decyzji Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych tytułu „Bohaterów UPA”. Przyznała, że banderyzacja na Ukrainie jest poważnym problemem w relacjach polsko-ukraińskich, ale podkreśliła, że zjawisko to nie pojawiło się dopiero teraz.

„Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację? Czy to pierwsza jednostka, która otrzymała tytuł nawiązujący do UPA? Czy nie były zmieniane nazwy ulic we Lwowie i innych miastach? Czy to wszystko nie działo się latami?” – pytała.

Pani Pyż stwierdziła, że gdy Polacy ze Lwowa kierowali pytania do poprzedniego rządu, słyszeli odpowiedzi o nadrzędnym znaczeniu relacji międzynarodowych, w tym polsko-ukraińskich.

„To nie jest dla nas żadna nowość” – powiedziała.

Zobacz też: Prawy Sektor organizuje marsz ku czci SS „Galizien” we Lwowie. Start pod pomnikiem Bandery

Zobacz też: Grekokatolicki arcybiskup broni banderyzmu. Gość Niedzielny nazywa ludobójstwo „tragedią wołyńską”

Stosunki polsko-ukraińskie wcale się nie pogorszyły. Po prostu wrzód pękł.

Wina leży po stronie Ukrainy

Łukasz Jastrzębski myslpolska/wina-lezy-po-stronie-ukrainy

Stosunki polsko-ukraińskie wcale się nie pogorszyły. Są dokładnie takie same jak były tydzień, miesiąc, rok temu. Po prostu wrzód pękł i pewne sprawy wypłynęły i zostały zauważane przez opinię społeczną. Uważam, że mamy do czynienia z dwoma źródłami tego stanu rzeczy. Pierwszym jest Waszyngton, zaś drugim Kijów. Czasem tak bywa, że decyzje zapadające w sprawie Polski poza Polską są dla niej korzystne. Tak się właśnie stało moim zdaniem tym razem.

Prezydent Polski Karol Nawrocki zdecydował ogłosić decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego wyjątkowo nieciekawemu przywódcy państwa jakim jest Wołodymyrowi Zełenskiemu – po powrocie z Stanów Zjednoczonych.

Mam hipotezę: Amerykanie kontrolują znaczną część przemysłu (w tym wydobywczego) i rolnictwa na Ukrainie. Zełenski się im rozbrykał, gdyż czuje oparcie polityczne i finansowe w konkurencyjnej dla USA Brukseli. Stanom Zjednoczonym zależy na konflikcie kontrolowanym i punktowym, nie na szaleńczej eskalacji. Swoje na broni zarobili, zapewne dzisiaj porównywalne lub większe pieniądze będą mogli robić na doprowadzaniu do pokoju i późniejszym pokoju. Nie jest w ich interesie rozlanie tego konfliktu, ponieważ to może uniemożliwić na lata czerpanie zysków z Ukrainy. Do tego zapewne chcą wrócić do interesów z Federacją Rosyjską, co jest konieczne w kwestii chińskiej.

Wołodymyr Zełenski z pełną premedytacją doprowadził do konfliktu z Polską. Tu nie ma przypadków. Nie jest on kompletnym idiotą i doskonale wiedział jak zareaguje polska opinia publiczna na nazwanie jednostki wojskowej imieniem „Bohaterów UPA”. Chciał tego, by jego słowa „P*****ć Polskę i Polaków” – o czym poinformowała na Kanale Zero dziennikarka Arleta Bojke – wypłynęły i stało się o nich głośno. Potwierdzeniem jest chamskie odesłanie najwyższego polskiego orderu poczta kurierską do Polski.

Zełenski potrzebuje konfliktu zewnętrznego, by ukryć problemy wewnętrzne. Głównie te związane z licznymi aferami i wszechobecnym złodziejstwem. Potężne afery korupcyjne są dla przywódcy Ukrainy wielkim obciążeniem i skończą się dla niego zapewne tragicznie. Szczególnie wizerunkowo ciąży mu wywlekana przez dziennikarzy sprawa korupcyjna swoich bliskich współpracowników Andrija Jermaka i przebywającego już w Izraelu Tymura Mindicza.

Wołodymyr Zełenski nie ma najmniejszych szans w jakichkolwiek wyborach na Ukrainie. Ludzie mają dosyć wojny, życia w strachu, łapanek na ulicach, wszechobecnej korupcji, deficytu demokracji. Jedyną szansą na trwanie Zełenskiego u władzy, jest przenoszenie niezadowolenia na obszary mniej związane z jego otoczeniem, najlepiej na te międzynarodowe. Do tej pory zaogniał sytuacje z Węgrami. Po przegranej Viktora Orbana i zwycięstwie wspieranego przez niego Pétera Magyara musiał znaleźć inne ogniwo konfliktu. Doskonale do tego nadaje się coraz mniej przychylna Ukrainie Polska.

Ta sytuacja nie jest wcale zła dla Polski. Odebranie Orderu Orła Białego roszczeniowemu Wołodymyrowi Zełenskiemu, co oczywiste było słuszne, ale może być również korzystne dla Polski. Po pierwsze chyba w wielu mediach na Europy powiedziano czym był i jest ukraiński w dalszym ciągu szowinizm spod znaku OUN-UPA. Po raz pierwszy Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy usłyszeli o mordowanych niemowlakach, dzieciach, kobietach i starcach. Usłyszeli o siekierach, widłach, cepach, nożach – nie jako o ruskiej propagandzie, ale jako o narzędziach krzewienia ukraińskiego szowinizmu.

Po drugie wspomniana sytuacja ośmieliła rzesze Polaków, by stawiać pytania o straty i korzyści z wspierania Ukrainy. To co ludzie mówili po cichu w kolejkach do lekarzy, na spotkaniach rodzinnych i w miejscach swojej pracy wylało się masowo w mediach społecznościowych. To klęska tych, których premier Leszek Miller słusznie nazwał V kolumną banderyzmu. Ludzie przestali wierzyć w wyświechtana i od początku kłamliwe slogany o tym, że Ukraina broni nas przed Rosją, że na Ukrainie nie ma banderyzmu, że Ukraina powinna wejść do Unii Europejskiej i NATO.

Donald Trump i Wołodymyr Zełenski przypadkowo pomogli Polakom w otrzeźwieniu.

Egoizm prezydenta Stanów Zjednoczonych i przywódcy Ukrainy sprawił, że Polska jest w minimalnie lepszym położeniu. Świadomość tego, kto kim jest – ma istotną wagę w sprawach politycznych. Wreszcie Polacy pytają – co my mieliśmy i mamy ze pełnego wsparcia dla mało przyjaznego nam państwa? Nareszcie ktoś pyta – ile nas to kosztuje i ile będzie kosztować w przyszłości. Kończy się właśnie w Polsce bezrozumna miłość do Ukrainy i Ukraińców.

Pytanie czy starczy nam determinacji, by konsekwentnie stać na polskim stanowisku. By robić to co się opłaca naszej wspólnocie narodowej. Mam nadzieję, że tym razem nie ulegniemy zagranicznej presji możnych, działaniu wewnątrzkrajowej agentury i ckliwym referowaniu w zależnych od obcych ośrodków mediów sprawy ukraińskiej.

