Kiedy w lutym 2022 zaczynała się Specjalna Operacja Wojskowa wszyscy – od zwykłych ludzi po amerykańskich generałów – byli pewni, że Rosja pokona Ukrainę w parę tygodni. Tak myśleli nawet szykujący Ukraińców do tej wojny amerykańscy generałowie, którzy dawali im maksymalnie parę miesięcy. Tak myśleli oczywiście także i rosyjscy dowódcy planujący defiladę w Kijowie. Ale Ukraina broni się już czwarty rok, oczywiście dzięki wsparciu na każdym poziomie przez NATO, niestety z dużym udziałem Polski.
Okazało się więc, że Rosja jest dużo słabszaniż się wydawało zarówno nam – jak i samej Rosji. Jest na tyle silna, że NATO nie udało się jej pokonać i powoli, z trudem, przechyla szalę zwycięstwa na swoją stronę – ale z pewnością dużo słabsza niż ZSRR, nawet w ostatniej dekadzie jego istnienia.
Kiedy miesiąc temu USA rozpoczęło swoją Specjalną Operację Wojskową (bo do tej pory oficjalnie nie jest to wojna!) przeciwko Iranowi wszyscy – na czele z amerykańskim prezydentem – pewni byli, że po zabiciu przywódców kraju w nagłym ataku powietrznym oraz zbombardowaniu Teheranu Persowie po prostu powstaną i zmiotą znienawidzone przez Izrael władze co pozwoli obsadzić zwolnione stanowiska posłusznymi marionetkami pokroju niejakiego Pahlaviego.
Nic takiego nie nastąpiło, a przekonanie, że zmasowane naloty skłonią Iran do kapitulacji okazało się również nieprawdziwe. Napadnięty Iran zaczął się srogo odgryzać co było zupełnie niespodziewane i nie fair – jak to określił Donald Trump. Minął miesiąc, cieśnina Hormuz nadal zamknięta – chyba, że ktoś zapłaci Iranowi „myto” – a rakiety na Izrael i amerykańskich sojuszników z Zatoki Perskiej spadają praktycznie co noc. Nic nie wskazuje by USA miało tą wojnę wygrać.
USA okazało się więc słabsze niż sie wydawało zarówno nam – jak i amerykańskiemu kierownictwu. Nie tak słabe by Iran mógł je pokonać, ale na tyle słabe, że nie jest w stanie pokonać Iranu. Dużo słabsze niż podczas wojny z Irakiem w 1991 czy 2003 roku.
Zatem dwa mocarstwa – Rosja i USA – które nadawały ton naszemu myśleniu o świecie przez większość 20 wieku okazują się dużo słabsze niż się wszystkim wydawało. To bardzo, bardzo ważny moment, który powinien dać do myślenia władzom polskiego państwa gdyby takowe realnie by istniało.
Strach przed Rosją połączony z podsycaną zazdrością niechęcią to stały element polskiej psyche. Z drugiej strony po upadku (czy raczej kapitulacji) ZSRR do 2022 roku funkcjonowaliśmy w świecie jednopolarnym, w którym jest jeden hegemon – USA.
Trwało to 32 lata. Przyzwyczailiśmy się do myśli o wielkich, wszechpotężnych Stanach Zjednoczonych Ameryki, do ich niepokonanej armii dysponującej niezrównaną techniką – i tak dalej – tym bardziej, że poza Talibami nikt nie powiedział „sprawdzam!”. To powodowało, że wielu nawet szczerych patriotów uważało, że Polska powinna być wasalem USA i że to nam coś gwarantuje. Przez pewien czas wydawało się to nawet być prawdą, bo hegemon nie wymagał od nas wiele poza likwidacją rodzimego przemysłu i dostarczaniem taniej siły roboczej.
Teraz jednak układ zmienia się i to zmienia się w sposób widoczny. Zarówno los Ukrainy – ponad milion zabitych, miliony uciekły z kraju, zdemolowana infrastruktura – jak i amerykańskich wasali z Zatoki Perskiej pokazuje, że bycie „sojusznikiem” USA wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa. Przeciwnie, może okazać sie bardzo ryzykowne i fatalne w skutkach.
W szerszym planie warto zauważyć, że USA – a ściślej żydowska szajka banksterów używająca USA jako golema – usiłuje utrzymać pozycję hegemona metodą siłową. Ewidentnie ktoś tam doszedł do wniosku, że „teraz albo nigdy” – czyli, że teraz mają jeszcze dość siły militarnej by próbować zbrojnie wywalczyć przedłużenie „pax americana”.
Jaki jest dalszy plan ciężko powiedzieć, zwłaszcza, że poza kalkulacjami geopolitycznymi czy ekonomicznymi mamy też do czynienia np. z fanatykami „chrześcijańskiego syjonizmu”, którzy uważają iż wspieranie Izraela jest misją o charakterze nadprzyrodzonym, mającą doprowadzić do apokalipsy w sensie biblijnym a więc w ostatecznym rozrachunku powtórnego przyjścia Chrystusa.
Wiele osób łamie sobie nad tym głowę. Polecam zapoznać się tu z analizami m.in. Aleksandra Dugina, który uważa, że planowana kolejność to Iran, Turcja a następnie Chiny.
Jedno jest jednak pewne – nawet jeżeli USA się nie uda i świat wielobiegunowy stanie się faktem, to USA nadal może zamknąć się w swojej części świata pozostając wielkim, bogatym mocarstwem. Hesgeth – amerykański minister wojny (Secretary of War) ostatnio w przemówieniu nazwał to „Greater North America”, która obejmuje przestrzeń od Wenezueli po Grenlandię i Kanadę. To zarysowanie nienegocjowalnej strefy wpływów, które USA „rezerwuje sobie” na wypadek gdyby nie dało rady pokonać Chin, Rosji i innych w toczącej się już III Wojnie Światowej.
Świat wielobiegunowy bowiem to kilka większych mocarstw wraz ze strefą wpływów złożoną z lokalnych wasali.
I tu wracamy do sytuacji Polski. USA bowiem jeśli osłabną i wycofają się do swojej strefy „Greater North America” to przestaną się nami interesować i zajmować. I wydaje się to całkiem prawdopodobne – jednopolarność to w historii wyjątek, nie reguła. Regułą jest za to słabnięcie i upadanie imperiów. Tak więc obecność dalekiego mocarstwa morskiego w Polsce to incydent, nie coś co będzie trwać kolejne dziesięciolecia.
Rosja natomiast jest pod bokiem i wyjąwszy jakiś kataklizm w tej czy innej formie będzie nadal tu gdzie była przez ostatnie setki lat. Wypadałoby więc zacząć się zastanawiać jak mamy sobie z tą Rosją ułożyć stosunki w sytuacji, kiedy amerykański ambasador nie będzie już dostarczać poleceń naszym lokalnym marionetkom. Najbardziej fatalnym wyjściem byłoby gdyby po prostu „przekazał pałeczkę” ambasadorowi rosyjskiemu przy zachowaniu kompradorskiej, służalczej kasty lokalnych nadzorców. Dużo lepiej by było gdyby ktoś myślący podmiotowo zastanowił się się jak ułożyć sobie relację z Rosją będąc ich wasalem tak, by zachować pole manewru i szanse na przyszłość. Jakieś pole do rozgrywki dają tu np. relacje z Chinami. To zdają się już robić Węgrzy i Słowacy – i oczywiście Białoruś.
Problem w tym, że nie ma w Polsce komu o tym myśleć, kto by miał szansę mieć jakiś wpływ na wydarzenia. A ci co by mogli cierpią na tą przywarę, którą diagnozował już ponad sto lat temu Roman Dmowski: bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę. W efekcie nikt z Warszawy nie rozmawia poważnie ani z Pekinem ani z Moskwą ani nawet z Mińskiem.
Dodam, że sytuacja jest bardziej wielowymiarowa – mamy też schyłek kapitalizmu, rewolucję AI czy problem żydowski, który staje się palący – Żydzi bowiem trzymają za pysk większość świata zarówno poprzez system bankowy jak i zupełnie bezpośrednio. W tym wpisie zająłem się tylko tym geopolitycznym aspektem – ważnym, ale nie jedynym. W istocie uważam, że jeśli bycie wasalem Rosji dawałoby szansę na poluzowanie żydowskiego uścisku to byłoby tego warte.
Od 1973 roku petrodolar stanowi podstawę amerykańskiej potęgi – niepisane porozumienie gwarantujące, że globalna energia będzie przedmiotem obrotu we wspólnej walucie. To porozumienie zmusza wszystkie państwa do utrzymywania rezerw dolarowych, skutecznie uzależniając los rolnika z Globalnego Południa od stabilności księgi rachunkowej w Waszyngtonie.
Wywoływanie głodu: przemoc w Zatoce Perskiej i logika kontroli
Amerykańsko-izraelski atak na Iran jest przedstawiany przez USA jako manewr obronny. W rzeczywistości jednak unaocznia to coś więcej: to operacja podtrzymująca [maintenance operation] dla globalnego systemu, który nie jest już w stanie samodzielnie funkcjonować i coraz bardziej polega na przemocy.
Cieśninę Ormuz można postrzegać jako zawór bezpieczeństwa dla światowej gospodarki. Każde zagrożenie jej zamknięciem zaburza przewidywalność, od której zależą globalne rynki w zakresie cen, inwestycji i przepływów handlowych.
Od 1973 roku petrodolar stanowi podstawę amerykańskiej potęgi – niepisane porozumienie gwarantujące, że globalna energia będzie przedmiotem obrotu we wspólnej walucie. To porozumienie zmusza wszystkie państwa do utrzymywania rezerw dolarowych, skutecznie uzależniając los rolnika z Globalnego Południa od stabilności księgi rachunkowej w Waszyngtonie.
Ale petrodolar to nie tylko finansowa abstrakcja. Jest on osadzony w samym globalnym systemie żywnościowym. Zielona Rewolucja w coraz większym stopniu zastępowała biologię gleby środkami pochodzącymi z paliw kopalnych, przekształcając rolnictwo w przedłużenie gospodarki energetycznej. A ponieważ rolnictwo przemysłowe jest strukturalnie powiązane z paliwami kopalnymi, każdy wstrząs w systemie energetycznym staje się wstrząsem w systemie żywnościowym, co skutkuje gwałtownym wzrostem cen żywności.
Kiedy USA bombardują irańską „stację paliw”, cena paliwa rośnie. Ponieważ współczesne rolnictwo na tym paliwie się opiera – poprzez maszyny napędzane olejem napędowym, nawozy na bazie gazu ziemnego i globalne łańcuchy transportowe – ten szok przekłada się bezpośrednio na koszty produkcji żywności. W ten sposób kontrola nad rynkami energii staje się pośrednią kontrolą nad tym, kogo stać na jedzenie, a tym samym nad samymi społeczeństwami.
Każdy kraj, który próbuje dokonywać transakcji poza dolarem, jest traktowany jako zagrożenie systemowe. Operacja Epic Fury (lub Epic Failure, biorąc pod uwagę reakcję Iranu) nie dotyczy demokracji ani powstrzymywania broni jądrowej. Chodzi o egzekwowanie hegemonii monetarnej i zapobieganie powstaniu autonomicznej alternatywy, w szczególności takiej, której centrum stanowiłyby Chiny i blok BRICS.
System ten opiera się na strukturalnej współzależności między dwoma głównymi architektami świata: Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Są oni przedstawiani jako przeciwnicy, a jednocześnie funkcjonują raczej jak konkurujący ze sobą wykonawcy, budujący tę samą cyfrowy folwark. Stany Zjednoczone egzekwują architekturę monetarną poprzez sankcje i siłę militarną. Chiny kontrolują zasoby pierwiastków ziem rzadkich i moce przetwórcze niezbędne dla dronów, czujników i inteligentnej infrastruktury, które definiują kolejną fazę technokratycznych rządów.
Razem systemy te rozszerzają tę samą logikę zależności — od paliwa i walut po dane, infrastrukturę i codzienne życie.
Żadna ze stron nie chce zniszczyć systemu. Walczą o to, kto będzie nim zarządzał.
W miarę rozwoju tej walki instytucje takie jak ONZ i Światowe Forum Ekonomiczne dostarczają terminologii zarządczej na potrzeby transformacji. Pod hasłem „zrównoważonego rozwoju” rolnictwo jest przekształcane w klasę aktywów korporacyjnych. Rolnicy są przekształcani w „jednostki pochłaniające dwutlenek węgla”, a nawet najmniejsza działka rolna jest indeksowana jako pochłaniacz dwutlenku węgla lub ryzyko systemowe.
Koncepcje ekologii i troski o środowisko naturalne są podważane, by skonsolidować ziemię, dane i zależności w rękach finansowo-cyfrowych elit. Świat, w którym ludzie mogą się sami wyżywić, to świat, którym nie da się łatwo rządzić.
To, czy serwer znajduje się w Waszyngtonie, czy w Pekinie, jest kwestią drugorzędną. Głębszym celem jest przekształcenie życia biologicznego i społecznego w dane oraz eliminacja zdecentralizowanej odporności.
Oficjalna narracja o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej to wygodna dywersja. Atak na Iran w 2026 roku lepiej rozumieć jako uderzenie w alternatywną architekturę, którą Chiny budują w całej Eurazji.
Iran od dawna służy Chinom jako tanie źródło energii – sposób na zasilanie ich machiny przemysłowej poza systemem SWIFT, denominowanym w dolarach. Atakując irański węzeł, USA przeprowadzają swego rodzaju geopolityczną operację obejścia [bypass] bezpieczeństwa energetycznego Chin.
Operacja Epic Failure [epicka porażka -AC] to wiadomość dla Pekinu wysłana za pośrednictwem Teheranu: każda próba zbudowania drogi poza zatwierdzonymi pasami ruchu obecnego porządku może zostać fizycznie udaremniona.
Jednak architekci pozostają uwięzieni we własnym projekcie. Stany Zjednoczone nie mogą doprowadzić do upadku Iranu bez destabilizacji rynków i recyklingu petrodolara z Zatoki Perskiej, które podtrzymują jego potęgę. Chiny nie mogą uwolnić się od porządku finansowego, od którego są zależne i do podważenia którego jednocześnie dążą. Obie strony walczą o zachowanie systemu, który już sam siebie niszczy.
Gdy nad rafineriami i tankowcami stojącymi w Cieśninie Ormuz unosi się dym, widoczna staje się prawda: imperium wciąż funkcjonuje przy użyciu siły.
I to sprowadza nas z powrotem do systemu żywnościowego. Prawdziwa agroekologia oparta na odbudowie biologii gleby i obiegu azotu to coś więcej niż praktyka rolnicza. To forma politycznej odmowy (zobacz rozdział 3, aby zapoznać się z dyskusją na temat agroekologii: czym jest i jakie są jej sukcesy).
Zdecentralizowany, samowystarczalny system żywnościowy zrywa więź między rolnikiem, dolarem i monotonną mantrą „inteligentnego” rolnictwa (choć tylko częściowo i nierównomiernie w świecie wciąż zależnym od globalnych łańcuchów dostaw). Jego siła jest biologiczna, lokalna i rozproszona – wszystko to, co obecna architektura ma na celu zdławić.
W świecie, który jest przekształcany w strumienie danych i zależności, prosta czynność uprawy żywności poza systemem staje się najbardziej wywrotowym aktem ze wszystkich.
Wojna w Iranie i Wielki Reset Wszystko to oczywiście doprowadzi do ogromnego wzrostu cen ropy naftowej i gazu, co sprawi, że niektórzy ludzie (szczególnie ci, którzy zainwestowali w akcje i wiedzieli o wojnie przed jej wybuchem) […]
*
Cieśnina Ormuz – bardzo dziwne przeciąganie liny W ciągu kilku godzin od pierwszych nalotów bombowych w ramach „Epic Fury” zachodnie źródła donosiły, że Iran zamknął cieśninę Ormuz. Następnie Iran stwierdził, że tego nie zrobił, ale groził, że […]
Niepogrzebane zwłoki: Jak amerykańskie imperium przetwarza faszyzm
Od europejskich nazistów po japońskich zbrodniarzy wojennych, od latynoamerykańskich szwadronów śmierci po salafickich dżihadystów – imiona aktorów i wrogów mogą się zmieniać, ale scenariusz pozostaje ten sam.
================================
To piszą jacyś umysłowi potomkowie komuch →ów, czy marksów. Ale fakty i opis są prawdziwe. md]
Żyjemy w globalnym konflikcie powiązanych kryzysów. Gaza, Iran, Wenezuela, Morze Południowochińskie i Ukraina, gdzie bataliony ozdobione neonazistowskimi insygniami walczą z zachodnią bronią. Tymczasem w salach europejskich potęg rodowód przywódców rozbrzmiewa echem faszystowskiej kolaboracji. Nie są to historyczne wypadki, lecz symptomatyczne drgawki Imperium w ciągłości, które wykorzystuje swoje najstarsze narzędzia, by zachować fundamentalnie niezmieniony rdzeń władzy. Za nagłówkami sojuszy wojskowych i ideologicznych bitew kryje się głębsza, bardziej niepokojąca prawda – wojna toczona nie przeciwko faszyzmowi, ale z nim .
Ta seria, „Anatomia Imperium” , prześledziła mroczną ścieżkę, która doprowadziła nas na skraj przepaści. To historia nie przypadku, lecz chłodnej kalkulacji; nie odosobnionych kompromisów, lecz systemowej logiki realizowanej z nieustępliwą determinacją. Widzieliśmy, jak motory akumulacji kapitału wymagają globalnej ekspansji i jak surowa siła militarna została zinstytucjonalizowana, aby ją zapewnić. Teraz przechodzimy do najbardziej cynicznej i trwałej adaptacji systemu: masowego wchłaniania pokonanego wroga przez infrastrukturę zaprojektowaną do walki z kolejnym wrogiem.
Fragmenty tej historii są znane, często przedstawiane jako odosobnione incydenty i usprawiedliwiane jako moralne kompromisy w imię realpolitik. Ale to nieprawda. Razem stanowią one zimną, jasną, wykalkulowaną strategię, realizowaną z dalekowzrocznością, mającą na celu całkowite włączenie infrastruktury faszyzmu w architekturę kolejnej wojny wyboru Imperium: zimnej wojny.
Nie chodziło tu jedynie o rekrutację kilku pożytecznych jednostek, ale o systematyczną integrację personelu, taktyk i ideologii w agencjach wywiadowczych, programach naukowych i dowództwach wojskowych. Tajna architektura, której logicznym celem nie jest pokój, lecz stan nieustannej, niewypowiedzianej wojny, prowadzonej za pomocą demokratycznych fasad i faszystowskich instrumentów.
Było to przejęcie korporacyjne, które przekształciło grupę rozproszonych regionalnie start-upów w globalną franczyzę.
Nieszczęśliwe niedopatrzenie?
Artykuł BBC.
W czerwcu 2025 roku, gdy brytyjski rząd ogłosił mianowanie Blaise Metreweli pierwszą kobietą na stanowisko szefowej Secret Intelligence Service (MI6), odkrycie w niemieckim archiwum wywołało poruszenie w świecie dyplomacji. Dziadek nowego szefa wywiadu, Konstantin Dobrowolski, był nie tylko żołnierzem, ale i oddanym kolaborantem nazistowskim na okupowanej przez Niemcy Ukrainie.
Dowody archiwalne, z których część była nadal poszukiwana przez władze sowieckie jeszcze w 1969 roku, określają go mianem „Rzeźnika” lub „Agenta 30”. W listach do nazistowskich przełożonych pisał „Heil Hitler”, chwalił się osobistym zaangażowaniem w „eksterminację Żydów” i był zamieszany w grabieże ofiar oraz wyśmiewanie przemocy seksualnej wobec więźniarek. Metreweli nigdy nie spotkała swojego dziadka, a brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, bagatelizując to powiązanie, stwierdziło, że jej przodkowie „mieli cechy konfliktu i podziałów, podobnie jak wielu ludzi pochodzenia wschodnioeuropejskiego”.
To coś więcej niż osobista rodzinna tajemnica; to głęboka ironia instytucjonalna. Nowo mianowana liderka jednej z najpotężniejszych agencji wywiadowczych Zachodu jest potomkinią człowieka, który służył ideologii, którą alianci przysięgali zniszczyć. Jej kariera stanowi szczyt zachodniej potęgi państwowej, jednak historia jej rodziny jest zakorzeniona w faszystowskich siłach, które władza zmobilizowała, by je pokonać. Ta sprzeczność nie jest anomalią, lecz schematem – takim, który rozpoczął się jeszcze przed opadnięciem popiołów II wojny światowej.
Przypadek rodziny Blaise Metreweli pokazuje, w jaki sposób dziedzictwo tych wyborów i cienie odtworzonych faszystów wplatają się w samą tkankę współczesnego państwa bezpieczeństwa.
Ten skandal z 2025 roku ma swoje korzenie w decyzjach podjętych bezpośrednio po wojnie, począwszy od takich postaci jak generał SS Karl Wolff. Oto historia o tym, jak i dlaczego podjęto te decyzje.
Kości zostały rzucone: pakt z diabłem
W zimny marcowy poranek 1945 roku, gdy Trzecia Rzesza chyliła się ku upadkowi, generał SS Karl Wolff, człowiek doskonale znający mechanizmy ludobójstwa, przemknął przez granicę szwajcarską. Jego celem była cicha willa nad jeziorem Lugano. Jako były komendant procesu deportacyjnego obozu zagłady w Treblince, Wolff odpowiadał za śmierć setek tysięcy osób. Był dokładnie takim architektem terroru, jakiego świat spodziewał się ujrzeć na ławie oskarżonych w Norymberdze, skazanego na powieszenie za zbrodnie przeciwko ludzkości.
Zamiast tego, targował się z Allenem Dullesem, czołowym amerykańskim szpiegiem w Europie. Umowa, którą zawarli, była skrajnie pragmatyczna: W zamian za zorganizowanie kapitulacji wszystkich sił niemieckich w północnych Włoszech, przeszłość Wolffa miała zostać po cichu zapomniana. Miał wyjść na wolność. Dulles, który wkrótce miał zostać pierwszym cywilnym dyrektorem Centralnej Agencji Wywiadowczej, stworzył przerażający precedens. Dla rosnącego w siłę amerykańskiego imperium egzystencjalnym wrogiem nie był już faszyzm – był nim socjalizm. A faszyści, wcale nie pogrzebani pod gruzami Berlina, mieli zostać wchłonięci przez nowy, globalny projekt Waszyngtonu.
Nie był to odosobniony akt realpolitik, lecz fundamentalny wzorzec. Stany Zjednoczone nie zniszczyły faszyzmu z popiołów II wojny światowej; one go selektywnie ocaliły. Te same siły, które świat zjednoczył, by militarnie go pokonać, zostały systematycznie włączone do rodzącej się architektury Zachodu z czasów zimnej wojny. Oto historia tego wielkiego projektu recyklingu – projektu, który ukazuje faszyzm nie jako obcego intruza w zachodnim porządku, ale jako jego mrocznego bliźniaka, opcję awaryjną, której kapitalizm nigdy nie bał się wykorzystać.
Od europejskich nazistów po japońskich zbrodniarzy wojennych; od południowoamerykańskich szwadronów śmierci po salafickich dżihadystów – imiona aktorów i wrogów mogą się zmieniać, ale scenariusz pozostaje ten sam.
Mapa z podręcznika szkolnego Niemiec Wschodnich przedstawiająca byłych urzędników nazistowskich służących w Niemczech Zachodnich po wojnie.
Faszyzm: Kapitalizm zdemaskowany
Aby zrozumieć, w jaki sposób amerykańskie imperium jest w stanie wchłonąć najbardziej wsteczne, reakcyjne elementy z taką moralną swobodą, kluczowe jest zrozumienie natury faszyzmu i jego związku z kapitalizmem.
Historia głównego nurtu często traktuje faszyzm jako aberrację – psychotyczny przełom w rozwoju liberalnej demokracji, zrodzony z narodowego upokorzenia i demagogicznej gorączki. Ta pocieszająca narracja jest głębokim nieporozumieniem. Faszyzm nie jest obcą intruzją w kapitalizmie. To sam kapitalizm, pozbawiony demokratycznej fasady, mobilizowany otwartą przemocą, gdy system czuje, że jego władza jest zagrożona egzystencjalnie.
W swej istocie kapitalizm jest systemem dominacji klasowej. W normalnych czasach liberalna demokracja służy jako jego najskuteczniejsza polityczna powłoka. Wybory, parlamenty i konstytucje dają iluzję suwerenności ludu, podczas gdy podstawowa rzeczywistość władzy gospodarczej – monopole korporacyjne, elity bankowe, sojusze imperialistyczne – pozostaje nienaruszona. Ale gdy kryzysy się pogłębiają – gdy ruchy robotnicze rosną w siłę, gdy narody kolonialne domagają się wyzwolenia, gdy grozi załamanie gospodarcze – klasa rządząca sięga po ostrzejsze narzędzia. Faszyzm staje się opcją awaryjną kapitalizmu: sposobem na obronę własności i imperium poprzez terror, nacjonalizm i wojnę.
