Ceny żywności w małych sklepach znacznie przegoniły inflację

Oficjalnie inflacja CPI wynosi 12,7 proc., jednak na sklepowych półkach ceny skoczyły o 20 czy nawet 50 procent. Horrendalnie drogie są nabiał, mięso, pieczywo.

25.05.2022 https://www.rp.pl/handel/art36368281-ceny-zywnosci-w-malych-sklepach-przegonily-inflacje Aleksandra Ptak-Iglewska

Ceny w małych sklepach rosną znacznie szybciej, niż wskazywałaby na to inflacja mierzona przez Główny Urząd Statystyczny. W handlu mniejsi gracze od razu przerzucają wyższe koszty na klientów. A  końca podwyżek nie widać. Surowce rolne zanotowały w marcu skok aż o 45 proc.

Drogi koszyk

Cenom żywności w małych sklepach agencja badawcza CMR przyjrzała się przy okazji comiesięcznego analizowania koszyka zakupów. Efekty analizy były zaskakujące – uwagę przyciąga wysoka różnica w cenach między kwietniem 2022 i 2021 r.

Znacznie droższe niż przed rokiem są podstawowe produkty spożywcze, takie jak mleko (wzrost średniej ceny o ponad 20 proc.), cukier, olej, masło (o 40–50proc.) i produkty zbożowe: pieczywo, mąka i makaron. Więcej niż przed rokiem klienci sklepów małoformatowych płacą też za kawę oraz napoje alkoholowe. Średnia cena za litr wódki czystej jest o 11 proc. wyższa niż przed rokiem.

Analitycy CMR zauważają przy tym, że wysokie ceny przekierowują klientów z małych sklepów do dyskontów. Uznali tak, bo małe sklepy zanotowały w kwietniu spadki sprzedaży szybko drożejących kategorii, takich jak mleko, masło czy mąka. –

Odpady z Niemiec trafią do Rębiszowa [Polska]. LEGALNIE!!

Ludzie, Odpady Niemiec trafią Rębiszowa - zdjęcie, fotografia

Portal 24jgora.pl 25/05/2022

To kolejna już decyzja zezwalająca na przywóz z Niemiec do Polski 50 tysięcy ton odpadów. To 2 tysiące kursów aut ciężarowych. Odpady na podstawie decyzji GIOŚ trafią do Rębiszowa w gminie Mirsk.

Dziś już chyba niewielu osobom udaje się zliczyć wszystkie decyzje a tym bardziej setki tysięcy ton odpadów, jakie w ostatnich latach trafiły z Niemiec Do Polski i złożone zostały w pokopalnianym wyrobisku w pobliżu Rębiszowa w gminie Mirsk. To jednak nie koniec. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska śpieszy z kolejnymi pozytywnymi decyzjami na wwóz odpadów do naszego kraju i tłumaczy, iż nie znajduje powodów do wniesienia sprzeciwu.

ORZEKAM – zezwalam firmie Eigensche Trocken- und Umwekttechnik GmbHm ( Groβe Seite 67, 02748 Berstadt a.d. Eingen OT Alberhsdorf, Niemcy), na przywóz z Niemiec do Polski 50 000 Mg odpadów w postaci gleby i kamieni, oznaczonych kodem 17 05 04 zgodnie z Europejskim Katalogiem Odpadów” – czytamy w wydanej decyzji, w której GIOŚ wskazuje, iż odbiorcą odpadów będzie firma PRI – BAZALT Rekultywacja Sp. z o.o. (Rębiszów 200, 59-630 Mirsk).

– czytamy w sentencji ostatniego postanowienia

W pokopalnianym wyrobisku odpady mają zostać poddane operacji odzysku oznaczonej kodem R5 poza instalacją, poprzez wypełnienie wyrobiska poeksploatacyjnego na działce nr: 199/4, obręb Proszowa, w gminie Mirsk przez firmę PRI – BAZALT Rekultywacja.

„W procesie odzysku odpadów objętych niniejszym zezwoleniem nie zostaną wytworzone odpady wtórne” – zaznacza GIOŚ, wskazując przy tym, iż w trakcie realizacji niniejszego zezwolenia firma jest uprawniona od maksymalnie 2000 transportów, w sposób pozwalający odbiorcy odpadów na dotrzymanie warunków posiadanych zezwoleń dotyczących przetwarzania odpadów.

Firmy transportujące odpady mają wyznaczoną do tego celu trasę. Wjazd na terytorium Polski odbędzie się przez byłe przejście graniczne w Jędrzychowicach. Następnie TIR-y przejadą autostradą A4 do punktu węzeł Zgorzelec, a następnie drogą krajową nr 30, do Krzewia Wielkiego i dalej drogą wojewódzką 361 prowadzącą do gminy Mirsk. Ostatni etap ma być pokonywany drogami lokalnymi.

W uzasadnieniu swojej decyzji GIOŚ wskazuje, iż otrzymał od niemieckiej firmy wniosek na przywóz z Niemiec do Polski 50 000 Mg [ton] odpadów w postaci ziemi i kamieni oznaczonych kodem 17 05 04 zgodnie z Europejskim Katalogiem Odpadów, które mają być złożone w pokopalnianym wyrobisku w Rębiszowie. GIOŚ zapewnia te, że nie znalazł powodów do sprzeciwu.

„W toku postępowania organ ustalił, że firma PRI BAZALT Rekultywacja Sp. z o.o. posiada decyzję Marszałka Województwa Dolnośląskiego, z dnia 8 grudnia 2015 roku znak: DOW-S-V.7244.64.2015.MK, z późniejszymi zmianami, zezwalającą m.in. na prowadzenie odzysku o kodzie R5 poza instalacją poprzez wypełnienie wyrobiska poeksploatacyjnego na działce nr 199/4, obręb Proszowa, Gmina Mirsk, odpadami o kodzie 17 05 04 w ilości 150 000 Mg/ rok, ważną do 8 grudnia 2025 roku.
Na podstawie zebranego materiału dowodowego Główny Inspektor Ochrony Środowiska nie znalazł powodów do wniesienia sprzeciwu w oparciu o art. 12 rozporządzenia (WE) nr 1013/2006.” – stwierdza GIOŚ.

źródło: lwowecki.info oraz GIOŚ

Odpady z Niemiec trafią do Rębiszowa

To nie jest nasza wojna -widziane z USA

Ślepa Mańka 24 maja 2022, https://slepamanka.neon24.info/post/168055,to-nie-jest-nasza-wojna-widziane-z-usa

Obecny polski rząd robi wszystko, by wciągnąć Polskę do konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, w którym Polska w starciu z rosyjską armią nie ma żadnych szans. NATO nam nie pomoże wbrew obietnicom

Kiedy wybuchła wojna pomiędzy Rosją a Ukrainą, napisałam że nie jest to wojna między  Rosją a Ukrainą, tylko wojna między Rosją a amerykańskimi neokonami, wysługującymi się wojskami ukraińskimi oraz batalionami banderowskimi, nawiązującymi do ideologii czystek etnicznych. Parę dni temu upadł ostatni bastion nazistowskiego pułku Azow, zaś członkowie tego pułku zostali po bezwarunkowej kapitulacji wywiezieni do ośrodków odosobnienia w ilości ponad 2000 osób.

W ciągu prawie trzech miesięcy karnej ekspedycji Rosji na Ukrainę, Rosjanie zajęli obszar wielkości większy niż Wielka Brytania. Od pierwszego dnia wybuchu walk napisałam że Ukraina w zasadzie już wojnę przegrała, ponieważ pozwoliła sobie zniszczyć ponad 90% własnego lotnictwa. Napisałam również że  Rosja została zmuszona do zaatakowania Ukrainy przez kierującymi wojskiem ukraińskim neokonami. Rosjanie zresztą wielokrotnie ostrzegali Ukrainę, że Rosja nie będzie miała innego wyjścia i wyruszy z ekspedycją karną.

Przewidywałam upadek Ukrainy po tym, jak została zaatakowana przez Rosję, ponieważ wszystko za co się biorą amerykańscy neokoni w swoim planowaniu, zawsze kończy się katastrofą. Kiedy przejęli całkowitą władzę nad polityką USA za kadencji najgorszego w historii prezydenta, o mocno ograniczonym umyśle i jak się później okazało kompletnym przygłupie, Stany Zjednoczone zaatakowały Irak pod pretekstem wymyślonym, iż Irak posiada ukrytą broń chemiczną, co później niejaki Bronek Wildstein, polski  Żyd stwierdził że jest ukryta w miejscu niemożliwym do wykrycia. Cała iracka kampania kosztowała życie ponad pół  miliona Irakijczyków, zakończona kompletną pod każdym względem katastrofą, z której to największym beneficjentem okazał się Iran.

Neokoni próbowali jeszcze realizować  swoje kompletnie chore pomysły w Wenezueli, Syrii, Gruzji, Kazachstanie i oczywiście Ukrainie. Wszystkie próby budowy nowego amerykańskiego stulecia w oparciu o siłę militarną, okazały sie kompletną katastrofą.  Ukraina jest miejmy nadzieję ostatnią tego typu próbą zdominowania świata przez bajdurzenia neokonów o nowym amerykańskim wieku. Myślę że Rosjanie skutecznie wybiją z zaczadzonych łbów neokońskich rojenia o jednobiegunowym amerykańskim świecie.

Rosjanie zdobywając zdecydowaną przewagę w powietrzu już pierwszego dnia wojny, marzucili wojsku ukraińskiemu swoje warunki  militarnej gry, każdego dnia zdobywając nowe tereny i wypierając wojska ukraińskie z ich terenu. Rosjanie używają jako swoją broń atutową atrylerię, która ma dużo większy zasięg od artylerii, którą dysponuje ukraińskie wojsko. Rosjanie bombardują stanowiska ukraińskie przez 24 godziny na dobę. Tak jak to robiły zbuntowane republiki Doniecka i Ługańska w swoich zwycięskich kampaniach wojennych 2014 i 2015 roku.

Jednak prawdziwy przełom militarny i psychologiczny nastąpił po kapitulacji samego Mariupola i słynnego już zakładu Azowstal bronionego przez stawiany za wzór dla banderowców batalion „Azow”. Była to najbardziej elitarna jednostka wśród armii ukraińskiej będąca dumą całej Ukrainy. Mariupol miał być ukraińskim Stalingradem dla Rosjan i Putina. Do ostatnich minut kapitulacji ukraińskich jednostek wojskowych naczelne dowództwo ukraińskie zapewniało że odsiecz lada dzień nadejdzie, wojsko ukraińskie wyrąbuje sobie drogę do bohaterskiego , oblężonego Mariupola, zasyłając drogę rosyjskimi trupami. Kiedy pozostałe przy życiu  ponad tysiąc żołnierzy ukraińskich nie miało już czym walczyć, zostało zmuszone do kapitulacji. Od tej pory wiadomo było że dni obecności ukraińskiej w Mariupolu są policzone.

Pozostał tylko bohaterski, niebiański Azow, który się zaszył w podziemiach zakładu Azowstal i miał się tam bronić przez lata. Prezydent Putin nieoczekiwanie odstąpił za radą wojskowych od szturmu na zakład, gdyż by to kosztowało życie zbyt wielu rosyjskich żołnierzy i polecił bardzo dokładne zablokowanie terenu. Bohaterski batalion Azow wytrzymał tylko niecałe dwa tygodnie i ogłosił bezwarunkową kapitulację.

Pracuję z Ukraińcami i obserwowałam, jaki to był dla nich szok. To co dopiero mówić o samych Ukraińcach na Ukrainie. Mieli się bronić do ostatniego żołnierza, a wytrzymali tylko dwa tygodnie? Najbardziej zdumiewający, a jednocześnie demoralizujący był sam wygląd azowców dla moich Ukraińców z Chicago. Mieli wyobrażenie o azowcach jako brudnych, wychudzonych, ledwo trzymających się na nogach wycieńczonych żołnierzach, tymczasem zobaczyli zwłaszcza dowódców dobrze odżywionych, schludnie ubranych i czystych. Wielu Ukraińców nie mogło w to uwierzyć jak chętnie idą do ruskiej niewoli, a przysięgali bronić Mariupola do ostatniego azowca.

Dowódcy Azowa są bardzo cennym nabytkiem dla Rosjan. W zamian za uratowanie życia mogą opowiedzieć wiele ciekawych rzeczy Rosjanom o laboratoriach biologicznych na Ukrainie, które ochraniali, oraz o udziale oficerów armii NATO biorących bezpośredni udział w konflikcie. Zwracam uwagę na fakt, iż Rosjanie zabronili filmowania wyjścia niektórych grup Azowców  z kazamatów Azowstalu. Razem do niewoli na dzisiejszy dzień regularnych żołnierzy i samych azowców do tej pory skapitulowało ok. 4000 osób.

Rosjanie liczą teraz na efekt domina, zwłaszcza że mają ogromną przewagę w sprzęcie i amunicji, oraz w powietrzu, mogą bezkarnie uderzać w cele ukraińskiej armii jak chcą i kiedy chcą. Według Rosjan poddają się pojedyncze oddziały dopiero co wysłanych na linię frontu terytorialsów.

Kolejną sprawą są zagraniczne dostawy sprzętu wojskowego na Ukrainę. Amerykanie oceniają że około 20% sprzętu dostają jednostki frontowe, zaś reszta jest likwidowana przez wojska rosyjskie albo rozkradana po drodze. Stąd ogromne ilości zachodniego sprzętu można kupić na nielegalnych targach broni w Polsce, Ukrainie, Rumunii, Bułgarii.

Polskie władze jednostronnie i bezkrytycznie poparły władze Ukrainy w walce z rosyjskim najeźdźcą. Polskie media powtarzają bezkrytycznie to, co podaje im ukraińska propaganda. Wygląda to tak, jakby Polska była bardziej zaangażowana w konflikt zbrojny  z Rosją niż Ukraina. W efekcie tego mamy w Polsce około 3 milionów tzw. uchodźców wojennych z Ukrainy dla których polski rząd kosztem polskich podatników, stworzył niemalże luksusowe  warunki pobytu jak na uchodźców wojennych, dając im uprawnienia lepsze niż polskim obywatelom. Na granicy wystarczyło tylko pokazać ukraiński paszport i już się otrzymywało lepsze warunki pobytu od samych Polaków.

Ile w taki sposób przedostało się rosyjskich agentów, tylko KGB i GRU wie.  Polacy stali się we własnym kraju obywatelami drugiej kategorii i nie mają nic do powiedzenia. Mogą sobie co najwyżej złorzeczyć na najgłupszą postawę polskiego rządu.

Uważam że bez takiej służalczej postawy wobec USA i Ukrainy, inwazja Rosji by nie miała miejsca. Polska była kluczowym elementem dla rozgrywki USA z Rosją na Ukrainie. Potencjalne dostawy przez Rumunię i Morze Czarne  byłyby łatwym celem dla Rosjan, ale kiedy ma się wasala, który ma własny naród w głębokim poważaniu w dodatku z dość długą granicą, wtedy prowadzenie wojny z Rosją jest bardzo prawdopodobne. Polskie władze popierając w ciemno Ukrainę, narażają się na uderzenia odwetowe ze strony Rosjan, ktorzy już pokazali bardzo precyzyjnym uderzeniem w bazę NATO, tuż przy polskiej granicy, służącą do szkolenia jedostek ukraińskich, że również mogą uderzyć precyzyjnie w polskie miasta.

Polskie eliciarstwo magdalenkowe już wcale nie udaje, że chodzi im w jakikolwiek sposób o interes Polski. Popierając w sposób bezwarunkowy banderowską Ukrainę, skazują Polaków na niebezpieczeństwo rozszerzenia wojny na terytorium Polski.

Kiedy Ukraina skapituluje ponieważ neokoni zamierzają ją wykrwawić do ostatniego Ukraińca-banderowca,  pozostająca w Polsce kilkumilionowa rzesza Ukraińców może zacząć szukać współwinnych nieszczęść właśnie rząd magdalenkowego eliciarstwa. Przecież nas zachęcaliście do walki, nawet dając nam uzbrojenie, własne ośrodki szkoleniowe do dyspozycji, kiedy my wątpiliśmy w zwycięstwo i to przez was Polacy straciliśmy Dombas, Odessę i Mariupol, Charków i wiele innych miast. Wasi przywódcy zachęcali nas do walki, musicie wytrzymać, pomoc jest w drodze. Tak będzie działać rosyjska propaganda na Ukraińców dla których będziemy łatwym  celem do spacyfikowania nas przez Rosjan za pomocą właśnie rozgoryczonych klęską Ukraińców.

