W półgodzinnym wywiadzie Piotra Szlachtowicza przeprowadzonym z dr. Leszkiem Sykulskim dominują dwa uzupełniające się tematy: 1) samowolne i szaleńcze działania Donalda Trumpa oraz 2) polityka rządzących III RP w obliczu narastających zagrożeń:
Stany Zjednoczone dążą do kontroli ‚wąskich gardeł’ strategicznych w celu utrzymania dominacji gospodarczej i w tym celu wraz z Izraelem zaatakowały Iran – mówi Leszek Sykulski. – Iran broni swej suwerenności i ogłasza, że nie pójdzie na żaden kompromis. We wtorek czyli dzisiaj upływa termin zawieszenia broni. Mogą nastąpić działania wojenne, Amerykanie zgromadzili przez ostatnie dwa tygodnie całkiem spore siły. Może też dojść do wydłużenia zawieszenia na kolejne 14 dni.
Trump nie osiągnął nic, koszty tej agresji poniesione przez USA przekraczają 45 miliardów dolarów. Teraz nie wie prezydent, jak ‚z twarzą’ wycofać się z tej wojny. A trzeba skończyć tę awanturę, bo jak długo można oszukiwać rynki albo je uspokajać kolejnymi zapowiedziami rozejmu. Materialne i polityczne straty USA są ogromne: armia ‚pozbyła się’ znacznej ilości broni, Chiny powołujące się na obowiązek przestrzegania prawa międzynarodowego usztywniły swe stanowisko, a mają w Pekinie sporo ‚kart w ręku’.
Wojna w Zatoce Perskiej obnażyła iluzję amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Okazało się, że na pomoc Waszyngtonu mogą liczyć tylko żydzi. No i szykuje się na Bliskim Wschodzie konflikt turecko-izraelski. Amerykanie nie mają pomysłu, jak załagodzić ten spór.
Również w Europie Środkowej nie ma spokoju. Kraje bałtyckie, tj. Litwa, Łotwa i Estonia, prowadzą konfrontacyjną politykę wobec Rosji, m.in. nie respektując praw mniejszości rosyjskiej mieszkającej w tych państwach. W pewnym momencie będzie musiała Moskwa interweniować.
Rosyjska Duma przyjęła ostatnio ustawę nadającą prezydentowi dodatkowe uprawnienia związana z wysyłaniem sił zbrojnych poza granicę państwa w celu obrony praw obywateli Rosji, którzy zostali zatrzymani niesłusznie w obcym państwie. Kontekst jest oczywisty – zatrzymanie w Polsce pod naciskiem Kijowa archeologa prof. Aleksandra Butiagina i trzymanie go od ponad czterech miesięcy w areszcie.
Niepokojące informacje nadeszły m.in. ze szwedzkiego Ministerstwa Obrony o tym, że rząd polski zawarł porozumienie o współpracy przy ewakuacji ludności cywilnej w przypadku wybuchu wojny. To jest coś niewyobrażalnego – mówi L. Sykulski – nie jesteśmy informowani przez własny rząd w sprawach najistotniejszych. Podobnie przypadkiem dowiadujemy się od ukraińskiego ministra, że przekazaliśmy kijowskiemu reżimowi pociski do systemów Patriot. Tak więc dalej rozbrajamy się na rzecz Ukrainy.
„Wojna z Rosją już się toczy” – powiedział niedawno płk Maciej Zaborowski, oficer pełniący służbę w strukturach NATO. I mamy jeszcze jedną przypadkiem zdobytą informację o tym, że w tym roku będą masowo powoływani kierowcy ciężarówek i autobusów na ćwiczenia wojskowe. Tak więc firmy transportowe muszą liczyć się z dalszą zapaścią finansową.
„Gdzie mamy być ewakuowani?! Do Niemiec?! Z czym na Rosję? Z gołymi rękami?” – pyta P. Szlachtowicz. – L. Sykulski przedstawia na to ponury obraz: armia polska liczy na papierze 217 tysięcy żołnierzy, ale na pierwszej linii frontu może walczyć 65 – 75 tysłęcy. Z tym na Rosję?! – Szaleństwo!
Łączy się to z szaleństwem US-prezydenta. Czy można się było spodziewać, że nastąpi taki ‚kaliber odjazdu’? – Mówi dr Sykulski, że wskazywał na niepojące sygnały w czasie pierwszej kadencji Trumpa. Wspomniał o przemilczanej książce zatytułowanej ‚Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa’, w której 27 psychologów i psychiatrów stwierdziło chorobę nazywaną narcyzmem złośliwym.
Od 2024 roku nasiliły się objawy: mania wielkości, fantazje o nieograniczonej władzy, przekonanie o własnej wyjątkowości, instrumentalne traktowanie ludzi.
Na początek małe porównanie. Uczyliśmy się na lekcjach historii o mongolskim władcy z przełomu XII i XIII wieku. Okrutnym zdobywcy połowy świata Dżingis Chanie. Przez jego wojny zginęło wtedy 40 milionów ludzi, czyli 11,11% całej ówczesnej znanej populacji. Zadałem dzisiaj googlowskiej ćwierć inteligencji pytanie: Jak traktował Dżngis Chan posłańców? Odpowiedź mocno mnie zaskoczyła:
Dżingis Chan traktował posłańców z najwyższym szacunkiem, a ich ochrona była fundamentalną zasadą mongolskiego prawa i strategii. Poniżej przedstawiono kluczowe aspekty tego zagadnienia:
Absolutna nietykalność: Zabicie posłańca (ambasadora) było uważane za jeden z największych aktów wrogości, co zazwyczaj skutkowało bezwzględną zemstą i totalnym zniszczeniem państwa, które dopuściło się takiego czynu;
System Jam (Jaam): Dżingis Chan stworzył sprawny system kurierski (Jam), który umożliwiał posłańcom szybkie podróżowanie po imperium. Mieli oni dostęp do świeżych koni i prowiantu w specjalnych stacjach, co gwarantowało sprawny przepływ informacji;
Wysoki status i ochrona: Posłańcy reprezentujący Chana byli nietykalni, a ich bezpieczeństwo było priorytetem. Dzięki temu Mongołowie zyskali reputację surowych, ale dbających o komunikację władców;
Konsekwencje naruszenia zasad: Najbardziej znanym przykładem jest Imperium Chorezmijskie, które zginęło, ponieważ jego władca zabił mongolskich posłańców. To wydarzenie wywołało brutalną inwazję i rzeź państwa przez armię Dżingis Chana.
Na podobne pytanie dotyczące Izraela otrzymałem następującą odpowiedź:
Ataki na negocjatorów: We wrześniu 2025 r. media informowały o śmierci głównego negocjatora Hamasu w wyniku izraelskiego ataku w Dosze (Katar);
Działania w Katarze: Izrael prowadził operacje w Katarze, gdzie przebywali polityczni liderzy Hamasu, mimo że Katar wraz z USA i Egiptem pełnił funkcję mediatora;
Reakcja mediatorów: Emir Kataru, Sani, publicznie pytał, jak negocjacje mogą być prowadzone, gdy Izrael zabija negocjatorów strony przeciwnej;
Stanowisko Izraela: Izrael deklaruje dążenie do zniszczenia struktur Hamasu, uznając jego liderów za cele wojskowe, nawet jeśli uczestniczą oni w rozmowach.
Żeby było ciekawiej, dodam, że Hamas powstał z inicjatywy Izraela, aby osłabić PLO – Organizację wyzwolenia Palestyny Jassera Arafata.
Więcej na ten temat napisałem w artykule: Kto strzelał?
Dzisiaj chętnie używane jest określenie „mroki średniowiecza”. Jaki predykat otrzymają w przyszłości mroczne czasy pierwszej połowy XXI wieku?
Dystopia, krajobraz Trzeciego Świata. To jest to, co zrobili z Europą globaliści. To jest to, co Starmer, ale nie tylko on, zrobił ze swoim krajem – film pokazuje Londyn, stolicę (niegdyś) Wielkiej Brytanii… Źródło: Telegram 19.04.2026 r. 11:33.
Ten film dotyczy światowego dziedzictwa i pokazuje kierunek, w jakim zmierzają globalistyczne pasożyty, by obrabować nasz glob z resztek, tego, co zostało po tysiącletnich zmaganiach naszej cywilizacji.
Podczas gdy UNESCO promuje pokój, ochronę kultury, środowiska i klimatu, a także edukację, w jej imieniu popełniane są nadużycia, kradzieże oraz niszczenie środowiska i kultury. Kto tak naprawdę stoi za UNESCO? Kto je finansuje i kto ma wpływ na tę potężną instytucję Organizacji Narodów Zjednoczonych? Raport śledczy z okazji Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków, obchodzonego 18 kwietnia. Źródło.
Kiedy ponad trzydzieści lat temu podjąłem współpracę z wiedeńską filią ONZ, a dokładnie UNOV (Biuro Narodów Zjednoczonych w Wiedniu), miałem wtedy bardzo wyidealizowane, ponieważ ukształtowane przez media, pojęcie o prawdziwej naturze ONZ.
Od kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku radykalnie skończyłem z oglądaniem telewizji, co trwa do dzisiaj, stałem się znacznie mniej podatny na działanie zachodniej propagandy, o której większość mieszkańców tzw. Zachodu nie ma po prostu pojęcia. Podjęte przeze mnie od tego czasu działania dotarcia do ukrywanej wiedzy i samodzielne zdobywanie informacji o bardziej zbliżonych do prawdy treściach, zaowocowały sześć lat temu powstaniem tego właśnie blogu.
Cóż możemy w tak trudnej sytuacji zrobić? Zamiast niepotrzebnie zadręczać się sprawami, na które nie mamy wpływu, po prostu cieszmy się życiem.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Urzędnik Bidena: Biden przygotowywał się do zbombardowania Iranu, jeśli zostanie ponownie wybrany
Te posunięcia zaplanowano lata wcześniej i zostałyby wdrożone niezależnie od tego, jaka bezsilna marionetka zostałaby akurat wprowadzona do władzy w styczniu 2025 r.
Były starszy doradca Bidena, Amos Hochstein, powiedział w wywiadzie udzielonym w niedzielę , że administracja Bidena przygotowywała się do zbombardowania Iranu, gdyby wygrali reelekcję w 2024 roku.
Margaret Brennan z Face the Nation zapytała Hochsteina : „W lipcu 2024 roku sekretarz Blinken twierdził, że Iran za tydzień lub dwa będzie miał wystarczającą zdolność do produkcji broni rozszczepialnej, aby ją w końcu stworzyć, gdyby Iran się na to zdecydował. Administracja Bidena prowadziła pośrednie negocjacje, ale nie przyniosły one żadnych rezultatów. Kiedy więc prezydent Trump twierdzi, że zrobił to, czego nie zrobiłby żaden inny prezydent, czy to po prostu dlatego, że rachunek był już pod przymusem i został przedłużony za jego kadencji?”
„Myślę, że jest w tym pewien element i dlatego poparłem prezydenta Trumpa, który w czerwcu dołączył do akcji, by podjąć działania, które – jak myśleliśmy w administracji Bidena – moglibyśmy podjąć, gdyby miała być druga kadencja” – odpowiedział Hochstein. „Myśleliśmy, że wiosną, latem 2025 roku prawdopodobnie będziemy musieli być w tym samym miejscu. I tak się stało, przeprowadziliśmy ćwiczenia wojenne. Przeprowadziliśmy kilka prób, jak to będzie wyglądać, ponieważ to również mogło się odbyć pod naszym nadzorem”.
Dla porządku dodam, że Hochstein to urodzony w Izraelu weteran Sił Obronnych Izraela , który według doniesień odegrał kluczową rolę w tym, jak administracja Bidena zachęcała Izrael do straszliwego bombardowania Libanu we wrześniu 2024 roku. Jego narracja, że atak na irańskie obiekty nuklearne „mógł się wydarzyć” w ramach teoretycznej drugiej kadencji Bidena, jest fałszywa.
W marcu ubiegłego roku szefowa amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard zeznała przed Kongresem , że społeczność wywiadowcza „nadal uważa, że Iran nie buduje broni jądrowej, a najwyższy przywódca Chomeini nie zatwierdził programu zbrojeń jądrowych, który zawiesił w 2003 r.”, co przeczy zarówno twierdzeniom prezydenta Trumpa, jak i Antony’ego Blinkena złożonym rok wcześniej.
Ale nawet jeśli przyjmiemy, że Iran stanowił zagrożenie nuklearne, nic nie stało na przeszkodzie, by administracja Bidena po prostu wznowiła umowę nuklearną, którą administracja Obamy zawarła z Teheranem w 2015 roku. JCPOA funkcjonowało dobrze, dopóki obowiązywało; każdy, kto twierdzi inaczej, jest kłamliwym podżegaczem wojennym. Trump i jego współpracownicy podpalili JCPOA w 2018 roku, ponieważ stanowiło ono główną przeszkodę uniemożliwiającą im wojnę z Iranem, a administracja Bidena odmówiła cofnięcia tego kroku, ponieważ również pragnęła wojny.
Pakistan desperacko próbuje ułatwić nową rundę rozmów między USA a Iranem w Islamabadzie. Po sprzecznych oświadczeniach administracji Trumpa wszystko wskazuje na to, że J.D. Vance, w towarzystwie swoich syjonistycznych opiekunów – Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera – ponownie uda się do Islamabadu.
O godz. 22:20 czasu wschodniego główny negocjator Iranu Mohammad Bagher Ghalibaf oświadczył, że nie będzie żadnych negocjacji, dopóki blokada irańskich portów przez USA będzie obowiązywać. Dodał, że strona irańska jest gotowa rozegrać nowe karty na polu bitwy.
W poniedziałek, 20 kwietnia 2026 roku, prezydent Iranu Masud Pezeshkian wydał kilka publicznych oświadczeń – głównie w poście na X i w wypowiedziach doniesionych przez media państwowe – dotyczących potencjalnych negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi. Jego ton był ostrożny, sceptyczny i prowokacyjny, ale pozostawił lekko uchylone drzwi dyplomacji. Podkreślił, że poważne rozmowy będą musiały opierać się na konsekwentnym, rzetelnym postępowaniu, a nie na przymusie. Pezeshkian zwrócił uwagę na „głęboką, historyczną nieufność Iranu do działań rządu USA”. Oskarżył amerykańskich urzędników o wysyłanie „niekonstruktywnych i sprzecznych sygnałów”, które niosły ze sobą „gorzki przekaz” – że Stany Zjednoczone dążą do kapitulacji Iranu.
Pezeshkian podkreślił, że Iran nie ulegnie groźbom i zastraszaniu. Stwierdził: „Wojna nikomu nie przynosi korzyści” i „należy wykorzystać wszelkie rozsądne i dyplomatyczne środki w celu zmniejszenia napięć”.
Dodał jednak, że „nieufność wobec wroga i czujność w kontaktach z nim są absolutną koniecznością”. Opisał trwającą blokadę morską USA jako dowód na to, że Waszyngton może „powtarzać dawne schematy i zdradzać dyplomację”. Dopóki Donald Trump nie zniesie blokady i nie przestanie grozić, uważam, że Iran nie zgodzi się na kolejną rundę negocjacji.
Na froncie militarnym Iran odpowiedział na zajęcie swojego statku towarowego w Zatoce Omańskiej, umieszczając tysiące nowych min morskich w Cieśninie Ormuz. Iran nie potraktował groźby zamknięcia Cieśniny Ormuz lekkomyślnie. Mija 53. dzień od rozpoczęcia wojny ramadanowej, 28 lutego, a Iran nie wykazuje oznak wycofania się z żądania, aby Stany Zjednoczone zastosowały się do początkowych ustępstw w sprawie dziesięciopunktowego planu Iranu.
Dzisiaj, we wtorek, mija ostatni dzień zawieszenia broni, które Izrael, Stany Zjednoczone i Iran zawarły 7 kwietnia. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Iran są gotowe do wznowienia walk. USA nie dysponują zasobami wojskowymi niezbędnymi do otwarcia Cieśniny Ormuz. Nie chodzi tylko o rozminowanie i okupację obszarów przybrzeżnych – Stany Zjednoczone potrzebowałyby potężnych sił lądowych, aby wniknąć głęboko w ląd oraz zlokalizować i zniszczyć wyrzutnie rakiet i dronów. Dopóki Iran będzie mógł ostrzeliwać rakietami i dronami statek próbujący przepłynąć przez cieśninę bez zezwolenia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, cieśnina pozostanie zamknięta i pozostanie pod ścisłą kontrolą Iranu.
Niedawny artykuł w „Wall Street Journal” zatytułowany „Za publiczną brawurą Trumpa w wojnie kryje się walka z własnymi lękami ” donosi, że lawina dziwacznych, wulgarnych i groźnych postów Trumpa w mediach społecznościowych – takich jak groźba zmiecenia Iranu z mapy jako cywilizacji (implikująca użycie broni jądrowej) – to jedynie taktyka negocjacyjna: chce on przekonać Irańczyków, że jest nieprzewidywalny i zdolny do wszystkiego, aby zmusić Iran do ustępstw. Jeśli rzeczywiście taki jest zamiar Trumpa, to jego działania przyniosły spektakularny skutek odwrotny od zamierzonego. Wzbudziły uzasadnione wątpliwości co do jego zdrowia psychicznego.
Chociaż Trump podobno panicznie boi się wciągnięcia w kolejną niekończącą się wojnę, na którą kiedyś przysiągł sobie nigdy nie pozwolić, sądzę, że rozkaże nową falę ataków w nadziei na złamanie woli oporu Iranu. To tylko pogłębi jego problemy, ponieważ Iran odpowie i wyrządzi katastrofalne szkody państwom Zatoki Perskiej, które nadal opowiadają się po stronie USA.
Trump ma jeszcze jedno wyjście: JD Vance wynegocjował w piątek wstępne porozumienie z Irańczykami, które obejmowało złagodzenie sankcji, zamrożenie aktywów, uznane opłaty tranzytowe w zamian za trwałe zaprzestanie działań wojennych oraz ograniczenia w zakresie wzbogacania uranu pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.
Trump skutecznie unieważnił to porozumienie swoją decyzją o nałożeniu blokady. Zgodnie z oczekiwaniami, Trump może rozważyć zmianę decyzji, znieść blokadę i upoważnić JD Vance’a do sfinalizowania porozumienia.
Nie wstrzymuję oddechu. Chociaż taka umowa rozwścieczy syjonistów – zarówno żydowskich, jak i chrześcijańskich – to ustępstwo mogłoby ocalić to, co pozostało z nadszarpniętego dziedzictwa Trumpa. Myślę jednak, że Trump ucieknie się do przemocy – mam nadzieję, że się mylę.
