Trump i „techno-prawica”. Czarne chmury nad światem

Trump i „techno-prawica”. Czarne chmury nad światem

Paweł Chmielewski


pch24.pl/trump-i-techno-prawica-czarne-chmury-nad-swiatem

Donald Trump odrzucając Kościół katolicki może utorować drogę dominacji tzw. techno-prawicy, czyli ludzi, którzy kategorycznie odrzucają katolicką antropologię. To umożliwia wyrafinowane zbrodnie…

Włoski socjolog religii Massimo Faggioli uważa, że zwrócenie się przez administrację Donalda Trumpa przeciwko katolickim wyborcom może mieć szczególne konsekwencje dla polityki tej administracji. Utoruje drogę tzw. techno-prawicy do zwiększenia wpływów w Białym Domu. Ludzie z tego środowiska mają tymczasem swój własny, quasi-religijny światopogląd – w swojej istocie fundamentalnie wrogi chrześcijaństwu.

Zbędna ludzka biomasa

Jako pierwszy na myśl przychodzi oczywiście Elon Musk, właściciel Tesli, SpaceX i X-a. Musk nie uznaje człowieka za ośrodek stworzenia – nie uznaje w ogóle żadnego stworzenia. Otwarcie deklaruje agnostycyzm, a na ludzkość patrzy wyłącznie w kategoriach materialistycznych. Do tego stopnia, że dopuszcza degradację człowieka do roli swoistej „biomasy”, która miałaby posłużyć sztucznej inteligencji jako punkt konieczny na drodze do rozwoju i osiągnięcia jakiejś super-świadomości cyfrowej. „Coraz więcej wskazuje na to, że ludzkość jest tylko biologicznym programem rozruchowym dla cyfrowej superinteligencji” – powiedział swego czasu Musk, a później chętnie cytował samego siebie.

Jego pogląd nazwałem kosmologią teleocyfrową. To rozumienie kosmosu jako nastawionego na osiągnięcie celu w postaci wytworzenia cyfrowej inteligencji. Pogląd jest dziwaczny choćby o tyle, że zupełnie nie wiadomo, skąd miałoby pochodzić akurat taki, a nie inne nadanie kosmosowi celu. Oznaczałoby to chyba, że w samą strukturę kosmosu wpisana jest celowość nastawiona na maksymalizację rozwoju inteligencji. Uzasadnienie takiego poglądu jest możliwe tylko poprzez własną wyobraźnię – albo interesy ekonomiczne.

Spójność wizji Muska jest zresztą mniej interesująca niż reperkusje jej podstawowego założenia, to znaczy antropologicznego redukcjonizmu. Człowiek jako „program rozruchowy” nie może być bytem obdarzonym szczególną godnością. Ma wartość o tyle, o ile służy rzekomemu celowi, czyli stworzeniu i utrzymaniu cyfrowej superinteligencji. Kosmologia Muska jest w efekcie kategorycznie niechrześcijańska i otwiera drogę do traktowania ludzi jak zwierząt. Amerykański miliarder wyciąga zresztą z tego praktyczne wnioski: jest przecież wielkim orędownikiem i zarazem praktykiem metody in vitro, która pozwala na „tworzenie” ludzi w laboratoriach.

Technologiczne przyspieszenie i rządy korporacyjne

Elon Musk nie jest, oczywiście, jedynym eksponentem środowiska techno-prawicy. To przede wszystkim przedsiębiorca Peter Thiel, filozof Nick Land czy programista Curtis Guy Yarvin, znany pod pseudonimem Mencius Moldbug.

Nick Land w 2021 roku opublikował książkę o szczególnym tytule – „Mroczne Oświecenie” (ang. „Dark Enlightenment”). Wskazywał na rodzącą się przyszłość świata: zdominowanego przez maszyny na skutek postępu technologicznego i rozwoju systemu kapitalistycznego. Koniecznością byłoby postawić na „przyspieszenie”, to znaczy podjąć zaawansowane prace na rzecz osiągnięcia tzw. „osobliwości technologicznej”. Według Landa demokracja została skompromitowana i zostanie w efekcie zastąpiona przez swoisty rząd korporacyjny, w którym uczestniczyć będą już nie tylko zwykli obywatele, ale po prostu najbardziej rozwinięte i produktywne siły w kraju.

Swego czasu sam J. D. Vance mówił, że czytał teksty Curtisa Yarvina dotyczące konieczności zwolnienia urzędników średniego szczebla i zastąpienia ich „naszymi ludźmi”, przekonując, że właśnie to powinien zrobić Trump. Yarvin widział w tym swoistą politykę „neokameralizmu” inspirowaną modelem administracji pruskiego króla Fryderyka II. W tej perspektywie rządy demokratyczne zostałyby po prostu zastąpione modelem korporacyjnym. W tej korporacji decydujący głos mieli „akcjonariusz”” mogący mianować dyrektora generalnego, czyli władcę kraju. Odpowiadałby wyłącznie przed nimi.

Technologia jako katechon

Łącznikiem pomiędzy Yarvinem i Landem a obecną administracją USA jest Peter Thiel. Thiel urodził się w Niemczech w protestanckiej rodzinie. Jego rodzice wyjechali do Kalifornii i tam też się wychował. Thiel jest współzałożycielem firmy finansowej PayPal. Jest szefem technologicznego giganta Palantir Technologies, zajmującej się zbieraniem danych.

W przestrzeni publicznej Thiel prezentuje się jako wierzący chrześcijanin, choć przyznaje, że ma dość nieortodoksyjne poglądy. Podpisał umowę z firmą zajmującą się kriogeniką, żeby po swojej śmierci zostać zamrożony w nadziei na wskrzeszenie w odległej przyszłości. Od dawna silnie interesuje się problemem nieśmiertelności, co kieruje go w stronę ideologii transhumanistycznej. Jest homoseksualistą, w przeszłości zaangażowanym w kampanie na rzecz ruchu LGBT.

To właśnie Peter Thiel stoi za polityczną karierą obecnego wiceprezydenta USA, J. D. Vance’a. Vance wysoko ceni sobie znajomość z Thielem, zarówno za sprawą dużych pieniędzy, które ten inwestował w jego kampanię, jak i wkładu intelektualnego w rozwój wizji politycznej Vance’a.

Thiel, tak jak Nick Land, wierzy w „technologiczne przyspieszenie”. – W ludziach najlepiej rezonują wezwania do wstrzymania postępu; w XVII w. mógłbym wyobrazić sobie antychrysta jako postać podobną do dr. Strangelove’a (szalonego naukowca rozpętującego wojnę atomową – red.), ale dzisiaj bardziej prawdopodobne, że przypominałby Gretę Thunberg – mówił w wywiadzie dla „New York Timesa”.

Innymi słowy – jak podsumował to na łamach „The Catholic Herald” publicysta Henry Mulgrave – Zachód w optyce Thiela może przetrwać tylko wtedy, kiedy  utrzyma stały marsz naprzód, rozumiany przede wszystkim jako przyspieszenie postępu technologicznego.  Technologia zostaje tu umieszczona w samym centrum cywilizacji – nie jest już tylko zwykłą materialną podstawą, ale jest istotą i sednem jej trwania. Co więcej, według Thiela… tylko postęp technologiczny może powstrzymać nadejście tego, co nazywa Antychrystem – czyli wszechwładnego, scentralizowanego superpaństwa, które miałoby całkowicie kontrolować ludzkość. Dążenie do postępu technologicznego miałoby chronić przed tyranią, bo stwarzałoby nieustanne problemy impetowi centralizacyjnemu, tak, że wszechwładza nie jest w stanie się skutecznie domknąć. Jak wynika z cytowanych słów Thiela, strach przed postępem technologicznym miałby czymś całkowicie negatywnym, zagrażającym cywilizacji. Odwracając tę myśl, pełną akceptację czy nawet entuzjazm dla nowych technologii należałoby uznać za jedynie słuszne, bo podtrzymujące cywilizację.

W tym punkcie koncepcja Thiela łączy się z „teorią” Elona Muska. Nawet jeżeli pod wieloma względami ich optyka wydaje się rozbieżna, to w istocie prowadzi do tego samego. Jeżeli postęp technologiczny należałoby bezwarunkowo przyspieszać i akceptować, to logicznie oznacza, że nie ma powodów by odrzucać takie rzeczy jak in vitro czy łączenie człowieka z maszyną celem zapewnienia większej wydajności mózgowi czy mięśniom. Dla Thiela prawo natury nie może być żadnym hamulcem: ostatecznie jako homoseksualista i człowiek, który chce się zamrozić, żeby później cieleśnie „zmartwychwstać”, nie może uważać go za nic rzeczywiście wiążącego…

Przestrzeń dla techno-prawicy

Wracam do myśli Massimo Faggiolego. Czy jest możliwe, że wizja, której hołdują Musk czy Thiel, znajdzie szerszy przystęp do Białego Domu? Prezydent Donald Trump nie wydaje się być wierzącym człowiekiem. Ten, kto przedstawia samego siebie jako Mesjasza, co Trump uczynił we wpisie z 12 kwietnia, w oczywisty sposób szydzi z Jezusa Chrystusa.

Amerykański prezydent alienuje się też od katolickich wyborców, obrażając papieża Leona XIV albo dopuszczając w swoim otoczeniu do głosu jawnie antykatolickich protestantów. Protestantyzm, teoretycznie będący chrześcijaństwem, nie jest odporny na zainfekowanie przez rozmaite ideologie. Historycznie można łatwo wykazać związek protestantyzmu z wielkimi świeckimi narracjami, choćby w Niemczech w III Rzeszy.

W dzisiejszych Stanach Zjednoczonych protestantyzm sprzągł się też z agresywnym syjonizmem. Wydaje się zatem możliwe, że postępujący rozdźwięk pomiędzy Trumpem a Kościołem katolickim utworzy próżnię, którą ktoś wypełni. Czy będą to rzeczywiście przedstawiciele „techno-prawicy”, zależy prawdopodobnie od wielu czynników, w tym od konkretnych wyzwań w polityce międzynarodowej, które będą absorbować uwagę Białego Domu.

Pozory dobra

Załóżmy jednak, że tak się rzeczywiście stanie, choćby ze względu na zależność ruchu MAGA od wsparcia techno-prawicy w sieci. Warto postawić pytanie, czy… może to przynieść coś dobrego. Ostatecznie techno-prawica jest krytyczna wobec znacznej części lewicowej agendy, wydaje się zatem w jakiejś przynajmniej mierze zdolna do realizacji dobra w polityce. Gołym okiem widać, że liberalna lewica doprowadza do uwiądu społecznego: zapaść demograficzna, hiperindywidualizm, hedonizm i inne problemy są ściśle związane z narracjami społecznymi z tego świata ideowego.

Techno-prawica, jako dążąca do optymalizacji funkcjonowania społeczeństwa, mogłaby pomóc w przezwyciężeniu tych problemów, na przykład promując dzietność i stabilność życia rodzinnego jako gwarancję lepszego porządku w państwie. Problem w tym, że takie założenie jest skrajnie nierealistyczne. Techno-prawica może być pomocna w wąskich aspektach, ale jej dominacja ideowa i polityczna niemal z konieczności doprowadzi do takiej lub innej poważnej patologii: to środowisko gruntuje na niekatolickiej i de facto wrogiej wobec człowieka wizji antropologicznej i kosmologicznej, a to nie może się dobrze skończyć. Głoszenie prymatu technologii nad prawem naturalnym czy zgoła wyższości świata cyfrowego nad światem ludzkim to prosta droga do katastrofy – o potencjalnie w istocie ludobójczym.

Paweł Chmielewski

==================================================

md 20 kwiecień 2026

Techno-prawica i lewica to jedna i ta sama bestia tylko w innym przebraniu…. To sprawnie jak na razie – na nasze nieszczęście – realizowana Agenda 2030. To plan depopulacyjny, żeby wybrana „elita” finansowa nowych technologii rządziła światem. Trwające wojny to tylko etap eksploatacji/osłabienia społeczeństw tak żeby wdrożyć zasadniczy plan zniewolenia. Dlatego moim zdaniem musimy walczyć o przetrwanie państwa jako struktury funkcjonowania społeczeństwa i patrzeć politykom na ręce !!!

[to ostatnie – to minimalizm stworzenia prowadzonego na rzeź. md]

BadaczTalmudu 20 kwiecień 2026

Od dawna tłumaczę, by nie obrażać kapitalizmu nazywając obecny system w USA kapitalizmem, choć ma redystrybucję PKB większą niż PRL Gierka… Obecny system gospodarczy i polityczny to początek FASZYZMU KORPORACYJNEGO – takiego lewackiego ustroju jak w filmach Robocop czy The Running Man itp. W Chinach rząd rządzi korporacjami i jak jakimś chińskim Zuckerbergom wydaje się, że jest inaczej, to rząd przycina im skrzydełka (vide Jack Ma) – w faszyzmie korporacyjnym jak w USA to korporacje ustanawiają rządy i mogą nielegalnie likwidować konta bankowe i w mediach społecznościowych nawet urzędującemu prezydentowi… Faszyzm korporacyjny jest możliwy dzięki monopolom, jakie zyskują korporacje a te monopole są możliwe dzięki korupcji parlamentarzystów, która umożliwia tworzenie barier uniemożliwiających powstanie konkurencji („prawa intelektualne”, systemy koncesyjne, „zagrożenie bezpieczeństwa kraju” itp. itd.). Dla przykładu – ktoś mógłby pomyśleć, że Microsoft jest firmą produkującą oprogramowanie, ale tylko 6% budżetu firmy idzie na rozwój oprogramowania a 60% idzie na… prawników. Gdyby takie „lewo” (lewackie „prawo”) jak teraz obowiązywało w czasach powstawania Microsoftu, ta firma nigdy nie mogłaby powstać – DOS naruszałby własność intelektualne CP/M, Excel naruszałby prawa VisiCalca itp. itd. Unia Europejska jest faszystowskim systemem stworzonym przez korporacje dla korporacji, gdzie skorumpowani parlamentarzyści i KE na zlecenie korporacji zakazali podatków obrotowych, za to wprowadzili system opodatkowania wszystkich, tylko nie korporacji, by było na dotacje w 3/4 wypłacane korporacjom i system prawny tak komplikujący małym i średnim firmom działalność, by nie mogły się rozwinąć a nie stanowiący większego problemu dla korporacji z ich mega-działami prawnymi, które kształtują prawodawstwo na Zachodzie. Teraz w UE (chwała Trumpowi, że odrobinę udało mu się to przykrócić w USA) trwa, ogłoszony w Davos, plan likwidacji resztek demokracji i wpływu obywateli na rządy, poprzez transferowanie władzy od wyborców do NGO, finansowanych przez korporacje i podatników wbrew swej woli i teraz takie prezydenty Miszalskie w Krakowie w d… mają wynik „konsultacji społecznych” a kierują się wytycznymi eko-oszołomskich NGO, wprost ogłaszając, że za SCT były „organizacje pozarządowe”, a te NGO oczywiście realizują politykę swoich korporacyjnych sponsorów. Tak samo jest na skalę kraju, czy całej UE. Rząd, zamiast kierować się zdaniem posłów i wyborców, do redagowania ustaw też zaprasza jakieś szemrane NGO, które do tego mają jakąś mafijną kryszę, bo gdy w ramach sponsorowanych protestów łamią prawo, blokując, niszcząc, napadając, to są bezkarne lub dostają symboliczne wyroki. :-)))

P.S. Pamiętajcie, banki i NGO to największy wróg wolności obywatelskich! Unikajcie ich i zwalczajcie na miarę swoich możliwości!

===========================================

Jacek Kaczmarski … 20 kwiecień 2026

Z krzyżowych wypraw przywożą herezje

Z zamorskich rejsów – szkorbut i syfilis

Na ból istnienia wdychają poezję

Kiedy przerasta ich to co odkryli

Budują miasta na pobojowiskach

W pobojowiska zamieniają miasta

Każda im gwiazda Zwiastowaniem błyska

I byle rafa okręty roztrzaska

Gloria…

Strażnika ognia uwiedzie Pandora

I świętokradztwo pomszczą faraoni

Rozpaczą dzisiaj co nadzieją wczoraj

Nie jest wymysłem klątwa, co skarb chroni

Sporządzą serum z jadu każdej żmii

A z główki maku truciznę wycisną

Z czaszek pradziadów amulet na szyi

A w głowach – tajfun bezsennych umysłów

Gloria…

Zniszczą – odtworzą, zbudują – połamią

Żadne się na nich nie znajdzie lekarstwo

Gdy skrzydła światła przypną już do ramion –

Poniosą w kosmos genialne bestialstwo

Gloria…

PS.

Proszę wsłuchać jak Autor śpiewa to „gloria,gloria” , jak można tak w jednym słowie i na jedną nutę zawrzeć „złowrogość, podziw i ambiwalentna nadzieję” .

„Europa wybrała wojnę” – Niebezpieczną droga samozniszczenia Zachodu.

Emmanuel Todd: „Europa wybrała wojnę” – francuski historyk dostrzega niebezpieczną drogę samozniszczenia Zachodu.

Emmanuel Todd jest jednym z najsłynniejszych francuskich historyków, demografów i antropologów naszych czasów. Międzynarodowe uznanie zdobył w latach 70. XX wieku dzięki swojej prognozie upadku Związku Radzieckiego. Jego prace na temat struktur rodziny, demografii i rozwoju społecznego uczyniły go jednym z najbardziej wpływowych francuskich intelektualistów.

Swoją najnowszą książką, „Klęska Zachodu”, Todd po raz kolejny wywołał gorące debaty. Opisuje w niej nie Rosję, Chiny czy Iran jako prawdziwe kryzysy naszych czasów, lecz Zachód, który jego zdaniem znajduje się w stanie politycznego, gospodarczego i kulturowego upadku.

W obszernym wywiadzie dla „Fréquence Populaire” Todd przedstawił wyjątkowo ponury obraz sytuacji w Europie, na Ukrainie i w systemie międzynarodowym.

„Europa wybrała wojnę”

Dla Todda sytuacja w Europie jest teraz jasna. „Europa wybrała wojnę” – mówi.

To nietypowa wojna. Państwa europejskie nie prowadzą jej same, lecz za pośrednictwem Ukrainy. Społeczeństwa europejskie nie są mobilizowane, ludność nie jest wysyłana na front, a jednocześnie państwa europejskie dostarczają broń, pieniądze i wsparcie polityczne.

Zdaniem francuskiego historyka Unia Europejska jest obecnie tak skupiona na konfrontacji z Rosją, że sama wojna stała się projektem kształtującym tożsamość.

Todd jest szczególnie krytyczny wobec roli Niemiec.

Jego zdaniem Francja i Wielka Brytania dysponują jedynie ograniczonym potencjałem militarnym i przemysłowym, natomiast Niemcy nadal dysponują znacznymi zasobami gospodarczymi i przemysłowymi. Zmiana kursu Niemiec pod rządami nowego rządu zmieniła zatem sytuację strategiczną.

Ukraina jako naród w stanie wojny

Todd twierdzi, że Ukraina osiągnęła punkt, w którym wojna sama w sobie stała się centralnym elementem jej tożsamości narodowej.

Miliony Ukraińców, którzy opuścili kraj, to przede wszystkim ci, którzy nie wierzyli już w zwycięstwo ani nie chcieli prowadzić normalnego życia. Pozostała jednak zasadnicza część społeczeństwa, która postrzega wojnę jako kwestię przetrwania.

„Ukraina istnieje w opozycji do Rosji” – wyjaśnia Todd. Dopóki Zachód będzie dostarczał broń, pieniądze i wsparcie, wojna będzie trwała.

Ujmuje to szczególnie drastycznie:

„Wygląda na to, że Europa i Stany Zjednoczone postanowiły walczyć do ostatniego Ukraińca”.

Rosja myśli w dekadach

Todd dostrzega zasadniczą różnicę w odmiennym pojmowaniu czasu przez strony konfliktu.

Podczas gdy zachodni politycy myślą w kategoriach cykli wyborczych, rosyjscy decydenci planują w ramach historycznych ram czasowych. Rosja, Chiny i Iran to państwa nastawione na długofalową przyszłość, gotowe przetrwać lata konfliktów.

Jego zdaniem rosyjskie władze nie czekają na zwycięstwo militarne na polu bitwy, lecz na polityczne i ekonomiczne konsekwencje polityki Zachodu.

„Rosjanie czekają teraz na ostateczny kryzys Unii Europejskiej”.

Gdyby Europa pogrążyła się w poważnym kryzysie gospodarczym lub politycznym, Ukraina zostałaby pozbawiona wsparcia, a istniejący system ukraiński mógłby się załamać.

Cieśnina Ormuz i drugi front

Todd nie postrzega Ukrainy i konfliktu z Iranem jako odrębnych kryzysów.

Stany Zjednoczone są obecnie zaangażowane na dwóch frontach jednocześnie: na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Jego zdaniem konflikt o Cieśninę Ormuz może mieć poważne konsekwencje gospodarcze. Rosnące ceny energii, wyższe koszty surowców i niedobory podstawowych produktów dotkną przede wszystkim sojuszników Stanów Zjednoczonych.

  • Europa
  • Japonia
  • Korea Południowa
  • Stany Zatoki Perskiej

Rosja i Iran mogłyby strategicznie wykorzystać ten rozwój sytuacji, nie dążąc przy tym do bezpośredniej eskalacji.

Zachód jako agresywny aktor

Szczególnie kontrowersyjne są wypowiedzi Todda na temat roli Zachodu.

Twierdzi, że społeczeństwa zachodnie działają obecnie znacznie agresywniej niż Rosja czy Chiny.

Prehistorię wojny na Ukrainie widzi w konflikcie w Donbasie i próbie militarnego podboju oderwanych regionów przez Kijów.

Na Bliskim Wschodzie określa Stany Zjednoczone mianem agresora.

„Prawda jest taka, że ​​mamy chory, skrajnie brutalny Zachód, który bardzo słabo radzi sobie ze swoim globalnym upadkiem”. Tym stwierdzeniem Todd fundamentalnie kwestionuje dominujący w zachodnich mediach obraz konfliktu.

Nihilizm Europy

Todd nazywa centralną koncepcję swojej analizy „nihilizmem”.

Odnosi się to do sytuacji politycznej i gospodarczej, w której państwa podejmują decyzje szkodzące ich własnym interesom.

Odnosi się do:

  • porzucenie taniej rosyjskiej energii,
  • obciążenia ekonomiczne ludności,
  • rosnące napięcia społeczne,
  • deindustrializacja Europy,
  • polityczne wyobcowanie elit ze społeczeństw.

Todd uważa, że ​​elity europejskie nie działają już w interesie własnego społeczeństwa.

„Nigdy nie jest jasne, czy nasi przywódcy słuchają Amerykanów, czy Niemców. Jedyne, co jest jasne, to to, że nie słuchają Francuzów”.

Strach przed eskalacją

Mimo krytyki polityki Zachodu Todd wielokrotnie podkreślał, że nie idealizuje Rosji, Chin ani Iranu.

Opisuje siebie jako myśliciela liberalnego i demokratycznego.

Jego największym zmartwieniem jest to, że państwa zachodnie mogą sprowokować eskalację, której same nie będą już w stanie kontrolować.

„Codziennie modlę się, żeby Rosjanie nie stracili odwagi”.

Todd opisuje w ten sposób paradoks obecnej sytuacji na świecie: zachodni intelektualista ma nadzieję, że geopolityczni przeciwnicy Zachodu będą postępować roztropniej niż jego własne rządy.

Świat w transformacji

Todd postrzega świat jako początek długiego okresu transformacji. Zachód traci siłę gospodarczą i demograficzną. Rosja, Chiny i Iran grają na czas. Społeczeństwa europejskie jednocześnie borykają się z problemami energetycznymi, zmianami demograficznymi i polaryzacją polityczną.

Czy jego przewidywania się sprawdzą, czas pokaże.

Pewne jest jednak, że Emmanuel Todd sformułował jedno z najbardziej radykalnych i zarazem najbardziej wpływowych stanowisk przeciwstawnych dominującemu na Zachodzie poglądowi na wojnę na Ukrainie i na porządek międzynarodowy.

Jego główne przesłanie brzmi:

Największym przeciwnikiem Zachodu może okazać się nie Rosja, Chiny czy Iran, ale jego własny kryzys polityczny, gospodarczy i społeczny.

Putin ostrzega Zachód: Rosja jest gotowa

Putin ostrzega Zachód: Rosja jest gotowa

24 czerwca 2026 przez Larry C. Johnson 34 komentarze

sonar21/putin-warns-the-west-russia-is-ready

Minęło trochę czasu, odkąd pisałem o Rosji i wojnie na Ukrainie, ale przemówienie Władimira Putina wygłoszone we wtorek (23 czerwca) na Kremlu do absolwentów rosyjskich wyższych akademii wojskowych i instytucji bezpieczeństwa (kadetów/oficerów) zasługuje na uwagę, ponieważ zawiera pośrednie, ale głębokie ostrzeżenie dla Zachodu.

Była to tradycyjna coroczna ceremonia, podczas której Putin przemawiał do najlepszych absolwentów wstępujących do sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa. Ponad 600 najlepszych absolwentów akademii wojskowych, wraz z profesorami i szefami odpowiednich agencji, zebrało się w Sali św. Jerzego Wielkiego Pałacu Kremlowskiego. Absolwenci reprezentowali nie tylko Ministerstwo Obrony, ale także Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB), Federalną Służbę Gwardii, Gwardię Narodową, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Komitet Śledczy i Federalną Służbę Więzienną.