Polska pod rządami magdalenkowego eliciarstwa jest od 1989 roku państwem teoretycznym, jak nazwał Polskę były minister spraw wewnętrznych, czołowy intelektualista PO, Bartłomiej Sienkiewicz. Sytuacja z dnia 9 maja w Warszawie z ambasadorem Rosji, właśn ie w pełni pokazała Polakom, że wciąż jesteśmy jednak państwem teoretycznym. Ukrainka podeszła do ambasadora obcego państwa, oblała go farbą i nic się jej nie stało. Zamiast wylądować w więzieniu natychmiast, to otrzymała asystę polskiej policji do opuszczenia Warszawy. Takie rzeczy zdarzaja się tylko w państwie teoretycznym. Polska pod rządami PiS zachowuje się tak, jakby Rosja zaatakowała militarnie terytorium Polski.

Niestety ścisła współpraca w zakresie pomocy militarnej dla Ukrainy, skazuje Polskę na trazie w chwili obecnej na ataki rakietowe w miejscach, w których szkolą się ukraińscy żołnierze w obsłudze zachodniego sprzętu. Pisowskie eliciarstwo zachowuje się butnie do pierwszego rosyjskiego pocisku wycelowanego i wystrzelonego na polskie terytorium. Idioci pisowscy myślą że spowodują tym samym kontruderzenie NATO na Rosję. Polska domagała i wciąż się domaga najsurowszych sankcji na Rosję w niezrównoważonych emocjonalnie wypowiedziach Morawieckiego i Dudy, podczas gdy zachód kupuje gaz i ropę na rosyjskich warunkach. Ponieważ zachód podchodzi do wojny bardzo pragmatycznie. Żaden europejski kraj nie wyśle swoich wojsk na wojnę z Rosją, ponieważ ich przywódcy zdają sobie sprawę z ogromnej niechęci do angażowania się ich społeczeństw w wojnę o ochronę interesów ukraińskich oligarchów. Ameryka sama nie pójdzie na wojnę z Rosją, gdyż Rosja to nie Irak i jest rok 2022 a nie 2002.

Dzisiaj w porównaniu z pierwszymiu dniami wojny, wojna Rosji z Ukrainą zajmuje marginalne miejsce w relacjach  amerykańskiej prasy i telewizji. Na pierwszym miejscu są problemy gospodarcze, zwłaszcza ceny paliw, sytuacja na południowej granicy, oraz walka z białym supremacjonizmem i mową nienawiści.

Zaś w samej Rosji poparcie dla wojny z Ukrainą nadal wynosi ponad 80%.  W dniu wybuchu wojny Rosji z  Ukrainą, poparcie dla wojny było mniejsze niż 50%, zaś wśród młodych Rosjan wynosiło ok. 25%. Jednak sytuacja się zmieniła po dwóch tygodniach, kiedy Ukraińcy pochwalili się filmikami puszczonymi do sieci, jak torturują z dziką satysfakcją rosyjskich żołnierzy wziętych do niewoli. Po zobaczeniu tego przez Rosjan poparcie dla wojny i rozprawy z ukraińskimi banderowcami-nazistami sięgnęło ponad 80% i do tej pory się utrzymuje.

Jakieś dwa miesiące temu pojawiały się w sieci nagrania, w których to ukraińscy bohatyrowie, rozprawiali się z osobami, które mało entuzjastycznie ich zdaniem popierali wojnę z Rosją. Otóż tych delikwentów rozbierano do prawie naga i przywiązywano ich do słupów lub drzew taśmą i łańcuchami, albo kiedy nie było ich do czego przywiązać to kładziono ich na ziemi lub betonie. Takich delikwentów już obnażonych bito kijami lub paskami oraz ich opluwano. Nie uwierzyłabym, gdybym tego nie widziała w sieci.

Natomiast sankcje odniosły odwrotny skutek, czego przykladem są ceny benzyny na stacjach benzynowych. Ja przed wybuchem wojny płaciłam za 1 galon zwykłej 3.70 USD, po trzech miesiącach już muszę płacić na tej samej stacji 5.50 USD. Zaś kiedy Trump odchodził z urzędu płaciłam 2.30 USD.   

Na zakończenie mam pytanie do zwolenników PiS. Jak oni oceniają wypowiedź premiera polskiego rządu, który stwierdził ostatnio, że „ Norwegia powinna podzielić sie gigantycznymi zyskami  z handlu ropą i gazem. „Powinni dzielić się tymi nadwyżkami zysków. To nie jest normalne, to niesprawiedliwe. To pośrednie żerowanie na wojnie rozpoczętej przez Putina ”. „Napisz do swoich młodych przyjaciół w Norwegii… Powinni się tym podzielić, niekoniecznie z Polską [ale] z Ukrainą, dla tych najbardziej dotkniętych tą wojną. Czy to nie normalne? „ W pierwszej kolejności z Ukrainą.

Uważam że takie dyrdymały może wygadywać tylko w państwie teoretycznym. Ciekawa jestem jak to by skomentował pan prof. Rafał Broda, zatwardziały pisowiec.

Bandyci atakują jawnie na ulicach w Poznaniu – dlaczego bezkarnie?

Szanowny Panie Mirosławie, doszło do kolejnego napadu na nasz samochód! To już drugi atak w ciągu zaledwie 4 dni. Tym razem do napaści doszło w Poznaniu i zniszczono naszą przyczepę. Agresywni i wulgarni mężczyźni otoczyli na skrzyżowaniu nasz pojazd z lawetą wyposażoną w duże grafiki ujawniające prawdę o zbrodni aborcji. Gdy jeden z napastników blokował przejazd auta, drugi zaczął niszczyć zdjęcia i napisy na lawecie. Doszło do tego w biały dzień, na środku ruchliwej ulicy.
Co więcej, wizerunki agresorów zarejestrowały nagrania z naszych kamerMoże uda się Panu ich rozpoznać lub ustalić ich tożsamość?
Będziemy próbować pociągnąć ich do odpowiedzialności. To jednak nie wszystko. https://stronazycia.pl/atak-na-przyczepe-poznan-19-v-2022/

To już kolejny napad na naszą Fundację, do którego dochodzi w dużym mieście, w środku dnia, na oczach wielu postronnych osób i obiektywów kamer. Bojówkarze aborcyjni i LGBT nic sobie z tego nie robią – coraz częściej organizują bandyckie napady i chuligańskie ataki, aby nas zastraszyć i zmusić do przerwania kampanii informacyjnych, za pomocą których ostrzegamy Polaków przed aborcją i tzw. „edukacją seksualną”. 
Wie Pan dlaczego tak bardzo zależy im, aby nas uciszyć? Ponieważ chcą swobodnie szerzyć swoją propagandę wśród Polaków, w szczególności wśród dzieci i młodzieży, a nasze akcje im w tym przeszkadzają, gdyż obnażają ich kłamstwa i manipulacje. Wiedzą też o tym, że nasze uliczne akcje informacyjne są niezależne od korporacji zarządzających mediami, które są zdominowane przez skrajnie proaborcyjny przekaz. Proszę tylko spojrzeć. Ponad 750 000 razy polubiono już w aplikacji TikTok materiały propagandowe największej w Polsce zorganizowanej grupy przestępczej handlującej aborcyjnymi pigułkami poronnymi.
Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że przeważająca większość polskich użytkowników TikToka to młode dziewczęta i kobiety w wieku 13-24 lat. To idealna grupa docelowa dla handlarzy śmiercią, którzy zamieszczają w serwisie krótkie i emocjonalne filmiki propagandowe, z których tysiące polskich dziewcząt dowiadują się: – że aborcja jest czynem moralnie słusznym i właściwym,
– że każdy powód do aborcji jest dobry,
– że aborcja za pomocą pigułek poronnych to najlepsze wyjście w przypadku ciąży,
– jak i gdzie zamówić przez internet tabletki poronne z dostawą do domu,
– jak pomóc koleżance, która jest w ciąży, w zamówieniu pigułek,
– jak zachęcić swoje koleżanki do aborcji. Młode Polki dowiadują się z tych nagrań również m.in. tego, że należy natychmiast rozstać się z mężczyzną, który jest przeciwnikiem aborcji, gdyż taka osoba stanowi rzekomo zagrożenie! 
To wszystko aktywnie wspierają środowiska LGBT i tzw. „edukatorów seksualnych, które rozbudzają seksualne polskie dzieci i młodzież, zachęcając do współżycia seksualnego i eksperymentów seksualnych. Panie Mirosławie, tysiące młodych, polskich dziewcząt ogląda tę propagandę na swoich smartfonach. Większość rodziców i wychowawców nie zdaje sobie z tego sprawy. Co więcej, większość Polaków, nawet tych przeciwnych aborcji, nie jest w ogóle świadomych tego, że tego typu treści są tak bardzo rozpowszechnione w mediach i szerokim strumieniem trafiają na smartfony ich córek, wnuczek, chrześniaczek i uczennic. Aby kształtować świadomość i sumienia Polaków, nasza Fundacja organizuje niezależne akcje informacyjne, dzięki którym do tysięcy naszych rodaków może docierać prawda o aborcji i podstępnych metodach deprawacji seksualnej dzieci. Dlatego jesteśmy znienawidzeni przez zwolenników tego procederu i jesteśmy jednym z głównych obiektów ich ataków. Eskalacja przemocy rozpoczęła się półtora roku temu, gdy w centrum Warszawy doszło do napaści na naszą furgonetkę. 
Grupa bandytów zaatakowała pojazd i pobiła naszego wolontariusza, po czym aktywiści cywilizacji śmierci wzniecili zamieszki w stolicy i innych miastach Polski. Publicznie przyznawali przy tym, że chcą w ten sposób „pokonać Fundację Pro-Prawo do życia”. Od tego czasu spalono 3 nasze furgonetki. Ogień pod nasze auta podkładano w publicznych miejscach, w sąsiedztwie innych samochodów oraz chodników. Mogli ucierpieć całkowicie przypadkowi, postronni ludzie. Wielokrotnie dochodziło do innych zniszczeń i napadów fizycznych na naszych działaczy. W trakcie jednej z ostatnich napaści ranny został nasz wolontariusz Dawid – agresywny aborcjonista uderzył go w głowę ciężkim łańcuchem, wcześniej demolując naszą furgonetkę. Z kolei w innym, niedawnym ataku, agresywny bojówkarz próbował siłą wyciągnąć naszego kierowcę Jana z szoferki furgonetki, niszcząc przy tym jego telefon i uszkadzając kolano naszego wolontariusza. Terror ten nasila się – w minionym tygodniu w ciągu 4 dni doszło do 2 napadów. 
Panie Mirosławie, do wszystkiego publicznie przyznają się zwolennicy aborcji i ideologii LGBT. Na należących do nich grupach dyskusyjnych i stronach internetowych bez przerwy trwają podżegania do przemocy wobec naszych wolontariuszy – ataków, napadów, terroru, morderstw, podpaleń i zniszczeń. Aktywiści cywilizacji śmierci są zdolni do wszystkiego. Jedna z aktywistek aborcyjnych publicznie sugerowała nawet w internecie, aby wysadzić się w powietrze w pobliżu biura naszej Fundacji! Warto w tym miejscu zaznaczyć, że kilka dni temu siedziba jednej z organizacji pro-life w USA stała się obiektem zamachu terrorystycznego – aborcjoniści wrzucili do środka przez okno koktajl mołotowa. Na szczęście nikogo nie było wtedy w środku, ale spowodowano duże zniszczenia materialne. Wielokrotnie informowaliśmy o tym wszystkim prokuraturę i policje, w tym osobiście komendanta głównego policji. Niezbite dowody na przestępczą działalność aktywistów cywilizacji śmierci przekazywaliśmy również osobom na najwyższych szczeblach w MSWiA.
Już wiele miesięcy temu zawiadamialiśmy służby o stałym i realnym zagrożeniu życia i zdrowia naszych wolontariuszy, którzy są narażeni na kolejne ataki. Prosiliśmy o natychmiastowe zajęcie się tą sprawą i reakcję wobec nasilającego się terroru. 
Wie Pan co zrobiono z naszymi zawiadomieniami i prośbami? Nic.
 Bandyci i chuligani, powiązani ze środowiskiem zwolenników aborcji i deprawacji seksualnej dzieci, cieszą się niemal pełną swobodą działania, co zachęca ich do kolejnych aktów przemocy. Polskie władze i służby nie robią nic, aby przeciwdziałać temu zjawisku. 
Sprawcy najczęściej nie są stawiani przed sądem, lub ich tożsamości w ogóle nie udaje się ustalić (pomimo zdjęć lub nagrań na video). Jeżeli już zapada wobec kogoś wyrok skazujący, to jest on z reguły bardzo łagodny (np. niewielka grzywna), co jeszcze bardziej rozzuchwala potencjalnych agresorów. Bezkarni są nie tylko chuligani, bandyci i terroryści, ale także członkowie zorganizowanych grup przestępczych, którzy na ogromną skalę rozprowadzają po Polsce nielegalne tabletki poronne i reklamują ten proceder w mediach. W tym samym czasie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się obecnie ok. 100 spraw sądowych równolegle. Niektórzy z naszych działaczy mają po kilkadziesiąt (!) spraw sądowych jednocześnie i są zmuszani do nieustannego stawiennictwa na przesłuchaniach i rozprawach. Jesteśmy bez przerwy oskarżani o „zakłócanie spokoju” lub rzekome „wywoływanie zgorszenia” w miejscach publicznych, poprzez ostrzeganie Polaków przed aborcją i ujawnianie zagrożeń związanych z „edukacją seksualną” polskich dzieci.
W związku z tym, tylko w ostatnich dwóch miesiącach nasi wolontariusze byli zmuszeni do zapłaty ponad 30 000 zł kar i opłat sądowych! Panie Mirosławie, prześladowania, którym jesteśmy poddawani w Polsce, zbiegają się w czasie z wydarzeniami na świecie. Wspominałam już Panu o trwającej fali brutalnych ataków na obrońców życia w USA, w związku z oczekiwaniem na orzeczenie tamtejszego Sądu Najwyższego w sprawie delegalizacji aborcji.
Ataki terrorystyczne na biura i kościoły, zamachy i pobicia – to środki za pomocą których próbuje się wywierać presję na amerykańskie społeczeństwo, aby nie dopuścić do możliwości wprowadzenia zakazu aborcji„Urządzimy wam piekło.” Ogłosili zwolennicy aborcji z USA, przypuszczając kolejne ataki i publicznie grożąc wszystkim, którzy ośmielają się mówić prawdę o mordowaniu dzieci i dążyć do jego ograniczenia. 
W tym samym czasie największe amerykańskie korporacje publicznie ogłaszają „pomoc” dla swoich pracownic, które będą chciały dokonać aborcji, poprzez sfinansowanie im wyjazdu do stanów, gdzie nadal będzie to możliwe. Robią to największe firmy takie jak Disney, Amazon, Apple, Tesla czy Starbucks. Podobne zjawisko od dawna obserwujemy w Polsce.  Nasilają się akty terroru i agresji wobec wolontariuszy naszej Fundacji, którzy ostrzegają społeczeństwo przed konsekwencjami aborcji i tzw. „edukacji seksualnej”. Z kolei media aktywnie „pomagają” Polkom promując aborcję i reklamując metody zamawiania nielegalnych pigułek poronnych. 
Tylko w ostatnim roku za pomocą tych tabletek śmierci dokonano w naszym kraju ponad 30 000 aborcji. To ludobójstwo na gigantyczną skalę, które musimy powstrzymać. Choć zagrożenie jest coraz większe, nie zamierzamy się poddać, gdyż walczymy o życie polskich dzieci i przyszłość naszego narodu. Im więcej Polaków dowie się prawdy, tym więcej sumień uda nam się ukształtować i więcej dzieci uda się nam uratować. Jednak aby prowadzić kolejne akcje informacyjne potrzebujemy Pana pomocy.
Zdjęcie zniszczonego samochodu
Oprócz dwóch napadów w Łodzi i Poznaniu, w ostatnim czasie zaatakowano także nasz samochód parkujący w Toruniu, który ostrzegał mieszkańców przed skutkami zażywania pigułek poronnych. Zwolennicy aborcji wybili w nim szybę, zniszczyli reflektory i zamalowali grafiki farbą. Koszt naprawy będzie wynosił co najmniej kilkaset złotych. Drugie tyle musimy wydać na nowe grafiki do lawety, zniszczone w trakcie ataku w Poznaniu. To jednak nie wszystko. W najbliższym czasie chcemy zorganizować akcje z użyciem furgonetek, samochodów, lawet, billboardów i plakatów w kolejnych miastach, na co potrzebujemy w sumie ok. 11 000 zł. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby przeprowadzić kolejne niezależne akcje informacyjne, za pomocą których ukształtujemy świadomość i sumienia tysięcy Polaków. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Największe polskojęzyczne media zdominowane są przez zwolenników aborcji. W internecie wystarczy jedno kliknięcie, aby wyłączyć lub zablokować profil, który promuje „niepoprawne politycznie” treści, np. na temat skutków i konsekwencji aborcji. Aby docierać do Polaków z prawdą, musimy organizować niezależne akcje informacyjne na ulicach naszych miast oraz wykorzystywać własne kanały komunikacji. Jest to możliwe tylko dzięki stałemu i regularnemu wsparciu naszych Darczyńców, dlatego raz jeszcze proszę Pana o pomoc.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Kinga Małecka-Prybyło
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszkówstronazycia.pl

==============================

Mail:

Czemu kierowca nie ruszył z bandytą na masce? Przecież by uciekł !!

