Saudyjski koncern Saudi Aramco poinformował europejskich odbiorców, że planowane na październik dostawy ropy zostaną odwołane — podał Bloomberg. Wśród odbiorców saudyjskiego surowca znajduje się Orlen, który zabezpieczył dodatkowe dostawy z innych kierunków. Ministerstwo Energii zapewnia, że Polska posiada odpowiednie rezerwy.[—]
Saudyjczycy już we wrześniu odwołali część dostaw do Europy z powodu uszkodzenia ropociągu Wschód-Zachód/Petroline przez sprzymierzone z Iranem bojówki. Doniesienia Bloomberga sugerują, że przerwa potrwa dłużej.
Orlen zabezpieczył 16 dodatkowych dostaw ropy
Wśród odbiorców saudyjskiej ropy jest również Orlen. Według Ministerstwa Energii i informacji przekazanych przez ORLEN wstrzymanie październikowych dostaw nie stwarza obecnie zagrożenia dla ciągłości zaopatrzenia Polski w ropę i paliwa. Znaczenie saudyjskiego surowca jest jednak duże. Saudi Aramco pozostaje największym dostawcą ropy dla Grupy ORLEN i odpowiada za około 40 proc. jej dostaw. Dane dotyczące polskiego importu pokazują, że w pierwszej połowie 2026 r. z Arabii Saudyjskiej pochodziła niemal połowa sprowadzanej do kraju ropy.
ORLEN przygotował się na przerwę w dostawach, kontraktując 16 dodatkowych ładunków surowca. Ropa ma pochodzić m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu oraz obu Ameryk. Koncern zapewnia, że dostawy do rafinerii są realizowane, a zakłady pracują bez zakłóceń. Dodatkowym zabezpieczeniem jest zawarta wcześniej trzyletnia umowa z norweskim Equinorem, która może pokrywać znaczącą część zapotrzebowania Grupy ORLEN. Polska dysponuje ponadto zapasami interwencyjnymi ropy i paliw.
Nagłówki gazet w ostatnich dniach krzyczą wszem i wobec, że zaatakowanej dotkliwie przez jemeńskich Huti Arabii Saudyjskiej, czego efektem było zniszczenie rurociągu wschód-zachód, prezydent Donald Trump odmówił pomocy. Niektórzy eksperci przypominają, że kiedy kilka lat temu Huti zablokowali żeglugę na Morzu Czerwonym, Trump wysłał w ten rejon grupę bojową z lotniskowcem. Aliści, w wyniku kontrataków rakietowych Huti, po tygodniach walk i licznych nalotach Amerykanie stracili kilka samolotów i wiele dronów typu Reaper, co zmusiło ich do wycofania się z tego przedsięwzięcia. Tym też wielu tłumaczy dzisiejszą wstrzemięźliwość prezydenta Stanów Zjednoczonych.
A o czym to ja pisałem już sześć lat (!) temu? Tekst, którego urywek przypominam poniżej, ukazał się pierwotnie pod tytułem „gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie karczmy babińskie?” w „Warszawskiej Gazecie” w roku 2020, chwilę później na stronie profesora Dakowskiego, a w roku 2022 umieściłem go w książce „Rocznik sadystyczny 2020/2022”. Nie tylko nie stracił na aktualności, a wręcz zaczyna ją zyskiwać. Polecam zatem tę lekturę dla przypomnienia tym, którzy już o nim zapomnieli, jak też tym, którzy nigdy nie mieli okazji się z nim zapoznać.
Tekst zaczynałem przypomnieniem konferencji jałtańskiej, która odbyła się w lutym 1945 roku na Krymie, jej znaczeniu dla powojennych losów Polski i reszty świata. Przywołałem istotę Karty Atlantyckiej, która „mówiła, iż określa ‘cele polityki Wielkiej Brytanii i USA w okresie II Wojny Światowej i po jej zakończeniu oraz zasady powojennych stosunków międzynarodowych’. Jej zapisy stanowiły co prawda, że sygnatariusze nie życzą sobie zmian terytorialnych, które nie zgadzałyby się z wolno wypowiedzianymi życzeniami narodów, których te zmiany dotyczą oraz że ‘uznają prawo wszystkich narodów do wyboru formy własnego rządu’, ale opinię społeczną, bo przecież nie własne sumienia, uspokoili na Krymie, przyjmując za dobrą monetę zobowiązanie Stalina do przeprowadzenia w naszym kraju ‘wolnych, nieskrępowanych wyborów na zasadzie powszechnego głosowania’. Z efektu tych wyborów nie możemy się podźwignąć do dziś. Porozumienie zawarli na tym samym Krymie, od którego rozpoczęło się tlić kilka lat temu zarzewie wojny kolejnej. Wtedy, w 1945, podjęli również decyzję o wspólnym udziale, w późniejszej o dwa miesiące, konferencji założycielskiej ONZ. Wszystko wskazuje na to, że po III wojnie światowej, przyszli sygnatariusze traktatu pokojowego, umówią się na udział w konferencji założycielskiej nowego, światowego rządu.
(…) Roosevelt, w drodze powrotnej z Krymu, 14 lutego, spotkał się na pokładzie krążownika USS Quincy, stojącego w bezpiecznym Kanale Sueskim, z królem Abdul Azizem Ibn Saudem, założycielem Królestwa Arabii Saudyjskiej. Rozmawiali, między innymi, o żydowskim osadnictwie w Palestynie, przy czym Roosevelt próbował uzyskać poparcie króla dla utworzenia tam żydowskiej ojczyzny, na co król zareagował kategoryczna odmową. Dyskutowano także o niepodległości Syrii i Libanu, ale przede wszystkim skupiono się na przyszłości dynastii saudyjskiej w oparciu o arabską ropę naftową. Efektem tych rozmów był tak zwany Pakt Quincy, który miał gwarantować monarchii amerykańską ochronę wojskową, właśnie w zamian za dostęp do ropy. Pakt określał, że ‘stabilność Arabii Saudyjskiej jest częścią żywotnych interesów’ Stanów Zjednoczonych, które w zamian zapewniają bezwarunkową ochronę rodzinie Saudów i Królestwu, przed wszelkimi, możliwymi zagrożeniami zewnętrznymi’.
Ustalono, że przywództwo Arabii Saudyjskiej w tym regionie leży również w interesie amerykańskim. Powołany do życia jeszcze w r. 1933, koncern Aramco (Arabian-American Oil Company), w ramach którego zezwolenie na poszukiwanie i eksploatację zasobów saudyjskich uzyskał Standard Oil of California (SoCal), dzisiejszy Chevron, a później dołączono doń Texas Oil Company (Texaco), Standard Oil of New Jersey (Esso) i Standard Oil of New York (Socony), uzyskał monopol na eksploatację pól naftowych na okres 60 lat. USA zgodzić się miały, w ramach paktu, na nieingerowanie w wewnętrzną politykę Saudów. Warto nadmienić, że ropa miała służyć głównie amerykańskim siłom zbrojnym. Oczywiście, zgodnie z amerykańskim rytuałem politycznym, obietnice Roosevelta dotyczące Palestyny, złamał już jego następca, czyli Truman, który dał tym samym zielone światło dla budowy państwa Izrael. Jednak wydobycie ropy szło przez kolejne lata, zgodnie z umową, a koncern jest światowym liderem w jej produkcji. Współpraca przebiegała przez wszystkie te lata poprawnie, z małymi zgrzytami, kiedy USA nie weszły do Syrii w roku 2010 i w 2013, kiedy nastąpiło zbliżenie amerykańsko-irańskie. Ale, jak wiemy, już w roku 2011, w Syrii wybuchła ‘wojna domowa’, a w 2020 Amerykanie zlikwidowali irańskiego generała Solejmaniego, rujnując wzajemne relacje, więc sytuacja między naftowymi partnerami zdawała się pozostawać niezakłócona.
Arabia Saudyjska, wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, pod wpływem usilnych starań Pentagonu, toczy od dłuższego czasu wojnę z Jemenem, wspierana dostawami amerykańskiej broni, w tym samolotów i dronów. Jednym z głównych założeń USA, było niedopuszczenie, by cieśnina Bab-al-Mandab (pomiędzy Jemenem, Dżibuti i Erytreą), łącząca Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim, dostała się pod wpływy irańskie. Jest to bowiem istotny punkt żeglugowy na trasie Europa-Daleki Wschód.
Nawiasem mówiąc, Tarek Bin Laden, brat Osamy, właściciel firmy Middle East Development, planował przerzucić nad cieśniną najdłuższy na świecie most, a po stronie Dżibuti grupa Saudi Binladen miała budować miasto Noor, mające być pierwszym z projektowanych, tak zwanych setek „miast światła”. Ale, w związku z realizacją Nowego Ładu, następca prezydenta Trumpa znowu, zgodnie z tradycją amerykańskiej polityki resetów wcześniejszych umów, postanowił powywracać figury na szachownicy i oskarżył saudyjskiego księcia Muhammada Bin Salmana o morderstwo dziennikarza Jamala Chaszukdżi (bratanka wielokrotnie przeze mnie opisywanego międzynarodowego handlarza bronią, Adnana), a Arabię Saudyjską nazwał wyrzutkiem.
Równocześnie, Joe Biden wznowił rozmowy z Iranem, wstrzymał sprzedaż broni dla Saudyjczyków i usunął bojowników jemeńskich z amerykańskiej listy organizacji terrorystycznych. Pod koniec kwietnia, desygnował na stanowisko ambasadora w Arabii Saudyjskiej, Michaela Ratney, co monarchia odebrała, jako dowód braku woli współpracy ze strony Waszyngtonu twierdząc, że Ratney, jako urzędnik cywilny nie spełnia oczekiwań w zakresie umowy o ochronie wojskowej wynikającej z Paktu Quincy, a co za tym idzie, wzbudza obawy dotyczące dalszej kooperacji w zakresie produkcji ropy naftowej. Jakby tego było mało, na początku maja, na polecenie Bidena, FBI upubliczniła dokumenty wskazujące na przekazywanie ‘porywaczom samolotów’ 9/11 pieniędzy w czasie, kiedy przebywali na terenie USA, przez obywatela Arabii Saudyjskiej, Omara al-Bayoumi, powiązanego z saudyjskim wywiadem. Dokumenty, o których wspominałem już w którejś ze swoich książek, nie są niczym nowym i ten wątek pojawiał się znacznie wcześniej, ale obecnie robi się z tego niesamowitą sensację, podpierając te zarzuty kartką papieru, pozyskaną w trakcie przeszukania rzeczy Bayoumi’ego przez wywiad brytyjski (!), na której widoczne są wyliczenia dotyczące ‘wysokości samolotu dla osiągnięcia celu’.
Są one, moim skromnym zdaniem człowieka związanego z lotnictwem, równie poważne, jak odnaleziony u stóp WTC, nietknięty paszport jednego z porywaczy. Dla równowagi, odcinając się od działań prezydenta, Sekretarz Skarbu, Janet Yellen, podkreśliła znaczenie dwustronnych stosunków amerykańsko-saudyjskich. Obserwując szopkę dla naiwnych, wokół saudyjskiego wątku 9/11 i słuchając diametralnie różnych wypowiedzi amerykańskich urzędników, a także mając na uwadze fakt, że Ratney pełnił do niedawna funkcję Konsula Generalnego USA w Jerozolimie, a szczególnie czytając wypowiedź byłego szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej, Turki al-Faisala, według której ‘jego kraj czuje się opuszczony przez amerykańskiego sojusznika’, możemy spodziewać się niezwykle ciekawych zwrotów akcji w rejonie arabskim.
Tym bardziej, że Senat USA zagłosował właśnie za poparciem ustawy NOPEC (No Oil Producing and Exporting Cartels Act) wymierzonej w Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), a jeśli Biden ją podpisze, to uderzy ona w sektor naftowy i gazowy na całym świecie. W marcu tego roku, Arabia Saudyjska oświadczyła, że będzie sprzedawała swoją ropę w chińskich juanach, Rosja zrobiła podobny ruch ze swoim rublem, a następnie powiązała swą walutę ze złotem, co zamierzają zrobić również Chiny. Widmo diabelskie na dnie kielicha rośnie coraz szybciej”.
Jak zatem widzimy, na Bliskim Wschodzie nie dzieje się nic nieprzewidywalnego. Wręcz przeciwnie, mimo pozornego chaosu i udawanego zdziwienia „rządów” państw, które dawno utraciły prawo do tej nazwy, plany światowej oligarchii są konsekwentnie realizowane.
Sławomir M. Kozak
jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się
Śledztwo CNN utrzymuje , że Rosja wysłała „14 satelitów” nad Bliski Wschód, co zdaniem funkcjonariuszy wywiadu dało Iranowi bezprecedensowe możliwości namierzania celów w przededniu dużych precyzyjnych ataków na bazy amerykańskie, które miały miejsce na początku tego roku:
CNN bada: Iran poprawił namierzanie amerykańskich aktywów. Oto, jak rosyjskie satelity prawdopodobnie pomogły
Czternaście rosyjskich satelitów szpiegowskich przeleciało nad amerykańską bazą wojskową w Arabii Saudyjskiej dwa dni przed niszczycielskim atakiem Iranu. Czas i kolejność lotów satelitów dały im dostęp do szerokiego spektrum danych, które, jak twierdzą przedstawiciele władz USA i międzynarodowe źródła wywiadowcze, pomogły Teheranowi przeprowadzić jedne z najprecyzyjniejszych ataków na amerykańskie aktywa. Relacjonuje Tamara Qiblawi z CNN.
Wciąż trudno uwierzyć, że to zaskoczenie dla Zachodu. Zaledwie wczoraj NATO RQ-4D – wariant niesławnego Global Hawk – został zauważony zaledwie kilka kilometrów od Krymu, prawdopodobnie obserwując cele naziemne w oczekiwaniu na nadchodzący atak ze strony Ukrainy:
W górnej części karty danych powyżej widnieje kod 7600 zapisany na czerwono. To międzynarodowy sygnał alarmowy informujący o utracie łączności. Wiele relacji twierdziło, że RQ-4 doznał awarii łączności i został zmuszony do szybkiej ucieczki z tego miejsca.
————————————–
Ale wracając do artykułu CNN, pojawia się jedno ważne pytanie: co mówią teraz wszyscy ci, którzy twierdzą, że Rosja z obojętnością dopuszcza do przekraczania wszystkich swoich czerwonych linii, nie reagując na uzbrajanie Ukrainy przez USA i pomoc udzielaną przez USA w gromadzeniu danych do ataków na Ukrainę? Kto ostatecznie zapłacił wyższą cenę – Rosja czy USA?
Ukraina wyrządziła Rosji szkody, ale nie strategicznie, biorąc pod uwagę, że Rosja nadal posuwa się naprzód na polu bitwy i jest w stanie wykorzystać wszystkie swoje zasoby tak jak przed wojną. Z drugiej strony, Stany Zjednoczone praktycznie straciły swoją bliskowschodnią pozycję, częściowo dzięki atakom na Iran – przynajmniej jeśli wierzyć tym doniesieniom. Mogłoby się wydawać, że Rosja wyszła z tej wymiany o wiele lepiej, biorąc pod uwagę, że straty USA na Bliskim Wschodzie miały charakter strategiczny i zależą od dalszego rozwoju sytuacji.
Iran zepchnął USA w coraz bardziej niepewną sytuację, a USA obawiają się teraz rozgniewania Iranu, biorąc pod uwagę fakt, że potężne ataki Persów stały się niemożliwe do powstrzymania z powodu wyczerpywania się zapasów pocisków przechwytujących.
Era amerykańska, która nastąpiła po II wojnie światowej, musiała się kiedyś skończyć. Szokujące jest to, jak nagle ten moment nadszedł. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy potęga Ameryki – od dawna uosabiana najlepszym na świecie sprzętem bojowym i najlepiej wyszkolonym personelem wojskowym, globalną siecią baz i systemów logistycznych oraz partnerstwami wojskowymi i dyplomatycznymi ze wszystkimi zakątkami świata – okazała się niewystarczająca, by pokonać Iran, represyjny, pogrążony w stagnacji gospodarczej reżim, uzbrojony w tanie pociski i drony.
O’Brien przyznaje, że zniszczenie przez Iran kluczowych regionalnych baz USA doprowadziło do natychmiastowego sprzeciwu wobec agresji ze strony USA. Teza ta była początkowo wyśmiewana przez działaczy establishmentu, dopóki rzeczywistość nie zaczęła powoli dawać o sobie znać:
Wpływ tych strat na operacje USA był niemal natychmiastowy. Kluczowym powodem, dla którego administracja Trumpa nie zaostrzyła działań militarnych wobec Iranu latem, pomimo wszelkich gróźb, była utrata bazy w Bahrajnie – bazy, z której Marynarka Wojenna przez dekady korzystała w celu zaopatrywania okrętów na Bliskim Wschodzie. Zamiast tego, tak zwane zaplecze logistyczne operacji morskich USA musiało rozciągać sięaż do Diego Garcia, kontrolowanej przez Brytyjczyków wyspy na Oceanie Indyjskim, oddalonej o ponad 3200 kilometrów od Cieśniny Ormuz.