Skupiam się na części przemówienia poświęconej zagrożeniu Zachodu, ponieważ sygnalizuje ona, że ​​Rosja, w reakcji na działania Zachodu, jest gotowa do wojny na większą skalę. Przemówienie miało spójną, czteroczęściową strukturę: Zachód kreuje zagrożenie; następnie oskarża Rosję o jego stworzenie; jest to powtarzający się historycznie schemat sięgający 1941 roku; a reakcją Rosji jest zarówno gotowość militarna, jak i oparta na zasadach alternatywna wizja porządku świata. Tym, co uczyniło to przemówienie najbardziej wyrazistym, było wyraźne stwierdzenie, że NATO przeszło od wsparcia zastępczego do otwartych przygotowań do bezpośredniej wojny – twierdzenie eskalujące, mające na celu przypomnienie absolwentom i szerszej publiczności o stawce, jaką niesie ich służba.

Centralny argument Putina miał charakter strukturalny, a nie konkretyzujący wydarzenia. Opisał plan działania Zachodu jako bardzo prosty: najpierw stwarzają zagrożenia dla Rosji, zmuszając ją do podjęcia działań niezbędnych do obrony i ochrony, a następnie natychmiast oskarżają Rosję o wszelkie grzechy śmiertelne, aby usprawiedliwić swoją dalszą agresywną politykę i agresywne działania wobec niej. To ujęcie – Rosja jako wieczny reaktor, nigdy inicjator – stanowi fundamentalne założenie, na którym opierają się wszystkie pozostałe argumenty w przemówieniu.

Putin dokonał wyraźnego rozróżnienia między przeszłymi a obecnymi zachowaniami Zachodu, co miało wyraźnie sygnalizować przekroczenie nowego progu. Stwierdził, że o ile w przeszłości państwa NATO ograniczały się do wspierania reżimu w Kijowie, który – jak scharakteryzował – doszedł do władzy nielegalnie, poprzez siłę zbrojną i zamach stanu, o tyle dziś Zachód otwarcie mówi o przygotowaniach do wojny z Rosją i zwiększa budżety na ofensywę wojskową. Na przykład kanclerz Niemiec Mertz wypowiadał się w tej sprawie bardzo otwarcie.

Putin twierdził, że aby uzasadnić te wydatki i radykalną militaryzację swoich krajów, przywódcy państw NATO i UE bezczelnie kłamią (moje słowa) na temat rzekomego zagrożenia militarnego ze strony Rosji.

Nad przemówieniem górowało wspomnienie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej… Przemówienie wygłoszono dzień po 85. rocznicy operacji Barbarossa . Putin jasno i jednoznacznie wskazał na tę paralelę. Argumentował, że nawet po zdradzieckim ataku na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 roku Zachód i hitlerowskie Niemcy próbowały oskarżyć Związek Radziecki i Stalina o agresję na to, co obecnie znamy jako „kolektywny Zachód”, i że zaskakujące jest, że pewne quasi-naukowe kręgi nadal poważnie to rozważają. Putin nie tylko odwoływał się do nostalgii za II wojną światową na użytek wewnętrzny. Wysunął konkretne twierdzenie epistemologiczne – tj. że zachodnia narracja o rosyjskiej agresji jest dziś strukturalnie identyczna z nazistowską propagandą, która głosiła, że ​​agresorem w 1941 roku był Związek Radziecki, i że oba są fałszywe z tej samej logiki.

Zdiagnozowawszy zagrożenie, Putin zaproponował swoją ideologiczną alternatywę. Podkreślił, że Rosja konsekwentnie opowiada się za równym i niepodzielnym bezpieczeństwem dla wszystkich, a cel ten można osiągnąć jedynie poprzez stworzenie wielobiegunowego systemu stosunków międzynarodowych i niezawodne zapewnienie bezpieczeństwa militarnego każdemu państwu. Na marginesie, zauważam, że Rosja i Chiny są obecnie zaangażowane w promowanie systemowej reorganizacji porządku światowego, odchodzącej od jednobiegunowości Zachodu w Zatoce Perskiej.

Putin nie przebierał w słowach… Oświadczył, że Rosja jest gotowa do szybkiej i odpowiedniej reakcji na wszelkie zagrożenia zewnętrzne i wewnętrzne oraz że zgodnie z Państwowym Programem Uzbrojenia, Rosja koncentruje się na modernizacji swojej triady nuklearnej i armii oraz wzmocnieniu zdolności bojowych Sił Powietrzno-Kosmicznych i Marynarki Wojennej. Wyraźne wspomnienie o triadzie nuklearnej w bezpośrednim kontekście dyskusji o przygotowaniach Zachodu do wojny z Rosją było dobitnym sygnałem dla Donalda Trumpa i reszty NATO.

Omawiając zagrożenie ze strony Zachodu, Putin pośrednio skrytykował nieskuteczność zachodniej presji gospodarczej. Stwierdził, że wszystkie osiągnięcia technologiczne i militarne są osiągane dzięki wykorzystaniu rosyjskiego potencjału naukowego i technologicznego, a wszystko to jest wspierane stałym finansowaniem, które jest możliwe dzięki stabilnej i odpornej gospodarce Rosji. Przypomniał kadetom, że zachodnie próby sparaliżowania Rosji zakończyły się niepowodzeniem i że Rosja stawiła czoła temu wyzwaniu, zwiększając produkcję, produkując nową broń i modyfikując istniejące systemy, aby stawić czoła nowym zagrożeniom.

Uważam, że przemówienie Putina było ostrzeżeniem dla Zachodu, że Rosja nie popełni tych samych błędów, które umożliwiły operację Barbarossa , i że jest gotowa stawić czoła NATO i pokonać je, jeśli to drugie nadal będzie umożliwiało ataki na naród rosyjski.


Wtorkowy poranek zacząłem z Leną i Ryanem w East Calling :

Aktualizacja strategiczna Larry'ego C. Johnsona, 23 czerwca 2026 r.

Dopóki trwają negocjacje, Nima chce odnieść się do najnowszych wydarzeń na froncie USA i Iranu:

Larry Johnson: „Nic innego niż całkowite odejście”: Prezydent Libanu stawia ultimatum w sprawie okupacji Izraela

Wracam do Mario i mojego cygara:

JD VANCE

Wieczór zakończył się występem Sulaimana Ahmeda:

NOWA TECHNOLOGIA WIELODRONOWA IRANU ATAKUJE SAMOLOT F-15, MUZUŁMAŃSKA KOALICJA ZASTĘPUJE IMPERIUM USA CIA Larrym Johnsonem

Oto Pepe z Panem Z, przekazujący wieści ze spotkania w Szwajcarii:

PILNE: ARABIA SAUDYJSKA WŁAŚNIE PORZUCIŁA AMERYKĘ - Czy pakistański parasol nuklearny obejmie teraz Arabię ​​Saudyjską?

Zachód prowadzi wojnę z zagranicznymi najeźdźcami, a rządy krajów zachodnich walczą z wyimaginowaną „zmianą klimatu”

Rządy zachodnie zagrażają obywatelom Zachodu

Zachód prowadzi wojnę z zagranicznymi najeźdźcami, a rządy krajów zachodnich walczą z wyimaginowaną „zmianą klimatu”.

Autor: JB Shurk, 12 czerwca 2026 r. lewrockwell/western-governments-endanger-western-citizens

Globalna klasa menedżerska, złożona z biurokratów, bankierów, polityków, szefów korporacji i organizacji pozarządowych, jest zdeterminowana, by podsycać chaos i przemoc w krajach zachodnich. W imię walki z wyimaginowanym chochlikiem „zmiany klimatu”, zakazują tanich form energii i popychają nas w stronę systemu śledzenia emisji dwutlenku węgla, który uzasadnia coraz bardziej inwazyjne formy masowej inwigilacji. W imię walki z egzotycznymi pandemiami, usprawiedliwiają masowe lockdowny, cyfrowe waluty banków centralnych i „paszporty szczepionkowe”. Twierdząc, że antropogeniczna „zmiana klimatu” powoduje nowe pandemie i obwiniając zachodnie społeczeństwa uprzemysłowione za powodowanie „zmiany klimatu”, globalna klasa menedżerska upiera się, że kraje zachodnie muszą zaakceptować „uchodźców klimatycznych” w ramach swojej ciągłej pokuty za przeszłe „grzechy” przemysłowe.

To wszystko to propaganda przesiąknięta ekskrementami, podszywająca się pod „naukę” i „cnotę”.

Co gorsza, wszystkie te absurdalne kłamstwa stanowią ciągły atak na narody Zachodu. Zastanówmy się, jak złośliwi są ci globaliści: spędzili co najmniej ostatnie półwiecze na straszeniu dzieci, wmawiając im, że nowoczesny przemysł nieuchronnie niszczy planetę. Jesteśmy zalewani masową histerią o „globalnym ociepleniu/ochłodzeniu/zmianach klimatu/ekstremalnych zjawiskach pogodowych” przez tak długi czas, że nie zdajemy sobie już sprawy, jak nikczemni są ci faszystowsko-ekologiczni, zwariowani propagandziści.

Gdyby obcy człowiek pojawił się w naszych domach, uciekł z naszymi dziećmi i spędził kolejne piętnaście lat, wmawiając im, że świat się kończy, bylibyśmy przerażeni. Nazwalibyśmy porywaczy „pedofilami” i „potworami”. Zrobilibyśmy wszystko, co w naszej mocy, by uleczyć umysły naszych dzieci.

Jednak w szkołach podstawowych w Kanadzie, Australii, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i całej Unii Europejskiej małe dzieci są uczone wierzyć w kłamstwo, że innowacyjność, produktywność, bogactwo materialne i przemysł to trucizny, które je wszystkie zabiją. To szaleństwo. A jeszcze większym szaleństwem jest to, że na to pozwalamy.

Oszustwo związane ze „zmianą klimatu” to wielki biznes. Kapitalizm kolesiowski działa najlepiej, gdy autorytarne rządy nakazują wszystkim zakup wiatraków, paneli słonecznych, energooszczędnych urządzeń  tego typu , urządzeń o zerowej emisji netto  tamtego . Kiedy politycy i biurokraci sprawiają, że produkcja czegokolwiek dla małych firm staje się horrendalnie droga, wielki biznes uzyskuje regulowany przez rząd monopol na całe sektory przemysłu. Te korporacyjne monopole oddają część łupów politykom, regulatorom i organizacjom pozarządowym, a wszyscy spiskowcy, którzy chcą zarabiać pieniądze, pozostają bogaci i szczęśliwi.

Kto traci? Przegrywa wolny rynek. Skoro tylko wielkie korporacje mogą sobie pozwolić na produkcję, innowacyjność w Europie przypomina tę w Afryce. Zwykli obywatele tracą, ponieważ skutecznie uniemożliwia im się wykorzystanie potencjału intelektualnego i siły fizycznej do tworzenia i sprzedaży nowych rzeczy, które generują dochód, kapitał i mobilność społeczną. Społeczeństwo traci, ponieważ rynek idei przekształca się w centralnie zarządzany kartel zarządzany przez kilka międzynarodowych domów inwestycyjnych.

Kto wygrywa? Wygrywa globalna klasa menedżerska.

Wszyscy ci centralni menedżerowie, którzy są zobowiązani do śledzenia i śledzenia każdego naszego ruchu i myśli, zależą od globalnego systemu, który przekształca istoty ludzkie oparte na węglu, wydychające cząsteczki związane z węglem z każdym oddechem, w jednostki rozliczeniowe, którymi należy zarządzać, programować i kontrolować w ramach niewypowiedzianej umowy społecznej globalizmu narzuconej obywatelom za „przywilej” życia. Komuniści, faszyści i różni podli autorytarni przywódcy z całego świata zjednoczyli się pod sztandarami inicjatyw „zerowej emisji netto” i wezwań do „ratowania planety”, ponieważ „ratowanie planety” daje im pretekst do monitorowania, karania, a nawet  eliminowania .

W końcu, jak „egoistycznym” musi być ktoś, by wierzyć, że jego pragnienia i potrzeby są ważniejsze niż „uratowanie planety” przed zniszczeniem? Totalitaryzm czerpie siłę z baśni, które uczą wartości pracy dla „większego dobra”, a każda z tych baśni jest z natury mordercza. Dla dobra „kolektywu” fanatycy „zielonego nowego ładu” wierzą, że  niektórzy ludzie muszą umrzeć!   To nie oni zgłoszą się na ochotnika do skoku do wulkanu ani nie dadzą się złożyć w ofierze w świątyni Majów. To oni wybiorą „niewiernych” do nadchodzącego rozlewu krwi „na zero emisji netto”.

A ta rzeź już się rozpoczęła! Jak u licha zdrowa osoba mogłaby usprawiedliwić przesiedlenie milionów mężczyzn w wieku poborowym z piekielnych otchłani Trzeciego Świata do rozwiniętych krajów Zachodu?

Nic w masowej migracji nie ma sensu, jeśli celem jest wzmocnienie państw przyjmujących. Ludzie zrzucani do Stanów Zjednoczonych i Europy nie mają żadnych umiejętności ani wykształcenia. Nie mówią po angielsku, francusku, szwedzku, duńsku, polsku, włosku, hiszpańsku ani niemiecku. Nie interesuje ich nauka tych języków. Nie interesuje ich asymilacja. Wolą przejmować historyczne wioski, oblewać szkoły, zamieniać kościoły chrześcijańskie w meczety, przekształcać sklepy w centrach miast w obce enklawy i centra czarnego rynku, gwałcić miejscowych i drenować finansowaną z podatków sieć zabezpieczeń społecznych. Tak jak pasożyty żerują na osłabionych żywicielach, aż w końcu ich zabijają, tak najeźdźcze armie obcych obywateli pożerają osłabione państwa Zachodu, aż zadają im ostateczny cios.

Oczywiście, nic z tego nie jest „politycznie poprawne”, gdy się to mówi na głos. Nasza globalna klasa menedżerska spędziła ostatnie trzydzieści lat wbijając nam do głowy nonsensowny refren: „Różnorodność jest naszą siłą!”. „Multikulturalizm” – równoczesne istnienie wielu różnych kultur – ma być lepszy od jakiejkolwiek pojedynczej kultury. Jak to ma sens? Czy generałowi łatwiej dowodzić wojskami, jeśli wszyscy żołnierze mówią różnymi językami? Czy mniejsze jest ryzyko buntu na okręcie wojennym, jeśli każdy marynarz wyznaje inne zwyczaje? Czy świątynia religijna spełnia swoją rolę, jeśli wszyscy jej członkowie modlą się do różnych bogów? Oczywiście, że nie. Bez wspólnych więzi kulturowych ludzie rzadko dobrze ze sobą współpracują.

Dlaczego zatem kraje zachodnie miałyby być przekształcane w mekki multikulturalizmu? Dlaczego racjonalna osoba miałaby świętować przekształcenie europejskich i amerykańskich miast w „strefy zamknięte”, gdzie plemiona różnych narodów walczą ze sobą o władzę i pozycję? Dlaczego zachodnie partie polityczne domagają się masowej amnestii dla milionów cudzoziemców? Jaki sens ma to wszystko, jeśli nie ma na celu zniszczenia poszczególnych krajów zachodnich?

A jeśli państwa zachodnie są atakowane, czyż nie wydaje się rozsądne, aby obywatele Zachodu przygotowali się do obrony? Wiceprezydent Vance  uważa, że  ​​mieszkańcy Zachodu powinni właśnie to zrobić. Po tym, jak człowiek z obcej kultury brutalnie  zamordował  brytyjskiego studenta Henry’ego Nowaka, Vance  potępił  świadomy wybór władz, by poświęcić rodzimego syna na ołtarzu wymuszonej „różnorodności”:

Henry Nowak zginął tak, jak umiera cywilizacja: porzucony, skuty kajdankami przez władze, które mu nie ufały ani się o niego nie troszczyły, i oskarżony o zbrodnie z nienawiści, których nie popełnił. Jego morderstwo jest równie tragiczne, co wściekłe. Powinien żyć i żyłby, gdyby ostatnie pokolenia europejskich elit przeciwstawiły się polityce nienawiści do samego siebie i masowej inwazji migrantów, z których wielu gardzi Zachodem i ludźmi, którzy go kochają. Henry nie był pierwszym, który tak niepotrzebnie stracił życie i obawiam się, że nie będzie ostatnim. Za każdym razem, gdy traci się życie takie jak jego, właściwą reakcją – jedyną reakcją – jest sprawiedliwy gniew.

W ciągu tygodnia od skazania mordercy Nowaka, czterech  afgańskich migrantów  stanęło przed sądem w Bristolu za gwałt na siedemnastolatce, w Manchesterze doszło do masowego ataku nożem, a obywatel Sudanu usiłował ściąć  głowę Irlandczykowi  w Belfaście.

Czy brytyjski rząd nadal twierdzi, że „różnorodność jest naszą siłą”? Oczywiście, że tak. Zamiast obwiniać obcokrajowców za mordowanie obywateli brytyjskich, brytyjski establishment obwinia  obywateli  brytyjskich za to, że zauważyli, że ich kraj jest atakowany.

Zachód jest w stanie wojny z zagranicznymi najeźdźcami, a zachodnie rządy walczą z wyimaginowaną „zmianą klimatu”. Nowi przywódcy Zachodu muszą przejąć władzę, zanim Zachód przestanie istnieć.

Artykuł pierwotnie opublikowano w American Thinker.

Ławrow: Kilka przemyśleń na temat rozwiązania kryzysu ukraińskiego, Europy i bezpieczeństwa globalnego

Thomas Röper anti-spiegel.ru/ein-artikel-von-aussenminister-lawrow-fuer-das-europaeische-publikum

Konflikt na Ukrainie

Artykuł ministra spraw zagranicznych Ławrowa dla europejskiej publiczności

Europejskie wydanie Politico zawarło porozumienie z rosyjskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych w sprawie wyłącznej publikacji artykułu ministra spraw zagranicznych Rosji Ławrowa, ale w ostatniej chwili zmieniło zdanie.

W związku z tym publikujemy artykuł na Anti-Spiegel.

Anti-Spiegel 19 czerwiec  2026

Powtarzam często, że największym problemem jest to, że zachodnie media nie cytują poprawnie rosyjskich polityków, a jedynie wyrywają krótkie fragmenty z kontekstu lub po prostu piszą to, co rzekomo powiedział rosyjski rząd. Ta cenzura na Zachodzie jest obserwowana od lat, a teraz pojawił się nowy przykład: europejskie wydanie Politico zawarło umowę z rosyjskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych na wyłączną publikację artykułu rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Ławrowa, ale w ostatniej chwili zmieniło zdanie i anulowało publikację.

Codziennie doświadczam ogromnego zainteresowania oryginalnymi wypowiedziami rosyjskich przywódców w Niemczech. Wszystko zaczęło się w 2018 roku od mojej pierwszej książki o Putinie, której mniej więcej połowa składała się z obszernych cytatów Putina na wszystkie istotne wówczas tematy polityki zagranicznej. Chociaż byłem wtedy zupełnie nieznany, a Anti-Spiegel był portalem liczącym zaledwie kilkuset czytelników, książka stała się bestsellerem i przez wiele tygodni utrzymywała się na szczycie listy książek politycznych Amazona. Świadczyło to o ogromnym zainteresowaniu Niemiec słuchaniem, w oryginalnej i niefiltrowanej formie, tego, co Putin naprawdę mówił na aktualne tematy.

W książce napisałem, że nie oczekuję, że ktokolwiek stanie się przyjacielem Putina. Ale aby zdecydować, co się sądzi o polityce Putina, trzeba najpierw wiedzieć, co Putin naprawdę mówi i robi. I właśnie to uniemożliwiają niemieckie i europejskie media swoją cenzurą.

Ponieważ to samo dotyczy Ministra Spraw Zagranicznych Rosji Ławrowa, przetłumaczyłem jego artykuł, który był przeznaczony wyłącznie dla Politico i został opublikowany na stronie internetowej rosyjskiego MSZ. mid.ru/ru/foreign_policy/news

Artykuł Siergieja Ławrowa był pierwotnie planowany dla Politico Europe, ale w ostatniej chwili został wycofany przez redakcję.

==========================================================

Kilka przemyśleń na temat rozwiązania kryzysu ukraińskiego, Europy i bezpieczeństwa globalnego

Na spotkaniu w Londynie 7 czerwca szefowie państw i rządów Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, wraz z Władimirem Zełenskim, przedstawili Rosji pięć postulatów jako warunki „sprawiedliwego i trwałego pokoju” na Ukrainie. W oparciu o te postulaty zjednoczona Europa proponuje dialog z Moskwą.

Kontekst

Całe doświadczenie negocjacji z Europą w ramach „kolektywnego Zachodu” w ciągu ostatnich 20 lat wskazuje tylko na jedno: Negocjacje z Rosją są zwodniczą taktyką, dyplomatyczną przykrywką dla geopolitycznej ekspansji Zachodu i jego instytucji, przede wszystkim NATO i UE, na wschód – w kierunku granic Rosji.

Wkład Europy w eskalację kryzysu na Ukrainie jest niezaprzeczalny. Europejczycy, wraz z Amerykanami, zainspirowali „pomarańczową rewolucję” w Kijowie w 2004 roku. Aby stworzyć antyrosyjską bazę na Ukrainie, przez lata przekupywali polityków i całe partie, przepisywali historię i programy edukacyjne, promowali i kultywowali ukraiński nacjonalizm i robili wszystko, aby oddzielić Ukrainę od Rosji.

W 2013 roku UE odrzuciła naszą propozycję znalezienia kompromisowego rozwiązania dla umowy stowarzyszeniowej, do podpisania której Bruksela naciskała na Wiktora Janukowycza. Przypomnijmy, że Ukrainie zaoferowano możliwość otwarcia rynków bez żadnej obietnicy wzajemności, mimo że było to niezgodne z dalszym uczestnictwem Kijowa w strefie wolnego handlu WNP. Po tym, jak Janukowycz zażądał odroczenia podpisania umowy, Europejczycy sprowokowali zamieszki uliczne, a w lutym 2014 roku – próbę zamachu stanu w Kijowie.

Niemcy, Francja i Polska postąpiły równie zdradziecko. Po udzieleniu opozycji gwarancji wdrożenia umowy z Wiktorem Janukowyczem, umyły ręce, gdy tylko kontrolowana przez nich opozycja przejęła władzę, twierdząc, że demokracja może przybrać nieprzewidziany obrót.

Wtedy Europejczycy zaczęli wspierać nowy rząd. Kiedy 2 maja 2014 roku w Odessie spalono żywcem dziesiątki niewinnych zwolenników pojednania z Rosją, z Europy nie padło ani jedno słowo potępienia.

Jako gwaranci porozumień mińskich z 2015 roku, Francja i Niemcy de facto zachęcały ukraiński reżim do sabotowania zawartych zobowiązań. Jak przyznali Angela Merkel i François Hollande po rozpoczęciu operacji wojskowej, Kijów nie planował wdrożenia porozumień mińskich, jednogłośnie zatwierdzonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Celem było zyskanie na czasie, wzmocnienie ukraińskich sił zbrojnych i wyposażenie ich w broń zachodnią.

Rosja ze swojej strony zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby przezwyciężyć kryzys bezpieczeństwa w Europie za pomocą dyplomacji. Jednak w styczniu 2022 roku USA i NATO odrzuciły propozycję Rosji zawarcia prawnie wiążących porozumień o wzajemnych gwarancjach bezpieczeństwa. Sojusznicy europejscy aktywnie zaangażowali się w tę decyzję.

Po rozpoczęciu operacji wojskowej zjednoczona Europa poparła stanowisko brytyjskiego premiera, który chciał zerwania rozmów w Stambule między Rosją a Ukrainą. Wezwanie Johnsona do Kijowa, aby „niczego nie podpisywał i po prostu walczył”, skutecznie zamknęło drzwi do prawdziwej dyplomacji w dłuższej perspektywie.

Obecna sytuacja

Nasuwa się pytanie, dlaczego europejscy szefowie państw i rządów nagle zmienili zdanie, rozmawiają teraz o negocjacjach i co mają nadzieję osiągnąć tymi oświadczeniami. Na przykład Wysoki Przedstawiciel UE Kallas stwierdziła, że dialog z Rosją jest niezbędny do zakomunikowania warunków Europy, które obejmują wypłatę reparacji Ukrainie, wycofanie wojsk z Naddniestrza i Kaukazu, uchylenie ustawy o agentach zagranicznych oraz ustalenie maksymalnej liczebności rosyjskich sił zbrojnych. Uważa, że ​​„sprawiedliwego i trwałego pokoju nie da się osiągnąć bez pociągnięcia Rosji do odpowiedzialności”. 19 maja br. przedstawicielka UE podkreśliła podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, że „wsparcie wojskowe dla Ukrainy nie stoi w sprzeczności z dążeniem do pokoju; jest warunkiem wstępnym negocjacji w dobrej wierze”.

Europa zamierza prowadzić negocjacje z Rosją równolegle z kontynuacją legalnej agresji, której przewodzi Rada Europy. Ta niegdyś szanowana organizacja tworzy struktury mające na celu „pociągnięcie Rosji do odpowiedzialności”: „rejestr szkód”, „komisję ds. szkód” i „specjalny trybunał”.

UE dała zielone światło na zatrzymywanie statków handlowych na pełnym morzu. Do kilku incydentów doszło już na Morzu Bałtyckim i Atlantyku. Jednocześnie Zachód przymyka oczy na akty terrorystyczne popełniane przez ukraińskie siły zbrojne na Morzu Czarnym i Morzu Śródziemnym.

