Niemcy będą namawiać nas na elektryki. Bo u nich – klapa.

Będą namawiać nas na elektryki. Europejski program dopłat…

Krzysztof Mocek 25 stycznia 2025 motoryzacja

Unia Europejska nie rezygnuje z założeń zielonego ładu i pragnie dalszych zachęt dla kierowców do przesiadki na samochody elektryczne. Jak powiedział kanclerz Niemiec, Olaf Scholz – w planach jest ogólnoeuropejski program dopłat, który ma pomóc zarówno klientom, jak i producentom samochodów w Europie.


Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, po objęciu urzędu przez prezydenta USA Donalda Trumpa, głos zabrał Olaf Scholz. Niemiecki polityk wezwał Europę do większej jedności i konkurencyjności, zwracając jednocześnie uwagę na ważną rolę e-mobilności. Jego zdaniem inwestycje w ten sektor są niezbędne dla rozwoju europejskiej gospodarki.

E-mobilność i elektryfikacja to przyszłość Europy?


Scholz stwierdził, że ze stale rosnącą liczbą globalnych wyzwań poradzi sobie wyłącznie Europa silna gospodarczo z bardziej konkurencyjnym przemysłem i mniejszą biurokracją. Niemiecki kanclerz wielokrotnie podkreślał, że przyszłością jest e-mobilność i postępująca elektryfikacja, a „każdy, kto twierdzi inaczej, szkodzi naszemu przemysłowi”.

Nie jest zaskoczeniem, że słowa te padły w momencie pogłębiającego się kryzysu związanego z brakiem zainteresowania samochodami elektrycznymi u naszych zachodnich sąsiadów. Z danych największego ubezpieczyciela w Niemczech, firmy HUK Coburg, wynika, że samochody elektryczne to dziś jedynie 2,9 proc. ogółu wszystkich aut zarejestrowanych w Niemczech. Rezygnacja z dopłat pod koniec 2023 roku skutkowała tym, że obecnie aż 34 proc. właścicieli samochodów elektrycznych, zdecydowałoby się na zakup modelu spalinowego.


Samochody elektryczne to dziś jedynie 2,9 proc. ogółu wszystkich aut zarejestrowanych w Niemczech.


Jakiś czas temu socjaldemokratyczna Partia Scholza zaproponowała „tymczasową ulgę podatkową” mającą na celu promowanie zakupu pojazdów elektrycznych wyprodukowanych w Niemczech. Niemiecki polityk postanowił pójść jednak dalej i zaapelował do przedstawicieli Unii Europejskiej o wprowadzenie zharmonizowanych w całej Europie ulg i dopłat do samochodów elektrycznych.

Potrzebujemy pragmatycznych rozwiązań, a nie ideologicznych. Cieszę się, że przewodniczący Komisji zajął się teraz moją propozycją zharmonizowanych w całej Europie premii za zakup samochodów elektrycznych –

powiedział Scholz

Olaf Scholz nie zgadza się z planem Donalda Trumpa


Eksperci nie mają złudzeń, że wystąpienie Olafa Scholza jest bezpośrednią odpowiedzią na politykę nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Donald Trump zapowiedział chęć wdrożenia szeregu dekretów wykonawczych skutkujących zwiększeniem wydobycia ropy i gazu na morzu i na gruntach federalnych. 47 prezydent USA zamierza drastycznie odciąć się od idei zielonego ładu i zapowiada zakończenie działań wspierających rozwój czystej energii, takich jak subsydia dla energii wiatrowej, słonecznej czy masowej produkcji wodoru. W trakcie swojego niedawnego przemówienia Trump podkreślił, że „każdy obywatel USA będzie mógł kupić taki samochód, jaki chce i na jaki go stać”.

Początek: Zamknięte szkoły, wyludnione samorządy, brak rąk do pracy. Katastrofa demograficzna trwa.

Zamknięte szkoły, wyludnione samorządy, brak rąk do pracy. A to dopiero początek! Czy Polska jest gotowa na katastrofę demograficzną?

https://pch24.pl/zamkniete-szkoly-wyludnione-samorzady-brak-rak-do-pracy-a-to-dopiero-poczatek-czy-polska-jest-gotowa-na-katastrofe-demograficzna

„W Polsce zaczął się właśnie 36. rok kryzysu demograficznego. W 1989 r. poziom dzietności spadł u nas poniżej poziomu zastępowalności pokoleń wynoszącego ok. 2,1 dziecka na kobietę i od tej pory stale się zmniejsza: w 1997 r. współczynnik ten wynosił 1,5, w 2023 r. – 1,16. To nie tylko jeden z najgorszych wyników w Europie, lecz także na świecie. Kolejne pokolenie Polaków będzie o połowę mniej liczne niż obecne”, pisze na łamach pisma „MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna” Ariel Drabiński.

Publicysta przypomina, że przez ponad 30 lat w Polsce trwała dyskusja na temat tego, czy kryzys demograficzny jest w ogóle faktem. „Tymczasem w 2020 r. okazało się, że proporcje pracujących i niepracujących są odwrotne jak w okresie transformacji ustrojowej. O ile w 1990 r. mieliśmy 11 mln dzieci i 4,8 mln seniorów, o tyle trzy dekady później mieliśmy odpowiednio 6,9 mln najmłodszych i 8,6 mln osób starszych”, czytamy.

Niemal wszystkie liczące się siły polityczne podkreślają, że trzeba zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby zwiększyć w Polsce dzietność. Według jednych stanie się to za sprawą państwowego programu budowy mieszkań i żłobków, według innych za wdrażaniem kolejnych programów socjalnych. Drabiński zwraca jednak uwagę, że ewentualne korzyści z polityk wspierających demografię pojawią się nie wcześniej niż za… 40 lat.

„Tak wielkie zmiany demograficzne powodują, że niezbędne staje się opracowanie planu adaptacji kraju, który pozwoli państwu i obywatelom dostosować się do nowych realiów: począwszy od wysokości emerytur, przez opiekę zdrowotną, po więziennictwo”, podkreśla.

„Jednym z głównych wyzwań stojących przed starzejącym się społeczeństwem jest spadek poziomu życia. Rośnie liczba osób pobierających emeryturę, a maleje liczba tych, które płacą składki. (…) Konieczne są zatem działania, które zapewnią przyszłym seniorom odpowiedni poziom życia”, zaznacza ekspert. Jego zdaniem pierwszym tego typu działaniem powinno być „zrównanie i podniesienie wieku emerytalnego”, a drugim „promowanie indywidualnego oszczędzania na emeryturę poprzez akcje edukacyjne i zachęty finansowe”.

Kolejny problem przed jakim stoimy to wyludnianie zdecydowanej większości jednostek samorządu terytorialnego. „Z powodu spadku wpływów finansowych i braku rąk do pracy dojdzie do upadku poziomu usług publicznych – najpierw na wsiach, potem w małych miastach, a w perspektywie 30 lat w miastach średniej wielkości. Niektóre samorządy będą miały tak mało mieszkańców, że świadczenie im usług przestanie być racjonalne pod względem logistycznym i ekonomicznym”, czytamy.

Inny problem to puste szkoły. Następny to wydatki na leczenie. Jeszcze inny to zapewnienie seniorom pomocy w życiu codziennym. Skąd na to wszystko wziąć pieniądze i… ludzi?

„Lista wyzwań związanych z demografią jest znacznie dłuższa i obejmuje m.in. wydatki infrastrukturalne (czy jest sens budować stadion w mieście, w którym w ciągu trzech dekad ubędzie 20 proc. mieszkańców?), więziennictwo (czy jesteśmy przygotowani na zmianę średniego wieku osadzonego?), obronę cywilną (jak dostosować ją do potrzeb społeczeństwa z dużym odsetkiem seniorów?), rynek pracy (liczba pracowników w wieku 55+ w ciągu dekady wzrośnie o 1,3 mln)”, wylicza dalej autor „MAGAZYNU DGP”.

„Najlepszym sposobem na zagwarantowanie rozwoju gospodarczego kraju w okresie kryzysu demograficznego jest zwiększenie efektywności pracy. Niestety, inwestycje w Polsce stanowią 17,6 proc. PKB przy średniej Unii Europejskiej na poziomie 22 proc. Bez innowacji oraz zmian instytucjonalnych i finansowych czeka nas odczuwalny spadek poziomu życia, a w wymiarze indywidualnym – ludzkie tragedie. Potrzebowaliśmy trzech dekad, aby dostrzec potrzebę zwiększenia dzietności. Na adaptację do nowej rzeczywistości nie mamy tyle czasu”, podsumowuje Ariel Drabiński.

Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna TG

USA – Kolumbia. Owocny dialog.

BuckarooBanzai @Buckarobanza Buckarobanza/status

1. Kolumbia odmawia przyjęcia samolotu że swoimi nielegalnymi imigrantami z USA

2. Trump idzie grać w golfa i informuje na swojej platformie, że daje cło na kolumbijskie produkty

3. Kolumbia proponuje wysłanie samolotu prezydenckiego po swoich imigrantów. Wow.

BuckarooBanzai @Buckarobanza

Stany Zjednoczone nakładają 25% cło na wszystkie towary z Kolumbii i sankcje na Bogotę za odmowę przyjęcia deportowanych migrantów (dwa samoloty), zapowiedział Trump Ogłosił również zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych dla kolumbijskich urzędników i poinformował, że

Pokaż więcej

Sunday Strip: The Serious Side: We, the people, got some issues to take care of.

We, the people, got some issues to take care of

Robert W Malone MD, MS Jan 26, 2025





I will pay extra for appliances if they don’t include an app.







„Joy” as defined by Tim Walz




I will speak at the “Make Europe Great Again” conference at the European Parliament in Brussels this week. Last year’s conference was the networking hub for conservatives in Romania and the EU. This year’s conference promises to be even bigger and more exciting.

With the election of President Trump and a new awakening across the world that there is a better way than socialism and globalism, this year promises to be even better! Common sense and decency are key.

For anyone who wishes to attend, the link to the conference is here:

MEGA



This video nails it:


President Trump won the election because of the enthusiasm of Kennedy’s supporters. They came to the voting booth and the results put President Trump into the White House.

Now, My friend, who is one of the most talented and honest people ever to want to serve our government, needs our help to get confirmed by the Senate for the position of Secretary of HHS.

Many Senators do not realize what an important issue this is for so many of us. We must let them know – Kennedy must be confirmed for MAGA and MAHA to succeed.

We have a job to do. We, the people, must make calls and send emails to every Senator.

If a senator doesn’t vote to confirm him, it’s because Big Pharma has bought them off. And yes, if that happens – those Senators will be primaried.

  • We, the people, will remember.
  • We, the people, are watching.

The contact info for your Senators can be found at:

Senator Contact Link



True story: The above article was just published.

The video below is important and it relates to Kennedy’s nomination. RFJ. Jr. came out early with his book, “The Wuhan Cover-up and the Terrifying Bioweapons Arms Race, which laid out how SARS-CoV-2 was developed in a lab. Yep – another one of his “conspiracy theories” – that just happened to be true.

Please watch:

It is Kennedy’s ability to cut through the BS to expose the truth that has big pharma and the military-biodefense complex so scared.

This is why the blob doesn’t want him in a position of power.






Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work, consider becoming a free or paid subscriber. We are deeply grateful to the decentralized network of paid subscribers that enables us to continue doing what we do to support freedom.


Thanks for reading Who is Robert Malone! This post is public, so feel free to share it.

Share



In 2025, taking back personal sovereignty is still the best path to personal happiness and independence for the future of America.

Land of the Free and the home of the brave.

291 Likes

21 Restacks

Sunday Strip: The Serious Side

We, the people, got some issues to take care of

Robert W Malone MD, MS Jan 26, 2025





I will pay extra for appliances if they don’t include an app.







„Joy” as defined by Tim Walz




I will speak at the “Make Europe Great Again” conference at the European Parliament in Brussels this week. Last year’s conference was the networking hub for conservatives in Romania and the EU. This year’s conference promises to be even bigger and more exciting.

With the election of President Trump and a new awakening across the world that there is a better way than socialism and globalism, this year promises to be even better! Common sense and decency are key.

For anyone who wishes to attend, the link to the conference is here:

MEGA




President Trump won the election because of the enthusiasm of Kennedy’s supporters. They came to the voting booth and the results put President Trump into the White House.

Now, My friend, who is one of the most talented and honest people ever to want to serve our government, needs our help to get confirmed by the Senate for the position of Secretary of HHS.

Many Senators do not realize what an important issue this is for so many of us. We must let them know – Kennedy must be confirmed for MAGA and MAHA to succeed.

We have a job to do. We, the people, must make calls and send emails to every Senator.

If a senator doesn’t vote to confirm him, it’s because Big Pharma has bought them off. And yes, if that happens – those Senators will be primaried.

  • We, the people, will remember.
  • We, the people, are watching.

The contact info for your Senators can be found at:

Senator Contact Link



True story: The above article was just published.







In 2025, taking back personal sovereignty is still the best path to personal happiness and independence for the future of America. Land of the Free and the home of the brave.

WOŚP: Sprzedawanie fajnopolakom Polakom poczucia fajności

Niewygodna prawda o WOŚP. Ziemkiewicz UJAWNIA: „Na tym ten interes polega”

26.01.2025 https://nczas.info/2025/01/26/niewygodna-prawda-o-wosp-ziemkiewicz-ujawnia-na-tym-ten-interes-polega/

Rafał Ziemkiewicz oraz logo WOŚP.
Rafał Ziemkiewicz oraz logo WOŚP. / foto: screen YouTube/Wikipedia, OlgaZawada, CC BY-SA 4.0 (kolaż)

Dziś odbywa się „33. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP)” Jerzego Owsiaka. W związku z tym przypominamy wypowiedź Rafała Ziemkiewicza, który w jednym ze swoich filmów na YouTube wyjaśnił „co to jest – jego zdaniem – za interes”. – Mamy do czynienia z czymś aberracyjnym, co udaje świętość – uważa publicysta.

Przypomnijmy, że w niedzielę po raz 33. zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Na ulicach w całej Polsce tysiące wolontariuszy będzie zbierać pieniądze do puszek, odbędzie się też szereg internetowych aukcji. Hasłem 33. Finału WOŚP jest „Bezpieczeństwo i zdrowie dzieci”.

Fundację WOŚP Jurek Owsiak założył ponad 30 lat temu. Od tej pory regularnie raz w roku — w styczniu – organizuje zbiórkę pieniędzy. W tym roku zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na zakup sprzętu dla klinik onkologicznych. WOŚP zamierza też wesprzeć leczenie nieonkologicznych schorzeń hematologicznych, które są jednymi z najczęstszych chorób przewlekłych wśród dzieci.

Czytaj więcej: Owsiak nie jest pierwszy. Dzieci rozdawały serduszka i zbierały pieniądze do puszek. Tak robili WOŚP za Hitlera

Kogo trzeba przekonywać?