Wrażliwość amerykańskich obiektów w pobliżu Iranu jest tak duża, a przewidywane koszty naprawy tak wysokie, że – jak donosił w zeszłym miesiącu„Washington Post”– urzędnicy administracji mogą w ogóle nie chcieć ich odbudowywać. Jednym ze sposobów przedstawienia tej sytuacji jest przedstawienie jej jako „wyjątkowej szansy dla Pentagonu na ponowne rozważenie swojej obecności” w regionie Zatoki Perskiej, jak ujął to „WashingtonPost” .Prawda jest jednak taka, że obrona kluczowych obiektów przed nawet mniej zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem, takim jak Iran, nie jest obecnie możliwa dla armii USA.
Kluczowy jest jednak akapit, w którym O’Brien wyjaśnia, w jaki sposób Chiny przyćmiły Stany Zjednoczone we wszystkich najważniejszych współczesnych czynnikach umożliwiających prawdziwą potęgę militarną i gospodarczą:
Erozja amerykańskiej przewagi produkcyjnej to stara historia, ale kluczowa dla zrozumienia końca ery amerykańskiej. Stany Zjednoczone mogły kiedyś prześcignąć inne potęgi, czerpiąc z produkcji cywilnej. Podczas II wojny światowej Amerykanie przebudowali przemysł motoryzacyjny, aby budować samoloty. Obecnie, w porównaniu z resztą świata, Stany Zjednoczone prawie nie budują cywilnych statków. Dla porównania, Chiny produkują około 50 procent światowych statków i kontrolują około 80 procent światowej produkcji dronów. Po zbudowaniu swojej armii, która ma przetrwać w zrywie intensywnych walk, Stany Zjednoczone po prostu nie mają wystarczającego sprzętu, zapasów i wypoczętych sił, aby walczyć z Chinami przez dłuższy czas.
Kończy bez typowych dla niego podstępnych dwuznaczności, co pozostawia otwarte drzwi do fantazji o odrodzeniu Ameryki. Jego determinacja jest ostateczna – Ameryka jest skończona:
Wszystkie poprzednie supermocarstwa w historii ostatecznie upadły. Pojawienie się Azji Wschodniej jako centrum światowej produkcji gospodarczej miało z pewnością osłabić amerykańskie wpływy. Przejście z jednej globalnej ery do następnej rzadko jest widoczne w danej chwili. Kiedy Rosja najechała Ukrainę cztery i pół roku temu, potencjał masowo produkowanych dronów nie był jeszcze oczywisty.Jeszcze w lutym niewielu ekspertów przewidywało, że Stany Zjednoczone – globalny kolos przez ponad 80 lat – zostaną tak sparaliżowane przez Iran.Konflikt ujawnia jednak coś ważnego:era amerykańska dobiegła końca. Globalna dominacja USA nie może trwać bez źródeł energii, które ją zapoczątkowały.
Ciekawe, że zauważa, iż „niewielu ekspertów przewidziałoby” lanie, jakie Iran wyrządzi USA. Właściwie każdy, kto ma trochę rozumu, z łatwością to przewidział, w tym nasz skromny blog, od samego początku.
W tej rzadkiej chwili samouwielbienia, Wasz skromny autor zwrócił się z prośbą do Grok AI, aby w trybie eksperckim przeczytał wszystkie nasze istotne artykuły w Substacku i ustalił, jakie przewidywania dotyczące konfliktu z Iranem poczyniono od samego początku:
Konkretne cytaty przewidywań z pierwszych dni konfliktu:
Co ważniejsze, podczas gdy cały świat wpadał w furię z powodu zmniejszenia się „rozmiarów salw” Iranu w pierwszych tygodniach wojny, byliśmy jednym z nielicznych blogów, którzy śmiało argumentowali coś przeciwnego:
Cóż więc możemy powiedzieć? Może „analitycy” tacy jak Phillips P. O’Brien dobrze by zrobili, gdyby przestali słuchać mainstreamowych manipulatorów i zamiast tego zwrócili się ku źródłom o ugruntowanej reputacji.
Według doniesień Trump powiedział portalowi Axios, że znajduje się w punkcie zwrotnym w stosunkach z Iranem:
Prezydent Trump powiedział w czwartek portalowi Axios, że zbliża się do decydującego momentu w wojnie z Iranem, w którym nie wiadomo, czy należy wznowić masowe ataki w celu zakończenia konfliktu.
„Muszę podjąć ważną decyzję. Czy chcę ich [irański reżim] unicestwić, czy nie? To ważna decyzja. Wszystko może się ze mną wydarzyć”.
To tylko kolejna bzdura od zarozumiałego przegranego – nadmierna rekompensata za brak opcji poprzez udawanie władzy, której nigdy nie posiadał. W tym momencie Stany Zjednoczone nie mogą niczego unicestwić i nie zrobią tego; ten dzień już dawno minął. Jak ustaliliśmy w poprzednim artykule, Iran gra na całego , a Stany Zjednoczone nie mają już morale, by poradzić sobie z presją, jaką regionalne supermocarstwo jest teraz w stanie wywrzeć.
Jako ostatnią aktualizację, nowe zdjęcia satelitarne pokazują tajne prace prowadzone przy saudyjskim rurociągu Wschód-Zachód. Najwyraźniej Saudyjczycy próbują teraz ominąć uszkodzone stacje pomp, przekierowując awaryjny rurociąg, który dosłownie okrąża stację:
Nowe zdjęcia satelitarne Vantor z 16 września zdają się pokazywać, jak saudyjskie ekipy szybko budują tymczasową obwodnicę wokół jednej ze stacji pomp uszkodzonych w zeszłotygodniowym ataku.
Podobno widać robotników układających i spawających dwa nowe odcinki rurociągu, co potencjalnie umożliwi przepływ ropy naftowej z pominięciem uszkodzonego obiektu.
Agencja Reuters potwierdziła oddzielnie, że trzy stacje pomp wzdłuż krytycznego rurociągu Wschód-Zachód zostały uszkodzone i Arabia Saudyjska pracuje nad przywróceniem przepływu. Pełna naprawa może potrwać 5–6 tygodni, chociaż częściowe operacje mogą zostać wznowione wcześniej.
Jeśli obwodnica zostanie ukończona pomyślnie, może znacznie skrócić czas zakłóceń na jednym z najważniejszych alternatywnych szlaków eksportu ropy naftowej na świecie.
To oczywiście oznacza, że szkody są o wiele poważniejsze, niż sądzono wcześniej, biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowano się na przekierowanie prac wokół stacji, zamiast od razu je odbudować.
Eksperci będą musieli się wypowiedzieć, ale teoretycznie i logicznie rzecz biorąc, przekierowanie przepływu wokół stacji pomp powinno oznaczać, że przepływ ropy przez rurociąg będzie znacznie wolniejszy, biorąc pod uwagę, że stacja nie zwiększa wymaganego ciśnienia. Oznaczałoby to, że to „szybkie rozwiązanie” nie jest rozwiązaniem kompletnym.
Zobaczymy, czy atak był jedynie chwilowym ostrzeżeniem, czy też początkiem systematycznej kampanii mającej na celu dalszą degradację rurociągu w nieskończoność. Najnowsze doniesienia wskazują, że Arabia Saudyjska błaga Chiny o interwencję i zmuszenie Iranu do zaprzestania działań przeciwko saudyjskim aktywom, ale Chiny rzekomo jedynie „przekazały Iranowi wiadomość”, nie prosząc o żadne przysługi ani nie udzielając żadnych bezpośrednich wskazówek.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow udzielił wywiadu, w którym jednoznacznie ostrzegł Europejczyków przed dalszą eskalacją. Przedstawię tu jego odpowiedź na jedno z pytań.
Pytanie: Kiedy widzimy, co mówi i robi Europa, nasuwa się dziwne wrażenie. Z jednej strony mówią, że Rosja nie odważy się na eskalację, nie użyje broni jądrowej i zawaha się przed atakiem odwetowym na terytorium Europy. Z drugiej strony obsesyjnie przygotowują się na lata 2029/2030, kiedy to, jak twierdzą, Rosja najprawdopodobniej zaatakuje. Europa przechodzi gwałtowną militaryzację. Nie chodzi tylko o finansowanie programów zbrojeniowych wartych miliardy, a nawet biliony; raczej sprawiają wrażenie, że zamierzają kontynuować tę militaryzację niezależnie od porozumienia pokojowego na Ukrainie. Mając to na uwadze, zadaję sobie pytanie: Czy naprawdę tak się nas boją? A może pod pretekstem ‚rosyjskiego zagrożenia’ wzmacniają swój przemysł zbrojeniowy i przygotowują się do ataku na Rosję na szeroką skalę?
Ławrow: Myślę, że kręgi militarystyczne po prostu realizują własne interesy. W czasach, gdy problemy się mnożą, nasilają i pogłębiają, środki finansowe są przeznaczane na cele wojskowe: chcą w każdym razie zwiększyć wydatki na obronność do 5% PKB, a partie polityczne domagają się, aby ich parlamenty natychmiast przekazały Ukrainie kolejne 90 miliardów euro na przyszły rok.
Przemysł zbrojeniowy jest zachwycony. Zgarnia ogromne zyski. Na przykład kanclerz Niemiec Friedrich Merz publicznie oświadczył: „Tak, zdaję sobie sprawę, że sytuacja naszej ludności znacznie się pogorszyła, ale jesteśmy zobowiązani do działania – ze względu na Ukrainę, ze względu na wartości europejskie”.
Alice Weidel i Ulrich Siegmund
A jak zareagowali na wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt, gdzie AfD odniosła miażdżące zwycięstwo? Próbują oskarżyć ich o odrodzenie narodowego socjalizmu. I to w sytuacji, gdy ta partia – która jest niewątpliwie nacjonalistyczna, nie ma co do tego wątpliwości – po prostu opowiada się za normalnym dialogiem ze wszystkimi zaangażowanymi stronami.
Dążenie do militaryzacji Arktyki jest oczywiście również niepokojące. Ostatnio USA, Norwegia i inni aktorzy przeprowadzili tam manewry, których scenariusz całkiem otwarcie zakładał wojnę z Rosją. Co za tym stoi? Nie sądzę, żeby zaatakowali Rosję, jednocześnie twierdząc, że przygotowujemy się do agresji na Europę.
To absurd. Z jednej strony twierdzi się, że Rosja przegrywa wojnę – dlatego Ukraina potrzebuje ogromnego wsparcia, a ta pomoc musi być zwiększona, aby mogła wygrać – z drugiej strony ta sama Rosja, którą postrzegają jako przegrywającą, rzekomo planuje atak na Europę. Z politycznego punktu widzenia wygłaszanie takich bzdur jest nieszczere. Przecież prezydent Rosji Putin powiedział to i powtórzył to kilkakrotnie: „Nie zamierzamy nikogo atakować. To nonsens, idiotyzm. Świadczy to o całkowitym braku politycznego wyczucia”.
Ale jeśli ta gadanina faktycznie oznacza przygotowania do ataku z ich strony, to zapewniam, że wojna potoczy się zupełnie inaczej [niż na Ukrainie] i będzie bardzo krótka. Radzę zapamiętać te słowa.
Istnieje jednak również możliwość, że impuls, który doprowadził do I wojny światowej, powtórzy się, coś takiego jak zamach na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie. Czy coś takiego można by zaaranżować, biorąc pod uwagę europejskie zamiłowanie do intryg i przygód, a także ich przebiegłość? Albo podpalenie Reichstagu? Nie wykluczam takich rzeczy; pomyślcie tylko, jak niedawno spreparowali ten incydent z dronem w Lipsku i jak zorganizowali wokół niego histeryczny spektakl na skalę światową, nie przedstawiając ani jednego dowodu.
Tak jak nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi na wielokrotnie zadawane pytanie o Buczę, gdzie w kwietniu 2022 roku dziesiątki ciał nagle pojawiły się znikąd, równo ułożone wzdłuż drogi. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Sekretarza Generalnego ONZ, Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka ani naszych zachodnich rozmówców, w tym Amerykanów, na pytanie: Czy możecie wykorzystać swoje zasoby, aby uzyskać listę osób, których ciała zostały pokazane przez ekipę BBC, która była na miejscu zdarzenia dokładnie w odpowiednim czasie? Nikt nam nie udziela odpowiedzi.
Mówią nam, że krewni tego nie chcą. Ale nic o nich nie słychać. To niedopuszczalne, żeby dziesiątki osób ginęły masowo, a zbrodnie wojenne były popełniane bez zainteresowania ze strony krewnych. Ale tutaj panuje kompletna cisza, więc nie mogę wykluczyć prowokacji.
ZB: Czytelnicy, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają, co zdarzyło się w Buczy pod koniec marca 2022 roku, mogą przeczytać relację francuskiego żołnierza i pisarza Adrien Bocqueta, który przypadkowo był świadkiem ukraińskiej prowokacji:
Wielki rzymski mówca Mark Tuliusz Cyceron (106-43 p.n.e) miał rację, gdy pisał, że: „Pieniądz jest nerwem wojny” i że: „W czasie wojny milczą prawa”. Chociaż sam służył w armii ponad trzy lata, to zawsze twierdził, że pokój jest wartością nadrzędną w porównaniu z okrucieństwem działań zbrojnych. Ludzkość jednak ciągle popełnia te same błędy.
https://youtube.com/watch?v=DxxBsHDoCic%3Frel%3D0
Do najgorszych wojen należą napastnicze, wywołane w celu podboju cudzego terytorium lub podporządkowania sobie innego narodu. Cyniczne i prawnie kontrowersyjne są tzw. wojny prewencyjne, podejmowane w celu uprzedzenia „nieuchronnego uderzenia przeciwnika”. W praktyce historycznej i politycznej napaści „zapobiegawcze” są najczęściej wykorzystywane jako pretekst i kamuflaż dla zwykłej wojny zaborczej. Prawo międzynarodowe dopuszcza wyłącznie wojny samoobronne, gdy atak już nastąpił. A tymczasem, mamy sugestywne przepisy antywojenne i niekończące się konflikty zbrojne o coraz mniej oczywistym charakterze.
Problematyczne wojny
Na przykład, błyskawiczna operacja militarna USA w stolicy Wenezueli Caracas o kryptonimie „Absolute Resolve” na początku 2026 roku jest opisywana jako interwencja o charakterze policyjno-wojskowym, a nie klasyczna wojna międzypaństwowa. Motywy tej operacji były według Amerykanów gospodarcze (związane m.in. z bogatymi zasobami ropy naftowej Wenezueli i infrastrukturą naftową, która zdaniem USA została im wcześniej „ukradziona”) oraz interwencyjne (walka z narkoterroryzmem, przemytem i sfałszowaniem wyborów przez władze Caracas). Państwa członkowskie ONZ oraz wielu międzynarodowych ekspertów uznały tą „interwencję” za bezprawny akt agresji i naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych. USA oświadczyły, że „kierowały się względami bezpieczeństwa i egzekwowania prawa”. Sytuacja w Wenezueli jest jednak nadal napięta, władze są tymczasowe, w kraju utrzymuje się głęboki kryzys gospodarczy (brakuje stabilnych dostaw prądu oraz bieżącej wody, większość społeczeństwa zmaga się z ubóstwem). Pod koniec sierpnia ogłoszono wieloletnią (na 25 lat) umowę energetyczną między USA a Wenezuelą. Zakłada ona przejęcie przez podmioty amerykańskie większościowej kontroli nad złożami. Zyski z wydobycia ropy mają w przyszłości trafić do obywateli, wypierając z wenezuelskiego sektora paliwowego dotychczasowe wpływy chińskie i rosyjskie. Czy cel interwencji był słuszny w rozumieniu wojny sprawiedliwej? Wenezuela przestała być państwem rządzonym przez Maduro, ocenianym jako przywódca nieudolny, autokratyczny i skorumpowany. W efekcie nastąpił spadek bezpośredniej przemocy politycznej, ale realna wolność Wenezuelczyków nie uległa poprawie. USA częściowo złagodziły i zawiesiły wybrane sankcje wobec Wenezueli, jednak Unia Europejska nadal utrzymuje swoje restrykcje. Część międzynarodowej opinii publicznej ocenia akcję USA jako rażące złamanie suwerenności Wenezueli. Jak jest w istocie?
