Książę-Małżonek gra na zwłokę?

Książę-Małżonek gra na zwłokę?

Stanisław Michalkiewicz  11 lipca 2026 michalkiewicz

Któż nie pamięta filmu Zelig w reżyserii oraz z udziałem Woody Allena? Tytułowy bohater, Zelig, a więc – jegomość z pierwszorzędnymi korzeniami – odznacza się charakterystyczną właściwością. Potrafi mianowicie w jednej chwili dostosować się do otoczenia. I tak, jeśli znajdzie się wśród kobiet w ciąży, to zaraz rośnie mu brzuch, a gdy przypadkiem trafi między Murzynów, to natychmiast ciemnieje mu skóra. Czy tylko tytułowy Zelig miał tę właściwość, czy to jest cecha wszystkich Zeligów – to powinna rozstrzygnąć jakaś ekipa naukowców, na przykład – weterynarzy – bo wygląda na to, iż Zelig nie był wyjątkiem, że ta właściwość jest charakterystyczna dla wszystkich Zeligów.

Starsi ludzie, to to jeszcze samego pamiętają Stalina, z pewnością przypominają sobie, jak to ówcześni Zeligowie nie pozwalali się nikomu wyprzedzić w tak zwanym później „kulcie jednostki”, czyli – uwielbieniu dla Józefa Stalina. Pamiętam czytankę, jak to pewien młodociany Zelig prosił swego resortowego tatełe, by wyciął mu z gazety fotografię Stalina z fajką – no a podczas organizowanych wtedy spędów, Zeligowie wznosili różne okrzyki, między innymi – „a my wszyscy za towarzyszem Stalinem!” Bo trzeba nam wiedzieć, że Zeligowie charakteryzują się też bardzo rozwiniętym instynktem stadnym i stąd to częste: „a my wszyscy”.

Wspominam o tym, bo dopiero po tym wstępie będzie nam łatwiej zrozumieć paryską deklarację pana red. Adama Michnika, który od 1989 roku przewodzi Judenratowi „Gazety Wyborczej”, że „my wszyscy jesteśmy dziś Ukraińcami!”. Takich rzeczy można było się spodziewać od dawna, między innymi po publikacjach naszej Jabłoneczki, czyli Małżonki Księcia-Małżonka Radosława Sikorskiego, że „my wszyscy” powinniśmy być wyrozumiali, kiedy Ukraińcy uprawiają kult Stefana Bandery – bo nie mają innych herojów, więc jest on dla nich niezbywalnym warunkiem klecenia sobie narodowej tożsamości.

No a teraz, w sytuacji, gdy właśnie na tle „herojów” doszło do napięć między Polską a Ukrainą, Zeligowie, z panem red. Adamem Michnikiem na czele, od razu skapowali, jak się w tej sytuacji zachować. Po ogłoszeniu w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, Zeligowie najwyraźniej uznali, że Polska już jest passe, więc w tej sytuacji nie ma co dłużej udawać Polaków, tylko przepoczwarzyć się na Ukraińców.

Polska oczywiście na buńczuczną demonstrację prezydenta Zełeńskiego zareagowała bardzo miękko i tylko w sferze działań pozornych, bo pan prezydent Nawrocki ogłaszając decyzję o odebraniu orderu, jednocześnie zapowiedział, że nasz nieszczęśliwy kraj po staremu będzie Ukrainę futrował i wspierał, gdzie tylko będzie mógł. Nic mu to nie pomogło, bo prezydent Zełeński, odsyłając order pocztą, opatrzył to szyderczym komentarzem, że skoro Lachom nie przeszkadza, iż order ten posiada Katarzyna II, to on nie będzie w te sprawy wchodził. Była to, niestety trafna, aluzja do polskiego lizusostwa, boć przecież zarówno prezydent Zełeński, jak i pozostali ukraińscy prezydenci: Kuczma, Juszczenko i Poroszenko, którzy swoje ordery też odesłali, dostali je z tych samych powodów, co Katarzyna II. Na obronę pana prezydenta Nawrockiego podniosę, że poza odebraniem orderu, nic innego zrobić nie mógł, bo w innych sprawach nie ma konstytucyjnych uprawnień. Tymczasem obywatel Tusk Donald prędzej by chyba splamił mundur, niż ośmielił się zrobić przykrość strategicznemu partnerowi Rzeszy Niemieckiej.

Ponieważ jednak mleko się rozlało, to znaczy – informacja o wołyńskim ludobójstwie trafiła na pierwsze strony gazet – strategiczny partner Rzeszy Niemieckiej, być może wysłuchawszy jej sugestii, postanowił uczynić pozór gestu, by stworzyć vaginetowi obywatela Tuska Donalda szansę na przełknięcie nie tylko Stefana Bandery, ale i innych herojów kijowskiego Panteonu. Prezydent Zełeński powiedział wszak, że „nikt” nie będzie Ukraińcom mówił, jakich herojów mają czcić, a jakich nie. O tym zadecydują sami, w myśl zasady, żeby każdy miał to, co najbardziej lubi. Na przykład jedni lubią szampana, a inni – jak im nogi śmierdzą.

W związku z tym do Warszawy przyjechał ukraiński minister spraw zagranicznych, pan Sybiha, który – mówiąc nawiasem – też odesłał swój order, tylko oczywiście niższej rangi, niż ten przydzielony prezydentowi Zełeńskiemu – „Krzyża Zbolałego”, czy jakoś tak – żeby odpowiednio urobić Księcia-Małżonka. Książę-Małżonek bowiem pięknie wiąże krawaty, no i musi mieć jakieś inne zalety, bo w przeciwnym razie nie zostałby Księciem-Małżonkiem – ale na odcinku dyplomacji radzi sobie trochę gorzej – jak przystało na dyplomatołka. Reagując na szyderstwo prezydenta Zełeńskiego napisał na Twitterze, że może by lotnisko w Jasionce nazwać imieniem „ofiar UPA” – ale chyba wiedział, że to niemożliwe, bo ono ma już imię „Rodziny Ulmów”, co to dała się Niemcom zamordować, żeby dogodzić Żydom.

Tedy, słusznie uważając, że Książę-Małżonek może być najsłabszym ogniwem w vaginecie obywatela Tuska, bo nawet minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz buńczucznie oświadczył, że Ukraina z Banderą do Unii Europejskiej nie wejdzie, minister Sibiha wziął go w obroty i trzymał podobnież w obrotach całe półtorej godziny. Po tym czasie minister Sibiha opuścił MSZ, nie udzielając żadnych informacji dziennikarzom. Było to podobno uzgodnione z Księciem-Małżonkiem, a skoro tak, to jestem prawie pewien, że Książę-Małżonek zwrócił się do swego ukraińskiego gościa z taką pokorną prośbą – żeby polska opinia publiczna jak najdłużej nie wiedziała, na co Książę-Małżonek w imieniu naszego nieszczęśliwego kraju się zgodził.

Oto zanim jeszcze minister Sibiha odwiedził Warszawę, pojawiły się na mieście fałszywe pogłoski, że w Kijowie postanowili zakpić sobie z Polski w taki sposób, by w zamian za umieszczenie we wspomnianym Panteonie generała Marka Bezruczki, który z ramienia URL walczył po stronie polskiej w wojnie polsko-bolszewickiej, Polacy przełknęli Stefana Banderę, Romana Szuchewycza, który w 1943 roku wydał rozkaz przeprowadzenia eksterminacji Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, no i innych herojów drobniejszego płazu. Czyż nie z tego powodu Książę-Małżonek pragnąłby jak najdłużej utrzymać te wszystkie ustalenia w tajemnicy przed polską opinią publiczną? To być może, bo w ten sposób zyska na czasie, aż pan red. Michnik uruchomi swój Propaganda Abteilung z panem red. Terlikowskim jednej strony, J.Em. Grzegorz kardynał Ryś uruchomi swój Propaganda Abteilung z drugiej strony, a Wielce Czcigodny Paweł Kowal uruchomi swój Propaganda Abteilung z trzeciej strony.

Kiedy Polacy znajdą się pod takim skoncentrowanym ostrzałem ze wszystkich stron, to przestaną się Ukraińcom sprzeciwiać, podobnie jak nie stawili zbrojnego oporu podczas „wołynki” w roku 1943, co umożliwiło stworzenie faktów dokonanych, obejmowanych dzisiaj „dobrą pamięcią” przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu.

Stanisław Michalkiewicz

Cień Domostawy. Dzieło, które krzyczy o niewygodną prawdę

Cień Domostawy. Dzieło, które krzyczy o niewygodną prawdę

11 lipca 2026 Andrzej Solak pch/cien-domostawy-dzielo-ktore-krzyczy-o-niewygodna-prawde

forum-0904050664.jpg
Fot. Daniel Mróz / Forum

Pomnik „wołyński” w Domostawie stanowi nie tylko upamiętnienie ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich szowinistów na ludności polskich województw wschodnich. Monument, nieoczekiwanie dla twórcy i fundatorów, stał się zarazem świadectwem hańby środowisk pretendujących do miana politycznych i medialnych elit III RP.

Obrazy i słowa

To dzieło krzyczy o prawdę, która do dziś pozostaje niewygodna.

Olbrzymi orzeł, ogarnięty płomieniami, z krzyżem na piersi. A w krzyż wpisane maleńkie dziecko, nadziane na tryzub. U podstawy pomnika inne maluchy wraz z matką i ojcem, całą rodziną kroczące w ogniu i próbujące osłonić się krucyfiksem. Zaś na rewersie nabite na płot dziecięce głowy, także w płomieniach. Przerażająca kompozycja utrwala pamięć o przerażających czasach. Dlaczego właśnie tak?

Powiadają, że obraz ma moc tysiąca słów. A właśnie w kwestii Wołynia przeciwko słowom prawdy prowadzi się w Polsce wojnę, od wielu lat. Określenia takie jak: „zbrodnia”, „rzeź”, „ludobójstwo” zostały uznane za „niepotrzebnie jątrzące”. Pokochano za to eufemizmy: „tragedia na Wołyniu”, „tragiczne wydarzenia”, „trudna przeszłość”… Dawnych „bandytów z UPA” i „ukraińskich rezunów” zastąpili: „bojownicy UPA”, „żołnierze UPA”, „uczestnicy walk o niepodległość Ukrainy”, „antysowiecki ruch oporu na Ukrainie”… Samozwańczy arbitrzy elegancji nakazali nam milczeć, szantażując insynuacjami o „uleganiu rosyjskiej narracji”. I trzeba to powiedzieć otwarcie – wielu ich posłuchało.

Rzeźbiarz Andrzej Pityński uderzył więc obrazem. Pokazał zbrodnię bez niedomówień, w całej jej potwornej grozie. Nie zostawił miejsca na żadne „dialogowanie” ze spadkobiercami morderców; na żadne nowomodne „wyważanie ocen”, w stylu: „pięć minut dla ofiar – pięć minut dla rezunów”. Bo co można powiedzieć o „bojownikach”, którzy nadziewają dzieci na widły?  Jak człowiek normalny MUSI ocenić „bohaterów walk o niepodległość”, co odrąbują dzieciom głowy?

Z Golgoty na Wołyń

Spór o pomnik Andrzeja Pityńskiego przypominał dawne, równie zajadłe dyskusje przy okazji projekcji filmu „Pasja” Mela Gibsona.

Toż wtedy także obrodziło nam w kwękających estetów, narzekających na „krwawe mięso” i „epatowanie okrucieństwem”. Najwyraźniej byli oni zdania, że obraz tortur, biczowania, koronowania cierniem, wreszcie wbijania gwoździ w ludzkie ciało winien być przepełniony anielską słodyczą.

Oburzały się wtedy wcale nie tylko środowiska lewicowe, zawsze okazujące zdumiewające zainteresowanie wewnętrznymi sprawami Kościoła; cierpiące na jakoweś natręctwo wydawania pouczeń chrześcijanom, w co powinni wierzyć i jak uzewnętrzniać swe uczucia. Jeszcze bardziej zaskakiwały ostentacyjne wyrazy absmaku ze strony deklaratywnych, progresywnych katolików, przywykłych do „dialogowania” i układnego pustosłowia, na co dzień przytulających się do pluszowego krzyża.

Chropawa, drapieżna narracja Gibsona zburzyła dobre samopoczucie wielu. Reżyser ośmielił się ukazać, że Ofiara na Krzyżu to nie była rzecz słodka i miła; to nie były uprzejme, niezobowiązujące, „braterskie” uśmiechy i uściski dłoni. Gibson przypomniał, że Ofiara zaczęła się od przerażenia w Ogrojcu. Od zwyczajnego, ludzkiego lęku Boga przed męką, przed samotną śmiercią wśród nienawistnych tłumów. Oraz że tamto dławiące uczucie niepokoju zostało przełamane – poczuciem obowiązku i prawdziwą Miłością, mocno różniącą się od „miłości” obecnie lansowanej. Dlatego potem był pot, i krew, i ból, prawdziwe morze bólu. Reżyser pokazał to bez niedomówień. Andrzej Pityński poszedł tą samą drogą.

Znak sprzeciwu

O pomniku w Domostawie mówi się, że głęboko podzielił nasz naród.

To akurat prawda. Spory toczące się wokół monumentu pokazały, kto jest u nas prawdziwym patriotą, zwyczajnie wiernym prawdzie, nieoglądającym się na państwowe granty ani na „sojusze”. Kto nie potrzebuje łaskawego przyzwolenia ministra ani partyjnego prezesa na złożenie hołdu zamordowanym. Spory ujawniły także, kto wyprzedał za drobne honor i poczucie przyzwoitości, łasząc się do obcych, pomagając im zabijać pamięć o ofiarach. Pomnik oddzielił ziarno od plew.

Powstanie i instalacja monumentu były pracą oddolną. Pomnik wykonał Andrzej Pityński na zamówienie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, z siedzibą w Nowym Jorku. Rzecz sfinansowała Polonia oraz krajowi darczyńcy. Fundatorzy wyłożyli kilkaset tysięcy dolarów, pokrywając koszt produkcji, jak i zamierzonej instalacji. Rzeźbę odlano w brązie już w roku 2018.

W sprawę zaangażowało się mnóstwo prawych osób. Ale nagle pojawił się problem! W Polsce, rządzonej wtedy przez ponoć „patriotyczny” PiS, władze stanęły okoniem. Tubylczy „słudzy narodu ukraińskiego” za wszelką cenę chcieli uniknąć nazwania zbrodni po imieniu. Władze poszczególnych miast, jedne po drugich, zaczęły odmawiać zgody na postawienie pomnika. Na tej liście hańby znalazły się: Jelenia Góra, Rzeszów, Toruń, Stalowa Wola…

W końcu jednak, obok wystraszonych samorządowców, objawił się człowiek odważny: pan Zbigniew Walczak, wójt podkarpackiej gminy Jarocin. Na jego decyzji zaważyła prawdziwa wspólnota bólu – podczas II wojny światowej okolice Jarocina krwawo pacyfikował okupant niemiecki przy współudziale ukraińskich kolaborantów.

Kiedy pan Walczak podejmował odważną decyzję, gniewu „ukraińskich partnerów” w sprawie uczczenia ofiar rzezi wołyńskiej bał się prezydent RP; bał się premier; bali się ministrowie rządu; bali się zależni od ich decyzji samorządowcy. Bała się mniemana opozycja spod znaku PO i Lewicy – wszak wraz z rządzącymi PiS-owcami „solidarna z Ukrainą”. Przed gniewem Kijowa trzęsły portkami wielomilionowe elektoraty wzmiankowanych partii. Nie bał się za to wójt maleńkiego Jarocina.