Prawnik wam zabrania? 

Kierowca i obok – ochroniarz -powinni znać karate, inne sztuki walki – i stosować. A tego grubego, który zamalowywał – najpierw zamalować w gębę, a potem włożyć na łeb kubeł z jego farbą. I potrzymać. Tamta strona takie argumenty rozumie.

Oddajcie ostatnią koszulę! [Przecież ONI jej żądają !!]

Katarzyna Treter-Sierpińska

Maj 23, 2022 https://wprawo.pl/katarzyna-ts-oddajcie-ostatnia-koszule/

[Ciekawa dyskusja – w oryginale. MD]

===============

W niedzielę (22.05.2022) prezydent Andrzej Duda przemawiał w ukraińskim parlamencie w Kijowie. – Moment dziejowy sprawia, że Ukraina i Polska mają niesamowitą polityczną szansę jako dwa blisko spokrewnione narody tej samej części Europy – powiedział PAD. – Nadszedł dzisiaj czas, w moim głębokim przekonaniu, na nowy polsko–ukraiński traktat o dobrym sąsiedztwie, na traktat, który uwzględni wszystko to, co razem zbudowaliśmy w naszych relacjach choćby w ostatnich miesiącach – stwierdził PAD.

Prezydent Duda oświadczył też, że osobiście bardzo zależy mu na tym, aby Ukraina dołączyła do inicjatywy Trójmorza i zapewnił, że Polska będzie „ze wszystkich sił” wspierać Ukrainę w drodze do członkostwa w Unii Europejskiej. Podkreślił, że „Ukraina musi być odbudowana przede wszystkim na koszt agresora”, czyli Federacji Rosyjskiej. – Na ten cel w pierwszej kolejności należy przeznaczyć zamrożone dziś w zachodnich bankach rosyjskie rezerwy walutowe, a te są ogromne. Ogromne! To Rosja zrujnowała Ukrainę i to Rosja musi za to zapłacić. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. I wierzę w to, że nikt uczciwy na świecie też żadnych wątpliwości nie ma – powiedział prezydent Duda.

Odwoływanie się do uczciwości w polityce jest – delikatnie mówiąc – naiwne. Polityka jest antytezą uczciwości. Czy to się komuś podoba, czy nie, w polityce liczy się siła i brak siły.

Gdyby w polityce liczyła się uczciwość, to Wielka Brytania i Francja przyszłyby Polsce z pomocą we wrześniu 1939 roku, a Churchill i Roosevelt nie sprzedaliby nas Sowietom na konferencji w Teheranie w 1943 roku. Gdyby w polityce liczyła się uczciwość, to zbrodnia katyńska zostałaby osądzona w Norymberdze jako zbrodnia sowiecka. Tyle o uczciwości w realiach międzynarodowych. Teraz przejdźmy do postulowanego przez prezydenta Dudę nowego traktatu polsko-ukraińskiego. Co to ma być?

W poniedziałkowym (23.05.2022) wywiadzie w Rozmowie RMF Jakub Kumoch, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, wyjaśnił, że traktat ów mógłby być wzorowany np. na traktacie elizejskim, czyli francusko–niemieckim traktacie o współpracy podpisanym w 1963 roku przez prezydenta Francji Charles’a de Gaulle’a i kanclerza Niemiec Konrada Adenauera. Traktat ten uważany jest za fundament powojennego pojednania i przyjaźni między Niemcami i Francuzami. Kumoch powiedział, że traktat polsko-ukraiński mógłby nosić nazwę „traktatu sarmackiego” lub „paktów sarmackich”.  – Chcemy, żeby Polska i Ukraina były powiązane tak, żeby nie dało się tego rozerwać – podkreślił.

I jeszcze jedna kwestia, czyli jak mają wyglądać granice Ukrainy. Oto deklaracja prezydenta Dudy wygłoszona w ukraińskim parlamencie: Świat, wspólnota międzynarodowa powinien się domagać od Rosji zaprzestania agresji, całkowitego wycofania się z terytorium Ukrainy (…) Jeżeli dla świętego spokoju, interesów gospodarczych czy politycznych ambicji zostanie poświęcona Ukraina, choćby centymetr jej terytorium i kawałek suwerenności, będzie to olbrzymi cios nie tylko dla ukraińskiego narodu, ale dla całej wspólnoty Zachodu.

Mamy zatem plan, którego założenia wyglądają tak: Ukraina wygrywa wojnę i zachowuje „każdy centymetr” swojego terytorium; Rosja zostaje obarczona kosztami odbudowy Ukrainy; Polska i Ukraina podpisują traktat, który ma je powiązać tak, żeby „nie dało się tego rozerwać”; Zachód przestaje robić jakiekolwiek interesy z Rosją; Rosja upada; wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Kurtyna!

To jest plan, dla realizacji którego Polacy mają wspierać Ukrainę za każdą cenę, a nawet ponad siły. Przecież warto oddać ostatnią koszulę, żeby zniszczyć Rosję, prawda? Tak  przedstawia to rządowa propaganda. Oddajcie ostatnią koszulę, ale cieszcie się, że na wasze domy nie spadają bomby. A benzyna może być i po 10 złotych! Za ten dzisiejszy wysiłek dostaniecie reaktywację Rzeczypospolitej Obojga Narodów. I wróci dawna wielkość „sarmackiej” potęgi. Razem z Ukraińcami będzie nas 80 milionów i to my będziemy dyktować warunki Niemcom i Francuzom.

W całym tym planie tylko jedna rzecz jest pewna: jeśli nasi „sarmaccy” wizjonerzy nie opamiętają się, to Polska faktycznie odda ostatnią koszulę i zostaniemy z gołą dupą. Czyli jak zawsze.

Bądźmy poważni. Komisja Europejska (czytaj: Niemcy) właśnie prowadzi akcję „zagłodzenia” Polski i ma w nosie to, czy to jest uczciwe, czy nieuczciwe. Jednocześnie Niemcy i Francja robią, co mogą, żeby przypadkiem ich biznesy z Rosją za bardzo nie ucierpiały. Podczas gdy prezydent Duda opowiada w kijowskim parlamencie o tym, że „jako Polska od dawna ostrzegaliśmy Europę przed imperialnymi zapędami Rosji i Putina; przed chęcią odbudowy wpływów Związku Sowieckiego, a może i carskiej Rosji; przed uzależnianiem od rosyjskich źródeł energii”, europejscy nabywcy rosyjskiego gazu zgodzili się płacić za niego w rublach, tak jak zażyczył sobie prezydent Putin. Natomiast Komisja Europejska przedstawiła instrukcję, w jaki sposób te rublowe płatności mają się odbywać, aby nie naruszało to unijnych sankcji. Spotkanie w tej sprawie zostało zwołane na wniosek Francji, a jego ustalenia  zostały entuzjastycznie przyjęte przez niemieckie spółki. Wojna wojną, sankcje sankcjami, ale biznes z Rosją trwa i Polska może sobie protestować do upojenia. Nie każdy chce oddawać ostatnią koszulę, żeby realizować „sarmackie” projekty.

Tak się gra, jak przeciwnik pozwala. A w tej rozgrywce przeciwnikiem Polski jest nie tylko Rosja. Przede wszystkim są to Niemcy, które nie po to zrobiły z Unii Europejskiej narzędzie swojej hegemonii w Europie, żeby teraz Polska realizowała jakieś mrzonki o powrocie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dlatego pytam, czy polskie władze mają jakiś plan B na wypadek, gdyby oddanie ostatniej koszuli nie wystarczyło do zbudowania wyśnionej potęgi w sojuszu z Ukrainą, która czci sprawców ludobójstwa na narodzie polskim. Czy polskie władze w ogóle zakładają możliwość porażki koncepcji o pokonaniu Rosji „raz na zawsze” przy pomocy ukraińskiego przedmurza?

Obawiam się, że cała ta zabawa skończy się dla nas bardzo smutno. Decyzje premiera Morawieckiego doprowadziły do tego, że Niemcy mają nas w garści i sukcesywnie odcinają nam środki finansowe. Za zgodę na wdrożenie mechanizmu „pieniądze za praworządność” i akceptację dekarbonizacji, a co za tym idzie, utratę suwerenności energetycznej przez Polskę, Morawiecki powinien utracić stanowisko i stanąć przed Trybunałem Stanu. Oczywiście nic takiego się nie stanie. Zamiast oglądać świat zza krat, premier Morawiecki będzie wydawał kolejne miliardy, żeby sfinansować pomoc dla Ukrainy, a prezydent Duda będzie opowiadał, że to „wielka, dziejowa, historyczna szansa i wielki, dziejowy, historyczny przełom”. Ze zdroworozsądkowego punktu widzenia nawet ostatnia polska koszula nie wystarczy, żeby zrealizować utopijny plan naszych „sarmatów”. Ale za to biedę z nędzą mamy gwarantowaną.

Czy jest jakiś plan B? Obawiam się, że nie ma.

Jak powstaje inflacja – krótka bajka na przykładzie wioski smerfów

https://joemonster.org/art/64162 · 24 maja 2022 Mateusz Borowiecki

Jak powstaje inflacja? Ta krótka bajeczka autorstwa Mateusza Borowieckiego wyjaśni to w bardzo prosty sposób. Pojawiła się ona na jego profilu na Facebooku.

W wiosce smerfów mieszkało ich – wiadomo – setka. Każdy smerf miał inne umiejętności, które codziennie mógł sprzedać za jedną monetę, za którą mógł następnie kupić u innego smerfa to co mu akurat było potrzebne. Np. Łasuch każdego dnia produkował jedno ciastko i sprzedawał je za jedną monetę. Wszystkim oczywiście zarządzał Papa Smerf – on też będąc szefem wioski jako jedyny miał prawo wydawać nowe monety dla wioskowej społeczności, jeśli zaszłaby taka potrzeba.
Na początku zupełnie wystarczało 100 monet – po jednej dla każdego Smerfa. Pewnego dnia Smerf Malarz zaczął malować dwa obrazy dziennie zamiast jednego – pomyślał, że mógłbym zarabiać dwie monety. W jego ślady poszły jeszcze dwa inne Smerfy. Papa Smerf wyprodukował więc dodatkowe 3 monety i kupił za nie usługi u pracowitych smerfów. Dzięki tej operacji w obrocie były już 103 monety a trzech smerfów pracowało więcej i zarabiało 2 razy więcej od pozostałych – po dwie monety dziennie.
Inne smerfy też zapragnęły dobrobytu i zaczęły mocniej pracować aby zarabiać więcej monet. Papa Smerf stopniowo produkował nowe monety. Nie minął więcej niż rok i w obrocie było już 150 monet i odpowiednio tyle samo produktów i usług wytwarzanych przez społeczność. Wzbudziło to jednak niepokoje i niezadowolenie. Przykładowo taki Smerf Poeta występował 3 razy dziennie i zarabiał 3 monety, nie wspominając o Pracusiu, który prawie nie sypiał ale zarabiał aż 5 monet. Nadal jednak aż 60 smerfów zarabiało tylko 1 monetę. Bardzo drażniło to szczególnie Smerfa Ciamajdę, który niewiele potrafił zrobić dobrze i nadal sprzedawał swoje usługi za 1 monetę. Wraz z Smerfem Marudą i Lalusiem postanowili bardziej sprawiedliwie podzielić monety.
Ogłosili, że jeśli Smerf Ciamajda zostanie wybrany na nowego szefa wioski, to natychmiast da po dodatkowej monecie każdemu smerfowi, który dziś zarabia tylko jedną. Smerfy – reformatorzy zwołali zebranie całej społeczności i ogłosili swój program. Spodobał się on oczywiście 60 smerfom zarabiających po jednej monecie – byli oni chętni na głosowania na nowego szefa. Szefem wioski został Ciamajda a Papę Smerfa odsunięto od rządzenia jako niezdolnego do zapewnienia dobrobytu mieszkańcom.
Nowy szef Ciamajda rozdał więc dodatkowe 60 monet – mieliśmy ich zatem w wiosce już 210. Niestety nadal produkowano łącznie towary i usługi warte jeszcze wczoraj tylko 150 monet. Nowo wzbogacona grupa smerfów posiadająca już do dyspozycji 2 monety ustawiła się w kolejkach na zakupy. Pracuś szybko zorientował się, że nie da rady świadczyć więcej niż 5 usług dziennie a w kolejce stało 10 Smerfów.
Co więc zrobił? Ogłosił, że od dziś każda jego usług kosztuje 2 monety zamiast jednej. Smerfy z kolejki trochę ponarzekały na drożyznę, ale koniec końców pierwszych pięciu szczęśliwców z kolejki zapłaciło tyle ile oczekiwał Pracuś. Ten zakończył dzień z 10 monetami, nie miał zatem problemu aby zacząć płacić na ciastka Łasucha też 2 monety, bo te oczywiście też zdrożały.
Zwykłe smerfy zaczęły się orientować, że wszystko kosztuje coraz więcej, przyszły więc ze skargą do Ciamajdy.

Ten jednak uspokajał ich – to wszystko wina Gargamelflacji a nie jego decyzji o rozdaniu 60 monet. W końcu Papa smerf też rozdał 50 monet przez poprzedni rok i nic się nie działo. Ogłosił też, że Smerfy powinny się cieszyć bo zarabiają teraz 2 monety a nie jak za czasów Papy tylko jedną. Kazał nadawać o tym materiał promocyjny codziennie przez wioskowy radiowęzeł. Dodał też, że chętnie rozda kolejne 100 monet i teraz to już na pewno Smerfy będzie na wszystko stać.
Smerfy odeszły szczęśliwe do domu, już myśląc jak to będzie wspaniale zarabiać 3 monety. Pracuś natomiast już drukował nowy cennik za swoje usługi.

Rabunki w Europie. Mapa i komentarze.

Zdjęcie

Marcin Palade: rabunki w Europie. Wsi spokojna, wsi anielska, ta środkowoeuropejska 😉

Andrzej Zdzitowiecki: Ciekawe, że w UK czy Hiszpanii nie można nosić przy sobie nawet scyzoryka. Nic dziwnego, że tam, gdzie tak się dba o BHP w zawodzie bandziora, to usługi rabunku kwitną.

Jacek Piekara: Szukanie powiązań pomiędzy liczbą rabunków a liczbą wpuszczonych do danego kraju „lekarzy i inżynierów” z Azji oraz Afryki jest w oczywisty sposób wstrętnym rasizmem!

