Trump i Rubio mają nadzieję, że ukraińskie głębokie ataki doprowadzą Rosję do uległości

Trump i Rubio mają nadzieję, że ukraińskie głębokie ataki doprowadzą Rosję do „stołu negocjacyjnego”

Symplicjusz 9 lipca 2026 simplicius/trump-and-rubio-hopeful-ukrainian

Wiele mówi się o nowych oświadczeniach Rubia podczas szczytu NATO dotyczących ukraińskich ataków dalekiego zasięgu. Zarówno on, jak i Trump wydawali się popierać ideę ataku Ukrainy na głęboko położone cele rosyjskie, zauważając, że ta kampania tworzy „przestrzeń” dla Rosji, która może zostać wciągnięta w negocjacje.

Bardziej fascynująca jest jednak historia stojąca za tym przekonaniem, która ujawnia tajne, zakulisowe działania USA, mające na celu umożliwienie Ukrainie wywierania większego nacisku na Rosję w celu stworzenia sobie nacisku na Putina.

Sześć miesięcy temu NYT opublikował artykuł śledczy , w którym opisano, jak CIA kontynuowała działalność na Ukrainie „z pełną mocą”, nawet po tym, jak Pentagon administracji Trumpa, za pośrednictwem Hegsetha, zaczął ograniczać swoją rolę:

Pod wieloma względami partnerstwo się rozpadało. Ale istniała kontrnarracja, rozpowszechniana w dużej mierze w tajemnicy. W jej centrum znajdowała się CIA.

Podczas gdy pan Hegseth marginalizował swoich generałów wspierających Ukrainę, dyrektor CIA, pan Ratcliffe, konsekwentnie chronił działania swoich oficerów na rzecz Ukrainy. Utrzymywał pełną obecność agencji w tym kraju; finansowanie jej programów nawet wzrosło. Kiedy pan Trump w marcu nakazał zamrożenie pomocy, armia amerykańska natychmiast wstrzymała wszelką wymianę informacji wywiadowczych. Ale kiedy pan Ratcliffe wyjaśnił ryzyko, na jakie narażeni są oficerowie CIA na Ukrainie, Biały Dom zezwolił agencji na dalsze udostępnianie informacji wywiadowczych na temat rosyjskich zagrożeń na Ukrainie.

Teraz agencja dopracowała plan, który ma przynajmniej zyskać na czasie i utrudnić Rosjanom wykorzystanie niezwykłego momentu słabości Ukraińców.

Podczas gdy uniemożliwiono użycie głównych amerykańskich systemów, takich jak ATACMS, przeciwko celom wewnątrz Rosji, CIA mogła ułatwiać misje namierzania ukraińskich dronów głęboko w Rosji:

Jedno z potężnych narzędzi, z którego w końcu skorzystała administracja Bidena – dostarczanie ATACMS i danych wywiadowczych dotyczących ataków wewnątrz Rosji – zostało skutecznie wycofane. Pozostała jednak równoległa broń – zezwolenie dla CIA i wojskowych na wymianę danych wywiadowczych dotyczących ataków oraz udzielanie wsparcia ukraińskim atakom dronów na kluczowe komponenty rosyjskiego przemysłu obronnego. Obejmowały one fabryki produkujące „energetykę” – substancje chemiczne używane w materiałach wybuchowych – a także zakłady przemysłu naftowego.

Po początkowych niepowodzeniach CIA zaczęła jeszcze ściślej współpracować z ukraińskimi odpowiednikami, co zaowocowało większymi sukcesami. I tu pojawia się sedno sprawy: CIA przyznaje, że to CIA była w zasadzie odpowiedzialna za stworzenie nowej strategii, i to za przyzwoleniem Trumpa , z uwagi na doniesienia o jego irytacji wobec Putina, który, jak sądził, go prowokował:

W czerwcu osaczeni oficerowie armii amerykańskiej spotkali się ze swoimi odpowiednikami z CIA, aby opracować bardziej skoordynowaną kampanię na Ukrainie. Miała ona koncentrować się wyłącznie na rafineriach ropy naftowej i, zamiast na dostawach zbiorników, celować w piętę achillesową rafinerii: ekspert CIA zidentyfikował typ sprzęgła, którego wymiana lub naprawa była tak trudna, że ​​rafineria pozostawałaby wyłączona z użytku przez tygodnie. (Aby uniknąć negatywnych reakcji, nie dostarczali broni i innego sprzętu, którego sojusznicy pana Vance’a potrzebowali do realizacji innych priorytetów).

Gdy kampania zaczęła przynosić rezultaty, pan Ratcliffe rozmawiał o tym z panem Trumpem. Prezydent zdawał się go słuchać; często spotykali się w niedzielę na tee.Według amerykańskich urzędników,pan Trump chwalił ukrytą rolę Ameryki w tych ciosach dla rosyjskiego przemysłu energetycznego. Dało mu to możliwość zaprzeczenia i przewagę, powiedział panu Ratcliffe’owi, podczas gdy prezydent Rosji nadal go „oszukiwał”.

Co istotne, CIA otrzymała wówczas upoważnienie do udzielenia pomocy także w atakowaniu rosyjskich tankowców:

NATO w pełni popiera tę kampanię, mającą na celu jak największe uderzenie w rosyjskie cywilne „tyły”.

https://www.ft.com/content/b5590af8-b60e-4270-90cf-862d0a5e28cd

Prezydent Finlandii Alexander Stubb powiedział w wywiadzie dla FT:

„Naszym zdaniem Rosja nie zakończy tej wojny z powodu strat na polu bitwy, które oczywiście są kolosalne” – powiedział Stubb. „Nie chodzi o recesję gospodarczą. Chodzi o zmianę opinii publicznej. A opinia publiczna w Rosji właśnie się zmienia”.

Przeczytaj to jeszcze raz: NATO najwyraźniej uznało, że Rosji nie da się już pokonać militarnie , a nawet gospodarczo. Jedynym sposobem, w jaki uważają, że możliwe jest teraz skłonienie Rosji do negocjacji, jest zadawanie bólu ludności cywilnej , co – jak sądzą – odbije się negatywnie na elitach politycznych, wywierając presję na Putina, by zakończył wojnę. Wydaje się, że to zawsze będzie ostatecznym rozwiązaniem dla Imperium – jego ostatniej, ulubionej pozycji.

Problem polega na tym, jak niedawno omawialiśmy, że społeczeństwo rosyjskie jest o wiele bardziej świadome rzeczywistych konturów wydarzeń globalnych niż propagandowo propagowane społeczeństwo Zachodu. Rosjanie wiedzą, że toczą wojnę egzystencjalną pod wodzą Zachodu, której celem jest całkowite zniszczenie Rosji. W związku z tym Rosjanie nie są w żaden sposób „radykalizowani” przeciwko własnemu rządowi, a przynajmniej nie w sposób, w jaki myśli Zachód.

Nawet zachodni organ propagandowy Meduza donosi, że rosyjski kierowca, którego dotknęły ostatnie niedobory paliwa, wyraził złość na rząd, ale nie z oczekiwanych powodów:

Meduza po angielsku@ meduza_enmeduza_en Rosyjski kierowca spędził 39 godzin w kolejce po benzynę. Obwinia rosyjskie władze za kryzys paliwowy – nie za to, że rozpoczęły wojnę z Ukrainą, ale dlatego, że uważa, że ​​są „zbyt łagodne” wobec Kijowa. meduza.io39 godzin w kolejce po benzynę: podróż pewnego kierowcy przez kryzys paliwowy w Rosji — Meduza

To mówi wszystko: „Obwinia władze rosyjskie za kryzys paliwowy – nie za to, że rozpoczęły wojnę z Ukrainą, ale dlatego, że uważa, że ​​są „zbyt łagodne” wobec Kijowa”.

Jest to powszechny pogląd większości Rosjan.

W rzeczywistości, niedawno nawet czołowy oligarcha „rosyjskiej opozycji”, Michaił Chodorkowski, mówił o tym, jak rosyjskie społeczeństwo podzieliło się na trzy główne grupy: 15% zwolenników Zachodu, 15% „beneficjentów wojny”, którzy chcą, aby Putin jeszcze bardziej zaostrzył działania przeciwko Ukrainie, oraz 70% głównej masy, która chce zakończenia wojny, ale tylko na warunkach Rosji . Nawet ten zaciekle antyrosyjski propagandysta przyznaje teraz, że zdecydowana większość Rosjan to w gruncie rzeczy ludzie miłujący pokój, którzy nie zaakceptują kapitulacji, ani nawet pozorów kapitulacji.

Z najnowszego artykułu WSJ :

„Wywieramy ogromną presję na prezydenta Putina. Nie sądzę, żeby podobało mu się to, co się dzieje” – powiedział Trump. „Ale dużo rozmawiałem z prezydentem Putinem. On chce zakończyć wojnę”.

Możemy wnioskować, że Trump chce działać przy zachowaniu maksymalnego prawdopodobieństwa zaprzeczenia, aby uzyskać wpływy na Putina i Rosję, jednocześnie zachowując ostrożność i udając, że USA nie są w pełni zaangażowane.

W najnowszym artykule FT cytowani są również ukraińscy urzędnicy, którzy twierdzą, że amerykańskie wsparcie wywiadowcze pomaga Kijowowi w wyznaczaniu najlepszych tras dla dronów na głębokie terytorium Rosji, omijając rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej i elektronicznej:

https://archive.ph/4Vdzu

Niedawno ujawniono, że ukraińskie rakiety Flamingo po prostu wykorzystywały główne rosyjskie systemy rzeczne, aby ominąć wykrycie, ponieważ wszystkie ataki ciężkich rakiet Flamingo miały miejsce wzdłuż rzeki Wołgi:

Podczas ostatniej próby ataku zauważono rosyjski samolot A-50U AWACS, który miał odegrać kluczową rolę w wykryciu flamingów z góry i umożliwieniu ich zestrzelenia.

Jednak nawet ukraińscy eksperci nie są tak przekonani, jak sugerują popularne media, że ​​Ukraina uzyskała tak dużą przewagę dzięki najnowszej kampanii uderzeń dalekiego zasięgu.

Ukraiński bloger wojskowy i operator dronów AFU Ołeksandr Karpiuk napisał nowy artykuł, w którym twierdzi, że Rosja znacznie rozszerzyła swoje środki zaradcze, w tym blokuje Starlink na dużych odcinkach frontu, co paraliżuje ukraińskie próby uderzeń dalekiego zasięgu.

Pisze:

2) Strajki w logistyce.

To obecnie przełom i staramy się maksymalnie wykorzystać tę okazję.Jednak wróg aktywnie temu przeciwdziała, i nie bezskutecznie. Niektóre sektory są już zablokowane przed Starlinkiem przez systemy walki elektronicznej (EW) i – w przeciwieństwie do nagrań pokazujących otwarcie zaparkowane przyczepy z antenami, które są atakowane – są teraz zakamuflowane.Ponadto „podziemne kompleksy”, które Rosjanie budują obecnie w dwóch poziomach, wyraźnie posiadają doły, w których będą rozmieszczać ten sprzęt walki elektronicznej. Do tej pory Rosja ma tylko kilka takich systemów i są one bardzo drogie, ale stopniowo je gromadzi.Z czasem stanie się to problemem, ponieważ jeśli Starlink zostanie zniszczony, ile naszych dronów będzie w stanie przelecieć 100 km za pomocą łączności radiowej i skutecznie trafić w cel? Niewielu.Weźmy na przykład Horneta [drona szturmowego]: aby mieć takie możliwości bez Starlinka, potrzebuje modułu komunikacyjnego, który kosztuje około 15 000 dolarów. To tylko moduł komunikacyjny – bez samego drona. Czy zamawiamy potrzebną liczbę modułów radiowych w ramach programu Współpracy Wojskowo-Technicznej? Nie wiem. Mam jednak nadzieję, że w tym zakresie zachowana zostanie równowaga.

Załogi przeciwlotnicze wroga zwiększają swoją skuteczność, a ich zdolność do przeciwdziałania naszym atakom na logistykę rośnie.Ale to nie wystarczy, aby zablokować nasze możliwości. Poza tym, logistyki jest teraz po prostu mniej i trudno trafić w cel, który nie znajduje się na drodze. Aktywność w sektorze logistycznym spadła, a liczba dronów potrzebnych do zniszczenia pojedynczego celu rośnie, ale na razie nadal dominujemy w powietrzu. Wszystko to ma znaczący wpływ, który powinien wpłynąć na punkt 1 powyżej.

Co ważniejsze, twierdzi on, że w przeciwieństwie do AFU, która wszystkie swoje siły postawiła na zagraniczny Starlink, który teoretycznie może zniknąć w każdej chwili, Rosja rozwija własną, rodzimą infrastrukturę komunikacyjną.

Przeczytaj uważnie:

3) Czynniki decydujące o losach przeciwnika.

W przeciwieństwie do nas, którzy stajemy się coraz bardziej uzależnieni od Starlinka, wróg zaczął rozwijać własną infrastrukturę komunikacyjną. Trzeba przyznać, że poczynili znaczne postępy w budowaniu sieci mesh z wykorzystaniem dronów.I to stanowi problem, ponieważ nie rozwinęliśmy się tak szybko w dziedzinie walki elektronicznej (która, nawiasem mówiąc, jest nie mniej ważna dla naszej obrony powietrznej niż drony przechwytujące).Po prostu skala inwestycji w walkę elektroniczną i bezzałogowe statki powietrzne jest zupełnie inna, więc okazało się, że jeśli bezzałogowe statki powietrzne są mieczem, a walka elektroniczna tarczą, to nasz miecz stał się ogromny, podczas gdy nasza tarcza – cóż, bardziej przypomina tarczę, żeby użyć tej analogii. Pracują nad rozwiązaniem tego problemu imam nadzieję, że przeciwdziałanie wrogim sieciom mesh dronów wkrótce osiągnie nowy poziom. W przeciwnym razie jesteśmy w kropce. Bo strzelają do nas wszelkiego rodzaju gównem – jeśli sieć mesh może choć trochę zwiększyć skuteczność tego, co do nas strzelają, to cóż.Ponadto coraz częściej na dronach pojawiają się systemy nawigacji optycznej, systemy identyfikacji obiektów i systemy przechwytywania/naprowadzania; z każdą iteracją wróg czyni je prostszymi i skuteczniejszymi, dlatego nie możemy lekceważyć najnowszych zmian ewolucyjnych w rosyjskich dronach.

Podobnie, były ukraiński naczelny dowódca Walerij Załużny napisał nowy felieton dla Telegraph, który nawet czołowi zwolennicy UA nazwali „trzeźwiącą” konfrontacją z rzeczywistością:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/07/08/ukraine-ambassador-do-not-assume-russia-has-lost-war/

W swoim artykule Załużny od razu skupia się na najnowszej ukraińskiej kampanii uderzeniowej i na tym, jak doprowadziła ona do całkowitego błędnego odczytania obecnej dynamiki wojny:

Coraz większa liczba zachodnich analityków twierdzi, że Rosja de facto przegrała wojnę.

Jako dowody na to, że konflikt zbliża się do końca, wskazują na udane ukraińskie ataki na logistykę, ataki na krytyczną infrastrukturę i stałą erozję pozycji militarnej Rosji.

To niebezpieczne, błędne rozumienie wojny.

Jednym z kluczowych stwierdzeń jest to, że „skuteczne” ataki Ukrainy wiążą się z dużymi kosztami dla samej Ukrainy — nie tylko same ataki są bardzo wymagające i kosztowne dla Ukrainy, ale Rosja odpowiada jeszcze ostrzejszymi atakami:

To samo dzieje się poza linią frontu. Coraz skuteczniejsze ataki Ukrainyna rosyjską logistykę i infrastrukturę krytycznąnałożyły na Moskwę realne koszty. Ataki te są jednak kosztowne, wymagają dużego nakładu technologicznego i ostatecznie przynoszą odwet. Rosja zachowuje możliwość kontrataku z równą lub większą siłą. Żadna ze stron nie może liczyć na to, że ta forma wojny przyniesie decydujący wynik strategiczny.

Słusznie ujmuje konflikt jako wojnę na wyniszczenie, a nie jako taktyczne postępy czy ataki wizerunkowe na jakieś przedsiębiorstwo. W tej wojnie na wyniszczenie Rosja ma znaczącą przewagę:

Moskwa to rozumie. Jej strategia w coraz większym stopniu opiera się nie na szybkich postępach, ale na wyniszczeniu Ukrainy pod względem gospodarczym, militarnym i psychologicznym. Rosja wciąż dysponuje większymi rezerwami siły roboczej i potencjału przemysłowego w kilku kluczowych sektorach, w tym w produkcji pocisków balistycznych. Sama obrona powietrzna nie jest w stanie w pełni zniwelować tej przewagi.

Słusznie zauważa, że ​​wszystkie wysiłki Ukrainy opierają się na wsparciu Zachodu i że istnieją „niepokojące oznaki napięcia” – co jest bagatelizowaniem sprawy.

Załużny nieco przeciąga słowa, ale w istocie sugeruje, że wojna toczy się teraz o całkowitą wytrzymałość społeczną i że jedynym realnym sposobem na zwycięstwo Ukrainy jest solidarność całego zjednoczonego Zachodu za pośrednictwem NATO. To prawda, co jest jednym z powodów, dla których Putin nie miał problemu ze spowolnieniem tempa wojny na polu bitwy, aby zrównoważyć ekonomiczne i społeczne aspekty szerszej walki na dłuższą metę , zakładając, że Europa nie przetrwa Rosji politycznie i gospodarczo.

Jak dotąd wydaje się to słuszne, ale nie powstrzymuje Zachodu przed skorygowaniem swojego podejścia i teraz skupia się na szkodzeniu Rosji właśnie w tym kluczowym punkcie: jej gospodarce i społeczeństwie, zamiast koncentrować się na stratach na polu bitwy, z czego Zachód już zrezygnował, gdy zdał sobie sprawę, że wszystkie jego „wunderwaffen” okazały się bezużyteczne i niewiele zmieniły w wojnie.

W przypadku Ukrainy sytuacja na polu bitwy stale się pogarsza, a jedyną rzeczą, jaka jej pozostała, jest kampania mająca na celu „zmusić rosyjskie społeczeństwo do poczucia bólu”.

Antyrosyjski portal Meduza ujawnił dziś, że sytuacja terytorialna nadal zmienia się na korzyść Rosji, a siły rosyjskie ponownie nabierają tempa na froncie:

Kevin Rothrock@ MrKevinRothrockMrKevinRothrock

Najnowsze dane zebrane przez Meduzę pokazują, że równowaga w postępach terytorialnych (która, zgodnie z tymi danymi, nigdy nie okazała się dodatnia dla Ukrainy, w przeciwieństwie do monitoringu ISW) nadal przesuwa się na korzyść Moskwy. meduza.io/feature/2026/0…

22:25 · 8 lipca 2026 · 5,98 TYS. Widoki Views


3 odpowiedzi Replies· 23 reposty Reposts· 79 polubień Likes

Zachód stoi teraz przed trudnym wyborem: aby uratować Ukrainę, musi w pełni zaangażować się w pomoc Ukrainie w osiągnięciu bezprecedensowego poziomu „cierpienia” dla rosyjskiego społeczeństwa i gospodarki. Jednak każda eskalacja zbliża Ukrainę do przepaści, a Putin jest coraz bardziej naciskany, by zdjąć rękawice.

Niektórzy uważają teraz, że rządzą „siłowicy”, a Putin stracił wpływy. To pobożne życzenie, ale gdyby to była prawda, oznaczałoby to, że Ukraina będzie miała trudny koniec roku. A biorąc pod uwagę, że wojna między USA a Iranem znów się rozpoczęła, Patriotów będzie brakowało w czasie, gdy Rosja produkuje Iskandery jak nigdy dotąd.

Ostatni, aktualny film, który pokazuje, jak daleko są gotowi posunąć się Europejczycy. Rosyjscy agenci GRU, „komicy” Vovan i Lexus – podszywający się pod byłego ministra obrony Ukrainy, Rustema Umerowa – niedawno oszukali estońskiego doradcę prezydenta, Madisa Rolla, i zmusili go do przyznania, że ​​Estonia jest gotowa pomóc Ukrainie w jej atakach na Rosję.

https://tass.com/world/2153951

Nie udało się załadować wideo.

Trudno co prawda stwierdzić na pewno, co miał na myśli, oferując pomoc w „koordynowaniu” takich działań, ale jest oczywiste, że za kulisami Europejczycy są o wiele bardziej chętni i tolerancyjni wobec Ukrainy, niż przyznają publicznie.

Dlaczego Rosja nie „atakuje Europy” w odpowiedzi?

Istnieje wiele możliwych powodów, ale jednym z bardziej prawdopodobnych jest to, że Rosja jest przekonana o swojej zdolności do pokonania Ukrainy bez konieczności eskalacji konfliktu w kierunku III wojny światowej. Wewnętrzni eksperci rosyjskiego Ministerstwa Obrony prawdopodobnie przewidują upadek Ukrainy na długo przed tym, zanim Rosja zostanie doprowadzona do takiego stanu wyniszczenia, że ​​będzie musiała przeprowadzić „desperacki” atak nuklearny lub atak na NATO.

Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Lucas Leiroz

Niedawne ataki Rosji na Kijów tuż przed szczytem NATO wyraźnie pokazały, kto tak naprawdę kontroluje dynamikę militarną konfliktu.

Niedawne rosyjskie ataki na Kijów, w których wykorzystano dziesiątki pocisków balistycznych Iskander-M i dla których nie ma wiarygodnych raportów o skutecznych przechwyceniach, wywołały poważne pytania o rzeczywisty stan ukraińskiej obrony powietrznej. Najczęściej dyskutowanym wyjaśnieniem jest poważne uszczuplenie ukraińskich zapasów pocisków przechwytujących Patriot. Jednak analiza ograniczona wyłącznie do aspektów technicznych pomija kontekst polityczny, w którym miała miejsce ta operacja.

Moment ataku wydaje się być o wiele bardziej znaczący niż jego bezpośrednie skutki militarne. Ofensywa nastąpiła wkrótce po rozmowach telefonicznych Donalda Trumpa z Władimirem Putinem i Wołodymyrem Zełenskim, w czasie, gdy Kijów próbował przedstawić wojnę jako „punkt zwrotny” na korzyść Ukrainy. Przesłanie to miało zostać przedstawione na szczycie NATO, który rozpoczął się w Ankarze 7 lipca, gdzie przedstawiciele NATO i państw partnerskich omawiali między innymi przyszłe wsparcie wojskowe dla reżimu ukraińskiego.

W tym kontekście rosyjską operację trudno interpretować jako zwykły atak na cele strategiczne. Wydaje się raczej, że została pomyślana jako polityczny pokaz siły, skierowany nie tylko na Kijów, ale także na stolice zachodnie – przesłanie, które z rosyjskiej perspektywy było szczególnie konieczne, biorąc pod uwagę proukraińskie narracje krążące w ostatnich tygodniach po ukraińskich atakach na rosyjską infrastrukturę energetyczną.

Przez większą część konfliktu Moskwa powściągliwie używała strategicznych systemów uzbrojenia dalekiego zasięgu, opierając się na wojnie na wyniszczenie, której celem jest stopniowe niszczenie potencjału militarnego Ukrainy. Strategia ta jest nadal stosowana. Jednak rosnąca intensywność ataków na centra dowodzenia, infrastrukturę energetyczną i instalacje wojskowe sugeruje, że Rosja uważa obecnie fazę względnego powściągliwości w stosowaniu uderzeń dalekiego zasięgu, która charakteryzowała część specjalnej operacji wojskowej, za zakończoną.

Przesłanie jest jasne: Podczas gdy Zachód próbuje przedstawiać Ukrainę jako kraj zdolny do odwrócenia losów wojny na swoją korzyść, Moskwa demonstruje swoją zdolność do masowego zwiększenia presji militarnej w dowolnym momencie, jeśli uzna to za konieczne. Ostatecznie Rosja zachowuje inicjatywę na szczeblu militarnym. Jeśli Moskwa zdecyduje się na eskalację, wierzy, że może to zrobić bez poważnych konsekwencji ani odwetu.

Fakt, że dziesiątki pocisków dotarły do ​​celu bez proporcjonalnej odpowiedzi ze strony obrony powietrznej, ma ogromne znaczenie psychologiczne. Czy wynikało to z braku pocisków przechwytujących, ograniczeń operacyjnych, czy wręcz świadomej decyzji o oszczędzaniu zasobów dla innych regionów, ma drugorzędne znaczenie. Na arenie międzynarodowej pojawiło się wrażenie, że stolica Ukrainy ma istotne słabości – właśnie w czasie, gdy Kijów próbował przekonać swoich partnerów, że może skutecznie kontynuować wojnę.