Łukasz Jastrzębski

====================================

Miller o Ukrainie i decyzji Nawrockiego

Miller o Ukrainie i decyzji Nawrockiego:

„Pierwszy raz miałem satysfakcję”

24.06.2026 nczas/miller-o-ukrainie-i-decyzji-nawrockiego-pierwszy-raz-mialem-satysfakcje

Były premier Leszek Miller w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia ZET odniósł się do konfliktu polsko-ukraińskiego.

W ocenie polityka zaszkodzi on Ukrainie – a nie Polsce.

Miller jasno wskazał, że odpowiedzialny za pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich jest Wołodymyr Zełeński. Jak powiedział, prezydent Ukrainy nie ma zamiaru ich odbudowywać.

Ukraina dalej idzie banderowskim kursem i to wszystko źle się skończy dla Ukrainy. Ukraina przegra wojnę z Rosją i nastąpi wymiana całego kierownictwa politycznego Ukrainy – ocenił Miller.

Jak dodał, dopóki Ukrainą rządzi „ta ekipa”, to kraj ten „spoczywa w swojej ideologicznej podstawie na banderowskim nazizmie”. – Jest jeden prezydent nacjonalista i nazywa się Zełeński – powiedział Miller, odnosząc się do wpisu prof. Antoniego Dudka.

„Dwóch prezydentów nacjonalistów niszczy to, co udało się osiągnąć Polsce i Ukrainie przez trzy ostatnie dekady” – grzmiał prof. Dudek.

W ocenie byłego premiera decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Zełeńskiemu Orderu Orła Białego była dobra. – Pierwszy raz miałem satysfakcję, że polski polityk wysokiego szczebla stanął w obronie pamięci okrutnie pomordowanych, bezbronnych Polaków – wskazał.

Rymanowski zaznaczył, że ukraińskie społeczeństwo popiera odsyłanie polskich orderów. – 99 proc. Ukraińców, obecnych w sieci, popiera masowe odsyłanie orderów. Oni uznali decyzję prezydenta Nawrockiego za potwarz, za upokorzenie. Uważają, że mają prawo do tego, żeby prowadzić taką a nie inną politykę historyczną – mówił dziennikarz.

To tylko dowodzi tyle, co się stało w ostatnich latach ze społeczeństwem ukraińskim, jak przekierowanie świadomości Ukraińców na tory akceptacji zbrodniczego nacjonalizmu w dużej części się powiodło – skwitował Miller.

W dalszej części były premier ocenił, że doktryna Giedroycia zdezaktualizowała się po wejściu Polski do NATO i stała się doktryną „idealistyczną, kosztowaną i naiwną w realiach suwerennego państwa, będącego członkiem NATO”. – Kontynuowanie jej w czystej postaci prowadzi do jednostronnych koncesji na rzecz Ukrainy i zaniedbywania polskiego interesu narodowego – dodał. Zaznaczył też, że polskie bezpieczeństwo „nie zależy od Ukrainy, tylko od przyszłości, stabilności Paktu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej”.

– Przecież my od dawna graniczymy z Rosją i rosyjskie wojska stoją na polsko-rosyjskiej granicy. Co więcej, jeżeli Pan połączy, czy doda, długość granicy z Obwodem Kaliningradzkim plus długość granicy z Białorusią, która jest w obrębie wpływów rosyjskich, to to jest linia dłuższa niż granica z Ukrainą – wskazał.

Konferencja prasowa połączonych Komisji ds. zwrotu orderów i zegarków

Konferencja prasowa

połączonych Komisji

ds. zwrotu orderów i zegarków

Autor: CzarnaLimuzyna , 24 czerwca 2026

AIX

Na samym początku pragnę rozwiać wrażenie, zaprzeczając opiniom prawicowych mediów jakoby Konferencja wypadła źle. Pomimo prowokacji ze strony proputinowskich środowisk pokazała stabilną wolę przezwyciężenia kryzysu we wzajemnych relacjach i utrzymania wieloletniej przyjaźni.

Konferencja

– Z powodu dość wolnego tempa zwrotów orderów…

– I zegarków. – dorzucił ktoś z grupy dziennikarzy

– I zegarków. – dokończył minister i chrząknął. Po chwili milczenia nabrał potężny haust powietrza i zaczął recytować.

– Wychodząc naprzeciw zwiększonego zapotrzebowania… postanowiliśmy razem z naszym ukraińskim partnerem nadać temu wydarzeniu rangę stałej bilateralnej współpracy. Nasze Ministerstwo postanowiło umożliwić stronie ukraińskiej zwiększenie ogólnej puli zwrotów poprzez przyznanie dodatkowej liczby orderów i pamiątkowych zegarków. Informujemy, że pierwszy pakiet już został dostarczony do Kijowa pocztą lotniczą. Czy są jakieś pytania?

– Czy plany uwzględniają również zwrot kopert?

– Pytanie jest niestosowne, panie redaktorze. Pan doskonale wie, że trwa wojna.

– Ale ja pytam o zwrot kopert z waszej strony.

– Jeżeli będzie pan dalej prowokować, każę wyprowadzić pana z sali – odpowiedział groźnie minister.

– Równocześnie deklarujemy, że nie będziemy stosować filozofii skrajnej prawicy oko za oko, order za order. Z tej okazji chcemy podziękować premierowi Morawieckiemu, który wyłamał się z konfrontacyjnego kursu. Jak widać jest możliwa współpraca ponad podziałami…

– Ponad przelewami! – krzyknął ten sam niesforny dziennikarz.

Po chwili, dwóch rosłych funkcjonariuszy wyprowadziło z sali próbującego stawiać opór dziennikarza. „Precz z cenzurą!” – zdążył jeszcze krzyknąć, na koniec, wypychany za próg.

– Nie będziemy tolerować dezinformacji. Putin cieszy się z każdej takiej prowokacji.

– Putin się cieszy z każdego zwróconego zegarka! – rzucił sarkastyczną uwagę kolejny dziennikarz. Złośliwy komentarz nie dotarł jednak do telewidzów. Ułamek sekundy wcześniej transmisja została  przerwana.

1 czerwca 2022 roku Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski uhonorował ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego oraz ówczesnego wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego Orderem Jarosława Mądrego drugiej klasy. /link/

=====================================

mail:

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim. Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie. „Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim.

Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie.

„Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

23.06.2026 nczas/czeski-polityk-ostro-o-ukrainie-upa-i-zelenskim-broni-polski-mocniej-niz-rzad-w-warszawie-ukraina-przyznaje-sie-do-kolaboracji-z-nazistami

Tomio Okamura.
NCZAS.INFO | Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura. / Fot. PAP/CTK

Przewodniczący ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) oraz przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura w ostrych słowach skrytykował Ukrainę, odradzanie się nazizmu i banderyzmu w Kijowie oraz opowiedział się za Polską. „Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami” podkreślił czeski polityk.

Okamura to czesko-japoński przedsiębiorca i przewodniczący czeskiej izby poselskiej. Urodził się w Tokio, matka była Morawianką, a ojciec miał pochodzenie japońsko-koreańskie.

