Wiem, na czym polegają tajemne pertraktacje USA z Iranem. Trump nas nie okłamuje, on naprawdę prowadzi rozmowy w sprawie zawieszenia broni. Niekoniecznie z ludźmi sprawującymi realną władzę w Iranie, ale jednak. Dlaczego nie udało się żadnemu z dziennikarzy dotrzeć do tych negocjatorów? Odpowiedź jest prosta: ponieważ strona amerykańska ma taki zwyczaj, że usuwa wszelkich świadków negocjacji. Zgodnie z zasadą, że dobry negocjator, to martwy negocjator. Taktykę tę Amerykanie udoskonalili, pertraktując dawno temu z Indianami. Domyślam się, że zgodnie z tradycją częstowali mediatorów wodą ognistą.
Jeśli ktoś się do tej pory nie zorientował, chciałbym zwrócić uwagę na dzisiejszą datę… Dalej będzie już w miarę poważnie.
Pomysł na negocjacje nie jest wcale zły. Może pomóc Trumpowi wyjść z twarzą z tej awantury, na którą namówili go najlepsi przyjaciele. Może pomóc, ale nie pomoże, o ile Iran nadal będzie odpalał swoje ponoć dawno zużyte zasoby rakiet i wysyłał drony. A Iran nie zamierza po raz drugi dogadać się z odwiecznymi wrogami. Bo i po co? Żeby w najbliższej przyszłości zostać narzędziem pomagającym w budowie trzeciej świątyni dla wyznawców Mojżesza?
Według „Wall Street Journal”, doniesienia o fałszywych wiadomościach dotyczących negocjacji, wyolbrzymione zagrożenia militarne oraz „terapia rozmową” prezydenta USA nie są już w stanie powstrzymać spadku wartości akcji ani wpłynąć na ceny ropy.
Mądry człowiek może dać się raz nabrać. Zdezorientowany, da się nabrać i drugi raz, ale za trzecim będzie już bardziej ostrożny. To właśnie dlatego mówi się, że kłamstwo na krótkie nogi. Nie róbmy wariata z prezydenta USA. Może się tak właśnie zachowuje, ale nie chcemy przecież, by wyłgał się przed karą, jeśli daj Boże stanie kiedyś przed sądem.
Nadal uważam, że gdyby dzisiaj prezydentem była Kamala Haris, to także doszłoby do wojny z Iranem, a mielibyśmy dodatkowo pełną gamę tęczy, inwazji nachodźców, integrację polityczną USA ze Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich, przymus szczepionkowy histerię klimatyczną i powiększony podatek za wydychanie dwutlenku węgla.
Trump uciekł do Indii po tym, jak rozwalił z Bibi Bliski Wschód, Iran i gospodarkę światową. Chciał rozpocząć nowy biznes, zaczynając całkiem na dole. Dlaczego w Indiach? Ponieważ w Indiach nie ma ICE. Źródło: Telegram 31,03,2026 r. 10:23.
Teraz wybór broni należy do Trumpa. Albo pozwoli, żeby skończył w zakładzie psychiatrycznym, albo podtrzymując amerykańską tradycję, pozostawi przyjaciela szantażystę na Bliskim Wschodzie własnemu, niezbyt godnemu pozazdroszczenia losowi i opublikuje wszystkie dokumenty sprawy wyspy E., którymi go Bibi szantażował. Odejdzie w niesławie, ale przynajmniej nie jako ten, który doprowadził świat do katastrofy zagłady. I jeszcze jedno: niech da sobie spokój z pokojową nagrodą Nobla – naprawdę nie ma o co walczyć. To żadna chluba stać w jednym szeregu obok zbrodniarza Baracka Obamy i donosiciela Bolka.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Moderator:Wspomniał Pan już o Europie w pierwszej połowie rozmowy, która znów znalazła się w niezwykle dziwnej sytuacji. Najpierw Trump poprosił Europejczyków o pomoc, potem obraził się na Starmera za zaoferowanie pomocy w „nieodpowiednim momencie” i tak dalej.
Europejskie orły
——————————————————–
Pańskim zdaniem, czy Europa nadal posiada jakąkolwiek niezależność – nie tylko w stosunku do Trumpa, ale także w kontekście wojny w Zatoce Perskiej, ponieważ to ona najbardziej ucierpi? Czy nadal ma ona jakikolwiek wpływ na bieżące wydarzenia polityczne?
Aleksander Dugin: W tym kontekście, trzymając się metafory wyspy Epsteina, Europa jest czymś w rodzaju wspólnika, strażnika lub pomocnika w przerażających zbrodniach popełnionych przez głównych sprawców. Mają ograniczony zakres wolności, ale w istocie są jedynie pracownikami tej wyspy. Nie są głównymi przestępcami, ale nie są też zwykłymi ofiarami. W głębi duszy chcieliby być wśród „pierwszej kategorii”, ale wiedzą, że w każdej chwili mogą zostać porzuceni i stać się ofiarami.
Belgijski premier powiedział, że istnieje różnica między wasalem a niewolnikiem, ale w rzeczywistości jej nie ma: wasal jest traktowany z szacunkiem, ale wymaga całkowitego podporządkowania; niewolnik nie otrzymuje szacunku. Właśnie taka jest sytuacja Europy. Gdyby Trump był życzliwy, nazwałby ich „lojalnymi wasalami”, jak to czasami robi. Kiedy jest zły, traktuje swoich pracowników jak niewolników – nie poklepuje ich po plecach, ale gryzie i bije.
Pozycja wasala-niewolnika jest taka: pan jest szalony, ale co można zrobić? Można czekać, aż trafi do szpitala psychiatrycznego, sabotować operacje, twierdzić, że twój departament nie jest zamieszany w działalność przestępczą. Wtedy zostanie się zwolnionym albo ostatecznie padnie ofiarą. Pole manewru UE jest ograniczone: chcą, żeby horror się skończył, żeby szaleniec zniknął, żeby mogli stać się dumnymi wasalami. Dopóki Trump traktuje ich jak zbuntowanych niewolników, próbują uciec na wyspę Epsteina i sami stają się ofiarami tych samych sił, którymi Trump manipuluje wedle własnego uznania.
W tym przypadku następuje de-subiektywizacja wszystkich, z którymi Trump wchodzi w interakcje: on jest jedynym podmiotem. Traktuje każdego, kto może zostać uprzedmiotowiony, wykorzystany, zabity lub zgwałcony. Europa zajmuje pozycję pośrednią: w istocie są również „gośćmi” na wyspie, którzy w każdej chwili mogą zostać przekształceni ze sprawców w ofiary.
My, Chiny i wielki Iran, który demonstruje swoją godność i wolę, by nie stać się przedmiotem, odmawiając de-subiektywizacji – sprzeciwiamy się temu rozpętanemu szaleńcowi. Nasz potencjał, nasza strategiczna broń jądrowa, nasza gospodarka, nasza wola, nasz prezydent i nasz naród, oddani tradycyjnym wartościom, a nie wartościom Epsteina. Mówimy o suwerenności i nie jesteśmy gotowi być wasalami, nawet jeśli jesteśmy rozpieszczani. Próbowaliśmy tej roli w latach 90. i wiemy, jak się kończy.
W. Putin i D. Trump – zaczęło się kiedyś obiecująco
—————————————————————————-
Każde negocjacje z nami i Chinami to dla Trumpa poważne obciążenie psychologiczne, ponieważ ma do czynienia z podmiotami. Odprzedmiotowienie nas nie jest takie łatwe i to jest główny problem. Musimy teraz, udzielając Iranowi maksymalnego wsparcia, opracować kontr-strategię, ponieważ nie możemy pozwolić na taki porządek świata: musimy zastanowić się, jak okiełznać tego szaleńca i sprowadzić go do bezpiecznej strefy. Wielu debatowało nad dalekowzrocznością naszego prezydenta, kiedy powiedział, że Kamala Harris byłaby lepsza. Wszyscy uważaliśmy to za ironię, wierzyliśmy, że Trump dotrzyma obietnic. Okazuje się, że nasz prezydent przejrzał szum medialny. Jest zadziwiająco dalekowzroczny.
Mamy teraz do czynienia z globalną katastrofą: balansujemy na krawędzi wojny nuklearnej, ponieważ u steru mocarstwa stoi osoba wyraźnie chora psychicznie, z urojeniami, zrujnowaną psychiką i ewidentną demencją. To niebezpieczne dla wszystkich, więc musimy zastanowić się, jak się chronić. Nawiasem mówiąc, Europa powinna zwrócić się do nas, ponieważ jesteśmy przewidywalni.
Moderator:Kontynuujmy od tego momentu. Pomijając osobowość Trumpa, widzimy, że to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie – szok energetyczny i gospodarczy – nieuchronnie prowadzi Europę do katastrofy. Praktycznie wszyscy eksperci to mówią. Europejczycy idą jak baranki na rzeź.
Jaki jest powód takiego zachowania? Czy to wynik krótkowzroczności i dekadencji elit, które po prostu nie rozumieją, że ten kryzys przyniesie im jedynie zubożenie i upadek, czy też celowa zdrada ze strony kierownictwa UE, takiego jak von der Leyen i inni, którzy doskonale wiedzą, do czego to prowadzi, ale mimo to kontynuują? Jak wytłumaczyć prawdziwie samobójczą postawę Europy?
Aleksander Dugin: Po prostu nie mają wyboru. Naprawdę. Są po prostu częścią tego systemu, zwykłymi pracownikami.
Moderator:Ale czy nie mogliby się zbuntować przeciwko Trumpowi, wesprzeć pozycje Iranu, Rosji, Chin itd.? Wyobraża pan to sobie?
Aleksander Dugin: Nie, oczywiście, że nie. Co, Macron – ten zwinny polityk o niejasnym kierunku, czy pracownik BlackRock Merz, który wygląda jak Himmler w koszmarze, czy absolutny idiota Starmer – czy oni powołają się na europejską suwerenność? Wszyscy, którzy mogli – Schröder w Niemczech czy politycy we Francji, tacy jak Mitterrand i Chirac – odeszli. Ci politycy byli suwerenni: choć postępowali zgodnie z zasadami zachodniego, atlantyckiego świata, posiadali prawdziwą suwerenność.
Od tego czasu seria zmian w elitach sprowadziła ich do roli jedynie personelu pomocniczego. Być może są próżni, ale nie reprezentują ani interesów społeczeństwa europejskiego, ani niezależnej geopolityki. Są częścią systemu amerykańsko-centrycznego, pozbawionego jakiejkolwiek wolności. Globalistyczni przywódcy USA grzecznie maskowali to podporządkowanie elit UE: mówili o multilateralizmie, twierdząc, że opinie partnerów mają znaczenie. To jak wiadomość na automatycznej sekretarce: „Twoja opinia jest dla nas ważna”, ale w rzeczywistości – zachowaj ją dla siebie.
Moderator:Czy to zatem głupota, czy zdrada?
Aleksander Dugin: To wynik długoterminowych wysiłków; To nie tylko głupota czy zdrada – Europa utraciła suwerenność po 1945 roku. Gdy tylko Stany Zjednoczone stały się supermocarstwem, przejęły odpowiedzialność za najpilniejsze problemy militarne, polityczne, a następnie gospodarcze Europy, a kompetencje Starego Świata zmalały.
Oczywiście europejscy przywódcy często próbowali uwolnić się od tej amerykańskiej hegemonii i ustanowić Europę suwerennym podmiotem z własnymi interesami, celami i wartościami – pomyślmy o de Gaulle’u, który całkowicie wycofał się z NATO. Ale ponieśli porażkę, ponieważ Waszyngton powiedział: „Dlaczego chcecie się odłączyć? Dzielimy wspólne wartości; jesteście naszymi partnerami”. Nazywano ich partnerami, ale w rzeczywistości pozostali wasalami, których traktowano „dobrze”. „Nie potrzebujecie własnej tożsamości; to nasza sprawa; pomyślimy za was”. Jak mawiało niemieckie przysłowie: „Zostawcie nam swoje sumienie; Führer pomyśli za was” – dziś jest tak samo: „Przywódcy europejscy, Waszyngton pomyśli za was”.
Teraz mają szaleńca na czele tego porządku. Oczywiście nie spodziewali się, że będą posłuszni kompletnie niezrównoważonemu władcy, który otwarcie ich upokarza. Wysysa z nich energię, a na pytanie: „Dlaczego?” odpowiada:„Bo chcę. Nie ma już prawa międzynarodowego, jestem tylko ja i moja moralność”. Jeśli chcą ropy, mogą udać się do Cieśniny Ormuz i wypowiedzieć wojnę Irańczykom; to nie jego problem.
Może wkrótce ogłosić: „Wygrałem, Ameryka zadała decydujący cios, Iran już nie istnieje, umywam ręce”. I wszystko pozostanie po staremu: bomby na Izrael, wybuchy nowych baz – ale Trump będzie twierdził, że to wszystko fake newsy. Już teraz mówi, że wszystkie szkody, jakich doświadcza Izrael, są spowodowane przez sztuczną inteligencję, ani jeden pocisk nie przebił „Żelaznej Kopuły”, wszystko jest w porządku.
W tym halucynacyjnym, solipsystycznym świecie można ogłosić zwycięstwo, a Europa musi ponieść konsekwencje.
Donald i Melania Trumpowie – podobno żyją w separacji
=========================================
Gdzie mają się zwrócić? Nie ma pola manewru. Ci przywódcy nie lubią Trumpa, a kto mógłby go lubić? Kiedy patrzę na Melanię Trump, zastanawiam się: Co jej chodzi po głowie? Z kim spędziła życie? To naprawdę przerażające. Jak można kochać kogoś takiego? Można ich tolerować, będąc niewolnikiem, ale nic więcej. Jej surowa mina pokazuje, że wie: sytuacja jest bardzo zła; jest ofiarą. Być może nawet wysyła sygnały, mówiąc: „Jestem jasnowidzem, wizjonerem” – w rzeczywistości krzyczy: „Ratuj mnie!”.
Moderator:Więc wie więcej niż my…
Aleksander Dugin: Z pewnością wie więcej, a ta wiedza zatruwa jej życie. Ale zostawmy ją na boku. Jeśli chodzi o Europę, to nie jest ona nawet ukochaną żoną, ale czymś o wiele bardziej niefortunnym na tej wyspie Epsteina, w którą przekształcił się cały Zachód.
Przywódcy europejscy są „w pułapce”: nie chcieli tego; marzyli o innym statusie, chcieli ustalać zasady, ale im się nie udało. Nie mam dla nich żadnej litości – zasłużyli na to, co ich spotyka, a nawet na gorsze rzeczy. Dlatego musimy polegać wyłącznie na własnych siłach, wygrać tę wojnę, zbliżyć się do naszych sojuszników – Iranu, Korei Północnej, Chin – i szukać innych partnerów dla wielobiegunowego świata.
Musimy przekonać wszystkich, którzy wciąż posiadają odrobinę suwerenności, co ich czeka, jeśli ta hegemonia się utrzyma, i zbudować nasz wielobiegunowy świat. Jeśli w Europie wybuchną rewolucje i liberalne, globalistyczne elity zostaną obalone – cóż, myślę, że wyciągniemy do nich pomoc, nawet „rurociąg” pomocy, a może nawet kilka. Ale najpierw muszą uwolnić się od swojej zależności.
Narody Europy cierpią podwójnie: rządzą nimi szaleńcy, którzy z kolei podlegają jeszcze gorszemu szaleńcowi. Wyobraźcie sobie, jak oni muszą się czuć. A najgorsze jest to, że nawet nie są już karmieni. Wasale i niewolnicy kiedyś mieli co jeść; teraz pan odmawia im jedzenia. Epstein i Bill Gates kiedyś dyskutowali o tym, co zrobić z biednymi, i doszli do wniosku, że należy ich wyeliminować.
Być może właśnie tak ten plan się teraz realizuje.
[—] …wahałam się, czy przekładać kolejny tekst o udostępnianiu przestrzeni powietrznej ukraińskim dronom, ale dziś w serwisie informacyjnym MP pojawił się następujący wpis (więc coś jest na rzeczy):
„Federacja Rosyjska. Moskwa ostrzega, że podejmie radykalne działania, jeśli Ukraina wykorzysta terytorium innych państw do przeprowadzania ataków na rosyjskie porty bałtyckie. W ostatnich dniach rosyjskie media rozpowszechniają informację, że Warszawa, Wilno, Ryga i Tallin udostępniały swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom, które miałyby atakować cele w Rosji. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia zgodnie zaprzeczają takim informacjom. Poseł Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik na swoim profilu w serwisie X zasugerował, że ustanowienie strefy EP R130 wzdłuż wschodniej granicy Polski miało umożliwić Ukrainie przeprowadzenie ataków dronami na rosyjską infrastrukturę naftową w obwodzie leningradzkim oraz na porty Ust-Ługa i Primorsk. Informacji tej zaprzeczył Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Maciej Klisz.”
Estonia oficjalnie zezwala na ukraińskie ataki na Rosję nad swoim terytorium.
Wczoraj wieczorem rosyjski region Sankt Petersburga został ponownie zaatakowany przez ukraińskie drony, które nadleciały z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich. Estońskie wojsko poinformowało, że drony zostały dostrzeżone, ale nie zestrzelone.
Anti-Spiegel 31 marca 2026
Od kilku dni donoszę, że Ukraina atakuje dronami cele w regionie Sankt Petersburga w Rosji, wykorzystując przestrzeń powietrzną państw członkowskich UE i NATO: Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, za ich wyraźną zgodą. Chociaż nie wyraziły one publicznie tej zgody, fakt, że pozwalają na ataki na Rosję z wykorzystaniem swojej przestrzeni powietrznej bez choćby cienia protestu, potwierdza ich współudział.
Estońskie wojsko wydało następujące oświadczenie w sprawie wydarzeń z nocy 31 marca:
„W nocy 31 marca, w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, w niektórych rejonach Estonii wykryto zagrożenia powietrzne, podczas których potencjalnie niebezpieczne statki powietrzne mogły wlecieć w estońską przestrzeń powietrzną. Estońskie Siły Zbrojne wykryły potencjalnie niebezpieczną aktywność lotniczą zarówno w przestrzeni powietrznej Estonii, jak i poza nią, i wydały ostrzeżenie o zagrożeniu. Po ustąpieniu zagrożenia wydano oddzielne powiadomienie. Nie były to ćwiczenia. Sytuacja potencjalnego zagrożenia zakończyła się. Proszę wznowić normalną działalność. Wszelkie zmiany sytuacji będą zgłaszane.”
Jak już wskazywałem w moich artykułach z ostatnich dni, nie jest niczym nowym, że Polska i państwa bałtyckie zezwalają na ataki ukraińskich dronów na Rosję nad swoim terytorium. Podejrzenie to jest uzasadnione co najmniej od zeszłego lata i zostało de facto udowodnione od sierpnia ubiegłego roku.
Różnica polega na tym, że państwa bałtyckie otwarcie się do tego przyznają. Oficjalnie deklarują, że ukraińskie drony wykorzystują ich przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję, ale w przeciwieństwie do Finlandii nie protestują przeciwko temu w Kijowie. Oświadczają również, że nie podejmują żadnych działań przeciwko wtargnięciu ukraińskich dronów z materiałami wybuchowymi, co, mówiąc wprost, oznacza, że zezwalają na te ataki i przynajmniej pośrednio je wspierają. To już stanowi de facto udział w wojnie.
I nie mówimy tu o małych dronach, które nie powodują znaczących zniszczeń. Mówimy o dronach bojowych An-196 o zasięgu ponad 2000 kilometrów i głowicy o masie co najmniej 75 kilogramów, tak potężnych, że poważnie uszkodziły dwie rafinerie i co najmniej jeden port handlowy w rejonie Sankt Petersburga. Ponadto drony atakują również rosyjską bazę morską w Kronsztadzie, choć nie wiadomo, czy doszło tam do jakichkolwiek zniszczeń.
