Hołd Pruski i herezja – zdradliwy pokłon, którego skutki odczuwamy do dziś

10 kwietnia 2026 pch24.pl/hold-pruski-i-herezja-zdradliwy-poklon-ktorego-skutki-odczuwamy-do-dzis

Hołd Pruski i herezja – zdradliwy pokłon, którego skutki odczuwamy do dziś

(Jan Matejko, Public domain, via Wikimedia Commons)

Decyzja króla spowodowała negatywne konsekwencje w polityce międzynarodowej. Doszło do pogorszenia stosunków Krakowa z Cesarstwem (które deklarowało obronę wiary katolickiej) i przede wszystkim z papiestwem. Głowa Kościoła, w przeciwieństwie do Zygmunta I, dostrzegała jakim zagrożeniem dla Europy jest stworzenie państwa z protestantem na czele – mówi Radosław Patlewicz, autor książek m. in. „Historia Polski. Nowe spojrzenie”. Rozmawia Piotr Relich.

Przypominamy rozmowę PCh24.pl opublikowaną w 2025 roku na 500. rocznicę Hołdu Pruskiego

W refleksji na temat roli Zygmunta Starego w położeniu podwalin pod  przyszłe rozbiory, niezwykle rzadko zwraca się uwagę na kwestie  religijne. Tymczasem walec rewolucji protestanckiej w pierwszej połowie  XVI w. szczególnie mocno przetacza się przez Państwo Krzyżackie i  Gdańsk. Jakie były następstwa coraz większej popularności luteranizmu w  krajach niemieckojęzycznych?

W propagandzie protestanckiej, wystąpienie Marcina Lutra przedstawiane jest jako sprzeciw wobec rzekomych błędów doktrynalnych Kościoła katolickiego i rozpasaniu kleru, z kluczowym miejscem dla sprawy sprzedaży odpustów. Ta uproszczona narracja jest bardzo wygodna, gdyż z jednej strony stawia Kościół w roli jednoznacznego, czarnego charakteru. Z drugiej – pomaga zataić główną przyczynę tego, w jaki sposób protestanci osiągnęli sukces i nie podzielili losu poprzednich herezji. Chodzi o postawienie na gwałtowną zmianę struktury własnościowej, czyli kradzież. Szlachta i poszczególni książęta niemieccy poparli Lutra i jego uczniów, widząc w tym okazję do zarobku, polegającego na „prywatyzacji” wyposażenia kościołów i klasztorów, oraz przyłączaniu ich pól uprawnych do własnych domen. Co więcej, zradykalizowane interpretacje tez Lutra, głoszone przez Thomasa Müntzera doprowadziły w Niemczech do powstania chłopskiego (1525). Müntzer, którego Karol Marks nazwał „pierwszym ideologiem komunistycznym”, głosił hasła rewolucji antyfeudalnej i antykościelnej. Ideałem, do którego dążył, była likwidacja Kościoła jako instytucji rzekomo zbędnej na drodze do zbawienia. W czasie wojny masowo okradano i niszczono świątynie, mordowano księży i zakonników. Niemieckie praktyki rozlały się na inne kraje europejskie. Władcy, tacy jak np. król angielski Henryk IV, przechodzili na pozycje heretyckie (pod różnymi, oficjalnymi pretekstami), gdyż widzieli w tym -oprócz korzyści materialnych wynikających z rabunku dóbr kościelnych- uwolnienie się od uciążliwej kurateli papiestwa, które mimo swych różnych przywar, stanowiło zaporę dla powszechnej degeneracji moralnej oraz nieskrępowanej tyranii władz centralnych.

Jaki był stosunek panującego wówczas w Polsce Zygmunta I wobec herezji Marcina Lutra? Czy nad Wisłą zdawano sobie sprawę ze społecznego i politycznego oblicza luteranizmu?

Do Polski tzw. „reformacja” zawitała dość szybko i jej zwolennikami stali się -podobnie jak na Zachodzie- głównie szlachta i bogaci kupcy. W przeciwieństwie do Niemiec, Snandynawii czy Anglii, miała tu raczej pokojowy przebieg, głównie z powodu większej tolerancji Polaków dla odmiennych praktyk religijnych oraz względnie nielicznej grupy wyznawców nowych ruchów. Niestety, także tutaj dało się odczuć zatrute owoce „reformacji” czyli stojące za nią motywy finansowe. Szlachta, która przechodziła na kalwinizm i luteranizm, wypędzała księży i przyorywała grunty plebańskie do swoich. Także większość zborów powstało nie przez budowę, lecz bezprawne przejęcie wcześniejszych kościołów katolickich. Zygmunt Stary, którego zwykłem nazywać „Leniem”, podchodził do tych kwestii z typowym dla siebie indyferentyzmem, który w kwestiach religijnych umacniali w nim przyjaciele Krzysztof Szydłowiecki oraz Georg Hohenzollern. Mimo to, nawet on musiał zareagować, gdy w 1525 roku, luteranie wywołali zamieszki w Gdańsku, bezczeszcząc tamtejsze kościoły i klasztory. Dwór krakowski, nie bez wpływu królowej Bony, uznał to za atak na ład społeczny i stabilność państwa. Dlatego też, oprócz surowego potraktowania przywódców buntu, których skazano na śmierć, Zygmunt wydał edykt potępiający nauki Lutra, właśnie za wprowadzanie niepokojów.

W latach 1519-21 Rzeczpospolita zwyciężyła w kolejnej wojnie z  Zakonem Krzyżackim. Czy wówczas zakon można było uznać za ostatecznie  pokonany – mówiąc kolokwialnie – „rozłożony na łopatki”?

Gdyby chodziło tylko o starcie jeden na jednego, wojna Polski z Zakonem Krzyżackim zakończyłaby się pogromem tego ostatniego. Niestety konflikt dotyczył znacznie większej liczby państw europejskich, w tym tzw. Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz Moskwy. Dość wspomnieć, że w trakcie walk, do Wielkopolski i na Pomorze wkroczyła zaciężna armia z Niemiec w sile ok. 27 tys. żołnierzy. Oficjalnie opłacał ją Wielki Mistrz Albrecht Hohenzollern, ale patronatu politycznego udzielał ofensywie cesarz Karol V. To także on, widząc nadchodzącą klęskę sojusznika, wezwał walczące strony do rozejmu, który podpisano 5 kwietnia 1521 roku na cztery lata. Po tym okresie miało dojść do wznowienia walk lub rozwiązań dyplomatycznych, przy czym dla wszystkich było jasne, że nie będzie już możliwości powrotu do sytuacji sprzed 1519 roku, czyli postanowień II Pokoju Toruńskiego. W toku walk, Zakon nie został zatem całkowicie pokonany, ale znacznie osłabiony.

Zanim doszło do podpisania samego Traktatu Krakowskiego, znanego w  kulturze jako „Hołd Pruski”, trwała zażarta debata dotycząca dalszego  losu państwa zakonnego. Jaką rolę odegrali w niej magnaci znani z sympatii dla Albrechta Hohenzollerna; Krzysztof Szydłowiecki i bp Piotr Tomicki?

Królowa Bona, prymas Jan Łaski oraz szlachta zebrana na sejmie w Piotrkowie, domagali się, by po upływie rozejmu, doszło do całkowitego zniszczenia Zakonu i wcielenia jego terytorium w granice Polski. Ciężko powiedzieć, czy takie rozwiązanie wywołałoby jakieś większe perturbacje na arenie międzynarodowej. Można postawić tezę, że Cesarstwo nie interweniowałoby, mając własne, poważne problemy (m.in. „wojna chłopska” oraz wzrost zagrożenia tureckiego, w związku z sytuacją na Węgrzech). Jeśli chodzi o wpływ na ostateczną decyzję króla wymienionych w pytaniu możnowładców, był on niestety spory, choć wydaje się, że biskup Tomicki miał pozycję drugorzędną. Główne role w intrydze mającej na celu sekularyzację i protestantyzację Zakonu Krzyżackiego, odegrali kanclerz królestwa Krzysztof Szydłowiecki oraz dwaj Hohenzollernowie – Georg i Albrecht. Szydłowiecki był osobistym przyjacielem Albrechta i wiernym sojusznikiem jego planów politycznych. Owocem ich wspólnych wysiłków był wstępny projekt sekularyzacji Zakonu oraz hołdu lennego. Równolegle o to samo zabiegał w Krakowie Georg Hohenzollern, z tym, że on duży nacisk kładł na protestantyzację Prus. Liczył też na przejęcie lenna po Albrechcie, w ręce swoje, lub swoich potomków. Intryga  zakończyła się pełnym sukcesem czyli wystąpieniem Zygmunta Starego przeciwko woli szlachty oraz duchowieństwa polskiego i podpisaniem Traktatu Krakowskiego. Jego sygnatariuszem był oczywiście także kanclerz Szydłowiecki. Sukces stronnictwa pruskiego z 1525 roku nie oznaczał zakończenia współpracy Szydłowieckiego z byłym Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego. Rok później obaj zawarli akt braterstwa, w ramach którego Krzysztof zobowiązał się dbać o interesy księcia na dworze krakowskim. Rzeczywiście, aż do swojej śmierci skrupulatnie informował Albrechta o poczynaniach króla. Przekazywał mu też kopie listów dyplomatycznych oraz treść poufnych rozmów prowadzonych z obcymi poselstwami. Ponadto obsadzał stanowiska w administracji osobami przychylnymi Niemcom. Trzeba to stwierdzić jasno – Szydłowiecki był zdrajcą sprawy polskiej; agentem obcych interesów.

Historia Polski obfituje w liczne spiski, tudzież – używając mniej  szokującego języka – wydarzenia zakulisowe. Nie inaczej było w przypadku Hołdu Pruskiego. Jak odczytywać w tym kontekście misję Achnacego von  Zehmen, który zapewnił Albrechta o tajnych planach polskich  możnowładców, sprzyjających sekularyzacji Zakonu?

Achnacy von Zehmen był dyplomatą i pożyczkodawcą Zygmunta I „Lenia”, zamieszanym w zakulisowe rozmowy pomiędzy Hohenzollernami i Szydłowieckim. Dziś już nikt nie jest w stanie odtworzyć dokładnego przebiegu intrygi, miejsc spotkań i treści rozmów które jej towarzyszyły. Pewne jest jedynie, że von Zehmen pozyskiwał na dworze krakowskim poufne informacje, które następnie przekazywał Albrechtowi Hohenzollernowi, ułatwiając mu ogrywanie strony polskiej. Wykorzystywał w tym swoją oficjalną pozycję posła królewskiego, dzięki czemu nikt nie podejrzewał go o antypolskie knowania. Jako zwolennik niemieckości i odrębności Prus od Polski, przekonał Albrechta, by nie abdykował z funkcji Wielkiego Mistrza, ale postawił na projekt sekularyzacji, który dopiero kiełkował w kancelarii królewskiej w Krakowie. Był też wielkim zwolennikiem protestantyzacji Prus i sam przeszedł na luteranizm.

Traktat Krakowski to pierwsza w historii umowa międzynarodowa pomiędzy władcą katolickim, a świeckim. Jak wówczas odbierano taką umowę  z „państwem heretyków”?

Szlachta i duchowieństwo były oburzone działaniami króla Zygmunta. Podobnie niekorzystnie oceniała je królowa Bona. Co ciekawe, w wewnętrznej krytyce Traktatu Krakowskiego, mniejszy nacisk kładziono na kwestię religii w Prusach, niż na wątek ustanowienia lenna, zamiast wchłonięcia terytorium Zakonu do Korony, jako jednego lub dwóch nowych województw. Wówczas nie było jeszcze pewne, w jakim kierunku potoczą się sprawy protestantyzmu. Wielu uważało herezję za przejściową modę i co najważniejsze – nie było wówczas rozwiązań prawnych, znanych pod hasłem cuius regio, eius religio, które pozwalały władcy siłą wprowadzać w kraju własne wyznanie. Te pojawiły się dopiero w 1555 roku, w ramach pokoju augsburskiego.

Decyzja króla spowodowała negatywne konsekwencje w polityce międzynarodowej. Doszło do pogorszenia stosunków Krakowa z Cesarstwem (które deklarowało obronę wiary katolickiej) i przede wszystkim z papiestwem. Głowa Kościoła, w przeciwieństwie do Zygmunta I, dostrzegała jakim zagrożeniem dla Europy jest stworzenie państwa z protestantem na czele.

Krytyczne głosy wobec Traktatu uciszono, organizując pokazowy hołd lenny na rynku w Krakowie. Nazwano go wielkim sukcesem Korony Polskiej, co niestety ciągnie się w naszej historiografii do dzisiaj. Podobnie sam Zygmunt, zupełnie bezpodstawnie nazywany jest jednym z lepszych, polskich królów.

Choć w okresie świetności Rzeczpospolitej dochodzi do aż sześciu „hołdów pruskich”, państwo Hohenzollernów dość szybko uniezależnia się i zaczyna stanowić dla Rzeczpospolitej śmiertelne zagrożenie. Czy z  perspektywy polityki pierwszej połowy XVI można było przewidzieć  przyszły stosunek Prus do Korony?