W poniedziałek wieczorem ostro potępił Kijów i banderyzm oraz stanął po stronie Polaków.

„Nawet Polacy mają już dość tego, że ukraińskie państwo 🇺🇦 oficjalnie przyznaje się do kolaborantów, którzy mordowali Czechów, Polaków i Żydów. Kiedy Polacy zaprotestowali przeciwko temu, Ukraińcy zaczęli ich wulgarnie obrażać” – napisał Okamura na X.

„Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami. Odmawiamy, by takie państwo wstąpiło do UE i NATO! Kiedy ktoś zaprotestuje przeciwko temu, że ukraiński prezydent oficjalnie przyznaje się do ukraińskich rzeźników, którzy dokonywali ludobójstwa, Ukraińcy są jeszcze bardziej urażeni. A gdzie jest pan prezydent Petr Pavel? Dlaczego nie wypowie się na temat tego, że jego ukraińscy przyjaciele przyznają się do morderców, którzy mordowali także Czechów?” – zapytał czeski polityk.

Następnie odniósł się do nazwania jednej z ukraińskich jednostek imieniem „Bohaterów UPA”. Okamura przypomniał, że UPA odpowiedzialna jest za „masakry nawet kilkuset tysięcy Polaków, Żydów, Czechów i Ukraińców na Ukrainie podczas drugiej wojny światowej”. Wspomniał też o odebraniu przez Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełeńskiego.

„W weekend na Ukrainie wybuchła antypolska 'burza’. Były ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba oświadczył, że polski prezydent 'nienawidzi Ukraińców jako fenomen’. Radykalny ukraiński nacjonalista i dowódca ochotniczej armii Dmytro Jarosz nazwał rzekomo polskich polityków ’sprzedanymi dziwkami’. Pojawiło się też twierdzenie ukraińskiej dziennikarki, że po tym, jak Zełeński został ostrzeżony przed konsekwencjami swojego kroku, miał rzekomo wulgarnie skomentować sprawę: 'Je**ć Polaków.’ Ukraińcy masowo wysyłają swoje odznaczenia do Warszawy” – czytamy we wpisie.

Przytoczył też atak szefa ukraińskiego MSZ Andrija Sybihy, który „ostro zaatakował Polskę oraz prezydenta Nawrockiego”. Wspomniał też o zwrocie kolejnych orderów ze strony Ukraińców. Przytoczył także słowa szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego, który podkreślił, że „przedstawiciele ukraińskich urzędów zwracają polskie odznaczenia lekką ręką, zapominając, że te same ręce były wyciągnięte po pomoc, a ta pomoc przyszła z polskich rąk: od polskiego rządu, samorządów, organizacji pozarządowych i milionów Polaków”.

„Polska dziennikarka Arleta Bojke z Channel Zero opublikowała komentarz do skandalu z nazwaniem ukraińskiej jednostki 'Bohaterów UPA’. Według Bojki, która powołuje się na oświadczenie byłego ukraińskiego posła Ihora Mosijczuka, Zełeński rzekomo użył wulgarnych wyrażeń do opisu Polski i Polaków i był świadomy tego, co jego krok wywoła. 'Kiedy do Zełeńskiego przyszli ludzie i powiedzieli mu, by nie nazywał tej ukraińskiej jednostki po UPA, że to rozdrażni Polaków, Wołodymyr Zełeński rzekomo odpowiedział: 'Je**ć Polskę i Polaków’” – napisał przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura.

Szkoda, że władze Czech bardziej upominają się o pamięć Polaków, niż niby-polski rząd.

TASS: Groźby Zełenskiego wobec Białorusi i reakcja na militaryzację Europy

Groźby Zełenskiego wobec Białorusi i reakcja na militaryzację Europy. Kluczowe punkty

Wiceminister spraw zagranicznych republiki Igor Sekreta zauważył, że na świecie obserwuje się tendencje eskalacyjne i sytuacja staje się niekontrolowana.

22 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Rosja i Białoruś zmuszone są reagować na zagrożenia w obliczu globalnej niestabilności, jednak priorytetowo traktują inicjatywy pokojowe – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Igor Sekreta podczas wirtualnej dyskusji przy okrągłym stole na temat „Militaryzacji Europy”, zorganizowanej przez Stałe Przedstawicielstwo Rosji przy OBWE.

Wcześniej Wołodymyr Zełenski wystosował kolejne groźby pod adresem Białorusi. Zadeklarował gotowość do wydania rozkazu ataku na sprzęt, który jego zdaniem znajdował się na terytorium Białorusi wzdłuż granicy z Ukrainą, jeśli nie zostanie on usunięty w ciągu tygodnia.

============================

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji.

Militaryzacja Europy

  • Białoruś wyraża zaniepokojenie tempem militaryzacji w Europie i obecnie monitoruje ćwiczenia Brave Boar 2026 w pobliżu Przesmyku Suwalskiego, powiedział wiceminister spraw zagranicznych Igor Sekreta.
  • Według niego militaryzacja Europy postępuje obecnie w kilku kierunkach.
  • Ponadto Sekret wyraził zaniepokojenie planami Polski i Francji dotyczącymi przeprowadzenia ćwiczeń sił powietrznych mających na celu zaatakowanie celów na Białorusi i w Rosji.
  • Zauważył , że w kontekście globalnej niestabilności Rosja i Białoruś zmuszone są „reagować defensywnie i zapobiegawczo” na zagrożenia, ale przede wszystkim „promują pokojowe idee , których celem jest zapobieganie najniebezpieczniejszym scenariuszom”.
  • Jak zauważył Sekret, na całym świecie obserwuje się tendencję eskalacyjną i sytuacja staje się niekontrolowana.
  • Wcześniej sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Aleksandr Wolfowicz oświadczył, że Europa, niestety, nie tylko nie jest przygotowana na zakończenie konfliktu na Ukrainie, ale robi wszystko, co możliwe, aby zapewnić jego kontynuację.
  • Ostrzegł, że nowe dostawy broni z Europy na Ukrainę, uzgodnione przez kraje G7, wywołają dodatkowe napięcia, podważając strategiczną stabilność i bezpieczeństwo na całym kontynencie europejskim.

Groźby Zełenskiego wobec Białorusi

  • 19 czerwca Wołodymyr Zełenski wystosował kolejne groźby pod adresem Białorusi.
  • Oświadczył, że jest gotowy wydać rozkaz ataku na sprzęt, który według niego znajdował się na terytorium Białorusi wzdłuż granicy z Ukrainą, jeśli nie zostanie on stamtąd usunięty w ciągu tygodnia.
  • Zełenski twierdził również, że znajdują się tam „repeater’y na wieżach”.