Dla tych, którzy szukają czegoś innego: przeprowadził ze mną wywiad amerykański emigrant mieszkający w Nikaragui. Zabrałem go w podróż w przeszłość i opowiedziałem o moim czasie spędzonym w CIA, gdzie pracowałem jako analityk podczas wojny z Contras.
Zbrodnia, o której się nie mówi. Taki tytuł nosi film na kanale Wbrew Cenzurze na YouTube. Nie każdy z was ma własne dzieci, ale mam nadzieję, że każdy z was odczuwa jak wielka tragedia jest udziałem rodziców, których dzieci zostały bestialsko zamordowane dla celów politycznych.
Zbrodnia, o której się nie mówi.
Każde zabite dziecko jest zbrodnią przeciw ludzkości. Niezależnie od narodowości, religii, rasy czy poglądów rodziców. Zawsze trzeba się temu przeciwstawić. Czemu winne jest dziecko, przebywające w szkole, kiedy jakiś drań wysyła na tę szkołę rakiety?
40 minut później wysyłano drugą rakietę, żeby zabić tych, którzy przybyli z pomocą do cierpiących dzieci. Potem trzecią. Można takie działania nadal nazywać wojną, czy nie jest to po prostu bestialstwo?
Już pokazałem we wcześniejszym wpisie, kto wysłał te rakiety. Pokażę tych zbrodniarzy ponownie.
„Zapamiętajcie tych dwóch przestępców. Leigh R. Tate, dowódca, oraz Jeffrey E. York, pierwszy oficer okrętu USS Spruance, którzy trzykrotnie wydali rozkaz wystrzelenia pocisków Tomahawk, zabijając 168 niewinnych dzieci w szkole w Minab. Czy oni sami nie mają dzieci?”
Trudno jest zrozumieć motywy działania tych ludzi. Czy jest to objaw fałszywego patriotyzmu? Przecież nie walczy się z dziećmi by bronić przez nikogo nie zagrożony kraj. Oni jednak podjęli taką decyzję i teraz są zbrodniarzami wojennymi, którzy powinni zostać skazani za swoje zbrodnie.
Wojna to jest gówno! Przepraszam, za ten niecenzuralny zwrot, ale to jest cytat z niemieckojęzycznego kanału na Youtube Thomas Gast – Der Legionär, z którym zgadzam się na 100 %. Nie ma niczego gorszego niż wojna. Jest okazją, by krzywdzić niewinnych ludzi. Wzbogaca garstkę ludzi, kosztem większości. Ale oni maję w swoich rękach media, które tłumaczą ludziom, że wojna jest konieczna. Komu?
Dzisiejsza imponująca manifestacja w Teheranie stanowi hołd dla uczniów, którzy zginęli w wyniku amerykańsko-izraelskiego bombardowania szkoły podstawowej w Minab.
Jakim trzeba być potworem, żeby zamordować dzieci? To prawda, że nie da się tego uniknąć, kiedy wróg wykorzystuje dzieci własnych obywateli jako tarczę ochronną dla wojskowych posterunków. Tak było na Ukrainie i tak jest w Izraelu. Jednak czworo zabitych izraelskich dzieci, jakkolwiek to 4 za dużo, nie tłumaczy ponad 300 dziecięcych ofiar w Iranie i Libanie.
Wojna jest najgorszą opcją, jakkolwiek właśnie wojna wydaje się jedynym rozwiązaniem dla tego konfliktu. Dlaczego? Ponieważ stanowi jedyną możliwość pokazania imperium USA w koalicji z Izraelem ich realnego braku możliwości wpływu na skutki tej właśnie wojny.
Ta wojna zostanie wygrana przez logiczną strategię, a nie przez myślenie życzeniowe ponoć największej potęgi świata. Nie ma żadnego wytłumaczenia, dlaczego palestyńskie, irańskie czy libańskie dzieci są w bestialski sposób zabijane. Taka sytuacja nie może być akceptowana przez żadne cywilizowane państwo.
Nie potrzebujemy żadnej edukacji Nie potrzebujemy kontroli myśli Żadnego mrocznego sarkazmu w klasie Nauczycielu, zostaw te dzieciaki w spokoju W sumie jesteś tylko kolejną cegłą w murze.
Gdyby na wyspie żyło tysiąc osób i ktoś z nich zacząłby uprzykrzać życie pozostałym, to wkrótce na wyspie byłoby 999 osób.
Jakże dziwne więc, że garstka oligarchów i zarządców imperiów może pokierować całą planetą zamieszkaną przez ludzi.
No cóż, teraz wszyscy siedzimy i mamy nadzieję, że kilku socjopatów w Waszyngtonie i Tel Awiwie nie doprowadzi do załamania światowej gospodarki swoją lekkomyślną wojną z Iranem. Jest nas tak wielu, a ich tak niewielu, a jednak wszyscy siedzą i myślą: „O rany, mam nadzieję, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy będzie mnie stać na jedzenie, mam nadzieję, że ten pomarańczowy facet przez jakiś czas będzie zachowywał się normalnie i zdrowo, żeby moja rodzina miała co jeść”.
To nie bogowie zasiadający na Olimpie, sprawujący wszechmocną kontrolę nad naszym losem z góry. To zwykli ludzie o zwyczajnych ciałach z ciała i kości, stąpający po tej samej ziemi, po której stąpamy my. Mają delikatną skórę i narządy wewnętrzne. Ich głowy muszą być mocno przytwierdzone do szyi, aby mogli oddychać.
A mimo to wolno im terroryzować ludzi, z którymi dzielą planetę.
„W badaniu z 1976 roku antropolog Jane M. Murphy, wówczas pracująca na Uniwersytecie Harvarda, odkryła, że odizolowana grupa Inuitów mówiących językiem jupickim w pobliżu Cieśniny Beringa miała termin (kunlangeta), którym określali „mężczyznę, który… wielokrotnie kłamie, oszukuje, kradnie i… wykorzystuje seksualnie wiele kobiet – kogoś, kto nie zwraca uwagi na upomnienia i którego ciągle przyprowadzają do starszych po karę”. Kiedy Murphy zapytała Inuita, co grupa zazwyczaj robi z kunlangeta, odpowiedział: „Ktoś zepchnąłby go z lodu, gdy nikt inny nie patrzył”.
W naszym społeczeństwie nie spychamy psychopatów z lodu, gdy nikt nie patrzy. W naszym społeczeństwie pozwalamy im rządzić światem.
Stworzyliśmy systemy, które wspierają tych, którzy są gotowi zrobić wszystko, by dotrzeć na szczyt, i chronią ich, gdy już tam dotrą. Najbogatsi to ci, którzy zmiażdżyli konkurencję i bezlitośnie wyzyskiwali klasę robotniczą. Ci, którzy zostają wybrani na urzędy, to ci, którzy zgadzają się chronić interesy bogatych i potężnych, niezależnie od tego, jak bardzo muszą być podstępni. Ci, którzy awansują na stanowiska kierownicze w wojsku i agencjach wywiadowczych, to ci, którzy wykazali się niezachwianą lojalnością wobec krwiożerczego imperium, któremu służą.
Te systemy chronią ludzi przed naturalnymi konsekwencjami ich działań. Jeśli masz dużo pieniędzy, twoje przetrwanie nie zależy od dobrych relacji z innymi członkami plemienia; możesz po prostu kupić dowolne usługi, których potrzebujesz, i traktować ludzi, którzy je świadczą, jak śmieci, jeśli tylko odpowiednio im zapłacisz. Jeśli zostaniesz wybrany na urząd, twoje przetrwanie nie zależy od promowania interesów wyborców; możesz być tak okropny, jak tylko chcesz i polegać na służbach bezpieczeństwa, które cię ochronią.
To wypaczenie naturalnego porządku rzeczy. Bogaci i wpływowi nie powinni móc robić z nami, co chcą, i uchodzi im to płazem. Jest ich w ogromnej mniejszości. Wszystko, co mają, mają tylko dzięki nam.
Ich bogactwo zależy od pracowników i konsumentów. Ich władza zależy od naszej zbiorowej zgody na traktowanie wymyślonych zasad dotyczących rządu i prawa jak prawdziwych rzeczy. Ich życie zależy od naszej zbiorowej zgody na to, by nie wystąpić przeciwko nim masowo i nie rozszarpać ich na strzępy.
Możemy dokonać rewolucyjnych zmian, kiedy tylko zechcemy. Mamy już odpowiednie liczby. Potrzebujemy tylko dobrej woli.
Dlaczego niemieckie media ignorują rosyjskie ostrzeżenia
Rosja zareagowała na decyzję niemieckiego rządu o zezwoleniu ukraińskim firmom na produkcję broni w Niemczech na potrzeby wojny z Rosją, wyraźnie ostrzegając, że miejsca te staną się uzasadnionymi celami ataków. Dlaczego niemieckie media, które w innych okolicznościach tak chętnie informują o rzekomych rosyjskich groźbach, ignorują to?
Anti-Spiegel 18 kwietnia 2026
To znany schemat. Niemieckie media regularnie donoszą o rzekomych rosyjskich zagrożeniach, które nigdy nie istniały. Celem tych doniesień jest podsycanie wizerunku Rosji jako wroga w Niemczech. Ale kiedy Rosja faktycznie ostrzega, niemieckie media konsekwentnie to ignorują.
Powód jest oczywisty. UE robi obecnie wszystko, co w jej mocy, aby zmusić Rosję do militarnej odpowiedzi na jej ciągłe prowokacje. Aby jednak osiągnąć „pożądany efekt”, reakcja Rosji musi być całkowitym zaskoczeniem dla mieszkańców Niemiec i UE, tak aby ponownie można było przywołać niesławną „niesprowokowaną rosyjską agresję”.
Niemiecki rząd zezwala obecnie ukraińskim firmom na produkcję broni na wojnę z Rosją w Niemczech, ponieważ Rosja atakuje zakłady produkcyjne na Ukrainie. Niemcy zapewniają w ten sposób Ukrainie „bezpieczne zaplecze” do produkcji broni, co stanowi jednoznaczny udział w wojnie. Dlatego Rosja ostrzega, że te zakłady w Niemczech i innych krajach UE są uzasadnionymi celami dla rosyjskiej armii.
Gdyby Rosja faktycznie zaatakowała jeden z obiektów w Niemczech lub innym państwie UE, gdzie ukraińskie firmy produkują broń na wojnę z Rosją, powinno to być całkowitym zaskoczeniem dla ludzi w Niemczech i Europie i wywołać jak największy szok, aby podsycić pożądaną atmosferę wojny z powodu rzekomo zupełnie niesprowokowanego i zaskakującego ataku Rosji.
Gdyby media doniosły, że Rosja natychmiast ostrzegła przed konsekwencjami tej decyzji, ludzie w Niemczech i Europie mogliby protestować. W każdym razie narracja, że reakcja Rosji była całkowicie nieoczekiwana, nie odniosłaby sukcesu.
Dlatego niemieckie i europejskie media ignorują rosyjskie ostrzeżenia.
Sprowokowana wojna
Dotyczy to również innych prowokacji, które UE nasila wobec Rosji. Niemieckie media donoszą, że państwa UE przejmują statki należące do złowrogiej „rosyjskiej floty cieni”, ale przedstawiają to jako legalne i uzasadniają sankcjami UE.
Fakt, że nie ma w tym nic legalnego, ponieważ działania te naruszają wolność żeglugi zapisaną w prawie międzynarodowym i są, z prawnego punktu widzenia, czystym piractwem, ponieważ tylko Rada Bezpieczeństwa ONZ może nakładać sankcje ważne na arenie międzynarodowej, jest czymś, co media ukrywają. W ten sposób ukrywają fakt, że każde z tych działań stanowi akt wojny, na który Rosja ma prawo w każdej chwili zareagować.
Sytuacja jest dość podobna w przypadku ataków ukraińskich dronów na cele w Rosji, gdzie ukraińskie drony korzystają z przestrzeni powietrznej Polski, Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii, bez podejmowania przez te państwa działań dyplomatycznych ani prób przechwycenia dronów. Jednak zezwolenie danemu państwu na korzystanie z jego przestrzeni powietrznej do ataków na inne państwo stanowi udział w wojnie, na którą Rosja może odpowiedzieć w dowolnym momencie.
Nawiasem mówiąc, UE posunęła się w tej kwestii za daleko, deklarując, że nie widzi żadnych dowodów na to, że tak się dzieje. Zaangażowane kraje, jak twierdzą, wydały oświadczenie odrzucające rosyjskie oskarżenia.
To prawda, takie oświadczenie istnieje, ale mimo to pozwalają na niezakłócone przeprowadzanie ukraińskich ataków.
Czy te kraje i UE zareagowałyby równie spokojnie, gdyby Rosja wykorzystała ich przestrzeń powietrzną do ataku na Ukrainę? Oczywiście, że nie. To pokazuje, że tolerują ukraińskie ataki na ich przestrzeń powietrzną i że ich wyjaśnienia to jedynie puste słowa, mające odwrócić uwagę od niebezpieczeństwa wojny, które same prowokują.
Media podporządkowują się, donosząc o ciągłych katastrofach ukraińskich dronów w dotkniętych krajach, dronów, które mają atakować cele w Rosji, ale ukrywają fakt, że to również stanowi udział w wojnie. Potencjalna reakcja Rosji ma być całkowitym zaskoczeniem dla mieszkańców Europy.
Staje się to jeszcze bardziej widoczne w przypadku Kaliningradu, którego zablokowanie Litwa, przy wsparciu UE, otwarcie rozważa. To również byłby jawny akt wojny, ponieważ istnieją ważne umowy dotyczące tranzytu ludzi i towarów z Rosji kontynentalnej do Kaliningradu. Niemieckie media w ogóle nie informują o tych groźbach zablokowania Kaliningradu. Również w tym przypadku reakcja Rosji byłaby całkowitym zaskoczeniem dla mieszkańców.
Media są zatem współwinne tego, co prawdopodobnie się wydarzy. Mogłyby relacjonować to wszystko i wyjaśniać, że UE i jej państwa członkowskie swoimi działaniami ryzykują wojnę z Rosją. Ponieważ jednak mieszkańcy Europy nie chcą wojny, nieuchronnie doprowadziłoby to do protestów, gdyby wiedzieli, z jakim ogniem igra UE.
Więc wszystko to – a zwłaszcza zagrożenie, jakie sama UE stwarza – jest ukrywane przed opinią publiczną.
Prorocza powieść George’a Orwella „Rok 1984” przedstawia dystopijny świat, w którym trzy supermocarstwa – Azja Wschodnia, Eurazja i Oceania – toczą niekończące się wojny i nieustannie zmieniają sojusze, współpracując jednocześnie pod rządami jednego, globalnego rządu. Czy dotarliśmy do tego punktu? Czy III wojna światowa to jedynie spektakl o „Wielkim Resecie” grany przez przejęte pozorne rządy, którego kulminacją są trzy dyktatury megakorporacji pod rządami ZioCorp? Jeśli tak, to skąd można to wiedzieć? Jeśli nie, to skąd można to wiedzieć?
Kwestia wymyślonego świata wielobiegunowego zasługuje na analizę, nie jako naciągana teoria, której nie warto obalać, ale ze względu na jej prawdopodobieństwo. Jeśli klika ma moc tworzenia pieniędzy z powietrza, a świat opiera się na kapitale, czy ci najwięksi właściciele nie mogliby wykupić wszystkich państw i korporacji na świecie?
Każda faza międzynarodowej wojny bankowej (I i II wojna światowa) kończyła stare porządki i ustanawiała nowe, podczas gdy bankierzy pozostawali na szczycie. Rozwijająca się III wojna światowa wydaje się realizować ten sam program, z bezprecedensowym komponentem techno-dystopijnym.
Z moich obserwacji wynika, że III wojna światowa oficjalnie rozpoczęła się od ataku biologicznego USA i syjonistów na Chiny i Iran za pomocą wirusa COVID (co wiązało się z transferem bogactwa i korzyści do globalnej sieci kontroli) lub od rozszerzenia NATO na Ukrainę.
Konflikt między Rosją a Ukrainą wyłonił się płynnie z nieistniejącego już COVID-19. Ten zbieg okoliczności sugeruje, że obie operacje miały to samo źródło na szczycie (a raczej ich think tanki i/lub sztuczna inteligencja), biorąc pod uwagę ścisłą koordynację we wszystkich sektorach anglo-syjonistycznego imperium USA i ich wasali. W przypadku COVID-19 nawet ci spoza bloku zachodniego mniej więcej podporządkowali się. Nieliczni przywódcy, którzy sprzeciwiali się programowi, szybko zmarli, jak prezydenci Burundi i Tanzanii.
Teorię „Jesteśmy już w 1984 roku” propagują dwie skrajnie przeciwstawne grupy. Pierwszy obóz składa się z poważnych analityków geopolitycznych, którzy obserwują podobne zaawansowane technologicznie mechanizmy nadzoru i kontroli we wszystkich krajach. Drugi obóz to trolle z jednostki 8200 Sił Obronnych Izraela (Deep State), którzy zniechęcają ludzi do wspierania antyamerykańskiego/syjonistycznego bloku imperialnego Chin, Iranu i Rosji.
W orwellowskiej powieści „Rok 1984” I wojna światowa stała się katalizatorem powstania rządu globalnego. Stworzenie nowego, jeszcze bardziej nieludzkiego systemu wymaga upadku starych. W rzeczywistości przejawiło się to w operacjach pod fałszywą flagą, zorganizowanych masowych migracjach, operacji psychologicznej #MeToo/Ziofeminist-F@gg!tization – bez urazy dla społeczności gejowskiej – COVID-19, środkach oszczędnościowych kompleksu militarno-przemysłowego oraz braku bezpieczeństwa energetycznego i żywnościowego, zaostrzonym przez niedawny kryzys w Cieśninie Ormuz.
Światowe Forum Ekonomiczne poinformowało nas, że przewidywanym terminem zakończenia prac jest rok 2030.
Dla doświadczonego analityka geopolitycznego umiejętność rozpoznawania wzorców i przewidywania rozwoju sytuacji staje się jeszcze ważniejsza w „świecie symulacji i symulacji” fałszywych filmów wideo z udziałem sztucznej inteligencji i trwających operacji psychologicznych. Świat cyfrowy doprowadził nas do ostatniego etapu iluzji, czyli „Maji”, by użyć hinduskiego terminu.
Żyjemy w „ciekawych czasach” i uważam, że w tej fazie Chiny, Iran i Rosja pozostają niezależnymi państwami, rządzonymi przez klasy rządzące, zdolne do podejmowania decyzji poza zasięgiem globalnych liderów. Z powodu braku danych od najważniejszych osób z wewnątrz, otwarcie przyznaję, że to tylko przypuszczenie, ale na poparcie mojej tezy przedstawiam poniższą analizę tych trzech państw.
