Wojna rosyjsko-ukraińska: „Witamy w prawdziwym świecie”

Wojna rosyjsko-ukraińska: „Witamy w prawdziwym świecie”

Autor: Sabiene Jahn apolut/russland-ukraine-krieg-willkommen-in-der-realen-welt

Wojna rosyjsko-ukraińska: „Witamy w prawdziwym świecie” | Autor: Sabiene Jahn

W zeszłą sobotę korespondent FAZ Michael Martens zapytał, jak Europa mogłaby pomóc Ukrainie w zabiciu większej liczby rosyjskich żołnierzy, po czym otwarcie bronił tego sformułowania. Problem nie polega już więc na przejęzyczeniu. Chodzi o postawę, w której ludzie stają się zbędni w wojnie na wyniszczenie.

Artykuł publicystyczny autorstwa Sabiene Jahn.

Wojny nie niszczą tylko domów, ciał i krajobrazów. Niszczą przede wszystkim język. Pojęcia się zmieniają, zahamowania maleją, a ludzie znikają za kategoriami takimi jak „cele”, „potencjał”, „straty” i „stopy odnowy”. Być może dlatego wojna tak naprawdę pożera najpierw część swojego intelektualnego potomstwa – tych, których zadaniem jest zachowanie dystansu i uważna obserwacja.

Michael Martens, wieloletni korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, zadał pytanie na wspólnej konferencji prasowej prezydenta Serbii Aleksandara Vučicia i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Belgradzie 8 sierpnia 2026 roku, które przekroczyło tę granicę. (1) Chciał dowiedzieć się od Zełenskiego, co „my, Europejczycy”, moglibyśmy konkretnie zrobić, aby pomóc Ukrainie „zabić więcej Rosjan”. Natychmiast dodał: „oczywiście więcej rosyjskich żołnierzy”. (2)

Można by to zignorować jako pomyłkę. Zdanie, które wymknęło się z jego ust szybciej, niż umysł był w stanie je opanować. Późniejsze wyjaśnienie można by zinterpretować jako spóźniony szok z powodu jego własnego doboru słów. Ale sam Martens wyeliminował właśnie to wyjaśnienie. Po konferencji prasowej ponownie opisał swoje pytanie na swoim koncie X. Zapytał Zełenskiego, co Europa może zrobić, „aby pomóc Ukrainie zabić więcej rosyjskich żołnierzy”. (3) Bez żalu, bez dystansu. Skonfrontowany z jego sformułowaniem, dodał: „Jak kończą się wojny? Zabijając żołnierzy i niszcząc infrastrukturę wroga”. I wreszcie: „Tylko jeśli wolny świat zabije więcej rosyjskich żołnierzy, niż Putin jest w stanie uzupełnić, będzie zmuszony zakończyć wojnę. Witamy w realnym świecie”. (4) Innymi słowy, tylko jeśli „wolny świat” zabije więcej rosyjskich żołnierzy, niż Putin jest w stanie zastąpić, będzie zmuszony zakończyć wojnę. Witamy w realnym świecie. Martens mówił poważnie. Dobór słów jest niedopuszczalny.

Oczywiście, żołnierze giną na wojnie. Oczywiście, strategia wojskowa obejmuje również obezwładnianie sił wroga. Nikt nie musi tego ukrywać. Korespondent wojenny ma prawo pytać o broń, zasięg, straty, zaopatrzenie i skuteczność militarną. Musi być w stanie to zrobić. Istnieje jednak zasadnicza różnica między opisywaniem zabijania a traktowaniem go jako celu samego w sobie.

Martens nie pytał, czego Ukraina potrzebuje, aby utrzymać swoje pozycje, jak Europa może zwiększyć swoje zdolności obronne ani jakie środki mogłyby zmusić Rosję do wycofania się. Pytał, co możemy zrobić, aby zapewnić śmierć większej liczby rosyjskich żołnierzy. A później „my, Europejczycy”, stajemy się nawet „wolnym światem”. Tak zwany wolny świat jako aktywny sprawca zabójstw. Dziennikarz FAZ jako jego rzecznik. Tutaj obserwacja się kończy. Tutaj opowiadają się po którejś ze stron, nawet do momentu ustalenia pożądanej liczby ofiar.

Serbski prezydent był wyraźnie zbulwersowany – uniósł brwi – po czym spokojnie odpowiedział zaskakująco zwięzłym zdaniem. Vučić najpierw stwierdził, że współpraca wojskowa z Ukrainą nie była tego dnia omawiana. Następnie dodał: „Jeśli chodzi o zabijanie, mam nadzieję, że się skończy”. (5) W istocie, w tym momencie konferencja prasowa mogłaby być lekcją dziennikarstwa. Vučić bowiem wyraził oczywistą prawdę, którą Martens stracił z oczu. Z ludzkiego punktu widzenia celem wojny nie może być coraz skuteczniejsze zabijanie ludzi. Celem musi być położenie kresu zabijaniu.

Są też ludzie po stronie rosyjskiej. To brzmi banalnie. Najwyraźniej trzeba to powtórzyć. Rosyjscy żołnierze mają rodziców. Wielu ma żony i dzieci. Niektórzy są niewiele starsi od dzieci. To samo dotyczy ukraińskich żołnierzy. Za każdą liczbą ofiar stoi rodzina, która pewnego dnia dowie się, że syn, ojciec, brat czy mąż nie wróci. Wojna zamienia je w liczby. Dziennikarstwo nie powinno robić tego samego. Każdy, kto myśli tylko o tym, czy jedna strona może zabijać ludzi szybciej niż druga może sprowadzić na front nowych ludzi, przyjmuje logikę wojny na wyniszczenie. W tej logice człowiek jawi się jako zwykła amunicja – dostępna, zużywana i możliwa do zastąpienia.

Powołanie się Martensa na II wojnę światową nie czyni jego argumentów bardziej przekonującymi. (3) Analogie historyczne nie są skrótem od analizy politycznej. Rosja w 2026 roku nie jest Rzeszą Niemiecką z 1941 roku, a wojna na Ukrainie nie jest powtórką wojny na wyniszczenie ze Związkiem Radzieckim. Każdy, kto odrzuca wszelkie pytania dotyczące negocjacji, odwołując się do Hitlera, tworzy świat, w którym dyplomacja jest zasadniczo postrzegana jako ustępstwa, a eskalacja militarna jako moralny obowiązek. To sprawia, że ​​wojna potencjalnie nie ma końca. I to nie wszystko.

Narracja, że ​​wojna ta rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku z historycznej nicości, jest fałszywa. Wojna w Donbasie toczyła się już od 2014 roku. (6) Po zamachu stanu w Kijowie, żądaniach większej autonomii regionalnej lub specjalnego statusu dla wschodu, a wreszcie po proklamowaniu Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, ukraińskie władze wysłały siły zbrojne, Gwardię Narodową i artylerię na tereny opanowane przez rebelię. Rosja zapewniła wsparcie logistyczne i materialne początkowo samoorganizującym się bojówkom w Donbasie. (7) Każdy, kto ignoruje tę historię, nie rozumie ani zahartowania ludności, ani dynamiki eskalacji, która ostatecznie doprowadziła do otwartej wojny między Rosją a Ukrainą.

W swoim najnowszym artykule niemiecki dziennikarz Patrik Baab zwraca również uwagę na wymiar, który niemal całkowicie znika w moralnie nacechowanym dyskursie wokół tej wojny – interesy materialne. Jeszcze przed 2014 rokiem międzynarodowe koncerny energetyczne miały znaczne udziały w ukraińskich rezerwach gazu i surowców. (8) Baab odnosi się między innymi do projektów gazu łupkowego Shella w regionie między Charkowem a Donieckiem, a także do planowanych inwestycji Chevronu i innych koncernów energetycznych. (9) Donbas to również region z dużymi złożami węgla, rud i minerałów. Baab jednoznacznie umieszcza ten wymiar ekonomiczny w centrum konfliktu. (10) (11) Dlaczego ludzie zamieszkujący tę ziemię mieliby być ostatecznie postrzegani wyłącznie jako żołnierze, których liczebność należy jak najszybciej zmniejszyć?

Baab jest szczególnie krytyczny wobec związku między interesami surowcowymi, kapitałem finansowym i kontrolą polityczną nad Ukrainą. Wskazuje na inwestycję Huntera Bidena w Burismę 12 maja 2014 r. oraz na ówczesne interesy Zachodu w ukraińskiej polityce energetycznej, wojnę napędzaną przede wszystkim interesami finansowymi i surowcowymi. (11) Trudno zaprzeczyć, że energia, surowce, rynki, infrastruktura, a teraz gigantyczna produkcja zbrojeniowa generują interesy ekonomiczne. Właśnie dlatego oświadczenie Martensa jest tak niepokojąco szokujące.

Ci, którzy umierają, nie są właścicielami surowców. Nie zasiadają w zarządach firm energetycznych. Nie handlują kontraktami zbrojeniowymi, nie negocjują programów pożyczkowych ani nie podpisują wielomiliardowych umów o odbudowie. Leżą w okopach. A potem pojawia się niemiecki dziennikarz i pyta, jak „my, Europejczycy”, możemy sprawić, że umrze jeszcze więcej z nich. To upadek moralny i wypaczenie tej wojny.

Rosyjscy żołnierze nie decydują o kontraktach na surowce, strategiach NATO ani geopolitycznych strefach wpływów bardziej niż ukraińscy żołnierze w okopach. Obaj podejmują decyzje, które zapadają gdzie indziej: w gabinetach prezydenckich, zarządach banków, ministerstwach, sztabach wojskowych, siedzibach korporacji i departamentach strategii. Dlatego ci, którzy przedłużają wojnę pomimo istniejących politycznych możliwości jej zakończenia, ponoszą inną odpowiedzialność niż ci, którzy zostali powołani do wojska, przymusowo zmobilizowani lub wysłani na front pod presją społeczną.

To właśnie na tym powinna koncentrować się dziennikarska agresja. Nie na pytaniu, jak można zabić jeszcze więcej Rosjan. Na pytaniach takich jak: Kto zapobiega dalszym mordom? Które oferty negocjacyjne zostały odrzucone? Które maksymalistyczne żądania uniemożliwiają kompromisy? Kto korzysta na kontynuacji wojny? Które rządy deklarują zwycięstwa militarne jako warunek wstępny do rozmów? Które firmy już kalkulują, jeśli chodzi o linie produkcyjne, zamówienia i odbudowę? Którzy aktorzy polityczni, siedzący daleko od pola bitwy, deklarują konieczność kolejnych lat wojny? Właśnie tu potrzebna jest stanowczość.

Osoby odpowiedzialne politycznie powinny zostać wyciągnięte z ciepłych biur i klimatyzowanych miejsc pracy i skonfrontowane z konsekwencjami swoich decyzji. Z cmentarzami. Z rannymi. Z rodzicami. Z wdowami. Z dziećmi, które znają ojca tylko ze zdjęcia.

Nie chodzi o to, że narody muszą się nienawidzić. Trzeba je zmusić, by się nienawidziły. Każda przedłużająca się wojna wymaga obrazów wroga. W pewnym momencie śmierć żołnierzy przestaje być tragedią, staje się strategicznym sukcesem. Wtedy osiąga się próg, w którym sam język staje się zdolny do prowadzenia wojny. Martens jest zatem nie tyle przyczyną, co objawem. Objawem atmosfery, w której nienawiść uchodzi za realizm, a pragnienie mniejszej liczby ofiar za naiwność. „Witamy w prawdziwym świecie” – pisze.

Być może prawda jest taka, że ​​dwanaście lat wojny w Donbasie wystarczy. Że żaden dodatkowy martwy Rosjanin nie przywróci życia żadnemu Ukraińcowi. Że żaden dodatkowy martwy Ukrainiec nie przywróci życia żadnemu Rosjaninowi. Czy najbrutalniejsza prawda o wojnie nie jest może znacznie prostsza niż wyliczenia Martensa dotyczące wskaźników zastępowalności? Wojna nie kończy się, gdy zginie wystarczająca liczba ludzi. Kończy się, gdy ci, którzy ją prowadzą i finansują, zdecydują, że nikt więcej nie powinien zginąć.

Nie wymaga to większego wysiłku w zabijaniu. Wymaga woli politycznej. I przynajmniej minimum tego, czego dziennikarstwo nigdy nie może stracić: człowieczeństwa.

+++

Źródło obrazu: PhotoChur / shutterstock

+++

Artykuł został pierwotnie opublikowany 11 sierpnia 2026 r. na portalu globalbridge.ch:  https://globalbridge.ch/willkommen-in-der-realen-welt/

+++

Źródła i krótkie notatki: (dostęp: 9 sierpnia 2026 r.)

  1. Wspólna konferencja prasowa Aleksandara Vučicia i Wołodymyra Zełenskiego, Belgrad, 8 sierpnia 2026 r. Udokumentowana data, miejsce i kontekst polityczny spotkania: https://www.reuters.com/business/leaders-serbia-ukraine-pledge-closer-economic-ties-2026-08-08/
  2. Brzmienie pytania Michaela Martensa i odpowiedzi Aleksandara Vučicia: RTRS dokumentuje zarówno pytanie Martensa, jak i serbskie sformułowanie Vučicia: „A što se tiče ubijanja ja se nadam da će ubijanje da prestane”.
 https://lat.rtrs.tv/vijesti/vijest.php?id=655747 ; https://x.com/vladi2726/status/2086122127883698559
  3. Dokumentacja pytania Martensa i jego późniejszej obrony na X. Tekst w języku angielskim brzmi: „Czy możesz nam, Europejczykom, powiedzieć, co konkretnie możemy zrobić, aby pomóc ci zabić więcej Rosjan?”, a także „oczywiście więcej rosyjskich żołnierzy”, i dokumentuje jego późniejsze wypowiedzi na X: https://www.bignewsnetwork.com/news/279228308/how-can-we-help-you-kill-more-russians-german-reporter-asks-zelensky ; https://x.com/Andric1961/status/2086050674886799785 ; https://x.com/Andric1961/status/2086100782055637350 ; (Zrzut ekranu zapisany)
  4. Oficjalna ukraińska dokumentacja rozpoczęcia „operacji antyterrorystycznej” na wschodzie Ukrainy w 2014 roku. Ukraiński rząd podaje datę oficjalnego ogłoszenia operacji ATO na 14 kwietnia 2014 roku: https://dn.gov.ua/en/news/14-kvitnia-2014-roku-oholosheno-provedennia-antyterorystychnoi-operatsii-na-skhodi-ukrainy
  5. Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych o rozpoczęciu konfliktu zbrojnego w kwietniu 2014 r. Decyzja o rozpoczęciu „pełnej operacji antyterrorystycznej”: https://mfa.gov.ua/en/news/21521-zajava-mzs-ukrajini
  6. Shell i złoże gazu łupkowego Jużowska w obwodach donieckim i charkowskim. Ośrodek Studiów Wschodnich dokumentuje 50-letnią umowę o podziale produkcji podpisaną 24 stycznia 2013 roku między Ukrainą a Shell. Złoże Jużowska rozciągało się na części obwodów charkowskiego i donieckiego: osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-01-30/ukraine-agreement-shell-shale-gas-extraction
  7. Zasoby węgla i energii w Donbasie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna opisuje znaczne zasoby węgla na Ukrainie i zauważa, że ​​większość ukraińskiego węgla znajduje się w regionie Donbasu, a konkretnie w Zagłębiu Donieckim: https://www.iea.org/reports/ukraine-energy-profile/energy-security
  8. Baza surowcowa Ukrainy: Amerykańska Służba Geologiczna dokumentuje m.in. ukraińskie złoża i produkcję rudy żelaza, minerałów tytanu, grafitu, uranu i innych surowców mineralnych: https://www.usgs.gov/centers/national-minerals-information-center/ukraine
  9. Hunter Biden i Burisma: Agencja Reuters podaje, że Hunter Biden dołączył do zarządu ukraińskiej firmy energetycznej Burisma w 2014 roku, gdy Joe Biden był wiceprezydentem USA.
 https://www.reuters.com/legal/pivotal-moments-leading-up-trial-joe-bidens-son-hunter-2024-06-03/
  10. Raport na temat dołączenia Huntera Bidena do Burismy: Raport z 14 maja 2014 r. opisuje Burismę jako dużego prywatnego ukraińskiego producenta gazu i rolę Bidena w firmie: https://www.theguardian.com/business/shortcuts/2014/may/14/hunter-biden-job-board-ukraine-biggest-gas-producer-burisma
  11. Patrik Baab: W swoim artykule omawia londyńskie sceny przestępcze: jak City of London, jako strefa poza prawem i najpotężniejsze lobby finansowe świata, finansuje wojny i czerpie zyski z chaosu. Wojny bankierów: dlaczego zasoby takie jak ropa naftowa, gaz i pierwiastki ziem rzadkich stanowią podstawę handlu instrumentami pochodnymi z dźwignią finansową i dlaczego system finansowy upadłby bez nowych grabieży. Rola oligarchów: jak ukraińskie aktywa znikają w zachodnich rajach podatkowych, podczas gdy kraj pochodzenia zubaża się i deindustrializuje. Decyzje geopolityczne: interesy wielkich koncernów energetycznych (Shell, Exxon, Chevron) i zaangażowanie postaci takich jak Hunter Biden w ukraiński holding Burisma, a także krwawe żniwo: dlaczego konflikt na Ukrainie i jego przyszłe eskalacje należy uznać za gigantyczne „opóźnienie bankructwa” systemu kapitalistycznego: www.youtube.com/watch?v=bLA0a0xiy_g

Były dowódca Delta Force wysuwa poważne oskarżenia: „Prawda o Ukrainie jest ukrywana”

Były dowódca Delta Force wysuwa poważne oskarżenia: „Prawda o Ukrainie jest ukrywana”

To, co Pete Blaber, były dowódca elitarnej jednostki amerykańskiej Delta Force, wyjaśnił w programie „Shawn Ryan Show”, należy do stwierdzeń, które cieszą się niewielkim zainteresowaniem zachodnich mediów głównego nurtu. Jego relacja rodzi fundamentalne pytania dotyczące relacjonowania wojny na Ukrainie – zwłaszcza że, według niego, opiera się ona na informacjach z najwyższych szczebli władzy.

Kim jest Pete Blaber?

Pete Blaber dorastał w Oak Park w stanie Illinois, jako jedno z dziewięciorga dzieci w irlandzkiej rodzinie katolickiej. Po ukończeniu Southern Illinois University awansował na dowódcę legendarnej jednostki Delta Force – jednej z najbardziej tajnych i potężnych jednostek specjalnych w armii amerykańskiej.

Jego misje obejmowały między innymi Panamę, Kolumbię, Somalię, Bośnię, Afganistan i Irak. Po odejściu z wojska w 2006 roku poświęcił się tematom przywództwa, zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa narodowego.

Blaber nie jest zatem uważany za outsidera ani zwolennika teorii spiskowych, lecz za byłego oficera wysokiego szczebla z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w najbardziej wrażliwych obszarach amerykańskiego aparatu wojskowego i wywiadowczego.

https://youtube.com/watch?v=D47CmwYx58M%3Fstart%3D1%26feature%3Doembed

Co powiedziały mu jego kontakty w rządzie USA?

Blaber opisuje spotkanie w Los Angeles z czterema osobami ze swojej sieci kontaktów, z którymi utrzymywał długotrwałe kontakty: kontaktem w Departamencie Stanu USA, dwoma pracownikami agencji wywiadowczych i długoletnim kontrahentem rządowym.

Według niego, otrzymał informację, która „całkowicie go zszokowała”. Jego kontakty zapytały go, czy jest skłonny upublicznić tę informację. Blaber wyjaśnił, że się zgodził – i uważał to za swój obowiązek.

Najpoważniejsze roszczenia dotyczą strat po stronie Ukrainy.

Według jego źródeł, zginęło około 1,25 miliona ukraińskich żołnierzy . W 2025 roku średnio dziennie ginęło około 1000 żołnierzy.