Próba wciągnięcia Mińska w konflikt

  • Białoruś dostrzega „eskalację antybiałoruskiej retoryki  ze strony Ukrainy” i na nią odpowiada, powiedział białoruski minister spraw zagranicznych Maksim Ryżenkow w wywiadzie dla kanału telewizyjnego Białoruś-1.
  • Minister obrony Białorusi Wiktor Chrenin oświadczył , że republika nie angażuje się w konflikt na Ukrainie, lecz monitoruje rozwój sytuacji.
  • Szef resortu zaznaczył, że Białoruś utrzymuje pewne siły na granicy z Ukrainą, ale w minimalnej liczbie – w celu zapewnienia ochrony granicy państwowej we współpracy ze strażą graniczną.
  • Białoruś nie da się wciągnąć w konflikt za pomocą prowokacji ; republika opowiada się za pokojem, rozwagą i dyplomacją, oświadczył sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Aleksandr Wolfowicz.
  • Zełenski próbuje wciągnąć Białoruś i całą Europę w konflikt zbrojny, powiedział Ołeh Gajdukiewicz, wiceprzewodniczący stałej komisji ds. międzynarodowych Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego (parlamentu) republiki.
  • Wcześniej prezydent republiki Aleksander Łukaszenka, komentując atak na białoruski autobus pod Briańskiem, ostrzegał , że próby wciągnięcia Białorusi w wojnę obrócą się przeciwko tym, którzy się tego podejmą.

Reakcja na groźby Zełenskiego wobec Białorusi

  • Prezydenci Rosji i Białorusi Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka planują wkrótce się spotkać, aby omówić między innymi groźby Władimira Zełenskiego pod adresem Mińska, powiedział reporterom rzecznik prasowy rosyjskiego przywódcy Dmitrij Pieskow.
  • Nazwał groźby Zełenskiego wobec Białorusi ingerencją w jej sprawy wewnętrzne i naruszeniem jej suwerenności.
  • Zełenski daremnie liczy , że jego ultimatum wobec Łukaszenki będzie korzystne dla Kijowa. Wręcz przeciwnie, groźby pod adresem Mińska prowokują Moskwę do reakcji, powiedział lider LDPR Leonid Słucki.
  • Zełenski zagraża bezpieczeństwu całej Europy, o czym świadczy jego ultimatum postawione Łukaszence, zauważył Armando Mema, członek fińskiej narodowo-konserwatywnej partii „Sojusz Wolności”.

Jak Polska pomaga Ukrainie w 2026 roku. 10 konkretów.

Post Stanisław Tyszka


Stanisław Tyszka facebook.com/story.

Jak Polska pomaga Ukrainie tylko w 2026 roku? Oto 10 konkretów:

1️⃣ Hub w Jasionce. Ciągle utrzymujemy lotnisko w Jasionce, przez które przechodzi ponad 90% zachodniej pomocy dla Ukrainy: broń, amunicja, sprzęt wojskowy, zaopatrzenie i pomoc humanitarna. To korytarz, bez którego Ukraina już dawno by padła.

2️⃣ Starlink dla Ukrainy. Polska finansuje utrzymanie łączności na terytorium Ukrainy, przede wszystkim systemu Starlink. Wartość finansowania w 2026 r. to 168 mln zł.

3️⃣ Fundusz Pomocy: ponad 1 mld zł. Na 2026 r. zaplanowano w Funduszu Pomocy 1,08 mld zł na pomoc Ukrainie i obywatelom Ukrainy. Chodzi m.in. o świadczenia rodzinne i opiekuńcze, 800+, Dobry Start, leczenie, leki, zakwaterowanie zbiorowe, obsługę dokumentów, pomoc społeczną oraz edukację dzieci z Ukrainy.

4️⃣ Uproszczony pobyt i praca. Obywatelom Ukrainy ze statusem UKR przedłużono legalny pobyt w Polsce do 4 marca 2027 r. Do tego utrzymano uproszczone zasady pracy: wystarczy zgłoszenie przez pracodawcę, bez standardowej procedury zezwolenia na pracę dla cudzoziemców spoza UE.

5️⃣ PURL: 100 mln dolarów na sprzęt wojskowy z USA. Polska dokłada się do PURL – mechanizmu, przez który państwa NATO kupują w USA sprzęt wojskowy dla Ukrainy. W amerykańskich rozliczeniach za 2026 r. Polska widnieje z wkładem 100 mln dolarów na uzbrojenie, amunicję i wyposażenie dla ukraińskiej armii.

6️⃣ 48. pakiet wojskowy za 200 mln zł. W lutym w Kijowie Donald Tusk zapowiedział kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy wart ok. 200 mln zł. Ma obejmować przede wszystkim sprzęt pancerny dla ukraińskich wojsk.

7️⃣ Szkolenie ukraińskich żołnierzy w Polsce. Ukraińscy żołnierze nadal szkolą się na polskich poligonach w ramach unijnej misji EUMAM. W 2026 r. ćwiczyli w Polsce m.in. działania w terenie zabudowanym, walkę w systemach okopów, szturmowanie wejść i oczyszczanie pomieszczeń.

8️⃣ Unijne miliardy dla Ukrainy. Rząd Tuska uczestniczy w unijnej „pożyczce” dla Ukrainy wartej 90 mld euro, będącej w istocie darowizną. Pierwsza transza ma zostać wypłacona na dniach, a równolegle Ukraina dostała 8 czerwca kolejne 2,8 mld euro z Ukraine Facility, w którym też uczestniczy Polska.

9️⃣ Wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. W czerwcu 2026 r. rząd Tuska zgodził się na otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego Ukrainy z Unią Europejską.

🔟 Agregaty i nagrzewnice dla Ukrainy. W styczniu 2026 r. decyzją Donalda Tuska na Ukrainę trafiło 379 generatorów prądu i 18 nagrzewnic z zasobów RARS. Polska koordynowała też przekazanie 447 generatorów ze środków unijnych, a Warszawa dorzuciła kolejne 90 agregatów.

W 2026 r. Polska wciąż pomaga Ukrainie na ogromną skalę: dajemy hub logistyczny, Starlinki, pieniądze, sprzęt, szkolenia i wsparcie w UE. A co dostajemy od Ukrainy w zamian? Zełenski honoruje „Bohaterów UPA”, a Polacy mają udawać, że nic się nie stało.

Dość rozdawania polskiej pomocy bez warunków: rząd Tuska ma pilnować interesu Polski, a nie udawać, że Ukraina może brać wszystko i nie dawać nic w zamian❗️

Drony nad Moskwą i zamknięte cztery lotniska: Jak długo jeszcze Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji?

Źródło obrazu: Astra

Drony nad Moskwą i zamknięte cztery lotniska: Jak długo jeszcze Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji?

ZeroHedge mówi o nowej rzeczywistości: Wszystkie cztery moskiewskie lotniska musiały tymczasowo zawiesić działalność po kolejnej fali ukraińskich dronów uderzających w stolicę Rosji.

To, co dwa lata temu uważano za niemal nie do pomyślenia, staje się teraz normą. Kluczowe pytanie nie brzmi już zatem, czy Moskwa może zostać zaatakowana, ale jak długo rosyjskie władze będą tolerować te ataki bez zmasowanego kontrataku.

Strategia Ukrainy jest teraz oczywista. Nie chodzi już tylko o cele wojskowe na linii frontu. Ataki na Moskwę mają na celu przeniesienie wojny do serca Rosji, zakłócenie codziennego życia i stworzenie wrażenia, że ​​nawet stolica nie jest już bezpieczna.

