Jarmaki wychodzą z paki

Jarmaki wychodzą z paki

korup

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis 30 maja, wpis nr 1410

Właściwie tośmy się już przyzwyczaili do kolejnych sensacji związanych z korupcją na wojującej Ukrainie. To ciekawy fenomen, gdyż wygląda na to, że cykanie takimi sensacjami immunizuje nas na takie patologie – ot, patrzymy się, znowu coś tam wyszło. Następuje inflacja reakcji. Kogoś złapali, ktoś, oczywiście bez wiedzy Polaków uciekł przez Polskę do Izraela… Układ trzyma się dobrze. Nic dziwnego, że ci, którzy dawali pomoc i finansowe wsparcie kryją teraz przekrętaczy, bo jeszcze wydałaby się cała systemowa sytuacja i któryś z europejskich podatników mógłby się zapytać jak się rozchodzą pomocowe środki z jego podatków. Mnie jednak zaskoczyła jedna sytuacja.

Jermak jako egzemplum

Okazało się, że aresztowano człowieka numer dwa Ukrainy, Andrija Jermaka. Aresztowano go pod zarzutami korupcyjnymi 14 maja tego roku, ale już w dniu następnym – w piątek została zebrana wśród znajomych 300 darczyńców wymagana kwota wyznaczonej kaucji i Jermak już by wyszedł, ale zaczął się weekend i nie można było zaksięgować wpłat, a więc po weekendowym pobycie w luksusowej, tzw. „płatnej celi” (są takie cuda w cywilizowanym i aspirującym do Unii świecie) w poniedziałek prawa ręka Zełenskiego wyszła na wolność. Zabrano mu paszport i zakazano wyjazdu nawet z Kijowa. Ale zastanowiła mnie jedna rzecz – kwota kaucji.

Wynosiła ona ok. 3,3 miliona dolarów. Zebrane wśród 300 darczyńców i wpłacone w jeden dzień. Musi mieć więc Jermak całą armię przyjaciół, gotowych do zebrania kasy w jeden dzień, w jakiś sposób skoordynowanych, nie mówiąc już, że wdzięcznych na jakieś 13.000 dolarów na głowę. Takie ruchy przypominają mi jako żywo w mniejszej skali wpłaty na konta wyborcze drobnych kwot na martwe dusze, kwot, które później idą w miliony. A może Jermak po prostu tyle miał „u ludzi” ze swych własnych zarobków?
Zaglądamy więc do zarobków Jermaka. Cóż my tam mamy? Ano średnio 14.500$ rocznie, co oznaczałoby, że Jermak musiałby odkładać nie jedząc na własną kaucję 227 lat, a i tak zarabiał on ponad 40% więcej niż jego zubożały, jak widać, szef – prezydent Zełenski. Mamy więc do czynienia i z kwotą, i z tempem oraz zakresem reakcji na „zbiórkę”, które de facto… potwierdzają korupcyjność Jermaka w otoczeniu nieformalnego układu. Czyli sam podsądny doniósł na samego siebie wpłacając kaucję. To mnie popchnęło do próby obejrzenia całego układu korupcyjnego na walczącej Ukrainie.

Krótka historia wschodniej oligarchii

Ukraina jest tylko w pewnym stopniu skrzywionym odbiciem układu rosyjskiego. Zobaczmy jak to więc szło z Moskwy. Mamy do czynienia z cywilizacją turańską, na którą przemożny wpływ miały czasy najazdów mongolskich. To wtedy wyznaczył się stały już trend do oligarchizacji władzy, trzymania pod butem niewolonego ludu, który ten proceder rozumiał i akceptował jako normalny układ elita-lud. Do elity dostawać się można było jedynie w sposób gwałtowny, nawet na jej szczytach, czy to rodów królewskich, czy dynastii politycznych. Układ ten był mitygowany trochę poprzez komunistyczną przaśność, nie świecono ludowi w oczy benefitami władzy.

Po upadku Związku Sowieckiego jednak hamulce zniknęły w sposób gwałtowny i widowiskowy, na tyle, że oligarchia ujawniła się w stopniu ostentacyjnym, kiedy przy rozpadzie państwa poszczególne mafie (nawet wyposażone we własne substytuty armii) stały się jedynym elementem państwowotwórczym. Był to więc z natury układ pasożytniczy, który szybko doprowadził do upadku podstawowych funkcji państwa.

Na tej zapaści wjechał na całego porządkujący nowy car-batiuszka, Putin, przywrócił on wypłaty emerytur i świadczenia zdrowotne i lud go od razu pokochał. Putin rozprawił się z układem mafijnym w ten sposób, że wprowadził jako element państwowotwórczy jedną wielką mafię – służby. A te były wyposażone w państwową licencję na przemoc, jak to u turańskich – bez żadnej społecznej kontroli i „po uważaniu” cara. Ot, taka współczesna Oprycznina. I tak jak w XVI wieku Iwan Groźny za pomocą swych służb zabrał się za ukracanie bojarów nie koniecznie tylko o brody, tak Putin swoimi „oprycznikami” zabrał się za oligarchów. Oczywiście miał i przy sobie swoich oligarchów, ale był to krąg wewnętrzny jego kumpli z młodości (placówki, gdzie przebywał młody agent Wołodia, kluby judo i inne przypadkowe znajomości), których namaścił intratnymi posadami w państwowych molochach. Ale główny element stanowiła grupa „zaproszonych” oligarchów.

Po prostu nowy car Rosji wysłał do istniejących oligarchów opryczników nowej generacji, kolegów ze służb, o gorących sercach i zimnym spojrzeniu i został całej kaście oligarchicznej postawiony warunek – zostawiamy wam na papierosy, ale dzielicie się tym, co macie w stopniu, który my tu określimy, a jak nie, to albo pójdziecie do ciupy jak Michaił Chodorkowski, albo cię znajdą w twojej willi w hiszpańskim kurorcie Lloret de Mar powieszonego nad trupami zasztyletowanej żony i córki co zostanie uznane za tzw. „rozszerzone samobójstwo” (sprawa Siergieja Protosenija), czy skończysz jak Bieriezowski na sznurze w zamkniętej łazience w swej posiadłości w Ascot pod Londynem. Ta druga grupa „oligarchów odwiedzonych” szybko się akomodowała do nowych reguł gry, nawet wyrosła i trzecia, która się zaczęła dorabiać na putinowskich wojnach.

Nieodrodni dziedzice

Ukraina odziedziczyła podobny trend, ale z pewnymi ważnymi modyfikacjami. Po pierwsze – ukraińska oligarchia była mocno powiązana z rosyjską odpowiedniczką, jednak ocaliła głowy od czystki Putina, którą ten zafundował rosyjskim oligarchom. Wielu z nich przeniosło swe interesy na Ukrainę, czy to wzmacniając tamtejszych oligarchów, czy budując nieoficjalnie swoje struktury. Putin ich tak bardzo nie ścigał, bo te układy ściągały w końcu haracz nie z Rosjan. Ważne, że ten układ zachował kształty bardziej jelcynowskie, czyli Ukraina była terenem rozpasanej walki, a właściwie układu dogadanych i ustawionych mafii, bez porządkującego na poziomie podstawowych usług publicznych wektora nowego dyktatora. Wszystko odbywało się mafijnie i jedynym państwowym wektorem porządkującym działanie państwa był wektor oligarchicznego układu.

To on wystawiał swoich kandydatów na szefów państwa i rozprowadzał go po administracji władzy, gdyż ukraiński system prezydencki w razie zwycięstwa dawał wszystko w jedne ręce na zasadzie „winner takes it all”, było więc o co walczyć. Ale, żeby nie było na tym tle żadnej wyniszczającej wojny domowej mafii, układy się dogadywały i wystawiały na kandydata na wodza narodu jakiś upostaciowiony kompromis. Albo mieliśmy na czele któregoś z oligarchów, tak jak z królem cukierków – Poroszenką, albo marketingowego słupa, typu Zełenski, którego wypromował oligarcha Kołomyjski w długim procesie od serialu do tronu. Mamy więc w przypadku Ukrainy do czynienia z połączeniem schyłkowej fazy jelcynowskiej oligarchii z putinowską grupą trzecią – dorobionych na wojnie.

Dodatkowe źródło łupania

Dla starego układu mafijnego na Ukrainie (i jak widać w Rosji) wojna była gwiazdką z nieba. Zwłaszcza, że wojnę tę Ukraina, jako państwo oligarchicznie, bo postsowiecko niewydolne mogło prowadzić wyłącznie za zewnętrzne środki. Na Ukrainę zaczęły płynąć szerokim strumieniem pieniądze znaczone czy to potrzebami militarnymi, czy politycznymi, a więc kompletnie – zwłaszcza w pierwszej fazie – niekontrolowane przez tę pomoc otrzymujących, co dopiero mówić o tych, którzy ją dawali. Mafie rozstawione w węzłowych miejscach państwa, jako jego organizacyjny substytut, nie miały żadnego problemu, by na tej całej kasie siąść. Tylko one bowiem wiedziały jak chodzą pieniądze, procedury i kwity z rozliczeniami. Nikt przecież nie miał, łącznie, a właściwie zwłaszcza Zachód, pojęcia jak to kontrolować. W końcu głupio było tak pytać – jak to chodzi. Chłopy tam walczą na śmierć i życie, i jak tu się – wręczając karabin – zapytać o fakturę i przelew? Nawet Amerykanie dopiero po dwóch latach się zorientowali [ejże.. Nuland nie taka głupia… md] że w sumie dają wszystko na gębę, Europa się do tej pory nie zorientowała, albo udaje, że nie wie, bo jakby się sprawa wydała, to dość trudno byłoby się wytłumaczyć, że tak to się jakoś rozeszło.

Wielkość pomocy dla Ukrainy w czasie jej drugiej wojny z Rosją jest właściwie nie do oszacowania. Tropy prowadzą w różne strony, pojawiają się jakieś fundusze, pożyczki nie do spłacenia, raz się to liczy jako sprzedaż, raz jako darowiznę, nie mówiąc już o kosztach pomocy w formie transferów socjalnych do migrantów ukraińskich. Samo przejrzenie różnych form pomocy państwowej i militarnej daje nam kwoty powyżej 400 miliardów dolarów. Ukraina jest państwem upadłym i bez kroplówki, takiej jak np. ostatnie 90 miliardów pożyczki pod niespłacalny i kuriozalny zastaw pod reparacje, które ma przegrana w tej wojnie Rosja zapłacić Ukrainie, idą na podstawowe pozamilitarne funkcje państwa – bez tych pieniędzy nie dostarczyłaby podstawowych usług publicznych.

Analitycy i znawcy układów oligarchicznych oceniają współczynnik „pompa-rów”, czyli transfer środków publicznych w przypadku środków zewnętrznych do kieszeni oligarchów na poziomie 10-15%. Daje nam to licząc najskromniej jakieś 40 miliardów dolarów transferowanych do kieszeni mafii, która już nie musi „bidować” jedynie na okradaniu potencjału Ukrainy, ale podczepia się pod zewnętrzne środki przeznaczane przecież do wsparcia walczącej Ukrainy. No, trzeba przyznać, że jest to kwota, za którą można wykupić ze 12 900 Jermaków. Jest więc o co się bić.

Turanie kontra łacińczycy

Mamy tu do czynienia z turańskim podejściem. Wytłumaczę na czym polega w tym wypadku różnica pomiędzy tym podejściem, a np. naszym – z cywilizacji łacińskiej. Jeśli wyobrazimy sobie powiedzmy rok 1941, kiedy Polska była pod wojującą okupacją połączonych totalitaryzmów, to w takim Londynie siedzieli co najwyżej polscy uciekinierzy z kacem, że nie walczą, zaś ci co mogli przedzierali się – jak w serialu „Jak rozpętałem II wojnę światową” – przez cały świat, by powalczyć o Polskę. Robiono zrzutki na walkę, zaś resztki majątków przekazywano do wsparcia wysiłku zbrojnego.

Co mamy dziś np. w takiej Polsce – dzieci oligarchów rozbijają się w Bentley’ach po warszawskich ulicach, Stephen Khun zaś donosi, że u producentów superjachtów mają zajęte kolejki zamówień na cztery lata naprzód właściwie tylko z jednego kraju, zgadnijcie jakiego? Najbogatszy człowiek Ukrainy, oligarcha, właściciel Szachtara Donieck i holdingu SCM w 2024 roku (transakcja wyszła na jaw w kwietniu 2026) kupił najdroższy apartament w historii nieruchomości: pięciopiętrowy, 21-pokojowy luksusowy penthouse o powierzchni ponad 2500 m² w prestiżowej nowej dzielnicy Mareterra (budynek Le Renzo). Cena? 471 milionów euro.

Czemu tak jest i czemu to nie przeszkadza walczącemu ludowi Ukrainy?

No właśnie chodzi o kulturę wynikającą z cywilizacyjnej przynależności. U nas takie zachowanie byłoby potraktowane na granicy samosądu – kiedy my tu walczymy, kiedy zaczyna brakować nam ludzi i środków nasza elita miałaby się na tym wszystkim pławić w luksusie? Przecież każdy skradziony dolar to zagrożenia dla naszej niepodległości, a już co najmniej dla naszych chłopaków walczących w okopach. Nie wiem czy takiego by Polacy rozerwali na strzępy, bo nic już nie zostało z rebel people, jak się mianowali kiedyś Polacy, ale przynajmniej by było jasne, że to potępiamy. Ja nic podobnego nie słyszałem ze strony ukraińskiego ludu. To dla nich temat wstydliwy, a więc pomijalny.

Takie zarzuty to są knowania Moskwy, nawet gdyby to była prawda, to ta prawda może zaszkodzić naszemu morale. Śmierdzi ci ona onucą, zresztą z tymi oligarchami to tak zawsze było, u nas role są podzielone przez fatum losu i nie ma co się dziwić oligarchom, że jak dostali możliwość wynikającą z dodatkowych środków na pomoc walczącej Ukrainie, to umoczyli dziób w tej melasie. Nic z tego nie rozumiecie – jest to normalna marża, tym razem z waszych środków i tu inaczej nie działa.

Korupcja na walczącej Ukrainie to również impas dla Zachodu. Moim zdaniem cwaniaczek z Zachodu na pewno się działkuje, zwłaszcza korupcyjnie niekontrolowany w Unii, z ukraińską oligarchią, wystarczy tylko nie rozliczać środków, zamknąć oczy na zawyżone faktury, a oni tam sobie jakoś to na miejscu rozdzielą, i sypną prowizją zwrotną. Inni, ci niebiorący, będą każdy wykryty fakt korupcji ukrywać, by nie drażnić swych wyborców, że nie pilnują podatkowego grosza. Mamy więc układ zamknięty, pompa-rów, który po drodze gubi prowizję na konserwowanie układu oligarchicznego. Uwaga – przy jednoczesnym nawoływaniu, by ten cały bałagan przyjąć ciupasem do Unii.

Pierwsze wkurzenie

Prześledziłem wielowarstwowe systemy kontroli środków na Ukrainę, zwłaszcza te, które stworzyła Unia. Ta dumnie ogłosiła, że PRZESTAŁA dawać Ukrainie środki „z góry”, żąda – uwaga! – rozliczeń, z którymi i tak nie wiadomo co robi. Znając różnice w kombinowaniu Słowian, wzmocnionym jeszcze turańskim stylem, to jest to zabawa w kotka i myszkę, z tym, że obie strony wiedzą, że to gra pozorów. Pierwsi wkurzyli się Amerykanie. To znaczy – tam wkurzyli się. Biden forsujący środki dla Ukrainy „na gębę” przegrał większość w Kongresie i Republikanie 1 listopada 2022 roku wprowadzili rezolucję żądającą od prezydenta audytu pomocy dla Ukrainy. Audyt nie przyłapuje wielkiego złodziejstwa, ale Amerykanie nie są głupi, i wprowadzają, rzec można unijny, mechanizm warunkowości – dalsza pomoc tylko pod warunkami zmian systemowych w ustroju Ukrainy, gdyż to on, a nie pojedyncze przypadki, wręcz generuje proceder korupcyjny.

Żądania zmian od Amerykanów pokazują jakiż to stworzony układ jest do rozmontowania:

 1. Pełna niezależność i wzmocnienie „Świętej Trójcy” antykorupcyjnej

Amerykanie zażądali, aby ukraińskie organy ścigania były całkowicie odcięte od wpływów politycznych prezydenta, rządu i służb specjalnych (SBU). Skupili się na trzech instytucjach:

  • NABU (Narodowe Biuro Antykorupcyjne): USA nakazały zwiększenie liczby etatów dla detektywów o dodatkowe 300 osób oraz zapewnienie NABU prawa do samodzielnego podsłuchu (wcześniej biuro musiało korzystać z infrastruktury SBU, co prowadziło do wycieków informacji o śledztwach).
  • SAP (Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna): Zażądano pełnego wyodrębnienia SAP ze struktur Prokuratury Generalnej, nadania jej statusu oddzielnej osoby prawnej oraz zmiany procedury wyboru jej szefa, tak aby decydujący głos mieli eksperci międzynarodowi, a nie nominaci polityczni.
  • WAKS (Wyższy Sąd Antykorupcyjny): Amerykanie nakazali zwiększenie liczby sędziów oraz zapewnienie im lepszej ochrony fizycznej i niezależności operacyjnej, by wyroki skazujące polityków zapadały szybciej.