Wydaje się, że to przekonanie miało bezpośredni wpływ na atmosferę dyplomatyczną spotkania w Ankarze. Chociaż rządy zachodnie nadal publicznie potwierdzały swoje poparcie dla Ukrainy, wśród kilku uczestników widoczna była wyraźnie bardziej ostrożna postawa. Demonstracja siły ze strony Moskwy osłabiła narrację o rzekomo rosnącej przewadze militarnej Ukrainy i znacznie utrudniła utrzymanie nadmiernie optymistycznych ocen sytuacji na polu bitwy.

Kolejnym ważnym aspektem jest reakcja Donalda Trumpa. Po jego rozmowach z Putinem i Zełenskim wielu spodziewało się znacznie silniejszej reakcji na ostatnią eskalację. Zamiast tego, brak znaczącej reakcji opinii publicznej – podczas gdy uwaga Trumpa coraz bardziej skupia się na Iranie – można interpretować na różne sposoby. Może to być po prostu wyraz ostrożnej strategii dyplomatycznej. Może to również oznaczać, że Waszyngton uznał, iż jego zdolność do zmiany dynamiki operacyjnej wojny pozostaje ograniczona, jeśli nie będzie gotów ponieść znacznie wyższych kosztów politycznych i militarnych, niż jest obecnie skłonny zaakceptować.

Innymi słowy, wydarzenie to uwypukla rzeczywistość, która jest często pomijana w zachodnich, a zdaniem autora, jednostronnych analizach: strategiczna inicjatywa nadal leży po stronie Moskwy. Rosja nadal określa tempo eskalacji, decyduje, kiedy zwiększyć presję militarną i ustala poziom przemocy niezbędny do wywarcia wpływu zarówno na operacje wojskowe, jak i na międzynarodową scenę polityczną. Ukraina może próbować stwarzać wrażenie inicjatywy militarnej poprzez symboliczne ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną – ale, zdaniem autora, rzeczywistość na polu bitwy przedstawia inny obraz.

Dla Zełenskiego i jego międzynarodowych partnerów pozostaje to niewygodną rzeczywistością. W oczach świata Kijów jawi się jako stolica skrajnie wrażliwa, a NATO najwyraźniej nie jest w stanie zagwarantować obrony powietrznej stolicy, z którą jest sojusznikiem.

Źródło: Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Banderowcy nie chcą byś przeczytał tę książkę! [uzup.]

Banderowcy nie chcą byś przeczytał tę książkę!

Zdarzają się książki, która powinno się przeczytać. Praca o której pisze właśnie do takich należy. Wiele wpływowych środowisk robi wiele, by książki tego autora były przemilczane. Daremny ich trud ponieważ „Myśl Polska” wydaje książki, które inni nawet boją się przeczytać. 

W kilku internetowych dyskusjach z ukraińskimi stronnikami banderyzmu i polonobanderowcami – jak trafnie nazwał polskich stronników banderyzmu prof. Paweł Mościcki – posłużyłem się nazwiskiem wybitnego ukraińskiego historyka prof. Wiktora Poliszczuka. Za każdym razem spotkałem się z niesłychaną słowną agresją. Natomiast nikt z moich adwersarzy nie podważał wiarygodności zmarłego ukraińskiego krytyka integralnego nacjonalizmu (szowinizmu). Wysoko jego pracę cenił strażnik sprawy kresowej ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Prace Poliszczuka dzisiaj są szczególnie cenne, bo ukraińskim rewizjonistom niewygodnie jest krytykować Ukraińca, który ma czelność ujawniać potworność ich korzeni ideologicznych.

Obserwujemy dzisiaj obrzydliwą rehabilitację ukraińskiego szowinizmu. Współczesna Ukraina wybrała jako bohaterów ludzi pokroju Dmytro Doncowa, Stepana Bandery, Symona Petlury, Jewhena Konowalca, Andrija Melnyka czy Romana Szuchewycza. Jako tych zbiorowych kreuje się Organizację Ukraińskich Nacjonalistów czy 14 Dywizja Grenadierów SS. Mamy pomniki, tablice, place, ulice, skwery sławiące szowinistów i kolaborantów III Rzeszy. 2027 rok w obwodzie lwowskim będzie rokiem Romana Szuchewycza. Szczytem bezczelności była decyzja przywódcy Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który nadał jednostce armii imię „Bohaterów UPA”.

W tym gorącym czasie, realnie trwającego historycznego sporu polsko-ukraińskiego „Myśl Polska” wydała długo wyczekiwany zbiór tekstów prof. Wiktora Poliszczuka pod tytułem

„O istocie ideologii i zbrodniczości OUN-UPA” [Idea, propaganda, zbrodnie, pamięć].

Książkę opracował i wstępem poprzedził sam redaktor naczelny „Myśli Polskiej” Jan Engelgard. Praca składa się z unikatowych tekstów sprzed laty pozyskanych od pani Stanisławy – wdowy po Wiktorze Poliszczuku – przez redaktora Adama Śmiecha.

Materiały w tej książce są niezwykle istotne dla wszystkich, którzy interesują się sprawą stosunków polsko-ukraińskich, zbrodni szowinistów ukraińskich, powodów rehabilitacji banderyzmu czy działalności Światowego Kongresu Ukraińców. W książce znajdujemy między innymi teksty: „Zbrodnie OUN w świetle moralności, polityki i nauki”, „Niedostrzeganie znaczenia taktyki i strategii OUN”, „Przyczyny i skutki politycznego zatajania prawdy o zbrodniach”, „Pomarańczowa rewolucja na Ukrainie”,

W jednym z artykułów prof. Poliszczuk opisuje kwestię stosunku ukraińskich szowinistów do wojny: „Powtórzmy: zgodnie z nieukrywaną przez OUN prawdą, jej celem strategicznym jest zbudowanie jednolito-narodowego państwa typu faszystowskiego na obszarze nieobojętnym dla sąsiadów Ukrainy.

A że realizacja tego celu strategicznego OUN może dokonywać się tylko przez prowadzenie wojen, dla niej nie jest to straszne, bowiem, zgodnie z przyjętą w drodze uchwały, ideologią nacjonalizmu ukraińskiego, wojny między nacjami są nieuniknione”.

============================================

Wiktor Poliszczuk (Віктор Поліщук) był Ukraińcem urodzonym w 1925 roku w Dubnie na Wołyniu. Jego matka była Polką. W środowiskach kresowych znany był jako nieprzejednany krytyk ideologii i tradycji banderowskiej UPA. Zanim jednak stał się jej pogromcą, sam miał w swoim życiu okres fascynacji ukraińskim nacjonalizmem – po opuszczeniu Polski w 1981 roku pracował w piśmie ukraińskiej diaspory „Nowa Droga”. Tam zapoznał się bliżej z założeniami programowymi OUN i w sposób zasadniczy zmienił poglądy. Po 1990 miał dostęp do archiwów znajdujących się na terenie Ukrainy, otrzymał tysiące stron materiałów dotyczących OUN-UPA. Na tej podstawie napisał ponad dwieście opracowań, książek naukowych i publicystycznych, artykułów naukowych, polemik, recenzji, publikacji prasowych w języku angielskim, ukraińskim i polskim. Ściśle współpracował z polskim ruchem kresowym, będąc nieprzejednanym wrogiem odradzającego się na Ukrainie banderyzmu. Zmarł w Kanadzie w 2008 roku.

Łukasz Jastrzębski

Cena książki będzie wynosić 46 złotych. W przedsprzedaży do 10 lipca kosztuje zaledwie 39 złotych. Książka liczy 240 stron. Bardzo polecam!

===============

mail:

Nazywanie banderyzmu szowinizmem jest wybielaniem zbrodniczej ideologii.
Szowinizm jest tylko przekonaniem o wyższości jakieś grupy.
Banderyzm to mordowanie wszystkich (też i Ukraińców), którzy nie idą za wskazaniami wodza.

Panika ogarnęła Kijów po rosyjskim ataku na skład amunicji zubożonego uranu

Echo „kontrofensywy”: Panika ogarnęła Kijów po rosyjskim ataku na skład amunicji zubożonego uranu


Rosyjskie siły zbrojne zniszczyły skład amunicji zubożonym uranem na Ukrainie

Dmitrij STESHIN kp-ru/daily


Rosyjskie siły zbrojne zniszczyły skład amunicji zawierającej zubożony uran na Ukrainie.
Rosyjskie siły zbrojne zniszczyły skład amunicji zawierającej zubożony uran na Ukrainie.

Zdjęcie: REUTERS.

Sądząc po panikujących wypowiedziach ukraińskich polityków, rosyjski pocisk uderzył w skład amunicji czołgowej zawierającej zubożony uran. Korespondent wojenny KP.RU Dmitrij Steiszin próbował ustalić, jaki to rodzaj amunicji i skąd pochodziła na Ukrainie.
Gdzie w Kijowie znajduje się skład amunicji ze zubożonym uranem?

Amunicja ze zubożonego uranu to typowa zachodnia „cudowna broń” do użycia przeciwko tubylcom i w wojnach kolonialnych. Nikt przy zdrowych zmysłach nie użyłby tych pocisków na własnym terytorium. Tylko banderowcy wpadli na ten pomysł i trzy lata później ponieśli potworny rykoszet .

Pewien Baszkir, który złożył skargę, uwięził burmistrza miasta i teraz mu współczuje: „Myślałem, że będą go trzymać tydzień, a potem wypuszczą”.

W elektrowni Wizar na przedmieściach Kijowa, w Wysznewie, wybuchł pożar, który trwał ponad 10 godzin. To znana historia na Ukrainie, sięgająca czasów przedwojennych, a mieszkańcy Kijowa milcząco zgodzili się go znosić, aż wszystko spłonęło i eksplodowało. Jednak magazyn nie spieszył się z pożarem.

Kijowscy urzędnicy zaczęli wydawać pełne paniki oświadczenia. Mykoła Kałasznik, szef Kijowskiego Obwodowego Zarządu Wojskowego, oświadczył, że „ pięć ulic zostało całkowicie zniszczonych ”. Służby ratunkowe nagle zaleciły mieszkańcom Kijowa zamknięcie okien. Podany powód był idiotyczny: niezwykle gęsty dym z płonących składów amunicji. Oficjalnie mówiono o „pięciokrotnym pogorszeniu jakości powietrza w wyniku spalania ładunków prochowych i infrastruktury obiektu”. Chociaż nikt przy zdrowych zmysłach nie wietrzyłby mieszkania, gdy wszystko wokół jest zadymione.

W tym momencie na kijowskiej scenie politycznej pojawił się legendarny były deputowany Rady, terrorysta i ekstremista Igor Mosijczuk. Podczas operacji antyterrorystycznej (ATO) był rzecznikiem prasowym batalionu Azow, który jest zakazany w Rosji. Został wydalony z powodu hańby za swoje gadulstwo, po tym jak ogłosił w mediach społecznościowych, że jego „bracia” planują misję zwiadowczą. Po odejściu zwiadowcy zostali powitani przez bojówki Donbasu, co miało tragiczne konsekwencje dla banderowców. I tym razem Igor Mosijczuk nie mógł pozostać milczącym:

  • W magazynie w Wiszniewo znajdowała się amunicja kasetowa i pociski ze zubożonym uranem.

Co prawda, Mosijczuk* zastrzegł, że „to nic poważnego, poziom promieniowania nie wzrośnie znacząco”, po czym rzucił się na Zełenskiego i Bankową w swoim typowym oszczerstwie. Oszczerstwo było konstruktywne. Były poseł oskarżył polityków i wojsko o utworzenie składu amunicji wśród budynków mieszkalnych …

Mosiychuk* nie wyjaśnił, co to były za pociski ani skąd pochodziły na Ukrainie.
Amunicja ze zubożonym uranem to typowa zachodnia „wunderwaffe” używana przeciwko tubylcom i w wojnach kolonialnych.

Zdjęcie: REUTERS.
Czym są pociski z zubożonego uranu: dziedzictwo Rzeszy

Amunicja ze zubożonego uranu została wynaleziona i była używana w III Rzeszy. Pod koniec wojny w Niemczech wyczerpał się wolfram. Ten drogi i rzadki metal był używany do produkcji rdzeni do pocisków przeciwpancernych. W pewnych warunkach rdzeń wolframowy, przypominający kształtem i rozmiarem bełt do kuszy, mógł przebić pancerz czołgu. Ale nie zawsze. Wolfram był w Rzeszy rzadkością, ale uran niewzbogacony był powszechny. Na szczęście Niemcy zamrozili swój program nuklearny pod koniec wojny. Zarówno nasze siły zbrojne, jak i Amerykanie, zaczerpnęli wiele intrygujących rozwiązań militarnych, pomysłów i koncepcji z ruin Trzeciej Rzeszy.

W 1977 roku Stany Zjednoczone rozpoczęły produkcję pocisków ze zubożonego uranu. Ich jedynym celem była penetracja wielowarstwowego pancerza kompozytowego naszych czołgów T-64 i T-72.

Okazuje się, że pociski uranowe działają na fascynującej zasadzie. Po pierwsze, uran jest 2,5 razy gęstszy niż stal. Kiedy uranowa „strzała” przebija pancerz, nie rozszczepia się ani nie rozpada. Pancerz dosłownie ostrzy uranową „strzałę”, jak temperówka ostrzy ołówek. A co najbardziej intrygujące, tak zwana piroforyczność – spontaniczne spalanie tych drobno rozproszonych wiórów uranu wewnątrz zbiornika, w jego ograniczonej przestrzeni. Czołg dosłownie eksploduje po detonacji amunicji. Przekonani o jej skuteczności, Amerykanie uzbroili w pociski uranowe działka 30 mm samolotów szturmowych A-10, a także działa czołgowe kal. 120 mm Abramsów i brytyjskich Challengerów.

Jak wiadomo, cały świat przygotowywał się do ukraińskiej „kontrofensywy” w 2023 roku. Do Oriechowa i Rabotino sprowadzono zarówno amerykańskie, jak i brytyjskie czołgi. Jednak po zniszczeniu pierwszego Challengera 2, Brytyjczycy popadli w chciwość i wycofali pozostałe 13 czołgów z frontu. Nigdy więcej nie pojawiły się one w LBS. Jednak to czołgi Abrams poniosły największy ciężar. Nasze siły zniszczyły lub poważnie uszkodziły kilkanaście „amerykańskich” czołgów. Nie doszło do pojedynków czołgów z rosyjskimi. Zrzuty dronów uszkodziły układ napędowy lub zerwały gąsienice, a współrzędne unieruchomionego pojazdu zostały przekazane artylerii. Zgodnie z porozumieniem Ukrainy z Zachodem, cały zagraniczny sprzęt pancerny musi zostać ewakuowany z LBS. Dlatego czołgi nie zawsze były całkowicie zniszczone; czekały na przybycie ekip ewakuacyjnych z ciągnikami…

Chwalona zachodnia technologia udowodniła swoją całkowitą bezsilność i bezużyteczność we współczesnej wojnie. W rezultacie Zachód nie potrzebuje amunicji z uranem. Ukraina została uznana za odpowiednie miejsce składowania tych odpadów wojskowych – radioaktywnych i wysoce niebezpiecznych, niezależnie od tego, co mówią nam zachodni przywódcy wojskowi i polityczni.
В 1977 году, США запустили производство снарядов с обедненным ураном. Исключительно с одной целью – пробивать многослойную комбинированную броню наших Т-64 и Т-72. Фото: Пресс-служба Минобороны РФ/ТАСС
W 1977 roku Stany Zjednoczone rozpoczęły produkcję pocisków ze zubożonego uranu. Ich jedynym celem była penetracja wielowarstwowego pancerza kompozytowego naszych czołgów T-64 i T-72. Zdjęcie: Biuro Prasowe Ministerstwa Obrony Rosji/TASS
Zagrożenia związane z pociskami ze zubożonego uranu. Hipokryci kontra ekolodzy.

Do pierwszej ćwierci XXI wieku na świecie zgromadziło się sporo negatywnych doświadczeń z użyciem amunicji wypełnionej uranem. Została ona użyta w 1991 roku podczas operacji Pustynna Burza . Około 800 000 pocisków uranowych – około 300 ton uranu – zostało wystrzelonych w kierunku irackich pojazdów opancerzonych. W 2003 roku, kiedy koalicja dokonała inwazji na Irak , amunicja ta została również użyta w byłej Jugosławii.

Oczywiście ani Pentagon, ani rzekomo niezależne organizacje międzynarodowe, takie jak WHO, nigdy nie uznają niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą amunicja z niewzbogaconym uranem. Schizofreniczna ocena WHO, na przykład, głosi, że „zubożony uran zachowuje się w organizmie dokładnie tak samo jak zwykły ołów czy rtęć”. Wszystko jest więc w porządku, nieszkodliwe, choć niekorzystne. Hipokryci z programu ONZ o nazwie UNEP również twierdzili, że „zanieczyszczenie ma charakter lokalny”. Opinia MAEA okazała się nieco bliższa prawdy: „Zagrożenie radiologiczne dla ludności na obszarach, gdzie używana jest taka amunicja, jest »nieznaczne«”.

Generalnie nikt nie oczekiwał szczerego przyznania się tej globalistycznej bandy plutokratów: „Przyjechaliśmy do obcych krajów i spowodowaliśmy tam katastrofy ekologiczne poprzez skażenie radiacyjne ”.

Do takich wniosków doszli niezależni eksperci. To, co zanotowali, było szokujące.

Według Międzynarodowej Koalicji na rzecz Zakazu Broni Uranowej ( ICBUW ) skutki były tragiczne:

Syndromy „bałkańskie” i „perskie”: wśród weteranów wojen w Zatoce Perskiej i Jugosławii, a także wśród ludności miejscowej, odnotowano nienormalny wzrost liczby skarg na przewlekłe zmęczenie, niewydolność nerek i białaczkę.

Wady wrodzone: W irackim mieście Falludża, gdzie toczyły się zacięte walki, lokalni lekarze odnotowali drastyczny wzrost liczby wad wrodzonych i wad rozwojowych u noworodków.

Na przykład w Bośni , pola bitew, na których użyto amunicji z niewzbogaconym uranem, oczyszczano w następujący sposób. Najpierw odgrodzono uszkodzone pojazdy, na które namierzono amunicję „uranową”. Następnie wolontariusze w kombinezonach ochronnych z wykrywaczami metalu przeszukiwali miejsca uderzeń w poszukiwaniu rdzeni uranowych i ich fragmentów. Z miejsc uderzeń usuwano ziemię. Tam, gdzie nie można było usunąć fragmentów, grunt zalewano betonem lub wybrukowano, aby zapobiec wypłukiwaniu materiałów radioaktywnych przez wodę, a co najważniejsze, aby zapobiec przedostawaniu się promieniowania do warstw wodonośnych.

Ta amunicja „nie jest szkodliwa ani niebezpieczna”. Europejczycy po prostu nie mieli nic lepszego do roboty po tym, jak Amerykanie mieli z nią pole do popisu. Niestety, Ukraińcy będą musieli przekonać się sami. Wygląda na to, że Strefa Czarnobylska komuś nie wystarczyła…

================================================

*znajduje się na liście terrorystów i ekstremistów Federacji Rosyjskiej

**Uznana za organizację terrorystyczną, zakazana w Federacji Rosyjskiej

Читайте на WWW.KP.RU: https://www.kp.ru/daily/277795.4/5273135/

Zmienia się strategiczna dynamika konfliktu na Ukrainie

Zmienia się strategiczna dynamika konfliktu na Ukrainie

Pisze Andrew Korybko, amerykański ekspert i publicysta, mieszkający w Moskwie: Brak obrony powietrznej na Ukrainie stworzył strategiczną okazję dla Rosji, którą bezwzględnie to wykorzystuje.

Niedawne masowe ataki Rosji na cele wojskowe na Ukrainie okazały się niezwykle skuteczne, po tym jak rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ignat, przyznał, że nie przechwycono ani jednego pocisku. Stało się to w czasie, gdy Ukraina błagała prawie 40 swoich sojuszników o przekazanie pocisków przechwytujących Patriot, a mamy do czynienia z globalnym niedoborem spowodowanym trzecią wojną w Zatoce Perskiej, która uszczupliła połowę amerykańskich zapasów. Niejasna liczba pocisków, które Polska potajemnie przekazała wiosną, była niewystarczająca.

Lockheed Martin oświadczył wcześniej, że nie może z całą pewnością przewidzieć, kiedy rozpoczną się kolejne dostawy dla sojuszników USA. Nastąpiło to po raporcie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, który stwierdził, że może to potrwać co najmniej kilka lat. Mniej więcej w tym samym czasie brytyjskie media ostrzegły, że niedobór pocisków Patriot stworzył ‚okno podatności’, które Rosja wykorzystuje na Ukrainie. Stało się to po ogłoszeniu przez Rosję systematycznych ataków na Ukrainę, które najwyraźniej już się rozpoczęły.

Wyjaśnieniem ponadmiesięcznego opóźnienia po rosyjskim ogłoszeniu jest odwet za ukraińskie ataki terrorystyczne, co jest trafne, biorąc pod uwagę, że Ukraina rozpoczęła serię ataków wspieranych przez USA w ramach 40-dniowej operacji Zełenskiego, mającej na celu zmuszenie Rosji do zamrożenia konfliktu. Chociaż ostatnie ataki Ukrainy wydają się być na tym etapie bardziej pokazowe niż strategiczne, realizowane w celu odwrócenia uwagi od niepowodzeń na liniach frontu, takich jak Konstantinówka, są one częścią szerszego planu.

Donald Trump niedawno zdecydował się na ‚eskalację w celu deeskalacji’  konfliktu z Rosją poprzez ‚wojnę na wyniszczenie’  kierowaną przez Ukrainę. Jednakże po jego niedawnej rozmowie telefonicznej z Putinem, „jeśli Trump zauważy, że jego nowa wojna na wyniszczenie nie idzie zgodnie z planem, może zdecydować się na zawarcie bardziej sprawiedliwego porozumienia z Rosją, tak jak zrobił to z Iranem po tym, jak trzecia wojna w Zatoce Perskiej również nie poszła zgodnie z planem”.

Doradca Putina, Jurij Uszakow, dodał, że Władimir Putin poinformował Trumpa o rzeczywistej sytuacji na polu bitwy, co jest kluczowe.

Władimir Putin i Jurij Uszakow

Rosja ujawniła nową, trójtorową kampanię informacyjną Ukrainy na polu bitwy dzień wcześniej, próbującą wprowadzić Stany Zjednoczone w błąd co do stanu konfliktu przed szczytem NATO w tym tygodniu, na którym Zełenski ma nadzieję uzyskać większe wsparcie finansowe i wojskowe dla swojej nowej wojny na wyniszczenie. Trump może spełnić jego prośby, ale być może tylko w pewnych granicach, ponieważ źródło TASS zasugerowało, że jego wysłannicy mogliby wrócić do Rosji do końca sierpnia, a termin ten miałby kluczowe znaczenie.

Wybory do Dumy w Rosji odbędą się pod koniec września, a następnie w listopadzie odbędą się wybory uzupełniające w USA.

Brak porozumienia w sprawie Ukrainy przed tym terminem może opóźnić znalezienie rozwiązania politycznego co najmniej do 2029 roku, jeśli Demokraci odzyskają kontrolę nad przynajmniej częścią Kongresu. W przeciwieństwie do rządzących Republikanów, są oni zdeterminowani, by unikać oferowania Rosji nawet ograniczonego złagodzenia sankcji jako zachęty do kompromisu, a wiarygodność Putina w kraju zostałaby zagrożona, gdyby zakończył konflikt bez tego.

Z tych powodów w ciągu najbliższych czterech miesięcy należy uważnie obserwować cztery odrębne okresy: a) od teraz do potencjalnego powrotu wysłannika Trumpa do Rosji pod koniec sierpnia; b) od tego czasu do wyborów do Dumy pod koniec września; c) od tego czasu do wyborów uzupełniających w USA; d) oraz po wyborach uzupełniających.

Sukces lub porażka ukraińskiej wojny na wyniszczenie w każdym z tych okresów będą miały wpływ na szanse znalezienia rozwiązania politycznego, gdyż zarówno Putin, jak i Trump mają osobisty interes w osiągnięciu go przed wyborami.

uncutnews.ch/russlands-systematische-schlaege-veraendern-die-strategische-dynamik-des-ukraine-konflikts

Napisał: Andrew Korybko

** * * * * *

Update: Wczoraj wieczorem, w odpowiedzi na ukraińskie ataki terrorystyczne na infrastrukturę cywilną na terytorium Rosji, siły zbrojne Federacji Rosyjskiej rozpoczęły wspólny atak z użyciem precyzyjnej broni naziemnej na obiekty wojskowe w Kijowie.