Lotniska są zamknięte, loty odwołane, systemy obrony powietrznej postawione w stan najwyższej gotowości. Każdy atak generuje obrazy, które znacznie przewyższają rzeczywiste zniszczenia. To wojna z opinią publiczną.

Stanowi to narastający problem strategiczny dla Kremla. Choć Rosja jest w stanie przechwycić większość ataków dronów, każda kolejna fala ataków zwiększa presję wewnętrzną. Ludność oczekuje ochrony, a dowództwo wojskowe coraz częściej staje przed pytaniem, ile kolejnych ataków na stolicę może tolerować.

Wymiar polityczny jest szczególnie napięty. Prezydent Zełenski wielokrotnie deklarował zamiar przeniesienia wojny na Rosję. Jednocześnie państwa zachodnie w ostatnich miesiącach złagodziły ograniczenia dotyczące ataków na terytorium Rosji. W Moskwie będzie to prawdopodobnie coraz częściej postrzegane jako pośrednie zaangażowanie Zachodu.

Niebezpieczeństwo polega obecnie na tym, że rosyjskie władze mogą dojść do wniosku, że czysto defensywne środki już nie wystarczają. Jeśli Moskwa odniesie wrażenie, że ataki systematycznie się nasilają, a polityczny próg reakcji ze strony Zachodu nadal się obniża, presja na znaczne rozszerzenie reakcji może wzrosnąć.

Mogłoby to obejmować ataki na ośrodki decyzyjne w Kijowie, wzmożone niszczenie krytycznej infrastruktury, a nawet działania przeciwko tym obiektom, które Rosja uważa za zapewniające wsparcie operacyjne dla ukraińskich ataków.

To tworzy niebezpieczną dynamikę. Każdy nowy atak dronów zwiększa presję na Moskwę, by zareagowała bardziej zdecydowanie. Każda rosyjska odpowiedź z kolei zwiększa ryzyko dalszej eskalacji.

Prawdziwy sukces ukraińskiej kampanii dronów może zatem leżeć nie w wyrządzonych szkodach, ale w postawieniu Rosji w sytuacji, w której coraz bardziej prawdopodobne staje się ostrzejsze przeciwdziałanie militarne.

Wojna na froncie może więc coraz bardziej stawać się wojną o reakcje polityczne.

I tu właśnie tkwi prawdziwe zagrożenie: To nie drony same w sobie mogą doprowadzić do eskalacji konfliktu, ale kwestia tego, jak długo mocarstwo nuklearne będzie tolerować powtarzające się ataki na swoją stolicę, nie określając na nowo granic eskalacji.

Źródło: Kolejna fala ukraińskich dronów nad Moskwą tymczasowo zamyka wszystkie cztery stołeczne lotniska

Kto daje i odbiera…

Kto daje i odbiera…

Umieszczam, choć w części krytykującej Prezydenta się nie zgadzam. Dał przecież bezczelnemu łobuzowi czas na pomyślenie o skutkach… Mirosław Dakowski.

==============================

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska./zinkiewicz-kto-daje-i-odbiera

Miało być poważnie, patriotycznie i uroczyście. Wyszło jak zawsze. Błędem było to, że prezydent Karol Nawrocki nie skonsultował swojej decyzji w sprawie odebrania Orderu Orła Białego, komikowi z Ukrainy. 

W trakcie kolejnej rozmowy z duchem Józefa Piłsudskiego, jak zwykł to czynić dotychczas (patrz: końcowa wypowiedź prezydenta Nawrockiego, w której twierdzi, że rozmawia z duchem marszałka: „Wielokrotnie rozmawiamy ze sobą, właściwie każdego dnia. Wojna polsko-bolszewicka roku 1920 i obecna sytuacja międzynarodowa po ataku Federacji Rosyjskiej, o parlamencie rozmawiamy”). 

Wypadkowa historia

Ponieważ wypadkową stosunku Ukraińców do Polski i Polaków i vice versa jest wspólna historia, zapewne Marszałek odwołałby się do tradycji braterstwa broni polsko-ukraińskiej, wspominając przy tym naczelnego atamana Siemiona Petlurę, toczącego wspólną walkę w ówczesnym okresie historycznym, w ramach paktu Piłsudski-Petlura (sojusz z 21 kwietnia 1920 roku). Następstwem tego sojuszu była podjęta 25 kwietnia wspólna polsko-ukraińska, zwycięska ofensywa przeciwko Armii Czerwonej na Ukrainie. Sojusz ten zakończył się dla Ukraińców w sposób dramatyczny, tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym pisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”.

Dawne spotkania

Przed laty, pisząc dla ukraińskiego czasopisma „Czas Pik” (odpowiednik naszej „Polityki”), pragnąc być na bieżąco z ukraińską polityką, słuchałem wystąpień ukraińskich deputowanych w Wierchownej Radzie Ukrainy. Szczególnie emocjonalne były te po spotkaniach, które miały miejsce w 2011 roku w Polsce. Pierwsze – z sierpnia, w prezydenckiej rezydencji na Półwyspie Helskim, to spotkanie Bronisława Komorowskiego i Wiktora Janukowycza. Drugie to listopadowe spotkanie we Wrocławiu prezydenta Ukrainy Janukowycza z prezydentami Polski i Niemiec Komorowskim i Chistianem Wulffem

Przeciwko ingerencji w sprawy ukraińskie

W ocenie ukraińskich deputowanych uzależnianie prowadzenia rozmów stowarzyszeniowych z UE od konkretnych roszczeń kierowanych pod adresem Ukrainy było mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Ukrainy mającym charakter szantażu politycznego. Przypominam, że chodziło o uwolnienie z aresztu Julii Tymoszenko. Zdaniem Brukseli, była premier, ścigana za nadużycia (za korupcję) przy zawieraniu umów gazowych z Rosją, za swe czyny powinna ponosić odpowiedzialność polityczną, a nie karną. Zarówno dla samej Ukrainy, jak i ówczesnego jej prezydenta Janukowycza, integracja z UE była bardzo ważna, o czym mówił we Wrocławiu po spotkaniu z prezydentami Polski i Niemiec.

Bojówki szykowane w Polsce 

W późniejszym okresie, słuchając emocjonalnych wystąpień w Wierchownej Radzie Ukrainy, usłyszałem, że Polska, która ma czelność udawać przyjaciela Ukrainy, na swoim terytorium szkoli dywersantów, którzy mają obalić prezydenta Janukowycza. Mówca powołał się w swoim wystąpieniu na informacje ukraińskiego wywiadu zagranicznego. Zwróciłem się więc z zapytaniem do redakcji „Czas Pika” z zapytaniem czy dobrze zrozumiałem sens wypowiedzi tego ukraińskiego deputowanego. Odpowiedź redakcji była dla mnie szokująca, albowiem otrzymałem potwierdzenie tego, o czym mówił ten parlamentarzysta. 

Pomoc weteranom?

