Gen. D. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

17.03.2026 tysol/gen-wronski-unijny-safe-to-parszywy-i-falszywy-projekt

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia” – ocenia w rozmowie z Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Prezydencki projekt SAFE 0% daje zdecydowanie więcej możliwości niż unijny SAFE - zdjęcie ilustracyjne

Prezydencki projekt SAFE 0% daje zdecydowanie więcej możliwości niż unijny SAFE – zdjęcie ilustracyjne / Bundeswehr/Facebook

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia. To nie jest kredyt, to nie jest pożyczka – mówię tutaj o brukselskiej – to jest wyciągnięcie z kieszeni podatnika środków na finansowanie przemysłu obcego oraz państwa ukraińskiego”

– powiedział gen. Wroński.

Przyznał jednocześnie, że wojsko potrzebuje bardzo dużo sprzętu: systemów uzbrojenia, wyposażenia i wszystkiego od ubioru żołnierza, poprzez kamizelki kuloodporne, poprzez wyposażenie do przetrwania na polu walki, a skończywszy na uzbrojeniu, na amunicji i całym systemie logistycznego zabezpieczenia operacji, jakakolwiek by ona nie była. Czy to będzie operacja obronna, czy działanie, które ma za zadanie obezwładnić przeciwnika, odeprzeć go i wykluczyć z terenu naszego kraju.

Wysokie noty prezydenckiego projektu

„Projekt, który został przedłożony przez pana prezydenta oraz prezesa Glapińskiego, jest nie tylko godzien pochwały, ale i wielkiego zauważenia oraz docenienia, że oto znalazł się sposób na procedurę finansowania całego zabezpieczenia, które pozwoli nam unowocześnić, zmodernizować i wyposażyć naszą armię. To jest rzecz bez precedensu, ponieważ mieliśmy zupełnie inną sytuację wtedy, gdy zarzucano poprzedniemu rządowi, że można było wziąć kredyt na podobnych warunkach. To nijak się ma z sytuacją, kiedy wówczas Polska zdobywała środki finansowe na realizację podobnego przedsięwzięcia. Dlatego nie wolno łączyć tych dwóch procedur”

– stwierdził były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych.

10 priorytetów modernizacji

Gen. Dariusz Wroński zasugerował dziesięć priorytetów modernizacji, które decydują o przeżyciu w sytuacji kryzysu czy agresji z zewnątrz. W jego ocenie doskonale może je wypełnić projekt prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa Glapińskiego.

„To są przede wszystkim te rzeczy, które dają gotowość bojową i odporność”

– powiedział.

Amunicja i zapasy wojenne

Jako pierwsze gen. Wroński wymienił amunicję i zapasy wojenne, „bo bez tego nie ma możliwości walczenia dłużej niż kilka, kilkanaście dni, maksymalnie”.

„Nadwyrężone zapasy i magazyny w tej chwili w całej Europie powodują, że walka bez wsparcia amerykańskiego nie zakończy się wygraną. W sytuacji agresji na Polskę cała Europa i USA musieliby zrzucić się na pomoc. Chodzi tutaj o amunicję 155 i 120 mm, amunicję do PPK, przeciwlotniczą. Zapasy plus moce produkcyjne plus łańcuch dostaw. Poważnych dostaw, bo nie mówię o dostawach niemieckich, francuskich, których do tej pory świat doświadczał, a szczególnie właśnie Ukraina. Te śmieszne dostawy, które wręcz kpiły z żołnierza ukraińskiego broniącego się przed rosyjskim żołnierzem. A teraz ktoś nam mówi, że mamy mieć gwarancje od naszych zachodnich sąsiadów, kiedy Polska będzie potrzebowała pomocy”

– przypomniał Wroński.

Walka powietrzna

Jako drugie w kolejności gen. Wroński wymienił systemy związane z walką powietrzną, z wszelkimi środkami napadu powietrznego, bezpilotowcami, rakietami, które będą atakowały obszary poza naszą granicą czyli systemy antydronowe bardzo krótkiego, krótkiego, średniego i dalekiego zasięgu.

„Mówię tutaj o tych szczeblach, które będą tworzyły warstwową strefę obrony i ochrony przed środkami napadu powietrznego”

– doprecyzował.

Walka elektroniczna

Trzecia priorytetowa to w ocenie gen. Wrońskiego walka elektroniczna, która będzie powodowała zakłócenia sprzętu oraz systemów przeciwnika.

„Z całą pewnością te systemy, które zakłócą łączność, które zakłócą nawigację i w ogóle wszelkiego rodzaju systemy nie tylko naprowadzania przeciwnika”

– wyliczał.

Rozpoznanie

Jako czwarty priorytet wymienił rozpoznanie i wskazywanie celów, czyli drony, radary pola walki, rozpoznanie radioelektroniczne.

„To są kwestie, które powinniśmy mieć na najwyższym poziomie. Na najwyższym poziomie musimy mieć obronę powietrzną, tak jak już wstępnie powiedziałem, ale to jest piąty element czyli obrona powietrzna i przeciwrakietowa. W logice ochrony wojsk i infrastruktury krytycznej jest ekonomia rażenia. Nie możemy strzelać pociskiem ze złota do celu za 500 dolarów”

– zauważył.

Inżynieria pola walki

Na szóstym miejscu gen. Wroński wymienił inżynierię pola walki, czyli zapory, umocnienia, środki maskowania, środki i systemy mylące, kamuflażowe.

„Mamy to w Polsce w szczątkowej ilości. To są rzeczy, które już od czasów II wojny światowej odgrywały ogromną rolę, a w tej chwili są kompletnie zaniedbane. Do tej inżynierii pola walki oczywiście musimy dołożyć Tarczę Wschód – ma być zdolnością do obrony, a nie tylko hasłem, bo póki co to ta tarcza jest jeszcze w powijakach i nie spełnia w zasadzie swojej roli, no i wymagania, aby uniemożliwić przeciwnikowi przedostanie się na nasze terytorium”

– uświadamiał gen. Wroński.

Logistyka i naprawy

Na siódmym miejscu gen. Wroński wymienił logistykę i remont.

„Części zapasowe, warsztaty, środki ewakuacji czyli wszystkie pojazdy ewakuacyjne, pojazdy z możliwością naprawy w polu, ściągające sprzęt z pola walki, lub z miejsc, w których zostały uszkodzone, czy zneutralizowane”

– wyliczał.

„Bez tego sprzęt bojowy staje się tylko statystyką”

Szkolenia i procedury

Gen. Wroński zwrócił również uwagę na szkolenia i procedury.

„Musimy kontynuować, a nie nabywać od zera sprawność posługiwania się sprzętem, językiem, instrukcjami obsługi, które mogłyby się pojawić, a które do tej pory nie były zakupywane przez Polskę. Nagle Unia Europejska nakazuje Polsce zakup takiego sprzętu, którego my do tej pory nie mieliśmy. Samo wyszkolenie załóg i posiadanie kolejnych, kolejnych, i jeszcze raz kolejnych do różnego rodzaju sprzętu będzie tworzyło taką armię patchworkową, czyli ogromna ilość różnorodności sprzętu będzie w zasadzie powodowała tylko chaos i nie będzie żadnej interoperacyjnej możliwości współpracy i walki”

– wskazywał.

Medycyna pola walki i ewakuacja

Jako dziewiąty obszar priorytetowy gen. Wroński wskazał medycynę pola walki i ewakuację, czyli medavaci, stabilizacje, te wszystkie procedury związane z przeżywalnością i zdolnością utrzymania tempa zarówno obrony, jak i tempa walki.

„Prestiżowe i te o wiele większe projekty typu Patrioty, F-35 i systemy, które są niezwykle drogie, kosztowne, one będą w drugiej kolejności wchodziły do walki, a nie – wbrew pozorom – w pierwszych godzinach czy pierwszych dniach konfliktu”

– wyjaśniał.

Unijny SAFE to pułapka

W jego ocenie tego typu zakupy są możliwe do pozyskania w ramach projektu prezydenckiego w ciągu dosłownie roku – Amerykanie są skłonni kontynuować te projekty, które zostały rozpoczęte. Natomiast w przypadku unijnego SAFE musimy wszystko negocjować.

„O ile w ramach prezydenckiego polskiego SAFE 0 proc. sprzęt możemy dostać w ciągu dwóch lat, o tyle w przypadku unijnego SAFE – w ciągu dziesięciu lat, albo na tzw. nigdy, bo przecież Grecja już przeszła przez ten fałszywy dar od Niemiec. Na twardych dokumentach podpisywali, że terminy od dwóch lat do pięciu, a niektóre systemy do tej pory nie dotarły. Natomiast prawie wszystkie pozostałe podlegały wieloletnim przesunięciom”

– alarmował.

Co umożliwia prezydencki projekt?

Gen. Dariusz Wroński podkreśla, że prezydencki projekt daje zdolność bojową już teraz, a nie za dekadę.

„Model SAFE 0% pozwala podpisywać kontrakty natychmiast, bez wielomiesięcznych negocjacji między państwami UE i bez warunkowości przemysłowej. Efekt? Zdolności bojowe mogą pojawić się 2-4 lata szybciej, co w obecnej sytuacji bezpieczeństwa jest kluczowe”

– wyjaśnił.

Kolejny atut tego projektu to suwerenność decyzji – „Warszawa decyduje, co kupuje”.

„W SAFE 0% Polska sama określa:

  • priorytety zakupów
  • kierunki współpracy przemysłowej
  • tempo modernizacji”

– wyliczał.

Zauważył, że nie ma przy tym konieczności uzgadniania systemów uzbrojenia z partnerami UE.

„W efekcie armia rozwija się według polskiej doktryny operacyjnej, a nie kompromisów politycznych. SAFE 0% pozwala ponadto konsekwentnie rozwijać jeden system dowodzenia, kompatybilną logistykę i jednolitą architekturę uzbrojenia. Wskutek tego armia jest łatwiejsza do utrzymania, szybsza w działaniu i bardziej interoperacyjna z NATO”

„SAFE 0% daje Polsce trzy rzeczy, których nie zapewnia SAFE UE: czas, pełną kontrolę decyzji i spójną architekturę armii”

Pusta propaganda

„Kto w to wierzy jeszcze, że Unia Europejska i europejskie firmy militarne czy zbrojeniowe, które dzisiaj szorują po dnie, które mają gigantyczne problemy, będą nam na pniu, teraz, poza wszelką kolejką dostarczały uzbrojenie?” – pytał gen. Wroński.

Podkreślał, iż to jest fałszywa narracja, którą można podawać ludziom nieposiadającym pojęcia na temat zakupów, na temat tworzenia dodatkowych hal produkcyjnych, dodatkowych ścieżek montażowych itd.

„To jest coś niebywałego, że ktoś mówi, że 'już, natychmiast macie wydać pieniądze na coś, czego możecie nigdy nie dostać”.

Zdaniem byłego dowódcy 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, gdyby nie było ani jednego, ani drugiego projektu, to nic wielkiego ani nic strasznego by się nie wydarzyło.

„Jak grom z jasnego nieba spadł ten program unijnego SAFE i oto nagle trzeba się bać, oto musimy wszyscy Polacy martwić się o to, że nie będzie pieniędzy z UE i nic tylko się poddać i przegrać jakiekolwiek zagrożenie, które nas może spotkać. Nic podobnego. Gdyby nie było tych projektów – ani jednego, ani drugiego – to Polska i tak by miała środki na zakup sprzętu. Przez ostatnie lata wielkie środki były, potrafiliśmy je znaleźć i odpowiednio zagospodarować. Nie było takiej potrzeby, żeby Polska zaabsorbowała i wchłonęła 44 mld euro dodatkowo jeszcze ponad to, co przeznaczaliśmy do roku 2035, bo przecież takie projekty były. Nagle skądś się pojawiły jakieś pieniądze i te pieniądze spowodowały, że zaczęto pompować narrację o wielkim zagrożeniu, o utracie bezpieczeństwa itd. To jest po prostu spekulacja, manipulacja i coś niepoważnego w wykonaniu ludzi, którzy chlubią się działaniami demokratycznymi czy jakimiś uczciwymi”.

SAFE – czym jest?

Instrument SAFE to program, który oficjalnie ma na celu wzmocnienie obronności państw członkowskich UE. Przewiduje łącznie 150 mld euro wsparcia w postaci m.in. nisko oprocentowanych pożyczek, przede wszystkim na zakupy sprzętu wojskowego, zwłaszcza produkowanego w Europie. Pod koniec stycznia Komisja Europejska zaakceptowała polski plan w ramach SAFE. Polska wnioskowała o dofinansowanie 139 projektów na kwotę 43,7 mld euro.

SAFE ma wspierać państwa UE we wzmacnianiu ich potencjału obronnego. Został ustanowiony w 2025 r. w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji oraz niepewności wokół dalszego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Europie. Celem programu jest też zmniejszenie uzależnienia od uzbrojenia z USA i wzmocnienie przemysłów obronnych państw unijnych. Z tego powodu SAFE dopuszcza możliwość zakupów w krajach trzecich tylko w ograniczonym zakresie. Koszt komponentów wyprodukowanych w państwach zaangażowanych w SAFE musi wynieść co najmniej 65 proc.

Krytycy programu SAFE mówią o zagrożeniach

Krytycy programu twierdzą, że SAFE skazywałby Polskę na gorszej jakości sprzęt niemiecki czy francuski, niekoniecznie kompatybilny z posiadanym przez nas sprzętem amerykańskim i koreańskim. Krytycy obawiają się także zaciągniętej w euro pożyczki o zmiennej stopie procentowej. Ich zdaniem może ona zagrozić wypłacalności państwa polskiego. SAFE jest ponadto obarczony mechanizmem warunkowości, co oznacza, że KE mogłaby zablokować Polsce te fundusze.

Dziś: Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

18.03.2026 Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

17/03/2026 przez antyk2013

W każdą trzecią środę miesiąca

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki.

Erdogan: Działając z poczuciem „apokaliptycznej” wyższości, Żydzi pchają region w stronę katastrofy

Erdogan: działając z poczuciem „apokaliptycznej” wyższości, Żydzi pchają region w stronę katastrofy

pch24.pl/erdogan-dzialajac-z-poczuciem-apokaliptycznej-wyzszosci-zydzi-pchaja-region-w-strone-katastrofy

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan skrytykował we wtorek władze Izraela. Zarzucił im, że działają z poczuciem wyższości, które pcha Bliski Wschód w kierunku katastrofy. Wskazał przy tym na fanatyczną motywację Żydów płynącą z przesłanek ich fałszywej, mesjanistycznej religii – przekazały tureckie media.

Wszyscy wiemy, że ataki na Gazę, następnie na Jemen i Liban, a ostatnio na Iran, nie są motywowane wyłącznie względami bezpieczeństwa – powiedział w pałacu prezydenckim w Ankarze turecki przywódca, cytowany przez dziennik „Daily Sabah”.

Dodał, że jednoczesne pojawianie się w debacie publicznej narracji dotyczących „ziemi obiecanej” czy „apokaliptycznych scenariuszy”, nie jest przypadkowe i sugeruje szersze ideologiczne motywacje Izraela.

Erdogan uznał, że władze w Tel Awiwie „uważają się za lepszych od innych”, przez co „ciągną region ku katastrofie”. Działania państwa żydowskiego nazwał „barbarzyństwem” popełnianym w „stanie szaleństwa”.

Podkreślił, że Turcja musi wzmocnić swoją obecność w międzynarodowych mediach, aby zapewnić, że „ta wiedza dotrze do odbiorców na całym świecie”.

Odnosząc się do trwających od 28 lutego amerykańsko-izraelskich ataków na Iran, Erdogan powiedział, że celem Turcji jest jak najszybsze zakończenie tego, co określił jako „bezsensowną, bezprawną i głęboko błędną wojnę”.

Dodał, że Turcja konsekwentnie wyraża swój sprzeciw wobec ataków, które „naruszają prawo międzynarodowe, niezależnie od sprawcy”, a jednocześnie władze w Ankarze podejmują intensywne wysiłki, by zapobiec dalszej eskalacji.

Źródło: PAP / Jakub Bawołek

pap logo

Ale Meksyk ! Premier Tusk nie potrafi żyć bez drogich kredytów

Premier Tusk nie potrafi żyć bez drogich kredytów

Animela salon24.pl/polityka-od-kuchni/premier-tusk-nie-potrafi-zyc-bez-drogich-kredytow

To, że program SAFE równa się rozbrojeniu, to już wytłumaczyłam w jednej z poprzednich notek (teraz na światło dzienne wychodzą kolejne fakty; np. to, że pożyczka ma łatać dziury budżetowe). Dziś postanowiłam Państwu przypomnieć coś, co chyba już zostało zapomniane przez absolutnie wszystkich – poza beneficjentami i mną.

Cofnijmy się do roku 2009; pierwszej kadencji Donalda Tuska na stanowisku premiera. Na konferencji prasowej Tusk informuje, że Polska została wyjątkowo doceniona przez rynki finansowe, a MFW w szczególności: udało nam się otrzymać „elastyczną linię kredytową”, szczególny instrument, który wcześniej był udziałem wyłącznie … Meksyku. 

Tak, proszę państwo. Premier Tusk na konferencji, z miedzianym czołem, wmawiał swoim wyznawcom, że Polska jest taką potęgą gospodarczą jak Meksyk i dlatego udało nam się wyrwać z MFW ten tak smakowity kąsek …

Z „elastycznej linii kredytowej” Polska nigdy nie skorzystała, za to płaciliśmy za nią jak za mokre zboże: 50 mln USD rocznie (jakieś 200 mln zł). Dopiero PiS zrezygnował z tego kosztownego „prezentu” MFW, za który Polska w sumie zapłaciła 2 mld zł.