Chiny
Wielu wskazuje na surowe chińskie środki izolacji związane z COVID-19 jako dowód na to, że Komunistyczna Partia Chin została wciągnięta w konflikt z Światowym Forum Ekonomicznym (WEF). Ale co, jeśli Komunistyczna Partia Chin od samego początku podejrzewała atak bronią biologiczną ze strony USA i syjonistów? Czy COVID rozwinąłby się w super-pandemię? Czasami nadmierna ostrożność jest lepsza niż jej brak, zgodnie z mottem: lepiej za daleko niż za daleko. Z perspektywy czasu ta przesadna reakcja spowodowała więcej problemów, ale skąd Chiny mogły o tym wiedzieć?
Trzeba przyznać Chinom, że wybrały sprawdzone szczepionki z oslabionymi wirusami zamiast mRNA ZioCorp. Moim zdaniem COVID był słabą bronią biologiczną, którą najlepiej zwalczać za pomocą naturalnej odporności w połączeniu z witaminami D i C, ziołami i podobnymi środkami. Jeśli sytuacja się powtórzy, zalecam, aby Komunistyczna Partia Chin sięgnęła po 5000-letnią tradycję chińskiej medycyny.
Jeśli Chiny chcą III wojny światowej, dlaczego inwestują tak dużo kapitału i siły roboczej w budowę BRI? Infrastruktura łańcucha dostaw jest podatna na ataki dronów i rakiet oraz na działania armii zastępczych. Wystarczy spojrzeć na niepewny stan pól energetycznych państw Zatoki Perskiej.
Komunistyczna Partia Chin najwyraźniej chce podnieść standard życia przeciętnego obywatela Chin. Model „Wielkiego Resetu” promuje politykę oszczędności, skrajne nierówności majątkowe i upadek kulturowy.
A co z inwigilacją wewnętrzną ze strony Komunistycznej Partii Chin? Chiny mają długą historię inwazji zagranicznych i destabilizujących wojen domowych o podłożu dynastycznym, ideologicznym i żądnych władzy. CIA niedawno zorganizowała nieudaną kolorową rewolucję w Hongkongu i nadal podsyca niepokoje w regionie Chin, w którym większość stanowią muzułmanie. Chiny, liczące ponad miliard mieszkańców, cenią sobie stabilność – zwłaszcza w obliczu zbliżającej się wojny światowej i globalnych wstrząsów gospodarczych.
Czy Chiny potrzebują silnej wewnętrznej policji w świecie po syjonizmie USA? Nie, jeśli nadal będą stosować teorię gier korzystnych dla obu stron w swojej polityce wewnętrznej.
Tao twierdzi, że kraj z wieloma policjantami to kraj przestępczy. Klasa rządząca, która wyzyskuje ludzi, potrzebuje silnego państwa bezpieczeństwa, takiego jak USA, UE, Wielka Brytania czy Australia. Gdyby klasa rządząca działała w najlepszym interesie ludzi, ludzie rozszarpaliby na strzępy każdego, kto próbowałby przejąć władzę.
Większość przestępczości ulicznej wynika z ubóstwa stworzonego przez neoliberalny kapitalizm. Wysoko rozwinięte technologicznie Państwo Środka, oparte na konfucjańsko-taoistycznych fundamentach, które stwarza swoim obywatelom środowisko niedoboru poczty, nie musi martwić się o rabusiach i kieszonkowców.
W dającej się przewidzieć przyszłości państwa staną się bardziej autorytarne. Postęp technologiczny w zakresie nadzoru za pomocą sieci kontroli odgrywa w tym kluczową rolę. Niezależnie od ideologii, klasy rządzące chcą utrzymać władzę. Z perspektywy przetrwania państwa narodowego, nawet łagodne rządy szybko stłumią protesty, ponieważ każdy protest oparty na uzasadnionych pretensjach zostanie przejęty przez CIA/Mossad. Spójrzmy na to, co wydarzyło się podczas Arabskiej Wiosny.
Ta ogólna tendencja do autorytaryzmu odzwierciedla próbę klas rządzących, by trzymać się paradygmatów Ery Ryb, podczas gdy Chi popycha ludzkość w stronę Ery Wodnika. Ostatecznie nie są w stanie tego powstrzymać. Albo system będzie się dalej rozwijał, albo się załamie.
Główną różnicą między Chinami a Zachodem jest to, że większość Chińczyków popiera ich rząd. Komunistyczna Partia Chin inwestuje w swoje społeczeństwo, podczas gdy pasożytnicza klasa rządząca Zachodu postrzega swoich poddanych albo jako zwierzęta stadne, oferujące jedynie znikomą wartość jako jednostki pracy i zasobów, albo jako bezużyteczne dobra jednorazowego użytku, które kiedyś zostaną zastąpione przez sztuczną inteligencję, outsourcing lub automatyzację. Uświadomienie sobie przez zachodnich poddanych ich trudnej sytuacji wywołuje masowe oburzenie i wywołuje ostrzejsze represje z góry. Kiedy zaawansowane technologicznie państwa policyjne stają się odporne na reformy i rewolucję, jedyną drogą do zmiany jest upadek.
„Zachodnia” hegemoniczna narracja stłumiła głębię i zakres starożytnej chińskiej filozofii duchowej. „Sto szkół myśli” wydało nie tylko odpowiedniki stoików, cyników i platoników, ale o wiele, wiele więcej.
Z tej mieszanki wyłoniły się dwie dominujące chińskie filozofie – konfucjanizm i taoizm.
Konfucjański mędrzec Mencjusz odnalazł równowagę yin-yang, wcielając w życie Tao. Jego teoria rządów mądrego cesarza, oparta na empatii między władcą a poddanym, przekształciła się w teorię gry, w której wszyscy wygrywają. „Dziewięć kwadratów” uczy równowagi yin-yang, łączącej zbiorowy dobrobyt z etyczną przedsiębiorczością.
Chiny planują stać się zaawansowanym technologicznie Państwem Środka. Jeśli Chiny połączą swoją filozofię kulturową i duchową z zaawansowaną technologią, ich integracja z mizantropicznym, jednoświatowym rządem stanie się niemożliwa, ponieważ równowaga yin-yang konfucjanizmu i tao jest życzliwa. Jeśli Chiny zerwą ze swoimi starożytnymi korzeniami i staną się czysto materialistyczną technokracją, stracą chi, co uczyni je podatnymi na przejęcie przez globalistyczne kręgi techno-finansowe, czy to poprzez presję zewnętrzną, czy wewnętrzną zdradę.
Podejrzewam, że w przeciwieństwie do Zachodu wystarczająca liczba przedstawicieli chińskiej klasy politycznej zachowała uczciwość, długoterminową wizję i taoistyczną pamięć komórkową, co powstrzymało ich od sprzedania DNA, historii i kultury swojego narodu koncernowi ZioCorp.
Obecna strategia Chin polega na trzymaniu się jak najdalej od szaleńca z osi USA-Zio, dzierżącego siekierę, który doprowadza się do załamania i wyczerpania. Jak mawiał Sun Tzu: „Nigdy nie przeszkadzaj wrogowi, który sam się niszczy”.
Pojawia się pytanie filozoficzne: Jak daleko pozwolisz szaleńcowi z siekierą się posunąć? Jeśli będzie kontynuował swoją szaleńczą działalność, czy interweniujesz, gdy wejdzie na podwórko, czy czekasz, aż jego siekiera uderzy w drzwi wejściowe? Jeśli chiński wywiad ustalił, że COVID był celowym atakiem z użyciem broni biologicznej, to drzwi wejściowe zostały wyważone – z wiarygodną możliwością zaprzeczenia.
Czasami wiatr łączy dwa nurty: strategię i odwagę. Jakim prawem USA kontrolują i zbroją Tajwan? To tak, jakby Chiny budowały bazę morską w porcie Baltimore. Jeśli szaleniec utknął gdzie indziej, dlaczego nie odzyskać potencjalnie wrogiej, pobliskiej bazy i własnych wód terytorialnych?
O Cesarzu-Prezydencie Xi, pod czyim nadzorem i dziedzictwem całość zostanie przywrócona?
Lao Tzu opisał to, co nieopisywalne, nie opisując tego. W „ciekawych czasach” rzucam moje małe motyle skrzydełka w taoistyczne skrzyżowanie. Co innego mogę zrobić? Jestem bezsensem i nicością.
Iran
Czy irański rząd jedynie udaje, że odgrywa rolę w amerykańsko-syjonistycznej wojnie napastniczej? Myślę, że męczeństwo ajatollaha Chameneiego i innych członków irańskiego rządu odpowiada na to pytanie. Porównywanie irańskich przywódców do zachodniej klasy politycznej to jak porównywanie orłów do tasiemców. Trudno mi uwierzyć, że przywódcy Islamskiej Republiki Iranu złożyli w ofierze uczennice w ramach widowiska Światowego Forum Ekonomicznego.
Chociaż zamknięcie Cieśniny Ormuz wpisuje się w maltuzjański plan Światowego Forum Ekonomicznego, nie oznacza to, że Iran był zaangażowany w te machinacje. Blokada cieśniny przez Iran zapewnia potężną siłę nacisku. Gdyby Iran był agentem Światowego Forum Ekonomicznego, dlaczego miałby udzielać dostępu do Cieśniny Ormuz podmiotom niebędącym stroną konfliktu?
Podczas pandemii COVID Iran zakazał szczepionek mRNA firmy ZioCorp. Myślę, że to wiele mówi.
Petrocywilizacja opiera się na energii naftowej, petrochemii i petrodolarach. To stawia niezależnych producentów ropy naftowej, takich jak Iran, na celowniku. Zgodnie z teorią gier petrodolarowych, państwa produkujące ropę staną się wasalami lub wrogami.
Petrocywilizacja niszczy delikatne ekosystemy Ziemi, a jej petrodolar tworzy społeczeństwa niewolników długu. Harmonijny rozwój ekologiczny i technologiczny wymaga stopniowego przejścia na czystą, nieograniczoną energię (chińskie sztuczne słońce, wodór itp.) oraz systemu gospodarczego, który wykorzystuje pieniądz jako środek wymiany i tworzenia realnej wartości, a nie jako instrument lichwiarskiej eksploatacji finansowej.
Realpolitik petro-cywilizacji uderzyła mocno w Iran, gdy CIA i MI6 obaliły demokratyczno-socjalistycznego prezydenta Mossadegha w 1953 r., po czym USA ustanowiły marionetkowego władcę i ustanowiły państwo policyjne.
Dekady sankcji nałożonych po rewolucji spowodowały ogromne trudności gospodarcze w Iranie. Mosad i CIA wykorzystały napiętą sytuację gospodarczą Iranu po nieudanej „demokratycznej rewolucji antyhidżabowej”.
Pomijając kwestie petropolityczne: skąd ta talmudyczna, zakorzeniona w komórkach niechęć do Iranu? Myślę, że Biblia oferuje najlepsze wyjaśnienie.
W taoistycznej interpretacji biblijnej historii Estery, zorganizowany judaizm (który w tym czasie nie był już nazywany Hebrajczykami/Izraelitami) zastawił pułapkę na wzór Epsteina, wykorzystując piękną Esterę (prawdopodobnie Żydówkę w stylu Lauren Bacall, biegłą w sztukach seksualnych), aby zinfiltrować perską monarchię. Haman, przesadny perski patriota, nieznający zasady karmy, nie był w stanie zapobiec przejęciu władzy, co przyspieszyło upadek imperium perskiego.
Przed zamachem stanu dokonanym przez prekursorów syjonizmu przeciwko dawnemu rządowi perskiemu, Cyrus Wielki, podobnie jak Stany Zjednoczone, popełnił błąd, finansując odrodzenie zbuntowanego Izraela. Zamiast okazać wdzięczność, żydowscy suprematyści eksterminowali rdzenną ludność i wbili Persji nóż w plecy. Historia powtórzyła się wraz z zamachem na JFK, USS Liberty, 11 września, szantażem Epsteina, ludobójstwem Palestyńczyków i wojną z Iranem.
W pewnym momencie międzynarodowe żydostwo utraciło swoje wpływy w Persji (Iranie). Dla syjonistów objęcie tronu przez szacha Iranu po święcie Mosaddegha było współczesnym cudem purimowym, podczas gdy jego obalenie stało się katastrofą o biblijnych rozmiarach.
Żeby było jasne: nie mówię o Żydach niezaangażowanych. Społeczność żydowsko-perska nadal żyje w Iranie i, pomimo syjonistycznych machinacji, jest chroniona przez wspaniałomyślny rząd Iranu. Jako wysoko rozwinięta cywilizacja szyicka, Iran rozumie duchowe znaczenie rozróżnienia między Żydami niezaangażowanymi, „Ludem Księgi”, a Żydami satanistycznymi. Z powodu potwornych zbrodni zorganizowanego judaizmu, wymaga to weryfikacji wszystkich Żydów. „Nigdy nie popełniaj tego samego błędu dwa razy”.
Żydzi z Jemenu, Iraku, Persji, Palestyny, Afganistanu i innych miejsc żyli pokojowo obok swoich muzułmańskich i chrześcijańskich sąsiadów przez tysiąc lat. Dlaczego? Ponieważ islam zabraniał lichwy, co uniemożliwiło zorganizowanemu judaizmowi przejęcie gospodarek Azji Zachodniej. Tendencja ta odwróciła się po traktatach Sykes-Picot. Kiedy Żydzi z Azji Zachodniej uciekli do oderwanego Izraela po 1948 roku w wyniku operacji pod fałszywą flagą Mossadu, zostali wchłonięci przez zbiorową świadomość syjonistów i stali się TBR (Talmud Beyond Repair – Talmudyczny Nie do Naprawy).
Jeśli Iran jest prawdziwym państwem narodowym, a jestem o tym przekonany, to naród irański jest świętym narodem wojowników, który stawił czoła anglo-syjonistycznemu imperium USA i jego międzynarodowym bankierom.
Rosja
Spośród tych trzech krajów Rosja pozostaje krajem, na który syjonizm wywiera największy wpływ. Wynika to głównie ze składu etnicznego postsowieckiej oligarchii, która liczy dwa miliony obywateli rosyjskich z podwójnym obywatelstwem i izraelskim paszportem, a także z silnej obecności Chabad Lubawicz.
Najważniejsze pytanie brzmi: Co dzieje się w głowie prezydenta Putina? Mogę tylko spekulować, bo nie żyję w jego głowie.
Prezydent Putin działa w środowisku politycznym, które odziedziczył lub odziedziczył. Biorąc pod uwagę obecny stan Rosji w porównaniu z Rosją z lat 90., uważam, że wykonał dobrą robotę. Gdyby pan Putin sprzedał swój kraj syjonistom Rothschildów, Rosja prawdopodobnie znalazłaby się na tej samej ścieżce spadku społeczno-ekonomicznego co USA.
Chociaż Putin nie poszedł na żadne kompromisy w kwestii lockdownów i obowiązkowych szczepień, Sputnik nie był szczepionką mRNA od ZioCorp. Jego preferencję dla szczepionek zamiast naturalnej odporności można przypisać technokratycznemu nastawieniu, które konsekwentnie uznaje rozwiązania laboratoryjne za lepsze od naturalnych. Kiedy wybuchła pandemia COVID-19, Putin nadal był zdecydowanym zwolennikiem integracji rosyjsko-zachodniej, co zwiększało prawdopodobieństwo, że przyjmie protokoły zdrowotne Światowego Forum Ekonomicznego (WEF). Po konflikcie na Ukrainie może spojrzeć na to inaczej.
Niektórzy powołują się na „sesję zdjęciową Putina przy Ścianie Płaczu” jako dowód jego podporządkowania syjonizmowi Rothschildów. Jak wspomniano wcześniej, Putin pierwotnie dążył do integracji z blokiem zachodnim. Aby stać się „uznawanym przez Zachód” przywódcą, zdjęcie przy Ścianie Płaczu było niezbędne jako wyraz szacunku dla międzynarodowego żydostwa – przynajmniej do 7 października.
Jakie więc są powiązania prezydenta Putina z międzynarodowym światem żydowskich finansów?
Historia, którą otrzymałem z rosyjskiego źródła – której nie mogę zweryfikować, ale która wydaje się prawdopodobna – głosi, że Putin należał do bliskiego kręgu Borysa Jelcyna podczas prywatyzacji rosyjskiego przemysłu i aktywów, prowadzonej przez Wall Street. Po zgarnięciu swojego udziału, żydowscy kapitaliści przekazali resztę łupu osobom z Żydowskiej Partii Komunistycznej, ponieważ rabusie z Wall Street czuli się bardziej komfortowo, handlując ze współwyznawcami.
Problemem dla niedoświadczonych rosyjsko-żydowskich oligarchów był upadek radzieckiego systemu finansowego, który utrudnił deponowanie setek miliardów dolarów w nielegalnie nabytych aktywach z niekompletnymi potwierdzeniami sprzedaży w bezpiecznych bankach zachodnich. Jako były prawnik KGB, Putin powołał fundusz powierniczy, aby utrzymać legalność podejrzanych aktywów, umożliwiając wielu żydowskim informatorom deponowanie tam swoich nielegalnych aktywów. Kiedy sytuacja się ustabilizowała i Żydzi pojawili się, aby wycofać swoje łupy, Putin kazał im się wynosić.
To historia o tym, jak Putin stał się jednym z najbogatszych ludzi w Rosji. Aby umocnić swoją pozycję, nawiązał pragmatyczne sojusze z większością pozostałych rosyjsko-żydowskich oligarchów, jednocześnie doprowadzając do mordowania lub więzienia tych, których uznał za problematycznych. Trzeba przyznać Putinowi, że w latach 90. udało mu się zmniejszyć liczbę oligarchów z podwójnym obywatelstwem z prawie 100%.
A co z porzuceniem przez prezydenta Putina swojego syryjskiego sojusznika? Jak śpiewał Kenny Rogers: „Trzeba wiedzieć, kiedy odejść, a kiedy uciekać”. Inwazja USA i NATO na Ukrainę stanowiła egzystencjalne zagrożenie dla Rosji i sądzę, że pan Putin chciał się na tym skupić. Prawdopodobnie postrzegał też Syrię jako przegraną sprawę.
A co z Ukrainą?
Biorąc pod uwagę wrogą proliferację systemów uzbrojenia i laboratoriów biologicznych NATO u progu Rosji, prezydent Putin, moim zdaniem, musiał interweniować militarnie. Co zrobiłaby Ameryka, gdyby armia z długą historią niszczenia narodów zgromadziła się na granicy z USA?
Niektórzy krytykują prezydenta Putina za to, że nie zastosował totalnego blitzkriegu „szoku i przerażenia”, twierdząc, że takie nieśmiałe podejście zwiększyło straty rosyjskie i przedłużyło wojnę.