Tak więc prawdziwym celem europejskich szefów państw i rządów nie są negocjacje z Rosją, lecz utrzymanie reżimu Zełenskiego, aby utrzymać go jako bazę dla trwającej walki z nami. W tym celu europejskie stolice chcą doprowadzić do szybkiego zawieszenia broni, aby zapobiec rozpadowi ukraińskich sił zbrojnych na linii frontu. Chcą „zamrozić” konflikt, nie usuwając jego przyczyn. I chcą natychmiast wysłać na Ukrainę kontyngenty wojskowe brytyjsko-francuskiej „koalicji chętnych”.

Powszechnie wiadomo, że europejskie elity zainwestowały swój „kapitał polityczny” w konfrontację z Rosją, wydając setki miliardów dolarów na wsparcie reżimu w Kijowie i zwiększenie budżetów wojskowych państw członkowskich UE i NATO. Europa planuje osiągnąć gotowość bojową do konfliktu z Rosją do 2030 roku. Do tego czasu zamierza kupować czas różnymi sposobami. Jak cynicznie zauważył w kwietniu tego roku belgijski szef Sztabu Generalnego: „Dzięki krwi Ukraińców, którzy kupują nam czas, mamy jeszcze kilka lat”.

Zjednoczona Europa wciąż marzy o ekspansji, dążąc do aneksji Ukrainy i Mołdawii oraz wciągnięcia Armenii w swoją strefę wpływów. NATO rozszerzyło się na wschód, przyjmując Finlandię i Szwecję. Ukraina jest postrzegana jako taran przyszłej europejskiej siły zbrojnej, autonomicznej wobec USA i NATO.

Zagrożenia dla bezpieczeństwa globalnego

Sytuacja ta stwarza poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa globalnego, ponieważ bezpośredni konflikt między NATO a Rosją mógłby szybko przerodzić się w wymianę nuklearną o katastrofalnych skutkach.

Pod hasłem „strategicznej autonomii” Europa masowo rozszerza swoje zdolności wojskowe, w tym w sferze nuklearnej. Zamiar Paryża, by przyznać „parasol nuklearny” kilku państwom UE i NATO, jest głęboko niepokojący. Jego „pomoc” z pewnością nie wzmocni bezpieczeństwa samej Francji ani jej beneficjentów.

Tymczasem podmioty polityczne i wojskowe w Europie oskarżają Rosję o skrywanie agresywnych planów, które rzekomo wykraczają poza Ukrainę. Prezydent Rosji wielokrotnie powtarzał, że to nonsens, prowokacja i dezinformacja mająca na celu wyłudzenie środków budżetowych na walkę z Rosją. Nie jest to kontekst, w którym można prowadzić sensowne negocjacje.

Stanowisko Rosji

Odnosząc się do negocjacji, Władimir Putin powtórzył na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu, że Rosja nie odrzuca kontaktów z nikim. Postrzegamy jednak Europę jako stronę konfliktu, której zależy na pokonaniu Rosji, i sami Europejczycy otwarcie się w ten sposób pozycjonują. Dlatego dialogu z Europą nie można prowadzić tak, jakby była ona bezstronnym obserwatorem.

Rosja woli osiągać cele swojej operacji wojskowej środkami dyplomatycznymi. Wymaga to niezawodnego zagwarantowania bezpieczeństwa Rosji wzdłuż jej zachodnich granic, a także honoru i godności jej obywateli, w tym ich prawa do rosyjskiego języka ojczystego i prawosławia. Dalsza ekspansja militarna, polityczna i gospodarcza Zachodu jest niedopuszczalna, ponieważ stoi w sprzeczności z imperatywami świata wielobiegunowego.

Europejscy przywódcy muszą zrozumieć, że regionalny model bezpieczeństwa budowany w Europie przez dziesięciolecia, począwszy od przyjęcia Aktu Końcowego z Helsinek w 1975 roku, został zniszczony przez ich własne działania. Powrót do tego modelu jest niezbędny. Nadszedł czas na stworzenie pan-kontynentalnej architektury bezpieczeństwa otwartej dla wszystkich krajów euroazjatyckich, takiej, która odzwierciedla wielobiegunową rzeczywistość współczesnego porządku świata. Zasada równego i niepodzielnego bezpieczeństwa, którą podeptały transatlantyckie konstrukcje, może zostać zrealizowana w nowej architekturze euroazjatyckiej. Po spełnieniu niezbędnych warunków Europa może włączyć się w prace nad tym ambitnym projektem.

Najważniejsze jest to, że aby mógł odbyć się konstruktywny dialog, konieczne jest odbudowanie zaufania, które zostało podważone przez antyrosyjskie działania Zachodu, a także przez Europę jako część tego systemu, w okresie po zimnej wojnie. Zaufanie można odbudować jedynie poprzez konkretne kroki, które wyrażają szczery sprzeciw wobec instrumentalnego wykorzystywania dyplomacji do realizacji ekspansjonistycznych ambicji. Ostateczne decyzje, takie jak ta, którą Rosja otrzymała w Londynie 7 czerwca, nie przywrócą zaufania ani nie wznowią dialogu.

Zamiast epilogu:
Znamienne jest, że londyńskie ultimatum zostało kategorycznie potwierdzone przez ambasadorów Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec podczas spotkania w rosyjskim MSZ 11 czerwca, o co pilnie prosili. Był to jedyny cel ich wizyty w rosyjskim MSZ.

Rosja będzie zmuszona by zaatakować Europę

Zygmunt Białas

19.06.2026. – S. Karaganow: Rosja będzie musiała zaatakować Europę

Najpierw powinny być zaatakowane Niemcy, a potem…

W 48-minutowym wywiadzie z dziennikarką Dianą Panczenko, rosyjski politolog i związany z Kremlem strateg ds. polityki zagranicznej Siergiej Karaganow wygłosił prawdopodobnie swoje najbardziej dosadne jak dotąd uwagi dotyczące wojny na Ukrainie, NATO oraz przyszłości Europy.

Karaganow, który od lat należy do najbardziej wpływowych rosyjskich myślicieli strategicznych, przedstawia obraz Zachodu, który celowo chce wciągnąć Rosję w długotrwałą wojnę na wyniszczenie i otwarcie wzywa do eskalacji, a nawet ataków na państwa europejskie.

Zachód prowadzi wojnę z Rosją na terytorium Ukrainy

Karaganow twierdzi, że wojna na Ukrainie nigdy nie była konfliktem wyłącznie ukraińsko-rosyjskim. Przeciwnie, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy celowo wciągnęli Rosję w strategiczną pułapkę.

Według jego relacji, prawdziwym celem Waszyngtonu było albo militarne pokonanie Rosji, albo trwałe jej osłabienie, aby następnie skupić się na konfrontacji z Chinami. Europa odgrywa rolę aktora realizującego te plany, podczas gdy Ukraina służy jedynie jako pole bitwy [i ‚mięso armatnie’ – przypis ZB].

Rosyjski politolog argumentuje, że Zachód liczy na długotrwałe wyczerpanie Rosji. Dlatego Moskwa musi zakończyć konflikt, zanim obciążenia gospodarcze i społeczne staną się zbyt duże.

Wezwanie do ataków na państwa NATO

Wypowiedzi Karaganowa dotyczące przyszłości wojny są szczególnie kontrowersyjne. Wyraźnie stwierdza, że jego zdaniem Rosja musi w ciągu najbliższego roku podjąć znacznie bardziej zdecydowane działania wobec państw europejskich, które dostarczają Ukrainie broń, szkolenia i wsparcie logistyczne. Wymienia w szczególności Niemcy, Polskę, Rumunię i Wielką Brytanię.

Drony w Moskwie czują się jak u siebie w domu

Niemcy są kluczowe dla jego argumentacji. Oskarża Berlin o nowy rewanżyzm i określa Niemcy jako główną siłę napędową antyrosyjskiej polityki w Europie. Karaganow jest przekonany, że Rosja będzie musiała przeprowadzić ‚wcześniej czy później’  bezpośrednie ataki na cele europejskie, jeśli jej wsparcie dla Ukrainy nie zostanie przerwane. Początkowo ataki te powinny być przeprowadzane przy użyciu broni konwencjonalnej.

Drabina eskalacji

Karaganow od lat opowiada się za tzw. ‚drabiną eskalacji’, za pomocą której Rosja ma stopniowo zastraszać Zachód. Według niego, kilka etapów zostało już wdrożonych: a) obniżenie progu użycia broni jądrowej w rosyjskiej doktrynie; b) podniesienie poziomu gotowości sił strategicznych; c) rozmieszczenie broni jądrowej na Białorusi; d) regularne ćwiczenia nuklearne.

Jako kolejne etapy opisuje demonstracyjne testy nuklearne, ograniczony atak nuklearny na cel wojskowy w Europie, a wreszcie – jeśli Zachód się nie wycofa – serię ataków nuklearnych na cele europejskie. Chociaż Karaganow wielokrotnie podkreśla, że nie chce takiego ataku, jednocześnie stwierdza, że Rosja musi być na niego przygotowana.

Europa straciła strach przed bronią jądrową

Głównym tematem jego argumentacji jest twierdzenie, że Europa straciła strach przed wojną nuklearną. Karaganow postrzega to jako największe zagrożenie naszych czasów. Tylko przywrócenie wiarygodnego odstraszania nuklearnego może zapobiec bezpośredniej konfrontacji.

Posuwa się do twierdzenia, że ograniczona seria rosyjskich ataków nuklearnych na Europę szybko zakończyłaby wojnę, ponieważ państwa europejskie następnie skapitulowałyby lub uległy rozpadowi. Jednocześnie przyznaje, że mogłyby zginąć miliony ludzi, a znaczna część Europy uległaby zniszczeniu.

Ostra krytyka Putina – ‚niewystarczająco zdecydowany’

Warto zauważyć, że choć Karaganow chwali prezydenta Rosji Władimira Putina jako inteligentnego męża stanu, jednocześnie zarzuca mu brak zdecydowania.

Wielokrotnie powtarza, że Rosja prowadziła wojnę zbyt niepewnie. Moskwa podjęła ważne decyzje polityczne i wojskowe zbyt późno i nie zdołała wystarczająco odstraszyć Zachodu. Żąda, aby Rosja bardziej widocznie przygotowała się na ewentualne użycie broni jądrowej i publicznie zademonstrowała tę gotowość.

Brak nadziei na szybki pokój

Karaganow niewiele oczekuje od obecnych wysiłków dyplomatycznych. Potencjalne zawieszenia broni lub częściowe porozumienia określa jako pułapkę. Nawet gdyby walki miały tymczasowo ustać, uważa, że państwa zachodnie nadal będą dozbrajać Ukrainę.

Ukraińskie ataki na Krym i drogi dojazdowe to już prawie codzienność

Dlatego uważa, że trwały pokój jest nierealny w obecnych warunkach. Wcześniej czy później Rosja będzie musiała ponownie podjąć działania militarne.

NATO jako długoterminowy przeciwnik

Dla Karaganowa NATO to nie tylko sojusz wojskowy, ale centralny instrument projekcji siły Zachodu przeciwko Rosji. Uważa, że państwa europejskie zwiększają wydatki na zbrojenia i przygotowują się do konfrontacji militarnej z Rosją. Nie są jeszcze na to gotowe, ale sytuacja może się zmienić w dłuższej perspektywie.

Z tego powodu opowiada się za wywieraniem presji na Europę już teraz i znacznym zwiększeniem kosztów wsparcia Ukrainy przez Europę.

Wniosek: Rosja musi zaostrzyć konflikt

Sedno przesłania Karaganowa jest jasne: Uważa on wojnę na Ukrainie nie za konflikt regionalny, lecz za wojnę zastępczą między Zachodem a Rosją.

Jego zdaniem Rosja będzie mogła wygrać tylko wtedy, gdy będzie gotowa zwiększyć presję na same państwa NATO. Wzywa do zaostrzenia ataków na Ukrainę, bezpośrednich ataków na państwa europejskie ją wspierające oraz wiarygodnego przygotowania do ataków nuklearnych w ostateczności.

Czy stanowiska te rzeczywiście odzwierciedlają opinię większości w rosyjskim kierownictwie, czas pokaże. Jednakże wywiad pokazuje, że przynajmniej część rosyjskiego establishmentu strategicznego otwarcie dyskutuje teraz o scenariuszach, które jeszcze kilka lat temu uważano za nie do pomyślenia.

uncutnews.ch/karaganow-russland-wird-fruher-oder-spater-europa-angreifen-mussen-deutschland-zuerst

Opracował: Zygmunt Białas

Handlarze strachu

Handlarze strachu

18.06.2026 wolnemedia.net/handlarze-strachu Autorstwo: Phil Broq
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz

=============================

Żyjemy w świecie, który zdaje się oszalał. Jakby między ludźmi a rzeczywistością wzniesiono gigantyczne, krzywe lustro, które odwraca wartości, przeinacza oczywistości i nagradza najbardziej drapieżne zachowania. W tej ogromnej komedii absurdu garstka drapieżników dokonała historycznego wyczynu, przekonując miliardy ludzi, że niewola to stan normalny, że niepewność jest nieunikniona, a posłuszeństwo cnotą.

Od pokoleń ci samozwańczy mistrzowie prosperują dzięki mechanizmowi równie prostemu, co skutecznemu, opartemu na strachu. Strachu, który jest pielęgnowany, udoskonalany i przekazywany z pokolenia na pokolenie niczym dziedzictwo. Strachu, który stał się niewidzialną infrastrukturą, na której opiera się cały porządek społeczny.

Wokół nich krąży dwór strażników narracji, świeckich kapłanów, zarządców symboli i twórców iluzji. ​​Nienaganne mundury, uroczyste ceremonie, pieczołowicie pielęgnowane tradycje – wszystko to sprzysięga się, by stworzyć wrażenie, że ci, którzy mieszkają w pałacach, są naturalnie skazani na podziw. Spektakl jest tak starożytny, że w końcu wydaje się naturalny. Jednak za złoconą fasadą często pozostaje jedynie podstawowa zasada, której celem jest gromadzenie władzy przez tych, którzy już ją posiadają.

Iluzja żeruje na krwi i zamęcie historii. Zabójstwa, ataki, nieudane rewolucje, zamachy stanu i wojny służą jako paliwo dla gigantycznej machiny narracyjnej. Każdy kryzys staje się okazją do wzmocnienia przekonania, że ​​to właśnie elity są niezbędne dla stabilności świata, który w rzeczywistości pomagają destabilizować.

W tym wypaczonym obrazie rzeczywistości ideolodzy, eksperci, propagandyści i strażnicy ortodoksji odgrywają rolę współczesnych magów. Ich funkcją jest nie tyle wyjaśnianie ich sfabrykowanej rzeczywistości, co spowijanie jej mgłą na tyle gęstą, by uniemożliwić komukolwiek dostrzeżenie jej prawdziwych mechanizmów. Dzielą, kategoryzują, nastawiają przeciwko sobie i przekierowują gniew z chirurgiczną precyzją.

Ich najwspanialszym osiągnięciem jest przekształcenie drapieżnika w filantropa, a grabieży w cywilizacyjny obowiązek. Historia pełna jest przykładów, w których ci, którzy zgromadzili kolosalne fortuny poprzez wyzysk, chciwość lub głęboko nierówne systemy, byli następnie celebrowani jako dobroczyńcy ludzkości. Przedsiębiorstwa kolonialne, które ogołociły całe kontynenty z zasobów, były przedstawiane jako agenci postępu. XIX-wieczni przemysłowcy, budujący swoje imperia na wyczerpującej pracy robotników i dzieci, są dziś czczeni za swoje fundacje charytatywne i biblioteki. Imperia finansowe, które powodują niszczycielskie kryzysy gospodarcze, są ratowane z funduszy publicznych w imię stabilności, podczas gdy obywatele, którzy płacą rachunek, są wzywani do odpowiedzialnego działania.

Kiedy Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska splądrowała zasoby rozległych terytoriów Azji, prezentowała się jako motor napędowy handlu i cywilizacji. Kiedy Cecil Rhodes rozszerzył swoje wpływy w Afryce, budując imperium kolonialne, został uznany za wizjonera. Kiedy niektórzy magnaci rewolucji przemysłowej, jak baronowie- rozbójnicy Nowego Porządku Świata, zgromadzili ogromne fortuny w często brutalnych warunkach socjalnych, przeszli do historii jako oświeceni mecenasi. W ostatnich latach liderzy głównych instytucji finansowych odpowiedzialnych za kryzys z 2008 roku nigdy nie ponieśli konsekwencji porównywalnych z tymi, jakie poniosły miliony ludzi, którzy stracili pracę lub domy w wyniku ich decyzji.

Zasada wydaje się niezmienna: drobny złodziej jest wytykany palcami, a wielki drapieżnik otrzymuje medal. Ten, kto kradnie zawartość kasy w sklepie, jest przestępcą; ten, kto przywłaszcza sobie przemysł, kraj lub całe pokolenie, staje się kapitanem przemysłu, strategiem lub mężem stanu. Im większa skala grabieży, tym bardziej jest ona skrywana pod płaszczykiem legalności. Zorganizowana grabież dokonywana przez tę kastę szkodników po prostu zmienia swój strój; wczoraj była uzbrojona w miecz, dziś jest po prostu ubrana w szyty na miarę garnitur, otoczona prawnikami, specjalistami od PR i oficjalnymi ceremoniami. Zatem ich arcydzieło polega na przekształceniu drapieżnika w dobroczyńcę, a grabieży w szanowaną instytucję.

Kto ukradnie kilka banknotów, staje się przestępcą. Kto przywłaszcza sobie zasoby kontynentu, staje się mężem stanu. Kto opróżnia skarbiec narodu, otrzymuje zaszczyty, tytuły, a czasem nawet miejsce w podręcznikach historii. Im większe przywłaszczenie, tym bardziej wydaje się ono uzasadnione. W tym tkwi cud tej moralnej inwersji!

Podczas gdy uwaga skupia się na starannie wyznaczonych wrogach, prawdziwe ośrodki władzy pozostają w cieniu. Masy kłócą się, obrażają i ścierają z powodu kolejnych, często ulotnych przyczyn. Wyczerpują się w nieustannych wojnach kulturowych, podczas gdy bogactwo wciąż rośnie.

Jeśli chcemy wyjść poza mit „głębokiego państwa”, nie musimy powoływać się na tajną organizację czającą się w cieniu. W krytycznej analizie współczesnej władzy, to, co niektórzy nazywają tym terminem, to nie tyle niewidzialny spisek, co zbiór doskonale rozpoznawalnych sieci wpływów, na które składają się ogromne odziedziczone fortuny, strategiczne grupy przemysłowe, międzynarodowe koncerny energetyczne, instytucje finansowe, firmy konsultingowe, giganty technologiczne i podmioty zdolne do wywierania nieproporcjonalnego wpływu na decyzje publiczne. Ich prawdziwa siła tkwi nie w absolutnej tajemnicy, lecz w ich powszechnej widoczności. Zasiadają w zarządach, finansują think tanki, uczestniczą w ważnych forach ekonomicznych, spotykają się z liderami politycznymi i kształtują część agendy publicznej bez konieczności ukrywania się.

Duzi producenci broni, międzynarodowe koncerny naftowe i imperia finansowe niekoniecznie tworzą jednorodny blok realizujący jeden cel; łączy je jednak wspólny interes w zachowaniu porządku gospodarczego, którego są głównymi beneficjentami. Do tego dochodzą nowe ośrodki władzy, które wyłoniły się z rewolucji cyfrowej. Firmy takie jak Google, Meta, Amazon, Apple i Microsoft posiadają obecnie wpływ na informację, komunikację, konsumpcję, a nawet debatę publiczną, jakiego żadna prywatna firma nie mogłaby sobie wyobrazić jeszcze kilka dekad temu. Ich liderzy są dobrze znani, udzielają wywiadów, są celebrowani w mediach i zapraszani na najbardziej prestiżowe konferencje międzynarodowe. Paradoks tkwi w tym, że najbardziej strukturalna siła w naszym społeczeństwie nie zawsze jest ukryta; wręcz przeciwnie, często jest eksponowana w pełnym świetle dziennym, ale zawsze prezentowana pod uspokajającym płaszczykiem innowacji, sukcesu przedsiębiorczości lub postępu technologicznego.

Z tej perspektywy, zasadnicze pytanie nie brzmi, czy niewidzialna ręka potajemnie kieruje światem, ale raczej, jak pewne nadzwyczajne skupiska bogactwa, własności, danych, siły lobbingowej i dostępu do decydentów mogą kształtować zbiorowe priorytety. Współczesna władza niekoniecznie nosi maskę, co często widać na okładkach magazynów biznesowych, na podium międzynarodowych szczytów i w rankingach najbogatszych ludzi świata. To właśnie ta normalizacja wpływów czasami utrudnia jej kwestionowanie.

Zatem, choć kwestia wyczerpywania się zasobów i „granic wzrostu” nie jest nowa, często służyła jako krzywe zwierciadło, odzwierciedlając zarówno uzasadnione obawy, jak i znacznie bardziej nieprzejrzyste strategie wywierania wpływu. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych idea rychłego wyczerpania się ropy naftowej powracała wielokrotnie w XX wieku, by być regularnie podważana lub obalana przez postęp w technikach wydobywczych i odkrycia nowych złóż. Ta narracja o niedoborze nigdy jednak nie była neutralna, ponieważ podsycała zbawienną krytykę obsesji na punkcie produktywizmu, a jednocześnie dostarczała wygodnego języka niektórym podmiotom gospodarczym do legitymizacji własnych interesów.

W latach 70. XX wieku, w okresie szoków naftowych, kilka dużych firm z sektora podejrzewano o skoordynowane działania mające na celu ograniczenie podaży i sztuczne zawyżanie cen, w kontekście już napiętym decyzjami OPEC i niestabilnością geopolityczną. Jednocześnie działalność Klubu Rzymskiego i jego przełomowy raport „Granice wzrostu” przyczyniły się do spopularyzowania idei rychłego fizycznego ograniczenia możliwości rozwojowych ludzkości. Nie kwestionując znaczenia długoterminowych ostrzeżeń środowiskowych, scenariusze te były niekiedy wykorzystywane w dyskursie politycznym i gospodarczym w sposób znacznie odbiegający od ich pierwotnego zamysłu.

Jednocześnie przemysł zbrojeniowy w niedoborze zasobów i napięciach, jakie on generuje, odnalazł powtarzający się argument uzasadniający konflikty i logikę militarnego bezpieczeństwa dostaw. Konkurencja o surowce – ropę naftową, gaz, minerały strategiczne – staje się wówczas narracją strukturalną, która może służyć zarówno potępieniu nadużyć modelu ekstraktywistycznego, jak i legitymizacji strategii władzy, interwencji lub kontroli terytorialnej. W ten sposób ta sama idea – idea granic – nieustannie oscyluje między szczerym ostrzeżeniem ekologicznym a narzędziem politycznego uzasadnienia, w zależności od tego, kto ją stosuje.

Mechanizm jest zawsze ten sam: stworzyć postać odpychającą, skupić na niej całą zbiorową uwagę, a następnie pozwolić widzom wyładować w niej swój gniew. W ten sposób reflektor oświetla wybraną postać, podczas gdy ci, którzy ją stworzyli, pozostają ukryci za kurtyną.

Gniew staje się wówczas surowcem. Oburzenie przekształca się w towar. Konflikt staje się odrębnym przemysłem. Bo w tym systemie kryzysy nie są już tylko katastrofami do rozwiązania, ale raczej szansami do wykorzystania, dźwigniami władzy, źródłami zysku lub legitymizacji politycznej.

Kanały informacyjne nadające przez całą dobę od dawna wiedzą, że społeczeństwo zaniepokojone utrzymuje łączność dłużej niż społeczeństwo spokojne. Każda kontrowersja jest analizowana przez wiele dni, każdy drobny incydent zostaje podniesiony do rangi tragedii narodowej, każdy spór napędza nieprzerwany cykl debat, reakcji i kontrreakcji. Strach przyciąga uwagę, a uwaga generuje dochód. W gospodarce informacyjnej lęk stał się towarem.

W mediach społecznościowych logika jest jeszcze bardziej brutalna. Algorytmy „Facebooka”, „X”, „TikToka” i „YouTube’a” często faworyzują treści wywołujące silne reakcje emocjonalne, takie jak gniew, strach, oburzenie i uraza. Im bardziej kontrowersyjny jest dany materiał, tym szerzej się rozchodzi. Im szerzej się rozchodzi, tym większe generuje zaangażowanie. W ten sposób ciągła konfrontacja staje się paliwem napędzającym model ekonomiczny. A ludzie toczą wojnę poziomą zamiast pionowej, skierowaną ku górze i tym, którzy naprawdę na niej korzystają!

Od dziesięcioleci historia polityczna oferuje to samo widowisko. Po każdym poważnym kryzysie – czy to po atakach z 11 września 2001 roku, kryzysie finansowym z 2008 roku, sfingowanej pandemii COVID-19, trwającej interwencji Rosji i przekierowaniu funduszy do rajów podatkowych przez Ukrainę, czy innych okresach niestabilności – systematycznie wprowadzane są nowe mechanizmy kontroli, nadzoru lub środki nadzwyczajne w imię bezpieczeństwa zbiorowego. Ale systemy te istnieją jedynie po to, by chronić skorumpowanych i zniewolonych, świadomych obywateli. Niektóre są uzasadnione i konieczne, podczas gdy inne utrzymują się długo po ustąpieniu pierwotnego zagrożenia. W ten sposób każdy wstrząs wzmacnia rolę instytucji odpowiedzialnych za zarządzanie jego skutkami i zamyka społeczeństwa w tyrańskim systemie masowego nadzoru.

Przemysł zbrojeniowy prosperuje wyłącznie dzięki napięciom geopolitycznym, które sam generuje. Firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem prosperują dzięki strachowi przed cyberatakami, które same generują. Konsultanci i inni eksperci prosperują dzięki kryzysom, które obiecują przewidzieć. Platformy cyfrowe prosperują dzięki konfliktom, które wzmacniają. Aktorzy polityczni prosperują dzięki podziałom, które publicznie potępiają, jednocześnie potajemnie je podsycając.

W tym nieustannym klimacie napięcia obywatele żyją w stanie niemal nieustannego pogotowia, tracąc tym samym racjonalność. Coraz trudniej im odróżnić autentyczną pilność od spektaklu pilności. Każdy tydzień przynosi nowego wroga, nowe obowiązkowe oburzenie, nowy skandal przedstawiany jako egzystencjalny. Zbiorowa uwaga jest rozproszona, głęboka refleksja staje się rzadkością, a strukturalne przyczyny problemów znikają w natłoku natychmiastowych reakcji.

Rezultat jest paradoksalny: im więcej społeczeństwa informacyjne posiadają, tym większe ryzyko, że zostaną przytłoczone przez jego szum. Im bardziej są połączone, tym bardziej mogą się rozdrobnić. A im bardziej żyją w ciągłym strachu, tym chętniej delegują swoją wolność, osąd lub odpowiedzialność tym, którzy obiecują je uspokoić. W ten sposób kryzys przestaje być wyjątkiem, a staje się sposobem rządzenia, rynkiem uwagi i modelem ekonomicznym.

Z biegiem czasu ta logika wywołuje dziwny zbiorowy niepokój. Ofiary podziwiają swoich ciemiężców. Wyzyskiwani marzą o tym, by być podobnymi do tych, którzy ich wyzyskują. Symbole władzy stają się obiektami powszechnej fascynacji. Korony, trony, dynastie i hierarchie przetrwały nie dlatego, że zostały narzucone wyłącznie siłą, ale dlatego, że zajmują zbiorową wyobraźnię.

Sam język ostatecznie zwraca się przeciwko tym, którzy go używają. Słowa tracą znaczenie. Wojna staje się operacją pokojową. Inwigilacja staje się ochroną. Cenzura staje się odpowiedzialnością. Wojna staje się moralnością. Agresja staje się atakiem wyprzedzającym. Przywilej staje się zasługą. A każda inwersja dodaje kolejną warstwę do mgły.

Podczas gdy oczy są zniewalane pompą, ceremoniami, starannie wyreżyserowanymi skandalami, partyjnymi kłótniami i nieprzerwanym strumieniem rozrywki, istotne realia rozgrywają się poza ekranem. Za nieustannym brzękiem ekranów dokonuje się głębsza transformacja, wraz ze stopniową erozją autonomii intelektualnej, krytycznego rozeznania i zdolności jednostek do samodzielnej interpretacji otaczającego świata. To panowanie infantylizacji.

Nigdy wcześniej w historii społeczeństwa nie miały dostępu do tak wielu informacji. Nigdy wcześniej nie były narażone na tak silny zalew sprzecznych, emocjonalnych i natychmiastowych treści. A jednak każdego dnia miliony ludzi poświęcają więcej czasu na śledzenie zwrotów akcji w życiu celebrytów, kontrowersji związanych z wirusami czy starć między influencerami niż na zrozumienie mechanizmów ekonomicznych, politycznych czy technologicznych, które naprawdę kształtują ich życie.

Kiedy królewski ślub czy mecz piłkarski przyciągają setki milionów widzów ledwo przekraczających granicę ubóstwa, kiedy najdrobniejsze gesty medialnych osobistości stają się wydarzeniami o zasięgu globalnym, kiedy całe tygodnie antenowe poświęcone są jałowym kontrowersjom chwili, wszystkie fundamentalne kwestie znikają ze zbiorowej świadomości. A restrukturyzacja przemysłu, koncentracja władzy gospodarczej, dług publiczny, transformacja pracy i wykorzystywanie danych osobowych wciąż postępują w względnej tajemnicy.

Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupia się na najnowszym skandalu wirusowym, kilkadziesiąt konglomeratów wywiera coraz większy wpływ na globalną infrastrukturę informacyjną, handlową, komunikacyjną i cyfrową. Firmy takie jak Google, Meta, Amazon, Apple i Microsoft zajmują obecnie centralne miejsce w przepływie informacji, wymianie gospodarczej, a nawet interakcjach społecznych miliardów ludzi.

Wywłaszczenie niekoniecznie przybiera już brutalną formę cenzury czy bezpośredniego przymusu. Często następuje poprzez stopniowe delegowanie. Delegujemy naszą pamięć wyszukiwarkom, naszą orientację GPS-owi, uwagę algorytmom rekomendacji, naszą towarzyskość platformom cyfrowym, a nasze wybory kulturowe automatycznym systemom sugestii. Każde delegowanie wydaje się nieszkodliwe. Jednak razem zmieniają one relację jednostki z własnym osądem.

Co jeszcze bardziej niepokojące, sam język staje się polem bitwy. Słowa nabierają strategicznego znaczenia, zmieniają znaczenie w zależności od kontekstu lub stają się narzędziami mobilizacji emocjonalnej. Wyrażenia takie jak „reforma”, „modernizacja”, „bezpieczeństwo”, „wolność”, „postęp” czy „odpowiedzialność” są czasami używane do opisywania radykalnie odmiennych rzeczywistości, w zależności od interesów tych, którzy ich używają. Debata nie koncentruje się już wyłącznie na faktach, ale na samych słowach.

Współcześni obywatele ryzykują zatem utratę tego, co jest w istocie ich głównym środkiem oporu: zdolnością do jasnego nazywania tego, co obserwują. Kiedy brakuje im słów, by opisać sytuację, kiedy nie potrafią już odróżnić informacji od spektaklu, analizy od reakcji emocjonalnej, rzeczywistości od jej medialnej inscenizacji, stają się bardziej zależni od tych, którzy twierdzą, że interpretują za nich świat.

Prawdziwe pytanie zatem nie brzmi po prostu, kto sprawuje władzę ekonomiczną lub polityczną. Chodzi o to, kto definiuje kategorie, przez które ta władza jest postrzegana. Ten, kto narzuca narracje, ramy interpretacyjne i język debaty, często wywiera trwalszy wpływ niż ten, kto jedynie dysponuje siłą lub pieniędzmi.

Tak więc, podczas gdy ekrany świecą, ceremonie następują jedna po drugiej, skandale powtarzają się w szalonym tempie, a rozrywka zajmuje każdą dostępną przestrzeń uwagi, bogactwo cenniejsze od jakiegokolwiek innego może być zagrożone, a jest nim suwerenność samego ludzkiego ducha!

Największym zwycięstwem manipulatorów nie jest bowiem kontrolowanie bogactwa ani instytucji. To kontrolowanie umysłów i przekonywanie ludzi, że nie są w stanie sami sobą rządzić. To wmawianie im, że nieufność jest naturalna, rywalizacja nieunikniona, a ludzie są z gruntu źli. Jednak cała ta konstrukcja opiera się na fundamentalnej słabości, ponieważ zależy od wsparcia tych, którzy są jej poddani.

W dniu, w którym ludzie przestaną karmić maszynę swoim strachem, nienawiścią i nieustannym oburzeniem, część jej mocy wyparuje. W dniu, w którym na nowo odkryją znaczenie słów, smak rzeczywistości i pewność siebie, zaklęcia stracą swoją moc.

Prawdziwy przełom nie zaczyna się od spektakularnej rewolucji. Zaczyna się, gdy odmawiamy udziału w tej szaradzie. Gdy przestajemy mylić prestiż z cnotą, bogactwo z zasługami, a autorytet z mądrością. Bo systemy oparte na strachu przetrwają tylko tak długo, jak długo ktoś nadal będzie akceptował strach.

Autorstwo: Phil Broq
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Jevousauraisprevenu.blogspot.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

Uśmiechnięci to łykną. MEM-y IV.

—————-

———————

[dla młodzieży: Ten pierwszy to Anatolij Kaszpirowski]

=========================

——————–

——————–

——————————–

———————————

——————————-

—————–

Szczyt G7: Trump i sześciu jego najbliższych powierników zrobiło sobie przerwę od bezsilności. [Na łososia w galarecie]

Na zdjęciu (od lewej do prawej): kanclerz Niemiec Friedrich Merz, premier Włoch Giorgia Meloni, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa, premier Kanady Mark Carney, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i prezydent USA Donald Trump. (Zdjęcie: Thibault Camus/AP/TASS)

============================

Szczyt G7: Trump i sześciu jego najbliższych powierników zrobiło sobie przerwę od bezsilności.

Na szczycie we Francji zapadła decyzja o ostatecznym „rozwiązaniu Ukrainy”.

Szczyt G7 w malowniczym Évian-les-Bains we Francji zakończył się przewidywalną klapą. Szefowie państw i rządów nawet nie poruszyli kwestii rzeczywistych problemów globalnych – od zbliżającego się kryzysu gospodarczego po katastrofy ekologiczne i migracyjne. Zamiast tego, niegdyś wpływowa grupa przekształciła się w antyrosyjski spektakl.

Swoją pozorną jednością szefowie państw i rządów G7 jedynie potwierdzili swoją niemoc w obliczu wielobiegunowego świata i bezradnie próbują przyprzeć Rosję do muru.

Ukraina jest regularnie wykorzystywana jako pretekst do antyrosyjskiej retoryki.

Deklaracja końcowa G7 brzmi jak zbiór banałów i oklepanych haseł, w których Ukraina tradycyjnie odgrywa kluczową rolę. Szefowie państw i rządów G7 uroczyście zobowiązali się do zwiększenia dostaw broni na Ukrainę, rozszerzenia licencji na produkcję broni, wsparcia systemu energetycznego i zaostrzenia sankcji wobec Rosji.

Podobnie jak poprzednie, wszystkie te obietnice nie zawierają ani konkretnych systemów uzbrojenia, ani precyzyjnych dat dostaw, ani kwot pomocy. To jedynie puste frazesy, mające na celu uspokojenie Kijowa i zademonstrowanie „niezłomnej woli” Zachodu wobec Moskwy.

Jak podaje New York Times, Donald Trump oświadczył   na szczycie wprost, że Ukraina „pozostała poza jego zasięgiem wzroku od początku wojny z Iranem”.

Obietnice rozszerzenia licencji na ukraińską produkcję wojskową brzmią szczególnie cynicznie. Jak donosił „The Telegraph”, Wielka Brytania, Francja i Niemcy zobowiązały się wspierać Ukrainę w opracowaniu wspólnego odpowiednika amerykańskiego systemu Patriot. Ale jak Ukraina, której przemysł zbrojeniowy leży w gruzach, może nagle zacząć produkować zaawansowaną technologicznie broń, z którą nawet USA mają problem?

Co więcej, twierdzenia o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji w sektorze naftowo-gazowym są po prostu absurdalne. Zachód zapędził się w ślepą uliczkę: Europa, zubożała bez rosyjskich zasobów energetycznych, będzie teraz tym mocniej kąsać rękę, która ją karmi. Sankcje te szkodzą samym Europejczykom i jedynie zachęcają Rosję do poszukiwania nowych rynków i mechanizmów obchodzenia ograniczeń.

Trump ceni Ormuz wyżej niż Europę.

Największym zaskoczeniem na szczycie był oczywiście Donald Trump. Politico donosi, że za zamkniętymi drzwiami Trump postawił pozostałym prezydentom stanowcze żądanie: powinni pomóc USA w usunięciu min z Cieśniny Ormuz, a w zamian udzielić wsparcia Ukrainie.

Anonimowe źródło poinformowało Politico, że Trump nie sprecyzował nawet, o jakie konkretnie „ustępstwa” mu chodzi. Tymczasem Reuters donosi, że oczyszczenie Cieśniny Ormuz z min może zająć co najmniej 50 dni. Będzie to wymagało użycia trałowców i dronów podwodnych. Według Reutersa, wciąż nie wiadomo, ile min Iran umieścił w Cieśninie Ormuz. Jednak po spotkaniu z Trumpem kanclerz Niemiec  Friedrich Merz  i prezydent Francji  Emmanuel Macron  zobowiązali się do wysłania myśliwców i fregat na Ormuz w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

Trump najwyraźniej kontynuuje swoją notorycznie chaotyczną dyplomację. Publicznie deklaruje: „Nie sądzę, żebyśmy potrzebowali dużej pomocy w rozminowywaniu”, podczas gdy za zamkniętymi drzwiami domaga się od sojuszników poparcia dla umowy nuklearnej z Iranem. To nie tylko niekonsekwencja, ale i cyniczny szantaż. Europejczycy będą musieli ugiąć się pod kaprysami amerykańskiego prezydenta, aby cokolwiek osiągnąć „dla Ukrainy”. Ale co właściwie?

Tajne negocjacje z Kremlem

Europejscy przywódcy starają się bagatelizować sytuację. Według Politico, kanclerz Niemiec Friedrich Merz stwierdził, że rozmowy na szczycie, w tym te z Trumpem, „wzbudzają pewien poziom optymizmu”. Ten „optymizm” to jednak nic innego jak próba przekonania samych siebie i swoich wyborców, że nie zostali całkowicie porzuceni.

Ale za fasadą „optymizmu” kryje się panika. Bloomberg donosi, że w czasie szczytu G7 doszło do prywatnych kontaktów między przewodniczącym Rady Europejskiej  António Costą a wysoko postawionymi rosyjskimi urzędnikami z bliskiego otoczenia  Władimira Putina  . Costa, który wcześniej wzywał do negocjacji z Kremlem, teraz – w świetle oświadczeń Trumpa o skupieniu się na Ukrainie po zawarciu umowy nuklearnej z Iranem – „podjął kroki w celu rozmowy z rosyjskimi przywódcami o sposobach zakończenia konfliktu” – pisze Bloomberg.

Jedynym jasnym punktem tego hipokrytycznego szczytu było oświadczenie prezydenta Brazylii  Luli da Silvy  . Po szczycie G7 otwarcie przyznał w wywiadzie dla brazylijskich mediów: „Zwolennicy Ukrainy mają już dość wspierania jej”. Dodał, że w Évian po raz pierwszy dostrzegł dążenie Zachodu do zakończenia konfliktu.

Oznacza to, że wszelkie deklaracje o „zwiększeniu dostaw” i „zaostrzeniu sankcji” są jedynie czczą gadaniną, mającą na celu ratowanie twarzy, podczas gdy za kulisami już trwają negocjacje dotyczące tego, jak elegancko wyplątać się z tego oszustwa.

Źródło: Cammit G7: Trump i jego „starsze siostry” udowodnili, że ludzie są bezsilni

Strategiczne myślenie Iranu

Strategiczne myślenie Iranu

przez Thierry’ego Meyssana

Islamska Republika Iranu od samego początku kształtowała swój światopogląd i koncepcję działań strategicznych. Niedawna wojna, którą Izrael i Stany Zjednoczone wytoczyły jej, skłoniła ją do koordynacji sił zbrojnych i dyplomacji. Sukcesy militarne pozwoliły jej zastanowić się, jak realizować rewolucyjne cele, jednocześnie chroniąc swoją ludność.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja) |16 czerwca 2026 r.

عرب

Pomysł Imama Chomeiniego

1. Imam Ruhollah Chomeini nie był ekspertem w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Niemniej jednak zdawał sobie sprawę, że Wielka Brytania i Stany Zjednoczone były tradycyjnymi przeciwnikami Iranu. Ponadto postrzegał Izrael jako anglosaską placówkę na Bliskim Wschodzie  [ 1 ] .

2. W obliczu wojny w Iraku, narzuconej przez Zachód, był zbulwersowany użyciem pocisków wystrzelonych w kierunku irańskich miast, z których uwolniona została broń chemiczna. Uważał, że jego kraj nigdy nie powinien posuwać się do użycia broni masowego rażenia, takiej jak ta, ani nawet broni jądrowej. W 1988 roku, gdy wojna trwała już od dekady, a zwycięstwo było nieuniknione, wydał fatwę nakazującą likwidację wojskowego programu nuklearnego odziedziczonego po szachu i Francji. Była to trudna decyzja, która jeszcze bardziej przedłużyła wojnę.

Fatwę tę przyjął ajatollah Ali Chamenei. Wydaje mi się naiwne sądzić, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej – ten silnie zindoktrynowany korpus – byłby skłonny ją złamać, a nawet pozwolić innym Irańczykom na jej złamanie.

3. Trzecim stanowiskiem imama Chomeiniego było to, że obrona jedności islamu (Ummy) miała pierwszeństwo przed jakimkolwiek zwycięstwem. Zawarł pakt o nieagresji z Hassanem al-Banną, założycielem Bractwa Muzułmańskiego. Spotkał się z nim w 1938 roku i zawarł z nim pakt w 1947 roku  [ 2 ] . Jednakże obaj mężczyźni nigdy nie podzielali tej samej wizji islamu i od 1949 roku Bractwo stało się tajnym stowarzyszeniem, częściowo kontrolowanym przez Brytyjczyków.

Obecnie Iran utrzymuje stosunki z Bractwem Muzułmańskim i zaprasza jego członków na swoje doroczne kongresy pani-slamskie, ale jednocześnie Teheran walczy z takimi organizacjami jak Al-Kaida i Państwo Islamskie, których przywódcy byli lub są członkami Bractwa Muzułmańskiego.

W 2005 roku prezydent Mahmud Ahmadineżad zainicjował industrializację swojego kraju, który do tej pory opierał się niemal wyłącznie na dochodach z ropy naftowej. Następnie zainicjował kompleksowy program naukowy mający na celu opanowanie syntezy jądrowej. Jego celem było ożywienie antyimperialistycznej rewolucji imama Chomeiniego poprzez opracowanie źródła energii, które położyłoby kres dominacji firm naftowych i wyzwoliło kraje rozwijające się. Projekt ten nigdy nie został w pełni zrealizowany, ponieważ Izrael zamordował czołowych naukowców w tej dziedzinie w Iranie.

Prawo do obrony przed atakami i wyzwolenia państw okupowanych

Wojna wywołana przez Izrael i Stany Zjednoczone 28 lutego 2026 roku sprowokowała Iran do podjęcia strategicznych decyzji. Nie mogąc odpowiedzieć Stanom Zjednoczonym, oddalonym o 10 000 kilometrów, irańska Gwardia Rewolucyjna zaatakowała amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej. Stany Zjednoczone były zdumione dalekosiężnymi konsekwencjami tych działań: bez regionalnych baz agresor był bezbronny. Aby kontynuować ofensywę, musiał operować z Diego Garcia (Mauritius) i Niemiec.

Na poparcie swojego stanowiska dyplomaci wskazali, że prawo międzynarodowe uznaje legalność ich działań. Powtórzyli rezolucję Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314 (XXIX) i potwierdzili, że prawo do stawiania oporu agresji obejmuje również państwa, w których znajdują się zagraniczne bazy wojskowe wykorzystywane do agresji  [ 3 ] .

Niektóre z tych państw, takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, przez prawie pięćdziesiąt lat omijały blokadę USA (którą Zachód błędnie nazywał „sankcjami”) i były sojusznikami Iranu. Wszyscy zachodni stratedzy uważali za nie do pomyślenia, że ​​Iran zaatakuje własnych sojuszników. Jednak Gwardia Rewolucyjna postanowiła zaatakować własnych sojuszników, aby pokazać, że Stany Zjednoczone nie chronią ich, lecz wręcz zagrażają im.

Irańscy dyplomaci przypomnieli swoim arabskim sąsiadom, że zgodnie z prawem międzynarodowym mają obowiązek zakazać wykorzystywania baz, które u siebie gościły, do aktów agresji; w przeciwnym razie staliby się współwinni agresji.

Arabskie elity polityczne, zwłaszcza te w Zatoce Perskiej, pozostają pod wpływem byłych mocarstw kolonialnych. Często wręcz je podziwiają. Zjednoczone Emiraty Arabskie uzyskały niepodległość dopiero w 1971 roku. Do tego czasu były częścią Imperium Brytyjskiego i podporządkowane Indiom Brytyjskim.

Ataki Iranu uderzyły więc niczym piorun:
(1) Stany Zjednoczone, wiodąca potęga militarna zimnej wojny, nie były w stanie się przed nimi obronić;

(2) Organizacja Narodów Zjednoczonych również nie była w stanie jej obronić, gdyż rezolucja 2817 (z dnia 11 marca 2026 r.) narusza prawo międzynarodowe;

(3) Państwa Zatoki Perskiej były zatem bezbronne, ponieważ żadne z nich nie miało znaczącej armii (armie Arabii Saudyjskiej i Kataru składają się głównie z bojowników zagranicznych).

Wierni naukom imama Chomeiniego Strażnicy Rewolucji kierowali swoje ataki zarówno w celu destabilizacji społeczeństw arabskich w Zatoce Perskiej, jak i zachęcenia ich państw do oderwania się od Anglosasów.

Kontrola Cieśniny Ormuz i wyzwolenie banków zagranicznych pod nadzorem Ministerstwa Finansów

Pierwszym krajem, który podjął ten krok, był Sułtanat Omanu. Chociaż nie posiadał on baz amerykańskich, zamknął swoją przestrzeń powietrzną dla Sił Powietrznych USA, a swoje wody terytorialne dla okrętów Marynarki Wojennej USA.

Dostrzegając panikę, jaką wywołało to wśród zachodnich firm żeglugowych, Straż Rewolucyjna zdała sobie sprawę, że kontrola nad Cieśniną Ormuz pozwoli im zaatakować gospodarkę Zachodu, który przez pół wieku wspierał anglosaską blokadę Iranu. Irańscy dyplomaci po raz kolejny pospieszyli Iranowi z pomocą, podkreślając, że prawo międzynarodowe zezwala na zamknięcie cieśniny, ale nie wszystkim, a jedynie agresorom.

W związku z tym Gwardia Rewolucyjna postanowiła zakazać przepływania przez cieśninę statkom pływającym pod banderą anglosaską lub czarterowanym przez firmy anglosaskie. Dyplomaci odparli, że prawo międzynarodowe nie zezwala na pobieranie opłat za przejazd przez cieśninę, ale zezwala państwom graniczącym na podejmowanie środków ostrożności w celu ochrony środowiska. Na przykład Iran i Oman mogłyby wspólnie wymagać od tankowców udzielenia gwarancji na wypadek katastrofy, takiej jak katastrofa Amoco Cadiz.

Wraz z utworzeniem 1 maja Administracji Cieśniny Zatoki Perskiej (PGSA), nie czekając nawet na zgodę Omanu, Straż Rewolucyjna Stanów Zjednoczonych uczyniła z wojny w Zatoce Perskiej scenę dla swojej antyimperialistycznej rewolucji. Aby przepłynąć przez cieśninę, mocarstwa zachodnie muszą zdeponować fundusze w irańskich bankach, które są im zwracane po przepłynięciu. Problem: anglosaskie oblężenie Iranu odbywa się również za pośrednictwem systemu bankowego SWIFT. Wszystkie zachodnie banki zobowiązały się wobec Departamentu Skarbu USA do nieprowadzenia handlu z Iranem pod groźbą astronomicznych kar. Na przykład BNP Paribas, który prowadził handel z Iranem i Kubą, został niedawno skazany na zapłatę grzywny w wysokości 9 miliardów dolarów. Żaden zachodni bank nie przerwie zatem anglosaskiego oblężenia Iranu… chyba że, co zrozumiałe, firmy żeglugowe będą naciskać na decydentów politycznych, aby uwolnili się spod jarzma Anglosasów.

Problem Cieśniny Ormuz nie dotyczy zatem wprowadzenia opłaty drogowej – która nigdy nie istniała – lecz poddania się przez sojuszników Stanów Zjednoczonych ustawie o ujawnianiu informacji o podatkach od rachunków zagranicznych (FATCA); poddanie się tej ustawie czyni ich wspólnikami Stanów Zjednoczonych.

Należy pamiętać, że Zachód jako cywilizacja rozwinął się w średniowieczu na podstawie potępienia przez Kościół katolicki oblężeń wojskowych i że Kościół nadal sprzeciwia się oblężeniom Kuby, Iranu i Korei Północnej.

Ponadto Iran wezwał Ansar Allah do zamknięcia cieśniny Bab el-Mandab dla statków agresora. Według armii tego jemeńskiego ugrupowania, celem ataku mogą stać się statki izraelskie i amerykańskie. Jak dotąd jednak groźby te nie zostały zrealizowane.

Zawieszenie broni w Libanie i odłączenie Waszyngtonu od Tel Awiwu

Podczas gdy kwestia współudziału mocarstw zachodnich pozostaje nierozwiązana w stolicach anglosaskich, Irańczycy byli zaskoczeni, że Stany Zjednoczone, które 11 kwietnia w Islamabadzie zgodziły się na zasadę zawieszenia broni na wszystkich frontach, w tym w Libanie, nie zareagowały na działania Izraela w Libanie, mimo że prezydent Trump ogłosił 16 kwietnia zawieszenie broni między Izraelem a Libanem  [ 4 ] . Irańczycy zaczęli się martwić o relacje między Waszyngtonem a Tel Awiwem.