Oni i my

14 lipca 2024 roku w Domostawie wielotysięczne tłumy asystowały przy odsłonięciu i poświęceniu pomnika. Przybyły rzesze zwyczajnych ludzi z całej Polski. Byli weterani, grupy rekonstrukcyjne, przedstawiciele organizacji kresowych i dziesiątków innych stowarzyszeń społecznych.

Spośród 460 posłów RP na uroczystość przybyło zaledwie 10. Z tego aż 7 osób reprezentowało ówczesną niszową, niepodzieloną jeszcze Konfederację (głównie Koronę). Z PSL stawił się raptem jeden sprawiedliwy. PiS-owska większość sejmowa wygenerowała ledwie… dwóch uczestników, co przyjechali własnym sumptem, na własną odpowiedzialność (oceńcie Państwo sami, czy było to ocalenie honoru partii rządzącej, czy też uwypuklenie jej moralnego upadku?). Z PO, Lewicy i partii Hołowni nie stawił się nikt.

Nie było nikogo ze zdominowanego przez POPiS Senatu. Zabrakło przedstawicieli władz wojewódzkich i centralnych. Nie było ówczesnego prezesa IPN (wszak rok wcześniej zapewnił on, że Ukraińcy mają prawo wybierać swoich bohaterów, nawet jeśli okażą się nimi Bandera lub Szuchewycz). Na obecność prezydenta RP, premiera czy któregokolwiek z ministrów nikt rozsądny nawet nie liczył. Co najbardziej bolesne, na uroczystości nie stawił się ani jeden biskup. Jak zwykle, nasi arcypasterze mieli ważniejsze sprawy…

Szczucie

Przez kolejne dni i tygodnie mogliśmy w mediach wysłuchiwać popisu chóru „oburzonych” odsłonięciem pomnika.

„Nie ma wątpliwości, że odsłonięcie pomnika zostanie wykorzystane przez rosyjską propagandę do budowy podziałów między naszymi społeczeństwami” – skamlała odezwa Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Osobnicy określający się rządem Rzeczypospolitej skwapliwie odcinali się od inicjatywy: – „Zwracamy uwagę, że pomnik, który ma zostać odsłonięty w miejscowości Domostawa jest efektem prywatnej inicjatywy. Zarówno jego kształt, jak i sama budowa, nie uzyskały wsparcia władz centralnych na żadnym etapie prac. Artystyczny kształt pomnika „Rzeź Wołyńska” i jego drastyczna wymowa wzbudzają wiele kontrowersji”.

Mirosław Skórka, prezes Związku Ukraińców w Polsce, organizacji finansowanej przez polskiego podatnika, pospieszył z publicznym donosem, że domostawski monument „budzi nienawiść”. Przy okazji pan Skórka raczył napomknąć też o „półprawdzie” w sprawie Wołynia, jakoby lansowanej przez stronę polską.

Do „Newsweeka” podreptał z proukraińskimi umizgami Kazimierz S. Ożóg, historyk sztuki:

– W tym okrutnym dla Ukraińców momencie, jakim jest wojna, epatowanie tak nachalną symboliką jest w mojej opinii niedopuszczalne.

Z kolei Jakub Szafrański z „Krytyki Politycznej” uderzył w ton rechotliwy:

– Szkoda tych tatusiów i mam z pieśnią maryjną na ustach oraz ich pociech, które muszą się potem bać nadziania na ukraiński trójząb i smażenia żywcem jak kiełbasa na grillu.

Prawdziwe rozczulające były wyrazy oburzenia ze strony Bohdana Czerwaka, przewodniczącego Kijowskiej Miejskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, uznającej się za kontynuatorkę działalności dawnej OUN (niegdyś patronującej wołyńskiemu ludobójstwu). Imć prowidnyk nie owijał rzeczy w bawełnę. Stwierdził, że Polacy „obrażają uczucia narodowe Ukraińców” oraz że w ten sposób „kopią grób dla Polski”.

Niejaki Witold Głowacki z oko.press napomknął o nekropornograficznej orgii przemocy”. Niestety, nie był pierwszy. Wszystkich przebił wcześniej Wojciech Mucha, niegdysiejszy publicysta „Gazety Polskiej”. Ów pan już przed laty wypalił z grubej rury:

Nekropornograficzny pomnik Ofiar ludobójstwa wołyńskiego to obraza dla Ofiar, pamięci i estetyki. To dowód na to, że część polskiej prawicy jest upośledzona intelektualnie i nieodwracalnie zaczadzona.

Sprawny intelektualnie tudzież odwracalnie wentylowany redaktor Mucha najwyraźniej zaimponował zarówno lewactwu, jak i urzędowym „sługom”. Wszak przy innej okazji pochwalił się, że dla znajomych jest „większym ukraińskim patriotą niż większość Ukraińców”.

Przedstawione komentarze to oczywiście skromniutki czubek góry lodowej. Z Internetu wylała się fala insynuacji, których autorzy dopatrywali się w domosławskich uroczystościach złowrogiej ręki Moskwy.

Dał im przykład Jakub Berman

Jestem przekonany, że dzisiejsi zawodowi medialni demaskatorzy obcej agentury, dezinformacji i wrogiej propagandy, także udzielający się w kwestii Domostawy, czerpią pełnymi garściami z pewnych, dość szczególnych wzorców. W epoce stalinowskiej nadworni propagandyści osiągnęli prawdziwą wirtuozerię w mieszaniu z błotem przeciwników politycznych, w przypisywaniu im niecnych intencji i działań, w tym rzekomych agenturalnych powiązań. Kiedy porównać język mediów z tamtej epoki z dzisiejszym, to podobieństwa są uderzające.

Niejaki Andrzej Szczypiorski, za stalinizmu osobnik godzący obowiązki literata oraz Tajnego Współpracownika UB (zaś w III RP ogłoszony „autorytetem moralnym” z mianowania „Gazety Wyborczej”), otóż w latach 50-ych XX stulecia ów Szczypiorski uderzył zaangażowanym piórem w polską antykomunistyczną emigrację, wyzywając ją od „renegatów”. Odpowiedział mu na to pięknie poeta Marian Hemar, na wygnaniu zżerany tęsknotą za utraconym rodzinnym Lwowem. Hemar pisał w czasach Josifa Stalina, nie Wołodymyra Zełeńskiego, ale potrafił uchwycić ponadczasowe niuanse wrażliwością duszy Kresowianina wypędzonego z ojcowizny:

Kim są ci „renegaci”

Pośród nas? To zapewne

Wszyscy, co mają pretensje

Zadrażnione i gniewne

I nie godzą się w sposób

Odszczepieńczo warcholski,

Że w Polsce nie ma już Lwowa,

Że Lwów może nie być polski

I co tylko pomyślą

O swym zdradzonym Lwowi,

To jasna krew ich zalewa,

Nu… renegaci. Typowi.

Skądinąd to interesujące, czy w kwestii oceny prawowitej przynależności Lwowa dzisiejszym „solidarnym z Ukrainą” bliżej do Hemara, czy do konfidenta UB Szczypiorskiego?

Sprawdzam!

Miałbym dobrą radę dla wszystkich nadwiślańskich sług narodów obcych. Dla zagłuszających wrzaskiem pamięć o polskich ofiarach. Dla wielbicieli mafijno-banderowskich układów we władzach w Kijowie. Dla zgorszonych wymową pomnika w Domostawie, tych z lewa i owych z prawa. Dla całej tej samozwańczej żandarmerii, co tak gorliwie tropi „wrogów” i „dezinformację”.

Niechaj przestaną nas truć swoimi pouczeniami i radami. Niech udowodnią czynami wiarygodność swych słów i deklaracji. Niechaj pakują manatki i jadą na wschód, służyć swoim panom – właśnie tam, a nie u nas. A niechby nawet na froncie, tłukąc się z Rosjanami – czy istnieje lepsza sposobność poświadczenia własnego, nabytego ukraińskiego patriotyzmu, „większego niż u większości Ukraińców”?

Nie wiem, czy faktycznie przysłuży się to Ukrainie. Ale naszej Polsce ulży to na pewno.

Andrzej Solak

Po szczycie NATO – wołynka?

Stanisław Michalkiewicz: Po szczycie NATO – wołynka?

   Zakończył się w Ankarze kolejny szczyt NATO  z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa. Wspominam o jego udziale, bo zanim jeszcze szczyt się rozpoczął, wzbudził wśród europejskich członków NATO wielki niepokój, czy przypadkiem nie będzie to w historii Paktu szczyt ostatni. Prezydent Trump bowiem nie szczędził europejskim członkom NATO gorzkich wyrzutów, że nie udzielili oni Stanom Zjednoczonym spodziewanej pomocy w wojnie ze złowrogim Iranem, w jaką wkręcił Amerykę bezcenny Izrael.

Prezydent Trump najwyraźniej uważał, że europejscy sojusznicy powinni byli udzielić Ameryce oczekiwanej pomocy, w myśl art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Tymczasem art. 5 stanowi, że procedury sojusznicze uruchamiane są w przypadku, gdy państwo członkowskie padnie ofiarą czyjejś „zbrojnej napaści” – a w przypadku wojny przeciwko Iranowi, stroną napastniczą nie był Iran, tylko bezcenny Izrael i Ameryka, więc żadne procedury sojusznicze nie mogły być w tym przypadku uruchomione.

   Szczyt w Ankarze rozpoczął się więc od intensywnych zabiegów sekretarza Generalnego NATO Marka Rutte wokół udobruchania amerykańskiego prezydenta. Mark Rutte wykorzystał powszechnie znaną skłonność prezydenta Trumpa do przyjmowania komplementów, więc zakadził mu na wszelki możliwy sposób, obsypując komplementami.

Taktyka ta okazała się skuteczna, bo prezydent Trump nie tylko nie rozwiązał Paktu Północnoatlantyckiego, ale nawet odstąpił od zamiaru zerwania „wszelkich” kontaktów Ameryki z Hiszpanią, przestał krytykować panią Giorgię Meloni, a nawet zapomniał o Grenlandii, która jeszcze poprzedniego dnia była Stanom Zjednoczonym bezwzględnie potrzebna.

W rezultacie szczyt w Ankarze potwierdził zobowiązania wynikające z art. 5 traktatu waszyngtońskiego, stanął na nieubłaganym gruncie wspierania Ukrainy, uznał Rosję za „zagrożenie”, a rozochocony prezydent Trump nawet obiecał prezydentowi Zełeńskiemu udzielnie Ukrainie koncesji na produkcję pocisków rakietowych do systemu „Patriot”. Jeśli chodzi o wsparcie dla Ukrainy, to europejscy członkowie NATO uchwalili, że corocznie będą Ukrainie płacili haracz w wysokości ok. 70 mld euro – aż do ostatecznego zwycięstwa.

Biorąc pod uwagę doniesienia, jakoby ok. 30 procent kwot trafiających na Ukrainę tytułem „wsparcia” było przytulane, to znaczy – prywatyzowane przez tamtejszych oligarchów, można nabrać przekonania, że ich poparcie dla kontynuowania wojny z Rosją do ostatniego Ukraińca nadal będzie utrzymywało się na dotychczasowym, a może nawet – na jeszcze wyższym poziomie.

Warto przy tym dodać, że USA zakręciły kurek z pieniędzmi dla Ukrainy, w związku z czym 70-miliardowy haracz będzie sfinansowany przez europejsów, którzy będą w Ameryce kupowali broń i inne rzeczy, po czym przekazywali je Ukrainie, żeby mogła prowadzić wojnę aż do ostatecznego zwycięstwa. Gdyby opierać się na doniesieniach portalu „Onet”, to można by nabrać przekonania, że jest ono już w zasięgu ręki, ale nie możemy zapominać, że pierwszą ofiarą każdej wojny – a więc również i tej – jest prawda, a po drugie – że od kwietnia br. Niemcy pozostają z Ukrainą w strategicznym partnerstwie, więc nic dziwnego, iż obraz wojny rosyjsko-ukraińskiej we wspomnianych mediach bardzo przypomina doniesienia niemieckiej prasy z początków operacji „Barbarossa”, kiedy to każda kronika filmowa rozpoczynała się od fanfar – i dopiero po Stalingradzie fanfary zostały zastąpione przez werble.

   W dodatku tak się złożyło, że kiedy w Ankarze rozpoczynał się szczyt NATO, złowrogi Iran i USA znowu zaczęły obrzucać się nawzajem ponaddźwiękowymi dzidami. Wprawdzie formalnie trwa jeszcze 60-dniowe zawieszenie broni, ale prezydent Trump oświadczył, że „to koniec”, bo ci Irańczycy, to „źli i chorzy ludzie” z którymi on nie chce mieć już nic do czynienia. Najwyraźniej musiał stracić nadzieję, że premier rząd jedności narodowej bezcennego Izraela pójdzie mu na rękę i wstrzyma ostrzał Libanu.

Nawiasem mówiąc, ta nadzieja nie była specjalnie duża, bo  każde dziecko wie, że w październiku br. w Izraelu są wybory – a dopóki trwa wojna, to poparcie Żydów dla Beniamina Netanjahu jest podobne do poparcia, jakim w Niemczech cieszył się Adolf Hitler po pokonaniu Francji.

   W tej sytuacji wygląda na to, że zarówno wojna rosyjsko-ukraińska prędko się nie skończy. Po pierwsze dlatego, że Ameryka, w której europejsy kupują dla Ukrainy broń, na tej wojnie nieźle zarabia, dzięki czemu zyskuje środki na obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami, z których każda przecież sporo kosztuje. Skoro tak, to i wojna przeciwko złowrogiemu Iranowi też może trwać przez czas nieokreślony, chociaż nie można wykluczyć, iż będzie przerywana porozumieniami pokojowymi – na przykład w rodzaju obecnego, 60-dniowego zawieszenia broni.

Wprawdzie prezydent Trump powiada, że już ma tego całego Iranu dość, ale dopóki musi tańczyć, jak mu zagrają władze bezcennego Izraela, to będzie tańczył – najwyżej z przerwami na odpoczynek – podczas których giełdy będą reagować obniżkami cen ropy – na czym osoby dobrze poinformowane mogą też zbić majątek.

   Podczas wspomnianego szczytu NATO w Ankarze doszło też do spotkania pana prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem Zełeńskim, któremu prezydent Nawrocki wcześniej postanowił odebrać order Orła Białego. Co najmniej godzinna rozmowa nie doprowadziła do niczego. Po pierwsze dlatego, że dla prezydenta Zełeńskiego najwaźniejsza była uchwała europejsów o 70-miliardowym corocznym haraczu dla Ukrainy, w którym Polska tak czy owak będzie finansowo partycypowała.

Tymczasem pan prezydent Nawrocki chyba liczył na ustępstwa prezydenta Zełeńskiego w sprawie UPA i Panteonu herojów – a on w tej sprawie ani nie chce, ani nie może cofnąć się nawet o krok. Po pierwsze – ze względu na  proklamowanie w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. Oznacza ono, że Niemcy wróciły do polityki prowadzonej przez Cesarstwo Niemieckie pod koniec I wojny światowej. Jak pamiętamy pozwoliło ono na utworzenie państwa ukraińskiego, by przy jego pomocy szachować Rosję i trzymać w ryzach Polaków.

W tej sytuacji Polska ani Niemcom, ani Ukrainie nie jest już do niczego potrzebna, więc można ją prowokować na wszelkie sposoby, żeby w razie czego zwalić na nią winę, gdyby na Ukrainie coś poszło nie tak – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Bo chociaż wojna z Rosją jeszcze nie zakończyła się ostatecznym ukraińskim zwycięstwem i nie wiadomo, ani kiedy, ani czy w ogóle się tak zakończy – to już teraz pan Cyryl Budanow przestrzegł Lachów, by nie podejmowali „niedojrzałych kroków” podczas obchodów rocznicy rzezi wołyńskiej 11 lipca br. – bo w przeciwnym razie „nikt nie będzie siedział w milczeniu”.