Jak dotąd Rosja nie odpowiedziała militarnie na te ataki, mimo że byłaby do tego uprawniona na mocy prawa międzynarodowego. Pomimo ciągłych prowokacji ze strony państw NATO i UE, Rosja zachowuje umiar, a oficjalne rosyjskie media i główne rosyjskie media nie odniosły się do tej kwestii. Przynajmniej na razie.
Wydaje się, że sytuacja się zmienia. Ukraińskie ataki, otwarcie wspierane przez państwa europejskie, były tematem cotygodniowego przeglądu wiadomości w rosyjskiej telewizji w niedzielę, a coraz więcej rosyjskich mediów teraz o nich donosi.
A zachodnie media, które wcześniej całkowicie ignorowały ten problem, teraz otwarcie donoszą o ukraińskich dronach latających nad państwami bałtyckimi. Oczywiście nie wspominają, że stanowi to jawny udział w wojnie, ale sam fakt, że niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, donoszą o tym od kilku dni, wskazuje, że coś się zmieniło. Obie strony przestały milczeć.
To nowa sytuacja. I moim zdaniem bardzo niepokojąca, ponieważ wywiera presję na Rosję, a presja na rząd, by podjął działania, będzie rosła. Jedynym sposobem na przeciwdziałanie temu jest militarne działanie, ponieważ Europejczycy odrzucają jakiekolwiek negocjacje z Rosją, a miłe słowa są bezużyteczne.
Byłem dziś u fryzjera i rozmawiałem z przypadkowymi przechodniami – w salonie, kawiarni, taksówce czy na ulicy. Nie jest to reprezentatywne, ale niemal jednomyślna opinia była taka, że Rosja powinna przestać pozwalać Europejczykom traktować się „jak wycieraczkę” i w końcu zademonstrować swoją determinację zdecydowanym ciosem, pokazując, że nie będzie dłużej tolerować takich rzeczy.
Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim poziomem konsensusu w luźnych rozmowach.
Aleksander Dugin: On [Trump] to wszystko zaczął; to on rozpoczął atak na Iran. To on sprowokował te kontr-środki, które teraz dotykają jego sojuszników – Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Bahrajn, Kuwejt – a teraz mówi: „Umywam ręce. Mam dość ropy. Jeśli macie problemy, sami brońcie swoich tankowców w Cieśninie Ormuz”. To zupełnie niezrozumiałe. Widzieliśmy różnych przywódców w Ameryce i Europie, i mieliśmy tu również różne osobowości – niektóre graniczące z niestabilnością psychiczną, to się zdarza.
Ale to, co widzimy dzisiaj, u osoby u steru Ameryki, jest naprawdę niepokojące, ponieważ w jej działaniach nie ma absolutnie żadnej logiki. Dziś jedno, jutro drugie, pojutrze co innego. Jeszcze się przeciwko nam nie zwrócił, nie skierował na nas swojej agresywnej złości – wręcz przeciwnie, powstrzymuje się od działania w tej sprawie; najwyraźniej uważa, że konieczne jest podejście etapowe.
Aleksander Dugin
Ma już dwa aktywne fronty: Amerykę Łacińską (Wenezuelę i Kubę), wobec której stosuje sankcje i blokadę. Jest bezpośrednio zaangażowany w wojnę na Bliskim Wschodzie, która wydaje się nie mieć końca, a następne w kolejności są Chiny i Tajwan. Ukraina nie jest już dla niego problemem. Ale jeśli te agresywne działania odniosą sukces, wszystko przeniesie się bliżej domu. Musimy jasno zdać sobie sprawę: Iran jest teraz tarczą dla nas i dla Chin, bo my jesteśmy następni. A dla Trumpa, nawet w jego stanie, rozpoczęcie agresji na wszystkich frontach byłoby zbyt dużym wysiłkiem.
Ale musimy wiedzieć, z kim mamy do czynienia. Wszelkie wyobrażenia o tym, że możemy się pogodzić z tym systemem, znaleźć wspólny język – to już przeszłość.
Próbowaliśmy i, nawiasem mówiąc, zrobiliśmy to dobrze. Bo kiedy pojawił się Trump, miał dość sensowny plan działania i otaczali go całkiem porządni, poważni i konsekwentni ludzie. Teraz wyrzucił ich wszystkich – ostatnich zaledwie wczoraj. Mówi: „Zostali mi tylko przyjaciele: Mark Levin, Laura Loomer i Lindsey Graham, a wszyscy inni, którzy nie lubią moich przyjaciół, są znienawidzeni przez całą Amerykę, w tym konserwatystów, prawicowców i lewicowców”. Po pierwsze, ta trójka – są brzydcy, nawet fizycznie – a po drugie, całkowicie odpychający; nie mają charyzmy.
Wszyscy porządni ludzie z bliskiego otoczenia Trumpa odeszli lub przestali komentować: J.D. Vance, Tucker Carlson, Megyn Kelly – wszyscy zajęli nowe stanowisko.
Właśnie to chciałem powiedzieć: Trump jest w beznadziejnej sytuacji. Musimy to zrozumieć. Jego zachowanie na wojnie i w polityce międzynarodowej ogólnie jest niezwykle niebezpieczne. Musimy być niezwykle ostrożni w tej sytuacji.
Moderator:Omówmy to bardziej szczegółowo, ponieważ w pańskich słowach jest wiele aspektów, które zasługują na uwagę. Zacznijmy od ataku USA i Izraela na Iran oraz irańskich ataków odwetowych na monarchie Zatoki Perskiej. Według najnowszych informacji PKB Kuwejtu i Kataru spadło już o 14% i nadal spada: rafinerie są zamykane, a cały przemysł naftowy w regionie popada w stagnację. Najwyraźniej Iran robi to celowo. Nawet zgodnie ze słowami Donalda Trumpa, które pan zacytował, zgadza się on, że monarchie Zatoki Perskiej nie interesują go już jako źródło ropy.
Moje następne pytanie: Kto pana zdaniem korzysta na tym konflikcie? Publiczne, formalne powody były pretekstem – wszyscy wiemy, że nikt już nie mówi o irańskiej broni jądrowej. Jak opisałby pan pierwotną ideę stojącą za tym konfliktem? Kto pierwotnie miał wygrać, kto chce wygrać i jak?
Aleksander Dugin: Wydaje mi się, że działamy na kilku poziomach: geopolityki, ekonomii i ideologii religijnej. Generalnie uważamy, że ideologia religijna to dziwactwo, które nic nie znaczy, ponieważ zwyciężają tylko siły materialne. To błąd. Trzech uczestników tego konfliktu jest silnie zmotywowanych apokaliptycznymi wizjami, a wizje te są diametralnie różne.
Z jednej strony mamy ideę „Wielkiego Izraela”, której orędownikiem jest Netanjahu: to wojna dni ostatecznych, którą prowadzi on przeciwko tzw. Amalekitom – Iranowi. W tej walce Mesjasz ma się pojawić na końcu, a w tym celu przygotowuje się pewne rytuały.
Sanhedryn został ponownie ustanowiony, sprowadzono czerwone krowy na ofiarę, a budowa Trzeciej Świątyni jest przygotowywana. Arcykapłan, który nie dotyka ziemi, jest niesiony na palankinie. Trwają przygotowania do zburzenia meczetu Al-Aksa, a dwa dni temu, po raz pierwszy w historii Izraela, zakazano nabożeństw w czasie Ramadanu. Taka jest rzeczywistość izraelskiej polityki, która wszelkimi sposobami dąży do realizacji mesjańskiego projektu.
Chrześcijański syjonizm w otoczeniu Trumpa również stał się dominującą siłą. Paula White, liderka ewangelikalnych dyspensacjonalistów, odprawia nabożeństwo w Białym Domu i ogłasza, że proroctwo końca świata się spełnia i dlatego Izrael jest tak ważny: Módlmy się za Izrael i zabijajmy wszystkich jego wrogów. Nie należy lekceważyć skali fanatyzmu religijnego w Izraelu i USA. Wcześniej wydawał się on drugorzędny; dziś jest czynnikiem w polityce na wysokim szczeblu. Iran reaguje w ten sposób, postrzegając Trumpa i Netanjahu jako Adżajala – Antychrysta. Geopolityka schodzi tu na drugi plan.
Mimo to jest w tym pewna logika. Jeśli Trump chce zapewnić sobie wyłączną hegemonię USA, jest zainteresowany zerwaniem więzi gospodarczych Rosji ze światem. W tym miejscu kontynuuje linię Bidena: sankcje, zakaz kupowania naszej ropy, ataki na nasze tankowce – on to wszystko promuje.
Z drugiej strony, jedyną pozostałą opcją jest odcięcie drugiego globalnego centrum energetycznego – Bliskiego Wschodu. Ameryka ma własną ropę i gaz, i jest gotowa sprzedać je po bardzo wysokiej cenie. Do tego Wenezuela, którą Trump już uważa za okupowaną i zaanektowaną wraz ze wszystkimi jej zasobami. To alternatywne źródło energii na świecie – radykalny, jednobiegunowy model hegemoniczny.
Sposób, w jaki to wszystko się rozgrywa, przypomina paranoiczny, postmodernistyczny serial albo serial o krwiożerczym zabójcy. Mieszanka radykalnej eschatologii napędzającej Izrael, geopolitycznej konfrontacji i zmiany w bilansie energetycznym maluje ponury obraz: Rosja jest odcinana od świata, drugie źródło zasobów jest paraliżowane, a wszystko po to, by Ameryka mogła ugruntować swoją pozycję globalnego hegemona w nowej „erze mesjańskiej”.
Spotkanie Trumpa z Xi Jinpingiem zostało przełożone na 14-15 maja br.
————————————————-
Moderator:Kontynuujmy naszą rozmowę z innej perspektywy. Trump ma odwiedzić Chiny za niecałe trzy tygodnie. Z jednej strony Pekin jest oficjalnie najważniejszym geopolitycznym przeciwnikiem USA. Z drugiej strony Waszyngton nie może obejść się bez Chin: Chiny są źródłem ważnych surowców i pierwiastków ziem rzadkich. Bez nich amerykański przemysł – od lotnictwa po zaawansowane technologie – nie mógłby funkcjonować.
Jak Pana zdaniem ten dylemat mógłby zostać rozwiązany w Waszyngtonie i Pekinie? Co ta wizyta mogłaby tak naprawdę zmienić? Krążą nawet pogłoski, że Chiny mogłyby zmusić USA do zmiany polityki wobec Bliskiego Wschodu, wykorzystując swoją bazę surowcową jako narzędzie nacisku. Co Pan o tym sądzi?
Aleksander Dugin: Po pierwsze, Trump ogłosił dziś, że nie pojedzie do Chin: jego plan się zmienia. To, co było planowane zaledwie trzy tygodnie temu, jest teraz odkładane na czas nieokreślony – a tu liczy się każda minuta. Niedawno widziałem, jak mówił w zachodnich mediach społecznościowych, że nie jedzie; najpierw powinni wysłać statki.
Zasadniczo ma to swoją racjonalną stronę: Chiny są potężnym biegunem w wielobiegunowym świecie, z którym należy się liczyć, tak jak z Rosją, z powodów ekonomicznych, politycznych, militarnych i nuklearnych. Jednocześnie widać wyraźnie, że Trump tego nie chce. Nie chce się z nikim ani z niczym układać – ani z mocarstwami drugiej, ani pierwszej kategorii. Ale nie odważy się jeszcze na otwarty konflikt z Chinami: coś go powstrzymuje – być może resztki dawnego intelektu. Nie jest tak naprawdę gotowy, by wejść na tak cienki lód konfrontacji.
W jego mniemaniu świat jest egocentryczny: istnieje tylko jeden punkt decyzyjny – on sam. To poważna forma paranoi, przekonanie, że liczy się tylko własne „ja” i jest wszechmocne, a wszystko inne jest przedmiotem jego woli, która musi się podporządkować. Każdy, kto się nie podporządkowuje, wyzwala w nim gniew, mściwość i destrukcyjną żądzę. To działa w przypadku słabszych celów: zadziałało w przypadku Maduro, a także w zamordowaniu całego irańskiego kierownictwa, Izrael uzyskał wsparcie w zniszczeniu Gazy, Kuba ma zostać przejęta, a europejscy partnerzy są upokarzani. Gdziekolwiek może, prowadzi paranoiczną politykę centralizmu – robi to.
Uważa Indie i Japonię za niewolników. Najwyraźniej jego doświadczenia na wyspie Epsteina – jego absolutna dominacja nad dziećmi, słabszymi, ofiarami – zaszczepiły w nim tak potworne, przestępcze zachowania. Trump zachowuje się, jakby był otoczony przez ofiary Epsteina. Epstein kazał swoim ofiarom wybić zęby, żeby nie gryzły – wyobraźcie to sobie! A Trump brał udział w tych pedofilskich orgiach. Co mu chodzi po głowie? Z kim mamy do czynienia? Teraz Ameryka jest tym przerażona.
Z taką osobą mamy do czynienia. Jak postrzega Rosję i Iran? Myślę, że postrzega nas i Chiny jako bardzo niebezpiecznych konkurentów, którzy mogliby być świadkami tych zbrodni i zareagować. Dlatego uważam, że naprawdę nas nienawidzi. Ale coś powstrzymuje go przed bezpośrednim atakiem: zbyt wiele zależy od Chin i Rosji w gospodarce, wojsku i polityce. I jest jeszcze jeden front. A może to już w ogóle nie jest front – mam na myśli Europę.
Atak na skrzynkę e-mailową szefa FBI, Kasha Patela, to nie tylko włamanie: to sygnał strategiczny. Irańska grupa Handala włamała się do prywatnej skrzynki e-mailowej dyrektora FBI Kasha Patela i opublikowała informacje dotyczące jego życia prywatnego z ostatnich kilku lat. Nie ujawniono żadnych danych zastrzeżonych, ale skutki są druzgocące: pokazano, że nawet najwyższe szczeble amerykańskich służb bezpieczeństwa są podatne na ataki.
FOTO: Strona internetowa używana przez Handala Hack Team – grupę hakerów powiązaną z Iranem, która przyznała się do włamania na prywatne konto e-mailowe dyrektora FBI Kasha Patela.
Cyberatak na Kasha Patela, dyrektora FBI, ujawnia strategię systematycznej destabilizacji, która wykracza daleko poza zwykłe włamania.
27 marca 2026 roku, grupa hakerów powiązana z rządem irańskim przyznała się do włamania na osobiste konto e-mailowe Kash Patela – dyrektora FBI. Handala Hack Team opublikowała na swojej stronie internetowej serię zdjęć Patela, jego życiorys oraz archiwum zawierające ponad 300 wiadomości e-mail. Skradzione e-maile wydają się pochodzić z okresu od 2011 do 2022 roku i obejmują korespondencję osobistą, zawodową oraz dotyczącą podróży. Nie są to zatem dokumenty operacyjne FBI, ale nie umniejsza to wagi i symbolicznego znaczenia owej operacji.
Wkrótce po zajściu FBI potwierdziło akcję w oficjalnym oświadczeniu: „FBI ma świadomość, że osoby o złych zamiarach próbują uzyskać dostęp do prywatnych wiadomości e-mail dyrektora Patela, i podjęliśmy wszelkie niezbędne kroki w celu ograniczenia potencjalnych zagrożeń związanych z tą działalnością. Informacje, o których mowa, mają charakter archiwalny i nie dotyczą żadnych danych rządowych”. Jednak tego rodzaju bagatelizowanie sprawy przez instytucję nie oddaje w pełni całej sytuacji.
Nie jest to pierwszy raz: Patel znalazł się na celowniku już w roku 2024
To nie pierwszy raz, kiedy hakerzy wspierani przez Iran uzyskali dostęp do prywatnych informacji Patela. Pod koniec 2024 roku, kiedy ten oczekiwał jeszcze na mianowanie na stanowisko dyrektora FBI, urzędnicy rządowi poinformowali go, że stał się celem irańskiej operacji hakerskiej i że niektóre z jego prywatnych wiadomości zostały ujawnione.
Analitycy ds. cyberbezpieczeństwa uważają, że Iran posiadał wspomniane pliki już od dłuższego czasu i strategicznie wybrał moment ich ujawnienia. Jak stwierdził Alex Orleans z Sublime Security: „Wygląda to na coś, co trzymali w zanadrzu na odpowiedni moment. Irańscy gracze gromadzą wszelkiego rodzaju materiały, czekając na odpowiednią okazję”.
Czym jest Handala?
Nazwa grupy nawiązuje do postaci Handali – ikony palestyńskiego ruchu oporu, która powstała dzięki rysunkowi politycznemu z 1969 roku i stała się symbolem tożsamości palestyńskiej. Jednak za ową fasadą ideologiczną kryje się znacznie bardziej złożona struktura. Handala Hack to internetowa postać prowadzona przez Void Manticore (znanego również jako Red Sandstorm i Banished Kitten), podmiot powiązany z irańskim Ministerstwem Wywiadu i Bezpieczeństwa (MOIS). Inne pseudonimy powiązane z tym samym podmiotem to Karma i Homeland Justice, wykorzystywane w operacjach wymierzonych przeciwko Izraelowi i Albanii.
Od momentu pojawienia się grupy w grudniu 2023 roku, w następstwie ataków z 7 października, Handala zaatakowała dziesiątki izraelskich i amerykańskich celów. Podczas wojny z Iranem w 2026 roku, grupa ta stała za cyberatakiem na amerykańską firmę z branży technologii medycznej Stryker Corporation, określanym jako najpoważniejszy atak cybernetyczny w czasie wojny, jaki kiedykolwiek przeprowadzono przeciwko Stanom Zjednoczonym.
Ich strategia operacyjna jest wyrafinowana: funkcjonuje celowe rozdzielenie między operacjami wstępnego dostępu, prowadzonymi przez wyspecjalizowane jednostki, a publicznymi kampaniami destrukcyjnymi, podpisywanymi przez hakerów-aktywistów. Schemat ten pozwala na prowadzenie działań destabilizujących przy zachowaniu możliwości wyparcia się zaangażowania państwa.
Wykradzione informacje: mniejsza ilość danych niejawnych, więcej broni psychologicznej
Z technicznego punktu widzenia skradzione materiały obejmują zdjęcia, szczegóły dotyczące podróży oraz starsze wiadomości z okresu ponad dziesięciu lat. Żaden z tajnych systemów FBI nie został naruszony. Wśród opublikowanych e-maili znajdują się wiadomości o charakterze rodzinnym, dotyczące podróży na Kubę, a także dotyczące podatków osobistych i mieszkań, które Patel próbował wynająć w Waszyngtonie ponad dziesięć lat temu.
Ale nie chodzi tu o wartość operacyjną danych. Gil Messing z Check Point wyjaśnił, że operacja typu„hack-and-leak” wymierzona w Patela stanowi część irańskiej strategii mającej na celu wprawienie amerykańskich urzędników w zakłopotanie oraz „sprawienie, by poczuli się bezbronni”. Irańczycy, jak powiedział, „wykorzystują wszystkie dostępne środki”. To jest wojna psychologiczna. To jest przesłanie: nikt nie jest bezpieczny, nie wyłączając szefa FBI.
Odwet: eskalacja cykliczna
Kontekst ma kluczowe znaczenie. Handala oświadczyła, że atak jest bezpośrednią odpowiedzią na operację FBI z poprzedniego tygodnia, w ramach której skonfiskowano kilka domen grupy, oskarżając ją o „operacje psychologiczne” oraz o to, że jest emanacją irańskiego Ministerstwa Wywiadu. Amerykańscy prokuratorzy formalnie oskarżyli irańskie Ministerstwo Wywiadu (MOIS) o kierowanie grupą Handala. Jednak po przejęciu stron przez FBI, irańscy operatorzy informatyczni nadal kontynuowali mszczenie ofiar i rozpowszechnianie propagandy, a grupa szybko powróciła online na nowych domenach. Jest to najbardziej podstępna cecha wojny hybrydowej: uderzać, ponosić konsekwencje, reorganizować się i uderzać ponownie, poruszając się w cieniu niczym rój, którego nie da się całkowicie zneutralizować.
