Rosja mocno atakuje Ukrainę. To już nie „specjalna operacja”.

Rosja nadal atakuje Ukrainę

19 lipca 2026 przez Larry’ego C. Johnsona sonar21/russia-continues-to-pound-ukraine

Podczas gdy zachodnie media wciąż wychwalają ukraińskie ataki dronów na Rosję jako niesamowite osiągnięcia militarne, które osłabiają wolę walki Rosji, rzeczywistość jest taka, że ​​Rosja kontynuuje nieustanną kampanię bombardowań i ostrzału rakietowego, niszcząc kluczowe ukraińskie aktywa i infrastrukturę od Kijowa po Odessę.

W dniach 18–19 lipca 2026 roku (głównie w nocy z 18 na 19 lipca) Rosja przeprowadziła duży, połączony atak rakietowo-dronowy, którego głównym celem był Kijów. Został on opisany jako jeden z największych ataków rakietowych na stolicę od początku wojny w lutym 2022 roku. Doniesienia wskazują, że ponad 40 pocisków balistycznych (w tym Iskander-M, S-400 i prawdopodobnie hipersoniczne Cyrkon), a także kierowane pociski rakietowe (Ch-59/69) i inne, zniszczyło cele w całym Kijowie. Kilka fal pocisków kierowanych przelatywało nad Kijowem przez około 30–60 minut. Ponadto Rosja wystrzeliła ponad 90–125 dronów typu Szahed, Gerbera, Italmas oraz dronów-wabików z różnych kierunków (z Rosji i okupowanego Krymu).

Poprzedniego dnia, 17-18 lipca, Rosja wystrzeliła siedem pocisków rakietowych i 90 dronów w kierunku obwodu odeskiego. Zestaw pocisków składał się z dwóch pocisków balistycznych Iskander-M, dwóch pocisków przeciwokrętowych Onyks i trzech pocisków powietrze-ziemia Ch-59/69, a także 90 dronów różnych typów.

Atak ten skutecznie zamknął porty w Odessie i Nikołajewie i oznacza całkowite zerwanie Rosji z Inicjatywą Zbożową Morza Czarnego (BSGI), która została wynegocjowana przez Sekretarza Generalnego ONZ António Guterresa i prezydenta Turcji Erdoğana latem 2022 roku.

Po inwazji w lutym 2022 roku rosyjska marynarka wojenna zablokowała ukraińskie porty nad Morzem Czarnym, a Ukraina zaminowała własne dojścia do morza, aby zapobiec desantowi. Łącznie ponad 20 milionów ton zboża utknęło w silosach, uniemożliwiając jego transport – Ukraina jest jednym z największych eksporterów pszenicy, kukurydzy, jęczmienia i oleju słonecznikowego na świecie. Globalne ceny pszenicy gwałtownie wzrosły, a najbardziej narażone na to były uzależnione od importu żywności państwa Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Rogu Afryki (m.in. Egipt, Liban, Somalia i Jemen). ONZ określiła to jednoznacznie jako interwencję w związku z kryzysem głodowym, a nie jako przysługę dla ukraińskiej gospodarki.

Równocześnie z BSGI, ONZ podpisała z Rosją odrębne, trzyletnie Memorandum of Understanding, zobowiązując się do pomocy w ułatwieniu eksportu rosyjskiej żywności i nawozów na rynki światowe. To często zapominany fragment… Rosyjska żywność i nawozy nigdy formalnie nie były objęte zachodnimi sankcjami, ale Moskwa argumentowała, że ​​skutki uboczne – sankcje wobec banków (w tym odcięcie SWIFT), ubezpieczenia żeglugowe i dostęp do portów – hamowały jej własny eksport rolny. To Memorandum of Understanding było ceną, jaką Rosja zapłaciła za zezwolenie na eksport ukraińskiego zboża i pomimo uporczywych narzekań Moskwy na brak realizacji jego postanowień, Rosja do tej pory nie wprowadziła blokady.

Chociaż Rosja ostatecznie wycofała się z BGSI 17 lipca 2023 r., uznając inicjatywę za nieważną, a jej gwarancje dotyczące Morza Czarnego za nieważne, nie podjęła działań zmierzających do nałożenia całkowitej blokady Odessy ani nie atakowała regularnie statków ze zbożem wpływających i wypływających z Odessy. Porty w Odessie i Nikołajewie mogły prowadzić normalną działalność handlową, pomimo sporadycznych ataków Rosji na port i infrastrukturę zbożową w Odessie.

Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Rzecznik prasowy Putina, Dmitrij Pieskow, ogłosił dwa tygodnie temu, że Rosja jest w stanie wojny z Ukrainą i jej sojusznikami z NATO. Było to wyraźne odejście od określania walki z Ukrainą mianem Specjalnej Operacji Wojskowej. Intensywne i zróżnicowane ataki Rosji od 6 lipca na Kijów i inne kluczowe miasta, wciąż kontrolowane przez Ukrainę, oznaczają zdecydowaną zmianę w sposobie, w jaki Rosja będzie zarządzać wojną z Ukrainą w nadchodzących tygodniach i miesiącach.


Nima i ja rozmawialiśmy o wydarzeniach, które miały miejsce tego dnia w Zatoce Perskiej, i zastanawialiśmy się, czy Rosja może wkrótce przeprowadzić jakieś nowe ataki militarne:

Larry Johnson: PILNE: Stany Zjednoczone deklarują

Pomimo obietnicy Trumpa, że ​​„otworzy bramy piekieł” na Iran, amerykańskie ataki na Iran miały ograniczony zakres i skalę. Co najciekawsze, Iran nie odpowiedział w żaden znaczący sposób. Pepe Escobar i ja dowiedzieliśmy się, że za kulisami trwają poważne inicjatywy dyplomatyczne, w których Chiny odgrywają znaczącą rolę. Więcej dowiemy się jutro, kiedy znów porozmawiam z Mario:

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI: TRUMP

Europa nie ukrywa już faktu, że prowadzi wojnę z Rosją.[uzup.]

Thomas Röper anti-spiegel.ru/europa-verheimlicht-nicht-mehr-dass-es-krieg-gegen-russland-fuehrt

Udział w wojnie

Europa nie ukrywa już faktu, że prowadzi wojnę z Rosją

W Rosji coraz wyraźniej stwierdza się, że Europa de facto jest już w stanie wojny z Rosją i że Rosja będzie musiała w końcu zareagować.

Anti-Spiegel 18 lipiec  2026

Od dawna ostrzegałem, że otwarty udział Europejczyków w wojnie z Rosją nieuchronnie doprowadzi do odpowiedniej reakcji ze strony Rosji. Nie chodzi tylko o to, że Polska, państwa bałtyckie i Finlandia nie uniemożliwiają Ukrainie wykorzystania swojej przestrzeni powietrznej do atakowania celów w Rosji; jest również oczywiste, że z państw bałtyckich wystrzeliwane są drony do ataku na Rosję.

A jakby tego było mało, drony i pociski, które atakują Rosję, są oficjalnie produkowane i opłacane w Europie. A ponieważ Ukraina nie posiada własnych satelitarnych systemów rozpoznania, nie trzeba być jasnowidzem, aby zrozumieć, kto dostarcza Ukrainie danych dotyczących namierzania i rozpoznania, zwłaszcza że państwa zachodnie nawet nie próbują tego ukrywać.

Rosyjski ekspert Karaganow od dawna domagał się, aby Rosja od początku ostro zareagowała na drobne etapy eskalacji, które zaczęły się od dostarczenia kamizelek ochronnych w marcu 2022 r. do dostawy czołgów, rakiet dalekiego zasięgu i myśliwców. W razie konieczności – nawet użycie broni nuklearnej, aby pokazać Europejczykom, że Rosja nie żartuje.

Tymczasem coraz więcej rosyjskich ekspertów zgadza się z Karaganowem i przyznaje, że gdyby rosyjski rząd posłuchał go w 2022 roku, wojna prawdopodobnie szybko by się skończyła, bo Zachód nie odważyłby się tak otwarcie brać w niej udziału. Jednak Europejczycy interpretują rosyjską cierpliwość jako słabość i czują się zmuszeni do bardziej otwartego udziału w wojnie z Rosją.

Teraz Fiodor Łukjanow, przewodniczący słynnej Konferencji Wałdajskiej i jeden z czołowych rosyjskich geostrategów, dołączył do tego chóru w wywiadzie, co jest niezwykłe, ponieważ Łukjanow jest tak naprawdę znany ze swojego deeskalacyjnego stanowiska.

========================================================

Początek tłumaczenia:

Fiodor Łukjanow: Połowiczne środki nie wystarczą, bo Europa nie ukrywa już, że prowadzi wojnę z Rosją

Podczas gdy Europejczycy odpoczywają, pijąc kawę, a ich głowy państw „bawią się w wojnę”, USA postanowiły utrwalić pamięć o swoim najważniejszym jastrzębie Lindsey Graham, przyjmując swoje najsurowsze prawo sankcyjne przeciwko Rosji. Zachód nie boi się już czerwonych linii, co oznacza, że nadszedł czas, aby Rosja zaatakowała cele poza Ukrainą.

Fiodor Łukjanow, przewodniczący Biura Rady Spraw Zagranicznych i Polityki Obronnej, skomentował to w wywiadzie dla Ukraine.ru.

UE nie będzie już przyjmować poborowych z Ukrainy jako uchodźców od marca 2027 r., podobnie jak służba prasowa Rady UE 15 marca. Ogłoszono lipiec.

Już na 14. Podczas oficjalnego spotkania z premierem Iraku Alim al-Zaidim w Białym Domu Donald Trump skomentował projekt ustawy o sankcjach wobec Rosji złożony przez zmarłą Lindsey Graham: „Istnieje duża szansa, że tak się stanie”.

Pytanie: Nowa wersja ustawy Grahama wydaje się być osłabiona pod względem sankcji wtórnych wobec Chin i Indii. Czy można powiedzieć, że próby izolacji Rosji nie powiodły się i USA są zmuszone do wycofania się?

Łukjanow: O tych sankcjach mówi się od dawna. Zmarły senator Graham wielokrotnie deklarował w zeszłym roku, że wszystko jest gotowe i że prezydent ma zamiar podpisać dokument, ale że wszystko poszło „w piaski”. Teraz jego niespodziewana śmierć może dziwnie służyć jako katalizator: Trump już stwierdził, że pamięć o tak wybitnej osobowości musi zostać zachowana. Zakładam zatem, że prawo zostanie uchwalone.

Osobliwością amerykańskiego planowania jest to, że Graham był mistrzem inscenizacji. Celem jest wykazanie się „niezachwianą determinacją”. Jednocześnie jednak Amerykanie zachowują się bardzo ostrożnie, aby nie narażać własnych interesów. W przeciwieństwie do Europejczyków, którzy są bardziej skłonni do kierowania się hasłami politycznymi, USA [w przepisach dotyczących sankcji] ostrożnie unikają kwestii, od których zależą od Rosji.

Pytanie: Dlaczego Trump nie wyegzekwował jeszcze tego pakietu, skoro jest tak ważny?

Łukjanow: Myślę, że sam nie chce wiązać rąk. Nakładanie sankcji to poważna sprawa: można je niemal nie stać na odwrócenie. Pamiętamy historię poprawki Jacksona-Vanika, która przez dziesięciolecia służyła jako poligon przetargowy między Kongresem a rządami różnych prezydentów USA i już dawno straciła swoje znaczenie.

W obecnym, raczej „odchudzonym” pakiecie sankcji, nawet wysokość taryf nie jest najważniejsza. Powtarzam to, Biały Dom jest najważniejszy, aby pozostać elastycznym i móc sam decydować, kiedy sankcje zostaną nałożone, a kiedy nie.

Pytanie: A co z Indiami i Chinami? W końcu to nasi najważniejsi partnerzy…

Łukjanow: Dla nas to jest najważniejsza kwestia. Trump próbował już naciskać na Indie pod pretekstem handlu z Rosją i wykorzystał to jako dźwignię w poważnym sporze handlowym. Nie można powiedzieć, że to w ogóle by nie zadziałało, ale Hindusi są pomysłowi, nie mogą po prostu ignorować ryzyka. Ale handel z Rosją trwa pomimo sankcji wobec naszych producentów ropy.

Z Chinami jest to jeszcze trudniejsze. Z USA i Chinami rozmawiają ze sobą dwa supermocarstwa gospodarcze, które są w różnych sferach. Jeśli Amerykanie wywrą presję na Pekin w sprawie Rosji, na przykład oskarżenie „zachowujesz się źle”, to bardzo zdenerwuje to Chińczyków. Moim zdaniem nic nie osiągają z bezczelnością. Dlatego prawo, o którym mówimy, najprawdopodobniej będzie zawierało elastyczne mechanizmy: „Jeśli chodzi o Indie i Chiny, patrzymy później”.

Pytanie: Włączyliście sankcje przeciwko Iranowi i Hezbollahowi w tym samym pakiecie. Dlaczego ten smorgasbord?

Łukjanow: To osobliwość amerykańskiego ustawodawstwa. Uchwalenie ustawy w Kongresie jest trudnym procesem negocjacyjnym między grupami lobbystycznymi. Aby uzyskać poparcie, do dokumentu należy uwzględnić zainteresowania różnych stron. Iran i Hezbollah są popularnymi tematami, są dodawane do tego pakietu, że tak powiem, aby uczynić go bardziej atrakcyjnym.

Ostatecznie nie jest to dla nas dobre: nowe obciążenia nie są śmiertelne, ale są ciężarem. Ci sami Indianie mówią teraz: „Już znajdujemy sposoby na obejście ryzyka, ale chcemy za to dodatkowej zniżki”.

Pytanie: Mam wrażenie, że USA robią to, co chcą, i zostawiam luki prawne otwarte, takie jak loty na ISS, i nie możemy reagować symetrycznie. Czy jesteśmy bezsilni wobec hegemona?

Łukjanow: Twoje wrażenie jako laika nie jest zbyt dalekie od rzeczywistości. USA przeszły szczyt swoich wpływów, a ich wpływy maleją, ale zgromadzona przewaga jest tak duża, że będzie trwać przez długie lata. Dlatego globalna hegemoniczna moc jest hegemonem, nawet jeśli traci wpływy, trzyma cały system w swoich rękach.

Jest jednak przykład Iranu. Tłumili go przez dziesięciolecia, potem postanowili użyć siły. I okazało się, że środki asymetryczne mogą być niezwykle skuteczne. Teraz jesteśmy świadkami nowej fali eskalacji, ale jestem pewien, że nie rozwiąże to niczego fundamentalnego. Nic nie zostało rozwiązane wiosną 2026 roku i teraz też nic się nie zmieni.

Pytanie: Dlaczego Trump kontynuuje presję, gdy kończy w impasie i szkodzi amerykańskiej gospodarce?

Lukjanow:Łukjanow: Bo skończył w ślepym zaułku z Iranem. Trump musiał szybko wyegzekwować irańskie memorandum, zakładając, że może później zdobyć przewagę. Ale Teheran jest niewłaściwym partnerem. Teraz Trump po raz kolejny grozi, że „odwdzięczy się Irańczykom z mapy”, ale każde powtórzenie osłabia efekt jego gróźb.

Trump jest niezwykłą osobowością, jest mistrzem w uwalnianiu się od każdej sytuacji. Każdy pochowałby jego reputację, ale nie chciał. Dziś niszczy elektrownie w Iranie, a jutro będzie twierdził, że Irańczycy są wspaniałymi ludźmi i jest gotów się z nimi zgodzić.

Pytanie: Czy cała ta działalność jest związana z sankcjami związanymi z kampanią wyborczą w USA?

Łukjanow: Myślę, że nie ma bezpośredniego związku z wyborami. Polityka zagraniczna USA nie jest tak ważna dla przeciętnego amerykańskiego wyborcy. Ale śmierć Grahama jest ważna dla polityków, ponieważ zwalnia on wolne miejsce w Senacie, gdzie republikanie mają bardzo wąską większość.

Trump ostatecznie obiecał wyborcom odłożenie polityki zagranicznej, ale w rzeczywistości stało się odwrotnie: zajmuje się tylko polityką zagraniczną. Będziemy świadkami tych ciągłych ataków i prób zawieszenia broni – aż jesienią do wyborów w USA i Izraelu.

Pytanie: Do Europy. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz twierdzi, że Rosja nie będzie miała nic do powiedzenia w kwestii bezpieczeństwa ukraińskiego, podczas gdy Macron i Starmer po raz kolejny będą rozmawiać o rozmieszczeniu sił okupacyjnych na Ukrainie. Jednocześnie od czasu do czasu słychać głosy pokoju. Czy naprawdę coś się zmienia w europejskiej agendzie, czy to wszystko jest tylko hałasem?

Łukjanow: Jeśli coś się w ogóle zmienia, to na pewno nie jest w kierunku „głosów pokoju”. Słowa Merza są nadal retoryką bez bezpośredniego odniesienia do rzeczywistości, ponieważ wszystko zależy od dynamiki działań bojowych na froncie. Ale jedna rzecz jest ważna do powiedzenia: jeśli słyszałeś ostrzeżenia w Europie rok lub pół roku temu, sytuacja jest dziś inna.

W przeszłości zwykli ciągle patrzeć na „czerwone linie”: przekazanie Kijowowi rakiet dalekiego zasięgu, wysłanie wojsk na Ukrainę, jaki status ma Ukraina po konflikcie. Myślę, że Europa pozostawiła tę fazę w tyle. Europejczycy czują się wolni i wierzą, że mogą zrobić to, co uważają za konieczne. Dzisiejsze ograniczenie wsparcia dla Ukrainy nie wynika z obawy przed działaniami Rosji, ale wyłącznie z braku środków w obozach.

Jest to oczywiście niekorzystny rozwój dla Rosji. Można to nazwać „głupotą i odwagą”, ale faktem pozostaje, że Ukraina stała się centralnym punktem szybko powstającego europejskiego konglomeratu wojskowo-przemysłowego. Europa również stara się działać niezależnie. Rozumie się, że USA pozostaną strategiczną zapleczem dla Europy, gotową do sprzedaży broni, ale nie bezpośrednio interweniować. Dlatego Europejczycy starają się zbudować własną strukturę wojskowo-techniczną.

Pytanie: Ale czy sami Europejczycy są gotowi na wielką wojnę?

Lukjanow:Łukjanow: Europejscy przywódcy doskonale wiedzą, że mieszkańcy Niemiec, Francji czy Polski nie myślą o pójściu na front, to zupełnie nie wchodzi w grę. Ale teraz odkryli lukę: oddali się iluzji, że przetrwają bez bezpośredniego udziału swoich obywateli w operacjach bojowych przeciwko Rosji. Jeśli maksymalnie podkręcą przemysł zbrojeniowy i wykorzystają Ukrainę jako żołnierzy, mogą wygrać nowoczesną wojnę technologiczną, po prostu produkując potrzebny materiał.

Ten psychologiczny element jest poważnym niebezpieczeństwem nie tylko dla nas, ponieważ podważa umysł i stwarza niebezpieczne złudzenia.

Pytanie: Mówiąc o żołnierzach: Plotkuje się, że UE odmówi tymczasowej ochrony Ukraińcom, którzy od 2027 roku podlegają służbie wojskowej. Dlaczego ten termin został wybrany? A co o tym myślisz?

Łukjanow: Właśnie o tym rozmawialiśmy: Europa potrzebuje Ukraińców na pierwszej linii frontu, by fizycznie walczyć z Rosjanami. Logika jest prosta: kto jest zobowiązany do obrony, powinien iść i bronić „demokracji i Europy”.

Jeśli chodzi o rok 2027, to chyba tylko kwestia biurokracji. Europejska maszyna jest ospała, nie może podejmować decyzji „z dnia na dzień”, potrzebuje porozumienia. Ale 2027 nie jest daleko.

Pytanie: Nawiasem mówiąc, pomoc dla ukraińskich uchodźców jest już obcinana…

Łukjanow: Tak, to jest naturalne. Zostali przygarnięci, pomogli ci się przyzwyczaić, a teraz powinni szukać pracy. Ale z poborowymi dodaje się aspekt polityczny: „Jeśli już włożyliśmy tyle pieniędzy w twoją ochronę, powinniście się również zaangażować, a nie tylko siedzieć w Europie”.

Pytanie: Czy może pozwoliliśmy Europie „prześlizgnąć się”, ponieważ nie odpowiedzieliśmy wystarczająco mocno w początkowej fazie?

Łukjanow: Masz rację. Zaangażowanie Zachodu w konflikt z Rosją na Ukrainie odbywało się powoli. Patrząc wstecz, rozumiemy, że przegapiliśmy moment, w którym mieliśmy Zachód „Stop!” Muszę powiedzieć. Przypomnijmy, jak to się wszystko zaczęło, dyskusje o dostawach z Javelins. Wtedy wydawało się, że jest to coś znaczącego, dziś stało się to rutyną, a Europejczycy i Amerykanie mówią o dostawach sprzętu, który może wystrzelić głęboko na terytorium Rosji.

Niestety, od dawna ostrzegamy i groziliśmy, ale nie reagujemy w taki sposób, że naprawdę przyniosłoby to efekt. W rezultacie znajdujemy się w sytuacji, w której sygnał ostrzegawczy musiał być bardzo silny, a zatem niezwykle ryzykowny. Myślę, że jeśli tak dalej pójdzie, ataki na cele poza Ukrainą, które dostarczają siły ukraińskie, nieuchronnie. W przeciwnym razie będą nadal postrzegać nasze słowa jako puste zagrożenia.

