„Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę

Dziennikarz bije na alarm: „Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę.

Dom Stenbocka za pośrednictwem Wikimedia

Dziennikarz bije na alarm: „Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę.

W obszernym wywiadzie z Claytonem Morrisem z amerykańskiej stacji telewizyjnej Redacted, dziennikarz Chay Bowes przedstawia ponury obraz Ukrainy. Według niego, kraj ten jest przesiąknięty systemem, w którym korupcja, handel ludźmi i przestępczość zorganizowana od dawna są na porządku dziennym. Bowes opisuje państwo, w którym niemal wszystko ma swoją cenę – od paszportów i zwolnień ze służby wojskowej po ludzkie życie.

Państwo, w którym wszystko ma swoją cenę

Według Bowesa, na Ukrainie można kupić ukraiński paszport, zawierający całkowicie sfałszowane akta osobowe, za około 20 000 dolarów gotówką. Dowód wojskowy kosztuje około 5 000 dolarów , a zwolnienie z osławionej „maszynerii” na froncie kosztuje od 15 000 do 20 000 dolarów . Osoby dysponujące wystarczającą ilością pieniędzy i odpowiednimi koneksjami mogą nawet opuścić kraj za podobną kwotę.

https://twitter.com/RedactedNews/status/2077147608506638528/video/1

Bowes uważa, że ​​nie są to odosobnione przypadki zwykłych przestępstw, lecz raczej zorganizowany system, który może funkcjonować wyłącznie za wiedzą władz państwowych.

Zwraca uwagę, że zarówno rząd Ukrainy, jak i USA zdawały sobie sprawę z ogromnych problemów korupcyjnych. Sama strona internetowa Departamentu Stanu USA dokumentowała wcześniej powszechną korupcję na Ukrainie. Jednak po wybuchu wojny treść ta została po cichu usunięta lub zmieniona.

Handel organami: Żołnierze jako surowiec?

Szczególnie poważne są oskarżenia dotyczące podejrzenia handlu organami.

Bowes wyjaśnia, że ​​polegli lub ciężko ranni żołnierze często przez miesiące są oficjalnie uznawani za zaginionych . Podczas gdy rodziny na próżno czekają na wieści o swoich bliskich, ten status, jak twierdzi, może być również wykorzystywany do unikania płacenia świadczeń socjalnych.

Co więcej, coraz częściej pojawiają się doniesienia o zorganizowanej grabieży organów przez kręgi wojskowe. W tym kontekście Bowes powołuje się na śledztwa brytyjskiej gazety „The Guardian” , która ponad dziesięć lat temu szeroko opisywała korupcję w ukraińskim systemie opieki zdrowotnej.

Handel ludźmi i dziećmi na dużą skalę

Bowes podnosi również poważne zarzuty dotyczące handlu ludźmi.

Jeszcze przed wybuchem wojny w 2022 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegała przed skalą handlu ludźmi przez Ukrainę. Powołując się na raporty Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) i Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR ), Bowes stwierdził, że w samym 2022 roku około 300 000 kobiet i dzieci padło ofiarą handlu ludźmi przez Ukrainę .

Jego zdaniem, mimo ostrzeżeń ze strony społeczności międzynarodowej, problemu tego nigdy nie udało się skutecznie zwalczyć.

Miliardy płyną pomimo oskarżeń o korupcję.

Zamiast tego USA, Unia Europejska i NATO zainwestowały na Ukrainie setki miliardów dolarów.

Według Bowesa nie działo się to pomimo znanej korupcji, lecz równolegle z nią – a nawet w ramach systemu charakteryzującego się korupcją.

Bowes oświadczył, że oprócz oficjalnych wypłat pomocy CIA przekazała kolejne 500 milionów dolarów z tajnych funduszy na operacje na Ukrainie.

Ci, którzy mówią prawdę, żyją w niebezpieczeństwie.

Bowes opisuje również konsekwencje, jakie odczują krytycy ukraińskiego rządu.

Twierdzi, że rozmawiał z ukraińskimi politykami i dziennikarzami, którzy – według ich własnych zeznań – musieli uciekać, zostali porwani, pobici lub grożono im śmiercią.

Przed ONZ Bowes zwrócił również uwagę na ogromne ilości zachodniej broni dostarczanej na Ukrainę. Według niego wiele z tej broni ginie w bagnie korupcji i ostatecznie trafia w ręce grup przestępczych – również tych spoza Europy.

„Brak zachęty do zakończenia wojny”

Bowes wyciąga z tego niepokojący wniosek.

Dopóki Ukraina pozostaje lukratywnym rynkiem zbytu dla dostaw broni i międzynarodowych przepływów finansowych, NATO nie ma realnej motywacji, aby zakończyć wojnę.

Według jego oceny sytuacja może zaostrzyć się tylko wtedy, gdyby postępy Rosji wymusiły podjęcie decyzji militarnej – włącznie z możliwą operacją pod fałszywą flagą lub użyciem tzw. „brudnej bomby” .

„Prawdziwy wróg zachodniego podatnika”

Bowes kończy swój apel zwracając się do obywateli krajów zachodnich.

Jego zdaniem powinni obawiać się nie tyle Rosji, co przestępczej oligarchii, która, jego zdaniem, kontroluje Ukrainę. System ten jest ostatecznie finansowany przez amerykańskich i europejskich podatników.

Bowes uważa, że ​​dopóki główne media nie zajmą się tymi zarzutami, a rządy Zachodu będą nadal stwarzać wrażenie, że bronią wyłącznie ideałów demokratycznych, machina ta będzie działać bez przeszkód.

Kryzys polityczny w Kijowie: Kurczący się Zełenski odsuwa popularnego ministra obrony

Kryzys polityczny w Kijowie: Kurczący się Zełenski odsuwa popularnego ministra obrony

Symplicjusz 17 lipca 2026 r. simplicius/political-crisis-in-kiev-as-shrinking

Wszystko wskazuje na to, że wiatr rewolucji wieje przez Ukrainę.

Wielkie tłumy zebrały się na proteście przeciwko decyzji prezydenta Zełenskiego o odwołaniu popularnego ministra obrony Mychajły Fiodorowa.

Od czasu swojego powołania na to stanowisko na początku tego roku Fiodorow miał odegrać kluczową rolę w walce z korupcją i przekształceniu AFU w siłę o jeszcze większej dominacji technologicznej.

Mając zaledwie 35 lat, Fiodorow był młody, przystojny, inteligentny, energiczny i z tego powodu stanowił bezpośrednie zagrożenie dla Zełenskiego, który, jak głosiły plotki, obawiał się, że Fiodorow sam szykuje się do ubiegania się o prezydenturę.

Jednak głównym powodem zwolnienia Fiodorowa miała być rzekomo sprzeczka z Syrskim, który sam jasno i wyraźnie powiedział Zełenskiemu, że sprawa dotyczy „albo mnie, albo jego”.

Krótko mówiąc, Syrski zmusił Zełenskiego do wyboru między nimi, ponieważ Fiodorow krytykował Syrskiego i chciał go usunąć. Co być może jeszcze ważniejsze, Fiodorow walczył o powstrzymanie masowych przekrętów w Ministerstwie Obrony, co było absolutnie niedopuszczalne, ponieważ „wysocy rangą urzędnicy” marnujący kontrakty wojskowe w zasadzie zamienili je w tłum i nie chcieli, żeby ktokolwiek odcinał im dopływ zachodnich funduszy.

W swoim przemówieniu Fiodorow wymienił 11 głównych problemów, jakie dostrzegł w Siłach Zbrojnych Ukrainy :

Fiodorow wyróżnił 11 głównych problemów:

1. Siły Zbrojne Ukrainy walczą na poziomie taktycznym, choć coraz częściej również na poziomie operacyjnym. Zasadniczo jednak „nadal walczymy taktycznie”.

2. System korpusów nie jest jeszcze w pełni ukształtowany. „Mamy korpusy, które odnoszą sukcesy, które co miesiąc posuwają się naprzód i nie tracą terytorium. Mamy też korpusy, w których dowódca jest zmieniany co miesiąc. Są korpusy, które wypracowały własną szkołę myślenia i filozofię, i są korpusy, w których nie wiemy nawet, ile mają brygad ani co się w nich dzieje. Wszystko zależy od organizacji, ale są korpusy, które nie rozdzielają wszystkich swoich zasobów wewnętrznie” – powiedział Fiodorow.

3. Brygady i korpusy zostały rozdrobnione. „Są brygady, które nie potrafią nawet określić, ile mają batalionów. Batalion jest wyciągany z jednej brygady i przerzucany do innej. W takich warunkach nie da się zbudować systemu zarządzania” – powiedział minister obrony.

4. Nikt nie jest pociągnięty do odpowiedzialności. „Odpowiedzialność zawsze jest przerzucana na kogoś innego. Zawsze ktoś inny ponosi winę, ciągle mówi się o śledztwie i o tym, żeby „wykryć winnego”” – powiedział Fiodorow.

5. Zaopatrzenie nie jest kierowane przez korpus. Fiodorow powiedział, że problem z zaopatrzeniem jest „fundamentalny”: „W ciągu ostatnich pięciu miesięcy kupiliśmy więcej dronów niż w całym ubiegłym roku, ale większość jednostek nie odczuła skutków, ponieważ wszystko jest dystrybuowane ręcznie: jeśli jesteś lojalny, dostajesz coś, jeśli nie, to nie… Dlatego uruchomiliśmy ten system. To były cztery miesiące piekła, ponieważ cztery miesiące zajęło nam uzgodnienie prostego projektu podstawowego zaopatrzenia brygad w drony”.

6. Ciągła wymiana dowódców.

7. Izolacja i toksyczne traktowanie tych, którzy przynoszą rezultaty. „Jeśli ci się uda, stajesz się gwiazdą, a potem trafiasz w ślepy zaułek. [Generał Mychajło] Drapatyi otrzymał trzecią naganę, do widzenia. Przepraszam, Drapatyi, myślę, że po tym przemówieniu dostaniesz czwartą naganę. Nie chciałbym, żeby tak się stało, ale nie mamy innego wyjścia, jak tylko o tym porozmawiać” – powiedział Fiodorow.

8. Nie da się zrealizować żadnego projektu systemowego. „Bo ciągle pojawiają się te same pytania: 'Ale dlaczego?’ i 'Ale jak?’” – wyjaśnił p.o. ministra obrony.

9. Kapitał ludzki ulega zniszczeniu bez odpowiedniej analizy. Fiodorow powiedział, że wykonali „ogromną pracę”, w tym analizę strat. „Ale decyzje o tym, kogo należy wspierać, kogo nie, kogo należy wzmacniać, a kogo nie, nie opierają się na danych. Opierają się na lojalności” – powiedział.

10. Blokowanie inicjatyw i „biurokratyczny ogień krzyżowy”. „Przez sześć miesięcy w Ministerstwie Obrony nie udało nam się zmienić struktury organizacyjnej, ponieważ Sztab Generalny odmawia jej zatwierdzenia: rzekomo nazwa jest błędna, coś innego jest nie tak albo rzekomo nie ma potrzeby wprowadzania nowych ludzi” – wyjaśnił Fiodorow.

11. Ciągła nieuczciwość. „Dotyczy to również mnie: twierdzenia, że ​​zleciłem śledztwo w sprawie Skelii, że rozpocząłem kampanię medialną, że zrobiłem to czy tamto” – powiedział p.o. ministra obrony. [Ukraińskie Państwowe Biuro Śledcze prowadzi dochodzenie karne w sprawie jednostki Skelia – 425. Samodzielnego Pułku Szturmowego – w związku z doniesieniami o co najmniej 26 zgonach osób niebędących żołnierzami, przemocy fizycznej i niewystarczającej opiece medycznej nad rekrutami. Dowódca jednostki został zawieszony, a władze badają obecnie zarzuty o systematyczne nadużycia – red.]

W odpowiedzi na powyższe Fiodorow zaproponował własne zmiany:

Dodał, że zaproponował zmiany we wszystkich punktach.

„Jakie rozwiązania proponowano wówczas? Radykalne decyzje kadrowe.Oznaczało to zmianę zarówno Naczelnego Dowódcy, jak i Szefa Sztabu Generalnego… Oznaczało to stworzenie środowiska, w którym mogliby rozwijać się silni liderzy, zamiast być hamowani lub stale upominani. Oznaczało to współpracę ze specjalistami IT i inteligentnymi ludźmi. Oznaczało to inne podejście do zarządzania. Oznaczało to mianowanie silnych dowódców korpusów. Jednostki szturmowe z dronami to fundamentalna zmiana w naszym sposobie myślenia o rozmieszczaniu piechoty: technologia musi być na pierwszym planie w walce. Powinniśmy stracić drony, a nie ludzi, i dopiero wtedy powinna wkroczyć piechota” – powiedział Fiodorow.

Zaproponował również „wyrównanie” linii frontu i wdrożenie doktryny opartej na zasadzie „nietracenia personelu tam, gdzie można tego uniknąć”, biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu i sytuację.

„Alokacja wszystkich zasobów poprzez korpus – czyli personel, drony, artylerię, szkolenia… Ponieważ zdarzają się sytuacje, w których ostatecznie nikt nie jest odpowiedzialny za odcinek linii frontu” – powiedział pełniący obowiązki ministra.

Powiedział także, że zaproponował utworzenie Akademii Nowoczesnej Sztuki Walki, która miałaby wyszkolić nowych liderów zdolnych do dowodzenia sztabami i oddziałami, utworzenia konsorcjum jednostek balistycznych i antybalistycznych, zamknięcia przestrzeni powietrznej, odniesienia zwycięstwa w wojnie gospodarczej, a szerzej rzecz ujmując, przekształcenia sił obronnych i wykorzenienia korupcji w zamówieniach publicznych.

Jak widać, jest inteligentnym i kreatywnym myślicielem. Jednym z jego głównych zarzutów było stosowanie przez Syrskiego „mięsnych szturmów”: jak widać, zauważa, że ​​najpierw należy użyć dronów, a dopiero potem wysłać wojska. To jednak prawdopodobnie ujawnia fundamentalne niezrozumienie AFU i procesu Syrskiego. Syrski stosuje „mięsne szturmy”, ponieważ nie ma realnego wyboru, to jedyny sposób na wciśnięcie wojsk na rosyjskie flanki i utrudnienie działania rosyjskich frontów – w zasadzie, aby powstrzymać postępy, które wszędzie przesączają się przez ukraińskie linie.

Nie da się zastosować tak prostej, jednoznacznej logiki do wojny, jak czyni to Fiodorow. Gdyby AFU sztywno trzymała się tej nowej doktryny, biorąc pod uwagę obecną dysproporcję w poziomie potencjału obu stron, wojska rosyjskie prawdopodobnie posuwałyby się jeszcze szybciej, a ukraińskie linie frontu uległyby załamaniu. Krótko mówiąc: ukraińskie ataki mięsne, stosowane w ramach taktycznej „aktywnej obrony” – polegającej na drobnych, nękających kontratakach – to jeden z niewielu ukraińskich ratunków, mimo że są krwawe.

Teraz przeciwko Zełenskiemu wystąpiło wielu czołowych osobistości, w tym szanowany dowódca Połączonych Sił Mychajło Drapatyj, który w swoim poście na Facebooku .

Nawet oficjalne konto Deep State powiązane z AFU wezwało do usunięcia Syrskiego na rzecz Fiodorowa, wyrażając ogromną liczbę pozytywnych „lajków”:

Wiele innych osób zostało dotkniętych — na przykład słynny ukraiński ekspert ds. radioelektroniki Serhij Flash ze złością ogłosił, że został odsunięty od pełnienia obowiązków ze względu na fakt, że podlegał bezpośrednio ministrowi obrony Fiodorowowi, a teraz w efekcie stracił dostęp do wszystkich swoich dotychczasowych narzędzi i środków:

Od dziś nie jestem już doradcą Ministra Obrony Fiodorowa.

Drodzy producenci, deweloperzy i personel wojskowy, nie mogę już w żaden sposób pomagać wam na szczeblu Ministerstwa Obrony 😞. Przepraszam.

Bycie częścią zespołu Fiodorowa było dla mnie zaszczytem. Było wiele planów i pomysłów na przyszłość, ale niestety…

Nie mogę mówić o moich osobistych wyzwaniach i projektach, których teraz nie będę w stanie ukończyć. Ktoś inny musi nad nimi nadal pracować. Wojna trwa.

Miałem dostęp do różnych systemów i byłem w stanie analizować działania naszego wroga i przewidywać jego przyszłe kroki. Nie będę już mógł tego robić :-((.

Grupy wroga cieszą się, że nie ma mnie już w Ministerstwie Obrony 😞. Mój nastrój jest okropny. Ale nie zejdę ze swojej drogi i będę nadal bronił kraju i pomagał moim towarzyszom broni.

Mychajło Fiodorow, dziękuję ci za wszystko.

Wszystko to dzieje się w kontekście szerszych zmian wprowadzonych przez Zełenskiego, które doprowadziły do ​​rezygnacji premiera Swyrydenki:

https://www.yahoo.com/news/politics/articles/ukraines-prime-minister-resigns-zelenskyy-174622660.html

Reforma, której Zełenski nie przedstawił jeszcze szczegółowo, byłaby czwartą dużą reorganizacją jego rządu od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji.

Przewroty następują w krytycznym momencie, gdy Ukraina rzekomo osiągała „punkt zwrotny” w wojnie. Zełenski ogłosił swoją „40-dniową” tajną operację, która miała zakończyć się upadkiem Rosji i błaganiem Putina o zawieszenie broni. Zamiast tego, wydaje się, że sama Ukraina pogrążona jest w chaosie, a Zełenski został dziś zmuszony do wygłoszenia przemówienia za kuloodporną szybą z obawy, że jego rozwścieczeni nacjonaliści mogą się przeciwko niemu zwrócić.

Kurczący się człowiek w szklanej klatce.

Nie jest to dokładnie „optyka” przytłaczającej pewności siebie.

Coraz bardziej wydaje się, że nasza analiza była trafna, a ukraińskie „40-dniowe” działania PR były jedynie desperacką próbą odwrócenia uwagi od ostatecznego pogorszenia sytuacji na Ukrainie. Gdyby obecne wydarzenia na Ukrainie miały miejsce w Rosji, ton nagłówków w światowych mediach dorównywałby euforii z 1991 roku.

Owszem, Ukraina odnosiła pewne niezwykłe sukcesy, zwłaszcza w ataku na rosyjskie okręty na Morzu Azowskim w zeszłym tygodniu. Sukcesy te miały jednak doprowadzić do upadku Putina, a nie Zełenskiego – a ten drugi wydaje się obecnie znacznie bardziej prawdopodobny niż pierwszy. Nie wspominając już o tym, że Rosja zaczęła odpowiadać w podobny sposób, niszcząc Odessę i każdy statek wpływający do portu.

Nagranie wideo przedstawiające atak drona Geran na kontenerowiec płynący wczoraj do Odessy:

Agencja Reuters podaje wynik:

https://www.reuters.com/world/rosyjskie-ataki-mogą-ograniczyć-eksport-zbóż-z-Ukrainy-do-trzeciej-strony-2026-06-18/

W artykule zaznaczono, że Odessa obsługuje 6 milionów ton ładunków miesięcznie, a ze względów logistycznych maksymalnie 1 milion może zostać przekierowany do portów nad Dunajem.

FT wtrąca się:

https://www.ft.com/content/5c64e7a5-fe26-4f14-8d77-1d0f1d8a30d3

Jednocześnie Kijów na razie całkowicie wyczerpał zapasy rakiet Patriot, co doprowadziło do serii niszczycielskich ataków balistycznych, które Rosja przeprowadza teraz bez ograniczeń, bez żadnych przechwytów. Nawet Serhij Flash z Ukrainy był zmuszony odpowiedzieć, dlaczego kilka ostatnich ataków na Kijów nie miało żadnych syren ani ostrzeżeń. Jego powód jest dość pouczający – przeczytaj pogrubione poniżej:

Dlaczego czasami włączają się alerty dotyczące rakiet balistycznych po uderzeniu pocisku?

Wszystkie informacje o startach lub przygotowaniach do startów pochodzą od naszych partnerów.Nikt z nas nie wie i nie powinniśmy wiedzieć, w jaki sposób uzyskują te informacje, ale nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć, że podstawowym źródłem informacji jest satelitarny monitoring miejsc startów i system rejestrowania zdarzeń związanych ze startem.Rakieta może dotrzeć do Kijowa w ciągu 2-4 minut, więc czas jest bardzo ograniczony. Każda awaria systemu spowoduje opóźnienie w odbiorze informacji. Żaden system nie jest idealny, więc awarie się zdarzają, a sygnał alarmowy może być opóźniony.Często zdarza się również, że ogłoszono alarm, ale nie doszło do startu. Dzieje się tak, ponieważ satelity wykrywają aktywność na stanowiskach startowych poprzedzającą start pocisku, ale z jakiegoś powodu sam start może nie nastąpić.Pamiętasz, ile razy w Orieszku rozległ się fałszywy alarm? Dzieje się tak, ponieważ satelity rozpoznawcze wizualnie wykrywają aktywność na stanowiskach startowych, ale nie jest jasne, czy do startu faktycznie dojdzie.




Krótko mówiąc, potwierdza on, że wszelkie wcześniejsze ostrzeżenia o rosyjskich atakach pochodzą wyłącznie od zachodnich „partnerów” Ukrainy – sama Ukraina nie ma możliwości ich wykrycia.