Traktat Krakowski nie tylko nie włączył terytorium byłego państwa krzyżackiego do Polski ale de facto uniezależnił je od cesarstwa i papiestwa. To katastrofalne rozwiązanie okazało się bombą z opóźnionym zapłonem. Przede wszystkim Książę w Prusach uzyskał prawa do swobodnego kreowania polityki wewnętrznej, których nigdy nie mieliby ewentualni polscy wojewodowie tych ziem. Co więcej, zasiadł w naszym Senacie, czyli zyskał wpływ na kreowanie polskiej polityki. Początkowo, te błędy nie dawały o sobie znać, zwłaszcza, że liczono się z bezpotomną śmiercią Albrechta Hohenzollerna. Wówczas jego lenno zostałoby -po czasie, ale jednak – wchłonięte do Korony.

Ważną okolicznością w początkowych relacjach Krakowa z Królewcem był fakt, że tron polski był wówczas wciąż dziedziczny, a co za tym idzie, liczono się z władzą monarszą i szanowano majestat królewski. Sprawy zaczęły się komplikować po wprowadzeniu wolnej elekcji, czyli systemu dożywotniej prezydencji z demokratycznych wyborów. Już z zasady ciężko wymagać od lennika szacunku dla suwerena, jeśli samemu pochodzi się Dei Gratia, czyli z Woli Bożej, a suweren z woli ludu.

Niestety, o tym jak wysoko ceniono w Polsce Traktat Krakowski, najlepiej świadczy fakt, że  następca Zygmunta Starego Lenia – Zygmunt August, wykonał podobny manewr w stosunku do Zakonu Kawalerów Mieczowych. Zsekularyzował i sprotestantyzował część tego państwa, jako Księstwo Kurlandzkie. Także ono zdradziło Polskę, choć trzeba też uczciwie przyznać, że zachowało wierność znacznie dłużej.

Czy można powiedzieć, że skutki decyzji Zygmunta Starego sprzed 500 lat odczuwamy na wielu poziomach również do dziś?

Dzięki Traktatowi Krakowskiemu wykopano nowy rów podziału pomiędzy ludnością Polski i Prus Książęcych. Od tej pory dwie nacje różniły się już nie tylko kulturą, językiem oraz przynależnością państwową, ale też religią. W przyszłości, ziemie te stały się matecznikiem dla Królestwa Prus, którego jednym z pryncypiów w polityce zagranicznej, było szkodzenie Polsce i dążenie do jej zniszczenia. Tradycje tzw. pruskich junkrów były skrajnie antypolskie, a to przecież one nadawały ton działaniom Berlina w XVIII, XIX  i pierwszej połowie XX wieku. Dziś nie ma już Prus Książęcych, zabory zostały przekreślone, a niemczyzna na tych terenach wypleniona. Połowę dawnej domeny Albrechta Hohenzollerna kontroluje niestety, wroga nam Rosja. Nie jest wykluczone, że z tego terenu znów wypełzną na nas jakieś kłopoty. W ten sposób fatalne konsekwencje działań króla Zygmunta „Lenia”, wciąż nad nami wiszą.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Relich

„Nasze wojny” Trzeciej RP

„Nasze wojny” Trzeciej RP

prof. Witold Modzelewski myslpolska/nasze-wojny-trzeciej-rp

Nasi żołnierze prawdopodobnie znów pójdą na wojnę, bo chcemy w ten sposób uratować NATO przed nieuchronną likwidacją przez… USA. Nie zawiedziemy naszego strategicznego sojusznika.

Jesteśmy wierni i dyspozycyjni: staliśmy u jego boku w Iraku i Afganistanie, pojedziemy do Iranu, albo gdzieś w jego okolice. „Zaliczymy” kolejną przegraną wojnę. Ile potrwa? Długo, bo jej szybkie zakończenie będzie zinterpretowane (słusznie) jako porażka agresorów oraz zwycięstwo polityczne i militarne Iranu. USA od dziesiątek lat realizuje w swoich wojnach podobny scenariusz (zaczęło się od Wietnamu i agresji na inne państwa Półwyspu Indochińskiego): po zaatakowaniu danego państwa rozpoczyna się długotrwałe niszczenie jego substancji materialnej oraz mordowanie „terrorystów”, co tylko wzmaga opór i rodzi kolejne pokolenia obrońców. Po trochu wciąga się w tę wojnę swoich sojuszników i wasali. Każda z tych wojen kończyła się klęską agresorów; sromotną ucieczką i porzuceniem przywiezionego do okupowanego kraju sprzętu oraz uzbrojenia.

A wracając do próby podsumowania wojennej historii Trzeciej RP, to wygląda ono dość ponuro: najpierw była wojna z Jugosławią („humanitarne bombardowania NATO”), potem przeciwko Irakowi i Afganistanowi. Tam ginęli nasi żołnierze, walcząc po przegranej stronie.

Od ponad czterech lat trwa kolejna „nasza wojna” przeciwko Rosji, również bez jakichkolwiek perspektyw na zwycięstwo strony, którą wspieramy. Być może włączymy się po „słusznej”, czyli amerykańsko-izraelskiej stronie przeciwko Iranowi.

Ukraińcy okazali się niewdzięczni za okazaną im pomoc. Również „strategiczny sojusznik” i protektor nisko sobie ceni nasz udział w wojnach przeciwko Afganistanowi i Irakowi. Ponoć zdaniem przeciwnika USA „kryliśmy się za plecami wojsk amerykańskich”. Można traktować to jako pochwałę, bo jaki jest sens ginąć w cudzym interesie w dodatku w przegranych wojnach? Czy, jeśli pojedziemy na odsiecz do Iranu, to przestaniemy się kryć za plecami agresorów, bo to też nie będzie „nasza wojna”?

Straszy się nas, że już niedługo zaatakuje nas Rosja; było już kilka przepowiedni na temat dat tego ataku. W nietrafnych prognozach na ten temat specjalizuje się zwłaszcza klan nawiedzonych rusofobów, który jeszcze niedawno wieszczył, że ów nieuchronny agresor zostanie pokonany przez Ukraińców notabene przy udziale… Wojska Polskiego. Rosyjska agresja na „państwa wschodniej flanki NATO” ma być definitywnym i spektakularnym podsumowaniem ponad trzydziestoparoletniej historii Trzeciej RP a zarazem zwieńczeniem jej polityki wschodniej. Po trzech dziesiątkach lat „odstraszania”, nienawiści, pogardy i strachu wreszcie się spełni przepowiednia geostrategów a my – również zgodnie z tą przepowiednią – wyginiemy w tym starciu. Ale ostatecznie NATO wygra, bo przyjdą nam z odsieczą waleczne oddziały Hiszpanów, Portugalczyków, Włochów i Greków. W nich całą nadzieja.

Mimo że niniejszy tekst jest sarkastyczną ironią z oficjalnej propagandy, to tak naprawdę nie ma tu nic do śmiechu. W tych przegranych wojnach ginęli ludzie po naszej i po ich stronie. Dla niepoznaki obecność polskich żołnierzy na tych wojnach nazywano „misjami pokojowymi”. Zupełnie inaczej nazwał to prezydent Trump, bo jego zdaniem walczyliśmy (niezbyt dzielnie) na amerykańskich wojnach.

Ciekawe ile kosztowały „nieważnych ludzi” „nasze wojny” minionego trzydziestolecia?

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Rok przełomu w gospodarce, w konkurencyjności ! MEM-y VIII.

———————————

———————————————-

——————————-

————————————————–

——————————–

——————————–

———————————————–

———————————–

——————————-

————————————————

—————————————————–

————————————–

Mamy to !! Nie chorować !! MEM-y VI.

————————————————

——————————–

————————————

—————————————————

—————————————————————————-

———————————

—————————————–

—————————————-

—————————————-

——————————————–

———————————-

————————————

Ceny energii, ceny zdrowia, ceny dupodajstwa. MEM-y V.

—————

—————————————

——————————————————————

—————————

————————————

——————–

———————————

——————————————————-

———————————————————–

—————————————————————

Wspomnienia z przeszłości. O zastępcach członka.

Wspomnienia z przeszłości.

Izabela Bordacka

Wiele lat temu spędzałam z rodzicami urlop w jakimś ośrodku wczasowym nad rzeką Świder. O ile pamiętam był to ośrodek Instytutu Łączności. W ośrodku przebywał również partyjny aparatczyk Wilhelm Billig z rodziną. Zajmowali osobną willę i nie pospolitowali się z naukowcami z instytutu. Nie jadali w stołówce należącej do ośrodka. Obsługiwały ich specjalne pokojówki w białych fartuszkach i czepeczkach, a dzieci Billiga nie uczestniczyły w zabawach i nie odzywały się ani słowem do innych dzieciaków. Po Billiga przyjeżdżała codziennie ogromna czarna limuzyna, była to chyba sowiecka Czajka. Tak komunistyczni aparatczycy realizowali w praktyce utopijne idee Rewolucji Francuskiej: liberté, égalité, fraternité czyli: wolność, równość i braterstwo.

Wilhelm Billig musiał być w partyjnej hierarchii raczej ważną figurą bo do 1968 roku był – jak podaje Wikipedia – zastępcą członka. Jak wszyscy komunistyczni partyjni aparatczycy musiał być niezwykle wszechstronny gdyż nieustannie zajmował najwyższe stanowiska w różnych resortach. Przez pewien czas był nawet Pełnomocnikiem Rządu do spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej. W Instytucie Fizyki nosił wysoko głowę i też nie odpowiadał na pozdrowienia naukowego planktonu, który to plankton bardzo krytycznie zresztą oceniał jego kwalifikacje. W tej sprawie opieram się wyłącznie na zdaniu kolegów, specjalistów.

Kilka lat później, bodajże w 1969 roku spotkałam w schronisku na Kalatówkach jakiegoś staruszka, który prosił żeby przeprowadzić go przez Czerwone Wierchy gdyż sam bał się wybrać na tak trudny – jego zdaniem – szlak. Nie bardzo miałam na to ochotę gdyż na Czerwonych Wierchach bywałam wielokrotnie ale raczej w wieku szkolnym i przedszkolnym. Turystyczny szlak prowadzący przez Krzesanicę, Małołączniak i Ciemniak to typowa „ceprostrada”, droga którą można bez trudu przepędzić krowy.

Nie mogłam jednak odmówić w górach opieki komuś kto wyraźnie jej potrzebował więc powędrowaliśmy razem. Ponieważ staruszek wydawał mi się znajomy zapytałam go o nazwisko. Przedstawił się , był to Billig. Nie poznałam go bo był skurczony jak przebity balon, z którego zeszło powietrze. Gdy już schodziliśmy do Doliny Kościeliskiej odważyłam się go zapytać kim naprawdę jest z zawodu. Powiedział, że filologiem klasycznym.
„Jakim tam filologiem?”- zaśmiewał się złośliwy kolega z Instytutu Fizyki Jądrowej w Świerku, któremu opowiedziałam o tym dziwnym spotkaniu. To przecież zwykły „krawiec mężczyźniany”.

Błyskotliwą karierę Billiga przerwała „wojna Chamów z Żydami” jak to trafnie nazwał w 1962 roku Witold Jedlicki, czyli wojna dwóch frakcji w PZPR, które przez całe lata, nie tylko w PRL lecz również w III RP walczyły i walczą o dominację i władzę w Polsce. Myślałam więc, że nazwisko Billiga utonęło w mroku dziejów. Jednak kilka dni temu wyrzucając do śmietnika zalegające piwnicę stare pisma znalazłam tekst pod tytułem : „Andrzej Frycz Modrzewski i bracia polscy – pierwsi polscy komuniści” podpisany Wilhelm Billig. A więc mówił prawdę. Był klasycznym filologiem, ale nie w sensie nauczyciela łaciny.

Był klasycznym filologiem komunistycznym podobnie jak wielki językoznawca Józef Stalin. Tekst Billiga okazał się nudny i sztampowy. Przedstawiał w nim Andrzeja Frycza Modrzewskiego jako obrońcę klas uciśnionych i bezlitosnego demaskatora szlacheckiego sobiepaństwa, a braci polskich jak jakąś komunistyczną jaczejkę. Bez skrupułów wyrzuciłam pismo do śmietnika, a właściwie do pojemnika na makulaturę.

Czego można było po tym tekście oczekiwać?. Billig to typowy przedstawiciel instalatorów stalinizmu w Polsce. Jak podaje Wikipedia Billig od 1929 do 1938 należał do KPP. Od 1941 do 1944 do WKP(b), od 1944 do 1948 do PPR od 1948 do PZPR. W Latach 1939 1940 był inspektorem w Rejonowym Wydziale Oświaty w Łunińcu, następnie dyrektorem szkoły w tym samym Łunińcu.