Popisowa Ukraina

Popisowa Ukraina

fe855013-6e7f-4f65-ad91-da82427dec05

12 lipca, wpis nr 1416

Kurcze, nie opublikowałem wczoraj gotowego wpisu. Pierwszy raz od 2020 roku. Sorki, ale zaganianym. Szykuję się do emerytury… Ale jedziemy:

Wydaje mi się, że jesteśmy robieni w konia. Przez Ukrainę, i zaraz do tego dojdziemy, to jasne, ale czy przypadkiem nie jesteśmy robieni w konia przez naszych władców i to z każdego zdawałoby się śmiertelnie wrogiego plemienia?

Zacznijmy od Ukraińców. Polska wyraźnie została wybrana za kozła ofiarnego ewentualnych porażek Ukrainy. To na użytek wewnętrzny. W ukraińskiej propagandzie powoli doganiamy we wrogości Rosjan, zresztą sygnalizował nam to w 2023 toku na forum ONZ sam Zełenski, na co jedyna reakcją obecnego wtedy prezydenta Dudy było smutne zdziwienie.

Za to w trakcie przemówienia Dudy, Zełenski demonstracyjnie wyszedł z Sali obrad. Wysyłał więc wyraźne niewerbalne sygnały ku czemu podąża przyjaźni polsko-ukraińska. Polska już wtedy była w saku, lejku, w który weszła od początku tej wojny i służenia Ukrainie. No bo co miała biedaczka zrobić? Tyle, łącznie z akwizycyjnym kapitałem Dudy, się nagadało po świecie o kluczowej roli Ukrainy przed powstrzymanie agresji Putina na Polskę, Europę i świat cały… A tu wyszło, że co? Mamy się obrazić z tak ważna pomocą za jakieś gesty? Symbolikę? Byliśmy więc pod ścianą, pod którą sami siebie postawiliśmy i zamurowaliśmy swa pozycje na stałe deklaracjami o przyjaźni i rzeczywistą pomocą. Zakiwaliśmy się.

Doginani przez państwo upadłe

A Ukraińcom, wodzom państw w sumie upadłego, tylko w to graj. Takie ciamcia-ramcia, to dla nich najpiękniejsza piosenka. Kiedy Kijów zorientował się po Przewodowie, że nasza sprawczość to mit, a właściwie tylko odbicie interesów USA, to przestał się z nami liczyć. Polacy czekali aż się obudzi Biden, żeby wiedzieć jak zareagować. Dla Ukraińców to jasne – po co gadać z lokajem, jak można z panem? A więc pomijano nas na każdym kroku. Kiedy USA się wycofało i pośrednio zmienił się pan z amerykańskiego na niemieckiego – Ukraińcy zaczęli gadać z Niemcami. Po co mamy się gdzieś tam pchać do jakichś stołów negocjacji, skoro i tak nam Berlin powie co mamy o tym myśleć i jak zareagować? Wie o tym też i Ukraina, więc może sobie zrobić inny numer.

Jesteśmy przez Ukraińców hodowani na winowajcę zastępczego. Winowajcę za fiasko wojny, ale już na pewno winowajcę nie wejścia do Unii i NATO. Widać to w ukraińskiej propagandzie. I widać te, że tam iskra padł na gotowe prochy niechęci do „panów Lachów”. Jak dawali, to brali, jak już nie mają co dać, to mamy powrót do strategii turańskiej o której już wspominałem: „Masz frajera to go duś, jak się zesra – to go puść”. No to nas puścili, bośmy się… Dla nich to prościzna, bez skrupułów.

Dialogi na cztery nogi

Popatrzmy na przykłady. Mamy szczyt NATO w Atenach. Prezydent Nawrocki rozmawia z prezydentem Zełenskim. Rozmowa ma charakter kurtuazyjny, a więc niezobowiązujący, nieformalny. Jak ją relacjonuje Nawrocki? Ano tak, że nasz prezydent odśpiewał zwyczajowa mantrę o bezwzględnym popieraniu Ukrainy pieniądzem i sprzętem, ale zastrzegł, że z kwestii pamięci i ofiar UPA nie ustąpi.

Panowie, podobno, umówili się na następny dzień, że pogadają, ale ja wiem jak ta rozmowa pójdzie. Mówię to w jej przeddzień, ale profetycznie znam jej treść:

Karol Nawrocki (PKN): Wołodia, zrozum, mamy badania. Polacy nie odpuszczą tego tematu

Wołodymyr Zelenski (WZ): Karolu, zrozum. Ja mam tak samo z naszym ludem. Nie odpuszczą.

PKN: Ale musisz coś z tym zrobić, bo sprawy eskalują

WZ: Nic nie muszę, radź sobie z tym sam

PKN: Ale ja ci przytnę wtedy pomoc, na stole leży po 70 miliardów euro dla was rocznie od NATO.

WZ: I co zrobisz? Zabierzesz mi je? Jak? Mam zadzwonić do Mertza? Do Donka? Wyjdziecie na gamoni, że się prujecie o jakieś doły śmierci i truchła, a tu Putin u bram…

PKN: Ale narobimy wam bigosu wizerunkowego, żeście jednak faszyści

WZ: I co z tego wyjdzie? Że Putin miał rację, że chciał w Kijowie zdenazyfikowac władze? Ty uważaj, bo u nas już włączyli wątki, że to wy jesteście naziści. Zacytuje tu Kyryłę (Budanowa): radzimy sobie z Rosją, to i z wami sobie poradzimy. Sam to mu napisałem, dobre, nie?

PKN: To my zaostrzymy politykę migracyjna dla was i socjal

WZ: Naprawdę chcesz tego? Mało masz pożarów? My się dopiero rozkręcamy i nie daj ci Boże zaczynać z naszą diasporą. Czy ty Karol wiesz co to jest operacja pod fałszywa flagą? Zrobię ci dziesięć Przewodowów, powiem – jak wtedy Dudzie – że to Rosjanie i będziesz latał do NATO po piąty artykuł jak kot z pęcherzem. Jesteście dla nas jak na talerzu i nie fikajcie.

PKW: Nie strasz, nie strasz… ale Wołynia nie odpuścimy. Cześć, to znaczy „cześć wolnej Polsce”!

WZ: Sława Ukrainu.

Symbole zamiast konkretów

Tak to mniej więcej wyglądać może. To znaczy tak by wyglądało, gdyby nasz prezydent miał cohones, tyle, że pewnie wszystko byłoby obleczone dyplomatyczne frazesy. Taka jest mniej więcej sytuacja Polski względem Ukrainy. Ukraina tak naprawdę liczy się tylko z twardymi rzeczami i trzeba sobie policzyć które z nich mamy w sowich rękach. Możemy sporo, i właśnie dlatego Zełenski będzie nasz konflikt utrzymywał w bańce symboliczno-historycznej, byśmy się nie zabrali za konkretne rzeczy, które mogą Kijowowi zaszkodzić. Jeśli bowiem cała polska ekipa, A do Ankary pojechali i Nawrocki, i Kosiniak, i Kamysz, i Sikorski i robią tak, jak Nawrocki, że nie popuścimy w kwestia zasadniczych (czyli symbolicznych), zaś drugą ręką podpisujemy dziesiątki miliardów euro dla Ukrainy do lata do przodu, to w interesie Ukrainy będzie nie tylko trzymanie sporu s Polska w graniach symboli, ale i… eskalowanie bitki na historyczne śnieżki.

I tak właśnie robią. Nadchodzi druga fala, po-orderowa, ataku ukraińskich trolli. Zarzuty są kuriozalne, a więc będą wpływać na ochotę do kontrreakcji. Teraz, uwaga, uwaga!, jesteśmy mianowani przez propagandę ukraińską, na… faszystów. Tak, na faszystów. Przez naród, który otwarcie odwołuje się do swoich bohaterów narodowych, którzy byli zdeklarowanymi faszystami, ba – nazistami, dbającymi o czystość etniczną na „odwiecznie świętych ziemiach ukraińskich”, państwa istniejącego od ledwie ponad trzydziestu lat. To – uwaga! – ładnie i kompatybilnie zespaja się z narracją… żydowską. Może to tłumaczy dziwne żydowskie milczenie w sprawie UPA dla jednostki i innych harców? W końcu naród wybrany jest najmocniej na świecie przewrażliwiony na punkcie śledzenia swoich holokaustowych oprawców, a tu taka abolicja? Czyli znowu wszyscy na nas, biedaków?

Bezradność

Ostatnio okazało się, że polskie służby zadeklarowały głosem swoich szefów, że Polska zobowiązała się do nieszpiegowania swoich sojuszników, ba – zobowiązała się do niepodejmowania działań kontrwywiadowczych wobec nich. Nic nie słyszałem o podobnych deklaracjach ze strony sojuszników naszych. Czyli – jak zwykle była to deklaracja dobrych chęci ze strony Polski, jednostronna. Jedno jest pewne – rządzą nami albo pięknoduchy, albo idioci, albo agenci. W polskiej pożal się Boże strategii obronności jako nasi wrogowie, których pewnie i szpiegujemy, i kontrwywiadowczo ścigamy, znaleźli się Rosjanie, Białorusini i Chińczycy. Za to ostatnio w jednym z blogerskich wywiadów, ekspert od służb stwierdził, że mamy do czynienia z zagrożeniem wywiadowczym ze strony Ukrainy, na co nie reagujemy kontrwywiadowczo. Wiadomo – toz to nasz sojusznik. Leżymy na łopatkach, w geopolitycznym rozwarciu. Prosimy bardzo, zapraszamy.

Dla takiej Ukrainy – uwaga! państwa upadłego – toż to spacerek po bułeczki. Nawet się z tym za bardzo nie kryją, przyzwyczajając nawet prosty lud, że tak można i państwo nic z tym nie zrobi. Panią Panczenko, która straszy – jak widać słusznie – pożarami w zamian za fikanie do Ukrów nic nie możemy zrobić (bo nie chcemy?), za to walczymy deportacjami z gośćmi co złowili karpia albo wjechali lux bryka na Morskie Oko. Ot tak – wystawiamy się tym asymetryzmem działań na pośmiewisko, również ze strony Ukraińców.

Kto jeszcze popamięta?

Polakom pozostaje słaba satysfakcja ze świadomości, że Ukraińcy zostaną przez Zachód wyrolowani i tak. To przecież nasza gorzka lekcja z historii, której nie rozumieją w Kijowie, a którą my się napawamy, że oni jeszcze tam w Kojowi zobaczą. No zobaczą i co z tego? W czym ich ta gorzka lekcja ma nam pomóc? Po pierwsze w trakcie jej trwania wydarzyć się może (może? musi!) wiele złych rzeczy dla nas: znajdziemy się w imadle geopolitycznym, a jeśli Niemcy znowu (na co się zanosi) dogadają z Rosją, to znajdziemy się w geopolitycznym okrążeniu. Ukraina w zaprojektowanym przez Niemców przedpokoju do Unii, zbudowanym z przywilejów i braku obowiązków, przepatroszy resztki polskiej gospodarki. I zanim mleko się wyleje i Ukraina przyjmie rękoma oligarchów nowa normalność, to nie zapłacze. Ludowi ukraińskiemu zafunduje się wroga znanego, bliskiego, obstrzelanego argumentami – Polskę. Polskę, która uprawiała swój faszyzm jeszcze za czasów Chmielnickiego, ciemiężyła naród, który dopiero pod koniec osiemnastego wieku spisał swój język, zaś granice wytyczył 35 lat temu.

Początek języka literackiego dla Ukraińców to okres przypadający na czasy naszego Mickiewicza, byliśmy już dawno po Kochanowskim i Reju, kiedy tam po ukraińsku, czyli małorusku rozmawiało się w chutorach i lasach. Nasz Adam napisał swoją epopeję „Pan Tadeusz”, sentymentalną opowieść o polskich swarach i godzeniu się, o wojowaniu z Rosją. W tym samym czasie wieszcz ukraiński Szewczenko  ……    

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Kijów w ogniu. Największy rosyjski atak rakietami balistycznymi od początku wojny. Zginęła… jedna osoba.

Kijów w ogniu.

Największy rosyjski atak

rakietami balistycznymi

od początku wojny

[FOTO/VIDEO]

19.07.2026 nczas/kijow-w-ogniu-najwiekszy-rosyjski-atak-rakietami-balistycznymi-od-poczatku-wojny

NCZAS.INFO | Kijów w ogniu po największym do rozpoczęcia wojny ataku Rosji rakietami balistycznymi. Foto: X
NCZAS.INFO | Kijów w ogniu po największym do rozpoczęcia wojny ataku Rosji rakietami balistycznymi. Foto: X

Jedna osoba zginęła, a 15 zostało rannych w wyniku rosyjskiego ataku rakietami balistycznymi na Kijów, do którego doszło w nocy z soboty na niedzielę – poinformowały służby ratunkowe. W ocenie mediów był to najbardziej intensywny ostrzał stolicy Ukrainy od 2022 r., czyli początku inwazji Rosji na pełną skalę.

Pożary wybuchły w pięciu dzielnicach miasta. Trwa gaszenie ognia w miejscach, gdzie doszło do uderzeń. Pracują jednostki ratunkowe i wszystkie właściwe służby – przekazały w komunikatach w sieciach społecznościowych władze miasta i Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS). Jak poinformowano, najciężej ranni zostali przewiezieni do szpitali.

W całym mieście wybuchły pożary wskutek serii potężnych eksplozji. Płonęły m.in. akademik, blok mieszkalny i supermarket – powiadomił w aplikacji Telegram mer Kijowa Witalij Kliczko. Uszkodzonych zostało też kilka budynków niemieszkalnych i magazynów, a także obiekty biurowe i samochody – przekazał szef władz stolicy.

Według danych z ukraińskich kanałów monitorujących przebieg konfliktu w czasie rzeczywistym, w ciągu około 40 minut rosyjskie wojska wystrzeliły na Kijów około 40 rakiet balistycznych typu Iskander-M i Cyrkon, a także pocisków wykorzystywanych w wyrzutniach S-400. Była to największa liczba rakiet balistycznych użytych przeciwko stolicy w czasie całej wojny na pełną skalę – zauważył portal zn.ua.

Pociski uderzyły w dzielnice dnieprowską, desniańską, sołomianską, szewczenkiwską i swiatoszynską. Władze przekazały, że w wyniku ostrzału uszkodzone zostały centrum handlowe oraz stacja metra Łukjaniwska, która pozostanie nieczynna do odwołania.

[Obrazki- w oryginale. Nie warto mi tego chłamu propagandowego kopiować. MD]

Skoro był to największy atak rakietami balistycznymi od początku wojny, a zginęła w nich jedna osoba, to znaczy, że atak był precyzyjny. Ukraińcy mówią o „biurowcach, magazynach cywilnych, budynkach niemieszkalnych”, ale to samo mówią Rosjanie, kiedy ukraińskie drony spadają na ich terytorium. Nikt się nie przyzna, że zostały zniszczone cele wojskowe.

W niedzielę przed godz. 7 rano czasu polskiego w Kijowie ogłoszono kolejny alarm przeciwlotniczy, ostrzegający o zagrożeniu rakietowym z kierunku północno-wschodniego.

Ambasada Ukrainy: nagrywajcie Polaków

Ambasada Ukrainy: nagrywajcie Polaków

magnapolonia/ambasada-ukrainy-nagrywajcie-polakow

Ambasada Ukrainy w Polsce opublikowała poradnik skierowany do obywateli Ukrainy przebywających na terytorium Polski, zawierający wskazówki dotyczące postępowania w przypadku konfliktów i przejawów dyskryminacji. Dokument zaleca m.in. zachowanie spokoju, wezwanie policji w razie zagrożenia, zapisanie danych świadków oraz – jeśli jest to bezpieczne – nagrywanie przebiegu zdarzenia telefonem komórkowym w celu zabezpieczenia materiału dowodowego. W poradniku wskazano również numery alarmowe oraz kontakty do placówek dyplomatycznych Ukrainy i organizacji udzielających pomocy prawnej.

Decyzja Ambasady Ukrainy wywołała zrozumiałe kontrowersje. Choć oficjalnym celem dokumentu ma być ochrona praw tzw. „uchodźców wojennych” z Ukrainy oraz pomoc w dokumentowaniu przypadków agresji, trudno nie postawić pytania, czy taka forma komunikacji nie przyniesie skutków odwrotnych od deklarowanych.

Dyplomacja powinna przede wszystkim łagodzić napięcia między społeczeństwami. Tymczasem publikowanie instrukcji dotyczących rejestrowania konfrontacji z Polakami w teoretycznie naszym kraju została oczywiście odebrana jako sygnał, że należy przygotowywać się na konflikty i ukraińskie prowokacje. W obecnej sytuacji, gdy emocje wokół relacji polsko-ukraińskich są wysokie, każda inicjatywa wymagająca szczególnej ostrożności powinna być przedstawiana w sposób jednoznacznie nastawiony na deeskalację.

Można zrozumieć potrzebę zabezpieczania dowodów w przypadku przestępstw czy aktów przemocy. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu państwach. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy przekaz koncentruje się na dokumentowaniu konfliktów, zamiast przede wszystkim zachęcać do ich unikania, uspokajania sytuacji oraz niezwłocznego wezwania odpowiednich służb.

Rolą ambasadora normalnego kraju jest budowanie dobrych relacji między narodami. Dlatego można krytycznie ocenić fakt, że ambasada nie położyła znacznie większego nacisku na apel o niewchodzenie w spory, unikanie prowokacji oraz poszanowanie polskich zwyczajów i prawa. Taki przekaz mógłby skuteczniej ograniczać napięcia niż instrukcje dotyczące rejestrowania przebiegu konfliktów, co oczywiście przełoży się na sporą liczbę zaplanowanych prowokacji.

Wyrwane z kontekstu nagrania mogą być wykorzystywane w mediach społecznościowych do wzajemnego podsycania niechęci. W dobie krótkich filmów publikowanych na platformach internetowych nawet kilkunastosekundowy materiał może wywołać lawinę emocjonalnych komentarzy, zanim ktokolwiek pozna pełny przebieg zdarzenia. To właśnie do tego zachęca ambasador Ukrainy w Polsce.

Polska od początku wojny udzieliła Ukrainie ogromnej pomocy humanitarnej, militarnej i społecznej. Zamiast podziękowań i załatwienia kilku kluczowych z polskiego punktu widzenia spraw przez Ukrainę, spotykamy się z nienawiścią, kultem morderców Polaków i zapowiedzią masowych prowokacji na terytorium Polski.

Zachować ostrożność

Zachować ostrożność

Łukasz Jastrzębski

Moim zdaniem w najbliższym czasie czeka nas lawina informacji w mediach tradycyjnych i internetowych dotyczących różnorakich konfliktów z udziałem Ukraińców i Polaków. Będą to zapewne sprawy realne, jak i urojone. W znacznej części zdarzenia te będą przejaskrawione i pokazane w jednostronny sposób sugerujący powszechne prześladowanie Ukraińców w naszym kraju. Ambasada Ukrainy w Polsce już opublikowała ukraińskojęzyczną instrukcję dla swoich obywateli, dającą między innymi wskazówki dotyczące nagrywania konfrontacji w Polsce. Jednocześnie będziemy obserwować liczne próby umniejszania problemów związanych z przestępstwami popełnianymi przez Ukraińców w Polsce.

Warto zachować spokój i nie pozwolić się prowokować. Pamiętajmy, że głównonurtowe media w znacznym stopniu są w rękach ludzi sorosowskiego chowu. Ludzie ci mają interes w tym by wykreować Ukraińców jako prześladowaną w Polsce zbiorowość. Nie ma szans w mediach głównego nurtu na to, by uczciwe przedstawić sprawy i realne wyjaśnić zaistniałe sytuacje. W całym kraju działają liczne organizacje lobbujące na rzecz współczesnej Ukrainy.

Ambasador Wasyl Bodnar poinformował, że strona ukraińska współpracuje w tej sprawie z instytucjami wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Podkreślił, że tworzenie wyspecjalizowanych komórek w prokuraturach zajmujących się przestępstwami z nienawiści jest adekwatną odpowiedzią na obserwowane w Polsce zjawiska.

Należy zachować więc nie tylko szczególną ostrożność w kontaktach interpersonalnych, ale również dystans do podawanych w mediach informacji dotyczących stosunków polsko-ukraińskich i zdarzeń, które mają dotykać Ukraińców przebywających w naszym kraju.

Bezrozumna proukraińska narracja zupełnie nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Zmieniają się radykalnie nastroje a społeczeństwo staje się bardziej krytyczne. Powoli, ale idzie normalność, która pozwala odejść od szaleńczej polityki bycia „sługą narodu ukraińskiego”. Ukraińca należy traktować dokładnie tak samo jak każdego innego obcokrajowca. Ani lepiej, ani gorzej.

Łukasz Jastrzębski

Dziesięć uwag o ukrainofilach

10 uwag o ukrainofilach

Jacek Tomczak

Grzegorz Braun, po wysłuchaniu mojego nagrania na kanale „Wbrew Cenzurze” zaproponował przyznanie Orderu Orła Białego nieodżałowanej pamięci księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu. To niesamowite gdzie zabrnęło państwo polskie, które uhonorowało miłośnika UPA, a zapomniało o niestrudzonym bojowniku o pamięć rzezi wołyńskiej.

Dodać tu muszę, że nie ma żadnego „wzrostu nastrojów antyukraińskich w Polsce”, a raczej eskalacja lekceważącej polską pamięć i wrażliwość bezczelności na Ukrainie – i stosowna reakcja narodu, mającego dość aberracyjnej charytatywności rządów KO i PiS (pytanie: „a co ma z tego Polska?” wywołuje furię – najpewniej z uwagi na swoją celność). „Antyukraińskość”, jak wiele podobnych kategorii, zakłada aprioryczność, a ta ostatnia – irracjonalność. Bojkotuje związki przyczynowo-skutkowe i realne źródła ludzkich postaw. Kategoryzuje jako „fobię” postawy, które są reakcją na fakty, czasem niewątpliwie adekwatną.