Niezwykle złożona sytuacja ma miejsce na Bliskim Wschodzie. Wojna w Strefie Gazy, rozpoczęta po ataku Hamasu na Izrael w październiku 2023 roku, jest przedstawiana przez Izrael jako konieczność likwidacji struktur militarnych i politycznych Hamasu. Oficjalnie jest uznawana przez Żydów za klasyczną samoobronę. W rzeczywistości skala zniszczeń, blokada humanitarna oraz długotrwała okupacja terytoriów palestyńskich wykraczają w sposób oczywisty poza ramy legalnej samoobrony i proporcjonalności. Działania Izraela w Gazie są określane jako ludobójstwo przez liczne państwa, komisje pod egidą ONZ, organizacje praw człowieka (w tym nawet izraelskie), ekspertów prawnych i naukowych. Izrael się tym nie przejmuje.
28 lutego 2026 roku USA i Izrael rozpoczęły „kontrowersyjną” (to najdelikatniejsze określenie) wojnę z Iranem. Wielu ekspertów ds. prawa międzynarodowego oraz krytyków politycznych określa działania Waszyngtonu jako nielegalną wojnę napastniczą. Napastnicy nie przyjmują tego do wiadomości. Trump i jego administracja uzasadniali zmasowane bombardowania jako uderzenie „prewencyjne”, mające powstrzymać domniemany irański program nuklearny. Eksperci prawa międzynarodowego wskazują, że ani USA, ani Izrael nie mogą powołać się na prawo do samoobrony na podstawie art. 51 „Karty ONZ”, ponieważ Iran nie dokonał wcześniejszego bezpośredniego ataku na te państwa. Wojna prewencyjna bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ jest traktowana jako złamanie zakazu agresji. W następstwie decyzji Trumpa o ataku na Iran, intelektualiści chrześcijańskiej prawicy wdali się w ożywioną debatę na temat tego, czy posunięcie to spełnia kryteria teorii wojny sprawiedliwej, ustanowione przez św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu. Np. Edward Feser, amerykański filozof, nawrócony na katolicyzm, stanowczo umiejscowił obecną wojnę poza tradycją katolicką. „Podobnie jak człowiek, kraj może być słusznie skrzywdzony tylko za to, co faktycznie zrobił lub do czego aktywnie się przygotowuje, a nie za to, co jedynie mógłby zrobić. Gdyby to, co kraj mógłby zrobić, stanowiło wystarczający casus belli , wówczas każdy kraj mógłby usprawiedliwić wojnę z każdym potencjalnym wrogiem”.
Równocześnie w Libanie są prowadzone przez Izrael działania zbrojne i naloty przeciwko Hezbollahowi, będące odpowiedzią na ostrzały terytorium Izraela. Iskrą do działań Hezbollahu była napaść na Iran. Działania izraelskie są – jak zawsze – skrajnie nieproporcjonalne i skierowane – przy okazji – przeciwko Bogu ducha winnym Libańczykom . Do wojny na Bliskim Wschodzie włączył się też ostatnio jemeński ruch Huti. W tle toczy się „cicha wojna” na Zachodnim Brzegu, gdzie izraelskie działania przeciwko Palestyńczykom łączą elementy operacji przeciwpartyzanckich, prewencyjnego dławienia oporu oraz głębokiej zmiany administracyjno-terytorialnej. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jednoznacznie orzekł, że Izrael dopuszcza się nielegalnej aneksji suwerennych terytoriów i ma prawny obowiązek zakończenia tej okupacji tak szybko, jak to możliwe.
Spekulacje o zbliżającej się wojnie jądrowej
Na Bliskim Wschodzie ma miejsce pat. Iran nie został pokonany ku zdziwieniu USA i Izraela. Konflikt wszedł w fazę walk na morzu oraz wzajemnych blokad, w tym Cieśniny Ormuz, co destabilizuje rynki surowców. Regionalne zaufanie do Ameryki całkowicie się załamało, a kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) uważają, że USA nie są w stanie ich obronić. Negocjacje z Teheranem nie przynoszą efektów. Ma miejsce przepaść między żądaniami USA i Izraela a irańskim zasadnym poczuciem siły oraz determinacją do obrony. Międzynarodowa opinia publiczna i duża część amerykańskiej traktuje napaść na Iran jako wojnę toczoną w interesie Izraela. Chrześcijańscy syjoniści ją nadal popierają, ale notowania samego Trumpa w USA mocno spadają (także wśród MAGA), co jest istotne przed jesiennymi wyborami połówkowymi do Kongresu. Trump używa nowych argumentów. Ostatnio publicznie zasugerował, że po zakończeniu działań zbrojnych siły amerykańskie mogą pozostać w Iranie, aby „zatrzymać ropę” i przejąć kontrolę nad tamtejszymi złożami naftowymi (porównując to do wcześniejszego porozumienia z Wenezuelą). To zdaniem wielu krytyków potwierdzenie zaborczych intencji USA.
Amerykańscy eksperci powołują się na rozmowy w Białym Domu, podczas których spekuluje się, że USA „nie mają wyboru” i muszą wygrać wojnę z Iranem, nawet sięgając do ataku jądrowego. Spekulacje te mają być wiarygodne, co potwierdzają m.in. profesor John Mearsheimer, była kongresmenka Marjorie Taylor Greene, doskonale poinformowany adwokat Robert Barnes, analityk CIA Larry Johnson, kluczowy ekspert podpułkownik Larry Wilkerson, wpływowy komentator Tucker Carlson, były zastępca dyrektora wywiadu narodowego Joe Kent, i inni. Jeśli desperacja Trumpa rzeczywiście sięga tak daleko, by rozważać użycie broni nuklearnej, to mamy do czynienia z wyjątkowo niebezpiecznym rozwojem wydarzeń. Należałoby mieć nadzieję, że doktryna tzw. “ograniczonej wojny nuklearnej” zostanie jednak oceniona przez amerykańskich decydentów z Pentagonu jako iluzja.
Oficjalne stanowisko Donalda Trumpa przeczy spekulacjom o wojnie jądrowej. Prezydent USA wprost oświadczył, że nie zamierza wykorzystywać broni jądrowej przeciwko Iranowi. Pytania dziennikarzy na ten temat określał mianem „głupich”, twierdząc, że USA są w stanie skutecznie zneutralizować irańskie zagrożenie za pomocą konwencjonalnych środków militarnych i drastycznych sankcji ekonomicznych.
Mimo deklaracji o chęci uniknięcia scenariusza nuklearnego, administracja Trumpa (w tym wiceprezydent J.D. Vance) regularnie powtarza, że w przypadku dalszej eskalacji ze strony Teheranu „wszystkie opcje pozostają otwarte”, a USA posiadają w swoim arsenale potężne narzędzia, których jeszcze nie zdecydowały się użyć.
Spekulacje z końca sierpnia oparte są na realnych wypowiedziach medialnych wymienionych wyżej ekspertów. Przeciwnicy tych spekulacji twierdzą, że stanowią one tylko element wewnętrznej debaty i narracji antywojennej w USA, a nie potwierdzenie oficjalnych planów Pentagonu. Grupa antywojenna tworzy spójne środowisko komentatorów skupionych wokół programu Tuckera Carlsona oraz niezależnych platform (np. kanał Dialogue Works lub podcasty sędziego Andrew Napolitano), na których regularnie goszczą Larry Johnson i płk Larry Wilkerson.
Skąd wzięły się te spekulacje? Pod koniec sierpnia Tucker Carlson wyemitował wywiad z Joe Kentem (byłym dyrektorem ds. walki z terroryzmem), w którym ostro skrytykował administrację za przedłużający się i nieskuteczny konflikt konwencjonalny z Iranem (w tym operację Epic Fury). Carlson podniósł argument, że z powodu powolnego tempa niszczenia głęboko ukrytych irańskich schronów atomowych, w Waszyngtonie „zaczęły się dyskusje o taktycznej amunicji nuklearnej”. Podobne tezy o tym, że USA „rozważają opcję nuklearną”, promował w tym samym czasie płk Larry Wilkerson
Czy te doniesienia są wiarygodne? Ani Pentagon, ani wywiad USA, ani sojusznicy z NATO nie potwierdzają tych doniesień. Sekretarz Wojny Pete Hegseth jednoznacznie oświadczył, że amerykańska strategia opiera się wyłącznie na precyzyjnych uderzeniach konwencjonalnych, cyberwojnie i tłumieniu elektronicznym.
Komentatorzy wskazujący na realność opcji atomowej są krytykowani za motywacje polityczne. Wymienione osoby (jak Marjorie Taylor Greene, Joe Kent czy Robert Barnes) tworzą tzw. izolacjonistyczne, antywojenne skrzydło ruchu MAGA. Ich celem jest wywarcie nacisku na administrację, aby zakończyła interwencje na Bliskim Wschodzie. Mają celowo używać czarnych scenariuszy („stoimy na progu nuklearnej wojny światowej”), aby zmusić Biały Dom do deeskalacji i powrotu do dyplomacji.
Wybitny politolog John Mearsheimer (również goszczący u Carlsona) analizuje sytuację przez pryzmat teorii realizmu. Nie twierdzi on, że USA planują zrzucić bombę, lecz ostrzega przed niekontrolowaną spiralą eskalacji – jeśli Iran odpowie asymetrycznie i zablokuje m.in. Cieśninę Ormuz, zdesperowane mocarstwo może teoretycznie sięgnąć po środki ostateczne, co czyni konflikt skrajnie niebezpiecznym.
Wszyscy wskazują, że doniesienia o niebezpieczeństwie wojny jądrowej są prawdziwe jako opis debaty medialnej. Zdaniem analityków podważających scenariusz użycia broni atomowej traktowanie jednak tej debaty jako twardego dowodu na to, że USA przygotowują atak nuklearny na Iran, jest nadinterpretacją. Służą one jako retoryczne ostrzeżenie przed skutkami wojny, a nie opis oficjalnych planów wojskowych.
Oby mieli rację. Poza tym „Pieniądz jest nerwem wojny”.
– Ugrupowanie Huti przejęło cieśninę Bab el-Mandab. Nie mogą tam teraz płynąć statki Arabii Saudyjskiej transportujące ropę. Na Ukrainie tuż przy polskiej granicy spadły rosyjskie(?) drony. Nie chodzi więc o to, czy paliwo będzie po 10 złotych – nie będzie go po prostu – mówi Piotr Szlachtowicz w 32-minutowym podcaście, w którym jego rozmówcą jest dr Leszek Sykulski:
Iran zdecydowanie wygrywa wojnę rozpętaną przez USA i Izrael – stwierdza dr L. Sykulski. – Napastnicy nie osiągnęli żadnych ze swych celów wyznaczonych w czerwcu ub.r. oraz w drugiej odsłonie 28 lutego. Jednym z tych nieosiągniętych celów było zniszczenie szyickiej osi oporu, tj. Iranu, Hezbollahu, Huti oraz milicji irackiej. Nie udało się.
W ostatnich dniach Hutis bardzo szybko zdobyli kontrolę nad cieśniną Bab el-Mandab oraz zniszczyli ropociąg Wschód-Zachód. Arabia Saudyjska straciła ostatni kanał eksportu ropy. No i pytanie „Kiedy benzyna po 10 złotych?” – Skutki już widzimy i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało się coś zmienić.
Donald Trump jest w opałach – na początku listopada odbędą się w USA wybory połówkowe do Kongresu. Republikanie, zaplecze Trumpa, stracą zapewne większość. Trump nie wyjdzie chyba suchą nogą z sytuacji, którą sam stworzył.
Iran otrzymuje dane wywiadowcze od Chin, a Hutis mają wsparcie 200 specjalistów irańskich Strażników Rewolucji.
W sobotę i niedzielę obradowały państwa BRICS. Wzrasta rola globalnego Południa, wśród których wyłaniają się trzy największe mocarstwa: Chiny, Rosja i Indie. Tak więc Rosja nie była, nie jest i nie będzie izolowana na arenie światowej. Jest jednym z mocarstw, które układają nową architekturę porządku międzynarodowego.
W Polsce po staremu. Grzegorz Braun rozwalił pomnik UPA. Było trochę krzyku wokół tej sprawy, ale był ten krzyk jakby przytłumiony. Był to pomnik wystawiony bez administracyjnej zgody. Skąd w ogóle pomniki ludobójców w Polsce? – Dr Sykulski mówi o ogromnych wpływach ukraińskiego lobby. Wywiad, służby i lobby ukraińskie w naszym kraju sprawiają służbom kontrwywiadu liczne problemy, ale polityka rządzących III RP idzie w innym kierunku, w stronę zaostrzenia kar wobec Polaków, którzy krytyczni są wobec proukraińskiej polityki rządu. Zaostrzenie kar ma dotyczyć także tych, którzy zaprzeczają temu, że jest to napastnicza wojna Rosji.
Nastąpiło odwrócenie pojęć, pojawia się określenie ‚żołnierze UPA’, a przecież nie byli to żołnierze, lecz bandyci i ludobójcy. Widać, że politycy III RO są trzymani na ukraińskiej smyczy. Mówi dr Sykulski: „Nie mam wątpliwości, że nie ma w wykazach korzyści majątkowych wielu polityków, oficerów i samorządowców ‚prezentów’ uzyskanych od kijowskiego reżimu”.
No i drony przy polskiej granicy – następuje podbijanie bębenka wojennego pod amerykańskie dyktando. Władze III RP zdają się nie zauważać, że US-armia zaczyna się ulatniać z Europy. Poczucie, że ta armia nas obroni jest bardzo złudne. Jeśli powstałaby stała baza amerykańska, nie będzie ona straszakiem, lecz wabikiem, na co wskazują tegoroczne wydarzenia w Zatoce Perskiej.
I jeszcze parę słów o Rosji i jej zamierzeniach na Ukrainie. Mówił o tym ostatnio szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow: Ukraina (już okrojona lub podzielona) ma stać się dla Federacji strefą buforową, tzn. mieć mocno zredukowane siły zbrojne i nie być członkiem NATO. Wchodzi w rachubę podział Ukrainy na trzy części: wschodnie ziemie (cztery obwody oraz Krym) byłyby częścią Federacji Rosyjskiej. Środkowa Ukraina ze stolicą w Kijowie, z dostępem lub bez dostępu do morza, byłaby państwem niezaangażowanym, a zachodnia, neobanderowska radziłaby sobie sama.
Ogromne problemy mamy jak w banku. Będziemy zapewne sąsiadować z państwem, w którym szerzą się w największym stopniu neobanderowskie i szowinistyczne idee połączone z eksportem broni i terroryzmem. Polska i Unia Europejska znajdują się na równi pochyłej.
Mówi dr L. Sykulski: „Titanic uderzył już w górę lodową, teraz nabiera wody”.
Eksperci na całym świecie ogłaszają, że zbliża się poważny kryzys paliwowy, a wszystko to z powodu zbiegu okoliczności, w tym wzajemnych ataków energetycznych Ukrainy i Rosji, a także nagłego wzrostu presji osi Huti-Iran na krytyczną infrastrukturę energetyczną Arabii Saudyjskiej.
Amerykańscy szefowie firm naftowych od miesięcy ostrzegali, że przedłużające się zamknięcie Cieśniny Ormuz z pewnością doprowadzi do kryzysu paliwowego. Teraz twierdzą, że kryzys już nastąpił.
Zapasy paliw komercyjnych na całym świecie kurczą się od ponad sześciu miesięcy, a strategicznych rezerw ropy naftowej nie da się już bardziej wykorzystać.W zeszłym tygodniu ataki zamknęły kluczowy rurociąg naftowy w Arabii Saudyjskiej, który omijał Cieśninę, co spowodowało, że co najmniej 2,5 miliona baryłek dziennie utknęło na i tak już napiętym globalnym rynku ropy, szacują analitycy.
Najnowszym powodem była informacja, że Arabia Saudyjska odwołuje „transporty ropy naftowej” do Europy do końca września, a obecnie pojawiają się pogłoski, że zakaz ten będzie obowiązywał również w październiku.
W ciągu ostatnich kilku dni Huti przeprowadzili duże ataki na saudyjską infrastrukturę naftową, w tym na zakłady Aramco o współrzędnych geograficznych 18.485593 i 42.505660 :
PILNE: Załadunek ropy w Janbu, głównym porcie Arabii Saudyjskiej nad Morzem Czerwonym, został wstrzymany po wcześniejszym ataku na rurociąg wschód–zachód, podaje Reuters.
Zbiorniki na ropę płoną po ataku rakietowym Huti na zakład Aramco Abha Bulk Plant na północ od Abhy w Arabii Saudyjskiej.
18.485593, 42.505660
Około 500 mil dalej, rafineria ropy naftowej Yasref w mieście Janbu nad Morzem Czerwonym również została trafiona:
Tymczasem krytyczny rurociąg Wschód-Zachód, który miał służyć jako ratunek dla przekierowania przepływu ropy naftowej z Ormuzu, został zauważony na nowych zdjęciach satelitarnych Maxar po ataku, który unieruchomił go 10 września. Według doniesień, wiele stacji pomp wzdłuż długiej trasy zostało zniszczonych , co sprawiło, że atak był znacznie poważniejszy, niż początkowo szacowano:Nie można załadować wideo.