Kiedy skończy się płot…

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  24 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5184

Konrad Lorenz opisywał kiedyś dwa psy, biegnące wzdłuż płotu z drucianej siatki. Każdy z psów był uosobieniem wściekłości; już nawet nie warczały, ale charczały na siebie i można było odnieść wrażenie, że gdyby nie ten płot, pożarłyby się nawzajem w mgnieniu oka. I kiedy tak biegły, nagle płot się skończył, a psy, zamiast rzucić się na siebie i się nawzajem pożreć, nagle umilkły; cała wściekłość wyparowała z nich w jednej chwili i na sztywnych łapach, w pozach pełnych godności, rozeszły się, każdy w swoją stronę.

Ta historia jest znakomitą ilustracją polskiej sceny politycznej, przez którą od 30 lat przewala się konflikt między obozem zdrady i zaprzaństwa, a obozem płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm. Można odnieść wrażenie, że gdyby mogły, to pożarłyby się wzajemnie. No dobrze, ale dlaczego właściwie się nie pożerają? Przecież żadnego płotu między nimi nie ma. Płotu może i nie ma, ale jest niewidzialne, mocne pole siłowe, jak między biegunami magnesu, które sprawia, że obydwa takie bieguny odpychają się nawzajem i w rezultacie pojawia się między nimi pusta przestrzeń, pełniąca funkcję siatkowego płotu, dzięki któremu psy mogły całkiem dla siebie bezpiecznie odgrywać sceny nieprzejednanej wściekłości i wrogości.

Najwyraźniej takie pole siłowe między obozem zdrady i zaprzaństwa, a obozem „dobrej zmiany” musi istnieć. Ale co je wytwarza? Na trop odpowiedzi na to pytanie naprowadza nas pewna okoliczność. Jak bowiem wiadomo, w sprawach o zasadniczym znaczeniu dla państwa, na przykład dla jego suwerenności, obydwa psy, to znaczy – pardon, żadne tam „psy”, tylko wrogie obozy, zachowują się identycznie. Tak było w przypadku referendum w sprawie Anschlussu do Unii Europejskiej w roku 2003, tak było w sprawie głosowania nad ustawą upoważniającą prezydenta do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który amputował Polsce ogromny kawał suwerenności, czego skutki dzisiaj odczuwamy w postaci szantażu finansowego ze strony Niemiec i tak było podczas „Majdanu” na Ukrainie, podobnie było przy ratyfikowaniu w Sejmie ustawy o zasobach własnych UE, kiedy to PiS zostało wsparte tym razem nie przez PO, która pragnęła uniknąć ostentacji, tylko przez Lewicę – i tak dalej.

Jaki z tego można wyciągnąć wniosek? Ja wyciągam taki, że obydwie formacje, tkwiące korzeniami w uzgodnieniach z Magdalenki, odgrywają komedię w postaci walki kogutów na użytek ogłupianych propagandą „suwerenów”, podczas gdy tak naprawdę, mają ten sam interes – żeby ani z jednej, ani z dru7giej strony nie pojawiła się żadna polityczna alternatywa.

Ujawnił to jeszcze w latach 90-tych Stefan Bratkowski, odpowiadając na łamach „Gazety Wyborczej” na list grupy AK-owców ze Stanisławem Jankowskim „Agatonem”, na czele – że w Magdalence umówiono się, by na scenę polityczną nie dopuszczać żadnych alternatyw, czy to narodowców, czy to katolików, czy to liberałów, którzy dzisiaj, gwoli odróżnienia od żydokomuny nazywają się „wolnościowcami– a tymczasem za kulisami rzeczywistą władzę sprawują bezpieczniacy, których stronnictwa Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie, rotacyjnie rządzą naszym nieszczęśliwym krajem w interesie swoich mocodawców, do których przewerbowali się jeszcze na przełomie lat 80-tych i 90-tych.

Czyż tej teorii spiskowej nie potwierdza podmianka, jaka w roku 2015 została dokonana na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej, gdy Polska spod kurateli niemieckiej ponownie przeszła pod kuratelę amerykańską? Dopóki Polska była pod kuratelą niemiecką, to naturalnym liderem była Volksdeutsche Partei Donalda Tuska, ale kiedy po resecie resetu nasz nieszczęśliwy kraj ponownie trafił pod kuratelę amerykańską, to pozycję lidera zajęło PiS z satelitami i utrzymuje się na topie mimo polityki służącej interesom partii, kosztem interesów państwa. Mam tu na myśli niebywałą rozrzutność finansową rządu, między innymi w postaci wzięcia na utrzymanie obywateli ponad 3,5 mln ukraińskich uchodźców, zgodnie z rozkazem Naszego Najważniejszego Sojusznika, który tak właśnie porozkładał na uzależnione od niego bantustany koszty wojny, jaką prowadzi z Rosją na Ukrainie. Obóz zdrady i zaprzaństwa nie ośmiela się przeciwko temu protestować, a tylko działa na rzecz Niemiec, popierając na terenie UE szantaż finansowy wobec Polski i Węgier, dzięki któremu Berlin ma nadzieję na wybicie obydwu tym państwom z głowy wszelkich mrzonek o „Trójmorzu”.

Tymczasem, korzystając z tego, że pod pretekstem wojny na Ukrainie, Ameryka mocno chwyciła całą Europę za twarz, Niemcy wpadli na pomysł przekonania Naszego Najważniejszego Sojusznika do kolejnej podmianki na tubylczej scenie politycznej. Chodzi o to, że USA pod rządami Partii Demokratycznej, której lewe skrzydło to czysta komuna, stają się eksporterem komunistycznej rewolucji, przede wszystkim w sferze obyczajowej, jednocześnie odwracając uwagę opinii światowej od banksterów, poprzez kierowanie jej na walkę z klimatem. Ponieważ PiS uwodzi znaczną cześć swoich wyznawców udawaniem konserwatyzmu obyczajowego, w postępowych środowiskach USA musi rodzić to rosnące zniecierpliwienie. Toteż do Ameryki poleciał na zwiady pan Rafał Trzaskowski, który na stanowisku prezydenta Warszawy znacznie przekroczył własny szczebel niekompetencji.

Co prawda nadskakiwanie ze strony PiS póki co Amerykanom całkowicie wystarcza, ale pan Rafał prezentował się gdzie tylko mógł w charakterze Wielkiej Nadziei Białych. Namawiał Amerykanów, żeby mianowicie „nie tracili z pola widzenia jakości demokracji w Polsce”. A kiedy demokracja w Polsce będzie się charakteryzowała pierwszorzędną jakością? Wtedy, kiedy Amerykanie sprawiedliwie podzielą się z Niemcami wpływami politycznymi w naszym bantustanie.

Wyobrażam to sobie tak, że pozycję lidera sceny politycznej objęłaby koalicja Volksdeutsche Partei z Polską 2050 na fasadzie której Nasz Najważniejszy Sojusznik umieścił pana Szymona Hołownię. Najwyraźniej pan Rafał Trzaskowski już się do tego sposobi zwłaszcza, że wcześniej spotkał się z synem starego żydowskiego finansowego grandziarza, a poza tym, sondaż pokazał, że jeśli tylko opozycja (bez Konfederacji) zewrze szeregi (i pośladki), to bezapelacyjnie wygra. Wtedy pan Rafał, któremu w marcu udało się schwytać prezydenta Bidena – na razie tylko za rękę – spróbowałby ponownie zostać prezydentem naszego bantustanu, więc już dzisiaj zaprezentował swoje polityczne priorytety w postaci walki z klimatem i promowaniem sodomczyków. Jestem pewien, że taki program wielu naszym rodakom bardzo się spodoba, więc możliwe, że bezpieczniacy do spółki z Amerykanami, przy dyskretnym wsparciu Niemców, wylansują go naszemu bantustanowi na następnego prezydenta.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Nagrody w Ministerstwie Finansów. Blisko 65 mln zł w trzy lata. [Za inflację?]

Malwina Gadawa, https://www.money.pl/gospodarka/blisko-65-mln-zl-w-trzy-lata-takie-nagrody-dostali-w-ministerstwie-finansow-6772020765112832a.html

Ministerstwo Finansów doceniło swoich pracowników. Kierownictwo resortu w latach 2019-2021 wypłaciło urzędnikom blisko 65 mln zł netto nagród. W tym roku planowany fundusz na nagrody ma wynieść ponad 8 mln zł. Ministerstwo Finansów długo zwlekało, aby zdradzić te sumy.

Zanim Ministerstwo Finansów odpowiedziało na interpelację poselską, wiceminister Piotr Patkowski dziewięć razy przekładał termin odpowiedzi

W 2019 roku 2392 pracownikom Ministerstwa Finansów wypłacono nagrody w wysokości 36 408 322,14 zł netto. Jak wylicza resort finansów, średnia wysokość pojedynczej nagrody wynosiła 3 418,94 zł netto. Natomiast w 2020 r. wypłacone zostały nagrody 154 pracownikom Ministerstwa Finansów w wysokości 511 013,48 zł netto, średnia wysokość pojedynczej nagrody wynosiła 3 115,94 zł netto. W ubiegłym roku wypłacono nagrody w łącznej wysokości 27.844.060,35 zł netto. Nagrody te wypłacono 2574 pracownikom Ministerstwa Finansów, a przeciętna wysokość nagrody wyniosła 3611,42 zł. Jak podaje resort, nagrody wypłacono „za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej”.

Zarówno w ubiegłym roku, jak i w latach poprzednich kierownictwu resortu, czyli sekretarzom stanu i podsekretarzom stanu nagród nie wypłacono.

Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na interpelację przewodniczącego Nowoczesnej, posła Adama Szłapki poinformowało także, że „fundusz na nagrody planowany dla członków korpusu służby cywilnej z wyłączeniem osób zaangażowanych w realizację programów unijnych wynosi w 2022 roku 8 mln 117 tys. zł.

Poseł zawiadamia prokuraturę

Co ciekawe, poseł Adam Szłapka długo musiał czekać na ujawnienie tych danych. Termin odpowiedzi na pierwszą z jego interpelacji, dotyczącą nagród za lata 2019-2020 przekładano aż dziewięć razy.

Jak wynika z informacji dostępnych na stronie Sejmu, w każdym przypadku o przedłużeniu terminu zwracał się Piotr Patkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. Poseł pytanie zadał w październiku 2020 roku, a odpowiedź uzyskał dopiero w tym miesiącu. W lutym złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa poprzez niedopełnienie obowiązków przez wiceministra Piotra Patkowskiego, w związku z nieudzieleniem odpowiedzi na poselską interpelację.

Zarówno majątek premiera Morawieckiego, jak i nagrody przyznawana pracownikom administracji publicznej to nie są „sprawy intymne”, które trzeba ukrywać, ale elementarz przejrzystego i uczciwego państwa. W świetle ostatnich wypowiedzi szefa rządu można złośliwie zapytać, czy skoro stać ich na tak wysokie uposażenia, to nie powinni się nimi z Polakami podzielić? Zachęcam do pisania listów do Ministerstwa Finansów w tej sprawie – przekonuje w rozmowie z money.pl poseł Adam Szłapka.

Parlamentarzysta nawiązuje do sobotnich słów premiera Mateusza Morawieckiego, powiedział on, że Norwegowie „żerują na tym, co się dzieje” i zarabiają na wysokich cenach paliw kopalnych. Mateusz Morawiecki uważa, że Norwegowie „powinni się tym błyskawicznie podzielić”. Premier zaapelował także do młodzieży, aby pisała do swoich norweskich rówieśników, licząc na to, że dzięki temu uda się przekonać rząd Norwegii, by ten podzielił się zyskami.

Wydatki resortu finansów pod lupą NIK?

O nagrodach w Ministerstwie Finansów już jest głośno. Jak ustaliła „Wyborcza.biz”, urzędnikom Ministerstwa Finansów przyznano nagrody za przygotowanie Polskiego Ładu. Nagrody miało dostać 122 pracowników resortu finansów. W sumie wypłacono 1,43 mln zł brutto.

Po tym, jak wyszła na jaw kwestia przyznanych nagród, posłowie Lewicy poinformowali w poniedziałek, że złożyli wniosek do Naczelnej Izby Kontroli o prześwietlenie wydatków resortu finansów.

W związku z nowymi informacjami dotyczącymi nagród zapytaliśmy w poniedziałek resort finansów, jakie kryteria były brane pod uwagę przy nagradzaniu urzędników, ile wynosi najwyższa indywidualna nagroda przyznana zarówno w 2019, 2020 i 2021 roku, kto ją otrzymał i za jakie osiągnięcia. Zapytaliśmy też, czy już wiadomo, ilu pracowników w tym roku zostanie nagrodzonych? Jak na razie czekamy na odpowiedź.

O komentarz w sprawie nagród poprosiliśmy także wiceministra finansów Piotra Patkowskiego. Do momentu opublikowania materiału nie odpowiedział na naszą prośbę.

Premier „zWarszawy” w Davos: Wolny świat musi zadbać o nowy porządek…

W Davos rozpoczęło się Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). W rozmowach dotyczących najważniejszych światowych problemów, m.in. wojny na Ukrainie, pandemii Covid-19, zmiany klimatu i kryzysów ekonomicznych bierze udział blisko 2500 osób – polityków, przedstawicieli biznesu, organizacji pozarządowych i naukowców.

https://wgospodarce.pl/informacje/112249-permier-w-davos-wolny-swiat-musi-zadbac-o-nowy-porzadek

Premier Mateusz Morawiecki przekonywał w poniedziałek w Davos, że po brutalnej agresji Rosji na Ukrainę wolny świat musi stworzyć nowy porządek, w którym taki atak nie będzie już możliwy. Porządek ten – jak mówił – musi oznaczać niepodległą i niezależną Ukrainę z nienaruszoną integralnością terytorialną. Mówił też o Polsce jako wyspie bezpieczeństwa. Komentował też fuzję Orlenu z Lotosem oraz, że w tej sprawie Donald Tusk „ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni”

Premier Morawiecki przebywa w Szwajcarii, gdzie będzie uczestniczyć w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. W poniedziałek szef rządu otworzył „Dom Polski” („Polish House”), w którym będą odbywać się dyskusje dotyczące możliwości inwestycyjnych w naszym kraju i całym regionie Europy Środowo-Wschodniej, a także transformacji energetycznej i dywersyfikacji źródeł energii.

Podczas otwarcia szef polskiego rządu zabrał głos najpierw po polsku, później po angielsku. W drugiej części swego wystąpienia Morawiecki przekonywał, że trzeba zająć się zagrożeniami płynącymi ze Wschodu i „zwalczać tę brutalną siłę, przemoc wojskową oraz zbrodnie wojenne”. „To jest w rękach naszych ukraińskich przyjaciół, a wszystko, co możemy zrobić, to dostarczać im broń i to organizujemy” – dodał premier.

Przypomniał, że organizowane i koordynowane są także sankcje na Rosję, a Polska jest w tej sprawie – jak ocenił – „jednym z najbardziej radykalnych” zwolenników ciężkich sankcji uderzających w ten kraj. „Sankcje działają na zasadzie wspólnego mianownika, dlatego nie wszystkie sankcje, które proponujemy, są od razu przyjmowane. Tydzień po tygodniu obserwujemy jednak, jak te ogromne sankcje zaczynają działać, być skuteczne w oddziaływaniu na rosyjską gospodarkę. Dlatego wolny świat rozmawiający tutaj w Davos musi wypracować odpowiednie rozwiązania na przyszłość” – powiedział Morawiecki.

Według niego, po brutalnym, barbarzyńskim ataku Rosji na Ukrainę potrzebne jest stworzenie nowego, światowego porządku, w którym tego typu atak nie będzie już możliwy. „Musimy działać w kierunku rozwiązania pokojowego, ale to rozwiązanie musi oznaczać, że Ukraina będzie niepodległa, niezależna, z niepogwałconą integralnością terytorialną” – podkreślił szef polskiego rządu. Jak dodał, musi się to odbyć na koszt Rosji.

Zwrócił uwagę, że wartość zamrożonych w wyniku sankcji rosyjskich aktywów będzie rosła. „Dlatego musimy konfiskować, przechwytywać te aktywa. Musimy opracować rozwiązania, które przyniosą pokój, dobrobyt oraz sprawiedliwość, czyli ściganie wszystkich przestępstw, które przyniosą odbudowę niepodległej Ukrainy” – wskazał Morawiecki.

Premier Morawiecki: to nie rynki decydują o sile państw, to państwa decydują o rynkach

To nie rynki decydują o sile państw, lecz państwa kształtują okoliczności, od których zależy funkcjonowanie rynków – powiedział premier Mateusz Morawiecki, otwierając w poniedziałek na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos Dom Polski.

To, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, wyznaczy na pewno bieg wydarzeń nie tylko na najbliższe lata, ale – jestem przekonany – na najbliższe dekady. Myślę, że agresja każdego agresora, jest poprzedzona poprzez uśpienie. I z takim okresem mieliśmy do czynienia właśnie wcześniej, kiedy Rosja – patrząc na to, co się dzieje wokół – doszła do wniosku, że Zachód nie zareaguje, że jest coraz bardziej uzależniony od surowców energetycznych – powiedział szef rządu.

Dodał, że „Polska przestrzegała przed tymi ryzykami, które dzisiaj się materializują”, a „nasz głos, najpierw głos wołającego na puszczy, potem (był) coraz lepiej odczytywany”.

Według premiera oponenci polityczni obecnej władzy „jakoś tak do końca nie zauważali tej wielkiej zmiany”, która „dotyczyła zmiany paradygmatu – z paradygmatu gospodarczego, zysku, w kierunku zmiany paradygmatu geopolitycznego, bezpieczeństwa, jako najważniejszych elementów, fundamentów globalnego współistnienia i współpracy międzynarodowej”.

Dziś, poniewczasie, wielu naszych partnerów zdało sobie sprawę z tego, że jesteśmy w nowym paradygmacie, żyjemy w nowych okolicznościach. Zdaliśmy sobie sprawę, że to nie rynki decydują o tym, jaka jest siła państw, ale suwerenne państwa kształtują okoliczności tak, żeby rynki mogły w ogóle normalnie funkcjonować – stwierdził Morawiecki.

Premier Morawiecki: nasi sąsiedzi patrzą na nas, jak na bezpieczną wyspę w morzu ryzyk związanych z presją rosyjską

Nasi sąsiedzi patrzą na nas, jak na bezpieczną wyspę w morzu ryzyk związanych z presją rosyjską – powiedział w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki. Poinformował, że rano rozmawiał z premierem Słowacji o interkonektorze na Słowację, którego przepustowość będzie wynosiła 5,7 mld metrów sześciennych.

Szef rządu pytany w poniedziałek w TVP info o bezpieczeństwo energetyczne Polski w sytuacji, kiedy w wielu krajach może zabraknąć ważnych surowców takich jak ropa czy gaz, powiedział, że rząd rozpoczął „prace na rzecz suwerenności energetycznej już w 2015 roku”.

Budujemy gazociąg do Norwegii; rozbudowujemy gazoport Świnoujście; przygotowujemy pływający gazoport w Zatoce Gdańskiej i interkonektory – wyliczał premier. „Dziś rano rozmawiałem z premierem Słowacji o interkonektorze na Słowację, który jest bardzo ważny, ponieważ jest o dużej przepustowości 5,7 mld metrów sześciennych” – dodał Morawiecki.

Podkreślił, że „wszystkie działania po stronie infrastrukturalnej, jak również napełnienie magazynów gazem, powodują, że dziś jesteśmy bezpieczni”.

Nasi sąsiedzi patrzą na nas, jak na bezpieczną wyspę w morzu ryzyk związanych z presją rosyjską – stwierdził szef polskiego rządu.

Zaznaczył, że Polska jest solidarna i stara się pomagać swoim sąsiadom południowym i zachodnim w uniezależnieniu się od importu rosyjskiej ropy. „Jeśli nie dziś, jutro, to przynajmniej pojutrze Putin straci swoje wielkie dochody związane z ropą” – ocenił Morawiecki.

Premier przypomniał, że niemiecka polityka polegała „na zmianie poprzez handel”. Zauważył, że zmiana nie nastąpiła a Putin dostał więcej pieniędzy”.

Pytany, czy pomysł Donalda Tuska ws. sprzedaży Lotosu kapitałowi rosyjskiemu wynikał z naiwności, czy raczej był podyktowany oczekiwaniem Niemiec, premier powiedział, że „obecne działania Tuska przypominają złodzieja, który mówi: +Łapać złodzieja+”.

Jest tyle grzechów, wypowiedzi, faktów, pism, dokumentów, które świadczą o tym, że chcieli oni nawiązywać jak najbardziej normalne relacje, że traktowali rosyjskich inwestorów jak normalnych inwestorów, a kapitał rosyjski, jako niezaangażowany politycznie – zauważył Morawiecki.

Szef rządu przyrównał obecne wypowiedzi lidera PO do słów wypowiedzianych przez Zagłobę w „Potopie”, że „diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni”. Przypomniał, że „jeszcze rok temu (Tusk) opowiadał, że rządy Niemiec to jest błogosławieństwo dla Europy, a także dla krajów sąsiadujących, czyli dla Polski”. „Boże broń nas przed takim błogosławieństwem” – stwierdził premier.

Dziś my pokazujemy, że byliśmy tymi, którzy dobrze przewidzieli ryzyka związane z Rosją – oświadczył. – Niestety również ryzyka związane z polityką niemiecką – dodał Morawiecki.

W szwajcarskim Davos w niedziele rozpoczęło się Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). W rozmowach dotyczących najważniejszych światowych problemów, m.in. wojny na Ukrainie, pandemii Covid-19, zmiany klimatu i kryzysów ekonomicznych bierze udział blisko 2500 osób – polityków, przedstawicieli biznesu, organizacji pozarządowych i naukowców.

PAP, mw

„500+” teraz jest warte 395 zł. Bo inflacja galopuje…

Ile dziś warte jest 500 plus? Okazuje się, że niewiele.

https://nczas.com/2022/05/23/ile-dzis-warte-jest-500-plus-okazuje-sie-ze-niewiele/
Eksperci z Instytutu Emerytalnego obliczyli, ile dzisiaj warte jest 500 plus. Jak się okazuje – niewiele. Jest to prawdziwy żart losu, bo to m.in. ten program niszczy Polską gospodarkę i obniża wartość pieniądza.

Inflacja zjada Polakom pensje i oszczędności. Nasze pieniądze są coraz mniej warte. Coraz mniej możemy za nie kupić, a po wymienieniu ich na inną walutę również jesteśmy coraz bardziej stratni. Ogromny wpływ na to mają pisowskie programy socjalne, a wśród nich ten wiodący – 500 plus.

Warszawski rząd zapełnia Polskę coraz mniej wartym, pustym pieniądzem. Oczywiście tracą na tym wszyscy – nie tylko ci, którzy pracują na utrzymanie tego wszystkiego, ale także pobieracze wszystkich tych socjalnych zapomóg.

Eksperci z Instytutu Emerytalnego — niezależnego think tanku, który zajmuje się systemem emerytalnym i długoterminowymi oszczędnościami — obliczyli, o ile zmalała wartość samego 500 plus.

„Wartość nabywcza świadczenia 500 plus od 2016 r. spadła poniżej 400 zł i wynosiła pod koniec marca 2022 r. dokładnie 395,45 zł!” — czytamy we wpisie Instytutu Emerytalnego w mediach społecznościowych. „Wydatki na 500+ od początku przekroczyły już 180 mld zł!”.

Przerażająca jest inflacja w tym okresie – to aż 26,44 proc.

Niestety, warszawski rząd nie wyciąga wniosków. Pokazuje to chociażby reakcja na obecną galopującą inflację – z jednej strony podnoszone są stopy procentowe, a z drugiej daje się emerytom 14. emeryturę. Pisowski rząd stał się zakładnikiem swoich socjalnych łapówek, którymi kupuje sobie głosy i wszystko wskazuje na to, że prędzej do końca zrujnuje gospodarkę niż zakończy rozdawnictwo pieniędzy odbieranych pracującym Polakom.

Dwaj z Włocławka. Jak wielką głupotą rządzi się świat.

Jeszcze raz gorąco zachęcam wszystkich myślących Polaków do kupienia i przestudiowania książki Wojciecha Zajączkowskiego pod tytułem „Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Eurazji.” Ja kupiłem tę książkę za 26 zł.

Autor ukazuje na przykładzie Imperium Rosyjskiego, jak wielką głupotą rządzi się świat. Myślę też o „Świecie” w 2022, a w tym wypadku, sądzę, jest to stwierdzenie optymistyczne.

Zajączkowski obecnie, to jest w 2022 roku jest ambasadorem Polski w Chinach. MD.

=====================================

Dwaj z Włocławka.

Włocławek drugiej połowy XIX wieku był niewiele znaczącym punktem na mapie imperium Rosyjskiego, nie wyróżniał się niczym specjalnym nawet ma mapie Królestwa Polskiego. Zbieg okoliczności sprawił jednak, że właśnie tutaj przyszli na świat odpowiednio w 1866 i 1872 roku dwaj ludzie, którzy wywarli znaczący wpływ na dzieje Rosji, Polski i Europy Wschodniej. Obaj urodzili się w rodzinach mieszanych – jeden w polsko niemieckiej, drugi w polsko – rosyjskiej, lecz obaj władali językiem polskim i nad brzegami Wisły spędzili swoje dzieciństwo.

Obaj też, choć każdy na swój sposób, w pewnym momencie swojego życia zakwestionowali swoją polskość. Jeśli gdzieś ich drogi mogły się bezpośrednio przeciąć, to właśnie we Włocławku, później już nie mieli szansy się spotkać, mimo że uczestniczyli w tej samej wielkiej rozgrywce, jaką stał się rozpad Cesarstwa i rosyjska wojna domowa.

Pierwszym z nich był Julian Marchlewski, drugim Anton Denikin. W przypadku Marchlewskiego polskość ustąpiła rewolucyjnemu internacjonalizmowi, natomiast Denikin, syn carskiego oficera i zubożałej polskiej szlachcianki, wybrał rosyjskość i prawosławie. Każdy z nich okazał się wybitną osobowością – jeden jako rewolucjonista, drugi jako najbliższy zwycięstwa dowódca białych podczas wojny domowej.

Latem 1919 roku, gdy wkroczyła ona w najbardziej dramatyczną fazę, nacierające z południa oddziały generała Denikina systematycznie zbliżały się do Moskwy. Na zachodzie czerwoni musieli walczyć z wojskami polskimi. Upadek starej stolicy zdawał się być nieodległą perspektywą, dużo jednak zależało od tego, jak zachowają się Polacy. Zabiegi o porozumienie z nimi podjęli i biali, i czerwoni. 26 września do Taganrogu przybyły misje generałów Karnickiego i Iwanickiego, reprezentujących odrodzone państwo polskie. Po latach Denikin wspominał, że z jego strony „uznanie niepodległości Polski było pełne i bezwarunkowe”, jednak obie strony nie potrafiły dojść do porozumienia w sprawie wschodnich granic Rzeczypospolitej, czy też szerzej w sprawie przyszłości ziem ukraińskich i białoruskich. „Nalegałem pisał Denikin – by utrzymać granicę tymczasową aż do określenia przyszłości terytoriów pogranicznych w oparciu o kryterium etnograficzne wspólnie przez władze polskie i rosyjskie. (…) Piłsudski jednak nosił się z innymi planami, na skalę o wiele większą (…), dążył do „nowej organizacji wschodu Europy” poprzez pełny podział Rosji sprowadzenia jej do granic zamieszkanych przez element rdzennie ruski. (…) Chętnych do rozbioru Rosji pośród ruchu białych zabrakło. (…) Nigdy żadna Rosja czy to reakcyjna, czy demokratyczna, republikańska czy autorytarna nie dopuści do oddzielenia się Ukrainy.”

Mniej więcej w tym samym czasie rozmowy sondażowe podjął w Warszawie, przebywający potajemnie w Polsce Marchlewski.

„Już w lipcu mogłem zakomunikować przedstawicielowi Piłsudskiego (był nim p. Więckowski), że rząd sowiecki gotów jest do daleko idących ustępstw, a kwestia granic nie stanowi żadnego problemu, podobnie zresztą w sprawie głosowania władze sowieckie gotowe były wykazać ustępliwość i zgodzić się, by w sprawie przynależności do republiki polskiej lub sowieckiej głosowała cała ludność spornych ziem.”

Z polskiego punktu widzenia brzmiało to nieco lepiej niż to, co mówili biali, jednak Polacy wahali się. W październiku, gdy misja generała Karnickiego gościła jeszcze u Denikina, w Mikaszewiczach, niewielkiej, białoruskiej stacji kolejowej, rozpoczęły się poufne rozmowy delegacji przybyłej z Warszawy, na czele której stał zaufany współpracownik Józefa Piłsudskiego, kapitan Ignacy Boerner, oraz delegacji sowieckiej, kierowanej przez Juliana Marchlewskiego. „Czas od października do grudnia 1919 były dla władzy sowieckiej momentem krytycznym pisał ten ostatni w swoich „komentarzach do wojny polsko – bolszewickiej. Kontr-rewołucyjne hordy Denikina, zająwszy Orzeł, zagrażały z jednej strony Tule, gdzie znajdowały się ogromne zakłady zbrojeniowe, zaopatrujące w broń Armię Czerwoną, a z drugiej — Moskwie. Judenicz maszerował w tym czasie na Piotrogród. (…) Oświadczono mi, że władze polskie nie mogą się zgodzić na otwarte rokowania, wyjaśniło się jednak również i to, że oczekiwania dowództwa polskiego nie idą dalej niż ówczesna linia frontu, która przebiegała do Nowogrodu Wołyńskiego przez Owrucz, do rzeki Ptycz, a następnie wzdłuż niej do kanału Berezyńskiego i wzdłuż Berezyny. W efekcie działania wojenne zostały zawieszone na całej linii frontu.”

Formalnego porozumienia nie zawarto, lecz czerwoni wiedzieli, że Polacy ich nie zaatakują, nawet jeśli oni ogołocą swoje pozycje i przerzuca kilkadziesiąt tysięcy ludzi na front przeciw Denikinowi. Późną jesienią biali ponieśli klęskę na wszystkich kierunkach, na południe musiał wycofać także Denikin, który oskarżał później Piłsudskiego, że Rosja sowiecka przetrwała właśnie dzięki jego bezczynności na froncie zachodnim. Nie wiedział, że ważną rolę w tej rozgrywce odegrał jego starszy o sześć lat ziomek z Włocławka.

———–

A. Denikin, Put’ russkogo oficera, PROZAiK, Moskwa 2012, s. 608 – 610.

J. Marchlewski, Wojna i Mir mieżdu burżuaznoj Polszej i prolietarskoj Rossijej, Gosudarstwiennoje Izdatiełstwo, Moskwa 1921, s. 14-15

… Jako wyraz nieobojętności na “XI przykazanie” Turskiego. Mariana.

Józef Wieczorek https://www.ekspedyt.org/2022/05/21/jako-wyraz-nieobojetnosci-na-xi-przykazanie/

Wydawnictwo Czarne wydało niedużą książeczkę Mariana Turskiego [XI. Nie bądź obojętny] prezentującą tak w języku polskim, jak i angielskim jego wystąpienia publiczne w ciągu kilku ostatnich lat, z najbardziej znanym o „XI przykazaniu” z roku 2020, wygłoszonym w Oświęcimiu w dniu obchodów siedemdziesiątej piątej rocznicy wyzwolenia Auschwitz.

Wstęp napisała laureatka nagrody Nobla w dziedzinie literatury Olga Tokarczuk, podkreślając, że Marian Turski, b. więzień Auschwitz, jest jednym z niewielu, którym udało się przetrwać i skłaniając do zastanowienia, jakby się przełożyło na idee społeczne, powieści, odkrycia naukowe, kompozycje muzyczne, gdyby ci wszyscy, którzy zginęli w obozach, żyli … Takie zastanawianie jest jak najbardziej uzasadnione, choć dobrze by było je rozszerzyć na tych, którzy zginęli w wyniku instalacji komunizmu, a było ich jeszcze więcej. Autorka uważa, że Marian Turski ”jest człowiekiem, który widzi świat we właściwych proporcjach” może dlatego, że „sam go tworzył”.

Wyrażając obawę o zapominanie zła, traktuje książkę jako szczepionkę przeciw złu, przestrzegając, że jak się nie będziemy szczepić „najstraszniejszymi doświadczeniami przeszłości – choroba wróci”.