Nasza duszeńka pokazała kły i pazury.

„Nie patrzeć w górę”

„Nie patrzeć w górę”

Debaty na temat służby zdrowia, którą od czasu gdy „obaliliśmy komunizm” politycy III RP reformują, uzdrawiają i ciągle niczym dobrzy wujkowie hojnie do niej „dosypują”,  sprawiają, że trudno oprzeć się skojarzeniom literackim i filmowym (tytuł tego tekstu to także tytuł głośnego filmu, w którym elity odwracają uwagę mas od nadchodzącej katastrofy, by po cichu szykować dla siebie możliwość jej bezpiecznego przeżycia) z bardzo różnych epok, co dowodzi, że ustroje się zmieniają, ale natura ludzka trwa w najlepsze, lub w najgorsze.

Wraz z ujawnianiem kolejnych pięter patologicznych zachowań i kryjących realne interesy prawem zadekretowanych absurdów, pierwsze co przychodzi na myśl to to, że „jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia.” Błąd systemu jakim są jawne oświadczenia majątkowe radnych sprawił, że w zabezpieczonych przed podsłuchem gabinetach mają miejsce nerwowe kalkulacje kogo opinii publicznej i wyborcom wydać na pożarcie, jaką opowieść (zwaną modnie narracją) skonstruować żeby była w miarę wiarygodna, a nikomu naprawdę winnemu i ważnemu nie szkodziła. Trwa przerzucanie się winami poszczególnych frakcji rządzącego partiopolu. Jedni przyłapani na siedzeniu na SOR w wygodnych fotelach zamiast na plastikowych krzesełkach mających zniechęcić lud do nachalnego zawracania głowy służbie zdrowia, wypominają drugiej frakcji przypadek ichniej Marszałek Sejmu, która traktowała Oddział Intensywnej Opieki Medycznej niczym windę w Pałacu Kultury zajmowaną przez PRLowskiego dygnitarza, w genialnym „Polaków portrecie własnym” jaki stworzył  Stanisław Bareja.

Mnożące się w grafikach i sprawozdaniach godziny pozwalające czerpać nieuzasadnione korzyści doktorowi K. i co bardziej obrotnym następcom Pawła Iwanowicza Cziczikowa, to wypisz wymaluj współczesne „martwe dusze”. W reakcji na żądania oburzonego ludu „lecą głowy”, w rzeczywistości wraz z ciałami przesuwane są po cichu i chwilowo na mniej eksponowane stanowiska, by za czas jakiś znowu dać o sobie znać w równie zadziwiających okolicznościach. Mnożą się kontrole, co do których jedno jest pewne, służą uspokojeniu oburzonych, minimalizacji strat po stronie bezpośrednio uwikłanych, a wszystko do czasu gdy jak oświadczył z aprobatą jeden z wytrawnych polityków III RP: „kolejna afera przykryje obecną aferę”.

Prawdziwe problemy i prawdziwi ich beneficjenci pozostają jak zwykle w cieniu. I tak tylko gdzieniegdzie przebija się informacja, że poprzednia minister chciała doprowadzić do zwiększenia liczby lekarzy i dlatego musiała odejść, bo skróciłoby to kolejki do specjalistów, zmieniłaby się także ich pozycja negocjacyjna wobec szpitali, NFZ i zapotrzebowanie na prywatne konsultacje. To, że bezpłatne studia mogłyby być połączone z obowiązkiem albo spłaty albo ich odpracowania w publicznej służbie zdrowia także nie jest szerzej rozpatrywane. Nikt nie zastanawia się i nie bada kto przeforsował w NFZ, a być może w Sejmie i w innych instytucjach przepisy i metody sprawozdawczości, które sprawiały, że rekordowe niczym w czasach legendarnych pięciolatek godziny pracy doktora K. ginęły anonimowo w bezosobowym, a więc za nic nie odpowiadającym „systemie”, w którym tabele nie rzucających się w oczy laika cyfr umożliwiały krycie interesów całej wpływowej grupy zawodowej.

A wszystko to w erze powszechnej inwigilacji, która pozwoliła ministrowi Niedzielskiemu w oka mgnieniu sprawdzić jakie leki zażywa medyk z którym był w sporze. Czy w NFZ pracowali ludzie mało inteligentni, czy też takich udawali, bo ich pensja i inne frukta zależały od tego żeby nie rozumieli rzeczy oczywistych? Jednak największym nieobecnym w aferze są samorządy, medyczna profesura i Izby Lekarskie, które powinny z założenia najlepiej wiedzieć co się dzieje w mitycznym „systemie”, a także z etyką jego beneficjentów do których ich członkowie sami należeli. Przecież we wstępie do Kodeksu Etyki Lekarskiej lekarze przyrzekają: „według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek”.

Tymczasem Izby Lekarskie nadal w myśl zasady ani kroku w tył, bo jak się sprawa zacznie sypać, to może uruchomić lawinę, zajmują się prześladowaniem tych nielicznych lekarzy, którzy w czasach „walki z groźnym wirusem” mówili że dwa plus dwa równa się cztery i zgodnie z tym leczyli lub ratowali życie. Trwa też intensywny lobbing na rzecz wzmocnienia monopolu Big Pharmy, utrzymania medycznej omerty zwanej przewrotnie „walką z dezinformacją” oraz eliminacji konkurencji w postaci naturopatii, zielarstwa i wszystkich metod pozwalających leczyć się tanio i przede wszystkim poza kontrolą, bo chociaż gdy dzwonimy do rejonowej przychodni, to pyta się nas o zgodę na nagrywanie, to tajemnica lekarska stała się w ostatnich latach fikcją ze znamionami szyderstwa.

O tym wszystkim milczą także zajęci „dialogiem z judaizmem” hierarchowie polskiego Kościoła katolickiego. Będące pięknym i funkcjonalnym elementem polskiej kultury materialnej piece nazwano kopciuchami, dla tego co faktycznie powinno się nazywać lex Big Pharma upowszechniono nazwę lex szarlatan. Polska jest również liderem w ilości przymusowych szczepień, z których żadne nie zostało sprawdzone długofalowym (podłużnym) badaniem z użyciem placebo. Nie prowadzi się, a przynajmniej nie prezentuje jakichkolwiek badań porównujących ogólny stan zdrowia szczepionych i nieszczepionych na „groźnego wirusa”.

Niektóre leki dostępne w aptekach w krajach naszych sąsiadów są w Polsce tylko na receptę lub nie ma ich w ogóle. Plagą są pochopnie ordynowane i dobrze wyceniane często przynoszące więcej szkody niż pożytku zabiegi  i inwazyjne procedury diagnostyczne ukryte pod rozciągniętym na nie terminem profilaktyki. Nieszczęsny dr K. uczył się postępowania z chorymi wirtualnie, i dlatego wielu absolwentów medycyny nie umie wykonać  potrzebnych i często koniecznych np. w nagłych przypadkach zagrożenia życia rutynowych zabiegów. Zgłaszanie nieprawidłowości, błędów medycznych czy powikłań po szczepieniach jest obudowane tak skomplikowanymi kafkowskimi  procedurami, że lekarze, którzy pomylili się w wyborze zawodu mogą czuć się zawsze bezkarni, ważne tylko by nie „szerzyli poglądów sprzecznych z aktualnym stanem wiedzy”. Jej fluktuacje przypominają do złudzenia to co dzieje się z aktualną wiedzą i narracją klasy politycznej w sprawie relacji z Ukrainą.

To wszystko w czasie gdy w USA wychodzą na jaw kolejne fakty i przestępstwa jakich dopuścił się tamtejszy, a więc i światowy establishment medyczny we współpracy z tamtejszymi – a jakże; „służbami”. Po potwierdzeniu przez Tulsi Gabbard prac nad tworzeniem sztucznie wzmocnionych wirusów czekają nas teraz przesłuchania pod przysięgą odpowiedzialnego za medyczne eksperymenty i być może wyprodukowanie wirusa c-19 dr Anthony Fauciego.

W Polsce od samego początku mówił o tym nieodżałowany lekarz epidemiolog, a przede wszystkim człowiek uczciwy i odważny jakim był przedwcześnie zmarły dr Zbigniew Hałat. Zamiast tego będziemy się jednak zajmować salonikiem dla vipów, tak jak w sprawie wykorzystania KPO interesował nas ekspres do kawy, a nie setki milionów wydawane na dewastujące krajobraz i przyrodę wiatraki.

Po raz kolejny okazuje się, że  w dyscyplinie zamiatania istoty problemów pod upstrzony nieistotnymi detalami dywan sentymentalizmu lub moralnego oburzenia jesteśmy mistrzami. Różni nas to in minus od Mikołaja I, który po obejrzeniu Rewizora miał powiedzieć: „Dostało się wszystkim, a najbardziej ze wszystkich mnie”. W Polsce nie dostanie się „nikomu”, bo nikt za nic nie czuje się odpowiedzialny i dlatego o takim kraju obcy mogą pisać „nigdzie” i stosownie do tego nas traktować.

Olaf Swolkień

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Odrodzenie banderyzmu. Haniebna rola PAN.

Raźny: Odrodzenie banderyzmu

Jednym z najbardziej sprzecznych z polskim interesem narodowym działań elity w ostatnich latach była afirmacja odrodzenia ukraińskiego nacjonalizmu w jego nazistowskiej formie, określanej mianem neobanderyzmu.

Jego pierwszych świadectw szukać należy już w  momencie rozpadu ZSRR i powstaniu Ukrainy jako suwerennego państwa, dla którego jej politycy szukali gwałtownie mitu założycielskiego i stojących na jego straży bohaterów narodowych. W sukurs ich poszukiwaniom przyszła głosząca kult Stepana Bandery zachodnia ukraińska diaspora z żyjącymi jeszcze członkami ludobójczych formacji OUN-UPA – troskliwie uratowanymi przez aliantów przed sądowym rozliczeniem ich zbrodni przeciwko ludzkości na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Polskie władze i elity nie tylko ten probanderowski zwrot Ukrainy afirmowały, ale również wspierały na różne sposoby, m. in. poprzez przemilczanie ukraińskiego ludobójstwa i wyciszanie, a nawet represjonowanie tych osób i środowisk polskich, które domagały się upowszechnienia prawdy historycznej na ten temat. Za trwające od dziesięcioleci nieosądzenie tego ludobójstwa – brak drugiej Norymbergi – nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również na poziomie instytucji międzynarodowych odpowiadają zarówno władze PRL, jak i III RP.

W służbie neobanderyzmu

Jednocześnie należy mówić o odpowiedzialności elit za ten stan rzeczy – nie tylko mediów i centrów opiniotwórczych, ale również środowisk akademickich, kulturotwórczych, edukacyjnych. Nie należy pomijać odpowiedzialności kręgów kościelnych, reprezentowanych przez Konferencję Episkopatu Polski, która do tej pory ani razu nie podjęła kwestii osądzenia ukraińskiego nazizmu jako ideowego podłoża dokonywanych na Polakach czystek etnicznych w latach II wojny światowej. Nie odniosła się również do gwałtownego jej odrodzenia w świadomości współczesnych Ukraińców po rozpadzie ZSRR w 1991 roku.  Warto w tym miejscu przywołać opartą na historycznej analizie religijno-kulturowej krytykę KEP, przedstawioną przez ks. prof. Andrzeja  Kobylińskiego w „Dzienniku Polski” w związku z odebraniem przez  Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymirowi Zełenskiemu – za nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterów UPA”. Zdaniem księdza profesora pojednanie polsko-ukraińskie ma charakter nade wszystko moralny. „Dotyczy pamięci, sumienia, winy, grzechu, rozumienia dobra i zła. Dlatego podstawą autentycznego pojednania jest wymiar moralno-religijny. Dopiero później przychodzą elementy polityczne, gospodarcze czy militarne” [i].

Dlatego – według tego duchownego i zarazem filozofa oraz etyka – podpisane w 2023 roku przez przewodniczącego KEP abp. Stanisława Gądeckiego oraz zwierzchnika ukraińskiego Kościoła Greko-katolickiego abp. Światosława Szewczuka oświadczenie   Przebaczenie i pojednanie  było pustym gestem. Nie było bowiem przygotowane merytorycznie – w oparciu nie tylko o fakty historyczne dotyczące ukraińskiego ludobójstwa, ale również w oparciu o wymienione kategorie religijno-antropologiczne oraz moralne. Wypracowanie gotowości duchowej, religijnej, moralnej czy wreszcie politycznej do pojednania musi obejmować obydwa narody. Może trwać dłuższy czas –  nawet kilkanaście i więcej lat – gdyż musi obejmować przemianę przenikniętej neobanderyzmem świadomości Ukraińców – z jednej strony. Z drugiej wyzwolenie świadomości Polaków z pęt narzuconej przez rodzime elity afirmacji tej ideologii dehumanizującej współczesny świat.

Nie boją się odpowiedzialności

Debanderyzacji Ukrainy musi towarzyszyć debanderyzacja polskiej polityki i kształtujących ją polskich elit.  Elity bowiem – nie tylko polityczne i opiniotwórcze, ale również naukowe, edukacyjne, artystyczne – odmówiły nam prawa do prawdy o ukraińskim ludobójstwie i wywołanej nim traumy narodowej, a także prawa do ekshumacji jego ofiar oraz godnego ich pochowania. Odmówiły prawa do osądzenia wciąż jeszcze żyjących sprawców tej zbrodni przeciwko ludzkości, a nade wszystko jej ideologii – której odrodzenie zagraża  nie tylko Polsce, ale również Europie. Elity, które promowały wszechstronną i bezzwrotną pomoc neobanderowskiej Ukrainie będą bronić swych antypolskich pozycji i szukać wszystkich sposobów, aby zdyscyplinować wymykające się spod ich kontroli umysły polskiego społeczeństwa, które nie tylko poparło – 74% – odebranie przez prezydenta Nawrockiego Orderu Orła Białego Zełenskiemu, ale oczekiwać będzie zwrotu długów zaciągniętych przez Ukrainę u Polski. Kijów 35 lat temu wybrał probanderowski kurs i nie ma zamiaru z niego zrezygnować, a to oznacza, że Polsce coraz bardziej zagraża nie Rosja – jak nam to wmawiały oderwane od polskiego społeczeństwa elity – ale Ukraina.

Jak się to stało, że dopiero odebranie polskiego odznaczenia Zełenskiemu ujawniło skalę tego autentycznego zagrożenia? Wina polskich elit politycznych jest tu bezsporna. Trzeba jednak zacząć mówić o winie środowisk opiniotwórczych – z elitami naukowymi na czele. To utytułowane pojedyncze osoby i całe gremia, które przez długie lata III RP nie tylko rugowały z problematyki naukowej prawdę o ukraińskim nazizmie i ukraińskim ludobójstwie, ale również nie dopuściły do jej przekazywania w programach szkolnych i uniwersyteckich, a także w debacie publicznej. Jak się to stało, że nie oni, ale wypowiedzi byłego premiera Polski Leszka Millera otworzyły oczy większości Polaków na prawdę o relacjach polsko-ukraińskich, dodały odwagi politykom Konfederacji i zmusiły PiS do „korekty” probanderowskiej polityki. Kiedy wyalienowane elity polskiej nauki dokonają takiej „korekty”? I tutaj będą się liczyć nie jakieś wymuszone zaistniałą sytuacją obietnice, ale konkretne działania. Parafrazując tytuł znakomitego radzieckiego filmu Moskwa nie wierzy łzom – musimy głośno powtarzać: Polacy nie uwierzą łzom – ani PiS-u, ani PO i ich przystawek partyjnych, ani antypolskich środowisk opiniotwórczych.   Polacy czekają na uznanie ich winy politycznej i moralnej.