To moje rodzinne strony, ciekawe, że wielu politruków PRL zaczynało swoją karierę na polskim Polesiu. Potem pracował w redakcji „Sztandaru Wolności” w Mińsku oraz był kierownikiem radia Związku Patriotów Polskich w Moskwie. Został pierwszym powojennym szefem Polskiego Radia, prezesem Centralnego Urzędu Radiofonizacji Kraju,, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Poczt i Telegrafów, następnie w Ministerstwie Łączności, oraz jak już pisałam, był pełnomocnikiem rządu do spraw wykorzystania energii jądrowej. Był typowym uczestnikiem karuzeli stanowisk charakterystycznej dla stosunków społecznych powojennej Polski. Karierę na Polesiu oprócz Billiga zaczynali również Blinowski i Jędrychowski. Startowali jako szeregowi agitatorzy. Potem trafiali pod skrzydła Związku Patriotów zdominowanego przez Wandę Wasilewską a potem stawali się w Polsce prominentami i ekspertami od wszystkiego. Jak się naprawdę nazywali i co przeszli w sowieckim raju trudno ustalić.
Billig stał się bardziej ludzki i mniej nadęty gdy stracił przywileje. Zgodnie z zasadą, że polityk dojrzewa gdy już spadnie. Zdarza się jednak inaczej. Znany wykładowca fizyki, autor podręczników szkolnych Bronisław Buras stojąc kiedyś przed drzwiami swego gabinetu i czytając kartkę z napisem „profesor doktor Bronisław Buras” powiedział. „ cztery słowa i cztery kłamstwa” . Nie wiem co miał na myśli. Jeżeli faktycznie jego oficjalny życiorys był tylko legendą świadczy to, że był człowiekiem samoświadomym, dużego formatu. On też zaczynał karierę w szkole na Polesiu i też padł ofiarą kampanii antysemickiej czyli wewnętrznych partyjnych porachunków, o które niesłusznie oskarża się teraz społeczeństwo polskie.

Stefan Jędrychowski, Wilhelm Billig. Kto dziś pamięta te nazwiska?. I czy warto przypominać tych wszystkich zastępców członka? Najnowsza historia Polski jest jak dziecięca układanka, z której zginęła połowa fragmentów więc nie sposób zobaczyć pełnego obrazu. Lecz trzeba sobie uświadomić, że duża część brakujących klocków pozostaje w rękach jeszcze żyjących świadków historii. I ich obowiązkiem właśnie wobec historii jest ujawnianie tego co wiedzą i pamiętają.

Czy bojowe drony ukraińskie latają nad Polską?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/das-russische-aussenministerium-reagiert-auf-die-kriegsbeteiligung-der-balten-am-krieg-gegen-russland\

Zagrożenie wojną

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych reaguje na udział państw bałtyckich w wojnie z Rosją

Kraje bałtyckie, Finlandia i Polska udostępniają Ukrainie swoją przestrzeń powietrzną do ataków na cele w północno-zachodniej Rosji, co oznacza, że ​​są one de facto stronami konfliktu i Rosja ma prawo do odpowiedzi militarnej. Teraz pojawiło się oficjalne oświadczenie Rosji w tej sprawie.

Anti-Spiegel  10 kwietnia 2026

Od 22 marca każdej nocy dochodzi do masowych ataków dronów na północno-zachodnią część Rosji, w okolicach Sankt Petersburga, które powodują znaczne zniszczenia. Zeszłego lata donosiłem, że drony atakujące rejon Sankt Petersburga najprawdopodobniej pochodzą z państw bałtyckich, co stanowiłoby ewidentne zaangażowanie militarne państw bałtyckich, ponieważ pozwalają one Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Nikt nie kwestionuje faktu, że ukraińskie drony atakujące cele w rejonie Sankt Petersburga korzystają z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich i Finlandii, co również wymaga od nich przekroczenia polskiej przestrzeni powietrznej. Nawet niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, wielokrotnie otwarcie o tym informowały, choć nie zwróciły uwagi czytelnikom, że jest to zaangażowanie militarne tych państw ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zamiast tego niemieckie media celebrowały udane ataki ukraińskie. Zwracam na to uwagę od 29 marca.

W Rosji media i rząd bagatelizują ten problem. W rosyjskich mediach pojawiło się niewiele doniesień na ten temat, a rosyjskie Ministerstwo Obrony w niektórych komunikatach prasowych dotyczących ukraińskich ataków dronów pominęło nawet fakt, że Petersburg był celem ataku . Ponieważ mieszkam w Petersburgu, wiem o tych atakach, ponieważ po każdym ataku wysyłany jest SMS z ostrzeżeniem o nalocie, po którym następuje sygnał „wszystko w porządku”. Oczywiście, szkody wyrządzone przez te ataki są również dobrze znane mieszkańcom.

8 kwietnia Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, została zapytana o tę kwestię na swojej regularnej konferencji prasowej. Przetłumaczę pytanie i jej odpowiedź tutaj, a następnie przeanalizujemy, co to oznacza.

Pytanie: 
31 marca Dmitrij Pieskow ostrzegł o podjęciu „odpowiednich środków”, jeśli potwierdzi się, że ukraińskie drony wojskowe przelatywały nad państwami bałtyckimi. Drony nadal latają i atakują rosyjskie cele, a państwa bałtyckie publicznie przyznają, że nie są w stanie ich nawet wykryć swoimi systemami radarowymi. Krąży również teoria spiskowa, że ​​drony te mogły wcale nie przelatywać nad państwami bałtyckimi, lecz zostały wystrzelone z terytorium bałtyckiego. Czy mogłaby Pani rozwinąć tę sytuację?

Zacharowa: 
Niewątpliwie uważamy ostatnie incydenty z udziałem dronów za ataki terrorystyczne na Federację Rosyjską i jej infrastrukturę przemysłową i cywilną. Jeśli państwa trzecie udostępniły lub udostępniają swoje terytorium do przelotów wrogich dronów, muszą one doskonale rozumieć – i jesteśmy pewni, że rozumieją – ryzyko, na jakie się narażają. Aby uzyskać bardziej szczegółowe informacje na temat przelotów dronów i ich wykrywania przez radary, zalecamy kontakt z odpowiednimi władzami.

Każdy, kto śledzi konferencje prasowe Zacharowej, transmitowane na przykład przez stację RT-DE z tłumaczeniem symultanicznym, lub zna liczne tłumaczenia jej konferencji prasowych, które publikowałem przez lata, zauważy, że była to niezwykle nietypowa odpowiedź Zacharowej. Zazwyczaj nie unika pytań, lecz odpowiada na nie szczegółowo.

Fakt, że udzieliła tak wymijającej odpowiedzi i powołała się na „właściwe organy” – czyli Ministerstwo Obrony Rosji – oznacza, że ​​kwestia ta najwyraźniej nie leży już w kompetencjach rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie ma najwyraźniej żadnych kontaktów dyplomatycznych z odpowiednimi państwami w tej sprawie. Ministerstwo Obrony wydaje się natomiast pracować nad odpowiedzią; przynajmniej tak rozumiem to oświadczenie.

Co więcej, pytanie dziennikarza pokazuje, jak bardzo Rosja wciąż próbuje deeskalować sytuację. Cytuje rzecznika Kremla, Pieskowa, który 31 marca ostrzegł, że jeśli potwierdzi się przelot ukraińskich dronów wojskowych nad państwami bałtyckimi, Rosja podejmie „odpowiednie kroki”. Pieskow zachowywał się tak, jakby to jeszcze nie zostało udowodnione, mimo że państwa bałtyckie i Finlandia oficjalnie potwierdziły to już wtedy, a zachodnie media, takie jak „Der Spiegel”, wielokrotnie o tym donosiły.

Wielu ludzi na Zachodzie zdaje się wierzyć, że cierpliwość Rosji będzie trwać wiecznie i że będzie ona w nieskończoność ignorować otwarte zaangażowanie militarne państw europejskich i ostrzał Rosji z ich udziałem.

Nie liczyłbym na to. Obawiam się raczej, że pewnego dnia (być może niezbyt odległego) obudzimy się i usłyszymy w mediach, że Rosja najechała państwa bałtyckie. Wtedy zachodnie media i politycy będą równie zaskoczeni, jak 24 lutego 2022 roku, gdy Rosja interweniowała na Ukrainie w odpowiedzi na ciągłe prowokacje ze strony Ukrainy i NATO.

Nie byłoby w tym nic zaskakującego, ponieważ państwa europejskie coraz bardziej bezczelnie prowokują Rosję do reakcji militarnej. Po prostu ukrywają to przed europejską opinią publiczną.

Judasz polski a życie żydowskie

Judasz polski i życie żydowskie

Bartosz Kopczyński 31 marca 2026

Minister rządu PiS Zbigniew Rau wręcza rabinowi Stamblerowi z Chabad Lubawicz odznaczenie Bene Merito, 2015 r.

Słynny, acz niesławny i nieszczęsny list Komisji Episkopatu Polski po raz kolejny spowodował rozłam w Kościele, powodowany przez samą hierarchię, część bowiem biskupów i księży odczytała list, a część nie.

Można przypuszczać, że to był jeden z wielu celów tej operacji. Tym razem jednak należy się cieszyć z tego rozłamu, oznacza on bowiem, że są w polskim Kościele i biskupi, i księża, którzy nie podzielają żydowskich afiliacji arcybiskupa Rysia i jego akolitów. List wywołał również lawinę komentarzy, niezwykle krytycznych, będących zbiorowym okrzykiem bólu i oburzenia.

Gdyby jednak tego nie było, wielka hańba spadłaby tak na polski Kościół, jak i na polski naród. Agenci hasbary i Mossadu, ulokowani w strukturach przekonali się, że ich dzieło przejmowania polskiego Kościoła i narodu napotyka rosnący opór. Tym bardziej, że najnowsza haniebna zdrada pokazała, kto jest wrogim agentem i zdrajcą. Jak cenna to wiedza, jak wdzięczni za to winniśmy być Judaszom, że się pokazali!

Chciałbym się skupić właśnie na takich postaciach, które swoimi osobami firmują to, co z naszego punktu widzenia mogłoby być okrzyknięte judaszyzmem, natomiast z ich perspektywy jest działaniem słusznym, właściwym, pożądanym i prawym. Kilka postaci podręcznikowych, by nie rzec pomnikowych, wybrane persony wybitne z całego grona tych, którzy zgodzili się wziąć udział w Tikkun Olam – wielkiej przebudowie świata na poziomie Polski. Postaci to szczególne, zapisują się bowiem ognistymi zgłoskami na pergaminie cyrografu. Wybieram je subiektywnie, kierując się emocją, aby pokazać moim rodakom proces, który zniekształca ich życie. zaiste, wielce wybitni to agenci zmian Polski i Polaków.

Jest zatem znany dziennikarz i komentator, autor książek o tematyce religijnej, od wielu już lat głoszący swoje opinie na tematy ważne i najważniejsze, niejaki Tomasz Terlikowski, identyfikujący się jako katolik. Tenże nie omieszkał skomentować rzeczonego listu, potwierdzając jego treść, znaczenie i potrzebę, wskazując na główny problem w Polsce – tych, którzy ów list skrytykowali. Przyznał jednakże, że Kościół zmienił swoje nauczanie, tak samo, jak inne związki wyznaniowe, aby nie drażnić Żydów. Zawsze można liczyć na pana redaktora w kwestiach, w których polski Kościół chce zbliżyć się do świata, na pewno to poprze i potwierdzi, że jest to zgodne z tym, co Kościół nauczał zawsze, w ten sposób, że się zmieniło.

Autor książki pt. To ja, Judasz. Biografia apostoła. Pisze tam, że Judasz chciał dobrze, ale został odtrącony przez apostołów z zazdrości o jego bliską relację z Mistrzem, a potem oskarżony o zdradę. Jezus zaś wcale go nie potępił, ale uważał za przyjaciela. W listopadzie 2025 r. pan Terlikowski odwiedził kielecką lożę masońską Michał Karaszewicz-Tokarzewski, gdzie wygłosił odczyt pt. „Szaweł przed Damaszkiem. Co naprawdę się wtedy wydarzyło?”, traktujący o tym okresie życia św. Pawła, gdy przed nawróceniem jako Szaweł prześladował chrześcijan. Tak oto dokonuje się zbliżenie do Żydów, protestantów i masonów.

Od kilku lat kraj nasz doświadcza niezwykłych przeżyć duchowych dzięki „charyzmatycznemu ewangelizatorowi” Marcinowi Zielińskiemu. Ów młody jeszcze człowiek z dużym potencjałem rozwoju organizuje konferencje uwielbienia z modlitwami o uzdrowienie, podczas których daje świadectwo swoich przeżyć, opowiada pięknie o Jezusie i nawróceniu, uzdrawia z chorób duszy i ciała, mówi nieznanym nikomu językiem oraz przede wszystkim sprowadza Ducha, aby wypełnił wszystkich zgromadzonych i ich prowadził. Konferencje zwykle są ekumeniczne, to znaczy bywają na nich pastorzy protestanccy różnych wyznań, a niektóre modlitwy wykonuje się po hebrajsku.