Po zapoznaniu się z komunikatem z 24 października 2024 roku ambasadora USA w Warszawie Marka Brzezińskiego, doznałem iluminacji: „Stany Zjednoczone, Polska i Ukraina połączyły siły, aby pomóc ukraińskim weteranom wojennym w reintegracji do życia cywilnego. Tak jak staliśmy u boku narodu ukraińskiego, gdy bronił swojej ojczyzny, tak Amerykanie i Polacy będą solidarnie wspierać ukraińskich bohaterów, którzy mierzą się z nowymi wyzwaniami. Ministerstwo Polityki Społecznej Ukrainy szacuje, że ponad 300 tysięcy Ukraińców żyje z niepełnosprawnościami w wyniku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Żołnierze odważnie służą w każdym z naszych krajów, a naszym obowiązkiem jest zapewnić im wsparcie, opiekę i szacunek, na które zasługują. Wraz ze wzrostem liczby weteranów rośnie również potrzeba opieki – zarówno w zakresie leczenia traum, jak i blizn, które noszą. Ta konferencja była poświęcona poszukiwaniu rozwiązań, budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”.

Nacjonalizm ukraiński potrzebny Applebaum

O tym „tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”, o którym raczył napisać ambasador USA Mark Brzeziński, już wcześniej można było przeczytać. W internetowym wydaniu „The New Republic”, w obszernym artykule Anne Applebaum z 13 maja 2014 roku Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). Czytamy tam obszerną analizę ukraińskiego nacjonalizmu, z której w konkluzji dowiadujemy się, że „nacjonalizm może zainspirować do ulepszenia swojego kraju, aby móc żyć zgodnie z wizerunkiem, jaki chcesz, aby miał. Ukraińcy potrzebują więcej tego rodzaju inspiracji, a nie mniej – chwil takich jak ostatni Sylwester, kiedy o północy na Majdanie ponad 100 000 Ukraińców odśpiewało hymn narodowy. Potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć: Sława Ukraini – Hierojam Slava – Chwała Ukrainie, chwała jej bohaterom, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach czterdziestych XX wieku, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu. A potem oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, przyzwoity system sądowy i akademie szkoleniowe policji. Jeśli tego nie zrobią, ich kraj ponownie przestanie istnieć. Innymi słowy, klucz do ’być albo nie być’ Ukrainy tkwi w ukraińskim zmodyfikowanym nacjonalizmie!”.

Prezydent wyciągnął Polskę z roli

Reasumując, Polska po ubogaceniu w doświadczonych, zaprawionych w walkach kombatantów, weteranów, nacjonalistów ukraińskich wyznających ideologię Bandery i Szuchewycza, ma ich wesprzeć, wyleczyć, otoczyć opieką, szacunkiem w celu „budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości” (sic!). A tu nagle prezydent Nawrocki oświadczył, że odbiera Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, ponieważ: „próg bólu został przekroczony”. Innymi słowy, prezydent w ten symboliczny sposób przeciwstawił się roli Polski wyznaczonej przez globalistów jako sługi Ukrainy i… banderowców. Z drugiej strony, Ukraińcy nie ufali i nie ufają polskim politykom. Mają ku temu powody, o których napisałem na wstępie.

Co z Sakiewiczem i SBU?

Rzekomo jest decyzja! Prezydent Ukrainy odebrał Tomaszowi Sakiewiczowi medal za zasługi dla SBU! Czy to polityczny błąd, który spowoduje odwrócenie się środowiska dziennikarskiego w Polsce od spraw ukraińskich? Czy polskie media – dziennikarze i „eksperci” – przestaną przekazywać ukraińską narrację na temat historycznych i współczesnych relacji polsko-ukraińskich!? O tym na Facebooku donosi Narodowa Anarchosyndykalistka. 

Eugeniusz Zinkiewicz

Popis banderyzmu

Popis banderyzmu

Autor: AlterCabrio , 22 czerwca 2026 ekspedyt

Czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności

Zdjęcie tytułowe: LINK

Popis banderyzmu

No i stało się. Banderyzm wybił niczym szambo, a przyczynkiem było odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego, przyznanego Żeleńskiemu, w reakcji na nadanie przez Żeleńskiego imienia bohaterów upa jednej z jednostek wojskowych.

Na razie wybiło to z ust najwyższych przedstawicieli reżimu kijowskiego, ale jest tylko kwestią czasu, gdy zwykli Polacy, żyjący sobie dotąd spokojnie, nieświadomi postępującej podmiany ludności przekonają się, jak objawia się ta cecha charakteru w codziennym obyciu. Bo banderyzm to stan umysłu, nikt się co prawda takim nie rodzi, ale niektórzy się takimi stają. Dotąd myśleliśmy, że co prawda nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, ale za to każdy banderowiec jest Ukraińcem.

Trzeba zweryfikować to mniemanie. Skąd bowiem tak wielu sympatyków banderowskiej Ukrainy w rządzie III RP i wśród tzw. elit naszego kraju? Skąd wzięło się tyle ukraińskich flag, wiszących na publicznych budynkach w Polsce? Kto je tam wiesza? Czemu cieszą się szczególną ochroną władz? kto nadaje te wszystkie polskie ordery tuzom Nowej Chazarii? Musimy sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: o relację ukraińskości do banderyzmu, i relację osób w Polsce do interesów ukraińskich.

Pytanie pierwsze brzmi: czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności, co jest jednym z warunków budowy Pan-Europy, czyli realizacji planu żydomasońskiego.

Nawet językowo ukraińskość nie jest dokładnie określona, skoro nawet kagan kijowski uczył się tego języka dopiero, gdy został prezydentem. Ta niejasna świadomość miejsca pochodzenia, skojarzona z niejasną kwestią językową rzucona jest na kolejną niejasność, mianowicie na niejednolitość etniczną ludności Ukrainy. Część to Rusini, przez Rosjan traktowani jako Małorusy, w większości zamieszkująca Ukrainę Wschodnią, część to mieszanina, zwana czernią, w większości zamieszkująca Ukrainę Zachodnią, a poza tym Rosjanie, Polacy, Żydzi i inne nacje. To nie jest więc naród, ani nawet narodowość, lecz ludność. Jej świadomość jest nieuformowana i brak tam wspólnych idei. Na początku Specjalnej Operacji Wojskowej wspólnym łącznikiem była wrogość wobec Rosji, połączona ze zjednoczeniem się pod wspólną flagą, którą uosabiał rząd w Kijowie.

Teraz zaś nie ma nawet tego, co pokazuje masowy exodus Ukraińców z Ukrainy w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Jedyną ideą, jaka istnieje na Ukrainie, używaną do cementowania różnych elementów ludności jest banderyzm, wykorzystywany przez reżim kijowski jako ideologia państwowa. W pierwszej kolejności banderyzm jest antypolski, w drugiej antyrosyjski, w trzeciej antyludzki. Jeśli więc ktoś chciałby w przyszłości uważać się za patriotę ukraińskiego, będzie musiał przyjąć banderyzm za swe życiowe credo.