Co ci przypomina, co ci przypomina widok znajomy ten? …

 Podkreślam wężykiem: Tusk śmiał powiedzieć, że tylko Meksyk i Polska są taką potęgą gospodarczą, żeby doznać łaski tej pożyczki!

26 lutego Iran złożył USA „zaskakującą” propozycję. To miało powstrzymać wybuch wojny

Iran złożył USA „zaskakującą” propozycję? To miało powstrzymać wybuch wojny

Flagi USA i Iranu, zdjęcie ilustracyjne
Flagi USA i Iranu, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash [nyyyy.. a gdzie izraelska??? md]

Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Wielkiej Brytanii stwierdził, że Teheran zaproponował USA porozumienie, które określił jako „zaskakujące”. Jednak po dwóch dniach od zakończenia negocjacji w Genewie, USA i Izrael zaatakowały Iran.

USA i Izrael rozpoczęły ataki na cele w Iranie 28 lutego. W ciągu dwóch tygodni wojny przeprowadziły ok. 15 tys. uderzeń. Obie strony stosują ścisłą cenzurę wojenną, jednak oficjalne źródła podają, że zginęło ok. 1,3 tys. irańskich cywilów, a 3,2 mln osób zostało tymczasowo przesiedlonych. Uszkodzono prawie 22 tys. budynków cywilnych. W irańskich atakach odwetowych zginęło ok. 50 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy i 15 izraelskich cywilów. [to „dane” Izraela, nie zaś prawda. md]

Dwa dni przed wybuchem wojny, w Genewie zakończyły się rozmowy delegacji USA i Iranu na temat irańskiego programu nuklearnego. Szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi ocenił, że była to „jedna z najpoważniejszych rozmów”, jaką Teheran przeprowadził z Waszyngtonem. Z kolei minister spraw zagranicznych Omanu Badr al-Busaidi, który wziął udział w negocjacjach w roli mediatora, przekazał, że „osiągnięto znaczący postęp”.

Iran i broń jądrowa

Stany Zjednoczone i Izrael twierdzą, że Iran konsekwentnie rozwija program rozwoju broni nuklearnej, co już w czerwcu 2025 r. stało się przyczyną bombardowań irańskich instalacji jądrowych przez izraelskie i amerykańskie wojska. Wówczas prezydent Donald Trump mówił, że USA unicestwiły irański program atomowy i na dziesięciolecia zniszczyły zagrożenie ze strony Iranu.

Jeszcze przed rozpoczęciem rozmów w Genewie, prezydent Iranu Masud Pezeszkian zapewniał, że jego kraj nie dąży do uzyskania broni jądrowej. Powołał się na dekret (fatwę) najwyższego przywódcy Alego Chameneiego, zgodnie z którym posiadanie broni nuklearnej jest niezgodne z zasadami islamu.

Propozycja Teheranu

Podczas negocjacji w Genewie, stronę amerykańską reprezentowali specjalny wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff oraz zięć Donalda Trumpa Jared Kushner. W rozmowach uczestniczył również szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) Rafael Grossi. Brytyjski dziennik „The Guardian” ujawnił, że w rozmowach między USA a Iranem wziął udział także doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Wielkiej Brytanii Jonathan Powell. Przebywał tam najprawdopodobniej na zaproszenie ambasadora Omanu. Dyplomata ocenił, że oferta złożona przez Teheran w sprawie irańskiego programu nuklearnego była „na tyle znacząca, że mogłaby zapobiec gwałtownemu wybuchowi wojny”.

Iran miał zgodzić się na zmniejszenie zapasów wysoko wzbogaconego uranu pod nadzorem MAEA. Teheran zaproponował trzy- lub pięcioletnią przerwę w procesie krajowego wzbogacania uranu, ale Stany Zjednoczone zażądały dziesięcioletniej przerwy. Iran złożył również ofertę dającą USA szansę udziału w przyszłym cywilnym programie nuklearnym. W zamian za to zażądał zniesienia ok. 80 proc. sankcji gospodarczych.

Według niektórych relacji, Kushner opuścił rozmowy. – Uważaliśmy Witkoffa i Kushnera za izraelskie narzędzia, które wciągnęły prezydenta USA w wojnę, z której chce się wycofać – stwierdził jeden z dyplomatów znających przebieg rozmów.

„Stanowiło postęp”

Powell uznał, że w Genewie „poczyniono postępy”, a porozumienie zaproponowane przez Iran było „zaskakujące”. Dwa dni po zakończeniu rozmów i ustaleniu daty kolejnej rundy negocjacji, do której miało dojść 2 marca w Wiedniu, USA i Izrael przypuściły atak na Iran.

– Jonathan uważał, że można dojść do kompromisu, ale Iran jeszcze nie osiągnął porozumienia, zwłaszcza w kwestii inspekcji ONZ w swoich obiektach nuklearnych – stwierdził jeden z zachodnich dyplomatów, cytowany przez gazetę. – Brytyjski zespół był zaskoczony tym, co Irańczycy przedstawili podczas negocjacji. To nie było pełne porozumienie, ale stanowiło postęp i raczej nie była to ostateczna oferta Irańczyków – relacjonował urzędnik, chcący zachować anonimowość.

WĘGRY, wybory parlamentarne w 2014, 2018 i 2022 oraz prognoza na 2026 rok

Jan Kowalak, 17 marca 2026 r. poselzkazdegopowiatu.blogspot.com

WĘGRY, wybory parlamentarne w 2014, 2018 i 2022 oraz prognoza na 2026 rok

Prawie za miesiąc, w dniu 12 kwietnia, odbędą się wybory do Zgromadzenia Krajowego Węgier czyli do jednoizbowego parlamentu. 

Pierwsze wybory parlamentarne, po wprowadzeniu nowej Konstytucji Węgier (w 2011 r.) oraz po zmianie ordynacji wyborczej, odbyły się 6 kwietnia 2014 roku. Wybranych zostało 199 parlamentarzystów (przedtem było 386) na 4-letnią kadencję oraz skasowano drugą turę wyborów. Były to reformy drugiego rządu Viktora Orbana, który funkcjonował od 29 maja 2010 do 6 czerwca 2014.

System wyborczy do parlamentu na Węgrzech jest mieszany.

Wybieranych jest:

– 106 deputowanych w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW),

– 93 deputowanych z krajowych list partyjnych, w jednym ogólnokrajowym okręgu wyborczym, za pomocą ordynacji proporcjonalnej, przy użyciu metody d’Hondta.

Każdy głosujący oddaje zatem dwa głosy, jeden na indywidualnego kandydata, a drugi na listę partyjną.

Korzystając z wyników wyborów jakie odbyły się w latach 2014, 2018 i 2022 możemy pokusić się o prognozę wyników w nadchodzących kwietniowych wyborach do Parlamentu Węgier. Tabelę z historycznymi danymi oraz prognozą danych na 2026 rok podaję na końcu tekstu.

Spójrzmy na przedwyborczą węgierską scenę polityczną oczyma rządzącego w ostatnich 3 kadencjach bloku Fidesz-KDNP, uwzględniając rzymską maksymę beatus qui tenet. Tutaj wyjaśnienie: KDNP to Chrześcijańsko – Demokratyczna Partia Ludowa.

Blok ten miał stale – przez 3 kadencje – liczbę posłów, która gwarantowała większość kwalifikowaną, czyli 2/3 głosów w Parlamencie; odpowiednio: 133, 133 i 135 posłów.

Do uproszczonej analizy przyjrzyjmy się 3 źródłom pozyskiwania mandatów przez blok Fidesz-KDNP:

1/ okręgi JOW w Budapeszcie, których jest 18; w ostatnich 3 kadencjach Fidesz miał odpowiednio: 10, 6 i 1; zatem prognozujmy na 2026 rok, uwzględniając dalszy spadek: 0 mandatów.

2/ pozostałe okręgi JOW, których na Węgrzech jest 88; tutaj Fidesz jest prawie monopolistą bo zdobywał odpowiednio: 86, 85 i 86 mandatów; ten blok nie powinien nic stracić, ponieważ w systemie JOW interesy lokalnych wyborców – w Parlamencie oraz w centrum decyzyjnym partii – pilnują konkretni posłowie, jednoosobowo odpowiedzialni przed tymi wyborcami w okręgu (blok nie może pozwolić sobie na wystawienie byle jakiego kandydata w okręgu jednomandatowym bowiem konkurencja nie śpi i tylko czeka na błędy przeciwników); prognozujmy skromnie: 85 mandatów.

3/ jeden ogólnokrajowy okręg wyborczy gdzie 93 mandaty (w tym 1 mandat jest dla mniejszości) dzieli się proporcjonalnie wg znanej w III RP metody d’Hondta (chociaż z węgierskimi modyfikacjami); w ostatnich 3 kadencjach Fidesz-KDNP miał odpowiednio: 37, 42 i 48 mandatów natomiast pozostałe formacje miały razem: 56, 51 i 45; pojawienie się w ostatniej kadencji na węgierskiej scenie politycznej nowej silnej partii (TISZA) oznacza tylko, że w grupie „pozostałe formacje” nastąpi wewnętrzne przetasowanie bowiem ogólna pula 93 miejsc się nie zmienia; prognozujmy status quo, czyli: 48 mandatów.

Zatem suma mandatów dla bloku Fidesz-KDNP według ww. trzech prognoz wyniesie:

0 + 85 + 48 = 133

Q.E.D.

P.S. – Ww. analiza jest materiałem edukacyjnym i autor nie bierze odpowiedzialności za rzeczywisty wynik wyborów do Parlamentu na Węgrzech w dniu 12 kwietnia 2026 roku.

Jan Kowalak, 17 marca 2026 r.

Cała – przerażająca – prawda o kulcie bergogliowej Pachamamy

Cała – przerażająca – prawda o kulcie bergogliowej Pachamamy

—————————–

——————————-

Date: 17 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/cala-przerazajaca-prawda-o-kulcie-bergogliowej-pachamamy

Pamiętacie, jak modernistyczni i liberalni wrogowie Chrystusa wyśmiewali katolików oburzonych spektaklem z udziałem Pachamamy w Rzymie, nazywając ich panikarzami? – Jak wmawiano nam, że rzeźbione figury przywiezione do ogrodów watykańskich to jedynie „symbole życia”, „wyraz kultury rdzennej ludności” lub nieszkodliwe gesty „dialogu ze stworzeniem”? – Otóż, zgodnie z informacjami zawartymi w nowym raporcie serwisu Infovaticana, nasze oburzenie było nie tylko uzasadnione, ale uważam, że nie byliśmy wystarczająco oburzeni.

Najnowsze doniesienia płynące z Ameryki Południowej sugerują, że historia Pachamamy jest znacznie mroczniejsza niż starannie skonstruowana narracja, którą przedstawiono światu podczas kontrowersyjnych wydarzeń związanych z Synodem Amazonii w 2019 roku.

Im głębiej zagłębia się w kult Pachamamy, tym trudniej jest podtrzymywać fikcję, że jest to po prostu niewinne oddanie czci naturze. Wciąż pojawiają się dowody na to, że świat religijny otaczający Pachamamę jest powiązany nie tylko z przesądami, ale także z rytuałami obejmującymi krew, śmierć i ofiary składane siłom, które według wierzeń zamieszkują pod ziemią.

W marcu 2024 roku sąd w La Paz skazał dwóch mężczyzn w związku ze zniknięciem i śmiercią młodej kobiety, Shirley H. R. A., 25-letniej matki dwójki dzieci.

Zgodnie z ustaleniami prokuratury i policji kobieta została podstępem odurzona, doprowadzona do utraty przytomności, a następnie przewieziona do kopalni w gminie Palca. Tam została pogrzebana jako ofiara dla Pachamamy, „Matki Ziemi”, w nadziei, że rytuał ten przyniesie pomyślność i dobrobyt.

Nie były to spekulacje wrogich osób z zewnątrz, lecz oficjalne wyjaśnienie przyjęte w sądzie: złożono ofiarę w postaci ludzkiego życia.

Brutalność tej sprawy stanowi ostry kontrast w stosunku do romantycznego języka, jakim posługiwali się antykatoliccy uzurpatorzy w Rzymie i ich poplecznicy, aby bronić tych praktyk. W przypadku tej młodej ofiary nie było poetyckiego szacunku dla natury, uroczego folkloru ani nieszkodliwego rytuału. Była tylko młoda matka, która stała się przedmiotem ofiarnym w pogańskim obrzędzie.

Jeszcze bardziej bulwersujące są zeznania sugerujące, że takie czyny nie są jedynie odosobnionymi przestępstwami.

W doniesieniach opublikowanych w boliwijskich mediach, specjaliści od rytuałów znani jako yatiris otwarcie opisali, jak w pewnych okolicznościach – zwłaszcza w kopalniach i na dużych placach budowy – nadal składane są ofiary z ludzi. Według tych relacji, ofiara zostaje odurzona do nieprzytomności, a po ceremonii, zostaje zakopane, aby dusza pozostała na miejscu i strzegła go.

Historycy religii andyjskiej wyjaśniają, że wierzenia leżące u podstaw takich rytuałów zakładają, iż osoba złożona w ofierze staje się duchowym opiekunem danego miejsca.

Praktyki te często łączą się z kultem innej postaci czczonej w regionach górniczych Boliwii: złowrogiej istoty znanej jako „El Tío”, o której wierzy się, że rządzi podziemnym światem kopalń.

Górnicy składają tej postaci ofiary – alkohol, liście koki, papierosy, a czasem krew zwierzęcą – wierząc, że to ona decyduje o ich bezpieczeństwie i bogactwie żył rudy.

Jak wynika z niektórych spraw prowadzonych przez prokuraturę, znaleziono ciała w okolicznościach sugerujących rytualne ofiary związane ze wspomnianymi wierzeniami. Schemat jest przerażająco spójny. Krew, ziemia, przestrzenie podziemne i nadprzyrodzona istota, o której wierzy się, że nagradza tych, którzy ją karmią.

Właśnie dlatego kontrowersji wokół Pachamamy z 2019 roku nie można zbyć jako nieporozumienia lub przesadnej reakcji. Podczas Synodu Amazonii posągi przedstawiające Pachamamę ustawiono podczas uroczystości w ogrodach watykańskich, a później pojawiły się one w rzymskich kościołach.

Wiernym, którzy protestowali, powiedziano, że figury te nie są bożkami, że symbolizują życie, płodność lub ludy amazońskie. Jednak dowody, które obecnie wyłaniają się z dochodzeń, zeznań i spraw karnych, wskazują, że ramy religijne otaczające Pachamamę nie są jedynie nieszkodliwym folklorem, ale mają charakter jawnie demoniczny i satanistyczny, a ponadto zawierają element składania ofiar z ludzi.

Oto jacy ludzie – od ponad 60 lat – nielegalnie okupują Watykan i struktury Kościoła Katolickiego. Ludzie tak nikczemni, że wpuścili posąg awatara krwiożerczych demonów do samego serca Kościoła Chrystusowego, a potem – ponieważ oburzyliście się – powiedzieli wam, że jesteście ciemnymi, przesadnie reagującymi duchowymi prostakami.

Zgodnie z ich logiką, owa “religia” jest nie tylko mile widziana przy satanistycznym ekumenicznym stole synodalnym, ale pomimo, że składa ofiary z ludzi, jest również jedną z wielu uznanych przez Boga dróg do Niego.

INFO: radicalfidelity/the-pachamama-saga-just-got-even

infovaticana/the-worshippers-of-pachamama-continue-to-perform-human-sacrifices

==============================

———————–

======================

Szok w USA. Dyrektor Centrum Antyterroryzmu rzucił stanowisko. Protest przeciwko wojnie z Iranem

Szok w USA. Dyrektor Centrum Antyterroryzmu rzucił stanowisko. To protest przeciwko wojnie z Iranem

pch24.pl/szok-w-usa-dyrektor-centrum-antyterroryzmu-rzucil-stanowisko-to-protest-przeciwko-wojnie-z-iranem

Joe Kent, dyrektor Narodowego Centrum Antyterroryzmu, zrezygnował z urzędu. Wybrany na to stanowisko przez Donalda Trumpa ogłosił, że nie może poprzeć wojny w Iranie.

Joe Kent to były żołnierz, członek wojsk specjalnych USA (Zielone Berety), oficer CIA. Stracił żonę w walkach z Państwem Islamskim. Na początku 2025 roku prezydent Donald Trump uczynił go dyrektorem Narodowego Centrum Antyterroryzmu. „Joe pomoże Ameryce dając jej bezpieczeństwo, usuwając wszelki terroryzm, od terrorystów na świecie, po kartele na naszym podwórzu” – napisał wtedy Trump.

17 marca Joe Kent ogłosił, że rezygnuje ze stanowiska.

„Po długim zastanowieniu, podjąłem decyzję o rezygnacji ze stanowiska Dyrektora Narodowego Centrum Antyterroryzmu – ze skutkiem w dniu dzisiejszym. Nie mogę w zgodzie ze swoim sumieniem poprzeć trwającej wojny z Iranem. Iran nie stwarzał bezpośredniego zagrożenia dla naszego narodu. Jest jasne, że rozpoczęliśmy tę wojnę pod naciskiem Izraela i jego wpływowego lobby w Ameryce” – napisał.

Jak dodał, popierał wartości, które reprezentował prezydent Trump. „Do czerwca 2025 roku rozumiał Pan, że wojny na Bliskim Wschodzie są pułapką, która zabierała Ameryce cenne życia naszych patriotów i pozbawiała nasz naród bogactwa i dobrobytu” – dodał.

Według Kenta prezydent Donald Trump został wprowadzony w błąd, co doprowadziło go do decyzji o wojnie z Iranem. Przekonanie, że „trzeba uderzyć teraz, co miało stanowić prostą drogę do zwycięstwa, było kłamstwem”, stwierdził. „Taką samą taktykę Izraelczycy zastosowali, żeby wciągnąć nas w katastrofalną wojnę z Irakiem” – napisał.