W swoim programie Ziemkiewicz przypomniał, że w październiku 2023 roku, niedługo przed wyborami parlamentarnymi WOŚP w całej Polsce rozwiesiła bilboardy, które „na pierwszy rzut oka wyglądały absolutnie jak bilboardy Platformy Obywatelskiej”.

Znajdowało się na nim serduszko WOŚP oraz wyeksponowany napis: „Polacy! Pokonajmy to ZŁO! WYGRAMY”, pod którym małymi szarymi literami na czarnym tle dopisano, że chodzi o sepsę.

Jak przekazała fundacja WOŚP „koszty kampanii billboardowej są poniesione z pieniędzy zbiórkowych i jest to zgodne z przepisami ustawy o zbiórkach publicznych”. – Za 23 miliony złotych, według cennikowych danych, wystawiła fundacja Owsiaka tych bilboardów wszędzie, w całej Polsce, w każdej pipidówie dosłownie to stało – wskazał publicysta.

– Nawet, jeśli by przyjąć te głupkowate wyjaśnienia, że to nic nie miało wspólnego z polityką, to przecież tak czy owak nadużycie jest oczywiste i właściwie powinno się dokonać jakiegoś procesu sprawdzającego o niegospodarność (…), bo po pierwsze jaki jest w ogóle sens stawiania jakichś bilboardów wzywających do walki z problemem medycznym? (…) czy jest ktoś, kogo trzeba przekonywać, do tego, że sepsa to zło i trzeba jej przeciwdziałać? – pytał Ziemkiewicz.

Paskudny pierwowzór

Zdaniem Ziemkiewicza Owsiak „jasno i wyraźnie opowiedział się po stronie partyjnej”. – Nie powiedziano wszystkiego na temat WOŚP, ponieważ WOŚP ewoluuje i ewoluuje w bardzo paskudną stronę i do-ewoluował w tej chwili do tego, że stał się po prostu partyjną imprezą Platformy Obywatelskiej – uważa dziennikarz.

– Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest aberracją (…) pokażcie mi odpowiednik orkiestry Owsiaka w jakimkolwiek innym kraju (…) jedyny odpowiednik, pierwowzór Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który można znaleźć w historii, to jest bardzo paskudny pierwowzór, bo to są 30 lata w Niemczech i akcja, która była nazywana „pomocą zimową” – przypomniał Ziemkiewicz.

O co w tym chodzi?

– Wszędzie serduszka, na szpitalach serduszka i interes się kręci fantastycznie. Co to jest za interes? To jest sprzedawanie fajnopolakom Polakom poczucia fajności, które jest im bardzo potrzebne. Na tym ten interes polega – podkreślił Ziemkiewicz.

Publicysta podkreślił, iż „nie ma innego porównania z akcją Owsiaka niż tamta akcja z lat 30. z Niemiec” i dodał, że „w przeciwieństwie do »pomocy zimowej«, cel Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był skromniejszy: dać ludziom poczucie, że są fajni, tanim kosztem”.

– Z punktu widzenia tych, co się oklejają serduszkami, to oni zrobili coś fajnego i mają to do przyszłego roku odfajkowane (…) nie muszą nikomu pomagać, już pomogli i są fajni. I to sprzedawanie poczucia fajności jest rzeczywiście świetnym biznesem. Owsiak jest biznesmenem genialnym, gdyby tylko o biznes chodziło, czapki z głów – stwierdził Ziemkiewicz.

Zdaniem redaktora „ten biznes coraz bardziej stawał się biznesem partyjnym, coraz bardziej staczał się do wzorca »zimowej pomocy« i teraz już właściwie tym jest”. – Fajność sprzedawana przez Owsiaka stała się nieuchronnie fajnością partyjną – uważa Ziemkiewicz.

– Mamy do czynienia z czymś aberracyjnym, co udaje świętość, co jest sztucznie wykreowaną świętością. Dlatego jest ten deal, że Owsiak potrzebuje Tuska do swoich interesów, a Tusk potrzebuje świętości, a ponieważ jest bardzo daleki od świętości, w związku z tym produkuje świętości lewe, typu [Lech] Wałęsa (…) typu właśnie Orkiestra, która uchodzi za jakieś wielkie, niezwykłe charytatywne dzieło – ocenił publicysta.

„Samo dobro – powiadają fajnopolacy – on z nas wydobywa to, co najlepsze”. Nie, on z Was nic nie wydobywa, on za Waszą kasę Wam sprzedaje poczucie, że jest w Was coś dobrego i tak się to kręci. I potrzebują siebie nawzajem i się to nawzajem napędza. Po tych bilboardach z ubiegłego roku, na litość boską, naprawdę nie można być człowiekiem rozumnym i wierzyć w to, że to jest cokolwiek innego, niż to jest naprawdę – podsumował Ziemkiewicz.

Deklaracja szesnastu, czyli kwik szabesgojów [KOMENTARZ]

Deklaracja szesnastu, czyli kwik szabesgojów [NASZ KOMENTARZ]

Akcja billboardowa partii Grzegorza Brauna doprowadziła do wybuchu bomby z opóźnionym zapłonem. Wprawdzie billboardy związane z wyborem pomiędzy chrześcijańskim Bożym Narodzeniem i żydowską Chanuką pojawiły się jeszcze przed Świętami, politycznie poprawne kręgi, zaatakowały ją dopiero teraz.

Tzw. Deklaracja Szesnastu odnosi się do billboardów partii Brauna, na których widnieje napis: „Chanuka czy Boże Narodzenie? Europo! Wybór należy do ciebie!”. Są tam także umieszczone grafiki z Żydem zapalającym świece chanukowe oraz postać św. Mikołaja i szopka bożonarodzeniowa, oddzielone gaśnicą.

Akcję przeciwko billboardom rozpoczął list z donosem do Parlamentu Europejskiego, wystosowany przez sorosowskie stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita”. „Kampania, tym razem sfinansowana ze środków Parlamentu Europejskiego, wpisuje się w wieloletnią działalność europosła Brauna, a podstawą jest nienawiść do wszelkich mniejszości, głoszenie antysemickich, ksenofobicznych i antyuchodźczych haseł” – grzmieli lewicowcy na łamach żydowskiej gazety dla Polaków, czyli Gazety Wyborczej.

Teraz pojawiła się informacja o „Deklaracji Szesnastu”. To oświadczenie opublikowane przez rzekomo niezależnych publicystów i historyków, z których większość deklaruje się jako „prawicowi”.

Billboard nawiązujący do Chanuki.
Billboard nawiązujący do Chanuki.

„W związku z pojawiającymi się coraz częściej próbami szerzenia wrogości w relacjach chrześcijańsko-żydowskich (czego przykładem może być akcja bilbordowa «Chanuka czy Boże Narodzenie») czujemy się w obowiązku przypomnieć parę podstawowych faktów religijnych i historycznych” – czytamy.

W dalszej części deklaracji podano siedem punktów, przedstawiajacych rzekome fakty. Oto one:

  1. Chrystus Pan obchodził święto Chanuki (por. J 10,22-23), co powinien wiedzieć każdy katolik. Kościół przypomina to w lekturze Ewangelii: na środę po Niedzieli Męki Pańskiej (w Mszale Piusa V) i we wtorek IV tygodnia Okresu Wielkanocnego (w Lekcjonarzu mszalnym Pawła VI)” – wskazano.
  2. My, katolicy, nie obchodzimy tego święta, bo świętem światła jest przede wszystkim uroczystość Matki Boskiej Gromnicznej, kiedy Zbawiciel po raz pierwszy pojawił się w Świątyni. Nie zmienia to faktu, że obchodzenie uroczystości Poświęcenia Świątyni przez Żydów zasługuje na szacunek, tym bardziej, że Kościół zawsze uważał, że Żydzi praktykując swą religię pozostają świadkami Prawdy chrześcijaństwa, prawdziwości obietnic mesjańskich, które Chrystus wypełnił, i aktów historii Zbawienia, które poprzedziły Narodzenie Pańskie
  3. Nazywanie obecności Ksiąg Machabejskich w katolickim i prawosławnym kanonie Pisma Świętego (w kanonie żydowskim i protestanckim ich nie ma) «świętowaniem ludobójstwa», wzywanie, byśmy uznali za naszą tradycję pamięć bałwochwalców, przeciw którym wystąpili powstańcy machabejscy – jest po prostu zniewagą dla katolicyzmu
  4. Gesty życzliwości okazywane dziś niewielkiej polskiej społeczności żydowskiej są również wyrazem czci dla naszej wspólnej wielowiekowej historii, tak brutalnie przerwanej przez Niemcy hitlerowskie. Znaki szacunku dla kultury żydowskiej są więc niejako wypełnieniem tej tragicznej wyrwy, powstałej w wyniku utraty niepodległości przez Polskę i niemieckiej okupacji. Już przed wojną Prymas Hlond ubolewał nad brakiem szacunku dla «nieopisanego tragizmu tego narodu». Tym bardziej jasne powinno to być dziś.
  5. Chrześcijański charakter państwa zawiera się przede wszystkim w wyrażanej publicznie czci dla Boga i dla wiary Kościoła, i w realizacji dobra wspólnego, obejmującego – we właściwy sposób – każdą społeczność i osobę tworzącą wspólnotę Rzeczypospolitej
  6. Napięcie religijne między chrześcijaństwem i judaizmem, wynikające z naszej wiary w Chrystusa i w uniwersalną prawdę Ewangelii, także napięcia między Polską a Izraelem dotyczące naszej historii, obrona czci dla Rzeczypospolitej i Polski pod okupacją walczącej z Niemcami – wszystko to wymaga umotywowanej prezentacji racji chrześcijańskich i polskich, w czym akty agresji, wrogości i szerzenie uprzedzeń są tylko dramatyczną przeszkodą
  7. Na koniec prosimy, by nie traktować naszego oświadczenia jedynie jako prezentacji stanowiska. Jest ono apelem – do wszystkich, którym zależy na chrześcijańskim charakterze życia publicznego i na dobru wspólnym narodu; apelem o reakcję, o czynny sprzeciw wobec zachowań, postaw i opinii, które dewastują życie publiczne, kulturę katolicką i oszpecają wizerunek Ojczyzny.

Pod deklaracją podpisali się:

  • Marek Budzisz
  • Sławomir Cenckiewicz
  • Piotr Chrzanowski
  • Piotr Ciompa
  • Waldemar Gasper
  • Tomasz Grzegorz Grosse
  • Marek Jurek
  • Robert Kostro
  • Jacek Kowalski
  • Justyna Melonowska
  • Paweł Milcarek
  • Paweł Nowacki
  • Andrzej Nowak
  • Tomasz Rowiński
  • Maciej Urbanowski
  • Łukasz Warzecha

NASZ KOMENTARZ:

Stary Testament był zapowiedzią przyjścia Zbawiciela, pomagał on budzić w niego wiarę i podtrzymywać ją. Żydzi, pomimo posiadania tak wielkiego skarbu, nie rozpoznali Chrystusa i odrzucili Go. Judaizm był zatem religią prawdziwą  do czasu odrzucenia przez żydów Jezusa Chrystusa. Stary Testament jest wiecznym świadectwem na to, że Chrystus jest prawdziwym Mesjaszem. Święty Augustyn tak o tym pisał: „Dlatego wciąż jeszcze żydzi istnieją, aby ku swemu zawstydzeniu nosili nasze Księgi. Kiedy bowiem chcemy wykazać poganom, że Chrystus był przepowiedziany, przytaczamy im to właśnie Pismo. I aby przypadkiem nieskorzy do wiary nie powiedzieli, że to my chrześcijanie je ułożyliśmy i że wraz z Ewangelią, którą głosimy, wymyśliliśmy proroków, przez których wydawałoby się że jest przepowiedziane to, co my głosimy, wówczas przekonujemy ich na tej podstawie, że wszystkie te pisma w których Chrystus był przepowiedziany, znajdują się u żydów”

Dlatego, oczywistym jest, że wszystkie obrzędy Starego Testamentu i przymioty starotestamentowego Judaizmu, były godziwe jedynie do czasu przyjścia Zbawiciela. Kiedy nastąpiło doskonałe wypełnienie prawa, wszelkie obrzędy i ceremonie wygasły i absolutnie nie obowiązują katolików. 

 Uczestnictwo w święcie Chanuka, lub nawet popierania przez katolików obecnego, żydowskiego kultu, jest więc uderzeniem w podstawy chrześcijaństwa, a mianowicie w spełnienie się Starego Testamentu w Nowym Testamencie. 

Obecnie zachowywanie Starego Przymierza, które zapowiada przyjście Mesjasza, jest wyrazem niewiary w Chrystusa i uznaniem, że to On nie jest zapowiedzianym Zbawicielem. Odrzucenie Chrystusa, który jest jedyną drogą do Ojca, to grzech śmiertelny. Logiczną konsekwencją twierdzenia, że żydzi wciąż są narodem wybranym, musi być stwierdzenie, że Chrystus nie był prawdziwym Mesjaszem. Że – jak twierdzą mędrcy Talmudu – był cudzołożnikiem, bałwochwalcą, oszustem, magikiem. A my – wraz z żydami – wciąż czekamy na Mesjasza.

Przyjrzyjmy się temu co pisali o powyższej kwestii Ojcowie i Doktorzy Kościoła:

Św. Jan Chryzostom w „Mowach przeciwko Judaizantom i Żydom”, bardzo ostro zwalczał i potępiał udział chrześcijan w świętach żydowskich, dlatego też Żydzi obradujący w Wiedniu w 2018 roku na kongresie „An end to antisemitism”, życzyli sobie, by chrześcijanie „pozbawili go autorytetu”, czyli de facto wyrzucili tę postać z kanonu świętych.

Spójrzmy więc na to co ów Święty pisał:

“Wiem, że nawet i dziś wielu poważa żydów, a obrzędy ich za godziwe uznaje; toteż spieszę, by wykorzenić to zgubne mniemanie. Powiedziałem, że synagoga nie proponuje niczego co by ją czyniło lepszą od teatru, i biorę Proroka za świadka: żydzi nie są godniejsi zaufania niż prorocy. Co zatem mówi Prorok? (…) [splugawiłaś ziemię wszeteczeństwami twymi i złościami twymi]  (…) pokazałaś czoło wszetecznej niewiasty, wyzbyłaś się wstydu (Jer. III, 2. 3). Miejsce, gdzie przebywa wszetecznica to miejsce rozpusty; lecz to mało powiedzieć, że synagoga jest miejscem rozpusty i teatrem; jest ona ponadto  jaskinią zbójców i schronieniem dzikich bestii. Gdyż powiedziane jest: [Jaskinią zbójców stał się ten dom] , Dom twój stał się dla mnie jaskinią hieny (Jer. VII, 11), nie tylko dzikiego zwierzęcia, ale zwierzęcia nieczystego. I dalej: Opuściłem dom mój, zostawiłem dziedzictwo moje (Jer. XII, 7). Otóż, kiedy Bóg opuszcza, jakaż nadzieja zbawienia pozostaje? Gdy Bóg opuszcza jakieś miejsce, owo miejsce staje się siedliskiem demonów. Wprawdzie, utrzymują stanowczo, że i oni wielbią prawdziwego Boga; lecz niech Bóg broni, byśmy to i my twierdzili! Żaden żyd nie wielbi Boga. Sam Syn Boży to oświadcza. Gdyż mówi: Gdybyście bowiem Ojca mego znali, to byście i mnie znali, ale ani mnie nie znacie, ani Ojca mojego (Jan. VIII, 19). Jakież nad to wiarygodniejsze świadectwo mógłbym przytoczyć. 