Wojna hybrydowa: cyfrowy front, który przebiega przez prywatne e-maile
Przedstawiony przypadek jest symboliczny dla głębokiej przemiany samego pojęcia konfliktu. Wojna hybrydowa, łącząca konwencjonalne operacje wojskowe, cyberataki, dezinformację, operacje psychologiczne i presję gospodarczą, posiada obecnie stabilny front oraz okres trwania całkowicie odmienny od frontu wojny konwencjonalnej.
Są to konflikty, które przeplatają się z innymi obszarami świata, z innymi frontami, nie zawsze dającymi się umieścić w tym samym obszarze starć. Wystarczy wspomnieć, że w komunikatach opublikowanych online przez grupę, Handala oferowała nagrody i otwarcie nakłaniała swoich „partnerów” z meksykańskiego kartelu do popełniania aktów przemocy wobec ich celów. Jest to eskalacja, która przekształca hakowanie w narzędzie konkretnego zagrożenia fizycznego. Grupa Handala groziła również bezpośrednio irańsko-amerykańskim i irańsko-kanadyjskim aktywistom za pośrednictwem poczty elektronicznej, twierdząc, że udostępniła ich adresy domowe agentom operacyjnym w ich krajach. Nie chodzi już wyłącznie o kradzież danych: to zastraszanie, to przymus, to wojna.
Achillesa pięta danych logowania
To nie pierwszy raz, kiedy hakerzy włamują się na konta osobiste wysokich rangą urzędników. Do znanych wcześniejszych przypadków należą włamanie do konta Gmail dyrektora kampanii Hillary Clinton w 2016 roku oraz do konta AOL ówczesnego dyrektora CIA Johna Brennana w roku 2015. Schemat jest zawsze ten sam: konto prywatne jako furtka.Handala systematycznie wykorzystuje wykradzione dane logowania i zhakowane konta VPN do uzyskania wstępnego dostępu, podejmując setki udokumentowanych prób ataków brute-force na infrastrukturę VPN firm i instytucji rządowych.
Wniosek jest przykry: osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo narodowe nie mogą sobie pozwolić na rozdzielanie swojej prywatnej “higieny” cyfrowej od tej zawodowej. Niezabezpieczony prywatny e-mail to otwarte okno na życie osoby, która z definicji powinna być strażnikiem tajemnic państwowych.
Atak na skrzynkę e-mailową Kash Patela stanowi element spójnej, ciągłej i coraz bardziej agresywnej strategii Iranu, mającej na celu destabilizację amerykańskich instytucji, gromadzenie informacji przydatnych dla wywiadu, podsycanie propagandy oraz wywołanie poczucia bezbronności nawet wśród najwyższych rangą przedstawicieli aparatu bezpieczeństwa. Według analityków, strategia irańska wydaje się celowo pozostawać poniżej postrzeganych tzw. „czerwonych linii” – unikając destrukcyjnych ataków na krytyczną infrastrukturę amerykańską, jednocześnie wciąż uderzając w gospodarkę, reputację i psychikę przeciwników.
W tymże scenariuszu, cyberbezpieczeństwo nie może być traktowane wyłącznie jako kwestia techniczna. Jest to kwestia doktryny, kultury instytucjonalnej oraz ochrony ludzi, a nie tylko danych. Każdy, kto pełni kluczowe funkcje w zakresie bezpieczeństwa narodowego, jest z definicji celem o wysokiej wartości. Jego konta osobiste, rodzina, przemieszczanie się: wszystko to może potencjalnie stać się bronią w rękach przeciwnika.
Innymi słowy, jedną z największych katastrof, jakie mogą spotkać Stany Zjednoczone w wyniku tej wojny, jest to, że ideologicznie obłąkani Demokraci i lewicowcy odzyskają wystarczającą siłę polityczną po wyborach, by zakłócić wszelkie praktyczne reformy i ostatecznie przywrócić koszmar przebudzenia [woke], którego byliśmy świadkami za rządów Bidena. Jeśli to się stanie, masowe, gwałtowne niepokoje w Ameryce są nieuniknione. Nie wspominając już o tym, że wojna z Rosją na Ukrainie znów stanie się przedmiotem debaty.
Globalny kryzys energetyczny czy kapitulacja Iranu za pięć tygodni?
Ostatnim razem, gdy globalne rynki energetyczne doświadczyły szoku podobnego do tego, który możemy zobaczyć w tym roku, miało miejsce podczas arabskiego embarga naftowego z 1973 roku. Napięcia rosły po wojnie Jom Kipur, kiedy arabska koalicja przypuściła niespodziewany atak na Izrael. Kraje OPEC połączyły siły, aby odciąć dostawy ropy do sojuszników Izraela, w tym do Stanów Zjednoczonych. Spowodowało to zamrożenie około 15% eksportu ropy do Ameryki, co wywołało spekulacje rynkowe, gromadzenie zapasów i inflację cen.
Infekcja rozprzestrzeniła się na rynki azjatyckie, od dawna uzależnione od Bliskiego Wschodu w zakresie surowców energetycznych. Spowodowało to spowolnienie produkcji przemysłowej, a wiele rządów wprowadziło reglamentację i kontrolę cen.
Obrazy długich kolejek samochodów na stacjach benzynowych i ludzi napełniających dodatkowe zbiorniki pozostają wryte w zbiorową pamięć każdego, kto żył w tamtych czasach. Jednak prawdziwym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych nie były niedobory podaży, lecz perspektywa gwałtownego wzrostu cen na rynku.
Stagflacja w połączeniu z lukami w łańcuchach dostaw zostały zaostrzone przez panikę społeczną. Rynki akcji również pogrążyły się w recesji w oczekiwaniu na spowolnienie gospodarcze. Embargo obowiązywało zaledwie pięć miesięcy, ale szkody były rozległe.https://www.youtube.com/embed/IIwiAp-Yvvk?si=f7hNip2SU1R9Y22s&start=880
⋅ Od lat 70. XX wieku sytuacja zmieniła się diametralnie. Stany Zjednoczone są znacznie mniej zależne od surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu, jednak wszelkie wstrząsy w globalnym handlu ropą naftową mogą mieć negatywny wpływ na rynki amerykańskie. Co więcej, arabscy producenci ropy naftowej są obecnie w dużej mierze sprzymierzeni z USA, co oznacza mniejsze ryzyko długotrwałego przestoju z powodu konfliktu.
W przypadku Cieśniny Ormuz bezpośrednie szkody dla Ameryki są minimalne. Tylko 7% wszystkich dostaw ropy do USA faktycznie przepływa przez cieśninę Ormuz, a ropa wenezuelska pomaga wypełnić tę lukę. Większe zagrożenie ma swoje korzenie w globalizmie i współzależnym systemie handlowym.
Na przykład sojusznicy USA, tacy jak Australia, Indie, Japonia czy Filipiny, są bardzo narażeni na zamknięcie cieśniny Ormuz. Australia jest obecnie o miesiąc od niedoborów dostaw, a kraj ma niewielkie lub żadne wsparcie. Filipiny ogłosiły już stan wyjątkowy i wprowadziły politykę racjonowania żywności; dysponują zapasami awaryjnymi na około dwa miesiące. Japonia obecnie korzysta ze strategicznych rezerw ropy naftowej i zwiększa wykorzystanie energii z węgla.
Chiny stoją w obliczu poważnego zagrożenia, ponieważ 15% ich dostaw ropy pochodzi bezpośrednio z irańskich odwiertów, a około 35% ich całkowitych dostaw ropy jest transportowane przez cieśninę Ormuz. Chiny dysponują rezerwami na około 4 miesiące, zanim kryzys uderzy w nie z siłą pociągu towarowego.https://www.youtube.com/embed/0iMdSJPM6Y8
⋅ Większość azjatyckich krajów, których gospodarka opiera się na dostawach ropy naftowej i gazu ziemnego przez cieśninę Ormuz, ma około dwóch miesięcy, zanim zaczną się u nich pojawiać kolejki na stacjach benzynowych i inne zjawiska podobne do tych z 1973r.
Iran twierdzi, że zamierza przepuścić przez cieśninę „statki nienależące do wrogich państw”, ale w tym tygodniu, po ogłoszeniu tego komunikatu, zatrzymał już wiele chińskich statków. Jest prawdopodobne, że warunki wojenne utrzymają się co najmniej przez kolejny miesiąc, a w najgorszym przypadku Ormuz może pozostać zamknięty znacznie dłużej niż do daty granicznej dla wielu zagrożonych krajów. Im dłużej trwa wojna, tym większe prawdopodobieństwo kaskady rynkowej.
Zauważyłem, że niektórzy „przewidywacze” – opłaceni i przekupieni – dodają do tych wydarzeń własną propagandę, w tym twierdzenie, że Zachód jest na skraju upadku z powodu zamknięcia Ormuzu. W rzeczywistości Wschód jest o wiele bardziej narażony na tę wojnę pod względem gospodarczym niż Zachód. Mimo to, Stany Zjednoczone ponoszą pewne ryzyko, a jego wysokość zależy od tego, jak długo potrwa konflikt.
Kryzys energetyczny, zagrożenia wyborcze i globalna wojna gospodarcza
Jak zauważyłem w październiku 2024 roku w artykule „Rada Atlantycka ma wielkie plany wojny między USA a Iranem”, globaliści podejmują skoordynowane działania, aby wciągnąć Amerykanów i Europejczyków w długotrwałe konflikty z Iranem i Rosją. Jak zauważyłem w 2024 roku:
Media głównego nurtu donoszą, że Iran zhakował strategie wyborcze kampanii Trumpa i przekazał je obozowi Harris. Amerykańskie agencje wywiadowcze rozpowszechniają również pogłoski, że Iran współpracował przy zamachu na Trumpa. Czy te twierdzenia są prawdziwe? Niewiele jest publicznych dowodów na ich poparcie.
Może Iran naprawdę chce obalić Trumpa. A może to element spisku mającego na celu zapewnienie, że Trump poprze pełnowymiarową wojnę z Iranem, jeśli wygra wybory. Trump wielokrotnie powtarzał, że zamierza zakończyć wojnę na Ukrainie po powrocie do Białego Domu. To zniweczyłoby ponad dekadę planowania Rady Atlantyckiej. Ale co, jeśli uda im się wciągnąć USA w inny konflikt z takim samym potencjałem na wojnę światową? To właśnie jest Iran – kolejny kluczowy element…
Chciałbym zauważyć, że „wojna światowa” może przybierać różne formy. Może to być wojna z użyciem broni ekonomicznej, a nie nuklearnej. Może to być seria wojen zastępczych, które narastają i rozprzestrzeniają się.
Teatr ukraiński służy jako wojna zastępcza, w której Rosja pośrednio angażuje się w działania NATO, a Rosja jest teraz zmuszona utrzymywać swoją pozycję militarną znacznie dłużej, niż się spodziewała, po znacznie wyższych kosztach. Iran ma potencjał, by stać się drugą Ukrainą, ale taką, w której to Stany Zjednoczone są zmuszone do wydatkowania zasobów wojskowych i gospodarczych, podczas gdy Rosja i Chiny przeciągają koszty.
„Iran otrzyma mnóstwo broni i informacji wywiadowczych z Rosji, co przedłuży konflikt…”
Kreml zasadniczo przyznał, że to już się dzieje. Iran wykazał się nietypową precyzją w niektórych atakach rakietowych właśnie dlatego, że ma dostęp do rosyjskich danych wywiadowczych i namierzania satelitarnego. Rosjanie mogliby równie dobrze kierować strategicznymi operacjami Iranu, o ile nam wiadomo. Argumentowałem również, że:
„Na froncie politycznym nastąpi głęboki podział między konserwatystami pro-izraelskimi a konserwatystami antywojennymi. Trump straci znaczną część swojego elektoratu, jeśli USA wyślą wojska. Amerykanie mogą nienawidzić lewicowców na tyle, że w 2026 roku jeszcze nie będzie to miało znaczenia, ale nie dadzą też neokonserwatystom wolnej ręki”.
Innymi słowy, jedną z największych katastrof, jakie mogą spotkać Stany Zjednoczone w wyniku tej wojny, jest to, że ideologicznie obłąkani Demokraci i lewicowcy odzyskają wystarczającą siłę polityczną po wyborach, by zakłócić wszelkie praktyczne reformy i ostatecznie przywrócić koszmar przebudzenia [woke], którego byliśmy świadkami za rządów Bidena. Jeśli to się stanie, masowe, gwałtowne niepokoje w Ameryce są nieuniknione. Nie wspominając już o tym, że wojna z Rosją na Ukrainie znów stanie się przedmiotem debaty.
Dla dużych obszarów Azji katastrofa będzie dotkliwa w sposób natychmiastowy, obejmując załamanie gospodarcze, reglamentację i prawdopodobnie niepokoje społeczne. A dzięki globalizacji kryzys gospodarczy w Azji ma potencjał rozprzestrzenienia się na gospodarki zachodnie.
Kraje BRIC straciły znaczną część swojej przewagi nad dolarem amerykańskim, jaką miały 10 lat temu (posiadane przez Chiny zasoby dolara i obligacji skarbowych zmniejszyły się o połowę, a eksport z Chin do USA znacząco spadł), ale nadal mogą angażować się w wystarczająco dużo wojen gospodarczych poprzez zakłócenia w handlu, by siać spustoszenie na rynkach amerykańskich.
Jak wspominałem w ostatnich artykułach, jakiekolwiek zakłócenie handlu Yen-Carry będzie obecnie prawdopodobnie największym zagrożeniem dla gospodarki USA, a może ono zostać wywołane przez wysokie ceny energii w Japonii; nie jako atak, ale jako podstawowa konsekwencja współzależności rynkowej. Wszystko to zależy od prawdziwych celów działań USA w Iranie.
Czy celem jest okupacja i całkowita zmiana reżimu? Cóż, właśnie tego chcą neokonserwatyści i Izrael. Realizacja takiego projektu mogłaby zająć lata i wymagałaby maksymalnego zaangażowania wojsk lądowych USA. Gdyby jednak Trump zamierzał przeprowadzić okupację, myślę, że wysłałby dziesiątki tysięcy żołnierzy już pierwszego dnia.
Czy celem jest po prostu zniszczenie irańskiej zdolności do projekcji siły militarnej poza granicami kraju, czy przejęcie kontroli nad Cieśniną Ormuz? Na tym etapie wycofanie się nie wchodzi w grę (Ormuz nie może pozostać w rękach Irańczyków bez uzyskania nad nimi przewagi). Zatem byłby to najłatwiejszy cel do osiągnięcia przy minimalnych operacjach lądowych USA, co prowadzi nas do najlepszego scenariusza…
Klucz do zakończenia wojny z Iranem w pięć tygodni
Ciągle słyszymy o międzynarodowych konsekwencjach zamknięcia Ormuz, ale media rzadko wspominają o tym, że to Iran jest NAJBARDZIEJ narażoną gospodarką ze wszystkich. Na razie irańskie statki z ropą nadal przepływają przez cieśninę, a te jednostki stanowią podstawę irańskiej gospodarki. Strategiczne szacunki sugerują, że bez stałego przepływu tych tankowców irańska gospodarka całkowicie załamałaby się w ciągu pięciu tygodni.
W rzeczywistości z Iranu wyciekają już informacje sugerujące, że właśnie trwa krach gospodarczy. To przyspieszy gotowość reżimu islamskiego do negocjacji.
Jeśli tego nie zrobią, strategią Trumpa będzie lądowa inwazja na wyspę Kharg wraz z kilkoma innymi wyspami, które Iran wykorzystuje do zabezpieczania Cieśniny Ormuz. Wyspa Kharg obsługuje około 96% irańskiego eksportu ropy naftowej, co czyni ją największą słabością reżimu.
Ale co, jeśli Kharg stanowi zbyt duże ryzyko? Amerykańska opinia publiczna brzydzi się nawet minimalnymi stratami w ludziach, dlatego politycznie nie jesteśmy przygotowani do przetrwania długotrwałej wojny. Jest inny sposób, i jest on o wiele bezpieczniejszy…
Irańskie statki towarowe mogą zostać przejęte przez amerykańską blokadę Zatoki Perskiej, daleko od wąskich wód Ormuzu. Okręty mogłyby zostać zniszczone, ale podejrzewam, że Departament Obrony będzie starał się uniknąć wycieków ropy i katastrof ekologicznych. Zamiast tego najlepszym rozwiązaniem jest przejęcie irańskich tankowców, a następnie przekierowanie ropy do krajów zagrożonych niedoborem. Iran ma możliwość wyłączenia śledzenia GPS dla swoich statków (flota cieni), ale nie pomogłoby mu to w manewrowaniu w obliczu całkowitej blokady USA.
Innymi słowy, twierdzę, że Stany Zjednoczone mogłyby odwrócić sytuację i wykorzystać zależność Iranu od Cieśniny Ormuz przeciwko niemu. Z irańską gospodarką w ruinie, nie będą już w stanie kupować pocisków rakietowych ani dronów w celu zaopatrzenia z Rosji i Chin. Nie będą w stanie opłacić zasobów logistycznych dla swojego wojska ani stłumić niepokojów społecznych.
Irańczycy zostaliby zmuszeni do negocjacji, a wojna szybko by się zakończyła, przy minimalnym ryzyku dla wojsk amerykańskich. To jedyna opcja, jaką widzę, aby przywrócić rynki energii do normalnego funkcjonowania w ciągu kilku miesięcy, zapobiegając jednocześnie globalnemu kryzysowi. Trump powinien traktować wszelkie apele o długoterminową okupację terytorium z podejrzliwością. Nie ma potrzeby tego rodzaju zaangażowania militarnego. Wojnę można szybko rozstrzygnąć środkami ekonomicznymi.
Pustosłowie i przypowieści: bełkot Trumpa Murray twierdzi, że mimo iż Trump sprawia wrażenie klauna, byłoby strasznym błędem brać to za prawdę, ponieważ Trump jest bezwzględny i bardzo niebezpieczny, a jego celem jest zniszczenie Palestyńczyków w […]
***
Cieśnina Ormuz – bardzo dziwne przeciąganie liny W ciągu kilku godzin od pierwszych nalotów bombowych w ramach „Epic Fury” zachodnie źródła donosiły, że Iran zamknął cieśninę Ormuz. Następnie Iran stwierdził, że tego nie zrobił, ale groził, że […]
Kilka amerykańskich bombowców było już w drodze na Sycylię, gdy plan ich lotu został przekazany włoskim siłom powietrznym.
Luciano Portolano, szef sztabu włoskich sił zbrojnych, poinformowany przez Siły Powietrzne, że bombowce amerykańskie są już w drodze do Włoch – a ich celem jest lądowanie w sycylijskiej bazie w Sigonelli, z zamiarem ponownego wystartowania(w kierunku Iranu) – przekazał tę informację ministrowi obrony Guido Crosetto. Ponieważ ze strony Stanów Zjednoczonych nie wpłynęły wcześniej żadne wnioski o zezwolenie ani też nie przeprowadzono konsultacji z rządem włoskim, Crosetto odmówił zgody na lądowanie samolotów. Zajście miało miejsce w piątek 27 marca 2025 (ale ujawnione zostało jedynie dzisiaj, tj. 31 marca, przez włoski dziennik Corriere della Sera).
Sigonella jest jedną z wielu amerykańskich baz wojskowych znajdujących się we Włoszech, których użytkowanie regulują dwie umowy dwustronne podpisane przez rządy Włoch i Stanów Zjednoczonych w 1954 roku. Umowy te są jednak objęte tajemnicą państwową, dlatego ich szczegółowa treść nie jest znana.