Trudno nie przyznać racji tym obawom, ale w tym wstępie, podobnie jak i w tej książce, nie widać właściwych proporcji i można wyrazić obawę, że to może prowadzić do zapomnienia zła wyrządzanego przez drugi totalitaryzm – obłędny komunizm, tworzący bezmiar zła. A autor książki – Marian Turski – w swym życiu sam go tworzył, wspierając w Polsce jego instalację. Widać był zaszczepiony przeciwko barbarzyństwu nazistowskiemu, ale nie szczepił się przeciwko barbarzyństwu komunistycznemu, stąd mimo strasznych doświadczeń życiowych w obozach niemieckich, był obojętny na straszne doświadczenia życiowe innych ludzi więzionych, torturowanych, mordowanych w systemie komunistycznym i to przy jego współistnieniu, aktywności i to na polu propagandy, gdyż w takim sektorze instalowanego systemu zła (ZMW, Sztandar Młodych, później Polityka) działał. Nie był obojętny na zło komunistyczne, ale je wspierał, kiedy straszliwie torturowani, mordowani byli inni ludzie, też ci, którzy, podobnie jak Marian Turski, przeszli piekło Auschwitz!

Byłem świadkiem tego historycznego przemówienia w scenerii pozostałości po obozie zagłady Birkenau – które tak poruszyło świat, ale bezrefleksyjnie. Stąd pomysły przyznania nagrody Nobla, przyznanie nagrody oświęcimskiej, czy im. ks. Stanisława Musiała, no i wydanie tej książeczki.

W mojej publicystyce na te fakty reagowałem, aby skłonić innych do refleksji, ale chyba mało skutecznie. Wielu o tym propagowanym przez Mariana Turskiego „XI przykazaniu” nawet nie słyszało. Ja nie mogłem pozostać obojętny, bo przecież niejako unieważniane jest dzieło boskie – Dekalog, który spadł nam z Nieba, a w zastępstwie promowane jest jako „przykazanie” dzieło ludzkie, i to niezależne od wartości. Z takiego „przykazania” nic dobrego nie może powstać, o czym świadczy i postawa Mariana Turskiego, opowiadającego się jednocześnie i za „XI przykazaniem”, i za złem. Wobec takiego stanu rzeczy nie można być obojętnym. W tym historycznym przemówieniu Mariana Turskiego widać też sprzeczności. Mówił, że jest oczywistą oczywistością, że „Auschwitz nie spadł nam z nieba”, na końcu przestrzegając, że „jeżeli będziecie obojętni – to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba”.

Straszenie niebem jest przy tym niestosowne tym bardziej, że Auschwitz był emanacją piekła a nie nieba, stąd może byłoby uzasadnione straszenie piekłem a nie niebem! Sam Marian Turski ma się zresztą czego obawiać, nie tylko za swoje grzechy z okresu instalacji komunizmu, ale i dziś potępia ruchy pro life, opowiadając się za śmiercią, i to nienarodzonych, całkiem bezbronnych. Nie bez przyczyny „XI przykazanie” wykorzystywane jest w przestrzeni publicznej w manifestacjach proaborcyjnych, „tęczowych”, Strajku Kobiet, ziejących wulgaryzmami, nienawiścią do wszelkich wartości Dekalogu z wiary chrześcijańskiej. I o zgrozo ten stan rzeczy jest aprobowany, a nawet wspierany przez centra tworzenia naszych elit. Wystąpienia w obronie życia to mowa nienawiści, wystąpienia za zabijaniem -przejaw miłości [sic!].

Można by raczej przestrzegać, że jak będziecie obojętni, to nawet się nie obejrzycie, jak was, waszych potomków pochłonie piekło.

Ostatnio w Krakowie organizowano protesty, spektakle nienawiści wobec Małopolskiej Kurator Oświaty, jej przywiązania do chrześcijańskich wartości. Powoływano się na „ XI przykazanie” propagowane przez Mariana Turskiego. Marian Turski słusznie uważa, że stygmatyzowanie człowieka prowadzi do eskalacji nienawiści, a tu jego „przykazanie” właśnie prowadzi do stygmatyzowania człowieka i nienawiści.

W protestach brał udział znany z nienawiści wszystkiego, co się wiąże z religią, student UJ Franiczek Vetulani, także aktywny na polu opluwania bohaterów walki o niepodległość! Sam Marian Turski w czasach instalacji komunistycznego zniewolenia Polaków stał po stronie tych, co mordowali żołnierzy niezłomnie walczących o niepodległość i w jednym z tekstów przypomina obawę przed podziemiem niepodległościowym. A do tego podziemia należał inny więzień KL Auschwitz – Witold Pilecki – okrutnie torturowany i następnie zamordowany przez UB. Czy można być na taką postawę obojętnym?

Marian Turski zdecydowanie negatywnie wyraża się o ruchu pro life, który jego zdaniem uczciwiej by było nazwać pro hate, bo rzekomo lansuje w przestrzeni publicznej hasła pełne pogardy, wywołujące nienawiść. Czyli co? Obrona życia i to bezbronnych, jeszcze nie narodzonych – to nienawiść, to pogarda?

Czy można być obojętnym wobec takiej nienawiści do ludzi postępujących zgodnie z wartościami chrześcijańskimi, z Dekalogiem? Czy można milczeć wobec takiej postawy propagującego XI przykazanie, czyli „nie bądź obojętny”, niestety, „przykazania” oderwanego od wartości, stąd groźnego przy wprowadzaniu go w życie.

Zdumiewające jest przy tym, że „przykazanie” to jakby było skierowane tylko do płci męskiej , a co z płcią żeńską? Winno chyba też brzmieć „nie bądź obojętna”? A co ze społecznością LBGT? Przecież Marian Turski występuje w swych tekstach w obronie rzekomo prześladowanej społeczności LGBT, reprezentującej podobno kilkadziesiąt płci! Chyba się językowo pogubił, albo język polski jeszcze się nie dostosował wystarczająco do ideologii LGBT.

Jeśli ci, którzy słabiej się orientują w sprawach innych płci, czasem się pomylą i zwrócą „po męsku” do osoby wyglądającej na mężczyznę, ale czującej się kobietą, są oskarżani o dyskryminację, homofobię, mowę nienawiści…. A Marian Turski, propagując „po męsku” „XI przykazanie” jest ok?

Niemal w całej Polsce przeszły ostatnio (15 maja) procesje pod nazwą „Różaniec za Polskę” w obronie Polski, rodziny, życia, organizowane przez środowiska katolickie, także stowarzyszenia pro life, postępujące zgodnie z Dekalogiem i wyrażające przy tym postawę, aby nie być obojętnym wobec zagrożeń dla Ojczyzny, dla rodziny, dla życia. Poniekąd w zgodzie z „XI przykazaniem”, ale w niezgodzie z propagującymi „XI przykazanie”, jednocześnie unieważniającymi wartości Dekalogu. Przypominano biblijne słowa: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali”. Gdyby to przykazanie było respektowane, nie byłoby Auschwitz ani obecnej putinowskiej barbarii, ani nienawiści wobec katolików z różańcami, czy chrześcijańskimi poglądami i zasadami.

Żadne „XI przykazanie” nie jest potrzebne, tym bardziej, gdy jest stosowane niezgodnie z Dekalogiem! Propagujący potrzebę swoiście rozumianego „ XI przykazania” i entuzjaści oświęcimskiego wystąpienia Mariana Turskiego, rzekomo na miarę Nobla, chyba czynią to bez głębszej refleksji.

Oby te moje uwagi skłoniły wyznawców „XI przykazania” do przemyślenia treści zawartych w książce Mariana Turskiego, wobec których ja nie mogę być obojętny.

Józef Wieczorek

/Były wykładowca UJ, wykluczony z systemu uczelnianego w PRL, obecnie publicysta, jako dysydent akademicki z szewską pasją działa na rzecz naprawy patologicznej domeny akademickiej./

==================

13 minut…

Morawiecki: Wariat – oraz kretyn?

Przechodzi sam siebie. Kompromitacja goni kompromitację.

https://nczas.com/2022/05/22/morawiecki-przechodzi-sam-siebie- kompromitacja-goni-kompromitacje-nie-uwierzysz-co-tym-razem-powiedzial-video/

Premier Mateusz Morawiecki jeździ po różnych kongresach, konferencjach i opowiada bzdury. Tym razem stwierdził, że Norwegia powinna podzielić się nadwyżką gazu albo chociaż pieniędzmi zarobionymi na surowcu.

Morawiecki wziął udział w Ogólnopolskim Kongresie Dialogu Młodzieżowego. Przyznał, że PiS realizuje politykę społeczną, która może być uważana za lewicową.

Głosił także wiele innych haseł, które z prawicowym poglądem, do których przecież oficjalnie odwołuje się PiS, nie mają wiele wspólnego.

Odpowiadając na pytania, Morawiecki przyznał, że nie jest zwolennikiem podziału na „prawicowy” i „lewicowy”.

Jak popatrzymy na naszą politykę społeczną, to ona jest bardzo solidarnościowa, czyli ktoś mógłby nawet powiedzieć, że lewicowa – przyznał Morawiecki w kwestii swoich rządów.

Jeśli chodzi o politykę wobec węgla, Morawiecki podkreślał, że Polska będzie realizować [lewacką] agendę Unii Europejskiej.

Ubrał to oczywiście we „właściwe” słowa. Mówił o energii odnawialnej i procesie przekształcania polityki energetycznej, czyli m.in. odejścia od węgla, których złóż akurat Polska ma pod dostatkiem.

Zarzucił także Norwegii, że sprzedaje za drogo gaz. Uważa, że kraj ten powinien się z Polską podzielić, a nie stawiać jakieś żądania finansowe.

Norwegia wręcz żeruje na sytuacji po wywołanej przez Putina wojnie. Oni powinni się tym (gazem – red.) błyskawicznie podzielić – ocenił.

Zyski z ropy i gazu małego, pięciomilionowego państwa jakim jest Norwegia, przekroczą 100 miliardów euro. Piszcie do waszych młodych przyjaciół w Norwegii: oni powinni się podzielić tym nadmiarowym gigantycznym zyskiem. Drodzy norwescy przyjaciele, to nie jest normalne, to nie jest sprawiedliwe – bajdurzył Morawiecki.

Wypowiedź Morawieckiego o norweskim gazie nie uszła uwadze mediów społecznościowych. Gros osób kpi z premiera i – idąc jego tokiem rozumowania – zastanawia się kto i czym jeszcze powinien się podzielić.

„Morawiecki z żoną mają trzy domy i kilka mieszkań. To nie jest normalne. Piszcie do niego, żeby się sknera podzielił” – zasugerował w duchu logiki Morawieckiego Tomasz Sommer.

„Zastanawiałem się, jak Morawiecki chce w kryzysie sfinansować te wszystkie wydatki które zaplanował. Zagadka rozwiązana. Mamy pisać po prośbie do norweskich znajomych, żeby się z nami podzielili swoimi nadmiarowych zyskami. Brzmi jak plan” – kpi Sławomir Mentzen.

„Poza kuriozalnością tej wypowiedzi, zastanawiam się, kiedy PMM ma czas na pracę. Taką prawdziwą pracę, a nie jeżdżenie po kongresach i uskutecznianie beztreściowego pierdolamenta” – pyta publicysta Łukasz Warzecha.

Z twierdzeń Morawieckiego drwią internauci. „Przedstawiam Państwu wielkiego kontynuatora myśli komunistycznej – MoraTseTunga” – czytamy.

„Ale nas – Polaków – Morawiecki upokorzył. Kraj żebraków” – to inny z komentarzy.

Kolejna ustawa z cyklu „Ukrainiec+++ 2.0 turbo+” ??

Grzegorz Braun: Ile to będzie kosztowało? Jaka będzie procedura konkursowa?

https://nczas.com/2022/05/21/grzegorz-braun-ile-to-bedzie-kosztowalo-jaka-bedzie-procedura-konkursowa-video/
Nie twórzcie takiej protezy. Ile to będzie kosztowało? Jaka będzie procedura konkursowa? A kardynalne pytanie brzmi w ogóle: Po co? – pytał niedawno z mównicy sejmowej Grzegorz Braun.

Rząd najpierw wprowadził specustawę o pomocy uchodźcom z Ukrainy, a teraz zabiera się za jej już drugą nowelizację. Pierwsza nastąpiła pod koniec kwietnia.

Znowelizowana ustawa zakłada utworzenie i zapewnienie funkcjonowania systemu teleinformatycznego służącego do ułatwienia nawiązywania kontaktów między pracodawcami a poszukującymi pracy obywatelami Ukrainy.

Zadaniem systemu będzie stworzenie bazy profili kandydatów do podjęcia zatrudnienia w Polsce. Za pomocą algorytmu system umożliwi połączenie kandydatów z ofertami pracy w sposób najlepiej odpowiadający ich kwalifikacjom.

W kwestii kolejnych ustawowych regulacji głos w Sejmie zabrał Grzegorz Braun.

Szczęść Boże wszystkim potrzebującym, pracodawcom, pracobiorcom! Niech szukają rozwiązań swoich problemów życiowych, bytowych i niech je znajdują, ale na litość boską, nie twórzcie takiej protezy. Oczywiście główne pytania, które tu już padały i wypada je powtórzyć, brzmią: Ile to będzie kosztowało? Jaka będzie procedura konkursowa?

A kardynalne pytanie brzmi w ogóle: Po co? Tu się rozpalił w tym wzmożeniu, które się wszystkim państwu udzieliło: i lewicy z lewej, i lewicy z prawej, pan poseł minister i powiedział kilkukrotnie, że poczuwa się do obowiązku wobec obywateli innego państwa– rozpoczął Braun.

Tak, niech pan to prześledzi. Pan się dziwi, pan nie wie, co pan mówi – niech pan spojrzy do protokołu. Otóż ja pana wyprowadzam z błędu, który może być błędem o charakterze deliktu przestępczego. Pan nie ma innych obowiązków poza tymi, które konstytucja na pana nakłada, i my tu, w tej Wysokiej Izbie jesteśmy od tego, żeby owszem, nieba przychylać, ale polskim obywatelom, żeby dbać o Rzeczpospolitą– kontynuował poseł Konfederacji.

Jest połowa maja. Wkrótce będzie 3,5 mln przybyszów, uchodźców, którzy z różnych przyczyn opuścili miejsca swojego dotychczasowego zamieszkania. Za marzec, za pierwszy miesiąc mieliśmy takie dane, że ilość czy udział procentowy tych, którzy garną się do pracy – jak to mój czcigodny kolega tutaj hurraoptymistycznie przed chwilą zdiagnozował – chcą pracować, wynosił 1%, nieprawdaż?

Jak jest w kwietniu, jak jest w maju? Chciałbym wierzyć, że jest lepiej, ale z tego, że konstruujecie tę apkę państwową reżimową do tego, żeby kojarzyć przedsiębiorców z szukającymi pracy, wnioskuję, że pewnie nie jest wesoło. No więc co, za chwilę roboty jakieś publiczne zaprojektujecie dla tych, których złapiecie do tego systemu? To oczywiście jest jeden wielki absurd, absurd na absurdzie i absurdem pogania – przedstawiał swój punkt widzenia.

Konfederacja nie popierała poprzednich projektów i nie będzie popierać tego, ani żadnego kolejnego projektu ustawy z cyklu Ukrainiec+++ 2.0 turbo+. Nie będziemy popierać tych projektów nie dlatego, żebyśmy źle życzyli ludziom w potrzebie, ale dlatego, że nie należy to do kompetencji waszej, szanowni panowie ministrowie, panie, panowie posłowie. Nie tym mamy się tutaj zajmować. Mamy się zajmować tym, żeby owszem, pracodawcy mogli oferować miejsca pracy, ale ten system teleinformatyczny nie jest rozwiązaniem tego problemu – podsumował Grzegorz Braun.

[VIDEO] -w oryginale. md

Między Scyllą a Charybdą. „Manifest z Ventotene” ich ewangelią.

Izabela Brodacka 20 maj 2022

Jesteśmy w podwójnym zagrożeniu. Pomiędzy – nie waham się tak powiedzieć – idiotycznymi jagiellońskimi mrzonkami Giedroycia powielanymi od lat przez polskich publicystów i  polityków, a nowym stugłowym potworem jakim staje się Unia Europejska, która nie ukrywa, że ma zamiar wziąć nas głodem i pożreć czyli zamienić w nic nie znaczący land tworzącej się właśnie IV Rzeszy.