Szkodzą Polsce i Polakom

Dlatego musimy kuć żelazo póki gorące – wykorzystać zaistniałą sytuację, aby zdetronizować elity i wskazać im miejsce w szeregu – za nami. Współtwórcy „Myśli Polskiej” od pomarańczowej rewolucji na Ukrainie przestrzegali decydentów w Polsce – w sferze polityki, nauki, kultury, religii – przed neobanderowską Ukrainą. Teraz, gdy coraz większe i coraz bardziej realne staje się zagrożenie naszego państwa i narodu ze strony tak ukształtowanego wrogiego nam sąsiada, mamy nie tylko obowiązek, ale również moralne prawo pisać o polskich „sługach Ukrainy”. Mamy moralne prawo i patriotyczny obowiązek oskarżać o działalność wspierającą jej nazistowskie ukształtowanie tych wszystkich, którzy nie tylko odmawiali nam prawa do pisania prawdy o jej przeszłości i teraźniejszości, ale również piętnowali nas publicznie jako wrogów ludzkości, agentów Putina, „ruskie onuce”.  Nie kieruje nami żaden resentyment wobec naszych probanderowskich wrogów Polsce, ale konieczność dawania świadectwa walki, jaką „sługi Ukrainy” prowadziły i prowadzą nadal z obrońcami polskiej racji stanu, polskiego honoru i polskich interesów.

Gdy Komisja Historycznoliteracka, a także Komisja Słowianoznawstwa PAN – Oddział w Krakowie potępiły mój artykuł  Ukraina – wojna cywilizacji, opublikowany w „Myśli Polskiej” w 2022  roku – po wkroczeniu wojsk rosyjskich na Ukrainę – krakowskie władze PAN zgodziły się na bezprecedensowe od czasów stalinizmu działanie: umieszczenie na głównej stronie internetowej Oddziału potępienia wymienionego artykułu, jego autora oraz „Myśli Polskiej”, która go opublikowała. Artykuł mówi, że rozpoczęta wówczas druga po euromajdanie faza wojny Zachodu z Rosją jest wojną z cywilizacją chrześcijańską, chronioną przez Federację Rosyjską i Moskiewski Patriarchat Cerkwi Prawosławnej. Przebieg tej wojny potwierdza zawartą w artykule tezę. Potępienie przez środowisko PAN tego tekstu i jednocześnie „Myśli Polskiej”  widniało w internecie – tak długo, aby odpowiednie służby mogły zająć się nami, a ukraińscy wyznawcy banderyzmu mogli wciągnąć do spisu pod tytułem „rizat’ Lachiw”. Nagonkę  na nas rozpoczęła  „Gazeta Wyborcza”, w której pastwił się nad nami prof. Grzegorz Przebinda, domagając się m.in. postępowania prokuratorskiego za wyrażone w tekście poglądy. To, że gazeta Adama Michnika i jej środowisko są antypolskie, wie każdy Polak. Ale ludzie PAN?

Za stalinowskie działanie krakowskiego Oddziału z 2022 roku odpowiadają nade wszystko jego władze ówczesnej kadencji: prezes – prof. Andrzej Jajszczyk, wiceprezesi – prof.  Barbara Bilińska,  prof. Ryszard Nycz, członkowie prezydium Oddziału – prof. Jerzy Lis,  prof.  Wiesław W. Pawlik. Odpowiadają również władze kolejnej kadencji (2022 – 2026), które nie odcięły się od tego donosu.
To w większości nowy skład osób popierających probanderowską politykę swoich poprzedników: prezes – prof. Karol Życzkowski, wiceprezesi – prof. Barbara Bilińska, prof. Ryszard Nycz, członkowie prezydium – prof. Grażyna Stochel, prof. Małgorzata Witko, prof. Stanisław Nagy. Jaki był skutek firmowanego przez te gremia donosu na nas?

W dużej mierze „dzięki niemu”  na opublikowanej 16 kwietnia 2025 roku przez „Gazetę Wyborczą” liście 25 osób, którą Komisja ds. Badania Wpływów Rosyjskich w Polsce skierowała do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego znalazły się nazwiska: Jana Engelgarda, Przemysława Piasty, Anny Raźny. Figurowała na niej również sama „Myśl Polska” jako pismo pozostające pod owymi wpływami.  Na szczęście 31 lipca 2025 roku ta kuriozalna komisja została rozwiązana.

Bez honoru i godności

Powyższe personalne informacje są ważne z wielu powodów, nade wszystko dlatego, że ci sami ludzie – podobnie jak władze innych oddziałów PAN w Polsce – firmowali stworzenie  dla Ukrainy i ukraińskich naukowców długoterminowego programu bezzwrotnej pomocy – o nazwie LPT – opiewającej na wiele milionów złotych wypłacanych z naszego budżetu.

I  choć w programie tym uczestniczy w roli partnerów 7 zagranicznych akademii, ciężar jego realizacji spoczywa na PAN. Warto przytoczyć opublikowane w 2025 roku w internecie  „efekty” probanderowskich  działań PAN. * „355 naukowców z Ukrainy objętych pomocą indywidualną, * 88 naukowców z Ukrainy finansowanych w ramach 18 projektów długoterminowego programu wsparcia LTP Ukraina (LTP) o łącznym budżecie ponad 8 mln USD, pozyskanych od partnerów zagranicznych, w tym Narodowej Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych (NAS), * około 40 mln PLN przeznaczonych łącznie na rzecz naukowców z Ukrainy, w większości pozyskanych od ponad 40 zagranicznych sponsorów, * 15 wydarzeń naukowych i popularno-naukowych zorganizowanych lub współorganizowanych na terytorium Ukrainy od początku wojny, * udział ponad 700 naukowców z Ukrainy w szkoleniach stacjonarnych lub online zorganizowanych przez PAN, * 28 jednostek naukowych PAN zaangażowanych w doraźne działania pomocowe.” [ii].

Te dane nie wymagają żadnych dodatkowych objaśnień. Potwierdza je bezprecedensowa wypowiedź prezesa PAN, z 12 września ubiegłego roku: „Podejmujemy nowe inicjatywy. Konferencja, podczas której łączymy siły z niemiecką nauką, pokazuje, że nie składamy broni. W okolicznościach wskazujących na przedłużanie się konfliktu chcemy pozyskiwać źródła finansowania i umożliwiać utrzymanie potencjału naukowego Ukrainy. (…) Głównie będzie nam zależało na podtrzymaniu zespołów badawczych, które już istnieją. (…) Kontynuowane będą też rozmaite szkolenia i działania z zakresu doradztwa. Do tej pory ponad 700 naukowców z Ukrainy wzięło udział w szkoleniach stacjonarnych lub online zorganizowanych przez PAN. (…)  Nasza pomoc służy nie przejęciu, tylko uchronieniu potencjału naukowego Ukrainy. Pomagamy z myślą o tym, że wszyscy Ci, którym udzieliliśmy pomocy wrócą do kraju” [iii].

To jawne świadectwo probanderowskiej działalności PAN. Przy niedoinwestowaniu nauki polskiej ma ona charakter jej sabotażu. Jest także świadectwem realizowanego przez elity moralnego credo: dyskryminacji pozytywnej – dyskryminacji większości czyli polskiego społeczeństwa i jego interesów – dokonywanej przez mniejszość czyli wyalienowane elity na rzecz społeczeństwa wyznającego banderyzm. Dla takiej moralności nie ma miejsca w naszej cywilizacji, ukształtowanej przed wiekami przez chrześcijaństwo.

Prof. Anna Raźny

[i] Ks. prof. Kobyliński: Pojednania polsko-ukraińskiego nie da się zbudować na pustych gestach, „Dziennik Polski” nr 140 (24917), 19.06.2026.

[ii] https://pan.pl/projekty/ukraina/Te dane nie wymagają żadnych [dost. 25.06.2026].

[iii] https://nauka wpolsce.pl/aktualności/news52C109497%2Cprezes-pan-chcemy-kontynuowac-programy-wsparcie-ukrainskiej-nauki. [dost. 25.06.2026].

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Patrioty? Yes, dej… MEM-y VI.

————————————

———————————————-

———————————————–

———————————————————–

——————————————

—————————-

———————————–

——————————–

——————————————

————————————–

————————————————

————————————————–

Kosiniak jedno, a Kamysz drugie… MEM-y V.

———————————————

—————————————————–

————————————-

—————————–

———————————————-

=======================================

————————————————————

——————————————-

———————————————————-

———————————————–

——————————————-

Postępy cyfryzacji. Martwa Stara Baba. MEM-y IV.

——————————————

—————————————————

———————–

——————————————————-

————————————–

——————————————

———————————————–

——————————————————-

——————————————

—————————————————————–

—————————–

Dylatacja Czasu. Odkrycie lekarza. MEM-y III.

——————————-

——————————

—————————–

———————————————

—————————————–

…. chorób układu żylnego…

——————————-

——————————–

—————————————–

————————————————————

—————————————

———————————————

Najwyższe w historii pomiarów. I rośnie. MEM-y I.

——————————-

——————————————————

————————————————-

——————————————-

——————————————————-

——————————————————————–

—————————————————————–

——————————————————–

———————————————————

—————————————————–

Dziś: Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

By antyk2013 on 09/07/2026Nasze Różańce święte uratują Polskę!
Zapraszamy do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – Msza Święta za Ojczyznę godz.17.00 parafii p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika (Głównego Patrona Polski).
Po Mszy Świętej adoracja Najświętszego Sakramentu i Różaniec święty za Ojczyznę.
Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie. 

Banderowcy nie chcą byś przeczytał tę książkę! [uzup.]

Banderowcy nie chcą byś przeczytał tę książkę!

Zdarzają się książki, która powinno się przeczytać. Praca o której pisze właśnie do takich należy. Wiele wpływowych środowisk robi wiele, by książki tego autora były przemilczane. Daremny ich trud ponieważ „Myśl Polska” wydaje książki, które inni nawet boją się przeczytać. 

W kilku internetowych dyskusjach z ukraińskimi stronnikami banderyzmu i polonobanderowcami – jak trafnie nazwał polskich stronników banderyzmu prof. Paweł Mościcki – posłużyłem się nazwiskiem wybitnego ukraińskiego historyka prof. Wiktora Poliszczuka. Za każdym razem spotkałem się z niesłychaną słowną agresją. Natomiast nikt z moich adwersarzy nie podważał wiarygodności zmarłego ukraińskiego krytyka integralnego nacjonalizmu (szowinizmu). Wysoko jego pracę cenił strażnik sprawy kresowej ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Prace Poliszczuka dzisiaj są szczególnie cenne, bo ukraińskim rewizjonistom niewygodnie jest krytykować Ukraińca, który ma czelność ujawniać potworność ich korzeni ideologicznych.

Obserwujemy dzisiaj obrzydliwą rehabilitację ukraińskiego szowinizmu. Współczesna Ukraina wybrała jako bohaterów ludzi pokroju Dmytro Doncowa, Stepana Bandery, Symona Petlury, Jewhena Konowalca, Andrija Melnyka czy Romana Szuchewycza. Jako tych zbiorowych kreuje się Organizację Ukraińskich Nacjonalistów czy 14 Dywizja Grenadierów SS. Mamy pomniki, tablice, place, ulice, skwery sławiące szowinistów i kolaborantów III Rzeszy. 2027 rok w obwodzie lwowskim będzie rokiem Romana Szuchewycza. Szczytem bezczelności była decyzja przywódcy Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który nadał jednostce armii imię „Bohaterów UPA”.

W tym gorącym czasie, realnie trwającego historycznego sporu polsko-ukraińskiego „Myśl Polska” wydała długo wyczekiwany zbiór tekstów prof. Wiktora Poliszczuka pod tytułem

„O istocie ideologii i zbrodniczości OUN-UPA” [Idea, propaganda, zbrodnie, pamięć].

Książkę opracował i wstępem poprzedził sam redaktor naczelny „Myśli Polskiej” Jan Engelgard. Praca składa się z unikatowych tekstów sprzed laty pozyskanych od pani Stanisławy – wdowy po Wiktorze Poliszczuku – przez redaktora Adama Śmiecha.

Materiały w tej książce są niezwykle istotne dla wszystkich, którzy interesują się sprawą stosunków polsko-ukraińskich, zbrodni szowinistów ukraińskich, powodów rehabilitacji banderyzmu czy działalności Światowego Kongresu Ukraińców. W książce znajdujemy między innymi teksty: „Zbrodnie OUN w świetle moralności, polityki i nauki”, „Niedostrzeganie znaczenia taktyki i strategii OUN”, „Przyczyny i skutki politycznego zatajania prawdy o zbrodniach”, „Pomarańczowa rewolucja na Ukrainie”,

W jednym z artykułów prof. Poliszczuk opisuje kwestię stosunku ukraińskich szowinistów do wojny: „Powtórzmy: zgodnie z nieukrywaną przez OUN prawdą, jej celem strategicznym jest zbudowanie jednolito-narodowego państwa typu faszystowskiego na obszarze nieobojętnym dla sąsiadów Ukrainy.

A że realizacja tego celu strategicznego OUN może dokonywać się tylko przez prowadzenie wojen, dla niej nie jest to straszne, bowiem, zgodnie z przyjętą w drodze uchwały, ideologią nacjonalizmu ukraińskiego, wojny między nacjami są nieuniknione”.

============================================

Wiktor Poliszczuk (Віктор Поліщук) był Ukraińcem urodzonym w 1925 roku w Dubnie na Wołyniu. Jego matka była Polką. W środowiskach kresowych znany był jako nieprzejednany krytyk ideologii i tradycji banderowskiej UPA. Zanim jednak stał się jej pogromcą, sam miał w swoim życiu okres fascynacji ukraińskim nacjonalizmem – po opuszczeniu Polski w 1981 roku pracował w piśmie ukraińskiej diaspory „Nowa Droga”. Tam zapoznał się bliżej z założeniami programowymi OUN i w sposób zasadniczy zmienił poglądy. Po 1990 miał dostęp do archiwów znajdujących się na terenie Ukrainy, otrzymał tysiące stron materiałów dotyczących OUN-UPA. Na tej podstawie napisał ponad dwieście opracowań, książek naukowych i publicystycznych, artykułów naukowych, polemik, recenzji, publikacji prasowych w języku angielskim, ukraińskim i polskim. Ściśle współpracował z polskim ruchem kresowym, będąc nieprzejednanym wrogiem odradzającego się na Ukrainie banderyzmu. Zmarł w Kanadzie w 2008 roku.

Łukasz Jastrzębski

Cena książki będzie wynosić 46 złotych. W przedsprzedaży do 10 lipca kosztuje zaledwie 39 złotych. Książka liczy 240 stron. Bardzo polecam!

===============

mail:

Nazywanie banderyzmu szowinizmem jest wybielaniem zbrodniczej ideologii.
Szowinizm jest tylko przekonaniem o wyższości jakieś grupy.
Banderyzm to mordowanie wszystkich (też i Ukraińców), którzy nie idą za wskazaniami wodza.

CNOTA EPIKEI. Gdybyśmy o niej wiedzieli – rząd w Warszawie drżałby ze strachu!

CNOTA EPIKEI.

Gdybyśmy o niej wiedzieli

– rząd w Warszawie

drżałby ze strachu!

16 czerwca 2024 pch/cnota-epikei-gdybysmy-o-niej-wiedzieli-rzad-w-warszawie-drzalby-ze-strachu

cnota-epikei.jpg

W katolickiej doktrynie moralnej jest taka cnota, która w wyjątkowych okolicznościach stawia nas ponad przepisami prawa. Dlaczego władza w Warszawie nie chce, byśmy o niej wiedzieli?

Etatystyczny rząd warszawski – wierząc w rewolucyjny zabobon, wedle którego władza ma prawo rozciągać nieograniczoną kontrolę nad ludzkim życiem – boi się chyba tylko jednej rzeczy: obywateli świadomych swoich praw i gotowych, by je egzekwować. Dlatego rządzącym (również tym, którzy są określani jako „prawica”) tak bardzo na rękę jest nasza nieznajomość katolickiej teologii moralnej.