  1. „Lepiej wykształceni” i „bardziej racjonalni” dostali opętańczego szału na wieść o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Oczywistość tej decyzji nie stwarzała przestrzeni do merytorycznych argumentów. Jakakolwiek logika musiałaby opierać się o „opłacalność godności”. Z jednej strony mamy ostatnio książkę Zbigniewa Parafianowicza, gloryfikowanie UPA przez Ukraińców, wsparte bezczelnym komentarzem, że „nikt nam nie będzie wybierał bohaterów”, ostentacyjne bojkotowanie Polski w międzynarodowych rozmowach dyplomatycznych, korupcję na olbrzymią skalę na Ukrainie, ekspansję wschodnich grup przestępczych do Polski, olbrzymie kłopoty rolników konkurujących z ukraińskimi oligarchami dostarczającymi nie sprawdzaną żywność – i dużo, dużo innych problemów, wiążących się z określoną szkodą konkretnych ludzi. Z drugiej strony, mamy terror emocjonalny, oparty o wspominanie o „ginących ludziach” (zalecający w gruncie rzeczy o taką emocje oprzeć stosunki dyplomatyczne), histeryczne, a zarazem manipulanckie ostrzeżenia przed „rosyjskim atakiem”, dalsze tropienie „ruskich onuc” i slogany skuteczne, z uwagi na monopol medialny ich kolporterów, tak długo, że ci ostatni przestali się troszczyć o ich jakąkolwiek weryfikowalność. Liberalny mainstream porzucił fascynację koncepcją Jerzego Giedroyca, prowadzącą do imperatywu pomagania Ukrainie – on po prostu wyraża interes ukraiński.
  1. Wyobraźmy sobie co spotkało by Żyda, który pochwaliłby w Izraelu niemieckiego polityka, chcącego nadać jednej z jednostek wojskowych imię „Bohaterów SS”. Więzienie? Czy tylko anatema? W Polsce obrońcy decyzji Włodymyra Zełenskiego nie mają jakiegokolwiek problemu z sięganiem po coraz bardziej kuriozalne racjonalizacje swojej postawy.
  2. Każdy powód jest dobry, by zapomnieć o rzezi wołyńskiej. Teraz tłumaczy się to wojną – tak, jakby trwała ona od ponad 80 lat. “Retoryczne ustępstwo na rzecz prawdy” sprawia, że przedstawiciele mainstreamu powiedzą: „Oczywiście, o ofiarach trzeba pamiętać” tudzież wyrzucą z siebie inny pusty slogan, jednocześnie konsekwentnie robiąc wszystko, by temat rzezi nie miał jakiejkolwiek rangi i znaczenia.
  3. Mainstream nagle przypomniał sobie o istnieniu „interesu narodowego”, dowodząc sprzeczności odebrania odznaczenia Zełenskiemu z tym interesem. Interesujące jest to, że mainstream, tak krytyczny wobec Kościoła katolickiego i nacjonalizmów sięgnął po narrację odwołującą się do „przebaczenia” i „interesu narodowego”, gdy przestraszył się, że wszystko co mówili jego przedstawiciele na temat banderyzmu i relacji polsko-ukraińskich jest brutalnie weryfikowane przez rzeczywistość. Nie ma “interesu”, jeśli nie ma narodu. Nie ma narodu, jeśli nie ma godności. Nie ma godności, jeśli honoruje się tych, którzy gloryfikują naszych katów.  Czasem abecadło jest zbyt trudne.
  4. Brytyjski filozof Roger Scruton pisał, że rozmaici rewolucjoniści krytykują cywilizację zachodnią, jednak będąc niezdolnymi do zaproponowania jakiejkolwiek alternatywy, poprzestają na nihilizmie, objawiającym się destrukcją. Liberalny mainstream wykazał się takim właśnie nihilizmem po odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy: zwyzywał od „ruskich” i „nacjonalistów” (polskich, więc tych złych) prezydenta Karola Nawrockiego – jak codziennie, “na Kremlu otworzyły się butelki od szampana”. Jednocześnie przedstawiciele tego mainstreamu często domagają się, by “nie zawłaszczać patriotyzmu”, tak jakby chcieli zaproponować swój własny model tegoż. Ich „patriotyzm”, jak się wydaje, zatrzymał się w fazie dekonstrukcji wszystkiego co polskie. Podchodząc krytycznie do istnienia narodów jako wspólnot nieokreślonych i abstrakcyjnych, przedstawiciele mainstreamu występują w imieniu „ludzkości” – nieporównywalnie bardziej niedookreślonej i abstrakcyjnej. Co ciekawe, nawet z punktu widzenia „świata bez narodów” (bez pamięci historycznej, tożsamości, bohaterów, katów), czyli z perspektywy mainstreamu bezwarunkowe wspieranie Ukrainy jest szkodliwe dla „ludności, która żyje na tym obszarze”. Nie miałaby się ona jak bronić, skoro tak dużo oddała sprzętu „ludności, która żyje na tamtym obszarze” (ciekawe, że straszenie „wojną z Rosją” nie przeszkadza mainstreamowi w postulowaniu nieograniczonego rozbrajania Polski celem pomocy Ukrainie).
  5. „UPA to są ich bohaterowie” – tłumaczą ukrainofile, jakby jakieś fatum zesłało niczego nieświadomemu narodowi bohaterów, których ten naród musi czcić, tak jakby bezosobowe siły sprzysięgły się przeciwko poczciwcom i kazały im gloryfikować zwyrodnialców, sadystów cierpiących dziką rozkosz z mordowania. Tak jakby to „ruska propaganda” wymyśliła ludzi rozrywanych przez konie, kobiety gwałcone na oczach mężów, dzieci nabijane na widły. Podkreślmy tu, że ci „ich bohaterowie” zamordowali dużo więcej polskich kobiet i dzieci niż sowietów. Tak jakby ci bohaterowie nie byli dla nich tak bardzo ważni, że ryzykując utratę wszelkich szans na akces do organizacji międzynarodowych wysławiają ich ulicami, pomnikami, nazwami jednostek wojskowych. Tak jakby inne narody nie miały problemu z kolaborantami nazistowskimi i nie rozliczyły się z przeszłością (Strzałokrzyżowcy na Węgrzech, Żelazna Gwardia w Rumunii). Tak jakby siepacze UPA nie robili dokładnie tego co aktualnie ukrainofile sugerują przeciwnikom – występowali przeciwko sąsiadom, gdy ci walczyli ze śmiertelnym zagrożeniem. Każdy fakt, każdy konkret, każda analiza są tak ciężkie do podważenia, że ukrainofile muszą zasłaniać się insynuowaniem „ruskiej narracji”. Wskutek wiary we własną nieomylność i zatrzymania w czasie nie widzą kuriozalności tego powtarzanego z gorliwością i bezmyślnością chat-bota sloganu. Albo myślą, że inni nie widzą. A gdyby Niemcy postawili pomnik Adolfowi Hitlerowi w centrum Berlina? Przecież oni też „mają swoją perspektywę” – może i z punktu widzenia Polaków czy Żydów był zbrodniarzem, ale z perspektywy niemieckiej spowodował wzrost gospodarczy. Wyobrażamy sobie przyjęcie takiej logiki?
  6. Ukrainofile dokonali „makdonaldyzacji przebaczenia”, „makdonaldyzacji pojednania” – sięgnęli po doniosłe pojęcia, by uzasadnić nimi całkowicie nie doniosłe zamiary. To gorsze niż infantylizacja „faszyzmu” czy „stalinizmu” przez nagminne używanie tych pojęć do opisu spraw współczesnych. Siła duchowa, umiejętność wzniesienia się ponad odruch zemsty, zdolność udźwignięcia swoich krzywd – to wszystko sprawia, że przebaczenie to trudny, a zarazem piękny proces. Im szlachetniejsza jest jakaś inicjatywa, tym gorsze jest instrumentalizowanie stojących za nią wartości. „Zaiste nie w twojej mocy wybaczać w imię tych, których zdradzono o świcie” – pisał Zbigniew Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito”. Ukrainofile, którzy przez wiele lat robili wszystko, by zamilczeć rzeź wołyńską, gdy okazało się, że narodu nie da się zmanipulować użyli „zastępczej formy zamilczenia”, czyli w tym przypadku wołania o przebaczenie i pojednanie. Nie bardzo tylko wiadomo kto i komu miałby przebaczać – ukrainofile Ukraińcom? Ci, którzy o rzezi nie chcieli słyszeć tym, którzy podobno nie mają nic wspólnego z banderowcami („to tylko historia”)? Proces pojednania miałby prawo zacząć choćby wspomniany ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który krzywdy narodu polskiego poniesione ze strony Ukraińców przeżył najgłębiej jak się da (tak jak Ali Agcy mógł wybaczyć Jan Paweł II) – nie wydaje się jednak, by przy obecnym stosunku Ukraińców do rzeźników z UPA ksiądz wykazałby taką chęć.
  7. „Polska straci na odebraniu Orderu Orła Białego” prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu” – mówią ukrainofile, z przedziwną troską o polski interes. Co to znaczy, że „Polska na tym straci”? Teza, że „Ukraińcy walczą za nas” jest jednym z najbardziej absolutyzowanych przekonań ukrainofili, uzasadnieniem wszelkich świadczeń na rzecz Ukraińców, usprawiedliwieniem skrajnie asymetrycznej polityki. A jak rozumieć opinię (wyrażoną choćby przez Normana Daviesa), że „Polska na tym straci”? Ukraińcy stwierdzą, że skoro my nie chcemy honorować osób gloryfikujących naszych katów to oni nie będą się stawiać tej Rosji i „walczyć za nas”? Jeśli przestaniemy Ukrainie pomagać to skapituluje przed Rosjanami, bo „nie będzie bronić Polaków”? Jakie ma mieć przełożenie teza ukrainofili na realne stosunki polsko-ukraińskie (jeśli nie ma mieć jakiegokolwiek, stanowi jedynie szantaż emocjonalny)? Alternatywnym wobec stanięcia w obronie naszych przodków wyborem byłoby działanie akceptujące zbrodniczy, antypolski banderyzm. Skoro godzimy się na takie „wszystko za nic”, może dorzucimy Ukrainie Przemyśl? W imię dobrych relacji chyba powinniśmy to zrobić… Godność nie musi się opłacać i dziwne, że pamięć pomordowanych Polaków znaczy dla ukrainofili tak niewiele, że gotowi są nią handlować. Dla ukrainofili nie tyle wartości nic nie znaczą, bo w imię swoich wartości gotowi są uprawiać ukrainofilski mesjanizm. Raczej obawiają się tego, że „rozpamiętywanie”, „grzebanie w historii” (takiej terminologii używają, nie uznając przeżyć i traum rodzin bestialsko zamordowanych Polaków) może spowodować „wzrost nastrojów nacjonalistycznych”, czytaj – większą świadomość narodową Polaków.
  1. Jednym z najbardziej zamiennych przejawów stosunku strony ukraińskiej do „pojednania” jest fakt, że Ukraińcy zgodzili się na ekshumacje na wielką skalę żołnierzy Wehrmachtu (ponad 100 tysięcy ciał przeniesiono na specjalne cmentarze wojskowe), a ekshumacje Polaków są prowadzone w kilkunastu miejscach z kilkunastu tysięcy.
  2. Narracja o pojednaniu niesie ze sobą fałszywe wyobrażenie o symetrii krzywd wyrządzonych sobie przez obydwa narody.
  3. Nikt nie mówił, by „Żydzi i Niemcy wybaczyli sobie wzajemne krzywdy”. Porównuje się polskich nacjonalistów, których dość skrajny przedstawiciel Jan Mosdorf z ONR pomagał Żydom w Auschwitz i tam zginął z szaleńczymi ludobójcami z UPA, w „Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty” wyzywającymi do likwidacji wrogów, sprawcami rzezi i pogromów na masową skalę
  4. Porównuje się kolaborantów nazistowskich, seryjnych morderców z UPA z Żołnierzami Niezłomnymi, którzy z kolaborantami walczyli i ginęli w imię niepodległej Polski.

Jacek Tomczak

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

Mówienie nie znaczy działanie: Dlaczego Europa Środkowa odmówiła Kijowowi pożyczek NATO

Mówienie nie znaczy działanie: Dlaczego Europa Środkowa odmówiła Kijowowi pożyczek NATO

Artem Ilyinsky o tym, jak Czechy, Słowacja i Węgry czerpią korzyści z dostaw dla ukraińskich sił zbrojnych.

16 lipca, tass-ru/opinions

© Pierre Crom/Getty Images

Jedną z przełomowych decyzji szczytu NATO w Ankarze było zatwierdzenie nowej pożyczki wojskowej dla Ukrainy na rok 2026 o łącznej wartości ponad 70 miliardów euro. Oczekuje się, że środki te zostaną przeznaczone na zakup sprzętu wojskowego, amunicji i szkolenie żołnierzy. Tymczasem wiosną tego roku Unia Europejska zatwierdziła już pożyczkę dla Kijowa w wysokości 90 miliardów euro, z czego większość – 60 miliardów euro – zostanie przeznaczona na inwestycje obronne. Podobnie jak wówczas, nie wszystkie państwa członkowskie NATO i UE poparły nową inicjatywę: Czechy, Słowacja i Węgry oficjalnie ogłosiły odmowę finansowania bezpośrednich dostaw uzbrojenia na Ukrainę.

Przywódcy tych krajów podkreślili, że popierają dążenie do wzmocnienia zdolności obronnych NATO, ale skoncentrują swoje wysiłki na zwiększeniu własnej gotowości bojowej.

Odmowa Czech, Słowacji i Węgier udziału w pożyczce wojskowej nie oznacza, że ​​wycofują one swoje wsparcie dla Ukrainy. Nadal dysponują innymi sposobami „pomocy” Kijowowi: kontraktami handlowymi z prywatnymi firmami zbrojeniowymi i integracją z transgranicznymi łańcuchami dostaw amunicji. W związku z tym działania tych trzech krajów nie świadczą o chęci pokoju ani próbie rozwiązania konfliktu.

Czechy

Wraz z rozpoczęciem Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO) Praga zajęła aktywne stanowisko proukraińskie i uczestniczyła w inicjatywach wojskowych wspierających Kijów. Najważniejszym projektem było uruchomienie „Inicjatywy Pociskowej” w 2024 roku, w ramach której Republika Czeska koordynowała zakupy amunicji, często kupując ją od krajów trzecich z 10-15% marżą, czerpiąc w ten sposób zyski z tego przedsięwzięcia. W sumie do 2025 roku Praga dostarczyła 1,8 miliona sztuk amunicji wielkokalibrowej. Jednocześnie kraj ten wysłał na Ukrainę przestarzały radziecki sprzęt (taki jak czołgi T-72), prosząc w zamian o niemieckie czołgi Leopard w ramach programu wymiany okrężnej.

Wraz z dojściem Andreja Babiša do władzy w grudniu 2025 roku, stanowisko Czech uległo pewnej zmianie w porównaniu z twardym stanowiskiem jego poprzednika, Petra Fiali. Wsparcie dla Kijowa oczywiście nadal jest ważne, ale nowy rząd stara się inwestować w niego mniej czeskich pieniędzy. Jednocześnie Praga nadal lubi podkreślać, że Czechy były jednym z pierwszych krajów, które udzieliły Ukrainie pomocy wojskowej.

Spadek tempa wsparcia wynika z czynników czysto ekonomicznych: eskalacja na Bliskim Wschodzie i kryzys energetyczny zaostrzyły problemy czeskiej gospodarki, utrudniając utrzymanie dotychczasowych poziomów wsparcia. Czeskie Siły Zbrojne również borykają się z niedoborem zasobów, które pilnie wymagają modernizacji. Praga jest obecnie zdeterminowana w dążeniu do poprawy efektywności własnej armii, która jej zdaniem potrzebuje zastrzyków finansowych bardziej niż Kijów.

Chociaż stawki dostaw spadły o ponad połowę, kraj ten nadal pełni rolę koordynatora międzynarodowych zakupów amunicji, formalnie zachowując status głównego „asystenta” reżimu kijowskiego. W związku z tym Republika Czeska nie jest szczególnie chętna do zaciągania nowych kredytów finansowych, biorąc pod uwagę, że – jak sama uważa – zapewnia już wystarczające środki.

Słowacja

Stanowisko Słowacji w sprawie kryzysu ukraińskiego od początku było niejednoznaczne. Premier Robert Fico konsekwentnie deklarował, że Bratysława nie wyśle ​​broni i amunicji do Kijowa. Nie uniemożliwia to jednak Republice Czeskiej komercyjnego eksportu sprzętu wojskowego.

Słowacja ma dobrze rozwinięty przemysł obronny. Według Urzędu Statystycznego Słowacji, eksport uzbrojenia osiągnął rekordową wartość 2,4 mld euro w 2025 roku i ma osiągnąć 7,6 mld euro w 2026 roku. Głównym motorem tego wzrostu jest Grupa Czechosłowacka (CSG), największa czesko-słowacka spółka holdingowa. Podczas gdy Czechy, poprzez swoją „inicjatywę pociskową”, zaopatrywały ukraińskie siły zbrojne głównie w amunicję z czasów ZSRR, słowackie fabryki koncentrują się na produkcji pocisków kalibru NATO, zaspokajając potrzeby Kijowa.

Oprócz amunicji, pod koniec 2025 roku zintensyfikowano również produkcję pojazdów opancerzonych: zakłady STV Machinery w Dubnicy nad Wagiem rozpoczęły produkcję kadłubów pancernych do radzieckiego BMP-1. Oczywiste jest, że powrót do starych konstrukcji nie wynika z nostalgii, lecz z czysto praktycznego celu – zaopatrywania Ukrainy w deficytowe komponenty.

Tymczasem oficjalne stanowisko Słowacji pozostaje niezmienne: wyklucza ona dostawy za pośrednictwem Ministerstwa Obrony Narodowej, a także udział w zbiorowych pożyczkach wojskowych NATO. „Jeśli firma chce produkować broń i gdzieś ją dostarczać, to oczywiście nikt nie będzie jej przeszkadzał” – oświadczył Fico w listopadzie 2023 roku, zaledwie kilka dni po objęciu urzędu premiera Słowacji.

Obecna odmowa Bratysławy udziału w nowej transzy finansowej NATO wynika z tych samych problemów gospodarczych, co w przypadku Czech. Słowackie władze również deklarują potrzebę skoncentrowania środków na wzmocnieniu własnego potencjału obronnego. Wypowiedzi prezydenta Petera Pellegriniego po szczycie NATO w Ankarze, tłumaczące odmowę ograniczeniami budżetowymi, potwierdzają to podejście, choć nie są pozbawione pewnej dozy nieszczerości. Rzeczywistą strategię można podsumować następująco: państwo oszczędza środki budżetowe w kraju, rozwijając własny przemysł zbrojeniowy, podczas gdy dostawy amunicji na Ukrainę są realizowane komercyjnie, formalnie niezwiązane z rządem.

Warto zauważyć, że Słowacja z powodzeniem radzi sobie w obecnej sytuacji geopolitycznej: odmawia udzielenia Ukrainie pożyczek, jednocześnie utrzymując dialog z Rosją. Tymczasem republika czerpie zyski ze sprzedaży amunicji, co od dawna pozostaje tajemnicą poliszynela.

Węgry

Stanowisko Węgier jest bardziej przewidywalne. Jednym z niewielu wspólnych mianowników polityki Viktora Orbána i jego następcy, Pétera Magyara, jest odmowa dostarczania broni i amunicji Ukrainie. Tak jak Czechy szczycą się wysyłaniem amunicji do Kijowa, tak Węgry szczycą się tym, że nigdy tego nie zrobiły od początku konfliktu. Władze węgierskie uzasadniają swoje stanowisko obawami o bezpieczeństwo mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu, której prawa pozostają przedmiotem przedłużającego się sporu politycznego między Budapesztem a Kijowem.

Zakaz finansowania i dostarczania broni – a konkretnie jej śmiercionośnych komponentów – dotyczy również jej transportu przez terytorium Węgier. Co więcej, to właśnie to doprecyzowanie dotyczące „śmiercionośnych komponentów” pozwala Budapesztowi twierdzić, że korytarz powietrzny NATO przebiegający nad krajem służy do transportu ładunków wyłącznie nieśmiercionośnych.

Lotnisko wojskowe w Szolnok służy jako węzeł przeładunkowy dla ładunków transportowanych do Rzeszowa w Polsce, a stamtąd do Lwowa. Do tych celów służą zarówno europejskie samoloty transportowe Airbus, jak i węgierskie Embraery C-390 Millennium. Co więcej, niepotwierdzone doniesienia o konwojach wojskowych przejeżdżających przez węgierskie autostrady M70 i M7 ze Słowenii w 2024 roku były szeroko komentowane w mediach i za kulisami. Pojawiają się również zarzuty o tajną sprzedaż radzieckich pocisków kalibru 152 mm i 155 mm ze starych węgierskich magazynów za pośrednictwem sieci państw trzecich i prywatnych pośredników. Hipoteza ta opiera się na prawdopodobnych apelach Pragi do Budapesztu, na przykład w ramach „inicjatywy pociskowej”, powołując się na duże zapasy wycofanej z użytku broni i pocisków z czasów radzieckich.

Jeśli chodzi o węgierski narodowy kompleks wojskowo-przemysłowy i teoretycznie możliwe dostawy komercyjne, w przeciwieństwie do słowackiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, nie jest on jeszcze w stanie produkować wymaganych i znaczących ilości. Co więcej, węgierski przemysł – zakłady Rheinmetall w Zalaegerszeg, Várpalota i Gödöllő – koncentruje się obecnie na kontraktach obronnych dla armii węgierskiej, produkując komponenty i amunicję do bojowych wozów piechoty Lynx i czołgów Leopard.