Skoro bowiem nie uznają Ojca, ukrzyżowali Syna i odrzucili asystencję Ducha Świętego, któż zatem śmiałby zaprzeczyć, że synagoga jest siedliskiem demonów? Bóg nie jest wielbiony w tym miejscu, wręcz przeciwnie! Lecz odtąd to chram bałwochwalstwa; niektórzy tymczasem zbliżają się do tych miejsc jakby do sanktuarium”. 

Św. Augustyn wyróżnił trzy etapy w historii zachowywania Starego Prawa. Pierwszy etap przypada na czas przed śmiercią Chrystusa, kiedy przestrzeganie tego prawa było obowiązkowe. Z tego powodu sam Zbawiciel uczestniczył w żydowskich świętach i wypełniał przepisy prawa. Drugi etap rozpoczął się po śmierci Jezusa, kiedy obowiązek zachowywania Starego Prawa przestał istnieć. W tym okresie nawróceni Żydzi mogli jednak nadal przestrzegać tradycji wynikających z Prawa. Trzeci etap nastąpił po rozprzestrzenieniu się Ewangelii, kiedy przestrzeganie Starego Prawa zaczęto postrzegać jako sprzeczne z wiarą w Chrystusa, co czyniło je grzechem ciężkim.

Św. Tomasz z Akwinu, komentując słowa Pisma, zapisał: „Jeżeli poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda”, oraz: „Więc poddawanie się obrzezaniu i zachowywanie innych obrzędów [Starego Testamentu] po śmierci Chrystusa jest grzechem śmiertelnym” (I-II, q. 103 a. 4).

Także Urząd Nauczycielski Kościoła zabierał głos w tej ważnej moralnie sprawie. W encyklice Ex quo papież Benedykt XIV uczy: „Obrzędy Prawa Mojżeszowego zostały zniesione przez przyjście Chrystusa i nie mogą być dłużej przestrzegane bez grzechu, po ogłoszeniu Ewangelii”.

Parteniusz Mignes OFM doktor ŚW. teologii i filozofii, w swoim „Kompendium teologii dogmatycznej ogólnej” pisze:

„Religia mojżeszowa była tylko poprzedniczką religii chrześcijańskiej, została przez Chrystusa już to dopełniona już to zniesiona. Dlatego też po śmierci Chrystusa już nie jest religią prawdziwą a tym samym stała się religią fałszywą. Naród żydowski nie przyjąwszy Chrystusa jako Mesjasza przestał być narodem wybranym, stał się narodem odrzuconym. Ciągle wyczekuje przyjścia Mesjasza, i dotąd religia ta jest budowlą wciąż niewykończoną; ponieważ jednak Mesjasz już nie przyjdzie, tym samym budowla ta musi pozostać niedokończoną, stała się ona zgrzybiałą, ciałem bez ducha”.

Sobór Florencki głosił: [Kościół] Mocno wierzy, wyznaje i głosi: nikt z tych, co są poza Kościołem katolickim, nie tylko poganie, ale i Żydzi, heretycy i schizmatycy, nie mogą stać się uczestnikami życia wiecznego, ale pójdą w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom” oraz „Ktokolwiek po Męce pokłada nadzieję w przepisach prawa [Starego Przymierza] i poddaje się im jako koniecznym do zbawienia, jak gdyby wiara w Chrystusa nie mogła bez nich zbawiać, grzeszy śmiertelnie”.

Moglibyśmy mnożyć  wiele podobnych dokumentów i wypowiedzi Ojców Kościoła, ale już po powyższych przykładach widać, że Kościół Katolicki od zawsze twierdził, że po Odkupieniu dokonanym przez Chrystusa judaizm stał się religią fałszywą (zwłaszcza po sporządzeniu rasistowskiego Talmudu i innych, podobnych mu ksiąg, jak Tanja, Szulchan Aruch itd.). Judaizm odrzuca bowiem  Zbawiciela oraz kluczową część Objawienia Bożego, a co za tym idzie Stary Testament traci sens gdy jest oderwany od Nowego Testamentu.

Deklaracja szesnastu ma wartość o tyle, o ile dzięki niej już wiemy, kto z rzekomo „prawicowych” publicystów i historyków, jest usłużnym wobec żydów, szabesgojem, gorszącym tłumy.  Pytanie o wybór między Świętami Bożego Narodzenia a Chanuką jest zasadne, ponieważ stoją one wobec siebie w jawnej sprzeczności.

Godnym uwagi jest też fakt, że w polskim sejmie chanukę rozpalają członkowie kabalistycznej sekty Chabad Lubawicz, którzy tradycję Chanuki wywodzą z Talmudu, którzy swojego ostatniego przywódcę Menachema Mendela Schneersona uważają za „mesjasza”. Jego zdjęcie jest podczas tych obrzędów eksponowane(!).

Oto co rzeczony „mesjasz” pisał:

„Żydzi są po prostu odmienni gatunkowo od reszty ludzkości. Żaden inny naród – oprócz Żydów – nie ma i nie może mieć żadnej wiedzy o Bogu, bo jest ona własnością tylko Żydów. Mędrcy mogą pojawić się tylko w narodzie żydowskim, dlatego każda nieżydowska, gojowska mądrość jest zanieczyszczona i nic nie warta”, „Każdy Żyd ma dwie dusze: boską i zwierzęcą. Dusza boska jest częścią Boga. Nie-Żyd ma tylko jedną duszę. Goj nie posiada w ogóle duszy boskiej. A jego dusza zwierzęca (jedyna dusza, jaką posiada) pochodzi z niższych regionów niż dusza zwierzęca Żyda, czyli pochodzi z najniższych regionów świata demonów”.

Sejm III RP. W tle "mesjasz" Chabadu, skrajny rasista Menachem Mendel Schneerson. Popieranie tego typu uroczystości, to jawne łamanie pierwszego przykazania.
„Mesjasz” Chabadu, Menachem Mendel Schneerson.

Na koniec warto przytoczyć kompletny fragment Nowego Testamentu, na który powołują się ci, który uważają, że „Chrystus Pan obchodził święto Chanuki” (J 10,22-39):

Obchodzono wtedy w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona.  Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: «Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie!» Rzekł do nich Jezus: «Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy». I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowiedział im Jezus: «Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?» Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga». Odpowiedział im Jezus: «Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli [Pismo] nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym?” Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście we Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu». I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk.

Jak widzimy, Jezus nie palił chanuki a z całym świętem miał tyle wspólnego, że Żydzi chcieli go tego dnia ukamienować. Znamienne.

====================

Niektóre źródła z których czerpaliśmy  wiedzę i cytaty:

Zbiorowy atak na Brauna. Warzecha, Cenckiewicz, Marek Jurek, Andrzej Nowak…

Zbiorowy atak na Brauna. Warzecha, Cenckiewicz, Marek Jurek, Andrzej Nowak…

Autor: CzarnaLimuzyna , 22 stycznia 2025

Grupa szesnastu publicystów i historyków opublikowała swoiste potępienie akcji bilbordowej „Chanuka czy Boże Narodzenie”

Panowie napisali we wstępie do swojej deklaracji „czujemy się w obowiązku przypomnieć parę podstawowych faktów religijnych i historycznych”.

Niestety, uczynili to bardzo wybiórczo z dodatkiem niemałej porcji fałszu.

Pierwszy punkt ich oświadczenia zaczyna się słowami „Chrystus Pan obchodził święto Chanuki (por. J 10,22-23), co powinien wiedzieć każdy katolik…”

Warto podkreślić, że właśnie w tym dniu i w tych okolicznościach żydzi podjęli dwukrotnie próbę schwytania Jezusa w celu zamordowania Go. „I znowu Żydzi porwali za kamienie, aby Go ukamienować”. „I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk”.

Oczywiście nie z powodu palenia przez siebie Chanuki, ale za słowa Chrystusa: „Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mi nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”

Te i inne słowa Jezusa, żydzi potraktowali jak bluźnierstwo. Dzisiejsi palacze Chanuki uważają podobnie, mając Jezusa za bluźniercę oraz używają innych obelżywych słów, także w stosunku do duchownych chrześcijańskich.

W apelu szesnastu znalazły się zdania zawierające mieszaninę fałszu,  prawdy i… hagady

W punkcie drugim piszą: „Nie zmienia to faktu, że obchodzenie uroczystości Poświęcenia Świątyni przez Żydów zasługuje na szacunek, tym bardziej, że Kościół zawsze uważał, że Żydzi praktykując swą religię pozostają świadkami Prawdy chrześcijaństwa, prawdziwości obietnic mesjańskich, które Chrystus wypełnił, i aktów historii Zbawienia, które poprzedziły Narodzenie Pańskie”.

„Zasługuje na szacunek”. Oczywiście. Nikt nie zakłóca żydowskich obrządków dokonywanych w ich Świątyniach czyli w synagogach lub prywatnych pomieszczeniach. Sprzeciw budzi celowa demonstracja żydowskich obrządków w urzędach państwowych i w miejscach publicznych.

Apelowiczom oraz zwiedzonym należy zwrócić uwagę, że Żydzi, którzy demonstrują takie zachowania w miejscach publicznych nie urodzili się w Polsce, a ich przekonania to dwa kompasy: syjonizm i talmudyzm. Ponadto używającym sformułowania „realizacji dobra wspólnego” należy zadać pytanie: na czym polegała realizacja dobra wspólnego przez mniejszości narodowe: żydowską i ukraińską w II RP, bo jeżeli zdarzały się chlubne wyjątki to szybko tonęły w bagnie kolaboracji z Sowietami lub Niemcami.

Punkty 6 i 7 zawierają insynuację. Sygnatariusze piszą o aktach:  agresji, wrogości i szerzeniu uprzedzeń oraz o czynnym sprzeciwie wobec zachowań, postaw i opinii, które dewastują życie publiczne, kulturę katolicką i oszpecają wizerunek Ojczyzny. Typowa żydowsko-lewicowa hagada.

____________________________________________

Stanowisko Grzegorz Brauna

Mocne, naprawdę mocne. Ta kolejna próba przyprawienia mnie o śmierć cywilną – istny „mord rytualny” narzędziami publicystycznej manipulacji i insynuacji – w największym skrócie: poprzez mylące i kontrfaktyczne kojarzenie kultu Talmudu (rasistowskiego w teorii i ludobójczego w wielowiekowej praktyce) z religią Najświętszej Rodziny, a jednocześnie propagowanie ahistorycznej, sentymentalizującej wizji obecności Żydów w dziejach Polski (a la „Muzeum Polin”). Zdawać się już mogło, że w strategiach odsądzania mnie od czci i wiary trudno o jakieś nowe słowo – a oto doborowe grono zacnych skądinąd i autentycznie zasłużonych postaci ogłasza mnie ni mniej, ni więcej, złym Polakiem i złym katolikiem – listę sygnatariuszy (spośród których większość miałem niegdyś zaszczyt znać osobiście, z niektórymi przestawać na „Ty”) stanowczo polecam… Państwa w modlitwie.

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne

=============================

mail:

Z tego co mi wiadomo to świecznik jaki zapalano w Świątyni nazywał się menora i był siedmioramienny, a ten chanukowy jest dziewięcio-ramienny

=========================

Por.:

Wstrzymujemy oddech

Wstrzymujemy oddech

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    26 stycznia 2025

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5760

Wprawdzie cały świat wstrzymywał oddech do 20 stycznia, w oczekiwaniu na objęcie stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa – ale naszych Umiłowanych Przywódców ta sprawa jakby w ogóle nie interesowała. Inna sprawa, że ani pan prezydent Andrzej Duda, ani – tym bardziej – obywatel Tusk Donald – nie zostali tam zaproszeni – w odróżnieniu od Mateusza Morawieckiego, który został zaproszony do Waszyngtonu qua przewodniczący frakcji konserwatystów i reformatorów w Parlamencie Europejskim, którym został po wspaniałomyślnej rezygnacji z tego zaszczytu przez panią Meloni – no i Wielce Czcigodnego Dominika Tarczyńskiego, w którym Amerykanie najwyraźniej dopatrzyli się zalet niedostrzeżonych przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, który chyba w ogóle nie brał pod uwagę tej kandydatury w tegorocznych wyborach prezydenckich.

Że obywatel Tusk Donald nie został zaproszony do Waszyngtonu, to rzecz oczywista; jeszcze by tego brakowało, żeby tam pojechał i znowu nawymyślał prezydentowi Trumpowi od ruskich agentów. Na wszelki tedy wypadek go nie zaproszono. Dlaczego jednak nie został zaproszony pan prezydent Duda, utrzymujący, jakoby był najukochańszą duszeńką prezydenta Trumpa? Najwyraźniej pan prezydent Duda chyba z tymi faworami u amerykańskiego prezydenta grubo przesadza. Gdyby tak było, to już miałby zaklepaną posadę w MKOl-u – a tymczasem wygląda na to, że nic z tego. Z prezydentem Zełeńskim, dla którego pan prezydent Duda zrobiłby wszystko, a nawet jeszcze więcej, też chyba żadnych nadziei wiązać nie może, bo – po pierwsze – on też nie został zaproszony do Waszyngtonu, a po drugie – tylko patrzeć, jak wojna na Ukrainie się zakończy, no a wtedy mało kto chyba chciałby być w skórze Wołodymyra Zełeńskiego.

Na szczęście, dzięki wojnie na Ukrainie, ma on posiadłość i w Toskanii – a podobno i w innych ciepłych krajach – nie mówiąc już o możliwości powrotu do Ziemi Obiecanej, to znaczy – bezcennego Izraela – który właśnie ze zgrzytaniem zębów, realizuje zawieszenie broni ze znienawidzonym Hamasem, co to miał zostać „zlikwidowany” w ramach operacji ostatecznego rozwiązywania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy.

Ale mniejsza już o pana prezydenta Dudę, który najwyraźniej postanowił spróbować szczęścia w Davos. Jak wiadomo, w Davos wyznaczają sobie rendez-vous potężne wory złota, więc nawet jak pan prezydent nie zdąży dotknąć szaty bogini Fortuny, to chociaż przez chwilę wypławi się w luksusie: „chociaż żołnierz obszarpany, przecie stoi między pany” – jak głosi dawna polska pieśń żołnierska.