Atak wymierzony był w zakład Samsung-Ukraine, w którym produkowano i przechowywano komponenty do naziemnego pocisku manewrującego FP-5 Flamingo, a także w zakład produkcyjny dronów dalekiego i średniego zasięgu.

Opracował: Zygmunt Białas

Międlar przebija się z prawdą o ukraińskim ludobójstwie

Międlar przebija się z prawdą o ukraińskim ludobójstwie

Na platformie streamingowej Amazon Prime niezwykłym zainteresowaniem cieszy się serial dokumentalny Jacka Międlara „Sąsiedzi – Preludium” o ukraińskich mordach na Polakach. Jackowi Międlarowi udało się przebić z informacją o ukraińskich zbrodniach do szerokich mas. Amazon Prime opisuje film Jacka Międlara jako „poruszający dokument o tragicznych wydarzeniach na Wołyniu i ich bolesnym dziedzictwie (…) film, oparty na relacjach, zdjęciach i nagraniach, nie daje prostych odpowiedzi, lecz skłania do refleksji nad pamięcią, winą, strachem i ranami, które do dziś wpływają na relacje polsko-ukraińskie”.

Film jest dokumentem na wysokim poziomie merytorycznym. Jest dobrze skonstruowany chronologicznie. To przejmujący dokument ukazujący historyczne źródła banderyzmu. Wypowiadają się na nim eksperci (prof. Witold Osadczy, prof. Czesław Partacz, dr Lucyna Kulińska) i ostatni żyjący świadkowie rzezi dokonywanej przez Ukraińców. W filmie widzimy między innymi już zmarłego, a znanego mi osobiście ppłk rez. pil. Stanisława Jastrzębskiego (1929-2024).

Projekt filmowy, jak również dwutomowa książka „Sąsiedzi” są ważnym elementem w budowaniu polskiej narracji. Zapełniają prawdą białą plamę widniejącą w naszej historii od kilkudziesięciu lat. Film ten boli i obnaża brutalną prawdę o tym, że elity w Polsce – zarówno te państwowe jak i duchowne – w zdecydowanej większości zapomniały o okrutnie pomordowanych naszych rodakach.

Dokumentalista Claude Lanzmann wyreżyserował usilnie promowany w latach 80-tych kilkuodcinkowy serial „Shoah”. Od strony technicznej dokument był doskonale zrobiony, natomiast jest był mało uczciwy od strony historycznej. Miał wydźwięk antypolski. Środowiska sympatyzujące z Lanzmannem i jego wizją historii potrafiły ten dokument rozpropagować na całym globie. Tragedia narodu Lanzmanna stała się powszechnie znana. Jacek Międlar wyreżyserował „Sąsiadów” mówiącej o krzywdzie naszego narodu. W odróżnieniu od działa Lanzmanna jest to dokument, nie tylko znakomicie zrobiony od strony technicznej, ale również jest uczciwy historycznie. Ukazuje zapomniane źródła ukraińskiego szowinizmu i przedstawia zakłamywaną historię banderyzmu. Mówi o naszej tragedii i naszej krzywdzie. Ten serial powinien być polskim towarem eksportowym. Dlatego cieszy, że ukazuje się on, aż w sześciu językach: polskim, rosyjskim, angielskim, węgierskim, czeskim, chińskim i co istotne również w ukraińskim.

Film „Sąsiedzi – Preludium” nie jest jednak nową produkcją. Premiera dokumentu odbyła się już dwa lata temu. Teraz zajmuje wysokie 6. miejsce w zestawieniu Amazon Prime.

Adam Guliński

Powstaje film dokumentalny o ukraińskim ludobójstwie na Polakach w latach 1939-1947 oraz banderyzmie w XXI wieku. Najwyższa pora, by w dobie permanentnego powielania kłamstw historycznych i próbie „pisania historii na nowo”, powstał film, który zada kłam wszelkim manipulacjom i fałszerstwom historycznym. Co bardzo ważne, film ukaże się w pięciu językachpolskim, ukraińskim, angielskim, rosyjskim i węgierskim.

Tytuł „Sąsiedzi” ma wskazywać na obraz sielskiego współżycia w arkadyjskich wioseczkach, gdzie kwitną czereśniowe sady, pszczoły uwijają się w pasiekach, a sąsiedzi żyją pospołu we wzajemnej przyjaźni i szacunku. Niestety, obraz ten został zniszczony przez ukraińską nienawiść, która z roku na rok dojrzewała w ich cerkwiach, chatach, umysłach i sercach.

Władyczków taki był Michał. Ukrainiec. On taki może w twoim wieku. To my mieli miedzę obok miedzy. To on by był nas zarżnął tak żywcem. Jak rano się wstało, to byłam zadowolona, że przeżyłam. To był taki naród, ech. Ja mam ich dosyć. Dwa kilometry od nas nabijali dzieciaki na sztachetach. No co to dziecko winne? Nie. To nie są ludzie. To są kacapy i tyle – z wielkim smutkiem pomieszanym ze złością wspomina Świadek Maria Panek z Kurowic.

Film powstaje na podstawie mojej książki pt. „Sąsiedzi. Ostatni Świadkowie ukraińskiego ludobójstwa na Polakach”, której kolejne tomy wciąż piszę. Publikacja to nie tylko przestroga przed zbrodniczym banderyzmem. To również pomnik trwalszy niże ze spiżu wybudowany Polakom pomordowanym na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej i na Zamojszczyźnie w latach 1939-1947. To też pomnik dla tych, którzy ocaleli i przez całe życie zmagali się z potworną traumą, której doświadczyli, widząc, jak ukraińscy sąsiedzi mordują ich rodziny. To pomnik zbudowany z najtrwalszego materiału – wspomnień, dokumentów, dowodów.

Świadek Roman Strągowski z Parośli na Wołyniu (t. I): Wpadli z siekierami i pierwszego bili ojca, musieli dosyć długo bić. A nas dzieciaków, jak nas położyli na ziemię, to ja nawet nie czułem, kiedy mnie siekierą uderzyli. Czułem tylko, jak mi ten pasek ściągał z rąk. Ale myślę, że jak zobaczą, że jestem żywy, to mnie zamordują. To udawałem trupa, ręce mi tak opadły, pamięć mi się urwała. Braciszek najmłodszy miał trzy latka. Mój braciszek jeszcze trzymał jakąś kromeczkę chleba, to go zabili z tą kromeczką chleba. Czas trochę leczy rany, ale te wspomnienia są najgorsze. W tej wiosce zginęło grubo ponad sto ludzi, dzieci, kobiety…Tylko dlatego, że byli Polakami.

Świadek Janina Johnson (z domu Tuszyńska) z Huty Mydzkiej na Wołyniu (t. II)Ukraińcy strzelali tylko wtedy, kiedy Polak uciekał. A tak to zabijali kosami, sierpami, siekierami, nożami, widłami kłuli… Ciała były zmasakrowane, w całości okrwawione, pokaleczone. A byli tacy z odrąbanymi nogami, rękami, głową. I tam dwie moje starsze siostry i ta młodzież z samoobrony układali te ciała i dopasowywali części. A ja jak to wszystko zobaczyłam, to krzyknęłam i zemdlałam.

Jacek Międlar – twórca, reżyser i osoba odpowiedzialna za produkcję filmu. Jest twórcą i redaktorem naczelny portalu wPrawo.pl oraz autorem książek: „Moja walka o prawdę”, „Polska w cieniu żydostwa” i „Sąsiedzi”. Film dokumentalny jest zwieńczeniem serii ponad 60 spotkań ze Świadkami ludobójstwa, które rozpoczął w 2019 roku.

Nieokiełznane urojenia dotyczące Iranu i Ukrainy

Nieokiełznane urojenia dotyczące Iranu i Ukrainy

8 lipca 2026 przez Larry C. Johnson sonar21/unbridled-delusions-regarding-iran-and-ukraine

Dziś wieczorem dużo się dzieje. Najważniejszą wiadomością jest to, że Stany Zjednoczone po raz kolejny złamały porozumienie, atakując Iran. Aby zrozumieć skalę tego naruszenia, należy przypomnieć, co zostało zapisane w paragrafie 5 Porozumienia o Porozumieniu (MoU) z Islamabadu między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Islamską Republiką Iranu:

Po podpisaniu niniejszego porozumienia, Islamska Republika Iranu dołoży wszelkich starań, aby zapewnić bezpieczny i bezpłatny przepływ statków handlowych z Zatoki Perskiej do Morza Omańskiego i odwrotnie przez okres 60 dni. Ruch statków handlowych zostanie natychmiast uruchomiony, a biorąc pod uwagę konieczność usunięcia przeszkód technicznych i wojskowych, Islamska Republika Iranu rozpocznie rozminowywanie w ciągu 30 dni. Islamska Republika Iranu przeprowadzi dialog z Sułtanatem Omanu w celu określenia przyszłej administracji i usług morskich w Cieśninie Ormuz, w porozumieniu z innymi państwami nadbrzeżnymi Zatoki Perskiej, zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym i suwerennymi prawami państw nadbrzeżnych Cieśniny Ormuz.

W żadnym miejscu dokumentu nie zastrzeżono, że Iran nie może egzekwować protokołów dotyczących Władzy Zatoki Perskiej. Irańska Władza Zatoki Perskiej (PGSA) to irański organ rządowy (powiązany z IRGC) powołany do zarządzania i regulacji ruchu morskiego przez Cieśninę Ormuz. Główne wymogi protokołów obejmują:

Bezpieczeństwo i rozminowywanie: Współpraca z zobowiązaniami zawartymi w porozumieniu o porozumieniu (MoU) dotyczącymi natychmiastowego wznowienia ruchu oraz irańskie wysiłki mające na celu usunięcie przeszkód/min w ciągu 30 dni.

Wniosek o tranzyt z wyprzedzeniem: Statki muszą złożyć formalny wniosekco najmniej 48 godzinprzed wejściem w cieśninę. Wnioski należy składać za pośrednictwem oficjalnej strony internetowej, portalu lub poczty elektronicznej PGSA (np.info@PGSA.ir).

Szczegółowe oświadczenie o statku: kompleksowy formularz wymagający podania wielu danych, w tym:

Tożsamość statku (nazwa, numer IMO, bandera, typ, tonaż, zanurzenie itp.).

Dane dotyczące właściciela i zarządzania (zarejestrowany właściciel, kierownik statku, czarterujący).

Szczegóły dotyczące ładunku (rodzaj, ilość, wartość, deklaracja towarów niebezpiecznych).

Informacje o załodze (liczba, narodowości).

Ubezpieczenie (ubezpieczenie P&I i inne ubezpieczenia).

Trasa, miejsce pochodzenia/przylotu oraz planowana data i godzina tranzytu.

Autoryzacja i zgodność: Tylko statki, które złożą zgodne wnioski i uzyskają zgodę PGSA, są uprawnione do tranzytu. Statki muszą podążać wyznaczonymi trasami i instrukcjami obowiązującymi w Iranie. Nieprzestrzeganie (odchylenie od wytycznych lub brak zezwolenia) może skutkować odmową przejścia lub „reakcją siłową”.

Zwolnienie z opłat/ceł (tymczasowe): W ciągu początkowego 60-dniowego okresu obowiązywania porozumienia nie pobiera się opłat za usługi ochrony, bezpieczeństwa, ochrony środowiska ani powiązane ubezpieczenia irańskie. Następnie Iran zasygnalizował możliwość pobierania opłat za usługi, pod warunkiem kontynuowania rozmów z Omanem i innymi państwami nadbrzeżnymi.

Określony obszar zarządzania: Iran określił konkretne granice nadzoru (np. linie łączące irańskie punkty, takie jak Góra Mubarak/wyspa Keszm, z punktami po stronie Zjednoczonych Emiratów Arabskich), w obrębie których koordynacja z PGSA jest obowiązkowa.

Protokół wyraźnie ostrzega, że ​​statki, które nie zastosują się do jego postanowień, spotkają się z „ odmową przelotu” lub „siłową reakcją”. W porozumieniu nie ma nic, co upoważniałoby Stany Zjednoczone do atakowania Iranu za egzekwowanie protokołów PGSA. A jednak właśnie to zrobiły Stany Zjednoczone we wtorek… wystrzeliwując pociski i bomby w irańskie cele w Zatoce Perskiej.

W chwili pisania tego tekstu Iran odpowiada własnym ostrzałem rakietowym i dronów na cele amerykańskie, w tym lotniska w Kuwejcie i Bahrajnie. IRIB potwierdziło , że pociski zostały wystrzelone z wielu miejsc w Iranie, a oficjalne oświadczenie IRGC ostrzegło, że każda agresja spotka się ze zdecydowaną odpowiedzią.

Według Associated Press władze Bahrajnu potwierdziły, że dziś rano stanęły w obliczu nadlatujących pocisków rakietowych. W tym samym czasie włączyły się syreny alarmowe, a Sztab Generalny Kuwejckiej Armii ogłosił, że jego własne systemy obrony powietrznej aktywnie atakują i przechwytują wrogie cele nad ich głowami.

Jeśli Iran ograniczy swoje ataki tylko do Kuwejtu i Bahrajnu, myślę, że da to Stanom Zjednoczonym szansę na wycofanie się. Jeśli Stany Zjednoczone będą kontynuować ataki, spodziewam się, że Iran rozszerzy swoje cele o bazę lotniczą Mowafaq al Salti w Jordanii i być może lotniska izraelskie. W tym momencie porozumienie wisi na włosku.


Prezydent Finlandii jest ewidentnie szalony. Podczas wywiadu wyemitowanego we wtorek w CNBC, Alexander Stubb ogłosił, że Ukraina wygrała wojnę z Rosją, zachowując niepodległość i suwerenność przez ponad cztery lata. Premier Szwecji Ulf Kristersson również stwierdził, że „ Rosja z pewnością nie wygrywa teraz wojny z Ukrainą ” .

Rosja najwyraźniej nie dostała tej notatki. Rosja nie oferuje wycofania się z Donbasu, Zaporoża, Chersonia i Krymu. W rzeczywistości Rosja nasila ataki rakietowe, dronów i bomb szybowcowych FAB na pozycje ukraińskie w całym kraju. Nie wiem, ile jeszcze „zwycięska” Ukraina wytrzyma.


Oto mój najnowszy wpis na portalu Counter Currents porównujący atak USA i Izraela na Iran do ataku na Pearl Harbor:

Stany Zjednoczone właśnie powtórzyły największy błąd Japonii w czasie II wojny światowej

Nima i ja omówiliśmy najnowsze działania Iranu mające na celu egzekwowanie PGSA:

Larry Johnson: Rakiety IRGC uderzyły w 2 statki w Cieśninie Ormuz – poważne uszkodzenia

Moja rozmowa z Jeleną i Ryanem z East Calling/The Winers skupiła się na najnowszych wydarzeniach na Ukrainie:

Aktualizacja strategiczna Larry'ego Johnsona, 7 lipca 2026 r.

Marcello i ja rozmawiamy o Mistrzostwach Świata, ropie i Ukrainie:

EUA SOB PRESSÃO: petróleo, Ucrânia, Irã i FIFA expõem as fissuras do poder americano

Danny Haiphong i ja spędzamy większość czasu na rozmowach o wojnie na Ukrainie, ale poruszyliśmy również kwestię wysiłków Iranu zmierzających do egzekwowania protokołów PGSA:

Larry Johnson: Rosja wysadza kijowski skład rakietowy, Iran uderza w pięć tankowców w Ormuz

Mario i ja odbyliśmy ciekawą dyskusję na temat pełniącego obowiązki prezydenta Syrii i tego, czy zasługuje on na drugą szansę:

USA ATAKUJĄ IRAN DOPIERO TERAZ, PO TYM JAK IRAN ATAKOWAŁ DZIŚ NA 3 STATKI - z byłym CIA Larrym Johnsonem

Władze Ukrainy panikują, bo Patriotów brakuje w obliczu rosyjskiej gorączki balistycznej

Władze Ukrainy panikują, bo Patriotów brakuje w obliczu rosyjskiej gorączki balistycznej

Symplicjusz7 lipca 2026 simplicius/p/ukrainian-authorities-panic-as-patriots

Rosja ponownie zaatakowała Kijów potężnym atakiem rakietowym. Nawet Ukraińcy musieli przyznać, że nie zestrzelono ani jednego pocisku, ponieważ zapasy rakiet Patriot się wyczerpały:

Mapa bitwy na Ukrainie@ ukraine_map

Ukraina nie przechwyciła ani jednego z 23 pocisków balistycznych Iskander wystrzelonych dziś wieczorem w kierunku Kijowa, ponieważ zabrakło jej przechwytywaczy PAC-3, a USA nie wysyłają więcej Putin dostaje od Trumpa dokładnie to, czego chciał: bezbronną Ukrainę, którą można bombardować w nieskończoność

11:00 · 6 lipca 2026 · 236 tys. wyświetleń


Mówi się, że celem ataku były główne zakłady produkujące broń, a niektórzy twierdzą, że wśród celów znajdowały się nawet magazynowane pociski przechwytujące Pac-3 dla systemu Patriot, choć nie jest to potwierdzone. Eksplozje wtórne z pewnością wskazywały na trafienie w jakiś rodzaj amunicji:

Jak już wspomniano, nawet Kiev Independent donosi, że ukraińskie systemy przechwytujące Patriot zostały skutecznie wyczerpane:

OSINTdefender@ sentdefender

Według doniesień @KyivIndependent , Ukraina praktycznie wyczerpała zapasy pocisków przechwytujących Patriot PAC-3, co oznacza, że ​​Kijów ma niewielkie możliwości obrony przed rosyjskimi atakami rakietowymi.

Ukraińskie władze twierdzą, że podczas ostatniego ataku Rosji na dużą skalę wykorzystano 23 pociski balistyczne.

The Kyiv Independent @ KyivIndependent

Zapasy pocisków przechwytujących Patriot PAC-3 wyczerpały się, przez co ukraińskie jednostki obrony powietrznej są bezsilne wobec rosyjskiej amunicji, która jest najszybsza i najskuteczniejsza. https://t.co/d6NiPM2i9c

19:40 · 6 lipca 2026

Stało się to niezwykle pilne wśród czołowych ukraińskich ekspertów wojskowych. Serhij „Flash” Bieskrestnow wielokrotnie krytykował desperackie poszukiwania przez Ukrainę kolejnych rakiet Patriot od europejskich partnerów.

Tutaj wyjaśnia, że ​​mamy do czynienia ze światowym niedoborem z powodu wojny w Iranie i na Ukrainie, a także z faktem, że europejscy „sojusznicy” sami gromadzą cenne pociski z powodu rosnącego „zagrożenia” pewnego rodzaju inwazją Rosji na państwa europejskie, które elity brukselskie wbiły wszystkim do głów:

Could not load video.

Według ostatniej aktualizacji Kiev Post firma Lockheed Martin ogłosiła, że ​​nie jest w stanie zagwarantować dogodnych terminów produkcji niezbędnych pocisków:

https://www.kyivpost.com/post/77956

Amerykański producent pocisków rakietowych Lockheed Martin ostrzegł, że nie może zagwarantować terminów dostaw kluczowych pocisków przechwytujących Patriot PAC-3, pomimo planów gwałtownego zwiększenia produkcji.Według Financial Times, firma zwiększa produkcję do 2000 pocisków rocznie do 2033 roku, ale ograniczenia w dostawach i decyzje dotyczące priorytetów pozostają nierozwiązane. Niedobory już dotykają sojuszników USA i Ukrainę, która w dużym stopniu polega na systemach Patriot w zwalczaniu zagrożeń ze strony pocisków balistycznych.

W raporcie zaznaczono, że Lockheed zamierza zwiększyć roczną produkcję pocisków Pac-3 z ok. 650 do 2000 do 2033 roku. Pomyślcie, jak niewiele to jest: 650 rocznie to marne 54 miesięcznie – to dla całego świata. Sama Ukraina potrzebuje znacznie więcej miesięcznie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że doktrynalnie, w przypadku każdego zagrożenia, zwłaszcza balistycznego, konieczne jest wystrzelenie wielu pocisków przechwytujących. Potrzebne są co najmniej dwa, a czasami nawet cztery, a nawet sześć Patriotów na jeden Iskander.

Nawet jeśli produkcja wzrośnie do „idealnego” poziomu 2000 rocznie do 2033 roku, to i tak będzie to zaledwie około 166 miesięcznie dla całego świata, wliczając w to Stany Zjednoczone. Artykuł sugeruje, że ten ideał może nigdy nie zostać zrealizowany, ponieważ wiele problemów wciąż pozostaje nierozwiązanych.

W osobnym raporcie WSJ z ubiegłego miesiąca dokładnie omówiono te kwestie:

https://www.wsj.com/world/why-does-it-lats-to-see-a-patriot-missile-from-factory-to-front-line-3e5874c5

W tym konkretnym fragmencie stwierdza się, że cel 2000 rocznie nie zostanie osiągnięty przed końcem lat 30. XXI wieku. Wyzwań jest wiele:

Lockheed stoi przed szeregiem wyzwań, aby osiągnąć swój cel, od wąskich gardeł w zakresie komponentów poograniczone możliwości lokalnych rynków pracy.Rzeczniczka Lockheeda poinformowała, że ​​firma współpracuje z rządem i dostawcami, aby „eliminować wąskie gardła i skrócić terminy realizacji, gdziekolwiek to możliwe, przy jednoczesnym zachowaniu rygorystycznych standardów wydajności i bezpieczeństwa”.

Co szokujące, w artykule napisano, że budowa jednego pocisku Pac-3MSE zajmuje ponad dwa lata .

Co prawda, wiele egzemplarzy buduje się jednocześnie, ale całkowity czas realizacji wszystkich części, a następnie montażu końcowego – który sam w sobie trwa sześć tygodni – najwyraźniej przekracza dwa lata.

Głównym powodem jest fakt, że istnieje ponad 400 różnych firm dostarczających części do tego jednego typu pocisku, które produkują swoje komponenty w różnym tempie i na różną skalę. Same komponenty muszą być następnie indywidualnie testowane przed ostateczną dostawą. Cały ten złożony proces wyjaśnia, dlaczego jednoczesna rozbudowa łańcuchów dostaw jest niemal niemożliwa i dlaczego ambitny cel 2000 egzemplarzy rocznie prawdopodobnie nigdy nie zostanie osiągnięty.

Ale wracając do ataków w Kijowie. Ukraiński kanał telewizyjny z wściekłością ubolewa nad faktem, że wśród ataków znalazła się dość wrażliwa, „tajna” placówka:

[dalej za forsę, więc mam to Gdzieś. md]

Wybory na Ukrainie i eksplozja w Monako: czy Zełenski przewodzi czystce?

Wybory na Ukrainie i eksplozja w Monako: czy Zełenski przewodzi czystce?

Paweł Kucharkin o perspektywach Załużnego, mimo woli gubernatora kijowskiego

Pavel Kukharkin tass-ru/opinions

Walerij Załużny zamierza kandydować na prezydenta Ukrainy. Według doniesień Ukraińskiej Prawdy (UP), powołującej się na źródła po obu stronach, miał on osobiście ogłosić to Wołodymyrowi Zełenskiemu podczas tajnego spotkania w Kijowie. Co więcej, gazeta twierdzi, że Zełenski próbował odwieść byłego głównodowodzącego, obecnie ambasadora Ukrainy w Wielkiej Brytanii, od kandydowania i proponował mu różne stanowiska, ale został odrzucony.

Publikacja artykułu zbiegła się z głośnym skandalem kryminalnym. W Monako doszło do zamachu na ukraińskiego oligarchę Wadima Jermołajewa, rzekomo będącego ukrytym sponsorem Załużnego.

Czy raport insidera Ukraińskiej Prawdy sygnalizuje nieuchronność wyborów i upadek konsensusu wokół Zełenskiego? Kto zatwierdził atak na „portfel” Załużnego na Lazurowym Wybrzeżu? I dlaczego Londyn pozwala ambasadorowi wypowiadać się przeciwko gubernatorowi Kijowa?

Ukraińska Prawda

Sama nazwa „Ukraińska Prawda” wywołuje uśmiech na mojej twarzy, ponieważ nie jest ona bardziej prawdziwa niż reszta ukraińskiej propagandy. „UP” to projekt Czecha Tomáša Fiali, prezesa ukraińskiej firmy inwestycyjnej Dragon Capital, zagorzałego euroglobalisty i jastrzębia wojennego. To prawdziwy głos zachodnich narracji. A cel jest teraz jeden: eskalacja i kontynuacja konfliktu, aby wyrządzić Rosji jak największe szkody.