W każdym razie Budapeszt pozostaje nieugięty na szczeblu oficjalnym. Pomimo ocieplenia stosunków z Kijowem i postępów w rozwiązaniu kwestii zakarpackiej, Węgry wykluczają ustępstwa w sprawie dostaw wojskowych. Jednak ostre weto w sprawie zatwierdzenia nowej pożyczki wojskowej NATO, a także wiosenne spory o 90-miliardową transzę UE, mogą negatywnie wpłynąć na poparcie premiera wśród europejskich przywódców. Pozycja Węgier jest nadal krucha, co może doprowadzić do uciekania się Brukseli do presji i szantażu, zwłaszcza jeśli opinia Budapesztu w sprawie nowej pożyczki dla Ukrainy stanie się decydująca.  

Całkowity

Wracamy zatem do naszej pierwotnej tezy: odmowa Czech, Słowacji i Węgier w kwestii udzielenia Ukrainie nowej pożyczki wojskowej wcale nie świadczy o chęci przyczynienia się tych krajów do zakończenia konfliktu. Górnolotne słowa „zakończmy wojnę i rozpocznijmy negocjacje” skrywają typową niezdolność gospodarek tych krajów do udźwignięcia dodatkowych zobowiązań dłużnych, a także nadzieję na znacznie większe zyski z komercyjnej sprzedaży broni.

Węgry pozostają wyjątkiem wśród tych trzech. Jednak ich przywódcy, nawet biorąc pod uwagę niezwykle trudną sytuację gospodarczą na Węgrzech, mogą okazać się znacznie bardziej skłonni do przyjęcia pożyczki.

Musimy więc zwrócić uwagę nie na to, że państwa Europy Środkowej zaprzestały werbalnych apeli o kontynuowanie działań wojennych, lecz na to, że nadal dostarczają amunicję, przedłużając w ten sposób konflikt.

Ukraiński pic na wodę – fotomontaż

Łukasz Jastrzębski myslpolska/jastrzebski-ukrainski-pic-na-wode-fotomontaz

Ukraiński pic na wodę – fotomontaż

Strona ukraińska poinformowała, że chce otworzyć archiwa służb dotyczące „zbrodni wołyńskiej” i zezwolić na ekshumacje na terenie Ukrainy. W moim dzieciństwie było popularne określenie sytuacji, które ma wyglądać poważnie, ale w rzeczywistości jest bez znaczenia – pic na wodę, fotomontaż. I właśnie z taką sytuacją moim zdaniem mamy do czynienia.

Budzi mój sprzeciw już samo mówienie przez stronę ukraińską o „zbrodni wołyńskiej”. Czy to kraina historyczna w dorzeczu górnego Bugu dokonała jakiejś zbrodni? Czy ma to sugerować, że równoważnych zbrodni na tym terenie dokonywali wszyscy jego mieszkańcy? Mówmy wprost, że idzie o ukraińskie mordy – często z szczególnym okrucieństwem – na ludności polskiej, rosyjskiej, czeskiej, węgierskiej, ormiańskiej itd. Mówimy przecież o niemieckich zbrodniach popełnionych na Polakach w Wielkopolsce, a nie „zbrodni wielkopolskiej”.

Nowe otwarcie z Polską?

Przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział nowe otwarcie z Polską. Stało się to po naradzie dotyczącej ukraińskiej polityki wobec Polski. Ma być zdecydowanie mniej konfrontacyjnie. W spotkaniu dotyczącym Polski uczestniczył szef jego gabinetu Kyryło Budanow, szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha, oraz dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej i obrońca banderyzmu Ołeksandr Ałfiorow. Wielu publicystów widzi w tym wyciągniętą rękę Kijowa w stronę Warszawy. Ja mam inne zdanie.

Stosunki polsko-ukraińskie od nasilenia działań wojennych na Ukrainie w 2022 roku nie były nigdy tak złe jak są dzisiaj. Polskie społeczeństwo w swojej większości ma dosyć butnej polityki historycznej Kijowa, która heroizuje zbrodniarzy z OUN i UPA. Liczni Polacy zbulwersowali się bezczelnym zachowaniem przywódcy Ukrainy i jego otoczenia względem polskiego prezydenta Karola Nawrockiego. Społeczeństwo jest mocno zmęczone ciągłym dofinansowywaniem ukraińskiego budżetu. Nie do zniesienia dla znacznej części narodu jest roszczeniowa postawa Ukraińców przebywających w Polsce. To zmęczenie wydaje się naturalne biorąc pod uwagę dosyć długi czas wzmożonego konfliktu militarnego miedzy Rosją a Ukrainą wspieraną przez liczne państwa NATO.

Zdziwienie strony ukraińskiej

Rządzący Polską centralnie i lokalnie do tej pory działali zgodnie z zasadą rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych w rządzie PiS Łukasza Jasiny czyli bycia „sługą narodu ukraińskiego, jego próśb”. Rządzący, którzy bez wątpienia w dalszym ciągu popierają atlantycką i proukraińską orientację polityczną muszą się jednak liczyć z głosem społeczeństwa. Wybory się zbliżają. Przeciętny Kowalski ma naprawdę dosyć traktowania dobrostanu Ukrainy jako punktu odniesienia dla spraw polskich. Dzisiaj już wydaje się zupełnie nieaktualny dowcip z 2023 roku: „Gdy dziennikarz pyta kreatora mody – co nosi się najchętniej w tym sezonie nosi w Polsce? Ten odpowiada: ukraińskich aktywistów i polityków na rękach”.

Władze ukraińskie zupełnie nie wyczuły nastrojów polskiej ulicy. Władze w Kijowie zdawały sobie sprawę, że nadanie jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” czy odesłanie kurierem do prezydenta Polski Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego spowoduje pogorszenie stosunków z Polską.

Jednak w najczarniejszym śnie nie spodziewali się tak radykalnej zmiany. To postawa władz ukraińskich spowodowała, że uroczystości poświęcone Polakom wymordowanym przez Ukraińców w tym roku odbywały się w całym kraju i dotarły do najmniejszych miejscowości. Nie czczono już tylko polskich ofiar, ale również sprzeciwiano się nieakceptowalnej w Polsce polityce historycznej Ukrainy.

Szary polski obywatel ma dosyć krzykliwych aktywistów w rodzaju Natalii Panczenko i proukraińskich lobbystów w rodzaju Pawła Kowala. Polacy mają serdecznie dosyć tych, którzy jawnie bronią banderyzmu, próbują relatywizować zbrodnie Ukraińców lub atakują w mediach społecznościowych ludzi organizujących uroczystości poświęcone Polakom pomordowanym przez Ukraińców w latach 1939-1947. Ogół Polaków dosyć rosnącej liczby przestępstw popełnianych przez obywateli Ukrainy. Przeciętny Polak widzi rażącą niewdzięczność za ogrom pomocy udzielonej Ukrainie w latach 2022-2026.

Trudna sytuacja Ukrainy

Sytuacja Ukrainy nie jest w tej chwili łatwa, a prawdę pisząc jest bardzo trudna. Co nie oznacza oczywiście tego, że ta rosyjska jest godna pozazdroszczenia. Bo również długotrwała wojna dała w kość władzom w Rosji. Jednak to na ulice Kijowa, Winnicy, Łucka, Odessy, Lwowa i innych miast wyszły tłumy protestujące przeciwko odwołaniu przez Wołodymyra Zełenskiego dotychczasowego ministra obrony Mychajło Fedorowa.

Po ukraińskich miastach krążą nieoznakowane wojskowe busy, z których nagle wyskakują żołnierze i porywają młodych mężczyzn. Ukraińcy są zatrzymywani na ulicy i siłą wcielani do armii. W efekcie liczni mężczyźni unikają wychodzenia z domu, nawet w celu wykonania codziennych czynności, takich jak praca, zakupy czy odwiedziny rodziców. Do Kijowa właśnie trafiło kolejne 501 ciał, które według strony rosyjskiej należą do poległych ukraińskich wojskowych. Portale i gazety opisują coraz to nowe gorszące skandale korupcyjne. Kijów dowiaduje się, że kolejne kraje Unii Europejskiej nie mają już ochoty uczestniczyć w finansowaniu wojny prowadzonej z Federacją Rosyjską.

W Polsce w siłę rosną stronnictwa w powszechnej świadomości ukrainosceptyczne jak Konfederacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka oraz Korona Grzegorza Bruna. Do tej poru skrajnie ukrainofilskie Prawo i Sprawiedliwość ze względów taktycznych zmienia wbrew swojemu liderowi Jarosławowi Kaczyńskiemu przekaz dotyczący polityki Kijowa. Rekordy popularności bije twarda wobec Ukrainy europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik i był premier Leszek Miller. Obóz prezydencki jest głęboko zbulwersowany zamieszczeniem na powiązanej z ukraińską bezpieką liście Myrotworec, określanej jako „lista wrogów Ukrainy” szefa Kancelarii prezydenta RP Zbigniewa Boguckiego. Najbardziej widoczna jest zmiana w mediach społecznościowych, gdzie nawet liczni dotychczasowi stronnicy racji ukraińskich zmienili zdanie w tej sprawie. Władze Ukrainy zmuszone były do zmiany retoryki względem naszego kraju.

Mit ekshumacji

Premier Donald Tusk stwierdził: „Z satysfakcją i nadzieją przyjmuję słowa i decyzje Wołodymyra Zełenskiego, dotyczące relacji między naszymi państwami, które muszą być oparte na wzajemnym szacunku i prawdzie”. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Dokładnie przewidziałem zachowanie władz ukraińskich w swoich tekstach na łamach „Myśli Polskiej” dwa, a nawet trzy lata temu [chodzi między innymi o teksty: „Mit ekshumacji” i „Zabawa w kotka i myszkę”]. To co obserwujemy, jest tanim gestem pod publiczkę.

Mit ekshumacji jest potrzebny nie tylko Ukrainie, ale również rządzącym stronnikom polityki proukraińskiej w Polsce, by mogli społeczeństwu mydlić oczy rzekomo realnymi możliwościami godnego pochowania Polaków. Po tym triumfalnym komunikacie całkiem cicho przeszła informacja, że ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar stwierdził, że Ukraina złożyła do polskiego IPN wnioski o przeprowadzenie w Polsce prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych, miedzy innymi w Łaskowie koło Sahrynia. Idzie o miejsce, gdzie odziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich wiosną 1944 roku dokonały odwetu za niewyobrażalnie okrutne zbrodnie banderowskie.

IPN, zapytane przez PAP o wnioski strony ukraińskiej, przekazał, że w ubiegłym roku strona ukraińska przesłała pisma dotyczące trzech miejscowości w związku z planowanymi poszukiwaniami w Sahryniu, Łaskowie i Przemyślu. Karol Starowicz z IPN powiedział: „Jako Instytut udzieliliśmy wsparcia proceduralnego w sprawie Łaskowa, natomiast w odniesieniu do pozostałych dwóch miejscowości zwróciliśmy się o uzupełnienie wniosków. Do tej pory nie wpłynęły żadne nowe dokumenty ani uzupełnienia w tej sprawie”

Usłyszeliśmy głośno o możliwościach przeprowadzenia ekshumacji na Ukrainie, zaś po cichu puszczono informacje o ekshumacji, które odbędą się w Polsce. Taki system wzajemności jest nie do przyjęcia. Jest tym samym co zgoda na pochowanie ofiar niemieckiego ludobójstwa, w zamian za zgodę na pochowanie na przykład SS-manów. Ja nie jestem temu, by pochować jakiekolwiek szczątki. Jestem za to przeciwny symetryzacji w tej sprawie. Jeśli ekshumacji nie udało się przeprowadzić w czasie pokoju, czy ktoś naprawdę wierzy, że będzie to można rzetelnie zrobić w czasie wojny?

Mit otwarcia archiwów

Kilka dni temu rosyjska agencja TASS oraz Russia Today zaprezentowały odtajnione dokumenty rosyjskiej FSB na temat ukraińskiego zbrodniarza Dmytro Klaczkiwskiego pseudonim Kłyma Sawura. Najpierw media w Polsce powołując się na komunikat ukraińskiego rządowego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (CPD) podawały, że Rosja chce upublicznić jakieś fałszywki w celu skłócenia Warszawy z Kijowem. Po publikacji zaś ogłoszono, że dokumenty nie są żadną nowością i nie maja fundamentalnego znaczenia.

Moim zdaniem strona ukraińska boi się tego, że Rosjanie mogą ujawnią zapewne liczne zalegające w ich archiwach dokumenty dotyczące zbrodni ukraińskich na Polakach. Ukraińcy obawiają się, że zmieniłoby to w znacznym stopniu postrzeganie nie tylko Ukrainy, ale również Rosji przez Polaków. Z tego powodu zapowiedzieli nieskrepowany dostęp do swoich archiwów dla polskich historyków.

Mam wielkie wątpliwości trojakiej natury. Po pierwsze nie wierzę w ten dostęp, ponieważ trwająca wojna rosyjsko-ukraińska jest znakomitym pratekstem, by ze względów bezpieczeństwa odmawiać dostępu do interesujących dokumentów.

Po drugie uważam, że polski Instytut Pamięci Narodowej jest narzędziem w rękach polityków służącym do kreowania nastrojów w Polsce. Pamiętam dokładnie obrzydliwości dotyczące kwestii dekomunizacyjnych polegających na podważaniu bohaterstwa żołnierzy i funkcjonariuszy walczących z banderowcami lub kwestionowaniu słuszności Operacji Wisła. Jeśli robił to w warunkach pokoju polski IPN, to tym bardziej w aktualnie niesprzyjających okolicznościach wojennych zapewne robi to ukraiński IPN.

Po trzecie w przeszłości na antenie telewizji „Trwam” wybitny historyk z Wydziału Humanistycznego Politechniki Koszalińskiej, zajmujący się problematyką polsko-ukraińską prof. Czesław Partacz ujawnił, że już w latach 90-tych były niszczone archiwalne dokumenty dotyczące kwestii ukraińskiej. Profesor ujawnił, że w tamtym okresie archiwistka ukraińskiego pochodzenia zniszczyła takie dokumenty w katowickim oddziale Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Jeśli takie rzeczy miały miejsce w Polsce, to moim zdaniem niezwykle prawdopodobne jest to, że również na Ukrainie.

Mit pojednania

Na dzień dzisiejszy, moim zdaniem nie ma możliwości szczerego pojednania między Polską a Ukrainą. Dzisiejsze państwo ukraińskie ciągle neguje ludobójstwo dokonane na narodzie polskim i nie tylko polskim. Fałszuje historię mówiąc o jakimś wzajemnym konflikcie, wojnie domowej, sowieckiej inspiracji i zestawia ofiary po obu stronach. Nowe otwarcie w stosunkach polsko-ukraińskich powinno być poprzedzone rachunkiem sumienia, wyznaniem win i naprawieniem szkody.

Polska powinna oczekiwać potępienia przez władze na Ukrainie banderyzmu, delegalizacji organizacji neobanderowskich, likwidacji pomników i nazw sławiących zbrodniarzy i kolaborantów III Rzeszy na Ukrainie. Polacy powinni oczekiwać budowy pomnika i muzeum polskich ofiar ukraińskiego szowinizmu w Kijowie i Lwowie. Domagać się również zobowiązania do przyszłościowych realnych odszkodowań dla potomków pomordowanych przez Ukraińców. Tego wszystkiego nie da się moim zdaniem zrobić w warunkach wojennych.

Czyli pic na wodę – fotomontaż.

Łukasz Jastrzębski 

Fikcja pojednania

Fikcja pojednania

Prof. Stanisław Bieleń

O problemach pojednania w stosunkach międzynarodowych napisano tysiące dzieł. Polskie biblioteki są pełne opisów i analiz procesów normalizacji przede wszystkim w stosunkach z Niemcami.

Pojednanie polsko-niemieckie stało się rozwiązaniem „modelowym”, do którego nawiązuje się przy różnych okazjach, gdy przywraca się zdolność do pokojowej współpracy, po latach tragedii i traum w stosunkach  między skonfliktowanymi narodami i państwami.  Warto pamiętać, że pojęcie pojednania czy rekoncyliacji jest nieostre. Pochodzi z języka łacińskiego – „reconciliatio” oznacza przywrócenie jedności. Termin zawiera w sobie brzmienie „conciliare” – zjednać, odzyskać, pogodzić kogoś z kimś. Prefiks „re” stanowi odnowienie pierwotnej jedności, ponowne doprowadzenie do zgody i spotkania zwaśnionych stron. Postawy rekoncyliacyjne mają zatem na uwadze tworzenie warunków społecznych, psychologicznych, materialnych, aby autentyczne i skuteczne pojednanie zaistniało.

Dla jednych pojednanie oznacza trudno osiągalny cel, dla innych jest skomplikowanym procesem, który występuje na różnych poziomach życia społecznego, między narodami i państwami, a także w życiu wewnątrzpaństwowym. Ma przede wszystkim wymiar etyczny. Niesie wiele znaczeń, takich jak: naprawianie relacji międzyludzkich, przywracanie zerwanych więzi, budowanie zgody. Odnosi się do manifestowania afirmacji wobec tych, którzy zranili, skrzywdzili lub zniszczyli innych. Daje im szansę naprawy wyrządzonego zła.

Co to znaczy „pojednanie”?

Różne mogą być przejawy pojednania – od przeprosin na poziomie oficjalnym i urzędowym, po zadośćuczynienie wobec jednostek i zbiorowości. Warunkiem trwałości i nieodwracalności tego procesu jest odcięcie się władz i społeczeństw obciążonych winą przodków od haniebnych idei i praktyk (krzywd, zbrodni, ludobójstwa, nazizmu, rasizmu, apartheidu). Jedynie jednoznaczne potępienie przejawów zła gwarantuje zgodną po każdej ze stron identyfikację sprawcy i ofiary. Nie da się tego procesu przeprowadzić bez szczerej konfrontacji z wydarzeniami, które wymagają rekonstrukcji zgodnie z kryteriami prawdy.

W imieniu skrzywdzonych społeczności występują przeważnie rządy, które dążą do przywrócenia zaufania, przekładając je na akty przebaczenia, ekspiacji, zadośćuczynienia. Same ofiary zbrodni nigdy nie mogą wybaczyć, dlatego o przebaczenie proszą politycy i instytucje kościelne, choć naprawdę nikt im nie dał takiego prawa. Przebaczenie z pewnością sprzyja pojednaniu, ale dotyka duchowości, moralności i wiary, dlatego jest przeżyciem bardzo osobistym i intymnym. Zwykle pozostawia się je kapłanom i wyznawcom religii, indywidualnym potomkom ofiar.

Pojednanie na poziomie międzypaństwowym ma charakter instrumentalny i służebny wobec politycznych interesów stron. Może prowadzić do ustanowienia wspólnych mechanizmów instytucjonalnych, mających na celu pokojowe współżycie, likwidację strachu, nieufności czy gniewu, ale angażuje przede wszystkim przywódców politycznych i struktury państwowe, a nie całość populacji. Jest to pojednanie elitarne, abstrakcyjne, często deklaratywne, pozorowane i fikcyjne.

Dlatego niezwykle ważne jest przejście na poziom psychospołeczny i jednostkowy (pojednanie oddolne i funkcjonalne). Warunkiem pojednania między ludźmi jest bowiem przyznanie się do winy i pokajanie się. Słabość tego rozumowania tkwi w tym, że kolejne pokolenia nie ponoszą zbiorowej odpowiedzialności za czyny swoich przodków. Ba, mają prawo odrzucać tę wersję historii, która obciąża winą ich poprzedników, gdyż zostali ukształtowani w innej świadomości i (nie)pamięci. Tak zresztą zachowują się obecnie młode pokolenia Ukraińców.

Na takim tle rodzi się konieczność podejmowania systematycznej i żmudnej pracy na rzecz zmian mentalności – stereotypów, przekonań, nastawień i uprzedzeń. Nowych horyzontów ludzi nie da się jednak zbudować w czasie jednego pokolenia. Władze  mogą oczywiście ogłosić sukces pojednania na poziomie politycznym. Nie wyeliminuje ono jednak ze stosunków wzajemnych nieufności i nienawiści. Rządy nie są bowiem w stanie zmusić potomków ofiar do pojednania z tymi, którzy z prześladowców uczynili swoich bohaterów. Rzeczywista rekoncyliacja wymaga zatem co najmniej kilku pokoleń. Jej ważnym elementem jest także  oswajanie się z negatywną pamięcią, zapominanie i uwolnienie od traumy.

Gra pozorów

Jak dotąd, w stosunkach polsko-ukraińskich nigdy do takich aktów nie doszło, nawet w sferze symbolicznej. Pojednanie stało się jedynie werbalnym rytuałem i sloganem politycznym, który ma w rzeczywistości przesłaniać brak woli politycznej po stronie polityków ukraińskich, aby rozliczyć się z tragiczną historią. Jest także usprawiedliwieniem dla niemocy polskich polityków, publicystów, dziennikarzy i badaczy akademickich, którzy ulegając zaślepieniu ukrainizacją i ukrainofilią, postawili interesy narodowe Ukrainy nad interesami własnego państwa. Stworzono fałszywy mit „jedności”, który doprowadził nie tylko do przekazania ogromnych zasobów na rzecz Ukrainy (szacuje się na połowę roku 2026, że łączny koszt donacji wyniósł ok. 17 mld zł), ale i konfrontacji sprzecznych ze sobą polityk historycznych i konfliktu interesów.