Starszy pan z Maisons-Laffitte twierdził, że kiedy nie ma armat i pieniędzy, w cenie pozostaje przyjaźń, choćby  trudna. Trudna przyjaźń oznaczała dla niego  przede  wszystkim powszechną amnezję. Jak powiada Wyspiański  w Weselu: Myśmy wszystko zapomnieli; mego dziadka piłą rżnęli…Myśmy wszystko zapomnieli. Mego ojca gdzieś zadźgali, gdzieś zatłukli, popychali: kijkami, motykami krwawiącego przez lód gnali…Myśmy wszystko zapomnieli: o tych mękach, nędzach, brudzie; stroimy się w pawie pióra”.

Starszy pan, czyli  jak go nazywano Książę lubił się -mówiąc Wyspiańskim-  „narodowo bałamucić” czyli spoufalać z przedstawicielami innych klas społecznych a nawet nacji, zastępując arystokratyzm urodzenia arystokratyzmem ducha. Wątpię jednak czy według Giedroycia mieliśmy się posunąć aż do służenia sąsiednim nacjom jak to raczył sformułować niedawno pewien przedstawiciel  rządów dobrej zmiany czy wystarczyłyby pojednawcze gesty i wspieranie sąsiadów w ich konfliktach z Rosją.

W tle widać było wyraźnie mocarstwowe mrzonki postarzałego arystokraty z nieodłącznym fularem na szyi , oraz jego przyzwyczajenie do paternalistycznego traktowania sąsiednich krajów postrzegane niekiedy przez ich mieszkańców jako forma neokolonializmu. Jak sądzę Giedroyć marzył o dołączeniu Ukrainy, Litwy i Białorusi do Rzeczpospolitej i o odzyskaniu w ten sposób  Wilna i  Lwowa  a nie o dołączeniu Polski do Ukrainy jak to expressis verbis zaproponował prezydent Duda przemawiając podczas obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja.

Myślę, że większość Polaków nie chciałaby zniesienia granic –  zarówno pomiędzy Polską a Ukrainą jak pomiędzy Polską i  krajami europejskimi, a w każdym razie nie życzyłaby sobie podlegania obcemu rządowi. Ukraińcy też walczą obecnie o niepodległą Ukrainę, o samostanowienie i nie sadzę że chcieliby podlegać rządowi polskiemu.  Co najwyżej moglibyśmy mieć wspólne rządy ale czy naprawdę tego chcemy ? 

O wiele groźniejsze niż jagiellońskie mrzonki  naszych polityków są federalne plany UE.

Tydzień temu wiceprzewodniczący „Konferencji o Przyszłości Europy” Guy Verhofstadt jawnym tekstem ogłosił, że Konferencja „zatwierdziła radykalną przebudowę Unii Europejskiej: koniec jednomyślności, zniesienie prawa veta, unijna armia, ponadnarodowe listy wyborcze i wiele więcej”.

Choć należący do parlamentarnej „Grupy Spinellego” Verhofstadt mówi, że jest zwolennikiem stworzenia „Stanów Zjednoczonych Europy” to przyjęta wizja wspólnoty bardziej przypomina  Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich (przepraszam Europejskichw którym państwa wchodzące w skład federacji będą bezsilne wobec szkodliwych dla nich decyzji unijnej większości.

Oznacza to złamanie europejskich traktatów, które mówiły przecież o unii suwerennych państw narodowych. Dyktat unijnej większości byłby katastrofalny dla Polski nie tylko  w sprawach gospodarczych czy geopolitycznych, lecz w kwestiach obyczajowych i moralnych. Urzędnicy i politycy w Brukseli błyskawicznie rozpoczęli realizację przyjętych przez Konferencję założeń. 3 maja Parlament Europejski przyjął projekt utworzenia ogólnoeuropejskiego okręgu wyborczego, funkcjonującego równolegle do okręgów krajowych. 

Zaproponowano również wprowadzenie instytucji ogólnoeuropejskiego referendum, które mogłoby zdecydować o formalizacji związków jednopłciowych czy aborcji „na życzenie” również i w naszym kraju.  Utworzenie nowej unijnej armii oznaczałoby, że nasi żołnierze będą podlegać obcemu dowództwu.  

Unijną „Konferencję o Przyszłości Europy” zainaugurowano 9 maja 2021 roku w rocznicę wygłoszenia przez Roberta Schumana deklaracji stojącej u podstaw integracji Europy jako unii suwerennych narodów. Jednak celem„Konferencji” nie jest bynajmniej realizacja wizji Schumana lecz projektu marksistowskiego ideologa Altiero Spinellego, likwidacji państw narodowych  nawet wbrew woli Europejczyków.

Prace Konferencji podzielono na cztery panele, w ramach których wypowiadali się rzekomo „niezależni eksperci” wybrani przez brukselskich urzędników.  Urzędnicy zbierają i opracowują również pomysły i propozycje obywateli krajów UE a kieruje nimi wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová, niezbyt życzliwa dla Polski i Węgier.

W zaleceniach Konferencji  znalazł się postulat rozszerzenia mechanizmu warunkowości wypłat funduszy UE w sytuacji każdego naruszenia praworządności i nieprzestrzegania bliżej nieokreślonych „wartości unijnych” oraz przyznania UE kompetencji w zakresie ochrony zdrowia, co jest eufemistyczną nazwą wprowadzenia aborcji i eutanazji. oraz rezygnacja z jednomyślności i prawa weta, które były ratunkiem mniejszych krajów przed terrorem unijnych gigantów. 

Większość postulatów jest jak zwykle sformułowana w sposób niejednoznaczny, co umożliwia ich dowolną  interpretację. 

Jak to w swoim expose jawnie ogłosił nowy kanclerz Niemiec Olaf Scholz  Niemcy będą dążyć do budowy scentralizowanego superpaństwa europejskiego opartego na zasadach „Manifestu z Ventotene”.

Manifest „Europa Wolna i Zjednoczona” powstał jak wiadomo podczas II wojny światowej na włoskiej wyspie Ventotene. Jego autorzy, komunista Altiero Spinelli i lewicowy radykał Ernesto Rossi twierdzili, że   likwidacja państw narodowych przeprowadzona niezależnie od woli Europejczyków rozwiąże  problemy wojen i totalitaryzmów. Ich postulaty polityczne to federalizacja Europy i utworzenie europejskich sił zbrojnych. 

Odyseuszowi szczęśliwie udało się przepłynąć między Scyllą a Charybdą. Czy kiedykolwiek uda się oczyszczenie tej stajni Augiasza jaką stała się współczesna Europa?

Czy  rzeka Wisła  mogłaby odegrać rolę rzeki Alfios? Czy znajdzie się jakiś Herkules?

O rządzie: Hańba biurokratom, którzy się prezentują jako zaprzańcy i pomyleńcy.

Braun OSTRO: „W najlepszym wypadku pomyleńcy”.

https://nczas.com/2022/05/21/braun-ostro-o-rzadzie-w-najlepszym-wypadku-pomylency-video/ 21. V. 2022

W rozmowie, która ukazała się na kanale Punkt Widzenia TV, poseł Konfederacji Grzegorz Braun odniósł się do rozdawnictwa, jakie rząd kieruje tym razem do Ukraińców w Polsce.
Jak podkreślał polityk, odbywa się to na koszt polskich podatników, a dodatkowo może generować konflikty społeczne. Dlatego właśnie Konfederacja się temu sprzeciwia.

Braun podkreślił, że „rozdawnictwo, dodruk pieniądza, ukryty – nie tak znowu już głęboko – podatek inflacyjny, stąd się rodzący to jest specjalność tego rządu, tej władzy”.

– Oni po prostu inaczej nie potrafią. A tu specjalna gratka się nadarzyła: można jeszcze szerzej rozsypywać pieniądze z helikoptera. Już wprawdzie wywiało tę panią minister (Emilewicz – przyp. red.), która o tym mówiła, ale praktyka pozostaje – pod pretekstem dobrym na wszystko – wojny ukraińsko-rosyjskiej – wskazał.

W ocenie posła Konfederacji „to jest operacja prowadzona pełną parą, z pełną bezkompromisowością przez rząd Morawieckiego, Kaczyńskiego et consortes, operacja przesiedlenia osadnictwa ukraińskiego w Rzeczpospolitej Polskiej”.

– Przecież zanim jeszcze ta wojna została rozpętana mogliśmy mówić zasadnie o może dwóch, może nawet okresowo więcej, milionach przybyszów, chwała Bogu w większości pracowitych, no ale teraz do tego dochodzą następne. W tych dniach, tygodniach to będzie 3,5 mln tzw. uchodźców wojennych z Ukrainy, więc niezależnie od ich motywacji, niezależnie od ich sytuacji (…) państwo polskie po prostu nie jest od rozwiązywania wszystkich problemów tego świata. Państwo polskie nie jest od tego, żeby wszystkie biedy i utrapienia tego świata leczyło, zwłaszcza na koszt polskiego podatnika – zaznaczył Braun.

Polityk odniósł się do owego rozdawnictwa, zwanego potocznie „Ukrainiec +”. – Ponieważ właśnie program „Ukrainiec +” przybrał już kształt kolejnych ustaw i ustaw o zmianie tych ustaw, ponieważ właśnie ponad pół miliona ukraińskich dzieci jest już objętych programem 500+, a przecież to nie jest ani pierwsze ani ostatnie słowo tego rządu, tej władzy w rozdawnictwie, pod różnymi miłymi, sentymentalnymi pretekstami, no to zgłaszamy weto. Zgłaszamy weto, ponieważ nie zgadzamy się na to, żeby Polacy, obywatele polscy, którzy wielopokoleniowo byli przymuszani do partycypacji w tym systemie, w tej piramidzie finansowej ZUS itd., żeby teraz byli obciążani kosztami tej transformacji – oświadczył.

Zdaniem Brauna owa transformacja „mając najpierw charakter ludnościowy, natychmiast generuje zmiany socjalne, społeczne, generuje także konflikty społeczne”.

– A potem będzie transformacja polityczna, nie daj Bóg geopolityczna, sądząc po tym, co wygaduje prezydent belwederski Duda o zniesieniu granicy między Polską a Ukrainą. Jakiekolwiek przypisać temu sensy i motywacje, po prostu to jest niebezpieczne – ocenił.

Braun zaznaczył też, że Konfederacja się temu sprzeciwia, także „dla dobra samych Ukraińców”. Jak mówił, „nie chcemy żeby ktoś im tutaj w Polsce czegoś zazdrościł i żeby ktoś im miał za złe”.

– My nie chcemy tych konfliktów społecznych i dlatego sprzeciwiamy się angażowaniu Rzeczypospolitej Polskiej, państwa polskiego, w te projekty o charakterze transformacji naszego państwa w jakiś zupełnie inny organizm. Ani Konstytucja nie nakazuje, ani – uwaga – nie uprawnia rządu Rzeczypospolitej Polskiej do tego, żeby spieszył z rozdawnictwem względem wszystkich adresatów, biorców, którzy tylko się nadarzą, ani też katolicka hierarchia, tradycyjnie pojmowana hierarchia obowiązków stanu, porządek miłosierdzia, tego nie podpowiada – wskazał.

Porządek miłosierdzia jest taki, że trzeba się najpierw zatroszczyć o, oczywiście zbawienie własnej duszy, ale tu w świecie doczesnym o swoich, swoje obejście, swoich bliskich, swoich pobratymców, a co dalej, no to wedle tego, co każdy może. Ale indywidualnie, bez przymusu państwowego. Więc wzniosę jeszcze raz hasło: „Chwała wolontariuszom!”, ale hańba tym biurokratom, którzy także i w tej dziedzinie nam się prezentują jako zaprzańcy i pomyleńcy, w najlepszym wypadku pomyleńcy – podsumował Grzegorz Braun.

[VIDEO – w oryginale md]

GDZIE RZYM, GDZIE KRYM, GDZIE KARCZMY BABIŃSKIE?

  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl 2022-05-20

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/gdzie-rzym-gdzie-krym-gdzie-karczmy-babinskie,p117584191

Konferencja jałtańska przeszła do historii, jako symbol zdrady zachodnich sojuszników wobec Polski. Podczas tygodniowych (4 – 11 lutego 1945) obrad w pałacu cesarskim w Liwadii, niedaleko Jałty na Krymie, tak zwana wielka trójka, czyli Stalin, Roosevelt i Churchill, ustalili zasady mające obowiązywać po zakończeniu II Wojny Światowej. Polska utraciła wówczas, tak zwane Kresy Wschodnie, czyli obecne tereny Litwy, Białorusi i Ukrainy, na rzecz Związku Sowieckiego i odzyskała Ziemie Zachodnie. Postanowiono o utworzeniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej i uznano zgodność działań NKWD z konwencją o prowadzeniu wojny na lądzie.

Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie w Londynie, już 13 lutego wydał oświadczenie, w którym potępiając owe postanowienia, mówił, m.in., że „decyzje Konferencji Trzech zostały przygotowane i powzięte nie tylko bez udziału i upoważnienia Rządu Polskiego, ale i bez jego wiedzy. Metoda ta w stosunku do Polski jest nie tylko zaprzeczeniem elementarnych zasad, które obowiązują sojuszników, ale stanowi niewątpliwe naruszenie litery i ducha Karty Atlantyckiej oraz prawa każdego do występowania w obronie własnych interesów. Z tego powodu decyzje Konferencji Trzech nie mogą być uznane przez Rząd Polski i nie mogą obowiązywać Narodu Polskiego. Oderwanie od Polski wschodniej połowy jej terytoriumprzez narzucenie tzw. linii Curzona jako granicy polsko-sowieckiej Naród Polski przyjmie jako nowy rozbiór Polski, tym razem dokonany przez sojuszników Polski”.

Myślę, że warto, byśmy nie zapominali tych słów choć, jak pokazała historia, był to już tylko pusty gest, nacechowany polityczną naiwnością. Brzmi to brutalnie, ale uważam, że premier Arciszewski mógł sobie darować odwoływanie się w tym oświadczeniu do Karty Atlantyckiej, która przecież wyraźnie mówiła, iż określa „

cele polityki Wielkiej Brytanii i USA w okresie II Wojny Światowej i po jej zakończeniu oraz zasady powojennych stosunków międzynarodowych”.

Jej zapisy stanowiły co prawda, że sygnatariusze nie życzą sobie zmian terytorialnych, które nie zgadzałyby się z wolno wypowiedzianymi życzeniami narodów, których te zmiany dotyczą” oraz, że „uznają prawo wszystkich narodów do wyboru formy własnego rządu”, ale opinię społeczną, bo przecież nie własne sumienia, uspokoili na Krymie, przyjmując za dobrą monetę zobowiązanie Stalina do przeprowadzenia w naszym kraju „wolnych, nieskrępowanych wyborów na zasadzie powszechnego głosowania”.

Z efektu tych wyborów nie możemy się podźwignąć do dziś. Porozumienie zawarli na tym samym Krymie, od którego rozpoczęło się tlić kilka lat temu zarzewie wojny kolejnej. Wtedy, w 1945, podjęli  również decyzję o wspólnym udziale, w późniejszej o dwa miesiące, konferencji założycielskiej ONZ. Wszystko wskazuje na to, że po III wojnie światowej, przyszli sygnatariusze traktatu pokojowego, umówią się na udział w konferencji założycielskiej nowego, światowego rządu.

Roosevelt, w drodze powrotnej z Krymu, 14 lutego, spotkał się na pokładzie krążownika USS Quincy (CA-71), stojącego w bezpiecznym Kanale Sueskim, z królem Abdul Azizem Ibn Saudem, założycielem Królestwa Arabii Saudyjskiej. Rozmawiali, między innymi, o żydowskim osadnictwie w Palestynie, przy czym Roosevelt próbował uzyskać poparcie króla dla utworzenia tam żydowskiej ojczyzny, na co król zareagował kategoryczną odmową. Dyskutowano także o niepodległości Syrii i Libanu, ale przede wszystkim skupiono się na przyszłości dynastii saudyjskiej w oparciu o arabską ropę naftową. Efektem tych rozmów był tak zwany Pakt Quincy, który miał gwarantować monarchii saudyjskiej – amerykańską ochronę wojskową, właśnie w zamian za dostęp do ropy. Pakt określał, że „stabilność Arabii Saudyjskiej jest częścią ‘żywotnych interesów’ Stanów Zjednoczonych, które w zamian zapewniają bezwarunkową ochronę rodzinie Saudów i Królestwu, przed wszelkimi, możliwymi zagrożeniami zewnętrznymi”. 

