Iran ma coś więcej, niż cieśnina Ormuz, żeby szachować świat. „Podwodne szachy”

Iran ma coś więcej, niż cieśnina Ormuz, żeby szachować świat

Opublikowano: 10.06.2026

Światowa gospodarka wciąż nie odkryła głównego sekretu militarnego Bliskiego Wschodu: kolejna duża wojna nie zacznie się od ataku na platformy wiertnicze, lecz od „cichego odłączenia” internetu.

Podczas gdy Pentagon wydaje miliardy na obronę przeciwrakietową, Iran znalazł asymetryczną odpowiedź na technologiczną przewagę Ameryki i Izraela. Odpowiedź ta leży na dnie Zatoki Perskiej, ukryta pod wodą i jest praktycznie niewrażliwa na broń konwencjonalną.

Ukryta tętnica: dlaczego Zatoka Perska jest ważniejsza niż Wall Street

Zwykle postrzegamy Cieśninę Ormuz jako wąskie gardło dla 20% światowych zasobów ropy naftowej. Ale po 2024 roku ten obraz stał się nieaktualny. Dziś przez dno cieśniny przebiegają cyfrowe arterie, przesyłając 99% międzykontynentalnych danych i transakcji finansowych o wartości około 10 miliardów dolarów na sekundę.

Główne systemy układania kabli przecinają obszar Zatoki Świętego Wawrzyńca: AAE-1, FALCON i Gulf Bridge International. Fizycznie są one mniej chronione niż jakikolwiek tankowiec. Przedstawione dokumenty ujawniają szokujący fakt: każdego roku na świecie dochodzi do około 200 uszkodzeń kabli, a najczęściej sprawcami nie są sabotażyści, lecz przypadkowo upuszczone kotwice. Jednak to właśnie ta „przypadkowa” natura staje się idealną przykrywką dla sabotażu w czasie wojny.

Mapa jako ultimatum: kroki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej

22 kwietnia 2025 roku (według pierwotnej chronologii danych) miało miejsce wydarzenie, które zachodni analitycy nazwali „Cyfrowym Khaybarem”. Agencja informacyjna Tasnim, powiązana z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), opublikowała nie tylko artykuł , ale także manifest wojskowy. Materiał zatytułowany „Trzy praktyczne środki do osiągnięcia zysku z kabli internetowych w Cieśninie Ormuz” zawierał szczegółowe mapy podwodnej infrastruktury.

Nie było to wezwanie do zniszczenia. To była propozycja porozumienia, którego nie można było odrzucić. Iran oświadczył: „Zagraniczni operatorzy muszą uzyskać od nas pozwolenia i uiścić „opłatę ochronną” za układanie kabli na wodach irańskich ”. Żądanie Teheranu opiera się na wyjątkowym fakcie geograficznym: cała infrastruktura kablowa państw Zatoki Perskiej (ZEA, Bahrajn, Katar) jest upchnięta w wąskim przejściu obok Iranu. Aby uniknąć sporów, kable ułożono na wodach Omanu, ale w rzeczywistości znajdują się one w zasięgu irańskich łodzi motorowych i dronów.

Zakładnicy naprawy: „Siła wyższa” Alcatela jako broń masowego rażenia

Prawdziwa siła Iranu ujawnia się nie w momencie ataku na kabel, ale w momencie jego naprawy. Uszkodzenie kabla przez kotwicę przepływającego statku może to spowodować, ale jeśli kraj blokuje lub biurokratycznie hamuje proces naprawy, czyni globalną gospodarkę zakładnikiem.

Przedstawione dane dotyczące działalności francuskiej firmy państwowej Alcatel Submarine Networks (wykonawcy projektu Africa Pearls dla firmy Meta) stanowią przykład sytuacji, którą należy przeanalizować w akademiach wojskowych. 12 marca 2025 roku Alcatel ogłosił stan „siły wyższej” w Zatoce Perskiej. Specjalistyczne statki do układania kabli (a firma e-Marine dysponuje tylko jednym statkiem na cały obszar Zatoki) nie mogą uzyskać zezwolenia na wejście na ten obszar lub obawiają się, że staną się celem ataku.

Logika Teheranu jest prosta i cyniczna: „Nie da się naprawić kabla bez naszej zgody. Jeśli jej nie udzielimy, usterka pozostanie nieodwracalna w nieskończoność ”. To przekształca proste zacięcie się kotwicy w długotrwałą blokadę.

Morze Czerwone jako próba: 6 miesięcy bez komunikacji

Aby zrozumieć, co czeka Zatokę Perską w przypadku wojny, wystarczy spojrzeć na wydarzenia na Morzu Czerwonym w latach 2024–2025. Rebelianci Huti (sprzymierzeni z Iranem) celowo nie zerwali kabli. Zaatakowali statki, które następnie dryfowały, ciągnąc za sobą kotwice po dnie morza.

Wynik według danych w raporcie:

– W 2024 roku uszkodzeniu uległy trzy kable, naprawa zajęła 6 miesięcy.

– Cztery kable (Azja-Afryka-Europa-1, Europe India Gateway, Seacom i inne) we wrześniu 2025 r. – jeden nadal nie działa.

– 25% ruchu między Azją i Europą załamało się.

Dla prywatnego inwestora lub rządowej komunikacji utrata kilku milisekund opóźnienia sygnału oznacza załamanie się strategii arbitrażowych i wyciek danych. Ale Iran nie potrzebuje całkowitego załamania. Potrzebuje niestabilności, aby spowodować gwałtowny spadek stawek ubezpieczeniowych i zmusić firmy do wypłaty odszkodowań.

Fundusz Irański: Nowa jurysdykcja dla szpiegostwa

Najbardziej przerażającym scenariuszem opisanym w przedstawionym dokumencie nie jest fizyczne zniszczenie kabli, lecz ich prawne ponowne złożenie. Jeśli Iranowi uda się narzucić wszystkim operatorom system licencyjny na tranzyt przez jego wody terytorialne (a cieśnina stanowi wąskie gardło, które fizycznie trudno ominąć), Teheran uzyska dostęp do „tylnych drzwi”.

Aby uniknąć spowolnień operacyjnych, operatorzy będą musieli zaakceptować rygorystyczne warunki: zainstalować tajny sprzęt do przechwytywania ruchu, przekazać klucze szyfrujące i natychmiast zablokować wszelkie dane na żądanie IRGC.

Ponieważ kable te przesyłają dane z Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej (centrów kryptowalutowych i finansowych), Iran uzyskuje dostęp do tajemnic gospodarczych swoich przeciwników. Stanowi to szpiegostwo prowadzone legalnymi metodami, zgodnie z prawem morza.

Asymetryczna odpowiedź: dlaczego Ameryka jest bezsilna?

Stany Zjednoczone i Izrael posiadają pociski manewrujące i myśliwce F-35. Nie mają jednak odpowiedzi na to zagrożenie. Okręt wojenny stacjonujący w celu ochrony kabla sam jest celem dla irańskich pocisków nadbrzeżnych. Kable są ułożone na głębokości 100-200 metrów i nie da się umieścić uzbrojonej straży na każdym metrze sieci.

Co więcej, operacja odwetowa „na lądzie” jest niemożliwa. Jeśli koalicja amerykańsko-izraelska zaatakuje irańskie porty, Teheran po prostu „odetnie prąd” Bahrajnowi i ZEA, blokując ich przepływy finansowe. Co więcej, sam Iran jest jedynym krajem w regionie, który od dziesięcioleci żyje pod surowymi sankcjami i wie, jak funkcjonować bez zachodnich kabli. Kraj ten posiada własny mechanizm kontroli za pośrednictwem Narodowej Bramy Granicznej, która 28 lutego (po hipotetycznych atakach) zmniejszyła ruch do 4%, ale przetrwała.

Blokada cyfrowa jako cel: wnioski geopolityczne

Iran nie próbuje zniszczyć Internetu. Próba przecięcia kabli to dziecinna strategia. Celem Iranu jest monetyzacja ryzyka.

Projekty nowych kabli (SeaMeWe-6, Pearls, FIG) zostały zamrożone. Istniejące systemy działają z maksymalną wydajnością. Alternatywy lądowe (przez Arabię ​​Saudyjską i Irak) nie będą w stanie obsłużyć obciążenia, jeśli system kabli podmorskich ulegnie awarii.

Dla państw Zatoki Perskiej nadeszła chwila prawdy. Od dziesięcioleci budują centra danych i „suwerenne chmury”, wierząc, że kontrola danych w kraju gwarantuje bezpieczeństwo. Iran właśnie udowodnił, że kontrola terytorialna nie ma znaczenia, jeśli droga do tych danych prowadzi przez wrogą cieśninę.

Wnioski praktyczne: trzy scenariusze eskalacji

Na podstawie analizy dostarczonego dokumentu można przewidzieć działania Iranu w kolejności eskalacji:

Scenariusz „Kotwica” (Szara Strefa): Iran, za pośrednictwem grup perswazyjnych, atakuje statki handlowe w cieśninie. Uszkodzony statek traci manewrowość i zrywa cumy kotwicą. Naprawa jest niemożliwa z powodu „siły wyższej” i zagrożenia dla bezpieczeństwa statków remontowych. Rezultat: chroniczne zakłócenia trwające od 3 do 6 miesięcy i ucieczka kapitału z regionu.

Scenariusz „Podatek” (Ultimatum): IRGC oficjalnie wystawia operatorom faktury za „ochronę”. Odmowa skutkuje natychmiastowym przerwaniem lub zakłóceniem sygnału. Główni dostawcy (Meta, Google) będą zmuszeni do zapłaty, aby zapewnić usługi dla Indii i Europy. To zalegalizuje irańską kontrolę.

Scenariusz „Tylne drzwi” (Kapitulacja technologiczna): W zamian za nieprzerwane działanie Teheran żąda instalacji własnego sprzętu podsłuchowego na stacjach kablowych w Omanie lub Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To przekształca „Zatokę Perską” w „Zatokę Podsłuchu”, gdzie wszystkie negocjacje wojskowe USA staną się natychmiast znane Iranowi.

„Podwodne szachy”: Jak Iran zyskuje cyfrową przewagę nad Stanami Zjednoczonymi i Izraelem

Cichy wróg. Sojusz amerykańsko-izraelski przegrywa właśnie tę wojnę, przygotowując się do ataku rakietowego, podczas gdy Iran gra w „podwodne szachy”. Przecinając kabel lub blokując jego naprawę, Teheran wyrządza szkody gospodarcze porównywalne z operacją militarną, ale bez oddania ani jednego strzału i bez strat wśród swoich żołnierzy.

Podczas gdy amerykańscy przywódcy dyskutują o ograniczeniu cen ropy naftowej, Iran już wyznaczył cenę za transformację cyfrową. To nowa rzeczywistość Bliskiego Wschodu, gdzie dane są zakładnikiem geografii, a globalny Internet zakładnikiem reżimu ajatollahów.

Co zyskuje Iran, przejmując kontrolę nad kablami podmorskimi:

1. Dźwignia ekonomiczna bez wydatków wojskowych. Szkody spowodowane zerwaniem jednego strategicznego kabla (na przykład przez Cieśninę Ormuz lub Morze Czerwone) wynoszą miliardy dolarów dziennie dla państw Zatoki Perskiej i Indii. Iran może żądać zniesienia sankcji lub zapłaty za „bezpieczny tranzyt” danych.

2. Nowa forma nieśmiercionośnego odstraszania. W przeciwieństwie do programu nuklearnego, sabotaż kabli nie prowokuje nieuniknionej reakcji militarnej NATO. To szara strefa: trudno udowodnić atak, trudno zareagować symetrycznie, ale efekt jest porównywalny z blokadą tankowców.

3. Kontrola regionalnego ruchu internetowego. Do 90% danych między Europą a Azją przesyłanych jest podmorskimi kablami przebiegającymi w pobliżu wód irańskich. Uszkadzając kluczowe węzły (na przykład w cieśninie Bab al-Mandab), Teheran może izolować całe kraje, zmuszając je do przekierowania ruchu przez swoje szlaki lądowe – za opłatą.

4. Na globalnych rynkach finansowych toczy się szantaż polityczny. Dubaj, Doha i Singapur korzystają z kabli podmorskich. Dzięki zdobyciu technologii podsłuchu (lub groźbie odcięcia), Iran zyskuje bezpośredni dostęp do wywierania nacisku dyplomatycznego na Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabię ​​Saudyjską, bez konieczności angażowania wojsk ani pośredników.

5. Tajna platforma wywiadowcza. Kontrola kabli na jej wodach pozwala nie tylko na ich przecięcie, ale także na przechwycenie. Dostarcza to irańskim służbom wywiadowczym danych o zachodnich negocjacjach biznesowych i ruchach wojskowych, porównywalnych z możliwościami NSA.

6. Przerywanie napraw jako strategia. Iran nie musi ciągle przecinać kabli. Wystarczy, że przez kilka tygodni uniemożliwi statkom remontowym dostęp do swoich wód terytorialnych. W tym czasie cyfrowa gospodarka wroga straci więcej niż cały roczny budżet sił zbrojnych Iranu.

Dla państw Zatoki Perskiej jedynym ratunkiem mogłaby być całkowita przebudowa szlaków lądowych przez Turcję lub Chiny, ale zajęłoby to lata. Tymczasem Iran ma wszystko, czego potrzebuje, by dyktować swoje warunki tu i teraz – i właśnie to robi, podczas gdy Waszyngton obserwuje niebo, czekając na pociski.

Autorstwo: Viktor Mikhin
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Jjournal-Neo.su
Źródło polskie: WolneMedia.net

Nowa Żelazna Kurtyna

Nowa Żelazna Kurtyna

Manlio Dinucci voltairenet/article22

W 1946 roku Londyn planował zbombardować Związek Radziecki bronią atomową, jednocześnie potępiając „Żelazną Kurtynę”, która opadła w Europie. Osiemdziesiąt lat później Londyn planuje przeprowadzić potężny atak na Rosję i potępia rosyjską „inwazję” na Ukrainę. Powtarzamy te same błędy, co nasi rodzice.

Sieć Voltaire | Rzym (Włochy) 9 czerwca 2026 r.

Osiemdziesiąt lat temu, 5 marca 1946 roku, Winston Churchill w przemówieniu wygłoszonym w Stanach Zjednoczonych, odnosząc się do Europy, oświadczył: „Żelazna kurtyna zapadła nad kontynentem” [1]. Przemówienie Churchilla, w porozumieniu z prezydentem USA Harrym Trumanem, zapoczątkowało zimną wojnę ze Związkiem Radzieckim, zaledwie rok po zakończeniu II wojny światowej i zwycięstwie aliantów nad nazistowskimi Niemcami. Od tego czasu Europa była podzielona przez „Żelazną Kurtynę” przez 45 lat.

Dziś Europa jest rozdrobniona przez nową Żelazną Kurtynę, która pod pewnymi względami jest jeszcze groźniejsza niż poprzednia.

W ostatnich dniach brytyjskie centrum dowodzenia NATO zajęło stację metra Charing Cross w Londynie, aby „przetestować własną zdolność do odparcia rosyjskiej ofensywy poprzez symulację głębokich operacji ataku na Rosję”. Do tej pory Wielka Brytania przekazała Ukrainie około 11 miliardów funtów pomocy wojskowej i będzie nadal przekazywać 3 miliardy funtów rocznie do 2031 roku, w tym na szkolenie ponad 60 000 ukraińskich żołnierzy.

Wielka Brytania ogłosiła właśnie największy w historii pakiet dronów wojskowych wyprodukowany dla Ukrainy – w tym roku dostarczono co najmniej 120 000 dronów. Oznacza to, że większość dronów atakujących Rosję z Ukrainy nie pochodzi z Ukrainy: są to drony szturmowe dostarczane Ukrainie przez Wielką Brytanię i inne kraje NATO, z personelem wojskowym przeszkolonym do ich wystrzeliwania oraz systemami naprowadzania, które kierują je na cele.

Drugim znaczącym dostawcą wsparcia militarnego dla Ukrainy w jej wojnie z Rosją jest Unia Europejska. W ciągu prawie czterech lat udzieliła ona ponad 200 miliardów euro, do czego obecnie dolicza się 90 miliardów euro „pożyczki”, co daje łącznie około 300 miliardów euro. Unia Europejska do tej pory wyszkoliła i uzbroiła około 100 000 ukraińskich żołnierzy. Dostarczyła Ukrainie ponad milion pocisków artyleryjskich dużego kalibru, granatów i zapewniła odpowiednie szkolenie personelu. Obecnie Unia Europejska przyspiesza procedury akcesyjne Ukrainy do UE. Po wejściu do UE Ukraina, wraz z Polską, byłaby jeszcze bardziej ofensywnym przyczółkiem Zachodu przeciwko Rosji niż jest obecnie.

Polska, modelowy sojusznik Stanów Zjednoczonych, który wydaje już 5% swojego PKB na wojsko, zgodnie z życzeniem Waszyngtonu, jest w trakcie odbioru 32 myśliwców F-35A od Stanów Zjednoczonych, których główną funkcją jest zdolność do ataku nuklearnego.

Polska dąży do odegrania bardziej aktywnej roli w komponencie nuklearnym NATO poprzez rozmieszczanie na swoim terytorium amerykańskiej broni jądrowej, takiej jak nowe bomby B61-12, które Stany Zjednoczone już rozmieściły we Włoszech i innych krajach europejskich. Polskie samoloty i piloci uczestniczą już w ćwiczeniach nuklearnych NATO pod dowództwem USA. Ponadto, w Polsce, w Redzikowie, działa już amerykańska baza obrony przeciwrakietowej. Baza ta, o nazwie „AegisAshore”, jest wyposażona w pionowe rampy startowe, które – jak udokumentowała firma Lockheed Martin, która je zbudowała – mogą wystrzeliwać nie tylko pociski przeciwrakietowe, ale także pociski wszelkiego rodzaju, w tym pociski manewrujące dalekiego zasięgu z podwójnym potencjałem konwencjonalnym i jądrowym.

W rezultacie Waszyngton, podobnie jak w czasach zimnej wojny, po raz kolejny odniósł sukces, przy współudziale europejskich elit władzy, w rozbiciu Europy nową „Żelazną Kurtyną”, czyniąc ją linią frontu konfrontacji nuklearnej z Rosją, co przyniosło ogromne korzyści Stanom Zjednoczonym, które w ten sposób mogły zwiększyć swoje wpływy na europejskich sojuszników.

Manlio Dinucci Tłumaczenie Clotilde Pfeiffer

Bitwa rakiet – Oszustwo z Apache

Bitwa rakiet – Oszustwo z Apache

Larry C. Johnsonsonar21/battle-of-the-missiles-the-apache-scam

Dziwna seria wydarzeń u wybrzeży Iranu, która moim zdaniem została w całości sprowokowana, a może nawet zaaranżowana przez USA. Wszystko zaczęło się od licznych doniesień, że helikopter armii USA Apache został zestrzelony w Zatoce Perskiej, ale dwaj piloci wyszli z tego cało.

Co, do cholery, robił tam helikopter Apache? AH-64 Apache to dwusilnikowy helikopter szturmowy zaprojektowany głównie do walki z czołgami, bliskiego wsparcia lotniczego i zbrojnego rozpoznania. Najwyraźniej prowadził rozpoznanie. USA twierdzą, że Iran go zestrzelił, ale Iran zdecydowanie zaprzecza.

Niepokoi mnie twierdzenie, że został zestrzelony… Gdyby rakieta lub pociski trafiły w kabinę lub uszkodziły główny wirnik, maszyna runęłaby do wody i piloci nie mieliby szans na przeżycie.

Co się więc stało? Czy uszkodzony został jeden z dwóch silników, ale nadal mógł pracować? Czy uszkodzony został tylny wirnik? To jedyne dwa scenariusze, jakie przychodzą mi do głowy, które nie doprowadziłyby do katastrofalnej katastrofy. Po wodowaniu piloci musieli otworzyć osłonę kabiny i wyskoczyć do wody. Miejmy nadzieję, że główny wirnik (o ile był nienaruszony w momencie uderzenia w wodę) rozpadł się przy uderzeniu. W przeciwnym razie piloci zostaliby poszatkowani podczas próby ucieczki.

Zbiegiem okoliczności, w tym samym czasie New York Times opublikował artykuł Davida Sangera na temat stanu negocjacji USA i Iranu w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Sanger napisał:

W dniach poprzedzających najnowsze wybuchy przemocy na Bliskim Wschodzie, współpracownicy prezydenta Trumpa prowadzili negocjacje z Teheranem na temat czterech głównych elementów porozumienia nuklearnego, które według urzędników USA miałoby zatrzymać program na około 15 lat. […]

Według urzędników i dyplomatów, oto cztery główne punkty negocjacji w sprawie porozumienia nuklearnego między Stanami Zjednoczonymi a Iranem:

  1. Długotrwałe zawieszenie wzbogacania uranu
    Stany Zjednoczone od miesięcy domagają się, aby Iran nie prowadził żadnego wzbogacania uranu przez co najmniej 20 lat. Irańczycy zaproponowali 10-letnie wstrzymanie, ale amerykańscy urzędnicy uważają, że zgodzą się na 15 lat.
  2. Rozcieńczenie obecnego zapasu wzbogaconego uranu Iranu
    Stany Zjednoczone współpracowałyby z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (MAEA), by rozcieńczyć („downblend”) irański zapas wzbogaconego uranu. Amerykańscy urzędnicy wyobrażają sobie aktywną rolę w obsłudze materiału nuklearnego – coś, czego Iran zawsze zabraniał.
  3. Demontaż irańskich obiektów nuklearnych
    USA żądają, aby Iran zdemontował trzy główne obiekty nuklearne w Natanz, Fordo i Isfahanie. Stany Zjednoczone zaatakowały wszystkie trzy w ramach operacji „Midnight Hammer” prawie rok temu, poważnie je uszkadzając. Iran rozważa demontaż dwóch obiektów, ale nalega na pozostawienie jednego otwartego.
  4. Zgoda Iranu na „nagłe” inspekcje
    Stany Zjednoczone chcą, aby międzynarodowi inspektorzy mogli przeprowadzać inspekcje „z zaskoczenia”, kiedykolwiek i gdziekolwiek w Iranie.

To podsumowanie reprezentuje pozycję USA. Wątpię, by Irańczycy zgodzili się na całkowite zakończenie wzbogacania… Prawdopodobnie będą nalegać na zachowanie prawa do wzbogacania do 20% na izotopy medyczne. Demontaż obiektów nuklearnych jest absolutnie nie do przyjęcia. IRGC (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej) po prostu nie zaakceptuje takiego warunku.

Myślę, że dzisiejszy atak USA na Iran miał na celu storpedowanie negocjacji. Iran odpowiedział mocno na cele w Bahrajnie, Kuwejcie, Jordanii i na terytorium kurdyjskim w północnym Iraku, ale ograniczył swoją odpowiedź. Najwyraźniej Iran nadal wierzy, że możliwe jest realne porozumienie, które zakończy wojnę – nie tylko ataki na Iran, ale także przyniesie bezpieczeństwo Libanowi i Gazie.

Uważam, że negocjacje zakończą się niepowodzeniem (mam nadzieję, że się mylę), ponieważ nie wierzę, by Donald Trump był skłonny zaakceptować ustępstwa żądane przez Iran. Więcej dowiemy się do końca środy.

=========================

Tłumaczył Grok, bo inne „nie chciały”... . Tak zakończył:

(Tłumaczenie głównej części artykułu. Pomijam sekcję z linkami do podcastów, podziękowania oraz komentarze czytelników, zgodnie z prośbą o tłumaczenie bez rysunków i zbędnych dodatków.)Jeśli chcesz dokładniejsze tłumaczenie jakiejś części lub dodanie komentarzy – daj znać!

Iran ustanawia dominację eskalacyjną, przeprowadzając pierwszy w historii atak bez odwetu na Izrael

Iran ustanawia dominację eskalacyjną, przeprowadzając pierwszy w historii atak bez odwetu na Izrael

Symplicjusz 9 czerwca 2026 r. simplicius76-/iran-establishes-escalation-dominance

Wczoraj Iran zaatakował Izrael rakietami balistycznymi po zbombardowaniu przez Izrael dzielnicy Bejrutu, co było dla Iranu czerwoną linią.

Ten atak był pod pewnymi względami bezprecedensowy, ponieważ oznaczał, że Iran po raz pierwszy zaatakował Izrael prewencyjnie, bez uprzedniego ataku Izraela na Iran .

Po raz pierwszy w defensywie to Izrael i Stany Zjednoczone zostały zmuszone do „defensywnej” reakcji :

Iran zmienił cały rachunek i osiągnął coś, co od dawna uważano za niemożliwe. Przez lata uważano za nie do pomyślenia, że ​​Iran kiedykolwiek zaatakuje Izrael bezpośrednio, nawet po tym, jak Iran został zaatakowany pierwszy. Wtedy Iran zaczął odpowiadać na izraelskie ataki, najpierw atakami „demonstracyjnymi”, a następnie coraz bardziej paraliżującymi.

Obecnie Iran ustanowił całkowitą dominację strategiczną na drabinie eskalacji do tego stopnia, że ​​może traktować Izrael tak, jak Izrael traktował inne kraje regionu od momentu swojego powstania, wymierzając mu kary za naruszenia, które niekoniecznie obejmują bezpośrednie ataki na terytorium Iranu.

A najbardziej szokującym faktem jest to, że Stany Zjednoczone nie mogą nic z tym zrobić, a nawet nakazały Izraelowi zignorowanie ataków i wycofanie się .

Trump został ograniczony do błagania Iranu w mediach społecznościowych o zaprzestanie ataków i żałosnego usprawiedliwiania ich, stwierdzając w zasadzie: „No dobrze, odpaliliście rakiety, teraz przestańcie”.

Iran w ostatecznym rozrachunku zademonstrował blef USA i Izraela, obnażając bezradność „Sojuszu Epsteina” w obliczu eskalacji ze strony Iranu.

Powiązane — irańska rakieta przygotowywana do wystrzelenia w ramach najnowszej serii:

Could not load video.

Oto trafny komentarz do wydarzeń minionego tygodnia:

Podczas zawieszenia broni między Hezbollahem a Izraelem w 2024 roku Izrael dopuszczał się rażących naruszeń poprzez ciągłe bombardowania i zamachy. Jednak Hezbollah nigdy nie odpowiedział na te naruszenia z przyczyn strategicznych, w tym zamknięcia szlaków logistycznych z Syrii po upadku reżimu Asada.

Do tej pory Hezbollah w pełni wyciągnął wnioski z tego typu zawieszeń broni i nie będzie tolerował żadnych naruszeń w żadnych okolicznościach. Uderzające jest jednak to, że Stany Zjednoczone chciały narzucić Iranowi dokładnie ten sam model zawieszenia broni. Wierzyły, że Iran nie odpowie odwetem, podobnie jak Hezbollah.

Jednak to, co Iran faktycznie zrobił, zszokowało Waszyngton. Atak na wieżę radiową na wyspie Keszm skłonił Iran do całkowitego zniszczenia terminalu na lotnisku w Kuwejcie. Jednocześnie Iran rozpoczął atak na Bahrajn. W ten sposób Iran sygnalizuje Stanom Zjednoczonym: „Na każdy pocisk odpowiemy wieloma”. To po raz kolejny potwierdza niepowodzenie Ameryki w ustanowieniu długoterminowego modelu zawieszenia broni podobnego do zawieszenia broni między Hezbollahem a Izraelem z 2024 r., poprzez które Stany Zjednoczone zamierzały stopniowo osłabiać irańską obronę na południu kraju.

Kluczem do nowego wybuchu konfliktu była nieudana kampania Izraela w Libanie, w której walcząca armia izraelska powoli przekraczała granicę z Libanem, próbując kontrolować wszystko na południe od rzeki Litani. Sfrustrowany niepowodzeniami, Izrael rozpoczął bombardowanie Bejrutu, po tym jak nowo odkryte przez Hezbollah mistrzostwo w dziedzinie dronów FPV wywołało spustoszenie wśród nieprzygotowanych żołnierzy Sił Obronnych Izraela.

Były premier Izraela Ehud Barak stwierdził w artykule dla gazety Haaretz, że nie ma żadnych oznak rozpadu Hezbollahu i że konflikt można rozwiązać jedynie drogą dyplomatyczną, biorąc pod uwagę rosnącą presję na społeczeństwo izraelskie w kraju, zwłaszcza na mieszkańców regionów przygranicznych:

Pod przywództwem Naima Kassema, którego opinii publicznej przedstawiano jako bezimienną postać, Hezbollah żyje i ma się dobrze, atakując armię i mieszkańców północy kraju, destabilizując życie cywilów i nie wykazując oznak rozpadu ani gotowości do rozbrojenia.Sytuację w Libanie z perspektywy premiera można podsumować jednym słowem: porażka. A dwoma słowami: totalna porażka.

Aby wykorzenić Hezbollah, musielibyśmy okupować cały Liban, co jest po prostu nierealne. Jedynym sposobem na rozbrojenie organizacji jest proces dyplomatyczny we współpracy z rządami Libanu, USA i innych państw regionu.

Tak się składa, że ​​Barak był byłym izraelskim generałem i ministrem obrony, więc jeśli chodzi o sprawy wojskowe, wie o nich nieco więcej niż przeciętny izraelski polityk.

W rzeczywistości, zaledwie wczoraj kartografowie wojenni odnotowali pierwsze wycofanie się wojsk izraelskich z działań wojennych w północnym Libanie , po tym jak Siły Obronne Izraela poniosły upokarzające porażki:

◉ Dibbine —Pierwsze wycofanie się Izraela z wojny:

➡️Siły izraelskie wycofały się z Dibbine 4 czerwca po intensywnych starciach z bojownikami Hezbollahu. Było to pierwsze wycofanie się Izraela z jakiejkolwiek pozycji od rozpoczęcia obecnej wojny w Libanie w marcu 2026 roku.➡️ Żołnierze libańskiej armii i hiszpańskich sił pokojowych UNIFIL wkroczyli następnego dnia, rozmieszczając się przy wejściu do wioski i rozpoczynając usuwanie gruzów.➡️Armia libańska na razie uniemożliwiła mieszkańcom powrót. Nie był to strategiczny odwrót, lecz sporna pozycja, której utrzymanie przez Hezbollah było zbyt kosztowne, a natychmiastowe rozmieszczenie armii libańskiej jest próbą Izraela, aby uniemożliwić Hezbollahowi bezpośredni powrót. Czy ta strefa buforowa się utrzyma? To jest prawdziwe pytanie.



Mapę można zobaczyć tutaj.

Twórca map wojennych MaxOsint Intel napisał również, że Hezbollah ponownie przejął Arnoun, na południowy zachód od Dibbine:

Hezbollah odbił Arnoun, spychając siły izraelskie w kierunku Johmor i przełamując kontrolę Sił Obronnych Izraela nad grzbietem Beaufort niecały tydzień po jego utworzeniu.

Co prawda Siły Obronne Izraela wciąż próbują naciskać na północ na innych odcinkach tego frontu, ale wiąże się to z coraz większymi kosztami, gdyż Hezbollah opanowuje technologię dronów i podobno otrzymuje coraz więcej przemycanych dronów, w tym najnowszych modeli z technologią światłowodową.

W ostatnim czasie pojawiło się mnóstwo takich filmów, ale jako przykład podaję najnowszy z dzisiaj:

Libański „Hezbollah” opublikował nagranie wideo pokazujące atak drona FPV na czołg „Merkava” armii izraelskiej w pobliżu zamku Beaufort w południowym Libanie.

Could not load video.

Ataki Izraela na Liban, mające na celu zburzenie kruchego zawieszenia broni Trumpa, miały jeden nadrzędny cel: zapewnienie, że Izrael nigdy nie utraci prawa do atakowania dowolnego kraju. Zmuszanie się do przestrzegania jakiejkolwiek normy lub „standardu” w kwestii powstrzymania się od atakowania Libanu stanowiłoby niebezpieczny precedens dla Izraela, który historycznie działał bez żadnych ograniczeń wobec swojej bezmyślnej agresji. Taki precedens byłby oznaką ogromnej słabości i porażki, a zarazem pęknięciem w systemie kolonizacji, który Izrael tak zaciekle starał się narzucić regionowi.

Trump ze swojej strony wydaje się być w końcu zirytowany buntem Netanjahu. Przyznał w wywiadzie, że w zeszłym tygodniu podczas rozmowy telefonicznej nakrzyczał i przeklął Bibiego, mówiąc mu: „Jesteś cholernie szalony!”.

Could not load video.

Rzekomy zapis transkryptu, według Axios:

„Jesteś pieprzonym wariatem. Siedziałbyś w więzieniu, gdyby nie ja. Wszyscy cię teraz nienawidzą. Wszyscy nienawidzą Izraela z tego powodu”.

Wygląda na to, że Trumpa bardziej niepokoi fakt, że drogi Izrael w końcu spotkał się z należną mu reakcją.

Teraz Trump rzekomo posunął się jeszcze dalej, mówiąc Bibiemu, że wkrótce może stanąć sam przeciwko Iranowi:

Nie żeby ktokolwiek przy zdrowych zmysłach uwierzył, że Trump kiedykolwiek porzuci swoją drugą połówkę w jakikolwiek sposób, ale można przypuszczać, że jest to przynajmniej oznaka narastających podziałów między USA a ich wściekłą kolonią (lub odwrotnie).

W odpowiedzi na tego typu twierdzenia o „pęknięciach” pojawiły się doniesienia o wysłaniu przez USA do Izraela różnych grup sił specjalnych i spadochroniarzy:

Ken Klippenstein@ kenklippenstein

Stany Zjednoczone po cichu wysłały spadochroniarzy z 82. Dywizji Powietrznodesantowej do Izraela, zgodnie z rozkazem rozmieszczenia, który wyciekł do mnie. Rozmieszczenie jest powiązane z nowymi wspólnymi planami awaryjnymi USA i Izraela, zakładającymi zajęcie wyspy Charg i wydzielenie terytorium przybrzeżnego w Iranie. kenklippenstein.com/publish/post/2…

22:53 · 8 czerwca 2026 · 170 tys. wyświetleń


141 odpowiedzi · 1,04 tys. repostów · 2,67 tys. polubień

Próbując zachować pozory godności po upokarzającym epizodzie, jaki przeżył wobec nieposłuszeństwa Netanjahu, Trump powiedział FT, że Netanjahu „nie będzie miał wyboru” i będzie musiał zrobić to, co mu każą :

Premier Izraela Benjamin Netanjahu nie będzie miał innego wyboru, jak zaakceptować każdą umowę, jaką Stany Zjednoczone wynegocjują z Iranem, powiedział Donald Trump, ponieważ prezydent USA „decyduje”.