Znacznie ciekawsza wydaje się diagnoza postawiona w związku z objęciem władzy przez prezydenta Trumpa przez naszą Jabłoneczkę, czyli małżonkę Księcia-Małżonka. Daje ona wyraz swoim obawom z powodu „rządów tłumu” w Ameryce. W tej diagnozie widzimy nie tylko wpływ mądrości etapu, ale również skutek rozwoju rewolucyjnej teorii demokracji. Jak wiadomo, demokracja występuje w dwóch postaciach: demokracji spontanicznej i demokracji kierowanej. Demokracja spontaniczna objawiła się podczas ostatnich wyborów prezydenckich w USA, chociaż i tam były próby przeforsowania demokracji kierowanej, m.in. w postaci zamachu na Donalda Trumpa, czy akcji niezawisłych sądów. Demokrację kierowaną w działaniu mogliśmy obserwować podczas ostatnich niedoszłych wyborów w Rumunii, gdzie w pierwszej turze najlepszy wynik uzyskał kandydat niezatwierdzony. Jak wiadomo, tamtejszy niezawisły Sąd Najwyższy położył kres tej samowolce, unieważniając wybory i odkładając je do czasu, dopóki „tłum” się nie opamięta i nie poprze kandydata zatwierdzonego.

Tymczasem ten „tłum”, to przecież nic innego, jak „lud”, dla którego i przez którego mają być ustanawiane rządy. Wygląda na to, że w miarę rozwoju rewolucyjnej teorii demokracji, trzeba będzie zrewidować naiwne opowieści prezydenta Abrahama Lincolna, który nie miał okazji, by się z teorii rewolucji podciągnąć u naszej Jabłoneczki, co to najwyraźniej skłania się ku demokracji kierowanej – oczywiście przez starszych i mądrzejszych – no bo jakże by inaczej?

Więc kiedy świat wstrzymywał oddech przed inauguracją prezydentury Donalda Trumpa, w nasz bantustan wstrzymuje oddech przed „finałem” Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy „Jurka” Owsiaka, zaplanowanym na 26 stycznia. Jak w proroczej wizji napisał już dawno temu poeta, „wszelka dziwka majtki pierze”, to znaczy – zarządy wszystkich spółek Skarbu Państwa, jeden przez drugiego prześcigają się w wypłatach na rzecz „Jurka” Owsiaka, najwyraźniej pamiętając o przestrodze innego poety, że „mówiła żony ciotka: tych co płacą, nic nie spotka”. Jak się okazuje, literatura wyprzedza życie i to znacznie – ale nie o to w tej chwili chodzi, bo ważniejsze wydaje się sprzężenie, za pomocą którego stare kiejkuty próbują w tym roku powiązać Wielką Orkiestrę z przygotowaniami do ustanowienia narzędzi terroru, bez którego trudno będzie wyobrazić sobie funkcjonowanie Generalnej Guberni.

Toteż jak tylko zaczęły się przygotowania do wspomnianego „finału”, niczym grzyby po deszczu, zaczęły mnożyć się przeciwko „Jurkowi” Owsiakowi groźby karalne. Jak zgodnie i prawidłowo zeznali schwytani myślozbrodniarze, każdego z nich zainspirowały do myślozbrodni programy telewizji „Republika”, a zwłaszcza hasło, by nie wpłacać pieniędzy „Jurkowi” Owsiakowi, tylko – telewizji „Republika”. Wygląda na to, że dzięki temu będzie można nie tylko wprowadzić wobec mniej wartościowego narodu tubylczego eksperyment pedagogiczny w postaci potępienia myślozbrodni, ale również – uporządkować scenę medialną naszego bantustanu. Zmobilizowana została nie tylko Wdowa Narodowa, czyli pani Magdalena Adamowiczowa, ale również – Dulczessa Wolnego Miasta Gdańska, no i oczywiście – legitymujący się podwójnymi, pierwszorzędnymi korzeniami pan Rafał Trzaskowski, namaszczony już w 2022 roku na prezydenta naszego mniej wartościowego bantustanu nie tylko przez prezesa Światowego Kongresu Żydów Ronalda Laudera, ale i przez „Alexa” Sorosa, któremu stary grandziarz przekazał swoje imperium finansowe.

W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Sejm podejmie „uchwałę” w sprawie nowelizacji kodeksu karnego, penalizującego „mowę nienawiści”, a na tej podstawie zarówno niezależna prokuratura, jak i niezawisłe sądy, będą prześladować zarówno nienawistników, jak i oczywiście – „inspirujące” ich media. Dzięki temu zapanują jedynie słuszne i zatwierdzone poglądy, które pozostawione na pierwszej linii frontu ideologicznego niezależne media głównego nurtu będą zaszczepiać naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu, w ramach pluralizmu dostosowując ujednolicony przekaz dla każdego środowiska.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Franciszek w Indonezji. Chrześcijaństwo i islam… wspólną drogą ku „światłu”

Franciszek w Indonezji. Chrześcijaństwo i islam… wspólną drogą ku „światłu”

Paweł Chmielewski 7 września 2024 https://pch24.pl/franciszek-w-indonezji-chrzescijanstwo-i-islam-wspolna-droga-ku-swiatlu/

(PAP/EPA/YASUYOSHI CHIBA / POOL )

Chrystus powiada o Sobie, iż jest światłością świata. Papież w Indonezji naucza, że światłością są chrześcijanie i muzułmanie. Zmierzają wspólnie ku ostatecznemu celowi na drodze braterstwa; a różnice w rytach i doktrynie są tylko powierzchnią, bo to, co naprawdę istotne, jest ukryte pod spodem.

Papież Franciszek udał się w podróż do Azji Południowo-Wschodniej: Indonezji, Papui Nowej Gwinei, Timoru Wschodniego i Singapuru. W krótkiej notce opublikowanej na PCh24.pl sugerowałem niedawno, że podróż ta może stać się okazją do zakomunikowania wielu stwierdzeń, które będą graniczyć z błędami indyferentyzmu religijnego. Niestety, to przewidywanie okazało się nazbyt optymistyczne: podczas spotkań z muzułmanami w Indonezji Franciszek konsekwentnie traktował ich tak, jakby nie potrzebowali żadnego nawrócenia, a islam był w pełni uprawnioną drogą, która prowadzi ich ku Bogu. W płaszczyźnie zarówno słów jak i symboli podróż stała się narzędziem utożsamiania Boga Trójjedynego z Allahem. Chrystus to wielki nieobecny papieskich wystąpień, a ostatecznym celem Kościoła i człowieka stało się prowadzenie drogą braterstwa „ku światłu” – bynajmniej nie w Chrystusie Panu.

Skupię się tu wyłącznie na tych działaniach i słowach Franciszka, które były adresowane do muzułmanów. Wyznawcy islamu stanowią lwią część populacji Indonezji i byłoby rzeczą naturalną, gdyby następca św. Piotra, spotykając się z nimi, starał się choćby w najdelikatniejszy możliwy sposób zachęcić ich do zainteresowania Osobą Zbawiciela. Nie chodzi bynajmniej o nachalne wzywanie do dołączenia do Kościoła katolickiego, ale o próbę takiego naświetlenia Pana Jezusa, żeby wywołać wśród islamskich słuchaczy pragnienie bliższego poznania Syna Bożego. Niestety: bazując na oficjalnych materiałach publikowanych przez Stolicę Apostolską można stwierdzić, że nic takiego nie miało miejsca. Papież Franciszek przez całą podróż konsekwentnie zachowywał się tak, jakby islam był absolutnie równoprawną religią.

Mówiąc krótko: Franciszek działał w pełnej zgodzie z literą deklaracji z Abu Zabi, którą w 2019 roku podpisał wraz z Wielkim Imamem z Al-Azhar w Kairze, Ahmadem al-Tayyebem, według której Bóg życzy sobie istnienia różnych religii.

4 września papież wygłosił w pałacu prezydenckim w Dżakarcie przemówienie adresowane do władz Indonezji. Zawarł w nim wiele pozytywnych elementów, na przykład potępienie aborcji oraz wezwanie do wielodzietności, co zasługuje na pochwałę. Niestety, gdy idzie o świadectwo religijne, było skrajnie niekatolickie. W całym wystąpieniu ani razu nie padło imię Pana Jezusa. Papież mówił wprawdzie o Kościele katolickim, ale jego misję przedstawił wyłącznie w kategoriach doczesnych. Stwierdził:

„Kościół katolicki służy dobru wspólnemu i pragnie wzmocnić współpracę z instytucjami publicznymi i innymi podmiotami społeczeństwa obywatelskiego, ale nigdy nie prozelityzuje i zawsze szanuje wiarę każdego człowieka. Kościół pragnie zachęcać do tworzenia bardziej zrównoważonej tkanki społecznej i zapewnić bardziej skuteczną i sprawiedliwą dystrybucję pomocy społecznej”.

Innymi słowy, Kościół w papieskim świadectwie skierowanym do wyznawców fałszywej religii został sprowadzony do roli organizacji dobroczynnej o celach wyłącznie materialistycznych.

5 września papież wygłosił przemówienie w największym meczecie Indonezji, Istiqlal w Dżakarcie, uczestnicząc w spotkaniu międzyreligijnym, gdzie obecni byli z natury rzeczy głównie muzułmanie (choć nie tylko oni). Rozpoczął od określenia meczetu mianem „wielkiego domu ludzkości”, do którego „każdy może wejść, robiąc miejsce dla tęsknoty za nieskończonością, którą każdy z nas nosi w sercach”.

Następnie Franciszek zaczął mówić obrazowo o jedności islamu i chrześcijaństwa. Odwołał się do bardzo specyficznego rozwiązania architektonicznego związanego z meczetem Istiqlal. Otóż meczet ów znajduje się naprzeciwko katolickiej katedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Obie świątynie są połączone tunelem, który nazywa się „Tunelem Przyjaźni”.

Franciszek wykorzystał ten obraz, by przedstawić chrześcijaństwo oraz islam jako dwa porządki kulturowo-obrzędowe, które opierają się na tej samej głębokiej zasadzie, jaką jest dążenie do poszukiwania nieskończoności. Proszę uważnie przeczytać słowa papieża:

„Na powierzchni zarówno w meczecie jak i katedrze są przestrzenie, które są definiowane i odwiedzane przez swoich wiernych, ale pod ziemią w tunelu ci sami ludzie mogą spotkać się ze sobą i z perspektywą religijną drugiego. Ten obraz przypomina nam o ważnym fakcie, że widzialne aspekty religii – ryty, praktyki i tak dalej – są dziedzictwem, które należy strzec i szanować. Możemy jednak powiedzieć, że to, co leży “pod spodem”, co biegnie w podziemiach, jak “Tunel Przyjaźni”, jest jednym wspólnym korzeniem dla wszystkich wrażliwości religijnych: to poszukiwanie spotkania z boskością, pragnienie nieskończoności, które Wszechmocny umieścił w naszych sercach, poszukiwanie większej radości i życia silniejszego niż jakikolwiek rodzaj śmierci, które ożywia podróż anszego życia i nakłania nas do przekroczenia naszych granic, by spotkać Boga. Pamiętajmy tutaj, że patrząc głębiej, ujmując to, co płynie w głębinie naszego życia, to znaczy pragnienie pełni mieszkające na dnie naszego serca, odkrywamy, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, wszyscy jesteśmy pielgrzymami na naszej drodze do Boga, ponadto, co nas od siebie różni”.

Jak Państwo widzą, Franciszek bardzo wyraźnie sprowadza tutaj różnice religijne do tego, co powierzchowne, wskazując, że to, co naprawdę istotne – jest ukryte gdzieś pod spodem. Mamy do czynienia z klasycznym przykładem herezji modernistycznej, która wszystkie religie wywodzi od wewnętrznego i wrodzonemu każdemu człowiekowi poczucia boskości. Zarazem rzecz jest typowa dla środowisk wolnomularstwa deistycznego. Znamienne, że niepodległa Indonezja powstała przy dużym udziale masonerii, zaimplementowanej w tym kraju przez Holendrów; loże holenderskie są związane z masonerią anglosaską, która – w przeciwieństwie do masonerii dominującej dziś we Francji – nie jest ateistyczna, ale zasadniczo „deistyczna”. Papieska interpretacja „Tunelu Przyjaźni” wpisuje się w idee krzewione przez te grupy: nie chodzi tu wyłącznie o czysto praktyczną przyjaźń, ale o przejawiającą się na najgłębszym poziomie faktyczną (rzekomą) jedność islamu i chrześcijaństwa.

Być może jeszcze wyraźniej wybrzmiało to w krótkim przemówieniu, które Franciszek wygłosił w samym „Tunelu Przyjaźni”. Powiedział tam między innymi:

„Kiedy myślimy o tunelu, łatwo pojawia się nam obraz ciemnego przejścia. Może to być przerażające, zwłaszcza gdy jesteśmy sami. Tutaj jest jednak inaczej, bo wszystko jest oświecone. Chciałbym wam powiedzieć, że to wy jesteście światłem, które to oświeca; czynicie tak poprzez swoją przyjaźń, poprzez harmonię, którą krzewicie, wsparcie, którego sobie udzielacie, przez wspólne podróżowanie, które ostatecznie prowadzi was do pełni światła. My, którzy należymy do różnych tradycji religijnych, mamy rolę do odegrania w niesieniu każdemu pomocy w przekraczaniu tuneli życia z oczami utkwionymi w świetle. Wtedy, na końcu podróży, będziemy w stanie rozpoznać w tych, którzy szli obok nas, brata i siostrę, z którym możemy dzielić życie i nawzajem sobie pomagać”.

W nauce Kościoła to Jezus Chrystus jest Światłem, które przychodzi ze Wschodu. W powyższej wypowiedzi papieskiej symbolika światła została jednak wykorzystana zupełnie inaczej. Ku światłu zmierzają nie tylko chrześcijanie, ale również muzułmanie – innymi drogami, niemniej jednak do dokładnie tego samego celu. Więcej nawet: podczas gdy nasz Pan Jezus Chrystus mówi o Sobie: „Ja jestem światłością świata4. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12), papież Franciszek dokonuje jakby trawestacji tych słów, nazywając „światłem” chrześcijan i muzułmanów. Mamy do czynienia nie tylko z rozciągnięciem wymiaru światłości z chrześcijaństwa również na islam, ale także z przeniesieniem tego wymiaru z Boga-Człowieka na ludzi jako takich, co, znowu, zgodne jest z gnostycko-masońską koncepcją samo-oświecenia, która zakłada, iż przedzierając się poprzez różnorodne ryty i praktyki religijne człowiek odkrywa, iż jest tożsamy z bóstwem, w ten sposób osiągając pełnię swojego istnienia – w samym sobie.

W dalszej części Franciszek powiedział też:

„Przyjmując innych i szanując ich tożsamość, braterstwo wzywa ich na wspólnej drodze, którą kroczymy w przyjaźni, prowadząc ku światłu”.

Podczas gdy Chrystus Pan naucza, iż podążanie za Nim prowadzi do światła, papież Franciszek uczy, że do światła prowadzi chrześcijan i muzułmanów co innego, a mianowicie podążanie drogą braterstwa.