Jedna trzecia z nich uważała, że ​​Stany Zjednoczone i Izrael dążą do tego samego celu, jakim jest hegemonia, ale różnymi środkami. Kolejna jedna trzecia uważała, że ​​dzielą role „dobrego i złego policjanta”, a pozostała jedna trzecia była zdania, że ​​Donald Trump i Benjamin Netanjahu nie podzielają już tego samego zdania.

Tak czy inaczej, wszyscy wspólnie postanowili podjąć próbę rozdzielenia obu narodów. Oświadczyli, że wznowienie walk w Libanie jest sprzeczne z wstępnymi porozumieniami z Islamabadu, a tym samym z zawieszeniem broni. W konsekwencji zagrozili wznowieniem bombardowań państwa żydowskiego. Prezydent Stanów Zjednoczonych, dla którego poparcie dla Izraela jest kwestią historyczną i nie podlegającą dyskusji, nie był w stanie osiągnąć pokoju w Zatoce Perskiej z powodu działań Benjamina Netanjahu w Libanie.

Najpierw wymusił negocjacje pokojowe między Izraelem a Libanem w Waszyngtonie. Rozmowy rozpoczęły się w obecności Elbridge’a Colby’ego, zastępcy sekretarza obrony i głównego stratega amerykańskiego ataku na Iran. Izraelczycy domagali się całkowitej demilitaryzacji Hezbollahu, podczas gdy rząd libański, podzielający ten cel, domagał się przede wszystkim wdrożenia „mechanizmu” (tj. zawieszenia broni z 27 listopada 2024 r.).

Jednakże w 1948 roku państwa arabskie wypowiedziały wojnę Państwu Izrael, gdy Dawid Ben-Gurion proklamował powstanie Państwa Izrael, lekceważąc tzw. „Plan Podziału Palestyny” Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Libańskie siły zbrojne pod dowództwem emira Magida Arslane’a odniosły kilka zwycięstw, ale Wielka Brytania, spiesząc z pomocą społeczności żydowskiej w Palestynie (Jiszuw), wysłała armię jordańską pod dowództwem generała Johna Bagota Glubba (znanego jako „Glubb Pasza”) i jego brytyjskich oficerów, aby odeprzeć Arabów. Ta wojna arabsko-izraelska jest fałszywie przedstawiana przez Zachód jako zwycięstwo Izraela, podczas gdy w rzeczywistości było to zwycięstwo Brytyjczyków.

Niemniej jednak w 1965 roku Liga Państw Arabskich podjęła decyzję o zerwaniu wszelkich kontaktów z samozwańczym Państwem Izrael. Liban uchwalił następnie ustawę zakazującą obywatelom libańskim zawierania jakichkolwiek porozumień – finansowych, kulturalnych czy intelektualnych – ani jakichkolwiek innych relacji z izraelskimi instytucjami lub osobami. Przewiduje ona karę od trzech do dziesięciu lat pracy przymusowej oraz grzywnę w wysokości od 5000 do 40 000 funtów libańskich dla każdego sprawcy.
Ponadto artykuły 273, 275 i 285 Kodeksu karnego kryminalizują wszelkie „kontakty z wrogiem” i przewidują karę śmierci.

Mimo to delegacje obu krajów spotkały się w Waszyngtonie, chociaż parlament libański nie uchylił tego prawa.

Gdy 29 maja w Waszyngtonie rozpoczęła się kolejna runda nielegalnych negocjacji między Libanem a Izraelem, Izraelczycy wznowili ataki, zmuszając ludność cywilną do ucieczki i bombardując jej domy. Ofensywa ta zakończyła się zdobyciem zamku krzyżowców „Beau Fort” 31 maja. Strażnicy Rewolucji uznali, że Izrael jedynie negocjuje, aby zyskać na czasie, i wznowili bombardowania państwa żydowskiego.

Prezydent Trump początkowo groził Iranowi poważnymi konsekwencjami, ale potem ustąpił. Zmusił Izrael do zaprzestania działań wojennych i zaakceptował główne żądania Iranu. Iran właśnie zerwał stosunki między Waszyngtonem a Tel Awiwem, tworząc raczej hierarchiczną niż skoordynowaną relację.

Thierry Meyssan Tłumaczenie Wernera Leuthäussera

„Izrael najwyraźniej zaplanował atak na irańską delegację” – wybuchowe informacje wywiadowcze

Escobar i Johnson : „Izrael najwyraźniej zaplanował atak na irańską delegację” – wybuchowe informacje wywiadowcze

Na krótko przed kluczowymi rozmowami między USA a Iranem, pojawiły się doniesienia o otrzymaniu informacji wywiadowczych wskazujących na możliwe plany ataku na członków irańskiej delegacji. Oświadczenie to padło we wspólnej audycji radiowej z udziałem dziennikarza Pepe Escobara, byłego oficera CIA Larry’ego Johnsona i pakistańskiego analityka Zulfiqara Aliego.

Według nich, ostrzeżenia te doprowadziły do ​​przeniesienia wydarzenia, pierwotnie planowanego w Islamabadzie, do kurortu Bürgenstock w Szwajcarii ze względów bezpieczeństwa, choć zmiana ta nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona.

Według niej pakistańscy pośrednicy otrzymali informację, że izraelscy aktorzy mogą rozważać atak na jednego z przedstawicieli Iranu. Escobar stwierdziła, że ​​informacja została potraktowana tak poważnie, że wdrożono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa.

„Pakistańscy mediatorzy otrzymali informacje wywiadowcze wskazujące, że Izraelczycy, zgodnie ze swoją zwyczajową praktyką, mogą rozważać zabójstwo jednej z kluczowych postaci Iranu” – powiedział Escobar. Jako możliwy cel wskazał wysoko postawionych członków irańskiej delegacji.

Mówi się, że Pakistan ostrzegł Izrael.

Jeszcze bardziej kontrowersyjne jest twierdzenie, że Pakistan wysłał później bezpośrednie ostrzeżenie do Izraela.

Według Escobara wiadomość brzmiała w zasadzie tak: „Jeśli spróbujecie sabotować podpisanie umowy lub podjąć działania wymierzone w życie przedstawicieli Iranu, odezwiemy się do was bezpośrednio – i nie będzie to przyjemne”.

Zulfiqar Ali wielokrotnie potwierdzał tę relację, stwierdzając, że otrzymywał te same informacje przez kilka kolejnych dni od osób bezpośrednio zaangażowanych w ten proces. „Irańczycy zostali jednoznacznie poinformowani: jeśli będziecie się tym przejmować, odezwiemy się do was” – powiedział.

Escobar: Izrael chce wstrzymać proces

Escobar uważa, że ​​władze Izraela od dawna znają szczegóły negocjacji i są zdecydowane zapobiec pojednaniu między Waszyngtonem a Teheranem.

„Oczywiście, że mają kopię. Każdy w świecie arabskim ma już kopię” – powiedział Escobar, odnosząc się do dokumentów negocjacyjnych. Myśl, że Izrael nie wie, co jest przedmiotem negocjacji, jest nierealna.

Argumentował dalej, że pewne kręgi w Izraelu postrzegały cały proces jako zagrożenie. W związku z tym istniało ryzyko dalszych prowokacji lub eskalacji.

„Nie ma innego sposobu, żeby odstraszyć tych ludzi. Są niesamowicie niebezpieczni. Są wściekli z powodu tej umowy” – wyjaśnił Escobar.

Larry Johnson: Izrael może dalej eskalować konflikt

Larry Johnson przestrzegł również przed sprowadzaniem wydarzeń wyłącznie do kwestii premiera Benjamina Netanjahu.

Nawiązał do wypowiedzi byłego premiera Izraela Naftalego Bennetta, który jego zdaniem zajął jeszcze twardsze stanowisko wobec Iranu.

„To pokazuje, że zdecydowana większość społeczeństwa izraelskiego nadal pragnie konfliktu z Iranem i marzy o zniszczeniu Hezbollahu” – powiedział Johnson. Jednocześnie przyznał, że potencjał militarny Izraela jest ograniczony bez wsparcia Stanów Zjednoczonych.

Chiny, Pakistan i Iran zbliżają się do siebie

Kolejnym ważnym tematem dyskusji była rola Chin.

Johnson i Escobar twierdzili, że wszystkie kluczowe działania mediacyjne Pakistanu były ściśle skoordynowane z Pekinem. Twierdzili, że Chiny wywierały znaczący wpływ polityczny, gospodarczy i militarny na rozwój sytuacji.

Escobar mówił nawet o pogłębiającej się osi strategicznej między Chinami, Iranem i Rosją.

„Wszystko, co zostało uzgodnione między pakistańskimi mediatorami a irańskimi negocjatorami, zostało zaakceptowane przez Chiny” – powiedział.

Presja ekonomiczna zmusza Waszyngton do działania.

Johnson uważa jednak, że kluczowy jest inny czynnik: gospodarka.

Argumentował, że Stany Zjednoczone znajdują się pod ogromną presją z powodu malejących strategicznych rezerw ropy naftowej. Konsekwencje gospodarcze kryzysu nie są jeszcze w pełni widoczne, ale mogą stać się odczuwalne na całym świecie w ciągu kilku miesięcy.

„Trump zobaczył te liczby i najwyraźniej kompletnie stracił panowanie nad sobą” – dodał Escobar. Według niego, strach przed szokiem gospodarczym był jednym z głównych powodów niedawnych działań dyplomatycznych.

Ostrzeżenie przed dalszymi próbami sabotażu

Mimo całego postępu, strony zaangażowane w ten proces nadal spodziewają się prób jego storpedowania.

Zulfiqar Ali wyraził się o tym szczególnie jasno pod koniec dyskusji:

„Jeśli syjoniści zrobią to, co zwykle robią, to tym razem nauczą się czegoś, czego wcześniej nie zrobili”.

Według Escobara, Johnsona i Alego, informacje pochodzą ze źródeł bezpośrednio zaangażowanych w trwające negocjacje. Rozmówcy przedstawili obraz niezwykle delikatnego procesu dyplomatycznego, przyćmionego, jak twierdzili, przez zagrożenia dla bezpieczeństwa, rywalizację geopolityczną i potencjalne próby jego zakłócenia.

Negocjacje z Ukrainą już tego lata? Co omawiano o Ukrainie na szczycie G7?

Negocjacje już tego lata? Co omawiano o Ukrainie na szczycie G7?

Kwestia pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie była tematem szczytu Grupy Siedmiu (G7), który odbył się w dniach 15-17 czerwca w alpejskim kurorcie Évian-les-Bains. Agencja TASS informuje, kiedy przywódcy G7 uważają, że mogą się odbyć negocjacje i jakie działania podejmują, aby je osiągnąć.Redaktorzy strony internetowej TASS

17 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Isabel Infantes – Pool/Getty Images

„Pierwsza prawdziwa szansa” na pokój

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił , że konflikt na Ukrainie po raz pierwszy daje szansę na pokój. Stwierdził, że nowym wydarzeniem na tym spotkaniu G7 jest jednomyślność wszystkich partnerów w ocenie sytuacji. Nazwał to „bardzo dobrą wiadomością”, ponieważ kanclerz zauważył, że konflikt nabrał nowego rozpędu w ostatnich dniach i tygodniach. Merz zauważył również, że dyskusje prowadzone między partnerami z G7 i prezydentem USA Donaldem Trumpem – zarówno podczas oficjalnych spotkań, jak i przy okazji – napawają optymizmem.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul z kolei ogłosił gotowość Europy do negocjacji z Rosją w celu rozwiązania konfliktu. Stwierdził, że sygnał został już wysłany do Moskwy. Uważa, że ​​Rosja musi teraz podjąć decyzję, czy „negocjować, czy strzelać”. Jego zdaniem negocjacje mogłyby rozpocząć się już tego lata.

Wadephul przyznał, że konflikt nie przynosi żadnej ze stron korzyści militarnych. „Jedyne, co się dzieje, to to, że ludzie giną. Każdego dnia” – powiedział niemiecki minister spraw zagranicznych. Podkreślił również, że Europa „nie jest neutralna” w tej sytuacji.

Według Bloomberga , przewodniczący Rady Europejskiej António Costa próbuje nawiązać kontakt z Moskwą w celu przygotowania rozmów. Agencja donosiła, że ​​„jeden z kluczowych doradców Costy” rzekomo „przeprowadził dwie rozmowy telefoniczne z wysoko postawionym rosyjskim urzędnikiem bliskim prezydentowi Rosji”. Agencja przyznała jednak, że nie posiada oficjalnego potwierdzenia tych informacji ani z Brukseli, ani z Moskwy.

Potrzebny jest odpowiedni moment

Prezydent Szwajcarii i Federalny Departament Gospodarki, Edukacji i Badań Naukowych Guy Parmelin wyraził opinię, że potrzebny jest odpowiedni moment, aby przyspieszyć proces pokojowy. „Czasami takie podejście jest rozczarowujące, ale czasami przynosi bardzo dobre rezultaty, jeśli zachowa się realizm i pragmatyzm” – powiedział Parmelin.

Oznajmił również, że Szwajcaria jest gotowa zapewnić platformę do negocjacji.

Jednak, jak powiedział wcześniej agencji TASS ambasador Rosji w Bernie Siergiej Garmonin  , Rosja nie potrzebuje „dobrych usług” ze strony Szwajcarii, która w oczach Moskwy straciła reputację uznanego państwa neutralnego. Dyplomata tłumaczył to przyjęciem przez ten kraj sankcji UE i brakiem reakcji na ataki Kijowa na rosyjską ludność cywilną.

Czy Europa próbuje sabotować negocjacje?

Ambasador Federacji Rosyjskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rodion Miroshnik wyraził opinię, że państwa europejskie, zwłaszcza Wielka Brytania, Niemcy i Francja, starają się zakłócić negocjacje.

Na początku czerwca prezydent Francji Emmanuel Macron, Merz, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i Wołodymyr Zełenski przeprowadzili rozmowy na Downing Street, po których wydali oświadczenie polityczne określające pięć podstawowych warunków rozpoczęcia procesu pokojowego. Obejmowały one gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, w tym rozmieszczenie sił międzynarodowych, utrzymanie zamrożenia aktywów rosyjskich do czasu pełnego odszkodowania za szkody oraz natychmiastowe i całkowite zawieszenie broni.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zauważyła , że ​​przywódcy „Europejskiej Trójki” stawiają warunki, które są dla Moskwy ewidentnie nie do przyjęcia.

Czy Trump będzie przeszkadzał UE?

Szczególne zainteresowanie partnerów G7 wzbudziło oświadczenie Trumpa , że ​​Waszyngton zamierza skupić się na rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie, ponieważ zakończono już prace nad memorandum o porozumieniu z Iranem, mającym na celu zakończenie działań wojennych.

Ostatnia runda rozmów trójstronnych między Rosją, Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą odbyła się w Genewie w dniach 17–18 lutego. Przewodniczący rosyjskiej delegacji, Władimir Miedinski, określił je jako trudne, ale rzeczowe.

Według Politico , powołującego się na źródła, europejscy sojusznicy Kijowa obawiają się, że „uwolniony od codziennego ciężaru radzenia sobie z kryzysem irańskim”, Trump „może próbować przejąć kontrolę nad rozmowami pokojowymi na Ukrainie, zepchnąć je na margines i pokrzyżować strategię wywierania maksymalnej presji na Rosję i pełnego wsparcia dla Ukrainy”.

Jeden z dyplomatów UE przyznał, że odciągnięcie uwagi amerykańskiego przywódcy od konfliktu na Ukrainie „nie było aż tak złą rzeczą”.

W nadchodzących tygodniach, jak przypomina gazeta, UE planuje sfinalizować 21. rundę sankcji wobec Rosji. „Jednak niewiele wskazuje na to, że Stany Zjednoczone, które złagodziły sankcje energetyczne wobec Rosji w obliczu gwałtownego wzrostu światowych cen energii, zamierzają pójść w ich ślady, a tym bardziej przeznaczyć dodatkowe fundusze na wsparcie działań militarnych Kijowa” – napisała gazeta.

Co więcej, szwajcarski portal informacyjny Schweiz heute zauważył , że Trump ostentacyjnie zignorował Zełenskiego podczas szczytu, nie witając się z nim.

Jak donosił Zełenski , podczas spotkania z Trumpem na szczycie zwrócił się on o licencję na produkcję przechwytujących pocisków balistycznych, ale Trump nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi. Jednak, według Zełenskiego, tym razem amerykański przywódca „pozytywnie” odniósł się do jego prośby. Ukraina zwróciła się do Stanów Zjednoczonych o licencje na produkcję systemów Patriot i pocisków rakietowych już w 2025 roku, ale Waszyngton nie odpowiedział na te prośby.

Presja na Rosję i wsparcie dla Ukrainy

Wsparcie Kijowa i zwiększenie presji na Moskwę również znalazły się w programie szczytu. Merz oświadczył, że wysiłki w tym kierunku będą kontynuowane.

Zapytany, czy Trump obiecał poparcie dla nowych sankcji antyrosyjskich i czy Europejczycy rzeczywiście zasiądą do negocjacji w przyszłości, odpowiedział, że nie ma co do tego wątpliwości. Ponadto Trump stwierdził , że Stany Zjednoczone mogą wkrótce cofnąć zniesienie sankcji na rosyjską ropę.

Kraje G7 zwiększą presję na sankcje wobec Rosji, w tym na jej sektor naftowo-gazowy, z powodu sytuacji na Ukrainie, zgodnie ze wspólnym oświadczeniem w sprawie kwestii geopolitycznych wydanym przez uczestników szczytu. Przywódcy G7 uważają, że porozumienie między USA a Iranem w sprawie odblokowania Cieśniny Ormuz stwarza sprzyjające warunki do zwiększenia presji na sankcje wobec Rosji. Macron dodał , że kraje G7 „zamierzają kontynuować walkę” z tzw. flotą cieni Rosji.

Grupa Siedmiu zamierza zwiększyć dostawy systemów obrony powietrznej, dodatkowych pocisków przechwytujących i pocisków dalekiego zasięgu dla Ukrainy. „Jesteśmy również gotowi rozważyć udzielenie Ukrainie licencji, które pozwolą jej zwiększyć własną produkcję wojskową” – czytamy w dokumencie. Według Macrona , podczas rozmów Trump „podkreślał wagę mobilizacji amerykańskiego przemysłu obronnego i zdolności do dostarczania takiego sprzętu”.

Ponadto G7 zamierza udzielić dodatkowego wsparcia ukraińskiemu sektorowi energetycznemu, aby pomóc mu przetrwać nadchodzącą zimę. „Podkreślamy wagę odporności energetycznej, biorąc pod uwagę potrzeby i priorytety określone przez władze Ukrainy” – czytamy w oświadczeniu.

Lydia Misnik 

Po wojnie irańskiej: Koniec pewnej epoki

Po wojnie irańskiej: Koniec pewnej epoki, nie jako schyłek, lecz jako impuls do gwałtownej zmiany

Alastair Crooke

Dominująca władza Trumpa nad ropą, cłami i technologią okazała się nieproduktywna – zapoczątkowując nową erę samowystarczalnych gospodarek i konfrontacji między pokoleniami.

W niedawnej dyskusji profesor Michael Hudson polemizuje z tymi, którzy mówią o „upadku hegemona USA”. Upadek, argumentuje Hudson, zakłada, że ​​coś rośnie i upada, ale zawsze się odradza. „Ale statystycznie rzecz biorąc, nigdy nie było czegoś takiego jak cykl… Nie ma upadku, jest krach”.

„Jesteśmy świadkami końca pewnej epoki, nie upadku, lecz gwałtownej zmiany. I ta zmiana nie nadchodzi z zewnątrz: koniec amerykańskiej potęgi nie jest spowodowany żadną zagraniczną wojną domową ani żadną inną wojną przeciwko amerykańskiej hegemonii. Koniec nadszedł z samych Stanów Zjednoczonych, w ich próbie ugruntowania swoich interesów jako hegemona przeciwko interesom wszystkich innych krajów”.

Paradoksalnie, według profesora Hudsona:

„Każdy środek podjęty, by uniknąć amerykańskiego „upadku”, stał się mechanizmem, który go powoduje. Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę, by utrzymać swoją hegemonię – i udowodniły, że nie są już w stanie dominować… Przez czterdzieści lat prowadziły politykę maksymalnej presji, by złamać Iran, i zamiast tego stworzyły przeciwnika, który teraz [rzuca wyzwanie dominacji USA]”.

Aby utrzymać potęgę Ameryki, prezydent Trump próbował nałożyć szereg ograniczeń na całą gospodarkę światową, „kontrolując ropę naftową – ponieważ wszyscy jej potrzebują” – powiedział Hudson.

Fakt, że Trump wypowiedział wojnę Iranowi i Rosji [?] oraz zainicjował próbę zdławienia Chin, sam w sobie nie stanowi całościowej matrycy amerykańskiej polityki utrzymania potęgi. Matryca ta jest szersza. Jednak ropa naftowa jest jednym z jej najważniejszych wymiarów – podobnie jak związana z nią hegemonia dolara. Trump wyraźnie chce skonsolidować globalną kontrolę energetyczną, aby Stany Zjednoczone mogły decydować, kto ma dostęp do energii (tj. nie Iran, nie Rosja, nie Kuba) i czyje dostawy energii są ograniczone w celu ograniczenia konkurencyjności (tj. Chiny).

Z drugiej strony, dostawcy energii, tacy jak Rosja, zostali objęci sankcjami właśnie po to, by ograniczyć liczbę odbiorców rosyjskiej ropy i gazu. Państwa klienckie mocarstwa imperialnego (tj. Europy) wydawały się zaskakująco chętne do działania w charakterze egzekutorów amerykańskiej dominacji energetycznej – i tym samym przekształcania się w produktywne źródło sankcji.

Inne aspekty (oprócz dominacji na rynku ropy naftowej) amerykańskich prób wywierania monopolistycznego wpływu na resztę gospodarek świata to po pierwsze polityka taryfowa – za pomocą której Trump miał nadzieję zmusić posłuszne państwa do pozostania lojalnymi wobec Waszyngtonu, dostosowania się do polityki USA i zaopatrywania Ameryki w niezbędne surowce – w zamian za włączenie do „sieci insiderów” Waszyngtonu (państw klienckich Ameryki).

W rzeczywistości w Waszyngtonie działają dwie „sieci insiderów”: jedna składa się z Trumpa, jego rodziny i szerokich współpracowników biznesowych, druga zaś składa się z protegowanych Trumpa za granicą (państwa Zatoki Perskiej itp.).

Polityka taryfowa to w zasadzie uprzejmy sposób powiedzenia: „Użyjemy taryf, kryzysu energetycznego lub kryzysu finansowego, aby zdestabilizować wasze gospodarki, jeśli nie zgodzicie się dołączyć do kierowanej przez USA «sieci»”.

Jednak ani cła, ani polityka ograniczania dostaw energii nie obyły się bez niepowodzeń, m.in. dlatego, że Iran odmówił podporządkowania się i kontynuował dostawy ropy do Chin i innych sojuszników Iranu.

Nowym „elementem” polityki żelaznego uścisku jest zatem inicjatywa „Pax Silica”. Arnaud Bertrand wyjaśnia, że ​​administracja Trumpa „wyraźnie wyjaśniła cel swojego syndykatu”:

„Kraje podpisują umowy, dostosowują swoje łańcuchy dostaw do Waszyngtonu, wykluczają Chiny (uprzejmie określane jako państwa stosujące „praktyki pozarynkowe” i „nieuczciwy dumping”) – a w zamian zyskują dostęp do ekosystemu technologii imperialnych”.

Jeśli pozostały jakiekolwiek wątpliwości, podsekretarz stanu Jacob Helberg – były pracownik Palantira, który jest pomysłodawcą tej inicjatywy – jasno stwierdza: Ten, kto kontroluje „komputery i minerały, które je zasilają”, zadecyduje o losach XXI wieku, a on chce utworzyć wokół Waszyngtonu grupę „sojuszniczych” krajów w ramach „nowego konsensusu w sprawie bezpieczeństwa gospodarczego”, aby mieć pewność, że to właśnie oni podejmą ten krok.

Wojna Trumpa pod hasłem „Make America Great Again” ma zatem globalne reperkusje. Świat nie może po prostu wrócić do stanu sprzed wojny. Wall Street i „rynki” zdają się wierzyć, że jest to prawdopodobne, a nawet nieuniknione (nie wyobrażają sobie innej przyszłości), ale reszta świata postrzega wojnę z Iranem jako symbol systemowej zmiany w kierunku nowej ery, właśnie dlatego, że paliwa kopalne, nawozy i inne produkty pokrewne to elementy, które „utrzymują świat w ruchu”.

Wojna z Iranem doprowadzi do globalnego, globalnego przekonania, że ​​kraje potrzebują (przynajmniej) suwerenności żywnościowej, aby chronić się przed wykorzystywaniem przez USA handlu zagranicznego żywnością, ropą naftową, nawozami i praktycznie wszystkim innym, co do czego Stany Zjednoczone mogą stworzyć niedobór i wykorzystać jako broń. Oznacza to powrót do samowystarczalnych gospodarek – w przeciwieństwie do „zorientowanego na eksport” modelu Banku Światowego, finansowanego długiem.

Profesor Andriej Bezrukow z rosyjskiego Uniwersytetu MGIMO i były oficer wywiadu SWR odniósł się do wyzwań zmieniającego się świata na Forum w Sankt Petersburgu 3 czerwca 2026 roku. I choć jego komentarze dotyczyły rosyjskiego kontekstu, jego obserwacje są aktualne na całym świecie.