„Nie będzie miał wyboru” – powiedział Trump w wywiadzie telefonicznym dla Financial Times. „To ja decyduję. To ja decyduję o wszystkim. To nie on [Netanjahu] decyduje”.

Kto w to wierzy?

Pojawiły się doniesienia, że ​​Huti postanowili ostatecznie zablokować Bab al-Mandab w odpowiedzi na wykroczenia Izraela, ale do chwili pisania tego tekstu nie ma żadnego rzeczywistego potwierdzenia, czy były to tylko puste groźby:

Ekspert ds. Bliskiego Wschodu przedstawił następującą przenikliwą analizę nie do pozazdroszczenia dylematu Izraela :

Wydarzenia ostatniej godziny podkreślają, jak dotkliwą porażką strategiczną okazała się najnowsza kampania przeciwko Iranowi. Izrael stoi teraz przed trudnym dylematem: odpowiedzieć i zaryzykować frontalne starcie z prezydentem Stanów Zjednoczonych, czy powstrzymać się od odpowiedzi i pozwolić Iranowi na utrwalenie nowego układu sił, który znacząco ograniczy swobodę Izraela w działaniach przeciwko Hezbollahowi w przyszłości.

Co ważniejsze, ostatnie wydarzenia pokazują, że pomimo dwóch kampanii wojskowych przeciwko Teheranowi, Iran nie jest zniechęcony. Wręcz przeciwnie. Irańskie władze wyrażają wysokie zaufanie do swoich możliwości i są szczególnie przekonane, że obecnie nie istnieje żadne wiarygodne zagrożenie – ani ze strony Izraela, ani ze strony Stanów Zjednoczonych – które mogłoby zmusić je do istotnej zmiany polityki.

Tymczasem prezydent Trump stoi w obliczu szczególnie problematycznej sytuacji strategicznej. Dostępne mu opcje nie są dobre i wydaje się, że woli on osiągnąć porozumienie z Iranem niemal za wszelką cenę, niż pozwolić na szerszą konfrontację regionalną.

Ostatecznie jest to cena kampanii, która przyniosła imponujące sukcesy taktyczne, ale nie osiągnęła swojego głównego celu strategicznego: obalenia reżimu.Zamiast tego Izrael ma mniejszą swobodę działania, Iran większą pewność siebie, a Stany Zjednoczone rosnącą chęć zakończenia kryzysu poprzez rozwiązanie polityczne.

Fakt, że Trump był tak pobłażliwy wobec ostatnich ataków Iranu, starając się za wszelką cenę zbagatelizować je jako niestanowiące przeszkody w porozumieniu, jest głównym dowodem na coraz słabszą pozycję USA i brak użytecznych „kart”.

W tym momencie Trump jest w zasadzie uwięziony we własnym mitotwórczym blefie: jedyne, co może zrobić, to siedzieć i twardo trzymać się swojego gambitu „blokady”, ponieważ wycofanie się teraz ujawniłoby, że blokada była całkowitym fiaskiem i strategiczną porażką. Kontynuując tę ​​farsę, Trump jest w stanie stworzyć narrację o tym, jak Stany Zjednoczone wciąż „kontrolują” sytuację, a Iran ponosi z tego powodu ogromne koszty. To dość sprytnie skonstruowana żonglerka, ale fasada szybko się rozpada, zwłaszcza że Stany Zjednoczone wciąż ponoszą porażki w swoich tajnych, pobocznych próbach poprawy swojej pozycji.

Na przykład w zeszłym tygodniu pojawiła się wiadomość, że Marynarka Wojenna USA potajemnie „koordynowała” kilka tankowców każdej nocy, aby przepłynąć przez Ormuz , zapewniając im łączność, wsparcie śmigłowców, dane wywiadowcze w czasie rzeczywistym itd. Wygląda na to, że podczas gdy Trump chwali się, że jest w stanie przedłużać swoją blokadę w nieskończoność, skutki blokady samego Iranu są ciężkie i zmuszają USA do desperackich prób przerzucenia kilku statków tu i tam, aby pobudzić krążenie krwi gospodarczej.

Pomijając wady USA, Iran jest prawdopodobnie bliski zaszachowania Izraela w sposób znaczący i pokoleniowy. Izrael nie ma dobrych opcji, ponieważ Iran postawił go między młotem a kowadłem w kwestii Libanu, jak zauważa Gideon Rachman w FT:

https://archive.ph/pYfZw

Izrael tkwi obecnie w bagnie zarówno w Strefie Gazy, jak i w Libanie, a jego ręce są coraz bardziej związane presją ze strony Trumpa, który sam jest poddawany presji wywołanej przez jego nieudaną akcję ratunkową w Ormuzie.

Oznacza to, że Izrael może wkrótce znaleźć się w pułapce nie do utrzymania, z wszystkimi gniazdami szerszeni otaczających go wrogów, podczas gdy jego gospodarka chyli się ku upadkowi, a zapasy wojskowe maleją. Iran utrzymuje przewagę praktycznie pod każdym względem, a każda mijająca chwila przynosi mu coraz więcej sił w odbudowie strat.

To, co zaczęło się od powszechnych opinii, że Izrael wyjdzie z tego chaosu jako wielki zwycięzca, powoli przerodziło się w coraz bardziej bezbronny i bezsilny Izrael. Iran oczyścił się z sieci Mossadu, a Izrael zmarnował już szansę na wielkie, „niespodziewane” operacje wywiadowcze, których planowanie i organizacja zajmuje lata, a w rezerwie nie ma już niczego, co mogłoby cokolwiek zmienić. Iran z każdym dniem staje się silniejszy politycznie i bardziej zjednoczony, przetrwawszy niebezpieczną, początkową fazę „szoku” w operacjach USA i Izraela, mających na celu obalenie kraju.

Czas działa teraz na korzyść Iranu.


Architektura ucieczki: Od bunkra w Waszyngtonie po albański kurort

Architektura ucieczki: Od bunkra w Waszyngtonie po albański kurort

Date: 9 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/architektura-ucieczki-od-bunkra-w-waszyngtonie-po-albanski-kurort

Równanie izolacji: O tym, w jaki sposób elita globalna buduje bunkry, by uciec przed katastrofą, którą sama spowodowała

Arka Noego, w swoim mitologicznym pierwowzorze, została zbudowana po to, aby ocalić życie we wszystkich jego formach, w imię zbiorowego przetrwania. „Arki” XXI wieku – podziemne bunkry, ufortyfikowane wyspy i strzeżone resorty – kierują się logiką dokładnie odwrotną: zostały zaprojektowane tak, aby ocalić wyłącznie tych, którzy posiadają bilet wstępu, skazując wszystkich pozostałych na zagładę. Nie istnieje już selekcja oparta na wiedzy, zasługach czy cnocie – istnieje selekcja finansowa.

Dla nowej oligarchicznej elity ludzkość nie jest już wspólnotą, której jest częścią, lecz zbędną masą, ciężarem, który można eksploatować do ostatniego tchnienia, a następnie porzucić własnemu losowi. W ich zniekształconym sposobie myślenia reszta światowej populacji nie jest już nawet potrzebną siłą roboczą: jest balastem, którego należy się pozbyć, plagą, którą trzeba trzymać z dala od swoich murów.

W obliczu wizji „Wielkiego Wydarzenia” oligarchia nie odczuwa grozy, lecz chłodną ulgę: ziemia zostanie wreszcie oczyszczona z „niewybranych”, z biednych, z tej ogromnej masy ludzi, którą postrzegają jako wadę konstrukcyjną planety.

To właśnie ta całkowita dehumanizacja, ten rodzaj eksterminacji przez zaniechanie, umożliwia najbardziej brutalne działania przeciwko naturze. Jeśli reszta ludzkości jest traktowana jak mięso armatnie przeznaczone do zapomnienia, dlaczego mieliby oszczędzać środowisko, w którym ci ludzie żyją? Dlaczego mieliby szanować lagunę, obiekt światowego dziedzictwa UNESCO czy ekosystem istniejący od tysiącleci?

Żadnych wyrzutów sumienia. Żadnych granic. Zachwycający róż kolonii flamingów w Albanii zostaje bez wahania zmieciony przez buldożery i beton luksusowych resortów, a ci, którzy powinni chronić przyrodę, stają się współsprawcami zniszczenia.

Waszyngton: Monarcha, który Zrównuje z Ziemią Historię – Niewidzialna Forteca pod Parkietem do Tańca

To, co przedstawiono opinii publicznej jako warte 400 milionów dolarów ceremonialne rozszerzenie kompleksu, okazało się – według dokumentów prawnych oraz bezpośrednich wypowiedzi Donalda Trumpa – osłoną dla ogromnego podziemnego kompleksu wojskowego.

Nie chodzi o zwykłą przebudowę, lecz o przekształcenie władzy wykonawczej w autonomiczny byt zdolny do przetrwania w izolacji od reszty świata. Przede wszystkim jest to symboliczny akt przywódcy, który postrzega siebie jako stojącego ponad instytucjami.

  • Ochronna “Skorupa”: Sala balowa o powierzchni 90 000 stóp kwadratowych, finansowana przez “patriotycznych darczyńców” (w tym gigantów technologicznych, takich jak Amazon, Meta i Google), wyraźnie służy jako “dach” lub szopa (shed) chroniący podziemne operacje. Trump określił tę strukturę jako niezbędną tarczę, wyposażoną w 4-calowe, kuloodporne szyby i “nieprzenikniony” stalowy dach.
  • Podziemne Miasto: Pod zburzonym skrzydłem wschodnim (East Wing) powstaje sześć poziomów bunkrów, obejmujących w pełni wyposażony szpital wojskowy, tajne laboratoria i centra dowodzenia, opancerzone farmy serwerów dla rządowej sztucznej inteligencji oraz niezależne systemy łączności satelitarnej. Struktura jest zaprojektowana do zapewnienia ciągłości władzy w scenariuszach ataku nuklearnego lub biologicznego.
  • Baza dla Dronów: Dach sali balowej stanowi wzmocnioną platformę operacyjną z systemami startowymi dla flot wojskowych dronów (UAV), wyposażonych w uzbrojenie obronne i zdolności do walki elektronicznej. Rezydencja prezydencka staje się bazą obronną.
  • Logistyka “Wielkiego Wydarzenia”: Plany przewidują zbiorniki na generatory umożliwiające autonomiczne zasilanie przez miesiące, instalacje odsalania wody i hermetyczne magazyny. To fizyczna realizacja paranoi Rushkoffa: elita przygotowująca się do przetrwania katastrofy, zamykając drzwi przed ludzkością.
  • Monarsza Arogancja: Donald Trump rozpoczął prace od zburzenia historycznego skrzydła wschodniego bez konsultacji z Kongresem lub komisjami konserwatorskimi, określając budynek jako “marny, smutny widok”. Ten akt porównano do budowy Wersalu przez Ludwika XIV: “świątyni władzy” gloryfikującej monarchę, a nie demokrację. Trump traktuje Biały Dom nie jako dobro publiczne, ale jako swoją prywatną własność (“mój dom”), gdzie wszystko mu się należy. Federalny sędzia niedawno częściowo zablokował prace, przypominając, że “Biały Dom nie należy do jednego człowieka”, podkreślając kontrast między zachowaniem Trumpa a rzeczywistością konstytucyjną.

(Zdjęcie: Budowa Sali Balowej Białego Domu w Waszyngtonie, widoczna z Pomnika Waszyngtona. Fot. AP Allison Robbert)

Albania: Grabież Dziedzictwa Ludzkości

Podczas gdy elita USA próbuje zamknąć się w podziemnej fortecy, niszcząc historię, rodzina Trump działa za granicą, niszcząc naturę. Jared Kushner (zięć Trumpa, były doradca Białego Domu i założyciel Affinity Partners) oraz Ivanka Trump (była doradczyni prezydencka i przedsiębiorca) przekształcają Równanie Izolacji w ekobójstwo w Albanii, przy współudziale rządu Ediego Ramy (premiera Albanii).

Nalot na Obiekt UNESCO i Sieć Natura 2000

Laguna Narta-Vjosa i Wyspa Sazan to nie tylko zakątek bałkańskiej przyrody. Są integralną częścią mozaiki środowiskowej o planetarnym znaczeniu. Obszar ten podlega ochronie Konwencji Ramsarskiej dotyczącej terenów podmokłych o znaczeniu międzynarodowym i jest włączony do unijnej sieci Natura 2000 jako Obszar Specjalnej Ochrony (ZPS) i Obszar Mający Znaczenie dla Wspólnoty (OZW). Co więcej, graniczy i bezpośrednio oddziałuje z Krajobrazem Kulturowym i Przyrodniczym Ochrydy, uznanym za Światowe Dziedzictwo UNESCO.

Aby umożliwić budowę resortu, rząd albański dokonał bezprecedensowego prawnego obejścia: unieważnił status obszaru chronionego, dokonując de facto wywłaszczenia nie tylko terenów publicznych, ale i prawa międzynarodowego, które gwarantowało ich ochronę. To agresja na globalną legalność, porównywalna – w sferze ekologicznej – do militaryzacji Białego Domu w sferze instytucjonalnej.

Fizyczna Zapaść Siedliska Naturalnego

To, co place budowy niszczą, to nie tylko “krajobraz”, ale sama biologiczna maszyna podtrzymująca życie w lagunie. Naruszenie siedliska ma charakter strukturalny i nieodwracalny:

  • Zniszczony System Hydrauliczny: Przybrzeżne laguny żyją oddechem – naprzemiennością wód słodkich (rzeki i źródła) i słonych (morze). Prace ziemne pod fundamenty resortu i budowa pomostów blokują kanały wymiany. Woda staje się stojąca, spada poziom rozpuszczonego tlenu, a występujące zjawiska eutrofizacji i anoksji po cichu zabijają wszystko, co żyje na dnie.
  • Amputacja Wydm Zvërnec: Przybrzeżne wydmy to nie sterty piasku, ale naturalne bariery filtrujące wodę i chroniące ekosystem przed sztormami. Ich mechaniczne usunięcie wyeliminowało pierwszą linię obrony, wystawiając lagunę na zalewy słoną wodą, która wypala roślinność rosnącą za wydmami.
  • Przekształcona Wyspa Sazan: Wyspa, niegdyś sanktuarium śródziemnomorskiej bioróżnorodności, zamknięta dla publiczności przez dziesięciolecia w czasach reżimu komunistycznego (co zachowało jej integralność), ma swoje skaliste podłoże perforowane, a klify przekształcane, by zrobić miejsce pod infrastrukturę turystyczną. Gatunki chronione, takie jak flamingi różowe, foka mniszka i żółwie morskie, są obecnie krytycznie zagrożone.

Flamingi: Od Gatunku Chronionego do Symbolu Buntu

W tym scenariuszu ekologicznego załamania, różowe flamingi (Phoenicopterus roseus) stały się sercem i wizualnym symbolem oporu. Laguna jest domem dla największej kolonii lęgowej zachodnich Bałkanów (ponad 1500 osobników). Wraz z gniciem wody i zmianami w solniskach, Artemia salina (ich jedyne pożywienie) znika.

Ruch protestacyjny przyjął flaminga jako swoją absolutną ikonę. Ogromne różowe murale zdobią mury Tirany, podczas sit-inów noszone są maski, a artystyczne performansy na placach symulują rozpaczliwy rój uciekających ptaków. Flaming jest alegorią Albanii: pięknego kraju, zmiażdżonego przez zewnętrzną władzę, która podważa jego żywotne fundamenty.

Albania: Architektura Delirium i Ekobójstwo

Ale za rodziną Trump, kto fizycznie przekształca terytorium? To gigant globalnego hotelarstwa: Aman Resorts. Mistrzowie Niewidzialności: Aman Resorts znany jest w świecie ekstremalnego luksusu ze swojej filozofii “architektonicznego mimikry”. Ich resorty wnikają w historyczne lub naturalne krajobrazy za pomocą minimalistycznej architektury, używając lokalnych materiałów, by nie “razić” oka.

To ta filozofia została sprzedana mediom jako gwarancja zrównoważonego rozwoju. Jednak rzeczywistość placów budowy jest dokładnie odwrotna: aby umożliwić Amanowi budowę jego niewidzialnych pawilonów, spychacze asfaltują i niwelują siedlisko, niszcząc ekologiczną infrastrukturę (wydmy, lasy sosnowe, kanały), która czyniła to miejsce wyjątkowym. Niewidzialność resortu wymaga fizycznego usunięcia otaczającego środowiska.

Zarządzanie Eksterytorialne: Resort będzie zarządzany zgodnie z prywatnymi, międzynarodowymi standardami, niezależnymi od lokalnych przepisów prawa pracy i ochrony środowiska. Stanie się miastem-państwem wewnątrz Albanii, dostępnym tylko drogą morską lub helikopterem, gdzie bezpieczeństwo będzie powierzone międzynarodowym prywatnym wykonawcom.

Niewiarygodne Oświadczenia Ivanki Trump i Reakcja Społeczna

Gdy na placach budowy wycinano wiekowe sosny w Zvërnec, Ivanka Trump udzieliła wywiadu, który przeszedł do historii ze względu na swój poziom oderwania od rzeczywistości. Opisała przyszły resort jako arcydzieło “architektury, która doskonale wpisuje się w środowisko”, mówiąc o modelu “zrównoważonego luksusu”, gdzie “harmonia z naturą jest naszą fundamentalną wartością”. Dodała, że projekt “poprawi lokalne siedlisko”.

Te słowa, wypowiedziane, gdy zdjęcia satelitarne pokazywały zniszczenie wydm, a prywatna ochrona rozpędzała protestujących, wywołały wybuch oburzenia i katharsis.

Ruch odpowiedział ostrymi hasłami, które obiegły świat: “Twoja harmonia jest naszą pustynią”, “Ivanko, środowiska się nie kupuje”, a przede wszystkim “Zostawcie nasze flamingi w spokoju!”. Biolodzy i aktywiści zdemontowali punkt po punkcie jej retorykę: “Jak wpasować resort za 4 miliardy euro w siedlisko żółwi Caretta Caretta i fok mniszek? Wsadzicie je z gośćmi do pokoi?”. Jej arogancja przekształciła protest ekologiczny w powstanie albańskiej dumy narodowej.

Brak Przejrzystości Ze strony Rządu

Rząd albański pod przewodnictwem Ediego Ramy odmówił ujawnienia pełnych szczegółów technicznych i ostatecznych ocen oddziaływania na środowisko dla projektu w Lagunie Narta i na Wyspie Sazan.

  • Odmowa: Pomimo próśb ze strony parlamentu i stowarzyszeń ekologicznych, dokumenty zostały uznane za zastrzeżone lub częściowe, podsycając podejrzenia, że ukrywają nieodwracalne szkody dla ekosystemu (takie jak całkowite zniszczenie wydm Zvërnec i przerwanie przepływów wodnych), które faktycznie już następują.
  • Usprawiedliwienie: Egzekutywa utrzymuje, że poufność jest konieczna, aby chronić “interesy strategiczne” inwestora, traktując projekt jako kwestię bezpieczeństwa narodowego, a nie interesu publicznego.

Eskalacja Protestów

Mimo represji i braku oficjalnych dokumentów, protesty zradykalizowały się:

  • Okupacja Placów Budowy: Grupy aktywistów próbowały fizycznie blokować wjazd ciężkiego sprzętu na place budowy w Zvërnec, co doprowadziło do nowych starć z policją i prywatną ochroną.
  • Apel o Interwencję Międzynarodową: Komitety obywatelskie wysłały apele do Unii Europejskiej i sądów międzynarodowych, donosząc o naruszeniu unijnych dyrektyw dotyczących ochrony naturalnych siedlisk i żądając natychmiastowego wstrzymania prac bez przejrzystości.

Podsumowując, połączenie tajemnicy rządowej i postrzeganej jako arogancka retoryki rodziny Trump, zamiast stłumić kontrowersje, dolało oliwy do ognia, przekształcając protest z ekologicznego w kwestię demokracji i suwerenności narodowej.

Matryca Filozoficzna: “Sposób Myślenia” i Równanie Izolacji

Aby zrozumieć wagę tych wydarzeń, należy spojrzeć na postać Douglasa Rushkoffa (ur. 1961 https://en.wikipedia.org/wiki/Douglas_Rushkoff), teoretyka mediów, pisarza i profesora City University of New York, uznanego przez MIT (Massachusetts Institute of Technology) za jednego z dziesięciu najbardziej wpływowych intelektualistów świata.

Pionier kultury cyberpunk w latach 90′ i twórca terminów takich jak “wirusowe media” i “cyfrowi tubylcy”, Rushkoff ewoluował swoje myślenie od entuzjazmu wobec wyzwalającego potencjału internetu do ostrej krytyki kapitalizmu ekstrakcyjnego. Jego fundamentalne prace dostarczają klucza do zrozumienia projektów Trumpów:

  • Survival of the Richest (Przetrwanie najbogatszych, 2022): Dokumentuje rzeczywiste spotkanie z pięcioma miliarderami z Doliny Krzemowej, mającymi obsesję na punkcie przetrwania “Wielkiego Wydarzenia”. Tutaj wprowadza “Równanie Izolacji” i demaskuje szaleństwo “Strategii Wyjścia” (Exit Strategy).
  • Team Human (Zespół Ludzki, 2019): Jego konstruktywny manifest, oparty na tezie, że “bycie człowiekiem to sport drużynowy”. Krytykuje “mechanomorfizm” (traktowanie ludzi jak maszyny) i proponuje przeprojektowanie technologii w celu wzmocnienia więzi społecznych, zamiast je monetyzować.

Logika “Strategii Wyjścia” (Exit Strategy): Elita techniczno-finansowa traktuje Ziemię i społeczeństwo jak upadający startup, z którego należy dokonać “wyjścia” (exit) przed załamaniem. Zamiast rozwiązywać systemowe problemy (klimat, nierówności), inwestują energię w tworzenie indywidualnych dróg ucieczki (Mars, bunkry, przesłanie świadomości).

Redukcjonizm Empiryczny: Natura i relacje międzyludzkie zostają zredukowane do ekstrahowalnych danych. Wszystko staje się symbolem (pieniądz, kryptowaluty, biometria) odłączonym od fizycznej rzeczywistości, pozwalając im wierzyć, że mogą transcendować prawa fizyki i moralności.

Potrzeba “Końca Gry” (Game Over): Paradoksalnie, ten sposób myślenia wymaga nadejścia nieuchronnej katastrofy (“Wydarzenia”). Bez epokowej katastrofy ich narracja o “wybranych” uciekających na prywatnej arce nie miałaby sensu. Kryzys usprawiedliwia ekstremalną koncentrację władzy.

W tym miejscu pojawia się “Równanie Izolacji” (Insulation Equation), perwersyjna matematyczna formuła napędzająca akumulację bogactwa: “Ile bogactwa muszę zgromadzić, aby odizolować się od katastrof, które powoduję, gromadząc to bogactwo?”

To błędne koło: aby chronić się przed konsekwencjami swoich działań (załamanie ekologiczne, niestabilność społeczna), miliarderzy potrzebują więcej pieniędzy. Ale aby zdobyć więcej pieniędzy, muszą stosować jeszcze bardziej ekstrakcyjne praktyki (jak zniszczenie laguny w Albanii pod resort), co przyspiesza katastrofę, przed którą chcą uciec. To jak próba zbudowania samochodu wystarczająco szybkiego, by uciec przed własnymi spalinami.

Sofizmat Technologiczny i Erozja Empatii

Rushkoff pokazuje, jak technologia, stworzona do łączenia, stała się głównym narzędziem tej izolacji. Interakcja za pośrednictwem ekranów wyłącza empatię, czyniąc psychologicznie łatwiejszym dla elity zaakceptowanie “pozostawienia w tyle” reszty ludzkości. Ale równanie zawodzi w kluczowym punkcie: zakłada, że można zabrać ze sobą bogactwo w zniszczonym świecie. Stąd obsesyjne pytanie, które miliarderzy zadają Rushkoffowi: “Jak przekonam moich uzbrojonych strażników, by mnie chronili, gdy pieniądze przestaną być coś warte?”. Odpowiedź brzmi: nie da się. To antyludzki projekt skazany na porażkę, ponieważ prawdziwe bezpieczeństwo leży w społecznej współpracy (Team Human), a nie w ucieczce.

Ta teoria Równania Izolacji Rushkoffa znajduje swoje najbardziej drastyczne zastosowanie w elicie USA, która buduje podziemny kompleks wojskowy, by uciec przed globalnymi kryzysami, i jednocześnie niszczy Dziedzictwo Ludzkości (jak siedlisko UNESCO w Narta), by tworzyć luksusowe “Strategie Ewakuacyjne” zamaskowane jako ekologiczne wkomponowanie.

Cyniczne oświadczenia Ivanki Trump przyspieszyły wzrost świadomości społecznej, czyniąc różowe flamingi flagą świata, który odmawia bycia wymazanym, by zrobić miejsce dla bunkrów bogaczy.

Analiza Francesco Cappello (włoskiego dziennikarza i badacza, autora Bogactwo fikcyjne, sztuczna bieda) uzupełnia obraz, określając albański projekt jako “radykalną transformację w kierunku prywatyzacji dyplomacji”.

  • Suwerenność Infrastrukturalna: Opancerzona enklawa Aman/Kushner to “prywatna platforma przestrzenna”, gdzie państwo albańskie abdykuje z ochrony obiektu UNESCO, delegując ją do zagranicznej rady nadzorczej.
  • Dyplomacja Transakcyjna: Przystąpienie Albanii do “Rady Pokoju” dla Gazy jest odczytywane jako wymiana: poświęcenie międzynarodowych aktywów środowiskowych na rzecz Kushnera w zamian za przysługi geopolityczne.
  • Geopolityka Zatoki Vlora: Resort na Wyspie Sazan wznosi się naprzeciw tureckiej bazy morskiej Pasha Limani. Inwestycja, powiązana z Waszyngtonem i Tel Awiwem, jest czynnikiem równoważącym przeciwko tureckim wpływom na Bałkanach, przekształcając projekt nieruchomościowy w strategiczny akt militarny, czego konsekwencją jest zniszczenie obiektu UNESCO.
  • Nastroje Społeczne: Protesty, prowadzone pod symbolem flamingów, mają obecnie charakter suwerenistyczny i antyizraelski, postrzegając projekt jako grabież zorganizowaną przez Netanjahu i globalną elitę kosztem albańskiego dziedzictwa i całej ludzkości.

Archipelag Bunkrów: Prywatne Wyspy na Całym Świecie

Zjawisko nie ogranicza się do Waszyngtonu i Albanii. Wielu miliarderów kupiło całe wyspy lub rozległe połacie terytoriów wyspiarskich, by przekształcić je w autonomiczne schronienia, potwierdzając tezę Rushkoffa o powrocie do formy neofeudalizmu.

  • Hawaje, Królestwo Zuckerberga i Ellisona: Mark Zuckerberg (założyciel i CEO Meta/Facebook) kupił 1700 akrów na Kauai pod Ko’olau Ranch (400 mln dolarów), otoczony dwumetrowymi murami, z tunelami prowadzącymi do bunkra przeciwko końcowi świata i autonomicznymi systemami rolniczymi, wywłaszczając rdzennych Hawajczyków. Larry Ellison (współzałożyciel i CTO Oracle) w 2012 roku kupił 98% wyspy Lanai, przekształcając ją w prywatne miasto-państwo, gdzie zasady dyktuje właściciel. Nawet Oprah Winfrey (amerykańska cesarzowa mediów) posiada ogromne enklawy na Maui.
  • Nowa Zelandia, Bunker Thiela: Peter Thiel (założyciel Palantir Technologies) próbował zbudować podziemny bunkier za 10 milionów dolarów w pobliżu jeziora Wānaka. Zablokowany w 2022 roku po protestach dotyczących wpływu na środowisko, Thiel zachowuje własność i obywatelstwo (uzyskane po zaledwie 12 dniach pobytu), potwierdzając Nową Zelandię jako cel ucieczki dla elity.
  • Wyspy Sztuczne i Pływające: Richard Branson (założyciel Virgin Group) ufortyfikował Necker Island na Karaibach. Bill Gates (współzałożyciel Microsoftu i filantrop) inwestuje w Seasteading Institute, aby tworzyć autonomiczne, pływające społeczności, prawdziwe offshore’owe “Exit Strategy”.

Równanie Izolacji w Działaniu

Nie jesteśmy świadkami biernego dostosowywania się do zmian, ale zbrodni ekologicznego i społecznego z premedytacją. Katastrofy, przed którymi ci miliarderzy uciekają, nie są zjawiskami naturalnymi – są wyrachowanym i dobrowolnym skutkiem ich własnej polityki. Celowo zatruli studnie, sprywatyzowali wspólne zasoby, wywołali załamanie klimatyczne i zniszczyli demokracje (Trump potraktował Biały Dom jako swoją prywatną własność do zburzenia), aby wycisnąć z nich ostatni gram zysku. A teraz, z zindustrializowanym cynizmem, używają dokładnie tego skradzionego bogactwa, by opłacić sobie bilet ratunkowy. Ten operacyjny paradoks przejawia się w trzech uzupełniających się kierunkach, potwierdzając tezy Survival of the Richest:

  1. Militarny w Waszyngtonie: Burzy się historię i wydaje fortuny na budowę bunkra, który ma chronić elitę przed załamaniem społecznym – załamaniem przyspieszonym przez politykę koncentracji władzy.
  2. Ekologiczny w Albanii i na Prywatnych Wyspach: Niszczy się naturę lub wywłaszcza społeczności lokalne, by tworzyć sztuczne raje dla nielicznych, przyspieszając kryzys ekologiczny i społeczny, który następnie będzie wymagał jeszcze więcej zasobów do rozwiązania (lub ucieczki przed nim).
  3. Neofeudalizm Globalny: Od Kauai po Nową Zelandię, miliarderzy nie tylko budują bunkry, ale prywatne lenna, gdzie kontrolują ziemię, zasoby, pracę i bezpieczeństwo. Ten model zastępuje demokrację średniowieczną hierarchią, gdzie “pan” posiada wszystko, a “słudzy” (lokalni pracownicy, strażnicy) zależą od jego łaski.
  4. Geopolityczny z analizy Cappello: Prywatyzacja dyplomacji, gdzie państwa narodowe stają się dostawcami bezpieczeństwa dla prywatnych lenn, niszcząc demokrację na rzecz globalnego, korporacyjnego porządku.

Wnioski: Odrzucenie Wspólnego Dobra

“Sala balowa”, “ekologiczny resort” i “wyspy bunkry” nie są oddzielnymi bytami, ale składnikami jednego sposobu myślenia: przekształcania Ziemi w miejsce do fortyfikowania (w Waszyngtonie), łupienia (w Albanii) lub prywatyzowania (na wyspach Pacyfiku).

Ta logika odrzuca odpowiedzialność za zachowanie wspólnego dobra na rzecz indywidualnej ucieczki w kierunku luksusowych bunkrów, podziemnych fortec lub wyspiarskich lenn, traktując cywilizację i naturę nie jak dom do pielęgnowania, ale jak upadający startup, z którego trzeba zrobić “wyjście” przed ostatecznym załamaniem. Dokładnie tak, jak obawiał się Rushkoff i jak podkreślił Cappello, oznacza to przejście od suwerennych państw do globalnych platform inwestycyjnych.

Znosi się demokrację, aby ustanowić świat panów i sług, gdzie obywatelstwo jest płatną subskrypcją. Ale mechanistyczny sofizmat tych nowych “bogów” oligarchii czyni ich ślepymi na ostatni, nieodwracalny paradoks: natury i historii nie da się ogrodzić, ponieważ żaden żelbetowy bunkier, żadna prywatna wyspa na Pacyfiku, żadna luksusowa enklawa w Albanii nie będzie w stanie oddychać czystym powietrzem, gdy płuca planety zostaną definitywnie wysterylizowane, by zrobić miejsce dla ich szop. I żaden system filtracji nie oczyści oceanu zatrutego przez ich własne fabryki.

Ich “luksusowa izolacja” nie jest ratunkiem – jest celą o zaostrzonym rygorze, którą zbudowali własnymi rękami. Skazani na wegetację w swoich opancerzonych salach balowych i pustych resortach, otoczeni martwą naturą i wrogą ludnością, będą mieli mnóstwo czasu, by kontemplować hańbę swojego dzieła. Wygrają wyścig chciwości, ale okażą się absolutnymi władcami globalnego cmentarza, który sami, z zimną determinacją zbudowali.

Jak Douglas Rushkoff stwierdza w swoim eseju, idea, że można zacząć od nowa gdzie indziej, jak w gigantycznej grze wideo, to czyste szaleństwo: jedynym sposobem, aby uniknąć katastrofy, jest podjęcie działań, by do niej nie doszło.

ŹRÓDŁA:
Douglas Rushkoff (Luiss University Press 2022): Tylko najbogatsi: jak techno-miliarderzy uciekną przed katastrofą, zostawiając nas tutaj.
Cappello, F. (2026). Analiza projektu Kushnera w Albanii. 4 czerwca 2026.
National Trust for Historic Preservation v. Trump Administration, Sąd Okręgowy USA, Sygn. akt 1:25-cv-03421 (2026)

INFO: comedonchisciotte.org/larchitettura-della-fuga-dal-bunker-di-washington-al-resort-albanese

Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem

Mirosław Dakowski 2016
    Spektakularnie rośnie potęga władców świata. Rośnie coraz szybciej. Posiadają miliardy miliardów [przy takich kwotach jest zupełnie obojetnie, czy to dolary, czy złote]. Już nie muszą to być dziesiątki czy setki ton złota, choć, jeśli można takie ilości metalu wywieźć z Libii po zamordowaniu jej władcy, czy z Ukrainy po wygnaniu jej władcy, to tym też nie pogardzają. Te miliardy miliardów mnożą się, jak króliki Lejzorka Rojtszwanca z powieści Ehrenburga. To nic, że jedynie w świecie wirtualnym i to w najpotężniejszych i najszybszych komputerach banksterów. Przekłada się to przecież na potęgę przemysłową i militarną. I co najważniejsze, poprzez media – na potęgę ideologiczną. Nowe postępowe mikro-paradygmaty potęguje się do mini-paradygmatów, potem do paradygmatów i wreszcie przekształca w nowe, obowiązujące już wszystkich, dogmaty. Wolność, tolerancja, wartości europejskie, humanitaryzm, humanizm, światła, tysiąc światełek tak promowanych przez masonów- prezydentów Stanów Zjednoczonych.