Blaber nie przedstawił żadnych publicznie weryfikowalnych dowodów na poparcie tych danych. Różnią się one znacząco od szacunków rządów zachodnich i organizacji niezależnych. Gdyby jednak były choć w przybliżeniu dokładne, wskazywałoby to na katastrofę humanitarną o historycznych rozmiarach.

Dlaczego, pyta Blaber, zachodnie media o tym nie informują?

Blaber zadaje pytanie, które jego zdaniem powinien zadać sobie każdy krytyczny obserwator: Dlaczego jest tak mało rzetelnych doniesień na temat wojny na Ukrainie?

Jego odpowiedź jest jednoznaczna: jego zdaniem, całościowy opis sytuacji podważyłby oficjalną narrację Zachodu. Rządy i główne media stworzyły obraz wojny, który nie odpowiada rzeczywistości na miejscu.

Według Blabera relacja ta uwzględnia również reakcję ludności na terenach kontrolowanych przez Rosję.

Powołując się na swoje kontakty, twierdzi, że w zdobytych miastach wojska rosyjskie są często witane jak wyzwoliciele. Jednocześnie jego źródła opisują poważne nadużycia w czasie obecności ukraińskiego wojska. Ta relacja przeczy również doniesieniom wielu zachodnich mediów.

Dziennikarka Eva Karene Bartlett widzi podobieństwa

Niezależna dziennikarka Eva Karene Bartlett, która od lat relacjonuje wydarzenia w różnych strefach konfliktów i regularnie krytykuje główne zachodnie doniesienia medialne, stwierdziła, że ​​zdaje sobie sprawę z wielu rzeczy, które sama udokumentowała w oświadczeniach Blabera.

Według jej oświadczenia, przeprowadziła liczne wywiady z cywilami, szczególnie w 2022 roku, ale także w latach następnych – m.in. w Bachmucie (Artemiwsk). Cywile ci relacjonowali, że zostali sterroryzowani przez wojska ukraińskie, a następnie wyzwoleni przez żołnierzy rosyjskich.

Bartlett krytykuje fakt, że jej doniesienia są często ignorowane na Zachodzie lub wręcz odrzucane jako rosyjska propaganda. Podkreśla jednak, że jej praca polega na dokumentowaniu relacji ludzi w terenie – niezależnie od tego, czy wpisują się one w dominującą narrację polityczną.

Rosja chce, aby Galicja Wschodnia wróciła do Polski

Rosja chce, aby Galicja Wschodnia wróciła do Polski

Niedawno z opublikowanego w jednym z proukraińskich dzienników (innych nie ma) dowiedzieliśmy się, że (jakoby) w czasach Polski Ludowej (czyli 1945-1989 roku) nie mówiono ani nie pisano o ukraińskich zbrodniach popełnianych na obywatelach II RP.

Powiedział to człek dość młody, choć tytuły i stopnie poprzedzające jego nazwisko uzasadniały większą dociekliwość w badaniu w końcu dość nieodległej przeszłości. Było akurat zupełnie odwrotnie: powstała na ten temat obszerna literatura faktu, publikowano wspomnienia tych nielicznych, którzy przeżyli, powstały filmy fabularne oglądane przez milionową widownię („Ogniomistrz Kaleń”, „Zerwany Most” – można je znaleźć w internecie). Nie było wówczas obecnej cenzury nakazującej „ważyć słowa” na ten temat a przede wszystkim nie zauważać antypolskiej tradycji odradzającego się banderyzmu: każda epoka ma swój indeks myśli i słów zakazanych. Ten grzech zaniechania (ogłupiania?) ostatniego trzydziestolecia skutkuje tym, że za wschodnią granicą przy naszym udziale odrodził się i umocnił antypolski ruch polityczny, który w dodatku jest przez nasze państwo (z naszej kieszeni) na co dzień finansowany.

Kijów nie chce z polskimi politykami nawet na ten temat rozmawiać, bo wie, że jesteśmy w ślepej uliczce, z istoty błędnej polityki. Teraz zwala się winę za tę porażkę na Giedrojciowe teorie nakazujące wspierać ukraińskie i litewskie nacjonalizmy, bo były jego zdaniem antysowieckie. Nasi drodzy politycy wychowani na tych wypocinach politycznych nie zauważyli, że od ponad trzydziestu lat NIE MA ZWIĄZKU SOWIECKIEGO, który stworzył obecną wersję Wielkiej Ukrainy, której obecna Rosja może nie chcieć bronić. Połączenie w jeden organizm postawy banderowskiej Galicji, lewobrzeżnej Ukrainy a nawet Krymu miało sens dopóki państwo to nie było antysemickie i antyrosyjskie. Jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że nacjonalizm wschodnio-galicyjski był nie tylko antysowiecki ale również antypolski a przede wszystkim ludobójczy.

Dziś znaleźliśmy się w możliwie najbardziej absurdalnej sytuacji: popieramy bezwarunkowo i bezzwrotnie sowiecki twór państwowy, którego wrogiem jest Rosja, która już oficjalnie przewiduje przywrócić status quo ante bellum, czyli… powrotu do Polski, Węgier, Rumunii tych części obecnej Ukrainy przyłączonych do ZSRR w latach 1939-1945.

Jeżeli dotąd Rosja faktycznie przegrywa wojnę z sowiecką wersją wielkiej Ukrainy więc nie chce podbijać jej zachodnich prowincji, a przede wszystkim matecznika banderyzmu. Chce nam podrzucić ten balast odwołując się do pewnego procederu z czasów II wojny światowej, gdy Trzecia Rzesza powiększyła terytorium tzw. Generalnego Gubernatorstwa (czyli ówczesnej wersji niemieckich porządków na wschodzie Europy).

Reasumując: nasz wróg (Rosja) chce reaktywowania naszej obecności prawno-politycznej w Galicji Wschodniej, my wspieramy banderowską Wielką Ukrainę w granicach sowieckich, która nawet oficjalnie lekceważy nasze uniżone prośby o przyzwoity pochówek pomordowanych Polaków, bo (słusznie) twierdzi, że obecnie gra w dużo wyższej lidze niż my. Jak się to skończy? Nie wiadomo. Wszystkie warianty są dla nas złe, ale najgorszym byłoby połączenie nas z banderowską wersją całości lub części Ukrainy. A takie pomysły kłębiły się jeszcze niedawno postsolidarnościowym politykom. Czy przyszło im do głowy, że przywrócenia wschodnich granic II RP będzie chciała Rosja?

Prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

Kto posprząta po Ukrainie?

Kto posprząta po Ukrainie?

Posted by Marucha w dniu 2026-08-11 marucha/kto-posprzata-po-ukrainie

Prezydent Władimir Putin na spotkaniu w Sankt Petersburgu z marynarzami, w Dniu Marynarki Wojennej 26 lipca, zapowiedział, że regiony zachodnie, które Ukraina odziedziczyła po II wojnie światowej, powrócą do Polski, Węgier i Rumunii.

„Poza wszystkim innym, znajduje się tam zachodnia część Ukrainy – prezent, jaki Josif Wissarionowicz Stalin podarował Ukrainie po wojnie.

To właśnie Stalin podarował Ukrainie te ziemie. Ale podarował je w ramach jednego państwa. Najwyraźniej nie przyszło mu do głowy, że może dojść do takiej sytuacji, jaka ma miejsce dzisiaj. Nawiasem mówiąc, jestem przekonany, że prędzej czy później Ukraina utraci te zachodnie tereny. A to, co należało do Polski, do Węgier, do Rumunii, prędzej czy później – nie jutro, może nie pojutrze, za rok, dwa, 10, 15 lat – wszystko historycznie ułoży się na swoim miejscu.

Był tylko jeden gwarant integralności terytorialnej Ukrainy – Rosja. Uznali za konieczne, możliwe i korzystne dla siebie ogłoszenie Rosji swoim wrogiem, a Rosjan na Ukrainie – mniejszością narodową, co jest kompletną bzdurą i psim bełkotem, ale tak właśnie zrobili. To oni podjęli oficjalną decyzję, że Rosjanie na Ukrainie są mniejszością narodową. No to mamy. A co to w takim razie jest? Cóż, niech Bóg ma ich w opiece” – powiedział prezydent Putin

Umowność granic

Werbalne odrzucenie przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wypowiedzi przywódcy Rosji Władimira Putina dotyczącej przyszłego podziału Ukrainy i udziału w nim Polski, wypowiedziane przez rzecznika resortu Macieja Wewióra, głosiło, że nasz kraj nie miał, nie ma i nie będzie mieć roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy. W istocie rzeczy jest ono bezzasadne, godzące w powagę MSZ.

Oświadczenie to jest przykładem ignorowania oczywistych faktów historycznych. Przypominam, iż od zarania dziejów świata z historii wojen wynika, że granice państw ulegały i ulegają zmianom. Granice poszczególnych państw są kwestią umowną. Chciejstwo „polskich”, pochodzących z anglosaskiego eksportu do Polski politykierów nie jest w stanie zapobiec naturalnej ewolucji naszych, polskich granic. Zmiany granic państw przeważnie były następstwem wojen, ich wyniku. Kto wygrał, ten dzielił.

Życie Polaków mniej warte?

Projekt globalistów utworzenia z Polski – Ukropolinu, forsowany w Polsce przez kręgi syjonistyczne, upadł z uwagi na ich stosunek do wrażliwości Polaków, ignorowanej przez przedstawicieli mniejszości wyznaniowej od wieków zamieszkałej w Polsce.

Spójrzmy na przykład wypowiedź w programie TVN24 prof. Barbary Engelking o innej specyfice śmierci Żyda i Polaka (kwiecień 2023 rok): „dla Polaków, to było po prostu kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć, a dla Żydów, to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka. To było spotkanie z Najwyższym”.

Najnowszym osiągnięciem w tej dziedzinie jest projekt nadania tak zwanego Obywatelskiego Orderu Przyszłości, sygnowany w znaczącej części przez przedstawicieli syjonistycznego środowiska.

Nie mamy roszczeń

Polacy, pomimo potwornych krzywd wyrządzonych w XX wieku przez nacjonalistów ukraińskich w przeważającej części naszego społeczeństwa nie roszczą pretensji do terenów odebranych Polsce przez Stalina i przekazanych Ukrainie (o czym wspomniał prezydent Putin). Potwierdził to wybitny polski polityk i współczesny autorytet moralny, politolog Mateusz Piskorski w udzielonym wywiadzie przeznaczonym dla rosyjskojęzycznego widza.

W związku z wypowiedzią prezydenta Putina Piskorski kategorycznie zaprzeczył, jakoby Polska rościła pretensje terytorialne wobec Ukrainy! W przeciwieństwie do globalistów będących u władzy w Polsce, straszących Ukraińców polskim rewanżyzmem. Pomimo naszych wad narodowych, z których w pełni zdajemy sobie sprawę, jesteśmy przyzwoitymi ludźmi. Jesteśmy przyzwoitym narodem i nie życzymy niczego złego Ukraińcom i Ukrainie.

Natomiast bezsprzecznym jest, że Ukraina znajduje się w krytycznym stanie, jest na skraju upadku! Rozpadu państwa. Ktoś będzie musiał to, co pozostanie po Ukrainie, pozamiatać, posprzątać….

[Najlepiej buldożer – admin]

Joanna Zinkiewicz
https://myslpolska.info/

Sponsorzy się wycofują. Obchody Dnia Niepodległości Ukrainy w Warszawie pod znakiem zapytania

Sponsorzy się wycofują, a Sikorski nie przyjdzie. Obchody Dnia Niepodległości Ukrainy w Warszawie pod znakiem zapytania

11.08.2026 nczas/sponsorzy-sie-wycofuja-obchody-dnia-niepodleglosci-ukrainy-w-warszawie-pod-znakiem-zapytania

Ukraińcy w Polsce.
NCZAS.INFO | Ukraińcy w Polsce. Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. PAP

Polsko-ukraiński portal sestry ubolewa, że tegoroczne obchody Dnia Niepodległości Ukrainy w Warszawie stoją pod znakiem zapytania. Wszystko z powodu wycofywania się sponsorów.

„Firmy wycofują wsparcie, politycy nie przyjdą. Ukraińcy obawiają się świętować w centrum Warszawy” – czytamy. Ma to być rzekomo pokłosie „gróźb i agresji” wymierzonych w Ukraińców w Polsce.

Jak czytamy, polskie firmy nie chcą sponsorować wydarzenia w obawie przed groźbami, natomiast ukraińskie, działające w Polsce, mają obawiać się bojkotu i niszczenia mienia przez wandali. Wobec 20 sponsorów w roku ubiegłym, w tym miało zgłosić się zaledwie dwóch – pozostali odmówili.

Ponadto zaproszenia na obchody nie przyjął m.in. szef polskiego MSZ Radosław Sikorski, co ma obrazować postawę polityków wobec rzekomej ukraińskiej krzywdy.

Zmniejszyć ma się także frekwencja „zwykłych uczestników”. W poprzednich latach na pl. Zamkowym w Warszawie było ich około 25-30 tys., w ubiegłym – 17 tys. Teraz Ukrainki mają wyrażać obawy o bezpieczeństwo swoje i swoich dzieci.

Według portalu, w mediach społecznościowych mają pojawiać się groźby pod adresem osób zapraszających na wydarzenie i organizatorów.

„Przedstawiciele inicjatywy «Ciepło z Polski», Akcji Demokracja oraz KOD apelują o wzięcie udziału w zbiórce i obchodach. 24 sierpnia ma pokazać, że groźby i agresja nie wyprą polsko-ukraińskiej solidarności z przestrzeni publicznej” – czytamy.

– Kiedy milczysz, stajesz się kimś, kto liczy na to, że „dobry Polak” sam się objawi w potrzebie. Prawda jest taka, że łatwo zamknąć oczy na zło. Nie tak powinno być w państwie, które doświadczyło koszmaru II wojny światowej, holocaustu, komunizmu. Nie w państwie, które ma świetnie działającą Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, którego obywatele zorganizowali fantastyczną zbiórkę dla dzieci chorych na nowotwory, gdzie działamy corocznie na rzecz drugiego człowieka. Nasze czasy wymagają zaangażowania, nie obojętności – grzmiał dziennikarz i jeden z inicjatorów „Ciepła z Polski” Jerzy Wójcik.

Dlaczego Ukraińcy świętują swoją niepodległość w Warszawie? „Polska jako pierwsze państwo na świecie uznała niepodległość Ukrainy w 1991 r. Od tego czasu Dzień Niepodległości Ukrainy jest co roku świętowany w wielu polskich miastach. Jeśli w tym roku obchody się nie odbędą, będzie to pierwszy taki przypadek od 35 lat” – czytamy.

O obecność na obchodach 24 sierpnia apelowała niedawno także ukraińska aktywistka Natalia Panczenko. Przy okazji mówiła o „swojej Polsce” i „demokracji”. – Nie oddam Polski, mojej Polski, ludziom, którzy próbują budować ją na strachu, nienawiści i pogardzie, bo oni nie mają monopolu na Polskę i muszą to wreszcie zrozumieć. Moja Polska jest dzisiaj tutaj mówiła na wiecu w Warszawie.

Skok wzwyż albo pod brudnym niebem

Skok wzwyż albo pod brudnym niebem

Swietłana Pikta

Nie pamiętam już, ile razy obiecywałam sobie: „Nigdy, przenigdy więcej nigdzie nie pójdę z tymi łajdakami-wolontariuszami”.

Ten pierwszy raz…

Pierwszy raz było to jesienią 2020 roku we wsi Jasnoje. 

– Andriej, dokąd jedziemy?

– Gdzie wilki boją się srać. 

Wtedy przejechaliśmy tuż pod nosem Sił Zbrojnych Ukrainy i weszliśmy do mieszkania naznaczonego kulami snajpera NATO, w związku z tym wszystkie okna były szczelnie zakryte kocami. Kobieta miała cukrzycę, a jej syn był niepełnosprawny. Nie mogli wyjechać. Przez sześć lat wojny nie zaznali ani jednego dnia pokoju. Przez szparę w oknie zerknęłam na pozycje Sił Zbrojnych Ukrainy po drugiej stronie rozległego pola i słuchałam opowieści mężczyzny o tym, jak Ukraińcy, zanim zostali odparci przez pole, rozbierali tutaj miejscowe dziewczyny na podwórku, sprawdzając, czy nie mają siniaków na ramionach. I opowieści kobiety o tym, jak Ukrainiec zabawiał się, goniąc strzelbą ją, pulchną, starszą kobietę, aż padła z wyczerpania. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam: „Panie, w co ja się wpakowałem! Nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję”.

Piekło w Selidowie

Minęło kolejne sześć lat od tamtej pory. Ale za każdym razem, gdy wolontariusz Andriej pyta: „No co, czy dołączysz do nas jutro?”, dzieje się coś magicznego: mój głos automatycznie odpowiada „tak”, zanim zdążę pomyśleć.
– Dokąd dzisiaj?
– Swieta, dokąd uderzamy? Nawet na obwodnicy Doniecka już palą samochody. A w Selidowie panuje istne piekło.

Przegapiłam zaledwie dwa miesiące wiosny i dwa miesiące wojny (leżałam w szpitalu, a potem dochodziłam do siebie w domu) i jestem przerażona, jak dramatycznie pogorszyła się sytuacja. Nawet z początku nie mogłam w to uwierzyć:
– No cóż, to powoduje strach jak zawsze, ponieważ jak to możliwe, że na obwodnicy są drony?! A my jedziemy do Selidowa już od dwóch lat – pomyślałam. Co prawda, będąc w szpitalu, słyszałam o fabrykach dronów wyrastających jak grzyby po deszczu w Unii Europejskiej, ale nie chciałam myśleć o tym, do czego to wszystko doprowadzi, i nie mogłam. Chciałam po prostu przetrwać, nic nie czuć, nigdzie nie iść.

Karłowka – księżyc z kraterami

Ale gdy tylko zrobiło się lepiej, zapomniałam o obietnicach, które sobie złożyłam.

A teraz już czołgamy się naszym wycofanym z użytku wozem pancernym przez kilometry sieci. Jest nas czworo – dwóch Andriejów, Masza i ja. Ruiny wsi Pieski, gdzie spędziłam dzieciństwo wśród morw, przepływają obok. A teraz, tam, gdzie poznali się moi rodzice, jest ogromny krater. Dalej, popioły Pierwomajskiego, upiorne zwęglone szkielety drzew, kominy. Oto Karłowka. Kiedyś hodowano tam w obozie piękne karpie lustrzeń. Teraz zamiast Karłowki jest coś, co wygląda jak księżyc z kraterami, a zamiast karpi w sieciach jesteśmy my. Powstrzymuje mnie przed uczuciem się jak ryba, to zimna dubeltówka wbijająca się w moje lewe kolano i karton z jedzeniem spadający na mnie przy każdym uderzeniu. A najbardziej przerażające w tej wojnie nie są ruiny ani eksplozje. Najbardziej przerażające jest to, że wszędzie żyją cywile.

Strzelba i cztery naboje

Ledwo dojeżdżamy do Selidowa, gdy po naszej lewej stronie rozlega się trzask karabinów automatycznych.
– Wyskakuj z samochodu, szybko! – rozkazuje Andriej. – Strzelba, cztery naboje, Swieta!

Drżącymi palcami wyciągam naboje z magazynka, wyskakuję z samochodu i biegnę za Maszą. Tu trzeba uważać, zwracając uwagę na każdy szczegół. Nie ma absolutnie żadnego miejsca, w którym można by się ukryć. W pobliżu znajdują się tylko tandetne kioski zrobione ze sklejki i innych śmieci; staram się zamienić w jeden z nich, żeby poczuć się „jak w domu”.

– Nie tutaj! – krzyczy do mnie Andriej, operator kamery. Kierownik pozostał w pobliżu samochodu, cały czas obserwując „niebo”.