Dziś więc większość Ukraińców nie jest świadomymi banderowcami, ale może się nimi stać, jeśli będzie chciała być lojalna wobec reżimu w Kijowie, czyli Nowej Chazarii. Banderyzm bowiem to pewna szczególna dyspozycja intelektualno-moralna, zbliżona do nazizmu, oparta na wzorach talmudycznych, która każe mordować wszystkich, których uważa za wrogów, zachowując przy tym skrajną butę, pogardę i nienawiść dla swoich dobroczyńców. Wrogiem jest ten, który zagraża samostijnej Ukrainie, i zawsze wskazuje go władza. Tak się składa, że wrogiem banderyzmu zawsze jest naród i państwo polskie, i to stanowi fundament banderyzmu i nigdy się nie zmieni. Jeśli więc dziś nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, to w przyszłości już nieodległej reżim kijowski zmusi do banderyzmu wszystkich, których ma pod władzą.

Pytanie drugie brzmi: dlaczego w Polsce tak wielu jest obrońców interesów ukraińskich, mimo że Ukraińcy zgotowali Polakom okrutne krwawe rzezie? Odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze, głupota, połączona z propagandą proukraińską. Po drugie, kwity, jakie służby ukraińskie mają na polityków w Polsce, głównie związane z korupcją i nieletnią prostytucją. Po trzecie, nie są to Polacy, ale Ukraińcy, udający Polaków, mający sympatie banderowskie. W Polsce pod rządami popisu występują wszystkie trzy sytuacje, można więc powiedzieć, że rządzi nami ukraińsko-banderowska klika.

Jedynie tak można wytłumaczyć butę, arogancję i bezczelność polityków i funkcjonariuszy ukraińskich wobec Polski i Polaków, panoszenie się służb ukraińskich w Polsce, liczne pożary, finansowanie przez państwo polskie reżimu kijowskiego pomimo zniewag, narażanie bezpieczeństwa narodowego w imię interesów banderowców. Tak więc spora część polityków w Polsce to banderowcy funkcjonalni. Można więc zidentyfikować nową jednostkę choroby politycznej: banderyzm funkcjonalny.

To stwierdzenie jest konieczne, aby opracować plan działania. Skoro rządzą nami banderowcy, to będą robić rzeczy dla Lachów skrajnie niekorzystne. Jeśli dalej przyjrzymy się politykom i ich formacjom politycznym, zobaczymy, że problem ten dotyczy całego popisu, czyli frakcji magdalenkowej. Idąc dalej, to oni pozwolili na rozwijanie się banderyzmu na Ukrainie i nie zrobili niczego, aby to zatrzymać, a mogli dużo, gdyż reżim kijowski zależny jest od Polski w sposób egzystencjalny. To politycy popisu pozwolili na przesiedlenie milionów Ukraińców do Polski, dali im przywileje i ograbili państwo i naród z pieniędzy i innych dóbr, aby przekazać je banderowcom. Robią zresztą to nadal.

Musimy wyciągnąć z tego praktyczne wnioski. Po pierwsze, rozwój banderyzmu na Ukrainie jest pewny, wraz z konsolidacją władzy przez reżim kijowski. Po drugie, banderyzm jest dla Polaków zagrożeniem śmiertelnym, zarówno dla państwa, jak i narodu. Po trzecie, jeśli nadal będą trwały rządy popis, banderyzm będzie ideologią władzy również w Polsce. Po czwarte, banderyzm reaguje tylko na brutalną i bezwzględną siłę, więc dogadywanie się z banderowcami możliwe jest z użyciem środków przymusu. Tak więc dalsze trwanie obecnego układy władzy w Polsce daje nam duże prawdopodobieństwo powtórki z rzezi Lachów.

Aby uniknąć rzezi lub łagodniejszych, acz zawsze przykrych skutków banderyzmu w Polsce, należy wyeliminować jego przyczyny, a są one dwie: wewnętrzna i zewnętrzna. Przyczyna wewnętrzna eskalacji banderyzmu w Polsce są banderowskie rządy, czyli popis. Z tym można sobie poradzić, wybierając Konfederację Korony Polskiej, a następnie banderowców, udających Polaków ukarać sprawiedliwie, czyli przykładnie i surowo.

Przyczyną zewnętrzną banderyzmu na Ukrainie jest system geopolityczny, objawiający się w postaci NATO i UE, który na szczęście trzeszczy i rozpada się. Tu rada na banderyzm jest prosta: zawiązać sojusz antyterrorystyczny z tymi państwami, które również zagrożone są banderowskim terroryzmem, czyli co najmniej z Białorusią, Rosją, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią. Reżim kijowski powinien zostać spacyfikowany, winni ukarani sprawiedliwe, czyli surowo, a tzw. państwo ukraińskie wzięte w zarząd powierniczy białorusko-rosyjsko-polski.

Oznacza to obalenie dotychczasowego mitu, jakoby Ukraina walczyła za Polskę i Europę. To fałsz, Ukraina walczy za interesy Wielkiej Brytanii, USA, Niemców i Żydów, a pierwszą ofiarą jest ludność Ukrainy. Ktokolwiek zakończyłby Nową Chazarię, ten wyrządziłby ludowi Ukrainy wielką przysługę.

Cała nadzieja w Lechitach, że będą potrafili dogadać się z Rosjanami, aby rozgromić Chazarię jak w 956 r., dla dobra Rusinów, Europy i całego świata, po złości Żydom.

=============================================================

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

____________________

Popis banderyzmu, Bartosz Kopczyński, 22 czerwca 2026

Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy

Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy

Stephen Karganović

Fałszywa flaga w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej po raz kolejny podkreśla kluczowe znaczenie propagandy w nowoczesnej wojnie politycznej.

Podpalenie pod fałszywą flagą soboru Zaśnięcia Matki Bożej w kompleksie klasztornym Ławra Pieczerska 15 czerwca można było przewidzieć z matematyczną pewnością. Kwestią nie było, czy do tego dojdzie, ale kiedy.

Wszędzie widać wyraźne oznaki zaaranżowanego wydarzenia. Społeczeństwo, zbyt zajęte i zbyt nieuważne, by dociekać dalej lub zadawać podstawowe pytania, po raz kolejny daje się wodzić za nos ukraińskiemu reżimowi neonazistowskiemu i jego kolektywnym zachodnim zwolennikom, którzy kierują i logistycznie wspierają każdy krok reżimu.

Zniszczenia Soboru Zaśnięcia Matki Bożej w Kijowie rzekomo są wynikiem celowego trafienia rosyjskimi pociskami rakietowymi podczas weekendowego ataku na cele w stolicy Ukrainy. Nieistotny jest fakt, że władze w Kijowie regularnie twierdzą, że zestrzeliwują praktycznie wszystkie pociski wystrzelone w cele na kontrolowanym przez siebie terytorium, co nasuwa logiczne pytanie, jak cokolwiek mogło zostać trafione i uszkodzone. Możemy jednak zignorować te propagandowe bzdury.

Twierdzi się ponadto – i to jest kluczowy punkt dla zrozumienia, co mogło się wydarzyć – że rosyjski atak został przeprowadzony za pomocą rakiet Iskander i Zircon, co wydaje się być prawdą.

Ale jeśli tak jest, to zniszczenia katedry są nienaturalnie powierzchowne. Są całkowicie sprzeczne z użyciem tak niszczycielskiej amunicji, szczegółu, który propagandziści najwyraźniej przeoczyli.