Według źródeł rządowych cytowanych przez gazetę „La Repubblica”,Stany Zjednoczone nie zareagowały ani nie zgłosiły protestu po odmowie ze strony Włoch, dlatego na razie wydaje się, że udało się uniknąć kryzysu dyplomatycznego.
Nie jest to jednak pierwszy przypadek w historii, w którym pojawia się Sigonella. Baza ta jest bowiem dobrze znana z wydarzenia, które miało miejsce 10 października 1985 roku, po tym jak czterech radykalnych bojowników palestyńskich porwało włoski statek wycieczkowy „Achille Lauro”.
Podczas porwania, zabito i wrzucono do morza niepełnosprawnego amerykańskiego turystę (Żyda), dlatego ówczesny prezydent Ronald Reagan postanowił wkroczyć do akcji. Kiedy czterech bojowników przewożono egipskim Boeingiem, dwa amerykańskie samoloty wojskowe zbliżyły się do niego i poprosiły rząd włoski, na czele którego stał Bettino Craxi, o pozwolenie na lądowanie w Sigonelli. Zaraz po lądowaniu doszło do spięcia między amerykańskimi siłami specjalnymi a włoskimi karabinierami.
Reagan zwrócił się do Craxiego z prośbą o ekstradycję porywaczy. Craxi odmówił, wyjaśniając, że przestępstwa popełniono na wodach międzynarodowych i na włoskim statku, a zatem powinny być ścigane przez Włochy. Reagan ustąpił, a kryzys, który przeszedł do historii jako „kryzys w Sigonelli”, ucichł.
Były oficer izraelskiej armii twierdzi, że izraelska armia „jest na skraju załamania” ( > LINK )
Dzięki wsparciu USA możliwości Izraela ograniczają się do zamachów i ataków z zaskoczenia. Armia izraelska jest dobra w bombardowaniu cywilów i strzelaniu matkom i dzieciom w głowy. Ale w walce Izrael jest fatalny.
Dwukrotnie wychwalana armia izraelska próbowała zająć południowy Liban, aby przejąć jego zasoby wodne. Dwukrotnie też armia izraelska została ostatecznie pokonana przez zaledwie milicję Hezbollahu bez sił powietrznych, czołgów i artylerii. Trzeci raz jest możliwy.
Obecna wojna z Iranem, która rozprzestrzeniła się na Liban, wpływa na życie Izraelczyków i przenosi bombardowania bezpośrednio na ich ojczyznę, ponieważ irańskie pociski z łatwością przebijają systemy obrony powietrznej w wykonaniu Izraela i Waszyngtonu. Coraz więcej Izraelczyków postrzega tę wojnę jako niepotrzebną „wojnę polityczną” i ją odrzuca. Jeśli „polityczny” odnosi się do syjonistycznego programu Wielkiego Izraela, to poparcie dla niego wśród ludności izraelskiej może nie być powszechne i maleje. Możliwe, że program syjonistyczny jest narzucany Izraelczykom, a także muzułmanom.
Jeśli tak będzie, poparcie izraelskiej opinii publicznej dla izraelsko-amerykańskiej wojny z Iranem może spaść szybciej niż poparcie wśród społeczeństwa irańskiego. Amerykańska opinia publiczna już teraz zdecydowanie sprzeciwia się wojnie Trumpa z Iranem.
Zakładając, że zbrodniarze wojenni Trump i Netanjahu nie użyją broni jądrowej, Iran prawdopodobnie wygra tę wojnę. Pozytywnym aspektem irańskiego zwycięstwa byłoby wyzwolenie zarówno Ameryki, jak i narodu izraelskiego spod jarzma szalonego syjonistycznego planu Wielkiego Izraela rozciągającego się od Nilu po Pakistan.
Amerykanie powinni modlić się o zwycięstwo Iranu. W przeciwnym razie ich krew i pieniądze będą nadal marnowane na krwawy cel Izraela, jakim jest Wielki Izrael.
Izrael planuje zmobilizować 15 000 pracujących Izraelczyków. Trump wysłał 15 000 marines i spadochroniarzy.
Iran zmobilizował 1 000 000 żołnierzy.
Co nam to mówi?
Jeśli idioci Netanjahu i Trump zaatakują Iran bronią jądrową, Iran zaatakuje Izrael bronią jądrową [tej chyba nie ma? md] , niszcząc elektrownię jądrową w Dimonie. Izrael przestanie istnieć. Izrael jest malutki. Iran jest tak duży jak Europa Zachodnia.
Uczciwy Amerykanin musi zadać sobie pytanie, jak Ameryka mogła stać się narzędziem w izraelskich wojnach o Wielki Izrael. Co się stało z zasadą, że rząd amerykański powinien reprezentować interesy Amerykanów, a nie interesy obcego państwa?
Ataki z 11 września [2001 md] zostały zaaranżowane przez wiceprezydenta USA Dicka Cheneya i syjonistów, których umieścił na kluczowych stanowiskach w rządzie USA. Ten sfingowany „atak muzułmańskich terrorystów na Amerykę” był „nowym Pearl Harbor”, który amerykańscy syjonistyczni neokonserwatyści uznali za konieczny do zniszczenia siedmiu krajów muzułmańskich w ciągu pięciu lat.
Zajęło to więcej niż pięć lat, jak przewidywali generałowie Pentagonu, według generała Wesleya Clarka, czterogwiazdkowego generała. Teraz jednak Ameryka działa na rzecz Izraela, by zniszczyć Iran, eliminując Irak, Libię i Syrię. W zeszłym miesiącu były premier Izraela Bennett udał się do Stanów Zjednoczonych, aby w imieniu Izraela przemówić do amerykańskich organizacji i poinstruować je, by demonizowały Turcję jako „następny Iran”.
Turecki przywódca jest równie głupi, jak przywódcy Ameryki, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Rosji, Chin i Indii. Gdyby Recep Tayyip Erdoğan rozumiał syjonistyczny plan Wielkiego Izraela, który rozwija się na jego oczach – a mianowicie, że on i jego kraj będą następni – sprzymierzyłby się z Iranem, aby zachować suwerenność Turcji. Ale ten głupiec wierzy, że nie może opowiedzieć się po żadnej ze stron i jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko.
W świecie, w którym istnieje broń jądrowa i możliwość rozprzestrzeniania śmiertelnych infekcji, a w którym nie ma już obiektywnych, krytycznych mediów, wszelkiego rodzaju fake newsy mogą się rozpowszechnić.
Nie ma nic złego w tym, że Iran walczy o swoje prawo do istnienia jako suwerenne państwo. To hańba dla Ameryki, że szkodzi sobie i innym, walcząc o Wielki Izrael.
Iran równa Izrael z ziemią, Trump panikuje, gdy amerykańscy marines atakują Kharg i Ormuz | Larry Johnson
uncut-news.ch
Konflikt na Bliskim Wschodzie osiągnął dramatyczny poziom eskalacji w marcu 2026 roku. W ramach operacji True Promise 4 (Prawdziwa Obietnica 4), Iran wraz z sojusznikami, takimi jak Hezbollah i jemeńscy Huti, rozpoczął zmasowany ostrzał Izraela. Jednocześnie zamknięcie Cieśniny Ormuz grozi destabilizacją globalnych dostaw energii. W niedawnym wywiadzie były analityk CIA Larry Johnson analizuje sytuację jako asymetryczną wojnę na wyniszczenie, w której Izrael i państwa Zatoki Perskiej są coraz bardziej zagrożone ze względu na mniejszą głębię strategiczną i wyczerpaną obronę powietrzną. Rząd USA pod przewodnictwem prezydenta Trumpa reaguje sprzecznymi sygnałami – od gróźb operacji lądowych po panikę wywołaną rosnącymi cenami ropy.
Asymetria wojny: skala, głębokość i trwałość
Larry Johnson wyjaśnia tę dynamikę prostym porównaniem: duże terytorium (Iran) może absorbować i kontynuować ataki każdego dnia, podczas gdy mały kraj (Izrael, około 22 000 km²) szybko osiąga swoje granice obrony. Izrael ma tylko kilka dużych ośrodków miejskich – Jerozolimę, Hajfę i Tel Awiw – gdzie mieszka ponad połowa ludności. Nie ma dziesiątek rozproszonych elektrowni ani rafinerii, jak Iran.
Każde uderzenie w izraelską infrastrukturę, taką jak zakład chemiczny Ramat Hov niedaleko Dimony czy rafineria w Hajfie, ma zatem znacznie poważniejsze skutki niż porównywalne szkody w Iranie. Johnson podkreśla: „Izraelowi bardziej szkodzi utrata jednego zakładu chemicznego niż odebranie Iranowi dziesięciu”. Iran dysponuje potencjałem strategicznym, podczas gdy zdolność Izraela do przetrwania jest znacznie niższa – pomimo dużego obciążenia dla irańskiej ludności.
Codziennie napływają doniesienia o milionach Izraelczyków szukających schronienia w schronach przeciwbombowych. Izraelskie systemy obrony przeciwrakietowej (Żelazna Kopuła, Proca Dawida) wykazują znaczące słabości: według doniesień, nawet 80% irańskich pocisków je przebija. Hezbollah koordynuje ataki z Libanu, a Huti z Jemenu używają nawet broni hipersonicznej, takiej jak Palestyna 2, która może dotrzeć do Izraela w zaledwie około 15 minut.
Duże straty dla Sił Obronnych Izraela i ostrzeżenia wewnętrzne
Armia Izraela (IDF) znajduje się pod ogromną presją. Obecny szef sztabu zaalarmował gabinet bezpieczeństwa: IDF jest na skraju załamania, a system rezerwy nie będzie w stanie go dłużej utrzymać. Brakuje nowych przepisów dotyczących poboru, rezerwistów i przedłużenia służby. Bez nich armia wkrótce nie będzie w stanie wypełniać swoich rutynowych obowiązków.
Straty w Libanie są szczególnie dramatyczne: Hezbollah zniszczył 21 czołgów Merkava (najnowocześniejszych czołgów armii Izraela) w ciągu jednego dnia, a osiem kolejnych zostało już wcześniej zniszczonych. W sumie od początku ofensywy w południowym Libanie zniszczono lub unieruchomiono ponad 100 czołgów. Przypomina to porażkę z 2006 roku, ale według Johnsona jest ona jeszcze poważniejsza. Izraelowi nie udało się ostatecznie pokonać Hamasu w Strefie Gazy ani Hezbollahu – pomimo ogromnej przewagi materialnej.
Głosy w Izraelu potwierdzają kryzys: były rzecznik praw obywatelskich Sił Obronnych Izraela ostrzegł, że to, co czeka Izrael w kolejnej fazie wojny, jest „przerażające”. Johnson cytuje hebrajskojęzyczne media, które otwarcie dyskutują o tej niepewnej sytuacji.
Wyczerpanie obrony przeciwlotniczej w Izraelu i państwach Zatoki Perskiej
Państwa Zatoki Perskiej (ZEA, Bahrajn, Arabia Saudyjska) i Izrael wystrzeliły tysiące pocisków przechwytujących w ciągu zaledwie jednego miesiąca – oficjalnie nawet 2400 w samym regionie Zatoki Perskiej. Johnson podważa te dane: całkowity zapas nowoczesnych pocisków PAC-3 (Patriot) na świecie wynosił maksymalnie około 4620 na koniec 2025 roku. Znaczna część została już zużyta na Ukrainie i w poprzednich konfliktach. To, co jest teraz wystrzeliwane, to prawdopodobnie starsze warianty PAC-2, a nawet PAC-1 – imponujące wizualnie, ale często nieskuteczne militarnie.
Konsekwencja: Obrona powietrzna państw Zatoki Perskiej jest w dużej mierze wyczerpana. Iran może atakować cele bez ograniczeń. Doniesienia mówią o atakach na amerykańskie centra dowodzenia w Emiratach, atakach dronów na Piątą Flotę USA i uszkodzeniach infrastruktury. Rzecznik Iranu jednoznacznie odpowiedział na groźby Trumpa: Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta dla „wrogiego ruchu”; ataki na irańskie obiekty doprowadzą do jej całkowitego zamknięcia, w połączeniu z odwetem na infrastrukturze energetycznej w Izraelu i sojusznikach USA.
Państwa Zatoki Perskiej pod presją: kruche struktury
Johnson opisuje monarchie Zatoki Perskiej jako pozbawione odporności. Zjednoczone Emiraty Arabskie – pomimo futurystycznych wieżowców – czasami nie mają nowoczesnego systemu kanalizacyjnego; ścieki są codziennie wywożone ciężarówkami. 83% dochodów z ropy naftowej, turystyki, handlu i finansów zostało utracone z powodu konfliktu. Dubaj i inne ośrodki cierpią ogromnie.
Jeszcze mniejszy i bardziej narażony jest Bahrajn, z liczną populacją szyitów i przywódcą, który opuścił kraj. Johnson przewiduje, że ZEA lub Bahrajn mogą się rozpaść jako państwa w nadchodzących miesiącach. Arabia Saudyjska i inne kraje nie mają prawdziwego, organicznego fundamentu politycznego – polegają na dominacji plemiennej i dochodach z ropy naftowej. Z kolei tylko Irak i Iran wybierały swoich przywódców (choć w ograniczonym zakresie).
Iran wykorzystuje tę sytuację, aby zmienić równowagę sił w Zatoce Perskiej – być może nawet we współpracy z Turcją.
Polityka USA pod rządami Trumpa: sprzeczności i ryzyko eskalacji
Prezydent Trump wysyła sprzeczne sygnały: z jednej strony mówi o negocjacjach z „nowym, lepszym reżimem” w Iranie, z drugiej grozi „unicestwieniem” elektrowni, pól naftowych i wyspy Kharg (centralnego irańskiego portu eksportującego ropę naftową). Jednocześnie rząd USA najwyraźniej planuje operacje lądowe – w tym z udziałem piechoty morskiej i spadochroniarzy – mające na celu „otworzenie” Cieśniny Ormuz lub odzyskanie [zrabowanie md] 450 kilogramów wzbogaconego uranu.
Johnson uważa, że takie plany są wysoce problematyczne z punktu widzenia logistycznego i wątpliwe z wojskowego punktu widzenia:
Operacja lądowa na Chargu lub otwarcie cieśniny n ie bierze pod uwagę miny, podwodne drony, okręty podwodne, artylerię nadbrzeżną i pociski. Atak w głąb Iranu (np. na składy wzbogaconego uranu) wymaga rozległego wsparcia lotniczego, magazynów paliwa i wiąże się z wysokim ryzykiem ofiar – podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzednich operacji USA (operacja Eagle Claw w 1980 roku, nalot na Bin Ladena). Idea kontroli nad ropą naftową stoi w sprzeczności z wcześniejszymi złagodzeniami sankcji, które miały na celu zwiększenie jej przepływu.
Johnson uważa to za „panikę kryjącą się za agresją”. Uważa, że działania te są częściowo motywowane wizerunkowo i stanowią zagrożenie dla amerykańskich żołnierzy, nie przynosząc żadnych wyraźnych korzyści militarnych.
Konsekwencje ekonomiczne i globalne: stagflacja i zmiana wielobiegunowa
Zamknięcie Cieśniny Ormuz (przez którą normalnie przepływa około 20% światowej ropy naftowej) spowodowało gwałtowny wzrost cen ropy. W USA benzyna w niektórych regionach (Kalifornia) wzrosła do ponad 6 dolarów za galon. Ceny oleju napędowego wzrosły jeszcze bardziej. To napędza inflację, koszty transportu, ceny nawozów i łańcuchy dostaw – z ryzykiem stagflacji podobnej do tej z lat 70. XX wieku.
Pomimo sankcji Iran nadal czerpie zyski z eksportu do Chin (częściowo za pośrednictwem chińskich tankowców od których pobiera opłaty za przejazd). Państwa Zatoki Perskiej ponoszą ogromne straty. W dłuższej perspektywie konflikt przyspiesza transformację w kierunku wielobiegunowego porządku świata: Chiny czerpią korzyści ze sprzedaży pojazdów elektrycznych, a Rosja i Iran umacniają swoją pozycję. Udział dolara w światowych rezerwach walutowych stale spada. Johnson postrzega to jako początek nowego porządku gospodarczego i politycznego – porównywalnego z rozwojem Chin po 1972 roku.
Nawet lotniskowce takie jak USS Gerald Ford (który najwyraźniej został poważnie uszkodzony przez pożar) i wysokie wieżowce tracą na znaczeniu w dobie broni hipersonicznej i dronów.
Wnioski: Punkt zwrotny z niepewnym wynikiem
Larry Johnson maluje obraz wojny, której Izrael i wspierane przez USA państwa Zatoki Perskiej z trudem mogą toczyć na dłuższą metę. „Oś oporu” (Iran, Hezbollah, Huti, irackie milicje) demonstruje koordynację i wytrwałość. Wewnętrzne ostrzeżenia Izraela i wyczerpane systemy obronne wskazują na poważne trudności.
Polityka USA wydaje się sprzeczna i ryzykowna. Nie wiadomo, czy operacja lądowa zostanie rozpoczęta, czy negocjacje zostaną podjęte – ale wstrząsy gospodarcze (ceny ropy naftowej, inflacja) już teraz wpływają na gospodarkę światową. Konflikt może trwale zmienić sytuację polityczną na Bliskim Wschodzie i globalny porządek gospodarczy. Johnson ostrzega: Nadchodzące tygodnie i miesiące będą kluczowe – z wysokim ryzykiem dalszej eskalacji.
Wczoraj nastąpiła fundamentalna zmiana strategicznej sytuacji w Zatoce Perskiej. Atak na stację uzdatniania wody w Kuwejcie ukazuje zupełnie inną rzeczywistość niż ta przedstawiana w zachodniej telewizji. W kranach mieszkań najbogatszego niegdyś państwa świata zabrakło wody i długo jej nie będzie.
Przerwy w dostawie prądu są dla ludzi przyzwyczajonych do stałych dostaw energii wielkim problemem. Wielogodzinne alarmy rakietowe, są także dużym obciążeniem dla ludności. Jednak widmo śmierci z pragnienia bije wszystkie te koszmarne sytuacje na głowę. Człowiek bez wody przeżyje najwyżej trzy dni – potem nadchodzi okrutna śmierć. Kuwejt nie jest w stanie dostarczyć wody dla wszystkich mieszkańców. Straż pożarna i tak przeciążona gaszeniem pożarów spowodowanych irańskimi pociskami, nie poradzi sobie z tym dodatkowym obciążeniem. Do tego trzeba uwzględnić, że ten kraj importuje 98% żywności i jedyna droga dla kontenerowców z pożywieniem prowadzi przez Cieśninę Ormuz.
Al Jazeera podała, że Iran uszkodził elektrownię i zakład odsalania wody w Kuwejcie. Źródło.
To jest także wojna medialna. We wczorajszym artykule na ZeroHedge czytamy:
Irańskie wojsko zaprzeczyło w poniedziałek, jakoby stało za niedawnym atakiem na zakład odsalania wody w Kuwejcie. Nazwało atak amerykańsko-izraelską operacją pod fałszywą flagą, mającą na celu „destabilizację i zniszczenie regionu”.
„Brutalna agresja reżimu syjonistycznego na zakład odsalania wody w Kuwejcie, przeprowadzona w ostatnich godzinach pod pretekstem oskarżenia Islamskiej Republiki Iranu, jest oznaką nikczemności i zepsucia syjonistycznych okupantów” – ogłosiła w oświadczeniu Kwatera Główna irańskiej armii Chatam al-Anbija. Źródło.
Planowana przez USA inwazja na Iran ma wyglądać w ten sposób według ściśle tajnych planów Pentagonu:
„Nawet nie zdają sobie sprawy, że nadchodzimy…” Źródło.