To właśnie próba złamania tego konkretnego zalecenia przez otoczenie Zełenskiego w lipcu 2025 roku (poprzez podporządkowanie SAP Prokuratorowi Generalnemu) wywołała natychmiastową groźbę odcięcia amerykańskich funduszy.

2. Przywrócenie jawności majątkowej (e-Deklaracje)

Po wybuchu wojny w 2022 roku Ukraina zawiesiła obowiązek publicznego składania cyfrowych oświadczeń majątkowych przez urzędników (tłumacząc to względami bezpieczeństwa). USA kategorycznie zażądały:

  • Natychmiastowego wznowienia działania rejestru e-deklaracji.
  • Przywrócenia publicznego dostępu do tych danych, aby dziennikarze śledczy i obywatele mogli kontrolować, czy urzędnicy nie bogacą się w czasie wojny.
  • Wdrożenia automatycznego systemu weryfikacji tych oświadczeń przez Narodową Agencję ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK).

3. Ograniczenie roli Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU)

USA od lat konsekwentnie domagały się reformy SBU. Tradycyjnie ukraińskie służby specjalne posiadały departamenty zajmujące się walką z korupcją i przestępczością gospodarczą. Amerykanie uznali to za patologię, która pozwalała SBU na szantażowanie biznesu i dublowanie kompetencji NABU.

  • Zalecenie: SBU ma zajmować się wyłącznie kontrwywiadem, walką z terroryzmem i cyberbezpieczeństwem. Departamenty „gospodarcze” miały zostać całkowicie zlikwidowane.

4. Transparentność w zamówieniach obronnych i odbudowie

W związku z miliardami płynącymi na armię i infrastrukturę, USA narzuciły ostre wytyczne dotyczące wydawania pieniędzy:

  • Reforma ProZorro: Nakazano, aby wszystkie zamówienia publiczne (poza absolutnie tajnymi technologiami wojskowymi) przechodziły przez transparentny, elektroniczny system przetargowy ProZorro.
  • Nadzór nad Ministerstwem Obrony: Wdrożenie wewnętrznych, zachodnich standardów audytu w logistyce wojskowej (reforma ta przyspieszyła po skandalach z zawyżaniem cen żywności i kurtek dla armii).

5. Deoligarchizacja i ład korporacyjny

Amerykanie uderzyli w strukturę wielkich państwowych monopoli (np. w sektorze energetycznym czy zbrojeniowym):

  • Rady Nadzorcze: Zażądano powołania niezależnych rad nadzorczych z udziałem zagranicznych ekspertów w kluczowych spółkach skarbu państwa (takich jak Naftohaz czy Ukroboronprom). Miało to uniemożliwić oligarchom i urzędnikom Kancelarii Prezydenta nieoficjalne sterowanie tymi firmami.

Zełenski kontratakuje

Zełenski odczekał tylko aż sprawa przyschnie i przypuścił kontratak, który jawnie pokazuje czy prezydent Ukrainy bardziej dba o losy swej ojczyzny, czy ochronę interesów oligarchów zagrożonych żądaniami Amerykanów co do ukrócenia mechanizmów korupcyjnych. Do parlamentu trafia w lipcu 2025 projekt ustawy nr 12414, który pierwotnie dotyczył zupełnie innych kwestii prawnych. Po pierwszym czytaniu dopisano do niego poprawki drastycznie zmieniające ustrój organów antykorupcyjnych. Prezydencka partia „Sługa Narodu” wraz z częścią opozycji błyskawicznie przegłosowała ustawę, a prezydent Zełenski podpisał ją tego samego wieczoru. Co realnie zmieniała ta ustawa?

Ustawa uderzała w fundament niezależności śledczych poprzez:

  1. Podporządkowanie Prokuratorowi Generalnemu: NABU i SAP utraciły autonomię i zostały w pełni podporządkowane Prokuraturze Generalnej. Prokurator Generalny na Ukrainie jest mianowany i odwoływany bezpośrednio przez prezydenta – to dawało Kremlowi (w znaczeniu administracji Zełenskiego) pełną kontrolę nad śledztwami.
  2. Prawo do odbierania spraw: Prokurator Generalny zyskał prawo do decydowania, które sprawy korupcyjne mogą prowadzić niezależni detektywi, a które można im odebrać i przekazać „zaprzyjaźnionym” służbom (np. SBU).
  3. Możliwość usuwania prokuratorów: Danie lojalnemu wobec prezydenta Prokuratorowi Generalnemu narzędzi do odsuwania od spraw niewygodnych, niezależnych prokuratorów SAP.

Dziennikarze śledczy (m.in. Ukraińska Prawda i The Economist) ujawnili, że plan ten narodził się bezpośrednio w Kancelarii Prezydenta, a jego celem było zablokowanie m.in. wielkich śledztw dotyczących defraudacji w sektorze energetycznym, które uderzały w ludzi z otoczenia Zełenskiego (parę miesięcy później te same śledztwa doprowadzają do upadku Andrija Jermaka).

Papierowy Majdan

Decyzja Zełenskiego wywołała szok. Ukraińcy uznali to za próbę budowy autorytaryzmu pod osłoną wojny. Oczywiście Państwo nic o tym nie słyszeliście w Polsce, bo na Ukrainie wszystko idzie dobrze: Zełenski to słońce narodu, zaś jego otoczenie to anioły wcielonej bezinteresowności. A tu już 22 i 23 lipca 2025 roku w Kijowie, Lwowie, Charkowie, Odessie i 25 innych miastach na ulice wyszły tysiące ludzi (głównie młodzież i weterani wojenni). Ze względu na obowiązujący stan wojenny i zakaz demonstracji, protestujący nie organizowali klasycznych wieców – przynieśli ze sobą ręcznie robione napisy na kawałkach kartonów (stąd nazwa „kartonowe protesty”), żądając natychmiastowego cofnięcia ustawy. Okrzyki „Ręce precz od NABU!” i „Hańba!” były bezpośrednio wymierzone w Zełenskiego. Presja wewnętrzna zbiegła się z natychmiastową, bardzo ostrą reakcją Zachodu. Unia Europejska oraz USA wprost zakomunikowały Kijowowi, że ta ustawa oznacza zablokowanie miliardów dolarów pomocy wojennej oraz zamrożenie procesu akcesji Ukrainy do UE.

Widząc skalę oporu, Zełenski uległ i zaledwie dwa dni po podpisaniu szkodliwej ustawy, prezydent w trybie pilnym skierował do parlamentu nowy projekt (nr 13533), który całkowicie anulował poprzednie przepisy. 31 lipca 2025 roku parlament przyjął nową ustawę, a Zełenski ją podpisał, w pełni przywracając niezależność NABU i SAP, usuwając je spod wpływu Prokuratora Generalnego. Cała ta próba wydatnie pokazała jakie są intencje antykorupcyjne władz ukraińskich.

Turanie na Majdanie

Ludy z cywilizacji turańskich mają jedną cechę – nie znają innych stanów niż całkowita uległość albo krwiożerczy bunt. Jednak ten stan pierwszy – demoralizującej, na pokolenia dziedziczonej uległości powodują wyradzanie się elit i zsucziwanije ludu, czyli doprowadzenie do moralnego upadku jego podstaw jako wspólnoty. Prowadzi to do kompletnego rozziewu pomiędzy brutalną i bezwzględną elitą a upodlonym i biernym ludem. Nic po środku – żadnej nadziei na transfery, awansy, ożywcze krążenie elit. A to prowadzi do degradacji potencjału całego układu – mafie udają, że rządzą, lud udaje, że pracuje. Wszyscy żywią się poza oficjalnym ustrojem, który jest już tylko pustą dekoracją, zaś realny potencjał konsekwentnie się obniża. Konfrontacja takiej postawy jest dla Zachodu nie do pojęcia, a jako, że pomaga Ukrainie ze swych, co najmniej tak samo podłych, intencji, to ukrywa przed publiką takie koszty uzyskania skrywanego przychodu.

Nasz Jermak, w czasie wielkiej afery korupcyjnej jeszcze 28 listopada 2025 roku nie poszedł siedzieć, jednak ten podał się do dymisji i zadeklarował, że „jedzie na front”. Do dziś nie wiadomo czy po to by „odpokutować” jakieś winy, bo do takich się w ogóle nie przyznał. Na front jednak nie udała się. Dziś wyszedł za kaucją i pewnie chodzi po Kijowie, bo nie może z niego wyjechać. Ciekawe czy wysiada ze swej limuzyny – chyba nie musi: przecież wie, że może się przespacerować, bo nikt mu nawet nie splunie w twarz. Potomkowie bowiem cywilizacji turańskiej albo pochylą głowę przed władzą, albo jej się rzucą do gardła. To drugie czynią zaś bardzo rzadko, zwłaszcza, że są obecnie zajęci walką w okopach, pytanie tylko – o jaką Ukrainę?

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Spadnij dronie na Rumunię i przykryj kompromitację UPA-iny

Spadnij dronie na Rumunię i przykryj kompromitację UPA-iny

30.05.2026 wolnemedia/spadnij-dronie-na-rumunie-i-przykryj-kompromitacje-upa-iny

Kiedy jedna z ukraińskich formacji wojskowych została dwa dni temu nazwana na cześć Ukraińskiej Powstańczej Armii, zbrodniczej formacji ukraińskich nacjonalistów z okresu II wojny światowej, utworzonej jako zbrojne ramię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, kolaboracyjnej formacji kooperującej z Niemcami, u nas w Polsce nie powinno nikogo dziwić że takie działania na dzikich polach są podejmowane. A tym bardziej, że po tego typu kompromitacjach następuje przykrywanie ich w mediach.

Przyzwyczailiśmy się już, że w okresie od 24 lutego 2022 roku, kiedy szeroko pojęty świat zachodni, zwłaszcza USA czy Izrael, znajdują się w „złym położeniu medialnym”, tj. kiedy media huczą i grzmią o ich zbrodniach, nagle coś spada na kraj NATO. Raz dron, innym razem rakieta. Nazwa obiektu nie jest istotna. Ważne żeby przykryć własne zbrodnie. Incydenty te opisywałem m.in. w artykule pt. „Spadnij dronie na Polskę i przykryj kompromitację kogo trzeba”.

Ukraina czyni podobnie wobec siebie – bo przecież to Ukraińcy najprawdopodobniej przykrywają zbrodnie zachodu kiedy trzeba. Patrz atak na Przewodów, który przykrył fakt, że we Włoszech tego samego dnia rozbito neonazistowski gang, którego członkowie wyrażali gotowość dokonywania zamachów terrorystycznych na włoskich policjantów i cywilów a którego członkiem był Ukrainiec, któremu przed aresztowaniem udało się zbiec do swojego kraju i zaciągnąć się do struktur zbrojnych.

Kiedy więc w głównym sponsorze Ukrainy (tak, Polska to główny sponsor bo bez Polski nie byłoby łańcucha dostaw sprzętu wojskowego dla neobanderowców a jeżeli byłby to byłby dużo bardziej narażony na przerwanie) zaczyna być gorąco z powodu tego iż reżim kijowski nazywa swoje wojskowe jednostki imieniem ludobójców Polaków, gwałcicieli polskich kobiet i dzieci oraz rzeźników polskich staruszków z Wołynia i Małopolski Wschodniej, dobrze byłoby to trochę medialnie wyciszyć. I przekierować uwagę. Na Moskwę rzecz jasna.

Patrzcie Polacy, co prawda jesteśmy banderowcami i gwałciciele polskich kobiet są naszymi bohaterami ale ta Moskwa już zaczyna strzelać po budynkach cywilnych w Rumunii. Jak nie przymkniecie oczu na nasze zbrodnie to niedługo będzie strzelać także w Polaków.

Na granicy polsko-rosyjskiej oczywiście nic się nie dzieje. Podobnie jak na granicy polsko-białoruskiej gdzie w tym roku, przez pierwsze 3 miesiące, nie prześlizgnął się do naszego kraju żaden turysta Łukaszenki z Syrii, Iraku czy innego Sierra Leone. Ciekawe dlaczego.

Owe podprogowe straszenie nas Polaków dronem który uderzył w rumuńskie zabudowania niewiele jednak zmieni.

Wszyscy wiemy, że Ukraina co najmniej od 2024 roku potrafi przekierowywać rosyjskie drony za pomocą systemów walki elektronicznej, w wybrane przez siebie miejsce. Z początku była to Białoruś. Jednak od jakiegoś czasu to na nasz kraj drony spadają wtedy kiedy jakiś zachodni reżim się kompromituje i potrzeba jest w mediach przykryć jego kompromitacje. Zazwyczaj jest to oczywiście Izrael lub Stany Zjednoczone. Bo czy ktoś kojarzy jakieś niemieckie albo francuskie zbrodnie wojenne z ostatnich 4 lat, które w mediach dobrze byłoby zepchnąć z czołówki?

Mniemać można że uderzenie drona w rumuńskie zabudowania dokładnie w czasie kiedy reżim kijowski skompromitował się w oczach Polaków nazwaniem swojej jednostki imieniem „Bohaterów UPA” nie było w interesie i gestii Rosji lecz właśnie dzikich pól. A jak już wspomniałem, przekierowanie rosyjskich dronów to dla Ukrainy od jakiegoś czasu nic specjalnie trudnego.

Sytuacja z „rosyjskim” dronem uderzającym w kraj NATO jednak zrobiła się aż tak znacząca i groźna, że mówi się o artykule 4 sojuszu. Cóż, trzeba przecież pogrzać temat w mediach aby tubylcy nad Wisłą na dobre zapomnieli o tym, że rzeźnicy polskiej ludności cywilnej są po raz kolejny na piedestale na Ukrainie, której głównym sponsorem i rzecznikiem na świecie, oprócz reżimów anglosaskich, które to coś wyhodowały, jest Polska.

Temat zostanie więc trochę medialnie pogrzany po czym ucichnie a razem z nim „bohaterowie” UPA w ukraińskim wojsku.

Doprawdy zabawne są kroki podejmowane przez obóz pisowski, którego członkowie klękali przed ścianą z czarno-czerwonymi flagami OUN-UPA jeszcze kilka lat temu, jak byli u władzy, dzielnie spełniając potrzeby swoich anglosaskich patronów i żywicieli, a dzisiaj krzyczą o odebraniu kijowskiemu kacykowi Orderu Orła Białego, który sami mu wręczali, doskonale wiedząc, że w kraju tym kwitnie kult nazistów i ludobójców.

Obecny rząd warszawski, dognieciony przez zachód podobnie jak reżim pisowski, ma pewnie nie lada zagwozdkę. Wszak obalić chce go Waszyngton (a co najmniej dużo w nim pozmieniać, aby w razie wojny z Rosją nie było wątpliwości, że Polacy mają służyć za mięso armatnie, służące do karmienia różnych zbrojeniówek) a z taką siłą muszą się liczyć. Pisowcy wiernie służyli na pierwszej linii frontu wojny z Moskwą, wyprzedzając nawet NATO w wojnie zastępczej, kiedy wygadywali brednie o rosyjskiej rakiecie w Przewodowie, mówili coś tam o startach samolotów z polskich lotnisk czy też nawet o wysyłaniu żołnierzy polskich na dzikie pola, aby szybko oberwali od Rosjan i wreszcie mogli oni stoczyć swoją upragnioną wojnę z Rosją o której tylko marzą. Obecna władza jednak ma nieco innych sponsorów i patronów, którzy wyraźnie są zainteresowani zakończeniem wojny i powrotem do kupna tanich, rosyjskich surowców.

Warszawa więc stoi w rozkroku. Zachodnioeuropejskie stolice nie chcą zbyt ostrej gry z Rosją, jednakowoż nie można jej odpuszczać. W dodatku Waszyngton perfidnie podrzucił Europie kukułcze jajo w postaci zakończenia finansowania rozróby na dzikich polach, zmuszając do kontynuowania wsparcia Europę. Bo przecież nie można tak po prostu wyjąć kłód spod rozpędzonych rosyjskich tanków. I zakopać przed nimi rowów antyczołgowych. Oraz powyjmować z ziemi przeciwpiechotnych min.

Jeżeli więc to Europa ma przede wszystkim martwić się wojną z Rosją, której nadrzędnym powodem jest rozbudzenie banderyzmu na Ukrainie przez Anglosasów, to Polska ma się tym martwić przede wszystkim.