Kościół uczy nas, że prawo Boże stoi ponad prawem stanowionym, a sprawiedliwą możemy nazywać tylko tę władzę, która dba o dobro wspólne i przestrzega prawa naturalnego. Pod określonymi warunkami moralność katolicka pozwala nam na obalenie niesprawiedliwej władzy, a nawet zabicie tyrana, co nie jest w takim przypadku grzechem.

W sposobie działania warszawskiej władzy jest coś z gruntu szatańskiego. Książę ciemności nie chce, by ludzie w niego wierzyli, bo z ukrycia może skuteczniej deprawować dusze. Podobnie nie chce on, byśmy znali Boskie narzędzia przeciwstawienia się jego panowaniu. Tak jak nienawidzi wody święconej, relikwii i łacińskich słów rytuału rzymskiego, tak samo wzdraga się na samą myśl o świetle rozumu oraz mocy łaski uświęcającej w ludzkiej duszy.

Brak wiedzy, który już Sokrates utożsamił ze złem, jest na rękę zarówno nieprzyjacielowi naszego zbawienia, jak i wrogom naszej wolności zasiadającym na Wiejskiej i w rządowych budynkach. Ale musimy wiedzieć, że istnieje szczególna kategoria wiedzy, której zamordyści boją się najbardziej. Oto kilka najważniejszych punktów:

1. Prawo naturalne stoi ponad prawem stanowionym (obywatel jest związany w sumieniu wyłącznie tymi prawami, które nie są przeciwne prawu naturalnemu). Przeciwieństwem tej prawdy jest tragiczny w skutkach błąd pozytywizmu prawnego, dominujący dziś w całym zachodnim świecie.
2. Prawo własności wynika z prawa naturalnego (rząd nie powinien – bez ważnego powodu motywowanego dobrem wspólnym – ograniczać tego prawa). Zaprzeczeniem tego prawa są przepisy regulujące możliwość decydowania o dobrach ruchomych i nieruchomych.
3. Prawo do posiadania i używania broni jest logicznym następstwem prawa do życia (Bóg powiedział „nie zabijaj”, a to oznacza, że prawo do życia ma być chronione przed tymi, którzy chcą je naruszać). Zaprzeczeniem tego prawa jest uznaniowe reglamentowanie broni, a przede wszystkim faktyczny zakaz jej użycia.
4. Wolni obywatele, którzy mają prawo wybrać władzę, mają też prawo ją obalić (powszechne prawo do broni jest w tym ujęciu jedynym realnym zabezpieczeniem porządku publicznego przed tyranią). W systemie prawnym większości dzisiejszych państw nie istnieją zapisy na temat prawa do obalenia władzy niesprawiedliwej.
5. Obywatel ma prawo oceniać stosowność przepisów (posiadamy moralny obowiązek nieprzestrzegania prawa, które nakazywałoby coś sprzecznego z prawem naturalnym). Cała „kultura” prawna III RP oparta jest na zaprzeczeniu tej zasady.

Czterema pierwszymi punktami zajmowałem się już w innych tekstach (linki na końcu). Teraz chciałbym omówić ostatni, który kieruje nas wprost do nauki o cnocie epikei, co zasygnalizowałem już w tekście Dekonstrukcja po katolicku: „Życzenie śmierci” – czy obywatel może wziąć sprawiedliwość w swoje ręce?

Cnota, której boją się zamordyści

Źródłem wiedzy na temat cnoty epikei jest filozofia realistyczna (Arystoteles) i doktryna św. Tomasza z Akwinu. Doktor Anielski, powołując się na Filozofa, tłumaczy, jak należy tę cnotę rozumieć.

Greckie pojęcie epikei (gdzie epi to „nad”, a eikos to „słuszność” czy też dikaion, to jest „sprawiedliwość”) Tomasz rozumie jako nadprawość czy też nadprawność. W kwestii 120 Sumy Teologicznej dowodzi, że jest ona zarówno cnotą, jak i składnikiem sprawiedliwości.

Epikeia jako cnota: Epikeia, jak stwierdza Filozof, ma na celu zrozumienie intencji prawodawcy – czytamy w sumie teologii. Tomasz tłumaczy, że czyny ludzkie są jednostkowe i przygodne (zależą od indywiduum oraz od okoliczności), dlatego niemożliwe jest stworzenie takiego systemu prawnego, który ujmowałby wszystkie przypadki. Celem prawa jest sprawiedliwość i dobro ogółu, dlatego rozumny prawodawca zakłada, że obywatel może nie zastosować się litery prawa, gdyby stało się ono sprzeczne z jego celem. Takie postępowanie należy nazwać cnotą (a więc sprawnością moralną), ponieważ łamiąc nieużyteczny przepis, nie sprzeciwiamy się praworządności, lecz umożliwiamy dokonanie uczynku z natury dobrego (przeciwnie – przestrzeganie litery prawa, wówczas gdy nie należy Akwinata nazywa grzechem). Kierowanie się cnotą epikei nie jest podważeniem prawa, ale wynika właśnie z szacunku do prawa (czy też do woli prawodawcy). Prawodawca jest właściwą instancją powołaną do interpretacji prawa, a cnotę epikei praktykujemy, gdy nie jesteśmy w stanie zwrócić się do prawodawcy o interpretację.

Epikeia jako składnik sprawiedliwości: Arystoteles naucza, że epikeia stanowi jeden z gatunków sprawiedliwości i dlatego należy uznać ją za jej składnik podmiotowy. Posiada ona pierwszeństwo przed sprawiedliwością społeczną, którą kieruje, ponieważ jest ona jakby wyższą normą postępowania ludzkiego. Jeżeli sprawiedliwość społeczną rozumiemy w kontekście posłuszeństwa duchowi prawa, to epikeia jest częścią tej sprawiedliwości; gdyby natomiast ktoś próbował zawęzić sprawiedliwość wyłącznie do posłuszeństwa literze prawa, to epikeia jest częścią sprawiedliwości ogólnej i stoi ponad społeczną. Na końcu Tomasz dodaje: Zadaniem epikei jest nadawanie umiaru w przestrzeganiu litery prawa.

W praktyce możemy zastosować epikeię zarówno do prawa kanonicznego (którego duchem jest zasada salus animarum suprema lex – „zbawienie dusz jest prawem nadrzędnym”), jak i politycznego (którego duch to sprawiedliwość i dobro wspólne). W porządku kanonicznym istnieją zapisy o stanie wyższej konieczności, na które powołuje się Bractwo św. Piusa X, twierdząc, że przechowanie niezmiennych zasad kapłaństwa, sakramentów i nauki Kościoła jest konieczne dla zbawienia dusz. Również w nowym prawie kanonicznym (z roku 1983) czytamy:

Kanon 1323, 4°: [Nie podlega żadnej karze, kto w chwili przekraczania ustawy lub nakazu] działał pod wpływem chociażby względnie tylko ciężkiej bojaźni albo z konieczności lub wskutek wielkiej niedogodności, jeśli czynność nie jest wewnętrznie zła ani nie powoduje szkody dusz.

Co ciekawe, cnota epikei znajduje swoje odzwierciedlenie nawet w Kodeksie karnym obowiązującym w Polsce:

Artykuł 26, § 1: Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego.

„Nielegalne” prawo?

Władza – która szaleńczo twierdzi, iż sama jest źródłem prawa – wypaczyła przy okazji rozumienie terminu legalności. Wbrew temu, co się nam wmawia, legalnym nie jest to, co dozwolone przez władzę polityczną, lecz to, co zgodne z omawianym wyżej celem prawa.

Jak tłumaczy Akwinata: Ponieważ zaś prawo ma zwracać człowieka ku dobru wspólnemu, jak to już widzieliśmy, dlatego taką ogólną sprawiedliwość zwie się nieraz legalną, gdyż przez nią człowiek żyje w zgodzie z prawem, które podporządkowuje czynności wszystkich cnót dobru wspólnemu.

Omówmy to na przykładzie broni. Jeżeli posiadamy przyrodzone prawo do życia, to władza nie może ograniczać prawa do obrony życia (przy użyciu narzędzia, jakim jest choćby pistolet) i uznawać posiadania broni za „nielegalne”. Wyjątkiem może być konieczność ograniczenia tego prawa ze względu na dobro wspólne (tymczasowo, roztropnie i po to, by osiągnąć konkretny cel) bądź ze względu na szkodliwość jednostki (w przypadku przestępców bezpośrednio zagrażających innym ludziom). Gdybyśmy więc kupili broń palną na „czarnym rynku”, to pozostaje wysoce dyskusyjne, czy w świetle prawa naturalnego należy określić ją jako „nielegalną”.

Jeżeli zaś władza ogranicza tylko pewien rodzaj broni (np. pełen automat, jak ma to miejsce w USA), to możemy domniemywać, że jest to uprawnione ze względu na zarezerwowanie go dla celów militarnych i chęć uniknięcia masakr na większą skalę. Jednakże takie założenie również jest dyskusyjne, zważywszy na fakt, iż kryminaliści nie posługują się zazwyczaj legalną bronią i w ten sposób zyskują przewagę nad praworządnymi obywatelami.

Czy Polacy rozumieją, czym jest prawo?

Zrozumienie natury prawa nie jest rzeczą czysto teoretyczną, ponieważ jego owocem jest prawdziwa niezależność umysłu, dla którego jedynym punktem odniesienia jest obiektywna rzeczywistość, a nie widzimisię władzy.

Kiedyś, zarówno w porządku religijnym, jak i świeckim, tłumaczyliśmy się, że samodzielne interpretowanie prawa będzie powodem zamętu i anarchii. Władza duchowna „gromiła” lud ustami wiejskich proboszczów, świecka zaś nie bawiła się w głoszenie frazesów o demokracji. Ale obie te władze zdegenerowały się, czego efektem jest z jednej strony klerykalizm, a z drugiej fałszywie pojęty legalizm.

Kłamstwo zagnieździło się we wszystkich warstwach systemu państwowego. Władza używa wywróconych pojęć: zabijanie nienarodzonych to „prawo”, a obrona tradycyjnych zasad bywa „nielegalna”; zamordyzm (covidowy czy „ekologiczny”) to „dobro ogółu”. Wolność traci znaczenie, już nie tylko katolickie (bycie wolnym ku dobru), ale nawet związane z pierwotną definicją liberalizmu. Nie ma prawdziwych elit, a globalistyczni oligarchowie i „autorytety” legitymowane przez ponadnarodowe organizacje mówią nam jak mamy żyć.

Amerykański filozof Allan Bloom podkreśla: Najbardziej udaną tyranią jest nie ta, która w celu zniewolenia używa siły, lecz ta, która odbiera wszelką wiedzę na temat tego jak wygląda wolność, czyniąc ją niepojętą, ta, która odbiera wszelką świadomość tego, że istnieją inne drogi, ta, która odbiera poczucie jakiejkolwiek zewnętrznej rzeczywistości.

Dodajmy do tego słowa poety Stanisława Jerzego Leca: Tyrani wiążą człowieka w jego własnym sercu.

Tak właśnie niewiedza na temat prawdziwej istoty prawa zakorzenia w nas fałszywe pojęcie posłuszeństwa. Nie bez powodu epikeia, będąc tak fundamentalną cnotą, jest jednocześnie nieznana większości z nas!

My zaś pozostaniemy bezbronni wobec tego zła, jeżeli nie będziemy sięgać do skarbca zdrowej nauki, zawartej w filozofii realistycznej i w zdroworozsądkowej kwintesencji katolickiego rozumienia świata, jaką dostarcza nam najwybitniejszy autorytet moralny i teologiczny wszech czasów – św. Tomasz z Akwinu.

Filip Obara

Haniebne milczenie Kościoła katolickiego w Polsce

Haniebne milczenie Kościoła katolickiego w Polsce

Andrzej Szlęzak

W debacie publicznej jednym z głównych problemów są relacje polsko-ukraińskie. To dobrze, że coraz głośniej i coraz więcej mówi się o ukraińskim ludobójstwie pod znakami OUN-UPA na Polakach. Polskie społeczeństwo cały czas wie o tym za mało. Czas również pomyśleć w szczególny sposób o dotarciu z tą wiedzą do Ukraińców będących w Polsce.

Widzę w tym jednak pewne niebezpieczeństwo. Możemy się w tym zapędzić czego efektem stanie się przekonanie, że odpowiedzialność za ludobójstwo spada na wszystkich Ukraińców. Tego zrobić nie wolno! Po pierwsze to nieprawda. Po drugie  nie można dopuścić, by w ten sposób zatruć stosunki polsko-ukraińskie, bo w przyszłości jakieś stosunki Polski z Ukariną muszą być i lepiej dla nas, by były one możliwie dobre. Droga do tego daleka, ale jak powiadają Chińczycy, kto chce przejść dwa tysiące mil, musi zrobić pierwszy krok.

Uważam, że w dyskusjach o ukraińskim ludobójstwie zbyt rzadko pojawiają się Ukraińcy, których rodacy zamordowali, ponieważ ostrzegali, ukrywali i w inny sposób pomagali przeżyć Polakom. Wiadomo, że tych Ukraińców były tysiące. Powstało o tym szereg publikacji, ale o ile mi wiadomo nikt nie zajmuje się tym od strony naukowej. To wielkie zaniedbanie polskiej historiografii.

Szczególnie trzeba zwrócić uwagę, że ci Ukraińcy będący symbolem i heroicznym przykładem chrześcijańskiego poświęcenia nie znajdują się w polu zainteresowania Kościoła katolickiego w Polsce ani ukraińskiej Cerkwi unickiej. Na skandal zakrawa sytuacja, w której świętym Kościoła katolickiego ma zostać ukraiński arcybiskup Andrzej Szeptycki, który co najmniej nie miał odwagi publicznie potępić ludobójstwa na Polakach, ale tenże Kościół katolicki w Polsce nie potrafił znaleźć ani jednego Ukraińca czy też ukraińskiej rodziny, którzy wzorem rodziny Ulmów chroniących Żydów, chronili Polaków przed zamordowaniem przez swoich rodaków i za to sami zostali okrutnie przez nich zamordowani.

To oni powinni być kandydatami na ołtarze, a nie Szeptycki. A już postawa ukraińskiej Cerkwi unickiej jest tu całkowicie haniebna. Z tej strony nie ma żadnej refleksji o wręcz zbrodniczej roli unickiego duchowieństwa w ludobójstwie na Polakach i tym bardziej ani słowa o Ukraińcach chroniących Polaków. Jak oni mają jeszcze czelność powtarzać, że chrześcijańską cnotą jest oddawanie życia za swoich bliźnich?

Na Ukrainie Cerkiew unicka jest cały czas jedną z najważniejszych instytucji krzewiących pamięć i kult ludobójczej OUN-UPA. W tej sprawie hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce wraz z hierarchami unickiej Cerkwi ukraińskiej powołują się na wizytę papieża Jana Pawła II we Lwowie i jego wezwaniu do wzajemnego wybaczenia i pojednania. Autorytet papieża Wojtyły ma tu zamykać sprawę. Tymczasem ten problem to jedna z głębszych rys na wizerunku Jana Pawła II. To, co zrobił ten papież świadczy o tym, że albo nie zrozumiał istoty tego, czym było to ukraińskie ludobójstwo, albo go to przerosło. Jak może być pojednanie, skoro nie było przyznania się do winy, szczerego żalu i woli chociaż moralnego zadośćuczynienia?

