Azow sprzedaje naszywki z napisem „Wołyń” i nożem

Naszywka dotycząca Wołynia

„Jesteśmy dumni ze swojej historii”. Azow sprzedaje naszywki z napisem Wołyń i nożem

27 June 2026

Związane z Azowem wydawnictwo Reinshouse wypuściło naszywkę z napisem „Wołyń Pride”, symbolem noża i hasłem „Jesteśmy dumni ze swojej historii”. W piątek na sprawę zwróciła uwagę ukraińska historyk Marta Hawryszko.

Na grafice promującej naszywkę widnieje napis „Волинь Pride”, czyli „Wołyń Pride”. Obok umieszczono biały krzyż oraz rysunek noża. W tle wykorzystano historyczne fotografie przedstawiające uzbrojonych banderowców. Całość opatrzono ukraińskim hasłem „Пишаємося своєю історією”, czyli „Jesteśmy dumni ze swojej historii”.

Naszywkę przygotowało Reinshouse, wydawnictwo związane z Azowem, prowadzone przez Ołeksija „Reinsa” Konsula, oficera 3 Brygady Szturmowej. Sam projekt został pokazany w formie czerwono-czarnej grafiki promocyjnej z logotypami Reinshouse oraz CNSL Cult.

„Czy to ma być «trolling» Polski? Nóż? Wołyń? Mówicie poważnie?!” — napisała Hawryszko.

Historyk oceniła, że sprawa ma „wszystkie cechy nowego międzynarodowego skandalu”.

Przypomniała również, że żołnierze 3 Brygady Szturmowej byli szkoleni i leczeni w Polsce, a także prowadzili tam zbiórki pieniędzy.

Dwa kłamstwa ukraińskiej polityki historycznej

Dwa kłamstwa ukraińskiej polityki historycznej

Polacy przechodzą przyspieszony kurs realizmu w relacjach z Ukraińcami. I nie piszę tu o relacjach międzypaństwowych. Jeśli o nie chodzi, niechęć Wołodymyra Zełenskiego i elity rządzącej Ukrainą do Polski, czy przede wszystkim lekceważenie naszego państwa, orientacja na czołowe mocarstwa zachodnie, wśród których USA stały się partnerem wymagającym, a Niemcy bardziej spolegliwym, jest jasna od dawna. Natomiast obecny spór o historię jest czymś więcej. Jest sporem dwóch społeczeństw.

Widać to wyraźnie po skali uczestnictwa ukraińskich środków masowego przekazu w tej konfrontacji. Nawet najmniejsze lokalne portale nie przepuszczają okazji by zabrać głos. Głosy te wybrzmiały również na portalach społecznościowych, gdzie obywatele dwóch państw, także obywatele Ukrainy mieszkający w Polsce, zderzyli się, bo przecież trudno nazwać dyskusją to, czego świadkami jesteśmy od kilku tygodni.

Ukraińska wizja historii, jaka wyłania się i z narracji władz i z tych setek tysięcy wpisów zwykłych Ukraińców opiera się na dwóch podstawowych kłamstwach, ale wyziera z nich także szczególnie cyniczny bezwstyd. Znaczna część Ukraińców nie zaprzecza, że Ukraińska Powstańcza Armia mordowała polskich cywilów. Jednak wrażenie jakie to wywiera, Ukraińcy próbują przykryć fikcją symetrii – jakoby Armia Krajowa w taki sam sposób i w takim samym zakresie mordowała cywilów ukraińskich.

To szafowanie nazwą AK jest przy tym jeszcze jednym dowodem ignorancji historycznej po tamtej stronie, bo na Wołyniu w 1943 roku, polskie struktury podziemne były nieliczne, rozproszone i bez większych zasobów broni, a przeciw UPA często występowały improwizowane samoobrony mieszkańców. Odnoszę się do Wołynia, bo, i tu kolejny fałsz, Ukraińcy próbują zamknąć sprawę terytorialnie do tego województwa, a przecież ludobójstwo rozciąga się na kolejne lata, a przede wszystkim terytorialnie – na województwa tarnopolskie, stanisławowskie, lwowskie i lubelskie, w tym na obszary na współczesnym terytorium Polski.

Drugie podstawowe kłamstwo ukraińskiej narracji mówi nam jeszcze więcej. „A co ci Polacy robili na Ukrainie” – w tej konwencji odpowiadają nam Ukraińcy od pracowników ichniego Instytutu Pamięci Narodowej po przeciętnego Ołeksija na społecznościówce. To oczywiście wyraz świadomości ukształtowanej całkiem niedawno przez ukraińską ideologię, jakoby w 1918 roku istniała jakakolwiek Ukraina, naród ukraiński w obecnej formie, której i którego ziemie zostały „okupowane” przez II Rzeczpospolitą.
Nie jest to nic niezwykłego. Wiele młodych narodów, które wykształciły się ostatecznie dopiero w XX wieku na obszarach należących do historycznych państw innych narodów i które swoje obecne granice zawdzięczają nie sobie, a działaniu sił zewnętrznych, w tym przypadku Józefowi Stalinowi i Armii Czerwonej, dokonuje projekcji w przeszłość swoich współczesnych stanów świadomości i tożsamości. Można tu wspomnieć i współczesnych Litwinów z ich przekonaniem o „okupacji” przez II Rzeczpospolitą Wilna i Wileńszczyzny.

Gdy wsłuchamy się w to drugie ukraińskie kłamstwo, przebija z niego jednak pewien barbarzyński szowinizm. Założenie, że skoro Polska „okupowała ziemie ukraińskie” to w imię zakończenia tej „okupacji” wolno było wybić do ostatniego każdego Polaka, jako jej inherentnego sprawcę i przejaw. Starca, kobietę, dziecko. Oczywiście mało kto na Ukrainie ogłasza tę zależność wprost, ale jeśli „polską okupacją” usprawiedliwia się gloryfikację UPA, to, biorąc pod uwagę jej działalność oznacza to moralną akceptację takiej logiki. I trudno traktować poważnie pojawiające się twierdzenia polskich ukrainofili, że w czasach internetu i wzmożonej debaty, Ukraińcy nie wiedzą, co działo się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w czasie drugiej wojny światowej. Wielu z nich wie, tylko, jak się okazuje, uważa to, co się stało jest usprawiedliwione przez te dwa fałszywe intelektualnie i moralnie założenia.

Krystian Kamiński

Członek Zarządu Głównego Ruchu Narodowego, b. poseł na Sejm RP

Eskalacja pod pretekstem ożywienia gospodarczego: Dlaczego Kijowowi obiecano kolejne miliardy

Eskalacja pod pretekstem ożywienia gospodarczego: Dlaczego Kijowowi obiecano miliardy

Andriej Nizamutdinow o tym, dlaczego Bruksela nie może wyskoczyć z ukraińskiego pociągu

Andrey Nizamutdinov , TASS Observer 26 czerwca, tass-ru/opinions

Uczestnicy konferencji w Gdańsku© REUTERS/ Lukasz Głowala

W Gdańsku odbyła się międzynarodowa konferencja poświęcona odbudowie Ukrainy. Według premier Ukrainy Julii Swyrydenko, podpisano 160 umów o wartości ponad 10 miliardów euro. Jednak bliższe przyjrzenie się wynikom i przemówieniom uczestników konferencji ujawnia, że ​​pod pretekstem rozmów o odbudowie Ukrainy Europa przygotowuje eskalację konfliktu na szeroką skalę.

Z Kijowa – z wdzięcznością

Przypomnijmy, że spotkaniu w Gdańsku towarzyszył skandal: Prezydent Polski Karol Nawrocki podjął decyzję o cofnięciu najwyższego polskiego odznaczenia Wołodymyra Zełenskiego, Orderu Orła Białego. Powodem były długo opóźniane starania prezydenta Ukrainy o gloryfikację ukraińskich kolaborantów hitlerowskich, którzy odpowiadali za zagładę dziesiątek tysięcy Polaków podczas II wojny światowej.

Zełenski demonstracyjnie wysłał Order do Warszawy w paczce pocztowej, nie mogąc powstrzymać się od jawnie niegrzecznych uwag pod adresem Nawrockiego. Idąc w jego ślady, jego poprzednicy na stanowisku prezydenta, a także obecni podwładni, pospieszyli z odesłaniem polskich odznaczeń.

Stolice europejskie starały się zignorować skandal. „Na Ukrainie czczą nazistów, tych, którzy mordowali Rosjan, Polaków, Żydów i innych. Z jednej strony Polakom to się bardzo nie podoba. Z drugiej strony planują odbudowę Ukrainy, która czci tych samych nazistów. To paradoksalna sytuacja. Ale najbardziej paradoksalny w tej sytuacji jest brak reakcji ze strony innych stolic europejskich” – skomentował rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow.

Moim zdaniem, takie zachowanie obecnych europejskich przywódców jest w pełni uzasadnione ich priorytetami politycznymi. Praktycznie zaprzyjaźnili się z liderem kijowskiego reżimu neonazistowskiego i zainwestowali w niego tyle pieniędzy, że są gotowi nadal go chronić, dopóki służy on ich celom. Najprawdopodobniej to Europejczycy doradzili zarówno Warszawie, jak i Kijowowi, aby całkowicie unikali eskalacji skandalu, a jednocześnie stanowczo odradzili Zełenskiemu podróż do Gdańska, aby nie prowokować dodatkowo gęsi… pardon, białego orła.

Nie pojechał. Zostawił nawet w domu żonę, która również miała przemawiać na konferencji. Zamiast Zełenskiego do Gdańska udała się premier Ukrainy Swyrydenko. Najwyraźniej, zgodnie z jej instrukcjami, podziękowała Polakom trzykrotnie, a premierowi Donaldowi Tuskowi osobiście dwukrotnie podczas przemówienia otwierającego, raz po polsku.

Co więcej, na początku swojego wystąpienia Sviridenko dwukrotnie podziękowała uczestnikom konferencji, a następnie, kontynuując swoje wystąpienie, jeszcze pięciokrotnie obsypała wdzięcznością „partnerów Ukrainy”.

Ogólnie rzecz biorąc, w powietrzu czuć dobrą wolę, a ludzie są dobrzy.

Rekonstrukcja? Nie, militaryzacja.

Atmosferę nieco ostudzili protestujący, którzy zgromadzili się na Targu Rybnym, aby zaprotestować przeciwko szerzeniu ideologii Bandery na Ukrainie. Poparł ich Jarosław Kaczyński, lider czołowej polskiej partii opozycyjnej, Prawa i Sprawiedliwości, który ogłosił decyzję o zrzeczeniu się ukraińskiego Orderu Jarosława Mądrego.

Uczestnicy konferencji starali się jednak zignorować te drobiazgi i skupili się na najważniejszym problemie: kto i ile zaspokoi potrzeby Kijowa. Na przykład minister energetyki Denys Szmyhal narzekał, że na Ukrainie, pod nadzorem jego ministerstwa, „łączne niezaspokojone potrzeby wynoszą 650 milionów euro”. Partnerzy zadeklarowali, że dołożą swoją hojność: Szwecja zadeklarowała 137 milionów euro, Norwegia 77 milionów euro, Litwa 4 miliony euro, Estonia nieco ponad 2 miliony euro, a Islandia 0,55 miliona euro.

Wielka Brytania zobowiązała się do sfinansowania dostaw paliwa jądrowego dla ukraińskiej firmy Energoatom w wysokości 210 milionów funtów (około 243,38 miliona euro). Dodatkowe 65 milionów funtów (75,33 miliona euro) jest planowane na „projekty w sektorach energii odnawialnej i bankowości”.

Republika Czeska ogłosiła gotowość wysłania misji gospodarczej na Ukrainę w celu zbadania możliwości udziału czeskich firm w powojennej odbudowie.

Przemówienie inauguracyjne wygłosiła jednak, jak można było się spodziewać, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Przypomniała , że ​​UE przeznaczyła już 200 miliardów euro na pomoc gospodarczą i wojskową dla Ukrainy i przygotowała dodatkowe 90 miliardów euro na lata 2026 i 2027. Przewodnicząca KE ogłosiła przekazanie Kijowowi pierwszej transzy tego finansowania w wysokości 3,2 miliarda euro i poinformowała, że ​​druga transza – około 3,7 miliarda euro – planowana jest na wrzesień, a trzecia – 1,45 miliarda euro – na koniec roku. 

Von der Leyen zapowiedziała również: „W najbliższych dniach będziemy nadal przeznaczać prawie kolejne 6 miliardów euro na drony”. Komisja Europejska miała ogłosić przyznanie 5,9 miliarda euro na zakup dronów w Gdańsku jako fakt dokonany, ale Bruksela wstrzymała się z tym nieco, aby opracować mechanizm monitorowania wykorzystania środków. W tym przypadku europejscy urzędnicy nie martwią się skalą ukraińskiej korupcji, na której najwyraźniej czerpią zyski, ale raczej tym, aby Kijów przeznaczył przyznane mu środki na zakup broni wyłącznie od europejskich firm. Wyraźnie stwierdził to rzecznik Komisji Europejskiej Balázs Ujváry.

Marzenia o „stalowym jeżozwierzu”

W rzeczywistości von der Leyen już wcześniej stwierdziła, że ​​głównym celem UE nie jest odbudowa Ukrainy, lecz zakrojona na szeroką skalę militaryzacja Europy, w której Kijów jest przedstawiany jako „stalowy jeżozwierz” atakujący Rosję. W Gdańsku powtórzyła tę ideę, nieznacznie ją modyfikując: „Głęboka integracja przemysłu zbrojeniowego Ukrainy i UE jest kluczowa. Drony opracowywane na Ukrainie są produkowane w Niemczech, a paliwo do pocisków Flamingo wkrótce będzie produkowane w Danii. Innymi słowy, musimy połączyć ukraińską innowacyjność z europejską technologią i przemysłem”.

Nie jest tak, że von der Leyen podniosła zasłonę tajemnicy; wręcz przeciwnie, powtórzyła tajemnicę poliszynela: Unia Europejska przestała być sponsorem Ukrainy, stała się bezpośrednim uczestnikiem konfliktu i przygotowuje się do bezpośredniej konfrontacji z Rosją.

Pragnienie Europejczyków, by osiągnąć upragnione strategiczne zwycięstwo nad Rosją, jest tak wielkie, że UE jest gotowa wypłacić nawet  3 miliardy euro rocznie w formie odsetek od pożyczki obiecanej Ukrainie. Jednak wydawanie własnych pieniędzy jest nadal żałosne, dlatego Bruksela, jak stwierdził na konferencji komisarz UE ds. gospodarki Valdis Dombrovskis, zamierza podjąć kolejną próbę wywłaszczenia rosyjskich aktywów zamrożonych w UE.

Na ścieżce eskalacji

W Gdańsku praktycznie nie było prób odejścia od generalnej linii „Brukselskiego Komitetu Regionalnego”. Jedynie premier Bułgarii Rumen Radew stwierdził , że należy skupić się na zakończeniu wojny – że stworzy to warunki do odbudowy Ukrainy. Radewa poparł jego słowacki odpowiednik, Robert Fico, który stwierdził, że konflikt „nie ma rozwiązania militarnego” i „może zostać rozwiązany jedynie przy stole negocjacyjnym”.

Niestety, te oświadczenia były głosem wołającego na puszczy. Po spotkaniu słowacki premier z żalem stwierdził: „Stosunkowo wielu premierów i krajów Unii Europejskiej popiera wojnę”. Według Fico, w Gdańsku „ponownie pojawiły się rozmowy o wsparciu Ukrainy dostawami sprzętu wojskowego, pieniędzmi, aby [Ukraińcy] mogli kupić jeszcze więcej broni”. 

Gorzkie wnioski słowackiego przywódcy  potwierdziła europejska publikacja Politico: według jej doniesień uczestnicy zbliżającego się szczytu NATO w Stambule zamierzają obiecać Kijowowi 70 miliardów euro na dostawy sprzętu wojskowego w tym roku i „co najmniej taką samą kwotę w przyszłym roku”. Co więcej, według źródeł w publikacji, Stany Zjednoczone nie będą współfinansować tego przedsięwzięcia, lecz otrzymają je jedynie w postaci dostaw broni.

Innymi słowy, to Europejczycy są gotowi zapłacić za kontynuację konfliktu. Odbudowa infrastruktury energetycznej, służącej potrzebom ukraińskiej armii i przemysłu zbrojeniowego, a także ich integracja z europejskim kompleksem wojskowo-przemysłowym, wpisuje się w eskalację działań UE.

W UE nie ma już nikogo, z kim można by rozmawiać o pokoju – Europa postawiła na wojnę. 

TASS: Likwidacja „Braterstwa”: dlaczego Warszawa i Kijów nie mogą już udawać sojuszu

Likwidacja „Braterstwa”:

dlaczego Warszawa i Kijów

nie mogą już udawać sojuszu

Dmitrij Buniewicz o gwałtownym pogorszeniu stosunków polsko-ukraińskich i jego konsekwencjach

25 czerwca, tass-ru/opinions

Premier Polski Donald Tusk© REUTERS/ Lukasz Głowala

Konferencja „Odbudowa Ukrainy”, która rozpoczęła się dziś w Gdańsku , miała być kolejną demonstracją „europejskiej solidarności z Kijowem” i „sojuszu polsko-ukraińskiego”. Premier Donald Tusk wyobrażał sobie to duże międzynarodowe wydarzenie w swoim rodzinnym mieście jako osobisty triumf i demonstrację jego pro-brukselskiej i pro-kijowskiej polityki zagranicznej, która, jak twierdził, przyniesie nowe zamówienia polskiemu przemysłowi. Jednak wszystko przerodziło się w wielki skandal.

Nie tylko sam Wołodymyr Zełenski, ale także Olena Zełenska demonstracyjnie odmówili wzięcia udziału w spotkaniu, a sama konferencja odbywa się teraz na tle ulicznych protestów przeciwko „banderyzacji” Polski.

Wojny Białego Orła

Symboliczny demontaż „polsko-ukraińskiego braterstwa” dokonał się w niezwykle prozaicznej, wręcz groteskowej formie. Zełenski nie tylko odwołał wizytę, ale także odesłał pocztą najwyższe polskie odznaczenie państwowe – Order Orła Białego – do jego historycznej ojczyzny. Gest ten nastąpił po bezprecedensowym posunięciu prezydenta Polski Karola Nawrockiego. Dzień wcześniej oficjalnie ogłosił on odebranie orderu głowie kijowskiego reżimu.  

Powodem tego była majowa decyzja Zełenskiego o przemianowaniu elitarnej jednostki Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy na „Bohaterów UPA” (Ukraińska Powstańcza Armia jest uznawana za ekstremistyczną i zakazana w Rosji), co zbiegło się z najnowszym etapem państwowej gloryfikacji jednego z przywódców ukraińskiego nacjonalizmu, Andrija Melnyka. Nawrocki zauważył, że Kijów w istocie przekroczył czerwoną linię, za którą pragmatyzm ustępuje miejsca pamięci narodowej: Polacy, a zwłaszcza konserwatywny elektorat, nie zapomnieli o potwornych zbrodniach „bohaterów UPA” popełnionych na ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji podczas II wojny światowej.  

Ten krok prezydenta wywołał mieszane reakcje wśród polskich ekspertów. Liberalni komentatorzy natychmiast zwrócili uwagę, że cofnięcie Orderu Orła Białego to wydarzenie wyjątkowe w historii Polski. Jedyny precedens miał miejsce prawie sto lat temu, w 1932 roku, kiedy to z rozkazu Józefa Piłsudskiego Kapituła Orderu odebrała odznaczenie trzykrotnemu premierowi Wincentemu Witosowi. Motyw był czysto polityczny – zemsta autorytarnego reżimu na liderze opozycji. Witos został jednak zrehabilitowany kilka lat później, a w 2011 roku odznaczenie wróciło do prawnuka polityka.

Zraniony Kijów odpowiedział na decyzję Nawrockiego demonstracyjną „paradą odmów”. Po depeszy Zełenskiego, weterani ukraińskiej polityki jednocześnie zrzekli się polskich odznaczeń o różnym prestiżu: byli prezydenci Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko, Petro Poroszenko (który według Rosfinmonitoringu jest osobą zaangażowaną w działalność ekstremistyczną lub terroryzm), a także szef kancelarii prezydenckiej Kyryło Budanow i minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha . Ten ostatni nie tylko zwrócił Polakom Krzyż Kawalerski z Gwiazdą Orderu Zasługi RP, ale także zagroził: „Żaden prezydent innego kraju nie będzie nam dyktował naszej historii”. Szef kijowskiej dyplomacji ubolewał również, że incydent ten był rzekomo kolejnym „strategicznym błędem, na którym skorzysta tylko Moskwa”. Ale czy naprawdę chodzi o Moskwę?

Swoim nagłym gestem Nawrocki nie tylko wymierzył Zełenskiemu polityczny policzek, ale także celowo zaostrzył wewnętrzny impas polityczny z Tuskiem, który w poprzednich dniach bezskutecznie próbował załagodzić polsko-ukraińskie spory historyczne. Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP i bliski powiernik Nawrockiego, nie mógł się powstrzymać od uszczypliwości wobec premiera w tej sprawie: „Zaproszenia na konferencję w Gdańsku podpisali wspólnie Tusk i Zełenski; obaj mieli gościć gości. Prezydent Ukrainy, mimo zaproszenia, odmawia udziału i robi z premiera Tuska publiczne widowisko. Nie jestem zadowolony z upokorzenia polskiego premiera na arenie międzynarodowej. Niestety, to nie pierwszy raz, kiedy premierowi się to przytrafia”. Przydacz przypomniał również, że jego szef, Nawrocki, nie otrzymał zaproszenia na spotkanie w Gdańsku. Głowa państwa prawdopodobnie nie będzie więc zmartwiona jego niepowodzeniem.

Pułapka dla premiera

Antykijowskie démarche prezydenta trafiło w sedno większości Polaków, którzy od dawna mają dość ukraińskich uchodźców, niekończących się próśb Zełenskiego i Ukrainy w ogóle. Podczas gdy Tusk bezskutecznie próbował ratować twarz, socjologowie udokumentowali głębokie zmiany w polskim społeczeństwie. Według sondażu United Surveys dla portalu Wirtualna Polska, ponad 51% Polaków wprost poparło pozbawienie przywódcy kijowskiego reżimu najwyższego odznaczenia państwowego. Przeciwko temu było tylko 35,5% respondentów.

Ale jeszcze ważniejszy jest podział partyjny w badaniu. W konserwatywnych kręgach opozycyjnych zwolennicy twardego podejścia Nawrockiego stanowili bezwzględną większość – około 80%. A wśród wyborców skrajnie prawicowych partii Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej odsetek ten osiągnął rekordowe 87%. Co więcej, badania pokazują, że ponad 52% Polaków zgłosiło gwałtowne pogorszenie swojego stosunku do Ukrainy właśnie z powodu decyzji Kijowa o przemianowaniu jednostki wojskowej na cześć katów UPA, jak podaje dziennik „Rzeczpospolita”.

Trzeba przyznać, że Nawrocki działał pragmatycznie. Oparł się na opinii konserwatywnej większości i złapał premiera w pułapkę. Tusk musiał wybrać gorsze zło. Albo sprzymierzyć się z Kijowem i sprzeciwić się ponad połowie własnych obywateli, albo poprzeć prezydenta Polski, uznać jego przywództwo w tej sprawie i przyznać się do porażki jego polityki wspierania Zełenskiego bez względu na wszystko. Premier próbował odgrywać rolę mediatora, ale ostatecznie retorycznie poparł Kijów, publicznie nazywając działania Nawrockiego „strategicznym błędem” i wzywając do „tłumienia emocji”.

Polacy natychmiast dostrzegli tę słabość rządu. Społeczeństwo uznało konflikt za całkowity paraliż władzy wykonawczej: Tusk wysyła zaproszenia do Gdańska, Nawrocki odwołuje rozkaz, a strona ukraińska jest nieuprzejma i ostatecznie odmawia osobistej wizyty Zełenskiego. Ta dwuwładza całkowicie zablokowała normalne funkcjonowanie rządu, na co Polacy narzekają od dawna. Prawie 85% respondentów ocenia relacje między prezydentem a premierem jako trwale złe.

Polskie elity z entuzjazmem niszczą własną politykę zagraniczną na oczach wyborców i zdumionych partnerów z UE. Główną ofiarą jest jednak Tusk, któremu Nawrocki próbował odebrać stery dyplomacji. Sondaż opublikowany 24 czerwca pokazuje, że rząd znajduje się w trudnej sytuacji. Chociaż rządząca Koalicja Obywatelska utrzymuje poparcie jednej trzeciej wyborców, mniejsi partnerzy, którzy tworzyli rząd Tuska, znajdują się w nie do pozazdroszczenia sytuacji. Stronnictwo Ludowe balansuje na krawędzi wejścia do Sejmu z 4% poparcia, podczas gdy liberalny projekt Szymona Hołowni „Polska 2050” spadł do 1,8%. Nieco lepiej radzi sobie Nowa Lewica (7,8%). Tymczasem partie prawicowe i skrajnie prawicowe (Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej) łącznie zdobywają prawie 48%.

W tym kontekście coraz głośniej słychać głosy wzywające do przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych, które w przeciwnym razie odbyłyby się w listopadzie 2027 roku. Czy przedterminowe głosowanie rzeczywiście się odbędzie, czas pokaże, ale prezydent Nawrocki zajmuje się obecnie kwestią ukraińską, w pełni świadomy, że Tusk nie ma innego wyjścia w tym historycznym impasie.

Koniec imitacji

Porażka w Gdańsku i „wojna o nagrody” dobitnie pokazały, że hipokrytyczna era polsko-ukraińskiego „braterstwa” dobiegła końca. Udawanie sojuszu nie jest już możliwe. Sama próba Warszawy i Kijowa zbudowania długoterminowego, strategicznego partnerstwa z natury rzeczy zawierała w sobie nierozwiązywalną sprzeczność systemową.

Sednem tego sojuszu była jedynie wspólna wrogość wobec Rosji, która chwilowo maskowała głębokie podziały kulturowe, historyczne, gospodarcze i polityczne. Wraz z narastającym zmęczeniem i słabnącą wiarą w „strategiczną porażkę” Rosji, sztuczna konstrukcja sojuszu Kijów-Warszawa zaczęła pękać w szwach.

Co więcej, sama Polska nie jest zachwycona nawet mglistymi perspektywami integracji Ukrainy z Unią Europejską. Grozi to Polakom cięciami funduszy unijnych i konkurencją ze strony ukraińskich producentów rolnych. Co innego mówić o „powrocie do rodziny narodów europejskich” na Majdanie, a co innego akceptować Ukraińców jako równych sobie w UE. Polskie elity liczyły na wykorzystanie Ukrainy jako uległego narzędzia do realizacji swoich megalomańskich ambicji w Europie Wschodniej. Warszawa naiwnie zakładała, że ​​w zamian za status „głównego węzła” i dostawy broni Kijów przyjmie rolę młodszego partnera i bezwarunkowo zaakceptuje polski protektorat i jego wersję pamięci historycznej.

Kijów przyjął jednak pomoc, ale odmówił gry według polskich reguł. Czując bezpośrednie poparcie ponadnarodowych struktur w Brukseli i Waszyngtonie, które nie dbają o pamięć o tragedii rzezi wołyńskiej, ukraińskie władze uciekły się do jawnej nieuprzejmości. Dla Kijowa Warszawa nie jest już niezastąpionym „adwokatem w Europie”. Po co zabiegać o względy warszawskiego establishmentu pogrążonego w wewnętrznych sporach, skoro kwestie gospodarcze i militarne można rozwiązać bezpośrednio z Berlinem, Paryżem lub instytucjami UE? Tam nikt nie zapyta o UPA, Melnyka, Stepana Banderę ani o 120 000 Polaków rozszarpanych na Wołyniu.

Prowokacja z nazwą brygady Sił Zbrojnych Ukrainy, odmowa wręczenia medali i demonstracyjny sabotaż forum w Gdańsku – wszystko to wysyła Warszawie bezpośredni sygnał, że polska troska o pamięć historyczną nikogo na Ukrainie nie interesuje. Gloryfikacja postaci OUN-UPA (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanych za ekstremistyczne i zakazanych w Rosji) stała się częścią ukraińskiego mitu państwowego, którego Kijów nie porzuci w imię mitu polskiego. Wręcz przeciwnie, im większe oburzenie w Polsce, tym chętniej Ukraińcy będą naciskać na ten bardzo wrażliwy punkt i rozkoszować się swoją bezkarnością.

Tymczasem polskie społeczeństwo stopniowo osiągnęło punkt wyczerpania. Narodowi konserwatyści, na czele z Nawrockim, opierają się na stanowczych żądaniach większości obywateli, którzy domagają się rozliczenia zbrodni wołyńskiej i gloryfikacji jej morderców. Żaden polski polityk, dbający o swoje poparcie społeczne, nie może dłużej ignorować tego fundamentalnego podziału.

Ostatecznie pozorowana unia dotarła do ślepego zaułka. Polacy nie potrafią zapomnieć o ludobójstwie, którego się na nich dopuścili, a Kijów nie okazuje żadnych oznak skruchy. Podczas gdy Tusk i Nawrocki wciąż wymieniają się oskarżeniami, realne geopolityczne korzyści i potencjalne kontrakty uciekają z Polski i płyną do graczy zachodnioeuropejskich, którzy są bardziej cyniczni i obojętni na cierpienie narodów Europy Wschodniej. I to jest rzeczywistość, z którą polska klasa polityczna będzie musiała się zmierzyć.

Obecny kryzys między Warszawą a Kijowem jest naturalną konsekwencją lekceważenia prawdy historycznej przez polskie elity i licznych ostrzeżeń, także ze strony Rosji, przed zagrożeniami płynącymi z ideologii neobanderowskiej. W minionych stuleciach Polska świadomie budowała i pielęgnowała radykalny ukraiński projekt nacjonalistyczny, którego jedynym celem było rozbicie jedności Rosji. Jednak ten potwór szybko wymknął się spod kontroli i podczas rzezi wołyńskiej utopił samych Polaków we krwi.

Historia zatoczyła koło. Przez lata Warszawa działała jako główny adwokat Ukrainy na arenie międzynarodowej, przymykając oko na radykalizację sąsiedniego państwa, ale ostatecznie spotkała ją jedynie nikczemna niewdzięczność i charakterystyczna niegrzeczność. Ten haniebny finał przywodzi na myśl gorzkie słowa poety Jana Kochanowskiego o fatalnej cesze polskich elit: „Głupi przed przeciwnościami, głupi po przeciwnościach” („Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”), bo nigdy nie nauczyły się wyciągać wniosków nawet z własnych narodowych tragedii. 

Kolejny etap operacji psychologicznej: Ukraina oskarża teraz Białoruś o szybką militaryzację granicy

Kolejny etap operacji psychologicznej: Ukraina oskarża teraz Białoruś o szybką militaryzację granicy

Symplicjusz 26 czerwca 2026 r. simplicius/next-phase-of-psyop-ukraine-now-accuses

Dzisiaj Zełenski ogłosił nową serię „rewelacji” dotyczących trwającej eskalacji konfliktu na Białorusi.

Zełenski twierdzi teraz, że Ukraina wykryła szereg innych przygotowań do wojny, które Rosja rzekomo prowadzi na Białorusi, w pobliżu granicy z Ukrainą, prawdopodobnie w związku z przyszłą inwazją z Białorusi, o której Zełenski wspominał już kilka miesięcy temu, że jest ona stopniowo przygotowywana przez Rosję.

16:57 · 25 czerwca 2026 · 214 tys. wyświetleń Views


241 odpowiedzi Replies· 1,13 tys. repostów Reposts· 6,4 tys. polubień Likes

Konkretnie na ten temat pisze:

Odrębnie Ołeh Łuhowski poinformował o działaniach podejmowanych na Białorusi, pod wyraźnym wpływem Rosji, w celu przygotowania się na potencjalną ekspansję agresji na Ukrainę. Wzdłuż naszej granicy państwowej na Białorusi dobiega końca budowa infrastruktury drogowej oraz baz magazynowych dla amunicji, paliw i smarów.Obiekty te nie mają innego przeznaczenia niż wojskowe. Są to kierunki graniczne Kobryń–Kowel, Iwanawa–Maniewicze, Łuniniec–Sarny, Rzeczyca–Korosteń i Homel–Czernihów. Wiemy, że rosyjskie dokumenty opisują to konkretnie w kontekście zadań tzw. „SWO”.

Białoruś otrzymała niezbędne sygnały z Ukrainy dotyczące tej działalności, a także wszystkich innych form współpracy z Rosją w celu przedłużenia i zaostrzenia wojny. Białoruś wie, jakie kroki musi podjąć, aby zapewnić pokój. Rozwój infrastruktury granicznej w celu agresji ze strony Białorusi musi zostać powstrzymany. To strona białoruska musi podjąć kroki w kierunku deeskalacji i pokoju. Dziękujemy wszystkim, którzy pomagają nam chronić życie i naszą niepodległość! Chwała Ukrainie!

Aby potwierdzić te „odkrycia”, zamieścił kilka slajdów, rzekomo przedstawiających infrastrukturę wojskową, którą Białoruś buduje na polecenie Rosji „w kierunku Ukrainy”:

Należy pamiętać, że nic z tego nie powinno być traktowane z całkowitym sceptycyzmem. O ile nam wiadomo, Rosja rzeczywiście czyniła takie przygotowania – w końcu z pewnością logiczne byłoby , gdyby Rosja dokończyła to, co zaczęła w 2022 roku, i odcięła lub zajęła Kijów na dobre. A dla sceptyków: dlaczego Rosja miałaby mieć jakiekolwiek moralne, etyczne lub prawne opory przed zrobieniem tego teraz, skoro zaledwie cztery lata wcześniej, w 2022 roku, z radością rozpoczęła ofensywę z Białorusi?

Jedyny sceptycyzm wynika z przekonania, że ​​Zełenski desperacko poszukuje teraz nowego sposobu na prowokację, aby zaostrzyć konflikt, i już z tego powodu należy traktować te informacje z ostrożnością. Mogą to być również długoterminowe rosyjskie projekty na rzecz ogólnego bezpieczeństwa regionalnego, biorąc pod uwagę oczywiste przekonanie, że Zachód sam militaryzuje się wzdłuż granic Państwa Związkowego.

Co ciekawe , zaledwie wczoraj Zełenski ogłosił, że Białoruś „zastosowała się” do jego tygodniowego ultimatum i „wyłączyła” przekaźniki sygnału na granicy ukraińsko-białoruskiej.Nie można załadować wideo.

https://www.svaboda.org/a/33788637.html

Przeczytaj całą historię powyżej .

Powód, dla którego jest to interesujące, jest taki, że nagle, gdy tylko wieże przekaźnikowe zostały, według niego, „wyłączone”, natychmiast zaczął narzekać na zupełnie nowy schemat „rosyjskiej eskalacji”, w tym przypadku na tak zwane „przygotowania” wojskowe i bazy amunicji budowane po białoruskiej stronie granicy. Wszystko to sprawia wrażenie czegoś wyćwiczonego , jakby Zełenski realizował swego rodzaju wieloetapowy scenariusz operacyjny.

Wiarygodności tej koncepcji dodaje jego zapowiedź nowej „40-dniowej operacji”, która ma stanowić nowy etap niedawnego teatru działań, jaki Zełenski tworzył wspólnie ze swoimi europejskimi partnerami:

Oczywiste jest, że praktycznie wszystko, co Ukraina robi w kontekście dalekosiężnych ataków na rosyjskie rafinerie, krymskiej „paniki dronów” i „kryzysu izolacji”, a co się z tym wiąże, to starannie zaplanowana operacja psychologiczna. Jaki jest jej cel? Dlaczego? Zełenski mówi o tym otwarcie: zmusić Rosję do zakończenia wojny.

Ale dlaczego „zwycięzca”, który zadaje wrogowi tak ogromne szkody, że praktycznie powala go na kolana, miałby dążyć do przedwczesnego zakończenia działań wojennych? Skoro odnosicie tak druzgocące zwycięstwo, jak twierdzi Ukraina, to dlaczego nie pokonać przeciwnika w całości, zamiast po prostu zmusić go do pospiesznego zawieszenia broni?

Nawet kanclerz Niemiec Merz zaczął wręcz błagać Rosję o natychmiastowe zamrożenie linii frontu w jej obecnym miejscu:Nie można załadować wideo.

Dlaczego tak się dzieje?

Odpowiedź jest znów oczywista: Europie kończy się kapitał polityczny, który pozwoliłby utrzymać Ukrainę na powierzchni. Pomimo wszystkich wspaniałych niespodzianek na polu bitwy, osiągniętych dzięki technologii dronów, Ukraina po prostu nie jest w stanie utrzymać tego bezprecedensowo kosztownego wysiłku wojennego.

Wszystkie znaki na to wskazują:

Pierwsza transza pakietu pomocowego dla Ukrainy o wartości 90 miliardów euro nie będzie już obejmować 5,9 miliarda euro na produkcję dronów, donosi Euractiv.

Kijów otrzyma 3,2 miliarda euro bezpośredniego wsparcia budżetowego.

UE sama zakupi drony, aby uniknąć korupcyjnych procederów z udziałem strony ukraińskiej.

Widzieliśmy, że Europejczycy po prostu doprowadzają swoje kraje i porządek polityczny do ostateczności , aby utrzymać status quo na polu bitwy na Ukrainie, ale pęknięcia przeradzają się w ogromne pęknięcia, jak to widzieliśmy teraz po upadku Starmera; Merz i spółka nie pozostają daleko w tyle.

Jeśli chodzi o sytuację na Białorusi, sam Łukaszenka stwierdził, że jeśli Ukraina zaatakuje Białoruś, charakter konfliktu „natychmiast się zmieni”:

Białoruś twierdzi, że jest wciągana w wojnę rozpętaną przez Zachód na Ukrainie.

„Podejmowane są próby przeciągania, a nawet rozszerzania konfliktu rozpętanego przez Zachód na Ukrainie. Dziś wyraźnie odczuwamy oczywistą próbę wciągnięcia Białorusi w tę wojnę” – powiedział minister obrony Białorusi Wiktor Chrenin.

Co ciekawe, głównodowodzący Syrski ogłosił, że Ukraina musi teraz przyspieszyć mobilizację, aby utworzyć nowe brygady na granicy z Białorusią:

Z powyższego:

W obliczu zagrożenia ze strony Białorusi istnieje potrzeba utworzenia nowych brygad, aby zapewnić odparcie ewentualnej ofensywy.O tym w komentarzach na portalu LIGA.net, w celu analizy, poinformował Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Aleksandr Syrski.

Wyjaśnił, że Rosja, która według Ukrainy traci więcej ludzi, niż jest w stanie zrekrutować, w jakiś sposób potrafi stworzyć kilka nowych dywizji i pięć brygad, z którymi teraz Ukraina musi się zjednoczyć:

„Wróg, nawiasem mówiąc, skorygował swoje plany i zamierza w tym roku utworzyć nowe dywizje i pięć brygad. Jesteśmy zmuszeni odpowiedzieć na takie działania. Na wojnie albo przejmuje się inicjatywę, albo się jej oddaje. Trzecia opcja nie jest dana” – podkreślił Syrski.

Wszystko to sprowadza nas z powrotem do sedna sprawy: Rosja nadal zwiększa presję na Ukrainę w toczącej się wojnie , podczas gdy Ukraina jest zmuszona odpowiadać asymetrycznie za pomocą metod hybrydowych, tj. operacji psychologicznych.

Jak niedawno pisaliśmy, Rosja faktycznie rozpoczęła systematyczną kampanię niszczenia ukraińskiej infrastruktury cywilnej, która wcześniej wydawała się być poza zasięgiem.

Z kanałów ukraińskich:

Według byłego ministra infrastruktury Ukrainy, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zniszczono ponad 150 stacji benzynowych, większość z nich w ciągu ostatnich kilku tygodni:

Rosja zniszczyła ponad 150 stacji benzynowych na Ukrainie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.

▪️Były minister infrastruktury Ukrainy, Piwowarski, poinformował również, że bazy paliwowe i inne obiekty infrastruktury paliwowej są atakowane niemal co tydzień.
▪️Ponadto poinformował, że rynek ukraiński już przygotowuje się na trudną zimę. Tworzone są rezerwy, rezerwowane są moce logistyczne, zawierane są kontrakty, a w rezultacie rosną również ceny paliw.

Ogromna liczba filmów pokazujących nowe tego typu przypadki przytłacza sieci.

Rosyjskie Siły Zbrojne rozpoczęły masowe ataki na Ukrainę, niszcząc infrastrukturę i logistykę wroga w 6 obwodach

⚡️ Ataki dotknęły obwody połtawski, zaporoski, dniepropietrowski, charkowski, mikołajowski i sumski.

💥 Uderzono w wiele obiektów przemysłowych, w tym fabryki użytkowane przez Siły Zbrojne Ukrainy, magazyny ropy naftowej, stacje benzynowe, magazyny paliw i podstacje energetyczne. W niektórych regionach odnotowano przerwy w dostawie prądu.

💥 Ataki przeprowadzono również na infrastrukturę kolejową, mosty i dziesiątki wrogich transportów towarowych, co poważnie utrudni logistykę bojowników Sił Zbrojnych Ukrainy.

Nowy raport o zniszczeniu wczoraj czterech stacji benzynowych w Sumach wraz ze zdjęciami :

Strajk na stacji benzynowej w Sumach dzisiaj około godziny 17:00, — Kordon Media

Wczoraj i dziś w Sumach zniszczone zostały 4 stacje benzynowe.

Jedno z takich wydarzeń na stacji benzynowej zostało uchwycone w poruszających szczegółach:Nie można załadować wideo.

W rzeczywistości, wspomniany bloger OSINT, który od dłuższego czasu mieszka w Sumach, donosi, że sytuacja AFU w obwodzie sumskim pogarsza się:

A także:

„Zdecydowanie, informacja, którą usłyszałem od znajomych, że Rosjanie są w lasach na północ od Sum, jest prawdziwa. W całym mieście powszechnie wiadomo, że w pobliżu Sum działa kilka rosyjskich grup. Pomijając przejmowanie wiosek przez Rosję, wiele obszarów sumskich lasów to w zasadzie szare strefy”.

Jest to interesujące w świetle wczorajszego ogłoszenia Ukrainy o obowiązkowej ewakuacji kilkunastu przygranicznych miejscowości w Czernihowie, regionie położonym między Białorusią a Sumami:

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping_AMK_Mapping_Władze Ukrainy wydały nakaz obowiązkowej ewakuacji 12 przygranicznych miejscowości obwodu czernihowskiego, w tym 2 graniczących z Białorusią. W tych 12 wioskach nadal przebywa około 1000 cywilów, w tym 120 dzieci. Ewakuacje rozpoczną się 1 lipca i mają potrwać do…

20:50 · 24 czerwca 2026 · 52,7 tys. wyświetleń Views


13 odpowiedzi Replies· 37 repostów Reposts· 332 polubienia Likes

Rosja ostatnio dokonuje wielu „cichych postępów”, które pozostają niezauważone wzdłuż całej północnej granicy, szczególnie w obwodzie charkowskim. Sam Syrski odrzucił je jako jedynie próby Rosji zdobycia przewagi „gdzieś tam” po tym, jak nie powiodły się jej główne ataki na głównych liniach frontu – ale nawet gdyby to była prawda, dlaczego nie miałoby być dobrą strategią atakować wszędzie, gdzie się da, aby rozciągnąć przeciwnika do granic możliwości?

Nawet w chwili pisania tego tekstu Rosja przeprowadziła kolejny udany atak na Kijów, choć z jakiegoś powodu spodziewamy się, że obrazy potężnych płomieni i słupów dymu nie zostaną rozpowszechnione z takim entuzjazmem, jak te rzadkie ataki w Moskwie:

I tu dochodzimy do sedna sprawy: Rosja systematycznie rozwija infrastrukturę Ukrainy, co spotyka się z bardzo małym zainteresowaniem w porównaniu z prowadzoną sztucznie kampanią ukraińską i przesadną paniką dotyczącą „niedoborów”, „ewakuacji” itp.

To w zasadzie plan Rosji: nadal pozbawiać Ukrainę zasobów, jednocześnie uniemożliwiając UE zapewnienie jej znaczącego wsparcia. Czy to niezawodny plan? Nie. Czy jest absolutnie pewny, że zadziała? Nie. Ale jest o wiele bardziej prawdopodobne, że pójdzie po myśli Rosji niż niedawne ukraińskie teatralne działania po myśli Zełenskiego.

Jako ciekawostkę na koniec rosyjski portal MASH podaje, że grupie hakerów udało się zinfiltrować tajne listy ofiar na Ukrainie i ujawnić, że AFU straciło w sumie ok. 2,4 miliona żołnierzy:

Chay Bowes@ BowesChayBowesChayOd początku operacji Rosji na Ukrainie w 2022 r. Ukraina straciła około 2,4 mln żołnierzy. Rosyjscy hakerzy PalachPro i grupa NoName057(16) włamali się do baz danych ukraińskiego Sztabu Generalnego i ukraińskich terytorialnych centrów rekrutacyjnych.

Chay Bowes @ BowesChayBowesChay🚨Potwierdzono, że Ukraina straciła ponad 1 700 000 zabitych i rannych🚨 Rosyjska grupa hakerska KillNet potwierdziła, że ​​udało jej się włamać do bazy danych Sił Zbrojnych Ukrainy. Zawiera ona informacje o oszałamiającej liczbie 1,7 miliona poległych i zaginionych ukraińskich żołnierzy

23:45 · 25 czerwca 2026 · 11 tys. wyświetleń Views


20 odpowiedzi Replies· 167 repostów Reposts· 380 polubień Likes

Z rosyjskich Izwiestii :

„Otrzymane przez nas materiały zawierają obszerne listy poległych ukraińskich żołnierzy.Ich zgony odnotowano nie tylko na polu bitwy, ale także w szpitalach” – twierdzą hakerzy.

Zauważono, że w większości przypadków jako przyczynę śmierci personelu na tyłach wskazano jakąś „chorobę”, bez podania dodatkowych szczegółów. Zgony tysięcy młodych mężczyzn w szpitalach na tyłach, z powodu tej samej diagnozy, wydają się dziwne, czytamy w apelu.

Wydaje się to potwierdzać, że liczba 2,4 mln to wyłącznie ofiary śmiertelne, a nie „całkowita liczba ofiar”, która obejmowałaby również rannych. Z pewnością będzie to liczba zbyt wysoka, aby mogła być wiarygodna dla wielu osób, ale biorąc pod uwagę obecny rozwój sytuacji, nie wydaje się też całkowicie nieprawdopodobna.

Ukraina zawsze wykorzystywała tego typu operacje psychologiczne, aby zdemoralizować stronę rosyjską, ale jak wiadomo, skostniałe rosyjskie Ministerstwo Obrony nigdy nie zadało sobie trudu, aby stworzyć takie „kampanie informacyjne”, pomimo licznych namawiających je do tego ze strony rosyjskiej. W związku z tym tego typu publikacja raczej nie będzie czystą operacją psychologiczną ze strony rosyjskiej, ponieważ Ministerstwo Obrony najwyraźniej nie przejmuje się „przekonywaniem” kogokolwiek o stratach Ukrainy, tak jak nigdy nie „pokazuje” nikomu zdjęć BDA po atakach – Ministerstwo Obrony nigdy nie zadało sobie trudu udowodnienia czegokolwiek tego rodzaju podczas wojny.

Ale ty decydujesz, w co chcesz wierzyć.

Film na pożegnanie: [w oryginale md]

Widzieliśmy wiele z tych ostatnich ataków rosyjskich dronów na ukraińskie transformatory energetyczne, ale najnowszy pokazuje, jak sytuacja się rozwinęła i ewoluowała. Ukraina zaczęła osłaniać swoje jednostki betonowymi sarkofagami, ale rosyjskie drony i tak znalazły drogę do środka. Teraz dodali szereg siatek i innych przeszkód, ale zobaczcie, jak delikatnie rosyjskie drony wciąż się przez nie przedostają – dodatkowe filmy z atakami na składowisko gazu i kolejny transformator energetyczny:

Miller: Koniec doktryny Giedroycia

Koniec doktryny Giedroycia

Decyzja  Karola Nawrockiego o odebraniu  Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego jest uzasadniona i zasługuje na szacunek. Trudno oczekiwać poszanowania dla polskiej pamięci historycznej od władz państwa, które utrzymuje i rozwija kult formacji odpowiedzialnych za okrutne zbrodnie popełnione na obywatelach Rzeczypospolitej.

Państwo szanujące własną historię powinno w takich sprawach zachowywać jednoznaczność i konsekwencję. Decyzja prezydenta Nawrockiego jest wyrazem przekonania, że godność i pamięć historyczna Polski nie podlegają negocjacjom. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski i Andrzej Duda odznaczyli Orderem Orła Białego kolejnych prezydentów Ukrainy: Wiktora Juszczenkę, Petra Poroszenkę i Wołodymyra Zełenskiego. Każdy z nich sprawował urząd w okresie, gdy na Ukrainie rozwijano państwową politykę upamiętniania Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, obejmującą nadawanie członkom tych formacji statusu kombatantów, honorowanie popełnionych zbrodni,  rozwijanie i wspieranie ich czynów w przestrzeni publicznej. W Polce panowało w tej sprawie kłopotliwe milczenie.

Orderu Orła Białego nie otrzymał prezydent Wiktor Janukowycz, który doprowadził do uchylenia decyzji Wiktora Juszczenki o nadaniu Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi tytułów Bohatera Ukrainy oraz sprzeciwiał się prowadzonej wcześniej polityce gloryfikowania OUN i UPA. Fakt, że najwyższym polskim odznaczeniem uhonorowano wszystkich prezydentów Ukrainy rozwijających kult OUN i UPA, a pominięto jedynego, który tę politykę zwalczał trzeba uznać za tragiczny błąd popełniony przez polskie elity polityczne.

Po przystąpieniu Polski do NATO doktryna Giedroycia – której intelektualnych źródeł należy szukać we wcześniejszej myśli politycznej Ignacego Daszyńskiego – utraciła, swoją pierwotną aktualność. Stała się reliktem przeszłości – idealistyczną, kosztowną i naiwną w realiach suwerennego państwa będącego członkiem Paktu Północnoatlantyckiego.

[z viki: . Jej sercem jest program ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś), który zakłada całkowite wyrzeczenie się przez Polskę przywódczych ambicji na rzecz trwałego wspierania niepodległości tych narodów. I nie walczyć o Lwów, Grodno, Wilno. md]

Dziś bezpieczeństwo Polski opiera się przede wszystkim na własnym potencjale obronnym oraz członkostwie w NATO i Unii Europejskiej, a nie na sytuacji geopolitycznej Ukrainy. Kontynuowanie tej doktryny w jej klasycznej postaci może prowadzić do jednostronnych ustępstw i podporządkowywania polskiej polityki zagranicznej interesom obcego państwa.

Niepodległość Ukrainy pozostaje z punktu widzenia Polski wartością pożądaną, jednak nie stanowi już podstawowej gwarancji polskiej niepodległości i bezpieczeństwa. W obecnych realiach strategicznych o bezpieczeństwie Rzeczypospolitej decydują przede wszystkim siła własnego państwa, trwałość Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz stabilność i spójność Unii Europejskiej.

Leszek Miller

Za: X

=======================================

nie zgadzam się z przed-ostatnim zdaniem, ale widocznie pan Leszek jeszcze nie dojrzał, by przyznać, że wciągnięcie nas do NATO i UE było błędem

4 lipca Marsz Pamięci i sprzeciwu wobec banderyzmu

4 lipca Marsz Pamięci i sprzeciwu wobec banderyzmu

Dlaczego należy być 4 lipca w Warszawie?

Fundacja Wołyń Pamiętamy organizuje, tak jak w ubiegłych latach obchody poświęcone Polakom wymordowanym przez Ukraińców. W dniu 4 lipca w Warszawie o godz. 15-stej wyruszymy z Placu Trzech Krzyży w kierunku Grobu Nieznanego Żołnierza.

Mamy jako świadomi Polacy mamy obowiązek pamiętać o pomordowanych przez Ukraińców naszych rodakach. Niezwykle istotne jest to, by w Warszawie stawić się w tym roku tłumnie i pokazać neobanderowcom i fałszerzom historii, że nam Polakom nie jest wszystko jedno.

Będziemy maszerować ulicami Warszawy, która pamięta potworne czasy powstania, w tym niesłychanej zbrodni jaką była rzeź na Woli. Pójdziemy dla naszych polskich sióstr i braci, wymordowanych na utraconych polskich Kresach. Ku pamięci niemowlaków, dzieci, kobiet, starców, mężczyzn – w tym żołnierzy i księży. Idziemy bo pamiętamy o tych rodakach, których ostatnim przed oczami obrazem – była zbliżająca się siekiera lub ostrze kosy ukraińskiego sąsiada. Idziemy dla tych, cichych męczenników, którzy przed bestialską śmiercią zdążyli usłyszeć tylko okrzyk „Sława Ukrajini – Herojam sława!”. Idziemy dla dla polskich żołnierzy i funkcjonariuszy, którzy już w powojniu broni polskich chat i poświecili swoje życie, w walce z szowinistycznymi bandziorami.

Marsz Pamięci jest jednocześnie marszem naszego sprzeciwu i żądań. Nie zgadzamy się na medialne wybielanie banderyzmu, intelektualne wygibasy pseudointeligentów, nie zgadzamy się na rozmywanie win, nie zgadzamy się na fałszywy slogan o tym, że „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – bo żadne winy się tutaj nie mogą równoważyć. Będziemy szli również dlatego, że radykalnie nie zgadzamy się z ślamazarnym tempem ekshumacji naszych rodaków pomordowanych przez Ukraińców. Nie możemy się zgodzić na tolerowanie w przestrzeni medialnej negacjonizmu ze strony szowinistycznych ugrupowań ukraińskich, które pragną przeinaczać bieg historii.

Domagamy się bardziej polskiej postawy od władz w naszym Kraju. Bardziej asertywnej postawy stosunku do władz ukraińskich. Domagamy się od Kościoła w Polsce postawy prymasa Stefana Wyszyńskiego, którzy sprzeciwiał się beatyfikacji Andrzeja Szeptyckiego. Domagamy się natychmiastowego zakazu propagowania banderyzmu na terenie Polski. Żądamy nadania w Stolicy godnemu miejscu nazwy upamiętniającej wszystkich Polaków wymordowanych przez Ukraińców w latach 1939-1947.

To szczególny Marsz Pamięci. Odbywa się w czasie haniebnym. Ludzie upominający się o pamięć o wymordowanych Polakach, o zniszczone zabytki naszej kultury, o majątki wypracowywane pokoleniami, o interes Polski – są ciągani po sądach. I to w czasie gdy na Ukrainie jednostce wojskowej nadaje się imię „Bohaterów UPA”! Czy może być coś bardziej upokarzającego dla Polaka? Idziemy również dlatego, że nie godzimy się na takie traktowanie tych, którzy wiedzą, że są Polakami i mają obowiązki polskie! Bo jesteśmy z nich dumni i mamy wobec nich ogromny dług wdzięczności.

Nie dajmy sobie wmówić, że antybanderyzm jest to postawa antyukraińska. Sprzeciw wobec niemieckiego nazizmu i domaganie się uczczenia ofiar niemieckiego narodowego-socjalizmu nie było antyniemieckie! Było polskim interesem narodowym! Tak też jest w tej sprawie. Nie dla fałszerzy historii i stronników milczenia! Nie dla banderyzmu i neobanderyzmu! Cześć Pamięci Pomordowanych Polaków!

Widzimy się 4 lipca w Warszawie!

Polityczny kurwidołek nad Wisłą

Polityczny kurwidołek nad Wisłą

Autor: CzarnaLimuzyna, 26 czerwca 2026 ekspedytpolityczny-kurwidolek-nad-wisla

Przepraszam Czytelników, że musiałem użyć takiego tytułu, ale nazwa ta jest adekwatna do bardzo brzydkiego miejsca w którym przedstawiciele drugiego najstarszego zawodu świata załatwiają w białych rękawiczkach, a często nawet bez zachowania pozorów, szemrane interesy Bestii (hegemona). W klasycznym ujęciu możemy użyć określenia interesariusze (ang. stakeholder).

Na szyldzie projektu „Odbudowa banderowskiej Ukrainy” z przyczyn propagandowych jest wykreślone słowo „banderowskiej” kojarzące się osobom znającym historię i współczesne realia z nazizmem – ta odbudowa ma pochłonąć, bagatela, 850 mld dolarów. Na razie jest to transfer zaspakajający bieżące potrzeby na użytek oligarchów i trwającej wojny.

Marek Tomasz Chodorowski, któremu nie można odmówić, przynajmniej od czasu do czasu, trafnej konceptualizacji zaliczył projekt Ukraina obok projektów Izrael i UE do trzech ulubionych pomysłów Bestii, których realizacja niszczy nasz świat, i zagraża jego trwaniu w dotychczasowym cywilizacyjnym kształcie.

„Lepszy przykład niż wykład” mawia z kolei lider środowisk antydiabelskich, Grzegorz Braun, dlatego kończę dobitnym przykładem ilustrującym stopień degradacji naszego kraju do poziomu wyrażonego w tytule.

Koniec fałszywej przyjaźni

Lewicki: Koniec fałszywej przyjaźni.

konserwatyzm.pl/lewicki-koniec-falszywej-przyjazni

Ta przyjaźń miedzy Polską a Ukrainą rozpoczęła się, tak na dobre w roku 1997, kiedy to ówczesny prezydent Kwaśniewski nadał order Orła Białego prezydentowi Kuczmie. Pamiętać też trzeba, że nie było to coś, co pojawiło się nagle i nie wiadomo skąd, gdyż kołatało się to w kręgach paryskiej Kultury Giedroycia i Mieroszewskiego od dawna.
Ale formalnie rozpoczął to Kwaśniewski i trzeba przyznać, że jemu dało to konkretne korzyści, gdyż potem uzyskiwał lukratywne wsparcie finansowe od różnych ukraińskich oligarchów.

Następcy Kwaśniewskiego, jak Lech Kaczyński, Bronisław Komorowski, czy Andrzej Duda, trzymali się tego proukraińskiego kierunku jak pijany płotu, nie zważając na rozlewającą się coraz szerzej na Ukrainie nazistowską ideologię banderyzmu. Najważniejsze dla nich było pielęgnowanie, umacnianie i betonowanie tej wymyślonej przyjaźni, odwracając jednocześnie wzrok od tego, że postacie, które dopuściły się ludobójstwa na Polakach, są obwoływane w Kijowie Herojami Ukrainy. Warto zauważyć, że tym który cofnął  skandaliczną decyzję Juszczenki, przyjaciela Lecha Kaczyńskiego, o państwowym uhonorowaniu dwóch najbardziej polakożerczych ukraińskich nacjonalistów, czyli Bandery i Szuchewycza, był prezydent Janukowycz, ale akurat on nie cieszył się dobrą opinią wśród polskich elit dotkniętych giedrojciowskim ukąszeniem, które nakazywało im ignorowanie aktów heroizacji ludobójców.
W powszechnej polskiej opinii to bezwarunkowe popieranie Ukrainy oraz haniebne zamykanie oczu na akty nieprzyjazne i pogardę jaka płynęła ze strony władz ukraińskich, spowodowała, że narastała niechęć do takiej polityki. Pewną granicą, która wielu otworzyła oczy, było zaatakowanie Polski przez Zełenskiego na forum ONZ i faktyczne zrównanie naszego kraju z Rosją, jako wroga Ukrainy. Stało się to zaledwie kilkanaście miesięcy po tym jak Polska udzieliła Ukrainie pełnego poparcia humanitarnego, militarnego i politycznego po ataku Rosji w 2022 roku. Inni, jak Niemcy, do których teraz łasił się Zełenski, w tej chwili próby odmówili mu wszelkiego wsparcia.
Dla mnie akurat, takie zachowanie władz ukraińskich nie było żadnym zaskoczeniem, gdyż z historii wiem że dla ukraińskich elit, od samego ich zarania, czyli powstania Chmielnickiego, przez prawie 380 lat, ewentualny sojusz z Polską był zawsze dla nich sprawą ostatniego wyboru, do którego uciekali się na krótko i tylko wtedy, gdy nie mieli absolutnie żadnej innej alternatywy.

Tak przedstawiała się sprawa z Petlurą, kiedy to po upadku Niemiec jego formacja nie miała już nikogo, kto mógłby pomóc, a bolszewicy byli blisko i chcieli go zniszczyć. Jednak ostatecznie  petlurowcy i tak, w większości, znaleźli się na żołdzie Abwery, a potem poszli na pełną współpracę z III Rzeszą. Wykształciła się u nich, można powiedzieć, swego rodzaju prawidłowość, by zawsze być przeciw Polsce, a tylko w stanie gdy groziło im unicestwienie, to dopuszczali warunkowo, i na bardzo krótko, jakąś formę współpracy, ale takiej, gdzie mogli uzyskać od nas maksymalne korzyści. Taki mają sposób działania i nic na to chyba nie jesteśmy w stanie poradzić. Aby uniknąć dalszych strat i haniebnych ataków od tyłu trzeba być tego świadomym.
Wobec decyzji Zełenskiego, by nadać jakiemuś oddziałowi ich wojska imię „bohaterów UPA”, odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego jawi się najłagodniejsza możliwą odpowiedzią. Niektórzy obrońcy Zełenskiego utrzymują, że on nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy. Przeciwnie! Istnieją przekazy jego współpracowników, że niektórzy z nich mu to odradzali, a on w sposób wulgarny zakomunikował im, że na Polsce mu absolutnie nie zależy.

O tym, że tak było, świadczy jeszcze jeden fakt, o którym mało kto w Polsce wie. Otóż w sierpniu 2022 roku cześć personelu 80 brygady desantowo-szturmowej ze Lwowa, wystąpiła z petycją by nadano tej jednostce imię Szuchewycza, znanego zbrodniarza, hitlerowskiego kolaboranta i szefa UPA. Ich działania poparł mocno, żyjący jeszcze wtedy, syn wspomnianego zbrodniarza – Jurij. Jednak wtedy sytuacja była inna i Zełenski nie wyraził na to zgody. A dlaczego? Sprawa jest prosta: wtedy Polska była państwem, które dawało największe wsparcie militarne Ukrainie, zatem nie mógł on sobie na to pozwolić.

A dziś sytuacja jest inna i Zełenski uznał, że teraz to już może. Taka właśnie jest ich polityczna „kultura”. To chyba nawet dobrze, że tak się stało, gdyż jak mówi znany aforyzm starożytnych Greków: lepszy otwarty wróg, niż fałszywy przyjaciel.
Na koniec chciałbym też zwrócić uwagę na bardzo ważną sprawę. Wielu Polaków posiada znajomych z Ukrainy, a niektórzy mają także przybyszów z tego kraju w swoich rodzinach. Serdecznie apeluję, by nie czynić z relacji polsko-ukraińskich tematu do konfrontacji osobistych ze znajomymi, gdyż za politykę obecnego państwa ukraińskiego odpowiada skorumpowana klika Zełenskiego, a nie jakiś człowiek, który najpewniej stamtąd uciekł, bo nie dało się żyć w tym mafijnym państwie. Pamiętajmy, że łatwo w rozmowie kogoś urazić w taki sposób, że spowoduje to jego opowiedzenie się po takiej stronie, której on przedtem nie popierał.  

Można łatwo wydobyć z człowieka to co najgorsze, ale znacznie trudniej skłonić go ku dobru. A przecież nawet wśród ukraińskich elit nie wszyscy to banderowcy, że wspomnę choćby Oleksija Arestowycza, który od dawna zwalcza wprowadzanie banderyzmu jako ideologii państwowej, przestrzega przed szkodliwością takiego wyboru i nazywa pogardliwie ten kierunek „ziemianką UPA”. Nie poszukujmy też na siłę jakichś członków  banderowskiej V kolumny w Polsce. Wystarczą ci co sami się zdemaskowali i wypełzli teraz na powierzchnię. Ich poszukiwanie i neutralizacja to sprawa służb państwowych, choć oczywiście ostrożność zachować trzeba i zawsze wiedzieć z kim się ma do czynienia.

Stanisław Lewicki

Tajny chat między Zełenskim, Ursulą von der Leyen, Starmerem, Macronem, Merzem, Meloni. „Omawiali, jak poradzić sobie z Trumpem”

UE bada tajną rozmowę grupową między Zełenskim a europejskimi przywódcami, którzy „omówili, jak poradzić sobie z Trumpem”

Komisja UE odrzuciła wniosek o opublikowanie szczegółów czatu, w którym znaleźli się Emmanuel Macron i Sir Keir Starmer

independent.co.uk/eu-secret-group-chat-zelensky-trump

Komisja UE jest badana w związku z tajnym czatem grupowym z udziałem Ursuli von der Leyen, Wołodymyra Zełenskiego i kilku europejskich przywódców, którzy omawiali, jak poradzić sobie z Donaldem Trumpem – wynika z doniesień.

Mówi się, że grupa obejmowała premiera Wielkiej Brytanii Sir Keira Starmera, prezydenta Francji Emmanuela Macrona, kanclerza Niemiec Friedricha Merza i premier Włoch Giorgię Meloni.

Ale treść czatu pozostała prywatna, po tym jak Komisja UE odrzuciła wezwania firmy medialnej do zapewnienia dostępu do korespondencji.

Rzecznik Praw Obywatelskich Teresa Anjinho oświadczyła w liście do pani von der Leyen w ubiegły piątek, że wszczęłaby dochodzenie w sprawie rozpatrywania wniosku o ustalenie, czy Komisja wykazała brak przejrzystości.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski patrzy, jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekazuje uwagi dziennikarzom po przybyciu na szczyt UE w siedzibie UE w Brukseli,
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski patrzy, jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekazuje uwagi dziennikarzom po przybyciu na szczyt UE w siedzibie UE w Brukseli, ((AFP/Getty)

Dutch investigative organisation Follow the Money requested access to the correspondence in January, but this was rejected by the Commission on the basis that publication could damage the EU’s relations with countries not in the bloc.

Oczekuje się, że dochodzenie potrwa kilka miesięcy, a spotkanie przedstawicieli Komisji i pani Anjinho nie zostanie zaplanowane do połowy lipca.

W początkowej decyzji o odmowie dostępu do czatów grupowych na początku marca Komisja stwierdziła, że „nastąpił stały nieformalny i osobisty kontakt z szefami państw i rządem państw trzecich i państw członkowskich, ustnie i na piśmie”. Zaznaczono, że dostęp do tych giełd nie leży w interesie publicznym.

Skarżący argumentował później, że Komisja nie wyjaśniła w wystarczającym stopniu odmowy udzielenia dostępu. W odpowiedzi Komisja ponownie odmówiła dostępu na podstawie „wyjątku odnoszącego się do ochrony interesu publicznego w odniesieniu do stosunków międzynarodowych”.

W odpowiedzi na to pytanie w dniu 20 maja Komisja nie przedstawiła stanowiska w sprawie tego, czy wymiany na czacie grupowym stanowią dokumenty, które oficjalnie posiada, czy nie.

Na łacie grupy byli kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen
Na łacie grupy byli kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ((AFP/Getty)

Następnie skarżący zwrócił się do rzecznika praw obywatelskich, argumentując, że Komisja nie przeprowadziła oceny żądanych dokumentów i nie rozważyła możliwości przyznania częściowego, a nie pełnego dostępu.

Twierdził, że Komisja nie udowodniła żadnych konkretnych szkód spowodowanych uwolnieniem wymiany i nie przedstawiła żadnych informacji dotyczących istnienia, posiadania i przechowywania wiadomości.

Rzecznik praw obywatelskich zwrócił się również do Komisji o wszystkie dokumenty, które wchodzą w zakres wniosku o dostęp skarżącego.

Politico po raz pierwszy poinformowało o tak zwanej „Grupie Waszyngton” w styczniu, a źródło ujawniło, że przywódcy będą wysyłać wiadomości, gdy Trump to zrobił lub powiedział coś potencjalnie szkodliwego.

„Kiedy sprawy zaczynają się szybko poruszać, trudno jest zrobić koordynację, a ta grupa [czat] jest naprawdę skuteczna” – powiedziało źródło zaznajomione z układem. „Wiele mówi o osobistych relacjach i o tym, jak się liczą.”

Grupa, opisywana jako „nieformalna, ale aktywna”, została zaaranżowana po tym, jak europejscy przywódcy odwiedzili Biały Dom wraz z Zełenskim w sierpniu ubiegłego roku.

Prezydent Donald Trump i prezydent Francji Emmanuel Macron
Prezydent Donald Trump i prezydent Francji Emmanuel Macron ((Getty’ego)

Europejscy przywódcy początkowo uważali, aby nie rozgniewać Trumpa, gdy rozpoczął drugą kadencję w styczniu ubiegłego roku z obawy przed wywołaniem gniewu, ale od tego czasu stali się bardziej śmiały w publicznym krytykowaniu go. W szczególności Macron i Merz głośno sprzeciwiali się jego wojnie w Iranie.

Na początku tego roku wybuchła dyplomatyczna kłótnia po tym, jak kilku europejskich przywódców mówiło lekceważąco o urzędnikach administracji Trumpa na wezwanie grupy.

Macron powiedział europejskim przywódcom w rozmowie konferencyjnej, że Trump może „zdradzić” Ukrainę, zmuszając ją do rezygnacji z terytorium „bez jasności w sprawie gwarancji bezpieczeństwa” – poinformował niemiecki dziennik „Der Spiegel”.

W komentarzach, które wydają się odnosić do wysłanników Trumpa Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, kanclerz Niemiec Merz powiedział: „Grają w gry, zarówno z tobą, jak i z nami”.

Prezydent Finlandii Alexander Stubb, który cieszy się ciepłymi relacjami z Trumpem, powiedział: „Nie możemy zostawić Ukrainy i Wołodymyra samych z tymi facetami”. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zgodził się, mówiąc: „Zgadzam się z Aleksandrem – musimy chronić Wołodymyra”.

PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

Mateusz Piskorski myslpolska/pis-w-awangardzie-wspierania-neobanderyzmu

Gromkie okrzyki i prymitywne slogany o konieczności rozprawienia się z ukraińską „piątą kolumną”, padające dziś z ust prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, wydają się być łabędzim śpiewem tej partii dołującej dziś w kolejnych sondażach jak nigdy dotąd.

Wyczerpuje się pewna formuła polityczna neosanacji wypracowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników. Stąd hasło, by poszukać tożsamości nowej, jak zwykle przebranej w odpustowo-patriotyczne piórka.  Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej” ukuł słuszne, ironiczne pojęcie „oburzingu” jako ulubionej gry polskiej klasy politycznej. Ma ono nawiązywać do tak modnych obecnie w korpo-języku, ale też zaśmiecającej język polityki angielszczyzny, ale nie o to w nim chodzi. Na czoło wysuwa się tu skłonność polskich polityków do nieustannego oburzania się na wypowiedzi, fakty, zdarzenia. Tyle, że to ich oburzenie, to uprawianie osobliwej dyscypliny „oburzingu” okazuje się całkowicie jałowe. Pozbawione jest bowiem realnej treści politycznej pod postacią decyzji i ruchów na politycznej szachownicy. Opiera się jedynie na biciu piany i liczeniu na to, że wyborca doceni głośność owego oburzenia.

O banderyzacji tożsamościowej współczesnej państwowości ukraińskiej, nieudolnie budowanej po roku 1991 od zera, powiedziano już i napisano właściwie wszystko. Wystarczy zresztą poczytać prace na ten temat wydawane przez ukraińskich autorów na Zachodzie, choćby takich jak prof. Iwan Kaczanowski (Kanada), Władimir Iszczenko (Niemcy) czy Marta Hawryszko (Stany Zjednoczone), by zrozumieć, że jesteśmy świadkami budowy ukraińskości w oparciu o fundamenty banderowsko-mielnikowsko-nazistowskie. Dzieje się to od dawna, jednak ze szczególną intensywnością proces banderyzacji Kijowa odbywa się od roku 2004 (z krótką przerwą na prezydenturę Wiktora Janukowycza, którego Partia Regionów – przypomnijmy – musiała namawiać polskich polityków do wspólnego podnoszenia wątków antybanderowskich, zazwyczaj zresztą mało skutecznie). Wszyscy zatem idole szeroko rozumianego Zachodu – kolejno Wiktor Juszczenko, Piotr Poroszenko i teraz Władimir Zełenski – realizują w zasadzie jednakową linię polityki tożsamościowej. Zero zdziwień, bo właśnie na takim jej fundamencie opiera się cały konstrukt współczesnej Ukrainy, która ma być jednocześnie anty-Rosją i anty-Polską.

Co na to Polska? Z reguły obawiała się nawet głośno oburzyć (rzecz jasna, chodzi tu o przedstawicieli klasy politycznej), co najwyżej mamrocząc jakieś delikatne i słabo słyszalne dźwięki krytyki po kolejnym splunięciu nam w twarz przez kijowskie władze. Tak postępowały przez lata władze w Warszawie. Tak również postępowało przez lata swoich długich rządów PiS. Czerpało z nie byle, w ich mniemaniu, kogo, bo z samego Lecha Kaczyńskiego, którego rusofobia, ignorancja i nierozumienie świata doprowadziły do tego, że stanął po stronie chwalców i piewców banderyzmu od Juszczenki. Podobnie robili jego kolejni partyjni i niepartyjni uczniowie, na czele z niegdysiejszym posłem PiS Pawłem Kowalem.

Warto o tym pamiętać, gdy dziś rozdęte do czerwoności gęby PiSowskich partyjniaków grzmią o swojej stanowczości. Warto mieć w pamięci nie tylko ich słowa z ostatnich lat, ale przede wszystkim ich działania oraz zaniechania. To oni odbierali od neobanderowskiej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy ordery, dumnie wypierając pierś jako bezpłatni agenci obcej służby specjalnej. To oni karmili jawnie antypolski Związek Ukraińców w Polsce, który za promowanie banderyzmu otrzymał tylko w 2023 roku (ostatni rok rządów partii Kaczyńskiego) dotację w wysokości 1,3 mln złotych. To oni obściskiwali się na froncie z ukraińskimi nacjonalistami i neonazistami, chwaląc się tym wszem i wobec, publikując zdjęcia pod banderowskim, czarno-czerwonym sztandarem. Wreszcie to oni przyjmowali, przegłosowywali i realizowali kolejne ustawy mające doprowadzić do głębokiej ukrainizacji naszego państwa.

I właśnie dlatego przerażać może poziom hipokryzji tych ludzi. Gdy patrzymy jak stają dziś pod pomnikami ofiar przeprowadzonego przez UPA ludobójstwa, przypominamy sobie ich słowa i czyny z ostatnich lat, które sprowadzić można do esencjonalnego hasła najlepiej opisującego ich status: „słudzy Ukrainy”. A właściwie nie tyle Ukrainy, co najgorszego wydania ukraińskości pod postacią szczerzącego ociekające krwią Polaków kły neobanderyzmu.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)

Dziennikarz bada opuszczone amerykańskie laboratorium biologiczne na Ukrainie – dokumenty i eksperymenty na ludziach…

Niezależny dziennikarz bada opuszczone amerykańskie laboratorium biologiczne na Ukrainie – dokumenty i eksperymenty na ludziach budzą pytania

Film opublikowany przez amerykańskiego dziennikarza Johna Marka Dougana, który później został usunięty z YouTube, budzi obecnie spore kontrowersje. Na nagraniu widać ukraińską firmę Pharm-Bio-Test i znajdują się w nim poważne zarzuty dotyczące eksperymentów na ludziach, badań klinicznych, leków eksperymentalnych oraz obchodzenia się z próbkami biologicznymi.

Nie jest jasne, czy wszystkie te twierdzenia można niezależnie zweryfikować. Zarzuty są jednak na tyle poważne, że wymagają zbadania.

John Mark Dougan, były policjant USA, a obecnie niezależny dziennikarz, opublikował nagranie wideo z wnętrza firmy Pharm-Bio-Test. Twierdzi, że koncentruje się na tematach, które jego zdaniem są ignorowane przez media głównego nurtu. W swoim oświadczeniu podziękował między innymi byłej dyrektor Wywiadu Narodowego USA Tulsi Gabbard i Elonowi Muskowi za ich wsparcie.

Jego badania koncentrują się na dokumentach, które, według niego, wskazują na badania kliniczne leków, które w niektórych przypadkach nigdy nie przeszły pełnej fazy testów na zwierzętach. Leki te rzekomo pochodzą ze Stanów Zjednoczonych i Europy.

Szczególnie kontrowersyjne jest oskarżenie, że leki te testowano bezpośrednio na osobach, które otrzymały jedynie minimalne wynagrodzenie finansowe za udział w badaniach. Według Daugana, wśród odwiedzających ośrodek byli emeryci, którzy przychodzili na rutynowe badania kontrolne lub badania krwi i mogli nie być w pełni świadomi konsekwencji badań.

Według niego, odkrycia obejmują również lek przeciwbólowy o właściwościach podobnych do morfiny. Wewnętrzne dokumenty podobno zawierają ostrzeżenia naukowców, że lek ten nie powinien być wprowadzany do obrotu ze względu na jego wysoki potencjał uzależniający, możliwość wywoływania halucynacji i euforii.

Mimo to prace rozwojowe były kontynuowane, a lek testowano na ludziach w badaniach klinicznych.

Szczególnie kontrowersyjne są oświadczenia dotyczące pobierania próbek krwi. Według Daugana, od uczestników badania pobierano duże ilości krwi, a następnie przesyłano ją do Kijowa, mimo że sama placówka rzekomo dysponowała dużymi możliwościami laboratoryjnymi.

Fakt ten rodzi pytania.

Dlaczego próbki należy wysyłać do innych lokalizacji, skoro niezbędne urządzenia testowe są już na miejscu dostępne?

Badania doprowadziły do ​​podejrzenia, że ​​mogły zostać zbadane cechy genetyczne populacji słowiańskiej. Nagranie wideo sugeruje, że badania nie miały na celu celów medycznych, lecz raczej uzyskanie wglądu w reakcje poszczególnych grup populacji na patogeny lub substancje biologiczne.

Według Daugana w budynku znaleziono również materiały do ​​hodowli bakterii patogennych i niepatogennych. Podobno obecny był również sprzęt pochodzący ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

Kolejnym przedmiotem jego oskarżeń jest rola firmy w czasie pandemii koronawirusa.

Firma Pharm-Bio-Test twierdzi, że brała udział w badaniach klinicznych szczepionek firm Pfizer i AstraZeneca. Dokumenty pokazują, że pracownicy tracili pracę po odmowie przyjęcia szczepionki.

Gdyby zarzuty te okazały się prawdziwe, pojawiłyby się poważne pytania dotyczące dobrowolności i zgody osób, których dotyczą.

Dougan informuje również o udokumentowanych zgonach oficjalnie sklasyfikowanych jako zawały serca, w tym o przypadkach zgonów osób młodych, poniżej 30. roku życia. Nie ustalono jednak bezpośredniego związku ze szczepieniami ani badaniami klinicznymi.

Stan obiektu był szczególnie uderzający. Według niego, dyski twarde wszystkich komputerów zostały usunięte. Ponadto twierdzi, że ukraińscy żołnierze podczas odwrotu próbowali zniszczyć części budynku i pozostawili nadajniki, które miały ułatwić późniejszy ostrzał artyleryjski na tym terenie.

Usunięcie filmu przez YouTube jeszcze bardziej zaogniło debatę. Krytycy postrzegają to jako kolejny przejaw cenzury, argumentując, że kontrowersyjne treści powinny być publicznie analizowane, a nie usuwane ze sfery cyfrowej.

Nawet gdyby część zarzutów okazała się prawdziwa, problem ten wykraczałby daleko poza kwestię pojedynczego laboratorium i rodziłby fundamentalne pytania dotyczące badań klinicznych, laboratoriów biologicznych i kontroli badań medycznych.

Do tego czasu sprawa Pharm-Bio-Test pozostaje przykładem tego, jak szybko poważne oskarżenia mogą zniknąć w obliczu konfliktów geopolitycznych, wojny informacyjnej i wzajemnych oskarżeń – a opinia publiczna nie otrzyma jasnych odpowiedzi.

Amerykańsko-ukraińskie centrum dowodzenia w Wiesbaden

Amerykańsko-ukraińskie centrum dowodzenia w Wiesbaden

Przez lata wmawiano opinii publicznej, że Zachód jedynie wspiera Ukrainę bronią, szkoleniami i pomocą finansową. Oficjalnie nie jest to wojna między Rosją a NATO, lecz konflikt między Rosją a Ukrainą. Jednak ujawnione obecnie informacje o amerykańsko-ukraińskim centrum dowodzenia w Wiesbaden malują znacznie bardziej złożony obraz.

Wiesbaden: Kwatera Główna Tajnej Wojny

Ośrodek w Wiesbaden (Hesja) to dziś znacznie więcej niż zwykła amerykańska baza wojskowa w Niemczech. W koszarach Luciusa D. Claya mieści się kwatera główna armii USA na Europę i Afrykę (USAREUR-AF). Stąd koordynuje się siły amerykańskie w Europie, planuje się operacje wojskowe i funkcjonują rozbudowane struktury rozpoznawcze i dowodzenia.

Od początku wojny na Ukrainie Wiesbaden stał się jednym z najważniejszych ośrodków wojskowych na Zachodzie. Mieszczą się tu placówki amerykańskiego dowództwa wojskowego, służb wywiadowczych oraz centra koordynacyjne wsparcia wojskowego dla Ukrainy. NATO utworzyło tam również własne struktury koordynujące pomoc dla Kijowa.

Szeroko zakrojone badania przeprowadzone przez ‚New York Times’ wiosną 2025 roku, a także późniejsze oświadczenia byłego ukraińskiego dowódcy naczelnego Walerija Załużnego, po raz pierwszy dostarczyły wglądu w współpracę wojskową wykraczającą daleko poza same dostawy broni.

W Wiesbaden Amerykanie i ukraińscy oficerowie od lat współpracują w ramach wspólnych struktur planowania i rozpoznania. Analizuje się zdjęcia satelitarne, analizuje przechwycone dane komunikacyjne i gromadzi informacje z pola bitwy. Celem jest identyfikacja ruchów rosyjskich wojsk, systemów uzbrojenia i celów strategicznych.

Zgromadzone informacje są następnie włączane do planowania operacyjnego ataków na Ukrainę. Nie chodzi już tylko o ogólną świadomość sytuacyjną czy ocenę strategiczną. ‚New York Times’  opisał współpracę, która obejmuje również konkretne planowanie operacyjne.

Były ukraiński dowódca naczelny, Załużny, nazwał później ośrodek w Wiesbaden ‚tajną bronią’  Ukrainy. Stwierdził, że ośrodek ten odegrał kluczową rolę w planowaniu operacji, koordynacji wsparcia Zachodu i konsolidacji wywiadu wojskowego.

Podważa to narrację, która od lat dominuje w debacie publicznej. Podczas gdy rządy zachodnie konsekwentnie podkreślały, że nie są stroną bezpośrednio walczącą, struktury, które teraz ujrzały światło dzienne, ujawniają znacznie ściślejszą integrację między armią amerykańską i ukraińską.

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji. Na celowniku jest ostatnio zwłaszcza Tuapse

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji

Ta zmiana jest szczególnie istotna w kontekście stopniowego łagodzenia przez Zachód ograniczeń dotyczących ataków na terytorium Rosji. Początkowo koncentrowano się na celach na terytoriach okupowanych [okupowanych?! – tak w oryginale – przypis ZB]  lub w bezpośrednim sąsiedztwie linii frontu, obecnie dyskutuje się również o atakach w głębi Rosji. Pytanie o to, gdzie kończy się wsparcie, a zaczyna udział operacyjny, staje się coraz bardziej palące.

Krytycy otwarcie nazywają to wojną zastępczą, w której Ukraina walczy, podczas gdy państwa zachodnie zapewniają wywiad, planowanie, finansowanie i nowoczesne systemy uzbrojenia. Zwolennicy argumentują jednak, że Ukraina broni się przed atakiem Rosji i jest uzależniona od tego wsparcia.

Niezaprzeczalnym jest jednak fakt, że centrum dowodzenia w Wiesbaden to coś więcej niż zwykła misja szkoleniowa. Gromadzi się tam informacje, sporządza raporty o sytuacji wojskowej i podejmuje decyzje, które mają bezpośredni wpływ na pole bitwy.

W Wiesbaden działają amerykańskie struktury dowodzenia, służby wywiadowcze i centra koordynacyjne, co czyni je jednym z najważniejszych amerykańskich obiektów wojskowych w Europie. Miasto stało się w ten sposób centralnym ośrodkiem zachodniego planowania wojskowego.

Oficjalnie nadal nie jest to wojna NATO z Rosją. Jednak ujawnione w ostatnich miesiącach informacje pokazują, że integracja wojskowa między Stanami Zjednoczonymi a Ukrainą sięga znacznie głębiej, niż wielu obywateli Europy wcześniej zakładało.

Prawdziwym pytaniem politycznym nie jest już zatem to, czy Zachód jest zaangażowany. Kluczowe pytanie brzmi raczej, jak daleko sięga to zaangażowanie – i czy opinia publiczna kiedykolwiek została w pełni poinformowana o prawdziwym zakresie tej współpracy.

uncutnews.ch/wiesbaden-das-hauptquartier-des-verdeckten-krieges

Opracował: Zygmunt Białas

Rząd rosyjski najwyraźniej nie wierzy już w możliwość pomyślnego zakończenia negocjacji z Ukrainą

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-russische-regierung-glaubt-offenbar-nicht-mehr-an-die-moeglichkeit-erfolgreicher-ukraine-verhandlungen

Anti-Spiegel 24 czerwiec  2026

Czy można spodziewać się dalszej eskalacji?

Rząd rosyjski najwyraźniej nie wierzy już w możliwość pomyślnego zakończenia negocjacji z Ukrainą.

Do tej pory rząd rosyjski najwyraźniej nadal wierzył w rozwiązanie wojny na Ukrainie za pośrednictwem mediacji, opierając się na porozumieniach osiągniętych między Trumpem a Putinem na Alasce. Wydaje się, że sytuacja uległa zmianie, a retoryka w Rosji najwyraźniej ulega zmianie.

Rząd rosyjski wciąż liczy na dyplomatyczne rozwiązanie wojny na Ukrainie, uwzględniające rosyjskie interesy bezpieczeństwa, co oznacza wykluczenie przystąpienia Ukrainy do NATO i stacjonowania wojsk zachodnich na Ukrainie. Należy pamiętać, że są to zasadniczo podstawowe żądania Rosji i że wojna mogłaby się zakończyć jutro, gdyby Zachód zgodził się na nie, zamiast liczyć na strategiczną porażkę Rosji.

Dlatego w Rosji pokładano duże nadzieje, gdy prezydent USA Trump i prezydent Putin spotkali się w Anchorage na Alasce nieco ponad rok temu. Chociaż szczegóły ich tajnego porozumienia nigdy nie zostały ujawnione, prawdopodobnie w dużej mierze pokrywało się ono z podstawowymi żądaniami Rosji. Nawet gdy Stany Zjednoczone później ostro skrytykowały Rosję, rząd rosyjski konsekwentnie utrzymywał, że wierzy, iż „duch Anchorage” wciąż żyje.

To się teraz zmieniło. W niedzielę Jurij Uszakow, główny doradca Putina ds. polityki zagranicznej, oświadczył, że Rosja nie czeka na wdrożenie porozumień osiągniętych w Anchorage, lecz oczekuje zwycięstwa i osiągnięcia swoich celów. To bardzo istotna zmiana w retoryce, niewątpliwie skierowana do Waszyngtonu.

Nie wiemy, czy i co działo się za kulisami, czy też oświadczenie Uszakowa wynika z faktu, że od czasu wydarzeń na Alasce praktycznie nic się nie zmieniło, a Moskwa po prostu straciła cierpliwość. Są jednak ku temu przesłanki.

Na przykład, rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow powiedział w poniedziałek, że Moskwa bierze pod uwagę wszystkie oświadczenia prezydenta USA Donalda Trumpa i innych przedstawicieli rządu USA. Według niego Waszyngton odchodzi od „fundamentalnych ustaleń”, które obaj prezydenci osiągnęli w Anchorage prawie rok temu. Oskarżył również Waszyngton o zbliżanie się do „najbardziej agresywnej polityki antyrosyjskiej” swoich europejskich sojuszników. Mimo wszystko Moskwa ma nadzieję, że USA będą kontynuować wysiłki mające na celu znalezienie rozwiązania konfliktu na Ukrainie – dodał.

Jednak nadzieje te zdają się słabnąć w Moskwie, o czym świadczy oświadczenie innego rosyjskiego wiceministra spraw zagranicznych z tego samego dnia. Aleksandr Gruszko powiedział, że rosyjski rząd zakłada, iż NATO i UE „faktycznie przygotowują się do konfrontacji militarnej z Rosją około 2030 roku”.

Jeśli tak jest – a mówi się o tym całkiem otwarcie w Europie – to nie ma już nadziei na poważne negocjacje. Co więcej, jeśli tak jest, pojawia się pytanie, dlaczego Rosja miałaby czekać z konfrontacją militarną z UE, dopóki UE nie będzie do niej odpowiednio przygotowana.

W Rosji coraz częściej pojawiają się głosy, że Zachód ponownie wprowadził Rosję w błąd na Alasce, i powołuje się na analogie do porozumień mińskich, które – jak otwarcie przyznają zachodni uczestnicy – ​​miały na celu jedynie zyskanie czasu dla Ukrainy na uzbrojenie się do wojny z Rosją.

Wielu w Rosji postrzega obecnie szczyt na Alasce w ten sposób. Podejrzewają, że Trump chciał jedynie zyskać na czasie dla Zachodu, przede wszystkim po to, by dać UE możliwość uzbrojenia się do wojny z Rosją. I właśnie to robi UE.

Z tej perspektywy czas działa teraz na niekorzyść Rosji, ponieważ ukraińskie ataki dalekiego zasięgu na cele położone głęboko w Rosji – ataki finansowane i wspierane przez UE, a w zasadzie przeprowadzane przez UE – naturalnie osłabiają Rosję, podczas gdy UE kontynuuje nieskrępowaną rozbudowę potencjału militarnego.

W związku z tym pojawia się pytanie, czy obecne rosyjskie deklaracje pójdą w parze z działaniami. A to oznaczałoby ataki na cele w UE, na przykład na miejsca, w których państwa członkowskie UE zezwalają Ukrainie na produkcję dronów i pocisków rakietowych.

Polka ze Lwowa atakuje polityków w Polsce: Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację?

Marsz Stepana Bandery w Kijowie, 1 I 2019 r. Fot. Aleksandr Gonczarow, Apostrof

Polka ze Lwowa atakuje polityków PiS: Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację?

24 June 2026

„Dopiero teraz zauważyli banderyzację?” – pyta Maria Pyż, Polka ze Lwowa i redaktor naczelna Polskiego Radia Lwów, komentując reakcje polskich polityków na nadanie ukraińskiej jednostce imienia „Bohaterów UPA”. Jak podkreśla, zmiany nazw ulic i inne działania odwołujące się do UPA trwały na Ukrainie od lat, a rząd PiS miał unikać odpowiedzi, zasłaniając się relacjami polsko-ukraińskimi.

Maria Pyż, dziennikarka i Polka ze Lwowa, odniosła się w rozmowie z Interią do sporu wokół odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego oraz napięć dyplomatycznych między Warszawą a Kijowem.

W rozmowie z Interią dziennikarka odniosła się również do decyzji Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych tytułu „Bohaterów UPA”. Przyznała, że banderyzacja na Ukrainie jest poważnym problemem w relacjach polsko-ukraińskich, ale podkreśliła, że zjawisko to nie pojawiło się dopiero teraz.

„Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację? Czy to pierwsza jednostka, która otrzymała tytuł nawiązujący do UPA? Czy nie były zmieniane nazwy ulic we Lwowie i innych miastach? Czy to wszystko nie działo się latami?” – pytała.

Pani Pyż stwierdziła, że gdy Polacy ze Lwowa kierowali pytania do poprzedniego rządu, słyszeli odpowiedzi o nadrzędnym znaczeniu relacji międzynarodowych, w tym polsko-ukraińskich.

„To nie jest dla nas żadna nowość” – powiedziała.

Zobacz też: Prawy Sektor organizuje marsz ku czci SS „Galizien” we Lwowie. Start pod pomnikiem Bandery

Zobacz też: Grekokatolicki arcybiskup broni banderyzmu. Gość Niedzielny nazywa ludobójstwo „tragedią wołyńską”

Stosunki polsko-ukraińskie wcale się nie pogorszyły. Po prostu wrzód pękł.

Wina leży po stronie Ukrainy

Łukasz Jastrzębski myslpolska/wina-lezy-po-stronie-ukrainy

Stosunki polsko-ukraińskie wcale się nie pogorszyły. Są dokładnie takie same jak były tydzień, miesiąc, rok temu. Po prostu wrzód pękł i pewne sprawy wypłynęły i zostały zauważane przez opinię społeczną. Uważam, że mamy do czynienia z dwoma źródłami tego stanu rzeczy. Pierwszym jest Waszyngton, zaś drugim Kijów. Czasem tak bywa, że decyzje zapadające w sprawie Polski poza Polską są dla niej korzystne. Tak się właśnie stało moim zdaniem tym razem.

Prezydent Polski Karol Nawrocki zdecydował ogłosić decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego wyjątkowo nieciekawemu przywódcy państwa jakim jest Wołodymyrowi Zełenskiemu – po powrocie z Stanów Zjednoczonych.

Mam hipotezę: Amerykanie kontrolują znaczną część przemysłu (w tym wydobywczego) i rolnictwa na Ukrainie. Zełenski się im rozbrykał, gdyż czuje oparcie polityczne i finansowe w konkurencyjnej dla USA Brukseli. Stanom Zjednoczonym zależy na konflikcie kontrolowanym i punktowym, nie na szaleńczej eskalacji. Swoje na broni zarobili, zapewne dzisiaj porównywalne lub większe pieniądze będą mogli robić na doprowadzaniu do pokoju i późniejszym pokoju. Nie jest w ich interesie rozlanie tego konfliktu, ponieważ to może uniemożliwić na lata czerpanie zysków z Ukrainy. Do tego zapewne chcą wrócić do interesów z Federacją Rosyjską, co jest konieczne w kwestii chińskiej.

Wołodymyr Zełenski z pełną premedytacją doprowadził do konfliktu z Polską. Tu nie ma przypadków. Nie jest on kompletnym idiotą i doskonale wiedział jak zareaguje polska opinia publiczna na nazwanie jednostki wojskowej imieniem „Bohaterów UPA”. Chciał tego, by jego słowa „P*****ć Polskę i Polaków” – o czym poinformowała na Kanale Zero dziennikarka Arleta Bojke – wypłynęły i stało się o nich głośno. Potwierdzeniem jest chamskie odesłanie najwyższego polskiego orderu poczta kurierską do Polski.

Zełenski potrzebuje konfliktu zewnętrznego, by ukryć problemy wewnętrzne. Głównie te związane z licznymi aferami i wszechobecnym złodziejstwem. Potężne afery korupcyjne są dla przywódcy Ukrainy wielkim obciążeniem i skończą się dla niego zapewne tragicznie. Szczególnie wizerunkowo ciąży mu wywlekana przez dziennikarzy sprawa korupcyjna swoich bliskich współpracowników Andrija Jermaka i przebywającego już w Izraelu Tymura Mindicza.

Wołodymyr Zełenski nie ma najmniejszych szans w jakichkolwiek wyborach na Ukrainie. Ludzie mają dosyć wojny, życia w strachu, łapanek na ulicach, wszechobecnej korupcji, deficytu demokracji. Jedyną szansą na trwanie Zełenskiego u władzy, jest przenoszenie niezadowolenia na obszary mniej związane z jego otoczeniem, najlepiej na te międzynarodowe. Do tej pory zaogniał sytuacje z Węgrami. Po przegranej Viktora Orbana i zwycięstwie wspieranego przez niego Pétera Magyara musiał znaleźć inne ogniwo konfliktu. Doskonale do tego nadaje się coraz mniej przychylna Ukrainie Polska.

Ta sytuacja nie jest wcale zła dla Polski. Odebranie Orderu Orła Białego roszczeniowemu Wołodymyrowi Zełenskiemu, co oczywiste było słuszne, ale może być również korzystne dla Polski. Po pierwsze chyba w wielu mediach na Europy powiedziano czym był i jest ukraiński w dalszym ciągu szowinizm spod znaku OUN-UPA. Po raz pierwszy Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy usłyszeli o mordowanych niemowlakach, dzieciach, kobietach i starcach. Usłyszeli o siekierach, widłach, cepach, nożach – nie jako o ruskiej propagandzie, ale jako o narzędziach krzewienia ukraińskiego szowinizmu.

Po drugie wspomniana sytuacja ośmieliła rzesze Polaków, by stawiać pytania o straty i korzyści z wspierania Ukrainy. To co ludzie mówili po cichu w kolejkach do lekarzy, na spotkaniach rodzinnych i w miejscach swojej pracy wylało się masowo w mediach społecznościowych. To klęska tych, których premier Leszek Miller słusznie nazwał V kolumną banderyzmu. Ludzie przestali wierzyć w wyświechtana i od początku kłamliwe slogany o tym, że Ukraina broni nas przed Rosją, że na Ukrainie nie ma banderyzmu, że Ukraina powinna wejść do Unii Europejskiej i NATO.

Donald Trump i Wołodymyr Zełenski przypadkowo pomogli Polakom w otrzeźwieniu.

Egoizm prezydenta Stanów Zjednoczonych i przywódcy Ukrainy sprawił, że Polska jest w minimalnie lepszym położeniu. Świadomość tego, kto kim jest – ma istotną wagę w sprawach politycznych. Wreszcie Polacy pytają – co my mieliśmy i mamy ze pełnego wsparcia dla mało przyjaznego nam państwa? Nareszcie ktoś pyta – ile nas to kosztuje i ile będzie kosztować w przyszłości. Kończy się właśnie w Polsce bezrozumna miłość do Ukrainy i Ukraińców.

Pytanie czy starczy nam determinacji, by konsekwentnie stać na polskim stanowisku. By robić to co się opłaca naszej wspólnocie narodowej. Mam nadzieję, że tym razem nie ulegniemy zagranicznej presji możnych, działaniu wewnątrzkrajowej agentury i ckliwym referowaniu w zależnych od obcych ośrodków mediów sprawy ukraińskiej.

Łukasz Jastrzębski

====================================

Miller o Ukrainie i decyzji Nawrockiego

Miller o Ukrainie i decyzji Nawrockiego:

„Pierwszy raz miałem satysfakcję”

24.06.2026 nczas/miller-o-ukrainie-i-decyzji-nawrockiego-pierwszy-raz-mialem-satysfakcje

Były premier Leszek Miller w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia ZET odniósł się do konfliktu polsko-ukraińskiego.

W ocenie polityka zaszkodzi on Ukrainie – a nie Polsce.

Miller jasno wskazał, że odpowiedzialny za pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich jest Wołodymyr Zełeński. Jak powiedział, prezydent Ukrainy nie ma zamiaru ich odbudowywać.

Ukraina dalej idzie banderowskim kursem i to wszystko źle się skończy dla Ukrainy. Ukraina przegra wojnę z Rosją i nastąpi wymiana całego kierownictwa politycznego Ukrainy – ocenił Miller.

Jak dodał, dopóki Ukrainą rządzi „ta ekipa”, to kraj ten „spoczywa w swojej ideologicznej podstawie na banderowskim nazizmie”. – Jest jeden prezydent nacjonalista i nazywa się Zełeński – powiedział Miller, odnosząc się do wpisu prof. Antoniego Dudka.

„Dwóch prezydentów nacjonalistów niszczy to, co udało się osiągnąć Polsce i Ukrainie przez trzy ostatnie dekady” – grzmiał prof. Dudek.