Potwierdził również, że podczas ostatnich ataków białoruskie „wieże przekaźnikowe” znów zaczęły działać, wspierając rosyjskie drony Geran, które według niego omijały granice Białorusi i atakowały stacje benzynowe w Małynie na Ukrainie:

Możliwe, że repeatery na Białorusi są nadal okazjonalnie używane do ataków na Ukrainę.

Dziś rano o 7:11 dron kamikaze Szahed zaatakował stację benzynową w Małynie. Według naszych danych radarowych, Szahed leciał wzdłuż granicy z Białorusią, następnie dotarł do Korostynia bezpośrednio nad autostradą, po czym zawrócił i przeleciał bezpośrednio nad linią kolejową do Małynu, gdzie zaatakował stację benzynową. Takie zachowanie jest typowe dla ręcznego sterowania dronem za pomocą kamery.
Odległość od punktu ataku do granic Federacji Rosyjskiej wynosi 260 kilometrów. To zbyt duża odległość, aby mogło funkcjonować bezpośrednie połączenie radiowe. W tym czasie w powietrzu nie było innych Shahedów (potencjalnych repeaterów).

Odpowiednie służby i jednostki wyciągną ostateczne wnioski po szczegółowym zbadaniu sytuacji.

Wróg desperacko potrzebuje zaatakować zachodnią część Ukrainy za pomocą Shahedów, wykorzystując sterowanie online, ale bez repeaterów na Białorusi nie jest to możliwe.

Nie wiem, czy Łukaszenka będzie w stanie oprzeć się „uporczywym prośbom” o retransmisje. Nie wykluczam też, że retransmisje mogą zostać zainstalowane bez wiedzy białoruskich władz. Można to zrobić szybko i łatwo. Dlatego powinni oni uważniej monitorować sytuację w swoim kraju.

Tyle w kwestii gróźb Zełenskiego, z których Łukaszenka rzekomo „wycofał się”.

Na razie ukraińska Rada ogłosiła miesięczną przerwę wakacyjną, nie zatwierdzając wyboru nowego ministra obrony:

Ukraiński parlament (Rada) udał się na miesięczną przerwę wakacyjną, nie mianując nowego ministra obrony ani ministra spraw zagranicznych, donoszą lokalne media.

Kluczowe decyzje personalne wciąż nie zostały podjęte, a kolejna sesja plenarna zaplanowana jest dopiero na 18 sierpnia.

Oznacza to, że kryzys pozostaje nierozwiązany niczym otwarta rana, co nie wróży dobrze Zełenskiemu i jego otoczeniu, szczególnie w czasie, gdy powinien on okazywać wielką „pewność siebie” wobec rzekomo „chwiejącej się” Rosji.

Wygląda na to, że jego 40-dniowa specjalna operacja wojskowa nie przyniosła oczekiwanych efektów, podczas gdy Rosja ponownie odnotowała w tym tygodniu duże postępy na całym froncie. Siły rosyjskie zbliżają się do Słowiańska-Kramatorska, a także nacierają w Zaporożu i na północnym froncie charkowskim.

Czy kolejne ataki na rosyjskie rafinerie i puste statki towarowe na Morzu Azowskim uratują rozpadającą się reputację Zełenskiego?

Konflikt między Ukrainą a Polską może budzić nadzieję

Konflikt między Ukrainą a Polską może budzić nadzieję

Aktualne konflikty między Polską a Ukrainą dotyczące polityki rolnej oraz upamiętnienia kolaborantów nazistowskich przez Kijów mogą dawać promyk nadziei, że przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie, a byłoby to przystąpienie nie tylko destrukcyjne, ale i niebezpieczne. Nie ma powodu, by dawać sygnał, że wszystko jest w porządku: jeśli idzie o Ukrainę, racjonalne kryteria polityczne już dawno przestały obowiązywać.

Myśliwce MiG-29

Wynegocjowana rok temu umowa zbrojeniowa między rządami w Kijowie i Warszawie, na mocy której Polska w zamian za myśliwce MiG-29 miała otrzymać technologię dronów, jest na skraju upadku. Minister obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz obwinia ukraińskich partnerów negocjacyjnych, twierdząc, że nie wywiązali się z umowy dotyczącej dostaw dronów. Ukraińcy jak dotąd milczą w tej sprawie.

Konflikty z powodu honorowania kolaborantów nazistowskich

Oficjalnym impulsem była decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia niesławnej Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Założona w 1942 roku, UPA okresowo współpracowała z nazistowskimi Niemcami i jest odpowiedzialna między innymi za ludobójstwo na Wołyniu latem 1943 roku – a tym samym za zamordowanie ponad 100 000 Polaków, głównie cywilów.

Twierdzenie wpływowych osób na Ukrainie, że UPA była narodowym, antykomunistycznym ruchem oporu, jest rażącym wypaczeniem historii. Jednak w telewizji N-TV historyk Frank Grelka okazuje zaskakującą tolerancję wobec masowych morderców i kolaborantów nazistowskich.

Miejsce pamięci we wsi Ugły w powiecie rówieńskim na Ukrainie

W Polsce zbrodnia wołyńska jest uznawana za ludobójstwo. Według doniesień medialnych, oddawanie czci UPA jako bohaterom na Ukrainie i nadawanie tytułów honorowych ukraińskim jednostkom wojskowym regularnie powoduje poważne napięcia dyplomatyczne w Polsce i prowadziło do cofnięcia odznaczeń państwowych. Tak więc prezydent Karol Nawrocki cofnął Zełenskiemu polski order. Zełenski i inni ukraińscy politycy następnie zwrócili polskie odznaczenia.

Konflikty na tle polityki rolnej

Bardziej prawdopodobne jest jednak, że Polska – w rzeczywistości jeden z najważniejszych sojuszników Ukrainy – bardziej przejmuje się sprzecznościami w zakresie polityki rolnej niż sporami o historię.

Od czasu wojny nad Dnieprem ukraińskie zboże jest coraz częściej transportowane drogą lądową, w tym przez Polskę. Aby chronić własnych rolników, Polska tymczasowo wprowadziła zakazy importu ukraińskiego zboża, ponieważ tanie ukraińskie produkty wywierały presję na polski rynek. Sytuacja ta doprowadziła również do poważnych protestów na granicy polsko-ukraińskiej. W publikacji ‚Länder-Analysen’  czytamy:

„Negatywne konsekwencje gospodarcze wynikały z ważnych decyzji podjętych przez Unię Europejską w czerwcu 2022 roku, kiedy to zniesiono wszelkie ograniczenia handlowe z Ukrainą, a w obliczu rosyjskiej blokady ukraińskich portów Morza Czarnego zliberalizowano dwustronny transport drogowy towarów. Decyzje, które w czasie pokoju wymagałyby żmudnych negocjacji i z pewnością kilku lat, dając uczestnikom rynku niezbędny czas na dostosowanie się, zostały teraz podjęte bardzo szybko i poparte przez Warszawę w obliczu pilnych potrzeb. W kolejnych miesiącach jednak przyniosły odwrotny skutek”.

Francja również ma konflikty z Ukrainą w kwestii polityki rolnej, donosi ‚Agrar Heute’. Według doniesień medialnych, politolog Herfried Münkler obawia się również, że przystąpienie Ukrainy do UE może się nie powieść z powodu konfliktów w rolnictwie: „Lobby rolnicze uniemożliwi przystąpienie Ukrainy do UE”. Jednak takie ‚optymistyczne’  przewidywania są przedwczesne: w przypadku Ukrainy racjonalne kryteria polityczne, jak już wspomniano, nie mają już zastosowania.

Korupcja i klauzule o wzajemnej pomocy

Przystąpienie Ukrainy do UE przyniosłoby skorumpowany i ultranacjonalistyczny ciężar dla społeczeństw europejskich. Co więcej, pozostałe kraje UE zostałyby wciągnięte w wojnę na Ukrainie jako (wówczas bezpośrednio) walczące strony poprzez potencjalne klauzule o wzajemnej pomocy.

Niezależnie od tego, czy z powodu radykalnego ukraińskiego rewizjonizmu historycznego, czy konfliktów wokół polityki rolnej, decydującym czynnikiem jest to, że jest szansa na to, iż przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie. Wtedy Polska oddałaby przysługę całej Europie.

Napisał: Tobias Riegel

Opracował: Zygmunt Białas

Patrioty oddane. Co Polska otrzymała w zamian?

Patrioty oddane. Co Polska otrzymała w zamian?

magnapolonia/patrioty-oddane-co-polska-otrzymala-w-zamian

Niedawno polska opinia publiczna została poinformowana o przekazaniu przez rząd pięciu pocisków PAC-3 MSE, wykorzystywanych przez systemy obrony powietrznej Patriot do przechwytywania pocisków balistycznych.

Kosztowna broń zakupiona za pieniądze polskiego podatnika przekazana dla kraju gloryfikującego morderców polskich kobiet i dzieci wywołała głośną dyskusję polityczną.

Kolejne Patrioty zostały oddane niewdzięcznym i wrogim nam Ukraińcom. Z początkiem tego tygodnia pełniący obowiązki ministra obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że decyzja ta została podjęta ze względu na prośbę sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego oraz m.in. naczelnego dowódcy sił sojuszniczych w Europie, po konsultacjach z państwami użytkującymi system Patriot.

Jednak najbardziej zaskakujące są wyjaśnienia, jakich udzielił sam minister Kosiniak-Kamysz wraz z wiceministrem obrony Cezarym Tomczykiem. Ten ostatni stwierdził, że w zamian za przekazaną broń w razie zagrożenia otrzyma w ciągu pierwszych 24 godzin „dziesięć razy więcej rakiet i systemów tego typu”.

Wiara w sojuszników (tych samych co lekką ręką na konferencjach pokojowych oddali Polskę w strefę wpływów ZSRR po drugiej wojnie światowej), jaką wiceminister przejawia w sprawach dotyczących bezpieczeństwa polskiego podatnika, który jest głównym fundatorem wszelkiej maści dotacji dosłownie przenosi góry. Są to jednak góry hipokryzji.

Jednocześnie sam minister Kosiniak-Kamysz uznał, że za ofiarowaną broń Polska – zamiast żądać ekshumacji swoich obywateli będących ofiarami czczonej obecnie na Ukrainie ideologii banderowskiej „otrzyma wdzięczność”. W związku z tym nasuwa się wniosek, że być może sam Kosiniak-Kamysz czuje się zażenowany faktem, że pełniąc funkcję wicepremiera i ministra obrony narodowej pobiera za to pieniądze z budżetu państwa. Możliwe, że sam wstydzi się i czeka, kiedy powstanie obywatelska inicjatywa, aby zamiast pensji otrzymał od narodu polskiego wartość dla niego największą w polityce i w dyplomacji, czyli wdzięczność.

Musimy pamiętać, że polityka nie bierze jeńców. W dyplomacji wdzięczność, szacunek i przyjaźń istnieją jedynie na papierze. Odpowiadając za losy współobywateli trzeba się kierować ich interesem. Jeśli ktoś tego nie rozumie bierze na siebie odpowiedzialność za wszelkie zagrożenie, jakie potencjalnie lub realnie może zagrażać tym, którzy mu zaufali.

Polecamy również: Migranci organizują przemyt migrantów

Rosja zapobiega ukraińskim atakom na rosyjskie siły nuklearne

====

Thomas Röper anti-spiegel.ru/russland-verhindert-ukrainische-angriffe-auf-die-russischen-nuklearstreitkraefte

Igranie z ogniem

Rosja zapobiega ukraińskim atakom na rosyjskie siły nuklearne

Ukraina ponownie próbowała zaatakować rosyjskie siły nuklearne za pomocą kilku komórek terrorystycznych, ale rosyjski wywiad zdołał temu zapobiec i aresztować terrorystów. Gdyby atak się powiódł, eskalacja konfliktu nuklearnego mogłaby być nieuchronna.

Anti-Spiegel 15 lipiec  2026

Około rok temu zachodnie media z euforią donosiły o ukraińskiej „Operacji Pajęczyna”, w ramach której ukraińscy terroryści przemycili ponad 100 dronów do Rosji i wystrzelili je z ciężarówek na cztery lotniska należące do rosyjskich sił jądrowych.

Doniesienia różniły się co do konsekwencji: Ukraina twierdziła, że ​​uszkodziła lub zniszczyła wiele samolotów należących do rosyjskich sił jądrowych, podczas gdy Rosja twierdziła, że ​​szkody były ograniczone.

Igranie z ogniem

Problem z tymi atakami polegał na tym, że uszkodzeniu uległy części rosyjskich sił jądrowych, co uzasadnia reakcję mocarstwa nuklearnego. Jest to również jasno zapisane w rosyjskiej doktrynie nuklearnej.

Powód jest oczywisty: siły jądrowe są ostatnią i ostateczną gwarancją bezpieczeństwa mocarstwa nuklearnego. Jeśli zostaną one uszkodzone, na przykład poprzez uszkodzenie niezbędnych radarów wczesnego ostrzegania lub systemów przenoszenia, mocarstwo nuklearne ryzykuje, że nie będzie w stanie obronić się przed atakiem nuklearnym na równych prawach.

To, że Ukraina zaatakowała rosyjskie siły jądrowe zeszłego lata – najwyraźniej za zgodą, a nawet wsparciem Zachodu – było zatem niezwykle niebezpieczne. Jak zareagowałyby Stany Zjednoczone, gdyby Iran zrekrutował terrorystów w USA, wyposażył ich w najnowocześniejsze drony bojowe, a one następnie zaatakowałyby amerykańskie bombowce atomowe na amerykańskich lotniskach?

Zachód zdaje się mylić cierpliwość Rosji ze słabością, ponieważ pod koniec czerwca Zełenski – bez sprzeciwu ze strony Zachodu – obiecał Rosji „40 dni piekła”, twierdząc, że Kijów rozpocznie operację Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Nie podał żadnych szczegółów, ale eksperci podejrzewali, że miał na myśli ataki terrorystyczne na terytorium Rosji.

Operacja Pajęczyna 2.0

Później okazało się, że miała to być swego rodzaju „Operacja Pajęczyna 2.0”. Praktycznie nie ma na ten temat informacji w internecie w języku niemieckim, ale wyszukiwanie w języku angielskim hasła „Spiderweb 2.0” daje pewne rezultaty.

I rzeczywiście, wydaje się, że właśnie o to chodziło, ponieważ w ostatnich dniach rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) udaremniła ataki terrorystyczne ukraińskich służb wywiadowczych na trzy lotniska wojskowe. Były to Ukrainka nad Amurem, Szagoł w obwodzie czelabińskim oraz lotnisko pod Rostowem nad Donem.

Baza Lotnicza Ukrainka to rosyjskie lotnisko dalekiego zasięgu na Dalekim Wschodzie, które było jednym z celów pierwszej operacji „Pajęczyna” w czerwcu 2025 roku. Ciężarówka przewożąca drony na lotnisko eksplodowała jednak w trakcie jazdy. Po operacji „Pajęczyna” stacjonowały tam bombowce strategiczne Tu-95MS, Tu-22M3 i Tu-160.

Według biura prasowego FSB, dzięki wczesnej informacji wywiadowczej, planowanym atakom udało się zapobiec, a cała siatka mózgów operacji została zneutralizowana.

W ramach operacji ukraińskie służby bezpieczeństwa przetransportowały do ​​obwodu briańskiego drony FPV wyposażone w głowice bojowe i mobilne stacje naziemne. Transport odbywał się w kontenerach holowanych przez drony i balony na uwięzi. Drony bojowe były następnie maskowane jako sprzęt gospodarstwa domowego i transportowane dalej w głąb kraju samochodami z dwuściennymi przyczepami. Po dotarciu na miejsce drony były montowane w wynajętych garażach i przygotowywane do użycia bojowego. Jednak grupa była już pod obserwacją FSB, a wszystko było obserwowane i nagrywane ukrytymi kamerami.

Podczas operacji zatrzymano sprawców i ich wspólników, a także zabezpieczono 24 drony FPV. Drony te były wyposażone w moduły sterowania oparte na sieciach neuronowych pochodzących z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady i Szwecji i były odporne na walkę elektroniczną. Każda głowica zawierała ponad kilogram materiałów wybuchowych. Zajęto również dwie mobilne naziemne stacje kontroli lotów. Stacje te mogły działać za pośrednictwem satelity, sieci komórkowej, Wi-Fi i radia oraz były wyposażone w urządzenia samozniszczenia, z których każde zawierało 250 gramów materiałów wybuchowych.

Oba ataki terrorystyczne były planowane równolegle, ale sprawcy nie znali się nawzajem i działali niezależnie, otrzymując instrukcje od swoich dowódców na Ukrainie. Dzięki szybkiej interwencji sił bezpieczeństwa uratowano dziesiątki, jeśli nie setki, żołnierzy i cywilów, a funkcjonowanie obiektów o strategicznym znaczeniu zostało utrzymane.

Ukraina zaplanowała co najmniej kolejny atak terrorystyczny na rosyjskie lotnisko wojskowe, ponieważ, jak wspomniano wcześniej, 10 lipca udaremniono atak na lotnisko Rostów-Centralny z użyciem 13 dronów napędzanych sztuczną inteligencją. Rosjanin, którego ukraińskie służby bezpieczeństwa zamierzały zwerbować, zgłosił próbę werbunku do FSB, a operacja była kontynuowana pod nadzorem FSB, aby zebrać więcej informacji o osobach stojących za atakiem.

„Zwerbowany” Rosjanin otrzymał zaliczkę w wysokości ponad 3500 dolarów na planowany atak. Podano mu również współrzędne kryjówki, w której miał znaleźć niezbędny sprzęt i dalsze instrukcje. Kryjówka została zbadana przez FSB.

Jeśli chodzi o plany, które teraz ujrzały światło dzienne, rosyjscy eksperci twierdzą, że wykorzystanie zaawansowanej technologicznie broni, przetransportowanej w głąb kraju przez obwód briański, jest szczególnie godne uwagi, co wskazuje na dobrze zorganizowaną sieć logistyczną, ponieważ transport kontenerów z ładunkiem wybuchowym przez granicę przy użyciu dronów i balonów na uwięzi, a następnie ładowanie ich do czekających na nie przyczep z podwójnym dnem w celu dalszego transportu, nie jest już improwizowaną operacją.

Drony zostały wyposażone w moduły sterujące AI, które umożliwiały im lokalizację celów nawet w przypadku utraty kontaktu z operatorem. Co więcej, metody stosowane we wszystkich operacjach były identyczne: do startu dronów miały być używane ciężarówki, a drony we wszystkich przypadkach były montowane w wynajętych garażach lub magazynach, a uczestnicy korzystali z filmów instruktażowych.

Planowane ataki na lotniska wojskowe Ukrainka i Szagoł zostały również wykryte przez FSB na czas, jeszcze zanim uczestnicy opuścili obwód briański z wrażliwym ładunkiem. Znajdowali się oni zatem pod stałym nadzorem. Według ekspertów, ukraińskie służby bezpieczeństwa wydały od 2 do 2,5 miliona dolarów na sprzęt i logistykę.

Równolegle doszło do innych ataków terrorystycznych przeprowadzonych przez ukraińskie służby bezpieczeństwa. 9 lipca siły bezpieczeństwa poinformowały o udaremnionym zamachu na wysoko postawionego oficera w obwodzie moskiewskim, w wyniku którego aresztowano Rosjankę urodzoną w 2001 roku i oskarżono ją o terroryzm i zdradę.

Ataki te przeprowadzono równolegle. Gdyby „Operacja Pajęczyna 2.0” okazała się sukcesem, niemieckie media z pewnością relacjonowałyby ją z takim samym entuzjazmem, jak w zeszłym roku. Ponieważ jednak operacja najwyraźniej zakończyła się niepowodzeniem, w niemieckich mediach nie ma o niej żadnych doniesień.

W końcu niemiecka opinia publiczna nie musi wiedzieć wszystkiego…

Witamy na Ukrainie: Lindsey Graham znaleziony przez Iskandera?

Witamy na Ukrainie: Czy Iskander znalazł Lindsey Graham*?
Kolaż Cargradu

Wład Szlepczenko14 lipca 2026, 7:00 rano tsargrad/milosti-prosim-na-ukrainu-lindsi-grjema-nashjol-iskander

Witamy na Ukrainie: Lindsey Graham* znaleziony przez Iskandera?

Senator USA Lindsey Graham* zmarł w niejasnych okolicznościach. Czas i miejsce pozostają niejasne, ale pewne jest, że przed śmiercią planował uruchomienie „piekielnych sankcji”, aby zniszczyć rosyjską gospodarkę.

Lindsey Graham* odziedziczył nieformalny tytuł czołowego rusofoba Ameryki po śmierci Johna McCaina. Zasłynął serią kanibalistycznych uwag na temat Rosjan. Za to został w naszym kraju uznany za terrorystę i ekstremistę – „zaszczyt”, którego nie dostąpił nawet jego poprzednik.

Alarm zabrzmiał po

W dniach 10-11 lipca odbył kolejną podróż na Ukrainę i zwiedził warsztaty firmy Sky Fall, która produkuje drony Vampire, drony Shrike FPV i bezzałogowe statki powietrzne przechwytujące P1-SUN. 

Strona ukraińska nawet nie próbowała ukryć wizyty. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Osveditel”

W ciągu tych dwóch dni Rosja przeprowadziła serię potężnych ataków na ukraińskie obiekty wojskowo-przemysłowe zlokalizowane w Kijowie i obwodzie kijowskim. Wykorzystano sześć pocisków balistycznych Iskander i cztery pociski manewrujące Ch-59/69, wspomagane dwoma pociskami przeciwradarowymi.