To właśnie Marcin Zieliński jest jednym z agentów zmian i głównych świeckich w polskim Kościele, bardzo wspierany przez arcybiskupa Rysia. Niedawno podczas publicznej dyskusji z tradycyjnym katolikiem Dawidem Mysiorem pan Marcin Zieliński oświadczył, że protestanci są naszymi braćmi w wierze, co znaczy, że wiara katolicka została zrównana z protestanckimi wierzeniami. Kiedyś było to herezją, dziś normą. Nauczanie się zmienia. Nasz słynny charyzmatyk bywa w USA i Kanadzie, gdzie ma kontakty z tamtejszymi protestantami, którzy wysłali go do Polski, aby ją zmieniał i nawracał. Pastorzy, wyznający podobną wiarę otaczają Donalda Trumpa i prowadzą go do Trzeciej Świątyni w Jerozolimie.

Czytaj też:

Tradycja i modernizm-czy można to pogodzić

reformacja papieża Franciszka-cz. I z II

reformacja papieża Franciszka-cz. II z II

Najważniejsza dziś postać polskiego Kościoła, arcybiskup krakowski i kardynał Grzegorz Ryś, otwarty jest bardzo na wszelkie denominacje protestanckie, bardzo wspierający nowe ruchy religijne w Kościele, bardzo chwalący drogę synodalną, no i przede wszystkim bardzo otwarty na Żydów. Główny promotor Dni Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, gorący zwolennik tzw. dialogu z judaizmem, wskazany przez opinię publiczną jako autor lub sprawca słynnego listu Episkopatu. Pomysłodawca słynnej Areny Młodych, gdzie w 2021 r. odbyła się msza-niespodzianka w ramach wydarzenia „Reset”. Brzmi cokolwiek podobnie do Wielkiego Resetu Clausa Schwaba. O człowieku tym można mówić bardzo dużo lub bardzo mało, wybieram to drugie: spiritus movens tego, co się dzieje i będzie działo w polskim Kościele.

Przykład premiera rządu III RP Mateusza Morawieckiego, który jedno mówił w kraju, a drugie podpisywał w Brukseli, z najwyższym zaś ukontentowaniem pojechał zobaczyć świętego mędrca religii posthumanizmu, Żyda Yuvala Harariego. Morawiecki zastąpił Beatę Szydło na stolcu premiera pod tym tytułem, że lepiej będzie starał się o interesy polskie w Unii Europejskiej i na świecie, ze względu na swoje związki z finansjerą. I rzeczywiście, właściwy człowiek na właściwym miejscu, agent zmian, który wprowadził do Polski wiele bardzo ważnych rozwiązań strukturalnych, z których obecnie korzysta Koalicja 13 grudnia.

Następna persona ma charakter zbiorowy: wszyscy niemal prominentni politycy III RP obu pozornie zwaśnionych partii, których łączy jednak szacunek nabożny, by nie rzec bałwochwalczy do Żydów. Nie jest istotne, czy Żydzi mieszkają w Polsce, czy przyjeżdżają do Polski, czy jeździ się do nich do Izraela, czy do USA, politycy PoPisu ciągną do nich jak koty do waleriany. Zdjęć w jarmułkach aż nadto.

Wreszcie przykład najnowszy, obecnego prezydenta III RP, Karola Nawrockiego. Wielu Polaków wiązało, a część wiąże nadal z nim wielkie nadzieje jakiegoś zasadniczego przełomu w polskiej polityce i odsunięcia od władzy sił lewicowo-liberalnych. To błędny adres, nie one są sprawcą całego zepsucia, nie one stanowią grupę trzymającą władzę, nie to jest rozróżnieniem, że kogoś się określa lewicą, a kogoś prawicą.

To nie ma żadnego znaczenia, istotny jest stosunek do wpływów żydowskich w Polsce. Prezydent Nawrocki bardzo podkreśla swą patriotyczność i konserwatyzm, co nie przeszkadzało mu przyjąć poparcia od Żydów przed wyborem, spotykać się z organizacjami żydowskimi po wyborze, i polecieć na konferencję neokonserwatystów CPAC w marcu 2026 r. To cykliczne wydarzenie też jest sponsorowane przez Żydów, neokonserwatyzm w USA to ich inwestycja, a chrześcijański syjonizm wspiera odbudowę Trzeciej Świątyni.

Krótko trwała droga nadziei Polaków. Teraz się wydaje, że prezydent PiS-u kroczy drogą posłuszeństwa Żydom. Jego wypowiedź na CPAC potwierdziła, że jest zwolennikiem jedynego sojuszu Polski – z Usraelem. Już niedługo przekonamy się zatem, kim naprawdę jest Karol Nawrocki, tak, jak przekonaliśmy się, kim jest Andrzej Duda, tyle, że tym razem pójdzie szybciej.

Te wybrane przykłady ludzi religii i ludzi polityki A.D. 2026 powinny nam dobitnie pokazać, gdzie jest dziś hierarchia w Polsce i gdzie jest polityka: bratanie się z heretykami i sekowanie katolików Tradycji; zmiana Doktryny i nauczania; i nade wszystko – dialog z Żydami, który jest monologiem katolicko-żydowskim. Po stronie polityki zaś ślepe posłuszeństwo wobec Izraela i jego narzędzi, takich, jak USA i UE. Oznacza to, że w ramach dialogu wolno katolikom mówić to, czego chcą Żydzi, a Polakom wolno w swoim kraju robić to, co zgodne jest z ich polityką. I do tego to uporczywe zaprzeczanie temu, co się robi, połączone z równie uporczywym przedstawianiem się jako katolicy i patrioci.

Co ma o tym myśleć katolik, który chce pozostać katolikiem, i Polak, chcący pozostać Polakiem? Ano że polityka Judasza jest zdradą, a ludzie, którzy to robią, a nawet, którzy się temu nie sprzeciwiają są Judaszami, czyli zdrajcami. Z kim spiskuje dzisiejszy Judasz? Z tymi samymi, co tamten: z arcykapłanami i faryzeuszami. Różnica jest taka, że tamci posługiwali przy Drugiej Świątyni, ci zaś obsługują Trzecią. Współczesny Judasz polski jest więc sługą Trzeciej Świątyni, jej arcykapłanów i faryzeuszy.

I to zmienia całkowicie obraz rzeczy, gdyż nie możemy już ich postrzegać jako zwykłych zdrajców, tylko jako ludzi głęboko przepełnionych misją odbudowy Trzeciej Świątyni i panowania Izraela nad narodami. To dążenie bierze się z przymierza Boga z Abrahamem, które ustanowiło Izraela jako naród wybrany. Potem jednak Izraelici podzielili się, i część poszła za Mesjaszem Jezusem, a część go odrzuciła i wypisała się z Przymierza. Od tamtej pory narodem wybranym jest Kościół, a Żydzi o tyle, o ile przyjmą Mesjasza i nawrócą się na katolicyzm, dlatego w Tradycji w Wielki Piątek Kościół modli się za wiarołomnych Żydów, aby przyjęli Chrystusa.

Jednak dla ludzi, dla których Judasz nie jest zdrajcą, lecz apostołem, jego droga oznacza wybór dobra i cnoty. Z ich punktu widzenia to z nami jest problem, my stoimy na zawadzie, my zajmujemy miejsce na ziemi, nazwane Polin, my jesteśmy antysemitami. Dlatego trzeba nas prześladować i karać, bo sprzeciwiamy się mesjańskiemu planowi zbawienia, który polega na władzy Żydów nad światem. Dlatego rząd premiera Tuska przyjmuje Krajową Strategię przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego na lata 2025-2030. To kolejne potwierdzenie, że w Polin to Polacy są intruzami i stanowią problem, wszak to Słowianie, a rabin Menachem Mendel Schneerson twierdzi, że Słowian należy wyeliminować, bo nie poddają się władzy Żydów.

Jak widać, nie wszyscy, są przecież szabesgoje, tych można na jakiś czas zostawić, aby zarządzali Ukraińcami, który będą zarządzali imigrantami z Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Doprawdy, przy tak ambitnych planach nowego zaludnienia Polacy nie są elementem koniecznym. Spójrzmy na życie i działania tych ludzi z punktu widzenia Żydów. Ci, którzy dla nas są Judaszami, dla tamtych są sługami Trzeciej Świątyni, dobrymi gojami, żyjącymi według Siedmiu Praw Noachickich, współpracującymi w Tikkun Olam – przebudowie świata, aby Izrael nad nim panował, aby zbawić ludzkość. Zaiste, to my, Polacy i katolicy stanowimy problem. I nic tu nie pomogą biadania nad upadkiem cywilizacji – albo znikniemy, albo zmienimy system polityczny w Polsce. Dopiero wtedy zakończymy hulanki Judaszy nad Polską.

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji:

sklep.instytutws.pl/ksiazki/20-poradnik-swiadomego-narodu

Księga II: Rewolucja bachantek: sklep.instytutws.pl/ksiazki/poradnik-swiadomego-narodu-ksiega-2-rewolucja-bachantek-bartosz-kopczynski

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez marszałka Sejmu

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa

przez marszałka Sejmu w dniu 9.04.2026

Alina@Warszawa, 09.04.2026

Do właściwego sądu, prokuratury, do Prezydenta RP.  

Niniejszym, za pośrednictwem publikacji na oficjalnej stronie internetowej „Nasze Blogi”, zawiadamiam o popełnieniu przez marszałka sejmu Włodzimierza Czarzastego przestępstwa poświadczenia nieprawdy w dokumentach, to jest czyn (fałsz intelektualny), określony przez art. 271 Kodeksu karnego, czyli  przestępstwo polegające na wpisaniu niezgodnych z rzeczywistością informacji o istotnym znaczeniu prawnym przez osobę uprawnioną. Grozi za to kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności, a w przypadku celu majątkowego – do 8 lat. 

Przestępstwo miało miejsce w sali kolumnowej sejmu i polegało na publicznym poświadczeniu (transmisja tv, zapis notarialny, dokumenty poświadczające złożenie przyrzeczenia), że zorganizowane tam „zaprzysiężenie” kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego odbyło się wobec osoby Prezydenta RP.

Słowo „wobec” oznacza „w obecności”, tymczasem w żadnym momencie dzisiejszej uroczystości Prezydent RP nie był obecny! Czyli nie został spełniony warunek ustawowy złożenia przyrzeczenia wobec prezydenta RP. 

To samo przestępstwo popełnił prawnik-notariusz, oraz wszyscy sześcioro prawnicy, którzy zostali wybrani przez sejm do pełnienia funkcji sędziów Trybunału Konstytucyjnego. 

Wobec tego wnoszę o ukaranie wszystkich winnych zgodnie z kodeksem karnym, oraz unieważnienie wszelkich dokumentów i następstw prawnych wynikających z popełnionego przestępstwa. 

Wnoszę też o pozbawienie innych uczestników owej uroczystości prawa sprawowania funkcji publicznych. Zasadne jest także pozbawienie tytułów profesorskich grona „autorytetów” prawniczych, którzy nie tylko dopuścili do zorganizowania owej „uroczystości”, ale także brali w niej aktywny udział, oszukując opinię publiczna, że to przestępstwo, które zostało zorganizowane w sejmie, ma jakiekolwiek podstawy prawne. 

Alina@Warszawa 

Cyrk na Wiejskiej. Ślubowanie rzekomych sędziów Trybunału Konstytucyjnego

Cyrk ze ślubowaniem rzekomych sędziów Trybunału Konstytucyjnego w Polsce. Czy Czarzasty udawał prezydenta?

9/04/2026 zmianynaziemicyrk-ze-slubowaniem-rzekomych-sedziow-trybunalu-konstytucyjnego-w-polsce-czy-czarzasty

W Sali Kolumnowej Sejmu doszło dziś do kuriozalnego wydarzenia. 9 kwietnia 2026 roku odbyło się rzekome ślubowanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych przez izbę niższą parlamentu 13 marca. Uroczystość ta nie była jednak rutynowym aktem prawnym, lecz bezpośrednim wyzwaniem rzuconym głowie państwa i nowym etapem głębokiego konfliktu między władzą ustawodawczą a prezydencką.

Sytuacja jest bezprecedensowa, ponieważ ślubowanie odbyło się w obliczu kategorycznej odmowy prezydenta Karola Nawrockiego. Głowa państwa konsekwentnie odmawiała przyjęcia przysięgi od rzekomych sędziów wybranych przez koalicję rządzącą pod przewodnictwem premiera Donalda Tuska. 

W polskim systemie prawnym prezydent pełni kluczową rolę w procesie nominacji sędziowskich, a jego podpis i przyjęcie ślubowania są zazwyczaj uznawane za niezbędny element wejścia w życie funkcji sędziowskiej. Dzisiejsze wydarzenia w Sejmie pokazują, że rząd postanowił ominąć ten etap, uznając prawo parlamentu do obsadzenia składu sędziowskiego za nadrzędne.

Decyzja o organizacji uroczystości w Sali Kolumnowej Sejmu ma charakter nie tylko prawny, ale i symboliczny. Przeniesienie aktu ślubowania z Pałacu Prezydenckiego do parlamentu jest jasnym sygnałem, że rządzący nie zamierzają dłużej czekać na zgodę prezydenta Nawrockiego.

Środowiska związane z prezydentem określają ten ruch jako uderzenie w fundamenty demokratycznego państwa prawa. Twierdzą oni, że ślubowanie przeprowadzone w Sejmie, z pominięciem głowy państwa, jest prawnie nieistniejące i stanowi próbę stworzenia tzw. sędziów z nadania politycznego, którzy nie posiadają pełnych i legalnych uprawnień. 