Ansar Allah – Huti w Jemenie pokazali już, jak potrafią walczyć z ponoć największą potęgą świata. Armia Iraku także czeka z uderzeniem na Kuwejt, aż pojawi się kilka tysięcy kowbojów. Amerykanie próbowali już 46 lat temu odbić zakładników z Iranu. Akcję nazwano wtedy Orli Szpon i poniosła sromotną porażkę. Źródło.
Wbijanie gwoździ do własnej trumny.
Upadające imperium z reguły nie uczy się na własnych błędach, ponieważ nie traktuje ich jako błędy.
Z 12-dniowej wojny w czerwcu ubiegłego roku, kiedy premier państwa umieszczonego tam, gdzie sobie tego życzy, błagał o zakończenie konfliktu, wyciągnęli wniosek, że Iran wystrzelił już większość posiadanych rakiet. Dlatego byli tak zaskoczeni eskalacją konfliktu na całą Zatokę Perską po tym, jak wymordowali irańskich przywódców.
Amerykańskie bazy wojskowe opustoszały na Bliskim Wschodzie po irańskich atakach. Wojsko przeniosło się do hoteli, w które również trafiają irańskie rakiety. Trumpowi będzie coraz trudniej wskazać miejsce na wypas krów pilnowanych przez kowbojskie siły zbrojne.
Nie jestem zwolennikiem NATO, a jeszcze bardziej skostniałej Mumii Europejskiej. Jednak w tym przypadku uważam, że słusznie czynią, pokazując pełną izolację dwóch krajów nieudolnie realizujących politykę bezsensownej ekspansji.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 31 marca 2026 micha
Przy okazji kolejnej odsłony procesu Grzegorza Brauna, któremu kolaboranci obywatela Żurka Waldemara zarzucają mnóstwo rozmaitych myślozbrodni, potwierdziły się podejrzenia, iż nasilająca się w naszym bantustanie walka o praworządność, której rozpoczęcie nakazała nam w lutym 2017 roku Nasza Złota Pani, zatacza coraz szersze kręgi. Skoro tak, to nic dziwnego za zahacza już o rejony psychiatryczne, czego ilustracją było uzasadnienie wniosku prokuratora o wyłączenie jawności rozprawy. Pan prokurator uzasadnił swój wniosek tym, że rozprawa jest „relacjonowana”. Najwyraźniej wśród kolaborantów obywatela Żurka Waldemara toruje sobie drogę przeświadczenie, iż relacjonowanie rozpraw sądowych jest też rodzajem myślozbrodni, podobnie jak komentowanie wyroków – chyba, że zwierzchność, w postaci starych kiejkutów takie relacjonowanie nakaże funkcjonariuszom Propaganda Abteilung, jak nie z rządowej telewizji, to z telewizji nierządnej.
Ale środowisko kolaborantów obywatela Żurka Waldemara nie jest wyjątkiem, ani nawet ogniskiem psychiatrycznej furii. Wykazuje ona daleko idące podobieństwo z „Furią Epicką”, która z kolei podobna jest do „furii ekspedycyjnej”, której często ulegają osoby skazane na swoje towarzystwo. Wszystko wskazuje na to, iż słabość w postaci furii ma swoje źródło w środowiskach żydowskich i to nie tylko, dajmy na to, w gronie Chabad Lubawicz, której Główny Teolog bez wątpienia był pacjentem – ale również w bezcennym Izraelu. Oto prezydent tego państwa, co to leży tam, gdzie chce, pan Icchak Herzog, próbując przekonać Europejczyków, że bezcenny Izrael miał nie tylko rację, ale i święte prawo napaść na złowrogi Iran, z miedzianym czołem powiedział, że „reżim w Teheranie” jest „pierwotną przyczyną rozlewu krwi w tym rejonie”.
Powiadają, że przyzwyczajenie jest drugą naturą. Najwyraźniej prezydent bezcennego Izraela, pan Herzog, musiał się przyzwyczaić, że Żydowie zawsze są ofiarami, że po prostu tak ma. Oczywiście w tym szaleństwie jest metoda, bo z prezentowania się światu w charakterze ofiar, Żydowie ciągną nie tylko grubą forsę, ale również – korzyści innej natury. Na przykład kładą lachę na krytykę, którą pod ich adresem kierują głupie goje – bo jakże mieliby traktować opinie głupich gojów poważnie, skoro zgodnie z czczonymi przez nich publikacjami, są oni „istotami człekopodobnymi”? A do takiego wniosku właśnie doszli uczeni rabinowie, z którymi purpurates Kościoła katolickiego, vulgo – głupie goje – na przykład Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś, zabawiają się w dialogi z judaszyzmem.
Wróćmy jednak do pana prezydenta Herzoga, który najwyraźniej musi wierzyć w to, co mówi Europejczykom – bo przypuszczenie, że przy pomocy tych deklaracji chce zrobić im wodę z mózgu, a sam absolutnie w nie nie wierzy, mogłoby być niegrzeczne i jako myślozbrodnia mogłoby zostać wykorzystane przez obywatela Żurka Waldemara do wytoczenia kolejnego pokazowego procesu. Tymczasem dotychczasowe procesy, jakie wytoczyła mi moja Prześladowczyni, toczyły się z wyłączeniem jawności, jako, że moja Prześladowczyni postanowiła na tę okoliczność się konspirować, co skwapliwie uznały „siostry”, które te procesy prowadziły. Z tego powodu nie mogę zdać relacji, co się tam działo, ani zademonstrować głupich pytań, jakie mi „siostry” zadawały.
Gdyby tedy doszła do tego jeszcze myślozbrodnia z łaski obywatela Żurka Waldemara, który – zwłaszcza gdy się nie ogoli – coraz bardziej przypomina osobnika z „Atlasu typów przestępczych” Cezarego Lombroso, to pewnie skończyłbym w więzieniu. Tedy powstrzymując się od wyrażenia jakiejkolwiek subiektywnej opinii, postaram się podważyć podany Europejczykom do wierzenia przekaż prezydenta bezcennego Izraela Ichaka Herzoga, jakoby to „reżim ajatollahów” w Teheranie, był „pierwotną przyczyną” rozlewu krwi w tym rejonie, to znaczy – w rejonie Bliskiego Wschodu.
Żeby nie sięgać zbyt daleko w mroki historii, w której jest mnóstwo przykładów, iż rozlew krwi w rejonie Bliskiego Wschodu był następstwem osiedlenia się tam Żydów po uciecze z Egiptu, przypatrzmy się sytuacji, jaka wytworzyła się po II wojnie światowej. Jak wiadomo, światowa opinia publiczna była pod wrażeniem masakry Żydów przez Rzeszę Niemiecką. Jednak współczucie nie jest najlepszym doradcą w polityce międzynarodowej i poparcie, jakie dla pomysłu pozwolenia Żydom na utworzenie własnego państwa zostało z tego powodu udzielone, było chyba błędem. Pierwszy rozlew krwi bowiem nastąpił zaraz po jednostronnym proklamowaniu niepodległości Izraela w roku 1948. Armia izraelska, niezależnie od działań bojowych, przerzucała na stronę arabską agentów, którzy rozpuszczali pogłoski, jakoby izraelscy żołnierze mordowali wszystkich, jak leci, zostawiając tylko ziemię i wodę. Ludność arabska nie chciała sprawdzać tych pogłosek na własnej skórze i tak narodził się problem „uchodźców palestyńskich”.
Drugi „rozlew krwi” na Bliskim Wschodzie miał miejsce w roku 1956 w ramach tzw. kryzysu sueskiego. Egipski prezydent Naser znacjonalizował Kanał Sueski, z czym nie chciała pogodzić się Wlk. Brytania i Francja. Wykombinowali sobie tedy, że Izrael, oczywiście nie za darmo, uderzy na wojsko egipskie w strefie Kanału Sueskiego, wskutek czego żegluga zostanie wstrzymana. Wtedy Wielka Brytania i Francja, w interesie pokoju światowego i swobody żeglugi, wezwała obydwie strony konfliktu do wycofania się ze strefy Kanału, Izrael, po zainkasowaniu honorarium, się wycofa, a wojsko egipskie – nie, jako że jest przecież u siebie. Wtedy w strefie Kanały wylądują angielscy i francuscy spadochroniarze i w ten sposób obydwa te państwa odzyskają kontrolę nad Kanałem Sueskim. I tak się stało – ale nie na długo – bo obydwa państwa obiecały amerykańskiemu prezydentu Eisenchoweru, że nie będą interweniować. Kiedy okazało się, że go oszukały, kazał im się wycofać ze strefy Kanału – co z podkulonymi ogonami uczyniły.
Kolejny rozlew krwi na Bliskim Wschodzie nastąpił w ramach „wojny sześciodniowej” w roku 1967, w której armia izraelska rozgromiła kraje arabskie i powiększyła obszar Izraela o terytoria okupowane. Kolejny rozlew krwi nastąpił w roku 1973, pod nazwą „wojny Jom Kipur”, rzeczywiście sprowokowanej przez arabskich sąsiadów Izraela. Ani w tych wojnach, ani w późniejszych wojnach mniejszego kalibru, „reżim ajatollahów” w Teheranie nie brał udziału po pierwsze – że przed 1978 rokiem, kiedy te wojny się odbywały, jeszcze nie istniał, a po drugie – nie brał udziału, a w każdym razie – udziału bezpośredniego – w wojenkach mniejszego kalibru, które z reguły inspirował Izrael, wykorzystując amerykańskich twardzieli do politycznego obezwładniania krajów leżących na obszarze „Wielkiego Izraela” („od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej – rzeki Eufrat”). Te kraje są już politycznie obezwładnione, więc Izrael, wodząc za nos amerykańskich twardzieli, zaszczepił im „Epicką furię”, by wyeliminować Iran, który idei „Wielkiego Izraela” bruździ.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Istnieje pewna kwestia, która zjednoczyła Zachód tuż po zakończeniu II wojny światowej, a mianowicie kult Churchilla, którego Trump pozostaje zagorzałym wielbicielem – do tego stopnia, że na swoim biurku trzyma popiersie owego angielskiego mężu stanu.
Ale gdyby Hitler – w swojej patologicznej obsesji na punkcie “Lebensraum’u” – zaczął najpierw od pokonania Wielkiej Brytanii, zamiast połamania sobie zębów na Związku Sowieckim, dziś o Churchillu mielibyśmy zupełnie inne wyobrażenie: wcale nie jako o polityku, który z ogromną determinacją ocalił imperium brytyjskie, ale jako o elitarnym konserwatyście i podżegaczu wojennym, który wpędził swój kraj w poważne kłopoty. Churchill wiedział, że może liczyć na Stany Zjednoczone i ich zamiar przystąpienia do konfliktu: jego determinacja była determinacją lokalnego wielmoży, który miał zapewnione wsparcie.
Nie skupiajmy się jednak zbytnio na tym fakcie, ponieważ istnieje coś, co mogłoby połączyć Trumpa i Churchilla o wiele silniej: to właśnie ten ostatni – pełniąc funkcję pierwszego lorda Admiralicji w latach 1911–1915 – był pomysłodawcą operacji desantowej w Dardanelach, znanej również jako kampania na półwyspie Gallipoli, która zakończyła się jedną z najbardziej upokarzających porażek w historii Anglii. wikipedia.org/wiki/Gallipoli_campaign
Chcąc przejąć kontrolę nad Cieśniną Dardanelską, która znajdowała się wówczas w rękach Turcji – ówczesnego Imperium Osmańskiego i sojusznika państw centralnych – aby umożliwić przepływ statków i dostaw do i z Rosji, Churchill zaplanował i przeforsował tęże szaloną próbę inwazji, sądząc, że armia turecka jest zdezorganizowana, słaba i niemal anachroniczna.
Pomysł polegał na sforsowaniu cieśniny przez flotę angielsko-francuską, która następnie miała wysadzić siły inwazyjne, które w wyobraźni Churchilla miały w krótkim czasie dotrzeć do Stambułu. Zakładano, że zdecydowana akcja morska w połączeniu z desantem szybko wywoła bunt ludności przeciwko rządowi Envera Paszy i zmusi Osmanów do kapitulacji.
Były to jednak złudzenia, ponieważ dowództwo nad tureckimi oddziałami sprawowali oficerowie niemieccy, a także dlatego, że forty w Dardanelach były bronione przez doskonałe działa firmy Krupp – w szczególności przez haubice kalibru 152 mm, które były również bardzo mobilne i mogły być nieustannie przemieszczane, co pozwalało uniknąć ostrzału morskiego; i wreszcie dlatego, że Turcy – w momencie, gdy zostali zaatakowani – w ogóle nie myśleli o buncie.
Już sama wstępna kampania morska okazała się katastrofą – wiele okrętów zostało poważnie uszkodzonych lub zatopionych, w tym trzy pancerniki i jeden krążownik liniowy. Doprowadziło to do wniosku, że kwestii tej nie da się rozwiązać wyłącznie z daleka, tj. przy pomocy ciężkiej artylerii okrętowej i konieczne będzie przeprowadzenie zakrojonej na szeroką skalę operacji desantowej: efektem tego było 250 tysięcy ofiar śmiertelnych [z obu stron md] na przestrzeni roku bezsensownych starć, aż do momentu, gdy wojska Ententy zostały zmuszone do wycofania się, ale stało się to nie wcześniej niż po zastąpieniu Churchilla przez lorda Balfoura, któremu – po zakończeniu wojny – zawdzięczamy zaaranżowanie Bliskiego Wschodu w sposób, jaki znamy.
W zeszłym tygodniu, Douglas MacGregor zwrócił uwagę na niepokojące podobieństwo do tego, co administracja Trumpa próbuje osiągnąć podczas wojny z Iranem. Ostrzega on, że jakiekolwiek siły amerykańskie, które spróbują wylądować na którejś z wysp Zatoki Perskiej lub na wybrzeżu Cieśniny Ormuz, poniosą katastrofalne straty z powodu potężnej siły ognia, jaką dysponuje Iran. I nie chodzi tu tylko o uzbrojenie: podobnie jak w przypadku Dardaneli, irańskie wybrzeże jest dość niedostępne i otoczone górami, więc trudno będzie przedostać się dalej niż na pierwsze odcinki plaży – nawet jeśli okręty zdołają dotrzeć do nich na odpowiednią odległość – nie ulegając wcześniej zniszczeniu lub zatopieniu przez irański ostrzał.
Jak pisze znany komentator: „Arogancja prezydenta, który uchylił się od służby wojskowej podczas wojny w Wietnamie, w połączeniu z infantylną i psychotyczną postacią sekretarza ds. wojny oraz hollywoodzkim wizerunkiem bohatera w stylu Churchilla, to przepis na katastrofę”.
Trump ma wprawdzie popiersie Churchilla na swym biurku, ale jest nader mało prawdopodobne, by posiadał jakąkolwiek wiedzę historyczną i zdawał sobie sprawę z tego, że jego idol był sprawcą bezsensownej rzezi, która kosztowała go stanowisko. Prawdopodobnie nie wie też, że to właśnie Churchill przekonał administrację Eisenhowera do rozpoczęcia operacji zmiany reżimu w Iranie w roku 1953, po tym jak premier Mohammad Mossadeq znacjonalizował przemysł naftowy kraju, znajdujący do tamtej pory w rękach Brytyjczyków, jak również takich wpływowych akcjonariuszy, jak dynastia Sabaudów. Ale to już inna historia. To MI6 przeprowadziło całą operację, która wyniosła na tron szacha, tak uwielbianego przez światowe magazyny plotkarskie, a który w rzeczywistości był niczym innym jak okrutnym dyktatorem.
Tak więc, (mówiąc obrazowo)duch Churchilla unosi się nad głową Trumpa: niemal jako alfa i omega trwających sto lat wysiłków zmierzających do podporządkowania.
Specjalny konsultant Organizacji Narodów Zjednoczonych REZYGNUJE – 48 godzin później WYCIEKA PLANOWANIE ATAKU JĄDROWEGO NA IRAN.
Muhammad Safa był Dyrektorem Wykonawczym i Głównym Przedstawicielem Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, dla „PVA” – „Specjalnej Grupy Konsultacyjnej” zajmującej się kwestiami Praw Człowieka.
Zrezygnował kilka dni temu, a w niedzielę UJAWNIŁ PLANOWANY ATAK JĄDROWY w konflikcie z Iranem.
=========================================
Oto list Safa o rezygnacji z Organizacji Narodów Zjednoczonych.
W niedzielę, 29 marca 2026 r., pan Safa opublikował informacje o tym, co według niego jest PLANEM BOMBARDOWANIA JĄDROWEGO IRANU omawianym w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Tłumaczenie listu:
27 marca 2026 roku
Ekscelencje, po wielu refleksjach, po trzech latach cierpliwości, odkąd chciałem zrezygnować w 2023 roku, i po tym, jak stało się dla mnie jasne, że niektórzy Seniorzy ONZ służą potężnemu lobby, a nie ONZ, postanowiłem zawiesić wszystkie moje obowiązki głównego PVA, Przedstawiciela przy ONZ w Nowym Jorku, Genewie i Wiedniu oraz we wszystkich komitetach/grupach ONZ, których jestem członkiem. Nie mogę z czystym sumieniem być częścią ani świadkiem tego, co dzieje się w czasie, gdy najwyżsi urzędnicy ONZ odmawiają opisania tego, co dzieje się w Gazie jako ludobójstwo, co dzieje się w Libanie jako zbrodnia wojenna i czystki etniczne, że wojna z Iranem jest nielegalna zgodnie z prawem międzynarodowym, że Iran nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla pokoju na świecie i wyraźnie nie chcą oskarżać Izraela i Stanów Zjednoczonych o łamanie prawa międzynarodowego i popełnianie zbrodni wojennych – skutecznie chroniąc decydentów od takiego określenia – wszystko z powodu presji ze strony potężnego lobby.
Od 2015 roku od dawna popieram cele i wartości Organizacji Narodów Zjednoczonych, ustanowione w następstwie II Wojny Światowej w celu promowania pokoju i dobrobytu. Do października 2023 roku byłem jednym z mistrzów ziemi ONZ, krytycznym głosem dla prawa międzynarodowego, praw człowieka i klimatu.
Po tej dacie lobby narzuciło nowy porządek świata, a wszystko zaczęło się w Gazie, a kiedy wyraziłem swoje obawy i przedstawiłem inną perspektywę, znalazłem się w obliczu szeregu problemów, krytyki i zarzutów. Otrzymałem groźby śmierci dla mnie i mojej rodziny, a ONZ mnie porzuciła. Otrzymałem kary finansowe, a ONZ mnie porzuciła. Teraz jestem cenzurowany w ONZ, odmawia się mi prawa do wolności wypowiedzi.
Nie przez ONZ, na początku tego roku WYŻSI URZĘDNICY I wpływowi dyplomaci, wspierani przez globalne media i algorytmy mediów społecznościowych, wdrożyli kampanię dezinformacyjną, twierdząc, że Iran jest zagrożeniem nuklearnym i zasiali nastroje prowojenne, aby zachęcić do wojny z Iranem w całym regionie, kontynuując swój własny program.
To lobby zostało wykorzystane do oszukania was, że uwierzycie, że Iran stanowi bezpośrednie zagrożenie dla pokoju na świecie. To było kłamstwo i jest to ta sama taktyka stosowana do popełnienia ludobójstwa w Gazie i ta sama taktyka jest obecnie stosowana do czystek etnicznych i okupacji Libanu.
ONZ nie może ponownie popełnić tego błędu. Dopóki proces reform nakreślony przez Sekretarza Generalnego ONZ nie będzie sensownie wdrożony, żałuję, że muszę zawiesić wszystkie moje obowiązki. Z poważaniem,
Dyrektor Wykonawczy i główny przedstawiciel w ONZ Mohamad Safa =========================
Właśnie ukazał się najnowszy wywiad Glenna Diesena z pułkownikiem Lawrence Wilkersonem, który zawiera niezwykle krytyczną i niepokojącą analizę konfliktu z Iranem i przyszłości Izraela.
Pułkownik Wilkerson zdobył doświadczenie z pierwszej ręki w sercu amerykańskiej potęgi: Jako oficer Armii Stanów Zjednoczonych, profesor, a później kluczowa postać w szkoleniu wojskowym, ale przede wszystkim jako szef sztabu Colina Powella (2002-2005), w procesie decyzyjnym podczas wojny w Iraku.
Zarządzanie Trumpa i wpływ Netanjahu
Wilkerson uważa, że prezydent Trump jest „po szyję” w kryzysie, w którym nie wie, jak sobie poradzić i że wykorzystuje ciągłe odliczanie do niszczenia irańskiej infrastruktury aby po prostu „kupić czas.”
Według pułkownika Trump został wciągnięty do tej wojny przez Benjamina Netanjahu, który najwyraźniej nie ma współczucia dla amerykańskiego prezydenta i jest gotów „zabrać go ze sobą do piekła.”
Krytyka amerykańskiej strategii wojskowej
Wilkerson nazywa kierownictwo obecnego dowództwa wojskowego „najgorszym”, jakie kiedykolwiek widziano. Potępia niewłaściwe użycie sił operacji specjalnych (takich jak Rangers i 160 Pułk Lotnictwa Operacji Specjalnych) w próbach szybkich uderzeń na wyspy w Zatoce Perskiej, mających na celu naśladowanie tego, co wydarzyło się w Wenezueli.
Twierdzi, że nie ma jasnej misji i że przywódcy wojskowi marnują miliardy bez rezultatów.
Możliwy upadek Izraela
Jednym z najpotężniejszych aspektów wywiadu jest przepowiednia, że Izrael zniknie jako państwo żydowskie w Lewancie.
Izrael może zniknąć i rozpocząć atak nuklearny:
Wilkerson przytacza kilka oznak tego zbliżającego się upadku:
Kryzys personalny: Wezwanie dodatkowych 400 000 rezerwistów jest postrzegane jako akt desperacji, biorąc pod uwagę, że 30% z poprzednich 300 000 nie zgłosiło się.
Porażka militarna: IDF nie udało się pokonać Hamasu w Gazie i ponosi ciężkie straty w Libanie przeciwko Hezbollahowi.
Upadek wewnętrzny: Wilkerson opisuje izraelskie przywództwo ogarnięte histerią i wojsko na skraju upadku strukturalnego.
Ryzyko nuklearne: pułkownik przytacza informacje otrzymane od profesora Teda Postola, zgodnie z którymi istnieje 75-80% prawdopodobieństwo, że Iran ma już broń jądrową i technologię montażu jej na rakietach. [MAEA zaprzecza. Rozsądek również md]
Wyraża również obawę, że Netanjahu, jeśli zostanie zapędzony do kąta, może zdecydować się „wypuścić dżina z butelki” i jako pierwszy użyć broni jądrowej, wywołując globalną wymianę z udziałem Rosji i Chin.
Globalne konsekwencje gospodarcze
Wilkerson ostrzega, że świat jest już w recesji i zmierza w kierunku globalnej depresji. Blokada Cieśniny Ormuz, gdzie utknęło około 4000 statków, zakłóca dostawy kluczowych surowców, takich jak hel (niezbędny do wyrafinowanych chipów) i mocznik, rzucając światową gospodarkę na kolana.
Ocena przywództwa USA
Analiza kończy się ostrym atakiem na przywództwo Waszyngtonu, charakteryzującym je jako zbiór „głupców” i „pawianów” (w szczególności cytując takie postacie jak Pete Hegseth i Mike Johnson), którzy używają religii jako broni politycznej i nie mają wiedzy technicznej, szczególnie w krytycznych obszarach, takich jak zarządzanie energią jądrową.
Według Wilkersona ta „imperialna arogancja” wynika z błędnej interpretacji końca zimnej wojny, fałszywie postrzeganej jako zwycięstwo militarne, a nie sukces dyplomatyczny.
To, co się teraz dzieje, to przetwarzanie globalnego systemu operacyjnego. A nowy system operacyjny działa na platformie Petroyuan.
Piekielna machina eskalacji dociera do strefy rozpaczy.
Sekretarz Wiecznych Wojen, mianowany przez pawiana barbarzyństwa, który twierdzi, że jest „zmęczony wygrywaniem”, rozważa kilka scenariuszy „inwazji lądowej” równolegle z niszczycielską kampanią bombardowań, która rzekomo ma zadać „ostateczny cios” Iranowi.
Wyspa Kharg to taktyka dywersyjna: jest zbyt oddalona od głównego celu. Przejęcie statków po wschodniej stronie Cieśniny Ormuz jest niewykonalne: nieuchronnie spotkałoby się to z gradem pocisków przeciwokrętowych.
Pozostają dwa scenariusze: zdobycie Abu Musy oraz dużej i małej wyspy Tunb na północ od Zjednoczonych Emiratów Arabskich (do których prawa zgłaszają Zjednoczone Emiraty Arabskie) lub strategiczna mała wyspa Larak (na wschód od większej wyspy Keszm), część korytarza morskiego, gdzie marynarka wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej kontroluje przepływ tankowców, które uiściły opłatę za przejazd w Cieśninie Ormuz.
Jedyną drogą do Larak jest droga przez Keszm.
Keszm jest większy niż Okinawa. Podczas II wojny światowej zdobycie Okinawy zajęło trzy miesiące, 184 000 żołnierzy i co najmniej 12 500 ofiar. Keszm jest usiany niezliczonymi irańskimi pociskami przeciwokrętowymi i dronami, ukrytymi na przestrzeni setek kilometrów w klifach i jaskiniach.
Teraz o trzech wyspach irańskich, do których roszczenia zgłaszają również Zjednoczone Emiraty Arabskie.
ZEA odrzuca nawet możliwość zawieszenia broni z Iranem. Ich ambasador w USA, Yousef al-Otaiba, opublikował podżegający do wojny felieton, w którym domagał się „ostatecznego wyniku” wojny – czyli pokonania „irańskiego zagrożenia”. Później potwierdził, że Abu Zabi zamierza poprowadzić „koalicję chętnych”, aby ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz (która nie jest zamknięta, a jedynie dla narodów wrogo nastawionych do Iranu).
Tak naprawdę liczy się aspekt „podążania za pieniędzmi”: Yousef al Otaiba potwierdził zaangażowanie inwestycyjne ZEA na kwotę 1,4 biliona dolarów w imperium chaosu –[USA md] obejmuje to liczne transakcje w obszarach energetyki, infrastruktury AI, półprzewodników i produkcji.
Piekielna machina eskalacji działa na pełnych obrotach. Teheran skrupulatnie przeanalizował każdą formę bezpośredniego zaangażowania ZEA – zarówno w wybuch wojny, jak i w obecną eskalację konfliktu. Abu Zabi nie tylko gości amerykańskie bazy wojskowe, ale także umożliwiło Stanom Zjednoczonym wykorzystanie niektórych własnych baz lotniczych do ataków na Iran i pomogło wrogim podmiotom w tworzeniu baz danych celów, wykorzystując infrastrukturę sztucznej inteligencji Emiratów.
Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Abu Zabi jest de facto kluczowym sojusznikiem osi syjonistycznej w Zatoce Perskiej.
Teheran pokazuje Abu Zabi drogę do piekła
ZEA de facto przystępuje do wojny z Iranem. Nic więc dziwnego, że Teheran określił już pięć kluczowych celów swojego śmiercionośnego kontrataku – jak donosi agencja prasowa Fars:
Kompleks Jebel Ali do produkcji energii elektrycznej i odsalania w Dubaju
Elektrownia jądrowa Barakah w Abu Zabi
Elektrownia Al Taweelah
Stacja M w Dubaju
Park Solarny im. Mohammeda bin Rashida
Ataki na te pięć potwierdzonych celów spowodowałyby rozległe przerwy w dostawie prądu, sparaliżowałyby odsalanie wody i zamknęły centra danych w Emiratach. Teheran z góry pokazuje Abu Zabi, że jeśli amerykańscy marines rozpoczną operację w Ormuzie z terytorium Emiratów, to droga do piekła będzie niechybna.
Abu Zabi nie wiedziałoby, co je spotkało. Dodatkowym celem mógłby być ponownie rurociąg Habshan-Fujairah: 380 kilometrów lądem, łączący pola naftowe Abu Zabi z portem Fujairah nad Zatoką Omańską, transportujący 1,5 miliona baryłek dziennie – z całkowitej produkcji wynoszącej 3,4 miliona baryłek – i omijający Cieśninę Ormuz.
Dla Abu Zabi sojusz z imperium chaosu jest kategorią bezwzględną – ze względu na już zadeklarowane 1,4 biliona dolarów. Dżabal Ali musi działać z pełną prędkością, ponieważ ZEA jest centralnym węzłem w – obecnie de facto niedziałającym – korytarzu IMEC (Indie–Bliski Wschód–Europa), który jest w istocie izraelskim korytarzem łączącym Europę z Indiami przez Emiraty.
Grupa AD Ports w Abu Zabi posiada 30-letnią koncesję w Akabie, jedynym jordańskim porcie towarowym. DP World of Dubai posiada 30-letnią koncesję o wartości 800 milionów dolarów w Tartusie w Syrii, kluczowym porcie we wschodniej części Morza Śródziemnego. Oznacza to, że ZEA jest znaczącym graczem na ważnych szlakach morskich między Azją a Europą.
ZEA jest obecnie skutecznie wypychane z i tak już podupadającego IMEC. Cenne ładunki do i z Azji nie przepływają już przez Dżabal Ali, ale przez porty w Omanie, Arabii Saudyjskiej (koleją do Jordanii, a następnie do Syrii, Turcji i Europy) lub w Katarze (trasą lądową do Arabii Saudyjskiej). Powstaje zupełnie nowy korytarz logistyczny.
Dżabal Ali do tej pory korzystał z wizerunku niezastąpionego centrum przeładunkowego w Azji Zachodniej, generując znaczne zyski z rocznego wolumenu handlu wynoszącego 1 bilion dolarów. Ten model biznesowy chyli się ku upadkowi – wraz z błyszczącą maszyną do prania brudnych pieniędzy w Dubaju.
Niejasna rola Pakistanu
Imperium chaosu polegało – i może nadal polegać – na wykorzystaniu przewidywalnej odmowy Teheranu zaangażowania się w pośrednie „negocjacje” na temat wojny w Pakistanie jako uzasadnienia dla kolejnego „ostatecznego ciosu”.
Wszystko to nie wydaje się zakłócać starannego planowania Teheranu, gdyż główne cele pozostają niezmienne: stworzenie nowego porządku geopolitycznego i bezpieczeństwa w Azji Zachodniej, utrzymanie odstraszającej siły Iranu zdobytej w wyniku ataków oraz ustanowienie dominacji nad arabskimi petro-monarchiami i „kultem śmierci” w Azji Zachodniej.
ZEA chce przystąpić do wojny? Z punktu widzenia Teheranu to idealne rozwiązanie: idealne uzasadnienie zniszczenia całej kluczowej infrastruktury.
Można było przewidzieć, że 15-punktowy plan ekipy Trumpa, przekazany za pośrednictwem Pakistanu, był skazany na porażkę od samego początku. Był to wymuszony akt kapitulacji – dokument kapitulacji podszywający się pod „negocjacje”.
Teheran odmówił dalszej rozmowy z duetem „Heckle and Jeckle”, Witkoffem i Kushnerem, których irańscy dyplomaci uważają za zdrajców. Para ta nie była nawet w stanie zrozumieć hojnych propozycji Iranu sformułowanych w Genewie i przetłumaczonych na uproszczony angielski przez omańskich dyplomatów.
Natychmiast trzeba było zmienić narrację: teraz wiceprezydent JD Vance miał omówić plan i rzekomo spotkać się z przewodniczącym irańskiego parlamentu Ghalibafem w Islamabadzie.
Ale i to się nie powiodło – głównie dlatego, że nie można ufać pakistańskiemu dowództwu wojskowemu.
„Pawian barbarzyństwa” [ Pakistan] twierdził, że Iran zaoferował mu osiem tankowców z ropą naftową. Tankowce te przepłynęły przez Cieśninę Ormuz pod banderą Pakistanu i zostały „zaoferowane” Amerykanom dopiero później. Nic dziwnego, że Iran wstrzymał tranzyt ropy do Pakistanu przez Cieśninę Ormuz.
Najważniejszym sojusznikiem Langley w Pakistanie jest generał armii, dowódca generalny Asim Munir – członek grupy, która obaliła i uwięziła byłego premiera Imrana Khana. Munir utrzymuje bezpośredni kontakt z Trumpem.
Obaj rozmawiali długo o Iranie, przy czym Munir wykorzystywał nieoficjalne kanały komunikacji między Teheranem a duetem Witkoff-Kushner – wszystko pod pretekstem „negocjacji”.
Munir jest zagorzałym anty-szyitą, wręcz salafickim w swoich poglądach i ma bardzo bliskie powiązania z Arabią Saudyjską, która namawia Trumpa do całkowitego zaatakowania Iranu.
Ponure perspektywy dla Rady Współpracy Zatoki Perskiej
Wszystko to wydarzyło się po tym, jak rosyjskie kanały wywiadowcze dostarczyły Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej potwierdzonych informacji, że „szybka” wojna syndykatu Epsteina, której celem była zmiana reżimu w Teheranie, była w pełni wspierana przez Arabię Saudyjską – finansowana przez Arabię Saudyjską, ZEA i Katar.
Ponadto większość używanych pocisków ma zasięg zaledwie 200–300 mil – co oznacza, że zostały wystrzelone z państw będących monarchiami naftowymi Rady Współpracy Zatoki Perskiej.
To jasno pokazuje, co może czekać państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej – z wyjątkiem Kataru i Omanu, które zajęły neutralne stanowisko i nie udostępniają swojego terytorium do ataków.
Kuwejt jest fikcją i w dłuższej perspektywie może zostać wchłonięty przez Arabię Saudyjską lub Irak.
Bahrajn jest siedzibą dużej amerykańskiej bazy wojskowej, która została zniszczona. Jeśli szyicka większość podejmie działania, Bahrajn może znaleźć się w irańskiej strefie wpływów – lub, alternatywnie, pod kontrolą Arabii Saudyjskiej.
ZEA pod rządami MbZ to projekt w odwrocie. Model Dubaju już umarł – gospodarka portowa, system finansowy, centrum prania pieniędzy. W dłuższej perspektywie Emiraty mogą powrócić do Omanu, tak jak przed 1971 rokiem.
Iraccy analitycy już otwarcie dyskutują o możliwych reorganizacjach terytorialnych: Bahrajn z powrotem przyłączony do Iranu, Kuwejt do Iraku, Emiraty do Omanu, Arabia Saudyjska mogłaby przejąć Katar.
Arabia Saudyjska pozostaje decydującym czynnikiem. Uderzające jest to, że Rijad nie jest częścią grupy mediatorów (Turcja, Egipt, Pakistan).
MbS wspierał ataki USA przed wojną i teraz mógł sam interweniować. W takim przypadku Iran zniszczyłby całą saudyjską infrastrukturę energetyczną, a Huti zablokowaliby Morze Czerwone.
Kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) mogłyby odegrać kluczową rolę w potencjalnym załamaniu się światowego systemu finansowego, gdyż byłyby zmuszone do masowego wycofania kapitału ze Stanów Zjednoczonych.
Chiny i Petro-yuan
Chiny uważnie śledzą rozwój sytuacji. Obalenie Asada zerwało kluczowe ogniwo Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Chiny polegały na połączeniu kolejowym między Iranem, Irakiem i Syrią, aby ominąć wąskie gardła na morzu. Kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz mogłaby teraz stanowić gospodarczy kontratak.
Iran zinstytucjonalizował petro juan jako system płatności w Ormuz. Osiemdziesiąt procent dochodów z ropy naftowej było już przetwarzane w juanach. Teraz system obejmuje również opłaty transportowe, omijanie dolara, sankcji i SWIFT – co stanowi jedno z najpoważniejszych wąskich gardeł w światowej gospodarce.
ZEA nie korzysta z tego rozwoju. Globalny system operacyjny jest przepisywany – i działa na platformie Petro0yuan.
Aleksander Dugin o wojnie eschatologicznej i irańskiej strategii oporu.
Z definicji Trump nie mógłby wygrać wojny z Iranem. I nie może. Pytanie tylko, jak dokładnie ją przegra. To, co mówi, jest niemal bez znaczenia. To po prostu agonia – nie tylko jego osobista agonia, ale agonia całego systemu.
Lobby izraelskie, mimo swojej niezwykłej skuteczności, pociągnie Trumpa w dół. A on pociągnie je w dół ze sobą. To gwarantowane wzajemne zniszczenie.
W lobby syjonistycznym wszystko jest niezwykle racjonalne i starannie wykalkulowane – aż do momentu, gdy nastąpi ostateczny akt: przyjście Mesjasza. To jest weksel, na którym wszystko jest zbudowane. Jest on wystawiony na przyszłe wydarzenie. Jeśli ta przyszłość się nie ziści, wszystko się zawali.
Chrześcijański syjonizm jest jeszcze gorszy: wszystko opiera się w nim na czystej halucynacji (wniebowzięcie ich kościoła itd.), która nie może się wydarzyć, bez względu na to, jak bardzo się tego pragnie.
W ten sposób suma racjonalnych kroków podjętych przez siły, które przejęły kontrolę nad Trumpem, kończy się irracjonalnym akordem. Nieuchronnie.
Iran ma swoją własną eschatologię. Ale nie na niej polega; opiera się na oporze. Cokolwiek Irańczycy mogą sobie wymarzyć, właśnie teraz bronią swojej ojczyzny przed inwazją robactwa, morderców i koalicji Epsteina. Po upadku kompromisowego przywództwa, w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej pozostały tylko najtwardsze, najbardziej nieugięte siły – ludzie, którzy nie mają nic do stracenia i nic do negocjacji. A już najmniej z robactwem, mordercami i koalicją Epsteina.
Irańczycy głęboko gardzą tchórzliwymi, chwiejnymi Arabami. A sztuczny raj, który ci Arabowie tak pieczołowicie zbudowali – z łatwością go zniszczą. Już go niszczą. Dotarcie do Izraela jest trudniejsze, ale oni również tam dotrą.
Z jeszcze większym zapałem gotowi są wysadzić w powietrze światową gospodarkę, systemy energetyczne i handel, zerwać kable internetowe na dnie Cieśniny Ormuz i zatopić tak zachwalaną flotę zachodnią – wojskową i cywilną – przy użyciu tanich dronów morskich.
Syjoniści postępują eschatologicznie; szyici bronią się eschatologicznie. Irańczycy nie żyją w oczekiwaniu na przyszłość. Stawiają desperacki opór, wszelkimi możliwymi sposobami, tu i teraz.
Widząc to, Trump zachwiał się. Oczywiście, nie wierzy w żadnego mesjasza, ani w czasy zbawienia, ani w Amaleka, ani w Goga i Magoga. Wierzy w siebie i w ryzykowne, nieskrępowane spekulacje giełdowe. To nie fanatyzm religijny, a raczej egocentryczna psychopatia na tle ogólnego wyczerpania starczego i konsekwencji jego burzliwych eskapad na wyspie Epsteina, które pozostawiły głębokie blizny.
Niewykluczone, że Trump w ostatniej chwili zdecyduje się porzucić ten kurs – który ewidentnie zmierza ku katastrofie – zrzucić winę za wszystko na alkoholika Hegsetha i spróbować płynąć na fali, z której właśnie zsuwa się po linie. Ale wtedy musiałby poświęcić syjonistów. Upubliczniliby nagrania z akt Epsteina, ale wtedy Trump mógłby się tym nie przejmować. Albo mógłby ich nie poświęcić i po prostu pójść na dno jak kamień. Albo mógłby umrzeć z powodu stresu. Nie jest już młody. Już zasypia na konferencjach prasowych i czasami nie rozpoznaje ludzi wokół siebie. Śmiał się z Bidena, ale lata robią swoje.