W międzywojennej Europie włoski i niemiecki faszyzm nie narodził się z próżni. Był finansowany przez przemysłowców i właścicieli ziemskich, przerażonych rewolucją socjalistyczną. Czarne Koszule Mussoliniego i Brunatne Koszule Hitlera były rekrutowane jako oddziały szturmowe przeciwko związkom zawodowym, komunistom i strajkującym robotnikom. Elita korporacyjna kalkulowała, że lepiej zaryzykować dyktaturę niż stracić własność prywatną i imperialne rynki. Faszyzm jest w istocie bojowym skrzydłem kapitalizmu, niszczącym demokrację w celu utrzymania władzy kapitalistów.
Imperializm nadał tej dynamice globalny wymiar. Wojna ekspansjonistyczna nie miała charakteru wyłącznie ideologicznego; miała charakter ekonomiczny. Dążenie Hitlera do Lebensraum na Wschodzie polegało na zdobywaniu zasobów naturalnych i zniewalaniu siły roboczej dla niemieckiego przemysłu. Imperium japońskie w Chinach i Azji Południowo-Wschodniej, uzasadniane gadaniną o przeznaczeniu rasowym, służyło monopolom przemysłowym spragnionym ropy naftowej, kauczuku i metali. Niespotykana brutalność faszyzmu była niepohamowanym głodem kapitalizmu, ukrytym pod płaszczykiem języka narodu i rasy.
Po II wojnie światowej mocarstwa zachodnie twierdziły, że raz na zawsze pogrzebały tego potwora. Trybunały norymberskie i tokijskie przedstawiano jako moralny rozrachunek. Jednak w trakcie procesów toczył się równoległy proces. Siły faszystowskie były po cichu ekshumowane i ponownie włączane w porządek zimnej wojny. Naziści zostali wchłonięci przez amerykański wywiad; japońscy zbrodniarze wojenni zostali oszczędzeni, aby zbudować amerykański system sojuszy azjatyckich; reakcyjne milicje i sieci emigracyjne zostały ponownie wykorzystane jako broń przeciwko socjalizmowi w Europie i poza nią. Kiedy liberalna demokracja nie wystarczyła do zabezpieczenia imperium, faszyści ponownie zostali wezwani jako oddziały szturmowe.
Organizacja Gehlena: odrodzony szpieg Hitlera
Zaledwie kilka miesięcy po zakończeniu wojny, w amerykańskim obozie jenieckim w Bawarii, generał Reinhard Gehlen – szef wywiadu Hitlera na froncie wschodnim – wygłosił przemyślaną propozycję do amerykańskich porywaczy. Skrupulatnie zachował swoje akta dotyczące Sowietów. Miał siatki agentów wciąż aktywne w całej Europie Wschodniej. Potrzebował jedynie wsparcia USA, aby je reaktywować. Nowo powstała CIA, dostrzegając bezprecedensowy przypływ informacji wywiadowczych, przystała na jego prośbę.
W ten sposób narodziła się Organizacja Gehlena, stając się trzonem amerykańskiego szpiegostwa w Europie. Zatrudniona przez tysiące weteranów Wehrmachtu i SS, dostarczała Waszyngtonowi dane z czasów zimnej wojny, jednocześnie po cichu chroniąc swoich przed oskarżeniami. Nie był to jedynie sojusz z wyrachowania; było to całkowite przejęcie nazistowskiego aparatu wywiadowczego. W 1956 roku siatka Gehlena została formalnie zinstytucjonalizowana jako oficjalna służba wywiadowcza Niemiec Zachodnich, Bundesnachrichtendienst (BND). W zdumiewającej rzeczywistości system szpiegowski NATO był dosłownie nazistowskim przedsięwzięciem pod nowym kierownictwem.
Ta tajna współpraca zapewniła przykrywkę jeszcze mroczniejszym przedsięwzięciom. Pod parasolem projektu MKUltra, CIA przeprowadzała tajne eksperymenty z kontrolą umysłu i przesłuchaniami na terytorium Niemiec Zachodnich. Wysokie dawki LSD, elektrowstrząsy, deprywacja sensoryczna i tortury psychologiczne były podawane nieświadomym osobom w bezpiecznych domach i placówkach medycznych. W jednym z makabrycznych epizodów agencja sfinansowała eksperymenty na 311 duńskich sierotach w latach 60. XX wieku, poddając je działaniu LSD i elektrowstrząsów w celu zbadania schizofrenii. Aby wspomóc te działania, CIA aktywnie rekrutowała byłych nazistowskich naukowców, wykorzystując ich wiedzę specjalistyczną w zakresie eksperymentów na ludziach, zdobytą podczas wojennych okrucieństw. Etyczna otchłań obozów nie została zamknięta; została przekształcona, a większość dokumentacji została celowo zniszczona w latach 70. XX wieku, aby ukryć jej istnienie.
Operacja Spinacz: Naukowcy o Zagładzie
Równolegle do zamachu stanu w służbie wywiadowczej nastąpił zamach naukowy. Operacja „Paperclip” była tajnym programem, którego celem było sprowadzenie ponad 1600 niemieckich naukowców, inżynierów i techników – w tym wielu byłych członków NSDAP i oskarżonych zbrodniarzy wojennych – do pracy w Stanach Zjednoczonych. Uzasadniona koniecznością pozbawienia Sowietów tej wiedzy, stanowiła świadomy kompromis moralny na oszałamiającą skalę.
Rekruci nie byli postaciami drugoplanowymi. Wśród nich był Wernher von Braun, pionier rakietoznawca, który później stał się ukochaną amerykańską ikoną jako szef programu Apollo NASA. Jego rakiety V-2, zbudowane niewolniczą pracą więźniów obozów koncentracyjnych z Mittelbau-Dory, spadły na Londyn i Antwerpię. Sprowadzono również jego kierownika programu, Arthura Rudolpha, pomimo jego bezpośredniego udziału w brutalnym wykorzystywaniu tych niewolników. Podobnie Hubertus Strughold, tak zwany „ojciec medycyny kosmicznej”, brał udział w makabrycznych eksperymentach na więźniach obozów koncentracyjnych. Ich przeszłość została wybielona, a ich wiedza fachowa ceniona bardziej niż życie, które zniszczyli.
Logika była zimna i jasna: technologiczny imperatyw zimnej wojny górował nad moralnym imperatywem sprawiedliwości. Rakiety, które terroryzowały miasta aliantów, miały teraz wynieść Amerykę na Księżyc, a ich źródło w niewyobrażalnym ludzkim cierpieniu zostało wygodnie zapomniane.
Wernher von Braun przy swoim biurku w Marshall Space Flight Center.
Od nazisty do NATO
Recykling kontynuowano również na poziomie operacyjnym wojska. Byli oficerowie Wehrmachtu i SS byli systematycznie włączani do struktur wojskowych NATO i zachodnich służb wywiadowczych. Zachodni planiści argumentowali, że doświadczony niemiecki personel wojskowy jest niezbędny do zbudowania skutecznej siły przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Do 1955 roku około 300 byłych oficerów Wehrmachtu zostało włączonych na wysokie stanowiska w armii zachodnioniemieckiej (Bundeswehrze).
Do godnych uwagi przykładów należeli Adolf Heusinger (były generał porucznik Wehrmachtu, który został przewodniczącym NATO) i Hans Speidel (były szef sztabu Rommla, który został dowódcą NATO). Obaj byli zamieszani w nielegalne działania wojenne, ale zostali zrehabilitowani ze względu na swoje strategiczne doświadczenie i antykomunistyczne poglądy.
Operacja Gladio: tajne sieci NATO i strategia napięć
Operacja Gladio stanowiła jedną z najbardziej rozbudowanych powojennych kontynuacji działań personelu i metodologii z czasów faszyzmu, włączając byłych sympatyków i agentów faszystów do struktur wspieranych przez NATO. Chociaż „Gladio” odnosiło się konkretnie do włoskiej filii NATO, termin ten jest powszechnie stosowany do podobnych operacji w całej Europie Zachodniej.
Utworzona w 1956 r. jako tajna sieć mająca na celu zorganizowanie oporu w przypadku podboju Europy przez Układ Warszawski, organizacja ta stworzyła struktury paramilitarne, które zajmowały się operacjami psychologicznymi i atakami terrorystycznymi pod fałszywą flagą.
Dowody łączą te sieci z kilkoma incydentami terrorystycznymi, do których doszło we Włoszech w latach 70. i 80. XX wieku w okresie „Ołowia”, w tym z zamachem bombowym na Piazza Fontana (1969) i masakrą w Bolonii (1980). Celem tych okrucieństw było zdyskredytowanie lewicowych ruchów politycznych i utrzymanie antykomunistycznej dominacji politycznej w Europie Zachodniej. Sieci zostały ostatecznie rozwiązane w 1990 roku, po tym jak ich istnienie zostało ujawnione publicznie.
Duchy Bandery: Od operacji aerodynamicznej do Brygady Azow
Wraz z końcem II wojny światowej i nadejściem zimnej wojny, wczorajsi faszyści szybko stali się jutrzejszymi bojownikami o wolność. Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w historii operacji Aerodynamic, tajnego programu CIA uruchomionego pod koniec lat 40. XX wieku w celu rehabilitacji i uzbrojenia ukraińskich ultranacjonalistów – epizodu, który ma reperkusje sięgające czasów współczesnych.
Program był skierowany przeciwko pozostałościom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B) Stepana Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Jednostki te aktywnie współpracowały z nazistowskimi Niemcami, brały udział w pogromach Żydów i Polaków oraz przeprowadzały kampanie masowych czystek etnicznych. Jednak dla Waszyngtonu ich fanatyczne antyradzieckie poglądy przeważały nad faszystowskimi zbrodniami.
Aerodynamic przekazywał pieniądze, propagandę i broń do sieci Bandery, rekrutując byłych członków Waffen-SS Galicja i przemycając ich przez Żelazną Kurtynę, by stworzyć antysowiecki opór. Choć w dużej mierze nieskuteczny z powodu sowieckiego kontrwywiadu, program ten miał głęboki, długofalowy wpływ. Kierując środki do ukraińskich grup emigracyjnych na Zachodzie, pomógł utrzymać skrajnie prawicową ideologię, która w przeciwnym razie by zanikła. Przez dekady publikacje emigracyjne, finansowane i wspierane przez zachodni wywiad, gloryfikowały spuściznę Bandery jako nacjonalistycznego bohatera, a nie faszystowskiego kolaboranta.
Ta pielęgnowana mitologia powróciła na Ukrainę ze zdwojoną siłą po upadku Związku Radzieckiego. Wraz z rozpadem kraju w latach 90. XX wieku, te ultranacjonalistyczne ruchy, podtrzymywane pod patronatem Zachodu, znalazły żyzny grunt. Do zamachu stanu na Majdanie w 2014 roku skrystalizowały się w formacje paramilitarne, takie jak Batalion Azow. Ikonografia Azowa – symbole Wolfsangel, insygnia w stylu SS i otwarta cześć dla Bandery – nie jest przypadkiem historycznym. To żywa kontynuacja ideologii faszystowskiej.
Dziś Azow jest formalnie włączony do ukraińskiej armii i otrzymuje szkolenia NATO oraz zachodnią broń. Genealogia jest jasna: od emigrantów sponsorowanych przez CIA po faszystowskie pułki frontowe, ciągłość jest nieprzerwana.
Odtajnione akta CIA dotyczące operacji AERODYNAMIC
Rozczłonkowanie Jugosławii: cyniczne arcydzieło
Sieci takie jak te użyte przeciwko Związkowi Radzieckiemu posłużyły do demontażu innego wieloetnicznego państwa socjalistycznego: Jugosławii. Tolerowana przez Zachód jako cierń w boku Moskwy, Jugosławia straciła swoją użyteczność po upadku Związku Radzieckiego. Dla nowo zjednoczonych Niemiec i ich sojuszników z NATO republiki bałkańskie stanowiły doskonałą okazję do wyprzedaży aktywów, rynków zbytu i zasobów taniej, wykwalifikowanej siły roboczej.
Atak był wielotorowy. W latach 80. Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielił Belgradowi pożyczek, by później dokręcić śrubę, narzucając brutalny reżim oszczędności, prywatyzacji i demontażu samorządu pracowniczego. Rezultatem była rozpacz gospodarcza, hiperinflacja i celowe zerwanie umowy społecznej, która spajała republiki.
Do tej wybuchowej mieszanki zachodnie agencje wywiadowcze dolały oliwy do ognia. BND – ta sama organizacja Gehlena, która zrodziła się z SS – wykorzystała swoje sieci byłych kolaborantów nazistowskich z czasów zimnej wojny, w tym znaną z brutalności chorwacką partię ustaszy i serbskich czetników. Te faszystowskie siły, cenione za żarliwy antykomunizm i zamiłowanie do przemocy, były wykorzystywane do dostarczania broni, szkoleń i zasobów ultranacjonalistycznym frakcjom, pogłębiając podziały etniczne i zapewniając krwawy i decydujący konflikt. Zachodnie media albo wybielały tych aktorów, albo przymykały na to oko, prezentując uproszczoną narrację o dawnej nienawiści etnicznej, aby ukryć celową kampanię ekonomicznego i tajnego sabotażu politycznego.
Teatr Pacyfiku: Od potworów do sojuszników
Ten model resocjalizacji miał zasięg globalny. W Japonii w 1945 roku niewielu mężczyzn wydawało się bardziej nieodkupionych niż Nobusuke Kishi – dziadek Shinzo Abe. Jako kluczowy planista japońskiego imperium wojennego, nadzorował programy pracy przymusowej i wyzysku ekonomicznego w marionetkowym państwie Mandżukuo, zyskując przydomek „potwór ery Showa”. Aresztowany jako podejrzany o popełnienie zbrodni wojennych klasy A, miał stanąć przed szubienicą.
Nobusuke Kishi z prezydentem Richardem Nixonem w Gabinecie Owalnym.
Zamiast tego, wraz z zaostrzeniem się zimnej wojny po zwycięstwie Mao w Chinach, amerykańskie priorytety uległy zmianie. Japonia stała się teraz potrzebna jako przemysłowy bastion przeciwko komunizmowi. Kishi, zwolniony z więzienia w 1948 roku bez procesu, ponownie stał się centralną postacią japońskiej polityki konserwatywnej. Dzięki wsparciu CIA, które trafiło do nowo utworzonej Partii Liberalno-Demokratycznej, jego wojenne umiejętności technokratyczne stały się teraz sławne. W 1957 roku ten dawny „potwór” był już premierem, negocjującym traktat bezpieczeństwa między USA a Japonią i tłumiącym krajowe protesty lewicowe. Dla Waszyngtonu był doskonałym dowodem na to, że wczorajszy wróg może stać się dziś niezastąpionym sojusznikiem.
Ta moralna abdykacja osiągnęła apogeum w Jednostce 731. Ta japońska jednostka broni biologicznej w Mandżurii przeprowadziła śmiercionośne eksperymenty na setkach tysięcy chińskich i koreańskich jeńców, testując dżumę, wąglik i odmrożenia. Po wojnie generał Douglas MacArthur potajemnie wynegocjował układ: pełny immunitet przed oskarżeniem dla całego personelu Jednostki 731 w zamian za obszerne dane badawcze. Celem było zdobycie przez Japonię wiedzy o zaawansowanej broni biologicznej, zanim zrobią to Sowieci. Twórcy niektórych z najstraszniejszych zbrodni wojennych nigdy nie zostali postawieni przed sądem, a ich dane uznano za strategiczny atut w nowym konflikcie.
Jednostka 731 w Mandżurii.
Od faszystów do dżihadystów: szablon wciąż żywy
Cyniczny recykling sił reakcyjnych, dopracowany w popiołach II wojny światowej, nie zakończył się wraz z upadkiem Związku Radzieckiego. Ten schemat tworzenia i wzmacniania potworów nadal definiuje imperializm XXI wieku. Szablon ten po prostu znalazł nowych wrogów i nowe zasoby. W latach 80. XX wieku administracje Cartera i Reagana, patrząc na sowiecką inwazję na Afganistan przez pryzmat zimnej wojny, rozpoczęły operację Cyclone, zakrojony na szeroką skalę program CIA mający na celu uzbrojenie i finansowanie bojowników islamistycznych.
Mudżahedini byli gloryfikowani w zachodnich mediach jako „bojownicy o wolność”, a ich średniowieczna ideologia i brutalna taktyka były ignorowane w służbie szerszego celu geopolitycznego. Podobnie jak w przypadku nacjonalistów Bandery, ich żarliwy antykomunizm prał ich ekstremizm. Z tego właśnie, finansowanego przez CIA tygla, zahartowanego i globalnie powiązanego, wyłoniła się Al-Kaida Osamy bin Ladena.
Na Bałkanach przekonujące dowody wskazują, że zachodnie agencje wywiadowcze, dążąc do demontażu Jugosławii, wykorzystały nie tylko odrodzone siatki faszystowskie, ale także zaangażowały elementy dżihadystyczne – weteranów wojny w Afganistanie, którą sponsorowały Stany Zjednoczone – do walki z siłami serbskimi. To cyniczne połączenie starych i nowych sił reakcyjnych uwypukla brutalny pragmatyzm: każda broń, każdy sojusznik się nada.
Szablon ten rozpowszechnił się na całym świecie. W Ameryce Łacińskiej amerykańska doktryna wspierania antykomunistycznego terroru przejawiła się w szkoleniu i wspieraniu szwadronów śmierci w celu tłumienia ruchów lewicowych. Najbardziej niesławnym instruktorem był Klaus Barbie, „Rzeźnik z Lyonu”. Po tym, jak został chroniony i zatrudniony przez amerykański wywiad w Europie, poszukiwany szef Gestapo został ostatecznie deportowany do Ameryki Południowej. Tam udostępnił swoją wiedzę specjalistyczną w zakresie tortur i zwalczania rebelii brutalnym reżimom w Boliwii i innych krajach, a nawet rzekomo pomógł CIA w schwytaniu i pojmaniu Che Guevary w 1967 roku. Koło się zamknęło: nazista, uratowany przez Amerykę, został wykorzystany do zniszczenia ikony socjalistycznego ruchu.
Dekady później scenariusz pozostał niezmieniony. Inwazja na Irak w 2003 roku celowo doprowadziła do demontażu państwa świeckiego, tworząc próżnię władzy, która wzmocniła milicje wyznaniowe i ostatecznie doprowadziła do powstania Państwa Islamskiego. W Syrii i Libii interwencje USA i ich sojuszników ponownie skierowały broń do mozaiki ugrupowań rebelianckich, bezpośrednio wzmacniając elementy salaficko-dżihadystyczne w imię obalenia niepożądanych rządów.
Rezultat jest ten sam: regionalne zniszczenia, niewyobrażalne ludzkie cierpienie i wzmocnienie sił ekstremistycznych, które zagrażają globalnej stabilności. Nazwy i ideologie aktywów się zmieniają, ale imperialna logika pozostaje niezmienna: w obliczu wyzwania dla swojej dominacji kapitalizm zawsze będzie szukał najbardziej bezwzględnych oddziałów szturmowych, jakie są dostępne, bez względu na długofalowe koszty.
Wniosek: Aby naprawdę pokonać faszyzm, musimy pokonać kapitalizm
Historie o wolności Karla Wolffa, organizacji Reinharda Gehlena, karierze Wernhera von Brauna i wskrzeszonym dziedzictwie Stepana Bandery to nie tylko opowieści o moralnym kompromisie. Stanowią one plan imperium. Stany Zjednoczone nie zniszczyły faszyzmu w 1945 roku; uratowały go, integrując jego personel, metodologię i ideologiczny zapał z własną architekturą bezpieczeństwa. „Szlaki szczurów”, które pomogły nazistom uciec do Ameryki Południowej, armie pozostające w tyle w ramach operacji Gladio, które wykorzystywały faszystów do terroryzowania ruchów lewicowych w Europie, wsparcie dla Franco w Hiszpanii – wszystko to było częścią tej samej spójnej strategii.
Ta historia obala pocieszający mit, że faszyzm stoi w diametralnej opozycji do zachodniej demokracji. Prawda jest brutalniejsza i bardziej przerażająca: liberalna demokracja i faszyzm to dwie strony tej samej kapitalistycznej monety. Jedna twarz nosi maskę praw, wolności i norm proceduralnych; druga obnaża zęby w otwartej represji i przemocy na tle rasowym. Kiedy robotnicy i uciskani ludzie powstają, gdy wyzwania dla kapitału i imperium stają się zbyt potężne, system bez wahania zmienia maski.
Lekcja jest dobitna. Faszyzmu nie da się trwale pokonać, broniąc wyłącznie liberalnej demokracji, ponieważ to właśnie z kryzysów tego systemu czerpie on swoją siłę. Wyrasta z wewnętrznych sprzeczności kapitalizmu i nieustającej przemocy imperializmu. Aby przerwać jego nieustanny cykl recyklingu – aby w końcu pochować trupa, który Stany Zjednoczone i ich sojusznicy noszą w sobie od osiemdziesięciu lat – musimy stawić czoła systemowi, który go przywraca do życia, i go zdemontować: globalnemu panowaniu samego kapitału.
Wojna między USA a Izraelem przeciwko Iranowi zmienia porządek geopolityczny i może wywołać kryzys gospodarczy. Ekonomista Michael Hudson omawia szok na rynku ropy naftowej i wyzwanie, jakie Teheran stawia USA.
Wojna między USA i Izraelem a Iranem zmienia porządek geopolityczny i może nawet wywołać globalny kryzys gospodarczy. Konflikt spowodował największy w historii szok cenowy ropy naftowej, wstrząsnął światowymi rynkami i podniósł ceny paliw i żywności.
Aby lepiej zrozumieć globalne implikacje, Ben Norton, redaktor Geopolitical Economy Report, przeprowadził wywiad z ekonomistą Michaelem Hudsonem. Hudson omówił, w jaki sposób Iran podważa dominację dolara amerykańskiego i osłabia kontrolę Waszyngtonu nad światowym rynkiem ropy naftowej, będącym kluczowym filarem amerykańskiej polityki zagranicznej.
==========================================
BEN NORTON : Wojna, którą Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły przeciwko Iranowi, ma ogromny wpływ na światową gospodarkę.
Dotknięte są wszystkie kraje świata, ponieważ wojna pomiędzy USA i Izraelem spowodowała największy szok cenowy ropy naftowej w historii – większy niż szoki cenowe ropy naftowej z 1973 i 1979 roku.
Efekty są szczególnie widoczne w Azji, gdzie większość importowanej ropy naftowej pochodzi z Zatoki Perskiej.
Filipiny ogłosiły stan wyjątkowy i obecnie reglamentują energię, ponieważ z powodu wojny nie mają wystarczającej ilości ropy naftowej.
Ponadto 32 państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) jednomyślnie podjęły decyzję o uwolnieniu 400 milionów baryłek ropy naftowej ze swoich rezerw awaryjnych.
Jest to jednak tylko rozwiązanie wymuszone, bardzo doraźne. Nie jest to rozwiązanie długoterminowe.
W związku z tym globalna cena ropy spadła jedynie nieznacznie w reakcji na doniesienia o uwolnieniu rezerw. Od tego czasu stale rośnie, ponieważ dopóki trwa wojna między USA i Izraelem z Iranem, na rynku energii będą występować ogromne zakłócenia.
Biorąc pod uwagę, że ropa naftowa jest najważniejszym surowcem na Ziemi – wykorzystywanym w wielu innych produktach i służącym do transportu żywności i innych dóbr we wszystkich dziedzinach życia społecznego – światowi przywódcy ostrzegają obecnie, że może to wywołać globalną recesję .
Ta wojna podnosi ceny nie tylko benzyny, ale także żywności, ponieważ wiele nawozów i substancji chemicznych wykorzystywanych w nawozach pochodzi z regionu Zatoki Perskiej.
Prawdopodobnie doprowadzi to do wzrostu stóp procentowych, co z kolei przełoży się na wyższe oprocentowanie kredytów hipotecznych i innych pożyczek dla osób fizycznych. Najmocniej ucierpią osoby najuboższe.
Aby zrozumieć, jaki wpływ ta wojna będzie miała na światową gospodarkę, rozmawiamy dziś ze znanym ekonomistą Michaelem Hudsonem, autorem licznych książek, w tym „ Superimperialism : The Economic Strategy of American Empire” .
Dzieje się tak, ponieważ Iran bezpośrednio podważa globalną dominację dolara amerykańskiego, a w szczególności systemu petrodolara – fakt, że przez dekady większość ropy naftowej na rynku światowym była wyceniana i sprzedawana w dolarach. Iran teraz to kwestionuje.
W odpowiedzi na tę agresywną wojnę między USA i Izraelem, Teheran zamknął Cieśninę Ormuz, zdecydowanie najważniejsze wąskie gardło w transporcie ropy naftowej na świecie.
Przez tę wąską cieśninę przepływa codziennie około 20% ropy naftowej będącej przedmiotem handlu na świecie – lub co najmniej 20% ropy naftowej przepływało przez tę cieśninę zanim USA i Izrael rozpoczęły tę wojnę.