W takim scenariuszu każdy wyrok wydany przez nowych sędziów może być kwestionowany w przyszłości, co prowadzi do jeszcze większego chaosu prawnego i niepewności obywateli oraz przedsiębiorstw co do stabilności polskiego prawa.

Dzisiejsze wydarzenia wpisują się w szerszy kontekst walki o kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości, która towarzyszy Polsce od wielu lat. Spór o Trybunał Konstytucyjny stał się centrum walki politycznej, w której każda ze stron posługuje się odmienną interpretacją Konstytucji. 

Obecna sytuacja pokazuje, że mimo zmian w rządzie, głęboka polaryzacja w kwestiach ustrojowych nie zniknęła, a jedynie zmieniła wektory ataku. Rząd Donalda Tuska, dążąc do szybkiej zmiany tej instytucji, zdecydował się na rozwiązanie siłowe, które w oczach wielu obserwatorów może być postrzegane jako powielanie błędów poprzedników w zakresie ignorowania procedur i instytucji.

Zagraniczni obserwatorzy zwracają uwagę, że Polska ponownie znalazła się w centrum uwagi międzynarodowej jako kraj zmagający się z kryzysem praworządności. Fakt, że parlament otwarcie przeciwstawił się prezydentowi w kwestii nominacji sędziowskich, może wpłynąć na relacje z Unią Europejską i ocenę stabilności polskiego systemu prawnego. Dla instytucji europejskich kluczowe jest, czy Trybunał Konstytucyjny będzie organem niezależnym, czy też stanie się narzędziem w rękach aktualnej większości parlamentarnej.

W najbliższych dniach należy spodziewać się gwałtownych reakcji prawnych. Prawdopodobne jest, że prezydent Karol Nawrocki podejmie kolejne kroki w celu podważenia legalności dzisiejszego ślubowania. Można spodziewać się serii pism i wniosków do innych organów państwowych, które mają na celu zablokowanie nowych sędziów przed objęciem funkcji. Z kolei rząd prawdopodobnie będzie starał się legitymizować działania Trybunału, powołując się na konieczność zapewnienia ciągłości państwa.

Sytuacja w Sali Kolumnowej Sejmu dobitnie pokazuje, że w polskiej polityce prawo stało się instrumentem walki, a instytucje, które powinny być gwarantem bezstronności, są obecnie polem bitwy. Pytanie o to, kto ma rację, pozostaje otwarte, jednak fakt pozostaje taki, że Polska weszła w nową fazę kryzysu konstytucyjnego, z którego wyjście może zająć lata.

Źródła:

https://notesfrompoland.com/2026/04/09/polish-parliament-…

Mieszanka firmowa. MEM-y IV.

[to dupku zapłacisz za trzy..]

——————————————————-

[nie czytałeś, gnojku, kto zaplanował i wykonał 9/11 ?? ]

===================================================

—————————————————–

——————————————————

—————————————-

—————————————————————-

—————————————–

—————————————————————

———————————————————–

Czy Polska znów uklęknie przed Bogiem… czy ulegnie fałszywej ideologii?


Rafał Topolski <rafaltopolski@polskakatolicka.org>
Drogi Mirosławie,  piszę do Ciebie w wyjątkowym dniu, który niesie ze sobą ważne przesłanie dla każdego, komu leży na sercu przyszłość Polski – szczególnie dziś, gdy ponownie stajemy wobec poważnego zagrożenia dla naszych wartości i wychowania młodego pokolenia.

Dlatego najpierw proszę Cię o jedną, bardzo konkretną rzecz: poświęć kilka minut i przeczytaj artykuł, który przygotowaliśmy z okazji rocznicy Ślubów Lwowskich. Znajdziesz w nim nie tylko historię, ale przede wszystkim klucz do zrozumienia tego, co dzieje się dziś w naszej Ojczyźnie.

Kliknij tutaj i przeczytaj cały artykuł: > PRZECZYTAJ CAŁOŚĆ <

Mirosławie, Polska już raz znalazła się na krawędzi upadku – i wtedy to nie siła militarna, lecz powrót do Boga stał się początkiem jej odrodzenia.

1 kwietnia 1656 roku król Jan Kazimierz, w obliczu zniszczenia państwa przez potop szwedzki, uklęknął w katedrze lwowskiej i oddał Rzeczpospolitą pod opiekę Najświętszej Maryi Panny, ogłaszając Ją Królową Polski. Ten akt nie był jedynie religijnym symbolem, lecz konkretną decyzją, która miała wpływ na los całego narodu. W ślad za nim przyszła mobilizacja społeczeństwa, odrodzenie ducha i ostateczne zwycięstwo.
Dla ludzi tamtej epoki było jasne, że momentem przełomowym nie była bitwa, ale akt zawierzenia.

Mirosławie, trudno oprzeć się wrażeniu, że dziś Polska znów stoi w momencie próby, choć zagrożenie przybiera inną formę. Nie są to już obce wojska, ale działania podejmowane przez własne instytucje państwowe, które coraz wyraźniej zmierzają w kierunku narzucenia diabelskich ideologii sprzecznej z naszą świętą Wiarą i naturalnym porządkiem moralnym.

Mirosławie, Ministerstwo Edukacji Narodowej wciąż unika jasnych decyzji w sprawie obowiązkowej „Edukacji zdrowotnej”, jednocześnie przygotowując grunt pod jej wprowadzenie. To milczenie nie jest przypadkowe – jest elementem strategii, która ma uśpić czujność rodziców i przeczekać społeczny opór.

Jednocześnie dane z całej Polski pokazują coś niezwykle ważnego: rodzice nie zgadzają się na tę drogę. Masowy bojkot tych zajęć i 15 733 podpisów pod naszą petycją to wyraźny sygnał sprzeciwu wobec treści, które podważają fundament wychowania opartego na wierze i odpowiedzialności.
Właśnie w tym miejscu spotykają się historia i teraźniejszość.

Śluby Lwowskie przypominają nam, że prawdziwe odrodzenie narodu zaczyna się od decyzji – od uznania świętości, których nie wolno poświęcić, nawet pod presją polityczną czy społeczną. 

Historia pokazała, że Polacy potrafią się zjednoczyć wokół tego, co najważniejsze – wtedy głos każdego z nas staje się siłą zdolną zmieniać bieg wydarzeń.

Dlatego nasza kampania „Polska Katolicka, nie laicka” nie jest tylko reakcją na jeden projekt ministerialny. Jest odpowiedzią na głębszy proces, który próbuje wyrugować chrześcijańskie fundamenty z życia publicznego i wychowania dzieci.
Mirosławie, Twoje wsparcie w tym momencie ma realne znaczenie. Dzięki niemu możemy docierać do kolejnych tysięcy rodziców, nagłaśniać fakty, które są przemilczane, oraz wywierać presję na decydentów, którzy liczą na naszą bierność.

Dlatego proszę, przeczytaj najnowszy artykuł na naszej stronie internetowej i zobacz, jak bardzo istotna jest odważna obrona naszej świętej Wiary:

> Przeczytaj artykuł…

Mirosławie, historia Polski uczy nas, że w momentach największego kryzysu nie decydowała siła przeciwnika, lecz postawa samych Polaków. Dziś również to od naszej determinacji, odwagi i wierności zależy, w jakim kierunku pójdzie nasza Ojczyzna.
Z wyrazami szacunku i modlitwą,
Rafał Topolski
Polska Katolicka

Wciągają Polskę w nie-naszą, szkodzącą nam wojnę

[—] …wahałam się, czy przekładać kolejny tekst o udostępnianiu przestrzeni powietrznej ukraińskim dronom, ale dziś w serwisie informacyjnym MP pojawił się następujący wpis (więc coś jest na rzeczy):  

„Federacja Rosyjska.  Moskwa ostrzega, że podejmie radykalne działania, jeśli Ukraina wykorzysta terytorium innych państw do przeprowadzania ataków na rosyjskie porty bałtyckie. W ostatnich dniach rosyjskie media rozpowszechniają informację, że  Warszawa, Wilno, Ryga i Tallin udostępniały swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom, które miałyby atakować cele w Rosji. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia zgodnie zaprzeczają takim informacjom. Poseł Konfederacji Korony Polskiej  Włodzimierz Skalik  na swoim profilu w serwisie X zasugerował, że  ustanowienie strefy EP R130 wzdłuż wschodniej granicy Polski miało umożliwić Ukrainie przeprowadzenie ataków dronami na rosyjską infrastrukturę naftową w obwodzie leningradzkim  oraz na porty Ust-Ługa i Primorsk. Informacji tej zaprzeczył Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni  Maciej Klisz.”

=======

Thomas Röper anti-spiegel.ru/estland-laesst-offiziell-ukrainische-angriffe-auf-russland-ueber-sein-gebiet-zu

To już jest wojna.

Estonia oficjalnie zezwala na ukraińskie ataki na Rosję nad swoim terytorium.

Wczoraj wieczorem rosyjski region Sankt Petersburga został ponownie zaatakowany przez ukraińskie drony, które nadleciały z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich. Estońskie wojsko poinformowało, że drony zostały dostrzeżone, ale nie zestrzelone.

Anti-Spiegel  31 marca 2026

Od kilku dni donoszę, że Ukraina atakuje dronami cele w regionie Sankt Petersburga w Rosji, wykorzystując przestrzeń powietrzną państw członkowskich UE i NATO: Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, za ich wyraźną zgodą. Chociaż nie wyraziły one publicznie tej zgody, fakt, że pozwalają na ataki na Rosję z wykorzystaniem swojej przestrzeni powietrznej bez choćby cienia protestu, potwierdza ich współudział.

Estońskie wojsko wydało następujące oświadczenie w sprawie wydarzeń z nocy 31 marca:

„W nocy 31 marca, w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, w niektórych rejonach Estonii wykryto zagrożenia powietrzne, podczas których potencjalnie niebezpieczne statki powietrzne mogły wlecieć w estońską przestrzeń powietrzną. Estońskie Siły Zbrojne wykryły potencjalnie niebezpieczną aktywność lotniczą zarówno w przestrzeni powietrznej Estonii, jak i poza nią, i wydały ostrzeżenie o zagrożeniu. Po ustąpieniu zagrożenia wydano oddzielne powiadomienie. Nie były to ćwiczenia. Sytuacja potencjalnego zagrożenia zakończyła się. Proszę wznowić normalną działalność. Wszelkie zmiany sytuacji będą zgłaszane.”

Jak już wskazywałem w moich artykułach z ostatnich dni, nie jest niczym nowym, że Polska i państwa bałtyckie zezwalają na ataki ukraińskich dronów na Rosję nad swoim terytorium. Podejrzenie to jest uzasadnione co najmniej od zeszłego lata i zostało de facto udowodnione od sierpnia ubiegłego roku.

Różnica polega na tym, że państwa bałtyckie otwarcie się do tego przyznają. Oficjalnie deklarują, że ukraińskie drony wykorzystują ich przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję, ale w przeciwieństwie do Finlandii nie protestują przeciwko temu w Kijowie. Oświadczają również, że nie podejmują żadnych działań przeciwko wtargnięciu ukraińskich dronów z materiałami wybuchowymi, co, mówiąc wprost, oznacza, że ​​zezwalają na te ataki i przynajmniej pośrednio je wspierają. To już stanowi de facto udział w wojnie.

I nie mówimy tu o małych dronach, które nie powodują znaczących zniszczeń. Mówimy o dronach bojowych An-196 o zasięgu ponad 2000 kilometrów i głowicy o masie co najmniej 75 kilogramów, tak potężnych, że poważnie uszkodziły dwie rafinerie i co najmniej jeden port handlowy w rejonie Sankt Petersburga. Ponadto drony atakują również rosyjską bazę morską w Kronsztadzie, choć nie wiadomo, czy doszło tam do jakichkolwiek zniszczeń.

Jak dotąd Rosja nie odpowiedziała militarnie na te ataki, mimo że byłaby do tego uprawniona na mocy prawa międzynarodowego. Pomimo ciągłych prowokacji ze strony państw NATO i UE, Rosja zachowuje umiar, a oficjalne rosyjskie media i główne rosyjskie media nie odniosły się do tej kwestii. Przynajmniej na razie.

Wydaje się, że sytuacja się zmienia. Ukraińskie ataki, otwarcie wspierane przez państwa europejskie, były tematem cotygodniowego przeglądu wiadomości w rosyjskiej telewizji w niedzielę, a coraz więcej rosyjskich mediów teraz o nich donosi.

A zachodnie media, które wcześniej całkowicie ignorowały ten problem, teraz otwarcie donoszą o ukraińskich dronach latających nad państwami bałtyckimi. Oczywiście nie wspominają, że stanowi to jawny udział w wojnie, ale sam fakt, że niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, donoszą o tym od kilku dni, wskazuje, że coś się zmieniło. Obie strony przestały milczeć.