Innymi słowy, zbawienie zdaje się nie leżeć w Chrystusie, ale w braterstwie, co – czy nam się to podoba, czy nie – znowu odnosi nas do masońskich ideałów, wyrażonych lapidarnie w okrwawionym haśle francuskiej rewolucji.

Wszystkie papieskie cytaty pochodzą z oficjalnej strony Watykanu, każdy może je sprawdzić.

Paweł Chmielewski

Ekumenizm, judaizm, islam. Dlaczego wpadamy w pułapkę dialogizmu?

Ekumenizm, judaizm, islam. Dlaczego wpadamy w pułapkę dialogizmu?

Paweł Chmielewski https://pch24.pl/ekumenizm-judaizm-islam-dlaczego-wpadamy-w-pulapke-dialogizmu/

Dialog ekumeniczny i międzyreligijny przybiera w Polsce szczególne rozmiary. Ma wiele cech politycznych, co stanowi poważne niebezpieczeństwo dla religii. Wydaje się, że czas przezwyciężyć utrzymujący się wciąż nastrój otwartości na liberalne paradygmaty. Tak jak myślimy znów ciepło o pewnych formach ochrony polskiej gospodarki, widząc, jak rabunkową postawę przyjęły zagraniczne koncerny, tak winniśmy z jeszcze większą troską objąć ochroną depozyt wiary – dziś rozmywany przez ideologię. 

17 stycznia Kościół katolicki w Polsce będzie obchodzić Dzień Judaizmu. To specyficzna polska inicjatywa, która poprzedza ogólnokościelne obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan w dniach 18 – 25 stycznia. Po Tygodniu – znowu tylko w Polsce – obchodzi się jeszcze kościelny Dzień Islamu. Wszystko to jest jednak, niestety, poważnym nieporozumieniem [ściślej : skandalicznym błędem. md] : zarówno gdy idzie o cele przyświecające tym inicjatywom, jak i o skutki, które rodzą.

Nowy ekumenizm Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan

Sam Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan wprowadził do Kościoła papież Leon XIII, a św. Pius X przeniósł go na obecny termin. Początkowo inicjatywa była wspaniała: katolicy modlili się o to, aby heretycy i schizmatycy porzucili błędy i przyjęli autentyczną naukę Chrystusa w Kościele katolickim.

Niestety, po II Soborze Watykańskim „Tydzień” zaczął zmieniać charakter. Stał się modlitwą nie o nawrócenie, ale o zaprowadzenie, by tak rzec, jedności w różnorodności. Co to oznacza? Sprowadza się to często do organizowania wspólnych zjazdów nacechowanych afirmacją różnych „tradycji” kościelnych.

Ciekawe, że jeszcze w 1928 roku – przecież niespełna wiek temu – podobne inicjatywy dotyczące zarówno religii niechrześcijańskich jak i ruchów heretyckich potępiał Pius XI w encyklice Mortalium animos; taka była przecież nauka Kościoła, która w spotkaniach z niechrześcijanami, heretykami i schizmatykami widziała oczywisty błąd. Pius XI wskazywał, że chodzi o „błędne zapatrywanie, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania”.

Można argumentować, że to nie opisuje współczesnego nam ruchu ekumenicznego i dialogowego. W teorii nie taka jest nauka stojąca za obecną praktyką Kościoła. Jeżeli wziąć do ręki dokument Dominus Iesus Kongregacji Nauki Wiary z 2000 roku, to widzimy, że zgodnie z nauczaniem Kościoła – Kościół jest tylko jeden i jest nim Kościół katolicki jako Mistyczne Ciało Chrystusa, który to z kolei jest jedyną prawdą. Niestety, to teoria, której w ekumenicznej codzienności po prostu nie widać. Rewolucyjne interpretacje nauczania II Soboru Watykańskiego, zwłaszcza konstytucji Lumen gentium, głoszą coś wprost przeciwnego. Pytanie, na ile inne interpretacje są logiczne możliwe, jeżeli trzymać się litery tekstu. Dyskusje na ten temat, pomimo upływu kilku dziesiątek lat, wciąż trwają.

W efekcie na gruncie rewolucyjnego ekumenizmu w świat wysyła się prostą informację: Kościół katolicki uważa inne grupy chrześcijańskie za równoważne podmioty, w których chrześcijanie w uprawniony i godny szacunku sposób kierują się nauką Chrystusa, mając nadzieję na osiągnięcie zbawienia. W tej sytuacji trudno o konwersję: protestant, który przez całe swoje życie słyszy z ust hierarchów Kościoła zapewnienia o szacunku dla jego „odrębnej drogi” nigdy nie nawróci się na katolicyzm. Może to zrobić tylko ten czy ów intelektualista, teolog, ale zwykły człowiek – nie, bo przyjęta po Soborze formuła ekumenizmu po prostu utwierdza go w jego błędach. Jeżeli obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan są utrzymane w takim paradygmacie, to słuszne jest stawiać pytanie o ich rzeczywistą prawomocność i celowość.

Judaizm i „rewolucja” kopernikańska

Bardzo podobna konstrukcja obowiązuje w przypadku judaizmu. Na gruncie deklaracji Nostra aetate w Kościele zaczęto odrzucać nauczanie o zastąpieniu Izraela przez Kościół katolicki; twierdzi się, że żydów nie należy nawracać, bo mają oni swoją własną drogę; czym dla chrześcijan Chrystus, tym dla żydów Mojżesz. Jest to oczywista bzdura: Chrystus nie przyszedł w pierwszej kolejności do pogan, ale do żydów. Jeżeli wyłącznie On jest Drogą, Prawdą i Życiem – to również dla żydów. Nie ma cienia wątpliwości, że posoborowy stosunek Kościoła do judaizmu jest nacechowany indyferentyzmem religijnym, który Kościół w swoich wielokrotne powtarzanych orzeczeniach zawsze potępiał.

Problem związany z Dniem Judaizmu manifestuje się silnie w wystąpieniach abp. Grzegorza Rysia. Metropolita łódzki wydał w tym roku książkę o judaizmie. Jak zachwalał, jego praca jest owocem – uwaga – „przewrotu kopernikańskiego w kwestii relacji” z żydami. „Przewrót” oznacza tyle, co „rewolucja”. Abp Ryś mówi zatem niemal wprost, że w Kościele doszło w tej kwestii do rewolucji. Jak wyjaśnia, od II do XX wieku w Kościele przyjmowano teologię zastępstwa, to znaczy wierzono, iż Kościół jest nowym Ludem Bożym. Według abp. Rysia zostało to jednak odrzucone i teraz wierzymy inaczej. Na konferencji prasowej prezentując swoją książkę arcybiskup mówił: „Ostatnie ślady tego myślenia mieliśmy, o zgrozo, w naszej liturgii wielkopiątkowej za Żydów, w której jeszcze dwa lata temu w Polsce używaliśmy formuły «Żydzi są narodem, który kiedyś był narodem wybranym». Chwała Bogu, ta formuła została zmieniona i modlimy się dziś tak jak cały Kościół powszechny za Żydów, którzy są narodem pierwszego wybrania”. Mamy tu wyraźne przekonanie, że w liturgii głoszono fałsz, co odkryliśmy dopiero teraz.

Jest jednak problem. Nawet soborowa deklaracja Nostra aetate głosi jasno, że „Kościół jest nowym Ludem Bożym”; Sobór uczy po prostu, że żydów nie należy przedstawiać jako „odrzuconych” przez Boga”. Na gruncie Nostra aetate można byłoby zatem mówić o odrzuceniu teologii odrzucenia, ale w żadnym wypadku nie o odrzuceniu teologii zastępstwa. To fundamentalna różnica. Nie może być tak, że Kościół przez kilkanaście stuleci głosi fałsz, by nagle odkryć to w naszych czasach i uznać, że prawda wygląda zupełnie inaczej.

Na przełomie XIX i XX wieku papieże potępiali tak zwany ewolucjonizm dogmatyczny, to znaczy przekonanie, że prawdy wiary Kościoła stopniowo zmieniają się. Ci, którzy mówią o odrzuceniu teologii zastępstwa niewątpliwie nie należą do potępionej grupy, bo nie są ewolucjonistami dogmatycznymi. Mówiąc o przewrocie kopernikańskim wprost określają siebie jako rewolucjonistów… Marna to zatem pociecha. 

Dialog polityczny, nie religijny

Nie jest to w istocie myślenie religijne, ale – jak sądzę – raczej polityczne. Dialog z judaizmem – co widać zwłaszcza w Polsce – jest zarazem nieustannym przepraszaniem za Holokaust. Przykładowo w tym roku centralne obchody Dnia Judaizmu rozpoczną się modlitwą katolików i żydów w Siedlcach, w miejscu, gdzie znajdowała się synagoga spalona przez Niemców. Drugim punktem obchodów będzie sesja wystąpień w seminarium siedleckim, gdzie jednym z tematów będzie właśnie Holokaust. To jasno pokazuje, o co w całej sprawie chodzi. Niemieckie zbrodnie na Żydach są oczywiście niezwykle ważnym tematem. Nie ma jednak żadnego powodu, by zbrodnie Niemców, co więcej głównie niemieckich apostatów bądź protestantów, czynić osią rozmów między polskimi katolikami a żydami. Jeżeli mamy rozmawiać z żydami, to bardzo dobrze, ale… dlaczego nie przede wszystkim o wierze? Możemy wiele nauczyć się od żydów. Żydzi z kolei są wezwani do przyjęcia wiary w Jezusa Chrystusa. Czy zamilczanie tego tematu z powodów politycznych i ze względu na „wrażliwość dla inności” nie jest w istocie zamilczeniem misji Zbawiciela?

Mahomet głosi Allaha w Kościele

Dzień Islamu, który wieńczy ekumeniczno-dialogiczny styczniowy rausz w Polsce, jest z tego wszystkiego chyba najbardziej rażącym absurdem. Obchodzenie takiego dnia jest oczywiście podobnie jak w poprzednich wypadkach z błędem indyferentyzmu, uświadomionym bądź nie.

Dodatkowo dochodzi jednak jeszcze szczególny problem: otóż islam jest religią od początku do końca nastawioną antychrześcijańsko. Samym sednem wiary mahometańskiej jest zaprzeczenie wiary w Chrystusa, odrzucenie Jego boskości. Mówiąc krótko: islam powstał właśnie po to, aby zniszczyć chrześcijaństwo.

W Koranie są dziesiątki odniesień do chrześcijaństwa i judaizmu, wzywające ich wyznawców do porzucenia „błędów” i przyjęcia posłannictwa Mahometa, które miałoby stanowić jedyną autentyczną kontynuację religii Abrahama. Według Koranu żydzi i chrześcijanie zafałszowali tę religię i Mahomet ją oczyszcza; dla Koranu szczególnym zgorszeniem jest wiara w Chrystusa jako Syna Bożego. W Koranie jest nawet obecny dialog Jezusa i Boga, w którym Bóg pyta, czy Jezus kazał chrześcijanom uznać Siebie za Boga, czemu Jezus zdecydowanie przeczy. Odniesienia do chrześcijan pojawiają się już w 2 Surze Koranu, pt. „Krowa”, a zatem niemal na samym początku mahometańskiej księgi. Wracają potem wielokrotnie. Zrozumiałyby byłby „dzień debaty o kulturze tatarskiej” w Polsce; czemu ma jednak służyć dzień antychrystycznej religii w Kościele?

Korekta Ratzingeriańska

Dlaczego w Polsce dialog ekumeniczny i międzyreligijny przybierają tak karykaturalną postać? W części jest to proste postępowanie za tym, co dzieje się w wielu innych krajach chrześcijańskiej Zachodu, gdzie tolerancjonizm wypiera stopniowo zdolność głoszenia całości wiary katolickiej. W części – to chyba również dziedzictwo „ducha Asyżu”, to znaczy specyficznego programu dialogowego, jaki realizował św. Jan Paweł II, sprowadzając do Watykanu przedstawicieli rozmaitych religii i modląc się niby to osobno, ale jakby razem, czy też jeżdżąc po świecie i wykazując niezwykłą wręcz atencję dla niekatolickich symboli czy rytuałów. Nie chodzi tu o ocenę intencji papieża; te mogły być i jak sądzimy, były szlachetne. Chodzi o symbol, który to transmitowało. Znamienne, że w tym aspekcie korektę wprowadził Benedykt XVI – i to już jako Józef Ratzinger. Krytykował przecież Asyż tak, jak został on pierwotnie pomyślany; ogłosił wspomnianą deklarację Dominus Iesus; jako papież wielokrotnie wypowiadał się przeciwko relatywizmowi i indyferentyzmowi, a islam wprost określał jako wiarę nieracjonalną (rok 2006, Ratyzbona).

Potrzebne bezpieczniki

Wydaje się jednak, że w Polsce mamy też do czynienia także z pewnym szczególnie niebezpiecznym zjawiskiem, nieobecnym w innych krajach zachodnich. Dni Judaizmu i Islamu pojawiły się pod koniec lat 90., kiedy jako społeczeństwo zachłysnęliśmy się kulturą liberalną, biorąc ją bezkrytycznie ze wszystkimi tego konsekwencjami. Staraliśmy się być bardziej progresywni od zachodnich liberałów. Tak jak transformacja gospodarcza w naszym kraju oznaczała całkowitą rezygnację z protekcjonizmu gospodarczego (neoliberalizm!) i w efekcie wydanie polskiego majątku na łup zagranicznych koncernów, tak i w Kościele usunięto rozmaite bezpieczniki, rzucając się na główkę do wody nowego wspaniałego świata. Po trzydziestu latach tej otwartości widzimy doskonale, że w gospodarce nie było to najlepsze, co moglibyśmy zrobić. Wydaje się, że nadszedł czas, aby dostrzec to samo w przestrzeni naszej wiary. Katolicyzm i jego wyjątkowość trzeba chronić: nie możemy pozwalać, by krok po kroku rozmiękczały go liberalne ideologie.

Paweł Chmielewski

Islam. Dlaczego Kościół w Polsce celebruje „dzień” religii antychrysta?

Islam. Dlaczego Kościół w Polsce celebruje „dzień” religii antychrysta?

https://pch24.pl/islam-dlaczego-kosciol-w-polsce-celebruje-dzien-religii-antychrysta

(Oprac. PCh24.pl)

Koran obraża Chrystusa, zaprzeczając Jego Boskości. Wzywa do zabijania chrześcijan. Na całym świecie ekstremiści muzułmańscy biorą to sobie do serca i zwracają się przeciwko katolikom. W Polsce, zamiast głosić prawdę o islamie, obchodzimy dzień tej religii w Kościele… 

Kościół katolicki [no, raczej biskupi pro-soborowi. Ja nie obchodzę a jestem w Kościele. Mirosław Dakowski] obchodzi w Polsce kolejny Dzień Islamu. Przy tej okazji odbywają się jak zwykle spotkania z polskimi Tatarami. Wygląda to bardzo pięknie, uroczo i pokojowo. Problem w tym, że polscy Tatarzy są w świecie islamu niezauważalną kroplą. Nie reprezentują religii islamskiej; więcej – to nawet nie oni są dziś w Polsce najliczniejszą grupą muzułmanów. Od kilku lat sprowadzamy nad Wisłę wielu pracowników z krajów muzułmańskich. Meczety w Warszawie są pełne. 

