Spójrz, jak od pół wieku [już jawnie !] budują nam globalne więzienie

Spójrz, jak od pół wieku budują nam globalne więzienie

19.05.2026 wolnemedia/spojrz-jak-od-pol-wieku-buduja-nam-globalne-wiezienie

„Planujemy wejść w XXI wiek na pełnym biegu. Wszystko ustalone i nikt nie może nas powstrzymać. Niektórzy z was myślą, że mówię o komunizmie. Tymczasem mówię o czymś większym od komunizmu. Ludzie będą musieli przyzwyczaić się do zmian, tak, że będą spodziewać się zmian. Nic nie będzie stałe. Ludzie są zbyt łatwowierni. Nie zadają właściwych pytań” – fragment przemówienia dr. Richarda Daya, wygłoszonego na spotkaniu ze studentami i specjalistami ochrony zdrowia, przeznaczonymi dla liderów w zakresie medycyny, 20 marca 1969 roku.

Historia Nowego Porządku Świata pełna jest mglistych teorii, jednak sprawa dr. Richarda Daya stanowi w niej punkt zwrotny ze względu na pochodzenie informacji bezpośrednio z wnętrza systemu. Cała współczesna narracja opiera się na relacji dr. Lawrence’a Dunegana, który w marcu 1969 roku uczestniczył w zamkniętym spotkaniu dla młodych lekarzy w Pittsburghu. Prelegentem był dr Day, wówczas wysoko postawiony medyk powiązany z fundacjami Rockefellera oraz dyrektor medyczny Planned Parenthood.

Dunegan twierdził, że Day poprosił słuchaczy o wyłączenie magnetofonów i nierobienie notatek, po czym wygłosił wykład, który nie był prognozą, lecz gotowym harmonogramem celowej transformacji globalnej cywilizacji. Kluczem do zrozumienia wagi tych rewelacji jest tożsamość samego Richarda Daya, który nie był przypadkowym obserwatorem, lecz człowiekiem głęboko osadzonym w strukturach elity medycznej i akademickiej USA.

W kręgach badaczy alternatywnych uznaje się go za idealny przykład „insidera” – osoby, która realizując programy eugeniczne i demograficzne z ramienia potężnych fundacji, miała bezpośredni wgląd w długofalowe strategie geopolityczne. Dunegan zdecydował się ujawnić treść tego spotkania dopiero pod koniec lat 80. na serii taśm magnetofonowych, motywowany obserwacją, że rzeczywistość wokół niego zaczyna idealnie pokrywać się z planem przedstawionym dwadzieścia lat wcześniej.

Analiza taśm „The New Order of Barbarians” ujawnia, że głównym celem spisku nie było jedynie przejęcie władzy politycznej, lecz całkowite przebudowanie natury ludzkiej i relacji społecznych. Dr Day miał jasno zakomunikować, że dotychczasowy świat, oparty na wartościach chrześcijańskich, tradycji narodowej i silnej komórce rodzinnej, dobiega końca, ponieważ struktury te uniemożliwiają skuteczne, globalne zarządzanie ludzkością.

Dla wielu analizujących ten wykład, to właśnie Day wskazywany jest jako ten, który zdemaskował iluzję demokracji, pokazując, że rządy i partie polityczne są jedynie fasadą dla ukrytych grup interesu. Pierwszym i najbardziej fundamentalnym filarem planu opisanego przez Daya była radykalna kontrola populacji poprzez inżynierię społeczną i medyczną. „Elita” miała uznać, że niekontrolowany przyrost naturalny stanowi zagrożenie dla zasobów planety oraz stabilności systemu władzy, dlatego prokreacja musiała zostać oddzielona od seksu i poddana ścisłemu nadzorowi.

W tym celu zapowiedziano celowe promowanie antykoncepcji na skalę masową oraz zmianę statusu prawnego i społecznego aborcji, która z procedury potępianej miała stać się powszechnie dostępnym prawem, a z czasem wręcz normą społeczną, finansowaną ze środków publicznych. Równolegle z ograniczeniem narodzin plan zakładał systematyczną destrukcję tradycyjnego modelu rodziny jako podstawowej komórki społecznej opierającej się odgórnej kontroli.

Dr Day miał wyjaśnić, że rodzina daje jednostce autonomię, niezależność finansową i emocjonalne wsparcie, co utrudnia państwu pełne formatowanie obywatela od najmłodszych lat. Aby to zmienić, wprowadzono strategie ułatwiające rozwody, promujące alternatywne formy związków oraz wymuszające ekonomicznie, by oboje rodzice musieli pracować na pełny etat, co naturalnie ograniczyło ich czas spędzany z dziećmi i zmusiło do oddania edukacji w ręce instytucji państwowych.

W tym scenariuszu kluczową rolę przypisano rewolucji seksualnej i celowej seksualizacji przestrzeni publicznej oraz edukacji dzieci. Według relacji Dunegana, Day zapowiedział, że pornografia, brutalność w mediach oraz wczesna inicjacja seksualna zostaną celowo upowszechnione, aby osłabić wrażliwość młodego pokolenia i przekształcić popęd seksualny w narzędzie rozrywki oraz konsumpcji.

Ludzie zredukowani do pogoni za natychmiastową gratyfikacją zmysłową stają się łatwiejsi do manipulowania, pozbawieni wyższych aspiracji duchowych czy politycznych, co idealnie wpisuje się w koncepcję społeczeństwa apatycznego i posłusznego. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych i przerażających wątków wykładu z 1969 roku jest bezwzględne podejście do ochrony zdrowia, która w Nowym Porządku Świata przestała służyć leczeniu, a stała się mechanizmem kontroli populacji.

Dr Day miał wypowiedzieć szokujące słowa o tym, że lekarstwa na najcięższe choroby, w tym na raka, już istnieją w zamkniętych laboratoriach (wskazując między innymi na Instytut Rockefellera), jednak nie zostaną udostępnione opinii publicznej. Zamiast tego przemysł farmaceutyczny miał skupić się na leczeniu objawowym, generującym gigantyczne zyski i utrzymującym pacjentów w stanie permanentnej zależności od systemu opieki medycznej.

Kolejnym krokiem w medycznej transformacji świata miało być sztuczne wywoływanie nowych, nieznanych wcześniej chorób oraz epidemii, które służyłyby jako pretekst do wprowadzania masowych programów szczepień i obostrzeń sanitarnych. Uważa się, że Day precyzyjnie przewidział mechanizm globalnego zarządzania strachem poprzez kryzysy zdrowotne, gdzie przerażona wizją śmierci populacja dobrowolnie zrzeka się wolności osobistych na rzecz narzuconych procedur bezpieczeństwa. Zdrowie przestało być prawem jednostki, a stało się obowiązkiem kontrolowanym przez państwo.

Równie bezwzględnie plan traktował kwestię starzenia się społeczeństwa i opieki nad osobami starszymi, które z punktu widzenia elity stają się obciążeniem ekonomicznym. Dr Day miał zapowiedzieć stopniowe wprowadzanie akceptacji dla eutanazji oraz kreowanie narracji, że człowiek ma prawo i obowiązek odejść, kiedy przestaje być produktywny dla ogółu. W tym kontekście wspominano o koncepcji „pigułki śmierci” lub programach wspomaganego samobójstwa, które w XXI wieku są sukcesywnie legalizowane w kolejnych krajach, co dla wielu jest bezpośrednim dowodem na realizację agendy Daya.

W sferze ekonomicznej dr Richard Day miał zapowiedzieć całkowitą likwidację gotówki jako kluczowy element uniemożliwiający jakąkolwiek formę buntu czy niezależności finansowej. System bezgotówkowy, oparty na kartach płatniczych, a docelowo na cyfrowych walutach banków centralnych, pozwala na pełną inwigilację każdej, nawet najmniejszej transakcji obywatela.

W świecie opisanym przez Daya, osoba, która sprzeciwi się systemowi lub nie dostosuje do nowych wytycznych, może zostać natychmiastowo odcięta od swoich środków finansowych za pomocą jednego kliknięcia w centralnym systemie komputerowym. Wizja ta rozciąga się również na koncepcję własności prywatnej, która w Nowym Porządku Świata ma zostać zmarginalizowana na rzecz systemów subskrypcyjnych i wynajmu. Prorocze słowa Daya o tym, że „nic nie będzie stałe”, współcześni analitycy alternatywni łączą bezpośrednio z agendą Światowego Forum Ekonomicznego i hasłem o braku własności dającym rzekome szczęście.

Eliminacja posiadania nieruchomości czy samochodów przez klasę średnią sprawia, że jednostka staje się całkowicie zależna od korporacji dostarczających podstawowe usługi życiowe, co eliminuje pojęcie osobistej suwerenności. Aby system inwigilacji finansowej i osobistej był szczelny, Day miał wspomnieć o konieczności trwałego znakowania ludzi za pomocą technologii, która w 1969 roku brzmiała jak czysta fantastyka naukowa.

Mowa była o unikalnych kodach tożsamości, implantach lub mikroczipach podskórnych, które łączyłyby w sobie funkcje dowodu osobistego, karty płatniczej oraz historii medycznej. Współczesne paszporty biometryczne, systemy rozpoznawania twarzy oraz testy nad implantami mózgowymi i podskórnymi są w kręgach NWO interpretowane jako ostateczna faza domykania tej technologicznej klatki.

ALE! Przebudowa świata nie mogłaby się udać bez całkowitej reformy systemu edukacji, która – według słów dr. Daya – miała na celu oduczenie ludzi samodzielnego i krytycznego myślenia. Szkoły publiczne miały przestać kłaść nacisk na twardą wiedzę akademicką, historię, logikę czy klasyczną literaturę, zastępując je edukacją emocjonalną, nauką pracy w grupie oraz bezkrytycznym przyjmowaniem dogmatów systemowych.

Młode pokolenia miały być celowo intelektualnie spłycane, aby nie potrafiły dostrzec związków przyczynowo – skutkowych w otaczającej je rzeczywistości i nie zadawały niewygodnych pytań strukturze władzy. W nowym systemie edukacyjnym historia miała być pisana na nowo lub stopniowo usuwana z programów nauczania, aby odciąć ludzi od ich korzeni kulturowych i narodowych.

Day miał zauważyć, że człowiek pozbawiony tożsamości historycznej, nieznający błędów przeszłości i dokonań swoich przodków, jest jak liść na wietrze – łatwo nim manipulować i narzucać mu nową, sztuczną tożsamość globalnego konsumenta. Zmiany te miały być wprowadzane powoli i niezauważalnie, tak aby kolejne pokolenia uważały nowy, obniżony poziom edukacji za stan naturalny i jedyny możliwy.

Ważnym elementem inżynierii edukacyjnej było również promowanie relatywizmu moralnego, w którym pojęcia dobra i zła, prawdy i fałszu przestają być absolutne, a stają się płynne i zależne od aktualnej narracji politycznej. Dr Day miał wskazać, że elita zamierza stworzyć społeczeństwo, które bez sprzeciwu zaakceptuje fakt, iż to, co wczoraj było przestępstwem lub dewiacją, dziś jest normą, a to, co było cnotą, staje się przejawem zacofania lub mowy nienawiści. Taka plastyczność ludzkich sumień pozwala na bezproblemowe wprowadzanie dowolnych dekretów i praw.

Informacja i media głównego nurtu zostały w planie Daya wskazane jako główne pasy transmisyjne dla propagandy elit, mające za zadanie nieustannie formatować opinię publiczną. Niezależne dziennikarstwo i lokalne wydawnictwa miały zostać wykupione przez kilka wielkich, globalnych korporacji, tworząc monolit informacyjny, w którym prezentowana jest tylko jedna, zatwierdzona wersja wydarzeń.

Każda próba poszukiwania alternatywnych wyjaśnień miała być z góry etykietowana jako niebezpieczna dezinformacja, oszołomstwo lub teoria spiskowa, co skutecznie marginalizowało ludzi myślących niezależnie. Aby odwrócić uwagę mas od postępujących procesów zniewolenia, kultura i rozrywka miały zostać sprowadzone do najniższego wspólnego mianownika.

Dr Day zapowiedział zalew prymitywnej muzyki, powtarzalnych filmów opartych na przemocy i seksie oraz powszechną dostępność substancji odurzających i narkotyków, które miały działać jak nowoczesne „soma” z dystopijnych powieści. Otumanione i nieustannie stymulowane bodźcami społeczeństwo traci zdolność do refleksji nad własnym losem, stając się idealną masą pracowniczo – konsumencką, niezdolną do zorganizowania jakiegokolwiek buntu.

Zjawisko to wiąże się również z celowym niszczeniem poczucia estetyki i piękna w architekturze, sztuce oraz literaturze, co w wielu analizach internetowych interpretowane jest jako duchowa degradacja człowieka. Tradycyjna sztuka, która windowała ludzkiego ducha ku wyższym wartościom, miała zostać zastąpiona przez abstrakcję, brzydotę i nihilizm, co miało na celu wywołanie w ludziach podświadomego poczucia chaosu i beznadziei.

Kiedy otoczenie człowieka staje się szare, brutalistyczne i pozbawione harmonii, jego psychika również ulega załamaniu, przyjmując postawę rezygnacji. ALE jedną z najgłębszych barier dla wprowadzenia NWO było tradycyjne chrześcijaństwo, posiadające silny kręgosłup moralny, dlatego plan dr. Daya zakładał jego systematyczną infiltrację i demontaż od wewnątrz.

Kościoły miały zostać zmiękczone poprzez wprowadzanie do nich ideologii humanistycznych, ekologicznych oraz relatywistycznych, co miało doprowadzić do utraty ich doktrynalnej wyrazistości. Ostatecznym celem było stworzenie jednej, globalnej religii synkretycznej, która zamiast na Bogu, skupiałaby się na kulcie Ziemi, tolerancji i posłuszeństwie wobec globalnego rządu, pełniąc funkcję narzędzia kontroli społecznej.

Ta nowa, globalna duchowość miała być ściśle powiązana z agendą ekologiczną, w której ochrona klimatu i planety staje się nowym dogmatem religijnym, przed którym jednostka musi ukorzyć swoje prawa. W analizach taśm Daya często podkreśla się, że kwestie ochrony środowiska miały zostać wyolbrzymione i użyte jako ostateczny argument uzasadniający wprowadzenie globalnych podatków, ograniczeń w przemieszczaniu się oraz limitowania dostępu do energii i pożywienia.

Człowiek w tej narracji przestał być koroną stworzenia, a stał się „szkodnikiem” zagrażającym ekosystemowi, co legitymizuje drastyczne kroki depopulacyjne. Wszystkie te działania – polityczne, ekonomiczne, medyczne i religijne – miały zbiegać się w jednym punkcie: powołaniu oficjalnego, jawnego Rządu Światowego, dysponującego monopolem na siłę i kontrolę zasobów.

Dr Day miał zaznaczyć, że suwerenność narodów zostanie całkowicie zlikwidowana, a granice państwowe staną się fikcją, ustępując miejsca unijnym superpaństwom zarządzanym przez mianowanych technokratów, a nie wybieranych w demokratycznych wyborach polityków. Proces ten miał być nieodwracalny, a wszelkie próby oporu ze strony suwerennych narodów miały być tłumione za pomocą międzynarodowych sił policyjnych.

https://www.youtube.com/embed/3FdvGFE1uaU?feature=oembed&enablejsapi=1&iv_load_policy=3&rel=0&fs=0&modestbranding=1&showinfo=0&scrolling=no&origin=https%3A%2F%2Fwolnemedia.net

Fundamentalną metodą wdrażania tak radykalnych zmian społecznych, na którą wskazywał dr Day, była dialektyka Hegla, w kręgach spiskowych znana jako zasada „problem – reakcja – rozwiązanie”. Elity nie wprowadzają totalitarnych zmian w sposób jawny i nagły, ponieważ spotkałoby się to z natychmiastowym oporem społeczeństwa. Zamiast tego, w sposób kontrolowany wywołuje się kryzys – może to być krach finansowy, konflikt zbrojny, atak terrorystyczny lub wspomniana wcześniej pandemia – który uderza w poczucie bezpieczeństwa obywateli.

W drugim etapie tego mechanizmu media głównego nurtu odpowiednio potęgują strach i poczucie bezradności w społeczeństwie, wywołując pożądaną reakcję mas. Przerażeni ludzie, pozbawieni stabilizacji i dotychczasowych punktów odniesienia, zaczynają sami domagać się od rządzących podjęcia natychmiastowych działań i przywrócenia porządku za wszelką cenę. Społeczeństwo w tym stanie jest gotowe zaakceptować drastyczne ograniczenia wolności osobistej, inwigilację czy dodatkowe obciążenia podatkowe, które w normalnych warunkach odrzuciłoby z oburzeniem.

W ostatnim kroku elity prezentują gotowe, wcześniej przygotowane „rozwiązanie”, które idealnie realizuje ich długofalowe cele polityczne i geopolityczne, a które jest przedstawiane jako jedyna droga ratunku przed kryzysem. Dr Day miał podkreślić, że poprzez cykliczne powtarzanie tego schematu, ludzkość krok po kroku, kryzys po kryzysie, wprowadzana jest w strukturę globalnego totalitaryzmu, myśląc jednocześnie, że proces ten jest naturalną odpowiedzią na nieprzewidziane wydarzenia dziejowe.

Powracając do słynnego cytatu dr. Daya o ludzkiej łatwowierności, należy przyjrzeć się psychologicznym aspektom inżynierii społecznej, która paraliżuje zdolność jednostki do obrony. Day z cynizmem zauważył, że ludzie wykazują niemal dziecięce zaufanie wobec autorytetów naukowych, medycznych i politycznych, przyjmując ich słowa jako prawdę absolutną. Ta bezkrytyczność sprawia, że nawet najbardziej niedorzeczne i szkodliwe programy społeczne mogą zostać bez przeszkód wdrożone, jeśli tylko zostaną opatrzone odpowiednimi certyfikatami naukowymi lub eksperckimi opiniami w telewizji.

Kluczowym elementem tej strategii jest wspomniana koncepcja permanentnej zmiany, która ma stać się stałym elementem ludzkiej egzystencji w XXI wieku. Dr Day wyjaśnił, że gdy zmiany technologiczne, obyczajowe i gospodarcze następują w tempie uniemożliwiającym ich psychiczną asymilację, ludzki mózg wchodzi w stan permanentnego przeciążenia poznawczego. Człowiek nie jest w stanie wypracować stabilnych mechanizmów obronnych, ponieważ rzeczywistość, do której próbuje się dostosować, jutro już nie istnieje, co prowadzi do apatii, rezygnacji i całkowitego poddania się woli systemu.

Brak zadawania „właściwych pytań”, o którym mówił Day, wynika również z celowego zniszczenia instynktu samozachowawczego poprzez inżynierię językową i poprawność polityczną. Język został przekształcony w taki sposób, aby uniemożliwić precyzyjne nazywanie zjawisk totalitarnych, zastępując je eufemizmami i pojęciami inkluzywnymi, które maskują prawdziwe intencje architektów systemu. Człowiek, który próbuje dociekać prawdy i demaskować te mechanizmy, zostaje szybko wykluczony z debaty publicznej poprzez społeczne napiętnowanie i cyfrowy ostracyzm.

Analizując taśmy dr. Richarda Daya z perspektywy współczesności, trudno nie odnieść wrażenia, że nakreślony w 1969 roku plan przestał być jedynie teorią a stał się agendą realizowaną na skalę globalną. Dla milionów ludzi na świecie, którzy zapoznali się z relacją dr. Dunegana, codzienne doniesienia medialne o cyfryzacji pieniądza, paszportach medycznych, kryzysach klimatycznych i erozji tradycyjnej rodziny są namacalnym dowodem na to, że wykład w Pittsburghu był autentycznym scenariuszem geopolitycznym.

Kochani, siła Nowego Porządku Świata nie wynika z genialności jego architektów, lecz z bierności i łatwowierności mas, które rezygnują z zadawania pytań o źródła i cele narzucanych im zmian. Ostateczną tarczą przed jakąkolwiek formą totalitarnej kontroli pozostaje zawsze indywidualna świadomość, krytyczne myślenie i odwaga do poszukiwania prawdy poza oficjalnie zatwierdzonym kanonem.