To nowa sytuacja. I moim zdaniem bardzo niepokojąca, ponieważ wywiera presję na Rosję, a presja na rząd, by podjął działania, będzie rosła. Jedynym sposobem na przeciwdziałanie temu jest militarne działanie, ponieważ Europejczycy odrzucają jakiekolwiek negocjacje z Rosją, a miłe słowa są bezużyteczne.

Byłem dziś u fryzjera i rozmawiałem z przypadkowymi przechodniami – w salonie, kawiarni, taksówce czy na ulicy. Nie jest to reprezentatywne, ale niemal jednomyślna opinia była taka, że ​​Rosja powinna przestać pozwalać Europejczykom traktować się „jak wycieraczkę” i w końcu zademonstrować swoją determinację zdecydowanym ciosem, pokazując, że nie będzie dłużej tolerować takich rzeczy.

Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim poziomem konsensusu w luźnych rozmowach.

Spichlerz okrakiem na Przedmurzu

Spichlerz okrakiem na Przedmurzu

prof. Jarosław Bratkiewicz myslpolska/spichlerz-okrakiem-na-przedmurzu

[W wielu mie4jscach zdecydowanie nie zgadzam się z wnioskami prof. Bratkiewicza. Uważam, że upraszcza. Ale umieszczam, by co rozważniejsi, światlejsi Polacy mogli dyskutować. md]

Orsza

===========================

W dworach XIX-wiecznych uczono tańca, za punkt wyjścia biorąc jakiś znaczący element w wystroju sali, na przykład piec kaflowy. Od niego zaczynano taniec, czyli sekwencję wyszukanych kroków i figur.

Owa zasada choreograficzna nie mogła przyuczanych tancerzy nie konfundować – odtąd przed tańcami w nowej sali balowej pierwej wyszukiwali jakikolwiek piec, od którego z ulgą poczynali dygać, przytupywać i ciąć hołubce. Takaż metodyka przyświecała PiSowskim ministrom spraw zagranicznych, którzy w rokrocznych exposés w Sejmie opowieść swą wysnuwali od tego samego pieca – zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski. Zaborcza Rosja, konszachtujące Niemcy, pazerna UE – wszystko to nakazywało, żeby całą Polskę stawiać na nogi do alertu. I konsolidować naród polski wokół cnót patriotyzmu i niepodległości, przeplatających się niczym dwa węże na kaduceuszu dzierżonym przez PiS. A przy tym budować system autorytarny wokół władzy PiSowskiej, która środkami nadzwyczajnymi gromiła zdradę wewnętrzną i dumnie odpierała podchody z zewnątrz.

Jednak i rządząca obecnie PO trąbi ile sił na alarm: Rosja kołoszmaci Ukrainę i niczym gigantyczny jaszczur pełznie ku Polsce, by i tutaj zaspokoić swą żarłoczność. Rząd Donalda Tuska adoruje kwestię bezpieczeństwa jako metacel, jako „bezpieczeństwo ponad wszystko”. Tu się znów zawiązuje POPiS-owa spójnia. Minister SZ Radosław Sikorski powiedział w swym wystąpieniu w Sejmie 26 lutego: „bezpieczeństwo jest warunkiem realizacji wszystkich innych celów państwa”. Myśl to niby niezaprzeczalna, choć równie jałowa jak skandowanie o patriotyzmie i niepodległości.

Czczość tych zawołań na tym polega, że ani bezpieczeństwa, ani niepodległości nie zapewni się bez czynników pierwiastkowych, jakimi dla państwa są materialne zasoby oraz kultura organizacji i zarządzania. Czyli bez dynamiki rozwojowej. Rozwój inwestuje w bezpieczeństwo, ono zaś ułatwia dalszy rozwój. Bez niego w obronie ojczyzny ostaje się tylko modlitewne chlipanie, chorał patriotyczny i bohaterszczyzna.

Czynnik rozwoju pulsował w Polsce za ostatnich Piastów. Za Jagiellonów zaś potencjał modernizacyjny, który Polska zakumulowała za panowania Kazimierza Wielkiego, transferowano w znacznej mierze na obszary rusko-litewskie, słabiej rozwinięte i nadto spustoszone przez Mongołów i Tatarów. W tym uwyraźniła się płytkość geostrategiczna obcej w końcu, mentalnie eurazjatyckiej – polecam tu fundamentalną pracę Karola Szajnochy Jadwiga i Jagiełło – polityki Jagiellonów. Kiedy nurt piastowski zmierzał ku temu, żeby odwojować ziemie należące do Polski za pierwszych Piastów oraz podporządkować sobie Zakon Krzyżacki, a zapewne i włączyć tereny państwa zakonnego do Polski, Jagiellonowie z wykorzystaniem polskiego potencjału ludzkiego i po-piastowskiej schedy materialnej pasowali się z Moskwą o dziedzictwo Rurykowiczów. Co wessało Polskę cywilizacyjnie w bajora, stepy i ostępy Eurazji Przedniej.

Uzyskanie rozległych obszarów rolnych na Rusi negatywnie odcisnęło się na logice rozwoju socjoekonomicznego w Koronie. Nadwyżka ludności wiejskiej, która z reguły szukała w miastach azylu przed uciskiem feudalnym, podążyła teraz na ruski wschód. Dopływ ludności polskojęzycznej do miast w czasach jagiellońskich gwałtownie się skurczył, powodując z czasem ich uwiąd. Bujnie rozkwitła natomiast na Kresach gospodarka rolna, wskutek czego w XVI wieku – kiedy Europę Zachodnią ogarnęła gorączka handlu zamorskiego i podbojów kolonialnych, na czym stopniowo osadzała się nowoczesność industrialna – Pierwsza Rzeczpospolita uwsteczniała się, reaktywując pańszczyznę i wtórny feudalizm. Przeistoczywszy się w „demokrację szlachecką”, sekowała miasta jako siedliska sromoty kupiecko-lichwiarskiej. I wyistotniła swoje „objawione przeznaczenie” jako europejskie Przedmurze i Spichlerz. Jako Przedmurze haratała się z Tatarami i Turkami, kozactwem siczowym i państwem moskiewskim, ze zmiennym szczęściem. Atoli idea Przedmurza posypała się, gdy Rosja z eurazjatyckiej Moskwy przeistoczyła się, dzięki reformom modernizacyjnym Piotra I, w potężny, orientujący się na Europę, Petersburg. Wyrąbawszy w wojnach ze Szwecją bałtyckie „okno na Europę”, imperium rosyjskie uznało za celowe wyważyć „drzwi do Europy” poprzez Rzeczpospolitą, od końca XVII wieku zacofaną, bigoteryjną i kulturowo bardziej eurazjatycką niż sama Rosja petersburska.

Wszczynając w XVIII i XIX wieku samobójcze powstania, Polacy kultywowali rytuał Przedmurza; z kolei zbawienia ekonomicznego upatrywali w agraryzmie, czyli w idealizacji Spichlerza. Wobec uprzemysłowionego Zachodu pozycjonowali się jako kompradorzy wyprzedający surowiec. Oba te podejścia obsuwały potencjał polski: Spichlerz nie dostarczał nowoczesnych mocy do walki (skoro brakowało zasobów przemysłowych, zwłaszcza industrii zbrojeniowej), a to z kolei rzutowało na mierne wykonawstwo Przedmurza, skoro przeciw karabinom wystawiano kosynierów, a później przeciw czołgom – kawalerię. Przedmurze i Spichlerz uśredniowieczniły Polskę na trzy nowożytne stulecia.

Sarmackie mitologemy nadal kołyszą polskie poczucie dostatniości i siły. Obfitość kiełbas i szynek (których deficyt w czasach PRL-u zwiastował rychłą społeczną ruchawkę) oraz innych towarów masowej konsumpcji w dzisiejszej Polsce nie wyczula Polaków na fakt, że za tym może się kryć pułapka tzw. średniego dochodu w skali rozwojowej. Czyli rozwoju spowolnionego, gdzie zasobność konsumpcyjna Polski będzie trwała, ale nie wykiełkuje w niej postindustrialny przełom ku mocarstwowości, co się dokonać może tylko za sprawą polskiej informatyki, nanotechnologii, sztucznej inteligencji. Przełomu na pewno nie wyrychtują popłuczyny z idei Przedmurza i Spichlerza, ani nie wyczaruje wzmożenie patriotyczne, o które gorliwie modli się Jarosław Kaczyński. Wygenerować go może jedynie gigantyczny zastrzyk środków na badania naukowe, na szybkie ścieżki dla nowatorstwa, na kult innowacyjności.

Polskie mesjańskie Przedmurze dawno wykruszyło się do miary okopów niewydolności zbrojeniowej i organizacyjnej armii polskiej (nie mówiąc już o powstańcach), która nie tylko Europy, ale i własnego kraju nie była w stanie obronić w roku 1792, 1794, 1813, 1831, w latach 1863-1864. Powie ktoś, że w 1920 roku przedmurze warszawskie odparło nacisk Armii Czerwonej, warto jednak pamiętać, że Wojsko Polskie mało przeciw sobie zanarchizowane hordy nihilistów i przestępców – czyli ówczesną Robotniczo-Chłopską Armię Czerwoną. Natomiast 19 lat później inna armia, niemiecka, wysoce profesjonalna i znakomicie wyposażona, szybko obezwładniła Polskę, zadając jej klęskę zgoła cywilizacyjną.

W walkach we wrześniu 1939 roku wojskom polskim nie brakło wzmożenia patriotycznego i ofiarności, nie starczało natomiast broni najnowszej generacji, zawiodło też wyszkolenie do działań na nowoczesnym polu walki. Spichlerzem – a Druga RP pozostawała krajem głęboko agrarnym – niepodobna było mierzyć się z potęgą modernizacji i uprzemysłowienia w Niemczech (i całym świecie zachodnim, do którego Rzeczpospolita nieszczególnie przystawała). Zbożem i wieprzowiną nie ufortyfikuje się Przedmurza tak, by się oparło nowoczesności.

Droga dziejowa zwiodła Polskę na manowce przed-nowoczesności, w której pięćset lat temu ugrzęzły pierwociny polskiego myślenia merkantylistycznego. W zaściankach i pałacach magnackich nikomu nawet nie przychodziło do głów (z reguły zapijaczonych), by myśleć o handlu zamorskim, o rozwoju manufaktur i przemysłu, o budowaniu siły państwa w oparciu o pomnażanie przedsiębiorczością, zapobiegliwością i pracą bogactwa narodowego. Dzisiejszemu pokoleniu Polaków przyjdzie się tedy zmierzyć z gigantycznym zaniedbaniem dziejów Polski – jej poronioną nowoczesnością.

prof. Jarosław Bratkiewicz

Myśl Polska, nr 13-14 (29.03-5.04.2026)

Wielkanoc w Polsce przedwojennej. MEM-y II.

—————————————————

——————————-

——————————————-

—————————————-

—————————————-

—————————————————

———————————————-

———————————————-

———————–

——————————————————–

Wielkanoc w przedwojennej Polsce. MEM-y I.

——————————-

——————————————————-

————————————-

———————————–

—————————————————-

——————————————————-

———————————————————————————-

—————————————–

————————————————–

———————————————-

———————————————

Polska – raj nierobów. 20 lat nie pracuje. Blisko 3 mln zł z budżetu

20 lat nie pracuje. Blisko 3 mln zł z budżetu państwa

Barbara Helena Bączkowska salon24/20-lat-nie-pracuje-blisko-3-mln-zl-z-budzetu

Ponad 20 lat bez pracy, a co miesiąc na konto trafia ponad 20 tysięcy złotych brutto, niecałe 20 tysięcy netto. Zawieszony prokurator od dwóch dekad pobiera wysokie wynagrodzenie z publicznych pieniędzy, choć sprawa, która doprowadziła do jego odsunięcia, wciąż nie doczekała się jasnego finału. Tymczasem zbliża się moment, w którym będzie mógł przejść w stan spoczynku i dalej otrzymywać wysokie świadczenia.

Nie pracuje ponad 20 lat, a dostaje ponad 20 tys. miesięcznie  9 marca 2026 roku minęło dokładnie 20 lat od chwili, gdy prokurator został zawieszony w obowiązkach. Od tego czasu nie wykonuje swojej pracy, ale wynagrodzenie nadal regularnie trafia na jego konto. I to niemałe. W lutym 2026 roku jego pensja wynosi:

19 703,99 zł netto,
24 524,16 zł brutto miesięcznie.

Dla porównania – to kwoty, które dla wielu pracujących Polaków pozostają poza zasięgiem nawet przy kilku etatach.

20 lat zawieszenia. Sprawa wciąż trwa. Zawieszenie trwa nieprzerwanie od 2006 roku i związane  jest ze sprawą karną o sygnaturze II K 441/19, prowadzoną przed Sądem Rejonowym w Koszalinie. Mijają lata, a sprawa nadal nie została prawomocnie zakończona.

Co więcej – pojawiają się informacje, że prokuratura nie posiada aktualnych danych o stanie postępowania, a mimo to wynagrodzenie wciąż jest wypłacane. System płaci. Bez względu na wszystko  Mechanizm jest prosty: prokurator jest zawieszony,

nie pracuje, ale nadal otrzymuje znaczną część wynagrodzenia.I tak miesiąc po miesiącu. Rok po roku. Przez ponad dwie dekady.