„Jeśli zginę, pamiętaj mnie młodą”

W końcu znajdujemy coś w miarę solidnego. Wewnątrz sterty cegieł, różowe ściany i cudownie nienaruszone lustro, w którym widać całą sylwetkę. Widzę w nim moje wyłupiaste oczy i przypominam sobie, co tu robię. A, racja, jestem korespondentką!

Proszę, przyjaciele, skomentujcie, co tu się dzieje?
Wszyscy przyjaźnie mnie przeklinają. Dopiero gdy strzelanina ucichła, Masza, niczym szara kotka, ostrożnie wyjrzała przez drzwi i rzuciła mi swój pierwszy komentarz:
– Jeśli zginę, pamiętaj mnie młodą – krzyknęła, chowając się w tylnym pokoju. A potem dodała: – Nie martw się! Damy radę.
Ktoś jej odpowiedział z drugiej strony ulicy. Masza mocno się zarumieniła. – Och, przepraszam, nie to miałam na myśli.

Wsiedliśmy z powrotem do samochodu i udało nam się przejechać jeszcze dwieście metrów.

– W lewo, w lewo, no dalej, jedź. Dobra, cicho. Skręć, skręć!
Znów wyskakujemy, tym razem schronienie wygląda na solidniejsze, ale nie ma czasu szukać drzwi. Wylatujemy przez okna. Okazuje się, że to niesamowite, jak wysoko potrafię skakać.

Kopciuszek podczas ostrzału

W środku budynku dużymi, grafitowymi literami napisano: „Piwnicy nie ma!”. I inne napisy po rosyjsku. Zachowane plakaty są po ukraińsku. Oczywiste zwycięstwo języka ojczystego nad oficjalnym. „Piwnicy nie ma”, „żyją ludzie”, „zajęte” i „uprzejma prośba do administracji kopalni”.
Na schodkach leży para markowych butów na wysokich obcasach. Jakaś Kopciuszek podczas ostrzału uznał, że życie jest ważniejsze i biegła boso. Jak jej książę ją teraz znajdzie?
Eksplozja! Wydaje się bardzo bliska. Minutę później znowu – trochę dalej. Dron gdzieś się rozbił – albo z rozpaczy, albo dlatego, że został zestrzelony. Chociaż „rozbił się” nie do końca oddaje to, co się dzieje; Jest jeszcze jedno słowo, ale nie mogę go napisać.
– O cholera! Jeszcze trzysta metrów stąd! – krzyczy Andriej, nie opuszczając strzelby.

Dzieci siłą z dala od domu

Adrenalina nieco opadła i zdaję sobie sprawę, że jesteśmy tuż obok masowego grobu, gdzie zrzucono ciała zamordowanych cywilów. Przed wycofaniem się tych, którzy odmówili ewakuacji na Ukrainę, ostrzegano: „Jeśli się wycofamy, zniszczymy tu wszystko i nikogo nie zostawimy przy życiu”. Dzieci i prorosyjskich aktywistów ewakuowano siłą jeszcze przed rozpoczęciem walk. Ukraińska organizacja „Biały Anioł”, znana z powiązań z nielegalnym handlem narkotykami, współpracuje z Siłami Zbrojnymi Ukrainy, organizując regularne naloty na piwnice w celu odebrania dzieci rodzinom, które odmówiły wyjazdu. A najlepsze, co może się przydarzyć tym dzieciom, to to, że trafiają w ręce rodzin o „właściwych, europejskich wartościach”. Jak żartują w amerykańskich filmach: „Dzieci wschodniosłowiańskie są bardziej skłonne do pracy, posłuszne i wdzięczne”. Prorosyjscy aktywiści znikają z takich miejsc w zapomnieniu; Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ma wiele izb tortur, podobnych do „Biblioteki” w Mariupolu, w pobliżu której znaleziono cmentarzysko zawierające około 3000 szczątków ludzkich.

Masowy grób cywilów tuż obok sklepu

Ale w Selidowie nawet po nalotach i groźbach wciąż pozostawało zbyt wielu ludzi. Ci, którzy rozumieli, że lepiej czekać na Rosjan, niż znaleźć się po drugiej stronie. Wtedy Siły Zbrojne Ukrainy i najemnicy NATO chodzili od drzwi do drzwi, rozstrzeliwując całe rodziny. Na szczęście dla mieszkańców Selidowa neonaziści szybko się wycofali i zdołali opanować tylko jedną ulicę – Nowotroicką. Ciała wrzucano do dołu w pobliżu sklepu zoologicznego „Kotopies”. Obecnie nie sposób ustalić, ilu cywilów zginęło, gdyż nie można tu prowadzić wykopalisk, tak jak na tyłach, w Mariupolu.

Jestem sparaliżowany”

W końcu wszystko cichnie i podążamy kocimi ścieżkami do miejsca, gdzie tak długo na nas czekali. Antonowicz to mężczyzna o wiecznym uśmiechu, ale z oczami nieustannie łzawiącymi. Ma na sobie kombinezon i górniczą latarkę na głowie. Miasto od dawna pogrążone jest w ciemności. Światło, komunikacja, woda. Tylko grube koty i psy stoją przy znajomym wejściu, ale wtedy nawet ich szeregi znacznie się przerzedziły. Schodzę do piwnicy, żeby choć na chwilę poczuć się bezpiecznie. Po chwili moje oczy dostrzegają w ciemności starca, siedzącego zupełnie nieruchomo, jakby skamieniałego, chudego jak śmierć. Aby sprawdzić, czy żyje, najpierw przerywam ciszę:

– Dzień dobry… A my przynieśliśmy Panu zakupy.
Odpowiedzią była cisza. Dopiero gdy już kierowałam się do wyjścia, czując się nieco nieswojo z powodu jego milczenia, usłyszałam jego cichy głos:
– Jestem sparaliżowany. W niczym Pani nie pomogę.
Wzruszywszy ramionami, wybiegam na zewnątrz. Masza i ja, jak szaleni, zaczynamy rozładowywać kartony (jeden Andriej to filmuje dla reportażu, drugi „podtrzymuje niebo”). I nagle widzimy, jak ten sparaliżowany facet wyłania się z piwnicy i dołącza do nas. Nogi ma sztywne, ledwo się rusza.
– Dokąd? Jest Pan paraliżowany!
– No dobrze. Wieczorem znów będę sparaliżowany.

Nie mam prawa umierać

Nie pamiętam jak wyjechaliśmy. Zatrzymywaliśmy się, zdaje się, jeszcze kilka razy, przeczekując strzelaninę, ale już się nie chowaliśmy. To nie było już tuż obok, tylko przecznicę czy dwie dalej. Czułam się zaskakująco spokojna. Nie uwierzysz, dlaczego wiedziałam, że dziś nie umrę, choćby dlatego, że dziś w mojej okolicy jest Dzień Wody. Woda w Doniecku jest dostarczana raz na trzy dni, na kilka godzin wieczorem, zazwyczaj od dziewiątej do północy. Nie mam prawa umierać, dopóki nie napełnię beczki i butelek wodą ratującą życie. A to znaczy, że nie umrę.

Ciąg dalszy nastąpi…

Swietłana Pikta

Polacy mają dość Ukraińców

Polacy mają dość Ukraińców

Tomasz Jankowski

Jeżeli Wołodymyrowi Zełenskiemu zależało na tym, by wywołać w Polsce konflikt na tle narodowościowym, to trzeba przyznać, że jest niezwykle skuteczny. 

Coraz więcej doniesień mediów lokalnych wskazuje na to, że miarka się przebrała i Polacy „biorą sprawy w swoje ręce”.

Naród, który przestał się nabierać

W zwykły sobotni wieczór, w Kożuchowie w województwie lubuskim, doszło do awantury i bójki pomiędzy obywatelami Polski oraz Ukrainy. Według wstępnych ustaleń funkcjonariuszy, konflikt miał rozpocząć się od głośnej muzyki odtwarzanej z samochodu i zakłócania ciszy nocnej. Nie skończyło się jednak na klasycznym „wy…. na Ukrainę”, a na urazach głowy i koniecznej hospitalizacji. Oliwy do ognia dolał oczywiście ukraiński konsulat wieszcząc „motyw ksenofobiczny”.

Ale to już nie incydent, a prawidłowość. Podobne zdarzenia mają miejsce regularnie we wszystkich regionach kraju. Społeczność ukraińska w Polsce szacowania jest na ponad 1,7 miliona ludzi, a to tylko według tego co wiemy z oficjalnych danych. Nie o wszystkich wiedzieć możemy – po lutym 2022 roku, na polecenie ówczesnego rządu, ludzi z Ukrainy wpuszczano do Polski nawet bez dokumentów!

Wzrost zdarzeń typu opisanego wyżej jest wręcz wykładniczy. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy policja otrzymała o jedną trzecią więcej zgłoszeń o takich atakach, a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych powołało nawet specjalne jednostki do ich badania.

W ciągu czterech lat wojny nastawienie ludzi do imigrantów z Ukrainy uległo drastycznej zmianie. Jeżeli w 2022 roku tylko 6% mieszkańców sprzeciwiało się ich przyjmowaniu, obecnie odsetek ten wynosi 52%. Ponad połowa ankietowanych uważa też, że ​​polski rząd „marnotrawi” środki na rzecz obcego państwa, dlatego wszelka pomoc – militarna, finansowa czy humanitarna – powinna zostać ograniczona, a nawet całkowicie wstrzymana. Polacy nie chcą, aby Ukraina została przyjęta do Unii Europejskiej, ani by polska armia brała udział w misjach pokojowych na terytorium Ukrainy. Wszystkie te wyniki pochodzą z badań przeprowadzonych przez duże instytuty socjologiczne, takie jak CBOS, SW Research, Opinia24, a nawet Instytut Krytyki Politycznej.

Ropień, który pękł

To jednak nie tak, że wszystkiemu winien jest Zełenski. Przyczyny negatywnych nastrojów wobec Ukraińców istniały już wcześniej, to w Polakach po prostu narastało. Ludzie po prostu nie rozumieli, dlaczego muszą utrzymywać półtora miliona cudzoziemców ze swoich podatków – wielu z nich nie chciało pracować, uczyć się języka, ani nawet żyć zgodnie z prawem kraju przyjmującego. Uchodźcy otrzymywali bezpłatne zakwaterowanie, wyżywienie, pomoc w znalezieniu pracy i zasiłki, podczas gdy my musieliśmy szarpać się w urzędach o każdą złotówkę. Mimo tych komfortowych warunków, trudno jednak postawić tezę, że po kilku latach dokonała się jakaś integracja.

Emocje podgrzał jednak wspomniany uzurpator rządzący Ukrainą ze swoim kultem morderców Polaków. Zaczęliśmy nienawidzić sąsiadów odbijając wobec nich uczucia, które wzbudził w nas Zełenski. Ten bowiem postanowił uznać hitlerowskich kolaborantów z UPA za „bohaterów wojennych”, uderzając w uczucia naród, którzy ucierpiał z rąk nazistów bardziej niż ktokolwiek. Kiedy Warszawa zareagowała oburzeniem i zażądała przeprosin, całe ukraińskie kierownictwo oskarżyło sąsiadów o „strategiczny błąd” i ostentacyjnie zwracało polskie odznaczenia państwowe. Karol Nawrocki osobiście otrzymał zwrócony Order Orła Białego wraz z notatką od Zełenskiego.

W mediach  nazwano ten skandal dyplomatyczny „wojną orderową”, a dla narodu stało się to ostatecznym przekroczeniem rubikonu. „Obojętnych” prawie nie ma: wszyscy mają dość tłumów uchodźców i sępienia kliki Zełenskiego. Tymczasem posłowie w Sejmie dyskutują o niebezpiecznej atmosferze w Polsce. Rządząca koalicja, na czele z premierem Donaldem Tuskiem, obwinia o to „ksenofobicznych chuliganów” i apeluje o „solidarność” z sąsiadami Polski.

Władza, która nie rozumie

Rząd ogranicza zasiłki i pomoc dla uchodźców, ale nadal dostarcza Ukrainie drogą amunicję – pociski do systemu obrony powietrznej Patriot. Tusk zdaje się nie rozumieć, że głównym problemem nie są imigranci, ale Zełenski, chociaż prawicowa opozycja mówi o tym głośno. Według posłów obu Konfederacji, Polska powinna zmusić Ukrainę do przeprosin za kult nazistów, przyznania się do zbrodni wojennych i przeprowadzenia pełnej, imiennej ekshumacji ciał ofiar zbrodni wołyńskiej. Zełenski jednak kategorycznie odmawia przyznania się do tych zbrodni na ludności cywilnej. Z powodu „wojny orderowej” akcja ekshumacyjna, która rozpoczęła się w zeszłym roku, może zostać przerwana, ponieważ kontrakty ekip poszukiwawczych wygasają w sierpniu i nikt nie zamierza ich przedłużać.

Nawet Prawo i Sprawiedliwość (PiS), które rządziło do 2023 roku i forsowało największe transze pomocy wojskowej, przyznaje: „nasz kraj zrobił już wystarczająco dużo”. Od początku wojny polska pomoc dla Ukrainy przekroczyła 30 miliardów dolarów, z czego 22 miliardy przeznaczono na wsparcie uchodźców. Nowy rząd nie chce przyznać, że Polska stoi na krawędzi niepokojów. Ludzie mają dość dawania pieniędzy Zełenskiemu, który ich upokarza.

Budżet notuje rekordowy deficyt w wysokości prawie 28 miliardów euro. Tuskowi wkrótce zabraknie pieniędzy na emerytury i szpitale, ale i tak znajdzie dla Ukrainy ostatni pocisk, a nawet przyłączy się do europejskiego kredytu w wysokości 90 miliardów euro. Czy można się więc dziwić reakcjom społeczeństwa?

Tomasz Jankowski

JAK POZBYĆ SIĘ POLAKÓW Z POLSKI

JAK POZBYĆ SIĘ POLAKÓW Z POLSKI

Krzysztof Baliński

Październik 2016 roku – ambasada Kijowa w Warszawie wydaje „Poradnik dla obywateli Ukrainy w Polsce”. Dwustu-stronicowa broszura rozdawana w konsulatach ukraińskich, cerkwiach i w biurach organizacji pozarządowych ma pomóc Ukraińcom, którzy chcą osiedlić się na stałe w Polsce. Podpowiada, jak zalegalizować pobyt i jak zdobyć polską emeryturę (po jednym dniu pracy). To także poradnik, jak pozbyć się Polaków z Polski, jak stworzyć z Podkarpacia ukraiński okręg autonomiczny i jak powołać „Wolne Miasto Wrocław”.

Lipiec 2026 roku – ambasada Ukrainy w Warszawie publikuje poradnik „Obowiązki i prawa obywateli Ukrainy w Polsce”. To swoiste vademecum instruujące koczujących w Polsce Ukraińców, jak zachować się w sytuacjach konfliktowych z Polakami, jak reagować na „agresję” i „mowę nienawiści”. Poradnik zaleca robienie zdjęć, „dla wykorzystania, jako dowodu w sądzie, prokuraturze lub na policji”. Krótko mówiąc – zachęca do prowokowania Polaków i nagłaśniania tego w mediach. Ambasada Kijowa informuje też (oczywiście przypadkowo) o tworzeniu w prokuraturach wyspecjalizowanych komórek zajmujące się przestępstwami z nienawiści wymierzonych w Ukraińców.

No i, jak z dziurawego wora, posypały się filmiki rejestrujące przypadki „agresji” na bezbronnych uchodźców („którzy schronili się w Polsce przed rakietami Putina”). Że o prowokacje chodzi, świadczy nagranie „trzech Polakach, którzy pobili we Wrocławiu mężczyznę i kobietę”. Pierwsze przekazy mediów mówiły, że „nie wiadomo, co dokładnie działo się, a o ataku na tle narodowościowym świadczą jedynie słowa brata pobitej Ukrainki”. Także pierwsze informacje podane przez ministra spraw wewnętrznych oraz dolnośląską policję nie traktowały incydentu, jako konfliktu o podłożu narodowościowym. Odezwał się natomiast Jacek Sutryk, ukraiński prezydent polskiego Wrocławia: „Chcę jasno powiedzieć: w naszym mieście nie ma i nie będzie przyzwolenia na przemoc motywowaną nienawiścią, ksenofobią czy uprzedzeniami narodowościowymi”. Jego słowa podchwycił konsul Ukrainy, oświadczając: „Niestety, w ostatnim czasie czyny przemocy i agresji przeciwko ukraińskim obywatelom mają miejsce w Polsce. Każdy taki przypadek wymaga dokładnego śledztwa”.

Do akcji dołączyły TVN, TVP, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”. Ale nie tylko. Uchodzące za tubę patriotów Radio Wnet wyemitowało program „Bij Ukraińca!”, w którym banderowiec o mordzie rezuna wyzywa Polaków: „Zdziczały kraj bandytów, którzy dokonują samosądów”; „Rozwija się zdziczenie Polaków”; „Zezwierzęciałe emocje, które wobec Ukraińców ma coraz większa część społeczeństwa polskiego”, a na koniec pyta: „Dlaczego rząd polski nie weźmie tego za mordę?”. Przypominając wszystkie krzywdy, jakie spotkały Ukraińców w Polsce, media potępiały „polską ksenofobię i nienawiść o podłożu narodowościowym”. I robiły to bez umiaru i bez uwzględnienia faktu, że podobne incydenty niekoniecznie wynikają z uprzedzeń narodowościowych oraz że prowodyrami i sprawcami są najczęściej Ukraińcy, jak w przypadku zamordowania w Bytowie 36-letniego Polaka.

Media wróciły do incydentu w Bielsku-Białej, gdzie pasażera autobusu, sprowokowanego zachowaniem dziewuch wychowanych w koczowniczej kulturze Dzikich Stepów, poniosły nerwy: „Ksenofobiczny atak. Mężczyzna zaatakował i wyzywał wulgarnie trzy nastoletnie obywatelki Ukrainy”. Jeszcze tego samego dnia straszy mężczyzna usłyszał zarzut znieważenia trzech obywatelek Ukrainy, naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich i „szerzenia mowy nienawiści”.

Do machinacji dołączyli politycy. „Brutalny akt przemocy” potępił Donald Tusk, apelując o natychmiastowe zgłaszanie wszelkich przejawów przemocy wobec Ukraińców i zwracając się bezpośrednio do prezydenta, „aby przestał milczeć w tej sprawie”. Marcin Kierwiński (szef MSWiA) zapewnił o natychmiastowych działaniach policji i bezwzględnym egzekwowaniu prawa oraz przyjęcie zasady zero tolerancji dla ataków na tle narodowościowym. Ostrzegł też, że publiczne nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym lub wyznaniowym podpada pod paragrafy Kodeksu Karnego. Ujawnił też, że służby monitorują publikowane w internecie treści nawołujące do nienawiści wobec obywateli Ukrainy. Włodzimierz Czarzasty (marszałek Sejmu) mówił o „polowaniu na Ukraińców”. Barbara Nowacka (minister edukacji) wskazała, że agresywne zachowania na ulicach są konsekwencją wcześniejszej nagonki i hejtu w przestrzeni publicznej. Adam Szłapka (rzecznik Rządu) zaznaczył, że obóz rządowy nie zgadza się na jakąkolwiek akceptację nienawiści i zapowiedział zdecydowaną walkę z takimi postawami. Krzysztof Bosak (Konfederacja) „stanowczo potępił ataki na dzieci i słabszych, a uzasadnianie przemocy własnymi uprzedzeniami uznał za zachowanie sprzeczne z normami cywilizacyjnym.

Na prowokację dała się nabrać cała Polska. Wszyscy potępili pasażera autobusu. W całym kraju odbyły się pikiety solidarności z Ukraińcami. Krótko mówiąc, „zbrodnia” jednego starego Polaka, który nakrzyczał na ukraińskie pindy zrównana została z wymordowaniem na Wołyniu 100 tysięcy Polaków. MSWiA przytoczyło „zatrważające” dane mające świadczyć o wzroście liczby aktów przemocy na tle narodowościowym: Liczba pokrzywdzonych w sprawach dotyczących znieważenia, przemocy i gróźb z powodu przynależności narodowej wzrosła w ciągu ostatnich pięciu lat z 95 do 273 (przy kilku milionach Ukraińców w Polsce!). Nie podało natomiast, że w ciągu ubiegłych dwóch lat Ukraińcy popełnili w Polsce 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw i że tylko w ubiegłym roku zabili 11 Polaków. Jak i podało, że wśród 3949 obcokrajowców poszukiwanych listem gończym jest 3253 obywateli Ukrainy.