Ustalono, że przywództwo Arabii Saudyjskiej w tym regionie leży również w interesie amerykańskim.  Powołany do życia jeszcze w r. 1933, koncern Aramco (Arabian-American Oil Company), w ramach którego zezwolenie na poszukiwanie i eksploatację zasobów saudyjskich uzyskał Standard Oil of California (SoCal), dzisiejszy Chevron, a później dołączono doń Texas Oil Company (Texaco), Standard Oil of New Jersey (Esso) i Standard Oil of New York (Socony), uzyskał monopol na eksploatację pól naftowych na okres 60 lat. USA zgodzić się miały, w ramach paktu, na nieingerowanie w wewnętrzną politykę Saudów. Warto nadmienić, że ropa miała służyć głównie amerykańskim siłom zbrojnym.

Oczywiście, zgodnie z amerykańskim rytuałem politycznym, obietnice Roosevelta dotyczące Palestyny, złamał już jego następca, czyli Truman, który dał tym samym zielone światło dla budowy państwa Izrael. Jednak wydobycie ropy szło przez kolejne lata, zgodnie z umową, a koncern jest światowym liderem w jej produkcji. Współpraca przebiegała przez wszystkie te lata poprawnie, z małymi  zgrzytami, kiedy USA nie weszły do Syrii w r. 2010 i w 2013, kiedy nastąpiło zbliżenie amerykańsko-irańskie.

Ale, jak wiemy, już w r. 2011, w Syrii wybuchła „wojna domowa”, a w 2020 Amerykanie zlikwidowali [zamordowali] irańskiego generała Solejmaniego, rujnując wzajemne relacje, więc sytuacja między naftowymi partnerami zdawała się pozostawać niezakłócona. 

Arabia Saudyjska, wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, pod wpływem usilnych starań Pentagonu, toczy od dłuższego czasu wojnę z Jemenem, wspierana dostawami amerykańskiej broni, w tym samolotów i dronów. Jednym z głównych założeń USA, było niedopuszczenie, by cieśnina Bab-al-Mandab (pomiędzy Jemenem, Dżibuti i Erytreą), łącząca Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim, dostała się pod wpływy irańskie. Jest to bowiem istotny punkt żeglugowy na trasie Europa-Daleki Wschód.

Nawiasem mówiąc, Tarek Bin Laden, brat Osamy, właściciel firmy Middle East Development, planował przerzucić nad cieśniną najdłuższy na świecie most, a po stronie Dżibuti grupa Saudi Binladen miała budować miasto Noor, mające być pierwszym z projektowanych, tak zwanych setek „miast światła”.

Ale, w związku z realizacją Nowego Ładu, następca prezydenta Trumpa znowu, zgodnie z tradycją amerykańskiej polityki resetów wcześniejszych umów, postanowił powywracać figury na szachownicy i oskarżył saudyjskiego księcia Muhammada Bin Salmana o morderstwo dziennikarza Dżamala Chaszukdżi (bratanka wielokrotnie przeze mnie opisywanego międzynarodowego handlarza bronią, Adnana), a Arabię Saudyjską nazwał wyrzutkiem.

Równocześnie, Joe Biden wznowił rozmowy z Iranem, wstrzymał sprzedaż broni dla Saudyjczyków i usunął bojowników jemeńskich z amerykańskiej listy organizacji terrorystycznych. Pod koniec kwietnia, desygnował na stanowisko ambasadora w Arabii Saudyjskiej, Michaela Ratney, – co monarchia odebrała, jako dowód braku woli współpracy ze strony Waszyngtonu twierdząc, że Ratney, jako urzędnik cywilny nie spełnia oczekiwań w zakresie umowy o ochronie wojskowej wynikającej z Paktu Quincy, a co za tym idzie, wzbudza obawy dotyczące dalszej kooperacji w zakresie produkcji ropy naftowej. Jakby tego było mało, na początku maja, na polecenie Bidena, FBI upubliczniła dokumenty wskazujące na przekazywanie „porywaczom samolotów” 9/11 pieniędzy w czasie, kiedy przebywali na terenie USA, przez obywatela Arabii Saudyjskiej, Omara al-Bayoumi, powiązanego z saudyjskim wywiadem. Dokumenty, o których wspominałem już w którejś ze swoich książek, nie są niczym nowym i ten wątek pojawiał się znacznie wcześniej, ale obecnie robi się z tego niesamowitą sensację, podpierając te zarzuty kartką papieru, pozyskaną w trakcie przeszukania rzeczy Bayoumi’ego przez wywiad brytyjski (!), na której widoczne są wyliczenia dotyczące „wysokości samolotu dla osiągnięcia celu”.

Są one, moim skromnym zdaniem człowieka związanego z lotnictwem, równie poważne, jak odnaleziony u stóp WTC, nietknięty paszport jednego z porywaczy.

Dla równowagi, odcinając się od działań prezydenta, Sekretarz Skarbu, Janet Yellen, podkreśliła ostatnio znaczenie dwustronnych stosunków amerykańsko-saudyjskich. Obserwując szopkę dla naiwnych, wokół saudyjskiego wątku 9/11 i słuchając diametralnie  różnych wypowiedzi amerykańskich urzędników, a także mając na uwadze fakt, że Ratney pełnił do niedawna funkcję Konsula Generalnego USA w Jerozolimie, a szczególnie czytając wypowiedź byłego szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej, Turki al-Faisala, według której „jego kraj czuje się opuszczony przez amerykańskiego sojusznika”, możemy spodziewać się niezwykle ciekawych zwrotów akcji w rejonie arabskim.

Tym bardziej, że Senat USA zagłosował właśnie za poparciem ustawy NOPEC (No Oil Producing and Exporting Cartels Act) czyli wymierzoną w Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), a jeśli Biden ją podpisze, to uderzy ona w sektor naftowy i gazowy na całym świecie.

W marcu tego roku, Arabia Saudyjska oświadczyła, że będzie sprzedawała swoją ropę w chińskich juanach, Rosja zrobiła podobny ruch ze swoim rublem, a następnie powiązała swą walutę ze złotem, co zamierzają zrobić również Chiny. Widmo diabelskie na dnie kielicha rośnie coraz szybciej.

Felieton ukazał się pierwotnie w 20 numerze Warszawskiej Gazety

Ingusz – Polak dwa bratanki

[z bardzo dobrej książki Wojciecha Zajączkowskiego „Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Euroazji.”. Dla zainteresowanych obecną sytuacją w Azjopie (niektórzy tak nazywają Eurazję) – książka niezbędna. Ja kupiłem za 26 zł. MD]

Malsagowowie ród inguski, którego gniazdem rodowym była wybudowana w XV wieku twierdza Targim, położona w Górnej lnguszetii (dziś formalnie na terytorium Czeczenii). W 1815 roku Aleksander l nadał rodowi Malsagowych szlechectwo. Jego przedstawiciele zajmowali się głównie rzemiosłem wojennym, osiągając nawet stopnie generalskie (Gajty Malsagow i Safarbek Malsagow, który dowodził elitarnym Dagestańskim Pułkiem Konnym: w 1944 roku zmarł w Warszawie). W ZSRR Malsagowowie zajmowali się również działalnością naukową (m.in. Zaurbek Malsagow był twórcą pierwszej gazety inguskiej – „Serdało” – oraz autorem Gramatyki języka inguskiego), choć nie wyrzekli się kariery wojennej.

Najbardziej znanym przedstawicielem rodu w szeregach Armii Czerwonej był Achmet Malsagow (zginął w 1942 roku), lotnik samolotu myśliwskiego, któremu Stalin dwukrotnie odmówił przyznania tytułu Bohatera Związku Sowieckiego; dopiero pośmiertnie, w latach dziewięćdziesiątych, otrzymał on tytuł Bohatera Federacji Rosyjskiej.

Do najbardziej skomplikowanych w XX stuleciu należały losy potomków Artagana Malsagowa, który podczas wojny z Turcją w latach 1877-1878 otrzymał za swą waleczność order Św. Anny, otwierający jego dzieciom drogę do korpusu kadetów. Dwaj jego synowie, Sozerko i Orccho, ukończyli woroneski korpus kadetów. Podczas l wojny światowej jeden służył w Inguskim Pułku Kawalerii, drugi został artylerzystą.

Rewolucja podzieliła braci. Orccho stanął po stronie czerwonych i był jednym z dowódców obrony lnguszetii przed Denikinem, za co otrzymał Order Czerwonej Gwiazdy. W późniejszych latach zajął się działalnością kulturalną, zorganizował pierwszy teatr inguski i pierwsze muzeum.

Sozerko opowiedział się po stronie białych i walczył przeciw bolszewikom jako oficer Armii Kaukaskiej. W kwietniu 1923, przyjmując za dobrą monetę amnestię dla białogwardzistów, postanowił się poddać, lecz został aresztowany i skazany na trzy lata obozu koncentracyjnego. Trafił do sławnego więzienia na Wyspach Sołowieckich. W 1925 roku wraz z czterema innymi więźniami udało mu się uciec i przedostać do Finlandii. W tym samym roku wydał w Rydze wspomnienia z pobytu na Sołowkach zatytułowane Piekielna wyspa, pierwsze na Zachodzie bezpośrednie świadectwo więźnia tego obozu, przetłumaczone na angielski i wydane w Londynie.

W drugiej połowie lat dwudziestych został oficerem kontraktowym Wojska Polskiego, służył jako rotmistrz m.in 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich. Wziął udział w kampanii wrześniowej w 1939 roku jako dowódca szwadronu 8. Pułku Strzelców Konnych, walczył na Pomorzu, dostał się do niewoli. Udało mu się zbiec z obozu jenieckiego w Niemczech i przedostać do Polski. Wstąpił w szeregi ZWZ (pseudonim „Kazbek”) i decyzją dowództwa został przerzucony w składzie grupy dywersyjnej do Francji. Po wojnie znalazł się na emigracji w Wielkiej Brytanii, gdzie zmarł w 1976 roku.

Jego rodzina żona i dwie córki została w Inguszetii. W 1944 roku wraz z resztą narodu inguskiego była deportowana do Kazachstanu; na Kaukaz wróciła po 1956. W 1963 roku Madina, młodsza córka Sozerko Malsagowa, nigdy nie widziana przezeń na oczy (przyszła na świat po jego aresztowaniu), odważyła się po raz pierwszy napisać list do ojca. Została za to pozbawiona stanowiska głównego lekarza jednego ze szpitali w Groznym. W latach dziewięćdziesiątych córka Madiny i zarazem wnuczka Sozerko, Mariam Jandyjewa, została przewodniczącym Inguskiego Oddziału Stowarzyszenia „Memoriał”, zajmującego się obroną praw człowieka oraz dokumentowaniem represji komunistycznych.

W 1996 roku roku ród Malsagowych liczył ok. 19300 osób, z czego 7000 mieszkało poza granicami Inguszetii, zarówno w Rosji, jak i w innych krajach.

Polska obroni Szwecję i Finlandię, gołymi rękami, na rowerach bojowych

Przez Matka Kurka – 19 maja 2022 https://www.kontrowersje.net/polska-obroni-szwecje-i-finlandie-golymi-rekami-na-rowerach-bojowych/

Które państwo może zachować się najgłupiej i najbardziej niekorzystnie dla siebie? Na tak generalne pytanie odpowiedź niestety brzmi znajomo, to Polska. Jeśli chodzi o konkretny zakres niemądrego i szkodliwego zachowania, to tym razem rzecz dotyczy przystąpienia Szwecji i Finlandii do NATO. Wiadomo już, że wszystkie kraje, oprócz Turcji, wstępnie zgodziły się na wejście nowych członków do paktu, ale też żaden kraj nie wykazał się takim wychodzeniem przed szereg, jak Polska. Dziś premier Morawiecki ogłosił, że nawet na tym etapie, czyli przed oficjalnym przystąpieniem Szwecji i Finlandii do NATO, Polska stanie w obronie tych państw, jeśli zostaną napadnięte przed Rosję. Gdyby ktoś nie skojarzył w sumie prostych faktów, to przypomnę, że Polska jest członkiem NATO, a pakt ten zawiera słynny artykuł 5, który mówi: „wszyscy za jednego, jeden za wszystkich”.

Z tej perspektywy Morawiecki wyrwał się z czymś, co dotyczy całego NATO i zdecydowanie wychodzi poza artykuł 5, ponieważ to nie Polska zostaje napadnięta, ale sama deklaruje przystąpienie do wojny. Na szczęście wiadomym jest, że ta pusta deklaracja nie ma szans na ewentualną realizację, bo ostatnie ruskie T72 oddaliśmy Ukrainie, razem z darmowymi dostawami paliw. Zostały nam jakieś używane niemieckie „Leopardy” i parę F16 niekoniecznie uzbrojonych. Problem jednak w tym, że polityka, to nie tylko sfera faktów i działań, ale również deklaracji i takie słowa z ust polskiego premiera musiały u pozostałych sojuszników wywołać kilka reakcji jednocześnie. Na pewno wstępną reakcją był śmiech wywołany dość klasyczną sytuacją, w której podlotek bez mlecznych siekaczy sepleni jaki łomot spuści kolegom jego starszy brat. Pośmiać się można, ale po chwili warto się zastanowić, czy to aby na pewno są takie polskie żarty, czy może mamy do czynienia z państwem nieprzewidywalnym. Europejski szef NATO z całą pewnością ciągle czuje każdą kroplę potu, jaka mu płynęła po karku i grzbiecie, gdy usłyszał, że Polska chce startować swoimi Migami i wykonywać loty bojowe nad Ukrainą. W ostatniej chwili powstrzymano tę akcję sprowadzającą się do wypowiedzenia wojny Rosji przez Sojusz Północnoatlantycki, ale za chwilę Kaczyński z Morawiakiem zaczęli obiecywać „misję pokojową NATO”.

Nie lubię szafować wartościami, nie przyklejam sobie do nazwiska patriotyzmu i polskości, co nie znaczy, że patriotą i Polakiem się nie czuję. W całej rozciągłości, szerokości i długości się czuję, ale i z tej pozycji dostrzegam, co się musi dziać w głowach przywódców innych państw i armii, po kolejnych wygłupach polskiego sojusznika. Jedynym ratunkiem w tym wszystkim jest to, że Polska nie robi na Rosji większego wrażenia, ciągle jesteśmy uznawani za brzęczącą muchę nad głowami większych i silniejszych. Paradoksalnie nasza słaba pozycja w NATO jest naszą największą tarczą, ale to przecież bardzo niewielkie pocieszenie. Brakuje mi wyobraźni, aby myśleć o tak dojrzałej polityce zagranicznej w wykonaniu Polski, jaką uprawia Erdogan, czy Orban. W zakresie moich cichych marzeń leży jedynie cud milczenia i nie wychylania się. Istnieje taka stara strategia niezwykle skuteczna i zalecana tym, którzy nie mają czym się pochwalić i tym bardziej nie mają czym postraszyć. Po prostu siedź cicho i nie zwracaj na siebie uwagi, bo jak inni zobaczą twoje połatane portki, to złupią cię do gołej skóry.

Szwecja i Finlandia to dwa kraje, które na forum Unii Europejskiej notorycznie występują przeciw Polsce, dyscyplinując nas „liberalną demokracją” i „praworządnością”. W rewanżu Polska będzie ginąć za potencjalnych członków NATO, zanim te kraje członkami zostaną. Erdoganowi pękają zajady, podobnie zresztą Scholzowi i Bidenowi. Niewytłumaczalne dążenie do wiecznego narażania własnego bezpieczeństwa i to w dodatku w tragikomicznych okolicznościach, to jest tak przykry i przygnębiający widok Polski, że naprawdę płakać się chce. Znów wystarczyło się nie odzywać, żeby się nie ośmieszać i nie pakować w kłopoty, których mamy pod dostatkiem. Najwyraźniej polscy politycy nie potrafią się inaczej zaprezentować, niż w roli błaznów krzyczących, że Polska obroni Szwecję i Finlandię, gołymi rekami, na rowerach bojowych.