Bez względu na to, jak długo trwa postępowanie. Bez względu na to, czy ktoś w ogóle kontroluje jego przebieg.

Kolejny krok: stan spoczynku

Najbardziej kontrowersyjne dopiero przed nami. Już 28 maja 2027 roku prokurator będzie mógł przejść w stan spoczynku – czyli odpowiednik uprzywilejowanej emerytury. To oznacza, że: ponad 20 lat pozostawał zawieszony, przez cały ten czas pobierał wysokie wynagrodzenie, a na końcu może otrzymywać kolejne wysokie świadczenie – również z publicznych pieniędzy.

Pytania, które zadaje sobie każdy. Ta sprawa nie jest tylko historią jednej osoby. To test dla całego systemu. Bo trudno nie zapytać:

  • jak to możliwe, że zawieszenie trwa ponad 20 lat?
  • dlaczego postępowanie ciągnie się tak długo?
  • kto za to odpowiada?
  • i dlaczego podatnicy nadal za to płacą?
  • 20 lat. I dalej nic się nie zmienia

Dla wielu ludzi to symbol systemu, który nie działa tak, jak powinien. Bo gdy jedni codziennie pracują i liczą każdy grosz, inni przez lata otrzymują dziesiątki tysięcy złotych – bez wykonywania obowiązków.

20 lat minęło.

I wszystko wskazuje na to, że rachunek nadal będzie płacony.

Co dalej? Jest propozycja zmian

Ta sprawa budzi ogromne emocje – i trudno się dziwić. Ponad 20 lat zawieszenia, brak rozstrzygnięcia i stałe wynagrodzenie z publicznych pieniędzy to sytuacja, która dla wielu osób jest po prostu nie do zaakceptowania. 

Dlatego każdy, kogo bulwersuje ten przypadek, powinien zainteresować się propozycjami zmian systemowych. Jedną z nich jest projekt autorstwa Barbary Heleny Bączkowskiej – „Jak ukrócić bezprawie”, dostępny w Internecie.

Projekt ten dotyka problemu odpowiedzialności instytucji państwowych i pokazuje możliwe kierunki reform, które mogłyby zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości. Bo pytanie nie brzmi już tylko „jak to możliwe?”, ale:

  • co zrobić, żeby nigdy więcej do tego nie doszło?

Z danych uzyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej wynika, że łączna kwota wypłat wynosi  blisko 3 mln zł z budżetu państwa. A to przecież jeszcze nie koniec tej historii. 

Pieniądze, które wciąż płyną

Z udostępnionej informacji publicznej wynika jasno: od 2007 roku do lutego 2026 roku wypłacono łącznie miliony złotych. W tabeli znajdują się również dodatkowe świadczenia, w tym nagrody jubileuszowe sięgające blisko 100 tysięcy złotych.

To jednak nie jest pełny obraz. W zestawieniu brakuje wynagrodzenia z pierwszego okresu zawieszenia – wszak od 9 marca 2006 roku do 10 stycznia 2007 roku — kiedy wypłacano 100% pensji. Po doliczeniu tego okresu, całkowita kwota wynagrodzeń sięga blisko 3 milionów złotych. Blisko 3 miliony złotych z publicznych pieniędzy. Za ponad 20 lat bez wykonywania pracy.

I co dalej?

To już nie jest tylko jedna sprawa. To pytanie o to, czy państwo działa tak, jak powinno. Bo jeśli system pozwala na:

  • wieloletnie zawieszenia bez końca,
  • brak kontroli nad postępowaniami,
  • wypłaty liczone w milionach złotych bez pracy,
  • to problem nie dotyczy jednej osoby — tylko całego mechanizmu.

Jest propozycja zmian

Dlatego każdy, kogo bulwersuje ta sytuacja, powinien zainteresować się konkretnymi rozwiązaniami.

Jednym z nich jest mój projekt Barbary Heleny Bączkowskiej – „Jak ukrócić bezprawie”, dostępny publicznie w Internecie.

Projekt ten zakłada m.in.:

  • realną odpowiedzialność instytucji za przewlekłość postępowań,
  • ograniczenie wieloletnich zawieszeń,
  • mechanizmy kontroli wypłat z publicznych pieniędzy.

Czas na reakcję

Największe pytanie brzmi dziś nie „jak do tego doszło?”, ale: dlaczego nikt z decydentów wciąż tego nie zmienił?

Bo jeśli przez 20 lat można wypłacić blisko 3 miliony złotych bez pracy, to bez zmian – takie historie będą się powtarzać.

Masz dość takich historii?

Udostępnij. Niech zobaczą to ci, którzy mogą zmienić prawo. Tutaj warto podkreślić, że człowiek  nie pracuje tyle lat i z okresu niepracowania nalicza mu się nagrody jubileuszowe, co już w ogóle jest jakimś kuriozum. Nie pracuje 20 lat i naliczono mu z tego tytułu niepracowania nagrody jubileuszowe, przy czym przy do nabycia tych trzech nagród w latach 2013, 2019 i 2023 nabył prawo na skutek niepracowania, gdyż na nagrodę, którą otrzymał w 2008 roku jubileuszową, już nie pracując, częściowo pracował.

Nagrody za… niepracowanie

Na tym jednak nie koniec. Z udostępnionych danych wynika, że w okresie zawieszenia wypłacano nie tylko wynagrodzenie, ale również nagrody jubileuszowe — świadczenia, które co do zasady przysługują za wieloletnią pracę. W tym przypadku sytuacja jest jednak wyjątkowa. Prokurator od ponad 20 lat nie wykonuje obowiązków służbowych, a mimo to:

  • w 2008 roku otrzymał nagrodę jubileuszową (częściowo jeszcze za okres wcześniejszej pracy),

kolejne nagrody przyznano w latach:

  • 2013,
  • 2019,
  • 2023.

Co to oznacza w praktyce? Że prawo do tych świadczeń było naliczane także za okres, w którym nie świadczył pracy. Innymi słowy:

lata zawieszenia zostały potraktowane jak lata pracy. Absurd, który trudno wytłumaczyć 

Efekt?

Osoba, która od dwóch dekad nie pracuje, nie tylko otrzymuje wynagrodzenie, ale również nabywa kolejne uprawnienia pracownicze — tak, jakby normalnie wykonywała swoje obowiązki. Dla wielu osób to już nie tylko kontrowersja. To przykład systemu, który całkowicie traci kontakt z poczuciem sprawiedliwości.

Ponad rok temu

Ponad rok temu opublikowałam artykuł na swoim blogu i w innych mediach społecznościowych o tej sprawi salon24./prokurator-na-urlopie-zycia-blisko-19-lat-nie-pracuje-zgarnia-miliony-a-ty-liczysz-kazdy-grosz-na-chleb  .Jedyne co się zmieniło to konto zawieszonego. Politycy i posłowie milczą. Ty nie milcz, bo to Twoje pieniądze i Twoi posłowie. Wybrałeś to wymagaj. 

Poniżej informacja publiczna 

Na załączonym zdjęciu z informacji publicznej (dane zakryte) jest informacja publiczna (2007–2026) + trzeba doliczyć brakujący okres 2006–2007 , gdy to zawieszony od 9 marca 2006 r otrzymywał także wynagrodzenie nie pracując (100% wynagrodzenia)

Iran, atom, ropa, gaz, Polska

Iran, atom, ropa, gaz, Polska


Andrzej Szczęśniak myslpolska/iran-atom-ropa-gaz-polska

Jesteśmy świadkami najpoważniejszego kryzysu energetyczne obecnego wieku. Trwa kolejna wojna o najnowocześniejsze źródło energii współczesnej cywilizacji – atom.

Ale skutki odczujemy przede wszystkim w paliwach. Polska i Europa zapłacą także słony rachunek za gaz ziemny. Dzisiejsze bezpieczeństwo energetyczne Polski jest iluzoryczne i bardzo kosztowne. 28 lutego dokonał się kolejny akt nuklearnego terroryzmu (myslpolska/nuklearny-terroryzm/ – dwa państwa posiadające broń atomową napadły na kraj, oskarżany o chęć, powtarzam – chęć – uzyskania tej broni. To było uzasadnienie tej militarnej agresji, choć całkowicie niewiarygodne – nawet kontrolowana przez USA Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej zapewnia, że Iran nie pracuje nad bronią atomową.

Pomimo tego Stany Zjednoczone i Izrael użyły swej potęgi wywiadowczej, militarnej, gospodarczej i technologicznej, by wdeptać w ziemię Iran. Dzisiaj to państwo może gorzko pożałować, że nie weszło w posiadanie tej broni. Wtedy do agresji po prostu by nie doszło. Przykład Korei Północnej, pokazuje, że Zachód nie napada nawet dużo mniejszego państwa, gdy to ma jądrowy potencjał odwetu. A jest też i przykład Libii, która chcąc się pogodzić z dawnymi wrogami, zrezygnowała w 2003 r. z tworzenia arsenału atomowego. A już w 2011 roku Zachód przez osiem miesięcy bombardował ten kraj, Muammar Kadafi, został okrutnie zamordowany, a państwo na długie lata pogrążyło się w wojnie domowej, chaosie i nędzy.

USA i Izrael już drugi raz w ciągu roku próbują zniszczyć Iran. Niedawna próba (13 – 24 czerwca 2025 r.) także uzasadniana była zagrożeniem nuklearnym ze strony Iranu. Cynizm tego uzasadnienia polega na tym, że jak dość powszechnie wiadomo – Izrael to takie ciche, nielegalne, ale wyjątkowo agresywne mocarstwo nuklearne (myslpolska/ciche-mocarstwo-nuklearne). Dla świata najważniejsze jest jednak, że USA i Izrael zaatakowały samo serce światowych zasobów węglowodorów – Zatoka Perska to co trzecia wydobyta na świecie baryłka ropy, której ogromna większość przeznaczona jest na eksport. W efekcie mamy najpoważniejszy kryzys energetyczny w nowoczesnej historii ropy i gazu. Nawet przy arabskim embargo naftowym z 1973 r. (myslpolska/szczesniak-piecdziesiat-lat-pozniej ) nie zabrakło aż tyle ropy naftowej, co dzisiaj. Około 16 procent globalnych potrzeb – to 2-krotnie więcej niż przy największych wcześniejszych kryzysach naftowych lat 70- i 80-tych.

Równie ważny dla nas, świata jest gaz skroplony z Zatoki Perskiej. Katar to 20% światowej produkcji LNG, Oman i ZEA dodatkowe 4%. I już dzisiaj widać konsekwencje, choć koszty tej agresji są bardzo nierówno rozłożone. Dla USA są one zerowe, nie odczuły one żadnych perturbacji – ceny gazu nie drgnęły od początku konfliktu, a eksport wciąż rośnie. Dla Azji (JKM) i Europy (TTF) skutki są katastrofalne. Europejskie ceny gazu od początku wojny wybiły w górę o 90%. To cios dla gospodarki i odbiorców, podobny do kryzysu roku 2022.

Dla Polski pewność dostaw ropy i gazu jest realnie zagrożona. Saudowie dostarczają ponad połowę surowca dla polskich rafinerii, prawie cały eksport prowadząc przez dziś zablokowaną Cieśninę Ormuz. Katar jest kluczowym dostawcą LNG dla Polski, w ubiegłym roku importowaliśmy 1,5 mln ton, zniszczenie jego instalacji to ubytek ponad 10% naszego zaopatrzenia, i to na wiele lat.

Nasi politycy, wciąż klepiące zaklęcia o „bezpieczeństwie energetycznym”, doczekały się brutalnego „sprawdzam”. Gdy tylko sami odcięliśmy się od ropy i gazu z Rosji, nasi sojusznicy przez wojnę w Zatoce Perskiej, zacisnęli garotę na wąskim gardle (myslpolska/waskie-gardlo-polskiego-bezpieczenstwa-energetycznego ) naszego łańcucha dostaw węglowodorów. Ale zanim urwą się fizyczne dostawy, już dziś płacimy bardzo drogo za paliwa, to taki „haracz energetyczny” (myslpolska/szczesniak-kontrybucja-energetyczna).

Spekulacyjnie wywindowane ceny ropy i marże rafineryjne w dieslu, niezwykle mocno obciążają tak kierowców, jak i gospodarkę. Przy wzroście cen ON  od początku konfliktu o 3 złote, dziennym zużyciu w Polsce 60 mln litrów, kierowcy muszą każdego dnia płacić 180 mln zł więcej za diesla niż przed wojną.