Czym jest tak naprawdę islam? W retoryce dialogistów – religią pokoju i przyjaźni między narodami. Tak mówi też papież Franciszek, który we wrześniu 2024 roku posunął się nawet dalej: ogłosił, że islam jest światłem, tak jak chrześcijaństwo i może prowadzić do Boga. 

Pewnie, że może prowadzić – do islamskiego Allaha, bo nie do Chrystusa. Islam jest w sensie dosłownym anty-chrystyczny. Święta księga muzułmanów, Koran, mówi o Panu Jezusie bardzo dużo – ale niemal zawsze zwalczając przy tym wiarę w Jego zbawczą mękę, śmierć i zmartwychwstanie, a nade wszystko w Jego Synostwo Boże. Mahomet po to ogłosił swoje przesłanie ludom Arabii, żeby odciągnąć ich od wiary chrześcijańskiej. 

Przede wszystkim o tym powinniśmy pamiętać, kiedy mówimy w Kościele o islamie. Niestety, polscy katolicy nie dowiedzą się nic na ten temat podczas obchodów Dnia Islamu promowanego od 25 lat przez większość biskupów.

Dlatego zachęcamy do wyjścia poza tę fałszywą, poprawną-politycznie bańkę propagandową i skonfrontowania się z faktami, które przedstawiamy dla Państwa w kilku tekstach.

https://pch24.pl/ks-guy-pages-islam-to-kara-za-apostazje-europy-dostaniemy-ciemnosc-zamiast-swiatlosci/embed/#?secret=ZY6gK8tk8x#?secret=o0oMDzO3lW

https://pch24.pl/joseph-pearce-islam-i-cywilizacja-zachodu/embed/#?secret=nwrmqQHtlL#?secret=itS2dDsv2Y

https://pch24.pl/franciszek-w-indonezji-chrzescijanstwo-i-islam-wspolna-droga-ku-swiatlu/embed/#?secret=FiqCrfES7U#?secret=lCYG9SCLG1

https://pch24.pl/prof-roberto-de-mattei-zachod-jest-na-wojnie/embed/#?secret=eK1oTxozz5#?secret=twRn6Gij6r

https://pch24.pl/islam-i-nowoczesnosc-dwie-cywilizacje-przemocy/embed/#?secret=Mu38EGUxnO#?secret=FUKir9c2Bc

https://pch24.pl/ekumenizm-judaizm-islam-dlaczego-wpadamy-w-pulapke-dialogizmu/embed/#?secret=6HH2QZGcoB#?secret=ZJsPsaEpNk

Overlooked ocean gas emerges as powerful force against global warming

Overlooked ocean gas emerges as powerful force against global warming

By StudyFinds Staff Reviewed by Steve Fink https://studyfinds.org/overlooked-ocean-gas-global-warming/?utm_medium=retirely&utm_source=retirely&utm_campaign=retirely

Research led by Dr. Charel Wohl, University of East Anglia Jan 21, 2025•

Southern Ocean

A view of the Southern Ocean. (Credit: © Oleksandr Matsibura | Dreamstime.com)

In a nutshell

  • Scientists have discovered that oceans emit a previously overlooked sulfur gas called methanethiol (MeSH) that increases their cooling effect on Earth’s climate by up to 70% in the Southern Ocean region.
  • This finding helps explain why climate models have consistently overestimated how much solar radiation reaches the Southern Ocean surface – they weren’t accounting for the additional cooling effect of this marine gas.
  • The discovery suggests that marine life plays a more significant role in regulating Earth’s temperature than previously understood, with implications for improving climate change predictions and understanding natural cooling mechanisms.

BARCELONA — Scientists have discovered that the oceans have been secretly helping cool our planet more than we thought through an overlooked sulfur gas produced by marine life. This finding could help explain why climate models have been struggling to accurately predict temperatures over the Southern Ocean, that vast expanse of water surrounding Antarctica.

For decades, scientists focused on another sulfur compound called dimethyl sulfide (DMS), known for creating the evocative smell of shellfish, as the ocean’s main cooling contributor. DMS gets released into the air from tiny marine organisms and helps form clouds that reflect sunlight back to space. However, this new research published in Science Advances reveals that its chemical cousin methanethiol (MeSH) has been working behind the scenes all along, playing a much bigger role in cooling than previously recognized.

“This is the climatic element with the greatest cooling capacity, but also the least understood,” says Dr. Charel Wohl of the University of East Anglia’s Centre for Ocean and Atmospheric Sciences, in a statement. Wohl spearheaded the research with colleagues at the Institute of Marine Sciences in Spain. “We knew methanethiol was coming out of the ocean, but we had no idea about how much and where. We also did not know it had such an impact on climate.”

Current climate models may need updating to account for this additional cooling effect, especially in the pristine waters of the Southern Ocean where human pollution has less influence. “Climate models have greatly overestimated the solar radiation actually reaching the Southern Ocean, largely because they are not capable of correctly simulating clouds,” explains Dr. Wohl. “The work done here partially closes the longstanding knowledge gap between models and observations.”

Whale swimming in Southern Ocean near small iceberg in Antarctica.
Whale swimming in Southern Ocean near small iceberg in Antarctica. (Credit: © Hel080808 | Dreamstime.com)

Researchers compiled the first global database of ocean MeSH measurements, gathering data from multiple research cruises spanning from the tropical Atlantic to the icy waters near Antarctica. The measurements covered an impressive range of conditions — from nearly freezing temperatures to warm tropical waters, and from areas with sparse marine life to highly productive regions teeming with microscopic organisms.

What they found was surprising: MeSH concentrations showed distinct patterns based on water temperature and location. In colder waters and open ocean areas, MeSH levels were proportionally higher compared to DMS. Meanwhile, in warmer waters and coastal areas, MeSH made up a smaller fraction of the total sulfur emissions.

“It may not seem like much, but methanethiol is more efficient at oxidizing and forming aerosols than dimethyl sulfide and, therefore, its climate impact is magnified,” says co-lead Dr. Julián Villamayor, a researcher at Blas Cabrera Institute of Physical Chemistry.

When the researchers input these new MeSH measurements into sophisticated climate models, they discovered that including MeSH emissions increased the cooling effect of marine sulfur compounds by 30-70% over the Southern Ocean. This enhancement was particularly strong during the Southern Hemisphere summer when marine life is most active and solar radiation is at its peak.

But MeSH doesn’t just add its own cooling effect, it actually makes DMS more effective too. The team found that MeSH acts like a chemical teammate, competing with DMS for reactive compounds in the atmosphere. This competition allows DMS to survive longer and travel farther, spreading its cooling influence over a wider area.

This tag-team effect between MeSH and DMS leads to more sulfate aerosols, tiny particles that help form clouds and reflect sunlight. The increased aerosol formation was most pronounced over the Southern Ocean, where globally, methanethiol increases known marine sulfur emissions by 25%. The impacts are most visible in the Southern Hemisphere, where there is more ocean and less human activity, and therefore the presence of sulfur from the burning of fossil fuels is lower.

These findings represent a major advance on a groundbreaking theory proposed 40 years ago about the ocean’s role in regulating Earth’s climate. As human-caused sulfur emissions continue to decline due to air quality regulations, understanding natural sulfur sources becomes increasingly important for predicting future climate changes.

Dozór policji i nakaz milczenia… za komentarz o szefie WOŚP

Ordo Iuris
Szanowny Panie,
Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy niemal co roku wzbudza ogromne kontrowersje [raczej: protesty md]. Jednoznaczne zaangażowanie polityczne Jerzego Owsiaka i liczne pytania, co do sposobu rozliczania zbiórek WOŚP od lat budzą emocje i prowokują do dyskusji.Ale w tym roku na krytyce i wzmożonej debacie się nie skończyło. Finał WOŚP stał się okazją do bezprecedensowego pokazu siły władzy – Donalda Tuska, Adama Bodnara i ręcznie sterowanej przez nich prokuratury.W ubiegłym tygodniu o godz. 6 nad ranem do mieszkania pani Izabeli z Torunia weszli uzbrojeni policjanci, którzy zatrzymali kobietę pod zarzutem kierowania gróźb karalnych pod adresem prezesa WOŚP. Grozi jej kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Po przedstawieniu emerytce zarzutów, prokurator nałożył na nią dozór policyjny.
66-letnia, schorowana kobieta musi 3 razy w tygodniu stawiać się na komendzie policji. Zapewne z obawy o możliwość salwowania się przez nią ucieczką do odległych krajów…
Dla porównania, toruńskie media donosiły w ubiegłym roku o sprawie lokalnej celebrytki, która pod wpływem alkoholu wjechała z ogromnym impetem w miejscowy salon urody i była podejrzana o groźby karalne, uporczywe nękanie, naruszenie nietykalności cielesnej, kradzieże i zniszczenie mienia. W jej przypadku toruńska prokuratura… nie zastosowała żadnych środków zapobiegawczych. 
Natomiast pani Izabeli, oprócz dozoru policji, zarekwirowano telefon, z którego napisała swój komentarz oraz nałożono na nią zakaz kontaktowania się z Jerzym Owsiakiem i zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 100 metrów, zakaz opuszczania kraju i… zakaz publicznego wypowiadania się na temat swojej sprawy! 
Ten ostatni środek to po prostu polityczny knebel, który miał uniemożliwić ofierze nagłośnienie skandalicznie służalczej wobec szefa WOŚP akcji policji.
W ramach zabezpieczenia, kobieta musiała też złożyć kaucję w wysokości 300 zł, a za kilka dni musi stawić się na komendzie w celu wykonania jej pełnej rejestracji fotograficznej oraz odebrania odcisków palców.
W dziwny sposób o całej sprawie od razu byli zaalarmowani dziennikarze Super Expressu, którzy mieli nawet dostęp do zdjęcia wykonanego kobiecie zza pleców bez jej wiedzy podczas czynności przeprowadzanych na policji. Choć o sprawie pisały największe media w Polsce, to jak wyglądała prawda nikt miał się nigdy nie dowiedzieć przez zakaz wypowiadania się nałożony na kobietę. Została zaszczuta tylko po to, by rząd Donalda Tuska mógł ją użyć do zastraszania wszystkich potencjalnych krytyków prezesa WOŚP.