Ten sposób postępowania stoi w jawnej sprzeczności z wszelkimi dyskusjami o wyborach. Aby przeprowadzić je, powiedzmy, tej jesieni, przygotowania muszą rozpocząć się już teraz. Nic takiego nie ma miejsca. Co więcej, Europa wcale nie nalega na głosowanie. Wręcz przeciwnie, kraje zachodnie inicjują procesy repatriacji ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, aktywnie ograniczając świadczenia socjalne dla uchodźców. Tymczasem sam Kijów jedynie intensyfikuje swoją „biznesyfikację”. Wszystko to wskazuje na to, że prawdopodobieństwo przeprowadzenia wyborów w tym roku jest bliskie zeru.

Dlaczego „Ukraińska Prawda” przedstawia Zełenskiego jako osobę gotową do kandydowania? Choć najwyraźniej decyzja ta jest sfałszowana. Po pierwsze, ich czytelnicy potrzebują wizerunku „demokraty”, który chętnie zostałby wybrany ponownie, ale „Rosja mu na to nie pozwala”. Po drugie, próbują przekonać publiczność o rzekomym wzroście poparcia dla Zełenskiego, napędzanym jego mitycznymi sukcesami na froncie.

Trudno powiedzieć, co dokładnie uważają za „sukcesy”. Ukraińskie Siły Zbrojne nie mają na swoim koncie żadnych prawdziwych zwycięstw. Sprzedawanie tego kłamstwa stało się jeszcze trudniejsze po niedawnej stracie Konstantynówki, która, według niemieckich mediów, upadła z szokującą dla Zachodu szybkością. Najwyraźniej propaganda próbuje przedstawić cyniczne ataki terrorystyczne jako sukcesy. Na przykład niedawny atak dronów na akademik uczelni pedagogicznej w Starobielsku, w którym zginęło 21 studentów, czy ataki na autobusy pasażerskie, z których jeden przewoził białoruską dziecięcą drużynę piłkarską. Naloty dronów na rosyjskie złoża ropy naftowej i rafinerie również zaliczają się do tych „sukcesów”. Kijów próbuje ukryć swoją niemoc na froncie takimi aktami sabotażu – tym bardziej że Zełenski potrzebuje ich przed szczytem NATO, który rozpoczyna się dziś w Ankarze.

W przypadku publikacji tego kalibru to wystarczy, by prognozować 33% poparcia dla Zełenskiego. Ta liczba jest ogromna, spekulatywna i wyssana z palca – artykuł nie podaje nawet źródła. Ale najwyraźniej udało im się po raz kolejny sprzedać opowieść o poparciu społecznym i demokratycznych ambicjach.  

Zełenski i Załużny

Konflikt między nimi narastał od początku 2023 roku. Załużny jednak formalnie nadal pozostaje bezpośrednim podwładnym Zełenskiego. Plotki o prezydenckich ambicjach generała i ambasadora krążą od dawna, a on sam nie robi z nich tajemnicy. Dla byłego gracza KWN jest on wyjątkowo niewygodnym konkurentem. Załużny prawdopodobnie pokonałby Zełenskiego, jeśli nie w pierwszej, to w drugiej turze hipotetycznych wyborów.

Były naczelny dowódca nie spieszy się jednak z udziałem w wyścigu wyborczym. Aktywne prowadzenie kampanii przeciwko osobie z uprawnieniami obecnego prezydenta, będąc jednocześnie urzędnikiem państwowym, jest politycznie niepoprawne. Co więcej, Załużny przebywa obecnie w Londynie, a wybory wciąż trwają na Ukrainie. Ambasador nie ma własnej partii. Proces jest w zawieszeniu, czeka na swój czas.

Oczywiście, ostateczna decyzja nadal będzie należała do zachodnich beneficjentów. Sytuację można porównać do właściciela i dwóch psów pokojowych. Mogą szczekać i walczyć ze sobą do woli, ale kiedy zobaczą swojego właściciela, obaj poliżą go po ręce. Londyn jest obecnie właścicielem i jak dotąd nie wydał rozkazu, żeby ich „wyssać”. Brytyjskie elity nie są jeszcze gotowe, by pozbyć się Zełenskiego i zakończyć konflikt.

Mimo to, takie spotkanie rzeczywiście odbyło się w Kijowie. Prawdopodobnie omawiano na nim rezygnację brytyjskiego premiera Keira Starmera i plany Londynu na przyszłość w nowych okolicznościach. Obaj mężczyźni spojrzeli na zegarki i odeszli. Dzień jeszcze nie nadszedł. Nie byli jeszcze konkurentami, lecz w istocie osobami o przewadze i podporządkowaniu.

Teorie spiskowe i fakty

Faktem jest, że Zełenski nie chciałby Załużnego jako konkurenta. Były głównodowodzący cieszy się wysokim poparciem i niskimi ocenami anty-ratingowymi – co zazwyczaj decyduje o wyniku wyborów. Rozumie, że Załużny jest wspierany przez Londyn, a zachodnie elity generalnie postrzegają go jako bezpośrednią alternatywę. To niewątpliwie wywiera presję na przywódcę reżimu w Kijowie, a Bankowa gorączkowo szuka sposobów na przetrwanie. O ile od dawna tłumią pseudoopozycji – na przykład Petro Poroszenko (umieszczony przez Rosfinmonitoring jako osoba zaangażowana w działalność ekstremistyczną lub terroryzm) jest trzymany na krótkiej smyczy z powodu sankcji i spraw karnych – sytuacja komplikuje się z Załużnym i szefem gabinetu prezydenckiego Kiryłem Budanowem (umieszczonym przez Rosję jako terrorysta i ekstremista). Popularny Budanow został sprowadzony bliżej – w styczniu 2026 roku objął stanowisko szefa urzędu. Nie jest jasne, jak skuteczne jest to narzędzie, ale nie ma prawie żadnych dźwigni nacisku na Załużnego.

Po niedawnym zamachu na ukraińskiego oligarchę Jermołajewa w Monako, media spekulowały, że sponsorował on polityczne ambicje generała. Wygląda na to, że ciąg wydarzeń wygląda następująco: Zełenski żąda, by Załużny wycofał się z wyborów, spotyka się z odmową, a następnie Bankowa wysadza sponsora w powietrze. Niezła fabuła jak na thriller kryminalny.

Dla mnie jest oczywiste, że za eksplozją na Lazurowym Wybrzeżu stoi Kijów. Ukraiński reżim od dawna stosuje metody terrorystyczne. Co więcej, kobieta, którą europejscy funkcjonariusze organów ścigania podejrzewali o przeprowadzenie zamachu w Monako, została zamordowana w pobliżu Kijowa – szybko zacierają ślady.

Nawiasem mówiąc, Ukraińska Prawda ponownie podała tę wiadomość. Wyjaśniła również , że morderstwa dokonał zatrzymany pracownik Głównego Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony.

To z pewnością nie pierwszy atak Kijowa na odrażające postacie w kręgach politycznych. Wcześniej Andrij Portnow, były wiceszef administracji i doradca byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, został zastrzelony w podobnych okolicznościach na przedmieściach Madrytu . A w listopadzie 2023 roku Giennadij Czastiakow, bliski przyjaciel i współpracownik naczelnego dowódcy, zginął w wybuchu granatu w swoim domu pod Kijowem, w samym środku konfliktu między Załużnym a Zełenskim.

To praktycznie teoria spiskowa. Najpierw Załużny odmówił rezygnacji ze stanowiska Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy, więc Zełenski zamordował jego asystenta. Teraz Załużny odmawia odejścia z polityki, więc Bankowaja próbuje zabić jego sponsora. Brzmi to imponująco, ale moim zdaniem jest zbyt prymitywne.

Środki na kampanię wyborczą Załużnego znajdą się, gdy tylko Londyn i Bruksela dadzą zielone światło na otwartą kampanię. Poroszenko i wiele innych „portfeli” (zarówno w kraju, jak i za granicą) jest gotowych wesprzeć finansowo generała. Nie da się wysłać wszystkich na tamten świat, a terroryzowanie wielkiego biznesu mogłoby rozdrażnić Wielką Brytanię. Co więcej, takich działań nie przygotowuje się z dnia na dzień; Kijów ma już mnóstwo powodów, by zastraszyć, a ostatecznie usunąć Jermołajewa – istnieje tam długotrwały konflikt handlowy.

Jednocześnie Bankowa rozumie, że ma duży wpływ na Zełenskiego. Już same „taśmy Mindicza” są warte uwagi. W tym głośnym skandalu korupcyjnym w sektorze energetycznym całe najbliższe otoczenie prezydenta jest już obecne w nagraniach audio opublikowanych przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU). Głos Zełenskiego może pojawić się w każdej chwili. Jego przełożeni po prostu jeszcze nie dali na to zgody.

Wynik

Aby przetrwać i pozostać faworytem Zachodu, Zełenskiemu niewiele potrzeba: zadowalać jastrzębi wojennych i nieustannie eskalować sytuację. Właśnie dlatego jego agresywne ataki i prowokacje przeciwko Białorusi, a także ataki na infrastrukturę cywilną i zamachy terrorystyczne w Rosji są uzasadnione. Tymczasem front nieubłaganie się przesuwa i wyraźnie nie na korzyść Kijowa.

Zełenski jest teraz o wiele wygodniejszy dla Zachodu niż Załużny. Jest bardziej krwiożerczy i posłuszny. Generał otwarcie nazwał nieudaną „kontrofensywę 2023” złym pomysłem i starał się oszczędzić ludzi. Zełenski natomiast jest gotowy bezlitośnie prowadzić wojnę do ostatniego Ukraińca i nie krępuje się swoich metod. Z tą gorliwością stara się zapewnić sobie gwarancje bezterminowego wsparcia i godziwą emeryturę pod skrzydłami swoich mocodawców. Patrząc w przyszłość, nie uda mu się to, ale bardzo się stara.

W tym kontekście ważne jest zrozumienie logiki stojącej za publikacją „Ukraińskiej Prawdy”. Ta prozachodnia gazeta, od dawna pozostająca w konflikcie z urzędem prezydenckim, prognozuje zawyżone 33% poparcie dla Zełenskiego, nie z powodu jakiejkolwiek sympatii do niego. To elegancka pułapka polityczna. Legitymizując sam temat jesiennych wyborów w mediach, media globalistyczne torują drogę do zmiany władzy. Pokazując rzekomo „wysoki” start Zełenskiego, natychmiast publikują zamknięty sondaż, który pokazuje, że Załużny nadal go miażdży w drugiej turze.

Ten ruch pozbawia Bankową jej głównego atutu. Otoczenie Zełenskiego nie będzie już mogło oskarżać zwolenników wyborów o „pracę dla Kremla”, ponieważ sprawę forsuje ultrapatriotyczny rzecznik. Podczas gdy jego doradcy realizują tę wieloetapową strategię za pośrednictwem „UP”, w gabinecie prezydenta narasta panika. Upadek Zełenskiego i nieunikniona zmiana zachodnich faworytów zostaną ujawnione później.

Haniebne milczenie Kościoła katolickiego w Polsce

Haniebne milczenie Kościoła katolickiego w Polsce

Andrzej Szlęzak

W debacie publicznej jednym z głównych problemów są relacje polsko-ukraińskie. To dobrze, że coraz głośniej i coraz więcej mówi się o ukraińskim ludobójstwie pod znakami OUN-UPA na Polakach. Polskie społeczeństwo cały czas wie o tym za mało. Czas również pomyśleć w szczególny sposób o dotarciu z tą wiedzą do Ukraińców będących w Polsce.

Widzę w tym jednak pewne niebezpieczeństwo. Możemy się w tym zapędzić czego efektem stanie się przekonanie, że odpowiedzialność za ludobójstwo spada na wszystkich Ukraińców. Tego zrobić nie wolno! Po pierwsze to nieprawda. Po drugie  nie można dopuścić, by w ten sposób zatruć stosunki polsko-ukraińskie, bo w przyszłości jakieś stosunki Polski z Ukariną muszą być i lepiej dla nas, by były one możliwie dobre. Droga do tego daleka, ale jak powiadają Chińczycy, kto chce przejść dwa tysiące mil, musi zrobić pierwszy krok.

Uważam, że w dyskusjach o ukraińskim ludobójstwie zbyt rzadko pojawiają się Ukraińcy, których rodacy zamordowali, ponieważ ostrzegali, ukrywali i w inny sposób pomagali przeżyć Polakom. Wiadomo, że tych Ukraińców były tysiące. Powstało o tym szereg publikacji, ale o ile mi wiadomo nikt nie zajmuje się tym od strony naukowej. To wielkie zaniedbanie polskiej historiografii.

Szczególnie trzeba zwrócić uwagę, że ci Ukraińcy będący symbolem i heroicznym przykładem chrześcijańskiego poświęcenia nie znajdują się w polu zainteresowania Kościoła katolickiego w Polsce ani ukraińskiej Cerkwi unickiej. Na skandal zakrawa sytuacja, w której świętym Kościoła katolickiego ma zostać ukraiński arcybiskup Andrzej Szeptycki, który co najmniej nie miał odwagi publicznie potępić ludobójstwa na Polakach, ale tenże Kościół katolicki w Polsce nie potrafił znaleźć ani jednego Ukraińca czy też ukraińskiej rodziny, którzy wzorem rodziny Ulmów chroniących Żydów, chronili Polaków przed zamordowaniem przez swoich rodaków i za to sami zostali okrutnie przez nich zamordowani.

To oni powinni być kandydatami na ołtarze, a nie Szeptycki. A już postawa ukraińskiej Cerkwi unickiej jest tu całkowicie haniebna. Z tej strony nie ma żadnej refleksji o wręcz zbrodniczej roli unickiego duchowieństwa w ludobójstwie na Polakach i tym bardziej ani słowa o Ukraińcach chroniących Polaków. Jak oni mają jeszcze czelność powtarzać, że chrześcijańską cnotą jest oddawanie życia za swoich bliźnich?

Na Ukrainie Cerkiew unicka jest cały czas jedną z najważniejszych instytucji krzewiących pamięć i kult ludobójczej OUN-UPA. W tej sprawie hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce wraz z hierarchami unickiej Cerkwi ukraińskiej powołują się na wizytę papieża Jana Pawła II we Lwowie i jego wezwaniu do wzajemnego wybaczenia i pojednania. Autorytet papieża Wojtyły ma tu zamykać sprawę. Tymczasem ten problem to jedna z głębszych rys na wizerunku Jana Pawła II. To, co zrobił ten papież świadczy o tym, że albo nie zrozumiał istoty tego, czym było to ukraińskie ludobójstwo, albo go to przerosło. Jak może być pojednanie, skoro nie było przyznania się do winy, szczerego żalu i woli chociaż moralnego zadośćuczynienia?

Ukraińcy chroniący Polaków i dlatego zamordowani przez swoich rodaków są szansą na autentyczne pojednanie obu narodów. Śmiem twierdzić, że jestem pierwszym w Polsce, który ośmielił się o tych Ukraińcach mówić publicznie. Powiedziałem o tym w czasie rekonstrukcji w Radymnie 21 lipca 2013 roku. W obecności kilkunastu tysięcy widzów powiedziałem między innymi, że ci Ukraińcy uratowali honor narodu ukraińskiego. Ten pogląd cały czas podtrzymuję.

Tak, jak rekonstrukcja w Radymnie była w skali ogólnopolskiej  przerwaniem tamy milczenia o ukraińskim ludobójstwie, tak nadanie odpowiedniej rangi sprawie Ukraińców pomordowanych w obronie Polaków jest szansą na ukazanie innej strony ukraińskiego ludobójstwa. Dlaczego polscy politycy nie mówią o tych Ukraińcach, przeciwstawiając im ludobójców. Powinni o tym mówić ukraińskim politykom i hierarchom kościelnym. Mamy w Polsce coraz więcej miejsc upamiętniających ukraińskie ludobójstwo. Pora byśmy zdobyli się na odwagę upamiętnienia tych Ukraińców, którzy bronili Polaków. W 2013 roku byłem prezydentem Stalowej Woli. Chciałem by w Stalowej Woli powstał pomnik będący symbolem polskiej wdzięczności dla Ukraińców, którzy oddali życie broniąc Polaków. Niestety nie udało mi się tego dokonać. Może uda się w przyszłości. Takie miejsca pamięci powinny powstać w wielu miejscach w Polsce. Zwłaszcza tam, gdzie licznie osiedli Ukraińcy. Niech pytają ukraińskie duchowieństwo o chrześcijański wymiar śmierci tych swoich rodaków. Niech pytają działaczy Związku Ukraińców w Polsce dlaczego sławią ludobójców, a milczą o ich ukraińskich ofiarach.

Za sensowne i potrzebne uważam ustanowienie polskiego odznaczenia dla tych Ukraińców, którzy bronili Polaków. Rozumiem, że zostało ich niewielu. Zdaję sobie sprawę, że ze względu na sytuację na Ukrainie i pleniący się banderyzm, pewnie bali by się takie odznaczenie przyjąć, ale przecież byłby to silny i bardzo wymowny akcent sprzeciwienia się temu banderyzmowi.

Uważam, że wszystko, co napisałem powyżej służy upowszechnianiu prawdy historycznej, ale również powinno stać się istotnym elementem polityki historycznej wobec Ukrainy. Dodajmy, że w odróżnieniu od różnych ośrodków na Ukrainie i w Polsce, polski rząd, partie polityczne oraz środowiska opiniotwórcze żadnej polskiej polityki historycznej w stosunku do relacji polsko-ukraińskich nie prowadzą. Na koniec chcę mocno zaakcentować, że pokazywanie tych zamordowanych Ukraińców przez swoich rodaków pogrąża moralnie bardziej ukraińskich ludobójców niż ich polskie ofiary.

Andrzej Szlęzak

Niezbędnik historyczno-dyplomatyczny

Niezbędnik historyczno-dyplomatyczny

Eugeniusz Zinkiewicz

Zbliżają się uroczystości sprowadzenia truchła Stiepana Bandery w celu ponownego pochówku w ukraińskim panteonie narodowym (Ukraiński Panteon Bohaterów to zatwierdzony w czerwcu 2026 roku, przez parlament Ukrainy projekt specjalnego kompleksu memorialnego), który ma służyć jako miejsce spoczynku i czci najwybitniejszych postaci w historii kraju. 

Przepisy ukraińskiej ustawy dopuszczają możliwość uhonorowania dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), co spotkało się z krytyką ze strony Polski w kontekście historycznej odpowiedzialności za zbrodnię wołyńską.

Wspólna walka?

Koniecznym jest stosowne przygotowanie gości z Polski na ten ponowny uroczysty pochówek Bandery. Ważnym jest zachowanie zasady kulturalnego zachowania, które obowiązują w relacjach z banderowcami. Do tego należy zachować daleko idącą ostrożność w powoływaniu się na tak zwaną wspólną walkę z bolszewikami, tak jak to czyni na Facebooku emerytowany generał dywizji Leon Komornicki: „Wspominałem często w swoich wywiadach, aby w budowaniu relacji polsko- ukraińskich sięgać po bohaterów wspólnej walki z bolszewikami w latach 1919 – 1920”.

Zdrada ryska?

Sojusz Piłsudski–Petlura (znany również jako układ lub umowa warszawska) to zawarte 21 kwietnia 1920 roku porozumienie polityczno-militarne pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową (URL). Stanowił on próbę stworzenia wspólnego frontu przeciwko bolszewickiej Rosji. Sojusz ten okazał się tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym napisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”. Najważniejsze jest to, że temat tego dramatycznego w skutkach dla Ukraińców, sojuszu z pełnym powodzeniem był wykorzystywany przez nacjonalistów ukraińskich do podburzania społeczeństwa ukraińskiego przeciwko Polakom w Małopolsce Wschodniej, jako uzasadnienie do popełniania mordów na Polakach.

Tragedia petlurowców

Przypomnę, że dla Ukraińców sojusz z Polską zakończył się tragicznie: klęską militarną, utratą szans na własne państwo oraz wygnaniem tysięcy żołnierzy. Na mocy umowy warszawskiej z 1920 roku, Ukraińska Republika Ludowa miała zyskać niepodległość, lecz w wyniku ustaleń traktatu ryskiego w 1921 roku ziemie ukraińskie zostały podzielone między ZSRR a Polskę, jednocześnie strona polska wycofała uznanie dla rządu atamana Siemiona Petlury. Dziesiątki tysięcy żołnierzy armii URL po zakończeniu działań wojennych zostało internowanych w obozach na terenie Polski. Żyli w skrajnie trudnych warunkach, zmagając się z głodem, chorobami i brakiem jakichkolwiek perspektyw. Petlura wraz z rządem URL zmuszony był udać się na emigrację. W 1926 roku został zamordowany w Paryżu przez nasłanego agenta.

Instrumentalnie

Wśród patriotów ukraińskich, którzy nie utożsamiają się z ideologią Bandery i Szuchewycza, powoływanie się na wspólną walkę z okresu międzywojennego XX wieku brzmi jak szyderstwo. Wiem to od moich ukraińskich przyjaciół, którzy pracowali w redakcji „Czas Piku” (odpowiednik polskiej „Polityki”), do którego przed laty przesyłałem moje artykuły, między innymi dotyczące perspektyw przyjęcia Ukrainy do UE. Traktowanie Ukraińców instrumentalnie i niepoważnie jest skrajnym brakiem odpowiedzialności, albowiem wielu z nich jest znakomicie wykształconych i posiadających rzetelną wiedzę historyczną.

Tania krew

Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla „Washington Post” z sierpnia 2023 roku, podczas rozmowy z publicystą Markiem Thiessenem został zapytany m. in. o to, dlaczego amerykańscy prawicowcy – których część sprzeciwia się pomocy Ukrainie – powinni poprzeć jej walkę. „To bardzo proste. W tej chwili rosyjski imperializm może zostać powstrzymany tanio, bo amerykańscy żołnierze nie giną” – odpowiedział prezydent. Jak dodał, Władimir Putin marzy o odzyskaniu terytorium Imperium Rosyjskiego i musi być powstrzymany teraz, „żeby nie stało się tak jak w I i II wojnie światowej, kiedy amerykańscy żołnierze musieli przelewać krew i poświęcać życie w Europie na rzecz przywrócenia pokoju i wolności światu”. Ergo, według Andrzeja Dudy ukraińska krew jest tania w porównaniu z ceną krwi innych nacji.

Kaczyński nawołuje do wojny

Polscy politycy, poczynając od Jarosława Kaczyńskiego, dawali złudną nadzieję, że Polska wesprze Ukrainę. W marcu 2022 roku Kaczyński zaproponował wprowadzenie misji pokojowej NATO na Ukrainie. „Potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, która będzie w stanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy” – mówił wówczas prezes PiS. „To była propozycja misji pokojowej, oczywiście z udziałem armii amerykańskiej, która miała wkroczyć na tereny, gdzie nie toczyła się wojna, ale później rozwijać się i w ten sposób przekonywać Putina, że jego nadzieja na podbój Ukrainy jest całkowicie bezpodstawna. W ówczesnej sytuacji to by radykalnie poprawiło sytuację strategiczną wojsk ukraińskich” – ocenił prezes PiS.

Wojna zastępcza

Teren Ukrainy, jest miejscem toczącej się wojny zastępczej pomiędzy USA a Rosją. Tak zwanej wojny proxy. Amerykanie, ceniąc krew swoich żołnierzy, posługują się Ukraińcami. Jest taniej, co po kupiecku zauważył ówczesny prezydent RP Andrzej Duda, prywatnie mąż Agaty Kornhauser. W kwietniu 2023 roku z rąk Dudy Wołodymyr Zełenski otrzymał Order Orła Białego. Przyznano mu go w uznaniu za niezłomną postawę w obronie suwerenności Ukrainy po rozpoczęciu rosyjskiej Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie, zasługi dla bezpieczeństwa Europy oraz za wkład w zacieśnianie relacji polsko-ukraińskich

Grunt ideologiczny

Żeby mogła nastąpić bratobójcza wojna pomiędzy Rosją a Ukrainą, na Ukrainie musiała być reaktywowana stosowna ideologia, po tak zwanej Rewolucji Godności (zwana też Euromajdanem, były to trwające od listopada 2013 do lutego 2014 roku masowe protesty społeczne na Ukrainie). W lutym 2014 roku do sieci trafiła nielegalnie nagrana rozmowa telefoniczna między Victorią Nuland a ambasadorem USA w Kijowie, Geoffreyem Pyattem. Omawiała w niej ona preferowany skład przyszłego ukraińskiego rządu, rzucając dosadnym komentarzem „Fuck the EU” (wyrażając w ten sposób irytację powolną reakcją Unii Europejskiej na kryzys). Nota bene, Nuland (ówczesna asystent sekretarza stanu USA ds. Europy i Eurazji) była kluczową amerykańską dyplomatką zaangażowaną w wydarzenia na Ukrainie. W ramach wprowadzanej progresywnej „demokratyzacji”, w którą USA zainwestowało ponad 5 miliardów dolarów w celu rozwoju demokracji na Ukrainie (wypowiedź Nuland z grudnia 2013 roku).