Szybkie wyszukiwanie w Google pokazuje, że rzeczywiste uszkodzenia katedry, które według zdjęcia rozpowszechnionego przez ukraińskie władze ograniczają się do części dachu, są niemożliwe do pogodzenia z użyciem broni o tak niszczycielskiej sile.

Istotne fakty są następujące: Iskander-M przenosi głowicę o masie od 480 do 700 kilogramów. Cyrkon przenosi głowicę o szacunkowej masie od 300 do 400 kilogramów i uderza z prędkością przekraczającą Mach 8. Sama energia kinetyczna tych pocisków jest wystarczająco niszczycielska, nawet bez uwzględnienia ich siły wybuchu. Jak stosunkowo krucha konstrukcja, zbudowana wieki temu, mogła przetrwać takie uderzenie z niewielkimi uszkodzeniami?

Czy ateiści i wyznawcy innych religii, którzy gardzą wszystkim, co reprezentuje Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, ale rządzą Ukrainą, będą teraz powoływać się na „cud”? Czy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej i otaczające go budynki zostały uratowane przed całkowitym zniszczeniem dzięki szybkiej interwencji z góry? Właśnie to musieliby zrobić, aby wyjaśnić fakt, że sobór wciąż stoi w miejscu, gdzie powinien być ogromny krater, gdyby ich twierdzenie o celowym ataku wojsk rosyjskich było prawdziwe.

Zdjęcie lotnicze opublikowane przez ukraińskie władze nie przedstawia zniszczeń będących wynikiem bezpośredniego ataku rakietowego, lecz scenę pożaru dachu, prawdopodobnie w połączeniu z odłamkami, które spadły na budynek.

Dowody wizualne są całkowicie sprzeczne z wersją wydarzeń przedstawioną przez ukraiński reżim. Na pierwszy rzut oka ta wersja wydaje się absurdalna.

Jednakże dowody w pełni potwierdzają teorię o celowym zaaranżowaniu wydarzenia przez władze w Kijowie w celu wykorzystania ataku rakietowego na swoje cele wojskowe w Kijowie, manipulowania nim dla uzyskania przewagi propagandowej i dodatkowych funduszy w kontekście spotkania G7 odbywającego się mniej więcej w tym samym czasie.

Reżim ma długą historię inscenizacji ataków pod fałszywą flagą, które zbiegają się z ważnymi wizytami i spotkaniami zagranicznymi. Starannie kontrolowany pożar dachu katedry Zaśnięcia Matki Bożej, wystarczająco silny, by wygenerować użyteczne obrazy propagandowe i wywołać ogólnoświatowe oburzenie, przypomina pożar Reichstagu w Berlinie, zainscenizowany przez sympatyków nazistów w 1933 roku.

Daje to reżimowi w Kijowie dodatkową przewagę propagandową. Odwraca uwagę od ukierunkowanego ataku sił ukraińskich na Rosyjski Instytut Pedagogiczny w Starobielsku w nocy z 21 na 22 maja, w którym ponad 20 studentów zostało zamordowanych z zimną krwią podczas snu.

Machina propagandowa kolektywnego Zachodu ruszyła do akcji bezzwłocznie, dosłownie kilka minut po podpaleniu Soboru Zaśnięcia Matki Bożej. To również wpisuje się w interpretację operacji pod fałszywą flagą, ponieważ sugeruje wcześniejszą wiedzę i koordynację.

Jak bez ogródek stwierdził „New York Times”: „Kiedy Rosja atakuje Ukrainę, podpala się symbol kulturowy; najnowszą ofiarą wojny jest wielowiekowa katedra”, a następnie dodał, prawdopodobnie w niezamierzonym żarcie, że „prezydent Wołodymyr Zełenski nazwał to 'jedną z największych zbrodni Rosji przeciwko kulturze chrześcijańskiej’”.

To ten sam „prezydent” Zełenski, pobożny strażnik kultury chrześcijańskiej, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej ograbił kijowską Ławrę z chrześcijańskich relikwii i wysłał je prywatnym kolekcjonerom i muzeom na Zachodzie.

BBC i Deutsche Welle posłusznie podążyły tą samą drogą, wyrażając ubolewanie z powodu zniszczeń w katedrze prawosławnej, wobec której nie zwracały żadnej uwagi, i łącząc pożar z atakiem rakietowym, który, gdyby rzeczywiście trafił w katedrę, spowodowałby zniszczenia na nieporównywalnie większą skalę.

Incydent natychmiast przedstawiono jako celową konsekwencję „poważnego rosyjskiego ataku na Kijów, w wyniku którego zginęło co najmniej jedenaście osób, a kilkadziesiąt zostało rannych, a także uszkodzono jedno z najświętszych miejsc prawosławnego chrześcijaństwa”.

„Zabytkowy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej w kijowskiej Ławrze Peczerskiej – obiekcie wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – stanął w płomieniach. Duchowni natychmiast przystąpili do oceny zniszczeń i zabezpieczenia artefaktów religijnych”.

„Ekspert”, którego poproszono o dokonanie oceny przed przeprowadzeniem jakichkolwiek badań kryminalistycznych lub innego rodzaju dochodzenia – ponownie zgodnie z ustalonym schematem – pewnie wygłosił wykład na temat szczegółów technicznych, o których nie mógł nic wiedzieć, i złośliwie spekulował na temat nikczemnych motywów rosyjskiego rządu, który rzekomo zaatakował tak ważne prawosławne sanktuarium.

Jedyną osobą, która ma moralne prawo komentować to, co stało się z powierzonym jego opiece historycznym ośrodkiem duchowym, jest metropolita Paweł, który jest jednocześnie przełożonym Kijowskiej Ławry Pieprzowej, na terenie której znajduje się zniszczona katedra.

Z wielkim osobistym ryzykiem nagrał jedyną właściwą reakcję na tę profanację. Metropolita Paweł, więzień polityczny kijowskiego reżimu nazistowskiego, obecnie przebywający na wolności za kaucją, poruszająco opowiada o głębszych, duchowych przyczynach ataku na jego klasztor i katedrę oraz wyjaśnia przyczyny konfliktu szalejącego w jego kraju.

Jego szczere i uczciwe słowa zginą w zgiełku propagandy. Jednak jego wypowiedź, dostępna w języku rosyjskim, jest szczególnie polecana osobom nieznającym języka rosyjskiego, które mogą jej wysłuchać, korzystając z dostępnych narzędzi tłumaczeniowych.

Fałszywa flaga w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej po raz kolejny podkreśla kluczowe znaczenie propagandy we współczesnej wojnie politycznej, w której niektóre bitwy toczą się również przy użyciu środków militarnych.

Dobra wiadomość jest taka, że ​​coraz mniej osób daje się nabrać na te oklepane narracje, wszystkie z tego samego materiału i rutynowo rozpowszechniane przez pozbawionych wyobraźni propagatorów tych nieprawd.

Ale nie oszukujmy się: nie każdy potrafi przejrzeć czyjeś kłamstwa.

Źródło: Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy