Ukraina: To już koniec – część I

Ukraina: to już koniec – część I

Putin odrzuca wszelkie hamulce, a Zachód przeżywa szok

Pisze EuroYankee: 

Od lat śledzę prowadzoną przez NATO wojnę zastępczą na Ukrainie, więc to, co się obecnie dzieje, nie jest dla mnie zaskoczeniem. W rzeczywistości spodziewałem się takiego obrotu spraw już od pewnego czasu. Podsumujmy najpierw bieżącą sytuację: Rosja bombarduje Kijów dniem i nocą. To nowość. Wcześniej rosyjskie drony i rakiety nadlatywały falami, z przerwami trwającymi wiele dni lub tygodni. Teraz odstępy między atakami liczy się w minutach.

Rosja atakuje infrastrukturę energetyczną w sposób, którego wcześniej unikała. Celem tych ataków jest uczynienie Kijowa praktycznie niezdatnym do zamieszkania tej zimy, gdyż Ukraina nie będzie w stanie wytwarzać ani dostarczać ludności energii elektrycznej. Rosja niszczy również ukraińską infrastrukturę logistyczną: zniszczono magazyny. Ukraiński rząd oświadczył, że utracił 90% swoich zdolności w zakresie logistyki żywności.

Sytuacja na froncie również wygląda dla Ukrainy znacznie gorzej. Rosja wreszcie posuwa się naprzód, a ostatnie miasta z szerokiego pasa tzw. ‚miast-twierdz’  w obwodzie donieckim – Słowiańsk i Kramatorsk – prawdopodobnie padną w ciągu najbliższych tygodni. Po upadku tych dwóch miast praktycznie nic nie będzie już stało na drodze Rosjan do Dniepru, stanowiącego bramę do Kijowa.

Powyższa mapa pochodzi z proukraińskiego ośrodka „Institute for the Study of War”, jednak ma już ponad rok. Od tego czasu linia frontu znacznie przesunęła się na zachód

O tej grożącej katastrofie mówił Jimmy Rushton – brytyjski dziennikarz związany z kijowskim serwisem ‚Kyiv Independent’  oraz ekspert ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, opowiadający się po stronie Ukrainy. We wrześniu 2025 roku tak opisał on istniejące zagrożenie: „Ukraina dysponuje linią obrony w Donbasie – siecią umocnień rozciągającą się na obszarze Doniecka… Gdyby Ukraina z niej zrezygnowała, nie pozostałoby jej niemal nic… Teren położony za nią jest płaski i otwarty, pozbawiony przygotowanych pozycji obronnych…”.

Analitycy są w zasadzie zgodni: rezygnacja z obrony Donbasu byłaby dla Ukrainy równoznaczna z ‚militarną klęską’. Mimo to, po latach ‚mozolnych’  postępów – często określanych przez zachodnie media mianem ‚ślimaczych’ – Rosja jest teraz o krok od zwycięstwa, które osiąga powoli, lecz nieuchronnie.

Dlaczego Zachód stoi w obliczu szoku

Od samego początku konfliktu zachodni analitycy nie rozumieli rosyjskiej strategii na Ukrainie. W chwili rozpoczęcia inwazji przedstawiciele amerykańskiej armii byli całkowicie zdezorientowani: doktryna USA zakłada bowiem działania zdecydowane, szybkie i zabójcze – oparte na tym, co amerykański sekretarz obrony Pete Hegseth nazywa ‚maksymalną siłą rażenia’. Strategia ta znalazła pełne zastosowanie w 2003 roku podczas ataku w duchu doktryny ‚Shock and Awe’ (szok i przerażenie), przeprowadzonego przez administrację George’a W. Busha przeciwko Saddamowi Husajnowi, a także – w ostatnim czasie – podczas bezlitosnego bombardowania Iranu przez Donalda Trumpa.

21 marca 2003 roku dym spowił budynki rządowe w Bagdadzie w trakcie zmasowanego nalotu na stolicę Iraku, przeprowadzonego pod wodzą USA w ramach ofensywy znanej jako kampania ‚Shock and Awe’. Według korespondenta AFP dym unosił się nad kilkoma zaatakowanymi celami, w tym nad jednym z pałaców prezydenta Saddama Husajna

Zastanawiano się, dlaczego Rosja miałaby wkroczyć na Ukrainę w tak nieprzekonujący sposób – bez zmasowanych bombardowań czy nalotów, bez niszczenia kluczowej infrastruktury Ukrainy i dysponując zaledwie 150 tysiącami żołnierzy. W oczach Amerykanów takie działanie czyniło Putina niepoważnym. Jak mógł w ogóle liczyć na to, że podporządkuje sobie społeczeństwo liczące (wówczas) 35 milionów ludzi, dysponując tak niewielkimi siłami?

Dla porównania: kiedy Hitler postanowił podbić Polskę, wkroczył do niej z armią liczącą 1,5 MILIONA żołnierzy.

Niedorzeczne wydaje się przekonanie, że Putin sądził, iż do ujarzmienia Ukrainy wystarczy mu zaledwie jedna dziesiąta tej liczby – a mowa o kraju dwukrotnie większym od Polski, o którym wiedział, że od 2014 roku był militaryzowany przez NATO (dostawy broni, sprzętu i zaopatrzenia o wartości miliardów dolarów oraz szkolenia w zakresie najnowszych technik walki stosowanych przez Sojusz).

Zachodnim analitykom wydawało się wręcz, że Putin wcale nie chce podbić Ukrainy

Rosyjski konwój w drodze do Kijowa – zdjęcie wykonane przez firmę Maxar, prywatnego dostawcę satelitarnych zdjęć lotniczych

Cóż, szokująca prawda jest taka, że tego nie zrobił. Putin NIGDY nie chciał podbić Ukrainy. Chciał jedynie, by Zachód potraktował go poważnie, gdy mówił NIET w kwestii przystąpienia Ukrainy do NATO i nalegał, by kraj ten pozostał wierny swojej konstytucji z 1991 roku oraz zachował stałą neutralność.

Całkowita niezdolność Zachodu do zrozumienia tego, co Clausewitz określał mianem natury konfliktu, uczyniła go ślepym na rzeczywisty przebieg wydarzeń i w końcu sprawi, że pozostanie on wstrząśnięty i zszokowany, gdy konflikt ten dobiegnie swego nieuchronnego końca.

‚Bratnie narody’

Powodem, dla którego Rosjanie przyjęli powściągliwą postawę wobec Ukrainy, jest specyficznie rosyjska koncepcja dosłownego pokrewieństwa między narodami słowiańskimi. Koncepcja ta została przedstawiona w lipcu 2021 roku, kiedy to Władimir Putin opublikował artykuł zatytułowany „O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców”. Wyjaśnił w nim, że Rosjanie i Ukraińcy – podobnie jak Białorusini – są bratnimi narodami; tworzą swoistą trójcę narodów, które wywodzą się z tego samego źródła: Rusi Kijowskiej.

Dla Putina fundamentem jedności tych trzech narodów była – częściowo lub nawet w przeważającej mierze – wspólna wiara religijna, a mianowicie prawosławie reprezentowane przez Rosyjski Kościół Prawosławny:

„Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini są potomkami Rusi Kijowskiej, która była niegdyś największym państwem w Europie. Plemiona słowiańskie i inne, zamieszkujące ten rozległy obszar, łączył wspólny język, więzi gospodarcze oraz – po chrzcie Rusi – wiara prawosławna. Duchowa decyzja świętego Włodzimierza, który był zarówno księciem nowogrodzkim, jak i wielkim księciem kijowskim, do dziś w istotny sposób kształtuje nasze wzajemne więzi”.

Putin ubolewa również nad tym, że owa więź między Rosją a Ukrainą została podważona: „Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że mur, jaki w ostatnich latach wyrósł między Rosją a Ukrainą – między częściami tego, co w gruncie rzeczy stanowi jedną i tę samą przestrzeń historyczną i duchową – jest moim zdaniem naszym wielkim wspólnym nieszczęściem i tragedią”.

Użycie przez rosyjskiego prezydenta słowa ‚tragedia’  przywodzi na myśl wcześniejsze wystąpienie – orędzie noworoczne – w którym określił on upadek i rozpad Związku Radzieckiego mianem ‚katastrofy‚: „Przede wszystkim musimy uznać, że rozpad Związku Radzieckiego był jedną z największych katastrof geopolitycznych stulecia”.

Prezydent Rosji Władimir Putin wygłasza coroczne orędzie przed Zgromadzeniem Federalnym w Moskwie (21 kwietnia 2021 r.)

Cytat ten został natychmiast wykorzystany przez zachodnich neokonserwatystów jako dowód na to, że Putin dąży do realizacji celów imperialnych i ekspansjonistycznych oraz chce „odbudować imperium sowieckie”. Taki pogląd był i jest kompletną bzdurą. Putin zdecydowanie NIE jest zwolennikiem Związku Radzieckiego ani komunizmu. W rzeczywistości jego największym przeciwnikiem politycznym we współczesnej Rosji pozostaje Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej.

W swoim przemówieniu Putin wyjaśnił również, DLACZEGO rozpad ZSRR był tak wielką tragedią: „Dla narodu rosyjskiego stało się to prawdziwym dramatem. Dziesiątki milionów naszych współobywateli i rodaków nagle znalazły się poza terytorium państwa rosyjskiego”. Według danych UNHCR (Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców) aż 25 milionów Rosjan pewnego ranka obudziło się z bezwartościowymi radzieckimi paszportami i musiało skonfrontować się z faktem, że nie mieszkają już na terytorium Rosji.

Miliony Rosjan mieszkają we wschodniej Ukrainie

Dotyczyło to w szczególności Ukrainy, na którą przypadała niemal POŁOWA tej pozbawionej ojczyzny rosyjskiej populacji (12 milionów). W rzeczywistości przed 2014 rokiem 83% mieszkańców Donbasu – wliczając w to znaczną część obwodów wschodnich i południowych – stanowili etniczni Rosjanie lub osoby posługujące się językiem rosyjskim. Łącznie niemal połowa mieszkańców Ukrainy mówiła po rosyjsku. Powszechnie wiadomo na przykład, że językiem ojczystym Wołodymyra Zełenskiego był rosyjski, a ukraińskiego nauczył się on dopiero po wyborze na prezydenta.

Następnie w swoim przemówieniu Putin wyjaśnił przyczyny tej tragedii: „Są to przede wszystkim skutki naszych własnych błędów, popełnionych w różnych momentach. Są one jednak również wynikiem celowych działań sił, które zawsze dążyły do podważenia naszej jedności. Stosowana przez nie strategia jest znana od dawna – ‚dziel i rządź’. Nie ma w tym nic nowego”.

Jest oczywiste, że mówiąc o ‚tych siłach’, Putin ma na myśli Stany Zjednoczone i ich zachodnich sojuszników – w szczególności Wielką Brytanię, która od początku ‚Wielkiej Gry’  (rozpoczętej około 200 lat temu) aktywnie dąży do rozbicia Rosji. Większość ludzi na Zachodzie nie zdaje sobie sprawy z tego, że – ze względu na opisane wyżej wydarzenia historyczne – obecny konflikt na Ukrainie jest z rosyjskiego punktu widzenia WOJNĄ DOMOWĄ.

uncutnews.ch/ukraine-das-ist-das-ende

Napisał: EuroYankee

Opracował: Zygmunt Białas

Ukraińskie zboże nie dla UE?

Ukraińskie zboże nie dla UE?

Łukasz Jastrzębski

„Ukraina nie zgodzi się na członkostwo w Unii Europejskiej, jeśli obowiązywałyby ją limity sprzedaży produktów rolnych” – powiedział ukraiński minister rolnictwa Taras Wysocki. W oświadczeniu dla portalu POLITICO minister podkreślił, że Kijów widzi „fundamentalną różnicę między okresem przejściowym a stałym ograniczeniem”. O ile ten pierwszy model jest dla Ukrainy akceptowalny, o tyle stałe limity handlowe według niego byłyby sprzeczne z samą logiką i ideą pełnego członkostwa.

Bruksela swoimi oświadczeniami próbuje uśpić obawy rolników z Francji, Włoch i Polski dla, których masowy import towarów z bardzo wydajnego ukraińskiego sektora rolniczego oznaczałby dorżnięcie i tak wykastrowanego przez Brukselę rodzimego rolnictwa. Rolnicy znając los hutników i górników nie powinni dać się nabrać na te czcze obietnice. Bruksela musi również uspokoić Kijów. Właśnie dlatego zaraz usłyszmy deklaracje ze strony Brukseli, że Komisja Europejska dołoży wszelakich starań by pomagać państwu Wołodymyra Zełenskiego w działaniach na rzecz powrotu ukraińskiego rolnictwa na rynki zbytu w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Rolnicy w Europie próbują walczyć o przyszłość swoją i swoich dzieci. Prounijne i cyniczne rządy w Unii Europejskiej dbają przede wszystkim o swój własny prywatny i koteryjny interes. Odrealnieni brukselscy biurokraci i politykierzy walczą nie tylko o swoje przywileje, ale również stoją na straży obyczajowych i gospodarczych szaleństw. Chcą za wszelką cenę, zachować jedność kolosa na glinianych nogach. Wojująca z Rosją Ukraina z swoimi oligarchami walczy o przetrwanie, pieniądze i wpływy. Do tego dochodzą interesy Stanów Zjednoczonych, Federacji Rosyjskiej, Chin, Kościoła katolickiego, lobbystów i korporacji bankierskich i zbrojeniowych. Pajęczna jawnych i tajnych sitw. Zapewne tym razem znów uda się UE i Ukrainie uzyskać jakiś rodzaj zgniłego kompromisu – odsuwającego problemy na później – ale całość układu mocno trzeszczy.

Nie dzieje się nic niespodziewanego. Nikt poważny tak na serio nie chciał Ukrainy w Unii Europejskiej. Wszyscy zdają sobie sprawę, że to jak wpuszczenie lisa do kurnika – konkurencyjność wynikająca z braku unijnego kagańca jest dla wysoce niebezpieczna dla państw unijnych. Opowieści o konieczności przynależenia Ukrainy do zachodnich struktur politycznych i wojskowych były tylko i wyłącznie sloganem reklamowym. Nikt z poważnych graczy nie ma interesu w tym był Ukraina była pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej, nie mówiąc już o NATO. Zasady i tradycje tego kraju są zupełnie dalekie od tych wyznawanych w Starej Europie.

USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy deklarują konieczność europeizacji i atlantyzacji Ukrainy. Ale moim zdaniem chodziło właśnie tylko i wyłącznie o deklaracje. Bo te deklaracje hartują ducha Ukraińców. Waszyngton chciał przy pomocy Ukrainy osłabić Rosję, ale nie chce jej upadku – ponieważ doskonale wie, kto jest jego głównym rywalem.

To różni Stany Zjednoczone, od Wielkiej Brytanii. Londyn, Paryż i Berlin potrzebują Kijowa w swoim aktualnym układzie, by wzmocnić swoją pozycję w Europie i usprawiedliwić gigantyczne zadłużenie państw poszczególnych państw. Władze i oligarchowie na Ukrainie zwęszyli na wojnie z Rosją możliwość pomnożenia kwot na swoich kontach dzięki specyficznie pojmowanej tam uczciwości.

Inna jest sytuacja Polski. U nas znaczna część polityków głównego nurtu rzeczywiście wierzy w to, że Ukraina przynależy do Świata Zachodniego. I nie ma tu znaczenia fakt, że prawie wszystko temu przeczy. To dziwna i niebezpieczna mieszanka romantycznych ramot, chciejstwa, bezrozumnego zaufania dla zachodnich struktur i prymitywnego poczucia wyższości, które w rzeczywistości ma podłoże rusofobiczne. Ten stan rzeczy ma różnorakie przyczyny – ale główną jest to, że znaczna część sceny politycznej i medialnej składa się z brojlerów wyhodowanych przez różnorakich Sorosów.

Stawiam tezy, że w fazie końcowej Waszyngton umyje ręce – a symbolem tego będzie spotkanie Trump-Putin w Rosji. Stara Europa będzie odkładać terminy europeizacji Ukrainy „na święty nigdy”. Federacja Rosyjska pozostanie na swoim stanowisku względem Ukrainy. Oligarchowie na Ukrainie dogadani z zachodnimi biznesmenami, rozpoczną interesy z rosyjskimi oligarchami. Nowe władze na Ukrainie, będą nabierać coraz większego dystansu i w końcu machną rękę na Brukselę. I tylko Warszawa wraz z kilkoma bardziej lub mniej prowincjonalnymi stolicami w Europie dalej będzie bredzić o post-turańskiej Ukrainie jako części naszej kultury i cywilizacji.

Łukasz Jastrzębski

Pożegnanie z Międzymorzem

Pożegnanie z Międzymorzem

Jan Engelgard

W prowadzonym przez  prof. Andrzeja Nowaka (już jako redaktora emeritusa) periodyku „Arcana”, który od samego początku propagował różne prometejskie i mesjanistyczne koncepcje polskiej polityki wschodniej, czytam:

„Obalenie  prorosyjskiego  prezydenta Ukrainy, Wiktora Janunkowycza, otworzyło przed Warszawą wielką okazję do zbliżenia z Kijowem. W chwili obecnej jest oczywiste, że te nadzieje się nie spełniły. Piszemy to z żalem, albowiem idea Intermarium była i jest nam bliska, czego daliśmy niejednokrotnie wyraz, także na tych łamach. Osią Intermarium, które obejmuje całą przestrzeń post-Jagiellońską, czyli Kraje Bałtyckie, Białoruś, Ukrainę i Polskę, siłą rzeczy muszą być te dwa ostatnie państwa. Bez ścisłej współpracy Warszawy i Kijowa o żadnym Intermarium mowy być nie może”.

I dalej: „Naszym zdaniem, przyjmując to stanowisko [gloryfikacji OUN-UPA] rząd w Kijowie nie tylko grzebie możliwości ścisłej współpracy z Warszawą, ale wyłącza się poza nawias narodów cywilizowanych, w zachodnim tego słowa znaczeniu”. Sam prof. Andrzej Nowak w tym samym numerze „Aracanów” ubolewa, że nie mamy sensownego traktatu  Ukrainą, a jej elity są zapatrzone w Brukselę i Berlin.

A więc – odwrót od „wielkiej” koncepcji budowy potężnego antyrosyjskiego bloku zwanego Międzymorzem, którego osią miał być sojusz polsko-ukraiński? To miało dać Polsce pozycję niemal mocarstwa regionalnego. Dzisiaj politycy i publicyści lansujący tę utopię – albo milczą, albo tak jak tutaj wylewają swoje żale. Myśl narodowa od zawsze przestrzegała przed ukraińskimi mirażami. Owszem, byli też tacy w obozie narodowym, którzy temu mirażowi ulegali, ale zawsze stanowili mniejszość i traktowani byli jako odstępcy od linii zasadniczej. To zdumiewające, że mimo tylu nauczek i lekcji – ta chora idea wciąż się tli i rozpala umysły a zwłaszcza emocje tak wielu ludzi, wydawać by się mogło poważnych.

Dzisiaj problem polega nie na tym, jak z Ukrainą iść na Moskwę i zbudować wielki blok Międzymorza pod naszym przewodem, ale jak zneutralizować wielkie zagrożenia dla Polski z racji istnienia zbyt silnej i szowinistycznej Ukrainy. Im szybciej to epigoni idei Międzymorza zrozumieją, tym lepiej. W naszej tradycji politycznej były koncepcje i projekty, które skutecznie, całymi latami, były usuwane z polskiej świadomości. Teraz widać jak nigdy przedtem, że są one wciąż aktualne i bardziej przydatne niż miraże rusosfobicznych obsesjonatów. Wystarczy tylko po nie sięgnąć.

Jan Engelgard

Bandycki atak w Jarosławiu to „efekt wojny Putina”!

Bandycki atak w Jarosławiu to „efekt wojny Putina”!

Eugeniusz Zinkiewicz

Po dramatycznym wydarzeniu, jakim był bandycki atak w wykonaniu Ukraińca Ihora M. w Opactwie Benedyktynek w Jarosławiu, pod koniec września 2026 roku, w trakcie którego nożownik ranił czterech mężczyzn i kobietę, poszkodowani trafili do szpitala.

Jedna z ranionych osób zmarła. Minister Marcin Bosacki, występując przed kamerami TVP i komentując to dramatyczne wydarzenie, spuentował je, twierdząc „to jest też efekt wojny wywołanej przez Putina”.

Wszystko wina Putina

„Jeśli prawdą jest to, że ten człowiek przyjechał do Polski po służbie w okopach przez jakiś czas, no to prawdopodobnie mamy do czynienia z tym, co wielokrotnie np. żołnierze amerykańscy mieli po powrocie z Iraku czy Afganistanu. Czyli zespół traumy pourazowej, po ogromnych stresach bycia na froncie, no człowiek traci kontrolę nad tym, co robi i to jest efekt tej wojny i musimy się do tego przygotować, bo takich ludzi wracających najpierw do Ukrainy, a potem pewnie wjeżdżających do Europy z doświadczeniem tym okropnym bycia na froncie czasem miesiącami albo latami będzie niestety coraz więcej. To jest też efekt wojny wywołanej przez Putina” – powiedział Bosacki.

PTSD

Zespół PTSD nie jest licencją na zabijanie. Amerykańscy weterani z Iraku i Afganistanu, do których minister Bosacki się odwołuje, po popełnieniu przestępstwa odpowiadali przed sądami. W USA z Departamentu Stanu nikt nie wychodził przed kamery z komunikatem „przygotujcie się, będzie ich więcej!”. Amerykanie nie obciążali też efektami PTSD swoich przeciwników politycznych. Zespół stresu pourazowego (PTSD) to zaburzenie psychiczne, które rozwija się po doświadczeniu lub obejrzeniu skrajnie traumatycznego wydarzenia, takiego jak wypadek, napaść, katastrofa czy działania wojenne. Wydarzenie to przekracza zdolności psychiki określonego człowieka do radzenia sobie ze stresem. Innymi słowy, zależne jest od indywidualnej odporności psychicznej danego człowieka. Ma charakter indywidualny. U jednego zespół PTSD się rozwinie, u drugiego – o silnej, zintegrowanej psychice – nie wystąpi.

Stres nie tłumaczy wszystkiego

Akurat tak się składa, że mój śp. Ojciec był żołnierzem frontowym. Był snajperem. Spóźnił się do Andersa. Służąc w Ludowym Wojsku Polskim, na własnych nogach przeszedł od Lenino do Berlina. Doskonale pamiętam jego zachowanie, jak próbował sobie radzić z traumatycznymi przeżyciami. Ojciec, oglądając film w TV o tematyce wojennej zmieniał się na moich oczach. Tężała mu twarz, szkliły się oczy. Po filmie wychodził z mieszkania, szedł do restauracji. Nad ranem wracał pijany. Nie miał ochoty nikogo zabijać. Siadał w kąciku, przy piecu na krześle i płakał….

Nie lubiłem mojego Ojca, ponieważ był oschły, smutny, pozbawiony poczucia humoru. Matka mówiła, że przed wojną był zupełnie kimś innym. Chodząc do szkoły, miałem kontakt z nauczycielami, którzy byli więźniami niemieckich obozów zagłady. Pamiętam, że byli to ludzie cisi, skromni, pełni pokory wobec cierpień innych ludzi. Miałem nauczycielkę obowiązkowego wówczas języka rosyjskiego, której udało się repatriować z sowieckiego gułagu do Polski. Była to osoba opanowana, bardzo ciepła w kontaktach z uczniami. Każda z tych osób miała za sobą traumatyczne przeżycia. Lecz żadna z nich nie szalała. Nie traciła kontaktu z rzeczywistością, nie traciła kontroli nad tym co robi.

Wołyń 2.0

W tym stanie rzeczy, wypowiedź wiceministra Marcina Bosackiego odbieram jako skrajnie nieodpowiedzialną. „Musimy się do tego przygotować, bo takich ludzi wracających najpierw do Ukrainy a potem pewnie wjeżdżających do Europy” – do czego musimy się przygotować, Szanowny Panie Ministrze? Do straumatyzowanych Ukraińców, którzy będą się zachowywali wobec nas jak Ihor M. w stosunku do bezbronnych ludzi na terenie opactwa w Jarosławiu przy ulicy Benedyktyńskiej. Co Pan sugeruje? Wołyń 2.0?

Eugeniusz Zinkiewicz

Merz: „Ludność niemiecka stoi za Ukrainą” – w umyśle kanclerza

Merz: „Ludność niemiecka stoi za Ukrainą” – w umyśle kanclerza

5 października 2026 Marcus Klöckner nachdenkseiten

„Naród niemiecki stoi za Ukrainą” – powiedział w niedzielę w Kijowie Friedrich Merz. To stwierdzenie, w swojej generalnej ogólności, jest równie błędne, jak wiele innych wypowiedzi kanclerza.

Komentarz Marcusa Klöcknera

————————————–

Wieczorem w Dniu Jedności Niemiec kanclerz udał się w podróż na Ukrainę. To, co powiedział na niedzielnej konferencji prasowej w Kijowie, jest atakiem na zdrowy rozsądek i wypaczeniem rzeczywistości.

Na kilka dni przed wizytą Merza na Ukrainie w Der Spiegel można było przeczytać :

W sondażu ARD Deutschlandtrend, przeprowadzonym na początku września, około połowa ankietowanych we wschodnich Niemczech wyraziła opinię, że niemiecka pomoc dla Ukrainy poszła za daleko. Wybory landowe można interpretować jako wotum nieufności dla polityki Niemiec wobec Rosji. W Saksonii-Anhalt partie krytyczne wobec Ukrainy, AfD i BSW, zdobyły prawie połowę wszystkich głosów, a w Meklemburgii-Pomorzu Przednim – ponad 40 procent.

Choć poparcie dla Ukrainy jest wyższe w Berlinie i zachodnich Niemczech, krytycy również tam zyskują na popularności. W całym kraju około czterech na dziesięciu respondentów uważa, że ​​poparcie jest zbyt wysokie.

Oczywiste jest, że znaczna część społeczeństwa niemieckiego nie zgadza się z faktem, że coraz więcej pieniędzy płynie na Ukrainę, podczas gdy budynki szkolne w Niemczech popadają w ruinę.

Kanclerz, którego „wskaźniki zadowolenia” wynoszą 10 procent , z absolutnym przekonaniem mówi społeczeństwu: „Ludność niemiecka popiera Ukrainę (…)”. Jest to tak samo nieprawdziwe, jak twierdzenie, że polityka wobec Ukrainy ma na celu szybkie zakończenie wojny.

„My, Niemcy, jesteśmy dziś największym zwolennikiem Ukrainy” – kontynuował Merz na konferencji prasowej. Dodał, że „my” robimy to „w naszym własnym interesie”, ponieważ chodzi o „bezpieczeństwo Europy”.

Aby rzucić nieco światła na tę sprawę: wojna zastępcza między Rosją a NATO na Ukrainie nie ma nic wspólnego z kwestią „bezpieczeństwa Europy”, podobnie jak twierdzenie, że nasza wolność została obroniona pod Hindukuszem.

Gdyby „inwestycja” w rzekome bezpieczeństwo Ukrainy była w istocie inwestycją w bezpieczeństwo Europy, to kontynent nie stałby na krawędzi wojny z Rosją.

Politycy nieustannie mylą przyczynę ze skutkiem w wojnie na Ukrainie. Bez zrozumienia prehistorii wojny, która rozpoczęła się w 2014 roku i wcześniej, nie sposób zrozumieć obecnej sytuacji.

Włączmy jeszcze raz światło: polityka określana jako „wsparcie” dla Ukrainy jest szkodliwa zarówno dla Niemiec, jak i dla Ukrainy.

Dziesiątki miliardów euro, które do tej pory napłynęły na Ukrainę, są rozpaczliwie potrzebne tutaj, w kraju – a ta „pomoc” pośrednio przyczyniła się do śmierci, okaleczenia lub poważnych urazów setek tysięcy, jeśli nie milionów, żołnierzy na polu bitwy. „Wsparcie” militarne, które podtrzymywało wojnę przez prawie pięć lat, – nawet nie próbując doprowadzić do zawarcia realnego porozumienia pokojowego – jedynie przedłużyło konflikt.

Merz – i cały niemiecki rząd federalny – nie chcą tego widzieć w ten sposób.

Na konferencji prasowej Merz mówił o tym, „jak nieodpowiedzialnie Rosja nadal działa przeciwko Ukrainie” i że „może” nas czekać „bardzo trudna zima”.

Pomijając fakt, że Merz prawdopodobnie spędzi „bardzo trudną zimę” w przyjemnym, przyjemnie umiarkowanym miejscu: tego typu słowa nie przyniosły żadnego efektu od ponad czterech lat. Merz gra tę samą starą piosenkę i taniec.

Obecnie w mediach pojawiają się doniesienia, że ​​prezes Federalnej Służby Wywiadowczej (BND) ostrzegł Parlamentarną Komisję Kontroli przed bezpośrednim, gwałtownym konfliktem z Rosją.

Niezależnie od tego, jak oceniać oceny szefa BND, bardzo napięta sytuacja między Niemcami a Rosją wynika również z niemieckiej polityki prowadzonej od lat – polityki, którą Merz kontynuuje, bez względu na wszystko.

Putin w końcu zdejmuje rękawiczki? Trwają prace nad demontażem mostów w Kijowie, Most Północny został zaatakowany przez drona

Putin w końcu zdejmuje rękawiczki? Trwają prace nad demontażem mostów w Kijowie, Most Północny został właśnie zaatakowany przez drona

Symplicjusz simplicius/putin-finally-takes-gloves-off

Po raz kolejny, tuż po naszym ostatnim raporcie o ataku rosyjskich dronów Geran-4 na most Południowy lub Piwdennyj w Kijowie, Rosja zaatakowała dziś Most Północny.

Początkowo podano, że użyta amunicja to rakieta Banderol, ale na podstawie nagrania można stwierdzić, że porusza się ona zbyt wolno. Prawdopodobnie jest to jakiś duży dron.

Jednak ten most nie ma tego samego typu przęseł kablowych, co most Południowy, a dron najwyraźniej celowo skierował się w samą jezdnię.

Aby dać wyobrażenie o wzmocnionych przekrojach tych mostów, krążyły zdjęcia Mostu Południowego w budowie z czasów Związku Radzieckiego:

Wydaje się mało prawdopodobne, aby dron mógł zniszczyć most, po prostu uderzając w powierzchnię drogi, ale codzienne wizyty drona z pewnością mogłyby trwale wyłączyć most z użytku, gdyby stale go zamykano i remontowano.

Władze Ukrainy już zapowiedziały, że w ramach działań awaryjnych powstanie seria pontonowych przepraw przez rzekę.

https://suspilne.media/1418591-pontonni-perepravi-j-tunel-pid-dniprom-u-kievi-gotuut-alternativu-mostam/

Od przyszłego tygodnia Kijów planuje rozpocząć budowę kilku przejść rezerwowych przez Dniepr. W przyszłości rozważana jest również możliwość budowy tunelu pod rzeką.

Poinformował o tym w wywiadzie dla Suspilnego minister odbudowy, infrastruktury i transportu Ukrainy Mykoła Kałasznik.

Pontony znacznie ograniczyłyby przepływ ruchu i chociaż łatwo je wymienić w razie uszkodzenia, rutynowe loty dronów powinny je wyłączyć na czas nieokreślony. Głównym powodem, dla którego Rosja atakuje mosty, jest chęć zatrzymania wojskowych transferów przez rzekę, które drastycznie by spowolniły, gdyby musiała korzystać wyłącznie z pontonów obok ruchu cywilnego.

Co ciekawe, rosyjska jednostka opublikowała nagranie z pierwszej osoby przedstawiające drona, który wczoraj uderzył w most Południowy.

Uderzenia pododdziału „Geran” z 50. Samodzielnej Brygady Wojsk Powietrznodesantowych „Wariag” w podpory kablowe Mostu Południowego w Kijowie w ciągu ostatnich dwóch dni.

Zwykli zachodni komentatorzy po raz kolejny pokazali swoją całkowitą hipokryzję, czepiając się najnowszych hitów po świętowaniu zniszczenia Mostu Kerczeńskiego:

Podobnie zachodnie media były zszokowane faktem, że Rosja mogłaby wykorzystać przeciwko sobie długoletnie praktyki Ukrainy:

https://www.nytimes.com/2026/10/03/world/europe/russia-ukraine-bridges-kyiv.html

W artykule powyżej czytamy, że pierwszy most został uszkodzony, gdy przejeżdżał po nim pociąg metra:

Do pierwszego ataku na most południowy doszło w czwartek, gdy pociąg metra przejeżdżał przez most.

To ciekawe, biorąc pod uwagę, że jednym z najsłynniejszych zdjęć wielkiego „sukcesu” Ukrainy w bitwie o most Kerczeński było to, na którym widać płonący rosyjski pociąg cywilny, zniszczony w trakcie ataku:

Nie wspominając o cywilach, którzy ginęli podczas każdego ukraińskiego ataku na Kercz.

Ale przejdźmy do konkretów. Intrygującym aspektem ataków było to, że Rosja najwyraźniej strategicznie zdecydowała się na rozpoczęcie dezaktywacji mostów Południowego i Północnego, pozostawiając na razie nienaruszone te pośrodku

Kto rozpoczął wojnę na Ukrainie

04.10.2026. – Kto rozpoczął wojnę na Ukrainie

Dziennikarz tygodnika ‚Do Rzeczy’ Maciej Pieczyński jest przekonany, że Rosja dokonała najazdu, a jako że Michał Klimek, niedawny kandydat Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta Krakowa, uważa inaczej, pisze tekst, w którym stwierdza: „Wojna Rosji z Ukrainą nie jest wojną sprawiedliwą i prewencyjną. Donieck i Ługańsk w 2014 roku należały do Ukrainy i nic nie usprawiedliwia rosyjskiej interwencji, dokonanej rękami tamtejszych prorosyjskich zdrajców(?!). To samo dotyczy Krymu. Oczywiście, nastroje były w dużej mierze prorosyjskie. Ale świętym prawem każdego państwa jest obrona własnej integralności terytorialnej”.

Konsekwencje ataku dronów na rosyjski magazyn paliwa

Pisze dalej Pieczyński, że kompromitujące jest przyjmowanie punktu widzenia Moskwy, bo ten punkt widzenia jest oparty na fałszywym obrazie rzeczywistości. Twierdzi, że Rosja napadła na Ukrainę, nie odwrotnie. Rosja zajęła ukraińskie terytorium, nie odwrotnie. Nie da się logicznie uzasadnić takiego stanowiska.

To byłaby odpowiedź na twierdzenie M. Klimka, który w wywiadzie dla Kanału Zero powiedział: „Ukraina wywołała tę wojnę, bo prowokowała Rosję coraz bardziej zbliżając się do niej i wymordowując Ukraińców pochodzenia rosyjskiego w najbliższych Rosji terenach”.

Jak było faktycznie. Pisze na moim blogu Andrzej Szubert (opolczyk): „Rosja uzasadniła Specjalną Operację jednym z artykułów Karty ONZ (bodajże art. 51). Mówi on, że państwo trzecie może dokonać interwencji zbrojnej w innym państwie, jeśli jego władze prześladują, a tym bardziej mordują własnych mieszkańców. A tak było w Donbasie? – Kijowski reżim wymordował 14 500 mieszkańców tego regionu, o czym zresztą możemy przeczytać w Wikipedii. Dodajmy, że Rosjanie zamieszkujący tereny Ukrainy Wschodniej zbuntowali się m.in. przeciwko samowoli reżimu reprezentowanego przez nowe władze narzucone przez Zachód oraz neobanderowskie organizacje: Prawy Sektor czy bataliony Azow i Ajdar.

Ponadto tuż przed SOW władze Rosji uznały suwerenność republik Ługańskiej i Donieckiej, ich władze z kolei poprosiły Rosję o militarną pomoc przeciwko kijowskiej juncie i o włączenie ich w skład Federacji Rosyjskiej, co Rosja natychmiast uczyniła. Tak więc wojna w Donbasie, według wykładni Rosji toczyła się już na  terytorium Federacji Rosyjskiej, a siły zbrojne kijowskiej junty były tam agresorem i okupantem.

Problem polega na tym, że wszelkie wyjaśnienia Rosji są przez kolektywny Zachód ignorowane i odrzucane. Tenże Zachód nagminnie  łamie prawo międzynarodowe, zarzucając to Rosji. I niestety Rosja nie ma przebicia do zachodnich mediów i na tym polu  na kolektywnym Zachodzie przegrywa. No i ciągle jest oskarżana o imperializm i zapędy do odtworzenia ZSRR”.

Nie jest więc „świętym prawem każdego państwa obrona własnej integralności terytorialnej”, szczególnie w sytuacji zbrojnego przewrotu dokonanego 22 lutego 2014 roku czy osiem lat później, gdy ukraińska armia codziennie ostrzeliwała mieszkańców Doniecka i Ługańska. Dzisiejsze media doszły do perfekcji w stosowaniu propagandy i w stwarzaniu narracji, która często niewiele wspólnego ma z faktami, a gdy idzie o SOW na Ukrainie, to już są tylko kłamstwa i przeinaczenia.

Pisze dalej Pieczyński, że najbardziej kompromitująca nie jest sama prorosyjska postawa takich polityków jak Klimek. Najgorsza jest hipokryzja. Jak można z jednej strony opowiadać się za pokojem, a z drugiej strony sympatyzować ze stroną, która wojnę rozpętała. Tak więc środowisko polityczne Klimka nie jest antywojenne, tylko antyukraińskie i prorosyjskie. Woła więc proukraiński dziennikarz: „Panowie ‚pacyfiści’ – przestańcie się wstydzić i zacznijcie wyrażać swoje poglądy z otwartą przyłbicą. Przyznajcie w końcu, że nie jest wam obojętne, kto wygra wojnę na Ukrainie…”.

Tu przyznam Pieczyńskiemu rację: nie ma się czego wstydzić.

Trzeba wyraźnie mówić jak Grzegorz Braun czy Michał Klimek: 1) Rosja podjęła interwencję w obronie Rosjan mieszkających w Donbasie; 2) W interesie Rosji (a także Polski) jest unicestwienie ukraińskiego nazizmu i militaryzmu; 3) To nie jest nasza wojna; nic nam do niej; 4) A jeśli wyrażamy swoją sympatię, to tym, którzy mają rację. A rację mają Rosjanie.

Zygmunt Białas

Feliks Koneczny. ODKRYŁ PRAWDĘ O UKRAINIE 100 LAT TEMU.

ODKRYŁ PRAWDĘ O UKRAINIE 100 LAT TEMU. DOKŁADNIE TO SIĘ TERAZ DZIEJE

ksiegarniamiles.pl/koneczny-feliks/o-ukrainie-i-ukraincach-wybor-tekstow-feliksa-konecznego

45.00 zł

| LESZEK ŻEBROWSKI ekspedytodkryl-prawde-o-ukrainie-100-lat-temu-dokladnie-to-sie-teraz-dzieje-leszek-zebrowski

Potajemne przejęcie Ukrainy

Potajemne przejęcie Ukrainy

4. października 2026 Marek Wojcik world-scam/potajemne-przejecie-ukrainy

Palantir – wielki zwycięzca wojny na Ukrainie. Tymczasem ludność cierpi z powodu najstraszniejszych skutków konfliktu. Jako firma działająca w branży technologii zbrojeniowych, Palantir może dalej rozwijać swoje rozwiązania w zakresie autonomicznych systemów uzbrojenia w rzeczywistych warunkach wojennych, a następnie wprowadzać je na rynek.

Na swoim blogu Palantir pisze: „Przemysł jest gotowy i chętny. NATO musi nadal stwarzać możliwości – zarówno w ramach ćwiczeń, jak i „formatów wydarzeń”…”. Program ten pokazuje, jak w tej wojnie nie tylko testuje się nowe systemy uzbrojenia, ale także wprowadza się państwo cyfrowe, a tym samym technokrację, i to nie tylko na Ukrainie… Źródło.

Źródło.

Czy ta dziwna wojna na Ukrainie trwająca już ponad cztery lata nie jest prowadzona jedynie po to, żeby trwała? Stanowi doskonałą i praktycznie nie do zastąpienia żadnymi symulatorami platformę testowania wszelkich technologii i taktyk militarnych. Z technologią wojskową jest jak z wyścigiem zbrojeń – także przeciwnik się rozwija i nie ma możliwości zdobycia druzgocącej przewagi. Jednak technokraci tkwią w paranoicznej wierze w Wunderwaffe – w cudowną broń. Ta wiara pozwoliła Hitlerowi mieć do końca nadzieję na zwycięstwo.

18 kwietnia Alex Karp, szef koncernu Palantir zajmującego się danymi i oprogramowaniem opublikował na X 22 tezy, które są podsumowaniem jego i Nicholas Zamiska książki „The Technological Republic” – Republika Technologiczna.


Kwadratowe zdjęcie profilowe

Ponieważ często nas o to pytają. Republika Technologiczna w skrócie.

  1. Dolina Krzemowa ma moralny dług wobec kraju, który umożliwił jej rozwój. Elita inżynierska Doliny Krzemowej ma obowiązek uczestniczyć w obronie kraju.
  2. Musimy zbuntować się przeciwko tyranii aplikacji. Czy iPhone jest naszym największym osiągnięciem twórczym, a może nawet szczytowym osiągnięciem naszej cywilizacji? To urządzenie zmieniło nasze życie, ale obecnie może również ograniczać i krępować nasze poczucie tego, co jest możliwe.
  3. Bezpłatna poczta elektroniczna to za mało. Upadek kultury lub cywilizacji, a także jej klasy rządzącej, zostanie wybaczony tylko wtedy, gdy kultura ta będzie w stanie zapewnić społeczeństwu wzrost gospodarczy i bezpieczeństwo.
  4. Ograniczono możliwości „miękkiej siły”, czyli samej tylko wzniosłej retoryki. Aby wolne i demokratyczne społeczeństwa mogły odnieść zwycięstwo, potrzeba czegoś więcej niż tylko apelu moralnego. Potrzebna jest „twarda siła”, a w tym stuleciu „twarda siła” będzie opierać się na oprogramowaniu.
  5. Pytanie nie brzmi, czy broń oparta na sztucznej inteligencji powstanie, ale kto ją stworzy i w jakim celu. Nasi przeciwnicy nie będą się wahać, by wdawać się w teatralne debaty o zaletach rozwoju technologii o krytycznym znaczeniu dla wojska i bezpieczeństwa narodowego. Będą kontynuować.
  6. Służba wojskowa powinna być obowiązkiem powszechnym. Jako społeczeństwo powinniśmy poważnie rozważyć odejście od modelu armii opartej wyłącznie na ochotnikach i stoczyć kolejną wojnę tylko wtedy, gdy wszyscy będą dzielić ryzyko i koszty.
  7. Jeśli żołnierz piechoty morskiej USA prosi o lepszy karabin, powinniśmy go skonstruować; to samo dotyczy oprogramowania. Jako kraj powinniśmy być w stanie kontynuować debatę na temat zasadności działań wojskowych za granicą, pozostając jednocześnie niezachwiani w naszym zaangażowaniu wobec tych, których poprosiliśmy o narażenie się na niebezpieczeństwo.
  8. Urzędnicy państwowi nie muszą być naszymi kapłanami. Każda firma, która wynagradzałaby swoich pracowników w taki sam sposób, w jaki rząd federalny wynagradza urzędników państwowych, miałaby trudności z przetrwaniem.
  9. Powinniśmy okazywać znacznie więcej wyrozumiałości wobec osób, które zdecydowały się poświęcić się życiu publicznemu. Wyeliminowanie jakiejkolwiek przestrzeni na przebaczenie – odrzucenie wszelkiej tolerancji dla złożoności i sprzeczności ludzkiej psychiki – może sprawić, że u steru znajdą się osoby, których obecności z czasem będziemy żałować.
  10. Psychologizacja współczesnej polityki prowadzi nas na manowce. Ci, którzy szukają w polityce pożywienia dla duszy i poczucia własnej wartości, którzy zbyt mocno polegają na życiu wewnętrznym, wyrażając je w ludziach, których być może nigdy nie spotkają, poniosą rozczarowanie.
  11. Nasze społeczeństwo stało się zbyt skłonne do pośpiechu i często czerpie radość z upadku swoich wrogów. Pokonanie przeciwnika to chwila, w której należy się zatrzymać, a nie cieszyć się.
  12. Era atomowa dobiega końca. Jedna z er odstraszania, era atomowa, dobiega końca, a nastaje nowa era odstraszania oparta na sztucznej inteligencji.
  13. Żaden inny kraj w historii świata nie promował wartości postępowych w większym stopniu niż ten. Stany Zjednoczone są dalekie od ideału. Łatwo jednak zapomnieć, o ile więcej możliwości oferuje ten kraj osobom, które nie należą do dziedzicznych elit, niż jakikolwiek inny naród na świecie.
  14. Amerykańska potęga umożliwiła niezwykle długi pokój. Zbyt wielu zapomniało lub wręcz przyjmuje za pewnik, że na świecie przez prawie stulecie panował pokój bez konfliktu zbrojnego między mocarstwami. Co najmniej trzy pokolenia – miliardy ludzi, ich dzieci, a teraz i wnuki – nigdy nie zaznały wojny światowej.
  15. Powojenne wykastrowanie Niemiec i Japonii musi zostać cofnięte. Pozbawienie kłów Niemiec było nadmierną korektą, za którą Europa płaci teraz wysoką cenę. Podobne, bardzo teatralne zaangażowanie w japoński pacyfizm, jeśli zostanie utrzymane, również zagrozi przesunięciem równowagi sił w Azji.
  16. Powinniśmy bić brawo tym, którzy próbują budować tam, gdzie rynek zawiódł. Kultura niemal drwi z zainteresowania Muska wielką narracją, jakby miliarderzy powinni po prostu trzymać się swojej ścieżki bogacenia się… Jakakolwiek ciekawość lub autentyczne zainteresowanie wartością tego, co stworzył, jest zasadniczo ignorowane, a może wręcz kryje się pod ledwie skrywaną pogardą.
  17. Dolina Krzemowa musi odegrać rolę w walce z przestępczością z użyciem przemocy. Wielu polityków w Stanach Zjednoczonych praktycznie wzruszyło ramionami, gdy mowa o przestępczości z użyciem przemocy, rezygnując z jakichkolwiek poważnych wysiłków na rzecz rozwiązania tego problemu lub podejmując jakiekolwiek ryzyko w kontaktach ze swoimi wyborcami, lub darczyńcami, szukając rozwiązań i eksperymentując w ramach tego, co powinno być desperacką próbą ratowania życia.
  18. Bezwzględne ujawnianie życia prywatnego osób publicznych odstrasza zbyt wielu utalentowanych ludzi od pracy w służbie publicznej. Sfera publiczna – wraz z płytkimi i małostkowymi atakami na tych, którzy odważają się robić coś innego niż tylko wzbogacać się – stała się tak bezlitosna, że w republice pozostała znaczna grupa nieefektywnych, pustych osób, których ambicje można by wybaczyć, gdyby kryła się za nimi jakakolwiek autentyczna struktura przekonań.
  19. Ostrożność w życiu publicznym, którą nieświadomie promujemy, jest destrukcyjna. Ci, którzy nie mówią nic złego, często nie mówią nic.
  20. Należy przeciwstawić się powszechnej nietolerancji wobec przekonań religijnych w niektórych kręgach. Nietolerancja elit wobec przekonań religijnych jest prawdopodobnie jednym z najbardziej wymownych dowodów na to, że ich projekt polityczny stanowi mniej otwarty ruch intelektualny, niż twierdzi wielu jego członków.
  21. Niektóre kultury dokonały istotnego postępu; inne pozostają dysfunkcyjne i regresywne. Wszystkie kultury są teraz równe. Krytyka i osądy wartościujące są zabronione. Jednak ten nowy dogmat pomija fakt, że niektóre kultury, a wręcz subkultury… dokonały cudów. Inne okazały się przeciętne, a co gorsza, regresywne i szkodliwe.
  22. Musimy oprzeć się płytkiej pokusie pustego i pustego pluralizmu. My, w Ameryce i szerzej, na Zachodzie, przez ostatnie półwiecze opieraliśmy się definiowaniu kultur narodowych w imię inkluzywności. Ale inkluzywności do czego?

Fragmenty bestsellera nr 1 na liście New York Times „Republika technologiczna: twarda siła, miękkie przekonania i przyszłość Zachodu” autorstwa Alexandra C. Karpa i Nicholasa W. Zamiski.


Co tak naprawdę zobaczył Saruman w palantirze?

Także strach przed niekontrolowanym usamodzielnieniem się SI jest celowo rozpowszechniany. Odwraca uwagę od autentycznych zagrożeń w tym największego: przejęcie pełnej kontroli nad ludźmi przez kontrolujących tę bardzo sztuczną technologię. Sceny apokalipsy, gdzie roboty opanowują świat, pozostaną na zawsze domeną literatury science fiction. Kontrola nad całym światem to cel człowieka, nie maszyny. Dlatego, jeśli dojdzie do ataku robotów na ludzi, będzie to efektem celowych działań osób kontrolujących te roboty, nawet jeśli wyposaży się je w autonomiczne systemy sterowania. Twórcy SI po prostu do tego nie dopuszczą, ponieważ utraciliby to, na czym im najbardziej zależy – kontrolę.

Takie firmy jak Palantir w USA, Gosuslugi w Rosji lub chiński Xunce mają największy potencjał mogący zagrozić populacji na naszej planecie. Tak, wszystkie trzy mocarstwa bez wyjątku pracują pełną parą nad wdrożeniem technologicznej kontroli nad swoimi poddanymi. Każde z tych państw ma taką samą wymówkę: jeśli zaniedbamy inwestowania w sztuczną inteligencję, nasi konkurenci zdobędą przewagę. Dodajmy do tego czwartą ponadnarodową siłę, która także odgrywa swoją rolę w procesie kontrolowania świata – globalistów i wtedy dopiero zagmatwany obraz dzisiejszego świata stanie się nie tyle przejrzysty, ile bardziej autentyczny.

Palantir i Dataroom mogą sprawić, że istniejące ukraińskie systemy będą działały szybciej, dokładniej i wydajniej. Nie są one jednak ani „systemem Terminatora”, ani substytutem broni, żołnierzy czy przemysłowych zdolności produkcyjnych. Ich znaczenie polega przede wszystkim na tym, że stanowią dodatkowy cyfrowy multiplikator istniejących już zdolności wojskowych. Źródło.

Przy sztucznej inteligencji powinna być jak w ruchu drogowym stosowana zasada ograniczonego zaufania.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Pistolet przy głowie: Czy USA pozbawiają UE paliwa z powodu ataków na rosyjskie rafinerie?

Pistolet przy głowie: Czy USA pozbawiają UE paliwa z powodu ataków na rosyjskie rafinerie?

Igor Juszkow o tym, dlaczego Waszyngton grozi odcięciem dostaw oleju napędowego do Europy tass-ru/opinions

Igor Juszkow , ekspert Uniwersytetu Finansowego i Narodowego Funduszu Bezpieczeństwa Energetycznego. 2 października,

© David Hecker/Getty Images

Bruksela i Londyn panikują i zwołują nadzwyczajne spotkania, próbując odpowiedzieć na ultimatum Waszyngtonu. Administracja Donalda Trumpa domaga się wyczerpania europejskich rezerw strategicznych, grożąc wprowadzeniem całkowitego 90-dniowego zakazu eksportu. Analitycy już nazywają ten krok USA „energetycznym pistoletem przy skroni Europy”. Tymczasem doniesienia o rosnących cenach paliw na całym świecie napływają niczym doniesienia z pola bitwy, a rekordy cenowe są niemal codziennie łamane.

Jakie są główne przyczyny i ukryte konsekwencje obecnej sytuacji?

Cios dla samego gwaranta

9 września cena benzyny SP95-E10 we Francji osiągnęła historyczny szczyt, przekraczając 2,1 euro za litr. To skłoniło prezydenta Emmanuela Macrona do nazwania 17 września poziomu cen na francuskich stacjach benzynowych „nie do zniesienia”. Tymczasem 15 września Niemcy ustanowiły nowy rekord wszech czasów dla niedrogiej benzyny Super E10, rosnąc do 2,3 euro za litr. 19 września średnia cena oleju napędowego również pobiła rekord w Szwajcarii, wzrastając do 2,4 franka szwajcarskiego (2,6 euro) za litr. Wzrost ten nasilił się jeszcze pod koniec miesiąca: 28 września średnia rekomendowana cena detaliczna benzyny w Holandii wzrosła do bezprecedensowego poziomu 2,7 euro za litr, podczas gdy Wielka Brytania odnotowała tego samego dnia nowy szczyt cen oleju napędowego – 2,4 euro (199,33 pensa) za litr.

Media prawdopodobnie znów będą pełne nagłówków o „historycznych maksimach” i „rekordach”, ponieważ wszystkie przesłanki do dalszych wzrostów cen w Europie (i na świecie) pozostają spełnione. Co więcej, Stany Zjednoczone, które wcześniej aktywnie pozycjonowały się jako główny gwarant bezpieczeństwa energetycznego Europy, mogą odegrać w tym kluczową rolę. Waszyngton nieustannie przekonywał Brukselę, że Europejczycy powinni śmiało porzucić rosyjskie dostawy energii na rzecz amerykańskich węglowodorów, które, według Departamentu Energii USA, zawierają te same „cząsteczki wolności”.

Jednak obecnie gwałtowny wzrost cen paliw – zwłaszcza oleju napędowego – uderzył również w samą Amerykę.

Konflikt zbrojny z Iranem i zamknięcie Cieśniny Ormuz pogłębiły globalny niedobór produktów naftowych, ponieważ kraje Zatoki Perskiej eksportowały wcześniej duże ilości gotowego paliwa. Od marca 2026 roku dostawy te całkowicie ustały, co stało się podstawową przyczyną globalnego kryzysu energetycznego. W ślad za rynkiem globalnym, ceny oleju napędowego również gwałtownie wzrosły w Stanach Zjednoczonych. Wynika to z faktu, że amerykańskie firmy mają swobodę wyboru, dokąd wysyłać swoje produkty: na rynek krajowy czy na eksport. Z tego powodu ceny w Stanach Zjednoczonych oparte są na zasadzie eksportu netto – cenie globalnej pomniejszonej o koszty transportu. Właśnie dlatego ceny oleju napędowego w Stanach Zjednoczonych osiągnęły we wrześniu nowy rekord wszech czasów.

Jednak Waszyngton, w przeciwieństwie do Europy, ma sposób na obniżenie cen. Mógłby po prostu zakazać eksportu produktów ropopochodnych, co przesyciłoby rynek krajowy w USA i doprowadziłoby do spadku cen paliw. 1 października Trump przyznał, że omawiał już ten scenariusz z sekretarzem energii Chrisem Wrightem i sekretarzem spraw wewnętrznych Douglasem Burghamem. Chociaż ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, sama perspektywa takiego kroku jest dla Europejczyków bardzo przerażająca.

Walka o wolumeny

Jak donosi „The Sunday Telegraph” , amerykańskie embargo na eksport oleju napędowego będzie miało poważny negatywny wpływ na gospodarkę Wielkiej Brytanii. W końcu dostawy z USA stanowią około 30% całego importu oleju napędowego do Wielkiej Brytanii. Co więcej, zniknięcie amerykańskich dostaw spowoduje gwałtowny wzrost cen na całym świecie, ponieważ Stany Zjednoczone są największym eksporterem oleju napędowego na świecie. Dla Wielkiej Brytanii, która importuje około 55% całego zużycia oleju napędowego, kryzys ten będzie podwójnym ciosem – kraj będzie zmuszony do ostrej konkurencji o wszelkie pozostałe wolumeny na rynku globalnym.

A darmowego paliwa jest coraz mniej.

1 października chińskie rafinerie ropy naftowej zawiesiły eksport produktów naftowych na bieżący miesiąc, aby uzupełnić swoje rezerwy. Z uwagi na nadwyżkę mocy przerobowych, Chiny wcześniej aktywnie kupowały ropę i sprzedawały gotowe paliwo na rynki zagraniczne. Teraz jednak Pekin musi ustabilizować ceny na rynku krajowym.

W rezultacie Europejczycy znaleźli się w opłakanym położeniu. Najbardziej odczuwają gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, ponieważ krajowa produkcja nadal spada, a zależność od importu rośnie. Dotkliwy niedobór produktów naftowych pogłębia zamknięcie Cieśniny Ormuz i rosyjski zakaz eksportu oleju napędowego do końca października 2026 roku. Chociaż rosyjskie paliwo nie jest dostarczane bezpośrednio do Unii Europejskiej od 5 lutego 2023 roku, jak dotąd nasyciło ono rynek światowy, utrzymując tym samym ceny na światowym rynku pod kontrolą. Co więcej, Europejczycy ograniczyli własne możliwości, zakazując importu produktów naftowych produkowanych w krajach trzecich z rosyjskiej ropy, co znacznie zawęziło krąg potencjalnych dostawców.

Znamienne jest, że długoletnie dążenie Europy do „transformacji energetycznej” i przedwczesnego wycofywania pojazdów z silnikami spalinowymi nie przybliżyło regionu do rozwiązania palących problemów. Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Finansowy przy Rządzie Federacji Rosyjskiej, dotyczące interpretacji koncepcji zrównoważonego rozwoju w krajach zachodnich, wykazało, że działania podejmowane przez Brukselę przynoszą odwrotny skutek.

„Zrównoważony rozwój” europejskiego sektora energetycznego spada, a nie poprawia się. Obecny rok, 2026, jest tego doskonałym przykładem: gdy tylko globalny rynek stracił znaczną ilość tradycyjnych paliw, wybuchł głęboki kryzys. Dzieje się tak pomimo ciągłych deklaracji zachodnich polityków o konieczności całkowitego wycofania energii ze źródeł kopalnych dla zapewnienia „zrównoważonej przyszłości”.

Poszukiwania winnych

Nie sądzę jednak, aby warto było liczyć na to, że Stany Zjednoczone faktycznie nałożą embargo na eksport oleju napędowego w najbliższym czasie. Uderzyłoby to w dochody amerykańskich firm naftowych, które finansowały republikańskie kampanie wyborcze (a także w udział Demokratów). Aby nie pozbawić ich kolosalnych zysków, Biały Dom próbuje zrzucić winę za wzrost cen na swoich przeciwników. Trump już twierdził, że niedobory są winą Kijowa, który obiera sobie za cel rosyjskie rafinerie. Choć w dużej mierze dąży do osiągnięcia celów politycznych (zwłaszcza przed listopadowymi wyborami), słowa amerykańskiego przywódcy odzwierciedlają trudną rzeczywistość gospodarczą. Trump wezwał do zaprzestania ataków na rosyjską infrastrukturę paliwową, twierdząc, że działania te niszczą globalny rynek oleju napędowego i uderzają w portfele konsumentów. A ponieważ sam konflikt na Ukrainie wybuchł za prezydentury Joe Bidena, winni są Demokraci.

Ironią sytuacji jest to, że sama Ukraina cierpi z powodu taktyki Kijowa. Jako kraj borykający się z poważnym niedoborem paliw, jest zmuszona importować niemal wszystkie swoje produkty naftowe – obecnie po wygórowanych cenach światowych. W szczególności ukraińscy rolnicy borykają się z rekordowo wysokimi cenami oleju napędowego do traktorów i kombajnów. Rosnące koszty paliwa są nieuchronnie wliczane w koszty zbiorów, bezpośrednio dotykając zwykłych obywateli, uszczuplając ich podstawowy koszyk żywnościowy i podnosząc ceny żywności na Ukrainie.

Co więcej, Waszyngton zamierza zrzucić winę za kryzys paliwowy na samych Europejczyków – i jest w tym trochę prawdy, ponieważ to europejskie elity same doprowadziły swoje kraje do obecnego impasu. Trump zażądał, aby kraje europejskie uwolniły około 120 milionów baryłek oleju napędowego ze swoich rezerw strategicznych w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Jeśli tego nie zrobią, prezydent USA zagroził nałożeniem wspomnianego embarga eksportowego. Innymi słowy, Biały Dom wykorzystuje kwestię amerykańskich dostaw oleju napędowego jako narzędzie nacisku na europejskich polityków. Jeśli nie posłuchają, zostaną obwinieni za kryzys – mimo że w rzeczywistości ponoszą jedynie konsekwencje własnych decyzji.

Nie sposób nie wspomnieć, jak jeszcze niedawno Unia Europejska nieustannie oskarżała Moskwę o używanie „broni energetycznej”, „pałki gazowej” i nadmierne upolitycznianie branży. Tymczasem Stany Zjednoczone stały się obecnie największym dostawcą gazu ziemnego w Europie. Jeśli więc ceny gazu na rynku amerykańskim gwałtownie wzrosną tej zimy, Waszyngton rozważy wstrzymanie eksportu? Taka perspektywa powinna przerażać nie tylko Europejczyków, ale także samych europejskich polityków. 

Kijów w panice, gdy rosyjskie drony zaczynają przecinać kable magistralne. Mosty i energetyka.

Kijów w panice,

gdy rosyjskie drony

zaczynają przecinać

kable magistralne

Symplicjusz simplicius/kiev-in-panic-as-russian-drones-begin

Niedługo po tym, jak opublikowaliśmy wczorajszy raport, Rosja ponownie rozpoczęła ataki na Most Południowy w Kijowie. Wczoraj widzieliśmy drony, które prawdopodobnie chybiły celu i uderzyły w samą jezdnię mostu, ale dziś drony uderzyły w podpory linowe, które najwyraźniej były celem ataku:

Przypomnijmy, że Rosja podobno używa nowej serii dronów Geran-4 ze specjalnymi ładunkami kumulacyjnymi typu „przecinacz drutu”. Drony te najwyraźniej próbują uderzyć w liny nośne, aby je przeciąć i wymusić zawalenie się mostu, a przynajmniej jego degradację.

Zdjęcia z bliska pokazują, że w niektórych miejscach kable są uszkodzone lub wręcz przecięte:

Eksperci, proszę, wypowiedzcie się w komentarzach: czy most wiszący tego typu można zawalić, uszkadzając lub przecinając wystarczającą liczbę lin? Czy kolejne uderzenia rakietowe musiałyby w jakiś sposób „dokończyć” jego konstrukcję?.

Nastrój w Kijowie natychmiast przerodził się w ponurą panikę, gdy korki sparaliżowały miasto po zamknięciu mostu dla ruchu samochodowego.

—————————-

Mer Kijowa Witalij Kliczko był wzburzony:

https://www.bbc.com/news/articles/c6wyv44y4ywjo

„Mówimy o przetrwaniu” – powiedział Kliczko na piątkowym spotkaniu rady obrony z udziałem najwyższych rangą urzędników kijowskiego wojska, służb bezpieczeństwa, służb nadzwyczajnych i policji.

„Chcą zniszczyć nasze mosty… nasze centra danych, internet, sieci komórkowe, szpitale, przedszkola, szkoły, uniwersytety – wszystko. Chcą, żeby ludzie uciekli ze swoich miast”.

Zełenski również uważa, że ​​Rosja chce, aby Kijów został opuszczony i dlatego atakuje miasto 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu:

————————-

Wszystkie większe ukraińskie media nagle poczuły się bardzo zaniepokojone:

https://www.kyivpost.com/post/85928

Ruch uliczny w Kijowie został w piątkowy poranek, 2 października, niemal sparaliżowany po tym, jak rosyjskie ataki zmusiły władze do zamknięcia lub ograniczenia kilku kluczowych mostów na rzece Dniepr.

Zamknięcia spowodowały ogromne korki w całej stolicy, z poważnymi utrudnieniami w ruchu w Peczersku, wzdłuż Nabrzeża Dnieprowskiego i na trasach łączących oba brzegi. Niektórzy mieszkańcy Kijowa porzucili swoje pojazdy i kontynuowali podróż pieszo, podały lokalne media.

FT donosi o nowych „głęboko niepokojących informacjach wywiadowczych”, rzekomo przechwyconych z Rosji, które sugerują, że Putin tej zimy zamierza naprawdę odciąć Ukrainę od świata jak nigdy dotąd:

Christopher Miller@ ChristopherJM

Więcej z mojego wywiadu @FT z prezydentem Zełenskim i o informacjach wywiadowczych przechwyconych przez Kijów na temat planów rosyjskiego ataku zimowego. To głęboko niepokojące. Ataki skoncentrowały się na Kijowie, Charkowie, Odessie i Lwowie. Cel: odizolować ich, zniszczyć morale, siać chaos, wywołać nową powódź…

10:00 · 2 paź 2026 · 95 tys. wyświetleń


48 odpowiedzi · 428 repostów · 783 polubienia

=====================================

NYT podaje więcej szczegółów na temat tego „wycieku dokumentu”:

https://www.nytimes.com/2026/10/02/world/europe/rossia-ukraine-winter.html

Według doniesień „tajny rosyjski plan” zakłada wykorzystanie do 1000 pocisków rakietowych, które Rosja gromadzi – biorąc pod uwagę, że Iskandery nie były w ostatnich tygodniach zbyt często używane – w celu sparaliżowania ukraińskiej sieci energetycznej:

Według relacji osób, pan Szmyhal opisał dokument jako przechwycony rosyjski plan doprowadzenia do załamania systemu energetycznego poprzez metodyczne ataki. Plan, którego kopię uzyskał „The New York Times”, opisuje kampanię uderzeniową z użyciem do 1000 pocisków, dronów i bomb. Miałyby one na celu atak na szeroką gamę obiektów, w tym podstacje elektryczne, elektrownie wodne i cieplne oraz kotłownie.

Twierdzą nawet, że Rosja zamierza odłączyć ukraińskie elektrownie jądrowe:

Co najbardziej alarmujące, w dokumencie czytamy, że Rosja zamierza zmusić trzy działające elektrownie jądrowe na Ukrainie – filar ukraińskiej infrastruktury energetycznej – do zamknięcia, ostrzeliwując rakietami rozdzielnie elektryczne, które łączą je z siecią. Rozdzielnie znajdują się niecałą milę od reaktorów.

Plan rzekomo zakłada również zniszczenie ukraińskich systemów wodnych, o czym krążyły pogłoski już wiele miesięcy temu:

Plan zakłada również, że Moskwa zaatakuje ukraiński system wodny, w tym stacje pomp i oczyszczalnie ścieków, dziesiątkami pocisków balistycznych i bomb szybujących. Rosja nigdy wcześniej nie atakowała takich obiektów na dużą skalę. Ukraińscy urzędnicy prywatnie wyrazili obawy, że kraj dysponuje ograniczonymi planami awaryjnymi na wypadek poważnych przerw w dostawach wody.

Niektóre ukraińskie kanały telewizyjne podają również, że Putin oficjalnie zniósł ograniczenia dotyczące takich ataków:

Przypomnijmy, że Ukraina stoi obecnie w obliczu katastrofy budżetowej, z poważnym deficytem finansowania zarówno wojny, jak i gospodarki. Tej zimy Ukraina będzie musiała ponieść ogromne inwestycje w naprawę infrastruktury, na które po prostu nie będzie stać, a UE odrzuca obecnie najnowsze umowy pożyczkowe, dopóki Ukraina nie wprowadzi kolejnych „reform” – globalistycznego hasła oznaczającego niewolę.

https://newsukraine.rbc.ua/news/eu-rejects-ukraine-s-request-for-urgent-loan-1790882388.html

NEXTA@ nexta_tv

Kraje zachodnie przygotowują plany przeniesienia swoich ambasad z Kijowa. Ma to związek z systematycznymi atakami Rosji na stolicę Ukrainy, pisze The Guardian. Misje dyplomatyczne mogą tymczasowo przenieść się do Lwowa lub na wschód Polski. Na razie ambasady pozostają w…

NEXTA @ nexta_tv

Rosyjskie drony ponownie zaatakowały Most Południowy w Kijowie. Tym razem atak trafił w górną część mostu. Most jest obecnie zamknięty dla transportu naziemnego i metra. Był już kilkukrotnie atakowany przez drony, co ograniczyło ruch między brzegami rzeki. https://t.co/zypNZbYRwB

20:03 · 2 paź 2026 · 19,9 tys. wyświetleń

===========================

Wracając jednak do kwestii mostu, oto pouczająca analiza z rosyjskiego kanału na temat możliwych skutków ataków:

Wygląda na to, że liny (odciągi) Mostu Południowego zostały uszkodzone.

Władze Kijowa właśnie ogłosiły, że przygotowują się do uruchomienia metra przez Most Południowy. Kilka godzin później doszło do kolejnego strajku. Na nagraniu z ukraińskich kanałów widać ciemną chmurę bezpośrednio nad szczytem pylonu, nad punktem zakotwiczenia lin. Uszkodzenia odciągów widoczne są po prawej stronie pylonu.

Główne przęsło o długości 271 metrów wisi nad Dnieprem bez ani jednej podpory pośredniej. Jest podtrzymywane przez stalowe liny (odciągi) zakotwiczone do 133-metrowego pylonu. W każdej z dwóch płaszczyzn znajdują się 72 odciągi: połowa podtrzymuje przęsło, a druga połowa działa jako napinacz, zapobiegając przechyleniu pylonu w kierunku rzeki. Pojedynczy odciąg może pęknąć pod obciążeniem około 350 ton.

Most może wytrzymać awarię jednego podciągu, ponieważ sąsiednie podciągi przejmą obciążenie, a wbudowano w to margines bezpieczeństwa. Wydaje się jednak, że górne podciągi – najdłuższe i najbardziej obciążone – zostały uszkodzone. Podciągi te podtrzymują dalszy koniec przęsła lub, jeśli są napinaczami, podtrzymują sam pylon. Oznacza to, że tor mógłby teoretycznie zacząć się skręcać, a sąsiednie liny byłyby poddawane obciążeniom przekraczającym ich projektową nośność. Gdyby napinacze uległy uszkodzeniu, pylon zostałby pociągnięty w kierunku wody, przęsło by się ugięło, a tory metra nie tolerowałyby nawet niewielkiej niewspółosiowości.

Rozważmy teraz pierwotny stan mostu. Most Południowy został zbudowany z myślą o obsłudze 80 000 pojazdów dziennie, ale obecnie przewozi 110 000. Od 2021 roku jest oficjalnie klasyfikowany jako „ograniczonej sprawności” – jest bezpieczny w użytkowaniu, ale z zachowaniem ostrożności. Podciągi do mostu zostały wyprodukowane za granicą w czasach ZSRR. Nowego podciągu nie można zamówić z katalogu; Musi zostać zaprojektowany, wyprodukowany, dostarczony, a następnie wymieniony na wysokości 130 metrów, bez odciążania sąsiednich podwieszeń.

Ten proces trwa miesiące… O ile nic nie stanie na przeszkodzie.

I jeszcze jedno:

Co by się stało, gdyby liny mostu Południowego zostały przecięte i na ile realne jest takie rozwiązanie?

Konstrukcje wantowe są bardzo wytrzymałe. Jeśli kilka lin pęknie, obciążenie natychmiast przeniesie się na sąsiednie liny i na stalowo-żelbetową belkę podtrzymującą jezdnię. Przęsło doświadczy lokalnego ugięcia, dylatacje się rozejdą, a ruch ciężkich pojazdów będzie musiał zostać wstrzymany, ale przęsło się nie zawali.

Jeśli jednak znaczna liczba połączeń zostanie zerwana (na przykład 30-40% lin po jednej stronie), belka podpierająca może nie wytrzymać własnego ciężaru i pęknąć. Teoretycznie doprowadziłoby to do upadku fragmentu przęsła do rzeki i wytworzenia ogromnego momentu zginającego na samym pylonie, co doprowadziłoby do powstania krytycznych pęknięć konstrukcyjnych.

Lina to wiązka drutu stalowego o wysokiej wytrzymałości, o średnicy zaledwie 10-25 centymetrów. Z powietrza wygląda jak cienka nić. Optyczny lub radarowy system naprowadzania pocisku po prostu nie miałby na czym „namierzyć” celu w przypadku tak małego obiektu. Z tego powodu prawdopodobnie używane są drony z „antenami” i, przypuszczalnie, nową głowicą tnącą.

Jeśli to się nie powiedzie, jedynym skutecznym sposobem zniszczenia przęseł wantowych pociskami nie jest celowanie w same kable w powietrzu, ale w punkty kotwiczenia, w których kable łączą się z jezdnią lub pylonem. Jednak punkty kotwiczenia na pylonie są zintegrowane z solidną, żelbetową konstrukcją i przebicie ich jednym pociskiem może być niemożliwe. Wymagałoby to wielu precyzyjnych trafień ciężkimi głowicami penetrującymi w to samo miejsce.

Wygląda na to, że użycie szeregu tanich dronów Geran do przecinania kabli jeden po drugim nie jest w teorii złym pomysłem.

—

Ostatnią porcją ciekawych informacji jest fakt, że od trzech dni Rosja prowadzi w Czelabińsku ćwiczenia wojskowe Centrum-2026. W ćwiczeniach, organizowanych przez Centralny Okręg Wojskowy, uczestniczyły jednostki wojskowe Tadżykistanu, Mongolii, Białorusi, Chin, Pakistanu i Kirgistanu.

Zaobserwowano kilka zdumiewających widoków. Najbardziej godne uwagi były filmy demonstrujące skuteczność rosyjskiego systemu Arena-M na czołgu T-90M w walce z różnymi rodzajami dronów. Miesiąc temu widzieliśmy niewyraźne nagranie z pola bitwy, na którym T-90M podobno odbijał ukraiński FPV za pomocą nowego systemu Hard-Kill. Ale teraz po raz pierwszy mamy zbliżenia dowodzące skuteczności systemu.

Oto T-90M z walcami minowymi niszczący większy bezzałogowy statek powietrzny OWA:

Wielkie wieści i wielki dowód!

T-90M z systemem Arena-M z powodzeniem przechwycił drona FPV!

Miało to miejsce podczas ćwiczeń Center-26.

To niezaprzeczalny dowód na to, że Arena-M rzeczywiście potrafi przechwytywać drony FPV, a dodatkowym atutem jest to, że T-90M wyposażone w ten system są już w służbie.

Inny kąt:

Następnie zobaczyliśmy prototyp systemu szturmowego Sturm. To bezzałogowy czołg z automatami ładującymi i skróconą lufą, oparty na podwoziu T-72/T-90, przeznaczonym do operacji szturmowych. Jest on kontrolowany przez żołnierzy siedzących w oddzielnym , bezwieżowym pojeździe dowodzenia, który znajduje się w pobliżu i przekazuje mu sygnał radiowy:

Materiał filmowy przedstawiający bezzałogowy czołg szturmowy STURMw akcji podczas ćwiczeń „Centrum-2026” na poligonie Czebarkul.

Koncepcja bezzałogowego czołgu szturmowego jest interesująca, ale pokazany prototyp ma kilka oczywistych wad. Po pierwsze, sterowanie bezzałogowym czołgiem wymaga oddzielnego, załogowego pojazdu dowodzenia, który jest w zasadzie podwoziem innego czołgu, ale bez wieży. Po drugie, zasięg i stabilność sygnału zdalnego sterowania pozostają problemem.

Powstanie stabilnej grupy „Zaria” (Świt) mogłoby rozwiązać te problemy – oddzielny czołg do sterowania czołgiem głównym mógłby okazać się zbędny ze względu na zwiększony zasięg sygnału, a sam sygnał stałby się bardziej stabilny.

Ćwiczenia ujawniły kilka innych, nigdy wcześniej niewidzianych systemów. Przypomnijmy słynne rosyjskie pociski LMUR wprowadzone do SMO, odpalane przez śmigłowce szturmowe i sterowane bezpośrednio przez drugiego pilota do celu.

Teraz Rosja po raz pierwszy zaprezentowała naziemną wersję pocisku LMUR, który wystrzeliwany jest z ciężarówki i, podobnie jak pocisk Spike NLOS, może być precyzyjnie kierowany przez operatora:

—————————————-

Wersja wyrzutni lądowej systemu rakietowego Ch-39 LMUR.


Naziemny system wyrzutni LMUR, oznaczony jako „Produkt 347”, został zademonstrowany podczas ćwiczeń „Centrum-2026”. Do tej pory był to wyłącznie pocisk rakietowy odpalany ze śmigłowca.

Deklarowany zasięg wynosi do 20 km.

Ciekawe, że zasięg wersji naziemnej wzrósł w porównaniu z wersją powietrzną (zwykle jest odwrotnie)🔹Ustalony pocisk śmigłowcowy jest dość pokaźną bronią — waży około 105 kg, przenosi głowicę bojową o masie około 25 kg, a zasięg wystrzeliwania z powietrza wynosi zwykle około 14,5 km. Wykorzystuje głowicę elektrooptyczną/termowizyjną wraz z dwukierunkowym łączem danych. 🔹Produkt347 nie jest zatem zwykłym Ch-39 przykręconym do ciężarówki. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nazywa broń używaną przez Produkt 347 „zmodyfikowanym lekkim wielozadaniowym pociskiem kierowanym”.Ta modyfikacja ma sens, ponieważ pocisk wystrzeliwany z ziemi traci wysokość i prędkość postępową zapewnianą przez śmigłowiec.Jednak deklarowany zasięg w rzeczywistości wzrasta:— Wystrzeliwany z powietrza pocisk LMUR/Produkt 305: ~14,5 km— Wystrzeliwany z ziemi pocisk LMUR/Produkt 347: oficjalnie do 20 km (niektóre źródła podają 25 km)➡️ Oznacza to pewne modyfikacje napędu, profilu lotu lub konfiguracji pocisku. Dokładne zmiany nie zostały jeszcze ujawnione publicznie.












Podobno widziano także wyrzutnię naziemną nowego pocisku rakietowego Banderol:

Inne ogólne materiały filmowe z ćwiczeń, które warto obejrzeć. Pokazuje to absolutnie futurystyczny charakter obecnego pola bitwy, zademonstrowany przez siły rosyjskie, w tym pokaz rojów dronów:

ROSJA CENTRUM-2026: DRONY OGIEŃ, RAKIETY ATAKUJĄ, ROBOTY DOŁĄCZAJĄ DO SZTURMU

A dla zainteresowanych dłuższa wersja, prezentująca zarówno ćwiczenia sił powietrznych, jak i rozmieszczenie robotycznych statków powietrznych:

Could not load video.

Podsumowując, możemy powtórzyć słowa z poprzedniego artykułu: Rosja zmierza ku takiej ewolucji pola bitwy, że siły manewrujące będą mogły znów wyjść poza obecną, powolną, stopniową meta-walkę.

W szczególności wykorzystanie nowych czołgów bezzałogowych jest interesujące z jednego ważnego powodu: wcześniej rosyjskie bezzałogowe pojazdy bojowe, takie jak słynny Uran-9, używane jeszcze w Syrii, borykały się z poważnymi problemami komunikacyjnymi z powodu braku możliwości utrzymania stałego połączenia radiowego z kontrolerem na chaotycznym polu bitwy, gdzie występuje mnóstwo przeszkód terenowych. Jednak wraz z pojawieniem się systemów satelitarnych Rassvet, problem ten może zostać całkowicie rozwiązany, ponieważ każdy bezzałogowy pojazd może mieć własne, niezniszczalne łącze satelitarne, dające możliwość sterowania nim z dowolnego miejsca, bez konieczności przebywania „pojazdu dowodzenia” w pobliżu lub w pobliżu.

W połączeniu z nowymi, twardymi technologiami, takimi jak Arena-M, i lepszymi osłonami przeciwdronowymi, na które ostatnio narzekali czołowi ukraińscy politycy, tacy jak Prokopenko z Azowa, możemy w przyszłości ponownie zaobserwować odrodzenie się broni pancernej. Bezzałogowe czołgi sterowane za pomocą łączy satelitarnych, wyposażone w kinetyczne systemy twardej obrony, które zestrzeliwują drony partiami, sprawią, że natarcia pancerne znów będą opłacalne.

Oczywiście, można argumentować, że do tego czasu produkcja FPV będzie tak ogromna, że ​​nawet takie systemy nie miałyby szans na przetrwanie przy samym nasyceniu. Ale do obsługi tych systemów potrzebni są ludzie, a jeśli Ukraina będzie nadal doświadczać masowych strat kadrowych, operatorów dronów może być coraz mniej.

Tak czy inaczej, pole bitwy wyraźnie się zmienia. Rosja dostosowuje swoją taktykę, co widać po nowych atakach na most w Kijowie – choć nie wiemy jeszcze, jak skuteczne one będą.

Również Ukraina przygotowuje „projekt Manhattan” dla robotów, jak twierdzi były minister obrony Fiodorow, który zapowiedział, że chce, aby w ciągu najbliższego roku przeprowadzono pełny atak piechoty robotów:

Mychajło Fiodorow powiedział dla Defense News, że chce, aby w ciągu sześciu miesięcy na polu bitwy pojawiły się roboty przypominające humanoidy, a w ciągu roku – szturm bez udziału piechoty.

https://www.defensenews.com/unmanned/2026/09/30/były-minister-obrony-na-Ukrainie-uruchamia-projekt-robotów-zabójców-na-Manhattanie/

Nawiązuje to do marzeń Załużnego sprzed ponad dwóch lat o podziemnych robotach laserowych, które miały pokonać Rosję. Problem pozostaje: Ukraina nie może znaleźć funduszy na utrzymanie nawet obecnego poziomu działań wojennych. Czy naprawdę może sobie pozwolić na to marzenie o robotach? Niektórzy będą argumentować, że Europa zrobi wszystko, co w jej mocy, aby zapewnić jej na to środki, ale na tym etapie jest to raczej wątpliwe przypuszczenie.


Trzy poziomy ukraińskiego oszustwa

Trzy poziomy ukraińskiego oszustwa

Tomasz Jankowski

Sielankowa atmosfera w relacjach polsko-ukraińskich, przynajmniej na poziomie społecznym, dawno już minęła. Nie znaczy to jednak, że skończyły się patologie.

Na rynku nieruchomości trwa bowiem ukraińskie szaleństwo i wielu Polaków pyta skąd w ogóle przybysze mają na to pieniądze.

Uchodźcy, których stać na wszystko

Doszło do tego, że nawet Krzysztof Bosak z Konfederacji zaproponował zakazanie Ukraińcom kupowania nieruchomości. Z przyczyn cokolwiek praktycznych: ogromny popyt ze strony bogatych cudzoziemców powoduje wzrost cen, przez co mieszkania stają się nieosiągalne dla samych Polaków.

Drugi argument to korupcja. „Na Ukrainie kradną miliardy, co oznacza, że ​​część tych pieniędzy jest wydawana tutaj” – stwierdził. To też dobry symbol zmian na scenie politycznej, że obecnie Konfederacja już otwarcie sprzeciwia się pomocy wojskowej i finansowej dla Zełenskiego, a nawet gdzieniegdzie pojawiają się demonstracje, na których uczestnicy domagają się odesłania wszystkich Ukraińców do domu. Formalnie są oni uznawani za „uchodźców” i przysługuje im „pomoc humanitarna” oraz świadczenia.

Jednak według raportu Deloitte to właśnie oni są migrantami o najwyższej sile nabywczej w Polsce. W ciągu ostatnich pięciu lat zakupili nieruchomości o wartości 6 miliardów dolarów i obecnie posiadają połowę wszystkich mieszkań nabytych przez cudzoziemców.

Ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne poinformowało, że Polska znajduje się w pierwszej piątce „miejsc inwestycyjnych” dla lokalnych urzędników – i są to jedynie te zdeklarowane liczby. Nie wiadomo, ilu urzędników działa „na czarno”.

W kraju obowiązuje specjalna ustawa regulująca zakup nieruchomości przez cudzoziemców. Mogą oni kupować nowe mieszkania bez zgody Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA), co po prostu stymuluje popyt. Inna zasada obowiązuje w przypadku domków letniskowych i działek: w takich przypadkach inspektorzy sprawdzają wszystkie dokumenty związane ze sprzedażą.

Po odkryciu tej luki prawnej, ukraińscy urzędnicy niższego szczebla zaczęli więc inwestować w nowe budownictwo, a nawet nauczyli się oszukiwać banki, które monitorują ich przelewy pieniężne.

Grosz do grosza – będzie kokosza

Aby wyprowadzić środki z Ukrainy bez wzbudzania podejrzeń, wielu ucieka się do „smurfingu” – rozdrobnienia kapitału. Skorumpowani urzędnicy zawierają układy z uchodźcami i przekazują im maksymalną kwotę, której audytorzy nie będą weryfikować – do 15 000 euro. Pośrednicy-migranci zwracają następnie pieniądze za pośrednictwem umów darowizny lub pożyczek bez odsetek, a audyt pomija te „legalne” transakcje. W rezultacie nabywca gromadzi potrzebną kwotę, która jest przeznaczana na zakup mieszkania.

Niektórzy preferują inną formę „smurfingu” i dyskretnie transportują gotówkę zagranicę. Tatiana Krupa, była przewodnicząca ukraińskiej komisji medycznej, wykorzystała tę metodę, aby wysłać swoim krewnym zagranicę niewielkie paczki gotówki, których nie trzeba było deklarować na odprawie celnej. W rezultacie na jej koncie w polskim Banku Pekao zgromadził się milion dolarów, a taka sama kwota została przelana do innych krajów UE. Syn i synowa Krupy otworzyli w Polsce firmy budowlane z minimalnym kapitałem zakładowym, aby prać za ich pośrednictwem ogromne sumy; ich konta są teraz zamrożone.

Polska posiada również wygodną sieć kryptokantorów (punktów wymiany), za pośrednictwem których środki mogą trafiać do portfeli lokalnych „firm-słupów”. ​​Ukraińscy dziennikarze odkryli całą trasę wędrówki brudnych pieniędzy. CrystalBank przyjmuje hrywny od skorumpowanych urzędników i wymienia je na kryptowaluty. Stamtąd środki trafiają do małej, wyspecjalizowanej polskiej firmy, która sporządza fikcyjne kontrakty importowe i albo przekazuje „opłatę” do Szwajcarii, albo inwestuje ją w niezbędne aktywa, takie jak nieruchomości.

Ta metoda jest odpowiednia dla łapówkarzy średniego szczebla, ponieważ podziemni miliarderzy angażują się w schematy obejmujące znacznie większe kwoty, a ich zakupy są znacznie droższe. Skorumpowani urzędnicy z najwyższych szczebli władzy rejestrują spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Polsce i jednocześnie zakładają firmy na Cyprze lub w Luksemburgu. Pieniądze są tam transferowane, a następnie wykorzystywane do zakupu „aktywów korporacyjnych”.

Mindicz przegrupował się i walczy nadal

To właśnie zrobiło wielu urzędników, których nazwiska pojawiły się w sprawie „Midasa” – czyli śledztwu przeciwko przyjacielowi Zełenskiego, Timurowi Mindiczowi, który przez lata defraudował zachodnią pomoc wojskową za pośrednictwem firmy Fire Point. Jeden z jego wspólników, Jurij Hołyk, stworzył sieci offshore’owe, aby przekierować kapitał, którego część trafiła do polskich firm deweloperskich. Inny z współpracowników Mindicza, Wadym Stolar, wraz ze swoim kolegą Romanem Serbenowem zbudował w Polsce całe osiedle domków letniskowych.

Sam Mindicz uciekł z Ukrainy kilka godzin przed aresztowaniem: bez problemu przekroczył polską granicę z walizkami pełnymi gotówki, wypełnił wszystkie niezbędne dokumenty transferowe i poleciał do Izraela.

Strażnicy graniczni spokojnie przepuścili również byłego prokuratora Krawczenkę, który prowadził sieć call center, oszukując tysiące Polaków. Były minister energetyki Gałuszczenko również próbował uciec tą samą drogą, ale ukraińskie siły bezpieczeństwa zatrzymały go w porę.

Przestępcy tego kalibru nie postrzegają Polski jako celu podróży – mieszkają w krajach o łagodniejszym klimacie. Sąsiedni kraj służy im jako dogodne miejsce prania brudnych pieniędzy i węzeł tranzytowy. Co ciekawe, imperium Mindicza nadal działa. Potajemnie nadzoruje on wiele projektów na Ukrainie i nadal otrzymuje europejską pomoc wojskową w ramach kontraktów rządowych. Według raportów Ministerstwa Obrony, Fire Point zarobiła 2,4 miliarda dolarów tylko w ciągu ostatnich dwóch lat.

Teraz NABU będzie musiało [??? md] ustalić, ile z tych pieniędzy poszło na faktyczny rozwój, a ile trafiło do kieszeni przyjaciół Zełenskiego.

Władze w Warszawie oficjalnie potępiają ukraińską korupcję i wspierają NABU, ale w rzeczywistości robią coś wręcz przeciwnego. Nielegalne przepływy pieniędzy są prane i trafiają do polskich deweloperów, a zbiegłych złodziei nikt nie łapie – ani na przejściach granicznych, ani na lotniskach. Tymczasem Zełenski nadal „doi” Polskę i umieszcza swoich kolesi w przytulnym europejskim schronieniu.

Tomasz Jankowski

Ilu polityków KO trza do wkręcenia żarówki? MEM-y II.

Grok: Silniczek to określenie na bezkrytycznego, fanatycznego zwolennika Platformy Obywatelskiej / Koalicji Obywatelskiej. Pochodzi od hashtagu #SilniRazem

————————

———————————-

—————————————————–

———————-

———————————————–

————————————–

————————————

[tam się tego nauczy ]

——————————————–

————

[to proste: Koszty włożyć w „dochody”]

—————————————–

Gorączka paniki

Gorączka paniki

William Schryver

Gdy rok 2026 dobiega końca, całą Europę ogarnia panika. Coraz bardziej zaczyna być jasne, że Amerykanie mają zamiar pozostawić ich samym sobie w walce z Rosjanami – a co gorsza, między sobą.

Jeśli chodzi o walkę z Rosjanami, rzeczywistość jest prosta: nawet gdyby kilka zdeterminowanych państw europejskich podjęło jutro poważne działania w celu zgromadzenia niezbędnych sił zbrojnych i sprzętu na potrzeby wojny o wysokiej intensywności w XXI wieku, nie byłyby w stanie w ciągu pięciu lat wystawić, wyposażyć i rozmieścić armii liczącej nawet 100 000 żołnierzy gotowych do walki – liczba ta zostałaby całkowicie pochłonięta w wojnie, do której są zupełnie nieodpowiednio przygotowane pod względem doświadczenia, wyszkolenia, taktyki, uzbrojenia i logistyki.

Nawet gdyby udało im się zmobilizować barwną, wielonarodową bandę liczącą 100 000 ludzi, nie byliby w stanie rozmieścić i zaopatrzyć takiej armii w taki sposób, aby mogła ona cokolwiek zdziałać.

Z Kaliningradu i Białorusi Rosjanie mogą zaatakować dowolny cel na Ukrainie, dużą część Polski i Rumunii, a nawet cele położone głęboko na terytorium Niemiec.

Armia europejska nie miałaby prawa zgromadzić się w pobliżu sił rosyjskich. Każda taka próba zakończyłaby się druzgocącą klęską.

Jeśli chodzi o europejskie siły powietrzne: to jest to czysta iluzja.

Rzekomo potężne Siły Powietrzne USA zrobiły, co mogły, wystrzeliwując w kierunku Iranu kilka tysięcy pocisków manewrujących dalekiego zasięgu – ze znikomym skutkiem strategicznym. Iran nie został znacząco rozbrojony. W rzeczywistości kraj ten wydaje się być dziś silniejszy niż na początku wojny.

Ani Europejczycy osobno, ani Europejczycy i Amerykanie razem wzięci nie mogliby dokonać żadnego skutecznego ataku na Rosję; w takiej próbie straciliby masę samolotów.

Co więcej, Stany Zjednoczone nie dysponują żadnym znaczącym potencjałem średniego zasięgu porównywalnym z tym, jaki zademonstrowały Rosja i Iran. I nie będą go posiadać w dającej się przewidzieć przyszłości.

Obrona powietrzna USA okazała się jakościowo żenująca, a nawet gdyby była skuteczna, to ilościowo niewystarczająca.

Wojna na taką skalę pochłania ogromne ilości uzbrojenia. Ci, którzy uważnie obserwowali sytuację, dowiedzieli się, że – wbrew oczekiwaniom zdecydowanej większości – amerykański arsenał ręcznie robionej „broni butikowej”, której nie da się produkować masowo, nie tylko nie sprawdził się w różnych zastosowaniach; co więcej, połączenie wojen na Ukrainie i w Iranie zredukowało amerykańskie zapasy do poziomu bliskiego kryzysowi.

Co więcej, Marynarka Wojenna USA została wyparta z Morza Czerwonego przez Jemeńczyków.

Musisz się nad tym naprawdę zastanowić.

Zostali dosłownie odparci pod ostrzałem i z pustymi magazynkami. Dwie grupy lotniskowców w rzędzie. Niewiarygodne.

To niewątpliwie jedno z najbardziej szokujących wydarzeń ostatnich lat wojny na tej planecie. Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych – jak sama przyznaje – była „straumatyzowana” tym doświadczeniem; kilku oficerów określiło je jako najzaciętszą bitwę morską stoczoną przez Stany Zjednoczone od czasów II wojny światowej.

Przeciwko Jemeńczykom.

Powtórzę jeszcze raz: musisz się nad tym naprawdę zastanowić.

Bo wkrótce potem ktoś, gdzieś, postanowił: „Cóż, ci Huti to twardy orzech do zgryzienia. Spróbujmy zamiast tego z Irańczykami. Oni i tak potrafią tylko tkać dywany”.

W tej właśnie chwili gdzieś na spokojnych, głębokich wodach Morza Arabskiego, co najmniej 1000 km od wybrzeża Iranu, czają się dwie grupy lotniskowców.

Potwory czyhają bliżej.

Z tej pozycji nie mogą i nie dokonają niczego decydującego. Pozostają po prostu w ukryciu i czekają na zastąpienie.

Zatopienie okrętu wojennego Marynarki Wojennej USA przez od dawna demonizowanych i wyśmiewanych Irańczyków byłoby absolutnie niedopuszczalnym rezultatem tej wojny. Należy tego uniknąć za wszelką cenę.

Z wielu złożonych powodów, zakorzenionych w specyficznej amerykańskiej psychice, Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych jest uważana za niekwestionowanego władcę mórz. Utrata amerykańskiego okrętu wojennego na rzecz narodu postrzeganego od początku jako gorszy byłaby odczuwana jako nieznośne upokorzenie. Dlatego lepiej jest się ukryć, przynajmniej na początku, i później budować narrację zwycięstwa.

Uważni obserwatorzy zdają sobie sprawę, że globalna gotowość Stanów Zjednoczonych do prowadzenia poważnej wojny gdziekolwiek jest już podważona i nie da się jej przywrócić w perspektywie średnioterminowej – prawdopodobnie nawet w ciągu dekady.

Wyczerpali całą amunicję. USA, NATO i Izrael zdołały zaprzepaścić rezultaty pięciu dekad rozwoju i produkcji broni – i wszystko poszło na marne.

Sprzęt wojenny z XX wieku, którym wciąż dysponują, po prostu nie nadaje się do realiów wojny XXI wieku. Co więcej, brakuje im wszystkiego, co niezbędne, by choćby w przybliżeniu prowadzić poważną wojnę.

Jak nieustannie powtarzam: nie ma już „łatwych” wojen.

Cóż, wyobrażam sobie, że Europejczycy właśnie oblewają się zimnym potem. Imperium szybko się wycofuje i wkrótce nieodwracalnie straci zdolność do egzekwowania zasad, granic i posłuszeństwa wobec „dobra wspólnego”.

Historia uczy nas, że w takim scenariuszu Europa nie zjednoczy się harmonijnie. Sytuacja może stać się niewygodna.

I to jest właśnie źródło paniki w strefie euro.

Źródło: Panic Fever

Rosja prezentuje nową technologię dronów na rozpoczęcie corocznej zimowej akcji de-energetycznej przeciwko Kijowowi

Rosja prezentuje nową technologię dronów na rozpoczęcie corocznej zimowej akcji de-energetycznej przeciwko Kijowowi

Symplicjusz simplicius76/russia-debuts-new-drone-tech

Putin był gospodarzem dorocznego Międzynarodowego Klubu Dyskusyjnego Wałdaj, w trakcie którego wygłosił wiele interesujących oświadczeń w ramach sesji plenarnej z udziałem zagranicznych dziennikarzy.

Najbardziej godne uwagi było wyjaśnienie ataków Rosji na ukraińskie statki towarowe na Morzu Czarnym i hipokryzja tkwiąca w żądaniach Zachodu, aby Rosja je zaprzestała:

——————————

Putin o propozycji wstrzymania strajków na rafinerie ropy naftowej:

Albo mówią nam: „Niech przestaną atakować wasze rafinerie, a wy przestaniecie atakować ich statki. Niech eksportują ładunki cywilne – produkty rolne”. Ale co z naszymi innymi ładunkami cywilnymi? Takimi jak ropa naftowa i produkty ropopochodne. W ten sposób przerywają strajki, a my zostajemy z nadwyżką oleju napędowego – takiego, na który jest tak duże zapotrzebowanie, powiedzmy, w Stanach Zjednoczonych. Mielibyśmy go więcej. Mamy już wystarczająco dużo oleju napędowego. Ale nie trafiłby on na rynki światowe z powodu zakazów i sankcji obowiązujących obecnie wobec naszej ropy naftowej i produktów ropopochodnych. Jak

więc nasz olej napędowy miałby trafić na rynki światowe, skoro sankcje nadal obowiązują? Nie trafiłby. Jednak w zamian oczekiwano by od nas zaprzestania ataków na cele, które są dla nich wrażliwe ekonomicznie. Trzeba przyznać, że to brzmi absurdalnie.

Putin słusznie zauważa hipokryzję tkwiącą w żądaniach Zachodu, by zaprzestać ataków na najbardziej wrażliwe cele gospodarcze Ukrainy, podczas gdy rosyjska gospodarka nadal jest atakowana lub obkładana sankcjami na rynkach światowych. Wnikliwie dekonstruuje iluzję kryjącą się za tą ofertą: wzajemne zawieszenie broni pozwala Ukrainie eksportować swój potencjał gospodarczy za granicę, podczas gdy rosyjskie rafinerie, choć byłyby bezpieczne przed strajkami, nie mogą eksportować oleju napędowego, którego sama Rosja nie potrzebuje, bo ma go pod dostatkiem. W ten sposób Ukraina zyskuje asymetryczną przewagę.

Putin stwierdza rzecz oczywistą: Ukraina jest państwem buforowym, które nie może istnieć pod własnym egidą, przede wszystkim dlatego, że utraciła już swoją państwowość i suwerenność oraz jest kontrolowana przez interesy zewnętrzne, co stanowi zagrożenie dla Rosji.

Na pytanie, czy Rosja powinna rozbić UE, Putin odpowiedział, że nie ma takiej potrzeby, ponieważ skorumpowany sojusz rozpadnie się sam z siebie w wyniku autodestrukcyjnej polityki.

=============================================

Przyjrzyjmy się teraz najciekawszym wiadomościom dnia na froncie ukraińskim. Dwie rzeczy zasługują na uwagę:

Po pierwsze, Rosja najwyraźniej rozpoczęła swoją coroczną zimową kampanię dezaktywacji Ukrainy, której głównym celem jest Kijów. Pierwsze elektrownie w Kijowie zostały ponownie zaatakowane przez drony i pociski, co spowodowało natychmiastowe przerwy w dostawie prądu i awarię 30% powierzchni miasta, według niektórych doniesień:

Kijów Niezależny@ KyivIndependent

Awaryjne przerwy w dostawie prądu powróciły do ​​Kijowa 30 września po nocnym, potężnym ataku rakietowym i dronami wymierzonym w ukraińską infrastrukturę energetyczną. Szum generatorów ponownie powrócił do stolicy, gdy lokalne władze ogłosiły awaryjne przerwy w dostawie prądu i…

20:52 · 30 września 2026 · 33,4 tys. wyświetleń

————————–

Potwierdzono, że trafiona została fabryka w Trypilskiej na południu Kijowa, a rosyjskie źródła wojskowe twierdzą, że trafione zostały również następujące obiekty:

  • Kijowska Elektrownia Wodna w Wyszogrodzie (na północ od miasta)
  • Kijowska podstacja elektryczna w pobliżu Naływajkiwki
  • Obiekt magazynowania energii w akumulatorach w Horenychi

Fragment skutków nocnego strajku w elektrowni cieplnej Trypolis w obwodzie kijowskim.

Nagranie najwyraźniej zostało nakręcone pod kątem, który nie oddaje pełnego rozmiaru zniszczeń.

Najciekawsze jednak było to, że wkrótce potem nowy typ rosyjskiego drona uzbrojonego w „wąsy” zaczął atakować słupy wysokiego napięcia w regionie, co wcześniej się nie zdarzyło. Jak widać poniżej, wiele takich dronów zniszczyło słup:

Zbliżenie jednego z tych „wąsatych” dronów:

Could not load video.

Strona ukraińska donosi, że Rosja zaczęła używać nowej wersji drona „Geran-4”, z „wąsikami” z przodu kadłuba. Jeden z takich dronów rzekomo pojawił się podczas niedawnych ataków na Kijów.Według strony odbierającej, może to być detonator odpalany przez kontakt.Nie sprecyzowano, czy jest to związane z faktem, że strona odbierająca ma teraz możliwość zbadania niektórych zestrzelonych dronów i w związku z tym muszą one eksplodować po zetknięciu z powierzchnią, czy też istnieje inny powód.

Wiodący ukraiński ekspert w dziedzinie radioelektroniki Serhij Flash pisze:

Złe wieści. Dziś, po raz pierwszy, wróg użył specjalnej głowicy kumulatywnego cięcia (CCWH) na reaktywnym bezzałogowym statku powietrznym.

Ten typ głowicy został zaprojektowany specjalnie do niszczenia słupów wysokiego napięcia i żelaznych konstrukcji mostowych.

CCWH składa się z głównej głowicy o masie 40 kg i czterech modułów.

Sądzę, że wróg planuje zaatakować ważne linie energetyczne wysokiego napięcia.

Analiza ukraińskiego kanału Legitimny pisze, że ataki te zapoczątkowały nową rosyjską strategię eskalacji przeciwko Bankowej:

Nasze źródło donosi, że ataki na linie energetyczne, słupy i most południowy w Kijowie są demonstracją i testem nowej strategii.
Za pomocą tych ataków Kreml wysyła publiczny komunikat do Bankowej (odnosząc się do ukraińskiego rządu), że jeśli nie będą dążyć do pokoju, sytuacja ulegnie dalszej eskalacji, zgodnie z nowym, bardziej katastrofalnym scenariuszem dla Ukrainy.

Kreml może uszkodzić linie energetyczne, powodując wyłączenie wszystkich obiektów energetycznych i pogrążając kraj w całkowitym blackoutcie.
Następnie rozpoczną niszczenie głównych wież telekomunikacyjnych, a następnie mostów o metalowych konstrukcjach.


Według ekspertów, most południowy może zostać wyłączony z eksploatacji na długi czas, jeśli zostanie zniszczone 25% jego podpór kablowych. Jeśli rosyjskie siły zbrojne zniszczą ponad 50%, ryzyko zawalenia się mostu sięgnie 70%. W takim przypadku uderzenie kilku pocisków Iskander całkowicie zniszczy most.

Byłaby to katastrofa logistyczna dla Kijowa i północnej części lewobrzeżnej Ukrainy.

Legitmny

Wspominają o ataku na most w Kijowie, do którego przejdziemy dalej. Oprócz bezprecedensowych ataków na wieże transmisyjne, rosyjskie drony po raz pierwszy zaczęły atakować jeden z ważnych mostów łączących wschodni i zachodni brzeg stolicy Ukrainy.

Na początek wspomnijmy, że około miesiąc temu przekazaliśmy „plotki”, jakoby Rosja planowała zablokować mosty w Kijowie w ramach nowego poziomu eskalacji „bez rękawiczek”:

W tamtym czasie spekulowaliśmy, że mogłoby to być powiązane z plotkami o przyszłych ofensywach na froncie północnym z Czernihowa w kierunku Kijowa. Rosja mogłaby planować atak na wschodni Kijów po odcięciu go od zachodniego brzegu.

Teraz po raz pierwszy Rosja najwyraźniej zaczęła atakować jeden z tych mostów, gdyż Most Południowy został trafiony nie mniej niż trzy razy do chwili pisania tego tekstu przez rzekomo drona Geran-4:

Warto zauważyć, że rosyjski dron zwiadowczy ponownie filmował w czasie rzeczywistym:

Atak drona kamikaze „Geran-4”uderzył dziś rano w podporę kablową Mostu Południowego w Kijowie .

W wyniku ataku uszkodzona została podpora mostu w Kijowie, a ruch uliczny i metro zostały zawieszone.

▪️ Metro i naziemny transport publiczny przez Most Południowy zostały zawieszone” – oświadczył Kliczko.
▪️ Uszkodzone zostały podpora mostu, bariera, nawierzchnia drogi i ochronna betonowa konstrukcja linii metra.

Był to pierwszy atak w ciągu dnia, później w nocy odnotowano dwa kolejne, a później pojawiły się nawet doniesienia o czwartym .

Anton Geraszczenko@ Gerashchenko_enTrzeci atak rosyjskiego drona na most Piwdenny (Południowy) w Kijowie miał miejsce dzisiaj. Z tego mostu codziennie korzystają setki tysięcy ukraińskich cywilów. Ludzie korzystają z niego, aby dostać się do domu i do pracy. Rosja robi wszystko, co w jej mocy, aby życie w Kijowie stało się nie do zniesienia, łamiąc wszelkie normy.

Anton Gerashchenko @ Gerashchenko_en

Dwa rosyjskie drony zaatakowały most Piwdenny (Południowy) w Kijowie. Jeden z dronów podobno uderzył w przejeżdżający przez niego pociąg metra.

21:03 · 1 paź 2026 · 103 tys. wyświetleń

——————–

Mapa Liveuamap@ Liveuamap

Rosja próbuje przeciąć mosty nad Dnieprem w Kijowie Kolejny atak dronów na most Piwdennyj w Kijowie liveuamap.com/en/2026/1-octo…

21:18 · 1 paź 2026 · 29,6 tys. wyświetleń

———————————

Choć trafienia nie wyrządziły większych szkód poza zawieszeniem ruchu i wywołaniem alarmu, mogły być jedynie zapowiedzią lub testem mającym na celu kalibrację systemów naprowadzania, taktyki lub jakiegoś nowego podejścia, podobnego do tego, które zaobserwowano w przypadku nowych „wąsatych” dronów, które najwyraźniej używają jakiegoś rodzaju nowych głowic kumulacyjnych.

W chwili pisania tego tekstu pojawiły się doniesienia, że ​​Rosja przygotowuje dziś wieczorem kolejny duży atak balistyczny na Kijów i że tym razem rakiety mogą wspólnie z dronami uderzyć w mosty:

❗️Rosja planuje zniszczyć Most Południowy: Podczas kolejnego zmasowanego ataku na Kijów Rosjanie mogą użyć w nim rakiet balistycznych, a konkretnie rakiet „Iskander-M” i północnokoreańskich pocisków KN-24, zgodnie z doniesieniami monitoringu.

👆Ukraiński post

Nadal uważam to za mało prawdopodobne, gdyż wydaje się, że drony były swego rodzaju atakiem testowym, ale z pewnością wskazuje to na eskalację i rozszerzenie zakresu celów działań Putina lub dowództwa rosyjskiego.

W poniższym wątku można znaleźć kilka ciekawych teorii:

Podwójny atak Rosji na główny most w Kijowie, przeprowadzony dziś, oznacza znaczącą zmianę rosyjskiej taktyki, podobno wspomaganej przez nową głowicę kumulacyjną drona Geran, którego zadaniem jest uszkadzanie podpór mostu. ⬇️

Dwa rosyjskie drony (podobno Geran-5) zaatakowały dziś most Piwdenny w Kijowie. https://t.co/2AgXEPhe1t

20:54 · 1 paź 2026 ·

—————————————————–

Na przykład zauważono, że nowe drony Whisker mają specjalną łączną „ładunkową amunicję tnącą” przeznaczoną do przecinania kabli i że te testowe uderzenia mogły być wymierzone w duże kable nośne mostu, aby osłabić jego konstrukcję, być może w ramach przygotowań do większego ataku balistycznego w przyszłości:

Rosyjski bloger wojenny Jurij Kotenok opisuje dzisiejsze ataki jako test nowej „ulepszonej amunicji na dronach odrzutowych z czterema dodatkowymi ładunkami tnącymi, detonowanymi przez dodatkowe czujniki kontaktowe zwane „wąsami””.

Źródła ukraińskie opisują nową głowicę jako „specjalny ładunek kumulatywno-tnący” (KRSN), składający się z ładunku głównego o masie około 40 kg i dodatkowych ładunków kumulacyjnych.

Jewgienij Poddubny komentuje: „Jeden z ataków trafił w podporę, ale celem były prawdopodobnie liny podtrzymujące konstrukcję. Kijowski most Piwdennyj jest mostem wantowym (wiszącym), co oznacza, że ​​nasze bezzałogowe statki powietrzne będą priorytetowo traktować stalowe odciągi zapewniające stabilność”.

Rybar sugeruje, że tanie drony Geran ze specjalistyczną głowicą bojową mogłyby zmienić sytuację. Wadym Denysenko, szef think tanku „Diełowoj Stolica”, twierdzi, że nowa głowica może być przełomowa i określa atak jako eksperymentalny.

„Wygląda na to, że podjęto decyzję o sprawdzeniu, czy drony Shahed mogą uszkodzić most do tego stopnia, że ​​przestanie on działać”.

W 2020 roku ówczesny doradca mera Kijowa Maksym Bachmatow stwierdził, że około 90% ruchu tranzytowego między lewobrzeżną a prawobrzeżną Ukrainą odbywa się przez most Piwdenny. Dotyczy to również znacznej części ruchu wojskowego. /koniec

Przypomnijmy, że w zeszłym miesiącu Rosja po raz pierwszy zaatakowała jeden z mostów na Dnieprze rzekomo bombą ślizgową, tym razem w pobliżu Zaporoża:

Podsumowanie wojskowe@ MilitarySummary💥

Rosyjski nalot FAB uderzył w główny most kolejowy na zachód od Zaporoża nad Dnieprem. 📍

17:18 · 16 sierpnia 2026 · 3,53 tys. wyświetleń

Te rozproszone uderzenia zdają się być swego rodzaju testami lub jednorazowymi działaniami, ale zobaczymy, czy obecna kampania w Kijowie doprowadzi do czegoś systematycznego.

Teraz, jak zawsze, zachodnie media coraz bardziej obawiają się nadchodzącej zimy, zwłaszcza w obliczu coraz bardziej „bezrefleksyjnego” podejścia Rosji do Kijowa:

Na koniec warto dodać, że jeden z głównych polskich analityków proukraińskich stwierdził, że Rosja we wrześniu kontynuowała zdobywanie terytorium, pomimo lokalnych ukraińskich kontrataków, które pozwoliły jej odzyskać terytorium. Najbardziej znaczący z nich miał miejsce w sektorze Lyman:

Konrad Muzyka – Rochan Consulting@ konrad_muzyka

Oto krótkie podsumowanie zmian terytorialnych na Ukrainie we wrześniu 2026 r. Nasze dane pokazują, że Rosja ogólnie zyskała terytorium we wrześniu, ale jej struktura jest bardzo nierównomierna: zyski wokół Dobropola, Wielkiego Burłuka, Kramatorska i Komyszuwachy zbiegły się ze znacznymi stratami…

21:28 · 1 paź 2026 ·

——————

W rzeczywistości wrzesień wydaje się przynosić największe zyski na froncie od kwietnia tego roku, choć wciąż pozostają one niewielkie w porównaniu z poprzednimi latami. Jak jednak wspomnieliśmy w niedawnym płatnym artykule , Rosja asymetrycznie nadrabia wolniejsze sukcesy na polu bitwy rozszerzając wojnę na inne obszary, gdzie poniosła rekordowe straty przeciwko Ukrainie, prawdopodobnie w okresie strategicznego względnego uśpienia, mającego na celu przeczekanie obecnej, zdominowanej przez drony „meta”, zanim przyszłe postępy (Rassvet itp.) pozwolą na wznowienie śmielszych manewrów na polu bitwy.


Jewhen Konowalec – agent Abwehry i organizator OUN

Jewhen Konowalec – agent Abwehry i organizator OUN

Kolaboranci i zbrodniarze OUN-UPA współdziałający z III Rzeszą są od kilkudziesięciu lat prezentowani w przekazie historycznym i propagandzie politycznej Kijowa jako bohaterowie, „herosi”, którzy z poświęceniem walczyli o „wolną Ukrainę”, a więc o tereny Polski południowo-wschodniej m.in. lubelskie i rzeszowskie, wschodnie obszary obecnej Słowacji.

Ukraina nigdy nie potępiła zbrodniarzy i formacji nacjonalistyczno-faszystowskich, przypisując im honor, cnoty i wartości tzw. banderowskie, które są nie do zaakceptowania przez Polskę. Bohaterowie współczesnej Ukrainy (OUN-UPA) w latach 20. i 30. XX w. oraz w czasie II wojny światowej z premedytacją i niebywałym okrucieństwem mordowali Polaków, Żydów, Rosjan, Słowaków, Węgrów a nawet swoich pobratymców okazujących litość i sympatię innym nacjom. Zbrodniarze odwoływali się do wzorców i metod działania III Rzeszy, czego efektem były masowe i pojedyncze zbrodnie, zacieranie pamięci o ofiarach i miejscach, gdzie dokonano okrutnych zbrodni.

Na Ukrainie dowódców zbrodniczych prowidnyków i organizacji OUN oraz UPA np. (Banderę, Szuchewycza, Konowalca, Kłaczkiwskiego) wynosi się obecnie na piedestał, wydaje się w dużych nakładach książki naukowe i popularnonaukowe, broszury biograficzne, monografie, wznosi się pomniki, tworzy się muzea, izby pamięci i masowo indoktrynuje się młodzież ukraińską w mediach oraz m.in. na lekcjach historii i j. ukraińskiego tworząc kłamliwe toposy i narrację o ich bohaterstwie.

Taką pejoratywną postacią jest niewątpliwe Jewhen Konowalec, który na Ukrainie przedstawiany jest jako „gigant”, wzór normatywny dla kolejnych pokoleń Ukraińców. Nie przypadkiem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w sierpniu 2026 r. podczas ponownego pochówku szczątków Konowalca na Cmentarzu Wojskowym pod Kijowem nazwał prowidnyka OUN „wybitnym synem narodu ukraińskiego”, i „wzorowym żołnierzem”.

Kim zatem był Konowalec, skoro obecnie jest tak eksponowany i hołubiony przez polityków ukraińskich i oficjalne władze państwowe. Pomija się milczeniem niewygodne fakty z jego biografii m.in. to, że był twórcą i organizatorem Ukraińskiej Wojskowej Organizacji (UWO) powstałej w sierpniu 1920 r. przekształconej następnie Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Obie organizacje eksponowane obecnie przez Ukrainę współdziałały i były szkolone przez służby specjalne Republiki Weimarskiej, a następnie przez III Rzeszę w zakresie akcji terrorystyczno-sabotażowej oraz wywiadowczej przeciwko II Rzeczpospolitej.

Jewhen Konowalec (ps. „Wira”, „Wirlenka”, „Did`ko”) urodził się 14 czerwca 1891 r. we wsi Zakrzów pod Lwowem. Jego matka Katarzyna Skroka (z. domu Węgrzynowska) pochodziła z rodziny polskiej, ale uważała się za Ukrainkę. Ojciec zaś Mychajło był dyrektorem szkoły ukraińskiej. Późniejszy prowadnik OUN miał dwóch młodszych braci. Po ukończeniu ukraińskiego gimnazjum we Lwowie w 1909 r. rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. Aktywnie włączył się wówczas w działalność ruchu studenckiego i czynnie wspierał dążenia Ukraińców do utworzenia ukraińskiego uniwersytetu we Lwowie.

W czasie studiów działał też w studenckiej organizacji „Proświt” i sportowego towarzystwa „Sokił”. W tym okresie zajmował się agitacją propagandowo-polityczną na terenie wiosek pod Lwowem. Oprócz działalności w ruchu studenckim był tez członkiem Ukraińskiej Partii Narodowo-Demokratycznej1.

W czasie I wojny światowej służył w 19. Pułku Piechoty armii Austrio-węgierskiej i po bitwie pod Makówką trafił w 1915 r. do niewoli rosyjskiej. Po zwolnieniu z obozu jenieckiego w1917 r. wraz z pułkownikiem Romanem Daszkewyczem utworzył Galicyjsko-Bukowieński kureń Strzelców Siczowych, którego został dowódcą.

Jego kariera wojskowo-polityczna rozpoczęła się właściwie w 1920 r., gdy współtworzył Ukraińsko Wojskową Organizację (UWO) i objął wówczas w sierpniu funkcję komendanta ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Zasadniczy jednak wpływ na kształtowanie zrębów organizacji miała niemiecka Reichswera. W 1920 r. Konowalec spotkał się w Berlinie z dowódcą Reichswery gen. Hansem von Seecktem i byłym szefem wywiadu wojskowego płk. Walterem Nicolai, którzy przedstawili warunki, na jakich Ukraińcy powinni tworzyć zręby organizacyjne grup nacjonalistycznych, w celu uzyskania pomocy finansowej i materiałowej Reichswery [2].

Reichswera finansując ukraiński ruch nacjonalistyczny, miała niemal od początku kontrolę nad UOW. W tym celu oddelegowała Richo Jaryja, byłego funkcjonariusza austriackiego wywiadu wojskowego i oficera UHD (a od 1921 r. pracownika Abwehrguppe), który kontaktował się m.in. Alfredem Rosenbergiem, Hermanem Göringiem i Ernstem Röhmem i uzyskiwał wskazówki oraz instrukcje. Ricko Jaryj z pochodzenia Żyd był też od 1932 r. oficjalnym przedstawicielem UWO przy sztabie Hitlera.

W życiu prywatnym Konowalca także dokonały się istotne zmiany. W 1922 r. ożenił się z Olhą Fedak, córką adwokata lwowskiego Stephena Fedaka, i mieli jednego syna. Siostra Olhi poślubiła z kolei Andrzeja Melnyka, który później został następcą Konowalca i przewodził od 1938 r. Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).

Ukraińska Wojskowa Organizacja (UWO) już w 1922 r. przystąpiła za aprobatą wywiadu wojskowego Reichswery do działań terrorystycznych przeciwko Polsce. Bojówkarze ukraińscy organizowali akcje sabotażowo-terrorystyczne i zamachy na przedstawicieli władz polskich. Wysadzali mosty, podpalali budynki, dokonywali napadów rabunkowych. Tylko w 1922 r. przeprowadzili na terenie Polski 2300 podpaleń, 38 dywersji kolejowych jako odwet przeciwko tzw. polskiej okupacji wschodnich terenów II RP [3].

To w okresie, gdy UWO kierował Konowalec, wykrystalizowała się koncepcja walki terrorystycznej z państwem polskim. Wówczas to bojówki stosowały zasadę et nefaz czyli stosowały różne metody, aby osiągnąć cel i zdestabilizować życie społeczne i gospodarcze.

Niemcy weimarskie chętnie wspomagały UWO w zakresie materiałowym, instruktażowym czy szkoleniowym, co adekwatnie odzwierciedlało wizję historii opartej na przemocy, zbrodniach i antypolskich fobiach Ukraińców. Terroryści z UWO z inspiracji niemieckiej organizowali zamachy na polskich polityków. Przykładowo we wrześniu 1921 r. zorganizowali nieudany zamach we Lwowie na Józefa Piłsudskiego, którego konsekwencją były liczne aresztowania członków UWO. Skutki działań polskich władz były na tyle groźne, że Konowalec przyjechał potajemnie do Lwowa, aby rozeznać się o skali aresztowań. Spotkał się także z abp. Andriejem Szeptyckim w celu uzgodnienia z metropolitą dalszego planu działania. Abp Szeptycki popierał nacjonalistyczny ruch ukraiński i miał nadzieję, że przy wsparciu Niemiec osiągnie się cel nadrzędny – powstanie Ukrainy.

Konowalec ustalił z metropolitą, że do Lwowa przyjedzie jego zastępca Andriej Melnyk, który obejmie posadę administratora lasów Szeptyckiego. To nie był przypadek, gdyż do Melnyka jako przyszłego prowidnyka OUN miał zaufanie. Był jego zastępca i ożenił się z siostrą żony Konowalca, a wiec stopień zażyłości między nimi był duży. Melnyk jako administrator lasów arcybiskupa miał też większa swobodę przemieszczania się, co ułatwiało mu kontakty z emisariuszami i agentami OUN.

Kierownictwo OWU uznało, że trzeba kontynuować działania terrorystyczne przeciwko Polsce. Przed wyborami do Sejmu RP pod koniec 1922 r. bojówka ukraińska przeprowadziła śmiertelny zamach na prof. Sydora Twardochliba, kandydata na posła narodowości ukraińskiej, którego Ukraińcy oskarżyli o kolaborację z Polską. W 1924 r. zorganizowano nieudany zamach na prezydenta RP. Stanisława Wojciechowskiego [4]. W trakcie procesu w 1925 r. ustalono ścisłe powiązania UWO Konowalca z wywiadem Reichswery oraz penetracje różnych obszarów życia społeczno-politycznego RP przez Ukraińców. Skala tego zjawiska była ogromna. Tylko w 1928 r. w polskich więzieniach przebywało ok. 100 agentów niemieckich legitymizujących się przynależnością do UWO [5].

Konowalec kontaktował się kilkakrotnie z Adolfem Hitlerem jeszcze przed przejęciem władzy przez NSDAP w styczniu 1933 r. W czasie tych spotkań Hitler rozmawiał z Konowalcem (w obecności Alfreda Rosenberga) i zachęcał prowidnyka, aby UWO pracowała intensywniej „nad stworzeniem bojowej siły uderzeniowej, która hartuje się w codziennej walce ze swoimi wrogami [i] może zająć poczesne miejsce w odrodzeniu państwa ukraińskiego – wspólnika wielkich Niemiec” [6].

Ukraińskie organizacje nacjonalistyczne potrafiły od 1929 r. stosować terror w walce z przeciwnikami na dużą skalę. UWO przekonywał swoich członków, że właśnie nadeszła taka chwila, gdy „terror staje się nieodzowny (…) wszelkie moralne skrupuły znikają. Głosy o miłości bliźniego <przelanie krwi> [w] humanitaryzmie stają się śmieszne [a] argumenty o szkodliwym wpływie terroru na polityczne wychowanie narodu – ogłupiające (…) Terror to siła, która staje w obronie ludzkich praw (…) a terrorysta to jeden z sędziów, który poświęca się dla ogólnego dobra w imię prawa Salus populi – suprema lex [7]. Ukraińska Wojskowa Organizacja akcentowało, że dobro narodu jest najważniejszym prawem, które trzeba stosować za każdą cenę.

Konowalec był pod dużym wpływem ideologii nazistowskiej. Często odwoływał się także do pracy Alfreda Rosenberga z 1927 r. pt. Mit XX wieku. Odegrał kluczową rolę w scaleniu różnych organizacji ukraińskich rozproszonych w Europie. Na zebraniach kierownictwa UWO cytował fragmenty z książki Rosenberga i podkreślał, że „zniszczenie państwa polskiego jest żywotną potrzebą Niemiec [a] stworzenie wspólnej granicy [z Ukrainą] staje się narodową i państwową koniecznością dla przyszłej polityki niemieckiej” [8]. Tylko Niemcy wytyczą drogę do powstania wielkiej Ukrainy w skład, której wejdą „etnograficzne terytoria oczyszczone z tzw. okupantów” [9].

Prowydnyk UWO spieszył się, aby przygotować środowisko nacjonalistyczne i spełnić oczekiwania Niemiec. Niewątpliwie konsolidacji różnych organizacji ukraińskich sprzyjało zbliżenie Ukraińskiej Wojskowej Organizacji z Reichswerą. Już w 1922 r. UWO Konowalca w zamian za pomoc materialną, instruktażową, szkoleniową oficerów ukraińskich w szeregach Reichswery w zakresie szpiegostwa, dywersji, terroru uzyskała mgliste obietnice dotyczące przyszłości Ukrainy. Nacjonaliści mogli także liczyć na półoficjalną pomoc i wsparcie władz czeskich i litewskich [10].

W lutym 1929 r. wysiłki Konowalca przyniosły wymierne efekty. W Pradze utworzono wówczas Organizacje Ukraińskich Nacjonalistów w skład której weszły: Legia Ukraińskich Nacjonalistów (ŁUN), Prowid Ukraińskich Nacjonalistów (PUN) i Związek Ukraińskiej Młodzieży. Prowydnykiem scalonych organizacji działającej pod nazwą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) został Konowalec.

OUN przyjęła faszystowską zasadę wodzostwa. Prowydnykowi podlegali przywódcy terenowi, którzy mieli prawo skazywania na śmierć podległych mu członków na wypadek niesubordynacji i zdrady. W dekalogu OUN z lat 30. XX w. skłaniano Ukraińców, aby nie zawahali się popełniać największych zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy i aby nienawiścią i podstępem przyjmować wrogów. Dążyć do rozszerzenia siły, bogactwa i obszaru państwa ukraińskiego drogą ujarzmienia cudzoziemców.

Z inspiracji Konowalca opracowano instrukcję, która obligowała nacjonalistów do przestrzegania tych zaleceń. OUN działała tam, gdzie były skupiska ukraińskich emigrantów m. in. w Niemczech, Czechosłowacji, Jugosławii, Rumunii, Bułgarii, a także Belgii, Włoszech, Turcji, USA, Kanadzie, Australii i w niektórych krajach Ameryki Południowej. Tak liczna emigracja ukraińska budziła nadzieję, że silne zaplecze gospodarcze, ludzkie i pomoc finansowa przyspieszą powstanie „samostijnej Ukrainy”. Konowalec w gazecie „Na Starożi” apelował do ukraińskich nacjonalistów, aby „stali gęsto kozacką ławą u boku Hitlera, który otworzy bramy na Wschód” [11].

Wiosną 1933 r. w Locarno odbyła się tajna narada przedstawicieli Włoch i Niemiec, w której uczestniczył m.in. Konowalec. Rzecznikiem ukraińskim był Alfred Rosenberg, który przedstawił plan rozczłonkowania ZSRR i wyodrębnienia z części sowieckiego terytorium „burżuazyjnej Ukrainy”. Konowalec niemal natychmiast powiadomił o treści narady abpa Szeptyckiego. Pisał: „W imieniu führera (…) dana została uroczysta obietnica odrodzenia państwa ukraińskiego. Wielkie Niemcy będą związane z Wielką Ukrainą” [12].

Wspólne narady przedstawicieli OUN i III Rzeszy obywały się wielokrotnie w latach 30. XX w. Knowalec kontaktował się także z admirałem Canarisem, nowym szefem Abwehry, który, jak twierdzi prof. Edward Prus, darzył Konowalca sympatią. Canaris uważał, że ounowcy najlepiej nadają się do walki na zapleczu obszaru etnicznie ukraińskiego i szczególnie po przeszkoleniu mogą w czasie wojny „stać się siłą w szybkim, a nawet efektownym, pokonaniu Polski” w zakresie „szerokiej dywersji czy nawet powstania zbrojnego” oraz siania zamętu na tyłach wojsk polskich. Prowydnyk Konowalec już w 1937 r. zaakceptował powstanie w Małopolsce Wschodniej pierwszego konspiracyjnego oddziału bojowego OUN pod kryptonimem „Wowki”, który w jego zamyśle miał być zalążkiem nacjonalistycznej armii [13].

Konowalec wcześniej znalazł się w orbicie zainteresowania Wywiadu II Abwehry (wywiadu wojskowego), który był najważniejszym wojskowym ośrodkiem organizującym akcje dywersyjne początkowo przeciwko Czechosłowacji oraz Polsce w oparciu o mniejszość ukraińską i niemiecką [14]. Został też zwerbowany jako agent Abwehry.

Wywiad radziecki był zorientowany w planach Niemiec wykorzystania nacjonalistycznych oddziałów ukraińskich przeciwko ZSRR. W NKWD rozważno różne warianty likwidacji Konowalca. Do tego zadania wyznaczono Pawła Sudopłatowa, który w latach 30. XX w. kilkakrotnie spotkał się z Konowalcem. Decyzję zbicia Konowalca podjął osobiście Józef Stalin pod koniec listopada 1937 r. Wydział techniczny NKWD przygotował bombę ukrytą w pudełku czekoladek, którą Sudopłatow wręczył Konowalcowi podczas spotkania 23 maja 1938 r. w centrum Rotterdamu. Wybuch bomby spowodował śmierć Konowalca [15].

Po zlikwidowaniu prowidnyka OUN ruchem nacjonalistycznym kierował jego szwagier płk. inż. Andriej Melnyk. Śmieć Konowalca spowodowała pogłębienie wewnętrznych podziałów politycznych i programowych i rozłam w OUN – powstanie OUN – B (frakcja Bandery) i OUN –M (frakcja Melnyka). Ten podział utrzymał się mniej więcej do powstania UPA.

Prof. dr hab. Jan Ryszard Sielezin

[1] M. Gibiec, „Kulisy funkcjonowania Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów na emigracji świetle Archiwum Senyka (1929-1934)”, Wrocław 2025, s. 110.

[2] E. Prus, „Herosi spod znaku tryzuba”, Warszawa 1985, s. 35-36.

[3] J. R. Sielezin, „Ukraińcy sojusznicy Hitlera”, „Nasz Dziennik” 21-22 III 2026 nr 67 (dodatek „Naszego Dziennika”) s. 4.;zob. też R. Torzecki, „Kwestia Ukraińska w Polsce w latach 1923-1929”, Kraków 1989, s, 62.

[4] J. R. Sielezin, op. cit., s. 4.

[5] E. Prus, op. cit., s. 44, 53-54.

[6] Cyt. za: E. Prus, op. cit., s. 45.

[7] Ibidem, s. 49.

[8] Ibidem, s. 57.

[9] A. Podhajecki, „OUN i UPA pod skrzydłami III Rzeszy”, Warszawa 2018, s. 62.

[10] R. Torzecki, op. cit. s. 63.

[11] E. Prus, op. cit., s. 74.

[12] Ibidem, s. 75.

[13] Ibidem, s. 98.

[14] A. Dorożdżyński, J. Zaborowski, „Oberländer. Przez „Ostforschung” wywiad i NSDAP do rządu NRF”, Poznań-Warszawa 1960, s. 50; A. Podhajecki, op. cit., s. 107.

[15] P. Sudopłatow, „Wspomnienia niewygodnego świadka”, Warszawa 1999, s. 44-48.

Myśl Polska, nr 39-40 (27.09-4.10.2026)

Polskie nawozy azotowe na Ukrainę po 1247 zł/t. A dla nas – dochodzi do 3550 zł/t !!

Polski azot na Ukrainę po 1247 zł/t. Jak to możliwe?!

[Sprawdziłem: Mocznik: średnio 2486 zł/t (szeroki zakres 1720–3100). nawet ok. 3550 zł/t), głównie we wrześniu 2026 md]

Maria Chmal 30 września 2026 agroprofil/nawozy-azotowe-na-ukraine-po-1247-zl-t-w-kraju-nawet-5000-zl-jak-to-mozliwe

Kiedy w gospodarstwach liczyliśmy koszty azotu, polskie nawozy jechały na Ukrainę znacznie taniej. Tak wynika z danych, które w odpowiedzi na interpelację poselską przekazało Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Hubert Ojdana, rolnik z Podlasia, przeanalizował je w materiale opublikowanym na Facebooku i domaga się wyjaśnień.

1247, 1435 i 1709 zł za tonę: średnie ceny eksportowe azotu

Dokument trafił do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Średnie ceny eksportowe nawozów azotowych (CN 3102) na Ukrainę wyniosły według niego:

  • 2024 r.: ok. 1247 zł/t,
  • 2025 r.: niespełna 1435 zł/t,
  • I półrocze 2026 r.: nieco ponad 1709 zł/t.

W tym samym czasie ceny w kraju w najgorszych momentach dochodziły do 5000 zł za tonę. Ojdana przypomina Dorohusk, gdzie razem z innymi rolnikami stał na torach i patrzył na przejeżdżające transporty.

Gaz drogi dla nas, tańszy dla eksportu?

Ministerstwo tłumaczy sytuację na rynku m.in. cenami gazu dla przemysłu, kosztami paliw i transformacją energetyczną. Ojdana pyta o rzecz, której nikt mu nie wyjaśnił: jak ten sam gaz, użyty do nawozu na eksport, daje produkt tak wyraźnie tańszy niż ten sprzedawany w Polsce. Wprost domaga się objaśnienia mechanizmu.

CBAM i tajemnica handlowa zamiast konkretów

Według rolnika resort w odpowiedzi odsyła do unijnych procedur, CBAM i tajemnicy przedsiębiorstw, więc szczegółowych danych handlowych brak. Zagrożeniem dla autonomii strategicznej ma być tam wyłącznie import z krajów trzecich.

Z tych samych danych wynika, że Polska jest największym dostawcą nawozów na Ukrainę i pokrywa blisko jedną trzecią jej importowego zapotrzebowania. Ojdana uważa, że państwo nie chroni krajowych gospodarstw, a koszty ponoszą polscy producenci żywności.

Na co uważać, porównując te liczby

To średnie dla całej grupy CN 3102, zestawione z cenami krajowymi z okresów szczytu. Na różnicę mogą wpływać asortyment, terminy i warunki kontraktów. Bez szczegółów handlowych, których ministerstwo nie ujawnia, trudno ją w pełni ocenić. Właśnie o te szczegóły pyta Ojdana.