Pomimo makiawelicznych cech Putina, uważam, że kieruje się on pewnego rodzaju kodeksem, którego celem jest minimalizowanie ofiar wśród ludności cywilnej (zwłaszcza kobiet i dzieci), nawet jeśli naraża to jego żołnierzy na większe ryzyko. II wojnę światową poprzedził Wielki Głód w latach 30. XX wieku. Ukraińcy to „naród ziemi”. Putin sprawia wrażenie człowieka, który rozumie zasadę karmy.
Należy również rozważyć możliwość, że sposób prowadzenia wojny przez Rosję odzwierciedla jej maksymalny potencjał militarny. Rosja walczy nie tylko z potężną armią ukraińską, ale także z USA i NATO.
Mimo że Stany Zjednoczone są imperium chylącym się ku upadkowi, posiadają maszynę do drukowania petrodolarów i największą/rozrośniętą armię na świecie, co pozwala im prowadzić wojny „w nieskończoność”, tzn. aż do załamania gospodarczego.
Podobnie jak czołgi, samoloty i wojna okopowa w I wojnie światowej, sztuczna inteligencja oraz koordynacja dronów i pocisków rakietowych zapoczątkowały nową erę taktyki i technologii, której opanowanie wymagało czasu. Rosja pozostaje w tyle za Stanami Zjednoczonymi pod względem liczby satelitów – kluczowego elementu wojny dronów i rakiet – i obecnie stara się nadrobić zaległości wynikające z niedawnego wzrostu liczby wystrzeliwanych rakiet.
Powolna, rosyjsko-ukraińska wojna na wyniszczenie pokazuje, że technokraci UE kłamali, twierdząc, że Rosja będzie posuwać się blitzkriegiem aż do Lazurowego Wybrzeża. Prawdziwym motywem wojny UE z Rosją jest transformacja Europy ze społeczeństwa z siatką bezpieczeństwa socjalnego, napędzanego przez euro-kulturę, w państwo policyjne oparte na „martwej kulturze”, kompleksie militarno-przemysłowym i polityce oszczędnościowej. Podobnie jak amerykańskie imperium syjonistyczne, UE jest całkowicie podporządkowana międzynarodowym bankierom i w pełni popiera „Wielki Reset”.
A co z wojną prezydenta Putina przeciwko „nazistom” na Ukrainie?
Podczas gdy operacja Barbarossa mocno uderzyła w Rosję, hitlerowskie Niemcy już nie istnieją. Zełenski powiedział, że chce przekształcić Ukrainę w „Wielki Izrael”, a nie „Wielkie Niemcy”. Jedynymi „nazistami”, którzy wciąż są u władzy, są „syjoniści”. Banderowscy neonaziści istnieją tylko dzięki syjonistom i bandytom z USA/NATO. Rząd Zełenskiego to syjonistyczna operacja prania pieniędzy i czystek etnicznych.
Zamiast toczyć wojnę denazyfikacji, uważam, że prezydent Putin powinien przeprowadzić de-syjonizację, która obejmuje pozbawienie władzy oligarchów z podwójnym obywatelstwem w Rosji i „renacjonalizację” ich aktywów, a także unieważnienie paszportów pozostałych 2 milionów osób z podwójnym obywatelstwem, które ze względu na swoją syjonistyczną mentalność stadną prawdopodobnie są TBR (talmudyczne nie do naprawienia). Odgórne zdymisjonowanie osób z podwójnym obywatelstwem rozwiąże znaczną część problemu. Resztę należy rozwiązać poprzez „renacjonalizację” rosyjskiego banku centralnego, który jest opanowany przez globalną żydowską mafię.
Jak Rosja może usunąć syjonistów z Ukrainy, jeśli nie może usunąć syjonistów ze swojego?
W żadnym wypadku nie namawiam do masowego prześladowania Żydów, ponieważ wielu rosyjskich Żydów wnosi pozytywny wkład w rozwój kraju. Wierzę, że pan Putin kocha „dobrych” Żydów. Ja też, choć nigdy nie twierdziłem, że jestem „dobry”. Żyję zgodnie z Tao. Jestem prosty.
Wojny skończą się, gdy narody świata zjednoczą się i aresztują 3000 najbogatszych żydowskich bankierów na świecie wraz z ich wspólnikami, a następnie przejmą ich majątek zgodnie z obowiązującymi przepisami przeciwko zorganizowanej przestępczości. Majątek rodziny Rothschildów szacuje się na nawet 500 bilionów. Można by też stworzyć nowe, wspólnie uzgodnione symbole pieniężne, które obejdą iluzoryczny system symboli pieniężnych stosowany przez Synagogę Szatana. Można by nawet uratować Żydów. Z jakiegoś powodu nikt nie wydaje się zdolny do rozegrania nowej gry monetarnej. Być może po upadku imperium TBR Oceania i jego MIC.
Problem z BRICS, pomijając ich akronim wymyślony przez Goldman Sachs, polega na tym, że żydowska mafia finansowa kontroluje banki centralne większości państw członkowskich. To jak połykanie tasiemca, żeby zabić tasiemca. BRICS to świetna koncepcja, ale cierpi z powodu takiej samej infiltracji jak kryptowaluty.
Z militarno-strategicznego punktu widzenia uważam, że pan Putin powinien zacząć grać w quid pro quo. Jeśli na przykład reżim Zełenskiego wyśle drony, żeby zabić prezydenta Putina, należy odpowiedzieć w ten sam sposób.
III wojna światowa to wojna poznawcza i fizyczna, ale także duchowa. Aby wygrać, Rosja potrzebuje duchowego źródła siły. Rosyjska Cerkiew Prawosławna wydaje się logicznym wyborem. Muzułmanie w Rosji ewidentnie czerpią inspirację z islamu.
Uważam, że dla większości etnicznych Rosjan minęło zbyt wiele czasu, aby powiązać przedchrześcijańską religię Rusi z Kosmiczną Inteligencją, choć dla niektórych może to być skuteczne. Niezależnie od symbolu, archetypu czy mitu, zawsze polecam włączenie Tao. Jako uniwersalne zastosowanie, Tao jest kompatybilne zarówno z cywilizacjami starożytnymi, jak i z cywilizacjami Kardaszewa II stopnia. Niech Tao będzie z wami.
Kiedy wojna w końcu się skończy, myślę, że będzie prawdopodobne, że Rosja zaanektuje wschodnią część Ukrainy i odda zachodnią Ukrainę BlackRock.
Staram się trzymać z dala od rosyjskiej polityki motoryzacyjnej. Przepraszam moich rosyjskich czytelników za odejście od tematu. Uważam Rosję za wysoko rozwiniętą cywilizację i życzę, aby długo cierpiący naród rosyjski cieszył się pokojem i dobrobytem.
Czy pamiętacie krótki wspólny program kosmiczny Związku Radzieckiego i USA? Wyobraźcie sobie, że USA odrzuciłyby niekończące się wojny i współpracowały nie tylko z Rosją, ale także z Chinami i Iranem (a także z UE, Japonią itd.), aby stworzyć globalne życie poza niedoborem, dzięki pokojowej technologii. Prawdopodobnie bylibyśmy już na etapie Kardaszewa I.
Nie chodzi tu o umniejszanie społeczeństw o niższym poziomie rozwoju technologicznego. Czy człowiek high-tech, „ustabilizowany” przez Big Pharma i wpatrujący się całymi dniami w toksyczny ekran, jest lepszy od szamana z lasu deszczowego, znającego sekrety cudownych roślin leczniczych? Podobnie jak kult pieniądza, kult technologii również prowadzi do negatywnych konsekwencji. Używaj ich jako narzędzi, a nie jako bogów. Techno-finansowa dystopia uosabia najgorsze cechy obu światów.
Szanuję intelekt pana Putina i jego talent jako męża stanu. Pomógł Rosji przejść od postkomunizmu do kapitalizmu. W miarę jak lichwiarski kapitalizm wkracza w fazę schyłkową, mam nadzieję, że prezydent Putin odrzuci neo-feudalną technokrację Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) i wybierze kolejny etap pozytywnego rozwoju narodowego.
Wracając do pytania, czy III wojna światowa jest sztuką „Wielkiego Resetu” – myślę, że dla niektórych tak, a dla innych stanowi atak na ich cywilizację.
III wojna światowa mogła być również eschatologicznym implantem w zbiorowej psychice.
Albo umierające imperium petrodolara, uwięzione w pułapce Tukidydesa.
Albo halucynogenna przepowiednia wtajemniczonego.
Albo wymykający się spod kontroli projekt „Wielkiego Odstępczego Izraela”.
Albo zachodnie, kakistokratyczne [rządy najgorszych], degeneracyjne szaleństwo.
Albo szczyt zła.
Albo ostatnia faza modelu biznesowego międzynarodowych bankierów.
Albo filtr techniczny paradoksu Fermiego.
Albo Talmud kontra Tao.
Albo burzliwe przejście z Ery Ryb (autorytaryzm i kontrolowany niedobór) do Ery Wodnika (wolność i obfitość).
Albo wszystkie naraz.
Jeśli istnieje obecnie „Jednoświatowa ZioCorp”, która ma moc stworzenia tak zaawansowanej symulacji III wojny światowej, to nie masz nic do stracenia, wspierając blok chińsko-irańsko-rosyjski. To już przesądzone.
I odwrotnie, jeśli zaawansowane technologicznie „królestwo piekła na ziemi” jest wciąż w budowie, to możesz stracić wszystko, jeśli nie poprzesz bloku Chin, Iranu i Rosji.
Jeśli jedna osoba zostanie dokooptowana, wspieraj obie. Jeśli dwie zostaną dokooptowane, wspieraj jedną. Jeśli trzy zostaną dokooptowane, jesteśmy w kropce. Przynajmniej do czasu uderzenia meteorytu.
Nawet jeśli złowrogi, ogólnoświatowy rząd kontroluje wszystko, stawiając opór mizantropijnemu, syjonistycznemu imperium USA, konfrontujesz się z częścią bestii. Jak to możliwe?
„Jeśli chodzi o nasz kraj, to Rosjanie wskazali dwie firmy: Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu (gdzie Państwowe Przedsiębiorstwo Antonow ma produkować drony AN-196 Lutyj) oraz Zakłady Mechaniczne Tarnów S.A. (gdzie firma Ukrspecsystems ma produkować drony RAM-2X).”
Rosja ostrzega: Firmy produkujące drony w Niemczech to uzasadnione cele
Podczas wizyty Zełenskiego w Berlinie ogłoszono projekty wspólnej produkcji dronów do ataków na Rosję. Rosja ostrzega, że te zakłady produkcyjne w Niemczech to uzasadnione cele i publikuje ich adresy.
Anti-Spiegel 16 kwietnia 2026
Ze względu na konferencję, w której obecnie uczestniczę, nie miałem jeszcze okazji napisać o wizycie ukraińskiego przywódcy Zełenskiego w Berlinie, gdzie ogłoszono niemiecko-ukraińską umowę o partnerstwie. Umowa ta zawiera postanowienia dotyczące wspólnej produkcji dronów w Niemczech do ataków na Rosję. Niemcy jednak milczą na temat tego, jak drażliwa jest ta kwestia.
Zaangażowanie w wojnę
Rosja atakuje zakłady produkujące broń na Ukrainie. W związku z sukcesami Rosji, Europa zdecydowała się przenieść przynajmniej część swoich zakładów produkujących drony z Ukrainy do krajów europejskich, aby chronić je przed rosyjskimi atakami. Oczywiste jest, że czyni to te kraje stroną konfliktu w wojnie z Rosją.
Musimy pamiętać, że Iran natychmiast zaatakował cele w krajach arabskich, które otworzyły swoją przestrzeń powietrzną na ataki USA i Izraela na cele w Iranie. Narody świata nie potępiły Iranu za to, ponieważ dla wszystkich jest jasne, że stanowi to wyraźny udział w wojnie i że Iran ma prawo atakować cele w krajach , z których terytorium jest atakowany..
Obecnie otwarcie deklaruje się, że Polska, kraje bałtyckie i Finlandia udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Od 22 marca setki dronów startujących z ich przestrzeni powietrznej atakowały cele w obwodzie petersburskim, uszkadzając rafinerie i porty. Również tutaj świat widzi, że kraje te stają się stroną w konflikcie z Rosją, a jeśli Rosja zaatakuje cele w krajach, które otwarcie uczestniczą militarnie w wojnie z Rosją, świat po-zazachodni zrozumie to tak samo, jak rozumie irańskie ataki na cele w krajach arabskich.
To samo oczywiście dotyczy sytuacji, gdy kraje otwarcie zaoferują gościnę ukraińskiemu przemysłowi zbrojeniowemu, aby chronić go przed atakami Rosji.
Wizyta Zełenskiego i jej konsekwencje
Zełenski niedawno odwiedził kanclerz Merza, gdzie uzgodniono niemiecko-ukraiński program partnerstwa, o którym opowiem osobno. W odniesieniu do produkcji dronów dla Ukrainy, oficjalne oświadczenie niemieckiego rządu brzmi:
„Niemcy będą nadal wspierać ukraiński przemysł dronów, a ponadto tworzyć spółki joint venture w zakresie produkcji dronów. Uzupełnieniem tego będzie promowanie partnerstw opartych na współpracy w zakresie danych oraz wspólnych inicjatywach w dziedzinie badań i rozwoju, a także innowacji”.
Mówiąc wprost, oznacza to, że niemiecki rząd zamierza przenieść część ukraińskiej produkcji dronów do Niemiec, co uczyni te firmy i ich zakłady legalnymi celami rosyjskich ataków.
Ostrzeżenie Rosji
W środę wydarzyło się coś bezprecedensowego. Rosyjskie Ministerstwo Obrony wydało oświadczenie ostrzegające przed atakami na te obiekty. Wydało też dość wyraźne ostrzeżenie dla ludności dotkniętych atakami krajów europejskich, aby trzymała się z daleka od tych miejsc.
W przeszłości pojawiło się wiele rosyjskich ostrzeżeń dotyczących otwartego zaangażowania krajów europejskich w wojnę, więc łatwo byłoby zignorować to rosyjskie ostrzeżenie i stwierdzić, że Rosja po prostu blefuje. Jednak to rosyjskie ostrzeżenie różni się znacząco od wszystkich poprzednich w jednym kluczowym aspekcie.
Jak Państwo wiedzą, począwszy od 2022 roku, uczestniczyłem w kilku konferencjach prasowych dla zagranicznych dziennikarzy w regionie Donbasu, organizowanych przez rosyjskie Ministerstwo Obrony. Dla każdego wydarzenia uruchamiany był czat na Telegramie, na którym uczestnicy omawiali kwestie organizacyjne. Obejmowało to szczegóły takie jak organizacja podróży, czas i miejsce oczekiwania każdego autobusu itd. Po wydarzeniu te czaty „umarły” i nic tam nie publikowano. Moje archiwum na Telegramie zawiera siedem takich „martwych” czatów z 2022 i 2023 roku.
W środę wszystkie te czaty „odżyły”. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało swoje ostrzeżenie we wszystkich z nich, więc ewidentnie ma silny interes w tym, aby jego najnowsze oświadczenie zostało upublicznione, zwłaszcza przez zagranicznych dziennikarzy, a tym samym przez zagraniczną opinię publiczną. W związku z tym publikuję oświadczenie w całości w celach informacyjnych:
„Według dostępnych informacji, 26 marca 2026 r., w obliczu rosnących strat i pogłębiającego się niedoboru kadrowego w ukraińskich siłach zbrojnych, rządy kilku krajów europejskich podjęły decyzję o zwiększeniu produkcji i dostaw dronów do ataków na terytorium Rosji na Ukrainie.
Planowany jest znaczny wzrost produkcji dronów dla reżimu w Kijowie poprzez zwiększenie finansowania „ukraińskich” i „wspólnych” firm w krajach europejskich, które produkują drony bojowe i ich komponenty.
Uważamy tę decyzję za celowy krok prowadzący do drastycznej eskalacji sytuacji militarno-politycznej w Europie i stopniowego przekształcania tych krajów w strategiczne zaplecze Ukrainy.
Realizacja scenariuszy ataków terrorystycznych na Rosję, zapowiadanych przez przedstawicieli reżimu w Kijowie, z wykorzystaniem rzekomo „ukraińskich” dronów produkcji europejskiej, doprowadzi do nieprzewidywalnych konsekwencji.
Zamiast wzmacniać bezpieczeństwo państw europejskich, działania rządów europejskich coraz bardziej wciągają te kraje w wojnę z Rosją”. Społeczeństwo europejskie powinno nie tylko jasno zrozumieć prawdziwe przyczyny zagrożeń dla swojego bezpieczeństwa, ale także poznać adresy i lokalizacje „ukraińskich” i „wspólnych” firm, które produkują drony i ich komponenty dla Ukrainy w swoich krajach”
I tutaj następuje lista 21 lokalizacji, głównie w krajach europejskich, gdzie produkowane są drony lub ich komponenty dla Ukrainy. Lista (w języku rosyjskim https://t.me/mod_russia/62686, w języku angielskim https://archive.ph/D8Frg) obejmuje również trzy firmy z siedzibą w Niemczech: DaVinci Avia GmbH, producenta dronów z siedzibą w Monachium, oraz ukraińską firmę Airlogix, która również produkuje drony we współpracy z niemiecko-amerykańską firmą programistyczną Auterion. Trzecią firmą, według oświadczenia, jest 3W Professional z Hanau w Hesji.
Fakt, że Merz i Zełenski ogłosili rozpoczęcie „strategicznego partnerstwa” z Ukrainą podczas wizyty Zełenskiego w Berlinie, które obejmuje również „pogłębioną współpracę obronną”, oznacza, że działania te są już w toku, ponieważ te wspólne przedsięwzięcia są już aktywne w Niemczech.
Ukraińskie drony dalekiego zasięgu z Niemiec
Jednym z omawianych dronów jest dron o nazwie „Anubis” (zdjęcie na początku tego artykułu), o którym również wspominały niemieckie media. To dron opracowany na bazie irańskich dronów Shahed, do których jest bardzo podobny. Oficjalnie jest to projekt ukraińskiej firmy Airlogix z siedzibą w Monachium, na co zwróciło uwagę rosyjskie Ministerstwo Obrony w swoim oświadczeniu.
Oficjalnie niewiele wiadomo o Anubisie. Jednak według portali specjalizujących się w tematyce wojskowej nie jest to projekt ukraiński, lecz „Anubis” bazuje na dronie Artemis ALM-20 amerykańskiej firmy Auterion, którą rosyjskie Ministerstwo Obrony również wymienia jako partnera ukraińskiej firmy Airlogix.
Artemis ma zasięg 1600 kilometrów i może przenosić głowicę bojową o masie 45 kilogramów. Można zatem założyć, że są to również parametry techniczne Anubisa, który jest obecnie produkowany w Monachium dla Ukrainy.
Biorąc pod uwagę ogromne znaczenie dronów we współczesnej wojnie, rosyjskie ostrzeżenie, że ukraińskie zakłady produkujące drony za granicą są dla Rosji uzasadnionym celem, nie powinno być lekceważone. Być może mądrze byłoby w przyszłości unikać tych miejsc.
Zawsze mówią ci, dlaczego Imperium stosuje przemoc, ale nigdy, dlaczego robią to jego wrogowie
Przemoc nie zawsze jest uzasadniona, ale zawsze istnieje jakiś powód, dla którego się zdarza. Zachodni eksperci, politycy i prezenterzy bardzo rzadko powiedzą, jakie są te powody, chyba że służy to interesom zachodniego imperium.
Wspólną cechą propagandy zachodnich imperiów jest to, że zawsze podaje się nam powody przemocy ze strony imperium, podczas gdy przemoc tych, którzy stawiają mu opór, przedstawiana jest zazwyczaj jako coś, co nie ma żadnego powodu.Wszyscy byliśmy karmieni argumentami za wojną USA i Izraela z Iranem i wszyscy wiemy, jakie to powody. Nawet mniej zorientowani przedstawiciele zachodniej opinii publicznej słyszeli coś o tym, że Irańczycy stanowią zagrożenie nuklearne, mają tyraniczny rząd, a może nawet o sponsorowaniu grup terrorystycznych. Ale tak zwani „pokojowi demonstranci”, którzy zginęli w powstaniu podsycanym i wspieranym przez Stany Zjednoczone ? Zostali zabici bez powodu, po prostu dlatego, że irański rząd jest zły i nienawidzi sprzeciwu. Wszyscy irańscy policjanci, którzy zginęli w powstaniu, zginęli bez powodu, być może z przyczyn naturalnych. To tylko zbieg okoliczności, że stało się to dokładnie w tym samym czasie, gdy imperium amerykańskie podjęło decyzję o próbie obalenia irańskiego Wszyscy poznaliśmy oficjalne powody, dla których Izrael przez lata zasypywał Strefę Gazy materiałami wybuchowymi: Izrael został zaatakowany przez Hamas 7 października 2023 r., więc musi pozbyć się Hamasu dla własnego bezpieczeństwaAle dlaczego doszło do ataku Hamasu? Stało się to bez powodu. Jeśli szukać odpowiedzi u propagandystów w prasie zachodniej, 7 października wydarzył się wyłącznie dlatego, że Hamas jest zły i chciał zabić Żydów za przynależność do niewłaściwej religii. Absolutnie nie wspomniano o brutalnym traktowaniu Palestyńczyków przez Izrael przez pokolenia ani o fatalnych warunkach życia w gigantycznym obozie koncentracyjnym, jakim stała się Gaza.
Powiedziano nam, dlaczego zachodnie imperium zaopatruje Ukrainę w broń: Ukraina została najechana przez Rosję. Imperium chce chronić wolność i demokrację narodu ukraińskiego oraz powstrzymać przyszły ekspansjonizm Władimira Putina.
Dlaczego Rosja najechała Ukrainę? Bez powodu. Putin jest po prostu zły i nienawidzi wolności, i tyle. Oczywiście, niezliczeni zachodni eksperci i analitycy od lat ostrzegali , że agresja NATO doprowadzi do wojny na granicy z Rosją, ale byli to tylko bełkocący wariaci, których prognozy wojny okazały się trafne dzięki czystemu zbiegowi okoliczności.
Całe nasze rozumienie historii jest ujęte w ten sposób. Fidel Castro zabijał ludzi na Kubie. Dlaczego ich zabijał? Bez powodu; był po prostu podłym draniem. Cała przemoc socjalistycznych rewolucjonistów na całym świecie, obalających poprzednie, brutalne rządy, jest przedstawiana jako bezpodstawna ludobójcza rzeź, dokonana przez morderczych tyranów, którzy po prostu uwielbiali zabijać ludzi. Desperacja wywołana kapitalistycznym wyzyskiem, który został narzucony tym narodom, jest całkowicie wymazana z naszych podręczników historii.
Dojrzałe zrozumienie naszego świata zaczyna się od ciekawości, dlaczego dochodzi do przemocy. Przemoc nie zawsze jest uzasadniona, ale zawsze istnieje jakiś powód, dla którego się dzieje. Zachodni eksperci, politycy i prezenterzy bardzo rzadko powiedzą, jakie są te powody, chyba że służy to interesom zachodniego imperium.
Jeśli więc chcesz poznać prawdę o tym, co naprawdę dzieje się na świecie, musisz aktywnie szukać odpowiedzi samodzielnie.
——————
Wszystkie prace są współtworzone z moim mężem Timem Foleyem
W poważnej rozmowie z analitykiem wojskowym i byłym doradcą Departamentu Obrony, pułkownikiem Douglasem Macgregorem, prowadzący Daniel Davis analizuje obecną blokadę Cieśniny Ormuz przez Stany Zjednoczone. Macgregor, wielokrotnie odznaczony weteran wojenny i jeden z najgłośniejszych krytyków amerykańskiej polityki zagranicznej, szczegółowo wyjaśnia, dlaczego ta operacja jest skazana na niepowodzenie pod względem militarnym, strategicznym i ekonomicznym – i jakie katastrofalne konsekwencje może mieć dla Stanów Zjednoczonych i świata.
Blokada i jej historyczne porównania
Stany Zjednoczone nałożyły blokadę Cieśniny Ormuz, aby wywrzeć presję na Iran. Prezydent Trump nakazał podjęcie tej decyzji, mimo że historycznie jest ona uznawana za akt wojny.
Macgregor porównuje sytuację do kryzysu kubańskiego z 1962 roku: Wówczas osiem lotniskowców, od sześciu do dziesięciu krążowników i ogromna flota niszczycieli były w gotowości – wszystkie na wodach terytorialnych, z krótkimi liniami zaopatrzenia. Obecnie Marynarka Wojenna USA ma znacznie mniej okrętów. Lotniskowiec George Bush jest wciąż daleko, a obecna obecność ogranicza się do kilkunastu okrętów wojennych.
Blokada wygląda imponująco na papierze, ale w rzeczywistości jest logistycznym koszmarem.
Praktyczne problemy implementacji
Macgregor opisuje praktyczne problemy z perspektywy dowódcy okrętu: Który okręt zatrzymać? Który zignorować? Czy marines mogą wejść na pokład bez wcześniejszej wymiany ognia? Zasady walki są niejasne.
Co więcej, chiński okręt „Rich Stari” już przełamał blokadę bez żadnej reakcji ze strony USA. Konfrontacja z Chinami – które posiadają potężne okręty podwodne – byłaby samobójstwem.
Macgregor zauważa, że już w latach 90. neokonserwatyści, tacy jak Richard Perle i Paul Wolfowitz, postrzegali Bliski Wschód jako narzędzie nacisku na Chiny, ale ostatecznie chodziło przede wszystkim o strategiczną dominację Izraela w regionie.
Międzynarodowa sytuacja prawna i porządek polityczny
Zdaniem Macgregora międzynarodowe ramy prawne stały się puste. Same Stany Zjednoczone porzuciły koncepcję „liberalnego porządku świata” – na Ukrainie, w Iraku, a teraz w Zatoce Perskiej.
Xi Jinping mówił o „prawie dżungli”. Macgregor zgadza się: Normy międzynarodowe obowiązują tylko wtedy, gdy Waszyngton chce je egzekwować. Blokada bez mandatu ONZ podkreśla ten podwójny standard.
Sytuacja militarna i granice strategiczne
Według analizy Macgregora operacja ta jest militarnie nie do utrzymania. Wybrzeże Iranu jest usiane wyrzutniami precyzyjnie naprowadzanych pocisków manewrujących, pociskami balistycznymi i dronami. Ich zasięg wynosi od 500 do 800 kilometrów.
Ciągły rozpoznanie kosmiczne i mobilne wyrzutnie rakiet sprawiają, że każdy statek na wąskich wodach może stać się celem ataku. Macgregor porównuje to do kampanii Gallipoli z 1915 roku: brytyjska marynarka wojenna poniosła wówczas porażkę nie z powodu wrogich okrętów, ale z powodu min, dział nadbrzeżnych i niedostępnego terenu.
Dzisiejszy system obronny Iranu jest o wiele nowocześniejszy. Nawet gdyby „sojusznicy” NATO, Japonia i Korea Południowa, wysłali swoje floty – czego nie robią – droga i tak pozostałaby zamknięta.
Aby uzyskać pełną kontrolę nad Zatoką Perską, Stany Zjednoczone musiałyby zająć całe wybrzeże i zaplecze – przedsięwzięcie to wymagałoby zaangażowania milionów żołnierzy i zajęłoby lata, podobnie jak japońska ekspansja na południowym Pacyfiku podczas II wojny światowej.
Nadmierne rozciągnięcie logistyczne
Pod względem logistycznym Stany Zjednoczone są przeciążone. Brakuje statków zaopatrzeniowych, helikopterów, małych łodzi i amunicji. Marynarka wojenna jest już przeciążona.
Podczas walk Stany Zjednoczone musiały uzupełnić swoje zapasy rakiet – samoloty transportowe C-17 i C-5 latały nieprzerwanie. Iran otrzymuje jednocześnie wsparcie ze strony Rosji i Chin. Ten spokój pozwala obu stronom na dozbrajanie.
Macgregor ostrzega: Zapasy USA wystarczą tylko na kilka tygodni intensywnych walk.
Konsekwencje ekonomiczne
Z punktu widzenia gospodarki nadciąga katastrofa. Petrodolar jest na skraju wyczerpania. Iran już żąda płatności w juanach.
Jeśli dolar straci dominującą rolę w handlu ropą, finansowanie budżetu federalnego USA poprzez zagraniczny popyt na obligacje skarbowe ulegnie załamaniu. Ceny ropy wzrosły już o 21 procent – najwięcej od 1967 roku – a oleju opałowego o 31 procent.
Na całym świecie brakuje chemikaliów, nawozów, tworzyw sztucznych i mikroprocesorów. Fabryki w Azji stoją w miejscu. W Europie, a szczególnie w Irlandii, grożą niedobory oleju napędowego i przestoje w produkcji ciężarówek.
Macgregor opisuje Irlandię jako „kanarek w kopalni węgla”: niedobory odczuwalne są tam najpierw, a następnie we Francji, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii. Konsekwencje: załamanie się łańcuchów dostaw, niedobory żywności, rosnące bezrobocie i niepokoje społeczne, potęgowane przez dużą liczbę migrantów konkurujących o ograniczone zasoby.
Krytyka przywództwa politycznego
Macgregor ostro krytykuje proces decyzyjny w Białym Domu. Prezydent Trump nie konsultował się z żadnymi ekspertami od marynarki wojennej, a jedynie wydawał rozkazy.
Drugi etap – rozminowywanie, zabezpieczanie drogi i eskortowanie statków – jest niemożliwy pod ostrzałem wroga. Twierdzenie, że 90 procent irańskich pocisków zostało zniszczonych, jest fałszywe.
W rzeczywistości w użyciu są nadal dziesiątki tysięcy dronów i tysiące pocisków, a Chiny i Rosja dostarczają zaopatrzenie szybciej, niż USA są w stanie zaopatrywać się za pomocą statków.
Negocjacje i dynamika geopolityczna
Według Macgregora negocjacje w Islamabadzie to farsa. Żądania USA – przekazania wzbogaconego uranu i całkowitego zakazu wzbogacania uranu – naruszają suwerenność Iranu.
Porozumienie JCPOA z czasów Obamy zostało zerwane przez Trumpa pod naciskiem izraelskiego lobby. Teraz Waszyngton żąda więcej niż wcześniej.
Iran ma strategiczną inicjatywę: nie potrzebuje dużych kontyngentów wojskowych, by kontrolować ulice. Świat zwraca się przeciwko USA. Koalicja przeciwko Waszyngtonowi jest możliwa.
Wpływ sieci politycznych
Macgregor idzie jeszcze dalej: Prawdziwą siłą napędową tej polityki nie jest sam Trump, lecz lobby izraelskie i miliarderzy syjonistyczni.
Na Konwencji Narodowej Partii Republikańskiej w 2024 roku otwarcie skandowano hasło „Najpierw Izrael”. Każdy, kto chciał być w rządzie, musiał się podporządkować temu pierwszeństwu.
Trump nie potrafi przyznać się do porażki – postawę, którą przejął od swojego mentora, Roya Cohna: nigdy się do niczego nie przyznawaj, nigdy nie zawiedź. Dlatego fikcja jest podtrzymywana, mimo że rzeczywistość już dawno się zmieniła.
Globalne konsekwencje
Konsekwencje są globalne. Rozpoczęła się transformacja od obfitości do niedoboru. Każdy, kto nadal wierzy, że Stany Zjednoczone mogą wygrać konflikt militarnie lub przetrwać gospodarczo, ignoruje historię i logistykę.
Macgregor kończy jasnym apelem: Prezydent Trump musi działać jak prezydent Stanów Zjednoczonych i stawiać interesy Ameryki ponad interesy Izraela. Jeśli nie potrafi tego zrobić, powinien zrezygnować.
Świat nie poradzi sobie z załamaniem się globalnego systemu energetycznego – a Stany Zjednoczone z pewnością nie.
Wniosek
Pułkownik Douglas Macgregor kreśli ponury obraz: blokada Cieśniny Ormuz jest nie tylko nie do utrzymania pod względem militarnym, ale przyspiesza także upadek amerykańskiej supremacji i wprowadza świat w nową erę niedoborów.
Pozostaje pytanie, czy Waszyngton z czasem przyzna się do tej gorzkiej prawdy.
Mógłbym tak ciągnąć, ale mam nadzieję, że zaczynasz zadawać sobie pytanie. Mianowicie: „Co do cholery wydarzyło się w 1971 roku?”
Czy chcecie poznać szczegóły tego, co naprawdę wydarzyło się w 1971 roku, w którym wszystko osiągnęło swój szczyt?
Jak zawsze: Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Chodźmy!
CO SIĘ STAŁO? (WERSJA GŁÓWNA)
Jeśli wątpisz w autentyczność tej ciekawostki z 1971 roku, powinieneś wiedzieć, że nie jestem pierwszy, który na to zwraca uwagę. Ekonomiczna i społeczna alienacja, która najwyraźniej miała miejsce w tamtym roku, od lat jest nie tylko przedmiotem internetowych dyskusji, debat i memów politycznych, ale znalazła się nawet na najbardziej „normalnej” stronie internetowej: Reddicie.
W zeszłym miesiącu użytkownik Reddita „/u/-Y34HB01-” opublikował na subreddicie /r/PeterExplainsTheJoke tweeta Michaela A. Aroueta i poprosił innych użytkowników Reddita o wyjaśnienie mu tego tweeta:
Nic więc dziwnego, że powstały wątek komentarzy wywołał więcej pytań niż przyniósł odpowiedzi. Najwięcej głosów pozytywnych na pytanie autora posta (pierwotnego autora) otrzymał post ilustrujący rozbieżność między wzrostem produktywności a wzrostem płac, która, jak już widzieliśmy, również rozpoczęła się w 1971 roku.
Na kolejne pytania wciąż zdezorientowanego użytkownika Reddita – „Dlaczego to się zaczęło? I dlaczego jest to tak trwały trend?” – odpowiedział jednym słowem „zysk” – odpowiedź, która zebrała 3940 głosów pozytywnych!
Zdaniem twórców Reddita, w 1971 roku ludzkość po prostu postanowiła zmaksymalizować zysk… z jakiegoś powodu.
Jeśli jesteś dobrze myślącym człowiekiem, który wciąż nie do końca rozumie, co wydarzyło się w 1971 roku, naturalnie będziesz musiał poszerzyć zakres swoich poszukiwań, aby dotrzeć do sedna prawdy. A co robisz w tym pełnym dobrych intencji (ale beznadziejnie ufnym wobec establishmentu) poszukiwaniu dodatkowych informacji? Cóż, wpisujesz zapytanie w Google i oczywiście szukasz sprawdzonych źródeł informacji!
Po wykonaniu tej czynności znajdziesz ten artykuł, udostępniony przez renomowanych agregatorów wiadomości MSN. Artykuł zatytułowany „30 najważniejszych wydarzeń światowych, które miały miejsce w 1971 roku” ma na celu przybliżenie najważniejszych i przełomowych wydarzeń 1971 roku, w tym:
— trzęsienie ziemi w Sylmar, które nawiedziło Los Angeles w lutym tego roku;
— Deklaracja niepodległości Bahrajnu od Wielkiej Brytanii z 15 sierpnia tego samego roku; i
— przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla Willy’emu Brandtowi 20 października tego roku.
Cóż, jeśli jesteś taki jak ja, to Twoją pierwszą myślą po zobaczeniu tej serii zdjęć, zamaskowanej jako artykuł wyjaśniający, będzie: „Czy w 1971 roku nie było fotografii kolorowej?”
A jeśli jesteś taki jak ja, to po obejrzeniu tej kolekcji zdjęć Twoja druga myśl będzie brzmiała: „Nic z tego nie rozwiązuje zagadki roku 1971, prawda?”
Ale z drugiej strony: gdybyś był taki jak ja, nie użyłbyś Google, żeby znaleźć strony internetowe popularnych mediów, które odpowiadają na twoje pytanie, prawda?
Niezadowolony z tych nietrafionych odpowiedzi, możesz przeglądać wyniki wyszukiwania, aż trafisz na inną stronę. Ta jednostronicowa strona nosi (trafny) tytuł „Co się stało w 1971 roku?” i śmiało stawia pytanie w tytule, publikując mnóstwo grafik podobnych do tych, od których rozpoczęliśmy dziś nasze badania, aby podkreślić wagę pytania, a następnie cytując ekonomistę F.A. Hayeka na temat tego, jak wyłudzić pieniądze od rządu – co oczywiście nie odpowiada na pytanie. I to wszystko.
Czy to pomaga? Prawdopodobnie nie, ponieważ webmaster najwyraźniej zapomniał odpowiedzieć na pytanie, które (prawdopodobnie) jest prawdziwym powodem istnienia witryny . Powodzenia!
Na szczęście udało Ci się zabłądzić na tyle daleko w tej błędnej ścieżce, że w końcu natknąłeś się na ten artykuł. W nagrodę za Twoją wytrwałość, zrobię teraz najodważniejszy krok ze wszystkich i naprawdę odpowiem na to cholerne pytanie !
CO NAPRAWDĘ WYDARZYŁO SIĘ W 1971 ROKU
No więc, najpierw wydarzyło się coś takiego:
A potem wydarzyło się to co następuje:
A potem wydarzyło się coś, co wcale nie było przypadkowe:
Gdyby zdjęcia naprawdę były warte tysiąca słów , pewnie mógłbym zakończyć ten felieton w tym miejscu i poświęcić się weekendowi. Niestety, zdjęcia nie są warte tysiąca słów, więc oto wyjaśnienie.
W sierpniu 1971 roku prezydent Francji Georges Pompidou podjął niezwykle drastyczną decyzję, wysyłając okręt wojenny klasy T53 do Nowego Jorku w celu odzyskania francuskich rezerw złota ze skarbców amerykańskiej Rezerwy Federalnej.
Ironią tego prowokacyjnego posunięcia jest to, że zgodnie z porozumieniem osiągniętym na konferencji w Bretton Woods w 1944 roku, było ono całkowicie akceptowalne dla prezydenta Pompidou. W końcu każdy, kto zna historię monetarną, wie, że na konferencji w Bretton Woods – zorganizowanej w New Hampshire pod koniec II wojny światowej – wszystkie 44 państwa alianckie uzgodniły nowy porządek monetarny dla powojennego świata. W tym nowym (monetarnym) porządku świata poszczególne kraje miałyby powiązać swoje waluty narodowe z dolarem amerykańskim, który z kolei byłby wymienialny na złoto po kursie 35 dolarów za uncję.
Jednak, jak wie każdy znawca historii monetarnej , system ten był raczej mrzonką niż realną rzeczywistością. Z wielu powodów, które warto zbadać, jeśli masz czas, narody świata daremnie walczyły o utrzymanie spójności systemu, podczas gdy rząd USA wykorzystywał swoją wyjątkową pozycję jako drukarza światowej waluty rezerwowej, aby eksportować własną inflację do reszty świata. Bankierzy próbowali przez jakiś czas utrzymać kurs dolara na stabilnym poziomie 35 dolarów za uncję, ale gdy machina wojenna Wuja Sama w Wietnamie nabierała rozpędu, a wydatki Waszyngtonu nadal rosły, stawało się coraz bardziej oczywiste, że żadne sztuczki monetarne nie utrzymają systemu na powierzchni.
W rezultacie Pompidou postanowił wysłać okręt wojenny do Nowego Jorku, aby „grzecznie” zażądać tego, co mu się prawnie należało w zamian za rezerwy dolarowe: odpowiedniej ilości złota z depozytów Rezerwy Federalnej. Ten ruch obnażył blef Waszyngtonu. Zaledwie kilka tygodni później ówczesny prezydent USA Nixon musiał wygłosić przemówienie, oficjalnie zamykając okno na złoto.
Poleciłem Sekretarzowi Connally’emu czasowe zawieszenie wymienialności dolara na złoto lub inne waluty rezerwowe, z wyjątkiem kwot i warunków służących stabilności monetarnej i najlepszemu interesowi Stanów Zjednoczonych.
I tak oto, przejście na globalną walutę rezerwową opartą w całości na pieniądzu fiducjarnym – świat, o którym bankierzy, politycy, oligarchowie i aspirujący cesarze marzyli od pokoleń – wreszcie dobiegło końca. Cesarz nie tylko ujawnił, że jest nagi, ale także wezwał społeczeństwo do podjęcia działań w tej sprawie.
Oczywiście, jak wiemy dzisiaj, nikt nic z tym nie zrobił. Zamiast tego świat nadal kręcił się wokół własnej osi, a ludzie zajmowali się swoimi sprawami, jakby nic się nie zmieniło.
Ale jak widzieliśmy na kolejnych wykresach, świat rzeczywiście zmienił się drastycznie po 1971 roku. Uwolniony od jakichkolwiek pozorów ograniczeń finansowych i realiów monetarnych, rząd USA mógł teraz swobodnie rozpętać największą w historii świata falę wydatków. I rzeczywiście, wydali, co widać na kolejnym wykresie skupiającym się na 1971 roku.
Oczywiście wydatki te były bezpośrednio związane z bezprecedensowym wzrostem długu publicznego USA:
Wydatki te były również bezpośrednio związane z bezprecedensowym spadkiem siły nabywczej dolara amerykańskiego:
Bezpośrednie lub pośrednie oderwanie dolara od złota i otwarcie śluz dla pieniądza fiducjarnego doprowadziło do wszystkich innych zmian gospodarczych i społecznych, które możemy powiązać z tym punktem zwrotnym w 1971 roku. I dokładnie to wydarzyło się w 1971 roku.
Gdy dolar nie był już oparty na złocie, świat naturalnie zadał sobie pytanie: po co w ogóle trzymać dolary? Jak wiedzą również historycy monetarni , Kissinger (który pracował dla Rockefellera i jego sojuszników z Deep State) szybko odpowiedział na to pytanie w postaci petrodolara – systemu, w ramach którego Saudyjczycy zgodzili się wyceniać swoją ropę w dolarach i ponownie wprowadzać te dolary do obiegu za pośrednictwem amerykańskiego systemu bankowego w zamian za różne gwarancje bezpieczeństwa.
Co to wszystko ma wspólnego z ceną herbaty w Chinach? A dokładniej, co to ma wspólnego ze zdjęciem śmiejących się chińskich dyplomatów? Dobre pytanie!
Okazuje się, że dokładnie miesiąc przed zamknięciem okna wymiany złota przez Nixona wydarzyło się coś zabawnego: ogłosił, że odwiedzi Chiny – NIESPODZIANKA! – aby spotkać się z Mao i znormalizować stosunki dyplomatyczne z brudnymi Chińczykami.
W rzeczywistości, jak wiemy dzisiaj (choć w 1971 roku ludzie nie byli tego świadomi), ważne spotkanie między USA a Chinami już się odbyło. Podczas dwóch oddzielnych podróży, w lipcu i październiku 1971 roku, Kissinger spotkał się z Mao, przekazał pozdrowienia od jego wpływowych zwolenników w Rockefeller House i w zasadzie utorował drogę wizycie Nixona w następnym roku.
(Wreszcie! Kolorowe zdjęcie z 1971 roku!)
Częścią tego procesu ponownego włączania Chin do globalizacji było umożliwienie Chińskiej Republice Ludowej (czyli rządowi ChiCom) odebrania Chinom z Tajwanu miejsca przy stole Organizacji Narodów Zjednoczonych, co wywołało wesołość i radość, które mogliśmy obserwować wśród tych śmiejących się chińskich dyplomatów.
Jaki to miało związek z całym systemem petrodolara Nowego Nowego Porządku Monetarnego, nie było wówczas aż tak oczywiste, ale znaczenie połączenia Chin z Nowym Porządkiem Świata miało stać się całkowicie jasne w XXI wieku, kiedy diaboliczne plany Państwa Głębokiego w końcu przyniosły owoce.
Od tamtego momentu, w 1971 roku, jesteśmy świadkami rozwoju Chin jako potęgi gospodarczej, geopolitycznej, militarnej, a jeśli obecne wydarzenia potoczą się dalej – również monetarnej. Na tej drodze chińscy „Ośmiu Nieśmiertelnych” i ich potomkowie odegrali kluczową rolę:
Nawiązanie połączeń z głębokim państwem USA
nawiązano powiązania finansowe z największymi bankami zachodnimi.
otworzyły swoje drzwi dla firm zagranicznych
aby utrzymać przeniesione z Zachodu moce przerobowe przemysłu
stworzono podejrzanie amerykański arsenał broni
i kierowana przez sojusz BRICS, (pozorowaną) „oś oporu”, wraz z (pozorowanymi) kontrinstytucjami
Jak wielokrotnie podkreślałem w swojej pracy na przestrzeni lat, fakt, że Chinom zaoferowano miejsce przy stole nowego, wielobiegunowego porządku świata, nie jest dobrą rzeczą.
Ale wiecie co? Będzie jeszcze gorzej. Bo choć te wykresy dokumentujące spadek po 1971 roku są kiepskie, to to, co będzie dalej, może sprawić, że wszystkie wyjdą blado w porównaniu.
ZGADNIJ CO? TO SIĘ ZNÓW DZIEJE!
Dokładnie! Rok 1971 mógł być rokiem, w którym świat był świadkiem upadku starego, opartego na złocie systemu monetarnego i narodzin nowego, fiducjarnego systemu monetarnego, ale rok 2026 równie dobrze może być rokiem, w którym nastąpi koniec nowego, fiducjarnego systemu monetarnego i narodziny nowego, cyfrowego , fiducjarnego systemu monetarnego!
Jeśli wolisz ująć to w słowa, przyjrzyjmy się, w jaki sposób ostatnie wydarzenia zagrażają kolejnej zmianie światowego porządku monetarnego.
Jak opisałem w moim niedawnym raporcie „Oto PRAWDZIWY finał wojny w Iranie”, jedną z najpoważniejszych konsekwencji wojny z Iranem (jak dotąd) są potencjalnie nieodwracalne szkody, jakie wyrządziła systemowi petrodolara. Nie tylko zmienił się polityczny rachunek korzyści płynących z systemu petrodolara dla Arabii Saudyjskiej i jej sojuszników z Zatoki Perskiej – po co mieliby zabiegać o amerykańskie „gwarancje bezpieczeństwa”, skoro współpraca z USA jedynie uczyniła z nich cele w tym konflikcie? – ale jednocześnie Iran nadał priorytet dostawom ropy w juanach.
Gdyby jednak te działania stały się trwałe, a system petrodolara rzeczywiście się załamał, kolejnym oczywistym pytaniem byłoby: Co zatem leży u podstaw międzynarodowego porządku monetarnego? Przypomnijmy, że petrodolar był środkiem tymczasowym, którym Kissinger (i jego zwolennicy) posłużył się, aby utrzymać dominację dolara po upadku systemu z Bretton Woods. W świecie po petrodolarze państwa ponownie nie miałyby żadnej szczególnej motywacji do posiadania dolarów amerykańskich ani kupowania amerykańskich obligacji skarbowych, zwłaszcza że środki te służą jedynie podtrzymaniu amerykańskiej machiny wojennej, która obecnie działa w tak nieprzewidywalny sposób.
A dokładniej: gdyby system petrodolara rzeczywiście się załamał, do czego uciekłyby narody świata? Co mogłoby potencjalnie służyć jako globalna waluta rezerwowa?
Okazuje się, że Chiny mają w tej kwestii sporo do powiedzenia! Z pewnością pamiętacie, że w szczytowym momencie globalnego kryzysu finansowego w 2009 roku Zhou Xiaochuan, prezes Banku Ludowego Chin, opublikował esej pod dosadnym tytułem „Reforma Międzynarodowego Systemu Walutowego”. W eseju tym argumentował, że świat nie może sobie dłużej pozwolić na uzależnienie od dolara amerykańskiego i kaprysów amerykańskiego systemu finansowego. Zamiast tego, systemem tym muszą sterować zaufani aniołowie z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW)!
„W porównaniu z oddzielnym zarządzaniem rezerwami przez poszczególne kraje, scentralizowane zarządzanie częścią globalnych rezerw przez zaufaną instytucję międzynarodową, oferującą rozsądne zyski i zachęcającą do uczestnictwa, będzie skuteczniejsze w ograniczaniu spekulacji i stabilizacji rynków finansowych. Kraje uczestniczące mogą również uwolnić część swoich rezerw na rozwój krajowy i wzrost gospodarczy. Dzięki powszechnemu członkostwu, wyjątkowemu mandatowi do utrzymywania stabilności monetarnej i finansowej oraz roli międzynarodowego „nadzorcy” polityki makroekonomicznej krajów członkowskich, MFW ma naturalną przewagę, dzięki swojemu doświadczeniu, w pełnieniu funkcji zarządcy rezerw swoich członków”.
Następnie opowiedział się za Specjalnymi Prawami Ciągnienia (SDR-ami) MFW jako alternatywną globalną walutą rezerwową: „SDR-y mają cechy i potencjał, aby funkcjonować jako ponadnarodowa waluta rezerwowa”.
Ale to był rok 2009, znany również jako epoka kamienia łupanego! Wiecie, czasy sprzed wszechobecnych smartfonów i cyfrowych dowodów tożsamości, a także rozkwitu narracji BRICS jako „zbawicieli wolności międzynarodowej”.
Oto nowy kandydat do roli międzynarodowej waluty rezerwowej: lśniąca, nowa waluta BRICS! Jak udokumentowałem w moim niedawnym raporcie „Wielobiegunowy porządek świata JEST nowym porządkiem świata”, „alternatywny” międzynarodowy system płatności i rozliczeń właśnie czeka w kolejce, by uruchomić ten (nowy) nowy międzynarodowy porządek monetarny. Nazywa się BRICS Pay i obiecuje pomóc odważnym „antyglobalistom” z BRICS osiągnąć wszystkie ich zatwierdzone przez BRICS i wspierane przez ONZ cele monetarne!
BRICS Pay to strategiczna infrastruktura służąca budowie zdecentralizowanego, zrównoważonego i inkluzywnego systemu finansowego w krajach BRICS+ i państwach sojuszniczych.Projekt, opracowany w ramach Rady Gospodarczej BRICS, jest zgodny z Celami Zrównoważonego Rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych (SDG), w tym:Włączeniem Finansowym(SDG 8, SDG 10), Innowacjami i Infrastrukturą (SDG 9) oraz Zerową Likwidacją Ubóstwa i Głodu (SDG 1, SDG 2). Nasza technologia stanowi podstawę alternatywnego, interoperacyjnego i zgodnego z przepisami ekosystemu płatności. [Podkreślenie dodane].
Tak?
Oczywiście wiele pozostaje nierozstrzygnięte, ale nie ma wątpliwości, że jesteśmy świadkami ostatnich lat systemu petrodolara, jaki znamy. Co go zastąpi – czy petrojuan, lśniący nowy CBDC oparty na BRICS, stablecoin oparty na dolarze amerykańskim, czy coś zupełnie innego – pozostaje nierozstrzygnięte. Czy jednak ktokolwiek może wątpić, że cokolwiek zaproponowane przez tych przychylnych bankom, psychopatycznych demagogów, będzie leżało w najlepszym interesie przeciętnego pracownika?
Czy ktokolwiek wierzy, że punkt zwrotny, który osiągniemy w 2026 roku, odwróci trendy zapoczątkowane w 1971 roku? A może jest bardziej prawdopodobne, że te trendy się nasilą?
Oczywiście, odpowiedź na te problemy jest taka sama jak zawsze. Musimy przestać polegać na bankierach i ich międzynarodowym systemie monetarnym. Jak wyjaśniałem w licznych raportach na przestrzeni lat, mamy wiele, wiele opcji, aby zbudować prawdziwie agorystyczny, alternatywny system gospodarczy – taki, który nie opiera się na pieniądzu fiducjarnym emitowanym przez państwo, ale na walutach alternatywnych, walutach komplementarnych, systemach opartych na LETS i innych bankach czasu, kredytach emitowanych przez samych inwestorów, metalach szlachetnych, handlu i wymianie barterowej we wspólnotach interesów oraz wszystkich innych walutach przetrwania, które pomogą nam przeprowadzać transakcje poza zasięgiem naszych coraz bardziej autorytarnych rządów.
Tymczasem wydaje się, że rok 1971 nas dogania i jesteśmy u progu „1971, część 2”. Różnica polega na tym, że tym razem wiemy, co nas czeka. Pytanie brzmi: czy jesteśmy przygotowani?
🔥Tucker Carlson występuje w BBC UK i oskarża Donalda Trumpa, Keira Starmera, Randy’ego Fine’a i Teda Cruza o to, że działają na rzecz Izraela i umożliwiają syjonistycznemu bytowi masowe mordowanie dzieci w Gazie, Iranie i na Bliskim Wschodzie. pic.twitter.com/gYYULlE3XL
Zdecydowali się na pokojowe rozmowy. Nie są one bezpośrednie, ponieważ USA ma taki niemiły zwyczaj, że do tej pory po prostu mordowali irańskich mediatorów. Wiceprezydentowi ze Stanów nic nie grozi. Iran jest cywilizowanym krajem. To Stany Zjednoczone zerwały z długą tradycją trwającą od tysięcy lat, według której wysłannicy, także wroga, są nietykalni. Mediatorzy obu pertraktujących krajów nie siedzą twarzą w twarz przy jednym stole.
Dzieci ze szkoły podstawowej w Minab, które poniosły śmierć męczeńską, w towarzystwie Mohammada Baghera Ghalibafa – przewodniczącego irańskiego parlamentu – podczas lotu do Islamabadu.
Iran nie ma żadnych kart – twierdzi egocentryczny prezydent USA. A ja mogę pokazać kilka kart, które działają na korzyść Iranu.
Pełna kontrola nad przepływem statków przez Cieśninę Ormuz;
Trzymanie na dystans od Zatoki Perskiej trzech lotniskowców USA;
Nieistniejąca ponoć obrona przeciwpowietrzna Iranu jest w stanie zestrzelić nowoczesne, „niewidzialne” dla radaru myśliwce USA i Izraela;
Największą kartą Iranu jest czas. Nawet gdyby w najbliższym czasie odbywały się wybory (planowany termin to luty 2028 r.), władze Iranu nie muszą się martwić brakiem poparcia.
Mieszkańcy miejscowości w prowincji Malaga w Hiszpanii spalili kukłę izraelskiego premiera Netanjahu. Źródło: Telegram 11.04.2026 r. 07:14.
Jakimi kartami dysponuje prezydent Trump? Doprowadził do katastrofalnej sytuacji, gdzie ma wybór, aby przyznać się do porażki wojny z Iranem i stracić i tak już mocno zagrożoną popularność, lub kontynuować wojnę, która musi zakończyć się jeszcze większą porażką.
Nie żal mi go, ponieważ tym razem to on podjął najgłupszą decyzję swojego życia, kiedy wsparł agresję Izraela wobec Iranu. Wyznawcy teorii wielowymiarowych szachów, w które gra Trump pomijają jeden decydujący element jego polityki: nie słucha, wręcz oskarża mądrych doradców, jeśli ich rady nie pasują do chorej i nierealnej koncepcji zwycięskiej wojny z Iranem.
Jak wyjść z twarzą z takiej sytuacji opisuje poniższa wschodniofryzyjska opowieść:
Fryzowie wschodni piszą do Chińczyków: „Niniejszym wypowiadamy wam wojnę. Mamy 5000 żołnierzy i 500 czołgów”. Niedługo potem Chińczycy odpowiedzieli: „Drodzy mieszkańcy Fryzji Wschodniej, akceptujemy wojnę. Mamy pięć milionów żołnierzy i 500 000 czołgów”. Po krótkich konsultacjach Fryzowie Wschodni odpisali: „Drodzy Chińczycy, niestety musimy odwołać wojnę, ponieważ nie mamy wystarczającej liczby łóżek dla wszystkich więźniów”.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
[Por: „This is the way the world ends / Not with a bang but a whimper”. T.S. Eliot’s 1925 poem, The Hollow Men. md]
W ten sposób kończy się wiek amerykańskiej dominacji.
Niezależnie od tego, jak formalnie skończy się konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, jego symbolika jest już nie do pomylenia. Starożytna cywilizacja, jedno z najstarszych ciągłych państw w historii ludzkości, stała się ostatnią przeszkodą dla projektu amerykańskiej globalnej dominacji. Już samo to mówi nam coś o kierunku, w którym porusza się świat.
Dla historyków głębsze znaczenie obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie leży w konfrontacji między dwoma mocarstwami na przeciwległych końcach historycznego spektrum. Iran jest prawdopodobnie najstarszym scentralizowanym państwem na świecie, a jego korzenie sięgają około 530 roku p.n.e. Od tego czasu nigdy nie przestał istnieć jako zjednoczona jednostka polityczna. Ta ciągłość jest niezwykła. Nawet Rosja, główne mocarstwa Europy Zachodniej, Indie i Chiny doświadczyły fragmentacji w różnych momentach swojej historii.
————————-
mail: Najstarszą cywilizacją jest chińska. Najstarsze dokumenty pisemne i wykopaliska archeologiczne opisują dynastę Shang już ok. 1300 roku przed Chrystusem, a więc 700 lat przed historią Persji. Wcześniejsza w Chinach była dynastia Xia, uważana nieraz za legendarną.
————————–
Natomiast Stany Zjednoczone należą do najmłodszych dużych narodów [nawet nie „naród”, a melting pot. md] – mają zaledwie 250 lat. Ich historia jest dziesięć razy krótsza niż historia Persji. W tym sensie obecny konflikt przeciwstawia starożytność nowoczesności, cywilizację wykutą przez tysiąclecia przeciwko państwu, które szybko wzrosło w wyjątkowo korzystnym momencie historycznym.
Jednak długoterminowe znaczenie tej konfrontacji leży gdzie indziej. Nie chodzi o to, czy Iran może pokonać Stany Zjednoczone w konwencjonalnym sensie. Chodzi o to, czy obecny porządek międzynarodowy, ukształtowany przez amerykańską dominację, może nadal funkcjonować tak, jak działa.
Czy USA i Iran mogą zamienić zawieszenie broni w porozumienie?
Współczesny Iran reprezentuje coś więcej niż państwo. To żywe ucieleśnienie ciągłości cywilizacyjnej. Przez ponad 2500 lat przetrwał najazdy i przewroty dynastyczne, ale zachował charakterystyczną kulturę polityczną i silne poczucie jedności. Wielu jego historycznych przeciwników całkowicie zniknęło. Iran pozostaje, co nie czyni go niezwyciężonym, ale oznacza, że należy go traktować poważnie, nie tylko jako przeciwnika wojskowego, ale także jako aktora politycznego i historycznego. Irańskie podejmowanie decyzji odzwierciedla głębię strategicznego myślenia, z którą niewiele współczesnych państw może się równać. Ta cecha sprawia, że Iran jest tak trudnym wyzwaniem, zarówno dla sojuszników, jak i przeciwników.
Stany Zjednoczone od dawna starają się odcisnąć swoje piętno w historii jako siła transformująca. Jednak ich sukcesy były związane z wyjątkowymi okolicznościami, a nie z ich trwałością. Ich błyskawiczny wzrost w XX wieku był możliwy dzięki wyjątkowej konwergencji czynników.
Po pierwsze, miniony okres był świadkiem bezprecedensowego zderzenia pomysłów. Po raz pierwszy w historii globalna polityka była napędzana nie tylko przez państwa i ich interesy, ale przez konkurujące ze sobą ideologie – liberalizm, komunizm, socjalizm i nacjonalizm – z których każda twierdziła, że ma uniwersalne znaczenie.
Po drugie, Europa Zachodnia, od wieków dominująca w sprawach światowych, jest wyczerpana konfliktem wewnętrznym. Rosja i Chiny, choć potężne, zajmują się przede wszystkim zachowaniem swojej niezależności, a nie prognozowaniem globalnych wpływów. Pozostawiło to próżnię, która Stanom Zjednoczonym dała wyjątkową pozycję do wypełnienia.
Wreszcie upadek imperiów europejskich stworzył ogromną liczbę nowych państw, z których wiele jest niestabilnych. Stany Zjednoczone nie były w stanie bezpośrednio podporządkować sobie głównych mocarstw, ale mogły wywierać wpływ na mniejsze, słabsze kraje. Pozwoliło to na zbudowanie globalnego systemu wpływów, który w normalnych warunkach historycznych byłby trudny do utrzymania.
Iran zwyciężył, a Bliski Wschód się zmienił
Rezultatem jest paradoks: forma hegemonii osiągnięta nie poprzez trwałą głębię cywilizacyjną, ale poprzez sprzyjające wyczucie czasu i okoliczności. Przez pewien czas doprowadziło to wielu do przekonania, że Stany Zjednoczone są wyjątkowo zdolne do przekształcenia świata. Ta iluzja teraz zanika.
Stany Zjednoczone stoją w obliczu głębokiego kryzysu wewnętrznego, intelektualnego i politycznego. Ich system polityczny stał się coraz bardziej spolaryzowany, ich myślenie strategiczne węższe, a zdolność do formułowania spójnych długoterminowych polityk bardziej ograniczona. Te słabości są widoczne w decyzjach i sprzecznościach ostatnich administracji.
Nawet Europa Zachodnia, niegdyś mocno znajdująca się w amerykańskiej orbicie, wykazuje oznaki oporu. Założenie, że stosunki transatlantyckie pozostaną niekwestionowane w nieskończoność, okazuje się niewłaściwe.
W tym kontekście konflikt z Iranem nabiera szerszego znaczenia. To nie jest tylko kolejna wojna regionalna. Jest to część większego procesu, w którym Stany Zjednoczone są zmuszane do przystosowania się do rzeczywistości, o której inne państwa zawsze wiedziały: żadna pojedyncza władza nie może sprawować bezspornej kontroli nad sprawami globalnymi.
Rola Iranu w tym procesie jest pod wieloma względami symboliczna. To nie jest państwo idealne. Brakuje mu zasobów gospodarczych Chin, zdolności mobilizacyjnych Rosji czy intelektualnych tradycji Europy Zachodniej. Nawet zwycięstwo nad Stanami Zjednoczonymi nie przekształciłoby ich w globalnego hegemona.
A jednak rola Iranu może okazać się decydującą w zakończeniu epoki dominacji dotychczasowego hegemona.
Dlaczego Iran stał się „wieczną wojną” Trumpa?
Próba zbudowania systemu globalnej dominacji kierowanej przez Amerykanów – co można by nazwać „Frankensteinem” współczesnej geopolityki – napotyka swoje granice. Iran stał się punktem, w którym te granice są najwyraźniej ujawnione. Konsekwencje wykraczają daleko poza Bliski Wschód. Stawką jest nie tylko wynik konkretnego konfliktu, ale szersza struktura Stosunków Międzynarodowych. Kwestionowanie idei, że jedno państwo może narzucić swoją wolę uniwersalnie, kształtując globalny porządek na swój własny obraz, jest testowane i uznawane za pożądane.
Historia oferuje wiele przykładów potęg, które dążyły do takiej dominacji. Żadna nie odniosła sukcesu w dłuższej perspektywie. Nawet ci, którzy wydawali się temu najbliżsi, ostatecznie napotkali ograniczenia, strukturalne lub strategiczne, których nie mogli pokonać. Stany Zjednoczone nie są wyjątkiem.
Koniec tej iluzji będzie prawdziwym zakończeniem XX wieku, epoki zdefiniowanej przez ideologiczną konfrontację, bezprecedensową globalizację i chwilową przewagę jednej potęgi. To, co następuje, będzie bardziej znane: świat wielu ośrodków władzy, konkurujących interesów i zmieniających się sojuszy.
Wojna między Stanami Zjednoczonymi a Iranem jest jednym z momentów, w których następuje ta transformacja. Niezależnie od tego, jak ten konflikt się skończy, jeden wniosek jest już możliwy. Iran, pozostając na swoim miejscu, wniósł znaczący wkład w ewolucję systemu międzynarodowego. Stał się w efekcie ostatecznym czynnikiem, który przyspiesza koniec struktury zbudowanej na przesadzie i iluzji. – Jonas E. Alexis
[Musze skomentować, dla mniej uważnych: Oba omawiane bloki należą do Nowy Porządek Świata (ang. New World Order), a więc do anty-cywilizacji. Mirosław Dakowski]
Niekończąca się wojna na Ukrainie spowodowała silną identyfikację polskich elit politycznych z interesami tego państwa. Im więcej ujawnia się negatywnych skutków tego zdogmatyzowanego stanowiska, tym bardziej narasta werbalizowanie wrogości i nienawiści wobec Rosji i jej prezydenta.
Służy to przede wszystkim uzasadnianiu dotychczasowej polityki upartego trzymania się racji ukraińskich, gdy w rzeczywistości ze względu na postawę USA i paru mniejszych państw kruszy się solidarność Zachodu w obronie jednolitego frontu wsparcia dla Kijowa. Publiczne osądzanie Władimira Putina jako zbrodniarza wojennego stało się rytuałem wystąpień najważniejszych polityków w państwie na czele z prezydentem Nawrockim. Ponieważ zbrodnie wojenne mają miejsce także na Bliskim Wschodzie, występuje jaskrawy dysonans między piętnowaniem rosyjskiego przywódcy a dobrotliwym podejściem do prezydenta USA i premiera Izraela, którzy przecież także zasługują na miano zbrodniarzy wojennych. Postawa taka razi jednostronnością i relatywizmem, nie mówiąc o hipokryzji.
Koncentrowanie gniewu wyłącznie na rosyjskim przywódcy świadczy z jednej strony o afektywnym i emocjonalnym nastawieniu polskich polityków, a z drugiej o braku jakiegokolwiek pomysłu na perspektywiczne i realistyczne zrównoważenie stosunków z sąsiadami. Polscy politycy ze swoją pryncypialnością w ocenach Rosji, zawziętością i nieustępliwością, tkwią w XIX-wiecznej filozofii insurekcjonizmu i dziedziczonym po komunizmie kompleksie zależności satelickiej. Tymczasem świat znajduje się już w całkiem innym miejscu!
Polskie myślenie polityczne o Rosji…
determinuje pamięć o dominacji radzieckiej i przymusowej „komunizacji” PRL. Niezależnie od orientacji ideowo-politycznej, wszystkie ekipy rządzące w III RP uczyniły z „polityki pamięci” główne narzędzie swoich działań i zaniechań wobec Rosji, narzucając w dyskursie publicznym język moralizatorski, przywołujący „odwieczne zagrożenie” w postaci „imperium” i „barbarzyńskiej tyranii”. Ze względu na presję polityczną zamilkły środowiska profesjonalnych rosjoznawców, fachowców od rosyjskiej historii, kultury, literatury, teatru, filmu. Otwarto pole dla harcowników i zagończyków, przydatnych w podsycaniu napięć i konfliktów, zadeklarowanych rusofobów i podżegaczy wojennych. Czy naprawdę dla uzasadnienia strategicznej reorientacji na Zachód, w stronę NATO i Unii Europejskiej, trzeba było się uwiarygadniać poprzez całkowite wyparcie pozytywnych ocen wcale niemałego dorobku w stosunkach między obu państwami i narodami?
Polska i Polacy wpisali się wzorowo w ogólne trendy wyobcowania Rosji ze wspólnoty europejskiej. Okres po „zimnej wojnie” sprzyjał bowiem wyizolowaniu wschodniego mocarstwa jako egzystencjalnego wroga. Na XX-wieczną historię Rosji spoglądano przez pryzmat dwu wielkich katastrof geopolitycznych, tj. rewolucji bolszewickiej 1917 roku i rozpadu ZSRR w 1991 roku. Wydarzenia te wpisano w cykl jej historycznych klęsk wewnętrznych, prowadzących do całkowitego zerwania z Zachodem. Towarzyszyło im budowanie „muru niewiedzy” i lekceważenia wokół Rosji, który wyzwolił nawet w państwach małych – jak wśród Bałtów – nienawistną chęć odegrania się za historyczne traumy i porażki.
Polskim politykom odpowiada interpretowanie historii Rosji przez pryzmat największych katastrof rosyjskich, gdyż dzięki zwycięskiej wojnie z bolszewikami oraz pozbyciu się radzieckiej kurateli Rzeczpospolita mogła odzyskać – przynajmniej w wyobraźni – samodzielność podmiotową. Podtrzymywanie wizerunku „Rosji barbarzyńskiej” sprzyja jednak tworzeniu pustej przestrzeni na mentalnej mapie wschodniego sąsiedztwa. Epatowanie społeczeństwa wrogą propagandą i poleganie jedynie na tendencyjnych przekazach ukraińskich powoduje, że Polacy z premedytacją nie znają dzisiejszej Rosji. Widać już tego opłakane skutki w sferze medialnej, w debatach politycznych i opracowaniach pseudonaukowych. Staliśmy się zakładnikami ignorancji i ogłupienia na własne życzenie. Rządzącym brakuje politycznej przenikliwości oraz dalekowzroczności. Doradztwo polityczne ma charakter tendencyjny i oderwany od realiów. Polscy politycy nie myślą w kategoriach własnych interesów i korzyści, a dominująca wśród nich logika szkodzenia Rosji całkowicie sparaliżowała niezależną inicjatywność dyplomatyczną.
Dekompozycja hegemonicznego porządku pokazuje jednak żywotną zdolność Rosji do udziału w nowych konstelacjach geopolitycznych, które mogą osłabiać zbiorowy Zachód. Może ona tworzyć rozmaite ogniska napięć oraz współdecydować o niestabilności regionalnej w różnych częściach świata. Ponieważ Ameryka, ten idealizowany lider Zachodu, kompromituje się ze względu na swoje nowe podboje o charakterze imperialistycznym, Rosja przychodzi w sukurs zagrożonym narodom, co czyni ją ważnym uczestnikiem gry rywalizacyjnej. Widać to choćby w finezyjnej pomocy dla zaatakowanego przez Izrael i USA Iranu, czy energetycznego wspierania Kuby.
W kontekście negocjacji dotyczących Ukrainy Rosjanie wykazują się godną uwagi stanowczością. Wywołuje to irytację zachodnich polityków, sympatyzujących z władzami w Kijowie. Rosja przekonała się, podobnie jak Iran w ostatnich miesiącach przed izraelsko-amerykańską agresją, że gotowość do kompromisu w jakiejkolwiek sprawie prowokuje ciągle nowe żądania, a za naiwność i ufność płaci się wysoką cenę. Podstawą równoprawnych rokowań jest zawsze minimum zaufania wzajemnego i gotowość do rozmawiania w dobrej wierze. Tymczasem USA ze swoimi zachodnimi partnerami dopuszczają iście makiaweliczne metody osiągania swoich celów, nie wyłączając podstępu, szantażu i oszustwa.
Szczególnie perfidne stają się celowane ataki na przywódców politycznych i dowódców wojskowych, które przeczą jakimkolwiek zwyczajom wojennym i konwencjom międzynarodowym. W kontekście tego, co stało się w Iranie, gdy śmierć ajatollaha Alego Chameneiego, członków jego rodziny oraz wysokich rangą osobistości armii i władzy wstrząsnęła opinią międzynarodową, wszystkie państwa, które są w konflikcie z Zachodem, także Rosja, muszą zdawać sobie sprawę z zagrożeń dla własnych przywódców. Przypadki Wenezueli i Iranu pokazują, że ochrona przywódców narodowych staje się zadaniem nie tylko służb specjalnych, ale także sił zbrojnych.
Ze względu na kryzys cywilizacyjny Zachodu Rosja dysponuje – zdaniem wielu obserwatorów – licznymi atutami, aby przyczynić się do odnowy kulturalnej Starego Świata. Otwarcie administracji Donalda Trumpa na dialog dyplomatyczny z Władimirem Putinem, mimo sprzeciwów ze strony europejskich sojuszników Ameryki, oznacza radykalną rewizję podstaw aksjologicznych i zmianę kryteriów przynależności do światowej „ekstraklasy”. O ile Stany Zjednoczone kolejny raz w historii mają inicjatywę w zmienianiu mapy geopolitycznej, o tyle Europa traci na znaczeniu, nie mając żadnych przewag cywilizacyjnych.
Atuty Rosji
Rosja, Chiny czy Indie, a także atakowany z furią Iran należą do odrębnych oryginalnych cywilizacji i nie podporządkują się monokulturze zachodniej. Czynniki historyczne, kulturowe, religijne czy ideologiczne odgrywają w nich ważne role spoiwa i konsolidacji wewnętrznej. Paradoksem jest to, że Europie spośród wymienionych „państw-cywilizacji” najbliżej jest właśnie do Rosji. Działając wbrew własnym interesom – co jaskrawo uwidoczniła osobna postawa Węgier i Słowacji – Europejczycy odmówili lukratywnych dostaw energii, cierpiąc z powodu antyrosyjskich sankcji nie mniej niż sama Rosja. Obecnie, gdy świat stanął na krawędzi kryzysu, który z winy Izraela i Stanów Zjednoczonych może objąć globalną gospodarkę, politycy zachodnioeuropejscy tracą grunt pod nogami. Odmawiając solidarnego wsparcia administracji Trumpa, narażają się na wiele ryzyk, wśród których konieczność rewizji stosunków z Rosją może okazać się najmniej kosztowną.
Europa znalazła się w pułapce polityki powstrzymywania Rosji, jaką narzucały jej przez lata Stany Zjednoczone. Polityka ta skończyła się niepowodzeniem. Putinowi udało się obronić niezależność, a Rosja nie uległa ani próbom „ucywilizowania” jej na modłę zachodnią, ani „wasalizacji” przez Stany Zjednoczone. Europejscy przywódcy utracili natomiast samosterowność, gdyż ślepo podporządkowywali się dyrektywom Waszyngtonu. Znikła ich zdolność budowania długoterminowej wizji jedności kontynentu europejskiego oraz realistyczne poczucie historii.
Rosji nie udało się pokonać, ani upokorzyć, mimo ogromnej pomocy udzielonej przez Zachód Ukrainie podczas toczącej się wojny. Kolejny raz okazało się, że gdy stawką są żywotne interesy mocarstwa, szanse na jego pokonanie są znikome. Amerykanie jako pierwsi zrozumieli to, że wejście Ukrainy do NATO, traktowanego przez Moskwę jako wrogi sojusz, oznaczałoby koniec Rosji jako suwerennego państwa. Jak przyznają amerykańscy realiści, ich reakcja byłaby identyczna jak reakcja Rosjan. Nie bez powodu tu i ówdzie przywołuje się lekcje z kryzysu kubańskiego 1962 roku, kiedy amerykański establishment jednoznacznie reagował na zagrożenia egzystencjalne ze strony wrogiego mocarstwa.