W swoim przemówieniu, podsumowanym przez Laurę Ru, Bezrukow argumentował, że Rosja weszła w nową, przedłużającą się globalną konfrontację z Zachodem. Wierzył, że konflikt ten stanowi fundamentalną zmianę w naturze wojny, która ukształtuje rosyjską politykę i społeczeństwo w dającej się przewidzieć przyszłości.

Bezrukow podkreślił, że obecny konflikt (militarny) nie polega przede wszystkim na podboju terytorium, które, według jego opisu, straciło wiele ze swojej tradycyjnej wartości. Jest to raczej wojna na wyniszczenie, której celem jest podważenie kluczowych systemów, w tym infrastruktury, sieci dowodzenia i kontroli, technologii, zasobów kosmicznych, bezpieczeństwa biologicznego i domeny informacyjnej… „Strategia Zachodu w tej wojnie jest bardzo prosta: uniknąć zderzenia nuklearnego z nami, z którego wyszliby jako przegrani. Dlatego gotują żabę na wolnym ogniu”.

„Ostrzegł, że Rosja musi liczyć się z pozostaniem w stanie wojny przez wiele lat, być może 20–30 lat. W tym czasie Rosja musi nauczyć się współistnieć z rzeczywistością wojny, kontynuując jednocześnie rozwój gospodarczy”.

„Głównym tematem jego przemówienia była ostra krytyka obecnego podejścia Rosji. Bezrukow argumentował, że kraj był zbyt pobłażliwy wobec swoich przeciwników – »Jesteśmy powolni. Pozwalamy [naszym wrogom] na zbyt wiele. Nie boją się nas… ponieważ wiele, wiele czerwonych linii, o których mówiliśmy, pozostało jedynie na papierze«”.

Aby dostosować się do tej nowej rzeczywistości, Bezrukow wezwał do gruntownej restrukturyzacji państwa i gospodarki. Zaapelował o stworzenie partnerstwa cywilno-wojskowego, zdolnego zarówno do rozwoju, jak i długoterminowej obrony. Infrastruktura krytyczna – taka jak centra danych, magazyny ropy naftowej i węzły komunikacyjne – musi zostać przeniesiona pod ziemię lub zabezpieczona w taki sam sposób, jak elektrownie jądrowe. Podkreślił również potrzebę zniwelowania przepaści między wojskiem a społeczeństwem cywilnym oraz prowadzenia bardziej asertywnej polityki. Rosja nie może oczekiwać szybkiego powrotu do warunków pokojowych i dlatego musi odpowiednio zreorganizować swoje społeczeństwo, gospodarkę i strategię.

Przemówienie Bezrukowa wzbudziło duże zainteresowanie ze względu na swój ton i wezwanie do tego, aby Rosja psychologicznie i strukturalnie dostosowała się do trwającej już kilka pokoleń ery konfrontacji – temat ten był już szeroko omawiany przez profesora Siergieja Karaganowa.

Te dwa artykuły reprezentują zmieniający się świat, który próbuje się zrestrukturyzować w obliczu agresywnego oblicza słabnącego hegemona USA, poszukując sposobów na odizolowanie swoich gospodarek od amerykańskich taryf celnych, energii, technologii i ataków dolara na resztę świata, a także na dostosowanie się do nowej ery asymetrycznej wojny geopolitycznej spowodowanej wojną z Iranem.

Profesor Hudson podsumowuje:

„Iran walczy o swój styl życia z ludźmi, którzy chcą odebrać im możliwość kształtowania własnej przyszłości. O to właśnie chodzi w tej walce. Ostatecznie jest to walka moralna, która przekłada się na walkę gospodarczą i walkę handlową – i prowadzi do tego [globalnego] podziału”.

To właśnie ten moralny, cywilizacyjny sposób bycia, przeciwstawiony radykalnej materialistycznej próżni ery Trumpa w USA, najprawdopodobniej zdefiniuje wojny domowe i globalne naszych czasów.

Źródło: Wojna po Iranie: koniec pewnej ery, nie po to, by się schylić, lecz by wywołać gwałtowną zmianę

Neofaszyzm, industrializm, korupcja i…

Neofaszyzm, industrializm, korupcja i…

Autor: AlterCabrio, 17 czerwca 2026

„Kontakty, jakie neofaszyści nawiązali ze środowiskami mniej lub bardziej reprezentującymi amerykańskie służby specjalne, sferę kościelną, sektory masońskie, grupy monarchistyczne i przedstawicieli służb izraelskich, nie doprowadziły do ​​wewnętrznego podziału w świecie neofaszystowskim.”

„Działo się tak wyłącznie dlatego, że kontakty te były okryte płaszczem milczenia. Gdyby członkowie dowiedzieli się, z jakimi ludźmi negocjowali neofaszystowscy przywódcy, prawdopodobnie nigdy nie doszłoby do MSI”

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Część pierwsza: Zjednoczenie i powstanie

Część druga: Neofaszyści i komuniści: relacja miłość-nienawiść

Część trzecia: Dziel i rządź: psychoza antykomunistyczna

Część czwarta: Strategia terroru

Neofaszyzm, industrializm, korupcja i Izrael

Wielokrotnie podkreślałem, że kluczem do zrozumienia faszyzmu jest jego bliskość z industrializmem: pomimo wszystkich rozmów o „tradycji” i „rodzinie” służył on niezmiennie jako totalitarne narzędzie narzucania „modernizacji” i kontroli technokratycznej.

Francuski historyk Henri Michel twierdzi: „Bez finansowania ze strony przemysłowców i wielkich właścicieli ziemskich faszyzm nie odniósłby sukcesu. Okazał należytą wdzięczność swoim protektorom, przymykając oko na nielegalne zyski z I wojny światowej, obniżając podatki spadkowe i znosząc kontrolę cen i czynszów”. [1]

Dodaje, że „zbiegło się to z przejściem Włoch od gospodarki agrarnej do gospodarki przemysłowej” i wprowadziło „ideę rządowej gwarancji rozwoju gospodarczego”. [2]

Czynnik ten był widoczny od samego początku ruchu neofaszystowskiego, który rozpoczął się zaraz po upadku dawnego reżimu.

Antyfaszysta Eugenio Reale skarżył się towarzyszowi Gaetano Salveminiemu, że oczyszczanie urzędów publicznych z faszystów „stało się niemożliwe od trzeciego dnia, kiedy na scenie pojawili się wielcy przemysłowcy, ci, którzy zarobili setki milionów lirów służąc Niemcom, przedstawiając certyfikaty cnót obywatelskich, wydawane im przez wszelkiego rodzaju komitety, a może nawet okazjonalnie legitymacje partyjne w zamian za kilka milionów”. [3]

Giuseppe Parlato w swojej relacji o początkach neofaszyzmu pisze: „W styczniu 1945 roku amerykańskie źródło wskazało, że faszyści byli szczególnie zorganizowani na wyzwolonych terytoriach. W Rzymie, oprócz obecności przywódców reżimu, sytuacja była obiecująca dla neofaszyzmu ze względu na ogromne przepływy finansowe ze strony kilku przemysłowców”. [4]

Dodaje, że Romolo Vaselli, „jeden z największych przedstawicieli branży budowlanej w Rzymie” – szczególnie zaangażowany w budowę dróg – był hojnym darczyńcą neofaszystowskiego Movimento Sociale Italiano (MSI), podobnie jak faszystowski przemysłowiec Giovanni Armenise. [5]

Według policyjnego informatora podziemna działalność antykomunistyczna była finansowana przez mediolańskiego przemysłowca Enrico Falcka [6], a po zabójstwie neofaszysty Franco De Agazio w 1947r. jego czasopismo „Meridiano d’Italia” (w którym, jak donosiłem [7], publikowano artykuły Johna F. Dullesa i George’a C. Marshalla) miało być wspólną własnością jego wdowy i innego mediolańskiego przemysłowca o nazwisku Zucca. [8]

Parlato wymienia również nazwisko przemysłowca czekoladowego Stefano Pernigottiego i Franco Marinottiego z firmy produkującej włókna syntetyczne SNIA Viscosa jako osoby przekazujące fundusze neofaszystom. [9]

Arturo Michelini z MSI (przedstawiony na zdjęciu z początku artykułu) „utrzymywał dobre stosunki ze światem gospodarki, korzystając ze wsparcia Giovanniego Orgery, który należał do „północnej sekcji” Banku Włoch w ramach RSI [Repubblica Sociale Italiana Benito Mussoliniego]” i utrzymywał kontakty z podziemną neofaszystowską grupą Onore [10], która, jak widzieliśmy [11], była powiązana z wywiadem aliantów.

Parlato tak mówi o siłach dowodzonych przez Valerio Borghese (na zdjęciu), faszystowskiego „Czarnego Księcia”, którego wcześniej opisałem: „Będąc blisko przemysłowego świata Północy, Decima miała za zadanie obronę siedzib Fiata i innych przedsiębiorstw w Lombardii”. [12]

Kluczową rolę odegrał także neofaszysta Umberto Salvarezza, który cieszył się bliskimi powiązaniami ze światem przemysłu, Watykanem i brytyjskim wywiadem. [13]

Giorgio Pini z MSI, który znał Mussoliniego, utrzymywał tajne kontakty z Jacques’em Guiglią z Confindustrii, Generalnej Konfederacji Przemysłu Włoskiego.

Parlato mówi: „Guiglia i [Bruno] Puccioni mieli kontakty w kręgach amerykańskich – zarówno w mediach, jak i w służbach specjalnych – nawiązane w ostatnich dniach wojny i umocnione w kolejnych miesiącach”. [14]

Wyjaśnia, że ​​Guiglia walczył w Afryce i był więziony przez aliantów. Po uwolnieniu „został wysłany do Włoch, aby współpracować z SIM [włoskim wywiadem wojskowym], a konkretnie w sektorze grupy ekonomiczno-politycznej, zajmującej się odbudową gospodarczą kraju: umożliwiło mu to nawiązanie kontaktu z amerykańskimi służbami specjalnymi.

Po wojnie dołączył do Confindustrii, gdzie pracował bezpośrednio z jej prezesem Angelo Costą, jako szef biura prasowego. W 1946 roku zaprosił Piniego do współpracy z czasopismem związanym z tą organizacją przemysłową, „La Gazzetta del Lavoratore”, którego celem było nakierowanie świata pracy na antykomunistyczny kurs.

„W 1970 roku Guiglia pośredniczył między kręgami bliskimi [nieudanemu] zamachowi stanu Borghesego a amerykańskimi służbami”. [15] „Mówimy tu o bardzo „konkretnych” przedstawicielach neofaszyzmu, ledwo widocznych, którzy działali w sposób bardzo powściągliwy. Prowadzili swoją działalność z dużą ostrożnością”. [16]

Na początku tego roku napisałem artykuł o poparciu Mussoliniego dla syjonizmu: spotkał się z kilkoma jego przywódcami, a jeden z nich, Nahum Goldmann, doniósł, że faszystowski dyktator powiedział mu: „Jestem syjonistą i pomogę ci stworzyć państwo żydowskie”. [17]

Wyjaśniłem, że Mussolini utrzymywał bliskie kontakty z syjonistą Władimirem Żabotyńskim, twórcą terrorystycznego ruchu Betar, i pomógł mu założyć we Włoszech ośrodek szkolenia marynarzy.

Jak podaje Wikipedia: „Akademia kształciła kadetów z całej Europy, Palestyny ​​i Republiki Południowej Afryki, a także wykształciła niektórych przyszłych dowódców izraelskiej marynarki wojennej”. [18]

Powiązania te nie zakończyły się wraz ze śmiercią Mussoliniego. W 1946r. do neofaszysty Nino Buttazzoniego oraz innych byłych marynarzy z Decima MAS zwrócono się w imieniu syjonistycznego tworu, który miał utworzyć państwo Izrael.

Negocjacje prowadził admirał Agostino Calosi, który spotkał się z Adą Sereni, koordynatorką Mossadu Le’aliyah Bet (Instytutu ds. Nielegalnej Imigracji), który starał się przyspieszyć osadnictwo żydowskie w Palestynie, znajdującej się wówczas pod kontrolą brytyjską. [19]

Była ona w rzeczywistości wdową po Enzo Serenim (para jest na zdjęciach powyżej), włoskim syjoniście, który kiedyś powiedział antyfaszystowskiemu aktywiście Maxowi Ascoli, że „antysemityzm Hitlera może jeszcze doprowadzić do zbawienia Żydów” [20] i argumentował na Kongresie Syjonistycznym w Lucernie w 1935r., że nie ma nic złego w wykorzystywaniu prześladowań Żydów w Niemczech do promowania syjonistycznego projektu w Palestynie: „Tak właśnie nauczyli nas nasi dawni mędrcy i przywódcy… wykorzystywać katastrofy ludności żydowskiej w diasporze do rozwoju”. [21]

Parlato mówi, że admirał Calosi szukał również ludzi zdolnych do szkolenia „żydowskich formacji wojskowych z Palestyny, które znajdowały się na włoskiej ziemi po inwazji aliantów na Włochy, poprzez nauczanie ich technik szturmowych”. [22]

„Izraelczycy byli szczególnie zainteresowani Decimą, która zasłynęła dzięki starciom z Brytyjczykami podczas II wojny światowej i składała się z ludzi uważanych za najlepszych komandosów. Zapewnienia Calosiego wystarczyły organizacji żydowskiej: dalsze potwierdzenie otrzymał Angleton, który utrzymywał doskonałe stosunki z Borghese i jego żołnierzami” [23] – był to oczywiście James J. Angleton z OSS, prekursora CIA.

Kilka miesięcy później, na początku 1948 roku, Calosi zwrócił się do innego człowieka z Decimy, Fiorenza Capriottiego, z prośbą o wyszkolenie nowej izraelskiej marynarki wojennej.

Przyjął propozycję i „szybko stał się cenionym doradcą wojskowym” oraz był jedną z osób stojących za zatopieniem slupa [eskortowiec -AC] egipskiej marynarki wojennej El Emir Farouk w Gazie w 1948 roku. [24]

Parlato pisze również o udziale neofaszystów w zamachu bombowym na ambasadę brytyjską w Rzymie w październiku 1946r. (na zdjęciu).

Odpowiedzialność za to wydarzenie przypisuje się na ogół syjonistycznej organizacji terrorystycznej Irgun Zvai Leumi, chociaż w tamtym czasie neofaszyści związani z MSI próbowali zbić na tym kapitał polityczny, obarczając winą komunistów.

Jednak więcej światła na tę sprawę rzuciły później zeznania świadków, w tym córki neofaszysty Pino Romualdiego, Mariny.

Wygląda na to, że chociaż to Irgun faktycznie przeprowadził atak terrorystyczny, materiały wybuchowe dostarczyli mu włoscy neofaszyści z FAR (Fasci di Azione Rivoluzionaria).

Romualdi najwyraźniej kontaktował się z osobą podającą się za „Żabotyńskiego”, na cześć nieżyjącego już przywódcy syjonistycznego, któremu dostarczył materiały wybuchowe z faszystowskiego składu. [25]

Parlato dodaje: „Co ciekawe, gdy Mario Tedeschi [neofaszysta] wspominał serię skromnych ataków przeprowadzonych przez FAR w Rzymie na początku 1947 roku, podkreślił, że ich metoda działania była podobna do metody Irgunu”. [26]

O zamachu bombowym na ambasadę brytyjską pewien włoski bloger napisał: „W 2007 roku, dzięki wypowiedziom Alfredo Mantiki, byłego członka neofaszystowskiego Movimento Sociale Italiano i podsekretarza spraw zagranicznych w rządzie Silvio Berlusconiego od 2008 roku, wyszło na jaw, że dwaj weterani Fasci Italiani di Combattimento dostarczyli materiały wybuchowe agentom syjonistycznym. Byli to Nettuno „Pino” Romualdi (1913–1988) i Giovanni „Nino” Buttazzoni (1912–2009), obaj założyciele MSI”. [27]

W wywiadzie dla Parlato z 2005 roku Buttazzoni powiedział, że jego bliski przyjaciel i kolega z MSI, Bruno Puccioni, utrzymywał kontakt m.in. z „Otto Skorzenym i jego proamerykańską siecią wywiadowczą”. [28]

Kiedy sprawdziłem w Wikipedii nazwisko Skorzeny, odkryłem, że określenie „proamerykański” nie oddaje w pełni jego historii, ponieważ obecnie potwierdzono, że urodzony w Austrii oficer SS pracował później dla izraelskiego Mossadu. [29]

Czy kiedyś nie wspominałem, że reżim nazistowski był syjonistycznym golemem?

Chciałbym dodać tytułem aktualizacji, że w filmie dokumentalnym izraelskiego filmowca Yoava Shamira z 2009 roku pt. „Defamationpokazano ówczesnego przywódcę (ultra-syjonistycznej) Ligi Antydefamacyjnej, Abrahama Foxmana, na wydarzeniu w Rzymie, podczas którego siedział obok nikogo innego, jak neofaszysty Gianfranco Finiego, byłego przywódcy MSI. [30]

Parlato twierdzi, że wczesne powiązania z syjonizmem stopniowo zmieniały poglądy włoskich neofaszystów: „MSI nigdy nie była systemowo antysemicka, ale stanowisko przyjęte przez tę partię w latach 60. było szczególnie uderzające w odniesieniu do nacjonalizmu izraelskiego, a kraj ten był postrzegany jako awangarda Zachodu”. [31]

Zauważa, że ​​część zainteresowania neofaszystów tą współpracą z syjonistyczno-satanistyczną mafią imperialistyczną (ZIM), obok pragnienia działania i szczególnej nienawiści do Brytyjczyków, wynikała z „więcej niż honorowego odszkodowania ekonomicznego” [32] i podejrzewam, że w tym przypadku sednem sprawy jest korupcja, a nie przekonania ideologiczne.

W jego książce co chwila pojawiają się tego rodzaju pogłoski. Opisuje on na przykład kanał finansowania łączący Roberta Roncę z Watykanu z Francisem Spellmanem, kardynałem Nowego Jorku, i wspomnianym szefem amerykańskiego wywiadu Angletonem, który koordynował finanse dla Movimento italiano femminile księżniczki Pignatelli, o którym wspominałem w poprzednim artykule [33], a także dla „komitetów obywatelskich” Luigiego Geddy i dla MSI. [34]

Za organizację tego przedsięwzięcia w ramach MSI odpowiadał nie kto inny, jak Puccioni, człowiek tak bliski powiązanemu z SS/Mossadem Skorzeny’emu (na zdjęciu). [35]

Każdy, kto próbowałby śledzić skorumpowane działania grupy określanej dziś mianem „klasy Epsteina”, z dużą podejrzliwością odniesie się do wszelkich rozmów o „pomaganiu sierotom” przez takie osoby.

Tak było w moim przypadku, gdy przeczytałem, że „w 1949 roku kardynał Spellman sponsorował ważną inicjatywę mającą na celu pomoc włoskim sierotom wojennym, która miała na celu zebranie funduszy od włoskiej społeczności w Brazylii. Organizatorką tej inicjatywy była hrabina Amalia Matarazzo, której rodzina stanowiła punkt odniesienia dla faszystowskich uchodźców w Brazylii”. [36]

Wracamy tu do powiązań neofaszyzmu z przemysłem: „Matarazzo byli rodziną bogatych włoskich emigrantów w Brazylii, gdzie zgromadzili wielki majątek, działając w różnych sektorach: przemyśle mechanicznym, solnym i cukrowniczym, drukarskim, chemicznym, nawigacyjnym i tekstylnym”. [37]

Parlato cytuje dalej akta policyjne, w których mowa jest o „ogromnych sumach z Włoch i zagranicy” przekazanych dwóm konkretnym neofaszystom zaraz po zakończeniu wojny. [37]

Jednym z nich był Puccio Pucci, który był oficerem osobistej gwardii Mussoliniego (Moschettieri) i prezesem Włoskiego Narodowego Komitetu Olimpijskiego. [38]

Ten ostatni szczegół wskazuje bezpośrednio na powiązania z ZIM, co zrozumie każdy, kto przeczytał mój artykuł z 2024r. pt. „Program olimpijski to zyski i kontrola”. [39]

Jak już wspomniałem, przez ostatnie stulecie niezłomnym sponsorem Igrzysk Olimpijskich, nawet nazistowskich Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936r., była Coca-Cola, i nie sądzę, by był to przypadek, że Emilio Patrissi, który w 1947r. założył neofaszystowski Movimento Nazionalista per la Democrazia Sociale, cieszył się tak „doskonałymi” powiązaniami z pewnymi amerykańskimi fundatorami, że zaprosili go do zostania przedstawicielem Coca-Coli we Włoszech! [40]

Dalszy kontekst dostarcza artykuł z 2023r., w którym stwierdza się, że „niezłomna lojalność Coca-Coli wobec Izraela, wykazana oporem wobec bojkotu Ligi Arabskiej, ugruntowała jej kluczową rolę jako znaczącego sojusznika handlowego, zyskując pochwały od Misji Gospodarczej Rządu Izraela za jej niezachwiane zaangażowanie” [41] oraz fakt, że jest ona obecnie bojkotowana przez działaczy pro-palestyńskich, ponieważ „jest zamieszana w izraelskie zbrodnie wojenne”. [42]

Parlato zauważa, że ​​przepływ informacji dostarczanych amerykańskiemu wywiadowi przez „antykomunistów” spowodował „astronomiczne zwiększenie” nielegalnych funduszy z Waszyngtonu w ramach dochodowego procederu, jakim była zimna wojna. [43]

Komentuje: „Kontakty, jakie neofaszyści nawiązali ze środowiskami mniej lub bardziej reprezentującymi amerykańskie służby specjalne, sferę kościelną, sektory masońskie, grupy monarchistyczne i przedstawicieli służb izraelskich, nie doprowadziły do ​​wewnętrznego podziału w świecie neofaszystowskim.”

„Działo się tak wyłącznie dlatego, że kontakty te były okryte płaszczem milczenia. Gdyby członkowie dowiedzieli się, z jakimi ludźmi negocjowali neofaszystowscy przywódcy, prawdopodobnie nigdy nie doszłoby do MSI”. [44]

Jego książka potwierdza fakt, że „faszyzm”, „komunizm” i „demokracja” były i są fikcyjnymi postaciami w spektaklu teatralnym zatytułowanym „historia” lub „polityka”.

Za kulisami kryje się coś zupełnie innego, czego istnienia nie dostrzegamy, nie mówiąc już o kwestionowaniu, gdyż jesteśmy poddawani praniu mózgu, manipulowani i zastraszani.

W swojej książce „Wiek żydowski” Jurij Slezkine z dumą opisuje zintegrowaną pionowo „gospodarkę żydowską”, która – jak twierdzi – dominuje we współczesnym świecie. [45]

Jednak to, o czym pisze (dominacja Żydów w bankowości, przemyśle, środowisku akademickim, polityce, mediach i kulturze), to tylko wierzchołek góry lodowej, pod którą kryje się pionowo zintegrowana czarna gospodarka – świat prania pieniędzy i wymuszeń, handlu bronią, narkotykami i handlu dziećmi.

Jest to ściśle powiązane z mechanizmami przejętej władzy instytucjonalnej, w tym z głębokim państwem i jego agentami, którzy infiltrują i sabotują wszelką opozycję wobec globalnej kontroli mafijnej.

Zanieczyszczenie i eksploatacja przemysłowa; wojna i terroryzm; odbudowa i modernizacja; bankowość i przekupstwo; prostytucja, przestępczość pedofilska i szantaż; inwigilacja, cenzura i propaganda medialna – wszystko to są trybiki jednej wielkiej diabolicznej machiny.

Jeśli chcemy uwolnić się od uścisku tej psychopatycznej, supremacjonistycznej istoty, której celem jest dominacja nad naszymi społeczeństwami, kulturami i narodami oraz ich zniszczenie, musimy wyraźnie dostrzec, z czym się mierzymy i odpowiednio zmienić nasze spojrzenie na tę kwestię.

Nie możemy sobie pozwolić na tkwienie w fałszywych, zero-jedynkowych opozycjach „lewica” kontra „prawica”, „komunizm” kontra „antykomunizm” czy „faszyzm” kontra „antyfaszyzm” – nawet „syjonizm” kontra „antysyjonizm” jest pułapką, jeśli nie dostrzeżemy, że judeo-supremacja oznacza o wiele więcej niż tylko państwo Izrael.

A potem, gdy już zrozumiemy, kim naprawdę jest nasz wróg, możemy postanowić poświęcić swoje życie na jego pokonanie – dla dobra większości ludzkości i świata ożywionego, do którego wszyscy należymy.