Autorstwo: UNreal
Źródło: Estachologia.pl [1] [2]

Płciowe zdobycze synodalności. A kysz, a kysz wiedźmo, maro nieczysta!

Płciowe zdobycze synodalności

Autor: CzarnaLimuzyna , 21 maja 2026

Ostatnia fala diabelskości zwana oficjalnie synodalnością przyniosła ze sobą „teolożki” przez złośliwych nazywanych diabolożkami, a przez bardziej delikatnych teologami feministycznymi.

Jedną z aktywności, której nie sposób nie zauważyć i na którą marnują swój czas jest:

Rozpychanie płciowo ciasnej przestrzeni Trójcy Świętej.

Summa summarum, aby nie zanudzać Czytelnika, wychodzi z tego „ Duchini i Duszyca”.

Analogicznie trzeba uznać, że nie diabeł, a diablica ewentualnie wiedźma, ale konotacje w tym przypadku mogą naruszać… godność – diablicy czy diabła – wszystko jedno.

A kysz, a kysz wiedźmo, maro nieczysta!

Ostry atak na mentalność, moralność i powiązania Trumpa. I ich skutki.

=========================================

MD: Z dużym wahanie umieszczam tę analizę. Fakty są chyba [??] nie do obalenia. Ale jakie mogą być SKUTKI ich ujawnienia?? Czytać proszę trzymając się krzesła.

—————————————————–

wyjaśniają: Pułapka Tukidydesa odnosi się do naturalnego, nieuniknionego zamieszania, które następuje, gdy rosnąca potęga zagraża odsunięciu władzy panującej… wynikające z tego naprężenia strukturalne sprawiają, że gwałtowny konflikt staje się regułą, a nie wyjątkiem.

MD: To slogan, mający pokazać, że piszący gryzipiórek to głębia umysłu i wiedzy. Taka teraz moda.

=========================================================

Trump – oszust, który uratował Amerykę przed pułapką Tukidydesa

Autorstwo: Laurent Guvenot
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz

Opublikowano: 19.05.2026 wolnemedia/trump-oszust-ktory-uratowal-ameryke-przed-pulapka-tukidydesa

=====================================================

Tucker Carlson niedawno wyznał: „Długo będę dręczony faktem, że odegrałem rolę w wyborze Donalda Trumpa. I chcę powiedzieć, że przepraszam za wprowadzenie ludzi w błąd”. Jak można dziś nie czuć żalu i wstydu za to, że uwierzyło się w Trumpa? Będę szczery: chociaż nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za wybór Trumpa, wstydzę się, że pokładałem w nim jakąkolwiek nadzieję.

Fenomen Trumpa przypomina formę zbiorowej hipnozy. Ma wymiar religijny, który czyni go wyjątkowym w historii amerykańskiej polityki. Dla wierzącego każda porażka, każdy skandal, każde kłamstwo jest dowodem na to, że Trump walczy z Deep State, fake newsami, bagnem, elitą Waszyngtonu, Demokratami, Nowym Porządkiem Świata, FBI i kto wie, z czym jeszcze.

Operacja psychologiczna Q była szczególnie skuteczna w oddziaływaniu na wyobraźnię religijną Amerykanów nieufnych wobec rządu. Dobrze wyjaśnia to Marjorie Taylor Green, która przyznaje, że „dała się nabrać na to pod koniec 2017 i 2018 roku”: „To w zasadzie sekta. […] To, co robi, to bierze warstwę prawdy, a następnie przekręca ją w kłamstwo. […] Q odniosło ogromny sukces. To była prawdopodobnie jedna z najskuteczniejszych operacji psychologicznych, jakie kiedykolwiek widziałam, ponieważ wykorzystała warstwę prawdy i rzeczy, którymi ludzie byli najbardziej zafascynowani, i była w stanie wykorzystać to i przekręcić ich przekonania, aby w pełni zaufać anonimowej osobie lub anonimowemu podmiotowi”.

To była propaganda polityczna na głębszym poziomie niż kiedykolwiek wcześniej. Przeanalizowałem metody manipulacji stosowane przez Q i inne grupy protrumpowskie w książkach „DARK PILL: How Satan-Worshipping Pedophiles have took over Conspiracyland” oraz „The Satanic False Flag: Dark-pilling, conspiracy cults, pied-piper operations, and Zionist spiritual warfare”.

Z perspektywy czasu najdziwniejsze jest to, że radykalni syjoniści nie ukrywali swojego quasi-religijnego uwielbienia dla Trumpa. W maju 2018 roku, komentując decyzję Trumpa o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy, sam Netanjahu porównał go do Cyrusa Wielkiego.

Nie ma wstydu w byciu zdradzonym. Nikt nie wini Jezusa za to, że zaufał Judaszowi. Ale wstydem jest dać się oszukać. A prawda o Trumpie nie jest taka, że ​​zdradził swoich zwolenników w 2025 roku, ale że oszukał ich w 2016 roku. Ci, którzy wierzyli, że da radę, zrobili to pomimo wielu sygnałów ostrzegawczych.

Sztuka bycia kupionym

Pierwszym kluczem do zrozumienia Trumpa była jego proza. Człowieka, który pisze książki, należy oceniać przede wszystkim po samych książkach. W takim przypadku wystarczyło jedno spojrzenie na tytuły: „Sztuka zawierania transakcji” (1987), „Jak się wzbogacić” (2004), „Droga na szczyt” (2004), „Myśl jak miliarder” (2004), „Jak zbudować fortunę” (2006), „Myśl na wielką skalę i kop tyłki” (2007) i „Myśl jak mistrz” (2009).

Trump wierzy, że wszystko można kupić, że społeczeństwo opiera się wyłącznie na transakcjach, a spryt jest kluczem do sukcesu. W swojej książce „Sztuka transakcji”, bestsellerze z 1987 roku, napisał:

Ostatnim kluczem do mojego sposobu promocji jest brawura. Odwołuję się do ludzkich fantazji. Ludzie sami nie zawsze myślą na wielką skalę, ale wciąż potrafią się ekscytować tymi, którzy tak myślą. Dlatego odrobina przesady nigdy nie zaszkodzi. Ludzie chcą wierzyć, że coś jest największe, najwspanialsze i najbardziej spektakularne. Nazywam to prawdziwą przesadą. To niewinna forma przesady – i bardzo skuteczna forma promocji.

W jego książkach nie ma śladu mądrości ani odrobiny humoru. W rzeczywistości Trump nie ma żadnej kultury literackiej ani filozoficznej i to widać.

W książkach Trumpa wyraźnie widać również jego narcyzm. Każde zdanie sprowadza się do: „Jestem najlepszy i wiem wszystko o wszystkim”. Trump nie jest tylko sprzedawcą; jest także produktem.

Po otwarciu Trump Tower na Manhattanie w 1983 roku, masowa promocja jego książki „Sztuka transakcji” uczyniła z Trumpa celebrytę. Tony Schwartz, współautor książki – który według Schwartza napisał ją w całości (a wkład Trumpa ograniczał się do usunięcia najmniej pochlebnych fragmentów) – od 2016 roku powtarza, że ​​dręczy go poczucie winy za to, że pomógł Trumpowi zostać prezydentem. Trump, jak twierdzi, kłamie nieustannie, bez najmniejszych zahamowań czy poczucia winy. „W Trumpie jest pustka. Brak duszy. Brak serca”.

Trzecim elementem, który pomógł w stworzeniu wizerunku Trumpa jako miliardera-bohatera (odpowiednika świętego w religii pieniędzy), jest reality show The Apprentice,  współprodukowany przez samego Trumpa i emitowany od 2004 r., w którym Trump w zasadzie sprzedaje samego siebie.

Drugim kryterium, według którego Trump powinien być oceniany, były jego osiągnięcia biznesowe. Czy Trump jest artystą w interesach i zwycięzcą, za którego się podaje? Nie. Reklama jest myląca. Trump nie jest człowiekiem, który sam doszedł do wszystkiego, ale mitem, który sam stworzył. Choć zawsze twierdził, że otrzymał od ojca milion dolarów na rozkręcenie własnego biznesu, śledztwo „New York Timesa” z 2018 r. ujawniło, że „otrzymał co najmniej 413 milionów dolarów, czyli równowartość dzisiejszych dolarów, z czego większość dzięki unikaniu płacenia podatków w latach 1990.”.

Nie dość, że odziedziczył ten początkowy majątek bez kiwnięcia palcem, to jeszcze zainwestował go w nieudane przedsięwzięcia. Trump ogłaszał upadłość sześć razy w swojej karierze. Jego kasyno Taj Mahal ogłosiło upadłość zaledwie 15 miesięcy po otwarciu – jak kasyno może zbankrutować? W latach 1990. i 2000. doszło do kolejnych bankructw: Trump Castle i Trump Plaza Hotel w 1992 roku, następnie Trump Hotels & Casino Resorts w 2004 roku z długiem w wysokości 1,8 miliarda dolarów, a wreszcie Trump Entertainment Resorts w 2009 i 2014 roku.

W latach 1990. Trump był zadłużony na 5 miliardów dolarów, w tym miliard dolarów osobiście – był miliarderem na minusie. Wtedy grupa bankierów pod przewodnictwem Wilbura Rossa, byłego dyrektora Rothschild Inc., postanowiła go uratować (Trump miał nagrodzić Wilbura Rossa stanowiskiem Sekretarza Handlu w 2016 roku). Według wypowiedzi adwokata specjalizującego się w nieruchomościach Alana Pomerantza w CNN w 2016 roku, przemawiającego w imieniu bankierów: „Podjęliśmy decyzję, że żywy będzie dla nas więcej wart niż martwy – martwy oznacza bankructwo… Utrzymaliśmy go przy życiu, aby nam pomógł”

(więcej o śledztwie Johna Hankeya i artykule w magazynie Forbes ).

Metoda Roya Cohna

Jeśli jest nieudanym potentatem kasynowym, to czy Trump jest przynajmniej uczciwy? Oczywiście, że nie. Trump był stroną ponad 4000 procesów sądowych. Jego pierwszy pozew pochodzi z 1973 roku. Trump został oskarżony przez rząd federalny o dyskryminację rasową w związku z wynajmem budynków wybudowanych ze środków publicznych. Zatrudnił prawnika Roya Cohna, który nauczył go życia.

Jak powiedział Greg Reese: „Niepisane zasady, które Roy Cohn pomógł zaszczepić w Donaldzie Trumpie, to: po pierwsze: nigdy nie przepraszaj, nigdy nie przyznawaj się do winy. Po drugie: zawsze kontratakuj i uderzaj mocniej. Po trzecie: Używaj systemu prawnego jako broni. Po czwarte: manipuluj mediami. Po piąte: używaj strachu jako tarczy i miecza. I po szóste: buduj fortecę lojalności i bezwzględnie karz nielojalność. Strategia Cohna nie tylko sprawdziła się w przypadku rywali biznesowych i sędziów, ale także pozwoliła na oszukanie milionów ludzi”.

„Sztuka kłamstwa”, a nie sztuka zawierania umów, jest esencją Trumpa. Trump rozsiewa ogromne kłamstwa na każdy temat i niestrudzenie je powtarza. Osoby z bliskiego otoczenia Trumpa, takie jak jego była dyrektor ds. komunikacji Stephanie Grisham, donoszą, że Trump uważa, iż samo powtórzenie czegoś tysiące razy czyni to prawdą.

Wielkie kłamstwa Trumpa są liczne. Na przykład: „Zakończyłem osiem wojen” (a zatem „zasługuję na Pokojową Nagrodę Nobla”). W 2024 roku Trump oświadczył: „Jestem jedynym prezydentem w historii nowożytnej, który opuścił urząd z mniejszym długiem publicznym niż w momencie objęcia urzędu”. W rzeczywistości, za jego prezydentury, dług wzrósł o 7,8 biliona dolarów, co stanowi rekordowy wzrost o 40 procent. Kłamanie, a następnie nazywanie kłamcami tych, którzy demaskują jego kłamstwa, to instynktowny wzorzec zachowania Trumpa.

Jednym z największych kłamstw Trumpa jest zainscenizowane wydarzenie z 13 lipca 2024 roku w Butler w Pensylwanii (obejrzyj film Johna Hankeya „Trump na celowniku?”, jeśli nie widziałeś).

To tak kolosalne kłamstwo, że nikt nie odważył się go potępić, ponieważ sama myśl o takim kłamstwie wydaje się nieznośnie obsceniczna. Każdy wolałby udawać, że w nie wierzy, niż ryzykować tak poważne oskarżenie. Dziewięć miesięcy później jednak pomysł sfingowanego ataku zyskuje popularność wśród rozczarowanej MAGA, zwłaszcza od czasu ujawnienia przez Joe Kenta informacji o utrudnianiu śledztwa przez FBI (zobacz dyskusję rozpoczętą przez Trishę Hope, a udostępnioną przez Marjorie Taylor Green, lub ten post, w którym wspomniano o Timie Dillonie i Emerald Robinson).

Metoda Roya Cohna to sposób, w jaki Trump poradził sobie z problemem Epsteina. To nie przypadek, że operacja psychologiczna Q, przedstawiająca Trumpa jako Anioła Sprawiedliwości w walce z pedofilami-czcicielami szatana (wszyscy Demokraci), nabrała rozpędu akurat wtedy, gdy skandal Epsteina po raz pierwszy trafił na pierwsze strony gazet. Teraz wiemy dlaczego: jego nazwisko pojawia się ponad 38 000 razy w odtajnionych dokumentach. Wśród nich znajdują się zarzuty wobec niego o gwałty na dziewczynkach w wieku 13–15 lat w jego klubie golfowym w Kalifornii.

Ale historia ta ma morał: Trump wpadł we własną pułapkę. Wzbudził wściekłość opinii publicznej i wywołał nieskrępowane żądanie ujawnienia akt Epsteina. Teraz zaciekle sprzeciwia się ich ujawnieniu, nazywając je „demokratycznym oszustwem”. „To zaszkodzi moim przyjaciołom” – miał powiedzieć Trump Marjorie Taylor Greene, aby odwieść ją od przyłączenia się do Demokratów w rezolucji wzywającej do odtajnienia. Taylor Greene ujawnia kolejne szokujące wyznanie: „Trump napisał mi SMS-a, że ​​jeśli mój syn zginie, to na to zasługuję, bo go zdradziłam”.

Powinniśmy byli się domyślić. Już w 2002 roku Trump powiedział magazynowi „New York”: „Znam Jeffa od piętnastu lat. Wspaniały facet. To świetna zabawa. Mówi się nawet, że lubi piękne kobiety tak samo jak ja, a wiele z nich jest młodych. Nie ma wątpliwości – Jeffrey lubi życie towarzyskie”. Istnieją liczne zdjęcia Trumpa z Ghislaine Maxwell i Jeffreyem Epsteinem, a także nagranie wideo z imprezy zorganizowanej przez Epsteina w 1992 roku w Mar-a-Lago (posiadłości Trumpa w Palm Beach), na której pojawiły się młode, pijane nastolatki.

Trump jest znanym przestępcą seksualnym, który spotkał się z 28 skargami dotyczącymi molestowania lub gwałtu. Chwalił się, że wkradał się do przymierzalni młodych dziewcząt biorących udział w konkursach piękności, których jest organizatorem. I nie zapominajcie: „Kiedy jesteś gwiazdą”, chwalił się, możesz po prostu „złapać je za cipkę!”. W nagraniu audio z 2006 roku Trump stwierdza, że ​​minimalny wiek, od którego można sypiać z dziewczyną, to dwanaście lat.

Narcystyczny oszust

Trump jest oszustem. Pasuje do profilu analizowanego przez Marię Konnikovą w książce The Confidence Game, gdzie pisze: „Prawdziwy oszust nie zmusza nas do niczego; czyni nas współwinnymi naszej własnej zguby. Nie kradnie. My dajemy”. W wywiadzie dla The New York Times opublikowanym 2 maja Tucker Carlson wspomina o „hipnotyzującej” jakości Trumpa, która może „osłabić ludzi wokół niego i sprawić, że będą bardziej posłuszni i zdezorientowani. Sam tego doświadczyłem. Spędzasz dzień z Trumpem i jesteś w takiej krainie snów, jakbyś palił haszysz albo coś takiego… i może być w tym jakiś nadprzyrodzony element”.

W 2019 roku George Conway napisałartykuł dla „The Atlantic”, w którym postawił diagnozę złośliwego narcyzmu, popartą licznymi świadectwami. Czytając dziś ponownie jego artykuł, uderza oczywistość tego wszystkiego – oczywistość, której nie chcieliśmy dostrzec, ponieważ przedstawili nam ją Demokraci, których uznaliśmy za całkowicie niegodnych uwagi. 

Eksperci definiują narcystyczne zaburzenie osobowości (NPD) jako „uporczywy wzorzec wielkościowości, potrzeby podziwu, braku empatii i wyolbrzymionego poczucia własnej wartości. Osoby z NPD mogą sprawiać wrażenie chełpliwych, aroganckich, a nawet niesympatycznych”.

Narcyzm Trumpa, prawdopodobnie z pogranicza psychopatii, czyni go idealnym przedstawicielem swoich sponsorów – zawsze na sprzedaż, pozbawiony jakichkolwiek zahamowań moralnych i podatny na manipulację pochlebstwami. Benjamin Disraeli kiedyś wyjaśnił swój wpływ na królową Wiktorię tymi słowami: „Każdy lubi pochlebstwa, a jeśli chodzi o rodzinę królewską, należy je nakładać kielnią”. A więc z Trumpem: powiedz mu, że jest najwspanialszym człowiekiem w historii, a podpisze twoją ustawę. A jeszcze lepiej, niech jego doradczyni duchowa Paula White powie mu, że jest Jezusem.

Kłamstwo wymaga energii mentalnej, nawet od doświadczonego kłamcy, takiego jak Trump, ponieważ człowiek, który kłamie, oddychając, musi stale przypominać sobie kłamstwa, które już wypowiedział, aby nie zaprzeczyć samemu sobie. Starzenie się niesie ze sobą spadek energii mentalnej, a Trump nie ma już czujności potrzebnej, aby wiedzieć, kiedy przestać. Kłamie z przyzwyczajenia. Nie tylko stracił mistrzostwo w sztuce kłamania, ale stracił także zdolność ukrywania swojej narcystycznej patologii. W styczniu tego roku korespondent New York Timesa zapytał Trumpa, czy widzi jakieś ograniczenia w sprawowaniu swojej władzy na skalę globalną. „Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać”. 13 kwietnia Trump opublikował na „Truth Social” zdjęcie siebie jako Jezusa.

Megalomański narcyzm Trumpa jest teraz widoczny w jego planach dotyczących pomników własnej chwały. Ogłosił budowę w Waszyngtonie „NAJWIĘKSZEGO i NAJPIĘKNIEJSZEGO Łuku Triumfalnego na świecie” (trzy razy wyższego niż łuk Napoleona w Paryżu). Krótko przedtem ujawnił swoje plany dotyczące Biblioteki Prezydenckiej Trumpa w Miami, gigantycznego wieżowca, który służyłby również jako hotel, z Air Force One wystawionym w holu i obejmującym ogromne audytorium z gigantycznym złotym posągiem Trumpa (zobacz parodię tutaj). Jego megalomańskie projekty obejmują również budowę sali balowej o wartości 400 milionów dolarów we wschodnim skrzydle Białego Domu (koszt został teraz podniesiony do 1 miliarda dolarów ). Dodajmy do tego decyzję Trumpa o dołączeniu swojego nazwiska do kompleksu artystycznego i sali koncertowej Kennedy Center, przemianowanego na Trump Kennedy Center. Podpisał się również na lotnisku w Palm Beach, Instytucie Pokoju Stanów Zjednoczonych oraz bulwarze prowadzącym do Mar-a-Lago, a także planuje złożyć swój podpis na nowej walucie USA oraz umieścić swoje zdjęcie i podpis złotymi literami na amerykańskich paszportach.