Jak dodał, jako człowiek, który stracił swoją „ukochaną żonę Shannon na wojnie zorganizowanej przez Izrael”, nie może poprzeć „wysyłania kolejnego pokolenia na wojnę, która nic nie daje narodowi Ameryki”.

„Modlę się, by zastanowił się Pan nad tym, co i dla kogo robimy w Iranie. Czas na odważne działania jest teraz. Może Pan zmienić kurs i wytyczyć nową drogę dla naszego narodu, albo może Pan pozwolić, byśmy dalej staczali się w stronę upadku i chaosu. To Pan ma karty w ręku” – podsumował.

Źródło: X Pach

Pierwsza rezygnacja w administracji @POTUS, na tak wysokim szczeblu, w proteście przeciwko wojnie z Iranem.

Marek Magierowski @mmagierowski

Pierwsza rezygnacja w administracji @POTUS , na tak wysokim szczeblu, w proteście przeciwko wojnie z Iranem. Odchodzi Joe Kent, dyrektor Narodowego Centrum Walki z Terroryzmem.

Zdjęcie

Zdjęcie

15,4 tys. wyświetlenia

Kossak Szczucka o Rusinach, ziemianach. Na marginesie Wyprawy Kijowskiej 1920

[z mojego Archiwum. md]

Kossak Szczucka o Rusinach, ziemianach. Na marginesie Wyprawy Kijowskiej 1920 Wojciech Kempa magnapolonia.org/na-marginesie-wyprawy-kijowskiej-1920/

Ludobójstwo, którego ofiarą padli Polacy z Wołynia i Małopolski Wschodniej w latach 1943 – 1944, zepchnęło w cień wydarzenia, które rozegrały się na Wołyniu, Podolu i Ziemi Kijowskiej ćwierć wieku wcześniej. Niewiele też osób sięga dziś po wspomnienia Zofii Kossak-Szczuckiej, będące jej debiutem literackim, czego należy żałować. Zofia Kossak-Szczucka to nie tylko znakomita pisarka, ale przede wszystkim wspaniały człowiek, a także bystra obserwatorka stosunków społecznych. Autorka „Pożogi” mieszkała wówczas w Nowosielicy, majątku leżącym na pograniczu Wołynia i Podola.
Zofia Kossak-Szczucka tak pisała o panujących tam stosunkach:

„Nie były to właściwe płaszczyzny wołyńskie, kołyszące swym rozmiarem, ani skaliste urwiska podolskie, ściskające serce oczekiwaniem wystrzelającej z głębi jaru, prawie pod stopami wsi. Harmonijne wzgórza, staczające się na wzgórza, falowały lasami i zbożem, radując się same w sobie swej rodzajności i sile. Na nich leżały przezroczyste, długie cienie od chmur wędrownych, dalekich. Między wzgórzami, w dole, były stawy, nad stawami w okrąg rozłożone wsie. Każda wieś przerośnięta była gęstwą sadów, które wiosną otulały chaty niby welon. W chatach tych mieszkał lud rosły i krzepki, śpiewający najpiękniejsze w całym świecie pieśni, leniwy i senny, ale sennością żywiołu, gotowego w każdej chwili powstać huraganem. Lud ten, nad wszystko inne siłę fizyczną ceniący, pobłażaniem gardził jako dowodem słabości, surowość uznawał, a za niesprawiedliwość mścił się zaciekle i strasznie.
Skryty i chytry, trudny do poznania i przyswojenia, niezmiernie rzadko dno swych myśli zdradzający – przeto pozornie uchodzący za fałszywy – posiadał wyjątkowe zdolności umysłowe, oczekujące tylko pobudzenia; zdolny do najbardziej krańcowych przejawów cnoty i zbrodni, nienawiści lub zasługi, był przy tym, niestety, opłakanie niekulturalny i ciemny. Krew tatarska, które sporą domieszkę otrzymał, dała mu w spadku zamiłowanie łupieżcze, tchórzowską odwagę pobratymca wilka z bliskiego lasu i chęć niszczycielską, która w przyszłości umiejętnie rozbudzona, miała wybuchnąć pożarem, tłumiąc wszelkie inne czynniki psychiczne.
Z ziemiaństwem polskim lud ten żył dobrze i zgodnie, uznając chętnie wiekową wyższość „paniw” i szanując ją. Rosjanie nigdy nie umieli osiągnąć tego znaczenia i wpływu. Mało zamiłowani w rolnictwie, obojętni dla ziemi, osiedlali się zazwyczaj w większych miastach, rzadko odwiedzając bogate swoje majątki, traktowane tylko jako warsztat dochodowy. Toteż Polacy byli istotnymi właścicielami i panami kraju, siłą faktów, tradycji, posiadanej ziemi i ogólnego przekonania.”
Autorka podkreśla, iż Ukraińcy, wówczas zwani częściej Rusinami, nad wszystko inne siłę fizyczną cenili. Nadto znani byli z okrucieństwa, a pobłażaniem gardzili jako dowodem słabości. Warto zwrócić uwagę na to, co autorka „Pożogi” wyłapała już sto lat temu i co powinni wziąć sobie do serca nasi politycy. W naszej kulturze przyjęliśmy oczekiwać, iż gest dobrej woli u obdarowanego nim winien wywoływać chęć odwzajemnienia się czymś podobnym. Tymczasem w relacjach z Ukrainą to nie działa… Ale idźmy dalej. Bo oto Zofia Kossak-Szczucka zauważa, iż „ziemiaństwo polskie kresowe lubiło Rusinów, zwracając się do nich, chętnie używało ich mowy, uważając lud ten cały za bliski i swój”, po czym dodaje: „Niejednokrotnie dwór czuł się prawie bliższy wsi ruskiej niż nielicznym zagrodom szlacheckim, częściej serdeczniej zwracał się do pierwszej. Stosunek ten był naturalnym wynikiem historii, wszakże poważny procent najpiękniejszych rodów ziemiańskich kresowych wyrósł z tego samego szczepu co lud ruski, z tej samej ziemi bujnej, szerokiej i barwnej. Wszak z Kresów powstały szeregi rycerzy, hojnie zasłużonych wobec Rzeczypospolitej, a dawne dumne bojary i kniazie zmieniły się w ciągu wieków w najlepszych Polaków. Więc też dlatego Rosjanie nie mogli rywalizować znaczeniu i wpływie swoim z Polakami. Polskie ziemiaństwo czuło się u siebie, Rosjanie byli żywiołem obcym, napływowym.”

Zofia Kossak-Szczuka zwraca tu uwagę, iż polscy ziemianie nie byli na kresach kolonistami, ani potomkami kolonistów, ale autochtonami, którzy w toku skomplikowanych procesów społecznych zmienili się „w najlepszych synów Rzeczypospolitej”. Byli więc oni pełnoprawnymi gospodarzami tej ziemi. Ale oto wraz z przedłużającą się wojną począł narastać rozkład struktur państwowych i stosunków społecznych w państwie rosyjskim. Bolszewiccy agitatorzy, którymi z reguły byli miejscowi Żydzi, zaczęli podburzać chłopów przeciw panom. Żydzi dobrze wiedzieli, że gdy pozbędą się Polaków, oni to siłą rzeczy staną się miejscową elitą. Rusini jednak pozostawali nieufni wobec agitacji bolszewickiej, choć kropla poczęła drążyć kamień, zwłaszcza że pojawił się dodatkowy czynnik. Oddajmy ponownie głos Zofii Kossak-Szczuckiej: „Niezależnie od powyższych wypadków, na niezbyt od nas oddalonym froncie, Wielka Wolna Armia Kiereńskiego rozkładała się z dnia na dzień coraz to potworniej, jak zgangrenowany i cuchnący trup. Coraz liczniejsze gromady dezerterów, grabiąc i kradnąc, zalewały kraj, cofając się samowolnie.” Owi dezerterzy, zaopatrzywszy się we dworze czy w pałacu w różne błyskotki i klejnoty, mieli potem czym zaimponować wiejskim pannom. A i mężatki, widząc to, zaczęły baczniej wsłuchiwać się w to, co głosili bolszewiccy agitatorzy, co tak opisała Zofia Kossak-Szczucka: „Chłop wracał do domu i myślał. Szedł w pole patrzeć na zieleniące się dworskie oziminy, wielkie i bujne, okiem nieobjęte, na wąską wstążkę własnego, źle zasianego poletka – i myślał dalej. W końcu zmęczony myśleniem, powracał do domu, a tam zabierała głos – baba. Kobiety wiejskie w ogóle odegrały dużą rolę w sprawie rozbudzenia świadomości swej siły u chłopów, przez chwilę tylko oszołomione nieoczekiwanie spadłym na nie równouprawnieniem, zdolne i sprytne jak cały szczep rusiński, a niepowszednio zajadłe, poczuły w sobie powołanie polityczne i stały się najlepszymi agitatorkami. Nikt tak chciwie nie pragnął wszystkiego co dworskie, nikt tak tak bezwzględnie do tego nie dążył jak one. Żydzi prowadzili je, jak chcieli i dokąd chcieli, a one prowadziły ostrożniejszych i powściągliwszych od siebie mężów. Na „schodach”, czyli wiecach wiejskich, nikt ich nie przegadał i nikt nie powstrzymał. Dotychczas tak ciche i bezosobowe, czarnobrewe i rzewne Ulany, Hapki i Frasyny ogarnął istny szał wiecowania.” Chłopi ukraińscy jakby dostali obłędu. Czego nie zdołali zabrać ze sobą, niszczyli i palili, pozostawiając po sobie popiół i zgliszcza. Domowników mordowali z niebywałym okrucieństwem. Jakże inaczej wyglądało to na Górnym Śląsku, gdzie przecież stosunki społeczne były w jakimś sensie podobne – z tym że warstwę posiadającą i miejscową elitę stanowili tu Niemcy, a robotnicy i chłopi to w lwiej części Polacy. Na Śląsku jednak, gdy jedno po drugim wybuchły trzy śląskie powstania, biorący w nich udział powstańcy brali pod uwagę, że powstanie kiedyś się skończy i trzeba będzie wrócić do normalnego życia, więc ważne, by ich warsztaty pracy przetrwały w stanie nienaruszonym. Tu było zupełnie inaczej. Czy istniała szansa, by z próżni jaka powstała na ukraińskiej ziemi w wyniku dwóch kolejnych rosyjskich rewolucji, a następnie klęski militarnej Niemiec i Austro-Węgier, wyłoniła się niepodległa Ukraina? Większość osób zdaje się postrzegać Ukraińską Republikę Ludową, którą uosabiał ataman Semen Petlura, jako organizm podobny do odradzającego się w tymże samym okresie Państwa Polskiego, przy czym proces budowania państwowości ukraińskiej miał zostać przerwany wyłącznie wskutek inwazji – z jednej strony wojsk bolszewickich, z drugiej zaś białogwardzistów Armii Ochotniczej Denikina. Nic bardziej błędnego… Po wycofaniu się jesienią 1918 roku wojsk niemieckich i austriackich Ukraina ponownie pogrążyła się w totalnym chaosie; jeszcze gorszym od tego, który targał nią przez większą część roku 1917. W prawie każdej większej wsi objawił się jakiś ataman, który miał swój oddział zbrojny, przy czym oddział ten po części funkcjonował w roli oddziału samoobrony, po części jako banda rabunkowa. Chodziło po prostu o to, by chronić swoich i łupić obcych. Atamani z reguły nie kierowali się żadną ideologią, albo mieli do niej dość swobodne podejście. Najważniejsza była władza, z czym wiązały się bogactwo i prestiż. Niektórym atamanom udawało się zmusić do uznania swojego zwierzchnictwa innych atamanów, przez co ich pozycja rosła, aczkolwiek z reguły równie szybko upadała. Czasami niektórzy atamani zawierali z innymi atamanami sojusze, które były mniej lub bardziej dobrowolne i mniej lub bardziej trwałe. Rządy Ukraińskiej Republiki Ludowej poza Kijowem niewiele znaczyły, przy czym już na początku lutego 1919 roku Kijów przejęli bolszewicy. Oddziały URL wycofały się na Podole i Wołyń, gdzie zresztą też funkcjonowali różni lokalni atamani, którzy albo uznawali władzę Petlury, albo nie. Przy tym nawet jeśli ją uznawali, to często miało to charakter czysto formalny i z reguły nietrwały. Petlura w sumie nie był nikim więcej jak jednym z atamanów, przy czym jego pozycja była dużo słabsza niż na przykład takiego Nestora Machno, który zresztą też miał swoje wzloty i upadki. Na Chersońszczyźnie, Mikołajowszczyźnie, a po części także w rejonie Odessy rozbłysła gwiazda atamana Grigoriewa, który to jednak w maju 1919 roku został pobity przez bolszewików, z którymi zresztą wcześniej blisko współpracował. W międzyczasie znaczącą rolę począł odgrywać sojusz atamanów, któremu przewodzili ataman Zielionyj, ataman Gonczar – Burłaka, bracia Sokołowscy oraz ataman Struk. Pomijając Galicję, gdzie rzeczywistość była diametralnie inna, ale to jest poza sferą naszych rozważań, chłopi ukraińscy, nie byli zainteresowani budową państwa ukraińskiego. Te sprawy niewiele ich obchodziły. Zofia Kossak – Szczucka w swoich wspomnieniach zauważyła, iż wystąpienia chłopskie „stały na gruncie ściśle socjalno – klasowym”, dodając ponadto: „Panów wypędzano jako panów, nie jako Polaków. Służba polska nie była uważana za gorszą od ruskiej. Nikt jej nie prześladował. […] Ogólna nienawiść do „panów” była wtedy nie tylko klasowa, ale raczej dotyczyła stanu, niż osób. „Pan”, dopóki trwał w swym majątku i bronił się, stanowił wroga, z którym walczono bez litości. Ten sam jednak „pan”, z chwilą gdy pobity ustąpił i osiadł gdziekolwiek jako rozbitek, stawał się obojętny, w przekonaniu chłopów nieszkodliwy i nikt doń pretensji nie żywił.” Kossak – Szczucka dodaje, że Petlura oraz agitatorzy z Galicji próbowali rozpalić ogień nienawiści na tle narodowościowym, ale w gruncie rzeczy im się to wtedy nie udało – przynajmniej gdy chodzi o relacje polsko – ukraińskie. Inaczej rzecz się miała z Żydami, o czym za chwilę….
Wiktor Antolewicz Sawczenko w książce „Атаманщина” zwraca uwagę, iż w tym okresie władza komunistów ograniczała się do dużych miast. Starali się oni nadto kontrolować pas przyfrontowy, a także pasy terenu leżące wzdłuż linii kolejowych oraz węzłowe stacje. Natomiast na prowincji rządzili atamani, którzy dysponowali uzbrojonymi formacjami, z których niektóre skupiały po kilka tysięcy ludzi. Oni też jako jedyni cieszyli się jeszcze jako takim autorytetem wśród ludności wiejskiej, która to nieustannie wiecowała. Przy tym, co wyraźnie podkreśla Sawczenko, tocząca się wojna przybrała wówczas charakter etniczny: „Żydzi popierali sowiecką władzę i nowa miejscowa administracja na Ukrainie w 60 – 70% składała się z Żydów (miejscowa młodzież żydowska odznaczała się prawie powszechnym poparciem i sympatiami do bolszewików). Dla przeciętnego ukraińskiego chłopa to Żydzi byli komisarzami, komunistami, członkami komitetów rewolucyjnych, bojcami oddziałów pacyfikacyjnych.” Sawczenko przy okazji zauważa, że w guberni kijowskiej Żydzi stanowili wówczas ok. 12% ogółu ludności (mniej więcej 325 tys. osób), ale w miasteczkach Kijowszczyzny – 40 – 50%. 30% Żydów mieszkało w samym Kijowie. Za to na wsiach Kijowszczyzny stanowili oni ledwie 2 – 3% ludności. Ukraina była przy tym obszarem w pełni „zmilitaryzowanym” – prawie każdy miał broń i przy byle okazji po nią sięgał. Okres anarchii doprowadził natomiast do pojawienia się nieznanego dotąd na Ukrainie czynnika – mianowicie głodu. W efekcie chłopi ukraińscy zaczęli tęsknić do porządków, które panowały przed rewolucją, a nienawiść do bolszewików przybrała u nich charakter w zasadzie powszechny.
Zofia Kossak – Szczucka w swych wspomnieniach zwraca uwagę, iż po dwóch latach anarchii dawało się zauważać „powolne, nikłe z początku, ale coraz wzrastające pragnienie ładu i prawa u chłopów”. W ślad za tym narastało w nich pragnienie powrotu ziemiaństwa – „jako jedynych znanych im przedstawicieli ładu”. Kossak – Szczucka zaraz potem dodaje: „Dopóki bezład pozwalał grabić i wzbogacać się łatwo cudzym, pańskim dobrem, był miły i pożądany. Ale gdy dobra cudzego zabrakło, skończyły się łatwe korzyści, a bezład pozostał, gdy nikt z nich nie był pewien swojego życia i mienia – lepsze, aryjskie cząstki ich psyche podniosły bunt przeciw chaotycznemu zniszczeniu, coraz wyraźniejszym głosem żądając przywrócenia ładu. A na to przyszedł bolszewizm, logiczny wytwór anarchii. Nie mając folwarków i „burżujów” do grabienia, zaczął z bezwzględnością grabić chłopów. Zabierano im konie, krowy, zapasy, niszczono zasiewy. Za opór karano śmiercią. Toteż prędko drapieżna, zacięta, jak żywioł mocna chłopska nienawiść odwróciła się od dotychczasowego swego obiektu: ziemiaństwa, aby w całości skierować się przeciw bolszewikom. Coraz częściej zdarzały się wypadki, że chłopi bronili swych „panów”, coraz częściej wybuchały bunty i powstania, które zresztą bolszewicy szybko i krwawo tłumili. Więc widząc niemożność oswobodzenia się swymi siłami, wieś zaczynała szczerze wzdychać do jakiejś pomocy, która by ją z czerwonego jarzma wyzwoliła.” Nie tylko więc ziemiaństwo, szlachta zaściankowa czy polscy mieszczanienie, nie tylko tzw. „mazurzy”, czyli chłopi narodowości polskiej, ale także chłopi narodowości ukraińskiej wypatrywali wojsk polskich niczym zbawienia. Natomiast niespecjalnie wypatrywali Petlury, który jawił im się jednym ze sprawców tego całego bałaganu. Jeśli gotowi go byli tolerować, czy wręcz popierać, to wyłącznie dlatego, iż stało za nim polskie wojsko, u boku którego atamani i ich podkomendni pragnęli bić bolszewików. W tym miejscu należy przypomnieć, że polski radiowywiad prowadził stały nasłuch bolszewickich radiostacji, a dzięki złamaniu kodów szyfrowych udawało się wszelkie przesyłane tą drogą meldunki i rozkazy odczytywać. Powziąwszy więc z dużym wyprzedzeniem wiedzę, iż bolszewicy przygotowują się do generalnej rozprawy z Polską, zamierzając skoncentrować na kierunku białoruskim silną grupę uderzeniową, Polacy postanowili uprzedzić te działania i wykonać ruch wyprzedzający. Doszedłszy do porozumienia z Petlurą, Józef Piłsudski zdecydował o wykonaniu uderzenia na kierunku ukraińskim z zamiarem zdobycia Kijowa i zbudowania państwa ukraińskiego, które byłoby ściśle związane z Polską. Kluczowym czynnikiem był tu przy tym czas – chodziło o zdążenie ze wszystkim, zanim rozpocznie się spodziewana ofensywa bolszewicka.
Gen. Tadeusz Kutrzeba, podówczas szef sztabu 3 Armii (w stopniu najpierw majora, a następnie podpułkownika), zadania te przedstawił następująco: „Idąc na Ukrainę, mogła Polska włączyć w strefę działań wojennych wielki szmat kraju i duży zasób ludzi broniących «swego» i przez to większy potencjał w wojnie. […] W czasie polskiej okupacji pod osłoną frontu polskiego tworzy się armia ukraińska, która następnie przejmuje na siebie dalszą obronę Ukrainy Prawobrzeżnej, a więc na południe od Prypeci. Wojska polskie zluzowane przez nowo-sformowaną armię ukraińską zostaną przegrupowane na front białoruski do dalszych działań przeciw głównym siłom sowieckim. Do czasu ukończenia kampanii kijowskiej front białoruski pozostaje w obronie.” Armie polskie biorące udział w wyprawie kijowskiej otrzymały więc zadanie dotarcia do granic Pierwszej Rzeczypospolitej (sprzed pierwszego rozbioru), zdobycie Kijowa i uchwycenie w rejonie tegoż przyczółka na lewym brzegu Dniepru. Z kolei zadaniem strony ukraińskiej było sformowanie na wyzwolonym obszarze armii ukraińskiej, zdolnej do podjęcia dalszych działań ofensywnych – na lewym brzegu Dniepru i w kierunku Morza Czarnego. Zluzowane przez oddziały ukraińskie formacje Wojska Polskiego miały tymczasem zostać możliwie jak najprędzej przerzucone na północny odcinek frontu, gdzie – o czym była przed momentem mowa – spodziewano się generalnej ofensywy Armii Czerwonej. Istotną sprawą było też ostatecznie zamknięcie tematu Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Oddziały Ukraińskiej Halickiej Armii po wyparciu ich w czerwcu 1919 roku przez jednostki Wojska Polskiego z terenu Galicji wciąż jeszcze były liczącą się siłą (w dniach 16-17 czerwca 1919 Zbrucz przekroczyło 49.800 żołnierzy z 603 karabinami maszynowymi i 187 działami). Co prawda szeregi UHA trawiły głód i choroby, ale jej potencjału nie wolno było lekceważyć. Pod koniec listopada 1919 roku Ukraińska Halicka Armia podporządkowała się gen. Denikinowi, który stał na czele Sił Zbrojnych Południa Rosji, a na początku lutego 1920 roku przeszła na stronę bolszewików.
Operacja kijowska zaczęła się 25 kwietnia 1920 roku. Na północnym skrzydle nacierała 3 Armia gen. Edwarda Rydza-Śmigłego z zadaniem zdobycia Żytomierza i Korostenia. W centrum natarcie w kierunku na Berdyczów prowadził gen. Antoni Listowski z dowodzoną przez siebie 2 Armią. Lewe skrzydło stanowiła 6 Armia, którą dowodził gen. Wacław Iwaszkiewicz. 26 kwietnia wojska polskie zajęły Żytomierz. Następnego dnia nasze wojska były już w Berdyczowie oraz zajęły ważny węzeł kolejowy Koziatyń. Na prawym skrzydle oddziały 6 Armii generała Iwaszkiewicza opanowały Winnicę, Bar i Żmerynkę.
Dodajmy, że od północy działania naszych wojsk prowadzących natarcie na kierunku ukraińskim wspierała 9 Dywizja Piechoty, która posuwała się wzdłuż Prypeci z zadaniem opanowania Czarnobyla i dotarcia do Dniepru. W tym celu została ona wzmocniona okrętami flotylli rzecznej, które w rejonie ujścia Prypeci stoczyły zwycięską bitwę z okrętami sowieckiej Flotylli Dnieprzańskiej. Do 28 kwietnia nasze wojska osiągnęły linię: Czarnobyl – Koziatyn – Winnica – granica rumuńska. 1 maja nasi żołnierze zdobyli Fastów i znaleźli się u bram Kijowa, który zajęli praktycznie bez walki w dniu 7 maja. W ten sposób wstępny cel wyprawy kijowskiej został osiągnięty – oddziały polskie wyzwoliły pozostające jeszcze we władaniu wojsk bolszewickich części Wołynia i Podola, a także północną i centralną część Ziemi Kijowskiej, zdobyły też Kijów oraz uchwyciły przyczółek na lewym brzegu Dniepru, którego głębokość wynosiła od 15 do 20 km. Teraz decydujące znaczenie miało szybkie zbudowanie armii ukraińskiej, do czego zobowiązał się w zawartej z Polską umowie Semen Petlura… Ale Petlura nie ufał atamanom. Najwyraźniej dążył on do ograniczenia ich roli, przy czym nie dysponował on aparatem państwowym (nie tylko sprawnym, ale jakimkolwiek), który byłby w stanie bez ich udziału przeprowadzić mobilizację oraz zadbać o porządek na tyłach walczących na froncie wojsk.
Gdyby na przełomie kwietnia i maja 1920 roku Petlura podjął energiczne działania w celu zbudowania armii, opierając się w tych swoich działaniach na cieszących się autorytetem wśród lokalnych społeczności atamanach, w lipcu miałby pod swoją komendą potężną armię i – być może – nie musiałby opuszczać terytorium Ukraińskiej Republiki Ludowej, do czego został zmuszony w czerwcu – lipcu 1920 roku.