Polacy mieli tylko wiedzieć, że Jerzy Owsiak jest ofiarą hejtu, otrzymuje groźby i że rząd z tym skutecznie walczy. Mieli nigdy nie poznać tych rzekomych „groźnych przestępców”. I tak by pozostało, gdyby Telewizja Republika nie dotarła do kobiety z Torunia i nie nagłośniła jej sprawy.
Gdy obejrzałam przygotowany przez red. Janusza Życzkowskiego reportaż w tej sprawie, poruszona historią pani Izabeli od razu skontaktowałam się z dziennikarzem, pytając, czy kobieta ma zapewnioną pomoc prawną. Otrzymałam odpowiedź, że emerytki nie stać na taką pomoc. Zaoferowałam więc bezpłatne wsparcie Instytutu Ordo Iuris.Tego samego dnia byłam już w kontakcie z panią Izabelą i odbierałam od niej upoważnienie do obrony. Czasu było niewiele, bo zaraz upływał 7-dniowy termin na złożenie zażaleń na zatrzymanie kobiety i nałożone na nią środki zapobiegawcze.W dwa dni po przyjęciu sprawy i po uzyskaniu zgody na zapoznanie się z aktami w prokuraturze i ich analizie, wnieśliśmy o uchylenie nałożonych na panią Izabelę środków zapobiegawczych i złożyliśmy zażalenie na jej zatrzymanie. W naszej ocenie komentarz emerytki z Torunia nie wypełnia znamion czynu zabronionego, bo przepisy polskiego prawa stanowią jednoznacznie, że przestępstwo groźby karalnej jest popełnione tylko wtedy, gdy groźba wzbudza w osobie, do której została skierowana lub której dotyczy, uzasadnioną obawę, że będzie spełniona. 
Trudno o bardziej ewidentny przykład groźby, która nie spełnia tego warunku niż komentarz 66-letniej, schorowanej emerytki, która krytykuje w internecie wspieranego przez władze i największe media celebrytę.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskPani Izabela od kilku dni żyje w ogromnym stresie, pod wpływem którego nie może nawet nic przełknąć. Jej mąż próbuje ją namawiać do jedzenia, martwiąc się o to, by załamanie nerwowe nie doprowadziło do pogorszenia stanu jej zdrowia. W dniu zatrzymania nikt nie przejmował się zdrowiem kobiety. Zupełnie ignorowano ją, gdy upominała się o swoje leki, których w szoku zapomniała zabrać z mieszkania, z którego wyprowadzali ją na oczach sąsiadów funkcjonariusze.
Podstawą tych wszystkich drastycznych działań i zaszczucia emerytki był jej komentarz do jednego z postów Jerzego Owsiaka na Facebooku, w którym wezwała prezesa WOŚP do pełnej jawności rozliczania zbiórek. Pod wpływem dużych emocji napisała w swoim komentarzu zwrot „Giń człeku”, co zostało uznane za… groźbę karalną, budzącą zapewne po stronie Jerzego Owsiaka realną obawę, że emerytka wyraża w ten sposób swe zaawansowane plany zamachu na jego życie. To absurd całkowity i oczywisty chyba dla każdego, kto korzysta z Facebooka!Oczywiście nikt nie popiera takich komentarzy, ale uznanie, że była to groźba, której spełnienie jest realne, to całkowity absurd i wie o tym każdy prawnik w Polsce. Groźba musi być obiektywnie realna do spełnienia. 
Sama pamiętam z zajęć z prawa karnego na drugim roku studiów przykład starszej kobiety, która grozi dorosłemu mężczyźnie, że go pobije, przywoływany przez prowadzącego jako oczywisty przypadek, w którym należy uznać, że obiektywnie rzecz biorąc nie zachodzi w takim przypadku uzasadniona obawa, że groźba może zostać spełniona.Tymczasem wobec pani Izabeli zostały zastosowane szczególnie surowe środki zapobiegawcze, pomimo że jakiekolwiek środki mogą być stosowane tylko wtedy, gdy zebrane dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa.Nie mam wątpliwości, że w całej tej sprawie nie chodzi o rzekomą ochronę bezpieczeństwa Jerzego Owsiaka. 
Chodzi tylko o pokazanie siły państwa, co doskonale obrazuje nam, jak będzie wyglądała Polska pod rządami Donalda Tuska po przyjęciu procedowanej właśnie w Sejmie ustawy o „mowie nienawiści”. Wtedy tak jak pani Izabela będą mogły zostać potraktowane wszystkie osoby, które napiszą w internecie, że „istnieją tylko dwie płcie” albo że „tzw. tranzycja to okaleczanie zdrowych narządów płciowych”, „homoseksualizm jest grzechem”, „aborcja zabójstwem człowieka” a „migranci z Afryki i Bliskiego Wschodu są zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polaków”.
To wszystko będzie mogło zostać potraktowane jako „mowa nienawiści”, a władza właśnie pokazuje dziś, jak będzie się obchodziła z takimi „nienawistnikami” za pomocą ręcznie sterowanej przez Adama Bodnara prokuratury.Dlatego dziś – jak nigdy do tej pory – niezbędna jest praca prawników Ordo Iuris, którzy staną w obronie wszystkich ofiar rażąco niesprawiedliwych i nieproporcjonalnych działań władzy oraz w obronie wszystkich ofiar ideologicznej cenzury.Gdyby nie prawnicy Instytutu Ordo Iuris, wszystkie te osoby zostałyby całkowicie same, zastraszone przez media i władze oraz niezdolne do samodzielnej obrony. Ale dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan możemy świadczyć im bezpłatną pomoc prawną. To dzięki naszej wspólnej społeczności, każda ofiara ideologicznej cenzury i rządowego bezprawia może liczyć na pomoc. Abyśmy nadal mogli pełnić tę misję, potrzebujemy Pana wsparcia, za które z góry serdecznie Panu dziękuję. 
Takich osób jest więcej. Chcemy pomóc wszystkim!Sprawa pani Izabeli z Torunia to nie jedyny przypadek osoby ściganej w ostatnich dniach za krytyczne wobec Jerzego Owsiaka komentarze w internecie. Media informowały, że podobnych osób, zatrzymanych w ostatnich dniach za swoje wypowiedzi w internecie jest więcej.Jeden z portali donosił między innymi o zatrzymaniu 38-latka z podkarpacia, który również miał rzekomo kierować groźby karalne wobec Owsiaka. Mężczyzna przebywa w areszcie i grozi mu do 3 lat więzienia. Oferujemy bezpłatną pomoc prawną wszystkim osobom, zatrzymanym w ostatnich dniach za swoje komentarze na temat Owsiaka i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Niestety do tej pory nie udało się nam dotrzeć do nikogo poza panią Izabela. Dlaczego? Prawdopodobnie podobnie jak w przypadku pani Izabeli pozostałe ofiary bezpodstawnych i nieproporcjonalnych działań służb Tuska i prokuratury Bodnara otrzymały zakaz publicznych wypowiedzi i boją się nawet z kimkolwiek kontaktować!Gdyby nie odwaga pani Izabeli i nagłośnienie jej sprawy przez Telewizję Republika, dokładnie tak samo byłoby zapewne w jej przypadku. A gdyby sprawa kobiety nie została nagłośniona, to dziś byłaby pozostawiona sama sobie, bo nie moglibyśmy dowiedzieć się o koszmarze, jaki przeżywa i zaoferować pomocy Instytutu. Pani Izabela jest emerytką i nie stać jej na skorzystanie z usług profesjonalnego prawnika. W ten sposób była idealną „kandydatką”, aby zostać przez władzę potraktowana w sposób nieuwzględniający podstawowych praw – z surowością niespotykaną często nawet w przypadku sprawców najpoważniejszych przestępstw takich jak, np. spowodowanie śmierci człowieka czy gwałt – oraz wykreować ją na „potwora” wzbudzającego u Jerzego Owsiaka obawę o swoje bezpieczeństwo.
Byłaby po prostu całkowicie bezbronna, zaszczuta i zastraszona przez media i całą rządową machinę propagandową. 
Podwójne standardy prokuratury Bodnara
Pani Izabela na pewno nie zostałaby zatrzymana i potraktowana jak groźny przestępca, gdyby obiektem jej krytyki był ktoś inny niż Jerzy Owsiak – pupilek obecnego rządu.Wiem o tym sama, bo regularnie – tak jak inni prawnicy Instytutu Ordo Iuris – jestem ofiarą wyzwisk, poniżania i gróźb w internecie. Najlepiej jednak zdaje sobie z tego sprawę prezes Instytutu, mec. Jerzy Kwaśniewski – „rekordzista”, jeśli chodzi o liczbę otrzymywanych tego typu wiadomości i pogróżek. Najczęściej nie reagujemy, ale gdy groźby są na tyle poważne, że dają podstawy do obawy o nasze własne bezpieczeństwo (w tym są to groźby pobicia, którym towarzyszy zapewnienie o znajomości miejsca zamieszkania adresata), zdarzyło nam się złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Jak się kończą te sprawy? Odpowiedzi na to pytanie nie muszę szukać daleko. Wczoraj mec. Magdalena Prządka-Leszczyńska jako pełnomocnik mec. Kwaśniewskiego złożyła zażalenie na decyzję o umorzeniu jednej z nich. Jak zwykle organy ścigania nie zdobyły się na żadne poważniejsze czynności i nie wykryły sprawców…
Podobne problemy miał też niedawno inny z adwokatów Ordo Iuris – mec. Bartosz Malewski, który jako Prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości otrzymał na kilka dni przed ubiegłorocznym Marszem poważne groźby. Proszę zgadnąć, czy w tej sprawie także zastosowano podobne środki zabezpieczające jak w przypadku pani Izabeli, której 2 dni po napisaniu komentarza policja wtargnęła nad ranem do mieszkania.
Oczywiście nie! Mec. Malewskiemu dopiero na ubiegły poniedziałek wyznaczono termin celem jego przesłuchania jako pokrzywdzonego… 
Ostatnio, gdy zgłosiliśmy kolejną wiadomość o alarmie bombowym w siedzibie Instytutu Ordo Iuris… odmówiono w ogóle wszczęcia postępowania.
Tymczasem gdy ofiarą podobnych ataków jest hołubiony przez rząd Tuska Jerzy Owsiak, wystarczyło niespełna 2 dni od zamieszczenia komentarza, by do domu schorowanej emerytki wyrażającej swą frustrację na Facebooku weszli uzbrojeni policjanci, a prokuratura potraktowała ją jak groźnego przestępcę. 
Za poprzednich rządów służby nigdy w podobny sposób nie potraktowały „Babci Kasi”, która krzyczała publicznie przez megafon, że zabije Jarosława Kaczyńskiego i która wielokrotnie dopuściła się agresji fizycznej wobec osób, z których poglądami się nie zgadza czy wobec policjantów. 
Nie zatrzymano Macieja Maleńczuka, który uderzył pięścią w twarz wolontariusza pro-life, ani genderysty, który w trakcie swojego pokazu drag queen symulował poderżnięcie gardła abp. Marka Jędraszewskiego (a niedawno media informowały o uniewinnieni mężczyzny).
Wspólnie obronimy wolność słowa
Nie możemy pozwolić na podwójne standardy i nierówność obywateli wobec prawa.Każdy uczestnik życia publicznego i każdy internauta powinien być traktowany tak samo, a prokuratura nie może działać na polityczne zlecenie rządu.
Obiecuję Panu, że nasi prawnicy będą stali na straży praworządności i sprawiedliwości w naszym kraju oraz wolności słowa, będącej fundamentalną wartością konstytucyjną. Choć dziś władza surowo traktuje osoby, podejrzane o stosowanie gróźb, to po wejściu w życie ustawy o „mowie nienawiść” podobny los może spotkać naprawdę każdego z nas – nawet jeśli nasze krytyczne wobec ideologii gender komentarze będą wyłącznie stwierdzeniem tak oczywistych faktów jak to, że „istnieją dwie płcie”.
Wierzę jednak, że i tym razem prawo zwycięży, bo prawnicy Instytutu Ordo Iuris już wielokrotnie dowiedli swojej skuteczności w obronie wolności słowa. To dzięki nam IKEA musiała przywrócić do pracy Pana Janusza Komendę, zwolnionego za cytowanie Pisma Świętego w krytycznym wobec ideologii LGBT komentarzu w internecie. 
To dzięki nam do niemieckiego więzienia nie trafił ks. prof. Dariusz Oko, oskarżony o „szerzenie nienawiści” za treść artykułu naukowego o homoseksualnym lobby w Kościele.
To dzięki nam na wolność wyszła Marika – studentka z Poznania, która została skazana na 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności i spędziła ponad rok w więzieniu za próbę wyrwania lnianej, tęczowej torby o wartości… 15 złotych.
To na naszą bezpłatną pomoc prawną może dziś liczyć ks. prof. Tadeusz Guz, oskarżony o „nawoływanie do nienawiści” za treść wykładu naukowego sprzed 6 lat. 
Gdyby nie my, na bezpłatną pomoc prawną nie mógłby liczyć Pan Adam – informatyk z Warszawy, który został zwolniony z korporacji IT za sprzeciw wobec zmuszania pracowników do uczestnictwa w Paradzie Równości.
Właśnie by móc angażować się w takie sprawy potrzebujemy Pana wsparcia finansowego.
Zwłaszcza, że w ostatnich tygodniach musimy tracić czas na kolejne batalie prawne z zarządcą wynajmowanego przez z nas biura. Pilnie potrzebujemy dziś spokojnego miejsca pracy, byśmy nie musieli się odrywać od pomocy naprawdę potrzebującym naszego wsparcia, aby poświęcać czas na mocno angażujące kolejne spory sądowe z zarządcą budynku PAST-y. Przed nami wielkie wyzwanie remontu, adaptacji i wyposażenia nowego biura, o którym pisaliśmy kilka dni temu.
Z tego powodu Pana wsparcie finansowe udzielane Instytutowi Ordo Iuris jest teraz tym bardziej nieocenione. Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli nadal stawać w obronie ofiar bezpodstawnych i nieproporcjonalnych działań władzy oraz zwykłej ideologicznej cenzury.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Magdalena Majkowska - Członek Zarządu Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

P.S. Wspomniana sprawa pani Izabeli to niestety tylko wierzchołek cenzorskiej góry lodowej. Podobnych spraw mamy dziś dużo więcej. W wielu z nich odbyły się w ostatnich dniach kolejne rozprawy i zapadały ważne, przełomowe wyroki. Dziś chciałam się skupić tylko na opisaniu dramatu pani Izabeli. W najbliższych dniach napiszemy Panu więcej o bieżących sprawach, w których prawnicy Ordo Iuris stają w obronie wolności słowa w Polsce.Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.

„Kształtem jest Miłości”. Jak lewactwo nienawidzi Piękna.

„Kształtem jest Miłości”. Czy polska prawica ignoruje Piękno?

https://pch24.pl/ksztaltem-jest-milosci-czy-polska-prawica-ignoruje-piekno

Czy mieszkając wśród mebli z IKEI i pijąc kawę z brzydkiego kubka można być w pełni człowiekiem? Albo: Czy to normalne, że katolik i konserwatysta nie dba o kulturę wyższą i nie docenia wartości przeżycia estetycznego? Powiedzmy sobie szczerze, mamy z tym problem. Zabieganie o estetyczną jakość życia wydaje się zjawiskiem historycznym, o którym czytamy w książkach i które oglądamy w dziełach sztuki czy architektury, ale na co dzień nie otaczamy się już pięknem. Szczytowym momentem tej aberracji jest współczesna architektura „sakralna”, a także wygląd posoborowych szat liturgicznych.

W prowadzonym przeze mnie programie „Kultywator” w PCh24 TV co jakiś czas powracają dwie rzeczy. Po pierwsze triada transcendentaliów (Prawda, Dobro i Piękno), a po drugie smutna konstatacja, że środowiska prawicowe i katolickie z jakiegoś powodu zaniedbują kulturę i estetykę, które to dziedziny – czasem nie bez powodzenia – przejmuje strona lewicowo-liberalna. Pomyślałem więc, że warto dać choć krótki rys tego, jak wielkie znaczenie w naszej religii, cywilizacji i kulturze ma piękno, które bynajmniej – co może być zaskakujące – nie występuje w oderwaniu od prawdy i dobra.

Tematowi piękna czy też teorii estetyki (która od XIX wieku traktowana jest jako pełnoprawna gałąź filozofii) poświęcone są klasyczne już dziś opracowania Władysława Tatarkiewicza, ale także książka dobrze znanego z naszych łamów i anteny o. Jana Strumiłowskiego. Mało kto być może pamięta, że napisał on książkę Piękno zbawi świat?, w której wprost konstatuje, że „uprawianie teologii w zapomnieniu o pięknie Boga szczególnie dzisiaj przynosi negatywne rezultaty”.

W ubiegłym roku duchowny podjął znów ten temat, publicystycznie. Na łamach kwartalnika „Civitas Christiana” czytamy: W historii ludzkości już przed chrześcijaństwem widzimy ścisły związek estetyki i religii. Piękno szczególnie towarzyszyło temu, co religijne. W chrześcijaństwie ten związek jeszcze się wyostrza. Pismo Święte już na pierwszych stronicach, opisując stworzenie świata, nie tylko opowiada o tym na sposób poetycki, ale samego Boga porównuje do Artysty, który stwarza i kontempluje piękno swojego dzieła. Jest ono tą kategorią, która unaocznia podobieństwo i ślad Boga w stworzeniu. Jak mówi Księga Mądrości, to właśnie z piękna stworzenia możemy poznać istnienie Stwórcy. Piękno zatem mówi o Tym, który sam w sobie jest najwyższym i niestworzonym Pięknem. Dlatego, kiedy Bóg przekazuje Mojżeszowi zasady sprawowania kultu, jednocześnie wzbudza talent izraelskich rzemieślników, aby świątynia Boża została wykonana w sposób wytworny i piękny – według wzoru, który Mojżesz otrzymał od Boga.

O. Strumiłowski ujawnia niejako drugie dno zjawiska wszechobecnej brzydoty. Z perspektywy duchowej jasno możemy stwierdzić, że jej promocja, podobnie jak relatywizm moralny, jest symptomem walki z Bogiem. W perspektywie społecznej, co do której współcześni chrześcijanie są bardziej świadomi, jest to objaw walki z kulturą chrześcijańską czy – szerzej mówiąc – z Kościołem. W perspektywie szeroko pojętej kultury jest to walka z naturalnym porządkiem rzeczy – wskazuje.

Norwid i Akwinata

Nie najbardziej liryczny, ale na pewno najbardziej filozoficzny spośród wielkich poetów polskich XIX wieku – Cyprian Kamil Norwid – pięknu poświęcił między innymi strofy poematu-traktatu Promethidion. Stamtąd pochodzi słynny cytat o tym, że piękno jest „kształtem Miłości”. Szukając możliwie uniwersalnej odpowiedzi na pytanie o istotę piękna Norwid pisze:

Spytam się tedy wiecznego-człowieka,

Spytam się dziejów o spowiedź piękności:

Wiecznego człeka, bo ten nie zazdrości,

Wiecznego człeka, bo bez żądzy czeka,

Spytam się tego bez namiętności:

Cóż wiesz o pięknem ?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . Kształtem jest Miłości.

Dalsze wersy wyrażają to samo przekonanie, które znajdujemy u cytowanego wcześniej o. Strumiłowskiego: piękna i Tego, Który Jest Miłością nie sposób rozłączyć:

Kształtem miłości piękno jest – i tyle,

Ile ją człowiek oglądał na świecie,

W ogromnym Bogu albo w sobie-pyle,

Na tego Boga wystrojonym dziecię;

Tyle o pięknem człowiek wie i głosi –

Choć każdy w sobie cień pięknego nosi

I każdy – każdy z nas – tym piękna pyłem.

