„Przekupiliśmy całe kraje” i “nauczyliśmy psy szczekać…”

„Przekupiliśmy całe kraje” i “nauczyliśmy psy szczekać…”

Date: 5 novembre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/przekupilismy-cale-kraje-i-nauczylismy-psy-szczekac

KRÓTKIE PRZYPOMNIENIE:

W wywiadzie z Glennem Diesenem, pułkownik Lawrence Wilkerson en.wikipedia.org/wiki/Lawrence_Wilkerson, były szef sztabu sekretarza stanu USA (Colin’a Powell’a), wyjaśnił, w jaki sposób USA oraz zachodnie służby wywiadowcze ukształtowały krajobraz polityczny w Europie i „nauczyły psy szczekać”.

* „Przekupiliśmy redaktorów gazet”

* „Przekupiliśmy przywódców związków zawodowych”

* „Przekupiliśmy parlamentarzystów”

* „Przekupiliśmy dwóch sekretarzy generalnych: Jensa Stoltenberga i Marka Rutte”

* „Przekupiliśmy całe kraje, jeśli chodzi o ich aparat polityczny i czynniki, które na nie wpływają”

Według Wilkersona, proces ten uległ przyspieszeniu po 2002 roku, kiedy to zainwestowano miliardy dolarów, wykorzystując jako narzędzie agencję USAID.

Pułkownik wskazuje na CIA, MI6 oraz, w pewnym stopniu, Mossad jako podmioty zaangażowane w budowę opisywanego systemu wpływów.

Zaprojektowano, skonstruowano i sfinansowano system polityczny tak, by zapewnić, że Europa będzie postępować zgodnie z amerykańskimi interesami strategicznymi.

Wywiad został opublikowany 19 sierpnia 2026 r. w podcaście *Glenn Diesen – Greater Eurasia*.

INFO: VIDEO: facebook.com/glenn.diesen/colonel-wilkerson-former-chief-of-staff-to-the-us-secretary-of-state-explains

cały wywiad: youtube.com/watch

====================================

Konieczne jest otworzenie poniższych artykułów:

babylonianempire/trump-robi-z-europa-to-co-usa-robily-przez-30-lat-tylko-bez-wazeliny

babylonianempire/cudzy-wrogowie

babylonianempire/oto-dlaczego-operacja-covid-udala-sie-udo-ulfkotte-o-presstytutkach

“Udo Ulfkotte nie żyje. Hahahaha! Wznieśmy toast!” – dakowski.pl/archiwum/pliki/index.26309_47.php

Czy wojna z Iranem znów się eskaluje? Dziesięć minut kontra pięćdziesiąt lat

Czy wojna z Iranem znów się eskaluje?

Dziesięć minut kontra pięćdziesiąt lat

Autor: Dirk Ellerbock apolut/eskaliert-der-iran-krieg-erneut-zehn-minuten-gegen-funfzig-jahre

Czy wojna z Iranem znów się eskaluje? Dziesięć minut kontra pięćdziesiąt lat | Autor: Dirk Ellerbock

Dlaczego Waszyngton może rozpocząć wojnę, ale nie może jej zakończyć

W Halloween Donald Trump oznajmił gościom, że irańskie obiekty jądrowe zostały zamknięte. Nadal trzeba było zająć się „jedną lub dwiema lokalizacjami”, ale można to było zrobić „w 10 minut”. Dzień później Said Mohammad Marandi, profesor z Teheranu i były doradca irańskich negocjatorów nuklearnych, wyjaśnił Glennowi Diesenowi, co ajatollah Chamenei powiedział dowództwu sił zbrojnych: jeśli wojna się powtórzy, Iran zadecyduje, kiedy się skończy.

Pepe Escobar, nadając z Szanghaju, ujął to w następujący sposób dla strony amerykańskiej: nad wyjściem z budynku neonowymi literami widniał napis „strategiczna porażka”, widoczny dla całego świata.

Dwa zdania, dwa pojęcia czasu. Jedno liczy się w minutach i dniach, drugie w dekadach. Dekady mają konkretny sens: Escobar odzwierciedla pogląd irańskich przywódców, że Iran jest oblężony od około pięćdziesięciu lat, od rewolucji z 1979 roku. Oblężenie oznacza tu permanentny stan ani wojny, ani pokoju: sankcje, zamrożone aktywa zagraniczne, groźby militarne, a teraz blokada morska. Z tej perspektywy obecna wojna nie jest wyjątkiem, ale najnowszą eskalacją sytuacji, której Teheran nie chce wygrać w jednej rundzie, lecz zakończyć. Dziesięć minut Trumpa odlicza czas do końca. Moim zdaniem to są prawdziwe informacje dzisiejszych czasów i są ważniejsze niż jakikolwiek pojedynczy raport o wyrzutniach rakiet, wyspach czy kanałach negocjacyjnych.

Zegar w Waszyngtonie

We wtorek Stany Zjednoczone wybrały nową Izbę Reprezentantów i jedną trzecią Senatu. Wszystkie trzy analizowane przeze mnie rozmowy toczą się wokół tej daty. Escobar twierdzi, że decyzja o kolejnym ataku zapadnie po wyborach. Marandi twierdzi to samo. Glenn Diesen rozpoczyna swoją rozmowę od obserwacji z teorii stosunków międzynarodowych: Zgodnie z realizmem politycznym, który postrzega państwa jako aktorów ulegających presji międzynarodowego rozkładu sił, polityka zagraniczna oparta na wewnętrznych terminach politycznych jest z definicji nieracjonalna. Dziś jest to normą. Aby przewidzieć, co zrobi Waszyngton lub Jerozolima, trzeba spojrzeć na ich kalendarze wyborcze.

To coś więcej niż tylko dygresja. Każdy, kto opiera swoje planowanie wojny na cyklach wyborczych i rynkowych, może planować wojny tylko w zgodzie z tymi cyklami. Plany, o których teraz się mówi, wyraźnie to właśnie robią: krótkie, intensywne uderzenia, trzydniowy atak, po którym następuje deklaracja zwycięstwa. W swoim wywiadzie dla Marandiego, moderator Danny Haiphong stawia dokładnie to pytanie: gdzie w takich ramach czasowych mieści się strona irańska? Marandi odpowiada, że ​​nie, i że jest to ten sam błąd, który popełnił Waszyngton w wojnie dwunastodniowej i na początku obecnej wojny. Planują tak, jakby wróg był obiektem nieruchomym.

Marandi proponuje wyjaśnienie, które można interpretować nie psychologicznie, lecz instytucjonalnie. Twierdzi, że amerykańscy eksperci ds. Iranu to często osoby nieznające języka perskiego, z których niektórzy piszą książki o tym kraju, nigdy tam nie będąc, a których zadaniem jest przekazywanie decydentom tego, co chcą usłyszeć. Iran natomiast dobrze zna Stany Zjednoczone: dzięki wieloletniej okupacji w Afganistanie i Iraku, studiom za granicą i znajomości angielskiego jako drugiego języka. Nie mogę zweryfikować, czy ta samoocena jest trafna, a przecież jest to samoocena jednej ze stron. Strukturalnie jest ona jednak wiarygodna: aparat, który generuje wiedzę specjalistyczną zgodnie z potrzebami swoich klientów, opracowuje plany bez sprzeciwu.

Zegar w Teheranie

Teheran kalkuluje inaczej i kalkuluje z tykającym zegarem Waszyngtonu. Marandi mówi o tym otwarcie: Odkąd prezydent Peseschkian wrócił ze Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Iran drastycznie zwiększył liczbę statków atakowanych w Cieśninie Ormuz, a także zaostrzył swoje metody, od lekkich dronów po rakiety, ciężkie drony i miny. Statki próbujące przepłynąć bez irańskiego zezwolenia są atakowane. Rezultatem są wyższe ceny energii, a w konsekwencji wyższe ceny nawozów, siarki, helu i oleju napędowego. Według Marandiego kalkulacja ma na celu wywarcie presji na Trumpa przed wyborami. Jednocześnie Teheran oferuje wyjście: minister spraw zagranicznych Araghchi powiedział, że cieśnina może zostać otwarta w ciągu dwóch dni. Dwóch dni, ponieważ kiedy to powiedział, do wyborów pozostały tylko trzy dni.

Można to określić mianem metody kija i marchewki, i Marandi to właśnie robi. Ująłbym to bardziej trzeźwo: Iran wykorzystuje cenę benzyny jako pas transmisyjny w amerykańskiej polityce wewnętrznej. Supermocarstwo, którego polityka zagraniczna opiera się na dacie wyborów, ma zatem dźwignię, którą przeciwnik może pociągnąć bez wysyłania za granicę choćby jednego żołnierza. Fakt, że rozmowy przeczą sobie nawzajem w kwestii tego, czy wybory w ogóle mają znaczenie dla decyzji Trumpa, nie zmienia zasadniczej struktury. (Escobar: niezależnie od wyniku, podjął już decyzję; Marandi: osłabiony Trump byłby bardziej skłonny do negocjacji, ton w liście wiceprezydenta Vance’a jest już inny). W obu interpretacjach data wyborów to tempo, w jakim działa Waszyngton.

Teheran liczy jednak na cel, który nie pokrywa się z żadną datą wyborów: zakończenie oblężenia, o którym wspomniano na początku. Escobar cytuje irańskie władze: chcą zakończyć stan ani wojny, ani pokoju. Siedem warunków, które Marandi opisuje jako „ładnie opakowane” (w rzeczywistości jedenaście, ponieważ niektóre zawierały dwa punkty), sprowadza się do: zamrożenia funduszy, zakończenia blokady morskiej i suwerenności nad cieśninami. A porządek jest częścią sporu. Waszyngton chce zacząć od kwestii nuklearnej; Teheran chce zająć się nią na końcu. Ktokolwiek zacznie, już zagrał swoją kartą – taka jest logika tego sporu o porządek.

Kto zakończy wojnę

Wynika z tego, że jednostka może rozpocząć wojnę, ale tylko wszyscy mogą ją zakończyć. Obecne rozmowy dodają opóźnienie. Ci, którzy potrafią planować jedynie w cyklach tygodniowych, mogą rozpocząć wojnę, ale nie mogą jej zakończyć, ponieważ koniec zależy od przeciwnika, który myśli w kategoriach dekad. Oświadczenie Chameneiego, że Iran ustala koniec, nie jest zatem jedynie zagrożeniem. Opisuje, kto, w danych okolicznościach, kontroluje czas trwania. Do tego dochodzi to, co Marandi mówi o aspekcie materialnym: Iran produkuje tak wiele nowych pocisków, że ma problemy z ich magazynowaniem i buduje podziemne bazy, podczas gdy amerykańskie były na powierzchni. Fakt, że ten sygnał odstraszania jest wysyłany, mówi coś o strategii komunikacji, a niekoniecznie o liczbach.

Ograniczona obrona powietrzna

Materialne sedno sprawy to deficytowy surowiec. Obaj rozmówcy Marandiego mówią o pociskach przechwytujących i systemach obrony powietrznej. Według niego, Waszyngton wycofuje je z Korei Południowej, Japonii i samych Stanów Zjednoczonych, a następnie przekazuje Izraelowi, najwyraźniej nawet nie informując o tym japońskiego rządu. Tymczasem Arabia Saudyjska, która, jak twierdzi, zainwestowała nadwyżki finansowe w amerykańskie akcje i obligacje, jest atakowana jemeńskimi pociskami i dronami bez żadnej ochrony ze strony swoich systemów obronnych.

Kiedy dwie wojny, na Ukrainie i przeciwko Iranowi, toczą się z jednego arsenału, zasoby muszą być rozdzielane, a ten podział ujawnia hierarchię: najpierw Izrael, potem monarchie Zatoki Perskiej, a na końcu sojusznicy w Azji Wschodniej. Marandi porównuje to do Europy: słabnący hegemon przerzuca koszty na państwa frontowe, które sam wciągnął w konflikt. Odwołuje się do byłego inspektora generalnego niemieckich sił zbrojnych, Haralda Kujata, który opisał to zjawisko lata temu. Zasada quid pro quo – ochrona w zamian za lojalność – działa tylko tak długo, jak długo ochrona jest zapewniona. Jeśli staje się ona niedostępna, chronieni muszą dokonać ponownej kalkulacji. Marandi spodziewa się tego samego w Zatoce Perskiej: „Szklane pałace”, jak cytowany przez niego irański urzędnik nazywa monarchie Zatoki Perskiej, postawiły na niewłaściwego konia i będą musiały porozumieć się z Teheranem w taki czy inny sposób.

Język używany do krytyki wojny

Kolejna obserwacja, którą uważam za odkrywczą. Senator Chris Murphy, który został poinformowany o planach ataku na tajnych briefingach, nazwał je „szalonymi”. Według Marandiego w Hajfongu, jego rozumowanie polegało na tym, że zniszczą one rządy prawa i nie osiągną zamierzonych celów. Nie wspomniał o zbrodniach przeciwko ludzkości, nie mówiąc już o ofiarach. Marandi mówi to samo o Obamie podczas kampanii wyborczej: niepotrzebna wojna, wysokie ceny benzyny, ani słowa o ofiarach. Krytyka wojny opiera się na analizie kosztów i korzyści, ponieważ ofiary nie są wliczane do samookreślenia tego systemu jako istoty ludzkie. Można to uznać za moralnie oburzające, podobnie jak czyni to Marandi. Strukturalnie ujawnia to, na co system w ogóle pozwala jako argument.

Sprzeciw wobec własnych źródeł

Nie można pominąć jednej niespójności. Marandi mówi w Hajfongu, że nie ma moralnej różnicy między Trumpem, Bidenem, Obamą i Clinton, a Libia i Syria zostały zniszczone za Obamy. To stwierdzenie dotyczące systemu. Zapytany, dlaczego mimo wszystko toczy się ta wojna, odpowiada, wymieniając konkretne osoby: pieniądze syjonistów, potencjalnie obciążające Trumpa materiały, Epsteina, być może nawrócenie na syjonizm. Sam przyznaje, że to spekulacja. Escobar obstaje przy „arcysocjopacie” i demencji. Każdy, kto dostrzega ciągłość w dziejach czterech prezydentów, nie powinien szukać wyjaśnienia w psychice pojedynczej osoby.

Co pozostaje

Nie wiem, czy strzelanina nastąpi we wtorek, czy następnego dnia, ani nie wiedzą tego osoby, z którymi rozmawiam, niezależnie od tego, jak bardzo Escobar i Marandi mogą się wydawać pewni. Można jednak zidentyfikować głębszą strukturę. Siła, której zdolność do działania zależy od dat wyborów i cen, mierzy się z siłą, która mierzy swoje cele dekadami. Ta pierwsza może zainicjować atak i dyktować narrację mediom. Wydaje się, że wynik nie leży w ich rękach.

+++

Źródła:

Pepe Escobar w rozmowie z prezenterem Zulfikarem, Transition Protocol (nadawany 1/2 listopada 2026 r., nagrany krótko po północy czasu szanghajskiego): https://www.youtube.com/watch?v=lCSOuw6rHrU

Prof. Said Mohammad Marandi w rozmowie z Glennem Diesenem (1 listopada 2026): https://www.youtube.com/watch?v=djbGjdytqUY

Prof. Said Mohammad Marandi w rozmowie z Dannym Haiphongiem (1 listopada 2026 r.): https://www.youtube.com/watch?v=5MjhzxYIh4A

+olinsky’ego i seminaria Ramesha Balsekara w Bombaju. Prowadził grupy medytacyjne, a w 2010 roku opublikował swoją pierwszą książkę „Sekret wiecznego szczęścia: Teksty o stawaniu się człowiekiem” (ISBN 978-3-8391-4517-3) pod pseudonimem Manaschu. W 2026 roku opublikował „Wąż moralności: trucizna i odtrutka” (ISBN 978-3-6967-8733-2), w której analizuje osąd moralny jako formę przemocy strukturalnej: https://substack.com/home/post/p-222671216

Donald Trump i wdrażanie Wielkiego Resetu

Donald Trump i wdrażanie Wielkiego Resetu

Nicolas Bonnal

Trzy wydarzenia umożliwiły wprowadzenie Wielkiego Resetu: COVID, rosyjska interwencja na Ukrainie z (co jest kluczowe) jej niszczycielskimi sankcjami, a wreszcie wojna z Iranem, prowadzona „z poczucia obowiązku”.

Ta wojna wydaje się równie nie do wygrania, jak rosyjska specjalna operacja wojskowa, a w każdym razie nie sposób przewidzieć, jak Zachód, niezdolny do pokonania ani Rosjan, ani Jemeńczyków, mógłby się wycofać bez ostatecznej i globalnej utraty twarzy.

Orwell wyjaśnił nam jednak, dlaczego tych wojen nie należy wygrywać.

Tym, który to wszystko wdraża, jest Trump. Dwa lata po jego pierwszych wyborach zrozumiałem i napisałem, że pozwolono mu między innymi narzucić wszędzie dyktaturę COVID-19. Hillary Clinton nie mogła narzucić jej zwykłym, białym Amerykanom, którzy wciąż byli bardzo wrogo nastawieni do swoich elit. Ponieważ Trump i jego kolesie tak skutecznie ich oszukali, zwykli ludzie pozwalają im robić, co chcą. Zostali uśpieni.

Trump przywołuje słynną scenę z filmu „Szklana pułapka” : dwóm idiotom z FBI odcięto prąd w okolicy, a Alan Rickman (przywódca terrorystów) mówi do wspólnika: Prosiłeś mnie o cud? Dam ci FBI.

Wojna Trumpa nie jest wojną o ropę, ale wojną przeciwko ropie. Prawdopodobnie nie zdaje sobie z tego sprawy, ale marionetkarze, którzy go wprowadzili, doskonale wiedzą, co robią. Podobnie jak Yves Lacoste, wiedzieli również, że „geografia służy do prowadzenia wojny” (odkryj na nowo ten wielki klasyk zapomnianego marksistowskiego geografa) i że Iran będzie nie do zdobycia i zablokuje Cieśninę Ormuz – miejmy nadzieję, NA ZAWSZE. To pozwoli im wdrożyć reset, a także czerpać zyski z niepokojów manipulowanych przez kontrolowaną skrajną lewicę (sprawa Bardelli, demonstracje studenckie itp.).

Ale Trump ostatecznie osiągnie swój cel: stać się znacznie bogatszym w ciągu trzech lat. To jest teraz prawdopodobnie cel wszystkich polityków, którzy sprzedali swoich ludzi (pomyślcie o Blairze czy Merkel, nie wspominając o Sarkozym). Wszyscy oni są multimilionerami. Oczywiście, wciąż są mniej bogaci niż Musk, Bryn czy Ellison, który wraz z innymi finalizuje prywatyzację Hawajów. Pamiętajmy też, że giełda w Tel Awiwie wzrosła siedmiokrotnie (tak, siedmiokrotnie) podczas operacji w Strefie Gazy; interesy trwają pomimo wojny.

Absolutną, szatańską bronią resetu, jak uświadomiliśmy sobie dzięki kodowi QR, jest informatyka. Zastąpiła ona teologię, jak wyjaśniłem w mojej książce „Internet, Nowa Ścieżka Wtajemniczenia”. Siedem amerykańskich potęg informatycznych jest obecnie wartych 30 bilionów dolarów (indeks Dow Jones wzrósł pięćdziesięciokrotnie w ciągu pięćdziesięciu lat, oczywiście); są potężniejsze i bogatsze niż państwa, blokując, wymuszając i manipulując wszystkim.

Kierowani przez oświecone postacie w rozumieniu Weishaupta, mesjanistów lub masowych morderców, determinują rzeczywistość i industrialną iluzję, w której żyjemy. A miliarderzy z branży komputerowej poparli Trumpa w jego drugim przejęciu władzy. Pozwala im pozbawiać Amerykanów wody i prądu, pozwala im prowadzić ludzkość ku jej zagładzie i wdraża centra danych nie jako przyszłość ludzkości, ale jako przyszłość planety bez ludzkości.

Wielki Reset i jego centra danych oznaczają koniec [znaczenia] energii, koniec zasobów naturalnych, koniec wody i (jeśli to możliwe, spójrz na maskę) koniec powietrza. Wzrost liczby wojen w Europie i gdzie indziej służy konkretnemu celowi, a mianowicie celowi szaleńców, którzy nami rządzą i których nigdy się nie pozbędziemy. Marionetka, która ustępuje, jest zawsze gorsza od poprzedniej, jak w historii Syrakuz. Przypomniała mi się anegdota:

Zdumiony, słysząc, jak staruszka błaga bogów o przedłużenie życia Dionizjusza, chciał poznać powód tak niezwykłej modlitwy, zwłaszcza że wiedział, jak bardzo był znienawidzony. „Błagam bogów” – rzekła kobieta – „aby obdarzyli cię długim życiem, bo obawiam się, że twój następca” będzie gorszy od ciebie, bo ty jesteś gorszy od wszystkich, którzy żyli przed tobą.

================================

Resztę można znaleźć u Johna Colemana, którego dzieło warto przeczytać i rozważyć, gdyż jest to ulubiona książka CIA, która koordynuje to wszystko, zwłaszcza ataki na rosyjskie rafinerie:

Co najmniej 4 miliardy „bezużytecznych zjadaczy” zostanie wyeliminowanych do 2050 roku w wyniku ograniczonych wojen, zorganizowanych epidemii szybko działających śmiertelnych chorób i głodu. Energia, żywność i woda muszą być utrzymywane dla osób spoza elit na poziomie wystarczającym do przetrwania, począwszy od białej ludności Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, a następnie rozszerzając się na inne. Populacje Kanady, Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych będą dziesiątkowane szybciej niż na innych kontynentach, dopóki światowa populacja nie osiągnie rozsądnego poziomu 1 miliarda, z czego 500 milionów to Chińczycy i Japończycy czystej rasy, wyselekcjonowani ze względu na przyzwyczajenie do dyscypliny od wieków i bezwarunkowe posłuszeństwo wobec władzy.

Wygląda na to, że Chińczykom wiedzie się lepiej niż nam.

Socjalistyczna Hiszpania sprowadziła do kraju dziesięć milionów Afrykanów w ciągu dwudziestu lat (źródła: Wikipedia). Podobnie jak we Francji, doprowadziło to do katastrofy mieszkaniowej i żywnościowej ( koszty potroiły się), a także do inflacji. Coleman wyjaśnia to w następujący sposób:

Stany Zjednoczone zostaną zalane przez ludzi o obcych kulturach, którzy ostatecznie zaleją białą Amerykę; przez ludzi, którzy nie mają pojęcia, co reprezentuje Konstytucja Stanów Zjednoczonych i którzy w konsekwencji nie zrobią nic, by jej bronić, a w których myśleniu idee wolności i sprawiedliwości są tak słabe, że prawie nie mają znaczenia. Głównymi problemami będą żywność i mieszkanie.

Uśmiechnij się, umrzesz. W każdym razie, wdrożenie Resetu przez rzekomego zbawiciela przerażająco przypomina Orwella (Goldsteina, to my go wymyśliliśmy). Ale po co się powstrzymywać? To społeczeństwo nicponiów (od segatori), jak powiedział mój przyjaciel Blondet. Więc zdejmują rękawiczki. A Demokraci, którzy zastąpią Republikanów, zrobią gorzej niż ich rzekomi przeciwnicy, wznawiając inwazję na kontynent północnoamerykański, gdzie jest mniej krów niż w 1940 roku.

I jeszcze trochę Orwella (jego książka jest teraz w Anglii uznana za przestępstwo, podobnie jak książki Tolkiena), aby zrozumieć, dlaczego ich wojny w żadnym wypadku nie ustaną:

Konsumuje nadwyżki dóbr konsumpcyjnych i pomaga utrzymać szczególną atmosferę intelektualną, niezbędną w hierarchicznie zorganizowanym społeczeństwie. Jak się okaże, wojna jest sprawą czysto wewnętrzną. W przeszłości grupy rządzące wszystkich krajów faktycznie walczyły ze sobą, mimo że mogły dostrzec wspólną korzyść i w ten sposób ograniczyć szkody wyrządzane przez wojnę; a zwycięzca zawsze łupił zwyciężonych. Obecnie w ogóle ze sobą nie walczą. Wojna jest prowadzona przez każdą grupę rządzącą przeciwko własnym poddanym, a jej celem nie jest podbój terytoriów ani zapobieganie podbojom, lecz utrzymanie nienaruszonej struktury społecznej.

Źródło: Donald Trump i mise en place du Grand Reset

„Następna wojna ze Stanami Zjednoczonymi będzie krótka i niszczycielska” – przewiduje irański strateg

„Następna wojna ze Stanami Zjednoczonymi będzie krótka i niszczycielska” – przewiduje irański strateg

„Następna wojna ze Stanami Zjednoczonymi będzie krótka i niszczycielska” – przewiduje irański strateg

Seyed Mostafa Khoshcheshm twierdzi, że irańska odpowiedź sięgnie poza region, że trzecia runda będzie ostatnią, a świat przeżywa „bolesne narodziny” nowego porządku

Marco Fernandes 4 lis 2026 forumgeopolitica/the-next-war-with-the-us-will-be-short-and-devastating

W Teheranie i w Waszyngtonie oczekiwania są takie same: nowa runda wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem może rozpocząć się zaraz po wyborach parlamentarnych w USA 3 listopada. W sobotę (31) Najwyższy Przywódca, Modżtaba Chamenei, spotkał się po raz pierwszy z wysokim dowództwem sił zbrojnych i nakazał, aby na każde zagrożenie odpowiedzieć „natychmiast, skutecznie i bez ograniczeń geograficznych”, jak donosi Tehran Times . W Waszyngtonie sam establishment wątpi w ten plan.

Financial Times rozmawiał z byłymi dowódcami wojskowymi USA, którzy uważają, że żadna z opcji ataku nie obali irańskiego rządu, a Congressional Research Service naliczyła już 81 utraconych lub uszkodzonych samolotów USA i 21 zabitych członków służb.

W takiej właśnie atmosferze Seyed Mostafa Khoshcheshm, starszy analityk i irański strateg, przyjął mnie w połowie października w siedzibie Fars Media w Teheranie. Rozmawialiśmy prawie dwie godziny przy herbacie i irańskich słodyczach, a on nie szczędził przewidywań. „To będzie krótsza wojna niż poprzednia, ze strony Stanów Zjednoczonych, ale o wiele silniejsza” – powiedział. „Tym razem Iran uważa, że ​​nie powinno być żadnych ograniczeń i będzie starał się zadać Stanom Zjednoczonym jak największe koszty”. Trzy tygodnie później rozkaz Chameneiego zabrzmiał jak echo tamtej rozmowy.

Dla Choszczusza Donald Trump stracił broń, której zawsze używał. „Zawsze pokonywał swoich przeciwników eskalacją, praktyką szaleńca. W tej rundzie stracił tę kartę. Teraz to Iran sięga po eskalację, aby położyć kres wszystkiemu”. Ostrzega, że ​​irańska odpowiedź przeniesie wojnę na Ocean Indyjski i do „krajów, których nigdy by sobie nie wyobrażali”. Iran trzyma w rękach to, co nazywa bronią „miliony razy silniejszą niż bomba atomowa”: „Bombą atomową można raz uderzyć w kraj. Cieśniną Ormuz można wielokrotnie uderzyć w całą planetę”.

Wojna jest dla niego częścią czegoś większego. Lata dwudzieste XXI wieku będą dekadą „bolesnych narodzin”, dekadą przejścia władzy z Zachodu na Wschód, której imperium pod wodzą USA „nie odpuści tak łatwo”. Przewiduje, że żadne supermocarstwo z tego nie wyjdzie, ale cztery mocarstwa – Chiny, Indie, Rosja i Iran – oraz Waszyngton, pokonany w Iranie, postawi na wojnę hybrydową przeciwko Chinom, w tym broń biologiczną.

Najsilniejszego wytłumaczenia irańskiej pewności siebie upatruje on jednak nie w arsenałach, lecz w wierze. Opowiada, że ​​w jego dzielnicy, we wschodnim Teheranie, mieszkańcy stojący przed zbombardowanymi domami mówili: „To nic w porównaniu z tym, co przeżył Husajn”. Wnuk proroka Mahometa, imam Husajn, zginął w 680 roku w Karbali, na terenie dzisiejszego Iraku, wraz z garstką towarzyszy, walcząc ze znacznie większą armią, a jego męczeństwo stanowi sedno szyickiej tożsamości. Dla Choshcheshma jest to klucz, którego Zachód nigdy nie zrozumiał. Poniżej wywiad.

Trzecia runda i ostatnia

Wiele osób w Teheranie spodziewa się ataku przed wyborami w USA 3 listopada, a ty przewidziałeś trzecią wojnę, znacznie bardziej niszczycielską, która sięgnie poza region. Jakie są kalkulacje Izraela i Stanów Zjednoczonych? I jak powinien zareagować Iran?

Donald Trump nie zawsze jest na tyle trzeźwy, by myśleć strategicznie, więc może zaatakować jeszcze przed wyborami, ale znacznie bardziej prawdopodobne jest, że zrobi to po nich, zwłaszcza jeśli przegra. Najprawdopodobniej straci Izbę Reprezentantów. Jeśli tak się stanie, biorąc pod uwagę, że obecni przedstawiciele będą obradować jeszcze przez dwa miesiące, najprawdopodobniej przeprowadzi atak pod koniec listopada lub na początku grudnia.

Wierzę, że będzie to krótsza wojna niż poprzednia, ze strony Stanów Zjednoczonych, ale znacznie silniejsza. Niezależnie od rodzaju ataku, czy to będzie pełnowymiarowa wojna, celowe zabójstwa, czy ataki punktowe, irańska odpowiedź będzie pełnowymiarową wojną, która rozciągnie się daleko poza region, poza Jemen, poza Bab al-Mandab [cieśninę między Jemenem a Rogiem Afryki, bramę do Morza Czerwonego], a nawet poza Oś Oporu [regionalny sojusz Iranu z libańskim Hezbollahem, jemeńskim Ansarullahem, irackimi milicjami i ugrupowaniami palestyńskimi]. Iran jest zdecydowany położyć kres tej wojnie. Będzie trzecia runda, może w ciągu najbliższego miesiąca lub dwóch, i ta będzie ostatnia. Jedna strona zyska przewagę i wykończy wszystko.

W jakiej fazie znajduje się obecnie wojna?

Przeszliśmy przez kilka faz. Pierwszą była dekapitacja, początkowy atak Stanów Zjednoczonych, który zakończył się niepowodzeniem. Potem nadeszła faza drugiego uderzenia, odpowiedź Iranu. Potem nastąpiło Porozumienie z Islamabadu [zawieszenie broni z kwietnia 2026 roku, wynegocjowane za pośrednictwem pakistańskiej mediacji], które otworzyło trzecią fazę – fazę gospodarczej i politycznej wytrzymałości po obu stronach. Teraz właśnie rozpoczęliśmy czwartą: obie strony przygotowują się do ostatniej rundy, bardzo krwawej wojny.

Każda ze stron chce ustalić trzy rzeczy. Po pierwsze, kiedy rozpocznie się wojna. Po drugie, gdzie będzie się toczyć: Stany Zjednoczone chcą ograniczyć ją do Iranu, a Iran chce ją rozszerzyć. Po trzecie, jakim kosztem.

Kiedy mówisz „poza regionem”, czy może masz na myśli na przykład amerykańską bazę w Diego Garcia [w archipelagu Czagos na Oceanie Indyjskim], a może nawet Europę?

Nie mogę tego powiedzieć, ale mogę powiedzieć, że będą zaskoczeni, widząc Iran w miejscach, w których nigdy nie był. Będą zmuszeni walczyć z Iranem na Oceanie Indyjskim, na odległych morzach, w krajach, których nigdy by sobie nie wyobrazili. Iran maksymalnie wykorzysta wszystko, co ma, w tym najnowsze generacje pocisków rakietowych i dronów, których jeszcze nie używał na szeroką skalę, jedynie w testach.

A potem jest koszt. W poprzednich wojnach, 12-dniowej [czerwiec 2025] i 40-dniowej [luty-kwiecień 2026], Iran zamierzał kontrolować eskalację, a jego reakcje nie były na tyle bolesne, by wywołać szerszą wojnę. Tym razem Iran uważa, że ​​nie powinno być żadnych ograniczeń i będzie starał się obciążyć Stany Zjednoczone jak największymi kosztami.

Stany Zjednoczone o tym wiedzą. Nie mogą tolerować na przykład całkowitego zamknięcia cieśniny Bab al-Mandab, która obecnie jest zamknięta tylko dla statków saudyjskich. Jeśli sprowadzą Brytyjczyków i Francuzów, którzy obiecali udział w operacjach obronnych, sądzę, że nie przybędą do Ormuz, ale będą stacjonować wokół cieśniny Bab al-Mandab, aby bronić saudyjskich zasobów energetycznych. Jeśli to zrobią, cieśnina Bab al-Mandab zostanie zamknięta przez samych Jemeńczyków, którzy są dziś bardziej zdolni niż kiedykolwiek, po niedawnych zwycięstwach, które odnieśli.

Iran ostrzegł, że tym razem jego reakcja będzie nieproporcjonalna. Trafiając tankowiec, trzeba zachować szczególną ostrożność, żeby nie zabić marynarzy, bo cel jedynie spycha statek z kursu. W pełnowymiarowej wojnie nie można niczego zagwarantować. Będzie dużo krwi.

Donald Trump zawsze pokonywał swoich przeciwników eskalacją, praktyką szaleńca. W tej rundzie stracił tę kartę. Teraz to Iran sięga po eskalację, aby położyć kres wszystkiemu. Jeszcze kilka tygodni temu, gdy Iran atakował statki próbujące nielegalnie przekroczyć cieśninę, Stany Zjednoczone reagowały. Od kilku tygodni Iran karze tankowce, a Stany Zjednoczone nie reagują. To pokazuje, że nie chcą eskalacji na nieznanym terytorium. Wojna będzie też krótsza, ponieważ Stany Zjednoczone nie mają już amunicji. Ale będzie druzgocąca.

Wytrwanie oblężenia

Jednym z filarów irańskiej strategii jest wojna ekonomiczna, która uderza w Stany Zjednoczone, Zachód, a także w azjatyckich sojuszników, takich jak Japonia i Korea Południowa. Ale Iran również cierpi: eksport ropy spadł, panuje inflacja.

W dziedzinie militarnej nawet amerykańskie think tanki twierdzą, że Iran ma przewagę. A w dziedzinie gospodarczej, ile Iran może przyjąć w ciągu najbliższych trzech, czterech miesięcy?

Zależy, czyj punkt widzenia. Z punktu widzenia Scotta Bessenta [sekretarza skarbu USA] wczoraj byliśmy o krok od załamania, ale tak się nie stało. Iran jest objęty sankcjami od czterech lub pięciu dekad i nauczył się je obchodzić, czasem po cichu, a czasem celowo, robiąc hałas.

Iran to ogromny kraj, liczący od 80 do 90 milionów mieszkańców, graniczący z 15 krajami, z czego dziewięcioma na lądzie. Nie da się tak skutecznie oblegać takiego kraju. Od początku oblężenia, po zawarciu porozumienia z Islamabadu, Iran podjął wiele inicjatyw mających na celu aktywację granic lądowych z Pakistanem, Afganistanem, Azerbejdżanem, Turkmenistanem, Rosją, Turcją i Irakiem. Transport kolejowy i drogowy szybko ewoluował, a jego potencjał nie został jeszcze w pełni wykorzystany.

Wliczając w to kolej, która przyjeżdża prosto z Chin.

Dokładnie. To nie znaczy, że nie ma bólu. Sankcje zadają ból, ale Irańczycy nauczyli się go znosić i żyć normalnie. Wystarczy spojrzeć na ulice Teheranu: ludzie kupują, chodzą do sklepów. Zagraniczni dygnitarze, Europejczycy, przyjeżdżają tu i są zaskoczeni. Pewien Niemiec powiedział naszym urzędnikom, że nie rozumie, jak toczy się normalne życie, ponieważ obraz kraju ogarniętego wojną to obraz południowego Libanu, Syrii i Gazy.

Inflacja jest wysoka, wojna ma swoje koszty, nie da się tego zaprzeczyć. Ale ta wojna podniosła próg tolerancji narodu irańskiego i pomogła mu odłożyć na bok różnice. Pod wpływem zagrożenia z zewnątrz niektóre narody rozpadają się i upadają. Inne gromadzą się wokół flagi, tak jak ludzie robią to tutaj każdego wieczoru. W noce, kiedy odpalamy rakiety, na ulicach jest o wiele więcej ludzi.

Irańczycy mają 7000 lat cywilizacji i 2500 lat imperium. Przeżyli najazdy mongolskie, arabskie i okupację, i wiedzą, jak przetrwać i jak kontratakować. Iran ma wiele kart, którymi jeszcze nie zagrał, podczas gdy Stany Zjednoczone rozegrały już wszystkie: cyberataki, zamachy, bombardowania, zabójstwa generałów, przywódców i naukowców, bombardowania miast, a nawet szkół, takich jak ta w Minab [miasto w prowincji Hormozgan w południowym Iranie]. Dlatego Irańczycy wierzą, że trzecia runda będzie dla nich dobra: zakończy historię, a oni będą stroną, która wygra. To przekonanie pomaga ludziom przetrwać trudności ekonomiczne.

Od szoku do zemsty

Byłem tu w listopadzie ubiegłego roku i zauważyłem, że ludzie są teraz o wiele bardziej pewni siebie. Wtedy przetrwali 12-dniową wojnę, ale gospodarka nie radziła sobie dobrze, a w grudniu doszło do protestów, początkowo uzasadnionych, uznanych przez samego Przywódcę [ajatollaha Alego Chameneiego, Najwyższego Przywódcę od 1989 roku do jego śmierci w ataku w lutym 2026 roku], a następnie przejętych przez Zachód i syjonistów. Sytuacja jest dziś bardziej skomplikowana, ale ludzie mówią: „Przetrwamy, przywódcy wiedzą, co robić”. Dlaczego?

Ponieważ doświadczyli dwóch kolejnych wojen. W pierwszej stracili swoich czołowych generałów, a w drugiej, wojnie 40-dniowej, stracili swojego Przywódcę. Czasami utrata przywódcy sprawia, że ​​naród się załamuje i poddaje, i właśnie taki był plan Donalda Trumpa. Innym razem motywuje ludzi do zemsty, i dokładnie to stało się drugiego i trzeciego dnia. Męczeństwo Przywódcy było szokujące, ale Irańczycy zamiast biernie czekać, wyszli na ulice, by się zemścić, za jego krew – i nadal to robią.

To ma swoje korzenie w irańskiej ideologii. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko politykę i gospodarkę, jak w przypadku każdego innego kraju, Iran powinien był upaść między pierwszym a piątym dniem zeszłorocznej 12-dniowej wojny lub tegorocznej 40-dniowej wojny. Nie upadł z powodu dwóch nurtów ideologicznych. Pierwszym jest szyicki islam i historia imama Husajna [wnuka proroka Mahometa i trzeciego szyickiego imama] w Karbali [bitwa z 680 roku, na terenie dzisiejszego Iraku, w której Husajn i jego towarzysze zostali zabici przez armię kalifa]. Drugim jest irańska tożsamość: wystarczy spojrzeć na irańskie mity, a zdamy sobie sprawę, że wielu Irańczyków było takich już 2000 lat temu, przed islamem. Dlatego tak ciepło przyjęli szyicki islam i imama Husajna: ponieważ to to samo.

Ariobarzanes, bohater klęski

Czym są te mity i w jaki sposób łączą się z kulturą szyicką i historią Husajna?

Historia imama Husajna odgrywa oczywiście ważniejszą rolę w irańskim oporze. Ale zanim to nastąpiło, irańska cywilizacja przeżywała wzloty i upadki, a Irańczycy uwielbiali wiele mitów. Jednym z nich jest Ariobarzanes (Ariobarzan po persku; nazwa używana w języku angielskim pochodzi z greki).

Irańczycy byli dumni ze swoich zwycięstw, ze swojego imperium, z posiadania połowy świata. Ale dlaczego Ariobarzanes? Ponieważ jest bohaterem w czasach klęski. Kiedy Aleksander [Wielki, król Macedonii, który podbił Imperium Perskie między 334 a 330 r. p.n.e.] starł się z armią Achemenidów [z dynastii założonej przez Cyrusa Wielkiego] i Irańczycy przegrali wojnę, był jeden dowódca, który nie przegrał żadnej bitwy. Otrzymał rozkaz odwrotu, ponieważ cała armia została pokonana. Pozostali udali się do centralnego Iranu, do prowincji Fars. Ale on tego nie zrobił: udał się na zachód.

Aby najechać Iran, Aleksander musiał przejść przez góry Zagros, przez bardzo wąską dolinę otoczoną wysokimi górami, która nadal tam jest, w dzisiejszej prowincji Kohgiluyeh i Boyer-Ahmad. Ariobarzanes miał, jak sądzę, około 1000 żołnierzy. Wszedł w góry i czekał na armię liczącą dziesiątki tysięcy ludzi, i zatrzymał ją. Oczekiwano, że wytrzyma jeden dzień, dwa dni, tydzień; trzymał się przez miesiąc, aż skończyły mu się włócznie, miecze, kamienie, ogień, wszelkiego rodzaju broń. Aleksander w końcu znalazł drogę na szczyt. Ariobarzanes i jego ludzie mogli uciec do Persepolis [ceremonialnej stolicy imperium], ale tego nie zrobili. Z dziesiątkami ludzi, którzy mu pozostali, nieuzbrojeni, zaatakowali armię gołymi rękami, wręcz. Czterech lub pięciu z nich zginęło, zabijając jednego z żołnierzy Aleksandra. To jest odwaga.

Brzmi jak Hussein.

Tak. Kiedy mówię, że irańska tożsamość pomogła Irańczykom przyjąć szyicki islam i imama Husajna, nie jest to coś, co stało się z dnia na dzień. Ma to swoje korzenie w historii. Irańczycy są dumni z tego, co zdobyli, ale bardziej dumni są z Ariobarzanes. Historia imama Husajna jest o wiele dłuższa i ma o wiele więcej implikacji: było ich mniej i zostali wymordowani przez armię Jazyda [Jazyd był drugim kalifem Umajjadów].

„To nic w porównaniu z tym, przez co przeszedł Hussein”

Ten podziw istnieje wśród wszystkich Irańczyków, nawet tych, którzy nie są szyitami. Mamy liczną populację sunnicką, która podziwia imama Husajna. Osobiście znam chrześcijan, Ormian i przedstawicieli innych mniejszości, którzy wychodzą na ulice podczas muharramu, corocznego święta żałoby po Husajnie. Stoją na chodnikach, płaczą i dają jałmużnę w jego imieniu. Mówią: „Nie chcemy być muzułmanami, wierzymy w naszą religię, ale kochamy Husajna i Abbasa, jego przyrodniego brata. Dla nas jest on jak Jezus Chrystus”.

Widzieliśmy to podczas tej wojny. W mojej okolicy, we wschodnim Teheranie, Amerykanie zdają się mieć dzienną normę: bombardowali miasto kilka razy dziennie, podczas obu wojen, zabijając wiele osób. Już podczas pierwszych ataków filmowcy rzucili się na miejsce i ku mojemu zaskoczeniu zastali właścicieli domów stojących przed swoimi domami i mówiących: „Dzięki Bogu jesteśmy bezpieczni i zdrowi. To nic w porównaniu z tym, co przeszedł Husajn. Odbudujemy to i zostaniemy tutaj, dopóki nie odbudujemy, dla dobra imama Husajna”. Przez lata, podczas dorocznych ceremonii, powtarzali: „Chciałbym tam być w tamtym dniu Karbali, 14 wieków temu”. Teraz widzą siebie w Karbali, z szansą, by to zrobić.

Właśnie na tym polega różnica. Dlatego Donald Trump mógł porwać Maduro [prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, pojmanego przez siły amerykańskie w styczniu 2026 r.] w Wenezueli i zmienić wszystko za darmo, a tutaj poniósł porażkę. Wyobrażał sobie, że może zrobić to samo. Powtarzam to międzynarodowym mediom od dwóch dekad: myślicie, że macie orientalistów, myślicie, że znacie historię imama Husajna na pamięć, ale nie udaje wam się złamać irańskiego oporu właśnie z powodu imama Husajna. Jeśli to zrozumiecie, zrozumiecie, dlaczego ponosiliście kolejne porażki. Nie możecie wywierać presji, czy to sankcjami, czy wojnami. Jeśli nas wszystkich nie zabijecie, Irańczycy się nie poddadzą. Wyciągnęli wnioski z tysięcy lat inwazji: za każdym razem, gdy się poddawali, nic nie zostawało z Iranu, tracili terytorium, byli mordowani.

Bomba – od tabu do żądania

Czy ludzie również domagają się bardziej stanowczej odpowiedzi?

Wielu narzeka: „Dlaczego nie pokażemy im, co potrafimy? Połóżmy kres izraelskim i amerykańskim okrucieństwom”. I domagają się bomby atomowej bardziej niż kiedykolwiek.

Jaki procent społeczeństwa popiera dziś bombę atomową?

Nie jestem pewien, potrzebowałbym wiarygodnych sondaży, nie jednego czy dwóch. Ale ten dyskurs jest teraz powszechny daleko poza rewolucyjną częścią społeczeństwa. Inni mówią: „Czy nam się to podobało, czy nie, wydaliśmy dużo i zapłaciliśmy dużo za ten pokojowy program nuklearny, a oni nie zamierzają go kontynuować. Najwyraźniej nie pozostawili nam innego wyboru niż zbudowanie bomby”.

Nikt nie odważy się zaatakować Korei Północnej. Sam Trump powiedział, że musi powiedzieć „tak, proszę pana” koreańskiemu przywódcy i że gdyby Iran miał bombę, wróg musiałby potraktować go zupełnie inaczej.

Iran nigdy nie chciał bomby atomowej. Istnieje fatwa [religijny dekret Alego Chameneiego zakazujący broni jądrowej], a stanowisko irańskich elit było następujące: nie potrzebujemy jej. Bomby atomowe należą do XX wieku. W XXI wieku wybierają formy wojny hybrydowej, które nie pociągają za sobą żadnej odpowiedzialności, takie jak cyberataki czy wojny biologiczne. Nie chcemy tego robić, ale tak czy inaczej, era odstraszania nuklearnego minęła: zaatakowaliśmy Stany Zjednoczone, państwo posiadające broń jądrową, i zaatakowaliśmy Izrael, reżim posiadający broń jądrową. Teoria odstraszania nuklearnego powinna zostać zrewidowana właśnie z powodu tego, co Iran im zrobił.

Fatwa zakazująca rozwijania broni jądrowej, wydana przez Alego Chameneiego, ówczesnego najwyższego przywódcę Iranu, została wydana w połowie lat 90.

Ale odstraszanie nuklearne nadal może zapewnić pewien poziom bezpieczeństwa w przypadku ataków nuklearnych. I to właśnie mówią teraz Irańczycy, nawet elity i klasa wykształcona: „Nie chcieliśmy tego, ale nie mamy innego wyjścia. Jeśli mamy położyć kres wszystkiemu, potrzebujemy bomby”. To jest rezultat wojny Stanów Zjednoczonych z Iranem. Dyskurs całkowicie się zmienił: dwa lata temu znaczna część społeczeństwa, a nawet sam obóz rewolucyjny, twierdziła, że ​​nie chce bomby. Teraz jest zupełnie odwrotnie.

Zjednoczenie wokół flagi

Kiedy mówimy o rewolucyjnej części społeczeństwa, o ilu osobach mamy na myśli?

Nie ma wiarygodnych danych. Ale jedno jest pewne: na nocnych zgromadzeniach, zwłaszcza w pierwszym lub drugim miesiącu, po ich wyglądzie można było poznać, że na ulice wyszły wszystkie warstwy społeczne. Wiele wywiadów, zdjęć i filmów pokazuje, że byli tam nawet ci, którzy nie przestrzegają islamskiego kodeksu ubioru. Dlaczego? Ponieważ bronią kraju. Wierzą, że Stany Zjednoczone i Izrael są nie tylko wrogami Republiki Islamskiej, ale także wrogami Iranu.

Dzieje się to również poza granicami kraju, w diasporze. Wielu wraca od zakończenia 12-dniowej wojny. Inna część społeczeństwa została, że ​​tak powiem, oświecona atakiem. Wcześniej obwiniali Republikę Islamską z wielu powodów, pod wpływem medialnego imperium opozycji, kanałów takich jak Iran International i BBC Persian [persko-języczne kanały telewizyjne z siedzibą w Londynie], które prowadziły operacje psychologiczne.

Za granicą jest wiele kanałów w języku perskim, prawda?

Od 200 do 400, w zależności od liczby czytelników. To rekord świata, rekord wojenny. Te kanały podawały na przykład, że Najwyższy Przywódca ukrywał się głęboko pod ziemią, 60 lub 100 metrów pod ziemią. Przypisywały mu wszystko, co robił Netanjahu, albo twierdziły, że uciekł. Kiedy zginął śmiercią męczeńską w swoim biurze, wielu ludzi się zmieniło. Ci ludzie mówili przed kamerami: „Słyszeliśmy, że się ukrywa, a teraz jesteśmy wzruszeni, słysząc, że był w swoim biurze i zginął śmiercią męczeńską”. Nazywam to epoką oświecenia.

Wcześniej istniały rozłamy, ale teraz ludzie tolerują luki i gromadzą się pod tą samą flagą. To poszerzyło sferę tych, którzy wierzą. Umęczony Przywódca zawsze mówił: „Nieważne, czy wierzysz w system, czy nie, weź udział w wyborach”. Jego męczeństwo otworzyło tę drogę: wielu pojednało się z systemem. Jednym ze znaków tego są głębokie podziały w opozycji kierowanej przez monarchistów Rezy Pahlawiego [syna ostatniego szacha, który mieszka w USA]. Teraz walczą między sobą, nawet monarchiści między sobą. Znani przeciwnicy, którzy schronili się w Europie i Stanach Zjednoczonych dekady temu, publicznie oświadczyli, że chcą wrócić do kraju. Zrozumieli, że to, co mówili przez pięć dekad, że Republika Islamska wkrótce zniknie, było mitem, który sami wymyślili.

To była moja trzecia wojna. Pierwsza była przeciwko Saddamowi Husajnowi [wojna iracko-irańska, 1980–1988], a wcześniej była rewolucja. Reakcje są wszędzie takie same. Pokolenie sprzed pięciu dekad reagowało w ten sam sposób na rewolucję i wojnę z Saddamem. Dzisiejsza młodzież urodziła się 20–30 lat temu, przeszła modernizację, ale zachowuje się dokładnie tak samo.

Czyli ostatni raz taka jedność panowała w kraju pod koniec lat 80., podczas wojny?

Dokładnie. Spójrzmy na politykę wewnętrzną. W Iranie zawsze istniały dwie główne frakcje: reformiści i rewolucjoniści, a ktokolwiek był bez władzy, posuwał się do skrajności, by obalić tego, kto był u władzy. To była polityka dwubiegunowa. Ale w ciągu ostatniego półtora, dwóch lat tego nie widać. Bardzo często mówię znajomym, że Pezeshkian [Masoud Pezeshkian, prezydent Iranu od 2024 roku] jest najszczęśliwszym prezydentem świata, bo nikt go o nic nie wini. Jest reformistą i kieruje reformistycznym rządem, ale nawet rewolucjoniści go nie krytykują, nawet gdy powinni. Wszyscy, w tym media, mówią: pomóżmy mu w każdy możliwy sposób. To najnowszy efekt wojny i polityki USA.

Za każdym razem, gdy Irańczycy mówią: „Nie przekroczymy naszych granic, Stany Zjednoczone powinny zgodzić się na nasze warunki, ale jesteśmy za negocjacjami”, wielu krytykuje to, twierdząc, że to nie jest właściwy dyskurs. Ale przynosi to coś ważnego: daje Irańczykom z różnych środowisk jasny obraz, że zrobiono wszystko, aby zapobiec wojnie. Nie ma innej drogi niż opór. W przeciwnym razie rozerwą was i wasz kraj.

Bolesne narodziny nowego porządku

I Iran zaskoczył cały świat swoją potęgą militarną, mogąc rzucić wyzwanie USA i Izraelowi w tym samym czasie, prawda?

Nawet my sami siebie zaskoczyliśmy. Śledzę wydarzenia wojskowe i zawsze myślałem, że pewnego dnia USA wypowiedzą wojnę Chinom i że Chińczycy pokażą światu, że USA nie są już tak potężne. Ale nigdy nie wyobrażałem sobie, że to my, Irańczycy, to zrobimy.

Musiałeś przeczytać artykuł Roberta Kagana w „The Atlantic” . Kagan, jeden z czołowych neokonserwatywnych myślicieli, napisał, że Stany Zjednoczone poniosły najgorszą strategiczną porażkę w swojej historii, nazwał to szachem-matem i zapowiedział, że Iran stanie się wiodącą potęgą regionalną. Trzecia runda jeszcze przed nami, ale co najprawdopodobniej się wydarzy? Jak będzie wyglądał Iran jako potęga regionalna, jakie będą jego relacje z krajami arabskimi i przyszłość Stanów Zjednoczonych w regionie? I czy Iran może stać się globalną potęgą?

Świat przechodzi transformację władzy z cywilizacji zachodniej na wschód. Od ponad dekady mówią o tym nawet amerykańscy i europejscy intelektualiści. Dla mnie dekada od 2020 do 2030 roku to czas tych bolesnych narodzin i będzie coraz więcej wojen. Ktokolwiek dzierży władzę, imperium zachodnie pod wodzą USA, nie odda jej tak łatwo. Będą wojny i tarcia, zwłaszcza z wschodzącymi potęgami: Rosją, Chinami i Iranem. Dlatego wierzę, że w 2027 lub 2028 roku będziemy świadkami jakiejś wojny z Chinami.

I Chińczycy już to mówią. Przygotowują się.

To nie będzie takie proste. Jeśli dojdziemy do porozumienia, że ​​Stany Zjednoczone zostaną pokonane przez Iran, nie będą w stanie w ogóle przeciwstawić się Chinom. Poprą bardziej wojnę hybrydową, a ta wojna hybrydowa będzie zupełnie inna. Mamy doświadczenie. Wierzę, że pójdą w kierunku wojny biologicznej, w inne rodzaje wojny, obok militarnej. Nawet nuklearnej. Tak czy inaczej, stawiają opór, podobnie jak Europejczycy przeciwko Rosji.

Po Iranie będą Chiny. Wierzę, że w 2027 roku będziemy świadkami rozprzestrzeniania się wirusów takich jak COVID. Stany Zjednoczone nie oddadzą władzy tak łatwo. Trump może lubić Putina, ale istnieje głębokie państwo, którego nie kontroluje. Nie pozwolą Putinowi i Rosji wygrać wszystkiego tak łatwo. Jeśli nie mogą tego zrobić za pomocą wojska, zrobią to za pomocą broni biologicznej. W Chinach tak samo. W samym Iranie tak samo.

Znam Amerykanów, ich sposób prowadzenia wojny hybrydowej, intencje głębokiego państwa i jego zachowanie. Ten schemat mówi mi, że gdy poczują się beznadziejni i pokonani, uwolnią wojnę asymetryczną, nowe sposoby prowadzenia wojny, w tym ten, a cyberataki zostaną rozszerzone, nie tak jak teraz.

Tak jest nawet w cyberwojnie. Przed rokiem 2010, przed Stuxnetem [wirusem komputerowym przypisywanym Stanom Zjednoczonym i Izraelowi, który sabotował wirówki irańskiego programu nuklearnego], świat znajdował się w środowisku zagrożenia bezpieczeństwa, z kradzieżą informacji przemysłowych itd. Stuxnet przekształcił to w cyberwojnę między państwami. Od tamtej pory wszyscy główni gracze rozwijają tę zdolność i inwestują w nią w nieznany sposób. Sztuczna inteligencja to nowa wersja wszystkiego: cyberwojny, wojny hybrydowej, w różnych aspektach.

Gdyby świat nie przechodził transformacji władzy, z takimi wojnami jak ta, przyszły świat, moim zdaniem, nie byłby już światem ropy naftowej ani paliw kopalnych. Byłby światem sztucznej inteligencji, z dwiema kategoriami: panami i niewolnikami: tymi, którzy posiadają oprogramowanie i sprzęt sztucznej inteligencji, oraz resztą. Jedna z głównych bitew między Zachodem a Wschodem, o to, kto będzie panem sztucznej inteligencji w przyszłości, jest już rozstrzygnięta. Powstają obozy. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, spośród krajów Zatoki Perskiej, postanowiły dołączyć do obozu USA.

Katar również inwestuje w to duże pieniądze.

Dużo pieniędzy. A jedną z rzeczy, które te kraje arabskie Zatoki Perskiej już straciły, jest sztuczna inteligencja, ponieważ zbytnio polegały na Stanach Zjednoczonych. Do tej pory mówiliśmy o dwóch wojnach; trzecia jeszcze się nie wydarzyła. Centra danych będą kolejną, w trzeciej. To jedna z rzeczy, które oni i Izrael stracą. To niezwykle ważne.

Gdyby Biden był u władzy, Stany Zjednoczone byłyby wobec Putina bardziej surowe.

Zdecydowanie. Z Donaldem Trumpem jest inaczej, on za bardzo gra na korzyść Putina.

Ale czy to nie mogła być kalkulacja strategiczna? Ludzie z otoczenia Trumpa mówili już przed wyborami, że wojna z Rosją była błędem, bo Rosja nie jest głównym przeciwnikiem. Trump zamierzał przerwać tę wojnę, aby skupić się na Chinach.

Nie da się zaprzeczyć, że Iran jest głównym wrogiem ideologicznym Stanów Zjednoczonych, a Chiny wrogiem gospodarczym. Ale nie da się kontrolować wszystkiego: wojny po prostu wybuchają. Albo Rosja rozumie, na przykład, że nadchodzi bezpośrednie zagrożenie. Może dokonali pewnych obliczeń: jeśli to zrobimy, nie będzie wojny z nami; osłabiajmy ich teraz, zanim będzie za późno. Bo nie wdaliby się w pełnowymiarową wojnę, jak w przypadku Krymu.

Po dekadzie wojen nie będzie już żadnego supermocarstwa: potencjał każdego z nas ulegnie wyczerpaniu. Ale potęga będzie na Wschodzie. Nowy porządek świata, który pojawi się na horyzoncie, prawdopodobnie po 2030 lub 2032 roku, zostanie ustanowiony przez regionalne i międzynarodowe koalicje, takie jak BRICS i Szanghajska Organizacja Współpracy, które są odpowiednikami zachodnich G7, NATO i OECD. Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa [doroczne forum bezpieczeństwa międzynarodowego w Niemczech] kiedyś zajmowała centralne miejsce; teraz jej rywalka, konferencja petersburska, zyskuje na znaczeniu i prestiżu. Byłem na ostatniej. Nie będzie żadnych supermocarstw, ale te ugrupowania ustalą nowy porządek świata.

Większość myślicieli uważa, że ​​powstaną cztery wielkie mocarstwa, choć nie supermocarstwa: Chiny, Indie, Rosja i Iran. Jeśli będą ze sobą współpracować, mogą stworzyć coś nowego na świecie. Jeśli będą ze sobą walczyć, na całym świecie zapanuje chaos.

Cztery moce i siedem punktów zapalnych

Ciekawostką jest, że wszystkie cztery państwa są członkami BRICS i Organizacji Szanghajskiej.

Tak. Widać zasadnicze różnice między Chinami a Indiami, ale oba kraje idą do BRICS, ponieważ zdały sobie z tego sprawę. Dlaczego więc Iran miałby być wśród nich? Gospodarczo nie dorównuje pozostałym trzem. Militarnie Chiny, a zwłaszcza Rosja, są daleko w tyle. Powodem jest to, co czyni Iran wyjątkowym: Oś Oporu, zarówno na lądzie, jak i na morzu.

Na lądzie to rynek zbytu liczący od 400 do 500 milionów ludzi w najbardziej strategicznym regionie świata, w samym sercu świata: Azji Zachodniej, z jej złożami energii, minerałami, starymi cywilizacjami i religiami, łączącymi północ z południem i wschód z zachodem. W ciągu najbliższych 10 lub 20 lat, ktokolwiek chce prowadzić interesy lub narzucić nowy porządek światowy lub regionalny, będzie musiał współpracować z Iranem, ze względu na tę Oś Oporu, która przetrwała próbę czasu.

Morze jest jeszcze ważniejsze. Na świecie istnieje siedem strategicznych punktów newralgicznych, wśród nich Kanał Panamski, Kanał Sueski, Malakka, Ormuz i Bab al-Mandab. Mają one znaczenie, ponieważ większość światowego handlu i operacji wojskowych odbywa się drogą morską, a te skróty zmieniają czas, koszty dostaw, ubezpieczenia i ryzyko. Żadne ze Stanów Zjednoczonych, Chin, Rosji, Indii, Niemiec ani Francji nie kontroluje tych siedmiu. Osobiście uważam, że jeśli w Malakce wybuchnie wojna, to nie z powodu Tajwanu, ale z powodu kontroli nad cieśniną. Kto kontroluje Malakkę, będzie kontrolował rynki i gospodarki Azji Południowo-Wschodniej.

Dlatego Stany Zjednoczone działają tak szybko na Filipinach. Mieli pięć baz, teraz mają dziewięć. Jednym z pierwszych dekretów Bongbonga Marcosa [Ferdinanda Marcosa Jr., prezydenta Filipin od 2022 roku] po jego wyborze było przekazanie Amerykanom czterech kolejnych baz.

Dokładnie. Iran kontroluje cieśninę Ormuz, przez którą przepływa jedna trzecia światowych dostaw energii. Nawet gdy nie będzie już supermocarstwa o nazwie Stany Zjednoczone, Chińczycy nadal będą musieli dostarczać tam ropę, więc będą potrzebować Iranu. Drugim jest Bab al-Mandab, kontrolowany przez Ansarullah [ruch Huti rządzący północnym Jemenem] w Jemenie, który jest częścią Osi Oporu. Bab al-Mandab, Morze Czerwone i Kanał Sueski są jak rura: cokolwiek wejdzie jednym końcem, wyjdzie drugim. Po tym, jak Ansarullah zamknął Bab al-Mandab w wojnie, która rozpoczęła się od powodzi Al-Aksa [ofensywy Hamasu przeciwko Izraelowi 7 października 2023 r.], Egipcjanie trzykrotnie w ciągu roku publikowali raporty, w których informowali o stracie 60% dochodów z kanału i ruchu morskiego. Zatem Iran, stojąc na czele Osi Oporu, kontroluje co najmniej dwie i pół strategiczne cieśniny.

To pokazało mi lata temu, że Stany Zjednoczone wypowiedzą wojnę Iranowi, oprócz wszystkich innych powodów, takich jak Izrael. Nie mogą się na to zgodzić, eskalując napięcia z Chinami o Malakkę i z Panamą z powodu chińskich operatorów w kanale. Nigdy was nie wypuszczą; przyjdą walczyć. Iran będzie jednym z wielkich mocarstw, jeśli uda mu się utrzymać kontrolę nad tymi drogami wodnymi, a jak dotąd Iran i Ansarullah udowodniły, że są do tego zdolne. Świat potrzebuje was dzisiaj i będzie potrzebował was jutro. Wszystkie gospodarki ucierpiały z powodu zamknięcia cieśniny Ormuz, a nawet jeśli cieśnina zostanie otwarta dzisiaj, gospodarki na całym świecie liczą na kolejne dwa lata wysokich cen ropy. W nadchodzących miesiącach będziemy świadkami jeszcze gorszych dni gospodarczych.

Przeczytałem list Alego Akbara Velayatiego [irańskiego ministra spraw zagranicznych w latach 1981–1997 i doradcy Najwyższego Przywódcy ds. międzynarodowych od tamtej pory] do nowego Przywódcy [Mojtaby Chameneiego, syna Alego Chameneiego, wybranego w marcu 2026 roku], w którym proponował on utworzenie bieguna islamskiego wokół Iranu, obok strategicznych sojuszników – Rosji i Chin – oraz w towarzystwie państw „autentycznie niezaangażowanych”, takich jak Republika Południowej Afryki, Brazylia i Kuba. W kwietniu nazwał to „trzecim biegunem” świata. Czy podziela Pan tę wizję? Myślę o odbiorcach w Ameryce Łacińskiej, a także w Afryce. Czy jest tam dla nas miejsce?

Nie do końca tak. Moje zdanie jest nieco inne. Wierzę, że w miarę jak Chiny, Rosja, Iran, a nawet Indie będą zdobywać coraz większą władzę w ramach BRICS, dołączą do nich kolejne kraje. Wraz ze spadkiem wartości dolara i jego udziału w globalnym rynku, kolejne kraje, w tym kraje Ameryki Łacińskiej, poczują się swobodnie i będą robić, co zechcą. Będą one budować więzi gospodarcze i polityczne z Rosją, Chinami, Iranem, a nawet Indiami, w zależności od przyszłej polityki Indii, i dołączą do BRICS.

Ale to nie nastąpi w ciągu najbliższych kilku lat. Po dekadzie starć i wojen wszyscy będą słabi, a na świecie zapanuje chaos. Wtedy powstaną koalicje regionalne: Ameryka Łacińska utworzy swoją własną, ponieważ ma wspólne interesy i wspólne zagrożenia. Jednocześnie BRICS i Organizacja Szanghajska zyskają na znaczeniu, ponieważ powstanie próżnia władzy, a część świata uwolni się spod jarzma Zachodu. Świat będzie potrzebował nowego porządku, ale nie zaakceptuje takiego jak porządek powojenny, porządek zachodni, z kategoriami panów i niewolników. Każdy będzie miał większy udział, choć nadal będą chorążowie: te cztery wielkie mocarstwa.

Ormuz, silniejszy niż bomba atomowa

A jak wyglądają stosunki z krajami arabskimi?

Iran bardzo chciałby promować jedność wśród muzułmanów i pragnie przyjaźni z tymi narodami, ponieważ priorytetem Iranu jest pokonanie głównego wroga, Izraela i Stanów Zjednoczonych. Nie chce tarć. Wierzymy, że zasada „dziel i rządź” zawsze była polityką brytyjską. Podzielili nas, rozbili Ummę [ wspólnotę narodu islamskiego, ponad granicami państwowymi].

Ale to nie dzieje się z dnia na dzień; są fazy. Jeśli chodzi o kraje arabskie Zatoki Perskiej, fazą pierwszą jest wygranie tej wojny i utrzymanie kontroli nad Cieśniną Ormuz, którą Iran zawsze posiadał. Będzie to narzędzie do redefinicji stosunków geopolitycznych, strategicznych i sąsiedzkich, ponieważ jest to broń miliony razy silniejsza niż bomba atomowa. Bombą atomową można raz uderzyć w dany kraj. Cieśniną Ormuz można wielokrotnie wpłynąć na całą planetę. Od czasów II wojny światowej nikt nie był w stanie wywrzeć tak dużego wpływu na rentowność amerykańskich obligacji, ceny ropy naftowej i inflację w USA.

Iran nie użyje tej broni do kolonizacji tych krajów, lecz do zacieśnienia relacji z nimi. Co to oznacza? Stany Zjednoczone są wrogiem, który zaatakował Iran, wykorzystując terytorium tych krajów jako bazę wypadową. Nie powinno tam więc być żadnych baz amerykańskich. Izrael ściśle współpracuje z ZEA i niektórymi innymi krajami, nawet z Arabią Saudyjską. Iran chce się ich pozbyć. Gdy tylko pokażą, że są nieszkodliwi, stosunki między nami będą na równych zasadach, zdrowe i zdrowe, ponieważ mamy wspólne zagrożenia i wrogów.

Skąd wiemy, że tak będzie? Za prezydentury Raisiego [Ebrahim Raisi, prezydent w latach 2021–2024] minister spraw zagranicznych Amir-Abdollahian [Hossein Amir-Abdollahian, zginął wraz z Raisim w katastrofie helikoptera w maju 2024 r.] rozpoczął dwa lub trzy lata temu plan regionalnego dialogu i forum bezpieczeństwa z krajami arabskimi: szóstką z Zatoki Perskiej, plus Iran i Irak, tzw. „sześć plus dwa”. Chodziło o to, aby zagwarantować sobie nawzajem bezpieczeństwo bez udziału krajów trans-regionalnych. Iran podjął już te wstępne kroki przed wojną. Chodzi o naprawę więzi z krajami arabskimi, ale dopiero po tym, jak zrzekną się Izraela i Stanów Zjednoczonych oraz przestaną pozwalać Mosadowi, CIA i innym na ataki na Iran. Nie można walczyć ze wszystkimi bez końca. Mamy jasny cel i jasny plan na przyszłość.

Przygotowywałeś się do tego przez dziesięciolecia, prawda?

Od dziesięcioleci przygotowywaliśmy się do tej wojny i do Cieśniny Ormuz, bo wiedzieliśmy, że to się kiedyś wydarzy, prędzej czy później. Jeśli nie teraz, to za dwie dekady.

Budżet Pentagonu jest sto razy większy niż budżet wojskowy Iranu. Myśląc globalnie, militarnie i ekonomicznie, powinni byli pokonać Iran w ciągu pierwszych kilku dni. Dlaczego nie mogli? Wszyscy są zaskoczeni, i to nie tylko z powodu asymetrycznej wojny, którą prowadzimy. Siła nie zawsze ma rację.

Szariat i pochodnia Karbali

Na zakończenie: Ali Shariati (1933–1977) jest postacią mało znaną poza Iranem. Irański socjolog i myśliciel, był żarliwym czytelnikiem Karola Marksa, tłumaczem i rozmówcą Frantza Fanona oraz przyjacielem Jeana-Paula Sartre’a, z którym prowadził długie debaty. Jaki był jego wpływ na islamski ruch rewolucyjny i na całą tę mistykę wokół Husajna i oporu?

Odegrał ważną rolę, ale proces ten trwał 14 wieków. Od męczeństwa imama Husajna jest to jak pochodnia, którą każdy przekazuje drugiemu, niezależnie od tego, czy jest myślicielem, czy zwykłym obywatelem. Kiedy pochodnia została przekazana Aliemu Szariatiemu, obudził on rewolucyjnego ducha imama Husajna w całym pokoleniu, które pozostawało pod wpływem dwóch interpretacji islamu: tradycyjnej i rewolucyjnej – szariatu i imama Chomeiniego [przywódcy rewolucji islamskiej z 1979 roku i pierwszego Najwyższego Przywódcy Iranu (1902–1989)].

Między szariatem a duchowieństwem rewolucyjnym istniały różnice, ale nie były one duże. Szariat uważał, że rewolucyjny islam nie potrzebuje silnego przywództwa religijnego ze strony duchowieństwa; duchowieństwo rewolucyjne wierzyło w hierarchię duchownych. Działali jednak dla tej samej sprawy, co oddzielało ich od tradycyjnego systemu religijnego. Wielu młodych ludzi zmieniło swoje spojrzenie na islam z tradycyjnej religii obyczajów na rewolucyjny.

Szach [Mohammad Reza Pahlawi, panujący w latach 1941–1979] mówił o czerwonym i czarnym zagrożeniu: komunistach i rewolucyjnym szyickim islamie. Navvab Safavi [duchowny, założyciel zbrojnej grupy Fadaian-e Islam, stracony w 1956 roku] chwycił za broń przeciwko reżimowi i dla szacha stanowił bezpośrednie zagrożenie. Szariati stanowił zagrożenie bardziej zakorzenione, ponieważ nigdy nie chwycił za broń, chwycił za pióro. Obawiali się jego książek, a zwłaszcza jego przemówień w Hosseiniyeh Ershad [ośrodku religijnym i kulturalnym zamkniętym przez reżim szacha w 1972 roku], tutaj, w północnym Teheranie.

Ktokolwiek bada Husajna poza ziemskimi znaczeniami, pragnieniem, dekapitacją, odnajdzie w nim sens wszędzie. Nawet komunista [Khosrow Golsorkhi, poeta i dziennikarz, stracony przez pluton egzekucyjny w 1974 roku], sądzony przez jeden z sądów wojskowych szacha podczas posiedzenia transmitowanego w telewizji, by zastraszyć ludzi, powiedział, że jest pod wpływem męczeństwa imama Husajna i sprawiedliwości imama Alego [kuzyna i zięcia proroka Mahometa, pierwszego imama szyickiego]. Jego slogan utkwił w pamięci: Wolę wybrać czerwoną śmierć niż żyć w upokorzeniu.

Karbala to nie tylko żałoba i rytuały, to styl życia. Spójrzmy na listy naszych męczenników: prawie wszystkie poruszają temat Karbali. Reza Szach [ojciec Mohammada Rezy i założyciel dynastii Pahlawi, panującej w latach 1925–1941] zakazał rytuałów muharram; za jego syna SAVAK [policja polityczna szacha] tolerowała rytuały, ale sprzeciwiała się wszelkim przemówieniom poruszającym rewolucyjny islam. W takiej atmosferze mówienie o rewolucyjnym imamie Husajnie, tak jak czynił to szariat, wymagało odwagi. Odwagi samego imama Husajna.

Umowa Trumpa i Putina na olej napędowy: Kiedy świat fizyczny odzyska swoją tożsamość

Umowa Trumpa i Putina na olej napędowy: Kiedy świat fizyczny odzyska swoją tożsamość

Umowa Trumpa i Putina na olej napędowy: Kiedy świat fizyczny odzyska swoją tożsamość

Administracja Trumpa podejmuje decyzje, które wydają się krótkowzroczne, sprzeczne, a nawet absurdalne. Niektóre jednak są podyktowane realiami świata fizycznego.

Auguste Maxime 29 paź 2026 forumgeopolitica/trump-putin-diesel-deal-when-the-physical-world-reasserts-itse

W najbliższych dniach do portów USA mają dotrzeć trzy tankowce z rosyjskim olejem napędowym. Przewożą one łącznie około 140 000 ton produktów rafinowanych i stanowią pierwsze rosyjskie dostawy zwolnione z amerykańskich sankcji.

To porozumienie, osiągnięte 9 października między Donaldem Trumpem a Władimirem Putinem, jest często interpretowane jako symboliczny gest. Prezydent USA robi wszystko, aby powstrzymać rosnące ceny energii, które uderzają w jego elektorat przed wyborami uzupełniającymi.

Na razie ta „umowa” nie wydaje się mieć wpływu na ceny oleju napędowego, wywołuje jednak szereg efektów ubocznych, w większości negatywnych.

Konsekwencje umowy

Z prawnego punktu widzenia, dwupartyjna grupa senatorów wezwała Donalda Trumpa do anulowania umowy, argumentując, że narusza ona przepisy dotyczące sankcji. Przybycie do portów amerykańskich tankowców objętych sankcjami UE, Wielkiej Brytanii i Kanady stwarza również liczne komplikacje dla amerykańskich operatorów morskich i portowych.

Na froncie transatlantyckim umowa stawia Europejczyków w niezręcznej sytuacji i pogłębia rozdźwięk między Brukselą a Waszyngtonem. Kaja Kallas podkreśla, że ​​Stany Zjednoczone pozostają głównym sojusznikiem Europy. Nikt nie zapomniał o nieustannej presji, jaką Donald Trump wywierał na Brukselę, aby wstrzymała wszelki import rosyjskiej ropy .

Kijów znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Musi albo kontynuować ataki na rosyjskie rafinerie – ryzykując trwałą alienację Waszyngtonu – albo utrzymać relacje z Białym Domem i biernie znosić ataki na swoją infrastrukturę energetyczną.

Między Waszyngtonem a Moskwą kilka innych porozumień wydaje się obecnie w zasięgu ręki. Mówi się o zniesieniu amerykańskich sankcji wobec rosyjskiego państwowego funduszu majątkowego RDIF , przyznaniu licencji generalnych dużym rosyjskim firmom energetycznym oraz wywarciu presji na Europę, aby odmroziła rosyjskie aktywa i wznowiła import gazu.

Jak można wytłumaczyć takie porozumienie, skoro stwarza ono tak wiele problemów wewnętrznych w Stanach Zjednoczonych i podważa relacje Waszyngtonu z jego historycznymi sojusznikami?

Twarde rozwidlenie

Craig Tindale oferuje prawdopodobnie najbardziej spójną odpowiedź w książce „The Hard Bifurcation” . Australijski eseista i inwestor rozróżnia dwa światy, każdy z własną logiką i tempem. Istnieje świat finansowy, składający się z cen, kredytu i płynności, oraz świat materialny, składający się z atomów i energii – innymi słowy, z zapasów, fabryk, wykwalifikowanej siły roboczej i logistyki.

Wyjaśnia, że ​​gospodarki zachodnie przez ostatnie czterdzieści lat żyły w złudzeniu, że te dwa światy rozwijają się w idealnej harmonii. W pokojowym, bezproblemowym świecie kapitał mógł swobodnie płynąć do najtańszego producenta, a pieniądze zawsze można było wymienić na to, co było potrzebne.

Według niego żyjemy w okresie, w którym rzeczywistość finansowa i fizyczna rozchodzą się, co nazywa „twardym bifurkacją”, a ta druga wkrótce zyska przewagę nad tą pierwszą. Płynności wtłaczanej przez banki centralne w ciągu kilku sekund nie da się już natychmiast przekształcić w fabryki, metale, amunicję czy energię. Świat fizyczny porusza się swoim własnym, nieredukowalnym tempem. W Stanach Zjednoczonych od odkrycia złoża miedzi do rozpoczęcia produkcji mija średnio 29 lat.

Paradoks polega na tym, że Stany Zjednoczone nigdy nie dysponowały tak dużym kapitałem, a jednocześnie nigdy nie miały tak małej kontroli nad materiałami potrzebnymi do przekształcenia tego kapitału w energię. Według Tindale’a, 70% produkcji strategicznych minerałów i 90% rafinacji pierwiastków ziem rzadkich znajduje się poza strefą wpływów USA. A jednak materiały te są niezbędne dla sektora lotnictwa i kosmonautyki, energetyki i sztucznej inteligencji. „Kraj ma pieniądze, żeby kupić miecz. Stracił zapał, żeby go wykuć” – podsumowuje.

W coraz bardziej podzielonym świecie prawa fizyki ponownie się umacniają. Kontrola nad materiałami staje się decydująca. A nową bronią są strategiczne punkty newralgiczne, kontrola eksportu i skuteczność polityki przemysłowej.

Napięcia na rynku oleju napędowego

Olej napędowy odgrywa ważną rolę w światowej gospodarce. Oprócz transportu drogowego, napędza on sektory rolnictwa, budownictwa i górnictwa, a także transport morski, urządzenia przemysłowe i systemy grzewcze.

W 2026 r. szereg czynników doprowadził do niedoboru na rynku oleju napędowego: zakłócenia w pracy rafinerii, konflikty geopolityczne, niski poziom zapasów i spadek eksportu od głównych dostawców.

Według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA), średnia cena oleju napędowego w Stanach Zjednoczonych na dzień 12 października wynosiła 6,18 dolara za galon, w porównaniu z 3,48 dolara na początku roku. Ponieważ olej napędowy napędza ciężarówki, maszyny rolnicze i budowlane, jego rosnący koszt przekłada się bezpośrednio na ceny dla konsumentów.

„Martwię się dodatkowo o produkty rafinowane, ponieważ wkraczamy w… sezon zimowy. W niektórych częściach świata, gdzie popyt na olej napędowy jest zazwyczaj wysoki, a wiele rafinerii przechodzi okresy konserwacyjne”, powiedział Fatih Birol , dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA).

Rafinerie stanowią strategiczne ogniwo w łańcuchu dostaw. Przetwarzają ropę naftową na gotowe do użycia paliwa. Zakłócenie w rafinacji może zatem spowodować niedobór produktów gotowych, nawet jeśli ropa naftowa pozostanie dostępna.

Tradycyjnie Rosja była jednym z czołowych eksporterów oleju napędowego na świecie. Jednak od lipca jej producenci nie mogą go eksportować. Moskwa przedłużyła ten zakaz do 31 października. Oficjalnie celem jest stabilizacja rynku krajowego po ukraińskich strajkach w rafineriach.

W rzeczywistości Władimir Putin uzależnia wznowienie eksportu ropy naftowej i produktów rafinowanych od zniesienia zachodnich sankcji, co powtórzył wcześniej w tym miesiącu na Forum Ekonomicznym w Wałdaju .

Za same dolary nie można już kupić oleju napędowego

Porozumienie w sprawie rosyjskiego oleju napędowego wyraźnie ilustruje logikę opisaną przez Tindale’a. Stanom Zjednoczonym nie brakuje dolarów na zakup oleju napędowego. Brakuje im jednak oleju napędowego dostępnego we właściwym miejscu i czasie, na bardzo ograniczonym rynku globalnym. W tym kontekście, oleju napędowego nie da się już nabyć po prostu płacąc cenę rynkową. Teraz odbywa się to kosztem znaczących ustępstw geopolitycznych.

Dlatego analitycy, którzy podkreślają niewielkie wolumeny handlu między Moskwą a Waszyngtonem, nie rozumieją istoty sprawy. Prawdą jest, że 140 000 ton oleju napędowego, które mają zostać dostarczone, stanowi zaledwie kilka godzin zużycia w USA. Ważne jest jednak to, że Stany Zjednoczone dążą do otwarcia nowego fizycznego kanału dostaw z jednym z największych eksporterów produktów rafinowanych na świecie.

Waszyngton najwyraźniej jest gotowy zapłacić za to wysoką cenę polityczną, nawet jeśli oznacza to zirytowanie europejskich sojuszników, postawienie Kijowa w niemożliwej sytuacji i zignorowanie decyzji części własnego Kongresu.

To najwyraźniejszy znak, że świat materialny odzyskuje przewagę nad światem finansów.

Rodzi się EuroReich? MEM-y I.

———————————————–

———————————–

———————————————

—————————————–

——————————–

————————————————-

—————————————————-

———————————————————–

Program Pentagonu zakładający 90-dniową katastrofę powinien być dla nas sygnałem ostrzegawczym.

Program Pentagonu zakładający 90-dniową katastrofę powinien być dla nas sygnałem ostrzegawczym.

Co kryje się za 90-dniowym programem zagłady Pentagonu

Ci, którzy kontrolują system, nie przygotowują się na tę samą przyszłość, którą sprzedają nam wszystkim. W tym tygodniu ta prawda przestała być jedynie teorią. Jak donosi Fox News, Pentagon poinformował amerykańskie bazy wojskowe, że muszą być w stanie działać całkowicie niezależnie od publicznej sieci energetycznej przez 90 dni. [1] Jednocześnie kampania brytyjskiego rządu „Bądź gotowy” wzywa gospodarstwa domowe w Wielkiej Brytanii do przygotowania się na około trzy dni przerw w dostawie prądu. [2] Dziewięćdziesiąt dni dla wojska. Trzy dni dla ciebie.

Ten kontrast to historia, nad którą warto się zastanowić, ponieważ ujawnia ona więcej o tym, w co naprawdę wierzą osoby sprawujące władzę, niż jakakolwiek konferencja prasowa. Kiedy władze, które nadzorują satelity, tajne briefingi i plany awaryjne, dochodzą do wniosku, że muszą być samowystarczalne pod względem paliwa, energii elektrycznej i zaopatrzenia przez 90 dni, to nie są ćwiczenia. To ocena najbliższej przyszłości. A kiedy ta sama grupa urzędników wręcza społeczeństwu listę zakupów, która ma nam zapewnić przetrwanie weekendu, nie informuje nas – manipuluje nami.

Nie piszę tego, żeby sparaliżować Cię strachem. Piszę to, żebyś zrozumiał, że rozdźwięk między tym, co wiedzą, a tym, co Ci mówią, jest obecnie najważniejszy w Twoim życiu. Ci, którzy przygotowują się na 90-dniową przerwę w dostawie prądu, nie robią tego z powodu weekendu złej pogody.

Co tak naprawdę mówi nam program twierdzy

Według doniesień medialnych, rzecznik Pentagonu Sean Parnell opisał program w ostrych słowach, stwierdzając, że poleganie na cywilnej infrastrukturze miejskiej w celu zapewnienia obrony narodowej stanowi niedopuszczalne ryzyko. [1] To niezwykłe przyznanie.
Oznacza ono, że Departament Obrony doszedł do wniosku, że w obliczu kryzysu nie może polegać na dalszym funkcjonowaniu sieci energetycznej, wodociągowej, paliwowej i komunikacyjnej, od których zależą wszyscy Amerykanie.

Program podobno obejmuje gromadzenie paliwa, generatorów, materiałów medycznych, części zamiennych, niezbędnych minerałów i podzespołów elektronicznych. [1] Zastanów się, co ta lista oznacza. Nie chodzi o przygotowanie się na huragan czy pożar lasu. Chodzi o możliwość przetrwania przez trzy miesiące bez żadnej pomocy ze strony cywilizacji otaczającej bazę. To nie jest przygotowanie na burzę; to przygotowanie na oblężenie. I pamiętaj: bazy wojskowe w Wirginii i w całym kraju czerpią energię z tych samych regionalnych sieci energetycznych, co my wszyscy. Operatorzy sieci PJM już ostrzegali przed malejącymi rezerwami niezawodności, [3] co oznacza, że ​​nawet zasilanie wojska nie jest gwarantowane.

Kiedy ci, którzy mają dostęp do wszystkich ocen zagrożeń na świecie, decydują, że ich własne obiekty muszą przetrwać 90 dni bez pomocy z zewnątrz, nie uważam tego za rutynowe zakupy. Uważam to za przyznanie się do winy. Planują poważne zakłócenia w dostawach, przeznaczają na nie fundusze i gromadzą zapasy. Pytanie tylko, czy społeczeństwo jest informowane o tym, co te zakłócenia mogą oznaczać. Z tego, co widziałem, odpowiedź brzmi: nie – a brytyjski rząd nakazuje ludziom kupować chusteczki nawilżane i fasolę w puszkach. To po prostu absurdalne.

Brytyjska kampania „Be Ready” jest obrazą par excellence.

Kampania brytyjskiego rządu „Be Ready” jest reklamowana jako edukacja na temat gotowości, ale lista kontrolna ujawnia, o co tak naprawdę chodzi. Gospodarstwom domowym zaleca się zaopatrzenie się w konserwy, chusteczki nawilżane, latarkę i trochę gotówki, aby przetrwać kilka trudnych dni. [2] Chusteczki nawilżane. To właśnie rząd zaleca społeczeństwu, gdy nie chce, aby ludzie przeżyli coś poważnego.

To nie jest przygotowanie, to łagodzenie sytuacji. Prawdziwa kampania na rzecz gotowości uczyłaby ludzi, jak przechowywać i oczyszczać wodę przez tygodnie, uprawiać i konserwować żywność, wytwarzać energię elektryczną poza siecią, leczyć powszechne infekcje prawdziwymi lekami oraz bronić siebie i swoje rodziny w razie awarii systemów. Zamiast tego rozdają listę rzeczy do przedszkola i nazywają to gotowością. To traktuje dorosłych jak dzieci, które potrzebują wsparcia, a nie jak obywateli, którzy potrzebują odpowiedniego wyposażenia.

Nierówności są niezaprzeczalne. Te same rządy, które nakazują obywatelom przygotowanie się na 72 godziny, po cichu odbudowują własne instalacje wojskowe, aby działać przez 90 dni bez prądu. Gdyby kryzys rzeczywiście był jedynie krótkotrwałym zakłóceniem, dlaczego Pentagon miałby wydawać ogromne sumy na zabezpieczenie baz na całe trzy miesiące? Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem jest to, że osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo przewidują coś dłuższego i poważniejszego, niż się przyznają – i zamierzają przeczekać, zanim populacja się wyczerpie, zamiast pozwolić nam radzić sobie samodzielnie.

Wybuch w Quaker Oats wpisuje się w szerszy problem dotyczący zaopatrzenia w żywność.

W tym kontekście należy rozpatrywać eksplozję w młynie Quaker Oats w Cedar Rapids w stanie Iowa. Według doniesień Natural News, zakład ten jest określany jako największy młyn na świecie, przetwarzający ponad dwa miliony funtów owsa dziennie. [4] [5] Kiedy jeden zakład, który jest kluczowy dla zaopatrzenia kraju w podstawowy produkt żywnościowy, zostaje wyłączony z eksploatacji, konsekwencje są niemal natychmiast widoczne na półkach sklepów spożywczych i w łańcuchach dostaw.

To właśnie ta centralizacja sprawia, że ​​system żywnościowy jest tak wrażliwy. Jedna fabryka, jedna linia kolejowa, jedno źródło zasilania, jedna sieć dystrybucji just-in-time – a przerwa w jednym punkcie może w ciągu kilku dni opróżnić półki w regionie obejmującym kilka stanów. Wojsko odpowiada gromadzeniem własnych zapasów żywności i paliwa. Od ludności cywilnej oczekuje się, że będzie miała pod ręką chusteczki nawilżane. Ta dysproporcja wiele mówi o tym, jak odmiennie traktowane są różne grupy społeczne.

Nie zgadzam się z twierdzeniem, że wszystkie te zakłócenia są przypadkowe. Rynki energii są pod presją, trwa walka o kluczowe minerały, łańcuchy dostaw są celowo nadwyrężane, a infrastruktura przetwórstwa żywności jest eksploatowana do granic możliwości. Punkty nacisku pojawiają się zbyt regularnie, by można je było uznać za zbieg okoliczności. Kiedy scentralizowany łańcuch dostaw żywności napotyka niestabilną sieć energetyczną, a rząd po cichu zabezpiecza swoje bazy, nie potrzeba oficjalnego ogłoszenia, aby przewidzieć, dokąd to zmierza. Wystarczy obserwować, co kupują – a potem, co zalecają kupić.

Co robię, aby się przygotować – i co możesz zrobić teraz

Nie czekam na rządowe ogłoszenie, kiedy mam się przygotować. Buduję odporność już teraz, na własnych warunkach. Obejmuje to długoterminowe przechowywanie żywności – zbóż, roślin strączkowych, liofilizowanych posiłków i konserw – które są regularnie wykorzystywane i uzupełniane, aby zapobiegać marnotrawstwu. Obejmuje to nasiona ogrodowe, praktyczną wiedzę na temat domowej produkcji żywności oraz wystarczającą wydajność filtracji wody, aby oczyszczać ją z niebezpiecznych źródeł. Obejmuje to również awaryjne źródło zasilania: panele słoneczne, generator z zapasem paliwa i części zamienne, aby wszystko działało.

Gromadzę również zapasy środków medycznych i ziołowych oraz zdobywam praktyczną wiedzę, jak je stosować. Mam pod ręką sprzęt do komunikacji satelitarnej, ponieważ w przypadku awarii wież telefonii komórkowej i internetu, zwykłe łącza radiowe i satelitarne będą jedynym środkiem komunikacji. Tam, gdzie pozwala na to prawo, ćwiczę samoobronę i buduję relacje z członkami społeczności, którzy również się przygotowują. Przygotowanie społeczności jest ważne, ponieważ żadna jednostka nie przybędzie wystarczająco szybko w przypadku awarii sieci energetycznej, a osoby najbliższe są twoimi pierwszymi ratownikami. [6]

Moje badania dotyczące zdrowia konsekwentnie pokazują, że najlepsza domowa apteczka to taka, która powstaje przed wystąpieniem sytuacji kryzysowej. Ta sama zasada dotyczy wszystkiego innego. Panika niczego nie zdziała; przygotowanie daje czas, opcje i autonomię. Zdecentralizowane przygotowanie – własne jedzenie, woda, prąd, własna społeczność – jest o wiele bardziej wiarygodne niż jakakolwiek scentralizowana obietnica pomocy, która może nigdy nie nadejść. Pisałem obszernie o samowystarczalności i umiejętnościach przetrwania, a przesłanie jest zawsze to samo: możliwość samodzielnego zaspokojenia potrzeb to najuczciwsza forma bezpieczeństwa.

Wszystkie odcinki mojego popularnego programu z wywiadami na poziomie ekspertów i poradami na temat zrównoważonego życia można znaleźć na Decentralize.TV

Wniosek: Wiesz coś. Działaj odpowiednio.

Pentagon przygotowuje swoje bazy na 90 dni bez prądu. Wielka Brytania rozdaje swoim obywatelom 72-godzinne listy kontrolne. Właśnie wybuchła duża fabryka przetwórstwa spożywczego. Te trzy fakty razem tworzą spójną historię tego, czego spodziewają się osoby sprawujące władzę. Uważam, że rozsądnym wnioskiem jest to, że elity przygotowują się na zakłócenia, o których nie informują w pełni opinii publicznej – i że już zdecydowały się kontrolować społeczeństwo podczas tych zakłóceń, zamiast przygotowywać je na nie.

Nie musisz przewidywać konkretnego kryzysu, aby się na niego przygotować. Potrzebujesz jedzenia, wody, leków, prądu, środków komunikacji i społeczności. Musisz zacząć teraz, a nie wtedy, gdy wiadomości podpowiedzą, że można panikować. Ludzie zarządzający systemem gromadzą zapasy na 90 dni. Najmniej, co możesz zrobić, to uniknąć sytuacji, w której zostanie ci tylko trzydniowy zapas konserw i chusteczek.

Miej nadzieję na najlepsze, ale przygotowuj się jak ci, którzy już wiedzą, że coś nadchodzi.

Źródła:

Źródło: 90-dniowy plan zagłady Pentagonu powinien być dla ciebie sygnałem ostrzegawczym – NaturalNews.com

Przed końcem porządku kolonialnego ustanowionego na Bliskim Wschodzie po I wojnie światowej?

Przed końcem porządku kolonialnego ustanowionego na Bliskim Wschodzie po I wojnie światowej?

23 października 2026 r. przez dr. Petera F. Mayera tkp-/vor-dem-ende-der-nach-dem-ersten-weltkrieg-geschaffenen-kolonialen-ordnung-im-nahen-osten


Były pułkownik USA Douglas Macgregor, niegdyś starszy doradca obecnego Sekretarza Obrony USA, przewiduje koniec politycznej architektury Zatoki Perskiej, stworzonej po I wojnie światowej.

Nie tylko Arabia Saudyjska, ale także Emiraty na zachodnim wybrzeżu Zatoki Perskiej „są na drodze do wyginięcia”. Porozumienia Sykes-Picot i Wersalskie – popierane głównie przez Brytyjczyków, w mniejszym stopniu przez Francuzów i z „głupich powodów” przez ówczesnego prezydenta USA Wilsona – są już nieaktualne, powiedział McGregor w programie Jimmy’ego Dore’a .

„Wszystkie sztuczne konstrukcje… Skąd się wzięła Jordania? Churchill chwalił się, że narysował [granice Jordanii] w jedno popołudnie. Wszystkie te miejsca znikną, [zginą]. Nie ma co do tego wątpliwości” – powiedział Macgregor.

Widok ludzi w regionie

Dla przeciętnego Araba w regionie władcy Półwyspu Arabskiego to „klasa Epsteina świata arabskiego”. Tak jak Waszyngton mówi o klasie rządzącej, która spędza co najmniej połowę swojego czasu na Wyspie Epsteina, tak ludzie tacy jak Mohammed bin Salman i jego współcześni są postrzegani jako stali rezydenci. „Ich czas się skończył. Skończył się. Nie przetrwają”.

Pytanie brzmi, co będzie dalej. Izrael również jest sztucznym tworem. Nie istniał 75 czy 80 lat temu. To, czy przetrwa, wcale nie jest tak pewne, jak wielu zakłada. „Kto będzie rządził, kiedy się wycofamy? Wycofamy się. Nadchodzi czas”.

Powrót państw cywilizowanych

Pozostałyby zatem prawdziwe państwa narodowe – „konstrukcje cywilizacyjne zakorzenione w tysiącach lat historii”: Persja (Iran), Turcja i Egipt. To trzy największe i najważniejsze państwa regionu, o niezniszczalnych fundamentach. „Ostatecznie będą kontrolować wszystko… Nazwałbym to zemstą historii, którą zawsze ignorujemy”.

Ocena Macgregora jest zgodna z wieloma innymi analizami, które są obecnie w obiegu. Scott Ritter uważa, że ​​upadek Mohammeda bin Salmana i Domu Saudów jest nieunikniony. Twierdzi, że MBS popełnił strategiczny błąd w 2014 roku, próbując zdobyć doświadczenie wojskowe, przeprowadzając szybki atak na Ansar Allah (Huti). To wydarzenie przerodziło się w dwunastoletni koszmar. Teraz Ansar Allah fizycznie niszczy Arabię ​​Saudyjską – i nic nie może jej uratować.

Presja ekonomiczna i militarna

Liczby te podkreślają presję. Według analiz energetycznych podsumowanych przez Larry’ego Johnsona na jego blogu Sonar21 , saudyjska produkcja ropy naftowej spadła do około jednej czwartej swojego poprzedniego poziomu. Z 10,88 mln baryłek dziennie w lutym 2026 r. do około 2,51 mln baryłek lub mniej we wrześniu. Eksport oleju napędowego i benzyny drastycznie spadł, a rezerwy paliw kurczą się. Jednocześnie AnsarAllah nasila ataki na terytorium Arabii Saudyjskiej – atakując między innymi Ministerstwo Obrony w Rijadzie, lotniska i obiekty Aramco. Od połowy lipca 2026 r. Arabia Saudyjska przeprowadziła ponad 2900 nalotów i ataków rakietowych na cele w Jemenie.

Ambasador USA Tom Barrack zasugerował już, że Waszyngton zapewni Arabii Saudyjskiej wsparcie logistyczne, ale nie będzie angażował się w wojnę lądową. „Reakcje kinetyczne” nigdy nie przyniosły skutku.

Perspektywa historyczna

Obecny porządek państwowy na Bliskim Wschodzie jest w dużej mierze efektem powojennych ustaleń z 1918 roku. Umowa Sykes-Picot, mandaty Ligi Narodów i arbitralne rozgraniczenia stworzyły twory, które często miały niewiele wspólnego z realiami historycznymi, etnicznymi czy kulturowymi. Jordania, Irak w ówczesnej formie, Emiraty Zatoki Perskiej, a także współczesna Arabia Saudyjska w obecnym kształcie to twory przede wszystkim brytyjskiej potęgi kolonialnej, częściowo wspieranej przez Francję po I wojnie światowej.

Czy ten porządek ostatecznie się załamie, czas pokaże. Jednak połączenie nadmiernej ekspansji militarnej Arabii Saudyjskiej w Jemenie, ataków na infrastrukturę krytyczną, spadku wydobycia ropy naftowej i słabnącej gotowości Stanów Zjednoczonych do bezterminowej interwencji stanowi egzystencjalne wyzwanie dla architektury post-osmańskiej i post-wersalskiej.

Macgregor ujmuje to wprost: Sztuczne konstrukcje dobiegają końca. Stare państwa cywilizacyjne powracają. Zemsta historii, którą Zachód tak chętnie ignoruje, zdaje się być nieunikniona.

Nowa strategia napięcia? Niebezpieczne czasy dla Europy.

Nowa strategia napięcia? Niebezpieczne czasy dla Europy.

23 października 2026 Artykuł autorstwa: Marcus Klöckner nachdenkseiten

W Europie szerzy się strach – strach przed rosyjskim zagrożeniem. A dokładniej: strach jest celowo szerzony. Politycy, dziennikarze i eksperci sprawiają wrażenie, że Rosja zagraża nam wszystkim. Niemal każdego dnia pojawiają się rozmowy o „wojnie hybrydowej”. Niemal każdego dnia bez doniesień o lotach dronów, sabotażu, a nawet próbach ataków ze strony Rosji. Celem są rzekomo Niemcy – ale także inne kraje europejskie. Nasuwają się fundamentalne pytania: Co się tu dzieje? Czy społeczeństwa europejskie stoją w obliczu nowej strategii napięcia ? I: Jak daleko sięgnie wdrażanie tej strategii?

Analiza Marcusa Klöcknera .

Strach to narzędzie polityki. Można nim sterować nie tylko pojedynczych obywateli, ale i całe społeczeństwa. To – z jednej strony – banalne spostrzeżenia. Z drugiej strony, nie jest to banalne, gdy politycy stosują tę teoretyczną wiedzę w praktyce. Wtedy konsekwencje są dalekosiężne…

Ale róbmy to krok po kroku. W połowie tego tygodnia pojawiła się wiadomość, że niemieckie siły zbrojne są w niebezpieczeństwie. Tagesschau.de donosił między innymi :

Niemieckie siły zbrojne ostrzegają przed możliwymi rosyjskimi atakami sabotażowymi na swoje wojska w Niemczech – wynika z wewnętrznej oceny sytuacji, do której dotarły stacje WDR i SZ. W dokumencie po raz pierwszy zagrożenie zostało zaklasyfikowane jako „poważne”.

O zagrożeniu ze strony Rosji donosi również Wall Street Journal :

Atak na lotnisko był preludium do zintensyfikowanej kampanii sabotażowej Putina.

Amerykańskie agencje wywiadowcze uważają, że nieudana operacja w Niemczech przeprowadzona tego lata była częścią nowej fali ataków zarządzonych przez głowę państwa rosyjskiego.

A kanclerz Friedrich Merz powiedział :

„Ogólny obraz jest taki, że Rosja destabilizuje cały porządek polityczny na naszym kontynencie europejskim. I wiele osób, w tym w moim kraju, najwyraźniej tego nie docenia”.

Wszystkie trzy wypowiedzi lub stwierdzenia mają jedną wspólną cechę: brak im treści. Prawie wszystko pozostaje niejasne. Nawet pobieżne spojrzenie wyjaśnia problem.

Raport Tagesschau

Przypadkowe odkrycie dokonane przez rolnika w Dolnej Saksonii skłoniło niemieckie siły zbrojne do ponownej oceny sytuacji bezpieczeństwa: w połowie września w pobliżu bazy lotniczej Wunstorf odkryto pozornie rozbitego drona. Jego konstrukcja jest podobna do drona z ładunkiem wybuchowym użytego w nieudanym ataku na lotnisko Lipsk/Halle na początku sierpnia. Dron z Wunstorf również przewoził puszkę z materiałem wybuchowym i został odkryty zaledwie kilka metrów dalej.

Różnica: dron z Wunstorf prawdopodobnie leżał w pobliżu bazy wojskowej od dwóch lat. Do takiego wniosku doszli w wyniku analiz technicznych przeprowadzonych przez Federalny Urząd Policji Kryminalnej (BKA). Śledczy uważają, że w przeciwieństwie do drona z Lipska, dron ten nie miał atakować cywilnych samolotów transportowych, lecz prawdopodobnie samolotów wojskowych.

Frazy „pozornie”, „przypomina”, „prawdopodobnie”, „przypuszczać” i „możliwe” są uderzające. W tekście czytamy dalej:

Odkrycie to najwyraźniej prowadzi obecnie do nowej oceny sytuacji zagrożenia:

W tym miejscu tekst wymaga rozbicia. „Ustalenia”? „Te”? Które? Tekst przechodzi od „zakładać” i „możliwe” do: „ustaleń”. Ale nie mówimy tu o ustaleniach, a raczej o domysłach. Kontynuując:

WDR i SZ uzyskały wewnętrzną analizę bezpieczeństwa od niemieckich sił zbrojnych. Po raz pierwszy analiza klasyfikuje zagrożenie rosyjskiego sabotażu wobec Bundeswehry jako „znaczne”, co stanowi drugi najwyższy poziom w skali oceny. Po raz pierwszy Bundeswehra zakłada, że ​​może stać się celem rosyjskich ataków nawet na terenie Niemiec.

Sformułowanie jest znów uderzające: „teraz… zakłada”.

W dokumencie, odnosząc się do odkryć dronów w Lipsku i Wunstorf, stwierdzono: „Te incydenty podkreślają, że RUS (Rosja) od pewnego czasu niemal na pewno posiada zdolność, a obecnie bardzo prawdopodobne jest również, że ma wzmożony zamiar podjęcia działań przeciwko siłom i obiektom BW (Niemieckich Sił Zbrojnych), a także partnerom, takim jak UKR (Ukraina) w DEU (Niemcy)”.

Zwracamy uwagę na sformułowania „prawie pewne” i „bardzo prawdopodobne”.

W ocenie zagrożenia stwierdzono, że użycie przez Rosję dronów „jako broni kinetycznej” przekroczyło „wcześniej przewidywaną czerwoną linię zamiaru wyrządzenia szkody poprzez skutki kinetyczne i/lub śmiercionośne” Niemcom i niemieckim siłom zbrojnym. Odnosi się to do użycia dronów jako broni, w tym potencjalnie śmiercionośnych. „Chociaż incydent w Lipsku nadal można uznać za pośrednie zagrożenie dla niemieckich sił zbrojnych, incydent w Wunstorf wysoce prawdopodobny wskazuje na to, że niemieckie siły zbrojne były celem ataku”.

Tutaj podejrzenie (a może niezbicie udowodniono, że rzeczywiście stoi za tym Rosja?) staje się prawdą. Ponownie użyto sformułowania „bardzo prawdopodobne”.

Według analizy niemieckich sił zbrojnych, strategicznie rzecz biorąc, Rosja „najprawdopodobniej realizuje wywrotowy plan, obecnie skoncentrowany na osłabieniu niemieckiego wsparcia dla Ukrainy na płaszczyźnie politycznej i społecznej”. Operacyjnie Rosja dąży do osłabienia wszelkiego wsparcia dla Ukrainy „w formie sprzętu i szkoleń”, a tym samym „zaszkodzenia zdolnościom obronnym Ukrainy”.

W oświadczeniu ponownie czytamy: „bardzo prawdopodobne”. Tyle w kwestii doniesień z „Tagesschau”.

Wall Street Journal

Artykuł w „Wall Street Journal” zagłębia się jednak nieco bardziej: autor opiera się wyłącznie na tym, co mówią , a nawet wierzą „autorytety” . Innymi słowy, w dużej mierze brakuje twardych faktów. Dwa fragmenty są jednak godne uwagi. Po pierwsze:

Amerykańskie agencje wywiadowcze uważają, że nieudana operacja na lotnisku Lipsk-Halle tego lata była jednym z pierwszych kroków w ramach zintensyfikowanej kampanii sabotażu i tajnych działań przeciwko państwom NATO, przeprowadzonej bezpośrednio przez prezydenta Rosji Władimira Putina – twierdzą europejscy urzędnicy, którzy zostali poinformowani o wynikach wywiadu.

Uderzające jest tu sformułowanie „zakładać”. Jak widać, to „amerykańskie agencje wywiadowcze” „coś zakładają” – a o „ustaleniach” (informacji? dezinformacji?) poinformowano „europejskich urzędników”. Innymi słowy, to, co się tu dzieje, jest całkowicie nieprzejrzyste zarówno dla opinii publicznej, jak i dziennikarzy.

Zwłaszcza jeśli założymy, że głęboka polityka USA była siłą napędową pozycjonowania Ukrainy jako pośrednika w walce z Rosją, każdy dziennikarz musi traktować informacje wywiadowcze pochodzące od tej strony konfliktu – która jest zasadniczo zaangażowana w dostawy broni itp. – z najwyższą ostrożnością. Krytyczny dystans? Brak. Odnośnie drugiego, godnego uwagi fragmentu:

Według zachodnich urzędników, tajnymi atakami Rosji kieruje departament rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU). Departament ten, znany jako „Służba Zadań Specjalnych” (SSD), to organizacja utworzona w 2023 roku w wyniku połączenia kilku najgroźniejszych rosyjskich jednostek tajnych, której misją jest prowadzenie tajnych operacji wojskowych przeciwko Europie.

SSD dowodzi generał pułkownik Andriej Awerjanow, weteran tajnych operacji, którego agenci byli powiązani z zabójstwami, otruciami i zamachami bombowymi w całej Europie. Zachodnie agencje wywiadowcze przypisały atak w Lipsku jednemu z szefów swoich departamentów, pułkownikowi Denisowi Smoljaninowowi, który podlega sankcjom Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii za kierowanie rosyjskimi tajnymi operacjami w Europie.

To ciekawe. „ Wall Street Journal” jest w tym momencie co najmniej nieco bardziej precyzyjny. Jednak „fakty” opierają się na sformułowaniu „według zachodnich urzędników”. Kto dokładnie co powiedział i na jakiej podstawie ? Bez tych informacji to, co zostało powiedziane, należy traktować z najwyższą ostrożnością.

Nawet zakładając (choć nie jest to zupełnie nieprawdopodobne), że ta Specjalna Służba Zadaniowa istnieje i działa zgodnie z przepisami – w końcu, co właściwie zrobiła do tej pory CIA…? –: Mgła jest wszechobecna.

Pamiętajmy…

Zarówno wypowiedzi Merza, jak i doniesienia w „ Wall Street Journal ” i „Tagesschau” opierają się na niejasnych założeniach. Stwarzają wrażenie „faktycznych” faktów. Udają, że pokazują, jak „to” jest , jaki może być jedyny logiczny wniosek , a wręcz jaki musi być . Nie przedstawiają żadnych merytorycznych dowodów.

Te trzy wybrane przykłady reprezentują niezliczone raporty i oświadczenia polityków i ekspertów, którzy przedstawiają rosyjskie zagrożenie jako realne. Wszystkie łączy brak rzetelnych dowodów. Zamiast tego, wywołują strach.

Nieświadomy obywatel mógłby pomyśleć: skoro nawet tak renomowane media mówią o zagrożeniu ze strony Rosji, a nawet kanclerz krytykuje Niemców za to, że nie traktują tego zagrożenia ze strony Rosji poważnie, to musi w tym być coś. Z tych rozważań dochodzimy do wniosku:

Strategia napięcia

Większość czytelników NachDenkSeiten prawdopodobnie zna ten termin. Niemniej jednak, dla pełnego obrazu: strategia napięcia doprowadziła do jednego z najciemniejszych rozdziałów w historii Włoch – i w historii zachodnich demokracji .

W 1990 roku ówczesny premier Włoch Giulio Andreotti, zmuszony przez sędziego śledczego i pod naciskiem dziennikarzy, ujawnił publicznie istnienie we Włoszech organizacji Gladio. Gladio była włoską filią siatki paramilitarnej utworzonej w wielu krajach NATO po II wojnie światowej. Były to „tajne armie” NATO, mające na celu umożliwienie im przejęcia władzy jako armie podziemne w przypadku inwazji Rosji na Europę, a następnie rozpoczęcie wojny partyzanckiej od wewnątrz.

Problem: Jak później stawało się coraz bardziej oczywiste, części tej sieci zostały wcześnie zaktywizowane politycznie. Śledztwa włoskich sądów i badania sugerują, że „żołnierze” z tajnych armii NATO byli angażowani na głębokim poziomie politycznym w ideologiczną walkę między Zachodem a Wschodem (kapitalizm kontra socjalizm/komunizm); innymi słowy, wdrożono zasadę „strategii napięcia”. W krajach, gdzie silne były partie i siły lewicowe sprzyjające Moskwie, ludność miała być zaszczepiana w strachu poprzez terror rzekomo stosowany przez lewicowe ugrupowania terrorystyczne – aby odwróciła się od lewicy.

Często cytowana wypowiedź skazanego neofaszysty Vincenta Vinciguerry brzmi następująco :

Trzeba było zaatakować cywilów, ludzi, kobiety, dzieci, niewinnych ludzi, obcych, którzy byli z dala od wszelkich rozgrywek politycznych. Powód był całkiem prosty: ci ludzie, włoska opinia publiczna, mieli zwrócić się ku państwu i domagać się większego bezpieczeństwa.

Nie wdając się w szczegóły skomplikowanej sprawy Gladio i terroryzmu kierowanego przez głębokie państwo: strategia napięć była wymierzona w umysły obywateli. Celem tej strategii było nastawienie społeczeństwa przeciwko lewicy i zwrócenie się ku partiom dominującym.

Mając tę ​​wiedzę, nasuwają się pytania: Czy jesteśmy obecnie świadkami nowej strategii napięć? Czy obserwacje dronów, domniemane próby ataków itp. są częścią strategii generowania strachu wśród społeczeństwa, mającej na celu wzbudzenie gniewu wobec Rosji? Czy to ciągłe generowanie strachu nie wynika z realnego zagrożenia, lecz z politycznego zamiaru uzyskania wyższego poparcia dla jej polityki konfrontacji i zbrojeń? Te pytania są trudne – ponieważ odpowiedzi na nie wkraczają w sferę spekulacji.

Jednakże, z uwagi na ogromną liczbę doniesień medialnych o zagrożeniu ze strony Rosji, zaniechanie tych pytań byłoby dziennikarsko niedopuszczalne, podobnie jak spekulacje są problematyczne. Istnieje jednak ścieżka, którą można podążać z czystym sumieniem.

Czas pomyśleć na głos

Założenie, że Rosja jest aktywna na poziomie wywiadowczym w krajach europejskich, nie budzi sprzeciwu. Wręcz przeciwnie, należy założyć, że Rosja jest aktywna zarówno w Niemczech, jak i w innych krajach.

Bo: Szpiegostwo, czyli gromadzenie informacji, czy to na poziomie ekonomicznym, technicznym, politycznym, czy w dziedzinie badań naukowych, to praktycznie stara tradycja. USA szpiegują Rosję, Rosja szpieguje USA, USA szpiegują również Niemcy („szpiegowanie wśród przyjaciół jest niedopuszczalne”), Rosja szpieguje… i tak dalej. Tak było zawsze – i po prostu narasta i maleje, w zależności od sytuacji politycznej.

Jest więc bardzo prawdopodobne, że Rosja wykazuje „aktywność” właśnie teraz, kiedy sytuacja z NATO jest równie napięta jak w najgorszych czasach zimnej wojny.

Na marginesie: wielu z pewnością pamięta znaną serię komiksową „ Szpieg kontra Szpieg ”, która wielokrotnie przedstawiała historię szpiega ubranego na biało i szpiega ubranego na czarno, których jedynym celem było sabotowanie się nawzajem. Był to humorystyczny portret szpiegostwa w czasach zimnej wojny. Oczywisty fakt, że służby wywiadowcze Wschodu i Zachodu walczyły ze sobą przy każdej okazji, został przedstawiony w zabawny sposób w „Szpieg kontra Szpieg”.

Ważne jest, aby wiedzieć, że chociaż społeczeństwo było świadome, iż państwa nieustannie walczą ze sobą za kulisami na poziomie wywiadowczym, niemal wszystko, co się działo, pozostawało w „cieniu” służb.

Tym razem jest inaczej. Media z ogromną częstotliwością i intensywnością donoszą o rzekomych działaniach Rosji w Niemczech i Europie. Często znane osobistości ze świata polityki i nauki, kreujące wizerunek wroga, pojawiają się przed kamerami, przyczyniając się do podsycania strachu. Samo to jest niezwykle nietypowe.

Co babcię z Buxtehude obchodzi, że rzekomo „Rosjanin” lata dronem na lotnisku w Monachium? Dla niemal zdecydowanej większości społeczeństwa, rzeczywiste lub wyimaginowane działania Rosjan na terytorium Niemiec są nieistotne. Ponieważ: te działania miały miejsce w przeszłości. Prawdopodobnie istnieją teraz i prawdopodobnie będą kontynuowane w przyszłości.

Działalność wywiadowcza państw obcych jest istotna dla służb wywiadowczych i polityków, których ona dotyczy. Opinia publiczna nie ma wglądu w tę sprawę, ani ze strony polityków, ani ze strony służb wywiadowczych. Wgląd jest udzielany tylko wtedy, gdy jest to politycznie pożądane. Dlaczego więc media codziennie donoszą o rzekomym zagrożeniu ze strony Rosji?

Duch tkwiący w cytacie Vinciguerry zdaje się być coraz bardziej widoczny. Założenie, że to „relacjonowanie” zagrożenia ze strony Rosji nie ma na celu informowania społeczeństwa, lecz manipulowania nim za pomocą strachu, jest niemal nieuniknione.

Nawet gdyby oskarżenia były prawdziwe, wynikające z nich realne zagrożenie – dla polityków, a nie dla ogółu społeczeństwa – musiałoby zostać zażegnane przez odpowiedzialnych polityków tam, gdzie to możliwe, czyli poprzez dyplomację – a nie na arenie publicznej. Społeczeństwo w każdym razie może w tej sprawie jedynie wzruszyć ramionami.

Kontynuujmy myślenie na głos

Jeśli Rosja dopuściła się czynów, o które ją oskarżono: jaki byłby tego sens? Jakie byłyby z tego korzyści?

Załóżmy, że Rosja przeprowadziła atak na linię zaopatrzeniową dla wojny na Ukrainie na lotnisku w Lipsku. Korzyści militarne byłyby prawdopodobnie minimalne – szkody polityczne ogromne. Rosja może być aktywna w Niemczech i innych krajach – ale „szaleńcza szarada z dronami” nie ma sensu.

Im dłużej się nad tym zastanawiamy, tym bardziej nasuwa się podejrzenie, że stosowana jest strategia napięcia na niskim poziomie. Ta strategia napięcia nie wiąże się jeszcze ze znacznymi, realnymi szkodami; nie chodzi o ataki terrorystyczne – ale czy tak pozostanie? W pewnym sensie społeczeństwo jest już terroryzowane przez sianie strachu.

Jeśli państwa zachodnie uciekały się do terroru wobec własnych obywateli w „erze Gladio”, to co dzieje się dzisiaj, kiedy desperacko próbują utrwalić w umysłach swoich obywateli obraz Rosji jako wroga? Te pytania również muszą zostać zadane. Nie mogą być tematem tabu.

Szwajcarski historyk Daniele Ganser, który przeprowadził fundamentalne badania na temat Gladio w krajach niemieckojęzycznych, powiedział portalowi NachDenkSeiten :

Drony mogą być bardzo łatwo wykorzystane jako element strategii napięć, mającej na celu zdyskredytowanie kraju lub partii. Teoretycznie sprawca mógłby wlecieć dronem w dom, samolot lub bazę wojskową, gdzie eksplodowałby, a następnie twierdzić, że to kraj X lub partia Y.

Natychmiast kraj X lub partia Y są przedstawiane w bardzo złym świetle; taki jest zawsze cel strategii napięć, nawet jeśli X lub Y nie są odpowiedzialni za atak dronem i są niesłusznie oskarżeni.

Od sytuacji kryzysowych po zarządzanie metropoliami: Przyszłość miast została zapowiedziana już dawno temu

Od sytuacji kryzysowych po zarządzanie metropoliami: Przyszłość miast została zapowiedziana już dawno temu

Date: 22 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara

W związku z aktami przemocy odnotowanymi w ostatnich dniach, władze francuskie wprowadziły punktowe godziny policyjne (od 23:00 do 06:00) w różnych dzielnicach Lille, Lyonu, Nicei i Paryża. W debacie publicznej i w mediach ponownie pojawia się zatem słowo „lockdown” – termin, z którym wszyscy oswoili się od 2020 roku. Równolegle, w odpowiedzi na akty wandalizmu w okolicach Mediolanu, rząd włoski zarządził pilne wysłanie 500 dodatkowych żołnierzy w celu wzmocnienia operacji „Strade Sicure”.

Do Mediolanu przybyło 500 spadochroniarzy z dywizji „Folgore”, wśród których znajdują się również specjaliści od dronów ansa.it/a-milano-500-para-della-folgore-impiegabili-anche-specialisti-in-droni

Wykorzystanie wojska do zadań związanych z bezpieczeństwem publicznym nie jest jednak czymś nowym. We Włoszech operacja „Strade Sicure” została wprowadzona w maju 2008 roku. Powstała jako środek tymczasowy mający na celu wsparcie sił policyjnych w patrolowaniu dworców, centrów miast i newralgicznych obiektów, a następnie była przedłużana z roku na rok, aż stała się stałym elementem krajobrazu włoskich aglomeracji.

Podobne sytuacje miały miejsce w innych krajach europejskich, często przyspieszane przez ataki terrorystyczne:

  • Francja – Opération Sentinelle: rozpoczęta w styczniu 2015 r. po zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”, w ramach której tysiące żołnierzy nieustannie patrolowało stacje, miejsca kultu i węzły komunikacyjne.
  • Belgia – Opération Vigilant Guardian: uruchomiona w 2015 r. i zintensyfikowana po zamachach w Brukseli w 2016 r.
  • Wielka Brytania – Operation Temperer: uruchomiona w maju 2017 r. po zamachu w Manchester Arena. W odróżnieniu od modelu włoskiego czy francuskiego funkcjonuje ona jako strategiczny plan kryzysowy, umożliwiający rozmieszczenie wojska na ulicach w celu wsparcia lub zastąpienia policji w nadzorowaniu kluczowych obiektów w okresach podwyższonego zagrożenia.

Dokument z 2003 roku: Raport NATO „Operacje miejskie w roku 2020”

Istnieje wspólny wątek analityczny, który łączy dzisiejsze wydarzenia z rozważaniami strategicznymi sformułowanymi na początku XXI wieku. Raport NATO „Operacje miejskie w roku 2020” (opublikowany w kwietniu 2003 r. przez grupę roboczą SAS-030 w ramach Organizacji Badań i Technologii) z niezwykłą dalekowzrocznością analizował przyszłe scenariusze. Dokument dotyczył operacji wojskowych w środowisku miejskim. Tekst podkreślał, że obszary miejskie będą nadal rosły pod względem liczby i wielkości oraz staną się „ogniskami niepokojów i konfliktów” . Przewidywał ponadto, że gęstość infrastruktury metropolii (tunele, węzły kolejowe, gęsto zaludnione przedmieścia) sprawi, że kontrola terytorium przy użyciu wyłącznie tradycyjnych narzędzi policyjnych stanie się niezwykle złożona, a siły zbrojne będą musiały dostosować doktrynę, szkolenia i technologie, aby działać w środowiskach miejskich o wysokiej gęstości zaludnienia.

Już w 2015 roku, w kontekście ponownego wzrostu niepokoju związanego z kryzysami klimatycznym i migracyjnym, a następnie w 2020 roku podczas pandemii, zwróciłam uwagę na ten dokument, który został przedstawiony bardziej szczegółowo poniżej.

Okres pandemii spowodował głęboką reorganizację społeczeństw, przyspieszył cyfryzację i spowodował większą integrację między sferą wojskową a cywilną. Następnie kryzysy energetyczne i trwające wojny pogłębiły napięcia społeczne. Dzisiaj, po upływie kilku lat, obserwujemy coraz wyraźniejszą normalizację wykorzystywania sił zbrojnych w europejskich miastach jako standardowej reakcji na przemoc i zamieszki w aglomeracjach.

Przyszłe wojny w centrach miast

Raport z 2003 roku wykraczał poza zwykłą analizę trudności operacyjnych. Wskazywał on miasta jako główny teatr konfliktów XXI wieku. Według autorów badania, zachodnie siły zbrojne powinny były przygotować się do prowadzenia długotrwałych i intensywnych operacji w gęsto zabudowanych, rozdrobnionych i gęsto zaludnionych środowiskach miejskich.

Prognoza ta nie dotyczyła wyłącznie scenariuszy interwencji za granicą. Dokument podkreślał, że postępująca urbanizacja sprawi, iż metropolie staną się ogniskami napięć politycznych, gospodarczych i społecznych, przekształcając je w potencjalne pola bitew. Cechy fizyczne i społeczne wielkich miast – pionowa infrastruktura, sieci podziemne, zróżnicowana struktura ludności, obecność infrastruktury krytycznej – miały sprawić, że walka w terenie miejskim stanie się szczególnie złożona, kosztowna i delikatna pod względem politycznym.

Środki bezpieczeństwa wprowadzone ostatnio w szybkim tempie w europejskich miastach – od stałych posterunków po tymczasowe godziny policyjne – pokazują, jak logika „operacji miejskich” stopniowo zmienia życie w centrach miast.

Koncepcje „operacji miejskich”, analizowane ponad dwadzieścia lat temu w kontekście wojskowym, stopniowo splatały się z powszechnym modelem zarządzania kryzysami miejskimi, jaki obserwujemy dzisiaj:

  • stałe posterunki wojskowe na głównych arteriach miejskich i w węzłach komunikacyjnych,
  • wprowadzanie nadzwyczajnych środków nadzwyczajnych (ograniczenia mobilności i godziny policyjne),
  • coraz częstsze wykorzystywanie dronów, systemów nadzoru i narzędzi wywiadowczych do monitorowania przepływów ludności i zjawisk społecznych.

To, co postrzegane jest jako reakcja na bieżące wydarzenia, można w świetle tych dokumentów odczytać jako ewolucję strategicznej tendencji obserwowanej od dawna. Jest to splot logik działania, które – raz uruchomione – mają tendencję do utrwalania się.

W tym sensie słowa wypowiedziane przez prezydenta Eisenhowera w jego przemówieniu pożegnalnym z 1961 roku na temat „kompleksu wojskowo-przemysłowego” zachowują zaskakującą aktualność. Eisenhower ostrzegał przed zdobyciem nieuzasadnionego wpływu przez interesy, które – gdy już się zakorzenią – mogłyby wpływać na demokratyczne decyzje. Wyraźnie ujawniło się to podczas okresu „stanu zagrożenia zdrowotnego” (który wcale nim nie był).

babylonianempire/rok-1961-kennedy-i-eisenhower-ostrzegaja-ze-nalezy-bac-sie-i-walczyc-z-monolitycznym-i-bezwzglednym-sprzysiezeniem

W obecnym, pojawiającym się kontekście kryzysowym, obecność wojskowa grozi tym, że stanie się coraz bardziej powszechną rzeczywistością w cywilnej przestrzeni miejskiej: jest to tendencja, która z łatwością mogłaby urzeczywistnić dystopijne wizje, zgodnie z którymi przyszłe wojny będą toczyć się w naszych miastach. Możliwość wybuchu wojen domowych, które dotknęłyby przede wszystkim obszary miejskie, to scenariusz, który z każdym dniem staje się coraz bardziej realistyczny.

Konieczne jest zidentyfikowanie mechanizmów prowadzących do tej sytuacji, aby powstrzymać ten proces.

INFO: nogeoingegneria.com/ingegneria-sociale/era-tutto-previsto-le-guerre-future-saranno-allinterno-delle-citta

…………………

NATO i “Operacje Miejskie” zaplanowane na rok 2020

Wojnę na ulicach naszych miast w roku 2020, NATO przewidziało już w roku 1999, w 140-stronicowym raporcie zatytułowanym “Urban Operations in the Year 2020 – UO 2020″ , opublikowanym w roku 2003.

Dokument analizuje prawdopodobne charakterystyki pól bitewnych oraz używane na nich rodzaje sił naziemnych wraz z ich charakterystyką i możliwościami.

Hipotezą wyjściową całego raportu jest wykładniczy wzrost liczby ludności na świecie do roku 2020, zakładająca przekroczenie liczby 7,5 mld osób.

Jednoczesny, przerażający – wg raportu – wzrost urbanizacji – w wyniku której 70 % populacji ludzkiej będzie mieszkało w miastach – spowoduje wzrost napięć gospodarczych i społecznych.

Sprawozdania utrzymuje, że tymże napięciom będzie można stawić czoła jedynie przy pomocy masowej i długotrwałej obecności wojska.

Różnice klasowe i całkowite wyeliminowanie pomocy społecznej, zdolnej do tłumienia powszechnego poczucia niesprawiedliwości, degradacja zasad interakcji między różnymi warstwami społecznymi, niedobory żywności oraz brak miejsc pracy – wszystko to spowoduje silne konflikty międzyklasowe, których skala obejmie również system państwowy, a także agencje wielonarodowe.

W tym kontekście – stwierdza raport – zwykła siły policyjne nie będą w stanie prowadzić operacji bez ryzyka dużych strat lub nawet katastrofalnej dla nich konieczności wycofania się z płonących banlieus.

Efekt domina na skalę światową tegoż zjawiska – podczas którego rozwścieczone, głodne i zrozpaczone tłumy szturmują centra handlowe, dzielnice zamieszkałe przez klasy zamożne oraz ośrodki władzy – mógłby wywołać panikę w całym systemie kapitalistycznym.

Dokument podkreśla, że tradycyjne użycie armii, zwłaszcza wysłanej w ostatniej chwili, mogłoby przynieść efekt przeciwny do zamierzonego i wywołać jeszcze większą furię tak ludności jak i partii opozycyjnych.

Z tego to powodu, w dokumencie UO 2020 (UO – Urban Operations in the Year 2020) – w miarę  zbliżania się kryzysu światowego, przewidzianego na rok 2020 – zaleca się wcześniejsze, stopniowe rozpoczęcie wykorzystywania wojska w funkcji ochrony porządku publicznego.

W tłumieniu rewolt społecznych, oprócz sił NATO, przewiduje się równie użycie oddziałów Eurogendfor – “EGF” – European Gendarmerie Force. eurogendfor.org/

en.wikipedia.org/wiki/European_Gendarmerie_Force

Reasumując:

– przyszłe wojny rozgrywać się będą w miastach;

– będziemy mieli wojsko na ulicach;

– obecność uzbrojonych żołnierzy w miastach stanie się rzeczą normalną;

– politycy i obywatele będą wymagać interwencji wojska;

– siły wojskowe będą używać wszelkiego rodzaju broni (letalnej i nieletalnej);

– wygaszanie zamieszek, niepokojów społecznych i demonstracji przez wojsko stanie się legalne;

– budowa ” państwa zmilitaryzowanego” wejdzie w fazę zaawansowaną.

«Urban Operations in the Year 2020» – pdf: byebyeunclesam.files.wordpress.com/2008/

INFO: nogeoingegneria.com/motivazioni/sociale/era-tutto-previsto-rapporto-nato-e-le-operazioni-urbane-per-lanno-2020

Moskwa nie wierzy w zawieszenie broni –

Moskwa nie wierzy w zawieszenie broni –

– taki tytuł nadał rosyjski dziennik ‚Komsomolskaja Prawda’ po spotkaniu amerykańskiego wysłannika Steve’a Witkoffa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, które odbyło się 21 października. Tytuł ten stanowi nawiązanie do słynnego radzieckiego filmu ‚Moskwa nie wierzy łzom’.

Było to dziewiąte spotkanie Witkoffa z Putinem, odkąd Donald Trump w ubiegłym roku powrócił do Białego Domu. Doradca rosyjskiego prezydenta, Jurij Uszakow, poinformował po trzygodzinnych rozmowach, że Rosja jest gotowa wznowić negocjacje trójstronne z udziałem USA i Ukrainy. Oczekiwania wobec tego spotkania były wysokie. Przed przyjazdem do Sankt Petersburga Witkoff odwiedził Oslo. W stolicy Norwegii strona ukraińska miała wykazać się stosunkowo pojednawczą postawą. W wywiadzie dla stacji telewizyjnej Fox News prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ponownie zadeklarował gotowość do zawarcia rozejmu wzdłuż obecnej linii frontu.

„Steve Witkoff przywiózł z Norwegii propozycję powołania grup eksperckich oraz podjęcia rozmów na temat zawieszenia broni – a konkretnie, jak wspomniał prezydent Finlandii Alexander Stubb, rozejmu częściowego, obejmującego sektor energetyczny i żywnościowy. Moskwa natomiast, zamiast skupiać się na samym zawieszeniu broni, stawia na porządku dziennym kwestię kształtowania ładu powojennego. Mówiąc prościej: chodzi o usunięcie pierwotnych przyczyn konfliktu” – napisał na łamach ‚Komsomolskiej Prawdy’ znany korespondent wojenny Aleksandr Koc.

Sformułowanie o „usunięciu pierwotnych przyczyn konfliktu” było już wielokrotnie używane przez stronę rosyjską. „Tego tła dla negocjacji nie stworzyli dyplomaci. Wynika ono z działań ofensywnych w Donbasie oraz ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Jeśli chodzi o niszczenie obiektów przemysłu zbrojeniowego, to – jak podaje Uszakow – Putin osobiście przypomniał o tym swojemu gościowi. Amerykański prezydent potrafi liczyć. I dochodzi do wniosku: trzeba rozmawiać z tym, kto osiąga zyski”.

„Interesy gospodarcze – tak, ustępstwa polityczne – nie”

Autor zauważył ponadto, że Trump jednostronnie zawiesił ‚piekielne sankcje’ uchwalone przez Kongres USA: „Tankowce są przygotowywane do transportu, a na Kremlu oferuje się nawet nawozy. Nawet zachodnie media, od AP po ‚Tagesspiegel’, określają to porozumienie mianem politycznego zwycięstwa Kremla. Cenę za to płaci rynek amerykański, dodatkowo obciążony wojną, którą Waszyngton prowadzi przeciwko Iranowi. Moskiewska formuła pozostaje niezmienna: interesy gospodarcze – tak, ustępstwa polityczne – nie”.

Według Koca to Ukraina potrzebuje teraz przerwy; Rosja jej nie wymaga. Uszakow wspomniał, że warunki zaproponowane tym razem przez Witkoffa „nie zawierały zbyt wielu użytecznych elementów”, dodał jednak, że „konflikt na Ukrainie szybko zbliża się do swojej końcowej fazy”.

W listopadzie w chińskim Shenzhen odbędzie się szczyt APEC (Współpraca Ekonomiczna Azji i Pacyfiku). Putin ma tam spotkać się z Xi Jinpingiem. Do rozmów chce dołączyć również Trump. „Trójstronna, ‚techniczna’ runda rozmów na tydzień przed szczytem w Chinach przypomina przygotowywanie dokumentów. Dokumentów dla tych, od których rzeczywiście zależy kształt świata. Bruksela i Kijów nie znajdują się na tej liście” – podsumował z nutą sarkazmu Aleksandr Koc. Z perspektywy Rosji Europa i Ukraina chcą jedynie ‚zyskać na czasie’.

Gazeta ‚Moskowskij Komsomolec’ zauważyła: „Spotkanie Putina z Witkoffem po raz kolejny nie przyniosło żadnego znaczącego przełomu”, dodając jednocześnie, że „płomień wojny na Ukrainie ma zostać ugaszony za pomocą metody Kissingera”. Czym jest metoda Kissingera? „Specjalny wysłannik Trumpa zajmuje się obecnie dokładnie tym samym zadaniem, którym niegdyś zajmował się nieżyjący już amerykański sekretarz stanu – dyplomacją wahadłową” – pisze ‚Moskowskij Komsomolec’.

Dziennik zwrócił również uwagę na wyraźną różnicę w porównaniu z podejściem dyplomatycznym podczas zeszłorocznego szczytu na Alasce: „Widać tu odświeżający kontrast wobec sposobu prowadzenia dyplomacji przez Trumpa w czasach spotkania w Anchorage. Najpierw Putin, za pośrednictwem Witkoffa, zawarł porozumienie ze swoim amerykańskim odpowiednikiem. Następnie okazało się, że ów ‚odpowiednik’ nie jest w stanie ‚sprzedać’ tego układu Kijowowi ani Europie. I na tym sprawa w zasadzie się zakończyła”.

Według ‚Moskowskiego Komsomolca’ „nowy sposób działania Witkoffa wydaje się bardziej obiecujący i perspektywiczny”, choć autor dodaje: „Niemniej jednak zakres tej ‚perspektywy na przyszłość’ pozostaje kwestią sporną”.

Dalej czytamy: „Skoro Europejczycy nie wykazali gotowości do porozumienia na warunkach akceptowalnych dla Moskwy, to z pewnością brakuje jej również Zełenskiemu. Czyżby koło się zamknęło? Albo to, albo nigdy tak naprawdę się nie otworzyło. Dla Kijowa i Europy zyskiwanie na czasie jest obecnie bardzo korzystne – pozwala pokazać Trumpowi, że oni również są ‚gotowi do konstruktywnych rozmów’, a jednocześnie poczekać, aż w USA, po wyborach uzupełniających do Kongresu na początku listopada, wyłoni się nowy krajobraz polityczny”.

Konflikt na Ukrainie nie musi nieuchronnie przerodzić się w większą wojnę europejską – zwłaszcza że USA i Rosja pozostają w kontakcie – jednak pokój wydaje się wciąż bardzo odległy.

Moskau glaubt nicht an einen Waffenstillstand

globalbridge.ch/moskau-glaubt-nicht-an-einen-waffenstillstand

Napisał: Stefano di Lorenzo

Opracował: Zygmunt Białas

„Wojna Wielkiego Planu” przekształca się w bardziej wąską formę wzmocnienia hegemonii USA

„Wojna Wielkiego Planu” przekształca się w bardziej wąską formę wzmocnienia hegemonii USA

„Wojna Wielkiego Planu” przekształca się w bardziej wąską formę wzmocnienia hegemonii USA

Aby zachować swoją przewagę, Waszyngton wypycha Europę na pierwszą linię frontu przeciwko Rosji, nawet ryzykując eskalację nuklearną

Alastair Crooke 20 paź 2026 forumgeopolitica/the-war-of-grand-design-transforms-to-more-narrowly-bolster-us-hegemony

Zmiana paradygmatu. Połączona w sieć ponadnarodowa warstwa, która od dawna realizowała swój globalny „wielki projekt” poprzez wymuszanie publicznej zgody na wojny oparte na narzuconym posłuszeństwie, w końcu natknęła się na granice władzy. Jesteśmy rzeczywiście w momencie, w którym „cesarz jest nagi”. Wszyscy to widzą.

Tradycyjne narzędzia USA — armia amerykańska, system dolarowy, pułapka kredytowa, struktury Bretton Woods, terapia szokowa i wojny walutowe — nie są w stanie zachować elitarnego  światopoglądu USA  , w którym „nie do pomyślenia” byłoby, aby USA wygrały zimną wojnę, gdyby musiały stawić czoła światu, w którym USA nie będą już dyktować zasad.

„W złotym świetle ateńskiego wieczoru, z Akropolem na ramieniu ”, sekretarz stanu USA  Marco Rubio , 7 października  otwarcie pochwalił  kolonializm; dopuścił się rażącego wymazywania historii i domagał się powrotu Zachodu do dominacji nad światem.

Rubio stwierdził, że Zachód musi użyć siły militarnej, aby  „utrzymać swoją pozycję na czele świata”;  Zachód jest „ największą cywilizacją na świecie” , oświadczył, podkreślając, że jest to  „cywilizacja, której musimy bronić dziś z taką samą pasją, jak czynili to nasi przodkowie” .

Jednak obecnie tradycyjne narzędzia utrzymania pozycji lidera świata okazują się mniej skuteczne w starciu z państwami dysponującymi alternatywą – Chiny, Rosja i Iran – wyraźnie wskazują na tendencję, że wojny gospodarcze, finansowe, a nawet kinetyczne nie przynoszą szybkich rezultatów. Szybkie zwycięstwa Matrixa nie są już tak łatwo osiągalne. 

Z drugiej strony, sugerowanie, że państwa cywilizacyjne mogłyby przeciwstawić się Stanom Zjednoczonym w sposób bardziej zdecydowany, ignoruje głęboką naturę tego konfliktu. „Wielki Projekt Jednego Rządu Globalnego” to wojna mająca na celu wyeliminowanie państw cywilizacyjnych, które oferują inną świadomość, pozwalającą postrzegać i rozumieć świat.

Co to znaczy? To były brytyjski premier Benjamin Disraeli w 1846 roku wyciągnął wniosek: „Światem rządzą zupełnie inne osoby niż te, które wyobrażają sobie ci, którzy nie stoją za kulisami”. 

Disraeli wielokrotnie i otwarcie ostrzegał przed „rewolucją światową” (lub, jak to się dziś mówi, „rewolucjami kolorowymi”). Disraeli dostrzegał i wielokrotnie „nagłaśniał” „plan” stojący za serią wybuchów rewolucji, które miały miejsce w wielu częściach świata w połowie XIX wieku.

Dziś Emmanuel Todd, szanowany francuski historyk i antropolog, powtarza  słowa  Disraelego: Todd również widzi w dzisiejszych wojnach coś o wiele głębszego niż seria oddzielnych i odrębnych konfliktów terytorialnych. 

Moskwa nie prowadzi wojny przeciwko ponad 20 milionom mieszkańców Ukrainy — 

„Za pośrednictwem Ukrainy konfrontuje się z całym blokiem atlantyckim, NATO jako całością, jego służbami wywiadowczymi, arsenałami, satelitami, przemysłem zbrojeniowym i machiną medialną. Ukraina jest jedynie teatrem działań, polem bitwy w utajonej wojnie światowej”.  

Ukraina, Iran, Jemen czy Chiny — to wszystko są jedynie teatry działań wojennych; jedno pole bitwy wśród wielu (odbywających się w przestrzeni hybrydowej), powiązane jedynie poprzez wciągnięcie ich w utajoną wojnę światową.

Dla Todda dzisiejsze wojny to  cywilizacyjny konflikt  między chylącym się ku upadkowi Zachodem a Rosją broniącą bardziej tradycyjnej, bardziej suwerennej koncepcji porządku politycznego i społecznego. Wolfgang Münchau      sugeruje  , że Ukraina i wojny irańsko-bliskowschodnie mogą potencjalnie połączyć się w jedną wojnę – geopolityczna rywalizacja między Chinami a USA pozostaje pierwotnym konfliktem naszych czasów.

Emmanual Todd zauważył, że Zachód, mimo pozornej wyższości gospodarczej i technologicznej, wykazuje oznaki głębokiej kruchości — starzenie się społeczeństwa, kryzys zaufania, deindustrializacja i utrata orientacji ideologicznej.

Jak napisał Mattias Forsgren, przez dziesięciolecia  : 

„Zachodnie centrum żyło z finansjalizacji i systematycznego offshoringu produkcji. Moc przemysłowa została przeniesiona do krajów o niskich płacach, podczas gdy gospodarki metropolitalne przestawiły się na wydobycie renty, inflację aktywów i recykling globalnych oszczędności za pośrednictwem systemu dolarowego. Omal nieustanny kryzys z 2008 roku obnażył, jak blisko ta struktura znalazła się otchłani… Lata pandemii COVID-19 powtórzyły ten schemat na większą skalę. Problemy strukturalne pozostają nierozwiązane. Stworzono jednak system o większej dźwigni finansowej i kruchy”. 

Ten oparty na dźwigni finansowej system finansowy jest teraz podatny na potencjalnie paraliżujący kryzys finansowy.

Do 2022 roku, kiedy Europa postanowiła zaangażować się w konflikt z Ukrainą, europejskie warstwy rządzące były stroną tego projektu „Wielkiego Projektu”, kierowanego przez blok władzy „rządu globalnego”. Europejskie warstwy rządzące wciąż pozostają w niewoli tego „projektu”. Jednak w dobie Trumpa nie są już pełnoprawnymi partnerami. Dziś Ameryka nie może ryzykować eskalacji pionowej, prowadzącej do wojny totalnej z konkurentami, aby zachować swoją globalną dominację. Jej siły zbrojne są zbyt wyczerpane i dysfunkcyjne.

W reakcji na to, przeciwnicy, tacy jak Rosja i Iran, wybrali bardziej subtelną, wolniejszą, ale jednocześnie znacznie ambitniejszą strategię, sugeruje Todd. Łączy ona w sobie presję militarną, wojnę ekonomiczną, batalie dyplomatyczne, wpływy geopolityczne i wojnę informacyjną. Celem jest nie tylko zwycięstwo militarne,  ale trwała zmiana porządku świata .

Aby zarządzać tym zmienionym paradygmatem wojny, Stany Zjednoczone przerzucają „aspekt pionowej konfrontacji” na podmioty pełniące rolę pełnomocników:

„Kontynent europejski przekształca się ze sojusznika w zasób: jest wyniszczony gospodarczo, zniewolony politycznie i przygotowany militarnie jako teatr działań, na którym można ponieść koszty naprawy imperium” (Forsgren).

Ostatecznym wyrazem strategii USA jest kontrolowana eskalacja konfrontacji, która utrzymuje terytorium Ameryki jako azyl, podczas gdy  Europa ponosi  zarówno straty konwencjonalne,  jak i ryzyko nuklearne .

Kontynuując działanie w charakterze chętnego pełnomocnika – poprzez dostarczanie Ukrainie rakiet i dronów do wystrzelenia w głąb Rosji – Europa musi liczyć się z rosyjskim odwetem – aczkolwiek starannie ukierunkowanym na wrażliwe europejskie „zasoby”. Niemniej jednak, Europa znalazłaby się wówczas w stanie wojny z Rosją – wojny, której, jak  przyznaje Wolfgang Münchau , Europa nie jest w stanie wygrać – 

„Czyje rynki obligacji zawalą się jako pierwsze? Komu pierwszemu skończą się rakiety przechwytujące? Dzięki szeroko krytykowanej Wspólnej Polityce Rolnej Europie nie zabraknie żywności. Ale pod każdym innym względem – militarnym, energetycznym, finansowym – Europa jest w niekorzystnej sytuacji”.

Ponieważ Europie brakuje konwencjonalnych zasobów militarnych, które pozwoliłyby na podjęcie samodzielnej, zdecydowanej eskalacji, istnieje ryzyko, że broń jądrowa okaże się jedynym dostępnym „szybkim rozwiązaniem”.

Mantra, że ​​groźby nuklearne prezydenta Putina to „ blef ”, służy głównie zmniejszeniu psychologicznego zagrożenia eskalacją na szczeblu europejskim —  eskalacją  , która mogłaby sprowokować Moskwę do uznania, że ​​nie ma innego wyjścia, jak uciec się do taktycznej broni nuklearnej jako środka do przywrócenia wiarygodności rosyjskiemu odstraszaniu nuklearnemu.

W takim kontekście — i biorąc pod uwagę fakt, że potencjał eskalacji konfliktu w USA został w dużej mierze wyczerpany — Stany Zjednoczone z pewnością nie byłyby gotowe, aby podjąć ryzyko ataku nuklearnego na swoje miasta w wyniku eskalacji konfliktu. 

„Taktyczna broń jądrowa USA była planowana do użycia wewnątrz Europy przeciwko siłom na terytorium europejskim, właśnie po to, aby ograniczyć geograficznie wszelką wymianę nuklearną” – twierdzi Forsgren — 

„W ten sposób mistrzowie strategii „Projektowania” dążą do zepchnięcia Rosji w sytuację, w której jedyną alternatywą będzie strategiczny odwrót – lub, jako jego substytut, zniszczenie Europy – zniszczenie, które mimo wszystko wiązałoby się dla Rosji z kosztami szkód, jakie europejska broń jądrowa wyrządziłaby terytorium i siłom rosyjskim… podczas gdy amerykańska ojczyzna i jej finansowa nadbudowa pozostałyby poza zasięgiem”.

Forsgren sugeruje — 

„Wydaje się, że obliczenia wskazują na to, iż poprzez stopniowe zwiększanie poziomu presji — utrzymując Rosję w strefie zugzwangu bez wkraczania na otwartą strategiczną wymianę nuklearną — warstwy bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych mają nadzieję zmusić Moskwę do ustąpienia — zamiast akceptowania kosztów szerszej wojny”.  

Cel nie zmienił się od dziesięcioleci – jest nim wymuszenie kapitulacji Rosji. Taki scenariusz oznaczałby usunięcie jednego „teatru działań” w ostatecznym konflikcie zastępczym, mającym na celu podporządkowanie Chin „Projektowi”.

„Im bardziej Europa jest pozycjonowana jako jednorazowy front nuklearny, tym bardziej zaostrza się dylemat. Praktycznym skutkiem jest postawienie całego kontynentu europejskiego – i rosyjskiego procesu decyzyjnego – w sytuacji bez wyjścia”. 

Europejczycy z pewnością muszą zdać sobie sprawę, jak są wykorzystywani do wciągania Rosji w wojnę, której ani ona, ani zwykli Europejczycy nie chcą. A jednak, skoro tak gorliwie przyjęli konflikt na Ukrainie jako „cnotliwy” totem, wokół którego mogłyby się zgromadzić wszystkie skłócone strony europejskie, mogą stanąć w obliczu katastrofy gospodarczej i politycznej, jeśli Europa będzie kontynuować swoją obecną politykę prowokowania Rosji.

„Podwojenie stawki”, na co zdają się być zdecydowani Europejczycy, nie jest strategią. Ich straszenie (wyimaginowaną) rosyjską agresją hybrydową może łatwo przerodzić się w samospełniającą się narrację – prowadzącą właśnie do przypadkowej europejskiej wojny, naiwnie postrzeganej przez niektórych w zachodnim sektorze bezpieczeństwa jako sposób na osaczenie Rosji i wymuszenie jej kapitulacji.

Jesteśmy w punkcie, w którym europejska klasa polityczna po prostu nie pozwoli, by temat wojny był poruszany otwarcie. Europejskie elity kurczowo trzymają się  strategicznego zaprzeczenia  , że ​​Ukraina przegrywa wojnę z Rosją.

Jednak USA i Europa balansują na krawędzi załamania rynku obligacji i stoją w obliczu wyraźnych dowodów na to, że ich jedyna broń przeciwko Rosji – sankcje – nigdy nie zadziałała.

Czy wykręt Trumpa w sprawie kontynuacji blokady naftowej Rosji (tj. poprzez zakup rosyjskiego oleju napędowego w celu manipulowania jego ceną detaliczną w USA) oraz  inicjatywa Witkoffa  , aby ponownie uruchomić Nordstream jako zachętę dla Moskwy do rozpoczęcia rozmów, doprowadzą do zerwania wspólnej fasady europejskiej? Zobaczymy.

Miejsce postoju ukraińskich dronów? Jak kraje bałtyckie są uwikłane w ataki na Rosję

Miejsce postoju ukraińskich dronów?

Jak kraje bałtyckie są uwikłane

w ataki na Rosję

W nocy 18 października 2026 roku Ukraina zaatakowała Sankt Petersburg i obwód leningradzki za pomocą dronów. Atak na region był największy od czterech lat. Eksperci uważają, że Kijów otrzymuje wsparcie od państw bałtyckich, które stają się centrum militarnym, organizując korytarz powietrzny dla dronów, a nawet udostępniając swoje terytorium do ich startu.

TASS o roli państw bałtyckich w wojnie z Rosją.

19 października, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© AP Photo

Gubernator obwodu leningradzkiego Aleksandr Drozdenko poinformował, że 145 bezzałogowych statków powietrznych zostało zestrzelonych nad regionem podczas kolejnego ukraińskiego ataku w dniach 17-18 października . Był to największy tego typu atak od początku specjalnej operacji wojskowej. Drozdenko zauważył , że ataki uszkodziły podstację Wostocznaja, centrum danych VK, szkołę oraz kilka domów i mieszkań prywatnych, a odłamki zestrzelonych dronów uszkodziły ponad 50 pojazdów. Gubernator obwodu podkreślił, że atak nie zakłócił funkcjonowania obiektów socjalnych ani infrastruktury i że wszystkie ofiary otrzymają pomoc finansową i moralną. Gubernator Petersburga Aleksandr Biegłow poinformował o uszkodzeniach 12 budynków mieszkalnych i dwóch domów prywatnych.

Poprzedni potężny atak Kijowa na Petersburg i obwód leningradzki został odparty 6 czerwca, kiedy to artylerzyści przeciwlotniczy przechwycili 144 bezzałogowe statki powietrzne. Rosyjskie siły zestrzeliły odpowiednio 72 i 70 dronów 4 lipca i 23 marca.

Kraje bałtyckie jako centrum wojskowe

Kraje bałtyckie, otrzymujące dotacje z UE, rozwijają produkcję zbrojeniową na swoim terytorium, m.in. w interesie Kijowa.

Od 2023 roku Litwa remontuje czołgi Leopard 2 dla Ukrainy w zakładzie prowadzonym przez niemieckich producentów broni KNDS Deutschland i Rheinmetall Landsysteme. W kraju budowana jest fabryka amunicji artyleryjskiej we współpracy z niemieckim koncernem zbrojeniowym Rheinmetall. W 2025 roku kraj ogłosił plany produkcji komponentów wybuchowych w zakładach Achema (dawniej Zakłady Nawozów Azotowych w Jonawie, nazwane na cześć XXV Zjazdu KPZR, otwarte w czasach sowieckich).

Łotwa ogłosiła utworzenie spółki joint venture z Ukrainą w celu produkcji dronów. Fabryka ma powstać w pobliżu granicy z Rosją i Białorusią. Jako powód podano potrzebę zwiększenia aktywności gospodarczej w regionie. Kraj bałtycki produkuje i serwisuje również pojazdy opancerzone Patria, dostarczane między innymi do Kijowa, a także planował produkcję amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm, której Ukraina rozpaczliwie potrzebuje.

Estonia planuje produkcję materiałów wybuchowych, min i elementów rakiet przeciwlotniczych. Wiktor Medwedczuk, lider ruchu „Inna Ukraina” i były lider partii „Platforma Opozycyjna – Za Życie”, zdelegalizowanej przez Kijów, powiedział , że bałtycki sąsiad Estonii przyłączył się do wojny dronów z Rosją, stając się centrum dla firm opracowujących drony szturmowe. Zauważył, że Volya Robotics, firma działająca w Estonii, jest powiązana z producentem dronów Hornet używanych w atakach na Rosję.

„Państwa bałtyckie, które odłączyły się od ZSRR 6 września 1991 roku – 35 lat temu – pod hasłem uzyskania suwerenności, skutecznie z niej zerwały już w 2004 roku, stając się członkami NATO i Unii Europejskiej” – stwierdziła Natalia Jeremina, doktor historii, profesor w Katedrze Europeistyki Uniwersytetu Państwowego w Petersburgu i ekspertka Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych (RIAC). „Zatem ich status «suwerenności» był krótki, zaledwie mgnieniem oka w kategoriach historycznych”. Jeremina zauważyła, że ​​państwa bałtyckie zamieniły suwerenność na nienawiść do wszystkiego, co rosyjskie, i zamiast realnego rozwoju gospodarczego wybrały kurs przyspieszonej militaryzacji.

Mogą, ale nie zburzą

Podczas specjalnej operacji wojskowej ukraińskie drony wielokrotnie atakowały Sankt Petersburg i obwód leningradzki, a pojedyncze drony zostały przechwycone w Zatoce Fińskiej.

W kwietniu 2026 roku Nikołaj Patruszew, doradca prezydenta Rosji i szef Kolegium Morskiego, zasugerował , że państwa bałtyckie i Finlandia mogłyby otworzyć swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich dronów. Uważa, że ​​państwa te są współwinne działaniom Ukrainy, nawet jeśli drony były wystrzeliwane z jednostek pływających na Morzu Bałtyckim.

