Osioł na moście czyli teoria reaktancji. [Poradnik dla władzę trzymających].

Osioł na moście czyli teoria reaktancji. [Poradnik dla władzę trzymających].

Izabela Brodacka 15 lipca 2023

W dzieciństwie zabawiano mnie opowieścią w jaki sposób Arab postępuje z osłem, który nie chce przejść przez most. Otóż Arab ciągnie osła za ogon udając, że nie chce dopuścić aby zwierzak przez ten most przeszedł. Wtedy uparty osioł na złość Arabowi przez most skwapliwie przechodzi. To były- jak pamiętam – opowieści dydaktyczne, którymi mnie karmiono gdy prezentowałam tak zwany ośli upór wobec poleceń dorosłych.

Z prawdziwymi osłami i ich narowami nie miałam do czynienia lecz wiele lat jeździłam na torze wyścigowym jako tak zwany jeździec amator. Jak wiele amatorek miałam kłopoty z trzymaniem koni podczas treningu. Otóż młode, dobrze karmione konie pełnej lub czystej krwi czyli folbluty i araby lubią galopować szybko. Jednak w czasie treningu koń nie może iść pełnym galopem, powinien iść galopem skróconym, czyli kentrować. Taki konik potrafi tak silnie ciągnąć wodze (w języku wyścigowym cugle), że po  kentrze jeździec nie może złapać oddechu, nie ma nawet siły rozluźnić mu popręgu. Jeżeli ktoś nie utrzyma konia i pozwoli mu ponosić, czyli iść pełnym galopem wyprzedzając inne konie, może to skończyć się wypadkiem, poza tym jest szkodliwe dla nóg konia. Doświadczeni jeźdźcy zawsze mi mówili, że bierze cugiel czyli ciągnie koń mocno trzymany i radzili zaczynać kenter na długim cuglu. „Jak na starcie złapiesz konia za łeb to się buntuje i zaczyna drzeć”- mówili.

To wszystko opisuje stworzona przez Jacka Brehma teoria reaktancji czyli teoria oporu psychicznego. Jej podstawą jest twierdzenie, że ludzie i zwierzęta reagują oporem na odebranie im swobody działania. Przez przekorę podejmują działania dla nich niekorzystne. Jak mówi ludowe porzekadło: „na złość tatuniowi niech mi uszy zmarzną”. Koń „złapany za łeb” czuje bolesny ucisk wędzidła ale gdy „weźmie cugiel i drze” wędzidło uciska go jeszcze  mocniej i musi go bardziej boleć. Wbrew ludzkiej, a może końskiej logice jednak tak właśnie koń postępuje.

Teoria reaktancji tłumaczy  również wyjątkową atrakcyjność rzeczy zabronionych  czyli „zakazanych owoców”. Psychologowie twierdzą, że charakterystyczne reglamentowanie seksu służyło we wszystkich kulturach podniesieniu jego atrakcyjności. Rewolucja seksualna przyniosła seksualności człowieka niepowetowane szkody zmniejszając atrakcyjność aktu seksualnego i sprowadzając go do banalnej fizjologii. Efektem tego jest wzrost we wszystkich społecznościach liczby osób aseksualnych, czyli zupełnie nie zainteresowanych seksem, a także liczba dewiacji, a przede wszystkim pedofilii. 

Teoria reaktancji może również tłumaczyć pewne polityczne wybory ludzi, szczególnie te dla nich niekorzystne, a praktyka reaktancji może służyć do manipulowania społeczeństwem. Uczciwie przyznaję, że do tych rozważań zainspirował mnie bardzo interesujący komentarz Witolda Gadowskiego.

Wszyscy pamiętają chyba niesławną panią Beatę Sawicką posłankę  PO, która w 2007 roku publicznie opowiadała o kręceniu lodów przy prywatyzacji służby zdrowia, dała się sprowokować agentowi Tomkowi i przyjęła z jego rąk łapówkę. Opublikowane taśmy z rozmowy Sawickiej z Tomkiem jednoznacznie ją obciążały, a poza tym oszustwa w służbie zdrowia dotykają przecież każdego obywatela. Powinno to zatem zapewnić wygraną PiS. Tymczasem po stronie Sawickiej opowiedzieli się jak na przekór nawet twardzi zwolennicy PiS  i opublikowanie tych taśm tylko partii zaszkodziło.

Tłumaczy to właśnie teoria reaktancji. Ludzie identyfikowali się z Sawicką, nie dlatego, że- jak twierdzili niektórzy publicyści- są sami mentalnie łapówkarzami i złodziejami, lecz na przekór zbyt nachalnemu przekazowi. Czyli – „na złość tatuniowi”. Efekty reaktancyjne mogą odegrać znaczącą rolę przy nadchodzących wyborach. Korzystanie z nich wymaga jednak dużego wyczucia. We wszystkich działaniach jest pewna granica, cienka czerwona linia, której przekroczenie wywołuje ten efekt. Na przykład pospieszne uchwalenie „lex anty-Tusk” napędziło moim zdaniem Tuskowi uczestników jego marszu. Ludzie – jak ten koń wyścigowy –  nie lubią gdy zbyt mocno chwyta się ich za łeb i biorą wtedy cugiel galopując często bez sensu, w nieokreślonym kierunku. Co ciekawe nieprawdopodobne chamstwo organizatorów marszu i opowiadających się po stronie opozycji artystów nie spowodowało tego efektu. Jak widać nie przekroczyli oni w ten sposób tej cienkiej, czerwonej, symbolicznej linii. Chamstwo czy wulgarny język nie naruszają poczucia wolności obywateli, nie chcą się oni czy nie potrafią zastanowić co się za tym chamstwem kryje.

Dobrym przykładem reaktancji jest właśnie obecny opór przeciwko powołaniu komisji do zbadania wpływów rosyjskich w Polsce. Taka komisja powinna przecież powstać już 30 lat temu.  W czasach Solidarności wszyscy poparliby ją bez zastrzeżeń.  Dużo się zmieniło przez te 30 lat. Naiwny entuzjazm zastąpiły gry polityczne. Ci najbardziej naiwni popierający kiedyś bezwarunkowo reformy Balcerowicza, Wałęsę, Mazowieckiego, Michnika i Geremka poczuli się oszukani. Oni nie zaufają już nigdy szlachetnym deklaracjom. Raz oszukani -każdego polityka będą uważali za oszusta, manipulatora i gracza. Komisję badającą wpływy rosyjskie w Polsce też uważają za grę polityczną, za narzędzie które może posłużyć do eliminacji przeciwników. I wbrew własnym interesom, „na złość tatuniowi” identyfikują się z góry z tymi skrzywdzonymi i jak Beata Sawicka poniżonymi. 

Inny przykład reaktancji to wyjątkowo duży przypływ chętnych do uczestniczenia we mszy trydenckiej odprawianej w kaplicy bractwa Piusa X w Radości po tym jak biskup Życiński nazwał lefebrystów szkodliwą sektą. [Dodam: A po haniebnych rekomendacjach kowidowych episkopatu – znów podwoiła się liczba wiernych – i kapłanów.. M. Dakowski]

Również wyraźny przyrost słuchaczy Radia Maryja po skrytykowaniu tego radia i oczernianiu Rydzyka przez gazetę Wyborczą oraz TVN. 

W okresie przedwyborczym prawa strona sceny politycznej powinna skorzystać z wyjątkowo dobrego doradcy PR. Trzeba bardzo uważać żeby nawet przypadkowo nie wywołać efektu reaktancji. Żeby ludzie nie poczuli się ograniczani w ich poczuciu wolności osobistej. Żeby im nie narzucano postaw i poglądów.

O wolność dla harcerki skazanej na więzienie za sprzeciw wobec LGBT! Podpisz PETYCJĘ do prezydenta Dudy

Wolność dla polskiej harcerki skazanej na więzienie za sprzeciw wobec LGBT! Podpisz PETYCJĘ do prezydenta Dudy

#LGBT #mafia LGBT #Marika #Poznań #Układ zamknięty

Układ zamknięty wraca w tęczowych barwach… Sąd w Poznaniu skazał 21-letnią wówczas harcerkę na 3 lata bezwzględnego więzienia za sprzeciw wobec promowania niebezpiecznej neomarksistowskiej ideologii podczas tzw. marszu LGBT. Za wyszarpnięcie „tęczowej” torby z rąk uczestniczki parady dziewczyna odbyła już rok kary pozbawienia wolności. Wykonywanie wyroku zostało tymczasowo przerwane po interwencji Instytutu Ordo Iuris. Sygnatariusze petycji liczą, że [żądają, by… md] prezydent Andrzej Duda zakończy[-ł] sądowy skandal ułaskawiając Marikę.

Do rzadko spotykanego nadużycia doszło rok temu w poznańskim sądzie. Harcerka Marika, która wyraziła sprzeciw wobec gwałcenia moralności publicznej oraz deprawowania dzieci i młodzieży na ulicach swego miasta, została skazana na… 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności.

Sądowi nie przeszkadzał przy tym fakt, że dziewczyna nie wchodziła wcześniej w kolizje z prawem i nie była karana. Tak zwany wymiar sprawiedliwości nie wziął również pod uwagę tego, iż sprawcy znacznie poważniejszych czynów, ale związani z lobby aborcyjnym i homoseksualn0-genderowym, bynajmniej nie otrzymują chociażby zbliżonych kar.

„W sierpniu 2020 r. w Poznaniu odbywał się tzw. marsz równości. Marika, wraz z trzema innymi osobami, w geście sprzeciwu wobec promowania skrajnie lewicowych ideologii, usiłowała wyszarpać kobiecie torbę w barwach ruchu LGBT. W następstwie została oskarżona o rzekomy rozbój i próbę kradzieży przedmiotu o wartości 15 zł i skazana na 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności” – czytamy na stronie Instytutu Ordo Iuris, który przedsięwziął kroki prawne w celu uwolnienia skazanej. 

Jak to możliwe, że pod tak niewielkim zarzutem – podczas gdy lewicowym działaczom uchodzą na sucho nawet ataki na policjantów – dziewczyna została umieszczona w więzieniu, aby odsiedzieć wyrok trzech lat pozbawienia wolności? Jedynym tropem – poza samym faktem sprzeciwu wobec ideologii chronionej obecnie przez „rządy demokratyczne” – jest to, że Marika jest byłą działaczką Młodzieży Wszechpolskiej.

Członkostwo w tej patriotycznej organizacji zostało na sali rozpraw podane jako jedyna „okoliczność obciążająca”. Poza tak kuriozalnym pretekstem oskarżyciel nie był w stanie wskazać nic, co miałoby przemawiać za koniecznością odebrania jej wolności.

Wobec tak oczywistej dysproporcji w interpretowaniu prawa rodzice poszkodowanej przez poznański sąd zwrócili się z wnioskiem do prezydenta Andrzeja Dudy o jej ułaskawienie.

Kroki prawne podejmuje także Instytut Ordo Iuris, który zwrócił się do Prokuratora Generalnego o przerwanie odbywania kary oraz anulowanie pozostałego czasu, jaki Marika miałaby spędzić w więzieniu. Instytut zawnioskował również o ułaskawienie, a ponadto przygotował wystąpienie do prezydenta Andrzeja Dudy. Petycję można podpisać pod tym linkiem.

Jak dotąd działania Instytutu okazują się skuteczne, gdyż Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro, po pozytywnej opinii sądu, interweniował i doprowadził do przerwania odbywania wyroku oraz wypuszczenia Mariki na wolność.

Magdalena Majkowska

@MagdaMajkowska

Marika jest tymczasowo na wolności! Prokurator Generalny po wniosku @OrdoIuris

zarządził przerwę w karze do czasu zakończenia postępowania ułaskawieniowego. Rozmawiałam z nią – jest już w domu razem z bliskimi. Teraz czekamy na decyzję @AndrzejDuda

wolnoscdlamariki.pl

Wolność dla Mariki – Podpisz petycję!

Jak czytamy w petycji, „to co ją spotkało jest oburzające i urągające nawet najsurowszemu poczuciu sprawiedliwości. Szarpiąc za torbę, Marika nie spowodowała straty materialnej ani nie wyrządziła krzywdy fizycznej jej właścicielce, która uprawniałaby sąd do wydania wyroku bezwzględnego pozbawienia wolności”.

„Również kwalifikacja czynu Mariki jest nieracjonalna. Nie była to próba kradzieży. Motywacją dziewczyny był jej sprzeciw wobec ideologicznych postulatów ruchu LGBT” – dodają autorzy.

Ustalenia Instytutu Ordo Iuris wskazują na ewidentne uprzedzenia ideologiczne ze strony wymiaru sprawiedliwości. Nie sposób nie ulec wrażeniu, że wymierzając taką karę, poznański sąd nie kierował się jedynie oceną samego czynu, ale również względami ideologicznymi oraz osobistym stosunkiem do światopoglądu oskarżonej. Nie tylko wskazano członkostwo w Młodzieży Wszechpolskiej jako rzekomą okoliczność obciążającą, ale także odmówiono oskarżonej obrońcy z urzędu, a na końcu okazało się, że nie złożyła ona apelacji…

Jakby tego było mało, „po osadzeniu w zakładzie karnym została umieszczona w jednej celi z kobietą, która obnosiła się z odmienną orientacją seksualną oraz przebierała za mężczyznę. Na teren zakładu karnego pozwolono wnieść jednej ze współosadzonych torbę z tęczowym emblematem, podczas gdy jej prośby o pozwolenie na posiadanie chociaż jednej sukienki są za każdym razem odrzucane” – czytamy na stronie Ordo Iuris.

Instytut zwraca uwagę, że sądy w Polsce wykazują się rażącą dysproporcją, stosując łagodne kary wobec aktywistów LGBT i absurdalnie surowe dla osób z przeciwnej strony tego istotnego dla przyszłości Polski sporu o moralność i przyzwoitość.