Chwilę później Poeta-Filozof do refleksji estetycznej dokłada już bardziej wprost element etyczny, gdy stwierdza w odniesieniu do owego pyłu piękna, czyli odblasku Boga w naszej ludzkiej naturze:

Gdyby go czysto uchował w sumieniu,

A granitowi rzekł: Żyj, jako żyłem –

To by się granit poczuł na wyjrzeniu,

I może palcem przecierał powieki,

Jak przebudzony mąż z ziemi dalekiéj…

Autor nie ma wątpliwości, że martwa skała poruszy się i to ruchem, jaki ciału nadaje dusza (zasada bytu), gdy tylko zachowamy w sobie nieskalanym ten dar, jakim jest piękno Bożego podobieństwa. A teraz posłuchajmy, co o pięknie i jego związku z dobrem miał do powiedzenia św. Tomasz z Akwinu. W Sumie Teologicznej znajdujemy następujący ustęp:

Piękno i dobro zwykle są utożsamiane. Różnią się tylko myślnie. Dobrem bowiem jest to, czego wszyscy pożądają. Pojęcie dobra przeto wyraża zaspokojenie pożądania. Pojęcie zaś piękna wyraża zaspokojenie pożądania przez oglądanie przedmiotu pięknego, względnie poznanie go. Stąd te zmysły w sposób szczególny spostrzegają piękno, które najbardziej są poznawcze, jako służące rozumowi, a więc wzrok i słuch. (…) Tak więc piękno dodaje do dobra pewien stosunek do władzy poznawczej: dobrem mianowicie jest to, co wprost podoba się pożądaniu, a pięknym to, co wskutek samego poznania budzi w nas upodobanie.

Widzimy, że myśl Norwida jest w istocie dogłębnie tomistyczna. Akwinata zaś szedł w tym rozumieniu za definicją Arystotelesa, który stwierdził, że piękno to „to, co będąc dobrem jest przyjemne”. Jeszcze w kontekście poznawczym dodawał św. Tomasz, że piękno to „to, co podoba się, gdy jest postrzegane”. Wyłania się z takiego rozumienia istotna cecha, mianowicie, że prawdziwe piękno poznajemy przez rozum, a nie tylko przez zmysły.

Przeżycie estetyczne w epoce IKEI

Wyżej przedstawione rozumienie piękna nie było jedynym. Począwszy od Pitagorasa piękno postrzegano przede wszystkim jako harmonię proporcji (średniowiecze dodawało nieraz kategorię blasku). Matematycznie wręcz definiował je św. Augustyn, stwierdzając, że „podoba się tylko piękno, w pięknie zaś – kształty, w kształtach – proporcje, w proporcjach – liczby” i dodawał syntetycznie określenie trzech cech piękna: „umiar, kształt i ład”.

Piękno – rozumiane zarówno estetycznie, jak i etycznie – pełniło swą rolę w życiu cywilizowanych społeczeństw. W greckiej sztuce scenicznej zasada decorum (która niesłusznie kojarzy nam się głównie ze „szkolną regułką”) chroniła istotę piękna w jej zewnętrznym, artystycznym wyrazie. Dzięki temu widzowie doświadczali uczuć i emocji, od przyjemności po strach, co miało prowadzić do katharsis, czyli oczyszczenia duszy.

Z dzisiejszej perspektywy – gdy świadomie bierzemy udział w życiu sakramentalnym Mistycznego Ciała Chrystusa (doświadczając odpuszczenia grzechów i pomnożenia łaski przez przyjęcie samego Boga cieleśnie i duchowo) – można powiedzieć, że filozofia realistyczna oraz idea katharsis były najwyższymi formami zbliżenia się przez pogan do czystego doświadczenia duchowego – i zarazem do obrazu, jaki Stwórca zapisał w naszej naturze. 

Aby nie pogrążać się w rozważaniach teoretycznych, warto zadać pytanie: Jaka jest wartość doświadczenia estetycznego w dobie opowieści produkowanych przez platformy streamingowe i domów, dla których materialnej osnowy dostarcza IKEA? Popkultura stała się narkotykiem, który ma zapewnić wyrzut dopaminy, a jej treść nie wyraża już dążenia ludzkiej natury do doskonałości, nie oddziela jednoznacznie dobra i zła, nie służy dobru i nie promuje archetypicznych postaw. Meble zaś i sztuka użytkowa przestają służyć nam z pokolenia na pokolenie, pracę rąk ludzkich zastępują maszyny, a inspirację naturą (mimesis) wypiera oderwana od rzeczywistości, abstrakcyjna i minimalistyczna (żeby nie rzec: prymitywna) wyobraźnia. O tak powstających przedmiotach mówimy po prostu, że są pozbawione „duszy”.

Gdy weźmiemy pojęcie duszy jako tej, która nadaje ciału życie oraz tej, która odzwierciedla się w wyrobach człowieka, to zrozumiemy jak przeżycie estetyczne już na poziomie codziennym jest ważne, by odróżnić nas od zwierząt, które potrzeb estetycznych nie posiadają, a zaspokajają jedynie biologiczne potrzeby.

Na gruzach naszej – antyczno-chrześcijańskiej – cywilizacji [Od Konecznego nazywamy ją „łacińską” md] mamy do czynienia z dziwnym zjawiskiem ignorowania tego, co materialne. Żyjemy w nieestetycznym, bezdusznym otoczeniu, często karmiąc się wyłącznie literaturą faktu (literaturę piękną oraz poezję pomijając jako rzecz do odbębnienia w czasach szkolnych), nie chodząc do filharmonii czy teatru (pomijając kwestię autoramentu dzisiejszych repertuarów), gdzie pierwiastek piękna łączy się z kontekstem społecznym, a wreszcie lekceważąc rytuały codzienności odwołujące się do estetyki (dbałość o dobry smak). Stajemy się w ten sposób istotami dziwnie wybrakowanymi, jakby „biologiczno-religijnymi”, to znaczy rozpiętymi pomiędzy koniecznym zaspokajaniem potrzeb a modlitwą i kultem publicznym, podczas gdy pomiędzy tymi dwoma biegunami brakuje kultury, nadającej stylowi życia duszę, koloryt i smak.

Nie jest to zjawisko nowe i to właśnie podejście do estetyki (a nie tylko do etyki) rozróżniało ludzi cywilizowanych od barbarzyńców, natomiast Platon powiedział wręcz, że „życie jest coś warte, jeśli w ogóle warte, wtedy, gdy człowiek piękno samo w sobie ogląda”. Przypomnijmy sobie wizyty w pałacach, dworkach, a nawet chatach zamożniejszych gospodarzy, jakie oglądaliśmy w skansenach. Wszędzie widzimy dbałość o estetykę. Ładne meble, liczne obrazy, dekoracje, ozdobne przedmioty. Dzięki temu codzienne życie miało duszę. To czyniło nas bardziej ludźmi. To nie była tylko barwna przeszłość, ale istota kulturowego wymiaru naszego człowieczeństwa. Człowieczeństwa, które zostało złamane i w sposób niepowetowany zubożone wraz z nastaniem cichej dyktatury bezguścia i przemysłowej produkcji.

Nierozerwalna triada

Ale co to właściwie są te transcendentalia? To takie ujęcia, które stoją ponad wszelkimi kategoriami. Można by powiedzieć, że to pojęcia pierwotne, pierwsze, a jednocześnie najpowszechniejsze. To znaczy wszystko, co jest stworzone przez Boga, jest bytem i jednością, a zarazem odrębnością wobec innych rzeczy, a przy tym jest prawdziwe, dobre i piękne. Jeżeli zaś nazywamy coś złym czy brzydkim, to dlatego, że występuje w tym (w rzeczy bądź osobie) brak w obszarze któregoś z transcendentaliów. Można by chyba zaryzykować twierdzenie, że transcendentalia to cechy, które – przy wszystkich ograniczeniach naszego umysłu – są najbliżej opisania natury samego Boga.

Choć w filozofii trwa formalny spór o to, czy piękno należy do transcendentaliów, a w traktacie o prawdzie św. Tomasz nie wymienia go, to jednak w wielu innych fragmentach Sumy Teologicznej – jak wskazuje Jan Kiełbasa w artykule Pierwsze i najpowszechniejsze: jedność, prawda, dobro i inne transcendentalia w metafizyce św. Tomasza z Akwinu – odnajdujemy takie właśnie rozumienie piękna. Filozoficznie rozwijany był również pogląd, że piękno w sposób nieodłączny towarzyszy dobremu (cnotliwemu) życiu. Plotyn twierdzi wprost, że każda cnota to piękność duszy, natomiast Arystoteles stworzył pojęcie kalokagathia (czyli „dobry i piękny”), wedle którego piękność duszy jest konsekwencją cnotliwego życia i te dwie cechy występują łącznie.

Ale piękno to także chwała Boża. W Ewangelii czytamy, że Syn Boży przyjdzie w majestacie, czyli w piękności (która wedle różnych definicji budzi w nas również świętą trwogę). Podobnie rzecz miała się na Górze Przemienienia, a także po zmartwychwstaniu. Bóg stworzył człowieka pięknym i ta piękność znalazła swój cielesny ideał we Wcielonym Słowie Bożym i w Jego Niepokalanej Matce. Czy więc naśladowanie Chrystusa i wykuwanie w sobie przez łaskę i cierpienie obrazu i podobieństwa Bożego ma obejmować nie tylko prawdę (przyjęcie objawienia i prawa naturalnego) i dobro (uczynki miłości), ale z konieczności pociąga za sobą także piękno?

W filozofii mówi się o zamienności tych trzech transcendentaliów, które przedmiotowo są tym samym, choć różnią się cechami. Nie wiem, na ile będzie to poprawne, ale kojarzy mi się to z nauką o Trójcy Świętej, z której każda osoba jest tożsama, a jednak odrębna, a ponadto przyjmujemy, że Duch Święty od Ojca i Syna pochodzi, co mogłoby stanowić odpowiedź na spór o status piękna jako transcendentale, ale to już moja intuicja…

Zdaje się zresztą, że podzielał tę intuicję cytowany wcześniej Plotyn, który – nie znając prawdziwego Boga – wywodził piękno z koncepcji Jedni, a więc jedności, od której pochodzi cały byt. Za Platonem przyjmował on, że dusza, podobnie jak podstawowe idee (w tym piękno) miały swój byt przed-cielesny. W tym sensie piękno pochodzi od Boga, a człowiek doznaje zachwytu (uniesienia metafizycznego), gdy spostrzega zmysłami piękno, które jest tak naprawdę odzwierciedleniem tego piękna, które nosi w sobie, a które jest z kolei odblaskiem Boskiej idei piękna. Natomiast od strony etycznej filozof zwracał uwagę, że stawać się dobrym i pięknym na duszy znaczy tyle, co upodobnić się do Boga.

Odnosząc to wszystko do wyrażonego na początku żalu, iż szeroko pojęta prawica ignoruje piękno, przywołajmy na zakończenie przykład poezji. To ona jest pierwotnym językiem literatury, jak również językiem sakralnym (zwróćmy uwagę na poetyckość opisów biblijnych). Ona wyraża w sposób niezastąpiony w kilku słowach to, czemu prozą trzeba by poświęcić kilka zdań. Ona jest językiem po prostu pięknym i obniżenie jej statusu świadczy o pewnej degradacji duchowej współczesnego człowieka (podobnie jak wspomniane lekceważenie literatury – nomen omen – pięknej. Dlatego zatrzymajmy się i zastanówmy, gdy najdzie nas pokusa pomyślenia: Po co tracić czas na poezję i fikcyjne opowieści, skoro nie niosą ze sobą wartości pragmatycznej… Czy na pewno?

Filip Obara

Zobacz odcinki programu „Kultywator”, w których mowa o znaczeniu piękna, a także o znaczeniu opowieści (poezji, fikcji) jako spoiwa ludzkiej wspólnoty:

====================

40i4 25 styczeń 2025

Przecież autorowi nie chodzi dosłownie o ten „brzydki kubek ” i „meble z IKEI”, to tylko przenośnia, do tego co teraz mamy w Polsce i świecie, do tej brzydoty, która jest wykwitem pustki duchowej człowieka. Popatrz bracie na wygląd wielu ludzi, na te ciała oszpecone licznymi tatuażami, kolczykami w uszach, nosach, ustach, językach, brwiach i cholera wie gdzie jeszcze [no tak, tam też; znajomy widział.md], na te kolorowe wycudowane włosy. Popatrz bracie na budowle sakralne, na tą brzydotę.

Będąc w Krakowie zaglądnij do Bazyliki Mariackiej budowanej wieki temu, same kolana zginają się, a ręce składają się do modlitwy, takie piękno, tam aż fizycznie czuć Sacrum , a potem wejdź do pierwszego lepszego kościoła budowanego w ostatnich trzech dekadach, na przykład do nowego Sanktuarium w Łagiewnikach ( gdyby zdjąć święte obrazy, wynieść tabernakulum, zdemontować i wynieść organy, to bardziej ta budowla przypomina jakąś hale, niż kościół ) I tak można wymieniać….

PO-żarte żarty

Małgorzata Todd 25 stycznia  2025 r. | Nr 4/2025 (708)

           Szanowni Państwo!
           Szczególne, bo nieco abstrakcyjne, poczucie humoru mają niewątpliwie Anglicy.  Natomiast nacje niemiecka i rosyjska mają specyficzne „poczucie humoru”. Tylko czy to, co ich śmieszy można nazwać humorem? Dla mnie dobry żart tymfa wart, usiłowałam więc znaleźć takowy w internecie, ale mi się nie udało.
           Z dzieciństwa pamiętam sytuacje w których próbowano się ze mnie naśmiewać pod byle pretekstem. Kiedy obrażałam się na żartownisia, ten twierdził, że nie znam się na żartach. Torturowanie kogoś zażartymi żartami i zmuszanie ofiary do samobiczowania, to bardzo wygodna postawa oprawcy.
               A może my, Polacy po prostu nie znamy się na dowcipach? Kiedy  Trzaskowski mówił, że nie potrzebne nam lotnisko w Warszawie, bo mamy w Berlinie, to może żartował? Chodząc po warszawskich kiepsko oświetlonych ulicach, pełnych dziur i kałuż, zastanawiam się czy w Berlinie „mamy” tak samo? Wątpię, ale gdybyśmy wybrali Szambolana na prezydenta Polski, to w całym kraju będziemy mieli szambo i ciekawe czy kogoś będzie to bawiło.
               Należałoby zawczasu wyjaśnić, czy drwiny z naszej konstytucji, polskiego wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia, finansów itp., w końcu z nas Polaków, to wynik dyrektyw unijnych? Czy może PO-żarte przez Tuska zażarte żarty skutkują obstrukcją całego państwa?
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd