Czy w podziemiach pod Azovstal koło Mariupola „kryją się przed wojną” cywile, kobiety i dzieci. I oficerowie NATO. I dlaczego.

Mirosław Dakowski, 24 kwietnia 2022

Azovstal jest to ogromny kompleks przemysłowy, sfera hut, fabryki stali i wyrobów ze stali typu wojskowego, która mieści się poza Mariupolem. Jest tu podobieństwo do położenia Nowej Huty – poza Krakowem. Oczywiście Azovstal jest wielokrotnie większy od budowanych w latach 50 hut, nazwanych potem Nową Hutą, ale zasady planowania i budowy całości są podobne. Od wielu lat sam Azovstal jest własnością prywatną; formalnie można znaleźć że jest to firma międzynarodowa z siedzibą w Holandii, ale w rzeczywistości, według wiarygodnych plotek, jest to własność oligarchy – przepraszam, ale wczesnego bękarta któregoś z poprzednich prezydentów Ukrainy. [mail: Rinat Achmetow; obiecuje, że  odbuduje na swój koszt cały Mariampol (bo taka jest stara nazwa tego miasta), ma poza tym fabryki i kopalnie w Donbasie. Syn Kuczmy]

Ponieważ same huty i stalownie planowane i budowane „za sojuza” fabryki w Azovstalu pracują, tj. pracowały dla wojska, to wczasach [uzasadnionej] obawy przed atakami jądrowymi, pod całym Azovstal i okolicą zaplanowano i zbudowano sieć, podobno sześciu kondygnacji pancernych bunkrów połączonych korytarzami w ten sposób, że w razie przerwania kontaktu z powierzchnią ziemi, na przykład po ataku jądrowym możliwe byłoby utrzymanie tam przy życiu i zdolności bojowej wielu tysięcy żołnierzy. Liczba ta szacowana jest na ponad 30000 ludzi. Są tam oczywiście również szpitale, kuchnie, ogromne zapasy nie tylko różnych rodzajów paliwa, ale również ogromne ilości jedzenia, woda dostarczana z studni głębinowych. Natomiast kłopot jest z dostarczaniem czystego powietrza; przewidziane również w swoim czasie [później unowocześnione] filtry powietrza wychodzą, część z nich daleko poza samym obszarem Azovstalu tak, by można było uzyskiwać czyste powietrze do przeżycia tych dziesiątków tysięcy ludzi.

Porównajmy: Nowa Huta była zbudowana na – wcześniej budowanych bunkrach atomowych. Były i są dalej połączone między sobą ogromną ilością korytarzy i tuneli. Prawdą opowieści robotników pracujących w Nowej Hucie, że gdy weszli do takich podziemi w jakiejś dzielnicy Nowej Huty, to po paru godzinach mogli wyjść i wychodzili w zupełnie innej dzielnicy. Te dane [sprawdzałem ostatnio] przez kręgi związane z Gazetą Wyborczą są ignorowane, a nawet obśmiewane [czemu?? ], jednak rzeczywiste świadectwa ludzi są nie do podważenia. Kto obecnie ma plany podziemnych bunkrów i tuneli pod Nową Hutą, nie wiem. Na pewno mają jakieś organizacje wojskowe.

Kto ma plany bunkrów podziemi i wszelkich połączeń pod miasteczkiem fabryk, głównie wojskowych, zwanym Azovstal, też nie wiemy, ale z całą pewnością takie plany, czy też te, według których było to budowane czy później rozbudowywane, musiały być w rękach oficerów GRU. Przy rozpadzie Związku Sowieckiego w 1989 ta część GRU, która pozostawała na terenach Rosji, z całą pewnością takie plany miała.

Mówię to w związku z tym, że obecnie siły pułków Azow [to są te pułki które zostały przez wiele państw uznane za grupy terrorystyczne, zwane przez świadomych a nieżyczliwych „bojówkarzami”, OUN itp] , które okupują podziemia Azovstalu, otóż grupy te mają połączenia ze światem zewnętrznym przy pomocy nie tylko internetu, telewizji, ale również zespołu podziemnych tuneli. Wychodzą one, ukryte, w różnych miejscach czy to pól czy lasków wokół Mariupola, a także w samym Mariupolu. Dlaczego tylko część z tych tuneli jest znana atakującym siłom rosyjskim nie wiem, ale z całą pewnością jest potwierdzone, że na niektóre wyjścia z tych tuneli atakujący, to znaczy strona rosyjska natykali się przypadkowo. Nie mogli tam wejść, więc pompowali wodę by, jak sądzili, zalać podziemia. Podobno również rzucano tam gaz usypiający czy jakiś inny gaz działający na organizm ludzki, ale skończyło się to niepowodzeniem, ponieważ od wewnątrz zamknięto pancerne bramy tego właśnie tunelu do bunkrów i dalej ani woda ani te gazy dalej się do środka nie przedostały. [Por. filmik na końcu]

Jest dla nas zagadką, dlaczego te plany, które z całą pewnością ma GRU w Rosji nie są używane do na przykład masowego wejścia wszystkimi wejściami do tuneli równocześnie lub do puszczenia wszystkimi tymi wyjściami do środka jakiegoś materiału szkodzącego, na przykład właśnie wody czy gazu usypiającego. Bunkry to nie są tak zwane „schrony przeciwatomowe”, oczywiście i rolę one miały pełnić, ale z całą pewnością oparły się również potwornym wielotonowym bombom burzącym, np. FAB3000 [projektowane jeszcze w latach 30-tych zeszłego wieku, ulepszane i zbudowane ok 1950-go], które zostały spuszczone na przypuszczalne miejsca znajdowania się tych bunkrów przez lotnictwo rosyjskie w ostatnich tygodniach. Wojskowi rosyjscy martwią się, że nie mieli samolotów zdolnych do transportu bomb FAB 9000. Brrr…

Muszę dodać, że według oficerów, którzy znali te plany, że same bunkry są „dowcipnie” umieszczone, na przykład pod jakimś budynkiem wiejskim albo pod przedszkolem, żeby wiadomo było że uderzenie bomby w takie przedszkole – no to z przyczyn humanitarnych jest właściwie wykluczone czy ciężko uzasadnialne.

Przejdźmy do aktualnej sytuacji bojowej wokół Azovstal-i. W tych wielopiętrowych bunkrach i podziemiach pod miasteczkiem przemysłowym podobno kryje się rzędu 1000 bojowników z pułków Azow i „doradców”. Otoczeni przez wojska rosyjskie z wszystkich stron, jedyny kontakt ze światem zewnętrznym mają może przez jakieś pozostawione jeszcze tajne tunele, ale jest to wątpliwe. Natomiast komunikują się swobodnie przy pomocy internetu [Jak to możliwe???]. Dlaczego strona rosyjska nie spowodowała totalnego zagłuszania tych jednostek bojowych w Azovstali, nie rozumiemy.

Parę dni temu pełniący obowiązki ich dowódcy w dramatycznym wystąpieniu zażądał od prezydenta Ukrainy Żełenskiego natychmiastowej interwencji, pomocy wojskowej. Żełenski odpowiedział w telewizji i radio, że wojska ukraińskie są w minimalnej odległości 120 km od Azovstali, więc interweniować nie mogą i nie będą mogły. Cała przestrzeń powietrzna wschodnich obszarów Ukrainy jest jednoznacznie pod kontrolą sił rosyjskich, więc jakiekolwiek desanty czy zrzucanie broni czy żywności są też wykluczone.

Putin, chyba jako rzecznik sztabu generalnego armii rosyjskiej, parę dni temu powtórzył włożony w jego usta rozkaz sztabu, by wstrzymać operację bojowe przeciwko resztkom pułków Azow, ale w ten sposób, by jak się wyraził i mucha stamtąd swobodnie nie odleciała. Trochę zapewne przesadził, bo pojedynczy żołnierze przez któryś z tych nierozpoznanych jeszcze tuneli wyjściowych uciekali, ale zostali złapani. Wszyscy???

Natomiast od paru dni tak przy pomocy ulotek, jak i przy pomocy radia czy też megafonów, siły przebywające w bunkrach pod Azovstal są informowane, że mogą spokojnie wyjść, będą mieli zachowane życie, jeśli wyjdą z białą szmatą czyli poddadzą się. Ponieważ dowodzący tymi siłami Azow powtarza dramatyczne wołanie, że mogą się utrzymać najwyżej parę dni, to cóż prostszego byłoby dać kije z białymi szmatami, na początek wszystkim cywilom, kobietom czy dzieciom, żeby ci cywile mogli wyjść [jeśli oni tam rzeczywiście są, to do podziemi zostali zabrani].

Боевики «Азова» опубликовали видео с женщинами и детьми.

Fakt że od kilku dni nie wypuszczono żadnych cywilów, płaczących kobiet z dziećmi przy piersi, spod ziemi, spod gruzu fabryk, świadczy, że ci cywile, te kobiety są tam przetrzymywani jako zakładnicy.

Według danych wywiadów w pułapce pod Azovstalą znajduje się również co najmniej kilkudziesięciu oficerów państw zachodnich, NATO, przypuszczalnie również oficerów polskich, którzy przedtem doradzali w wojnie przeciwko Rosji. Dla państw NATO to byłoby z kolei kompromitujące, gdyby ci oficerowie dostali się jako jeńcy w ręce armii rosyjskiej. Musieliby wtedy zeznawać o swoich zupełnie przecież nielegalnych działaniach w wojnie na Ukrainie. Czy zostaną oni tam wymordowani, jako kompromitujący, a jako katów ogłosi się wojska rosyjskie?

A ruskom na wymianę się też przydadzą, nie tylko do zeznań…

Spośród tych około 1000 bojowników czy żołnierzy ukraińskich, prywatnych pułków Azow i podobnych ugrupowań, fanatykami, którzy wolą tam zginąć, niż iść w niewolę do Rosjan, jest zapewne tylko kilku, może najwyżej kilkunastu dowódców. Cała reszta tych nieszczęsnych chłopców jest więc również zakładnikami jakiejś obłędnej ideologii. Oczekujemy z niepokojem jak ta sytuacja zostanie w najbliższych dniach rozwiązana, bo nie widać, najprawdopodobniej nie ma możliwości, żeby obecna sytuacja trwała dłużej niż kilka dni.

======================

mail:

Kompleks Azovstal 160 hektarów, ale 24 km obwodu. Miasto pod miastem; sześć poziomów, dawny schron przeciwatomowy dla 40 000 ludzi. Modyfikowany od 2014 przez speców z NATO. Własna komunikacja podziemna itd .

Tu jedno z wejść do tego schronu . Salute .

https://www.bitchute.com/embed/5HHBa0XJZJg1/?feature=oembed#?secret=QvLC3FGnOT

Tu dodatkowo:

https://www.youtube.com/watch?v=_2fZz2KqO18&t=117s

Боевики «Азова» опубликовали видео с женщинами и детьми.

Боевики «Азова» опубликовали видео с женщинами и детьми, фактически подтвердив, что блокируют их выход из подвалов «Азовстали»

Вчера, 16:24 https://topwar.ru/195388-boeviki-azova-opublikovali-video-s-zhenschinami-i-detmi-fakticheski-podtverdiv-chto-blokirujut-ih-vyhod-iz-podvalov-azovstali.html

Боевики «Азова» опубликовали видео с женщинами и детьми, фактически подтвердив, что блокируют их выход из подвалов «Азовстали»

Представители неонацистского полка «Азов» (*экстремистская группировка запрещенная в России) публикуют видео с откровенным пропагандистским налётом. На видео показано, как несколько человек в военной форме с нашивками «Азова»*, спускаются в подвал, причём один из этих лиц демонстративно на камеру заявляет, что «немного детям еды привезли». При этом видно, что с собой эти люди несут синий пакет, но содержимое его на камеру не демонстрируется. Лишь тот, кто снимает, говорит следующее:

Трошки привезли вам сладости. Трошки пособирали.
Далее начинается, собственно говоря, та работа, ради которой сюжет и был затеян. Людям задают вопрос о том, где они находятся, какое сегодня число и в течение какого времени они в этом подвале находятся.

Опрошенные женщины и дети говорят о том, что находятся они на комбинате «Азовсталь» в Мариуполе, что еды и воды практически не осталось, что праздником для них является возможность пить горячий чай. И практически каждый из опрошенных говорит о необходимости предоставить «гуманитарный коридор». Причём говорят о коридоре для вывоза во Львов.

Если эти женщины и дети действительно находятся в бомбоубежище «Азовстали», то, исходя из видео, боевики «Азова» либо сознательно не сообщают им о том, что ежедневно с 14:00 до 16:00 открываются те самые гуманитарные коридоры, о которых они просят. Мало того, в любой момент из «Азовстали», как прекрасно известно теперь уже всему миру, можно выйти, подняв над собой белую ткань, определив тем самым свои намерения. Либо находящиеся в бомбоубежище прекрасно знают о такой возможности, но ими как живыми щитом продолжают пользоваться боевики «Азова». Есть ещё и третий вариант – когда многие из этих людей, зная о гуманитарных коридорах, просто боятся выйти наружу, так как от «защитников», которые приносят «трошки сладостей» можно ожидать и пули в спину, которую потом попытаются выдать за «военное преступление» бойцов ДНР или ВС РФ.

Как бы там ни было, но факт очевиден: «Азов» сам расписывается в том, что держит людей в заложниках, зная о предоставлении возможности выхода с территории комбината «Азовсталь». И это типичная террористическая деятельность, которую можно сколько угодно пытаться скрывать благими намерениями. Основная задача – выйти самим. Женщины и дети – как предмет откровенно грязного торга.

Мало того, это видео ставит и ряд вопросов: например, вопрос о том, если боевики приносят продукты гражданским лицам на «Азовстали», то почему несколько часов назад замкомандира экстремистского формирования С.Паламар в эфире британского канала (утверждал, что ведёт запись с мариупольского комбината) заявлял, что с мирными гражданами на «Азовстали» у него нет связи и он не знает, сколько людей находится в бомбоубежище?

Ещё вопрос о горящем ярком свете в подвалах, о заряженных телефонах как заявлено, «Азовстали» – при учёте того, что большинство кварталов Мариуполя обесточены. Опять же – если есть электричество и связь, то почему Паламар заявлял об отсутствии у него связи с гражданскими на территории предприятия?

https://youtube.com/watch?v=OMnccOGuWv0%3Ffeature%3Doembed

Jawa i mrzonki. Porzućcie marzenia

Stanisław Michalkiewicz https://nczas.com/2022/04/23/jawa-i-mrzonki-porzuccie-marzenia/

Wojna na Ukrainie trwa już ponad miesiąc, a ani rozstrzygnięcia, ani końca nie widać. Trudno się temu dziwić w sytuacji, gdy na Ukrainie Rosja prowadzi wojnę z NATO. Wprawdzie NATO nie jest bezpośrednio zaangażowane w operacje wojskowe, ale, pod pretekstem samoobrony, dostarcza Ukrainie broń, amunicję i inne materiały wojenne za darmo, więc nie można tego nazwać zwyczajnym handlem.

Tylko do 27 lutego USA, Wielka Brytania, Kanada, Francja, Niemcy, Polska Belgia, Czechy, Holandia, Grecja, Litwa, Łotwa, Estonia, Portugalia, Rumunia, Słowacja, dostarczyły tam różnego rodzaju broń ogromnej wartości. Tylko USA do 27 lutego przekazały Ukrainie broń za prawie 3 miliardy dolarów, a przecież to był dopiero początek. Polska, przez którą przechodzi większość tych dostaw, zachowuje się wzorowo, bo – jak zauważył rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych pan Łukasz Jasina – „jesteśmy tutaj sługami narodu ukraińskiego, jego próśb”. Ta deklaracja była niewątpliwie szczera, toteż nic dziwnego, że władze ukraińskie zachowują się wobec opieszałych państw NATO mocarstwowo, zapewne w przekonaniu, że tak będzie również po wojnie, a może nawet zawsze? Być może właśnie dlatego została tam przyjęta jeszcze w lipcu ubiegłego roku ustawa o „rdzennej ludności Ukrainy”, która co prawda – jak się wydaje – dotyczy przede wszystkim Krymu, ale można też będzie interpretować ją szerzej – jak zajdzie taka potrzeba.

Na razie jednak wojna trwa, więc mamy trzy możliwości.

Pierwsza – że Ukraina tę wojnę wygra. Za wygranie uważam wyparcie Rosji ze wszystkich części państwa ukraińskiego, łącznie z Krymem. W takiej sytuacji Ukraina stałaby się niewątpliwie rodzajem regionalnego mocarstwa tym bardziej, że niezależnie od wyniku wojny, napłyną tam kolejne miliardy nie tylko na armię, ale również – na odbudowę ze zniszczeń. Czy w tych kosztach partycypowałaby również Rosja? Prawdopodobnie, gdyby jej klęska była spektakularna, czego wykluczyć przecież nie można, zwłaszcza opierając się na komunikatach ukraińskiego Sztabu Generalnego czy wywiadu.

Druga możliwość jest taka, że Ukraina tej wojny nie wygra, ale też nie przegra. Wtedy Rosja zajmie wschodnią, uprzemysłowioną część Ukrainy, odetnie ją od Morza Czarnego, pozostawiając w gestii ukraińskich władz słabiej uprzemysłowioną część zachodnią – dlatego w takim przypadku nie można mówić o wojnie przegranej przez Ukrainę. Z polskiego punktu widzenia ta możliwość wydaje się najbardziej korzystna, bo nadal mielibyśmy na wschodzie niepodległą Ukrainę, w dodatku – trwale skonfliktowaną z Rosją – ale nie mocarstwową.

Wreszcie możliwość trzecia – że Ukraina tę wojnę przegra, to znaczy – Rosja zmusi ją do kapitulacji, to znaczy – zainstaluje tam „bratni” rząd i zawrze z nim układ o przyjaźni – jak ze zbuntowanymi republikami: doniecką i Ługańską. Najbardziej prawdopodobna wydaje się dziś możliwość druga, bo – jak pokazuje sytuacja na froncie – Rosja uzyskanie lądowego korytarza do Krymu ma już w zasięgu ręki, podobnie jak odcięcie Ukrainy od wybrzeża czarnomorskiego. W tej sytuacji to Rosja jest zainteresowana w jak najszybszym zakończeniu działań wojennych i zawarciu z Ukrainą pokoju, a przynajmniej rozejmu, w którym Ukraina tę zmianę swoich granic przyjęłaby do wiadomości, nawet bez formalnego uznania.

Musimy bowiem pamiętać, że i Rosja nie może zbytnio przeciągać struny, bo przecież na Ukrainie wojuje z NATO – co prawda do ostatniego Ukraińca, niemniej jednak. Doświadczenia II wojny światowej, w której starła się „rasa”, „masa” i „kasa” pokazują, że rozsądek nakazuje, by z „kasą” się liczyć.

Porzućcie marzenia

Wspominam o tym wszystkim dlatego, że wojna na Ukrainie rozpaliła wyobraźnię wielu polskich patriotów do tego stopnia, że własne marzenia zaczynają brać za rzeczywistość. Czy naprawdę, czy tylko w nadziei, że w ten sposób przypodobają się Naczelnikowi Państwa, który w nagrodę hojnie ich wyfutruje za pośrednictwem spółek Skarbu Państwa – o to mniejsza – chociaż wykluczyć tego nie można, choćby z powodu, że ma on skłonności do – jak to nazwał Aleksander Smolar na etapie, gdy panu red. Michnikowi wywietrzał już z głowy entuzjazm do prezydenta Lecha Kaczyńskiego – „postjagiellońskich mrzonek”. Te „mrzonki” polegają na przekonywaniu, że Rosję, która jest „niepoprawna, trzeba „zniszczyć”, a wtedy, w wytworzonej w ten sposób politycznej próżni, powstanie organizm przypominający Rzeczpospolitą Obojga Narodów, oczywiście z Polską, jako jej politycznym kierownikiem.

Jest to wizja wprawdzie piękna, ale chyba zbyt piękna, by była prawdziwa. Rzecz w tym, że od czasów mocarstwowej Rzeczypospolitej, we Wschodniej Europie trochę się zmieniło. W XIX wieku zaczęły kształtować się tam nacjonalizmy: ukraiński, litewski i nieco później – białoruski – które powstawały w opozycji do polskości – i tak już zostało. Czy tak zostało z powodu podjudzania tych nacjonalizmów przez Niemcy i Rosję w celu szachowania Polski, czy też złożyły się na to również antypolskie antagonizmy na tle socjalnym, o to mniejsza, bo ważniejsze jest to, że ani Ukraina, ani Białoruś, ani nawet Litwa nie chcą nawet słyszeć o poddaniu się polskiemu kierownictwu politycznemu.

Jeśli już widzą jakąś wspólnotę z Polską, to raczej na zasadzie sformułowanej właśnie przez rzecznika MSZ w Warszawie pana Jasinę, który – chociaż został za to ofuknięty – może mieć więcej oleju w głowie niż Naczelnik Państwa, a w każdym razie – więcej poczucia rzeczywistości. Warto w tym miejscu przypomnieć, że „postjagiellońskim mrzonkom” prezydenta Lecha Kaczyńskiego położył kres prezydent USA Barack Obama, dokonując 17 września 2009 roku słynnego „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, którego politycznym owocem było proklamowane 20 listopada  2010 w Lizbonie „strategiczne partnerstwo NATO-Rosja”, będące najważniejszym postanowieniem „porządku lizbońskiego”, którego kamieniem węgielnym był podział Europy w strefę niemiecką i strefę rosyjską, prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow. I chociaż pod koniec 2013 roku prezydent Obama wysadził ten porządek w powietrze, z czego natychmiast skorzystała Rosja, by oskubać Ukrainę, to z „postjagiellońskich mrzonek” naszych Umiłowanych Przywódców pozostały jedynie kabotyńskie, lizusowskie okrzyki, jakie wydawali na kijowskim „majdanie” pod adresem Ukraińców.

Teraz było podobnie: „koncepcję” Naczelnika Państwa, by pod pretekstem uzbrojonej po zęby „misji pokojowej” NATO na Ukrainie wciągnąć Sojusz Atlantycki w „niszczenie Rosji”, zlikwidował prezydent Biden po wysłuchaniu opinii państw poważnych, a prezydent Zełeński, najwyraźniej przez kogoś oświecony, też się od „koncepcji” zdystansował się udając, że jej „nie rozumie”, chociaż zrozumiał w lot, a prawdziwe powody wyjaśnił już w następnym zdaniu: „Na szczęście albo niestety, to jest nasz kraj, a ja jestem prezydentem, więc to my będziemy decydowali, czy będą tu inne siły”.

On najwidoczniej też uważa, podobnie jak pan rzecznik MSZ Jasina, że Polska, jeśli już, to co najwyżej może być „sługą narodu ukraińskiego” oczywiście pojmowanego według kryteriów przewidzianych w ustawie „o rdzennej ludności Ukrainy”. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że znaczna część narodu ukraińskiego już przeniosła się do Polski, która właśnie służy mu, jak tylko może, poczytując to sobie za cnotę. Czy ten kubeł zimnej wody na Naczelnika podziałał – nie można wykluczyć, bo zaraz po fiasku „koncepcji” proklamował powrót do rozdziobywania katastrofy smoleńskiej. Przy jej pomocy „zniszczyć Rosji” się jednak nie da, ale oczywiście zaprzyjaźnione media będą nadal opływały w dostatki.

Nasz wybór

W tej sytuacji Polska ma dwa wyjścia: albo pozostać w Unii Europejskiej, to znaczy – pożegnać się już nawet nie z „postjagiellońskimi mrzonkami”, ale nawet z mrzonkami o niepodległości i zgodzić się na status niemieckiego landu w IV Rzeszy, albo podjąć próbę przyłączenia się do Stanów Zjednoczonych, jako kolejny stan tego państwa. To co prawda oznaczałoby również konieczność rezygnacji z mrzonek o niepodległości, ale – jak w swoim czasie mówił mi Guy Sorman – porównywać można tylko możliwości istniejące z istniejącymi. Zatem tak naprawdę stoimy przed alternatywą – czy zostać niemieckim landem, czy stanem USA. Jaka jest nasza sytuacja jako niemieckiego landu – to już mniej więcej wiemy na podstawie doświadczeń dotychczasowych – a ona może tylko się pogarszać w miarę, jak w Unii Europejskiej będzie narastał socjalizm, a presja na promocję sodomczyków i ekologizmu będzie narastała do poziomu paranoi.

Stany Zjednoczone od pewnego czasu pod tym względem lepiej nie wyglądają, ale tam pozycja prezydenta Bidena i Partii Komunis…, to znaczy pardon – oczywiście Partii Demokratycznej, nie jest taka znowu silna, by to się nie mogło zmienić, a ponadto – w odróżnieniu od Unii Europejskiej, panuje tam większy pluralizm prawny. Na przykład, mimo że w USA panuje zakaz poligamii, senat stanu Utah zdecydował, że w tym stanie nie jest ona przestępstwem, tylko wykroczeniem, za które grozi symboliczna grzywna, a jest to zaledwie wstęp do całkowitej legalizacji wielożeństwa. Zatem, chociaż administracja prezydenta Józia Bidena forsuje wszystkie możliwe zboczenia, być może udałoby się uchronić Polskę jako jeden ze stanów USA przed tą plagą?

Wprawdzie Polska leży daleko od Ameryki Północnej, ale Hawaje też leżą ponad 3500 kilometrów od zachodniego wybrzeża, czyli w odległości mniej więcej takiej jak Portugalia od Polski, więc niekoniecznie musiałoby to być przeszkodą tym bardziej, że Izrael, który wprawdzie formalnie nie jest stanem USA, przecież wywiera na politykę tego państwa znacznie większy wpływ niż np. Arizona, a leży od Ameryki jeszcze dalej. Odległość, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, nie powinna być problemem, zatem zajmijmy się potencjalnymi korzyściami takiej zmiany.

Co prawda musielibyśmy pożegnać się z mrzonkami o niepodległości, ale w Unii Europejskiej nie mamy żadnej innej alternatywy, co zostało postanowione w traktacie z Maastricht, który wszedł w życie w 1993 roku. W tej sytuacji opowieści o „Europie Ojczyzn”, to kolejna mrzonka, jeszcze większa od tych „postjagiellońskich”. Szkoda każdego słowa. Gdyby tedy Polska została kolejnym stanem USA, to nie musielibyśmy z trwogą i niepewnością myśleć o art. 5 traktatu waszyngtońskiego, bo on nie miałby tu nic do rzeczy, zaś ewentualny atak Rosji na Polskę byłby już uderzeniem na Stany Zjednoczone. Jak pamiętamy, nigdy nic takiego się nie zdarzyło, bo zgodnie z doktryną elastycznego reagowania i Rosja i USA konfrontują się ze sobą bezpośrednio, ale na przedpolach, np. na Ukrainie. W tej sytuacji Ameryka przestałaby promować w Polsce narwańców, na czym nasza scena polityczna mogłaby tylko skorzystać. Nie musielibyśmy też kombinować, za co uzbroić dodatkowe 200 tys. żołnierzy, o których chcemy powiększyć naszą niezwyciężoną armię, bo zatroszczyłyby się o to Stany Zjednoczone, nawet bez specjalnych próśb z naszej strony. Zresztą skoro już teraz pan prezydent Duda mówi o kilkunastu, a w porywie serca gorejącego – nawet o kilkudziesięciu tysiącach żołnierzy amerykańskich w Polsce, to gdyby było ich 300 tysięcy, wielkiej różnicy by nie było tym bardziej, że i tak i tak podlegaliby oni rozkazom z Waszyngtonu, natomiast rozkazom Warszawy mogłaby podlegać obrona terytorialna – jak w USA gwardia narodowa.

Po drugie jako stan USA musielibyśmy wystąpić z Unii Europejskiej, za co prawdopodobnie nie spotkałyby nas żadne konsekwencje, przynajmniej dopóty, dopóki wojska amerykańskie stacjonują w Niemczech. Nie byłoby łamania sobie głowy, czy przystępować, czy nie przystępować do unii walutowej, bo walutą naszą stałby się dolar. Nie muszę dodawać, że moglibyśmy w jednej chwili plunąć na wszystkie „wyroki” TSUE i nie przejmować się karami, jakie na nas nakłada, bo Ameryka zaraz pokazałaby mu ruski miesiąc. Niewiarygodne, ale dzięki przystąpieniu do USA, moglibyśmy przestać się obawiać nawet o roszczenia żydowskie. Żydzi w stosunku do USA żadnych roszczeń majątkowych nie wysuwają, kontentując się subwencją rządu amerykańskiego, którą – jak piszą uczeni politologowie w książce „Lobby izraelskie w USA” – zaraz pożyczają temu rządowi na wysoki procent. Wprawdzie Stany Zjednoczone przyjęły ustawę nr 447, ale przecież ani myślą zmieniać własnego prawa w taki sposób, w jaki sugerowały tam Polsce, więc również pod tym względem byłoby bezpiecznie.

Jedyną trudność, jaką widzę, to kwestie językowe, ale to rzecz mniejszej wagi, bo – po pierwsze – coraz więcej młodych ludzi używa cudzoziemskich słów, jak „hejt”, albo inne takie, po drugie – w Stanach Zjednoczonych też nie wszyscy mówią po angielsku, nawet przeciwnie – coraz więcej mieszkańców USA mówi językiem hiszpańskim i na przykład nawet na lotnisku w Chicago już kilka lat temu zauważyłem napisy w obydwu językach, chociaż przedtem były tylko po angielsku. No to dlaczego w naszym stanie język polski nie miałby być dominujący – oczywiście obok urzędowego angielskiego? Jak widzimy, chyba będziemy musieli zrewidować nasze dotychczasowe spojrzenie na to, co realne i to, co nierealne, bo ewentualny akces do USA jest chyba bardziej prawdopodobny, a przede wszystkim – bardziej realistyczny – niż „postjagiellońskie mrzonki” starzejącego się Naczelnika Państwa.

Na Ukrainie niebezpiecznie dla polskich lotników.

Rosja będzie ostrzeliwać transporty wojskowe na Ukrainę

  • Joanna M.Wiórkiewicz https://niemcy.neon24.info/post/167716,rosja-bedzie-ostrzeliwac-transporty-wojskowe-na-ukraine
  • niedziela, 24 kwietnia 2022,

Jak informują rosyjskie źródła, USA planują w swojej bazie wojskowej w Ramstein (Niemcy) konferencję państw wspierających militarnie Ukrainę

Na najbliższy wtorek, 26 kwietnia  USA zaprosiły do swojej bazy lotniczej w Ramstein ministrów orony państw zachodnich by wspólnie  omówić kwestię udzielania pomocy wojskowej rządowi  w Kijowie. W spotkaniu mają wziąć udział przedstawiciele ponad 20 państw, bo tyle w międzyczaie jest zaangażowane w dostarczanie pomocy wojskowej Ukrainie.. Jak wyjaśniło Ministerstwo Obrony USA, celem spotkania jest wypracowanie wspólnej długoterminowej (!) koordynacji  w zakresie potrzeb wojskowych Ukrainy, „aby zapewnić poszanowanie suwerenności Ukrainy”. Na spotkaniu zostanie dokonana ocena sytuacji bojowej oraz zostaną przyjęte środki mające na celu wzmocnienie  ukraińskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, również po zakończeniu operacji wojskowych. Spotkanie nie odbędzie się jednak w formacie NATO, lecz w szerszym gronie.

Według rzecznika Pentagonu Johna Kirby’ego, na Ukrainę odbywa się obecnie 8-10 lotów dziennie [najwyraźniej mowa jest tu o lotach wojskowych samolotów transportowych z Polski] dostarczających sprzęt wojskowy i broń.
Według niego, mimo że sprzęt jest pochodzenia zachodniego, Siły Zbrojne Ukrainy  dobrze radzą sobie z jego opanowaniem, m.in. dzięki temu, że proces szkolenia został zorganizowany poza granicami Ukrainy.

Ponad tydzień temu Władimir Putin powiedział, że Zachód, dostarczając systemy bojowe siłom zbrojnym, popycha rząd kijowski  do rozlewu krwi. Ostrzegł, że transporty wojskowe będą przez armię rosyjską ostrzeliwane. 

PS: W zeszły czwartek, 21 kwietnia  ukraiński samolot transportowy An-26 spadł w północnej części obwodu zaporoskiego. Oficjalna wersja podawana przez stronę ukraińską głosi, że samolot zahaczył o linię energetyczną. Jak jednak widać na poniższym zdjęcou  linie wysokiego napięcia w pobliżu miejsca wypadku są nienaruszone. Najprawdopodobniej było to samobójcze omyłkowe zestrzelenie z przenośnego systemu obrony powietrznej którym ukraińska obrona terytorialna dysponuje od niedawna. 



Na podst. topwar.ru

Elementarne zasady propagandy wojennej.

Lord Ponsonby: „Pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda” – czyli 10 zasad propagandy wojennej, które obowiązują do dziś.

Lord Arthur Ponsonby – pierwszy baron Ponsonby z Shulbrede (1871-1946) – był brytyjskim urzędnikiem państwowym, politykiem, pisarzem i pacyfistą. Opisał on zasady propagandy wojennej tuż po zakończeniu I wojny światowej.

Dziś widzimy, że te zasady szybko stworzyły pewien wzorcowy model, za pomocą którego steruje się masami ludzkimi.

Belgijska historyk Anne Morelli usystematyzowała i zaktualizowała opracowanie Ponsonby’ego w swoich „Principes élémentaires de propagande de guerre” („Elementarne zasady propagandy wojennej”) – w następujący sposób:

1. My nie chcemy wojny.

2. Odpowiedzialność za wojnę ponosi wyłącznie przeciwnik.

3. Mocodawcą przeciwnika jest diabeł.

4. My walczymy w słusznej sprawie.

5. Przeciwnik walczy używając nielegalnych broni.

6. Przeciwnik popełnia okrucieństwa umyślnie; my – nie popełnaiamy, co najwyżej przypadkowo.

7. Nasze straty są niewielkie – straty przeciwnika są ogromne.

8. Artyści i intelektualiści wspierają tylko naszą sprawę.

9. Nasza misja jest święta.

10. Każdy, kto wątpi w nasze raporty – jest zdrajcą.

Generał Skrzypczak wściekły na Borisa Johnsona. To, co powiedział brytyjski premier, może mieć katastrofalne skutki

Agnieszka Kaszuba https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/wojna-w-ukrainie-gen-skrzypczak-wsciekly-na-brytyjskiego-premiera/rfq786t

Brytyjski premier Boris Johnson potwierdził, że ukraińscy żołnierze są szkoleni z obsługi przekazywanego im sprzętu również na terenie Wielkiej Brytanii. Przy okazji powiedział, że nauka obsługi sprzętu przeciwlotniczego odbywa się w Polsce. Ta wypowiedź zbulwersowała polskiego generała. – To kuszenie zła – skomentował Waldemar Skrzypczak, generał broni SZ RP w rezerwie.

Premier Wielkiej Brytanii poinformował, że ukraińscy żołnierze szkolą się zarówno w Polsce, jak i na Wyspach. Zdradził też, czego te szkolenia dotyczą.

Szkolenie ukraińskich żołnierzy w Polsce i Wielkiej Brytanii

– Mogę powiedzieć, że obecnie szkolimy Ukraińców w Polsce w zakresie użycia obrony przeciwlotniczej i w Wielkiej Brytanii w zakresie użycia pojazdów opancerzonych – ujawnił Boris Johnson w czasie pobytu w Indiach.

Rzecznik brytyjskiego premiera potwierdził później, że w Wielkiej Brytanii przebywa obecnie kilkudziesięciu Ukraińców, a stacja Sky News podała, powołując się na urzędnika rządowego, że w zeszłym tygodniu do Wielkiej Brytanii przybyło ponad 20 ukraińskich żołnierzy w celu przeszkolenia ich w zakresie obsługi 120 pojazdów wojskowych przekazywanych Ukrainie przez brytyjski rząd.

Poza szkoleniem na pojazdach opancerzonych, Mastiff, Wolfhound i Husky, Ukraińcy będą mieli okazję zobaczyć, jak używać ambulansu Samaritan oraz opancerzonych pojazdów rozpoznawczych Sultan i Samson.

Takie wypowiedzi to kuszenie zła – nie ma wątpliwości gen. Waldemar Skrzypczak, który uczestniczył m.in. w misjach w Iraku. – Trudno sobie wyobrazić, że kiedy byliśmy na misjach za granicą, żeby któryś z polityków opowiadał o naszych planach czy szkoleniach w telewizji.

Generał Skrzypczak podkreśla, że takie wypowiedzi polityków są wyjątkowo nieodpowiedzialne i oddają pole wojskom Władimira Putina, które są doskonale poinformowane o zamierzeniach przeciwnika.

Premier Wielkiej Brytanii ujawnia tajemnicę wojskową. Brzydkie słowa cisną się na usta… Szkolenie wojskowe to sprawy wojska, w takiej sytuacji tajne. Niech ten człowiek się ogranie i pomyśli, zanim powie takie rzeczy – mówi ze zdenerwowaniem gen. Skrzypczak.

I dodaje, że takie zachowanie może wywołać katastrofalne skutki.

– Pan premier może nie zdaje sobie z tego sprawy, ale takimi wypowiedziami naraża powodzenie całej operacji wojskowej, a także bezpieczeństwo żołnierzy – podkreśla Waldemar Skrzypczak.

==========================

[rzeczywiście, Rosjanie o tym piszą: https://topwar.ru/195381-polskij-general-britanskij-premer-razboltal-voennuju-tajnu.html

Chcieli nakłonić uchodźcę z Kijowa do medialnego kłamstwa

Opublikowano: 23.04.2022 https://wolnemedia.net/chcieli-naklonic-uchodzce-z-kijowa-do-medialnego-klamstwa/

„Uchodźca z Kijowa powiedział, że nieznani ludzie w Warszawie proponowali mu zeznawać przed kamerą o zabijaniu mieszkańców Buczy przez rosyjskie wojsko w zamian za wyjazd do innych krajów UE, ale odmówił” – informuje kanał „Olej w Głowie” na „Telegramie”.

„Usadzą cię, będzie tam kamera, będzie tłumacz. Powiesz, że nie jesteś z Kijowa, ale że jesteś bezpośrednio z Buczy… Powiesz, że naziści przyjechali do Buczy, neonazistowscy Rosjanie, tam zaczęli bombardować wszystkich, zabili ich, zaczęli strzelać do cywilów w czoło, w tył głowy” – opowiada niewymieniony z imienia i nazwiska mężczyzna na nagraniu wideo opublikowanym pierwotnie w komunikatorze „Signal”. Opowieść mężczyzny brzmi bardzo prawdopodobnie, ale należy pamiętać, że trwa wojna propagandowa i weryfikacja informacji jest prawie niemożliwa. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z opowieściami bez materiałów dowodowych.

Tymczasem Radio Wnet, idąc w ślady TVN, wyemitowało „Czerwoną kalinę” – hymn ukraińskich nazistów z UON-UPA, ludobójców Polaków. Jest to utwór porównywalny z pieśnią „Horst-Wessel-Lied” („Die Fahne Hoch”) – hymnem nazistowskiej SS z III Rzeszy.

==========================

mail:

O TYM ŚWIRSKI NIGDY WAM NIE POWIE. KRESY WE KRWI i PŁK. SATANOWSKI.

Jacek Boki – 22 Kwiecień 2022 r. http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/04/o-tym-swirski-nigdy-wam-nie-powie.html

Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia i przewodniczący Rady Nadzorczej PAP wystąpił na swoim twitterze z twierdzeniem, że za ludobójstwo na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej odpowiedzialni mogą być sowieci, a nie Ukraińcy.

Jak widać z powyższego wpisu Świrskiego, że jego złajdaczenie nie ma jak widać żadnych granic. Wydany mu przez rządzącą partię, od której jest całkowicie zależny, rozkaz  przerzucić odpowiedzialność za ukraińskie ludobójstwo naszych rodaków na Wołyniu na Rosjan, którzy przez prawie rok bronili Polaków przed banderowcami, jest kolejną relatywizacją faktów historycznych, by w ten sposób na polecenie zaoceanicznych właścicieli PiS, zdjąć całkowicie odpowiedzialność za nią z Ukraińców i przerzucić na Rosjan, bo tego wymaga obecna mądrość etapu. Za coś takiego tzw. Reduta Dobrego Imienia winna być zdelegalizowana, a jej przewodniczący odpowiedzieć przed sądem za działalność antypolską.

https://prawy.pl/119600-megaskandal-za-ludobojstwo-na-wolyniu-odpowiedzialni-rosjanie-a-nie-ukraincy-jestesmy-na-tropie/


https://twitter.com/TKresowa/status/1517357629298909184?t=5B0XxNBfYGJVZnvJ7Nvolw&s =08

A teraz przyjrzyjmy się bliżej skąd pan Świrski wziął swoje urojenia o sprawie inspiracji NKWD, dotyczącej ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej w latach 1943 – 1945 z rzekomego podszeptu Moskwy. Nie jest to bowiem nowa sprawa, a już tym bardziej jakiś nowy trop, na który trafił pan Świrski z inspiracji swoich mocodawców z PiS, a ci z kolei z polecenia swoich nadzorców znad Potomacu. Opisał to bardzo szczegółowo Pan Bohdan Piętka w swoim artykule z lipca 2016 roku, zatytułowanym ,,Ludobójstwo na Wołyniu a partyzantka radziecka”. Pozwolę sobie zacytować cały, dłuższy fragment tego znakomitego opracowania, dotyczącego tej właśnie kwestii:

..11 lipca w programie TVP Info „Minęła dwudziesta” Antoni Macierewicz – wypowiadając się na temat ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego – powiedział, że „wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa jest Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia”. Wypowiedź Macierewicza stanowi część kampanii – prowadzonej przez środowiska proukraińskie w Polsce oraz probanderowskie na Ukrainie – zmierzającej do przerzucenia wbrew faktom historycznym odpowiedzialności za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie z nacjonalistów ukraińskich na ZSRR (Rosję). Operację tę zapoczątkował w 2008 roku Bronisław Komorowski. O ile jednak Komorowski powiedział wtedy, że ludobójstwa na Wołyniu dokonali „Sowieci”, to Macierewicz użył wprost słowa „Rosja”. Dowodzi to radykalizacji działań lobby ukraińskiego w Polsce w obliczu zacieśniania antyrosyjskiego sojuszu Polski z Ukrainą oraz coraz bardziej widocznej dezaprobaty społeczeństwa polskiego dla proukraińskiej polityki władz i gloryfikowania tradycji OUN-UPA na Ukrainie.

Wypowiedź Macierewicza spotkała się z radosnym przyjęciem w Kijowie. Oleg Miedwiediew, doradca prezydenta Poroszenki, określił zaprezentowaną przez polskiego ministra ocenę wydarzeń na Wołyniu w 1943 roku jako „nowy zwrot w polsko-ukraińskiej dyskusji. Mnie się podoba”[1]. Nie można się temu dziwić, ponieważ Macierewicz wpisał się swoją wypowiedzią wprost w politykę historyczną pomajdanowej Ukrainy, która gloryfikuje tzw. integralny nacjonalizm ukraiński jako rzekomy ruch niepodległościowy i neguje jego zbrodnie, przede wszystkim te popełnione na Polakach.

Przenoszenie odpowiedzialności za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie na ZSRR (Rosję) jest po pierwsze negacją tej zbrodni, a po drugie stanowi ordynarne kłamstwo, które nie ma jakiegokolwiek potwierdzenia w źródłach historycznych (z wyjątkiem tzw. archiwum Mykoły Łebedzia i „Litopysu UPA”). Temu, że zbrodnie UPA mogły być inspirowane przez Moskwę stanowczo zaprzeczył nawet Grzegorz Motyka, którego trudno posądzić o antyukraińskość. Zdaniem tego historyka „Sowieci pragnęli skonfliktować Polaków z Ukraińcami, ale nie ma żadnego dowodu, by chcieli doprowadzić do takiej rzezi. Nic mi nie wiadomo, żeby ich oddziały podszywając się pod UPA mordowały polską ludność. Nie ma żadnej wątpliwości, że to Kłym Sawur, dowódca UPA na Wołyniu, i Roman Szuchewycz oraz Centralny Prowyd OUN-B podejmowali decyzje o czystkach etnicznych na Polakach i że wszystko działo się według ich planu i scenariusza”[2].

Jaki zatem był stosunek „Sowietów” do tego co stało się na Wołyniu w roku 1943 i w roku następnym w Małopolsce Wschodniej?

Partyzantka radziecka na Wołyniu

Partyzantka radziecka była – obok Niemców, UPA i polskiej samoobrony – czwartym uczestnikiem dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się na Wołyniu w 1943 roku. Z jednej strony stała się świadkiem zagłady ludności polskiej przez OUN-UPA, a z drugiej uczestnikiem walk na tym terenie. Banderowcy od samego początku uznawali właśnie ją – a nie Niemców – za głównego wroga zewnętrznego. Cele strategiczne partyzantki radzieckiej na Wołyniu były zbieżne z celami prowadzonej przez ZSRR wojny z Niemcami. Określił je Stalin w rozkazie nr 00189, znanym pod nazwą „Zadania partyzantki”. Do najważniejszych z tych zadań należały: dywersja przeciw liniom komunikacyjnym wroga, rajdy na tyły wroga w celu przeprowadzenia działań bojowych na dużą skalę oraz wciągnięcie do działań partyzanckich jak największej liczby miejscowej ludności.

Zanim przystąpiono do realizacji tych celów na Wołyniu, wywiad radziecki dokonał rozpoznania nastrojów miejscowej ludności, ze szczególnym uwzględnieniem jej stosunku do Niemców. Zakładano, że głównym i jedynym wrogiem będą Niemcy. Inne formacje zbrojne – polskie i ukraińskie – traktowano jako potencjalnego sojusznika. Strona radziecka początkowo nie wiedziała w jakim kierunku pójdzie OUN-Bandery i tworzona przez nią UPA. Dlatego na początku marca 1943 roku w okolicach Łucka doszło do rozmów na tematy polityczne pomiędzy stroną radziecką a banderowcami, którzy wystąpili pod szyldem Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej (UHWR, formalnie utworzonej rok później). Podczas tego spotkania banderowcy oświadczyli, że ich głównym zadaniem jest budowa „samostijnej Ukrainy” i likwidacja Polaków oraz ostrzegli stronę radziecką, by nie kierowała swoich oddziałów na teren Ukrainy Zachodniej.

Epizod ten stał się później wygodnym pretekstem do snucia różnych spekulacji i teorii spiskowych przez epigonów OUN i UPA, dążących do zdjęcia z OUN-Bandery odpowiedzialności za zbrodnię ludobójstwa popełnioną na Polakach. Ilustracją tych tendencji jest m.in. znany artykuł Mirosława Czecha pt. „Jak Moskwa rozpętała piekło na Wołyniu”[3]. Powieleniem teorii o „sowieckiej prowokacji” bądź inspiracji ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego jest również wypowiedź ministra Antoniego Macierewicza w TVP Info. Wpisuje się ona w propagandę tych sił na Ukrainie i w diasporze ukraińskiej, które za swoje kluczowe zadanie uznały wybielenie OUN-UPA i negację banderowskich zbrodni.

Teoria o „sowieckiej prowokacji” ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego nie znajduje jednak żadnego potwierdzenia w źródłach – dokumentach i relacjach – oczywiście pomijając te, które spreparowała banderowska emigracja w Kanadzie i ukraiński IPN pod przewodnictwem Wołodymyra Wiatrowycza.

Tak prezentują się te arcy sensacyjne informacje, na których tropie jest kłamca i fałszerz historii, niejaki Świrski i jego Reduta Dobrego Imienia, zastanawiam się tylko czyjego? Sprowadza się to wyłącznie do tego, że jest to kolejna, jedna z wielu innych, znanych już wcześniej, ordynarnych prowokacji, mających zdjąć odium odpowiedzialności z rzeczywistych inspiratorów i wykonawców tego ludobójstwa na naszych rodakach i przerzucenie jej na tych, którzy zwalczali z całą mocą ukraińskie, nazistowskie podziemie z OUN – UPA i wspierali Polaków w obronie przed banderowskimi potworami.

A teraz przyjrzymy się niewygodnym faktom, których obecnie nie wolno ukazywać Polakom, jak radziecka partyzantka wspierała Polaków na Wołyniu, ratując swoją ofiarnością życie dziesiątek tysięcy Polaków, bez którego wsparcia tejże partyzantki, nikt z naszych rodaków, nie przetrwałby tej hekatomby zagłady, zgotowanej Polakom przez ukraińskich szowinistów spod znaku tryzuba. 

Trzy zgrupowania sowieckiej partyzantki wraz ze zgrupowaniem AK i lokalna samoobrona, broniły Przebraża na Wołyniu od pierwszych dni rzezi Wołyńskiej, aż do nadejścia Armii Czerwonej w 1944. Prawie 12 miesięcy, dlatego banderowcy, nigdy nie zdobyli Przebraza. Wiele innych sowieckich zgrupowań wspierało obronę Polaków przed UPA na Wołyniu, zanim ktokolwiek tam usłyszał o Wołyńskiej Dywizji AK. Jeszcze raz zacytujmy pełen opis na ten temat ze znakomitego artykułu Pana Bohdana Piętki.

,,Pomoc radziecka dla polskiej samoobrony

Rozwój sytuacji na Wołyniu wymusił na stronie radzieckiej jeszcze bardziej przychylne stanowisko wobec tamtejszych Polaków niż pierwotnie zakładano. Okazało się bowiem, że oparciem dla partyzantki radzieckiej jest tylko część ludności ukraińskiej, a reszta sprzyja banderowcom i UPA. Dlatego w kwietniu 1943 roku KC WKP(b) i Centralny Sztab Ruchu Partyzanckiego wydały dyrektywę, która nakazywała dowódcom radzieckich zgrupowań partyzanckich na Wołyniu okazywanie Polakom wszelkiej pomocy przy organizacji oddziałów oraz wyposażaniu ich w broń i amunicję. W ten sposób rozpoczęto formowanie proradzieckiego polskiego ruchu partyzanckiego.

Najwięcej Polaków walczyło w Zgrupowaniu Rówieńskim pod dowództwem Wasilija Begmy (1906-1965). Obejmowało ono siedem oddziałów, z których dwa były uważane za polskie. W sierpniu 1943 roku zgrupowanie to liczyło 727 partyzantów, w tym około 100 Polaków. Ogólna liczba Polaków walczących po stronie radzieckiej na Wołyniu wyniosła w szczytowym momencie około 1800 ludzi. Ich najbardziej znanym dowódcą był Mikołaj Kunicki (1914-2001), Polak z okolic Kobrynia. W sierpniu 1943 roku Kunicki objął dowództwo Zjednoczonych Polskich Partyzantów im. Tadeusza Kościuszki na Wołyniu. Natomiast na początku 1944 roku został dowódcą polsko-radzieckiego Oddziału Partyzanckiego Brygad im. Stalina. Oddział ten wraz z oddziałem NOW-AK dowodzonym przez Franciszka Przysiężniaka wziął udział 14 czerwca 1944 roku w bitwie z wojskiem niemieckim na Porytowym Wzgórzu.

Oprócz przyjmowania w swoje szeregi Polaków partyzantka radziecka udzieliła pomocy polskiej samoobronie na Wołyniu. Największy zakres współpraca ta miała na północnym i wschodnim Wołyniu, gdzie działało najwięcej radzieckich oddziałów partyzanckich. Na 142 polskie samoobrony na Wołyniu siedem współpracowało z partyzantką radziecką. Były to: w powiecie kostopolskim Huta Stara (współpraca ze zgrupowaniem kpt. Iwana Szczytowa, później kpt. Kotlarowa), Peresieki, Rudnia Potasznia, Rudnia Stryj i Huta Stepańska, w powiecie łuckim Przebraże (współpraca z oddziałami Nikołaja Prokopiuka, Dmitrija Miedwiediewa i Anatolija Kowalenki) oraz w powiecie sarneńskim Staryk. Sama liczba siedmiu samoobron na 142 nie oddaje znaczenia i rozmiarów tej współpracy. Większość z polskich samoobron na Wołyniu liczyła bowiem 20-30 obrońców. Tylko dwie samoobrony – współpracujące z partyzantką radziecką Huta Stepańska i Przebraże – miały razem około 1000 obrońców i broniły przed UPA co najmniej 15 tys. ludności.

Upadek samoobrony w Hucie Stepańskiej (16-18 lipca 1943) został spowodowany tym, że nie udało się jej obrońcom stworzyć jednolitego dowództwa, a w decydującym momencie zostali też pozbawieni wsparcia oddziału radzieckiego, którym dowodził polski komunista Józef Sobiesiak, ps. „Maks” (1914-1971).

Sukcesem natomiast zakończyła się współpraca z partyzantką radziecką największej polskiej samoobrony na Wołyniu, która znajdowała się we wsi Przebraże w powiecie łuckim. Było w niej zgromadzonych w różnym czasie od 10 do 20 tys. polskich uchodźców i miejscowej ludności. Komendantem samoobrony był porucznik AK Henryk Cybulski, ps. „Wołyniak” (1910-1971). Ważną rolę w jej dowództwie odgrywał też były legionista Ludwik Malinowski, ps. „Lew” (1887-1962). Od samego początku z dowództwem obrony Przebraża współpracowały trzy radzieckie oddziały partyzanckie: Nikołaja Prokopiuka (1902-1975), Dmitrija Miedwiediewa (1898-1954) i Anatolija Kowalenki. Prokopiuk i Miedwiediew byli oficerami NKWD. Obrońcy Przebraża odparli trzy duże ataki UPA (5 lipca, 31 lipca i 30 sierpnia 1943 roku). Podczas największego z nich – 30 sierpnia – decydującej pomocy obrońcom udzielił oddział Nikołaja Prokopiuka. Współdziałanie polsko-radzieckie doprowadziło do całkowitego pogromu napastników z UPA, którzy stracili około 400 zabitych. Na dzisiejszej Ukrainie epigoni banderowców czczą upowców poległych w trzecim ataku na Przebraże jako bezbronnych ukraińskich cywili „zamordowanych przez polskich szowinistów i rosyjskich partyzantów”[5]. W 2015 roku taką właśnie uroczystość w Przebrażu (obecnie Hajowe) zorganizowali aktywiści neobanderowskiej partii „Swoboda” wraz z Kościołem grekokatolickim. Może następnym razem do tej hucpy przyłączy się minister Antoni Macierewicz?

Z oddziałem Prokopiuka samoobrona Przebraża współpracowała następnie w akcjach zaczepnych przeciw UPA, w tym w ataku na szkołę podoficerską UPA w Omelnie 5 października 1943 roku.

Płk. Nikołaj Prokopiuk (1902-1975), Ukrainiec, oficer NKWD i dowódca oddziału partyzanckiego, który aktywnie współpracował z polską samoobroną Przebraża. Fot. www.hrono.ru

Płk. Nikołaj Prokopiuk (1902-1975), Ukrainiec, oficer NKWD i dowódca oddziału partyzanckiego, który aktywnie współpracował z polską samoobroną Przebraża. Fot. http://www.hrono.ru

Nie ulega wątpliwości, że współpraca polskiej samoobrony na Wołyniu z partyzantką radziecką zmniejszyła rozmiary eksterminacji ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich. Ze strony radzieckiej współdziałanie z Polakami było podyktowane przez strategię pozyskiwania ludności cywilnej do walki z Niemcami na zapleczu frontu oraz działania OUN-UPA, które były skierowane nie tylko przeciw ludności polskiej, ale i wkraczającej na Wołyń partyzantce radzieckiej, i miały poparcie dużej części miejscowych Ukrainców. Trzecim czynnikiem, który doprowadził do współdziałania polsko-radzieckiego na Wołyniu była słabość tamtejszych struktur Polskiego Państwa Podziemnego i AK. Partyzanta radziecka, kierowana przez oficerów NKWD, miała jasne dyrektywy likwidacji tzw. „białych band”. Jednak w 1943 roku na Wołyniu AK była słaba, a polska samoobrona miała status niejasny. Cześć samoobron była podporządkowana AK, ale fakt ten ukrywano przed stroną radziecką. W ocenie radzieckich służb wywiadowczych Polacy walczący w samoobronach dawali gwarancję dalszej współpracy. Tak też się stało – członkowie samoobron w znacznej mierze zasilili później szeregi Istriebitielnych Batalionów oraz 1. Armii Wojska Polskiego.

Haniebne oskarżenie

Oskarżenie, które rzucił minister Macierwicz jest nie tylko oskarżeniem bezpodstawnym, nie mającym potwierdzenia w faktach historycznych, ale oskarżeniem haniebnym. Minister polskiego rządu stanął po stronie tych, którzy negują odpowiedzialność nacjonalistów ukraińskich za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie oraz ich udział w tym ludobójstwie. Stanął po stronie tych, którzy to ludobójstwo do dzisiaj kontynuują w ramach jego pogenocydalnej fazy. Każde ludobójstwo ma trzy fazy: pregenocydalną, genocydalną i pogenocydalną. Faza trzecia – pogenocydalna – polega na zacieraniu śladów zbrodni i jej negacji. Rozpoczyna się najczęściej już na etapie fazy drugiej, czyli popełniania genocydu – poprzez usuwanie śladów zbrodni i przyjęcie specyficznego języka negującego zbrodnię („akcja antypolska” w wypadku Wołynia, „ostateczne rozwiązanie” w wypadku Żydów). Nie kończy się jednak wraz z dokonaniem genocydu. Faza pogenocydalna ludobójstwa jest dalej kontynuowana przez pseudonaukową publicystykę, która co najmniej relatywizuje odpowiedzialność sprawcy za zbrodnię, jeśli wprost jej nie zaprzecza.

W wypadku ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego do jego fazy pogenocydalnej należy zaliczyć bogatą działalność publicystyczną i pseudonaukową diaspory ukraińskiej (banderowskiej) w Kanadzie po 1945 roku oraz oficjalną politykę historyczną Ukrainy w latach 2005-2010 i po 2014 roku. Ta polityka jest albo bagatelizowana przez stronę polską, albo otwarcie przez nią wspierana. Tak należy widzieć nie tylko słowa ministra Macierewicza, ale także podsunięty kierownictwu PiS przez stronę ukraińską pomysł, by dzień pamięci o ofiarach OUN-UPA obchodzono w Polsce nie 11 lipca, ale 17 września.

Od początku rzezi Wołyńskiej największym polskim zgrupowaniem broniącym przed bandami UPA polskiej ludności Wołynia, była też Brygada Jeszcze Polska nie zginęła, pod dowództwem pułkownika Roberta Satanowskiego, po wojnie generała, a jeszcze później kierownik muzyczny Polskiego Radia w Gdańsku. W 1951 ukończył Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Łodzi i został dyrygentem Państwowej Filharmonii w Lublinie (1951–1954), następnie został kierownikiem artystycznym Państwowej Filharmonii w Bydgoszczy (1954–1958). Nie zaniedbując wykonywania klasycznych arcydzieł światowej literatury muzycznej, wprowadzał szereg cennych i interesujących pozycji repertuarowych. 

Pułkownik Robert Satanowski, dowódca legendarnej Wołyńskiej Brygady -Jeszcze Polska nie zginęła, tutaj już jako światowej sławy dyrygent.

W latach 1958–1960 kształcił się w studium reżyserii Waltera Felsensteina i w studium dyrygentury Herberta von Karajana. Potem był dyrektorem wielu teatrów operowych w kraju (Poznań, Kraków, Wrocław), w 1970 był też stałym dyrygentem gościnnym Opery w Zurychu. W okresie od 1 lutego 1982 do 15 stycznia 1991 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Wielkiego w Warszawie. 15 września 1988 został mianowany generałem brygady.

W ostatnim okresie życia przeniósł się na Dolny Śląsk, do Radochowa i współpracował z Filharmonią w Jeleniej Górze. Ostatnie swoje koncerty poprowadził 24 i 25 maja 1997 podczas „Gali Operowej”, wieńczącej obchody 40-lecia sceny muzycznej w Bydgoszczy.

Zgrupowanie zorganizował Robert Satanowski. Podporządkowując je Ukraińskiemu Sztabowi Ruchu Partyzanckiego zapewnił sobie stałe dostawy broni z ZSRR. Oddział, jako część partyzantki sowieckiej, był niezależny od Gwardii Ludowej.

Działalność Zgrupowania skupiała się na terenie Wołynia. Oprócz walki z niemieckim okupantem Zgrupowanie chroniło polską ludność na tym terenie przed działalnością nacjonalistycznej partyzancki ukraińskiej spod znaku UPA (OUNUPA).

Pierwszy oddział tego Zgrupowania powstał 8 lutego 1943 roku i liczył początkowo 37 partyzantów. Jego dowódcą został Satanowski, szefem sztabu – Wincenty Rożkowski, dowódcą zwiadu – Tadeusz Stański, a szefem ds. Prasy i Propagandy – Zofia Dróżdż-Satanowska. W tym czasie Oddział podlegał jeszcze zwierzchnictwu Żytomierskiego Zgrupowania Partyzantów. W związku z dużym napływem ochotników, od stycznia do marca 1944 r. w ramach zgrupowania „Jeszcze Polska nie zginęła” powstały nowe oddziały: im. Zawiszy Czarnego, Bartosza Głowackiego, Stefana Czarnieckiego oraz Jana Kilińskiego. W marcu nastąpił podział zgrupowania na dwie brygady: jedną pod dowództwem mjr Wincentego Rożkowskiego i drugą pod dowództwem płk Roberta Satanowskiego.[2] Jego stan liczebny sięgnął w szczytowym okresie ilości 1153 ludzi[3] i była to w tym czasie najsilniejsza formacja zbrojna złożona z Polaków na Wołyniu (27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK znajdowała się w tym okresie jeszcze w stanie formowania). 

Legendarny generał Sidor Kowpak

Osobną historią jest legendarny rajd przez Wołyń w 1943 roku dywizji partyzanckiej generała Sidora Kowpaka, którą to historię opisałem kilka lat temu w swoim artykule pt. (Nie)Warto rozmawiać, ukazującą, że dywizja Kowpaka stanowiła w pewnym momencie takie zagrożenie dla UPA, stanowiące realne widmo jej całkowitej zagłady.

Tak prezentują się fakty, w przeciwieństwie od urojeń zadaniowca Świrskiego, o których ten nigdy wam nie powie.

Źródła:

Ludobójstwo na Wołyniu a partyzantka radziecka

Robert Satanowski   

https://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Satanowski

Zgrupowanie Partyzanckie „Jeszcze Polska nie zginęła”

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zgrupowanie_Partyzanckie_%E2%80%9EJeszcze_Polska_nie_zgin%C4%99%C5%82a%E2%80%9D

Z dziejów zgrupowania partyzanckiego „Jeszcze Polska nie Zginęła”

https://books.google.pl/books?id=CL59Pq7xbIwC&pg=PA221&lpg=PA221&dq=Brygada+Jeszcze+Polska+nie+zgin%C4%99%C5%82a&source=bl&ots=E4C-vtUYSd&sig=ACfU3U3HkiSIH2DRr7I9eBlSHELYcWTrbg&hl=en&sa=X&ved=2ahUKEwiCyPrSn6j3AhUxi8MKHWLjDCQQ6AF6BAgPEAM#v=onepage&q=Brygada%20Jeszcze%20Polska%20nie%20zgin%C4%99%C5%82a&f=false

ZGRUPOWANIE PARTYZANCKIE JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA”* (WRZESIEŃ 1943 SIERPIEŃ 1944)   

https://docplayer.pl/25230267-Zgrupowanie-partyzanckie-jeszcze-polska-nie-zginela-wrzesien-1943-sierpien-1944.html

(Nie) Warto Rozmawiać 

https://kresywekrwi.blogspot.com/2017/01/nie-warto-rozmawiac.html

Prowadzenie tego bloga to moja pasja ale także wielogodzinna praca. Jeśli uważasz, że to co robię ma sens to możesz wesprzeć mnie w tym co robię, za co serca już teraz dziękuję.

PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431

================================

mail:

To informacja od przyjaciela z Holandii, Konrada Ducha Kresow.

Groby ( cmentarze) na Wołyniu nie posprzątali Ukraińcy , to zrobili Polacy mieszkający tam, przymierzali się do tego już w zeszłym roku , prosili polską stronę o sfinansowanie sprzętu do sprzątania w okolicy cmentarzy. Dotyczy to tylko trzech cmentarzy. 

Informacje te mam z pierwszej ręki z wczoraj od osoby, która ma kontakt z tymi Polakami którzy te trzy cmentarze posprzątali. 
Podkreślam ze prośba o sfinansowanie i planowanie posprzątania tych cmentarzy była już w zeszłym roku. 

Żadni Ukraińcy nie posprzątali cmentarzy , tak jak to informują w „naszych” mediach.

Pomóżmy Ukrainie

Pomóżmy Ukrainie: 100%-owa repatriacja uchodźców!

Przemysław Załuska 22 04.20222

Teoretycznie Ukraina 1 stycznia 2022 liczyła 41 milionów mieszkańców. Tyle, że ostatni spis powszechny odbył się w 2001 r. Od tego czasu zaszły zmiany nie ujęte w oficjalnej statystyce:

– miliony Ukraińców wyjechały za praca do Rosji, Polski, Czech, Unii Europejskiej
– setki tysięcy opuściły zniszczony wojną Donbas
– Do 41 milionów oficjalna statystyka wlicza sześć milionów mieszkańców obwodów Ługańskiego i Donieckiego, które co najmniej w połowie są poza kontrolą Ukrainy (około trzech milionów mieszkańców)

Realnie więc, ludność Ukrainy przed wojną mogła liczyć jakieś 34-38 milionów.
Co więcej, bardzo niekorzystne są wskaźniki demograficzne. Ubytek naturalny ludności (różnica urodzeń i zgonów) w 2021 r wyniósł 442 279! W 2020 było to ponad 300 tyś.

Nie zawsze interesy narodowe Polski i Ukrainy są zbieżne.

W tym jednak wypadku, odnośnie przyszłego losu uchodźców, są w całkowitej harmonii. Biorąc pod uwagę wyżej omawiane osłabienie demograficzne, które wojna i ewentualne rozszerzenie terytoriów okupowanych przez Rosję może pogłębić, w najlepszym interesie Ukrainy jest jak najszybsza (kiedy tylko warunki na to pozwolą) 100% repatriacja milionów uchodźców do kraju.

Wszyscy szczerze pragnący pomóc Ukrainie a nie szukający jedynie okazji by wykorzystać jej trudności do załatwienia własnych interesów (łatanie dziury demograficznej, poszukiwanie taniej siły roboczej) oraz ci wszyscy szczerze przekonani, że Ukraina jest dla nas strategicznym buforem, że ważne dla naszego bezpieczeństwa jest jej istnienie: Chcecie pomóc Ukrainie? Wetujcie działania prowadzące do integracji milionów uchodźców (PESEL, 500+, otwarcie rynku pracy). Wspierajcie zaś jak najszybszy powrót wszystkich, co do jednego, uchodźców na Ukrainę.

„Nie skończyli ostrzyć kos na sztorc stawianych!”

Posted by Marucha w dniu 2022-04-21 (Czwartek) https://marucha.wordpress.com/2022/04/21/nie-skonczyli-ostrzyc-kos-na-sztorc-stawianych/#more-100485

„Bądź oryginalny i samodzielny = powtarzaj to samo, co wszyscy!”.

23. lutego 2022 r. interes władz kijowskich nie był interesem polskim.
24. lutego 2022 r. interes władz kijowskich nie stał się interesem polskim.
W kwietniu 2022 r. interes władz kijowskich nadal nie jest interesem polskim.

„Pieczołowitość nasza na nic się nie przyda”

Zagrożenie Polski przez Rosję istnieje tylko wtedy, gdy Polska działa przeciw Rosji w interesie agresywnych państw i struktur zachodnich. Nie ma żadnych sprzecznych interesów między Polską, a Rosją, a nawet przeciwnie – interesem polskim jest pozbycie się zagranicznych wpływów zagrażających obu naszym narodom i krajom.

Oczywiście też jednak nie zrobimy niczego, by o polską rację stanu zadbać. Zamiast tego słuchamy i czytamy jaką to korzyścią miałoby być dla nas osłabienie, a najlepiej zniszczenie Rosji. Czasem poglądowi temu ulegają nawet pogubieni ludzie, poza tym całkiem rozsądni. Błądzą.

Pozycja Polski, a nawet warunki życia Polaków w znacznie mniejszym stopniu zależą od względnego stosunku sił polskich do rosyjskich czy niemieckich – a niemal w całości są pochodną aktualnej kondycji globalnej amerykańskiej hegemonii. Skoro zaś okres anglosaskiej dominacji dobiega końca, w każdym razie w dotychczasowym jej kształcie – racjonalną strategią dla Polski wydaje się po prostu zaczekać i dostosować do nowych warunków… Używając miłej zapewne niektórym analogii – trzeba czekać na śmierć Katarzyny, a nie stawiać kosy na sztorc…

Rzecz jasna, jeszcze lepsze byłoby opracowanie dla Polski jakieś strategii na okres tranzycji i czas po niej tak, by może udało się poprawić naszą pozycję. Skoro jednak rozmawiamy realnie – to wiadomo, że do niczego takiego nie dojdzie i żaden program dla Polski nie powstanie, nie mówiąc już o jakichś aktywniejszych działaniach chętnych do jego realizacji. Tym bardziej więc bierność wydaje się jedynym logicznym rozwiązaniem. Nb. historycznie tak trudnym, że niemal nieosiągalnym dla naszej nacji…

„Gryzące pochwały, pochwalne gryzmoły”

Na pocieszenie jednak – glajszacht ten nie jest wyłącznie polski, u nas po prostu przebiega (jak zwykle) głupiej i nadgorliwie. Faktycznie jednak w całym kręgu zachodnim panuje już niepodzielnie zasada: „Bądź oryginalny i samodzielny = powtarzaj to samo, co wszyscy!”. Coś takiego obserwowaliśmy już przy okazji zmiany klimatycznej. Choć od kilkunastu lat jest ona jednym z głównych elementów geokultury, czołowym tematem medialnym i showbussinesowym, a od jakiegoś czasu także wygodnym uzasadnieniem polityki energetycznej kolejnych rządów, no i źródłem wielkich korporacyjnych zysków – nadal jest przedstawiana jako element nieledwie kontrkulturowy.

I nikt jakoś nie zauważa, że jeśli „Wagary dla Klimatu” organizują same szkoły – to nie są to żadne wagary, tylko obowiązkowe zajęcia pozalekcyjne…

Jeszcze bardziej uderzające było to przy COVIDzie. Jego fani wsparci byli przez niemal wszystkie rządy, to samo stanowisko wyrażały wszystkie głównonurtowe media, a wobec nielicznych sceptyków stosowano przemoc państwową, cenzurę – no i nie tylko werbalne ataki ze strony COVID-ORMO. A mimo to jego członkowie uwielbiali czytać o sobie i opowiadać, jakimi to są biednymi żuczkami prześladowanymi przez wszechobecnych, bezwzględnych foliarzy!

No i mamy obsesję ukraińską. Jest ona zgodną linią wszystkich partii parlamentarnych, telewizji, głównych serwisów internetowych i gazet. Choć demonstracyjnie nap…a miłością – równolegle zieje agresją i nienawiścią do wszystkich nieopętanych.

I cały czas, jak przy poprzednich chorobach – im głośniej oczadziali krzyczą, tym bardziej litują się nad sobą, jacy to nie poddani presji „trolli” i „onuc”, tym mocniej się sami w sobie zakochują jacy to są odważni, bo tak fajnie dowalają „ruskim”.

Gadać jak z telewizora, zgadzać się jednocześnie z Kaczyńskim i z Tuskiem, z TVP i z TVN, czuć się najlepiej w kupie i w kupie rzucać się na myślące jednostki – a przy całym tym konformizmie i oportunizmie nadal uważać się za samotnego bohatera w białym kapeluszu… Zaprawdę – to już niemal zen!

„Ksiąg nie doczytali, nie skończyli pisać”

Oczywiście, niektórzy to jakoś tam usiłują przynajmniej racjonalizować. Jedni – nadal przywiązaniem do symulakrum demoliberalnego. Nie ma ono już żadnego sensu, nie tylko wobec tego, co dzieje się na Zachodzie, ale także w związku z obecnym stanem eksperymentu ukraińskiego. Wszak Wołodymyr Zełenski już zapowiedział przekształcenie powojennej Ukrainy w „Wielki Izrael z własną twarzą” i dodał, że „nie ma już możliwości, by Ukraina pozostała państwem liberalnym i europejskim”.

Zamiast tego dominującą rolę mają odgrywać armia i Gwardia Narodowa, a życie publiczne i codzienność obywateli „podporządkowane zostaną kwestiom bezpieczeństwa”[i]. Cóż, faszyzm – jak faszyzm, na Ukrainie w sumie nic nowego, jednak szczerzy fani libdemokracji naprawdę powinni struchleć przed takim projektem, szczególnie w tamtejszej wersji. Zwłaszcza, że przecież do nas też przyjdzie, bo tak te rozwiązania są sukcesywnie, pod prąd obrotów Ziemi wdrażane.

„Drukując hymny gorące epistoły”

Równie mocno jednak oszukują się wierzący w jakąś nową Unię, Rzeczpospolitą Polsko-Ukraińską czy choćby jakieś konkretne zwroty z naszego w obecną awanturę zaangażowania. Nie. Przy obecnej polityce III RP oznacza ona dla Polaków tylko koszty i straty. „Udział Polski w odbudowie Ukrainy” oraz „Korzyści dla polskiej gospodarki z pracy ukraińskich imigrantów” należą do tego samego zestawu mitów, legend i podań ludowych – co miliardy, które zarobiliśmy na offsecie w Iraku.

Jeśli ktoś jeszcze ma w tym zakresie wątpliwości – to niech dokładnie przeczyta projekt przepisów zwalniających ukraińskich pracowników w Polsce z podatku dochodowego[ii]. Ukraińcy w Polsce są bowiem objęci polskim system zasiłków – ale już nie polskim systemem podatkowym, z którego zasiłki te są wypłacane. Czego jeszcze nie rozumiecie?

„Ktoś powiedział – wiedziałem, że to się tak skończy.
Na żer wyszły obce wojskowe patrole…”

Naprawdę, przy tym wszystkim już naprawdę najmniej groźnie wygląda kosiniakowo-kamyszowo-gowinowy pomysł federacji polsko-ukraińskiej. Oczywiście jest tylko wrzutką demokracji medialno-partyjnej. Gdyby ją jednak potraktować poważnie – okazałby się wizją… najbardziej expresowego POLEXITu i zarazem porzucenia NATO przez Polskę. Inna rzecz, że wyłącznie dla powołania AmerUkroPolin, czyli właśnie rzucenia się z kosami wbrew procesom geopolityki i geoekonomii. I oczywiście przeciw interesom polskim, co jednak będzie chyba zupełnie naturalne i nikogo nie zaskakujące.

Konrad Rękas

[i] https://www.haaretz.com/world-news/europe/.premium.HIGHLIGHT-zelenskyy-says-post-war-ukraine-will-emulate-israel-won-t-be-liberal-european-1.10721395?fbclid=IwAR3-qZH_acJFEHQ-Kc5pyFNlyKBume7Dw-hk41LtCACO7FVaKSVEopo5N5o

[ii] https://www.senat.gov.pl/prace/proces-legislacyjny-w-senacie/inicjatywy-ustawodawcze/inicjatywa,201.html

chart – Konrad Rękas
https://chart.neon24.info

Uś, to piękny biznes, te dostawy broni dla miłujących pokój.[po ros.]

Оружейная паника рядом с «черной дырой»

https://topwar.ru/195293-oruzhejnaja-panika-rjadom-s-chernoj-dyroj.html


Несмотря на то, что оружие идет на Украину, все действительно не так роскошно, как хотелось бы украинским властям.

В статье Без паники: ничего серьезного в поставках вооружений на Украину нет я высказался в том плане, что ничего серьезного в поставках старья украинской армии нет. И Запад, несмотря на все заверения, не станет бесконечно снабжать Украину ни старым, ни тем более новым оружием. Простите, но это бизнес, не более того.

Поставки оружия


Да, США очень хорошо вложились в войну до последнего украинца:
– 1400 ПЗРК «Стингер»;
– 5000 ПЗРК «Старстрайк»;
– 100 барражирующих боеприпасов;
– 4 комплекса контрбатарейной борьбы.

Великобритания:
– 1000 ПЗРК «Старстрайк»;
– 800 ПТРК «Джавелин»;
– 2000 ПТРК NLAW.

Чехия:
– 4000 минометов;
– 7000 единиц стрелкового вооружения;
– 3000 пулеметов;
– 5 танков Т-72
– 5 БМП-1.

Бельгия:
– 2000 ПТРК NLAW;
– 3000 винтовок;
– 2000 пулеметов.

Германия:
– 1000 ПТРК «Милан»;
– 500 ПЗРК «Стингер»;
– 1500 ракет к ПЗРК.


Не отставали Дания, Нидерланды, Канада, Прибалтика, Греция и многие другие.

Но самые крутые, наверное, все-таки словаки. Словакия передала Украине три дивизиона С-300, выпущенных еще в СССР в обмен на поставку из США новых «Патриотов». Умеют в Братиславе делать хороший гешефт, умеют. Аплодисменты стоя.

Учитывая, что один дивизион наши накрыли на подходе и отправили в утиль – совсем хорошо.

Мало того, что игрушки оседают на складах, мало того, что бойцов ВСУ не успевают готовить пользоваться новыми для них видами оружия, так еще и возникает новая угроза, причем, для щедрых дарителей.

Где оружие – никто не знает


В самих США начинается небольшой скандал, который грозит перерасти в серьезный скандалище. Сложно сказать, кто подкинул журналистам идею спросить у военных как насчет контроля за поставляемыми в Украину вооружениями, но получилось очень содержательно.

Журналистов очень заинтересовал вопрос, а не получит ли американский танк или БМП американским же «Джавелином» по башне, скажем, в Косово? И не будет ли американский самолет с авиабазы в Сото-Кано, что в Гондурасе, уворачиваться от американского же «Стингера»?

Какие гарантии американскому обществу могут предоставить американские военные? Контролирует кто-то распределение и применение вооружения в Украине и не уйдет ли это оружие из Украины тем странам, которых США вооружать никак не планирует? В Ирак, например?

Ответ, надо сказать, был очень специфичным.

У американских военных есть уверенность в краткосрочной перспективе, но когда ситуация заходит в туман войны, они ни в чем не уверены. Поставки оружия «падают в большую черную дыру, и через короткий промежуток времени мы уже почти ничего не видим».

Перевожу: пока оружие едет до Украины, все прозрачно. Как только оно попадает туда, все, взятки гладки. Война, знаете, она и не такое позволяла списать. А тут не просто война, а с Мировым Злом…


И возникает вопрос: если (как утверждают украинские СМИ и официальные лица Минобороны) все цифры, которые приводит МО РФ – это ложь, тогда зачем Украине еще один комплект ВСУ в плане техники и вооружений?

Запросы


Господа защитники мировой демократии определились, и выкатили список, от которого можно просто обалдеть. 11 марта МИД выкатил требования Украины относительно вооружений, которые необходимы для продолжения военных действий по защите страны от российской агрессии. Тут же нашлись люди, которые перехватили и опубликовали эти документы.


Источник: mash.ru


Свои старания по защите мира украинцы оценивают в 100 миллиардов долларов. Неплохой аппетит, но дьявол кроется в деталях. А детали таковы:
– 51 истребитель МиГ-29;
– 72 истребителя Су-27;
– 36 штурмовиков Су-25;
– 24 истребителя F-16.

Список интересен тем, что если советские самолеты в нем понятны, то вот насчет американских стоит и подумать, насколько хорошо (уверен – никак) ими владеют летчики ВСУ?

– 363 комплекса ПВО «в ассортименте» – от С-300 до «Патриота»;
– 195 РСЗО «Град» и 435 000 ракет к ним;
– 200 БМП «Бредли»;
– 200 танков Т-72;
– 200 танков «Леопард»;
– 400 ракетных комплексов «Точка У»;
– 228 ракетных комплексов ATACMS;
– 64 ракетных комплекса «Лора» от Израиля.

Согласитесь, список более чем интересный. Там еще присутствует куча других пунктов, миллионы снарядов и патронов, САУ, беспилотники и далее по списку.

В общем, запросто можно вооружить армию, равную той, которую сейчас успешно перемалывают жернова спецоперации на Украине.

Возникает вопрос: панове, а зачем вам столько всего? Ведь все данные Минобороны России – это неправда, и в распоряжении ВСУ все еще достаточное или значительное количество танков, САУ, самолетов и вертолетов, не так ли?

Ответ очень прост: продать.

Бизнес, ничего личного


Есть в законодательстве Украины весьма забавная поправка №1919, согласно которой «излишки» оружия могут быть проданы другим странам даже во время войны.

То есть, пока пленные украинские солдаты рассказывают о том, как они бились до последнего патрона, а потом сдались, потому что у них закончилось все, украинское Минобороны спокойно так продает оружие в ту же Африку.

Почему в Африку? А потому, что назначенная заниматься этим не очень благородным, но очень прибыльным делом, фирма «Техимпекс», уже имеет большой опыт по переправке оружия в страны черного континента.

Украинские депутаты были весьма озадачены складывающимся положением дел и даже направили запрос в Минобороны. Приведенный документ есть ответ за подписью министра обороны Украины Резникова, в котором министр говорит, что все законно, ссылаясь именно на тот самый документ:

Оружейная паника рядом с «черной дырой»


В стране идет война, а Минобороны продает «излишки»… Нормальной голове представить такое весьма и весьма непросто. Само по себе наличие «избыточного» вооружения есть абсурд, его во время войны никогда не бывает хотя бы достаточно. А уж если почитать сводки с мест боевых действий и украинские соцсети… Простите, но это украинские военные постоянно жалуются на отсутствие или категорической нехватке военной техники.

И это при том, сколько помощи уже зашло в Украину в адрес ВСУ. Да, конечно, далеко не все в том состоянии, как хотелось бы украинцам, особенно это касается польских подачек, но, как говорится, чем богаты…

Оружие не бесконечно


Между тем, костер, в котором горит синим пламенем вся техника Украины, настолько ярок, что у Европы уже не хватает сил подбрасывать туда дрова.


Первой заныла Канада, затем исчерпала свои ресурсы Великобритания, далее пришла очередь Греции. 19 апреля в стан исчерпавших запасы слетела Германия после заявления своего премьера Шольца.

И в США дела обстоят ничуть не лучше. CNN раскопало информацию, что Украина уже сожгла пятую часть запасов «Джавелинов» Минобороны США

Первой об этом заявила Канада, за ней неофициально подтвердила проблемы с дефицитом Британия. Немецкий Бундесвер признался, что больше не может помогать Украине, иначе у него не останется оружия для защиты своей страны. Не избежал проблем и американский ВПК.

Кстати, хуже всего приходится нормальным американским партнерам. Сильно пострадал Тайвань, у которого рисуются проблемы. В 2019 году Тайвань заказал у США оружия на 17 миллиардов долларов, а получил только на 3. А там были «Пэтриоты», «Абрамсы», «Джавелины», «Стингеры», истребители F-18 и ПКР «Гарпун». Достойный набор в связи с тем, что устраивает КНР неподалеку.

Увы, но сперва пандемия и кризис вызвали перебои с производством и поставками, а теперь вот Украина. Оружие пошло туда.


Американцы немного подсластили пилюлю Тайваню тем, что выделили еще 7 миллиардов долларов на оснащение армии Тайваня, но толку с этого немного, воюют не цифры, а солдаты и оружие. Но если Тайвань с 2019 года недополучил оружия на 14 миллиардов долларов, то добавить к ним еще 7 миллиардов… Не смотрится, правда?

И вот у нас ситуация, когда начинает заканчиваться даже старое барахло типа бронемашин М113. Украина если и получит еще что-то, это все равно будет немного по количеству и очень старое по качеству. Типа «раздетых» польских Т-72.

Здесь дело не только в том, что российская армия перелопатит все это старье. Дело в том, что американский ВПК не в состоянии сегодня производить новые виды вооружений в достаточных количествах и с достаточной скоростью. Европейские страны не просто так начали останавливать поставки в Украину, здесь все просто: смысл отдавать другому (причем, бесплатно, когда это Украина платила за оружие?) то, что тебе может понадобиться завтра?

Оружейный голод – это не самое приятное дело


А украинские власти, получая оружие, которое исправно поставляют русофобы из Европы, неплохо так на всем зарабатывают. Понятно, что это оружие даже не пересекает границ Украины. Остается, например, в Румынии, откуда сейчас работают оставшиеся у ВСУ самолеты. Там же могут размещаться и базы хранения оружия, вне зоны доступа российских ракет.

А то, что Румыния с середины прошлого века была европейской барахолкой по продаже бывшего и сильно бывшего в употреблении вооружения производства СССР, ни для кого не секрет. К тому же румыны очень неплохо барыжили своими АК, сделанными почти даже по лицензии, а уж самолетами и запчастями к ним – тут они вообще были вне конкуренции.


Так что вполне возможно, что с нейтральной территории типа Румынии в Африку или на Восток идет поток того самого оружия, по которому так страдают солдаты ВСУ.

Понятно, отчего в Европе начинается «тихий ужас». «Черная дыра» Украины, в которую проваливаются все поставки европейцев, ничего другого не может вызвать. Ведь с одной стороны, оружие поставлять надо, потому что надо остановить любой ценой (счет оплачивает Украина) «агрессию» России на Запад.

С другой – а что делать, если всего этого не хватит? Куда бежать, если Украина поглотит все старое оружие и захочет (извините, уже захотела) нового?

И самый страшный вопрос: а что дальше?

В том «дальше», в котором Украина проиграет войну? И Европа останется лицом к лицу с Россией и… безоружной?

На США надежды нет. Это уже понятно, американцам надо разгрести свои проблемы в своем же ВПК. Европа завтра вряд ли сможет помочь Украине чем-то еще, кроме совсем уж откровенного старья.

Так что действительно, если украинские дельцы реально сплавляют технику, которую им бесплатно отдают европейцы, зарабатывая на этом миллионы, в ту же Африку, то дело не очень хорошо. Для Украины. Автор: Роман Скоморохов

Jak rosyjscy generałowie ukazują dalsze cele. [po ros.]

[To ciekawsze, niż pienia chórów różnych propagandystów.

Chcą odciąć Ukrainę od morza i otoczyć ramionami przyjaźni…. Naddniestrze gra w tym wielką rolę. MD]

В Минобороны раскрыли задачи второго этапа военной спецоперации российских войск на Украине

https://topwar.ru/195334-v-minoborony-raskryli-zadachi-vtorogo-jetapa-voennoj-specoperacii-rossijskih-vojsk-na-ukraine.html


В российской прессе, да и в соцсетях, возникло много вопросов по второму этапу специальной военной операции на Украине, который должен начаться уже в ближайшее время. Все дело в том, что основной задачей следующей фазы было названо полное освобождение Донбасса и на этом, вроде бы, все. По крайней мере так звучали заявления российских политиков, которые говорят много, но непонятно.
Теперь о задачах второго этапа заговорили военные, они, в отличие от политиков, говорят мало и по существу. Ясность в этот вопрос внес замкомандующего войсками Центрального военного округа генерал-майор Рустам Миннекаев, который пояснил, какие задачи стоят перед российскими войсками на Украине.

По словам генерала, основными задачами второй фазы спецоперации является не только освобождение территории Донбасса, но и установление полного контроля над всей южной Украиной. Контроль над Донбассом позволит установить сухопутный путь в Крым, а над югом Украины – проложить сухопутный коридор в Приднестровье. Кроме того, это позволит отрезать Киев от Черного моря, полностью лишив киевский режим морских портов.

Таким образом подтвердилась ранее озвученная информация, что вслед за наступлением на Донбассе или даже параллельно начнется наступление на южном фронте на Николаев и Одессу с выходом на Приднестровье.

Миннекаев подчеркнул, что спецоперация должна быть „доведена до логического завершения” и все задачи, поставленные перед российской армией, будут выполнены.

Не мы начинали эту войну, но мы её закончим
– добавил он.

=======================

Poniżej pokazuję kilka szkiców, mapek, dla orientacji. MD

„Azow” to realny problem. Neonazistowski pułk opłaca ukraińskie wojsko, policję i ministerstwa.

Zbigniew Parafianowicz https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/1439737,pul-azow-ukraina-strefa-wplywow.html

===========================

[Umieszczam tekst sprzed tej groteskowej, medialnej „wojny”. Ale opublikowany już pół roku po objęciu prezydentury Ukrainy przez fallusowego pianistę. Zelensky z partnerem grają FORTE MD]

=====================

Po tym jak amerykański polityk zaproponował, by pułk Azow dopisać do listy organizacji terrorystycznych, na Ukrainie wybuchła burza. Od kilku tygodni protestują skrajnie prawicowi aktywiści i mainstreamowi politycy. Przy okazji ujawniono też skalę wpływów tej organizacji we władzach w Kijowie.

Trzeba naprawdę dużo dobrej woli i wyrozumiałości, by nie widzieć problemu, jakim jest istnienie Azowa w obecnym kształcie. Zarówno samego pułku, jak i konfederacji struktur politycznych, które wokół niego wyrosły. Działająca na południowym wschodzie Ukrainy i walcząca przeciw separatystom oraz Rosjanom jednostka, z punktu widzenia sztuki wojennej, jest elitą elit. Jej zdolności można porównać do grup rozpoznania w Navy Seal czy Force Recon w Korpusie Marines. Gorzej z tradycją, do której się odwołuje. I nie chodzi jedynie o oklepane przez media eksponowanie na sztandarze wilczego haka – wolfsangel, który był symbolem niektórych jednostek Waffen SS, a dziś inspiruje międzynarodówkę neonazistów.

Niewinny początek

– Osobiście jestem nazistą. Mamy jedno zadanie: wyzwolić kraj od terrorystów – mówił na spotkaniu z reporterem brytyjskiego „Telegrapha”, Tomem Parffitem, Fantom – jeden z żołnierzy pułku Azow. Jego były dowódca – Andrij Biłecki – w tej samej rozmowie poszedł w technikalia. Opowiadał o charakterze jednostki, którą przedstawiał jako „lekką piechotę do wyzwalania takich miast jak Donieck”. Znany jest też jednak z bardziej filozoficznego wymiaru rozważań, które spowodowały, że jego żołnierze obdarzyli go przydomkiem Biały Wódz. „W tym krytycznym momencie naszą historyczną misją jest przewodzić białej rasie na świecie w jej ostatecznej krucjacie. Krucjacie, której celem jest przetrwanie. Krucjacie przeciwko semickim podludziom” – pisał w jednym ze swoich programowych komentarzy.

Fantom pochodzi ze wschodu Ukrainy i jest rosyjskojęzyczny. Trudno go zakwalifikować jako typowego „przedstawiciela junty” kreowanego w rosyjskiej propagandzie. Podobnie zresztą jak urodzonego w 1979 r. w Charkowie Biłeckiego. Parffit odwiedził ich bazę w nadmorskiej miejscowości Urzuf w 2014 r. na samym początku wojny na Donbasie. I tuż po tym jak prorosyjscy separatyści pod patronatem Kremla stworzyli swoje republiki ludowe.

Po pięciu latach konfliktu Azow w żaden sposób nie stępił swojej orientacji światopoglądowej. Wręcz przeciwnie. Stał się punktem odniesienia dla sieci paramilitarnych, skrajnie prawicowych ugrupowań na całej Ukrainie. Sympatyzuje z nim charkowski Freicorp, neonazistowska, stołeczna S14 (C14) czy Karpacka Sicz działająca w graniczącym ze Słowacją Użhorodzie. Ludzie związani z pułkiem trzon struktury oparli na trzech filarach – wojskowym (pułk), politycznym (partia Korpus Narodowy) i ulicznej bojówce (Drużyny Narodowe, swego rodzaju miejskiej milicji). Mają kontakty z podobnymi grupami na Zachodzie. Takimi jak włoska faszyzująca Casa Pound, węgierski Jobbik, niemiecka AfD czy amerykańscy biali supremacjoniści. Organizują koncerty i walki MMA. Dorobili się swojego radia – AzovFM, w którym można wysłuchać podcastów o kryzysie NATO czy szerzej upadku świata Zachodu.

Choć w wyborach ich poparcie stale oscyluje wokół błędu statystycznego, udaje im się oplatać instytucje państwowe, które z wyborów nie pochodzą: ministerstwa, policję i wojsko.

List do Pompeo

Jesienią, dzięki zasiadającemu po raz pierwszy w amerykańskiej Izbie Reprezentantów 33-letniemu Maxowi Rose’owi, o Azowie zrobiło się naprawdę głośno. Pochodzący z Nowego Jorku Amerykanin przekonał 39 demokratycznych deputowanych, by podpisali się pod listem do szefa Departamentu Stanu Mike’a Pompeo. Zażądali w nim, by organizacja – razem ze szwedzkim neonazistowskim Nordyckim Ruchem Oporu i zdelegalizowaną w Wielkiej Brytanii Akcją Narodową – została dopisana do listy zagranicznych grup terrorystycznych. W ten sposób znalazłaby się obok takich tuzów jak Hezbollah, Islamski Dżihad, Boko Haram czy Państwo Islamskie.

„Jak pan wie, kryteria Departamentu Stanu przy wpisywaniu na Listę Zagranicznych Organizacji Terrorystycznych (FTO) są proste: udział w zagranicznej organizacji utrzymującej zdolność i intencję, by zaangażować się w terroryzm oraz zagrozić bezpieczeństwu obywateli USA, bezpieczeństwu narodowemu, stosunkom zagranicznym i interesom ekonomicznym (USA – red.). Jest wiele przykładów zagranicznych grup białych nacjonalistów, które wypełniają te kryteria. Amerykańscy obywatele zasługują na wyjaśnienie, dlaczego te grupy nie są na FTO (…) Batalion (poprawnie pułk – red.) Azow to doskonale znana ultranacjonalistyczna milicja” – pisał do Pompeo Rose.

List, choć zawierał kilka istotnych błędów merytorycznych, otarł się o Komisję Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów, a sam deputowany w komunikacie prasowym zapowiedział, że będzie dążył do tego, by z mediów społecznościowych – głównego kanału komunikacji skrajnej prawicy – usuwane były treści, które propagują działalność organizacji takich jak Azow. Jak twierdzi, żołnierze pułku od lat „rekrutują, radykalizują i szkolą obywateli amerykańskich”, sugerując równocześnie z grubą przesadą, że inspirowali oni zabójców, którzy zaatakowali meczety w nowozelandzkim Christchurch czy synagogę w niemieckim Halle.

Kampania antydefamacyjna

Jednak to nie sam list do Pompeo był najciekawszym punktem w krucjacie przeciw ukraińskiej skrajnej prawicy. Raczej reakcja na ten dokument. I to, co w trakcie zamieszania ujrzało światło dzienne. Od kilku tygodni na Ukrainie trwa kampania w obronie dobrego imienia Azowa. Spina ją hasło „Obrona ojczyzny to nie terroryzm”, a biorą w niej udział zarówno aktywiści skrajnie prawicowych, neonazistowskich organizacji, jak i mainstreamowi politycy i wysocy rangą urzędnicy. Choćby tacy jak szef MSW Arsen Awakow, który nazwał inicjatywę Rose’a „żenującą kampanią informacyjną”, czy wiceszef MSZ Wasyl Bodnar. Kilkudziesięciu deputowanych z proprezydenckiej partii Sługa Narodu wysłało do Izby Reprezentantów list, w którym przypominają, że pułk Azow oficjalnie działa w strukturach ukraińskiej Gwardii Narodowej, która jest szkolona przez armię amerykańską. Z kolei weterani i sympatycy jednostki wysłali do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego petycję z żądaniem potępienia tez, które zawarł w swoim liście Rose. Efekt działań Amerykanina jest odwrotny od zamierzonego. Przesada, do której odwołał się polityk, pozwoliła Azowowi zająć wygodną pozycję ofiary. I zaciemnić realny problem.

Tymczasem, jak napisał w poniedziałek serwis śledczy Bellingcat, również urzędujący do 13 listopada szef Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA Kevin McAleenan przyznał niedawno, że podległe mu służby od dłuższego czasu śledziły związki między amerykańskimi supremacjonistami a przedstawicielami Azowa. Wcześniej Departament Stanu rekomendował wyłączenie związanego z nim Korpusu Narodowego i neonazistowskiej organizacji S14 (C14) z listy podmiotów, które mogą otrzymywać od USA pomoc, a wiosną ubiegłego roku Kongres podjął decyzję o zakazie dostarczania broni dla pułku Azow. Negatywne opinie na temat tego środowiska wydał również amerykański Freedom House, który od lat działa na rzecz transformacji ustrojowej na Ukrainie.

Jak wynika z informacji DGP, dyplomaci kilku krajów zachodniej Europy przekonują władze w Kijowie do ograniczenia rosnących wpływów środowiska Azowa w ministerstwie ds. weteranów, MSW, ministerstwie obrony i w Ruchu Weteranów Ukrainy. Jak twierdzi nasz rozmówca, samo MSW to przypadek szczególny. Azow, Korpus Narodowy i Drużyny Narodowe cieszą się w nim pełnym poparciem ministra Awakowa. I ze wzajemnością. Awakow jako jedyny polityk ukraiński piastuje stanowisko ministerialne nieprzerwanie od 2014 r. Co wynika przede wszystkim z konsekwentnego patronatu nad zmilitaryzowanym środowiskiem skrajnej prawicy, które może zamienić się w istotną siłę w razie wybuchu niepokojów społecznych na Ukrainie (Patriot Ukrajiny – organizacja, z której powstały pułk Azow i Korpus Narodowy – odegrał również ważną rolę na Majdanie w 2014 r.). Zdaniem naszych rozmówców poprzez nieusuwalnego Awakowa, ministerstwo ds. weteranów i przychylność resortu obrony Azow, Korpus i Drużyny legitymizują się w mainstreamie politycznym i wokół premiera Ołeksija Honczaruka, po którym spodziewano się, że ograniczy wpływy tych organizacji.

Dyplomaci przekonują również, że niepokojąca jest też aktywność międzynarodowa skrajnej prawicy ukraińskiej i jej źródła finansowania. Pełniąca funkcję sekretarza ds. zagranicznych w Korpusie Narodowym Ołena Semeniaka regularnie wyjeżdża na konferencje organizowane przez włoskich faszystów z Casa Pound, którzy są oskarżani o związki finansowe z Kremlem. W przeszłości gościła na Marszach Niepodległości w Warszawie i na konferencjach organizowanych w polskim Sejmie promujących idee międzymorza. Jej nazwisko figuruje w ujawnionym przez Bellingcat fragmencie raportu FBI poświęconym związkom między ukraińską a amerykańską skrajną prawicą. To ona miała zaprosić na Ukrainę członków kalifornijskiej ultraprawicowej organizacji Rise Above Movement na spotkania i szkolenia z przedstawicielami pułku Azow. Ta sama Semeniaka wspiera również norweskiego neonazistę Joachima Furholma, który wielokrotnie zapowiadał organizację zamachów przeciw władzom w Oslo.

Ukraińscy wyborcy nie darzą nadmiernym poparciem ugrupowań spod znaku Azowa, czego dowodem są wyniki kilku elekcji z ostatnich lat. Ukrainie nie da się też przykleić łatki państwa, które jest bezpieczną przystanią dla takich formacji. Społeczeństwo racjonalnie ocenia aktywistów takich jak Fantom czy Semeniaka. Problem w tym, że ukraińskie struktury państwowe są słabe, zaś sama organizacja zrozumiała, że nie będzie partycypowała we władzy za pośrednictwem karty do głosowania, lecz poprzez „skolonizowanie” tych struktur. W tym sensie jej próba wchodzenia do polityki tylnymi drzwiami wydaje się bardziej niebezpieczna.

Jeśli spojrzeć na mapę wpływów konfederacji Azow (nie samego pułku) w państwie, od 2014 r. wyraźnie widać trend rosnący. Inicjatywa amerykańskiego deputowanego była przesadzona. Zapewniła co najwyżej wzrost poparcia dla skrajnej prawicy i stała się użyteczna dla kremlowskiej propagandy, która nie ma zahamowań w porównywaniu Azowa do al-Kaidy czy Państwa Islamskiego. Mimo to nie da się dłużej bronić tezy, że „syndrom Azowa” jest na Ukrainie marginalny, a ci, którzy o niego pytają, są jedynie rosyjskimi trollami albo pracują na rzecz FSB. Co spotkało niedawno dziennikarzy Bellingcat, którzy ten temat próbują zgłębić.

[zob. w oryg. md]

Gdybym został wynajęty…

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5165 22 kwietnia 2022

Gdybym został wynajęty przez jakieś niezależne medium głównego nurtu, na przykład – telewizję rządową, albo choćby i nierządną, albo przez pana red. Tomasza Sakiewicza do któregoś z jego niezależnych mediów i gdybym z tego tytułu partycypował w subwencjach, jakie od spółek Skarbu Państwa, albo i bezpośrednio od rządu niezależne media dostają z jednej, albo z drugiej kasy (za pierwszej komuny „komunistyczny parobek Hamilton” pisał w warszawskiej urzędówce „Kulturze”, że w Polsce są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy), to o wojnie jaką NATO prowadzi z Rosją na Ukrainie mógłbym mówić, albo pisać tak:

Krwawy i zbrodniczy wariat, zimny ruski czekista i bezbożny komunista Putin, dokonał bestialskiej napaści na miłującą pokój Ukrainę, gdzie jego soldateska, przy pomocy poprzebieranych w mundury bandytów i zbrodniarzy, dopuszcza się zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości – co autorytatywnie potwierdził Senat Stanów Zjednoczonych i osobiście prezydent Joe (bo za żadne skarby nie przetłumaczyłbym wtedy tego imienia na polski, jako Józio) Biden, za którym te pryncypialne oskarżenia chórem powtarza cały postępowy i miłujący pokój świat. Niestety nawet w tym chórze pobrzmiewają fałszywe tony.

W genialnym przebłysku klasowej świadomości ukraiński prezydent Wołodymir Zełeński przejrzał na wylot brudną i cyniczną grę niemieckiego kanclerza – wspólnika Putina w rozboju – i nie tylko odprosił go z wycieczki do Kijowa, dokąd chciał go zabrać wraz z innymi miłującymi pokój uczestnikami bohaterskiej wyprawy pan prezydent Andrzej Duda, ale w dodatku nie obdarzył go własnoręcznym uściskiem, wskutek czego ukazał całemu wstrząśniętemu z oburzenia światu jego odrażający wizerunek, wskutek czego niemiecki kanclerz Olaf Scholz nie tylko nie przejdzie do historii, jak to już uczynił pan prezydent Andrzej Duda, ale razem z Putinem dostanie się do piekła, gdzie cały czas będzie bolało, a w dodatku wszyscy będą musieli na okrągło słuchać kompozycji „Nergala”, co – jak wiadomo – gorsze jest od śmierci.

Będzie tam miał za kompana węgierskiego premiera Wiktora Orbana, który nie tylko wyłamał się z postępowego fołksfrontu, ale w dodatku zlekceważył zbawienne napomnienia prezydenta Zełeńskiego, który gorąco pragnął zawrócić go ze złej drogi. Na domiar złego papież Franciszek, zamiast potępić i zwyzywać zbrodniarza wojennego Putina, jak to z coraz większą wprawą robi pani red. Danuta Holecka, Edyta Lewandowska, a nawet Anita Werner – bo w jedynie słusznej sprawie wszyscy ludzie dobrej woli akomodują się do linii partii – kręci, wygłaszając kontrowersyjne opinie, jakoby „wszyscy” mieliśmy być „winni” tego, co się na Ukrainie wyprawia.

Jest to ohydna potwarz, bo czy na przykład wojnie na Ukrainie winny jest prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, czy nawet Donald Tusk, który wprawdzie utkwił w sprośnych błędach Niebu obrzydłych, ale w sprawie Ukrainy kurczowo trzyma sie zatwierdzonej linii i nie popada w najdrobniejsze odchylenia? Nic więc dziwnego, że pan red. Tomasz Terlikowski, podobnie jak przewielebny ojciec Paweł Gużynski, nie ukrywa swego rozczarowania kunktatorską i dwulicową postawą papieża Franciszka tym bardziej, że chociaż Jego Ekscelencja abp Stanisław Gądecki pospieszył doń z braterskim upomnieniem, to głuche milczenie było mu odpowiedzią.

To oczywiście bardzo smutny objaw, ale są w tym też plusy dodatnie, bo dzięki temu lepiej rozumiemy, dlaczego z „piekielnej mocy” musiał „ojców świętych” wyswobadzać sam Pan Jezus. Takich występków nie może zrównoważyć nawet postępujący dialog z judaizmem, więc nie ma rady; trzeba będzie wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość.

Na szczęście zdrowe siły postępowej ludzkości, pod światłym przewodnictwem Umiłowanego Przywódcy, Ojca Narodów i Chorążego Pokoju, genialnego prezydenta bratnich Stanów Zjednoczonych Joe Bidena, nie tylko nie dają posłuchu tym haniebnym przykładom, ale je z pogardą odrzucają, przyjmując powszechnie i bez zastrzeżeń wszystko, co wychodzi z ust prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego „w Ukrainie”. Dzięki temu nieugięcie wiedzą, że zbrodnicza napaść Rosji na miłującą pokój Ukrainę, zakończy się haniebną klęską agresora.

Ta klęska jest zresztą widoczna już od samego początku, kiedy to na naszych oczach zdemoralizowane hordy rosyjskich bandytów cały czas w popłochu uciekają przed mężnym wojskiem zaporoskim, porzucając po drodze swój zabytkowy sprzęt, uprzednio zresztą zniszczony dzięki cudownej broni, jakiej Ukrainie dostarczają miłujące pokój państwa NATO – niestety za wyjątkiem putinowskich pachołków: Niemiec i Węgier. Nietrudno w tej sytuacji przewidzieć zbliżający się koniec. Obawiając się sądu zagniewanego ludu zbrodniczy ruski czekista wymierzy sobie sprawiedliwość własną ręką, jak to stało się udziałem jego prekursora i preceptora, przywódcy nazistów Adolfa Hitlera.

Niestety w dniach ostatnich cała postępowa ludzkość została wtrącona w dysonans poznawczy za sprawą pana Konstantego Geberta, który przez ponad 30 lat kolaborował z „Gazetą Wyborczą” pod redakcją pana redaktora Adama Michnika. Pan Konstanty Gebert, podobnie jak inni prominentni członkowie środowiska, wytyczał jedynie słuszną linię partii, do której masy posłusznie się stosowały. Tymczasem okazało się, że zaraza zawitała również do Grenady. Pan Konstanty Gebert w publikacji, którą zamierzał podstępnie wydrukować w „Gazecie Wyborczej” napisał, że sławny w całym mężnym wojsku zaporoskim pułk „Azow” to „naziści”. To jeszcze gorsza potwarz, niż „polskie obozy zagłady”, bo – po pierwsze – ten pułk, jeszcze jako batalion, został utworzony z inicjatywy Igora Kołomojskiego, który z całego narodu ukraińskiego wyznaczył na prezydenta całej Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego. Czyż Igor Kolomojski może mieć cokolwiek wspólnego z nazizmem? Nie może – może prócz słusznej, żeby nie powiedzieć – świętej rasowej nienawiści.

Po drugie – czy w mężnym wojsku zaporoskim jest miejsce dla jakichś „nazistów”? Nie ma go nie tylko w wojsku, ale i w całym ukraińskim narodzie, na co zwrócił uwagę prezydent Wołodymir Zełeński w swoim przemówieniu w izraelskim Knesecie przypominając, jak to w czasie rozpętanej przez nazistów wojny, Ukraińcy pomagali Żydom. Czyż jakikolwiek nazista mógłby pomagać Żydom? O tym nie ma mowy, więc to jest kolejny powód, dla którego Konstanty Gebert nie może mieć racji.

Wreszcie – po trzecie – zarzut, jakoby mężny pułk „Azow” składał się z „nazistów”, koresponduje z ohydnymi kłamstwami zimnego ruskiego czekisty, zbrodniarza wojennego i zbrodniarza przeciwko ludzkości, Władimira Putina. Okazuje się, ze Putin zapuścił swoje macki nawet w środowisku, które dotychczas wydawało się pozostawać poza wszelkim podejrzeniem. W tej sytuacji wypada przypomnieć o obowiązku wzmożonej czujności, by każdy obywatel, kiedy tylko poweźmie jakieś podejrzenie, natychmiast nieubłaganym palcem demaskował putinowskich agentów, a wtedy rząd „dobrej zmiany” będzie mógł „zamrozić” ich mienie i przekazać je któremuś z ponad 3,5 miliona ukraińskich uchodźców, który dotychczas postanowili skorzystać z naszej, polskiej gościnności.

==================================

Niestety jest inaczej; moimi pracodawcami są Czytelnicy, Słuchacze i Widzowie, w związku z czym poczuwam się do lojalności względem nich, za co płomienni dzierżawcy monopolu na patriotyzm życzą mi, by zainteresował się mną pułk „Azow” i złożył mi wizytę. Jestem pewien, że takiego eksperymentu bym nie przeżył – ale – jak mówił swemu królowi kanclerz Otto Bismarck – umrzeć i tak kiedyś musimy, Najjaśniejszy Panie – ale to nie powód, żeby robić głupstwa.

Oсновная масса оружия идет на Украину через Польшу

МИД РФ: ВС России вправе считать законной целью транспорты США и НАТО с оружием, следующие по территории Украины

https://topwar.ru/195300-mid-rf-vs-rossii-vprave-schitat-zakonnoj-celju-transporty-ssha-i-nato-s-oruzhiem-sledujuschie-po-territorii-ukrainy.html
Российские войска вправе считать законной целью транспорт США или НАТО, перевозящий вооружения по украинской территории. Об этом заявил заместитель директора департамента Северной Америки МИД РФ Сергей Кошелев.

США и НАТО в открытую заявляют о поставках различных вооружений киевскому режиму с целью затянуть проведение специальной военной операции России с одновременным нанесением как можно большего ущерба российской армии. После того как российская авиация и ПВО закрыли воздушное пространство на Украиной, у Запада остался только наземный способ доставки оружия через границу. Правда была одна попытка прорваться по воздуху, но прекрасно сработала ПВО, сбив украинский военно-транспортный самолет в районе Одессы.
Сейчас основная масса оружия идет на Украину через Польшу, которая стала логистическим хабом НАТО. Доставляемое в Польшу самолетами оружие перегружается на наземный транспорт и далее следует на Украину, в основном автомобилями. Пока шли поставки легкого вооружения, такие колонны маскировались под гражданские, но с началом поставок тяжелого вооружения гаубицы или танки в рефрижератор не засунешь, поэтому будет применяться специальная техника.
Как заявили в российском МИД, все транспорты США и НАТО с оружием, следующие по украинской территории, будут считаться законной целью российской армии. Вашингтон и Брюссель предупреждение уже получили.

Прямо говорим представителям США, что американо-натовские транспорты с оружием, следующие по украинской территории, вооруженные силы России вправе рассматривать в качестве законных военных целей – заявил Кошелев.
Отметим, что до настоящего времени российская армия наносила удары по местам скопления или складирования западного вооружения, а также по железнодорожным станциям, на которых располагались эшелоны с техникой ВСУ.

Johnson i miłosierdzie. Джонсон надеется на милосердие России по отношению к пленным британским наёмникам.

https://topwar.ru/195241-dzhonson-nadeetsja-na-miloserdie-rossii-po-otnosheniju-k-plennym-britanskim-naemnikam.html

Глава правительства Великобритании Борис Джонсон надеется на милосердие России по отношению к пленным британским наемникам. Речь идет об Эйдене Эслине и Шоне Пиннере, воевавших на стороне украинских военных.

Обращение премьер-министра прозвучало во время его выступления в Палате общин британского парламента.

Джонсон особо отметил, что захваченные в плен британцы являются не наемниками, а военнослужащими Вооруженных сил Украины (ВСУ). Он надеется на снисхождение к своим соотечественникам, хотя официальный Лондон не одобряет участие граждан страны в военных действиях на украинской территории. Джонсон рассчитывает на человеческое отношение к Эслину и Пиннеру людей, которые их удерживают.

Речь британского премьера стала ответом на публичное заявление Эслина, что верховный главнокомандующий ВСУ Владимир Зеленский и киевские власти бросили свою армию на произвол судьбы.

Двое граждан Великобритании были захвачены в плен в ходе операции по освобождению Мариуполя. В записанном ими видеоролике они обратились к своему премьер-министру с просьбой организовать их обмен на украинского оппозиционного политика Виктора Медведчука. Они сказали, что соскучились по родным и хотят к ним вернуться.

Ранее американская газета New York Times сообщила об имеющихся у нее доказательствах расправ боевиков украинских вооруженных формирований над пленными российскими военнослужащими.

В Мариуполе начинаются работы по масштабной уборке и восстановлению города

Сегодня, 16:02 14 https://topwar.ru/195236-v-mariupole-nachinajutsja-raboty-po-masshtabnoj-uborke-i-vosstanovleniju-goroda.html

Пока в южной части Мариуполя продолжается операция по ликвидации боевиков «Азова» (*экстремистская группировка, запрещённая в России) и иностранных наёмников, засевших на «Азовстали», в городские кварталы понемногу возвращается мирная жизнь. Это может показаться невероятным, однако в Мариуполе начинает появляться уличная торговля, ведётся уборка придомовых территорий. Мало того, коммунальными службами ведётся масштабная уборка магистральных улиц и проспектов, ведётся восстановление в центре города.

На улицах Мариуполя вместо тяжёлой военной техники появляется тяжёлая коммунальная и строительная техника. Это тракторы, экскаваторы, бульдозеры, самосвалы.

Там, где ещё неделю-две назад нельзя было даже помыслить том, чтобы просто выйти на улицу, сегодня идёт колоссальный по своему размаху «субботник». Участие в нём принимают коммунальщики и сами местные жители. Обломки стекла и бетона вывозятся с улиц и из дворов Мариуполя.

Одновременно с этим начинаются работы по описи и учёту разрушенных и повреждённых зданий, сооружений, инженерных коммуникаций. Составляются планы по восстановлению электроснабжения в десятках кварталов города, освобождённого от киевского режима.

https://youtube.com/watch?v=Z-UGE2hrcQ4%3Ffeature%3Doembed

https://youtu.be/Z-UGE2hrcQ4

MZ ustanawia rekord: Ukraińscy medycy po 45-godzinnym kursie języka polskiego będą w stanie leczyć Polaków.

Tymczasem, aby osiągnąć najniższy poziom znajomości języka, czyli A1 potrzeba ok. 80-120 godzin nauki, by znać go średnio trzeba poświęcić 350-400 godzin.

MATERIAŁ Z POWODU CENZURY NIEWYGODNYCH FAKTÓW MUSIMY OPUBLIKOWAĆ PONOWNIE. POPRZEDNI ARTYKUŁ ZOSTAŁ UZNANY PRZEZ CENZORA ZA NIEBEZPIECZNĄ INFORMACJĘ WPROWADZAJĄCĄ W BŁĄD W SPRAWIE WOJNY.

Z powodu istnienia bariery językowej przytłaczająca większość Ukraińskich specjalistów nie jest w stanie wykonywać pracy z uwagi brak biegłego posługiwania się językiem polskim w mowie i piśmie (wyłączna znajomość pisowni cyrylicą). Problem ten postanowiło jednak „rozwiązać” Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, które uruchomiło bezpłatne kurs podstawy medycznego języka polskiego.

Według oficjalnych danych na kurs zgłosiło się już ponad 3 tys. chętnych. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że po 3 tygodniach i 45 godzinach lekcyjnych osoby te będą w pełni przygotowane do podjęcia pracy w zawodzie lekarza, ratownika medycznego czy pielęgniarki. Wielką obawę co do tego projektu zgłaszają lingwiści i lekarze twierdzą, że to niemożliwe.

W świetle przyjętej przez rząd przy braku sprzeciwu koalicji specustawy o pomocy Ukraińcom, osoby z tego kraju, które poza Polską uzyskały kwalifikacje lekarza czy pielęgniarki, mogą otrzymać od ministra zdrowia zgodę na wykonywanie zawodu w Polsce. Zgodnie z zapisami tam dokonanymi, które zostały przyjęte przez obie izby parlamentu, a także zatwierdzone przez podpis prezydenta przeszkodą w zatrudnieniu tych osób nie jest brak znajomości języka polskiego.

Zapis o braku przeszkody językowej przy zatrudnieniu został skrytykowany jeszcze przed uchwaleniem tej specustawy między innymi Naczelna Rada Lekarska. W związku z falą krytyki tego zapisu 21 marca 2022 r.  w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego (CMKP) został uruchomiony pierwszy bezpłatny intensywny kursy z podstawy medycznego języka polskiego dla lekarzy,  dentystów, ratowników medycznych i pielęgniarek oraz położnych. Jak już wcześniej wspomnieliśmy projekt ten zakłada, że Ukraińcy mają nauczyć się języka polskiego w 45 godzin lekcyjnych. Na projekcie tym również nie pozostawiono na nim również suchej nitki.

Z oficjalnych informacji pochodzących ze strony CMKP zajęcia odbywają się  w grupach 15-osobowych w formie online i prowadzone są przez profesjonalnych lektorów języka polskiego. Organizator zapewnia, że grupy tworzone są według specjalizacji uczestniczących w nich medyków. W ramach kursu uczestnicy otrzymują bezpłatne materiały edukacyjne. Kurs ma zakończyć test postępu a każdy uczestnik, ma otrzymać certyfikat.

Według portalu prawo.pl, który powołał się na stanowisko Centrum Nauczania i Certyfikacji Języków Obcych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie wskazuje, że aby osiągnąć najniższy poziom znajomości języka, czyli A1 potrzeba ok. 80-120 godzin nauki, by znać go średnio trzeba poświęcić 350-400 godzin.

Z danych, na jakie powołuje się prawo.pl wynika, że do pracy w ochronie zdrowia wymagany jest minimum poziom B2. By to osiągnąć trzeba poświęcić na naukę co najmniej 500 godzin.

W tym miejscu nasuwa się pytanie jak osoby te będą leczyć ludzi, komunikować się z nimi i wypisywać dokumentację medyczną po zalewie 45-godzinnym intensywnym kursie języka polskiego? – Jak to ma się do marnych 45 godzin? Czy taki osoba po 45-godzinnym intensywnym i w dodatku online kursie języka polskiego będzie w stanie przeprowadzić wywiad medyczny, porozmawiać na wrażliwe tematy, które wymagają sprawności językowej?

Dla super cenzorów, których zadaniem jest wprowadzenie w błąd Polaków i szczelne ukrywanie niewygodnej prawdy dla władzy.

Pielgrzymka ad limina do Kijowa

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5164 20 kwietnia 2022

Wprawdzie Jan Tadeusz Stanisławski, profesor mniemanologii stosowanej, raz na zawsze udowodnił wyższość Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy, przytaczając za tym tyle argumentów, że wystarczyłoby ich nawet na udowodnienie zamachu smoleńskiego. Ramy felietonu nie pozwalają oczywiście na przytaczanie ich wszystkich, bo tym powinna zająć się kolejna podkomisja – ale na jednym chciałbym się mimo wszystko zatrzymać. Chodzi o prezenty.

Na Boże Narodzenie wszyscy, zarówno partyjni, jak i bezpartyjni, wierzący, jak i niewierzący, żywi i umarli, obdarowują się prezentami. Na tym tle doszło nawet do dysonansów natury teologicznej, bo wierzącym prezenty wigilijne przynosi Święty Mikołaj, podczas gdy niewierzącym – Dziadek Mróz – a przynajmniej tak było za Stalina. Jak jest teraz – tego nie wiem, bo niewierzący dlaczegoś mi się nie zwierzają – ale nie wykluczam, że na fali ekumenizmu również i oni zaakceptowali Mikołaja, tyle, że nie żadnego „świętego”, tylko starszego, tęgiego jegomościa o czerwonym od zimnych zakąsek nosie, ubranego w czerwony kostium i szpiczastą czapkę z futrzaną lamówką. Ten jegomość podróżuje saniami zaprzężonymi w renifery, a taki obraz skomponował niewierzącym do wierzenia hollywoodzki rządca dusz Walt Disney, więc skwapliwie w niego wierzą, albo przynajmniej udają, bo niebezpiecznie jest narazić się Hollywoodowi.

Wprawdzie Liga Antydefamacyjna twierdzi, jakoby opinia, iż Żydzi mają w Hollywood wielkie wpływy, jest „antysemicka”, ale czy naprawdę niewierzący muszą we wszystkim wierzyć Lidze Antydefamacyjnej?

Podobnie niebezpiecznie jest narazić się, zwłaszcza dzisiaj, ukraińskiej propagandzie wojennej, bo za sprawą Naszego Najważniejszego Sojusznika, który dał ukraińskim władzom koncesję na rząd dusz w Europie, każdy, kto się tej propagandzie, już nawet nie to, że sprzeciwia, tylko ujawnia jakieś wątpliwości, może zostać wyszlamowany z majątku na podstawie uchwalonej niedawno „ustawy sankcyjnej”. Ta ustawa, jak już informowałem, to prawdziwa żyła złota dla bezpieki, jako że bezpieczniacy będą składali wnioski o umieszczenie obywatela podejrzanego o bezpośrednie, a nawet „pośrednie” wspieranie straszliwego Putina. Jeśli do obywatela przyjdzie smutny pan, albo i dwóch i powiedzą jemu: wiecie, rozumiecie, z wami jest brzydka sprawa. Wasz majątek może zostać zamrożony – i co wy, obywatelu, na to? Na to on odezwie się w te słowa; ale chyba panowie takiego świństwa mi nie zrobią? – Na co oni: to zależy od pana, panie obywatelu. Na takie dictum obywatel wyciąga zaskórniaki, a smutni panowie powiadają: aaa, to co innego, inkasują szmal i – albo nie wpisują obywatela na listę proskrypcyjną, albo przeciwnie – wpisują – bo w bezpiece, podobnie, jak w życiu pozagrobowym – co, nawiasem mówiąc odkrył Bolesław Leśmian jeszcze przed wojną – nastąpiło straszliwe zdziczenie obyczajów. Chodzi bowiem o to, że taki obywatel, nie dość, że przekupił funkcjonariuszy, to jeszcze jest agentem Putina, a to jest zbrodnia niesłychana, zbrodnia przeciwko ludzkości, więc ze zbrodniarzem dozwolona jest każda forma walki. Można, a nawet trzeba, otruć go pasztecikami, zwłaszcza, że Święta Wielkanocne dostarczają znakomitej sposobności.

Skoro tedy Nasz Najważniejszy Sojusznik przyznał ukraińskim władzom koncesję na sprawowanie rządu dusz w Europie, to lepiej rozumiemy dlaczego prezydent Zełeński, którego jeszcze niedawno wystrugał z banana żydowski oligarcha Igor Kolomojski, zachowuje się jak europejski rewident cnoty i sztorcuje nieposłusznych mężów stanu nawet z państw poważnych, a oni nie mówią jemu, żeby skorzystał z okazji by siedzieć cicho, tylko sami siedzą cicho, niczym myszki Miki. Za to posłuszni mężykowie stanu mają prawdziwy festiwal, dzięki czemu mogą spokojnie przechodzić do historii, niczym Herostrates.

Toteż kiedy tylko prezydent Zełeński pozwolił na odbycie pielgrzymki prezydentów ad limina, to pan prezydent Andrzej Duda dobrał sobie asystę w postaci trzech innych prezydentów i pojechali na pielgrzymkę do Kijowa tą samą luksusową salonką, którą niedawno odbywał podobną pielgrzymkę Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, przez złośliwców nazywany „Liliputinem”. Kiedy bezpiecznie przybyli do Kijowa, to prezydent Zełeński tak ich wyściskał, tak wyściskał, niczym Leonid Breżniew Ericha Honeckera, chociaż w tej łaskawości dopiero się wyrabia, więc gorące pocałunki były pielgrzymom oszczędzone.

Szczerze mówiąc, początkowo zachodziłem w głowę, jaki właściwie charakter ma ta pielgrzymka. Pierwsza myśl była, że pokutny. Chodziło o to, że kilka dni wcześniej prezydent Duda gościł w Warszawie niemieckiego prezydenta Waltera Steinmeiera, któremu prezydent Zełeński nie dał ręki do pocałowania za karę, że Niemcy nie spełniają w podskokach wszystkich ukraińskich życzeń – a przecież powinni, tak, jak wszyscy.

Zatem pielgrzymce prezydenta Dudy do Kijowa mogła przyświecać intencja przebłagalna – żeby prezydent Zełeński łaskawie wybaczył mu tę samowolkę. Ale również dobrym powodem mogła być ambicja. Skoro Naczelnik Państwa odbył bohaterską pielgrzymkę do Kijowa, to dlaczego nie mógłby jej odbyć prezydent Duda i w ten sposób przejść do historii? Coś mogło być na rzeczy, bo prezydent Duda dotychczas nie miał zbyt wielu okazji, by zasłużyć sobie na przejście do historii tym bardziej, że Putin ma teraz inne zmartwienia i nawet ruscy zbrodniarze taktownie nie ostrzelali pielgrzymkowego pociągu, podobnie zresztą, jak wszystkich innych, więc było całkowicie bezpiecznie. Żeby jednak dodać trochę dramatyzmu, pan prezydent Duda założył kuloodporną kamizelkę, w której wyglądał bardzo bohatersko, zwłaszcza na tle prezydenta Zełeńskiego, który żadnej kamizelki nie miał. No, ale prezydent Zełeński nie musi, podczas gdy pielgrzymi raczej powinni.

To tak, jak z nieboszczykiem Żyrynowskim. Był on politykiem rosyjskim, ale narodowości prawniczej („matka Rosjanka, ojciec prawnik”), w związku z tym musiał pić więcej wódki, niż zwyczajni Rosjanie, zachowywać się bardziej krzykliwie – i tak dalej. Ale oprócz ambicjonerskiego celu, by przejść do Historii, pielgrzymka prezydenta Dudy mogła być – a jeśli mogła być, to najprawdopodobniej była – aktem hołdowniczym przedstawicieli niektórych państw Europy Środkowej, wobec przywódcy tego regionu, na którego został chyba już zatwierdzony prezydent Żełeński, bo czyż w przeciwny razie tak mocarstwowo by się zachowywał? A któż mógł go podnieść do takiej godności, jeśli nie Nasz Najważniejszy Sojusznik, który najwyraźniej bardzo sobie w nim upodobał za gotowość prowadzenia wojny z Rosją do ostatniego Ukraińca? Toteż mógł takie polecenie prezydentowi Dudzie wydać podczas swego ostatniego pobytu w Warszawie, a prezydent Duda wszystko to gracko zorganizował i w ten sposób już teraz zapewnił sobie miejsce w historii.

Taki prezent zrobił nam pan prezydent i to na Wielkanoc!