Poczucie niesprawiedliwości orzeczenia w sprawie 24-letniej Mariki potęguje fakt nierównego traktowania przez sądy różnych grup społecznych. Kilka tygodni temu zapadł wyrok w głośnej sprawie aktywistów LGBT, którzy dokonali linczu na wolontariuszach Fundacji Pro-Prawo do życia. Agresywni chuligani zatrzymali furgonetkę należącą do fundacji, zamalowali i pocięli plandekę, zamazali tablice rejestracyjne, poprzebijali opony, wyłamali lusterka, a wreszcie pobili wolontariusza, który wyszedł z samochodu, by nagrać całe zdarzenie. Jeden z agresorów miał w rękach nóż. Wówczas najbardziej agresywne osoby zostały skazane na ograniczenie wolności w postaci wykonywania nieodpłatnych prac społecznych oraz karę pieniężną. W uzasadnieniu wysokości kary trzech lat pozbawienia wolności wymierzonej Marice sąd zaś wskazał, że niczym nie uzasadnione w przedmiotowej sprawie byłoby wymierzenie oskarżonej kary niższej, które mogłoby być odbierane społecznie w kategoriach bezkarności i osłabiałoby społeczne przekonanie o nieuchronności kary za popełnione przestępstwo. W ocenie Sądu jedynie bezwzględna kara pozbawienia wolności stanowi adekwatną reakcję na popełniony przez oskarżoną czyn i jest w stanie zmusić ją do krytycznej oceny swojego zachowania. W tym kontekście widać wyraźnie, że mamy do czynienia ze stosowaniem różnych kryteriów wobec osób po różnych stronach sporu światopoglądowego – czytamy w petycji do prezydenta Dudy.

„W efekcie surowego wyroku poznańskiego sądu, może dojść do zniszczenia życia wchodzącej w dorosłość osoby. 24-letnia Marika już od ponad roku przebywa w zakładzie karnym. W związku z tym była zmuszona przerwać studia. Pod znakiem zapytania stanęło jej dalsze wykształcenie i przyszłość zawodowa. Musiała zawiesić swoje plany założenia rodziny oraz odłożyć rehabilitację po złamaniu kostki, do którego doszło na krótko przed osadzeniem w zakładzie karnym. Dziewczyna wchodząc do zakładu karnego nie była w stanie poruszać się samodzielnie. Chodziła o kulach. Zaniedbania w rehabilitacji mogą negatywnie odbić się na jej zdrowiu w przyszłości” – piszą autorzy petycji, apelując do Polaków, aby nie pozostawali bierni wobec dramatu dziewczyny, o której śmiało można powiedzieć, że jest więźniem politycznym w wojnie, jaką ideologia LGBT wytoczyła cywilizowanym społeczeństwom.

Źródła: wolnoscdlamariki.pl / ordoiuris.pl

================================

mail:

Jak można mówić o ułaskawieniu niewinnej osoby.
Przecież ten wyrok jest skandaliczną parodią prawa.

Cała prawda o dzisiejszej Polsce.

Czy Mateusz Jakub Morawiecki zarejestrowany przez Stasi jako tajny współpracownik „Jacob” vel „Student” to ten Mateusz Morawiecki czy jakiś inny? –

Czy Mateusz Jakub Morawiecki zarejestrowany przez Stasi jako tajny współpracownik „Jacob” vel „Student” to ten Mateusz Morawiecki czy jakiś inny? –

Braun z wnioskiem formalnym ws. premiera Morawieckiego. Marszałek Witek wyłączyła mu mikrofon

braun-z-wnioskiem-formalnym-ws-premiera

Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu poseł Grzegorz Braun po raz kolejny przypomniał, że w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje dotyczące tajnego współpracownika Stasi Mateusza Jakuba Morawieckiego.

Nie jest jasne, czy chodzi o aktualnego premiera RP czy też o inną osobę o tych samych imionach i nazwisku.

Dobrze się składa: jest pan premier Morawiecki, jest minister bezpieki Kamiński, wiceminister Wąsik. Wnoszę, pani marszałek, o przegłosowanie wyłączenia jawności posiedzenia – gdyż sprawa związków Mateusza Jakuba Morawieckiego z sowiecką niemieckojęzyczną bezpieką wymaga wyświetlenia – po to, aby pan minister jeden z drugim mógł bez skrępowania i obawy naruszenia tajemnic państwowych zreferować, jak postępuje wyjaśnianie tej sprawy powiedział z mównicy sejmowej poseł Konfederacji Grzegorz Braun.

Czy Mateusz Jakub Morawiecki zarejestrowany przez Stasi jako tajny współpracownik „Jacob” vel „Student” to ten Mateusz Morawiecki czy jakiś inny? – dodał.

– Myślę, że Sejm potrzebuje pilnie informacji na ten temat, ponieważ rzuci ona światło na asertywność… – Braunowi nie dane było jednak dokończyć tej wypowiedzi, gdyż marszałek Witek wyłączyła mu mikrofon. Mimo to poseł wciąż przemawiał z mównicy. Jego słów jednak nie słychać na nagraniu. Nie zapisano ich także w sprawozdaniu stenograficznym z posiedzenia.

Marszałek Witek za to kontynuowała program posiedzenia, nie odnosząc się w ogóle do wniosku posła Brauna.

– Dziękuję bardzo. Proszę państwa, powracamy do rozpatrzenia punktu 2. porządku dziennego: Sprawozdanie komisji finansów publicznych o poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych – mówiła.

Le Monde UJAWNIA: Francja szkoli w Polsce ukraińskich żołnierzy

Le Monde UJAWNIA: Francja szkoli w Polsce ukraińskich żołnierzy

francja-szkoli-w-polsce-ukrainskich-zolnierzy

Francuski dziennik Le Monde ujawnia, że od pół roku działa w Polsce tajny obóz, w którym Francuzi szkolą\ ukraińskich żołnierzy.

Obóz szkoleniowy, o którym piszą francuskie media, miał powstać w lutym. Od tego czasu przeszkolono w nim co najmniej 1600 ukraińskich żołnierzy.

Sprawę długo utrzymywano w ścisłej tajemnicy i zdecydowano się na jej ujawnienie dopiero przy okazji wizyty w Polsce francuskiego ministra obrony Sébastiena Lecornu.

– Te szkolenia będą trwały tak długo, jak będzie to konieczne – poinformował paryski minister.

W sumie oficjalnie od początku wojny na Ukrainie Paryż wyszkolił 5200 żołnierzy, w tym 1600 w Polsce i 3600 na terytorium Francji.

Nie wiadomo, gdzie znajduje się ośrodek szkoleniowy, który istnieje w Polsce. Wiadomo jednak, że nad Wisłą przebywa 120 francuskich instruktorów i 80 osób z personelu pomocniczego. Francuzi mają mieszkać w namiotach, a Ukraińcy w stałych kwaterach.

Planowo Francuzi szkolą ok. 500 Ukraińców przez pięć tygodni. Według zapowiedzi Paryża, szkolenia będą trwały „tak długo, jak będzie tego wymagała sytuacja na froncie”.

RYCERZ NIEZŁOMNY?

RYCERZ NIEZŁOMNY?

Sławomir M. Kozak 2023-07-07 oficyna-aurora

Jak mawia znany publicysta (można rzec – klasyk), państwa dzielą się na poważne i pozostałe. Stąd, mimo znajomości mizerii najpoważniejszego z nich, coraz częściej określanego mianem stanów złajdaczonych, ocena jego polityków ma sens w czasach, w których los reszty świata może od nich zależeć.

O szemranej rodzince obecnego lokatora Białego Domu pisałem obszernie w książce „TerraMar Utopia Elit”, na długo przedtem, zanim zaczęli o niej mówić tak zwani dziennikarze głównego nurtu. Pozostawię zatem wyciąganie grzechów Bidena dyżurnym żurnalistom, a sam kontynuuję przyglądanie się pozostałym, potencjalnym zbawcom Ameryki i świata. Wspominałem już o kandydacie Demokratów Robercie Kennedy’m, zatem pora pochylić się tym razem nad gubernatorem Florydy – Ronem DeSantis, konkurującym z poprzednim jeszcze prezydentem o rząd dusz republikańskich. W świadomości międzynarodowej zaistniał, jako  zdecydowany obrońca dzieci, sprowadzanych w marzeniach śliniących się globalistycznych starców do roli bezwolnych zabawek erotycznych i dawców organów. To, zaiste wielka rzecz, bezdyskusyjnie godna pochwały w tym zalewie wszechobecnych degeneratów. A plenią się przecież, także u nas, niczym chwasty. Tym bardziej, postawa gubernatora DeSantis, dająca wyraźny sygnał i odpór międzynarodowym dewiantom, cieszy. Z zadowoleniem przyjmowaliśmy też jego zdecydowany sprzeciw wobec bezczelnej propagandy dilerów zachęcających ludzi do przyjmowania trucizn za ich własne zresztą pieniądze i sygnalizowania uległości wobec systemu z maskami na twarzach. Sprzeciw wobec tych poniżających praktyk jest gwarantem masowego poparcia dla polityka pod każdą szerokością geograficzną, co można dostrzec również na naszej scenie politycznej. Obawiam się jednak, że poważne państwo nie mogło tego nie przewidzieć, a co za tym idzie, taka postawa może być tylko cyniczną, populistyczną zagrywką. Z wielką radością udam się do Canossy, jeżeli moje obawy okażą się płonne. 

Póki co, nie przymierzam się jednak do bloków startowych, bo chciałbym się wpierw przekonać, że przeszłość ma DeSantis niczym nieskalaną. Tymczasem, w jego biogramie umieszczonym na Wikipedii istnieje kilka luk. Jak zawsze – więcej ich w polskojęzycznym wydaniu, z którego dowiadujemy się, że „po ukończeniu liceum, w latach 1997–2001 studiował historię na Uniwersytecie Yale, który ukończył tytułem B.A magna cum laude”, ale pominięto już zapis z wersji anglojęzycznej mówiący, iż należał tam do bractwa Delta Kappa Epsilon. Polski czytelnik może przejść nad tym faktem do porządku dziennego, traktując tego typu stowarzyszenia, jako nieszkodliwe dziwactwo amerykańskich studentów, jednak ich oddziaływanie na politykę amerykańską, a co za tym idzie światową, jest nie do przecenienia. Wskazywać na to może choćby to, że 14.06.2022 r. Wikipedia umieściła w informacji o tajnym stowarzyszeniu Uniwersytetu Yale – St. Elmo, iż DeSantis był w nim zrzeszony, a usunęła ten zapis już nazajutrz, 15-ego i obecnie nie ma o tym nawet wzmianki. Czytamy tam, że „St. Elmo’s jest członkiem ‘konsorcjum starożytnej ósemki’, które obejmuje siedem innych stowarzyszeń na Yale: Skull and Bones, Scroll and Key, Wolf’s Head, Book and Snake, Elihu, Berzelius oraz Mace and Chain”. Warto wspomnieć, że właśnie na przełomie lat 2021/2022 zaczęto wymieniać nazwisko gubernatora Florydy w kontekście nadchodzących wyborów prezydenckich.

Nazwa „St. Elmo” została po raz pierwszy użyta w 1889 r. w Kapitule Omicron Delta Phi na Uniwersytecie Yale i opierała się na historycznych powiązaniach St. Elmo i Zakonu Kawalerów Maltańskich. Krzyż Kawalerów Maltańskich został przyjęty jako emblemat Delta Phi w 1833 roku. Zakon Maltański funkcjonuje do dziś i uznawany jest za suwerenny podmiot prawa międzynarodowego, a jego nieruchomości w Rzymie i na Malcie mają status eksterytorialności. Jak czytamy w Wikipedii – „Zakon jest stroną umów międzynarodowych, utrzymuje stosunki dyplomatyczne, bierze udział w życiu dyplomatycznym, konferencjach międzynarodowych, działa jako obserwator w różnych organizacjach (ONZ, UNESCO, UNICEF, Unia Łacińska). Jednak nie można mówić o wyłącznym obywatelstwie zakonu – istnieje ono obok macierzystego. Zakon wydaje własne znaczki pocztowe, własne tablice rejestracyjne dla samochodów służbowych (o kodzie SMOM); ma też swoją walutę, którą jest scudo (…) W Polsce do zakonu należy 160 osób, w tym politycy, m.in. Marcin Libicki, czy Łukasz Szumowski. Od 2004 zakon utrzymuje swoją ambasadę w Warszawie.” Polecam zajrzenie na polską stronę Zakonu, gdzie znajdziemy m.in. mapę, która „wskazuje stolice krajów, w których Zakon Maltański prowadzi projekty medyczne, społeczne i humanitarne (podkr. – smk)”.

Ten wątek rozwinę zapewne w innym opracowaniu, tu – z braku miejsca – przejdę do kolejnych punktów życiorysu Ronalda DeSantis, o których wspomina się w mediach bardzo pobieżnie. Otóż, w maju 2015 r., kiedy był już kongresmanem, jego 30-letnia siostra Christina z objawami udaru trafiła do szpitala, gdzie po kilku dniach zmarła. Była wówczas, od 5 lat, konsultantem finansowym firmy KPMG, świadczącej usługi audytu, doradztwa podatkowego i prawnego. Firma zatrudnia na świecie ponad 265 000 osób, z czego choćby w Polsce, w kilku biurach regionalnych – 2100. Narzeczonym Christiny był Stephan Pasiewicz, były pracownik brytyjskiego giganta bankowego Coutts, którego klientem była m.in. królowa Anglii. Pasiewicz współpracował ponoć z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości w sprawie malwersacji banku i prania brudnych pieniędzy, które to dochodzenie zakończyło się w 2015 r. ugodą i zapłatą przez bank 80 mln dolarów kary.

W życiu Rona DeSantis znaczącą rolę odgrywa także kolejna Christina, będąca jego rzecznikiem prasowym w nadchodzących wyborach – 33-letnia panna Pushaw. Jak na swój wiek, życiorys ma zaiste imponujący. NBC News, która może być co prawda stronnicza w stosunku do prezydenckiego kandydata, podaje, że „pracowała jako wolontariuszka dla byłego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego, sojusznika prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, w latach 2018-2020, skupiając się na potrzebie wolnych i uczciwych wyborów w tym wschodnioeuropejskim kraju”. Pamiętamy, że za Saakaszwilim stoi, jakże dobrze nam znany, George Soros. Zrobiło się wokół niej głośno, kiedy zorientowano się, że nie zarejestrowała się według wymogów tzw. FARA ( Foreign Agents Registration Act), który to „wymaga rejestracji i ujawniania informacji przez ‘agenta zagranicznego zleceniodawcy’, który bezpośrednio lub za pośrednictwem innej osoby w Stanach Zjednoczonych angażuje się w ‘działalność polityczną’ w imieniu zagranicznego zleceniodawcy; działa jako doradca ds. public relations zagranicznego zleceniodawcy, agent ds. reklamy, pracownik służb informacyjnych lub konsultant polityczny; pozyskuje, zbiera, wypłaca lub przekazuje datki, pożyczki, pieniądze lub inne wartościowe rzeczy na rzecz lub w interesie zagranicznego zleceniodawcy, albo reprezentuje interesy zagranicznego zleceniodawcy przed jakąkolwiek agencją lub urzędnikiem rządu USA”.

Póki co, nie mamy pewności, czy Ron DeSantis pozostaje pod czyimkolwiek wpływem i czy jest rycerzem jakiegokolwiek zakonu, więc warto mieć nadzieję, że jego aktywność ma charakter szczery, a on sam okaże się jednak rycerzem niezłomnym.

Sławomir M. Kozak

Pułk Azow szkoli(-ł?) się we Wrocławiu…??

Mail:

Korpus Narodowy – nazistowska część Azowa, celebrująca masowe mordy Polaków i Żydów jest oficjalnie trenowana w Polsce we Wrocławiu. Organizacja nazistowska, która zaatakowała partie polityczne, organizacje żydowskie i policję dobrze się bawi we Wrocławiu, i robi się z nich tam bohaterów

Oprócz tego Korpus Narodowy był współorganizatorem pochodów dla uczczenia rocznicy śmierci Romana Szuchewycza, na którym padło hasło „Lwów nie dla polskich panów” na stronie Korpusu Narodowego ukazał się artykuł, w którym ludobójstwo na Wołyniu jest określone jako sztuczne i wymyślone przez stronę polską, a wszelkie polskie roszczenia w sprawie Wołynia są “bezpodstawne”. Proponują także, aby w odpowiedzi na polskie upamiętnienie rzezi wołyńskiej, Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła prawo pociągające Polskę do odpowiedzialności za zbrodnie na Ukrainie.

02:20

Kto zapłaci za czołgi, które Warszawa przekazała Ukrainie? Nie wiedzą: Premier, Min. Obrony, Ministerstwo Aktywów Państwowych ani Prezydent !

Kto zapłaci za czołgi, które Warszawa przekazała Ukrainie? Nie wiedzą: Premier, Min. Obrony, Ministerstwo Aktywów Państwowych, ani Prezydent !

Sprawa czołgów, które Warszawa dała Ukrainie. Płaczek UJAWNIA: „To wszystko zaczyna wyglądać bardzo źle”

sprawa-czolgow-ktore-warszawa-dala-ukrainie

Grzegorz Płaczek, który wygrał prawybory Nowej Nadziei na Śląsku, ujawnia, że nawet głowa państwa nie wiem, kto zapłaci za czołgi, które Warszawa sprezentowała Ukrainie.

DOBIŁEM DO ŚCIANY! To wszystko zaczyna wyglądać bardzo źle” – pisze na swoim Twitterze Grzegorz Płaczek.

Opisuje swoją batalie o to, by dowiedzieć się, kto będzie płacił za czołgi, które Warszawa dała Ukraińcom.

„Spytałem Kancelarię Prezesa Rady Ministrów i Pana Mateusza Morawieckiego: KTO ostatecznie zapłaci za czołgi, które Polska przekazała Ukraińcom? Mówimy o setkach milionów złotych. Podobno Unia miała sypnąć groszem i pomóc Polsce… W odpowiedzi, Kancelaria Pana premiera przekierowała mnie do ministerstwa Pana ministra Błaszczaka” – opisuje pierwszy krok Ślązak.

Płaczek postanowił więc drążyć dalej: „Ministerstwo Obrony Narodowej w swojej odpowiedzi przekierowało mnie z powrotem do Pana premiera i zasugerowało jednoczesny kontakt z Ministerstwem Aktywów Państwowych (MAP). Poszedłem tym tropem…”.

W MAP polityk usłyszał, że ministerstwo „nie posiada tych informacji”. „Zaczyna się robić ciekawie – pomyślałem” – opisuje Płaczek.

Zwróciłem się zatem z grzecznym zapytaniem do Pana prezydenta Andrzeja Dudy: KTO KONKRETNIE w Polsce nadzoruje i kontroluje koszty i zasady przekazywania czołgów Ukrainie?” – relacjonuje dalej zwycięzca prawyborów na Śląsku.

„I teraz uwaga… Właśnie otrzymałem odpowiedź od Pana prezydenta, iż Prezydent nie posiada żądanych informacji– pisze dalej Płaczek.

„Wygląda zatem na to, że ani KPRM, ani MON, ani MAP, ani Pan prezydent nie znają odpowiedzi na podstawowe pytania dot. przekazywanego polskiego uzbrojenia Ukraińcom. Jeśli zatem środowisko i politycy PiS-u nie znają odpowiedzi – to kto zna?” – zastanawia się polityk.

Płaczek zwrócił się do mediów głównego nurtu, by „ponad podziałami” zajęły się tą sprawą, bo „to wszystko… zaczyna dziwnie wyglądać”.

Kolejne ubogacenie: Gwałt i zabójstwo w Koszalinie. Oskarżony Ukrainiec – recydywista.

Kolejne ubogacenie: Gwałt i zabójstwo w Koszalinie. Oskarżony Ukrainiec -recydywista.

ms 2023-06-04 gwalt-i-zabojstwo-ukrainiec

Ukraińca Andrieja K. prokuratura rejonowa oskarża o zgwałcenie i zabójstwo 30-letniej rodaczki, której ciało znaleziono w wiacie śmietnikowej w Koszalinie. Chce, by za zbrodnię odpowiedział w warunkach recydywy – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej Ryszard Gąsiorowski.

Akt oskarżenia przeciwko Andriejowi K. skierowała do Sądu Okręgowego w Koszalinie prowadząca śledztwo prokuratura rejonowa. 48-latek, jak podał prok. Gąsiorowski, jest oskarżony o to, że w nocy z 13 na 14 marca 2022 r. w wiacie śmietnikowej przy ul. Moniuszki w Koszalinie zgwałcił i zabił 30-letnią rodaczkę Marię P.

– Zadał jej pięścią ciosy w twarz, przewrócił na ziemię, przyduszał ją, doprowadził przemocą do obcowania płciowego, jednocześnie do licznych obrażeń ciała. Pokrzywdzona zmarła na skutek krwotoku do dróg oddechowych, udławiła się własną krwią – mówił prokurator.

Oskarżony w śledztwie nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.
– Potwierdził tylko, że znał 30-latkę, która od kilku lat mieszkała i pracowała w Koszalinie. To była znajoma jego syna, który jest na Ukrainie. To ona pomagała oskarżonemu w sprawach urzędowych, w przesyłaniu zarobionych pieniędzy w Polsce synowi. Potwierdził, że widzieli się wówczas, 13 marca, ale tylko ze sobą rozmawiali i się rozstali. Twierdził, że jej nie pobił i nie zgwałcił, że to musiał zrobić ktoś inny – powiedział prok. Gąsiorowski.
Zaznaczył, że te wyjaśnienia uznane zostały przez prokuratora, który prowadził postępowanie i skierował do sądu akt oskarżenia, za “niewiarygodne, sprzeczne z opiniami biegłych, zeznaniami świadków i sprawstwo nie budzi wątpliwości”.

Prok. Gąsiorowski dodał przy tym, że materiał dowodowy poparty został ekspertyzami biegłych z zakresu biologii, chemii, genetyki, traseologii, medycyny sądowej oraz analizy kryminalistycznej danych teleinformacyjnych. Andriej K. został przebadany psychiatrycznie i nie stwierdzono u niego zaburzeń, mogących wpłynąć na jego poczytalność w chwili popełniania zarzucanej mu zbrodni.
Prokuratura ponadto wystąpiła do odpowiednich władz Ukrainy o nadesłanie danych o karalności Andrieja K. Otrzymała je i wynika z nich, że 48-latek był dwukrotnie skazywany za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Ten drugi raz, w już w warunkach recydywy, w 2012 r. na 9 lat pozbawienia wolności. Z ukraińskiego więzienia wyszedł w 2019 r.

– Śledczy porównali jego wyjaśnienia z linią obrony przyjętą, gdy odpowiadał za przestępstwa popełniane w Ukrainie. Dopatrzono się zbieżności w próbie pozorowania udziału w przestępstwie innych osób – przekazał prok. Gąsiorowski.

Zaznaczył, że prokuratura, kierując do sądu akt oskarżenia, wskazała także, że chce, by Andriej K. za zabójstwo Marii P. odpowiadał w warunkach recydywy.
– Prokurator zastrzega, że oskarżony dotychczas nie był karany na terenie Polski, ale sąd okręgowy powinien wziąć pod uwagę, że oskarżony był karany w Ukrainie. [—]
Andriej K. od 17 marca 2022 r. jest tymczasowo aresztowany. Grozi mu dożywocie.

=======================

mail: Chyba wypuszczą, zasugerują, by może rzadziej gwałcił. Bo się zmęczy, zapoci…

=====================

mail2: A przecież takiego należy jak najszybciej powiesić.

=================================

mail3: Odesłać tam, skąd przyjechał. W końcu zamordował rodaczkę. Po co go tu jeszcze utrzymywać.

=============

mail4: ale w kajdanach..

Sodomia „pojednania”

Sodomia „pojednania”

Stanisław Michalkiewicz   13 lipca 2023 sodomia

Właśnie z udziałem Episkopatu Polski rozpoczęła się sodomia pojednania polsko-ukraińskiego. Muszę powiedzieć, że Episkopat w takich pojednaniach zaczyna chyba nabierać rutyny. W sierpniu 2012 roku, trzy lata po tym, gdy z łaski prezydenta USA Baracka Obamy, Polska 17 września 2009 roku przeszła spod kurateli amerykańskiej pod kuratelę „strategicznych partnerów” tzn. Niemiec i Rosji – Episkopat ręką JE abpa Józefa Michalika podpisał wraz z patriarchą Moskwy i Wszechrusi Cyrylem, deklarację o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim. No a teraz – z ukraińskim.

Czy ta deklaracja unieważni tamtą, zgodnie z zasadą: lex posterior derogat priori tym bardziej, że mężny naród ukraiński akurat wojuje z podłym narodem rosyjskim, w czym my nie tylko mu kibicujemy, ale na podstawie umowy podpisanej 2 grudnia 2016 roku przez pana Antoniego Macierewicza – podówczas tubylczego ministra obrony narodowej – udostępniamy Ukrainie nieodpłatnie zasoby całego naszego bantustanu? Nie jesteśmy w tym odosobnieni, dzięki czemu – jak poinformowały właśnie ukraińskie władze – walutowe rezerwy Ukrainy osiągnęły rekordowo wysoki poziom ponad 30 mld dolarów. Wyobrażam sobie, jak ta wiadomość musiała ucieszyć tamtejszych parchów-oligarchów.

Wróćmy jednak do sodomii pojednania polsko-ukraińskiego. Mowa jest tam o „tragedii”, nad którą oczywiście wszyscy ubolewamy, ale ubolewanie, to jedna rzecz, a przebaczenie, to rzecz druga – toteż „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Problem polega na tym, że nie bardzo jest komu przebaczać, ponieważ strona ukraińska wcale nie poczuwa się do winy. Świadczy o tym zarówno ukraińska ocena wydarzeń, jakie przed 80 laty rozegrały się na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej – że miała tam miejsce „wojna domowa”, a nie żadne „ludobójstwo”, z którego trzeba by się kajać – jak i okoliczność– że strona ukraińska projektodawców i wykonawców tej „tragedii” wynosi – może jeszcze nie na ołtarze, chociaż na drodze podlizywania się banderowcom pewnie i tego doczekamy – ale na pomniki – jak najbardziej. Jest to zrozumiałe tym bardziej, że współczesna Ukraina korzysta z ówczesnego ludobójstwa na Polakach, które miało dostarczyć Ukraińcom „przestrzeni życiowej” (po niemiecku – Lebensraum) – no i dostarczyło – co Polska z podkulonym ogonem przyjmuje do wiadomości.

Nie tylko przyjmuje do wiadomości, ale w dodatku tradycyjnie już wyrzeka się wymordowanych podówczas obywateli polskich. Władze polskie zachowały milczenie w roku 1937, kiedy to za kordonem NKWD przeprowadzała „operację polską”, w następstwie której około 100 tys. Polaków, co to znaleźli się po niewłaściwej stronie traktatu ryskiego straciło życie, a drugie tyle zostało deportowanych na syberyjską poniewierkę – ale to byli tylko Polacy, a nie polscy obywatele. Tymczasem Polacy mordowani w 1943 roku na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej przez Ukraińców, którzy może i byli „szowinistami”, a może tylko Ukraińcami – byli obywatelami Rzeczypospolitej, ale Rzeczpospolita w roku 1943 ich się też wyrzekła – tym razem nie ze strachu przed Stalinem, tylko – przed Churchillem.

Jak pisze w swoich pamiętnikach Adam hr. Ronikier, Delegatura Rządu na Kraj kategorycznie zabroniła Radzie Głównej Opiekuńczej organizowania polskiej samoobrony, chociaż – jak świadczy przykład z Równego, gdzie dwaj działacze RGO załatwili z niemieckim Kreishauptmanem broń i amunicję dla Polaków, a następnie rozprowadzili ją po rejonie, Polacy nie tylko potrafili utrzymać Ukraińców w ryzach, ale zaprowadzili bezpieczeństwo i porządek na tym obszarze.

No a teraz zarówno władze Rzeczypospolitej, ofuknięte niedawno przez pana Drobowycza z ukraińskiego IPN, ze swej strony ofuknęły księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który za prezydenta Lecha Kaczyńskiego sam jeden sprzeciwił się prowokacyjnemu marszowi banderowców przez Polskę do Monachium. Episkopat, zamiast skorzystać z okazji, by przynajmniej siedzieć cicho, gdy nie starcza mu odwagi by powiedzieć prawdę – leje krokodyle łzy nad „tragedią” w ramach sodomii „pojednania” z udziałem ukraińskiego duchowieństwa z tamtejszego kościoła narodowego, który ani myśli wyrzekać się kultu Stefana Bandery. Ciekawe, jak daleko jeszcze zaprowadzi Przewielebnych Księży Biskupów ten sojusz ołtarza z tronem?

Bo nie ulega wątpliwości – chociaż o tym nie trzeba głośno mówić – że to nikczemne i tchórzliwe postępowanie aktualnych polskich władz państwowych i kościelnych, jest następstwem nacisków ze strony Stanów Zjednoczonych, które dla banderowców mają stosunek tradycyjnie wyrozumiały, jeśli nawet nie cieplejszy. Po wojnie wybaczyły im kolaborację z Hitlerem, co prawda dość jednostronną, niemniej jednak, podczas gdy winowajcy znacznie drobniejszego płazu wędrowali na szubienicę, albo do lochu.

Przyczyna była prosta; Anglosasi, którzy przedstawicieli innych narodów, a zwłaszcza narodów Europy Wschodniej w ogóle nie uważają za równych sobie ludzi – chociaż nigdy się do tego nie przyznają – uznali banderowców za znakomity materiał dla potrzeb dywersji wobec Związku Sowieckiego podczas „zimnej wojny”, w związku z tym nawet Żydom nie pozwalają powiedzieć na nich złego słowa. Świadczy o tym choćby miłująca prawdę pani Anna Applebaum, nasza „Jabłoneczka”, która banderyzm rozgrzeszyła, jako istotny składnik ukraińskiej tożsamości narodowej. Z kolei za komuny Ukraińcy „budowali socjalizm”, więc na wypominanie im jakiegoś Bandery czy Szuchewycza, ani Stalin, ani Chruszczow, ani Breżniew nie dawali przyzwolenia. Dlatego ukraińska diaspora w USA i Kanadzie została ideologicznie i politycznie zdominowana przez banderowców.

Kiedy byłem w Ottawie, zapytałem prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej, który z przedstawicielami Światowego Związku Ukraińców w Toronto prowadził jakieś rozmowy, czy w tym Związku jest reprezentowany jakiś inny kierunek polityczny poza banderowskim, na co odparł, że nie tylko, że żadnego innego nie ma, ale w dodatku – „niechby spróbował być!”. Więc teraz, kiedy Amerykanie w 2014 roku za 5 miliardów dolarów kupili sobie Ukrainę, a teraz kombinują, jakby tu ją jakoś korzystnie sprzedać, banderowcy nie tylko są nadal pod amerykańską ochroną, ale Nasz Pan Miłosierny z Waszyngtonu najwyraźniej kazał podkulić chwosty swoim wasalom, co oni w podskokach właśnie wykonują. Z kolei politycy ukraińscy przez te lata doskonale opanowali sztukę obcinania kuponów politycznych i finansowych od prezentowania Ukrainy na terenie międzynarodowym, jako państwa specjalnej troski. Podobne to jest do upośledzonego na umyśle dziecka, któremu przezorniej będzie się nie sprzeciwiać, bo nigdy nie wiadomo, co wtedy zrobi – czy poderżnie gardło sobie, czy może całej rodzinie, a potem podpali dom. Toteż nikt się nie sprzeciwia, tyko z miedzianym czołem żyruje wszelkie łgarstwa tamtejszej „polityki historycznej”.

Wdzięczność i pokora w stylu ukraińskim – a skromność głowy naszego urokliwego bantustanu.

Wdzięczność i pokora w stylu ukraińskim – a skromność głowy naszego urokliwego bantustanu.

Radosław Piwowarczyk wdziecznosc-i-pokora-w-stylu-ukrainskim

Już na początku wileńskiego szczytu NATO, prezydent Andrzej Duda w rozmowie z mediami stanowczo zadeklarował, że Polska „nie załatwia nic dla siebie”, ale dla NATO i jego wschodniej flanki oraz, a jakżeby inaczej, dla Ukrainy.

Szczególnego wydźwięku nadaje tej wypowiedzi fakt, iż miała ona miejsce w osiemdziesiątą rocznicę „Krwawej Niedzieli”, a więc apogeum zbrodni ukraińskich nacjonalistów dokonanej na Polakach.

Kiedy warszawski prezydent załatwiał sprawy Ukrainy w dawnym mieście Rzeczypospolitej, ukraiński ambasador w Polsce, zapewne w geście dozgonnej wdzięczności, postanowił obrazić polską pamięć historyczną.

Skromność głowy naszego urokliwego bantustanu, podczas prezydentury której „Polska nie załatwia nic dla siebie, tylko dla NATO, dla wschodniej flanki NATO, także dla państw bałtyckich, dla innych państw, które są naszymi sąsiadami w tej wschodniej części” oraz, oczywiście, Ukrainy, budzi wręcz podziw. Być może prezydent lepiej sprawdziłby się w roli „pierwszego dżentelmena”, wszak to właśnie partnerkom i partnerom głów państw przypada w udziale działalność charytatywna. Kto wie, czy gdyby inaczej zgięła się historii sprężyna, to podczas wileńskiego szczytu NATO prezydent Duda nie odnosiłby równie spektakularnych sukcesów jak podczas gry w bingo z Billem Clintonem.

Niektórzy mogą powiedzieć, że żadna to różnica, czy prezydent zabiega o interesy Polski, czy wschodniej flanki NATO, jedno i drugie przekłada się na wzmocnienie bezpieczeństwa naszego kraju. Nie są to jednak stany równoznaczne. Istotną różnicę stanowi to, czy Polska otrzyma broń lub inne środki bezpieczeństwa, np. w postaci transferu technologii, i sami będziemy decydować o tym, kiedy i jak ich użyć, czy też nasz obszar wzmocniony zostanie siłami NATO, nad którymi kto inny będzie sprawował kontrolę, a bezpieczeństwo Polski będzie zależne od łaski sojuszniczych urzędników.

Wypowiedź prezydenta Dudy pokazuje też naiwność, z jaką głowa państwa podchodzi do polityki zagranicznej, a co dobitnie zostało ukazane w polsko-ukraińskich relacjach, które są dwustronne jedynie w ten sposób, że jedna strona daje, a druga bierze.

Aż nadto dobrze widać to było w ostatnich dniach. W rocznicę kulminacji ukraińskiego ludobójstwa na Polakach przedstawiciele polskiej delegacji, na czele z prezydentem Dudą, podnosili „ukraińskie oczekiwanie, by wystosowane zostało formalne zaproszenie Ukrainy do Sojuszu”.

W zamian za to ukraiński ambasador w Polsce Wasyl Zwarycz zamieścił na Twitterze bezczelny wpis, w którym stwierdził, iż oddaje hołd „obywatelom ІІ RP, pomordowanym na okupowanych przez III Rzeszę terenach w latach II wojny światowej”. Do tweeta załączone było zdjęcie pomnika Rzezi Wołyńskiej, ale ze słów dyplomaty nie dowiemy się jakim ofiarom oddawał hołd, ani kto ich mordował. Nie pada nawet tak eufemistyczne określenie, jak „ofiary Wołynia”, na które „zdobył się” prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

Niezależnie od oczekiwań polskiej dyplomacji, sprawy Ukrainy i tak były wśród najważniejszych tematów dwudniowego szczytu, a obietnice dla naszego wschodniego sąsiada są całkiem spore. Wskazano trzy aspekty, które pozwolą na „zbliżenie Ukrainy do NATO”, a więc: wieloetapowy program wsparcia, utworzenie rady NATO-Ukraina, a także rezygnacja z tzw. Membership Action Plan, czyli specjalnego programu, przez który musiała przejść Polska, ale też inne państwa bloku wschodniego, a który to polega na przedkładaniu przez potencjalnego przyszłego członka corocznych sprawozdań dotyczących przygotowań do akcesji i obejmujących takie kwestie, jak obronność, gospodarka, polityka czy prawo.

Ukraina takiego programu nie będzie musiała przechodzić, a zwolennicy tego rozwiązania twierdzą między innymi, że ukraińska armia w związku z dozbrajaniem przez zachód znacznie się zmodernizowała, a tamtejsi żołnierze od ponad roku regularnie ćwiczą na sprzęcie używanym przez państwa Sojuszu. Perspektywa dołączenia Ukrainy do NATO, wobec trwającej wojny, która zdaniem części ekspertów może utknąć w miejscu, a więc będziemy obserwować naprzemienne ataki i kontrofensywy oraz związane z tym niewielkie zmiany linii frontu, nie wydaje się szczególnie bliska. Może się przecież okazać, że Ukraina do NATO będzie dołączać i dołączać, w miarę jak trwać i trwać będzie wojna za naszą wschodnią granicą, i w przewidywalnej przyszłości status akcesji Ukrainy do NATO się nie zmieni. Jeżeli natomiast wojna się zakończy i naddnieprzański kraj dołączy do Sojuszu, to ze względu na ułatwianie jego drogi do NATO może okazać się najsłabszym aliantem.

Ukraina co prawda do Sojuszu nie dołączyła, ani nawet nie otrzymała zaproszenia, ale – coby prezydent Zełenski tak całkiem smutny nie wracał do ostrzeliwanego Kijowa – kraje G7 udzieliły jej gwarancji bezpieczeństwa, do których chęć dołączenia ogłosiły już kolejne państwa. Ponadto kilka państw zapowiedziało dalsze wspieranie militarne napadniętego przez Rosję kraju. Ukraiński prezydent, który, podobnie jak inni oficjele tego kraju, już nie raz popisywał się niemałą zuchwałością, również i tym razem stwierdził, iż rezultaty wileńskiego szczytu są dobre, ale nie idealne.

Niektórym taka roszczeniowa postawa już najwyraźniej zbrzydła. Brytyjski minister obrony, Ben Wallace, wygłosił podczas szczytu zaskakujące zdanie, iż Ukraina powinna pamiętać, że przekazywane jej uzbrojenie pochodzi często z zasobów własnych darczyńców i byłoby miło, gdyby Ukraińcy okazali trochę wdzięczności zamiast kolejnych żądań.

To wywołało kolejną arogancką reakcję Zełenskiego, który w odpowiedzi stwierdził, że Ukraińcy mogą co rano po przebudzeniu „dziękować ministrowi osobiście”. Tym, co przyświeca polityce zagranicznej uzależnionej od zachodu Ukrainy, z pewnością nie są umiar, skromność i pokora.

Niezależnie od tych wszelkich uprzejmości nie można mieć wątpliwości co do tego, że wsparcie dla Ukrainy będzie trwało. Wyraził to jasno w swym przemówieniu prezydent Joe Biden. Przywódca USA, mówiąc o dołączeniu naszego wschodniego sąsiada do NATO, stwierdził, że „to się stanie”, a później zadeklarował, że „nasze zobowiązanie wobec Ukrainy nie osłabnie”. Możemy się jedynie domyślać, że nie miał na myśli tylko Stanów Zjednoczonych, ale wszystkich aliantów.

Być może niektóre kraje będą kręcić nosem na dalsze wspieranie Ukrainy i będą starały się ugrać coś dla siebie, jednak USA nie powinny mieć większego problemu ze znalezieniem „sługi”, który niezależnie od okoliczności, chętnie doszlusuje do czołówki darczyńców na rzecz Ukrainy, byleby tylko ktoś poklepał go po plecach.

Odzyskajmy młodych dla Polski

Ordo Iuris
Szanowny Panie,
raz po raz daje się w Polsce słyszeć lament z powodu zawłaszczania młodego pokolenia przez ideologię gender, subkulturę LGBT i radykalną lewicę. We współczesnym świecie zmiany społeczne postępują błyskawicznie. Kilka lat temu amerykańska firma badawcza Pew Research Center uznała Polskę za światowego lidera w tempie laicyzacji młodego pokolenia.
 Jak to zwykle bywa, wielu stawia ponure diagnozy, a tylko niewielu proponuje rozwiązania.Dlatego Ordo Iuris, ze wsparciem ponad 100 naukowców z całego świata oraz dzięki pomocy naszych Przyjaciół i Darczyńców, zainicjowało śmiały projekt odbudowy młodych elit w Polsce.Założona przez nas uczelnia Collegium Intermarium ma już ponad 70 absolwentów, a obecnie kształci się w niej ponad 200 kolejnych słuchaczy. To nie tylko młodzież, ale także nauczyciele szkół średnich i wykładowcy innych uczelni, korzystający z naszej oferty studiów podyplomowych. Wszyscy opuszczają mury Collegium Intermarium bogatsi o wnikliwe zrozumienie współczesnej wojny cywilizacji życia i cywilizacji śmierci – gotowi do dalszego zaangażowania po stronie prawdy. Jednak to wciąż zbyt wolne tempo!
Bo naszym konkretnym celem jest dotarcie z formacją intelektualną do całego pokolenia młodych Polaków. Jeśli pilnie nie odzyskamy młodego pokolenia – Polska, jaką znamy, stanie się jedynie mglistym wspomnieniem. Tym bardziej, że wyższej edukacji zagraża dobrze znana z Zachodu „kultura wykluczenia”. W Stanach Zjednoczonych młodzi ludzie boją się przecież otwarcie przyznać, że „istnieją dwie płcie”, a na wiodących uniwersytetach publicysta Matt Walsh – w głośnym filmie „What is a women?” – nie mógł od nikogo uzyskać jasnej odpowiedzi na pytanie „Kim jest kobieta?”
Aby polska młodzież mogła kształcić się w poważnej atmosferze umiłowania prawdy, musimy sami zbudować uczelnię, która to umożliwi. I musimy w tym dziele polegać na własnej determinacji i poczuciu odpowiedzialności narodowej rodaków. Już w następnych pokoleniach, Ojczyzna będzie nam za to wdzięczna, a my z dumą pokażemy kolejnym rocznikom absolwentów nazwiska naszych Darczyńców zdobiące mury akademickiej twierdzy wolności, prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna.Dlatego potrzebujemy Pana wsparcia. Właśnie teraz. Gdy Collegium Intermarium staje na nogach i dynamicznie rozwija swoje oddziaływanie na młode pokolenie.
Nic dziwnego, że rozwój naszej uczelni wzbudza wściekłość wśród radykałów. Gazeta Wyborcza nie raz już pisała, że mamy jedynie kilku studentów. Tymczasem w rzeczywistości, otworzyliśmy filie Collegium Intermarium w Poznaniu i Lublinie. Zorganizowaliśmy szereg konferencji i debat naukowych – także międzynarodowych. Zainicjowaliśmy współpracę z uczelniami z Francji, Hiszpanii, Węgier i Ukrainy. Na długich stypendiach gościliśmy wybitnych profesorów ze Stanów Zjednoczonych, Francji, Grecji, Serbii. Naukowcy Collegium Intermarium publikują artykuły w renomowanych czasopismach naukowych.Na stacjonarnych studiach prawniczych studiują już dwa roczniki przyszłych prawników. Oprócz elitarnych studiów dziennych, uruchomiliśmy także cztery kierunku studiów podyplomowych – w tym międzynarodowe studia L.LM z zakresu praw człowieka.
W tym roku chcemy też otworzyć dwa nowe kierunki studiów licencjackich – w tym studia z dziennikarstwa, na których profesjonalnego i etycznego dziennikarstwa będą uczyć praktycy. Mowa o dziennikarzach i publicystach, którzy nie tylko odnieśli zawodowy sukces, ale pozostali też wierni prawdzie – tacy jak Wojciech Sumliński, Łukasz Warzecha, Cezary Krysztopa, Rafał Ziemkiewicz czy Paweł Lisicki. Wśród nowych kierunków znalazły się także interdyscyplinarne studia humanistyczne „artes liberales” oraz anglojęzyczne studia dotyczące biznesu, zarządzania i prawa międzynarodowego.
Rosnące grono naukowców entuzjastycznie wspierających Collegium Intermarium pracuje w centrach badawczych, takich jak Centrum Filozofii Klasycznej, Centrum Edukacji Klasycznej, Centrum Badań nad Zachodnią Cywilizacją, Centrum Wiara i Nauka, Centrum Badań nad Rodziną i Demografią, Centrum Badań nad Solidarnością Europejską, Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją i nowo otwarte Centrum Badań i Studiów nad Państwem i Prawem Ukrainy.
Wierzę, że obecny rozwój Collegium Intermarium, o którym napiszę Panu więcej poniżej – to dopiero początek. Choć ataki na naszą uczelnię nie ustają, nie zamierzamy się poddać. Nadal będziemy robić swoje. A wtedy konsekwencja i wytrwałość w budowaniu uczelni, przyniosą konkretne owoce.
Dlatego będę Panu bardzo wdzięczny za przekazanie dalej informacji o ofercie studiów na Collegium Intermarium Pana bliskim i znajomym – zwłaszcza tegorocznym maturzystom, których dzisiejsze wybory determinują naszą przyszłość.Bez finansowego wsparcia ludzi takich jak Pan, ten wyjątkowy projekt nie będzie mógł zostać zrealizowany. A jeżeli trudu budowy Collegium Intermarium nie podejmie nasze pokolenie, szansa na odbudowę patriotycznej – oddanej prawdzie, życiu, rodzinie i wierze – elity nigdy się nie ziści.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w przycisk [jerst w oryginale md]
Kłamstwa i manipulacje radykałów
Collegium Intermarium od samego początku jest obiektem ataków ze strony mediów wspierających agendę radykalnych ideologii. Powtarzające się ataki skupiają się przede wszystkim na umniejszaniu skali działalności uczelni.Autorzy kłamliwych artykułów powielają dezinformację na temat liczby osób, studiujących na Collegium, próbując porównywać liczbę osób, studiujących na naszej uczelni z liczbą studentów, kształcących się na istniejących od lat uniwersytetach i uczelniach wyższych.
Tymczasem Collegium Intermarium to nie tylko uczelnia młoda, która dopiero rozpoczyna swoją działalność, ale także uczelnia, która od samego początku miała być uczelnią elitarną, nastawioną nie na ilość studentów, ale na jakoś kształcenia.W przeciwieństwie do wielu polskich uniwersytetów i uczelni prywatnych, naszym celem nie jest masowa „produkcja” żywych narzędzi do różnych dziedzin przemysłu i biznesu oraz posiadaczy wyższego wykształcenia, dla których studia są tylko drogą do zdobycia niezbędnego do podjęcia pracy dyplomu.
Na Collegium Intermarium chcemy kształcić wszechstronnie wykształconych, świadomych obywateli, którzy dzięki kompleksowemu wykształceniu będą zdolni do wzięcia udziału w debacie publicznej i współtworzenia przyszłej elity narodu. Nasza uczelnia wyróżnią się wolnością debaty akademickiej i dążeniem do poszukiwania prawdy, a nie umiejętności trafiania w klucz poprawnych odpowiedzi na egzaminach.
Wierzymy, że dzięki temu przyczynimy się do podniesienia intelektualnego poziomu debaty publicznej oraz wzrostu wiedzy i samoświadomości społeczeństwa.

Prawo to nie tylko przepisyFlagowym kierunkiem Collegium Intermarium są dziś stacjonarne, magisterskie studia prawnicze, które wyróżniają się na tle studiów prawniczych na innych polskich uczelniach kompleksowym, wszechstronnym i interdyscyplinarnym kształceniem. Nasi studenci poznają podstawy filozofii, myśli społecznej, etyki, retoryki, erystyki i ekonomii. Zdobywają doskonałą znajomość prawa międzynarodowego i najważniejszych zagadnień gospodarczych. Dzięki temu nasi absolwenci będą nie tylko biegli w znajomości przepisów prawa, ale również będą doskonale przygotowani do pełnienia odpowiedzialnych ról społecznych i zajmowania najwyższych stanowisk w świecie prawa, biznesu, nauki, polityki, mediów, organizacji międzynarodowych i organów administracji publicznej.Poza tym, studia prawnicze na Collegium Intermarium to także koncentracja na praktycznych aspektach wykonywania zawodu prawnika. Nasi studenci pracują na zanonimizowanych aktach procesowych, uczestniczą w symulacjach rozpraw sądowych, kształcąc się pod okiem doświadczonych i uznanych adwokatów, radców prawnych, sędziów oraz parlamentarzystów, liderów politycznych i społecznych z kraju i zza granicy, którzy swoją działalnością realnie wpływają na otaczającą nas rzeczywistość prawną.
Collegium Intermarium jest odpowiedzią na jedną z głównych bolączek studiów prawniczych na większości polskich uczelni, jaką jest masowy model kształcenia, który utrudnia rozwijanie indywidualnych zdolności studentów, obniżając w efekcie jakość kształcenia. Dlatego – nawiązując do klasycznych wzorców akademickich – zapewniamy zindywidualizowane kształcenie oparte na relacji mistrz-uczeń. Wraz z rozpoczęciem nauki, każdemu studentowi przydzielany jest tutor, który przeprowadza go przez proces kształcenia. Dobór tutora jest dokonywany w oparciu o zainteresowania i intelektualne potrzeby studenta. Do podjęcia się obowiązków tutora zapraszane są także osoby formalnie niezwiązane z uczelnią – adwokaci, radcowie prawni, sędziowie, mediatorzy, menadżerowie, liderzy społeczni oraz naukowcy polscy i zagraniczni.
Studia prawnicze na Collegium Intermarium mają charakter elitarny, bo tylko w takim modelu można kształcić elity.
Otwieramy nowe kierunki studiów
Od nowego roku akademickiego planujemy otworzyć trzy nowe kierunki studiów licencjackich: Dziennikarstwo i nowoczesna komunikacja społeczna, Interdyscyplinarne studia humanistyczne „Artes liberales” oraz anglojęzyczne, zaoczne studia licencjackie na kierunku Business, Management and International Law.
W ramach studiów dziennikarskich chcemy wprowadzić wiele elementów, których nie ma na innych uczelniach, a które powinny stanowić fundament wiedzy każdego dziennikarza. Mowa tu między innymi o zajęciach z retoryki i erystyki. Absolwenci naszego kierunku będą wyposażeni w wiedzę z zakresu ekonomii, historii, filozofii czy etyki – szczególnie ważnej w czasach fake newsów, przekłamań, manipulacji i dziennikarstwa nastawionego przede wszystkich na wywoływanie emocji. Wśród wykładowców znajdą się przede wszystkim dziennikarze i publicyści, którzy będą dzielić się ze studentami wiedzą ściśle związaną z praktyką dziennikarską.
W ramach promocji nowego kierunku zorganizowaliśmy debatę na temat obecnych i przyszłych wyzwań, stojących przed dziennikarzami. W debacie udział wzięli cenieni publicyści – Rafał Ziemkiewicz, Paweł Lisicki i Cezary Krysztopa, którzy również współtworzą kadrę wykładowców na nowym kierunku.
Z kolei Interdyscyplinarne studia humanistyczne „Artes liberales” to unikatowy na polskim rynku edukacyjnym kierunek, nastawiony na interdyscyplinarne zgłębianie wiedzy z zakresu podstaw europejskiej kultury, sztuki, historii i filozofii. To studia łączące zajęcia z różnych dyscyplin naukowych, które pozwalają na całościowy wgląd w istotę Europy klasycznej. Studia „Artes liberales” mają być uzupełnieniem typowego wykształcenia, jakie otrzymują absolwenci polskich uczelni.
Natomiast Business, Management and International Law to kierunek, który łączą w sobie elementy typowej wiedzy ekonomicznej i nauki o zarządzaniu z podstawami prawa międzynarodowego. To unikatowy kierunek, praktycznie nie występującym w ofercie polskich uczelni wyższych. Jego absolwenci będą doskonale przygotowani do pełnienia odpowiedzialnych ról społecznych – menedżerów i szefów nowoczesnych przedsiębiorstw (również międzynarodowych).
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Unikalne kierunki studiów podyplomowych
Oferujemy także studia podyplomowe na kierunkach, które nie mają swoich odpowiedników na innych polskich uczelniach.Kształcimy nauczycieli etyki na kierunku „Etyka cnót i realnego dobra w dobie ponowoczesności”.
 Wobec rosnącego zapotrzebowania na nauczycieli etyki w polskich szkołach – to najpopularniejszy obecnie kierunek na Collegium Intermarium. 
W ramach piątej już edycji tego kursu, istnieje możliwość bezpłatnego studiowania – dla pierwszych 25 zgłoszonych.Po raz kolejny będziemy także organizować kurs „Europa klasyczna: polityka – kultura – sztuka debaty”, który w pierwszym roku naszego istnienia był jednym z najbardziej obleganych kierunków na uczelni. To kurs, który pozwala zdobyć kluczową wiedzę na temat politycznych, filozoficznych i kulturowych fundamentów cywilizacji europejskiej i jej kluczowych instytucji.
Kontynuujemy także organizację międzynarodowych studiów LL.M z zakresu praw człowieka. W tym unikalnym programie wzięli do tej pory udział słuchacze z Polski, Austrii, Włoch, Francji, czy Słowacji, którzy w trakcie dwuletniego kursu poznawali teoretyczne i filozoficzne podstawy i źródła międzynarodowego systemu praw człowieka oraz odbywali warsztaty advocacy, umożliwiające nabycie umiejętności aktywnego angażowania się w działalność na rzecz ochrony praw człowieka.Kolejny rok pełen cennych inicjatyw
Organizowaliśmy szereg konferencji i debat naukowych. W ubiegłym roku były to chociażby konferencje na temat nowoczesnych metod ścigania przestępczości internetowej, sytuacji geopolitycznej Europy w obliczu napaści Rosji na Ukrainę oraz – organizowana we współpracy z Akademią Zamojską – konferencja z cyklu „Odkrywać wiecznotrwałe” na temat „nieprzemijającej nowości chrześcijaństwa”.
Ten rok rozpoczęliśmy od styczniowej konferencji na temat obfitego dziedzictwa Papieża Benedykta XVI. W ramach cyklu Wykładów Otwartych im. Feliksa Konecznego, bp prof. dr hab. Michał Janocha wygłosił wykład pt. „Powrót do Sacrum. Jerzy Nowosielski”. Odbyły się także dwa wykłady otwarte z cyklu „św. Tomasz z Akwinu dziś”. Pierwszy pod tytułem „Nieprzemijająca nowość myśli Akwinaty”. Drugi pod tytułem „Czy dusza ludzka ma płeć? Głos Akwinaty w sprawie dyskusji wokół gender”. 
Po raz drugi włączyliśmy się w obchody Święta Chrztu Polski, organizując konferencję na temat chrześcijańskiego dziedzictwa naszego narodu.Zorganizowaliśmy także interdyscyplinarną konferencję naukową poruszającą skomplikowaną problematykę eutanazji z punktu widzenia prawa, medycyny, socjologii, filozofii czy antropologii oraz międzynarodową konferencję o kryzysie energetycznym w Europie Środkowo-Wschodniej.
W lutym odbywała się Zimowa Szkoła Intermarium, w ramach której młodzi ludzie z Bułgarii, Węgier i Polski spotkali się wspólnie, by rozmawiać o przyszłości naszego regionu i swoich państw oraz nawiązywać relacje, które zaowocują pogłębieniem współpracy międzynarodowej środowisk studenckich regionu Międzymorza. Pozytywne reakcje uczestników wydarzenia skłoniły nas do kontynuacji programu. Dlatego w sierpniu, w Krakowie odbędzie się Szkoła Letnia Intermarium.
Uczelnie odwiedzali także wybitni naukowcy, współpracujący z Collegium Intermarium – dr Grégor Puppinck, dr Stephen Baskerville, dr Dragan Dakić i prof. Jane Adolphe.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Wspólnie zbudujmy Collegium IntermariumWe wrześniu zorganizujemy kolejną ważną konferencję naukową w związku z 30. rocznicą ogłoszenia encykliki „Veritatis Splendor”.
 Referat wygłosi na niej Jego Eminencja kard. Gerhard Müller – były prefekt Kongregacji Doktryny Wiary. W październiku zorganizujemy Festiwal Nauki Klasycznej.Pracujemy także nad uruchomieniem studiów pedagogicznych oraz wydawnictwa Collegium Intermarium i międzynarodowego czasopisma naukowego, dotyczącego spraw istotnych dla regionu Międzymorza.
Collegium Intermarium to projekt rozpisany na lata, a plany są ambitne. Ich realizacja nie będzie jednak zależała tylko od nasze determinacji, ale także od skali wsparcia tej inicjatywy – także ze strony Przyjaciół i Darczyńców Instytutu Ordo Iuris, którzy są świadomi tego, jak ważna jest edukacja młodego pokolenia.Funkcjonowanie uczelni wyższej to gigantyczne koszty – rocznie ponad… 3,5 mln złotych!
Inaczej niż w przypadku Instytutu Ordo Iuris, który całą swoją działalność opiera na darowiznach od polskich rodzin – w przypadku Collegium możemy sfinansować część kosztów działalności z dostępnych dla wszystkich polskich placówek edukacyjnych środków publicznych na badania i programy kształcenia. Jednak pomagają one w sfinansowaniu tylko niektórych projektów.
Przed wiekami budowa uczelni finansowana była przez monarchów i możnych, którym na sercu leżał los Ojczyzny. Wierzę w to, że dzisiaj w pomoc w finansowaniu kuźni przyszłych elit narodu, włączą się także ludzie, którzy rozumieją jak kluczowa dla naszej przyszłości jest dobra edukacja młodego pokolenia.
Dlatego serdecznie zachęcam Pana do finansowego włączenia się w misję Collegium Intermarium i przekazania na rzecz uczelni darowizny w wysokości 60 zł, 90 zł, 150 zł lub dowolnej innej, dzięki czemu będziemy mogli kształcić nowe elity w duchu naszych wspólnych ideałów.
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Serdecznie proszę też Pana o przekazanie informacji o działalności Collegium Intermarium wszystkim, którzy mogą być zainteresowani naszą ofertą – zarówno kształceniem na studiach dziennych, jak i studiach podyplomowych, pozwalających na uzupełnienie swojej wiedzy i wykształcenia. Wszelkie informacje na temat oferty edukacyjnej Collegium Intermarium, znajdują się na stronie internetowej www.collegiumintermarium.org
.Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.
 Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa+48 793 569 815 www.ordoiuris.pl

Duda załatwił się w Wilnie. Pełen obraz klęski tego pana na stanowisku głowy państwa.

Warzecha o występie Dudy w Wilnie: Dlatego Kijów traktuje nas jak popychadło

o-wystepie-dudy-w-wilnie

Łukasz Warzecha skomentował wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy w Wilnie. Redaktor nie szczędził gorzkich słów głowie państwa.

Andrzej Duda pojawił się na szczycie NATO w Wilnie, gdzie mocno lobbował za włączeniem Ukrainy do struktur paktu.

– Polska na szczycie NATO jest częścią Sojuszu Północnoatlantyckiego. Sojusz Północnoatlantycki musi być jednością. Polska nie załatwia nic dla siebie, tylko dla NATO, dla wschodniej flanki NATO, także dla państw bałtyckich, dla innych państw, które są naszymi sąsiadami w tej wschodniej części. Dbamy także o interesy naszego sąsiada, Ukrainy, który jest od ponad roku w stanie wojny, bo broni się przed brutalną rosyjską agresją – mówił polski prezydent na Litwie.

Słowa o tym, że Polska „nie załatwia nic dla siebie” szybko zostały podchwycone przez media, bo rzeczywiście ich wydźwięk jest skandaliczny. Politycy danego państwa, wybierani przez obywateli, powinni bowiem przede wszystkim dbać o interesy tego państwa. Jeśli Duda tego nie rozumie, to nie powinien być nie tylko prezydentem, ale politykiem.

Słowa głowy państwa bardzo ostro skomentował w swoich mediach społecznościowych Łukasz Warzecha. Dziennikarza przypomniał, że polski prezydent wypowiedział to zdanie tego samego dnia, którego ambasador Ukrainy w Polsce dodał skandaliczny wpis na Twitterze.

„Dzień po 11 lipca, kiedy Ukraińcy pokazali nam wała, Andrzej Duda uznał, że musi pokazać w Wilnie, że jest bardziej proukraiński niż ktokolwiek na świecie. Czy można się dziwić, że Kijów traktuje nas jak popychadło?” – pisze na Twitterze Warzecha.

„Szczególnie że ta wypowiedź kompletnie nic nie zmienia. Gdyby jej nie było, nic by się dla Ukrainy na tym szczycie nie zmieniło. Pan prezydent mógł równie dobrze stwierdzić: „Deklaracja jest skutkiem wspólnej decyzji NATO i Polska ją akceptuje”. Koniec. Wysłałby do Kijowa choć bardzo delikatny sygnał, że Warszawa nie da się robić na wszystkie strony. Ale nie – to jest chyba silniejsze od niego” – dodaje dalej publicysta.

„Dodajmy do tego instynktowną odpowiedź pana prezydenta na pytanie, co Polska chce załatwić dla siebie – nic – i mamy pełen obraz klęski pana Dudy na stanowisku głowy państwa” – stwierdza Warzecha.

Ambasador Ukrainy osiągnął szczyt bezczelności i opluwania Polski. To kosmici odpowiadają za Rzeź Wołyńską.

Ambasador Ukrainy osiągnął szczyt bezczelności i opluwania Polski. To kosmici odpowiadają za Rzeź Wołyńską.

Tak pisze o Rzezi Wołyńskiej..

szczyt-bezczelnosci-i-opluwania-polski-ambasador-ukrainy

Ambasador Ukrainy w Polsce, Wasyl Zwarycz, dodał wpis na Twitterze w 80. rocznicę Krwawej Niedzieli. Lepiej byłoby jednak, gdyby dyplomata odpuścił temat i nie napisał nic.

To jak pisze o ludobójstwie na Wołyniu, zakrawa bowiem na szczyt bezczelności i opluwania Polski.

Zwarycz w swoim wpisie ani słowem nie wspomina o sprawcach i ich narodowości, więc nie trzeba dodawać, że w opublikowanym przez niego tekście nie ma też śladu po jakiejkolwiek skrusze czy przeprosinach.

Z wpisu ambasadora wynika, że „ktoś Polaków na Wołyniu mordował”, ale nie wiadomo kto. Dyplomata zaznaczył natomiast, że były to wówczas tereny okupowane przez III Rzeszę.

Bezczelny wpis Zwarycza, choć upiększony ckliwymi frazesami o solidarności polsko-ukraińskiej, to nie tylko przejaw braku postępu ws. uznania przez Ukraińców ludobójstwa na Wołyniu – to wręcz krok wstecz.

11 lipca solidarnie z narodem polskim dziś oddaję hołd wszystkim cywilnym ofiarom – obywatelom ІІ RP, pomordowanym na okupowanych przez III Rzeszę terenach w latach II wojny światowej. Składam wyrazy współczucia wszystkim krewnym i bliskim ofiar” – napisał na Twitterze Zwarycz.

Ukraińcy i Polacy są przykładem solidarności dla całej Europy i wolnego świata! Tak to zostanie dla dobra teraźniejszego i przyszłych pokoleń. Musimy o to wzajemnie dbać, także w imię ofiar, którzy doznali bólu ludzkiej nienawiści, aby nigdy więcej nic takiego się nie powtórzyło” – pisze dalej dyplomatycznie.

W drodze uczciwej współpracy odp. resortów, historyków i badaczy, w duchu przyjaźni i wzajemnego zrozumienia, dalej jesteśmy gotowi razem poznawać karty wspólnej trudnej historii z myślą o godności każdego człowieka i należącym mu godnym pochówku tak w Ukrainie, jak i w Polsce” – kończy wpis Ukrainiec.

Nie ulega wątpliwościom, że za taki bezczelny wpis ukraiński ambasador powinien zostać wezwany na dywanik do MSZ i odesłany na Ukrainę. Trudno sobie wyobrazić, by niemiecki ambasador kluczył w ten sposób wokół tematu holokaustu lub innych zbrodni nazistowskich. Jeśli jednak by to zrobił, to skończyłoby się to światowym skandalem.

Korwin-Mikke reaguje

Na haniebny wpis ambasadora Ukrainy zareagował Janusz Korwin-Mikke.

Poseł zadał dyplomacie kilka pytań za pośrednictwem Twittera:

Wasza Ekscelencjo…
Kto mordował?
Ukraińcy z OUN UPA!
Kogo?
Głównie Polaków!
Gdzie?
Na Wołyniu, na ówczesnym terenie Polski!
Czy zostało to rozliczone?
Oczywiście, że nie!
Mam nadzieję, że pomogłem…”.

Warzecha: Marsjanie mordowali

Na skandaliczny wpis ukraińskiego dyplomaty zareagował także Łukasz Warzecha. Napisał, że z wpisu ambasadora mogłyby wynikać, że to kosmicie odpowiadają za Rzeź Wołyńską.

Pewnikiem Marsjanie mordowali. To jest, przypominam, ambasador Ukrainy w Polsce. Jutro powinien być na dywaniku w MSZ. Będzie?” – napisał Warzecha na Twitterze, podając dalej wpis Zwarycza.

==========================

mail: To nie “persona non grata”. To bezczelny łobuz. A “tutejsi” tolerują?

Rau ! Rau ! Rau ! Rau ! Haniebny wpis szefa MSZ w 80. rocznicę „Krwawej Niedzieli”. Pisze o ofiarach „tamtejszych wydarzeń”

Rau ! Rau ! Rau ! Rau ! Haniebny wpis szefa MSZ w 80. rocznicę „Krwawej Niedzieli”. Pisze o ofiarach „tamtejszych wydarzeń”

Skandaliczny wpis na Twitterze zamieścił w 80. rocznicę tzw. Krwawej Niedzieli szef polskiego ministerstwa spraw zagranicznych Zbigniewa Raua. W kontekście kulminacji ukraińskiego ludobójstwa na Polakach szef MSZ pisze o „tamtejszych wydarzeniach” i modlitwie „za wszystkie ofiary konfliktów zbrojnych”.

„W 80. rocznicę rzezi wołyńskiej oddajemy hołd wciąż bezimiennym ofiarom tamtejszych wydarzeń” – napisał na Twitterze minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau.

„Stajemy dziś w zadumie, pamiętając o szacunku i modlitwie za wszystkie ofiary konfliktów zbrojnych. Wierzymy, że tylko wspólne odkrywanie prawdy doprowadzi do trwałego pojednania” – kontynuował swoją wypowiedź minister Rau.

„Z uznaniem przyjmujemy wystąpienie Przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy Stefanczuka w Sejmie oraz obecność prezydenta Zełenskiego obok prezydenta Andrzeja Dudy w katedrze w Łucku. To długo oczekiwane, potrzebne kroki we właściwym kierunku” – zakończył swój wpis minister Rau.

=====================

Zbigniew Rau

@RauZbigniew

W 80. rocznicę #RzeźWołyńska oddajemy hołd wciąż bezimiennym ofiarom tamtejszych wydarzeń. Stajemy dziś w zadumie, pamiętając o szacunku i modlitwie za wszystkie ofiary konfliktów zbrojnych. Wierzymy, że tylko wspólne odkrywanie prawdy doprowadzi do trwałego pojednania i .

W socjalistycznym AMOKU. Kaczyński zapowiada podniesienie „800 plus”. Inflację znacznie podniósł. I podnosić obiecuje…

W socjalistycznym AMOKU. Kaczyński zapowiada podniesienie „800 plus”. Inflację znacznie podniósł. I podnosić obiecuje…

kaczynski-zapowiada-podniesienie-inflacji

Podniesienie wysokości „świadczenia wychowawczego” z 500 do 800 zł to konieczność; w przyszłości, ta suma zapewne znowu będzie podwyższona” – stwierdził w wywiadzie dla „Super Expressu” wicepremier Jarosław Kaczyński.

Była inflacja, zmniejszyła ona siłę nabywczą 500 plus i my to podnosimy z pewną taką nadwyżką od 1 stycznia 2024 roku. Ta podwyżka była konieczna – ocenił.

Szkoda, że lider PiS zapomniał wspomnieć, iż to właśnie m.in. takie transfery socjalne przyczyniły się do wzrostu inflacji.

W przyszłości, ta suma zapewne znowu będzie podwyższana – stwierdził J. Kaczyński.

Jak najbardziej można się tego spodziewać. Waloryzacja tego świadczenia i inne programy znów przyczynią się do wzrostu inflacji lub „zahamują jej spadek”….

Lider PiS ocenił, że 500 plus to „wielki krok, który zmienił na lepsze sytuację wielu rodzin”. – Poziom życia znacznie się za naszych rządów podniósł – zaznaczył.

Klub samobójców

Klub samobójców

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    11 lipca 2023

Powinnością kierownictwa państwa jest odwracanie od niego wszystkich niebezpieczeństw, z wojną na czele. Niekiedy jednak nie można tego uniknąć, na przykład – kiedy państwo zostanie zaatakowane. Musi wtedy się bronić, to znaczy – wdać się w wojnę – ale zazwyczaj jest tak, że nawet napaść jest poprzedzana rozmaitymi przygotowaniami; prowadzone są rozmowy, stawiane są warunki, a kiedy nie dochodzi do porozumienia – zaczyna się wojna. Na przykład Adolf Hitler zwierzał się fińskiemu marszałkowi Gustawowi Manerheimowi, że decyzję o uruchomieniu operacji „Barbarossa” podjął po rozmowie z sowieckim ministrem Mołotowem, który postawił mu takie warunki, że Hitler nabrał całkowitej pewności, iż Sowieci chcą zapanować nad całą Europą. Ponieważ on też chciał zapanować nad Europą, to nie widział innego wyjścia, jak uprzedzić sowiecką napaść. Inna sprawa, że gdy niemiecki ambasador w Moskwie Schulenburg, wręczał Mołotowowi notę o wypowiedzeniu wojny, to temu wyrwały się słowa, których potem podobno się wstydził: „chyba na to nie zasłużyliśmy?

Oczywiście decyzje o tym czy prowadzić rokowania, czy zaryzykować wojnę, są bardzo trudne. Pewnej wskazówki udziela nam Pan Jezus mówiąc w Ewangelii, że gdy jeden król planuje wojnę z drugim królem, to najpierw siada i rozważa, czy w 10 tysięcy może pokonać tamtego, który ciągnie z 20 tysiącami. A kiedy dochodzi do wniosku, że nie, to wysyła do niego poselstwo, „gdy tamten jest jeszcze daleko”, to znaczy – gdy klęski wojennej ze wszystkimi jej skutkami, można jeszcze uniknąć. W takiej sytuacji trzeba rozważyć, co jest większym, a co mniejszym złem.

Klęska wojenna sprawia, że pokonany ma bardzo małą, albo w ogóle nie ma żadnej swobody manewru, bo zwycięzca po prostu dyktuje mu, jak ma być. Tak właśnie było z Niemcami, wobec których zaplanowano „bezwarunkową kapitulację”, co sprawiło, że nie poddawały się one aż do końca. Od takiej klęski bowiem wszystko inne wydaje się lepsze, co można pokazać na przykładzie Polski w roku 1939. Jak pamiętamy, w lipcu 1939 roku do Moskwy pojechała delegacja brytyjskiego Sztabu Imperialnego z generałem Ironside. Nie miała ona żadnych pełnomocnictw, tylko jej zadaniem było wysondowanie, czy nie udałoby się przeciągnąć Stalina na angielską stronę i co by za to ewentualnie chciał. Stalin nie powiedział: nie – ale zwrócił Anglikom uwagę, że ZSRR nie graniczy z Niemcami, więc jakże Armia Czerwona ma wejść w kontakt bojowy z Wehrmachtem? – Gdyby – ciągnął Ojciec Narodów – Armia Czerwona obsadziła zachodnią granicę Polski – aaa, to co innego. Słowem – zażądał zapłaty z góry w postaci podarowania mu całej Polski. Tymczasem żądania niemieckie wobec Polski nie szły aż tak daleko. Niemcy żądali Gdańska i „korytarza”, a prawdopodobnie zażądaliby powrotu do granicy sprzed I wojny światowej – ale niczego więcej. Zatem przed polskim kierownictwem państwowym stanęła alternatywa, czy lepiej utracić część terytorium państwowego, czy też całe państwo. Stało się to jasne po 23 sierpnia 1939 roku, kiedy w Moskwie podpisany został Pakt Ribbentrop-Mołotow.

Wtedy chyba niczemu już nie można było zapobiec, ale wcześniej – raczej tak. Dlaczego zatem Polska nie podjęła rokowań, kiedy były jeszcze możliwe? Odpowiedź znamy – bo zaufała enigmatycznej gwarancji, której Wielka Brytania udzieliła Polsce w kwietniu 1939 roku. A dlaczego Anglia tej gwarancji Polsce udzieliła? Tę odpowiedź też znamy – bo chciała, żeby polski rząd w nią uwierzył. A dlaczego spodziewała się, że polski rząd w nią uwierzy? Bo wiedziała, że polski rząd, decydując się na przyjęcie warunków niemieckich, z pewnością by upadł, a wiedziała, że nie chce upaść za żadną cenę – nawet za cenę zagłady państwa i wydania obywateli na pastwę wroga. W rezultacie rząd polski znalazł się w sytuacji bezalternatywnej i to w znacznym stopniu – na własne życzenie – wobec czego musiał kurczowo uchwycić się podsuniętej mu skwapliwie angielskiej brzytwy.

Jak wiele razy wspominałem, państwa dzielą się na poważne i pozostałe. Państwa poważne, to te, które potrafią sprecyzować swoje państwowe interesy i realizować je w zmieniających się okolicznościach. Państwa pozostałe albo w ogóle tego nie potrafią, zwłaszcza gdy kierowane są przez agenturę innego państwa, albo jeśli nawet potrafią, to szybko o tym zapominają i zataczają się od ściany do ściany w zależności od tego, w którą stronę je ktoś popchnie to znaczy – zaoferuje im „sojusz”, albo „gwarancje”. Toteż państwa poważne bardzo chętnie posługują się państwami pozostałymi, albo żeby w ten sposób realizować własne interesy, albo – żeby w najgorszym razie pomniejszyć własne straty. W najlepszym razie – żeby skłonić państwo pozostałe do wdania się w wojnę w obronie swoich własnych interesów.

Tak właśnie stało się w przypadku Ukrainy, którą Stany Zjednoczone, początkowo za 5 miliardów dolarów dla tamtejszych oligarachów, skłoniły do zmiany rządu, mamiąc ją dodatkowo obietnicą przyjęcia do Unii Europejskiej i NATO. Myślę, że to właśnie skłoniło nowe ukraińskie władze do zignorowania porozumień mińskich, w ramach których Ukraina zgodziła się na autonomię obwodów donieckiego i ługańskiego. Bardzo możliwe, że Rosja, która wcześniej zajęła Krym, na tym by poprzestała, zwłaszcza gdy prezydentem USA był Donald Trump, który chciał się tylko dowiedzieć, czego Putin chciałby za obietnicę neutralności Rosji kiedy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej – co prędzej czy później będą musiały zrobić.

Ale prezydent Józio Biden wolał doprowadzić Ukrainę do wojny z Rosją do ostatniego Ukraińca, żeby – jak to szczerze powiedział w Kijowie amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin – Rosję „osłabić” i nie denerwować się, czy w razie czego dotrzyma obietnicy, czy nie. Kierownictwo ukraińskie pozwoliło wkręcić państwo w maszynkę do mięsa – być może tym łatwiej, że stanowi ono konglomerat Żydów i banderowców. Żydzi do żadnej solidarności z narodami wśród których żyją, nigdy się nie poczuwali, ani nie poczuwają, no a banderowcy sami podzielili Ukraińców na „elitę” i „czerń”, więc nie uważają niczego niestosownego w sytuacji, gdy „czerń” jest poświęcana dla „elity”.

Teraz, gdy coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że zapowiadana od miesięcy zwycięska kontrofensywa ukraińska spala na panewce, rysują się dwie możliwości: albo dojdzie do „zamrożenia konfliktu”, to znaczy – do częściowego rozbioru Ukrainy, czyli utraty na rzecz Federacji Rosyjskiej czterech obwodów: ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego i chersońskiego, które zostały inkorporowane do Rosji, podobnie jak wcześniej Krym – albo do rozlania wojny na terytorium innych państw pozostałych, zwłaszcza Polski i Litwy, których władze sprawiają wrażenie, jakby nie mogły się tego doczekać.

Przyczyna takiego nastawienia rządu polskiego tkwi – jak sądzę – w tym, że uważa się on za opatrznościowy dla Polski, podobnie jak w okresie międzywojennym – sanacja – więc chociaż nie chce dopuścić do siebie myśli o możliwym upadku, to całkiem poważnie rozważa możliwość pociągnięcia w razie czego za sobą na dno całego państwa i jego obywateli w nadziei, że wtedy „nocne rodaków rozmowy” będą nacechowane współczuciem dla Umiłowanych Przywódców, co to ulegli przemocy, chociaż dobrze chcieli, a nie pogardą i potępieniem. Być może, że nasze przeznaczenie poznamy już 11 lipca, kiedy to na szczycie NATO w Wilnie zostaną podjęte decyzje. Doświadczenie historyczne poucza nas, że możliwe jest wszystko, jako że po „zimnej wojnie”, na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku, zostało proklamowane „strategiczne partnerstwo NATO-Rosja”, które jednak w roku 2013 zostało przez Amerykanów wysadzone w powietrze, dzięki temu również w naszej pamięci narodowej zupełnie zatarła się podpisana w sierpniu 2012 roku w Warszawie deklaracja o pojednaniu narodu polskiego z narodem rosyjskim i obecnie, powtarzając za Naszym Najważniejszym Sojusznikiem, twierdzimy, że to „zbrodniarze”.

Co bowiem raz się zdarzyło, może zdarzyć się i drugi raz. Skoro Polska w roku 1939 dała się nabrać na gwarancje angielskie, co skończyło się katastrofą i wydaniem obywateli na pastwę dwóch okrutnych wrogów, podczas gdy Umiłowani Przywódcy, mężowie opatrznościowi, z Wodzem Naczelnym na czele, pierzchli za granicę, by tam opłakiwać utraconą Ojczyznę, to dlaczego nie miałoby się to zdarzyć i drugi raz? Franciszek ks. de La Rochefoucauld zauważył, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego, toteż Winston Churchill wiedział, co mówi, kiedy ganił nasz mniej wartościowy naród tubylczy za „lekkomyślność”. Miał rację, bo najlepszym dowodem naszej lekkomyślności było to, że zaufaliśmy akurat jemu, który w Jałcie przyłożył rękę do oddania Polski Stalinowi tak jak rzeźnikowi oddaje się krowę.

Nie wiem, czy nieszczęścia bliźnich, zwłaszcza podobne, mogą być dla nas pociechą, ale żebyśmy nie popadali w kolejne kompleksy, to może warto przypomnieć, że w naszym klubie samobójców, oprócz Polski i Ukrainy była jeszcze Jugosławia, która zresztą już nie istnieje, ale w roku 1941 jeszcze istniała. Hrabia Galeazzo Ciano wprawdzie pod datą 6 sierpnia 1940 roku notuje, że Mussolini „znów dużo mówi o zaatakowaniu Jugosławii, pomiędzy 10 a 20 września”, ale już pod datą 17 sierpnia odnotowuje rozmowę Alfieriego z Ribbentropem, z której m.in. wynika, „że winniśmy stanowczo wyrzec się zaatakowania Jugosławii (…) że nawet ewentualna akcja przeciwko Grecji nie będzie dobrze widziana w Berlinie. Jest to powiedzenie ”stop” na całej linii.” Ten dziennik Ciano pokrywa się z zeznaniami generał Jodla w 1946 roku w Norymberdze. „Nasz stosunek do Jugosławii przypominał ubieganie się o względy sławnej śpiewaczki. Fuhrer zabronił nawet wystąpić z propozycją przewiezienia przez terytorium jugosłowiańskie zaplombowanych wagonów z żywnością dla naszych wojsk, choć to było całkiem możliwe z punktu widzenia międzynarodowych praw o neutralności.” W dniu 25 marca 1941 roku jugosłowiański premier Cvetkowicz i minister Markowicz podpisują w Wiedniu pakt z Hitlerem, który zapewnia im nienaruszalność terytorium Jugosławii przez wojska niemieckie. Ale już w dwa dni po podpisaniu tego porozumienia, 27 marca 1941 roku, z inspiracji Wielkiej Brytanii, generał Duszan Simowicz przeprowadził w Belgradzie zamach stanu, obalił Cvetkowicza i sam został premierem. „A to zuchy, a to chwaty” – zachwycał się wtedy Jugosłowianami ambasador Edward Raczyński.

Ale 6 kwietnia Niemcy uderzyli na Jugosławię nie tylko od strony granicy z Rzeszą, ale również – od granicy z Węgrami, Rumunią i Bułgarią. Sześć dni później zajęli Belgrad i było po wszystkim, a Simowicz 17 kwietnia czmychnął do Londynu, gdzie był premierem, ale tylko do 1942 roku. Anglicy bowiem woleli pomagać Józefowi Tito, który – jak to komunista – gotów był na wszystko, z odróżnieniu od lojalnego wobec króla Piotra generała Draży Michajłowicza, który zwalczał komunistów. Kiedy wracający z tajnej misji w okupowanej Jugosławii oficer brytyjski zwracał uwagę Churchillowi, że w takiej sytuacji Jugosławia po wojnie stanie się państwem komunistycznym, ten dobrotliwie go pocieszył: „panie kapitanie, ani pan ani ja nie będziemy tam mieszkali.

Anglicy i w ogóle – Anglosasi, uważający się – oczywiście niezależnie od Żydów – za predestynowanych do władzy nad światem – podobnie jak Żydzi – nie mają najmniejszych oporów przed instrumentalnym traktowaniem innych, mniej wartościowych narodów, a już wręcz uwielbiają, kiedy uda się im namówić je, by dla ich interesów dały się wkręcić w maszynkę do mięsa. Często – by osiągnąć cele o stosunkowo niewielkim ciężarze gatunkowym. Jugosławia jest znakomitym tego przykładem. Stanisław Cat-Mackiewicz odnotowuje swoją rozmowę z hrabianką Skarbek, agentką wywiadu brytyjskiego i jedną z głównych sprężyn zamachu stanu Simowicza. – Co zyskaliście na tym, że Jugosławia była pobita w ciągu czterech dni? – zapytał. – Ach, pan się na tym nie rozumie, to opóźniło o 14 dni operację na Krecie – odpowiedziała.

Wszystko bowiem zależy od dystansu. Hebert Wells w noweli „Gwiazda” pisze, jak to z głębin Wszechświata zbliżyła się do Ziemi planeta, doprowadzając do katastrofy w skali światowej, kiedy to ludzie ruszyli ku ostatniej swojej nadziei – otwartemu morzu. Dzięki oddziaływaniu grawitacyjnemu Jowisza nie doszło do kolizji z Ziemią, gdzie sytuacja powoli zaczęła wracać do jakiej-takiej stabilności. Tymczasem obserwatorzy na Marsie zwrócili uwagę na stosunkowo niewielkie szkody, jakie poniosła Ziemia, bo wszystkie kontynenty w zasadzie pozostały na swoich miejscach. Świat się nie zawalił.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

====================================

mail:

Redaktor Michalkiewicz nie chce zauważyć wyjątkowo perfidnej umowy Becka 
z ambasadorem amerykańskim Bullitem, z listopada 1938r.
Polska zgodziła się podjąć wojnę z Niemcami i wojnę tę przegrać.
Otrzymała obietnicę, że po sześciu latach wojny zostanie odpowiednio 
wynagrodzona.

https://pch24.pl/amerykanska-partia-szachow/

Przypominamy: Wstrząsająca prawda o rzezi wołyńskiej. Tego nie przeczytasz nigdzie w oficjałkach!

Wstrząsająca prawda o rzezi wołyńskiej. Tego nie przeczytasz nigdzie!

https://pch24.pl/wstrzasajaca-prawda-o-rzezi-wolynskiej-tego-nie-przeczytasz-nigdzie/


Specjalnie dla naszych czytelników PRZYPOMINAMY wybrane – publikowane w RÓŻNYCH TERMINACH – materiały video oraz teksty opublikowane na portalu PCh24 dotyczące ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Aby zobaczyć całość artykułu lub filmu wystarczy kliknąć w tytuł.

Ks. Isakowicz-Zaleski: Dwukrotnie zabici. Przemilczana rzeź wołyńska [VIDEO]

https://pch24.pl/pchtv/ks-isakowicz-zaleski-dwukrotnie-zabici-przemilczana-rzez-wolynska-video/

Mój świętej pamięci ojciec napisał w swoim pamiętniku, że Kresowian zabito dwukrotnie: raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie – mówi w rozmowie z PChTV ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Na Wołyniu uderzono w samego Boga [VIDEO]

To była zbrodnia zaplanowana. To nie był przypadek – mówi w rozmowie z PChTV ks. prof. Józef Marecki. Zapraszamy do obejrzenia wywiadu Piotra Relicha.

Czy zamordowani przez ukraińskich nacjonalistów kapłani zostaną ogłoszeni błogosławionymi? [VIDEO]

Dr Leon Popek wygłosił wykład podczas konferencji „Ludobójstwo na kresach południowo-wschodnich, 1943-1944: aspekt eklezjalny i teologiczny”. Zapraszamy do obejrzenia.

Misterium nieprawości. Poruszająca refleksja Ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier [VIDEO]

Wykład Ks. prof. dr hab. Franciszka Longchamps de Berier „Misterium nieprawości”, wygłoszony w Krakowie podczas konferencji naukowej „Ludobójstwo na kresach południowo-wschodnich 1943-44: aspekt eklezjalny i teologiczny”.

Wołyń 43. Bohaterowie i rezuny

https://pch24.pl/wolyn-43-bohaterowie-i-rezuny/

W niedzielny poranek 11 lipca 1943 roku ktoś załomotał do drzwi plebanii w Porycku, małym miasteczku w powiecie włodzimierskim, na Wołyniu.

Pamiętajmy: Niedziela, która spłynęła krwią Polaków

https://pch24.pl/pamietajmy-niedziela-ktora-splynela-krwia-polakow/

Wołyń to była walka cywilizacji. Starły się tam cywilizacja chrześcijańska, łacińska z cywilizacją bizantyjską. Część kapłanów Cerkwi prawosławnej i greckokatolickiej wypowiedziało wojnę Kościołowi. Święcili na przykład narzędzia zbrodni – mówi PCh24.pl Ewa Siemaszko, badaczka ludobójstwa dokonanego na wołyńskich Polakach podczas II wojny światowej.

Krwawy Wielki Piątek w Janowej Dolinie

https://pch24.pl/krwawy-wielki-piatek-w-janowej-dolinie/

Padł rozkaz by okoliczni Polacy zostali wymordowani do 15 kwietnia. Był więc już tydzień opóźnienia. Zbliżała się Wielkanoc, więc Ukraińcy zapowiadali, że na święta „pomalują jajka krwią Lachów”. Do zbrodni w Janowej Dolinie doszło pod osłoną nocy. Stacjonujący tam garnizon niemieckich żołnierzy mordowanych nie obronił.

Sielski pejzaż zamieniony w zakrwawione zgliszcza. Wołyń w pamięci pani Alfredy

https://pch24.pl/sielski-pejzaz-zamieniony-w-zakrwawione-zgliszcza-wolyn-w-pamieci-pani-alfredy/

Ukraińcy i Polacy żyli na Wołyniu w zgodzie, wśród pięknej przyrody tej krainy. Wojna wszystko zmieniła. Pod okupacją sowiecką nacjonalizm ukraiński, nie mógł się rozwinąć, bo był z całą brutalnością zwalczany przez NKWD, jako nurt wrogi Związkowi Sowieckiemu. Zupełnie inaczej odniósł się do niego okupant niemiecki, który latem 1941 roku zajął Ukrainę. Pani Alfreda Kołodzińska, była tego świadkiem.

Niemcy rozpoczęli okupację Ukrainy od eksterminacji Żydów. W tym celu wykorzystali nienawiść jaką wielu Ukraińców żywiło do wyznawców judaizmu. – Niemcy i oddziały Ukraińców zaczęli masowo mordować Żydów od lipca 1941 do zimy a potem trwało to do wiosny 1943 roku. Wszyscy Żydzi szukali ratunku. Polacy ich ratowali. U nas w gospodarstwie przechowywał się Żyd o nazwisku Wolf – mówi pani Alfreda.

Błogosławiony biskup Chomyszyn: Sprawiedliwy między łotrami

Gdyby władze w Warszawie i Kijowie z należytą energią propagowały pamięć o dokonaniach urodzonego 25 marca 1867 roku biskupa Grzegorza Chomyszyna, dzisiejsze relacje polsko-ukraińskie wyglądałyby zdecydowanie lepiej.

Kiedy beatyfikacja wołyńskich męczenników?

https://pch24.pl/kiedy-beatyfikacja-wolynskich-meczennikow/

Moim zdaniem  na Wołyniu mieliśmy do czynienia z czymś co można nazwać zbiorowym opętaniem i to wzmożone działanie diabelskie doprowadziło do tak strasznych wydarzeń. Amok jaki ogarnął morderców, dosłowne pławienie się we krwi, może być tego najlepszym dowodem – twierdzi ks. prof. Józef Marecki wykładowca UP JPII.

Dlaczego musimy pamiętać o ludobójstwach?

https://pch24.pl/dlaczego-musimy-pamietac-o-ludobojstwach/

Pamięć jest naszym jedynym orężem. Kiedy wypełnią się najczarniejsze scenariusze, to dzięki pamięci być może komuś, kiedyś, w jakimś okopie zaświta, że nie mogą przejść, bo jeśli przejdą, to nie oszczędzą rodziny i bliskich. A jeśli nawet śmierć zajrzy w oczy, to ktoś pogrzebie, opłacze, zapamięta.

Ewa Siemaszko: sprawcom ludobójstwa na Wołyniu można wybaczyć, ale pojednanie z Banderą na pomnikach jest niemożliwe

https://pch24.pl/ewa-siemaszko-sprawcom-ludobojstwa-na-wolyniu-mozna-wybaczyc-ale-pojednanie-z-bandera-na-pomnikach-jest-niemozliwe/

Rodziny ofiar ludobójstwa Polaków na Wołyniu i Kresach Wschodnich potrafią wybaczyć oprawcom, ale zdrowe relacje między Polską a Ukrainą trzeba budować na prawdzie historycznej i pojednaniu. Tego nie będzie, póki w Kijowie  ulice otrzymują za patrona Stepana Banderę, a zbrodniarzom budowane są pomniki.

Nie męczeństwo, tylko ludobójstwo

https://pch24.pl/nie-meczenstwo-tylko-ludobojstwo/

Wobec zbrodni dokonanych na Polakach przez OUN-UPA polskie państwo prowadziło dotychczas politykę pokrętną, pełną matactw, przemilczeń, fałszów i kłamstw. Nie było w stanie wypowiedzieć prawdy o zbrodni ludobójstwa – mówi w rozmowie z PCh24.pl Stanisław Srokowski, pisarz, nauczyciel akademicki, publicysta, autor m. in. kresowego zbioru opowiadań pt. „Nienawiść”.

To było ludobójstwo!

https://pch24.pl/to-bylo-ludobojstwo/

„Oni nas prześladowali i mordowali tylko ze względu na to, że byliśmy Polakami! To zdecydowanie było ludobójstwo” – opowiada w rozmowie z portalem PCh24.pl Stanisław Dębiec, Kresowianin, naoczny świadek tragicznych prześladowań Polaków na Wschodzie.

Ginęli, gdyż byli Polakami

https://pch24.pl/gineli-gdyz-byli-polakami/

Liczba zabitych znanych z nazwiska wzrosła, obecnie wynosi 22 113 osób. Ogólna suma, w której zawarte są ofiary znane z nazwiska, ofiary ustalone, ale bezimienne oraz szacunki pozostaje bez zmian, tj. 60 tysięcy. To są dane dotyczące tylko Wołynia, bo na pozostałych terenach popełnienia zbrodni ludobójstwa przez OUN-UPA zginęło co najmniej drugie tyle Polaków – mówi Ewa Siemaszko w rozmowie z PCh24.pl.

Przychodzimy nie po zemstę, ale po pamięć, prawdę i pochówki ofiar.

Przychodzimy nie po zemstę, ale po pamięć, prawdę i pochówki ofiar.

Ks. Isakowicz-Zaleski: Dopóki na Ukrainie będzie barbarzyński zakaz ekshumacji i pochówków, pojednanie i przebaczenie jest fikcją .

dopoki-na-ukrainie-bedzie-barbarzynski-zakaz-ekshumacji-i-pochowkow

W niedzielę 9 lipca odbyły się centralne uroczystości upamiętniające 80. rocznicę apogeum Rzezi Wołyńskiej. Obchody zostały zorganizowane przez środowiska kresowe.

W sobotę i niedzielę środowiska kresowe zorganizowały obchody 80. rocznicy Krwawej Niedzieli, na którą przypada apogeum Rzezi Wołyńskiej. 8 lipca odbyła się popularno-naukowa pt. „Należna prawda i pamięć – nie zemsta”.

Było to jedno z tych wydarzeń, związanych z 80. rocznicą apogeum Rzezi Wołyńskiej, podczas którego nie padały okrągłe, nic nieznaczące słowa i wyrazy ubolewania nad losem ofiar i ich bliskich. Jasno bowiem wskazywano, kto był katem, a kto ofiarą. Zadawano także kłam narracji przedstawiającej ukraiński szowinizm jako walkę o „wolną Ukrainę”. Wskazywano też, że banderyzm odradza się niczym hydra.

W niedzielę 9 lipca natomiast odbyły się uroczystości na pl. Piłsudskiego przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Głos zabrał tam m.in. kapelan Rodzin Wołyńskich ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

My przychodzimy tutaj nie po zemstę, ale tak jak jest na naszych sztandarach, po pamięć, prawdę i pochówki ofiar. Różne rzeczy można zrozumieć, ale przecież obowiązkiem każdego chrześcijanina, także każdego Europejczyka i człowieka, który odwołuje się do wartości starożytnego Rzymu, czy Grecji, jest pochowanie zmarłych – wskazał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

– Naszym wielkim bólem jest to, że pomimo pięknych słów, jakie padają, pomimo obietnic, pomimo zapewnień, deklaracji, potoku słów ciągle nie ma pochówku ofiar. Ponad stu tysięcy Polaków, głównie mieszkańców polskich wsi w Małopolsce Wschodniej, na Wołyniu, na Polesiu, na Lubelszczyźnie – zaznaczył.

– Nie ma grobów, jedynie od czasu do czasu ktoś tam przyjedzie i zapali znicz. Dlatego dzisiaj w 80. rocznicę apogeum ludobójstwa na Wołyniu, które było ludobójstwem na terenie całej ówczesnej Polski południowo-wschodniej, chcemy tutaj pod Grobem Nieznanego Żołnierza wołać przede wszystkim do rządzących Polską i Ukrainą: pochowajcie ofiary ludobójstwa! – zaapelował.

– Żadne deklaracje nie zastąpią tych pochówków. Dopóki ci biedni, najczęściej biedni polscy chłopi, pomordowani w tych wsiach nie zostaną pochowani, tak jak zostali pochowani oficerowie, którzy zginęli w czasie zbrodni katyńskiej, jak zostały pochowane ofiary Holocaustu Żydów i wielu innych ludobójstw, jakie miały miejsce, dopóki nie pochowamy tych osób i dopóki na Ukrainie będzie nadal ten barbarzyński zakaz ekshumacji i pochówków, to pojednanie i przebaczenie jest po prostu fikcją – skwitował.

[Kilka video – w oryginale. MD]

W ciągu roku import ukraińskich zbóż do Polski potroił się. Zboże techniczne z Ukrainy – zjedliśmy. Śledztwo – trwa mać…

W ciągu roku import ukraińskich zbóż do Polski potroił się. Zboże techniczne z Ukrainy zjedliśmy. Śledztwo – trwa mać…

Tak źle dla polskich rolników jeszcze nie było. „Aż 610 razy więcej”

tak-zle-dla-polskich-rolnikow-jeszcze-nie-bylo

Takiego zalewu ukraińskiego zboża jeszcze nie było. Polska odnotowała wwóz rekordowej ilości produktów rolnych z Ukrainy.

„Rzeczpospolita” dotarła do danych Ministerstwa Finansów i Krajowej Administracji Skarbowej, uzyskanych z resortu rolnictwa. Wynika z nich, że w Polsce nastąpił rekord jeśli chodzi o wwóz ukraińskich produktów rolnych. Takiego zalewu jeszcze nie było.

Według danych, które uzyskał dziennik, w ciągu zaledwie roku import ukraińskich zbóż do Polski potroił się – z 1,1 mln ton w 2021 roku do 3,2 mln ton w 2022 r. Największy wzrost dotyczy pszenicy – tylko w pierwszych miesiącach 2023 roku do Polski wwieziono jej ponad 600 razy więcej niż rok wcześniej.

– W pierwszych czterech miesiącach 2023 r., gdy trwały już protesty polskich rolników, sprowadzono z Ukrainy prawie 338 tys. ton pszenicy. To aż 610 razy więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego – zaznaczył cytowany przez „Rzeczpospolitą” dr hab. inż. Arkadiusz Artyszak, prof. SGGW.

Jak przyznał, skala importu ukraińskich zbóż do Polski w ciągu ostatnich 18 miesięcy „jest dla niego szokująca”. Co więcej, nie jest też jasne, co się stało z tzw. zbożem technicznym – a więc nienadającym się do spożycia.

Dziennik przypomina, że pojęcie to wymyślono tylko po to, żeby obejść kontrole na granicy i tym samym przyspieszyć wwóz do Polski. Nie wiadomo, czy dane dotyczące importu ukraińskiego zboża obejmują także tę kategorię.

Według lidera stowarzyszenia Oszukana Wieś, zboże techniczne z Ukrainy „zjedliśmy, a część poszła na paszę”. – Nie słyszałem, żeby zostało spalone w piecach – dodał Wiesław Gryń.

Resort rolnictwa podaje, że w 2022 roku z Ukrainy do Polski sprowadzono prawie 101 tys. ton zbóż deklarowanych jako techniczne i przemysłowe. W okresie od stycznia do kwietnia 2023 roku było to 2 tys. ton.

W Polsce sprzedawano je jako zboże paszowe lub konsumpcyjne.

W sprawie oszustw związanych ze zbożem technicznym z Ukrainy „trwa w Polsce śledztwo”. Obejmuje ono ok. 90 spraw. Jak podkreślała rzecznik Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie Hanna Biernat-Łożańska, w czerwcu KAS przeprowadziła przeszukania w ponad 200 firmach i agencjach celnych.

Dziennik przypomina, że zalew ukraińskiego zboża to m.in. pokłosie decyzji Brukseli z maja 2022 roku o bezcłowym otwarciu granic dla produktów rolnych z Ukrainy. Komentatorzy jednak zwracali także uwagę na brak działań chroniących polskich rolników ze strony rządu.

Ostatecznie blokada – i to tylko na cztery zboża z Ukrainy – została w pięciu państwach UE, w tym Polsce, przedłużona jedynie do połowy września. Polscy rolnicy zapowiadają, że jeśli nie będzie ona przedłużona na kolejne miesiące, zablokują granicę.

ABW i Ukraińcy w akcji szpiegowskiej

ABW i Ukraińcy w akcji

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali kolejną, piętnastą już osobę, która na terenie Polski miała brać udział w działaniach siatki szpiegowskiej pracującej na rzecz Rosji. Zatrzymany to Ukrainiec.

Dzielny mminister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński: “Podejrzany prowadził obserwację obiektów militarnych i portów morskich”