Iran żąda teraz, aby inne kraje, jeśli chcą przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, zgodziły się sprzedawać ropę nie za dolary amerykańskie, lecz za chińską walutę – juany.
Biorąc pod uwagę ogromne geopolityczne i ekonomiczne konsekwencje tej wojny, uznałem, że Michael Hudson będzie idealnym gościem.
Bez zbędnych ceregieli przedstawimy teraz najciekawsze fragmenty wypowiedzi Michaela, a następnie przejdziemy bezpośrednio do wywiadu.
MICHAEL HUDSON : Iran uznał to za punkt zwrotny: od teraz będziemy na zawsze kontrolować Cieśninę Ormuz w Zatoce Perskiej i handel ropą naftową.
Oznacza to, że zamiast planów Stanów Zjednoczonych, które miały wykorzystywać ropę naftową jako narzędzie nacisku na inne kraje, aby wymusić na nich podporządkowanie się amerykańskiej polityce zagranicznej, Iran przejął kontrolę nad tym narzędziem i może nakładać sankcje na USA i ich sojuszników, sankcje na Izrael, sankcje na Europejczyków lub innych sojuszników Stanów Zjednoczonych.
To odwróciło bieg wszelkich prób USA wykorzystania ropy naftowej jako narzędzia kontroli. Pytanie brzmi, czy Iranowi uda się osiągnąć to, na czym opiera się cała polityka zagraniczna USA: kontrolę nad międzynarodowymi dochodami z eksportu ropy naftowej.
…
Amerykańska filozofia jest taka: Po pierwsze, bombardowanie cywilów narusza wszelkie zakazy prawa międzynarodowego. Cywile są bombardowani, aby ich zdemoralizować.
A jeśli skupimy się na tym, co Trump zrobił kilka tygodni temu, wspólnie z Izraelem, to bombardujecie szkoły , bombardujecie szpitale . Taka jest amerykańska polityka zagraniczna.
Najbardziej widoczne jest to w przypadku polityki Izraela w Strefie Gazy, a teraz także na Zachodnim Brzegu. Jest to ta sama polityka, którą Stany Zjednoczone prowadzą wobec Iranu.
Chodziło o to, aby zdemoralizować społeczeństwo i sprawić, by Irańczycy pozbyli się ajatollahów, mówiąc: „Nie chcemy już być bombardowani; chcemy uratować dzieci; wynegocjujmy umowę i wyznaczmy przywódcę akceptowalnego dla Stanów Zjednoczonych, aby zaprzestali bombardowania nas”.
To była bzdura od samego początku, ale stanowiła przewodnią zasadę amerykańskiej polityki zagranicznej: bombardowanie kraju prowadzi do zmiany reżimu, a ostatecznie do jego upadku.
…
Konflikt w Iranie zadecyduje o przyszłości światowej gospodarki. Czy przywróci Ameryce kontrolę nad handlem ropą naftową i zapewni USA upragnioną kluczową pozycję w światowej gospodarce? A może będziemy niezależni od Stanów Zjednoczonych?
O to właśnie chodzi w tej wojnie.
BEN NORTON : Michaelu, to zawsze dla nas przyjemność; dziękuję ci bardzo, że jesteś dziś z nami.
Mówił Pan już o niektórych kwestiach, które są obecnie przedmiotem dyskusji na świecie w związku z wojną w Iranie – zwłaszcza o dominacji dolara i systemie petrodolara. Pisze Pan o nich od dziesięcioleci, od lat 70. XX wieku.
W rzeczywistości rząd USA od dziesięcioleci planuje potencjalną wojnę z Iranem. To nic nowego.
Donald Trump jest teraz pierwszym prezydentem na tyle szalonym, by spróbować. Ale pamiętam, że za rządów George’a W. Busha, po inwazji USA na Irak, dużo mówiło się o możliwej inwazji na Iran.
Więc, Michaelu, proszę, wyjaśnij swoje spojrzenie na tę wojnę. Jaki jest jej szerszy kontekst i jak wpłynie ona na świat?
MICHAEL HUDSON : Wspomniałeś, że odnosi się to do ostatnich kilku lat lub dekad; tak naprawdę sięga pół wieku.
Już w połowie lat 70., gdy pracowałem dla Hudson Institute na kontraktach z Departamentem Skarbu, Białym Domem i Departamentem Obrony, brałem udział w spotkaniach, na których wielokrotnie omawiano, że Stany Zjednoczone będą musiały ostatecznie przejąć kontrolę nad całą ropą naftową na Bliskim Wschodzie, co oznaczało podbój Iranu.
Na przykład w połowie lat 70. Herman Khan oświadczył na konferencji wojskowej, że Beludżystan oferuje prawdopodobnie najlepszą okazję do podziału Iranu na terytoria zależne etnicznie. Położony między Pakistanem a Iranem, Beludżystan był prawdopodobnie idealnym miejscem do rozpoczęcia ruchu separatystycznego. Istniały plany wojskowe.
W połowie lat 70. pracowałem w sektorze naftowym i w obszarze bilansu płatniczego. Przez wiele lat zajmowałem to stanowisko w Chase Manhattan Bank. Byłem właściwie jedyną osobą – tak nisko w hierarchii, technik po dwudziestce – która miała dostęp do wszystkich szczegółów operacyjnych i statystyk głównych amerykańskich firm naftowych, aby móc obliczyć rolę ropy naftowej w bilansie płatniczym, a tym samym jej wpływ na dolara.
Stało się to tuż po tym, jak Stany Zjednoczone zostały zmuszone do porzucenia standardu złota w 1971 r. z powodu wojny w Wietnamie.
Stany Zjednoczone od początku zdawały sobie sprawę, że to, co widzimy dzisiaj, będzie ostateczną bitwą o – jak miały nadzieję – umocnienie amerykańskiej kontroli nad ropą naftową na Bliskim Wschodzie. Chciały zająć decydujące miejsce, ponieważ centralnym punktem, najsilniejszą dźwignią amerykańskiej polityki zagranicznej w ubiegłym stuleciu, była kontrola nad światowym handlem ropą naftową.
Ponieważ jest to niezwykle zyskowne dla samych amerykańskich firm naftowych – daje im to ogromną kontrolę nad polityką USA – a także potencjalną kontrolę nad gospodarką USA nad innymi krajami, poprzez możliwość odcięcia dostaw ropy naftowej do innych krajów, a tym samym zatrzymania produkcji energii elektrycznej, produkcji chemicznej i produkcji nawozów z wykorzystaniem gazu ziemnego.
Przemysł naftowy obejmuje również przemysł gazowy, ponieważ są one ze sobą ściśle powiązane. Wszystko to jest starannie rozważane. Co roku wojsko aktualizuje długoterminowe plany na wypadek, gdybyśmy faktycznie musieli użyć siły, aby wyegzekwować naszą kontrolę nad Bliskim Wschodem; jeśli z jakiegokolwiek powodu państwa naftowe OPEC uniezależnią się od Stanów Zjednoczonych i zechcą inwestować swoje zyski z ropy poza Stanami Zjednoczonymi, zamiast przekazywać je w całości Stanom Zjednoczonym, aby inwestować je w obligacje rządowe, obligacje korporacyjne, depozyty bankowe i akcje; jeśli choć jedno z nich zechce skorzystać ze swojej suwerenności i pójść własną drogą, będziemy musieli przejąć kontrolę; a w każdym razie będziemy musieli przejąć kontrolę nad Iranem, ponieważ jest to najpotężniejszy, ostateczny punkt oparcia dla amerykańskiej kontroli.
Wszystko to było całkowicie transparentne. To nie jest po prostu wojna Donalda Trumpa. To wojna, którą rozpoczął właśnie w tym czasie, ponieważ w wyniku wojny – najpierw na Ukrainie, a potem w dostawach do Izraela – Ameryka systematycznie traciła siłę gospodarczą i militarną, a także broń, pociski, samoloty i bomby.
Nigdy więc nie będzie bardziej sprzyjającego czasu na wojnę niż teraz. I oczywiście, to zły czas, ale nie aż tak zły, jak się stanie w niedalekiej przyszłości. A wojsko, neokonserwatyści, którzy za nim stoją, i CIA, która za nim stoi, nie odpuszczą.
Mówią: „Co mamy do stracenia? Jeśli teraz nie zabezpieczymy dostaw ropy z Bliskiego Wschodu, stracimy to, co stało się najważniejszą dźwignią amerykańskiej polityki zagranicznej”.
Donald Trump wierzył, że może podbić Iran w ciągu dwóch do czterech tygodni. I naprawdę w to wierzył.
Miał nadzieję, że do czasu planowanej podróży do Chin będzie mógł skonfrontować się z Chinami i powiedzieć: „Cóż, właśnie doprowadziliśmy do zmiany reżimu w Iranie. Zainstalowaliśmy irańską oligarchię kliencką, dyktatora klienckiego, który przejmuje władzę i stanie się, że tak powiem, irańską wersją Borysa Jelcyna, zarządzającą irańską ropą naftową w interesie Stanów Zjednoczonych”.
„Mamy więc teraz prawo nałożyć na was sankcje, Chiny. Moglibyśmy odciąć wam dostawy ropy. Ale wiecie, nie chcemy tego robić. Jeśli zaczniecie eksportować surowce, gal, wolfram i wszystkie inne rzeczy, których potrzebujemy dla naszej armii, na które nałożyliście kontrolę eksportu, to oddamy wam ropę”.
Trump miał nadzieję zaprezentować to zwycięstwo Chinom. Cóż, to marzenie najwyraźniej legło w gruzach. Wojsko źle obliczyło sytuację, bo nie było w stanie wymyślić alternatywy, która mogłaby zagrozić temu wielkiemu planowi.
Przypomnij sobie wszystkie amerykańskie ataki militarne z ostatnich 50 lat, od wojny w Wietnamie – wszystkie wojny USA, od Wietnamu po Irak, Afganistan, Syrię i Wenezuelę.
To zawsze Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, koalicja chętnych, walczyły przeciwko poszczególnym krajom. To pierwsza wojna, jaką Ameryka stoczyła od II wojny światowej, w której wrogie kraje są ze sobą sprzymierzone.
Nie chodzi już tylko o walkę z Iranem. Chodzi o walkę z Iranem, wspieraną przez Rosję i Chiny, bo wszyscy wiedzą, że to walka do samego końca o odpowiedź na pytanie: Czy Stany Zjednoczone będą w stanie odzyskać kontrolę nad światową gospodarką dzięki monopolom? Monopolowi naftowemu, pożądanemu monopolowi informatycznemu, monopolowi na chipy komputerowe, monopolowi technologicznemu, ale także ich zdolności do zaopatrywania innych krajów w żywność, eksportu i kontroli nad zbożem.
To ostatnia szansa. I to właśnie pewna desperacja początkowo skłoniła amerykańskich planistów do zaangażowania się w ten projekt.
I wierzę, że to się nie uda. Wszyscy generałowie mówili im, że to się nie uda. Pesymistyczni generałowie zostali praktycznie wyrzuceni z wojska i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ponieważ: „Skoro jesteś pesymistą, to dlaczego się nie angażujesz? Dlaczego nie jesteś częścią zespołu? A może jesteś marionetką Putina? Po prostu musisz wierzyć”.
Ameryka wierzyła, że nie może przegrać wojny, ponieważ jej polityka bombardowania innych krajów zawsze okaże się skuteczna.
Amerykańska filozofia jest taka: Bombardując cywilów, łamiesz wszystkie zasady prawa międzynarodowego, które tego zabraniają. Bombardujesz cywilów, żeby ich zdemoralizować.
A jeśli skupimy się na tym, co Trump zrobił kilka tygodni temu, wspólnie z Izraelem, to bombardujemy szkoły, bombardujemy szpitale. Taka jest amerykańska polityka zagraniczna.
Najbardziej widoczne jest to w przypadku polityki Izraela w Strefie Gazy, a teraz także na Zachodnim Brzegu. Jest to ta sama polityka, którą Stany Zjednoczone prowadzą wobec Iranu.
Chodziło o to, aby zdemoralizować społeczeństwo i sprawić, by Irańczycy pozbyli się ajatollahów, mówiąc: „Nie chcemy już być bombardowani; chcemy uratować dzieci; wynegocjujmy umowę i wyznaczmy przywódcę akceptowalnego dla Stanów Zjednoczonych, aby zaprzestali bombardowania nas”.
To była bzdura od samego początku, ale stanowiła przewodnią zasadę amerykańskiej polityki zagranicznej: bombardowanie kraju prowadzi do zmiany reżimu, a ostatecznie do jego upadku.
Tego właśnie Ameryka oczekiwała od Rosji.
Ale zasadniczo Iran podziela tego samego ducha, co Patrick Henry w amerykańskiej rewolucji przeciwko Wielkiej Brytanii w 1776 roku. Krzyczał: „Dajcie mi wolność albo dajcie mi śmierć!”. I właśnie to mówi Iran.
Ma to dla nich kluczowe znaczenie, ponieważ wiedzą, jakie są plany USA, skoro Stany Zjednoczone tak otwarcie je ujawniły.
Tak, chcą zmiany reżimu; chcą zniszczyć Iran; chcą przejąć kontrolę nad irańską ropą naftową i wykorzystać dochody z jej eksportu do podtrzymania dolara amerykańskiego, a w zasadzie amerykańskiej gospodarki. Chcą dać amerykańskiej polityce zagranicznej możliwość pozbawiania innych krajów ropy naftowej i powiedzieć: „Możemy zamknąć wasz przemysł, wasz przemysł chemiczny, wszystkie wasze gałęzie przemysłu, które potrzebują energii elektrycznej, ropy i gazu; możemy to wszystko zrobić, jeśli będziecie prowadzić niezależną politykę i przestrzegać własnej suwerenności. A my w Stanach Zjednoczonych odrzucamy zasadę Organizacji Narodów Zjednoczonych, że każdy naród posiada swoją własną suwerenność”.
To fundamentalna zasada cywilizacji zachodniej ostatniego półwiecza, fundamentalna zasada Karty Narodów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone odrzucają ją w całości.
Dzięki temu inne kraje zrozumiały, że to rzeczywiście ostatni konflikt.
Konflikt w Iranie zadecyduje o przyszłości światowej gospodarki. Czy przywróci Ameryce kontrolę nad handlem ropą naftową i zapewni USA upragnioną kluczową pozycję w światowej gospodarce? A może będziemy niezależni od Stanów Zjednoczonych?
O to właśnie chodzi w tej wojnie.
BEN NORTON : Dobrze powiedziane, Michaelu. Poruszyłeś tak wiele ważnych kwestii. Trudno powiedzieć, od czego zacząć.
Chciałem tylko krótko skomentować fakt, że Stany Zjednoczone od dziesięcioleci przygotowują się do wojny z Iranem i, jak powiedziałeś, czekają na najmniejszy zły moment.
Uważam, że to całkowicie słuszne, ponieważ w ciągu ostatnich dwóch lat miały miejsce dwa ważne wydarzenia, które doprowadziły do wojny w Iranie.
Po pierwsze, doszło do obalenia rządu syryjskiego w 2011 r., co zapoczątkowało wojnę o zmianę reżimu, zakończoną ostatecznie sukcesem pod koniec 2024 r. i stanowiącą ważny krok w kierunku wojny z Iranem.
Następnie Izrael zabił także przywódców libańskiego ruchu oporu, co ich zdaniem wyeliminowałoby Liban z równania.
Eliminując Liban i Syrię – lub przynajmniej wierząc, że wyeliminowały Liban – USA i Izrael były w stanie zaatakować Iran, izolując Teheran od jego sojuszników.
Widzimy, że opór w Libanie trwa, mimo że Izrael dokonał inwazji i próbuje skolonizować południe kraju.
Teraz chciałbym omówić system dolarowy bardziej szczegółowo. Myślę, że jest to kluczowe dla zrozumienia tej wojny.
Rozmawiamy o tym, w jaki sposób USA zamierzają wykorzystać swoją kontrolę nad światowym rynkiem ropy naftowej, aby wesprzeć dolara.
System petrodolara ma swoje początki w 1974 r., kiedy to rząd Richarda Nixona, po odłączeniu dolara od standardu złota, zawarł porozumienie z Arabią Saudyjską, która w tamtym czasie była największym producentem ropy naftowej na świecie, w celu zapewnienia, że ropa naftowa będzie handlowana wyłącznie w dolarach, co zagwarantowało globalny popyt na dolara.
Wygląda na to, że Iran doskonale rozumie, jakie to ma znaczenie dla hegemonii USA, jak ważne jest dla systemu dolarowego i petrodolara, ponieważ bezpośrednio wziął to na celownik.
Iran zamknął Cieśninę Ormuz i żąda, aby kraje przepływające przez nią handlowały ropą naftową w juanach chińskich.
Co więcej, pojawiły się doniesienia, że irańskie wojsko bierze na celownik nie tylko amerykańskie bazy wojskowe w regionie, ale także biura dużych amerykańskich korporacji, w tym amerykańskich instytucji finansowych i dużych firm technologicznych, które budują duże centra danych AI w takich miejscach jak ZEA.
Myślę więc, że Iran zdaje sobie sprawę, jak ważny jest aspekt ekonomiczny w tej wojnie. Czy chciałby Pan o tym porozmawiać?
MICHAEL HUDSON : Tak, plany Stanów Zjednoczonych dotyczące kontroli militarnej nad Bliskim Wschodem nie opierały się na własnych operacjach bojowych, ponieważ Stany Zjednoczone były wyczerpane wojną w Wietnamie – pamiętamy, że w połowie lat 70.
Stany Zjednoczone miały dwie armie klienckie walczące na Bliskim Wschodzie.
Przede wszystkim Izrael jest armią klientelną. Porozumienie osiągnięto już w latach 70. XX wieku – a Herman Kahn z Instytutu Hudsona odegrał w nim kluczową rolę. Uzgodniono z senatorem Henrym „Scoopem” Jacksonem, jednym z czołowych senatorów amerykańskich opowiadających się za wojskiem, że wykorzysta on Izrael jako armię zastępczą USA.
BEN NORTON : Joe Biden, będąc jeszcze senatorem, dał temu jasno do zrozumienia. W przemówieniu powiedział: „Izrael to najlepsza inwestycja, jaką możemy poczynić”.
JOE BIDEN : (1986) Gdyby Izrael nie istniał, Stany Zjednoczone musiałyby stworzyć Izrael, aby chronić swoje interesy w regionie. Stany Zjednoczone musiałyby zatem podjąć działania i ustanowić Izrael.
(W 2022 r.) Często mówiłem, Panie Prezydencie, że gdyby to nie był Izrael, musielibyśmy go wymyślić.
(W 2023 r.) Już dawno powiedziałem: gdyby Izrael nie istniał, musielibyśmy go wymyślić.
MICHAEL HUDSON : Tak, wtedy było bardzo otwarcie.
Później, po wydarzeniach 11 września i po tym, jak prezydent Carter poparł mudżahedinów w Afganistanie jako alternatywę dla świeckich rządów w tym kraju, Al-Kaida przekształciła się w wahhabicką armię terrorystyczną.
A wahhabici są drugą siłą wysłaną przez Amerykę.
Wspomniałeś o Syrii. Oczywiście, przywódcy ISIS, terrorystów, są w Syrii. I są zajęci mordowaniem wszystkich nie-sunnitów. Zabijają alawitów, zabijają chrześcijan. Są w zasadzie ścinaczami głów.
Są to zatem dwie armie zastępcze Stanów Zjednoczonych [Izrael i Wahhabici].
Dlaczego więc to wszystko jest teraz tak pilne? Po pierwsze, wahhabici ściśle współpracują z Izraelem od dziesięciu lat. Izrael jest jedyną grupą niesunnicką, której nie zaatakowali. Współpracują ze sobą od lat.
Cóż, tym, co zmusiło wojsko w Izraelu do działania, był atak Izraela na Strefę Gazy i opór ze strony Libanu, wojna domowa, która rozprzestrzeniła się na cały Bliski Wschód, a także ogólnoświatowa krytyka ludobójstwa w Strefie Gazy, której świadkami byli przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych i Międzynarodowego Trybunału Karnego.
Wszystko to postawiło USA i Izrael przed koniecznością zadania sobie pytania: „Czy pozwolimy na przejęcie władzy?”
Izrael próbuje teraz przejąć władzę w Libanie. Podejrzewam, że Izraelczycy będą potrzebować wyjścia, jeśli Iranowi uda się zniszczyć gospodarcze fundamenty państwa izraelskiego.
To są ramy wojskowe dla tego wszystkiego, a oto są ramy finansowe.
Chciałbym jeszcze raz poruszyć kwestię kontroli petrodolarów, o której pan wspomniał.
Nie chodziło tylko o wycenę ropy w dolarach. Wszystkie kraje wyceniały eksport miedzi, właściwie wszystko, w dolarach, ponieważ to wciąż była główna waluta.
Kraje niemal bezproblemowo przeniosły swoje rezerwy walutowe ze złota i dolarów amerykańskich, które były równie wartościowe jak złoto, na dolary amerykańskie, nawet gdy dolar nie był już tak wartościowy jak złoto. Nadal handlowano dolarami amerykańskimi.
Pytanie więc brzmiało: Gdzie zainwestować te środki?
Zgodnie z dyrektywami Kissingera – a wszystko to zostało mi wyjaśnione przez Departament Skarbu i Departament Stanu w latach 1974 i 1975 – wojsko amerykańskie poinformowało Arabię Saudyjską i inne kraje OPEC: „Możecie żądać dowolnej ceny za ropę, ale nadwyżki musicie zainwestować w Stanach Zjednoczonych. Nie pozwolimy wam przejąć kontroli nad dużymi amerykańskimi firmami. Nie możecie kupić amerykańskich firm; tylko my możemy przejąć kontrolę nad zagranicznymi gospodarkami. Będziecie kupować obligacje. Możecie finansować amerykański przemysł i amerykańskie firmy. Możecie kupować akcje tych firm. Możecie zarabiać pieniądze, po prostu deponując swoje pieniądze w bankach”.
To były petrodolary. Petrodolary stanowiły oszczędności krajów OPEC, które były inwestowane w bankach.
Cóż, ponowne wykorzystanie nadwyżek OPEC nie jest dziś tak ważne, jak w latach 70. Wtedy petrodolary napływały do amerykańskich banków. I co się z nimi stało? Pożyczano je krajom Globalnego Południa, aby sfinansować deficyt handlowy i bilans płatniczy.
Doprowadziło to ostatecznie do załamania się dolara Ameryki Łacińskiej i innych długów zagranicznych. Później z kolei doprowadziło do azjatyckiego kryzysu finansowego w 1998 roku, który, jak sądzę, posłuży jako doskonały przykład dalszych wydarzeń w tym roku.
Jednak Arabia Saudyjska i inne kraje przez ostatnie 10–20 lat wykorzystywały przychody z eksportu do rozwijania swoich gospodarek w sposób wręcz szalony, budując ogromne luksusowe posiadłości na pustyni i wznosząc wielkie zakłady odsalania wody, aby dostarczać wodę na potrzeby całego kraju.
Ale nadal dysponują ogromnymi oszczędnościami w postaci obligacji, akcji i inwestycji finansowych w Stanach Zjednoczonych.
Ponieważ kraje OPEC są obecnie pozbawione dochodów z eksportu, ogłosiły: „Rzeczywiście obciążyliśmy naszą gospodarkę długiem. Pomimo naszego bogactwa, nasze projekty i inwestycje w nieruchomości są finansowane długiem, a teraz musimy zacząć sprzedawać nasze amerykańskie papiery wartościowe i złoto, aby utrzymać równowagę budżetową i bilans płatniczy”.
Wszystko to prowadzi obecnie do wyprzedaży dolara. W rezultacie cały efekt petrodolara – cały napływ funduszy OPEC do waluty, czyli cena ropy w dolarach – uległ odwróceniu. To wywiera obecnie znaczną presję na dolara.
To jest kolejne zagrożenie.
Iran oświadczył: „To punkt zwrotny. Teraz będziemy na zawsze kontrolować Cieśninę Ormuz w Zatoce Perskiej. Dlatego nazywa się Zatoka Perska, bo należy do nas. I będziemy kontrolować handel ropą”.
Oznacza to, że to nie Stany Zjednoczone wykorzystują już ropę naftową jako narzędzie nacisku na inne kraje, aby wymusić na nich podporządkowanie się amerykańskiej polityce zagranicznej, lecz Iran kontroluje teraz ten punkt nacisku i może nakładać sankcje na USA i ich sojuszników, sankcje na Izrael, sankcje na Europejczyków i innych sojuszników Stanów Zjednoczonych.
To odwróciło sytuację i uniemożliwiło Stanom Zjednoczonym wykorzystanie ropy naftowej jako środka kontroli.
Pytanie brzmi, czy Iranowi uda się osiągnąć to, na czym opiera się cała polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych: kontrolę nad międzynarodowymi dochodami z eksportu ropy naftowej.