Jak dotąd, żadnego rządu ukraińskiego od czasu proklamowania niepodległej Ukrainy w 1991 roku nie stać było na to, aby podjąć próbę obrachunku z tragiczną przeszłością w stosunkach  z Polską. Posowieckie kamaryle polityczne Kijowa tkwiły najpierw w przekonaniu, że sprawy ukraińskiego ludobójstwa są kwestią minionych państwowości (ZSRR, III Rzeszy), a Ukraińcy byli jedynie przedmiotem ich polityki. Gdy już w niepodległej Ukrainie pojawiały się sygnały ostrzegawcze, że w jej zachodniej części następuje renesans ideologii banderowskiej,  zbywano to po stronie polskiej lekceważeniem i obojętnością. Z czasem, od „pomarańczowej” rewolucji w 2004 roku, rozpoczęła się fanatyczna „rekonkwista”, rozszerzanie wpływów banderyzmu na całe państwo. Wobec wypierania przez władze ukraińskie jakiegokolwiek poczucia winy oraz odpowiedzialności za  haniebne czyny swoich przodków, ze strony polskiej nie podjęto żadnych skutecznych przeciwdziałań.

Tragizm sytuacji polega na tym, że obie strony znalazły się pod wpływem całkiem przeciwstawnych filozofii geopolitycznych. Władze Ukrainy, od czasu usunięcia w 2014 roku na drodze zamachu stanu prezydenta Wiktora Janukowycza, zmierzały w kierunku realizmu politycznego, a w skrajnej postaci makiawelizmu. Chodziło o przyjęcie prozachodniego kursu, w którym celem politycznym stało się nie tylko wyrwanie Ukrainy spod wpływów rosyjskich, ale sprytne wykorzystanie poparcia państw zachodnich dla zbudowania własnej siły. Przeszłość we współczesnej grze geopolitycznej nie miała większego znaczenia. Zachodowi bowiem wcale nie zależało na tym, żeby państwo ukraińskie dokonało ekspiacji za czyny swoich przodków. Przeciwnie, Niemcom, Francuzom i Anglosasom zależało na tym, aby nacjonalizm ukraiński, niezależnie od źródeł historycznych,  wzmacniał motywację Ukrainy do walki z imperialną Rosją. Polsce także odpowiadał taki punkt widzenia. Nie zdawano sobie sprawy z tego, że w imię walki ze wspólnym wrogiem, na bazie historycznych animozji, Polska może  przyłożyć rękę do wykreowania nowego oponenta i rywala.

Po stronie polskiej dominowała przede wszystkim filozofia sentymentu,  prometeizmu i mesjanizmu. Postawy z nich płynące z góry skazywały polskie rządy na porażkę. W historii rzadko się zdarza, aby idealistyczne wyobrażenia i naiwne przekonania wygrywały z twardą realistyczną determinacją na rzecz osiągania radykalnych celów. Przyjmując na siebie moralne zobowiązania do udzielania Ukrainie bezwarunkowego poparcia za jej kurs na zbudowanie „anty-Rosji”, Polska w zasadzie zrezygnowała z obrony swoich historycznych racji i znalazła się na przegranej pozycji. Żadne formy wsparcia, emocjonalne demonstracje solidarności i upokarzające dowody oddania nie zapobiegły eskalacji afrontów i upokorzeń. Polityka nastawiona na mitologizację „partnerstwa i przyjaźni”, których w rzeczywistości nigdy nie było, musiała skończyć się katastrofą.

Oczekiwania strony polskiej na pojednanie z Ukrainą od początku nie miały racji bytu, gdyż nie przygotowano należytego gruntu pod taki proces, zwłaszcza w sferze świadomościowej. Nigdy przecież nie dokonano przewartościowań wspólnej historii, nie upowszechniono wiedzy historycznej o wspólnych losach na obszarach pogranicza. Nikomu nie zależało na tym, aby dokonać rekonstrukcji historycznej, pokazującej złożoność kulturową i cywilizacyjną stref zasiedlanych przez różne ludy od czasów średniowiecza.  W przypadku Polski i Ukrainy ukształtowanie państw narodowych przypada dopiero na ostatnie stulecie, a nawet – jak w przypadku Ukrainy – na ostatnie dekady.  Trudno więc mówić o jakiejś ciągłości interesów państwowych, a tym bardziej spójnej tożsamości narodowej.

Triumf ahistoryzmu

Nie wolno więc współczesnej mapy przykładać do długich dziejów ścierania się żywiołów polskich, litewskich, węgierskich, ruskich i tureckich. Ukraińskie zarzuty, że polska strona była „kolonizatorem” ziem ruskich są bezzasadne i zasługują na zdecydowane odparcie. Polacy na dawnych ziemiach wschodnich nie byli gośćmi bez korzeni. O ukształtowaniu rozmaitych form zależności między nimi a resztą społeczności zadecydowały procesy ekonomiczne w okresie feudalizmu, a także preponderancja kulturowa szlachty polskiej, co jest faktem obiektywnym, a nie wymysłem.

Nie ma „odwiecznej” Ukrainy, podobnie jak mimo ponad 1000-letniej tradycji państwowości nie ma ciągłości polityczno-administracyjnej Polski. Nikt z polskiej strony nie podjął dyskusji ze stroną ukraińską, że nie wolno nakładać współczesnych pojęć na dawne epoki, tym bardziej, że w całej średniowiecznej Europie trwały rywalizacje plemienne i dynastyczne, których rezultatem było zajmowanie obszarów pogranicza nie jako kolonii, lecz jako form symbiotycznego gospodarowania.

Gdy zdamy sobie sprawę ze złożoności uwarunkowań historycznych i geopolitycznych współczesnej Ukrainy, to łatwiej przyjdzie nam zrozumieć trudności związane z budowaniem jej tożsamości narodowej. Ideologizacja życia publicznego w czasach radzieckich, uniformizacja wzorów zachowań i dominacja narracji imperialnej, a zwłaszcza traumatyczne przeżycia w czasie wojny i okupacji niemieckiej, wszystko to spowodowało na Ukrainie wzrost zapotrzebowania na historię heroiczną i budowanie pamięci nieobciążonej grzechami przodków. Sprzyjał temu rosnący dystans czasowy, zmiany generacyjne, nowy język edukacji, a przede wszystkim napięcia i konflikty w stosunkach z Rosją na tle podziału schedy poimperialnej.

Wielu Ukraińców wraz z budową państwa  tworzyło własne biografie, starając się  uwolnić od obciążeń moralnych i zarzutów współuczestnictwa w reżimach, najpierw w sowieckim, a następnie nazistowskim, w czasie okupacji hitlerowskiej. Tym indywidualnym postawom towarzyszyło „zbiorowe milczenie”, które dawało władzom państwowym  Ukrainy pewną dowolność w kreowaniu nowej tożsamości.

Pojednanie między Polakami a Ukraińcami musi zatem nastąpić w sferze mentalnej, aby następnie mogło przełożyć się na praktyczne zachowania. Wbrew różnym deklaracjom politycznym istnieje jednak zasadniczy konflikt między przypisaniem Ukrainie takiej, jaką ona jest dzisiaj, szczególnej roli geopolitycznej w rozprawianiu się Zachodu z Rosją a uczciwym rozliczeniem z przeszłością. Mało kto uświadamia sobie, że w tych warunkach jakakolwiek rekoncyliacja w stosunkach polsko-ukraińskich jest niemożliwa. Pojednanie zostało bowiem poświęcone na ołtarzu interesów mocarstw zachodnich. Gdyby upierać się przy retoryce metaforycznej, jest to dowód  kolejnej „zdrady Zachodu”.

Daleka droga przed nami

Proces normalizacji stosunków polsko-ukraińskich wymaga wypracowania długotrwałej strategii, opartej na intensywnej komunikacji obustronnej na różnych szczeblach porozumiewania się. Warunkiem  uczciwego podejścia każdej ze stron jest jednoznaczne odcięcie się od „brunatnej” schedy nacjonalizmu ukraińskiego. Nie wystarczą okazjonalne i spektakularne deklaracje, spotykające się z milczeniem lub konsternacją drugiej strony. Potrzebna jest zaplanowana na lata dyskusja z wykorzystaniem zgromadzonej przez fachowców wiedzy historycznej, aby wypracować rekomendacje dla mądrej polityki pojednania. Wszelkie próby relatywizacji zbrodniczej działalności OUN-UPA i jawny kult zbrodniarzy muszą spotkać się z należytym odporem. Istnieją obecnie liczne standardy prawnomiędzynarodowe i moralno-polityczne, które ograniczają dowolność w kreowaniu składu panteonów narodowych. Bezapelacyjnym kryterium doboru kandydatów na narodowe pomniki i symbole jest ich nieskażenie złowrogimi ideologiami XX wieku, w imię których dokonano zbrodni ludobójstwa. Nie może być w tych sprawach żadnych „podwójnych” standardów, „zgniłych” kompromisów ani relatywizacji zbrodni.

W obliczu wyolbrzymianego znaczenia w grze mocarstw i rozbudzonych aspiracji integracyjnych Ukrainy z Zachodem Polska powinna przygotować się solidnie na negocjacje akcesyjne tego państwa z Unią Europejską, w których można przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem instrumentalizację historii i działanie w złej wierze. Potrzebna jest wielka akcja propagandowa i edukacyjna pod adresem społeczeństw i polityków państw zachodnich, aby pokazać istniejący dysonans między „solidarnością wojenną” (gościnnością wobec uchodźców, wsparciem socjalnym, donacjami finansowymi i militarnymi, logistyką, sympatią medialną) a rzeczywistym napięciem na tle pamięci, tożsamości i zakłamanej „polityki historycznej”.

Gdyby strona polska została zmuszona do wykorzystania historii jako „instrumentu weta” w procesie akcesyjnym Ukrainy do Unii Europejskiej, to wszyscy jej członkowie muszą być przygotowani na zrozumienie przyczyn takiego stanowiska. Tym bardziej, że w kraju nie brakuje fałszywych głosów, iż to nie  pojednanie oparte na prawdzie jest najważniejsze, ale samo przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej. Tak jakby Ukraina nie stanowiła rzeczywistego zagrożenia dla interesów Polski przez wejście do tej organizacji.

Oko za oko

Już teraz występuje swoiste rozdwojenie jaźni. Strona ukraińska stosuje chytrą taktykę, która prowadzi do osłabienia polskiej argumentacji. W sferze werbalnej ukraińscy politycy wyrażają gotowość do pojednania, lecz faktycznie demonstrują silne przywiązanie do własnej, w istocie antypolskiej, wizji historii. Starają się symetryzować i relatywizować odpowiedzialność obu stron za zbrodnie z czasów II wojny światowej, zdobywając pewien poklask w samej Polsce. To znacznie osłabia polską argumentację i żądania co do warunków pojednania.

Innym niebezpieczeństwem jest medialna i polityczna ofensywa na rzecz przyjęcia tezy, że wejście Ukrainy do Unii Europejskiej pozwoli na „zakotwiczenie” pojednania polsko-ukraińskiego w szerszych ramach integracyjnych Zachodu. Jest to nawiązanie do analogii „oswajania” powojennej Europy z Niemcami (RFN), obciążonymi zbrodniami III Rzeszy. Włączenie „republiki bońskiej” do struktur europejskich i atlantyckich zagwarantowało jej powrót do normalności i wymusiło procesy dwustronnego pojednania, zwłaszcza w stosunkach francusko-zachodnioniemieckich. Oczekuje się zatem, że afirmacja Ukrainy na poziomie europejskim zmodyfikuje jej podejście do heroizacji sprawców zbrodni wołyńskiej.

Napięcia między „polityką pamięci” a „polityką przyszłości” mogą zostać stępione ze względu na ofiarność Ukrainy i uznanie jej zasług w obronie bezpieczeństwa europejskiego przed Rosją. Elity kijowskie są pewne swoich sukcesów w procesie akcesyjnym do Unii Europejskiej, gdyż  swoim poświęceniem i ponoszeniem kosztów wojny przekonują, że są w stanie bronić Europy przed zdemonizowanym Putinem. Jak długo uda się to przekonanie utrzymać, tak długo Ukraina będzie rozgrywać swoją „polityką historyczną”  zachowania sojusznicze Polski. Polscy politycy wpadli więc w pułapkę własnych oczekiwań na zwycięstwo Ukrainy w tej tragicznej i przedłużającej się wojnie. Ukraina ma bowiem szanse na zbudowanie tożsamości „nowego przedmurza”, deklarując się „obrońcą Zachodu”, choć przecież jej obszar wraz z zamieszkującą go ludnością nigdy do cywilizacji zachodniej nie należał. W tym świetle znaczenie Polski ulegnie dewaluacji, a pretensje do historycznych krzywd zejdą na daleki plan.

Podziały i wewnętrzne spory na polskiej scenie politycznej nie ułatwiają wypracowania długofalowej perspektywy stosunków polsko-ukraińskich. Negowanie Rosji na dłuższą metę okazuje się bardziej szkodliwe dla Polski niż dla Ukrainy. Tej ostatniej dostarcza bowiem paliwa wojennego, a w sytuacji trwających działań zbrojnych uznanie polskich roszczeń na rzecz oczyszczenia tragicznej przeszłości nie ma szans powodzenia. Sytuacja taka potrwa tak długo, jak długo polscy politycy będą trwać w fałszywym przekonaniu, że o bezpieczeństwie Polski decydują Ukraińcy. Z obecnymi rządami w Kijowie nie będzie więc żadnego realnego pojednania.

Prof. Stanisław Bieleń

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

„Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę

Dziennikarz bije na alarm: „Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę.

Dom Stenbocka za pośrednictwem Wikimedia

Dziennikarz bije na alarm: „Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę.

W obszernym wywiadzie z Claytonem Morrisem z amerykańskiej stacji telewizyjnej Redacted, dziennikarz Chay Bowes przedstawia ponury obraz Ukrainy. Według niego, kraj ten jest przesiąknięty systemem, w którym korupcja, handel ludźmi i przestępczość zorganizowana od dawna są na porządku dziennym. Bowes opisuje państwo, w którym niemal wszystko ma swoją cenę – od paszportów i zwolnień ze służby wojskowej po ludzkie życie.

Państwo, w którym wszystko ma swoją cenę

Według Bowesa, na Ukrainie można kupić ukraiński paszport, zawierający całkowicie sfałszowane akta osobowe, za około 20 000 dolarów gotówką. Dowód wojskowy kosztuje około 5 000 dolarów , a zwolnienie z osławionej „maszynerii” na froncie kosztuje od 15 000 do 20 000 dolarów . Osoby dysponujące wystarczającą ilością pieniędzy i odpowiednimi koneksjami mogą nawet opuścić kraj za podobną kwotę.

https://twitter.com/RedactedNews/status/2077147608506638528/video/1

Bowes uważa, że ​​nie są to odosobnione przypadki zwykłych przestępstw, lecz raczej zorganizowany system, który może funkcjonować wyłącznie za wiedzą władz państwowych.

Zwraca uwagę, że zarówno rząd Ukrainy, jak i USA zdawały sobie sprawę z ogromnych problemów korupcyjnych. Sama strona internetowa Departamentu Stanu USA dokumentowała wcześniej powszechną korupcję na Ukrainie. Jednak po wybuchu wojny treść ta została po cichu usunięta lub zmieniona.

Handel organami: Żołnierze jako surowiec?

Szczególnie poważne są oskarżenia dotyczące podejrzenia handlu organami.

Bowes wyjaśnia, że ​​polegli lub ciężko ranni żołnierze często przez miesiące są oficjalnie uznawani za zaginionych . Podczas gdy rodziny na próżno czekają na wieści o swoich bliskich, ten status, jak twierdzi, może być również wykorzystywany do unikania płacenia świadczeń socjalnych.

Co więcej, coraz częściej pojawiają się doniesienia o zorganizowanej grabieży organów przez kręgi wojskowe. W tym kontekście Bowes powołuje się na śledztwa brytyjskiej gazety „The Guardian” , która ponad dziesięć lat temu szeroko opisywała korupcję w ukraińskim systemie opieki zdrowotnej.

Handel ludźmi i dziećmi na dużą skalę

Bowes podnosi również poważne zarzuty dotyczące handlu ludźmi.

Jeszcze przed wybuchem wojny w 2022 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegała przed skalą handlu ludźmi przez Ukrainę. Powołując się na raporty Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) i Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR ), Bowes stwierdził, że w samym 2022 roku około 300 000 kobiet i dzieci padło ofiarą handlu ludźmi przez Ukrainę .

Jego zdaniem, mimo ostrzeżeń ze strony społeczności międzynarodowej, problemu tego nigdy nie udało się skutecznie zwalczyć.

Miliardy płyną pomimo oskarżeń o korupcję.

Zamiast tego USA, Unia Europejska i NATO zainwestowały na Ukrainie setki miliardów dolarów.

Według Bowesa nie działo się to pomimo znanej korupcji, lecz równolegle z nią – a nawet w ramach systemu charakteryzującego się korupcją.

Bowes oświadczył, że oprócz oficjalnych wypłat pomocy CIA przekazała kolejne 500 milionów dolarów z tajnych funduszy na operacje na Ukrainie.

Ci, którzy mówią prawdę, żyją w niebezpieczeństwie.

Bowes opisuje również konsekwencje, jakie odczują krytycy ukraińskiego rządu.

Twierdzi, że rozmawiał z ukraińskimi politykami i dziennikarzami, którzy – według ich własnych zeznań – musieli uciekać, zostali porwani, pobici lub grożono im śmiercią.

Przed ONZ Bowes zwrócił również uwagę na ogromne ilości zachodniej broni dostarczanej na Ukrainę. Według niego wiele z tej broni ginie w bagnie korupcji i ostatecznie trafia w ręce grup przestępczych – również tych spoza Europy.

„Brak zachęty do zakończenia wojny”

Bowes wyciąga z tego niepokojący wniosek.

Dopóki Ukraina pozostaje lukratywnym rynkiem zbytu dla dostaw broni i międzynarodowych przepływów finansowych, NATO nie ma realnej motywacji, aby zakończyć wojnę.

Według jego oceny sytuacja może zaostrzyć się tylko wtedy, gdyby postępy Rosji wymusiły podjęcie decyzji militarnej – włącznie z możliwą operacją pod fałszywą flagą lub użyciem tzw. „brudnej bomby” .

„Prawdziwy wróg zachodniego podatnika”

Bowes kończy swój apel zwracając się do obywateli krajów zachodnich.

Jego zdaniem powinni obawiać się nie tyle Rosji, co przestępczej oligarchii, która, jego zdaniem, kontroluje Ukrainę. System ten jest ostatecznie finansowany przez amerykańskich i europejskich podatników.

Bowes uważa, że ​​dopóki główne media nie zajmą się tymi zarzutami, a rządy Zachodu będą nadal stwarzać wrażenie, że bronią wyłącznie ideałów demokratycznych, machina ta będzie działać bez przeszkód.

Kryzys polityczny w Kijowie: Kurczący się Zełenski odsuwa popularnego ministra obrony

Kryzys polityczny w Kijowie: Kurczący się Zełenski odsuwa popularnego ministra obrony

Symplicjusz 17 lipca 2026 r. simplicius/political-crisis-in-kiev-as-shrinking

Wszystko wskazuje na to, że wiatr rewolucji wieje przez Ukrainę.

Wielkie tłumy zebrały się na proteście przeciwko decyzji prezydenta Zełenskiego o odwołaniu popularnego ministra obrony Mychajły Fiodorowa.

Od czasu swojego powołania na to stanowisko na początku tego roku Fiodorow miał odegrać kluczową rolę w walce z korupcją i przekształceniu AFU w siłę o jeszcze większej dominacji technologicznej.

Mając zaledwie 35 lat, Fiodorow był młody, przystojny, inteligentny, energiczny i z tego powodu stanowił bezpośrednie zagrożenie dla Zełenskiego, który, jak głosiły plotki, obawiał się, że Fiodorow sam szykuje się do ubiegania się o prezydenturę.

Jednak głównym powodem zwolnienia Fiodorowa miała być rzekomo sprzeczka z Syrskim, który sam jasno i wyraźnie powiedział Zełenskiemu, że sprawa dotyczy „albo mnie, albo jego”.

Krótko mówiąc, Syrski zmusił Zełenskiego do wyboru między nimi, ponieważ Fiodorow krytykował Syrskiego i chciał go usunąć. Co być może jeszcze ważniejsze, Fiodorow walczył o powstrzymanie masowych przekrętów w Ministerstwie Obrony, co było absolutnie niedopuszczalne, ponieważ „wysocy rangą urzędnicy” marnujący kontrakty wojskowe w zasadzie zamienili je w tłum i nie chcieli, żeby ktokolwiek odcinał im dopływ zachodnich funduszy.

W swoim przemówieniu Fiodorow wymienił 11 głównych problemów, jakie dostrzegł w Siłach Zbrojnych Ukrainy :

Fiodorow wyróżnił 11 głównych problemów:

1. Siły Zbrojne Ukrainy walczą na poziomie taktycznym, choć coraz częściej również na poziomie operacyjnym. Zasadniczo jednak „nadal walczymy taktycznie”.

2. System korpusów nie jest jeszcze w pełni ukształtowany. „Mamy korpusy, które odnoszą sukcesy, które co miesiąc posuwają się naprzód i nie tracą terytorium. Mamy też korpusy, w których dowódca jest zmieniany co miesiąc. Są korpusy, które wypracowały własną szkołę myślenia i filozofię, i są korpusy, w których nie wiemy nawet, ile mają brygad ani co się w nich dzieje. Wszystko zależy od organizacji, ale są korpusy, które nie rozdzielają wszystkich swoich zasobów wewnętrznie” – powiedział Fiodorow.

3. Brygady i korpusy zostały rozdrobnione. „Są brygady, które nie potrafią nawet określić, ile mają batalionów. Batalion jest wyciągany z jednej brygady i przerzucany do innej. W takich warunkach nie da się zbudować systemu zarządzania” – powiedział minister obrony.

4. Nikt nie jest pociągnięty do odpowiedzialności. „Odpowiedzialność zawsze jest przerzucana na kogoś innego. Zawsze ktoś inny ponosi winę, ciągle mówi się o śledztwie i o tym, żeby „wykryć winnego”” – powiedział Fiodorow.

5. Zaopatrzenie nie jest kierowane przez korpus. Fiodorow powiedział, że problem z zaopatrzeniem jest „fundamentalny”: „W ciągu ostatnich pięciu miesięcy kupiliśmy więcej dronów niż w całym ubiegłym roku, ale większość jednostek nie odczuła skutków, ponieważ wszystko jest dystrybuowane ręcznie: jeśli jesteś lojalny, dostajesz coś, jeśli nie, to nie… Dlatego uruchomiliśmy ten system. To były cztery miesiące piekła, ponieważ cztery miesiące zajęło nam uzgodnienie prostego projektu podstawowego zaopatrzenia brygad w drony”.

6. Ciągła wymiana dowódców.

7. Izolacja i toksyczne traktowanie tych, którzy przynoszą rezultaty. „Jeśli ci się uda, stajesz się gwiazdą, a potem trafiasz w ślepy zaułek. [Generał Mychajło] Drapatyi otrzymał trzecią naganę, do widzenia. Przepraszam, Drapatyi, myślę, że po tym przemówieniu dostaniesz czwartą naganę. Nie chciałbym, żeby tak się stało, ale nie mamy innego wyjścia, jak tylko o tym porozmawiać” – powiedział Fiodorow.

8. Nie da się zrealizować żadnego projektu systemowego. „Bo ciągle pojawiają się te same pytania: 'Ale dlaczego?’ i 'Ale jak?’” – wyjaśnił p.o. ministra obrony.

9. Kapitał ludzki ulega zniszczeniu bez odpowiedniej analizy. Fiodorow powiedział, że wykonali „ogromną pracę”, w tym analizę strat. „Ale decyzje o tym, kogo należy wspierać, kogo nie, kogo należy wzmacniać, a kogo nie, nie opierają się na danych. Opierają się na lojalności” – powiedział.

10. Blokowanie inicjatyw i „biurokratyczny ogień krzyżowy”. „Przez sześć miesięcy w Ministerstwie Obrony nie udało nam się zmienić struktury organizacyjnej, ponieważ Sztab Generalny odmawia jej zatwierdzenia: rzekomo nazwa jest błędna, coś innego jest nie tak albo rzekomo nie ma potrzeby wprowadzania nowych ludzi” – wyjaśnił Fiodorow.

11. Ciągła nieuczciwość. „Dotyczy to również mnie: twierdzenia, że ​​zleciłem śledztwo w sprawie Skelii, że rozpocząłem kampanię medialną, że zrobiłem to czy tamto” – powiedział p.o. ministra obrony. [Ukraińskie Państwowe Biuro Śledcze prowadzi dochodzenie karne w sprawie jednostki Skelia – 425. Samodzielnego Pułku Szturmowego – w związku z doniesieniami o co najmniej 26 zgonach osób niebędących żołnierzami, przemocy fizycznej i niewystarczającej opiece medycznej nad rekrutami. Dowódca jednostki został zawieszony, a władze badają obecnie zarzuty o systematyczne nadużycia – red.]

W odpowiedzi na powyższe Fiodorow zaproponował własne zmiany:

Dodał, że zaproponował zmiany we wszystkich punktach.

„Jakie rozwiązania proponowano wówczas? Radykalne decyzje kadrowe.Oznaczało to zmianę zarówno Naczelnego Dowódcy, jak i Szefa Sztabu Generalnego… Oznaczało to stworzenie środowiska, w którym mogliby rozwijać się silni liderzy, zamiast być hamowani lub stale upominani. Oznaczało to współpracę ze specjalistami IT i inteligentnymi ludźmi. Oznaczało to inne podejście do zarządzania. Oznaczało to mianowanie silnych dowódców korpusów. Jednostki szturmowe z dronami to fundamentalna zmiana w naszym sposobie myślenia o rozmieszczaniu piechoty: technologia musi być na pierwszym planie w walce. Powinniśmy stracić drony, a nie ludzi, i dopiero wtedy powinna wkroczyć piechota” – powiedział Fiodorow.

Zaproponował również „wyrównanie” linii frontu i wdrożenie doktryny opartej na zasadzie „nietracenia personelu tam, gdzie można tego uniknąć”, biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu i sytuację.

„Alokacja wszystkich zasobów poprzez korpus – czyli personel, drony, artylerię, szkolenia… Ponieważ zdarzają się sytuacje, w których ostatecznie nikt nie jest odpowiedzialny za odcinek linii frontu” – powiedział pełniący obowiązki ministra.

Powiedział także, że zaproponował utworzenie Akademii Nowoczesnej Sztuki Walki, która miałaby wyszkolić nowych liderów zdolnych do dowodzenia sztabami i oddziałami, utworzenia konsorcjum jednostek balistycznych i antybalistycznych, zamknięcia przestrzeni powietrznej, odniesienia zwycięstwa w wojnie gospodarczej, a szerzej rzecz ujmując, przekształcenia sił obronnych i wykorzenienia korupcji w zamówieniach publicznych.

Jak widać, jest inteligentnym i kreatywnym myślicielem. Jednym z jego głównych zarzutów było stosowanie przez Syrskiego „mięsnych szturmów”: jak widać, zauważa, że ​​najpierw należy użyć dronów, a dopiero potem wysłać wojska. To jednak prawdopodobnie ujawnia fundamentalne niezrozumienie AFU i procesu Syrskiego. Syrski stosuje „mięsne szturmy”, ponieważ nie ma realnego wyboru, to jedyny sposób na wciśnięcie wojsk na rosyjskie flanki i utrudnienie działania rosyjskich frontów – w zasadzie, aby powstrzymać postępy, które wszędzie przesączają się przez ukraińskie linie.

Nie da się zastosować tak prostej, jednoznacznej logiki do wojny, jak czyni to Fiodorow. Gdyby AFU sztywno trzymała się tej nowej doktryny, biorąc pod uwagę obecną dysproporcję w poziomie potencjału obu stron, wojska rosyjskie prawdopodobnie posuwałyby się jeszcze szybciej, a ukraińskie linie frontu uległyby załamaniu. Krótko mówiąc: ukraińskie ataki mięsne, stosowane w ramach taktycznej „aktywnej obrony” – polegającej na drobnych, nękających kontratakach – to jeden z niewielu ukraińskich ratunków, mimo że są krwawe.

Teraz przeciwko Zełenskiemu wystąpiło wielu czołowych osobistości, w tym szanowany dowódca Połączonych Sił Mychajło Drapatyj, który w swoim poście na Facebooku .

Nawet oficjalne konto Deep State powiązane z AFU wezwało do usunięcia Syrskiego na rzecz Fiodorowa, wyrażając ogromną liczbę pozytywnych „lajków”:

Wiele innych osób zostało dotkniętych — na przykład słynny ukraiński ekspert ds. radioelektroniki Serhij Flash ze złością ogłosił, że został odsunięty od pełnienia obowiązków ze względu na fakt, że podlegał bezpośrednio ministrowi obrony Fiodorowowi, a teraz w efekcie stracił dostęp do wszystkich swoich dotychczasowych narzędzi i środków:

Od dziś nie jestem już doradcą Ministra Obrony Fiodorowa.

Drodzy producenci, deweloperzy i personel wojskowy, nie mogę już w żaden sposób pomagać wam na szczeblu Ministerstwa Obrony 😞. Przepraszam.

Bycie częścią zespołu Fiodorowa było dla mnie zaszczytem. Było wiele planów i pomysłów na przyszłość, ale niestety…

Nie mogę mówić o moich osobistych wyzwaniach i projektach, których teraz nie będę w stanie ukończyć. Ktoś inny musi nad nimi nadal pracować. Wojna trwa.

Miałem dostęp do różnych systemów i byłem w stanie analizować działania naszego wroga i przewidywać jego przyszłe kroki. Nie będę już mógł tego robić :-((.

Grupy wroga cieszą się, że nie ma mnie już w Ministerstwie Obrony 😞. Mój nastrój jest okropny. Ale nie zejdę ze swojej drogi i będę nadal bronił kraju i pomagał moim towarzyszom broni.

Mychajło Fiodorow, dziękuję ci za wszystko.

Wszystko to dzieje się w kontekście szerszych zmian wprowadzonych przez Zełenskiego, które doprowadziły do ​​rezygnacji premiera Swyrydenki:

https://www.yahoo.com/news/politics/articles/ukraines-prime-minister-resigns-zelenskyy-174622660.html

Reforma, której Zełenski nie przedstawił jeszcze szczegółowo, byłaby czwartą dużą reorganizacją jego rządu od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji.

Przewroty następują w krytycznym momencie, gdy Ukraina rzekomo osiągała „punkt zwrotny” w wojnie. Zełenski ogłosił swoją „40-dniową” tajną operację, która miała zakończyć się upadkiem Rosji i błaganiem Putina o zawieszenie broni. Zamiast tego, wydaje się, że sama Ukraina pogrążona jest w chaosie, a Zełenski został dziś zmuszony do wygłoszenia przemówienia za kuloodporną szybą z obawy, że jego rozwścieczeni nacjonaliści mogą się przeciwko niemu zwrócić.

Kurczący się człowiek w szklanej klatce.

Nie jest to dokładnie „optyka” przytłaczającej pewności siebie.

Coraz bardziej wydaje się, że nasza analiza była trafna, a ukraińskie „40-dniowe” działania PR były jedynie desperacką próbą odwrócenia uwagi od ostatecznego pogorszenia sytuacji na Ukrainie. Gdyby obecne wydarzenia na Ukrainie miały miejsce w Rosji, ton nagłówków w światowych mediach dorównywałby euforii z 1991 roku.

Owszem, Ukraina odnosiła pewne niezwykłe sukcesy, zwłaszcza w ataku na rosyjskie okręty na Morzu Azowskim w zeszłym tygodniu. Sukcesy te miały jednak doprowadzić do upadku Putina, a nie Zełenskiego – a ten drugi wydaje się obecnie znacznie bardziej prawdopodobny niż pierwszy. Nie wspominając już o tym, że Rosja zaczęła odpowiadać w podobny sposób, niszcząc Odessę i każdy statek wpływający do portu.

Nagranie wideo przedstawiające atak drona Geran na kontenerowiec płynący wczoraj do Odessy:

Agencja Reuters podaje wynik:

https://www.reuters.com/world/rosyjskie-ataki-mogą-ograniczyć-eksport-zbóż-z-Ukrainy-do-trzeciej-strony-2026-06-18/

W artykule zaznaczono, że Odessa obsługuje 6 milionów ton ładunków miesięcznie, a ze względów logistycznych maksymalnie 1 milion może zostać przekierowany do portów nad Dunajem.

FT wtrąca się:

https://www.ft.com/content/5c64e7a5-fe26-4f14-8d77-1d0f1d8a30d3

Jednocześnie Kijów na razie całkowicie wyczerpał zapasy rakiet Patriot, co doprowadziło do serii niszczycielskich ataków balistycznych, które Rosja przeprowadza teraz bez ograniczeń, bez żadnych przechwytów. Nawet Serhij Flash z Ukrainy był zmuszony odpowiedzieć, dlaczego kilka ostatnich ataków na Kijów nie miało żadnych syren ani ostrzeżeń. Jego powód jest dość pouczający – przeczytaj pogrubione poniżej:

Dlaczego czasami włączają się alerty dotyczące rakiet balistycznych po uderzeniu pocisku?

Wszystkie informacje o startach lub przygotowaniach do startów pochodzą od naszych partnerów.Nikt z nas nie wie i nie powinniśmy wiedzieć, w jaki sposób uzyskują te informacje, ale nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć, że podstawowym źródłem informacji jest satelitarny monitoring miejsc startów i system rejestrowania zdarzeń związanych ze startem.Rakieta może dotrzeć do Kijowa w ciągu 2-4 minut, więc czas jest bardzo ograniczony. Każda awaria systemu spowoduje opóźnienie w odbiorze informacji. Żaden system nie jest idealny, więc awarie się zdarzają, a sygnał alarmowy może być opóźniony.Często zdarza się również, że ogłoszono alarm, ale nie doszło do startu. Dzieje się tak, ponieważ satelity wykrywają aktywność na stanowiskach startowych poprzedzającą start pocisku, ale z jakiegoś powodu sam start może nie nastąpić.Pamiętasz, ile razy w Orieszku rozległ się fałszywy alarm? Dzieje się tak, ponieważ satelity rozpoznawcze wizualnie wykrywają aktywność na stanowiskach startowych, ale nie jest jasne, czy do startu faktycznie dojdzie.




Krótko mówiąc, potwierdza on, że wszelkie wcześniejsze ostrzeżenia o rosyjskich atakach pochodzą wyłącznie od zachodnich „partnerów” Ukrainy – sama Ukraina nie ma możliwości ich wykrycia.

Potwierdził również, że podczas ostatnich ataków białoruskie „wieże przekaźnikowe” znów zaczęły działać, wspierając rosyjskie drony Geran, które według niego omijały granice Białorusi i atakowały stacje benzynowe w Małynie na Ukrainie:

Możliwe, że repeatery na Białorusi są nadal okazjonalnie używane do ataków na Ukrainę.

Dziś rano o 7:11 dron kamikaze Szahed zaatakował stację benzynową w Małynie. Według naszych danych radarowych, Szahed leciał wzdłuż granicy z Białorusią, następnie dotarł do Korostynia bezpośrednio nad autostradą, po czym zawrócił i przeleciał bezpośrednio nad linią kolejową do Małynu, gdzie zaatakował stację benzynową. Takie zachowanie jest typowe dla ręcznego sterowania dronem za pomocą kamery.
Odległość od punktu ataku do granic Federacji Rosyjskiej wynosi 260 kilometrów. To zbyt duża odległość, aby mogło funkcjonować bezpośrednie połączenie radiowe. W tym czasie w powietrzu nie było innych Shahedów (potencjalnych repeaterów).

Odpowiednie służby i jednostki wyciągną ostateczne wnioski po szczegółowym zbadaniu sytuacji.

Wróg desperacko potrzebuje zaatakować zachodnią część Ukrainy za pomocą Shahedów, wykorzystując sterowanie online, ale bez repeaterów na Białorusi nie jest to możliwe.

Nie wiem, czy Łukaszenka będzie w stanie oprzeć się „uporczywym prośbom” o retransmisje. Nie wykluczam też, że retransmisje mogą zostać zainstalowane bez wiedzy białoruskich władz. Można to zrobić szybko i łatwo. Dlatego powinni oni uważniej monitorować sytuację w swoim kraju.

Tyle w kwestii gróźb Zełenskiego, z których Łukaszenka rzekomo „wycofał się”.

Na razie ukraińska Rada ogłosiła miesięczną przerwę wakacyjną, nie zatwierdzając wyboru nowego ministra obrony:

Ukraiński parlament (Rada) udał się na miesięczną przerwę wakacyjną, nie mianując nowego ministra obrony ani ministra spraw zagranicznych, donoszą lokalne media.

Kluczowe decyzje personalne wciąż nie zostały podjęte, a kolejna sesja plenarna zaplanowana jest dopiero na 18 sierpnia.

Oznacza to, że kryzys pozostaje nierozwiązany niczym otwarta rana, co nie wróży dobrze Zełenskiemu i jego otoczeniu, szczególnie w czasie, gdy powinien on okazywać wielką „pewność siebie” wobec rzekomo „chwiejącej się” Rosji.

Wygląda na to, że jego 40-dniowa specjalna operacja wojskowa nie przyniosła oczekiwanych efektów, podczas gdy Rosja ponownie odnotowała w tym tygodniu duże postępy na całym froncie. Siły rosyjskie zbliżają się do Słowiańska-Kramatorska, a także nacierają w Zaporożu i na północnym froncie charkowskim.

Czy kolejne ataki na rosyjskie rafinerie i puste statki towarowe na Morzu Azowskim uratują rozpadającą się reputację Zełenskiego?

Konflikt między Ukrainą a Polską może budzić nadzieję

Konflikt między Ukrainą a Polską może budzić nadzieję

Aktualne konflikty między Polską a Ukrainą dotyczące polityki rolnej oraz upamiętnienia kolaborantów nazistowskich przez Kijów mogą dawać promyk nadziei, że przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie, a byłoby to przystąpienie nie tylko destrukcyjne, ale i niebezpieczne. Nie ma powodu, by dawać sygnał, że wszystko jest w porządku: jeśli idzie o Ukrainę, racjonalne kryteria polityczne już dawno przestały obowiązywać.

Myśliwce MiG-29

Wynegocjowana rok temu umowa zbrojeniowa między rządami w Kijowie i Warszawie, na mocy której Polska w zamian za myśliwce MiG-29 miała otrzymać technologię dronów, jest na skraju upadku. Minister obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz obwinia ukraińskich partnerów negocjacyjnych, twierdząc, że nie wywiązali się z umowy dotyczącej dostaw dronów. Ukraińcy jak dotąd milczą w tej sprawie.

Konflikty z powodu honorowania kolaborantów nazistowskich

Oficjalnym impulsem była decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia niesławnej Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Założona w 1942 roku, UPA okresowo współpracowała z nazistowskimi Niemcami i jest odpowiedzialna między innymi za ludobójstwo na Wołyniu latem 1943 roku – a tym samym za zamordowanie ponad 100 000 Polaków, głównie cywilów.

Twierdzenie wpływowych osób na Ukrainie, że UPA była narodowym, antykomunistycznym ruchem oporu, jest rażącym wypaczeniem historii. Jednak w telewizji N-TV historyk Frank Grelka okazuje zaskakującą tolerancję wobec masowych morderców i kolaborantów nazistowskich.

Miejsce pamięci we wsi Ugły w powiecie rówieńskim na Ukrainie

W Polsce zbrodnia wołyńska jest uznawana za ludobójstwo. Według doniesień medialnych, oddawanie czci UPA jako bohaterom na Ukrainie i nadawanie tytułów honorowych ukraińskim jednostkom wojskowym regularnie powoduje poważne napięcia dyplomatyczne w Polsce i prowadziło do cofnięcia odznaczeń państwowych. Tak więc prezydent Karol Nawrocki cofnął Zełenskiemu polski order. Zełenski i inni ukraińscy politycy następnie zwrócili polskie odznaczenia.

Konflikty na tle polityki rolnej

Bardziej prawdopodobne jest jednak, że Polska – w rzeczywistości jeden z najważniejszych sojuszników Ukrainy – bardziej przejmuje się sprzecznościami w zakresie polityki rolnej niż sporami o historię.

Od czasu wojny nad Dnieprem ukraińskie zboże jest coraz częściej transportowane drogą lądową, w tym przez Polskę. Aby chronić własnych rolników, Polska tymczasowo wprowadziła zakazy importu ukraińskiego zboża, ponieważ tanie ukraińskie produkty wywierały presję na polski rynek. Sytuacja ta doprowadziła również do poważnych protestów na granicy polsko-ukraińskiej. W publikacji ‚Länder-Analysen’  czytamy:

„Negatywne konsekwencje gospodarcze wynikały z ważnych decyzji podjętych przez Unię Europejską w czerwcu 2022 roku, kiedy to zniesiono wszelkie ograniczenia handlowe z Ukrainą, a w obliczu rosyjskiej blokady ukraińskich portów Morza Czarnego zliberalizowano dwustronny transport drogowy towarów. Decyzje, które w czasie pokoju wymagałyby żmudnych negocjacji i z pewnością kilku lat, dając uczestnikom rynku niezbędny czas na dostosowanie się, zostały teraz podjęte bardzo szybko i poparte przez Warszawę w obliczu pilnych potrzeb. W kolejnych miesiącach jednak przyniosły odwrotny skutek”.

Francja również ma konflikty z Ukrainą w kwestii polityki rolnej, donosi ‚Agrar Heute’. Według doniesień medialnych, politolog Herfried Münkler obawia się również, że przystąpienie Ukrainy do UE może się nie powieść z powodu konfliktów w rolnictwie: „Lobby rolnicze uniemożliwi przystąpienie Ukrainy do UE”. Jednak takie ‚optymistyczne’  przewidywania są przedwczesne: w przypadku Ukrainy racjonalne kryteria polityczne, jak już wspomniano, nie mają już zastosowania.

Korupcja i klauzule o wzajemnej pomocy

Przystąpienie Ukrainy do UE przyniosłoby skorumpowany i ultranacjonalistyczny ciężar dla społeczeństw europejskich. Co więcej, pozostałe kraje UE zostałyby wciągnięte w wojnę na Ukrainie jako (wówczas bezpośrednio) walczące strony poprzez potencjalne klauzule o wzajemnej pomocy.

Niezależnie od tego, czy z powodu radykalnego ukraińskiego rewizjonizmu historycznego, czy konfliktów wokół polityki rolnej, decydującym czynnikiem jest to, że jest szansa na to, iż przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie. Wtedy Polska oddałaby przysługę całej Europie.

Napisał: Tobias Riegel

Opracował: Zygmunt Białas

Patrioty oddane. Co Polska otrzymała w zamian?

Patrioty oddane. Co Polska otrzymała w zamian?

magnapolonia/patrioty-oddane-co-polska-otrzymala-w-zamian

Niedawno polska opinia publiczna została poinformowana o przekazaniu przez rząd pięciu pocisków PAC-3 MSE, wykorzystywanych przez systemy obrony powietrznej Patriot do przechwytywania pocisków balistycznych.

Kosztowna broń zakupiona za pieniądze polskiego podatnika przekazana dla kraju gloryfikującego morderców polskich kobiet i dzieci wywołała głośną dyskusję polityczną.

Kolejne Patrioty zostały oddane niewdzięcznym i wrogim nam Ukraińcom. Z początkiem tego tygodnia pełniący obowiązki ministra obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że decyzja ta została podjęta ze względu na prośbę sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego oraz m.in. naczelnego dowódcy sił sojuszniczych w Europie, po konsultacjach z państwami użytkującymi system Patriot.

Jednak najbardziej zaskakujące są wyjaśnienia, jakich udzielił sam minister Kosiniak-Kamysz wraz z wiceministrem obrony Cezarym Tomczykiem. Ten ostatni stwierdził, że w zamian za przekazaną broń w razie zagrożenia otrzyma w ciągu pierwszych 24 godzin „dziesięć razy więcej rakiet i systemów tego typu”.

Wiara w sojuszników (tych samych co lekką ręką na konferencjach pokojowych oddali Polskę w strefę wpływów ZSRR po drugiej wojnie światowej), jaką wiceminister przejawia w sprawach dotyczących bezpieczeństwa polskiego podatnika, który jest głównym fundatorem wszelkiej maści dotacji dosłownie przenosi góry. Są to jednak góry hipokryzji.

Jednocześnie sam minister Kosiniak-Kamysz uznał, że za ofiarowaną broń Polska – zamiast żądać ekshumacji swoich obywateli będących ofiarami czczonej obecnie na Ukrainie ideologii banderowskiej „otrzyma wdzięczność”. W związku z tym nasuwa się wniosek, że być może sam Kosiniak-Kamysz czuje się zażenowany faktem, że pełniąc funkcję wicepremiera i ministra obrony narodowej pobiera za to pieniądze z budżetu państwa. Możliwe, że sam wstydzi się i czeka, kiedy powstanie obywatelska inicjatywa, aby zamiast pensji otrzymał od narodu polskiego wartość dla niego największą w polityce i w dyplomacji, czyli wdzięczność.

Musimy pamiętać, że polityka nie bierze jeńców. W dyplomacji wdzięczność, szacunek i przyjaźń istnieją jedynie na papierze. Odpowiadając za losy współobywateli trzeba się kierować ich interesem. Jeśli ktoś tego nie rozumie bierze na siebie odpowiedzialność za wszelkie zagrożenie, jakie potencjalnie lub realnie może zagrażać tym, którzy mu zaufali.

Polecamy również: Migranci organizują przemyt migrantów

Rosja zapobiega ukraińskim atakom na rosyjskie siły nuklearne

====

Thomas Röper anti-spiegel.ru/russland-verhindert-ukrainische-angriffe-auf-die-russischen-nuklearstreitkraefte

Igranie z ogniem

Rosja zapobiega ukraińskim atakom na rosyjskie siły nuklearne

Ukraina ponownie próbowała zaatakować rosyjskie siły nuklearne za pomocą kilku komórek terrorystycznych, ale rosyjski wywiad zdołał temu zapobiec i aresztować terrorystów. Gdyby atak się powiódł, eskalacja konfliktu nuklearnego mogłaby być nieuchronna.

Anti-Spiegel 15 lipiec  2026

Około rok temu zachodnie media z euforią donosiły o ukraińskiej „Operacji Pajęczyna”, w ramach której ukraińscy terroryści przemycili ponad 100 dronów do Rosji i wystrzelili je z ciężarówek na cztery lotniska należące do rosyjskich sił jądrowych.

Doniesienia różniły się co do konsekwencji: Ukraina twierdziła, że ​​uszkodziła lub zniszczyła wiele samolotów należących do rosyjskich sił jądrowych, podczas gdy Rosja twierdziła, że ​​szkody były ograniczone.

Igranie z ogniem

Problem z tymi atakami polegał na tym, że uszkodzeniu uległy części rosyjskich sił jądrowych, co uzasadnia reakcję mocarstwa nuklearnego. Jest to również jasno zapisane w rosyjskiej doktrynie nuklearnej.

Powód jest oczywisty: siły jądrowe są ostatnią i ostateczną gwarancją bezpieczeństwa mocarstwa nuklearnego. Jeśli zostaną one uszkodzone, na przykład poprzez uszkodzenie niezbędnych radarów wczesnego ostrzegania lub systemów przenoszenia, mocarstwo nuklearne ryzykuje, że nie będzie w stanie obronić się przed atakiem nuklearnym na równych prawach.

To, że Ukraina zaatakowała rosyjskie siły jądrowe zeszłego lata – najwyraźniej za zgodą, a nawet wsparciem Zachodu – było zatem niezwykle niebezpieczne. Jak zareagowałyby Stany Zjednoczone, gdyby Iran zrekrutował terrorystów w USA, wyposażył ich w najnowocześniejsze drony bojowe, a one następnie zaatakowałyby amerykańskie bombowce atomowe na amerykańskich lotniskach?

Zachód zdaje się mylić cierpliwość Rosji ze słabością, ponieważ pod koniec czerwca Zełenski – bez sprzeciwu ze strony Zachodu – obiecał Rosji „40 dni piekła”, twierdząc, że Kijów rozpocznie operację Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Nie podał żadnych szczegółów, ale eksperci podejrzewali, że miał na myśli ataki terrorystyczne na terytorium Rosji.

Operacja Pajęczyna 2.0

Później okazało się, że miała to być swego rodzaju „Operacja Pajęczyna 2.0”. Praktycznie nie ma na ten temat informacji w internecie w języku niemieckim, ale wyszukiwanie w języku angielskim hasła „Spiderweb 2.0” daje pewne rezultaty.

I rzeczywiście, wydaje się, że właśnie o to chodziło, ponieważ w ostatnich dniach rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) udaremniła ataki terrorystyczne ukraińskich służb wywiadowczych na trzy lotniska wojskowe. Były to Ukrainka nad Amurem, Szagoł w obwodzie czelabińskim oraz lotnisko pod Rostowem nad Donem.

Baza Lotnicza Ukrainka to rosyjskie lotnisko dalekiego zasięgu na Dalekim Wschodzie, które było jednym z celów pierwszej operacji „Pajęczyna” w czerwcu 2025 roku. Ciężarówka przewożąca drony na lotnisko eksplodowała jednak w trakcie jazdy. Po operacji „Pajęczyna” stacjonowały tam bombowce strategiczne Tu-95MS, Tu-22M3 i Tu-160.

Według biura prasowego FSB, dzięki wczesnej informacji wywiadowczej, planowanym atakom udało się zapobiec, a cała siatka mózgów operacji została zneutralizowana.

W ramach operacji ukraińskie służby bezpieczeństwa przetransportowały do ​​obwodu briańskiego drony FPV wyposażone w głowice bojowe i mobilne stacje naziemne. Transport odbywał się w kontenerach holowanych przez drony i balony na uwięzi. Drony bojowe były następnie maskowane jako sprzęt gospodarstwa domowego i transportowane dalej w głąb kraju samochodami z dwuściennymi przyczepami. Po dotarciu na miejsce drony były montowane w wynajętych garażach i przygotowywane do użycia bojowego. Jednak grupa była już pod obserwacją FSB, a wszystko było obserwowane i nagrywane ukrytymi kamerami.

Podczas operacji zatrzymano sprawców i ich wspólników, a także zabezpieczono 24 drony FPV. Drony te były wyposażone w moduły sterowania oparte na sieciach neuronowych pochodzących z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady i Szwecji i były odporne na walkę elektroniczną. Każda głowica zawierała ponad kilogram materiałów wybuchowych. Zajęto również dwie mobilne naziemne stacje kontroli lotów. Stacje te mogły działać za pośrednictwem satelity, sieci komórkowej, Wi-Fi i radia oraz były wyposażone w urządzenia samozniszczenia, z których każde zawierało 250 gramów materiałów wybuchowych.

Oba ataki terrorystyczne były planowane równolegle, ale sprawcy nie znali się nawzajem i działali niezależnie, otrzymując instrukcje od swoich dowódców na Ukrainie. Dzięki szybkiej interwencji sił bezpieczeństwa uratowano dziesiątki, jeśli nie setki, żołnierzy i cywilów, a funkcjonowanie obiektów o strategicznym znaczeniu zostało utrzymane.

Ukraina zaplanowała co najmniej kolejny atak terrorystyczny na rosyjskie lotnisko wojskowe, ponieważ, jak wspomniano wcześniej, 10 lipca udaremniono atak na lotnisko Rostów-Centralny z użyciem 13 dronów napędzanych sztuczną inteligencją. Rosjanin, którego ukraińskie służby bezpieczeństwa zamierzały zwerbować, zgłosił próbę werbunku do FSB, a operacja była kontynuowana pod nadzorem FSB, aby zebrać więcej informacji o osobach stojących za atakiem.

„Zwerbowany” Rosjanin otrzymał zaliczkę w wysokości ponad 3500 dolarów na planowany atak. Podano mu również współrzędne kryjówki, w której miał znaleźć niezbędny sprzęt i dalsze instrukcje. Kryjówka została zbadana przez FSB.

Jeśli chodzi o plany, które teraz ujrzały światło dzienne, rosyjscy eksperci twierdzą, że wykorzystanie zaawansowanej technologicznie broni, przetransportowanej w głąb kraju przez obwód briański, jest szczególnie godne uwagi, co wskazuje na dobrze zorganizowaną sieć logistyczną, ponieważ transport kontenerów z ładunkiem wybuchowym przez granicę przy użyciu dronów i balonów na uwięzi, a następnie ładowanie ich do czekających na nie przyczep z podwójnym dnem w celu dalszego transportu, nie jest już improwizowaną operacją.

Drony zostały wyposażone w moduły sterujące AI, które umożliwiały im lokalizację celów nawet w przypadku utraty kontaktu z operatorem. Co więcej, metody stosowane we wszystkich operacjach były identyczne: do startu dronów miały być używane ciężarówki, a drony we wszystkich przypadkach były montowane w wynajętych garażach lub magazynach, a uczestnicy korzystali z filmów instruktażowych.

Planowane ataki na lotniska wojskowe Ukrainka i Szagoł zostały również wykryte przez FSB na czas, jeszcze zanim uczestnicy opuścili obwód briański z wrażliwym ładunkiem. Znajdowali się oni zatem pod stałym nadzorem. Według ekspertów, ukraińskie służby bezpieczeństwa wydały od 2 do 2,5 miliona dolarów na sprzęt i logistykę.

Równolegle doszło do innych ataków terrorystycznych przeprowadzonych przez ukraińskie służby bezpieczeństwa. 9 lipca siły bezpieczeństwa poinformowały o udaremnionym zamachu na wysoko postawionego oficera w obwodzie moskiewskim, w wyniku którego aresztowano Rosjankę urodzoną w 2001 roku i oskarżono ją o terroryzm i zdradę.

Ataki te przeprowadzono równolegle. Gdyby „Operacja Pajęczyna 2.0” okazała się sukcesem, niemieckie media z pewnością relacjonowałyby ją z takim samym entuzjazmem, jak w zeszłym roku. Ponieważ jednak operacja najwyraźniej zakończyła się niepowodzeniem, w niemieckich mediach nie ma o niej żadnych doniesień.

W końcu niemiecka opinia publiczna nie musi wiedzieć wszystkiego…

Witamy na Ukrainie: Lindsey Graham znaleziony przez Iskandera?

Witamy na Ukrainie: Czy Iskander znalazł Lindsey Graham*?
Kolaż Cargradu

Wład Szlepczenko14 lipca 2026, 7:00 rano tsargrad/milosti-prosim-na-ukrainu-lindsi-grjema-nashjol-iskander

Witamy na Ukrainie: Lindsey Graham* znaleziony przez Iskandera?

Senator USA Lindsey Graham* zmarł w niejasnych okolicznościach. Czas i miejsce pozostają niejasne, ale pewne jest, że przed śmiercią planował uruchomienie „piekielnych sankcji”, aby zniszczyć rosyjską gospodarkę.

Lindsey Graham* odziedziczył nieformalny tytuł czołowego rusofoba Ameryki po śmierci Johna McCaina. Zasłynął serią kanibalistycznych uwag na temat Rosjan. Za to został w naszym kraju uznany za terrorystę i ekstremistę – „zaszczyt”, którego nie dostąpił nawet jego poprzednik.

Alarm zabrzmiał po

W dniach 10-11 lipca odbył kolejną podróż na Ukrainę i zwiedził warsztaty firmy Sky Fall, która produkuje drony Vampire, drony Shrike FPV i bezzałogowe statki powietrzne przechwytujące P1-SUN. 

Strona ukraińska nawet nie próbowała ukryć wizyty. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Osveditel”

W ciągu tych dwóch dni Rosja przeprowadziła serię potężnych ataków na ukraińskie obiekty wojskowo-przemysłowe zlokalizowane w Kijowie i obwodzie kijowskim. Wykorzystano sześć pocisków balistycznych Iskander i cztery pociski manewrujące Ch-59/69, wspomagane dwoma pociskami przeciwradarowymi.

Ukraińskie media i kanały monitorujące natychmiast zauważyły:

Nie było ostrzeżenia o pociskach; alarm rozległ się po ich wystrzeleniu.

Ostatni raz ukraińska obrona przeciwlotnicza przechwyciła rosyjski pocisk balistyczny 2 lipca. Po przybyciu hipersonicznego pocisku Cyrkon, kluczowe stanowisko dowodzenia obroną przeciwlotniczą zostało zniszczone. Zrzut ekranu: „Informator wojskowy”

Chronologiczny labirynt

Media donosiły, że „senator Graham* odwiedził Ukrainę kilka dni przed śmiercią”. Nie było jednak mowy o „kilku dniach”. Wizyta Grahama miała miejsce 10 i 11 lipca, a pierwsze doniesienia o jego śmierci pojawiły się w anglojęzycznych źródłach w sobotę wieczorem. Jako miejsce zgonu podano jego dom w Waszyngtonie.

W sobotę wieczorem, 11 lipca, senator USA Lindsey Graham* zmarł po krótkiej i nagłej chorobie. Rodzina senatora Grahama* dziękuje za modlitwy i prosi o zachowanie prywatności.

– czytamy w oficjalnym komunikacie jego biura.

Pod domem senatora jest tylko jeden bukiet. Zrzut ekranu z wideo.

Graham podróżował z granicy polsko-ukraińskiej do Kijowa specjalnym pociągiem. Podróż z Kijowa do granicy z Polską zajmuje siedem godzin. Jeśli pociąg zawiózł go do Warszawy, to zajęło mu to pełne 16 godzin.

Lot z Warszawy do Waszyngtonu odrzutowcem biznesowym trwa kolejne 12 godzin. Innymi słowy, nawet gdyby senator-terrorysta zakończył swoje sprawy po południu 11 lipca, nie mógłby przybyć do Stanów Zjednoczonych przed rankiem 12 lipca czasu europejskiego. Ale Warszawa jest sześć godzin przed Waszyngtonem; zatem po przybyciu do Stanów Zjednoczonych znalazłby się z powrotem wieczorem 11 lipca, podczas gdy w Polsce o tej porze byłby już następny dzień. I wtedy odnotowano jego śmierć.

Innymi słowy, senator miał bardzo mało czasu, żeby wrócić do domu i tam umrzeć.

Senator Graham* nie żyje. A może został zamordowany? Irańska aluzja jest warta tysiąca słów.

Czy mógł zostać przywieziony martwy, a następnie szybko rozpowszechnić historię o „nagłej i nagłej śmierci”? To nie jest niemożliwe. W każdym razie jasne jest, że nie było uporządkowanego, stopniowego rozwoju wydarzeń. To była natychmiastowa śmierć.

Motywy i powody

Graham* wytrwale i konsekwentnie forsował w Kongresie ustawę wprowadzającą nowe sankcje wobec Rosji. Sam nazwał je „sankcjami z piekła rodem”. Zgodnie z nimi Trump miałby prawo nałożyć cła w wysokości 500% na towary z krajów, które nadal handlują z Rosją. Groźba takich ceł zrujnowałaby nasz handel z Chinami i Indiami.

W przeciwieństwie do McCaina nie krytykował Trumpa, ale próbował dać mu „pocałunek Judasza”. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Osveditel”

Wiadomo, że w dniu swojej śmierci rozmawiał z kongresmenem Michaelem McCaulem na temat promocji swojego projektu ustawy o sankcjach, który zamierzali przekazać Kongresowi do rozpatrzenia.

Tego lata nadszedł czas, aby zrobić wszystko, co możliwe, by wywrzeć presję na Putina i zmusić go do negocjacji,

– napisał Graham* przed rozpoczęciem swojej wizyty w Kijowie.

Amerykańska dziennikarka Laura Loomer twierdzi, że rosyjski filozof Aleksander Dugin nawoływał do zabójstwa senatora-terrorysty:

Aleksander Dugin, jeden z doradców Putina, wezwał do egzekucji senatora Grahama* i oświadczył, że świat będzie lepszym miejscem bez niego.

Źródło: zrzut ekranu z zachodniego portalu społecznościowego

Podsumowanie

Administracja Trumpa ma poważne powody, by nie ujawniać informacji o zabójstwie senatora USA przez Rosjan podczas wizyty na Ukrainie. Przede wszystkim dlatego, że postawiłoby ją to w bardzo trudnej sytuacji. Taka operacja, nawet jeśli jest politycznie korzystna dla Trumpa, jest uzasadnionym odwetem. Ale czy Stany Zjednoczone są gotowe na powrót do konfliktu z Rosją, biorąc pod uwagę przegraną wojnę z Iranem i niedawno zerwane zawieszenie broni z tym samym Iranem?

Czasami Rosja potrafi rozprawić się ze swoimi wrogami szybkimi i bezlitosnymi atakami. Zrzut ekranu: kanał Telegram „Military Chronicle”

Być może nigdy się nie dowiemy, czy śmierć Grahama* była bezpośrednim skutkiem wbicia się do jego mózgu znacznej ilości materiałów wybuchowych wystrzelonych przez rakietę Iskander-M, lecz strona amerykańska nie spieszy się z ujawnianiem okoliczności jego śmierci.

– zauważa kanał Military Chronicle.

Słuszna uwaga. Ale jest jeden wskaźnik, który mógłby rzucić światło na wiele spraw: zwróć uwagę na pogrzeb. Jeśli senator-terrorysta zostanie pochowany w zamkniętej trumnie, pogrzeb będzie prywatny lub zostanie skremowany w prywatnym krematorium, to znacznie zwiększy to wagę „hipotezy kinetycznej”, przenosząc ją z kategorii „to science fiction, synu” do kategorii „to się czasami zdarza”.

Ostatni atut Zachodu: Rosja zostanie zaatakowana rakietami balistycznymi i otrzyma propozycję „pokoju”.

* Lindsey Graham został uznany za terrorystę i ekstremistę.

Mamy wspólnego wroga?

Mamy wspólnego wroga?  

Jan Engelgard myslpolska/mamy-wspolnego-wroga

Mamy za sobą kolejny Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA. Tym razem głos zabrali praktycznie wszyscy wielcy aktorzy polskiej sceny politycznej, od Prezydenta, przez Premiera, po liderów partii politycznych.

Taki to czas, kiedy na ten temat wypada mówić i to ostro. To jest namacalny dowód na to, że zmiana nastrojów społecznych, czyli mówiąc jasno elektoratu – działa niczym czarodziejska różdżka. Ci sami politycy, którzy przez lata bagatelizowali problem, unikali go niczym diabeł święconej wody, a nawet rzucali kłody pod nogi tych, którzy dopominali się prawdy o zbrodniach UPA – dzisiaj stanęli w pierwszym szeregu czczących pamięć jej ofiar. Tak, za rok wybory, i nie można popełnić błędu, nie można dać sobie przyczepić łatki „sług Ukrainy”, bo to teraz niebezpieczne politycznie. Z jednej strony można by się cieszyć z tej zmiany postaw, z drugiej budzi to jednak odrazę, bo dobrze wiadomo jakie są przyczyny tej odmiany.

Powstaje jednak pytanie – a co to w zasadzie zmienia w polityce Polski wobec Ukrainy, czy poza gestami, paleniem zniczy i wzniosłymi przemówieniami – nastąpi jakaś poważniejsza refleksja nad tym z czym mamy do czynienia? No bo jeśli zgodzimy się z jednym, a tego nikt poważny już nie kwestionuje, że za naszą wschodnią granicą, w kraju, który prawem kaduka uznano za „wielkiego przyjaciela” i „strategicznego sojusznika”, buduje się tożsamość narodową na zbrodniczej i antypolskiej ideologii i tradycji – to dlaczego mimo to ci sami polscy politycy powtarzają z uporem – ale musimy Ukrainie pomagać i ją wspierać, bo MAMY WSPÓLNEGO WROGA.

Ta absurdalna teza nie spotyka się nigdy ze sprzeciwem, zamyka usta każdemu, nawet tym, którzy mogliby powiedzieć, że to nieprawda. Dlaczego nikt nie spyta – a niby dlaczego Rosja, bo rzecz jasna o nią tu chodzi, jest naszym WSPÓLNYM WROGIEM?

Z jakiego powodu, kto to ustalił i na jakiej podstawie? I niby dlaczego Rosja miałaby być naszym wrogiem i dybać na naszą niepodległość a nawet planować jakiś najazd połączony z eksterminacją ludności? Jaki miałaby w tym cel i jaki interes? O to nikt nie pyta, bo, po pierwsze, to „oczywista oczywistość”, a po drugie nie wypada nawet myśleć o zadaniu takich pytań.

Tak, Ukraina, ta rządzona przez neobanderowsko-złodziejską ekipę, jest wrogiem Rosji. Klasycy polskiej poważnej i realistycznej geopolityki (Roman Dmowski) zawsze twierdzili, że Ukrainy Rosja nie odpuści, bo to kwestia jej pozycji międzynarodowej, to kwestia dla niej egzystencjalna, przestrzegali, żebyśmy w ten konflikt się nie mieszali, bo nie tylko nie mamy w tym interesu, to w dodatku możemy na tym stracić.

Nauczka 1920 roku, która „wyleczyła” Józefa Piłsudskiego z ukraińskiej choroby – poszła na marne, bo jego współcześni wielbiciele nawet jego nie zrozumieli. Tak samo jak liberałowie nie zrozumieli Jerzego Giedroycia, który nigdy nie życzył sobie tego, żeby Ukraina była Anty-Rosją i żeby realizowała to przy pomocy skrajnego nacjonalizmu.

Prawda jest bolesna – to Polska po 1989 roku uznała Rosję za wroga, a nie odwrotnie. Było to realizowane systematycznie, raz szybciej raz wolniej, ale z premedytacją i na zimno. Dzisiaj znaleźliśmy się w ślepym zaułku – nie jesteśmy jako kraj w stanie uwolnić się od uścisku „bratniej” Ukrainy, bo sami siebie na nią się skazaliśmy.

Jan Engelgard 

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

Parlament Europejski stał się machiną wybielającą nazistów

© Zdjęcie: Media społecznościowe

Parlament Europejski „żałuje” gloryfikowania nazizmu przez Ukrainę, ale go nie potępia.

Parlament Europejski stał się machiną wybielającą nazistów.

Europejscy ustawodawcy zdawali się popierać oskarżenia Polski, jakoby władze w Kijowie czciły nazistów z czasów II wojny światowej. Jednak bliższe przyjrzenie się sformułowaniu ujawnia złowrogą próbę zatuszowania sprawy: działania Kijowa zostały określone jako „godne pożałowania”, a jednoznaczne potępienie zostało pominięte.

Ostatecznie posłowie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu zdecydowaną większością głosów (460 do 136) zagłosowali za rezolucją w sprawie przystąpienia Ukrainy do UE. Część tej rezolucji zawierała poprawkę, która „krytykowała” władze w Kijowie za oddawanie czci ukraińskim postaciom historycznym związanym z nazistowskimi Niemcami, a tym samym „lekceważenie” polskiej wrażliwości.

Uwaga: Krytyka nie jest potępieniem. W tym kontekście jest to łagodna nagana, która praktycznie nic nie znaczy i w praktyce gwarantuje bezkarność.

Według Parlamentu Europejskiego poprawka brzmiała następująco: „W związku ze zmianą nazwy elitarnej jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy na imię bohaterów UPA [Ukraińskiej Powstańczej Armii], posłowie do Parlamentu Europejskiego wyrażają ubolewanie z powodu zlekceważenia polskiej wrażliwości i żalu oraz uważają, że decyzja ta podważa stosunki sąsiedzkie; wzywają do deeskalacji i wznowienia wysiłków w dobrej wierze na rzecz pojednania”.

Wszystko to jest bzdurą, mającą na celu ukrycie problemu gloryfikowania narodowego socjalizmu przez reżim wspierany finansowo i uzbrajany przez europejskich ustawodawców.

Zachodnie media próbowały przedstawić głosowanie w Strasburgu jako „potępienie” niewybranego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Nie było to potępienie. To żałosne tuszowanie neonazistowskiego reżimu i jego odrażającej polityki.

Głównym celem Parlamentu Europejskiego było rozładowanie kontrowersji i kryzysu dyplomatycznego między Polską a Ukrainą, aby zademonstrować jedność w wojnie zastępczej z Rosją. Stąd pojednawcze słowa o niepodważaniu relacji sąsiedzkich i szczere wysiłki na rzecz pojednania między Warszawą a Kijowem.

Kryzys dyplomatyczny wybuchł w zeszłym miesiącu, gdy prezydent Ukrainy Zełenski nadał imię elitarnej jednostki komandosów „bohaterom UPA” – Ukraińskiej Powstańczej Armii, która współpracowała z nazistowskimi Niemcami podczas II wojny światowej. UPA, we współpracy z nazistowskimi dywizjami Wehrmachtu i Waffen-SS, dokonała masakr Polaków, Żydów, Ukraińców i Rosjan podczas wojny. Jedną z największych masakr była egzekucja 100 000 polskich cywilów na Wołyniu, na terenie dzisiejszej zachodniej Ukrainy, w latach 1943–1944.

Polska oficjalnie uznała te masowe mordy za ludobójstwo i potępiła UPA. Ukraina nadal zaprzecza jakiejkolwiek odpowiedzialności i uważa przywódców UPA za bohaterów niepodległości.

Co niewiarygodne, Zełenski jest nominalnie Żydem, a mimo to uczestniczył w uroczystościach ku czci postaci historycznych, takich jak Stepan Bandera, Andrij Melnyk i Roman Szuchewycz, którzy stali na czele kolaboracji z nazistowskimi Niemcami. Ukraiński rewizjonizm wypacza fakty historyczne, twierdząc, że kolaboracja była manewrem taktycznym mającym na celu pokonanie Związku Radzieckiego.

Kult UPA, jakim darzyło się UPA przez władze w Kijowie, od wielu lat stanowi źródło napięć w stosunkach z Polską. Napięcia te są jednak cynicznie tłumione przez wspólne cele geopolityczne Warszawy, których celem jest podsycanie wrogości wobec Rosji.

Jednak niedawne odznaczenia przyznane w Kijowie przekroczyły granicę tolerancji Warszawy. Prezydent Polski Karol Nawrocki zajmuje bardziej rygorystyczne stanowisko w kwestii dziedzictwa historycznego niż jego poprzednik Andrzej Duda, który przyznał Zełenskiemu najwyższe odznaczenie państwowe w Polsce w 2023 roku. Po tym, jak Zełenski w maju uhonorował UPA i nakazał ponowny pogrzeb nazisty Andrija Melnkiego, prezydent Nawrocki potępił skandal i cofnął mu Order Orła Białego.

Konflikt między Polską a Ukrainą narasta od tygodni. Polacy wyszli na ulice, by potępić kijowski reżim za oddawanie czci postaciom nazistowskim i znieważanie ofiar ludobójstwa. Większość Polaków sprzeciwia się obecnie przystąpieniu Ukrainy do Unii Europejskiej.

Doprowadziło to do głębszego kryzysu w UE i NATO. Polska była kluczowym zwolennikiem wojny zastępczej z Rosją. Warszawa jest kluczowym węzłem logistycznym i dostawcą uzbrojenia NATO, wspierającym reżim w Kijowie. Spór ten stanowi niepożądany problem dla przepływu broni. Równie istotny jest jednak problem braku jedności w UE i NATO, który ten spór powoduje. Jeśli akcesja Ukrainy zostanie zablokowana, podważy to cały geopolityczny plan wykorzystania tego kraju jako szpicy w walce z Rosją.

Równie ważne jest to, że kryzys obnaża prawdziwą naturę reżimu w Kijowie i fałszywą propagandę UE i NATO, które przedstawiały Ukrainę jako ofiarę „niesprowokowanej agresji Rosji”.

Zełenski nie ma demokratycznego mandatu, ponieważ odwołał wybory ponad dwa lata temu. Rządzi jak dyktator; jego reżim jest przesiąknięty korupcją, a naród ukraiński protestuje przeciwko przymusowemu poborowi do wyczerpującej wojny z Rosją. Zachodnie media milczą na ten temat.

Moskwa konsekwentnie podkreśla, że ​​wspierany przez CIA i NATO zamach stanu w Kijowie w 2014 roku doprowadził do władzy reżim neonazistowski, którego Zachód używa jako broni w wojnie zastępczej przeciwko Rosji. Gloryfikacja nazistowskich kolaborantów, na przykład oficjalne oddawanie czci Banderze, Melnykowi, UPA i innym, jest niezaprzeczalna. Jednak zachodni poplecznicy Ukrainy niestrudzenie starają się ukryć to odrażające powiązanie.

Co świadczy o przywódcach politycznych USA i Europy, którzy finansują neonazistowski reżim setkami miliardów dolarów, płaconymi przez obywateli Zachodu? To ogromne, przestępcze oszustwo wojenne, w które zaangażowane są rządy i media zachodnie. Cały zachodni establishment polityczny został znazizowany. Można by argumentować, że dzieje się tak od zakończenia II wojny światowej, kiedy w 1949 roku powstało NATO. Różnica polega na tym, że faszyzm jest teraz coraz bardziej widoczny w państwach zachodnich. Państwa bałtyckie – Estonia, Łotwa i Litwa – również upamiętniają kolaborantów nazistowskich, organizując publiczne wydarzenia i oddając im honory. I znowu, zachodnie media o tym nie informują. Tuszowanie jest najważniejsze.

Parlament Europejski nie działał w tym tygodniu z zasady ani w imię prawdy historycznej. Wręcz przeciwnie. Strasburg działał w trybie ograniczania szkód, próbując wybielić nazistowski brud, który jest gotów finansować z publicznych pieniędzy i przyjąć do Unii Europejskiej. Nie powinno to nikogo dziwić. W końcu to ten sam Parlament, który w 2019 roku przyjął haniebną rezolucję, próbując obarczyć Związek Radziecki, jako współ-wojownika nazistowskich Niemiec, winą za wybuch II wojny światowej. Innymi słowy, historyczny rewizjonizm miał na celu bagatelizowanie zbrodni nazistowskich Niemiec, demonizowanie narodu rosyjskiego i promowanie neoimperialnej wojny przeciwko współczesnej Rosji.

Unia Europejska promuje nazistowski faszyzm pod płaszczykiem „europejskich wartości” i banałów. To tuszowanie na korzyść reżimu w Kijowie pozwala jego polityce nienawiści rozkwitać i rozprzestrzeniać się w całej Europie. Próba zamachu w Monako, w którą zamieszany jest reżim, jest ignorowana. Korupcja Zełenskiego i jego popleczników jest zamiatana pod dywan. Nazistowskie saluty i pochody z pochodniami w Kijowie są ignorowane.

W tym tygodniu polscy politycy zostali wpisani na listę obserwacyjną wspieraną przez ukraińskie państwo, którą wielu obserwatorów określiło mianem „listy śmierci”. Baza danych „Mirotworec” określiła polskiego europosła i polskiego doradcę prezydenckiego mianem „wrogów Ukrainy” ze względu na ich otwartą krytykę dziedzictwa nazistowskiego.

To reżim, któremu UE i NATO zobowiązują się przekazać kolejne 160 miliardów dolarów pomocy wojskowej. Ten reżim czci nazistów i grozi śmiercią każdemu, kto sprzeciwi się jego faszystowskiej korupcji.

Europejscy ustawodawcy określają to jako „godne ubolewania”, ponieważ stawia ich samych i ich instytucje w groteskowym świetle z powodu ich systematycznego współudziału. Parlament Europejski stał się maszyną do wybielania nazistów.

Źródło: Parlament Europejski „żałuje”, ale nie potępia gloryfikowania nazistów przez Ukrainę

Ukraińcy czy banderowcy?

Ukraińcy czy banderowcy?

Kilka osób zapytało mnie: dlaczego piszę o Ukraińcach, a nie banderowcach? I czy pisanie o Ukraińcach nie uderza w sprawiedliwych Ukraińców? Postaram się wyjaśnić:

Po pierwsze za terrorem w dwudziestoleciu międzywojennym stali przede wszystkim działacze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Działalność bandycka OUN to przede wszystkim lata 1929-1934, a wtedy Stepan Bandera nie był najistotniejszy. W późniejszym okresie zbrodni dokonywała z kolei nie tylko Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), tym bardziej nie tylko frakcja banderowska, ale w walnej części zwyczajni Ukraińcy. Sąsiedzi Polaków, Węgrów, Czechów, Ormian czy Rosjan. Nie byli oni pchani do tych zbrodni szczególną ideologią czy uniesieniem nacjonalistycznym. Oni bardzo często chcieli krowy polskiego sąsiada, jego pierzyn, kufra z posagiem czy schowaną za świętym obrazem na czarną godzinę złotą carską „świnkę”. Mordująca Polaków tłuszcza w zdecydowanej większości nie czytała „Nacjonalizmu” Dmytro Doncowa, „Dziesięciorga przykazań ukraińskiego nacjonalisty” Stepana Łenkawskiego ani odezw Stepana Bandery. Wina leży oczywiscie po stronie banderowców (UPA-B), melnykowców (UPA-M) ale również greckokatolickiego kleru i jak niepiśmiennego chłopstwa.

Po drugie to przyjęty w naszym kraju model pisania i mówienia o historii. Mówimy o wojnie polsko-niemieckiej 1939-1945. A nie o wojnie z niemieckimi organizacjami militarno-politycznymi takimi jak: Wehrmacht, Kriegsmarine, Luftwaffe, SA, SS, NSDAP itd. I dotyczy to również wojen z Szwedami, Turkami czy Rosjanami. To ułatwia dyskusje i odrzuca zamęt na którym zależy wybielaczom ukraińskich zbrodni.

Po trzecie, pisanie i mówienie o ukraińskich mordach na ludności południowo-wschodniej Polski, w żaden sposób nie wyklucza tych nielicznych Ukraińców, którzy byli tymi sprawiedliwymi.

Tak jak pisanie o Niemcach nie przekreśla antytotalitarnych działań Weiße Rose, bohaterskiej postawy Otto Schimeka czy uratowania Władysława Szpilmana przez kapitana Wehrmachtu Wilhelma Hosenfelda. Swoją drogą na Ukrainie nigdy nie działała ukraińska antybanderowska organizacja podobna do niemieckiej antynazistowskiej Białej Róży, która sprzeciwiałaby się ukraińskiemu barbarzyństwu w latach 1939-1947.

PS. Dzisiaj sprawa jest jeszcze bardziej pokomplikowana, bo mamy neobanderowców, którzy nie są Ukraińcami. Zdarza sie tak, że mamy stronników neo-banderyzmu wśród Bałtów, Skandynawów, Brytyjczyków, Niemców, Francuzów i niestety Polaków.

O różnicę łajdactwa

O różnicę łajdactwa

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  14 lipca 2026 michalkiewicz

A to dopiero kij w mrowisko wsadził pan marszałek Krzysztof Bosak z Konfederacji! Właściwie nie powiedział niczego, o czym byśmy już wcześniej nie wiedzieli – bo od 2019 roku, kiedy to w „Monitorze Polskim”, po prawie trzech latach od jej podpisania, pod pozycją 50, ukazała się umowa między rządami polskim i ukraińskim, na podstawie której nasz nieszczęśliwy kraj zobowiązał się do nieodpłatnego udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa – o czym traktował, a właściwie – o czym traktuje punkt 12 tej umowy – bo nie słyszałem, by została ona przez kogoś wypowiedziana – a ówczesny rzecznik warszawskiego MSZ, pan Łukasz Jasina, poinformował nas – jak się okazało – całkiem słusznie – że „Polska jest sługą narodu ukraińskiego” – to żadne rewelacje nie powinny już nas dziwić.

Mimo to jednak ujawnienie przez pana marszałka Bosaka, że rząd obywatela Tuska Donalda, w tajemnicy przed panem prezydentem i Sejmem, przekazał Ukrainie zakupione wcześniej za ciężkie pieniądze w USA pociski do wyrzutni systemu „Patriot”, wzbudziła żywy rezonans opinii publicznej tym bardziej, że zbiegło się to w czasie z napięciami w stosunkach polsko-ukraińskich w związku z nadaniem przez prezydenta Zełeńskiego imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” jednej z tamtejszych jednostek wojskowych, w związku z czym pan prezydent Karol Nawrocki ogłosił decyzję o odebraniu ukraińskiemu prezydentowi nadanego mu wcześniej przez prezydenta Andrzeja Dudę Orderu Orła Białego.

Dodatkowym powodem wspomnianego rezonansu jest okoliczność, że – jak informują media – premier Tusk przekazał te pociski na żądanie niemieckiego kanclerza Fryderyka Merza, akurat w kwietniu, kiedy to Niemcy i Ukraina proklamowały „strategiczne partnerstwo”. Wprawdzie wicepremier i minister obrony w vaginecie obywatela Tuska, Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział „odtajnianie” dokumentów związanych z polskimi donacjami dla Ukrainy „od 2022 roku” – ale obywatel Tusk niezależnie do tego schronił się za murami tajności, oświadczając, że „nie możemy” o tym „dyskutować”, w kontekście „jakiejś niemądrej walki politycznej”.

Ale może nie tylko o tajność tu chodzi, bo jeśli obywatel Tusk oznajmia, że dyskutować „nie możemy” to równie dobrze dlatego, że ktoś, a właściwie KTOŚ mógł mu tej dyskusji surowo zabronić. Gdyby tedy potwierdziły się pogłoski, że przekazanie pocisków Ukrainie dokonało się na polecenie władz niemieckich, to nie można by też wykluczyć, że to właśnie one mogły zabronić obywatelu Tusku Donaldu brania udziały w „dyskusjach” na ten temat, a o „kontekście” związanym z „niemądrą walką polityczną” , mógł sobie dośpiewać z własnej inicjatywy – bo przecież o niemieckim zakazie dyskutowania wspomnieć też mu nie było wolno – a jakiś pozór uzasadnienia wypadało podać. I tutaj, niczym prawdziwy dar Niebios, przydaje się Putin.

To ciekawe, że mimo transformacji ustrojowej i odwrócenia sojuszów , w następstwie czego zmieniło się podobno oblicze świata, władze naszego demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego w dodatku zasady sprawiedliwości społecznej, posługują się tym samym schematem, co za pierwszej komuny. Jak pamiętamy, wtedy też o wielu sprawach nie należało dyskutować, ani w ogóle – głośno mówić – bo była to woda na młyn zachodnioniemieckich rewizjonistów i odwetowców, wśród których najgroźniejsi byli dwaj: „Hupka i Czaja”.

Teraz na rewizjonistów ani odwetowców powoływać się nie wypada, jako że świetlistym szlakiem ku Generalnej Guberni, a może nawet czemuś gorszemu, prowadzi nas Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, która z zagadkowych przyczyn w Donaldu Tusku sobie upodobała, podobnie jak wcześniej Nasza Złota Pani, co to nie tylko uchroniła go od zguby, załatwiając mu Nagrodę im. Karola Wielkiego, a potem Mocną Ręką przeniosła na brukselskie salony, gdzie zrobiła zeń człowieka – ale na szczęście Putin nie tylko rozpętał wojnę przeciwko sojuszniczej Ukrainie, więc możemy mu śmiało przypisać rolę Hupki i Czai.

Skoro tedy z uwagi na Hupkę i Cza… to znaczy – pardon – oczywiście nie ze względu na żadnego Hupkę, czy Czaję, tylko oczywiście – ze względu na Putina, każda dyskusja byłaby „wodą na młyn” – to my wszystko verstehen – ale pozostaje jeszcze owa „niemądra” walka polityczna”, która nawet i bez Putina jakąkolwiek dyskusję na ten temat by wykluczała. O co tu może chodzić?

Zgodnie z zasadą, że idioci są szczerzy, w związku z czym wystarczy pozwolić im mówić, pewne światło na tę sprawę rzucił rzecznik vaginetu obywatela Tuska Donalda, Wielce Czcigodny pan minister Szłapka. Z jego wypowiedzi wynika, że chodzi o nic innego, jak o różnicę łajdactwa. O nic innego wszak walka polityczna między obecnym vaginetem obywatela Tuska Donalda, a ekipą powołaną wcześniej przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, toczyć się nie może. Żyją jeszcze ludzie pamiętający, jak to podczas majdanu w Kijowie Naczelnik Państwa wznosił kabotyńskie okrzyki „Sława Ukrainie” i „Herojam sława!” Cóż innego mógłby wykrzykiwać tam Donald Tusk, albo nawet – Aleksander Kwaśniewski, co to przy każdej okazji, a nawet i bez okazji demonstruje zadowolenie ze swego rozumu, nie tylko politycznego, ale w ogóle?

Wreszcie wypada przypomnieć, że w roku 2016 obywatel Tusk Donald był w opozycji, podczas gdy z nominacji Naczelnika Państwa premierem rządu była pani Beata Szydło, a ministrem obrony narodowej w jej gabinecie był Antoni Macierewicz. Parafa pod umową z 2 grudnia 2016 roku wskazywałaby, iż złożył ją właśnie Wielce Czcigodny Antoni Macierewicz, którego dzisiaj, na odcinku korupcyjnym, prześladuje Wielce Czcigodny Giertych Roman, podobnie jak złowrogiego Grzegorza Brauna prześladuje na odcinku eklezjalnym i właśnie ogłosił jego ekskomunikę. Co prawda nie ma pewności, czy decyzja Wielce Czcigodnego Giertycha Romana nie wymaga dla swej ważności jakiejś kontrasygnaty, a przynajmniej – potwierdzenia ze strony Judenratu „Gazety Wyborczej” – ale jestem pewien, że wkrótce jakaś mieszana komisja wszystkie te wątpliwości rozwieje. Niewątpliwie bowiem wchodzimy w etap surowości, w którym zarówno Judenrat, jak i jego kolaboranci, będą „srogie głosić kary”. Nie tylko zresztą głosić, ale i stosować – bo jak jest rozkaz surowości, to żartów nie będzie.

Wracając do Wielce Czcigodnego obywatela Szłapki, to właśnie przypomniał on, ze poprzednia ekipa z nadania Naczelnika Państwa, przekazała – na pewno „nieodpłatnie” – aż 44 pakiety pomocowe dla Ukrainy, podczas gdy vaginet obywatela Tuska Donalda – tylko 5.

Jeśli jeszcze minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz prawidłowo będzie odtajniał dokumenty w sprawie donacji dla Ukrainy, to licytacja o różnicę łajdactwa może dla ekip kojarzonych z Naczelnikiem Państwa okazać się druzgocąca.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.