Patologia Trumpa jest teraz tematem głównego nurtu, nie tylko wśród Demokratów. Były prawnik Trumpa, Ty Cobb, który pełnił funkcję specjalnego doradcy Trumpa w jego pierwszej kadencji, publicznie oświadczył, że „jego stan psychiczny znacznie się pogorszył” do tego stopnia, że ​​nie nadaje się już do pełnienia służby. „The Atlantic” donosi o zeznaniach wieloletniego współpracownika Trumpa, który pragnął zachować anonimowość: „Ostatnio mówi o tym, że jest najpotężniejszą osobą, jaka kiedykolwiek żyła. Chce być zapamiętany jako ten, który dokonał rzeczy, których inni nie byliby w stanie dokonać, dzięki swojej czystej sile i silnej woli”. 17 kwietnia „Washington Examiner”  opublikował artykuł zatytułowany „Donald Trump traci rozum ”:

79-letni mężczyzna, który od dawna zmagał się z chaosem, teraz jest przez niego pochłonięty. Jego epizody [choroby md] stają się coraz częstsze, a dobre dni coraz bardziej odległe. Nie stracił poczucia przyzwoitości ani dobrego wychowania – nigdy ich nie miał – ale resztki samokontroli. Wszyscy wokół to widzą. Jednak, czy to z ambicji, tchórzostwa, czy znużonej akceptacji, wciąż szukają sposobów na racjonalizację jego zachowania. Tragedia nie dotyczy już Trumpa. Teraz dotyczy Ameryki.

Państwo głębokie, płytka koncepcja

Osoba Trumpa, w którą wierzyli niektórzy z nas, była jedynie wizerunkiem, fikcją stworzoną przez potężną machinę propagandową. Sprzedano nam nie tylko postać, ale i historię, w której wspierała go tajna grupa wysoko postawionych, cnotliwych patriotów, gotowych rozpętać „burzę” przeciwko tajnej grupie wysoko postawionych pedofilskich globalistów, znanej jako Deep State, spiskującej, by zniewolić nas w ramach ich „Nowego Porządku Świata”. Aleksander Dugin, który najwyraźniej nadal myśli w ten sposób, nazwał te dwie grupy Deep State i „Głębokim Państwem”.

Głębokie Państwo to koncepcja, która ma pewną użyteczność jako ogólna metafora mechanizmów władzy w liberalnych demokracjach, ale jako realny byt pozostaje na zawsze nieuchwytna. Jest jak freudowska nieświadomość, którą dostrzegamy dopiero, gdy powraca do świadomości. Głębokie Państwo jest koncepcją tak niejasną, że można ją zdefiniować w dowolny sposób. Istnieją różne rodzaje „głębokich władz”, jeśli można tak powiedzieć, ale nie stanowią one bytu.

I żadna głęboka potęga nie jest silniejsza niż Izrael w Ameryce. Rozważmy, jak podjęto decyzję o zbombardowaniu Iranu w lutym ubiegłego roku, jak wyjaśnił New York Times w artykule z 7 kwietnia: „Jak Trump poprowadził USA na wojnę z Iranem”. 11 lutego w Sali Sytuacyjnej Białego Domu (pokoju kryzysowym wyposażonym w bezpieczny sprzęt komunikacyjny, zarządzanym przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego) odbyło się spotkanie z udziałem Benjamina Netanjahu w towarzystwie izraelskich oficerów wywiadu. Stojąc przed ekranem, na którym wyświetlano dyrektora Mossadu Davida Barneę i izraelskich oficerów wojskowych, Netanjahu przedstawił swoje argumenty za zbombardowaniem Iranu za pomocą prezentacji PowerPoint, demonstrując, że doprowadziłoby to do upadku reżimu irańskiego, a tym samym do natychmiastowego rozwiązania wszystkich problemów na Bliskim Wschodzie za jednym zamachem, a jednocześnie uczyniłoby Trumpa najwybitniejszym człowiekiem w historii. Naprzeciwko niego siedzieli prezydent Trump, sekretarz wojny Peter Hegseth, szef sztabu Dan Caine, sekretarz stanu Marco Rubio, dyrektor CIA John Ratcliff, szef sztabu Susie Wiles, a także Jared Kushner i Steve Witkoff, nieoficjalni negocjatorzy. Po wystąpieniu Netanjahu Trump skinął głową i powiedział: „Brzmi to dla mnie dobrze”.

Ta sama grupa spotkała się ponownie następnego dnia, bez Netanjahu, ale z wiceprezydentem J.D. Vance’em, który właśnie wrócił z Azerbejdżanu. Hegseth był na pokładzie; Ratcliff, Vance i Rubio byli sceptyczni; Caine był niezdecydowany, a Wiles pozostał na uboczu. Ostatnie spotkanie odbyło się 26 lutego, z udziałem kilku innych osób, takich jak doradca David Warrington, którzy omawiali legalność takiej interwencji. Trump zakończył spotkanie słowami: „Myślę, że musimy to zrobić”. W międzyczasie odbył kilka rozmów telefonicznych z Netanjahu, który nalegał na szybkie działanie. Następnego dnia, 27 lutego, Trump wysłał następującą wiadomość z Air Force One: „Operacja Epic Fury została zatwierdzona. Żadnych przerwań. Powodzenia”.

Pytanie: Skoro to Państwo Głębokie wciągnęło Stany Zjednoczone w wojnę z Iranem, zidentyfikuj je na podstawie tego przekazu. Dodatkowa wskazówka: irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi poinformował, że podczas negocjacji prowadzonych 11 i 12 kwietnia w Islamabadzie (Pakistan), w których uczestniczyli Kushner i Wilkoff, J.D. Vance gwałtownie przerwał negocjacje po otrzymaniu telefonu od Netanjahu.

Pierwszy żydowski prezydent USA?

MAGA od początku była MIGA, tak jak neokonserwatywny PNAC był Projektem Nowego Wieku Izraela.

Trump zdradził swoich wyborców, ale nie darczyńców. W grudniu 2025 roku w Białym Domu Trump oświadczył, że „Miriam przekazała mojej kampanii, pośrednio i bezpośrednio, 250 milionów dolarów”. Przemawiając przed izraelskim parlamentem w październiku tego samego roku, przyznał, że Sheldon i Miriam Adelson odegrali ważną rolę w kształtowaniu jego polityki zagranicznej.

Od stycznia 2025 roku Netanjahu odwiedził Biały Dom siedem razy. 5 lutego 2025 roku wręczył Trumpowi złoty pager, upamiętniający morderstwo popełnione przez Izrael na członkach Hezbollahu lub ich krewnych (w tym dzieciach) 23 września 2024 roku przy użyciu pagerów-pułapek. W zamian Trump wręczył mu swoje podpisane zdjęcie z napisem: „Dla Bibiego, wielkiego przywódcy”.

15 września 2025 roku Netanjahu oświadczył na konferencji prasowej w Jerozolimie, wraz z Marco Rubio, że: „Donald Trump jest największym przyjacielem Izraela w Białym Domu”. Trump tak skutecznie realizował politykę zagraniczną dyktowaną przez Netanjahu, że Netanjahu musiał publicznie bronić się przed oskarżeniami o kontrolowanie Trumpa: „Trump jest najbardziej niezależnym przywódcą, jakiego kiedykolwiek widziałem. Pogląd, że kontroluję Trumpa, to kłamstwo”.

W grudniu 2025 roku, podczas obchodów Chanuki w Białym Domu, osobowość medialna Mark Levin, żarliwy syjonista, który jest częścią wewnętrznego kręgu Trumpa, objął Trumpa ramieniem i przedstawił go kamerom telewizyjnym jako „pierwszego żydowskiego prezydenta , a Trump odpowiedział: „To prawda”. Czy mówił prawdę, tym razem? Istnieje uporczywa plotka, że ​​potajemnie przeszedł na judaizm. Ale nie wierzę, że Trump jest związany z Izraelem moralnymi lub religijnymi przekonaniami. To transakcja, jak wszystko inne w umyśle Trumpa. Kiedy Trump nazywa Thomasa Massiego przegranym, trzeba zrozumieć, że dla niego każdy, kto sprzeciwia się Izraelowi, jest z definicji przegranym, ponieważ nie można wygrać z Izraelem, podczas gdy z Izraelem można się bardzo wzbogacić.

Epicka korupcja

Prezydent Trump powiedział Amerykanom, że rozpoczyna historyczną kampanię zwalczania oszustw. Mianował J.D. Vance’a na „cara ds. zwalczania oszustw”. Ale to oszustwo biblijnych rozmiarów, które Trump i jego rodzina knują na oczach wszystkich. Według The New Republic, zaledwie w połowie swojej drugiej kadencji prezydenckiej, Trump potroił już swój majątek — obecnie szacowany na 6,5 ​​miliarda dolarów. Najnowsze ujawnienie finansów Trumpa dla Biura Etyki Rządowej USA pokazuje, że Trump dokonał ponad 3700 transakcji w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2026 roku, z firmami, które mają interesy z jego administracją, na kwotę od 220 milionów do 750 milionów dolarów. Lista jego transakcji z wykorzystaniem informacji poufnych rośnie z każdym dniem. Tymczasem Trump do tej pory ułaskawił — za opłatą — ponad 70 skazanych oszustów.

Mafia nieruchomości Trumpów, Kushnerów i Witkoffów traktuje zniszczenie Gazy jako okazję do inwestycji w nieruchomości. Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w styczniu 2026 roku przedstawili oni swój projekt „Nowej Gazy” o wartości 25 miliardów dolarów wraz z harmonogramem budowy.

„New York Times” donosi, że w lutym 2025 roku Jared Kushner, wykorzystując swoją pozycję nieoficjalnego mediatora, zwrócił się do Saudyjczyków o zainwestowanie 5 miliardów dolarów w jego firmę inwestycyjną Affinity Partners. Podobno w tym celu zwrócił się bezpośrednio do Mohammeda bin Salmana (MSB). W 2022 roku uzyskał już od Saudyjczyków 2 miliardy dolarów. Komisja Finansów Senatu wszczęła  dochodzenie w sprawie tego rażącego konfliktu interesów.

Rodziny Trump i Witkoff wykorzystały również swoją pozycję do podejrzanych inwestycji w kryptowaluty. We wrześniu 2024 roku, dwa miesiące przed wyborami, Trump uruchomił World Liberty Financial — zdecentralizowany protokół finansowy — wraz ze swoimi synami i rodziną Witkoff, sprzedając tokeny, które, jak później zorientowali się kupujący, były niezbywalne i dlatego nie miały żadnej realnej wartości. Chiński przedsiębiorca Justin Sun, który zainwestował dziesiątki milionów dolarów w przedsięwzięcie, pozywa teraz rodzinę Trumpów o oszustwo. 17 stycznia 2025 roku, trzy dni przed swoją inauguracją, Trump zorganizował promocyjną sprzedaż memcoina o nazwie $Trump, przyciągając rzeszę dworzan gotowych kupić jego prezydenckie przysługi. Spośród dwunastu postaci kierujących tą operacją, cztery pochodzą z rodziny Trump (Donald i jego trzej synowie), a trzy z rodziny Witkoff (Steven i jego dwaj synowie). Według Financial Times zgarniają oni 350 milionów dolarów opłat inwestycyjnych. Dwa dni po debiucie $Trump, żona Trumpa wprowadza na rynek własną kryptowalutę memową $Melania. Szacuje się, że rodzina Trumpów zgromadziła ponad miliard dolarów dzięki różnym przedsięwzięciom związanym z kryptowalutami.

Demokraci z Senatu i Izby Reprezentantów wszczęli dochodzenie w związku z podejrzeniem, że Trump wykorzystywał te operacje do wymiany prezydenckich ułaskawień ze skazanymi oszustami. Od stycznia do lipca 2025 roku Trump ułaskawił ponad 1500 osób, wielu z nich to finansiści, którzy mieli mu zwrócić pieniądze. Joseph Schwartz, właściciel domu opieki skazany na trzy lata więzienia za oszustwo na kwotę 5 milionów dolarów, został ułaskawiony po zaledwie trzech miesiącach więzienia w zamian za darowiznę w wysokości 1 miliona dolarów na rzecz lobbystów Trumpa, podczas gdy oskarżeni przeciwko niemu nie otrzymali ani centa. David Gentile, skazany za oszustwo na kwotę 1,6 miliarda dolarów, został ułaskawiony 12 dni po odbyciu 7-letniego wyroku. Wśród ułaskawionych jest również wielu Żydów syjonistycznych, takich jak Philip EsformesSholom WeissSholom Mordechai RubashkinEliyahu WeinsteinDrew „Bo” Brownstein. Trump ułaskawił również swojego byłego doradcę duchowego, Roberta Morrisa, skazanego na dwadzieścia lat więzienia za molestowanie seksualne 12-letniej dziewczynki i zwolnionego po zaledwie sześciu miesiącach. Trump wspomniał kiedyś o możliwości ułaskawienia Ghislaine Maxwell.

Nieuchronnie, rodzina Trumpów jest na czele wojennego spekulantyzmu. Według Bloomberga, kilka dni przed atakiem na Iran 28 lutego 2026 r., Donald Jr. i Eric Trump zainwestowali w firmę produkującą uzbrojone drony, Powerus, na którą Departament Obrony złożył następnie zamówienie o wartości 1,1 miliarda dolarów. 1 kwietnia, tuż po tym, jak Trump ogłosił, że państwa Zatoki Perskiej nie powinny liczyć na to, że Stany Zjednoczone ponownie otworzą Cieśninę Ormuz, Powerus spotkał się z urzędnikami w Abu Zabi, aby zaprezentować swoje produkty. Donald Jr. zainwestował również w startup o nazwie Vulcan Elements, specjalizujący się w magnesach ziem rzadkich i właśnie zabezpieczył kontrakt o wartości 620 milionów dolarów z Departamentem Obrony. Dowiedzieliśmy się również z „Financial Times”, że w sierpniu 2025 r. synowie Trumpa zainwestowali, za pośrednictwem spółki-słupa, w firmę o nazwie Skyline Builders, która prawdopodobnie otrzyma 1,6 miliarda dolarów od rządu USA.

Kongres USA dowiedział się, że prezydent Trump uruchomił płatny newsletter zatytułowany „Private Security Briefing”, w którym sprzedawał inwestorom poufne informacje dotyczące bezpieczeństwa narodowego.

Trump pozywa Urząd Skarbowy (IRS) na 10 miliardów dolarów po ujawnieniu jego zeznań podatkowych przez kontrahenta (zeznań, które obiecał upublicznić podczas kampanii). A jednak Trump kontroluje sam rząd, który pozywa. „Mam wypracować ugodę sam ze sobą” – zauważył ironicznie. Żaden prezydent USA nigdy nie wykorzystał swojej pozycji, by wzbogacić się w takim stopniu.

Ale najbardziej skandaliczny przypadek handlu informacjami poufnymi, o którym donosiły nawet brytyjskie BBC i francuskie Figaro, miał miejsce między 22 a 24 marca. W sobotę 22 Trump wydał 48-godzinne ultimatum Iranowi, aby otworzył Cieśninę Ormuz, grożąc zniszczeniem wszystkich elektrowni. Iran natychmiast odpowiedział, że jeśli Trump zrealizuje swoje groźby, Iran odpowie w ten sam sposób przeciwko amerykańskiej infrastrukturze w państwach Zatoki Perskiej. Cena ropy wzrosła, a ceny akcji spółek energetycznych gwałtownie spadły w miarę zbliżania się terminu. Następnie, w poniedziałek o 7:04 rano, Trump ogłosił na „Truth Socialu”, że trwają negocjacje z Iranem (Iran zaprzeczył). Czternaście minut wcześniej „było niezwykle dużo zakładów na cenę ropy w USA”, które łącznie wyniosły ponad 1,5 miliarda dolarów zysku. Żadne śledztwo nie ustaliło, kto dokonał giełdowego zamachu stanu stulecia.

I nie zapominajmy o tym, jak synowie Howarda Lutnicka zarobili na jego bezprawnych cłach, które – jak można było przewidzieć – zostały uchylone przez Sąd Najwyższy. Izba Reprezentantów przesłuchała Lutnicka w tej sprawie.

Wniosek

Podsumowując, Biały Dom został przejęty przez najbardziej płytką, najbardziej szaloną i najbardziej skorumpowaną osobę.

Jego niezamierzoną zasługą jest jednak ukazanie światu prawdziwego, brzydkiego oblicza Ameryki XXI wieku. Sam fakt, że Trump został wybrany na prezydenta, jest najwyraźniejszym dowodem na to, jak dysfunkcjonalna stała się „amerykańska demokracja”.

Trump sprawił również, że kontrola Izraela nad amerykańską polityką zagraniczną stała się całkowicie transparentna. Pomyślmy o zmianie, jaka zaszła dwadzieścia lat temu, kiedy to informacja o wciągnięciu USA w wojnę z Irakiem przez Izrael była nadal tajna. Mearsheimer i Walt nie mogli nawet znaleźć amerykańskiego wydawcy dla „ The Israel Lobby” i „US Foreign Policy”. Dziś jest to powszechnie akceptowany fakt, i dobrze.

Niesprowokowana agresja Trumpa na Iran nie tylko pogorszyła wizerunek Ameryki na świecie. Okazała się również całkowitą porażką w odniesieniu do deklarowanych celów, pomimo chwalebnego „zwycięstwa” Trumpa na portalu „Truth Social”. Iran wychodzi z tego nie tylko z wyraźną wyższością moralną, ale także z niezaprzeczalnym zwycięstwem strategicznym. To kolejna dobra wiadomość, ponieważ ta wojna była o Izrael, podobnie jak ta porażka. Iran jest naszą jedyną nadzieją, aby powstrzymać to psychopatyczne państwo przed osiągnięciem celu, jakim jest stanie się regionalnym supermocarstwem.

Upokarzająca porażka Ameryki zrujnowała jej reputację jako militarnie niezwyciężonej. Dostrzegając niezdolność USA do ochrony własnych baz wojskowych, państwa Zatoki Perskiej ponownie rozważą swój sojusz.

A najszczęśliwszym z tego wszystkiego rezultatem jest to, że niebezpieczeństwo wpadnięcia Ameryki i Chin w pułapkę Tukidydesa, którą Graham Allison uważał za bardzo poważną dziesięć lat temu, zniknęło. Wzmianka Xi Jinpinga o pułapce Tukidydesa w jego przemówieniu z 14 maja została powszechnie uznana za niezwykle znaczącą: „Cały świat obserwuje nasze spotkanie” – powiedział. „Sytuacja międzynarodowa jest burzliwa. Świat stoi na nowym rozdrożu: czy Chiny i Stany Zjednoczone zdołają pokonać pułapkę Tukidydesa i stworzyć nowy paradygmat, aby wspólnie stawić czoła globalnym wyzwaniom?”

Choć nie mam żadnego doświadczenia w sprawach wojskowych, wydaje mi się całkiem jasne, że pod rządami Trumpa Stany Zjednoczone zmarnowały swój potencjał, by powstrzymać Chiny przed staniem się światowym supermocarstwem gospodarczym, co nieuchronnie doprowadzi do upadku gigantycznej piramidy finansowej dolara. Jest wysoce nieprawdopodobne, aby po szkodach, jakie Trump i jego groteskowy sekretarz wojny wyrządzili amerykańskiej machinie wojennej – i jej pewności siebie – Stany Zjednoczone kiedykolwiek poczuły pokusę konfrontacji z Chinami. Znamienne jest, że w wywiadzie dla Fox News z Chin, przed powrotem do Waszyngtonu, stwierdził jednoznacznie, że Tajwan jest „miejscem” zbyt odległym, by Stany Zjednoczone mogły o niego walczyć. Japonia i Korea Południowa wkrótce pogodzą się z tą nową rzeczywistością.

Gdyby Stanami Zjednoczonymi rządził człowiek, któremu naprawdę zależało na tym, by Ameryka znów stała się wielka, całkiem prawdopodobne, że wpadłyby w pułapkę Tukidydesa. Ale Trumpowi zależy tylko na tym, by Trump stał się wielki, a jego izraelscy doradcy na tym, by Izrael stał się wielki. Żadnemu z nich nie zależy na amerykańskim imperium, chyba że jako narzędziu do własnej wielkości.

A zatem Trump być może uratował świat.