I ustalenie, kto może kupić ropę, gaz ziemny i hel – te trzy rzeczy – a także kontrola nad Cieśniną Ormuz, kontrola nad importem żywności i innych dóbr do krajów OPEC, tak aby stanowiła ona wąskie gardło zarówno dla krajów OPEC, jak i zagranicznych konsumentów ropy.
BEN NORTON : Tak, Michaelu, chciałbym tutaj rozwinąć kwestię energii.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna określiła obecny kryzys energetyczny mianem największego szoku podażowego w historii świata.
Jest on poważniejszy niż kryzys naftowy wywołany embargiem OPEC z 1973 r., który również był powiązany z agresywną wojną Izraela.
A potem, w 1979 r., w wyniku rewolucji irańskiej nastąpił kolejny kryzys naftowy.
Ale dziś jesteśmy świadkami największego kryzysu naftowego w historii.
Cena ropy naftowej gwałtownie wzrosła, co napędzi inflację na całym świecie, ponieważ ropa naftowa jest kluczowym surowcem do produkcji wielu innych produktów i jest potrzebna do transportu większości towarów, zwłaszcza żywności.
Co więcej, wiele nawozów i chemikaliów używanych w nawozach pochodzi z Zatoki Perskiej. Może to zatem wywołać kryzys żywnościowy, który szczególnie mocno dotknie kraje Globalnego Południa.
Kraje eksportujące ropę naftową mogłyby naturalnie skorzystać na wyższych przychodach – jednak znaczna część infrastruktury naftowej i gazowej w regionie Zatoki Perskiej została zniszczona przez wojnę. W związku z tym niektóre z tych państw Zatoki Perskiej mogą nie skorzystać ze wzrostu przychodów z eksportu.
Większość krajów Globalnego Południa importuje jednak ropę naftową, energię i inne surowce. A wraz ze wzrostem cen surowców będzie to miało znaczący wpływ na ich gospodarki.
Prawdopodobnie doprowadzi to do deficytów na rachunku bieżącym. Oznacza to, że w krajach Globalnego Południa wiele walut straci na wartości w stosunku do dolara, co prawdopodobnie doprowadzi do odpływu kapitału – tak zwanego „gorącego pieniądza”, ponieważ zagraniczni inwestorzy po prostu sprzedadzą wszystkie swoje aktywa na rynkach wschodzących.
Możemy zatem doświadczyć kryzysów walutowych, gospodarczych, energetycznych i żywnościowych.
Ta wojna wyborcza, ta agresywna wojna rozpoczęta przez Trumpa i Netanjahu, może wywołać potężny kryzys gospodarczy, który szczególnie mocno uderzy w globalne Południe.
Czy widzisz to tak samo?
MICHAEL HUDSON : Tak, i wszystko to było przewidywalne.
Jeśli chcesz zobaczyć paradygmat, model tego, co się wydarzy, spójrz najpierw na to, co stało się z niemieckim przemysłem po tym, jak Stany Zjednoczone i Europa nałożyły sankcje na zakup rosyjskiego gazu i ropy.
Niemiecki przemysł załamał się, a Europa i Niemcy pogrążają się w depresji. Stoją w obliczu głębokiej depresji.
To, co wydarzyło się w Niemczech, zniszczyło gospodarkę kraju i doprowadziło do zamknięcia przemysłu chemicznego.
Ropa naftowa nie jest wykorzystywana wyłącznie do produkcji energii. Jak wspomniałeś wcześniej, ropa jest również wykorzystywana w przemyśle chemicznym. Jest składnikiem przemysłu szklarskiego i produkcji nawozów.
Nawozy są teraz szczególnie ważne, ponieważ powstają z gazu ziemnego. A zanim Iran zbombardował Katar, Katar był wiodącym eksporterem skroplonego gazu ziemnego.
Ten gaz ziemny był wykorzystywany w innych krajach, zwłaszcza w sojusznikach Ameryki – Japonii, Korei i na Filipinach – do produkcji nawozów. Wszystkie te kraje przeżywają kryzys.
A hel, podobnie jak gaz ziemny – faktem jest, że na przykład hel nie jest dostępny dla Tajwanu i jego przemysłu półprzewodnikowego ani energetycznego. Tajwan nie ma również dostępu do ropy naftowej.
Jak Tajwan ma produkować półprzewodniki, które mają być kluczem do amerykańskiej kontroli nad technologią informatyczną, do wszystkich chipów komputerowych i monopoli, które Ameryka miała nadzieję osiągnąć? To zatem dalekosiężne pytanie.
Co więcej, na półkuli północnej zbliża się sezon sadzenia, a w tym okresie potrzebne jest nawożenie.
Ceny nawozów, w dużej mierze wytwarzanych z gazu ziemnego, już rosną w Stanach Zjednoczonych. To wywiera presję na rolnictwo. Amerykańscy rolnicy – podobnie jak z pewnością rolnicy w całej Europie i na Globalnym Południu – narzekają: „Nie możemy zarobić na sprzedaży naszych plonów po dzisiejszych cenach, skoro musimy płacić tak wysokie cła na nawozy i sprzęt rolniczy, które Trump nałożył na nas, że tracimy pieniądze na uprawę”.
Co więc zrobią?
Doprowadzi to do kryzysu w rolnictwie. A kraje, które ucierpią najbardziej, to oczywiście te, które najmniej mogą sobie pozwolić na wyższe ceny nawozów, benzyny i ropy naftowej. To kraje Globalnego Południa.
Ponieważ oprócz kosztów ropy naftowej i gazu oraz ich produktów ubocznych, muszą również spłacać zaległe długi zagraniczne w dolarach. Coś musi się zmienić.
Będą zaległości w płatnościach. Inne kraje będą się zastanawiać: „Co powinniśmy zrobić? Czy chcemy pójść w ślady Europy i powiedzieć: »Mamy kryzys budżetowy, ceny ropy rosną. Musimy dotować właścicieli domów, żeby mogli ogrzewać swoje domy gazem lub olejem. Nasi pracownicy już żyją na granicy ubóstwa i zadłużają się coraz bardziej. Przegramy wybory w Europie, tak jak w Ameryce, jeśli konsumenci będą musieli wydawać o wiele więcej pieniędzy na ropę, gaz, ogrzewanie i prąd w przypadku zaległości w płatnościach. Będziemy więc musieli ograniczyć wszystkie inne wydatki socjalne i jednocześnie zwiększyć wydatki na wojsko«”.
Doprowadzi to zatem do kryzysu politycznego, do konfliktu między zwolennikami i przeciwnikami wojny, między zwolennikami i przeciwnikami USA, od Europy po kraje globalnego Południa i kraje azjatyckie będące sojusznikami Ameryki.
W jaki sposób Korea i Japonia mogą zebrać 350 miliardów dolarów, które koreański parlament rzekomo właśnie zatwierdził, uzasadniając to następująco: „Zapłacimy Donaldowi Trumpowi 350 miliardów dolarów, które będzie mógł wykorzystać według własnego uznania, abyśmy nie stracili rynku eksportowego USA dla naszych produktów”?
Japonia zobowiązała się do wydania 650 miliardów dolarów. Jak mają to zrobić, skoro nie mają gazu i ropy naftowej potrzebnych do eksportu do Stanów Zjednoczonych?
Ktoś tam pewnie pomyślał: „Jeśli nie będziemy mieli ropy i gazu, nie będziemy eksportować do Stanów Zjednoczonych. Nie musimy więc dawać Stanom Zjednoczonym 350 miliardów dolarów z Korei i 650 miliardów dolarów z Japonii”.
Wszystkie te umowy zawarte przez Trumpa zostaną wtedy anulowane.
BEN NORTON : Cóż, Michaelu, myślę, że to idealne zakończenie. Bardzo dziękuję, że tu jesteś.
Niestety, wygląda na to, że ta wojna będzie trwała, ale jestem pewien, że wkrótce zaproszę Cię ponownie, aby omówić globalny wpływ tego konfliktu bardziej szczegółowo. Dziękuję.
MICHAEL HUDSON : Nie mogę się doczekać. Dziękuję za zaproszenie.
Nie świadomie, lecz podstępnie, bezwładnie zmierza świat ku wielkiej wojnie – to główne ostrzeżenie płk. Macgregora. W swojej analizie maluje on ponury obraz sytuacji geopolitycznej, w której liczne konflikty są ze sobą powiązane, a elity polityczne podejmują ryzyko, którego konsekwencje z trudem byłyby do udźwignięcia.
Macgregor dostrzega analogie do okresu sprzed 1914 roku, do systemu międzynarodowego, w którym żadne mocarstwo nie chce wojny światowej – ale wszystkie są gotowe podjąć kroki, które mogłyby do niej doprowadzić. Kluczową różnicą jest jednak istnienie broni jądrowej. Choć uniemożliwia ona bezpośredni wybuch wielkiej wojny, przenosi konflikty do sfery ‚poniżej progu nuklearnego’, gdzie mimo wszystko możliwe są ogromne zniszczenia.
Sednem jego analizy jest wojna na Ukrainie, którą opisuje jako sztucznie wywołany konflikt. Wojna ta nie wybuchłaby bez interwencji Zachodu i antyrosyjskiej postawy politycznej Kijowa. Jednocześnie rozmówca oskarża Zachód o błędną ocenę rzeczywistości militarnej: Rosja nie upadła ani gospodarczo, ani militarnie, lecz masowo rozbudowała swój potencjał przemysłowy i militarny. Sankcje nie przyniosły oczekiwanego efektu, a społeczeństwa zachodnie coraz bardziej tracą stabilność wewnętrzną.
Magregor krytykuje przede wszystkim decydentów politycznych w Europie i USA. Jego zdaniem żyją oni w ‚fantastycznym świecie równoległym’, charakteryzującym się arogancją, błędnymi kalkulacjami i myśleniem życzeniowym. Założenie, że Rosja nie ulegnie eskalacji, jest niebezpieczne i może doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji militarnej.
Kolejnym kluczowym punktem jego analizy jest rosnący rozdźwięk między społeczeństwem a przywódcami politycznymi. Decyzje dotyczące wojny i pokoju nie są już podejmowane w interesie większości, lecz przez niewielkie elity władzy, na które wpływają różne siły, dysponujące ogromnym bogactwem i kierujące się własnymi interesami ekonomicznymi. W rezultacie demokracja ulega erozji, a strategie geopolityczne są coraz częściej napędzane przez kalkulacje finansowe i siłowo-polityczne.
Po ataku dronów na zbiorniki paliwa na lotnisku w Kuwejcie
Jego ocena jest szczególnie kontrowersyjna w odniesieniu do Bliskiego Wschodu. Jego zdaniem wojna między Izraelem a Iranem może wywołać globalną eskalację. Taki konflikt nie miałby charakteru regionalnego, lecz nieuchronnie angażowałby Rosję i Chiny. Oba kraje mają ugruntowane interesy strategiczne i obecność militarną w regionie i nie stałyby bezczynnie, gdyby Iran został militarnie zniszczony.
Macgregor ostrzega, że wielu w Waszyngtonie i Europie całkowicie błędnie ocenia sytuację. Pogląd, że wojna o ograniczonym zasięgu może być prowadzona lub kontrolowana, jest niebezpiecznym złudzeniem. Gdy taki konflikt się rozpocznie, może szybko eskalować i wymknąć się spod kontroli.
Wskazuje również na globalną zmianę układu sił. Podczas gdy Zachód postrzega siebie jako siłę dominującą, znaczna część świata – zwłaszcza państwa globalnego Południa – jest politycznie i gospodarczo bliższa Rosji, Chinom i Iranowi. W przypadku większego konfliktu Zachód byłby zatem znacznie mniej zdolny do działania niż się często zakłada.
Szczególnie interesująca część jego analizy dotyczy ekonomicznych konsekwencji takiego scenariusza. Nawet bez użycia broni jądrowej globalny konflikt może poważnie wpłynąć na gospodarki zachodnie: łańcuchy dostaw uległyby załamaniu, ceny energii gwałtownie wzrosłyby, a poziom życia gwałtownie spadłby. Wojna mogłaby zatem być niszczycielska nie tylko pod względem militarnym, ale także gospodarczym.
Płk Magregor zwraca również uwagę, że poważne wojny w historii często nie wynikały z jasnych decyzji, lecz eskalowały poprzez wydarzenia, błędne kalkulacje lub celowo zaaranżowane incydenty. Przykłady takie jak Pearl Harbor i Zatoka Tonkińska, jego zdaniem, pokazują, jak konflikty były wykorzystywane politycznie lub wywoływane przez konkretne wydarzenia.
Jego ostrzeżenie jest jednoznaczne: niebezpieczeństwo takiego punktu eskalacji istnieje również dzisiaj – na przykład w wyniku incydentu na Morzu Czerwonym, Morzu Śródziemnym lub Oceanie Indyjskim. Pojedyncze wydarzenie może wystarczyć, aby wywołać reakcję łańcuchową, która zakończy się wielką wojną.
Ostatecznie jego główne przesłanie pozostaje niezmienne: świat znajduje się już w fazie licznych konfliktów, które w każdej chwili mogą przerodzić się w większą wojnę. Nie dlatego, że ktokolwiek świadomie tego pragnie, ale dlatego, że decyzje polityczne, błędne kalkulacje i interesy strategiczne nieustannie napędzają eskalację.
Albo, jak trafnie ujął to Macgregor: Najniebezpieczniejsza wojna to ta, w którą wpadasz, nie mając prawdziwej chęci do walki.
Witam wszystkich. Z przyjemnością witamy ponownie Michaela Hudsona i profesora Steve’a Keena w Instytucie Davida Graebera. Steve Keen jest ekonomistą i pisarzem, jednym z nielicznych, którzy ostrzegali przed kryzysem z 2008 roku. Jest znany z krytyki głównego nurtu teorii neoklasycznej oraz modeli deflacji długu i niestabilności finansowej. Michael Hudson jest amerykańskim ekonomistą i historykiem długu z Uniwersytetu Missouri w Kansas City. Jego prace na temat finansów, rent i deindustrializacji wywarły głęboki wpływ na poglądy Davida Graebera na temat imperium, daniny i polityki długu.
Dzisiaj chcemy przeanalizować pogłębiający się kryzys i możliwe scenariusze jego przebiegu, zwłaszcza w kontekście trwającej wojny, która, osobiście, coraz bardziej przypomina mi radziecką inwazję na Afganistan. Moje pytanie do Michaela i Steve’a brzmi: Inflacja, hiperinflacja czy deflacja? Jaki scenariusz ich zdaniem się spełni? Zacznijmy od Michaela Hudsona.
MICHAEL HUDSON Obserwując dziś rynki akcji i obligacji, świat przyjmuje założenie, że wojna w Iranie nie potrwa dłużej niż około miesiąc.
To wojna światowa, ponieważ cały świat jest zależny od ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego – do nawozów, energii, elektryczności, ogrzewania, gotowania, produkcji szkła i helu.
Hel i gaz ziemny były dostarczane do większości krajów świata przez Katar, jako część arabskiej organizacji OPEC. Jednak jego wielomiliardowe zakłady produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG) – których budowa zajęła cztery lata – zostały właśnie zbombardowane przez Iran, ponieważ Katar gości amerykańskie bazy wojskowe wykorzystywane do ataków na Iran.
Iran oświadczył: Jeśli spróbujecie zniszczyć nasz przemysł naftowy, doprowadzimy do całkowitego załamania całego światowego przemysłu naftowego, gazowego, helowego i energetycznego, co doprowadzi do Wielkiego Kryzysu w wyniku podwojenia cen ropy. To doprowadzi do kryzysu płatniczego dla sojuszników Ameryki, nie tylko w Europie, ale także w Korei, Japonii i na Filipinach, które już podejmują środki nadzwyczajne.
Trump najwyraźniej celowo dąży do wywołania globalnego kryzysu gospodarczego, który potrwa co najmniej cztery lata – tak jak miało to miejsce podczas I i II wojny światowej. Wierzy, że to da Ameryce przewagę: Ameryka jest samowystarczalna pod względem gazu i ropy. Inne kraje będą musiały od nas kupować. A kiedy to zrobią, zażądamy od nich nałożenia sankcji na Rosję, Iran i każdego, kogo uznaliśmy za wroga.
Tymczasem rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła powyżej 4,5%, a 30-letnich – powyżej 5%. Wall Street zdało sobie sprawę, że podwojenie cen eksportu ropy naftowej prowadzi do inflacji.
Ale to wszystko to bzdura ekonomiczna.
Oczywiście ceny ropy rosną – tak bardzo, że Azja i kraje Globalnego Południa będą wyglądać jak Niemcy po tym, jak USA zablokowały im dostęp do rosyjskiego gazu. Niemiecki przemysł szklarski upadł. Przemysł nawozowy upadł. Przemysł motoryzacyjny się wycofuje – Mercedes i inne firmy przenoszą się do Chin.
Cła Trumpa na stal i aluminium podnoszą ceny kombajnów rolniczych i traktorów. Rolnicy w USA borykają się z tym samym problemem, co rolnicy na całym świecie: wyższymi kosztami nawozów, wyższymi kosztami sprzętu żniwnego i wyższymi kosztami paliwa.
Czego Wall Street nie bierze pod uwagę: Tak, ceny energii i produktów powiązanych rosną. Ale to doprowadzi do zamknięcia przemysłu i ogromnej depresji. Zwolnienia. Rządy będą musiały przekierować dochody, aby pomóc rodzinom w opłaceniu prądu i gazu – co oznacza cięcia w wydatkach socjalnych. Bezrobocie.
Ludzie stają się coraz biedniejsi. To nie inflacja. To deflacja.
Ceny ropy naftowej, stali, aluminium, nawozów, gazu i helu wzrosną, podczas gdy ceny innych surowców generalnie spadną. Stoimy w obliczu największego kryzysu od czasów Wielkiego Kryzysu.
Taki jest zamierzony cel amerykańskiej polityki zagranicznej. Zaplanowali ją w najdrobniejszych szczegółach. Wierzą, że niezależnie od tego, jak bardzo zaszkodzi to amerykańskiej gospodarce, zaszkodzi klasie robotniczej, obniżając płace, tworząc bezrobocie i doprowadzając ludzi do rozpaczy. To dar niebios dla walki klas.
Kiedy firmy muszą ograniczyć produkcję, jak mają spłacać swoje długi? Pracownicy – eufemistycznie nazywani „konsumentami” – płacą już ponad 30% odsetek od opłat za karty kredytowe i kar. Liczba niespłaconych kredytów studenckich rośnie. Zadłużenie z tytułu opieki medycznej jest najszybciej rosnącą przyczyną bankructw w Stanach Zjednoczonych. Stopy procentowe kredytów hipotecznych gwałtownie wzrosły.
To nowa forma walki klasowej. Nie chodzi o pracodawców przeciwko pracownikom, ponieważ przemysł i klasa robotnicza cierpią razem w walce o przetrwanie. Chodzi o klasę finansową przeciwko reszcie gospodarki.
Finanse, ubezpieczenia i nieruchomości, czyli sektor FIRE, to obszar, w którym odnotowano prawie cały wzrost PKB USA, podczas gdy realna gospodarka uległa skurczeniu.
To w zasadzie powtórzenie debat z połowy XVIII wieku: jak Wielka Brytania powinna poradzić sobie z faktem, że wierzyciele wydawali pieniądze na import dóbr luksusowych zamiast na produkcję krajową? To Londyn się wzbogacił, a nie reszta Anglii.
NIKA Michael, chciałbym dodać Steve’a. Co sądzisz o analizie Michaela?
STEVE KEEN Jeśli jest ktoś, z kim się zgadzam, to Michael. Kiedy pierwszy raz mnie o to zapytałeś, powiedziałem: najpierw inflacja, potem deflacja. Michael przedstawił kontekst historyczny. Chciałbym dodać kilka elementów statystycznych.
Absolutnym fundamentem gospodarki jest energia. Pokazuję tu zużycie energii w petadżuli na lewej osi i globalny produkt brutto na prawej. Obie linie pokrywają się niemal idealnie. I co najważniejsze: jest to relacja jeden do jednego. Spadek zużycia energii o 5% oznacza spadek globalnego produktu brutto o 5%.
Co się dzieje teraz: Około 20% światowych zasobów skroplonego gazu ziemnego zostało odciętych. W połączeniu z utratą ropy naftowej z Cieśniny Ormuz i innymi zakłóceniami w dostawach, możemy mówić o spadku globalnego zapotrzebowania na energię o około 10% – co oznacza 10% spadek PKB.
Moja krótka formuła: Praca bez energii jest trupem; kapitał bez energii jest martwą rzeźbą.
Ten krach spowoduje wzrost cen ropy naftowej – zgadza się z tym konwencjonalne myślenie. Ale żyjemy też w gospodarce zfinansjalizowanej. I właśnie w tym różnimy się z Michaelem od ekonomistów głównego nurtu, ponieważ całkowicie ignorują oni dług prywatny. Mają obsesję na punkcie długu publicznego. Nawet nie biorą pod uwagę długu prywatnego.
W Ameryce zadłużenie prywatne wynosi obecnie około 140% PKB – wciąż jest ogromne. To właśnie o tym obciążeniu mówił Michael dla gospodarstw domowych i firm. Jeśli okaże się, że nie mogą już osiągać tak dużych zysków z powodu wyższych cen ropy, jeśli wzrośnie bezrobocie, nie będą już w stanie obsługiwać tego długu. A to, co prawdopodobnie zobaczymy, będzie tym samym, co w latach 2007–2008, tylko na sterydach: całkowitym załamaniem popytu napędzanego kredytem.
Pracownicy nie mogą przerzucić rosnących cen ropy na wyższe płace. Kapitaliści przemysłowi też niekoniecznie mogą to zrobić. Co się więc dzieje? Ludzie obniżają ceny, licząc na utrzymanie klientów. Ale ich sąsiad robi to samo. Wszyscy starają się zmniejszyć zadłużenie – a to niszczy pieniądz, spowalnia gospodarkę i powoduje deflację.
Irving Fisher pięknie to sformułował w latach 30. XX wieku – to, co nazywam paradoksem Fishera: Im więcej dłużnicy płacą, tym więcej są winni. Rzeczywisty ciężar rośnie, gdy poziom cen spada. To właśnie prowadzi do Wielkiego Kryzysu.
A oto przerażająca część: jeśli zapasy nawozów spadną o 20%, globalna produkcja żywności prawdopodobnie spadnie o ponad 20%. Oznacza to, że wystarczy żywności dla około 6 miliardów ludzi – a jest ich 8 miliardów. W tym roku możemy stanąć w obliczu globalnego głodu.
Tak jak anarchista, który oddał strzał, zabijając arcyksięcia, nie miał pojęcia, co uwolni, myślę, że Trump jest taki sam. Nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji. Zachowuje się jak boss mafii, wyciskając pieniądze z wahań rynku. Ale reszta z nas będzie musiała żyć z niezamierzonymi konsekwencjami.
A jeśli jakikolwiek rząd światowy to obserwuje – w co wątpię – to niech usuną Trumpa. Skończą z tym. Ameryka musi przyznać się do porażki i wycofać się, abyśmy mieli szansę odbudować światową infrastrukturę fizyczną, zanim nadejdzie globalny głód.
MICHAEL HUDSON: Chciałbym odnieść się do pytania Niki o hiperinflację, ponieważ deflacja i hiperinflacja mogą występować razem. Kiedy kraje nie są w stanie spłacić swoich długów zagranicznych – a Globalne Południe ma ogromne długi zagraniczne w dolarach – co robią? MFW mówi: oszczędności. Ubożeją klasę robotniczą, aż będą w stanie spłacić długi. To jest dzisiejsza gospodarka śmieciowa, a jej korzenie sięgają bulionizmu Davida Ricardo.
Każda hiperinflacja w historii była spowodowana koniecznością spłaty długów zagranicznych.
Hiperinflacja w Niemczech w latach dwudziestych XX wieku nie była spowodowana wydatkami rządowymi na zatrudnienie czy programy socjalne – to mit. Była spowodowana drukowaniem marek niemieckich i zalewaniem rynku walutowego w celu wypłaty reparacji wojennych. Chile i Francja doświadczyły tego samego schematu hiperinflacji.
A tej rzeczywistości nie naucza się na studiach ekonomicznych. Dlatego absolwenci rozpoczynający pracę w bankach centralnych na całym świecie nie rozumieją różnicy między hiperinflacją, normalną inflacją cenową a deflacją. Steve i ja jesteśmy w zasadzie persona non grata w kręgach towarzyskich, ponieważ to, co wyjaśniamy, grozi przejęciem władzy, które właśnie się dokonuje – podobnie jak kryzys bilansu płatniczego w Azji w latach 1997–1998.
NIKA: To ciekawe, Michael – właśnie zdałem sobie sprawę, że Rosja też miała dużo długu, bo Jelcyn zgodził się przejąć dług zagraniczny całego Związku Radzieckiego. A ropa kosztowała wtedy może 10 dolarów za baryłkę. Nigdy bym nie pomyślał, że hiperinflacja i deflacja mogą wystąpić jednocześnie. Ale być może właśnie to wydarzyło się w Rosji w latach 90.
STEVE KEEN Tak – Rosja nie miała dużego długu wewnętrznego, ale miała ogromne zadłużenie zagraniczne. Istnieją argumenty – których jeszcze dokładnie nie zbadałem – że hiperinflacja w Republice Weimarskiej była częściowo celowa: spłaciła długi, które amerykańscy spekulanci kupili w niemieckich obligacjach. Miało to więc straszną cenę, ale korzystny efekt uboczny: niemiecki dług zagraniczny został wyeliminowany.
I jest jedna rzecz, którą Michael i ja musimy ciągle sprostowywać: ludzie mówią, że to inflacja weimarska była przyczyną Hitlera. Nie. Hitler siedział w więzieniu podczas inflacji weimarskiej. Doszedł do władzy dziesięć lat później. Do władzy doprowadziła go deflacja – narastający kryzys w latach 1932–1933, kiedy ceny spadały o 10% rocznie. To właśnie powoduje rozpad społeczeństwa.
Czeka nas katastrofalny rok. Nawet pomijając dynamikę zadłużenia, utrata zaledwie 10% globalnej energii oznacza 10% spadek PKB. Ludzie będą głodować, bo nie jesz warzyw – jesz ropę naftową. Proces Habera-Boscha, wynaleziony podczas I wojny światowej, wykorzystuje ropę naftową do produkcji nawozów azotowych. Bez niego nośność planety wynosi około 1–2 miliardów ludzi. Obecnie mamy ich 8 miliardów. Jeśli stracimy 20% globalnej produkcji nawozów, stracimy żywność dla 20% światowej populacji. Nigdy nie doświadczyliśmy globalnego głodu. Mieliśmy lokalne klęski głodu. To byłoby zupełnie coś innego.
MICHAEL HUDSON Aby doprecyzować chronologię, o której wspomniał Steve: System finansowy załamał się w 1929 roku. Świat wszedł w kryzys w 1931 roku. W 1931 roku świat ostatecznie ogłosił moratorium na długi aliantów europejskich wobec Stanów Zjednoczonych oraz na reparacje niemieckie. Moratorium to – uznanie, że długów nie da się spłacić – nastąpiło przed dojściem Hitlera do władzy. Późniejsza deflacja stworzyła polityczne warunki do jego dojścia do władzy.
STEVE KEEN I to jest związane z fundamentalnym niezrozumieniem ekonomii neoklasycznej. Modelują gospodarkę jako pojedyncze dobro wytwarzane przez połączenie pracy i kapitału – bez zasobów naturalnych, bez wkładu energii. Nie zdają sobie nawet sprawy, że nie da się niczego wyprodukować bez energii. Nie wiedzą, że helu nie da się przechowywać – ulatnia się z każdego pojemnika w ciągu miesiąca lub dwóch. Gdy tylko te dostawy zostaną odcięte, te gałęzie przemysłu upadają.
Czterdzieści czy pięćdziesiąt lat temu nawet ekonomiści, których krytykowaliśmy za obsesję na punkcie równowagi, nadal posługiwali się macierzami przepływów międzygałęziowych. Rozumieli: aby to osiągnąć, potrzebne są te dane wejściowe. Idioci, którzy od tamtej pory przejęli władzę – ze swoimi modelami DSGE (Dynamicznej Stochastycznej Równowagi Ogólnej) – mają jeden dobry model rzeczywistości, który ignoruje zasoby naturalne. Nie zdają sobie sprawy, że wojna o Cieśninę Ormuz odcięłaby jedną trzecią światowych dostaw nawozów. Nauczą się tego na własnej skórze.
Dlatego uważam, że to idiotyzm, a nie spisek.
Ludzie podejmujący te decyzje nie rozumieją, że do wytwarzania dóbr i usług niezbędne są fizyczne zasoby świata przyrody.
MICHAEL HUDSON Każda teoria ekonomiczna ma implikacje polityczne. Teoria równowagi służy tym, którzy chcą, aby państwo nie odgrywało żadnej roli: sektor finansowy powinien regulować rynki, a płace powinny spaść do poziomu równowagi, którego żąda 1% najbogatszych. Powód, dla którego Steve i ja popieramy umorzenie długu, nie jest abstrakcyjny – chodzi o to, że umorzenie długu anuluje oszczędności klasy wierzycieli. Kończy to ucisk gospodarki przez klasę finansową.
Chiny zrobiły to, czego nie udało się Zachodowi. Traktują pieniądz i kredyt jako usługę publiczną. Prawie 80% kredytów w USA i Wielkiej Brytanii jest przeznaczane na zakup nieruchomości – to winduje ceny aktywów, zwiększa zadłużenie i, co najważniejsze, wzbogaca klasę finansową. Chiński bank centralny generuje pieniądz, aby finansować infrastrukturę, inwestycje przemysłowe i zaawansowane technologie. Nie ma tam klasy finansowej. Klasa ta uciekła na Tajwan lub na Zachód po rewolucji Mao.
Historyczny precedens sięga trzech tysięcy lat wstecz. Od Sumeru i Babilonii po starożytny Bliski Wschód – od epoki brązu do pierwszego tysiąclecia p.n.e. – długi były umarzane, jeśli nie można ich było spłacić. Prawa Hammurabiego stanowiły, że długi rolne były umarzane w przypadku powodzi, suszy lub nieurodzaju. Alternatywą byłoby narastanie długów w rękach klasy wierzycieli, która stałaby się oligarchią, przejmowałaby ziemie i pogrążała ludność w niewoli długów. Właśnie tak stało się w Rzymie. I ta sama dynamika powtarza się teraz na całym świecie.
O tym właśnie jest moja książka „Upadek starożytności” . Chinom udało się uniemożliwić przejęcie władzy przez jedną klasę finansową.
STEVE KEEN Jednym z powodów jest to, że Chiny uczyły się od Marksa, a nie od neoklasycznych bzdur. W tomie III „ Kapitału” , w rozdziale 33, Marks opisał klasę finansową jako „wędrujących jeźdźców kredytu”, którzy płacą wysokie odsetki z kieszeni innych ludzi i żyją dostatnio z oczekiwanych zysków. Opisał system kredytowy jako dający tej klasie pasożytów „cudowną władzę nie tylko okresowego rujnowania kapitalistów przemysłowych, ale także ingerowania w faktyczną produkcję w najbardziej niebezpieczny sposób” i że „ta grupa nic nie rozumie o produkcji i nie ma z nią nic wspólnego”.
Ta świadomość przeniknęła do samego rdzenia Komunistycznej Partii Chin. Ponieważ teoria neoklasyczna całkowicie ignoruje finanse, Zachód pozwolił systemowi finansowemu przejąć kontrolę nad gospodarką. Dlatego gospodarki zachodnie znajdują się w takim stanie, w jakim są.
MICHAEL HUDSON A Marksa wyprzedził Ricardo, który wykazał, że przemysłowcy nie będą mieli żadnych zysków, jeśli właściciele ziemscy będą pobierać całą rentę – ponieważ będą musieli płacić pracownikom tylko tyle, ile potrzeba na zakup żywności, której cena jest zawyżona o rentę. Marks rozszerzył tę koncepcję renty gruntowej na rentę monopolistyczną, a następnie na rentę finansową. To był analityczny i fiskalny projekt ekonomii klasycznej: identyfikacja i eliminacja dochodów niewypracowanych. Adama Smitha i Johna Stuarta Milla nazwano socjalistami, ponieważ chcieli zapobiec powstaniu oligarchii finansowej.
Następnie, pod koniec XIX wieku, nadeszła kontrrewolucja. Ekonomia neoklasyczna całkowicie odrzuciła koncepcję renty ekonomicznej – ponieważ renta, w klasycznym ujęciu, to dochód pozbawiony roli produkcyjnej. Neoliberalizm został zbudowany na tym zaprzeczeniu, że dochód rentiera jest nieproduktywny. I tak dziś mamy ekonomistów, którzy nawet nie uwzględniają długu w swoich modelach – bo, jak mawiają, „dług jednej osoby jest majątkiem drugiej osoby”.
Nie mówią, że długi 90% stanowią aktywa 10%.
A te 10% kredytu rośnie wykładniczo, niezależnie od tego, czy gospodarka jest w stanie cokolwiek wyprodukować lub spłacić. To jest martwy punkt akademickiej ekonomii.
Mimo to Chiny nadal wysyłają studentów do Stanów Zjednoczonych na studia ekonomiczne. Michael wykładał na Uniwersytecie Pekińskim przez dwa lata. Jego studenci mówili mu, że rząd i firmy wolą zatrudniać ekonomistów wykształconych w USA niż tych z Chin. To sprzeczność, której Chiny wciąż nie rozwiązały w pełni.
NIKA: Ale czym Chiny się różnią? Zgromadziły wszystko – ropę, zboże. Mają pojazdy elektryczne. Są w zupełnie innej sytuacji. Michael, jak myślisz, jak Chiny skorzystają na tym kryzysie? Czy mogłyby po prostu przejąć władzę?
STEVE KEEN Chiny najwyraźniej dysponują półtorarocznymi zapasami zboża. Nawet jeśli nastąpi globalny głód – a wierzę, że tak się stanie – Chiny będą w stanie wyżywić swoją ludność. Zainwestowały też więcej energii niż jakikolwiek inny kraj w odchodzenie od paliw kopalnych: energii słonecznej, jądrowej i wiatrowej.
Istnieje głęboki kulturowy powód tego przygotowania: każde chińskie dziecko uczy się o wojnach opiumowych. Wiedzą, że Wielka Brytania, nie mogąc produkować tego, czego potrzebowały Chiny, zmusiła Chiny do importu opium w celu zrównoważenia handlu – i że to upokorzenie zdefiniowało XIX wiek. Chińskie dzieci się o tym uczą. Amerykańskie dzieci nawet nie wiedzą, czym były wojny opiumowe. Dążenie Chin do samowystarczalności nie jest więc jedynie kwestią polityki – to wielopokoleniowa odpowiedź na kolonialną eksploatację. Dzięki przygotowaniu mogą uniknąć wielu nieszczęść, które czekają resztę świata.
NIKA, czy możesz wyjaśnić – słowami, które rzeczywiście rozumiem – jak deflacja i inflacja mogą występować jednocześnie? Myślę, że wiele osób uważa to za bardzo mylące. Zwłaszcza, że jedna część świata, Chiny, wydaje się radzić sobie znacznie lepiej niż wszyscy inni. Nagle świat przestaje być ze sobą powiązany. Mamy ten podział. I oto mamy to dziwne monstrum – deflację i inflację jednocześnie.
STEVE KEEN Podstawowa kwestia jest taka: ekonomia głównego nurtu nie rozumie zależności gospodarki od energii. Zniszczenie zasobów energii, nawozów i kluczowych czynników produkcji doprowadzi do załamania globalnej produkcji fizycznej – i tylko to. I nie rozumieją oni długu prywatnego. Mają obsesję na punkcie długu publicznego. Ignorując dług prywatny, nie dostrzegają deflacyjnej reakcji łańcuchowej – kiedy tak wiele osób i firm nie jest już w stanie obsługiwać swoich długów, pieniądz ulega zniszczeniu, gospodarka się kurczy, a ceny spadają.
Muszę kończyć – trzeci podcast tego dnia. Miło cię widzieć, Michael.
MICHAEL HUDSON Steve ujął to idealnie. Deflacja i inflacja jednocześnie. To, co jest zawyżane, to ceny energii. To, co jest zawyżane, to reszta gospodarki – która potrzebuje tej energii i nie może już sobie pozwolić na funkcjonowanie.
NIKA: Zapowiada się, że to będzie straszny rok. Bardzo dziękuję wam obojgu za obecność. Około 250 osób oglądało nas na żywo na Twitterze – to dobrze. Dzięki, Michael. Czy możemy kontynuować tę rozmowę?
MICHAEL HUDSON Tak, tak. Po prostu zabrakło nam czasu.
[—] …wahałam się, czy przekładać kolejny tekst o udostępnianiu przestrzeni powietrznej ukraińskim dronom, ale dziś w serwisie informacyjnym MP pojawił się następujący wpis (więc coś jest na rzeczy):
„Federacja Rosyjska. Moskwa ostrzega, że podejmie radykalne działania, jeśli Ukraina wykorzysta terytorium innych państw do przeprowadzania ataków na rosyjskie porty bałtyckie. W ostatnich dniach rosyjskie media rozpowszechniają informację, że Warszawa, Wilno, Ryga i Tallin udostępniały swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom, które miałyby atakować cele w Rosji. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia zgodnie zaprzeczają takim informacjom. Poseł Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik na swoim profilu w serwisie X zasugerował, że ustanowienie strefy EP R130 wzdłuż wschodniej granicy Polski miało umożliwić Ukrainie przeprowadzenie ataków dronami na rosyjską infrastrukturę naftową w obwodzie leningradzkim oraz na porty Ust-Ługa i Primorsk. Informacji tej zaprzeczył Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Maciej Klisz.”
Estonia oficjalnie zezwala na ukraińskie ataki na Rosję nad swoim terytorium.
Wczoraj wieczorem rosyjski region Sankt Petersburga został ponownie zaatakowany przez ukraińskie drony, które nadleciały z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich. Estońskie wojsko poinformowało, że drony zostały dostrzeżone, ale nie zestrzelone.
Anti-Spiegel 31 marca 2026
Od kilku dni donoszę, że Ukraina atakuje dronami cele w regionie Sankt Petersburga w Rosji, wykorzystując przestrzeń powietrzną państw członkowskich UE i NATO: Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, za ich wyraźną zgodą. Chociaż nie wyraziły one publicznie tej zgody, fakt, że pozwalają na ataki na Rosję z wykorzystaniem swojej przestrzeni powietrznej bez choćby cienia protestu, potwierdza ich współudział.
Estońskie wojsko wydało następujące oświadczenie w sprawie wydarzeń z nocy 31 marca:
„W nocy 31 marca, w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, w niektórych rejonach Estonii wykryto zagrożenia powietrzne, podczas których potencjalnie niebezpieczne statki powietrzne mogły wlecieć w estońską przestrzeń powietrzną. Estońskie Siły Zbrojne wykryły potencjalnie niebezpieczną aktywność lotniczą zarówno w przestrzeni powietrznej Estonii, jak i poza nią, i wydały ostrzeżenie o zagrożeniu. Po ustąpieniu zagrożenia wydano oddzielne powiadomienie. Nie były to ćwiczenia. Sytuacja potencjalnego zagrożenia zakończyła się. Proszę wznowić normalną działalność. Wszelkie zmiany sytuacji będą zgłaszane.”
Jak już wskazywałem w moich artykułach z ostatnich dni, nie jest niczym nowym, że Polska i państwa bałtyckie zezwalają na ataki ukraińskich dronów na Rosję nad swoim terytorium. Podejrzenie to jest uzasadnione co najmniej od zeszłego lata i zostało de facto udowodnione od sierpnia ubiegłego roku.
Różnica polega na tym, że państwa bałtyckie otwarcie się do tego przyznają. Oficjalnie deklarują, że ukraińskie drony wykorzystują ich przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję, ale w przeciwieństwie do Finlandii nie protestują przeciwko temu w Kijowie. Oświadczają również, że nie podejmują żadnych działań przeciwko wtargnięciu ukraińskich dronów z materiałami wybuchowymi, co, mówiąc wprost, oznacza, że zezwalają na te ataki i przynajmniej pośrednio je wspierają. To już stanowi de facto udział w wojnie.
I nie mówimy tu o małych dronach, które nie powodują znaczących zniszczeń. Mówimy o dronach bojowych An-196 o zasięgu ponad 2000 kilometrów i głowicy o masie co najmniej 75 kilogramów, tak potężnych, że poważnie uszkodziły dwie rafinerie i co najmniej jeden port handlowy w rejonie Sankt Petersburga. Ponadto drony atakują również rosyjską bazę morską w Kronsztadzie, choć nie wiadomo, czy doszło tam do jakichkolwiek zniszczeń.
Jak dotąd Rosja nie odpowiedziała militarnie na te ataki, mimo że byłaby do tego uprawniona na mocy prawa międzynarodowego. Pomimo ciągłych prowokacji ze strony państw NATO i UE, Rosja zachowuje umiar, a oficjalne rosyjskie media i główne rosyjskie media nie odniosły się do tej kwestii. Przynajmniej na razie.
Wydaje się, że sytuacja się zmienia. Ukraińskie ataki, otwarcie wspierane przez państwa europejskie, były tematem cotygodniowego przeglądu wiadomości w rosyjskiej telewizji w niedzielę, a coraz więcej rosyjskich mediów teraz o nich donosi.
A zachodnie media, które wcześniej całkowicie ignorowały ten problem, teraz otwarcie donoszą o ukraińskich dronach latających nad państwami bałtyckimi. Oczywiście nie wspominają, że stanowi to jawny udział w wojnie, ale sam fakt, że niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, donoszą o tym od kilku dni, wskazuje, że coś się zmieniło. Obie strony przestały milczeć.
To nowa sytuacja. I moim zdaniem bardzo niepokojąca, ponieważ wywiera presję na Rosję, a presja na rząd, by podjął działania, będzie rosła. Jedynym sposobem na przeciwdziałanie temu jest militarne działanie, ponieważ Europejczycy odrzucają jakiekolwiek negocjacje z Rosją, a miłe słowa są bezużyteczne.
Byłem dziś u fryzjera i rozmawiałem z przypadkowymi przechodniami – w salonie, kawiarni, taksówce czy na ulicy. Nie jest to reprezentatywne, ale niemal jednomyślna opinia była taka, że Rosja powinna przestać pozwalać Europejczykom traktować się „jak wycieraczkę” i w końcu zademonstrować swoją determinację zdecydowanym ciosem, pokazując, że nie będzie dłużej tolerować takich rzeczy.
Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim poziomem konsensusu w luźnych rozmowach.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 31 marca 2026 micha
Przy okazji kolejnej odsłony procesu Grzegorza Brauna, któremu kolaboranci obywatela Żurka Waldemara zarzucają mnóstwo rozmaitych myślozbrodni, potwierdziły się podejrzenia, iż nasilająca się w naszym bantustanie walka o praworządność, której rozpoczęcie nakazała nam w lutym 2017 roku Nasza Złota Pani, zatacza coraz szersze kręgi. Skoro tak, to nic dziwnego za zahacza już o rejony psychiatryczne, czego ilustracją było uzasadnienie wniosku prokuratora o wyłączenie jawności rozprawy. Pan prokurator uzasadnił swój wniosek tym, że rozprawa jest „relacjonowana”. Najwyraźniej wśród kolaborantów obywatela Żurka Waldemara toruje sobie drogę przeświadczenie, iż relacjonowanie rozpraw sądowych jest też rodzajem myślozbrodni, podobnie jak komentowanie wyroków – chyba, że zwierzchność, w postaci starych kiejkutów takie relacjonowanie nakaże funkcjonariuszom Propaganda Abteilung, jak nie z rządowej telewizji, to z telewizji nierządnej.
Ale środowisko kolaborantów obywatela Żurka Waldemara nie jest wyjątkiem, ani nawet ogniskiem psychiatrycznej furii. Wykazuje ona daleko idące podobieństwo z „Furią Epicką”, która z kolei podobna jest do „furii ekspedycyjnej”, której często ulegają osoby skazane na swoje towarzystwo. Wszystko wskazuje na to, iż słabość w postaci furii ma swoje źródło w środowiskach żydowskich i to nie tylko, dajmy na to, w gronie Chabad Lubawicz, której Główny Teolog bez wątpienia był pacjentem – ale również w bezcennym Izraelu. Oto prezydent tego państwa, co to leży tam, gdzie chce, pan Icchak Herzog, próbując przekonać Europejczyków, że bezcenny Izrael miał nie tylko rację, ale i święte prawo napaść na złowrogi Iran, z miedzianym czołem powiedział, że „reżim w Teheranie” jest „pierwotną przyczyną rozlewu krwi w tym rejonie”.
Powiadają, że przyzwyczajenie jest drugą naturą. Najwyraźniej prezydent bezcennego Izraela, pan Herzog, musiał się przyzwyczaić, że Żydowie zawsze są ofiarami, że po prostu tak ma. Oczywiście w tym szaleństwie jest metoda, bo z prezentowania się światu w charakterze ofiar, Żydowie ciągną nie tylko grubą forsę, ale również – korzyści innej natury. Na przykład kładą lachę na krytykę, którą pod ich adresem kierują głupie goje – bo jakże mieliby traktować opinie głupich gojów poważnie, skoro zgodnie z czczonymi przez nich publikacjami, są oni „istotami człekopodobnymi”? A do takiego wniosku właśnie doszli uczeni rabinowie, z którymi purpurates Kościoła katolickiego, vulgo – głupie goje – na przykład Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś, zabawiają się w dialogi z judaszyzmem.
Wróćmy jednak do pana prezydenta Herzoga, który najwyraźniej musi wierzyć w to, co mówi Europejczykom – bo przypuszczenie, że przy pomocy tych deklaracji chce zrobić im wodę z mózgu, a sam absolutnie w nie nie wierzy, mogłoby być niegrzeczne i jako myślozbrodnia mogłoby zostać wykorzystane przez obywatela Żurka Waldemara do wytoczenia kolejnego pokazowego procesu. Tymczasem dotychczasowe procesy, jakie wytoczyła mi moja Prześladowczyni, toczyły się z wyłączeniem jawności, jako, że moja Prześladowczyni postanowiła na tę okoliczność się konspirować, co skwapliwie uznały „siostry”, które te procesy prowadziły. Z tego powodu nie mogę zdać relacji, co się tam działo, ani zademonstrować głupich pytań, jakie mi „siostry” zadawały.
Gdyby tedy doszła do tego jeszcze myślozbrodnia z łaski obywatela Żurka Waldemara, który – zwłaszcza gdy się nie ogoli – coraz bardziej przypomina osobnika z „Atlasu typów przestępczych” Cezarego Lombroso, to pewnie skończyłbym w więzieniu. Tedy powstrzymując się od wyrażenia jakiejkolwiek subiektywnej opinii, postaram się podważyć podany Europejczykom do wierzenia przekaż prezydenta bezcennego Izraela Ichaka Herzoga, jakoby to „reżim ajatollahów” w Teheranie, był „pierwotną przyczyną” rozlewu krwi w tym rejonie, to znaczy – w rejonie Bliskiego Wschodu.
Żeby nie sięgać zbyt daleko w mroki historii, w której jest mnóstwo przykładów, iż rozlew krwi w rejonie Bliskiego Wschodu był następstwem osiedlenia się tam Żydów po uciecze z Egiptu, przypatrzmy się sytuacji, jaka wytworzyła się po II wojnie światowej. Jak wiadomo, światowa opinia publiczna była pod wrażeniem masakry Żydów przez Rzeszę Niemiecką. Jednak współczucie nie jest najlepszym doradcą w polityce międzynarodowej i poparcie, jakie dla pomysłu pozwolenia Żydom na utworzenie własnego państwa zostało z tego powodu udzielone, było chyba błędem. Pierwszy rozlew krwi bowiem nastąpił zaraz po jednostronnym proklamowaniu niepodległości Izraela w roku 1948. Armia izraelska, niezależnie od działań bojowych, przerzucała na stronę arabską agentów, którzy rozpuszczali pogłoski, jakoby izraelscy żołnierze mordowali wszystkich, jak leci, zostawiając tylko ziemię i wodę. Ludność arabska nie chciała sprawdzać tych pogłosek na własnej skórze i tak narodził się problem „uchodźców palestyńskich”.
Drugi „rozlew krwi” na Bliskim Wschodzie miał miejsce w roku 1956 w ramach tzw. kryzysu sueskiego. Egipski prezydent Naser znacjonalizował Kanał Sueski, z czym nie chciała pogodzić się Wlk. Brytania i Francja. Wykombinowali sobie tedy, że Izrael, oczywiście nie za darmo, uderzy na wojsko egipskie w strefie Kanału Sueskiego, wskutek czego żegluga zostanie wstrzymana. Wtedy Wielka Brytania i Francja, w interesie pokoju światowego i swobody żeglugi, wezwała obydwie strony konfliktu do wycofania się ze strefy Kanału, Izrael, po zainkasowaniu honorarium, się wycofa, a wojsko egipskie – nie, jako że jest przecież u siebie. Wtedy w strefie Kanały wylądują angielscy i francuscy spadochroniarze i w ten sposób obydwa te państwa odzyskają kontrolę nad Kanałem Sueskim. I tak się stało – ale nie na długo – bo obydwa państwa obiecały amerykańskiemu prezydentu Eisenchoweru, że nie będą interweniować. Kiedy okazało się, że go oszukały, kazał im się wycofać ze strefy Kanału – co z podkulonymi ogonami uczyniły.
Kolejny rozlew krwi na Bliskim Wschodzie nastąpił w ramach „wojny sześciodniowej” w roku 1967, w której armia izraelska rozgromiła kraje arabskie i powiększyła obszar Izraela o terytoria okupowane. Kolejny rozlew krwi nastąpił w roku 1973, pod nazwą „wojny Jom Kipur”, rzeczywiście sprowokowanej przez arabskich sąsiadów Izraela. Ani w tych wojnach, ani w późniejszych wojnach mniejszego kalibru, „reżim ajatollahów” w Teheranie nie brał udziału po pierwsze – że przed 1978 rokiem, kiedy te wojny się odbywały, jeszcze nie istniał, a po drugie – nie brał udziału, a w każdym razie – udziału bezpośredniego – w wojenkach mniejszego kalibru, które z reguły inspirował Izrael, wykorzystując amerykańskich twardzieli do politycznego obezwładniania krajów leżących na obszarze „Wielkiego Izraela” („od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej – rzeki Eufrat”). Te kraje są już politycznie obezwładnione, więc Izrael, wodząc za nos amerykańskich twardzieli, zaszczepił im „Epicką furię”, by wyeliminować Iran, który idei „Wielkiego Izraela” bruździ.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
W obliczu eskalacji konfliktu, który ogarnął cały świat, znany analityk geopolityczny i niezależny dziennikarz Pepe Escobar analizuje dramatyczne wydarzenia na Bliskim Wschodzie w niedawnym wywiadzie. Podczas gdy Iran bombarduje Izrael i państwa Zatoki Perskiej precyzyjnymi pociskami i redefiniuje Cieśninę Ormuz, zapowiedziana operacja militarna Trumpa grozi pogrążeniem się w chaosie, błędnych kalkulacjach i załamaniu gospodarczym. Escobar opisuje „teatr absurdu”, w którym irański opór wstrząsa fundamentami hegemonii USA, nie tylko militarnie, ale także geoekonomicznie.
[Film w oryginale md]
Nowa rzeczywistość w Cieśninie Ormuz: Irańska bramka poboru opłat „Petro-Juan”
Pepe Escobar szczegółowo wyjaśnia, jak sytuacja w Cieśninie Ormuz radykalnie zmieniła się od wczoraj. Do niedawna tankowce z Chin, Indii, Pakistanu, Iraku, Bangladeszu, a nawet krajów takich jak Sri Lanka i Tajlandia mogły korzystać z przeprawy – pod warunkiem spełnienia trzech jasnych warunków: musiały przekazać wszystkie dane brokerowi powiązanemu z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który je weryfikował. Jakiekolwiek powiązanie z interesami USA, Izraela lub wrogimi stronami natychmiast wstrzymywało przeprawę.
Po drugie, należało uiścić opłatę w wysokości dwóch milionów dolarów amerykańskich za każdy tankowiec – gotówką (najlepiej w juanach) lub kryptowalutą za pośrednictwem niezwykle szybkiego blockchaina Tron (rozliczenie w zaledwie trzy sekundy). Po zapłaceniu i otrzymaniu płatności następował trzeci krok: Statki musiały skorzystać z precyzyjnie określonego kanału żeglugowego o szerokości zaledwie ośmiu kilometrów, znajdującego się na północ od wyspy Keszm, między Keszm a małą wyspą Larak.
Zasady te, które Escobar określa mianem „prywatyzacji lub nacjonalizacji” Cieśniny Ormuz, zostały obecnie wpisane do prawa irańskiego przez parlament. Są one wzorowane na Kanale Sueskim: koniec z swobodnym przepływem. Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej kontroluje nie tylko wody terytorialne, ale także rozległy obszar – od południowego Keszm, przez zachodnią część Zatoki Perskiej do wyspy Qaruh, a dalej obejmując Zatokę Perską, Cieśninę Ormuz i Zatokę Omańską, aż do granicy irańsko-pakistańskiej.
Jednak na dzień dzisiejszy cały ruch został wstrzymany: żadne statki nie przepływają, ponieważ wszyscy spodziewają się rychłej operacji USA. Escobar podkreśla, że zasady pozostają w mocy i będą ściśle egzekwowane. Osoby, które nie są uznawane za „państwa wrogie”, mogą przepłynąć – ale tylko za opłatą i wyznaczoną trasą.
Ten środek to prawdziwy przełom. W ciągu zaledwie kilku dni Iran ustanowił alternatywny system płatności, który skutecznie funkcjonuje jako „petrojuan” – czego nie udało się osiągnąć przez lata szczytów BRICS. Rosja i Chiny, podobnie jak Globalne Południe, obserwują to z wielkim zainteresowaniem. IRGC czerpie bezpośrednie dochody z opłat, a system jest już w pełni operacyjny.
Możliwa inwazja USA i spekulacje na temat „lądowania w Normandii”
Escobar przedstawia scenariusze, które obecnie dręczą świat. Krążą pogłoski o „desantowaniu w stylu normandzkim” – prawdopodobnie na wyspie Larak, do której najpierw należałoby zabezpieczyć Keszm. Inne możliwe cele to region Sistan-Beludżystan w pobliżu portu Czabahar, wyspa Abu Musa (irańska, ale roszczona przez Zjednoczone Emiraty Arabskie) lub inne odcinki wybrzeża. Rząd USA wysyła tysiące marines i do 10 000 żołnierzy, ale nawet amerykańscy urzędnicy ostrzegają Trumpa w swoich negocjacjach: żadna z opcji lądowych nie wygląda obiecująco. Niemniej jednak Waszyngton nadal eskaluje – pomimo niedawnego oświadczenia Trumpa, że jest „znudzony wojną” i chce „iść dalej”. Escobar nazywa to „zdumiewającym”: po tym, jak Trump nazwał konflikt „wycieczką”, teraz jest nim znudzony.
Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jest w stanie najwyższej gotowości. Escobar ostrzega: Cokolwiek wydarzy się w ten weekend lub w nadchodzących dniach, będzie katastrofalne w skutkach. Niezależnie od tego, czy będzie to mini-inwazja, czy potężny atak bombowy, konsekwencje są nieprzewidywalne.
Ofensywa rakietowa Iranu i niszczenie potęgi USA i Izraela
Pomimo twierdzeń USA, że jedna trzecia irańskiego systemu rakietowego została zniszczona (wbrew narracji Trumpa o „wszystkim zniszczeniu”), Iran codziennie ostrzeliwuje Tel Awiw, cele izraelskie i porty Zatoki Perskiej precyzyjnymi pociskami. Escobar mówi o „zdecentralizowanej strategii mozaikowej”, która jest codziennie udoskonalana. Irańska armia publikuje selfie z wystrzeliwania pocisków – to wyraźne zwycięstwo w tej narracyjnej bitwie. Izrael informuje o zniszczeniu ich prawie 100 czołgów przez sam Hezbollah, a armia jest na skraju upadku. Bazy USA w Azji Zachodniej są zniszczone w ponad 90% i nie zostaną odbudowane.
Iran nie wykorzystał jeszcze w pełni swojego potencjału: niewidzialne podziemne miasta rakietowe na południowym wschodzie i wschodzie kraju (w pobliżu granicy z Afganistanem) są nieznane Amerykanom. Cele pozostają jasne: maksymalne zniszczenie Izraela (być może nieodwracalne), całkowite wyparcie USA z Zatoki Perskiej i utworzenie nieodwracalnego mechanizmu odstraszającego.
Rola państw Zatoki Perskiej: ZEA jako podpalacz, Arabia Saudyjska jako obrońca
Pozycja Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) jest szczególnie napięta. Escobar cytuje „przerażający felieton” ambasadora ZEA w USA w „Wall Street Journal”: Emiraty otwarcie przystępują do wojny po stronie USA. Powód: 1,4 biliona dolarów zainwestowanych w amerykańską gospodarkę (sztuczna inteligencja, półprzewodniki itp.). Ich model biznesowy – Dubaj jako centrum „błyskotek”, Dżabal Ali jako kluczowy port – leży w gruzach. Inne porty w Tartusie (Syria), Akabie (Jordania) i Hajfie są sparaliżowane. Iran opublikował już listę pięciu megacelów: elektrowni, zakładów odsalania wody i innych. Jeśli ZEA przystąpią do wojny, ich gospodarka – w tym centra sztucznej inteligencji i lotniska – będzie zagrożona całkowitym zniszczeniem.
Arabia Saudyjska działa ostrożniej, ale pozostaje zaangażowana. Rozumownia Escobara przywołują historyczne ambicje: Kuwejt należał kiedyś do prowincji Basra, Bahrajn do Iranu (do 1971 roku), a Emiraty do Omanu. Iraccy analitycy otwarcie mówią o zwrocie tych terytoriów. Katar i Oman natomiast pozycjonują się sprytnie: potępiają wojnę i nie oferują swojego terytorium do ataków na Iran – widzą, „w którą stronę wieje wiatr”.
Farsa negocjacyjna i „Teatr Absurdu”
Escobar opisuje nieudane negocjacje jako szczyt absurdu. Omańscy dyplomaci przetłumaczyli irańskie propozycje (hojne oferty wzbogacania uranu) na pidgin angielski – ekipa Trumpa („Heckle and Jackal”) ich nie zrozumiała. Później J.D. Vance miał polecieć do Islamabadu, ale Pakistan zdradził Iran: osiem tankowców z irańską ropą, pływających pod pakistańską banderą, zostało zajętych przez Stany Zjednoczone. Trójstronny sojusz Turcji, Egiptu i Pakistanu, pełniących rolę mediatorów, rozpadł się. Iran powtórzył swoje główne żądania: wycofanie wszystkich baz amerykańskich, reparacje, zniesienie sankcji, swobodny cywilny program nuklearny oraz brak ograniczeń dotyczących pocisków rakietowych i sojuszy z Hezbollahem i Ansar Allah.
Trump ogłasza wygraną wojnę i „nudzi się”. Ale rzeczywistość jest taka: obecność USA w Zatoce Perskiej została niemal całkowicie zniszczona, Izrael stoi na krawędzi upadku, a rynki ropy naftowej i obligacji spadają.
Apokalipsa gospodarcza: cena ropy 150 dolarów i globalna recesja
Rynki obligacji zmuszają Trumpa do wycofania się: rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji zbliżyła się do 5%, zanim odroczenie ultimatum na krótko ją uspokoiło. Larry Fink z BlackRock otwarcie ostrzega przed dwoma scenariuszami: ropa naftowa po 40 lub 150 dolarów – ten drugi oznacza globalną recesję. Przy cenie 120 dolarów (która jest już w zasięgu ręki) recesja już się zaczyna. Europa, bez rosyjskiego lub katarskiego gazu, zapłaci najwyższą cenę. Kaskadowe skutki już wpływają na globalne Południe, Azję Południowo-Wschodnią i Indie.
Rosja i Chiny: sztuka milczenia
Rosja i Chiny zachowują strategiczne milczenie – „Nigdy nie przerywaj wrogowi, gdy popełnia poważny błąd”. Udzielają Iranowi wsparcia technicznego (Beidou zamiast GPS, Intel dla planów USA, ulepszone drony), nie przyznając się do tego publicznie. Putin jest przekonany, że wojna zakończy się maksymalnie w ciągu czterech tygodni. Dla Chin petrojuan to dar: alternatywny system płatności w najistotniejszym punkcie zapalnym świata – osiągnięto w trzy tygodnie to, czego nie udało się osiągnąć przez 20–30 lat dyplomacji. Iran walczy samotnie z nuklearnym supermocarstwem i regionalnym mocarstwem atomowym – i wygrywa.
Suwerenny opór Iranu: 2500 lat historii kontratakuje
Pomimo 47 lat brutalnych sankcji – rozpadającej się infrastruktury, podupadłych hoteli, rozpadających się systemów kanalizacyjnych – Iran dysponuje wybitnym kapitałem ludzkim: światowej klasy uniwersytetami, inżynierami, fizykami i matematykami. Zbudowali ukryty kompleks militarno-przemysłowy, który przeraża supermocarstwo. Escobar jest pod wrażeniem: średniej wielkości mocarstwo regionalne w pojedynkę odwraca sytuację. Globalne Południe podziwia Iran jako obrońcę większości ludzkości.
Ten konflikt oznacza prawdziwy punkt zwrotny XXI wieku – nie 11 września. Hegemonia USA chyli się ku upadkowi, wyłania się wielobiegunowy świat. W ciągu zaledwie kilku tygodni Iran zniweczył wszystkie rzekome zdobycze z października 2023 roku (Liban, Syria). To, co nastąpi, zapisze się w historii: suwerenny opór Persji przeciwko imperiom, które nie odrobiły lekcji. Świat patrzy z zapartym tchem – i wyciąga wnioski.
Oś Netanjahu–Trump skupia się przede wszystkim na Iranie. Gdyby Iran upadł, prawdopodobnie – a nawet najprawdopodobniej – zwróciliby uwagę na wsparcie Ukrainy i na Rosję. Jednak zdesperowany opór Iranu odwraca ich główną uwagę. Obecnie nie mają czasu na Rosję – priorytetem jest Iran.
Oczywiście Trumpa już zupełnie nie interesuje „budowanie pokoju”, dlatego też uregulowanie stosunków z Rosją, jeśli ma w ogóle jakiś sens, to jest on bardzo pragmatyczny. Jego wojna to wojna z Iranem. Izrael uczynił tę wojnę wojną Trumpa. A Trump nie rezygnuje z tego. W ten sposób powstała jedna oś: USA/Izrael przeciwko Iranowi.
Pozostałym siłom regionalnym proponuje się dokonanie wyboru: i to trudnego — albo przyłączyć się do koalicji amerykańsko-izraelskiej, albo do Iranu (Ruchu Oporu). Nie ma mowy o stanowisku pośrednim, a jeśli ktoś spróbuje nalegać na neutralność, będzie bombardowany i atakowany z obu stron. Nie ma tu miejsca na neutralność. Pociąg już odjechał.
Druga oś: UE/Wielka Brytania/globalistyczni politycy w USA (przede wszystkim Partia Demokratyczna) przeciwko Rosji i na rzecz wsparcia reżimu kijowskiego. To prawdziwa i zaciekła wojna, do bezpośredniego udziału w której przygotowuje się większość krajów europejskich (z wyjątkiem Węgier i Słowacji). Partia Demokratyczna w USA promuje właśnie tę wojnę, dlatego Ukraina jest dla niej priorytetem.
Głównym celem obu stron jest wbicie klina między Iran a Rosję, aby nie zorientowały się, że toczą wojnę z tym samym przeciwnikiem. A głównym zarzutem USA i Izraela wobec UE i globalistów, a także głównym zarzutem UE i globalistów wobec USA i Izraela jest właśnie to, że prowadzą one dwie wojny przeciwko dwóm wrogom „cywilizacji Epsteina” jednocześnie, a nie po kolei. Ponieważ wojna z Iranem się przedłuża, Izrael stopniowo zamienia się w Gazę, a światowa gospodarka z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz wkrótce się załamie (w niektórych krajach wprowadzono już blokadę energetyczną), globalistom nie podoba się Trump, który z ich punktu widzenia „wystawia Ukrainę” i odwraca uwagę od głównego wroga – Rosji.
Tę linię podtrzymują sieci Sorosa, które ogólnie nienawidzą Trumpa i Netanjahu. Należy jednak pamiętać o jednym: właśnie ci, którzy najbardziej atakują Trumpa i Izrael za wojnę z Iranem, nie są przeciwni wojnie, ale opowiadają się za wojną z Rosją. Praktycznie wszystkie europejskie siły i całe kraje, które rzuciły się na Netanjahu, domagają się po prostu przesunięcia akcentów na korzyść reżimu Zełenskiego. W Stanach Zjednoczonych głośno o tym krzyczą demokraci.
Iran i Rosja doskonale rozumieją, że nie chodzi o to, kto na Zachodzie jest za wojną, a kto przeciw, ale o to, na kim Zachód chce się skupić w pierwszej kolejności. Oznacza to po prostu, że na pozostałych skupią się w drugiej kolejności. Nikt nie ma żadnych złudzeń. I oczywiście Rosja i Iran walczą po tej samej stronie i przeciwko temu samemu przeciwnikowi. Jakiekolwiek działania na powierzchni niczego nie zmieniają w istocie III wojny światowej. Mgła wojny. Negocjacje. Odwracanie uwagi. Rzucanie piasku w oczy.
Najważniejsze jest teraz, aby nie pozwolić wrogowi – zbiorowemu Zachodowi, cywilizacji Epsteina – pokonywać nas jednego po drugim. Do wojny należy przystąpić jak najszybciej i jak najbardziej radykalnie. Należy wspierać przyjaciół i sojuszników, przekonywać wahających się, wprowadzać społeczeństwo w stan wyjątkowy.
Bardzo wyraźnym przykładem jest wojna informacyjna prowadzona przez Iran, którą ten kraj znakomicie wygrywa. To tylko taka uwaga. Nie jest to krytyka. To spostrzeżenie.
Wiele zależy od Chin. Na razie kraj ten przyjmuje postawę wyczekującą, ale już wypuścił swoją najnowszą broń psychologiczną w postaci profesora Jiang Xueqina. Atakuje on świadomość światowych analityków swoimi przepowiedniami. To już całkiem nieźle.
Po raz pierwszy chińscy intelektualiści zaczęli mówić o spisku syjonistycznym, eschatologii, Sabbatai Zevi, Jakobie Franku, iluminatach, wielkiej geopolityce, światowych elitach kapitalistycznych.
Strategiczne myślenie Chin wysuwa się na pierwszy plan. Koniec z podejściem „win-win” i strategiami typu „panda”. Rzeczy zaczęto nazywać po imieniu.
Pekin uderzy na Tajwan, ale nie wiadomo kiedy. Jeśli będzie czekał, aż inne siły wielobiegunowości osłabną lub, broń Boże, upadną, Chiny same nie przetrwają. Dlatego lepiej uderzyć właśnie teraz, otwierając trzeci front. Przeciwko temu samemu wrogowi. Ściśle i bezpośrednio temu samemu.
W tej chwili wróg się przygotowuje, ale nie jest jeszcze gotowy do prowadzenia aż trzech wojen jednocześnie. A jeśli ktoś jeszcze z grona wielobiegunowego otworzy dodatkowy front, siły wroga rozproszą się po całej planecie. Najwyższy czas rozpocząć powszechne, globalne powstanie przeciwko dyktaturze Baala. On wystarczająco się zdradził.
Nieprzypadkowo Peter Thiel, który doprowadził Trumpa do władzy, jeździ po świecie z wykładami o Antychryście. Wszyscy zobaczyli prawdziwe oblicze Zachodu – to Epstein. To zamordowane irańskie uczennice, to dziesiątki tysięcy niemowląt w Gazie. Nikt nie może powiedzieć: nie wiedziałem, nie widziałem, nie byłem w to wtajemniczony. To już nie przejdzie. Wszyscy widzieli i wszyscy wiedzą, a jeśli jeszcze nie walczą po naszej stronie frontu, to w istocie stają po stronie wroga. I stają się uzasadnionymi celami.
Ameryka Łacińska wygląda na razie na wyraźnie słabe ogniwo, a haniebna kapitulacja przed ideami rewolucji i dziedzictwem Chaveza przez żałosnych tchórzy w rządzie Wenezueli przygnębia. Imieniem „Delsi” już nigdy więcej nikt nie będzie nazywał nikogo. Również nazwisko „Rodriguez” mocno ucierpiało. Lula i Brazylia, a także Meksyk i Kolumbia robią coś, aby pomóc Kubie, ale nie decydują się na bezpośrednie rzucenie wyzwania Stanom Zjednoczonym. Boją się. A nie ma się czego bać, jest już za późno.
W Afryce mamy wspaniałych bohaterów w postaci krajów Stowarzyszenia Sahelu (Burkina Faso, Niger, Mali), dumnej Etiopii oraz kilku innych reżimów, które nie ugięły się przed cywilizacją Baala (Republika Środkowoafrykańska, częściowo RPA). Budzi to ostrożny optymizm.
Sunnicki świat islamski jest podzielony, elita jest skorumpowana i zintegrowana z archipelagiem Epsteina, a masy są zdeprawowane przez idiotyczny salafizm i wahhabizm, które zmuszają muzułmanów do wyładowywania gniewu na niewinnych i do obrony interesów USA i Izraela. Osobną pozycję zajmuje dość suwerenny Pakistan(ale ma on swoją własną wojnę z talibami-Pasztunami) oraz Indonezja. Erdogan jest następny do likwidacji w planie syjonistów, ale będzie się wahał (jak zwykle).
Indie, będące filarem wielobiegunowości i państwem-cywilizacją, znalazły się w trudnej sytuacji. New Delhi postrzega Chiny jako głównego regionalnego rywala, a Modi i otaczająca go hindutva z wielką obawą podchodzą do islamu. To skłania Indie do sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, choć raczej nie należy się spodziewać bardziej aktywnej polityki z tej strony frontu.
[wiki: Hindutva to ideologia polityczna i forma nacjonalizmu hinduskiego, dążąca do ustanowienia kultury hinduskiej jako fundamentu tożsamości narodowej Indii (Hindu Rashtra). md]
Najbardziej adekwatnym krajem wydaje się Korea Północna, a najmniej adekwatnym – Japonia.
Trzecia wojna światowa toczy się między tymi, którzy chcą za wszelką cenę zachować i wzmocnić hegemonię zbiorowego Zachodu (zarówno w wersji dzikiej, trumpowskiej i syjonistycznej, jak i w globalistycznym modelu europejskim), a wielobiegunową ludzkością, czyli nami. Już trwa. Na pełnych obrotach.
Można oczywiście nadal udawać, że nic takiego się nie dzieje. Ale po co?
Larry Johnson: Nierealne cele militarne armii USA w Iranie – szczegółowa analiza
uncut-news.ch
W niedawnym wywiadzie z byłym analitykiem CIA i gospodarzem sonar21.com Larrym Johnsonem, rzuca on światło na wysoce nierealistyczne i ryzykowne plany militarne Stanów Zjednoczonych w konflikcie z Iranem. Johnson, doświadczony ekspert w dziedzinie wywiadu i wojskowości, ostro krytykuje rozbieżność między oficjalnymi oświadczeniami Waszyngtonu a brutalną rzeczywistością militarną i geopolityczną. Opierając się na obecnych ruchach wojsk, oświadczeniach publicznych i historycznych tendencjach, ostrzega przed potencjalną katastrofą, która może wpłynąć nie tylko na siły zbrojne USA, ale na całą globalną gospodarkę.
Podcast z Danielem Davisem z formatu „Deep Dive” koncentruje się wokół pytania, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście przygotowują się do wojny lądowej z Iranem – czy też jest to mieszanka oszustwa, wewnętrznej kalkulacji politycznej i strategicznej pomyłki. Johnson krok po kroku obala te plany i pokazuje, dlaczego nawet ograniczone operacje, takie jak zajęcie wysp w Zatoce Perskiej, są militarnie niepraktyczne.
Johnson zaczyna od konkretnych dowodów na zatuszowane straty USA. Jest przekonany, że oficjalna wersja zestrzelenia tankowca KC-135 to „bezczelne kłamstwo”: samolot został zestrzelony nie w wyniku zderzenia, lecz przez irański pocisk. Podobny sceptycyzm wyraża w odniesieniu do doniesień o rzekomym zestrzeleniu myśliwca F-18 marynarki wojennej USA przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Podczas gdy dowództwo wojskowe USA (CENTCOM) temu zaprzecza, Johnson argumentuje, że kłamstwo jest powszechne w czasie wojny – zwłaszcza gdy pilot katapultuje się nad terytorium Iranu, a akcja ratunkowa jest w toku.
Jeszcze bardziej uderzający jest przypadek lotniskowca USS Gerald R. Ford. Oficjalnie „pożar pralni” unieruchomił okręt na ponad rok. Johnson uważa to za absurd: zwykły pożar pralni nie mógł zniszczyć stalowych konstrukcji na wiele godzin i wywołać 30-godzinnego pożaru. Zdjęcia pokazywały uszkodzenia zewnętrzne, które bardziej wskazywały na uderzenie pocisku lub drona. Jako porównanie przytacza incydent na USS Forrestal z 1967 roku, gdzie awaria amunicji trwała 19 godzin – w tym przypadku rzekomo trwała 11 godzin dłużej. Rząd po prostu nie chce przyznać się do uszkodzeń bojowych, aby uniknąć uznania własnej słabości.
Negocjacje jako fasada – Iran dyktuje warunki
Pomimo wszystkich publicznych sygnałów z Białego Domu – od „15-punktowego planu pokojowego” po rzekome pięciodniowe zawieszenie broni – Johnson nie dostrzega rzeczywistej woli Iranu do negocjacji. Teheran już dwukrotnie zgodził się na negocjacje i został następnie zaatakowany. Panuje całkowity brak zaufania. Iran stawia teraz własne żądania i oczekuje, że Stany Zjednoczone je spełnią, zanim rozmowy w ogóle się rozpoczną. Oświadczenia irańskich urzędników, w tym rzecznika Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, wcale nie brzmią jak kapitulacja, a raczej jak pewność siebie: „Stany Zjednoczone negocjują same ze sobą”.