Ukraińcy chroniący Polaków i dlatego zamordowani przez swoich rodaków są szansą na autentyczne pojednanie obu narodów. Śmiem twierdzić, że jestem pierwszym w Polsce, który ośmielił się o tych Ukraińcach mówić publicznie. Powiedziałem o tym w czasie rekonstrukcji w Radymnie 21 lipca 2013 roku. W obecności kilkunastu tysięcy widzów powiedziałem między innymi, że ci Ukraińcy uratowali honor narodu ukraińskiego. Ten pogląd cały czas podtrzymuję.

Tak, jak rekonstrukcja w Radymnie była w skali ogólnopolskiej  przerwaniem tamy milczenia o ukraińskim ludobójstwie, tak nadanie odpowiedniej rangi sprawie Ukraińców pomordowanych w obronie Polaków jest szansą na ukazanie innej strony ukraińskiego ludobójstwa. Dlaczego polscy politycy nie mówią o tych Ukraińcach, przeciwstawiając im ludobójców. Powinni o tym mówić ukraińskim politykom i hierarchom kościelnym. Mamy w Polsce coraz więcej miejsc upamiętniających ukraińskie ludobójstwo. Pora byśmy zdobyli się na odwagę upamiętnienia tych Ukraińców, którzy bronili Polaków. W 2013 roku byłem prezydentem Stalowej Woli. Chciałem by w Stalowej Woli powstał pomnik będący symbolem polskiej wdzięczności dla Ukraińców, którzy oddali życie broniąc Polaków. Niestety nie udało mi się tego dokonać. Może uda się w przyszłości. Takie miejsca pamięci powinny powstać w wielu miejscach w Polsce. Zwłaszcza tam, gdzie licznie osiedli Ukraińcy. Niech pytają ukraińskie duchowieństwo o chrześcijański wymiar śmierci tych swoich rodaków. Niech pytają działaczy Związku Ukraińców w Polsce dlaczego sławią ludobójców, a milczą o ich ukraińskich ofiarach.

Za sensowne i potrzebne uważam ustanowienie polskiego odznaczenia dla tych Ukraińców, którzy bronili Polaków. Rozumiem, że zostało ich niewielu. Zdaję sobie sprawę, że ze względu na sytuację na Ukrainie i pleniący się banderyzm, pewnie bali by się takie odznaczenie przyjąć, ale przecież byłby to silny i bardzo wymowny akcent sprzeciwienia się temu banderyzmowi.

Uważam, że wszystko, co napisałem powyżej służy upowszechnianiu prawdy historycznej, ale również powinno stać się istotnym elementem polityki historycznej wobec Ukrainy. Dodajmy, że w odróżnieniu od różnych ośrodków na Ukrainie i w Polsce, polski rząd, partie polityczne oraz środowiska opiniotwórcze żadnej polskiej polityki historycznej w stosunku do relacji polsko-ukraińskich nie prowadzą. Na koniec chcę mocno zaakcentować, że pokazywanie tych zamordowanych Ukraińców przez swoich rodaków pogrąża moralnie bardziej ukraińskich ludobójców niż ich polskie ofiary.

Andrzej Szlęzak

Niezbędnik historyczno-dyplomatyczny

Niezbędnik historyczno-dyplomatyczny

Eugeniusz Zinkiewicz

Zbliżają się uroczystości sprowadzenia truchła Stiepana Bandery w celu ponownego pochówku w ukraińskim panteonie narodowym (Ukraiński Panteon Bohaterów to zatwierdzony w czerwcu 2026 roku, przez parlament Ukrainy projekt specjalnego kompleksu memorialnego), który ma służyć jako miejsce spoczynku i czci najwybitniejszych postaci w historii kraju. 

Przepisy ukraińskiej ustawy dopuszczają możliwość uhonorowania dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), co spotkało się z krytyką ze strony Polski w kontekście historycznej odpowiedzialności za zbrodnię wołyńską.

Wspólna walka?

Koniecznym jest stosowne przygotowanie gości z Polski na ten ponowny uroczysty pochówek Bandery. Ważnym jest zachowanie zasady kulturalnego zachowania, które obowiązują w relacjach z banderowcami. Do tego należy zachować daleko idącą ostrożność w powoływaniu się na tak zwaną wspólną walkę z bolszewikami, tak jak to czyni na Facebooku emerytowany generał dywizji Leon Komornicki: „Wspominałem często w swoich wywiadach, aby w budowaniu relacji polsko- ukraińskich sięgać po bohaterów wspólnej walki z bolszewikami w latach 1919 – 1920”.

Zdrada ryska?

Sojusz Piłsudski–Petlura (znany również jako układ lub umowa warszawska) to zawarte 21 kwietnia 1920 roku porozumienie polityczno-militarne pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową (URL). Stanowił on próbę stworzenia wspólnego frontu przeciwko bolszewickiej Rosji. Sojusz ten okazał się tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym napisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”. Najważniejsze jest to, że temat tego dramatycznego w skutkach dla Ukraińców, sojuszu z pełnym powodzeniem był wykorzystywany przez nacjonalistów ukraińskich do podburzania społeczeństwa ukraińskiego przeciwko Polakom w Małopolsce Wschodniej, jako uzasadnienie do popełniania mordów na Polakach.

Tragedia petlurowców

Przypomnę, że dla Ukraińców sojusz z Polską zakończył się tragicznie: klęską militarną, utratą szans na własne państwo oraz wygnaniem tysięcy żołnierzy. Na mocy umowy warszawskiej z 1920 roku, Ukraińska Republika Ludowa miała zyskać niepodległość, lecz w wyniku ustaleń traktatu ryskiego w 1921 roku ziemie ukraińskie zostały podzielone między ZSRR a Polskę, jednocześnie strona polska wycofała uznanie dla rządu atamana Siemiona Petlury. Dziesiątki tysięcy żołnierzy armii URL po zakończeniu działań wojennych zostało internowanych w obozach na terenie Polski. Żyli w skrajnie trudnych warunkach, zmagając się z głodem, chorobami i brakiem jakichkolwiek perspektyw. Petlura wraz z rządem URL zmuszony był udać się na emigrację. W 1926 roku został zamordowany w Paryżu przez nasłanego agenta.

Instrumentalnie

Wśród patriotów ukraińskich, którzy nie utożsamiają się z ideologią Bandery i Szuchewycza, powoływanie się na wspólną walkę z okresu międzywojennego XX wieku brzmi jak szyderstwo. Wiem to od moich ukraińskich przyjaciół, którzy pracowali w redakcji „Czas Piku” (odpowiednik polskiej „Polityki”), do którego przed laty przesyłałem moje artykuły, między innymi dotyczące perspektyw przyjęcia Ukrainy do UE. Traktowanie Ukraińców instrumentalnie i niepoważnie jest skrajnym brakiem odpowiedzialności, albowiem wielu z nich jest znakomicie wykształconych i posiadających rzetelną wiedzę historyczną.

Tania krew

Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla „Washington Post” z sierpnia 2023 roku, podczas rozmowy z publicystą Markiem Thiessenem został zapytany m. in. o to, dlaczego amerykańscy prawicowcy – których część sprzeciwia się pomocy Ukrainie – powinni poprzeć jej walkę. „To bardzo proste. W tej chwili rosyjski imperializm może zostać powstrzymany tanio, bo amerykańscy żołnierze nie giną” – odpowiedział prezydent. Jak dodał, Władimir Putin marzy o odzyskaniu terytorium Imperium Rosyjskiego i musi być powstrzymany teraz, „żeby nie stało się tak jak w I i II wojnie światowej, kiedy amerykańscy żołnierze musieli przelewać krew i poświęcać życie w Europie na rzecz przywrócenia pokoju i wolności światu”. Ergo, według Andrzeja Dudy ukraińska krew jest tania w porównaniu z ceną krwi innych nacji.

Kaczyński nawołuje do wojny

Polscy politycy, poczynając od Jarosława Kaczyńskiego, dawali złudną nadzieję, że Polska wesprze Ukrainę. W marcu 2022 roku Kaczyński zaproponował wprowadzenie misji pokojowej NATO na Ukrainie. „Potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, która będzie w stanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy” – mówił wówczas prezes PiS. „To była propozycja misji pokojowej, oczywiście z udziałem armii amerykańskiej, która miała wkroczyć na tereny, gdzie nie toczyła się wojna, ale później rozwijać się i w ten sposób przekonywać Putina, że jego nadzieja na podbój Ukrainy jest całkowicie bezpodstawna. W ówczesnej sytuacji to by radykalnie poprawiło sytuację strategiczną wojsk ukraińskich” – ocenił prezes PiS.

Wojna zastępcza

Teren Ukrainy, jest miejscem toczącej się wojny zastępczej pomiędzy USA a Rosją. Tak zwanej wojny proxy. Amerykanie, ceniąc krew swoich żołnierzy, posługują się Ukraińcami. Jest taniej, co po kupiecku zauważył ówczesny prezydent RP Andrzej Duda, prywatnie mąż Agaty Kornhauser. W kwietniu 2023 roku z rąk Dudy Wołodymyr Zełenski otrzymał Order Orła Białego. Przyznano mu go w uznaniu za niezłomną postawę w obronie suwerenności Ukrainy po rozpoczęciu rosyjskiej Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie, zasługi dla bezpieczeństwa Europy oraz za wkład w zacieśnianie relacji polsko-ukraińskich

Grunt ideologiczny

Żeby mogła nastąpić bratobójcza wojna pomiędzy Rosją a Ukrainą, na Ukrainie musiała być reaktywowana stosowna ideologia, po tak zwanej Rewolucji Godności (zwana też Euromajdanem, były to trwające od listopada 2013 do lutego 2014 roku masowe protesty społeczne na Ukrainie). W lutym 2014 roku do sieci trafiła nielegalnie nagrana rozmowa telefoniczna między Victorią Nuland a ambasadorem USA w Kijowie, Geoffreyem Pyattem. Omawiała w niej ona preferowany skład przyszłego ukraińskiego rządu, rzucając dosadnym komentarzem „Fuck the EU” (wyrażając w ten sposób irytację powolną reakcją Unii Europejskiej na kryzys). Nota bene, Nuland (ówczesna asystent sekretarza stanu USA ds. Europy i Eurazji) była kluczową amerykańską dyplomatką zaangażowaną w wydarzenia na Ukrainie. W ramach wprowadzanej progresywnej „demokratyzacji”, w którą USA zainwestowało ponad 5 miliardów dolarów w celu rozwoju demokracji na Ukrainie (wypowiedź Nuland z grudnia 2013 roku).

Applebaum pochwała nacjonalizmu

Publicystka Anne Applebaum zauważyła, że Ukraina pilnie potrzebuje spajającej naród ideologii, którą definiuje jako „liberalny patriotyzm” lub „pozytywny nacjonalizm”. W jej przekonaniu brak silnego poczucia wspólnoty, lojalności wobec państwa i świadomości, że ojczyzna jest warta walki, był historycznie jej największą słabością. Swoje stanowisko autorka najpełniej wyłożyła w opublikowanym w 2014 roku artykule Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs(pol. Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). W późniejszych latach, w obliczu nasilających się działań wojennych, historyczka rozwinęła tę myśl. Zauważa, że to właśnie ten nowoczesny, wolnościowy patriotyzm oraz silna tożsamość narodowa Ukraińców są największym zagrożeniem dla imperialnych planów Władimira Putina (Anne Applebaum on Ukraine: One Year into the War). Współczesny ukraiński nacjonalizm niesie na swoich sztandarach tradycje i obyczaje związane z ideologią Bandery i Szuchewycza. Jest to ideologia, która doprowadziła do potwornych zbrodni na Polakach, nie tylko w Małopolsce Wschodniej. Warto zauważyć, że jest to ideologia skrajnie rasistowska, w której immanentną cechą jest nienawiść do Polaków, Rosjan i Żydów, wraz z wezwaniem do fizycznej likwidacji tych nacji.

Groźby Kijowa

W odpowiedzi na decyzję Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych nazwy „bohaterów UPA” prezydent RP oraz Kapituła Orderu Orła Białego, podjęli działania zmierzające do odebrania orderu. Prezydent uznał ten krok za przekroczenie progu wrażliwości historycznej i przypomniał, że pamięć o ofiarach zbrodni wołyńskiej wymaga stawiania granic w relacjach polsko-ukraińskich. W czerwcu 2026 roku klaun z Krzywego Rogu przestał być posiadaczem tego odznaczenia. Wkrótce potem Zełenski sam poinformował, że odesłał odznaczenie z powrotem do Polski. W geście solidarności z Wołodymyrem Zełenskim (który odesłał swoje odznaczenie po tym, jak prezydent Karol Nawrocki pozbawił go tego orderu zrzeczenie się najwyższego polskiego odznaczenia – Orderu Orła Białego – ogłosiło trzech byłych prezydentów Ukrainy: Leonid Kuczma (prezydent w latach 1994–2005), Wiktor Juszczenko (prezydent w latach 2005–2010), Petro Poroszenko (prezydent w latach 2014–2019). Wszyscy trzej byli prezydenci podkreślili w swoich oświadczeniach, że decyzja polskich władz jest niesprawiedliwa, a podważanie aktu nadania orderu dla głowy państwa ukraińskiego godzi w cały naród walczący o niepodległość. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. Pogarda, z jaką zwrócił najwyższe polskie odznaczenie klaun z Krzywego Rogu – pianista penisista, prezydentowi Nawrockiemu zobowiązuje do refleksji. W odpowiedzi na odebranie wyróżnienia Zełenskiemu o rezygnacji z innych przyznanych im polskich odznaczeń państwowych poinformowali także: Andrij Sybiha (minister spraw zagranicznych Ukrainy), Andrij Jermak (szef Biura Prezydenta Ukrainy), Ihor Żowkwa (zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy), Wasyl Bodnar (ambasador Ukrainy w Polsce). Minister spraw zagranicznych Ukrainy wprost zagroził Polsce: „Widzimy znaczny wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce. Jest bardzo dużo napadów na Ukraińców, poniżania ich, przemocy wobec dzieci. To stanowi zagrożenie życia dla Ukraińców. Mamy armię widzimy, jaka jest rola Ukrainy i będziemy tę rolę wypełniać”. Na podstawie analizy dalszych wypowiedzi Andrija Sybihy można wywieść, że mamy wypowiadane wprost groźby, pod adresem Polaki, i że należy spodziewać się prowokacji. Mówi on też o niemieckim wsparciu dla zbanderyzowanej Ukrainy, którego celem jest wspólne osłabienie Polski.

Order „obywatelski”

Po tych wydarzeniach w Polsce pewna grupa ludzi z polskim obywatelstwem, wśród których znajdują się między innymi, takie postacie jak Anne Applebaum, Adam Michnik, Natalia Panczenko, Jarosław Kurski, Seweryn Blumsztajn, Jerzy Borowczak, Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Janina Ochojska, Eugeniusz Smolar, Róża Thun, Tomasz Lis i inni (pełna lista) postanowiła nadać Obywatelski Order Przyszłości prezydentowi Zełenskiemu oraz narodowi ukraińskiemu. W trakcie rozmowy z moimi ukraińskimi przyjaciółmi, których poznałem w trakcie współpracy z ukraińskim „Czas Pikiem”,dowiedziałem się, że najbardziej wiarygodni dla współczesnych wyznawców skrajnej nacjonalistycznej ukraińskiej ideologii byliby Volksdeutsche z Polski, przedstawiciele Jüdischer Ordnungsdienst lub ich potomstwo. Wszyscy ci, którzy mogliby wykazać się stosownymi korzeniami. Innymi słowy, właściwym pochodzeniem.

Ćwiczcie rzymski salut

Następna sprawa, którą omówiłem z nimi to prawidłowe wypowiadanie „Sława Ukrainie” (czym w polskim Sejmie wyróżnia się posłanka Klaudia Jachira, należąca do klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej) lub w trakcie wizyty polskiego przedstawiciela na Ukrainie, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który wygłosił przemówienie w ukraińskiej Wierchownej Radzie 24 lutego 2026 roku, zakończone słowami „Sława Ukrainie”. Wyjaśnili mi jak goście z polskim obywatelstwem, chcący tym zawołaniem zaimponować Ukraińcom, powinni czynić to poprawnie – donośnie, głośno wypowiadanemu „Sława Ukrainie”, powinien towarzyszyć tak zwany „salut rzymski”. Zalecany na tę okoliczność w instrukcjach przez nacjonalistów ukraińskich. Wcześniej powinni to przed lustrem poćwiczyć! A więc panie, dziewczęta, panowie i chłopcy, początkujący serwiliści i zawodowcy – do dzieła! Przed wyjazdem na Ukrainę znaleźć stosowne kwity, fotografie ze zbiorów rodzinnych, zabrać je w podróż. Koniecznie ćwiczcie przed lustrem „Sława Ukrainie”, przed przybyciem na zaplanowaną uroczystość ponownego pochówku Stiepana Bandery w Ukraińskim Panteonie Narodowym.

Niniejszy poradnik dedykuję wszystkim potrzebującym, nie wykluczając grupy trzymającej władzę, oraz tym, którzy przyznali klaunowi z Krzywego Rogu, słynnemu pianiście-penisiście order medalu, z żelaznego metalu z dębowymi liśćmi.

Eugeniusz Zinkiewicz

Wszystko co mamy, Ukrom oddamy?

Wszystko co mamy, Ukrom oddamy?

Zygmunt Białas zygmuntbialas/wszystko-co-mamy-ukrom-oddamy

Kilka dni temu Krzysztof Bosak przekazał informację, że ‚w marcu w tajemnicy przed Sejmem [i przed prezydentem] rząd oddał Ukrainie drogie i trudne do nabycia pociski przechwytujące do systemu Patriot’. Wywiązała się awantura między politykami partii koalicyjnych a opozycją. O szczegółach informują nas publicyści platformy  strajk.eu  – Maciej Wiśniowski i Kamili Łukaszek w podcaście zatytułowanym „Czy warto było oddać Ukrainie rakiety?” [w oryg. md]

„Nie igrajcie z ogniem”  powiedział Donald Tusk odnosząc się do wezwań opozycji do ograniczenia wsparcia dla Ukrainy. Stwierdził, że ‚wsparcie Kijowa w walce z Rosją leży w interesie Polski’. Jastrząb gen. Roman Polko powiedział, że należało oddać Ukrainie rakiety, bo „każdy pocisk, który leci w kierunku Rosji to nasz żywotny interes”. Paweł Kowal, który przebija wszystkich polityków III RP w nienawiści do Moskwy, informuje szczerze, że „Polska znajduje się w stanie wojny z Rosją”.

Przekazanie wkładów do systemu Patriot nastąpiło w marcu, w momencie wojny USA i Izraela z Iranem. Z ukraińskich informacji wynika, że przekazanie odbyło się na polecenie kanclerza Niemiec Friedricha Merza. Mielibyśmy więc do czynienia z naciskiem Berlina? W innym źródle czytamy, że był to prikaz  płynący z NATO.

Nasuwają się tu nieodparcie wątpliwości co do polityki zagranicznej III RP. W mainstreamie podają ciągle, że „hybrydowy atak Rosji na wschodnią flankę jest nieunikniony”, a my oddajemy Ukrainie podstawowe i deficytowe wyposażenie obronne. Na wkłady [pociski przechwytujące (rakiety)] do systemu wydaliśmy ‚grube’  pieniądze, a oddaliśmy je za friko. Były i są nam niepotrzebne w sytuacji, gdy „Rosja dyszy chęcią zaatakowania wschodniej flanki NATO”

===============================

pociski przechwytujące (rakiety)

Kijów po rosyjskim ataku

Kruche jest założenie, że Rosja nas zaatakuje, a my słyszymy ciągle jeden komunikat, że Ukraina jest teraz zagrożona, a więc powinniśmy działać w celu obniżenia zdolności bojowych Moskwy. Obdarowujemy kijowski reżim, oddajemy naszą żelazną rezerwę obronną i zapominamy, że bezpieczeństwo Polski powinno być na pierwszym miejscu.

I jak reaguje kijowska klika? – Umieściła szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego na liście Myrotworca, liście ‚wrogów Ukrainy’. Być na tej liście nie jest bezpiecznie – można zginąć nieoczekiwanie. Jest na niej wielu Polaków, m.in. Grzegorz Braun, Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak, Mateusz Piskorski, Tomasz Jankowski, Jan Engelgard, Przemysław Piasta, Jacek Międlar czy Katarzyna Sokołowska. Rząd Tuska nie dostrzega jednak, nie widzi problemu. Nie reaguje na wzrastający szowinizm na Ukrainie, jak i zagrożenie życia Polaków, w tym czołowych polityków i publicystów III RP.

I dodam, że W. Kosiniak-Kamysz odtajnił informacje niejawne ogłaszając, że latach 2022 do połowy 2026 Polska przekazała Ukrainie broń o wartości 16,5 miliarda złotych. Mówi wicepremier: „Rząd nie ulegnie populistycznym krzykom i nie zejdzie z drogi wspierania Ukrainy”. Podkreślił, że „prawdziwy wróg jest na Kremlu. To Rosja najechała Ukrainę i dokonuje prowokacji wobec państw NATO”. – Takie bzdety opowiada lekarz z zawodu, minister obrony i wicepremier w jednej osobie. Jedno zdanie wydaje się jednak być prawdziwe: „Hipokryzja i zakłamanie polityków PiS nie znają granic”.

Zygmunt Białas

Preludium do wyborów

Preludium do wyborów

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl”  7 lipca 2026 michalkiewicz

Wszyscy wiemy, że w naszym bantustanie panuje demokracja, w związku z czym co pewien czas muszą odbywać się wybory. Z tymi wyborami jest sporo kłopotów, a najważniejszy polega na tym, że trzeba policzyć głosy. Jak mawiał klasyk demokracji, Ojciec Narodów, Chorąży Pokoju, czyli Józef Stalin, ważniejsze od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy. W naszym bantustanie głosy liczą komisje wyborcze. Te najniższe o prostu je zliczają, a potem przekazują do komisji wyższych. Te z kolei wyciągają ze zliczonej sumy pierwiastek kwadratowy, odejmują od tego roczną produkcję parasoli, a otrzymany wynik rozdzielają między poszczególne listy wyborcze, według rozdzielnika dostarczonego przez stare kiejkuty, które – jak wiadomo – są najtwardszym jądrem każdej demokracji.

Mogliśmy przekonać się o tym całkiem niedawno, kiedy z zagadkowych przyczyn nasi Umiłowani Przywódcy musieli wyjaśnić przyczynę, dla której burdele dwóch ukraińskich gangsterów, braci Rysiczów na Podkarpaciu, pozostawały przez długi czas pod ochroną policji, niezależnej prokuratury i nienawisłych sądów. Początkowo myśleliśmy, że panowie gangsterzy zwyczajnie korumpowali policję, prokuraturę i niezawisłe sądy, ale okazało się, że nie – że przyczyną życzliwości, jaka burdele braci Rysiczów otaczała, była okoliczność, że byli oni konfidentami tak zwanych „służb”, z którymi pewnie dzielili się zyskami – no bo jakże inaczej? Wynikało z tego, że policja, niezależna prokuratura i niezawisłe sądy rozpostarły parasol ochronny nad burdelami braci Rysiczów na polecenie starych kiejkutów. Jestem pewien, że nie tylko w tej sprawie, ale i w każdej innej stare kiejkuty mogą liczyć na policję, prokuraturę i niezawisłe sądy.

Przy okazji afery orderowej pan minister Tomasz Siemoniak bąknął, że ukraiński wywiad hula po Polsce jak tornado. Podejrzewam w związku z tym, że bracia Rysiczowie, co to mimo posiadania polskiego obywatelstwa wyjechali na Ukrainę, od samego początku byli agentami Służby Bezpieki Ukrainy, a konfidentami starych kiejkutów zostali w ramach zleconego zadania przeniknięcia do służb tubylczych. Skoro tedy ukraiński wywiad hula po Polsce, jak tornado, to czy istnieje jeszcze jakaś granica między nim, a starymi kiejkuty, które za pośrednictwem swojej agentury kręcą całym państwem? Obawiam się, że ta granica jest już zatarta, między innymi na życzenie niemieckiej BND, która ma u nas przecież swoje interesy i swoje plany.

Niedawno Sejm wybrał członków Krajowej Rady Sądownictwa, rekomendowanych przez dwie organizacje sędziowskie: Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” oraz drugie stowarzyszenie „Themis”. „Iustitia” została utworzona w roku 1990, zaraz jak tylko rozwiązana została PZPR, będąca pasem transmisyjnym bezpieki do środowiska sędziowskiego. Stowarzyszenie „Themis” zaś nawet w swojej nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, jaką Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadziła we celu werbunku agentury w środowisku sędziowskim. No a teraz te dwie organizacje rekomendowały Sejmowi kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, a Sejm te kandydatury posłusznie przyklepał, co jest kolejną poszlaką, iż organy naszego państwa nie działają samowolnie, tylko – zgodnie z myślą przewodnią. Jedynie jeden sędzia, pan sędzia Piebiak, nie należał do grona rekomendowanych przez te dwie organizacje sędziowskie, więc obywatel Żurek Waldemar sędziego Piebiaka „zawiesił”. Czy stare kiejkuty zadowolą się tym „zawieszeniem” – bo sędzia „zawieszony” nie będzie już mógł wkładać kija w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów – czy też nakażą obywatelu Żurku Waldemaru, by za pośrednictwem „silnych ludzi” przeprowadził jakieś rozwiązanie radykalne – wkrótce się przekonamy.

Tymczasem powstała kwestia, czy prezydent może powoływać sędziów Sądu Najwyższego bez kontrasygnaty premiera. Art. 144 ust 3 konstytucji w punkcie 17 stanowi, że akt urzędowy prezydenta dotyczący „powoływania sędziów” kontrasygnaty takiej nie wymaga, podobnie jak powoływanie Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (pkt. 20) oraz prezesów SN (pkt.23). I tak właśnie orzekł Trybunał Konstytucyjny. Ale obywatel Żurek Waldemar powiedział, że on tego orzeczenia nie uznaje za „wyrok” i w ogóle – olewa je ciepłym moczem – w ramach nieubłaganej walki o praworządność socjalistyczną.

To może nie byłoby aż takie ważne, bo wiadomo, że jak stare kiejkuty postawią obywatelu Żurku Waldemaru jakieś zadanie, to wykona on je, choćby metodą „na rympał” – jak to już bywało. Jak rozwinie się sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym – zobaczymy, bo kandydaci na sędziów, co to złożyli ślubowanie „wobec” obywatela Czarzastego Włodzimierza, co zaprotokołował notariusz – jak-gdyby-nigdy-nic przychodzą na posiedzenia Trybunału i mimo wezwań prezesa Bogdana Święczkowskiego nie chcą opuścić sali posiedzeń, w następstwie czego wychodzi on – tylko czekają, aż prezes Święczkowski się przeziębi – żeby w imieniu starych kiejkutów opanować Trybunał. Jest to bardzo ważne z punktu widzenia przygotowań do przyszłorocznych wyborów. Bo – jak podkreślał Józef Stalin – jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy, jest przygotowanie suwerenom prawidłowej alternatywy na wybory., A kiedy jest ona prawidłowa? Wtedy, kiedy bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane.

Jak wiadomo, pan Ryszard Petru przystąpił do tworzenia nowej partii, Konfederacji-light – żeby zastopować obydwie Konfederacje. Ale jeszcze lepiej byłoby obydwie Konfederacje zdelegalizować – a to może zrobić Trybunał Konstytucyjny – oczywiście prawidłowo obsadzony. Dlatego właśnie wokół Trybunału Konstytucyjnego obywatel Żurek Waldemar robi takie podchody. On na swoim odcinku, a stare kiejkuty, co to w roku 2015 już stworzyły z panem Ryszardem na fasadzie partię „Nowoczesna” – będą stwarzały fakty dokonane na swoim odcinku.

Jeszcze tylko niezawisły sąd wpakuje pana Grzegorza Brauna do lochu, obsadzony prawidłowo Trybunał Konstytucyjny obydwie Konfederacje zdelegalizuje, niezawisły sąd rejestrowy tak będzie przeciągał rejestrację ewentualnych następczyń zdelegalizowanych Konfederacji, że nie będą one mogły wziąć udziału w wyborach, a w rezultacie na placu boju pozostanie Volksdeutsche Partei z satelitami oraz PiS – jeden i drugi – a między nimi – pan Ryszard ze swoją kolejną partią jednorazowego użytku. Jest to trochę wyścig z czasem – ale stare kiejkuty są dobrej myśli, wychodząc z założenia, że „podchorąży zawsze zdąży”.

Stanisław Michalkiewicz

Makdonaldyzacja przebaczenia, fikcja pojednania

Makdonaldyzacja przebaczenia, fikcja pojednania.

Jacek Tomczak konserwatyzm/tomczak-makdonaldyzacja-przebaczenia-fikcja-pojednania

1.  Interesujące jest to, że mainstream, tak krytyczny wobec Kościoła katolickiego i nacjonalizmów, sięgnął po narrację odwołującą się do „przebaczenia” i „interesu narodowego”, gdy przestraszył się, że wszystko co mówili jego przedstawiciele na temat banderyzmu i relacji polsko-ukraińskich jest brutalnie weryfikowane przez rzeczywistość.

2. Ukrainofile dokonali „makdonaldyzacji przebaczenia”, „makdonaldyzacji pojednania” – sięgnęli po doniosłe pojęcia, by uzasadnić nimi całkowicie nie doniosłe zamiary. To gorsze niż infantylizacja „faszyzmu” czy „stalinizmu” przez nagminne używanie tych pojęć do opisu spraw współczesnych.

Siła duchowa, umiejętność wzniesienia się ponad odruch zemsty, zdolność udźwignięcia swoich krzywd – to wszystko sprawia, że przebaczenie to trudny, a zarazem piękny proces.

Im szlachetniejsza jest jakaś inicjatywa, tym gorsze jest instrumentalizowanie stojących za nią wartości.

3. „Zaiste nie w twojej mocy wybaczać w imię tych, których zdradzono o świcie” – pisał Zbigniew Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito”. Ukrainofile, którzy przez wiele lat robili wszystko, by zamilczeć rzeź wołyńską, gdy okazało się, że narodu nie da się zmanipulować użyli „zastępczej formy zamilczenia”, czyli w tym przypadku wołania o przebaczenie i pojednanie.

Nie bardzo tylko wiadomo kto i komu miałby przebaczać – ukrainofile Ukraińcom? Ci, którzy o rzezi nie chcieli słyszeć tym, którzy podobno nie mają nic wspólnego z banderowcami („to tylko historia”)?

Proces pojednania miałby prawo zacząć choćby ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który krzywdy narodu polskiego poniesione ze strony Ukraińców przeżył najgłębiej jak się da (tak jak Ali Agcy mógł wybaczyć Jan Paweł II) – nie wydaje się jednak, by przy obecnym stosunku Ukraińców do rzeźników z UPA ksiądz wykazałby taką chęć.

4. „Eksperci” straszą, że Polska straci na odebraniu Orderu Orła Białego. Nawet gdyby tak było – warto, bo nie wolno (za Andrzejem Kołakowskim) „na euro przeliczać kości”. Tyle, że tak nie jest.

Mnóstwo ludzi na Zachodzie Europy dowiedziało się czym była UPA, czym była rzeź wołyńska. A może ukrainofile dobrze wiedzą, że Polska zyska i ze złości krzyczą, że straci?