Z tej sytuacji oczywiście jest wyjście. Granica z Białorusią, która od początku 2026 roku nie płonie, dała się ustabilizować. A przecież ostatecznie odpowiada za nią Rosja. Gdyby Rosjanie szepnęli do ucha Łukaszenki, że potrzeba nowych imigrantów do jej podpalenia bo jak nie to podwyższamy ceny za gaz, to Białorusini bardzo szybko zrozumieliby, że czas na pożar pod Białowieżą.

Tego pożaru jednak nie ma. Da się więc robić z Rosjanami i ich białoruskimi pełnomocnikami interesy. Dlaczegoż więc podejrzewać Rosjan o umyślne czy w ogóle jakiekolwiek strzelanie dronami w kraje NATO wtedy kiedy Ukraina gra na ich korzyść, kompromitując się upowskimi wrzutkami?

Cóż, w ciągu najbliższych dni albo tygodni (jednego czy dwóch) trochę jeszcze wojna z Rosją i „rosyjskie” drony spadające na kraje NATO zostaną pogrzane. Wszak my Polacy mamy zapomnieć o tym, że UPA znowu jest na dzikich polach na piedestale. Kiedy już zapomnimy, to temat zostanie z dnia na dzień wyciszony. Jak po Przewodowie.

A przy okazji kolejnej kompromitacji zachodu, zapewne Izraela, USA lub Ukrainy, kolejny dron gdzieś na jakiś kraj NATO sobie spadnie. Ponownie oczywiście będzie to dron rosyjski, wystrzelony przez Rosjan.

A ukraińskie drony spadające ostatnio na Litwę, Łotwę i Estonię, w tym drony z ładunkami wybuchowymi? Cóż, a kogo to interesuje? Wojna ma trwać. Wszak dzikie pola trzeba oczyścić pod nową kolonizację, jedwabny szlak trzeba blokować i paraliżować a zasoby Rosji i jej sojuszników zużywać. A przecież nie osiągnięto jeszcze celu nadrzędnego. Którym jest wciągnięcie Chin w kompromitującą dla nich wojnę. Gdzieś na świecie ten cel będzie trzeba osiągnąć. Być może na Ukrainie.

Autorstwo: Terminator 2019
Źródło: WolneMedia.net

Ważniejsza źródłografia

1. https://wiadomosci.wp.pl/ambasador-ukrainy-wezwany-do-msz-glebokie-niezadowolenie-7291190435035360a

2. https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-rosyjski-dron-w-kraju-nato-spadl-na-wiezowiec-sa-ranni,nId,23489191

3. https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-szczatki-drona-znalezione-na-litwie-sluzby-badaja-pochodzeni,nId,23479062

4. https://defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/dwa-obce-drony-ktore-wlecialy-z-rosji-rozbily-sie-na-lotwie

5. https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art44034241-ukrainski-dron-uderzyl-w-komin-elektrowni-estonii-incydent-w-czasie-ataku-na-rosje

6. https://wolnemedia.net/spadnij-dronie-na-polske-i-przykryj-kompromitacje-kogo-trzeba/

7. https://www.rp.pl/przestepczosc/art44385511-granica-z-bialorusia-nie-do-sforsowania-problem-maja-teraz-sasiedzi-polski

8. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/nawrocki-chce-odebrac-zelenskiemu-order-orla-bialego-jest-pierwsza-reakcja-z-ukrainy/fq7j8p6

9. https://dorzeczy.pl/opinie/894235/zelenski-gloryfikuje-upa-sasin-kpina-z-ofiar-rzezi-wolynskiej.html

10. https://www.prezydent.pl/kancelaria/archiwum/andrzej-duda/aktualnosci/ordery-i-odznaczenia/prezydent-ukrainy-odznaczony-orderem-orla-bialego,66621

11. https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-05-29/rosyjski-dron-spadl-w-rumunii-wladze-rozwazaja-uruchomienie-artykulu-4-nato/

Czego możemy się dowiedzieć o zaangażowaniu UE w wojnę z incydentu z dronem w Rumunii

Thomas Röper anti-spiegel.ru/was-wir-aus-dem-drohnenvorfall-in-rumaenien-ueber-die-kriegsbeteiligung-der-eu-lernen

Czego możemy się dowiedzieć o zaangażowaniu UE w wojnę z incydentu z dronem w Rumunii.

W piątek w Rumunii rozbił się dron, a Zachód twierdzi, że był to dron rosyjski. Reakcje UE po raz kolejny potwierdzają moją tezę, że UE od dawna jest stroną wojny z Rosją.

Anti-Spiegel 30 maj 2026

W piątek katastrofa drona w Rumunii trafiła na pierwsze strony gazet. Rumunia twierdzi, że był to rosyjski dron i stanowczo reaguje. UE oferuje Rumunii wsparcie i ostro krytykuje Rosję.

Dlaczego ten incydent jest dla mnie kolejnym potwierdzeniem, że UE od dawna jest stroną konfliktu z Rosją? Aby to wyjaśnić, musimy przyjrzeć się temu, co się wydarzyło; wtedy wszystko stanie się jasne.

Incydent

W piątek rano dron rozbił się o dom we wschodniorumuńskim mieście Gałacz, niedaleko granic z Ukrainą i Mołdawią. Dron spadł na dach budynku mieszkalnego, powodując pożar. Dwie osoby zostały lekko ranne, a około 70 mieszkańców musiało opuścić budynek podczas akcji gaśniczej.

Oświadczenie rumuńskiego Ministerstwa Obrony w sprawie incydentu rozpoczyna się od słów: „W nocy z 28 na 29 maja Federacja Rosyjska wznowiła ataki dronów na cele cywilne i infrastrukturalne na Ukrainie w pobliżu granicy rzecznej z Rumunią”. W dalszej części oświadczenia opisano sam incydent, zaznaczając, że dron był „śledzony przez systemy radarowe aż do miasta Gałacz na południu”. Został więc wcześnie wykryty, ale nie zestrzelony.

Rumuńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych stwierdziło, że incydent stanowił „poważną i nieodpowiedzialną eskalację ze strony Federacji Rosyjskiej”. Bukareszt poinformował Sekretarza Generalnego NATO Rutte i „zaapelował o podjęcie działań mających na celu przyspieszenie przekazania Rumunii zdolności w zakresie obrony przed dronami”.

Wszystkie doniesienia wskazują, że był to rosyjski dron, ale nie przedstawiono żadnych dowodów ani zdjęć wraku drona, które by to potwierdzały.

Reakcja Rumunii

Rumuński rząd zareagował natychmiast, a wczesnym rankiem pełniący obowiązki premiera ogłosił, że w Bukareszcie odbywa się posiedzenie Najwyższej Rady Obrony, dodając:

„Obecnie działamy na trzech frontach. Pierwszym jest front dyplomatyczny, a dziś rano uzgodniliśmy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych démarche, które zostanie przedstawione na posiedzeniu Najwyższej Rady Obrony w celu nałożenia sankcji na rosyjskich dyplomatów w Bukareszcie”.

Wkrótce później ujawniono szczegóły démarche. Rząd Rumunii podjął decyzję o zamknięciu rosyjskiego konsulatu generalnego w Konstancy i uznaniu konsula generalnego za personę non grata.

Co to oznacza

Niedawno opublikowałem obszerny artykuł na temat incydentów z udziałem dronów w państwach bałtyckich w maju, gdzie ukraińskie drony niemal codziennie, dziesiątkami, wykorzystywały przestrzeń powietrzną państw bałtyckich do ataków na cele w Rosji. Drony również wielokrotnie rozbijały się w tych krajach. Ponieważ mieszkańcy dotkniętych incydentem państw wiedzą, że oznacza to de facto udział ich krajów w wojnie, niosąc ze sobą ryzyko rosyjskiej odpowiedzi, wzrosła nerwowość.

W związku z tym na początku maja państwa bałtyckie zaczęły z coraz większą stanowczością twierdzić, że nie zezwoliły Ukrainie na korzystanie z ich przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. W ramach demonstracji siły, kilka odizolowanych ukraińskich dronów zostało nawet zestrzelonych.

W moim artykule, a także w niedawnej audycji w programie Tacheles, gdzie szczegółowo omówiliśmy ten temat – stwierdziłem, że jest to jedynie pokazówka, mająca na celu zasugerowanie mieszkańcom dotkniętych incydentem państw, że Ukraina nie ma pozwolenia na korzystanie z ich przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję, podczas gdy w rzeczywistości ataki są dozwolone i nic się z nimi nie robi poza symbolicznymi gestami.

W audycji „Tacheles” zapytałem, czy państwa bałtyckie zareagowałyby z taką samą powściągliwością, gdyby drony, o których mowa, były rosyjskie i zmierzały w kierunku Ukrainy, czy też reakcja byłaby bardziej zdecydowana. Ta różnica w reakcjach mogłaby ujawnić, czy państwa bałtyckie rzeczywiście sprzeciwiają się wykorzystywaniu swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Incydent w Rumunii dał nam odpowiedź, ponieważ państwa bałtyckie mogły zareagować na obecność ukraińskich dronów w ich przestrzeni powietrznej gwałtownymi protestami, zamknięciem ukraińskich konsulatów i wydaleniem ukraińskich dyplomatów. Zablokowanie unijnej pomocy finansowej dla Kijowa do czasu zakończenia przelotów dronów również byłoby możliwe. Państwa bałtyckie jednak nic takiego nie zrobiły, co pokazuje, że przyzwalają na ukraińskie ataki na Rosję z wykorzystaniem ich terytorium.

Reakcja zachodnich mediów również wiele mówi. Sam „Der Spiegel” poświęcił dwa artykuły piątkowemu incydentowi w Rumunii, jednocześnie przemilczając niezliczone incydenty z udziałem dronów, które miały miejsce w krajach bałtyckich w samym maju.

W ten sposób reakcja UE na incydent w Rumunii nieumyślnie pokazuje, w jakim stopniu państwa członkowskie UE są już współwinne wojnie z Rosją.

Czy to w ogóle był rosyjski dron?

Oczywiście, możliwe jest, że rosyjski dron zboczył z kursu i rozbił się w Gałaczu, leżącym praktycznie na granicy z Ukrainą. Ale są pytania.

Pierwszym znakiem zapytania jest fakt, że dron nie wyrządził praktycznie żadnych szkód. Rozbił się na dachu budynku mieszkalnego i wzniecił niewielki pożar. Zdjęcia ukraińskich dronów uderzających w budynki w Rosji wyglądają inaczej, ukazując skutki eksplozji, które powodują znaczne zniszczenia w dotkniętych blokach mieszkalnych. Wygląda to niemal tak, jakby dron, który rozbił się w Gałaczu, nie miał głowicy bojowej, a raczej, że pożar został spowodowany przez paliwo znajdujące się na pokładzie.

Kolejną osobliwością jest to, że w piątek miał miejsce jeszcze co najmniej jeden kolejny incydent z udziałem drona, który wleciał w rumuńską przestrzeń powietrzną, o czym media nie wspomniały w swoich artykułach na temat incydentu w Rumunii. Rumuńska agencja prasowa Mediafax, powołując się na Reuters, poinformowała o kolejnym dronie, który rozbił się w Rumunii, ale nie miał on głowicy bojowej.

Przypomina mi to incydenty z dronami w Polsce we wrześniu 2025 roku. Wtedy około 20 dronów z Ukrainy wleciało w polską przestrzeń powietrzną, a media twierdziły, że były to drony rosyjskie. Było to jednak niemożliwe, ponieważ drony typu Geranium, które rzekomo brały udział w tym incydencie, po prostu nie miały wystarczającego zasięgu, aby dotrzeć do Polski.

Cała ta sprawa była w rzeczywistości ukraińską prowokacją, w której przechwycone rosyjskie drony zostały naprawione, a następnie wysłane do Polski. Żaden z dronów nie miał głowicy bojowej, ale oczywiście zachodnie media nie zwróciły na to uwagi, ponieważ wtedy byłoby jasne, że nie mogły to być drony rosyjskie.

Władze Ukrainy chcą wciągnąć NATO, a przynajmniej UE, w wojnę z Rosją. Dlatego, podczas gdy świat oczekuje kolejnych rosyjskich ataków odwetowych za ukraiński atak na akademik w obwodzie ługańskim, Kijów ma motyw, by sfabrykować doniesienia o rzekomych incydentach z udziałem rosyjskich dronów w krajach UE.

Ale podobnie jak w przypadku incydentów z udziałem dronów w Polsce we wrześniu ubiegłego roku, zachodnie media nie zadają krytycznych pytań, a gdy później okaże się, że wstępne doniesienia o rosyjskich dronach były fałszywe, nie poinformują o tym swoich czytelników.

Wielobiegunowość kłamstwa. Fałszywa racja stanu

Wielobiegunowość kłamstwa. Fałszywa racja stanu

Autor: CzarnaLimuzyna, 30 maja 2026

Wielobiegunowość to rozproszenie dominacji i wpływów na kilku hegemonów. Ogromna część układów dwubiegunowych, a także wielobiegunowych wpisana jest w zasadę fałszywych alternatyw.

Postanowiłem w kontekście planowanego odebrania orderu Orła Białego prezydentowi banderowskiej Ukrainy wykazać fałszywość narracji Tuska reprezentującego opcję niemiecką oraz poddać krytyce narrację Nawrockiego, również fałszywą.

————————————————————-

Wypowiedź Tuska

Każdy naród ma prawo do swoich interpretacji.

Jeżeli każdy naród, to również Niemcy, Rosjanie i Żydzi, nieprawdaż?

Dalsza część wypowiedzi Tuska brzmiała tak:

Dla Polski i dla Ukrainy nasza przyjaźń i współpraca, sojusz wobec zagrożenia rosyjskiego, to było coś i jest coś bezcennego. Mogliśmy i ciągle mamy szansę przełamać ponure fragmenty naszej historii, które ciążyły nad naszymi relacjami, ale to wymaga wyobraźni i wrażliwości – i od jednego, i od drugiego – powiedział dziennikarzom w Sejmie Donald Tusk. – Oczekiwałbym od obu prezydentów, żeby raczej potrafili wznieść się ponad te historyczne emocje i próbować jednak budować tę trudną, ale konieczną przyjaźń i współpracę polsko-ukraińską – dodał.

Premier podkreślił, że bez umiejętności współpracy stracą obie strony, na czym najbardziej skorzysta Rosja. – Mam nadzieję, że obaj prezydenci zrozumieją wagę i powagę sprawy – oświadczył. /link/

Wypowiedź Nawrockiego

– Prezydent Ukrainy nadaniem ukraińskiej jednostce imienia “Bohaterów UPA” dostarczył najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie. Oceniam tę decyzję bardzo krytycznie – powiedział Karol Nawrocki.

Nawrocki nie ograniczył się jedynie do krytyki samej decyzji. W piątek stwierdził, że działania władz w Kijowie podważają europejskie aspiracje Ukrainy. – Niestety prezydent Zełenski udowodnił, że Ukraina pod względem mentalnym, gloryfikowania bandytów, morderców z Ukraińskiej Powstańczej Armii nie jest gotowa do tego, aby być częścią rodziny europejskiej – powiedział.

Dodał, że “w rodzinie europejskiej nie można gloryfikować bandytów i morderców, którzy mordowali kobiety i dzieci, mordowali Polaków”. /link/

Ruchomy wektor nienawiści

Widać gołym okiem, że obydwaj politycy są zakładnikami narracji u podstaw której leży założenie, że Polska musi angażować się po którejś ze stron. Jest to fałszywa alternatywa ponieważ ani ze względów moralnych ani z powodu politycznej strategii – dwa byty: postsowiecka Rosja i banderowska Ukraina nie są warte naszych dotychczasowych strat, nie mówiąc już o kontynuacji dalszego okradania Polski i jej niszczenia przez dywersję niemiecką, rosyjską i ukraińską.

Ruchomy wektor nienawiści jakim jest banderyzm działał i działa tylko na dwóch kierunkach: antypolskim i antyrosyjskim. Z tego powodu polską racją stanu jest upadek banderowskiej Ukrainy z zachowaniem ukraińskiego buforu oddzielającego nas w sposób przynajmniej częściowy od Rosji.

Na szali jest ocalenie Polski

W tym momencie mogę po raz kolejny przypomnieć pogląd Marka Chodorowskiego, że każde ograniczenie lub zaniechanie realizacji trzech najbardziej ohydnych projektów Bestii jakimi są: Izrael, Unia i Ukraina może w znaczącym stopniu pomóc Polsce w uzyskaniu podmiotowości.

Karol Nawrocki uprawiający ględę o „rodzinie europejskiej” najprawdopodobniej jest mało bystrym obserwatorem, nie widzącym, że nie ma już „rodziny europejskiej”, która została zniszczona przez antyeuropejską Unię.

Prezydent trzeciej eRP nie radzi sobie również z wątkiem historiozoficznym na poziomie rozróżnienia cywilizacji żydowskiej i turańskiej od łacińskiej, której zgodnie z deklaracją zobowiązał się bronić, i która nigdy nie zintegruje się w sferze wartości z dwiema pierwszymi, chyba że w formie stręczonego od lat uwiądu pod nazwą „Ukropolin”.

Jak poważnie należy traktować rosyjskie ostrzeżenia przed zbliżającą się wojną z Europą?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/wie-ernst-sind-russlands-warnungen-vor-einem-drohenden-krieg-mit-europa-zu-nehmen/

Skutki Starobielska

Jak poważnie należy traktować rosyjskie ostrzeżenia przed zbliżającą się wojną z Europą?

Ukraiński atak na Starobielsk mógł być punktem zwrotnym. Rosja zagroziła Ukrainie surowym odwetem i ostrzegła przed rozprzestrzenieniem się wojny na Europę. Czy rosyjskie „czerwone linie” zostały przekroczone, czy to tylko puste słowa?

Anti-Spiegel 29 maj 2026

Ukraiński atak na akademik w Starobielsku w obwodzie ługańskim w czwartek wieczorem był szokiem dla Rosji. Fakt, że od 10 do 20 ciężkich dronów zostało wystrzelonych w kierunku cywilnego celu, aby zmasakrować młodych ludzi kształcących się na nauczycieli, reprezentuje nowy poziom ukraińskich zbrodni wojennych.

Reakcja Zachodu, która albo całkowicie zaprzeczyła rzezi młodych ludzi, albo określiła akademik jako cel wojskowy, dodatkowo podsyciła gniew Rosji. Dotyczy to zarówno opinii publicznej, jak i ekspertów, którzy coraz częściej domagają się podjęcia działań przeciwko tym, którzy umożliwiają wojnę na Ukrainie poprzez wsparcie finansowe i dostawy broni – a mianowicie państwom europejskim.

W niniejszym artykule podsumowuję chronologicznie rosyjskie reakcje na masakrę.

Putin zapowiada odwet

Bezpośrednio po masakrze prezydent Putin potępił incydent w piątek, nazywając go „atakiem terrorystycznym reżimu neonazistowskiego” i zapowiedział zemstę. Ponadto polecił rosyjskiemu MSZ poinformowanie organizacji międzynarodowych i społeczności międzynarodowej o tej zbrodni. Obydwa działania zostały podjęte.

W sobotę rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaprosiło wszystkich zagranicznych dziennikarzy akredytowanych w Rosji do odwiedzenia miejsca tragedii. Oczywiście większość głównych zachodnich mediów odrzuciła zaproszenie, ale 55 dziennikarzy z całego świata przybyło w niedzielę do Starobielska, aby zobaczyć to na własne oczy. Byłem wśród nich; mój artykuł na ten temat można znaleźć tutaj anti-spiegel.ru/bericht-ueber-die-zerstoerung-der-berufsschule-nahe-von-lugansk-nach-dem-ukrainischen-kriegsverbrechen/, a szczegółowy wywiad ze zdjęciami tutaj https://www.youtube

Kiedy my, dziennikarze, w niedzielę wieczorem wyruszaliśmy do Ługańska, nastąpił odwet zapowiedziany przez Putina. Setki dronów i pocisków zaatakowały cele wojskowe na Ukrainie – w tym, po raz pierwszy, centrum Kijowa. Użyto nawet pocisku Oresznik. Pomimo masowego ataku, rosyjski odwet pochłonął mniej ofiar niż ukraińska masakra w Starobielsku, ponieważ Rosja nadal stara się minimalizować straty cywilne.

Rosyjski odwet zdominował relacje zachodnich mediów, podczas gdy ukraińska masakra spotkała się z niewielkim zainteresowaniem, uznając ją za „rosyjską propagandę”. Niemcy, Norwegia, Holandia, Polska, Francja, Hiszpania i inne państwa członkowskie UE wezwały ambasadorów Rosji w odpowiedzi na rosyjski atak odwetowy.

Ostrzeżenia Rosji dla Kijowa

Rosyjskie władze najwyraźniej zamierzają zająć twardsze stanowisko wobec ukraińskich decydentów i celów wojskowych, z których wiele Ukraina utworzyła na terenach mieszkalnych. W oficjalnym oświadczeniu wydanym w poniedziałek rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło dalsze „systematyczne ataki na przemysł zbrojeniowy w Kijowie” i inne cele wojskowe.

Powagę, z jaką Rosja wydaje się do tego podchodzić, potwierdza drugie oświadczenie rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych z tego samego dnia. Poinformowano w nim, że ministrowie spraw zagranicznych Rosji i USA rozmawiali telefonicznie, a Ławrow ostrzegł Rubia przed rosyjskimi atakami odwetowymi i zalecił USA ewakuację dyplomatów z Kijowa dla ich własnego bezpieczeństwa. Jednocześnie rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzegło ludność cywilną, aby trzymała się z dala od infrastruktury wojskowej i administracyjnej. Celem ataku będą wszystkie obiekty wojskowe w stolicy.

Przetłumaczyłem oba oświadczenia; można je przeczytać tutaj anti-spiegel.ru/russisches-aussenministerium-warnt-auslaender-und-diplomaten-kiew-wegen-kommender-angriffe-zu-verlassen/.

Zgodnie z oczekiwaniami, państwa członkowskie UE zareagowały buntowniczo i odmówiły wycofania swoich misji dyplomatycznych z Kijowa. Jeśli Rosja spełni swoje ostrzeżenia, celowo narażą na ryzyko własnych dyplomatów. Powód jest łatwy do zrozumienia: gdyby europejscy dyplomaci ponieśli szkodę, stanowiłoby to pożywkę dla antyrosyjskiej propagandy w UE.

Obrona powietrzna Kijowa jest osłabiona.

Dla Ukrainy rosyjski atak odwetowy – i będzie tak w przypadku kolejnych masowych ataków rosyjskich – był trudny do obrony. Ukraina od dawna narzeka na niedobór pocisków obrony powietrznej, a dostawy z Zachodu praktycznie ustały. Europejczycy w dużej mierze uszczuplili swoje arsenały na rzecz Ukrainy i nie mogą dostarczać kolejnych pocisków bez wsparcia ze strony USA. Jednak ponieważ Stany Zjednoczone zużyły duże ilości pocisków w wojnie irańskiej, w dużej mierze wstrzymały dostawy do Europy, aby uzupełnić własne arsenały.

Zełenski ponownie napisał więc list do rządu USA, domagając się [co za hutzpah! md] większej liczby pocisków, ale według doniesień medialnych list pozostał bez odpowiedzi. NBC News poinformowało między innymi, że USA nie skomentowały listu.

Ostrzeżenia dla Europy

RT-DE podsumował  w artykule reakcje rosyjskich ekspertów wojskowych, którzy mówią o zmianie paradygmatu i spodziewają się stopniowego wzrostu intensywności rosyjskich ataków. To reakcja Rosji na ukraińskie ataki terrorystyczne, których celem jest przede wszystkim ludność cywilna, a zarazem ostrzeżenie dla Europy, która, przenosząc ukraińską produkcję dronów do UE, w pierwszej kolejności umożliwiła wzrost liczby ukraińskich ataków terrorystycznych.

Ekspert Dmitrij Susłow, członek Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej, stwierdził na przykład, że Europa służy reżimowi w Kijowie jako zaplecze, a w niektórych przypadkach nawet jako jego kwatera główna. Europa jest przyczyną nasilenia ataków na Rosję, których celem jest między innymi utrudnienie procesu negocjacyjnego, i ponosi główną odpowiedzialność za obecną eskalację. Dodał:

„Eskalacja ze strony Rosji jest ostatecznie ważnym sygnałem dla europejskich elit, które prowadzą wojnę z Rosją za pośrednictwem Ukrainy. Rosja rozpoczyna obecnie systematyczne ataki na Kijów. Kolejnym krokiem eskalacji będą ataki bezpośrednio na cele w krajach UE i NATO”.

Ostatnie ostrzeżenia Rosji?

W czwartek kilku wysoko postawionych rosyjskich urzędników ostrzegło przed rozszerzeniem wojny na Europę.

W ekskluzywnym wywiadzie opublikowanym w środę wieczorem w gazecie „Rossijskaja Gazieta” szef rosyjskiej straży granicznej ostrzegł, że obserwuje się wzmocnienie bezpieczeństwa granic wojskowych w Finlandii, krajach bałtyckich i Polsce. W tych krajach budowane są nowe bazy wojskowe, na szeroką skalę kupowane jest nowoczesne uzbrojenie, a możliwości logistyczne w zakresie transportu żołnierzy i sprzętu do granic Rosji są ulepszane. Zwiększyła się również liczba i zakres manewrów NATO.

Stały Przedstawiciel Rosji przy OBWE, Dmitrij Polanski, oskarżył w czwartek Europę o „szybkie” zmierzanie w kierunku wojny z Rosją. Oskarżył państwa europejskie o przyczynianie się do eskalacji poprzez swoją politykę wobec Ukrainy. Stwierdził, że gdy napięcia te się utrwalą, nie da się ich rozwiązać drogą dyplomatyczną.

Polianski oskarżył również UE o systematyczne podważanie inicjatyw pokojowych. Twierdził, że UE nadal wspiera reżim w Kijowie poprzez masowe dostawy broni, zwiększa swoją obecność wojskową w pobliżu granic Rosji i przygotowuje opinię publiczną na potencjalną konfrontację z Rosją.

Siergiej Szojgu, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji, ostrzegł w czwartek agencję TASS, że Rosja może w każdej chwili rozpocząć atak na Kijów, przed którym ostatnio ostrzegano. Moskwa dysponuje wszelkimi środkami, by przeprowadzić atak na stolicę Ukrainy. Armia rosyjska już pokazała, jak potężny może być taki atak. Ostrzeżenie dla zagranicznych dyplomatów, by opuścili Kijów, jest całkowicie poważne i celowe, podkreślił Szojgu.

Dyrektor Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR), Siergiej Naryszkin, stwierdził w przemówieniu wygłoszonym tego samego dnia, że ​​NATO aktywnie i realistycznie przygotowuje się do konfliktu zbrojnego na swoich wschodnich granicach. Według Naryszkina korzystne jest dla UE jak najdłuższe odwlekanie rozwiązania konfliktu między Moskwą a Kijowem, torpedując w ten sposób wszelkie próby pokojowego rozwiązania na drodze dyplomatycznej. Europejczycy chcą zrekompensować swoje straty finansowe poprzez przyszły wyzysk Rosji, wyjaśnił Naryszkin. To kolejny dowód na utrzymującą się w krajach zachodnich mentalność kolonialną. „Degenerująca się europejska klasa rządząca” po prostu nie może się pozbyć tej mentalności.

To tylko wypowiedzi najwyższych rangą rosyjskich urzędników z czwartku; rosnąca armia rosyjskich ekspertów podziela to przekonanie. Ostrzegają oni UE przed konsekwencjami jej polityki i domagają się, aby rosyjski rząd w końcu podjął działania przeciwko tym, którzy przedłużają wojnę na Ukrainie poprzez płatności finansowe i dostawy broni.

To dość istotna zmiana nastrojów w Rosji, zarówno wśród ekspertów, jak i – co rzeczywiście jest nowością – w wypowiedziach wysokich rangą rosyjskich urzędników państwowych.

120 tysięcy wykroczeń drogowych. 3443 mandaty. Imigranci, zwłaszcza z Ukrainy wiedzą, że są w Polsce bezkarni.

Paweł Usiądek @PUsiadek, x.com/PUsiadek

120 tysięcy wykroczeń drogowych. 3443 mandaty. Imigranci, zwłaszcza z Ukrainy wiedzą, że są w Polsce bezkarni.

Dane Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego są druzgocące. W 2025 roku fotoradary zarejestrowały ponad 120 tysięcy wykroczeń popełnionych przez kierowców aut spoza Unii Europejskiej (w zdecydowanej większości z Ukrainy). Nałożono 3443 mandaty. Ściągalność: 2,5 procent.

Skąd taka przepaść? Polska nie ma umów międzynarodowych pozwalających na identyfikację właścicieli aut z Ukrainy na podstawie tablicy rejestracyjnej z fotoradaru. Bez znajomości właściciela nie ma postępowania. Bez postępowania nie ma mandatu.

Kierowcy z Ukrainy popełnili w 2025 roku 77,2 tysiąca wykroczeń drogowych. Otrzymali 2500 mandatów — tylko w przypadku bezpośredniej kontroli na drodze. Reszta przeszła bezkarnie.

Rozwiązanie jest proste i tanie. Kamery na granicach zewnętrznych wystarczy podłączyć do systemu CANARD. Zdjęcie wjeżdżającego auta, weryfikacja bazy — jeśli jest nieopłacony mandat, kierowca nie wjeżdża.

Czechy już to zrobiły. Polska mogłaby zrobić to samo. Projekt ustawy homologacyjnej — który wymusiłby rejestrację aut ze Wschodu w polskim systemie po roku — miał trafić do Sejmu w pierwszym kwartale 2026 roku. Nie trafił. Ministerstwo Infrastruktury tłumaczy: „trwają uzgodnienia międzyresortowe.”

Polska zaostrzyła właśnie przepisy drogowe. Wyższe mandaty, konfiskata aut, więzienie za brawurę. Polacy płacą coraz więcej i coraz szybciej. Kierowcy z Ukrainy jeżdżą bez konsekwencji.⁩

Zdjęcie

39,3 tys. wyświetleń

„Otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi”. L. Miller żąda, by Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego

„Otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi”. Były premier żąda, by Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego

27.05.2026 nczas/otwarte-plucie-w-twarz-kazdemu-polakowi-byly-premier-zada-by-nawrocki-odebral-zelenskiemu-order-orla-bialego

leszek miller wolodymyr zelenski
NCZAS.INFO | Leszek Miller i Wołodymyr Zełeński / fot. screen Polsat News / Michael Kappeler/dpa Dostawca: PAP/DPA (kolaż)

To jest otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi – komentuje decyzję prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Leszek Miller.

26 maja Zełenski podpisał dekret nadający imię „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ”, działającemu w strukturach Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. To właśnie to wydarzenie wywołało tak ostrą reakcję byłego premiera Polski.

Żeleński nadał jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA”. To jest otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi, którego dziadkowie, babcie, wujowie i ciotki zostali wyrżnięci siekierami, widłami i piłami na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. To jest kopniak w twarz dla pamięci o tysiącach zamordowanych dzieci, kobiet i starców – rzezi, którą UPA przeprowadziła z premedytacją, z takim bestialstwem, że nawet Niemcom robiło się niedobrze” – napisał Miller.

Miller interpretuje decyzję Zełenskiego jako świadome uhonorowanie formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków, a nie jedynie jako gest patriotyzmu ukraińskiego. Nawiązuje do tego porównaniem z Einsatzgruppen – mobilnymi oddziałami SS odpowiedzialnymi za masowe mordy podczas II wojny światowej

„Wyobraźcie sobie, że ktoś w Niemczech nazwałby jednostkę wojskową imieniem „Bohaterów Einsatzgruppen”. Świat by eksplodował. A tu? Cisza” – sugeruje podwójne standardy.

„To nie jest uhonorowanie walczących o niepodległość. To jest uhonorowanie rzeźników, którzy mordowali bezbronnych ludzi tylko dlatego, że mówili po polsku i chodzili do kościoła. I Zełenski, zamiast odcinać się od tego bandyckiego dziedzictwa, świadomie wali nim w twarz Polsce. Czuję obrzydzenie i palący wstyd za tych wszystkich, którzy to będą bagatelizować i mówić 'nie czas na protest’. Bo jest czas. Zawsze jest czas, żeby nie pozwolić, by mordercy zostali bohaterami” – kontynuuje emerytowany polityk.

Miller kończy wpis żądaniem, by prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego.

Rosja zacznie atakować podziemne bunkry władz Ukrainy i zachodnich „doradców”

Rosja zacznie atakować podziemne bunkry władz Ukrainy

27.05.2026 wolnemedia/rosja-zacznie-atakowac-podziemne-bunkry-wladz-ukrainy

Wysoki rangą członek rosyjskiego parlamentu oświadczył we wtorek, że Rosja planuje eskalację ataków na Kijów poprzez uderzenia w podziemne obiekty i bunkry wykorzystywane przez ukraińskie dowództwo wojskowe oraz władze kraju.

Rosja poinformowała Stany Zjednoczone i ich europejskich sojuszników o konieczności ewakuacji swojego personelu ze stolicy Ukrainy, ponieważ Moskwa planuje zmasowane uderzenia. Mają one być odpowiedzią na ukraiński atak dronów z 22 maja, który uderzył w szkołę wyższą w Starobielsku w obwodzie ługańskim, zabijając 21 osób, a także na inne ataki wymierzone w ludność cywilną.

Jak podaje RT, Andriej Kartapołow, szef Komisji Obrony rosyjskiej Dumy Państwowej, oznajmił, że „cierpliwość Rosji się wyczerpała” i że celami staną się „podziemne, ufortyfikowane [wojskowe] centra dowodzenia i kontroli” oraz bunkry używane przez ukraińskie służby bezpieczeństwa i kierownictwo państwa.

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało, że wśród celów znajdą się obiekty wykorzystywane do produkcji dronów oraz „centra decyzyjne” w Kijowie. Kartapołow zaznaczył, że pojęcie „centrów decyzyjnych” nie obejmuje ukraińskiego parlamentu ani biura prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, ponieważ ukraińscy deputowani nie kontrolują armii, a sam ukraiński przywódca rzadko przebywa w swoim gabinecie.

Anatol Lieven, dyrektor Programu Eurazji w Instytucie Quincy, napisał na łamach „Responsible Statecraft”, że Rosja prawdopodobnie użyje swoich naddźwiękowych rakiet Oresznik do zaatakowania „podziemnych kwater głównych w Kijowie, w których amerykańscy i europejscy oficerowie pomagali ukraińskim siłom zbrojnym w obieraniu celów na terenie Rosji za pomocą pocisków i dronów”.

Lieven zauważył, że Rosja powstrzymywała się dotychczas przed atakowaniem tych kwater – pomimo częstych uderzeń Ukrainy w rosyjskie centra dowodzenia – z obawy przed prawdopodobnym zabiciem żołnierzy oraz oficerów wywiadu ze Stanów Zjednoczonych i innych państw NATO. Mogłoby to bowiem doprowadzić do poważnej eskalacji ze strony Zachodu.

Rosja prawdopodobnie zwlekała z podjęciem tego kroku również dlatego, że była zaangażowana w negocjacje z administracją Trumpa w sprawie potencjalnego zakończenia wojny. Rozmowy te utknęły jednak w martwym punkcie, o czym świadczy wypowiedź sekretarza stanu USA Marco Rubio z zeszłego tygodnia, który stwierdził, że „obecnie żadne takie rozmowy się nie toczą”.

Autorstwo: Dave DeCamp
Źródło zagraniczne: News.AntiWar.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

Kreml wyznacza czerwoną linię: Ławrow ostrzega i grozi końcem wojny „Ukrainy wraz z Zachodem”.

Kreml wyznacza czerwoną linię: Ławrow ogłasza koniec wojny Ukrainy „wraz z Zachodem”.

Larry C. Johnson

Dzisiejsza rozmowa telefoniczna między Ławrowem a Rubio była niezwykle ważnym i alarmującym elementem komunikacji dyplomatycznej, poruszającym trzy kluczowe kwestie.

Rozmowa odbyła się na prośbę Ławrowa, podczas gdy Rubio przebywa obecnie w czterodniowej podróży do Indii, aby wziąć udział w spotkaniu QUAD w New Delhi. Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Tommy Pigott, potwierdził: „Minister spraw zagranicznych Marco Rubio rozmawiał dziś z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem na prośbę ministra. Strony wymieniły poglądy na temat wojny rosyjsko-ukraińskiej, stosunków dwustronnych oraz sytuacji w Iranie”. Oto pełny raport:

Wiadomość 1: Nieuchronne systematyczne ataki na Kijów – na bezpośrednie polecenie Putina

Najbardziej niepokojącym elementem rozmowy był jej główny cel. Na bezpośredni rozkaz prezydenta Władimira Putina, Ławrow poinformował Rubia, że ​​siły rosyjskie przeprowadzają systematyczne ataki na obiekty w Kijowie wykorzystywane przez ukraińskie siły zbrojne.

Moskwa określiła te ataki jako odpowiedź na ciągłe ataki reżimu w Kijowie na ludność cywilną i infrastrukturę w Rosji – w szczególności odnosząc się do niedawnego śmiertelnego ataku na akademik w rosyjskim mieście Starobielsk, w którym zginęło co najmniej 21 osób, głównie nastoletnie dziewczyny. Moskwa nazwała to „kroplą goryczy”.

Następnie wojska rosyjskie rozpoczęły zmasowany atak na Kijów, wykorzystując pociski manewrujące Iskander, Zircon, X-101 i hipersoniczne pociski Oresznik — łącznie około 50 pocisków i 700 dronów.

Wiadomość 2: Ewakuacja dyplomatów amerykańskich z Kijowa

Ławrow zwrócił uwagę Rubia na oświadczenie wydane przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych 25 maja, w którym zalecono Stanom Zjednoczonym i innym państwom posiadającym misje w Kijowie, aby zapewniły ewakuację swojego personelu dyplomatycznego i innych obywateli ze stolicy Ukrainy w oczekiwaniu na zbliżającą się kampanię systematycznych ataków.

Wiadomość 3: Porozumienia Anchorage są podważane

Ławrow przypomniał Rubio o porozumieniach na wysokim szczeblu zawartych w Anchorage w sierpniu 2025 roku, na wniosek Stanów Zjednoczonych, w związku z konfliktem na Ukrainie i wyraził ubolewanie, że „dominująca postawa elit europejskich i reżimu w Kijowie” podważa te porozumienia, które, według Moskwy, „utorowały drogę do trwałego, długoterminowego rozwiązania opartego na równowadze interesów”. Jest to formalny komunikat Rosji do Waszyngtonu, że Moskwa obwinia nie Rosję, ale stolice europejskie i Kijów za załamanie się porozumienia z Anchorage.

Niektórzy pytali: „Dlaczego Rosja czekała z tym cztery lata?”. Myślę, że są dwa powody: po pierwsze, uważam, że Rosja ma źródła informacji wywiadowczych we wszystkich kluczowych ukraińskich jednostkach wojskowych i wywiadowczych w Kijowie i nie chciała ryzykować ich zabicia ani narażenia na niebezpieczeństwo poprzez nieuzasadnione ataki na te miejsca.

Po drugie, Rosja chciała uniknąć zabicia personelu wojskowego i wywiadowczego USA i innych państw NATO, współpracujących z ukraińskimi odpowiednikami, aby zapobiec konfrontacji militarnej z Zachodem.

W obliczu ataku terrorystycznego na dzieci w szkole w Ługańsku, skonfrontowana z faktem, że atak ten został umożliwiony przez zachodni wywiad i technologię, Rosja osiągnęła kres swojej cierpliwości i położy kres możliwości Ukrainy do przeprowadzania kolejnych ataków terrorystycznych – nawet jeśli oznacza to śmierć personelu amerykańskiego i europejskiego. Zostali ostrzeżeni. Rosja daje im czas na wycofanie się. Każdy, kto zostanie, prawdopodobnie zginie. Taka była istota przesłania Ławrowa do Rubia.

Źródło: Ławrow mówi Rubio, że Rosja zakończy wojnę z Ukrainą i Zachodem

W co wystrzelono pocisk Oresznik?

Bombardowanie Ukrainy

W co wystrzelono pocisk Oresznik?

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/worauf-wurde-die-oreschnik-abgefeuert

W niedzielę wieczorem Rosja użyła pocisku Oresznik w odwecie za bombardowanie akademika przez Ukrainę. Ale jaki był cel pocisku?

Anti-Spiegel 26 maj 2026

Trzecie użycie pocisku Oresznik trafiło na pierwsze strony gazet na całym świecie, ale cel pozostaje tajemnicą. Odpowiedzi udzielił rosyjski ekspert, jak donosi rosyjski portal informacyjny. Przetłumaczyłem raport.

===========================================

„Kompleks remontu samolotów to tylko przykrywka”: Generał Lipowoj ujawnia, co prawdopodobnie zniszczył pocisk Oresznik w Białej Cerkwi

Bohater Rosji Siergiej Lipowoj dzieli się swoimi spostrzeżeniami i wyjaśnia, co mogło być prawdziwym celem ataku hipersonicznego pocisku balistycznego Oresznik w Białej Cerkwi pod Kijowem.

W ukraińskich mediach społecznościowych krąży informacja, że ​​celem pocisku Oresznik wystrzelonego w Biełą Cerkiew pod Kijowem był kompleks  garaży. W rzeczywistości jednak zniszczono kompleks remontu samolotów w Białej Cerkwi, a według generała majora Siergieja Lipowoja, przewodniczącego prezydium Wszechrosyjskiej Organizacji „Oficerowie Rosji” i Bohatera Rosji, część podziemna była znacznie ważniejsza niż część naziemna. Zniszczeniu uległ również tamtejszy węzeł kolejowy, na którym w ostatnich miesiącach rozładowywano pociągi ze sprzętem wojskowym z krajów NATO. Pobliskie garaże i warsztaty były jedynie stratami ubocznymi w wyniku ataku broni hipersonicznej.

„Kompleks napraw samolotów to cała sieć fabryk zintegrowanych we wspólnym łańcuchu logistycznym. Praktycznie żaden z samolotów, które Ukraina odziedziczyła po czasach sowieckich, nie przetrwał” – powiedział generał major Lipowoj. „Jednak wycofane z eksploatacji samoloty dostarczone do Kijowa przez NATO wymagają starannej i długotrwałej konserwacji. W przeciwnym razie, używając terminologii lotniczej, stają się drewnem na opał, zaledwie atrapami. Podejmowane są próby ich reaktywacji, w nadziei, że znów będą mogły latać. Ale rosyjskie wojsko nie daje im takiej szansy. Technologia została zniszczona”.

Jak stwierdził Siergiej Lipowoj, ten kompleks remontowy samolotów był jedynie przykrywką. „Ten kompleks został dawno temu przebudowany i zmodernizowany na potrzeby produkcji zbrojeniowej. Hale montażowe znajdują się nie tylko nad ziemią, ale i pod ziemią. Ta sieć obiektów powstała w czasach sowieckich; została zaprojektowana jako arsenał chroniony bunkrami: na dole znajduje się całe podziemne miasto z wszechstronną i rozległą infrastrukturą”.

Ekspert porównuje kompleks remontowy samolotów w Białej Cerkwi do Zakładów Metalurgicznych Azowstal w Mariupolu i Zakładów Rakietowo-Maszynowych Jużmasz w Dnieprze, gdzie podziemne obiekty były chronione masywnymi betonowymi konstrukcjami i zaprojektowane tak, aby wytrzymać nawet atak nuklearny. „Również tam podziemna przestrzeń była kluczowa, ponieważ mieściły się tam budynki fabryczne i łączące je tunele, którymi poruszały się pojazdy. Nic nie porusza się pod Jużmaszem po uderzeniu Oreshnika”.

Według Lipowoja, kompleks remontowy samolotów w Białej Cerkwi był niewątpliwie bazą wojskowego centrum produkcyjno-logistycznego, gdzie pod ziemią montowano drony bojowe i inne systemy uzbrojenia. Prawdopodobnie jednak chodziło o coś więcej, ponieważ sama przestrzeń i możliwości logistyczne podziemnych bunkrów dawały wszelkie możliwości. „W bunkrach mogły również mieścić się centra szkoleniowe, centra dowodzenia i centra decyzyjne, gdzie mogli przebywać generałowie NATO. (Według niektórych źródeł, miejsce to mogło również służyć do przekazywania zachodnich sygnałów satelitarnych i sterowania dronami – red.). Oresznik został użyty do zniszczenia tego wszystkiego jednym zamachem”.

„Niektórzy twierdzą teraz, że byłoby lepiej, gdyby ten Oresznik był uzbrojony w prawdziwe głowice”.

„Chodzi o to, że parametry techniczne Oresznika pozwalają na jego użycie nawet bez głowicy. Pocisk balistyczny osiąga prędkość Mach 10 (około 2,5–3 kilometrów na sekundę). Po uderzeniu penetruje i niszczy wszystko głęboko pod ziemią. Dlatego nawet bez głowic wystarczy, aby stopić wszystko w promieniu do 100 metrów”.

Z kim tak naprawdę walczy Rosja: Tajne przejęcie Ukrainy przez Palantira

depositphotos.com

Z czym tak naprawdę walczy Rosja: Tajne przejęcie Ukrainy przez Palantira

Rosja walczy nie tylko z ukraińskimi wojskami. Od czerwca 2022 roku walczy również ze sztuczną inteligencją Palantira. Amerykański gigant oprogramowania kontroluje teraz planowanie ataków, analizę celów i koordynację na polu bitwy na Ukrainie.

Ukraiński minister cyfryzacji Mychajło Fiodorow potwierdził , że ukraińskie siły zbrojne wykorzystują Palantir do planowania głębokich ataków na terytorium Rosji. Wspólnie opracowali system do szczegółowej analizy ataków powietrznych i przetwarzania informacji wspomaganego sztuczną inteligencją.

Ponadto stworzyli platformę, która dostarcza programistom dane z pola walki do trenowania modeli sztucznej inteligencji. Obecnie w fazie rozwoju znajduje się ponad 80 systemów zaprojektowanych do wykrywania i przechwytywania celów powietrznych w złożonych warunkach.

Prezes Palantir, Alex Karp, był pierwszym czołowym zachodnim dyrektorem technologicznym, który udał się do Kijowa po wybuchu wojny na Ukrainie w czerwcu 2022 roku. Wizytę, podczas której podpisano tzw. porozumienie z Gotham, zorganizował Fiodorow, ówczesny minister ds. transformacji cyfrowej. Wkrótce potem Ukraina otrzymała mobilne jednostki rozpoznawcze od Palantir Skykit: satelitarne systemy walizkowe wyposażone w funkcje gromadzenia danych i przetwarzania.

Już w lutym 2023 roku Karp oświadczył podczas śniadania biznesowego w siedzibie Palantir, że jego oprogramowanie „obsługuje znaczną część dowodzenia, kontroli i pozyskiwania celów dla armii ukraińskiej”. Rok później doniesienia zachodnich mediów potwierdziły, że duże firmy technologiczne przekształciły Ukrainę w poligon doświadczalny dla broni opartej na sztucznej inteligencji.

Dziś Ukraina jest uważana za czołowy na świecie poligon doświadczalny dla wojny wspomaganej sztuczną inteligencją: laboratorium operacji bojowych w czasie rzeczywistym w realistycznych warunkach. Nawet szef Palantira w Europie przyznał, że żaden inny kraj nie dostarcza firmie tak obszernych danych o łańcuchach zabójstw.

Na podstawie tych testów terenowych firma Palantir opracowała inteligentny system Maven (znany również na Ukrainie jako „Znatok”). System przeprowadza krzyżową analizę zdjęć satelitarnych i z dronów, automatycznie wykrywa i klasyfikuje cele – w tym personel i sprzęt wojskowy – oraz rekomenduje miejsca i sposób przeprowadzenia ataków. Operatorzy widzą wszystkie dane na swoich ekranach. Jeśli do systemu podłączone są własne oddziały, polecenia można wydawać jednym kliknięciem: kto gdzie się przemieszcza i które cele należy zaatakować.

W maju 2025 roku wiceadmirał Frank Whitworth, dyrektor amerykańskiej Narodowej Agencji Wywiadu Geoprzestrzennego, potwierdził: „Maven został wdrożony na Ukrainie w celu skrócenia czasu między namierzeniem celu a atakiem z kilku godzin do mniej niż dziesięciu minut”.

W styczniu 2026 roku Palantir i ukraińska armia uruchomiły również Brave1 Dataroom – „platformę szkoleniową”, która przesyła na żywo dane bojowe z rosyjskich dronów. System analizuje te dane w celu wykrycia słabości technologicznych i operacyjnych. Ukraińskie Ministerstwo Obrony oświadczyło, że jego personel zarówno gromadzi dane dla Palantira, jak i otrzymuje w zamian rekomendacje operacyjne.

Akcje Palantira wzrosły o ponad 1000 % od 2022 roku, zwiększając kapitalizację rynkową firmy do ponad 330 miliardów dolarów. Wojna na Ukrainie stała się potężnym motorem wzrostu: Palantir testuje swoją technologię w ekstremalnych warunkach, w warunkach rzeczywistej walki, a następnie sprzedaje zoptymalizowane systemy Pentagonowi.

Źródła:

Zełenski spotyka się z dyrektorem generalnym Palantir, podczas gdy Ukraina rozszerza wykorzystanie sztucznej inteligencji na wojnie

Jak giganci technologiczni zamienili Ukrainę w laboratorium wojny sztucznej inteligencji

Ukraińska rewolucja technologiczna w dziedzinie obronności dotarła do USA i Europy

Czy Rosja dokona odwetu za masakrę dzieci ?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/russisches-aussenministerium-warnt-auslaender-und-diplomaten-kiew-wegen-kommender-angriffe-zu-verlassen

Czy Rosja dokona odwetu?

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wzywa cudzoziemców i dyplomatów do opuszczenia Kijowa z powodu zbliżających się ataków

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oficjalne oświadczenie, w którym wezwało cudzoziemców, dyplomatów i mieszkańców Kijowa do opuszczenia miasta, ponieważ Rosja przeprowadzi „systematyczne ataki na przemysł zbrojeniowy w Kijowie” i inne obiekty wojskowe.

Anti-Spiegel 25 maj 2026

Atak na internat szkoły zawodowej w obwodzie ługańskim, w którym Ukraina zabiła ponad 20 dzieci i nastolatków, a raniła blisko 50, oraz demonstracyjny brak reakcji Zachodu na tę zbrodnię wojenną, wyraźnie wyczerpały cierpliwość Rosji. W Rosji nastroje po ataku są coraz bardziej napięte, a zarówno eksperci, jak i większość społeczeństwa domagają się zdecydowanej reakcji. Silny rosyjski atak odwetowy w sobotni wieczór nie zmienił tej sytuacji.

Najwyraźniej rosyjskie władze zamierzają teraz zająć twardsze stanowisko wobec ukraińskich decydentów i celów wojskowych, z których wiele Ukraina utworzyła na terenach zaludnionych. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło w oficjalnym oświadczeniu dalsze „systematyczne ataki na przemysł zbrojeniowy w Kijowie” i inne cele wojskowe.

O powadze, z jaką Rosja najwyraźniej zamierza działać, świadczy drugie oświadczenie rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, opublikowane zaledwie kilka godzin później. Doniesiono, że ministrowie spraw zagranicznych Rosji i USA rozmawiali telefonicznie i że Ławrow ostrzegł Rubia przed rosyjskimi atakami odwetowymi i zalecił, aby USA ewakuowały swoich dyplomatów z Kijowa dla ich własnego bezpieczeństwa.

Oba rosyjskie oświadczenia tłumaczę w kolejności ich publikacji.

Początek tłumaczenia pierwszego oświadczenia:

Krwawy atak dronów przeprowadzony przez ukraińskie siły zbrojne w nocy 22 maja na budynek szkoły i akademik Ługańskiego Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego w Starobielsku był kolejnym rażącym dowodem nazistowskiego i terrorystycznego charakteru kijowskiego reżimu, który celowo atakuje ludność cywilną i nie waha się mordować dzieci z zimną krwią.

Junta Zełenskiego i jej zachodni sponsorzy, którzy wyposażają ukraińskie siły zbrojne w środki do popełniania zbrodni przeciwko naszemu narodowi, zademonstrowali całemu światu rażące lekceważenie międzynarodowego prawa humanitarnego. Jest to rażące naruszenie Konwencji Genewskich z 1949 roku i ich Protokołów Dodatkowych, które regulują ochronę ludności cywilnej w konfliktach, Konwencji ONZ o prawach dziecka z 1989 roku oraz szeregu innych ważnych umów międzynarodowych.

Wszystko to wyczerpało naszą cierpliwość. W obecnych okolicznościach rosyjskie siły zbrojne przeprowadzają systematyczne ataki na zakłady przemysłu obronnego w Kijowie, w tym na miejsca, w których drony są opracowywane, produkowane, programowane i przygotowywane do użycia. Władze w Kijowie wykorzystują te drony przy wsparciu specjalistów NATO odpowiedzialnych za dostarczanie komponentów, rozpoznanie i namierzanie celów. Celem ataków będą zarówno centra decyzyjne, jak i stanowiska dowodzenia.

Ponieważ wyżej wymienione obiekty są rozproszone po całym Kijowie, wzywamy cudzoziemców, w tym pracowników misji dyplomatycznych i organizacji międzynarodowych do natychmiastowego opuszczenia miasta i apelujemy do mieszkańców stolicy Ukrainy o unikanie infrastruktury wojskowej i administracyjnej reżimu Zełenskiego.

=========================================================

Poniżej znajduje się drugie oświadczenie strony rosyjskiej dotyczące rozmowy telefonicznej ministrów spraw zagranicznych Ławrowa i Rubia

25 maja minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow przeprowadził rozmowę telefoniczną z sekretarzem stanu USA Mario Rubio.

Na polecenie prezydenta Rosji Władimira Putina Ławrow oficjalnie poinformował stronę amerykańską, że w odpowiedzi na trwające ataki terrorystyczne reżimu kijowskiego na ludność cywilną i obiekty cywilne na terytorium Rosji, rosyjskie siły zbrojne przeprowadzą systematyczne i ukierunkowane ataki na obiekty ukraińskich sił zbrojnych w Kijowie, a także na ośrodki decyzyjne, które podejmują te decyzje. Ławrow odniósł się do oświadczenia wydanego przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych 25 maja, w którym zalecono, aby Stany Zjednoczone i inne państwa posiadające przedstawicielstwa w Kijowie zapewniły ewakuację swojego personelu dyplomatycznego i obywateli ze stolicy Ukrainy.

Minister przypomniał porozumienia wysokiego szczebla w sprawie konfliktu na Ukrainie, osiągnięte w Anchorage w sierpniu 2025 roku, na wniosek Stanów Zjednoczonych, i wyraził ubolewanie, że bezczelne wysiłki elit europejskich i reżimu w Kijowie podważają te porozumienia, które utorowały drogę do trwałego, długoterminowego rozwiązania opartego na równowadze interesów.

Ministrowie spraw zagranicznych wymienili poglądy na temat inicjatyw dyplomatycznych mających na celu rozwiązanie kryzysu w Cieśninie Ormuz i sytuacji wokół Kuby.

Pomimo dobrze znanych różnic, Siergiej Ławrow i Marco Rubio potwierdzili swoje wspólne zaangażowanie w zintensyfikowanie wysiłków na rzecz normalizacji warunków pracy w rosyjskich i amerykańskich placówkach dyplomatycznych w swoich krajach.

NATO: Czas przejść na abonament obowiązkowy. 0,25 % PKB dla Ukrainy

NATO: Czas przejść

na abonament obowiązkowy.

0,25 %. PKB dla Ukrainy

Leszek Miller

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte najwyraźniej uznał, że skoro przez trzy lata Europa nauczyła się już wysyłać Ukrainie miliardy, czołgi, haubice, rakiety, agregaty, generatory, pakiety pomocowe, fundusze odbudowy i kolejne „ostatnie transze”, to czas przejść na abonament. Najlepiej obowiązkowy.

Taki polityczny gest solidarności: 0,25 proc. PKB rocznie z budżetu każdego państwa członkowskiego. Rutte wyglądał przy tym jak księgowy, który właśnie odkrył, że wspólnicy nie chcą dopłacać do interesu bez końca.

Problem polega jednak na tym, że część państw NATO zaczęła dostrzegać drobny szczegół: Ukraina nie jest już sprzedawana własnym społeczeństwom jako „inwestycja w zwycięstwo”, lecz jako studnia bez dna z wyjątkowo kosztowną coraz bardziej przeciekającą instalacją.

I tu pojawia się brutalny zgrzyt między propagandą a rzeczywistością. Bo Zachód przez lata słyszał dwie opowieści jednocześnie. Pierwsza była heroiczna: Ukraina walczy za całą Europę.

Druga — dużo bardziej przyziemna — mówiła o oligarchach, znikających miliardach, pospolitych złodziejstwach, fałszowanych przetargach, ministrach wymienianych seryjnie po kolejnych aferach korupcyjnych i armii urzędników, którzy odkryli, że wojna może być również bardzo dochodowym sektorem gospodarki.

Pomysł Ruttego zablokowały państwa, które wcześniej najgłośniej pouczały innych o „moralnym obowiązku solidarności”. Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Włochy i Kanada nagle odkryły starożytną zasadę ekonomii: najłatwiej wydaje się cudze pieniądze, dopóki nie trzeba wpisać wydatku do własnego budżetu. Rutte jest rozżalony, bo uznał, że skoro przez lata politycy Zachodu licytowali się na deklaracje wsparcia, to społeczeństwa będą gotowe płacić bez końca.

Tymczasem wyborcy zaczynają zadawać pytania wyjątkowo niewygodne: ile już wydano? gdzie są efekty? kto to kontroluje? i dlaczego każde kolejne miliardy mają być „tym decydującym pakietem”, skoro poprzednich kilkadziesiąt też miało nimi być?

Największym dramatem tej historii jest jednak to, że Zachód sam wpadł we własną pułapkę moralnego szantażu. Przez lata każdą próbę dyskusji o skali pomocy kwitowano oskarżeniem o „sprzyjanie Putinowi”. Dziś te same państwa, które najgłośniej moralizowały, po cichu naciskają hamulec. Okazuje się bowiem, że solidarność jest pięknym słowem — zwłaszcza dopóki nie wystawia się za nią faktury.

Leszek Miller Za: „X”

Terrorystyczny atak Ukraińców na szkołę w Starobielsku

Terrorystyczny atak Ukraińców na szkołę w Starobielsku

Ukraina ostrzelała szkołę zawodową i przylegający do niej internat w Starobielsku w obwodzie ługańskim, gdzie uczą się i mieszkają uczniowie w wieku od 14 do 18 lat. Prawie 40 młodych ludzi zostało rannych, a ponad 20 zginęło lub zostało pogrzebanych pod gruzami, z których nie słychać żadnych oznak życia i z których wydobyto jedynie ciała.

Zachód określa incydent mianem ‚rosyjskiej manipulacji’  lub ‚fake news’, a zachodnie media przedstawiają ukraińską wersję – że Ukraina zaatakowała cel wojskowy – jako prawdziwą, jednocześnie przedstawiając rosyjskie oskarżenia jako ‚rosyjską propagandę’, dodając, że informacji ‚nie da się niezależnie zweryfikować’.

To po prostu nieprawda, bo wystarczy rzut oka na media regionalne w obwodzie ługańskim, by przekonać się, że rosyjska wersja wydarzeń jest prawdziwa. Każdy, kto twierdzi, że media w Ługańsku nie są neutralne, powinien zostać poinformowany, że media regionalne nie mogą wymyślać takich incydentów ani dowolnie je przeinaczać, ponieważ mieszkańcy regionu wiedzą, co dzieje się ‚tuż za progiem’. Gdyby te media bezczelnie kłamały, byłoby to widoczne w rosyjskich mediach społecznościowych, a zwłaszcza na kanałach Telegramu Ługańsk.

A gdyby tak było, zachodnie media natychmiast by to podchwyciły. Ale tak się nie dzieje, ponieważ incydent rzeczywiście miał miejsce, tak jak relacjonują rosyjskie media.

A Zachód mógłby to zweryfikować, ponieważ rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaprosiło wszystkich zagranicznych dziennikarzy akredytowanych w Rosji do przyjazdu do Ługańska, by zobaczyć to na własne oczy i porozmawiać ze świadkami i osobami rannymi. Przyjąłem zaproszenie i poinformuję, czy przynajmniej jeden kolega z moskiewskich oddziałów zachodnich mediów je przyjął. Moje doświadczenia z poprzednich tego typu incydentów podpowiadają mi, że podczas podróży nie spotkam żadnych kolegów z zachodnich mediów.

W międzyczasie w ługańskich mediach publikowane są pierwsze zdjęcia ofiar:

Elena Martimjanowa – zginęła w wyniku terrorystycznego ataku Ukraińców

anti-spiegel.ru/2026/warum-die-leugnung-des-ukrainischen-kriegsverbrechens-in-lugansk-verlogen-ist

​** * * * * *

ZB: Po tak bezczelnym ataku ukraińskiej neobandery nie pozostało Rosji nic innego jak dokonać odwetu. Zamieszczam krótki film oraz streszczenie znajdujące się pod filmem:

https://youtube.com/watch?v=Uf98dmBK-Po%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Armia rosyjska przeprowadziła w nocy 24 maja zakrojony na szeroką skalę atak rakietowy na Kijów i Białą Cerkiew. W ataku użyto pocisków balistycznych Oresznik; nagranie pokazuje uderzenia głowic, ale nie samych głowic. Użyto również hipersonicznych pocisków Zircon, pocisków balistycznych Iskander i pocisków manewrujących Ch-101, a także zarejestrowano uderzenia dronów Geran-2. Ukraina użyła systemów obrony powietrznej Patriot do odparcia ataku; pozostałości pocisków znaleziono na drogach. Według doniesień ataki miały być wymierzone w instalacje wojskowe, ale w mieście odnotowano również uszkodzenia budynków mieszkalnych, co pokazano na końcu nagrania. Mogło to być spowodowane uderzeniami pocisków obrony powietrznej lub zestrzeleniem dronów.

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Raport o zniszczeniu szkoły zawodowej pod Ługańskiem – po ukraińskiej zbrodni wojennej

Pierwszy raport Thomasa po wizycie w Starobielsku

Thomas Röper anti-spiegel.ru/bericht-ueber-die-zerstoerung-der-berufsschule-nahe-von-lugansk-nach-dem-ukrainischen-kriegsverbrechen

Anti-Spiegel na miejscu

Raport o zniszczeniu szkoły zawodowej pod Ługańskiem po ukraińskiej zbrodni wojennej

W niedzielę byłem w Starobielsku w obwodzie ługańskim, gdzie w piątek Ukraina zbombardowała szkołę zawodową i jej internat, zabijając 21 dzieci i nastolatków oraz raniąc 42. To, co tam zobaczyłem, nie było dla osób o słabych nerwach.

Anti-Spiegel 25 maj 2026

Po tym, jak w piątek Ukraina zaatakowała szkołę zawodową i jej internat w małym miasteczku Starobielsk w obwodzie ługańskim, w wyniku czego zginęło 21 dzieci i nastolatków, a 42 zostało rannych, niektóre kraje zachodnie zaprzeczyły zbrodni, podczas gdy inne powtarzały ukraińskie oświadczenie, że Kijów zaatakował tam jednostkę wojskową i zakład produkcji dronów.

W odpowiedzi rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaprosiło wszystkich zagranicznych dziennikarzy akredytowanych w Rosji w sobotę do natychmiastowego odwiedzenia miejsca zdarzenia i zobaczenia go na własne oczy. Podróż rozpoczęła się w Moskwie o godzinie 5:30 rano w niedzielę. Polecieliśmy do regionu, a następnie autobusem do Starobielska i Ługańska.

W tym miejscu podzielę się swoimi wrażeniami z podróży.

Zniszczenia

W piątek Ukraina ostrzelała kilkoma dronami główny budynek i internat szkoły zawodowej w Starobielsku w obwodzie ługańskim (ŁRL), w której uczą się uczniowie w wieku od 14 do 18 lat. W ataku zginęło 21 młodych osób, a 42 zostało rannych. Wszystkie ofiary zostały już odnalezione; oto ostateczne liczby.

Scena na miejscu zdarzenia była jednak o wiele bardziej dramatyczna, ponieważ wiele innych budynków zostało uszkodzonych lub zniszczonych, co pokazałem na tym filmie na Telegramie https://t.me/AntiSpiegel/15077. Internat szkoły zawodowej, w której mieszkali młodzi ludzie, częściowo się zawalił.

Budynek szkoły zawodowej został trafiony i doszczętnie spalony.

Dodatkowo, dwa sklepy i dwa domy prywatne położone obok szkoły zawodowej zostały trafione i zniszczone. Co więcej, silne eksplozje uszkodziły fasady i okna innych budynków w okolicy.

Użyta broń

Przede wszystkim fakt, że część internatu się zawaliła, a przed szkołą zawodową powstał tak głęboki lej, że dorosły mężczyzna mógłby się w nim ukryć, sprawiał wrażenie, że Ukraina użyła nie tylko dronów, ale także cięższych pocisków.

Jednak eksperci na miejscu wyjaśnili nam, że były to drony, które ze względu na bliższą odległość od Ukrainy były najwyraźniej wyposażone w mniej paliwa, ale za to w cięższe głowice. Pokazano nam pozostałości drona, które już znaleziono, w tym części skrzydeł, elektronikę itd. Na jednym z elementów wydrukowano nawet datę produkcji drona, co wskazywało, że został on wyprodukowany w kwietniu (być może w Europie).

Śledczy nie byli jeszcze w stanie określić dokładnej liczby dronów użytych w ataku terrorystycznym, ponieważ śledztwo jest w toku. Uważają jednak, że musiało ich być co najmniej dziesięć.

Przebieg ataku

Atak rozpoczął się krótko po godzinie 2:00 w czwartek w nocy. Po pierwszych eksplozjach dzieci w akademiku wpadły w panikę i próbowały uciec z budynku. Ponieważ okna zostały już rozbite podczas pierwszego ataku, wszystkie podłogi były pokryte potłuczonym szkłem, przez co większość dzieci, biegających boso lub w cienkich kapciach, skaleczyła sobie stopy. Plamy krwi były wyraźnie widoczne, nawet na ścianach, gdzie dzieci podpierały się zakrwawionymi dłońmi.

W drugiej fali ataków, zaledwie kilka minut po pierwszej, akademik został bezpośrednio trafiony i częściowo się zawalił. Większość ofiar, które niestety schroniły się w tej części budynku, zginęła. Prawie wszystkie ranne dzieci zostały wypisane ze szpitala; około dziesięcioro nadal przebywa w szpitalach.

Ratownicy przybyli szybko i próbowali pomóc dzieciom. Jednak podczas akcji ratunkowej nastąpiły kolejne fale ataków. Tak opowiedział nam dowódca lokalnej straży pożarnej, który jako jeden z pierwszych przybył na miejsce tragedii.

Zwiedzanie

Zwiedzaliśmy akademik podzieleni na grupy około dziesięcioosobowe i mieliśmy okazję wszystko dokładnie obejrzeć. Ukraińska wersja wydarzeń, jakoby znajdowała się tam jednostka wojskowa i zakład produkcji dronów jest nie do podtrzymania. Widzieliśmy kilka biur administracyjnych, stołówkę dla dzieci, sale lekcyjne i ich sypialnie na wyższych piętrach.

W sypialniach znajdowały się biurka, po cztery łóżka w każdym pomieszczeniu, oraz szafa na rzeczy osobiste i ubrania każdego dziecka. W pokojach, które nie zostały całkowicie zniszczone, zawartość tych rzeczy pozostała nietknięta. Ponieważ była to szkoła zawodowa dla nauczycieli, większość uczniów stanowiły dziewczęta, o czym świadczyły ubrania w szafach.

Budynek szkoły zawodowej widzieliśmy tylko z zewnątrz, ale ponieważ został całkowicie zniszczony przez pożar, pozostały z niego prawie tylko mury zewnętrzne.

Na miejscu byli przedstawiciele służb ratunkowych, którzy zostali wysłani tej nocy, aktywiści praw człowieka oraz przedstawiciele administracji i agencji pomocowych, którzy cierpliwie odpowiadali na nasze pytania.

Dziennikarze

Grupa dziennikarzy była wyjątkowo liczna jak na taką wycieczkę prasową. Uczestniczyło w niej łącznie 55 dziennikarzy z następujących 19 krajów: Austrii, Brazylii, Wielkiej Brytanii, Węgier, Wenezueli, Niemiec (byłem jedynym Niemcem), Grecji, Hiszpanii, Włoch, Kataru, Chin, Kuby, Libanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Pakistanu, USA, Turcji, Finlandii i Francji.

Zgodnie z przewidywaniami, prawie żaden przedstawiciel zachodnich mediów głównego nurtu z biurami i personelem w Moskwie nie przyjął zaproszenia rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z tego, co się dowiedziałem, włoska telewizja Rai wysłała zespół, a austriacka stacja ORF wysłała dwóch rosyjskich pracowników.

Jestem ciekaw, czy i jak ORF zrelacjonuje tę sprawę, ponieważ możemy śledzić ich relacje. Niemieckie media, które również mają biura w Moskwie, nie przyjęły zaproszenia.

Wrażenia

Od 2022 roku często podróżuję w rejony działań wojennych i jestem przyzwyczajony do widoku zniszczonych budynków. Dziennikarze, którzy byli w Donbasie po raz pierwszy, byli jednak zszokowani widokiem, jaki zastali po wyjściu z autobusu.

Ale i na mnie zrobiło to ogromne, ponieważ było tak oczywiste, że atak był wymierzony w dzieci i młodzież w wieku od 14 do 18 lat, że aż oniemiałem. Wszystkie ofiary ataku miały od 14 do 17 lat.

Prawie nie sposób wyobrazić sobie scen, które rozgrywały się na zdewastowanych korytarzach akademika podczas ataku, gdy dzieci i młodzież próbowały uciekać w panice, biegając boso po zasypanej szkłem podłodze. Tym bardziej poruszające były relacje ratowników, którzy opowiadali nam o licznych indywidualnych tragediach dzieci, które uratowali – lub których śmierci byli świadkami.

Szczerze mówiąc, doznałem ogromnej ulgi, że wydobycie ofiar zostało już zakończone, gdy w niedzielne popołudnie dotarliśmy na miejsce tragedii, ponieważ naprawdę nie chciałem być świadkiem wyciągania martwych dziewcząt spod gruzów.

Motyw

W Rosji, a zwłaszcza w dotkniętym katastrofą obwodzie ługańskim, krąży wiele spekulacji na temat przyczyn tak intensywnego ataku Ukrainy na szkołę zawodową i jej internat w małym miasteczku Starobielsk. Z pewnością nie było tam żadnych celów wojskowych; miasto leży dość daleko od linii frontu.

Wściekłość na miejscu jest ogromna, ponieważ chociaż niestety są przyzwyczajeni do wojny, to nawet tam, tak haniebna i bezsensowna zbrodnia z tak wieloma rannymi i zabitymi dziećmi i nastolatkami jest bezprecedensowa.

Amerykański kolega rozmawiał z wieloma mieszkańcami, a kiedy nazwał ich Ukraińcami, krzyknęli do niego, że na pewno nie są Ukraińcami, Ukraińcy to bestie. Następnie zapytał grupę, kto z nich uważa się za Rosjan, i wszyscy podnieśli ręce.

Zachód

Niestety, ta bestialska zbrodnia wojenna spotyka się również z milczeniem na Zachodzie. Podróżowałem całą niedzielę i dlatego nie mogłem śledzić wiadomości, jedynie przeglądając nagłówki, pisząc ten artykuł o 2 w nocy.

Zachodnie media pozostają wierne schematom i ignorują tragedię, jednocześnie szeroko relacjonując rosyjską reakcję, która obejmowała brutalny atak na Kijów.

Rosja użyła prawie 700 dronów i pocisków, ale zginęło tylko pięć osób, co pokazuje, że Rosja nadal stara się unikać ofiar cywilnych, kiedy tylko jest to możliwe.

A zachodnie media nie wspominają, że rosyjski atak był odwetem za ukraińską zbrodnię na dzieciach ze Starobielska, z których 21 już nie żyje.

Na koniec, we własnym imieniu: W poniedziałek nie będzie tu dalszych artykułów, ponieważ nadal mam sprawy do załatwienia w Moskwie i potem wracam do domu. Wznowię relacjonowanie we wtorek.

Sojusz niemiecko-ukraiński?

Sojusz niemiecko-ukraiński?

Przemysław Piasta myslpolska/sojusz-niemiecko-ukrainski

W roku 2022, w pierwszych miesiącach aktualnej fazy konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, państwo niemieckie zachowywało daleko idący dystans wobec wojujących stron.

Jego najbardziej widowiskowym symbolem było przekazanie w ramach „wsparcia” dla strony ukraińskiej kilkuset przestarzałych hełmów z demobilu Bundeswehry.

Od tego czasu zmieniło się jednak bardzo wiele. Dziś Niemcy są jednym z głównych partnerów Ukrainy. Do tego stopnia, że coraz częściej mówi się już nie o niemiecko-ukraińskiej współpracy, lecz wręcz o niemiecko-ukraińskim sojuszu.

Nasi zachodni sąsiedzi, którzy przez dekady z nabożnym spokojem eksportowali głównie samochody, pralki i poczucie własnej wyższości, stali się w ostatnich latach kluczowym dostawcą uzbrojenia dla reżimu Zełenskiego. Na Ukrainę płyną Leopardy 2, Mardery, systemy IRIS-T, amerykańskie Patrioty, haubice samobieżne, amunicja oraz drony rozpoznawcze. Jeszcze niedawno podobna skala zaangażowania Berlina byłaby trudna do wyobrażenia. Niemcy nie ograniczają się jednak wyłącznie do wysyłania sprzętu. Finansują również szkolenia ukraińskich żołnierzy oraz serwis uzbrojenia. W końcu nawet najnowocześniejszy czołg po intensywnym użytkowaniu wymaga napraw i konserwacji. Według danych niemieckiego rządu wartość pomocy wojskowej liczona dla Ukrainy jest już w dziesiątkach miliardów euro. Co, nawiasem mówiąc, pokazuje, że gdy Berlin naprawdę chce działać szybko, potrafi znaleźć pieniądze znacznie sprawniej niż przy osławionej budowie lotniska Berlin Brandenburg.

Dostawy sprzętu i jego serwis oraz szkolenie ukraińskich kadr to jedno, a współpraca na niwie produkcji uzbrojenia, drugie. Kluczową rolę w tym procesie odgrywa Rheinmetall. Ten wiodący niemiecki koncern zbrojeniowy mimo historii sięgającej XIX wieku pozostaje firmą nowoczesną i innowacyjną. Koncern jest dziś jednym z największych producentów amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm, czołgowej 120 mm, a także systemów czujników, kontroli ognia oraz amunicji krążącej. Rheinmetall, przy pełnej aprobacie niemieckich czynników rządowych, rozwija współpracę ze stroną ukraińską, produkując obecnie już bezpośrednio na terytorium Ukrainy. Firma buduje tam zakłady remontowe dla czołgów i pojazdów wojskowych, rozwija produkcję amunicji, systemów dronowych oraz współpracę przy pojazdach opancerzonych.

Plan jest prosty i bardzo niemiecki w swojej konstrukcji: produkować bliżej frontu, dostarczać szybciej, a więc wydajniej i bardziej optymalnie. Przy okazji odbudować potencjał własnego przemysłu zbrojeniowego, który jeszcze niedawno funkcjonował w cieniu europejskich obsesji, wedle których największym zagrożeniem dla kontynentu miała być zbyt wysoka emisja CO? z ekspresów do kawy. Projekt ten ma jednak też istotny cel polityczny. Jest nim coraz silniejsze związanie Ukrainy oraz jej gospodarki z gospodarką niemiecką.

Zarówno strona niemiecka, jak i ukraińska, bynajmniej nie kryją swoich intencji. Podczas niedawnej wizyty w Kijowie minister obrony Niemiec, Boris Pistorius, ogłosił, że Niemcy są zainteresowane rozszerzeniem partnerstwa obronnego z Ukrainą oraz wykorzystaniem ukraińskich doświadczeń w nowoczesnej wojnie. Poinformował także dziennikarzy, że Niemcy i Ukraina planują pogłębić współpracę zbrojeniową, a firmy ukraińskie i niemieckie już pracują nad „obiecującymi projektami”. Obejmują one drony o zasięgu poniżej 100 kilometrów, a także systemy dalekiego zasięgu zdolne do pokonywania odległości do 1500 kilometrów. Jakkolwiek koncepcje Merza i Pistoriusa nie są podzielane przez wszystkie środowiska polityczne w Niemczech, nie wolno ich lekceważyć. Niemcy, odcięte od swojego dotychczasowego partnera na wschodzie, czyli Rosji, poszukują alternatyw. Naturalnym kandydatem jawi się Ukraina, historycznie będąca przecież w dużej mierze efektem niemieckiej kreacji geopolitycznej i społecznej.

Są to dla nas wiadomości co najmniej niepokojące. O ile wieloletnie partnerstwo gospodarcze niemiecko-rosyjskie nie stanowiło dla Polski bezpośredniego zagrożenia, a odpowiednio wykorzystane mogło nawet stać się mechanizmem prorozwojowym, o tyle potencjalne partnerstwo niemiecko-ukraińskie niesie ze sobą cały konglomerat nowych ryzyk. Najważniejszym z nich jest możliwość posiadania zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie państw potencjalnie nieprzyjaznych, a nawet wrogich.

Nie zapominajmy, że państwo niemieckie, a później także istotne siły polityczne w Niemczech, przez dekady kwestionowały obecny porządek geopolityczny oraz zasadność przebiegu polsko-niemieckiej granicy. Jakkolwiek obecnie możemy traktować te środowiska jako folklor politycznego marginesu, nie wolno lekceważyć ich potencjału intelektualnego. Koncepcje, które dziś wydają się kuriozalne i przebrzmiałe, w odpowiednich warunkach społecznych i geopolitycznych mogą powrócić ze zdwojoną siłą. Tym bardziej, że również w Polsce nie brakuje środowisk politycznych gotowych dla doraźnych korzyści budzić demony przeszłości. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na linii relacji polsko-ukraińskich. Ze strony państwa ukraińskiego oraz części jego elit politycznych stosunek do Polski bywa przesadnie asertywny, nieprzyjazny, a niekiedy wręcz wrogi. Roszczenia terytorialne wobec Polski nie są na Ukrainie wyłącznie marginesem, lecz pojawiają się także w szerszym nurcie debaty publicznej. Podobnie jest z kultem banderyzmu – ideologii o wyraźnie antypolskim charakterze. W tej sytuacji mamy podstawy do niepokoju.

W roku 1930 Roman Dmowski pisał: „Kwestii (..) ukraińskiej nie można tak traktować, jak się traktuje kwestię pierwszej lepszej narodowości, obudzonej do życia politycznego w XIX stuleciu. Znaczeniem swoim przerasta ona wszystkie inne ze względu na liczbę ludności mówiącej po małorusku, jak na rolę obszaru przez nią zajmowanego i jego bogactw naturalnych w zagadnieniach polityki światowej. Już pod koniec ubiegłego stulecia zajęła ona poczesne miejsce w planach polityki Niemiec, pod których patronatem została tak szeroko postawiona. Odbudowanie państwa polskiego nie zmniejszyło, ale raczej zwiększyło jej znaczenie w widokach polityki niemieckiej: z jej rozwiązaniem wiążą się nadzieje na zmianę granicy niemiecko-polskiej i na zredukowanie Polski do obszaru, na którym byłaby państewkiem nic nie znaczącym, od Niemiec całkowicie uzależnionym.”

Jestem przeciwnikiem bezkrytycznego powtarzania utrwalonych stereotypów. Sam Dmowski nigdy przecież nie kreował się na proroka. Był jedynie, albo aż, niezwykle inteligentnym i spostrzegawczym analitykiem politycznym. Jednak i krytycyzm wobec naszego dziedzictwa politycznego i ideowego musi mieć swoje granice. O ile można powiedzieć, że dzisiejsze Niemcy nie są Niemcami z lat 30. XX wieku, a naród ukraiński znajduje się dziś w zupełnie innym punkcie swojej historii niż sto lat temu, o tyle pewne prawidła geopolityczne pozostają niezmienne. Musimy zatem poważnie rozpatrywać nawet najgorsze dla nas scenariusze. Choćby miałoby to być dla nas wysoce dyskomfortowe.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2026)

Wojna dronów – Zachód igra z ogniem

Wojna dronów – Zachód igra z ogniem

Opracował: Zygmunt Białas zygmuntbialas/wojna-dronow-zachod-igra-z-ogniem

Nowy artykuł na portalu Naked Capitalism  przedstawia ponury obraz obecnej eskalacji wojny ukraińsko-rosyjskiej. Analiza zatytułowana „Uzbrojony dom wariatów – zagrożenie eskalacją dronów na Ukrainie”  opisuje zjawisko, które staje się coraz bardziej niebezpieczne: Zachód zdaje się wierzyć, że może stopniowo atakować Rosję z coraz większą siłą, nie doprowadzając do bezpośredniej konfrontacji między NATO a Moskwą. Jednak to założenie może okazać się fatalnym błędem.

Konsekwencje ataku dronów na rosyjski magazyn paliwa

To, co się obecnie dzieje, to coś więcej niż wojna regionalna. Pojawia się zupełnie nowa forma permanentnej eskalacji – tania, zdecentralizowana, technologicznie połączona i praktycznie niekontrolowana.

Ukraina masowo rozmieszcza drony dalekiego zasięgu przeciwko celom położonym głęboko w głębi Rosji. Rafinerie, instalacje wojskowe, infrastruktura energetyczna i obiekty strategiczne są coraz częściej atakowane. Za kulisami od dawna było jasne, że wiele z tych operacji byłoby praktycznie niemożliwych bez zachodnich danych satelitarnych, rozpoznania celów, oprogramowania, technologii komunikacyjnych i wsparcia NATO.

To zaciera granicę między pomocą pośrednią a bezpośrednim udziałem wojskowym i właśnie to sprawia, że sytuacja staje się wybuchowa. NATO zdaje się zakładać, że ataki dronów stanowią rodzaj ‚kontrolowanej eskalacji’ – drobne ukłucia mające na celu osłabienie Rosji bez wywoływania masowej reakcji.

Jednak z perspektywy Moskwy wyłania się inny obraz: pełzająca wojna prowadzona przez cały zachodni sojusz przeciwko Rosji.

Drony przebiły rosyjską obronę. "Moskwa nie jest bezpieczna"

Atak ukraińskich dronów w obwodzie moskiewskim

Iluzja dystansu technologicznego jest szczególnie niebezpieczna. Drony drastycznie obniżają polityczny próg ataków. Politycy mogą działać coraz bardziej agresywnie, nie tracąc własnych żołnierzy. Właśnie to sprawia, że eskalacja polityczna staje się nagle łatwiejsza. Rzeczywistość jest jednak bardziej brutalna.

Dla Rosji ostatecznie nie ma większego znaczenia, czy zostanie użyty pocisk rakietowy, dron, czy system satelitarny – liczy się to, kto umożliwia atak. Im częściej atakowane jest centrum terytorium Rosji, tym większe prawdopodobieństwo asymetrycznej lub bezpośredniej odpowiedzi.

Niedawne ostrzeżenia rosyjskiej agencji wywiadowczej SWR skierowane do państw NATO, takich jak Łotwa, pokazują już, jak poważnie Moskwa traktuje tę sytuację. Rosja coraz bardziej otwarcie sygnalizuje, że terytorium NATO nie pozostanie automatycznie poza zasięgiem, jeśli będą tam przygotowywane lub wspierane ataki na Rosję. To niebezpiecznie zbliża Europę do historycznego punktu krytycznego.

Współczesna wojna dronów zmienia całą logikę globalnego odstraszania. Wcześniej bezpośrednie ataki na mocarstwa były rzadkie, kosztowne i wysoce ryzykowne.

Dziś stosunkowo niedrogie drony mogą: — paraliżować lotniska, // — uszkadzać rafinerie ropy naftowej, // — destabilizować sieci energetyczne, // — atakować centra łączności, // — destabilizować infrastrukturę cywilną.

Obrona przed tymi atakami kosztuje miliardy. Zachód jednak zdaje się nadal dążyć do eskalacji. Mamy do czynienia z: coraz większymi zasięgami, coraz bardziej agresywnymi operacjami, coraz głębszymi atakami i coraz ściślejszą integracją z NATO. Jednocześnie opinii publicznej wciąż wmawia się, że wszystko to da się kontrolować. Ale w tym tkwi prawdopodobnie największe zagrożenie naszych czasów.

Światu zagraża nie zaplanowana wojna światowa, ale łańcuch pozornie drobnych kroków eskalacji, w których każda ze stron wierzy, że nadal utrzymuje kontrolę a tymczasem bezpośrednia konfrontacja między mocarstwami nuklearnymi jest coraz bliżej. Prawidłowym pytaniem nie jest już, czy sytuacja ulegnie eskalacji, ale raczej, czy ktokolwiek w Waszyngtonie czy Brukseli jest jeszcze w stanie na czas powstrzymać spiralę eskalacji.

uncutnews.ch/drohnenkrieg-ausser-kontrolle-der-westen-spielt-mit-dem-feuer-eines-direkten-nato-russland-krieges

Opracował: Zygmunt Białas

Wielka Brytania, Niemcy i Francja wzmocnią swoje wsparcie dla Ukrainy…

Troika UE zamierza zwiększyć swoje wsparcie dla Ukrainy po ataku na Starobielsk

Anti-Spiegel 22 maj 2026 Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-eu-troika-beabsichtigt-ihre-unterstuetzung-fuer-die-ukraine-nach-dem-angriff-auf-starobilsk-zu-verstaerken

Oświadczenie wydano po rozmowach online z prezydentem Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i Wołodymyrem Zełenskim.

LONDYN, 22 maja (TASS). Troika UE (Wielka Brytania, Niemcy i Francja) wzmocni swoje wsparcie dla Ukrainy w nadchodzących miesiącach. Zostało to ogłoszone w oświadczeniu wydanym przez kancelarię brytyjskiego premiera Keira Starmera po rozmowach online z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i Wołodymyrem Zełenskim.

Zgodnie z oświadczeniem, przywódcy „potwierdzili” swoje zobowiązanie do wzmocnienia wsparcia dla rządu ukraińskiego „w nadchodzących miesiącach”.

Oświadczenie zostało wydane po ataku sił ukraińskich na uniwersytet w Starobielsku (ŁRL).

W nocy 22 maja ukraińskie siły zbrojne zaatakowały dronami budynek i akademik Starobielskiego Kolegium Technicznego Ługańskiego Uniwersytetu Pedagogicznego. W momencie ataku w budynkach przebywało 86 dzieci i młodzieży w wieku od 14 do 18 lat. Wstępne doniesienia wskazują na śmierć czterech osób i 39 rannych.

Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że atak nie był przypadkowy, o czym świadczy użycie przez ukraińskie siły zbrojne 16 dronów. Polecił rosyjskiemu Ministerstwu Obrony opracowanie propozycji działań odwetowych.

Według francuskich mediów Ukraińcy walczą u boku terrorystów w Afryce w interesie Francji

Thomas Röper anti-spiegel.ru/laut-franzoesischen-medien-kaempfen-in-afrika-ukrainer-zusammen-mit-terroristen-fuer-frankreichs-interessen

Brak „rosyjskiej propagandy”

Według francuskich mediów Ukraińcy walczą u boku terrorystów w Afryce w interesie Francji

RTL donosi, że ukraińscy żołnierze w Mali walczą u boku islamistycznych terrorystów przeciwko lokalnemu rządowi w interesie Francji. Niemieckie media ignorują ten fakt, ponieważ pokazuje to, że „rosyjska propaganda” po raz kolejny mówi prawdę.

Anti-Spiegel 16 maj 2026

==========================

Niemieckie media milczą na temat doniesień RTL, że Francja wspiera islamistycznych terrorystów w Afryce i wysyła ukraińskich żołnierzy u boku tych terrorystów do walki z rządem Mali, bo to w ogóle nie pasuje do ich narracji. W końcu zostało to uznane za „rosyjską propagandę” – a poza tym niemieckie media nigdy nie przyznałyby, że kraje europejskie współpracują z grupami terrorystycznymi, aby osiągnąć swoje cele polityczne w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

O co chodzi

RTL donosi, że Francja, pomimo wycofania swoich sił zbrojnych z Mali, zapewnia wsparcie lądowe ukraińskim żołnierzom walczącym razem z tuareskimi rebeliantami.

Możecie pamiętać, że przed zamachami stanu w 2020 i 2021 roku niemieckie siły zbrojne rzekomo walczyły ramię w ramię z francuskim wojskiem przeciwko terrorystom w Mali. Wśród tych terrorystów znajdują się tuarescy rebelianci, których, według RTL, Francja obecnie wspiera, wysyłając również ukraińskich żołnierzy.

Celowo piszę, że niemieckie siły zbrojne, wspólnie z armią francuską, „rzekomo” walczyły z terrorystami, ponieważ często donosiłem, że ta walka nigdy tak naprawdę nie została stoczona. Rzekoma pomoc w walce z terrorystami dała Francji pretekst do stacjonowania swoich wojsk w Mali i innych krajach Afryki Zachodniej – innymi słowy, do faktycznego okupowania i kontrolowania tych krajów, będących byłymi koloniami francuskimi.

Dzięki temu Francja zapewniła sobie nie tylko wpływy geopolityczne, ale przede wszystkim dostęp do zasobów naturalnych regionu, takich jak uran, który francuskie firmy mogły wydobywać bardzo tanio i którego Francja rozpaczliwie potrzebowała. Francja nie była zatem zainteresowana pokonaniem terrorystów, ponieważ wtedy pretekst do stacjonowania swoich wojsk w tych krajach zniknąłby.

Innymi słowy, rzekoma walka z terrorystami w Mali, do której również wysłano niemieckich żołnierzy, była jedynie pokazowa.

I po raz kolejny „rosyjska propaganda” miała rację

Teraz okazuje się, że to wszystko wcale nie była „rosyjska propaganda”, lecz prawda, ponieważ nagle we Francji otwarcie donosi się, że Paryż nie walczy z Tuaregami,, których niedawno nazwano „terrorystami” i rzekomo zwalczano,  lecz ich wspiera. Kiedyś byli narzędziem Francji, usprawiedliwiającym francuską okupację Mali i innych krajów Afryki Zachodniej, a teraz są narzędziem Francji w walce z nowymi rządami tych krajów, które wypędziły Francję.

RTL, powołując się na francuskie źródło w służbach bezpieczeństwa, donosi, że Francja jest szczególnie zależna od wielu francuskojęzycznych ukraińskich żołnierzy, którzy służyli w Legii Cudzoziemskiej, oraz od jednostek ukraińskiego wywiadu wojskowego GUR, które działają w Mali we współpracy z rebeliantami z Tuaregów, którzy dzięki sojuszowi z dżihadystami zdobyli kilka miast dwa tygodnie temu.

Próba zamachu stanu dwa tygodnie temu

Dwa tygodnie temu próba zamachu stanu w Mali trafiła na pierwsze strony gazet. Islamiści i rebelianci tuarescy – których w europejskich mediach określa się obecnie mianem „rebeliantów”, a nie „terrorystów” – próbowali zdobyć stolicę i obalić rząd. Zamach stanu został brutalnie stłumiony dzięki pomocy rosyjskiego Afrika Korps, z którym byłe kolonie francuskie współpracują od momentu wycofania się Francji.

Po zamachu stanu donosiłem, że został on przeprowadzony w interesie i z pomocą Francji, o czym oczywiście nie wspominały niemieckie media.

Teraz RTL mówi o tym całkiem otwarcie, ponieważ artykuł RTL ujawnia, że ​​rebelianci Tuaregów próbują osłabić „juntę” w Mali, podczas gdy Francja i Ukraina „chcą obalić rosyjskich popleczników junty, byłą milicję Wagnera (przemianowaną na Afrika Korps), która zrobiła wszystko, by wypędzić Francję z Afryki”. Według RTL Tuaregów i Francję łączy wspólny interes.

Francja pozwala Ukraińcom wykonywać brudną robotę

Ale to nie wszystko, ponieważ RTL otwarcie informuje również, że Francja wykorzystuje Ukraińców, aby uniknąć brudzenia sobie rąk poprzez bezpośredni kontakt z terrorystami. RTL twierdzi, że Francja początkowo odrzuciła propozycję Ukrainy dotyczącą udzielenia wsparcia wojskowego Paryżowi w regionie Sahelu.

Co więcej, niemieckie media nigdy nie donosiły o tym, że Ukraina zaoferowała Francji wsparcie w Afryce w formie współpracy z islamistycznymi terrorystami. Aby się o tym przekonać, trzeba przeczytać anty-Spiegla.

Według RTL Francja wycofała się z tego odrzucenia i zaakceptowała ukraińską propozycję, która dopuszcza „szereg strategii”, które „przyniosą korzyści dżihadystom”, obecnie sprzymierzonym z separatystami tuareskimi, którzy z kolei są wspierani przez siły ukraińskie.

RTL donosi ponadto, że ograniczając pomoc operacyjną do żołnierzy ukraińskich, Francja unika bezpośredniej współpracy z dżihadystami, którzy z kolei są powiązani z Al-Kaidą. Zapytane przez RTL Ministerstwo Obrony wyraziło się niejasno, wskazując, że Francja nie udzieli komentarza, gdyby ukraińscy żołnierze opuścili Legię Cudzoziemską, aby służyć Ukrainie w sposób, który uzna za korzystny.

Mówiąc wprost: Francja wykorzystuje Ukraińców do brudnej roboty w Afryce i, rękami Ukraińców, wspiera islamistów Al-Kaidy w Afryce. Muszę powtórzyć, że ten raport pochodzi z francuskiego wydania RTL, a nie z rzekomo złowrogiej „rosyjskiej propagandy”.

Czy niemieckie media o tym napiszą? [a „polskie”? md]

Niemiecki pakt wojenny z Ukrainą przeciwko Rosji

Niemiecki pakt wojenny z Ukrainą przeciwko Rosji

Rząd niemiecki jest głęboko przekonany, że może i musi pokonać Rosję. Deklarowanym celem jest zdecydowane zwycięstwo.

Minister obrony Boris Pistorius (SPD) po raz kolejny pojawił się w Kijowie 11 maja 2026 roku. Tym razem nacisk położono na podpisanie wspólnych kontraktów zbrojeniowych z Ukrainą na produkcję dronów zdolnych do ataków w zasięgu do 1500 kilometrów. „Niemcy opierają się na wspólnych przedsięwzięciach niemieckich i ukraińskich firm w zakresie produkcji dronów” – oświadczył minister obrony podczas wizyty w Kijowie. – Dotyczy to „w szczególności wspólnego rozwoju i produkcji dronów o zróżnicowanym zasięgu, od poniżej 100 do 1500 kilometrów”.

Krok po kroku wdrażana jest w życie dwustronna umowa z Ukrainą o strategicznym partnerstwie. Pistorius pozwolił się nawet zabrać na linię frontu. W retoryce z czasów II wojny światowej przeanalizował sytuację: „Rosja przechodzi okres słabości”. Rząd niemiecki ledwo kryje swoje uczestnictwo w prowadzeniu wojny na Ukrainie. Pod pretekstem pomocy Ukrainie w obronie własnej Berlin buduje kompleks militarno-przemysłowy, w którym niemieckie firmy zbrojeniowe konsekwentnie posiadają większościowy udział. Staje się coraz bardziej oczywiste, że stanowi to fundamentalną zmianę w niemieckiej polityce.

Ciągłość niemieckiej polityki wschodniej – od Brześcia Litewskiego do dziś

Niemcy w pełni przyjmują rolę wiodącej siły w walce z Rosją, wiążąc to z powrotem na geopolityczne linie frontu dawnego Cesarstwa Niemieckiego. Traktat brzeski z marca 1918 roku między państwami centralnymi, na czele z Niemcami, a Rosją Radziecką jest dziś w dużej mierze zapomniany w historii. Niemiecki historyk Fritz Fischer, analizując niemiecki imperializm, zwrócił uwagę na ciągłość niemieckiej polityki wschodniej (Ostpolitik) między traktatem brzeskim a atakiem III Rzeszy na Związek Radziecki. Brześć Litewski stworzył szereg państw buforowych kontrolowanych przez Niemcy, które stanowiły przyszłą trampolinę do wojny agresywnej przeciwko Rosji Radzieckiej.

Przyjazd Lwa Trockiego na czele sowieckiej delegacji pokojowej – dworzec kolejowy w Brześciu Litewskim. 08.01.1918. Źródło: Wikimedia Commons

Przyjazd Lwa Trockiego na czele radzieckiej delegacji pokojowej – dworzec kolejowy w Brześciu Litewskim. 08.01.1918.

W 2026 roku Berlin wydaje się reaktywować geopolityczne zasady Brześcia Litewskiego. Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych Ukraina jest finansowana niemal wyłącznie przez UE, a lwią część zapewniają Niemcy. Kijów staje się zatem coraz bardziej przedłużeniem Berlina, zarówno pod względem militarnym, jak i finansowym. Nawet decyzja o zakończeniu wojny nie wydaje się już zapadać na Ukrainie, lecz w Berlinie i Brukseli. Rząd niemiecki i przedstawicielka UE Kaja Kallas  szorstko odrzucili propozycję prezydenta Rosji Władimira Putina, aby powołać byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera lub polityka o podobnym profilu na mediatora.

Zniesienie niemieckich ograniczeń zbrojeniowych

Dalsze przedłużanie wojny wydaje się być celem rządu niemieckiego. Nawiasem mówiąc, spełnia to również marzenie Berlina o uwolnieniu się od ostatnich ograniczeń militarnych wynikających z upadku reżimu nazistowskiego. W odpowiedzi na ataki rakietowe V2 III Rzeszy na Londyn i Rotterdam, Republice Federalnej Niemiec zakazano opracowywania własnych pocisków rakietowych do czasu przezbrojenia w 1955 roku. Także potem niemieckie pociski manewrujące praktycznie nie powstały aż do końca zimnej wojny. Szwedzko-niemiecki pocisk manewrujący Taurus  został wprowadzony do Bundeswehry dopiero w 2005 roku. Głównym problemem Taurusa  jest to, że jego silniki zawierają komponenty amerykańskie, co oznacza, że Stany Zjednoczone roszczą sobie prawo do współdecydowania w przypadku eksportu na Ukrainę.

Rząd niemiecki gorączkowo pracuje nad zniesieniem tych ograniczeń. W związku z tym w zakresie produkcji Taurusa Neo  dąży do współpracy z japońskimi producentami. Podobnie w odniesieniu do dronów próbuje wykluczyć amerykańskich producentów, aby zapewnić sobie kontrolę nad rozmieszczeniem i eksportem tej broni dalekiego zasięgu.

Szukający oszczędności rząd Stanów Zjednoczonych zaostrzył podział obowiązków w NATO  i przekazał wojnę zastępczą na Ukrainie Unii Europejskiej pod niemieckim przywództwem. Rząd niemiecki w ten sposób uzurpuje sobie prawo do wojny na Ukrainie i stoi w obliczu dwóch głównych problemów: po pierwsze, podważa swoją bazę społeczną, likwidując państwo opiekuńcze, niezbędne do przygotowań do wojny. Po drugie, zachowuje się jak linoskoczek bez siatki, kwestionując rosyjską potęgę jądrową i nowe możliwości rakietowe – mając nadzieję ostatecznie zapewnić sobie miejsce pod amerykańskim parasolem nuklearnym.

Pokój poprzez dialog staje się zatem coraz mniej prawdopodobny. Każdy, kto – jak polityk SPD Rolf Mützenich – choćby zasugeruje rozpoczęcie rozmów rozbrojeniowych z Rosją po decyzji prezydenta USA Trumpa o tymczasowym wycofaniu amerykańskich rakiet z Niemiec, jest obecnie uważany za zdrajcę. Wśród niemieckich polityków szerzy się atmosfera podżegania do wojny, która nie toleruje już nawet sprzeciwu.

Napisała: Sevim Dagdelen

Opracował: Zygmunt Białas