Płacimy przy dystrybutorze za złą politykę energetyczną naszego państwa. Za posłuszne spełnianie żądań silniejszych od nas – czy to Stanów, czy Brukseli. Oczywiście, część tego haraczu inkasują producenci ropy, ale większość idzie do budżetu państwa i quasi-państwowego monopolisty. Więc w tym finansowym wymiarze nasz fiskus jest po stronie profitentów tej napaści. My po stronie płatników.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr `13-14 (29.03-5.04.2026)

Prawdziwa zapamiętałość

Prawdziwa zapamiętałość

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Nasza Polska”    24 marca 2026 michalkiewicz

Jeden z rosyjskich pisarzy – czy nie Sałtykow-Szczedrin? – charakteryzował bohatera jednej ze swoich opowieści, że do wódki miał on już nie tyle nawet skłonność, co prawdziwą zapamiętałość. Coś takiego można było powiedzieć i o nieboszczyku Jacku Kuroniu, oczywiście w okresie dobrego fartu, gdy był ministrem pracy. A książce „Wyjść z socjalizmu”, którą – jako ostatnią i już oficjalnie – wydaliśmy w wydawnictwie „Kurs”, które było wydawnictwem „drugoobiegowym”-Guy Sorman pisze, że Kuroń jest „krzykliwy” i „dziwny” i jednocześnie odkrywa przyczynę tej osobliwości. Chodzi oczywiście o wódkę, w której Kuroń – jak twierdzi autor książki – się „nurza”.

Podobne wrażenie zapamiętałości można odnieść na widok reakcji obywatela Tuska Donalda na każdą propozycję, która miałaby charakter alternatywy wobec programu SAFE. Vaginet obywatela Tuska Donalda bardzo ostrożnie dozował informacje na temat tej pożyczki w wysokości prawie 44 mld euro na dozbrojenie naszej niezwyciężonej armii. Początkowo wiadomo było tylko, że to wielki sukces vaginetu obywatela Tuska Donalda.

Potem do wiadomości publicznej zaczęły przedostawać się również inne szczegóły. Że ta pożyczka – co ujawnił ponad wszelką wątpliwość pan Jacek Saryusz-Wolski – obwarowana będzie mechanizmem warunkującym, znanym jak zły szeląg z Krajowego Planu Odbudowy. Oznacza to, że Komisja Europejska, czyli Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, albo – jeśli na czele Komisji Europejskiej będzie stał jakiś inny Reichsfuhrer, co jest nieuchronne, jako, że pożyczka ma być rozłożona na całe lata – w każdej chwili, pod byle pretekstem – na przykład, że polskiemu rządowi śmierdzi z gęby – może wstrzymać przekazanie kolejnych transz pieniędzy.

Po drugie – że wprawdzie ma być ona oprocentowana „korzystnie” – a co to konkretnie znaczy, to jest otoczone mgłą tajemnicy i to mgłą w najlepszym gatunku – ale minister z Kancelarii Prezydenta, pan Bogucki, na konferencji prasowej po spotkaniu u pana prezydenta Nawrockiego we wtorek 10 marca stwierdził, że z uwagi na długi okres spłaty, Polska musiałaby zwrócić dług prawie w podwójnej wysokości, niż pożyczka.

Wreszcie – Wielce Czcigodna vaginessa Sobkowiak-Czarnecka, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda ma fuchę pełnomocnicy dla SAFE, w niepojętym przypływie szczerości wychlapała, że „cztery do pięciu procent” z tych prawie 44 mld euro, od razu, na „dzieńdobry”, trafi na Ukrainę. Podejrzewam, że zataiła prawdę, że nie żadne 5 procent, tylko co najmniej 15, a może nawet 50 procent trafiłoby na Ukrainę.

Po pierwsze dlatego, że Polska nie uchyliła umowy z Ukrainą z 2 grudnia 2016 roku, na podstawie której nasz nieszczęśliwy kraj zobowiązał się do „nieodpłatnego” udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa – również i finansowych – a po drugie – że właśnie w związku z operacją „Epicka furia”, którą Ameryka na polecenie Izraela rozpętała przeciwko Iranowi, prezydent Trump poprosił Ukraińców, żeby pomogli Stanom Zjednoczonym w walce z irańskimi dronami.

Rzecz w tym, że te irańskie drony są stosunkowo tanie w produkcji, że Iran ma ich całą chmarę, a tymczasem Amerykanie owszem – zestrzeliwują je, jak najbardziej – ale rakietami kosztującymi bajońskie sumy. Prezydent Zełeński nie mówi „nie”, ale żąda w zamian amerykańskich pocisków do wyrzutni HIMARS. Ponieważ prezydent Trump zaklął się, że nie da Ukrainie „ani centa”, to musimy postawić pytanie, kto za te pociski dla Ukrainy zapłaci?

A któż, jak nie Polska? Przecież trudno nawet ze świecą znaleźć w Europie rząd podobnie głupi, jak aktualny vaginet obywatela Tuska Donalda, a po drugie – 27 lutego Sejm przyjął uchwałę stwierdzającą, ze Polska jest sługą narodu ukraińskiego – i pozostanie nim tak długo, jak długo będzie to konieczne. Warto dodać, że na nieubłaganym gruncie tej uchwały nieugięcie stoi namaszczony niedawno przez Naczelnika Państwa Kaczyńskiego Jarosława Polskęzbawa na kandydata PiS na premiera, Wielce Czcigodny pan prof. Przemysław Czarnek. Jego wkład do tej rewolucyjnej praktyki polega na tym, że w zamian za czynności służebne ze strony Polski, oczekuje od Ukrainy „szacunku” i „partnerstwa”. Ale dlaczego właściwie Ukraina miałaby Polsce okazywać szacunek, a zwłaszcza – traktować ją po partnersku, skoro przecież Polska tak czy owak jest i pozostanie sługą narodu ukraińskiego? Tego pan prof. Czarnek już nie wyjaśnia, prawdopodobnie dlatego, iż wie, że skoro tak mówi, to nie dlatego, żeby naprawdę w to wierzył – bo uprzejmie zakładam, że aż taki głupi nie jest – tylko żeby uwodzić w ten sposób wyznawców Naczelnika Państwa, którzy łykną wszystko. Zresztą zaraz po namaszczeniu na kandydata na premiera Wielce Czcigodny pan prof. Przemysław Czarnek zadeklarował posłuszeństwo Naczelnikowi, który z kolei – zgodnie z kolejnością dziobania – słucha pana ambasadora Tomasza Róży z amerykańskiej ambasady. Pan Tomasz Róża jest nie tylko amerykańskim ambasadorem, ale i Żydem, więc w ten sposób za jednym zamachem realizuje się podległość nie tylko Ameryce, ale i Izraelowi.

Toteż pan prof. Czarnek posłusznie wykluczył wszelką koalicję z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna – bo pan ambasador Róża powiedział, że ani prezydent Trump, ani on osobiście „nigdy nie zapomni” Grzegorzowi Braunowi jego odwiedzin w ambasadzie Iranu w Warszawie. Ponieważ i Sławomir Mentzen zakpił sobie niedawno z pana prof. Czarnka, naigrawając się z jego „expose” („kaucje-sraucje”, „wiatraki-sraki”, „eko-sreko” , „elektryki-sryki” i „panele-srele”), a wicemarszałek Bosak wypowiedział się o panu prof. Czarnku z wielką rezerwą, powstaje pytanie, w jaki sposób pan prof. Przemysław Czarnek miałby zostać premierem w sytuacji, gdy PiS szoruje na poziomie 22 procent w sondażach?

Tajemnica to wielka, chyba, że stare kiejkuty, za pośrednictwem pana Róży, albo i bezpośrednio z CIA dostaną rozkaz utworzenia kolejnej partii jednorazowego użytku, podobnie jak wcześniej – Ruchu Palikota, Nowoczesnej, Kukiz-15, czy wreszcie – Polski 2050 – która pod nazwą „Róbmy Sobie Na Rękę” zleje się w koalicję z PiS-em. To jest możliwe. Skoro w roku 2015 Nowoczesna, zanim jeszcze pan Ryszard Petru otworzył usta, by nam powiedzieć, jak będzie przychylał nam nieba, dostała od wdzięcznego narodu aż 11 procent zaufania, to od tamtej pory konfidentów musi być znacznie więcej, więc jeśli stare kiejkuty wydadzą komendę: w prawo zwrot! Do Naczelnika Państwa marsz! – to w takiej koalicji pan prof. Przemysław Czarnek ma szanse.

Wracając do zapamiętałości obywatela Tuska Donalda, to podczas spotkania u pana prezydenta nie chciał on słuchać o żadnej alternatywie dla SAFE, tylko domagał się forsy od prezesa NBP pana Adama Glapińskiego. Najwyraźniej obywatel Tusk Donald wie, że MUSI wziąć tę pożyczkę od Komisji Europejskiej, bo w przeciwnym razie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje powyrywa z tyłka nogi nie tylko jemu, ale również – Księciu-Małżonku, więc nic dziwnego, że nie tylko w vaginecie obywatela Tuska Donalda pojawiła się taka zapamiętałość, ale również – w środowisku mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co, to rozpoznają się po zapachu.

Obywatel Tusk wezwał pana prezydenta Nawrockiego do natychmiastowego podpisania ustawy o SAFE, jako że nasza niezwyciężona armia nie może czekać. To bardzo ciekawy argument, podobny do tego, jakiego użył jeszcze przed I wojną światową Antoni Lange, który zaproponował armii rosyjskiej dostawę miliona krzeseł dowodząc, że taka duża armia nie może stać. Dołączył nawet rysunek modela, wzorowany na składanych krzesełkach, używanych przez bywalców wyścigów konnych. Ku jego zdumieniu w Ministrostwie Wojny w Sankt Petersburgu potraktowano projekt poważnie, bo widocznie jacyś funkcjonariusze przewąchali w tym możliwość zarobków. Niestety wybuchła wojna i projekt diabli wzięli – ale co to szkodzi powtórzyć go teraz?

Pan prezydent Nawrocki skierował do Sejmu projekt ustawy o funduszu militarnym – bo i u nas nie może być tak, by biurokracji cywilnej i wojskowej przy tej okazji nie stworzyć możliwości umaczania pysków w melasie – ale pan marszałek Czarzasty pokazał mu gest Kozakiewicza oświadczając, że ten jego projekt nie będzie poddany pod obrady dopóki pan prezydent nie podpisze ustawy o SAFE. Nieomylny to znak, że nie tylko Volksdeutsche Partei jest ekspozyturą Stronnictwa Pruskiego, ale i Lewica. Mogliśmy przekonać się o tym zresztą już w czerwcu 2012 roku, kiedy to Naczelnik Państwa, wobec sprzeciwu części własnego klubu, właśnie przy pomocy Lewicy przeforsował w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej – na podstawie której Komisja Europejska, zaciągnąwszy w imieniu całej Unii pożyczkę, stręczy nam dzisiaj dar Danaów w postaci programu SAFE.

Jak wyjaśnił prezes NBP Adam Glapiński w środę 11 marca, alternatywna propozycja, funkcjonująca pod nazwą „Polski SAFE zero procent” ma być sfinansowana z rezerw Narodowego Banku Polskiego. Jak to będzie wyglądało technicznie – tego jeszcze nie wiem, ale możliwe, że tak samo, jak dotychczas. Bank Gospodarstwa Krajowego wypuści obligacje na 180 mld złotych – bo tyle podobno potrzebuje nasza niezwyciężona armia – NBP, w ramach „inwestowania”, kupi te obligacje i w ten sposób forsa zostanie wygenerowana. Ale ani obywatela Tuska Donalda, ani Księcia-Małżonka, ani pana prof. Balcerowicza, ani wybitnego ekonomisty Ryszarda Petru, nic nie jest w stanie odciągnąć od programu SAFE. To bardzo zagadkowa sprawa, bo im chyba Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nie groziła powyrywaniem nóg z tyłka? Czyżby byli na jakimś procencie od SAFE – o co podejrzewam Judenrat „Gazety Wyborczej” – bo za darmo by tak nie gardłował? Aj waj!

A tu, jakby tego było mało, rysuje się nowy front wojny, na odcinku Trybunału Konstytucyjnego. Jest tam sześć wakatów do obsadzenia. Marszałek Czarzasty Włodzimierz właśnie zarządził przyklepanie przez Sejm sześciu kandydatów na sędziów TK – bo periculum in mora w związku z koniecznością zdelegalizowania Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, o której mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, od pewnego czasu rozprawiają. Z tego, co z czeluści Sejmu można wydedukować, kandydatów zgłosiły organizacje nienawistnych sędziów: „Iustitia” i „Themis” , które podejrzewam iż zostały założone albo z inicjatywy starych kiejkutów („Iustitia”), albo z inicjatywy ABW („Themis”).

Jednak posłowie PiS złożyli do TK wniosek o zabezpieczenie, by wstrzymać wybór tych sześciu kandydatów do 17 marca, kiedy to TK będzie badał legalność ustawy uchwalonej za czasów PiS. Ponieważ jednak vaginet obywatela Tuska nie uznaje obecnego składu TK, to wszystko może rozstrzygnąć się tak, że kandydaci zostaną wprowadzeni do siedziby TK przez policję i bezpieczniaków. Pozostali sędziowie zostaną przez bezpieczniaków wyrzuceni na zbity łeb, a szóstka nominatów rozpocznie urzędowanie, chociaż pan prezydent Nawrocki nie wręczy im nominacji. W ten sposób o ostatecznym kształcie praworządności w naszym bantustanie będą decydowali sierżanci policji i Służby Bezpieczeństwa, a nienawistni sędziowie będą skakali przed nimi z gałęzi na gałąź, aż im będą się podwiewały togi, odsłaniając rozmaite niedyskrecje.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.