Syndrom Boga II. Naśladowca Nerona ??

Syndrom Boga II

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-syndrom-boga-ii

Po napisaniu felietonu Syndrom Boga, który ukazał się na początku lutego 2025 roku, nie spodziewałem się, że zajdzie konieczność kontynuowania tego tematu. Wynika ona nie tylko z coraz bardziej zaskakującego zachowania prezydenta Donalda Trumpa, ale przede wszystkim z tego, iż przyjął sposób sprawowania władzy nieadekwatny do dotychczasowych standardów sprawowania urzędu prezydenta USA. 

Jego sposób sprawowania władzy z przykrością odbieram jako despotyczne, nieobliczalne rządy współczesnego cesarza rzymskiego Nerona, a nie jako rządy prezydenta demokratycznego kraju, jakim są Stany Zjednoczone Ameryki.

Naśladowca Nerona

Nerona (Nero Claudius Cesare Augustus Germanista, 37–68 n.e.) znamy głównie z tego, że przypisuje się mu wzniecenie pożaru Rzymu (64 r. n.e.) w akcie szaleństwa. Podczas pożaru, który strawił 10 z 14 dzielnic, krążyły pogłoski, że Neron obserwował zniszczenia, śpiewając i grając na lirze, a winą obarczył chrześcijan, co zapoczątkowało ich prześladowania. Choć początkowo jego rządy były łagodne, zasłynął jako okrutny tyran. Okres jego rządów naznaczony był licznymi morderstwami politycznymi, w tym zabójstwem matki (Agrypiny) i żony (Oktawii), a także wielu senatorów (spisek Pizona). Po wybuchu buntu namiestników prowincji i uznaniu go przez Senat za wroga publicznego, popełnił samobójstwo 9 czerwca 68 r. n.e., wypowiadając słowa: „Jaki artysta ginie we mnie”.

Mesjanizm żydowski o Iranie

W artykule The Messiah Is Coming His Year – And the War Wit Iran Is the Proof (Mesjasz nadchodzi w tym roku – a wojna z Iranem jest dowodem) z dnia 8 marca, Adam Eliyahu Berkowitz, starszy redaktor Israel 365 News, który ukończył studia prawa żydowskiego i otrzymywał święcenia rabiniczne w Izraelu, na podstawie wypowiedzi rabina Mendela Kessina, jednego z najbardziej oryginalnych i najbardziej wnikliwych znawców Tory żyjących dzisiaj, w audycji The Messianic Secret of the Destruction of Iran (Mesjańska tajemnica zniszczenia Iranu) z dnia 6 marca między innymi dowodzi, że wojna z Iranem, którą realizuje prezydent Trump u boku Izraela, nie rozpoczęła się na podstawie planów operacyjnych Pentagonu.

Według rabina Kessina, to, czego świat jest teraz świadkiem, zostało napisane tysiące lat temu jako dosłowne proroctwo. W wykładzie opublikowanym na YouTube Kessin przedstawił zapierające dech w piersiach ramy łączące obecną kampanię amerykańsko-izraelską przeciwko Iranowi z ostatecznym odkupieniem narodu żydowskiego, upadkiem Hamana, rolą Donalda Trumpa jako postaci mesjańskiej i rychłą odbudową – odtworzeniem Trzeciej Świątyni w 2026 roku.

„Armie zła”

„Donald Trump w odczytaniu rabina Kessina jest gilgulem Ezawa – częścią dobra, jak tradycja nazywa teshuvat Eisav. Bóg uratował Trumpa od kuli zabójcy o ćwierć cala. Dlaczego? – zapytał rabin Kessin. – Cóż, teraz widzimy, dlaczego – aby zniszczyć Iran”.

Pozornie nieoczekiwany zwrot Trumpa z wewnętrznej polityki MAGA do agresywnego, niemal wyjątkowego skupienia się na demontażu „najniebezpieczniejszych reżimów na świecie” – wenezuelskiego Maduro schwytanego w bezbłędnej operacji wywiadowczej, wyeliminowanego szefa meksykańskich karteli, a teraz ataku i dekapitacji przywództwa Iranu – nie jest polityczną anomalią. To jest misja. „Szatan umiera” – powiedział rabin Kessin. „Nie ma mocy na dworze, w niebie. W przeciwnym razie, jak można było zobaczyć tak wiele spadających głów armii zła?”.

Chrześcijański syjonizm

Paweł Lisicki w książce Mesjasz i trzecia Świątynia pisze: „…o chrześcijańskim syjonizmie i jego duchowych owocach, a więc o religii ’synów Noego’ – zjawisku praktycznie w Polsce nieznanym. Bez jego poznania nie da się jednak zrozumieć ani polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie, ani, niestety, postępującej degradacji tradycyjnego chrześcijaństwa. Idee, a szczególnie te teologiczne, które są najważniejszym źródłem ludzkiego działania, mają swoje polityczne, praktyczne konsekwencje.

Książka opisuje dwie wielkie siły, które zjednoczyły się w walce o jeden cel, o odbudowę Trzeciej Świątyni w Jerozolimie. Chociaż Chrystus zapowiedział, że świątynia żydowska raz na zawsze pozostanie zburzona, chrześcijańscy syjoniści i żydowscy mesjaniści chcą pospołu wznieść ją od nowa. Gotowi są realizować swój projekt, nawet jeśli doprowadziłoby to do konfliktu globalnego”.

Applebaum przeciwko Trumpowi 

Do realizacji tego projektu, „nawet jeśli doprowadziłoby to do konfliktu globalnego”, prezydent Donald Trump doskonale się nadaje. Z artykułu w „The Atlantic” opublikowanego 18 października 2024 roku autorstwa Anne Applebaum, amerykańskiej dziennikarki, a prywatnie żony polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego Trump Is Speaking Like Hitler, Stalin, and Mussolini dowiadujemy się o inklinacjach politycznych Donalda Trampa. W USA wywołał on falę dyskusji zapoczątkowanych 24 października 2024 roku audycją Trump speaks like Hitler, Stalin, Mussolini, says Pulitzer prize-winning historian (Trump mówi jak Hitler, Stalin, Mussolini, mówi nagrodzona Pulitzerem historyk). Z jej treści dowiadujemy się, że Anne Applebaum dołącza do Chrisa Hayesa, aby udowodnić, że Trump mówił jak dyktatorzy z przeszłości i jest to czymś nowym, groźnym w amerykańskiej polityce. [Też sobie Zinkiewicz autorytet wynalazł… md]

Język Trumpa językiem Hitlera

Audycja Clip: How voters will react to Trump’s escalating rhetoric and fascist accusations (Klip: Jak wyborcy zareagują na eskalującą retorykę Trumpa i faszystowskie oskarżenia) zawiera interesującą dyskusję, w której można dostrzec krytyczną antycypację przyszłych zachowań Donalda Trumpa. Uczestnicząca w dyskusji Kamala Harris (sprawująca wówczas urząd wiceprezydenta USA) nazywa Trumpa faszystą po doniesieniach, że wyraził podziw dla sposobu, w jaki Hitler kierował swoją armią. Najbardziej adekwatną wypowiedzią przystającą do obecnej rzeczywistości w 2026 roku, jest wypowiedź Applebaum (z 2024 roku) na zadane jej pytanie: „Jesteś między innymi badaczką sowieckiego komunizmu i autorytaryzmu. Czym jest faszyzm?” –  odpowiada: „Tak więc faszyzm był ruchem, który powstał w latach trzydziestych i ma – trudno to zdefiniować, ponieważ naprawdę – chodzi bardziej o emocje górujące nad rozsądkiem. Chodzi o stworzenie przywódcy, który mówi, że ucieleśnia wolę ludzi i że jego wola jest silniejsza niż praworządność i silniejsza niż Konstytucja. To typowy ruch – zazwyczaj faszystowscy przywódcy lub przywódcy, którzy stosują faszystowską taktykę, podzielą naród na prawdziwych ludzi i osoby z zewnątrz, imigrantów, no wiesz, obcokrajowców, zdrajców i starają się stworzyć rodzaj kultu nienawiści przeciwko nim, aby zbudować wrażliwość większości.

Jeffrey Goldberg: Prawda. I twierdziliście, że Donald Trump używa faszystowskiego języka do opisania Ameryki? Czy to uczciwa charakterystyka?

– Anne Applebaum: Cóż, używa – jest kilka konkretnych słów, których użył, które nigdy wcześniej nie pojawiły się w polityce USA, przynajmniej nie w polityce prezydenckiej głównego nurtu. Czasami podczas wojen ludzie wymyślają dehumanizujące imiona dla wroga. Ale używając języka, mówił o imigrantach zatruwających krew narodu. To znaczy, to jest… można to znaleźć w przemówieniach Hitlera. Kiedy napisałem ten artykuł, to wszystko, co zrobiłem, to szukanie tych cytatów, wiesz, albo mówi o robactwie. Mówi o radykalnej lewicy, która jest szkodnikiem. I to jest język, który pochodzi z lat trzydziestych. Właściwie to nie tylko Hitler go używał. Mussolini go używał. Stalin go użył. Używała go wschodnioniemiecka Stasi. I to jest część tego rodzaju polityki”[znów: Też sobie Zinkiewicz autorytet wynalazł… md]

O krok od zakłady atomowej 

Dla zrozumienia śmiertelnego zagrożenia spowodowanego przez rządy administracji współczesnego Nerona i jego kamaryli dla chrześcijan, a szczególnie dla katolików, zamieszkałych również w Polsce, koniecznym jest uważne wysłuchanie audycji (z dnia 14 marca br.) na YouTube Religijna wojna XXI wieku. Niesprawiedliwa napaść USA i Izraela. Reasumując: to nie Rosja i Putin stanowi zagrożenie dla współczesnego świata lecz koalicja Epsteina realizująca plan, o którym mowa powyżej.

Prezydent Donald Trump zapowiedział atak na Iran o bezprecedensowej sile rażenia. W tym stanie rzeczy, wiodący rosyjski politolog Dmitrij Jewstafiejew zapytany przez prowadzącego audycję „Полный контакт” na temat możliwości użycia broni nuklearnej przeciwko Iranowi, odpowiada: „Izrael jest w 1/2 kroku od użycia broni nuklearnej, Donald Trump w trakcie, w ciągu najbliższych dni, maksimum tygodni”

Eugeniusz Zinkiewicz

Wojna w Iranie: Genialne „Szachy 5D” czy strategiczna kompromitacja USA?

Wojna w Iranie:

Genialne „Szachy 5D” czy

strategiczna kompromitacja USA?

Paweł Śmietana independenttrader.pl/wojna-w-iranie-genialne-szachy-5d-czy-strategiczna-kompromitacja-usa

Zablokowana Cieśnina Ormuz, pękające łańcuchy dostaw, europejski kryzys energetyczny i widmo powrotu inflacji – to nie są już teoretyczne scenariusze. To brutalna rzeczywistość wywołana wojną w Iranie, gdzie sytuacja wydaje się eskalować z dnia na dzień.