Nauczeni tymi doświadczeniami Amerykanie podczas drugiej kadencji Donalda Trumpa odrzucili błędną koncepcję globalnej dominacji, stawiając Europę przed faktem dokonanym. Było nim otwarcie na dialog z Putinem na temat zakończenia bezsensownej wojny na Ukrainie. Ze względu na inercję psychologiczną oraz interesy kompleksów zbrojeniowych Unia Europejska i jej przywódcy nie są jednak zainteresowani zakończeniem tej wojny. Choć apele prezydenta Ukrainy o kolejne transze pomocy stały się mniej nachalne, to jednak niekończące się konsultacje Wołodymyra Zełenskiego z Emmanuelem Macronem, Keirem Starmerem i Friedrichem Merzem podtrzymują iluzję, że stare potęgi jeszcze cokolwiek znaczą. Kompromituje się też Ursula von der Leyen, przekształcając Komisję Europejską w sztab wojenny wspomagający soldateskę w Kijowie.
Haniebna napaść na Iran
Tymczasem dynamika procesów międzynarodowych zaskakuje swoją przewrotnością w stosowaniu siły w innych miejscach globu o skutkach trudnych do przewidzenia. Haniebną napaść izraelsko-amerykańską na Iran i związane z tym działania odwetowe można potraktować jako punkt zwrotny w przekraczaniu wszelkich barier, które wcześniej służyły przynajmniej szukaniu pretekstów czy zachowaniu pozorów dla usprawiedliwienia interwencji militarnych zakrojonych na dużą skalę. Okazuje się, że ambicje i obsesje dwu uwikłanych w skandaliczne afery polityków, Netanjahu i Trumpa, wykorzystujących dziwaczne ideologiczne i pseudoreligijne uzasadnienia dla swoich misji, odsłoniły nie tyle patologie osobowości, ile drapieżne oblicze sił stojących za nimi, zmierzających do narzucania swojej regionalnej i globalnej supremacji.
Agresorzy zadają Iranowi potężne ciosy i wykorzystują wszelkie atuty przewagi militarnej, przy osobliwym milczeniu tzw. społeczności międzynarodowej wobec ewidentnego ludobójstwa i zbrodni wojennych. Nie mogą jednak zdusić determinacji dumnego narodu irańskiego do obrony swoich wartości i żywotnych interesów. A co najważniejsze, Iran nie jest w stanie wygrać militarnie z agresorami, ale ma siłę destrukcji – może skutecznie zdestabilizować globalne rynki energetyczne. To spowoduje eskalację napięć w wielu miejscach globu. W obliczu deficytu nośników energii wojna przywraca znaczenie Rosji jako ważnego ich dostawcy i producenta.
Agonia Ukrainy
W tym kontekście wiele wskazuje na to, że w obliczu katastrofy geopolitycznej na Bliskim Wschodzie rozwiązanie konfliktu ukraińskiego nastąpi na warunkach rosyjskich. Elity zachodnioeuropejskie muszą bowiem dokonać przewartościowania, czy bardziej zależy im na losach wyludnionej i zniszczonej Ukrainy, czy na przywróceniu stabilności kontynentalnej i bezpieczeństwa energetycznego. Rosjanie zdają sobie wszak sprawę z tego, że regres na tle losów Ukrainy utrzyma się przez najbliższe dekady. Sporadyczne łagodzenie sankcji i ograniczeń nie zmieni radykalnie wzajemnych nastawień Rosji i Zachodu. Jest to zjawisko związane z naturą zglobalizowanego kapitalizmu, którego immanentną cechą pozostaną permanentne kryzysy.
Póki co, zachodni sojusznicy Ukrainy dokładają wszelkich starań, aby przedłużyć jej agonię, zamiast stworzenia planu powrotu do normalności. Z wypowiedzi czołowych polityków polskich przebija przy tym infantylna bezradność i żenujący brak pomysłu na obronę własnych suwerennych interesów. Potrzebne jest wyjście poza skostniałe frazesy i maniakalne zaklęcia o niezłomności swoich stanowisk, gdyż dynamiczna rzeczywistość wymaga odwagi w dokonywaniu przewartościowań, roztropnego reagowania na zmiany i znalezienia korzystnego miejsca w nowych układach.
Niestety, nie zawsze to, co najbardziej racjonalne, nabiera realistycznych kształtów. Górę biorą pesymistyczne scenariusze rozwoju sytuacji, zainfekowane irracjonalizmem. Brakuje skutecznych narzędzi analitycznych, a prognozowanie praktycznie straciło sens w obliczu nieprzewidywalności i nieobliczalności polityków. Spełnia się wizja jednego z brytyjskich i południowoafrykańskich teoretyków stosunków międzynarodowych, Charlesa Manninga, że próby zrozumienia tego, co się dzieje, przypominają „stąpanie po śliskiej krawędzi górskiej, w ciemnościach, nad przepaścią”. To stan skrajnej niepewności, gdzie każdy krok wiąże się z ryzykiem błędu, a brak widoczności (informacji) potęguje lęk. Ludzkość znalazła się w takim momencie, kiedy wysiłek intelektualny staje się walką o przetrwanie, a odwaga polityków w nazywaniu rzeczy po imieniu jest na wagę złota.
Wieki przegrany – Europa
Upierając się przy swoim zaangażowaniu w konflikt ukraiński, najważniejsi gracze Unii Europejskiej będą zapewne dążyć do rozmieszczenia na Ukrainie broni dalekiego zasięgu, a nawet wysłania swoich kontyngentów wojskowych. Taka jest dotychczasowa logika tej wojny, aby w żadnym wypadku nie nagrodzić agresora i nie uznać jego zwycięstwa. To najgorszy z możliwych scenariusz, którego realizacja będzie w dużej mierze zależeć od tego, jak ukształtuje się sytuacja po zakończeniu awantury irańskiej. Jeśli bowiem administracji amerykańskiej udałoby się zawrócić z drogi eskalacji, to faktycznie jedynie ona może zatrzymać negatywny trend staczania się Europy w katastrofę totalnego zwarcia z Rosją.
Takie przypuszczenie wynika z obserwacji, że Stany Zjednoczone, manipulując i strasząc opuszczeniem NATO, przejmują przynajmniej na jakiś czas rolę „zewnętrznego” policjanta na scenie europejskiej, przywracając „żelazną kurtynę” między Rosją a resztą Europy, pozostawiając natomiast Ukrainę niczym „krwawiącą ranę” w okrutnym klinczu na długie lata. W ten sposób Trumpowi może nie tylko udać się kolejne „ogranie” Europejczyków, ale i zagwarantowanie ich trwałego uzależnienia wojskowego i energetycznego od Ameryki. Na barkach Unii Europejskiej spocznie obrona Ukrainy, zaopatrywanej w amerykańską broń za pieniądze Europejczyków. W rzeczywistości to USA będą kontrolować przebieg konfliktu, bo przecież w każdej chwili mogą wstrzymać dostawy broni i uzbrojenia.
W procesach poszukiwania nowych przestrzeni dla przywrócenia równowagi i stabilności systemowej stosunki amerykańsko-rosyjskie pozostaną ważną osią odniesienia. Obu mocarstwom będzie zależeć na tym, aby Chiny ustawić w bezpiecznym dystansie i zapobiec nowemu hegemonizmowi. Losy Tajwanu pozostaną zakładnikiem bezpośredniego ułożenia się między Państwem Środka a słabnącą Ameryką. USA nie opuszczą także dobrowolnie Bliskiego Wschodu, gdyż lobbing proizraelski jest zbyt silny, aby zmieniły się priorytety strategiczne USA wobec Izraela. Zagadką pozostaje Iran, który paradoksalnie może przyspieszyć swoją drogę do przekroczenia progu nuklearnego. W ten sposób ukształtuje się nowa konstelacja wielobiegunowa, gwarantująca powrót do przestrzegania podstawowych reguł gry. Za tym pójdzie przebudowa porządku instytucjonalnego z udziałem nowych potęg Globalnego Południa. W połowie stulecia, gdy nie będzie już Unii Europejskiej ani ONZ, a po potędze Stanów Zjednoczonych pozostaną wspomnienia, system międzynarodowy oprze się na nowej organizacji, która będzie reprezentacją różnorodności cywilizacyjnej, a nie prymitywnego i manichejskiego podziału na autokracje i demokracje.
Realizm polityczny wskazuje wyraźnie, że bez udziału największych potęg, tj. USA, Chin i Rosji nie uda się wyciągnąć systemu międzynarodowego z zapaści, ani ograniczyć eskalacji wojen, które wybuchły w dużej mierze ze względu na arogancję neoliberalnego Zachodu. Gdy Rosja i Chiny, wspierane przez siły Globalnego Południa, przeciwstawią się ekspansji skłóconego Zachodu, istnieje duża szansa i nadzieja na przywrócenie równowagi międzynarodowej i powrót do pokojowego współżycia.
Feliks Koneczny, „Prawa dziejowe”, t. XVI „Dzieł zebranych”.
W kwestii stosunku człowieka do Boga oparł się protestantyzm na zasadzie gromadności, mianowicie na gromadnej predestynacji, zaczerpniętej również ze Starego Testamentu. Zwłaszcza kalwin obcuje z Panem, jako członek uprzywilejowanego wyznania, całkiem na wzór żydowski. Z judaizmu przyswojono sobie spowiedź publiczną, która nie dotyka wcale jednostki, gdyż spowiada się za nią gromada. Przejęto nawet „dzień przejednania” i nawet z tymi samymi modlitwami, jak w bożnicy.
Wiadoma jest przewaga Starego Testamentu nad Nowym we wszystkich sektach protestanckich bez wyjątku. Oddano Biblię każdemu do swobodnego czytania, lecz czytuje się przeważnie sam Stary Zakon. Pisma i kazania protestanckie oparte są na nim tak dalece, iż wydaje się, jakby umyślnie unikano Nowego. Stary Testament, a wcale nie Nowy, stał się popularną lekturą i dostarczał tematów do rozmyślań”.
F. Koneczny, „Prawa dziejowe”, t. XVI „Dzieł zebranych”.
I TO WŁAŚNIE WIDAĆ OBECNIE W KOŚCIELE TZW. POSOBOROWYM.
W ciągu roku liturgicznego do rzadkości należą lekcje z Nowego Testamentu.
Kiedy w lutym 2022 zaczynała się Specjalna Operacja Wojskowa wszyscy – od zwykłych ludzi po amerykańskich generałów – byli pewni, że Rosja pokona Ukrainę w parę tygodni. Tak myśleli nawet szykujący Ukraińców do tej wojny amerykańscy generałowie, którzy dawali im maksymalnie parę miesięcy. Tak myśleli oczywiście także i rosyjscy dowódcy planujący defiladę w Kijowie. Ale Ukraina broni się już czwarty rok, oczywiście dzięki wsparciu na każdym poziomie przez NATO, niestety z dużym udziałem Polski.
Okazało się więc, że Rosja jest dużo słabszaniż się wydawało zarówno nam – jak i samej Rosji. Jest na tyle silna, że NATO nie udało się jej pokonać i powoli, z trudem, przechyla szalę zwycięstwa na swoją stronę – ale z pewnością dużo słabsza niż ZSRR, nawet w ostatniej dekadzie jego istnienia.
Kiedy miesiąc temu USA rozpoczęło swoją Specjalną Operację Wojskową (bo do tej pory oficjalnie nie jest to wojna!) przeciwko Iranowi wszyscy – na czele z amerykańskim prezydentem – pewni byli, że po zabiciu przywódców kraju w nagłym ataku powietrznym oraz zbombardowaniu Teheranu Persowie po prostu powstaną i zmiotą znienawidzone przez Izrael władze co pozwoli obsadzić zwolnione stanowiska posłusznymi marionetkami pokroju niejakiego Pahlaviego.
Nic takiego nie nastąpiło, a przekonanie, że zmasowane naloty skłonią Iran do kapitulacji okazało się również nieprawdziwe. Napadnięty Iran zaczął się srogo odgryzać co było zupełnie niespodziewane i nie fair – jak to określił Donald Trump. Minął miesiąc, cieśnina Hormuz nadal zamknięta – chyba, że ktoś zapłaci Iranowi „myto” – a rakiety na Izrael i amerykańskich sojuszników z Zatoki Perskiej spadają praktycznie co noc. Nic nie wskazuje by USA miało tą wojnę wygrać.
USA okazało się więc słabsze niż sie wydawało zarówno nam – jak i amerykańskiemu kierownictwu. Nie tak słabe by Iran mógł je pokonać, ale na tyle słabe, że nie jest w stanie pokonać Iranu. Dużo słabsze niż podczas wojny z Irakiem w 1991 czy 2003 roku.
Zatem dwa mocarstwa – Rosja i USA – które nadawały ton naszemu myśleniu o świecie przez większość 20 wieku okazują się dużo słabsze niż się wszystkim wydawało. To bardzo, bardzo ważny moment, który powinien dać do myślenia władzom polskiego państwa gdyby takowe realnie by istniało.
Strach przed Rosją połączony z podsycaną zazdrością niechęcią to stały element polskiej psyche. Z drugiej strony po upadku (czy raczej kapitulacji) ZSRR do 2022 roku funkcjonowaliśmy w świecie jednopolarnym, w którym jest jeden hegemon – USA.
Trwało to 32 lata. Przyzwyczailiśmy się do myśli o wielkich, wszechpotężnych Stanach Zjednoczonych Ameryki, do ich niepokonanej armii dysponującej niezrównaną techniką – i tak dalej – tym bardziej, że poza Talibami nikt nie powiedział „sprawdzam!”. To powodowało, że wielu nawet szczerych patriotów uważało, że Polska powinna być wasalem USA i że to nam coś gwarantuje. Przez pewien czas wydawało się to nawet być prawdą, bo hegemon nie wymagał od nas wiele poza likwidacją rodzimego przemysłu i dostarczaniem taniej siły roboczej.
Teraz jednak układ zmienia się i to zmienia się w sposób widoczny. Zarówno los Ukrainy – ponad milion zabitych, miliony uciekły z kraju, zdemolowana infrastruktura – jak i amerykańskich wasali z Zatoki Perskiej pokazuje, że bycie „sojusznikiem” USA wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa. Przeciwnie, może okazać sie bardzo ryzykowne i fatalne w skutkach.
W szerszym planie warto zauważyć, że USA – a ściślej żydowska szajka banksterów używająca USA jako golema – usiłuje utrzymać pozycję hegemona metodą siłową. Ewidentnie ktoś tam doszedł do wniosku, że „teraz albo nigdy” – czyli, że teraz mają jeszcze dość siły militarnej by próbować zbrojnie wywalczyć przedłużenie „pax americana”.
Jaki jest dalszy plan ciężko powiedzieć, zwłaszcza, że poza kalkulacjami geopolitycznymi czy ekonomicznymi mamy też do czynienia np. z fanatykami „chrześcijańskiego syjonizmu”, którzy uważają iż wspieranie Izraela jest misją o charakterze nadprzyrodzonym, mającą doprowadzić do apokalipsy w sensie biblijnym a więc w ostatecznym rozrachunku powtórnego przyjścia Chrystusa.
Wiele osób łamie sobie nad tym głowę. Polecam zapoznać się tu z analizami m.in. Aleksandra Dugina, który uważa, że planowana kolejność to Iran, Turcja a następnie Chiny.
Jedno jest jednak pewne – nawet jeżeli USA się nie uda i świat wielobiegunowy stanie się faktem, to USA nadal może zamknąć się w swojej części świata pozostając wielkim, bogatym mocarstwem. Hesgeth – amerykański minister wojny (Secretary of War) ostatnio w przemówieniu nazwał to „Greater North America”, która obejmuje przestrzeń od Wenezueli po Grenlandię i Kanadę. To zarysowanie nienegocjowalnej strefy wpływów, które USA „rezerwuje sobie” na wypadek gdyby nie dało rady pokonać Chin, Rosji i innych w toczącej się już III Wojnie Światowej.
Świat wielobiegunowy bowiem to kilka większych mocarstw wraz ze strefą wpływów złożoną z lokalnych wasali.
I tu wracamy do sytuacji Polski. USA bowiem jeśli osłabną i wycofają się do swojej strefy „Greater North America” to przestaną się nami interesować i zajmować. I wydaje się to całkiem prawdopodobne – jednopolarność to w historii wyjątek, nie reguła. Regułą jest za to słabnięcie i upadanie imperiów. Tak więc obecność dalekiego mocarstwa morskiego w Polsce to incydent, nie coś co będzie trwać kolejne dziesięciolecia.
Rosja natomiast jest pod bokiem i wyjąwszy jakiś kataklizm w tej czy innej formie będzie nadal tu gdzie była przez ostatnie setki lat. Wypadałoby więc zacząć się zastanawiać jak mamy sobie z tą Rosją ułożyć stosunki w sytuacji, kiedy amerykański ambasador nie będzie już dostarczać poleceń naszym lokalnym marionetkom. Najbardziej fatalnym wyjściem byłoby gdyby po prostu „przekazał pałeczkę” ambasadorowi rosyjskiemu przy zachowaniu kompradorskiej, służalczej kasty lokalnych nadzorców. Dużo lepiej by było gdyby ktoś myślący podmiotowo zastanowił się się jak ułożyć sobie relację z Rosją będąc ich wasalem tak, by zachować pole manewru i szanse na przyszłość. Jakieś pole do rozgrywki dają tu np. relacje z Chinami. To zdają się już robić Węgrzy i Słowacy – i oczywiście Białoruś.
Problem w tym, że nie ma w Polsce komu o tym myśleć, kto by miał szansę mieć jakiś wpływ na wydarzenia. A ci co by mogli cierpią na tą przywarę, którą diagnozował już ponad sto lat temu Roman Dmowski: bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę. W efekcie nikt z Warszawy nie rozmawia poważnie ani z Pekinem ani z Moskwą ani nawet z Mińskiem.
Dodam, że sytuacja jest bardziej wielowymiarowa – mamy też schyłek kapitalizmu, rewolucję AI czy problem żydowski, który staje się palący – Żydzi bowiem trzymają za pysk większość świata zarówno poprzez system bankowy jak i zupełnie bezpośrednio. W tym wpisie zająłem się tylko tym geopolitycznym aspektem – ważnym, ale nie jedynym. W istocie uważam, że jeśli bycie wasalem Rosji dawałoby szansę na poluzowanie żydowskiego uścisku to byłoby tego warte.