Przeczytaj także

Bałtycka brama. Dlaczego sąsiedzi Rosji nie zestrzeliwują ukraińskich dronów?

Drony regularnie pojawiały się w przestrzeni powietrznej krajów bałtyckich. Na przykład 3 maja 2026 roku fińskie siły zbrojne zauważyły ​​dwa ukraińskie bezzałogowe statki powietrzne nad swoim terytorium, ale ich nie zestrzeliły, rzekomo ze względu na bliskość granicy z Rosją. W tym samym miesiącu estońska obrona przeciwlotnicza po raz pierwszy zestrzeliła bezzałogowy statek powietrzny na swoim niebie, a w czerwcu francuskie myśliwce przechwyciły samolot NATO nad Łotwą .

=========================================

Aleksandr Stepanow, ekspert wojskowy z Instytutu Prawa i Bezpieczeństwa Narodowego przy Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej (RANEPA), określił doniesienia o podsłuchu jako medialną przykrywkę dla faktycznego udziału państw bałtyckich w organizowaniu ukraińskich ataków na terytorium Rosji oraz jako „absolutnie jednoznacznie skoordynowane” zapewnienie ich przestrzeni powietrznej.

Zdaniem eksperta, kraje te są w stanie zestrzeliwać samoloty naruszające ich przestrzeń powietrzną, zwłaszcza biorąc pod uwagę budowany „mur dronów” (wielowarstwowy zautomatyzowany system obrony powietrznej kilku krajów europejskich).

Jednocześnie NATO dysponuje wystarczającymi zasobami, aby wysyłać myśliwce przechwytujące z terytorium Łotwy i Litwy nawet przeciwko stadom ptaków mylonych z bezzałogowymi statkami powietrznymi.

Skąd się wzięły drony?

Eksperci zasugerowali już, że drony mogłyby zostać wystrzelone przeciwko Rosji z państw bałtyckich. „Pytam tutaj, skąd te drony mogłyby latać? I to pytanie, ponownie, dotyczy przede wszystkim państw bałtyckich. Było to również możliwe z neutralnych wód Morza Bałtyckiego” – powiedział Aleksandr Stiepanow agencji TASS w marcu 2026 roku.

W komunikacie prasowym Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) z 19 maja 2026 roku poinformowano , że Kijów przygotowuje się do ataków z krajów bałtyckich, mając nadzieję na znaczne skrócenie czasu lotu dronów. „Personel Sił Systemów Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy został już wysłany na Łotwę. Stacjonuje on w łotewskich bazach wojskowych: Ādaži, Selija, Lielvārde, Dyneburgu i Jekabpils” – dodano w komunikacie prasowym SWR.

„Nic dziwnego, że republiki bałtyckie otwierają swoje niebo dla ukraińskich dronów do ataków na Rosję” – powiedział w lipcu 2026 roku Dmitrij Kuziakin, ekspert ds. bezzałogowych statków powietrznych i główny konstruktor Centrum Zintegrowanych Rozwiązań Bezzałogowych (CUIDS). „Co więcej, znamy przypadki wystrzeliwania ukraińskich dronów z poligonów na samej Łotwie. Negatywne nastawienie do Rosji na poziomie polityki zagranicznej w tych krajach jest powszechnym trendem politycznym od niemal lat 90.”.

Ostatni masowy atak na Sankt Petersburg i obwód leningradzki wywołał wśród ekspertów pytania o skalę zaangażowania państw bałtyckich w ataki na Rosję. „Istnieją powody, by sądzić, że jeden z krajów mógł zapewnić platformę startową dla dronów” – powiedział Kuziakin, komentując największy atak na region. Ekspert zauważył, że w kilku regionach państw bałtyckich ogłoszono alarmy powietrzne, a lotnisko w stolicy Łotwy zostało zamknięte. Ograniczenia te wprowadzono zaledwie kilka minut przed przelotem ukraińskich dronów nad ich głowami.

Kraje bałtyckie mogą stać się uzasadnionym celem

Kuziakin zauważył, że aby latać nad krajami bałtyckimi, drony Sił Zbrojnych Ukrainy muszą najpierw przelecieć nad terytorium Polski, gdzie nie obowiązują żadne ograniczenia ani ostrzeżenia przed nalotami. „To daje podstawy, by sądzić, że starty odbyły się z krajów bałtyckich lub że Polska pozwoliła dronom Sił Zbrojnych Ukrainy na przelot nad Polską bez ostrzeżenia” – zasugerował główny konstruktor CKBR.

Przeczytaj także

Czy nie czas odebrać im zapałki? Jak państwa bałtyckie igrają z ogniem na granicach z Rosją.

Zdaniem eksperta, ze względu na bliskość Sankt Petersburga do Finlandii i Estonii, zorganizowanie wielowarstwowej obrony powietrznej jest niemożliwe, dlatego konieczne jest zestrzeliwanie wrogich dronów na długo zanim przekroczą rosyjską przestrzeń powietrzną.

Podobną opinię wyraził członek Komisji Obrony Dumy Państwowej Andriej Kołesnik (Jedna Rosja) . „Musimy zestrzeliwać [drony] w krajach bałtyckich. Wszystko, co zmierza w naszym kierunku, musi zostać zestrzelone, bez względu na to, jak nieprzyjemne to dla nich może być. Musimy myśleć przede wszystkim o sobie” – stwierdził.

Wiktor Wodołacki, pierwszy wiceprzewodniczący Komisji ds. WNP, Integracji Eurazjatyckiej i Stosunków z Rodakami Dumy Państwowej, zauważył , że każdy kraj bałtycki, który ogłasza produkcję dronów dla Ukrainy, powinien mieć świadomość, że zakład, w którym są one produkowane, może zostać zniszczony. „Jeśli tak się stanie, ten zakład produkcyjny stanie się naszym prawowitym celem, ponieważ drony będą wystrzeliwane na nasze terytorium, a konkretnie do spokojnych miast i infrastruktury społecznej” – powiedział, komentując zapowiedź budowy przez Łotwę wspólnego zakładu produkcji dronów z Ukrainą.

Wiktor Bodrow 

Ograniczyć ryzyko wojny

Miller: Ograniczyć ryzyko wojny

Leszek Miller

Jeszcze trzej prezydenci nie usiedli do rozmów, a już ogłoszono „nową Jałtę”. W europejskiej polityce historia często zastępuje analizę. Wystarczy wymienić nazwę krymskiego kurortu, aby uruchomić wszystkie lęki, a przy okazji zwolnić się z myślenia.

Ewentualne spotkanie przywódców USA, Chin i Rosji może przynieść ważne porozumienia. Może też ujawnić, jak niewielki wpływ na własną przyszłość mają Ukraina i Europa. O znaczeniu tego spotkania rozstrzygną treść ustaleń i możliwość ich wykonania.

Warto przypomnieć, w jakich warunkach odbywała się prawdziwa Jałta. Kiedy 4 lutego 1945 roku Roosevelt, Churchill i Stalin rozpoczynali konferencję, Armia Czerwona stała już nad Odrą. Od 31 stycznia miała przyczółek na jej zachodnim brzegu. Do Berlina pozostawało kilkadziesiąt kilometrów. Dwa miesiące po konferencji jałtańskiej Odrę forsowała 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Wojsko Polskie było jedyną obok Armii Czerwonej armią aliancką przekraczającą Odrę w ofensywie na Berlin.

Stalin negocjował z pozycji przywódcy mocarstwa, którego wojska zajmowały ogromną część Europy Środkowej. Zachodni alianci mogli domagać się gwarancji i uzyskiwać obietnice, ale nie mieli na miejscu siły pozwalającej wymusić ich dotrzymanie. Obietnica wolnych wyborów w Polsce okazała się warta znacznie mniej niż obecność radzieckiej armii.

Dziś sytuacja jest inna. Rosja nie odniosła zwycięstwa porównywalnego w żadnej mierze z sukcesem Związku Radzieckiego w 1945 roku. Ukraina zachowała państwowość i armię, a Europa dysponuje wielkim potencjałem gospodarczym. Żaden podpis trzech prezydentów nie sprawi automatycznie, że wszyscy pozostali wykonają ich wolę.

Nie znaczy to jednak, że obawy są bezpodstawne. Najbardziej narażona na porozumienie ponad swoją głową jest Ukraina. To jej terytorium, bezpieczeństwo i przyszłe zobowiązania mogłyby stać się przedmiotem targu. Uzależnienie od pomocy zewnętrznej ogranicza swobodę negocjacji. Kto dostarcza broń i pieniądze, ma również narzędzia nacisku.

Z tego nie wynika, że należy odrzucać kompromis. Wielokrotnie pisałem, że zakończenie wojny i ocalenie ludzkiego życia są celami najważniejszymi. Trzeba jednak odróżnić porozumienie, które Ukraina uzna za możliwe do przyjęcia, od warunków narzuconych jej przez pozostałych. Pokój wymaga także odpowiedzi na pytanie, kto zapewni jego przestrzeganie.

Nie mam pretensji do amerykańskiego prezydenta, że kieruje się interesem Stanów Zjednoczonych. Tego oczekują od niego wyborcy. Europejscy przywódcy powinni z równą powagą określać własne interesy i brać odpowiedzialność za ich realizację. Sojusz z Ameryką zyskuje na wartości, kiedy Europa wnosi do niego siłę, sprawność i zdolność działania.

Rozmowy mocarstw mogą ograniczyć ryzyko wojny, zahamować wyścig zbrojeń i otworzyć drogę do zakończenia walk w Ukrainie. Warto takie możliwości wykorzystać. Zarazem trzeba pilnować, aby pokój nie stał się nazwą dla układu, którego koszt poniosą przede wszystkim nieobecni.

Leszek Miller Za: X

Plotki?? Marynarka Wojenna Pakistanu odpiera ataki amerykańskich Black Hawków; Iran atakuje 400 celów – nieszczelna granica, otwarte szlaki

Pepe Escobar: Marynarka Wojenna Pakistanu odpiera ataki amerykańskich Black Hawków; Iran atakuje 400 celów – nieszczelna granica, otwarte szlaki

Rozmowa Pepe Escobara z panem X na temat tymczasowego zamknięcia przejść granicznych między Pakistanem a Iranem rozpoczyna się od dwóch różnych wyjaśnień: pan X podaje jako przyczynę obawy dotyczące bezpieczeństwa, a Pepe Escobar wskazuje również na presję ze strony USA. Obaj podkreślają, że handel między krajami nie został całkowicie przerwany. Następnie rozmowa schodzi na rzekomą infiltrację granicy, obecność wojsk USA, dyplomację regionalną i listę celów, na którą powołują się źródła irańskie.

Przejścia graniczne tymczasowo zamknięte, inne trasy otwarte

Pan X twierdzi, że Pakistan, po konsultacjach z irańskimi urzędnikami, tymczasowo zamknął dwa kluczowe przejścia graniczne. W podjęciu tej decyzji brali udział wicepremier i minister spraw zagranicznych Pakistanu, a także minister spraw zagranicznych Iranu. Pan X podkreśla, że ​​zamknięcie ma charakter tymczasowy i nie wpływa na wszystkie połączenia między oboma krajami. Wiele tradycyjnych tras pozostaje otwartych i nadal jest wykorzystywanych.

Granica jest nieszczelna na dużej części swojej długości; ludzie i towary przekraczali ją od wieków licznymi szlakami. Według pana X handel transgraniczny nie zostanie wstrzymany. Obejmuje on między innymi ropę naftową i towary łatwo psujące się, takie jak pomidory, ziemniaki i cebula. Wolumen handlu podwajał się co miesiąc od początku wojny, o której mowa w rozmowie. Początkowa wartość tego twierdzenia nie została określona.

Pan X stwierdził również, że handel między Chinami a Iranem przez Pakistan nie został przerwany. Co więcej, istniejące wcześniej połączenie kolejowe zostało reaktywowane i rozbudowane. Porty Gwadar i Pasni były otwarte i również tam odbywał się ruch. Pan X opisał połączenie przez Gwadar jako część szlaku tranzytowego między Chinami, Pakistanem i Iranem.

Różne wyjaśnienia zamknięcia

Pepe Escobar nawiązuje do spotkania prezesów banków centralnych Iranu i Pakistanu, które odbyło się trzy dni wcześniej, przy okazji dorocznego spotkania MFW i Banku Światowego w Bangkoku. Według niego, spotkanie koncentrowało się na rozszerzeniu mechanizmu handlowego między Iranem a Pakistanem, który omijałby dolara amerykańskiego i obejmowałby również wymianę barterową. Omówiono również korytarze lądowe łączące Iran z Pakistanem, a przez Pakistan z Chinami.

W tym kontekście Escobar zastanawia się, czy zamknięcie zostało wspólnie podjęte przez Teheran i Islamabad, czy też zostało narzucone jednostronnie przez Pakistan. Kwestionuje również, czy presja USA na Islamabad odegrała jakąś rolę. Jego zdaniem zamknięcie jest sprzeczne z pakistańskimi interesami handlowymi.

Pan X twierdzi, że Pakistan rzeczywiście znajduje się pod znaczną presją ze strony USA. Przypisuje to między innymi sankcjom USA i wyjaśnia, że ​​Pakistan ich nie przestrzega. Chiny i inne kraje również oświadczyły, że nie będą się do nich stosować. Jednocześnie Pakistan jest zależny od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który jest kontrolowany przez USA, według jego relacji. Decyzja o tymczasowym zamknięciu dwóch głównych przejść granicznych została podjęta w porozumieniu z Iranem. Pozostałe szlaki pozostają jednak otwarte.

Później pan X odrzuca sugestię, że zamknięcie było spowodowane presją ze strony Stanów Zjednoczonych. Twierdzi, że decyzja została podjęta wspólnie i służy rozwiązaniu problemów bezpieczeństwa. W rozmowie pojawiają się zatem dwa tomy wyjaśnień: z jednej strony, jako tło polityczne przywołuje się presję ze strony Stanów Zjednoczonych, z drugiej, zamknięcie jest wyraźnie uzasadnione sytuacją bezpieczeństwa, a jakikolwiek wpływ Ameryki na tę konkretną decyzję jest zaprzeczany.

Domniemana infiltracja i sytuacja bezpieczeństwa w Beludżystanie

Jako uzasadnienie działań granicznych pan X powołuje się na wzrost szpiegostwa i infiltracji w regionie Beludżystanu, obejmujący oba kraje. Twierdzi, że aresztowano osoby, które, według niego, zbierały informacje lub planowały akty sabotażu. Wysoko postawiony oficer pakistańskiej straży granicznej poinformował go o zatrzymaniu osób podejrzanych o sabotaż.

Zapytany przez Escobara, pan X początkowo wymienił Afgańczyków jako osoby aresztowane. Później, jak twierdzi, generał brygady potwierdził mu, że kilku Afgańczyków przebywa w areszcie pakistańskim. Pan X twierdzi, że zatrzymani ci byli finansowani przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Według otrzymanej oceny, Emiraty nie są zainteresowane stabilną granicą między Pakistanem a Iranem i współpracują z Izraelem w celu destabilizacji obu krajów. Ponadto, aresztowano kilku Beludżów. Zarzuty te nie zostały niezależnie zweryfikowane podczas rozmowy.

Escobar ze swojej strony opisuje ataki i działania transgraniczne grup zbrojnych w obu regionach Beludżystanu. Twierdzi, że grupy te są finansowane i uzbrajane przez podmioty zagraniczne. Wspomina o atakach na posterunki policji w irańskich prowincjach Sistan i Beludżystan, a także o atakach na chińskich inżynierów w Pakistanie. Odnosi się do swoich podróży po regionie i mówi, że ze względów bezpieczeństwa nie pozwolono mu wcześniej odwiedzić Gwadaru jako cudzoziemcowi.

Pepe Escobar i pan X zakładają, że kontrole graniczne zostaną zaostrzone. Escobar wspomina o ogrodzeniach, murach i elektronicznych punktach kontrolnych. Porusza również kwestię możliwego związku z sankcjami finansowymi: Według niego co najmniej 3000 irańskich ciężarówek utknęło na granicach z powodu wtórnych sankcji USA, ponieważ transakcje płatnicze za pośrednictwem pakistańskich banków zostały zawieszone. Pan X nie potwierdza tej liczby. Twierdzi, że nie może potwierdzić kwestii transakcji bankowych, ale powtarza, że ​​zamknięcie jest tymczasowe i że chiński tranzyt nie jest naruszony.

Tranzyt Chin i obecność wojskowa USA

W odpowiedzi na pytanie Escobara, pan X wyjaśnił, że towary z Chin nadal mogą być ładowane na ciężarówki w Gwadarze i transportowane przez granicę pakistańsko-irańską do Iranu. Według niego, ma to zastosowanie „na razie”, pomimo tymczasowego zamknięcia sześciu przejść granicznych. Escobar podkreślił wagę tego ograniczenia: tranzyt towarów chińskich będzie traktowany inaczej niż inne przewozy transgraniczne.

Pan X wnioskuje z tego, że Pakistan nie zrobi nic, aby sprzeciwić się interesom Chin. Twierdzi, że żaden pakistański rząd nie przetrwałby politycznie takiej decyzji. Twierdzi również, że społeczeństwo Pakistanu w pełni popiera Iran. Te oceny polityczne przedstawiono w wywiadzie jako oświadczenia pana X, a nie jako niezależnie zweryfikowane fakty.

Kolejna część rozmowy dotyczy obecności wojsk amerykańskich w pobliżu wybrzeża Pakistanu. Pan X relacjonuje, że amerykańskie śmigłowce Black Hawk z okrętów marynarki wojennej zbliżyły się na odległość trzech mil morskich do terytorium Pakistanu. Pakistańskie siły morskie i myśliwce nakazały im wówczas zawrócenie; śmigłowce wykonały polecenie i nie stawiały oporu. Pan X twierdzi, że Pakistan nie zaprosił amerykańskich samolotów wojskowych i nakazał im wycofanie się.

Escobar wielokrotnie pyta o lokalizację okrętów Marynarki Wojennej USA i wyraża zaniepokojenie, że znajdują się one bardzo blisko wybrzeża Pakistanu. Pan X twierdzi, że okręty nie znajdują się na pakistańskich wodach terytorialnych, co, jak twierdzi, zostało ostatecznie potwierdzone przez władze przybrzeżne. Escobar odpowiada, że ​​jednostki Marynarki Wojennej USA pozostają bardzo blisko Pakistanu i nie wycofały się do południowej części Morza Arabskiego. Pan X podtrzymuje swoje stanowisko, że znajdują się one poza pakistańskimi wodami terytorialnymi. W związku z tym rozmowa zawiera sprzeczne informacje dotyczące dokładnej lokalizacji okrętów.

Egipt, Arabia Saudyjska i Organizacja Współpracy Islamskiej

W drugiej części Pepe Escobar i pan X zwracają się ku dyplomacji regionalnej. Escobar twierdzi, że Egipska Rada Obrony Narodowej zobowiązała się do udzielenia Arabii Saudyjskiej wszelkich niezbędnych i możliwych form wsparcia. Wsparcie to jest jednak uzależnione od zgody parlamentu; nie podjęto jeszcze żadnej decyzji ani nie zgłoszono żadnych działań. Debata ma być kontynuowana w następny poniedziałek. Escobar ironicznie określa prezydenta Egiptu jako osobę szczególnie odważną.

Escobar omawia również możliwość zbliżenia się Iranu z porozumieniem obronnym znanym jako „Porozumienie z Mekki”. Początkowo stwierdza, że ​​formalna inicjatywa irańska nie jest obecnie omawiana w Teheranie i że nie ma żadnych oficjalnych ustaleń w tej sprawie. Pan X dodaje później, że otrzymał informacje od kontaktów w Iranie i Islamabadzie, że Iran wyraził zainteresowanie udziałem. Nie wie, na jakim etapie są te rozważania; nie może też powiedzieć, czy jest to stanowisko formalne, czy nieformalne.

Według pana X, Pakistan i Turcja z zadowoleniem przyjęłyby taki rozwój sytuacji. Co więcej, irański minister spraw zagranicznych i pakistański wicepremier rozmawiali na ten temat; temat ten był również poruszany przez chińskich i pakistańskich ministrów spraw zagranicznych. Escobar zgadza się, że były to niejasne rozmowy. Akcesji nie należy się spodziewać w nadchodzących tygodniach i zależy ona od rozwoju wojny między USA a Iranem, a także wojny Arabii Saudyjskiej z Jemenem. Escobar opisuje Iran i Jemen jako spójny „pakiet” polityczny.

Kolejnym tematem jest możliwe oświadczenie Organizacji Współpracy Islamskiej. Escobar donosi, że Arabia Saudyjska zamierza złożyć oświadczenie potępiające Ansar Allah. Według niego Iran nie podpisze dokumentu, jeśli nie będzie on jednocześnie odnosił się do przyczyn wznowienia wojny w Jemenie i nie będzie miał wyważonego charakteru. Escobar twierdzi, że w ramach organizacji istnieje blok 27 państw saudyjskich. Jego zdaniem jest to prawie, ale nie do końca, większość i niewystarczająca do podjęcia działań przeciwko Ansar Allah. Apeluje do wszystkich o śledzenie ewentualnego dokumentu i jego brzmienia w nadchodzących dniach. Jego relacja o państwach członkowskich i ich orientacji politycznej nie została dodatkowo poparta w rozmowie.

Rzekoma lista celów irańskich i ostrzeżenie o eskalacji

Wreszcie, pan X informuje, że Iran „zidentyfikował” lub „zablokował” 400 celów; dokładne znaczenie użytego terminu nie zostało wyjaśnione w rozmowie. Według niego, lista celów obejmuje liczne cele w Izraelu, a także bazy amerykańskie, z których siły zostały przerzucone do Izraela.

Pan X ostrzega, że ​​prezydent USA Trump „głęboko pożałuje”, jeśli zastosuje się do rady premiera Izraela Netanjahu i wznowi działania wojenne. Twierdzi, że Iran zareaguje wówczas z większą szybkością i zaciekłością niż dotychczas, używając broni, która nie była wcześniej używana, wspominając o prędkościach dochodzących do Mach 10 i wielu głowicach. Na tej podstawie pan X wnioskuje o możliwości eskalacji, prowadzącej do początkowej fazy wojny światowej. Te stwierdzenia są przedstawiane w wywiadzie jako ostrzeżenie i prognoza, a nie jako potwierdzone fakty wojskowe.

Podsumowując, Pepe Escobar i pan X oświadczają, że opierają swoje relacje na wielu źródłach i udzielą dalszych informacji. Pan X twierdzi, że porównywał informacje z Islamabadu z kontaktami w Iranie. Rozmowa nie zawiera jednak żadnych niezależnych dowodów dotyczących opisanych wydarzeń ani ocen wojskowych.

Źródło: Pepe Escobar: Marynarka Wojenna Pakistanu ostrzega przed amerykańskimi Black Hawkami; Iran blokuje 400 celów, POROWATA GRANICA, OTWARTE TRASY

Rakiety Ansar Allah nauczyły się trafiać w cel. Ktoś je tego nauczył.

Rakiety Ansar Allah nauczyły się trafiać w cel. Ktoś je tego nauczył.

  • Larry C. Johnson uncutnews-ch.ansar-allahs-raketen-haben-gelernt-zu-treffen-jemand-hat-es-ihnen-beigebracht

Napisane przez Larry’ego C. Johnsona

Przez większość wojny w Jemenie, prowadzonej przez Arabię ​​Saudyjską, pociski balistyczne Ansar Allah miały większe znaczenie polityczne niż militarne. Były głośne i budzące grozę, ale rzadko decydujące. W 2017 roku prasa słusznie donosiła, że ​​głowice bojowe pocisków tej grupy były często pomniejszane i rzadko trafiały w zamierzone cele. Saudyjska obrona powietrzna zestrzeliła wiele z nich, a reszta wylądowała na bezludnej pustyni.

Obraz zmienił się od tamtej pory. Od czasu wznowienia konfrontacji tego lata, pięć saudyjskich lotnisk zostało zaatakowanych przez Hutich od 5 października, w wyniku czego zginęło 20 osób, a setki zostało rannych. 10 października agencja AFP sfotografowała moment ataku na międzynarodowe lotnisko im. króla Chalida w Rijadzie. Kiedy Huti twierdzili, że zaatakowali obiekty Aramco, koalicja odrzuciła te doniesienia jako wprowadzające w błąd, ale niezależni dziennikarze donieśli o zauważeniu ognia i dymu unoszącego się z rafinerii w Rijadzie. Nie są to bronie obszarowe uderzające w pobliżu miasta. Są to ukierunkowane ataki na konkretne obiekty oddalone o 1000 kilometrów lub więcej, skierowane przeciwko jednej z najgęstszych sieci obrony powietrznej w regionie.

Spędziłem karierę w namierzaniu celów i planowaniu wojskowym i wiem, co oznacza ten schemat. Precyzja dalekiego zasięgu nie wynika z lepszego silnika rakietowego. Pocisk rakietowy Scud, oparty wyłącznie na nawigacji bezwładnościowej, kumuluje błędy w trakcie lotu; jego pojazd powrotny dodaje ich więcej. Aby z chybienia o kilkaset metrów zmienić się w błąd o kilkadziesiąt metrów, trajektoria musi zostać skorygowana w późniejszej fazie lotu – za pomocą aktualizacji nawigacji satelitarnej, manewrowego pojazdu powrotnego lub sondy końcowej. Niezależnie od użytego sprzętu, precyzyjne współrzędne celu są również niezbędne. Ansar Allah nie jest w stanie zapewnić żadnego z nich w górach Saada.

Korpusy pocisków są irańskiej konstrukcji. Nie ulega wątpliwości. Jednak postęp Iranu w precyzji wskazuje na ich pochodzenie, a w tym przypadku istnieją dwie możliwe kandydatury, a nie jedna.