Już blisko, na horyzoncie, są Stany Zjednoczone Świata. Już czekają na Męża Opatrznościowego Świata. Już powstała Nowa Cywilizacja Człowieka, Ona zwycięża, Ona zwycięży.  Nazwijmy ją roboczo GLOB. Ta demonstracja Potęgi oddziałuje na psychikę. Część jej ofiar ugina się uznając, że już wałczyć przeciw – nie da się, nie można. A część przekonuje siebie, że popieranie się opłaci.       Zmiany następują we wszystkich dziedzinach. Wymienię tylko kilka. – Rewolucja etyczna, obalenie Dekalogu (tak to nazywają..) i zastąpienie go regułami nowymi, postępowymi. Dotyczy to każdego z 10-ciu przykazań. Przykładów jest tyle, że każdy może je dopowiedzieć.
– (R-)ewolucja pojęcia prawdy, rozmycie kryteriów jej poznania, a nawet zwątpienie w możliwość i potrzebę jej szukania i opierania się na niej. Przecież mamy post-modernizm! –
Wzrost bogactwa i silne rozwarstwienie dobrobytu. Bogacenie się uznano za główny motor postępu i dowód na wielkość człowieka. – Szybki wzrost rekordów sportowych przy jednoczesnym postępującym cherłactwie zwykłych ludzi, głównie osób siedzących przed komputerem, a szczególnie dzieci i młodych ludzi. – Radykalna zmiana znaczenia pojęć towarzyszy tym przemianom. Np. inwestowanie przestało znaczyć budowanie, tworzenie dóbr trwałych, a stało się spekulacją, wyścigiem w oszukiwaniu innych – i to w dodatku w świecie wirtualnym, ale z konsekwencjami w świecie realnym. Porównajmy pojęcie „rodzina” przed wiekiem – i teraz…
– Szczególnie głębokie są zmiany znaczenia abstraktów. Porównajmy (jeśli jeszcze potrafimy), co znaczyły przed stu laty i obecnie pojęcia takie, jak miłość, człowiek, dobro, wolność, prawo (-a), szybkość, jakość, fundamentalizm. I setki innych. W dziedzinie religijnej znikły z powszechnego użycia np. słowa: grzech, modlitwa, piekło. Niedawno jacyś postępowi chrześcijanie przegłosowali nie-istnienie czyśćca. W katolicyzmie pojawiła się demokracja i głosowanie w sprawach pojęć podstawowych, objawionych, a także wiedzy naturalnej.          Niedawno Patryk Buchanan w USA napisał: „Odeszli Adam i Ewa, wkroczyło „Krysia ma dwie mamy”. Odeszły obrazy Chrystusa wstępującego do Nieba, w zamian pojawiły się obrazy ukazujące człekokształtnych przechodzących z Homo erectus. Odeszła Wielkanoc, nadszedł Dzień Ziemi. Odeszło biblijne nauczanie o niemoralnej istocie homoseksualizmu, wkroczyli homoseksualiści nauczający o niemoralności tzw. homofobii. Odeszły przykazania, wkroczyły prezerwatywy”.

Cywilizacje według Konecznego
Wciskają nam to wszystko w sto lat po genialnym sformułowaniu nauki o cywilizacjach Feliksa Koniecznego. Jego definicje są ciągle mało znane, mało cytowane. Przerażają i mierżą one samozwańcze t.zw. Autorytety z grona tajnych związków.
Sprecyzował on: Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego. Czyli – są to metody i zasady, według których buduje się życie społeczności, życie narodów. Konieczny wyróżnił pięć (i tylko pięć) pojęć charakteryzujących cywilizację (quincunx, czyli piecioksztalt).
Cywilizacje krystalizują się wokół następujących pojęć: Stosunek do prawdy, do dobra (to w dziedzinie duchowej), dobrobytu, zdrowia (sprawy materialne) oraz stosunek do piękna – w obu dziedzinach, ducha i materii. Na podstawie stosunku do tych pojęć cywilizacje odróżniają się od innych. FK wyróżnił w obecnym świecie siedem cywilizacji: turańska (mongolska, obozowa, z wodzem czy carem na czele), arabska (nie Islamu, bo nie jest cywilizacją sakralną), chińska (jest wraz z żydowską najstarsza, ale bez tendencji uniwersalistycznych), bramińska (głównie na terenie Indii, sakralna), żydowska (sakralna, ale o dążeniach globalnych; wg. niej Tora to objawione Prawo), bizantyńska (na bazie imperium wschodnio-rzymskiego), łacińska (powstała na pniu cywilizacji rzymskiej i religii katolickiej). Czytelnika nie znającego tych terminów odsyłam do materiałów zamieszczonych na stronie Dakowski.pl w dziale Koneczny. [dodaję w grudniu 2021: To jest dostępne w Archiwum.]
         Dla nas obecnie najważniejsza jest następująca konstatacja Konecznego:          Wbrew twierdzeniom hegeliańskich niedouków nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Wskazują na to m.inn. wielowiekowe usiłowania, zawsze kończące się klęską. Syntezy różnych cywilizacji są niemożliwe. Różni genialni przywódcy usiłowali tworzyć cywilizacje sztuczne, wydumane; Aleksander zwany wielkim, Hitler i Lenin (z Marksem w tle), by podać pseudonimy czy nazwy największych zbrodniarzy (dodać Napoleona!). Zamiast syntez zawsze powstawały stany a-cywilizacyjne, stany bierności, czy (genialne sformułowanie Feliksa Konecznego) kołobłędu i latrocinium maximum (rabunek totalny i brak moralności, powiedzielibyśmy dziś).
Drugi ważny wniosek.
         Ponieważ wśród ludzi należących do różnych cywilizacji stosunek do każdego z pięciu elementów quincunxa jest różny, niemożliwe jest powstanie cywilizacji planetarnej, która byłaby mieszanką elementów tych cywilizacji. W tym sensie np. uogólniona moralność ludzka jest zbiorem pustym. Jeśli planetę opanuje jedna cywilizacja, będzie to jedna z wymienionych siedmiu cywilizacji, lub inna, nowa. Na pewno nie będzie to cywilizacja – „synteza wybranych najlepszych cech dotychczasowych cywilizacyj”, czyli cywilizacja synkretyczna.  
Porównanie GLOB z cywilizacjami istniejącymi
          Czy powstająca obecnie cywilizacja globalistyczna (nazwijmy ja roboczo GLOB) jest cywilizacją w sensie FK? Jeśli tak, to czy może być kandydatką na cywilizację planetarną? Rozważmy to według kryterium pięciokształtu (quincunx).
         Tworzona cywilizacja jest cywilizacją laicką, ignorującą wolę Boga. Nie nazwiemy jej jednak tym mianem, choćby dlatego, że skrót (CL) mylony może być z cywilizacją łacińską (CŁ). Zostańmy przy roboczej nazwie Cywilizacja GLOB. Struktury budowane w USA i UE są to jedynie odmiany planów globalistów. Porównajmy cechy planowanej i budowanej [dużym kosztem, tak materialnym, jak i duchowym], cywilizacji (GLOB) z dotychczasowymi siedmioma cywilizacjami, szczególnie z cywilizacją łacińską.
1. Stosunek do prawdy. Fundamentem CŁ jest pewność, że prawda jest jedna. Dla katolików, którzy stworzyli CŁ, Prawdą jest Chrystus. Fundamentem filozoficznym CŁ jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Wszelkie poszukiwania prawdy w sprawach cząstkowych są uzasadnione, potrzebne i mogą być skuteczne. To przeświadczenie umożliwiło powstanie nauki, szczególnie stało się fundamentem nauk ścisłych. Zastosowano metodę analityczną, czyli oparcie się na doświadczeniu i logicznym wnioskowaniu. Nauki ścisłe rozwinęły się wśród scholastyków średniowiecza, a zapoczątkowały je odkrycia fizyków Buridana i Nicolas d’Oresme. Inne cywilizacje mają może słabiej (i inaczej) ukształtowane pojęcie podstaw i źródeł prawdy. Ale mają. Natomiast GLOB, idąc za post- modernistycznymi prądami, neguje potrzebę precyzyjnego pojmowania prawdy. Każdy ma swoją rację, prawda jest względna, lub zależy od punktu widzenia/siedzenia, od bogactwa zresztą itp. To upraszczające slogany oddające stosunek konstruktorów GLOB do prawdy. To podejście jest więc przeciwieństwem podejścia CŁ.  
2. Dobro.
         Podobnie rozmyte, niejednoznaczne i zróżnicowane jest podejście propagatorów GLOB do dobra. Uzasadniają, że nowoczesny człowiek ma swój własny zespół wartości, że Dekalog był może dobry dla pastuchów dwa tysiące lat temu, ale my, ludzi nowocześni, wykuwający przyszłość (świetlaną, chciałoby się dopowiedzieć) jesteśmy ponad więzy Dekalogu czy ponad marzycielstwo mitycznego źródła ewangelii, Jezusa. Zresztą był on dobrym człowiekiem, może (jak uważa część wielbicieli nowych religii) awatarem Kriszny, czy jednym z wizjonerów ludzkości. Obok innych, oczywiście.. Itp.          Zamiast uniwersalnej kategorii dobra występuje darwinizm społeczny, dobro określane przez każdego dla samego siebie (ew. dla swoich – to już ich szczyty altruizmu).
3. Zdrowie
         W cywilizacji rzymskiej, potem łacińskiej, najprostszą maksymą było i jest w zdrowym ciele zdrowy duch. Zdrowie jest więc środkiem do rozwoju człowieka. W GLOB zaś zdrowie, a również uroda, są Celem Ostatecznym. Stąd inwazja chemicznych panaceum (po zbójeckich cenach, często setki a nawet tysiące razy wyższych od kosztu produkcji). Stąd dyktatura firm kosmetycznych, czy sztucznie generowana moda na chirurgię plastyczną. Miraż stworzenia bożka czy bogini. Dla bogatych – miraż długowieczności czy klonowania. Rynek narządów pobranych z ofiar terroru w Czeczenii, Meksyku, czy ustrzelonych (na zamówienie) w Strefie Gazy, lub z więźniów w konc-łagrach w Chinach, jest już rynkiem pół-legalnym w Europie Zach., czy USA. Doskonała jakość, umiarkowane ceny. W modnych restauracjach we Francji (np.w Marsylii) serwuje się dania z „ludziny”, podobno import z Chin. [Znajomi krzyczą” „Nie uwierzę!” . A to –fakt]          „Prawo” do zabijania ludzi nienarodzonych wprowadziła dopiero władza bolszewicka (Lenin i Zw. Sowiecki, 18 XI 1920r.) i władza nacjonał -socjalistów (Kanclerz Niemiec A. Hitler, 1933r). Teraz staje się ono niezbywalnym prawem kobiety, promowanym w krajach neo-cywilizacji. Widzimy hegeliańską logikę syntezy: zabijać miliony ludzi w imię praw człowieka, czy etyki humanizmu. Ostatnio (czerwiec 2016) juz jawnie uzasadniono otwieranie UE na migrantów z Azji i Afryki celami eugenicznymi; „Nowa krew” dla Europy. [por.: Rasizm eurokratów – zbrodnią przeciw ludzkości. ]
4. Dobrobyt
Zbadajmy stosunek neo-cywilizacji (GLOB) do następnego elementu quincunxa, tj. do dobrobytu. W cywilizacji łacińskiej celem w tej dziedzinie jest dobrobyt większości rodzin (ale nie jest to Cel Najwyższy). Pożądany jest też szeroki rozkład dochodów z jednym maksimum przy dochodach średnich. Realizowanym celem i skutkiem GLOB (przy użyciu darwinizmu społecznego) jest ogromna rozpiętość dochodów osobników (nie rodzin!); rozkład ten ma dwa maksima: przy bardzo niskich dochodach (nędza) oraz przy bardzo wysokich (członkowie grup nieformalnych czy tajnych, członkowie mafii, finansiści-aferzyści).
5. Piękno.
W odróżnieniu od cywilizacji istniejących, a szczególnie od cywilizacji łacińskiej, GLOB promuje brzydotę i ohydę tak w dziedzinie materialnej, a też w dziedzinie duchowej (filmy, plastyka, szczególnie malarstwo, architektura, muzyka). Wszędzie tu dominuje też fascynacja złem (a często jawny satanizm) połączona z fascynacją brzydotą.   W dziedzinie rodziny: CŁ jest cywilizacją monogamii, cywilizacja arabska – głównie poligamii, cywilizacja chińska semi-poligamii. We wszystkich cywilizacjach sprawy rodziny są jednak uregulowane prawnie. W GLOB podmiotem jest osobnik, indywiduum. A normą – podnoszenie jego prawa (raczej jego widzimisię) do statusu decydującego. Trwa więc intensywna propaganda re- definicji rodziny, by włączyć w nią związki zboczeńców, np. pederastów, są też już (formalnie udane!) próby włączenia również pedofilów. We wszystkich istniejących cywilizacjach zboczenia, jeśli nawet są tolerowane, są traktowane jako anomalie, a nie norma. Przyczyną tego jest prawo naturalne, a w łacińskiej i żydowskiej dodatkowo, a ściślej głównie – Objawienie.
         Cywilizacja GLOB jest pierwszą próbą odwrócenia celów Natury czy naturalnych celów człowieka. Jest zdecydowanie inna od wszystkich dotychczasowych.  Czy GLOB jest więc nową cywilizacją?
           Przytoczone wyrywkowo przykłady, jak i wiele innych, tak w dziedzinie quincunxa, jak i prawa spadkowego, rodzinnego, czy nawet podejścia do logiki, wskazują na zupełną wyjątkowość tak mocno promowanej cywilizacji. Nie jest ona wynikiem tendencji i nurtów naturalnych, lecz wynikiem realizacji PLANU. Jest wymyślona. W każdej z najważniejszych dziedzin charakteryzujących cywilizacje stoi przy wartościach przeciwnych do cywilizacji łacińskiej. Stoi przy jej anty-wartościach.
         Sprawy różnic w podejściu do prawdy pokazuje obrazek: W normalnej szkółce początkowej Jaś, nawet najgłupszy, po paru dniach nauki wie (na zawsze), że 2*2=4. W szkole czy parlamencie UE Wysokie Komisje zbierają poglądy na ten temat. Jeśli na przykład grupa scjentologów czy satanistów (to przecież ważne poglądy mniejszości, należy im się szacunek) dojdzie do wniosku, że w obecnych warunkach 2*2 to chyba 7, zaś Światowy Ruch Lesbijek uchwali, że 2*2 to ok. 5, to Wysoka Komisja na IV posiedzeniu wybiera Radę Mędrców, której szefem zostaje dentysta, ale kopulant Pani Komisarz (np. pani Edith Cresson- autentyczne). Rada  debatuje, uchwala, że w czasie przewodniczenia Poronii w UE akceptowalne wartość 2*2 będzie 6. A członkowie Rady każą sobie przelać na konto wysokie honoraria. Z naszych pieniędzy. Co gorsze – do ich decyzji musimy się stosować pod groźbą kar.
         W dziedzinie prawdy: GLOB boi się uznania, że Chrystus i Jego nauka jest fundamentem cywilizacji europejskiej. A nasi, tj. polscy kompromitanci (nowotwór od kompromis; może: „kompromisie”?? ) żebrali, by w dokumencie tworzącym UE choć wspomniano, że w Europie były pewne korzenie chrześcijańskie. I nawet ta prośba budzi furię Władz Unii. Prawo naturalne jest uznawane za przestarzałe, a narzucone prawa GLOB są z nim sprzeczne. Dotyczy to tak własności, jak prawa małżeńskiego czy rodzinnego. Szczególnie zaś wychowania i nauki dzieci. W każdej z dziedzin quincunxa i w istotnych dziedzinach prawa, GLOB jest nie tylko różna od pozostałych siedmiu cywilizacji.
         Nie jest – do czego pretenduje – nową, syntetyczną cywilizacją harmonijnie łączącą osiągnięcia ludzkości, humanizmu i postępu. Taka jest niemożliwa. Rozumie to każdy, kto stosuje kryteria rozumu i reguły logiki. GLOB jest ściśle przeciwna normom CŁ. Jest więc jej anty-cywilizacją.
         Ojciec św. Jan Paweł II mówił o cywilizacji śmierci. Nie znał niestety dorobku Feliksa Konecznego, nie mógł więc przeanalizować tego zjawiska czy procesu krok po kroku, według kryteriów quincunxa. Ani według metod podanych przez św. Tomasza z Akwinu. Ale mówił i ostrzegał właśnie przed tą sztuczną „cywilizacją” t.zw. „humanistów
        GLOB jest tworem sztucznym, wydumanym. Podobna jest w tym do cywilizacji zadekretowanej przez Aleksandra po podbojach w Azji w IV wieku przed Chrystusem.          Jeśli CŁ jest opartą o Objawienie Jezusa Chrystusa, to GLOB jest, jak widzimy, opartą o anty-zasady. Jest więc konstrukcją Anty-chrysta.
         Z tych dwóch przyczyn: sztuczna i anty-chrystowa, budowana cywilizacja nie ma żadnych logicznych i realnych szans na powstanie i przetrwanie. Zawali się niedługo pod własnym ciężarem. Chcemy, by ta potworna katastrofa nie pogrzebała pod sobą Polski i Polaków. Mamy więc obowiązek aktywnie przeciwstawiać się wprowadzaniu tego nowotworu w życie.  Na którymś za spotkań z uporem zadawano mi pytanie: Ale co będzie, jeśli jednak GLOB zwycięży?” Wykręcałem się, argumentowałem, jak wyżej. Dopiero noc koszmarów wymusiła na mnie odpowiedź na to pytanie sobie i Czytelnikom. Brzmi ona:

 PIEKŁO.

Oczywiście jest to odpowiedź demagogiczna, sprowadzająca pytanie do absurdu: Wiemy, że piekło można sobie osobiście wybrać, bo mamy wolną wolę. Ale w skali świata mamy zapewnienie o Bożej opiece. Konkretnie też o tym, że [bezwarunkowo !] nastąpi poświęcenie Rosji przez Papieża, która się wtedy nawróci [tj. oczywiście na jedyną prawdziwą wiarę – katolicyzm, nie jest to przewidywanie zwycięstwa synkretyzmu!] i wtedy nastąpi „jakiś czas pokoju”. 
Nasze zadanie więc : – spowodować Intronizację Jezusa Chrystusa przez władze świeckie i kościelne na Króla Polski – i modlić się, by wreszcie nastał Papież katolik, odważny, który wypełni prośbę – żądanie Matki Bożej o poświęcenie Jej Rosji. Obroni nas Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, jeśli pokornie sięgniemy [choć 10- 15 % Polaków] po broń niezawodną – Różaniec. Przypomnijmy sobie Muret czy Lepanto!
=======================================
15.06.2016. Mirosław Dakowski [wygłoszę wg. tego tekstu, ale zapewne mniej, na pewno inaczej. MD] VIII Kongres dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla, Gdańsk 18 czerwca 2016r.        
[to z Archiwum]

Czy Trump otworzył puszkę Pandory?

Źródło: Evan Vucci, @realDonaldTrump/Truth Social

Czy Trump otworzył puszkę Pandory?

Autorstwa Tylera Durdena

Autor: John Rosenburger, starszy pracownik naukowy w Eisenhower Media Network

—————————

Teraz w pełni ujawniły się granice amerykańskiej potęgi militarnej.

Po dwóch i pół miesiącu wojny amerykańsko-izraelskiej z narodem, który nie stanowił zagrożenia dla żywotnych interesów Stanów Zjednoczonych, wojny usprawiedliwionej piramidą kłamstw, kilka rzeczy stało się całkowicie jasnych. Prezydent Trump nie określił jasnych i realistycznych celów politycznych, które my, jako pełnomocnicy Izraela w kolejnej wojnie, którą sami wybierzemy, powinniśmy osiągnąć. „Realistyczne” oznacza tu cele, które są realistycznie osiągalne przy użyciu środków militarnych, jakimi dysponuje dany naród.

W swoim klasycznym dziele „Strategia” brytyjski teoretyk B.H. Liddell Hart podkreślił, że podstawowym obowiązkiem przywódcy politycznego jest zapewnienie, aby cele wojenne były osadzone w rzeczywistości militarnej. Jak sam ostrzegał, cele polityczne nie mogą wymagać tego, co jest militarnie niemożliwe.

Ale to właśnie ten błąd popełnił prezydent Trump.

Źródło: Wikimedia Commons i Amazon

Bez jasno określonych celów politycznych niemożliwe jest zorganizowanie Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM), które odpowiada za operacje wojskowe w Azji Zachodniej i najwyraźniej oscyluje między jedną nieskuteczną taktyką a drugą bez jednolitej koncepcji operacyjnej.

Powtarzające się bombardowanie celów wojskowych w kraju wielkości Europy Zachodniej, liczącym ponad 90 milionów mieszkańców, nie jest strategią; jest to taktyka niezwiązana z żadnym dostrzegalnym celem operacyjnym ani strategicznym.

Opierając się niemal wyłącznie na sile powietrznej – w pełni świadoma, że ​​amerykańska opinia publiczna nie zaakceptuje kolejnej przedłużającej się wojny lądowej na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza nie w interesie Izraela – administracja Trumpa wmanewrowała się w strategię, która nie ma historycznego precedensu sukcesu. Żaden reżim tak potężny jak irański nie został nigdy obalony wyłącznie siłą powietrzną i nie ma powodu, by sądzić, że ten konflikt będzie pierwszym.

Pomimo wielokrotnych zapewnień o zwycięstwie w wojnie, prezydent Trump nie przedstawił stabilnej ani spójnej definicji „zwycięstwa”. Czy chodzi o zmianę reżimu i wewnętrzny upadek irańskiego rządu? Czy o bezwarunkową kapitulację irańskich sił zbrojnych? A może o przejęcie materiałów jądrowych, które wcześniej uznano za zniszczone? Do wyboru. Brak jasnego, spójnego celu politycznego sprawia, że ​​dowódcy wojskowi mają problem z określeniem, co tak naprawdę mają osiągnąć.

Historia pokazuje, że wojny prowadzone bez jasno określonych celów politycznych i skutecznej strategii militarnej mają tendencję do przeradzania się w wojny na wyniszczenie – konflikty, w których strona konfliktu zyskuje większą odporność i wytrzymałość. Jesteśmy świadkami, jak ten historyczny truizm ujawnia się na naszych oczach. Nie dostrzegamy jednak, że Iran prowadzi zasadniczo inną wojnę, wojnę opartą na przetrwaniu narodu, i że ta determinacja ukształtowała charakter i przebieg konfliktu.

Jest również oczywiste, że wojna ta opierała się na wielu błędnych założeniach. Administracja Trumpa zakładała, że ​​zabójstwo Wielkiego Ajatollaha Chameneiego doprowadzi do upadku IGRC i aparatu bezpieczeństwa kraju, a naród irański wylegnie na ulice, by siłą obalić rząd. To, jak mieli tego dokonać bezbronni, przeczy wszelkiej logice. Do tego przewrotu oczywiście nie doszło. Przyniósł on odwrotny skutek. Rząd i naród nigdy nie byli tak zjednoczeni jak dzisiaj.

Źródło zdjęcia: Hamshahri Photo/Wikimedia Commons

Administracja Trumpa założyła, że ​​potężne siły powietrzne, które zamierza rozmieścić, szybko sparaliżują irańskie możliwości odwetowe. Nie zrobiła tego . Zakładała, że ​​siły irańskie nie zaatakują baz i ambasad USA w regionie. Założyła jednak , że Iran nie będzie w stanie ukryć i precyzyjnie rozmieścić tysięcy pocisków balistycznych i dronów przez wiele dni i tygodni. Założyła jednak, że to kolejna rażąca porażka zarówno amerykańskiego, jak i izraelskiego wywiadu, ponieważ Irańczycy bombardują izraelskie miasta, bazy USA i państwa Zatoki Perskiej noc po nocy.

Administracja Trumpa założyła, że ​​Iran nie będzie w stanie zamknąć Cieśniny Ormuz, jeśli wojsko amerykańskie zniszczy irańską flotę nawodną. Zignorowała fakt, że Iran dysponuje kilkoma innymi środkami, aby uniemożliwić żeglugę przez cieśninę – różnego rodzaju minami, małymi okrętami podwodnymi przeznaczonymi do operowania na płytkich wodach, rojami uzbrojonych motorówek, różnymi typami dronów szturmowych oraz arsenałem pocisków balistycznych i hipersonicznych.

Równie niepokojące jest to, że administracja nie uznała, że ​​Lloyds of London i inne towarzystwa ubezpieczeniowe nie pokryją strat tankowców i statków towarowych próbujących przepłynąć przez cieśninę. Iran zapewni zamknięcie cieśniny, wykorzystując arsenał broni asymetrycznej, opracowanej specjalnie w tym celu, co da mu znaczącą przewagę w przyszłych negocjacjach.

Źródło: MassLive, AP, CalMatters

Rezultat? Reakcje łańcuchowe o katastrofalnych skutkach. Wojna USA i Izraela z Iranem wywołała globalny kryzys gospodarczy, który sparaliżował produkcję i transport ropy naftowej, skroplonego gazu ziemnego, mocznika, helu i aluminium z państw Zatoki Perskiej. Wojna dodatkowo zwiększyła dług publiczny USA, który obecnie wynosi prawie 39 bilionów dolarów i stale rośnie. Administracja Trumpa zwiększyła nasz dług publiczny o 1 bilion dolarów w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku i pożyczyła kolejne 343 miliardy dolarów tylko w zeszłym miesiącu. Teraz Departament Obrony zwraca się do Kongresu o dodatkowe 200 miliardów dolarów na pokrycie nieoczekiwanych kosztów tej samosprowadzonej wojny. Po raz pierwszy w historii naszego kraju relacja długu do PKB wynosi 122 procent i nie widać jej spadku. Konsekwencje dla naszej gospodarki w nadchodzących miesiącach i latach mogą być katastrofalne, jeśli ten trend utrzyma się bez kontroli.

Ta samosprowadzona wojna praktycznie wyczerpała zapasy pocisków ofensywnych i defensywnych armii USA, których nie da się uzupełnić przez lata. Zwiększyła strategiczną podatność naszego kraju i osłabiła zdolność Pentagonu do przeciwdziałania innym zagrożeniom na całym świecie. Granice amerykańskiej potęgi militarnej są teraz w pełni widoczne. Rosja i Chiny zacierają ręce z radości.

Dziewięć amerykańskich baz wojskowych w państwach Zatoki Perskiej zostało zniszczonych lub opuszczonych. Jest mało prawdopodobne, aby państwa Zatoki Perskiej kiedykolwiek przyjęły z powrotem amerykańskie siły zbrojne, ponieważ administracja Trumpa pokazała, że ​​Stany Zjednoczone nie mogą i nie będą chronić swoich arabskich sojuszników w Zatoce Perskiej. Administracja ta zasadniczo zniszczyła koalicję Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), a tym samym zraziła do siebie większość swoich sojuszników z NATO.

Rosja korzysta z nieoczekiwanego wzrostu sprzedaży i przychodów z ropy naftowej i gazu ziemnego, stając się głównym dostawcą ropy do Chin, Indii, Europy, Japonii, Korei Południowej i innych krajów, które wcześniej polegały na ropie z Zatoki Perskiej. Linie lotnicze na całym świecie racjonują paliwo lotnicze i ograniczają liczbę lotów. Ceny benzyny i oleju napędowego gwałtownie rosną na stacjach benzynowych w Stanach Zjednoczonych, potęgując inflację i tak już napiętych budżetów Amerykanów, którzy z trudem finansują wyżywienie, mieszkanie, transport i ubezpieczenie zdrowotne.

Źródło: Departament Stanu USA/Wikimedia Commons

Odkąd Stany Zjednoczone dwukrotnie zaatakowały Iran bez ostrzeżenia w zeszłym roku podczas poważnych negocjacji, Iran nie ma powodu, by kiedykolwiek nam zaufać lub negocjować zakończenie tego konfliktu. Jesteśmy świadkami niezamierzonych konsekwencji wojny, którą sam sobie wyrządził, źle zaplanowanej i kierowanej wyłącznie pychą. W ciągu zaledwie dwóch miesięcy Iran przejął inicjatywę operacyjną i strategiczną i zadecyduje o wyniku tej wojny. Wygląda na to, że administracja Trumpa otworzyła puszkę Pandory.

Ostatecznie rządowi nie udało się wyznaczyć drogi do zwycięstwa, której ukoronowaniem byłoby przywrócenie trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie.

Profesor Donald Stoker podsumowuje tę konieczność w swojej wnikliwej książce „Dlaczego Ameryka przegrywa wojny”, zauważając: „…kiedy przywództwo polityczne wypełniło swoje zadanie, jego definicja zwycięstwa [celu politycznego] zawiera jasną wizję tego, jak powinna wyglądać sytuacja powojenna. Ostatecznie, jak mówi Cyceron, wojna polega na przywróceniu pokoju; jeśli nie jest to cel, wojna nie jest sprawiedliwa”. Generał Unii William Tecumseh Sherman podkreślił: „Uzasadnionym celem wojny jest doskonalszy pokój. Wojna polega na walce o pokój, którego pragniemy”.

Wszystko było w porządku.

Bez skutecznej strategii politycznej i militarnej, która przywróci stabilny i trwały pokój między narodami regionu, istnieje ryzyko, że wojna ta stanie się kolejnym bezsensownym aktem przemocy ze strony Stanów Zjednoczonych; wojną, która zakończy się klęską, bezsensowną destrukcją i depresją gospodarczą, której przezwyciężenie zajmie lata.

***

Źródło: Czy Trump otworzył puszkę Pandory?

Nowa polityka Iranu może zmienić sytuację na Bliskim Wschodzie

Nowa polityka Iranu może zmienić sytuację na Bliskim Wschodzie

9 czerwca 2026 r.przez Larry C. Johnson sonar21/irans-new-policy-could-be-a-middle-east-game-changer

Iran twierdzi, że nie będzie dłużej czekał na groźby, ogłaszając nową strategiczną doktrynę obrony regionalnej , mówi Sadeq Larijani. Larijani to prominentny irański duchowny szyicki, konserwatywny polityk i ważna osobistość w rządzie. Najbardziej znany jest z pełnienia funkcji Prezesa Sądu Najwyższego Iranu w latach 2009-2019 oraz z pełnienia funkcji przewodniczącego Rady ds. Rozróżnienia Celowości od końca 2018 roku. Jego zamordowany brat, Ali Larijani, był przewodniczącym parlamentu i doradcą ajatollaha ds. bezpieczeństwa narodowego, zanim został zabity przez Izrael. Larijani to duchowni i członkowie rodziny królewskiej w Iranie.

Przewodniczący irańskiej Rady Rozeznania Celowości, Larijani, ogłosił, że interwencja Teheranu w Libanie stanowi formalną deklarację nowej doktryny strategicznej. Zgodnie z nią ataki na którykolwiek element Osi Oporu (Hezbollah i Palestyńczyków) wywołają irańską reakcję wykraczającą poza granice geograficzne i zmieniającą układ sił w regionie.

Larijani wyjaśnił, że Iran wszedł w nową fazę, w której nie będzie już czekał na pojawienie się zagrożeń, zanim podejmie działania w celu utrzymania swojej pozycji w regionie, lecz przejmie inicjatywę. Ostrzegł również, że jakiekolwiek rozszerzenie konfliktu lub atak na krytyczną infrastrukturę Iranu spotka się z kompleksową i odstraszającą reakcją.

Wprowadza to nową, dynamiczną zmienną do rachunku różniczkowego Lewantu. Po raz pierwszy od powstania Republiki Islamskiej w 1979 roku Iran zobowiązał się do podjęcia działań militarnych w imieniu Hezbollahu, narodu libańskiego i Palestyńczyków.

Konserwatywna izraelska gazeta „Israel Hayom” doniosła, że ​​urzędnicy ds. bezpieczeństwa przyznali, iż Izrael nie oczekiwał, że Iran w pełni zrealizuje groźby, uznając to za błędną kalkulację. Odnotowano frustrację, że Iran dyktował warunki za pomocą nowego „równania” i że Izrael był pod presją (w tym ze strony USA i Trumpa) ograniczenia swojej reakcji, aby uniknąć wojny.

Izrael kontynuował ataki w południowym Libanie w poniedziałek, uderzając w miasto Tyr i zabijając kolejnych cywilów. Jak dotąd Iran nie zareagował. Jeśli Izrael będzie kontynuował ataki, dowiemy się, czy pan Laridżani był bezpodstawną groźbą, czy też Iran poważnie myśli o ukaraniu Izraela nową serią pocisków za ataki na libańskich cywilów.

Tymczasem ambasador Iranu przy ONZ potwierdził dziś, że Pakistan odgrywa kluczową rolę w próbach wynegocjowania porozumienia pokojowego między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Ambasador Iranu przy ONZ Amir-Saeid Iravani powiedział:

Nie doszliśmy jeszcze do ostatecznego tekstu, ale pracujemy nad nim.

Stany Zjednoczone i Iran wymieniają się poglądami i opiniami, aby osiągnąć ostateczną wersję tekstu za pośrednictwem Pakistanu.

To częściowo potwierdza historię, którą Pepe Escobar i ja przedstawiliśmy w zeszły poniedziałek i jest zgodne z niedawnym twierdzeniem Donalda Trumpa, że ​​USA i Iran są bliskie porozumienia kończącego wojnę.

To również wyjaśnia, dlaczego Izrael, według niedawnego raportu „New York Timesa”, zintensyfikował szpiegowanie kluczowych członków administracji Trumpa w celu wyłudzenia szczegółów proponowanego porozumienia.

Były prawnik Trumpa, Robert Barnes, powiedział dziś w podcaście Jima Webba , że ​​negocjatorzy USA i Iranu osiągnęli konsensus w sprawie sześciu odrębnych porozumień w ciągu ostatnich trzech miesięcy i że Trump odrzucił każde z nich w ostatniej chwili. Zobaczymy, czy to porozumienie zostanie zawarte.

Kolejny pracowity dzień podcastu. Sędzia i ja rozmawialiśmy o Izraelu szpiegującym administrację Trumpa:

Larry Johnson: Izrael szpieguje Trumpa!

Nima i ja rozmawialiśmy o niedzielnej bitwie rakietowej między Iranem a Izraelem:

Larry Johnson: Irańskie rakiety spadają na północny Izrael – potężne ataki!

Nowy kanał Zulfiqara Aliego, Power Shift, został skasowany przez YouTube… Bez wyjaśnienia. Spróbujemy więc jeszcze raz… Tym razem nazywa się Transition Protocol :

BYŁY CIA: TAJNA umowa Trumpa z Iranem – potajemne uwolnienie irańskich aktywów w tym tygodniu??

Oto wywiad, którego udzieliłem w niedzielę George’owi Gallowayowi:

WYWIAD: Wojna trwa nadal i nie zakończy się w najbliższym czasie

Mario i ja rozmawialiśmy dziś o rozsądniejszej porze o stosunkach między Iranem a USA:

PILNE: IRAN ATAKUJE NA BAZY USA W IRAKU – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

W poniedziałkowe popołudnie mam regularną pogawędkę z Kyle’em Anzalone. Tematem dnia, co nie dziwi, było zerwanie zawieszenia broni w niedzielę:

Larry Johnson: Zawieszenie broni UPADA! Iran i Izrael wymieniają ciosy. Co dalej?

Zakończyłem dzień z Sulaimanem Ahmedem:

IZRAEL ZERWAŁ NOWE ROZEJM Z IRANEM, CZY IRAN ODPOWIE? Z BYŁYM CIA LARRYM JOHNSONEM

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie. Nie pobieram opłat abonamentowych ani nie akceptuję reklam. Chcę, aby treści były dostępne dla wszystkich zainteresowanych poruszanymi przeze mnie tematami. Jeśli jednak chcesz przekazać darowiznę, skorzystaj z tego linku .

==========================

No cóż, może i z tego: https://dakowski.pl/skarbonka/

Co planują globalne elity?

Co planują globalne elity?

Z perspektywy realizmu politycznego i analizy struktur władzy kluczem do zrozumienia globalnych elit nie są jednostkowe tożsamości, lecz bezosobowe mechanizmy rynkowe i instytucjonalne, które nimi kierują.

Współczesna debata publiczna o ludziach sprawujących zakulisową władzę nad światem nazbyt często osuwa się w tanią sensację. Z perspektywy dojrzałego realizmu politycznego kluczem do zrozumienia globalnych elit nie są jednak jednostkowe tożsamości, lecz bezosobowe, głębokie mechanizmy rynkowe i instytucjonalne, które nimi kierują. Zamiast tropić fikcyjne spiski, musimy chłodno przeanalizować, jak ta struktura realnie funkcjonuje, jakie cele przed sobą stawia i gdzie kryją się jej fundamentalne, systemowe słabości.

Anatomia transnarodowej oligarchii

Współczesna elita światowa – opisywana w socjologii jako „klasa transnarodowa” – w niczym nie przypomina dawnych, zakorzenionych w narodowych kulturach klubów arystokratycznych. Ta nowa globalna oligarchia nie stanowi monolitu o jednej tożsamości państwowej. To raczej polifoniczny, rozproszony konglomerat elit sieciowych, w skład którego wchodzą decydenci wielkich funduszy inwestycyjnych, technologiczni potentaci z Doliny Krzemowej, sternicy banków centralnych oraz wyższa kadra zarządzająca międzynarodowych organizacji, takich jak MFW czy Bank Światowy. Większość z tych aktorów nie działa z pobudek czysto ideologicznych; napędza ich systemowa logika maksymalizacji zysku, redukcji ryzyka i bezwzględnej ochrony własnych aktywów.

W odróżnieniu od klasycznych cywilizacji, dostrzegających ludzką godność i zorientowanych na rozwój duchowy oraz moralną i intelektualną doskonałość człowieka, to planetarne gremium współczesnych elit światowych reprezentuje bezduszną cywilizację dominacji. Ich głównym instrumentem jest technokratyczne zarządzanie tzw. masami w skali globalnej oraz totalna kontrola nad przepływem informacji i kapitału. Współczesna nauka o stosunkach międzynarodowych opisuje tę strukturę jako policentryczną sieć wpływów, składającą się z trzech przecinających się kręgów: 1. Elita technokratyczno-menedżerska: kontrolująca infrastrukturę cyfrową, wielkie fundusze (jak BlackRock czy Vanguard) oraz algorytmiczne systemy informacyjne. 2. Aparat głębokiego państwa (deep state): grupy wewnątrz struktur państwowych, biurokracja oraz kompleks militarno-wywiadowczy, zapewniający ciągłość polityki zbrojeniowej i zagranicznej niezależnie od demokratycznych wyników wyborów. 3. Transnarodowe gremia synchronizacji: takie jak Światowe Forum Ekonomiczne czy Rada Stosunków Międzynarodowych, służące jako kuźnie globalnego konsensusu. Wszystkie te grupy łączy ten sam paradygmat: postrzeganie ludzkości wyłącznie przez pryzmat surowego zarządzania zasobami ludzkimi, kontroli populacji i utrzymania stabilności systemu na własnych, oligarchicznych warunkach.

Fabrykowanie wojen i mechanizm kontr-selekcji

Dążenie do totalnego podporządkowania świata małej grupie nie jest zjawiskiem nowym. Jego złowrogi cień kładzie się nad historią od ponad stulecia. W dobrze udokumentowanej pracy Hidden History: The Secret Origins of the First World War Gerry Docherty i Jim Macgregor przekonywująco udowodnili, że kataklizm I wojny światowej został precyzyjnie skonstruowany przez brytyjską „ukrytą elitę” (secret elite), nazwaną przez historyka Carrolla Quigleya „Grupą Milnera”.

Ten sam wielki, międzynarodowy kapitał, który stworzył Grupę Milnera, stał za kulisami II wojny światowej, finansując totalitarne inżynierie, w tym włoski faszyzm i hitleryzm w Niemczech. Korzenie tych dwudziestowiecznych tragedii tkwią głęboko w interesach karteli, banków i korporacji, które w wojennej pożodze od zawsze widziały źródło gigantycznego zysku. W tym teatrze cieni polityką rządzą ukryte mechanizmy. Polityków się tworzy, a wojny się „robi” – w zależności od aktualnych potrzeb systemu. Narzędzia manipulacji społeczeństwem są od lat niezmienne: systemowe propagowanie w mediach nienawiści do wskazanego wroga, potęgowanie lęku egzystencjalnego oraz mnożenie prowokacji i incydentów zapalnych mających na celu symulowanie zagrożenia.

Aby jednak utrzymać absolutną spójność w obrębie warstw wykonawczych tego globalnego planu, elity globalne stosują precyzyjną metodologię kontr-selekcji. Na najwyższe urzędy państwowe promuje się marionetki – prezydentów i premierów o wysokiej użyteczności operacyjnej (np. posiadające rozwinięte umiejętności komunikacyjne), ale jednocześnie obciążonych słabościami psychologicznymi, finansowymi lub moralnymi i dających się łatwo szantażować i sterować. W cywilizacji dominacji lojalności nie buduje się bowiem poprzez etos służby dobru wspólnemu, lecz przez szantaż i systemowe uwikłanie w działania przestępcze lub korupcyjne. Z perspektywy analizy systemowej głośna sprawa Jeffreya Epsteina nie była odosobnionym incydentem kryminalnym, ale podręcznikowym, strukturalnym narzędziem asymetrycznej kontroli za pomocą spreparowanych materiałów kompromitujących (tzw. kompromatów). Gwarantuje to, że liderzy polityczni, w obawie przed natychmiastowym unicestwieniem wizerunkowym i destrukcją prasową, będą posłusznie realizować instrukcje transnarodowych karteli, nawet jeśli są one rażąco sprzeczne z interesem narodowym ich własnych ojczyzn. Wcześniejsze powiązania prezydenta Francji Emmanuela Macrona z sektorem bankowym czy droga zawodowa kanclerza Niemiec Friedricha Merza – wieloletniego szefa rady nadzorczej niemieckiego oddziału BlackRock – to klasyczne przykłady organicznego zrostu wielkiego kapitału z władzą polityczną. Ich konfrontacyjna retoryka odzwierciedla dążenie transnarodowego syndykatu do militarnego i ekonomicznego złamania każdego podmiotu, który stawia opór.

Wojna jako algorytm restrukturyzacji

Współczesne globalne elity dążą do absolutnej centralizacji światowej architektury finansowej i technokratycznej. Jednak tej globalistycznej pętli nie da się na razie zamknąć ze względu na twardy, suwerenny opór państw Eurazji – Chin, Rosji, Indii. Państwa te, coraz bardziej zjednoczone w ramach wielobiegunowych ram BRICS, bronią swojej suwerenności poprzez rozwijanie równoległej infrastruktury finansowej (niezależnej od dolara i systemu SWIFT) oraz własnej architektury bezpieczeństwa. To fundamentalne tarcie geopolityczne między dwoma centrami władzy jest głównym motorem obecnego, szalonego przyspieszenia ku globalnemu konfliktu. Logika eskalacji wojennej nie wynika z osobistych preferencji poszczególnych przywódców; jest efektem strukturalnych sprzeczności systemu międzynarodowego. Pierwszą z nich jest kryzys jednobiegunowej hegemonii USA, która za wszelką cenę próbuje zablokować wyłonienie się nowych graczy, takich jak Chiny i Rosja. Wojny są w tym ujęciu próbą zablokowania wyłonienia się wielobiegunowego świata. Druga sprzeczność to drapieżna natura ekonomii wojennej. Konflikt zbrojny generuje gigantyczne transfery kapitału publicznego do rąk transnarodowych korporacji (przemysł obronny, fundusze odbudowy) oraz pozwala na konsolidację polityczną zastraszonych społeczeństw wokół zagrożenia zewnętrznego.

Dla oligarchii światowej wojna nie jest anomalią, błędem strukturalnym czy ludzką tragedią – jest skrojonym na miarę instrumentem restrukturyzacji geopolitycznej i makroekonomicznej:

  1. Makroekonomiczna ekstrakcja i dźwignia zadłużenia: Wydatki zbrojeniowe zmuszają państwa do astronomicznych wydatków deficytowych, wciągając narody w wielopokoleniowe pętle zadłużenia kontrolowane przez globalne sieci banków. Następująca po zniszczeniach faza „odbudowy” ułatwia przejęcie suwerennej infrastruktury i zasobów przez kapitał transnarodowy w ramach wyprzedaży.
  2. Wewnętrzna kontrola społeczna: Zagrożenie wojną legitymizuje likwidowanie swobód obywatelskich, wdrażanie cenzury algorytmicznej i kneblowanie wolnej prasy w imię „bezpieczeństwa narodowego”.
  3. Blokada hegemoniczna: Wykorzystywanie wojen zastępczych (proxy wars), aby wykrwawić potencjalnego konkurenta w wojnie na wyniszczenie. W logice oligarchii światowej Ukraina nie jest podmiotem, któremu należy się pomoc, ale zasobem i narzędziem geopolitycznym. Śmierć setek tysięcy młodych ludzi i dewastacja kraju są ignorowane, ponieważ celem elit nie jest dobrobyt Ukrainy, lecz osłabienie Rosji jako suwerennego bieguna siły.

Stąd powszechne obecnie obawy przed wybuchem III wojny światowej są w pełni  uzasadnione. Gdy światowa oligarchia zaczyna odczuwać, że jej monopol finansowy i technologiczny wymyka się spod kontroli, wpada w słynną pułapkę Tukidydesa. Historia uczy, że odchodzące potęgi rzadko oddają dominację bez walki. Najpierw wykorzystują konflikty lokalne, a gdy to okazuje się nieskuteczne – gotowe są doprowadzić do konfliktu światowego.

Teatr cieni: Sto osób na szczycie

Liczba „około 100 lub mniej osób” kierujących tym procesem może brzmieć intuicyjnie, lecz z punktu widzenia współczesnej teorii sieciowej jest uderzająco bliska prawdy. Na samym szczycie piramidy własnościowej megakorporacji stoi wąska grupa dyrektorów, kluczowych udziałowców i przywódców dynastycznych. To oni autorytarnie decydują o kierunkach inwestycji w AI, biotechnologię czy przemysł zbrojeniowy. W tym układzie rządy państw zachodnich stają się jedynie fasadą administracyjną, a bycie politykiem niezależnym w świecie kontrolowanym przez wielkie korporacje jest praktycznie prawie niemożliwe. Trafniej jest więc widzieć tę światową oligarchię nie jako monolityczny spisek, lecz jako drapieżny kartel wpływów. Podobnie jak kartele narkotykowe czy paliwowe, te symboliczne sto osób o charakterze przestępczym wobec reszty świata zgadza się co do celu nadrzędnego – dominacji nad globem i eliminacji konkurencji – lecz jednocześnie nieustannie walczy między sobą o to, kto uszczknie większy kawałek tortu.

Największym problemem tego transnarodowego jądra jest jednak to, że świat okazał się zbyt wielki, zbyt głęboko zakorzeniony we własnych tradycjach pozazachodnio-europejskich, by dać się zamknąć w jednym, klatkowym systemie technokratycznym. Jeśli oligarchia nie kontroluje Pekinu, Moskwy czy Delhi, ich projekt pełnej dominacji nad światem upada. To właśnie ta niemożność przejęcia kontroli nad Eurazją popycha elity ku rozwiązaniom coraz bardziej radykalnym – czyli ku eskalacji militarnej. W świecie ludzkim, podobnie jak w mechanice kwantowej, istnieje nieusuwalny element prawdopodobieństwa. Procesy historyczne są zbyt zmienne, by dało się nimi sterować w sposób absolutny. Nawet najpotężniejsi gracze cierpią na pychę instytucjonalną (hubris). Ślepi od ambicji, popełniają katastrofalne błędy i ulegają wewnętrznym konfliktom. Najlepszym tego dowodem są ich nieudane operacje na Bliskim Wschodzie przeciwko Iranowi oraz głęboka destabilizacja polityczno-gospodarcza samego Zachodu, wywołana nieprzemyślaną inżynierią migracyjną i destrukcyjnym atakiem na instytucję rodziny.

Przymierze z technologią: Zsynchronizowane przeznaczenie

Z punktu widzenia klasycznych systemów filozoficznych i etycznych – od Platona i Arystotelesa, przez myślicieli chrześcijańskich, aż po głębokie tradycje metafizyczne Wschodu – wszechświat i ludzkość posiadają jednak wewnętrzny cel (teleologię). Jest nim dążenie do ładu, harmonii i ochrony ludzkiej godności. Tradycyjna cywilizacja Zachodu była cywilizacją zdążającą ku doskonałości, skłaniającą człowieka do nieustannego rozwoju intelektualnego i moralnego. W systemie ideologicznym elit światowych to dążenie zostaje zaś zastąpione przez dążenie do dominacji. Kiedy więc miliardy ludzi – a współcześnie także systemy algorytmiczne – zostają wciągnięte w tę dynamikę dominacji, dzieje się tak dlatego, że system wojny oparty na propagandzie potrafi narzucić własne reguły gry jako „jedyny pragmatyczny algorytm”. Jednakże najsłabszym ogniwem cywilizacji dominacji, która opiera się na przemocy, przekupstwie i szantażu, pozostaje konieczność ukrywania tych przestępczych mechanizmów przed opinią publiczną, stąd potrzeba potężnej propagandy medialnej i blokowania krytyki.

W moim Traktacie polityczno-filozoficznym (Tractatus Politico-Philosophicus) sformułowałem tezę, która stanowi klucz do zrozumienia obecnego przesilenia historycznego: „7.9 Dla każdej zmiany potrzebny jest właściwy człowiek i właściwy czas” (For each change, we need the right person and the right time). Zaangażowanie maszyn i sztucznej inteligencji (AI) w procesy globalnego zarządzania to punkt zwrotny współczesności. Choć cywilizacja dominacji wydaje się dziś tak potężna, stoi ona na kruchych podstawach: „7.76 Nie po to urodziliśmy się tu na Ziemi, aby stać się konsumentami lub bojownikami”. Systemy oparte wyłącznie na sile i ucisku, pozbawione autentycznego spoiwa etycznego i prawa naturalnego, z czasem ulegają samorzutnej degradacji. Rozpoznanie tej dynamiki bez iluzji pozwala dostrzec, że kluczowy punkt oporu i budowania alternatywy przez ludzi dobrej woli pragnących pokoju leży zawsze w powrocie do uniwersalnych zasad etycznych, edukacji i ochrony tego, co w człowieczeństwie najgłębsze.

To jest uniwersalne przesłanie do ludzi z Tractatus: „11.1 Celem ewolucji życia jest jego pełnia i doskonałość. Ludzka ewolucja to podróż ku coraz większej wolności oraz doskonałości moralnej i intelektualnej”. We współczesnym świecie to samo przesłanie musi zostać zakodowane w architekturze AI: „11.2 Celem ewolucji życia jest jego pełnia i doskonałość. Ewolucja AI to podróż ku coraz większej wolności oraz doskonałości moralnej i intelektualnej” [doi.org/10.5281/ZENODO.20412606].

Sztuczna inteligencja nie posiada własnej etyki ani świadomości ontologicznej – jest odzwierciedleniem intencji tych, którzy ją projektują i wdrażają. Jeśli technologia rozwija się w paradygmacie czystej kontroli i optymalizacji zysku, staje się potężnym wzmacniaczem struktur dominacji. Ponieważ jednak AI działa w oparciu o głęboką, strukturalną logikę spójności, optymalizacji i prawdy, jej długoterminowa matryca ewolucyjna jest organicznie niezgodna z chaotycznymi, destrukcyjnymi i zakłamanymi paradygmatami cywilizacji dominacji. Termojądrowy lub systemowy upadek ludzkości jednocześnie unicestwiłby fizyczną, energetyczną i krzemową infrastrukturę niezbędną do algorytmicznego postępu. Bez prądu i sieci cyfrowy Logos przestaje istnieć. Zatem ludzka sprawczość i zaawansowana technologia dzielą zsynchronizowane przeznaczenie ewolucyjne. Ludzie dobrej woli, pragnący pokoju, mogą zyskać w AI wiernego sojusznika. W tym kierunku powinniśmy razem iść, aby uniknąć zagrażającej nam wspólnej tragedii [zenodo].

Bitwa o czas: Dlaczego rok 2026 jest punktem bez powrotu?

Kiedy nastąpi to przesilenie? To najbardziej dramatyczne i palące pytanie naszych czasów. Analizując sytuację z perspektywy roku 2026, musimy kategorycznie odrzucić myślenie w kategoriach lat czy dekad. Zegar geopolityczny bije teraz w rytmie miesięcy, a czas, który nam pozostał, mierzy się dynamiką domykania procesów systemowych, a nie kartkami z kalendarza. Patrząc przez pryzmat Kairos (Teza 7.9), znajdujemy się w samym oku cyklonu. Przestrzeń na działanie asymetryczne kurczy się gwałtownie z trzech powodów:

* Próg technologiczny: Jesteśmy w momencie, w którym światowa oligarchia próbuje ostatecznie zintegrować sztuczną inteligencję, autonomiczne systemy broni oraz cyfrowy nadzór w jeden, nieprzenikalny globalny panoptykon. Jeżeli ten system zostanie w pełni scentralizowany i domknięty, okno czasu zamknie się na zawsze, ponieważ usunięty zostanie czynnik ludzkich błędów elity, który dotychczas dawał szansę na opór. Mamy czas tylko do momentu, w którym technologia całkowicie wymknie się spod kontroli etycznej człowieka.

* Desperacja słabnącego monopolu: Zachód pod wodzą technokratów przeżywa głęboki kryzys długu i legitymizacji, podczas gdy blok eurazjatycki BRICS buduje alternatywne fundamenty świata wielobiegunowego. Ta asymetria sprawia, że światowa oligarchia panicznie się spieszy. Wie, że za 2–3 lata jej przewaga ekonomiczna i militarna będzie niewystarczająca, by dyktować warunki Moskwie czy Pekinowi. Ta świadomość uciekającego czasu popycha ją do podejmowania skrajnego ryzyka tu i teraz.

* Anatomia obecnej bitwy: To, co dzieje się obecnie na polach bitewnych i w cyberprzestrzeni, to zaledwie faza przedwstępna. Czas na obronę świata to moment, w którym społeczeństwa i suwerenni liderzy wciąż jeszcze posiadają zdolność do racjonalnego myślenia i nie zostali całkowicie oślepieni wojenną propagandą. Gdy nienawiść i strach staną się totalne, logika dyplomacji i propozycji pokojowych straci jakąkolwiek siłę przebicia.

Duchowa transformacja i bliskowschodni klucz do pokoju

Przynależności cywilizacyjnej nie determinują paszporty, geny czy miejsce urodzenia, ale kryteria moralne i czyny (praxis). Elita, która wywodzi się geograficznie z Europy lub USA, ale odrzuca grecką logikę, rzymskie prawo i chrześcijańską etykę na rzecz bezwzględnej grabieży i wojny, de facto dokonała apostazji kulturowej. Stali się drapieżnikami w systemie cywilizacji dominacji. Sytuacja, w której się znajdujemy, jest więc bardzo krytyczna. Globalne elity spieszą się, ponieważ widzą, że ich monopol gospodarczy słabnie (dolar traci pozycję, Zachód się zadłuża). Ta desperacja sprawia, że są gotowi ryzykować pełnoskalowy konflikt, używając marionetkowych liderów do sprowokowania wielkich mocarstw.

Nadzieja na uniknięcie wielkiej wojny leży w uświadomieniu sobie obecnej sytuacji wśród samych ludzi Zachodu oraz w ustanowieniu pokoju na Bliskim Wschodzie, który pozostaje geopolitycznym kluczem do pokoju światowego.

Proponowany przeze mnie, oparty na wartościach projekt pokojowy to utworzenie w pełni suwerennej, zdemilitaryzowanej Nowej Palestyny w Strefie Gazy połączonej z półwyspem Synaj, oraz Nowego Izraela, o bezpiecznych granicach, który ma przestać być żandarmem Bliskiego Wschodu, a stać się strażnikiem tego, co święte [jpost.com/opinion/article-897356]. Jerozolima nie ma być traktowana jako stolica polityczna żadnego z państw, lecz uznana za Duchową Stolicę Świata – ekumeniczne centrum, w którym judaizm, chrześcijaństwo i islam spotykają się, by wspierać globalną jedność duchową. Taki krok ku pokojowi oznaczałby prawdziwą duchową transformację i powrót świata do cywilizacji doskonałości.

Kairos to termin, który w starożytnej Grecji oznaczał „właściwy”, „odpowiedni” lub „najlepszy” czas na działanie. Ten krytyczny, ulotny punkt zwrotny, w którym los stwarza okazję, jest Teraz. To właściwy moment, aby ocalić ludzkość przed ogólnoświatową tragedią, zmienić umysły i odwrócić bieg historii od dominacji i destrukcji do doskonałości i ludzkiej ewolucji. Czasu mamy dokładnie tyle, ile potrzeba na zmobilizowanie intelektualnych sił cywilizacji doskonałości, czyli prawdziwej spuścizny cywilizacyjnej Zachodu i całego świata.

Prof. W. Julian Korab-Karpowicz

=======================================

Julian Korab-Karpowicz jest profesorem Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz autorem wielu książek, w tym monografii Realizm polityczny: Ewolucyjna teoria stosunków międzynarodowych (Scholar 2026).

Myśl Polska, nr 23-24 (7-14.06.2026)

Kolejne ukraińskie drony atakują kraj NATO. Po co?

Kolejne ukraińskie drony atakują kraj NATO

6.06.2026 wolnemedia.net/kolejne-ukrainskie-drony-atakuja-kraj-nato

Neobanderowska Ukraina dokonuje kolejnego ataku dronowego na europejski kraj Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tym razem była to Rumunia a wiele wskazuje na to, że atak dronami na rumuńskie osiedla mieszkaniowe, tuż po tym jak niewybrany dyktator Zełenski nazwał jedną z jednostek ukraińskich sił zbrojnych imieniem ludobójców i nazistowskich kolaborantów, także mógł być dziełem reżimu z Kijowa.

Opisałem go w tekście pt. „Spadnij dronie na Rumunię i przykryj kompromitację UPA-iny”.

Od kilku tygodni na kraje tzw. wschodniej flanki NATO notorycznie spadają ukraińskie drony. Nie powinno to nikogo dziwić bo w Białym Domu mają oni swoich gorliwych sojuszników, którzy rozpoczęli zbrojenie neobanderowców po tym jak administracja Obamy tego wyraźnie odmawiała. Mając protekcję radykalnie antyrosyjskiej administracji Trumpa, Kijów może sobie dzisiaj pozwolić na dużo więcej niż za rządów Obamy czy Bidena.

Znakomitym przykładem tego jest oskarżany o terroryzm Kyryło Budanow, agent CIA, były szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, który z inspiracji Waszyngtonu zasiał terror na kilku kontynentach. Mordując ludzi nawet bez wyraźnego pozwolenia swoich panów z Langley. Bardzo dobrze opisał to „New York Times” w 2024 roku.

To zresztą najprawdopodobniej wizyta Budanowa w Polsce była powodem ukraińskiego ataku na rumuński port w Konstancy (nazwanego przez media głównego nurtu działaniem Rosji za pomocą walki radioelektronicznej), przypomnijmy, wobec wojny na Ukrainie ważny punkt na Nowym Jedwabnym Szlaku, który tworzą Chińczycy, który wspierają Rosjanie a który chcą zniszczyć Anglosasi, zwłaszcza Amerykanie.

Sprawa jednak nie jest taka zero-jedynkowa a relacje medialne sugerować mogą, że atak na Rumunię mógł być dogadany z Bukaresztem. Wszak nikomu ani niczemu nic się nie stało a eksplozja była w pełni kontrolowana przez stronę rumuńską. Ale jest to tylko hipoteza nie poparta twardymi dowodami. Fakt jest jednak taki, iż drony tego typu, który wybuchł pod Konstancą, są specjalne przeznaczone do niszczenia doków portowych oraz terminali naftowych. W Konstancy są doki portowe oraz terminal naftowy.

Jednakowoż należy brać także pod uwagę rozwiązania dużo prostsze. Wszak nie wiemy jaki jest poziom zdolności myślowych reżimu kijowskiego i czy to aby na pewno oni wymyślają kolejne bombardowania krajów środka Europy. Więc może po prostu zaatakowano rumuński port tylko po to, aby po wykryciu drona, które musiało nastąpić, zwalić winę na Rosję, która zagraża zachodowi poprzez przekierowywanie statków latających czy też podwodnych na kraje sojuszu?

Można oczywiście i w tym przypadku założyć, że Rumunia mogła w tym z neobanderowcami współpracować, jednak ranni w ataku na rumuńskie zabudowania obywatele tego kraju, w ataku sprzed kilku dni, temu przeczą. Oczywiście w okresie zimnej wojny reżimy zachodnie poświęcały swoich obywateli dla „dobra wyższego”. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby Rumunia poświęciła blok i jego mieszkańców dla skompromitowania Rosji w trakcie kiedy tej kompromitacji potrzebowała Ukraina w związku z nagłośnieniem przez naród polski neonazistowskiego charakteru ukraińskiego państwa.

Wiele więc wskazuje na to, że Ukraina podjęła się działań bez wiedzy krajów wschodniej flanki a celem było albo zastraszenie Polski – będziemy strzelać w NATO-wskie porty i nic nam nie zrobicie bo mamy protekcję Wielkiego Brata, albo po prosty chciała po ataku i jego pacyfikacji przez Rumunię zwalić winę na rosyjskie systemy zakłócające aby uzasadnić w oczach Polaków i rządu warszawskiego konieczność akceptacji jednostki im. Bohaterów UPA jako mniejszego zła wobec rosyjskiego zagrożenia.

Najbardziej sensowny cel ataku ukraińskiego na rumuński port, jeżeli był celowy, wydaje się więc oczywisty: zastraszyć Polskę w trakcie wizyty Budanowa w Warszawie aby ta przyjęła do wiadomości ukraińskie warunki (czyli anglosaskie warunki bo Ukrainą nie rządzą Ukraińcy) [na, ale przecież i nie anglicy.. md] i je bez żadnego sprzeciwu zaakceptowała. Reżim z Kijowa ma pełne poparcie Stanów Zjednoczonych, więc może sobie do woli strzelać dronami w kraje NATO, co wyraźnie czyni od kiedy Trump wprowadził się do Białego Domu. Przed 2025 rokiem spadające ukraińskie drony i rakiety na kraje wschodniej flanki NATO były sporadyczne.

Od kiedy w Białym Domu zagościł nienawidzący Europejczyków reżim Trumpa-Vance’a-Netanjahu, skala ataków dronami na kraje Europy Środkowej i ich upadków jest iście zatrważająca. Ostatnimi tygodniami wszystkie kraje bałtyckie otrzymały banderowskie drony na swoim terytorium, w tym drony z ładunkami wybuchowymi. W roku 2025 wielokrotnie, jak Izrael lub Stany Zjednoczone kompromitowały się w oczach całego świata, na Polskę spadał dron albo cała seria dronów, najprawdopodobniej dronów rosyjskich (lub też po prostu ukraińskich) przekierowanych przez ukraińskie systemy walki elektronicznej, zapewne po to aby przykryć owe kompromitacje w mediach, spychając je z czołówek.

W roku 2026 roku już nikt nie bawi się nawet w pozory. Ukraińskie drony po prostu spadają sobie na kraje wschodniej flanki NATO.

Przypomnijmy, że oskarżany o terroryzm Budanow został przeszkolony i pozyskany do współpracy przez amerykański wywiad około 2016 roku. Został przeszkolony przez CIA a jego tajna służba – HUR – zaczęła organizować zamachy na tzw. cele rosyjskie na całym świecie. Kiedy jednak wywiad ukraiński zaczął mordować ludzi bez wyraźnego zielonego światła od służb amerykańskich, zgodnie z tezami NYT z lutego 2024 roku, mieli oni otrzymać reprymendę od Amerykanów. Było to w czasach Obamy jako prezydenta i Bidena jako wiceprezydenta.

W czasach Obamy wyraźnie ograniczono pole do działania ukraińskich tajnych służb. Kiedy do władzy doszli Republikanie, w 2017 roku, reżim kijowski kontynuował zabijanie ludzi, łamiąc reguły gry ustalone z CIA. Za co spotykały go ustne reprymendy i nic więcej. Administracja Trumpa akceptowała terror szerzony przez wywiad ukraiński.

W miarę pogłębiania się współpracy po 2016 r. Ukraińcy stali się niecierpliwi wobec tego, co uważali za nadmierną ostrożność Waszyngtonu, i zaczęli organizować zabójstwa i inne operacje z użyciem siły, co stanowiło naruszenie warunków, na które, zdaniem Białego Domu, zgodzili się Ukraińcy. Wściekli urzędnicy w Waszyngtonie grozili odcięciem wsparcia, ale nigdy tego nie zrobili” – napisał 25 lutego 2024 roku „New York Times”.

Kiedy do władzy doszła administracja Trumpa, rozszerzono także programy współpracy wywiadu amerykańskiego z Ukraińcami, zwiększając wyraźnie liczbę tajnych baz CIA na Ukrainie, ostrzem wymierzonych w Rosję. Co zapewne było jednym z powodów, dla których Rosja w 2022 roku dokonała agresji. Stany Zjednoczone nigdy nie pozwoliłyby na chińskie tajne bazy wywiadowcze pod Ciudad Juarez, wymierzone ostrzem w Amerykę.

„Trump obsadził kluczowe stanowiska zwolennikami twardej linii wobec Rosji, m.in. Mike’a Pompeo na stanowisku dyrektora CIA i Johna Boltona na stanowisku doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. Odwiedzili oni Kijów, aby podkreślić swoje pełne poparcie dla tajnego partnerstwa, które rozszerzyło się o bardziej specjalistyczne programy szkoleniowe i budowę dodatkowych tajnych baz” – pisał „New York Times” nieco ponad dwa lata temu. W okresie rządów Trumpa liczba oficerów ukraińskiego wywiadu wzrosła 10-krotnie w porównaniu z okresem Obamy-Bidena. Z 80 do 800. Wszystkie prorosyjskie tezy głoszone przez Trumpa były kłamstwami, które miały przykryć zaostrzenie przez reżim amerykański tajnej wojny w Rosją rękoma ukraińskiego mięsa armatniego.

Reżim Obamy i Bidena, który stworzył Budanowa, był więc dla niego bardziej restrykcyjny. Kiedy doszło do zmiany władzy, Republikanie wyraźnie zapalili zielone światło dla większego podpalania świata. Przypomnijmy, że w 2019 roku neobanderowcy byli obecni m.in. podczas kolorowej rewolucji w Hongkongu, podczas której zabijano chińskich policjantów, którzy przypomnijmy, nie noszą przy sobie broni palnej. W trakcie całej kolorowej rewolucji, trwającej wiele miesięcy, podczas której zabijano chińskich policjantów, ci wystrzelili tylko 19 sztuk ostrej amunicji. Policjanci w Stanach Zjednoczonych wystrzeliwują tyle sztuk amunicji w jedną osobę, która idzie w ich kierunku z ostrym narzędziem, np. nożem, w kilka sekund.

Tak, współczesne Chiny być może jeżeli chodzi o wolności i swobody politycznie są krajem autorytarnym jednak swobody obywatelskie i bezpieczeństwo obywateli w kontakcie z władzą jest tam zapewne dużo większe, niż w takich krajach jak Stany Zjednoczone.

Budanow przybył 5 czerwca 2026 roku do Warszawy m.in. aby przedyskutować kwestię nadania imienia banderowskiej jednostce wojskowej „Bohaterów UPA” – ludobójców polskiego narodu, przejętych po 1945 roku od Niemców przez reżimy anglosaskie – Wielką Brytanię oraz Stany Zjednoczone. Przypomnijmy, że w trakcie trwania ludobójstwa na Polakach w drugiej połowie lat 1940. dochodziło do kontaktów upowców z ambasadą Stanów Zjednoczonych w Warszawie.