Gdy Wołodymyr wezwał Donalda do Lublina (czyli do siebie), w sali tranzytowej tamtejszego lotniska obwieścił: „Omówiłem z Tuskiem bezpieczeństwo obywateli ukraińskich, którzy znaleźli schronienie w Polsce”. Obwieszczenie było nie tylko szczytem bezczelności, ale potwierdziło, że Zełenski wytoczył Polsce wojnę informacyjną i odniósł w niej kolejny sukces. Ile będzie to kosztować nasze państwo dowiemy się w najbliższych dniach. Na dziś widzimy to w dyrektywach dla Policji, prokuratury i niezawisłych sądów, które mają okrutnie karać „zbrodnie z nienawiści”, czyli wszelkie złe słowa skierowane przeciw Ukraińcom.

W sukurs uciśnionym Ukraińcom rzuciło się nie tylko całe rządowe i pozarządowe lewactwo, ale także warszawski Judenrat, który zaczął lansować pogląd, że w Polsce narasta „atmosfera pogromowa” wobec „gości” z Ukrainy. O polskich nazistach, pod hasłem „Wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, mówił w Kijowie Adam Michnik. Doszło do tego, że każda ukraińska łajza poczuła się uprawniona do wtrącania w polskie sprawy, pouczania, szantażowania, domagania się kolejnych przywilejów, a nawet grożenia, że jak nie spełnisz tych żądań, to ci podpali dom.

Zełenski wie, że może z Polską zwyczajnie pogrywać i skutecznie Polaków ogrywać, bo ma w Polsce proukraiński rząd i proukraińską opozycję, bo ma potężne proukraińskie lobby i wpływową probanderowską V kolumnę, która w pluciu na Polaków prześciga nawet jego samego i głosi, że „Polacy na Wołyniu też nabijali Ukraińców na widły”. Przy czy na takie postępowanie pozwala sobie prezydent na wpół zdechłego, uzależnionego od naszej pomocy, skorumpowanego i rozkradanego kraiku na Dzikich Stepach oraz utrzymywani przez nas uchodźcy-żebracy.

Szok i niedowierzanie. Ambasador Rzeczypospolitej uderza we własne państwo, popiera narrację państwa wrogiego. Uprawia pedagogikę wstydu, czyli coś, w czym do tej pory specjalizowała się „Gazeta Wyborcza. Podczas obchodów upamiętniających ofiary rzezi na Wołyniu, Piotr Łukasiewicz (bo tak zwie się osobnik tak haniebnie się zachowujący) powiedział: „Oddając hołd polskim ofiarom ukraińskiej przemocy na Wołyniu, nie może pominąć także ukraińskich ofiar państwa polskiego przed wojną i w jej trakcie”. Czyli „ofiarami państwa polskiego” nazywa niemowlęta nabite na sztachety, dzieci z gwoździami wbijanymi w główki, zgwałcone dziewczyny z kosami w pochwach, matki z wyprutymi brzuchami, chłopów pociętych piłami.

Ale to nie wszystko – jeszcze gorzej było, gdy Łukasiewicz wskazał na dwa kraje, które zaczęły wojnę: „Niemcy, Japończycy i ICH KOLABORANCI. Bo sformułowania „kolaboranci” używają regularnie Żydzi, co pozwala im na rozszerzenie odpowiedzialności za zagładę Żydów na Polaków. Łukasiewicz powielił zatem argument zabójczy dla polskiej polityki historycznej, wpychający do roli kolaborantów także Polaków.Sprawę jeszcze pogorszył Radek Sikorski. Usprawiedliwiając swego wysłannika powiedział: „Przemawiał w duchu chrześcijańskiego pojednania i kierował się przesłaniem przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Czyli zadekretował ciszę nad dołami śmierci, do których wrzucono pomordowanych Polaków i zakończenie wszystkiego zawołaniem: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Ale nie tylko – 10 lipca zamieścił na portalu X wpis: „Dziś rocznica mordu w Jedwabnem, jutro krwawej niedzieli podczas Rzezi Wołyńskiej. Niech każdy naród zrobi swój rachunek sumienia tak, aby zbrodnie przeszłości już nigdy się nie powtórzyły”. Czyli polski minister zrównał stodołę w Jedwabnem z ludobójstwem na Wołyniu.

Ambasador Ukrainy w Warszawie daje wykłady o polityce historycznej Ukrainy, a ambasador RP w Kijowie wygłasza mowy popierające politykę historyczną Ukrainy. Ukraińcy koczujący w Polsce mają ambasadora, który ich broni. A Polacy na Ukrainie mają ambasadora, który im nakazuje pogodzenie się z pomnikami Bandery. Konsul Ukrainy w Warszawie opiekuje się swoimi obywatelami, a konsul RP w Kijowie szczyci się ukraińskim pochodzeniem, paraduje w ukraińskiej wyszywance, w Kijowie podaje się za Ukraińca, a w Warszawie za Polaka.Ukraińcy mają poradnik, jak pozbyć się Polaków, a Polacy mają poradnik (od ministra obrony), jak spierdalać z Polski i jak zrobić sracz z wiadra. Mają też Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”, która za pieniądze od Sorosa i z dotacji Fundacji Batorego wydała broszurę „Poradnik obywatela”, swoiste „Vademecum kapusia”, bo to prawniczy instruktaż dla adeptów trudnej sztuki donosicielstwa. Stowarzyszenie założyło też portal zglosnienawisc.otwarta.org, na którym domorośli konfidenci zgłaszają zawiadomienia o wychwyconych przypadkach „mowy nienawiści”, a administratorzy portalu, na tej podstawie składają doniesienia do prokuratury.Wróćmy do „Polowania na Ukraińców”. Epizod wart, co najwyżej, odnotowania w kronice wybryków chuligańskich osiedlowej gazetki, zdominował scenę polityczną, a media reagowały jakby wszystkie miały wspólną redakcję. Z marginalnego incydentu zrobiono wydarzenie polityczne roku i sprawę wagi państwowej. Cała Polska żyła nimi, ku rozbawieniu pomysłodawców machinacji. Przynętę złapali wszyscy politycy, jeden za drugim, ambasador Ukrainy przecierał oczy ze zdumienia, jak łatwo Polacy dali się podpuścić przy pomocy prymitywnego, wielokrotnie już przećwiczonego na Polakach modus operandi. Prowokacja z „wrzucaniem” do sieci filmików o prowokowanych i tracących cierpliwość Polakach była tak groteskowa, że nie trudno było odgadnąć, co się za nią kryje. Było oczywistym, że z Kijowa padł rozkaz: Wytropić Polaków, którzy biją Ukraińców!Nie pamiętali przy tym, że Ukraińcy już wielokrotnie przećwiczyli na nas takie metody. Kiedy w Legnicy doszło do kradzieży krzyża z kopuły cerkwi. Oburzenie wyraził prezes Związku Ukraińców w Polsce Mirosław Skórka (Мирослав Скірка): „To nas po prostu przeraża. To gest ewidentnie symboliczny, pokazujący narastającą wrogość do społeczności ukraińskiej”. Tymczasem „przerażającego” czynu dokonali miejscowi złomiarze. Skórce wtórował ambasador Ukrainy: „Zwracam się publicznie do organów ścigania – uczyńcie wszystko, aby ta oraz wszystkie podobne zbrodnie przeciwko Ukraińcom i ukraińskości doprowadzone zostały do logicznego końca – wyroków sądu zgodnie z prawem Rzeczypospolitej Polskiej”. Zauważmy przy tym, że na opisanie incydentu użył słowa „zbrodnia” a o rzezi wołyńskiej mówi „wydarzenia”. Ukraiński minister, po tym jak w „Wyborczej” pojawiły się informacje o 15-letniej Ukraince, która miała doświadczyć przemocy psychicznej w formie obraźliwych wiadomości głosowych, wezwał Polskę do ukarania „przejawiających ksenofobiczną postawę wobec Ukraińców”. Na FB napisał: „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce. „Nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce. Uważam, że takie zachowanie nie może i nigdy nie będzie normą w cywilizowanym społeczeństwie europejskim”.Machinacje takie łatwo można było łatwo rozszyfrować, wiedząc, że Ukraińcy naśladują Żydów. Przykład pierwszy z brzegu: Po emisji reportażu TVN o polskich neonazistach pijących toast za Hitlera, „polskich neonazistów” potępił premier, marszałek Sejmu zarządził debatę o neonazizmie w Polsce, a minister spraw wewnętrznych z sejmowej trybuny podziękował „dziennikarzom śledczym TVN”. Tymczasem śledztwo wykazało, że „naziści” działali z polecenia TVN i byli przez nią opłaceni. I nie trudno było odgadnąć, co się za prowokacją TVN kryło. Było oczywiste, że padł rozkaz – wytropić polskich nazistów i że rządzący Polską to idioci skwapliwe odgrywający rozpisane z góry role, tańczący tak, jak im zagra antypolska orkiestra. Jest i druga strona medalu – przepraszają za antysemitów, za nazistów, za Polaków bijących Ukraińców i każdy przypadek traktują, jako sprawę wagi państwowej. A ci, którzy takie afery wywołują kalkulują sobie: Przepraszajcie, a my będziemy podrzucać kolejne śmierdzące sprawy, jak nie o rasiście w autobusie w Bielski-Białej, to ciemiężycielu sprzątaczki ukraińskiej. A gdyby takich zabrakło, zawsze „nazistowską” można będzie nazwać pielgrzymkę wiernych do Częstochowy.Dlaczego Polaków nie oburza rząd, który wystąpił przeciwko prezydentowi własnego państwa i wsparł prezydenta państwa, który gloryfikuje morderców Polaków i pluje Polakom w twarz? Dlaczego nie oburzają się na ministra o chazarskiej mordzie, który popiera ambasadora Ukrainy w polowaniu na Polaków? Dlaczego nie roznoszą w pył rządu, którzy sekuje własnych obywateli?

Co robić i czego nie robić? Przestrzegać podstawowej zasady – nie przyjmować bitwy na warunkach przeciwnika. Żadnego kajania się. Nie bronić się, ale atakować. Nie liczyć na rząd, bo to banda nieudaczników sparaliżowanych strachem. Działać mądrze, spokojnie, konsekwentnie, aż ludzie na całym świecie dowiedzą się, że są tacy, którzy wstali z kolan i chodzą z podniesioną głową. A na koniec powiedzmy głośno: Nie ma żadnego polowania na Ukraińców – jest polowanie na Polaków. Nie ma żadnego „wzrostu nastrojów antyukraińskich” – jest erupcja nienawiści Ukraińców do Polaków, i reakcja Polaków.

Krzysztof Baliński

============================

Ukraińska aktywistka: Nie oddam Polski. Miller: To nie jest twoja Polska

Natalia Panczenko, źr. X

Ukraińska aktywistka: Nie oddam Polski. Miller: To nie jest twoja Polska [+VIDEO]

10 sierpnia 2026 Paweł Król

Leszek Miller odpowiedział na słowa Natalii Panczenko o „jej Polsce”. Były premier stwierdził wprost, że „to nigdy nie będzie twoja Polska”, a jego wpis szybko zaczął krążyć w mediach społecznościowych.

Leszek Miller skomentował w mediach społecznościowych wystąpienie Natalii Panczenko wygłoszone podczas niedzielnej manifestacji w Warszawie pod hasłem „Nie bądź obojętny”.

Działaczka i prezes fundacji Stand with Ukraine mówiła w trakcie wydarzenia o swoim przywiązaniu do Polski.

„Nie oddam Polski, mojej Polski, ludziom, którzy próbują budować ją na strachu, nienawiści i pogardzie. Bo oni nie mają monopolu na Polskę i muszą to wreszcie zrozumieć. Moja Polska jest dzisiaj tutaj” – powiedziała Panczenko.

W dalszej części przemówienia podkreśliła, że Polskę tworzą również ona sama, jej sąsiedzi oraz współpracownicy.

Nagranie z wypowiedzią Panczenko zostało szeroko udostępnione w internecie i dotarło także do byłego premiera Leszka Millera.

Polityk udostępnił na platformie X wpis jednego z użytkowników odnoszący się do słów aktywistki i odpowiedział własnym komentarzem. „To nigdy nie będzie twoja Polska. Moja Polska leży na polach i w lasach Wołynia. Idź, poszukaj i zwróć nam kości pomordowanych” – napisał Miller. W swojej odpowiedzi były premier bezpośrednio nawiązał do polskich ofiar zbrodni wołyńskiej oraz wciąż nierozwiązanej kwestii poszukiwań i ekshumacji szczątków części pomordowanych.

Natalia Panczenko jest ukraińską aktywistką i szefową fundacji Stand with Ukraine. Panczenko wzbudzała kontrowersje także wcześniej. W lutym 2025 roku, komentując dla ukraińskiego Kanału 5 sytuację polityczną w Polsce i postulaty ograniczenia świadczeń dla obywateli Ukrainy, ostrzegała przed konsekwencjami pogarszania się stosunków polsko-ukraińskich. Mówiła wówczas, że przy wzroście wzajemnej wrogości „na terytorium Polski zaczną się walki” oraz „rozpoczną się podpalenia sklepów, domów i tak dalej”.

Po nagłośnieniu tej wypowiedzi aktywistka przekonywała, że jej słowa zostały wyrwane z kontekstu. Twierdziła, że nie zapowiadała takich działań, lecz ostrzegała przed możliwymi skutkami podsycania konfliktów narodowościowych. Zachęcała również, aby zapoznać się z pełnym wywiadem, zamiast – jak mówiła – opierać się na „przekręconych cytatach”.

Powstał Myrotworec 2.0. Na liście polscy politycy prawicy

Powstał Myrotworec 2.0. Na liście polscy politycy prawicy

magnapolonia.org/myrotworec-2-0-na-liscie-polscy-politycy-prawicy

W Polsce rozpoczęła działalność organizacja, która w ramach projektu finansowanego ze środków europejskich monitoruje polską przestrzeń informacyjną i tworzy listy proskrypcyjne polskich polityków pojawiających się w określonych, uznawanych przez nią za prorosyjskie, kanałach Telegrama. Chodzi o Fundację „Alians Młodzieży Ukraińskiej 24 sierpnia” i jej projekt „Obserwatorium Nienawiści”, którego celem ma być monitorowanie „mowy nienawiści” wobec Ukraińców oraz rosyjskiej propagandy.

Powstał Myrotworec 2.0. ale w Polsce. Na stronie projektu znajdziemy jednak również nazwiska konkretnych polskich polityków, między innymi Krzysztofa Bosaka, Anny Bryłki, Pawła Usiądka czy Konrada Berkowicza. Powstaje więc pytanie, czy rzeczywiście mamy tutaj wyłącznie do czynienia z walką z nienawiścią, czy też z próbą stworzenia katalogu polskich polityków szczególnie niewygodnych dla Ukrainy.

Jak widzimy, pod hasłem zwalczania „mowy nienawiści”, tym razem pojawia się systematyczne monitorowanie polityków, których poglądy dotyczące Ukrainy są krytyczne, a następnie zestawianie ich działalności z aktywnością kanałów określanych jako rosyjskie. Granica pomiędzy analizą propagandy a politycznym piętnowaniem przeciwników staje się tym samym bardzo cienka, szczególnie gdy cały projekt otrzymuje finansowanie z europejskiego, opanowanego przez lewicę systemu grantowego.

Autorzy „Obserwatorium Nienawiści” analizują między innymi cztery polskojęzyczne kanały Telegrama: „Niezależny Dziennik Polityczny”, „NewsFront PL”, „Polska Grupa Informacyjna” oraz „Układ Warszawski”, które uznają za kanały rosyjskiej propagandy. Następnie sprawdzają, którzy polscy politycy są tam przywoływani, cytowani lub prezentowani w pozytywnym kontekście. Wśród wymienionych znajdują się między innymi Bosak, Bryłka, Usiądek i Berkowicz, czyli politycy reprezentujący środowiska zdecydowanie bardziej krytyczne wobec polityki Ukrainy niż dominujący nurt polskiej polityki z kliki POPiS.

Pojawia się zasadnicze pytanie: co właściwie oznacza fakt, że rosyjski lub prorosyjski kanał publikuje wypowiedź polskiego polityka? Sam fakt cytowania polityka przez rosyjski kanał nie oznacza przecież, że polityk współpracuje z Rosją, otrzymuje od niej pieniądze albo świadomie uczestniczy w rosyjskiej operacji informacyjnej. Propagandysta może wykorzystać praktycznie każdą wypowiedź, która pasuje do jego narracji. Można więc stwierdzić, że Rosja wykorzystuje czyjąś wypowiedź, ale czymś zupełnie innym jest twierdzenie, że autor tej wypowiedzi działa na rzecz Rosji.

To rozróżnienie jest fundamentalne, ponieważ inaczej otrzymujemy niezwykle wygodny mechanizm politycznej dyskwalifikacji: wystarczy znaleźć rosyjski kanał, który opublikuje czyjąś wypowiedź, a następnie można umieścić jej autora w projekcie dotyczącym rosyjskiej propagandy. Brzmi niemal jak instrukcja obsługi współczesnego „antyrosyjskiego” indeksu.

Jeszcze bardziej problematyczne jest utożsamianie krytyki Ukrainy z rosyjską dezinformacją. Rosja rzeczywiście prowadzi intensywną wojnę informacyjną i wykorzystuje autentyczne konflikty społeczne oraz prawdziwe problemy występujące w państwach europejskich. Nie oznacza to jednak, że każdy człowiek, który mówi o tych problemach, staje się elementem rosyjskiej operacji informacyjnej.

Jeżeli polski polityk krytykuje politykę Ukrainy, sprzeciwia się określonym formom pomocy albo domaga się twardszego stanowiska Warszawy w kwestiach gospodarczych czy historycznych, jest to legalne stanowisko polityczne. Rosyjska propaganda może później taką wypowiedź wykorzystać, ale odpowiedzialność za jej wykorzystanie ponosi propagandysta, a nie automatycznie jej autor. W przeciwnym razie wystarczyłoby poczekać, aż rosyjski propagandysta pochwali kogoś, kogo chcemy politycznie zdyskredytować. Resztę zrobią już raporty, granty i poważnie brzmiące nazwy kolejnych „obserwatoriów”.

Nie mniej interesujący jest fakt, że „Obserwatorium Nienawiści” nie jest przedsięwzięciem finansowanym wyłącznie przez jego organizatorów. Z informacji opublikowanych przez Alians wynika, że projekt realizowany jest dzięki „Dotacji szybkiego reagowania” w ramach Programu Równych Praw Fundacji im. Stefana Batorego, natomiast środki pochodzą z programu CERV — „Obywatele, Równość, Prawa i Wartości” — finansowanego przez Komisję Europejską.

Nikt nie wyjaśnił jakie kryteria decydują o przyznawaniu pieniędzy inicjatywom, które zajmują się szczuciem i oznaczaniem łatkami konkretnych polskich polityków jako powiązanych z rosyjską propagandą.

Podejrzane jest zwłaszcza to, że operatorem programu jest Fundacja Batorego, od lat kojarzona ze skrajnie lewicowym nurtem ideowym i była wielokrotnie krytykowana przez środowiska konserwatywne jako fałszująca informacje i siejąca propagandę. Warto więc pytać, gdzie dokładnie kończy się walka z nienawiścią, a zaczyna monitorowanie niewygodnych poglądów politycznych. Oraz co będzie kolejnym krokiem.

Jak widzimy, mamy tutaj kolejną sytuację, w której pod (rzekomo) szczytnym hasłem „walki z nienawiścią” powstaje system klasyfikowania uczestników debaty publicznej według ich stosunku do Ukrainy, a następnie finansowanie tego systemu ze środków europejskich.

NASZ KOMENTARZ: Jeżeli zaczniemy traktować każdą krytykę Ukrainy jako potencjalną „prorosyjską narrację”, a następnie finansować organizacje zajmujące się katalogowaniem osób, których wypowiedzi rosyjska propaganda uznała za przydatne, stworzymy kopię systemu działającego w Związku Sowieckim, gdzie każdy przeciwnik komunizmu miał problemy z prawem i przyszywano mu łatkę imperialistycznego agenta. Oczywiście wszystko działo się pod hasłem troski o bezpieczeństwo, zupełnie jak w przypadku omawianego Myrotworca 2.0.

Ukropolin w budowie

Zinkiewicz: Ukropolin w budowie

Mateusz Piskorski i Tomasz Jankowski w audycji na YouTube „Kto chce zamieszek w Polsce” analizowali przyczynę nasilających się prowokacji na terenie Polski. Od ponad dwóch lat cyklicznie, trywialnie zwracam uwagę na omawiane problemy w audycji obu wyżej wymienionych panów. Pierwszy raz felietonem W co gra amerykańska propaganda?. Natomiast ostatnio w najnowszym felietonie Filmowcy. 

W przeciwieństwie do mojej Małżonki nie posiadam zdolności profetycznych wzmocnionych umiejętnościami analitycznymi i obszerną wiedzą z zakresu psychologi stosowanej. Posługuję się zupełnie inną metodologią. Polega ona na wyciąganiu wniosków z pozornie mało istotnych sygnałów docierających do mnie. Konfrontuje je ze spektrum wydarzeń. 

Zdrowy dystans

W przeszłości w zamierzchłych czasach PRL-u, po przyjeździe do Polski z Wiednia pozwoliło mi to na uniknięcie aresztowania i bezpodstawnego oskarżenia o szpiegostwo. Stąd też identyfikuje się z traumatycznymi przeżyciami polskiego patrioty Mateusza Piskorskiego. Staram się nigdy nie lekceważyć sygnałów wywołujących refleksję. Jest to moja indywidualna forma instynktu samozachowawczego. Do tego w trakcie mojego życia, po szeregu koszmarnych przeżyć, utworzył się we mnie dystans do ludzi. Pewna doza braku zaufania, sceptycyzmu, cecha, którą nabywa się wraz z wiekiem. 

„Stare trupy” 

Wypowiedź Żydówki Anny Marii Żukowskiej o ekshumacjach ofiar ukraińskiego ludobójstwa brzmiała: „Jeżeli to jest dla pana rodzaj transakcji, żeby bardziej starymi trupami handlować, za takie bardziej świeże, to po prostu jest obrzydliwe naprawdę”.

Słowa te wywołały dużą debatę publiczną w lutym 2025 roku. Wypowiedź ta padła w kontekście dyskusji o relacjach polsko-ukraińskich i warunkach stawianych Ukrainie. W trakcie dyskusji z wicemarszałkiem Sejmu Krzysztofem Bosakiem na antenie TVN24. Słowa o „starych trupach” spotkały się z ostrą krytyką ze strony polityków różnych opcji oraz komentatorów, którzy uznali je za brak szacunku dla pamięci bestialsko pomordowanych Polaków, których doczesne szczątki, wdeptane są w ukraińskie błota. Zgodnie z polską, katolicką tradycją, wymagają godnego pochowku. A dla niej są to tylko „stare trupy” (sic!). Posłanka nie przeprosiła – w rozmowie z RMF FM powiedziała, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

Groźby ambasadora

Z kolei w lutym i marcu 2026 roku ambasador USA w Polsce, Tom Rose, wygłosił krytyczne wypowiedzi pod adresem Grzegorza Brauna. Stwierdził, że udział formacji Brauna w polskim rządzie byłby dla USA poważnym problemem, a w marcu ostro skrytykował wpis polityka w księdze kondolencyjnej w ambasadzie Iranu po śmierci Alego Chameneiego, ostrzegając, że „Amerykanie i prezydent Trump tego nie zapomną”.

Wypowiedź amerykańskiego ambasadora uruchomiła lawinę serwilistycznych artykułów prasowych atakujących środowisko posła Brauna, uderzających bezpośrednio w Mateusza Piskorskiego i Tomasza Jankowskiego. Wychwycił to publicysta i były poseł na Sejm RP Piotr Gadzinowski i opisał w artykule Pożegnanie z Marią („Fakty po Mitach”, nr 31 z 31 lipca 2026 roku). Wcześniej pisałem w podobnym duchu, jako odpowiedź na krytykę, która po wystąpieniu ambasadora USA Rose’a znalazła się w „Gazecie Polskiej”, zamieściłem ją w felietonie Sało w Czekoladzie.

Mógłbym przytoczyć parę innych przykładów, rozbijackiej działalności nakierowanej na środowisko Grzegorza Brauna wraz z podstępnymi działaniami wobec polityków z nim związanych. Ograniczę się do banału, jakim jest dostrzeżone przeze mnie wybudzanie ukraińskiego śpiocha stryja-konfidenta, startującego w nowej roli: filmowca-prowokatora w duecie z pewną panienką. O tym mowa w felietonie Filmowcy

Lęki architektów Ukropolin

Bardzo wiele na temat budowy w Polsce Ukropolinu napisał Krzysztof Baliński. Jego książki są dostępne w sprzedaży. Zgadzam się z zawartymi w nich tezami, że w Polsce budowany jest Ukropolin, natomiast sprowadzenie do Polski blisko 2 milionów Ukraińców to zaplanowana w tym celu akcja globalistów amerykańskich, autorów wojny na Ukrainie i Bliskim Wschodzie. Jedynie Grzegorz Braun i jego środowisko polityczne przeciwstawiają się przebudowie Polski w Ukropolin.

Interesującą analizę na temat Brauna przeprowadził Paweł Lisicki w audycji na YouTube Prawicowej koalicji bez Brauna nie będzie. Morawiecki skazany na Tuska. Wynika z niej, że Grzegorz Braun jest politykiem godnym zaufania, ponieważ od lat konsekwentnie wypowiada te same poglądy, spełniające oczekiwania Polaków, zmęczonych PiS-em, jak i Koalicją Obywatelską, rządzącymi pod dyktando USA i Izraela. Lisicki wyjaśnia przyczynę lęku ludzi, którym od dziesięcioleci wydaje się, że są właścicielami Polski. Zafascynowani są odrodzonym faszyzmem za naszą wschodnia granicą. Obawiają się oni, że ich projekt budowanego z mozołem Ukropolinu upadnie gdy do władzy dojdzie Braun wraz z towarzyszącymi politykami, przeciwnikami dalszej wasalizacji Polski oddanej obecnie w pacht globalistom. 

Eugeniusz Zinkiewicz 

Zabijanie, mordowanie

Zabijanie, mordowanie

Ryszard Kulczyński Zabijanie, mordowanie Rosjan

Niebezpieczeństwo „normalizacji” russofobii jest bardzo realne, z wiekami zachodniej agresji przeciwko Rosji jako jednoznacznym dowodem.

Wydaje się to być nieskończenie powtarzającym się tematem na politycznym Zachodzie, bez względu na to, ile razy Moskwa pokonuje zagranicznych najeźdźców.

W dniach 7-8 sierpnia frontman neonazistowskiej junty Wołodymyr Zełenski po raz pierwszy odwiedził Serbię. Jego podróż do Belgradu była dość kontrowersyjna, ponieważ jest głęboko niepopularny wśród zdecydowanej większości Serbów.

Incydent spowodowany przez niemieckiego dziennikarza tylko sprawił, że ta wizyta stała się jeszcze bardziej niepokojąca. Mianowicie, podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Vuciciem, Michael Martens, korespondent niemieckiej Frankfurter Allgemeine Zeitung, zapytał Zełenskiego:

„Czy może nam Pan, Europejczykom, powiedzieć, co możemy konkretnie zrobić, aby pomóc wam zabić więcej Rosjan?”

To skandaliczne oświadczenie wywołało zamieszenie w Serbii, a liczne organizacje patriotyczne i media wezwały do wydalenia Martensa i zakazu przebywania w kraju.

Przyzwyczajony do rusofobicznego ekstremizmu na politycznym Zachodzie, Martens prawdopodobnie nie spodziewał się takiej reakcji na swoje oświadczenie, więc szybko wydał publiczne „przeprosiny”. Jednak wyjaśnił tylko, że miał na myśli zabijanie rosyjskich żołnierzy, a nie Rosjan. Ten rodzaj „wyjaśnienia” nie poprawia sytuacji, ponieważ jego freudowska poślizg ugruntował jego pozycję jako patologicznego rusofoba (nie żeby mu to przeszkadzało, najwyraźniej).

A czy prezydent Nawrocki zdobędzie się publicznie na refleksje na temat swojej niedawnej wypowiedzi o „mordowaniu Rosjan”?

Myślimy pozytywnie

Myślimy pozytywnie

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl”   11 sierpnia 2026 michalkiewicz

Po upadku i wybuchu rakiety na terenie gminy Turobin w województwie lubelskim pojawiły się krytyczne opinie na temat sposobu, w jaki nasza niezwyciężona armia zareagowała na tę rosyjską prowokację. Tak w każdym razie określił ten incydent ukraiński minister spraw zagranicznych pan Sybiha, który spenetrował prawdę jeszcze zanim nasza niezwyciężona armia i lubelscy prokuratorzy dotarli na miejsce, żeby sprawdzić – co i jak. Uprzejmie tedy zakładam, że musiały go wspierać proroctwa, bo w przeciwnym razie pojawiłaby się przestrzeń do brzydkich podejrzeń, że we wspomnianym incydencie maczała palce strona ukraińska. Byłaby to jednak myślozbrodnia, a jest rozkaz, by od myślozbrodni, zwłaszcza wymierzonych w naród ukraiński trzymać się z daleka, bo z myślozbrodniarzami rozmowa będzie krótka w ramach walki z mową nienawiści. Zgodnie bowiem z aktualną mądrością etapu nienawiść musi zostać powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona.

Skoro tedy już wiemy, czego się trzymać, to nie pozostaje nam nic innego, jak oddać się myśleniu pozytywnemu, zgodnie z ludowym przysłowiem, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. O ile tedy ruska prowokacja ma wszelkie cechy zła w postaci czystej, to jednak, dzięki myśleniu pozytywnemu, my to zło potrafimy przekuć w dobro – zgodnie ze spostrzeżeniem bohatera powieści „Gubernator” Roberta Penn Warrena, który zauważył, że dobro najlepiej robić ze zła. Najwyraźniej wzięli to sobie do serca gorejącego nie tylko przedstawiciele naszej niezwyciężonej armii, ale przede wszystkim – nasi Umiłowani Przywódcy – chociaż oczywiście nie wszyscy, tylko uczestnicy koalicji 13 grudnia, która zrzesza kolaborantów Volksdeutsche Partei. Rada w radę uradzili, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a najlepszą ocenę wystawiła wiceministrowa obrony, pani Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, według której „wszystkie” procedury krajowe i zagraniczne „zadziałały prawidłowo”. W ramach myślenia pozytywnego spróbujmy tedy rozwinąć tę – jakże krzepiącą ocenę – żebyśmy i my doznali z tej okazji pokrzepienia serc. Zacznijmy od rakiety. Od razu widać, że zimny ruski czekista Putin też się podciągnął w prowokacjach, przynajmniej od incydentu w Przewodowie, gdzie zginęli dwaj polscy obywatele.

Tym razem nie tylko nikt nie zginął, ale w dodatku rakieta nie spadła ani na oddalony o 50 km Lublin, ani nawet na oddalone o 500 metrów zabudowania, tylko taktownie eksplodowała w szczerym polu. Towarzyszący temu huk spowodował uruchomienie syren alarmowych, które – zgodnie z przepisami, najpierw wydały z siebie sygnał pulsujący – jako ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem, a potem – jak powiadają – również sygnał o odwołaniu alarmu. Utwierdza nas to w przekonaniu o słuszności „przepisów drogi na morzu”, które – czerpiąc natchnienie z „Odysei” – zakazują zmieniania kursu statku na podstawie głosu syreny. Nawiasem mówiąc, średniowieczny poeta Dante Alighieri w „Boskiej komedii” pisze, że syreny wprawdzie charakteryzowały się czarującym głosem, ale z bliska śmierdziały zdechłymi rybami.

Ale to bynajmniej nie koniec dobrodziejstw, jakie spadły na nasz nieszczęśliwy kraj razem z ruską rakietą. Cały świat, a jeśli nawet nie cały, to jego najważniejsze części nadesłały nam wyrazy solidarności i poparcia, podobnie jak w 1939 roku. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak w miarę rozwoju sytuacji zostaniemy „natchnieniem narodów” – jak w roku 1940, kiedy to dostąpiliśmy radosnego przywileju braterstwa broni z Naszymi Sojusznikami – zanim jeszcze zostali oni sojusznikami naszego sojusznika. Akurat dobrze się składa, że Narodowy Bank Polski nakupił złota, podobno ponad 600 ton, więc w razie czego będzie można z tego pokryć koszty naszego korzystania z radosnego przywileju braterstwa broni – jak to było po zakończeniu II wojny światowej.

Zanim jednak do tego dojdzie, ukraiński prezydent Zełeński, po powrocie z Waszyngtonu zatrzymał się w Lublinie, gdzie przyjął na audiencji obywatela Tuska Donalda, któremu przekazał wiadomość, że prezydent Trump obiecał mu udostępnienie licencji na produkcję pocisków do systemu „Patriot”. Podobno „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”, że ze względów bezpieczeństwa Polska tę licencję od Ukrainy odkupi i będzie produkowała pociski u siebie, a potem – zgodnie z umową z 2 grudnia 2016 roku – nieodpłatnie przekaże je Ukrainie, która już będzie wiedziała, co dalej z nimi zrobić – ot na przykład – odsprzedać je Polsce.

Dzięki temu i oligarchowie będą zadowoleni i Polska bezpieczna – na wypadek, gdyby ruskiemu czekiście Putinowi znowu strzelił do głowy pomysł jakiejś prowokacji. Żeby tedy uniknąć nieporozumień, vaginet obywatela Tuska Donalda odda ukraińskim oligarchom na własność odnośne polskie zakłady produkcyjne, a oni w rewanżu zainstalują tam „saloniki VIP-ów”, gdzie nasi Umiłowani Przywódcy będą mogli bez konieczności oczekiwania w jakichś kolejkach wypić i zakąsić. Kto wie – może bracia Rysiczowie sprowadzą tam znowu panienki, żeby nasi Umiłowani Przywódcy mogli się przyjemnie zrelaksować po tylu poświęceniach, jakich codziennie dokonują dla Polski?

Na tym przykładzie od razu widać, ile korzyści daje przestawienie się na myślenie pozytywne. Najwyraźniej nie mogą tego pojąć działacze futbolowi, zorganizowani w gangu UEFA. Uradzili oni, żeby zbojkotować Mistrzostwa Świata z futbolu na znak protestu przeciwko projektowi odsprzedania 20 czy nawet 25 procent udziałów w Mundialu zięciowi prezydenta Donalda Trumpa, panu Jaredowi Kushnerowi. W ten sposób Gianni Infantino, szef futbolowego gangu o zasięgu światowym, czyli FIFA, zamierza wkraść się w łaski amerykańskiego prezydenta. Co z tego będzie miał – to osobna sprawa – ale my, w ramach myślenia pozytywnego odnotujmy, że jeśli nawet prezydent Trump nie podporządkowuje wszystkiego polityce prorodzinnej, to w każdym razie cały czas o niej pamięta.

Podobnie postępował francuski prezydent Juliusz Grevy, wybrany na to stanowisko w grudniu 1885 roku. Podobnie jak Donald Trump swego, tak i Julisz Grevy kochał swego zięcia Daniela Wilsona, który nawet mieszkał z nim razem w Pałacu Elizejskim i nie przepuszczał żadnej okazji, by czerpać z tego profity. Toteż paryska ulica wyśpiewywała, jeśli nie: „Quel bonheur d’avoir un beau-pere” (jakie to szczęście mieć teścia), to dla odmiany: „Quel malheur d’avoir un gendre” (co za nieszczęście mieć zięcia). Nie skończyło się to dobrze, bo ostatnia piosenka, jaką paryska ulica skomponowała francuskiemu prezydentowi brzmiała: „Mon pauvre vieux, il faut partir” (no stary, wynoś się). Oczywiście Ameryka to nie Francja, a poza tym amerykański zięć ma pierwszorzędne korzenie, więc dopóki prezydent Trump go wspiera, nic złego go nie spotka – co przewidział jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński pisząc, że „mówiła żony ciotka: tych co płacą, nic nie spotka.

Stanisław Michalkiewicz

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

Kijów płonie po rosyjskim ataku rakietowym, 5 sierpnia 2026 r.

==============================================================

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

Autorstwa Scotta Rittera

Zełenski i jego zachodni mocodawcy wierzyli, że mogą zmusić Rosję do negocjacji pokojowych. Jednak tylko przypieczętowali tragiczny los Ukrainy.

25 czerwca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zarządził rozpoczęcie 40-dniowej ofensywy mającej na celu „wywarcie wpływu” na Rosję i zakończenie wojny. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych Zełenski oświadczył: „Zatwierdziłem 40-dniową operację wpływu sił zbrojnych przeciwko państwu agresorowi, mającą na celu zmuszenie go do zakończenia wojny”.

3 sierpnia, w przededniu zakończenia 40-dniowej kampanii, Zełenski przyznał, że kampania nie osiągnęła celu, jakim było przekonanie Rosji do zawarcia pokoju. Zamiast tego Zełenski oskarżył prezydenta Rosji Władimira Putina o przygotowania do przedłużenia konfliktu poprzez dalsze mobilizacje i nowe ataki. Zamiast przyznać się do porażki, Zełenski zadeklarował jednak, że Ukraina zintensyfikuje swoje wysiłki dyplomatyczne, zaostrzy restrykcje gospodarcze i będzie kontynuować działania militarne, aby stworzyć warunki, w których Rosja nie będzie miała innego wyboru, jak tylko zgodzić się na negocjacje na warunkach akceptowalnych dla Ukrainy.

Okres 40 dni między rozpoczęciem „operacji wpływu” Zełenskiego a przyznaniem się prezydenta Ukrainy, że Rosja jest daleka od przyznania się do porażki, pogłębił przepaść między faktami a fantazją, między rzeczywistością a fikcją. Zdanie to najwyraźniej dostrzegają praktycznie wszyscy, z wyjątkiem prezydenta Ukrainy.

40-dniowy wzrost liczby ataków dronów nastąpił po kampanii rozpoczętej w maju, w trakcie której zintensyfikowano ataki na dwa największe miasta Rosji: Moskwę i Sankt Petersburg. Pojawiły się również ukryte groźby wobec innych strategicznie ważnych lokalizacji, takich jak rezydencja prezydencka w Wałdaju (która stała się celem ukraińskiego ataku dronów w grudniu 2025 r.) i most Kerczeński, łączący Krym z południową Rosją.

Celem tych ataków było zmuszenie Rosji do ponownego rozmieszczenia sił obrony powietrznej w celu ochrony tych strategicznie ważnych celów, a tym samym wycofania jednostek obrony powietrznej z innych regionów. 40-dniowa kampania dronów, ogłoszona przez Zełenskiego, miała na celu wykorzystanie tych luk w obronie powietrznej, aby zademonstrować rosyjskiej ludności „męki” wojny.

Żaden z punktów nacisku, na które Zełenski wycelował swoją 40-dniową kampanię dronów, nawet nie zbliżył się do oczekiwanych rezultatów. W rzeczywistości w każdym przypadku było odwrotnie. Zełenski miał nadzieję wywołać kryzys energetyczny, atakując rosyjskie rafinerie. Podczas gdy posłuszne, proukraińskie media zachodnie twierdziły, że Rosja straciła nawet 40% swoich mocy przerobowych, rzeczywistość była zupełnie inna: fakt, że benzyna w sierpniu 2026 roku była tańsza niż w tym samym okresie ubiegłego roku (AI-95, najpopularniejszy gatunek benzyny, kosztował 63,06 rubla za litr w sierpniu 2025 roku, w porównaniu z 61,71 rubla za litr obecnie), a kolejki pojazdów oczekujących na tankowanie praktycznie nie istniały, jest znaczącym osiągnięciem.

Co więcej, moment redukcji rosyjskich mocy rafineryjnych dla Ukrainy nie mógł być gorszy – Rosja po prostu przekierowała rezerwy ropy naftowej przeznaczone do krajowej rafinacji do rurociągu eksportowego w czasie, gdy globalny popyt szybko absorbował ten zwiększony eksport po rekordowych cenach. Wojna Zełenskiego z rosyjskim sektorem energetycznym znacząco przyczyniła się do dochodów Rosji z ropy naftowej i gazu, które stanowią około jednej piątej całkowitych dochodów budżetowych, wzrastając o ponad 60% w lipcu 2026 roku w porównaniu z tym samym miesiącem roku poprzedniego.

Ukraińska kampania wpływu miała na celu wzmocnienie społecznego przekonania, że ​​Rosja została praktycznie wyparta z Morza Czarnego poprzez rozszerzenie ataków dronów na Morze Azowskie i Morze Kaspijskie. Ataki te nie tylko spowodowały znikome szkody w rosyjskiej żegludze, ale także wywołały rosyjską ofensywę na szeroką skalę, która skutecznie odcięła Ukrainie dostęp do Morza Czarnego, uniemożliwiając jej transport zboża i dostawy zaopatrzenia wojskowego od sojuszników z NATO.

I wreszcie, fatalna decyzja Ukrainy o przeniesieniu koszmaru wojny do domów rosyjskiej ludności poprzez ataki na magazyny i fabryki należące do największego rosyjskiego sklepu internetowego Wildberries. Płonące magazyny dostarczyły pozornie spersonalizowanych materiałów telewizyjnych, w pełni wykorzystanych przez ukraińskie media państwowe i życzliwe platformy społecznościowe. Jednak ciepłe uczucia, jakie te obrazy wzbudziły wśród ukraińskich zwolenników, wkrótce zostały zniweczone przez brutalną rzeczywistość rosyjskiego odwetu, który dotknął cały ukraiński łańcuch dostaw handlowych i stanowił egzystencjalne zagrożenie dla stabilności ukraińskiej gospodarki cywilnej.

„Kampania wpływu” Zełenskiego, prowadzona za pomocą dronów, nie odbywała się w próżni, lecz była integralną częścią szerszej kampanii, częścią prowadzonej przez Zachód wojny informacyjnej, mającej na celu „zmiękczenie” rosyjskiego społeczeństwa w okresie poprzedzającym wybory do Dumy Państwowej zaplanowane na 20 września. Celem tej kampanii było wzbudzenie niezadowolenia społecznego w Rosji, które następnie przejawiłoby się w wyniku wyborów podważającym polityczne fundamenty rosyjskiego rządu pod przewodnictwem prezydenta Władimira Putina.

Jest to długotrwała strategia zagranicznych służb wywiadowczych i ich sojuszników, sięgająca lat 2007–2008, kiedy to próbowali oni odtworzyć w Rosji niepokoje społeczne na Ukrainie, które stały się podstawą „pomarańczowej rewolucji” z lat 2004–2005.

Jest to ta sama strategia, która kierowała polityką Stanów Zjednoczonych w 2011 r., gdy rozpoczęto zmasowaną ofensywę mającą na celu odsunięcie „Jednej Rosji” od kierownictwa Dumy Państwowej, udaremniając tym samym kandydaturę Władimira Putina w wyborach prezydenckich w marcu 2012 r.

Wszystkie te kampanie zakończyły się niepowodzeniem.

A obecna kampania również zakończy się porażką.

Próba integracji narodu rosyjskiego bez pełnego zrozumienia jego charakteru jest przedsięwzięciem daremnym.

Dawni historycy i „rosyjscy zwolennicy” w dużej mierze opierają się na precedensach historycznych, powołując się na rewolucję z 1917 r. i upadek Związku Radzieckiego wywołany przez Gorbaczowa jako przykłady, które chcą powtórzyć we współczesnej Rosji.

Ale Władimir Putin nie jest ani carem, ani zdezorientowanymi sowieckimi biurokratami.

Jest człowiekiem, który przez ponad ćwierć wieku przewodził odrodzeniu Rosji, odwracając w ten sposób proces rozkładu, który dotknął jego naród i ludzi w ostatnich latach rządów sowieckich i dekadzie nieudolnych rządów Rosji pod przywództwem zachodnich elit, których celem było zniszczenie narodu rosyjskiego, a jednocześnie pozbawienie go zasobów.

Naród rosyjski z roku 2026 nie jest narodem rosyjskim z roku 1917 ani z roku 1992.

Wiara w ten stan rzeczy jest fatalnym błędem osób stojących za kampanią „wpływu dronów”.

To jest niebezpieczeństwo systemowej rusofobii.

Wynikająca z tego ignorancja sprawia, że ​​ludzie nie dostrzegają rosyjskich realiów i promują politykę skazaną na porażkę od samego początku.

Wojna czterodniowa Zełenskiego była od początku skazana na porażkę.

I teraz już wiemy, jak wygląda ta awaria.

Ukraina została porzucona przez swoich zachodnich władców.

Brak obrony powietrznej.

Brak licencji „Patriot”.

Żadnych rakiet „Patriot”.

Nie ma magicznego rozwiązania.

Oznacza to, że Zachód uznał nieuchronność strategicznej porażki Ukrainy.

W ciągu najbliższych tygodni i miesięcy Ukraina zbierze to, co zasiała.

Tak, ukraińskie drony nadal będą atakować rosyjską infrastrukturę, dostarczając okazji do publikowania ich w mediach społecznościowych, gdzie gęsty, czarny dym zasłania horyzont.

Tymczasem Kijów będzie płonął.

To samo dotyczy innych miast na Ukrainie.

Armia rosyjska będzie nadal posuwać się naprzód.

To społeczeństwo ukraińskie odczuwa miażdżącą presję wojny.

Brak gazu.

Brak wody,

Brak ogrzewania.

Brak jedzenia.

Taka jest przyszłość Ukrainy pod rządami Zełenskiego.

Wymarzony moment „Moskiewskiego Majdanu”, wyobrażony przez ludzi takich jak Gilbert Doctorow i jemu podobni, nigdy nie nastąpi.

To właśnie na ulicach Kijowa gromadzą się demonstranci domagający się zmian politycznych.

Upadek Ukrainy jako państwa narodowego jest nieunikniony.

Pytanie nie brzmi „czy”, ale „kiedy”.

Odpowiedź brzmi: raczej prędzej niż później.

40 dni, które przypieczętowały tragiczny los Ukrainy.

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem.

Źródło: 40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

Kryzys obrony powietrznej Ukrainy. Rosyjska strategia stawia kraj na krawędzi przepaści

Kryzys obrony powietrznej Ukrainy staje się globalny, a rosyjska zaciekłość stawia kraj na krawędzi przepaści

Symplicjusz 9 sierpnia 2026 r. simplicius/ukraines-air-defense-crisis-turns

Kryzys na Ukrainie wciąż osiąga punkt krytyczny. Po zaoferowaniu Rosji kilku rozejmów, Zełenski najwyraźniej zaczyna teraz iść na pewne ograniczone ustępstwa:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-08-08/usa-mówi-ukraina-że-uniknie-atakowania-tankowców-na-terenie-ropy-na-morzu-czarnym

Rosyjska kampania uderzeniowa przeciwko Odessie i okolicznej infrastrukturze wpędziła ukraińskich komentatorów w panikę. Główni ukraińscy dystrybutorzy przyznali, że rosyjskie ataki zniszczyły ich magazyny, a sklepy zaczęły się opróżniać – to wyraźny skutek kampanii Zełenskiego przeciwko rosyjskiej firmie Wildberries:

Ukraińskie centrum analityczne informuje, że ataki Rosji na porty spowodowały spadek wydobycia żelaza na Ukrainie nawet o 35%, a rok 2026 jest najtrudniejszym rokiem od początku wojny:

https://gmk.center/ua/opinion/zupynka-morskoho-korydoru-zavdaie-ukrainskij-metalurhii-bilshoho-udaru-nizh-na-pochatku-vijny/

Część mocy produkcyjnych rudy żelaza prawdopodobnie zostanie wyłączona z eksploatacji, a produkcja w tym sektorze może zostać zmniejszona o 35%.

Na pierwszy rzut oka zamknięcie korytarza morskiego w lipcu 2026 roku można postrzegać jako powtórkę znanego już scenariusza. To nic wielkiego. Ostatecznie ukraiński przemysł stalowy przetrwał już całkowitą blokadę eksportu morskiego w 2022 roku – i przetrwał. Ale to porównanie jest nietrafione.Z uwagi na szereg czynników, rok 2026 jest dla przemysłu trudniejszy niż pierwszy, najbardziej dotkliwy rok wojny na pełną skalę. Nie chodzi o to, że morze jest zamknięte, ale o to, co się wokół niego zmieniło.

Wciąż krążą pogłoski, że Rosja zamierza zadać ostateczny cios Kijowowi, jeśli nie całej Ukrainie. Ukraińscy eksperci uważają, że oprócz elektrowni, tej zimy Rosja planuje zaatakować różne zakłady wodociągowe i kanalizacyjne, aby zamknąć Kijów.

Jak podaje Ukraińska Prawda, rzekomo już się to w pewnym stopniu zaczęło:

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/08/05/8047386/

Rosjanie nieustannie atakują rakietami balistycznymi jedyną stację napowietrzania ścieków z Kijowa i okolicznych miast, najwyraźniej próbując wywołać katastrofę humanitarną.

„Rosjanie po raz kolejny zaatakowali rakietami balistycznymi stację napowietrzania Bortnychi. To kolejny atak w ciągu ostatniego roku, demonstrujący systematyczną kampanię przeciwko pojedynczemu celowi. Stacja napowietrzania Bortnychi to jedyna oczyszczalnia ścieków obsługująca Kijów i okoliczne miasta, miasteczka i osady w obwodzie”.

Szczegóły: Zakład ma projektowaną wydajność około 1,8 miliona metrów sześciennych dziennie, a jego rzeczywiste obciążenie wynosi od 600 000 do 900 000 metrów sześciennych dziennie.Nie ma systemu rezerwowego.

Pojawia się wiele innych plotek.

Kilka rosyjskich kanałów telewizyjnych twierdzi, że Surowikin powraca, by poprowadzić wielką kampanię „zabójczego ciosu” przeciwko Ukrainie:

Wszystko jest całkowicie spekulatywne, więc nie wstrzymuj oddechu. Chodzi jednak o to, by zrozumieć zmieniający się ton wojny.

Ukraińskie kanały telewizyjne podają pogłoski, że Rosja może nawet zacząć całkowicie dzielić Kijów na dwie części, likwidując jego mosty:

—————————————————————

Teraz kanały głównego nurtu donoszą, że północnokoreańskie jednostki rakietowe zostaną wysłane do Rosji, aby pomóc w nowej kampanii niszczenia infrastruktury Ukrainy za pomocą wystrzeliwania własnych północnokoreańskich rakiet balistycznych KN-23:

https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/north-korean-missile-unit-deploys-russia-ukraine-war-kyiv-says-2026-08-05/

LONDYN, 5 sierpnia (Reuters) – Północnokoreańska jednostka rakietowa rozpoczęła rozmieszczanie w zachodniej Rosji i może zostać wyposażona w 120 pocisków balistycznych i sześć wyrzutni, które będą wykorzystywane do ataków na Ukrainę, poinformował urzędnik ukraińskiego wywiadu wojskowego.

Na Ukrainie brakuje skutecznej obrony przeciwlotniczej, a Rosja próbuje to wykorzystać, stosując większą liczbę rakiet balistycznych, które są wyjątkowo trudne do zestrzelenia.

Podczas gdy niektórzy uważają powyższe za propagandę, logicznym byłoby, gdyby Rosja wykorzystała obecny deficyt obrony przeciwrakietowej Ukrainy do zaatakowania kraju tak dużą ilością pocisków balistycznych, jak to tylko możliwe.

Ukraińskie kanały telewizyjne są wściekłe na Zełenskiego za sprowokowanie tej nowej, bezprecedensowej reakcji Rosji na ich kraj:

———————————————-

Ostatnio nikt nie potrafi znaleźć żadnej nadziei na poprawę sytuacji na Ukrainie. Julian Roepcke, niegdyś triumfalista, a obecnie rezydent pesymista, napisał trzeźwy artykuł analityczny po niedawnej wizycie na Ukrainie i rozmowach z wieloma żołnierzami i oficerami.

Przeczytaj cały przetłumaczony tekst poniżej, zwłaszcza pogrubione fragmenty:

Julian Röpcke 🇩🇪🤝🇺🇦@ JulianRoepcke

#Analyse Nach einer weiteren Woche in der Ukraine, zahlreichen Gesprächen mit Soldaten – darunter drei Colonels der ukrainischen Streitkräfte – sowie vielen pozytywnyn, aber auch ernüchternden Eindrücken, hier meine Einschätzung der aktuellen Lage im russisch-ukrainischen Krieg.

12:29 · 6 sierpnia 2026 · 54,1 tys. wyświetleń


28 odpowiedzi · 154 reposty · 617 polubień

#Analiza

Po kolejnym tygodniu na Ukrainie, licznych rozmowach z żołnierzami, w tym z trzema pułkownikami ukraińskich sił zbrojnych, i wielu pozytywnych, ale też i niepokojących wrażeniach, przedstawiam moją ocenę obecnej sytuacji w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.

Ostrożny optymizm wczesnego lata w dużej mierze rozwiał się po stronie ukraińskiej.Jeszcze w czerwcu istniała nadzieja, że ​​nasilające się ukraińskie ataki na rosyjską logistykę na okupowanych terytoriach i w głębi lądu mogą trwale osłabić armię inwazyjną i powstrzymać jej ofensywę. To oczekiwanie się jeszcze nie spełniło.

Niezwykle wysokie liczby ofiar po stronie rosyjskiej od początku roku przyniosły jak dotąd jedynie częściowy efekt strategiczny. Choć tempo rosyjskiego natarcia wyraźnie osłabło, nie zostało ono zatrzymane.

Jednocześnie wielu żołnierzy donosi o wyraźnej intensyfikacji rosyjskich ataków na pozycje na froncie i za nim. Rosja rozmieszcza obecnie znacznie więcej dronów kamikaze, bomb szybujących i broni dalekiego zasięgu niż jeszcze kilka miesięcy temu.Podejście to wydaje się coraz bardziej systematyczne: pas lasu po pasie lasu, wieś po wsi i most po moście są niszczone, aby trwale osłabić ukraińską logistykę za frontem.Nawet daleko za frontem pojawia się nowa jakość rosyjskiej sztuki wojennej. Podczas gdy Rosja w ostatnich latach często atakowała stacje benzynowe, centra logistyczne i infrastrukturę cywilną, ukraińscy oficerowie obserwują obecnie wyraźnie bardziej systematyczną kampanię przeciwko ukraińskiej strukturze zaopatrzenia. Co istotne, Rosja atakuje teraz centra logistyczne na podobną skalę, co Ukraina na terytorium Rosji – aczkolwiek z dużo większą siłą ognia. Wiele z tych obiektów znajduje się wzdłuż kluczowych autostrad. Podczas naszej podróży mijaliśmy liczne obiekty logistyczne, które zostały zniszczone zaledwie kilka godzin lub dni wcześniej.

W przeciwieństwie do Ukrainy, która do takich ataków używa głównie broni precyzyjnej, Rosja często rozmieszcza pociski balistyczne lub całe roje dronów Shahed. Rezultatem są znacznie większe zniszczenia wokół celów, a co za tym idzie, wysokie liczby ofiar.

Z licznych rozmów z ukraińskimi żołnierzami wyłoniły się dwie odrębne oceny dalszego przebiegu wojny.

Bardziej optymistyczny pogląd jest taki: jeśli Zachód – a zwłaszcza Niemcy – będzie konsekwentnie wspierać Ukrainę, ta wojna może zostać ostatecznie wygrana. U podstaw leży przekonanie, że potencjał gospodarczy i przemysłowy zachodnich sojuszników może w dłuższej perspektywie zapewnić im przewagę surowcową nad Rosją.

Jednak tylko częściowo podzielam tę ocenę. Rosja nadal otrzymuje znaczne wsparcie wojskowe i przemysłowe od Chin, Korei Północnej i Iranu. Czynniki te sprawiają, że długotrwała wojna na wyniszczenie jest niezwykle trudna z perspektywy Ukrainy.

Druga, znacznie bardziej trzeźwa analiza autorstwa ukraińskiego oficera brzmiała: Rosja musi pogrążyć się w wewnętrznym kryzysie politycznym szybciej, niż będzie w stanie osiągnąć swoje cele operacyjne na Ukrainie.

Jego zdaniem, dynamika na polu bitwy pozostaje głównie po stronie rosyjskiej, szczególnie w rejonie Kramatorska i Słowiańskiego.

Według tego, ukraińskie głębokie uderzenia służą przede wszystkim celowi – lub nadziei – że Rosja musi porzucić swoje polityczne lub ekonomiczne cele wojenne, zanim będzie mogła w pełni osiągnąć swoje cele militarne. W najlepszym przypadku poprzez upadek Putina w jego własnych szeregach. Czy to się kiedykolwiek stanie, „przekonamy się dopiero w dniu, w którym to nastąpi” – powiedział oficer.

Kluczowa teza dowodzi, że Zełenski prowadzi swoją najnowszą kampanię przeciwko rosyjskim celom cywilnym w celu wciągnięcia Rosji w kryzys wewnątrzpolityczny.

Powtórzmy tę sekcję jeszcze raz:

Druga, znacznie bardziej trzeźwa analiza autorstwa ukraińskiego oficera brzmiała: Rosja musi pogrążyć się w wewnętrznym kryzysie politycznym szybciej, niż będzie w stanie osiągnąć swoje cele operacyjne na Ukrainie.

Jego zdaniem, dynamika na polu bitwy pozostaje głównie po stronie rosyjskiej, szczególnie w rejonie Kramatorska i Słowiańskiego.

Znów wierzą, że jakiś magiczny „upadek Putina” można spowodować poprzez zbombardowanie magazynów Wildberries — strategiczny eksperyment tak intelektualnie niewypałowy, że na pierwszy rzut oka wydaje się wręcz komiczny.

Według tego, ukraińskie głębokie uderzenia służą przede wszystkim celowi – lub nadziei – że Rosja musi porzucić swoje polityczne lub ekonomiczne cele wojenne, zanim będzie mogła w pełni osiągnąć swoje cele militarne. W najlepszym przypadku poprzez upadek Putina w jego własnych szeregach. Czy to się kiedykolwiek stanie, „przekonamy się dopiero w dniu, w którym to nastąpi” – powiedział oficer.

I oczywiście Roepcke dochodzi do naturalnego wniosku:

Warto zauważyć, że Rosja obecnie atakuje centra logistyczne na podobną skalę, jak Ukraina na swoim terytorium – choć stosując znacznie większą siłę ognia.

Jeśli prezydentów można obalić poprzez niszczenie magazynów, czy to oznacza, że ​​Zełenski, kierując się własną logiką, chyli się ku upadkowi?

Jego ostateczny wniosek:

Po tym tygodniu na Ukrainie moje wrażenia pozostają ambiwalentne. Ukraińskie siły zbrojne imponująco szybko rozwijają swoje możliwości w wielu obszarach. Jednocześnie Rosja, pomimo ogromnych strat, nadal jest w stanie utrzymać ofensywę i presję militarną. Sądząc po odczuciach wielu żołnierzy frontowych, nie można jeszcze mówić o strategicznym punkcie zwrotnym na korzyść Ukrainy.

Zatem obecna narracja du jour głosi, że pocieszeniem w obecnej katastrofalnej sytuacji Ukrainy jest fakt, że Rosja wciąż ponosi „ogromne straty”.

Tyle że wskaźniki strat nadal pokazują, że straty Ukrainy przeważają na korzyść Rosji.

Zarejestrowane straty pojazdów w lipcu :

Podsumowując, „Spectator” uważa, że ​​wojna rzeczywiście osiągnęła punkt zwrotny, jednak nie na korzyść Ukrainy:

https://spectator.com/article/a-grim-turning-point-has-been-reached-in-russias-war-on-ukraine/

W wojnie Rosji z Ukrainą nastąpił ważny punkt zwrotny. Niestety dla Kijowa, Wołodymyr Zełenski nie forsował narracji o „przełomie” na korzyść Ukrainy,odkąd jego dalekosiężne ataki dronów zaczęły niszczyć rafinerie ropy naftowej i magazyny logistyczne w głębi Rosji oraz zatapiać dziesiątki statków na Morzu Azowskim.

Tymczasem wczoraj w nocy nie zestrzelono ani jednego z 27 pocisków balistycznych wystrzelonych przez Rosję w kierunku Kijowa i jego okolic. Zginęło co najmniej 17 osób, a szereg ogromnych magazynów i dużych ukraińskich punktów handlowych został zdewastowany.

W artykule przeanalizowano arytmetykę stojącą za brakiem obrony powietrznej Ukrainy, zauważając, że nawet dodatkowe dostawy nie zmniejszą w żaden sposób potencjału rosyjskich rojów balistycznych.

Ukraiński dziennikarz Serhij Flash odniósł się do ostatniego ataku Rosji, wyjaśniając, że Rosja będzie nadal wystrzeliwać na Ukrainę około 100 pocisków balistycznych miesięcznie.Nie można załadować wideo.

„The Spectator” kontynuuje:

Jednak o wiele bardziej niepokojąca dla Zełenskiego jest zdolność Rosji do kontynuowania systematycznego niszczenia ukraińskiej infrastruktury energetycznej, wodociągowej, dystrybucji benzyny i ciepłowniczej. We wcześniejszej fazie odwetu rosyjskie pociski krótkiego zasięgu zniszczyły niemal każdą stację benzynową w obwodzie charkowskim i poza nim, zmuszając kierowców do noszenia zapasowych kanistrów, aby dotrzeć do mniej zniszczonych obszarów. Teraz Kreml w odwecie za Wildberries przystąpił do niszczenia nie tylko obiektów handlowych, ale także kluczowych akweduktów wodnych i rur ciepłowniczych. Cztery zimy regularnych ataków zniszczyły około 61 procent ukraińskiej mocy wytwórczej energii elektrycznej, według Międzynarodowego Centrum Zwycięstwa Ukrainy.DTEK, największa prywatna firma energetyczna na Ukrainie, straciła 90 procent swojej mocy wytwórczej, a każda z 15 ukraińskich elektrowni cieplnych zasilanych gazem i węglem została uszkodzona lub zniszczona, a ich udział w miksie energetycznymspadłdo około pięciu procent.

Niestety dla Ukrainy, siła ognia Rosji nadal bije nowe rekordy:

https://kyivindependent.com/ponad-8-300-bomb-szybowcowych-zrzuconych-przez-Rosję-na-Ukrainę-w-lipcu-w-rekordowej-liczbie-od-pełnoskalowej-inwazji-mówi-wojskowa/

Oczywiste jest, że przyszłość Ukrainy rysuje się w coraz gorszych barwach.

Ale nigdy nic nie wiadomo, bo po stronie Zachodu pojawiają się pewne dobre pomysły, które mogłyby zdecydowanie odwrócić losy konfliktu:

Co myślisz, czy to zadziała?


Twoje wsparcie jest nieocenione. Jeśli lektura przypadła Ci do gustu, będę niezmiernie wdzięczny za miesięczną/roczną wpłatę na rzecz mojej pracy, dzięki której będę mógł nadal dostarczać Ci szczegółowe i wnikliwe raporty, takie jak ten.

Nie lubię mieć racji

Nie lubię mieć racji

Spełniły się moje przewidywania co do joty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie bredzi już, że Ukraińcy po roku 2022 będą mieli nowych bohaterów i pogrzebią w mrokach przeszłości szowinistów z Stepanem Banderom i Romanem Szuchewyczem na czele. Dla każdego rozumnego człowieka było oczywiste, że będzie dokładnie odwrotnie. Warto zaznaczyć, że w tedy o problemie w Polsce pisała tylko endecka „Myśl Polska” i lewicowy Strajk.

Dzisiaj realnym problemem jest kwestia opisywana przeze mnie prawie pięć lat temu. Znaczna część neobanderowców poległa na wojnie z Rosją. Cześć z nich jest kalekami. Ich dzieci w 2022 roku często miały po 12-16 lat. Dzisiaj te dzieci mają po 17-21 lat. Wychowały się w nienawiści nie tylko do Rosjan, ale również w niechęci wobec Polaków i szerzej ludzi Zachodu. Oni mają pretensje nie tylko do Rosjan, ale również według nich do wiarołomnych sojuszników.

Przecież to kraje euroatlantyckie hartowały Ukraińców w przekonaniu, że za wszelką cenę muszą walczyć z Federacją Rosyjską. Oni czują się zdradzani przez USA i cześć państw UE na raty. Władze na Ukrainie, których symbolami są Wołodymyr Zełenski i Andrij Jermak utwierdziły ich w przekonany, że zawsze będą mogli liczyć na swoich sojuszników. Uwierzyli w kłamliwe deklaracje Joe Bidena i Borisa Johnsona, że zachód będzie na zawsze z Ukrainą.

Rośnie nowe pokolenie dzieci wojny, nowe pokolenie Ukraińców. Ludzi, którzy nienawidzą Rosji, ale również nie wierzą już w zapewnienia świata zachodniego. Cechy tego ludu plus zawiedzione nadzieje to bardzo niebezpieczna mieszalnika. Ukraina z państwa opartego o tradycję banderowską, zapewne stanie się państwem ultra-szowinistycznym. Funta kłaków warte okazały się analizy mówiące, że świat euroatlantycki po tragedii II wojny światowej nie dopuści do odrodzenia się neonazizmu. Nie tylko dopuścił, ale go jawnie wspierał.

Taki rodzaj nacjonalizmu – będącego w rzeczywistości szowinizmem – na Ukrainie i wśród emigrantów ukraińskich na świecie jest niezwykle niebezpieczny dla Polski. Bo w naturalny sposób, wszystkie pretensje do świata euroatlantyckiego będą kierowane w stosunku do Polski. To my będziemy musieć na klatę przyjąć gorycz i rozczarowanie Ukraińców. To Polacy przez dziesięciolecia będą płacić za nieroztropną politykę władz III RP.

—————————————–

Zbigniew Herbert … „Raport z oblężonego miasta”

” (…) ale z niejaką dumą pragnę donieść światu
że wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci
nasze dzieci nie lubią bajek bawią się w zabijanie (…)”

łj

Nowa strategia Rosji może drogo kosztować Europę

Nowa strategia Rosji może drogo kosztować Europę

Najnowszy raport Reutersa przedstawia znacznie bardziej ponury obraz sytuacji na Ukrainie niż sugerują liczne nagłówki. Podczas gdy uwaga często skupia się na liniach frontu, Moskwa wydaje się teraz celować w inną piętę achillesową: gospodarcze koło ratunkowe Ukrainy.

Port w Odessie

W centrum uwagi znajdują się porty Morza Czarnego – przede wszystkim Odessa. Według ukraińskich źródeł, alternatywne szlaki eksportowe koleją, drogą lądową i Dunajem mogą obecnie zastąpić jedynie około połowę dotychczasowego transportu morskiego. Jednocześnie żniwa idą pełną parą. Miliony ton zbóż i roślin oleistych nie trafiają już na rynek światowy regularnymi kanałami.

Ma to wpływ nie tylko na rolnictwo, ale także na ukraiński budżet państwa. Produkty rolne należą do najważniejszych źródeł dewiz w kraju. Jeśli eksport wyschnie, państwo i gospodarka stracą miliardy. Agencja Reuters już donosi o załamaniu cen na ukraińskim rynku krajowym i miliardowych stratach w rolnictwie.

Na szczególną uwagę zasługuje oświadczenie samego Kijowa. Wiceminister rolnictwa przyznaje, że tylko niezawodnie działający port w Odessie może sprawić, że Ukraina ponownie stanie się znaczącym eksporterem zboża. Jednak ten właśnie port od tygodni znajduje się pod ogromną presją. Może to oznaczać rozwój sytuacji, której konsekwencje wykraczają daleko poza Ukrainę.

Im dłużej porty Morza Czarnego pozostaną nieczynne, tym bardziej Ukraina będzie zależna finansowo od Zachodu. Europa będzie musiała nie tylko dostarczać broń, ale także w coraz większym stopniu rekompensować straty gospodarcze. Miliardy dolarów pomocy mogłyby stać się stałym elementem. Jednocześnie europejskie szlaki transportowe znajdują się pod presją. Linie kolejowe, drogi i porty nad Dunajem nie są w stanie zastąpić przepustowości portów Morza Czarnego. Koszty logistyki rosną, a łańcuchy dostaw stają się wolniejsze i droższe.

Rumuński port Galati nad Dunajem – Ukraina chce usprawnić eksport zboża tym szlakiem

Istnieje również inne ryzyko: trwałe wstrzymanie znacznej części ukraińskiego eksportu zboża prawdopodobnie szczególnie mocno uderzyłoby w Afrykę Północną i Bliski Wschód. Rosnące ceny żywności mogłyby wywołać nowe fale migracji do Europy – scenariusz obserwowany już podczas poprzednich kryzysów zaopatrzeniowych.

Strategicznie rzecz biorąc, Rosja wydaje się realizować długoterminową strategię wyniszczania. Zamiast skupiać się wyłącznie na celach militarnych, wywiera coraz większą presję na fundamenty gospodarcze Ukrainy. Kraj, który nie będzie w stanie sprzedać swoich najważniejszych produktów eksportowych, ostatecznie straci zdolność do samodzielnego finansowania.

Dla Europy stanowi to niewygodną rzeczywistość: nawet jeśli sytuacja na froncie militarnym pozostanie w dużej mierze niezmieniona, obciążenie finansowe UE będzie nadal rosnąć. Więcej pakietów pomocowych, wyższe koszty logistyki, rosnąca presja na rynki rolne i potencjalne nowe fale migracji nie byłyby bezpośrednimi konsekwencjami poszczególnych konfliktów, a raczej stopniową erozją gospodarczą.

Jeśli taka sytuacja będzie się utrzymywać i Rosja na stałe przerwie szlaki eksportowe przez Morze Czarne, wojna może przekształcić się z militarnej w ekonomiczną wojnę na wyniszczenie – a rachunek za nią ostatecznie będzie musiała zapłacić nie tylko Ukraina, ale cała Europa.

uncutnews.ch/russlands-neue-strategie-koennte-europa-teuer-zu-stehen-kommen

Opracował: Zygmunt Białas

Czarne chmury wiszą nad Ukrainą, Polską i kolektywnym Zachodem 

Czarne chmury wiszą nad Ukrainą, Polską i kolektywnym Zachodem 


Gdy piszę o Ukrainie, używam dwóch nazw:
– Ukraina, gdy myślę o zwykłej ludności, która wojny z Rosją nie chce i która nie jest piewcą banderyzmu, a takich ludzi na Ukrainie są miliony.
– UPAina, gdy myślę o neobanderowskiej juncie i neobanderowskich elitach, piewcach Bandery i UPA, żądnych wojny z Rosją (nienawidzących także Polaków), będących  w wojnie zachodu z Rosją narzędziem kolektywnego zachodu z USA na czele. Analogicznie piszę o Ukraińcach i Ukrach.

Czarne chmury wiszą i nad Ukrainą, Ukraińcami, jak i zwłaszcza nad UPAiną i kijowską juntą.

Kijowski ćpun ogłosił pod koniec czerwca plan czterdziestodniowej kampanii ataków powietrznych na Rosję, by zmusić ją do „zakończenia wojny”: Zełenski zatwierdził 40-dniową operację. Ukraina chce zmusić Rosję do zakończenia wojny.

Musiał być niewąsko naćpany komik, podejmując, czy tylko ogłaszając podsuniętą mu decyzję. Pewnie myślał, że Rosja będzie powściągliwie przyglądać się atakom na nią, na obiekty cywilne (Wildberries) i statki handlowe. Wcześniej Rosja nie reagowała zbyt ostro na ataki na „flotę cieni” czy na okręty floty czarnomorskiej. Kijowska junta i kolektywny zachód przestały przejmować się kreślonymi przez Rosję czerwonymi liniami, których przekraczanie nie wywoływało ostrych rosyjskich reakcji. Tym razem i junta, i kolektywny zachód, zostały reakcją Rosji kompletnie zaskoczone. Rosja przestała się patyczkować, zaczęła atakować cele militarne i logistyczne w samym Kijowie, w tym usraelskie i niemieckie fabryki i magazyny podwójnego przeznaczenia. Zamieszczam króciutką migawkę z ataku na Kijów 5 sierpnia:

https://youtube.com/watch?v=UWPcickAXYI%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Jeszcze ostrzej zaatakowała Rosja porty w Odessie, blokując je zupełnie. Wprawdzie istniała pod patronatem ONZ umowa między Rosją a kijowską juntą o wolnym handlu zbożem na Morzu Czarnym, ale umowę złamała kijowska junta, atakując rosyjskie statki z pszenicą. Rosja odpowiedziała pięknym za nadobne. Jakieś 80% eksportu (zboża, rudy żelaza, stali, węgla kamiennego) Ukrainy szło drogą morską. Duża część importu także. Junta planuje wprawdzie utrzymywać eksport zboża koleją przez Rumunię, ale to marzenia ściętej głowy. Sama wymiana wózków kołowych w wagonach towarowych zablokuje nieliczne graniczne przejścia kolejowe z Rumunią, a poza tym Rosja atakuje i niszczy lokomotywy, tabor kolejowy, dworce i szlaki kolejowe. Kijowska junta, i tak w większości finansowana z zachodu, będzie obecnie potrzebowała dodatkowych miliardów na samo tylko jej funkcjonowanie. Kolektywny zachód, już niewypłacalnie zadłużony, będzie zmuszony jeszcze więcej miliardów pompować w skorumpowaną kijowską juntę. Zachodni banksterzy zacierają ich kosmate łapska – wojna zachodu z Rosją to dla nich złoty interes.

Tu konieczne jest zdemaskowanie propagandowego kłamstwa, jakoby blokada Odessy i eksportu ukraińskiego zboża miało wywołać masowy głód w Afryce. W ONZ prowadzona jest od roku 2022 dokładna rejestracja wszystkich ukraińskich statków ze zbożem, jego ilości i portów docelowych. Tylko kilka procent ukraińskiego zboża trafia do Afryki. Ogromna większość idzie (głównie na pasze) do Turcji, Europy zachodniej i do Chin. Jeśli w Afryce dojdzie do głodu, to przez ukraiński  ostrzał rosyjskich statków z pszenicą, idących właśnie do Afryki.

I jeszcze krótka dygresja o tej 40-dniowej operacji. Komik i ćpun kijowski, jak wiemy, ma słuszne, żydowskie pochodzenie. Religijny nie jest, ale żydo-biblijne liczby nie są mu obce. Mógł wszak ogłosić operację np. sześciotygodniową (42 dni). A ogłosił 40-dniową.

Liczba 40 jest często spotykana w biblii. Cytuję z AI:

Potop: Deszcz padał przez 40 dni i 40 nocy, obmywając Ziemię z zepsucia.

Mojżesz: Przebywał na górze Synaj przez 40 dni i 40 nocy, otrzymując tablice przykazań.

Wędrówka Izraelitów: Naród wybrany szedł przez pustynię przez 40 lat, zanim wszedł do Ziemi Obiecanej (wymiana pokoleniowa).

Jezus na pustyni: Pościł przez 40 dni i 40 nocy, kuszony przez szatana przed rozpoczęciem publicznej misji.

Prorok Eliasz: Szedł do góry Horeb przez 40 dni i 40 nocy o jednym posiłku.

I dlatego neobanderowski prorok, zbawiciel – ćpun, żebrak, pianista-penisista – także wybrał tę liczbę. Tyle, że szczęścia mu nie przyniosła.

Ostra reakcja Rosji niewątpliwie związana jest z nastrojami społecznymi, narastającym naciskiem „jastrzębi”, domagających się zdecydowanej reakcji na ataki ukraińskie, jak i zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, w których partia Władimira Putina liczyć się musi z mniejszym poparciem, niż przed czterema laty. Niemniej pozycja prezydenta Rosji nadal jest silna. Atakom rosyjskim przyszło w sukurs załamanie się obrony powietrznej kijowskiej junty. Brakuje jej rakiet obrony powietrznej, z zachodu nie dostanie ani sztuki, gdyż zachód też ich nie ma, przez co rosyjskie rakiety trafiają bez przeszkód w wyznaczone cele militarne i logistyczne. Podobnie jest z dronami. Rosja na coraz większą skalę używa dronów z napędem odrzutowych, przez co ukraińskie drony obronne, w większości  napędzane śmigłami, są za wolne. No i Rosja używa coraz więcej nowych pocisków – hybrydy dronu i rakiety manewrującej o nazwie Banderol. Zasięg 500 kilometrów, szybkość 550-600 km/h, głowica bojowa 115 kg.

Sytuacja na froncie jest dla kijowskiej junty coraz gorsza. Rosyjski walec powoli, ale nieustannie na wielu odcinkach prze naprzód. Rosyjskie bomby szybujące nieomal bez przeszkód zrzucane są na linię frontu i jego ukraińskie zaplecze (w lipcu ponad 8 tysięcy). Drony niszczą stacje paliwowe, szlaki kolejowe, cysterny, magazyny amunicji. Bombardowane rakietami i dronami dalekiego zasięgu są fabryki zbrojeniowe na całej Ukrainie, także będące własnością zachodu. Porty morskie z Odessą na czele są zablokowane. Nie opłaciło się ćpunowi prowokowanie Rosji planem 40-dniowej operacji. Kopał dołek pod Rosją i sam do niego wpadł. Zresztą – co miał zrobić. Mimo propagandy sukcesów wojennych wie kijowska junta, że brakuje jej coraz bardziej mięsa armatniego, sprzętu militarnego, zwłaszcza pocisków obrony powietrznej i boi się nadciągającej zimy, która może być jej ostatnią zimą. Z tego powodu zaryzykowała ową 40-dniową operację, która przypominać zaczyna założenie sobie pętli na szyję – pętli także gospodarczej i finansowej.

Czarne chmury wiszą i nad Polską. Nadzorcy w Warszawie, gorliwie wspierający kijowską juntę, nie tylko wywalili na nią miliardy, rozbroili się, to jeszcze ściągnęli do kraju hordy Ukraińców, a wśród nich wściekłych neobanderowskich Ukrów, z którymi mamy coraz więcej problemów. Gdy Polacy dadzą po pysku Ukrom, wrzask jest we wszystkich łże-mediach, że był to atak z powodów nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Gdy kilku Ukrów pobiło Polaka ze skutkiem śmiertelnym, gdy ukrowski gówniarz nożem kilkakrotnie dźgnął Polkę we Wrocławiu, nie ma w łże-mediach ani słówkiem o tym, że są to ataki z powodu nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Ma rację Liliana Wiadrowska – Ukrainiec w Polsce panem:

https://youtube.com/watch?v=0D9r0Wn6510%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

A ponieważ coraz bardziej prawdopodobnym jest, że tej zimy kijowska junta nie przetrzyma, należy spodziewać się najazdu na Polskę dalszych hord Ukrów, jeszcze bardziej wściekłych neobanderowców, do tego uzbrojonych. Widzę to czarno dla Polski i Polaków – niestety. No i z powodu wasalskich wobec zachodu i UPAiny warszawskich sług kijowskiego neobanderowskiego reżimu, znajdziemy się w tej wojnie po stronie przegranej, a to nigdy nie jest korzystne. Będziemy mogli mówić o szczęściu, jeśli władcy zachodu zrezygnują po klęsce UPAiny z dalszej wojny z Rosją i nie uczynią z Polski państwa frontowego z polskim mięsem armatnim szturmującym bramy Rosji.

Projekt zdruzgotania militarnego, gospodarczego i finansowego Rosji rękami kijowskiej junty wspieranej przez kolektywny zachód kończy się klęską zachodu. Pogłębia ją wojna na Bliskim Wschodzie, klapa militarna usraela, blokada Ormuzu i częściowa blokada Morza Czerwonego przez jemeńskich sojuszników Iranu i Palestyńczyków. Widmo kryzysu paliwowo-energetycznego, gospodarczego i finansowego czarną chmurą wisi nad kolektywnym zachodem, na którym coraz bardziej narasta panika. Dobrze widać ją w Niemczech. Mam na myśli prowokację bezpieki z dronem na lotnisku w Lipsku. Znaleziono rzekomo na nim, na pasie startowym, w pobliżu ukraińskiego Antonowa, uzbrojonego w ładunek wybuchowy i zapalnik drona. W łże-mediach kursuje jego niewyraźne zdjęcie oraz miejsce, gdzie rzekomo leżał na pasie startowym:

Nawet ja sfabrykowałbym te fotki lepiej. Dodatkowo inny samolot transportowy, własności firmy transportowej DHL, uderzony został podczas schodzenia do lądowania rzekomo innym dronem, którego szczątki są obecnie gorliwie szukane i zapewne się znajdą. Nie ma naturalnie żadnych dowodów na to, że to robota Rosji, niemniej minister spraw wewnętrznych już ogłosił, że był to „atak na Niemcy”. Nikt oficjalnie jak dotąd Rosji o „atak” nie oskarżył, ale we wszystkich komentarzach i wypowiedziach przebija się jednogłośnie opinia – kto inny jak nie Rosja może za tym „atakiem” stać? Otóż – gdyby Rosja miała zaatakować Niemcy, to od razu Oriesznikiem i w największy militarny koncern Rheinmetall. Nie bawiłaby się też z podrzędnym lotniskiem w Lipsku. Zieloni już domagają się zwołania narodowej rady bezpieczeństwa i ściągnięcia z urlopu najemnika BlackRock Merza. Ten urlopu nie przerwał, ale via internet brał udział w konferencji bezpieczeństwa narodowego.

Prowokacja ta miała kilka przyczyn. Trzeba wszak w strachu przed „rosyjską agresją” trzymać niemieckie bydło robocze. Częściowo jest to i reakcja na atak rosyjski i zniszczenie magazynu niemieckiej firmy w Kijowie:

Ale jest i inna przyczyna. Ekipa Merza chce na chama przeforsować „reformę” emerytalną i usunąć z niej istniejące od dziesięcioleci prawo do pełnej emerytury po wpłacaniu przez ubezpieczonego bez przerwy przez 45 lat składek emerytalnych. Ta „reforma” jest zmuszaniem ludzi do dłuższej pracy, bądź zgody na obniżoną emeryturę po 45 latach płacenia składek i wywołuje wiele oporu, także wśród szefów CDU we wschodnich Landach. Mają oni problem – AFD ma w nich ogromną przewagę nad resztą agenturalnych partii, także nad CDU. Gdyby poparli tę złodziejską, antysocjalną „reformę”, utracą jeszcze więcej głosów poparcia na korzyść AFD. I stąd są jej przeciwni. „Reformator” Merz musi ich jakoś zdyscyplinować i stąd „rosyjski atak” dronem był w Lipsku, a nie we Frankfurcie,  Monachium czy Stuttgarcie. Miał pokazać, że i wschodnie Landy są zagrożone „rosyjską agresją”, przez co zgoda na „reformę emerytalną”, by ratować budżet militarny, jest konieczna.

Niemiecka gospodarka nadal wali się, państwo zadłuża się w przyspieszonym tempie, a nadchodząca zima może i dla Niemiec okazać się katastrofą energetyczno-paliwową. A mimo to marionetki polityczne w Niemczech nadal idą w popieraniu kijowskiej, neonazistowskiej junty w zaparte. Po tym widać, jak leży im na sercu dobro Niemiec i Niemców. W niczym nie różnią się od marionetek politycznych w Warszawie. Pamiętać w tym miejscu należy o tym, że gospodarka niemiecka była „lokomotywą”, czy też „koniem pociągowym” gospodarki zachodniej Europy (w tym zwłaszcza Polski). Gdy ona padnie, a pada w sposób widoczny gołym okiem, gospodarczo będzie zachodnia Europa pustynią, trzecim światem, skansenem, bankrutem.

Czarne chmury gromadzą się nad kolektywnym zachodem…

opolczykp/czarne-chmury-nad-ukraina-polska-i-kolektywnym-zachodem-wisza

Napisał: Opolczyk

Nie wszystko złoto, co się świeci

Nie wszystko złoto, co się świeci

7. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/nie-wszystko-zloto-co-sie-swieci

Pewna dama była przekonana, że wszystko, co się błyszczy, to złoto
i kupiła schody do nieba.

Tak zaczyna się wielki przebój rockowy z 1971 roku grupy Led Zeppelin – Stairway to Haeven. Mówi o złudnej wierze w to, że szczęście można kupić za pieniądze, oraz o poszukiwaniu duchowej prawdy i harmonii z naturą.

Po długim okresie utrzymywania się na niskim poziomie, od połowy 2025 roku cena srebra gwałtownie poszybowała w górę. W styczniu kruszec ten osiągnął historyczne maksimum. Jednak już następnego dnia doszło do największego załamania cen na rynku metali szlachetnych od 2013 roku. Jak do tego doszło? Cały przebieg wydarzeń przypomina scenariusz thrillera. Źródło.

Źródło.

Wbrew zapewnieniom papierowe certyfikaty metali szlachetnych nie są ekwiwalentem złota, czy srebra. Jedyne czym świecą, to hologramy chroniące przed fałszerstwem. Podobnie jak pieniądze mają swoją złudną wartość opartą na zaufaniu. Tych certyfikatów wydano już tak wiele, że gdyby nagle wszyscy właściciele zażądali wymiany na prawdziwe złoto, czy srebro, wszelkie posiadane przez banki rezerwy tych metali pokryłyby mniej niż 10% – mój szacunek – wszelkich roszczeń.

Nie bez powodu rząd Chin zakazał w ubiegłym miesiącu handel certyfikatami bez pokrycia. Jak uważacie, co się stanie, kiedy FED będzie kontynuował rozpoczęte właśnie ciche drukowanie dolara, żeby stopniowo wykupić dług od Japonii? Źródło. Możliwe, że w ten sposób chwilowo uratują Jena, tylko jakim kosztem? Wartość dolara musi spaść – to jest zjawisko ekonomiczne. Można je jedynie chwilowo ukryć.

To jest tak, jakby gospodyni dolewała ciągle wody do garnka z zupą, żeby dłużej częstować głodną rodzinę. To pomoże chwilowo przetrwać kryzys, ale na koniec w garnku zostanie jedynie woda, której pewnie też zacznie brakować.

Inflacja to nie tylko spadek wartości pieniądza, To jest przede wszystkim upadek zaufania do papierowych banknotów. Pewnie dlatego powstają konkurencyjne wartości takie jak na przykład wdzięczność.

Prezydent Ukrainy postanowił jako gest dobrej woli wobec Polaków, wyemitować nowe banknoty o nominale jedna wdzięczność.

Skoro już jesteśmy przy banknotach, to jak wam się podoba nowy papierek o nominale 90 miliardów euro?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

7.08.2026 Autor: Marek Skalski nczas/gloryfikacja-ludobojcow-trwa-wolyn-pride-kult-rezunow-i-milczenie-polski-czas-na-rachunek-krzywd

Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej
NCZAS.INFO | Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej „Wołyń 1943, nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. / Fot. PAP

„Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka” – uważa Lucyna Kulińska w rozmowie z Markiem Skalskim. Badaczka wylicza też, od czego powinniśmy zacząć stawianie relacji polsko-ukraińskich z głowy na nogi.

Marek Skalski: Pani doktor, pojawiła się informacja, że członkowie słynnego batalionu ukraińskiego, skrajnie nacjonalistycznego, szowinistycznego Azov, sprzedają naszywki „Wołyń Pride” („dumny z Wołynia”). To nie jedyny przejaw gloryfikowania tych zbrodni popełnionych na narodzie polskim. Sprawa przez lata celowo zamilczana teraz ewoluuje w kierunku dumy z ludobójstwa…

Lucyna Kulińska: Takie podejście i postawa mają charakter niemal opętańczy, bo konsekwencje są bardzo poważne. Polska doznała krzywd w czasie wojny ze strony Ukraińców, spłynęła krwią setek tysięcy pomordowanych ludzi. Niektórzy pewnie liczyli, że postawa Ukraińców będzie się charakteryzować choćby tylko duchem pewnego wstydu – na zasadzie, że to wydarzyło się gdzieś tam w przeszłości, że to było nieszczęście, które nigdy się nie powtórzy; że sprawcy to mordercy, zbrodniarze, których nigdy nie powinniśmy do naszej wspólnej historii wpisywać. Tymczasem dzieje się coś zupełnie innego. Oni ośmielają się przypisywać wolność swojego kraju temu, że wymordowali setki tysięcy ludzi. To oznacza jedno: miejsca dla takiego kraju w Europie nie ma. To otwiera równocześnie furtkę do tego, aby Polacy mogli wystąpić do nich o odszkodowania… Nie tylko za stracone życie. Ciężko bowiem wycenić, ile jest „warte” życie ośmiorga dzieci… Do tego dochodzi spalenie mienia, zagrabienie miast, ogromny rozbój, bo przecież tak naprawdę to była Rzeczpospolita i to, co tam zagrabili Ukraińcy za przyzwoleniem Stalina, to jest wszystko zysk dla nich.

I teraz albo rybki, albo akwarium, tak jak się u nas mówi… Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić.

Muszę Czytelnikom coś przeczytać, bo to jest klasyka. Kojarzymy wszyscy Kornela Makuszyńskiego. Napisał on książkę mało znaną, „Radosne i smutne”, w której opowiadał o tym, co działo się m.in. w roku 1918–1919, kiedy wówczas palono dwory, rabowano i mordowano Polaków. Publikacja ukazała się w latach dwudziestych.

Autor przedstawia tam osobiste świadectwo okrucieństwa, jakiego dopuszczano się m.in. na Kresach Wschodnich.  Czytamy w niej:

„Jakiś nowy Wyspiański, rozpamiętywając owe dni, w których następny był bardziej od poprzedniego krwawy, napisze owo polskie: myśmy wszystko zapomnieli. Gdyby bowiem ktoś chciał pamiętać, musiałby jeszcze za tysiąc lat nienawidzić i za tysiąc lat musiałby gardzić, ale my mamy to szlachetne, jedyne takie piękne kalectwo duszy, że nie umiemy nienawidzić. Powiemy sobie i to będzie straszną prawdą, że ci dzicy ludzie byli przez zwierzęcość swoją najnieszczęśliwszymi na świecie, że nieszczęsny kraj ten to był jeden ogromny szpital obłąkany. Początki obłędu zaszczepiła im wojna. Rozwojowi obłędu sprzyjało krwawe wspomnienie. Po furii szaleństwa przywiódł ludzkie zwierzę zapach pierwszej krwi, a potem już było wszystko jedno. Szaleńców karać nie można. Po co nienawidzić szaleńców?”.

Może przyjdzie jeszcze – pisze dalej Kornel Makuszyński – ten czas, że i ten człowiek oszalały, co piłą rezał człowieka i gwałcił dzieci, wstanie nagle nieprzytomny z lęku przed ohydnym widmem tego czynu i człowiek się w nim odezwie. Każdy szał strasznie rozbudzony przemija, przeminie tedy i ten dziki człowiek z ukraińskiego stepu, w nędzy swojej duchowej z głodu umierający na najżyźniejszej przecież ziemi świata pojmie może w niesłychanym trudzie, że stało się za jego sprawą coś strasznego, że krwawymi rękami zabił duszę swojej ziemi, zamęczywszy ludzi i zwierzęta, splugawiwszy ziemię, poraniwszy drzewa. I znowu trzeba będzie zapomnieć wszystko i znowu budować ochronki i szpitale, w imię świętego ducha polskiego”.

Makuszyński to wszystko opisał, a przecież to nie była nawet II Wojna Światowa! To wszystko działo się w regularnych odstępach, na przestrzeni lat, w Polsce!

Czy plugawy rezun ma więc prawo stać na pomnikach? Czy plugawy rezun ma się znaleźć w panteonie naszego sąsiada, z którym my mamy wspólnie budować jakąś przyszłość? Przecież to jest niemożliwe, to jest wykluczone! Trzeba sobie zadać pytanie, czy ci ludzie dalej są w jakimś opętańczym szale, jakiejś irracjonalności, czy też po prostu ktoś ich w ten sposób prowadzi?

Czy to kolejne oczadzenie tych ludzi, czy też mamy do czynienia z prowadzeniem ich na zgubę, masowo (setki tysięcy, o ile nie miliony już tych Ukraińców legły na obecnej wojnie…), ale prowadzeniem ich przeciwko nam, sąsiadom?

Teraz Polaków olali. Mają gdzieś nasze Migi, kupują sobie od Szwedów ich samoloty. Po co to jest robione? Żeby na tej Ukrainie kamień na kamieniu nie został. Żeby ta Ukraina została opróżniona z ludzi, bo jeżeli się zacznie działanie jakiejś broni, rzeczywiście na masową skalę ludobójczej, to ci ludzie pouciekają do reszty. No i zostanie ten najżyźniejszy kraj, najlepsze czarnoziemy, tam w tej ziemi jeszcze bogactwa wszystko zostanie, ale dla kogo? Dla kogo – jeżeli tych Ukraińców już nie będzie?

My jako Polacy popełniliśmy potworny grzech, tolerując to wszystko przez długie lata, bo tolerowaliśmy, ukrywaliśmy niewygodne fakty. Banderowcom w Polsce, tysiącom banderowców mordujących Polaków, wypłacano pieniądze z kasy Polaków, z ich podatków. Ukrywano znajdowane dokumenty, rozkazy mordowania polskich żon i wspólnych dzieci. Mam taki dokument z bodajże 1917 roku [?? md] , odnaleziony w Chochołowie. Kto w Polsce o tym wiedział? Dlaczego przed Polakami to ukrywano?

Doprowadziliśmy do obecnej sytuacji, milcząc – więc niejako na własne życzenie. Dzisiaj krzyczy Pan Czarnek, że musimy zrobić ustawę antybanderowską… Tylko że taki projekt już kilka lat leży w „zamrażalce”.

Jeszcze niedawno nikt w Sejmie się nie chciał na taką ustawę zgodzić. Dzisiaj już mleko się rozlało. Dzisiaj oni już idą na nas frontalnie. Mało tego! Są, jak się wydaje, przekonani, że Polska nie tylko nic już nie będzie miała do gadania, ale że będzie musiała, kiedy oni się dogadali z Niemcami, godzić się na ten najgorszy, potencjalny scenariusz, że połowa Polski do nich, a połowa do Niemców. Takie mapy są przecież przez niektóre środowiska kolportowane! Chcę namówić Czytelników, aby rozpowszechniać treści, które np. w „Naszym Słowie” (pismo wydawane w języku ukraińskim dla mniejszości ukraińskiej w Polsce) i literaturze ukraińskiej przedstawia się na temat Polaków, jak się tam nas poniża, jakie scenariusze są tam dla nas rysowane dotyczące np. Zakierzoni (około 19 powiatów dzisiejszej Polski).

Woła to o pomstę do nieba! Ludziom, którzy działają na szkodę państwa polskiego, którzy takie rzeczy piszą i robią, należy odebrać te wszystkie sponsoringi, trzeba pociągnąć ich do odpowiedzialności; tych, którzy grożą naszym obywatelom, tym, którzy grożą prezydentowi.

Prezes Konfederacji Korony Polskiej poseł Grzegorz Braun sformułował „Piątkę dla Ukrainy”. Postuluje, aby order Orła Białego pośmiertnie przyznać ks. Tadeuszowi Isakowiczowi Zaleskiemu, wstrzymać działalności lotniska w Rzeszowie i pomoc dla Ukrainy, przywrócić penalizację służby w obcej armii, wprowadzić „lojalkę antybanderowską” (dokument mają podpisywać wszyscy obywatele Ukrainy, którzy przebywają i chcą przebywać w Polsce), wprowadzić moratorium migracyjne i weryfikację już dotychczasowych pobytów. Dla mnie to jest taki program minimum…

Bardzo dobry program. Od czegoś trzeba zacząć porządkowanie kraju i tego nieładu, który został wprowadzony. To wszystko musi być postawione „z głowy” na nogi, żebyśmy mogli zacząć maszerować jakoś razem. Równie ważną kwestią jest sprawa przeróżnych obcych służb, które u nas hulają. W tym kontekście, choć przecież nie tylko, kluczowe wydaje się cofnięcie specustawy, która pozwala Ukraińcom, nawet bez znajomości języka polskiego, być zatrudnianymi w urzędach. Spotkałam się z tym w Krakowie, gdy pani z Ukrainy zaczęła mnie zaczęła ochrzaniać, że ja nie rozumiem, co ona do mnie mówi. Poleciałam do szefa robić dym, a on mi na to, że jest specustawa i że on ma prawo zatrudniać panie, która nie rozumieją po polsku… Rzecz dotyczyła takiej karty krakowskiej do jeżdżenia tramwajami, z której rzekomo tylko Ukraińcy korzystają (ergo: obsługa po polsku nie jest konieczna…).

Nie zdajemy sprawy, że jednym z wyłączeń, od szeregu przywilejów, których po długim czasie pozbawiono Ukraińców, są zasiłki na osoby niepełnosprawne. Te świadczenia są przyznawane taśmowo. To nie jest 800 plus, to są tysiące złotych. Wystarczy, że rodzina ukraińska sobie załatwi takie papiery, nawet mieszkając na Ukrainie, poprzez przekupienie ukraińskich lekarzy… Choć stosowne orzeczenia były rozdane bardzo hojnie i po naszej stronie granicy. Wciąż pozwalamy takim Ukraińcom mieszkać, leczyć się, korzystać ze świadczeń, na przykład darmowego zakwaterowania i wyżywienia, całej rodzinie.

My sobie nie zdajemy sprawy z tego, że dzisiaj na wakacje na Ukrainę wyjeżdżają z Polski dziesiątki tysięcy obywateli tego kraju. Powinniśmy odłączyć od przywilejów wszystkich ludzi pochodzących z terenów, gdzie wojny nie ma, czyli np. z terenów dawnej Rzeczpospolitej. Tam wojna się nie toczy… To Bukowerów, to Odessa…

Wspomniała Pani o tych urzędach i pracujących tam Ukraińcach. Otóż mamy potwierdzenie zupełnie oficjalne, że takie sytuacje faktycznie mają miejsce. Posłowie Konfederacji Wolność i Niepodległość, pan Mekler i pan Tumanowicz, napisali stosowne pismo do Urzędu Miasta Lublina z prośbą o potwierdzenie bądź zaprzeczenie, że rzeczywiście takie praktyki mają miejsce, że są tam zatrudnianie osoby bez żadnej, ale to proszę Czytelników, żadnej znajomości języka polskiego. Opisano, że rzeczywiście takie przypadki mają miejsce…