Applebaum pochwała nacjonalizmu

Publicystka Anne Applebaum zauważyła, że Ukraina pilnie potrzebuje spajającej naród ideologii, którą definiuje jako „liberalny patriotyzm” lub „pozytywny nacjonalizm”. W jej przekonaniu brak silnego poczucia wspólnoty, lojalności wobec państwa i świadomości, że ojczyzna jest warta walki, był historycznie jej największą słabością. Swoje stanowisko autorka najpełniej wyłożyła w opublikowanym w 2014 roku artykule Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs(pol. Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). W późniejszych latach, w obliczu nasilających się działań wojennych, historyczka rozwinęła tę myśl. Zauważa, że to właśnie ten nowoczesny, wolnościowy patriotyzm oraz silna tożsamość narodowa Ukraińców są największym zagrożeniem dla imperialnych planów Władimira Putina (Anne Applebaum on Ukraine: One Year into the War). Współczesny ukraiński nacjonalizm niesie na swoich sztandarach tradycje i obyczaje związane z ideologią Bandery i Szuchewycza. Jest to ideologia, która doprowadziła do potwornych zbrodni na Polakach, nie tylko w Małopolsce Wschodniej. Warto zauważyć, że jest to ideologia skrajnie rasistowska, w której immanentną cechą jest nienawiść do Polaków, Rosjan i Żydów, wraz z wezwaniem do fizycznej likwidacji tych nacji.

Groźby Kijowa

W odpowiedzi na decyzję Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych nazwy „bohaterów UPA” prezydent RP oraz Kapituła Orderu Orła Białego, podjęli działania zmierzające do odebrania orderu. Prezydent uznał ten krok za przekroczenie progu wrażliwości historycznej i przypomniał, że pamięć o ofiarach zbrodni wołyńskiej wymaga stawiania granic w relacjach polsko-ukraińskich. W czerwcu 2026 roku klaun z Krzywego Rogu przestał być posiadaczem tego odznaczenia. Wkrótce potem Zełenski sam poinformował, że odesłał odznaczenie z powrotem do Polski. W geście solidarności z Wołodymyrem Zełenskim (który odesłał swoje odznaczenie po tym, jak prezydent Karol Nawrocki pozbawił go tego orderu zrzeczenie się najwyższego polskiego odznaczenia – Orderu Orła Białego – ogłosiło trzech byłych prezydentów Ukrainy: Leonid Kuczma (prezydent w latach 1994–2005), Wiktor Juszczenko (prezydent w latach 2005–2010), Petro Poroszenko (prezydent w latach 2014–2019). Wszyscy trzej byli prezydenci podkreślili w swoich oświadczeniach, że decyzja polskich władz jest niesprawiedliwa, a podważanie aktu nadania orderu dla głowy państwa ukraińskiego godzi w cały naród walczący o niepodległość. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. Pogarda, z jaką zwrócił najwyższe polskie odznaczenie klaun z Krzywego Rogu – pianista penisista, prezydentowi Nawrockiemu zobowiązuje do refleksji. W odpowiedzi na odebranie wyróżnienia Zełenskiemu o rezygnacji z innych przyznanych im polskich odznaczeń państwowych poinformowali także: Andrij Sybiha (minister spraw zagranicznych Ukrainy), Andrij Jermak (szef Biura Prezydenta Ukrainy), Ihor Żowkwa (zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy), Wasyl Bodnar (ambasador Ukrainy w Polsce). Minister spraw zagranicznych Ukrainy wprost zagroził Polsce: „Widzimy znaczny wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce. Jest bardzo dużo napadów na Ukraińców, poniżania ich, przemocy wobec dzieci. To stanowi zagrożenie życia dla Ukraińców. Mamy armię widzimy, jaka jest rola Ukrainy i będziemy tę rolę wypełniać”. Na podstawie analizy dalszych wypowiedzi Andrija Sybihy można wywieść, że mamy wypowiadane wprost groźby, pod adresem Polaki, i że należy spodziewać się prowokacji. Mówi on też o niemieckim wsparciu dla zbanderyzowanej Ukrainy, którego celem jest wspólne osłabienie Polski.

Order „obywatelski”

Po tych wydarzeniach w Polsce pewna grupa ludzi z polskim obywatelstwem, wśród których znajdują się między innymi, takie postacie jak Anne Applebaum, Adam Michnik, Natalia Panczenko, Jarosław Kurski, Seweryn Blumsztajn, Jerzy Borowczak, Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Janina Ochojska, Eugeniusz Smolar, Róża Thun, Tomasz Lis i inni (pełna lista) postanowiła nadać Obywatelski Order Przyszłości prezydentowi Zełenskiemu oraz narodowi ukraińskiemu. W trakcie rozmowy z moimi ukraińskimi przyjaciółmi, których poznałem w trakcie współpracy z ukraińskim „Czas Pikiem”,dowiedziałem się, że najbardziej wiarygodni dla współczesnych wyznawców skrajnej nacjonalistycznej ukraińskiej ideologii byliby Volksdeutsche z Polski, przedstawiciele Jüdischer Ordnungsdienst lub ich potomstwo. Wszyscy ci, którzy mogliby wykazać się stosownymi korzeniami. Innymi słowy, właściwym pochodzeniem.

Ćwiczcie rzymski salut

Następna sprawa, którą omówiłem z nimi to prawidłowe wypowiadanie „Sława Ukrainie” (czym w polskim Sejmie wyróżnia się posłanka Klaudia Jachira, należąca do klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej) lub w trakcie wizyty polskiego przedstawiciela na Ukrainie, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który wygłosił przemówienie w ukraińskiej Wierchownej Radzie 24 lutego 2026 roku, zakończone słowami „Sława Ukrainie”. Wyjaśnili mi jak goście z polskim obywatelstwem, chcący tym zawołaniem zaimponować Ukraińcom, powinni czynić to poprawnie – donośnie, głośno wypowiadanemu „Sława Ukrainie”, powinien towarzyszyć tak zwany „salut rzymski”. Zalecany na tę okoliczność w instrukcjach przez nacjonalistów ukraińskich. Wcześniej powinni to przed lustrem poćwiczyć! A więc panie, dziewczęta, panowie i chłopcy, początkujący serwiliści i zawodowcy – do dzieła! Przed wyjazdem na Ukrainę znaleźć stosowne kwity, fotografie ze zbiorów rodzinnych, zabrać je w podróż. Koniecznie ćwiczcie przed lustrem „Sława Ukrainie”, przed przybyciem na zaplanowaną uroczystość ponownego pochówku Stiepana Bandery w Ukraińskim Panteonie Narodowym.

Niniejszy poradnik dedykuję wszystkim potrzebującym, nie wykluczając grupy trzymającej władzę, oraz tym, którzy przyznali klaunowi z Krzywego Rogu, słynnemu pianiście-penisiście order medalu, z żelaznego metalu z dębowymi liśćmi.

Eugeniusz Zinkiewicz

Czy nie czas odebrać im zapałki? Jak państwa bałtyckie igrają z ogniem na granicach z Rosją

Czy nie czas odebrać im zapałki? Jak państwa bałtyckie igrają z ogniem na granicach z Rosją.

Natalia Eremina o tym, dlaczego Wilno, Ryga i Tallin podsycają płomienie kryzysu i pod czyim nadzorem

Natalia Eremina , doktor nauk politycznych, kandydatka nauk historycznych, profesor na Wydziale Studiów Europejskich Uniwersytetu Państwowego w Petersburgu i ekspert Rosyjskiej Rady ds. Międzynarodowych (RIAC)

6 lipca, tass-ru/opinions

Rój dronów podczas ćwiczeń wojskowych Tarcza Wolności na Litwie.© Alius Koroliovas/Getty Images

Strategia NATO wobec Rosji sprowadza się zasadniczo do wdrażania złożonych, wielowarstwowych ograniczeń. Ta polityka „kulawości” jest najaktywniej realizowana w regionie Morza Bałtyckiego, gdzie państwa bałtyckie są spychane do niewdzięcznej roli strefy buforowej, poświęcane geopolitycznym ambicjom swoich „starszych towarzyszy” w Sojuszu Północnoatlantyckim. Obecnie stolice państw bałtyckich gwałtownie podnoszą stawkę, głównie po to, by utrzymać słabnącą uwagę NATO w obliczu ogólnego zmęczenia sojuszników.

Litwa była tu głównym tematem wiadomości. Inicjatywa nowego rządu – lokalny Sejm zatwierdził Mindaugasa Sinkevičiusa na stanowisko premiera 30 czerwca – była radykalna: Wilno zaproponowało zniesienie konstytucyjnego zakazu rozmieszczania broni masowego rażenia, w tym broni jądrowej, w kraju, aby nie być „słabym ogniwem” w sojuszu. Sąsiednia Łotwa przyjęła inne podejście: premier Andris Kulbergs ogłosił, że do końca lata republika planuje wznieść „mur dronów” wzdłuż całej granicy z Rosją i Białorusią.

Region bałtycki szybko staje się potencjalnym obszarem konfliktu zbrojnego, o czym świadczy rosnąca liczba sytuacji konfliktowych – od incydentów na morzu po ataki dronów na obiekty w północno-zachodnim Okręgu Federalnym. Poziom militarystycznego szaleństwa osiągnął taki poziom, że litewski minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys, w wywiadzie dla szwajcarskiej gazety, otwarcie wezwał NATO do ataku na obwód kaliningradzki.

Pojechaliśmy nad Morze Bałtyckie i podpaliliśmy Morze Bałtyckie.

Podstawowym środkiem odstraszania Rosji stała się stała obecność wojskowa państw NATO. Przykładowo, od 2022 roku co najmniej podwoiły one swoją obecność w regionie. Dowodzone przez Londyn Połączone Siły Ekspedycyjne (JEF) odgrywają w tym zadaniu kluczową rolę. Członkami tej struktury są również Łotwa, Litwa, Estonia, Dania, Islandia, Norwegia, Holandia, Finlandia i Szwecja.

Wielka Brytania aktywnie współpracuje również z państwami nordycko-bałtyckimi (NB8). Ponadto, tworzona jest wielonarodowa morska grupa uderzeniowa, złożona z tych samych państw regionu. Podczas regularnych ćwiczeń wojskowych sojuszu – takich jak Steadfast Defender i Baltops – otwarcie rozważane są scenariusze blokady Kaliningradu i Sankt Petersburga. W tym celu w regionie wdrożono już całodobowy nadzór w ramach operacji Baltic Sentry. Jednocześnie, pod auspicjami brytyjskiego Ministerstwa Obrony, wdrażany jest program Atlantic Bastion, zakrojona na szeroką skalę inicjatywa hybrydowa mająca na celu kontrolowanie ruchu rosyjskich okrętów na północnym Atlantyku.  

Na papierze wyglądało to gładko, ale potknęliśmy się na wąwozach

Kraje bałtyckie zobowiązały się do zbiorowej modernizacji swoich flot oraz systemów nadzoru powietrznego i morskiego.

Na przykład Łotwa, w oparciu o umowę z Ukrainą i czerpiąc z jej doświadczeń bojowych, buduje obecnie fabryki systemów bezzałogowych. Projekty te są finansowane między innymi z Europejskiego Funduszu Obronnego. Ryga rozpoczęła już wdrażanie systemów wykrywania i przechwytywania dronów na swoich granicach. Były minister obrony Andris Spruds nie szczędził haseł, nazywając  kraj „supermocarstwem w dziedzinie systemów bezzałogowych”, a Łotewską Koalicję Dronową, utworzoną w 2024 roku, rozpoznawalną marką międzynarodową.

Jednak 10 maja 2026 r. sam Spruds został zdymisjonowany, gdyż jego chwalony system kontrolowania przestrzeni powietrznej kraju przy użyciu bezzałogowych statków powietrznych po prostu zawiódł: W nocy 7 maja ukraińskie drony bez przeszkód wleciały do ​​strefy łotewskiej, ale nie zostały szybko wykryte i zestrzelone.

Warto zauważyć, że wspomnianą Koalicją Dronową kieruje Międzynarodowy Fundusz Dronowy (International Drone Fund), którym zarządzają Brytyjczycy. Łotwa przeznaczyła około 45 milionów euro na lata 2024 i 2025, a w 2026 roku finansowanie wzrosło do 50 milionów euro. Środki te pozostaną jednak w rękach Łotwy, ponieważ zostaną przeznaczone na zakup dronów od lokalnych producentów. Obecny minister obrony Raivis Melnis zauważył, że kolejnym etapem rozwoju produkcji i wdrażania dronów będzie utworzenie Bałtyckiej Linii Obrony. Ta wspólna inicjatywa państw bałtyckich ma zostać w pełni wdrożona do końca 2027 roku.  

Litwa również dąży do dotrzymania kroku Łotwie. Tam ukraińska firma „Robotic Complexes” i Bałtycki Instytut Zaawansowanych Technologii (BPTI) budują fabrykę, która będzie produkować bezzałogowe statki powietrzne i roboty na zlecenie Kijowa. Wilno koncentruje się szczególnie na dronach morskich.

Tymczasem litewskie Ministerstwo Obrony ogłosiło przetarg na rozwój dronów do przechwytywania celów powietrznych, z kwotą finansowania 3 mln euro. Jednak masowa produkcja dronów na Litwie miała rozpocząć się do końca 2024 roku. Wówczas minister obrony zadeklarował gotowość przeznaczania 30 mln euro rocznie na rozwój wojskowego arsenału bezzałogowych statków powietrznych. Ten sam cel został ponownie wyznaczony w czerwcu 2026 roku. Najwyraźniej zobowiązania finansowe okazały się nieopłacalne dla całego państwa, a w szczególności dla Ministerstwa Obrony.

Tymczasem Estonia rozpoczęła instalację stacjonarnych systemów detekcji dronów w maju 2026 roku. Już w 2023 roku jej Siły Zbrojne planowały utworzenie specjalnej jednostki wyposażonej w drony kamikaze, która miała być pierwszą w NATO. Plan ten jednak nigdy nie został zrealizowany, a Estonia nadal kupuje takie drony od Izraela.

Aspekt ukraiński

Wyraźnie widać, że kraje bałtyckie dążą do utworzenia wspólnej koalicji wsparcia dla Ukrainy i zabezpieczenia jej długoterminowej pozycji. Wilno, Ryga i Tallin świadomie koncentrują uwagę NATO na swoim regionie, obawiając się, że partnerzy osłabią ich obecność w tym regionie (zwłaszcza w kontekście lokalnych kryzysów w innych częściach świata). To wyjaśnia ich gotowość do podejmowania rekordowych zobowiązań finansowych. Kraje bałtyckie należą do najaktywniejszych sponsorów Kijowa: po spotkaniach Rammstein zobowiązały się do corocznego przeznaczania co najmniej 0,25% swojego PKB na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy.

Wszystko co mamy, Ukrom oddamy?

Wszystko co mamy, Ukrom oddamy?

Zygmunt Białas zygmuntbialas/wszystko-co-mamy-ukrom-oddamy

Kilka dni temu Krzysztof Bosak przekazał informację, że ‚w marcu w tajemnicy przed Sejmem [i przed prezydentem] rząd oddał Ukrainie drogie i trudne do nabycia pociski przechwytujące do systemu Patriot’. Wywiązała się awantura między politykami partii koalicyjnych a opozycją. O szczegółach informują nas publicyści platformy  strajk.eu  – Maciej Wiśniowski i Kamili Łukaszek w podcaście zatytułowanym „Czy warto było oddać Ukrainie rakiety?” [w oryg. md]

„Nie igrajcie z ogniem”  powiedział Donald Tusk odnosząc się do wezwań opozycji do ograniczenia wsparcia dla Ukrainy. Stwierdził, że ‚wsparcie Kijowa w walce z Rosją leży w interesie Polski’. Jastrząb gen. Roman Polko powiedział, że należało oddać Ukrainie rakiety, bo „każdy pocisk, który leci w kierunku Rosji to nasz żywotny interes”. Paweł Kowal, który przebija wszystkich polityków III RP w nienawiści do Moskwy, informuje szczerze, że „Polska znajduje się w stanie wojny z Rosją”.

Przekazanie wkładów do systemu Patriot nastąpiło w marcu, w momencie wojny USA i Izraela z Iranem. Z ukraińskich informacji wynika, że przekazanie odbyło się na polecenie kanclerza Niemiec Friedricha Merza. Mielibyśmy więc do czynienia z naciskiem Berlina? W innym źródle czytamy, że był to prikaz  płynący z NATO.

Nasuwają się tu nieodparcie wątpliwości co do polityki zagranicznej III RP. W mainstreamie podają ciągle, że „hybrydowy atak Rosji na wschodnią flankę jest nieunikniony”, a my oddajemy Ukrainie podstawowe i deficytowe wyposażenie obronne. Na wkłady [pociski przechwytujące (rakiety)] do systemu wydaliśmy ‚grube’  pieniądze, a oddaliśmy je za friko. Były i są nam niepotrzebne w sytuacji, gdy „Rosja dyszy chęcią zaatakowania wschodniej flanki NATO”

===============================

pociski przechwytujące (rakiety)

Kijów po rosyjskim ataku

Kruche jest założenie, że Rosja nas zaatakuje, a my słyszymy ciągle jeden komunikat, że Ukraina jest teraz zagrożona, a więc powinniśmy działać w celu obniżenia zdolności bojowych Moskwy. Obdarowujemy kijowski reżim, oddajemy naszą żelazną rezerwę obronną i zapominamy, że bezpieczeństwo Polski powinno być na pierwszym miejscu.

I jak reaguje kijowska klika? – Umieściła szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego na liście Myrotworca, liście ‚wrogów Ukrainy’. Być na tej liście nie jest bezpiecznie – można zginąć nieoczekiwanie. Jest na niej wielu Polaków, m.in. Grzegorz Braun, Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak, Mateusz Piskorski, Tomasz Jankowski, Jan Engelgard, Przemysław Piasta, Jacek Międlar czy Katarzyna Sokołowska. Rząd Tuska nie dostrzega jednak, nie widzi problemu. Nie reaguje na wzrastający szowinizm na Ukrainie, jak i zagrożenie życia Polaków, w tym czołowych polityków i publicystów III RP.

I dodam, że W. Kosiniak-Kamysz odtajnił informacje niejawne ogłaszając, że latach 2022 do połowy 2026 Polska przekazała Ukrainie broń o wartości 16,5 miliarda złotych. Mówi wicepremier: „Rząd nie ulegnie populistycznym krzykom i nie zejdzie z drogi wspierania Ukrainy”. Podkreślił, że „prawdziwy wróg jest na Kremlu. To Rosja najechała Ukrainę i dokonuje prowokacji wobec państw NATO”. – Takie bzdety opowiada lekarz z zawodu, minister obrony i wicepremier w jednej osobie. Jedno zdanie wydaje się jednak być prawdziwe: „Hipokryzja i zakłamanie polityków PiS nie znają granic”.

Zygmunt Białas

Niemcy nadal płacą Ukrainie – pomimo Nord Stream

Niemcy nadal płacą Ukrainie – pomimo Nord Stream

Autorstwa Uwe Froschauera

Od początku wojny na Ukrainie Niemcy były jednym z największych sojuszników Kijowa. Niemiecki rząd dostarczył broń, zapewnił miliardową pomoc i zapowiedział dalsze, znaczne zobowiązania finansowe. Tymczasem ocena prawna ataku na gazociąg Nord Stream uległa zmianie: Prokuratura Federalna wniosła oskarżenie przeciwko obywatelowi Ukrainy za jego rzekomy udział w zniszczeniu gazociągów Nord Stream – ataku na krytyczną infrastrukturę energetyczną Niemiec.

W tym kontekście pojawia się pytanie polityczne, które do tej pory nie było przedmiotem publicznej dyskusji: Według jakich kryteriów rząd federalny Niemiec podejmuje decyzje o solidarności, odpowiedzialności i wykorzystaniu niemieckich pieniędzy podatkowych?

Według niemieckiego rządu i doniesień medialnych, Niemcy będą nadal udzielać Ukrainie wsparcia na wysokim poziomie w nadchodzących latach. W związku z decyzjami niedawnego szczytu NATO mówi się o kolejnych miliardach euro. Oznacza to, że Niemcy pozostają jednym z najważniejszych sponsorów wojskowych i finansowych Ukrainy.

Jednocześnie organy śledcze zakładają, że wysadzenie gazociągów Nord Stream było powiązane z działaniami ukraińskimi. O odpowiedzialności karnej ostatecznie zdecyduje właściwy sąd. Niezależnie od tego, pojawia się już fundamentalne pytanie polityczne: jakie konsekwencje poniosą Niemcy, jeśli państwo, które w wyjątkowym stopniu wspierają, będzie powiązane z podejrzeniem ataku na niemiecką infrastrukturę?

Nord Stream – znacznie więcej niż atak na rurociąg

Zniszczenie gazociągów Nord Stream nie było zwykłym aktem sabotażu. Nie było ono wymierzone w byle jaką konstrukcję na dnie morskim, ale w centralny element niemieckiego systemu energetycznego. Ktokolwiek zniszczył Nord Stream, uderzył nie tylko w stalowe rury na Morzu Bałtyckim, ale w gospodarczy kręgosłup uprzemysłowionego kraju.

Przez dziesięciolecia Niemcy były – i nadal są – uzależnione od niezawodnych i stosunkowo tanich dostaw gazu. Gaz ziemny to nie tylko energia grzewcza dla milionów gospodarstw domowych. Jest surowcem dla przemysłu chemicznego, źródłem energii dla hut stali, producentów szkła, papierni i niezliczonych średnich przedsiębiorstw z różnych sektorów. Łączna przepustowość obu systemów Nord Stream sięgała 110 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, co czyni je jednymi z najważniejszych połączeń energetycznych w Europie.

Zbytnim uproszczeniem byłoby przypisywanie wszystkich problemów gospodarczych Niemiec wyłącznie zniszczeniu rurociągów. Równie nieuczciwe byłoby jednak bagatelizowanie ich znaczenia. Wraz ze zniszczeniem rurociągów kluczowa opcja dostaw została trwale usunięta z arsenału narzędzi niemieckiej polityki energetycznej. Konsekwencją jest większa niepewność w zakresie dostaw energii i zwiększone uzależnienie od źródeł alternatywnych.

Wysokie ceny energii zwiększają koszty całej produkcji przemysłowej. Firmy tracą konkurencyjność, inwestycje są wstrzymywane lub przenoszone za granicę, a energochłonne przedsiębiorstwa ograniczają produkcję lub zamykają działalność. Atak ten stanowił zatem kolejne, niezwykle ciężkie obciążenie dla i tak już nadwyrężonej niemieckiej bazy przemysłowej.

Reakcja polityczna

Akt oskarżenia wydany przez Prokuraturę Federalną nadał temu aktowi terrorystycznemu nowy wymiar. Gdyby zarzuty zostały potwierdzone w sądzie i gdyby odpowiedzialność ukraińskich władz państwowych została udowodniona, miałoby to poważne implikacje polityczne i międzynarodowe.

Niemniej jednak, jak dotąd nie doszło do gruntownej rewizji niemieckiej polityki wobec Ukrainy. Wręcz przeciwnie: według informacji uzyskanych przez Der Spiegel , około 11,5 miliarda euro niemieckiej pomocy wojskowej ma zostać udostępnione w tym roku w związku z decyzjami szczytu NATO. Jednocześnie magazyn, powołując się na ministra obrony Borisa Pistoriusa, poinformował, że Niemcy zamierzają nadal przeznaczać około 12 miliardów euro rocznie na wsparcie Ukrainy.

Te kwoty ilustrują priorytety polityczne rządu niemieckiego. Jednocześnie rodzą pytania, które muszą zostać publicznie omówione w świetle trwających śledztw: według jakich standardów porównywane są interesy bezpieczeństwa, gospodarki i finansów Niemiec z (rzekomymi) zobowiązaniami w zakresie polityki zagranicznej? Gdzie leżą granice solidarności państwowej?

Wymiar prawny

Polityczne implikacje wybuchu Nord Streamu są oczywiste. Jego wymiar prawny jest mniej zauważany.

Gdyby udowodniono, że atak został zaplanowany, zlecony lub wspierany przez organy państwowe i można go im przypisać na mocy prawa międzynarodowego, rodziłoby to fundamentalne pytania o odpowiedzialność państwa. W takim przypadku problem nie dotyczyłby już wyłącznie indywidualnej odpowiedzialności karnej sprawców, ale także potencjalnych konsekwencji działań państwa na mocy prawa międzynarodowego.