Jest mało prawdopodobne, że kopalnia zostanie ponownie otwarta w najbliższym czasie. Eksperci, którzy rozmawiali z agencją Reuters, szacowali, że potrwa to kilka tygodni, z możliwymi „częściowymi” przepływami ropy naftowej przed upływem tego terminu:
Jednakże, biorąc pod uwagę, jak łatwo było trafić na tę stronę, kto może powiedzieć, że strony odpowiedzialne – niezależnie od tego, czy znajdowały się w Iraku, czy w Jemenie – nie mogły po prostu po prostu dalej ją odwiedzać?
Trump zrzucił winę za kryzys na rynku diesli na ukraińskie strajki na rosyjską infrastrukturę rafinerii dieslowych:Nie można załadować wideo.
Cóż za niespójna, leniwa, hipokrytycznie pozbawiona zasad i po prostu chamska polityka zagraniczna: „Niech uderzają w co chcą, ale na razie nie w diesla, bo tam czekają nas poważne wstrząsy!”
Ten rodzaj krótkowzrocznej, nieudolnej dyplomacji przypomina chaotyczne gaszenie kolejnych pożarów, jednocześnie nieumyślnie wzniecając nowe. Trump uważa, że Stany Zjednoczone mogą działać bezmyślnie i wrogo wobec całego świata, bez skrupułów dostarczając broń Ukrainie, by zniszczyć główne sektory rosyjskiej infrastruktury, bezlitośnie atakując Iran itd., a potem zastanawia się, dlaczego skutki uboczne zaczynają zatruwać krajową gospodarkę.
Obecnie rentowność globalnych obligacji zarówno w USA, jak i w Europie gwałtownie wzrosła. 10-letnie obligacje USA i Wielkiej Brytanii osiągnęły najwyższy poziom od 2007 r., a 10-letnie obligacje Niemiec podobno osiągnęły najwyższy poziom od 2006 r.
PILNE: Rentowność 10-letnich obligacji wzrosła do 5,04%, najwyższego poziomu od lipca 2007 r.
To podniosło średnie oprocentowanie 30-letniego kredytu hipotecznego do 7,17%.
Posiadanie domu oficjalnie stało się luksusem. –Źródło
W ramach swojej nieudolnej i sztucznej próby naprawienia sytuacji Trump ogłosił wzajemne zawieszenie broni w dostawach energii, do którego nigdy nie doszło. Był to kolejny z długiej serii oszustw mających na celu uspokojenie napięć na rynku krajowym:
Zarówno Zełenski, jak i przedstawiciele Rosji zaprzeczają istnieniu zawieszenia broni, a dowodem na to jest fakt, że dziś rano oba kraje zaatakowały obiekty energetyczne przeciwnika.
Dlaczego Iran i Rosja atakują obiekty energetyczne?
Podczas wojny na Ukrainie i napięć na Bliskim Wschodzie, stacje benzynowe, magazyny ropy naftowej i paliw, obiekty energetyczne, infrastruktura i rafinerie są stale atakowane przez Rosję i Iran. Jednocześnie szlaki transportowe i energetyczne, takie jak Cieśnina Ormuz i Bab al-Mandab, są całkowicie zamknięte. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Rosja i Iran działają w koordynacji i jaki jest ich cel?
Odpowiedź na te pytania wynika z faktu, że Rosja i Iran wspólnie uzgodniły, że zniszczą zachodni i amerykański system kapitalistyczny, wywołując kryzys energetyczny poprzez atakowanie obiektów energetycznych i szlaków transportowych.Równanie wygląda następująco: atakowanie i niszczenie tych obiektów zmniejsza produkcję i dostawy energii, podczas gdy zamknięcie Cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab w podobny sposób ogranicza dostawy i dostępność na poziomie globalnym.
W rezultacie ceny paliw i energii zaczynają rosnąć i gwałtownie rosnąć. Rosnące ceny oznaczają większą presję na globalny sektor przemysłowy, który musi zapewnić sobie paliwo po znacznie wyższych cenach. Jednocześnie rosną koszty transportu, a inflacja gospodarcza zaczyna rosnąć.W rezultacie banki centralne są zmuszone do podniesienia stóp procentowych, aby kontrolować inflację, co z kolei spowalnia i osłabia gospodarkę. W ten sposób produkcja i aktywność fabryk stopniowo słabną, a sektor przemysłowy stoi w obliczu poważnego zagrożenia.
W ten sposób Rosja i Iran narażają przemysł, wzrost gospodarczy i obecny porządek świata na ryzyko, do tego stopnia, że fabryki mogą zostać zamknięte, a przemysł w obecnej formie może nie być już w stanie kontynuować działalności. Ponieważ przemysł jest kamieniem węgielnym współczesnego kapitalizmu, krok po kroku obecny porządek świata zmierza ku upadkowi wraz z rozwojem kryzysu energetycznego.
Dlatego Rosja i Iran chcą wykorzystać tę drogę, aby obalić i przekształcić obecny porządek świata, któremu przewodzą Stany Zjednoczone w sposób jednobiegunowy. Z tego powodu należy spodziewać się dalszych bombardowań stacji benzynowych, składów ropy naftowej, gazu i paliw, a także kolejnych ataków na obiekty i infrastrukturę energetyczną.
Nie jestem przekonany, że to aż tak skoordynowana operacja „zniszczenia kapitalizmu”, ale to interesujący kierunek myślenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Iran i Rosja są w stanie wzmocnić własne szlaki handlowe na wschód, jednocześnie blokując zachodnie linie energetyczne. Bardziej prawdopodobne jest, że Rosja i Iran po prostu reagują defensywnie, aby zaszkodzić swoim przeciwnikom w ich najbardziej wrażliwych punktach. Rosja chętnie dostarczała energię Zachodowi, aby podtrzymać zachodni „porządek kapitalistyczny”, dopóki Ukraina nie zaczęła zatruwać rosyjskiej infrastruktury energetycznej.
Stawka za wynajem supertankowca na trasie z Zatoki Perskiej do Chin po raz pierwszy w historii osiągnęła 1 milion dolarów dziennie.
W chwili pisania tego tekstu różne doniesienia twierdzą, że Huti zaminowali Bab al-Mandab, co wydaje się być sprzeczne z ich wcześniejszymi twierdzeniami, że jedynie transporty z Arabii Saudyjskiej mają zakaz tranzytu:
Jeśli doniesienia okażą się prawdziwe — w połączeniu z zakrojonymi na szeroką skalę atakami na saudyjską infrastrukturę naftową — może to być zapowiedź szeroko zakrojonej kampanii mającej na celu zadanie saudyjskiemu reżimowi gospodarczego ciosu.
Jedno jest pewne: podczas gdy Trump nadal traktuje konflikt z Iranem jako luźną dywersję lub plac zabaw dla próżności, Iran posuwa się do skrajności. Dla Iranu konflikt ma charakter egzystencjalny, co wyraźnie pokazują dwa ostatnie wydarzenia:
Po pierwsze: krążą pogłoski, że Iran przygotowuje się do zmobilizowania miliona osób na szkolenia i utworzenia 1000 batalionów rezerwowych, zwanych „batalionami oporu narodowego”, w ramach przygotowań do ewentualnego przyszłego konfliktu.
Potwierdzając powyższe wiadomości, Jerusalem Post podaje, że w całym Iranie pojawiły się billboardy promujące przyłączenie się do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Jerusalem Post pisze o nowej kampanii:
Apel wolontariuszy o mobilizację młodzieży
Macmillan podkreślił, że Iran próbował zmobilizować młodzież za pomocą tego przekazu, oferując szkolenia z zakresu obsługi broni, czytania map i udzielania pierwszej pomocy niezbędne w strefach działań wojennych. Działania te miały być częścią kampanii mającej na celu rozszerzenie oddziałów w stylu Basidż poza „zwykłych” zwolenników.
Nowa marka bojowników pokaże Irańczykom i Zachodowi, że reżim „nadal potrafi organizować masowe uczestnictwo po miesiącach napięć”, pomimo zawirowań gospodarczych, wojny i brutalnego tłumienia protestów – powiedział.
„To apel wolontariuszy, przekazywany oficjalnymi kanałami i masową pocztą SMS. To oficjalna infrastruktura kampanii rządu irańskiego, komunikat mobilizacji polityczno-wojskowej, a nie neutralne ogłoszenie w służbie publicznej” – zauważył.
Po drugie, irańskie źródła donoszą , że prominentny irański poseł twierdzi, iż grupa parlamentarzystów przygotowała „pilny projekt ustawy” w sprawie wycofania się Iranu z ustawy o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Projekt ustawy ma zostać poddany pod głosowanie po zatwierdzeniu go przez „radę przewodniczącego” parlamentu.
Najbardziej uderzającą częścią wywiadu posła jest jego bezpośrednie wezwanie do tego, aby Iran uzyskał broń jądrową, biorąc pod uwagę, że agresja USA sprawiła, że stało się to „nieuniknioną koniecznością”:
„Lepiej jest przeprowadzić niezbędne testy broni jądrowej tak szybko, jak to możliwe”, ponieważ Iran potrzebuje odstraszania nuklearnego, a posiadanie broni jądrowej jest obecnie „nieuniknioną koniecznością”.
Oczywiście, nie możemy przesadzać, ponieważ tacy zapalczywi ustawodawcy już się pojawili, a inicjatywa prawdopodobnie nie przyniesie żadnych rezultatów, zwłaszcza że prezydent Iranu Pezeshkian nadal sprzeciwia się pozyskiwaniu broni jądrowej. Wszystko to jednak pokazuje, że irańscy przywódcy i naród stają się coraz bardziej twardzi, jednocząc się wokół zjednoczonego rdzenia i traktują ataki osi amerykańsko-izraelskiej na ich kraj jako egzystencjalne zagrożenie, z którym należy się zmierzyć jak z rakiem, a nie jako z popisem wizerunkowym dla własnych zysków.
W związku z tym CBS „wyciekło” z sieci, ujawniając serię nowych zdjęć przedstawiających nigdy wcześniej niepublikowane sceny zniszczeń w bazach amerykańskich po atakach Iranu:
Słowa jednego z żołnierzy: „Nie bronimy tych baz. Po prostu patrzymy, jak są niszczone”.
Zdjęcia rzekomo przedstawiają: –
Baza Lotnicza Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej:E-3 Sentry z ogonem oderwanymod zwęglonego kadłuba.
– Baza Lotnicza Prince Sultan: opustoszałe budynki i koszary stojące obok nienaruszonych betonowych murów obronnych, fortyfikacji zbudowanych dla moździerzy i granatów w wojnie toczonej z odległości 300 mil.
– Obóz Buehring w Kuwejcie: zniszczone rzędy przyczep na głównym obszarze postoju wojsk lądowych i pancernych.
– Obóz Buehring: spalone pojazdy na otwartej przestrzeni.
– Obóz Arifjan w Kuwejcie: uszkodzenia konstrukcyjne budynku w największym amerykańskim centrum logistycznym w regionie.
– IG naliczył prawie 60 utraconych samolotów i 3,7 miliarda dolarów strat w sprzęcie w ośmiu krajach.
Hegseth nazwał pociski, które zabiły sześć osób w Shuaiba, „sikawkami”, co oznacza pocisk, który przedostaje się przez działającą obronę.
Na zdjęciach widać, że obrona nie działa, a ludzie w środku ogrodzenia o tym wiedzą.
Źródło: CBS News / Autor: Daniel
W nowym raporcie Pentagonu wymieniono „oficjalne straty” poniesione w wyniku nieudanej wojny:
Niektórzy analitycy przeliczyli te liczby i doszli do wniosku, że straty poniesione w trakcie operacji Epic Fury w każdym locie bojowym były jednymi z najwyższych w historii USA:
Oczywiste jest, że Iran dopiero zaczyna, a historyczny błąd Trumpa zapoczątkował odnowę narodową, która prawdopodobnie nigdy więcej nie wyhamuje, teraz, gdy dżin został wypuszczony z butelki, a bezprecedensowa słabość USA została ujawniona.
Wypowiedzi Radosław Sikorskiego w Kijowie, w których przekonywał, że w razie konfliktu zbrojnego – Rosja zostanie pokonana w sześć tygodni – odbiły się szerokim echem w Moskwie. Wypowiedział się na ten temat, na [portalu aif.ru, doradca prezydenta Władimira Putina Nikołaj Patruszew:
„Polski minister spraw zagranicznych Radsław Sikorski, przemawiając w Kijowie, powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje Polskę, Warszawa pokona Moskwę, ponieważ ma ona przytłaczającą przewagę militarną. Co to jest, pusta brawura czy te słowa należy traktować poważnie?
————————————————————————————–
Na to pytanie aif.ru zwrócił się do asystenta prezydenta Rosji Nikołaja Patruszewa.
Witalij Cepljajew, aif.ru: Nikołaj Platonowiczu, spotkał się pan kiedyś z Sikorskim. Jak traktować jego słowa?
Nikołaj Patruszew: Tak, spotkałem się z Sikorskim wiele lat temu. Zaskoczył mnie swoją ignorancją w dziedzinie historii i Rosji. Z radością stwierdził, że nigdy nie był w Petersburgu, nie miał pojęcia o soborze św. Izaaka i innych ikonicznych miejscach miasta.
Dziś Sikorski i inni przedstawiciele polskiej elity twierdzą, że restytuują polską wielkość. W rzeczywistości reanimują niezdrowe ambicje, ogłaszając plany ożywienia „Polski od morza do morza”, stworzenia „kordonu sanitarnego” przeciwko Rosji oraz ochrony Europy przed mitycznym „rosyjskim zagrożeniem”. Zafascynowany militaryzmem, Sikorski nie chce słyszeć słów prezydenta Rosji, że Rosja nikomu nie zagraża, a nasz kraj nie ma powodu, by prowadzić operacje wojskowe przeciwko Europie.
Wygląda na to, że polscy przywódcy zapomnieli lekcje historii. Zapomnieli, jak oddziały Minina i Pożarskiego na początku XVII wieku wyrzuciły ich przodków z naszego kraju. Zapomnieli, ile pieniędzy Imperium Rosyjskie inwestowało w Królestwo Polskie, które, nawiasem mówiąc, było znacznie bogatsze i wolne niż inne części imperium. Warszawa depcze także pamięć o roli Związku Radzieckiego w wyzwoleniu Polski spod okupacji nazistowskiej, w przywróceniu suwerenności i władzy oraz w powojennym dobrobycie.
Innymi słowy, w swoim rusofobicznym szaleństwie Sikorski, podobnie jak jego długoletni poprzednicy, raz po raz pokazuje niechęć do zapewnienia pokojowego istnienia Polski, dobrobytu jej mieszkańców, a zamiast tego depcze na tym samym historycznym bagnie.
Jeśli chodzi o ocenę siły Warszawy, szef polskiej dyplomacji wyraźnie dyletancko ocenia siłę militarną naszego kraju, nie chcąc zrozumieć, że podczas specjalnej operacji wojskowej rosyjskie siły zbrojne wcale nie wykorzystują pełnego potencjału. Mówiąc o przewadze militarnej Polski nad Rosją, Sikorski najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że w przypadku przystąpienia Polski do działań wojennych z Rosją nasz kraj wykorzysta cały arsenał sił i środków, które ma do dyspozycji, a państwowość Polska przestanie istnieć w ciągu 2-3 dni”.
Nasze nadmierne imperialne rozszerzenie rozpoczęło się 25 lat temu od wojny z terroryzmem. Teraz zbliża się ponury koniec wraz z wojną Donalda Trumpa z Iranem.
Donald Trump, którego wojna z Iranem jest największym strategicznym błędem w historii Stanów Zjednoczonych, nie jest odpowiedzialny za początek upadku amerykańskiego imperium, ale ponosi odpowiedzialność za jego katastrofalny koniec.
To już koniec.
Bazy USA w bogatej w ropę naftową Zatoce Perskiej zostały uszkodzone lub zniszczone i spodziewam się, że nie zostaną odbudowane. Nasi sojusznicy, nawet ci w Europie, odwracają się od nas. Dekadencja i niemoralność amerykańskiego społeczeństwa, ucieleśnione wulgarnością, otępiającą ignorancją i okrucieństwem Trumpa, są cechami definiującymi imperium. Globalne Południe, zbulwersowane rażącym lekceważeniem przez imperium międzynarodowego prawa humanitarnego – w tym jego przyzwoleniem na ludobójstwo w Strefie Gazy – postrzega nas jako wroga. Więzienie Abu Ghraib mogło zniknąć z naszej zbiorowej pamięci, ale dla reszty świata obrazy amerykańskich żołnierzy i kontrahentów sadystycznie upokarzających i torturujących uwięzionych Irakijczyków zastąpiły „disneyowską” wersję Ameryki, którą kiedyś kreowaliśmy. Wojna z Iranem, która zakłóciła globalne dostawy ropy, szybko spycha światową gospodarkę na skraj przepaści.
Toniemy. I zabieramy ze sobą wielu.
Osama bin Laden może spoczywać w wodnym grobie na Morzu Arabskim. Al-Kaida może być zaledwie cieniem samej siebie. Ale najgłębsze pragnienia bin Ladena spełniły się w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat dzięki poważnym błędom w kalkulacjach imperium – roztrwonieniu bilionów dolarów na militarne klęski i dojściu do władzy naszej wersji „Ubu Roi”, Donalda J. Trumpa.
Zamiast pokonać rzekomych wrogów, Stany Zjednoczone pozwoliły im rosnąć w siłę. One i ich kolonia, Izrael, są najbardziej znienawidzonymi narodami na świecie. Każdy postęp Iranu w asymetrycznej wojnie z imperium jest witany z aplauzem na całym świecie.
Upokarzające porażki, marnotrawstwo zasobów i co najmniej 8 bilionów dolarów wydanych na kolejne wojny, które pochłonęły szacunkowo 4,5 do 4,8 miliona ofiar, doprowadziły do wyniszczenia imperium. Jego infrastruktura rozpada się. Demokratyczne instytucje są bezsilne. Imperium przetrwało dzięki niemożliwemu do utrzymania zadłużeniu w wysokości 40 bilionów dolarów. Perły demokracji, takie jak system edukacji, uczciwe wybory i wolna prasa, zostały zdyskredytowane i zdeprecjonowane.
Pozbawiona praw klasa robotnicza, sparaliżowana niepewnością ekonomiczną i rządem, który stopniowo demontuje programy socjalne utrzymujące biednych ludzi na powierzchni, jest pod wpływem propagandy wmawiana, że widoczny upadek jest dziełem zdrajców i wewnętrznych wrogów. To skłoniło zwolenników Trumpa do zwrócenia się przeciwko samym instytucjom i ideałom, które miały podtrzymywać demokrację. Zwyczajowi cele faszyzmu – „radykalna lewica”, muzułmanie, imigranci, intelektualiści, artyści, osoby czarnoskóre i dziennikarze – są prześladowani na mocy przepisów takich jak ustawa o szpiegostwie. Kłamstwa przenikają media, wzmacniając samooszukiwanie się, że gdy tylko wewnętrzni wrogowie zostaną uciszeni lub wykorzenieni, powrócą dni chwały imperium – czasy hiper-nacjonalizmu, patriarchatu, bezpieczeństwa pracy i białej supremacji.
Przemoc wobec wrogów wewnętrznych i oszustwa wyborcze są otwarcie popierane przez Trumpa i jego otoczenie, pochlebców, klaunów, oszustów i chrześcijańskich faszystów. Próba przekupienia wyborców obietnicą 5000 dolarów w przypadku zwycięstwa Republikanów w wyborach uzupełniających – w połączeniu z pogardą Trumpa dla porządku konstytucyjnego – to jawne przyznanie, że amerykańska demokracja to farsa.
George W. Bush, powołany na urząd prezydenta dekretem sądowym, zasiał te ziarna bezprawia i bezkarności. Trump sprawił, że rozkwitły.
Bandyci z Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE), zamaskowani i cieszący się taką samą bezkarnością, jaka umożliwiła tortury i zabijanie niewinnych w Iraku i Afganistanie, terroryzują amerykańskie miasta. Przeprowadzają naloty w stylu wojskowym na nieuzbrojonych cywilów, niczym nie różniące się od tych przeprowadzanych przez imperium w Falludży czy prowincji Helmand w Afganistanie. Tworzą sieć nędznych wewnętrznych obozów koncentracyjnych.
Narzędzia zniewalania stosowane przez imperium za granicą – w tym ograniczanie swobód obywatelskich i wprowadzenie masowej inwigilacji – zostały zalegalizowane w kraju wraz z uchwaleniem Patriot Act, wraz z jego listami obserwacyjnymi, informatorami oraz profilowaniem rasowym i religijnym.
Upadające imperia narzucają swoim obywatelom tyranię, która jest aż nazbyt dobrze znana tym podporządkowanym za granicą.
Byłem na Bliskim Wschodzie, kiedy wszystko poszło nie tak. Prawie cały świat muzułmański był przerażony atakami z 11 września. Odbyły się masowe publiczne manifestacje solidarności, w tym czuwania przy świecach w Iranie. Gdybyśmy budowali na tym współczuciu, zamiast demonizować muzułmanów i zadawać cierpienie i śmierć milionom ludzi na Bliskim Wschodzie, bylibyśmy dziś o wiele bezpieczniejsi.
Zamiast tego piliśmy do syta z trującego eliksiru nacjonalizmu. Naiwnie wierzyliśmy, że zostaliśmy zaatakowani – jak powiedział Bush – ponieważ „nienawidzą naszych wolności”, a nie z powodu naszego poparcia dla apartheidu i ludobójczego państwa Izrael, naszej bezdusznej obojętności wobec ludzkiego życia poza naszymi granicami – w tym zabicia ponad miliona ludzi w Iraku w wyniku sankcji USA – i naszego poparcia dla brutalnych arabskich dyktatur.
Wśród zniszczeń, jakie pozostawiły po sobie nasze niekończące się wojny, znajdują się: zagłada całych miast, 940 000 bezpośrednich ofiar na terenach objętych konfliktem zbrojnym po 11 września, od 3,6 do 3,8 miliona pośrednich ofiar oraz 38 milionów przesiedleńców.
Porywacze wybrali masową śmierć i zniszczenie na tle panoramy miasta, aby wysłać wiadomość. Mówili językiem, którego ich nauczyliśmy. To przesłanie, które nasze myśliwce, pociski i drony dostarczyły z Wietnamu do Iraku. Nie posłuchaliśmy. Naiwnie wierzyliśmy, że możemy przekształcić Bliski Wschód na nasze podobieństwo, za pomocą naszej armii.
Porażka wojny z terroryzmem to nie tylko porażka moralna. To porażka strategiczna. Odmówiliśmy zadania oczywistego pytania: dlaczego tak wielu ludzi poza naszymi granicami odczuwało wobec nas tak silną wrogość, że byli gotowi zabić siebie i tysiące naszych współobywateli?
Ci z nas, którzy odważyli się zadać te pytania dwadzieścia pięć lat temu, zostali oczernieni jako zwolennicy terroryzmu i uciszeni.
Jedynym sposobem na pokonanie terroryzmu jest izolowanie tych, którzy dokonują aktów terrorystycznych w ich własnych społeczeństwach. Chodzi o budowanie sieci zrozumienia i solidarności. My zrobiliśmy coś przeciwnego. Staliśmy się terrorystami, których rzekomo pokonaliśmy. Zrobiliśmy dokładnie to, czego oczekiwał od nas Bin Laden. Pokonaliśmy samych siebie.
Trump przewodzi ostatniemu aktowi.
Źródło: Osama Bin Trumphttps://chrishedges.substack.com/p/osama-bin-trump?utm_source=post-email-title&publication_id=778851&post_id=215418509&utm_campaign=email-post-title&isFreemail=true&r=3uby4s&triedRedirect=true&utm_medium=email
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował w poniedziałek, 14 września 2026 r., że Ukraina zgodziła się nie atakować rosyjskich celów energetycznych, a Rosja zobowiązała się do analogicznego postępowania. Jednocześnie stwierdził, że wzrost światowych cen oleju napędowego wynika głównie z wojny rosyjsko-ukraińskiej, a nie z konfliktu z Iranem.
Oświadczenie padło dzień po tym, jak Trump podczas wizyty w Irlandii wezwał Wołodymyra Zełenskiego do zaprzestania uderzeń w rosyjskie rafinerie i instalacje produkujące olej napędowy. „Pan Zełenski musi zrobić jedną rzecz. Musi przestać niszczyć olej napędowy w Rosji. Niech atakuje inne cele, ale nie olej napędowy, ponieważ powoduje to niedobory” – powiedział amerykański prezydent dziennikarzom na polu golfowym w Doonbeg. Dodał, że rozmawiał już na ten temat z ukraińskim przywódcą i że „szkodzi to światu”. Podkreślił też, że problem nie wynika z sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Ceny oleju napędowego osiągnęły w ostatnich dniach historyczne maksima. W Stanach Zjednoczonych średnia cena galona diesla przekroczyła 6 dolarów i w niedzielę wynosiła około 6,20 dolara, co oznacza wzrost o niemal 65 proc. od końca lutego, gdy Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły działania przeciwko Iranowi. W Polsce olej napędowy kosztuje obecnie średnio około 8,64–8,76 zł za litr, a na niektórych stacjach cena zbliża się do 9 zł. Analitycy przewidują dalsze podwyżki w najbliższych dniach.
Konflikt na Bliskim Wschodzie, trwający od lutego, poważnie ograniczył eksport ropy i produktów naftowych z regionu Zatoki Perskiej, w tym przez cieśninę Ormuz. Jednocześnie Ukraina od miesięcy prowadzi kampanię ataków dronami dalekiego zasięgu na rosyjskie rafinerie. Uderzenia te zmniejszyły produkcję paliw w Rosji, wywołały niedobory na rynku wewnętrznym i skłoniły Moskwę do wprowadzenia zakazu eksportu oleju napędowego. Rosja, jeden z największych światowych producentów i eksporterów diesla, wycofała z rynku znaczące ilości paliwa.
Eksperci wskazują, że oba konflikty nakładają się na siebie i obciążają globalny system rafineryjny. Międzynarodowa Agencja Energetyczna odnotowała, że w sierpniu eksport diesla i oleju gazowego z krajów Zatoki spadł do zaledwie około jednej czwartej poziomu sprzed wojny z Iranem. Ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje dodatkowo pogłębiły niedobory produktów rafinowanych.
Ukraina traktuje rosyjską infrastrukturę naftową jako legalny cel wojskowy. Kijów argumentuje, że przemysł energetyczny finansuje rosyjską inwazję i zasila armię. Ataki mają osłabić zdolności wojenne Moskwy i zmniejszyć jej przychody z eksportu. Jeszcze 11 września prezydent Zełenski zaproponował Rosji „rozejm energetyczny” – wzajemne powstrzymanie się od ataków na obiekty energetyczne – oraz odblokowanie żeglugi na Morzu Czarnym. Zaznaczył, że jeśli Rosja będzie uderzać w ukraiński system energetyczny, Ukraina odpowie analogicznie.
Kreml przyjął wezwanie Trumpa pozytywnie. Rzecznik Dmitrij Pieskow oświadczył, że każde wezwanie do zaprzestania ataków na cywilną infrastrukturę gospodarczą zasługuje na poparcie. Jednocześnie Moskwa podkreśliła, że główna przyczyna zaburzeń na światowych rynkach energetycznych leży w eskalacji w regionie Zatoki Perskiej. Nie potwierdzono oficjalnie istnienia nowego, formalnego porozumienia ogłoszonego przez Trumpa. Zełenski zapowiada, że podczas ewentualnego spotkania z Trumpem w Nowym Jorku pod koniec września będzie zabiegał o zawieszenie broni w sferze energetycznej i na Morzu Czarnym.
Wysokie ceny paliw stają się istotnym czynnikiem politycznym przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi w Stanach Zjednoczonych. Diesel napędza transport towarowy, rolnictwo i przemysł, więc jego drożyzna przekłada się na inflację i koszty życia. Administracja Trumpa wielokrotnie wskazywała ataki ukraińskie jako jeden z elementów „szoku energetycznego”, obok wojny z Iranem. Sekretarz skarbu Scott Bessent mówił wcześniej o presji cenowej wynikającej z niszczenia rosyjskich aktywów energetycznych.
Trump nie podał szczegółów dotyczących momentu zawarcia rzekomego porozumienia, jego zakresu ani mechanizmów weryfikacji. Obie strony konfliktu regularnie atakują infrastrukturę energetyczną przeciwnika, a zima zbliża się zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji. Wzajemne uderzenia w rafinerie, elektrownie i sieci przesyłowe stanowią ważny element strategii obu stron.
Ogłoszenie Trumpa wpisuje się w szersze wysiłki amerykańskiej dyplomacji zmierzające do deeskalacji i ewentualnego porozumienia pokojowego. Specjalni wysłannicy prowadzą rozmowy zarówno z Kijowem, jak i Moskwą. Częściowe zawieszenie ataków na cele energetyczne mogłoby stanowić pierwszy krok, ale dotychczasowe doświadczenia pokazują, że takie deklaracje bywają krótkotrwałe.
Dla Polski i Europy Środkowej rosnące ceny oleju napędowego oznaczają wyższe koszty transportu i produkcji. Krajowy rynek paliw jest silnie powiązany z notowaniami ropy Brent, które przekroczyły 100–110 dolarów za baryłkę. Dalszy rozwój sytuacji zależy od tego, czy ogłoszone przez Trumpa zobowiązania zostaną potwierdzone i przestrzegane przez obie strony, a także od przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Wiceminister spraw zagranicznych Rosji, Aleksandr Gruszko odniósł się do niedawnych zdecydowanych wypowiedzi Radosława Sikorskiego na temat zdecydowanego odstraszania Moskwy.
„Szczerze mówiąc, nie chcę komentować wypowiedzi Sikorskiego, ponieważ uważam, że powinni je komentować ludzie w białych fartuchach” – zauważył Gruszko. „To zaskakujące, że minister spraw zagranicznych wygłasza takie oświadczenia, które, po raz kolejny, eskalują napięcia i stwarzają zagrożenia dla samej Polski. Wyglądało na to, że jako minister spraw zagranicznych był opłacany za robienie wszystkiego, co w jego mocy, aby wzmocnić [osłabić?? md] bezpieczeństwo Polski” – dodał rosyjski wiceminister.
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wezwał NATO do organizowania bardziej intensywnych ćwiczeń wojskowych w pobliżu rosyjskiego obwodu królewieckiego. Wypowiedź padła podczas dorocznego konferencji Yalta European Strategy w Kijowie organizowanej przez fundację ukraińskiego oligarchy Wiktora Pinczuka.
„Gdyby Rosja nas zaatakowała, a my podjęlibyśmy rękawice, uważam, że pokonalibyśmy Rosję dość szybko. Mamy przytłaczającą przewagę nad Rosją w powietrzu” – powiedział Sikorski.
Szef polskiej dyplomacji oszacował, że państwa NATO dysponują łącznie około 2,5 tys. samolotów. Podkreślił, że przewaga nad rosyjskim lotnictwem pozostałaby znacząca nawet bez uwzględnienia sił Stanów Zjednoczonych. Wspomniał również o myśliwcach F-35, pociskach manewrujących JASSM i innych środkach pozwalających na atakowanie celów na dużych odległościach.
Te wypowiedzi skomentowała również rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa, która stwierdziła, że wypowiedź szefa polskiej dyplomacji jest przykładem „rusofobii, która uderzyła do głowy”.
Rosyjskie rakiety uderzyły w kilka celów na Ukrainie niedaleko granicy z Polską. Mówi o tym Tomasz Piekielnik w 56-minutowym podcaście zatytułowanym „Rosja uderza 800 metrów od Polski. Co naprawdę trafiono”:
Pod filmem-wideo znajduje się dość szczegółowy opis przedstawionych problemów:
Rosyjskie drony uderzyły wyjątkowo blisko polskiej granicy. Po ukraińskiej stronie, w rejonie przejścia Dorohusk–Jagodzin, trafiona została stacja paliw. Straż Graniczna informowała początkowo o odległości około 800 metrów od przejścia, a wybuch był słyszalny i odczuwalny po polskiej stronie. Czasowo wstrzymano odprawy, uruchomiono syreny oraz alerty RCB, a wojsko poderwało lotnictwo.
Ale już kilka godzin później pojawiły się bardzo istotne sprostowania.
Media początkowo informowały o uderzeniu w ciężarówkę lub kolumnę ciężarówek oraz o trafieniu lokomotywy pociągu pasażerskiego Kijów–Warszawa. Donald Tusk po odprawie służb powiedział wprost, że Polska tych informacji nie potwierdza. Potwierdzono natomiast uderzenie w stację benzynową lub jej bezpośrednie okolice oraz atak na infrastrukturę kolejową. Nie stwierdzono również żadnego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
Na naradzie premiera Tuska pojawił się także wątek cystern z paliwem jadących z Polski na Ukrainę. Sam transport paliwa tym korytarzem jest faktem — Dorohusk–Jagodzin jest ważnym szlakiem logistycznym, którym przewozi się także paliwa.
Jeszcze ciekawszy jest drugi atak na infrastrukturę kolejową. Z rejonu wracała grupa zachodnich polityków i ekspertów po konferencji w Kijowie. Byli wśród nich były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, były premier Szwecji Carl Bildt oraz wysoki rangą doradca kanclerza Niemiec Günter Sautter. Inny skład w regionie przewoził byłego dyrektora CIA Davida Petraeusa.