Autorstwo: Laurent Guvenot
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz

Źródło zagraniczne: Radbodslament.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

===========================

mail:

jewreje muszą być bardzo zdesperowani, że dziś taki wysyp publikacji grillujących pomarańczowego łobuza - ewidentnie wrzucają go pod rozpędzoną lokomotywę

Haiti: Klęska głodu dotyka ponad połowę ludzi

Haiti: klęska głodu dotyka ponad połowę społeczeństwa

22 kwietnia 2026 pch24/haiti-kleska-glodu-dotyka-ponad-polowe-spoleczenstwa,

glod_Haiti.png
opr. PCh24.pl

Aktualnie w mediach dominują poważne konflikty w Libanie, Sudanie, czy Iranem co sprawia, że łatwo popadają w niepamięć inne kryzysy, takie jak np. na Haiti. A sytuacja w tym wyspiarskim kraju jest katastrofalna.

Według ONZ, coraz więcej osób na Haiti jest zagrożonych głodem. Według danych Światowego Programu Żywnościowego (WFP), w ciągu sześciu miesięcy liczba osób dotkniętych ostrym brakiem bezpieczeństwa żywnościowego wzrosła o 130 tys. do około 5,8 miliona. Odpowiada to około 52 proc. całkowitej populacji tego wyspiarskiego kraju. Dla ponad 1,8 miliona z nich sytuacja jest już krytyczna, co oznacza, że aby przetrwać, pilnie potrzebują pomocy humanitarnej.

Haiti jest co pewien czas nękane kryzysami i przemocą, i jest uważane za najbiedniejszy kraj na półkuli zachodniej. Rosnące ceny paliw i żywności mogą zagrozić postępom, które osiągnięto w ostatnim okresie, wyjaśniła dyrektor krajowa WFP, Wanja Kaaria. – Może to jeszcze bardziej pogrążyć w kryzysie szczególnie narażone rodziny – z destabilizującymi konsekwencjami dla całego kraju – powiedziała.

Kluczowe znaczenie dla przywrócenia stabilności na Haiti ma walka z głodem. Światowy Program Żywnościowy (WFP) szacuje swoje potrzeby finansowe na ten cel na 332 miliony dolarów (282 miliony euro).

Źródło: KAI

leon-kazanie.jpg

Papież Leon XIV: ​głód nie może być wykorzystywany jako broń wojenna

Na całym świecie jesteśmy świadkami „niegodziwego wykorzystywania głodu jako broni wojennej” – ubolewał papież Leon XIV w liście skierowanym do uczestników dorocznej konferencji Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), która odbywa się w Rzymie.Ojciec święty zauważył, że głodzenie ludzi na śmierć „jest bardzo tanim sposobem prowadzenia wojny”. „Dlatego dzisiaj, kiedy wię…Czytaj dalej

epa12290442_2-1-scaled-e1754742359144.jpg

Kolejni Palestyńczycy giną z głodu. Straszna śmierć pochłonęła już 200 istnień

Liczba ofiar śmiertelnych głodu w Strefie Gazy nadal rośnie. ONZ i inne organizacje pomocowe ostrzegają przed katastrofalną sytuacją. Dyrektor wykonawczy Światowego Programu Żywnościowego ONZ Cindy McCain twierdzi, że zrzuty z powietrza nie są właściwym rozwiązaniem w sytuacji głodu, takiej jak ta, która ma miejsce w Strefie Gazy, gdzie obecnie głoduje pół miliona osób.6 tys. ciężarówek z pomocą c…Czytaj dalej

=========================

Przecież władze i lud Haiti oddali się we władanie Szatana:

Sytuacja na Haiti jest konsekwencją paktu, jaki 200 lat temu zawarli z szatanem przywódcy tego państwa. „Byli uciskani przez Francuzów. Zgromadzili się i zawarli pakt z diabłem. Powiedzieli: „będziemy ci służyć, jeśli uwolnisz nas od Francuzów. A diabeł odparł: „ok, umowa stoi.”

I Haitańczycy wygnali Francuzów. Wzniecili rewoltę i uzyskali wolność. Jednak od tamtej pory spada na nich przekleństwo za przekleństwem”

========================================

Trump i „techno-prawica”. Czarne chmury nad światem

Trump i „techno-prawica”. Czarne chmury nad światem

Paweł Chmielewski


pch24.pl/trump-i-techno-prawica-czarne-chmury-nad-swiatem

Donald Trump odrzucając Kościół katolicki może utorować drogę dominacji tzw. techno-prawicy, czyli ludzi, którzy kategorycznie odrzucają katolicką antropologię. To umożliwia wyrafinowane zbrodnie…

Włoski socjolog religii Massimo Faggioli uważa, że zwrócenie się przez administrację Donalda Trumpa przeciwko katolickim wyborcom może mieć szczególne konsekwencje dla polityki tej administracji. Utoruje drogę tzw. techno-prawicy do zwiększenia wpływów w Białym Domu. Ludzie z tego środowiska mają tymczasem swój własny, quasi-religijny światopogląd – w swojej istocie fundamentalnie wrogi chrześcijaństwu.

Zbędna ludzka biomasa

Jako pierwszy na myśl przychodzi oczywiście Elon Musk, właściciel Tesli, SpaceX i X-a. Musk nie uznaje człowieka za ośrodek stworzenia – nie uznaje w ogóle żadnego stworzenia. Otwarcie deklaruje agnostycyzm, a na ludzkość patrzy wyłącznie w kategoriach materialistycznych. Do tego stopnia, że dopuszcza degradację człowieka do roli swoistej „biomasy”, która miałaby posłużyć sztucznej inteligencji jako punkt konieczny na drodze do rozwoju i osiągnięcia jakiejś super-świadomości cyfrowej. „Coraz więcej wskazuje na to, że ludzkość jest tylko biologicznym programem rozruchowym dla cyfrowej superinteligencji” – powiedział swego czasu Musk, a później chętnie cytował samego siebie.

Jego pogląd nazwałem kosmologią teleocyfrową. To rozumienie kosmosu jako nastawionego na osiągnięcie celu w postaci wytworzenia cyfrowej inteligencji. Pogląd jest dziwaczny choćby o tyle, że zupełnie nie wiadomo, skąd miałoby pochodzić akurat taki, a nie inne nadanie kosmosowi celu. Oznaczałoby to chyba, że w samą strukturę kosmosu wpisana jest celowość nastawiona na maksymalizację rozwoju inteligencji. Uzasadnienie takiego poglądu jest możliwe tylko poprzez własną wyobraźnię – albo interesy ekonomiczne.

Spójność wizji Muska jest zresztą mniej interesująca niż reperkusje jej podstawowego założenia, to znaczy antropologicznego redukcjonizmu. Człowiek jako „program rozruchowy” nie może być bytem obdarzonym szczególną godnością. Ma wartość o tyle, o ile służy rzekomemu celowi, czyli stworzeniu i utrzymaniu cyfrowej superinteligencji. Kosmologia Muska jest w efekcie kategorycznie niechrześcijańska i otwiera drogę do traktowania ludzi jak zwierząt. Amerykański miliarder wyciąga zresztą z tego praktyczne wnioski: jest przecież wielkim orędownikiem i zarazem praktykiem metody in vitro, która pozwala na „tworzenie” ludzi w laboratoriach.

Technologiczne przyspieszenie i rządy korporacyjne

Elon Musk nie jest, oczywiście, jedynym eksponentem środowiska techno-prawicy. To przede wszystkim przedsiębiorca Peter Thiel, filozof Nick Land czy programista Curtis Guy Yarvin, znany pod pseudonimem Mencius Moldbug.

Nick Land w 2021 roku opublikował książkę o szczególnym tytule – „Mroczne Oświecenie” (ang. „Dark Enlightenment”). Wskazywał na rodzącą się przyszłość świata: zdominowanego przez maszyny na skutek postępu technologicznego i rozwoju systemu kapitalistycznego. Koniecznością byłoby postawić na „przyspieszenie”, to znaczy podjąć zaawansowane prace na rzecz osiągnięcia tzw. „osobliwości technologicznej”. Według Landa demokracja została skompromitowana i zostanie w efekcie zastąpiona przez swoisty rząd korporacyjny, w którym uczestniczyć będą już nie tylko zwykli obywatele, ale po prostu najbardziej rozwinięte i produktywne siły w kraju.

Swego casu sam J. D. Vance mówił, że czytał teksty Curtisa Yarvina dotyczące konieczności zwolnienia urzędników średniego szczebla i zastąpienia ich „naszymi ludźmi”, przekonując, że właśnie to powinien zrobić Trump. Yarvin widział w tym swoistą politykę „neokameralizmu” inspirowaną modelem administracji pruskiego króla Fryderyka II. W tej perspektywie rządy demokratyczne zostałyby po prostu zastąpione modelem korporacyjnym. W tej korporacji decydujący głos mieli „akcjonariusz”” mogący mianować dyrektora generalnego, czyli władcę kraju. Odpowiadałby wyłącznie przed nimi.

Technologia jako katechon

Łącznikiem pomiędzy Yarvinem i Landem a obecną administracją USA jest Peter Thiel. Thiel urodził się w Niemczech w protestanckiej rodzinie. Jego rodzice wyjechali do Kalifornii i tam też się wychował. Thiel jest współzałożycielem firmy finansowej PayPal. Jest szefem technologicznego giganta Palantir Technologies, zajmującej się zbieraniem danych.

W przestrzeni publicznej Thiel prezentuje się jako wierzący chrześcijanin, choć przyznaje, że ma dość nieortodoksyjne poglądy. Podpisał umowę z firmą zajmującą się kriogeniką, żeby po swojej śmierci zostać zamrożony w nadziei na wskrzeszenie w odległej przyszłości. Od dawna silnie interesuje się problemem nieśmiertelności, co kieruje go w stronę ideologii transhumanistycznej. Jest homoseksualistą, w przeszłości zaangażowanym w kampanie na rzecz ruchu LGBT.

To właśnie Peter Thiel stoi za polityczną karierą obecnego wiceprezydenta USA, J. D. Vance’a. Vance wysoko ceni sobie znajomość z Thielem, zarówno za sprawą dużych pieniędzy, które ten inwestował w jego kampanię, jak i wkładu intelektualnego w rozwój wizji politycznej Vance’a.

Thiel, tak jak Nick Land, wierzy w „technologiczne przyspieszenie”. – W ludziach najlepiej rezonują wezwania do wstrzymania postępu; w XVII w. mógłbym wyobrazić sobie antychrysta jako postać podobną do dr. Strangelove’a (szalonego naukowca rozpętującego wojnę atomową – red.), ale dzisiaj bardziej prawdopodobne, że przypominałby Gretę Thunberg – mówił w wywiadzie dla „New York Timesa”.

Innymi słowy – jak podsumował to na łamach „The Catholic Herald” publicysta Henry Mulgrave – Zachód w optyce Thiela może przetrwać tylko wtedy, kiedy  utrzyma stały marsz naprzód, rozumiany przede wszystkim jako przyspieszenie postępu technologicznego.  Technologia zostaje tu umieszczona w samym centrum cywilizacji – nie jest już tylko zwykłą materialną podstawą, ale jest istotą i sednem jej trwania. Co więcej, według Thiela… tylko postęp technologiczny może powstrzymać nadejście tego, co nazywa Antychrystem – czyli wszechwładnego, scentralizowanego superpaństwa, które miałoby całkowicie kontrolować ludzkość. Dążenie do postępu technologicznego miałoby chronić przed tyranią, bo stwarzałoby nieustanne problemy impetowi centralizacyjnemu, tak, że wszechwładza nie jest w stanie się skutecznie domknąć. Jak wynika z cytowanych słów Thiela, strach przed postępem technologicznym miałby czymś całkowicie negatywnym, zagrażającym cywilizacji. Odwracając tę myśl, pełną akceptację czy nawet entuzjazm dla nowych technologii należałoby uznać za jedynie słuszne, bo podtrzymujące cywilizację.

W tym punkcie koncepcja Thiela łączy się z „teorią” Elona Muska. Nawet jeżeli pod wieloma względami ich optyka wydaje się rozbieżna, to w istocie prowadzi do tego samego. Jeżeli postęp technologiczny należałoby bezwarunkowo przyspieszać i akceptować, to logicznie oznacza, że nie ma powodów by odrzucać takie rzeczy jak in vitro czy łączenie człowieka z maszyną celem zapewnienia większej wydajności mózgowi czy mięśniom. Dla Thiela prawo natury nie może być żadnym hamulcem: ostatecznie jako homoseksualista i człowiek, który chce się zamrozić, żeby później cieleśnie „zmartwychwstać”, nie może uważać go za nic rzeczywiście wiążącego…

Przestrzeń dla techno-prawicy

Wracam do myśli Massimo Faggiolego. Czy jest możliwe, że wizja, której hołdują Musk czy Thiel, znajdzie szerszy przystęp do Białego Domu? Prezydent Donald Trump nie wydaje się być wierzącym człowiekiem. Ten, kto przedstawia samego siebie jako Mesjasza, co Trump uczynił we wpisie z 12 kwietnia, w oczywisty sposób szydzi z Jezusa Chrystusa. Amerykański prezydent alienuje się też od katolickich wyborców, obrażając papieża Leona XIV albo dopuszczając w swoim otoczeniu do głosu jawnie antykatolickich protestantów. Protestantyzm, teoretycznie będący chrześcijaństwem, nie jest odporny na zainfekowanie przez rozmaite ideologie. Historycznie można łatwo wykazać związek protestantyzmu z wielkimi świeckimi narracjami, choćby w Niemczech w III Rzeszy.

W dzisiejszych Stanach Zjednoczonych protestantyzm sprzągł się też z agresywnym syjonizmem. Wydaje się zatem możliwe, że postępujący rozdźwięk pomiędzy Trumpem a Kościołem katolickim utworzy próżnię, którą ktoś wypełni. Czy będą to rzeczywiście przedstawiciele „techno-prawicy”, zależy prawdopodobnie od wielu czynników, w tym od konkretnych wyzwań w polityce międzynarodowej, które będą absorbować uwagę Białego Domu.

Pozory dobra

Załóżmy jednak, że tak się rzeczywiście stanie, choćby ze względu na zależność ruchu MAGA od wsparcia techno-prawicy w sieci. Warto postawić pytanie, czy… może to przynieść coś dobrego. Ostatecznie techno-prawica jest krytyczna wobec znacznej części lewicowej agendy, wydaje się zatem w jakiejś przynajmniej mierze zdolna do realizacji dobra w polityce. Gołym okiem widać, że liberalna lewica doprowadza do uwiądu społecznego: zapaść demograficzna, hiperindywidualizm, hedonizm i inne problemy są ściśle związane z narracjami społecznymi z tego świata ideowego.

Techno-prawica, jako dążąca do optymalizacji funkcjonowania społeczeństwa, mogłaby pomóc w przezwyciężeniu tych problemów, na przykład promując dzietność i stabilność życia rodzinnego jako gwarancję lepszego porządku w państwie. Problem w tym, że takie założenie jest skrajnie nierealistyczne. Techno-prawica może być pomocna w wąskich aspektach, ale jej dominacja ideowa i polityczna niemal z konieczności doprowadzi do takiej lub innej poważnej patologii: to środowisko gruntuje na niekatolickiej i de facto wrogiej wobec człowieka wizji antropologicznej i kosmologicznej, a to nie może się dobrze skończyć. Głoszenie prymatu technologii nad prawem naturalnym czy zgoła wyższości świata cyfrowego nad światem ludzkim to prosta droga do katastrofy – o potencjalnie w istocie ludobójczym.

Paweł Chmielewski

md 20 kwiecień 2026

Techno-prawica i lewica to jedna i ta sama bestia tylko w innym przebraniu…. To sprawnie jak na razie – na nasze nieszczęście – realizowana agenda 2030. To plan depopulacyjny, żeby wybrana „elita” finansowa nowych technologii rządziła światem. Trwające wojny to tylko etap eksploatacji/osłabienia społeczeństw tak żeby wdrożyć zasadniczy plan zniewolenia. Dlatego moim zdaniem musimy walczyć o przetrwanie państwa jako struktury funkcjonowania społeczeństwa i patrzeć politykom na ręce !!!

[to ostatnie – to minimalizm stworzenia prowadzonego na rzeź. md]

BadaczTalmudu 20 kwiecień 2026

Od dawna tłumaczę, by nie obrażać kapitalizmu nazywając obecny system w USA kapitalizmem, choć ma redystrybucję PKB większą niż PRL Gierka… Obecny system gospodarczy i polityczny to początek FASZYZMU KORPORACYJNEGO – takiego lewackiego ustroju jak w filmach Robocop czy The Running Man itp. W Chinach rząd rządzi korporacjami i jak jakimś chińskim Zuckerbergom wydaje się, że jest inaczej, to rząd przycina im skrzydełka (vide Jack Ma) – w faszyzmie korporacyjnym jak w USA to korporacje ustanawiają rządy i mogą nielegalnie likwidować konta bankowe i w mediach społecznościowych nawet urzędującemu prezydentowi… Faszyzm korporacyjny jest możliwy dzięki monopolom, jakie zyskują korporacje a te monopole są możliwe dzięki korupcji parlamentarzystów, która umożliwia tworzenie barier uniemożliwiających powstanie konkurencji („prawa intelektualne”, systemy koncesyjne, „zagrożenie bezpieczeństwa kraju” itp. itd.). Dla przykładu – ktoś mógłby pomyśleć, że Microsoft jest firmą produkującą oprogramowanie, ale tylko 6% budżetu firmy idzie na rozwój oprogramowania a 60% idzie na… prawników. Gdyby takie „lewo” (lewackie „prawo”) jak teraz obowiązywało w czasach powstawania Microsoftu, ta firma nigdy nie mogłaby powstać – DOS naruszałby własność intelektualne CP/M, Excel naruszałby prawa VisiCalca itp. itd. Unia Europejska jest faszystowskim systemem stworzonym przez korporacje dla korporacji, gdzie skorumpowani parlamentarzyści i KE na zlecenie korporacji zakazali podatków obrotowych, za to wprowadzili system opodatkowania wszystkich, tylko nie korporacji, by było na dotacje w 3/4 wypłacane korporacjom i system prawny tak komplikujący małym i średnim firmom działalność, by nie mogły się rozwinąć a nie stanowiący większego problemu dla korporacji z ich megadziałami prawnymi, które kształtują prawodawstwo na Zachodzie. Teraz w UE (chwała Trumpowi, że odrobinę udało mu się to przykrócić w USA) trwa, ogłoszony w Davos, plan likwidacji resztek demokracji i wpływu obywateli na rządy, poprzez transferowanie władzy od wyborców do NGO, finansowanych przez korporacje i podatników wbrew swej woli i teraz takie prezydenty Miszalskie w Krakowie w d… mają wynik „konsultacji społecznych” a kierują się wytycznymi eko-oszołomskich NGO, wprost ogłaszając, że za SCT były „organizacje pozarządowe”, a te NGO oczywiście realizują politykę swoich korporacyjnych sponsorów. Tak samo jest na skalę kraju, czy całej UE. Rząd, zamiast kierować się zdaniem posłów i wyborców, do redagowania ustaw też zaprasza jakieś szemrane NGO, które do tego mają jakąś mafijną kryszę, bo gdy w ramach sponsorowanych protestów łamią prawo, blokując, niszcząc, napadając, to są bezkarne lub dostają symboliczne wyroki. :-)))

P.S. Pamiętajcie, banki i NGO to największy wróg wolności obywatelskich! Unikajcie ich i zwalczajcie na miarę swoich możliwości!

===========================================

Jacek Kaczmarski … 20 kwiecień 2026

Z krzyżowych wypraw przywożą herezje

Z zamorskich rejsów – szkorbut i syfilis

Na ból istnienia wdychają poezję

Kiedy przerasta ich to co odkryli

Budują miasta na pobojowiskach

W pobojowiska zamieniają miasta

Każda im gwiazda Zwiastowaniem błyska

I byle rafa okręty roztrzaska

Gloria…

Strażnika ognia uwiedzie Pandora

I świętokradztwo pomszczą faraoni

Rozpaczą dzisiaj co nadzieją wczoraj

Nie jest wymysłem klątwa, co skarb chroni

Sporządzą serum z jadu każdej żmii

A z główki maku truciznę wycisną

Z czaszek pradziadów amulet na szyi

A w głowach – tajfun bezsennych umysłów

Gloria…

Zniszczą – odtworzą, zbudują – połamią

Żadne się na nich nie znajdzie lekarstwo

Gdy skrzydła światła przypną już do ramion –

Poniosą w kosmos genialne bestialstwo

Gloria…

PS.

Proszę wsłuchać jak Autor śpiewa to „gloria,gloria” , jak można tak w jednym słowie i na jedną nutę zawrzeć „złowrogość, podziw i ambiwalentna nadzieję” .

Czarne, z grymasem. MEM-y III.

————————————–

———————————————

——————————————-

——————————————

——————–

——————————————————–

———————————————–

——————————-

————————————

Ameryka kontrolowana jest przez pięć demonów


lifesitenews/exorcist-fr-ripperger-tells-tucker-carlson-the-u-s-is-under-the-control-of-high-level-demons

Baal, Bafomet – Moloch, Asmodeusz, Lilith, Lewiatan

===============================

LifeSiteNews) — Egzorcysta, ojciec Chad Ripperger, powiedział Tuckerowi Carlsonowi, że Stany Zjednoczone oddały się pod władzę pięciu demonów wysokiego szczebla, czasami nazywanych przez egzorcystów „Generałami”.

W wywiadzie opublikowanym w Wielki Piątek Ripperger potwierdził Carlsonowi, że kraj znajduje się pod silniejszym atakiem demonicznym niż kiedykolwiek wcześniej w historii.

Egzorcysta stwierdził, że „powszechnym doświadczeniem egzorcystów na przestrzeni wieków” jest przekonanie, iż pięć potężnych demonów, znanych pod różnymi nazwami, takimi jak „Rada” czy „Generałowie”, zostało wyznaczonych przez Szatana do realizowania jego planów na świecie.

Z tej grupy Baal, „demon rozpusty i nieczystości”, jako pierwszy przejął kontrolę nad Ameryką. Według Rippergera, kiedy w USA zniesiono przepisy przeciwko rozpuście i zalegalizowano pornografię, kraj „oddał swoje terytorium Baalowi”.

Nieczystość otwiera drzwi demonom homoseksualizmu, które następnie zyskują przyczółek. „Słyszymy o tym od św. Pawła: jeśli ludzie ulegają pożądliwości, to w końcu mężczyźni zaczynają współżyć z mężczyznami, a kobiety z kobietami” — powiedział Ripperger Carlsonowi.

Dodał również, że istnieją trzy demony związane z homoseksualizmem, z których pierwszym jest Asmodeusz — demon nieczystości, „szczególnie związany z homoseksualizmem u mężczyzn”.

Ripperger zauważył, że jeśli opętany mężczyzna miał doświadczenia homoseksualne, „istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednym z demonów jest Asmodeusz”, choć podkreślił, że skłonności homoseksualne nie zawsze mają pochodzenie demoniczne i często wynikają z czynników psychologicznych.

Dodał jednak, że jeśli heteroseksualny mężczyzna ma myśli homoseksualne, to zazwyczaj nie są to jego własne myśli, lecz mają pochodzenie demoniczne.

Jednym z obecnych problemów naszej kultury jest to, że „kształtujemy dewiantów”, ponieważ media formują umysły ludzi, tworząc niewłaściwe skojarzenia — kontynuował Ripperger. Zjawisko to nasiliło się zwłaszcza wraz z rozpowszechnieniem pornografii, którą niektórzy mężczyźni wiążą ze swoją orientacją. Jedno z badań wykazało, że im częściej ktoś ogląda pornografię, tym większe prawdopodobieństwo, że określi się jako osoba biseksualna.

Egzorcysta wyjaśnił dalej, że kobiety pozostają pod wpływem dwóch demonów związanych z homoseksualizmem: Lilith — demona homoseksualizmu działającego u kobiet lesbijskich „bardziej pasywnych i kobiecych” — oraz Lewiatana, „demona homoseksualizmu o bardziej agresywnym charakterze”, który działa u bardziej męskich kobiet lesbijskich.

Kiedy w USA zalegalizowano „małżeństwa” jednopłciowe, kraj został — według Rippergera — oddany pod władzę tego homoseksualnego „poziomu wpływu demonicznego”.

Ostatnim z pięciu „generałów” jest demon ofiary z dzieci, znany egzorcystom głównie jako Bafomet, ale także jako Moloch. Ofiara z dzieci w USA dokonuje się przede wszystkim poprzez aborcję, a więc kiedy zalegalizowano zabijanie nienarodzonych, kraj został oddany temu demonowi.

Te pięć demonów sprawuje obecnie władzę nad Ameryką, „więc ich wpływ jest niezwykle silny” — powiedział Ripperger.

Wiemy, że tak jest między innymi dlatego, że niezwykle trudno jest zakazać aborcji w USA — „jak wyrywanie zębów bez znieczulenia”.

„To jest po prostu brutalnie trudne do przeprowadzenia, a dzieje się tak dlatego, że demony wzmacniają ludzi, aby utrzymać ten stan rzeczy, ponieważ demony kochają aborcję” — powiedział Ripperger Carlsonowi.

Carlson przyznał na początku wywiadu, że jako protestant był „wychowany w przekonaniu, że egzorcyzmy to coś dziwacznego, co Kościół łaciński robi z powodów jakichś osobliwych kultów”. Jednak gdy zaczął czytać Pismo Święte, z zaskoczeniem odkrył, że pierwszym cudem Jezusa Chrystusa w Ewangelii Marka jest wypędzenie demona.

„Wypędzanie demonów nie jest czymś przypadkowym, jest centralne dla Ewangelii” — zauważył Carlson.

O. Ripperger podkreślił, że w istocie około 23 procent Ewangelii dotyczy tego, jak Chrystus „zajmuje się demonami”.

W trakcie rozmowy z Carlsonem Ripperger poruszył również kwestie natury demonów, sposobów ich oddziaływania na ludzi, wpływu demonicznego na osoby publiczne, podobieństw między psychologią komunistyczną a diaboliczną oraz tego, jak ludzie stają się opętani.

Dobro i Zło, Bóg i Szatan – a polityka USA

Esej na Niedzielę Wielkanocną uznający interwencję Szatana w naszych czasach

GILBERT DOCTOROW 5 kwietnia 2026

paulcraigroberts.org/an-easter-sunday-essay-recognizing-the-intervention-of-satan-in-our-times

Wady osobowości Donalda J. Trumpa są przedmiotem amatorskiej psychologii w mediach masowych od czasu jego pierwszej kampanii prezydenckiej w 2016 roku. Najczęściej omawianą cechą był i jest narcyzm.

Wyszukiwarka AI Google’a mówi o tym następująco:

„Wielu specjalistów zdrowia psychicznego i krytyków publicznie sugerowało, że Donald Trump wykazuje cechy zgodne z narcystycznym zaburzeniem osobowości (NPD), antyspołecznym zaburzeniem osobowości (ASPD) oraz paranoidalnym zaburzeniem osobowości, często ujmując je pod wspólnym określeniem ‘złośliwego narcyzmu’. Twierdzenia te, wysuwane głównie przez psychologów i psychiatrów, wskazują na wzorce wielkościowości, brak empatii, potrzebę podziwu oraz impulsywność.”

Ten obraz Trumpa jest wytworem specjalistów działających w naszej świeckiej kulturze.

Jednak dziś jest Niedziela Wielkanocna i uważam za całkowicie właściwe podejście do tego zagadnienia w chrześcijańskim, binarnym schemacie analitycznym: Dobro i Zło, Bóg i Szatan. Jest to tym bardziej zasadne, że Trump deklaruje poważne traktowanie religii. Kluczowi członkowie jego administracji, jak Marco Rubio i Pete Hegseth, są gorliwymi wierzącymi i publicznie mówią o swojej religii. [ale nie mówią, jakiej?!? Kogo czczą? md]

W tym kontekście, oraz biorąc pod uwagę wielkanocną datę tego przesłania do społeczności, stwierdzam, że Trump i czołowi członkowie jego administracji wyszli wprost z powieści Dostojewskiego Biesy. Są ucieleśnieniem Zła, są opętani przez Szatana w swoim poparciu dla izraelskiego ludobójstwa w Gazie, a teraz także w brutalnej, nieludzkiej przemocy, którą kierują przeciwko narodowi irańskiemu. Słuchając codziennych tyrad Trumpa, jego krwawych gróźb pod adresem Teheranu, trudno uwierzyć, że te słowa wypowiada najwyższy wybrany urzędnik naszego państwa.

I dlatego konkluduję: Hańba Stanom Zjednoczonym, jeśli ten człowiek nie zostanie postawiony w stan oskarżenia i usunięty z urzędu oraz postawiony przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości za zbrodnie wojenne.

Amen

Jacek Hoga o wszystkich [w tym diabelskich] przyczynach wojny z Iranem

To się w głowie nie mieści…

Jacek Hoga o wszystkich

przyczynach Wojny z Iranem

Autor: Redakcja Legionu, 26 marca 2026

To są rzeczy, które jakby nam ktoś powiedział kilka lat temu, że to jest mainstream amerykański, to byśmy się puknęli w głowę, że to niemożliwe.

Jacek Hoga – historyk, ekspert ds. bezpieczeństwa i prezes Fundacji Ad Arma, mówi o wszystkich przyczynach Wojny z Iranem i ocenia ją z różnych punktów widzenia.

Transkrypcja (fragmenty) oraz film

Publiczne wzywanie w stu kilkudziesięciu jednostkach amerykańskich wojskowych do tego, żeby przyspieszyli Armageddon poprzez walkę z Iranem, bo jest to według radykalnych heretyków amerykańskich, okazja do stworzenia okoliczności, w których Żydzi będą mogli stworzyć trzecią świątynię. To są rzeczy, które jakby nam ktoś powiedział kilka lat temu, że to jest mainstream amerykański, to byśmy się puknęli w głowę, że to niemożliwe.

Także sekretarz obrony łamany na wojnę (Pete Hegseth), a są materiały wideo sprzed kilku lat, kiedy on mówi, że należy marzyć o sytuacji, w której doprowadzimy do tego, że będą okoliczności, w których pomożemy Izraelowi odbudować, doprowadzić do takiej sytuacji politycznej, żeby oni mogli odbudować Trzecią Świątynię. W związku z czym, z perspektywy tych syjonistycznych, ewangelikalnych heretyków, to jest okazja religijna, to jest dla nich Święta Wojna.

Z jednej strony mamy heretyków, którzy uważają, że to jest Święta Wojna.  Z drugiej strony mamy pogan, którzy uważają, że to jest Święta Wojna, a z trzeciej strony mamy Izraelitów rabinicznych, którzy też uważają, że to jest świetna okazja do odtworzenia Trzeciej Świątyni.  W związku z czym to nie jest gospodarka, to nie są ceny ropy, czy złota, czy szlaki komunikacyjne.

To są rzeczy, o których polscy analitycy geostrategiczni chcieliby zapomnieć. Ludzie mają głębsze motywy niż tylko pieniądze.

Jeszcze chwilę i się okaże, że zmieniliśmy w 1989 roku, czy 1991, flagi z czerwonej, z sierpem i młotem na inną, równie złą.

– Hoga cytuje nie wymienionego z nazwiska generała Wojska Polskiego.

Ja nie twierdzę, że podczas zimnej wojny Amerykanie byli tymi złymi, bo z naszej perspektywy z pewnością nie.  I z obiektywnej wydaje się, że nie. Że tam prawda, dobro i piękno miały więcej możliwości działania niż za kurtyną, gdzie but radziecki był na naszym karku.

Natomiast całe zachowanie administracji amerykańskiej w tej niesprowokowanej napaści na Iran, który nie jest z mojej bajki. To jest kliniczny przykład wojny agresywnej i niesprawiedliwej.

Strategia „Non serviam” w Gdańsku: Dlaczego Mystic Festival to realne zagrożenie duchowe?

Strategia „Non serviam” w Gdańsku: Dlaczego Mystic Festival to realne zagrożenie duchowe?

Strategia „Non serviam” w Gdańsku: Dlaczego Mystic Festival to realne zagrożenie duchowe?

Michał Rogalski 30/03/2026 polskakatolicka/strategia-non-serviam-w-gdansku-mystic-festival-to-realne-zagrozenie-duchowe

W chrześcijańskiej demonologii szatan rzadko działa wprost. Znacznie częściej pozostaje reżyserem – ukrytym, ale konsekwentnym. Jak uczy Kościół, zło nie jest jedynie brakiem dobra. Jest realną rzeczywistością, która swój szczyt osiąga w osobie szatana – bytu absolutnie zbuntowanego przeciwko Bogu. W czerwcu 2026 roku ten „reżyser” przygotowuje w Gdańsku spektakl wyjątkowo zuchwały. Zaplanowanie Mystic Festivalu dokładnie na dni Uroczystości Bożego Ciała nie jest przypadkiem. To publiczne i demonstracyjne wypowiedzenie słów Non serviam! (Nie będę służył!) w twarz Chrystusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie.

Teologia buntu: Walka o służbę człowiekowi

Teologia katolicka uczy, że upadek aniołów był wynikiem pychy. Według niektórych teorii bunt wybuchł, gdy Bóg ujawnił aniołom, że ich przeznaczeniem jest służba Synowi Bożemu, który przyjmie kruchą, ludzką naturę. Słowa „Nie będę służył!” odnosiły się właśnie do Wcielonego Boga – Jezusa Chrystusa.

Dlatego uderzenie w Boże Ciało – święto upamiętniające realną obecność Chrystusa pod postacią chleba – jest dla środowisk satanistycznych celem priorytetowym. W tym samym czasie, gdy wierni wychodzą na ulice, by oddać cześć Bogu, inna część przestrzeni publicznej zostaje zajęta przez wydarzenie, które celebruje bunt, chaos i negację porządku stworzenia. 

To nie jest zwykły koncert muzyczny. To ideologiczna próba zdominowania przestrzeni publicznej przez ducha pychy, który nienawidzi Chrystusowego człowieczeństwa.

Pułapka bałwochwalstwa: Magia nie działa, ale grzech zabija

Często słyszymy argument: „To tylko teatr, te symbole nie mają mocy”.

Kościół odpowiada jasno: magia nie ma realnej mocy sprawczej – gdyby ją miała, świat dawno ległby w gruzach. Kościół potępia jednak praktyki okultystyczne nie dlatego, że „działają” jak fizyczna siła, ale dlatego, że ten, kto się nimi zajmuje, grzeszy.

Świadome uczestnictwo w wydarzeniu, które drwi z Boga i profanuje święte znaki, jest aktem bałwochwalstwa. Człowiek nie jest zagrożony „urokiem” rzuconym ze sceny, ale własną decyzją o odwróceniu się od Stwórcy. 

I właśnie tu kryje się największe zagrożenie: organizatorzy Mystic Festivalu przekonują młodych ludzi, że to niewinna rozrywka, podczas gdy w rzeczywistości zastawiają na nich pułapkę – zachęcają do wejścia w przestrzeń, która oswaja bunt wobec Boga i ośmiesza wiarę. 

Lekcja z Kansas: Milczenie to zło

Największym zwycięstwem szatana jest albo przekonanie ludzi, że nie istnieje, albo przypisywanie mu zbyt dużej mocy, co rodzi paraliżujący strach. Jak zauważają eksperci z TFP (Tradition, Family and Property), oba te podejścia prowadzą do bierności. 

W stanie Kansas w Stanach Zjednoczonych (marzec 2025) katolicy odrzucili oba te błędy. Nie bali się demonicznych rytuałów, ale też nie zlekceważyli ich jako „nieistotnych”.

Dzięki mobilizacji 95 000 osób podpisujących petycję pokazali, że publiczne zło wymaga publicznego sprzeciwu. Skutecznie wywarli presję na władze, przypominając, że „milczenie w obliczu zła to zło”. 

Jeśli obok bluźnierstwa w Gdańsku przejdziemy obojętnie, damy sygnał, że nasze wyznanie wiary jest jedynie prywatnym sentymentem, a nie publiczną prawdą.

Doświadczenie z Kansas pokazuje, że także dziś nie jesteśmy bezsilni. 

Przeczytaj: Szatan pokonany w Kansas – Oto co się stało

Odpowiedź wiernych: rozeznanie, sprzeciw i wynagrodzenie

Zasięg działania złego jest ograniczony – szatan ma „chęć szkodzenia wielką, a moc minimalną”. Jego jedynym realnym narzędziem jest nasza zgoda na grzech. Dlatego nasza odpowiedź na czerwiec 2026 musi być konkretna:

Rozeznanie zagrożeń: Nie dajmy się uśpić narracji o „artystycznej prowokacji”. Bluźnierstwo to obiektywne zło moralne, które rani duszę uczestnika.

Sprzeciw: Petycja do władz Gdańska. Mamy prawo i obowiązek powiedzieć jasno: nie ma zgody na profanację świętości w przestrzeni publicznej. To nasz obowiązek wynikający z miłości do Boga.

Wynagrodzenie: Naszą odpowiedzią na szał buntu nie może być jedynie gniew, ale przede wszystkim wierność. Każdy krok w procesji Bożego Ciała, każda modlitwa i adoracja niech stają się aktem wynagrodzenia za zniewagi wobec Boga. 

Obrona Sacrum w Gdańsku to nie walka z muzyką. To walka o to, czy Bóg ma jeszcze prawo być obecny w naszym życiu publicznym bez szyderstwa i pogardy. Nie bójmy się – w towarzystwie Naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa demony nie mają ostatniego słowa. 

Ale to od nas zależy, czy Go publicznie wyznamy. 

Podpisz petycję. Nie pozwól, by Twoje milczenie zostało odczytane jako zgoda. Stań w wyłomie razem z nami!

Film Caviezela “Sound of Freedom” czyli kto steruje opinią publiczną w USA

Film Caviezela “Sound of Freedom” czyli kto steruje opinią publiczną w USA

Autor: pokutujący łotr , 18 lipca 2023

Jim Caviezel w filmie “Sound of Freedom”, 2023

Solidarny wrzask podniesiony w USA przeciw filmowi fabularnemu Sound of Freedom przez mainstreamowych krytyków z pism i portali w rodzaju New York Timesa, Forbesa, Newsweeka, Rolling Stone  czy Vanity Fair, przywraca znów pytanie: kto rządzi opinią publiczną i światem informacji i rozrywki w USA.

Paul Reubens – amer. aktor filmów dla dzieci, oskarżony o gromadzenie materiałów pedofilskich.

O osobach firmujących te ataki wiele mówi np. taka postać, jak wpływowy krytyk Charles Bramesco, który w 2021 r. bronił Paula Reubensa (prawdziwe nazwisko Reubenfeld) – aktora i producenta filmów dla dzieci, oskarżonego o posiadanie materiałów pornograficznych z ich udziałem – że to jest „po prostu specyficzne upodobanie” – zaś film o transpłciowym „mężczyźnie” próbującym urodzić dziecko uznał w swej recenzji za „poruszające studium”. Ale Sound of Freedom – wstrząsający obraz seks-handlu dziećmi w reżyserii demonstrującego swój katolicyzm Alejandra Monteverde i z udziałem niestrudzonego anty-hollywoodzkiego aktora Jima Caviezela (odtwórcy głównej roli w Pasji Mela Gibsona) oraz  Tima Ballarda, który dostarczył materiału do opartego na faktach scenariusza (Ballard jest od lat aktywistą walczącym z handlem dziećmi w USA i założycielem wspierającej ten cel Fundacji OUR) – jest dla tego typka „paranoiczny”.

A oto skład grupy bogów zarządzających przemysłem filmowo-telewizyjnym w Hollywood, sporządzony według opublikowanego przez nich w marcu 2008 r. na łamach Los Angeles Times listu otwartego do Screen Actors Guild (Związek Zawodowy Aktorów Filmowych i TV). Prezesem News Corporation jest Peter Chernin (Żyd), Paramount Pictures – Brad Grey (Żyd), Walt Disney Co. – Robert Iger (Żyd), Sony Pictures – Michel Lynton (Żyd holenderski), Warner Brothers – Barry Meyer (Żyd), CBS Corp. – Leslie Moonves (Żyd; jego stryjeczny dziadek był pierwszym premierem Izraela), MGM – Harry Sloan (Żyd), NBC Universal – Jeff Zucker (Żyd). Zabrakło jedynie podpisów braci Boba i Harvey’a Weinsteinów – założycieli i prezesów wytwórni Miramax, Dimension Films oraz The Weinstein Company – aby powstał komplet osób zdolnych wesprzeć, albo przeciwnie, utrącić, KAŻDĄ ale to KAŻDĄ produkcję telewizyjną  lub filmową w USA.  Na „pociechę” – wiadomość, że sprawiedliwość dosięgła przynajmniej Weinsteinów, gdy Bob zmuszony był ogłosić  upadek firmy w 2017 r., kiedy jego braciszek Harvey został oskarżony przez grupę aktorek o molestowanie, gwałt i szantaże w przydzielaniu ról w zamian za usługi seksualne i skazany na 23 lata więzienia.

   Dla całości obrazu tego trzęsącego opinią publiczną w USA konglomeratu filmowo-prasowego, należałoby przedstawić drugą listę – redaktorów naczelnych i właścicieli głównych pism i portali informacyjnych, na czele z Arturem Greggiem Sulzebergiem,  prezesem The New York Times Company czy rodziną Meyerów, właścicieli koncernu The Washington Post. Przez posłusznych sobie dziennikarzy, ten sanhedryn medialny w USA podnosi teraz wrzask, oskarżając twórców filmu Sound of Freedom oczywiście  o „teorie spiskowe” i dodając, że są „typowe dla oszołomów z QAnon” (chodzi o nabierający tempa nowy ruch radykalnej prawicy w USA, nazywany „zbrojnym ramieniem Trumpa”) i nie szczędząc innych inwektyw, jak „fundamentalizm chrześcijański” ze słownika lewackiego terroryzmu.

Ich histerię spowodował fakt, że ten „oszołomski” film, ku przerażeniu Hollywoodu zarobił w dniu premiery 4 lipca br. 14 mln dolarów i zwrócił im się jednego dnia cały budżet, podczas gdy tego samego dnia Indiana Jones 5 z Harrisonem Fordem, który kosztował 295 mln dolarów, zarobił  tylko 11 mln USD. Hit z Caviezelem był gotowy dużo wcześniej, bo już w 2018 r. i miał być firmowany przez 20th Century Studios, ale trafił do zamrażarki, gdy wytwórnię przejął Disney. Netflix i Amazon odmówiły dystrybucji, podobnie jak większość innych, z którymi kontaktował się producent Eduardo Verastegui, dopiero Angel Studios tym się zainteresowało.

Pamiętajmy, że handel ludźmi jest w USA i w świecie ogromnym biznesem, wykraczającym daleko poza środowisko filmowe i podludzie tym się trudniący mają środki na przekupywanie odpowiednich osób w mediach, by o tym nie mówiły lub wyśmiewały temat jako „oszołomstwo spiskowe” lub „religijny fundamentalizm”. Ten terror medialny przynosi – przynajmniej w uzależnionym od ekranu TV społeczeństwie amerykańskim  – katastrofalne skutki, ludzie (podobnie już jest i w Polsce) klepią bezmyślnie za celebrytami o „teoriach spiskowych” tkwiąc w przekonaniu, że wyrażają opinie „światłe” i „racjonalne”, podczas gdy w ich zapchanych sieczką mózgach brak już jest miejsca na istotne fakty.

Inwazja zombich: dzisiejsza plaża w Los Angeles

Np. już tylko 22% Amerykanów uważa obecnie, że biznes informacyjno-filmowo-rozrywkowy jest w USA głównie w rękach Żydów, choć w 1960 r. tego zdania było ponad 50% społeczeństwa –  aż co drugi Amerykanin! To ukazuje skalę i skuteczność ogłupiactwa prowadzonego w USA i na świecie. Otuchą napawa fakt, że ku przerażeniu manipulatorów film Sound of Freedom osiąga jednak taki wielki sukces.

*

Problem zorganizowanej pedofilii sygnalizowali już w swej twórczości m.in. Roman Polański (film Rosemary’s Baby – choć powstały niezupełnie ze szlachetnych pobudek) czy Stanley Kubrick w wybitnym, przerażającym filmie o kulisach masonerii pt. Oczy szeroko zamknięte. Polańskiemu na wszelki wypadek – może by zniechęcić go do tematu – wytoczono w USA proces o stosunki z nieletnimi, zaś Kubrick „zmarł” na zawał serca zaraz po premierze swego filmu. Warto w tym miejscu przypomnieć inny mega-skandal pedofilski znany jako „afera Dutroux” w Belgii w 1979 r. – gdy proces seryjnego porywacza i mordercy dziewczynek Marca Dutroux – od którego nitki wiodły do wielu wpływowych osób ze świata politycznego Brukseli –  został wyciszony a świadkowie i oskarżeni dziwnym trafem padali jak muchy (w sumie kilkadziesiąt osób!). Również na zawsze uciszono w USA w 2019 r. Jeffrey’a Epsteina i jego ukochaną Ghislaine Maxwell, którzy sprowadzali do swej posiadłości na wyspie dziesiątki dziewczynek by uprawiały seks z milionerami i osobistościami z pierwszych stron gazet. Zapewne byli agentami (CIA? Mosadu?) i w ten sposób zbierali kwity na osobistości z całego świata, księcia Andrzeja z Pałacu Buckingham nie wyłączając (uniknął skandalu płacąc Maxwell kilka milionów funtów). https://kobieta.onet.pl/ghislaine-maxwell-udzielila-pierwszego-wywiadu-zza-krat-ofiary-beda-wsciekle

To, o czym piszę, jest wierzchołkiem góry lodowej. U końca prezydentury Baracka Obamy uciszono przecież inną „rozwojową” seks-aferę  kryminalną z udziałem dzieci, nazywaną Pizza Gate. Też ogarniała ona szerokie kręgi polityczne w Waszyngtonie (otoczenie Hillary Clinton) odsłaniając przed światem mroczne i krwawe uczynki rzeczywistych potężnych kręgów pedofilskich na najwyższych piętrach władzy w USA i w świecie, trudniących się nie tylko seksem z dziećmi ale i zbrodnią – nie zaś, na wzór polski, rozdmuchiwane z promila przez dziennikarzyny w rodzaju Sekielskiego, i to jedynie w kręgach katolickiego kleru, gdyż świat polityki i mediów jest w Polsce skrzętnie omijany. Zaprawdę, rogaty rządzi światem tzw. elit i trzeba być głupim, głuchym i ślepym żeby tego nie dostrzegać.

W tekście wykorzystano materiały z artykułu:  wykop.pl/sound-of-freedom-film-ktorego-boi-sie-hollywood-i-mainstreamowe-media

Apatia i nienawiść, czyli powszechna śmierć cywilizacji [może raczej cywilizacja śmierci]

Apatia i nienawiść, czyli powszechna śmierć cywilizacji

Paweł Chmielewski pch24/pawel-chmielewski-apatia-i-nienawisc

(Oprac. PCh24)

Apatia i nienawiść. Tak można byłoby określić nić przewodnią współczesnej kultury: apatia wobec istnienia, nienawiść do własnego dziedzictwa, do samych siebie, do świata w ogóle. Na nienawiść choruje nie tylko Zachód, ale również Wschód. Nowoczesny świat dławi się apatią i nienawiścią.

  • Przyczyna jest prosta: brak Boga.

Kto wyjedzie z Polski, od razu to zobaczy: brudne ulice, zniszczone sklepy, grupy młodych, agresywnych, ciemnoskórych mężczyzn wałęsających się bez celu. To rzeczywistość wielu największych miast europejskich. Patrzą z głupkowatą miną na to, co ich otacza: kościoły, pomniki, piękne budynki. Nie wiedzą, co to jest. W ogóle ich to nie obchodzi. Gdyby mogli na tym zarobić choćby kilka euro, od razu by to wszystko spalili. Część jest może owładnięta świadomą niechęcią do Zachodu, którą sufluje im ideologia islamska, ale większość jest po prostu obojętna. Ktoś dał, oni biorą, to wszystko.

Skąd się tam wzięli? Przecież w większości nie przyjechali sami. Stworzono cały skomplikowany system, który pozwolił im przekroczyć europejskie granice, a później tu zostać: brak kontroli paszportowych, instytucja rozdawanego szeroką ręką azylu, świadczenia socjalne. Imigranci przyjeżdżają tu, bo chwytają istnienie – ale ktoś ich tu sprowadził. Spisek i teoria podmiany ludności? Może, ale w krajach zachodniej Europy ludzie od dekad konsekwentnie głosują na partie, które sprowadzają im na głowę niepracujących imigrantów. Nic się nie zmienia. Stworzony raz system trwa i jest podtrzymywany, a większość społeczeństwa biernie patrzy na tego efekty. Przyglądają się, jak przyjezdni zamieniają ich piękne miasta w cuchnącą ruinę. Są obojętni w obliczu dewastacji. Może zatem zwykła inercja i głupota?

Dewastacji ulegają nie tylko miasta, ale i całe narody. W Republice Federalnej Niemiec przyszło w 2025 roku na świat 650 tysięcy dzieci. Część z nich to dzieci z rodzin imigrantów, którzy nie mówią nawet po niemiecku. Równolegle do kraju sprowadzono około 250 tysięcy przybyszów. Jeszcze wyższej liczbie ludzi nadano niemieckie obywatelstwo. Społeczeństwo spokojnie patrzy, jak z niemieckiego zamienia się w coś zupełnie nowego. To w dłuższej perspektywie oznacza śmierć narodowej kultury. Większości to jednak nie obchodzi. Są wobec tej śmierci obojętni, a głosy krytyków uważają za niepotrzebny ekstremizm.

Giną też inne narody, z innych przyczyn – w tym naród polski. W 2025 roku urodziło się u nas 238 tysięcy dzieci, rekordowo mało. Główny Urząd Statystyczny w najczarniejszych scenariuszach nie przewidywał takiej zapaści. Wskaźnik dzietności wynosi obecnie 1,09. To oznacza, że przeciętna Polka ma w życiu jedno dziecko. Z dwojga Polaków robi się jeden – i tak dalej, aż do zaniku. W Europie przodujemy, ale inni nas gonią. Niemcy, Czesi, Włosi, Hiszpanie, Brytyjczycy – oni też nie chcą mieć dzieci. To nie jest problem tylko Zachodu, Europy czy USA. Dzieci nie mają też Rosjanie i Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy. Rozwinięty świat zrezygnował z dzieci. Wszyscy dobrze wiedzą, że wymierają, dane są na wyciągnięcie ręki – ale są obojętni.

Mamy tendencję do narzekania na „zgniły Zachód”. To zrozumiałe, w końcu żyjemy na Zachodzie. Tak naprawdę zgniły jest również Wschód – również tam obserwujemy błyskawiczną zapaść cywilizacyjną. Odrzucenie genderyzmu przez Rosjan niewiele znaczy. Wznoszenie drapaczy chmur i budowa nowych portów w Chinach to jeszcze za mało. Rosjanie i Chińczycy, podobnie jak my, wymierają. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, różnią się tylko szczegóły – Zachód zabija się rękami imigrantów, Rosja pijaństwem i tak dalej. Wszyscy są na samobójczym torze.

Co łączy wszystkich, od Ameryki, przez Portugalię, Francję, Polskę, aż po Rosję i Chiny? Przede wszystkim: bezbożność. Boga zabito w liberalizmie i komunizmie, z różnych przyczyn, ale z tym samym skutkiem – dominacją kompletnego bezsensu.

Życie, takie jakie jest, bywa nieznośne. Bez perspektywy wieczności nie ma też żadnego celu. Trzeba to sobie poważnie uświadomić: bez Boga życie po prostu nie ma sensu. Można tylko stwierdzić, że się wydarza – ale trzeba przyznać, że nie posiada żadnej ukierunkowanej treści. Dlatego współczesny świat może podpisać się pod znanym tekstem poezji egipskiej sprzed trzech czy czterech tysięcy lat: „Mury ich zniszczone, nie pozostały żadne ślady, tak jakby ich nigdy nie było. Ciesz się w sercu swoim, póki nie napełni się radością po brzegi. Będziesz żywy, gdy będziesz podążał za pragnieniami swego serca. Spójrz, nikt, kto odszedł, już stamtąd nie wrócił”.

Korzystanie z życia celem maksymalizacji własnej przyjemności, oto jedyna racjonalna strategia w świecie bez Boga. Nie da się wymyślić nic innego. Etyka obowiązku, samopoświęcenia, ofiary – to wszystko jest zawieszone w próżni, jeżeli nie odnosi się do Stwórcy.

Skoro cały rozwinięty świat żyje dziś bez Boga, to w konsekwencji nie ma żadnego celu poza zwykłym trwaniem. Przecież każdy rozsądny nihilista przyzna, że tak naprawdę równie dobre (równie obojętne) byłoby nie istnieć. Na pytanie, dlaczego istnieje raczej coś niż nic, nihilista nie odpowiada. Nie wie, dlaczego: zresztą nawet go to nie obchodzi: „coś” jest przecież niczym. Nihilizm – a konsekwentny ateizm zawsze jest nihilizmem – to strukturalna obojętność wobec życia, która w przypadku niemożności „napełniania serca radością po brzegi” staje się koniecznie nienawiścią.

Ludzie pozbawieni perspektywy wieczności mogą przez całe swoje życie głosować na zdegenerowane formacje polityczne, które sprowadzają migrantów i walczą z rodziną, bo te formacje gwarantują im realizację jedynego rozsądnego celu życia w paradygmacie ateistycznym, czyli maksymalizacji własnej przyjemności. Francuscy nihiliści będą patrzeć, jak imigranci spalają ich Paryż – co ich to obchodzi? Przecież w ich perspektywie ten Paryż nie ma żadnego sensu. Niemieccy nihiliści zbudowali system zalewania własnego kraju imigrantami – i nie chce im się go zmieniać, bo to wymagałoby wysiłku. Po co się wysilać, skoro da się jeszcze wegetować? Polscy nihiliści przestali mieć dzieci, ale co z tego? Niech Polska się skończy – byleby nie teraz, póki żyją. Bo po co ma istnieć Polska? Rosyjski i chiński aparat władzy zadba o własne przetrwanie, ale długa perspektywa go nie interesuje – nie może go interesować, bo bez Boga nie ma żadnej „długiej perspektywy”.

Bezbożny nihilizm, który dominuje myślenie większości współczesnych ludzi w rozwiniętych krajach, jest samobójczą obojętnością wobec cywilizacji. Ta obojętność przeradza się w nienawiść, ilekroć ktoś stara się jej rzucić wyzwanie. Stąd ta wielka nienawiść do wierzących katolików, krytyków sodomii, aborcjonizmu, imigracjonizmu. Żywe trupy chcą spokojnie gnić dalej w swoim świecie pozbawionym znaczeń. Ci, którzy mówią im o Bogu i domagają się jakiegoś wysiłku, to jedyni, do których mogą odczuć nienawiść. Żywe trupy stanowią większość, mają masę – więc uchwalają różne prawa, które zamykają usta ich krytykom. Chcą spokojnie zgnić. Zachód i Wschód stał się zbiorowym Neronem. Podpala wszystko, z czego wyrasta – dla przyjemności.

Czy jest na to recepta?

Tylko jedna: wiara w Boga, silna na tyle, by nadać życiu sens. Nie wiem, jak można ją przywrócić w szerokiej skali. W życiu ludzkim zawsze istniały momenty, które z druzgocącą mocą objawiały niedoskonałość tego życia, jego zależność. Dziś to występuje bardzo rzadko: społeczność ludzka stała się niemal doskonała, bo wyeliminowała większość poważnych przykrości, które dotąd ją trapiły. Została tylko śmierć, ale śmiercią większość nie przejmuje się, zanim ona nie nadejdzie, a kiedy nadejdzie, nie da się już nią przejmować. Widzę tu aporię – trudność, której nie da się przekroczyć. To jednak również jakiś scenariusz. Rzym z tętniącego witalnością i potęgą centrum świata stał się we wczesnych wiekach średnich wynędzniałą osadą. Taki może być los całej rozwiniętej ludzkiej kultury.

Karmiące się nienawiścią i obojętnością trupy muszą zgnić. Są jednak również ci, którzy wierzą i chcą żyć. Skupmy się właśnie na tym. Niech żyją ci, którzy żyć chcą. Nie będzie to wielu? Trudno. Do nas należy konsekwentnie wypełnianie obowiązków, które wynikają z prostego faktu: Bóg istnieje i daje nam życie wieczne. Weźmy to życie. Twórzmy kulturę, która o tym opowiada.

Czy to się uda, a jeżeli się uda, to kiedy – tego nie wiemy, ale nasza jest praca, a owoce są Pana Boga.

Paweł Chmielewski

Cztery komentarze do: Aptekarz profesora Diabelskiego

Tagi:Aptekarz profesora Diabelskiego

O autorze: CzarnaLimuzyna ekspedyt/aptekarz-profesora-diabelskiego-z-wizyta-robocza-w-polsce

4 komentarze

  1. pokutujący łotr 25 lutego 2026
  2. W 2022 roku kardynał Hollerich stwierdził, że uważa naukę Kościoła o grzeszności związków homoseksualnych za fałszywą: „Uważam, że społeczno-naukowe korzenie tej nauki nie są już prawdziwe”. W 2023 roku dodał na ten sam temat: „Jeśli powiemy, że wszystko, co robią, jest z natury złe, to będzie to równoznaczne z powiedzeniem im, że ich życie nie ma wartości”. it/tutti-i-peccatori-sono-uguali-ma-alcuni-sono-piu-uguali-degli-altri Najniebezpieczniejsze jest to, że ci rewizjoniści Nauczania Chrystusowego przebrani są w owcze skóry i jako dostojnicy Kościoła, do woli mogą mieszać w głowach maluczkich. Jezuita Jean-Claude Hollerich od 2011 r. jest arcybiskupem luksemburskim, w latach 2018 – 2023 przewodniczącym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej.
  3. Emisja 25 lutego 2026
  4. Katolicy muszą bojkotować heretyka, ekumenistę kardynała Grzegorza Rysia.
    Katolik nie ma obowiązku posłuszeństwa wobec heretyka wroga Kościoła Katolickiego nawet ze statusem “kardynała”.
  5. Encyklika papieska Papieża Piusa IX “Quanta cura” z “Syllabus Errorum”, “Spisem Błędów” potępia błąd nr 21: „Kościół (Katolicki) nie ma władzy definiowania dogmatycznie, że religia katolicka jest jedyną prawdziwą”20 kwietnia 1875 r. Papież Pius IX: “Nie dość jest wyznawać szacunek dla Stolicy Świętej, trzeba jeszcze koniecznie być posłusznym Syllabusowi i dogmatowi o Nieomylności”.Leon XIV,
  6. Ryś popiera ten błąd powołując się na “Lumen gentium”, które relatywizuje jedność Kościoła Katolickiego , mówiąc o „elementach zbawienia” poza Kościołem Katolickim, co jest sprzeczne z dogmatem „extra Ecclesiam nulla salus”.“
  7. Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich. Pracy nad jednością chrześcijan (tj katolików) nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego (tj Katolickiego), od którego kiedyś, niestety, odpadli.”Encyklika Papieska Mortalium Animos, o popieraniu prawdziwej jedności religii, Papież Pius XI“
  8. To jest ten jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, katolicki i apostolski, który Zbawiciel nasz po zmartwychwstaniu swoim powierzył do pasienia Piotrowi (J 21,17), zlecając jemu i pozostałym Apostołom, aby go krzewili i nim kierowali (por. Mt 28,18 nn), i który założył na wieki jako „filar i podwalinę prawdy” (1 Tm 3,15). Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie (communio), choć i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy, które jako właściwe dary Kościoła Chrystusowego nakłaniają do jedności katolickiej.”
    LUMEN GENTIUM – KONSTYTUCJA DOGMATYCZNA O KOŚCIELE, Paweł VI, Sobór Watykański 2Sobór Watykański 2 podobno jest s. pastoralnym a nie dogmatycznym:)
  9. Emisja 25 lutego 2026
  10. Grzegorz Ryś wykorzystuje zakompleksienie Polaków wobec Zachodu.
    Co może Niemiec-Luksemburczyk powiedzieć o katolicyzmie Polakom jak na Zachodzie nie ma wiary katolickiej.
    W drugą stronę byłoby to nie do pomyślenia dla Niemca żeby Polak nauczał wiary katolickiej Niemców – Luksemburczyków.
  11. CzarnaLimuzyna 26 lutego 2026
  12. Dotychczasowe obserwacje skłaniają mnie do hipotezy badawczej, że w przypadku takich zachowań i bredni typu “To jest białe, ale może jest też czarne” oraz wypowiadania herezji – to w takich przypadkach mamy do czynienia z mało lotnym lewakiem (przypadek Franciszka) albo ze zboczeńcem albo z wyrachowanym, świadomym satanistą. Również promotorzy dni bez Jezusa i Maryi, od Zbysia do Rysia, mają bardzo podobne poglądy. Jak jest w tym przypadku, nie wiem. Skłaniam się do przypuszczenia, że Hollerich nie jest debilem, a jego przypadek może być związany z pozostałymi przypadłościami.
  13. Na głoszone, identyczne lub podobne, brednie odpowiedział w jednym aspekcie w roku 2023 Jacek Salij OP – link.

Wyszarpywanie prawdy. Epstein to przecież kontynuacja.

Aleksander Rybczyński – Wyszarpywanie prawdy

polskacanada.com/aleksander-rybczynski-wyszarpywanie-prawdy

Ujawnione w ostatnich dniach dokumenty z afery Epsteina, odsłaniające sieć wpływów, okultystycznych praktyk i wykorzystywania nieletnich przez elity obiegły świat. Te wstrząsające materiały kwestionują integralność zachodniej cywilizacji, poniżają najbardziej podstawowe wartości humanistyczne. Jak to możliwe, że coś tak potwornego działo się przez dziesięciolecia w samym sercu zachodniego establishmentu?

Mało tego; bulwersujące materiały dowodowe operacji “Lolita Express” były ukrywane przez lata, trzymane w archiwach, stojących na straży zakłamania i deprawacji. Sprawiedliwymi okazują się być jedynie wybitni artyści, ale ich odważne świadectwa prawdy były odrzucane, marginalizowane i ośmieszane.

Film Stanleya Kubricka ‘Eyes Wide Shut’ w artystycznej wizji przedstawił kulturę zbrodniczego rytuału elit, za co być może reżyser zapłacił życiem – zmarł nagle, sześć dni po pokazaniu finalnego cięcia filmu. Jego dzieło zostało początkowo odrzucone przez krytyków jako chora fantazja twórcy (dopiero dziś uznawane jest za arcydzieło). Podobnie oparty na faktach i doświadczeniu usuniętego z pracy śledczego film z 2023 roku ‘Sound of Freedom’ był wyszydzony przez propagandową ‘krytykę’ jako skrajnie prawicowa fantazja i teoria spiskowa. Okazuje się, że prawdę trzeba zawsze wyszarpywać.

Przykładem tego na zaśmieconym, polskim podwórku jest twórczość Andrzeja Juliusza Sarwy, autora wybitnego dzieła, jakim jest Kwadrologia, saga rodu Białeckich.

To historia zła ciągnąca się od XIV wieku po współczesność. Cztery tomy: “Wieszczba krwawej głowy”, “Cmentarz Świętego Medarda”, “Tuman krwawej mgły” i “Syn Cienistej Strony” nigdy nie zostały przez mainstream dostrzeżone. Są ignorowane, przemilczane przez środowisko literackie.

Ale teraz, gdy ujawniono dokumenty z afery Epsteina, brzmią jak komentarz do najświeższych skandali, pokazując mechanizmy władzy i zepsucia elit.

“Zło przychodzi podstępnie, jest modnie ubrane, zna wszystkie języki, ma dobre maniery i budzi zaufanie.” Czytając te słowa trudno nie pomyśleć o tym, jak przez dziesięciolecia działał Epstein, jego towarzystwo, odurzone władzą i pławiące się w luksusach. Wiadomo, że nad wszystkim czuwali mocodawcy, opętani ideą absolutnej kontroli nad światem i zamieszkującym go “motłochem”. Ich ochroną są skorumpowani, szantażowani i bezwolni politycy, przez manipulacje i najgorsze intrygi wyniesieni na najwyższe stanowiska.

Sarwa opisuje arystokratów urządzających dzikie orgie, ofiary z dzieci praktykowane przez możnych, okultystyczne rytuały elit, tajne loże kierujące biegiem dziejów, rozpustnych monarchów i ich haremy.

To nie fantazja, każda z tych informacji jest potwierdzona w przypisach, oparta na dokumentach historycznych. I nagle okazuje się, że to wszystko nie zniknęło wraz z XVIII wiekiem, że mechanizmy opisywane przez sandomierskiego pisarza w najlepsze kwitną dzisiaj, będąc potwarzą dla wszystkich, którzy zachowali choć odrobinę przyzwoitości.

Powieści Andrzeja Juliusza Sarwy są ignorowane, ostentacyjnie odsunięte z kanonu lektur, których zadaniem jest hipnotyzowanie wrażliwości, przeprowadzanie zabiegu lobotomii prawdy i eliminacja zdolności do samodzielnego myślenia. Dlaczego? Bo piętnują zło w każdym obszarze życia, opierając się na faktach historycznych, z którymi trudno dyskutować. Jak mówi sam autor: ‘Lepiej moje książki przemilczeć, bo przecież nawet mały kamyk może spowodować lawinę.

Czytając o Ludwiku XV i przepoczwarzającym się hrabim de Saint-Germain, o rewolucji francuskiej i jej bestialstwie, o magach i okultystach przy tronach władzy, o filozofach oświecenia parających się czarną magią, można zrozumieć, w jaki sposób współcześni stoczyli się na samo dno.

Andrzej Sarwa demaskuje szatański plan, rozciągnięty na wieki: “Oto nasza robota posuwa się co prawda do przodu, lecz z oporami, a można by wszystko przyspieszyć. Dwa filary ma katolicka Europa – Polskę i Francję. Jeden z nich jest już prawie zrąbany i niezadługo runie, wystarczy tylko lekko dmuchnąć”. To słowa z powieści, ale mechanizm opisany przez autora działa do dziś, jak dobrze naoliwiona gilotyna.

Książki Sarwy są źródłem tajemnej wiedzy, odsłaniają kulisy historii zmierzającej do kresu. W powieściach czas traci swoją monotonną wymierność, wieki mijają jak chwila, a ulotne momenty ciążą jak wieczność. Poznajemy nie tylko prawdę o zakłamywanych, mrocznych dziejach ludzkości, ale możemy nawet dowiedzieć się, od kiedy w Polsce działa przerażająca machina oblężnicza złego, bombardująca nasze serca, rozum i sumienie.

Saga rodu Białeckich to powieść przygodowa, sensacyjny thriller i świadczący o głębokiej erudycji autora esej historyczny.

Najważniejsze jednak, że te historyczne książki są powieściami współczesnymi. Fabuła, sięgając do mało znanych, odległych faktów, opisuje aktualną rzeczywistość cywilizacji na skraju zagłady i ostatecznego upadku. Afera Epsteina to tylko kulminacja długiej historii, kolejny element układający się w mozaikę, której pełnego obrazu wolelibyśmy nie oglądać.

Wydaje się, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, ale autor ma swoją odpowiedź na pytanie o nadzieję: “Ja nie mam nadziei, ja mam pewność, bo nie mam wątpliwości, że nad naszymi losami, od początku do końca czuwa Pan Bóg, który przybędzie i wszystko naprawi. Nadzieję trzeba mieć tylko, że to zwycięstwo jest blisko. Z zastrzeżeniem, że ‘blisko’ jest pojęciem, którego nie jesteśmy w stanie zdefiniować… Patrzmy więc uważnie, by rozpoznawać znaki czasów. Bądźmy czujni i przygotowani”.

Może właśnie teraz, gdy świat ma okazję poznać przerażające fakty o elitach i ich praktykach, nadszedł moment, by sięgnąć po te książki.

Wbrew tym, którzy próbują przemilczeć aferę albo wykorzystać ją jako element propagandowego perpetuum mobile, nadszedł moment prawdy. Czas, by miłośnicy literatury przestali się sugerować sztucznie tworzonym rynkiem księgarskim, stronniczymi recenzjami i promocją politycznie poprawnych wartości. Bo kiedy fikcja staje się rzeczywistością, warto ją poznać.

Aleksander Rybczyński

AR jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą. W przygotowaniu do druku sensacyjna powieść emigracyjna “Niewidoczna strona”

=======================================

PAKIET: Saga rodu Białeckich (4 tomy) – Andrzej J. Sarwa

Cena199,99 zł

=================

więcej: ksiegarnia-armoryka.pl/Saga_rodu_Bialeckich_4_tomy_Andrzej_Sarwa

========================

Jeszcze więcej: ksiegarnia-armoryka.pl/publikacje-wydawnictwa-armoryka

O tym jak Włodzimierz Sołowjow 130 lat temu przewidział powstanie Unii Europejskiej

O tym jak Włodzimierz Sołowjow

130 lat temu przewidział

powstanie Unii Europejskiej

pch24/o-tym-jak-wlodzimierz-solowjow-130-lat-temu-przewidzial-powstanie-unii-europejskiej

(S. Sdobnov, )

Włodzimierz Sołowjow (1853-1900) to rosyjski filozof prawosławny (4 lata przed śmiercią wyznał przed księdzem grekokatolickim wiarę katolicką uznając prymat papieża), którego marzeniem było zjednoczenie chrześcijan, a w szczególności włączenie Cerkwi Prawosławnej pod zwierzchnictwo Papieża. Doszedł on w ciągu swego życia do wniosku, że wszyscy chrześcijanie zgadzają się, iż Chrystus założył Kościół, lecz wielu popełnia błędy nie zważając na najistotniejszy tekst ewangeliczny mówiący o tym wprost, wyraźnie i formalnie, więc nieprzyjaciele prawdy mogą jedynie ten konstytucyjny fragment wycinać lub pomijać. Brzmi on następująco: ,,Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czyli Skała), i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.

Bóg – człowiek w ten sposób chciał zjednoczyć ze sobą cały rodzaj ludzki moralnie i społecznie. Nie przemówił do każdego z apostołów osobno, nie wspominał o założeniu wielu narodowych kościołów, tylko o jednym wokół którego ludzkość zjednoczona z Bogiem ma tworzyć jedną, silną budowlę społeczną i dla tej jedności znaleźć podwalinę. Kolejnym potwierdzeniem dla władzy św. Piotra na Ziemi było dla Sołowjowa zapytanie Jezusa skierowane do uczniów: ,,Kim mienią być ludzie Syna człowieczego?”.

Odpowiedzi okazały się wszystkie błędnymi, tak więc prawda jest tylko jedna, a opinie na dany temat mogą być mnogie i sprzeczne. Wynika z tego, że Kościół Chrystusowy nie może być oparty na demokracji, tylko na autorytecie Piotra i jego następców. Kolejne pytanie skierowane do
apostołów potwierdza tę tezę: ,,Wy zaś kim mi być powiadacie”? Po tym nastąpiło milczenie, jedenastu uczniów nie wiedziało co powiedzieć, niektórzy z nich bali się wyrazić zdanie. Być może Filip nie pojmował kim jest Jezus, a może Tomasz miał co do Mistrza wątpliwości. Sobór
apostolski oddał głos najmądrzejszemu, bowiem wybranemu z łaski Bożej i Szymon Piotr pewny siebie rzekł: ,,Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego”, nie radząc się przy tym nikogo, poszedł wprost za głosem swego sumienia.

Tymi argumentami rosyjski filozof przekonywał nieskutecznie przez całe życie swych rodaków, przyjmując komunię w Cerkwi nawet po wyznaniu wiary katolickiej. Warto przypomnieć, że w tamtym czasie w Rosji za konwersję z prawosławia na katolicyzm groziła kara od 8 do 12 lat katorgi. 

Włodzimierz Sołowjow pisał też o konieczności pojednania się z bratem (Polską) przez złożenie ofiary z narodowego egoizmu na ołtarzu Kościoła powszechnego. Było to według niego niezbędne, żeby utrzymać chrześcijański charakter Rosji. Rusyfikację nazywał nikczemnością, bowiem nie dotyczyła ona już tylko autonomii politycznej, lecz atakowała byt narodowy, samą duszę narodu polskiego. Naród polski według Sołowjowa miał w drugiej połowie XIX wieku wysoko rozwiniętą samoświadomość i prześcignął Rosję w kulturze intelektualnej, a także nie ustępował jej w aktywności naukowej i literackiej. Sołowjow pierwszy raz przybył do Warszawy na kilka dni w 1875 roku, jednak jak wynika z listu do księcia Certelewa potrafił już wtedy czytać polską poezję, więc na pewno spotykał Polaków wcześniej w Rosji. Oto fragment tej korespondencji:

,,Czuję się wspaniale.(…) Dla odpoczynku czytam po polsku Mickiewicza, w którym się absolutnie zakochałem. Musisz koniecznie nauczyć się języka polskiego, choćby dla niego samego, a są także inni”. Zachowało się również przemówienie filozofa pt. ,,Ku pamięci Mickiewicza” wygłoszone w czasie obiadu 27 grudnia 1898 roku, lecz ze względu na jego długość nie będę go przytaczał.

Benedykt XVI w swej książce pt. ,,Jezus z Nazaretu” wydanej w kwietniu 2007 roku odniósł się do najpopularniejszego dzieła Sołowjowa w następujący sposób:

,,Diabeł występuje jako teolog.(…). Włodzimierz Sołowjow wprowadził ten motyw do swej ,,Krótkiej opowieści o Antychryście”: Antychryst otrzymuje na uniwersytecie w Tybindze honorowy tytuł doktora teologii; jest wybitnym biblistą. W ten sposób Sołowjow drastycznie wyraził swój sceptycyzm w stosunku do pewnego typu erudycji biblijnej tamtych czasów. Wykład Pisma Świętego może w rzeczywistości stać się narzędziem Antychrysta. Sołowjow nie jest pierwszym, który to powiedział; jest to wewnętrzna treść samej historii kuszenia”.

Kilka stron dalej Papież znowu wspomina o antychrystusowej egzegezie i teologii:

,,Kusiciel nie jest do tego stopnia nachalny, żeby nam wprost zaproponował adorowanie diabła. Proponuje nam opowiedzenie się za tym, co rozumne, za prymatem świata zaplanowanego od początku do końca zorganizowanego, w którym Bóg może mieć miejsce jako sprawa prywatna, jednak bez możliwości wtrącania się w nasze istotne zamiary. Sołowjow przypisuje Antychrystowi książkę zatytułowaną ,,Otwarta droga do pokoju i dobrobytu świata” – która stanie się nową Biblią, a jej istotną treścią jest wielbienie dobrobytu i rozumnego planowania”.

,,Krótka opowieść o Antychryście” o której wspominał Benedykt XVI została wydana w 1898 roku, ma zaledwie 30 stron i jest również dostępna w wersji do słuchania na youtube. W niej Sołowjow przewidział powstanie zjednoczonej Europy.

Tuż przed napisaniem książki Włodzimierz w czasie pobytu w Egipcie doznał objawień, lecz tym razem były one inne od dwóch dotychczasowych, bowiem zobaczył w nich szatana i przekonał się o ontologicznej realności zła, co streścił następująco w wierszu:

Wszystko się rozpada,
Sen już przykro zwodzi,
Coś się zapowiada
I ktoś już nadchodzi.

Sama zaś ,,Opowieść o Antychryście” również zaczyna się poetycznie:

Choć imię dzikie – panmongolizm!
Mnie jednak mile ucho pieści,
Jakby majestat wzniosłej doli.
Od Boga danej, w nim się mieścił…

Potem pewna dama rozmawia z mnichem Pansofijem, który zaczyna snuć proroczą opowieść o wieku dwudziestym, o epoce wielkich wojen, bratobójczych walk i przewrotów. Po burzliwym XX wieku Europa się zjednoczy, aby dać odpór wzrastającej potędze zjednoczonej Azji.

Oto fragment wizji Rosjanina: ,,(…) stary, tradycyjny ustrój oddzielnych narodów traci powszechnie znaczenie i prawie wszędzie znikają ostatnie pozostałości starych monarchicznych instytucji. Europa w dwudziestym pierwszym wieku stanowi związek mniej lub więcej demokratycznych państw – Europejskie Stany Zjednoczone”.

Kilka stron dalej:

,… miało odbyć się w Berlinie międzynarodowe zgromadzenie założycielskie związku państw europejskich. Związek ten, ustanowiony po szeregu zewnętrznych i domowych wojen…, które poważnie zmieniły mapę Europy, narażony był na niebezpieczeństwo konfliktów – już nie między narodami, ale między politycznymi i społecznymi partiami. Koryfeusze wspólnej polityki europejskiej, należący do potężnego bractwa masońskiego, odczuwali brak wspólnej władzy wykonawczej. Osiągnięta z takim trudem jedność europejska mogła się lada chwila ponownie rozpaść. W radzie związkowej, czyli światowym zarządzie (Comite permanent universel), nie było zgody, ponieważ nie wszystkie miejsca udało się obsadzić prawdziwymi wtajemniczonymi masonami. Niezależni członkowie zarządu zawierali między sobą odrębne porozumienia i cała sytuacja groziła nową wojną. Wówczas ,,wtajemniczeni” postanowili utworzyć jednoosobową władzę wykonawczą z dostatecznym zakresem pełnomocnictw”.

Przypominam, że Włodzimierz Sołowjow napisał ten tekst w 1898 roku i zachęcam do zapoznania się z nim w całości.

Norbert Obara

Bibliografia:

Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007.
Sołowiow Włodzimierz, Wybór pism, Wydawnictwo W drodze, Poznań 1988.
Sołowjow Sergiusz, Życie i ewolucja twórcza Włodzimierza Sołowjowa, Wydawnictwo W
drodze, Poznań 1986.
Socci Antonio, Kościół czasu antychrysta, Wydawnictwo AA, Kraków 2019.

Dugin: Akta Epsteina ujawniają prawdę: Zachód to satanistyczne imperium, które rozpada się na naszych oczach.

Z powodu ujawnienia listy Epsteina – parę twardych wniosków.

Zachód upada na naszych oczach.

Prawie wszystkie teorie spiskowe zostały potwierdzone i przekroczyły wszystkie wcześniejsze wyobrażenia. Zachód ukazał się jako demoniczny system cywilizacyjny w którego sercu stoi satanistyczna kanibalistyczna sekta wykorzystująca dzieci, handlująca kobietami, tworząca prowokacje na całym świecie, manipulująca rynkami finansowymi i procesami politycznymi oraz odprawiają czarne msze.

Tylko nieliczni zachodni politycy nie są powiązani z siecią Epsteina. Co teraz mają zrobić zwykli ludzie na Zachodzie, szczególnie w USA? W przeszłości gdy nie lubili demokratów to głosowali na republikanów, a gdy ci ich zawiedli wracali do demokratów.

Ale teraz na kogo mają głosować? I co mamy zrobić teraz,gdy ludzkość zaadoptowała tyle zachodnich wzorców edukacji, uwierzyliśmy w ich kulturę, tworzyliśmy remake ich filmów, dalej zależymy od ich systemu finansowego.Sytuacja dla świata, dla ludzkości jest naprawdę wyjątkowa. Żyjemy obecnie w globalnym stanie zagrożenia, stanie wyjątkowym. Nikt nie zagwarantuje przestrzegania praw, umów, porozumień – wszystko zostało anulowane.

To że elity przyjeżdżały na wyspę Epsteina to nie niespodzianka. Dla nich nie ma czerwonych linii nie do przekroczenia. Widzicie  – te pedofilskie, satanistyczne elity zadecydowały że Putin jest zły, że Iran jest zły lub Xi Jinping jest zły i są wstanie rozpętać wojnę nuklearną i zniszczyć ludzkość. Przy okazji sam Epstein współuczestniczył w tworzeniu bunkrów dla tej elity.

Gdy napięcia będą rosnąć a upadek przyśpieszy, jeżeli procesy socjologiczne wymkną się z pod kontroli tej elity, ponieważ ludzie zaczynają sobie uzmysławiać że są z mały wyjątkami rządzeni przez pedofili i satanistów z każdej partii i rządu.

Chiny i Rosja mówią już od dawna o potrzebie wielobiegunowego świata. Przez to byliśmy potępiani i spotkaliśmy się z ostracyzmem.

Ale teraz to jasne że mieliśmy rację. Tzw Zachód to toksyczne korzeń od którego reszta świata musi się odciąć. Musi powstać nowy porządek z pominięciem zachodu.W tym historycznym momencie Rosja i Chiny stoją przed możliwością zostania beneficjentami całkowitego upadku Zachodu.

==============================

To jasne podejście. Może cyniczne, na pewno nie mające na celu Dobra, lecz chęć przejęcia władzy nad światem przez inną ateistyczną, może anty-Bożą [Chiny na pewno] grupę władców. Mirosław Dakowski

Otwarcie igrzysk olimpijskich pod odwróconym pentagramem

Otwarcie igrzysk olimpijskich pod odwróconym pentagramem.
PrisonPlanet.pl Polska 2026-02-08 prisonplanet/otwarcie_igrzysk

Kultura

Na otwarciu 25 zimowych igrzysk olimpijskich 2026 odbywających się we Włoszech wyeksponowano dwa okultystyczne a nawet satanistyczne symbole – swastyki i odwróconego pentagramu.

Ceremonia otwarcia:

Na stadionie San Siro w Milanie cała murawa była wyrysowana w spiralę zwieńczoną pośrodku swastyką.

Na końcu „ceremonii” otwarcia zapalono znicz olimpijski w dwóch różnych miastach – w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Znicz wędrował 63 dni (6*3 – 666) i zapłonął w kształcie czerwonego odwróconego pentagramu (z formą monstrancji wewnątrz) – co jest znanym symbolem satanizmu.

Raczej trudno być jako artysta bardziej wymownym w przekazie symbolicznym. W Milanie pentagram zawieszono na Łuku Pokoju, który pierwotnie był Bramą Jupitera (Porta Giovia) – rzymskiego najwyższego boga (greckiego Zeusa) rezydującego na Olimpie.

Całe otwarcie igrzysk miało oczywisty charakter symboliczny przywołujący siły zniszczenia i piekła, którym składane są ofiary z olimpijskich potyczek sportowców.

Obecnie „elity” przestały się już kryć co do tego komu służą wystawiając na widok publiczny symbole ich własnego boga.

Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026: Kociołek z płomieniami pośrodku wszechwidzącego oka w piekle

Ceremonia otwarcia

Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026:

kociołek z płomieniami pośrodku

wszechwidzącego oka w piekle.

Eschatologia.pl 2026-02-08 eschatologia.pl/ceremonia-otwarcia-zimowych-igrzysk-olimpijskich-2026-kociolek-z-plomieniami-posrodku-wszechwidzacego-oka-w-piekle

Ogromny łuk triumfalny, płonący, zawieszony centralny punkt. Cała scena była skąpana krwistoczerwonym światłem, z ogniem spadającym z niebios niczym święto zwycięstwa czegoś pradawnego, pogańskiego i pychy pełnego. Niezależnie od tego, czy projektanci zamierzali stworzyć „wszechwidzące oko”, czy też nie, to efekt jest ten sam: globalne widowisko zbudowane na podziwie, strachu i uwielbieniu – a to wszystko – skupione na ogniu.

Mieliśmy już ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku w Londynie, która to ceremonia stanowiła górujący nad całym globem spektakl śmierci. Mieliśmy też hołd dla Baala w czasie ceremonii otwarcia Igrzysk Wspólnoty Narodów w 2022 roku. Z kolei w 2024 roku gdy E. Macron obwieszczał: „ogłaszam igrzyska za otwarte”, koń trupio blady z Apokalipsy, wjechał niczym śmierć i piekło. Co jeszcze? A no na przykład w 2015 roku bogini Kali (hinduska bogini śmierci i zniszczenia) została zaprezentowana na Empire State Building.

Powyższą listę „hańby”, a także można i użyć określenia: „lista uwielbienia dla śmierci”, no więc do niej możemy dołączyć kolejny punkt. Punktem tym jest – a w zasadzie była już – ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2026 roku, która to ceremonia tym razem została „wyrwana” prosto z kart wydarzeń czasów ostatecznych opisanych w Księdze Apokalipsy, księdze opisującej nasze czasy.

A więc, świat po prostu nie potrafi się powstrzymać, prawda? Podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 we Włoszech, to, co miało być pięknie zaprojektowaną wersją „Olimpijskiego Kociołka” symbolizującego „wieczny płomień”, było w rzeczywistości piekielnym przedstawieniem wszechwidzącego oka Horusa wychodzącego z wiecznych ognisk piekła.

Notabene widziałeś kiedyś „Stranger Things”? Oto Demogorgon, w mojej opinii ożywiona wersja oka Horusa:

Ogromny łuk triumfalny, płonący, zawieszony centralny punkt. Cała scena była skąpana krwistoczerwonym światłem, z ogniem spadającym z niebios niczym święto zwycięstwa czegoś pradawnego, pogańskiego i pełnego pychy. Niezależnie od tego, czy projektanci zamierzali stworzyć „wszechwidzące oko”, czy też nie, to efekt jest ten sam: globalne widowisko zbudowane na podziwie, strachu i uwielbieniu – a to wszystko – skupione na ogniu.

Współczesny świat – który jest we władaniu wiadomo kogo – nie tylko toleruje ciemność – on ją uwielbia, promuje i lobbuje, na wszelkie możliwe sposoby stylizuje mrok i „brzydotę”. A dalej to wszystko oferuje / sprzedaje jako tak zwaną kulturę, a przecież to nic innego jak „cywilizacja śmierci”. A potem ten sam świat mówi, że jesteś „szurem” lub propagatorem „teorii spiskowych”, jeśli zauważysz to, o czym dziś piszemy.

Ale wierzący w Biblię nie są wezwani do oklaskiwania tej „produkcji”. Jesteśmy wezwani, by to zdemaskować i zganić takie rzeczy. To jest złe, to jest zło, to są dziwne „ceremonie”, poświęcone uwielbieniu dla „mroku”. My podążamy w światłości, za Panem naszym Jezusem Chrystusem, w którym nie ma nic z „mroku”. Ten świat nie rozpoznał czasu nawiedzenia, które miało miejsce ponad dwa tysiące lat temu, dlatego nadal pozostaje w „ciemnościach” oraz we władaniu „księcia ciemności”.

Gdy patrzę na to wszystko, to do głowy przychodzi mi pewna myśl, którą notabene chcę się teraz z wami podzielić: „W świecie, w którym wszystko zostało upodlone, ujawnienie się Antychrysta stało się bardziej realne niż kiedykolwiek”. Myślę, że czas wejścia antychrysta na „główną scenę” dziejów ludzkości jest już „u progu”, antychryst, ten fałszywy mesjasz, jest już „u progu” naszych czasów.


Autor. Zespół Eschatologia.pl

Czego media NIE analizują w kontekście afery Epsteina. Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.

Czego media NIE analizują w kontekście afery Epsteina

Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.

Agnieszka Piwar 2026-02-08 piwar/czego-media-nie-analizuja-w-kontekscie-afery-epsteina

Kilka dni temu na kanale YouTube Double Down News udostępniono dwugodzinny fragment wcześniej niepublikowanego wywiadu Stevena Bannona z Jeffreyem Epsteinem. Rozmowa z kontrowersyjnym finansistą została zarejestrowana w 2019 roku, kilka miesięcy przed jego ponownym aresztowaniem i śmiercią, oficjalnie uznaną za samobójstwo. Prześledziłam ten wywiad z uwagą i uważam, że nie był to czas stracony.

Treść nagrania prowokuje szereg pytań, których próżno szukać w przestrzeni publicznej, nawet tej oficjalnie niezależnej.

Dlaczego dopiero teraz wywiad został opublikowany? Dlaczego żadne media nie skupiają się na sprawie kluczowej? Dlaczego opublikowano zaledwie dwie godziny rozmowy z piętnastu zarejestrowanych? Co zawiera pozostałe trzynaście godzin? Dlaczego z tych dwóch dostępnych dziennikarze – także niezależni – nie wyciągają najważniejszego wniosku?

Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że wywiad doczekał się publikacji z uwagi na fakt, że dwa dni wcześniej Departament Sprawiedliwości USA udostępnił trzy miliony stron dokumentów, w tym zdjęcia i nagrania wideo, dotyczące tzw. afery Epsteina, gdzie Bannon był wyraźnie wspomniany.

Dla przykładu portalPolitico przeanalizował ten wątek następująco: „Związek Epsteina z Bannonem, konserwatywnym strategiem politycznym, jest już dobrze udokumentowany, ale nowe dokumenty wskazują, że relacje między tymi dwoma mężczyznami były głębsze, bardziej przyjacielskie i bardziej rozległe, niż wcześniej sądzono”.

Steve Bannon to amerykański polityk i strateg medialny, były doradca prezydenta Donalda Trumpa, znany z populistycznej i nacjonalistycznej ideologii oraz działalności w mediach konserwatywnych. Powiązanie jego nazwiska z owianym złą sławą Epsteinem w takim kontekście to czarna plama na wizerunku.

Tymczasem zaskoczyło mnie, że w wywiadzie Bannon wielokrotnie konfrontował Epsteina z jego przestępstwami, prowokował do refleksji nad sobą, a na końcu wywiadu porównał go nawet do samego diabła. Być może wszystko to było wyreżyserowaną grą, niemniej jednak warte analizy, gdyż mowa o człowieku, który z racji przynależności do Komisji Trójstronnej – na zaproszenie samego Davida Rockefellera – należał do ścisłego grona osób trzymających świat w garści.

SEKSUALNY DRAPIEŻCA

Media grzeją aferę Epsteina głównie przez pryzmat przestępstw seksualnych, w tym pedofilskich, do jakich dochodziło na jego wyspie, w czym obok niego brali udział inni bogaci, sławni i wpływowi. To oczywiście ważne tło – wymagające stanowczego potępienia i rozliczenia – ale nie kluczowe. Przypuszczam, że celowo skupia się uwagę publiczną na tej sprawie, bagatelizując inne. Niemniej, w mojej publikacji poświęcę temu akapit, choć w innym aspekcie niż robią to pozostali komentatorzy.

Wspomniany wywiad dotyczył głównie systemu finansowego – w czym Epstein był (jest?) wybitnym ekspertem. Bannon wielokrotnie podkreślał jego geniusz w kwestiach ekonomii, nie szczędząc obok pochwał ostrych uwag wobec przestępstw seksualnych. Odniosłam wrażenie, że w trakcie rozmowy próbował wywołać u swojego rozmówcy poczucie winy, wstydu i żalu za popełnione czyny, konfrontując go z rzeczywistością, której Epstein najwyraźniej starał się unikać.

Gdy Bannon pytał, czy kiedykolwiek zastanawiał się, jak znalazł się w więzieniu (w nawiązaniu do skazania z 2008 roku), Epstein odpowiadał wymijająco, unikając odpowiedzialności i refleksji nad własnymi czynami. Na ponowione pytanie zareagował krótko, stwierdzając, że było to dla niego „dziwne” – odnosząc się do samego faktu pobytu w więzieniu, który jawił mu się jako coś nienaturalnego. Rozmowa ujawniała brak autorefleksji oraz niechęć do konfrontacji z moralnymi konsekwencjami własnych działań.

Bannon nie ograniczał się do subtelnych sugestii. Konfrontował Epsteina wprost z jego przestępstwami seksualnymi i pytał, czy zdaje sobie sprawę ze swojej moralnej odpowiedzialności. Epstein nie uchylał się od przyznania, że jest przestępcą seksualnym, choć próbował minimalizować ciężar swoich czynów, klasyfikując je jako „Tier 1” – najniższy poziom.

Wymiana zdań sprawiała wrażenie, jakby Bannon chciał, aby jego rozmówca jasno skonfrontował się ze swoim postępowaniem, podczas gdy Epstein starał się zdystansować od pełnych konsekwencji własnych działań. Zwracam na to uwagę nieprzypadkowo – mamy bowiem do czynienia z wyznawcą wartości, które nie uznają ani skruchy, ani szczerego żalu za grzechy, co jest całkowicie obce cywilizacji chrześcijańskiej.

Kiedy Bannon zapytał Epsteina wprost, czy jest diabłem, ten odpowiedział żartobliwie („mam dobre lustro”) i unikał jednoznacznej odpowiedzi przy powtórnej konfrontacji. Jednak jego mowa ciała – między innymi drapanie w lewe ucho na słowo „diabeł” – oraz nagłe zakończenie rozmowy w niewygodnym momencie pokazywały, że znalazł się w kłopotliwej sytuacji. O ile nie była to jedynie wyreżyserowana scena.

CZAS APOKALIPSY

W pewnym sensie potraktowałam osłuchanie tego wywiadu jako wykład o finansach, na których kompletnie się nie znam, więc dowiedziałam się czegoś nowego. Sam Epstein przyznał zresztą, że większość ludzi na świecie – w tym politycy i światowi przywódcy – nie ma pojęcia, jak działa system finansowy, co wielokrotnie podkreślał, ze szczególnym naciskiem właśnie na przywódców.

O finansach opowiadał dość ciekawie. Wyjaśniając złożone mechanizmy, porównał system finansowy do organizmu człowieka, a nie do maszyny, jak robią to najczęściej inni. Kryzys z 2008 roku przyrównał do udaru lub zawału – człowiek nie jest bowiem w stanie przewidzieć, że nazajutrz go dopadnie. Epstein sugerował, że na podobnej zasadzie nie dało się przewidzieć ogromnego tąpnięcia na giełdach całego świata.

Jeszcze bardziej zaciekawił mnie finansowany przez Epsteina Instytut Santa Fe (SFI), którego zadaniem jest badanie zjawisk trudnych do jednoznacznego wyjaśnienia. Doczytałam, że instytut analizuje chaos jako właściwość złożonych systemów, starając się zrozumieć, dlaczego porządek i katastrofa często wyrastają z tych samych, prostych reguł. Badania SFI obejmują również rynki finansowe jako systemy złożone i adaptacyjne, w których interakcje wielu agentów prowadzą do powstawania skomplikowanych wzorców, nieprzewidywalnych zachowań oraz kryzysów.

I tutaj zaczyna się najmocniejsze. Z rozmowy można było odnieść wrażenie, że wąska grupa rządząca światem – którą Epstein niejako reprezentował w tym wywiadzie – doszła do wniosku, iż nauka ma swoje granice i nie wyjaśnia wszystkiego. Co więcej, w nawiązaniu do sztucznej inteligencji Epstein niejako przyznał, że przestali nad nią panować.

Zobrazował to takimi słowami: „Czy możesz pokazać mi obliczenia? – Nie. Nie wiemy, jak to, co zaprojektowaliśmy, co w ogóle znalazło tę odpowiedź.”

Dalej stwierdził: „Wygląda na to, że komputer uczy się lepiej niż jakikolwiek człowiek w historii, przewyższa każdego człowieka w historii. Ale gdy zapytasz projektanta, jak to zrobił, nikt nie odpowie. Po prostu się to zrobiło. Zrobiliśmy pierwszy krok, doprowadziliśmy do punktu, w którym tego nie rozumiemy – i to budujemy.”

Szczególnie niepokoi puenta, jaka wyłania się pod koniec rozmowy. Skoro za pomocą nauki możemy dojść jedynie do pewnego punktu zrozumienia, to co dalej? W kontekście wywiadu Bannona z Epsteinem można wywnioskować, że żyjemy w czasach ogromnego przełomu w postrzeganiu świata, porównywalnego do odkryć Newtona – z tą różnicą, że dziś obserwujemy odwrót: koniec świata matematycznego, obliczalnego i logicznego.

Ma go zastąpić intuicja, inteligencja emocjonalna oraz obszary, których nauka nie jest w stanie w pełni objąć. Patrząc na te działania w szerszym kontekście, wyłania się obraz wpływów wykraczających poza samą ekonomię i naukę. Na podstawie obserwacji działań światowych elit i za pomocą dedukcji nasuwa się wniosek, że chodzi o ezoterykę i satanizm.

Nie sposób nie zauważyć, że proces ten trwa już od pewnego czasu: ludzie są systemowo odrywani od Boga; niszczone są rodzina, odpowiedzialność, ofiara i sens cierpienia; zło jest normalizowane, a dobro wyśmiewane; człowiek ma być albo konsumentem, albo narzędziem; pustka duchowa wypełniana jest ideologią, rozrywką, przemocą, pornografią, kultem „ja”.

Szatan już nie kryje się ze swoim panowaniem – działa coraz jawniej. Wystarczy spojrzeć na symbolikę podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich czy na bluźniercze występy w międzynarodowym konkursie „Eurowizja”, by dostrzec, jak wyraźnie manifestuje swoją obecność. Jego aktywność staje się coraz bardziej otwarta – dokumenty z akt Epsteina ujawniają szereg obrzydliwych przestępstw w sieci powiązań na najwyższych szczeblach, w tym seksualne wykorzystywanie nieletnich i handel ludźmi.

BEZINTERESOWNA NIENAWIŚĆ

Żeby dosadniej wyjaśnić moim Czytelnikom, z jakimi siłami mamy do czynienia, posłużę się książką „Tajemna wojna. Judeo-masoński plan podboju świata” (Wydawnictwo 3DOM). Autorem jest polski hrabia Emanuel Małyński (1875–1938), który odziedziczył ogromny majątek, dzięki czemu mógł podróżować po całym świecie i bywać na salonach światowej elity. Poznał najbardziej wpływowych ludzi swoich czasów i dysponował analitycznym umysłem, co pozwoliło mu zdemaskować motywacje osób rządzących światem – tych, które stworzyły system finansowy oraz inicjują rewolucje, przewroty i wojny.

Faktyczne motywacje wywrotowców Małyński wyprowadził za pomocą dedukcji. Zastanawiał się, dlaczego w pierwszej kolejności postanowili zniszczyć cywilizację chrześcijańską – zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie Europy (rewolucja francuska, rewolucja bolszewicka w Rosji i inne wydarzenia niszczące chrześcijańską niegdyś Europę).

I tutaj zmierzamy do przerażającego wniosku. Autor książki zauważył, że «aby nienawidzić danej wiary, nie wystarczy po prostu jej nie wyznawać; trzeba mieć raczej inną wiarę pozostającą w sprzeczności z tą pierwszą».

Małyński wydedukował, że skoro chrześcijaństwo opiera się na bezinteresownej miłości – czego przykład dał Chrystus, umierając za nas na Krzyżu – to wiara Jego przeciwników opiera się na bezinteresownej nienawiści. Sam Chrystus bowiem powiedział: «Nienawidzili Mnie bez powodu» (J 15, 26).

Dla takich ludzi jak Rockefeller czy Epstein pieniądze wcale nie są najważniejsze – to jedynie narzędzie do zdobycia władzy. Władza sama w sobie też nie jest celem; ma ich jedynie przybliżyć do osiągnięcia ostatecznego celu. Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.

Chrystus z bezinteresownej miłości poświęcił się dla człowieka, aby go uratować i doprowadzić do Boga. Oni natomiast, kierując się bezinteresowną nienawiścią, są gotowi poświęcić nawet siebie – „rewolucja pożera własne dzieci” – by zniszczyć człowieka i doprowadzić go do szatana.

Jeffrey Epstein trafił za kratki, gdzie – według oficjalnej wersji – popełnił samobójstwo. Nawet jeśli była to jedynie mistyfikacja i, korzystając ze swoich wpływów oraz bogactwa, gdzieś wygodnie żyje, to i tak nigdy nie zazna spokoju. Szatan niszczy bowiem także tych, którymi się posługuje.

Pozostaje zadać pytanie: dlaczego właśnie teraz udostępniono miliony stron akt tzw. afery Epsteina, zawierających nazwiska jednych z najbardziej wpływowych osób świata? I wreszcie – kim są ci ludzie, znajdujący się jeszcze wyżej w hierarchii, którzy podjęli decyzję o odtajnieniu znacznej części akt? Z ujawnionych dokumentów na pewno się tego nie dowiemy.

Agnieszka Piwar

https://www.youtube.com/watch?v=d3QWWHFzfOI