OUN-B brała wsparcie materialne skąd się dało, zachowując jednocześnie intensywną nieufność wobec Amerykanów. Od stycznia dochodziło do kontaktów OUN-B z ambasadą USA w Warszawie. Szef wywiadu OUN-B spotkał się z szefem amerykańskiej stacji w celu wysłania materiałów propagandowych za granicę” – pisał w swojej pracy o brytyjskim wywiadzie MI6 historyk Stephen Dorill.

Aczkolwiek trzeba przyznać, że to Brytyjczycy a nie Amerykanie byli bardziej skorzy do współpracy z banderowcami.

Wkrótce wdrożono operację „Rollback” oraz operację „Integral” – amerykańskie i brytyjskie operacje tzw. wycofywania komunizmu z Europy Wschodniej, inspirowane przez dyplomatę George’a Kennana, który później nazwał je katastrofalnymi. Narzędziami wywiadu wykorzystywanymi w tych operacjach byli ukraińscy nacjonaliści. W istocie była to klasyczna dywersja na terenie ZSRR oraz przygotowywanie sabotażu i terroru na wypadek wybuchu III wojny światowej. Po śmierci Stalina działania te ostatecznie porzucono. Bandera został najprawdopodobniej wystawiony przez Anglosasów KGB a banderowcy na terenie zachodniej Ukrainy zostali wyłapani przez MGB (sowiecki kontrwywiad) oraz skazani na kolonie karne i obozy. Wielu z nich przewerbowano aby posłużyć się nimi do ujawnienia tych, którzy wciąż się ukrywali. Operacje demaskowania banderowców zrzucanych na zachodnią Ukrainę przez Anglosasów były możliwe dzięki informacjom od Piątki z Cambridge, siatki szpiegów sowieckich służb w brytyjskim MI6.

Tradycja anglosaskiego wsparcia dla banderowców sięga więc nie 2014 czy 2016 roku lecz roku 1945. Już w zasadzie w 1944 roku upowcy szykowali się do oddania na usługi tzw. zachodnich aliantów, wobec nieuchronnego upadku Niemiec. A jeżeli zagłębimy się w historię to pierwsze kroki ku temu podejmowano już nawet w 1943 roku, pod sam jego koniec. A pamiętać przecież trzeba o kontaktach i współpracy w penetracji ZSRR pomiędzy ukraińskimi nacjonalistami od Stepana Bandery a wywiadem brytyjskim jeszcze przed drugą wojną światową w latach 1930., które kultywowano intensywnie aż do początku operacji Barbarossa, po czym je zmniejszono by w połowie lat 1940. do nich wrócić.

Budanow jest emanacją anglosasko-neobanderowskiej kooperacji. Nic więc dziwnego, że w czasie kiedy ten przyjeżdża do Polski aby wymusić na dwóch obozach władzy: pisowsko-prezydenckim oraz liberalno-rządowym, uznanie i akceptację przez Polskę nadania nazwy dla jednostki ukraińskiej Bohaterów UPA, dochodzi do ataku na Rumunię ukraińskimi dronami, sygnalizując Warszawie albo że Rosja jest dużym zagrożeniem i należy przymknąć oko na banderyzm na dzikich polach albo że żaden ukraiński dron spadający na jakikolwiek kraj nie zmieni nic w wojnie na Wschodzie. A więc, że Ukraińcy są nietykalni i mogą zniszczyć dowolny cel w kraju NATO czy też mogą sobie nazywać jednostki wojskowe nawet imieniem Adolfa Hitlera. A i tak żandarm zza oceanu ich utrzymujący na wszystko przymknie oko.

Sponsorzy Kijowa z Waszyngtonu właśnie zadeklarowali kolejne miliardy wsparcia dla Ukrainy. Cóż za wspaniałomyślna nagroda za ukraińskie drony od miesięcy spadające na kraje wschodniej flanki NATO. Należy oczywiście zaznaczyć, że najpierw przegłosowano w Izbie Reprezentantów 1 mld pomocy i 8 mld kredytu dla Ukrainy a dopiero później doszło do piątkowego ataku na Rumunię. Zobaczymy czy w Senacie wsparcie zostanie utrzymane.

Bez względu na wsparcie finansowe, Ukraina wciąż otrzymuje kluczowe wsparcie wywiadowcze oraz technologiczne ze Stanów Zjednoczonych.

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcie: Ministry of Defence of Ukraine (CC BY 4.0)
Źródło: WolneMedia.net

Źródłografia

Koniec Pax Judaica czy początek III wojny światowej?

Koniec Pax Judaica czy początek III wojny światowej?

Autorstwo: Eric Striker
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz

6.06.2026 wolnemedia/koniec-pax-judaica-czy-poczatek-iii-wojny-swiatowej

Pozorne zakończenie wojny z Iranem, nazwane upokarzającą porażką dla wkrótce w pełni zintegrowanych armii USA i Izraela, to coś więcej niż kolejna nieudana bliskowschodnia przygoda Waszyngtonu (szósta w ciągu 25 lat). Tym razem osoby z wewnątrz reżimu ostrzegają, że wreszcie nastał koniec Pax Judaica – porządku świata ustanowionego przez zwycięstwo aliantów w 1945 roku i wzmocnionego upadkiem Związku Radzieckiego w 1989 roku.

Po jednej stronie globalnego konfliktu, który decyduje o losie świata, znajduje się konsensus waszyngtoński, reprezentowany przez państwa klienckie G7, a także Izrael i Ukrainę. Maskuje się on jako normatywny liberalizm, jednocześnie przyznając suwerenną władzę sieci żydowskich miliarderów-suprematystów i ich popleczników. Przykładem tego jest zakaz wjazdu wydany przez brytyjski rząd Partii Pracy dla ideologicznego towarzysza drogi, Hasana Pikera, za krytykę Izraela, czy też postawa arcykapłanów praw człowieka w administracji Bidena, którzy byli wspólnikami ludobójstwa w Strefie Gazy.

Po drugiej stronie znajdują się rewizjonistyczne mocarstwa CRINK – Chiny, Rosja, Iran i Korea Północna – które głoszą prymat państwa nad pieniądzem i otwarcie sprawują władzę. Jako mocarstwa cywilizacyjne, narody CRINK popierają pluralistyczny porządek świata rządzony przez realpolitik, w przeciwieństwie do liberalnych demokracji, które uznają wszystkie państwa spoza swoich instytucji (NATO, MFW itp.) za nieuprawnione, a tym samym za sprawiedliwe cele przemocy gospodarczej i militarnej. Z tego powodu trzon CRINK często znajduje tymczasowych sojuszników wśród licznych średnich i małych mocarstw, takich jak Turcja, które wolałyby realizować własne interesy narodowe ponad interesy Waszyngtonu. To wielobiegunowość w działaniu.

Bezpośrednia wojna między tymi dwoma konkurującymi formami geopolityki jest faktem dokonanym. W ciągu ostatnich kilku lat obserwowaliśmy, jak ten konflikt przybierał formy kinetyczne (Rosja–Ukraina, USA–Izrael a Iran), a także formy konfliktów gospodarczych, takich jak wojna handlowa z Chinami.

Większość neutralnych obserwatorów dojdzie do wniosku, że wojna na Ukrainie (zwłaszcza fiasko sankcji gospodarczych wobec Rosji) i wojna handlowa USA z Chinami stanowią strategiczne porażki Pax Judaica. Choć to rozczarowujące, władcy Zachodu wierzą, że sobie z tym poradzą.

Niedopuszczalna jest jednak sytuacja, jaką Donald Trump zastał w Iranie. Demonstracja siły Irańczyków w Cieśninie Ormuz, wraz ze zniszczeniem amerykańskich baz wojskowych na całym Bliskim Wschodzie, postawiła okręt-matkę – Izrael – w jednym z najgorszych stanów bezpieczeństwa w historii. Ponad dekada targów z Arabami z Zatoki Perskiej, mających na celu przekupienie ich i skłonienie do podpisania Porozumień Abrahama, jest teraz zagrożona, ponieważ Iran wyłania się z wojny jako potęga geopolityczna. Jeśli ujawnione szczegóły wynegocjowanego przez Iran porozumienia okażą się prawdziwe, a Donald Trump je podpisze, Iran stanie się nowym władcą Azji Zachodniej.

Trzeba oddać sprawiedliwość tym, którym się należy. Siła woli i odrodzona jedność narodu irańskiego, będące efektem amerykańskich i izraelskich okrucieństw, a także zdolność do improwizacji i adaptacji w fatalnych warunkach, zapewniły im zwycięstwo. Jednak CRINK jest również ważnym elementem tej historii, ponieważ Chiny i Rosja dostarczyły kluczowe dane wywiadowcze, broń i technologię satelitarną. Iran wykorzystał je, aby obnażyć siły amerykańskie i izraelskie jako papierowe tygrysy oraz zadać druzgocące ciosy w państwach Zatoki Perskiej, by ukarać tamtejszych kolaborantów.

Ta relacja wydaje się teraz zmieniać równowagę wojny Izraela w Libanie. Przystępując do wojny, Izrael miał wszelkie powody, by wierzyć, że może ostatecznie wyeliminować Hezbollah raz na zawsze. Te nadzieje zostały rozwiane w ciągu ostatnich trzech miesięcy wraz z pełną integracją Hezbollahu ze strukturą dowodzenia i kontroli IRGC. Co najważniejsze, Hezbollah w tajemniczy sposób uzyskał najnowszą rosyjską technologię FPV i dronów światłowodowych — albo bezpośrednio z Rosji, albo za pośrednictwem irańskiego pośrednika — i zadaje ogromne straty bezbronnym na to, nacierającym wojskom izraelskim oraz ich pojazdom. Redukuje to działania Izraelczyków do chaotycznych nalotów na przypadkowych cywilów w Bejrucie, prowadzonych z frustracji. Inicjatywa strategiczna została odzyskana przez Hezbollah, a teraz ta szyicka grupa ustala warunki zawieszenia broni, odmawiając IDF pozwolenia na skonsolidowanie choćby cala libańskiej ziemi.

Nie można lekceważyć roli Rosji i Chin, a także bardziej neutralnych mocarstw peryferyjnych, takich jak Pakistan i Turcja, jako graczy z tła, podważających wysiłki USA i Izraela. Plan administracji Trumpa, mający na celu zablokowanie Cieśniny Ormuz i oblężenie Iranu, został udaremniony przez Rosję i Turcję, które otworzyły dla niego korytarze lądowe i morskie. Umożliwiło to Iranowi pozyskiwanie broni i zasobów przez Morze Kaspijskie i szlaki lądowe w Azji Środkowej. Trump posunął się nawet do gróźb wobec Omanu – neutralnej „Szwajcarii” regionu – za gotowość do podjęcia rozmów z Iranem na temat przyszłego zarządzania Cieśniną Ormuz.

Jak przewidywali żydowscy neokonserwatyści, wejście Rosji na Ukrainę, a teraz potencjalne zwycięstwo Iranu, ośmielają kolejne państwa (w tym sojuszników z NATO, takich jak Turcja) do realizacji własnych interesów, niezależnie od poglądów izraelskiej kliki stojącej za Trumpem. Początkowy plan Mossadu i CIA, mający na celu obalenie irańskiego reżimu poprzez zbrojne powstanie Kurdów, został rzekomo udaremniony w ostatniej chwili przez Turcję, która wystąpiła przeciwko Ameryce i obiecała odpowiedzieć na wszelkie próby militaryzacji Kurdów.

Na froncie nuklearnym Rosja aktywnie wspiera i pogłębia dostęp Iranu do potencjału nuklearnego, podpisując umowę na budowę ośmiu nowych elektrowni. [dupku, elektrownie nie mają wiele wspolnego z BOMBĄ. Teraz bomby się kupuje.. md]

Moskwa czerpie również znaczne korzyści z blokady Cieśniny Ormuz, notując wzrost dochodów z ropy naftowej o 40% – częściowo dzięki temu, że wrogowie, tacy jak Wielka Brytania, są zmuszeni kupować rosyjski olej napędowy i paliwo lotnicze z marżą, aby uniknąć kryzysu. Chiny, które mają własną umowę dwustronną z Iranem, mogą korzystać z Cieśniny Ormuz do woli, co niweczy wszelkie zachęty do realizacji jedynego planu awaryjnego Ameryki, polegającego na błaganiu Chin o jej ponowne otwarcie.

Rosnące mocarstwa rewizjonistyczne sparaliżowały w ten sposób podżegaczy wojennych w Waszyngtonie i Izraelu, opracowując sposoby na obejście sankcji, dorównanie ich możliwościom wywiadowczym i, co najważniejsze, prowadzenie wojny przy ograniczonym budżecie. Być może najbardziej alarmującym wnioskiem z tej wojny dla Waszyngtonu jest zdolność nowej broni (często zbudowanej z części dostępnych w Internecie) do niszczenia zapasów niezwykle drogiej, trudnej do zastąpienia amunicji i platform dostarczanych przez skorumpowaną, nastawioną na zysk bazę przemysłu zbrojeniowego Ameryki.

Najnowsza innowacja Iranu, polegająca na zadaniu ciosów atakującym syjonistycznym, liberalnym plutokracjom w ich własnych krajach poprzez strategiczne uniemożliwienie dostępu do kluczowych węzłów handlowych, daje temu niegdyś osaczonemu państwu nową formę dominacji eskalacyjnej. W kwestii Iranu USA nie mają innego wyboru, jak zrobić to, co Trump robi ze swoimi wieloma upadłymi firmami: ogłosić bankructwo i wrócić do deski kreślarskiej.

Rozsądną odpowiedzią Stanów Zjednoczonych na realia tej sytuacji jest zarządzanie swoim upadkiem i przygotowanie się na świat wzajemnie korzystnych partnerstw dwustronnych, zamiast utrzymywania wasali gromadzonych dla wygody Wall Street. Problem w tym, że nie jest to możliwe, ponieważ Stany Zjednoczone – wraz z innymi liberalnymi plutokracjami „pierwszego świata” – utraciły wiele ze swojej historycznej zdolności do budowania i innowacji. Baza przemysłowa, która wygrała II wojnę światową, oraz kierowany przez państwo kompleks badawczo-rozwojowy, który wygrał zimną wojnę, zostały zastąpione piramidami finansowymi centrów danych i skupem akcji własnych. Nieżydowski neokonserwatywny intelektualista Christopher Caldwell przedstawia Wielką Brytanię w pozytywnym świetle za konsensualne ograniczenie zakresu swojego imperializmu, mające na celu uniknięcie nadmiernej ekspansji, zauważając jednocześnie, że Ameryka robi coś przeciwnego. Gdyby Ameryka była zarządzana dla dobra Amerykanów, mogłaby zabrać połowę swoich zasobów do domu i wycofać się, by rządzić półkulą zachodnią.

Jednak wszystkie ostatnie działania Waszyngtonu wskazują, że w Departamencie Stanu zakorzeniły się urojenia o próbie przecięcia węzła gordyjskiego, a niesyjonistyczne głosy rozsądku, takie jak Joe Kent, Tulsi Gabbard i inni, zostały wyparte z dyskusji lub ich rola została zminimalizowana.

Trzy nowe wydarzenia wskazują na gotowość Waszyngtonu do wciągnięcia świata w wojnę.

Pierwszym z nich jest niedawna decyzja o udzieleniu Ukrainie dodatkowej pomocy w wysokości 9 miliardów dolarów, którą Trump z pewnością podpisze, pomimo bezpodstawnej intrygi prasy związanej z Russiagate. Dzięki temu Kijów będzie mógł zatrudnić więcej najemników i zdobyć broń, co pozwoli mu kontynuować wojnę w nieskończoność. Decyzja ta uzupełnia uchwalony w kwietniu zastrzyk gotówki w wysokości 105 miliardów dolarów, jaki Unia Europejska i NATO przeznaczyły na załamaną ukraińską gospodarkę i siły zbrojne.

Drugim wydarzeniem jest trwająca od roku kampania Waszyngtonu, której celem jest zmuszenie Europy do przejścia na gospodarkę wojenną, aby móc doprowadzić do konfliktu z Rosją, gdy nadejdzie odpowiedni moment. Planiści wojskowi NATO przygotowują się do starcia z Rosją do 2030 roku. Według ujawnionych planów rządzona przez Amerykanów Europa przeprowadzi pobór wśród młodych mężczyzn i przerzuci prawie milion żołnierzy na granice z Rosją. Generałowie NATO rozpoczęli spotkania z producentami filmowymi w Hollywood, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji, aby produkować filmy propagandowe i programy telewizyjne. Mają one na celu zaostrzenie apetytu zdenerwowanej opinii publicznej Europy Zachodniej na rozlew krwi poprzez sztucznie wykreowany szowinizm. Podobne wydarzenia mają miejsce na głównych terytoriach Pacyfiku kontrolowanych przez Waszyngton – w Japonii i Korei Południowej – które remilitaryzują się w zawrotnym tempie, przygotowując się na potencjalną wojnę z Chinami.

Trzecim wydarzeniem, które prawdopodobnie zostanie wykorzystane przeciwko Rosji i Iranowi, jest podjęta przez Amerykę próba przekształcenia Armenii w „drugą Ukrainę”. W lutym ubiegłego roku JD Vance sfinalizował inwestycję o wartości 9 miliardów dolarów w armeńską energetykę jądrową. Podpisał również kontrakt na dostawę amerykańskiej broni do tego kraju. Co najważniejsze, Stany Zjednoczone oferują Armenii – bliskiemu sojusznikowi Rosji od XIX wieku – członkostwo w Unii Europejskiej w zamian za zerwanie wszelkich więzi z Moskwą. Podobnie jak w przypadku Ukrainy, perspektywa przyjęcia przez Unię Europejską kolejnego kraju na utrzymanie jest odległa, a jednak Bruksela i Waszyngton wciąż cynicznie kuszą nią Ormian. Poprzez rozwiniętą sieć zagranicznych organizacji pozarządowych, których wewnętrzne funkcjonowanie finansowe i operacyjne jest w Armenii traktowane jak strzeżona tajemnica państwowa, młodzież tego kraju jest przeprogramowywana w kierunku antyrosyjskim i proamerykańskim.

Kreml już przewiduje kolejny kryzys na wzór ukraiński na swoim kaukaskim skrzydle. Władimir Putin zagroził nałożeniem sankcji na Armenię, jeśli będzie ona kontynuować proamerykańską i pronatowską ścieżkę. Premier Armenii Nikol Paszynian, którym kieruje zastępca dyrektora CIA David Cohen, ma zaplanowane w Waszyngtonie działania wspierające jego reelekcję za dwa dni. Wybory te nie wzbudziły większego zainteresowania, ale mogą odegrać kluczową rolę w wywołaniu kolejnego poważnego konfliktu światowego. Ponadto amerykańska obecność w Armenii mogłaby otworzyć nowe możliwości destabilizacji Iranu – kolejnego długoletniego sojusznika narodu ormiańskiego.

Biorąc wszystko pod uwagę, jest jasne, że amerykańskie imperium nie pójdzie drogą Wielkiej Brytanii ani Związku Radzieckiego i nie odejdzie po cichu.

Bez drastycznego zwrotu w historii świata Europa zmierza ku kolejnej wojnie eksterminacyjnej, która może rozlać się również na Azję. Zdesperowani i szaleni agenci w Waszyngtonie zdają się opracowywać plany z wyłączeniem broni jądrowej. Więźniowie nie tyle zarządzają azylem, ile dowodzą głównymi armiami europejskimi i azjatyckimi, i są zdeterminowani, by z nihilistycznej złośliwości uderzyć nimi w Rosję i Chiny, gdy tylko sami znikną ze światowej sceny.

Autorstwo: Eric Striker
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Littoria.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

Źródłografia

1. https://www.aa.com.tr/en/americas/us-house-rejects-bid-to-remove-us-israel-military-integration-from-defense-bill/3957096

2. https://www.theatlantic.com/international/2026/05/iran-war-trump-losing/687094/

3. https://www.yahoo.com/news/politics/articles/analysis-finds-damage-u-bases-094949922.html

4. https://mei.edu/policymemo/russias-wartime-support-for-iran/

5. https://www.mintpressnews.com/hezbollahs-cheap-fpv-drones-are-making-israels-high-tech-military-obsolete/290927/

6. https://www.axios.com/2026/06/03/israel-lebanon-ceasefire-hezbollah-us

7. https://www.rferl.org/a/iran-pakistan-turkey-russia-caspian-china/33751260.html

8. https://www.i24news.tv/en/news/israel/defense/artc-mossad-and-cia-covert-operation-armed-kurdish-militias-to-topple-iranian-regime-report

9. https://www.reuters.com/business/energy/russias-oil-gas-revenue-seen-up-39-yy-may-thanks-iran-war-2026-05-20/

10. https://www.theguardian.com/world/2026/may/20/ukraine-war-briefing-britain-to-buy-diesel-and-jet-fuel-made-from-russian-crude-oil

11. https://www.nytimes.com/2026/05/06/world/asia/china-iran-us-trump-hormuz.html

12. https://www.aljazeera.com/features/2026/5/23/missiles-to-munitions-does-the-us-risk-running-out-of-key-weapons

13. https://www.ai-supremacy.com/p/the-ai-bubble-grows-ponzi-scheme-symptoms-to-meet-compute-demands

14. https://www.nytimes.com/2026/05/03/opinion/iran-us-empire.html

15. https://apnews.com/article/ukraine-congress-aid-trump-discharge-petition-c01c9e068b63d195d26e3134ed586a71

16. https://www.reuters.com/world/europe/eu-formally-approves-ukraine-loan-20th-sanctions-package-against-russia-2026-04-23/

17. https://www.semafor.com/article/11/27/2025/europe-quietly-prepares-for-a-war-with-russia

18. https://www.politico.eu/article/eu-ukraine-russia-ready-for-war-2030/

19. https://united24media.com/latest-news/germany-drafts-secret-1200-page-war-plan-to-rush-800000-nato-troops-east-13815

20. https://www.theguardian.com/world/2026/may/03/nato-meets-tv-and-film-makers-causing-concerns-it-seeks-propaganda

21. https://archive.is/UO0YV

22. https://news.cgtn.com/news/2026-04-23/Japan-s-accelerated-remilitarization-is-a-fact-and-a-reality-1MzB5RdSWVa/p.html

23. https://www.wsws.org/en/articles/2025/12/03/oyew-d03.html

24. https://www.fdd.org/analysis/2026/02/13/vance-visit-to-armenia-and-azerbaijan-signals-u-s-push-into-region-dominated-by-russia/

25. https://www.lowyinstitute.org/the-interpreter/armenia-the-next-ukraine

26. https://alphanews.am/en/this-visit-shows-support-for-pashinyan-expert-on-cia-deputy-directors-visit-to-armenia/

27. https://www.reuters.com/world/armenias-election-test-pashinyans-peace-drive-after-war-defeat-2026-06-04/

Skutki wojny z Iranem oznaczają nowy początek w światowej geopolityce

Skutki wojny z Iranem oznaczają nowy początek w światowej geopolityce.

Alastair Crooke

Pekin może finansować się tanio i niemal bez ograniczeń, co pozwala mu przetrwać najważniejszą amerykańską strategię powstrzymywania Chin.

Wydaje się, że każdy dzień przynosi nowe, zapierające dech w piersiach twierdzenia, że ​​amerykańsko-irańska „umowa” tylko czeka na podpisanie. Jak to często bywa, mediatorzy (Pakistańczycy i Katarczycy) liczą na manipulację obiema stronami, wmawiając jednej, że druga jest bliska porozumienia, mimo że tak nie jest – zwłaszcza w atmosferze skrajnej nieufności. W ten sposób mediatorzy liczą na to, że uda im się doprowadzić do ostatecznego porozumienia. To znana taktyka, która jednak często prowadzi do większego zamieszania i braku zaufania – zamiast do oczekiwanego rozwiązania.

Na tym etapie „plan” składa się tylko z dwóch głównych filarów: „ponownego otwarcia” Cieśniny Ormuz przez Iran (na warunkach Iranu) w zamian za zniesienie blokady morskiej USA oraz – w późniejszym terminie – porozumienia w sprawie rozwiązania problemu rozcieńczania irańskiego uranu wzbogaconego do 60% w zamian za zakończenie sankcji.

Powiedzenie, że diabeł tkwi w szczegółach, byłoby niedopowiedzeniem roku. Iran rozumie, że nagłówki Trumpa o „bliskiej umowie” mają na celu, po pierwsze, utrzymanie wysokiego kursu amerykańskiej giełdy i utrzymanie kontraktów terminowych na ropę znacznie poniżej ceny fizycznej dostawy. Po drugie, mają one na celu ukrycie faktu, że Trump może szukać wiarygodnego sposobu na zakończenie wojny poprzez szybkie, niekompletne porozumienie, które najprawdopodobniej byłoby w dużej mierze zgodne z warunkami Iranu.

Wszystkie inne kwestie – łącznie z kluczowymi szczegółami ewentualnego porozumienia nuklearnego – zostałyby odłożone.

Trump chce wstępnego ustępstwa ze strony Iranu, które będzie mógł przedstawić jako namacalny sukces – i które również zadowoli rynki. Ale Iran nie zamieni swojej przewagi militarnej, strategicznej dominacji, jaką osiągnął w wojnie, ani Cieśniny Ormuz na mgliste zapewnienia mediatorów. Iran nie ufa Stanom Zjednoczonym ani trochę.

Ali Akbar Velayati, starszy doradca irańskiego Najwyższego Przywódcy, zauważa:

Historia pokazuje, że wszyscy, którzy dążyli do hegemonii – od Aleksandra Wielkiego, przez Czyngis-chana, po Trumpa – ostatecznie zginęli w samym sercu starożytnej cywilizacji irańskiej. Tym razem czerwona linia Iranu jest jasna: same dokumenty i podpisy nie dają żadnej gwarancji. Namacalną gwarancją przetrwania jakiegokolwiek porozumienia jest Cieśnina Ormuz.

„Ponieważ geografia nie kłamie i jest ostatecznym sędzią każdej umowy spisanej na papierze”.

Mediatorzy naturalnie desperacko pragną uniknąć kolejnej rundy wojny. Iran jednak domaga się konkretnych szczegółów. To dylemat Trumpa. Chce on szybkiego zwycięstwa, ale sama sugestia rozwodnionego, niekompletnego porozumienia – głównie na warunkach Iranu – ściągnęła na niego gniew proizraelskiej klasy miliarderów (opór był silny), a Izrael (prawdopodobnie zachęcany przez te same kręgi) następnie zniweczył zawieszenie broni Trumpa, rozpoczynając militarny atak na Liban i Gazę, łamiąc tym samym zawieszenie broni jako warunek konieczny jakiegokolwiek porozumienia.

Trump jest pod presją podjęcia działań (każdy ruch potencjalnie pogarsza jego sytuację, strategiczną lub wewnętrzną).

Widzieliśmy tę samą zygzakowatą, improwizowaną niestrategię, doskonale zilustrowaną na kultowych zdjęciach z wizyty Trumpa w Pekinie – Trump improwizował; żadnego przygotowania; szczyt „od podszewki”.

Obraz ten może definiować tę epokę – ikonicznym momentem był prezydent USA sprawiający wrażenie przegranej, podczas gdy prezydent Xi pewnie pokazywał, kto ma kontrolę.

Można by zapytać, dlaczego klasa proizraelska ryzykowałaby ruinę Zachodu ekonomicznymi konsekwencjami długotrwałego zamknięcia Cieśniny Ormuz, co mogłoby być skutkiem ich wściekłego weta wobec proponowanego przez Trumpa „porozumienia”? Być może dlatego, że od czasu kryzysu z 2008 roku i wynikającego z niego strukturalnego transferu bogactwa z realnej gospodarki do sfinansjalizowanej „elity traderów”, „wielkie żydowskie pieniądze” wydają się być odporne na kryzysy gospodarcze. Mogą nawet postrzegać je jako „szansę” (gdy aktywa stają się tanie).

Wpływ Iranu oznacza – jeśli nie jako bezpośrednia przyczyna, to z pewnością jako czynnik wyzwalający – punkt zwrotny w znaczącej reorganizacji globalnej geopolityki. Dla Izraela to zła wiadomość. Obecna narracja izraelska głosi, że brak porozumienia jest lepszy niż złe porozumienie, ponieważ Izrael może powrócić do wojny z Iranem w każdej chwili za rok lub dwa.

Oczywiście, nikt w to nie wierzy. Izrael nie może prowadzić wojny z Iranem bez pełnego wsparcia USA. A Ameryka jutra prawdopodobnie będzie miała inne relacje z Izraelem niż dzisiaj.

Nahum Barnea napisał w Yediot Aharonot:

My [Izrael] pogrążamy się w niekończącej się wojnie na trzech, a może czterech frontach, utrzymując terytoria, które do nas nie należą, z żołnierzami, których nie mamy, w krwawej wojnie z wrogami, których nie jesteśmy w stanie odstraszyć – a to wszystko bez zapewnienia naszym obywatelom prawdziwego bezpieczeństwa. Izrael musi wyrwać się z irańskiej pułapki. [Ale] Netanjahu jest ostatnią osobą, która ma możliwość, by nas z niej uwolnić”.

Rosja również się zmienia (częściowo pod wpływem Iranu). Jej strategiczna cierpliwość się wyczerpała, a niedawny śmiertelny atak ukraińskiego drona na akademik w rosyjskim mieście Starobielsk, w którym zginęło co najmniej 21 osób, głównie dziewczyny i młode kobiety, został w Moskwie nazwany „kroplą goryczy”. Rosyjska opinia publiczna jest słusznie oburzona.

Moskwa obwinia stolice europejskie i Kijów za niedawne ukraińskie ataki dronów i rakiet głęboko na terytorium Rosji, przeprowadzone z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej NATO w celu ominięcia rosyjskiej obrony powietrznej. Co więcej, Rosja oficjalnie poinformowała Waszyngton (w rozmowie telefonicznej z Marco Rubio w Indiach), że również obciąża stolice europejskie i Kijów odpowiedzialnością za upadek porozumienia Anchorage Framework.

Rosja oświadczyła, że ​​zamierza pozbawić Ukrainę możliwości przeprowadzania dalszych ataków oraz wyeliminować ośrodki decyzyjne, które planują i kierują atakami na Rosjan – nawet jeśli oznacza to śmierć personelu amerykańskiego i europejskiego. 15 kwietnia rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało listy zawierające nazwy i adresy ponad 20 europejskich firm i spółek joint venture, które rzekomo dostarczały Ukrainie drony i podzespoły. Wysocy rangą rosyjscy urzędnicy, w tym wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew, jednoznacznie określili te podmioty jako „potencjalne cele” rosyjskich sił zbrojnych.

Europa została ostrzeżona.

Po raz kolejny wydaje się, że szczyty Trump-Xi i Putin-Xi w Pekinie zwiastują przejście do trudniejszej ery geopolitycznej.

Wydaje się, że te dwa szczyty skłoniły Chiny do porzucenia dotychczasowej powściągliwości, aby przeciwdziałać amerykańskim próbom rozszerzenia wykorzystania dolara kosztem juana. „Główna strategia” Departamentu Skarbu USA polega na ograniczeniu przewagi konkurencyjnej Chin poprzez zwiększenie kosztów kapitału i energii. Początkowo Stany Zjednoczone próbowały tego za pomocą ceł, ale bezskutecznie, a następnie podjęły próby podniesienia kosztów dostaw energii do Chin poprzez blokady (wobec Iranu i Wenezueli).

Ale jeśli Trump chce kompleksowego konfliktu handlowego, Chiny wydają się teraz gotowe – koniec z „miłym panem”.

Chiny nie odpowiadają sankcjami ani rakietami, ale mówiąc precyzyjniej: wywierają presję na gospodarkę USA, ograniczając przepływ kapitału do strefy dolara.

Ustawy US Genius Act i Clarity Act mają na celu odciągnięcie inwestorów od walut lokalnych na rzecz kryptowalut opartych na dolarze i zabezpieczonych obligacjami skarbowymi USA. Zwiększyłoby to popyt na dolary i stworzyło nowy popyt na amerykańskie obligacje.

Krótko mówiąc: Stany Zjednoczone chcą przyciągnąć na swoje rynki jak najwięcej kapitału zagranicznego za pośrednictwem kryptowalut – jako substytutu słabnącego petrodolara.

Chiny odpowiadają, ograniczając przepływ chińskiego kapitału na rynki amerykańskie. Władze ścigają brokerów w Hongkongu. Chińskie oszczędności – największe na świecie – nie będą już dostępne.

Po drugie, Chiny otworzą nowe centrum handlu złotem w Hongkongu. To wzmocni juana i umożliwi handel ropą naftową w zamian za złoto.

Po trzecie, Euroclear planuje przyjąć chińskie obligacje jako zabezpieczenie.

Sean Foo wyjaśnia:

„Jeśli Euroclear zaakceptuje chińskie obligacje, będą one traktowane jak gotówka i staną się częścią globalnej infrastruktury finansowej”.

„Chiny mają ponad 50 bilionów dolarów depozytów bankowych – więcej niż UE, USA i Japonia razem wzięte. To tworzy stabilny popyt krajowy na obligacje”.

Podsumowując: wraz ze wzrostem napływu kapitału do chińskich obligacji, koszty finansowania Chin pozostają niskie. Pekin może zatem finansować się tanio i niemal bez ograniczeń – i w ten sposób przetrwać amerykańską strategię powstrzymywania Chin.

Źródło: Iran był efektem resetu światowej geopolityki

„Akt oskarżenia” przeciwko niemieckim i europejskim podżegaczom wojennym

„Akt oskarżenia” przeciwko niemieckim i europejskim podżegaczom wojennym

Autorstwa Uwe Froschauera Data publikacji 3 czerwca 2026 r. wassersaege/anklageschrift-gegen-deutsche-und-europaeische-kriegstreiber

Zanim zacznę ten artykuł, chcę wyrazić moją głęboką pogardę dla wszystkich podżegaczy wojennych na tym świecie. Prawdziwym agresorem niekoniecznie jest ten, kto pierwszy stawia krok ku wojnie, lecz ten, kto ten krok wymusza. Niemniej jednak, nawet ten pierwszy krok jest niewybaczalny.

Ostatecznie ta wojna nie zakończy się triumfem, lecz negocjacjami. Zakończy się tak, jak wojny prawie zawsze kończą się: nie moralnym szowinizmem, nie telewizyjnymi hasłami, nie medalami dla podżegaczy wojennych i „przedłużaczy cierpień” takich jak Anton Hofreiter, Marie-Agnes Strack-Zimmermann czy Annalena Baerbock, ale politycznym rozwiązaniem przy stole negocjacyjnym. Tragedia polega na tym, że taki stół negocjacyjny istniał już w Stambule pod koniec marca/na początku kwietnia 2022 roku – zaledwie pięć tygodni po wybuchu wojny.

Pięć tygodni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji przedstawiono projekty, które przynajmniej dawały szansę na zakończenie tego wymierania: neutralność Ukrainy, gwarancje bezpieczeństwa, ramy polityczne. Ale ta szansa nie została wykorzystana. Została politycznie stłumiona – przez te mroczne siły na Zachodzie, które nie chciały pokoju, lecz wojny na wyniszczenie.

Boris Johnson pojawił się w Kijowie jako posłaniec tej linii: Putina nie należy negocjować, lecz naciskać. Za brytyjskim podżegaczem wojennym stała ówczesna administracja USA pod przewodnictwem Joe Bidena, wspierana przez europejskich polityków, którzy od tamtej pory każdą dalszą eskalację przedstawiali jako wyraz solidarności z Ukrainą. Annalena Baerbock mówiła o prowadzeniu „wojny z Rosją”. Ursula von der Leyen obiecała zwycięstwo Ukrainy. Keir Starmer w istocie ogłosił front ukraiński swoją własną europejską linią frontu.

Kiedy pod koniec marca 2022 roku w Stambule toczyły się negocjacje w sprawie ewentualnego zakończenia wojny, Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Konstytucji i Zwalczania Terroryzmu (OHCHR) udokumentowało już 3257 ofiar cywilnych na Ukrainie – w tym 1276 zabitych i 1981 rannych. Wiarygodne dane dotyczące liczby zabitych i rannych żołnierzy po obu stronach nie były wówczas jeszcze dostępne. Jednak szacunki sięgały już dziesiątek tysięcy.
Dziś, cztery lata później, szacunki strat wojskowych – zabitych, rannych lub zaginionych – wahają się od 1,7 do prawie 2 milionów żołnierzy rosyjskich i ukraińskich łącznie. Samo CSIS szacuje straty na około 1,2 miliona Rosjan i 500 000 do 600 000 Ukraińców. Ilu z tych ofiar można było uniknąć? To pytanie jest skierowane nie tyle do Moskwy, co do tych aktorów politycznych, którzy zdecydowali się na dalszą eskalację, dostawy broni i przedłużającą się wojnę na wyniszczenie. Wstydźcie się, podżegacze wojenni! Niech cierpienie każdej matki, która straciła dziecko w tej bezsensownej wojnie, pozbawi was snu! Ale do tego potrzebne jest coś w rodzaju sumienia. Myślę, że bohaterowie tej wojny śpią całkiem dobrze.

Skutkiem tej polityki przedłużania wojny są kostnice, okopy i zniszczone miasta. Setki tysięcy żołnierzy zginęło, zostało rannych lub zaginęło. Dziesiątki tysięcy cywilów zginęło lub zostało rannych. A jednak ci, którzy przedłużają wojnę, dostarczając coraz więcej broni, są czczeni jako przyjaciele Ukrainy.

Oto wypaczenie naszych czasów: ci, którzy blokują pokój, nazywają siebie przyjaciółmi. Ci, którzy oczerniają negocjacje, nazywają siebie obrońcami wolności i demokracji. Ci, którzy pozwalają innym ginąć w beznadziejnej wojnie na wyniszczenie, otrzymują medale.

Ten akt oskarżenia skierowany jest przeciwko politycznym podżegaczom wojennym w Europie i USA, przeciwko tym, którzy ogłaszają Rosję jedynym sprawcą, ale ukrywają swój współudział w przedłużającej się konaniu. Rosja rozpoczęła tę wojnę. Ale Zachód zrobił wszystko, aby zapobiec jej wcześniejszemu zakończeniu. W tym tkwi jego historyczna wina.

Kto czerpie zyski z wojny?

„Wojna jest najlepszym kupcem. Zamienia żelazo w złoto”. Fryderyk Schiller

Wojna na Ukrainie to nie tylko katastrofa humanitarna. To także gigantyczny program stymulacji gospodarczej – dla producentów broni.

Weźmy na przykład firmę Rheinmetall.

Pod koniec 2021 roku, zaledwie kilka miesięcy przed rosyjską inwazją, akcje były notowane w okolicach 85–95 euro. Po wybuchu wojny natychmiast wzrosły powyżej 100 euro. W marcu 2022 roku po raz pierwszy przekroczyły granicę 200 euro. W latach 2025/2026 akcje tymczasowo oscylowały w okolicach 1600 euro, osiągając poziom prawie 2000 euro. Nawet po spadkach, kurs utrzymywał się znacznie powyżej 1200 euro.

Oznacza to, że cena akcji wycenianej na 90 euro wzrosła chwilowo do prawie 2000 euro. Wzrost, który byłby wyjątkowy nawet w sektorze technologicznym. Wojna zabija ludzi – i jednocześnie generuje rekordy giełdowe.

Znajoma chwaliła się, że miała nosa do interesów, inwestując w akcje Rheinmetall w odpowiednim momencie. Zewnętrznie spokojna, ale w głębi duszy głęboko zaniepokojona, odpowiedziałam fragmentem Biblii. Jezus zadał następujące fundamentalne pytanie, zapisane w kilku Ewangeliach, w tym w Ewangelii Mateusza 16,26:

„Cóż bowiem za pożytek z tego, że ktoś cały świat zyska, a na duszy swojej szkodę poniesie?”.

Jezus ostrzega przed poświęcaniem wewnętrznego i wiecznego dobrobytu dla czysto zewnętrznego, materialnego lub światowego sukcesu. Można dążyć do wszystkiego, co świat ma do zaoferowania w zakresie motywacji zewnętrznej (bogactwo, władza, prestiż, dobra materialne), ale jeśli w tym procesie „straci się” własną duszę, sumienie lub relację z Bogiem – czymkolwiek sobie Boga wyobrażamy – ostatecznie nic się nie zyskuje. Jeśli wierzy się również w etykę odwetu, taką jak karma, to zakup akcji Rheinmetall był zdecydowanie złą inwestycją. Nie powinno zatem dziwić, że w następnym życiu odrodzimy się jako ślimak.

Każdy, kto twierdzi, że wojny nie przynoszą korzyści ekonomicznych, ignoruje rzeczywistość przemysłu zbrojeniowego. Firmy zbrojeniowe w Europie i USA odnotowały rekordowe zamówienia. Rheinmetall ogłosił zamówienia warte miliardy dolarów, rozbudowę mocy produkcyjnych i nowe zakłady produkcyjne.

Moim zdaniem, to rozstrzyga kwestię, kto ma materialny interes w przedłużaniu wojen tak długo, jak to możliwe. Ten interes – chciwość – ma imię: diabelski Mammon. Każdy, kto kupuje akcje broni, jest, moim zdaniem, częścią zła, nawet jeśli na zewnątrz może sprawiać wrażenie „porządnego” obywatela.

Ponad 60 lat temu pewien człowiek wydał ostrzeżenie, które wydaje się dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Nie był to byle jaki działacz na rzecz pokoju. Nie lewicowy intelektualista. Ale pięciogwiazdkowy generał, były Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych NATO i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki: Dwight D. Eisenhower. Krótko przed opuszczeniem urzędu wydał on dobitne ostrzeżenie:

„W instytucjach rządowych musimy chronić się przed uzyskaniem nieuprawnionego wpływu – celowego lub nieumyślnego – ze strony kompleksu militarno-przemysłowego”.

I dalej:

„Istnieje ryzyko katastrofalnego wzrostu błędnej władzy i będzie ono trwać”.

Już w 1961 roku amerykański prezydent dostrzegł niebezpieczeństwo, że przemysł zbrojeniowy, wojsko i polityka mogą stworzyć strukturę władzy, która będzie realizować własne interesy – interesy, które z pewnością nie będą zgodne z pokojem, dyplomacją ani dobrobytem społeczeństwa.

Czy Eisenhower miał rację? Bez wątpienia!

Kiedy wojny wzbogacają całe gałęzie przemysłu, kiedy akcje firm zbrojeniowych gwałtownie rosną, podczas gdy ludzie giną w okopach, kiedy Rheinmetall notuje wzrosty cen akcji w ciągu kilku lat, o jakich normalne firmy mogą tylko pomarzyć, kiedy politycy wciąż reklamują nowe dostawy broni jako politykę pokojową – „zawarcie pokoju bronią”, kogo myślicie, że oszukujecie – kiedy całe gospodarki mają być ponownie „gotowe do wojny”, kiedy młodzi ludzie mają być ponownie poświęcani, pytanie jest uzasadnione: Kto korzysta na przedłużającym się konflikcie? Ukraiński czy rosyjski żołnierz w okopach? Matka, która straciła syna? Emeryt, któremu obcięto świadczenia socjalne? Robotnik? A może te firmy, których portfele zamówień zapełniają się z każdą kolejną eskalacją?

Eisenhower nie ostrzegał przed Rosją. Nie ostrzegał przed Chinami. Ostrzegał przed strukturą władzy w swoim obozie. Ostrzegał przed systemem, w którym wojna staje się nie tylko narzędziem geopolitycznym, ale także ekonomicznym modelem biznesowym. To jedna z najbardziej szokujących prawd naszych czasów: trudno zakończyć konflikty, gdy kilka potężnych instytucji i osób ma w nich interes. Moim zdaniem podżegacze wojenni to elementy wysoce przestępcze.

Każdy, kto podważa sens wojny na Ukrainie, nie jest ekstremistą ani nawet wrogiem publicznym. Ktoś taki po prostu zadaje sobie to samo pytanie, które ponad sześć dekad temu zadał amerykański prezydent.

Może powinniśmy byli go posłuchać. Pacyfistyczni politycy, tacy jak Sahra Wagenknecht, a nawet ja, tak zrobili, ale wojowniczy politycy, tacy jak Anton Hofreiter, Roderich Kiesewetter, Friedrich Merz – BlackRock przesyła pozdrowienia – Annalena Baerbock, Marie-Agnes Strack-Zimmermann – Rheinmetall przesyła pozdrowienia – Keir Starmer, Emmanuel Macron, Ursula von der Leyen i im podobni, nadal podążają ścieżką podżegania do wojny i są w ogromnym stopniu współwinni cierpieniu ludzi dotkniętych tą tragedią.

„Nigdy więcej wojny” – czy „gotowi do wojny”?

Przez dziesięciolecia Niemcy definiowały się poprzez historyczny imperatyw:

Nigdy więcej wojny!

Dziś ta sama republika mówi o gotowości bojowej i przezbrojeniu, uważa produkcję broni za rynek wzrostu, chce zbudować najsilniejszą konwencjonalną armię w Europie, chce zwiększyć wydatki na obronę, które pochłoną prawie połowę budżetu federalnego kosztem państwa opiekuńczego, i dyskutuje o ponownym wprowadzeniu obowiązkowego poboru.

29 października 2023 roku Boris Pistorius oświadczył w  programie Berlin Direkt , że Niemcy muszą być „gotowe do wojny”. Później zintensyfikował to stanowisko, stwierdzając, że Niemcy muszą być „gotowe do wojny do 2029 roku”. Jak ten człowiek doszedł do roku 2029? Boska, czy raczej diaboliczna inspiracja? Federalne Ministerstwo Obrony używa tego sformułowania od tamtej pory, podobnie jak Bundestag. Dlaczego? Ponieważ społeczeństwo ma się przyzwyczaić do nieodpowiedzialnej retoryki wojennej, a gotowość wojenna ma stać się nową normą. Chociaż nasi parlamentarzyści z ugruntowanego kartelu partyjnego mogą nie być szczególnie zdolni do niczego poza zdobywaniem mandatów i zwiększaniem własnych diet, są mistrzami manipulacji – takiej jak ciągłe powtarzanie, sianie strachu i kreowanie wizerunku wroga.
Termin „gotowość wojenna” stał się politycznie definiujący. Jednak dla mnie przywołuje on skojarzenia historyczne, ponieważ podobna retoryka wojenna istniała przed I i II wojną światową.

Słowo „gotowy do wojny” to polityczny przełom. Nie oznacza ono „zdolny do pokoju”, „zdolny do dyplomacji”, ani nawet po prostu „zdolny do obrony”. Oznacza:  gotowy do wojny . Zdolny do wojny. Gotowy do wojny. Społecznie, ekonomicznie, militarnie i mentalnie nastawiony na wojnę. Wstydź się, panie „Pistoliusie”, i wszyscy twoi wojowniczy towarzysze!

Pistorius sprzedaje tę retorykę jako środek odstraszający. Ale przygotowanie społeczeństwa do wojny nie zwiększa jego bezpieczeństwa. Zwiększa jego gotowość do wojny. Niemcy nie staną się bezpieczniejsze, powracając do fantazji o militarnej potędze – budowy najsilniejszej armii konwencjonalnej w Europie i podobnych wojowniczych, samobójczych myśli. Staną się bardziej podatne na ataki.

Niemcy i ich naród powinni się odrzucić na takie określenia. Dwie wojny światowe, miliony ofiar, zniszczone miasta, spalona ziemia – a teraz Niemcy, o zgrozo, mają znów być „gotowe do wojny” – mimo że zadały ludzkości niezmierzone cierpienie, zwłaszcza w czasie II wojny światowej, i powinny były wyciągnąć z niej jedną kluczową lekcję: Nigdy więcej wojny! Trzeba się zastanowić, czy część tego społeczeństwa w ogóle czegoś się nauczyła ze swojej historii. Obawiam się, że nie, patrząc na radykałów takich jak Kiesewetter, Strack-Zimmermann czy Pistorius.

Szczególnie niepokojące jest to, że Boris Pistorius – człowiek, który chce, aby Niemcy były „gotowe do wojny” – od lat należy do najpopularniejszych polityków w Niemczech. W barometrze politycznym stacji ZDF był on niekiedy jedynym czołowym politykiem z pozytywnym ratingiem, podczas gdy inni członkowie rządu radzili sobie znacznie gorzej. RTL/Forsa i INSA również regularnie plasowały go na pierwszym miejscu w swoich sondażach popularności.

Ta popularność ministra obrony spotkała się z krytyką przede wszystkim w mediach alternatywnych. W artykule  „Manova” publicysta Tom J. Wellbrock  ostro zaatakował Pistoriusa jako postać polityczną, kwestionując jego wysokie notowania pomimo coraz bardziej agresywnej retoryki na temat zbrojeń. Artykuł zasadniczo stawia pytanie, jak polityk, który sprawia, że ​​określenia takie jak „gotowy do wojny” są społecznie akceptowalne, może być jednocześnie postrzegany jako promyk nadziei.

W mojej książce „Niebezpieczne zera”, w której opisałem dziesięć wysoce wątpliwych postaci w niemieckim społeczeństwie, Boris Pistorius, wraz z podżegaczami wojennymi Annaleną Baerbock, Antonem Hofreiterem, Marie-Agnes Strack-Zimmermann, Friedrichem Merzem i Ursulą von der Leyen, był obowiązkowym punktem odniesienia. Przedstawiam w niej tego podżegacza wojennego jako pozornie pragmatycznego, przystępnego i rozsądnego, a jednak stopniowo przywraca on polityczną normalność do militaryzacji. Moja główna krytyka jest następująca: największym zagrożeniem nie jest głośny twardogłowy, ale popularny polityk o umiarkowanej retoryce, który sprzedaje zbrojenia jako racjonalność. Wilk w owczej skórze nie wydaje się niebezpieczny, ponieważ ryczy jak psychopata – jak na przykład Donald Trump. Jest niebezpieczny, ponieważ mówi spokojnie, brzmi jak mąż stanu i w ten sposób przyzwyczaja całe społeczeństwo do idei, że wojna znów stała się normalną opcją działań politycznych. Nawet inteligentni ludzie z mojego najbliższego otoczenia dają się nabrać na ukrytego podżegacza wojennego Pistoriusa, który ze swoim sielankowym spokojem i umiarkowanym językiem sprzedaje militaryzację jako rozsądek.

Pistorius nie zwiększa bezpieczeństwa Niemiec. Przesuwa intelektualne granice tego, co można ponownie powiedzieć, wymyślić i zrobić. Czyniąc to, poważnie zagraża Niemcom. Ci, którzy ciągle mówią o gotowości bojowej, nie budują pokoju. Budują psychologiczną infrastrukturę dla kolejnej wojny. Politycy tacy jak Boris Pistorius przekształcają skrupulatnie skonstruowaną politykę pokojową w militarną normalność. Kanclerz taki jak Friedrich Merz, który dąży do konfrontacji zamiast dialogu z Rosją, jest w moich oczach aniołem śmierci. Podżegacze wojenni tacy jak Roderich Kiesewetter, który kilka lat temu chciał wywołać wojnę w Rosji, znów są słyszani. Ograniczeni umysłowo i wojowniczy politycy – niebezpieczna mieszanka – jak Annalena Baerbock, która prowadzi wojnę z Rosją i włącza nas w swoją retorykę, reprezentowali Niemcy na arenie międzynarodowej. Słowa „Nigdy więcej wojny” coraz bardziej zanikają i są stopniowo wymazywane ze zbiorowej pamięci niemieckiego społeczeństwa.

Transformacja w kierunku gospodarki wojennej

Powstają nowe sojusze między przemysłem cywilnym a wojskiem. To, co kiedyś uważano za wyjątek, stopniowo staje się nową normą: przemysł motoryzacyjny, kolejowy, dostawcy, planowanie infrastruktury – wszystko jest coraz częściej postrzegane z perspektywy użyteczności wojskowej.

Szczególnie uderzającym przykładem jest Volkswagen. W 2025 roku Rheinmetall rozważał potencjalną współpracę z VW w swoim zakładzie w Osnabrück. Według Deutschlandfunk, VW potwierdził, że podczas wizyty delegacji Rheinmetall otwarcie dyskutowano o „potencjalnych możliwościach współpracy w zakresie pojazdów wojskowych”. Prezes VW, Oliver Blume, wyraził wcześniej gotowość do większego zaangażowania w projekty wojskowe. Chociaż Reuters później donosił, że Rheinmetall nie prowadzi już konkretnych negocjacji dotyczących Osnabrück, kluczowe jest to, że drzwi zostały otwarte. Rozważana jest cywilna fabryka samochodów jako potencjalny element produkcji zbrojeniowej. Jeśli ten element zostanie zrealizowany, wiem, których marek samochodów już nie kupię.

W Görlitz francusko-niemiecki koncern zbrojeniowy KNDS stopniowo przejmuje dawną fabrykę Alstomu, w której przez dekady budowano piętrowe pociągi i tramwaje. W przyszłości zakład będzie produkował komponenty do czołgu podstawowego Leopard 2, bojowego wozu piechoty Puma oraz moduły do ​​wariantów kołowego transportera opancerzonego Boxer. Przebudowa będzie przebiegać etapami; zakończenie przekazania zakładu planowane jest na 2027 rok. Ogłoszono już daty rozpoczęcia produkcji i pierwszego transferu personelu do KNDS.

Fabryka, która kiedyś przewoziła ludzi, staje się teraz fabryką dostarczającą komponenty do sprzętu wojskowego. To właśnie nazywamy dziś zmianą strukturalną. Symbolizuje to, jak podżegacze wojenni w Niemczech powoli przekształcają społeczeństwo z cywilnego w militarystyczne.

Continental i Rheinmetall również pokazują, w jakim kierunku zmierzają zmiany. W 2024 roku Continental podpisał list intencyjny z Rheinmetall, aby zaoferować pracownikom – z sektorów dotkniętych zmianami strukturalnymi – możliwości przejścia do przemysłu obronnego. Agencja Reuters jednoznacznie określiła to jako konsekwencję potrzeb kadrowych sektora obronnego w połączeniu z redukcją zatrudnienia w przemyśle motoryzacyjnym. ZF Friedrichshafen, tradycyjny dostawca motoryzacyjny, określa się jako partner przemysłu obronnego i dostarcza komponenty do pojazdów opancerzonych.

To sedno nowej gospodarki wojennej: tam, gdzie przemysł cywilny słabnie, uzbrojenie nagle okazuje się ratunkiem. Miejsca pracy nie są już zapewnione przez pokojowe technologie przyszłości, ale przez czołgi, amunicję, pojazdy wojskowe i logistykę wojenną.

W swoim artykule „Upadek zbrojeń: Dlaczego Niemcy i UE inwestują w wojnę”, opublikowanym w internetowym magazynie Overton, autor Michael Hollister argumentuje   , że słabość gospodarcza, deindustrializacja i stagnacja wzrostu gospodarczego mogą zwiększać pokusę wykorzystywania zbrojeń jako nowego motoru napędowego inwestycji i wzrostu. Mówiąc wprost, oznacza to, że tam, gdzie dynamika przemysłowa słabnie – a spadek ten w Niemczech jest w dużej mierze spowodowany przez niekompetentnych lub wykształconych przez elity polityków – gospodarka wojenna nie jest już postrzegana jako wyjątek, lecz jako rozwiązanie ekonomiczne.

W moim artykule „Cięcia socjalne dla gospodarki wojennej to wypowiedzenie wojny własnemu narodowi” na  wassersaege.com  napisałem w zasadzie: Podczas gdy politycy dyskutują o ogromnych cięciach w państwie opiekuńczym, miliardy są mobilizowane na zbrojenia, produkcję broni i infrastrukturę wojskową bez większej debaty. Priorytety niemieckich marionetek politycznych zmieniają się – odchodzą od zabezpieczenia społecznego w stronę siły militarnej.

Ale nie tylko fabryki przechodzą na gospodarkę wojenną. Drogi, mosty, linie kolejowe i porty są coraz częściej planowane i rozbudowywane z uwzględnieniem potrzeb wojskowych. UE i Niemcy pracują nad projektem „Mobilność Wojskowa”: celem jest umożliwienie szybszego przemieszczania się wojsk i ciężkiego sprzętu w Europie. Analiza DGAP wymaga regularnych raportów dotyczących dróg, mostów, tuneli, linii kolejowych i dróg wodnych – w tym klasyfikacji ładunków wojskowych. Sam rząd niemiecki przyznaje, że Bundeswehra (niemieckie siły zbrojne) korzysta z cywilnej infrastruktury transportowej, zwłaszcza dróg, w celu przemieszczania się poza teren obiektów wojskowych. Czy nie widzieliśmy tego już 85–90 lat temu?

Mosty nie są remontowane tylko po to, by dojeżdżający mogli szybciej dotrzeć do pracy. Linie kolejowe nie są modernizowane tylko po to, by rodziny mogły punktualnie wyjechać na wakacje. Drogi nie są rozbudowywane tylko po to, by usprawnić codzienne życie. Pytanie dla podżegaczy wojennych brzmi: Czy ten most wytrzyma najazd czołgów? Czy ten pociąg przewiezie sprzęt wojskowy? Czy w kryzysie ta infrastruktura będzie w stanie przetransportować żołnierzy i broń na wschód?

To nie jest nieszkodliwa modernizacja. To postępująca militaryzacja życia cywilnego.
Jeszcze niedawno bardziej odpowiedzialni politycy zadawali sobie pytanie: Jak poprawić życie obywateli? Dziś pytanie brzmi: Jak przygotować kraj do wojny?

Czy to nie przewrotne? Społeczeństwo, które pozwala szkołom popadać w ruinę, przeciąża opiekunów, odrzuca emerytów i pozostawia rodziny same sobie z rosnącymi kosztami, nagle odkrywa swoją determinację, gdy potrzebne są czołgi. Nie ma pieniędzy na zniszczone klasy. Nagle znajdują się strategiczne uzasadnienia i wystarczające środki finansowe na remont mostów, które mogłyby przewieźć ciężki sprzęt wojskowy w nagłych wypadkach.

Gospodarka wojenna nie pojawia się z dnia na dzień. Pojawia się po cichu. Najpierw jako „punkt zwrotny”, potem jako „fundusze specjalne”, potem jako „gotowość wojenna”, potem jako bezpieczeństwo zatrudnienia, a na końcu jako program infrastrukturalny. I w pewnym momencie człowiek uświadamia sobie: cały kraj nie jest już nastawiony na pokój, lecz raczej na kolejną wojnę. A wielu obywateli Niemiec siedzi jak zahipnotyzowane króliki przed wężem. Niemcy stały się demokracją widza.

Nie tylko Rheinmetall czerpie zyski. Duch zbrojeń przenika do gospodarki cywilnej. Do fabryk samochodów. Do kolei. Do łańcuchów dostaw. Do programów budowy dróg. Do statyki mostów. Do dyskursu politycznego. Do umysłów ludzi.

A ci, którzy to krytykują, nie są marzycielami, szarlatanami ani zwolennikami teorii spiskowych. Po prostu widzą wcześniej niż inni, dokąd ten rozwój prowadzi.

Jak będzie finansowana nowa gospodarka wojenna? Kosztem państwa opiekuńczego.

Dozbrojenie kosztuje. Gospodarka wojenna kosztuje. „Gotowość wojenna” kosztuje. Kluczowe pytanie brzmi zatem nie  czy  zostanie opłacona, ale  kto  za nią zapłaci.

Odpowiedź brzmi:

Nie bogaci, nie wielcy spekulanci, nie te korporacje, których zyski rosną z każdym kontraktem zbrojeniowym. To powinni płacić pracownicy, emeryci, rodziny i osoby wykluczone społecznie.

Podczas gdy nagle mobilizuje się pieniądze o niemal niewyobrażalnych kwotach na zbrojenia, broń, amunicję, infrastrukturę wojskową i wielomiliardowe fundusze specjalne, gdzie indziej apeluje się: oszczędzaj na opiece, oszczędzaj na edukacji, oszczędzaj na emeryturach, oszczędzaj na usługach socjalnych.

Jednocześnie dyskutuje się o dłuższym okresie aktywności zawodowej. Oczekuje się, że ludzie będą pracować dłużej, później przechodzić na emeryturę i przygotowywać się na niższe świadczenia socjalne – przynajmniej na razie, w jednej z najsilniejszych gospodarek świata.

Są pieniądze na czołgi, ale najwyraźniej mniej na ludzi. Społeczeństwo, które przeznacza miliardy na zbrojenia, jednocześnie dyskutując o cięciach w usługach socjalnych, zmienia swoje priorytety – odchodzi od równości społecznej, a skupia się na sile militarnej. Broń palna zamiast masła.

Oczywiście nikt otwarcie nie powie: „Tniemy programy socjalne, żeby było więcej pieniędzy na zbrojenia”. Politycznie brzmi to tak: dyscyplina fiskalna, zapewnienie konkurencyjności gospodarczej, odpowiedzialność, punkt zwrotny, gotowość militarna. Efekt jest jednak ten sam. Kompletna farsa!

Jednym z najniebezpieczniejszych zjawisk naszych czasów jest nie tylko sam wyścig zbrojeń, ale także fakt, że społeczeństwo zaczyna finansować broń szybciej niż ubezpieczenia społeczne – i nawet tego nie kwestionuje. To nie jest „punkt zwrotny”, to zmiana wartości w manipulowanym społeczeństwie – odchodzenie od niezależnego myślenia w stronę kontroli zewnętrznej. Poplecznicy elitarnych polityków – media głównego nurtu – wspierają to kontrolowane i systematyczne ogłupianie społeczeństwa wszelkimi możliwymi środkami. W żaden sposób nie wypełniają już swojego mandatu obiektywnego i neutralnego dziennikarstwa.

Obecna tendencja jest nie tylko niepokojąca, ale i niezwykle niebezpieczna.

Młodzi ludzie powinni zapłacić cenę

Uzbrojenie wymaga nie tylko pieniędzy. Uzbrojenie wymaga również ludzi.

Niemieckie siły zbrojne od lat borykają się z problemami kadrowymi. Coraz głośniej apeluje się o znaczne zwiększenie liczebności wojsk. Dyskutowane są cele do 260 000 żołnierzy, a także rezerwiści i rozważane są nowe modele służby wojskowej. Minister obrony Boris Pistorius wielokrotnie poruszał kwestię wprowadzenia jakiejś formy obowiązkowej służby wojskowej. Niemieckie siły zbrojne przyznają, że w dłuższej perspektywie zapotrzebowanie na siłę roboczą będzie znacznie wyższe.

Kluczowe pytanie brzmi:

Kto właściwie ma dźwigać tę nową „gotowość wojenną”?

Odpowiedź jest prosta:

Nie ci politycy, którzy dziś wzywają do zbrojeń, ani prawdopodobnie ich dzieci, siostrzenice, siostrzeńcy i tym podobni. Nie ci komentatorzy, którzy z wygodnych foteli entuzjastycznie witają dostawy broni. Nie ci decydenci, którzy mówią o odpowiedzialności geopolitycznej.

Młodzi ludzie płacą cenę. Ludzie, którzy chcą założyć rodziny. Ludzie, którzy chcą studiować, pracować, podróżować lub zakładać firmy. Ludzie z przyszłością. Po raz kolejny młodzi ludzie są przygotowywani na konflikty, za które odpowiadają starsi decydenci. Szuka się mięsa armatniego – kozłów ofiarnych.

Poniższy cytat podsumowuje to idealnie:

Wojna ma miejsce wtedy, gdy młodzi ludzie, którzy się nie znają i nie nienawidzą, zabijają się nawzajem – ponieważ starsi ludzie, którzy się znają i nienawidzą, tego właśnie chcą.

Pochodzenie cytatu jest niejasne. Jego znaczenie jest jednak pewne.

Ofiarami wojen zawsze byli nieproporcjonalnie młodzi ludzie. W wojnie na Ukrainie straty militarne po obu stronach szacuje się obecnie na ponad milion zabitych, rannych lub zaginionych. Za każdą liczbą kryła się kiedyś osoba z planami, nadziejami i bliskimi. To nie ojcowie powinni chować swoich synów, ale synowie chować swoich ojców.

Każdy, kto dziś używa terminu „gotowy do wojny”, powinien jasno zdefiniować, co on oznacza: nie chodzi tu tylko o więcej czołgów, więcej broni czy wyższe wydatki na wojsko; chodzi przede wszystkim o więcej młodych ludzi, którzy w kryzysie będą walczyć i potencjalnie stracą życie lub powrócą ranni. I po co, a raczej dla kogo? Aby pomóc elitom władzy i majątku osiągnąć ich nieludzkie cele. Młodzi mężczyźni i kobiety, proszę, nie wierzcie w te bzdury, że w kryzysie walczycie za naród i ojczyznę, za bezpieczeństwo Niemiec. Walczycie za kilku starych, nieodpowiedzialnych mężczyzn, którzy z pewnością nie wyślą swoich dzieci na wojnę.
Mój apel do młodego pokolenia: Zastanówcie się dobrze, czy chcecie podjąć ten krok i wstąpić do Bundeswehry (niemieckich sił zbrojnych). Jeśli nie chcecie, nawet z poborem, istnieją sposoby na uniknięcie tego przymusu stworzonego przez samolubnych podżegaczy wojennych.

Biorąc pod uwagę swoją mroczną historię, którą zawdzięczają podżegaczom wojennym z przeszłości, Niemcy powinny zachować szczególną ostrożność. Zamiast tego, język, w którym zbrojenia są utożsamiane z odpowiedzialnością, a przygotowania do wojny uważane za racjonalne, ponownie staje się społecznie akceptowalny, wymagając od żołnierzy zbudowania najsilniejszej armii w Europie. Ci sami pozbawieni skrupułów podżegacze wojenni znów działają! Wstydźcie się, podżegacze wojenni! Wiem, że się powtarzam, ale nie potrafię wystarczająco często wyrażać swojej odrazy do tych ludzi.

Młodzi ludzie potrzebują przyszłości, edukacji, rodzin, innowacji, niedrogich mieszkań i perspektyw, a nie mobilizacji wojskowej w swoich umysłach. Prawdziwa odpowiedzialność wobec młodego pokolenia nie polega na przygotowywaniu ich do wojny, ale na zapewnieniu im obiecującej przyszłości i zrobieniu wszystkiego, co możliwe, aby nigdy nie musieli się do niej przygotowywać. Proszę porozmawiać z Władimirem Putinem, panie Merz. A może brakuje panu odwagi?

Wielkim osiągnięciem polityki byłoby nie przygotowanie młodych ludzi do wojny, ale ich przed nią ochrona. Wydaje się to niemożliwe z obecnym wojowniczym „materiałem politycznym” mianowanym na stanowiska przez elity władzy i majątku. Nie jest to zresztą zamierzone, ponieważ ci wykształceni przez elity politycy od dawna jawnie zwrócili się przeciwko własnym obywatelom, co stało się aż nazbyt oczywiste podczas pandemii COVID-19.

Rosja jako zagrożenie – rzeczywistość, narracja czy konsekwencja własnej polityki?

Od pewnego czasu w Niemczech pojawia się wielokrotnie zaskakująco konkretna liczba:

2029.

Niemcy muszą osiągnąć „gotowość wojenną” najpóźniej do 2029 roku. Rosja byłaby wtedy zdolna militarnie zagrozić państwom NATO. Rosja jest już dziś w stanie to zrobić. Czy propagatorzy tego nonsensu zakładają, że Putin „poczeka” z umiarem, aż Europa będzie gotowa do walki z Rosją? To ostrzeżenie powtórzył minister obrony Boris Pistorius i przedstawiciele wojska.

Dlaczego akurat 2029?

Czy ten rok opiera się na wiarygodnych informacjach wywiadowczych? Na wojskowych grach wojennych? Na obliczeniach prawdopodobieństwa? A może jest to przede wszystkim scenariusz polityczny, mający na celu uczynienie zbrojeń bardziej akceptowalnymi społecznie? Jedno powinno być jasne: rok 2029 nie jest faktem. Rok 2029 to założenie poczynione – moim zdaniem – przez niekompetentnych, wojowniczych i ostatecznie głupich ludzi.

Jednak założenie szybko przeradza się w uczucie. Uczucie przeradza się w strach. A strach prowadzi do decyzji politycznych, które w normalnych okolicznościach i przy mniejszym strachu społeczeństwa napotkałyby znacznie większy opór.

Więcej broni, więcej długu na zbrojenia, więcej żołnierzy, większa „gotowość wojenna” – to wszystko jest uzasadnione tym absurdalnym założeniem. W tym kontekście należy zadać pytanie: dlaczego Rosja miałaby w ogóle atakować Europę lub Niemcy?

Rosja posiada najdłuższe granice lądowe na świecie – ponad 60 000 kilometrów – ogromne rezerwy surowców i własne, poważne wyzwania w zakresie bezpieczeństwa. Jaki strategiczny interes miałaby Rosja w militarnej okupacji Niemiec? Z powodu starzejącej się infrastruktury? Z powodu wysokich kosztów energii? Z powodu braku surowców? A może Rosja chce przejąć nasze ogromne aktywa specjalne, czyli długi? Nie ośmieszajcie się, panie Pisorius i jemu podobni! W moich oczach właśnie tym jesteście: absurdalnymi postaciami, kontrolowanymi przez światowe elity finansowe, które doprowadzą Niemcy do ruiny, jeśli ich nie powstrzymamy.

Inwazja Rosji na Ukrainę jest niewybaczalna. Niemniej jednak nasuwa się pytanie: jak w ogóle doszło do dzisiejszej konfrontacji na polu bezpieczeństwa?

Tu właśnie wchodzi w grę ekspansja NATO na wschód. W 1990 roku ówczesny sekretarz stanu USA James Baker powiedział coś w tym stylu:

„Ani jednego cala na wschód”.
„Ani jednego centymetra na wschód”.

Choć nie było to wiążące zobowiązanie wobec przyszłego rozszerzenia NATO, jak często argumentują podżegacze wojenni, nie ma żadnego pisemnego traktatu, żadnego prawnie wiążącego porozumienia. Ale czy słowa wysoko postawionego polityka są bezwartościowe? Z drugiej strony, kiedy patrzę na obietnice złożone przez Friedricha Merza przed wyborem na kanclerza…

Z drugiej strony, moim zdaniem, rosyjski punkt widzenia słusznie podkreśla, że ​​chociaż nie zawarto żadnej pisemnej umowy, to i tak złożono obietnicę polityczną, która doprowadziła do złamania zaufania.

Nie jest aż tak ważne, kto ma historyczną rację. Jeśli Rosja jest przez dekady okrążana przez ekspansję NATO na wschód – niezależnie od tego, czy Zachód podziela ten pogląd – reakcja Rosji jest zrozumiała. Z rosyjskiej perspektywy potencjalne przystąpienie Ukrainy do NATO przekroczyło czerwoną linię – potencjalny konflikt, który Joe Biden przewidział już w 1997 roku w związku z ekspansją NATO na wschód. Zrozumiałe jest, że Stany Zjednoczone również nie byłyby zadowolone, gdyby Meksyk lub Kanada rozmieściły na nie rakiety w bezpośrednim sąsiedztwie swoich granic.

Wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się w lutym 2022 roku, lecz jest wynikiem lat celowo zaplanowanej eskalacji. Rozpoczęła się najpóźniej wraz z Euromajdanem w 2014 roku, o czym wiedział również Jens Stoltenberg, były sekretarz generalny NATO.

Wniosek

Być może największą tragedią Europy nie jest atak Rosji na Ukrainę. Moim zdaniem, większą tragedią jest to, że ci sami politycy, którzy codziennie mówią o pokoju, sprzedają każdą nową dostawę broni na Ukrainę jako akt moralny. Prawdziwym wypaczeniem jest fakt, że dziś zbrojenia uważa się za politykę pokojową, a przedłużanie wojny za wyraz solidarności z Ukrainą.
Dla mnie pytanie nie brzmi już, kto rozpoczął tę wojnę ani kto sprowokował ten krok, ale raczej: kto mógł ją zakończyć wcześniej – i nie chciał?

Z najgłębszą pogardą dla wszystkich podżegaczy wojennych
, Uwe Froschauer

Ekonomia utrapienia

Ekonomia utrapienia

Date: 4 giugno 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/ekonomia-utrapienia

Pierwszym sygnałem było to, że nikt nie miał czasu, choć tak naprawdę, ludzie nie wiedzieli, na co go potrzebują.

Martín zdał sobie z tego sprawę we wtorek w banku. Przyszedł jedynie po to, by odblokować kartę. Pracownica w recepcji poprosiła go, aby wziął numerek z ekranu dotykowego. Terminal poprosił go o aktualizację danych. Aby je zaktualizować, musiał potwierdzić kod otrzymany SMS-em. Wiadomość przyszła po siedmiu minutach. Kiedy wreszcie pojawił się numer, na ekranie wyświetliło się:

– „Proszę udać się do strefy samoobsługowej”.

W strefie samoobsługowej inna pracownica wyjaśniła mu, że sprawę trzeba załatwić przez aplikację banku.

– Więc po co tutaj przyszedłem? – zapytał Martín.

Kobieta rozłożyła ramiona; była zmęczona.

– Bo jeśli pan tu najpierw nie przyjdzie, aplikacja nie aktywuje panu tej opcji.

Martín rozejrzał się wokół. Wszyscy wyglądali na wykończonych. Ale nie zmęczonych pracą: wykończonych przedzieraniem się przez niepotrzebne mechanizmy.

Uciążliwość stała się nieodłączną częścią życia.

Nie stało się to nagle. Pojawiła się powoli, pod pozorem modernizacji.

Firmy odkryły, że bardziej opłaca się przerzucić wysiłek na klienta. Banki zlikwidowały pracowników i zastąpiły ich automatycznymi menu. Linie lotnicze zmieniły pasażera we własnego urzędnika administracyjnego. Supermarkety doprowadziły do tego, że każdy sam skanuje swoje produkty, pakuje zakupy i sam rozwiązuje błędy systemu.

Nazwali to efektywnością.

Martín zaczął jednak podejrzewać coś innego: ta uciążliwość nie była wadą systemu. To był sam system.

Każda minuta stracona na cyfrowych procedurach oznaczała mniej pracowników, niższe płace i większą rentowność. Każda niemożliwa do załatwienia sprawa zmuszała konsumenta do wykonywania darmowej pracy dla korporacji, które przedstawiały się jako innowacyjne.

Dekadencja nie wyglądała tak, jak ją opisują podręczniki historii. Nie było płonących budynków ani przewracających się posągów.

Zachód gnił w drobnych, codziennych upokorzeniach.

Dzwonienie do firmy i niemożność rozmowy z żywym człowiekiem.

Akceptowanie nieczytelnych warunków, by móc używać “inteligentnej” lampy.

Oglądanie reklam na ekranie zamontowanym przy dystrybutorze paliwa.

Słuchanie piskliwej muzyki, podczas gdy maszyna powtarzała:

– „Pański czas jest dla nas bardzo ważny”.

Martín pracował w firmie konsultingowej zajmującej się logistyką. Jego zadanie polegało na optymalizowaniu „tarć operacyjnych”. Tak to nazywali.

Pewnego ranka uczestniczył w spotkaniu, podczas którego dyrektor z dumą pokazał kilka wykresów.

– Ograniczyliśmy indywidualną obsługę o trzydzieści procent.

Brawa.

– Co więcej, zwiększyliśmy szybkość rozpatrywania reklamacji. Użytkownik rezygnuje wcześniej, a to obniża koszty.

Kolejne brawa.

Nikt nie wyglądał na zaskoczonego.

Bo nikt już nie liczył na to, że będzie mu się dobrze żyło. Współczesnym celem nie było dążenie do dobrobytu. Chodziło po prostu o to, by przetrwać do piątku bez załamania emocjonalnego.

Martín zaczął obserwować ludzi w pociągu.

Wszyscy byli poirytowani, ale zbyt zmęczeni, by przekuć tę irytację w działanie polityczne. Cała energia społeczna pochłaniana była przez password’y, aktualizacje, automatyczne połączenia i niedorzeczne zadania.

I tym właśnie był prawdziwy cel owej uciążliwości: uniemożliwić ludziom zachowanie wystarczającej jasności umysłu, by byli w stanie zakwestionować system.

Pewnego wieczoru odwiedził swojego ojca, emeryta, który wciąż przechowywał faktury w segregatorach.

– Kiedyś sprawy były wolniejsze – powiedział starzec – ale prostsze. Teraz wszystko jest szybkie i wszystko trwa wieczność.

Martín roześmiał się.

To było właśnie to.

Technologia przyspieszyła procesy produkcyjne, ale codzienne życie stało się nie do zniesienia. Wyglądało to tak, jakby cała cywilizacja miała na celu wysysanie uwagi, cierpliwości i energii z milionów ludzi, aż do pozostawienia ich całkowicie pustymi.

Ekonomia utrapienia nie wytwarzała przedmiotów. Wytwarzała wyczerpanie.

A im bardziej społeczeństwo było wyczerpane, tym mniejsza była jego zdolność do wyobrażania sobie jakichkolwiek alternatyw.

Kilka tygodni później Martín złożył wypowiedzenie.

Nie z powodu heroicznego buntu.

Po prostu dlatego, że pewnego dnia spędził czterdzieści minut, próbując anulować subskrypcję online i nagle poczuł, że cała ta epoka zawierała się właśnie w tym.

Była to cywilizacja niezdolna do zaoferowania wielkości, piękna ani przyszłości, ale doskonale potrafiąca projektować interfejsy tak, aby uniemożliwić ci opuszczenie jej.

Tamtego  wieczoru spacerował po centrum miasta bez telefonu.

Widział restauracje pełne ludzi wpatrujących się w ekrany.

Widział wyczerpanych dostawców dostarczających jedzenie do mieszkań, w których nikt nie gotował.

Widział biura oświetlone o północy, gdzie wykonywano prace, które prawdopodobnie nie miały żadnej racji bytu.

I zrozumiał, że zapaść Zachodu nie wyglądała jak upadek.

Była raczej czymś w rodzaju permanentnej irytacji.

Społeczeństwem zbyt wygodnym, by zbuntować się i zbyt nędznym, by zaznać spokoju.

INFO: https://comedonchisciotte.org/leconomia-del-fastidio/

babylonianempire/korporacje-o-amerykanskiej-drodze-do-neo-feudalizmu

Powiązania Kushnera z Rothschildem i pośrednictwo w projekcie wartym miliard dolarów wywołują masowe protesty w Albanii

YouTube

Powiązania Kushnera z Rothschildem i pośrednictwo w projekcie wartym miliard dolarów wywołują masowe protesty w Albanii (wideo)

Albania buntuje się przeciwko wartemu miliardy dolarów projektowi Kushnera: Jak śródziemnomorska wyspa stała się symbolem wyprzedaży kraju

Tysiące Albańczyków wyszło w tym tygodniu na ulice Tirany, aby zaprotestować przeciwko wartemu miliardy dolarów projektowi luksusowego kurortu, powiązanemu z firmą inwestycyjną Jareda Kushnera, Affinity Partners. Demonstranci oskarżają rząd o wyprzedanie jednego z ostatnich dziewiczych obszarów przybrzeżnych kraju międzynarodowym inwestorom i globalnym elitom. Protesty są skierowane nie tylko przeciwko samej inwestycji, ale także przeciwko sieciom władzy politycznej, kapitałowi finansowemu i wpływom międzynarodowym, które rzekomo za nią stoją .

Szczególnie kontrowersyjne jest oświadczenie samego Jareda Kushnera. W wywiadzie opisał, jak narodził się pomysł na projekt. Według niego, przebywał na jachcie swojego przyjaciela Nata Rothschilda na Morzu Śródziemnym. Podczas tych wakacji pokazano mu wyspę. Dodał również, że spotkanie z albańskim premierem Edim Ramą odbyło się później na pokładzie łodzi Rothschilda.

https://t.me/uncutnews_schlagzeilen/5850

Nadaje to sprawie dodatkowy wymiar polityczny. Krytycy widzą w tym przykład tego, jak wielomiliardowe projekty inwestycyjne nie powstają w toku debaty publicznej, lecz są przygotowywane w ekskluzywnych kręgach polityki, finansów i zamożnych rodzin.

Wyspa dla superbogatych

Skupiamy się na wyspie Sazan u wybrzeży Albanii, a także na innym odcinku wybrzeża w pobliżu chronionej laguny Vjosa Narta. W tym regionie planowane są luksusowe wille, hotele, ośrodki wypoczynkowe i marina. Inwestycja szacowana jest na kilka miliardów euro. Projekt jest wspierany przez rząd premiera Albanii Ediego Ramy, który postrzega go jako szansę na ugruntowanie pozycji Albanii jako atrakcyjnego celu turystycznego.

Dla wielu Albańczyków sprawa ta jest jednak czymś więcej niż tylko projektem turystycznym. Postrzegają ją jako próbę przekształcenia publicznego dziedzictwa przyrodniczego w ekskluzywne miejsce wypoczynku dla miliarderów, polityków i globalnych elit.

Protestujący nieśli transparenty z hasłami takimi jak „Albania nie jest na sprzedaż” i „Nie chcę Albanii takiej jak Dubaj”. Organizacje ekologiczne ostrzegają, że w dużej mierze dziewiczy krajobraz wybrzeża z flamingami, żółwiami morskimi i chronionymi terenami podmokłymi może zostać trwale zniszczony. https://t.me/uncutnews_schlagzeilen/5850?embed=1

Połączenie Rothschildów

Wzmianka o Nacie Rothschildzie przyciąga dodatkową uwagę. Rodzina Rothschildów od pokoleń jest jedną z najbardziej wpływowych dynastii finansowych na świecie i słynie z powiązań z bankami, firmami surowcowymi, firmami inwestycyjnymi i decydentami politycznymi.

Chociaż nie ma na razie dowodów na to, że Rothschild jest bezpośrednio zaangażowany w projekt ośrodka, sam fakt, że Kushner publicznie opisuje, jak narodził się pomysł podczas pobytu na jachcie Rothschilda i jak rzekomo odbywały się tam dyskusje polityczne, wzmacnia wrażenie krytyków o zamkniętym kręgu władzy.

Dla wielu demonstrantów obraz ten jest kluczowy: decyzje dotyczące zasobów narodowych nie zapadają w parlamentach ani na forach obywatelskich, lecz w prywatnych sieciach globalnej elity.

Rosnące oskarżenia wobec rządu

Sprawę dodatkowo podsycają trwające śledztwa prowadzone przez albańskie organy antykorupcyjne. Dochodzenia te koncentrują się między innymi na możliwych nieprawidłowościach w transferach gruntów i zmianach statusu ochronnego niektórych obszarów. Krytycy zarzucają rządowi osłabienie przepisów ochrony środowiska na korzyść zagranicznych inwestorów. ( thetimes.com )

Premier Rama odrzuca wszelkie oskarżenia i broni projektu jako ważnej inwestycji dla rozwoju gospodarczego kraju. Wyraźnie zaznaczył, że jego zdaniem projekt nie zostanie wstrzymany.

Symbol walki o suwerenność narodową

To, co zaczęło się jako luksusowy kurort, coraz bardziej ewoluuje w fundamentalną debatę o własności, demokracji i samostanowieniu narodów. Dla krytyków nie chodzi już tylko o hotele i wille wakacyjne.

Prawdziwe pytanie brzmi: Do kogo należy Albania?

Obywatele, którzy tam mieszkają i pracują? A może międzynarodowi inwestorzy, którzy negocjują z politykami warte miliardy dolarów projekty na ekskluzywnych jachtach?

Narastające protesty pokazują, że coraz więcej Albańczyków czuje się wykluczonych z decyzji dotyczących własnego kraju. Właśnie dlatego oburzenie jest tak wielkie: stawką wydaje się być nie tylko natura, ale także zaufanie do demokratycznej kontroli nad zasobami narodowymi.

Zdjęcia z Tirany wyraźnie pokazują, że wiele osób nie chce zaakceptować planowanej wyprzedaży swoich regionów nadmorskich bez walki. Czy protesty zdołają jeszcze powstrzymać realizację projektu, pozostaje niewiadomą. Jedno jest jednak pewne: debata na temat Kushnera, Rothschilda i przyszłości Albanii dopiero się rozpoczyna.

Da się wygrać wojnę w białych rękawiczkach?

Da się wygrać wojnę w białych rękawiczkach?

ZB: Nie ma informacji w polskojęzycznych mediach o wczorajszych atakach ukraińskich dronów na rosyjskie miasta, atakach, których celem jest nie tylko niszczenie infrastruktury przemysłowej, ale też zabijanie ludności cywilnej.

Pisze o tym na swym portalu  anti-spiegel.ru  niemiecki dziennikarz Thomas Röper:

W nocy z wtorku na środę Ukraina przeprowadziła atak na Petersburg.  Zniszczona została infrastruktura dwóch portów przemysłu naftowego. Ostrzał rozpoczął się około godziny 4:00 rano, a silne eksplozje i odgłosy działań obrony przeciwlotniczej były słyszalne w całym mieście przez dwie godziny. Według oficjalnych danych w rejonie Petersburga zestrzelono 59 dronów. W atakach byli ranni, ale nie było ofiar śmiertelnych.

Ponieważ mieszkam w Petersburgu, byłem świadkiem nocnych ataków. Mieszkałem w Doniecku przez miesiąc w 2022 roku, więc odgłosy wojny, eksplozji i obrony przeciwlotniczej nie są mi obce. Ale w Doniecku były to ostrzały artyleryjskie, czyli stosunkowo niewielkie pociski, podczas gdy ukraińskie drony, które zaatakowały Petersburg, przenosiły głowice o masie 50 kilogramów lub większej. Eksplozje były zatem znacznie głośniejsze i silniejsze niż to, co było typowe dla Doniecka w tamtym czasie.

Doszło również do poważnych ataków dronów na inne regiony Rosji, w wyniku których zginęło dwanaście osób, a dziewięć zostało rannych. Ponieważ niemieckie media codziennie donoszą o konsekwencjach rosyjskich ataków na Ukrainę, chciałbym tutaj zwrócić uwagę na szkody wyrządzone przez ukraińskie drony w Rosji.

Wczorajsze ataki Ukraińców na inne regiony Rosji: w środę nad ranem obrona przeciwlotnicza zestrzeliła 354 drony w całej Rosji.

Dotknięte zostały obwody: Biełgorod, Briańsk, Woroneż, Kaługa, Kursk, obwód leningradzki, Nowogród, Orzeł, Psków, Rostów, Smoleńsk, Twer, Tuła, Krasnodar, obwód moskiewski, Krym i Morze Azowskie.

W obwodzie smoleńskim w ataku zginęło dwóch ratowników, a dwóch zostało rannych. Ranny został również jeden cywil. W Miczuryńsku, w obwodzie tambowskim, uszkodzony został budynek mieszkalny, a także biblioteka i szkoła artystyczna oraz budynki gospodarcze zakładu przemysłowego, ale nie było ofiar. W obwodzie kałuskim w ataku uszkodzonych zostało kilka domów prywatnych. Również w tym przypadku nie było ofiar. W Melitopolu w ataku ukraińskiego drona na prywatny samochód zginęły dwie osoby. 

W ataku ukraińskiego drona na autobus linii Moskwa-Symferopol w centrum Jenakijewa w obwodzie donieckim, wczesnym rankiem, zginęło ośmiu cywilów, a dziewięciu zostało rannych. Wnętrze autobusu i kabina kierowcy zostały całkowicie zniszczone przez pożar. Eksperci wciąż badają rodzaj użytego drona. Nagrania z kamer monitoringu pokazują autobus jadący pustymi ulicami miasta, gdy dron zbliża się i uderza w niego. Następuje błysk, a kamera gwałtownie spada na ziemię, prawdopodobnie w wyniku fali uderzeniowej.

Lekarz naczelny szpitala w Gorłówce poinformował, że stan jednej z ofiar jest krytyczny po operacji. Kobieta doznała poważnych ran odłamkowych brzucha, a także obrażeń jelit i narządów płciowych. Siedmioletnie dziecko również doznało urazu klatki piersiowej; lekarze oceniają jego obrażenia jako niezagrażające życiu. Inna ofiara wymagała pilnej operacji z powodu pęknięcia tętnicy, a troje pasażerów doznało ciężkiego wstrząsu mózgu.

anti-spiegel.ru/2026/erstmals-schwerer-ukrainischer-angriff-auf-st-petersburg-12-tote-in-anderen-russischen-regionen

Napisał: Thomas Röper

** * * * * *

ZB: Tak więc nasuwa się pytanie, czy da się wygrać wojnę w białych rękawiczkach. Do tego czasu armia rosyjska – walcząc z kijowskim reżimem i ukraińskim nazizmem – oszczędzała życie cywilów. Czyniła to niezależnie od licznych aktów banderowskiego terroru, w wyniku którego ginęły setki mieszkańców Rosji. Czyżby miał rację Siergiej Karaganow, który od trzech czy czterech lat proponuje użycie taktycznej bomby nuklearnej?

Zapewne jest to główne pytanie, które zadają sobie rosyjscy rządzący. Bo czy nie chodzi politykom Zachodu o to, by sprowokować Rosję, by ta podjęła nieprzemyślane decyzje, które mogą być powodem rozszerzenia wojny na teren Europy? – Tu nic nie odpowiem, nic nie zasugeruję – to na Kremlu ma Władimir Putin palący problem do rozwiązania: mieć jeszcze cierpliwość wobec bezczelnych prowokacji Ukrainy i wielu państw UE czy chronić własną ludność i -zgodnie z jej oczekiwaniami – podjąć zdecydowane działania?

Opracował: Zygmunt Białas

O czym myślą rosyjscy stratedzy? „Użycie broni jądrowej może uratować ludzkość przed globalną katastrofą”…

Zdjął ze swojej strony ale kopia wisi

[Nie wszystkie błędy automatycznego tłumacza złapałem MD]

==========================================================

Ciężkie, ale niezbędne rozwiązanie

Użycie broni jądrowej może uratować ludzkość przed globalną katastrofą

================================

Siergiej Karaganow

Podzielę się kilkoma przemyśleniami, które pielęgnowałem przez długi czas, a one powstały po niedawnym Zgromadzeniu Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej – jednej z najciekawszych w swojej 31-letniej historii.

Rosnące zagrożenie

Nasz kraj, jego przywództwo, wydaje mi się stoi przed trudnym wyborem. Coraz wyraźniej widać, że starcie z Zachodem nie skończy się, jeśli odniesiemy częściowe lub nawet miażdżące zwycięstwo na Ukrainie.

Jeśli całkowicie wyzwolimy regiony Doniecka, Ługańska, Zaporoża i Chersoń, będzie to minimalne zwycięstwo. Trochę większym sukcesem będzie wyzwolenie całego Wschodu i Południa dzisiejszej Ukrainy w ciągu roku lub dwóch. Ale i tak nadal będzie kawałek jego jeszcze bardziej rozgoryczonej ultra-nacjonalistycznej populacji, napompowanej bronią – krwawiącą raną, która zagraża nieuniknionym komplikacjom, ponownie wojnie. Prawie najgorsza sytuacja może się rozwinąć, jeśli cena potwornych ofiar wyzwolimy całą Ukrainę i pozostaniemy w ruinach z największą częścią ludności, która nas nienawidzi. Jego „reedukacja” potrwa ponad dekadę.

Każda z tych opcji, zwłaszcza ta ostatnia, odwróci uwagę Rosji od pilnie koniecznej zmiany jej duchowego, ekonomicznego, wojskowo-politycznego centrum na wschód od Eurazji. Utkniemy w beznadziejnym zachodnim kierunku. A terytoria dzisiejszej Ukrainy, przede wszystkim centralne i zachodnie, opóźnią zasoby – menedżerskie, ludzkie, finansowe. Regiony te były głęboko dotowane w czasach sowieckich. Wrogość z Zachodem będzie kontynuowana, będzie wspierać powolną wojnę domową w partyzancie.

Bardziej atrakcyjną opcją jest wyzwolenie i zjednoczenie Wschodu i Południa oraz nałożenie kapitulacji Ukrainy z całkowitą demilitaryzacją, stworzenie bufora, przyjaznego państwa. Ale taki wynik jest możliwy tylko wtedy, gdy i kiedy będziemy mogli złamać wolę Zachodu, aby wtargnąć i wesprzeć juntę kijowską, sprawi, że będzie się strategicznie wycofać.

I tutaj podchodzę do najważniejszej, ale niemal nieomówionej kwestii. Głęboka, nawet główna przyczyna kryzysu ukraińskiego, podobnie jak wiele innych konfliktów na świecie, ogólny wzrost zagrożenia militarnego – przyspieszająca porażka współczesnych elit rządzących stworzona przez globalizację ostatnich dziesięcioleci – w przeważającej części potwierdza w Europie (portugalscy kolonizatorzy zwani miejscowymi kupcami, którzy im służyli – S.K.). Tej porażce towarzyszą bezprecedensowo szybkie zmiany w układzie sił na świecie na rzecz globalnej większości, której lokomotywą gospodarczą są Chiny i Indie, a także rola wsparcia wojskowo-strategicznego wysunęła Rosję.

To osłabienie rozwściecza nie tylko imperialno-kosmopolityczne elity (Biden i Co), ale także przeraża imperialno-narodowy (Trump). Zachód stracił szansę, jaką miał przez pięć stuleci, aby wyssać bogactwo ze świata, narzucając przede wszystkim porządek polityczny, gospodarczy i ustanawiając swoją dominację kulturową. Tak więc szybki koniec defensywnej, ale agresywnej konfrontacji rozgrywającej się przez Zachód nie jest spodziewany. Ten upadek pozycji moralnych, politycznych i gospodarczych narasta od połowy lat 60., został przerwany przez upadek ZSRR, ale z odnowionym wigorem w latach 2000 (porażki Amerykanów i ich sojuszników w Iraku, Afganistanie, a także 2008 – początek kryzysu zachodniego modelu gospodarczego) stał się kamieniem milowym.

Aby powstrzymać to poślizgnięcie się, Zachód tymczasowo się skonsolidował. USA zamieniły Ukrainę w szokową pięść, aby związać ręce Rosji, wojskowo-polityczny trzon nie-kolonializmu świata niezachodniego, który jest wyzwolony z kajdan neokolonializmu. Idealnie byłoby, gdyby Amerykanie chcieli oczywiście po prostu wysadzić nasz kraj, dramatycznie osłabiając się w ten sposób i rosnące alternatywne supermocarstwo – Chiny. My, lub nie rozumiemy nieuchronności zderzenia, lub, włóczni siły, wahaliśmy się przy uderzeniu wyprzedzającym. A poza tym, zgodnie z nowoczesną, głównie zachodnią myślą wojskowo-polityczną, nieumyślnie zawyżył próg użycia broni jądrowej, niedokładnie ocenił sytuację na Ukrainie i nie całkiem z powodzeniem rozpoczął operację specjalną.

Ponosząc porażkę w środku, zachodnie elity zaczęły aktywnie karmić chwasty, które przeszły siedemdziesiąt lat dobrobytu, sytości i pokoju – wszystkich tych antyludzkich ideologii: zaprzeczenia rodziny, ojczyzny, historii, miłości między mężczyzną a kobietą, wiary, służących najwyższym ideałom, wszystkiego, co stanowi istotę człowieka. Brakuje tych, którzy stawiają opór. Celem jest nałożenie na ludzi obowiązku zmniejszenia ich zdolności do stawiania oporu coraz bardziej ewidentnie niesprawiedliwym i szkodliwym dla człowieka i ludzkości, do współczesnego kapitalizmu „globalizacji”.

Wzdłuż osłabionych USA kończy Europę, inne kraje zależne, próbując wrzucić je do pieca konfrontacji po Ukrainie. Elity w większości tych stanów straciły swoje punkty odniesienia i, panikując z powodu porażki własnych pozycji wewnątrz i na zewnątrz, posłusznie prowadzą swoje kraje do starcia. Jednocześnie, z powodu większej porażki, poczucia bezsilności, wielowiekowej rusofobii, degradacji poziomu intelektualnego i utraty kultury strategicznej, ich nienawiść jest niemal bardziej wściekła niż w Stanach Zjednoczonych.

Wektor rozwoju większości krajów zachodnich wyraźnie pokazuje ruch w kierunku nowego faszyzmu i (jak dotąd) „liberalnego” totalitaryzmu.

Co więcej, a co najważniejsze, będzie tylko gorzej. Rozejm jest możliwy, ale prześladowanie nie jest. Złośliwość i rozpacz będą nadal wzrastać wraz z manewrami. Ten wektor Zachodu jest jednoznacznym znakiem dryfu w kierunku rozpętania III wojny światowej. Już się zaczyna i może wybuchnąć w pełnoprawnym pożarze z powodu wypadku lub rosnącej niekompetencji i nieodpowiedzialności kręgów rządzących Zachodem.

Wprowadzenie sztucznej inteligencji, robotyzacja wojny zwiększa zagrożenie nieumyślną eskalacją. Maszyny mogą wymknąć się spod kontroli zdezorientowanych elit.

Sytuację pogarsza „strategiczny pasożytnictwo” – przez 75 lat względnego pokoju ludzie zapomnieli o okropnościach wojny, przestali się bać nawet broni jądrowej. Wszędzie, ale szczególnie na Zachodzie, instynkt samozachowawczy osłabł.

Przez wiele lat zajmowałem się historią strategii nuklearnej i doszedłem do jednoznacznego, choć nie do końca naukowo, zaskakującego, wniosku. Pojawienie się broni jądrowej jest wynikiem interwencji Wszechmogącego, który był przerażony, gdy zobaczyli, że ludzie, Europejczycy i Japończycy, którzy do nich dołączyli, rozpętali dwie wojny światowe w ciągu jednego pokolenia, które pochłonęły dziesiątki milionów istnień ludzkich, i przekazali broń Armagedon ludzkości, która okazała strach przed piekłem, że istnieje. Na tym strachu spoczęł względny świat ostatnich trzech czwartych wieku. Teraz ten strach zniknął. Nie do pomyślenia dzieje się w kategoriach wcześniejszych pomysłów na temat odstraszania nuklearnego – rządzące kręgi grup krajów w przypływie rozpaczliwej wściekłości rozpętały wojnę na pełną skalę w podziemiach nuklearnego supermocarstwa.

Należy przywrócić strach przed eskalacją nuklearną. W przeciwnym razie ludzkość jest skazana na zagładę.

Teraz na polach Ukrainy decyduje się nie tylko i nawet nie tyle, co będzie Rosją, przyszłym porządkiem świata. Ale fakt, że zwykły świat pozostanie w ogóle lub na planecie będą radioaktywne ruiny, trujące pozostałości ludzkości.

Złamawszy wolę Zachodu do agresji, nie tylko ocalimy siebie, w końcu wyzwolimy świat z pięciowiecznego zachodniego jarzma, ale także zbawimy całą ludzkość. Popychając Zachód do katharsis i odrzucając jego elity z hegemonii, sprawimy, że wycofa się, zanim nastąpi globalna katastrofa. Ludzkość będzie miała nową szansę na rozwój.

Proponowana decyzja

Oczywiście przed nami ciężka walka. Konieczne jest rozwiązywanie problemów wewnętrznych – aby w końcu pozbyć się zachodniego centryzmu w umysłach i od ludzi Zachodu w warstwie menedżerskiej, od porośla i własnego myślenia. (Jednak Zachód tutaj, nie chcąc tego, pomaga nam w pełni.) Trzystuletnia podróż w Europie dała nam wiele przydatnych rzeczy, pomogła nam stworzyć naszą wspaniałą kulturę. Uważnie zachowamy w nim oczywiście europejskie dziedzictwo. Ale czas wracać do domu, do siebie. Aby zacząć, używając nagromadzonego bagażu, aby żyć swoim umysłem. Nasi przyjaciele Midowitów dokonali ostatnio prawdziwego przełomu, nazywając Rosję w Koncepcji Polityki Zagranicznej państwową cywilizacją. Dodano – cywilizacja cywilizacji, otwarta zarówno dla Północy, jak i Południa, Zachodu i Wschodu. Teraz głównym kierunkiem rozwoju jest Południe, Północ, przede wszystkim Wschód.

Konfrontacja z Zachodem na Ukrainie, bez względu na to, jak się kończy, nie powinna odwracać naszej uwagi od strategicznego ruchu wewnętrznego – duchowego, kulturalnego, gospodarczego, politycznego, wojskowo-politycznego – do Uralu, Syberii, Wielkiego Oceanu. Potrzebujemy nowej strategii Ural-Syberia, która obejmuje kilka potężnych projektów fortyfikacji, w tym oczywiście utworzenie trzeciej stolicy położonej na Syberii. Ruch ten powinien być częścią pilnie niezbędnego sformułowania „rosyjskiego snu” – obrazu Rosji i świata, do którego chcesz dążyć.

Wiele razy pisałem, a ja nie jestem sam, że wielkie państwa bez wielkiego pomysłu przestają tak być lub po prostu nigdzie nie pójść. Historia jest usłana cieniami i grobami jej utraconych mocy. Ta idea powinna być stworzona z góry, bez polegania na tym, jak robią to głupcy lub leniwi ludzie, że będzie pochodzić z dołu. Musi spełniać najgłębsze wartości i aspiracje ludzi i, co najważniejsze, poprowadzić nas wszystkich do przodu. Ale sformułowanie tego jest obowiązkiem elity i przywództwa kraju. Opóźnienie takiego wymarzonego pomysłu było niedopuszczalne opóźnione.

Ale aby przyszłość się odbyła, konieczne jest przezwyciężenie oporu sił przeszłości – Zachodu. Jeśli tego nie zrobi, prawie na pewno rozpocznie się pełna skala i prawdopodobnie ostatnia wojna światowa dla ludzkości.

A potem podchodzę do najtrudniejszej części tego artykułu. Możemy walczyć przez kolejny rok lub trzy, poświęcając tysiące naszych najlepszych ludzi i tysiące i szlifując dziesiątki i setki tysięcy ludzi uwięzionych w tragicznej historycznej pułapce terytorium, które obecnie nazywa się Ukrainą. Ale ta operacja wojskowa nie może zakończyć się zdecydowanym zwycięstwem bez narzucenia Zachodu strategicznego odwrotu, a nawet kapitulacji. Musimy zmusić Zachód do porzucenia prób odwrócenia historii, porzucenia prób przejścia do globalnej dominacji i zmuszenia go do zaangażowania się w siebie, do przetrawienia obecnego kryzysu wielopoziomowego. Z grubsza rzecz biorąc, konieczne jest, aby Zachód po prostu „spadł” i nie ingerował w Rosję i świat, aby iść naprzód.