W tej chwili najważniejsze jest to, że Iran wytrzyma – że wytrzyma jeszcze chwilę. Od tego zależy los ludzkości. Wszystko stoi na krawędzi ostatecznego upadku, ale ten, kto upadnie pierwszy, daje stronie przeciwnej szansę na przegrupowanie się i podjęcie działań.
Jednocześnie, tech-bracia z Doliny Krzemowej mają swoją własną eschatologię. Prezes NVIDII ogłosił przedwczoraj, że sztuczna inteligencja ogólna (AGI) już istnieje; w konsekwencji, osobliwość, przed którą ostrzegał Elon Musk, nadeszła. Ludzie nie są już potrzebni, konkludują chłodno tech-bracia – i być może mają własny plan wobec tych eschatologicznych bitew. To nie przypadek, że ich ideolog, Peter Thiel, podróżuje po Europie, wygłaszając wykłady na temat „Antychrysta i Katechona”. Mówiąc „Antychryst”, ma na myśli Sorosa, globalistów i Gretę Thunberg (co jest prawdą); mówiąc „Katechon”, ma na myśli siebie i Sztuczną Inteligencję Ogólną (AGI) – co jest całkowicie błędne, ponieważ to również jest Antychryst, tylko bardziej zaawansowany, współczesny.
Kraje bałtyckie otwierają swoją przestrzeń powietrzną dla Ukrainy w celu przeprowadzenia ataków na Rosję
W ostatnich dniach ukraińskie drony bez wątpienia przelatywały nad krajami bałtyckimi i Finlandią podczas ataków na rosyjski region Petersburga. Państwa NATO najwyraźniej oficjalnie otworzyły swoją przestrzeń powietrzną w celu przeprowadzenia ataków na Rosję, co stanowi jawny udział w wojnie.
Anti-Spiegel 29 marca 2026
Fakt, że państwa NATO – Polska [?? md] , Litwa, Łotwa i Estonia – zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków dronów na rosyjski region Petersburga, jest kwestią niezwykle delikatną, ponieważ oznaczałoby to bezpośredni udział tych państw w wojnie – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlaczego Rosja nie miałaby odpowiedzieć odwetem i zaatakować celów w tych krajach, skoro uczestniczą one w atakach na Rosję, zezwalając na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej?
Ponieważ ten temat jest dla wielu nieznany, najpierw przedstawię tło, a następnie przejdę do bieżących doniesień.
Kontekst
Pod koniec lata 2024 roku otrzymałem informację z rosyjskich źródeł bezpieczeństwa, że ukraińskie drony wlatywały w rosyjską przestrzeń powietrzną z państw bałtyckich podczas ataków na Petersburg. Nie poinformowałem o tym wówczas, ponieważ była to informacja poufna. Rosyjskie media przymykają na to oko, ponieważ cokolwiek innego oznaczałoby wojnę z NATO. A przynajmniej z UE, ponieważ Stany Zjednoczone prawdopodobnie nie wezmą w niej udziału, biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy.
Ataki na Petersburg nie są zatem tematem rosyjskich mediów; w najlepszym razie pojawiają się jako krótkie wzmianki. Tak jest również teraz, mimo że Petersburg jest atakowany każdej nocy od ponad tygodnia przez dziesiątki dronów. W Rosji doniesienia te pojawiają się jedynie drobnym drukiem.
Pierwsze oficjalne rosyjskie oświadczenia w tej sprawie pojawiły się w lipcu 2025 roku, kiedy wpływowy rosyjski parlamentarzysta poruszył tę kwestię w mediach społecznościowych, ostrzegając, że kraje, z których Rosja jest atakowana, muszą zrozumieć, że gdy Rosja otrzyma „stuprocentowy dowód na to, że są zaangażowane w ataki na Rosję”, „odwet jest nieunikniony”. Stwierdził, że państwa bałtyckie to nie Ukraina i mogą zostać podbite w ciągu tygodnia.
Od co najmniej końca sierpnia 2025 roku praktycznie nie da się zaprzeczyć, że państwa bałtyckie zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Sankt Petersburg. W tym czasie rosyjska rafineria w Ust-Łudze, niedaleko granicy z Estonią, została zaatakowana i uszkodzona przez drony. Tej samej nocy z krajów bałtyckich donoszono o obserwacjach dronów, dokładnie wzdłuż trajektorii, którą musiałyby obrać drony z Ukrainy. Jeden z dronów rozbił się w Estonii.
Rosyjskie media również „przeoczyły” to wówczas; nie było to wydarzenie warte uwagi mediów, a jedynie rosyjscy blogerzy donieśli o tym za pośrednictwem Telegramu.
Obecna eskalacja
Od tygodnia w Petersburgu obowiązuje codzienny alarm dronowy. Każdej nocy dziesiątki dronów przelatują z krajów bałtyckich w kierunku aglomeracji Petersburga; jednej nocy doniesienia wskazywały na zestrzelenie ponad 50 dronów. Rosyjskie media jak dotąd informowały o tym jedynie drobnym drukiem, o ile w ogóle, i unikały wzmianki o pochodzeniu dronów z krajów bałtyckich.
Ataki są wymierzone przede wszystkim w Ust-Ługę, gdzie znajduje się rafineria i główny port przeładunkowy ropy naftowej i gazu; Kronsztad z ważną bazą morską; oraz port Primorsk. Najwyraźniejszym celem jest zniszczenie infrastruktury energetycznej i portowej, a także stoczni. Oczywiście NATO gromadzi kluczowe dane, ponieważ takie ataki dają możliwość poznania funkcjonowania obrony powietrznej kraju, którego atak dotyczy, jego struktur dowodzenia itd.
W środę, 25 marca, drony rozbiły się również w krajach bałtyckich. Odnotowano również obserwacje dronów, które rosyjski kanał Telegram naniósł na mapę, wskazując w ten sposób trasę ich lotu. To zainspirowało jeden z nielicznych artykułów w Rosji poruszających ten temat. RT-DE przetłumaczył artykuł.
Zmasowany atak w środę, obserwacje dronów w krajach bałtyckich i katastrofa jednego z ukraińskich dronów w Estonii skłoniły Der Spiegel do pierwszej wzmianki o tym, że Ukraina korzysta z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich do ataków na region Petersburga. Wkrótce omówimy, co Der Spiegel powiedział swoim czytelnikom na ten temat; najpierw przyjrzyjmy się, jak państwa bałtyckie to wyjaśniły.
Zajęło im to kilka dni, ale 27 marca estoński minister obrony Hanno Pevkur oświadczył w wywiadzie, że Estonia nie zestrzeliła dronów, które wleciały w jej przestrzeń powietrzną, aby zapobiec konfliktowi z Rosją. Powiedział, że kraj myślał, że dron pochodzi z Rosji i „nie miał interesu w dawaniu Rosji pretekstu do oskarżenia Estonii o rozpoczęcie wojny”.
To oczywiście kłamstwo, ponieważ ataki na przestrzeń powietrzną państw bałtyckich trwały już od kilku dni, a NATO ściśle monitoruje tamtejszą przestrzeń powietrzną. Wiadomo już było, że drony wystrzeliwane z północno-zachodniej Ukrainy atakowały Rosję przez kilka dni po przelocie nad Polską i państwami bałtyckimi. Co więcej, podobne katastrofy dronów miały miejsce na Litwie i Łotwie w poprzednich dniach, a litewskie władze poinformowały, że dron wystrzelony z Ukrainy rozbił się na Łotwie w poniedziałek wieczorem.
Państwa te prowokują wojnę z Rosją i posługują się tak bezczelnymi kłamstwami, aby odwrócić uwagę. To z pewnością uciszy większość społeczeństwa, ponieważ mało kto zwraca uwagę na nieliczne doniesienia medialne na ten temat. Media zaś biorą udział w tej grze, publikując jedynie krótkie artykuły, które odwracają uwagę od niebezpieczeństwa wojny z Rosją, sprowokowanej przez państwa bałtyckie, zamiast informować czytelników o niebezpiecznej sytuacji, w jakiej znajdują się te państwa.
W piątek fińskie siły zbrojne ogłosiły zaostrzenie środków bezpieczeństwa w związku z incydentami z udziałem ukraińskich dronów w państwach bałtyckich. Finlandia posiada wielowarstwowy system obrony powietrznej i jest przygotowana do zwalczania dronów, które wkraczają w fińską przestrzeń powietrzną, celowo lub przypadkowo. Obecnie tego typu działania mają miejsce w południowo-zachodniej Finlandii i we wschodniej części Zatoki Fińskiej. Dotyczy to Sankt Petersburga, położonego na wschodnim krańcu Zatoki Fińskiej.
„Zabłąkane” drony
Jak wspomniano, Der Spiegel po raz pierwszy doniósł o tym temacie w zeszłym tygodniu, popisując się wyczynem wzmianki o ukraińskich dronach w bałtyckiej przestrzeni powietrznej, nie odnosząc się do kwestii, czy stanowi to udział państw bałtyckich w wojnie, a zamiast tego obwiniając Rosję.
Po masowym ataku i katastrofie dronów nad państwami bałtyckimi, Der Spiegel po raz pierwszy poinformował o tym incydencie w środę, 25 marca, pod tytułem „Agresywna wojna Rosji – ukraińskie drony w bałtyckiej przestrzeni powietrznej – uderzenie w elektrownię w Estonii”. Absurdalność tego „doniesienia” była widoczna już od samego wstępu:
„Dwa ukraińskie drony wojskowe zabłądziły w Estonii i na Łotwie. Jeden zderzył się z kominem, drugi rozbił się. Władze obwiniają Rosję”.
To nie jest „doniesienie”, to z definicji propaganda. A Der Spiegel musi uważać swoich czytelników za niewiarygodnie głupich, bo rzut oka na mapę wystarczyłby, by zrozumieć, że ukraińskie drony nie tylko „zabłądziły” w Estonii i na Łotwie, ale celowo wybrały tę trasę, by zaatakować cele w pobliżu Sankt Petersburga.
W artykule brzmi to jednak zupełnie inaczej i nagle nie ma mowy o „zabłąkanych” dronach, bo już w pierwszym akapicie dowiadujemy się:
„Dwa ukraińskie drony wojskowe wleciały dziś rano z Rosji w przestrzeń powietrzną państw NATO: Estonii i Łotwy. Jeden z nich rozbił się w kominie elektrowni w Estonii, a drugi na Łotwie, jak poinformowały rządy dwóch krajów bałtyckich. Drony były częścią większego ukraińskiego ataku na cele w Rosji, wyjaśniły władze”.
Der Spiegel wspomina również o katastrofach dronów z poprzednich dni w innych krajach bałtyckich:
„Według źródeł litewskich, w poniedziałek dron rozbił się w jeziorze w tym kraju. (…) Prezydent Łotwy Edgars Rinkevics również potwierdził, że dron, który rozbił się w jego kraju, był ukraiński”.
Dowiadujemy się również, dlaczego Rosja rzekomo ponosi winę za incydenty z udziałem ukraińskich dronów:
„Wojna sprowokowana przez agresora, Rosję, doprowadziła nas do punktu, w którym drony spadają na terytoria wszystkich trzech państw bałtyckich w ciągu 48 godzin” – powiedział litewski minister obrony Robertas Kaunas. „Oczywiste jest, że obrona powietrzna stanowi wyzwanie nie tylko dla Litwy, ale dla całego NATO”.
Obrona powietrzna przed ukraińskimi dronami nie stanowiłaby problemu; wystarczyłoby po prostu zakazać Ukrainie korzystania z przestrzeni powietrznej NATO do ataków na Rosję. Jednak te państwa tego nie robią, ponieważ nie było ani jednego protestu skierowanego pod adresem Kijowa.
„Zboczyły z kursu”
W niedzielę 29 marca Der Spiegel opublikował artykuł pochwalny zatytułowany „Ataki na przemysł naftowy – Ukraina ponownie podpala rosyjski port eksportowy ropy”, w którym stwierdzono również, że ataki są przeprowadzane nad państwami bałtyckimi. Rosyjski port naftowy Ust-Ługa, niedaleko Sankt Petersburga i granicy z Estonią, ponownie został zaatakowany – a artykuł w Spiegelu brzmiał bardzo entuzjastycznie. … Ale każdy, kto uważnie przeczyta i pomyśli krytycznie, zda sobie sprawę, że Der Spiegel w swoim artykule po raz kolejny potwierdza, że Ukraina wykorzystuje przestrzeń powietrzną państw bałtyckich NATO (oraz Polski, która leży między Ukrainą a państwami bałtyckimi) do ataków na Rosję, ponieważ Der Spiegel pisze:
„Ukraińskie drony zostały ostatnio zauważone w krajach sąsiednich Rosji, a niektóre z nich rozbiły się tam. Finlandia zgłosiła w niedzielę podejrzenie naruszenia jej przestrzeni powietrznej przez drony w południowo-wschodniej części kraju. Ministerstwo Obrony poinformowało o wykryciu kilku małych, wolno lecących obiektów na niskiej wysokości. Rozbiły się dwa drony. Siły Powietrzne poderwały myśliwiec w celu przeprowadzenia rozpoznania. Katastrofy dronów odnotowano również niedawno w Estonii, Łotwie i Litwie. Podobno były to ukraińskie drony, które zboczyły z kursu podczas ataków na rosyjskie instalacje eksportu ropy naftowej na wybrzeżu Bałtyku”.
Nie, drony nie zboczyły z kursu. Nawiasem mówiąc, żadne oficjalne źródło tego nie potwierdza; Tylko Der Spiegel i inne media wysuwają takie twierdzenia. Jednak ten dodatek ujawnia, że niektórzy w redakcjach rozumieją niebezpieczną grę, w którą grają te kraje, prowokując otwartą wojnę z Rosją i stają się stroną konfliktu, udostępniając swoją przestrzeń powietrzną dla tych ataków.
Strategia medialna?
Podejście mediów przypomina mi eskalację na Morzu Bałtyckim. Dziś media donoszą o porwaniach statków handlowych przewożących rosyjskie ładunki, jakby to było coś zupełnie normalnego, podczas gdy w rzeczywistości jest to piractwo i jawna prowokacja militarnej odpowiedzi Rosji.
Kilka tygodni temu przedstawiłem chronologię eskalacji na Morzu Bałtyckim w artykule, który ilustruje, jak powstały narracje o uszkodzonych kablach podmorskich i rzekomo niebezpiecznej „flocie cieni”, co sprawiło, że czytelnicy mediów uważają teraz te pirackie metody za całkowicie normalne.
Sposób, w jaki media traktują te ataki dronów z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw NATO i UE, przypomina mi to podejście. Dla wszystkich jest oczywiste, że stanowi to jawny udział tych państw w wojnie, ale przyzwyczajając się do tych wydarzeń poprzez doniesienia medialne na przestrzeni czasu, ludzie tracą ten fakt z oczu i uważają takie zachowanie za całkowicie normalne.
Te państwa europejskie ewidentnie próbują sprowokować Rosję do oddania pierwszego strzału, zamykając Morze Bałtyckie dla statków handlowych zmierzających do Rosji, co w efekcie blokuje port w Sankt Petersburgu, co samo w sobie jest aktem wojny. Co więcej, prowokują Rosję, pozwalając Ukrainie na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.
Celem jest sprowokowanie Rosji do oddania pierwszego strzału, co nieuchronnie doprowadzi do wojny między Rosją a większością państw UE, podczas gdy Stany Zjednoczone wydają się nie ingerować w ten konflikt. Czy decydenci w stolicach europejskich w ogóle zdają sobie sprawę z konsekwencji?
Tytuł artykułu jest cytatem z wiersza Adama Asnyka Daremne żale z roku 1877 (Gietrzwałd!).
Daremne żale – próżny trud, Bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz, Zniknionych mar szeregu: Nie zdoła ogień ani miecz Powstrzymać myśli w biegu.
Trzeba z żywymi naprzód iść, Po życie sięgać nowe… A nie w uwiędłych laurów liść Z uporem stroić głowę!
Wy nie cofniecie życia fal! Nic skargi nie pomogą! Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą.
Trzymanie się usilnie mitu byłej potęgi USA niczego już nie zmieni. Upadł „szereg zniknionych mar” – kto dzisiaj wierzy w obronną tarczę made in USA? Praktycznie wszystkie amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej, które samą swoją obecnością miały odstraszać, budzą teraz strach wśród uciekających stamtąd żołnierzy.
W Iraku ambasada USA nakazała wszystkim swoim obywatelom opuszczenie tego okupowanego od 23 lat kraju i ostrzegła, żeby w żadnym wypadku nie zbliżali się do baz wojskowych, budynku ambasady (największej na świecie ambasady USA) i konsulatu.
Ambasada Stanów Zjednoczonych w ufortyfikowanej „Zielonej Strefie” w Bagdadzie po ataku dronów 14 marca 2026 r.
Szacuje się, że USA przekazała do Iraku po roku 2003 od 12 do 40 miliardów dolarów. Oczywiście, że głównie w celu eksploatacji irackich zasobów naftowych.
Teraz ten okupowany niewdzięczny kraj „zdradza” Stany Zjednoczone i iracka armia czynnie wspiera proirańskich bojowników, atakujących wszystko, co ma wspólnego z USA. Liga Arabska zażądała od Iraku oświadczenia wsparcia koalicji Epsteina. Odpowiedziało jej milczenie.
Miało to być kolejne łatwe zwycięstwo jak w Libii lub Syrii, lub akcja porwania prezydenta Wenezueli. Odwaga i mądrość Persów doprowadziła do sytuacji, w której USA znalazło się w pułapce bez wyjścia. Jakiekolwiek próby rozwiązania tej patowej sytuacji mogą jedynie dalej pogrążyć Stany Zjednoczone i ich prezydenta. Czas gra na korzyść Iranu. Pomimo poważnych strat wśród ludności cywilnej. Prognozowany wynik jesiennych wyborów w USA nie wygląda dobrze dla partii Republikańskiej. W latach 70. Jan Pietrzak w swoim kabarecie drwił z propagandy telewizji w PRL-u, mówiąc o amerykańskim ropociągu na Alasce: … przecieka i przecieka! Do czego się nie wezmą, to spieprzą! Jak to doskonale opisuje dzisiejszą politykę Białego Domu, chociaż zapewne nie odzwierciedla opinii pana Pietrzaka.
Profesor Mohammed Marandi wykłada na Uniwersytecie w Teheranie. Z powodów jego wywiadów USreal wpisał go na listę osób zakwalifikowanych do usunięcia.
Koalicji Epsteina kończy się amunicja, brakuje drogich rakiet do obrony przed dużo tańszymi irańskimi pociskami i dronami. Opierali się na brutalnej sile, która znacznie osłabła z ich własnej przyczyny.
Ambasada Iranu w RPA opublikowała zdjęcia dwóch dowódców, którzy wydali rozkaz ataku na szkołę, w wyniku którego zginęło 170 dzieci, i napisała: „Zapamiętajcie tych dwóch przestępców. Leigh R. Tate, dowódca, oraz Jeffrey E. York, pierwszy oficer okrętu USS Spruance, którzy trzykrotnie wydali rozkaz wystrzelenia pocisków Tomahawk, zabijając 168 niewinnych dzieci w szkole w Minab. Czy oni sami nie mają dzieci?”
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
W nocy 28 marca 2026 roku konflikt na Bliskim Wschodzie gwałtownie się zaostrzył. Iran odpowiedział szeroko zakrojoną kampanią odwetową na wcześniejsze ataki USA i Izraela na jego infrastrukturę – w tym huty stali, uniwersytety i obiekty cywilne.