Pytanie brzmi raczej: jaki zysk ma Polska z obecnego kształtu relacji z Ukrainą? „Ukraińcy walczą za nas”? To jak przestaniemy prowadzić wobec nich państwową działalność charytatywną to powiedzą: „Skoro Polacy nic nam nie dają, to przestajemy stawiać się Rosjanom”?

A może musimy oddać Ukrainie Przemyśl, bo inaczej Ukraińcy nie wybaczą nam krytycznego podejścia wobec morderców naszego narodu? Przeprosić, że daliśmy się mordować? Gdzie jeszcze zabrną ukrainofile?

5. Jednym z najbardziej zamiennych przejawów stosunku strony ukraińskiej do „pojednania” jest fakt, że Ukraińcy zgodzili się na ekshumacje na wielką skalę żołnierzy Wehrmachtu (ponad 100 tysięcy ciał przeniesiono na specjalne cmentarze wojskowe), a ekshumacje Polaków są prowadzone w kilkunastu miejscach z kilkunastu tysięcy.

6. Narracja o pojednaniu niesie ze sobą fałszywe wyobrażenie o symetrii krzywd wyrządzonych sobie przez obydwa narody. Nikt nie mówił, by „Żydzi i Niemcy wybaczyli sobie wzajemne krzywdy”.

Porównuje się polskich nacjonalistów, których dość skrajny przedstawiciel Jan Mosdorf z ONR pomagał Żydom w Auschwitz i tam zginął z szaleńczymi ludobójcami z UPA, w „Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty” wyzywającymi do likwidacji wrogów, sprawcami rzezi i pogromów na masową skalę.

Porównuje się kolaborantów nazistowskich, seryjnych morderców z UPA z Żołnierzami Niezłomnymi, którzy z kolaborantami walczyli i ginęli w imię niepodległej Polski.

Jacek Tomczak

Polska i Ukraina – całkowita sprzeczność interesów

Polska i Ukraina – całkowita sprzeczność interesów

Autor: piko, 2 lipca 2026

By pojąć z czym Polska ma do czynienia od wschodu trzeba zrozumieć czym się różni naród od narodowość, jak tworzy się państwo, jak przebiegają procesy narodowotwórcze.

W XIX wieku pojawiły się hasła, że narody mają prawa do samostanowienia, czyli każda grupa etniczna mogłaby mieć teoretycznie swoje własne państwo, czyli mogliby mieć np. Ślązacy, Kaszubi, Słowacy, itp.  Gdyby powyższe hasło traktowane było zupełnie dosłownie Europa przemieniłaby się w totalną anarchię i rozpadłyby się wszystkie istniejące państwa.

Dlatego nijaki Engels zwrócił uwagę, że są tzw. narody historyczne to znaczy takie, które posiadają setki lat tradycji historycznej, setki lat tradycji państwowej, elity polityczne, język w znaczeniu języka literackiego i doszedł do wniosku, że to są normalne narody, które jeśli nic by nie stało na przeszkodzie powinny mieć swoje własne państwa. Dodałbym jeszcze do tej listy wyznawaną przez większość religię kształtującą etykę.

Grupy uśpione w swoim poczuciu narodowym, które nie posiadały ww. cech i nie dobijały się intensywnie o swoją niepodległość, nazywane były narodami niehistorycznymi.

Obecnie w socjologii stosuje się rozróżnienie na narody i narodowości, grupy etniczne. Narodowość to taka grupa etniczna, która nie miała ciągot, potrzeby, woli do stworzenia własnego państwa w odróżnieniu od narodów, które taką potrzebę miały, artykułowały i były gotowe przelewać krew za swoje własne, niepodległe państwo.

Teraz przejdźmy do Ukrainy. W pewnym momencie historycznym pojawia się w narodowości chęć stworzenia narodu. Chęć to jedno a tradycja historyczna to drugie. W tym przypadku nie było nawet pojęcia Ukraińców jako narodowości, nie było żadnych narodowych idei, bohaterów, wzorców, dynastii, instytucji, niczego. Tak naprawdę ludność zamieszkująca tereny dzisiejszej Ukrainy była grupą separatystyczną w stosunku do jakiś większych grup narodowych, imperiów w których przez stulecia przebywała. Ukraina po rosyjsku to to samo co Kresy po polsku – coś na skraju krańca.
I teraz ta grupa etniczna (naród niehistoryczny, narodowość), która sobie istniała przez całe lata nagle została wzbudzona do aktywności politycznej.

Ponieważ nie posiadała własnych bohaterów narodowych, wtedy musi sięgnąć po jakichkolwiek, którzy  o tę Ukrainę walczyli. No i problem jest taki, że jak się spojrzy na tych bohaterów to skóra cierpnie – Stefan Bandera, Szuchewicz, Andrej Melnik, itd. – czyli UPA i banderyzm, czyli mówiąc wprost mordercy i ludobójcy. Innymi słowy wszyscy bohaterowie Ukrainy, z polskiego punktu widzenia, są naszymi wrogami (z rosyjskiego i żydowskiego również).

Oczywiście jakby dobrze poszukać, to by się znalazło kilka pozytywnych postaci, pewnie mniej znanych również pośród samych Ukraińców ale teraz władze w Kijowie dla poparcia i uzasadnienia swojej szowinistycznej i nacjonalistycznej ideologii sięgają po najbardziej  ekstremistyczny element, który dosłownie brodził po kostki w polskiej krwi.

Teraz pojawia się pytanie, czy tak się musiało stać? Tak, tak się musiało stać dlatego, że ukraiński nacjonalizm jest przede wszystkim separatyzmem, jest ideologią buntu wobec starych panów, czyli Polaków i ideologią separatystycznego buntu wobec nowych panów, czyli Rosjan.

I w tej sytuacji to nie jest nacjonalizm pozytywny mówiący: “Chcemy mieć własne państwo”, tylko to jest nacjonalizm przede wszystkim o charakterze chłopskiego buntu, ruchawki  nienawidzącej wszystkich, którzy kiedykolwiek byli panami.
W tej sytuacji wiara polskich elitek infantylno-agenturalnych (za Wielomskim) w to, że naród powstały na bazie szowinizmu i separatyzmu, w stosunku do całej historii tych ziem, może być sympatycznie nastawiony do Polski – jest żałosna i tragiczna zarazem. Póki co nacjonalizm ukraiński może istnieć tylko i wyłącznie w skrajnej opozycji do wszystkiego co rosyjskie i co polskie.

Gdyby państwo ukraińskie istniało powiedzmy ze 100 lat, to wtedy prawdopodobnie Ukraińcy by stworzyli jakiś własny panteon swoich polityków, myślicieli. Ponieważ mają bardzo krótką historię, to w takiej sytuacji sięgnęli po ekstremistów uznając, że innych nie mają a ci są najlepsi na te czasy, będą wywoływać wielkie wstrząsy opinii publicznej, rozpalać silne emocje itd.
I to jest pierwszy powód całkowitej niezgodności interesów Polski i Ukrainy.

Drugi powód, dla którego sojusz polsko-ukraiński nie jest możliwy – bezpieczeństwo
Sojusz z Polską w takiej sytuacji jak opisałem wyżej był od początku absolutnie niemożliwy. Pamiętamy gdy Duda projektował ukropol bez granic, opowiadał o jednym państwie i takie tam dyrdymały. Ukraińcy patrzyli prawdopodobnie na nich jak na wariatów ale póki czołgi, samoloty i pieniądze szły to się uśmiechali. Oczywiste jest, że nie po to wyszli ze Związku Radzieckiego, żeby tworzyć jakiś ukropol z Polską, którą traktują jako swojego wielusetletniego ciemiężyciela.

Paradoksalnie magnaci kresowi z Jeremim Wiśniowieckim na czele, to była spolonizowana szlachta ruska (tacy spolonizowani Ukraińcy). Trochę im z turańszczyzny zostało, bo wbijanie na pal to orientalny sposób sprawowania władzy.

W tej chwili dla Ukrainy największym niebezpieczeństwem  jest Federacja Rosyjska, która ma pewne problemy z pogodzeniem się, że w ogóle Ukraina istnieje jako odrębne państwo, a już na pewno nie w tych granicach, z których wyszła ze Związku Radzieckiego. No to w takiej sytuacji Ukraina dramatycznie potrzebuje sojusznika, sojusznika który będzie miał potencjał polityczny, ekonomiczny i militarny, żeby ją na tyle wspomóc, aby zachowała swoją odrębność od Rosji, a najlepiej jeszcze na tyle wspomóc, żeby była w stanie odbić Donbas. Na Krym chyba machnęli ręką.

No i kto im pomoże odbić Donbas? Polska? Polska nie posiada potencjału ani politycznego, ani ekonomicznego żeby to sfinansować, ani militarnego, poza tym Polski nie cierpią. Przez pewien moment liczyli na USA ale w tej chwili już widzą, że nie ma na to żadnych szans. Amerykanie nawet do NATO ich nie chcą wpuścić, więc zostały im oczywiście Niemcy i poniekąd Wielka Brytania. No ale z Wielką Brytanią to wszyscy wiemy, że bardzo chętnie walczy do ostatniego żołnierza swoich sojuszników, a sama swoich nie wyśle.

W tej sytuacji Ukraińcy doszli do wniosku, że mają dwie możliwości – albo znajdować się w sferze imperium rosyjskiego i stać się państwem buforowym pomiędzy Unią Europejską a Rosją pod wpływami rosyjskimi. Albo druga możliwość – doszlusować do niemieckiej Mittel Europy. Dlaczego? Dlatego że Niemcy są w tej chwili w Europie jedynym państwem, które być może jest w stanie zapewnić im odrębność od Rosji.

Niemcy nie zapewnią Ukrainie odzyskania ziem, które utraciła ale przynajmniej dają szansę na to, że Ukraina więcej nie straci.
I to jest absolutnie oczywiste, zrozumiałe. O tym pisał Dmowski ponad 100 lat temu, że jeśli państwo ukraińskie powstanie, to będzie naturalnym aliantem Niemiec. I teraz po 4 i pół roku wojny wielu polityków PiS o tym krzyczy. Ale jak ja i inni o tym pisaliśmy od onuc wymyślano. A prawda jest taka, że aby przypodobać się Niemcom, Kijów będzie prowadził politykę antypolską dociskania Polski od strony wschodniej. Czyli jesteśmy w kleszczach.

Trzeci element konfliktu interesów – wejście do UE i federalizacja
Ukraina na pewno nie wejdzie do NATO. Ukraina będzie za to bardzo chciała wejść do Unii Europejskiej i to nie ze względów ekonomicznych. Wejście do Unii Europejskiej będzie oznaczać całkowite wykupienie jej resztek przez zachodnich inwestorów.
Ukraina będzie chciała wejść do Unii Europejskiej po to, żeby tę Unię Europejską w sposób znaczący przerobić.

Otóż jeżeli Ukraina nie będzie członkiem NATO i NATO w takiej sytuacji nie pomoże Ukrainie odzyskać Donbasu, to jedyną nadzieją są Niemcy. Niemcy, które w tej chwili razem z Francją naciskają na federalizację Unii Europejskiej ze wspólną polityką zagraniczną i obronną. Polityka obronna Unii Europejskiej wcześniej czy później skończy się pomysłem stworzenia wspólnej armii europejskiej, gdzie Polacy, Niemcy, Francuzi, Portugalczycy, Ukraińcy, itd. będą mieli jedną armię. I po co taka armia dla Ukrainy? No bo Donieck, bo Ługańsk, … . A Ukraińcy mają wyszkolone w boju wojsko.

To jest absolutnie sprzeczne z polskim interesem, bo państwo polskie ma swój interes by przetrwać jako suwerenne, a nie jako członek składowy federalnego państwa europejskiego. Ukraina z góry się godzi na to, że nie będzie niepodległym państwem, podczas kiedy my Polacy o to walczymy i Ukraina w tej kwestii będzie absolutnie wrogim nam państwem, które będzie zawsze popierało federalizację i stworzenie armii europejskiej. Dlatego nasze interesy są sprzeczne.

Punkt czwarty – ekonomia
Każdy rolnik wie, że po wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej nasze rolnictwo skazane jest na zagładę. Wielkoobszarowe, lantyfundialne ukraińskie rolnictwo, powiedzmy szczerze, należące do oligarchów, black rocków i wielkich korporacji na gigantycznych folwarkach, czarnoziemach będzie zdecydowanie bardziej konkurencyjne niż rolnictwo polskie.
Dlatego Polska jest jakby naturalnie niezainteresowana wejściem Ukrainy i stworzeniem wspólnego rynku z Ukrainą, jeśli chodzi o produkty rolne i pewnie nie rolne też. No i wreszcie będzie to oczywiście oznaczało, gdyby Ukraina była w Unii Europejskiej, że zmniejszą się znacząco pieniądze unijne dla Polski, bo będzie trzeba to pchać na Ukrainę.

Polska automatycznie staje się płatnikiem netto i będziemy do Unii Europejskiej dopłacać. Ktoś powie, no to w takie sytuacjach jak nam się nie będzie opłaciło, to wyjdziemy z Unii Europejskiej. I tu jest problem. Jesteśmy w kleszczach Niemcy – Ukraina.
Wszyscy ci, którzy marzą o Poleksicie,  po wejściu Ukrainy będzie to bardzo trudne ze względów komunikacyjnych i handlowych. Jeszcze bardziej trudne niż jest w tej chwili.

Punkt piąty – demografia


Jak oceniają władze ukraińskie zostało ok. 23 mln obywateli z czego 11 mln to emeryci. Z 12 mln zapewne z wojny spora część mężczyzn nie wróci. Z powracających duży odsetek będzie cierpiał na PTSD i będzie inwalidami. Większość emigrantów pozostanie poza krajem. Polecam zajrzeć tu.

I w takiej sytuacji Budanow mówi, że ktoś musi odbudować Ukrainę. Kto? No i powiedział wprost: trzeba będzie ściągnąć tak zwanych, jak to się mówi w Polsce, inżynierów i doktorów. Doktorzy i inżynierowie odbudują Ukrainę.


Innymi słowy mamy paradoks – pod hasłami szowinizmu ukraińskiego, banderyzmu, mobilizuje się społeczeństwo do działań skutkującymi gigantycznymi stratami ludzkimi, a w to puste miejsce planuje się sprowadzić ludność etnicznie zupełnie obcą i stworzenie w przyszłości społeczeństwa multikulti.

Okazuje, że ten cały siermiężny banderyzm to jest nic innego tylko ideologia wojenna. A za tym kryje się projekt typowo globalistyczny podmiany ludności, czyli sprowadzenia w to miejsce milionów ludzi z zewnątrz. Państwo będzie stanowiło jakieś dziwaczny melanż. Trochę banderyzmu, trochę wielokulturowości. Taki układ będzie niestabilny i któraś z tych opcji będzie musiała wygrać.

Jaka Ukraina by nie była (szowinistyczna czy multikulti) dla Polski nic dobrego z tego nie wyniknie.

Każdy kto jest przeciw:
– federalizacji UE,
– zniesieniu zasady jednogłośności,
– wprowadzeniu armii europejskiej,
– wspólnej polityki EU,
musi być przeciw wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej.

Jak ktoś twierdzi, że wymienione sprzeczności nie są istotne bo Ukraina walczy za nas, to jest debilem. Debil – dorosła osoba o umysłowości 12. latka.

Po pierwsze nie walczy za nas tylko za nasze.

Po drugie – takie stwierdzenie powoduje że ukry mogą uważać, że szczuliśmy ich na Rosjan i przez nas ponieśli ofiary, stąd nic nam się nie należy a wprost przeciwnie im się należy, np. Zakerzonie jako rekompensata za walką o nas i ofiary.

Po trzecie – trzeba znać przyczyny agresji Rosji. Pisałem o tym wielokrotnie.

Tekst w oparciu o felieton prof. Wielomskiego.