Johnson ujawnił również element manipulacji: optymistyczne zapowiedzi Trumpa w poniedziałek doprowadziły do spadku cen ropy i wsparły notowania giełdowe – najwyraźniej była to umowa z insiderami, o której inwestorzy z Wall Street zostali wcześniej poinformowani. W rzeczywistości masowe transporty lotnicze mające na celu rozmieszczenie sił specjalnych rozpoczęły się już 12 marca. Twierdził, że jest to sprzeczne z autentycznymi działaniami na rzecz pokoju.
Masowe ruchy wojsk – przygotowania do podboju wysp?
Johnson szczegółowo analizuje ruchy obserwowane od 12 marca: ponad 35 lotów transportowych C-17 z baz amerykańskich (lotniska Hunter Army, bazy wspólnej Lewis-McChord, Fort Bragg, Oceana, Fort Campbell) do baz w Jordanii i Izraelu. W działania zaangażowane są elitarne jednostki, takie jak 75. Pułk Rangerów, Delta Force, SEAL Team 6, 82. Dywizja Powietrznodesantowa oraz oddziały 160. Pułku Lotnictwa Operacji Specjalnych (Night Stalkers). Dodatkowo, pod koniec marca spodziewane jest przybycie dwóch jednostek ekspedycyjnych piechoty morskiej (31. i 11. MEU).
Prawdopodobne cele: wyspa Charg (w północnej części Zatoki Perskiej, główny irański terminal naftowy obsługujący 90% irańskiego eksportu) oraz wyspa Keszm (w najwęższym miejscu Cieśniny Ormuz). Johnson ostrzega: To nie jest „zwykła operacja polegająca na przemieszczaniu się między wyspami”. Charg jest płaski i odsłonięty, Keszm zamieszkuje około 150 000 Irańczyków. Garstka amerykańskich marines lub rangersów (realnie tylko 800–1000 żołnierzy na jednostkę MEU) stanęłaby w obliczu przytłaczającej przewagi wroga. Iran od lat fortyfikuje ten region – za pomocą min, dronów, okrętów podwodnych, motorówek i pocisków nadbrzeżnych.
Nawet generał Keith Kellogg (były doradca Trumpa) i Lindsey Graham promowali ten pomysł, powołując się na „rzymskie legiony” i desantowe siły szybkiego reagowania. Johnson ripostuje sucho: Okręty musiałyby zbliżyć się na kilka mil do irańskiego wybrzeża – stając się „łapkami na pożarcie” irańskich ataków. Zajęcie okrętów nie tylko otworzyłoby Cieśninę Ormuz, ale wręcz ją całkowicie zamknęło: Iran już teraz grozi zaminowaniem całej Zatoki. Co więcej, okręty nie są zaprojektowane do długotrwałej okupacji – linie zaopatrzeniowe nie byłyby bezpieczne, a ludność cywilna mogłaby stać się katastrofą wizerunkową.
Johnson powołuje się na własne szkolenie w CIA: To, co wydaje się wykonalne na papierze, zawodzi w praktyce z powodu terenu, pogody, logistyki i odporności człowieka. 800 marines przeciwko uzbrojonej populacji liczącej dziesiątki tysięcy ludzi? To kończy się jak misja Custera – tylko bardziej nowocześnie, z dronami i pociskami.
Kontekst historyczny: USA jako agresor
Johnson obala narrację o „47 latach irańskiej agresji”. W rzeczywistości Stany Zjednoczone namawiały Saddama Husajna do ataku na Iran w 1980 roku, dostarczały broń chemiczną i dzieliły się informacjami wywiadowczymi – co doprowadziło do śmierci setek tysięcy Irańczyków. Później Stany Zjednoczone uzbroiły organizację terrorystyczną MEK (Mudżahedin-e-Khalq) i wykorzystały ją do przeprowadzenia ataków w Iranie. Prawdziwymi „potworami” w regionie nie jest Teheran, ale Waszyngton.
Konsekwencje ekonomiczne i globalne
Operacja miałaby katastrofalne skutki. Iran już teraz pompuje więcej ropy (1,5 miliona baryłek dziennie zamiast 1,1 miliona) i sprzedaje ją po wyższej cenie (97 dolarów zamiast 47 dolarów). Zamknięcie Cieśniny Ormuz podniosłoby ceny ropy do 150–200 dolarów, podwoiłoby ceny benzyny w USA i wywołało globalny kryzys. Łańcuchy dostaw helu, kwasu siarkowego i nawozów uległyby załamaniu. Iran już zapowiada zmiany w przepisach dotyczących żeglugi i pobieranie opłat tranzytowych w juanach – cios dla petrodolara.
Nawet brytyjscy eksperci (były szef MI6 i były minister obrony) mówią teraz o „wojnie nie do wygrania”. Johnson uważa, że Trump jest w pułapce: posłuchał rad Izraela i teraz może tylko eskalować. Jeśli to się nie powiedzie, będą szukać kozłów ofiarnych takich jak Tulsi Gabbard.
Wnioski: Krótkowzroczność militarna i porażka strategiczna
Larry Johnson maluje jasny obraz: plany USA są nie tylko niepraktyczne, ale wręcz samobójcze. Elitarne jednostki bez odpowiedniego zabezpieczenia, niewystarczająca logistyka, niedoceniana obrona Iranu oraz zignorowana lekcja z Ukrainy i Bliskiego Wschodu: drony i wojna asymetryczna sprawiają, że konwencjonalna przewaga jest bezwartościowa. Zamiast zmiany reżimu czy kontroli nad ropą naftową, wisi w powietrzu globalna katastrofa gospodarcza – wraz z utratą wszelkiej wiarygodności, jaką Stany Zjednoczone mogłyby mieć jako potęga militarna.
Johnson kończy ostrzeżeniem: Każdy, kto planuje takie operacje bez zrozumienia realiów ludzkich, logistycznych i geopolitycznych, powtarza błędy minionych wojen – tyle że tym razem stawka jest wyższa dla całego porządku świata. Nadchodzące dni pokażą, czy zwycięży rozsądek, czy pycha.
Amerykanie muszą pilnie przedyskutować, w jaki sposób przywrócić warunki, które mogłyby doprowadzić do odbudowy państwa rządzonego przez interesy samych Amerykanów.
Zachodnia machina propagandowa – najpotężniejsza broń strategiczna Zachodu – wielokrotnie twierdziła, że siły amerykańskie odniosły szybkie i zdecydowane zwycięstwo nad Iranem. Jednocześnie izraelscy oficerowie wywiadu informują zachodnie media, że obserwują coraz więcej oznak rozpadu i „chaosu” w reżimie w Teheranie, dodając, że irański łańcuch dowodzenia został poważnie zakłócony przez poważne awarie.
I dlaczego nie należałoby wysuwać takich roszczeń do całkowitego zwycięstwa? Trump prawdopodobnie wyruszył na wojnę z absolutną wiarą w siłę militarną Ameryki, która zniweczy irańską strukturę państwową, jej sieć dowodzenia i potencjał militarny. Jego generałowie zdawali się popierać ogólną tezę o potencjale destrukcyjnym – ale dodali kilka „ale”, które prawdopodobnie nie pasowały do toku myślenia Trumpa.
I właśnie to zrobił Trump – kompleksową „anihilację”; nieustanne fale bombardowań dalekiego zasięgu. Tym, którzy wątpili w jego sukces w demontażu irańskiej struktury państwowej, odpowiedział po prostu: „Wtedy zniszczymy jeszcze więcej”. „Zabijemy jeszcze więcej ich przywódców”.
Media zachodnie (w tym izraelskie) również chwaliły niszczycielski wpływ ataku na irańskie przywództwo polityczne i wojskowe w towarzyszących mu reportażach po atakach z 28 lutego.
Nie podjęto próby krytycznej oceny wpływu na państwo, które przez 20–40 lat przygotowywało się do asymetrycznej odpowiedzi na zbliżającą się wojnę. Nie podjęto też próby rozważenia rzeczywistych konsekwencji bombardowania państwa, które ukryło całą swoją infrastrukturę wojskową (w tym siły powietrzne) pod powierzchnią ziemi, a następnie ukryło ją w głębokich, podziemnych miastach.
Nie podjęto próby oceny wpływu zamachu na irańskich przywódców politycznych i wojskowych na nastroje społeczne. Nie zrozumiano, w jaki sposób zdecentralizowana „mozaika” irańskich przywódców mogłaby ułatwić szybką, zaplanowaną reakcję na oderwanie się przywódców. Nie wzięto również pod uwagę, że tak rozproszona struktura przywódcza pozwoliłaby Iranowi prowadzić długotrwałą wojnę na wyniszczenie przeciwko USA i Izraelowi – w przeciwieństwie do nacisku USA i Izraela na krótkie wojny, które nie nadwyrężają odporności społeczeństwa.
W przeciwieństwie do tego wszystkie główne doniesienia skupiały się na rozmiarze zniszczeń wyrządzonych Teheranowi i jego mieszkańcom – przy jednoczesnym ukrytym założeniu, że zniszczenie infrastruktury i duża liczba ofiar cywilnych same w sobie doprowadzą do powstania opozycji, która „powstanie” i „przejmie” stery przywództwa narodowego.
Fakt, że konflikt ten wzbudził tak małe zainteresowanie, odzwierciedla fakt, że USA coraz bardziej dostosowują swoje podejście do wojny do modeli od dawna stosowanych przez Izrael – co może mieć daleko idące konsekwencje dla przyszłości Zachodu.
Oczywiście, niektórzy zawodowi oficerowie armii amerykańskiej wielokrotnie ostrzegali przed nieskutecznością masowych bombardowań jako samodzielnego instrumentu strategicznego, twierdząc, że nigdy nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Jednak ich ostrzegawcze przesłania miały niewielki wpływ na panujące wówczas przekonanie o „zagładzie”.
Język używany przez Trumpa i jego zespół do opisywania Irańczyków jako „złych” i „morderczych, zabijających dzieci” podludzi ma wyraźnie na celu polaryzację konfliktu do tego stopnia, że inne strategie militarne niż dalsza „unicestwienie” są wykluczone.
Trump powiedział dziennikarzom „New York Timesa” , że nie czuje się „ skrępowany żadnymi międzynarodowymi prawami, normami, mechanizmami kontroli i równowagi ” i że „ jedynymi ograniczeniami jego możliwości wykorzystania amerykańskiej potęgi militarnej ” są „moja własna moralność. Mój własny umysł. Tylko to może mnie powstrzymać”.
Z doniesień wynika, że wyraził zdziwienie, iż niespodziewany atak Ameryki na irańskie przywództwo wywołał natychmiastową reakcję w postaci ataków odwetowych na amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej: „Nie spodziewaliśmy się tego” – powiedział Trump; nie przewidywał też późniejszego wybiórczego zamknięcia Cieśniny Ormuz, mimo że Irańczycy wyraźnie ostrzegali, że właśnie to zrobią. Zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale mimo to podjął działania, mówiąc, że „nie sądzi”, by Irańczycy przejęli kontrolę nad Cieśniną Ormuz.
Kontrola Iranu nad około 20% światowego rynku ropy naftowej i podobną ilością gazu transportowanego przez cieśninę Ormuz daje mu wyjątkowy wpływ na całą gospodarkę opartą na dolarze. Stanowi to jednak szczególne zagrożenie dla państw Zatoki Perskiej, ponieważ cieśnina Ormuz służy również jako korytarz dla nawozów, żywności i wielu innych dóbr.
Selektywna blokada Ormuz ma zatem globalne konsekwencje gospodarcze drugiego i trzeciego rzędu dla świata. Jak zauważył wczoraj Lloyd’s Intelligence :
„Kilka rządów – w tym Indii, Pakistanu, Iraku, Malezji i Chin – prowadzi bezpośrednie rozmowy z Teheranem i koordynuje ruch morski za pośrednictwem nowo utworzonego systemu rejestracji i kontroli obsługiwanego przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej… Lloyds… oczekuje, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wprowadzi w najbliższych dniach bardziej formalny proces zatwierdzania statków”.
Dlaczego więc Izrael sprowokował tak strategiczną eskalację, atakując irańskie terminale, które otrzymują gaz ze złoża gazu Południowy Pars, które Iran dzieli z Katarem? Izrael twierdzi, że Trump dał im zielone światło na atak. Trump odpowiedział , że „Izrael zaatakował irańskie złoże gazu Południowy Pars wczesnym rankiem, nie informując o tym Stanów Zjednoczonych ani Kataru”.
Zgodnie z oczekiwaniami, atak na irańską infrastrukturę energetyczną wywołał eskalację konfliktu poprzez irańskie ataki rakietowe na infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej, co przerodziło się w poważną wojnę ekonomiczną .
Zasadniczo pytanie brzmi teraz, na jakich warunkach świat będzie mógł kupować ropę i gaz. Czy nabywcy będą mogli kupować energię w walutach innych niż dolar? Wydaje się, że tak – Pakistanowi udało się wynegocjować przewóz ładunku przez Cieśninę Ormuz właśnie w ten sposób – udowadniając, że ładunek został zakupiony w juanach .
Nie chodzi więc tylko o obecność wojsk USA w regionie – których wycofania domaga się Iran – ale raczej o irańskie żądania całkowitego zakończenia handlu dolarami w regionie.
Jeśli Iran wygra, może to oznaczać trudną drogę do przetrwania gospodarczego dla państw Zatoki Perskiej.
Państwa Zatoki Perskiej mogą wkrótce musieć zdecydować, jakie stanowisko zająć w tej wojnie. Z jednej strony w pełni zaakceptowały merkantylistyczny styl życia Stanów Zjednoczonych. Ale Iran grozi obaleniem tego paradygmatu. Z drugiej strony, przyszłe perspektywy państw Zatoki Perskiej – coś, co muszą wziąć pod uwagę – mogą zależeć od tego, czy Iran pozwoli im przejść przez Cieśninę Ormuz.
Jeśli Iran wybiórczo wykorzysta swoją „stopę na gardle” światowego systemu gospodarczego – według swoich konkretnych kryteriów – możliwe jest, że inne państwa (w tym europejskie) zostaną zmuszone do zasiadania przy „stole negocjacyjnym” z Teheranem, aby zabezpieczyć swoją przyszłą pomyślność gospodarczą.
Ukryte struktury władzy w USA
Jednak nie tylko kraje Zatoki Perskiej muszą zastanowić się nad swoją pozycją – monarchie Zatoki Perskiej – po tej nierozsądnej i potencjalnie bardzo szkodliwej wojnie handlowej. W Stanach Zjednoczonych pojawiają się głosy, że Amerykanie również muszą omówić swoje stanowisko.
Amerykański komentator Bret Weinstein niedawno trafił w czuły punkt wielu Amerykanów, którzy podobnie jak on aktywnie wspierali Trumpa, ale teraz są zdezorientowani i niepewni, ponieważ Trump opowiadał się za wojną z Iranem – zwłaszcza że w związku z tym jego prezydentura jest zagrożona:
„Dlaczego człowiek taki jak Trump, który zna się na polityce, popełniłby tak oczywisty błąd?”
W rozmowie z Tuckerem Carlsonem Weinstein zasugerował, że jedną z odpowiedzi jest to, iż Trump tak naprawdę nie ma kontroli:
„My, Amerykanie, musimy porozmawiać sami ze sobą – nie tylko o tym, jak bardzo zepsuty jest system i do czego nas zmusza, ale także o tym, jak on właściwie działa. [Kto] popycha nas do tego, co robimy?”
Pytanie jest głębsze niż sam fakt, że Trump złamał swoją obietnicę wyborczą, że „nie będzie nowych wojen za granicą”. ( Agencja Reutersdonosi dziś, że „administracja Trumpa rozważa wysłanie tysięcy dodatkowych żołnierzy amerykańskich na Bliski Wschód – podczas gdy Trump myśli o kolejnych krokach wobec Iranu, które mogą obejmować próbę zabezpieczenia Cieśnin”).
W rozmowie z Tuckerem Carlsonem Weinstein zauważył, że system amerykański wydaje się być poważnie nadszarpnięty od pewnego czasu (od 1961 lub 1963 roku): nie leży mu już na sercu interes amerykański. W istocie, argumentował, amerykańskie rządy w wielu dziedzinach – od finansów po opiekę zdrowotną – są wyraźnie sprzeczne z rzeczywistymi interesami Amerykanów. A od wydarzeń z listopada 1963 roku państwo przekształciło się w strukturę „niekonstytucyjną” – dokładne przeciwieństwo tego, czym powinny być Stany Zjednoczone.
Weinstein przypisał tę sytuację „czemuś”, co nie jest ujawnione; czemuś, czego nie da się dostrzec gołym okiem. Wskazał na „ukrytą strukturę władzy”, której kontrola i interesy są niejasne: „Co nimi kieruje? Kto dokładnie sprawuje władzę w tym systemie? Nie wiemy” – argumentował. Jakie ukryte interesy popchnęły Stany Zjednoczone do tej serii wojen zagranicznych na Bliskim Wschodzie?
Dlatego właśnie sprawa Epsteina jest tak istotna – podkreślił Weinstein: Nieliczne opublikowane szczegóły ukazały obraz struktury władzy opartej na agencjach wywiadowczych, pieniądzach i korupcji. To wskazuje na niewypowiedziany kryzys konstytucyjny i ostry kryzys bezpieczeństwa w USA.
Amerykanie pilnie potrzebowali informacji o tym, czym jest ta struktura władzy – i jakie są jej interesy . A następnie omówienia swojego stanowiska i tego, jak mogą odzyskać elementy, które mogłyby doprowadzić do odbudowy państwa rządzonego przez ich własne interesy.
Do truizmów należy przekonanie, że litość, miłosierdzie, ba, szlachetność nie idą w parze z wojną. Nie mogą nawet koegzystować z polityką, szczególnie współczesną. Liczy się skuteczność w osiągnięciu nakreślonych celów, nieprawdaż?
W moim pokoleniu, które otrzymało dar pamięci od swoich rodziców, świadków wojny światowej, pozostały jednak wpojone zasady etyki, która czegoś wzbrania, czegoś się brzydzi, coś stanowczo potępia. Zasady te może nie są już tak niewzruszone jak dawniej, ale wciąż się mocno odzywają jako głos sumienia w chwilach tragicznych. Nie chcę tej etyki nazywać akurat chrześcijańską (choć z tej religii się wywodzi). Nazwę ją po prostu etyką ludzką.
Jeśli wiemy i pamiętamy, że Niemcy we wrześniu 1939 r. celowo bombardowali oznakowane szpitale i kolumny cywilnych uciekinierów – to nazywamy ten potworny czyn złem. Jeśli wiemy, że przez całą okupację ci sami Niemcy mordowali w egzekucjach ulicznych i leśnych (np. Palmiry) setki i tysiące cywilów, to była to zbrodnia. Jeśli wiemy, że olbrzymi radziecki system represji wywoził z polskich ziem wschodnich tysiące naszych rodaków na głód i poniewierkę w obozach wyniszczającej pracy, a innych torturował i zabijał w katowniach NKWD – to była to równie odrażająca zbrodnia. Jeśli wreszcie ludobójcy z UPA zabijali bezbronną ludność polską, w tym małe dzieci w potwornych męczarniach, to nazywamy te masakry nieludzką zbrodnią wylęgłą w mózgach przeżartych złem. Podałem oczywiście przykłady. Tę listę można snuć długo.
Jeśli tak jest – to jak możemy spokojnie oglądać kamienne, mechanicznie wyuczone mordy spikerów i komentatorów telewizyjnych (towarzyszy im podobny ton w codziennej prasie), którzy dzień w dzień z ujmującym spokojem i aprobatą informują o podobnych zbrodniach w wykonaniu „naszych sojuszników”. Samoloty, rakiety i drony z Izraela i USA nie uderzają jedynie w tzw. obiekty wojskowe. Codziennie w Iranie, napadniętym według klasycznej formuły zbrodni wojennej (jak w Polsce 1939 r.), giną zwykli ludzie. Giną też liczne dzieci. Giną bezbronni. Ginie większość tych, którzy chcieli i chcą żyć w taki ustroju, jaki powstał w tym kraju w 1979 r. Chcą tego nadal pod bombami agresora. Ale nic z tego. Agresorzy uważają, ze należy im to wybić z głów masowym unicestwieniem.
Tak było niejeden raz w dobie współczesnej. Za narodowy sprzeciw wobec dyktatu USA i UE w 1999 r. potworną cenę zapłacili bohaterscy Serbowie. Oderwano ich ojczyźnie Kosowo i Metohiję, prowincję od XIII w. integralnie związaną z serbskim państwem, zasiedloną przez Albańczyków dopiero w niewoli tureckiej. Na tej ziemi w Peci do końca XVII w. mieściła się siedziba patriarchatu Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, natomiast aż do do agresji NATO i wykrojenia groteskowego pseudo-państewka w Kosowie (w istocie hiper-bazy przeładunkowej USA) kwitły monastery – fundacje królów Serbii. Bez litości wygnano Serbów z tej prowincji, posługując się bojówkami albańskimi, które spełniły taką rolę, jak UPA wobec Polaków na ziemiach wschodnich. Zadziałała prosta reguła: kto się sprzeciwi globalnym macherom, podlega egzekucji. Nie ma co liczyć na tzw. prawa i wartości, o których co jakiś czas pieje „Zachód”.
Brutalna napaść dotknęła obecnie Iran (przed dwoma miesiącami Wenezuelę), jednakże pole działania dla zbrodniarzy tego samego pokroju i zapatrywań jest znacznie szersze. Izraelczycy wyniszczają Liban. Pretekstem jest wytępienie szyickiego Hezbollahu, ale przecież masowo ginie ludność cywilna wszelkich wyznań, także chrześcijanie-maronici. Bezsilne władze Libanu daremnie proszą o pomoc. Nie słyszałem, aby obłudne kreatury z UE się tym przejęły. Z kolei przed administracją Trumpa (już bez udziału siepaczy Netanjahu) roztacza się nieograniczony horyzont tępienia państw o ustrojach alternatywnych, nie godzących się na status neokolonialny i marionetkowy. Runą na Jemen, runą na Afganistan (gdzie 5 lat temu talibowie przy wsparciu większości narodu wygnali marionetki USA, wyzwalając swój kraj po 20 latach „postępowej” okupacji).
Znamienne, że Amerykanie zawsze oszczędzają te państwa, w których rządzą komuniści. Co do ChRL, to oczywiste, „Zachód” panicznie boi się jej potęgi, a Eurokołchoz dodatkowo ma tam liczne brudne interesy. Lepiej też nie tykać naszpikowanej bombami Korei Północnej, gdzie misjonarze globalu mieli by za przeciwnika prawdziwy zbrodniczy „reżim” komunistyczny. Na paluszkach ostrożnie obchodzą też Wietnam i Laos, rządzone przez komunistów od 1975 r. Czyżby pamięć upokarzającej klęski? Z „czerwonych” państwa jedna jedyna Kuba wydaje się do połknięcia, bo jest osaczona. Mam wszakże dziwne przeczucie, że Trump jej nie ugryzie. Przede wszystkim – brakuje tam nafty i gazu. A przecież główne polowanie z mordem w tle odbywa się w rejonach zasobów energetycznych.
Konkluzja. Przypomniałem mechanizm zwykłej propagandy. Jednak tam, gdzie słychać codzienne treny z powodu rosyjskich bombardowań miast na Ukrainie, a jednocześnie z lodowatą satysfakcją donosi się o hekatombie w Iranie i Libanie, dokonywanej z premedytacją przez rzekomo uprawnionych najeźdźców – życie jest nie do zniesienia. Relatywizm etyczny zmienia się w cuchnący cynizm. W maszynerii przerabiającej umysły udało się wytrzebić, przynajmniej na poziomie przekazu, resztki ludzkich odczuć.
Chcę w tym miejscu krótko odnieść się do jeszcze jednej kwestii, bo nie będę miał potem sposobności. W kwietniu b.r. nastąpi decydująca próba sił na bratnich Węgrzech. Głos narodu węgierskiego rozstrzygnie, czy Węgrzy obronią imponującą niepodległość, którą przez 16 lat chronił z niebywałą determinacją rząd Viktora Orbána. Jeśli Fidesz przegra, a do władzy dobiorą się manekiny UE, zgaśnie najmocniejsze światło programu suwerenności narodowej w Europie.
Dlatego wbrew opinii wyrażonej na tych łamach kilka tygodni temu, dla Polaków ma decydujące znaczenie, czy rząd Orbána wygra po raz piąty. Będzie to bowiem jutrzenka nadziei, choć wiem, że nie doczekam niepodległej Polski.
W niedawnym wywiadzie z ekspertem wojskowym Danielem Davisem („Deep Dive”), wysoko odznaczony emerytowany pułkownik Douglas Macgregor wydał surowe ostrzeżenie przed potencjalną ofensywą lądową wojsk amerykańskich w Iranie. Porównuje planowane operacje – takie jak okupacja wysp czy kontrola nad Cieśniną Ormuz – do historycznych katastrof, takich jak kampania w Gallipoli w 1915 roku i inwazja na Normandię w 1944 roku. Pomimo całej przewagi technologicznej Stanów Zjednoczonych, argumentuje Macgregor, wojska lądowe mogą wpaść w pułapkę, z której nie ma łatwej ucieczki. Poniższy fragment transkryptu (zaczynający się od 11:52) stanowi sedno jego ostrzeżenia i pokazuje, dlaczego nawet pozornie lepsze operacje wojskowe są niezwykle ryzykowne.
Lekcja historyczna z Normandii – i jej gorzkie znaczenie dzisiaj
Macgregor rozpoczyna od przypomnienia wydarzeń poprzedzających lądowanie aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku. Do tego czasu niemiecka Luftwaffe na Zachodzie została praktycznie unicestwiona:
„Wszyscy zapominają, że przed naszą inwazją na Normandię w Europie Zachodniej prawie nie było niemieckich sił powietrznych… Kiedy wylądowaliśmy w Normandii w czerwcu 1944 roku, w niemieckich siłach powietrznych pozostały tylko dwa myśliwce, które mogły wystartować i walczyć z nami… W 1943 roku, zanim to się stało, były setki, a nawet tysiące myśliwców, które mogły wyrządzić nam ogromne szkody… Ale wszystkie były na froncie wschodnim. Na Zachodzie niewiele zostało. A co tam było? Cóż, po prostu nie było to coś z najwyższej półki”.
Pomimo drastycznego osłabienia wroga i pomimo ogromnej przewagi powietrznej własnych sił – Alianci mieli 5000 samolotów myśliwskich operujących nad Normandią – Niemcom udało się odpierać ataki sił inwazyjnych przez ponad miesiąc.
„Mieliśmy 5000 myśliwców w powietrzu nad Normandią. Mimo to Niemcy powstrzymywali nas przez ponad miesiąc. W pewnym momencie wyglądało na to, że zepchną nas do morza”.
Macgregor wyciąga z tego jasny wniosek, który bezpośrednio odnosi do możliwych operacji USA w Iranie:
„Musimy więc zrozumieć, że takie operacje są niezwykle niebezpieczne i bardzo trudne do przeprowadzenia. Mam nadzieję, że ktoś gdzieś powie o tym światu”.
Dlaczego Iran może stać się pułapką
Pułkownik wyjaśnia: Współczesna wojna wymaga nie tylko przewagi powietrznej, ale także całkowitej dominacji w zakresie gromadzenia informacji wywiadowczych (ISR), zniszczenia wrogiego wsparcia rakietowego, dronów i satelitarnego oraz pełnej kontroli nad terenem. Właśnie tych warunków brakuje w scenariuszu irańskim.
Iran dysponuje ogromnym arsenałem pocisków balistycznych, pocisków manewrujących, systemów bezzałogowych i mobilnych wyrzutni – wiele z nich rozmieszczonych w podziemnych bazach. Do tego dochodzą atuty topograficzne: strome klify nadbrzeżne, wąskie cieśniny i teren sprzyjający obrońcom – podobnie jak w Gallipoli, gdzie wojska brytyjskie i alianckie, pomimo miażdżącej przewagi, wpadły w katastrofalną pułapkę.
Macgregor ostro krytykuje obecne plany:
Stany Zjednoczone wysyłają lekkie jednostki piechoty (np. piechotę morską z 31. Jednostki Powietrznodesantowej lub elementy 82. Dywizji Powietrznodesantowej) z okrętami desantowymi, takimi jak USS Tripoli czy USS New Orleans. Takie „lekkie i szybkie” operacje mają na celu zabezpieczenie wysp lub odcinków Cieśniny Ormuz. Jednak bez uprzedniego całkowitego wyeliminowania zagrożenia ze strony Iranu, wojska te byłyby niezwykle podatne na ataki precyzyjne, roje dronów, a nawet łodzie motorowe i pojazdy podwodne. Nawet jeśli Stany Zjednoczone odniosą krótkotrwałe sukcesy, okupacja nie będzie mogła być kontynuowana. Historia pokazuje, argumentuje Macgregor, że takich celów nie da się zdobyć „po drodze”.
Wymiar polityczny i niebezpieczeństwo samooszukiwania się
Emerytowany pułkownik, były doradca ministra obrony i wysoko odznaczony weteran, postrzega debatę na temat wojsk lądowych w Iranie jako powtarzający się wzór nadmiernej pewności siebie Zachodu. Uważa, że lekcje z Gallipoli (ponad 300 000 tureckich obrońców, silny ostrzał artyleryjski, przewaga terenowa) i Normandii popadają w zapomnienie.
Zamiast uznać rzeczywistość – że Iran może liczyć na wsparcie Rosji i Chin, posiada praktycznie niewyczerpany arsenał rakietowy i jest gotowy do walki asymetrycznej – kurczowo trzymają się iluzji „szybkiego zwycięstwa”.
Macgregor domaga się zatem: Ktoś musi jasno i jednoznacznie przedstawić te twarde fakty osobom odpowiedzialnym w Waszyngtonie. Wysłanie wojsk lądowych do Iranu bez stworzenia niezbędnych warunków byłoby nie tylko niezwykle niebezpieczne pod względem militarnym – mogłoby doprowadzić do strategicznej katastrofy, która kosztowałaby życie tysięcy amerykańskich żołnierzy i jeszcze bardziej zdestabilizowałaby region.
Wniosek
Ostrzeżenie pułkownika Douga Macgregora nie jest pacyfistycznym apelem, lecz trzeźwą analizą doświadczonego stratega wojskowego. Normandia pokazała, nawet w idealnych warunkach, że operacje lądowe przeciwko zdeterminowanemu wrogowi są kosztowne, krwawe i nieprzewidywalne.
W Iranie, gdzie warunki są znacznie mniej sprzyjające, pojawia się pułapka, która może być o wiele poważniejsza niż wszystko, czego Stany Zjednoczone doświadczyły od dziesięcioleci.
Czy to ostrzeżenie zostanie wzięte pod uwagę, czas pokaże – ale historia uczy nas, że takich głosów nie należy ignorować.
Solidarny wrzask podniesiony w USA przeciw filmowi fabularnemu Sound of Freedom przez mainstreamowych krytyków z pism i portali w rodzaju New York Timesa, Forbesa, Newsweeka, Rolling Stone czy Vanity Fair, przywraca znów pytanie: kto rządzi opinią publiczną i światem informacji i rozrywki w USA.
Paul Reubens – amer. aktor filmów dla dzieci, oskarżony o gromadzenie materiałów pedofilskich.
O osobach firmujących te ataki wiele mówi np. taka postać, jak wpływowy krytyk Charles Bramesco, który w 2021 r. bronił Paula Reubensa (prawdziwe nazwisko Reubenfeld) – aktora i producenta filmów dla dzieci, oskarżonego o posiadanie materiałów pornograficznych z ich udziałem – że to jest „po prostu specyficzne upodobanie” – zaś film o transpłciowym „mężczyźnie” próbującym urodzić dziecko uznał w swej recenzji za „poruszające studium”. Ale Sound of Freedom – wstrząsający obraz seks-handlu dziećmi w reżyserii demonstrującego swój katolicyzm Alejandra Monteverde i z udziałem niestrudzonego anty-hollywoodzkiego aktora Jima Caviezela (odtwórcy głównej roli w Pasji Mela Gibsona) oraz Tima Ballarda, który dostarczył materiału do opartego na faktach scenariusza (Ballard jest od lat aktywistą walczącym z handlem dziećmi w USA i założycielem wspierającej ten cel Fundacji OUR) – jest dla tego typka „paranoiczny”.
A oto skład grupy bogów zarządzających przemysłem filmowo-telewizyjnym w Hollywood, sporządzony według opublikowanego przez nich w marcu 2008 r. na łamach Los Angeles Times listu otwartego do Screen Actors Guild (Związek Zawodowy Aktorów Filmowych i TV). Prezesem News Corporation jest Peter Chernin (Żyd), Paramount Pictures – Brad Grey (Żyd), Walt Disney Co. – Robert Iger (Żyd), Sony Pictures – Michel Lynton (Żyd holenderski), Warner Brothers – Barry Meyer (Żyd), CBS Corp. – Leslie Moonves (Żyd; jego stryjeczny dziadek był pierwszym premierem Izraela), MGM – Harry Sloan (Żyd), NBC Universal – Jeff Zucker (Żyd). Zabrakło jedynie podpisów braci Boba i Harvey’a Weinsteinów – założycieli i prezesów wytwórni Miramax, Dimension Films oraz The Weinstein Company – aby powstał komplet osób zdolnych wesprzeć, albo przeciwnie, utrącić, KAŻDĄ ale to KAŻDĄ produkcję telewizyjną lub filmową w USA. Na „pociechę” – wiadomość, że sprawiedliwość dosięgła przynajmniej Weinsteinów, gdy Bob zmuszony był ogłosić upadek firmy w 2017 r., kiedy jego braciszek Harvey został oskarżony przez grupę aktorek o molestowanie, gwałt i szantaże w przydzielaniu ról w zamian za usługi seksualne i skazany na 23 lata więzienia.
Dla całości obrazu tego trzęsącego opinią publiczną w USA konglomeratu filmowo-prasowego, należałoby przedstawić drugą listę – redaktorów naczelnych i właścicieli głównych pism i portali informacyjnych, na czele z Arturem Greggiem Sulzebergiem, prezesem The New York Times Company czy rodziną Meyerów, właścicieli koncernu The Washington Post. Przez posłusznych sobie dziennikarzy, ten sanhedryn medialny w USA podnosi teraz wrzask, oskarżając twórców filmu Sound of Freedom oczywiście o „teorie spiskowe” i dodając, że są „typowe dla oszołomów z QAnon” (chodzi o nabierający tempa nowy ruch radykalnej prawicy w USA, nazywany „zbrojnym ramieniem Trumpa”) i nie szczędząc innych inwektyw, jak „fundamentalizm chrześcijański” ze słownika lewackiego terroryzmu.
Ich histerię spowodował fakt, że ten „oszołomski” film, ku przerażeniu Hollywoodu zarobił w dniu premiery 4 lipca br. 14 mln dolarów i zwrócił im się jednego dnia cały budżet, podczas gdy tego samego dnia Indiana Jones 5 z Harrisonem Fordem, który kosztował 295 mln dolarów, zarobił tylko 11 mln USD. Hit z Caviezelem był gotowy dużo wcześniej, bo już w 2018 r. i miał być firmowany przez 20th Century Studios, ale trafił do zamrażarki, gdy wytwórnię przejął Disney. Netflix i Amazon odmówiły dystrybucji, podobnie jak większość innych, z którymi kontaktował się producent Eduardo Verastegui, dopiero Angel Studios tym się zainteresowało.
Pamiętajmy, że handel ludźmi jest w USA i w świecie ogromnym biznesem, wykraczającym daleko poza środowisko filmowe i podludzie tym się trudniący mają środki na przekupywanie odpowiednich osób w mediach, by o tym nie mówiły lub wyśmiewały temat jako „oszołomstwo spiskowe” lub „religijny fundamentalizm”. Ten terror medialny przynosi – przynajmniej w uzależnionym od ekranu TV społeczeństwie amerykańskim – katastrofalne skutki, ludzie (podobnie już jest i w Polsce) klepią bezmyślnie za celebrytami o „teoriach spiskowych” tkwiąc w przekonaniu, że wyrażają opinie „światłe” i „racjonalne”, podczas gdy w ich zapchanych sieczką mózgach brak już jest miejsca na istotne fakty.
Inwazja zombich: dzisiejsza plaża w Los Angeles
Np. już tylko 22% Amerykanów uważa obecnie, że biznes informacyjno-filmowo-rozrywkowy jest w USA głównie w rękach Żydów, choć w 1960 r. tego zdania było ponad 50% społeczeństwa – aż co drugi Amerykanin! To ukazuje skalę i skuteczność ogłupiactwa prowadzonego w USA i na świecie. Otuchą napawa fakt, że ku przerażeniu manipulatorów film Sound of Freedom osiąga jednak taki wielki sukces.
*
Problem zorganizowanej pedofilii sygnalizowali już w swej twórczości m.in. Roman Polański (film Rosemary’s Baby – choć powstały niezupełnie ze szlachetnych pobudek) czy Stanley Kubrick w wybitnym, przerażającym filmie o kulisach masonerii pt. Oczy szeroko zamknięte. Polańskiemu na wszelki wypadek – może by zniechęcić go do tematu – wytoczono w USA proces o stosunki z nieletnimi, zaś Kubrick „zmarł” na zawał serca zaraz po premierze swego filmu. Warto w tym miejscu przypomnieć inny mega-skandal pedofilski znany jako „afera Dutroux” w Belgii w 1979 r. – gdy proces seryjnego porywacza i mordercy dziewczynek Marca Dutroux – od którego nitki wiodły do wielu wpływowych osób ze świata politycznego Brukseli – został wyciszony a świadkowie i oskarżeni dziwnym trafem padali jak muchy (w sumie kilkadziesiąt osób!). Również na zawsze uciszono w USA w 2019 r. Jeffrey’a Epsteina i jego ukochaną Ghislaine Maxwell, którzy sprowadzali do swej posiadłości na wyspie dziesiątki dziewczynek by uprawiały seks z milionerami i osobistościami z pierwszych stron gazet. Zapewne byli agentami (CIA? Mosadu?) i w ten sposób zbierali kwity na osobistości z całego świata, księcia Andrzeja z Pałacu Buckingham nie wyłączając (uniknął skandalu płacąc Maxwell kilka milionów funtów). https://kobieta.onet.pl/ghislaine-maxwell-udzielila-pierwszego-wywiadu-zza-krat-ofiary-beda-wsciekle
To, o czym piszę, jest wierzchołkiem góry lodowej. U końca prezydentury Baracka Obamy uciszono przecież inną „rozwojową” seks-aferę kryminalną z udziałem dzieci, nazywaną Pizza Gate. Też ogarniała ona szerokie kręgi polityczne w Waszyngtonie (otoczenie Hillary Clinton) odsłaniając przed światem mroczne i krwawe uczynki rzeczywistych potężnych kręgów pedofilskich na najwyższych piętrach władzy w USA i w świecie, trudniących się nie tylko seksem z dziećmi ale i zbrodnią – nie zaś, na wzór polski, rozdmuchiwane z promila przez dziennikarzyny w rodzaju Sekielskiego, i to jedynie w kręgach katolickiego kleru, gdyż świat polityki i mediów jest w Polsce skrzętnie omijany. Zaprawdę, rogaty rządzi światem tzw. elit i trzeba być głupim, głuchym i ślepym żeby tego nie dostrzegać.
W niedawnym wywiadzie z analitykiem geopolitycznym Brianem Berleticiem, byłym żołnierzem piechoty morskiej USA, autorem i gospodarzem kanału „The New Atlas”, ujawniono, że eskalacja na Bliskim Wschodzie jest częścią długoterminowego, strukturalnego planu strategicznego USA.
Berletic, który ostrzegał na miesiące przed wyborami w 2024 r. przed kontynuacją wojen – niezależnie od tego, kto wygra wybory – wyjaśnia, dlaczego wojna z Iranem pod rządami Trumpa nie jest przypadkiem, lecz przemyślanym krokiem na drodze do konfrontacji z Rosją i Chinami.
Rozmowa ujawnia, że USA nie tylko walczą o hegemonię na Bliskim Wschodzie, ale również próbują stłumić rodzący się wielobiegunowy porządek świata za pomocą blokad energetycznych i wojen zastępczych.
Strukturalna strategia USA zamiast polityki prezydenckiej
Brian Berletic zaczyna od jasnej analizy amerykańskiej polityki zagranicznej: nie jest ona zależna od poszczególnych prezydentów, ale od strukturalnej rzeczywistości, kontrolowanej od dziesięcioleci przez wielkie interesy korporacyjne i finansowe.
Interesy te nastawione są na nieograniczony wzrost zysków i władzy i po prostu nie mogą zaakceptować świata wielobiegunowego – z równymi ośrodkami władzy.
Berletic powołuje się na artykuł Brookingsa zatytułowany „Which Path to Persia” („Która droga do Persji”), opublikowany w 2009 r., w którym opisano strategię walki z Iranem rozdział po rozdziale: od ery Busha, przez Obamę i Bidena, aż po administrację Trumpa w 2025 r., każdy krok został wdrożony z najwyższą dokładnością.
Celem nigdy nie była pojedyncza droga, lecz raczej kombinacja kilku opcji – sankcji, wojen zastępczych, sabotażu i ataków bezpośrednich – mająca na celu osłabienie i obalenie Iranu.
Syria jako klucz – korytarz powietrzny do Iranu
Kluczowym elementem był upadek Syrii pod koniec ery Bidena.
Berletic wyjaśnia, jak USA i Izrael celowo zniszczyły zintegrowane systemy obrony powietrznej Syrii, aby stworzyć „korytarz powietrzny” umożliwiający ataki na Iran – dokładnie tak, jak postulowano w artykule Brookingsa.
Atak na irański konsulat w Damaszku był jedynie próbą. Po otwarciu korytarza, prawdziwa eskalacja miała się rozpocząć w 2025 roku.
Izrael świadomie pełni rolę „jednorazowego pełnomocnika”: wywołuje konflikt, przyjmuje na siebie pierwszą falę odwetu i bierze na siebie publiczną winę.
Sam Trump obwinia Izrael za ataki na irańskie obiekty energetyczne – to dokładnie ta sama taktyka, którą opisano w dokumencie z 2009 r. w rozdziale „Leave it to Bibi”.
Od Arabskiej Wiosny do wojny przeciw Iranowi
Wojna z Iranem nie jest odosobnionym wydarzeniem, ale kolejnym kamieniem w łańcuchu, który rozpoczął się wraz z „arabską wiosną” w 2011 roku.
Berletic przypomina, że John McCain i Lindsey Graham otwarcie wówczas stwierdzili: „Dziś świat arabski, jutro Iran, ostatecznym celem Moskwa i Pekin”.
„Arabska Wiosna” nie była spontanicznym powstaniem, lecz operacją USA, przygotowywaną przez lata w celu przekształcenia świata arabskiego w front przeciwko Iranowi.
Równolegle ukazał się dokument RAND „Extending Russia” (2019), w którym dokładnie opisano działania podejmowane obecnie przeciwko Rosji: sabotowanie eksportu energii, wykorzystywanie Ukrainy jako narzędzia wojny zastępczej, destabilizowanie peryferii i wiązanie Rosji z Syrią – aż do upadku Syrii i otwarcia drogi do Iranu.
Prawdziwy cel: Chiny
Prawdziwym celem strategicznym są Chiny.
Berletic podkreśla: Chiny są o krok od tego, by w ciągu maksymalnie pięciu lat nieodwracalnie wyprzedzić Stany Zjednoczone pod względem niezależności energetycznej i ogólnej kondycji gospodarki.
Pekin dokładnie to przewidział i poczynił ogromne przygotowania: Inicjatywa Pasa i Szlaku w zakresie połączeń lądowych, elektrownie przetwarzające węgiel na paliwo płynne, rurociągi z Rosji, masowa rozbudowa energetyki jądrowej i odnawialnych źródeł energii.
Stany Zjednoczone wiedzą, że mogą powstrzymać ten rozwój sytuacji jedynie w krótkim czasie.
Dlatego właśnie przeprowadzono atak na Iran: nie tylko po to, by obalić Teheran, ale także po to, by całkowicie odciąć Chiny od dostaw energii z Bliskiego Wschodu.
Globalna blokada energetyczna
Berletic opisuje postępującą globalną blokadę ropy naftowej:
Ataki na irańską produkcję, Katar, Kuwejt, Arabię Saudyjską; porwanie prezydenta Wenezueli i wstrzymanie dostaw do Chin; kontrolowane przez CIA ataki dronów na rosyjskie zakłady energetyczne i tankowce; sabotaż projektów Pasa i Szlaku w Mjanmie i Pakistanie.
Nawet jeśli tankowcom uda się przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, produkcja i tak zostanie zmniejszona o połowę lub do zera.
Stany Zjednoczone udają „niekontrolowaną eskalację”, systematycznie odcinając jednocześnie Chiny od ostatnich źródeł energii.
Otwarta blokada stanowiłaby wojnę w świetle prawa międzynarodowego; wydaje się to „naturalne”. Jednocześnie wycofują jednostki morskie z regionu Azji i Pacyfiku, aby zatrzymać statki w Zatoce Perskiej – kolejny krok w kierunku uduszenia Chin.
Granice wojskowe USA
Amerykański przemysł zbrojeniowy osiąga granice swoich możliwości.
Berletic wskazuje na niedobory pocisków Patriot, radarów THAAD (kilka z 13 na świecie zostało już zniszczonych) i amunicji precyzyjnej, o których wiadomo od lat.
Iran wystrzeliwuje dziennie 20–30 rakiet – celowo, aby stworzyć luki w obronie powietrznej.
USS Ford już musiał zostać oddany do naprawy; samoloty i okręty osiągają granice swoich możliwości konserwacyjnych.
Stany Zjednoczone nie mogą jednocześnie walczyć z Iranem, Rosją i toczyć poważnej wojny z Chinami.
Próbują więc rozwiązać „dwa problemy jedną wojną”: destabilizując Iran i jednocześnie blokując eksport energii do regionu.
Dyplomacja jako spektakl
Według Berletica dyplomacja jest jedynie pretekstem.
Praca Brookingsa poświęca cały rozdział „opcji dyplomatycznej” – nie po to, by zapobiec wojnie, ale po to, by oszukać świat i wmówić mu, że Stany Zjednoczone próbowały, a winę ponosi Iran.
Niespodziewane ataki w trakcie negocjacji, eskalacja kontroli poprzez argument „Izrael to zrobił” i późniejsze groźby służą jedynie podtrzymaniu narracji i zachowaniu dominacji.
Rosja i Chiny przejrzały grę i nie idą na żadne ustępstwa – po prostu kupują sobie czas.
Niebezpieczna eskalacja
Drabina eskalacji jest niebezpiecznie wysoka.
USA już atakują infrastrukturę cywilną, wodociągi, elektrownie, a nawet elektrownię jądrową w Bushehr.
Berletic ostrzega: Jeśli Iran nie upadnie, Izrael może użyć broni jądrowej jako „jednorazowego środka zastępczego” – Trump po prostu napisałby na Twitterze: „Ostrzegałem ich”.
Najbardziej niebezpieczne jest zdesperowane imperium.
Jednocześnie widoczna jest odporność Iranu: kraj ten przetrwał już osiem lat wojny z Irakiem, dziesięciolecia sankcji i obecnie codziennie radzi sobie całkiem nieźle.
Z drugiej strony Stany Zjednoczone zużywają amunicję, która w rzeczywistości była zarezerwowana dla Chin – osłabiając w ten sposób własną globalną siłę uderzeniową.
Polityczne linie podziału i kontrreakcje
Berletic dostrzega również podziały polityczne i społeczne.
Rezygnacja Joe Kenta nie jest wyrazem prawdziwego oporu, lecz próbą ograniczenia szkód: zrzuca całą winę na Izrael, by wybielić rząd USA.
System amerykański został zaprojektowany tak, aby oddzielić krytykę od reszty i kontynuować realizację programu.
Po stronie irańskiej załamanie gospodarcze zagraża 93 milionom ludzi – jednak Teheran odpowiada ukierunkowanymi atakami: atakami na pola gazowe w Katarze i Arabii Saudyjskiej oraz na rafinerie nad Morzem Czerwonym.
Cel: wywarcie maksymalnej presji na państwa Zatoki Perskiej i osłabienie pozycji USA.
Berletic wątpi, czy państwa arabskie będą w stanie się wyzwolić – są one przecież także „państwami zdobytymi”.
Wnioski: Globalna wojna przeciwko wielobiegunowości
Ostateczny wniosek pozostaje ten sam: USA prowadzą globalną wojnę przeciwko wielobiegunowości.
Wenezuela, Kuba, Iran, Rosja, Chiny – wszystko w ramach jednej kampanii.
Elity mają niewiele do stracenia; inni ponoszą koszty: ludność cywilna, rosnące ceny, zniszczona gospodarka.
Berletic kończy apelem o działanie: Świat wielobiegunowy musi powstawać szybciej, niż jest niszczony.
Ludzie muszą zdać sobie sprawę, że ich systemy polityczne są celowo zaprojektowane jako narzędzia kontroli.
Ostatnia myśl
Wojna z Iranem nie jest konfliktem regionalnym, lecz możliwym zwiastunem szerszej konfrontacji z Rosją i Chinami.
Berletic uważa, że nie jest to prognoza oparta na intuicji, lecz na analizie dokumentów strategicznych i wydarzeń geopolitycznych.
Otwarte pozostaje pytanie: nie czy USA poniosą porażkę, ale jaką cenę zapłaci do tego czasu świat.
W rozmowie generał Leon Komornicki ostro krytykuje działania USA i Izraela wobec Iranu, nazywając je „awanturnictwem polityczno-wojskowym”.
Jego zdaniem Trump odszedł od wcześniejszej strategii równowagi sił i doprowadził do destabilizacji kluczowego regionu świata. Generał podkreśla, że bombardowania nie złamią Iranu, a wręcz wzmocnią społeczeństwo i pogłębią konflikty.
Ostrzega też, że skutki tej wojny uderzą w Europę, wzmocnią Rosję i osłabią Zachód.