Donald Tusk zwołał pilną naradę i zapowiedział przejście państwa w ‚tryb bardzo wzmocniony’. Premier mówi, że polskie i zagraniczne służby wcześniej ostrzegały przed możliwymi rosyjskimi próbami dezorganizowania przejść granicznych i że w kolejnych tygodniach należy oczekiwać zwiększonej aktywności Rosji (Tomasz Piekielnik).
** * * * * *
ZB: Warto wysłuchać wypowiedzi Tomasza Piekielnika, bo powyższe streszczenie jest tylko bladym odbiciem przedstawionej treści. Prelegent twierdzii m.in., że jest w opisanych sprawach mnóstwo dziwnych okoliczności i pyta: „Co tam na Ukrainie robili Borys Johnson i inni europejscy notable ewakuowani z pociągu?”
Wczoraj na popołudniowej naradzie rządowego sztabu Donald Tusk sprostował niektóre doniesienia. Nie potwierdził medialnych informacji, jakoby został trafiony pociąg osobowy, natomiast zaatakowany był pociąg towarowy znajdujący się na bocznicy. Premier III RP przewiduje (od dawna zresztą), że eskalacja przeniesie się niebawem na teren Polski.
Co może nas niepokoić? – Otóż politycy, jak i dziennikarze straszą nas rosyjską agresją. Nikt nie poddaje analizie tego, że konfrontacyjna polityka rządu naraża nas na wejście do nie swojej wojny. Nikt nie pyta, jakie korzyści mamy z angażowania się w poparcie kijowskiego reżimu i co uczynili politycy III RP, by odsunąć widmo nieszczęścia.
Pyta prelegent, które z niedzielnych wydarzeń były operacjami fałszywej flagi. Nie udało mu się znaleźć dowodów wykluczających Rosję. Trzeba wziąć pod uwagę ewentualność, że mogły to być rosyjskie ataki. Być może Kreml ma już dość licznych ukraińskich ataków w głąb Rosji i niezliczonych prowokacji ze strony Zachodu i postanowił atakować bardziej zdecydowanie.
Od 2001 roku Stany Zjednoczone prowadzą politykę „niekończących się wojen” lub „nieustannych wojen”.
Dwadzieścia pięć lat temu, w tym tygodniu, Stany Zjednoczone i świat zostały wstrząśnięte atakiem terrorystycznym znanym jako 11 września[9/11], w którym cztery cywilne samoloty pasażerskie zostały porwane i rozbite, aby zabić jak najwięcej niewinnych ludzi.
Liczba ofiar śmiertelnych 11 września 2001 roku sięgnęła prawie 3000, co stanowi najwyższą liczbę ofiar na amerykańskiej ziemi w ciągu jednego dnia od czasów wojny secesyjnej (1861–1865). Dla porównania, japoński atak na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 roku pochłonął 2400 ofiar, głównie wśród żołnierzy amerykańskich.
Niezapomnianym obrazem grozy tamtego poranka było „uderzenie dwóch samolotów pasażerskich w wieże World Trade Center w Nowym Jorku. Trzeci samolot pasażerski uderzył w Pentagon, a czwarty rozbił się na polu w Pensylwanii„.
Wiele pytań dotyczących tego wydarzenia, uważanego za największy atak terrorystyczny w historii Stanów Zjednoczonych, pozostaje bez odpowiedzi. Jak 19 podejrzanych o porywaczy z Al-Kaidy, którzy byli obserwowani przez amerykańskie służby bezpieczeństwa w tygodniach poprzedzających atak, zdołało dokonać takiego przedsięwzięcia? Dlaczego wieże World Trade Center, w tym pobliski WTC 7, nagle runęły, niczym w swobodnym spadku?
Jedno jest jednak jasne: Władze USA wykorzystały szok i konsternację po wydarzeniach z 11 września do prowadzenia wojen za granicą w imię walki z terroryzmem. Paul Wolfowitz, jeden z pierwszych zwolenników post-zimnowojennej „pełnospektralnej dominacji” – czyli nieograniczonej globalnej potęgi militarnej USA – mówił o potrzebie „nowego Pearl Harbor” jako pretekstu do mobilizacji.
Niezliczone osoby ubolewały nad tym, że od 2001 roku Stany Zjednoczone wkroczyły na ścieżkę „niekończących się wojen” lub „wiecznych wojen”.
Jak napisał w tym tygodniu William Astore, wnikliwy amerykański komentator: „Najważniejszym dziedzictwem 11 września jest tragedia permanentnych wojen”.
Dodał: „Jeśli masz 25 lat lub mniej i mieszkasz w Ameryce, nigdy nie zaznałeś czasu, kiedy twój kraj nie był w stanie wojny… Wojna jest postrzegana jako naturalny stan Ameryki”.
Amerykańska stacja informacyjna CNN również skomentowała: „Dwadzieścia pięć lat temu bieg amerykańskiej historii zmienił się w ciągu jednego poranka”.
Ostatnie ćwierćwiecze rzeczywiście naznaczone było niekończącą się serią wojen prowadzonych przez Stany Zjednoczone, niekiedy przy wsparciu sojuszników z NATO. Począwszy od pierwotnych celów zemsty, Afganistanu i Iraku, siły amerykańskie zaatakowały kilka innych państw w imię „wojny z terroryzmem” – wszystkie z wątpliwym mandatem prawnym.
Szacuje się, że wojny po 11 września w wielu krajach – od Afryki, przez Bliski Wschód, po Azję – pochłonęły prawie pięć milionów ofiar śmiertelnych w wyniku bezpośredniej przemocy, chorób lub głodu.
Uważa się, że dodatkowe 38 milionów ludzi zostało przesiedlonych z tych regionów w wyniku wojen prowadzonych przez USA, co stworzyło ogromne problemy humanitarne i polityczne poprzez masową migrację do Ameryki Północnej i Europy.
Rzeczywiście, historia przybrała karygodny obrót od 2001 roku, ponieważ wojny prowadzone przez USA poważnie podważyły prawo międzynarodowe i stworzyły klimat bezprawia i bezkarności.
Należy również podkreślić, że amerykańskie prawo wewnętrzne i prawa demokratyczne zostały śmiertelnie podważone przez eskalację ery bezprawnej wojny. W ciągu kilku tygodni od wydarzeń z 11 września Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił ustawę Patriot Act, która przyznała agencjom bezpieczeństwa bezprecedensowe uprawnienia do inwigilacji obywateli zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na całym świecie.
Upoważnienia prawne do wszczynania wojen i monitorowania obywateli nigdy nie zostały cofnięte. Stworzyło to w pełni rozwinięte, wojownicze państwo policyjne.
Jednak biorąc to wszystko pod uwagę, istnieje jeszcze jedna kluczowa perspektywa do rozważenia. Ostatnie 25 lat nieprzerwanych działań wojennych prowadzonych przez Stany Zjednoczone nie jest w rzeczywistości nowym wydarzeniem historycznym. Te przesiąknięte krwią ostatnie 25 lat nie jest anomalią, ani przypadkową ofiarą jednego dnia terroru.
W tym roku przypada również 250. rocznica powstania Stanów Zjednoczonych jako nowoczesnego państwa.
W tym ćwierćwieczu (1776–2026) Stany Zjednoczone nieustannie toczyły wojny, o czym świadczą dane Kongresu i prace historyków takich jak David Vine i William Blum. Żaden inny kraj nie dorównuje Stanom Zjednoczonym pod względem liczby konfliktów i częstotliwości aktów przemocy militarnej, w które były zaangażowane na wszystkich kontynentach od momentu powstania republiki w 1776 roku.
Wojny i rzeź innych ludzi stanowią sedno historii podboju Ameryki Północnej przez europejskich kolonizatorów i przekształcenia Stanów Zjednoczonych w mocarstwo imperialistyczne.
To przerażający zapis ludobójstwa i wojen, który trwa do dziś.
Prawda jest taka: niekończące się wojny są nieodłączną częścią Stanów Zjednoczonych nie tylko od 2001 roku, ale od 1776 roku. To nie tylko 25 lat niekończących się wojen, ale 250 lat.
Ta przemoc jest ukrywana pod różnymi pretekstami lub egoistycznymi narracjami propagandowymi, takimi jak „Manifest Destiny”, doktryna Monroe’a, „obrona wolnego świata”, a ostatnio „wojna z terroryzmem”. Zawsze znajdzie się jakaś wymówka, którą przywołują amerykańscy przywódcy i podległe im media, by usprawiedliwić to, co jest po prostu rażącym barbarzyństwem, bezprawiem i terroryzmem państwowym. Zbytnie skupianie się na błahych pretekstach wojen i przemocy ze strony USA to jedynie odwracanie uwagi. Najważniejszą kwestią jest nieustanna praktyka wojny i podbojów.
Obecny prezydent USA, Donald Trump, został wybrany, ponieważ obiecał położyć kres „niekończącym się wojnom”. Od czasu swojego drugiego powrotu do Białego Domu w styczniu 2025 roku Trump zbombardował co najmniej siedem krajów: Iran, Irak, Nigerię, Somalię, Syrię, Wenezuelę i Jemen. Ponadto, Stany Zjednoczone działają w sprawach trzech kolejnych państw: Libanu, Palestyny i oczywiście Rosji poprzez zbrojenie Ukrainy przez NATO. To całkiem imponujący rejestr zbrodni jak na kogoś, kto obiecał być „prezydentem pokoju”.
Nie chodzi tu jednak tylko o jedną obłąkaną osobę. Wszyscy 47 prezydentów USA prowadziło wojny pełne przemocy i podbojów. Ta długa, nieodpokutowana historia świadczy o katastrofalnej, egzystencjalnej naturze Stanów Zjednoczonych. Nie są one zdolne do pokojowych, legalnych stosunków z resztą świata, ponieważ ich potęga gospodarcza zależy od nieustannego stosowania siły imperialistycznej. Dotyczy to wszystkich potęg kapitalistycznych, ale jak zauważył Martin Luther King Jr. około 60 lat temu podczas wojny w Wietnamie, Stany Zjednoczone są największym podżegaczem przemocy w historii nowożytnej.
Pod tym względem lata po 11 września nie są wyjątkiem. Wiara w coś innego jest złudzeniem. Owszem, lata te nasiliły pewne odrażające tendencje, takie jak bezprawie, brutalna siła, tortury, masowa przemoc i zabójstwa, a także patologiczne oszustwa i propagandowe kłamstwa. Ale całe to zło i zniszczenie są całkowicie i przerażająco normalne w czasach imperium USA.
Generał dywizji WOT Maciej Urbańczyk wyjaśnia, co oznacza bezpieczeństwo w sytuacji zagrożenia: „Na bezpieczeństwo składają się 4 sektory. Sektor pierwszy to wojsko, odmieniane przez wszystkie przypadki, pokazywane i omawiane w telewizjach, mediach wszelkiego nurtu, internecie i tak dalej. Generalnie skupiamy się tylko na tym, co jest ostrzem działania w warunkach wojny. Nic więcej. Wojsko bez zaplecza przeżyje 7–8 dni, góra. Drugim elementem poza wojskiem jest rezerwa, czyli ci, którzy nie są w czynnej armii, ale powinno ich być co najmniej dwa razy więcej. Mówiąc, że na przykład wojska jest 150 tysięcy, to powinniśmy mieć od razu w zapleczu gotowych około 300 tysięcy rezerwistów. Trzecim elementem jest obrona cywilna, której w ogóle nie ma w Polsce. Nie chodzi o panią czy pana, którzy wskażą: tu może pan wziąć wodę, tam opatrunek, ale mówimy o militarnej obronie cywilnej, w której powinno być milion osób. To milion, który ma broń, jest umundurowany, by w razie »W« był informacją, że to są ludzie, którzy bronią mojej ulicy, dzielnicy, miasta. To są ludzie wyłączeni z powszechnej mobilizacji, bo są przeszkoleni, znają topografię terenu, wiedzą, jak opóźniać ruch wojsk, jak zabezpieczyć swoje rodziny i miasto. Taki milion osób na wzór Finlandii albo Szwajcarii spowoduje, że nie jesteśmy atrakcyjni jako państwo, które można okupować”.
My nie mamy z tego nic.
Generał Polko udziela rad, gdzie uciekać, gdy dojdzie do wojny, minister odpowiedzialny za obronę kraju zapewnił już dawno, że ma przygotowany plecak ucieczkowy. W tempie przyspieszonym przysłano nam „poradniki bezpieczeństwa”, a więc pozostaje liczyć na to, że wojny nie będzie, o co trzeba usilnie starać się, temperując zakusy beznadziejnie panikujących polityków.
W światku dziennikarskim krystalizują się opinie o niecelowości wojen, które są marzeniem garści polityków. Zbierając informacje o nastrojach w Azji, Europie i Ameryce, dziennikarz z Moskwy potrafi rozmawiać sensownie z kolegą w USA.
„Nie ma mowy o demokracji, kiedy ludzie, widząc, jak państwo brnie szkodliwą drogą wiecznej wojny, dostrzegają błędy polityków, by po kolejnych wyborach wszystko znów było robione tak samo. Tak niezmienna jest tylko totalitarna dyktatura, skoro zmiana personalna nie zmienia systemu. Budżet wojskowy, stale usprawiedliwiany zagrożeniem bezpieczeństwa państwa, przez lata z kilku milionów dolarów urósł do 3 trylionów. Idiotycznymi wojnami wywoływane są kolejne fale migracji ludzi do niej zupełnie nieprzygotowanych. Do destabilizacji potrzeba wojny domowej, którą celowo wywołuje się, by zmobilizować fale uciekinierów” – mówi z Moskwy Rick Sanchez – dziennikarz w rozmowie z jego kolegą Tuckerem Carlsonem.
Ten ostatni rozwija wątek: „Jest jeszcze gorzej, bo oparte to jest na kłamstwie i przekrętach, przez co człowiek żyje w iluzji, że ma jakiś wybór. Najwyraźniej widać, że w identyczny sposób jak USA degradowane są cała Europa, Kanada, Australia z Nową Zelandią. Taka sama zapaść demograficzna, zmniejszająca się statystyka urodzin, oficjalnie ateistyczne rządy z problemem masowej migracji, przy bogaceniu się i uprzywilejowaniu niewielkiej grupy osób i równoczesnym ubożeniu reszty społeczeństw. Cały anglojęzyczny Zachód jest zniszczony. Od zakończenia II wojny światowej jej zwycięzcy zostali zniszczeni według tego samego wzorca: cierpienie mas ludzkich i trwoga o pokój”.
Z analizy negatywnych zjawisk Tucker Carlson poddaje krytyce wypowiedzi polityków, którzy: „Mówiąc o bezpieczeństwie, nie dostrzegają liczby 50 milionów migrantów (głównie mężczyzn) przybyłych do USA. Bezpieczeństwo obywateli i granic przestało być istotne, zastąpione zostało kosztowną wojną. Za wojnę najwyższą cenę płacą cywile. Bezpieczeństwo oznaczać powinno obronę kobiet i dzieci. Tymczasem dokonujemy (jako Amerykanie) inwazji na jakiś odległy kraj, by importować wojnę na własny grunt, bo przybysze są niezadowoleni z obiecanego im raju na emigracji”.
Opisując najnowszy przykład zalewu Hiszpanii przez migrantów, Tucker Carlson przytacza oficjalne przyznanie się Izraela do roli sprawcy procederu, gdyż dla Izraela migracja jest rodzajem broni. „Stary Testament” zawiera ideę migracji jako narzędzia wojny. Historycznie zamierzchłym przypadkiem był najazd Mongołów na Rosję.
Bezpośrednie kontakty Ricka Sancheza z mieszkańcami Rosji świadczą, że nigdy nie rozważali oni wojny z Ameryką, dlatego nie rozumieją, dlaczego są obiektem podjudzania i finansowania przez Amerykę wielu państw ościennych do wojny przeciwko Rosji. NATO jako pakt obronny odmówiło członkostwa, gdy z propozycją o nie wystąpił Władimir Putin. Przy aktywnej postawie Condoleezzy Rice wspólnota z Rosją została wykluczona. Było to odkryciem kart, gdyż chodziło o uzyskanie kontroli nad Rosją poprzez stopniowe rozdrobnienie i przejmowanie surowców. Świadomi tego Rosjanie nie mogą zgodzić się na ustępstwa terytorialne.
Przy całej niedoskonałości, jaką jest Rosja, to kraj, gdzie buduje się więcej kościołów niż w Ameryce, pełnej sloganów o chrześcijaństwie i wartościach. Rosyjskie wspólnoty religijne jednoczą ludzi wokół parafii, sprzyjają rodzinom pod patronatem życzliwych zjawisku duchownych.
Tucker Carlson, który bywał w Rosji, przyznaje: „Jako Amerykanin jestem bardzo zaniepokojony, jak popychamy świat w kierunku tej wojny, która zbliża nas do konfliktu światowego. Martwi jeszcze bardziej, jak dalece Amerykanie nie mają o tym wiedzy. Chce mi się krzyczeć, kiedy patrzę i słucham przebiegu wojny na Ukrainie, która jest nielegalna, a dzieje się wbrew interesom Ameryki i jej obywateli. Rząd Ameryki jest największą instytucją, jaką sformowano w historii ludzkości, a został przejęty przez ludzi wykorzystujących siłę i pozycję, dlatego klasa rządząca jest zepsuta. Mamy relacje podobne jak w rodzinie, w której zawiódł ojciec – obrońca i żywiciel. Dzięki silnemu ojcu rodzina rozwija się. W procesie wyborczym, gdy dwie partie czynią to samo, skutkiem czego ludzie nienawidzący się jako elektoraty z pozoru różnych partii są zdradzeni. Winić za to zjawisko należy zgodę wybrańców, jako zwycięzców wyborczych, bo ustawiając wyborców przeciwko sobie pozorowanymi animozjami, postępują identycznie, by zwyciężał interes partyjny, a nie – społeczny czy państwowy”.
Polskie rozważania o wojnie wśród komentatorów polityki nie biorą pod uwagę wykorzystania starań o to, by do wojny nie doszło. Amerykańska grupa przeprowadziła przez ostatni tydzień szereg wartościowych rozmów (w tym 3-godzinną z ministrem Siergiejem Ławrowem), utwierdzając siebie i odbiorców nagranych materiałów, że rozmowy bezpośrednie z Rosjanami dają więcej nadziei na pokój niż ograniczenie się do słuchania krakania kruków wietrzących interesy w wojnie.
Wnioski zamiast tchórzostwa
Republikanie są za wojną z Iranem, gdy Demokraci wcale jej nie oponują. Jeśli państwa BRICS jednoczą się, to zasadniczym motywem jest sposób uniknięcia konsekwencji wynikających z relacji z Ameryką. Rządzący narzucają wojnę, bo nie myślą o przyszłości, w przeciwieństwie do przeciętnego obywatela, któremu potrzebny jest spokój zamiast strachu przed niszczącą wojną czy siłowym wcieleniem i posłaniem na front. W desperacji i przy braku sukcesów konfrontacja nuklearna jest bliska, a podstawą – nihilizm władzy – nie liczy się nikt i nic. Mentalność rządzących, którzy wciąż siebie przekonują, że Rosja nie odpowie na atak nuklearny, jest złudzeniem. Przekonanie, że Rosja jest słaba i przegrywa wojnę na Ukrainie, zgodnie z tą logiką, nie powinno być powodem do mobilizacji społeczeństwa przeciwko słabej Rosji.
Bezwzględny cel realizowany bezwzględnymi środkami miał swój epilog w II wojnie światowej. Sposób siłowej rekrutacji na Ukrainie dowodzi słabości Ukrainy. Ataki amerykańskimi dronami na skupiska ludzkie w supermarketach czy na plaży nie przynoszą chluby armii ukraińskiej. Człowiek wyciągnięty z autobusu, zakuty w kajdanki i wysłany na front wie, że to jego koniec. Członek ukraińskiego parlamentu nazywa proceder „brutalną mobilizacją”, przez którą na ulicach przemoc werbujących rodzi przemoc werbowanych. To już zakrawa na apogeum wojny proxy z domową.
Opracowanie: Jola. Na podstawie: YouTube.com [1][2][3] Źródło: WolneMedia.net
Produkcja i eksport ropy z Arabii Saudyjskiej spada do zera
Mike Whitney za pośrednictwem The Unz Review
Dotarliśmy do końca. Po siedmiu miesiącach niesprowokowanych działań wojennych sytuacja na Bliskim Wschodzie przerodziła się w pełnowymiarowy kryzys. Z dnia na dzień eksport saudyjskiej ropy spadł do zera. ZERO! Zastanówcie się nad tym przez chwilę. „Największy producent ropy naftowej na świecie” obecnie NIE eksportuje ropy. Terminale w Zatoce Perskiej są praktycznie zamknięte z powodu wojny z Iranem, a rurociąg Wschód-Zachód – główne połączenie lądowe, transportujące od 4 do 5 milionów baryłek dziennie do terminalu nad Morzem Czerwonym w Janbu – został wysadzony w powietrze w dziewięciu różnych miejscach (przez irackie drony) w czwartek i nie działa już.
Oznacza to, że po raz pierwszy w historii saudyjska ropa nie trafia na rynek. Czy to brzmi dla was jak katastrofa? Czy to coś, co wymaga natychmiastowej reakcji ze strony Trumpa i jemu podobnych?
Jak dotąd jedyną reakcją Trumpa było obszerne oświadczenie, które wygłosił na konferencji prasowej w piątek. Oto, co powiedział:
„Zadzwonili do nas Huti. Nie chcą z nami walczyć. Powiedzieli nam, że nie chcą z nami walczyć. Nie chcą, żebyśmy ich ścigali. Byliby bardzo wdzięczni, gdybyśmy się nie wtrącali i pozwolili większości statków przepłynąć. Jest tylko jeden kraj, z którego nie są szczególnie zadowoleni.” (Link)
To bzdura. Trump nie rozmawiał z Hutimi ani nie wie, czego chcą. Oświadczenia prezydenta pokazują jedynie, że doradcy Trumpa zostali zaskoczeni i nie uzgodnili jeszcze żadnej odpowiedzi. Ale dla każdego, kto śledzi tę farsę, jasne jest, że cała sprawa jest organizowana przez Iran. To sojusznicy Iranu w Iraku zaatakowali rurociąg Wschód-Zachód, tak jak to „wspierani przez Iran” Huti zajęli Mochę i wyspę Perim. Oto podsumowanie:
Niespodziewany atak piorunowy na nadmorskie miasto Mocha wzmocnił kontrolę Hutich nad jednym z najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Niespodziewana ofensywa, która zmusiła siły Arabii Saudyjskiej do chaotycznego odwrotu, zaledwie kilka godzin później doprowadziła do zdobycia strategicznie ważnej wyspy u południowego ujścia Morza Czerwonego (Perim).
W niecałe 48 godzin jemeńska partia Ansar Allah umocniła kontrolę nad kluczowym szlakiem żeglugowym, powodując gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i jednocześnie otwierając drugi front w wojnie przeciwko Stanom Zjednoczonym i Izraelowi . Nie ma wątpliwości, że osiągnęliśmy punkt zwrotny w trwającym siedem miesięcy konflikcie, w trakcie którego amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej zostały obrócone w gruzy, podczas gdy irańskie wojsko utrzymuje silną kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Strategiczny manewr okrążający Hutich zwiększa prawdopodobieństwo wyparcia Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu i wyłonienia się Iranu jako gwaranta bezpieczeństwa regionalnego. Jesteśmy świadkami zmian w krajobrazie geopolitycznym, które zdarzają się raz na stulecie.
Wyspa Perim leży w sercu Bab al-Mandab, wąskiej cieśniny u południowego wejścia do Morza Czerwonego. To położenie wzmacnia kontrolę Huti nad szlakami żeglugowymi, którymi codziennie transportuje się 10 procent światowej ropy naftowej. Aby ominąć Cieśninę Ormuz, zablokowaną przez siły irańskie, Saudyjczycy transportują większość swojej ropy 1200-kilometrowym rurociągiem ze wschodu na zachód do portu w Janbu nad Morzem Czerwonym. Rurociąg – który dostarcza na rynek od 4 do 5 milionów baryłek dziennie – ma kluczowe znaczenie dla borykającej się z problemami gospodarki Arabii Saudyjskiej. W czwartek rurociąg został zaatakowany w dziewięciu różnych punktach przez irackie drony, co natychmiast wstrzymało przepływ ropy i wywołało panikę w Rijadzie i Waszyngtonie.
W piątek saudyjski następca tronu, książę Mohammed bin Salman, zwrócił się z rozpaczliwą prośbą do Donalda Trumpa o pomoc wojskową, która została natychmiast odrzucona. Ta odmowa była szeroko komentowana w mediach, ale nie odzwierciedla rzeczywistego zakresu współpracy ze strony USA. Obecnie Stany Zjednoczone mają „ponad 100 amerykańskich doradców wojskowych w Arabii Saudyjskiej, którzy pomagają Rijadowi w gromadzeniu informacji wywiadowczych i wyborze celów dla wznowionej wojny w Jemenie”. (CNN) … Anonimowy urzędnik USA oszacował liczbę żołnierzy USA wspierających te działania na 200, dodając, że byli oni częścią nowej wspólnej grupy zadaniowej utworzonej w ostatnich tygodniach, gdy wojna w Jemenie zaczęła się eskalować.
Należy jednak zauważyć, że „wojna została ponownie rozpalona przez saudyjskie naloty na międzynarodowe lotnisko w Sanie 13 lipca – atak, który według doniesień Axios został autoryzowany przez prezydenta Trumpa. Ataki przeprowadzono w celu uniemożliwienia lądowania w Sanie samolotu odlatującego z Iranu, na pokładzie którego znajdowała się jemeńska delegacja, obecna na pogrzebie ajatollaha Alego Chameneiego…”.
Amerykańska społeczność wywiadowcza i inni sponsorzy wspierali również brutalną wojnę w Jemenie, prowadzoną przez Arabię Saudyjską, w latach 2015–2022. (Wojna ta kosztowała życie dziesiątek tysięcy cywilów i pozostawiła kraj w ruinie). Antiwar.com
Stany Zjednoczone ponoszą zatem znaczną część odpowiedzialności za obecny kryzys; to jest oczywiste.
W piątek, 11 września, saudyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało następujące oświadczenie:
Premier Iraku Ali al-Zaidi poprosił Saudyjczyków o wstrzymanie się z interwencją militarną, dopóki nie ustali tożsamości osób odpowiedzialnych. Choć sprawa pozostaje nierozwiązana, przesłanie jest jasne: Iran i jego regionalni sojusznicy są teraz zdeterminowani, by odciąć dopływ ropy naftowej z Bliskiego Wschodu, aby wywrzeć presję na USA, by zakończyły wojnę. Krótko mówiąc, trzymają globalną gospodarkę za gardło i stopniowo zaciskają pętlę, aby zmusić Trumpa do wywiązania się z zobowiązań wynikających z Porozumienia o Porozumieniu – porozumienia mającego na celu zakończenie działań wojennych i przywrócenie pokoju w regionie.
Wydarzenia rozwijają się tak szybko, że nie możemy być nawet pewni, czy Trump w pełni rozumie, co się dzieje. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Czerwone światła ostrzegawcze migają. Stoimy w obliczu mnóstwa nowych ewentualności i mnóstwa różnych scenariuszy. Jedyne, co jest pewne, to to, że Ameryka nie ma przyszłości na Bliskim Wschodzie. Kiedy kurz w końcu opadnie, bazy zostaną zabite deskami, flota zniknie, a „Old Glory” zostanie zapakowana w skrzynię transportową w drodze powrotnej do USA. [popularny przydomek i określenie flangi narodowej Stanów Zjednoczonych (The Stars and Stripes)].
Huti okupują obecnie całe zachodnie wybrzeże Jemenu, a ich siły służą Iranowi jako narzędzie do utrzymania kontroli nad 30 procentami światowych zasobów ropy naftowej. To ewidentnie skoordynowane działania wysoce zmotywowanych, zaprawionych w bojach bojowników, realizujących dalekosiężną strategię mającą na celu wymuszenie wycofania się Amerykanów z regionu, a następnie narzucenie nowej, wielostronnej architektury bezpieczeństwa.
Nie wierzymy, że obsesja Trumpa na punkcie bombardowania z powietrza nieuporządkowanych celów ma jakiekolwiek szanse na powodzenie. Od samego początku Trump odruchowo wybierał destrukcyjną siłę, zamiast celowo wykorzystywać siłę militarną do osiągnięcia politycznego celu. Jego niezdolność do strategicznego myślenia prowadzi kraj ku najbardziej upokarzającej porażce militarnej, po której następują lata kryzysu gospodarczego.
W trzech artykułach, które napisałem dla Sonar21, konsekwentnie przedstawiałem jeden argument: Wojna na Ukrainie nie była kryzysem, który wybuchł w 2022 roku. Była wynikiem celowego, trwającego dekady zachodniego projektu, mającego na celu przekształcenie Ukrainy w instrument osłabiania Rosji – realizowanego pod przykrywką „partnerstwa” i „misji pokojowych”.
A po trzydziestu latach budowania tego instrumentu przez Waszyngton i NATO, zrobią z Ukrainą dokładnie to samo, co robili z każdym klientem wcześniej: porzucą ją, gdy tylko przestanie przynosić zyski.
Nos wielbłąda: 1992–1999
Zachód praktycznie wsunął nos pod namiot Ukrainy w momencie upadku Związku Radzieckiego. Formalne struktury zaczęły powstawać w 1992 roku, kiedy Ukraina przystąpiła do Rady Współpracy Północnoatlantyckiej NATO. Praktyczne stosunki wojskowe nawiązały się szybko: amerykańsko-ukraiński program partnerstwa państwowego z Gwardią Narodową Kalifornii w 1993 roku, przystąpienie Ukrainy do Partnerstwa dla Pokoju i pierwsze wspólne ćwiczenia w 1994 roku oraz budowa poligonu w Jaworowie pod Lwowem.
Termin „misje pokojowe” był przykrywką, a same ćwiczenia to zdradzają. Kiedy pod koniec lat 90. ćwiczenia Sea Breeze na Morzu Czarnym zaczęły obejmować zwalczanie okrętów podwodnych, fasada humanitarna legła w gruzach. Nie ćwiczy się polowania na okręty podwodne, aby zapewnić pomoc w przypadku klęsk żywiołowych. Robi się to, aby przygotować się do walki z rosyjską marynarką wojenną.
Przez 23 lata projektowałem ćwiczenia wojskowe dla amerykańskich sił specjalnych i wiem, jaka jest różnica między ćwiczeniami szkoleniowymi a próbą przed wojną. To były próby – ustrukturyzowany program szkolenia i wyposażenia Ukrainy do walki z Rosją, z NATO po jej stronie, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Porównajmy to z rokiem 1999, kiedy NATO przyjęło Polskę, Węgry i Czechy. To rozszerzenie złamało obietnicę Jamesa Bakera, że sojusz nie przesunie się „ani o cal” na wschód – obietnicę, którą Bill Clinton po prostu odrzucił.
I to nie przypadek, że gdy wybuchła wojna, Rosja zaatakowała obiekt w Jaworowie na początku marca 2022 roku. Wiedzieli dokładnie, co tam zbudowano i dlaczego.
Od partnera do faktycznego członka: 2000–2010
Kolejna dekada dopełniła dzieła, czyniąc Ukrainę członkiem NATO, choć nie formalnie. Rozważmy jedną statystykę: w latach 2000–2010 Ukraina była jednym z sześciu głównych gospodarzy ćwiczeń NATO i dowództwa USA w Europie, tuż za nią plasując się Gruzja. Dwa państwa niebędące członkami NATO gościły więcej ćwiczeń sojuszniczych niż zdecydowana większość państw członkowskich. To nie jest partnerstwo. To dowód prima facie, że Zachód chciał przyjąć oba kraje, niezależnie od tego, co mówiła Moskwa.
Do 2010 roku Ukraina dzieliły od pełnego członkostwa tylko dwie rzeczy: nie płaciła składek i nie miała gwarancji Artykułu 5. Pod każdym względem operacyjnym – Sea Breeze, Rapid Trident, rurociąg Jaworowski, roczne planowanie celów – była już członkiem sojuszu. I nigdy nie był to jedynie wysiłek militarny. Amerykańskie i brytyjskie agencje wywiadowcze, w tym CIA, koordynowały działania z NATO i Dowództwem Unii Europejskiej, aby wyciągnąć Ukrainę ze strefy wpływów Rosji i trwale związać ją z Zachodem. Kiedy szczyt w Bukareszcie w 2008 roku ogłosił, że Ukraina „zostanie członkiem” – mimo że Francja i Niemcy zablokowały formalny Plan Działań na rzecz Członkostwa – kurs został wyznaczony na rok 2014 i wszystko, co nastąpiło później.
Wyjście: pod autobusem
Tak właśnie zbudowano ten instrument. I tak właśnie zostanie on zutylizowany. Każdy rząd zagraniczny, który ufa amerykańskim obietnicom bezpieczeństwa, powinien najpierw zbadać, co stało się z Wietnamem Południowym, Afgańczykami, Irakijczykami, Libijczykami i Kambodżanami. Kiedy wojna przestaje służyć celom Waszyngtonu, Stany Zjednoczone żegnają się.
Wzajemne oskarżenia o nieudaną kontrofensywę są początkiem właśnie tego procesu. Zachód ustawia się w pozycji, by zrzucić winę na Kijów, podczas gdy jego obietnice zbrojeniowe okazują się jedynie pustymi frazesami. Ataki dronów morskich na rosyjskie okręty to drobne ukłucia – militarnie nieistotne i niebezpieczne, głównie dlatego, że zachodni nadzór, który nimi kieruje, prowokuje rosyjski odwet za zwiad NATO nad Morzem Czarnym i wzmacnia determinację Moskwy w uduszeniu ukraińskich portów.
Jeśli chcesz uczciwie ocenić, dokąd zmierza ta wojna, zapomnij o raportach brytyjskiego wywiadu i Instytutu Studiów nad Wojną. Czekaj na dzień, w którym londyńscy bukmacherzy zaczną przyjmować zakłady na upadek Zełenskiego.
Wspólny wątek
Jeśli umieścimy te trzy artykuły w kolejności, schemat stanie się wyraźny. Pierwsze dwa dokumentują cierpliwą budowę – trzy dekady ćwiczeń, centrów szkoleniowych, koordynacji wywiadowczej i deklaracji ze szczytów, wszystkie skoncentrowane na Rosji. Trzeci opisuje rozwiązanie: moment, w którym projekt zawodzi na polu bitwy, a ci sami sponsorzy, którzy poświęcili trzydzieści lat na jego budowę, zaczynają szukać wyjścia. Trajektoria od rad partnerskich z 1992 roku do gry oskarżeń w 2023 roku nie jest ani przypadkowa, ani zwyczajna. Jest celowa. Ludzie, którzy utorowali drogę do tej wojny, nie zamierzają z niej wyjść razem z krajem, który na nią sprowadzili.
Putin mógł z łatwością nakazać ich usunięcie, gdyby chciał, ale zamiast tego chciał dać do zrozumienia, że zachodni dygnitarze nie powinni już dłużej zakładać, że mogą bezpiecznie podróżować na Ukrainę, ponieważ Rosja może wkrótce zacząć atakować ukraińską infrastrukturę transportową na dużą skalę jeszcze przed zimą.
——————————
Zachodnie media są w szoku po weekendowym ataku rosyjskiego drona na stację kolejową w mieście Jagodin, blisko granicy Ukrainy z Polską. Według CNN , „były dyrektor amerykańskiej CIA, David Petraeus, znajdował się na ukraińskim dworcu kolejowym w momencie, gdy rosyjski dron zaatakował pociąg pasażerski w niedzielę, krótko po tym, jak przejechał tamtędy pociąg dyplomatyczny z byłym premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem i innymi zagranicznymi dygnitarzami”. W ten sposób atak został błędnie przedstawiony jako próba zamachu.
Jest wysoce nieprawdopodobne, aby niechętny ryzyku Putin eskalował działania przeciwko NATO , próbując zabić dwóch byłych wysokich rangą urzędników bloku, zwłaszcza że nie zezwolił nawet na takie próby wobec obecnych ukraińskich urzędników, a w szczególności Zełenskiego . Chociaż Putin został zmuszony przez nieudaną 40-dniową operację wpływu Zełenskiego do „eskalowania w celu deeskalacji” konfliktu z Ukrainą, jak dotąd działania te były łagodne – zamiast ataków na ważne osobistości, skierowano je przeciwko infrastrukturze, takiej jak stacje benzynowe, porty i elektrownie.
Mając na uwadze te obserwacje, można stwierdzić, że rosyjski atak dronów na dworzec kolejowy Jagodina nie był próbą zamachu na tych dwóch byłych wysokich rangą urzędników z anglo-amerykańskiego rdzenia NATO, lecz przesłaniem dla ich krajów i sygnałem tego, co może nastąpić. Przesłanie to brzmiało tak, że odwiedzający Ukrainę dygnitarze – zarówno byli, jak i obecni – nie powinni zakładać, że będą mogli bezpiecznie podróżować na Ukrainę.
Nie był to pierwszy raz, kiedy Rosja zaatakowała infrastrukturę kolejową na Ukrainie ani cel blisko granicy z Polską, ale pierwszy raz, kiedy Rosja zaatakowała stację kolejową na granicy. Ta trasa jest jedną z kilku, którymi na Ukrainę trafia 90% eksportu sprzętu wojskowo-technicznego NATO. Zwolennicy Rosji zastanawiali się, dlaczego Putin nie zezwolił na takie ataki wcześniej. Mogło to wynikać z jego niechęci do ryzyka, wcześniej ograniczonych zasobów amunicji i/lub wcześniejszej mocnej obrony powietrznej Ukrainy (która jest obecnie niemal całkowicie wyczerpana ).
W każdym razie, z pewnością nie był to przypadek, że zezwolił na ten ostatni atak na stacji kolejowej, na której Petraeus czekał krótko po przejechaniu Johnsona, więc z pewnością sygnalizuje, iż Rosja może zacząć atakować ukraińską infrastrukturę transportową na dużą skalę. Mogłoby to wykraczać poza stacje kolejowe, obejmując autostrady i mosty na Dnieprze . Celem byłoby utrudnienie logistyki wojskowej NATO na Ukrainie, a jednocześnie utrudnienie transportu broni na front.
Niedzielny atak pokazuje, że Rosja może teraz przeprowadzać precyzyjne ataki w dowolnym miejscu na Ukrainie i o dowolnej porze. Dopóki Rosja ma wystarczającą ilość amunicji, a obecnie nie wydaje się, by brakowało jej dronów, mogłaby ona utrzymać te ataki, wymuszając na Ukrainie znaczące jednostronne ustępstwa poprzez oczekiwane wznowienie trójstronnych rozmów z USA w przyszłym miesiącu.
Wniosek jest taki, że dynamika militarno-strategiczna ponownie sprzyja Rosji po okresie niepewności latem, wywołanej decyzją Trumpa o „ eskalacji w celu deeskalacji ” poprzez „wojnę na wyniszczenie ” z Rosją, której prowadzi Ukraina. Jeśli Ukraina nie zawrze wkrótce porozumienia z Rosją ( potencjalnie za pośrednictwem USA ), ta zima może być dla niej najtrudniejsza jak dotąd, po czym może zostać zmuszona do kapitulacji przed Rosją, chyba że NATO zaryzykuje III wojnę światową, interweniując bezpośrednio, aby temu zapobiec.
=================
mail:
Dlaczego zaraz Putin. A może to Zelenski chciał Putinem nastraszyć Johnsona i Petraeusa.
W niedzielę 13 września doszło do ataku rosyjskich dronów na zachodnią Ukrainę. Część z trafionych celów znajdowała się blisko polskiej granicy. Komentując te wydarzenia, Donald Tusk podkreślił, że polskie wojsko nie potwierdza wszystkich informacji dotyczących ataku, jakie pojawiły się w mediach.
Premier wskazał, że nie ma dowodów na naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej, ani ataku na lokomotywę pociągu pasażerskiego.
W niedzielę nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Polskie wojsko poderwało myśliwce, a służby ostrzegały przed zagrożeniem mieszkańców regionów przygranicznych. Nie odnotowano naruszenia granicy RP.
– Jesteśmy pewni, że została zaatakowana stacja benzynowa lub jej pobliże, dwa kilometry od naszej granicy, od naszego przejścia oraz skład pociągu towarowego na bocznicy – powiedział premier Tusk podczas niedzielnej odprawy służb z udziałem ministrów w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Podkreślił, że „ważna jest precyzyjna informacja”.
– Informacje o zaatakowaniu kolumny ciężarówek lub lokomotywy z pociągu pasażerskiego na trasie Kijów-Warszawa, które się pojawiały nie tylko u nas w mediach, ale też w niektórych relacjach ze strony ukraińskiej, nie mogę powiedzieć, że one są nieprawdziwe, ale my nie potwierdzamy takich zdarzeń – zaznaczył Tusk.
Polityk odniósł się także do twierdzeń, że została naruszona polska przestrzeń powietrzna.
– Spekulacji, że coś wleciało od strony ukraińskiej, czyli rosyjskiej w tym znaczeniu, też nie potwierdzamy. Nic nie naruszało tej nocy polskiej przestrzeni powietrznej – powiedział premier.
W mediach pojawiły się dwa szokujące artykuły na temat Ukrainy, które ujawniają coraz bardziej ponury nastrój wśród polityków i decydentów establishmentu w kwestii obecnej sytuacji i przyszłych perspektyw Ukrainy.
Należy zauważyć, że główne media są coraz bardziej dosadne w swoich ocenach, o czym świadczy kilka niedawnych artykułów wzywających do „uczciwości” w dialogu Zachodu na temat prawdziwego statusu Ukrainy.
Problem polega na tym, że uczciwość musi wynikać z pierwszych zasad: oznacza to ustalenie najbardziej podstawowych, fundamentalnych, kluczowych faktów danego scenariusza.
W przypadku Ukrainy ocena oparta na pierwszej zasadzie musiałaby wynikać z podstawowych, wymiernych kosztów wojny, a przede wszystkim z liczby ofiar. Jeśli Zachód nie będzie w stanie uczciwie analizować rzeczywistych strat Ukrainy w taki sam sposób, w jaki robi to co tydzień w przypadku Rosji, to nigdy nie zbliży się do prawdy o sytuacji. Dzieje się tak, ponieważ praktycznie wszystkie obecne problemy Ukrainy wynikają z jej horrendalnie rosnącej liczby ofiar, a to jest najważniejszy problem, który Zachód wciąż rażąco ignoruje.
Artykuł zaczyna się od trzech „przygnębiających wniosków” nasuwających się po ostatniej, bezsensownej dyplomatycznej wymianie zdań między Kushnerem i Witkoffem:
Władimir Putin nie zmienił swoich celów wojennych ani na jotę od 2022 roku i pozostaje zdecydowany na dalszą walkę. Donald Trump nie ma żadnego nowego planu pokojowego poza zakończeniem wojny na Ukrainie na warunkach Putina.
Kijowowi kończą się pieniądze i ludzie do obrony, tak samo jak skończyły mu się już rakiety Patriot do obrony przestrzeni powietrznej przed ostrzałem Kremla.
Oto trzy przygnębiające wnioski z ostatniej rundy dyplomacji wahadłowej w Moskwie i Kijowie, prowadzonej przez zięcia Trumpa Jareda Kushnera i specjalnego wysłannika Steve’a Witkoffa.
Autor kontynuuje ponury ton swojej oceny, opisując rosnącą przewagę Rosji na polu bitwy, co odegra kluczową rolę w naszej dalszej egzegezie:
Co ważniejsze, podczas gdy Kreml kontynuuje swoją bezwzględną kampanię mającą na celu uczynienie miast Ukrainy niezdatnymi do życia, zniszczenie gospodarki kraju i pozbawienie go przyszłości, zdolność Kijowa do obrony stoi pod poważnym znakiem zapytania.
Część rozwijającego się koszmaru Ukrainy ma charakter taktyczny. Każdy z rosyjskich systemów ataku dalekiego zasięgu stał się bardziej niszczycielski. Nowa generacja odrzutowych dronów szturmowych Geran, znacznie szybszych i celniejszych niż ich stare irańskie modele Szahed, jest masowo wdrażana. Rosja opracowuje co najmniej dwa nowe, tanie systemy pocisków manewrujących i zwiększa produkcję pocisków balistycznych odpalanych z powietrza i ziemi.„To wojna miast i infrastruktury. Nikt jej nie wygra” – powiedział w ten weekend dziennikowi „Guardian” Serhij Bieskrestnow, doradca Zełenskiego ds. technologii obronnych i czołowa postać w kijowskim systemie obronnym.„Atak stał się silniejszy niż obrona”. Bieskrestnow przewiduje, że Ukraina nie będzie w stanie pozyskać wystarczającej liczby pocisków, aby w pełni chronić ukraińskie miasta przed dewastacją tej zimy.
Artykuł jest zaskakująco wnikliwy, ponieważ uczciwie analizuje niezliczone sposoby, w jakie Ukraina przegrywa wojnę:
Ale większa część powoli ujawniającej się porażki Ukrainy ma charakter strategiczny…
…trzecią i najpoważniejszą porażką jest odmowa rozważenia poważnego zaangażowania Kremla w rozmowy pokojowe i uparcie obstające przy przekonaniu, że zachęcanie Ukrainy do walki i nieustannej walki w jakiś magiczny sposób doprowadzi do zwycięstwa.
Co najważniejsze, autor odwołuje się do nadchodzącej katastrofy budżetowej Ukrainy w momencie, gdy apetyt Europy na kolejne, niekończące się pożyczki wysechł:
Punkt krytyczny – w którym te obietnice ostatecznie zderzą się z rzeczywistością – nadejdzie wkrótce w postaci nieuchronnego kryzysu fiskalnego w Kijowie. Premier Ukrainy Serhij Korecki ogłosił niedawno, że Kijów wydał już większość środków na obronę na rok 2026 i stoi w obliczu zbliżającej się czarnej dziury budżetowej w wysokości 26 miliardów euro (30 miliardów dolarów) – pomimo niedawnej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro (104 miliardów dolarów) od UE. Pożyczka ta, uzyskana po miesiącach targów z Brukselą, stanowiła szczyt tego, co UE jest realnie w stanie pozyskać. W obliczu najcięższej i najbardziej dotkliwej zimy tej wojny, Ukrainie wkrótce zabraknie nie tylko rakiet Patriot i ludzi na linii frontu, ale także pieniędzy na dalszą walkę.
Ostatni akcent autora jest najbardziej szczery i realistyczny — zamiast dyskretnie wzywać do zwiększenia ilości broni i niekończącej się eskalacji, jak to miało miejsce w większości podobnych tekstów w końcowych akapitach, autor przyznaje, że jedyną rzeczą, która może uratować Ukrainę, są dyplomatyczne rozmowy z Rosją, trafnie zauważając, że każda kolejna oferta pokojowa była coraz gorsza:
Co może uratować Ukrainę przed politycznym i militarnym upadkiem? Pojawiają się oznaki, że europejskie tabu polityczne dotyczące walki z Putinem pęka. Alice Weidel z niemieckiej AfD, która niedawno wygrała wybory w Saksonii, zaapelowała o „otwarty kanał komunikacji z Rosją w celu osiągnięcia porozumienia i pokojowego rozwiązania”. Według Iulii Mendel, rzeczniczki prasowej Zełenskiego w latach 2019–2021, „rosną nowe siły i stają się silniejsze”, co stanowi „naszą jedyną szansę na pokojową Europę… Więcej broni nas nie uratuje. Nigdy nas nie uratowało”.
Jak dotąd każda kolejna oferta pokojowa była dla Kijowa gorsza od poprzedniej. Wydaje się, że Putin wyraźnie zamierza zadać ukraińskim miastom ostateczny cios, zanim ostatecznie rozstrzygnie wojnę na własnych warunkach, być może w przyszłym roku. Administracja Trumpa dawno już zrezygnowała z pomysłu wspierania pełnego zwycięstwa Ukrainy i to historycy ocenią, czy decyzja o wycofaniu amerykańskiej pomocy i broni stała się samospełniającą się przepowiednią. Europa ze swojej strony nadal mówi, co myśli. Nie ma jednak konkretnego planu, by pomóc Ukrainie lub ją uratować przed furią Kremla – a tym bardziej zniszczyć rosyjską gospodarkę czy złamać wolę Putina.
Prowadzi nas to do następnego i najważniejszego fragmentu, któremu towarzyszą dwa alternatywne nagłówki:
Artykuł został napisany dla WaPo przez byłego szefa Google’a, Erica Schmidta, który przeżywa drugą, odradzającą się karierę jako organizator antyrosyjskich technologii wojennych i przedsiębiorca w jednym. Po niedawnej wizycie w Kijowie ocena Schmidta jest bardziej ponura niż kiedykolwiek.
Głównym propagandowym celem narracji o „naszej wojnie” jest utrzymanie polskiej opinii publicznej w dotychczasowym stanie ogłupienia – umysłowej inercji umożliwiającej kontynuację dotychczasowej grabieży polskich zasobów oraz procesu zasiedlania Polski przez Ukraińców.
Wariant radykalny polegający na bezpośrednim włączeniu Polski do wojny ułatwiłby rozpoczęcie kolejnego etapu polegającego na ostatecznym włączeniu polskich resztek w obce struktury władzy politycznej i finansowej.
– Jeśli Rosja zdecydowałaby się zaatakować nas, to pokonalibyśmy ją bardzo szybko – powiedział w sobotę podczas wystąpienia na kongresie Yalta Euopean Strategy w Kijowie wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski.
11 i 12 września w Kijowie odbyła się kolejna edycja organizowanej przez fundację ukraińskiego miliardera Wiktora Pinczuka konferencji Yalta European Strategy. Wzięło w niej udział około 700 polityków i ekspertów z 28 krajów. Głównym tematem była kwestia zakończenia wojny Ukrainy z Rosją. /Najwyższy Czas/