________________

Neofascism, industrialism, corruption and Israel, Paul Cudenec, June 17, 2026

[1] Henri Michel; Les fascismes (Paris: Presses Universitaires de France, Que sais-je series, 1987), p. 36. All translations from French are my own.
[2] Michel, p. 40.
[3] Letter from E. Reale to Salvemini, September 24 1945, G. Salvemini, Lettere dall’America 1944-1946 (Bari: Laterza, 1967), pp. 175-78, cit. Giuseppe Parlato, Les fascistes sans Mussolini: Les origines du néofascisme en Italie (1943-1948), trans. Istvan Leszno, (Château-Thébaud: Ars Magna, 2025), first published in 2006 then 2012 as Fascisti senza Mussolini: le origini del neofascismo in Italia (1943-1948), p. 328.
[4] Parlato, p. 167.
[5] Parlato, p. 172, https://it.wikipedia.org/wiki/Romolo_Vaselli,
https://it.wikipedia.org/wiki/Giovanni_Armenise
[6] Parlato, p. 352.
[7] Paul Cudenec, ‘Divide and rule: the anti-communist psychosis’, https://winteroak.org.uk/2026/06/12/divide-and-rule-the-anti-communist-psychosis/
[8] Parlato, p. 451.
[9] Parlato, p. 486, https://it.wikipedia.org/wiki/SNIA
[10] Parlato, p. 288.
[11] Cudenec, ‘Divide and rule: the anti-communist psychosis’.
[12] Parlato, p. 142.
[13] Parlato, p. 175, pp. 178-79.
[14] Parlato, p. 393.
[15] Parlato, pp. 635-36.
[16] Parlato, p. 393.
[17] Paul Cudenec, ‘Benito Mussolini and the New World Order’,

https://winteroak.org.uk/2026/02/05/benito-mussolini-and-the-new-world-order/embed/#?secret=UxedM34Vf1#?secret=L494jDWPj7
[18] https://en.wikipedia.org/wiki/Betar_Naval_Academy
[19] A. Sereni, I clandestini del mare: l’emigrazione ebraica in terra d’Israele dal 1945 al 1948 (Milan: Mursia, 1973), pp. 113-14, cit. Parlato, p. 354.
[20] Ruth Bondy, The Emissary: A Life of Enzo Sereni (Boston: Little Brown & Co., 1977), p. 141, https://archive.org/details/emissarylifeofen00bond/page/n295/mode/2up?q=salvation, cit. https://nazismosionismo.blogspot.com/2012/03/capitulo-xxxiii-los-marinos-fascistas.html
[21] Kongresszeitung, official stenographic organ of the Zionist Congress, No 5, p. 9, cit. Paul Novick, Zionism Today (New York: The Jewish Buro of the Central Committee of the Communist Party of the USA, 1936), p. 5, https://www.marxists.org/subject//jewish/novick-zionism.pdf
[22] Parlato, p. 354.
[23] Parlato, p. 355.
[24] Parlato, p. 356.
[25] Parlato, pp. 358-59.
[26] M. Tedeschi, Fascisti dopo Mussolini (Rome: Arnia, 1950), later republished (Rome: Settino Sigillo, 1996), p. 133, cit. Parlato, p. 359.
[27] https://nazismosionismo.blogspot.com/2012/03/capitulo-xxxiii-los-marinos-fascistas.html
[28] Interview with N. Buttazzoni of March 28 2005, cit. Parlato, p. 672.
[29] https://en.wikipedia.org/wiki/Otto_Skorzeny#Recruitment_by_Mossad
[30] https://www.youtube.com/watch?v=CTAjc1OSrmY
[31] Parlato, pp. 356-57.
[32] Parlato, p. 356.
[33] Cudenec, ‘Divide and rule: the anti-communist psychosis’.
[34] Parlato, pp. 486-87.
[35] Parlato, p. 487.
[36] Archivio Centrale dello Stato, Rome, MIF Papers, b. 37, fasc. 10, cit. Parlato, p. 679.
[37] Parlato, p. 488.
[37] Parlato, pp. 131-32.
[38] Parlato, p. 126-27.
[39] Paul Cudenec, ‘The Olympic agenda is profit and control’,

https://winteroak.org.uk/2024/05/06/the-olympic-agenda-is-profit-and-control/embed/#?secret=JxvaHJPwUI#?secret=0uPSFbf8Ye
[40] Parlato, p. 422, https://olympics.com/en/paris-2024/committee/games-stakeholder/partners
[41] https://paketmu.com/is-the-coca-cola-company-supportive-of-israel-explained/
[42] https://bdsmovement.net/news/coca-cola-quenching-israel%E2%80%99s-genocidal-soldiers%E2%80%99-thirst
[43] Parlato, p. 368.
[44] Parlato, p. 410.
[45] Paul Cudenec, ‘Invisible imperialism’, https://winteroak.org.uk/2026/04/23/invisible-imperialism/

Łukaszenka: „Lobby żydowskie” razem z Watykanem oszukały Putina

VIDEO: Łukaszenka: „Lobby żydowskie” razem z Watykanem oszukały Putina

Date: 17 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/lukaszenko-lobby-zydowskie-razem-z-watykanem-oszukaly-putina

Łukaszenko twierdzi, że pośrednicy z Watykanu i Izraela przekonali Putina do wycofania się z Kijowa w 2022 roku

Białoruski przywódca Aleksander Łukaszenko stwierdził, że przedstawiciele Watykanu oraz izraelscy pośrednicy przekonali rosyjskiego przywódcę Władimira Putina do wycofania rosyjskich sił z regionu kijowskiego w pierwszych tygodniach pełnej inwazji Rosji na Ukrainę, wierząc, że uda się osiągnąć porozumienie pokojowe.

Jak wynika z wywiadu, którego 2 dni temu, Łukaszenko udzielił saudyjskiej stacji telewizyjnej Al Arabiya (video poniżej), białoruski przywódca stwierdził, że pośrednicy rzekomo działający w imieniu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego zapewnili Moskwę, iż Kijów jest gotowy do negocjacji w sprawie zakończenia walk.

W trakcie wywiadu Łukaszenko powiedział: „Po raz kolejny prawdopodobnie nas oszukali. Był to Watykan i, co zaskakujące, lobby żydowskie, Izraelczycy. W imieniu Zełenskiego powiedzieli: »To jest to, zmierzamy ku pokojowi, zgadzamy się«”.

Łukaszenko argumentował, że Putin zgodził się wycofać rosyjskie wojska z okolic Kijowa, próbując „przywrócić pokój” między obiema stronami. Twierdził, że Kreml doszedł później do wniosku, iż te zapewnienia nie doprowadziły do porozumienia.

Białoruski przywódca stwierdził również, że rosyjscy dowódcy wojskowi uważali, iż ofensywa w okolicach Kijowa mogłaby zakończyć się sukcesem, gdyby była kontynuowana. Twierdził ponadto, że rosyjskie oddziały dotarły już do Kijowa, zanim wydano rozkaz wycofania się. Nie przedstawił jednak żadnych dowodów na poparcie tych twierdzeń.

W lutym 2022 roku siły rosyjskie rozpoczęły ofensywę w kierunku Kijowa, ale nie udało im się zdobyć stolicy Ukrainy. Na początku kwietnia oddziały rosyjskie wycofały się z obwodów kijowskiego, czernihowskiego i sumskiego, kończąc tym samym próbę Moskwy zmierzającą do zajęcia północnej Ukrainy.

Wycofanie się zbiegło się w czasie z negocjacjami między delegacjami ukraińską i rosyjską, które odbyły się najpierw na Białorusi, a później w Turcji. W tamtym czasie Rosja określiła wycofanie się jako krok mający na celu ułatwienie rozmów pokojowych, podczas gdy Ukraina i jej zachodni partnerzy twierdzili, że wycofanie się nastąpiło w wyniku niepowodzenia Rosji w osiągnięciu celów wojskowych w okolicach Kijowa.

INFO: https://united24media.com/war-in-ukraine/lukashenko-says-vatican-and-israeli-intermediaries-convinced-putin-to-pull-back-from-kyiv-in-2022

https://news.nikk.co.il/en/lukashenko-dragged-israel-into-a/

https://english.alarabiya.net/News/middle-east/2026/06/16/israel-condemns-lukashenko-remarks-to-al-arabiya-english-as-deeply-disturbing-

https://president.gov.by/special/en/events/polnaa-versia-interv-u-aleksandra-lukasenko-telekanalu-al-arabia

Profil mediów informujących opracowany przez AI:

UNITED24 Media to ukraińska, prowadzona przez rząd platforma multimedialna, która powstała, aby informować świat o wydarzeniach na Ukrainie oraz o rosyjskiej inwazji. Stanowi część szerszej państwowej inicjatywy powołanej przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Nikk.Agency (prowadzące serwis pod marką NAnews) to portal informacyjny, tworzony przez grupę izraelskich dziennikarzy i publicystów o ukraińskich korzeniach.

Hormuz: Katastrofa cywilizacji w zwolnionym tempie

Hormuz: Katastrofa w zwolnionym tempie

Autorstwa Richarda Lyona [spojrzenie z Wielkiej Brytanii. md]

Być może największym zaskoczeniem w decyzji o zbombardowaniu Iranu było przeoczenie prostego faktu: jedna piąta ropy naftowej, która napędza współczesną gospodarkę, przepływa przez cieśninę o szerokości około 32 kilometrów u wybrzeży Iranu.

Cieśnina ta – Cieśnina Ormuz – transportuje około 20 milionów baryłek dziennie. 4 marca Iran ją zamknął. Nawet po odliczeniu tego, co można przekierować rurociągami lub pokryć rezerwami mocy produkcyjnych, strata netto nadal wynosi 10–14 milionów baryłek dziennie: dwa razy więcej niż podczas kryzysu naftowego lat 70. i wystarczająco dużo, aby pogrążyć Wielką Brytanię i świat w depresji.

Wszystko to stanowi kuszącą lekcję, i to błędną. Jeśli jeden szlak wodny po drugiej stronie świata może nam to zrobić, to z pewnością rozwiązaniem jest zmniejszenie uzależnienia od ropy naftowej: szybsza elektryfikacja, budowa większej liczby elektrowni wiatrowych i słonecznych oraz zerwanie raz na zawsze powiązań z niestabilnym i wrogim regionem. Do takiego wniosku doszedł już każdy zwolennik zawodnej energii – i uzasadnia on wszystko, co do tej pory nam narzucono. Jest wręcz przeciwnie. Zerowa emisja netto jest przyczyną tej katastrofy, a nie rozwiązaniem.

W mojej nadchodzącej książce wyjaśniam, dlaczego przedwczesne porzucenie paliw kopalnych jest pułapką – polityką, która wydaje się działać, dopóki nie przestaje, a wtedy jest już za późno, by z niej uciec. To, co jest sprzedawane jako „przejście” na energię wiatrową i słoneczną, jest w rzeczywistości regresem: pierwszym krokiem w historii w dół drabiny jakości energii, a nie w górę. W imię „zerowej emisji netto” wyeliminowaliśmy rezerwy mocy, rezerwy strategiczne, redundancje, paliwa alternatywne i alternatywne trasy. Cieśnina Ormuz jest dowodem na to, że pułapka już się zawiązała.

Niewiele trzeba było, by zastawić pułapkę. 28 lutego, podczas negocjacji dotyczących irańskiego programu nuklearnego, Izrael i Stany Zjednoczone przypuściły niespodziewany atak. Jeśli ich celem było obalenie ajatollahów, poniosły porażkę: Iran zachował swój reżim, rakiety balistyczne i drony. W zamian zamknął cieśninę i obiecał strzelać do każdego statku próbującego przez nią przepłynąć. Ruch został wstrzymany. W chwili pisania tego tekstu cieśnina pozostaje praktycznie zamknięta.

Lockdown wywołał szok na całym świecie. W Wielkiej Brytanii olej napędowy ponownie przekroczył 150 pensów za litr, a cena benzyny rośnie. Ofgem podniósł lipcowy limit cen o około 13,5% – najwyższy poziom od początku 2024 roku – a same ceny benzyny wzrosły o prawie jedną czwartą. OECD podniosła prognozę inflacji w Wielkiej Brytanii w tym roku z 2,5% do 4%, uznając Wielką Brytanię za gospodarkę najbardziej dotkniętą kryzysem w G20 i obniżając prognozę wzrostu gospodarczego bardziej drastycznie niż jakikolwiek inny członek. Krótkoterminowe koszty pożyczek wzrosły trzy razy szybciej niż w krajach sąsiednich, prezes Banku Anglii jest „gotowy do działania”, a według ECIU ceny żywności w Wielkiej Brytanii mają być do listopada o 50% wyższe niż na początku kryzysu kosztów utrzymania w połowie 2021 roku.

Najdziwniejsze w tym kryzysie jest jednak to, jak mało przypomina kryzys. Ropa Brent kosztuje obecnie około 96 dolarów za baryłkę, po tym jak na początku kwietnia gwałtownie wzrosła do prawie 140 dolarów. Kontrakt terminowy na czerwiec 2027 roku wynosi 80 dolarów, a prognozy wskazują na powrót do ceny z 2025 roku. Tak, ceny gazu, rachunki, inflacja, wzrost gospodarczy i zadłużenie są gorsze. Ale wszystko nadal jest poniżej poziomu z 2021 roku po pandemii COVID-19 i Nord Stream: bardziej przypomina to „więcej tego samego”. A przesłanie polityczne, mające uspokoić rynki, brzmi, że to wszystko wkrótce się skończy.

Nic nie może być dalsze od prawdy.

Zacznijmy od tego uspokajającego kontraktu futures na 80 dolarów. To nie jest prognoza. To w zasadzie rozejm między optymistami, którzy spodziewają się złagodzenia kryzysu i odpowiednio sprzedają, a realistami, którzy spodziewają się jego pogorszenia i kupują. Realiści nigdy nie ujawniają, ile ich zdaniem będzie kosztować ropa naftowa – oznaczałoby to płacenie więcej niż muszą. Po prostu zgadzają się na najniższą cenę, która wyprze optymistów z rynku. Wraz ze spadkiem podaży, najbardziej optymistyczny nabywca jest eliminowany w każdej rundzie, a cena powoli rośnie. Wtedy niedobór staje się realny i to jest żądło w ogonie skorpiona: cena może wydawać się nieszkodliwa przez miesiące, a następnie w ciągu kilku dni handlowych gwałtownie wzrosnąć do poziomu niedoboru. Poziom niedoboru nie wynosi 80 dolarów. Poważni prognostycy szacują go na 150 dolarów lub więcej, i to już tego lata.

Czy deficyt można zrekompensować? Częściowo. Rurociągi omijające cieśninę mogłyby transportować od 3,5 do 5,5 miliona baryłek dziennie. Rezerwy OPEC+ są kwestionowane — i wiele z nich znajduje się pod tą samą blokadą. Norwegia osiągnęła szczyt, Rosja nie może zwiększyć mocy w tym czasie, ponieważ jej terminale eksportowe są atakowane przez drony, a amerykański sektor ropy łupkowej — który nigdy nie przyniósł zysków nawet dzięki tanim pożyczkom po pandemii COVID-19 — zmierza ku upadkowi. Podsumowując, przy pewnym spadku popytu deficyt mógłby zostać zmniejszony do 10 do 14 milionów baryłek dziennie. To wciąż dwa razy więcej niż szoki arabskie i irańskie z lat 70., które podniosły ceny ropy od dwóch do czterech razy. To nie to samo. To największy szok naftowy w historii — i dopiero się zaczyna.

Rezerwy zgromadzone właśnie na ten moment pomogą, ale nie wystarczą. Największe skoordynowane uwolnienie w historii Międzynarodowej Agencji Energii – 400 milionów baryłek, uzgodnione w marcu – pokrywa cztery do sześciu tygodni deficytu; opróżnienie wszystkich światowych rezerw krajowych daje trzy lub cztery miesiące. Jedynym mocarstwem, które napełnia swoje zbiorniki, zamiast je opróżniać, są Chiny, które obecnie posiadają największe rezerwy na świecie – jasno pokazując, czego tak naprawdę oczekuje Pekin, największy na świecie producent energii wiatrowej i słonecznej. Rezerwy dają czas. To nie one produkują ropę.

A poszukiwanie brakujących baryłek maskuje głębszy problem: jakość. Nie każda ropa jest taka sama. Ropa z Zatoki Perskiej jest średnio ciężka i kwaśna – ta ciężka, siarkowa substancja jest przetwarzana przez rafinerie na olej napędowy, naftę i olej opałowy. Oferowane baryłki – amerykańska ropa łupkowa, ropa z Afryki Zachodniej – są lekkie i słodkie: więcej benzyny, mniej oleju napędowego. Nawet jeśli zastąpimy utraconą objętość baryłką po baryłce, wciąż brakuje paliwa, które ma znaczenie. Benzyna to paliwo konsumpcyjne. Olej napędowy to paliwo do produkcji: zbiera, przetwarza, chłodzi i transportuje naszą żywność, przewozi nasze ładunki i napędza maszyny, na których zbudowana jest cała gospodarka. Świat może jednocześnie tonąć w ropie naftowej i cierpieć z powodu braku oleju napędowego.

To, jak poważna będzie ta sytuacja, zależy przede wszystkim od tego, jak długo potrwa. Wstrząs trwający kilka tygodni jest do przeżycia. Wstrząs trwający zimę i trwający do przyszłego roku to depresja. Najważniejsze pytanie brzmi zatem, kiedy cieśnina zostanie ponownie otwarta – i nie jest to kwestia ekonomiczna. To kwestia polityczna.

Istnieją cztery wyjścia i żadne z nich nie jest szybkie.

Można by go ponownie otworzyć siłą. Jednak kanał o długości 20 mil jest łatwy do zaminowania, a jego oczyszczenie jest powolne i niebezpieczne; nawet bezkonkurencyjne oczyszczenie zajęłoby miesiące, a Iran byłby do tego zmuszony.

Iran może skapitulować albo jego reżim może upaść. Taki był deklarowany cel ataku w lutym i tak się nie stało. Reżim, który przetrwał najgorsze, co mogli mu zafundować wrogowie, a wciąż ma w ręku jedyną kartę, której pragnie świat, nie ma powodu, by się poddawać.

Świat mógłby po prostu dostosować się – stosując objazdy, reglamentację, poświęcenia – i pogodzić się z trwale wyższymi, bardziej niestabilnymi cenami: przedłużająca się walka, która zakończy się recesją, a nie rozwiązaniem.

Albo można by osiągnąć porozumienie: negocjowane zakończenie wojny w zamian za ponowne otwarcie cieśniny. To jedyna droga powrotu do czegoś na kształt normalności – i prowadzi ona przez Jerozolimę. Jak sam przyznał, amerykański sekretarz stanu rozpoczął wojnę w tym momencie, ponieważ Izrael działałby niezależnie od Stanów Zjednoczonych. Trwa ona po części dlatego, że celem Izraela nie jest porozumienie z Iranem, ale obalenie jego reżimu. Dopóki ten cel pozostanie niezmieniony, żadne porozumienie nie będzie możliwe, cieśnina pozostanie zamknięta, a my wszyscy zapłacimy cenę.

A co, gdyby cieśnina miała zostać otwarta jutro? Odwierty są zamknięte, niektóre na stałe; tankowce nie są na swoich pozycjach; mieszanki rafineryjne zostały zamienione. Prezes ADNOC twierdzi, że przywrócenie 80% wydajności zajmie cztery miesiące, a pełna normalizacja jest spodziewana dopiero na początku 2027 roku. Wtedy konieczne będzie uzupełnienie rezerw strategicznych, co utrzyma ceny przez lata. Iran pokazał, że może zamknąć kanał w dowolnym momencie: koszty ubezpieczenia i frachtu są na stałe poddawane ponownej ocenie, a wąskie gardło stało się bramką, na której pobierane są opłaty za przepływ poza systemem dolarowym.

Jakby tego było mało, prawdziwym porównaniem nie są lata 70., lecz rok 2008. Wielki Kryzys Finansowy jest pamiętany jako porażka banków. W rzeczywistości zaczął się od kolejnego szoku energetycznego: konwencjonalna ropa naftowa osiągnęła szczyt około 2006 roku, cena ropy wzrosła do 147 dolarów do lipca 2008 roku, a ten wzrost złamał gospodarkę w jej najsłabszym punkcie – u przeciążonych amerykańskich kredytobiorców subprime z najwyższymi kredytami hipotecznymi i najdłuższymi dojazdami do pracy. Dług był wzmacniaczem. Energia była katalizatorem.

Różnica polega na tym, że w 2008 roku mogliśmy się jeszcze bronić; dziś nie możemy. Wtedy dług publiczny był niski – 35% PKB u nas, około 65% w Ameryce – istniała przestrzeń do obniżek stóp procentowych, a bilanse banków centralnych były czyste. Dziś dług wynosi 95% u nas i 123% w USA; same płatności odsetkowe wynoszą tu 110 miliardów funtów rocznie, tam 1 bilion dolarów i rosną; stopy procentowe zostały obniżone do absolutnego limitu; bilanse są rozdęte od 2008 roku i nadal są zawyżone z powodu Covid. Co gorsza, szok ma zupełnie inny charakter. W 2008 roku nastąpił załamanie popytu – deflacyjne – więc obniżki stóp procentowych i dodruk pieniądza pomogły je rozwiązać. To jest załamanie podaży – inflacyjne: ceny rosną, a produkcja spada, stagflacja lat 70. Aby temu przeciwdziałać, konieczne jest podniesienie stóp procentowych – co pogłębi kryzys i uruchomi znacznie większą bombę zadłużenia. Program ratunkowy, który uratował nas ostatnim razem, teraz pogorszy sytuację.

Jak to się skończy? Przewidywanie jest nierozsądne, ale scenariusz jest prawdopodobny – i rozwija się jak katastrofa w zwolnionym tempie, krok po kroku, a każdy krok jest widoczny, zanim nastąpi.

Jeszcze przez jakiś czas świat będzie żył z rezerw, a ceny pozostaną stabilne. To się skończy, gdy rezerwy się wyczerpią: optymiści zostaną wyparci z rynku, kontrakty terminowe wzrosną do cen spot, a ropa przekroczy granicę 150 dolarów za baryłkę. Wielka Brytania odczuje skutki tego na wczesnym etapie, ponieważ importujemy już prawie połowę naszego oleju napędowego i kupujemy go na wolnym rynku po dowolnej cenie, jaka pojawi się danego dnia.

Olej napędowy jest pierwszym, który ucierpiał. Rośnie szybciej niż ropa naftowa, ponieważ baryłki utracone w Ormuz to kwaśna odmiana oleju napędowego, używana do produkcji oleju napędowego. Większość naszego oleju napędowego dociera teraz drogą morską przez Rotterdam, więc licytujemy się ze wszystkimi innymi, nie mając dostępu do kontynentu, który mógłby zatrzymać swój olej napędowy dla siebie – a od czasu zamknięcia Grangemouth mamy mniej własnych rezerw, na które moglibyśmy liczyć.

Następnie nadchodzą żniwa, które i tak już cierpią z powodu kosztów nawozów. Wrzesień to miesiąc o największej konsumpcji oleju napędowego w roku, a kiedy nadchodzi, zbiorniki są prawie puste. Inne rządy otwierają swoje rezerwy strategiczne; pełne uwolnienie rezerw daje światu kilka tygodni. My nie mamy takich rezerw. Pozostawiliśmy to zadanie przemysłowi, który ma prawnie określone minimum, poniżej którego nie może spaść – dolną granicę, a nie kran, który minister mógłby odkręcić.

W październiku szkody są wszechobecne. Produkcja i transport wszystkiego stają się droższe, gospodarka zwalnia – stagflacja – a banki centralne tkwią w martwym punkcie, nie mogąc uciec od niedoborów poprzez dodruk pieniądza. To właśnie tutaj uderza najmocniej: nasze zadłużenie jest wysokie, a bank może być zmuszony podnieść stopy procentowe w czasie recesji zamiast je obniżyć.

Potem nadchodzi zima, kiedy to samo paliwo, które napędza ciężarówki, ogrzewa domy, a ogrzewanie, prąd i transport towarów zużywają je jednocześnie. Jesteśmy zimnym krajem, którego mieszkańcy umierają z zimna: typowa brytyjska zima przynosi prawie 26 000 dodatkowych zgonów zimowych w Anglii i Walii. A „Zero netto” już sprawiło, że ogrzewanie stało się droższe, dążąc do osiągnięcia celu, który – gdyby został perfekcyjnie wdrożony – obniżyłby globalną temperaturę o mniej niż jedną setną stopnia. Wyspa, która importuje dwie piąte swojej żywności, prawie nie przechowuje rezerw i ogrzewa ponad milion domów bezpośrednio ze zbiornika z ropą, nie ma już pola manewru i umrze więcej ludzi. Szok nie mija; stabilizuje się na nowym, wyższym poziomie, a koszty lat uzupełniania wciąż pozostają do zapłaty. Wyrzuciliśmy prawie wszystko, co mogłoby nam pomóc przetrwać.

Co więc mogliśmy zrobić? Zwróćmy najpierw uwagę na to, czego teraz nie zrobimy: nie będziemy budować turbin wiatrowych i farm słonecznych. Kiedy energia i kapitał stają się niedostępne, gospodarka w pierwszej kolejności porzuca swoją najmniej wartościową produkcję – a niewiele rzeczy jest mniej wartościowych niż zawodne wytwarzanie energii. Mogliśmy ponownie uruchomić nasze złoża węglowe i Longannet, niegdyś jedną z największych elektrowni węglowych w Europie. Ale ją wysadziliśmy w powietrze. Mogliśmy zgromadzić strategiczne rezerwy ropy naftowej. Nie mamy. Mogliśmy zgromadzić rezerwy gazu na zimę. Ledwo wystarczają nam na dwa tygodnie; Niemcy mają na trzy miesiące. Mogliśmy uruchomić Morze Północne w trybie awaryjnym i skierować ropę naftową do Grangemouth na olej napędowy. Ale wyparliśmy nowe poszukiwania z rynku podatkami, zakazaliśmy wydawania nowych licencji i zamknęliśmy Grangemouth. Mogliśmy zachować naszą zdolność do produkcji nawozów i gazów spożywczych. Zamknęliśmy je, aby zmniejszyć nasz 0,7% udział w globalnych emisjach. Mogliśmy nawet negocjować z Rosją w sprawie gazu i kwaśnych odmian używanych do produkcji oleju napędowego. Odmówiliśmy i poparliśmy wojnę, która zniszczyła gazociągi Nord Stream i systematycznie rujnuje rosyjskie rafinerie i terminale eksportowe.