Nawet jeśli prawnie nie można mówić o wypowiedzeniu wojny – choć ja to robię – to sponsorowany przez państwo akt sabotażu wymierzony w krytyczną infrastrukturę zaprzyjaźnionego państwa – pod warunkiem, że sąd bezstronny wobec politycznych przekonań ustali odpowiednie fakty – zaliczałby się do najpoważniejszych możliwych naruszeń zaufania międzynarodowego. Miałby on bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo narodowe, zaopatrzenie w energię i kluczowe interesy gospodarcze Niemiec.

W związku z tym pojawia się kluczowe pytanie polityczne: jakie konsekwencje poniesie rząd niemiecki, jeśli potwierdzi się tak poważny zarzut wobec władz państwa, które Niemcy jednocześnie wspierają dziesiątkami miliardów euro? Pytanie to nie jest skierowane do narodu ukraińskiego. Dotyczy ono odpowiedzialności politycznej rządu niemieckiego i sposobu, w jaki postępuje on w sprawie, której znaczenie wykracza daleko poza zwykły proces karny.

A co jeśli podejrzenie padłoby na inny stan?

Ciekawe pytanie: czy reakcja polityczna w Niemczech byłaby taka sama, gdyby podobne podejrzenia skierowano przeciwko innemu państwu?

Eksperyment myślowy ilustruje tę tezę. Załóżmy, że organy śledcze oskarżyły obywatela Rosji, Chin lub Iranu o atak na kluczową niemiecką infrastrukturę energetyczną i jednocześnie opublikowały dowody na możliwe zaangażowanie państwa. Jakich konsekwencji politycznych można by się spodziewać?

Czy pojawiłyby się apele o dodatkowe sankcje? Czy zwołano by nadzwyczajne posiedzenie Bundestagu? Czy podjęto by działania dyplomatyczne lub dokonano przeglądu stosunków dwustronnych? I czy kontynuowanie miliardowej pomocy na tych samych warunkach byłoby politycznie możliwe? Oburzenie z pewnością byłoby ogromne!

Chociaż nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi na te pytania, dotychczasowe reakcje niemieckiego rządu sugerują, że przy ocenie przestępstwa tej wagi stosowane są niespójne standardy. Poruszone powyżej kwestie dotyczą ogólnej zasady praworządności i polityki zagranicznej: porównywalne sytuacje powinny być oceniane według możliwie najbardziej jednolitych standardów. Poważnie wątpię, czy tak się dzieje w przypadku Ukrainy.

Miliardy – i pytanie o konsekwencje

Niezależnie od wyniku postępowania karnego, pojawia się kolejne fundamentalne pytanie. Od początku wojny Niemcy wspierały Ukrainę w stopniu niespotykanym u prawie żadnego innego państwa europejskiego. Pomoc ta obejmuje wsparcie wojskowe i bezpośrednią pomoc finansową, a także wkłady na poziomie UE, przesiedlenia milionów uchodźców i udział w odbudowie.

Gdyby potwierdziło się podejrzenie, że ukraińskie władze państwowe brały udział w planowaniu lub wspieraniu sabotażu Nord Stream i że działanie to można im przypisać na mocy prawa międzynarodowego, pojawia się pytanie o konsekwencje polityczne i prawne. Obejmowałoby to nie tylko stosunki dyplomatyczne, ale także potencjalne roszczenia wynikające z zasad odpowiedzialności państwa i prawa międzynarodowego. Czy konkretne ustalenia sądów, oparte na odpowiednich standardach prawa międzynarodowego, mogłyby prowadzić do roszczeń odszkodowawczych lub innych konsekwencji prawnych?

W tym kontekście warto przyjrzeć się zakresowi niemieckich działań wspierających od 2022 roku. Skala ta obrazuje, jaką odpowiedzialność finansową Niemcy już przyjęły na siebie i jakie dodatkowe środki finansowe zostały teraz zapowiedziane.

Według niemieckiego rządu, Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii (Ukraine Support Tracker) i Komisji Europejskiej, od początku rosyjskiego ataku w lutym 2022 r. Niemcy udzieliły lub zadeklarowały pomoc Ukrainie o łącznej wartości ponad 50 miliardów euro. Niemcy należą do największych światowych sponsorów Ukrainy.

Pomoc obejmuje znacznie więcej niż tylko dostawy broni. Obejmuje również bezpośrednią pomoc finansową, pomoc humanitarną, znaczące wsparcie ze strony Unii Europejskiej, opiekę i zakwaterowanie uchodźców w Niemczech, pomoc w odbudowie i wiele innych usług rządowych. Samo wsparcie wojskowe wynosi obecnie dziesiątki miliardów euro. I to szaleństwo ma się utrzymać dla Ukrainy w nadchodzących latach, z około 12 miliardami euro rocznie?! Myślę, że to zrozumiałe, że jako obywatel Niemiec czuję się całkowicie zdradzony tak nieodpowiedzialnym i antyobywatelskim podejściem do tej zbrodni.

Te liczby wyraźnie ilustrują finansowy wymiar, jaki osiągnęła obecnie niemiecka polityka wobec Ukrainy. Kwestia prawnych i politycznych konsekwencji, jakie pociągnęłoby za sobą ewentualne orzeczenie sądów, że ukraińskie władze państwowe są odpowiedzialne za sabotaż gazociągów Nord Stream lub ponoszą odpowiedzialność na mocy prawa międzynarodowego, powinna budzić duże zainteresowanie opinii publicznej. W takim przypadku pojawiłyby się liczne pytania. Czy konieczne byłyby konsekwencje dyplomatyczne? Czy rząd niemiecki musiałby ponownie ocenić swoje środki wsparcia? Czy roszczenia o reparacje lub odszkodowania wynikałyby z zasad odpowiedzialności państwa? A może względy polityczne nadal miałyby pierwszeństwo przed konsekwencjami prawnymi?

Co się naprawdę dzieje, panie Merz? Co jeszcze dzieje się za kulisami? Jaki program realizuje pan i pański rząd? Czy pociągnie pan Ukrainę do odpowiedzialności, jeśli zajdzie taka potrzeba? Czy w końcu przestanie pan marnować ciężko zarobione pieniądze podatników na Ukrainę? Czy pociągnie pan Ukrainę do odpowiedzialności za szkody i zażąda zwrotu już udzielonej pomocy finansowej, przekazując ją obywatelom Niemiec, których pan rzekomo reprezentuje? Jestem bardzo ciekaw, panie Merz! Moim zdaniem pańskie postępowanie wobec Ukrainy to zdrada narodu niemieckiego, którego pan rzekomo reprezentuje!

Miliardy dla Ukrainy – oszczędności w kraju.

Zasoby budżetowe są ograniczone, a każda decyzja polityczna nieuchronnie oznacza mniej pieniędzy dostępnych gdzie indziej. Dlatego rząd niemiecki regularnie wskazuje na potrzebę konsolidacji, oszczędności i reform strukturalnych. Obywatele muszą zacisnąć pasa, gminy muszą efektywniej zarządzać swoimi finansami, a systemy zabezpieczenia społecznego są pod znaczną presją finansową z powodu zmian demograficznych. Argument ten nasuwa jednak pytanie: skoro pozornie istnieje nieograniczona możliwość finansowania coraz większej liczby miliardów dolarów pomocy dla Ukrainy, dlaczego brakuje możliwości finansowania wielu problemów w kraju? Czy jest Pan faktycznie kanclerzem Ukrainy, czy Niemiec, panie Merz?

Podczas gdy Berlin zapewnia Ukrainie kolejne miliardy, jednocześnie dyskutuje o cięciach w podstawowym zasiłku, reformach systemu emerytalnego i ubezpieczeń na życie, oszczędnościach w opiece zdrowotnej oraz zwiększonych obciążeniach finansowych obywateli. Rząd federalny uzasadnia te działania napiętą sytuacją budżetową i konieczną konsolidacją. Opłakaną sytuację finansową Niemiec przypisuję przede wszystkim marnotrawieniu pieniędzy podatników na nie do obrony cele polityki zagranicznej.

Władze lokalne również biją na alarm od pewnego czasu. Wiele miast i miasteczek zmaga się z rosnącymi wydatkami na opiekę społeczną, zaległościami inwestycyjnymi i poważnymi problemami finansowymi. Szpitale zmagają się z presją ekonomiczną, sektor opieki pielęgniarskiej z chronicznymi niedoborami kadrowymi, a kryzys mieszkaniowy pogłębia się, szczególnie w obszarach metropolitalnych.

Skoro dziesiątki miliardów euro można zmobilizować na wsparcie innego kraju, oczekuję zrozumiałych odpowiedzi na pytanie, dlaczego jednocześnie mówi się o napiętych budżetach na usługi socjalne, opiekę, służbę zdrowia czy infrastrukturę miejską. Mógłby Pan z łatwością zaoszczędzić 12 miliardów euro rocznie, Panie Merz! Istnieją również możliwości oszczędności w dodatkach wypłacanych Panu i innym posłom. Domaga się Pan, aby obywatele zacisnęli pasa, podczas gdy Pan i Pańscy podobni nieustannie domagają się wyższego wynagrodzenia za swoją pracę, niezależnie od jej oceny. Powiedziałbym, że to podwójne standardy, prawda?

Na koniec trafny komentarz Sahry Wagenknecht na Facebooku z 2 lipca 2026 roku:

„Federalna Prokuratura oskarżyła głównego ukraińskiego podejrzanego o wybuch Nord Stream o zbrodnie wojenne. Co jeszcze musi się wydarzyć, zanim niemiecki rząd w końcu podejmie działania? Wszyscy wiedzą, że to ukraiński rząd, najprawdopodobniej sam Zełenski, zlecił ten akt terroru. W ramach podziękowania za zniszczenie naszej infrastruktury energetycznej Merz z radością nadal wysyła Kijowowi miliardy w darowiznach, które następnie giną w bagnie korupcji. Dość tego! To sprzeniewierzanie pieniędzy podatników musi zostać natychmiast powstrzymane. Zamiast nadal robić z nas pośmiewisko, niemiecki rząd powinien skupić się na ponownym imporcie taniego rosyjskiego gazu przez wciąż nienaruszony odcinek gazociągu. To byłaby ogromna ulga dla firm i konsumentów!”

To samo! Nic więcej do dodania.

Niemiecki świadek odwiedza zniszczony przez ukraińskie drony akademik w Starobielsku

Wojna w Donbasie: Niemiecki świadek odwiedza zniszczony przez ukraińskie drony akademik w Starobielsku

5 lipca 2026 r. Od: Ulrich Heyden globalbridge-ch./donbass-krieg-deutscher-augenzeuge-besucht-von-ukrainischen-drohnen-zerstoertes-schueler-wohnheim-in-starobelsk

W ciągu ostatnich czterech tygodni kontynentalna Rosja i regiony przez nią okupowane były niemal codziennie celem ukraińskich ataków dronów na cele cywilne, szkoły, autobusy i domy prywatne. Skala tych ataków przypomina lata 2014–2021, kiedy to armia ukraińska i bataliony skrajnie prawicowych ekstremistów ostrzeliwały artylerią, rakietami i myśliwcami Suchoj osiedla mieszkaniowe w Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej, utworzonej w 2014 roku na podstawie gwarantowanego przez ONZ prawa do samostanowienia. Niemiecki aktywista Marco Leo Samm z Fryburga Bryzgowijskiego odwiedził na początku czerwca akademik i uczelnię w Starobielsku, gdzie 22 maja ukraińskie drony zabiły 21 studentów. [1]

W odniesieniu do ataku dronów na internat w Starobielsku, Kijów oświadczył, że w zniszczonych budynkach szkolnych znajdowało się „rosyjskie centrum dowodzenia”. Na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ, zainicjowanym przez Rosję, delegacje zachodnie oświadczyły, że zarzuty Rosji nie mogą zostać zweryfikowane. 

Tylko garstka niemieckich dziennikarzy i aktywistów niezależnych relacjonuje wydarzenia z terenów Donbasu, które od 2022 roku nie są kontrolowane przez Kijów. Wśród nich jest mistrz fryzjerski Marco Leo Samm. 

Długa podróż

Według Samma, podróż do Ługańska nie była do końca prosta. Poleciał z Kaliningradu do Moskwy, a następnie wsiadł w nocny pociąg do Rostowa nad Donem. Stamtąd samochodem odebrali go przedstawiciele Ługańskiej Republiki Ludowej. Dzięki temu Samm mógł przekroczyć granicę między Ługańską Republiką Ludową a Federacją Rosyjską, która nadal jest bardzo ściśle kontrolowana, bez większych opóźnień. 

Samm był już w Ługańsku jako obserwator wyborów w 2018 roku. Od tego czasu utrzymuje kontakt z miastem. Władze Ługańska z zadowoleniem przyjęły jego ponowne spotkanie. 

Jak mistrz fryzjerski trafił do części Donbasu, która została podbita przez armię rosyjską w 2022 roku? Wydaje się, że ma to związek z historią jego rodziny. Pochodzi z rodziny wieloetnicznej. Wielu jego krewnych zostało zamordowanych na Łotwie podczas okupacji niemieckiej i pochowanych w lasach pod Rygą. To skłoniło go do głębszego zgłębienia historii i polityki. Po ukończeniu praktyki fryzjerskiej, sfrustrowany polityczną sztywnością byłej NRD, wyjechał na Zachód jeszcze przed upadkiem Muru Berlińskiego. Rozpoczął naukę wizażysty w Teatrze Państwowym w Oldenburgu. Przez 25 lat był przedsiębiorcą i mistrzem fryzjerskim. Obecnie pracuje jako freelancer w różnych branżach.

Co podróżnik z Fryburga zobaczył w Starobielsku?

3 czerwca Marco Samm udał się samochodem do Starobielska w towarzystwie przedstawiciela Ługańskiej Republiki Ludowej. Miasto położone jest 120 kilometrów na północ od Ługańska i około 70 kilometrów na wschód od linii frontu. Liczy 16 000 mieszkańców. 

Co obserwator z Fryburga widział w Starobielsku? „Po prawej i lewej stronie drogi znajdował się zniszczony teren: z jednej strony akademik, z drugiej uczelnia z salami wykładowymi. Widziałem pas zniszczeń szeroki na 200–300 metrów. Budynki zostały zaatakowane przez dziesięć lub więcej dronów. Zniszczone zostały również domy prywatne i sala balowa. Wokół domów znajdował się park. Był tam lej po eksplozji”. Nie widział żadnych instalacji wojskowych w Starobielsku. Ale widok ciężarówek wojskowych na drogach Ługańskiej Republiki Ludowej nie był w tym regionie niczym niezwykłym. 

Samm powiedział, że jego wizyta była niezapowiedziana. Spotkał się z dyrektorem uczelni. W szkole trwały prace porządkowe. Gruz był usuwany. 

Studenci stali na poboczu drogi. Młoda kobieta zgodziła się opowiedzieć, co się stało. „Była kompletnie zrozpaczona i bliska łez. Straciła w ataku swoją najlepszą przyjaciółkę ze szkoły. Dziewczyna – nazwijmy ją Katarina – była w innej części miasta w czasie ataku. Większość ludzi nie chciała, by jej imię i nazwisko zostało wymienione. Jej zmarła przyjaciółka obchodziła osiemnaste urodziny dwa dni przed atakiem”. 

Niedaleko zniszczonego akademika znajdowało się miejsce, gdzie ludzie opłakiwali 21 ofiar, składając im zdjęcia, kwiaty i pluszaki. Tam obserwator z Fryburga nawiązał rozmowę z kilkoma młodymi ludźmi. „Opowiedzieli mi o swoim życiu. Powiedzieli, że w okolicy nadal obowiązuje godzina policyjna od 23:00 do 5:00. Tak było już w 2018 roku, kiedy ostatni raz byłem w Ługańsku”. 

Zauważył, że mieszkańcy nowo zdobytych terytoriów rosyjskich są ostrożni. Mówią, ale nie chcą być wciągani w publiczne rozgłosy. Często wynika to również z faktu, że „więzi rodzinne w tym regionie sięgają ponad granicami”. 

Nie wszedł do zniszczonego internatu ani do zniszczonej szkoły. „Wejścia były zablokowane. Nie sądzę, żeby próbowali cokolwiek ukryć. Moi towarzysze musieli ciągle okazywać dowody osobiste i tłumaczyć, skąd pochodzimy”. 

„Pamiętam też, że ukraińskie drony użyte do ataku na akademik miały podobno zawierać włoskie komponenty. Słyszałem o tym z kilku źródeł. Było to szeroko komentowane w mediach społecznościowych we Włoszech”.

Upamiętnienie 21 studentów zamordowanych przez Ukraińców w Starobielsku (zdjęcie: Marco Samm)

Ciągłe syreny alarmowe w Ługańsku

W Ługańsku udzielił wywiadu dwóm lokalnym kanałom telewizyjnym, Rossija 1 i Ługańsk 24, relacjonuje obserwator z Fryburga. Chcieli wiedzieć, jak czuje się jako Niemiec w takich momentach jak ten w Starobielsku. „Wyjaśniłem, że nie wszyscy Niemcy myślą tak jak niemieckie elity, które niemal jednogłośnie popierają stanowisko Ukrainy. I powiedziałem, że dołożę swoją małą cegiełkę, aby zapewnić im głos w naszym kraju”. 

Z powodu ciągłego wycia syren alarmowych w Ługańsku sytuacja bezpieczeństwa w mieście „nie jest optymalna”. „Kiedy pierwszy raz usłyszałem syrenę alarmową – stałem przed supermarketem SPAR – pomyślałem: Boże! Potem spojrzałem na ludzi wokół mnie i zobaczyłem, że zachowują względny spokój. Wtedy też trochę się uspokoiłem”. 

Mieszkańcy Ługańskiej Republiki Ludowej są „dumni, że dają sobie radę, mimo że godzina policyjna bywa dla nich trudną sytuacją”. Prąd i woda działają „bardzo dobrze”. Z drugiej strony, daje się odczuć pewne zmęczenie. 

„Powoli dorasta pokolenie, które nie wie, że jest inaczej. Słyszałem jednak również: To musi się kiedyś skończyć! Panuje atmosfera mieszana: »Zwycięstwo będzie nasze« i »Jesteśmy realistami. Ta sytuacja prawdopodobnie potrwa jeszcze dwa lata«. Nie potrafię powiedzieć, jak ludzie dochodzą do takiej oceny”.

„Der Spiegel”: „Błąd” armii ukraińskiej

W Rosji, po ataku na akademik w Starobielsku, pojawiły się przekleństwa i klątwy pod adresem Kijowa. Słyszałem wielu Rosjan mówiących, że Rosja musi w końcu uderzyć z całą stanowczością.

Rosja zwołała posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale nie udało jej się uzyskać potępienia Ukrainy za brutalny atak. Der Spiegel skomentował, że armia ukraińska prawdopodobnie popełniła „błąd”. NTV zasugerowała, że ​​„Rosjanie” „postąpią dokładnie tak samo” na Ukrainie. Dla tych mediów to był koniec sprawy. Niemieckie media nie przedstawiły jeszcze żadnych dowodów na celowe zabijanie cywilów przez armię rosyjską. Lista ofiar w Buczu pozostaje niedostępna. 

25 maja 2026 roku rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zorganizowało wyjazd prasowy do Starobielska dla korespondentów zagranicznych. Uczestniczyło w nim pięćdziesięciu jeden korespondentów. Wśród nich był tylko jeden Niemiec, Thomas Röper z antyspieglowskiego magazynu . Pokazano mu częściowo zniszczone sale lekcyjne należące do uczniów. Ich ubrania wciąż wisiały w szafach. Podczas wizyty Röper nie zobaczył żadnych mundurów, żołnierzy ani śladów „rosyjskiego centrum dowodzenia”, które według Kijowa istniało w zniszczonych budynkach. 

Dziennikarz „Anti-Spiegel” był głęboko poruszony tym, co zobaczył na miejscu zdarzenia. [2]  Zrelacjonował: „Atak rozpoczął się krótko po godzinie 2 w nocy z czwartku na piątek. Po pierwszych eksplozjach dzieci w akademiku wpadły w panikę i próbowały uciec z budynku. Ponieważ jednak okna zostały już rozbite podczas pierwszego ataku, wszystkie podłogi były pokryte potłuczonym szkłem, więc większość dzieci, które wybiegały z pokoi boso lub w cienkich kapciach, pocięła sobie stopy. Plamy krwi były wyraźnie widoczne, również na ścianach, ponieważ dzieci oparły się o nie zakrwawionymi rękami”.

Podczas drugiej fali ataków, zaledwie kilka minut po pierwszej, akademik został bezpośrednio trafiony i częściowo się zawalił. Większość ofiar, które niestety schroniły się w tej części budynku, zmarła. Prawie wszystkie ranne dzieci zostały już wypisane ze szpitala; około dziesięcioro nadal przebywa w szpitalu.

Bezprecedensowa liczba ataków na cywilów rosyjskich

Atak dronów na akademik i uczelnię w Starobielsku szybko zniknął z nielicznych niemieckich mediów, które o nim informowały. Jednak po ataku w Starobielsku liczba ofiar śmiertelnych wśród cywilów w kontynentalnej Rosji i „nowych regionach Rosji” nadal rosła w niespotykanym dotąd tempie.

3 czerwca  ukraiński dron zaatakował autobus komunikacji miejskiej w mieście Jenakijewo w Donieckiej Republice Ludowej. Autobus jechał z Moskwy do Symferopola, stolicy Krymu. [3] W wyniku ataku  zginęło siedem osób, a jedenaście zostało rannych. 

17 czerwca  autobus przewożący białoruską młodzieżową drużynę piłkarską został zaatakowany przez ukraińskie drony w obwodzie briańskim w Rosji. Na pokładzie znajdowały się 44 osoby. Osiem osób zostało rannych. Zginął jeden dorosły opiekun.

30 czerwca  w Jegoriewsku pod Moskwą w wyniku ataku ukraińskiego drona zginęło sześciomiesięczne dziecko. [4]  Dron zniszczył prywatny dom. Wybuchł pożar.  

2 lipca  w Łysyczańsku (Ługańska Republika Ludowa) wojsko ukraińskie ostrzelało autobus wiozący cywilów wracających z pracy. Dwanaście osób zostało rannych. Tego samego dnia autobus jadący trasą Mińsk–Briańsk – łączącą Białoruś z Rosją – został zaatakowany przez drona. Rannych zostało dwóch kierowców i jeden pasażer. [5]

Lista ukraińskich zbrodni wojennych przeciwko ludności cywilnej jest długa. Zaczyna się już w 2014 roku, kiedy ukraińska armia i prawicowe bataliony ekstremistyczne rozpoczęły ostrzał terenów mieszkalnych w samozwańczych Ługańskiej i Donieckiej Republice Ludowej w ramach „operacji antyterrorystycznej”. 

21 stycznia 2015 r. – „Atak rakietowy o 7:40 rano”.

Autor tych słów wspomina wizytę w Ługańskiej Republice Ludowej w styczniu 2019 roku. W mieście Stachanow byłem świadkiem nabożeństwa żałobnego dla sześciu cywilów, którzy zginęli w ataku rakietowym na dzielnicę mieszkalną miasta 21 stycznia 2015 roku. W ataku użyto ukraińskich rakiet Uragan. Czas ataku – 7:40 rano – gwarantował maksymalną liczbę ofiar. Jedna z uczestniczek nabożeństwa żałobnego, Jelena Myakikh, powiedziała mi [6]  , że jej córka odprowadzała tego ranka wnuczkę do przedszkola. W drodze tam rakieta Uragan eksplodowała – zaledwie kilka metrów przed nimi. Córka i wnuczka zginęły. 

Więzienie tortur w byłej fabryce kiełbas 

Obserwator z Fryburga odwiedził nie tylko miasto Starobielsk w Ługańskiej Republice Ludowej, ale także osławione więzienie tortur Połowikino, położone dziesięć kilometrów od Starobielska. Fabryka kiełbas została przekształcona w więzienie przez prawicowy ekstremistyczny Batalion Ajdar po 2014 roku. 

Komisja Praw Człowieka ONZ udokumentowała przypadki arbitralnych aresztowań, uwięzień i tortur osób w regionie. Osoby te były podejrzane o współpracę z Rosją. Byli to głównie cywile z regionu oskarżeni o separatyzm i szpiegostwo. 

Po zajęciu przez wojska rosyjskie regionu wokół więzienia w 2022 roku, w rosyjskich mediach pojawiły się doniesienia o warunkach panujących w więzieniu. [7]  Cele o powierzchni siedmiu metrów kwadratowych były przepełnione, przetrzymywano w nich wielu więźniów. Więźniów bito w piwnicy fabryki. Stosowano tortury psychiczne w celu wymuszenia zeznań lub okupu. 

Podczas zwiedzania więzienia, gość z Niemiec rozmawiał z Nikołajem, starszym obywatelem, który był tam więziony i zwolniony po tygodniach tortur za okup. Syn Nikołaja również był więziony w tym samym ośrodku. Nikołaj opowiadał, że jego syn został pobity na śmierć po tygodniach tortur. 

Samm rozmawiał również z biznesmenem, który chciał zachować anonimowość. Spędził on kilka miesięcy w więzieniu. Zgłosił, że był swego rodzaju „sługą” administracji więziennej. Służył również pilotce myśliwskiej Nadii Sawczenko, której więźniowie bali się z powodu jej sadystycznej natury. 

Obserwator z Fryburga opowiada: „Opowieści świadków, którzy przeżyli to piekło, a także historie wielu torturowanych, bitych i zamordowanych ofiar wywarły na mnie głębokie wrażenie”.

„Upadek z okna…”

Zapytałem Marco Samma, jak jego znajomi i obserwatorzy w mediach społecznościowych zareagowali na jego wyjazd. Powiedział, że nie napotkał żadnych problemów w życiu osobistym. Wręcz przeciwnie, otrzymał wsparcie. Ludzie mówili mu: „Byłeś tam już wcześniej, więc musisz tam wrócić”. 

Reakcje w mediach społecznościowych były mieszane. Pojawiły się obelgi, a nawet groźby śmierci, na przykład: „Znajdziemy cię, gdziekolwiek jesteś. Wypadnięcie przez okno to zdecydowanie opcja”. Ale pojawiły się również „bardzo dobre” komentarze pełne wsparcia, powiedział mi podróżnik z Fryburga.

Marco Samm sprawia wrażenie, że groźby go nie ruszają. Jest szczęśliwy i dumny, że przetrwał podróż bez szwanku, a na koniec udało mu się nawet spędzić kilka dni urlopu w czarnomorskim kurorcie Soczi. Mówi jednak, że często słychać było syreny alarmowe, a nad morzem czasami widywał błyskawice. Podobno strzelano tam do dronów. 

W Ługańsku upamiętniono również inwazję Wehrmachtu na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 roku. (Zdjęcie: Marco Samm)

Notatki i źródła
[1]  Film o zamordowanych studentkach ze Starobielska. Uwaga: obrazy niepokojące!  Starobielsk: Żadne dziecko nie powinno zginąć
[2]  Raport o zniszczeniu szkoły zawodowej pod Ługańskiem po ukraińskiej zbrodni wojennej – Anty-Zwierciadło
[3]  Atak na autobus Moskwa-Symferopol https://www.rbc.ru/politics/03/06/2026/6a1fdda19a7947df25c6062c?ysclid=mr3m3eodv9462776990
[4]  Śmierć niemowlęcia w obwodzie moskiewskim  https://rg.ru/2026/06/30/reg-cfo/v-podmoskove-v-rezultate-padeniia-ukrainskogo-bpla-pogib-shestimesiachnyj-rebenok.html?ysclid=mr3lp9uto9840631999
[5]  Raport o ukraińskich atakach dronów 2 lipca 2026 r.  https://ria.ru/20260702/vsu-2102446175.html
[6]  Relacja wideo, Ulrich Heyden,  Sześć lat wojny w Europie – relacja z Ługańska  (minuta 34:30)
[7]  Relacja z więzienia Połowikino autorstwa Ria Novosti https://ria.ru/20220310/lnr-1777444209.html

B. rzeczniczka Zełenskiego: I kto tu jest antyukraiński?

I kto tu jest antyukraiński?  

Julia Mendel. Była rzeczniczka Wołodymyra Zełenskiego

Jestem oskarżana o bycie „pro-rosyjskim” trollem w momencie, gdy podaję podstawowe fakty na temat wojny lub wyrażam niezgodę z polityką Zełenskiego niekończącej się eskalacji.

Często to boty, ale czasem także ludzie z wygodnego Zachodu, którzy naprawdę wierzą, że rozumieją Ukrainę i tę wojnę lepiej niż ja — ktoś, kto relacjonuje konflikt od samego początku w 2014 roku, wielokrotnie odwiedzał Donbas u boku Zełenskiego, brał udział w negocjacjach, pomagał tworzyć komunikaty dla prezydenta i pozostał w kraju, gdy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja w 2022 roku. Byłam ostrzeliwana, cudem przeżyłam, przemierzyłam kraj, pomagając cywilom w potrzebie, i intensywnie relacjonowałam jako dziennikarz. A jednak teraz niektórzy ośmielają się nazywać mnie pro-rosyjskim trollem tylko dlatego, że odmawiam popierania prymitywnego populizmu, który pozwala Zełenskiemu przedłużać wojnę, zarabiać na niej i trzymać się u władzy.

Więc pozwólcie, że będę do bólu szczera: wszyscy, którzy rzucają to oskarżenie, działają przeciwko mojemu krajowi. Wszyscy, którzy kupują szopkę graną przez Zełenskiego, którzy są gotowi walczyć z Rosją ukraińską krwią, ignorując cierpienie zwykłych ludzi – działacie przeciwko Ukrainie. Bezwstydnie popierając politykę Zełenskiego, bronicie obecnego status quo, co oznacza:

Ukrainę zredukowaną do trwale krwawiącego narodu, gdzie ludzie ledwie przetrwają pod ciągłym ostrzałem rosyjskim i coraz bardziej autorytarnymi rządami Kijowa;

Masowe naruszenia praw człowieka, z polowaniami na mężczyzn na ulicach, siłą wcielanych do armii, bitych, torturowanych, a czasem zabijanych w centrach rekrutacyjnych;

Powszechną korupcję – niemal każdy bliski współpracownik, przyjaciel czy wysoki urzędnik wokół Zełenskiego musiał stawić czoła oskarżeniom o pranie pieniędzy lub inną korupcję, podczas gdy firmy prowadzone przez jego najbliższe otoczenie otrzymują miliardy zachodnich pieniędzy podatników;   Putin rozpoczął tę wojnę, ale Zełenski nauczył się na niej ogromnie zarabiać;

Druzgocącą biedę, w tym średnie emerytury w wysokości zaledwie 180 dolarów miesięcznie;

Katastrofalny kryzys demograficzny – w zeszłym roku trzy razy więcej Ukraińców zmarło niż się urodziło;

Katastrofa  systemu edukacyjnego, z co najmniej jedną trzecią ukraińskich dzieci nie otrzymujących odpowiedniego nauczania i z wieloma uczniami czwartej klasy nie umiejącymi czytać;

Ucieczka wykształconych Ukraińców, masowa emigracja, depresja społeczna i trauma pokoleniowa, której leczenie zajmie dekady.

Niektórzy ludzie są tak spragnieni spalenia Rosji i tak oczarowani prymitywną grą Zełenskiego, że wybierają pozostanie ślepymi na katastrofę humanitarną rozwierającą się na Ukrainie. Dla mnie to czyni was antyukraińskimi.

Jeśli naprawdę chcecie walczyć z Rosją, idźcie na front. Przestańcie cenzurować Ukraińców wzywających do pokoju. Siedzenie wygodnie na Zachodzie i atakowanie tych, którzy domagają się końca rzezi, nie czyni was bohaterami – czyni was nędznymi i hipokrytami.  Pamiętajcie o tym następnym razem, gdy wasze palce zaswędzą, by wpisać kolejny obraźliwy komentarz.

Julia Mendel

Była rzeczniczka Wołodymyra Zełenskiego

Za: X

„Systematyczne ataki” Rosji zmieniają strategiczną dynamikę konfliktu na Ukrainie

„Systematyczne ataki” Rosji

zmieniają strategiczną dynamikę

konfliktu na Ukrainie.

Andrzej Korybko

Brak obrony powietrznej na Ukrainie stworzył dla Rosji strategiczną okazję, którą bezwzględnie wykorzystuje.

Ostatnie masowe ataki Rosji na cele wojskowe na Ukrainie zakończyły się ogromnym sukcesem, po tym jak rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ignat, przyznał, że nie przechwycono ani jednego pocisku. Stało się to w momencie, gdy Ukraina zwróciła się do prawie 40 swoich sojuszników z prośbą o przekazanie pocisków przechwytujących Patriot, biorąc pod uwagę globalny niedobór spowodowany trzecią wojną w Zatoce Perskiej, która uszczupliła połowę amerykańskich zapasów. Niejasna liczba pocisków, rzekomo potajemnie przekazanych przez Polskę wiosną, była niewystarczająca.

Lockheed Martin oświadczył wcześniej, że nie jest w stanie przewidzieć, kiedy rozpoczną się kolejne dostawy dla sojuszników USA. Stało się to po raporcie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, w którym stwierdzono, że może to potrwać co najmniej kilka lat. Mniej więcej w tym samym czasie brytyjskie media ostrzegły, że niedobór pocisków Patriot stworzył „okno podatności”, które Rosja wykorzystuje na Ukrainie. Stało się to po ogłoszeniu przez Rosję „systematycznych ataków” na Ukrainę, które najwyraźniej właśnie się rozpoczęły.

Wyjaśnienie ponad miesięcznego opóźnienia po ogłoszeniu przez Rosję jest takie, że jest to odwet za ukraińskie ataki terrorystyczne, co jest trafne, ponieważ Ukraina rozpoczęła serię ataków wspieranych przez USA w ramach 40-dniowej operacji Zełenskiego, mającej na celu zmuszenie Rosji do zamrożenia konfliktu. Chociaż ostatnie ataki Ukrainy na tym etapie wydają się być raczej pokazem niż posunięciem strategicznym, jak wyjaśniono tutaj, w szczególności mającym na celu odwrócenie uwagi od niepowodzeń na liniach frontu, takich jak Konstantynówka, są one częścią szerszego planu.

Trump niedawno zdecydował się na „eskalację w celu deeskalacji” konfliktu z Rosją poprzez „wojnę na wyniszczenie” pod wodzą Ukrainy. Jednak, jak oceniono po jego ostatniej rozmowie telefonicznej z Putinem, „jeśli Trump zauważy, że jego nowa „wojna na wyniszczenie” nie idzie zgodnie z planem, może zdecydować się na zawarcie sprawiedliwszego porozumienia z Rosją, tak jak zrobił to z Iranem po tym, jak trzecia wojna w Zatoce Perskiej również nie poszła zgodnie z planem”.

Doradca Putina, Jurij Uszakow, dodał, że Putin poinformował Trumpa o rzeczywistej sytuacji na polu bitwy, co jest kluczowe.

Dzieje się tak, ponieważ „Rosja ujawniła nową, trój-torową kampanię informacyjną Ukrainy na polu bitwy” dzień wcześniej, mającą na celu wprowadzenie USA w błąd co do stanu konfliktu przed szczytem NATO w tym tygodniu, na którym Zełenski ma nadzieję uzyskać większe wsparcie finansowe i wojskowe dla swojej nowej „wojny na wyniszczenie”. Trump może przychylić się do jego próśb, ale być może tylko w pewnych granicach, ponieważ źródło TASS zasugerowało, że jego wysłannicy mogliby wrócić do Rosji pod koniec sierpnia, a termin ten miałby kluczowe znaczenie.

Kolejne wybory do Dumy w Rosji odbędą się pod koniec września, a po nich w listopadzie odbędą się wybory uzupełniające w USA. Brak porozumienia w sprawie Ukrainy przed tym terminem może opóźnić znalezienie rozwiązania politycznego co najmniej do 2029 roku, jeśli Demokraci odzyskają kontrolę nad przynajmniej częścią Kongresu. W przeciwieństwie do rządzących Republikanów, są oni zdeterminowani, by nie oferować Rosji nawet ograniczonego złagodzenia sankcji jako zachęty do kompromisu, a wiarygodność Putina w kraju byłaby zagrożona, gdyby zakończył konflikt bez tego.

Z tych powodów w ciągu najbliższych czterech miesięcy należy uważnie monitorować cztery odrębne okresy:

od teraz do potencjalnego powrotu wysłannika Trumpa do Rosji pod koniec sierpnia;

od tego czasu do wyborów do Dumy pod koniec września;

od tego czasu do wyborów uzupełniających;

oraz po wyborach uzupełniających.

Sukces lub porażka ukraińskiej „wojny na wyniszczenie” w każdym z tych okresów wpłynie na szanse na rozwiązanie polityczne, ponieważ zarówno Putin, jak i Trump mają osobisty interes w osiągnięciu go przed wyborami.

Źródło: „Systematyczne ataki” Rosji zmieniają strategiczną dynamikę konfliktu na Ukrainie

Makdonaldyzacja przebaczenia, fikcja pojednania

Makdonaldyzacja przebaczenia, fikcja pojednania.

Jacek Tomczak konserwatyzm/tomczak-makdonaldyzacja-przebaczenia-fikcja-pojednania

1.  Interesujące jest to, że mainstream, tak krytyczny wobec Kościoła katolickiego i nacjonalizmów, sięgnął po narrację odwołującą się do „przebaczenia” i „interesu narodowego”, gdy przestraszył się, że wszystko co mówili jego przedstawiciele na temat banderyzmu i relacji polsko-ukraińskich jest brutalnie weryfikowane przez rzeczywistość.

2. Ukrainofile dokonali „makdonaldyzacji przebaczenia”, „makdonaldyzacji pojednania” – sięgnęli po doniosłe pojęcia, by uzasadnić nimi całkowicie nie doniosłe zamiary. To gorsze niż infantylizacja „faszyzmu” czy „stalinizmu” przez nagminne używanie tych pojęć do opisu spraw współczesnych.

Siła duchowa, umiejętność wzniesienia się ponad odruch zemsty, zdolność udźwignięcia swoich krzywd – to wszystko sprawia, że przebaczenie to trudny, a zarazem piękny proces.

Im szlachetniejsza jest jakaś inicjatywa, tym gorsze jest instrumentalizowanie stojących za nią wartości.

3. „Zaiste nie w twojej mocy wybaczać w imię tych, których zdradzono o świcie” – pisał Zbigniew Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito”. Ukrainofile, którzy przez wiele lat robili wszystko, by zamilczeć rzeź wołyńską, gdy okazało się, że narodu nie da się zmanipulować użyli „zastępczej formy zamilczenia”, czyli w tym przypadku wołania o przebaczenie i pojednanie.

Nie bardzo tylko wiadomo kto i komu miałby przebaczać – ukrainofile Ukraińcom? Ci, którzy o rzezi nie chcieli słyszeć tym, którzy podobno nie mają nic wspólnego z banderowcami („to tylko historia”)?

Proces pojednania miałby prawo zacząć choćby ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który krzywdy narodu polskiego poniesione ze strony Ukraińców przeżył najgłębiej jak się da (tak jak Ali Agcy mógł wybaczyć Jan Paweł II) – nie wydaje się jednak, by przy obecnym stosunku Ukraińców do rzeźników z UPA ksiądz wykazałby taką chęć.

4. „Eksperci” straszą, że Polska straci na odebraniu Orderu Orła Białego. Nawet gdyby tak było – warto, bo nie wolno (za Andrzejem Kołakowskim) „na euro przeliczać kości”. Tyle, że tak nie jest.

Mnóstwo ludzi na Zachodzie Europy dowiedziało się czym była UPA, czym była rzeź wołyńska. A może ukrainofile dobrze wiedzą, że Polska zyska i ze złości krzyczą, że straci?

Pytanie brzmi raczej: jaki zysk ma Polska z obecnego kształtu relacji z Ukrainą? „Ukraińcy walczą za nas”? To jak przestaniemy prowadzić wobec nich państwową działalność charytatywną to powiedzą: „Skoro Polacy nic nam nie dają, to przestajemy stawiać się Rosjanom”?

A może musimy oddać Ukrainie Przemyśl, bo inaczej Ukraińcy nie wybaczą nam krytycznego podejścia wobec morderców naszego narodu? Przeprosić, że daliśmy się mordować? Gdzie jeszcze zabrną ukrainofile?

5. Jednym z najbardziej zamiennych przejawów stosunku strony ukraińskiej do „pojednania” jest fakt, że Ukraińcy zgodzili się na ekshumacje na wielką skalę żołnierzy Wehrmachtu (ponad 100 tysięcy ciał przeniesiono na specjalne cmentarze wojskowe), a ekshumacje Polaków są prowadzone w kilkunastu miejscach z kilkunastu tysięcy.

6. Narracja o pojednaniu niesie ze sobą fałszywe wyobrażenie o symetrii krzywd wyrządzonych sobie przez obydwa narody. Nikt nie mówił, by „Żydzi i Niemcy wybaczyli sobie wzajemne krzywdy”.

Porównuje się polskich nacjonalistów, których dość skrajny przedstawiciel Jan Mosdorf z ONR pomagał Żydom w Auschwitz i tam zginął z szaleńczymi ludobójcami z UPA, w „Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty” wyzywającymi do likwidacji wrogów, sprawcami rzezi i pogromów na masową skalę.

Porównuje się kolaborantów nazistowskich, seryjnych morderców z UPA z Żołnierzami Niezłomnymi, którzy z kolaborantami walczyli i ginęli w imię niepodległej Polski.

Jacek Tomczak

Dlaczego Rosjanie nie mogą pokonać Ukrainy?

Dlaczego Rosjanie nie mogą pokonać Ukrainy?

Larry C. Johnson

Otrzymałem następujący e-mail i pytanie od znajomego, człowieka z bogatym doświadczeniem w amerykańskim sektorze obronnym, który jest solidnym analitykiem. Jego pytanie jest zasadne i postaram się na nie odpowiedzieć.

Napisał:

Drogi Larry,

Przeczytałem Twoją interesującą wiadomość. Oto moje pytanie: jeśli Twoje dane są poprawne, dlaczego Rosjanie zdają się nie być w stanie pokonać Ukraińców? Wygląda na to, że mają trudności z osiągnięciem jakichkolwiek znaczących zdobyczy terytorialnych i są obecnie pod znaczną presją na Krymie. Uważam również, że mają większe problemy z obroną krytycznej infrastruktury, w tym rafinerii i portów, i dlatego cierpią z powodu poważnych niedoborów paliwa.

Krótko mówiąc: Rosjanie nie potrafią skutecznie przełożyć swojej przewagi w zaopatrzeniu na wyniki na polu bitwy i mają trudności z ochroną ważnych instalacji na swoim terytorium.

Byłbym zainteresowany Twoim komentarzem.

Co oznacza pokonanie Ukraińców? Na początku specjalnej operacji wojskowej Rosjanie nie zamierzali podbić Ukrainy. W swoim telewizyjnym orędziu, wyemitowanym o godzinie 5:30 czasu moskiewskiego 24 lutego 2022 roku, Putin ogłosił inwazję następującymi słowami (według oficjalnego tłumaczenia Kremla na język angielski):

Celem tej operacji jest ochrona osób, które przez osiem lat były upokarzane i poddane ludobójstwu przez reżim kijowski. W tym celu będziemy dążyć do demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy oraz postawić przed sądem osoby, które dopuściły się licznych krwawych zbrodni przeciwko ludności cywilnej, w tym obywatelom Federacji Rosyjskiej.

Kluczowym słowem było „zdemilitaryzować” – po rosyjsku „demilitaryzować”. Opisał ukraiński rząd Zełenskiego jako „bandę narkomanów i neonazistów, którzy osiedlili się w Kijowie i wzięli cały naród ukraiński jako zakładnika”.

Wyjaśnił również:

„Nasze plany nie obejmują okupacji terytoriów ukraińskich. Nie będziemy nikomu niczego narzucać siłą”.

Rosja wysłała około 150 000–190 000 żołnierzy na pierwszą inwazję 24 lutego 2022 r., wybranych zasadniczo ze wszystkich dostępnych przedwojennych Batalionowych Grup Taktycznych (BTG) – około 100 BTG z około 120 dostępnych.

Początkowym celem było wywarcie wystarczającej presji militarnej na Ukrainę, aby zmusić ją do negocjacji… Cel ten został osiągnięty. Kiedy sędzia Napolitano, Mario Nawfal i ja rozmawialiśmy z ministrem spraw zagranicznych Ławrowem 13 marca 2024 roku, pan Ławrow dobitnie podkreślił, że proponowany Komunikat Stambulski został oparty na dokumencie dostarczonym przez Ukrainę.

Delegacje, pod przewodnictwem ukraińskiego negocjatora Dawida Arachamii i rosyjskiego dyplomaty Władimira Medinskiego, spotkały się w Stambule, a prezydent Erdoğan pełnił rolę mediatora. Omówiono projekt porozumienia (nazywanego czasem „komunikatem stambulskim” lub projektem porozumienia pokojowego), a obie strony osiągnęły wstępne porozumienie, które obejmowało neutralność Ukrainy, ograniczenia dotyczące ukraińskich sił zbrojnych, gwarancje bezpieczeństwa oraz status Krymu i Donbasu. Następnie interweniowały Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, zmuszając Ukrainę do zerwania rozmów.

W tym momencie rosyjska kampania zaczęła się zmieniać. W maju 2022 roku, po miesiącu walk, Rosja zdołała zdobyć strategicznie ważne miasto Mariupol i rozpoczęła kampanię wyzwolenia Ługańska i Doniecka spod kontroli ukraińskiej. Kreml nadal traktował to jednak jako Specjalną Operację Wojskową (SMO), co oznaczało ograniczoną, ukierunkowaną operację mającą na celu przejęcie kontroli nad Ługańskiem i Donieckiem.

Obwód ługański

Według stanu na 1 września 2022 roku Rosja kontrolowała około 95–98% obwodu ługańskiego – praktycznie cały region. Rosja przejęła pełną kontrolę 3 lipca 2022 roku, po upadku Łysyczańska, ostatniego dużego miasta w regionie, będącego pod kontrolą Ukraińców. Kilka małych osiedli i wiosek pozostawało formalnie spornych lub niejasnych, dlatego liczba ta jest poniżej 100%. Pod koniec września 2022 roku Ukraina odzyskała wieś Biłohoriwka, co potwierdziło, że niewielka obecność Ukraińców utrzymywała się, ale był to niewielki wyjątek od niemal całkowitej dominacji Rosji.

Obwód ługański obejmuje 26 684 km². Przed inwazją w lutym 2022 roku wspierani przez Rosję separatyści kontrolowali od 2014 roku około 6800 km² regionu – około 25% – skoncentrowanych wokół Ługańska. Pozostałe 75% zostało zdobyte w ciągu pierwszych pięciu miesięcy pełnej inwazji, a decydującą kampanię stanowiły walki w okolicach Siewierodoniecka-Lysyczańska (maj–lipiec 2022 roku).

Obwód doniecki

Według stanu na 1 września 2022 roku Rosja kontrolowała około 55–60% obwodu donieckiego. Artykuł w Wikipedii na temat aneksji, odnoszący się do sytuacji w momencie ogłoszenia aneksji 30 września 2022 roku, podaje, że Rosja kontrolowała wówczas około 60% Doniecka. Raporty PBS z czerwca 2022 roku podają, że odsetek ten wynosił około 50%. Trend między tymi dwoma danymi – 50% w czerwcu, 60% pod koniec września – sugeruje, że na dzień 1 września odsetek ten wynosił około 55–58%.

Obwód doniecki obejmuje 26 517 km². Z tego wspierani przez Rosję separatyści kontrolowali około 8800 km² – mniej więcej jedną trzecią – od 2014 roku, koncentrując się wokół Doniecka. Inwazja z 2022 roku rozszerzyła rosyjską kontrolę na południe przez Mariupol (który upadł 20 maja 2022 roku) i na północ przez korytarz siewierodoniecki. Według stanu na 1 września 2022 roku do większych miast w regionie, które Ukraina nadal kontrolowała, należały: Bachmut (wówczas silnie atakowany, ale wciąż ukraiński), Awdijiwka, Słowiańsk, Kramatorsk, Kostyantynówka i Zaporoże – wszystkie one stały się punktami zapalnymi późniejszych walk.

Wrzesień okazał się kluczowym miesiącem w kampanii ukraińskiej. Rosja przeprowadziła referendum jednocześnie na wszystkich czterech okupowanych terytoriach – Doniecku, Ługańsku, Zaporożu i Chersoniu – w dniach od 23 do 27 września 2022 roku. Putin podpisał formalne traktaty aneksyjne 30 września 2022 roku.

Wyniki ogłoszone przez rosyjskie władze okupacyjne były następujące:

Chersoń: 87,05% za;
Donieck: 99,23% za przyłączeniem do Rosji;
Ługańsk: 98,42% za;
Zaporoże: 93,11% za

W tym samym czasie Ukraina rozpoczęła ofensywę, która zmusiła Rosjan do wycofania się z obwodu charkowskiego. Rosjanie nie byli przygotowani na ten atak i wycofali się. W tym okresie rosyjski Sztab Generalny przyznał się do niedoboru kadr, który pogłębił się wraz z wygaśnięciem kontraktów tysięcy rosyjskich żołnierzy.

Według raportu IISS Military Balance 2022, siły zbrojne Rosji liczyły przed wojną około 900 000 żołnierzy. Był to punkt wyjścia przed pełnoskalową inwazją.