W ocenie byłego premiera decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Zełeńskiemu Orderu Orła Białego była dobra. – Pierwszy raz miałem satysfakcję, że polski polityk wysokiego szczebla stanął w obronie pamięci okrutnie pomordowanych, bezbronnych Polaków – wskazał.

Rymanowski zaznaczył, że ukraińskie społeczeństwo popiera odsyłanie polskich orderów. – 99 proc. Ukraińców, obecnych w sieci, popiera masowe odsyłanie orderów. Oni uznali decyzję prezydenta Nawrockiego za potwarz, za upokorzenie. Uważają, że mają prawo do tego, żeby prowadzić taką a nie inną politykę historyczną – mówił dziennikarz.

To tylko dowodzi tyle, co się stało w ostatnich latach ze społeczeństwem ukraińskim, jak przekierowanie świadomości Ukraińców na tory akceptacji zbrodniczego nacjonalizmu w dużej części się powiodło – skwitował Miller.

W dalszej części były premier ocenił, że doktryna Giedroycia zdezaktualizowała się po wejściu Polski do NATO i stała się doktryną „idealistyczną, kosztowaną i naiwną w realiach suwerennego państwa, będącego członkiem NATO”. – Kontynuowanie jej w czystej postaci prowadzi do jednostronnych koncesji na rzecz Ukrainy i zaniedbywania polskiego interesu narodowego – dodał. Zaznaczył też, że polskie bezpieczeństwo „nie zależy od Ukrainy, tylko od przyszłości, stabilności Paktu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej”.

– Przecież my od dawna graniczymy z Rosją i rosyjskie wojska stoją na polsko-rosyjskiej granicy. Co więcej, jeżeli Pan połączy, czy doda, długość granicy z Obwodem Kaliningradzkim plus długość granicy z Białorusią, która jest w obrębie wpływów rosyjskich, to to jest linia dłuższa niż granica z Ukrainą – wskazał.

Konferencja prasowa połączonych Komisji ds. zwrotu orderów i zegarków

Konferencja prasowa

połączonych Komisji

ds. zwrotu orderów i zegarków

Autor: CzarnaLimuzyna , 24 czerwca 2026

AIX

Na samym początku pragnę rozwiać wrażenie, zaprzeczając opiniom prawicowych mediów jakoby Konferencja wypadła źle. Pomimo prowokacji ze strony proputinowskich środowisk pokazała stabilną wolę przezwyciężenia kryzysu we wzajemnych relacjach i utrzymania wieloletniej przyjaźni.

Konferencja

– Z powodu dość wolnego tempa zwrotów orderów…

– I zegarków. – dorzucił ktoś z grupy dziennikarzy

– I zegarków. – dokończył minister i chrząknął. Po chwili milczenia nabrał potężny haust powietrza i zaczął recytować.

– Wychodząc naprzeciw zwiększonego zapotrzebowania… postanowiliśmy razem z naszym ukraińskim partnerem nadać temu wydarzeniu rangę stałej bilateralnej współpracy. Nasze Ministerstwo postanowiło umożliwić stronie ukraińskiej zwiększenie ogólnej puli zwrotów poprzez przyznanie dodatkowej liczby orderów i pamiątkowych zegarków. Informujemy, że pierwszy pakiet już został dostarczony do Kijowa pocztą lotniczą. Czy są jakieś pytania?

– Czy plany uwzględniają również zwrot kopert?

– Pytanie jest niestosowne, panie redaktorze. Pan doskonale wie, że trwa wojna.

– Ale ja pytam o zwrot kopert z waszej strony.

– Jeżeli będzie pan dalej prowokować, każę wyprowadzić pana z sali – odpowiedział groźnie minister.

– Równocześnie deklarujemy, że nie będziemy stosować filozofii skrajnej prawicy oko za oko, order za order. Z tej okazji chcemy podziękować premierowi Morawieckiemu, który wyłamał się z konfrontacyjnego kursu. Jak widać jest możliwa współpraca ponad podziałami…

– Ponad przelewami! – krzyknął ten sam niesforny dziennikarz.

Po chwili, dwóch rosłych funkcjonariuszy wyprowadziło z sali próbującego stawiać opór dziennikarza. „Precz z cenzurą!” – zdążył jeszcze krzyknąć, na koniec, wypychany za próg.

– Nie będziemy tolerować dezinformacji. Putin cieszy się z każdej takiej prowokacji.

– Putin się cieszy z każdego zwróconego zegarka! – rzucił sarkastyczną uwagę kolejny dziennikarz. Złośliwy komentarz nie dotarł jednak do telewidzów. Ułamek sekundy wcześniej transmisja została  przerwana.

1 czerwca 2022 roku Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski uhonorował ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego oraz ówczesnego wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego Orderem Jarosława Mądrego drugiej klasy. /link/

=====================================

mail:

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim. Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie. „Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim.

Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie.

„Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

23.06.2026 nczas/czeski-polityk-ostro-o-ukrainie-upa-i-zelenskim-broni-polski-mocniej-niz-rzad-w-warszawie-ukraina-przyznaje-sie-do-kolaboracji-z-nazistami

Tomio Okamura.
NCZAS.INFO | Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura. / Fot. PAP/CTK

Przewodniczący ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) oraz przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura w ostrych słowach skrytykował Ukrainę, odradzanie się nazizmu i banderyzmu w Kijowie oraz opowiedział się za Polską. „Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami” podkreślił czeski polityk.

Okamura to czesko-japoński przedsiębiorca i przewodniczący czeskiej izby poselskiej. Urodził się w Tokio, matka była Morawianką, a ojciec miał pochodzenie japońsko-koreańskie.

W poniedziałek wieczorem ostro potępił Kijów i banderyzm oraz stanął po stronie Polaków.

„Nawet Polacy mają już dość tego, że ukraińskie państwo 🇺🇦 oficjalnie przyznaje się do kolaborantów, którzy mordowali Czechów, Polaków i Żydów. Kiedy Polacy zaprotestowali przeciwko temu, Ukraińcy zaczęli ich wulgarnie obrażać” – napisał Okamura na X.

„Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami. Odmawiamy, by takie państwo wstąpiło do UE i NATO! Kiedy ktoś zaprotestuje przeciwko temu, że ukraiński prezydent oficjalnie przyznaje się do ukraińskich rzeźników, którzy dokonywali ludobójstwa, Ukraińcy są jeszcze bardziej urażeni. A gdzie jest pan prezydent Petr Pavel? Dlaczego nie wypowie się na temat tego, że jego ukraińscy przyjaciele przyznają się do morderców, którzy mordowali także Czechów?” – zapytał czeski polityk.

Następnie odniósł się do nazwania jednej z ukraińskich jednostek imieniem „Bohaterów UPA”. Okamura przypomniał, że UPA odpowiedzialna jest za „masakry nawet kilkuset tysięcy Polaków, Żydów, Czechów i Ukraińców na Ukrainie podczas drugiej wojny światowej”. Wspomniał też o odebraniu przez Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełeńskiego.

„W weekend na Ukrainie wybuchła antypolska 'burza’. Były ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba oświadczył, że polski prezydent 'nienawidzi Ukraińców jako fenomen’. Radykalny ukraiński nacjonalista i dowódca ochotniczej armii Dmytro Jarosz nazwał rzekomo polskich polityków ’sprzedanymi dziwkami’. Pojawiło się też twierdzenie ukraińskiej dziennikarki, że po tym, jak Zełeński został ostrzeżony przed konsekwencjami swojego kroku, miał rzekomo wulgarnie skomentować sprawę: 'Je**ć Polaków.’ Ukraińcy masowo wysyłają swoje odznaczenia do Warszawy” – czytamy we wpisie.

Przytoczył też atak szefa ukraińskiego MSZ Andrija Sybihy, który „ostro zaatakował Polskę oraz prezydenta Nawrockiego”. Wspomniał też o zwrocie kolejnych orderów ze strony Ukraińców. Przytoczył także słowa szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego, który podkreślił, że „przedstawiciele ukraińskich urzędów zwracają polskie odznaczenia lekką ręką, zapominając, że te same ręce były wyciągnięte po pomoc, a ta pomoc przyszła z polskich rąk: od polskiego rządu, samorządów, organizacji pozarządowych i milionów Polaków”.

„Polska dziennikarka Arleta Bojke z Channel Zero opublikowała komentarz do skandalu z nazwaniem ukraińskiej jednostki 'Bohaterów UPA’. Według Bojki, która powołuje się na oświadczenie byłego ukraińskiego posła Ihora Mosijczuka, Zełeński rzekomo użył wulgarnych wyrażeń do opisu Polski i Polaków i był świadomy tego, co jego krok wywoła. 'Kiedy do Zełeńskiego przyszli ludzie i powiedzieli mu, by nie nazywał tej ukraińskiej jednostki po UPA, że to rozdrażni Polaków, Wołodymyr Zełeński rzekomo odpowiedział: 'Je**ć Polskę i Polaków’” – napisał przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura.

Szkoda, że władze Czech bardziej upominają się o pamięć Polaków, niż niby-polski rząd.

TASS: Groźby Zełenskiego wobec Białorusi i reakcja na militaryzację Europy

Groźby Zełenskiego wobec Białorusi i reakcja na militaryzację Europy. Kluczowe punkty

Wiceminister spraw zagranicznych republiki Igor Sekreta zauważył, że na świecie obserwuje się tendencje eskalacyjne i sytuacja staje się niekontrolowana.

22 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Rosja i Białoruś zmuszone są reagować na zagrożenia w obliczu globalnej niestabilności, jednak priorytetowo traktują inicjatywy pokojowe – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Igor Sekreta podczas wirtualnej dyskusji przy okrągłym stole na temat „Militaryzacji Europy”, zorganizowanej przez Stałe Przedstawicielstwo Rosji przy OBWE.

Wcześniej Wołodymyr Zełenski wystosował kolejne groźby pod adresem Białorusi. Zadeklarował gotowość do wydania rozkazu ataku na sprzęt, który jego zdaniem znajdował się na terytorium Białorusi wzdłuż granicy z Ukrainą, jeśli nie zostanie on usunięty w ciągu tygodnia.

============================

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji.

Militaryzacja Europy

  • Białoruś wyraża zaniepokojenie tempem militaryzacji w Europie i obecnie monitoruje ćwiczenia Brave Boar 2026 w pobliżu Przesmyku Suwalskiego, powiedział wiceminister spraw zagranicznych Igor Sekreta.
  • Według niego militaryzacja Europy postępuje obecnie w kilku kierunkach.
  • Ponadto Sekret wyraził zaniepokojenie planami Polski i Francji dotyczącymi przeprowadzenia ćwiczeń sił powietrznych mających na celu zaatakowanie celów na Białorusi i w Rosji.
  • Zauważył , że w kontekście globalnej niestabilności Rosja i Białoruś zmuszone są „reagować defensywnie i zapobiegawczo” na zagrożenia, ale przede wszystkim „promują pokojowe idee , których celem jest zapobieganie najniebezpieczniejszym scenariuszom”.
  • Jak zauważył Sekret, na całym świecie obserwuje się tendencję eskalacyjną i sytuacja staje się niekontrolowana.
  • Wcześniej sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Aleksandr Wolfowicz oświadczył, że Europa, niestety, nie tylko nie jest przygotowana na zakończenie konfliktu na Ukrainie, ale robi wszystko, co możliwe, aby zapewnić jego kontynuację.
  • Ostrzegł, że nowe dostawy broni z Europy na Ukrainę, uzgodnione przez kraje G7, wywołają dodatkowe napięcia, podważając strategiczną stabilność i bezpieczeństwo na całym kontynencie europejskim.

Groźby Zełenskiego wobec Białorusi

  • 19 czerwca Wołodymyr Zełenski wystosował kolejne groźby pod adresem Białorusi.
  • Oświadczył, że jest gotowy wydać rozkaz ataku na sprzęt, który według niego znajdował się na terytorium Białorusi wzdłuż granicy z Ukrainą, jeśli nie zostanie on stamtąd usunięty w ciągu tygodnia.
  • Zełenski twierdził również, że znajdują się tam „repeater’y na wieżach”.

Próba wciągnięcia Mińska w konflikt

  • Białoruś dostrzega „eskalację antybiałoruskiej retoryki  ze strony Ukrainy” i na nią odpowiada, powiedział białoruski minister spraw zagranicznych Maksim Ryżenkow w wywiadzie dla kanału telewizyjnego Białoruś-1.
  • Minister obrony Białorusi Wiktor Chrenin oświadczył , że republika nie angażuje się w konflikt na Ukrainie, lecz monitoruje rozwój sytuacji.
  • Szef resortu zaznaczył, że Białoruś utrzymuje pewne siły na granicy z Ukrainą, ale w minimalnej liczbie – w celu zapewnienia ochrony granicy państwowej we współpracy ze strażą graniczną.
  • Białoruś nie da się wciągnąć w konflikt za pomocą prowokacji ; republika opowiada się za pokojem, rozwagą i dyplomacją, oświadczył sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Aleksandr Wolfowicz.
  • Zełenski próbuje wciągnąć Białoruś i całą Europę w konflikt zbrojny, powiedział Ołeh Gajdukiewicz, wiceprzewodniczący stałej komisji ds. międzynarodowych Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego (parlamentu) republiki.
  • Wcześniej prezydent republiki Aleksander Łukaszenka, komentując atak na białoruski autobus pod Briańskiem, ostrzegał , że próby wciągnięcia Białorusi w wojnę obrócą się przeciwko tym, którzy się tego podejmą.

Reakcja na groźby Zełenskiego wobec Białorusi

  • Prezydenci Rosji i Białorusi Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka planują wkrótce się spotkać, aby omówić między innymi groźby Władimira Zełenskiego pod adresem Mińska, powiedział reporterom rzecznik prasowy rosyjskiego przywódcy Dmitrij Pieskow.
  • Nazwał groźby Zełenskiego wobec Białorusi ingerencją w jej sprawy wewnętrzne i naruszeniem jej suwerenności.
  • Zełenski daremnie liczy , że jego ultimatum wobec Łukaszenki będzie korzystne dla Kijowa. Wręcz przeciwnie, groźby pod adresem Mińska prowokują Moskwę do reakcji, powiedział lider LDPR Leonid Słucki.
  • Zełenski zagraża bezpieczeństwu całej Europy, o czym świadczy jego ultimatum postawione Łukaszence, zauważył Armando Mema, członek fińskiej narodowo-konserwatywnej partii „Sojusz Wolności”.