Szczególną uwagę poświęcono ciężkiemu atakowi na bazę lotniczą Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej, gdzie stacjonują wojska amerykańskie.
Profesor Mohammad Marandi, irański politolog i stały gość debat międzynarodowych, przeanalizował te wydarzenia w obszernym wywiadzie udzielonym amerykańskiemu analitykowi Danny’emu Haiphongowi.
Marandi podkreśla irański punkt widzenia: Iran nie rozpoczął tej wojny, nie chce eskalacji, ale zdecydowanie odpowiada na agresję.
.
===================================
Atak na bazę lotniczą Prince Sultan – symboliczna i militarna porażka
Baza Lotnicza Prince Sultan (PSAB), położona na południe od Rijadu, jest jedną z najważniejszych baz USA w regionie. Służy jako centrum operacji lotniczych, tankowania w powietrzu i nadzoru.
W nocy 28 marca 2026 roku irańskie rakiety i drony zaatakowały bazę. Według źródeł amerykańskich, rannych zostało od 12 do 15 amerykańskich żołnierzy, kilku z nich poważnie (niektórzy z urazami mózgu). Co najmniej dwóch żołnierzy było w stanie krytycznym.
Jeszcze poważniejsze są straty materialne: trafionych zostało kilka samolotów KC-135 Stratotanker – samolotów mających kluczowe znaczenie dla powietrznego tankowania samolotów myśliwskich. Niektóre z nich zostały zniszczone lub poważnie uszkodzone.
Raporty wskazują, że uszkodzeniu lub zniszczeniu uległo osiem tankowców. Dodatkowo, co najmniej jeden samolot E-3 Sentry AWACS (Airborne Warning and Control System) został poważnie uszkodzony lub zniszczony.
System ten jest niezbędny do obserwacji przestrzeni powietrznej, koordynacji ataków i wykrywania wrogiej obrony powietrznej. Utrata tak cennych celów znacząco osłabia zdolność operacyjną Sił Powietrznych USA w regionie Zatoki Perskiej.
Iran ostrzegł cywilów i personel cywilny, aby opuścili ten obszar przed atakiem – Marandi wielokrotnie podkreśla tę praktykę, aby podkreślić różnicę w porównaniu z atakami drugiej strony.
Z bazy korzysta również Arabia Saudyjska, co jest symbolem ścisłej współpracy wojskowej między państwami Zatoki Perskiej a USA.
Marandi uważa, że skuteczne przełamanie obrony powietrznej pomimo ingerencji USA i Arabii Saudyjskiej jest dowodem odporności Iranu.
Dalsze irańskie ataki na państwa Zatoki Perskiej i cele gospodarcze
Atak na Arabię Saudyjską był częścią szerszej fali odwetu. Iran wystrzelił setki pocisków w kierunku Zatoki Perskiej, trafiając w infrastrukturę w kilku krajach.
Zjednoczone Emiraty Arabskie: Zakład aluminium Emirates Global Aluminium (EGA) w Al Taweelah (strefa ekonomiczna Khalifa w Abu Zabi) doznał „znacznych uszkodzeń”. Zakład jest jednym z największych producentów aluminium na świecie, produkującym ponad 1,6 miliona ton rocznie. Kilku pracowników zostało rannych, a produkcja jest poważnie zakłócona lub tymczasowo wstrzymana. Iran nazwał atak ukierunkowaną odpowiedzią na ataki na irańskie zakłady przemysłowe.
Kuwejt: Zgłoszono pożary na międzynarodowym lotnisku i w hucie stali. Kuwejt jest uważany za szczególnie dotknięty, ponieważ jego infrastruktura wojskowa została już wcześniej poważnie uszkodzona.
Bahrajn: Zaatakowano również fabrykę aluminium Aluminium Bahrain (Alba), gdzie potwierdzono uszkodzenia.
Marandi wyjaśnił, że Iran celowo atakował infrastrukturę, w której stacjonują siły USA lub która wspiera wojnę z Iranem (poprzez wykorzystanie przestrzeni powietrznej, baz i logistyki).
Podkreślił, że ciosy te nie były bezładne, lecz stanowiły proporcjonalną, a nawet nieproporcjonalną reakcję mającą na celu powstrzymanie dalszej agresji.
Jednocześnie oskarżył zachodnie „główne media” (MSNBC, Fox News, BBC, CNN) o to, że początkowo bagatelizowały szkody i dopiero teraz, gdy nie dało się już dłużej zaprzeczać zniszczeniom, częściowo je przyznały.
Główne przesłanie Marandiego: Iran nie rozpoczął wojny i nie chce jej eskalacji.
Profesor Marandi wielokrotnie powtarzał: „Iran nie rozpoczął tej wojny”.
Ataki na irańskie huty stali (w wyniku których zginęli pracownicy), uniwersytety w Teheranie i Isfahanie, szpitale, posterunki policji, a zwłaszcza szkołę w Minab (gdzie według doniesień zginęło 168 lub więcej dziewcząt) wymusiły reakcję.
Określił je jako celowe próby zniszczenia irańskiego społeczeństwa obywatelskiego, młodzieży i spójności społecznej.
Szczególnie krytycznie odniósł się do bombardowań dziennikarzy (w Libanie, a wcześniej w Strefie Gazy i Jemenie), ratowników medycznych i placówek medycznych.
Media zachodnie ignorowałyby te ofiary lub bagatelizowały je, określając je jako „straty uboczne w bastionach Hezbollahu i Hamasu”.
Marandi nazwał zachodnich dziennikarzy „żołnierzami ludobójstwa”, którzy służyli narracji „koalicji Epsteina” (jego polemiczne określenie pro-izraelskiego sojuszu USA, Izraela i niektórych elit).
Zwrócił uwagę na jedność społeczeństwa irańskiego: pomimo ataków rakietowych na zgromadzenia i miasta, ludzie pozostali na ulicach, a młodzi ludzie nie poddali się.
Jest to silniejsze niż w latach 80. podczas wojny w Iraku.
Iran wyjdzie z tego konfliktu silniejszy, podczas gdy druga strona będzie popełniać kolejne błędy w ocenie sytuacji.
Rola Trumpa, Netanjahu i „lobby syjonistycznego”
Marandi wyraził pogląd, że prezydent Donald Trump faktycznie szukał wyjścia z sytuacji, ale uniemożliwiało mu to „lobby syjonistyczne” i Benjamin Netanjahu.
Jako przykład podał rezygnację Joe Kenta, który wyraził podobną krytykę.
Polityka ta służy interesom nie amerykańskim, lecz izraelskim.
Państwa Zatoki Perskiej (Arabia Saudyjska, ZEA, Kuwejt, Bahrajn) stają się coraz bardziej niejednoznaczne, ponieważ ich infrastruktura i gospodarka są niszczone.
Ich armie są niewielkie i uzależnione od najemników oraz wsparcia Zachodu.
Załamanie gospodarcze może doprowadzić do wewnętrznych niepokojów i ewentualnych zmian reżimów – nie w Iranie, ale w tych krajach.
Globalna katastrofa gospodarcza jako konsekwencja eskalacji
Centralna i szczególnie szczegółowa część analizy Marandiego skupia się na globalnych konsekwencjach gospodarczych.
Ataki na zakłady naftowe, gazowe, aluminiowe i petrochemiczne, w połączeniu z zaburzeniami w Cieśninie Ormuz i potencjalnie na Morzu Czerwonym, grożą wywołaniem poważnego kryzysu:
Ceny ropy mogą wzrosnąć do 150–200 dolarów za baryłkę, a nawet więcej.
Niedobory LNG, nawozów i surowców sparaliżowałyby fabryki.
Łańcuchy dostaw zostałyby zakłócone na tygodnie lub miesiące, ponieważ statki musiałyby okrążać Afrykę.
Marandi ostrzegł, że jeśli USA podejmą dalsze działania (np. okupację wysp lub rajdy komandosów), Iran odpowie jeszcze ostrzej – trwale uszkodzi tankowce, elektrownie i infrastrukturę eksportową.
Wówczas Cieśnina Ormuz straci na znaczeniu, a globalna depresja trwająca kilka lat stanie się nieunikniona.
Jemen (Ansar Allah/Houthi) oficjalnie włączył się do wojny i ostrzelał rakietami Izrael.
Irackie grupy oporu mogłyby zaatakować Kuwejt lub Arabię Saudyjską.
Nikt nie uratuje tych małych państw Zatoki Perskiej, z których niektóre mają mniejszą populację niż duże irańskie miasto.
Oś oporu pozostaje nienaruszona.
Marandi odrzucił zachodnią narrację, że „oś oporu” (Iran, Hezbollah, Huti, grupy irackie, Hamas) uległa rozpadowi.
Wręcz przeciwnie: Hezbollah nadal zaciekle atakuje Izrael (straty izraelskie w atakach na czołgi Merkava idą w miliony), Huti otworzyli nowy front, a Iran stawia opór mimo miesiąca ataków.
Zachodnie media uwikłały się w myślenie życzeniowe – o „upadającym Iranie”, „zaginionych rakietach” lub „osłabionym Hezbollahu”.
Zamiast tego widoczna jest siła ideologii cywilizacyjnej, antyhegemonicznej i nastawionej na ofiarę, opartej na takich wartościach jak wsparcie dla Palestyny, Kuby czy Wenezueli.
Podkreślił wymiar religijny i kulturowy: pamięć o Karbali i imamie Husajnie kształtuje kulturę oporu przeciwko ciemiężycielom.
To wyjaśnia, dlaczego Iran nie rozpada się pomimo bombardowań, lecz jednoczy się.
Perspektywy: eskalacja czy otchłań?
Marandi zakończył swoją wypowiedź ponurym ostrzeżeniem: USA i Izrael uwikłały się w spiralę błędnych kalkulacji.
Każda dalsza eskalacja (np. operacje lądowe) doprowadzi do większej liczby ofiar śmiertelnych, zniszczenia infrastruktury i ostatecznie do globalnej katastrofy.
Iran nie ma wyboru – chodzi o przetrwanie.
Mimo to Teheran powstrzymuje się, aby nie dopuścić do całkowitego załamania światowej gospodarki.
Wywiad z Mohammadem Marandim ukazuje jasną irańską kontr-perspektywę wobec narracji zachodnich.
Pokazuje dynamikę eskalacji, militarne porażki USA i ich sojuszników, ryzyko gospodarcze i głęboką motywację ideologiczną Iranu.
Pozostaje pytanie, czy w ciągu najbliższych godzin lub dni nastąpi dalsza eskalacja czy deeskalacja.
Jedno jest pewne: wydarzenia ostatnich 24 godzin po raz kolejny pokazały, jak krucha jest sytuacja bezpieczeństwa regionalnego i jakie ma to globalne implikacje.
Świat z zainteresowaniem – i niepokojem – obserwuje sytuację w regionie Zatoki Perskiej.
Murray twierdzi, że mimo iż Trump sprawia wrażenie klauna, byłoby strasznym błędem brać to za prawdę, ponieważ Trump jest bezwzględny i bardzo niebezpieczny, a jego celem jest zniszczenie Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, Iranu i Irańczyków, a jednocześnie wspiera przejęcie Libanu i Syrii przez Izrael na rzecz Wielkiego Izraela i Stanów Zjednoczonych.
„Same kłamstwa i żarty, a jednak człowiek słyszy to, co chce słyszeć, a resztę ignoruje” „Bokser”, Paul Simon
Słuchanie Donalda Trumpa jest jak wpatrywanie się w płytę kręcącą się na gramofonie i odkrywanie, że umysł wiruje wraz z oczami. Coś, co tu gra, przyprawia o szaleństwo, nie w sensie Patsy Cline, która śpiewała „Crazy” o utraconej miłości, ale raczej w sensie oryginalnego tytułu piosenki – „Stupid” – według Willy’ego Nelsona, autora.
Trump jest jak gangster Vincent Gigante, który przechadzał się po Greenwich Village w kapciach, piżamie i szlafroku, próbując przekonać prokuratorów federalnych, że jest szalony. Bełkot Trumpa to podobny wybryk. Tylko bardzo głupi człowiek dałby się na to nabrać. Irańczycy nie są głupi i my też nie powinniśmy być.
Jego ostatnia czcza gadanina pojawiła się wczoraj rano, kiedy po kilku dniach gróźb „zniszczenia” irańskiej sieci energetycznej, jeśli ten nie otworzy Cieśniny Ormuz w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, oświadczył, że odkłada takie ataki na pięć dni, ponieważ USA i Iran przeprowadziły „produktywne rozmowy”. Powiedział:
Poleciłem Departamentowi Wojny odroczenie wszelkich ataków militarnych na irańskie elektrownie i infrastrukturę energetyczną na okres pięciu dni, pod warunkiem powodzenia trwających spotkań i dyskusji.
Niedługo potem Iran zaprzeczył, jakoby takie negocjacje miały miejsce. Materiał irańskiej PRESSTV brzmiał: „Negocjujemy z wrogami za pomocą uderzeń o dużej sile rażenia”, jednocześnie bombardując Izrael falami pocisków.
Trzeba mieć ogromne kłopoty z pamięcią, żeby zapomnieć o tym, że Trump w przeszłości używał „negocjacji” jako pretekstu do ataku na Iran. To podstępny kłamca i to prawdopodobnie kolejna rażąca taktyka opóźniająca, która potrwa dzień, dwa, a może nawet pięć.
Staje się to szczególnie prawdziwe, gdy Simplicius i inni donoszą, że 82. Dywizja Powietrznodesantowa USA „otrzymała instrukcje rozmieszczenia”, a piechota morska kieruje się do Iranu. Istnieje również prawdopodobieństwo, że Pakistan potajemnie wysyła wojska amerykańskie do Iranu od wschodu.
27 lutego, dzień przed atakiem USA i Izraela na Iran, zadałem pytanie: „Czy to tylko zbieg okoliczności, że podczas gdy Trump gromadzi siły uderzeniowe na zachód i południe od Iranu, Pakistan atakuje Afganistan, który to kraj rozciąga się wzdłuż 950-milowej wschodniej granicy Iranu?”
W odpowiedzi na takie ataki Trump stwierdził: „Pakistan [który ma około 170 głowic nuklearnych] radzi sobie znakomicie”.
Kiedy amerykańskie media głównego nurtu donoszą, że Trump rozważa opcje dotyczące wojsk w Iranie, można być niemal pewnym, że już podjął taką decyzję. Właśnie usłyszałem od znajomego, że jego syn, żołnierz, otrzymał wszystkie szczepienia, a jego jednostka jest wysyłana na misję. Dokąd? Nie potrafi powiedzieć.
Ta wojna nieubłaganie zmierza w kierunku niezwykle niebezpiecznej fazy, a ponieważ Amerykanie i rosnąca liczba żołnierzy amerykańskich sprzeciwiają się jej, rośnie ryzyko ataku pod fałszywą flagą w USA, który wywołałby oburzenie Amerykanów wobec Iranu. Były analityk CIA, Ray McGovern, właśnie ostrzegł przed taką możliwością.
Przez lata panował powszechny konsensus wśród mediów głównego nurtu i niezależnych, że dwukrotne objęcie przez Trumpa urzędu prezydenta było zerwaniem z tradycją, ponieważ jest on osobliwą postacią bez żadnego doświadczenia politycznego itd. Tę opinię wyrażali zarówno ci, którzy go kochają, jak i ci, którzy go nienawidzą. Ja od lat argumentuję coś przeciwnego: że od samego początku jest postacią establishmentu, w kostiumie scenicznym, że tak powiem. Niewielu się z tym zgadza. Niedawno napisałem:
Niektórzy twierdzą, że to dlatego, że jest zupełną anomalią i udało mu się dwukrotnie zostać prezydentem dzięki dziwnemu zrządzeniu losu. Jeśli tak jest, byłby to pierwszy i drugi raz w historii nowożytnej, kiedy to się zdarzyło. Człowiek bez politycznego doświadczenia, komiczny żart rodem z reality show, napuszony, gruby imprezowicz z dziwacznie farbowanymi włosami, który mówi jak dziewczyna z Doliny Wschodniego Wybrzeża, kobieciarz, bardzo bogaty nowojorski handlarz nieruchomościami itd. zdobywa głosy przeciętnych Amerykanów, którzy tracą pracę w rolnictwie i fabrykach i są wściekli na rząd. Podawano najróżniejsze wyjaśnienia tej „anomalii”, z tym jednym wyjątkiem, że poza wyglądem anomalią to nie było.
Wygląda na to, że coraz więcej osób podziela tę opinię. W niedawnym artykule „Seeing Trump Clearly” Craig Murray, były brytyjski dyplomata, pisarz i szkocki obrońca praw człowieka, który uczestniczył w procesie ekstradycyjnym Juliana Assange’a i relacjonował jego przebieg, napisał:
Pocieszające jest widzieć Trumpa jako błazna, akceptować prezentowaną powierzchowność pyskatego i niewykształconego ignoranta, który miota się między opcjami politycznymi i nie rozumie świata geopolityki.
Ale to bzdura.
Murray twierdzi, że mimo iż Trump sprawia wrażenie klauna, byłoby strasznym błędem brać to za prawdę, ponieważ Trump jest bezwzględny i bardzo niebezpieczny, a jego celem jest zniszczenie Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, Iranu i Irańczyków, a jednocześnie wspiera przejęcie Libanu i Syrii przez Izrael na rzecz Wielkiego Izraela i Stanów Zjednoczonych.
Tak, to prawda, że Trump i jego skorumpowana rodzina również dorabiają się na Bliskim Wschodzie, dokonując zabójczych interesów finansowych, ale jego polityka jest częścią długoterminowej strategii USA. Co najważniejsze, Murray pisze [podkreślenie moje]:
Niezbędne jest, aby nie stracić z oczu ponadpartyjnego charakteru długoterminowego planu Stanów Zjednoczonych. W bardzo realnym sensie Trump kontynuuje – choć znacznie przyspieszył – politykę Bidena, który chronił i umożliwiał ludobójstwo w Strefie Gazy. Sukces tej polityki USA jest fenomenalny. Wystarczy pomyśleć, że zaledwie 18 miesięcy temu syjonistyczni „prezydenci” Al-Dżolani z Syrii i Aoun z Libanu nie byli u władzy. Obaj zostali wyniesieni do władzy w wyniku działań militarnych wspieranych przez USA, przez działania Izraela przeciwko Hezbollahowi oraz przez aktywność sił HTS sponsorowanych przez CIA i MI6. Wprowadzeni przez Bidena, są teraz centralnym elementem strategii Trumpa.
To samo można powiedzieć o ponadpartyjnym charakterze strategii USA wobec ukraińskiej wojny zastępczej przeciwko Rosji i agresywnych posunięć wobec Chin, przewidywanych dziesięć lat temu przez nieżyjącego już, wybitnego dziennikarza Johna Pilgera w jego poruszającym filmie dokumentalnym „Nadchodząca wojna z Chinami”.
Pewnego wieczoru mężczyzna wybrał się na spacer po swojej dzielnicy mieszkalnej w małym, bardzo liberalnym (Partia Demokratyczna) miasteczku w Nowej Anglii. Nie spotkał nikogo poza wiewiórką, kilkoma wronami i stadem czarnych sępów krążących nad głową.
Gdy wracał do domu, z bocznych drzwi dużego domu, na którym od lutego 2022 roku wisiała flaga Ukrainy, wyszedł mężczyzna. Rozpoznał w nim mężczyznę, który przekazał lokalnej bibliotece dużą kolekcję książek o CIA, Rosji, Philipie Agee (byłym dysydencie CIA) itp.
Mężczyzna zaczął rozrzucać żelki na trawniku. Spacerowicz zapytał go, co robi, a mężczyzna odpowiedział, że robi to, aby powstrzymać Irańczyków przed inwazją. Spacerowicz powiedział: „Ale Irańczycy nas nie najeżdżają”. Na co mężczyzna odparł: „Widzisz? To działa. Rosjanie boją się żelek”.