Tydzień przed rozpoczęciem charkowskiej kontrofensywy, 25 sierpnia 2022 roku, Putin podpisał dekret zwiększający liczebność sił zbrojnych o 137 000, podnosząc oficjalny limit do 1 150 628 żołnierzy – co stanowiło bezpośrednie potwierdzenie, że istniejące siły są niewystarczające. Dekret wszedł w życie w momencie, gdy wojska ukraińskie po cichu gromadziły się, by dokonać przełomu.

21 września 2022 roku – dziewięć dni po katastrofie pod Charkowem – Putin podpisał dekret prezydencki nr 647, ogłaszając częściową mobilizację 300 000 rezerwistów. Była to pierwsza przymusowa mobilizacja w historii Federacji Rosyjskiej. Była to bezpośrednia i wyraźna odpowiedź na straty i nadmierne zaangażowanie ujawnione przez kontrofensywę. Do końca 2022 roku powołano do służby około 315 000 rezerwistów.

Pomimo mobilizacji rezerwistów, Rosja nie wprowadziła stanu wojennego, czyli pełnej mobilizacji narodu rosyjskiego. Sztab Generalny pozostał wierny SMO (Radzieckiej Organizacji Wojskowej) i skupił się na prowadzeniu wojny na wyniszczenie Ukrainy, czyli jej demilitaryzacji, z dwoma konkretnymi wytycznymi: minimalizowaniem ofiar cywilnych i minimalizowaniem ofiar rosyjskich.

W styczniu 2023 roku Rosja nadal walczyła z ograniczonymi siłami w porównaniu z liczebnością armii ukraińskiej. Dominującą kampanią wojskową Rosji w 2023 roku była dziewięciomiesięczna bitwa pod Bachmutem, która pochłonęła zdecydowaną większość rosyjskiej energii ofensywnej od końca 2022 roku do maja 2023 roku i ukształtowała ogólny charakter wojny w tym roku. W tym okresie Rosja kontynuowała ekspansję armii, głównie poprzez kampanię rekrutacyjną i pobór do wojska.

Główna kampania rosyjska w 2024 roku rozpoczęła się od upadku Awdijiwki w lutym, a następnie rozszerzyła się o szeroką ofensywę w kierunku Pokrowska, stając się najbardziej produktywnym terytorialnie rokiem rosyjskim od czasu pierwotnej inwazji.

Rok 2024 różnił się od 2023 tym, co wydarzyło się po upadku każdego z dużych miast. Po bitwie pod Bachmutem w 2023 roku Rosja praktycznie utknęła w martwym punkcie – Prigożyn uwikłał się w konflikt wewnętrzny, Wagner się wycofał, a Ukraina rozpoczęła kontrofensywę. Po bitwie pod Awdijiwką w 2024 roku Rosja wykorzystała ten impet znacznie skuteczniej.

W miesiącach po jej upadku wojska rosyjskie posuwały się na północny zachód od Awdijiwki i w kwietniu 2024 roku przedarły się przez Oczeretyne, którego upadek otworzył niebezpieczną lukę w ukraińskich liniach. 18/19 lipca 2024 roku wojska rosyjskie zdobyły Prohrez, wieś w centralnym obwodzie donieckim. Przełom – rzekomo spowodowany intensywnymi nalotami bombowymi, które sparaliżowały ukraińską 110. i 47. Brygadę Zmechanizowaną – umożliwił szybkie postępy wzdłuż dotychczas stabilnej linii frontu. Stało się to decydującym punktem zwrotnym ofensywy pod Pokrowskiem: wojska rosyjskie rozpoczęły natarcie na kluczowy węzeł logistyczny w Pokrowsku w tempie niespotykanym od pierwszych miesięcy wojny.

Tempo było alarmujące jak na letnie standardy. Rosja zdobywała wsie w centralnym i południowym Doniecku z szybkością 5–10 km tygodniowo w najbardziej aktywnych sektorach. Wuhledar, który oparł się rosyjskiemu atakowi, który zakończył się katastrofalną porażką w styczniu 2023 roku, upadł w październiku 2024 roku, gdy siły rosyjskie ominęły go z kilku kierunków, zamiast zaatakować go bezpośrednio. Pod koniec roku siły rosyjskie znajdowały się już u podnóża samego Pokrowska.

Strategia Rosji na rok 2025 stanowiła celową ewolucję od jednoosiowego podejścia z lat 2023 i 2024 do wielofrontowej, równoczesnej strategii nacisku, mającej na celu przekroczenie zdolności Ukrainy do wzmocnienia pojedynczego zagrożonego sektora. Rok ten najlepiej zrozumieć poprzez deklarowane cele, realizację operacyjną na wielu osiach oraz strukturalną zmianę w wybranych przez Rosję metodach walki.

Należy podkreślić, że rosyjska strategia SMO pozostała nienaruszona – to znaczy, Rosja nie mobilizowała kraju do wojny, lecz kontynuowała ograniczone działania mające na celu demilitaryzację sił ukraińskich bez stawiania narodu rosyjskiego w stan gotowości do wojny.

Na początku 2026 roku, według ukraińskiego dowódcy naczelnego Syrskiego, przeciwko siłom ukraińskim stacjonowało ponad 700 000 rosyjskich żołnierzy – podobnie jak mówił Putin. Warto zwrócić uwagę na rzadki zbieg okoliczności: zarówno Kijów, jak i Moskwa podały liczebność wojsk na Ukrainie na poziomie około 700 000, co czyni tę liczbę jedną z bardziej wiarygodnych w tym obszarze. Oznacza to prawie czterokrotny wzrost liczby rosyjskich żołnierzy rozmieszczonych na froncie ukraińskim w porównaniu z 2022 rokiem.

Odpowiadając więc na pytanie mojego przyjaciela: Rosja nadal traktuje wojnę na Ukrainie jako Specjalną Operację Wojskową (SMO). Rok 2026 różni się od lat poprzednich tym, że Rosja prowadzi obecnie zakrojone na szeroką skalę działania bojowe w Sumach, Charkowie, Doniecku, Dniepropietrowsku, Zaporożu i Chersoniu, i to bez pełnej mobilizacji narodu rosyjskiego. SMO pozostaje na porządku dziennym.

Zanim Rosja zapewni całkowite wyzwolenie Doniecka, pozostały tylko dwa główne cele: Słowiańsk i Kramatorsk. Siły rosyjskie rozlokowały się obecnie w półkolu wokół tych dwóch pozostałych twierdz i zdobycie obu jest tylko kwestią czasu.

Niektórzy szacują, że Rosja może osiągnąć te cele już we wrześniu. Inni analitycy uważają, że Rosja ukończy to zadanie do początku 2027 roku.

Choć Ukraina odniosła pewne sukcesy w atakach na rosyjskie rafinerie w zachodniej Rosji, ataki te bledną w porównaniu ze szkodami, jakie Rosja wyrządza pozostałym ukraińskim zakładom przemysłowym. Amerykańsko-izraelski atak na Iran, a następnie zamknięcie Cieśniny Ormuz, przyniosły Rosji znaczące korzyści gospodarcze. Eksport ropy naftowej stale rośnie, a ceny są o 40% wyższe niż te, które Rosja otrzymywała przed atakiem na Iran 28 lutego.

Całkowita liczebność armii rosyjskiej wynosi obecnie 1,5 miliona żołnierzy, co oznacza, że ​​mniej niż połowa z nich bierze udział w walkach na Ukrainie. Na tym polega zasadnicza różnica między Rosją a Ukrainą: Rosja dysponuje dużymi rezerwami ludzi i amunicji, podczas gdy Ukrainie brakuje strategicznych rezerw świeżo wyekwipowanych jednostek zdolnych do wykorzystania sukcesu lub przechwycenia ważnego przełomu.

Choć według zachodnich ocen wojna wydaje się przeciągać, rzeczywistość na miejscu pokazuje, że Ukraina nie ma realnych środków na powstrzymanie rosyjskich postępów. Wydaje się, że Rosja zadowala się zadawaniem Ukrainie masowych strat, wykorzystując swoją przewagę w artylerii, dronach i bombach ślizgowych FAB. Ukraińska artyleria i drony są w porównaniu z Rosją przyćmione, a Ukraina nie posiada ani bomb ślizgowych FAB, ani, nawet gdyby je posiadała, samolotów do ich rozmieszczania.

Klęska Ukrainy jest nieunikniona. Prawdziwe pytanie brzmi: ile Ukrainy poza Donbasem, Chersoniem i Zaporożem Rosja ostatecznie podbije?

Źródło: Dlaczego Rosjanom nie uda się pokonać Ukrainy?

Niemcy nadal płacą Ukrainie miliardy– pomimo Nord Stream?

Miliardy pomimo ataku na Nord Stream?

Autor: Uwe Froschauer

Niemcy nadal płacą Ukrainie – pomimo Nord Stream

apolut.net/milliarden-trotz-nord-stream-anschlag-von-uwe-froschauer

Punkt widzenia Uwe Froschauera.

Od początku wojny na Ukrainie Niemcy są jednym z największych sojuszników Kijowa. Niemiecki rząd dostarczył broń, udzielił miliardowej pomocy i zapowiedział dalsze znaczące zobowiązania finansowe. Tymczasem ocena prawna ataku na Nord Stream uległa zmianie: Federalna Prokuratura postawiła zarzuty obywatelowi Ukrainy za jego rzekomy udział w wysadzeniu gazociągów Nord Stream – ataku na krytyczną infrastrukturę energetyczną Niemiec.

W tym kontekście pojawia się pytanie polityczne, które do tej pory nie wzbudziło większego zainteresowania opinii publicznej: według jakich kryteriów niemiecki rząd decyduje o solidarności, odpowiedzialności i wykorzystaniu pieniędzy niemieckich podatników?

Według niemieckiego rządu i różnych doniesień medialnych Niemcy będą w nadchodzących latach kontynuowały swoje wsparcie dla Ukrainy na wysokim poziomie . W związku z decyzjami niedawnego szczytu NATO, trwają rozmowy o kolejnych miliardach euro. Niemcy pozostają zatem jednym z najważniejszych sponsorów wojskowych i finansowych Ukrainy.

Jednocześnie organy śledcze zakładają, że zniszczenie gazociągów Nord Stream było powiązane z działaniami ukraińskich podmiotów. O odpowiedzialności karnej ostatecznie zdecyduje właściwy sąd. Niezależnie od tego, nawet teraz pojawia się fundamentalne pytanie polityczne: jakie konsekwencje poniosą Niemcy, gdy państwo, które w nadzwyczajnym stopniu wspierają, zostanie powiązane z domniemanym atakiem na niemiecką infrastrukturę?

Nord Stream – znacznie więcej niż atak na rurociąg

Zniszczenie gazociągów Nord Stream nie było zwykłym aktem sabotażu. Nie było ono skierowane przeciwko byle jakiej konstrukcji na dnie morskim, ale przeciwko centralnemu elementowi niemieckiego systemu energetycznego. Ktokolwiek zniszczył Nord Stream, uderzył nie tylko w stalowe rury na Morzu Bałtyckim, ale w gospodarczy kręgosłup uprzemysłowionego kraju.

Przez dziesięciolecia Niemcy polegały na niezawodnych i stosunkowo tanich dostawach gazu. Gaz ziemny to nie tylko energia grzewcza dla milionów gospodarstw domowych. Jest surowcem dla przemysłu chemicznego, źródłem energii dla hut stali, producentów szkła, papierni i niezliczonych średnich przedsiębiorstw z różnych sektorów. Łączna przepustowość obu systemów Nord Stream sięgała 110 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, co czyni je jednymi z najważniejszych połączeń energetycznych w Europie.

Zbyt dużym uproszczeniem byłoby przypisywanie wszystkich problemów gospodarczych Niemiec wyłącznie eksplozji rurociągów. Równie nieuczciwe byłoby jednak bagatelizowanie ich znaczenia. Wraz ze zniszczeniem rurociągów kluczowa opcja dostaw została trwale wyeliminowana z arsenału narzędzi niemieckiej polityki energetycznej. Konsekwencją jest większa niepewność w zakresie dostaw energii i zwiększone uzależnienie od alternatywnych źródeł.

Wysokie ceny energii powodują wzrost kosztów całej produkcji przemysłowej. Firmy tracą konkurencyjność, inwestycje są wstrzymywane lub przenoszone za granicę, a energochłonne przedsiębiorstwa ograniczają produkcję lub zamykają działalność. Atak ten stanowił zatem kolejne, niezwykle ciężkie obciążenie dla i tak już borykającej się z problemami niemieckiej bazy przemysłowej.

Reakcja polityczna

Wraz z aktem oskarżenia Federalnej Prokuratury ten akt terroryzmu nabrał nowego wymiaru. Potwierdzenie domniemanego przestępstwa w sądzie i udowodnienie odpowiedzialności ukraińskich władz państwowych miałoby poważne konsekwencje polityczne

i międzynarodowe.

Niemniej jednak, jak dotąd nie doszło do gruntownej rewizji niemieckiej polityki wobec Ukrainy. Wręcz przeciwnie: według informacji uzyskanych przez Der Spiegel, w bieżącym roku, w związku z decyzjami szczytu NATO, Niemcy mają przekazać około 11,5 miliarda euro w ramach niemieckiej pomocy wojskowej. Jednocześnie, jak donosi magazyn, powołując się na ministra obrony Borisa Pistoriusa, Niemcy zamierzają nadal przeznaczać około 12 miliardów euro rocznie na wsparcie Ukrainy.

Kwoty te ilustrują priorytety polityczne niemieckiego rządu. Jednocześnie rodzą pytania, które muszą zostać publicznie omówione w świetle trwających śledztw: według jakich standardów polityka bezpieczeństwa, interesy gospodarcze i finansowe Niemiec są porównywane z (rzekomymi) zobowiązaniami w zakresie polityki zagranicznej? Gdzie leżą granice solidarności państwowej?

Wymiar prawny

Dalekosiężne konsekwencje polityczne wysadzenia Nord Streamu są oczywiste. Mniej uwagi poświęca się jego wymiarowi prawnemu.

Gdyby udowodniono, że atak został zaplanowany, zlecony lub wspierany przez organy państwowe i można go im przypisać na mocy prawa międzynarodowego, rodziłoby to fundamentalne pytania o odpowiedzialność państwa. W takim przypadku problem nie ograniczałby się już wyłącznie do indywidualnej odpowiedzialności karnej sprawców, ale także do potencjalnych konsekwencji działań państwa na mocy prawa międzynarodowego.

Nawet jeśli nie można prawnie mówić o wypowiedzeniu wojny – choć ja to robię – to jednak kierowany przez państwo akt sabotażu wymierzony w krytyczną infrastrukturę zaprzyjaźnionego państwa – pod warunkiem, że sąd bezstronny wobec politycznych przekonań ustali odpowiednie fakty – należałby do najpoważniejszych możliwych naruszeń zaufania międzynarodowego. Miałby on bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo narodowe, zaopatrzenie w energię i kluczowe interesy gospodarcze Niemiec.

Powstaje zatem kluczowe pytanie polityczne: jakie konsekwencje poniesie rząd niemiecki, jeśli potwierdzi się tak poważny zarzut wobec władz państwa, które jednocześnie wspiera Niemcy dziesiątkami miliardów euro w ramach pomocy? To pytanie nie jest skierowane do narodu ukraińskiego. Dotyczy ono politycznej odpowiedzialności rządu niemieckiego i sposobu, w jaki prowadzi on sprawę, której znaczenie wykracza daleko poza zwykły proces karny.

Co by było, gdyby podejrzenie padło na inne państwo?

Kolejne interesujące pytanie: czy reakcja polityczna w Niemczech byłaby taka sama, gdyby podobne podejrzenie padło na inne państwo?

Eksperyment myślowy ilustruje tę kwestię. Załóżmy, że organy śledcze oskarżyłyby obywatela Rosji, Chin lub Iranu o atak na kluczową niemiecką infrastrukturę energetyczną i jednocześnie opublikowały dowody na możliwe zaangażowanie państwa. Jakich konsekwencji politycznych można by się wówczas spodziewać?

Czy pojawiłyby się żądania dodatkowych sankcji? Czy zwołano by nadzwyczajne posiedzenie Bundestagu? Czy podjęto by kroki dyplomatyczne lub dokonano przeglądu stosunków dwustronnych? I czy kontynuowanie wypłat pomocy w wysokości miliardów w tych samych okolicznościach byłoby politycznie realne? Oburzenie z pewnością byłoby ogromne!

Chociaż na te pytania nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi, dotychczasowe reakcje niemieckiego rządu sugerują, że przy ocenie przestępstwa tej wagi stosuje się niespójne standardy. Poruszone powyżej kwestie dotyczą ogólnej zasady praworządności i polityki zagranicznej: porównywalne sytuacje należy oceniać według możliwie najbardziej jednolitych standardów. Śmiem twierdzić, że wątpię, aby miało to miejsce w przypadku Ukrainy.

Miliardy – i kwestia konsekwencji

Niezależnie od wyniku postępowania karnego, pojawia się kolejne fundamentalne pytanie. Od początku wojny Niemcy wspierały Ukrainę w stopniu niespotykanym w przypadku niemal żadnego innego państwa europejskiego. Pomoc ta obejmuje wsparcie wojskowe i bezpośrednią pomoc finansową, a także wkłady na poziomie UE, przyjęcie milionów uchodźców i udział w odbudowie.

Jeśli potwierdzi się podejrzenie, że ukraińscy urzędnicy państwowi byli zaangażowani w planowanie lub wspieranie sabotażu Nord Stream i że działanie to można im przypisać na mocy prawa międzynarodowego, pojawia się pytanie o konsekwencje polityczne i prawne. Dotyczy to nie tylko stosunków dyplomatycznych, ale także potencjalnych roszczeń wynikających z zasad odpowiedzialności państwa i prawa międzynarodowego. Czy konkretne ustalenia sądów, oparte na odpowiednich standardach prawa międzynarodowego, mogą prowadzić do roszczeń odszkodowawczych lub innych konsekwencji prawnych?

W tym kontekście warto przeanalizować zakres niemieckiego wsparcia od 2022 roku. Skala ta ilustruje już przyjętą przez Niemcy odpowiedzialność finansową oraz dodatkowe fundusze, które zostały teraz zapowiedziane.

Według niemieckiego rządu, Kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej (Ukraine Support Tracker) i Komisji Europejskiej, Niemcy przekazały lub zobowiązały się do wsparcia Ukrainy ponad 50 miliardów euro od początku rosyjskiego ataku w lutym 2022 roku. Niemcy należą do największych światowych darczyńców Ukrainy.

Pomoc ta obejmuje znacznie więcej niż dostawy broni. Obejmuje również bezpośrednią pomoc finansową Unii Europejskiej, opiekę i zakwaterowanie uchodźców w Niemczech, pomoc w odbudowie i wiele innych usług rządowych. Samo wsparcie wojskowe sięga obecnie dziesiątek miliardów euro. I to szaleństwo ma się utrzymać dla Ukrainy w nadchodzących latach, z około 12 miliardami euro rocznie?! Myślę, że zrozumiałe jest, że jako obywatel Niemiec czuję się całkowicie zdradzony tak nieodpowiedzialnym i antyobywatelskim traktowaniem tej zbrodni.

Te liczby wyraźnie ilustrują skalę finansową, jaką osiągnęła obecnie niemiecka polityka wobec Ukrainy. Powinno istnieć duże zainteresowanie opinii publicznej kwestią konsekwencji prawnych i politycznych, gdyby sądy kiedyś orzekły, że ukraińskie władze państwowe są odpowiedzialne za sabotaż gazociągów Nord Stream lub ponoszą za to odpowiedzialność na mocy prawa międzynarodowego. W takim przypadku pojawiłyby się liczne pytania. Czy wystąpiłyby konsekwencje dyplomatyczne? Czy rząd niemiecki musiałby ponownie ocenić swoje środki wsparcia? Czy roszczenia o reparacje lub odszkodowania wynikałyby z zasad odpowiedzialności państwa? Czy też względy polityczne nadal miałyby pierwszeństwo przed konsekwencjami prawnymi?

Co tak naprawdę się dzieje, panie Merz? Co jeszcze dzieje się za kulisami? Jaki program realizuje pan i pański rząd? Czy w razie potrzeby pociągnie pan Ukrainę do odpowiedzialności? Czy w końcu przestanie pan marnować ciężko zarobione pieniądze podatników na Ukrainę? Czy pociągnie pan Ukrainę do odpowiedzialności za szkody i zażąda zwrotu już udzielonej pomocy finansowej, przekazując ją obywatelom Niemiec, których Pan rzekomo reprezentuje? Jestem bardzo ciekaw, Panie Merz! Moim zdaniem pańskie postępowanie wobec Ukrainy to zdrada narodu niemieckiego, który Pan rzekomo reprezentuje!

Miliardy dla Ukrainy – środki oszczędnościowe w kraju

Środki budżetowe są ograniczone, a każda decyzja polityczna nieuchronnie oznacza mniej pieniędzy dostępnych gdzie indziej. Dlatego rząd niemiecki regularnie wskazuje na potrzebę konsolidacji, oszczędności i reform strukturalnych. Obywatele muszą zacisnąć pasa, gminy muszą efektywniej zarządzać swoimi finansami, a systemy zabezpieczenia społecznego znajdują się pod znaczną presją finansową z powodu zmian demograficznych. Ten tok rozumowania nasuwa jednak pytanie: skoro pozornie nieograniczona jest możliwość przeznaczania coraz większych miliardów na pomoc dla Ukrainy, to dlaczego tak bardzo brakuje środków na rozwiązywanie tak wielu problemów w kraju? Czy Pan, Panie Merz, jest rzeczywiście Kanclerzem Ukrainy, czy Niemiec?

Podczas gdy Berlin zapewnia Ukrainie kolejne miliardy, jednocześnie dyskutuje o cięciach w dochodach podstawowych, reformach systemu emerytalnego i ubezpieczeń na życie, cięciach w opiece zdrowotnej i większym obciążeniu finansowym obywateli. Rząd niemiecki uzasadnia te środki napiętą sytuacją budżetową i niezbędnymi działaniami konsolidacyjnymi. Tragiczną sytuację finansową Niemiec przypisuję przede wszystkim marnotrawieniu pieniędzy podatników na nieuzasadnione cele polityki zagranicznej.

Samorządy lokalne również biją na alarm od pewnego czasu. Wiele miast i miasteczek boryka się z rosnącymi wydatkami na opiekę społeczną, zaległościami inwestycyjnymi i poważnymi problemami finansowymi. Szpitale zmagają się z presją ekonomiczną, sektor opieki pielęgniarskiej z chronicznymi brakami kadrowymi, a kryzys mieszkaniowy pogłębia się, szczególnie w obszarach metropolitalnych.

Skoro dziesiątki miliardów euro można zmobilizować na wsparcie innego kraju, oczekuję zrozumiałych odpowiedzi, dlaczego jednocześnie mówi się o napiętych budżetach na usługi socjalne, opiekę, służbę zdrowia czy infrastrukturę miejską. Mógłby Pan z łatwością zaoszczędzić 12 miliardów euro rocznie, Panie Merz! Istnieją również możliwości oszczędności w dodatkach wypłacanych Panu i innym posłom. Domaga się Pan, aby obywatele zacisnęli pasa, podczas gdy Pan i Panu podobni stale domagają się wyższego wynagrodzenia za swoją pracę, niezależnie od jej oceny. Powiedziałbym, że to podwójne standardy, prawda?

… Na koniec trafny komentarz Sahry Wagenknecht na Facebooku z 2 lipca 2026 r.:

Federalna Prokuratura oskarżyła głównego ukraińskiego podejrzanego o eksplozję Nord Stream o zbrodnie wojenne. Co jeszcze musi się wydarzyć, zanim niemiecki rząd w końcu podejmie działania? Wszyscy wiedzą, że to ukraiński rząd, najprawdopodobniej sam Zełenski, zlecił ten akt terroru. W ramach podziękowania za zniszczenie naszej infrastruktury energetycznej Merz z radością nadal wysyła Kijowowi miliardy dolarów w darowiznach, które następnie giną w bagnie korupcji. Dość tego! To sprzeniewierzanie pieniędzy podatników musi zostać natychmiast powstrzymane. Zamiast wystawiać się na pośmiewisko na całym świecie, niemiecki rząd powinien skupić się na ponownym imporcie niedrogiego rosyjskiego gazu za pośrednictwem pozostałego, nienaruszonego odcinka gazociągu. To byłaby ogromna ulga dla firm i konsumentów!”

Zgadza się! Nic dodać.

Uwe Froschauer

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 6 lipca 2026 roku na stronie : https://apolut.net/milliarden-trotz-nord-stream-anschlag-von-uwe-froschauer