Nic z tego nie było przeznaczeniem. Każdy szczegół był decyzją. W praktyce oznacza to zero netto: stopniową eliminację luzu i redundancji – wszelkich buforów, które pozwalają systemowi zaabsorbować uderzenie. Pokładaliśmy ufność w ujarzmieniu tego, co wiatr i słońce mogą zapewnić w ciągu jednego dnia, przekonując samych siebie, że linie przesyłowe i globalny rynek zawsze nas dogonią. Ale wiatr cichnie, słońce zachodzi, a kiedy nadchodzi mróz, nasi sąsiedzi również tracą prąd. Kable i terminale importowe są na miejscu. To zasilanie po drugiej stronie sieci zawiodło.

Poważny kraj uważa odporność za cenę, którą warto zapłacić – nie z powodu nostalgii za węglem czy wrogości wobec czystej energii, ale z powodu zwykłej ostrożności narodu, który woli nie stać na jednej nodze.

Ta zima będzie ciężka. My w Wielkiej Brytanii przetrwamy ją tak, jak przetrwaliśmy gorsze: zachowując zimną krew, dbając o siebie nawzajem i wytrwając do rana. Ale przetrwanie jej nie może być końcem. To musi być początek.

Bo kiedy to się skończy, ten kraj będzie musiał stawić czoła temu, co nam zrobił. Nie cieśnina ani nie wojna – to one jedynie nacisnęły spust. Tym, co załadowało broń, była ideologia: przekonanie, że współczesny naród może zdemontować swój system energetyczny za rujnujące koszty w imię bezsensownego celu, nie płacąc za to żadnej ceny.

Ta wiara zostanie teraz poddana publicznej próbie, naszym kosztem, aż zostanie zniszczona.

Powinniśmy więc położyć kres temu – i całej machinie, która temu służy: Komitetowi ds. Zmian Klimatu, Ministerstwu Bezpieczeństwa Energetycznego i Zerowej Emisji Netto, łowcom dotacji, organizacjom quasi-krajowym, konsultantom, lobbystom, całemu cyrkowi. Postawić poważnych ludzi z poważnymi pomysłami i zdolnością do ich wdrożenia na czele budowy systemu energetycznego, którego Wielka Brytania naprawdę potrzebuje: takiego, który zachowa potencjał paliw kopalnych, bez których jeszcze nie możemy się obejść – nasze własne suwerenne zasoby, produkcję i rafinację – jednocześnie budując jedyne źródło energii, które może pomóc nowoczesnemu krajowi wspiąć się po drabinie jakości energetycznej, gdy w końcu wyczerpią się zasoby węglowodorów. Tym źródłem jest energia jądrowa. To jest rozwiązanie, a my przez dekadę udawaliśmy, że jej nie potrzebujemy.

Mówiono nam, że niebezpieczeństwo tkwi w zbyt powolnym odchodzeniu od paliw kopalnych. Prawda, za którą zapłaciliśmy pełną cenę tej zimy i którą możemy płacić przez kolejne lata, jest taka, że ​​porzuciliśmy je zbyt wcześnie – zanim zbudowaliśmy to, co mogłoby je zastąpić. Oby to był ostatni rachunek tego rodzaju, jaki kiedykolwiek zgodzimy się zapłacić.

Źródło: Hormuz: The Slow-Motion Crash

Ukraińska propaganda sukcesu

Andrzej Dołęga: Ukraińska propaganda sukcesu

To być albo nie być ukraińskiego zwycięstwa – słyszymy zewsząd. Władze ukraińskie przed istotnymi spotkaniami (grupa Ramstein, szczyt G7) realizują kampanię medialną mającą przekonać Zachód do sensowności dalszego wspierania wojsk ukraińskich. 

Przekonują, że odnoszą ostatnio ogromne sukcesy militarne i udało im się rzekomo powstrzymać militarne postępy strony rosyjskiej. 

Oficerowie uciekają pierwsi

Tymczasem na froncie, przede wszystkim w Donbasie, sytuacja wojsk ukraińskich robi się coraz bardziej tragiczna. Brak zgody Kijowa i sztabu generalnego na wycofanie się z tych terenów powoduje rosnące straty.

Na naszych oczach powstają ponadto kolejne kotły, w których znalazły się oddziały ukraińskie – brygady 28,, 36., 100. i 156. – w sumie około piętnastu tysięcy żołnierzy. Wszystko to dzieje się w okolicach Konstantinowki, która została już niemal całkowicie opanowana przez Rosjan. Tym samym upadł najbardziej na południe wysunięty punkt oporu aglomeracji kramatorsko-sławiańskiej. Dalej może być tylko gorzej, bo ze wschodu i północnego wschodu rosyjskie wojska zbliżają się do dwóch głównych miast tej aglomeracji. Dowódcy niektórych wspomnianych brygad Sił Zbrojnych Ukrainy – płk Bogdan Kuras czy płk Kiriłł Orljuk – nakazują utrzymywanie pozycji, choć jest to w praktyce niemożliwe i doprowadzić musi do niepotrzebnej śmierci tysięcy żołnierzy.

Już dziś szacuje się, że poziom liczebny owych jednostek wynosi poniżej 20% ich oryginalnego, pierwotnego składu. W miarę postępów armii rosyjskiej zaczynają się samowolne ucieczki części wojsk ukraińskich. W Kramatorsku pierwsi uciekają oficerowie, w tym z punktów dowodzenia 11. i 19. korpusu. Większość z nich twierdzi następnie, że przesuwają się jedynie na strategicznie łatwiejsze do obrony pozycje w sąsiednim obwodzie charkowskim, przede wszystkim w miejscowości Łozowa. 

Ewakuacja bez rzeczy

Ze Sławiańska i Kramatorska kontynuowana jest ewakuacja. Już dwa miesiące temu władze zdecydowały się przenieść stamtąd istotne przedsiębiorstwa. Dziś nie działają już praktycznie żadne zakłady. W opuszczonych budynkach umierają za to pozbawieni wszelkiej pomocy medycznej żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy, często ciężko ranni i odcięci od innych jednostek. Lokalna administracja w tych miastach stanowczo wzywa wszystkich mieszkańców do ich opuszczenia. Warunki ewakuacji są jednak dla wielu ludzi nie do przyjęcia. Zezwala się bowiem im jedynie na zabranie z sobą dwóch walizek lub toreb podróżnych, czyli w praktyce oznacza to pozostawienie większości dobytku. Urzędnicy okłamują ewakuujących się ludzi, opowiadając im, że otrzymają nowe rzeczy, mieszkania i domy na zachodzie Ukrainy. Tymczasem w obwodzie lwowskim, wołyńskim czy chmielnickim, do których trafiają nie czeka na nich nikt, ani nic.

edyną opcją jest próba przebicia się dalej, w tym do Polski czy innych krajów Unii Europejskiej. To właśnie główna przyczyna zakorkowania przez autobusy i samochody osobowe przejść granicznych wiodących do naszego kraju, które obserwujemy od kilku dni. 

Władza za wszelką cenę

Po co to wszystko? Bo opłaca się to Wołodymyrowi Zełenskiemu i jego otoczeniu. Chcą oni utrzymać władzę za wszelką cenę, a zdają sobie sprawę, że zakończenie wojny to ich nieuchronny polityczny koniec, a może także problemy prawne związane z zarzutami korupcyjnymi. Jak ognia boją się zatem wyborów i zmiany władzy. Trwanie w obecnym stanie i ciągłe przekładanie wyborów, choć kadencja prezydencka już dawno minęła, możliwe jest wyłącznie w warunkach wojennych.

Za komfort Zełenskiego i spółki płacą więc nadal życiem tysiące zwykłych ukraińskich żołnierzy.

Andrzej Dołęga 

Próba sabotażu porozumienia z Islamabadu przez Izrael zakończyła się niepowodzeniem… przynajmniej na razie

Próba sabotażu porozumienia z Islamabadu przez Izrael zakończyła się niepowodzeniem… przynajmniej na razie.

Larry C. Johnson

Kiedy w niedzielne popołudnie [14. 06] pojawiła się wiadomość o izraelskim zbombardowaniu południowych przedmieść Bejrutu, Irańczycy rozpoczęli przygotowania do zapowiadanego odwetu – ale najwyraźniej zostali od tego odwiezieni ofertą Donalda Trumpa. Doniesienia wskazywały, że Iran i Stany Zjednoczone były bliskie osiągnięcia porozumienia w oparciu o irański 14-punktowy plan, gdy izraelski atak na Liban wprowadził chaos. Iran szybko rozpoczął przygotowania do kolejnego ataku rakietowego na Izrael, ale podobno Donald Trump zaoferował Iranowi zachęty finansowe, by nie atakował Izraela.

Irański portal informacyjny Mehr doniósł, że 14-punktowe memorandum o porozumieniu między USA a Iranem przewiduje uwolnienie 24 miliardów dolarów zamrożonych irańskich aktywów w ciągu 60-dniowego okresu negocjacji. Połowa tej kwoty – 12 miliardów dolarów – miałaby zostać udostępniona Iranowi jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji.

Memorandum podobno obejmuje również natychmiastowe i trwałe zaprzestanie działań wojennych na wszystkich frontach, w tym w Libanie; zobowiązanie USA do nieingerowania w wewnętrzne sprawy Iranu; zniesienie blokady morskiej w ciągu 30 dni; oraz ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz na warunkach irańskich.

Trump w istocie zaoferował Iranowi łapówkę, aby powstrzymać go przed atakiem na Izrael. Oświadczył na portalu TruthSocial, że porozumienie USA z Iranem jest „zakończone”, zezwalając na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz bez opłat i natychmiastowe zniesienie blokady morskiej USA, zamiast czekać 30 dni. Zgodził się również, że Iran może otrzymać 12 miliardów dolarów, gdy tylko w piątek zostanie podpisane porozumienie o zawieszeniu broni.

Po tej zmianie Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu potwierdziła zawarcie porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem:

„Islamska Republika Iranu, pod wodzą swego męczennika, odniosła zwycięstwo nad amerykańsko-syjonistycznym wrogiem i pod wodzą Najwyższego Przywódcy Systemu (niech Bóg ma go w swojej opiece), przy wsparciu całego narodu i niestrudzonych wysiłkach bojowników islamu, po kilku trudnych i intensywnych miesiącach negocjacji oraz w oparciu o decyzję Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, sfinalizowała tekst Porozumienia o porozumieniu w sprawie negocjacji mających na celu zakończenie wojny (negocjacje w Islamabadzie) między Iranem a Stanami Zjednoczonymi wieczorem 14 czerwca”.

Zgodnie z osiągniętymi porozumieniami, wojna i działania militarne na wszystkich frontach, w tym w Libanie, zostaną natychmiast i trwale zakończone dziś wieczorem, a blokada morska Iranu zostanie natychmiast i całkowicie zniesiona. Podpisanie niniejszego Porozumienia o Porozumieniu (Memorandum of Understanding) nastąpi oficjalnie w piątek, 19 czerwca. Negocjacje w sprawie ostatecznego porozumienia zostaną odroczone do czasu wypełnienia przez drugą stronę zobowiązań wynikających z Porozumienia. Islamska Republika Iranu głęboko docenia wysiłki Islamskiej Republiki Pakistanu i rządu Kataru.

Zanim jednak zaczną strzelać korki od szampana, warto zrozumieć, że przedstawiciele administracji Trumpa – w większości anonimowi – przedstawiają porozumienie w zupełnie innym świetle.

Wysoki rangą urzędnik USA odrzucił irańskie twierdzenie, że Teheran otrzyma 12 miliardów dolarów zamrożonych aktywów bezwarunkowo przed rozpoczęciem 60-dniowych negocjacji. Według Axios, nazwał to przedstawienie „manipulacją”.

„To całkowita nieprawda. To umowa oparta na wynikach i żadne zamrożone środki nie zostaną zwolnione, dopóki Irańczycy nie wywiążą się ze swoich zobowiązań” – powiedział urzędnik.

Sprawa jest prosta: nadal istnieją znaczące różnice między USA a Iranem co do szczegółów proponowanego Memorandum of Understanding.

Nawet jeśli ostatecznie uda się rozwiązać te różnice i w piątek zostanie podpisany list potwierdzający zgodę obu stron na 14 zasad końcowego memorandum, będzie to oznaczać dopiero początek procesu negocjacji, który prawdopodobnie potrwa co najmniej dwa miesiące – jeśli nie dłużej.

A w nadchodzących dniach złamanie memorandum przez USA lub Izrael może doprowadzić do wznowienia przez Iran ataków na izraelskie i/lub amerykańskie cele wojskowe.

Źródło: Izraelowi nie udało się sabotować porozumienia z Islamabadu… Przynajmniej na razie

Bruksela poluje na rosyjskie tankowce

Bruksela poluje na rosyjskie tankowce

Autor: Rainer Rupp

Czy podżegacze wojenni z UE planują teraz wojnę z Rosją na Morzu Śródziemnym?

Komentarz Rainera Ruppa. apolut/brussel-jagt-russische-tanker-von-rainer-rupp/

Wysoka Przedstawiciel UE Kaja Kallas, która przewodniczyła spotkaniu ministrów obrony UE na Cyprze w dniach 7 i 8 czerwca, wielokrotnie podkreślała, że ​​unijna operacja morska IRINI rozpoczęła abordaże na okręty tzw. rosyjskiej floty cieni w ramach „odnowionych zasad zaangażowania”. To ogłoszenie oznacza znaczne rozszerzenie misji i niesie ze sobą poważne ryzyko eskalacji.

IRINI została uruchomiona w 2020 roku. Jest to misja następcza operacji UE „Sophia” (po grecku mądrość), która trwała od 2015 do 2020 roku. IRINI to greckie słowo oznaczające „pokój” i jest również nazwą obecnej operacji morskiej UE na Morzu Śródziemnym. Jej pierwotnym mandatem było egzekwowanie embarga ONZ na broń wobec Libii.

Jednak w ostatnich miesiącach UE jednostronnie ogłosiła, bez zgody parlamentów państw członkowskich, zamiar przekształcenia misji IRINI w niebezpieczną operację wojskową: zatrzymania i przejęcia statków przewożących rosyjską ropę na wodach międzynarodowych Morza Śródziemnego, które nie pływały pod banderą rosyjską, a następnie zmuszone zostały do ​​wejścia do portów UE, a następnie konfiskaty ładunku pod byle jakim, bezprawnym pretekstem.

Wszystko to ma być przeprowadzane siłą militarną przez okręty wojenne UE w ramach operacji IRINI. Operacja ta dopuszcza również użycie siły śmiercionośnej, jeśli będzie to konieczne, w celu osiągnięcia pożądanego rezultatu. Aby usprawiedliwić to przed zachodnią opinią publiczną, zachodni politycy i podległe im media pogardliwie nazywają statki przewożące rosyjską ropę „rosyjską flotą cieni”. W oczach zachodniej opinii publicznej niekiedy dość skutecznie sugeruje to mroczne machinacje złowrogich Rosjan, a jednocześnie stanowi cnotliwe uzasadnienie działań wojskowych UE przeciwko tej „flocie cieni” na pełnym morzu. Zgodnie z międzynarodowym prawem morskim to jednak nic innego jak piractwo. Kallas, kierujący się dewizą „Legalne, nielegalne, kogo to obchodzi?”, zdaje się tym nie przejmować.

Ale to nie jedyny problem polityki zagranicznej, na którym cierpi polityka zagraniczna UE, pod przewodnictwem naiwnej – żeby nie powiedzieć tępej – Kai Kallas. Jej rusofobia wydaje się być jedynym, ale niezbędnym warunkiem jej stanowiska na czele dyplomacji UE. Jednak i tutaj sprawy zdają się ostatnio rozwijać w bardziej realistycznym kierunku; więcej na ten temat poniżej.

Najpierw wróćmy do IRINI.

… Jak wspomniano wcześniej, pierwotnym mandatem IRINI było egzekwowanie embarga ONZ na broń wobec Libii, ustanowionego na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1970 z 2011 roku. Celem było zapobieganie dostawom broni i wspieranie politycznego procesu pokojowego w Libii. Jednak piętnaście lat po obaleniu Muammara al-Kaddafiego misja nie zrealizowała tego celu. Dostawy broni były kontynuowane – głównie drogą lotniczą – a prawdziwy proces pokojowy nigdy się nie zmaterializował.

Zniszczenie Libii, niegdyś najbardziej postępowego społecznie państwa Afryki, przez Zachód doprowadziło do sytuacji rodem z „Mad Maxa”, gdzie niewolnicy są sprzedawani na publicznych targowiskach.

Niemniej jednak, IRINI, czyli morska obecność państw UE i NATO u wybrzeży Afryki Północnej, została przedłużona przez 24 państwa członkowskie UE uczestniczące w misji co najmniej do marca 2027 roku. Obszar działań jest celowo szeroki, co celowo daje Radzie UE znaczną elastyczność. Zasady regulujące operację są ściśle tajne, ale dopuszczają szeroką skalę eskalacji: od wydawania instrukcji i oddawania strzałów ostrzegawczych po użycie śmiercionośnej siły przeciwko statkom, których nie można abordażować. Dozwolone jest również pojmanie załóg i przejęcie ładunku.

Kaja Kallas przekształciła teraz ten mandat IRINI, pierwotnie skoncentrowany na Libii, w atak na rosyjską „flotę cieni”, bez uzyskania niezbędnej zgody parlamentów państw członkowskich UE. Od teraz operacja będzie wyraźnie ukierunkowana na statki transportujące rosyjską ropę przez Morze Śródziemne w drodze do Indii lub Chin.

Kallas wyjaśniła, że środki takie jak abordaże już sprawiły, że te transporty „są trudniejsze, bardziej ryzykowne i droższe”. Każdy uszkodzony lub zajęty statek zmniejsza dochody Rosji przeznaczone na finansowanie wojny na Ukrainie, stwierdziła Kallas. Nie chodzi więc o publicznie wyrażane obawy UE dotyczące rzekomo nieprawidłowej bandery statków „floty cieni”, ich niewystarczającego ubezpieczenia od wypadków, niewystarczającej ochrony środowiska itp.

Wszystkie te argumenty są sfabrykowanymi i nielegalnymi uzasadnieniami zajęcia statków. Prawdziwym celem jest wyrządzenie Rosji jak największych strat finansowych.

Francja i Szwecja już dokonały abordażu tankowców pod pretekstem naruszenia sankcji. Włochy i Grecja jak dotąd powstrzymują się od tego. Zaangażowanie Grecji byłoby szczególnie problematyczne: znaczna część międzynarodowej floty tankowców, w tym wiele statków tzw. „rosyjskiej floty cieni”, należy do greckich firm żeglugowych.

Obawy w świetle prawa międzynarodowego

Podstawa prawna nowego podejścia UE w formacie IRINI w świetle prawa międzynarodowego jest wysoce wątpliwa. Na wodach międzynarodowych Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza zezwala na przymusowy abordaż obcych statków wyłącznie w przypadku podejrzenia piractwa lub niewolnictwa.

Interwencja państwa w celu egzekwowania jednostronnych sankcji – czyli sankcji niezatwierdzonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ – jest uznawana za akt wojny. Chociaż UE nadal powołuje się na starą rezolucję w sprawie Libii, rezolucja ta nie obejmuje środków przeciwko rosyjskiemu handlowi ropą naftową.

Międzynarodowe obawy prawne twierdzenie, że statki pływały pod niewłaściwą banderą, jest, zdaniem ekspertów prawa międzynarodowego, bezpodstawne, ponieważ nie daje nikomu prawa do wejścia na pokład i zajęcia statku na wodach międzynarodowych. Oskarżenie o niewłaściwą banderę to w rzeczywistości standardowa wymówka, mająca na celu przypodobanie się naiwnemu przeciętnemu widzowi programów informacyjnych ARD Tagesschau lub ZDF Heute (są to programy informacyjne nadawane w niemieckiej telewizji publicznej -przyp.tłum). Prawie każdy statek handlowy zmienia banderę i nazwę kilkakrotnie w ciągu swojego istnienia – zazwyczaj z powodów ekonomicznych.

Kontekst strategiczny: Z Morza Bałtyckiego na Morze Śródziemne

Inicjatywa UE IRINI na Morzu Śródziemnym jest bezpośrednio związana z rozwojem sytuacji na Morzu Bałtyckim. Rosja znacznie zwiększyła tam swoją obecność morską. Okręty eskortowe rosyjskiej marynarki wojennej i niszczyciel „Siewieromorsk” znacznie zwiększyły ryzyko działań Zachodu przeciwko tankowcom floty cieni. Brytyjczycy, którzy początkowo grozili surowymi środkami, wycofali się.

Na Morzu Śródziemnym porównywalna ochrona ze strony rosyjskiej Floty Czarnomorskiej byłaby znacznie bardziej złożona. Obszar działania jest prawie sześciokrotnie większy od Morza Bałtyckiego. Skuteczne monitorowanie „floty cieni” byłoby zatem trudne. Zdaniem obserwatorów zwiększa to prawdopodobieństwo bezpośredniej konfrontacji militarnej.

Ryzyko ekonomiczne i polityczne

Inicjatywa Kai Kallas, IRINI, pojawia się również w szczególnie nieodpowiednim momencie dla globalnego rynku energetycznego. Niesprowokowana, nielegalna, agresywna wojna USA i Izraela przeciwko Iranowi już wyraźnie ograniczyła globalne dostawy ropy naftowej i gazu. Dalsze zakłócenia w rosyjskim eksporcie spowodowałyby dalszy wzrost cen – z negatywnymi konsekwencjami dla Europy i reszty świata. Racjonalnie rzecz biorąc, nawet zachodni krytycy inicjatywy Kallas zgadzają się, że wstrzemięźliwość byłaby wskazana, dopóki deficyt spowodowany konfliktem z Iranem pozostanie nierozwiązany.

Niemcy stoją przed decyzją

W Niemczech pojawia się pytanie, jak rząd federalny poradzi sobie ze zmianą mandatu IRINI. Zagraniczne rozmieszczenie Bundeswehry (niemieckich sił zbrojnych) zazwyczaj wymaga głosowania w Bundestagu (parlamencie). Do tej pory udział Niemiec w IRINI ograniczał się do samolotów patrolujących morze. Jednak rozszerzenie o okręty nie jest wykluczone. Nie wiadomo, czy rząd będzie dążył do debaty parlamentarnej, czy też będzie próbował po cichu przepuścić tę ekspansję.

Operacja UE IRINI, pierwotnie pomyślana jako instrument stabilizacji Libii, jest coraz częściej przekształcana w narzędzie wojny gospodarczej z Rosją. Nie wiadomo, czy taki kurs przyniesie pożądane efekty, czy też doprowadzi do dalszej eskalacji napięć na Morzu Śródziemnym. Ryzyko bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją jest jednak realne.

Jest jednak również pozytywny aspekt – Kallas stoi w obliczu utraty władzy.

Według ostatnich doniesień, czołowe państwa UE chcą ograniczyć wpływy Kallas. Obecnie trwają dyskusje na temat fundamentalnej reformy Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ), którą kieruje Kallas. Celem rozmów jest poprawa zdolności UE do działania w kryzysach geopolitycznych, co, mówiąc wprost, oznacza, że ​​państwa członkowskie nie chcą już dłużej ulegać dyktatowi ideologicznie ograniczonego rusofoba. Co więcej, brytyjski „Financial Times” (FT) doniósł w tym tygodniu, powołując się na wysokich rangą urzędników UE, że Francja, Niemcy i inne kraje rozważają pozbawienie Wysokiego Przedstawiciela UE Kallas i całej Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ) ich uprawnień i przywrócenie ich Komisji Europejskiej i państwom członkowskim.

Głównym punktem krytyki jest nakładanie się kompetencji ESDZ i krajowych ministerstw spraw zagranicznych oraz departamentu polityki zagranicznej Komisji i Rady. Ponadto istnieje rywalizacja między ESDZ pod przewodnictwem Kallas a Komisją pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen w kwestiach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Cytowany jest wysoki rangą urzędnik UE, który stwierdził, że ESDZ „nie funkcjonuje tak, jak powinna w dzisiejszym świecie”.

Paryż podobno zaproponował ograniczenie niezależności kierownictwa ESDZ i ograniczenie jego kontroli nad ponad 140 misjami UE za granicą. Reforma powinna również zmniejszyć biurokrację i obniżyć koszty. Roczny budżet ESDZ wynosi miliard euro. W Brukseli, według Financial Times, nie wyklucza się już nawet rozwiązania ESDZ.

Tłem tej dyskusji są powtarzające się oświadczenia Kallas, składane bez konsultacji z państwami członkowskimi. Na przykład pod koniec maja zażądała, aby UE zmusiła Rosję do ograniczenia sił zbrojnych w przypadku negocjacji pokojowych – odzwierciedlając żądania Rosji wobec Ukrainy. Moskwa zareagowała ostro: minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow nazwał wypowiedzi Kallas „idiotycznymi”.

Czy i w jakiej formie reforma ESDZ zostanie wdrożona, dopiero się okaże. Niewątpliwie jednak krytyka struktury i metod pracy Kallas i jej personelu znacznie wzrosła.

Rainer Rupp

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 12 czerwca 2026 roku na stronie : https://apolut.net/brussel-jagt-russische-tanker-von-rainer-rupp