Kiedy Stany Zjednoczone wraz z Izraelem uderzały na Iran, oficjalny przekaz zapowiadał szybki i precyzyjny pokaz siły. Tymczasem dziś jesteśmy świadkami chaosu informacyjnego i wydatków wojennych rzędu miliardów dolarów na zwalczanie tanich dronów przeciwnika. Na asymetryczną odpowiedź Iranu Amerykanie zdają się nie mieć jasno określonej strategii, obnażając swoją decyzyjną bezradność. 

Z drugiej strony możemy spotkać się z odmienną narracją, wedle której USA nie kroczą drogą usłaną strategicznymi porażkami i chaosem decyzyjnym. Według niej obserwujemy cyniczną partię „szachów 5D” rozgrywaną przez administrację Trumpa, w której głównym celem nie jest Iran, a Rosja i Chiny.

Czy zatem to, co obserwujemy ze strony amerykańskiej administracji, jest genialnym blefem, czy też strategiczną głupotą? W tym artykule zestawię obok siebie te dwie narracje, aby zobaczyć, która z nich jest bliżej prawdy i określić, czy dotychczasowy globalny hegemon rzeczywiście ma sytuację pod kontrolą. 

Ameryka traci kontrolę. Fakty dowodzące porażki USA.

Stany Zjednoczone zaangażowały się w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie, która może przerodzić się w pełzający konflikt, czyli coś, czego Donald Trump na pewno chciał uniknąć. Z każdym dniem Biały Dom dostarcza szereg przesłanek, by sądzić, że działa chaotycznie, w nieprzemyślany sposób i po prostu nie potrafi skutecznie zarządzać tą sytuacją. Przyjrzyjmy się więc poszczególnym aspektom tej narracji. 

Uzależnienie od Izraela. Wojna na cudze życzenie?

Dotychczas twierdzenia o wpływie Izraela na politykę zagraniczną USA nie spotykały się z aprobatą szeroko pojętej społeczności amerykańskiej. Jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że optyka uległa zmianie i dziś wielu komentatorów jasno wskazuje na kluczową rolę Tel Awiwu. Można tutaj wymienić chociażby zbrodnie dokonywane w Gazie na ludności cywilnej – wszystko to przy wyraźnej aprobacie USA i wsparciu militarnym. Dziś wojna z Persami po raz kolejny uwypukla tę specyficzną relację, w której to ogon macha psem.

Już w 2020 roku mogliśmy w symboliczny sposób zobaczyć stosunek prezydenta USA do Izraela. Trump osobiście zaprojektował wielki „Klucz do Białego Domu”, a jego pierwszy egzemplarz wręczył w Gabinecie Owalnym właśnie Netanjahu, mówiąc: „To klucz do naszego kraju i naszych serc”. Kilka lat później w grudniu 2025 roku, a więc na 3 miesiące przed wybuchem wojny, podczas przyjęcia hanukowego w Białym Domu, publicysta Mark Levin przedstawił Trumpa jako pierwszego żydowskiego prezydenta. Ten nie oponował, ale z uśmiechem i przy klaszczącej sali stwierdził, że to prawda. 

To oczywiście nie wszystko. Za gestami idą wielkie pieniądze i bezwzględna polityka wpływu.

W tym miejscu należy wspomnieć o AIPAC (American Israel Public Affairs Committee), czyli potężnej grupie lobbingowej, której celem jest de facto zagwarantowanie spójności pomiędzy amerykańską polityką zagraniczną a interesami Izraela. Stworzyli własne komitety polityczne (tzw. Super PACs, np. United Democracy Project), które mogą zbierać i wydawać nielimitowane kwoty od miliarderów i korporacji na kampanie wyborcze. Mówimy tu o dziesiątkach milionów dolarów pompowanych w każdy cykl wyborczy. Efekt jest taki, że jeśli polityk głosuje za wspieraniem militarnym Izraela, to może liczyć na hojne datki ze strony AIPAC. Tym bardziej przed zbliżającymi się w listopadzie wyborami połówkowymi (midterms), żaden amerykański polityk (zarówno demokratyczny, jak i republikański) nie odważy się postawić Tel Awiwowi, który w takim wypadku urządziłby czarną kampanię przeciwko takiemu rebeliantowi.

Przejdźmy więc do analizy wydarzeń ostatnich tygodni. Przede wszystkim Izrael zaatakował dokładnie w momencie, gdy USA negocjowały z Iranem warunki deeskalacji. Teheran był gotowy na ustępstwa, co sprawiło, że Tel Awiw postanowił zadziałać wyprzedzająco i postawić Stany przed faktem dokonanym. Sekretarz Stanu Marco Rubio przyznał przed dziennikarzami, że uderzenie nie wynikało z bezpośredniego zagrożenia dla Ameryki, ale z faktu, że Izrael podjął decyzję wcześniej:  

Wiedzieliśmy, że nastąpi izraelska akcja. Wiedzieliśmy, że to sprowokuje atak na amerykańskie siły i wiedzieliśmy, że jeśli nie uderzymy prewencyjnie, zanim oni [Iran] wyprowadzą te ataki, poniesiemy wyższe straty. 

Jeszcze dosadniej wyraził się Mark Warner, zasiadający w Komisji ds. Wywiadu. Usłyszał na zamkniętym spotkaniu, że Iran stanowił zagrożenie dla Izraela, a nie USA. Zrównanie ze sobą bezpośredniego zagrożenia dla Izraela z bezpośrednim zagrożeniem dla Ameryki określił jako wejście na nieznane terytorium. Określenie „bezpośrednie zagrożenie” pozwala prezydentowi na podjęcie samodzielnej decyzji o ataku bez zgody Kongresu. Izrael nie ma żadnej oficjalnej umowy o wzajemnej obronie z USA, ani nie należy do NATO. Wygląda więc na to, że interes obcego państwa został postawiony na równi z interesem Stanów Zjednoczonych. Jest to wydarzenie bez precedensu i stwarza ryzyko podejmowania przez Trumpa samodzielnych decyzji o ataku i to właśnie Warner określa alarmistycznie jako wejście na „nieznane terytorium”. Dotychczas USA nigdy nie „oddały” swojej armii do dyspozycji obcego kraju, z którym nie ma nawet ścisłego paktu obronnego. 

Izrael w swoich atakach rakietowych poszedł bardzo daleko. Zrzucił bomby na cztery irańskie terminale naftowe wokół Teheranu. Dym zasłonił słońce i doprowadził do opadów kwaśnego deszczu. W sieci krążą również nagrania ukazujące użycie białego fosforu w Libanie – broni chemicznej, powodującej poważne poparzenia. Nawet skrajnie proizraelski senator Lindsey Graham stwierdził, że pewne działania Izraela zaszły za daleko. To pokazuje, jak radykalny w swoim działaniu jest Izrael i jak bardzo zależy mu na maksymalnym zniszczeniu Iranu, co z pewnością nie jest na rękę Stanom, gdyż prowadzi do niekontrolowanej eskalacji, o czym później.

Skoro Stany Zjednoczone walczą w Iranie w interesie innego kraju i nawet szczególnie nie kryją się ze swoją proizraelską postawą, to podstawowe pytanie w tym momencie brzmi: dlaczego to robią?

Odpowiedzią mogą być m.in. ujawnione na przełomie stycznia i lutego akta Epsteina, które wstrząsnęły opinią publiczną, mimo iż część z nich wciąż jest ocenzurowana (ukrycie sprawców) i nieujawniona. Na tej fali rozgorzały dyskusje o powiązaniach Trumpa z Epsteinem. Niewykluczone, że Jeffrey Epstein wspólnie z Ghislaine Maxwell (córką Roberta Maxwella, wieloletniego agenta Mosadu) prowadzili gigantyczną sieć szantażu seksualnego wycelowaną w zachodnie i amerykańskie elity polityczno-finansowe w imieniu państwa Izrael. Bezwarunkowa uległość Administracji USA może po części również wynikać z chęci wyciszenia całego tego zamieszania w zamian za przeprowadzenie ataku na Iran. Na ten moment wydaje się, że temat akt zszedł na drugi plan, co potwierdza zainteresowanie hasłem „Epstein Files” w Google: 

W czasie, gdy Izrael i USA bombardują Iran, pojawiają się informacje o tym, że część nieujawnionych akt jest niszczona. Jednocześnie Donald Trump publicznie wezwał do odrzucenia w nadchodzących wyborach Thomasa Massiego, odpowiedzialnego za proces ujawniania akt. Czy światowy hegemon walczący na zlecenie mniejszego i słabszego państwa, może zostać uznany za kraj zdolny do prowadzenia skutecznej walki o światowy prymat? Nawet pomimo tak rażących zależności od Izraela zręczna kampania informacyjna mogłaby skutecznie je ukryć, sprzedając Amerykanom narrację, w którą by uwierzyli. Czy tak rzeczywiście jest? 

Czytaj dalej: Independent Trader – niezależny portal finansowy

Źródło: Independent Trader Autor: Paweł Śmietana

Złapał Kozak Tatarzyna…

Złapał Kozak Tatarzyna…

marek.w salon24/marek-w/zlapal-kozak-tatarzyna

„Od zawsze” w Pentagonie  Oddział G 3 zajmował się planowaniem i przygotowywaniem przyszłych operacji wojskowych, opierając się na dostępnej informacji oraz przewidując możliwe zagrożenia.

Aktualnie co najmniej od 2 miesięcy Pentagon musiał brać pod uwagę możliwą wojnę z Iranem, w którą Amerykanie zostaną wciągnięci przez Izrael i przygotować się do niej wszechstronnie. Na początek rozpoczęto koncentrację sił morskich i lotniczych oraz wzmocniono OPL [Obrona przeciwlotnicza] wokół baz wojskowych w krajach arabskich, po czym po wielu tygodniach nieudanych negocjacji z władzami Iranu Prezydent Trump rozpoczął „krótką, zwycięską wojenkę”.

Początek był wspaniały, jeszcze nigdy w dziejach wojen z wykorzystaniem lotnictwa atakujące samoloty nie miały tak ogromnej przewagi nad OPL broniącego się państwa. Dość powiedzieć, że w trakcie kilkunastu tys. nalotów irańskie (a ściślej rosyjskie i chińskie) baterie przeciwlotnicze nie zestrzeliły ani jednego wrogiego samolotu. Jeszcze raz- ANI JEDNEGO! Stracono kilka maszyn na skutek „przyjaznego ognia” arabskiego samolotu oraz wypadku lotniczego, ale żadnego od ostrzału przeciwnika. A potem „zaczęły się cuda”- pominę sprawę kiepskiego przygotowania sojuszniczej OPL w krajach arabskich, bo to osobny, ciekawy temat, natomiast zajmę się CIEŚNINĄ ORMUZ, przez którą transportuje się ok. 20% całości wydobywanej na świecie ropy naftowej, a więc wyjątkowo ważnego miejsca dla całej globalnej gospodarki.

Jak już pisałem, zadaniem G 3 jest analiza sytuacji oraz przewidywanych w trakcie operacji zagrożeń i zaplanowanie odpowiednich działań, a przede wszystkim mobilizacja odpowiednich sił dla ich wykonania. Pentagon miał na to co najmniej 2 miesiące, w trakcie których przygotował się do nalotów na Iran, natomiast  najwyraźniej zlekceważył samą Cieśninę,  a konkretnie możliwość jej zablokowania przez Iran, co doprowadziło do wielkiej kompromitacji amerykańskiej armii no i samego Trumpa.

Zablokowanie Ormuzu  spowodowało natychmiastowy gwałtowny skok cen na ropę i gaz, windowanych przez giełdowych spekulantów, co zmusiło Najwspanialszego Prezydenta Ameryki do dość rozpaczliwego szukania pomocy zarówno u uprzednio lekceważonych sojuszników z NATO, jak i u obcych mocarstw, jak Chiny i Indie. Co gorsza, dalszy rozwój operacji nosi wszelkie cechy dość rozpaczliwej improwizacji, jeszcze mocniej pogrążając władze w Białym Domu. Co się tu, do diabła, dzieje?!

Jedna rzecz jest dla mnie absolutnie oczywista –  absolutnie nie wierzę, aby G 3 w Pentagonie tak się zbłaźnił,  nie dostrzegając oczywistych zagrożeń. W końcu amerykańscy generałowie i admirałowie wielokrotnie udowodnili wysokie kompetencje, a wyjątkowe znaczenie Cieśniny jak to się mówi, nawet ślepy by dostrzegł! Ale po kolei : Cieśninę można zablokować na kilka sposobów, po pierwsze zwyczajnie ją minując, zarówno wykorzystując łodzie podwodne, jak i większe motorówki, skoro większe okręty zostały zatopione. Po drugie stosując terrorystyczny ostrzał z irańskiego brzegu rakietami lub dronami bezbronnych tankowców, co Irańczycy robią z wielkim entuzjazmem. Nadal istnieje również zagrożenie ze strony ocalałych łodzi podwodnych, mogących torpedować bardzo łatwe cele. 

Do ochrony przed minami najlepsze są trałowce, jednak tak ciekawie się złożyło, że stacjonująca na miejscu eskadra amerykańskich trałowców  została przerzucona na Morze Czerwone,  gdzie ma pilnować drugiego ważnego szlaku wodnego przed Huti, którzy, o dziwo, nie palą się do kolejnej awantury, widząc zgromadzone siły uderzeniowe. Natomiast innych trałowców jakoś nie ma, pewnie przez roztargnienie…. o wiele groźniejszy jest ostrzał z brzegu, dla jego powstrzymania konieczna jest koncentracja lotnictwa, atakującego wyrzutnie oraz same rakiety i drony jeszcze nad Iranem, jednak na razie lotnictwo ma inne, na pewno ważniejsze zadania.

Ponieważ samo lotnictwo nie wystarczy, konieczny będzie system konwojów osłanianych przez niszczyciele i fregaty, o których też chyba wcześniej zapomniano, a nikt inny nie kwapi się do dostarczenia własnej floty pod uderzenia Iranu w ciasnej cieśninie. Najbardziej radykalnym rozwiązaniem jest wysadzenie desantu na brzeg i odcięcie wojsk irańskich od możliwości ostrzeliwania tankowców, w pierwszym etapie trzeba zająć wyspę Keszm, leżącą w samym gardle Cieśniny, a potem nawet 10 tys. km2 wybrzeża, co oznacza pełno skalowe walki lądowe ze wszystkimi z tym związanymi „przyjemnościami”. Tego jednak na razie Biały Dom nie musi się bać, ponieważ pierwsza elitarna Grupa bojowa Marines dopiero płynie przez Atlantyk, a innych sił nie ma, w tym żadnych sojuszniczych, rwących się do walki z Irańczykami.

Według mnie są tylko dwa wytłumaczenia tak dziwnej delikatnie mówiąc sytuacji. Pierwszym,  iż Pentagon postanowił powtórzyć bardzo ciekawą „operację wewnętrzną”  dla usunięcia mocno nielubianych polityków na rzecz bardziej sensownych. Przypomnę, że działo się to w roku 1980, w trakcie kampanii wyborczej na Prezydenta USA. W Białym Domu zaplanowano akcję odbicia zakładników w Teheranie, ale wojsko dziwnym zbiegiem okoliczności do akcji wysłało morskie śmigłowce bez filtrów piasku nad pustynię, co zakończyło się wielkim skandalem i przegraną Cartera.

Identycznie po 45 latach wpakowano Trumpa i jego radosny Gang Olsena na podobną minę, z zimną krwią oglądając, jak się wywijają niczym goły w pokrzywach :-), bo jest jasne, że cała afera jest dla nich jedną wielką niespodzianką. Z tej pułapki Trump ma szansę wyjść tylko pod warunkiem opanowania wyspy Kharg, będącej centralnym portem eksportu gazu i ropy w Iranie, bo wtedy będzie mógł ją wymienić na odblokowanie Cieśniny Ormuz. Na to jednak trzeba poczekać, aż przypłyną Marines lub przyleci Brygada z 82 Dywizji Spadochronowej, no i Trump będzie musiał podjąć decyzję o desancie ze związanymi z tym ofiarami w ludziach, od czego tak się odżegnywał.

Druga wersja tłumaczenia jest nawet jeszcze ciekawsza, ponieważ  zakłada świadomą akcję Trumpa  w celu czasowego zablokowania Cieśniny. Chodzi przy tym o podniesienie cen ropy i gazu, co da amerykańskim koncernom naftowym dodatkowy, bardzo mile widziany zysk, przy czym szczególnie dotyczy to firm wydobywających paliwa ŁUPKOWE, z samej zasady mające wyższe koszty wydobycia. Jak się spojrzy dokładniej na dotychczasową politykę Trumpa w tej dziedzinie, zaczyna to wyglądać bardziej prawdopodobnie.

Przypomnę bezwzględne wypychanie Rosjan z rynku światowego , szczególnie Europy na rzecz amerykańskich koncernów, przejęcie Wenezueli z jej ogromnymi zapasami czy sam atak na Iran, którego głównym celem może być zdobycie kontroli nad jego eksportem paliw. Wtedy te wszystkie błazenady Trumpa mogą okazać się sprytną „maskirowką” właściwych celów. Jeśli zaś chodzi o gwałtowny wzrost cen na amerykańskich stacjach benzynowych, to Trump i tak ma ostatnią kadencję i  być może mało go obchodzi dalsza polityka, natomiast bardziej konkretne dowody wdzięczności ze strony amerykańskich koncernów dla niego i jego rodziny. A swoją partię MAGA potraktuje identycznie jak Kurdów, Ukraińców, Opozycję Demokratyczną w Wenezueli czy w gruncie rzeczy Putina.

Jak widać, dla odmiany dzisiaj sam dałem się wciągnąć w „spiskową teorię dziejów”, jednak trudno mi uwierzyć w tłumaczenie tak oczywistych spraw samą tradycyjną głupotą trepów i polityków (choć jak zwykle mogę jednak być zbytnim optymistą :-))

Eskalacja na Bliskim Wschodzie: Larry Johnson przewiduje wycofanie się USA z wojny z Iranem

Eskalacja na Bliskim Wschodzie: Larry Johnson przewiduje wycofanie się USA z wojny z Iranem

Były analityk CIA Larry Johnson w swojej niedawnej analizie przedstawił ponury obraz trwającej wojny między USA i Izraelem przeciwko Iranowi (stan na marzec 2026 r.).

Według Johnsona strona amerykańska ponosi ogromne straty – w tym zestrzelenie samolotu-cysterny KC-135 przez siły irańskie lub sojusznicze – podczas gdy Iran utrzymuje strategiczną przewagę pomimo intensywnych bombardowań.

Johnson opisuje Stany Zjednoczone jako „tonącego”, który rozpoczął wojnę, której nie może wygrać. Twierdzi, że Iran przejął kontrolę nad konfliktem, a konsekwencje gospodarcze (ceny ropy naftowej, inflacja, niedobory nawozów) mogą powalić Zachód na kolana szybciej niż środki militarne.

Domniemane zestrzelenie samolotu KC-135: kłamstwo Pentagonu?

Johnson poświęca sporo uwagi katastrofie samolotu KC-135 Stratotanker nad zachodnim Irakiem (marzec 2026 r.).

Oficjalnie amerykańskie wojsko (CENTCOM) określa to jako „katastrofę”, w której zginęło wszystkich sześciu członków załogi. Johnson uważa, że ​​ta relacja jest celowym tuszowaniem.

Samolot leciał na stabilnej wysokości (około 20 000–25 000 stóp) przy dobrej pogodzie – spontaniczne zderzenie z powodu awarii mechanicznej, przesunięcia ładunku lub burzy piaskowej było zatem mało prawdopodobne. Typowe scenariusze katastrof zdarzają się podczas startu lub lądowania, a nie w trakcie lotu.

Zaznacza, że ​​odpowiedzialność za zestrzelenie samolotu wzięła na siebie iracka grupa oporu (iran-nah).

Johnson dostrzega tu pewien schemat: Pentagon celowo minimalizuje liczbę ofiar, aby nie narażać na szwank poparcia społecznego.

Pośrednie dowody wysokich strat dostrzega w raportach ze szpitali wojskowych USA.

4 marca 2026 r . Regionalne Centrum Medyczne Landstuhl (Niemcy) – centralny punkt kontaktowy dla rannych z obszarów objętych kryzysem – zamknęło oddział położniczy, aby skoncentrować się na swoim „podstawowym zadaniu” (rannych w walce).

W tym samym czasie pobliska baza w Kaiserslautern zaapelowała o oddawanie krwi.

Duże autobusy do transportu medycznego zauważono w bazie lotniczej Andrews Air Force Base , przewożące pacjentów do szpitala Walter Reed (Bethesda) .

Wszystko to wskazuje na dużą, ukrytą liczbę ofiar.

Ogromne straty USA: zniszczone bazy, statki i tankowce

Johnson wymienia dalsze niepowodzenia:

  • Agencja Bloomberg podaje, że około połowa irańskich wyrzutni rakietowych jest nienaruszona i trudna do zlokalizowania – ukryta w górach i tunelach.
  • Doniesienia o pożarach na USS Gerald R. Ford i odwrocie USS Abraham Lincoln po starciu z małą irańską łodzią.
  • Zniszczenie co najmniej pięciu tankowców KC-135 na ziemi w bazie Prince Sultan (Arabia Saudyjska) oraz jednego zestrzelonego nad Irakiem – łącznie siedem, co poważnie ogranicza możliwości tankowania w powietrzu.
  • Co najmniej jedna amerykańska baza całkowicie wyczerpała swoje systemy obrony powietrznej – żołnierze nie są teraz chronieni przed dronami i pociskami rakietowymi.

W pierwszych dniach po atakach USA (w tym po zabiciu wysoko postawionych przywódców) Iran systematycznie niszczył instalacje radarowe odpowiedzialne za wczesne ostrzeganie i koordynację .

Bazy w Bahrajnie (5. Flota USA) , Katarze (Al Udeid) , Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich zostały poważnie uszkodzone.

Bahrajn jest praktycznie bezużyteczny, książę Sultan „zdziesiątkowany” .

W rezultacie Izrael jest w dużym stopniu ślepy na nadlatujące rakiety (czas ostrzeżenia wynosi zaledwie 1-2 minuty ).

Przewaga powietrzna USA jest iluzoryczna, gdyż Iran odpowiada na nią mobilnymi systemami, takimi jak rakieta 358 .

Dlaczego inwazja lądowa jest niemożliwa

Johnson uważa, że ​​zapowiadane rozmieszczenie 2500–5000 marines jest bezcelowe i samobójcze.

Takie wojska musiałyby wylądować statkiem – w zasięgu irańskich rakiet i dronów.

Nawet gdyby lądowanie się powiodło, żołnierze byliby narażeni na niebezpieczeństwo – bez bunkrów, z ograniczoną ilością amunicji i problemami z zaopatrzeniem (woda, żywność, amunicja).

Iran jest ogromny; prawdziwa kontrola wymaga 3–4 milionów żołnierzy – ze stratami katastrofalnymi spowodowanymi przez drony, artylerię i piechotę.

Porównuje to do roku 2003 (inwazja na Irak) :

W tym czasie w Kuwejcie/Arabii Saudyjskiej mogło maszerować bez przeszkód 160 000 żołnierzy .

Dziś gromadzenie wojsk (jak ma to miejsce na Ukrainie) to wyrok śmierci za pomocą dronów .

Stary scenariusz ćwiczeń amerykańskich sił specjalnych ( sprzed 16–17 lat ), nad którym nadzór sprawował Johnson, wykazał już:

Inwazja na Iran w celu zniszczenia jego obiektów nuklearnych jest nierealna.

Strategia Iranu: kontrola Cieśniny Ormuz i presja ekonomiczna

Johnson twierdzi, że to Iran dyktuje warunki wojny.

Z powodu częściowego zamknięcia Cieśniny Ormuz (przez nią przepływa jedna trzecia światowej ropy naftowej i nawozów), ceny ropy naftowej rosną (prawie 100 USD/baryłkę ), a ceny oleju napędowego i benzyny gwałtownie rosną (w USA +70 centów/galon w krótkim czasie).

Globalne niedobory nawozów w sezonie siewu na północy doprowadzą do niedoborów żywności i stagflacji w ciągu 6–7 miesięcy .

Iran żąda zniesienia wszystkich sankcji jako ceny za normalizację.

Johnson: Iran doprowadził świat do takiej samej sytuacji, w jakiej znalazł się już wcześniej – ubóstwa i niedostatku.

Korzyści odnieśli sojusznicy tacy jak Rosja i Chiny .

Państwa Zatoki Perskiej ( Arabia Saudyjska, ZEA, Katar ) poczuły się zdradzone przez USA i coraz częściej zwracały się ku Rosji i Chinom.

Nowy lider i opcja nuklearna

Johnson podkreśla rolę nowego prezydenta Iranu, Mostafy Chameneiego (syna Alego Chameneiego).

„Wojownik-prorok”, który walczył w wojnie iracko-irańskiej (od 17. roku życia) – w przeciwieństwie do zachodnich „szczęśliwych synów”.

Jest zdecydowany i szanuje śmierć.

Johnson doradza Iranowi (w analizie teorii gier):

Potajemnie buduj broń jądrową, a potem ją ujawniaj – jak Korea Północna .

Tworzy to efekt odstraszający i zapobiega atakom nuklearnym ze strony Izraela lub USA.

Wniosek: Wojna kończy się z powodu wyczerpania USA.

Konflikt nie zakończy się bombardowaniami USA ( 30 000 celów ), ale paniką gospodarczą i wyczerpaniem.

Iran trzyma USA „za jaja” (cytat Johnsona).

Trump kłamie w sprawie kapitulacji Iranu.

Stany Zjednoczone utraciły kontrolę nad sytuacją i ryzykują geopolitycznym załamaniem na Bliskim Wschodzie.

Analiza Johnsona (opublikowana m.in. na stronie sonar21.com ) jest prowokacyjna i stoi w ostrej sprzeczności z oficjalnymi sprawozdaniami USA.

Odzwierciedla sceptyczne, anty-interwencjonistyczne podejście, które znajduje oddźwięk w mediach alternatywnych.

Wojna trwa nadal ( trzeci tydzień, marzec 2026 r .) i towarzyszą jej ciągłe ataki ze strony Iranu oraz globalne zawirowania gospodarcze.

Jak Iran i Chiny kształtują szachownicę wojny

uncutnews-ch/wie-iran-und-china-das-schachbrett-des-krieges-formen

Jak Iran i Chiny kształtują szachownicę wojny

Dwutorowa odpowiedź Chin na wojnę USA i Izraela z Iranem odzwierciedla szerszą strategię geopolityczną i gospodarczą, rozciągającą się od pola bitwy po globalny system finansowy.

Pepe Escobar

Chiny oficjalnie odpowiadają na wojnę „syndykatu Epsteina” – lub wojnę USA i Izraela – przeciwko Iranowi na dwa równoległe sposoby: za pośrednictwem rzecznika dyplomatycznego i rzecznika wojskowego.

Tłumaczenie: Chiny postrzegają wojnę zarówno jako skrajne napięcie polityczne i dyplomatyczne, jak i zagrożenie militarne.

Rzecznik chińskiego wojska, pułkownik Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ChALW), posługuje się metaforami. Wyraźnie stwierdził, że Stany Zjednoczone są „uzależnione od wojny”, mając zaledwie 250 lat historii i zaledwie 16 lat pokoju.

Jasno przedstawia USA jako globalne zagrożenie. I zagrożenie moralne .

Prezydent Chin Xi Jinping za wszelką cenę chce ustanowić trwałe powiązanie między marksizmem a konfucjanizmem.

Kluczowym wkładem Konfucjusza w myśl polityczną jest precyzyjne posługiwanie się językiem. Tylko ktoś, kto posługuje się precyzyjnymi metaforami i ma moralny autorytet, może rządzić narodem.

Dlatego Chiny starannie opracowują spójną, moralną i etyczną krytykę amerykańskiej wojny wyborczej z Iranem. Podkreślają, że jest to atak ze strony kraju, który utracił swój moralny kompas.

Globalne Południe w pełni rozumie to przesłanie.

Ponadto fakty z pola bitwy pokazują, że Chiny również zmieniły zasady prowadzenia wojny w Iranie.

Irańska sieć jest teraz w pełni zintegrowana z systemem satelitarnym BeiDou. To wyjaśnia, jak Iran może teraz atakować z najwyższą precyzją, ponieważ każdy ruch sojuszu amerykańsko-izraelskiego napotyka chińską barierę technologiczną (ponad 40 satelitów BeiDou na orbicie). Zapewnia to doskonałą celność irańskich pocisków i zwiększoną odporność na zakłócenia.

W ramach 25-letniego, kompleksowego partnerstwa strategicznego Chiny dostarczyły Iranowi również radary dalekiego zasięgu zintegrowane z systemami satelitarnymi. Kluczowym punktem jest znacznie krótszy czas reakcji Iranu w porównaniu z 12-dniową wojną.

Rosja zapewniała Iranowi równoległą pomoc, umożliwiając mu zastosowanie wiedzy zdobytej na Ukrainie w zakresie zachodnich systemów, takich jak Patriot i IRIS-T. Nie chodzi tu tylko o taktykę masowego nasycenia dronami, ale o naukę rosyjskiego sposobu koordynowania rojów dronów z salwami pocisków balistycznych. I to właśnie okazuje się druzgocące w najnowszych fazach operacji True Promise IV.

Gra w Go: Chodzi o Petroyuan

Teraz skupiamy się na kluczowym gambicie Cieśniny Ormuz. Kluczowa kwestia to to, że Iran zezwala na tranzyt tylko tankowcom, których ładunek jest rozliczany w petrojuanach. Żadnych dolarów. Żadnych euro. Tylko juany.

Chiny rozpoczęły demontaż systemu Bretton Woods/petrodolara już w grudniu 2022 r., kiedy Pekin zaprosił petromonarchie Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) do handlu ropą i gazem na Szanghajskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Teraz łączymy to wszystko z chińskim 15. Planem Pięcioletnim, który właśnie został omówiony i zatwierdzony w Pekinie.

Mówi o głębokiej wizji systemowej.

W prawdziwie holistyczny sposób planiści Pekinu ustalili wzrost PKB na poziomie czterech procent; gospodarkę cyfrową na poziomie 12,5 procent PKB; rozwiązania w zakresie zielonej energii na poziomie 25 procent; jakość wód powierzchniowych na poziomie 85 procent; lawinę wysokiej jakości patentów; wszystko to i wiele więcej, na równych zasadach, z ambitnymi celami do osiągnięcia i wiążącymi wskaźnikami do 2030 roku.

Oznacza to, że Chińczycy traktują gospodarkę, bezpieczeństwo energetyczne, ekologię, edukację i opiekę zdrowotną jak organy jednego, zdrowego organizmu. Na przykład, urbanizacja napędza produktywność: wysokie inwestycje w badania i rozwój prowadzą do wzrostu liczby patentów; patenty napędzają gospodarkę cyfrową; a zielone rozwiązania energetyczne napędzają strategiczną niezależność.

Najnowszy plan pięcioletni dobitnie pokazuje, jak skrupulatnie Chiny planują zostać liderem nadchodzącej technologicznej przyszłości. I to wykracza daleko poza rok 2030, aż do połowy stulecia.

Nic dziwnego, że demontaż petrodolara odgrywa kluczową rolę w procesie zmiany obecnego systemu stosunków międzynarodowych. Iran wręcza go teraz Chinom na srebrnej tacy, zastępując petrodolara petrojuanem w najpoważniejszym na świecie wąskim gardle, przez które przepływa 20 procent globalnej ropy naftowej.

Działania Iranu nie mają charakteru militarnego, lecz finansowy i nuklearny . Ułatwia to fakt, że Iran już stanowi wzór dla reszty Globalnego Południa: prawie 90 procent eksportu ropy naftowej z Teheranu jest rozliczane w juanach za pośrednictwem systemu płatności CIPS.

Globalne Południe mogłoby ostatecznie utrwalić ten bardzo prosty model. Teheran nie twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest zablokowana. Jest zablokowana jedynie dla wrogiego syndykatu Epsteina – Stanów Zjednoczonych – i jego wasali opartych na petrodolarze. Szlaki żeglugowe stają się filtrami politycznymi w czasie rzeczywistym.

Podczas gdy Globalne Południe migruje do Petrojuanu, hegemoniczny Petrodolar wymiera od 1974 roku.

Każdy trader na świecie wie teraz, jak działa petrodolar. Po kryzysie naftowym w 1973 roku, w 1974 roku kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) i OPEC uzgodniły, że ropą można handlować wyłącznie w dolarach amerykańskich.

Eksporterzy ropy naftowej są zmuszeni reinwestować swoje zyski w dolarach w obligacje skarbowe i akcje USA. To wzmacnia rolę dolara amerykańskiego jako waluty rezerwowej; finansuje amerykańskie inwestycje technologiczne; finansuje kompleks militarno-przemysłowy i jego „wieczne wojny”; i, co najważniejsze, skutecznie finansuje – niemożliwy do spłacenia – dług USA.

Chiny, Rosja i Iran, jako członkowie BRICS, są na czele działań promujących alternatywne systemy płatności; kluczowym czynnikiem jest tu obejście petrodolara.

Chodzi więc o coś znacznie więcej niż tylko kontrolę nad ropą naftową – rzekome uzasadnienie podejrzanej, nieplanowanej „wycieczki” (terminologia Trumpa) do Iranu.

Z praktycznego punktu widzenia, fakty na miejscu wskazują już na poważną porażkę . Kontratak jest na zupełnie nowym poziomie.

IRGC nazywa się Sun Tzu

Uzbrojenie Cieśniny Ormuz to Sun Tzu, zrewidowane przez irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Zarówno korytarz komunikacyjny – Cieśnina Ormuz – jak i waluta – juan – są teraz bronią imperialnej zagłady. Po co komu w ogóle bomba atomowa?

Stawką jest kontrola nad globalnym systemem finansowym – daleko poza rok 2030, aż do połowy stulecia, a nawet dalej. Jesteśmy świadkami tego, jak Persowie grają w szachy – osiągając w tym mistrzostwo – ale z elementami chińskiej gry Weiqi („Go” po angielsku).

Go jest grą organiczną. Kiedy małe elementy gry łączą się, tworzą kształt i zapewniają długoterminową kontrolę nad całą szachownicą. W naszym przypadku, szachownicą geopolityczną/geoekonomiczną. Chodzi o pozycjonowanie, cierpliwość, gromadzenie przewagi i strategiczne zarządzanie.

Oto „sekret”, dlaczego wojna z Iranem daje teraz Chinom decydujący ruch. Przez lata Pekin cierpliwie kształtował szachownicę: tworząc instytucje wielostronne, odgrywając kluczową rolę w BRICS i SCO, budując Inicjatywę Pasa i Szlaku (BRI), inwestując w alternatywne systemy osadnicze i stosując turbo-dyplomację.

Go jest niezwykle racjonalne. Jeśli odpowiednio ukształtujesz planszę, nie poniesiesz porażki. Gra toczy się sama. Właśnie w tym miejscu teraz jesteśmy. I dlatego imperialny pyskaty gaduła, ze swoimi pochlebcami, pomocnikami i wasalami, jest zdezorientowany i sparaliżowany: uwięziony we własnym bagnie pychy.

Źródło: Jak Iran i Chiny ukształtowały szachownicę wojny

Aktualności: Gnomiada

Gnomiada

Janusz SZPOTAŃSKI  https://literat.ug.edu.pl/szpot/gnomiad.htm

[ok. 1970]

Wstęp

O czym tu dumać na warszawskim bruku,

jak żuk po uszy siedząc w muchotłuku

(patrz: Dostojewski, Biesy, rozdział czwarty)?

 Jakiż tu temat jest dumania warty,

gdy wokół nuda, nędza i głupota,

w których masz reszty dokonać żywota?

Już po raz drugi wchodzę w ten kołowrót

zim i odwilży, napraw i wypaczeń,

znów długie listy pisują Gęgacze,

Czerwoni strasznie srożą się na powrót,

gdy o milimetr choć masz dłuższy jęzor,

zaraz go chlasta nożycami cenzor,

w parnym powietrzu jakiś łomot wisi,

coraz głośniejsi znów się stają Cisi

i będą wsadzać synów pokolenia

do miejsc nie tylko znanych im z imienia.

Może przeżycie jest to nadzwyczajne,

gdy po raz pierwszy wpadniesz w beczkę z łajnem.

Wyszedłszy, będziesz wspominał przez lata,

jakie tam były fetory, miazmata…

Lecz tak wciąż siedzieć w niej po dziurki w nosie —

to by świętemu nawet sprzykrzyło się.

O czym tu dumać? Przed wiekiem w Paryżu

wieszcz nasz pod wpływem psychicznego niżu

uciekał myślą w krainę dzieciństwa.

Ty w swym dzieciństwie same widzisz świństwa —

mordy, grabieże, pożogi i dymy,

to Oświęcimia, to znowu Kołymy.

Jak grób masowy obrzydliwym zielskiem

porasta twoje dzieciństwo anielskie.

A młodość twoja? Nie górna i chmurna,

lecz przede wszystkim ponura i durna.

Jeszcze cię teraz chwytają wymioty,

gdy ZMP-owskie wspominasz bełkoty.

Wysoko świeci stalinowskie słonko,

wciąż na trybunę straszne typy włażą,

z owadzim okiem i pryszczatą twarzą,

krzyczą, byś walczył z kułakiem i stonką.

Wtem cię za serce straszna chwyta trwoga,

bo wiesz, że wyraz twarzy masz nieszczery,

że pod tą maską klasowego wroga

ktoś wnet rozpozna i skopią ci nery.

Więc patrzysz trwożnie, czy czujny towarzysz

nie obserwuje bacznie twojej twarzy.

O czym tu dumać? Czy o dawnym lęku,

dawnej głupocie, dzikiej nudzie biura,

gdy ci na głowę snu spadała chmura?

Ach, te dumania są całkiem bez wdzięku!

A może sławny wspominać Październik,

gdy nas skołował chytry stary piernik,

i jak byliśmy wtedy zachwyceni,

że się coś w Polsce na lepsze odmieni?

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły!

Albowiem w kraju tym zaczarowanym,

gdzie — jak w złej bajce — ludźmi rządzą osły,

jakież tu mogą być właściwie zmiany?

Tu tylko szpiclom coraz większe uszy

rosną, milicji — coraz dłuższe pałki,

i coraz bardziej pustka rośnie w duszy,

i coraz bardziej mózg się staje miałki.

Tu tylko może prosperować gnida,

cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel —

niewielki wybór, jak sami widzicie,

choć niejednemu kuszącym się wyda.

Ach, prawda, można być Gęgaczem jeszcze,

lecz ja w tym gronie nie bardzo się mieszczę.

Gdybym był Gęgacz, Gęgacz, jak się patrzy,

z małpią zręcznością wdrapałbym się na krzyż,

ale pluszowy, bo to ważne przecie

wisieć na krzyżu, który cię nie gniecie.

Z krzyża okrzyki rzucałbym rozpaczy,

tak jak to bywa w zwyczaju Gęgaczy.

Niestety nie mam tych zdolności wcale!

Może winne tu moje nadpsute morale,

może w mózgu mam inne niż Gęgacze zwoje —

nie, ja nie będę gęgał! Dziękuję, postoję!

O, ty mój wieku męski — wieku klęski! Bo czym

właściwie jestem? Jakimś soc-Villonem,

który miewa pomysły całkiem poronione,

podejrzanym facetem, co ku zgubie kroczy.

Wychlana wóda zżera mi wątrobę,

białe myszki niedługo mi przelecą drogę,

lecz nim z ulgą westchniecie, że mnie wreszcie nie ma,

zafunduję wam nowy o Gnomie poemat!

Gnom — to jest właśnie temat moich dumań godny!

Gnom tupiący nogami, to znowu pogodny,

Gnom liczący wytrwale komy i procenty,

Gnom swą misją dziejową ogromnie przejęty,

Gnom — gospodarz wspaniały, Gnom — narodu ociec,

Gnom — mąż stanu, Gnom — mędrzec, trudno zresztą dociec

ogromu zasług tego niezwykłego męża,

którego nawet czasu ząb nie nadweręża!

Spójrz na władców dzisiejszych. Cóż to za miernoty!

W powieści łotrzykowskiej każdy ma prototyp.

Wszystko to typy wzięte z komedii dell’arte:

bufon, szarlatan, nędznik — poezji nie warte!

Ale gdybyś zapragnął w symbolu genialnym

zawrzeć naszego państwa absurd monstrualny

z jego przytłaczającym jednostkę ogromem,

to czym by musiał symbol ten być? Tylko Gnomem!

Lewy Sztos – przyjaciel dam [- i dzieci…]

Janusz Szpotański – z poematu „Bania w Paryżu„. [pisana w latach 1974–1979]

[Całość jest tu: https://literat.ug.edu.pl/szpot/bania.htm ]

Właśnie przyjęcie jest w salonie

duchesse de Guise de domo Cohn.

Co czwartek w doborowym gronie

zbiera się tutaj tout le monde.

Księżna de Guise, jak głosi fama,

jest wielce postępowa dama.

To gwiazda Woman Liberation,

jej hasłem: zmienić mężczyzn w gejsze,

największe zasię jej marzenie:

płci obu zrównać przyrodzenie

do tego stopnia, żeby książę

także zachodzić musiał w ciążę.

Nie jest to żadną fanaberią,

rzecz brana jest niezwykle serio,

z teoretyczną podbudową,

słowem — ostatnie wiedzy słowo,

gdyż księżna — daję słowo wam —

jest mózg najtęższy pośród dam,

po prostu istny Marks w spódnicy

w przebraniu salonowej lwicy.

Zanim wyłuszczę jej ideę,

która otchłanną głębią zieje,

tudzież opowiem bliżej o niej,

powiem, kto bywa w jej salonie

i jakie znakomite głowy

uczone toczą tu rozmowy.

Nie chcąc używać słów nadmiaru,

to tylko wam po prostu powiem,

że wszystko to, czym słynie Paryż,

hołd składa naszej białogłowie.

Jour fixe u księżnej to wprost zjazd

najznakomitszych w świecie gwiazd,

co intelektu światłem płoną.

Bywa więc u niej Sartre z Simoną,

Merleau-Ponty i Jean Genet

z lewicą homoseksualną.

Bywał profesor też Marcuse,

lecz po aferze z CIA

musiał z salonu wynieść się

wśród strasznych wrzasków i oburzeń.

Co czwartek tutaj Derrida

na zwłokę o różnicę gra,

natchniony prorok Bendit Cohn

kapitalizmu wieści zgon,

co wszystkich wprawia w podniecenie

(grupa „Tel Quel” i grupa „Rouge”

nie mogą się doczekać już,

więc denerwują się szalenie).

Gdy nagle hukną detonacje

lub seria kul nad głową śwista,

to znak, że przyszedł na kolację

Carlos — genialny terrorysta.

Wyliczać można by bez końca…

Lecz wśród tych znakomitych gwiazd

trzy najwspanialsze błyszczą słońca,

przyćmiewające innych blask.

Pierwsze z tych słońc to Francji chluba —

wielki filozof Levy-Stoss **.

Niczym epoki naszej tuba

brzmi w świecie ważki jego głos.

To najsłynniejszy z wszystkich Levy,

bo przy nim taki Strauss czy Brühl

po prostu gówniarz jest i szczyl,

który niczego zgoła nie wie

o głębiach bytu i poznania.

Ach, jemu nawet i sam Sartre

czyszczenia butów nie jest wart!

Heidegger przy nim — kpina! Husserl

jest równy bzykającej musze!

Arystoteles razem wzięty

z Platonem, Kantem, Heglem, Millem

ledwie dorasta mu do pięty —

śmieszny karzełek, ot i tyle!

Wobec Ludzkości i Historii

największą jest zasługą Stossa,

że Logosowi utarł nosa

w Ogólnej Bytu swej Teorii.

Stoss, bezlitosny wróg rozumu,

w wielkiej pogardzie miał myślenie,

uważał je za przesąd tłumu,

przy tym trywialny nieskończenie.

Pomysł, że myśl się styka z Bytem

jest kretynizmu istnym szczytem!

I konsekwentnie, krok po kroku,

dowiódł w analiz swoich toku,

że owo osławione ratio

bezczelną jest mistyfikacją,

a zaciemnianie słowa sensem

niewiarygodnym wprost nonsensem.

Logiki prokrustowe łoże,

gdzie torturuje się przesłanki,

w wyniku tylko przynieść może

unicestwienie Bytu tkanki.

Nic w tym dziwnego, gdyż cogito

jest instrumentem troglodytów!

Dotychczasowa filozofia —

trzeba postawić jasno sprawę —

nie mogła wniknąć w sedno Bytu,

gdyż sfałszowano jej podstawę

i popełniono Bytu zdradę,

Logos mu dając na Zasadę.

Nim świt zabłysnął nowej ery,

przez długich lat dwadzieścia cztery

w dymie tysięcy papierosów

łysy, bezzębny, zezowaty

siedział śmiertelny wróg Logosu,

pisząc mordercze swe traktaty.

Brzytwą swojego intelektu,

jak nędzny plik makulatury,

rozdzierał system po systemie

z głośnym okrzykiem: „Cóż za bzdury!”

Rechotał dziko przy Platonie,

przy Kancie wprost ze śmiechu pękał,

a gdy się zabrał do Husserla,

to mu wypadła sztuczna szczęka.

Z jednego tylko filozofa

Levy się nie śmiał i nie szydził,

gdyż z wszystkich rzeczy tego świata

jego najbardziej nienawidził.

Jego to portret miał nad biurkiem,

lecz zawieszony niewysoko,

by rzucić w niego mógł okurkiem

lub mu ze złości napluć w oko.

Był to Kartezjusz — niegodziwiec,

co chciał istnienie z Myśli wywieść —

ledwie widoczny, bo plwociny

pokryły prawie całe płótno,

więc widać było tylko bródkę

i jedno z ócz, patrzące smutno.

Patrząc na portret Kartezjusza,

Levy straszliwie się rozjuszał

i syczał mściwie: „Jezuito!

Już ja ci zniszczę to cogito!

Rozdepczę je jak wstrętną żabę!

O, znam ja strony twoje słabe

i unicestwię jednym ciosem

nędzne cogito wraz z Logosem!

Tu milkł i długo zbierał ślinę,

po czym posyłał mu pacynę.

Po latach tytanicznych zmagań

z obmierzłą Myśli kreaturą

błysnęło w dali nikłe światło

i Levy poczuł, że jest górą.

Robiąc na przemian epoche

ze swoim słynnym voilà,

osiągnął wreszcie Wesenschau,

tak jasny jak dwa razy dwa.

Zrozumiał nagle mianowicie,

że musi być gdzieś dziura w Bycie,

i to nie na obrzeżach — skądże! —

ale w samego Bytu jądrze.

Już jego kuzyn — Levinas

podobne kiedyś miał pomysły,

lecz że miał umysł niezbyt ścisły,

sądził, że w Bycie są szczeliny.

Powstała też straszliwa wiedza,

że Byt się zgęszcza i rozrzedza,

że mogą być u-bytki w Bycie —

kompletny chaos, jak widzicie.

Tymczasem w Bycie zieje Dziura.

Tej Dziury taka jest natura,

że dąży ona do Zatkania.

Tu antynomia się wyłania:

bo kiedy Dziurę Byt zatyka,

część Bytu przez to w Dziurze znika,

powstaje stąd u-bytek w Bycie

i nowa Dziura się odsłania —

w ontologicznej swej istocie

Dziura jest więc nie-do-zatkania.

Nie-do-zatkanie-w-bycie-dziury

( die Seins-Loch-Un-zu-Stopfenheit)

przesądza zatem o tym z góry,

że Byt Nie-do-byt w sobie ma

i pełne Bytem nasycenie

to ściętej głowy jest marzenie!

Z tego wiecznego nie-do-sytu

rodzi się więc Tragedia Bytu.

Ma to brzemienne konsekwencje,

gdyż Byt sprzecznością rozdzierany,

pełną uzyskać chcąc esencję,

popada w znane febris Bytu

i w nie-do-spełnień drży gorączce.

Tak zatem w chorobliwe drżączce

nie-do-syt dąży do prze-sytu.

Taka jest Bytu dialektyka,

że znieść nie mogąc Dziury-w-sobie,

Byt dąży do zniesienia siebie,

w wiecznej gorączce i chorobie

jak gdyby istność swoją grzebie,

ontycznie tęskniąc do umiaru,

faktycznie zmierza do pożaru.

Tu Levy zawył aż z zachwytu

nad swym odkryciem: pożar Bytu!

Długo się nie mógł uspokoić

po swoim owym voilà!

Jak błędny chodził po pokoju,

to znów w bezruchu smętnym trwał.

Na stertę zapisanych kartek

spoglądał niewidzącym wzrokiem…

Nagle przypomniał sobie: czwartek!

U księżnej jour! I szybkiem krokiem

ruszył, by zdążyć na kolację.

(Że się tak śpieszył do kolacji,

trzeba mu przyznać wiele racji,

bo na kolacjach księstwa Guise

jak w niebie czuł się smaku zmysł.)

Nie było mu jednakże dane

sycić się boskich dań rozkoszą,

gdyż — jak wiadomo — niezbadane

zazwyczaj są zrządzenia losu.

Kiedy pojawił się w salonie

pośród od dawna znanych twarzy,

witany gromkim „aa!” chóralnym,

dziwny wypadek się wydarzył.

Oto blondyna bardzo piękna,

ledwie skończyły się wiwaty,

spytała głośno swej sąsiadki:

„ Kim jest ten łysek zezowaty?”

Była to Bonja oczywiście

i, prawdę mówiąc, nieźle wlana,

gdyż strasznie nudząc się w salonie,

wtrąbiła butle dwie szampana.

Nie była wtedy jeszcze damą

i mało znała się na szyku,

toteż zebrane tutaj sławy

brała za starych, nudnych pryków.

Teraz, zgorszone widząc miny

i oczy księżnej pełne gniewu,

chciała już rzucić w odpowiedzi:

„Ach, dajcie spokój! Ja olewam!”

Że się nie zrobił wielki skandal

wskutek strasznego Bonjy faux pas,

to dzięki temu, że Simona

pod stołem jej wsunęła kopa.

„Niech pani zmilczy! — zasyczała —

To Francji chluba jest i chwała:

wielki filozof Levy-Stoss!”

A Bonja znów na cały głos:

„Jeden sztos więcej, jeden mniej!”

O, Boże, chciej wybaczyć jej!

Zresztą w kompletnym była błędzie,

bowiem zrządzeniem dziwnym losu

Levy niezdolny był do sztosów.

Intelekt siadł mu na popędzie,

całkiem przydusił mu libido,

lecz — żeby całą prawdę rzec —

chociaż mu brakło męskich zalet,

baby marzyły mu się stale.

Szczególnie, ach!, blondyna rosła,

która by — z dupą jak wierzeje —

przed sobą cyc ogromny niosła

jak średnia dynia, gdy dojrzeje!

Śnił taką niezliczone noce,

a rankiem własne klął niemoce,

wiedząc, że gdy się do niej zbliży,

piekielna zdolność analizy

znów spowoduje wielki kryzys.

Z tych zbliżeń wciąż miał taki zysk,

że rozsierdzone brakiem bóstwo

raz po raz mu dawało w pysk

za mimowolne to oszustwo.

W końcu pomyślał: „Absurd dziki!

Stale spuchnięte mam pół twarzy!

Trzeba się wyrzec głupich marzeń

i wrócić do metafizyki!”

Lecz teraz, kiedy w nagłej ciszy,

jaką wywołał Bonjy nietakt,

zobaczył ją, znów nieodparcie

go pociągnęła ta kobieta.

Przez profesorskie roztargnienie

biorąc chwilowe podniecenie

za przejaw prostej męskiej siły,

zbliżył się do niej z galanterią

i, chcąc dowcipny być i miły,

rzekł do niej, nadrabiając gestem:

„Pani pozwoli, Stossem jestem!”

Bonja, choć tęgo miała w czubie,

pojęła, że zrobiła faux pas,

nie chcąc więc zrażać sobie chłopa,

rzekła z prostotą: „Tak, to lubię!

Bądź pan tak dobry, filozofie,

i usiądź przy mnie tu, na sofie!”

Zadała tym niezłego szyku.

Kiedy szła z Levym do mieszkania,

mówiła czule: „Ty karliku,

odwiedzić mi cię skromność wzbrania,

lecz trudno, pójdę, gdy dasz słowo,

że mnie nie będziesz napastował!”

W mieszkaniu zaś — sromotna klapa.

Stoss, chcąc odsunąć bólu chwilę,

zdejmuje termos włoski z półki:

że niby będzie parzył kawę,

do kuchni idzie żreć pigułki.

Parzenie ciągnie się bez granic.

Stoss, czując, że to wszystko na nic,

na rozpaczliwy pomysł wpada,

że może zdoła ją zagadać.

Już przeszło dwie godziny Levy

z zapałem o Husserlu gada,

a Bonja czuje, jak powoli

w sen nieuchronnie się zapada.

Dotąd puszczała mimo uszu

wszystkie retencje i protencje,

czekając niecierpliwie, kiedy

Levy okaże swą potencję.

Oszołomiona wciąż płynącą

rzeką terminów i cytatów,

myślała potem, pośród ziewań:

„On chyba jakiś kołowaty!”

Wreszcie straciła już nadzieję —

za oknem wstawał świt szarawy.

„Ach! — wzdycha Bonja — żeby chociaż

ten stary pierdziel dał mi kawy!”

Stoss dawno skończył już z Husserlem

i, rozwijając ogon pawi,

właśnie o wielkim swym odkryciu

już prawie śpiącej Bonjy prawi.

Teraz w niezwykłym podnieceniu,

ze sztucznej szczęki strasznym zgrzytem,

mówi, jak rozum starł na miazgę

i jak rozprawił się z cogitem:

„A zatem na Logosu miejsce,

jak pani myśli, co postawię?” —

zapytał nagle z wielką werwą,

a ona, myśląc wciąż o kawie,

odrzekła sennym głosem: „Termos”.

Spiritus spirat ubi vult!

A Newtonowi również jabłko

spadło na nos wskutek przypadku —

tak samo Bonja mimowiednie

odkrycie to zrobiwszy przednie,

zapadła w sen. Tymczasem Levy,

zamknięty w swoim gabinecie,

o bożym zapomniawszy świecie,

tworzy w natchnieniu. Niczym fryga

pióro wciąż po papierze śmiga,

olbrzymie rosną stosy kartek.

Minął już piątek i sobota,

niedziela, mija znowu czwartek;

nawet nie myśli o kolacji,

porwany wirem dysertacji.

Po dniach i nocach trzystu sześciu

dzieło gotowe jest nareszcie:

w trzech częściach traktat nad traktaty,

który otworzył oczy światu

i starł na proszek mnóstwo bredni,

jakie powstały były przed nim,

Théorie generale de l’Être

— tak się to wielkie dzieło zwie.

La trahison de l’Être — część pierwsza,

La tyrannie de Logos — druga,

i wreszcie trzecia — L’Être sauvé

(w połowie Bonjy jest zasługą).

Część pierwsza dzieła mówi o tym,

jak popełniono zdradę Bytu,

piętnuje całę tę hołotę

Platonów, Kantów, Demokrytów,

Spinozów, Heglów et cetera,

przy czym największe cięgi zbiera

łotr nienawistny z małą bródką.

Część druga zdrady owej skutkom

jest całkowicie poświęcona

i opisuje z wielką maestrią,

jak srodze Byt torturowany

męczy się, dręczy, prawie kona

w dybach Logosu. Tych dwóch ksiąg

problematyki wielki krąg

czytelnik już pobieżnie poznał,

bom nieudolnie streścił je.

Ale część trzecia — L’Être sauvé!

Doprawdy ją porównać można

tylko do czynu Heraklesa,

co urwał łeb lerneńskiej hydrze!

Gdy się zdawało, że z Logosu

szponów już Bytu nic nie wydrze,

zjawia się Levy — wybawiciel

ze swoim: veni, vidi, vici!

Na tym polega wielkość Stossa

i intelektu jego głębia,

że nawet fakt pozornie błahy

zaraz mu w system się zazębia.

Więc kiedy Bonja, przez pustotę,

wyrzekła wyraz dość banalny,

natychmiast rzeczy w tym istotę

zwietrzył Levy’ego mózg genialny,

pojmując w jedno okamgnienie,

w czym leży Bytu ocalenie.

Zwykły śmiertelnik, słysząc „termos”,

ma skojarzenia nieciekawe

i wyobraża sobie wówczas

albo herbatę, albo kawę.

W okolicznościach wyjątkowych,

gdy w upał tęskni do ochłody,

może zamarzyć mu się nagle

piknik nad rzeczką, termos, lody…

Natomiast Levy, słysząc „termos”,

usłyszał to na grecki sposób:

nie „termos”, ale „Thermos” właśnie —

antagonista, wróg Logosu.

I zaraz mu się stało jasne,

co było ciemne do tej pory:

Byt trzeba termometryzować,

Byt gorączkuje, Byt jest chory!

Że taka jest istota sprawy,

wskazują wszystkie wszak objawy.

Czymże są te w pieczarze cienie,

jeśli nie Bytu majaczeniem?

Także kantowska Ding an sich

jest niewątpliwie jednym z nich.

A Hegla Duch, który w gorączce

wciąż miota się i przeobraża,

czyż nie przyświeca Bytu drżączce

w choroby rozmaitych fazach?

Podoba się czy nie podoba,

substancją Bytu jest choroba,

atakująca jądro Dziury

przez stały wzrost temperatury.

I tutaj się wyłania oto

fundamentalne zagadnienie:

co jest choroby tej istotą

i jakie jest jej pochodzenie?

Bo nie ulega żadnej kwestii,

że bez tych rzeczy dwóch poznania

nie da wysunąć się sugestii

w sprawie dalszego rokowania,

a przecież nie da się zaprzeczyć,

że filozofii dziś zadaniem

nie jest jałowe poznawanie —

Byt trzeba przede wszystkim leczyć!

Żeby postawić móc diagnozę

Stoss, za przykładem Heideggera,

aż do korzeni mowy sięga

i śmiało w trzewia jej się wdziera.

Czym bowiem jest w istocie mowa?

Jest-li trywialną sztuką słowa

lub ordynarną gramatyką?

Nie! Ona jest gęstwiną dziką,

prastarą, nieprzebytą puszczą,

źródlistym źródłem wszelkich źródeł,

gdzie archetypy czyste pluszczą,

uzusu nie skalane brudem.

Misterium jest mistycznym mowa,

nie sztuką, ale magią słowa,

albowiem słowa są wyrazy

wyrażające pra-obrazy,

w których pra-dźwiękach i pra-rdzeniach

kryją się nasze przeznaczenia.

Mówię na przykład: „Niech pan siada!”

W „siadaniu” kryje się „za-sada”,

a dalej idąc po tym śladzie:

„za-sadzać”, czyli „sadzić w sadzie”.

I kiedy z zewnątrz on przychodzi,

a ja za-sadzam go w fotelu,

tak jak za-sadziłbym w ogrodzie

ziarnko rzodkiewki albo chmielu,

to czekam, aby za-sadzony

wydał ze siebie mowy plony.

Uproszczonymi mówiąc słowy:

niezwykłe jest bogactwo mowy!

Zaledwie wdarł się w mowy gęstwę

Stoss i rozejrzał się wokoło,

wnet dostrzegł obraz adekwatny:

gorączkę mieć — płonące czoło.

To mu podsunął język sam

idiomem swym: l’Être tout en flamme.

A płonąć — czyli stać w płomieniach —

to są symptomy zapalenia:

Inflammation de trou en l’Être

— tak się choroba Bytu zwie!

Skąd się choroba Bytu wzięła

i jakie jest jej pochodzenie,

paragraf szósty trzeciej księgi

daje nam pełne wyjaśnienie.

Jest to zarazem, moim zdaniem,

metody Stossa punkt szczytowy,

nikomu bowiem rozwiązanie

takie nie przyszłoby do głowy.

Badając „oczywistą” tezę,

iż Byt z Nicości się wyłonił,

Stoss w tym creatio ex nihilo

niezwykłe rzeczy nam odsłonił,

dowodząc jasno i niezbicie,

jak dynamiczne jest nie-bycie.

Ustalił bowiem w analizie,

że nim nastąpił akt kreacji,

Nicość się znajdowała w stanie

nieustającej fermentacji.

Bulgocząc w swoim wnętrzu ciągle,

wydmuchiwała quasi-bąble

i w stałym bąbli tych wydmuchu

przypominała durszlak w ruchu

(od niemieckiego das Durch-schlagen).

I tutaj wprost niezmierną wagę

rewelacyjne ma odkrycie,

że tak, jak dziury zieją w Bycie,

tak tkwią w Nicości Bytu zadry,

przeszkadzające nicościować.

Nicość więc także nie jest ciągła,

ale pozwala się stopniować.

Między Nicością oraz Bytem

takie jest prawo zależności:

Nicość jest negatywem Bytu,

Byt pozytywem jest Nicości

(w heglowskim można dodać duchu:

jest to zależność w ciągłym ruchu).

Z heterogennych przeto szczątków,

które w ontosach tkwią odmiennych,

choroba bierze swój początek

i swój charakter termogenny,

albowiem szczątków tych istnienie

wytwarza groźne zapalenie,

które ontosów jedność zmienia

w swoje wzajemne zaprzeczenia.

Owa infekcja pre-ontyczna,

nim Byt z Nicością powstał jeszcze,

czyhała w Jenseits-Sein-und-Nichts,

by je pochwycić w straszne kleszcze

i ich ontyczne za-istnienie

straszliwym spaczyć zakażeniem.

Konkluzja z tego się wyłania:

Byt jest spaczony od zarania,

skazany na niepełne bycie,

nim jeszcze był z nicości wyciekł.

Stąd płyną jego też cierpienia,

że zamiast ciągłym być z natury

wskutek strasznego zakażenia

wytwarzać musi w sobie Dziury.

I cierpi przy tym (ach, na pewno!)

nie tylko ciało dziurawione,

lecz również dusza, skargą rzewną

wybuchająca z Bytu łona!

Gdyż w niej to właśnie, czyniąc szkody,

zalągł się straszny Wrzód nad Wrzody,

cuchnąca ropą narośl Bytu,

która nazywa się cogito!

Tu z lekka się zadumał Levy,

czy nie przesadził w słusznym gniewie,

budując taką metaforę,

by napiętnować Bytu zmorę.

Ale, u licha! Skąd skrupuły?

Skąd to dążenie do ścisłości?

Czyżby, doprawdy, stał się czuły

na tę najbardziej z wszystkich kości

kość zgraną? Na ten liczman głupi,

który Heidegger już utrupił?

Czyżby mu nagle z głowy wyszło,

że najmniej ścisła jest wszak ścisłość,

gdyż wskutek niej do sprawy wnika

odrażająca rzecz — logika!

Przeraził się: „Przez głupią wadę

popełniłbym Thermosu zdradę!

Za dużo myślę” — przetarł oczy

i wtedy Kartezjusza zoczył.

Tak jak — dostrzegłszy w makaronie

glizdy pełznące nader czelnie —

zamierasz zrazu z przerażenia,

a potem krzyczysz: „Kelner! Kelner!”,

tak Levy, wzrok utkwiwszy w portret,

przez chwilę nie mógł dobyć głosu,

po czym rozryczał się tak strasznie,

że oddać tego wprost nie sposób.

„Ty małpo! — ryczał — Ty kretynie!

Metafizyki ty wywłoko!

Ty chciałeś mi podłożyć świnię,

wlepiając we mnie mętne oko!

Lecz dowiedz się, brodata kozo,

że gardzę nędzną twą hipnozą,

bom już na takie wspiął się szczyty,

że nie zagrozisz nawet mi ty!

Przejrzałem niecne twe intencje,

ty obrzydliwy hipokryto,

i znam zbrodnicze twoje cele:

tobie się marzy sekcja Bytu!

Gdy Byt cierpiący jest i chory,

ty — zamiast spieszyć mu na pomoc —

cynicznie czekasz jego zgonu,

aby go ująć w suche wzory!

We wnętrzu trupa to grzebanie

to według ciebie szczyt poznania!?

Głupcze, nie widzisz, że już mgiełką

od dawno zaszło mędrca szkiełko?

Że kucające ponad miedzą

baby o Bycie więcej wiedzą,

niż rozgadana ta ferajna

od Kopernika po Einsteina?

Lecz biada ci! Niedoczekanie!

Bytowi krzywda się nie stanie!

Ja, Levy, zaraz Byt ocalę

przez to, że go kompletnie spalę!”

Tu wściekłym ruchem, zerwał portret

i z hukiem nim o ziemię cisnął,

po czym z mściwością wręcz okrutną

zaczął nogami deptać płótno,

lecz na plwocinie się poślizgnął.

Z okładem z gulardowej wody

włożonym na rozbitą głowę

w skupieniu ciągnie Stoss wywody

swojej koncepcji epokowej.

Cytuję dzieła zakończenie:

„W czym leży Bytu ocalenie?

Z dotychczasowej analizy

wynika nieodparcie oto,

że Bytu permanentny kryzys

związany z jego jest istotą.

Byt chce być ciągły, a ma dziury,

niepewny przeto swej natury

gorączką chorobliwą płonie,

chcąc spalić dziurę w swoim łonie,

albowiem nie wie, że ta rana

w jego pro-jekcie jest zadana,

zaś jego sam w Nicości po-byt

z góry skazany na nie-do-byt.

Choć słuszna Bytu jest tendencja,

aby pożarem w Dziurze płonąć,

niesłuszna jednak jest intencja,

gdyż Byt fałszywą ma świadomość,

a przez to jego cel finalny

jest całkowicie nierealny.

Jak się to nader często zdarza,

Byt potrzebuje więc lekarza,

który dokona rozpoznania

Bytu jednostki chorobowej

i przez terapię adekwatną

przywróci mu nareszcie zdrowie.

To pierwsze mamy już za sobą.

Teraz zajmijmy się chorobą.

Zrazu stwierdzimy z przerażeniem,

że na nic wszelkie tu leczenie,

na nic wysiłek cerebralny —

Byt chory jest nieuleczalnie,

gdyż jest przyczyną w nim pożaru

straszny defectus essentiarum,

inaczej mówiąc: błąd w poczęciu.

Na tym logicznym przesunięciu

dotychczasowa filozofia

się notorycznie potykała,

waląc bezsilnie o mur głową.

Ja, przebadawszy rzecz na nowo,

oświadczam, że nie widzę racji

ofiarą być ekwiwokacji.

Bo przecież nie da się zaprzeczyć,

że Byt, nie pożar mamy leczyć!

A jeśli leczyć Byt, to może

właśnie uleczyć go przez pożar?

Tak! Bowiem pożar nieświadomą

samego Bytu jest obroną.

Lekarza zatem jest zadaniem

stałe pożaru podsycanie,

by punkt osiągnął ekstremalny,

w pożar zmieniając się totalny,

to tylko bowiem Byt ocali,

jeśli się sam doszczętnie spali.

Doszczętnie, a więc razem z drzazgą,

co drażni się z Nicości miazgą,

a razem spłoną też sprzeczności

wzajemne Bytu i Nicości.

I niechaj wtedy mędrzec który

wskaże mi w Bycie jakieś dziury!

To niemożliwe! Bo jednością

stanie się wtedy Byt z Nicością.

Zniknie negatyw i pozytyw,

skoczy się wszelkie zaprzeczanie

i tak jak Feniks, tak z popiołów

Bytu na nowo Byt powstanie!

Cudowny, boski! Bez cogito,

owej narośli jadowitej,

oparty już nie na Logosie,

ale na sobie sam i przy tym,

tak szczelnie wypełniony Bytem,

tak do-bytowo od-bytowy,

że gdy pomyśleć tylko o tym,

zawrotu można dostać głowy!”

Finis coronat opus!

Ale na tym się rzecz nie kończy wcale

i słyszę już, jak różne panie

trafne zadają mi pytanie,

co przez ten czas robiła Bonja,

gdy Stoss ku końcu dzieła zdążał?

Jak wiemy, Bonję zmogła senność,

zapadła więc w nicości ciemność,

gdzie sen ją dopadł tajemniczy,

to pełen grozy, to słodyczy,

albowiem w snu owego kole

różne jawiły się symbole.

Długo trzymała go w sekrecie,

ale że snu dziwnego kolce

utkwiły w duszy jej, po latach

zwierzyła się zeń pewnej Polce,

którą spotkała na jour fix’ie.

Ta go spisała bardzo wiernie,

że zaś ciekawy jest niezmiernie,

więc go zamieszczam w apendyksie.

Przyjechał tu profiesor w swaty, chotia jewrej, choroszyj parień, czełowiek umnyj i bogatyj, no fiksa ma na punkcie baryń.

Janusz Szpotański, Caryca i zwierciadło, wyjątki

[—-]

Ech, job jewo, płaz bez znaczenia!

Bo wszystko się na dobre zmienia

i oto nagle Tricky Dicky,

potężny władca Ameryki,

który pół świata ma u stóp,

po pocałunkach w Waszyngtonie

miłością dziką do mnie płonie

i zaraz chciałby zawrzeć ślub!

Przyjechał tu profiesor w swaty,

chotia jewrej, choroszyj parień,

czełowiek umnyj i bogatyj,

no fiksa ma na punkcie baryń.

Zachodzim w um z Podgornym Kolą

i trudno się nadziwić nam,

czto ciągnie go do naszych dam,

przecież to barachło i chłam!

Możet tam oni takie wolą?

Da, czełowiek eto zagadka!

Profiesor mówił umno, gładko

i mnie łogiczno wywiódł tak,

że dołżen dojść do skutku brak!

Bo choć zamieszki są w Senacie

o jakiś skandał w Watergacie,

że założyli gdzieś podsłuchy,

a wyszły z nich śmierdzące dmuchy

(nie tak kak u nas; ja słuszaju

dokładnie, co się dzieje w kraju),

no Dick i ichnie KGB,

FBI — znaczyt, stłumią je!

„Ach, profiesor — ja mu przerwała —

pal sześć tę waszą Amerikę!

Ty opowiadaj mi o Dickie.

Kak ja go dawno nie widziała!

Czto on diełajet, Dick moj miłyj?

Ach, mów, bo żdat’ już nie mam siły!”

Naliwaj stakan! Po bierieg!

Nie wodka! Koniak! Extra sec!