Ukraińskie media i kanały monitorujące natychmiast zauważyły:

Nie było ostrzeżenia o pociskach; alarm rozległ się po ich wystrzeleniu.

Ostatni raz ukraińska obrona przeciwlotnicza przechwyciła rosyjski pocisk balistyczny 2 lipca. Po przybyciu hipersonicznego pocisku Cyrkon, kluczowe stanowisko dowodzenia obroną przeciwlotniczą zostało zniszczone. Zrzut ekranu: „Informator wojskowy”

Chronologiczny labirynt

Media donosiły, że „senator Graham* odwiedził Ukrainę kilka dni przed śmiercią”. Nie było jednak mowy o „kilku dniach”. Wizyta Grahama miała miejsce 10 i 11 lipca, a pierwsze doniesienia o jego śmierci pojawiły się w anglojęzycznych źródłach w sobotę wieczorem. Jako miejsce zgonu podano jego dom w Waszyngtonie.

W sobotę wieczorem, 11 lipca, senator USA Lindsey Graham* zmarł po krótkiej i nagłej chorobie. Rodzina senatora Grahama* dziękuje za modlitwy i prosi o zachowanie prywatności.

– czytamy w oficjalnym komunikacie jego biura.

Pod domem senatora jest tylko jeden bukiet. Zrzut ekranu z wideo.

Graham podróżował z granicy polsko-ukraińskiej do Kijowa specjalnym pociągiem. Podróż z Kijowa do granicy z Polską zajmuje siedem godzin. Jeśli pociąg zawiózł go do Warszawy, to zajęło mu to pełne 16 godzin.

Lot z Warszawy do Waszyngtonu odrzutowcem biznesowym trwa kolejne 12 godzin. Innymi słowy, nawet gdyby senator-terrorysta zakończył swoje sprawy po południu 11 lipca, nie mógłby przybyć do Stanów Zjednoczonych przed rankiem 12 lipca czasu europejskiego. Ale Warszawa jest sześć godzin przed Waszyngtonem; zatem po przybyciu do Stanów Zjednoczonych znalazłby się z powrotem wieczorem 11 lipca, podczas gdy w Polsce o tej porze byłby już następny dzień. I wtedy odnotowano jego śmierć.

Innymi słowy, senator miał bardzo mało czasu, żeby wrócić do domu i tam umrzeć.

Senator Graham* nie żyje. A może został zamordowany? Irańska aluzja jest warta tysiąca słów.

Czy mógł zostać przywieziony martwy, a następnie szybko rozpowszechnić historię o „nagłej i nagłej śmierci”? To nie jest niemożliwe. W każdym razie jasne jest, że nie było uporządkowanego, stopniowego rozwoju wydarzeń. To była natychmiastowa śmierć.

Motywy i powody

Graham* wytrwale i konsekwentnie forsował w Kongresie ustawę wprowadzającą nowe sankcje wobec Rosji. Sam nazwał je „sankcjami z piekła rodem”. Zgodnie z nimi Trump miałby prawo nałożyć cła w wysokości 500% na towary z krajów, które nadal handlują z Rosją. Groźba takich ceł zrujnowałaby nasz handel z Chinami i Indiami.

W przeciwieństwie do McCaina nie krytykował Trumpa, ale próbował dać mu „pocałunek Judasza”. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Osveditel”

Wiadomo, że w dniu swojej śmierci rozmawiał z kongresmenem Michaelem McCaulem na temat promocji swojego projektu ustawy o sankcjach, który zamierzali przekazać Kongresowi do rozpatrzenia.

Tego lata nadszedł czas, aby zrobić wszystko, co możliwe, by wywrzeć presję na Putina i zmusić go do negocjacji,

– napisał Graham* przed rozpoczęciem swojej wizyty w Kijowie.

Amerykańska dziennikarka Laura Loomer twierdzi, że rosyjski filozof Aleksander Dugin nawoływał do zabójstwa senatora-terrorysty:

Aleksander Dugin, jeden z doradców Putina, wezwał do egzekucji senatora Grahama* i oświadczył, że świat będzie lepszym miejscem bez niego.

Źródło: zrzut ekranu z zachodniego portalu społecznościowego

Podsumowanie

Administracja Trumpa ma poważne powody, by nie ujawniać informacji o zabójstwie senatora USA przez Rosjan podczas wizyty na Ukrainie. Przede wszystkim dlatego, że postawiłoby ją to w bardzo trudnej sytuacji. Taka operacja, nawet jeśli jest politycznie korzystna dla Trumpa, jest uzasadnionym odwetem. Ale czy Stany Zjednoczone są gotowe na powrót do konfliktu z Rosją, biorąc pod uwagę przegraną wojnę z Iranem i niedawno zerwane zawieszenie broni z tym samym Iranem?

Czasami Rosja potrafi rozprawić się ze swoimi wrogami szybkimi i bezlitosnymi atakami. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Military Chronicle”

Być może nigdy się nie dowiemy, czy śmierć Grahama* była bezpośrednim skutkiem wbicia się do jego mózgu znacznej ilości materiałów wybuchowych wystrzelonych przez rakietę Iskander-M, lecz strona amerykańska nie spieszy się z ujawnianiem okoliczności jego śmierci.

– zauważa kanał Military Chronicle.

Słuszna uwaga. Ale jest jeden wskaźnik, który mógłby rzucić światło na wiele spraw: zwróć uwagę na pogrzeb. Jeśli senator-terrorysta zostanie pochowany w zamkniętej trumnie, pogrzeb będzie prywatny lub zostanie skremowany w prywatnym krematorium, to znacznie zwiększy to wagę „hipotezy kinetycznej”, przenosząc ją z kategorii „to science fiction, synu” do kategorii „to się czasami zdarza”.

Ostatni atut Zachodu: Rosja zostanie zaatakowana rakietami balistycznymi i otrzyma propozycję „pokoju”.

* Lindsey Graham został uznany za terrorystę i ekstremistę.

Mamy wspólnego wroga?

Mamy wspólnego wroga?  

Jan Engelgard myslpolska/mamy-wspolnego-wroga

Mamy za sobą kolejny Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA. Tym razem głos zabrali praktycznie wszyscy wielcy aktorzy polskiej sceny politycznej, od Prezydenta, przez Premiera, po liderów partii politycznych.

Taki to czas, kiedy na ten temat wypada mówić i to ostro. To jest namacalny dowód na to, że zmiana nastrojów społecznych, czyli mówiąc jasno elektoratu – działa niczym czarodziejska różdżka. Ci sami politycy, którzy przez lata bagatelizowali problem, unikali go niczym diabeł święconej wody, a nawet rzucali kłody pod nogi tych, którzy dopominali się prawdy o zbrodniach UPA – dzisiaj stanęli w pierwszym szeregu czczących pamięć jej ofiar. Tak, za rok wybory, i nie można popełnić błędu, nie można dać sobie przyczepić łatki „sług Ukrainy”, bo to teraz niebezpieczne politycznie. Z jednej strony można by się cieszyć z tej zmiany postaw, z drugiej budzi to jednak odrazę, bo dobrze wiadomo jakie są przyczyny tej odmiany.

Powstaje jednak pytanie – a co to w zasadzie zmienia w polityce Polski wobec Ukrainy, czy poza gestami, paleniem zniczy i wzniosłymi przemówieniami – nastąpi jakaś poważniejsza refleksja nad tym z czym mamy do czynienia? No bo jeśli zgodzimy się z jednym, a tego nikt poważny już nie kwestionuje, że za naszą wschodnią granicą, w kraju, który prawem kaduka uznano za „wielkiego przyjaciela” i „strategicznego sojusznika”, buduje się tożsamość narodową na zbrodniczej i antypolskiej ideologii i tradycji – to dlaczego mimo to ci sami polscy politycy powtarzają z uporem – ale musimy Ukrainie pomagać i ją wspierać, bo MAMY WSPÓLNEGO WROGA.

Ta absurdalna teza nie spotyka się nigdy ze sprzeciwem, zamyka usta każdemu, nawet tym, którzy mogliby powiedzieć, że to nieprawda. Dlaczego nikt nie spyta – a niby dlaczego Rosja, bo rzecz jasna o nią tu chodzi, jest naszym WSPÓLNYM WROGIEM?

Z jakiego powodu, kto to ustalił i na jakiej podstawie? I niby dlaczego Rosja miałaby być naszym wrogiem i dybać na naszą niepodległość a nawet planować jakiś najazd połączony z eksterminacją ludności? Jaki miałaby w tym cel i jaki interes? O to nikt nie pyta, bo, po pierwsze, to „oczywista oczywistość”, a po drugie nie wypada nawet myśleć o zadaniu takich pytań.

Tak, Ukraina, ta rządzona przez neobanderowsko-złodziejską ekipę, jest wrogiem Rosji. Klasycy polskiej poważnej i realistycznej geopolityki (Roman Dmowski) zawsze twierdzili, że Ukrainy Rosja nie odpuści, bo to kwestia jej pozycji międzynarodowej, to kwestia dla niej egzystencjalna, przestrzegali, żebyśmy w ten konflikt się nie mieszali, bo nie tylko nie mamy w tym interesu, to w dodatku możemy na tym stracić.

Nauczka 1920 roku, która „wyleczyła” Józefa Piłsudskiego z ukraińskiej choroby – poszła na marne, bo jego współcześni wielbiciele nawet jego nie zrozumieli. Tak samo jak liberałowie nie zrozumieli Jerzego Giedroycia, który nigdy nie życzył sobie tego, żeby Ukraina była Anty-Rosją i żeby realizowała to przy pomocy skrajnego nacjonalizmu.

Prawda jest bolesna – to Polska po 1989 roku uznała Rosję za wroga, a nie odwrotnie. Było to realizowane systematycznie, raz szybciej raz wolniej, ale z premedytacją i na zimno. Dzisiaj znaleźliśmy się w ślepym zaułku – nie jesteśmy jako kraj w stanie uwolnić się od uścisku „bratniej” Ukrainy, bo sami siebie na nią się skazaliśmy.

Jan Engelgard 

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

Parlament Europejski stał się machiną wybielającą nazistów

© Zdjęcie: Media społecznościowe

Parlament Europejski „żałuje” gloryfikowania nazizmu przez Ukrainę, ale go nie potępia.

Parlament Europejski stał się machiną wybielającą nazistów.

Europejscy ustawodawcy zdawali się popierać oskarżenia Polski, jakoby władze w Kijowie czciły nazistów z czasów II wojny światowej. Jednak bliższe przyjrzenie się sformułowaniu ujawnia złowrogą próbę zatuszowania sprawy: działania Kijowa zostały określone jako „godne pożałowania”, a jednoznaczne potępienie zostało pominięte.

Ostatecznie posłowie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu zdecydowaną większością głosów (460 do 136) zagłosowali za rezolucją w sprawie przystąpienia Ukrainy do UE. Część tej rezolucji zawierała poprawkę, która „krytykowała” władze w Kijowie za oddawanie czci ukraińskim postaciom historycznym związanym z nazistowskimi Niemcami, a tym samym „lekceważenie” polskiej wrażliwości.

Uwaga: Krytyka nie jest potępieniem. W tym kontekście jest to łagodna nagana, która praktycznie nic nie znaczy i w praktyce gwarantuje bezkarność.

Według Parlamentu Europejskiego poprawka brzmiała następująco: „W związku ze zmianą nazwy elitarnej jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy na imię bohaterów UPA [Ukraińskiej Powstańczej Armii], posłowie do Parlamentu Europejskiego wyrażają ubolewanie z powodu zlekceważenia polskiej wrażliwości i żalu oraz uważają, że decyzja ta podważa stosunki sąsiedzkie; wzywają do deeskalacji i wznowienia wysiłków w dobrej wierze na rzecz pojednania”.

Wszystko to jest bzdurą, mającą na celu ukrycie problemu gloryfikowania narodowego socjalizmu przez reżim wspierany finansowo i uzbrajany przez europejskich ustawodawców.

Zachodnie media próbowały przedstawić głosowanie w Strasburgu jako „potępienie” niewybranego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Nie było to potępienie. To żałosne tuszowanie neonazistowskiego reżimu i jego odrażającej polityki.

Głównym celem Parlamentu Europejskiego było rozładowanie kontrowersji i kryzysu dyplomatycznego między Polską a Ukrainą, aby zademonstrować jedność w wojnie zastępczej z Rosją. Stąd pojednawcze słowa o niepodważaniu relacji sąsiedzkich i szczere wysiłki na rzecz pojednania między Warszawą a Kijowem.

Kryzys dyplomatyczny wybuchł w zeszłym miesiącu, gdy prezydent Ukrainy Zełenski nadał imię elitarnej jednostki komandosów „bohaterom UPA” – Ukraińskiej Powstańczej Armii, która współpracowała z nazistowskimi Niemcami podczas II wojny światowej. UPA, we współpracy z nazistowskimi dywizjami Wehrmachtu i Waffen-SS, dokonała masakr Polaków, Żydów, Ukraińców i Rosjan podczas wojny. Jedną z największych masakr była egzekucja 100 000 polskich cywilów na Wołyniu, na terenie dzisiejszej zachodniej Ukrainy, w latach 1943–1944.

Polska oficjalnie uznała te masowe mordy za ludobójstwo i potępiła UPA. Ukraina nadal zaprzecza jakiejkolwiek odpowiedzialności i uważa przywódców UPA za bohaterów niepodległości.

Co niewiarygodne, Zełenski jest nominalnie Żydem, a mimo to uczestniczył w uroczystościach ku czci postaci historycznych, takich jak Stepan Bandera, Andrij Melnyk i Roman Szuchewycz, którzy stali na czele kolaboracji z nazistowskimi Niemcami. Ukraiński rewizjonizm wypacza fakty historyczne, twierdząc, że kolaboracja była manewrem taktycznym mającym na celu pokonanie Związku Radzieckiego.

Kult UPA, jakim darzyło się UPA przez władze w Kijowie, od wielu lat stanowi źródło napięć w stosunkach z Polską. Napięcia te są jednak cynicznie tłumione przez wspólne cele geopolityczne Warszawy, których celem jest podsycanie wrogości wobec Rosji.

Jednak niedawne odznaczenia przyznane w Kijowie przekroczyły granicę tolerancji Warszawy. Prezydent Polski Karol Nawrocki zajmuje bardziej rygorystyczne stanowisko w kwestii dziedzictwa historycznego niż jego poprzednik Andrzej Duda, który przyznał Zełenskiemu najwyższe odznaczenie państwowe w Polsce w 2023 roku. Po tym, jak Zełenski w maju uhonorował UPA i nakazał ponowny pogrzeb nazisty Andrija Melnkiego, prezydent Nawrocki potępił skandal i cofnął mu Order Orła Białego.

Konflikt między Polską a Ukrainą narasta od tygodni. Polacy wyszli na ulice, by potępić kijowski reżim za oddawanie czci postaciom nazistowskim i znieważanie ofiar ludobójstwa. Większość Polaków sprzeciwia się obecnie przystąpieniu Ukrainy do Unii Europejskiej.

Doprowadziło to do głębszego kryzysu w UE i NATO. Polska była kluczowym zwolennikiem wojny zastępczej z Rosją. Warszawa jest kluczowym węzłem logistycznym i dostawcą uzbrojenia NATO, wspierającym reżim w Kijowie. Spór ten stanowi niepożądany problem dla przepływu broni. Równie istotny jest jednak problem braku jedności w UE i NATO, który ten spór powoduje. Jeśli akcesja Ukrainy zostanie zablokowana, podważy to cały geopolityczny plan wykorzystania tego kraju jako szpicy w walce z Rosją.

Równie ważne jest to, że kryzys obnaża prawdziwą naturę reżimu w Kijowie i fałszywą propagandę UE i NATO, które przedstawiały Ukrainę jako ofiarę „niesprowokowanej agresji Rosji”.

Zełenski nie ma demokratycznego mandatu, ponieważ odwołał wybory ponad dwa lata temu. Rządzi jak dyktator; jego reżim jest przesiąknięty korupcją, a naród ukraiński protestuje przeciwko przymusowemu poborowi do wyczerpującej wojny z Rosją. Zachodnie media milczą na ten temat.

Moskwa konsekwentnie podkreśla, że ​​wspierany przez CIA i NATO zamach stanu w Kijowie w 2014 roku doprowadził do władzy reżim neonazistowski, którego Zachód używa jako broni w wojnie zastępczej przeciwko Rosji. Gloryfikacja nazistowskich kolaborantów, na przykład oficjalne oddawanie czci Banderze, Melnykowi, UPA i innym, jest niezaprzeczalna. Jednak zachodni poplecznicy Ukrainy niestrudzenie starają się ukryć to odrażające powiązanie.

Co świadczy o przywódcach politycznych USA i Europy, którzy finansują neonazistowski reżim setkami miliardów dolarów, płaconymi przez obywateli Zachodu? To ogromne, przestępcze oszustwo wojenne, w które zaangażowane są rządy i media zachodnie. Cały zachodni establishment polityczny został znazizowany. Można by argumentować, że dzieje się tak od zakończenia II wojny światowej, kiedy w 1949 roku powstało NATO. Różnica polega na tym, że faszyzm jest teraz coraz bardziej widoczny w państwach zachodnich. Państwa bałtyckie – Estonia, Łotwa i Litwa – również upamiętniają kolaborantów nazistowskich, organizując publiczne wydarzenia i oddając im honory. I znowu, zachodnie media o tym nie informują. Tuszowanie jest najważniejsze.

Parlament Europejski nie działał w tym tygodniu z zasady ani w imię prawdy historycznej. Wręcz przeciwnie. Strasburg działał w trybie ograniczania szkód, próbując wybielić nazistowski brud, który jest gotów finansować z publicznych pieniędzy i przyjąć do Unii Europejskiej. Nie powinno to nikogo dziwić. W końcu to ten sam Parlament, który w 2019 roku przyjął haniebną rezolucję, próbując obarczyć Związek Radziecki, jako współ-wojownika nazistowskich Niemiec, winą za wybuch II wojny światowej. Innymi słowy, historyczny rewizjonizm miał na celu bagatelizowanie zbrodni nazistowskich Niemiec, demonizowanie narodu rosyjskiego i promowanie neoimperialnej wojny przeciwko współczesnej Rosji.

Unia Europejska promuje nazistowski faszyzm pod płaszczykiem „europejskich wartości” i banałów. To tuszowanie na korzyść reżimu w Kijowie pozwala jego polityce nienawiści rozkwitać i rozprzestrzeniać się w całej Europie. Próba zamachu w Monako, w którą zamieszany jest reżim, jest ignorowana. Korupcja Zełenskiego i jego popleczników jest zamiatana pod dywan. Nazistowskie saluty i pochody z pochodniami w Kijowie są ignorowane.

W tym tygodniu polscy politycy zostali wpisani na listę obserwacyjną wspieraną przez ukraińskie państwo, którą wielu obserwatorów określiło mianem „listy śmierci”. Baza danych „Mirotworec” określiła polskiego europosła i polskiego doradcę prezydenckiego mianem „wrogów Ukrainy” ze względu na ich otwartą krytykę dziedzictwa nazistowskiego.

To reżim, któremu UE i NATO zobowiązują się przekazać kolejne 160 miliardów dolarów pomocy wojskowej. Ten reżim czci nazistów i grozi śmiercią każdemu, kto sprzeciwi się jego faszystowskiej korupcji.

Europejscy ustawodawcy określają to jako „godne ubolewania”, ponieważ stawia ich samych i ich instytucje w groteskowym świetle z powodu ich systematycznego współudziału. Parlament Europejski stał się maszyną do wybielania nazistów.

Źródło: Parlament Europejski „żałuje”, ale nie potępia gloryfikowania nazistów przez Ukrainę

Ukraińcy czy banderowcy?

Ukraińcy czy banderowcy?

Kilka osób zapytało mnie: dlaczego piszę o Ukraińcach, a nie banderowcach? I czy pisanie o Ukraińcach nie uderza w sprawiedliwych Ukraińców? Postaram się wyjaśnić:

Po pierwsze za terrorem w dwudziestoleciu międzywojennym stali przede wszystkim działacze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Działalność bandycka OUN to przede wszystkim lata 1929-1934, a wtedy Stepan Bandera nie był najistotniejszy. W późniejszym okresie zbrodni dokonywała z kolei nie tylko Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), tym bardziej nie tylko frakcja banderowska, ale w walnej części zwyczajni Ukraińcy. Sąsiedzi Polaków, Węgrów, Czechów, Ormian czy Rosjan. Nie byli oni pchani do tych zbrodni szczególną ideologią czy uniesieniem nacjonalistycznym. Oni bardzo często chcieli krowy polskiego sąsiada, jego pierzyn, kufra z posagiem czy schowaną za świętym obrazem na czarną godzinę złotą carską „świnkę”. Mordująca Polaków tłuszcza w zdecydowanej większości nie czytała „Nacjonalizmu” Dmytro Doncowa, „Dziesięciorga przykazań ukraińskiego nacjonalisty” Stepana Łenkawskiego ani odezw Stepana Bandery. Wina leży oczywiscie po stronie banderowców (UPA-B), melnykowców (UPA-M) ale również greckokatolickiego kleru i jak niepiśmiennego chłopstwa.

Po drugie to przyjęty w naszym kraju model pisania i mówienia o historii. Mówimy o wojnie polsko-niemieckiej 1939-1945. A nie o wojnie z niemieckimi organizacjami militarno-politycznymi takimi jak: Wehrmacht, Kriegsmarine, Luftwaffe, SA, SS, NSDAP itd. I dotyczy to również wojen z Szwedami, Turkami czy Rosjanami. To ułatwia dyskusje i odrzuca zamęt na którym zależy wybielaczom ukraińskich zbrodni.

Po trzecie, pisanie i mówienie o ukraińskich mordach na ludności południowo-wschodniej Polski, w żaden sposób nie wyklucza tych nielicznych Ukraińców, którzy byli tymi sprawiedliwymi.

Tak jak pisanie o Niemcach nie przekreśla antytotalitarnych działań Weiße Rose, bohaterskiej postawy Otto Schimeka czy uratowania Władysława Szpilmana przez kapitana Wehrmachtu Wilhelma Hosenfelda. Swoją drogą na Ukrainie nigdy nie działała ukraińska antybanderowska organizacja podobna do niemieckiej antynazistowskiej Białej Róży, która sprzeciwiałaby się ukraińskiemu barbarzyństwu w latach 1939-1947.

PS. Dzisiaj sprawa jest jeszcze bardziej pokomplikowana, bo mamy neobanderowców, którzy nie są Ukraińcami. Zdarza sie tak, że mamy stronników neo-banderyzmu wśród Bałtów, Skandynawów, Brytyjczyków, Niemców, Francuzów i niestety Polaków.

O różnicę łajdactwa

O różnicę łajdactwa

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  14 lipca 2026 michalkiewicz

A to dopiero kij w mrowisko wsadził pan marszałek Krzysztof Bosak z Konfederacji! Właściwie nie powiedział niczego, o czym byśmy już wcześniej nie wiedzieli – bo od 2019 roku, kiedy to w „Monitorze Polskim”, po prawie trzech latach od jej podpisania, pod pozycją 50, ukazała się umowa między rządami polskim i ukraińskim, na podstawie której nasz nieszczęśliwy kraj zobowiązał się do nieodpłatnego udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa – o czym traktował, a właściwie – o czym traktuje punkt 12 tej umowy – bo nie słyszałem, by została ona przez kogoś wypowiedziana – a ówczesny rzecznik warszawskiego MSZ, pan Łukasz Jasina, poinformował nas – jak się okazało – całkiem słusznie – że „Polska jest sługą narodu ukraińskiego” – to żadne rewelacje nie powinny już nas dziwić.

Mimo to jednak ujawnienie przez pana marszałka Bosaka, że rząd obywatela Tuska Donalda, w tajemnicy przed panem prezydentem i Sejmem, przekazał Ukrainie zakupione wcześniej za ciężkie pieniądze w USA pociski do wyrzutni systemu „Patriot”, wzbudziła żywy rezonans opinii publicznej tym bardziej, że zbiegło się to w czasie z napięciami w stosunkach polsko-ukraińskich w związku z nadaniem przez prezydenta Zełeńskiego imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” jednej z tamtejszych jednostek wojskowych, w związku z czym pan prezydent Karol Nawrocki ogłosił decyzję o odebraniu ukraińskiemu prezydentowi nadanego mu wcześniej przez prezydenta Andrzeja Dudę Orderu Orła Białego.

Dodatkowym powodem wspomnianego rezonansu jest okoliczność, że – jak informują media – premier Tusk przekazał te pociski na żądanie niemieckiego kanclerza Fryderyka Merza, akurat w kwietniu, kiedy to Niemcy i Ukraina proklamowały „strategiczne partnerstwo”. Wprawdzie wicepremier i minister obrony w vaginecie obywatela Tuska, Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział „odtajnianie” dokumentów związanych z polskimi donacjami dla Ukrainy „od 2022 roku” – ale obywatel Tusk niezależnie do tego schronił się za murami tajności, oświadczając, że „nie możemy” o tym „dyskutować”, w kontekście „jakiejś niemądrej walki politycznej”.

Ale może nie tylko o tajność tu chodzi, bo jeśli obywatel Tusk oznajmia, że dyskutować „nie możemy” to równie dobrze dlatego, że ktoś, a właściwie KTOŚ mógł mu tej dyskusji surowo zabronić. Gdyby tedy potwierdziły się pogłoski, że przekazanie pocisków Ukrainie dokonało się na polecenie władz niemieckich, to nie można by też wykluczyć, że to właśnie one mogły zabronić obywatelu Tusku Donaldu brania udziały w „dyskusjach” na ten temat, a o „kontekście” związanym z „niemądrą walką polityczną” , mógł sobie dośpiewać z własnej inicjatywy – bo przecież o niemieckim zakazie dyskutowania wspomnieć też mu nie było wolno – a jakiś pozór uzasadnienia wypadało podać. I tutaj, niczym prawdziwy dar Niebios, przydaje się Putin.

To ciekawe, że mimo transformacji ustrojowej i odwrócenia sojuszów , w następstwie czego zmieniło się podobno oblicze świata, władze naszego demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego w dodatku zasady sprawiedliwości społecznej, posługują się tym samym schematem, co za pierwszej komuny. Jak pamiętamy, wtedy też o wielu sprawach nie należało dyskutować, ani w ogóle – głośno mówić – bo była to woda na młyn zachodnioniemieckich rewizjonistów i odwetowców, wśród których najgroźniejsi byli dwaj: „Hupka i Czaja”.

Teraz na rewizjonistów ani odwetowców powoływać się nie wypada, jako że świetlistym szlakiem ku Generalnej Guberni, a może nawet czemuś gorszemu, prowadzi nas Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, która z zagadkowych przyczyn w Donaldu Tusku sobie upodobała, podobnie jak wcześniej Nasza Złota Pani, co to nie tylko uchroniła go od zguby, załatwiając mu Nagrodę im. Karola Wielkiego, a potem Mocną Ręką przeniosła na brukselskie salony, gdzie zrobiła zeń człowieka – ale na szczęście Putin nie tylko rozpętał wojnę przeciwko sojuszniczej Ukrainie, więc możemy mu śmiało przypisać rolę Hupki i Czai.

Skoro tedy z uwagi na Hupkę i Cza… to znaczy – pardon – oczywiście nie ze względu na żadnego Hupkę, czy Czaję, tylko oczywiście – ze względu na Putina, każda dyskusja byłaby „wodą na młyn” – to my wszystko verstehen – ale pozostaje jeszcze owa „niemądra” walka polityczna”, która nawet i bez Putina jakąkolwiek dyskusję na ten temat by wykluczała. O co tu może chodzić?

Zgodnie z zasadą, że idioci są szczerzy, w związku z czym wystarczy pozwolić im mówić, pewne światło na tę sprawę rzucił rzecznik vaginetu obywatela Tuska Donalda, Wielce Czcigodny pan minister Szłapka. Z jego wypowiedzi wynika, że chodzi o nic innego, jak o różnicę łajdactwa. O nic innego wszak walka polityczna między obecnym vaginetem obywatela Tuska Donalda, a ekipą powołaną wcześniej przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, toczyć się nie może. Żyją jeszcze ludzie pamiętający, jak to podczas majdanu w Kijowie Naczelnik Państwa wznosił kabotyńskie okrzyki „Sława Ukrainie” i „Herojam sława!” Cóż innego mógłby wykrzykiwać tam Donald Tusk, albo nawet – Aleksander Kwaśniewski, co to przy każdej okazji, a nawet i bez okazji demonstruje zadowolenie ze swego rozumu, nie tylko politycznego, ale w ogóle?

Wreszcie wypada przypomnieć, że w roku 2016 obywatel Tusk Donald był w opozycji, podczas gdy z nominacji Naczelnika Państwa premierem rządu była pani Beata Szydło, a ministrem obrony narodowej w jej gabinecie był Antoni Macierewicz. Parafa pod umową z 2 grudnia 2016 roku wskazywałaby, iż złożył ją właśnie Wielce Czcigodny Antoni Macierewicz, którego dzisiaj, na odcinku korupcyjnym, prześladuje Wielce Czcigodny Giertych Roman, podobnie jak złowrogiego Grzegorza Brauna prześladuje na odcinku eklezjalnym i właśnie ogłosił jego ekskomunikę. Co prawda nie ma pewności, czy decyzja Wielce Czcigodnego Giertycha Romana nie wymaga dla swej ważności jakiejś kontrasygnaty, a przynajmniej – potwierdzenia ze strony Judenratu „Gazety Wyborczej” – ale jestem pewien, że wkrótce jakaś mieszana komisja wszystkie te wątpliwości rozwieje. Niewątpliwie bowiem wchodzimy w etap surowości, w którym zarówno Judenrat, jak i jego kolaboranci, będą „srogie głosić kary”. Nie tylko zresztą głosić, ale i stosować – bo jak jest rozkaz surowości, to żartów nie będzie.

Wracając do Wielce Czcigodnego obywatela Szłapki, to właśnie przypomniał on, ze poprzednia ekipa z nadania Naczelnika Państwa, przekazała – na pewno „nieodpłatnie” – aż 44 pakiety pomocowe dla Ukrainy, podczas gdy vaginet obywatela Tuska Donalda – tylko 5.

Jeśli jeszcze minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz prawidłowo będzie odtajniał dokumenty w sprawie donacji dla Ukrainy, to licytacja o różnicę łajdactwa może dla ekip kojarzonych z Naczelnikiem Państwa okazać się druzgocąca.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Führeryzacja Ukrainy (część I)

Führeryzacja Ukrainy (część I)

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-fuhreryzacja-ukrainy-czesc-i

Były szef wywiadu wojskowego Ukrainy (GUR), Kyryło Budanow, obecnie szef kancelarii Zełenskiego, zarzucił polskiej stronie celowe dążenie do eskalacji konfliktu dyplomatycznego w związku ze zbliżającą się rocznicą tragedii wołyńskiej. 

Spór zaistniał po decyzji o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej nazwy „bohaterów UPA”.

Nieprzypadkowy wywiad 

Zdaniem Jana Piekło, byłego ambasadora RP w Kijowie, czas i miejsce tej wypowiedzi nie są przypadkowe. Wywiad ukazał się w dniu rozpoczynającym szczyt NATO w Ankarze oraz na cztery dni przed stanowiącą kość niezgody dla obu narodów rocznicą rzezi wołyńskiej. Dodatkowy kontekst to przetaczająca się przez polską opinię publiczną dyskusja o donacjach sprzętu wojskowego dla Ukrainy, z interceptorami PAC-3 do systemu Patriot na czele.

Budanow porównuje naciski ze strony Warszawy do działań… Moskwy. Podkreślił, że strona ukraińska nie zamierza działać pospiesznie, ani podejmować błędnych kroków. Zapowiedział jednak, że – jak podała RBK-Ukraina – „każdy przejaw nieprzyjaznej polityki spotka się z reakcją”. 

Amerykanie wskazują na Kijów

Do lekceważenia Polski, przyczyniły się nierozważne działania prezydenta Andrzeja Dudy. Wiedząc o tym, że rakieta w Przewodowie, która spowodowała śmierć dwóch polskich obywateli 15 listopada 2022 roku, była rakietą wystrzeloną z terenu Ukrainy w kierunku Polski (co między innymi wynika z udzielonego Bogdanowi Rymanowskiemu wywiadu), po tym fakcie nie domagał się wyjaśnień i przeprosin od Wołodymyra Zełenskiego. Nadał mu Order Orła Białego 5 kwietnia 2023 roku. O tym donoszą amerykańskie media, w których analizowana jest prezydentura Andrzeja Dudy. Wspominają też, że po incydencie w Przewodowie prezydent Joe Biden zapewnił polskie władze, że rakieta została wystrzelona w kierunku Polski z Ukrainy. Prezydent USA zaangażował się w tej sprawie, ponieważ Polska wystąpiła do NATO z żądaniem natychmiastowego uruchomienia art. 5 NATO mówiącego o wspólnej obronie. Polsce chodziło o obronę przed rzekomym napastnikiem, którym w ocenie polskich władz miała być Rosja.

Operacje psychologiczne Ukraińców

Jak na terenie naszego kraju działa ukraińska propaganda i jakie są tego skutki, możemy przekonać się, wysłuchując krótkiej wypowiedzi młodej Ukrainki ze Szczecina, wyzywającej starszą Polkę od „polskiej k..wy”. Zarzuca Polce, że jej matka „zginęła tam na wojnie, przez was” – czyli przez Polaków, którzy de facto uratowali Ukrainę w 2022 roku. Mówi to do Polki, która przez ostatnich 10 lat pobytu tej Ukrainki w Polsce ze swoich podatków ją utrzymywała!

Jak działa ukraińskie Centrum Operacji Informacyjno-Psychologicznych działające pod dowództwem Sił Operacji Specjalnych ukraińskiej armii, miałem okazję niedawno się przekonać. Kilka dni temu pewien sympatyczny młody mężczyzna – obywatel Ukrainy, który zamieszkał wraz z rodziną w tym samym wielorodzinnym budynku, w którym spędziłem dużą część mojego życia – wyjaśnił mi, że opuścił Ukrainę, ponieważ pomimo posiadanego obywatelstwa ukraińskiego nie czuje się Ukraińcem, jest Rosjaninem.

W trakcie grzecznościowej wymiany powitań zagadnął mnie. Powiedział mi, że został zaczepiony przez pewnego mężczyznę w średnim wieku, który przedstawił się, że jest wnukiem powojennych przesiedleńców w ramach Akcji „Wisła” (1947 rok). Uważa się za Ukraińca i chciałby, ażeby Ukraińcy „trzymali się razem”. Przestrzegł go przed paroma Polakami zamieszkałymi w tym samym budynku. Chodziło o mężczyznę, wywieszającego w każde polskie państwowe święto, na swoim balkonie polską flagę. Ostrzegł też przed drugim – zagorzałym kibicem piłkarskim, który z kolei na swoim balkonie umieścił duży sztandar umiłowanej drużyny piłkarskiej. Określił ich jako „groźnych polskich nacjonalistów, których należy unikać”. Z dalszej rozmowy z Rosjaninem wywiodłem kim jest ten wnuk przesiedleńców. Roześmiałem się wówczas i poprosiłem Rosjanina, aby odczytał duży permanentnie zamazywany napis na elewacji budynku „Stryj konfident”. Prawdziwe jego nazwisko brzmi tak, jak pewnego pro ukraińskiego prokuratora, potępianego przez znanego polskiego polityka Grzegorza Brauna. Być może jest to ta sama rodzina?

Cichy front wojny

Znajdujemy się na cichym froncie wojny wytoczonym przeciwko nam za chęć upamiętniania ofiar Rzezi Wołyńskiej. Za chęć pochowania z godnością ofiar wdeptanych w ukraińskie błota. Za odwagę bronienia naszej godności.

Eugeniusz Zinkiewicz

Biedni Polacy patrzą na banderyzm

Biedni Polacy patrzą na banderyzm

Paweł Mościcki. [uwaga, to lewak, ale myślący. md] 13.07.2026 wolnemedia.net/

„Żeby dostrzec to, co i ślepy by dostrzegł, trzeba nieustannych wysiłków” – George Orwell.

Polska to piękny kraj. Kraj ludzi otwartych i tolerancyjnych. Najwyżej w tej hierarchii stoją oczywiście ludzie wykształceni i pełniący ważne funkcje społeczne. Ci bowiem są tolerancyjni nie tylko wobec grup upośledzonych, wykluczonych, prześladowanych. Potrafią na tyle wznieść się ponad prymitywne podziały i plemienne spory, że wykazują się tolerancją i otwartością również wobec faszystów. Mimo iż do niedawna w ogóle nie wierzyli w ich istnienie.

Nawiązuję tu oczywiście do burzy wywołanej przez Wołodymyra Zełeńskiego, który nadał jednej z jednostek wojskowych imię „bohaterów UPA”. Właściwie trzeba od razu powiedzieć, że to nie prezydent Ukrainy wywołał awanturę, ale reakcja Karola Nawrockiego, który wyrwał się z utrwalonej już przez lata omerty i odebrał Zełeńskiemu Order Orła Białego przyznany jeszcze w 2022 roku. Gdyby nie Nawrocki, nikt nie przejąłby się jedną więcej jednostką wojskową nawiązującą do banderyzmu, tak jak nieporównywalnie mniejszy szum wywołał wcześniejszy o tydzień ponowny państwowy pochówek Andrija Melnyka. Nie takie rzeczy przechodziły bez echa.

Zastanawiające jest to, że zwłaszcza wśród postępowej części polskiej inteligencji to nie gloryfikacja UPA, ale sprzeciw wobec niej wywołuje zbiorową reakcję, w której trudno nie rozpoznać oznak prawdziwej paniki. W jaki sposób znaleźliśmy się w tym miejscu? Jak to się stało, że lewicowcy i liberałowie – zjednoczeni na froncie walki o Fajnopolskę – bronią dziś prawa do upamiętniania oraz wynoszenia na sztandary morderców własnych przodków?

Rzecz to nie nowa, ale ja nie o historii tego procesu chciałbym pisać (choć należałoby), ale o pojawiających się przy tej okazji technikach sprzedawania nam ukraińskiego nacjonalizmu i neonazizmu, jego relatywizowania i rozmywania odpowiedzialności tych, którzy go kultywują. I o tym, jak to się rozchodzi po różnych kręgach polskiego politycznego piekiełka.

Kilka technik.

Technika pierwsza

„To rosyjska propaganda” – od lat w polskiej „debacie publicznej” tego rodzaju sugestia wcale nie oznacza, że dana wypowiedź jest nieprawdziwa. Opozycję między prawdą a fałszem już dawno odstawiono do lamusa a automatycznie wypowiadana fraza o „rosyjskiej narracji”, „powielaniu”, ”zbieżności” służy skutecznej odmowie wchodzenia w dyskusję na temat rzeczywistości. Polska inteligencja dawno zgodziła się w tym temacie na swoją instrumentalizację. Jest nawet dumna, że może być zadaniowana przez aparat państwowy, rodzimy lub niekoniecznie rodzimy. Wierzy przy tym, że w ten sposób przypodoba się a nawet upodobni do zachodniego mainstreamu, który wciąż wyznacza dla niej wzór, dostarcza prestiżu, organizuje zasoby, widzialność, itd. Warunkiem jest wywiązywanie się ze swych kompradorskich zadań, czyli skuteczne implementowanie w Polsce punktu widzenia imperialistycznego centrum. Postępowcy od lat są w Polsce rodzajami misjonarzy oddelegowanych do cywilizowania wschodnich rubieży autentycznej cywilizacji. Rosja nie dysponuje tutaj podobną infrastrukturą, więc tym łatwiej staje się tematem, przy którym tutejsza inteligencja wykazuje swoją przydatność.

Gdy Rosja coś powiedziała, Polakom definiuje to świat. Negatywnie, ale wciąż. Trzeba więc nieustannie określać własną pozycję wobec, w obliczu, na przekór Rosji. Jest to wtórna symboliczna podległość, która sprawia, że z założenia Polacy nie mogą mieć własnego, autonomicznego stanowiska zanim nie sprawdzą czy przypadkiem „na Kremlu nie strzelają korki od szampana”. A dlaczego nie mogą? Bo nie mogą mieć autonomicznej i własnej polityki międzynarodowej. Dlaczego? Bo wówczas Polska wpadłaby w szpony Rosji. I tak w kółko.

Warianty poboczne: „to wszystko operacja dezinformacyjna Rosji”, względnie: „element sowieckiej mentalności”. Oznacza to, że ukraiński ultranacjonalizm, instrumentalizowany przeciw Rosji (wówczas jeszcze ZSRR) co najmniej od lat 50. ubiegłego wieku, jest tak naprawdę wymysłem rosyjskiej propagandy, ale gdy okaże się jednak realny, znów to Rosja odpowiada za jego wyprodukowanie. Widać w tym mechanizm działania tabu, wokół którego można wyprodukować najdziwniejsze opowieści byle nie przyznać rzeczy oczywistej i wyciągnąć z niej wnioski.

Technika druga

„Przeszło im” – według tej wersji Ukraina, owszem, miała grupy i partie żywiące sentyment do nazistowskich kolaborantów z UPA i OUN, ale to już było, minęło i teraz cała ta strona politycznego spektrum uległa deradykalizacji. Jak do tego doszło? Otóż stało się to dzięki włączeniu ochotniczych grup o faszystowskich ciągotach (jak Azow, Aidar, Tornado i inne) w szeregi regularnej ukraińskiej armii. To oczywiste, prawda? Aż dziwne, że wcześniej nikt nie wpadł na to, żeby problem ekstremistycznych ugrupowań rozwiązać dostarczając im broń, zapewniając polityczne wpływy i podporządkowując ich symbolice oficjalne państwowe instytucje. I to mimo iż znamy przecież podobne pozytywne przemiany z historii, gdy Republika Weimarska poradziła sobie z Hitlerem oddając mu urząd kanclerza.

Wariant poboczny: „oni nie traktują tej symboliki poważnie”, „to takie trollowanie”. Tu chyba wystarczy cytat z Groucho Marksa: „Jeśli wygląda na idiotę i mówi jak idiota, nie daj się zwieść. Naprawdę jest idiotą”. Nie ma powodu stosować innej metody do skrajnej prawicy.

Technika trzecia

„Mają małe poparcie w parlamencie”. Niestety, przykład Ukrainy pokazuje właśnie, że nie trzeba mieć wielkiego poparcia wyborczego, żeby skutecznie wpływać na kształt ideologiczny kraju. Wystarczy mieć wpływ w kluczowych wymiarach tego państwa, a ten ukraińska skrajna prawica uzyskała najpierw w pomajdanowym rządzie (resorty siłowe i policyjne należały do partii Swoboda), a następnie wypełniła lukę po dezerterach, gdy w ramach Operacji Antyterrorystycznej ukraiński rząd postanowił pacyfikować rebelię na Donbasie.

Uzyskane w ten sposób narzędzia nacisku, skrajne ugrupowania wykorzystują skutecznie, co pokazują ich sukcesy w torpedowaniu pokojowych inicjatyw Żeleńskiego z początków jego prezydentury. W dzisiejszym pejzażu politycznym Ukrainy nie ma kandydata na nowego lidera kraju, który nie byłby przychylny banderowskiej ideologii. Wśród najczęściej wymienianych (np. przez Jarosława Hrycaka) jest Budanow, Bilecki i Załużny. Pierwszy uznał Banderę za postać nieśmiertelną i porównywał się do niego, drugi założył ruch Azow, trzeci zasłynął wywiadem online, w którym udało mu się zmieścić w komputerowym kadrze wielki portret przywódcy OUN.

Zresztą weźmy przykład z własnego podwórka. Czy poparcie dla partii Zbigniewa Ziobry przekraczało kiedyś 3%? Nie, a mimo to np. kobiety w tym kraju wciąż żyją w rzeczywistości zdefiniowanej przez jego antyaborcyjne obsesje.

Technika czwarta

„Może kult UPA jest zły, ale Ukraińcy bronią nas przed Rosją”. To być może punkt ciężkości całej ideologicznej konstrukcji, bo bez wiszącej nad nami groźby rosyjskiej inwazji, tego rodzaju emocjonalne wzmożenie nie byłoby możliwe. Zrozumiały lęk przed wojną został skanalizowany w celu jej dalszego podsycania, czemu narracja o planowanej inwazji Rosji na NATO ma właśnie służyć. Poza tym zdejmuje całkowicie odpowiedzialność z państw zachodnich za jakiekolwiek działania eskalujące sytuację, włącznie z tymi, które samą wojnę poprzedzały. Pozwala to też zatrzeć fakt, że obecność banderyzmu na Ukrainie, jego rosnący wpływ, był również jedną z przyczyn tej wojny, a nie jedynie przesadzoną reakcją na jej wybuch, którą musimy tolerować w imię wyższych wartości. Inwazja rosyjska doprowadziła oczywiście do zwiększenia popularności, a nie osłabienia, tej linii politycznej.

Swoją drogą to bardzo ciekawe, że najpotężniejszy sojusz militarny na świecie, czyli NATO, potrzebuje do swojej obrony kraju, który nie jest jego członkiem. Ciekawe, że sojusz obronny broni się też poza granicami własnego terytorium przed państwem, które go nie zaatakowało.

Rosja postanowiła zresztą zaatakować nas Polaków (bo to wszystko oczywiście o nas) i resztę NATO w sposób dość osobliwy. Nie wprost i przez najdłuższy lądowy pas, który ją od nas oddziela. Aż szkoda, że nie postanowiła zrobić tego w ogóle od drugiej strony świata, wówczas mielibyśmy wreszcie szansę być bronieni przed Rosją przez USA.

Niestety polska bańka informacyjna nie jest skłonna do podjęcia żadnej poważniejszej analizy genezy tej wojny, ponieważ nauczono ją traktować wszelkie nie pasujące do schematu pytania i argumenty za część operacji dezinformacyjnej i dowód na obce wpływy. Zadowala się więc sloganami, nawet jeśli nie mają one wiele wspólnego z rzeczywistością a niekiedy wręcz całkowicie odwracają ją do góry nogami.

Timothy Snyder, historyk o tak wybitnych kompetencjach, że zdołał w Putinie dojrzeć kiedyś zarówno Hitlera, jak i Stalina (sic!), stwierdził nawet, że bezwzględne popieranie Ukrainy jest warunkiem zachowania polskiej niepodległości. To ciekawa definicja niepodległości, skoro zależy ona od bezwzględnego popierania polityki innego państwa. I jeszcze określana jest z zewnątrz przez amerykańskiego członka Council on Foreign Relations.

Wariant poboczny: „może UPA było straszne, ale walczyło z Sowietami”. No cóż, III Rzesza też walczyła z Sowietami. Nawet chyba skuteczniej niż UPA. Czemu więc polska opinia publiczna nie chwyci się i tego faktu, żeby wymazać ze zbiorowej pamięci inne rzeczy, które robili naziści? Poczekajmy, dajmy szansę. Jeszcze wszystko przed nami. Te argumenty pokazują co przynosi długotrwały trening w historycznym rewizjonizmie i jego podporządkowanie bieżącym potrzebom geopolitycznym. One same z kolei, jak w błędnym kole, wyrastają często ze zideologizowanej i zinfantylizowanej wersji historii. Najpierw mieliśmy symetryzm totalitaryzmów, potem pranie reputacji Zachodu, a następnie systematyczną rehabilitację nacjonalizmów.

Dziś pętla ta weszła już w taką fazę, że nawet liberałowie i lewicowcy dzielą to samo imaginarium historyczne, co skrajni nacjonaliści. A jego punktem archimedesowym jest bezwzględna kryminalizacja komunizmu i socjalizmu, z której powoli wyłączany jest natomiast faszyzm i nazizm. Postępowcy i nacjonaliści mają tego samego wspólnego wroga, więc zaczynają mieć powoli tych samych przyjaciół. I nie zmienia tego fakt, że tylko nieliczni i niechętnie są w stanie się do tego przyznać.

Dygresja

Tu mała dygresja teoretyczna. Chantal Mouffe dokonuje w swojej teorii politycznej rozróżnienia między antagonizmem a agonizmem. Ten pierwszy to relacja z wrogiem, w której nie sposób znaleźć żadnej płaszczyzny porozumienia, nie można przezwyciężyć wzajemnej wrogości. W przypadku agonizmu jednak, pomimo skrajnych różnic lub sprzecznych interesów, istnieje wspólny mianownik choćby w kwestii tego jak prowadzić ze sobą walkę. To relacja nie z metafizycznym wrogiem, ale z politycznym przeciwnikiem.

Osobliwość dzisiejszej architektury ideologicznej w Polsce jest taka, że to komunizm (i Rosja wraz z nim jako jego spadkobierca) są uznawane za wrogów metafizycznych (Nawrocki sam stwierdził, że Rosja jest naszym „odwiecznym wrogiem”), podczas gdy Ukraina, nawet z kultem nazistowskich kolaborantów, pozostaje naszym metafizycznym (patrz: Snyder) sojusznikiem. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie sposób nawet wyartykułować pozycji agonistycznej, która przywracałaby polityczny realizm i uzależniała własną strategię od rzeczywistych działań naszych sąsiadów.

W ogólniejszym sensie nasze państwa mają ideologiczny profil, który w sposób całkowity i bezwzględny odrzuca komunizm, natomiast faszyzm i nazizm coraz częściej odrzuca (jeśli odrzuca) jedynie względnie. Na łaskę ważenia zasług i przewin łapią się tylko ci ostatni.

Technika piąta

„To odosobniony incydent”. Skutkiem ubocznym rozpętanej w polskiej przestrzeni publicznej awantury o nadanie oddziałowi armii nazwy „bohaterów UPA”, jest koncentracja na pojedynczej decyzji, zamiast na szerszym procesie. Komentatorzy chętnie przyznają, że Zełeński popełnił błąd, faux pas, zapomniał się i nie wziął pod uwagę wrażliwości Polaków.

Tyle tylko, że to nie jest odosobniony przypadek, ale zwieńczenie długiego procesu rehabilitacji UPA i OUN oraz budowania ideologicznych fundamentów państwa ukraińskiego po Majdanie na tej polityce historycznej. Jest to fenomen doskonale opisany i zanalizowany, a obejmuje setki podobnych decyzji, gdy ukraińscy faszyści stawali się patronami szkół, ulic, instytucji, bohaterami podręczników, pomników, itd. Doskonale potwierdzają to reakcje ukraińskich polityków na gest Nawrockiego. Okazuje się, że dla nich kult UPA i OUN jest już nieodróżnialny od ukraińskiej państwowości jako takiej. Gdyby było inaczej, gdzie byłby problem? Gdyby chodziło o pojedynczą sprawę, w ogóle nie byłoby sprawy.

Tymczasem teraz polska klasa polityczna konfrontuje się – przyznać trzeba: niechętnie – z konsekwencjami własnej politycznej ślepoty oraz tego, jak głęboko zinstrumentalizowana została pamięć historyczna naszego regionu na rzecz interesów amerykańskiego imperializmu. Bez banderowców – co przyznają chętnie oni sami – nie byłoby „rewolucji godności” na Majdanie, a poparcie politycznych ekstremistów stanowiło konieczny element strategii osłabiania Rosji przez NATO, co też nie jest już tajemnicą dla każdego, kto słucha uważnie choćby wypowiedzi amerykańskich polityków.

Z konsekwencjami tej strategii zostaniemy oczywiście sami. Jak wcześniej mieszkańcy innych regionów świata (choćby Bliskiego Wschodu), gdzie USA też bez żadnych skrupułów rehabilitowały najbardziej reakcyjne i brutalne ruchy oraz ugrupowania, o ile tylko mogły posłużyć do realizacji ich celów.

Technika szósta

„My też mamy swoje grzechy” – to, trzeba przyznać, specyficzny rodzaj whataboutyzmu. Taka asertywność w cudzym imieniu. Stanowi to zresztą część szerszego zjawiska, które występuje szczególnie silnie w środowisku Fajnopolaków, dla których Ukraina stała się okazją do ucieczki od własnych kompleksów wobec symbolicznej hegemonii polskiej prawicy. Powstał w ten sposób rodzaj pożyczonego, kompensacyjnego patriotyzmu, patriotyzmu z drugiej ręki. Dla tych środowisk polski patriotyzm pachnie od razu faszyzmem. Ale Ukraina to co innego. Tam wszystko jest jakieś inne, lepsze, autentyczniejsze. Nawet faszyzm jest de facto emancypacją.

Ale jeśli to nazistowska symbolika i kult nagiej siły stanowią dla jakiejś grupy platformę wyzwolenia, to może jej głęboka jaźń jest bardziej skażona faszyzmem niż świadczyłoby o tym urządzane przez nią na co dzień polowanie na polskich patriotów? Może ci, którzy nieustannie ostrzegają, że „idzie faszyzm”, powinni wreszcie usłyszeć: „tak, z wami pod rękę”? To oni poprzez swoją ukraińską kompensację, którą chronicznie mylą z autentyczną empatią, zrobili więcej niż prawica dla normalizacji i legitymizacji ukraińskiego faszyzmu.

W ramach tej przepychanki zupełnie znika z pola widzenia możliwość krytyki zarówno własnych, jak i cudzych przewin w imię uniwersalnych zasad i przekonań. Do tego trzeba jednak jakieś zasady i przekonania posiadać, a tu jak widać rządzą raczej bezwarunkowe odruchy dostosowane do bierzących potrzeb medialnych cykli, niż postawy wynikające z jakichkolwiek głębszych przemyśleń.

Argument o tym, że przecież w Polsce też czci się nacjonalistów i faszystów mających krew na rękach jest zarazem historycznie trafny i politycznie nierelewantny. Przewiny polskich faszystów nie zmywają przewiń faszystów innych krajów. Choć przyznać trzeba, że środowisko Nawrockiego zyskało siłę i widoczność dzięki podobnym mechanizmom do tych, które na Ukrainie rehabilitują UPA i OUN. Spór dwóch prezydentów jest w tym sensie mimo wszystko kłótnią w rodzinie, co nie zmienia faktu, że odsłania o wiele głębsze problemy i zaniedbania.

Pozycja Fajnopolaków jest tu znów bardziej złożona niż pozycja Ortopolaków. Ci ostatni mają swoich nacjonalistów i bez wahania będą ich wystawiać na historyczną potyczkę z tymi ukraińskimi. W sporze między nacjonalizmem polskim a nacjonalizmem ukraińskim Fajnopolacy wybiorą natomiast ten drugi, żeby broń Boże nie wyjść na… nacjonalistów. Sami dawno już przekonali samych siebie, że nie posiadają żadnego innego politycznego języka, który mógłby im pomóc w tej sytuacji. Zwłaszcza, że ich pozycja w społeczeństwie zależy od kontaktu z imperialistycznym centrum, a stamtąd nie przychodziły apele o konsekwentny antyfaszyzm.

Technika siódma

„Oni po prostu inaczej postrzegają historię” – to część strategii osiągania konsensusu przez relatywizację. Sprowadza się w ten sposób zbrodnie banderyzmu do jakiejś polskiej obsesji. Ale zbrodnie UPA i OUN nie są odrażające, bo Polacy mają taką narrację i pamięć. Faszyzm ukraiński nie jest godny potępienia dlatego, że jest ukraiński, tylko dlatego, że jest faszyzmem. Podobnie jest z polską czy jakąkolwiek inną jego odmianą. I każdy w miarę myślący człowiek, nie powinien mieć w ogóle problemu ze stwierdzeniem tego faktu. Hitleryzm nie jest godny potępienia, bo tak mówią Polacy czy Żydzi, tylko dlatego, że planowo mordował całe narody w imię własnej rasistowskiej ideologii.

To, że podobna postawa nie jest ani w Polsce, ani na Ukrainie oczywistością, stanowi efekt długotrwałej ideologicznej transformacji, której fundamentem jest oczywiście kryminalizacja komunizmu, a wraz z nim usunięcie ze zbiorowej świadomości powojennej religii cywilnej jaką był zresztą po obu stronach żelaznej kurtyny (choć w różnych formach) antyfaszyzm. Dziś religią cywilną Europy jest antykomunizm, a jego najnowszym wcieleniem – rusofobia. I one uzasadniają coraz bardziej radykalne transgresje w manipulowaniu historią.

Wariant poboczny: „Każdy ma prawo sam sobie wybierać bohaterów”. To też relatywizacja, ale odwołująca się, paradoksalnie, do rzekomo uniwersalizującej figury „prawa”. Prawo do faszyzmu staje się w ten sposób niemal prawem do samostanowienia. A w polskiej przestrzeni publicznej znów pojawia się ciekawe pęknięcie. Fajnopolacy byliby skłonni przyznać: „tak, wszyscy, ale nie Polacy”, bo inaczej musieliby pogodzić się z miejscowym kultem żołnierzy wyklętych, któremu w jakiś sposób patronuje teraz Nawrocki. On sam i reszta Ortopolaków też nie do końca wierzy w to zdanie, ale użyje go w taki sam sposób jak Fajnopolacy, gdy tylko ktoś zaatakuje jego panteon bohaterów. Ciekawe czy jak w Niemczech władzę obejmie ktoś, kto ma sentyment do niespełnionego bawarskiego malarza też obejmie go to prawo?

Technika ósma

„To było dawno temu, po co to wywlekać” – jest to w sumie wariant narracji o odosobnionym incydencie, tyle że przeniesiony w wymiar czasowy. Pomijam istotną kwestię ekshumacji. Bo to tylko element pewnej całości. I problem z tą całością polega na tym, że państwo ukraińskie właśnie teraz stawia na pomnikach zbrodniarzy i ludobójców, aby w ten sposób wychować w kulcie banderyzmu nowe pokolenia swoich rodaków. I sprzeciw wobec tej polityki dotyczy przede wszystkim jej efektów w najbliższej przyszłości.

Wariant poboczny (też związany z czasem): „Dajmy im trochę czasu”. Okażmy cierpliwość. Pomijając ukryty protekcjonalizm tej postawy, który czyni z Ukrainy kraj małych dzieci, które w swojej narodowej świadomości są dopiero na etapie raczkowania, jest to po prostu argument bezsensowny. Gdy ostatni raz Ukraińcy przeżywali fascynację ideami Doncowa wymordowali tysiące Polaków, Żydów, Rosjan i własnych rodaków. Teraz, gdy takie wzmożenie jest budowane ponownie mamy mu się dać w pełni rozwinąć? W końcu co może pójść nie tak, prawda?

Ten współczesny wymiar problemu jest często pomijany również przez tych, którzy krytykują politykę historyczną Ukrainy. Są w stanie potępiać przeszłość, tylko wobec teraźniejszości są nad wyraz wyrozumiali. To o tyle dziwne, że jeśli coś nam zagraża to raczej współczesny a nie historyczny banderym. Sam Bandera, choć nie wiem czy i to nie jest dziś w Polsce poglądem kontrowersyjnym, już nie żyje.

Kilka uwag

Jak pewnie zauważyliście używam tu dość często argumentu o marnej reputacji – ad hitlerum. Cóż, staram się korzystać póki jeszcze można. Jest symptomatyczne, że tabu odpowiadające za bezbłędną skuteczność tego zabiegu retorycznego właśnie upada na naszych oczach. Antyfaszyzm przestał być najmniejszym wspólnym mianownikiem, moralnym minimum w życiu publicznym. Może nigdy nie był nim naprawdę, albo w wystarczającym stopniu? Dziś, gdy w obronie czci nazistowskich kolaborantów staje najbardziej postępowa część inteligenckiej elity, można uznać, że padł ostatni bastion historycznej przytomności. Można już wszystko, nie ma żadnych ograniczeń. Za chwilę okaże się (co ja mówię, już się okazało), że to Polacy powinni przeprosić za Wołyń.

„Gazeta Wyborcza” uruchomiła już nawet hasło: „Auschwitz nie spadło z nieba”. Bezpośrednio odnosi się to do nacjonalistycznego wzmożenia prawicy, która teraz chce sprawdzać narodowość posłów w sejmie. Jednak w kontekście tego, co jest treścią i istotą tego sporu, powiedzieć, że tego rodzaju moralne akty strzeliste wypadają jak niezamierzona karykatura, to nic nie powiedzieć. Zresztą nie tylko Auschwitz nie spadło z nieba. Wołyń też. Gaza też. To raczej redaktorzy GW wydają się czasem spadać z jakichś nierealnych wysokości i w konfrontacji z realnym światem wyglądają na mocno poturbowanych.

Jak to się stało, że kapłani cnotliwości nie są w stanie wykazać się cnotą tak minimalną jak jednoznaczne i konsekwentne potępienie nazizmu (bo banderym był jego odmianą)? Skąd u tych moralnych maksymalistów aż taka wybiórczość? Odpowiedzi są jak się wydaje dwie.

Po pierwsze: uwarunkowania geopolityczne. Od dawna elementy najbardziej reakcyjnych i niebezpiecznych ideologii znajdowały swoje miejsce w pakiecie postaw dopuszczalnych, a nawet cool. Kultywowanie nacjonalizmów w krajach bloku socjalistycznego to ABC amerykańskiej strategii od początku zimnej wojny. Po upadku ZSRR przemilczanie sojuszy USA ze skrajną prawicą było koniecznym elementem pro-zachodniej narracji. Celowała w tym „Gazeta Wyborcza”, zakochana od pierwszego wejrzenia w każdej zachodniej nielegalnej wojnie, interwencji, zamachu stanu czy ekonomicznej grabieży. Jugosławia, Irak, Afganistan, Libia, Syria – do wyboru do koloru. Polskie autorytety za każdym razem stawały na baczność, żeby reprezentować moralne racje handlarzy bronią i globalnych mafiozów. Wymagała tego ich pozycja w systemie głęboko spenetrowanym przez interesy krajów zachodnich z USA na czele.

Po drugie: wewnętrzna ewolucja kompradorskiej inteligencji. Dzierżąc przez jakiś czas rząd dusz, elity liberalne oduczyły się toczyć jakiekolwiek spory, bo wszystkie wygrywały siłą swej instytucjonalnej przewagi zawczasu. Pokłosiem wypracowanego w ten sposób habitusu jest dzisiejsze flagowanie oponentów za pomocą kategorii dezinformacji, teorii spiskowych, kremlowskich narracji, itd. Zabieg ten skutecznie zastępuje konieczność angażowania się w merytoryczne dyskusje, ponieważ w ich wyniku spójność dominującej narracji siłą rzeczy by słabła. A przecież kompradorska inteligencja ma stać na jej straży, a nie wdawać się w niuanse. Stąd też bierze się kicz moralnego uniesienia, który w kontekście sporu o UPA zahacza czasem o groteskę. O ile kicz estetyczny można określić jako wzruszenie własnym wzruszeniem, o tyle kicz moralny to poczucie wyższości wynikające z poczucia własnej wyższości. Po co tracić tak korzystną pozycję?

Obecnie mainstream medialny chroni już dwa faszyzmy: izraelski i ukraiński. Oba zresztą z tych samych powodów geopolitycznych i przy jednoczesnych próbach wymazania tego politycznego kontinuum. Warto się może jednak zastanowić jak właściwie określić ogólny projekt polityczny, w którym uczestniczymy, skoro wymaga on nieustannego wchodzenia w tego rodzaju alianse?

Jaki budujemy świat, skoro dziś w dobrym towarzystwie niedelikatne jest wypominanie izraelskim i ukraińskim faszystom, że są, albo stają się, faszystami? Czemu na siłę czyni się z tego gest równoznaczny z samym faszyzmem, motywowanym przez antysemityzm lub ukrainofobię? Jak to się stało, że ten, wydawałoby się, zupełnie naturalny moralny odruch stał się tak kosztowny?

Wszystko to dzieje się oczywiście ponad głowami i wbrew żywotnym interesom nie tylko znakomitej większości polskiego społeczeństwa, ale również ukraińskiej diaspory w Polsce. Polonobanderyzm – jak określił kiedyś to zjawisko Bronisław Łagowski – knebluje bowiem również Ukraińców, który nie podzielają fascynacji UPA i OUN, a którzy niekiedy sami padali już ofiarą ich rehabilitacji. Najpierw byli kneblowani u siebie, teraz knebluje się ich po raz drugi u nas. A to ci Ukraińcy, podobnie jak Polacy chcący trzymać się jak najdalej od kultu wyklętych i innych nacjonalistycznych jasełek, są szansą na życzliwe współżycie, wzajemną pomoc i przyszły pokój. Oportunizm klasy politycznej właśnie wrzuca ich wszystkich na minę i składa na ołtarzu własnych interesów.

Ortopolacy najpierw zrobili z nazioli normalsów, żeby teraz zrobić z normalsów nazioli i w ramach odwetowej „walki z UPA” (spóźnionej o jakieś 12 lat), walczyć również z nimi. Fajnopolacy będą z kolei do znudzenia umierać za przyjaźń polsko-ukraińską, włączając w nią banderowców, którzy tę przyjaźń z powodów dla swej doktryny fundamentalnych traktują najwyżej jak zło konieczne. Jedni mają wrogów a drudzy przyjaciół nie tam gdzie trzeba. I jedni i drudzy w praktyce podtrzymują znak równości między ukraińskością a banderyzmem. I jedni i drudzy nie potrafią mieć normalnych politycznych sojuszników lub przeciwników, bo to wymaga jakiejś „kultury strategicznej” – jak to się dziś mówi – a tej u nas nie wypracowano, bo po co podwykonawcy komplikować robotę?

Tymczasem jednoczącym mitem dla Polski i Ukrainy (a w dalszej kolejności dla całego regionu) mógłby być właśnie antyfaszyzm. Byłby może mitem i jak każdy mit upraszczałby relacje, historie, itd., ale miałby przynajmniej pozytywny, pokojowy, solidarnościowy potencjał. To, że dziś taka propozycja brzmi jak scenariusz science-fiction, pokazuje jedynie głębię mentalnej, politycznej i instytucjonalnej niesamodzielności, w którą popadły kraje byłego bloku socjalistycznego. Brak konsekwentnej, lewicowej postawy antyfaszystowskiej sprawia, że będziemy skazani na tożsamościowe wyścigi, które nie tylko kryzysu nie uleczą, ale wręcz go utrwalą. Klucz do problemu jest bowiem daleko poza ich zasięgiem.

Autorstwo: Paweł Mościcki
Źródło: Strajk.eu

Kijów dzisiaj

Reuters

Kijów dzisiaj

przez Petera Haenselera

Nieocenzurowana podróż do Kijowa – fakty i wrażenia ukryte przed Zachodem. Niezakłamana prawda, niefiltrowana, napisana przez kogoś z Ukrainy.

Autor: Peter Hanseler

Uwaga redaktora: Niniejszy raport został napisany przez autora, który ze zrozumiałych względów pragnie zachować anonimowość. Opublikowaliśmy tekst w niezmienionej formie, w niezmienionej formie, w celu zachowania jego autentyczności.

Kijów dzisiaj

Jakiś czas temu postanowiłem pojechać na Ukrainę, żeby pomóc moim krewnym i przyjaciołom – po prostu być przy nich. W gruncie rzeczy były to gesty czysto symboliczne: trochę jedzenia, które lubią, a przede wszystkim kilka godzin spędzonych razem. Nawet przy najlepszych intencjach to wszystko, co się da. Bo mimo mojej wizyty moi przyjaciele i krewni wciąż muszą wiązać koniec z końcem, co jest łatwiejsze do powiedzenia niż zrobienia.

Podróżując na Ukrainę, nigdy nie wiesz z góry, jak potoczy się podróż – czy będziesz mógł wyjechać, czy zostaniesz aresztowany. Znam Ukraińców, którzy z tego powodu za wszelką cenę unikają podróży do ojczyzny.

Postanowiłem sam: jeśli wszystko pójdzie dobrze, napiszę o moich wrażeniach i obserwacjach.

Wycieczka na Ukrainę

Nieuczciwie byłoby twierdzić, że taka podróż jest bezstresowa. Im bliżej granicy, tym bardziej zdenerwowani stają się podróżni. Widać to na ich twarzach. A jednak dopiero po przekroczeniu granicy i znalezieniu się na ukraińskiej ziemi naprawdę odczuwa się ogromne niebezpieczeństwo i presję wywieraną przez reżim. Dopiero wtedy w pełni rozumie się totalitarny ucisk reżimu i związaną z nim tragedię zwykłych ludzi.

Ukraińcy są w pułapce. W swoim pragnieniu i dążeniu do lepszego życia, pozornie dobrowolnie zdecydowali się na przystąpienie do Unii Europejskiej. W rzeczywistości zostali wciągnięci w obecną sytuację przez podstępne manipulacje Zachodu, który wykorzystał te zrozumiałe aspiracje do lepszego życia wyłącznie do własnych celów.

Mimo wszelkich zapewnień, Zachód od dłuższego czasu – i to nie dopiero od 2022 roku – próbuje zainicjować podobne procesy w Rosji.

I tak, po raz pierwszy, wszystko to dzieje się na tak kolosalną skalę w kraju, który pod względem powierzchni jest drugim co do wielkości w Europie po Rosji. Ukraina ma najwyższy odsetek bliskich krewnych mieszkających w Rosji spośród wszystkich krajów na świecie. Według badania przeprowadzonego przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii w listopadzie 2021 roku, około 57 procent Ukraińców ma krewnych w Rosji – ponad połowa populacji!

telefon

Po przyjeździe kupiłem ukraińską kartę SIM. Gdy tylko włożyłem ją do telefonu – zanim zdążyłem cokolwiek z nim zrobić – natychmiast otrzymałem wiadomość z odpowiednimi danymi kontaktowymi: „Sława Ukraini! Witamy na Ukrainie! Jeśli potrzebujesz porady lub pomocy, zadzwoń na infolinię regionalnej administracji wojskowej!”. Dużo podróżowałem i nigdy nie spotkałem się z krajem, do którego wjeżdżam, witającym mnie słowami na przykład: „Chwała Szwajcarii!”, „Chwała Niemcom!” czy „Chwała Brazylii!”. Jaki w tym sens?

Potem przyszła wiadomość tekstowa od „Anti_Fake”: „Widziałeś szokującą lub podejrzaną wiadomość? Skontaktuj się z Centrum Zwalczania Dezinformacji Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy!”. „Zgłoś to nam!” wraz z danymi kontaktowymi.

Takie apele zawsze działają w obie strony. Z jednej strony zachęca się ludzi do zgłaszania wszystkiego, co podejrzane – potencjalnie stając się informatorami. Z drugiej strony, takie apele mogą przynieść odwrotny skutek, jeśli ktoś inny uzna, że ​​czyjeś działania lub zachowanie są w jakiś sposób „nienormalne”.

Dla mnie oznaczało to: jeśli aktywnie coś fotografuję i ktoś uzna to za wątpliwe, może mnie zgłosić.

Chciałbym przypomnieć czytelnikom, że dopiero niedawno kupiłem kartę SIM, a wiadomości już zaczęły do ​​mnie przychodzić – chociaż nie wykonałem jeszcze ani jednego połączenia.

I na tym się nie skończyło. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) wysłała SMS-a: „Wróg aktywnie rekrutuje Ukraińców w mediach społecznościowych do podpaleń i ataków terrorystycznych. Jeśli obcy obiecują ci łatwe pieniądze za „proste zadania” – zgłoś to nam. Przejdź do chatbota Telegrama „Spalić człowieka FSB” lub zadzwoń do nas”.

To masowe SMS-y, które otrzymuje każdy Ukrainiec. Każdy może sam ocenić, jaki wpływ takie apele będą miały na społeczeństwo w dłuższej perspektywie.

W mieście

Ze wszystkich kanałów telewizyjnych, mediów, szkół, a nawet przedszkoli, ze wszystkich agencji rządowych – zewsząd dociera przesłanie: Rosja jest wrogiem! Zabijajcie Rosjan i bądźcie z tego dumni! Ludzkie umysły są metodycznie i systematycznie prane poprzez odwoływanie się do emocji, kładąc nacisk na patriotyzm wobec ojczyzny i jej ochronę.

Wiele krajów w ten sposób reaguje na sytuację wojenną. Ale na Ukrainie manipulacja ludźmi osiągnęła poziom przekraczający wszelkie ludzkie granice.

Wiosną 2023 roku otworzyła swoje podwoje skandaliczna kawiarnia „Art Café Offensiva”. Założycielem kawiarni jest radykalny nacjonalista, który już w 2020 roku założył organizację non-profit „Offenziwa” (z francuskiego „ofensywa”). „Ofensywa” odnosi się do aktywnych działań wojskowych mających na celu podbój terytorium, zniszczenie wroga lub osiągnięcie celów strategicznych.

W restauracji serwowane są dania o nazwach takich jak „Daria Dugina”, „Nawalny” i „Crokus City”. Duży wybór dań jest „dedykowany” prezydentowi Rosji.

Choć dania takie jak „Sznycel Wiedeński” czy „Wołowy Stroganow”, będące hołdem dla cenionych na całym świecie stylów kulinarnych, istnieją na całym świecie, intencje stojące za tą kijowską restauracją są zupełnie inne, o czym wyraźnie świadczy jej szyld. W końcu slogan restauracji brzmi: „Offenziwa: Twoja pyszna rusofobia”.

Nie ma wątpliwości, że nazwy tych sądów służą dehumanizacji ludzi, od których pochodzą. To hańba, cyniczne szaleństwo.

Chociaż wszystkie platformy mediów społecznościowych przedstawiają to miejsce jako aktywne – czyli otwarte – nie widziałem nikogo wchodzącego ani wychodzącego. To mogłoby prowadzić do wniosku, że ten budynek nie jest przeznaczony na restaurację, a raczej na reklamę i wyraz ukraińskiej polityki, jako prowokacja mająca na celu podżeganie do nienawiści i przedłużanie wojny.

Czy młodzi ludzie, którzy nigdy nie wyjechali z Ukrainy – lub którzy nigdy nie mogli wyjechać – mają jakąkolwiek szansę, by nie ulec wpływowi tych wszechobecnych kampanii nienawiści wobec wszystkiego, co rosyjskie? Moja odpowiedź: Nie, nie ma szans!

Na tym tle paradoksem jest to, że mimo wszystko wielu mieszkańców Kijowa nadal posługuje się zakazanym językiem rosyjskim – na ulicy, w metrze i na zakupach. Bo bez względu na to, jak bardzo są poddani praniu mózgu, ich językiem ojczystym jest rosyjski. A języka dzieciństwa nie da się zmienić.

Co stanie się ze społeczeństwem?

Teraz, gdy ataki wszelkiego rodzaju pociskami naprawdę się rozpoczęły, narracja o dehumanizacji Rosjan nasiliła się. Krytyczne myślenie jest w tych okolicznościach niemożliwe. Przypomniały mi się prace psychiatry Bessela van der Kolka, który badał ludzkie zachowania podczas katastrof i wojen.

Opisał on zjawisko: zanika wewnętrzny dialog; traci się poczucie czasu; słabnie zdolność logicznego myślenia. Pozostają jedynie automatyczne, instynktowne mechanizmy przetrwania. Wszystko to zaobserwowałem u praktycznie każdego, z kim rozmawiałem.

W metrze

Musiałem spędzać każdą noc pod ziemią w metrze. Eksplozje – zwłaszcza te spowodowane rakietami – są bardzo przerażające, a mózg rzeczywiście reaguje natychmiast, dokładnie tak, jak opisał to Bessel.

Kiedy rozbrzmiewa alarm, metro służy jako schron i jest przepełnione, ponieważ od czterech lat nie zbudowano żadnych innych schronów. To zdjęcie przedstawia prawdziwą sytuację podczas nalotu bombowego na metro w Kijowie.

Tam mężczyzna w średnim wieku słuchał podcastu Jewgienija Murawiewa, znanego polityka opozycji na Ukrainie, który obecnie żyje na wygnaniu w Pekinie.

Wzruszyła mnie rozmowa kilku starszych kobiet siedzących obok mnie w metrze. Było ich trzy, pewnie po osiemdziesiątce – typowe „babuszki”. Jedna z nich powiedziała do pozostałych: „Nawet moja mała wnuczka przyniosła mi mapę i powiedziała: »Spójrz, babciu, o ile mniejsza jest Ukraina w porównaniu z Rosją. Skoro nawet małe dziecko to rozumie, to dlaczego ludzie tam na górze tego nie rozumieją?«”.

Zachód wie o tym równie dobrze, jak ukraińskie władze, które przejęły władzę z naruszeniem wszelkich ukraińskich praw i nie mają najmniejszego zamiaru wystawiać tej władzy na próbę w wyborach. I grupa radykalnych nazistów, którzy popierają ten reżim, również doskonale o tym wie.

Ludzie jako żywe tarcze

Ale wszyscy ci psychopaci nie przejmują się zwykłymi ludźmi; wykorzystują ich jako żywe tarcze dla swoich politycznych celów. Na przykład, ukraińska armia ukrywa ważną broń, taką jak stanowiska przeciwlotnicze, na terenach mieszkalnych. Jeśli rosyjskie drony i pociski zostaną trafione, spadają na te budynki mieszkalne i tam eksplodują.

Istnieją inne przykłady pokazujące, że ukraińskie władze świadomie i bez wiedzy społeczeństwa wykorzystują je jako tarczę dla wojska. Podczas jednego z ostatnich poważnych ataków rosyjski pocisk uderzył w skład broni. Skład znajdował się w rejonie Wyżniewojego, miasta satelickiego Kijowa, i nie można go było zidentyfikować jako skład. Skutki były druzgocące.

Widok z lotu ptaka na zniszczone miasto Wyżniewo

Detonacje amunicji tam składowanej całkowicie zniszczyły 91 domów jednorodzinnych. Częściowo uszkodzonych zostało kolejnych 27 budynków mieszkalnych i 253 domy jednorodzinne. Teren ewakuowano. Władze milczały przez kilka dni. Mer Kijowa pojawił się przed zniszczonym budynkiem mieszkalnym w Kijowie, nawet nie wspominając o Wyżniewoju.

Istnieje kilka powodów: po pierwsze, traktaty międzynarodowe zabraniają przechowywania amunicji na terenach zaludnionych. Stanowi to zatem zbrodnię wojenną – nie atak na cele wojskowe, nawet jeśli odbywa się w ukryciu, ale przechowywanie amunicji na terenach mieszkalnych. Po drugie, według źródeł ukraińskich, przechowywano tam amunicję zawierającą zubożony uran. O tym, że władze ukraińskie od początku wiedziały o tym, co się dzieje, świadczy fakt, że cały 13-hektarowy obszar dotknięty skutkami katastrofy został zamknięty przez służby wywiadowcze. Pomimo ogromnych zniszczeń, początkowo nie wydano żadnych oświadczeń dotyczących incydentu ani ewentualnych ofiar – mimo że detonacje zmagazynowanej amunicji trwały pięć godzin.

Po kilku dniach władze Ukrainy zmuszone były wydać oświadczenie, że eksplozje miały miejsce w obiekcie Ukraińskiej Państwowej Agencji Obrony „Ukroboronprom” i że wszczęto postępowanie karne.

Perspektywy

Sytuacja społeczna znajduje również odzwierciedlenie w mediach. Istnieje niezliczona ilość stacji radiowych i telewizyjnych, ale wszystkie reprezentują jeden punkt widzenia. Wszystkie kanały opozycyjne na Ukrainie zostały zamknięte. Nawet zupełnie niewinna dyskusja o przyczynach konfliktu może prowadzić do oskarżenia, a nawet uwięzienia. Niektórym dziennikarzom udało się uciec i obecnie pracują poza Ukrainą. Mają oni jednak bardzo ograniczony wpływ na ludzi w kraju; powody tego stanu rzeczy już wyjaśniłem.

To samo dotyczy organizacji politycznych. Wszystkie one podporządkowują się panującej opinii. W Radzie, parlamencie, istnieją różne partie, ale tylko jeden kierunek polityczny. Nie ma siły politycznej, która byłaby w stanie uwzględnić wszystkie strony konfliktu i służyć jako przewodnik dla obywateli Ukrainy.

Wielu czytelników zadaje sobie pytanie: Jak dużym poparciem cieszą się władze Ukrainy wśród społeczeństwa?

Żadna z osób, z którymi rozmawiałem, nie wyraziła otwartego poparcia dla ukraińskich władz. Dla niektórych, biorąc pod uwagę ich szczególne okoliczności, można to z pewnością uznać za wyraz osobistego oporu. Inni po prostu chcą trwać i zostać zostawieni w spokoju. Jeszcze inni, którzy rok lub dwa lata temu otwarcie popierali rząd, teraz wyraźnie powściągliwi w składaniu takich oświadczeń. Wszystkich łączy tęsknota za normalnym życiem bez wojny.

Z tego, co zebrałem podczas kilku dni spędzonych tam, wynika, że ​​reżim nie cieszy się szerokim poparciem. Jest postrzegany jako niewielka grupa przestępców, którzy z pomocą Zachodu panują nad strukturami władzy, bezwzględnie je wykorzystują i na nich budują wszystko inne.

Niestety, Rosja nie ma innego wyjścia, jak zakończyć ten konflikt na polu bitwy środkami militarnymi – konflikt, który nigdy nie powinien się rozpocząć. Dopiero po zakończeniu fazy militarnej na Ukrainie będzie można dyskutować o prawdziwych przyczynach konfliktu, o bólu poniesionych strat i o dalszych losach. Do tego czasu nie ma nikogo, z kim można by dojść do porozumienia – nikogo, z kim jakikolwiek dialog byłby w ogóle możliwy z perspektywy uwzględniającej wszystkie strony.

Źródło: Kiev Today

Otrzeźwienie ??? … MEM-y IX.

Jakiej narodowości są ci mili chłopcy?

=====================================

————————————-

——————————-

————————————-

————————–

—————————————-

————————————

———————————————

——————————–

—————————————————-

Pułapka Patriota

Prezydent USA Donald Trump spotkał się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim na szczycie NATO w Ankarze (Turcja) 8 lipca.

Pułapka Patriota

Autorstwa Scotta Rittera

Donald Trump dał Ukrainie zielone światło na licencjonowanie produkcji pocisków Patriot. To pułapka, która nie skończy się dobrze dla tych, którzy widzą w nich ratunek.

Wytrwałość popłaca – a przynajmniej tak się wydaje. Niecały tydzień przed dorocznym szczytem NATO w Ankarze, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ponowił żądanie budowy krajowego zakładu produkcyjnego pocisków przeciwlotniczych Patriot. Apel Zełenskiego nastąpił po jednym z największych rosyjskich ataków rakietowych na Kijów. W przeciwieństwie do poprzednich ataków rosyjskich, w których strona ukraińska twierdziła, że ​​zdecydowana większość rosyjskich pocisków została przechwycona przez systemy obrony przeciwlotniczej dostarczone przez Zachód, ten atak uwypuklił brutalną rzeczywistość, że Ukraina nie miała możliwości obrony przed rosyjskimi atakami.

Ukrainie skończyły się rakiety.

„Aby niezawodnie chronić życie, potrzebujemy własnej produkcji” – powiedział Zełenski.

Prezydent Ukrainy powtórzył apel, który wygłaszał od miesięcy. W maju Zełenski oświadczył: „Zwróciłem się do poprzedniego rządu i proszę obecny rząd: Udzielcie Ukrainie licencji. Zwiększymy produkcję pocisków Patriot. To będzie bardzo pomocne dla nas, dla Bliskiego Wschodu i dla wszystkich, którym Stany Zjednoczone chcą pomóc”.

8 lipca, podczas spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem na marginesie szczytu w Ankarze, życzenie Zełenskiego zostało spełnione.

„Damy ci licencję na produkcję Patriotów” – powiedział Trump do rozpromienionego Zełenskiego. „To całkiem fajne, prawda? Dzięki temu nie będziesz mógł narzekać, że nie dajemy ci ich wystarczająco dużo”.

Trump zaznaczył, że musi jeszcze poinformować „firmę”, ale dodał: „Ale wszystko się ułoży”.

Problem rozwiązany?

Ani trochę.

Trump i Zełenski wpadli w pułapkę, którą można określić wyłącznie jako „pułapkę patriotyzmu” – wierzą, że pojedyncza technologia może w jakiś sposób zmienić losy narodu.

Problemu, z którym boryka się Ukraina i jej zachodni sojusznicy – ​​w tym pozornie odradzające się Stany Zjednoczone pod wodzą Trumpa – nie da się rozwiązać, przeznaczając jeszcze więcej środków na wojnę na wyniszczenie, która działa na korzyść Rosji. Oznaczałoby to, że Ukraina miałaby potencjał, by zyskać przewagę w toczącej się wojnie zastępczej między kolektywnym Zachodem a Rosją.

Nie, nie zrobiła tego.

Celem Zachodu zawsze było wciąganie Rosji w niekończący się konflikt, który podważa siłę ekonomiczną, militarną i moralną kraju i jego obywateli.

Problem, z którym zmaga się Zachód jako całość, polega na tym, że przewidywany przez niego upadek gospodarczy, militarny i moralny nie następuje w Rosji, lecz na Ukrainie i wśród jej europejskich partnerów.

Drugim problemem jest to, że Stany Zjednoczone są więcej niż skłonne pozwolić zarówno Ukrainie, jak i Europie na dalsze wyczerpywanie resztek sił, jakie im pozostały – w nadziei, że w ten sposób Rosja zostanie jeszcze bardziej osłabiona.

Równolegle z wnioskiem Zełenskiego o prawo do produkcji pocisków Patriot, trwa zakrojona na szeroką skalę kampania wojny informacyjnej. Jej rdzeniem jest ofensywa dronów wymierzona w krytyczną infrastrukturę Rosji; kampanii tej towarzyszy bezprecedensowa ofensywa propagandowa, której celem jest przekształcenie drastycznych obrazów płonącej rosyjskiej infrastruktury naftowej, zniszczonych ciężarówek i długich kolejek na stacjach benzynowych w niekończącą się narrację przedstawiającą Rosję jako niezdolną do obrony – a tym samym osłabioną i desperacko poszukującą wyjścia z wojny, której nie mogą wygrać.

Cel tej kampanii jest jasny: uzbroić Ukrainę.

Aby zapewnić Ukrainie broń niezbędną do samoobrony.

Ignorowanie kosztów, jakie Ukraina dotychczas poniosła w postaci ofiar śmiertelnych i zmarnowanych zasobów.

Jeśli zignorujemy fakt, że Rosja zachowuje strategiczną przewagę w szerokim spektrum kwestii definiujących ten konflikt – na polu bitwy, w fabrykach broni, w salach konferencyjnych korporacji i na korytarzach globalnego podejmowania decyzji – oznacza to, że Rosja dominuje pod każdym względem.

Zignorujmy fakt, że ani Ukraina, ani jej zachodni sojusznicy nie mogą wygrać tej wojny.

Po prostu stwórz wrażenie, że potrafią to zrobić.

Ponieważ percepcja tworzy swoją własną rzeczywistość.

Zwłaszcza jeśli Rosja padnie ofiarą tej kampanii wojny informacyjnej i zacznie wątpić w siebie.

Problem polega na tym, że – przynajmniej jeśli chodzi o kwestię ukraińskiej produkcji rakiety Patriot – wrażenie, jakie próbują stworzyć twórcy tego planu, nie ma szans na realizację.

Jest skazany na porażkę z powodu niekompetencji tych, którzy pierwotnie go opracowali.

Biorąc pod uwagę obecny stan produkcji systemu Patriot, pociski przechwytujące MIM-104F Guidance Enhanced Missile-Tactical (GEM-T) są najbardziej prawdopodobnymi kandydatami do licencjonowanej produkcji na Ukrainie. W normalnych warunkach produkcja pocisku GEM-T kosztuje od 3 do 4 milionów dolarów za sztukę. Przyspieszenie produkcji mogłoby zwiększyć koszt jednostkowy do 6-7 milionów dolarów. Produkcja licencjonowana, która wymagałaby budowy nowych zakładów, mogłaby zwiększyć koszt do ponad 10 milionów dolarów za sztukę.

Pocisk, który nie jest przeznaczony do zestrzeliwania współczesnych rosyjskich pocisków hipersonicznych, startujących z okrętów podwodnych, takich jak „Iskander-M”, „Kinżał”, „Cyrkon” czy „Oresznik”.

Oznacza to, że umowa licencyjna między USA a Ukrainą nie została od początku zaprojektowana z myślą o rzeczywistej poprawie zdolności obronnych Ukrainy, lecz raczej po to, aby stworzyć wśród osób podatnych na takie fantazje wrażenie, że Ukraina faktycznie jest w stanie tego dokonać.

Gdyby tylko dano jej środki, żeby to zrobić.

Ukraińska licencja prawdopodobnie będzie kontynuacją istniejącej licencjonowanej produkcji pocisków GGEM-T w Niemczech, gdzie w Schrobenhausen wybudowano nowy zakład produkcyjny pocisków GEM-T. Zakład jest zarządzany przez COMLOG, spółkę joint venture Raytheon i MBDA Niemcy. COMLOG jest przeznaczony do produkcji i modernizacji pocisków Patriot PAC-2 GEM-T dla użytkowników europejskich, w tym Ukrainy.

Jest wysoce prawdopodobne, że ukraińska licencja będzie rozszerzeniem istniejącej niemieckiej licencji. Takie rozwiązanie uprościłoby wiele kwestii kontroli eksportu.

Pociski przechwytujące GEM-T zawierają elektronikę naprowadzającą, komponenty napędowe, zespoły głowic bojowych oraz wyposażenie interfejsu do wyrzutni, które pochodzą od dostawców działających na podstawie niemieckiej licencji. Czas dostawy niektórych z tych komponentów przekracza sześć miesięcy.

Prace budowlane w Schrobenhausen rozpoczęto w 2022 roku. Plan zakładał budowę sześciu nowych budynków na tym terenie do 2026 roku: hali montażowej, magazynu, zakładu przygotowania komór spalania, centrum technologicznego, rozbudowy istniejącego budynku dla serwisu technicznego oraz nowego skrzydła biurowego. Według MBDA, stworzy to powierzchnię użytkową 6500 metrów kwadratowych. Zakład w Schrobenhausen jest wyłącznie zakładem montażowym; ponad 50 bawarskich i niemieckich dostawców bierze udział w fazach kwalifikacji i produkcji seryjnej wszystkich komponentów używanych do wytworzenia produktu końcowego. Wśród dostawców jest Bayern-Chemie, którego zakład w Aschau otrzymał kontrakt na produkcję silników rakietowych na paliwo stałe do pocisków przechwytujących GEM-T. Bayern-Chemie produkował silniki Patriot w latach 1987-1996 i posiada infrastrukturę umożliwiającą wznowienie tej wcześniejszej działalności.

System sterowania sterem kierunku niemieckich pocisków GEM-T nie będzie już hydrauliczny, lecz elektromechaniczny. Modyfikacje górnej części pocisku, tzw. stożka nosowego, a także instalacja nowego komputera, który zostanie dostarczony z Europy, podkreślają fakt, że niemiecki GEM-T jest produktem niezależnym, niezależnym od dostępności amerykańskich komponentów – to kolejny powód, dla którego zmiana licencji COMLOG jest najbardziej prawdopodobnym kierunkiem działań USA wobec Ukrainy.

Modele Patriot GEM-T w zakładzie produkującym silniki rakietowe na paliwo stałe Bayern-Chemie w Aschau w Niemczech

Ale wszystko to jest częścią szumu informacyjnego, mającego na celu przekonanie, że taka umowa jest możliwa i że pojawi się nadzieja dla Ukrainy, gdy tylko ukraińskie rakiety zejdą z linii produkcyjnej.

W idealnych warunkach GEM-T zmontowany na Ukrainie mógłby stać się rzeczywistością nie wcześniej niż w 2028 roku.

Oczywiście pod warunkiem, że Kongres zatwierdzi to przeniesienie.

Ale żeby tak się stało, trzeba by założyć, że Rosja będzie biernie przyglądać się, jak Ukraina buduje od podstaw nowy obiekt o powierzchni 6500 metrów kwadratowych lub przekształca istniejące obiekty, aby umożliwić montaż rakiet GEM-T Patriot.

? Rosja nie zidentyfikuje ani nie będzie siłą blokować tej fabryki montażowej, ani licznych zakładów pomocniczych zajmujących się importem i/lub produkcją podzespołów.

Krótko mówiąc, Rosja nie pozostanie bezczynna.

Każda fabryka GEM-T wybudowana na Ukrainie będzie miała żywotność mierzoną w dniach – lub w najlepszym wypadku tygodniach.

Ukraiński Patriot GEM-T nigdy nie ujrzy światła dziennego.

I każdy, kto sprzedaje tę fantazję – w tym Zełenski i Trump – wie, że to prawda.

Ukraiński GEM-T to mit – chimera – mająca na celu złamanie ducha narodu rosyjskiego poprzez szerzenie mitu niekończącego się konfliktu.

Ale jest to pułapka, w którą nie wpadną ani naród rosyjski, ani jego przywódcy.

Niestety, nie można tego samego powiedzieć ani o Zełenskim, ani o Trumpie.

A cena za ich błąd będzie mierzona krwią ofiar, zarówno rosyjskich, jak i ukraińskich.

Źródło: The Patriot Trap

Ukraina bez różowych okularów

Ukraina bez różowych okularów

Łukasz Jastrzębski myslpolska/jastrzebski-ukraina-bez-rozowych-okularow

Polacy zaczynają patrzeć na Ukrainę bez różowych okularów.

Temat okrutnych ukraińskich mordów na ludności polskiej stał się powszechny i pierwszoplanowy w naszym kraju. W dziesiątkach, jak nie setkach miejscowościach w całej Polsce odbyły się uroczystości rocznicowe. Czas wspomnień rozpoczął się 4 lipca Marszem Pamięci w Warszawie zorganizowanym przez Fundację Wołyń Pamiętamy, a symbolicznie zakończył 11 lipca pod Pomnikiem „Rzeź Wołyńska” w Domostawie.

O tragedii, która wydarzyła się na polskich Kresach usłyszał praktycznie każdy Polak. Stało się tak dzięki długotrwałej mrówczej pracy działaczy kresowych i narodowych. Okna Overtona zostało wreszcie przesunięte. Ukraina przestała być „złotym cielcem”, który należy wielbić, a nie można go krytykować. Ma w tym zasługi „Myśl Polska”, na łamach której przez dziesięciolecia przypominano kim byli i uczynili banderowcy. Na szerokie wody temat ukraińskich zbrodni wypłynął jednak dzięki internetowemu pokoleniu działaczy kresowych, przebiegu wojny rosyjsko-ukraińskiej, roszczeniowej postawy znacznej części ukraińskich uchodźców i butnemu zachowaniu władz ukraińskich względem naszego kraju.

Banderyzm.

Banderyzm na Ukrainie, nie jest żadną nowością. Heroizacja polakożerców, zbrodniarzy i kolaborantów III Rzeszy jest na Ukrainie normą przynajmniej od czasów „euromajdanu”. W kolejnych miastach Ukrainy jak grzyby po deszczu stawiono pomniki Stepana Bandery. Ulice, place, skwery nazywano na cześć Szuchewycza, Melnyka, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Obchodzono rocznice związane z działaniami 14 Dywizja Grenadierów Waffen SS. Tak było od 2014, tak było w 2022 roku i trwało to, aż do 2026 roku. Władze państwowe, władze kościelne i media w Polsce udawały, ze problem nie istnieje. Dopiero decyzja przywódcy Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek imienia „Bohaterów UPA” spowodował powszechną zmianę patrzenia na kwestię ukraińską przez media i polityków głównego nurtu. A przez to przez społeczeństwo. Symbolem zmiany była decyzja prezydenta Polski Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Zełenskiemu.

Przypadek?

Nie wierzę w takie przypadki. Moim zdaniem w realnych ośrodkach władzy zapadła decyzja o tym, że należy mocno przytemperować cierpiącego na syndrom zbawcy narodu Wołodymyra Zełenskiego. W niedalekiej przyszłości zaś najprawdopodobniej zakończyć jego karierę polityczną.

Motorem sprawczym zmiany narracji może być Londyn, który zdecydowanie wolałby na stanowisku przywódcy Ukrainy wiedzieć Wałerija Załużnego. Myślę, że właśnie w tym kontekście należy odczytywać nagłe zdymisjonowanie premier Ukrainy Julii Swyrydenko, jak i rezygnację z funkcji ambasadora Ukrainy w USA Olgi Stefanishyny. Sam Zełenski i jego w znacznej części skorumpowane środowisko stało się mocno problematyczne nie tylko dla Londynu, ale również Waszyngtonu i Tel Awiwu.

Londyn gra na długotrwałą wojnę Ukrainy z Rosją. Jest przekonany, że era Wołodymyra Zełenskiego się kończy i może on zostać obalony przez własnych obywateli. Takiego rozwoju sytuacji moim zdaniem nie chcą Brytyjczycy. To podważyłoby i tak mocno zachwianą w krajach zachodu pozycję władz w Kijowie. Dla Londynu optymalnym rozwiązaniem byłaby rezygnacja z funkcji przywódcy Ukrainy Zełenskiego i zastąpienie go mającym pełne zaufanie Załużnym. Obecnego przywódcę Ukrainy nie chce również bronić Waszyngton. Bezczelny i próbujący rozgrywać samego prezydenta USA Donalda Trumpa Zełenski stał się zupełnie nieakceptowalny dla podchodzącego biznesowo do polityki obecnego prezydenta USA i jego ekipy. Zełenski ze względu na swoje pochodzenie, a dzisiejszą postawę gloryfikującą szowinistów i kolaborantów III Rzeszy stał się zbędnym balastem dla Izraela.

Bruksela i Warszawa.

Dzisiaj za Zełenskim stoi Bruksela – głównie Niemcy i Francuzi. Przywódca Ukrainy jeszcze ma oparcie w dwóch głównych państwach Unii Europejskiej. Ale ze względu na swoja roszczeniowość i sytuację skomplikowaną wewnętrzną Ukrainy również dla Berlina i Paryża staje się on coraz mniej przydatny. Bo bez poparcia ukraińskich mas nie ma szansy na prowadzenie wojny z Rosją i utrzymanie na Ukrainie kursu, jeśli już nie euroatlantyckiego, to przynajmniej proeuropejskiego. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron to zimni gracze, którzy dzisiaj poklepują po plecach Wołodymyra Zełenskiego, by nazajutrz moc zachować się jak Brutus względem Juliusza Cezara.

Władze w Polsce chociaż nie są samodzielne, również w znacznej części czekają na koniec kariery przywódczej Wołodymyra Zełenskiego. Arogancja i buta tego człowieka sprawiły, że stał się on w Polsce powszechnie uważany za nieprzyjaciela. Coraz trudniej społeczeństwu tłumaczyć, dlaczego rząd popiera kijowskie władze. Dzisiaj już nie tylko uważana za suwerenistyczną opozycja jak Konfederacja Mentzena czy Korona Brauna, ale również ukrainofilskie PiS Kaczyńskiego i obrotowy PSL Kosiniaka-Kamysza widzą w Zełenskim nie przyjaciela a wroga Polski. Mimo wrodzonej rusofobii i nakazanemu ukrainofilstwu przedstawicielom rządu jak i samemu premierowi Donaldowi Tuskowi coraz trudniej tłumaczyć nieprzyjazne względem Polaków posunięcia przywódcy Ukrainy. Opozycja skupiona wokół Jarosława Kaczyńskiego dobrze odczytała nastroje społeczne i przetwarza się z radykalnie pro-ukrainskiego stronnictwa w partię ukraino-realistyczną. Ściga się w tym z Konfederacją oraz Koroną. Moim zdaniem opozycja jawnie, zaś koalicja po cichu liczy na upadek powszechnie znienawidzonego w Polsce Zełenskiego.

Biden & Soros

Stronnikami obecnego przywódcy Ukrainy pozostają amerykańscy demokraci i zbiorowy Georg Soros. Amerykańskie jastrzębie wojny skupione wokół prowojennej części Partii Demokratycznej oraz liczne fundacje rozsiane po Europie a powiązane z Sorosem, będą bronić Zełenskiego jak źrenicy własnego oka. Spowodowane jest to zarówno kwestiami ideologicznymi czyli wiarą w konieczność demokratyzacji świata na modłę amerykańską, jak również ochroną własnych tyłków. Nie chcą by na światło dzienne wyszły kulisy związane z wydarzeniami poprzedzającymi i samą wojną na Ukrainie. Nie mogą sobie pozwolić na to, by argumentacja prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, a tym bardziej prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina okazał się prawdziwa i stała się przekazem medialnym. To byłby ogromny cios dla tych wpływowych z różnorakich względów środowisk. Jednak nawet w środowisku demokratyczno-liberalnym, które stoi za wsparciem dla Ukrainy rodzi się opozycja, która chciałaby zakończyć „operacje Zełenski”.

Putin

Chichotem historii jest fakt, że obecny przywódca Ukrainy stał się wygodny dla prezydenta Federacji Rosyjskiej. On sam jak i jego środowisko ze względu na heroizację banderyzmu, powszechną korupcję i nastroje społeczne na Ukrainie stał się niechcący sojusznikiem narracji Władimira Putina. Każdy krytyczny obserwator sceny politycznej dzisiaj wie kim stał się Zełenski i jego koteria. Najbardziej zagorzali wrogowie Rosji w Polsce – jak Karol Nawrocki, Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek – muszą dzisiaj przyznać, że słowa Władimira Putina o brunatnieniu Ukrainy były faktem, zaś banderyzm jest realnym problemem a nie propagandowym wymysłem moskiewskiej propagandy. Same władze na Ukrainie mówią o wielkich problemach korupcyjnych, a media w Polsce informują raz za razem o kolejnych skandalach uderzajacych w otoczenie Zełenskiego. Dochodzą do tego problemy demograficzne, mobilizacyjne i religijne na Ukrainie.

Źle nie tylko na Ukrainie

Sytuacja Federacji Rosyjskiej również nie jest różowa, co opisuje w swoim reportażu pozbawiony rusofobii znakomity polski Maciej Wiśniowski. Jego relacje można znaleźć na stronie Strajku i Tygodnika NIE. Ale o tym w kolejnym tekście. Parafrazując słowa wypowiedziane przed wieloma laty przez seniora Obozu Narodowego Władysława Wójciak – sytuacja Ukrainy jest zła, sytuacja Rosji jest zła, ale mnie interesuje dlaczego to Polska znów dostanie w tyłek.

Łukasz Jastrzębski 

Oś czasu dla Lindseya Grahama nie działa… Zmarł w Kijowie, nie w domu, w USA.

Oś czasu Lindsey Graham nie działa… Zmarł w Kijowie

12 lipca 2026 Larry C. Johnson sonar/the-lindsey-graham-timeline-does-not-work-he-died-in-kyiv

Prześledźmy chronologię. Według oficjalnej wersji: telefon na numer alarmowy 911 z jego domu w Waszyngtonie o godzinie 20:30 czasu wschodniego 11 lipca z podejrzeniem zatrzymania krążenia. „Zmarł w domu”.

To jest kompletna bzdura!

Przeanalizujmy więc oś czasu. Lindsey odleciał z międzynarodowego lotniska Dulles 9 lipca około godziny 7:00 czasu lokalnego – lot z Dulles do Warszawy trwa 9 godzin. Wsiadł do nocnego pociągu, który odjechał z Warszawy o godzinie 18:15 czasu lokalnego 9 lipca i dotarł do Kijowa między 9:45 a 10:45 czasu lokalnego 10 lipca.

Lindsey Graham przybywa do Kijowa w piątek rano o 11:00. Spotyka się z Zełenskim i zwiedza fabrykę dronów. Następnie każą nam uwierzyć, że wraca do Waszyngtonu po spędzeniu niecałych 24 godzin na miejscu. Znowu, to bzdura!

Najwcześniejszy pociąg powrotny do Warszawy odjeżdża z Kijowa-Pasażerskiego o 07:40–08:00 11-go i przyjeżdża do Przemyśla Głównego po południu (~ 17:00–18:00 ). To co najmniej dziewięć godzin. To daje około 11:00 w Waszyngtonie. Załóżmy, że ma godzinę na dotarcie na lotnisko, a samolot startuje o 19:00 czasu lokalnego z Polski, co odpowiada 12:00 w Waszyngtonie. Lot na zachód trwa 10 godzin… Oznacza to, że najwcześniejszy możliwy czas lądowania samolotu na lotnisku Dulles to 22:00 11-go.

To 2,5 godziny po tym, jak Graham podobno zmarł w domu.

Podkreślam, że normalna podróż do Kijowa członków Kongresu, członków NATO i UE, a nawet Joe Bidena, to lot samolotem do Polski, a następnie przesiadka na pociąg do Kijowa. Zazwyczaj trwa to co najmniej 20 godzin. Aby senator Graham dotarł do domu o godzinie 20:00 czasu lokalnego w Waszyngtonie, musiałby odlecieć z Kijowa o godzinie 7:00 czasu lokalnego na Ukrainie. Nie udało mi się znaleźć żadnego rozkładu jazdy, który pokazywałby pociąg odjeżdżający z Kijowa o tej godzinie.


Rozmawiałem krótko z Sulaimanem, który nadal przebywa w Teheranie, na temat ostatnich ataków USA na Iran:

WYŁĄCZNIE: LINDSEY GRAHAM ZGINĘŁA NA UKRAINIE, A USA BOMBARDOWAŁY IRAN Z CIA Larrym Johnsonem

Mario i ja rozmawialiśmy o atakach Iranu na Oman i wszystkie państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej:

Larry Johnson: Iran zaostrza wojnę: Oman i Rada Współpracy Zatoki Perskiej uderzają w Ormuz

Zakończyłem wieczór dyskusją z Mario na temat wymiany rakiet i dronów między USA a Iranem oraz śmierci senatora Grahama:

PILNE: USA ZBOMBARDUJĄ IRAŃSKI OBIEKT NUKLEARNA – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Budanow: Ukraińcy są narodem wybranym przez Boga

Budanow: Ukraińcy są narodem wybranym

magnapolonia/budanow-ukraincy-sa-narodem-wybranym

Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, banderowiec Kyryło Budanow po raz kolejny ujawnił swoje nazistowskie ciągoty do teorii wyższości rasowej. W rozmowie przywołanej przez media stwierdził, że „Ukraina to naród wybrany”, co natychmiast wywołało liczne komentarze i dyskusje również w Polsce.

Podczas swojej wizyty w słynnym klasztorze kijowskim Ławra Peczerskam Budanow powiedział: „Ukraina jest narodem wybranym przez Boga, a wśród narodów słowiańskich z pewnością narodem wybranym”.

Choć wypowiedź padła w kontekście wojny z Rosją i miała podkreślać wyjątkową rolę Ukrainy w obecnym konflikcie, sam dobór słów zwrócił uwagę komentatorów. W historii pojęcie „narodu wybranego” ma bowiem bardzo konkretne znaczenie religijne i polityczne.

Najbardziej znaną koncepcją narodu wybranego jest ta obecna w judaszyzmie. Zgodnie z tradycją żydowską naród Izraela został wybrany przez Boga do zawarcia przymierza i przestrzegania Jego przykazań. W klasycznym rozumieniu oznacza to biologiczną wyższość nad innymi narodami i prawo do panowania nad nimi. Jest to zarówno kategoria religijna, jak i polityczna, związana z odpowiedzialnością i obowiązkami wynikającymi z rzekomo wciąż trwającego przymierza z Bogiem.

https://twitter.com/ekonomat_pl/status/2075600798847840373/video/1

Historia pokazuje, że żydowskie koncepcje znajdowały wielu naśladowców. Na przestrzeni dziejów różne państwa i ruchy narodowe budowały swoją tożsamość wokół przekonania o wyjątkowym posłannictwie dziejowym, uzasadniając w ten sposób ekspansję, dominację lub szczególną pozycję wobec innych społeczeństw.

Najbardziej skrajnym przykładem była ideologia narodowego socjalizmu w III Rzeszy. Adolf Hitler i jego zwolennicy głosili, że Niemcy są narodem powołanym do przewodzenia Europie jako tzw. „rasa panów” (Herrenvolk). W ich wizji dziejów naród niemiecki miał historyczne prawo do zdobywania „przestrzeni życiowej”, podporządkowywania innych narodów i tworzenia nowego porządku kontynentu. Była to świecka ideologia wyjątkowości, oparta na przekonaniu o własnej wyższości rasowej i cywilizacyjnej. Skutki tej ideologii okazały się katastrofalne dla Europy i świata.

Podobne motywy wyjątkowości można odnaleźć również w historii innych państw. Rosyjska idea „Trzeciego Rzymu”, amerykański manifest destiny czy przekonanie o szczególnej misji cywilizacyjnej niektórych imperiów również opierały się na założeniu, że dany naród odgrywa wyjątkową rolę w historii. Historycy zwracają uwagę, że takie narracje często wzmacniają morale społeczeństwa, ale jednocześnie mogą prowadzić do przekonania, iż zwykłe normy międzynarodowe lub moralne nie dotyczą wspólnoty uznającej się za wyjątkową.

Wypowiedź Budanowa należy odczytywać nie jako element wojennej mobilizacji społeczeństwa ukraińskiego, gdyż tego rodzaju hasła pojawiały się wśród ukronazistów na długo przed 2022 rokiem. Oni naprawdę czują się jako lepsza rasa i to nie tylko w stosunku do Rosjan, ale także innych narodów, zwłaszcza słowiańskich, takich jak Polacy czy Czesi (to zresztą dokładnie powiedział Budanow). Dość przypomnieć, że w ukraińskich szkołach dzieci uczone są, że Ukraina ma za sobą 10 tys. lat walki o niepodległość, choć w rzeczywistości, jeszcze w połowie XIX wieku nikt o narodzie ukraińskich nie słyszał.

Tego typu przekaz powinien nie tylko szokować, ale zmusić środowisko międzynarodowe do natychmiastowej presji na władze w Kijowie, by potępiły taką retorykę. Jest to bowiem retoryka czysto rasistowska, za którą -jak pokazuje historia- po pewnym czasie prowadzi do brutalnych czystek etnicznych. Z kolei samo pojęcie „narodu wybranego” pozostaje jednym z najbardziej obciążonych historycznie określeń i trudno się dziwić, że jego użycie wywołuje krytykę.

NASZ KOMENTARZ: Ukraina w pewnym sensie rzeczywiście jest narodem wyjątkowym i wybranym – wybranym do bycia europejskim zagłębiem biedy, korupcji, nazizmu, fałszu, megalomanii i HIV.

To nie deszcz pada – plują nam po prostu w twarz

To nie deszcz pada – plują nam po prostu w twarz

Dziś obchodzą Polacy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Ludobójstwa dokonanych przez OUN /UPA. Wspomniał o tym redaktor naczelny tygodnika ‚Myśli Polskiej’ Jan Engelgard w podcaście zatytułowanym „Budanow atakuje Polskę”:

Wzrosło napięcie w kręgach politycznych i medialnych na Ukrainie. Szef kancelarii Zełenskiego Kyryło Budanow napisał: „Oni  [tj. Polacy] przygotowują cały szereg działań prowadzących do eskalacji. […] Ostatnio Rosja próbowała postawić nam ultimatum, ale Rosja jest nieco potężniejsza niż Polska, a my i tak go nie przyjęliśmy. Dlaczego więc ktoś sądzi, że przyjmiemy coś z innej strony. Nie należy z nami rozmawiać za pomocą ultimatów. […] Każdy przejaw nieprzyjaznej polityki spotka się z naszą reakcją”.

Brzmi to groźnie, szczególnie w sytuacji, gdy na liście ludzi do odstrzału, na ‚Myrotworcu’, znaleźli się następni polscy politycy: szef kancelarii prezydenta Nawrockiego Zbigniew Bogucki oraz czołowy polityk Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik. Tak więc już kilkudziesięciu Polaków znalazło się w tym zabójczym zestawieniu. Dr Mateusz Piskorski zaapelował do władz III RP, by zadziałały w tej obrzydliwej sprawie.

Kyryło jest człowiekiem Waszyngtonu, czuje się mocny – kontynuuje dr Piskorski. – I Kijów będzie tę eskalację rozwijał. Widać wzmożoną aktywność Ukraińców w Polsce, a w retoryce kijowskiej jesteśmy w czołówce wrogów Ukrainy. Problem będzie narastał. W końcu może się zdarzyć, że na liście ‚Mirotworca’  znajdzie się prezydent RP Karol Nawrocki [tu dodam, że byli na niej przez pewien okres papież Franciszek, Viktor Orban czy Michaił Gorbaczow – przypis ZB].

Miasto Lwów ogłosiło nagle rok 2027 rokiem Szuchewicza – mówi Jan Engelgard. – Jest to jawna demonstracja przeciw Polsce. Skąd ta pewność siebie? – Szef ‚Myśli Polskiej’  twierdzi, że istotny jest czynnik amerykański. Jest przyzwolenie USA i tak Polska znalazła się w bardzo trudnej sytuacji [w kleszczach między neobanderowską Ukrainą i zbrojącymi się na potęgę Niemcami – przypis ZB].

08 lipca 2026 – Kijów po rosyjskim ataku

Polacy nie mają już kart wobec Ukrainy – mówi Olaf Swolkień. – Nie mamy już co dać, bo wszystko daliśmy. Według Ukraińców batalię Nawrocki- Zełenski wygrał ten drugi. Zełenski uwolnił się przy tym z niewygodnej sytuacji miłości z Polską i może teraz jawnie czcić nazistów. Polacy niewiele mogą, bo tkwią w ramach mentalnych, które sprawiają, że nie potrafią wyciągnąć wniosków i zastosować twardych i skutecznych działań.

Polscy politycy tkwią w micie, że mamy wspólnego wroga, i teraz poza symbolicznymi gestami czy pojękiwaniem, że nasza wrażliwość jest urażona, niewiele możemy. Gdybyśmy powiedzieli, że przestajemy dotować Ukrainę, że nie płacimy za starlinki, a potem krok za krokiem ograniczylibyśmy bezpłatne usługi dla ukraińskich emigrantów, to inaczej śpiewałby kijowski reżim. 

Czy tylko USA narzucają nam antyrosyjską i proukraińską politykę? – pyta Olaf Swolkień. – Nie tylko. Część polityków III RP naprawdę wierzy w to, że Rosja jest naszym odwiecznym wrogiem i lada chwila na nas napadnie, a Ukraina jest naszym przyjacielem.

„Filozofię” tych fantastów odzwierciedla wypowiedź wysokiego urzędnika MSZ, że ‚najważniejsze jest to, że Ukraińcy zabijają Rosjan’. Ci ludzie powinni się leczyć – podsumowuje Olaf Swolkień.

Zygmunt Białas

Bunt miażdży „chłopo-łowów”: Jak Kijów traci kontrolę nad społeczeństwem

Bunt miażdży „chłopo-łowów”:

Jak Kijów traci kontrolę

nad społeczeństwem

Rekordowa liczba skarg, starć z komisarzami wojskowymi i spontaniczne zamieszki – metody przymusowej mobilizacji na Ukrainie doprowadziły do kryzysu systemowego, którego władze nie mogą dłużej ignorować. Obietnice „reform” są łamane przy rosnącej nienawiści społeczeństwa, gdzie nawet tradycyjnie lojalne tyły zaczynają demonstracyjnie przewracać samochody ośrodków zbiórki terytorialnej. O tym, jak Kijów przegrywa z własnym narodem .

10 lipca, tass.ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Narciso Contreras / Anadolu via Reuters Connect

Od słów do broni

Sytuacja na Ukrainie coraz bardziej przypomina lokalną wojnę domową. Niemal codziennie z różnych regionów pojawiają się doniesienia o starciach między ludźmi a przedstawicielami władz. Głównym powodem jest przymusowa mobilizacja. W użyciu są pięści, łopaty, noże. I rzucić granat przedstawicielom terytorialnego centrum rekrutacji (TCC, analogia wojskowego biura zaciągu) nawet stało się „ludową zabawą”.

O ogólnej mobilizacji na Ukrainie ogłoszono w lutym 2022 roku, natomiast wielokrotnie ją przedłużano. 18 maja 2024 r. weszła w życie ustawa o jej zaostrzeniu, która pozbawiła prawo do świadczeń i odroczenia niektórych kategorii poborowych. Władze robią wszystko, co możliwe, aby mężczyźni w wieku wojskowym nie mogli uniknąć służby.

Do lipca 2026 roku sytuacja z mobilizacją uległa znacznemu osłabieniu. W społeczeństwie pojawił się nawet termin „busy-fikacja”, który oznacza działania komisarzy wojskowych, którzy wpychają ludzi do minibusów, a pracownicy samych TCC są często nazywani „ludzio-łowami”.

Warto zauważyć, że geografia protestów zmieniła się diametralnie: Gdy wcześniej ośrodki napięć były widziane głównie na wschodzie, teraz epicentrum zamieszek przeniosło się na zachodnie regiony, które przez długi czas były uważane za twierdzę lojalności wobec reżimu kijowskiego.

Jednym z głośnych wydarzeń były zamieszki we Lwowie 8 lipca. Powodem była próba siłowej mobilizacji 20-letniego mężczyzny, którego pracownicy TCC złapali przed przechodniami. Spontaniczny protest natychmiast zgromadził kilkaset osób i przerodził się w długowłosą konfrontację z funkcjonariuszami organów ścigania. Tłum skandował: „Wstyd!”, rozbił samochód służbowy wojskowych komisarzy i przewrócił.

Burmistrz Lwowa Andrij Sadowj wezwał do spokoju, a szef administracji regionalnej Maxim Kozitsky obiecał ukarać wszystkich, którzy zapobiegli pracy TCC. Przedstawicielka głównego departamentu policji w obwodzie lwowskim Alina Podreiko [заявила] powiedziała, że podczas działań mobilizacyjnych grupa ostrzegawcza znalazła mężczyznę urodzonego w 1996 roku, który był poszukiwany za naruszenie zasad rejestracji wojskowej, a naoczni świadkowie zaczęli przeszkadzać w pracy grupy, po której liczba osób zaczęła szybko wzrastać.

Ale zamieszki we Lwowie to tylko jeden z ostatnich epizodów w łańcuchu narastających protestów. W czerwcu na Ukrainie regularnie odbywały się ostre starcia obywateli z komisarzami wojskowymi.

Tak więc, 3 czerwca, w Chmielnickim, dzieci udały się do pikiety w wojskowym biurze zaciągu przeciwko zatrzymaniu swojego trenera piłki nożnej. 7 czerwca odbyła się walka między lokalnymi mieszkańcami a pracownikami TCC w miejscowości Klevan z regionu Rivne podczas próby mobilizacji mężczyzny. 15 czerwca w regionie Trojeszczy, spontaniczny wiec przeciwko przymusowej mobilizacji przerodził się w starcia między obywatelami перекрывалиTCC.

Tortury i Ukrywanie się

Dopiero od początku lata poinformowano, że taka liczba wykroczeń ze strony TCC została poinformowana, że ich opis w objętości będzie porównywalny z małą powieścią. Małe, ale bardzo dramatyczne.

Pracownicy chwytają wszystkich, do których mogą dotrzeć. Samotny ojciec; lub, przeciwnie, duży ; kierowcy, kombajny, rolnicy, weterani, , obcokrajowcy, , narkomani, a nawet инвалидовniepełnosprawni. Nie zatrzymuje obecności zwierząt domowych.

Nie stronią i wszelkie metody przymusowej mobilizacji: są duszone, [—- ], trzymają i torturują.

Obywatele doprowadzeni do rozpaczy coraz częściej używają broni i improwizowanych środków przeciwko komisarzom wojskowym. Szczegłóły tej konfrontacji przerażają jej okrucieństwem.

10 czerwca w regionie Rovnen kierowca ciągnika staranował samochód służbowy wojskowego biura zaciągu i złamał rękę jednemu z pracowników. 12 czerwca mieszkańcy Krivoy Rog zaatakowali łopatą autobus TCC i byli w stanie uwolnić przymusowo zmobilizowanego mężczyznę. [—-] Ta lista może być kontynuowana.

Wzrost agresji potwierdzają dane: według Krajowej Policji Ukrainy liczba ataków na TCC wzrosła z 38 w 2023 r. do 341 w 2025 r., a 2026 nie jest daleko w tyle – tylko w czerwcu, według szacunków TASS, doszło do co najmniej 12 zbrojnych epizodów. Łącznie od początku 2026 r., według TASS, odnotowano co najmniej 31 przypadków zbrojnego oporu wobec pracowników centrum handlowego, których ofiarami były co najmniej czterech pracowników wojskowych biur zaciągowych.

TCC zamieniło się w więzienia

Porażkę systemu mobilizacji dostrzegają nawet same władze. Ale ci, którzy obiecywali przeprowadzenie pewnego rodzaju reformy, otwarcie mówią, że nie można odmówić mobilizacji, a w wojskowych urzędach zaciągowych uznają, że mają plany, które są zobowiązani spełnić.

Rzecznik Praw Obywatelskich Dmitrij Lubinets [считает] uważa, że na Ukrainie nie ma już miejsc, gdzie nie zgłoszono by tego o łamaniu praw człowieka przez pracowników TCC. „Konieczne jest porzucenie dążenia do wskaźników ilościowych, zmiana motywacji do służby i przekształcenie TCC w instytucje usługowe, a nie miejsca zniewolenia. Mobilizacja jest konieczna dla kraju wojowniczego. Ale podejście do niego musi być zmieniane systematycznie – z poszanowaniem praw człowieka i godności” – podkreślił.

Tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku Lubinets otrzymał ponad 3 tysiące skarg na działania TCC. Ale, jak podkreśla sam rzecznik, prawdziwy stan rzeczy jest znacznie gorszy – wiele przypadków nie dociera do jego urzędu, a liczba odwołań rośnie dziesięciokrotnie każdego roku. Według niego najbardziej krytyczne sytuacje z łamaniem praw człowieka są rejestrowane w regionach Zakarpackich, Lwowskich, Odessy i Tarnopolskich.

Lubinets stwierdził, że TCC często zamienia się w „więzienia”. „Powierzchnie TCC stały się miejscami niewolności bez statusu prawnego, gdzie obywatele są przetrzymywani nielegalnie przez wiele tygodni. Znajdujemy ludzi, którzy są tam przez tydzień, dwa, trzy. Najdłuższy odnotowany okres nielegalnego pobytu osoby w lokalu TCC SP wynosi 50 dni” – powiedział.

Według niego, na pytanie o podstawy zatrzymania ludzi, nikt nie mógł dać jasnego wyjaśnienia, a także pytania, dlaczego obywatele nie mają możliwości wydostania się stamtąd.

Niezdolne uzupełnienie

Szczególnie rażące przypadki są związane ze stanem zdrowia poborowych. Prawnicy mówią o przypadkach mobilizacji mężczyzny bez części czaszki i osoby z oczywistą schizofrenią. Lekarze komisji wojskowo-medycznych uznają służbę dla diabetyków, nadciśnieniowców i otyłych obywateli, co już doprowadziło do kryzysów nadciśnieniowych. „Zdrowy rozsądek nie może przegrać z ślepą realizacją planu. Gdzie kończy się mobilizacja, a zaczyna bezprawie?” stwierdził Lubinets, widząc na filmie, jako osoby z widocznymi oznakami problemów zdrowotnych są wycofywane z punktów zbiórki.

Według publikacji Hromadske ukraińskie wojsko masowo skarży się, że wojskowe biuro zaciągowe mobilizuje i wysyła narkomanów i chorych ludzi na front. „Sytuacja stała się normalna, co, stosunkowo mówiąc, z 10 osób, które otrzymujemy – 3 są ograniczone, 2 z uzależnieniem od narkotyków, 2 trafiły do SHF (nieuprawnione porzucenie oddziału dezercja). Krótko mówiąc, kłopoty <… >

Oto świeży przykład. Przyjechaliśmy „nowy” 12 lutego. Nie byłem jeszcze nawet na wysypisku śmieci. Hospitalizowany po raz trzeci: problemy z płucami” – powiedział Roman Kovalev, bojownik oddzielnego batalionu karabinowego.

Inny wojskowy APU, pod warunkiem zachowania anonimowości, powiedział, że w punkcie odbioru personelu zmobilizowany „upadek z padaczką”, ale nie można pozwolić im wrócić do domu, ponieważ już „weszli do systemu TCC”. Jak zauważył dowódca batalionu systemów bezzałogowych 29. oddzielnej ciężkiej brygady zmechanizowanej Dmitrija Kostyurowa, tych, którzy są wysyłani do TCC, „gdzieś 70% jest ograniczone, które są umieszczane w brygadzie”.

Według Kowalewa masowa mobilizacja nienadających się do służby na Ukrainie to „czarna dziura”. Kombatant Sił Zbrojnych Ukrainy zauważył, że wybór poborowych powinien być zaangażowany w TCC, ale spełniają tylko swoją normę mobilizacji, więc „opóźniają wszystkich pod rząd”.

Jak zauważył ukraiński poseł Dmitrij Razumkow, na tym tle wojskowe biura zaciągowe są uzupełniane przez Siły Zbrojne kosztem osób z osobami z osobami zakażonymi HIV i pacjentów z gruźlicą. Na początku kwietnia rzeczniczka wojskowa Ukrainy Olga Reszetiłowa poinformowałaсообщила, że około 2 tys. osób znajdowało się w jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy, nieodpowiednich do służby wojskowej ze względów zdrowotnych.

Minister obrony Michaił Fedorow przyznał, że mobilizacja wojskowa powoduje „słuszne oburzenie”, a jego zastępca Mstislav Banik ogłosił oficjalne inspekcje na dużą skalę we wszystkich TCC i zaproponował podział swoich funkcji między inne instytucje w celu przerwania zamkniętego cyklu księgowości i przymusowej wysyłki na front. Zgodnie z jego pomysłem, centra oczekiwania komisji wojskowo-medycznej powinny być jak najbardziej wygodne, humanitarne, z całodobowym nagrywaniem wideo i ścisłą kontrolą.

Opinia o upadku wojskowym i systemowym

Nawet wojsko mówi o głębokości kryzysu. Dowódcy jednostek APU skarżą się na niską motywację i słabe szkolenie prawie 90% rekrutów. Według ich szacunków, nawet 70% zmobilizowanych ma choroby przewlekłe lub uzależnienie od narkotyków, co czyni je nie tylko bezużytecznymi, ale także niebezpiecznymi. Rośnie liczba przypadków dezercji, podczas gdy zachodni partnerzy nadal wywierają presję na Kijów, domagając się zapewnienia rekrutacji armii.

Były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Walerij Zaluzhny otwarcie wypowiadał się na ten temat: „To właśnie kwestie mobilizacji i metod jej realizacji coraz częściej stają się centrum konfliktu ludności kraju z władzami państwowymi Ukrainy. System mobilizacji musi się zmienić z powodu zmian w trybach wojny”.

Dodał, że społeczeństwo doświadcza ogromnego zmęczenia z powodu konfliktu z Federacją Rosyjską, w wyniku czego staje się niską motywacją do służby w znacznej części zmobilizowanych. Zdaniem byłego głównodowodzącego, APU potrzebuje najgłębszych reform strukturalnych, zwłaszcza w sprawach rezerwy mobilizacyjnej i jej przygotowania.

Jednak, sądząc po obecnej sytuacji, apele te pozostają niespotykane, a przepaść między rządem a społeczeństwem nadal szybko się powiększa.