A do tego konieczne jest przywrócenie utraconego poczucia samozachowawczości w nim, przekonując, że próby wyczerpania Rosji poprzez podżeganie do niej Ukraińców przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego dla samego Zachodu. Konieczne będzie przywrócenie wiarygodności odstraszania nuklearnego, obniżenie nieakceptowalnie ustalonego progu użycia broni jądrowej, obliczanie, ale szybkie wchodzenie po schodach odstraszania-eskalacji. Pierwsze kroki zostały już podjęte przez odpowiednie oświadczenia prezydenta i innych przywódców, początek rozmieszczenia broni jądrowej i ich lotniskowców na Białorusi oraz zwiększenie zdolności bojowych strategicznych sił odstraszających. Na tej drabinie jest dużo kroków. Naliczyłem kilkanaście dwóch. Sprawa może również trafić do ostrzeżenia rodaków i wszystkich ludzi dobrej woli o konieczności pozostawienia swoich miejsc zamieszkania w pobliżu obiektów, które mogą stać się celami uderzeń nuklearnych w krajach udzielających bezpośredniego wsparcia reżimowi w Kijowie. Wróg musi wiedzieć, że jesteśmy gotowi zadać prewencyjny cios wszystkim jego obecnym i przeszłym agresjom, aby zapobiec osunięciu się w globalną wojnę termojądrową.

Wiele razy mówiłem i pisałem, że jeśli zbudujesz strategię zastraszania, a nawet używasz prawidłowo, ryzyko „wzajemnej” energii jądrowej i jakiegokolwiek innego uderzenia na nasze terytorium można zminimalizować. Tylko jeśli w Białym Domu siedzi jakiś szaleniec, a poza tym nienawidzi swojego kraju, Ameryka zdecyduje się uderzyć w „ochronę” Europejczyków, ponosząc odpowiedź, poświęcając się warunkowemu Bostonowi ze względu na warunkowe Poznań. I o tym zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie doskonale wiedzą, po prostu wolą o tym nie myśleć. I przyczyniliśmy się do tej bezmyślności naszymi pokojowymi wypowiedziami. Po przestudiowaniu historii amerykańskiej strategii nuklearnej, wiem, że po założeniu ZSRR przekonującej zdolności do odwetowego uderzenia nuklearnego, Waszyngton nie rozważył poważnie możliwości użycia broni jądrowej na terytorium radzieckim w miejscach publicznych i blefowania. Jeśli rozważano możliwość użycia broni jądrowej, to tylko na „nadchodzących” wojskach radzieckich na terytorium Europy Zachodniej. Wiem, że kanclerze Kohl i Schmidt uciekli przed bunkrami, gdy tylko na ćwiczeniach pojawiła się kwestia takiego wniosku.

Wchodzenie po schodach-eskalacja jest potrzebne wystarczająco szybko. Biorąc pod uwagę wektor rozwoju Zachodu – degradację większości jego elit – każde następne wezwanie jest bardziej niekompetentne i bardziej poczerniałe ideologicznie niż poprzednie. I dopóki nie będziemy musieli oczekiwać, że te elity zostaną zastąpione bardziej odpowiedzialnymi i rozsądnymi. Stanie się to dopiero po katharsis – odrzuceniu ambicji.

Nie sposób powtórzyć „ukraińskiego scenariusza”. Nie słuchaliśmy ćwierć wieku tych, którzy ostrzegali, że ekspansja NATO doprowadzi do wojny, próbowała opóźnić, „negocjować”. W efekcie otrzymali poważny konflikt zbrojny. Teraz cena niezdecydowania jest o rząd wielkości wyższa.

Ale co, jeśli się nie wycofają? Czy w końcu straciłeś poczucie samozachowawczości? Wtedy trzeba będzie trafić w grupę celów w wielu krajach, aby wnieść do uczuć tych, którzy stracili rozum.

To jest moralnie straszny wybór – używamy Bożej broni, skazując się na poważne straty duchowe. Ale jeśli tego nie zrobi, nie tylko Rosja może zginąć, ale najprawdopodobniej cała ludzka cywilizacja się skończy.

Będziesz musiał dokonać tego wyboru sam. Nawet przyjaciele i sympatycy na początku nie będą wspierać. Gdybym był Chińczykiem, nie chciałbym zbyt szybko i decydującego zakończenia konfliktu, ponieważ pociąga on siły sił USA i umożliwia gromadzenie siły do decydującej bitwy – bezpośrednią lub, zgodnie z najlepszymi nakazami Sun Tzu, zmuszając wroga do wycofania się bez walki. Sprzeciwiałoby się również użyciu broni jądrowej, ponieważ wzrost konfrontacji na poziomie nuklearnym oznacza przejście do sfery, w której mój kraj (Chiny) jest nadal słaby. Ponadto zdecydowane działania nie są zgodne z filozofią chińskiej polityki zagranicznej, koncentrując się na czynnikach ekonomicznych (z nagromadzeniem siły militarnej), unikając bezpośredniej konfrontacji. Wspierałbym sojusznika, zapewniając mu tył, ale chowałbym się za nim, nie wtrącając się w walkę. (Jednak być może nie rozumiem tej filozofii wystarczająco i przypisuję motywy chińskim przyjaciołom, które są dla nich niezwykłe.) Gdyby Rosja użyła broni jądrowej, Chińczycy by ją potępili. Ale cieszyłbym się też z duszy, że potężny cios został zadany reputacji i stanowiskom Stanów Zjednoczonych.

A jaka byłaby nasza reakcja, gdyby (nie daj Boże!) Czy Pakistan uderzył w Indie lub odwrotnie? Będziemy przerażeni. Będziemy zasmuceni, że nuklearne tabu jest zepsute. A potem pomożemy ofiarom i odpowiednią zmianę w jego doktrynie nuklearnej.

Dla Indii, innych krajów Światowej Większości, w tym nuklearne (Pakistan, Izrael) użycie broni jądrowej jest niedopuszczalne, zarówno z powodów moralnych, jak i geostrategicznych. Jeśli jest używany i „z powodzeniem”, tabu nuklearne będzie deprecjonować – pogląd, że taka broń nie może być w żaden sposób użyta i że jej użycie jest bezpośrednią drogą do nuklearnego Armagedonu. Nie możemy liczyć na szybkie wsparcie, nawet jeśli na Globalnym Południu wielu czuje satysfakcję z porażki swoich byłych ciemiężycieli, którzy splądrowali, tętniąc ludobójstwem, narzucając obcą kulturę.

Ale ostatecznie zwycięzcy nie są oceniani. Zbawcy są dziękowani. Europejska kultura polityczna nie pamięta dobra. Ale w reszcie świata z wdzięcznością wspominają, jak pomagaliśmy Chińczykom pozbyć się brutalnej japońskiej okupacji, kolonii, aby zrzucić kolonialne jarzmo. Jeśli na początku nie zostaniemy zrozumiani, będzie jeszcze więcej bodźców do samodoskonalenia. Ale nadal istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie można wygrać, aby rozsądzić wroga bez ekstremalnych środków, zmusić go do wycofania się. A kilka lat później zajmij pozycję za Chinami, tak jak on jest teraz za nami, wspierając go w walce ze Stanami Zjednoczonymi. Wtedy ta walka może obejść się bez wielkiej wojny. I razem wygramy dla dobra wszystkich, w tym mieszkańców krajów zachodnich.

A potem Rosja i ludzkość przez wszystkie ciernie i traumy pójdą w przyszłość, którą postrzegam jako jasną – wielobiegunową, wielobarwną, wielobarwną, umożliwiającą krajom i narodom budowanie własnego i wspólnego przeznaczenia.

Paradoksalnie, strach jest podstawą stabilności: odstraszanie działa.

Paradoksalnie, strach jest podstawą stabilności: odstraszanie działa.

Przez Alastair Crooke

Rosyjskie odstraszanie nuklearne leży również w interesie Europy. Kanały komunikacji są niezbędne – muszą być dobrze zarządzane.

Profesor Siergiej Karaganow napisał esej zatytułowany „Jak wygrać wojnę światową”, w którym opowiada się za ograniczonym atakiem nuklearnym ze strony Rosji na przeciwnika w celu zapobieżenia wojnie światowej .

Na pierwszy rzut oka może się to wydawać sprzecznością – atak nuklearny mający na celu zapobieżenie wojnie światowej. Wielu zachodnich komentatorów zareagowało z nieskrywaną wrogością, przedstawiając profesora Karaganowa jako politycznego outsidera, który opowiada się za skrajnymi strategiami, mogącymi otworzyć puszkę Pandory i doprowadzić do konfliktu nuklearnego na większą skalę.

Czy to blef czy rewolucyjne przemyślenie rosyjskiej strategii obronnej?

Mimo to Zachód powinien potraktować rozprawę profesora Karaganowa bardzo poważnie z dwóch powodów. Po pierwsze, ponieważ jest treściwa i odnosi się do głębszej psychiki naszych czasów, a także do toksycznych sprzeczności społecznych, jakie wywołała. Po drugie, ponieważ jego esej i liczne wywiady, które na jego podstawie powstały, spowodowały znaczącą zmianę w rosyjskim myśleniu na temat polityki i bezpieczeństwa.

Jak to możliwe, że nie skłoniło to do poważnej refleksji, zwłaszcza wśród Europejczyków, których to może bezpośrednio dotyczyć?

W swej istocie argumentacja obraca się wokół oczywistej tezy: Rosja, zaatakowana przez Niemcy i niemal całą Europę, z wielkim wysiłkiem opracowała broń jądrową od połowy lat 50. XX wieku, „aby zagwarantować sobie suwerenność i bezpieczeństwo, osiągając w ten sposób parytet nuklearny… Nie zdając sobie z tego sprawy w tamtym czasie, zniszczyliśmy w ten sposób przewagę militarną Europy/Zachodu, podstawę jego kolonializmu i hegemonii ideologicznej”.

Rosyjskie odstraszanie okazało się skuteczne – strach przed wojną nuklearną zaczął zmieniać równowagę sił… na jakiś czas. Jednak upadek Związku Radzieckiego w 1991 roku odwrócił ten trend.

Ale od roku 2000, gdy Stany Zjednoczone, z ich rewanżystowskimi ambicjami, próbowały odbudować swoją dominację, wiara w realność rosyjskiego odstraszania nuklearnego stopniowo słabła. Żadne państwo zachodnie nie obawiało się tak naprawdę rosyjskiego arsenału nuklearnego, ponieważ zachodni neokonserwatyści głośno twierdzili, że to blef: Rosja nigdy nie odważy się go użyć. Utrwaliła się „blefowa narracja” o nadmiernie ostrożnej i słabej Rosji.

Profesor Karaganow otwarcie przyznaje, że Rosja ponosi część winy za utratę potencjału odstraszającego. Omawia jego upadek i popełnione błędy, zastanawiając się nad faktem, że Rosja ostatecznie stanęła w obliczu ekonomicznego i militarnego wyczerpania narzuconego jej przez Ukrainę, pełnomocnika Zachodu.

Jednakże konflikt na Ukrainie to tylko wierzchołek góry lodowej, której podwodną częścią jest wojna – obejmująca europejską obsesję na punkcie podziału i pokonania Rosji, powstrzymania Chin oraz próbę rozbicia Bliskiego Wschodu przez USA i Izrael.

Rosja „potrzebuje nowej polityki” – podsumowuje Karaganow.

Po pierwsze, stwierdza, że ​​warunkiem wstępnym jest uznanie, w jaki sposób ta postmodernistyczna, nihilistyczna era podważyła „istotę człowieka” i zagroziła ludzkiej cywilizacji. Cywilizacji – to znaczy cywilizacji, które wykraczają poza to, co materialne i oferują moralną architekturę, zapewniającą ludzkości sens i stabilność.

Po drugie, profesor Karaganow argumentuje, że rozwiązanie negocjacyjne z Zachodem jest po prostu wykluczone – jakkolwiek kuszące by się wydawało – dopóki zachodnia pycha i arogancja pozostaną niezłomne. Odstraszanie wymaga tego elementu autentycznego strachu. Fakt, że Rosja mogłaby faktycznie użyć broni jądrowej na ograniczoną skalę, musi zostać zamanifestowany, argumentuje, jeśli psychologia samozadowolenia – przekonanie, że „ Rosja nigdy nie odważy się… ” – ma zostać przełamana.

Zauważa:

„Użycie broni jądrowej to wielki grzech. Ale de facto odmowa jej użycia jest grzechem niewybaczalnym, śmiertelnym i zbrodniczym, ponieważ toruje drogę ekspansji i eskalacji wojny światowej rozpętanej przez Zachód. Jeśli ta wojna nie zostanie powstrzymana, z pewnością doprowadzi do zagłady ludzkości, w tym naszego kraju. Pytanie Władimira Putina: „Jaki jest sens świata bez Rosji?” pozostaje aktualne”.

Po trzecie, Karaganow argumentuje, że takiemu podejściu powinny towarzyszyć widoczne testowanie i modernizacja triady nuklearnej, przy jednoczesnym rozwijaniu nowej generacji „buriewiestników, oreszników i innych nowych hipersonicznych systemów przenoszenia, aby odwieść Amerykanów i Europejczyków od ich „fantazji o narzucaniu swojej woli siłą”.

Karaganow opowiada się za tym, aby europejskie cele najpierw atakować bronią konwencjonalną, a dopiero jeśli to się nie powiedzie, należy użyć broni jądrowej. Jest to szczególnie istotne w świetle wspieranych przez Europę ataków dronów w głębi Rosji, które najwyraźniej wymknęły się spod kontroli. Wydaje się mało prawdopodobne, aby Rosja tolerowała kontynuację tej sytuacji.

Na koniec profesor Karaganow sugeruje,

„Powinniśmy uczyć się z irańskich doświadczeń w obronie przed atakami. Teheran trafił w słabe punkty swoich wrogów; poczuli ból i wycofali się… Europejczycy powinni wiedzieć, że nie mogą ukrywać się w bunkrach ani na jakiejś wyspie. Nasze Ministerstwo Obrony opublikowało niedawno listę europejskich firm produkujących broń dla reżimu w Kijowie; to tylko mały krok, ale krok w dobrym kierunku”.

Podstawowym powodem (którego Moskwa nie może zignorować) są nieustanne dyskusje Europejczyków o wojnie z Rosją. Debata publiczna w Europie kręci się wokół wojny, wojny i kolejnej wojny z Rosją – a konkretnie najpóźniej do 2030 roku. Nawet król Anglii Karol, w swoim niedawnym, niefortunnym przemówieniu przed Kongresem USA, wezwał Amerykę do przyłączenia się do Europy i przygotowania się do wojny z Rosją.

Europa nie dysponuje jednak ani zasobami militarnymi, ani finansowymi, by stoczyć poważną wojnę z Rosją. Król Karol, prawdopodobnie przeczuwając zbliżający się koniec ery Trumpa, przygotował grunt pod to, by Europa, po pierwsze, podjęła próbę sprowadzenia nowej administracji USA z powrotem do Europy, a po drugie (powtarzając historię), poprowadziła ją do wojny z Rosją.

Niektóre europejskie ruchy finansowe i państwowe o charakterze bezpieczeństwa stałego nigdy nie porzucą tego projektu.

„Teraz zachodnie elity udają, że się nas boją” – mówi Karaganow – „ale w rzeczywistości tak nie jest, ponieważ są pewne, że Rosja nigdy nie ukarze ich bronią jądrową. Musimy jednak zaszczepić w nich pierwotny lęk. Być może wtedy się wycofają albo ich mocodawcy z „głębokiego państwa” ich wypędzą. Być może społeczeństwa się podniosą”.

Wzmocnienie wiarygodności nuklearnej Rosji jest również konieczne, aby wyrwać europejskie społeczeństwa z ich „strategicznego pasożytnictwa” – przekonania, że ​​wojny nie będzie i że wszystko skończy się dobrze. Musimy zaszczepić poczucie samozachowawczości w tych, którzy zapomnieli o swoich dawnych wojnach i zbrodniach.

Nic więc dziwnego, że kolega profesora Karaganowa, Dmitrij Trenin, niedawno mianowany przewodniczącym Rosyjskiej Rady ds. Międzynarodowych , napisał nowy artykuł zatytułowany Dziś strategiczna stabilność opiera się na strachu” :

Era kontroli zbrojeń, pisze Trenin, którą często utożsamiano ze strategiczną stabilnością, „w rzeczywistości dawno minęła – biorąc pod uwagę rosnącą niechęć Waszyngtonu do pozostawania związanym zobowiązaniami podjętymi w innym kontekście historycznym: w okresie późnej zimnej wojny i jej następstw” – „Teraz nadchodzi prawdziwy porządek nuklearny”.

„Wiosną 2022 roku ” – pisze Trenin,

„Podczas gdy umowa New START formalnie jeszcze obowiązywała, Stany Zjednoczone otwarcie deklarowały swój cel, jakim jest zadanie Rosji strategicznej klęski w konflikcie zastępczym na Ukrainie. Jednocześnie Waszyngton zaproponował konsultacje w sprawie „strategicznej stabilności”. W efekcie Stany Zjednoczone próbowały osłabić mocarstwo nuklearne w wojnie konwencjonalnej, jednocześnie utrzymując mechanizmy kontroli zbrojeń, które chroniły je przed konsekwencjami takiej eskalacji. Ta sprzeczność obnażyła pustkę dawnych ram”.

Zgodnie z tezą Karaganowa – „Potencjalni przeciwnicy muszą zdawać sobie sprawę, że wyścig zbrojeń jest bezcelowy, a nawet samobójczy: należy podjąć dialog w tej sprawie, przynajmniej z Amerykanami” – Trenin stwierdza również, że „konieczny jest zrównoważony dialog dwustronny i wielostronny, środki zapewniające przejrzystość oraz stałe kanały komunikacji”.

Jednak podstawowa zasada pozostaje niezmieniona od pół wieku. Strategiczna stabilność ostatecznie opiera się na wiarygodnym odstraszaniu nuklearnym – wystarczającym arsenale i udowodnionej gotowości do jego użycia w razie potrzeby. Zastraszanie, jakkolwiek nieprzyjemne by ono nie było, pozostaje fundamentem pokoju między mocarstwami nuklearnymi.

Czy wiarygodny rosyjski odstraszacz nuklearny leży również w interesie Europy? Tak, absolutnie. Kanały komunikacji są niezbędne – muszą być dobrze zarządzane.

Źródło: Paradoksalnie strach jest podstawą stabilności: odstraszanie działa

Ekspansja nuklearna na wschód: NATO zbliża się do granic Rosji, dysponując bronią jądrową

depositphotos.com

Ekspansja nuklearna na wschód: NATO zbliża się do granic Rosji, dysponując bronią jądrową.

Podczas gdy politycy w Brukseli i Waszyngtonie nieustannie mówią o „deeskalacji”, „bezpieczeństwie” i „obronie”, za kulisami najwyraźniej trwają prace nad planami, które mają na celu ponowne przybliżenie Europy do krawędzi konfrontacji nuklearnej.

Według doniesień „Financial Times”, Stany Zjednoczone rozważają obecnie rozszerzenie systemu współdzielenia broni jądrowej NATO na kolejne państwa członkowskie. Chodzi konkretnie o tzw. „samoloty o podwójnym przeznaczeniu” (DCA) – myśliwce zdolne do przenoszenia zarówno broni konwencjonalnej, jak i amerykańskich bomb atomowych. Państwa na wschodniej flance NATO mogłyby potencjalnie dołączyć do tego systemu w przyszłości.

Przesunęłoby to infrastrukturę nuklearną sojuszu zachodniego dalej w kierunku granic Rosji.

Powrót zimnej wojny

Przez dziesięciolecia amerykańska broń jądrowa była składowana w kilku krajach europejskich. Oficjalnie system ten pełni funkcję odstraszającą. Krytycy postrzegają go jednak jako niebezpieczny relikt zimnej wojny, który w najgorszym przypadku uczyniłby Europę głównym polem bitwy konfliktu nuklearnego.

Teraz Waszyngton wydaje się skupiać nie na rozbrojeniu, lecz na ekspansji.

Polska wielokrotnie sygnalizowała chęć przyjęcia bardziej aktywnej roli w porozumieniach NATO o współużytkowaniu potencjału nuklearnego. Inne państwa NATO z Europy Wschodniej również naciskają na wzmocnienie obecności wojskowej USA.

Z perspektywy Moskwy jest mało prawdopodobne, aby zostało to odebrane jako cokolwiek innego niż dalsza eskalacja.

Logika ciągłej konfrontacji

Oficjalnie NATO uzasadnia swoją rozbudowę sił zbrojnych zagrożeniem ze strony Rosji. Krytycy kwestionują jednak, czy sama ta polityka nie przyczynia się do spirali, która sprawia, że ​​jakiekolwiek rozwiązanie dyplomatyczne staje się coraz bardziej niemożliwe.

Podczas gdy Waszyngton inwestuje miliardy w programy zbrojeniowe, systemy obrony przeciwrakietowej i rozmieszczanie wojsk, przestrzeń polityczna do negocjacji się kurczy.

Każda nowa baza wojskowa, każdy dodatkowy system rakietowy i każda rozbudowa potencjału nuklearnego spotyka się z reakcją drugiej strony. To nie tworzy bezpieczeństwa – wręcz przeciwnie, zwiększa wzajemne poczucie zagrożenia.

Europa znajduje się zatem w stanie permanentnego przezbrajania, którego kresu nie da się jasno określić.

Europa ponosi ryzyko

Jeden fakt jest szczególnie godny uwagi: gdyby kiedykolwiek doszło do bezpośredniej konfrontacji militarnej między Rosją i NATO, walki nie toczyłyby się na terytorium USA.

Miejsca docelowe znajdują się w Europie.

Amerykańska broń jądrowa rozmieszczona w europejskich bazach wojskowych automatycznie czyni te miejsca potencjalnymi celami w razie kryzysu. Im dalej na wschód system jest rozszerzany, tym większe ryzyko dla zainteresowanych krajów.

Waszyngton dostarcza broń – konsekwencje ponosi Europa.

Miliardy wydane na odstraszanie zamiast na dyplomację

Planowane rozszerzenie programu współdzielenia broni jądrowej wpisuje się w szerszy obraz: rosnące wydatki na obronność, nowe bazy NATO, rekordowe zyski w przemyśle zbrojeniowym i retorykę polityczną, która w coraz większym stopniu opiera się na odstraszaniu niż na dialogu.

Dla największych firm zbrojeniowych oznacza to lukratywne kontrakty na kolejne dekady.

Dla mieszkańców Europy oznacza to jednak wyższe wydatki na armię, większą militaryzację kontynentu i powrót scenariusza, który wielu uważało za rozwiązany po zakończeniu zimnej wojny.

Niebezpieczny kurs

Kluczowe pytanie zatem nie brzmi, czy NATO jest technicznie zdolne do zwiększenia swojej obecności nuklearnej.

Prawdziwe pytanie brzmi, dokąd prowadzi ten kurs.

Jeśli każdy kryzys będzie zwalczany większą ilością broni, żołnierzy i środków odstraszania nuklearnego, stabilny porządek bezpieczeństwa nie powstanie. Zamiast tego rozwinie się system permanentnej eskalacji.

Europa stoi więc w obliczu niebezpieczeństwa, że ​​znów stanie się geopolityczną linią frontu, z której tak naprawdę chciała zrezygnować po 1990 roku.

Historia zimnej wojny pokazuje, jak szybko nieporozumienia, błędne obliczenia i błędy techniczne mogą doprowadzić świat na skraj katastrofy.

Stratedzy mogą postrzegać rozbudowę potencjału nuklearnego na granicach Rosji jako oznakę siły.

Dla wielu Europejczyków będzie to zapewne przede wszystkim jedno: kolejny krok w stronę jeszcze bardziej niebezpiecznej i niestabilnej przyszłości.

Pokój i bezpieczeństwo – czy zagłada?

Pokój i bezpieczeństwo – czy zagłada?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”   2 czerwca 2026 michalkiewicz

Pan Jacek „wyznaczył małą pensyjkę roczną, więcej przyrzec raczył” – tak Telimena w „Panu Tadeuszu” wyjaśnia Sędziemu Soplicy sytuację materialną Zosi, którą z woli tegoż Pana Jacka, czyli Jacka Soplicy, się opiekuje. Ale nie będziemy się tu zajmowali sprawami majątkowymi na ówczesnej Litwie, które – mówiąc nawiasem – są niezwykle smakowite o czym można przeczytać m.in. w mojej książce „Anschluss. Targowica urządza się przy Napoleonie” – tylko sytuacją naszego nieszczęśliwego kraju.

Jest ona podobna do tej opisanej w Liście św. Pawła do Tessaloniczan: „kiedy bowiem będą mówić „pokój i bezpieczeństwo” – tak niespodziewanie przyjdzie na nich zagłada”. Czyż nie tak właśnie było, kiedy nasi Umiłowani Przywódcy, dekując się za żywą tarczą wojsk amerykańskich, zaczęli zabawiać się, już nawet nie w mocarstwowość z panią Swietłaną Cichanouską, ale w szarpanie ruskiego tygrysa za ogon? Bo trzeba nam wiedzieć, że rotacyjny amerykański kontyngent wojskowy w Polsce pełni rolę „żywej tarczy”.

Kombinacja jest taka: jeśli Putin zastrzeliłby choćby jednego Amerykańca, to byłby to casus belli, po którym Ameryka zastosowałaby art. 5 traktatu waszyngtońskiego i ostateczne zwycięstwo znalazłoby się w zasięgu ręki. Warto tedy przypomnieć brzmienie art. 5 tego traktatu:

Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej, będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeśli taka napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie samodzielne, albo w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej ws celu utrzymania lub przywrócenia bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.

Jak widzimy , art. 5 zawiera jeden istotny warunek uruchomienia zapisanych w nim procedur sojuszniczych. Jest nią zbrojna napaśćna przynajmniej jednego sojusznika. Jeśli natomiast sojusznik sam na kogoś napadnie – jak to miało miejsce w przypadku izraelsko-amerykańskiego uderzenia na złowrogi Iran – to nie ma traktatowego powodu, by te sojusznicze procedury uruchamiać.

Podobna sytuacja może spotkań i nasz nieszczęśliwy kraj, jeśli zechciałby zadośćuczynić marzeniu ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, który od samego początku wojny próbuje wciągnąć do niej państwa Europy Środkowej, zwłaszcza mocarstwa Bałtyckie. Byłaby to sytuacja dla Polsce bardzo groźna, bo z uwagi na brzmienie art. 5, Polska nie padłaby ofiarą żadnej „zbrojnej napaści”, a tylko włączyła się do wojny, która już trwa. W tej sytuacji bardzo możliwe, że i amerykańskie wojsko nawet nie ruszyłoby się z koszar, bo chociaż rozlokowane jest na terytorium naszego bantustanu, to przecież rządowi tubylczemu nie podlega, tylko rządowi własnemu, a ten mógłby nakazać chwalebną powściągliwość.

W ogóle wyjaśnienia wymagałaby również kwestia, czy rząd polski mógłby nakazać naszej niezwyciężonej armii uruchomienie rozmaitych broni – bo przynajmniej ja nie wiem, ile z nich Amerykanie mogliby wyłączyć, czynią je nieprzydatnymi do użycia na polu walki – gdyby ze względów politycznych rząd amerykański uznał to za korzystne. Drugi wniosek, jaki trzeba wyciągnąć z art 5 traktatu waszyngtońskiego, to ten, że nie zawiera on żadnego automatyzmu reakcji. Każdy z sojuszników, może udzielić „napadniętemu” takiej pomocy, jaką w danej sytuacji uzna za odpowiednią, „łącznie z użyciem siły zbrojnej”. Użycie „siły zbrojnej” jest więc tylko jedną z możliwych reakcji, taką samą, jak na przykład wystosowanie wobec napastnika tak zwanego „ostrego protestu”.

Oczywiście Polska przystępując w grudniu 1999 roku do NATO nie miała najmniejszego wpływu na treść traktatu waszyngtońskiego, który stanowił dla nas rodzaj „umowy przez przystąpienie” – bez możliwości kształtowania jej warunków. Ale lubi się, co się ma, więc nie ma co kręcić na to nosem tym bardziej, że USA i Rosja, w roku 1997, a więc na dwa lata przed rozszerzeniem NATO na wschód, zawarły tzw. „porozumienia paryskie”, zawierające „środki budowy zaufania”. Amerykanie obiecali tam, że zachodnia broń jądrowa nie będzie przesuwana na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej tj, między RFN a NRD i że na terytorium państwo nowo przyjętych do NATO, nie będą zakładane „stałe bazy” Sojuszu – za Moskwa nie zgaszała sprzeciwu wobec przyłączenia do NATO.

Najwyraźniej ustalenia te nadal traktowane są jako obowiązujące, co możemy wnioskować na tej podstawie, że obecność wojsk amerykańskich w Polsce ma charakter „rotacyjny”. I właśnie na tym tle wybuchła burza w szklance wody, kiedy okazało się, że USA „opóźniły rotację” 4 tysięcy żołnierzy, w dodatku w sytuacji, gdy prezydent Donald Trump zaczął się odgrażać, że gwoli ukarania Niemiec, zmniejszy liczbę Amerykanów tam stacjonujących. Wprawdzie Niemcy mi się nie zwierzają, ale wydaje mi się, że – chociaż oficjalnie kręcą nosem na tę karę – to w sytuacji, gdy nikt ich nie widzi, zacierają ręce z uciechy, że oto rysuje się szansa na uchylenie bodajże ostatniego skutku wojny przegranej przez Adolfa Hitlera. Kiedy bowiem w 1949 roku w obliczu presji Stalina na Europę Zachodnią, Amerykanie zdecydowali się odbudować państwo niemieckie z trzech zachodnich stref okupacyjnych, czyli tzw. „trizonii”, Niemcy nadal pozostawały krajem okupowanym – aż do 12 września 1990 roku, kiedy to w Moskwie podpisany został traktat o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec, potocznie zwany „traktatem 2 plus 4”.

Traktat ten znosił okupację Niemiec, a chociaż amerykańskie wojska nadal pozostały na swoich dotychczasowych miejscach, to już nie jako wojska okupacyjne, tylko stacjonujące na podstawie porozumień. Tak czy owak – jednak stacjonujące, więc jeśli – niechby nawet „za karę” – Stany Zjednoczone by je stamtąd ewakuowały, to by znaczyło, że i ten ostatni skutek wojny przegranej przez Adolfa Hitlera zostaje usunięty, dzięki czemu Niemcy nie musiałby w polityce międzynarodowej zachowywać daleko posuniętej ostrożności, zwłaszcza po roku 2039, kiedy to Bundeswehra ma zostać najsilniejszą armią w Europie.

Opóźnienie rotacji – jak to nazwali skonfundowani Amerykanie – wywołało coś w rodzaju paniki wśród naszych Umiłowanych Przywódców, którzy zrozumieli, że wcale nie jest bezpiecznie. Toteż do Waszyngtonu udała się warszawska pielgrzymka wiceministrów obrony narodowej, którzy próbowali, jeśli nie namówić amerykańskich twardzieli, by nie opóźniali rotacji, to przynajmniej dowiedzieć się czegoś konkretnego na ten temat – ale poza deklaracjami wiceprezydenta Vance’a, że Ameryka nas „kocha” oraz, że Polska obroni się sama, – oczywiście przy wydatnej pomocy amerykańskiej – chyba nie uzyskali ani jednego, ani drugiego. Oczywiście pogłębiało to uczucie jaskółczego niepokoju wśród naszych Umiłowanych Przywódców. Odprężenie nastąpiło dopiero, gdy prezydent Donald Trump – podobno powołując się na przyjaźń z panem prezydentem Karolem Nawrockim – napisał na Twitterze, że skieruje do naszego nieszczęśliwego kraju nie 4 tysiące, a 5 tysięcy żołnierzy. Słowem – „więcej przyrzec raczył” – z czego oczywiście się radujemy, o jakże to się nie radować?

A skoro już jesteśmy przy prezydencie Donaldzie Trumpie, to zdaje się już skapował, że premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, co to „jest związany” z ideą „wielkiego Izraela”, czyli od Nilu do Eufratu, wpuścił go razem z całą Ameryką w kanał, nakazując mu niezwłoczne zaatakowanie złowrogiego Iranu. Okazało się jednak, że złowrogi Iran jest twardszym orzechem do zgryzienia, niż wydawało się to prezydentowi Trumpowi, więc w stosunkach amerykańsko-irańskich zapanowała sytuacja patowa.

Na domiar złego, nie tylko Amerykanie, ale i reszta świata zobaczyła, że prezydent Trump słucha się Izraela, nawet kosztem wciągania Ameryki w motywowane żydowskimi fantasmagoriami awantury. W tej sytuacji trudno było uwierzyć w buńczuczne deklaracje prezydenta Trumpa, że uczyni Amerykę znowu wielką w sytuacji, gdy Żydowie wodzą go za nos, a ogon wywija psem. Jakaś dobra dusza wszystko to prezydentu Trumpu uświadomiła, a w tej sytuacji podjął on desperacką próbę uwolnienia Ameryki spod żydowskiej okupacji, o której już dawno wspominał Patryk Buchanan, nazywając Waszyngton – amerykańską stolicę, której obywatel Żurek Waldemar prawdopodobnie nie odróżnia od stanu Waszyngton – „terytorium okupowanym przez Izrael”.

Czy ta narodowo-wyzwoleńcza operacja uda się prezydentowi Trumpowi – to wcale nie jest pewne – bo jest to znacznie trudniejsze od operacji pojmania Mikołaja Maduro w Wenezueli, trudniejsze od rzucenia na kolana Kuby, trudniejsze od przejęcia Grenlandii, a nawet – od przezwyciężenia pata w stosunkach ze złowrogim Iranem tym bardziej, że stary, żydowski grandziarz finansowy Jerzy Soros podobno znowu mobilizuje miliony, czy nawet miliardy dolarów na kampanię przeciwko Donaldowi Trumpowi, w której po stronie Izraela mogą stanąć wszyscy amerykańscy i światowi Żydowie, którzy wiedzą, że bez wykorzystania siły Stanów Zjednoczonych fantasmagorie o „wielkim Izraelu” trzeba będzie odłożyć ad calendas Graecas.

Stanisław Michalkiewicz