Pierwszym z nich jest Rosja. Od ataku Iranu na Ain al-Assad w 2020 roku stale pojawiają się doniesienia, że ​​pociski rakietowe z rodziny Fateh korzystają z GLONASS, rosyjskiego systemu nawigacji satelitarnej. Aby Iran mógł korzystać z zaszyfrowanego, odpornego na zakłócenia sygnału wojskowego GLONASS, Rosja musiałaby przekazać mu klucze kryptograficzne.

Drugim są Chiny i nie wykluczałbym tej możliwości. Chińska konstelacja BeiDou jest większa niż GPS, a jej ograniczona usługa dla autoryzowanych użytkowników ma na celu przeciwdziałanie zagłuszaniu i podszywaniu się. Badacze śledzący stosunki chińsko-irańskie wskazują na rzekome porozumienie z 2015 roku o integracji BeiDou z irańską infrastrukturą wojskową, a także na doniesienia, że ​​Pekin przyznał Teheranowi dostęp do swojego zaszyfrowanego sygnału wojskowego po strategicznym partnerstwie z 2021 roku. Według niektórych doniesień Iran zakończył przejście z amerykańskiego GPS na BeiDou w czerwcu 2025 roku, zaraz po 12-dniowej wojnie. Były szef francuskiego wywiadu Alain Juillet argumentował, że późniejszy wzrost dokładności irańskich pocisków najlepiej tłumaczy dostęp do BeiDou. Teheran nigdy tego nie potwierdził. Twierdzi jedynie, że korzysta ze wszystkich dostępnych źródeł i nie jest od żadnego zależny.

Podejrzewam, że szczera odpowiedź brzmi, że Iran używa obu systemów i że ta sama logika ma zastosowanie, niezależnie od konfiguracji, na której opierają się jego pociski. Otwarty sygnał cywilny byłby właśnie tym, co w pierwszej kolejności zakłóciłoby saudyjską i amerykańską walkę elektroniczną. Pocisk, który nadal trafia w cele w takim środowisku, wykorzystuje chroniony sygnał wojskowy, a dostęp do niego może przyznać tylko Moskwa lub Pekin. Jeśli Iran posiada taką możliwość, istnieją wszelkie powody, by sądzić, że pociski dostarczane przez niego do Jemenu również są w nią wyposażone.

Infrastruktura pozyskiwania celów również wskazuje na ten sam kierunek. W 2024 roku „Wall Street Journal” doniósł, że Rosja dostarczała Huti dane satelitarne za pośrednictwem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) w Jemenie. Waszyngton publicznie oskarżył również chińską komercyjną firmę satelitarną o dostarczanie obrazów wspierających ataki Huti. Dokładne współrzędne to połowa precyzyjnego uderzenia. Ruch bez własnych satelitów potrzebuje wsparcia ze strony innych.

„Oni po prostu korzystają z Google Earth”

Niektórzy komentatorzy odrzucają tę tezę. Argumentują, że każdy może uzyskać współrzędne z Google Earth, więc Ansar Allah nie potrzebuje pomocy z zewnątrz. Wystarczy wprowadzić współrzędne pasa startowego lub rafinerii i strzelać.

Ten argument myli wiedzę o położeniu celu z możliwością trafienia go.

Dokładność ma dwa oddzielne rodzaje błędów, które są oddzielnie omawiane w doktrynie wojskowego namierzania celu. Pierwszy to błąd lokalizacji celu: jak dokładnie znamy lokalizację punktu docelowego? Drugi to błąd uzbrojenia: jak precyzyjnie pocisk może faktycznie polecieć do danej współrzędnej? Oba błędy sumują się, a większy z nich jest decydujący.

Bezpłatny dostęp do komercyjnych zdjęć zredukował pierwszy błąd. W przypadku dużego, stałego i dobrze udokumentowanego obiektu, takiego jak saudyjskie lotnisko, współrzędne określone za pomocą Google Earth często różnią się od siebie o zaledwie kilka metrów w poziomie. To realna zmiana w porównaniu z latami 90. i nie zamierzam udawać, że jest inaczej.

Ale współrzędna to tylko liczba. Dla pocisku, który nie może się do niej skierować, nic nie robi. Pocisk wywodzący się z rakiety Scud, który opiera się na nawigacji bezwładnościowej i którego pojazd powrotny chwieje się podczas opadania, minie cel o setki metrów, niezależnie od tego, jak idealna jest współrzędna. Współrzędna dokładna do 5 metrów, wprowadzona do broni z marginesem błędu 500 metrów, da broń z marginesem błędu 500 metrów. Dobre współrzędne mogą zostać przełożone na precyzyjne trafienia tylko wtedy, gdy system naprowadzania może skorygować trajektorię w późniejszej fazie lotu: poprzez aktualizacje nawigacji satelitarnej, sterowany pojazd powrotny lub głowicę naprowadzającą. Argument Google Earth nie neguje potrzeby tej technologii. Zakłada on, że technologia ta już istnieje.

Pojawia się drugi problem. Nawigacja satelitarna jest tak dobra, jak odbierany sygnał, a cywilny sygnał GPS jest pierwszym sygnałem, z jakim saudyjskie i amerykańskie systemy walki elektronicznej spotykają się w czasie wojny. Pocisk, który nadal znajduje cel w spornym środowisku elektromagnetycznym, nie może działać, korzystając z ogólnodostępnego, niezaszyfrowanego sygnału. Dostęp do chronionego sygnału wojskowego, niezależnie od tego, czy jest to GLONASS, czy BeiDou, może być udzielony wyłącznie przez państwo będące właścicielem danej konstelacji.

Ostatecznie komercyjne zdjęcia satelitarne to migawki, często sprzed tygodni lub miesięcy. Nie ujawniają, w których hangarach znajdują się samoloty tej nocy ani która część rafinerii jest aktualnie czynna. Aby trafić w wysokiej jakości cele, a nie tylko w obiekty, potrzebne są aktualne informacje – dokładnie takie, jakie dostarczyłyby rosyjskie dane satelitarne z 2024 roku.

Tak, Google Earth jest częścią tej historii. Pomaga wyjaśnić, dlaczego ataki na infrastrukturę stacjonarną stały się łatwiejsze dla wszystkich podmiotów niepaństwowych na całym świecie. Nie wyjaśnia jednak, w jaki sposób rakiety jemeńskiego ruchu nagle trafiają w zamierzone cele. Do tego potrzebny jest system naprowadzania i sygnał nawigacyjny, a Ansar Allah nie zapewnia ani jednego, ani drugiego.

Łańcuch dostaw

Łańcuch dostaw można zatem łatwo zrekonstruować. Iran dostarcza pociski, szkolenia i doradców na miejscu dla Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Rosja, Chiny lub oba te kraje dostarczają to, czego Stany Zjednoczone nie mogą wyłączyć: chroniony wojskowy sygnał nawigacyjny, GLONASS lub BeiDou. Doniesienia wskazują, że Rosja już dostarcza dane o celach, a Chiny – obrazy komercyjne. Ansar Allah dostarcza sprzęt do wystrzeliwania i wolę.

Dlaczego Moskwa lub Pekin miałyby podjąć takie ryzyko? Wystarczy rzut oka na mapę. Stany Zjednoczone, z powodu wojny z Iranem, mają dwie grupy uderzeniowe lotniskowców i grupę desantową na Morzu Arabskim. Każdy saudyjski pocisk przechwytujący obrony powietrznej wystrzelony w kierunku jemeńskiego pocisku nie jest już dostępny do walki; a każde zakłócenie pracy saudyjskiego lotniska i rafinerii zwiększa polityczne koszty dla Rijadu związane ze sprzymierzeniem się z Waszyngtonem.

Dla Rosji jest to ta sama logika, co w przypadku zachodniego wsparcia w zakresie broni i namierzania, które napłynęło na Ukrainę. Dla Chin jest to opłacalny sposób na ograniczenie amerykańskiej potęgi morskiej daleko od zachodniego Pacyfiku. Żaden z krajów nie musi oddać ani jednego strzału, ani podpisać się pod rakietą.

Waszyngton i Rijad powinny przestać traktować zagrożenie rakietowe ze strony Huti wyłącznie jako problem irański. Sankcje i przechwytywanie przesyłek w portach Morza Czerwonego są wymierzone w same pociski. Są one nieskuteczne w przypadku sygnałów z orbity lub obrazów zakupionych za pośrednictwem firm-słupów.

Dopóki poziom dowodzenia i kontroli nie zostanie bezpośrednio rozwiązany – czy to poprzez dyplomację z Moskwą i Pekinem, czy poprzez poważne środki przeciwdziałania elektronicznego i kosmicznego – lotniska w Arabii Saudyjskiej nadal będą pojawiać się w wieczornych wiadomościach.

Źródło: Ansar. Pociski Allaha nauczyły się trafiać. Ktoś je tego nauczył.

Europa nie znalazła swojej roli w wielobiegunowym świecie

Jeffrey Sachs: Europa nie znalazła swojej roli w wielobiegunowym świecie

17 października 2026 r. przez dr. Petera F. Mayera tkp/jeffrey-sachs-europa-hat-keine-rolle-in-der-multipolaren-welt-gefunden


W niedawnym wywiadzie z norweskim politologiem Glennem Diesenem, ekonomista profesor Jeffrey Sachs przedstawia ponury obraz Europy. Kontynent nie znalazł swojego miejsca w już ukształtowanym świecie wielobiegunowym.

Zamiast tego kurczowo trzyma się przestarzałego sojuszu transatlantyckiego, odcina się od gospodarczych źródeł energii Rosji i Chin oraz ignoruje fundamentalne zmiany nadchodzących dekad – zwłaszcza dynamikę demograficzną i gospodarczą Afryki i Eurazji.

Sachs, który niedawno przebywał w Brukseli, podsumowuje swoje wrażenia następująco: „Nie ma kierunku dla Europy”. Nie ma niezależnej doktryny bezpieczeństwa i obrony poza NATO, a samo NATO się rozpada. Pomimo ponad 60 lat wysiłków na rzecz integracji, 27 państw członkowskich nie osiągnęło prawdziwej jedności w polityce zagranicznej, gospodarczej ani obronnej. „Nie jest do końca jasne, co myślą teraz europejscy przywódcy, poza tym, że są w trybie defensywnym. Nie myślą konstruktywnie”.

Zła stawka na USA

Cała strategia przyszłości Europy opiera się na sojuszu transatlantyckim – i jest to błędne z dwóch powodów. Po pierwsze, Stany Zjednoczone traktują Europę z pogardą i nie okazują jej większego zainteresowania; priorytety Waszyngtonu leżą na ich własnym podwórku i w Azji Wschodniej. Po drugie, rzeczywiste działania w globalnej gospodarce, technologii i bezpieczeństwie nie rozgrywają się już przede wszystkim na Zachodzie. Wyzwania i szanse dla Europy leżą głównie na kontynencie euroazjatyckim.

„Przyszłość Europy powinna opierać się bardziej na relacjach z Rosją, Chinami, Indiami i resztą euroazjatyckiego superkontynentu niż na USA” – powiedział Sachs. Zamiast tego budowane są mury przeciwko Rosji – kluczowemu partnerowi gospodarczemu jeszcze kilka lat temu – a ten sam błąd powtarza się teraz w odniesieniu do Chin. Opisał strach przed Rosją jako „niezwykle poważny irracjonalizm”. Narastający sceptycyzm wobec Chin, argumentował, jest w połowie zwykłą adaptacją do amerykańskich neuroz, a w połowie europejskim pesymizmem i protekcjonizmem.

Afryka jako pomijana rzeczywistość

Krótkowzroczność jest szczególnie widoczna, gdy spojrzymy na Afrykę. Kontynent ten liczy obecnie około 1,5 miliarda ludzi – prawie cztery razy więcej niż Europa – i według prognoz ONZ do połowy stulecia liczba ta ma osiągnąć około 2,5 miliarda, a do 2100 roku około 3,5 miliarda (co stanowi około jedną trzecią światowej populacji). W połowie XX wieku Afryka stanowiła 9 procent światowej populacji; dziś stanowi 18 procent, a do 2050 roku będzie to jedna czwarta.

Jeśli dzisiejsze, liczne pokolenie młodych ludzi w Afryce otrzyma solidne wykształcenie, ich przyszłość gospodarcza będzie świetlana i pozostaną w swoich krajach ojczystych. Jeśli edukacja pozostanie niewystarczająca, to pokolenie stanie w obliczu katastrofy społecznej i niestabilności geopolitycznej. Europa dysponuje technicznymi możliwościami wspierania wysokiej jakości edukacji na masową skalę, ale nie robi tego systematycznie. „Wszystkie te problemy rozwojowe zostały całkowicie zepchnięte na margines przez wojnę na Ukrainie. To błąd”.

Brakuje długoterminowego myślenia

Sachs wspomina swoje własne badanie z 1995 roku dla Azjatyckiego Banku Rozwoju ( Emerging Asia , opublikowane w 1997 roku). Przewidywał wówczas, że udział Azji w światowej gospodarce wzrośnie o 20 punktów procentowych do 2025 roku. Badanie zostało opublikowane na krótko przed azjatyckim kryzysem finansowym i zostało zignorowane. Dwadzieścia pięć lat później prognoza ta okazała się niemal idealnie trafna. Tego rodzaju przyszłościowe myślenie – „gdzie krążek zmierza, a nie gdzie jest” (gwiazda hokeja na lodzie Wayne Gretzky) – jest właśnie tym, czego brakuje w Europie i USA. W Chinach intensywnie planuje się i rozważa rok 2049.

Europa, z obecną populacją około 450 milionów (około 5% populacji świata), do końca stulecia odnotuje dalszy spadek swojego udziału. Nawet cały „transatlantycki Zachód”, który w 1950 roku odpowiadał za połowę światowej gospodarki, pod koniec XXI wieku osiągnie 15% lub mniej. „To nie jest przyszłość. To tylko niewielki fragment niezwykle zróżnicowanego świata”.

Rosja myśli bardziej realistycznie

Rosja lepiej zrozumiała sytuację. Jej bliskie powiązania gospodarcze, geopolityczne i w dziedzinie bezpieczeństwa z Chinami nie są jedynie doraźnym rozwiązaniem wynikającym z błędów USA, ale raczej właściwą orientacją dla kraju euroazjatyckiego. Jeśli Zachód wysadzi rurociągi, nałoży sankcje i zaprzeczy bezpieczeństwu, Rosja będzie miała do dyspozycji rozległy świat poza UE. „To trafniejsza ocena”.

Około 2010/2015 roku Europa miała rację: rosnące więzi gospodarcze z Rosją, niemiecki przemysł uzależniony od taniej rosyjskiej energii, inwestycje w Rosji i ambicje w zakresie przyszłych technologii. Wszystko to zostało utracone. Nawet Angela Merkel w 2008 roku uznała zobowiązanie Ukrainy do członkostwa w NATO za poważny błąd – „tożsame z wypowiedzeniem wojny” z rosyjskiej perspektywy – ale uległa. Presja grupy i strach przed utratą miejsca przy stole negocjacyjnym do dziś uniemożliwiają wydawanie jednoznacznych oświadczeń. Viktor Orbán, który opowiadał się przeciwko wojnie z Rosją i za dobrymi stosunkami z Chinami, został uznany za wroga.

Więcej Europy, ale innej

Sachs odrzuca uproszczone wezwanie do „mniej Europy”, podnoszone przez wiele sił opozycyjnych w odpowiedzi na frustrację katastrofalną polityką Brukseli. W świecie wielkich mocarstw (Indie z 1,5–1,7 miliarda mieszkańców, Chiny z 1,4 miliarda, silniejsza Unia Afrykańska, Rosja z 17 milionami kilometrów kwadratowych) 27 małych księstw zostałoby łatwo rozbitych. Potrzeba więcej i lepszych struktur europejskich – strategicznych, gospodarczych i nastawionych na pokój. To stanowisko jest obecnie praktycznie nieobecne w polityce europejskiej.

Wywiad z Glennem Diesenem jest dostępny tutaj: Jeffrey Sachs: Europa jako linia frontu w wielobiegunowym świecie? Analizy i wykłady Sachsa są dostępne na jego stronie internetowej jeffsachs.org oraz na jego kanale YouTube. Podcasty i analizy Glenna Diesena są regularnie publikowane na jego kontach Substack i X.

Obecne władze Europy myślą kategoriami lat 1990 i 2010, traktując wielobiegunową rzeczywistość jako chwilowe zaburzenie. Diagnoza Sachsa jest jasna: bez realistycznego podejścia do geografii, demografii i rzeczywistych ośrodków władzy w nadchodzących dekadach Europa pozostanie zjawiskiem marginalnym, pozbawionym własnej strategii.

Finansowana „inicjatywa pokojowa” od Witkoffa i Kushnera

Finansowana „inicjatywa pokojowa” od Witkoffa i Kushnera

16 października 2026 r. przez dr. Petera F. Mayera tkp/finanzialisierte-friedensinitiative-aus-dem-stall-von-witkoff-und-kushner


Alastair Crooke przedstawił na Forum Konfliktów miażdżącą analizę najnowszego „planu pokojowego” opracowywanego za kulisami przez Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera . Jego konkluzja: To kolejny sfinansjalizowany projekt pokojowy, zrodzony z nowojorskiego myślenia o rynku nieruchomości – system nagród dla zachodnich banków, inwestorów i polityków, mający na celu zabezpieczenie zysków z wojny bez uciążliwego rozlewu krwi.

Każdy, kto zapozna się z obecnymi propozycjami, natychmiast rozpozna ten schemat. Już w grudniu 2025 roku amerykański komentator Sundance, pisząc w Conservative Treehouse, opisał „dyplomację pieniężną”: system, „który utrwala możliwość Zachodu uzyskania korzyści finansowych”. Granice terytorialne, bezpieczeństwo i rozszerzenie NATO schodzą na dalszy plan jako „drobne szczegóły” – błahostki w porównaniu z „tym, co naprawdę ważne: pieniędzmi”.

Co Ignacy wykrzykuje

David Ignatius przedstawił obecny czteropunktowy plan w swoim felietonie w „ Washington Post” . Według niego, Stany Zjednoczone i Europa zmierzają w kierunku wspólnej propozycji, która „zapewni Ukrainie i Rosji korzyści finansowe i w zakresie bezpieczeństwa jako podstawę dla porozumienia terytorialnego, które nie będzie zgodne z celami wojennymi obu stron”.

Cztery filary:

  • Odbudowa Ukrainy – Bank Światowy i BlackRock mają zaprojektować finansowanie odbudowy zniszczonych regionów, wsparcia rodzin żołnierzy i ponownego uruchomienia gospodarki. Kijów został poproszony o przedstawienie szczegółowych szacunków kosztów – wraz z gwarancjami zabezpieczającymi przed grabieżą funduszy.
  • Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy odpowiadające artykułowi 5 NATO.
  • Integracja gospodarcza Rosji, Ukrainy i Europy poprzez umowę energetyczną – rurociąg dostarczający rosyjską ropę i gaz do Europy, z podziałem zysków między Ukrainą i Rosją. Rosja uzyskałaby długoterminowy dostęp do europejskiego rynku energii, a także plan zniesienia sankcji.
  • Zawieszenie broni na obecnej linii frontu, czyli „Linii Kontroli”.

Przynęta: Jeśli Kijów zaprzestanie ataków dronów na rosyjskie rafinerie, „wrócimy do interesu i udamy się do Moskwy” – powiedział Ignatiusowi przedstawiciel USA.

Problem w tym, że Rosja nie uczestniczy w negocjacjach.

Crooke demontuje plan z zimną precyzją. USA i Europa negocjują między sobą – i wygodnie ignorują jednoznaczne oświadczenia Moskwy.

Pomysł, że Rosja dostarczałaby ropę i gaz Europejczykom, którzy dobrowolnie zrezygnowali z tanich dostaw z Rosji, którzy tkwią w pułapce własnych błędnych decyzji i przy każdej okazji oczerniają Rosję – a następnie „dzielą się” zyskami z Ukrainą – jest absurdalny.

Minister spraw zagranicznych Ławrow jednoznacznie dał do zrozumienia na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, że nie będzie zawieszenia broni w żadnym formacie. Negocjacje będą musiały zatem odbywać się pod ostrzałem – i nawet wtedy, jak sam Putin powiedział, „dwa razy się zastanowi”, zanim w ogóle je rozpocznie. Streszczenie jego przemówienia w Radzie Bezpieczeństwa ONZ z 23 września 2026 roku, opublikowane przez agencję TASS, jest jednoznaczne: „Nie zawiesimy specjalnej operacji wojskowej na czas trwania negocjacji w żadnym formacie”. Pełne oświadczenie i konferencja prasowa podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ 81 są udokumentowane odpowiednio przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i UNifeed.

Rzecznik Putina , Dmitrij Pieskow, potwierdził zaledwie w zeszłym tygodniu, że „fragmentaryczne rozwiązania i porozumienia” uniemożliwią kompleksowy proces pokojowy. „Zamrożenie” konfliktu byłoby równie nieskuteczne.

„[Ukraina] to niezwykle złożona sprawa, a jej rozwiązanie musi być kompleksowe… Potrzebujemy rozwiązania dla przyszłych pokoleń – takiego, które będzie gwarantowane i zabezpieczone przed niepowodzeniami”.

Koreańska pułapka

Europejczycy najwyraźniej nie zrozumieli, że „model koreański” – zawieszenie działań wojennych na froncie, na którym dwie armie stają naprzeciw siebie, jak argumentował generał Kellogg – to właśnie recepta na brak rozwiązania. Od 73 lat wojna koreańska jest zamrożona zawieszeniem broni. Nic się nie zmieniło.

Ta mantra zawieszenia broni wzdłuż linii frontu zamiast „najpierw rozwiązanie, na końcu zawieszenie broni” to wręcz krzyk skierowany do Rosjan: Zachód chce zatrzymać Ukrainę w szatni – na chwilę, gdy będzie mógł ponownie wywierać presję na Rosję z innej platformy.

Munchau ostrzega: Ryzyko eskalacji rośnie

Wolfgang Munchau ostrzegał w tym tygodniu w UnHerd przed eskalacją, która jest całkiem prawdopodobna:

„Nie powinniśmy żywić złudzeń co do wojny z Rosją. Nie jesteśmy absolutnie zdolni do zwycięstwa. Czyje rynki obligacji eksplodują jako pierwsze? Czyje rakiety przechwytujące wyczerpią się jako pierwsze? … Pod każdym względem – militarnym, energetycznym, finansowym – Europa jest w niekorzystnej sytuacji”.

Munchau idzie dalej: istnieje stosunkowo prawdopodobny scenariusz, w którym Ukraina i Iran połączą się w jedną wojnę zachodnio-euroazjatycką – i staną się ostatecznym konfliktem zastępczym między USA a Chinami. Wskazuje na wstrząsy energetyczne: wojna z Iranem wstrzymała 17 procent katarskiej produkcji LNG, podczas gdy Europa wprowadziła zakaz importu rosyjskiego gazu. Europejskie dostawy oleju napędowego są na krawędzi – Trump zasugerował nawet wstrzymanie dostaw oleju napędowego do Europy. „Gospodarka uległaby zahamowaniu”. W poprzednim artykule Munchau analizował już retoryczną gotowość do wojny po obu stronach Atlantyku.

A co z finansami? Rosja jest praktycznie wolna od długów. Zachód natomiast jest narażony na potencjalnie niszczycielski kryzys finansowy – rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych osiągnęła ostatnio najwyższy poziom od 21 lat.

Głuchota kulturowa: pieniądze kontra bezpieczeństwo

Fatalną wadą tej inicjatywy jest jej kulturowa głuchota. Dla Witkoffa i Kushnera „wszystko może sprowadzać się do tego, co naprawdę ważne – pieniędzy”. W przypadku Rosji tak nie jest.

Gdyby sojusz Witkoff-Europa znał historię Rosji, zrozumiałby, dlaczego bezpieczeństwo, bezpieczeństwo, bezpieczeństwo jest dla Rosji priorytetem. Zamiast nadal polegać na spekulacjach interesariuszy, wykorzystując mechanizm „utrwalający zachodnią możliwość uzyskania korzyści finansowych”, musiałby zająć się fundamentalnymi kwestiami konfliktu: głębszą kwestią euroazjatyckiej architektury bezpieczeństwa i precyzyjnym określeniem granicy oddzielającej interesy bezpieczeństwa NATO od interesów chińsko-rosyjskich.

Wtedy – być może – podczas kolejnej wizyty w Moskwie można by spotkać bardziej otwartą publiczność.

Jednak w obecnej sytuacji ograniczenie rozszerzenia NATO nie jest możliwe.

nachdenkseiten

Historyczna „zdrada” z 9 października: Putin i Trump upokorzyli Zełenskiego na oczach całego świata

Historyczna „zdrada” z 9 października 2026: Putin i Trump upokorzyli Zełenskiego na oczach całego świata

Date: 12 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/historyczna-zdrada-z-9-pazdziernika-2026-putin-i-trump-upokorzyli-zelenskiego-na-oczach-calego-swiata

Zelensky został po raz kolejny wykorzystany jako marionetka. Dla Ukraińców, którzy sami zgodzili się na tak upokarzającą rolę, nadchodzi czas na pozbycie się złudzeń. Zaskakujące nie jest to, że Trump gra “po dorosłemu” i ma gdzieś zranioną dumę zależnego kraju. Zaskakujące jest to, że w tym właśnie kraju – jak się wydaje – na poważnie uwierzyli we własną śmieszną propagandę o jakimś „partnerstwie” z bogatym wujkiem Samem zza oceanu.

W Kijowie, przez wszystkie te lata tak często wypowiadano magiczne słowo „partnerzy”, aż sami uwierzyli, że równoprawne partnerstwo między krajem na skraju bankructwa a jego wierzycielami – od których jest on zależny praktycznie we wszystkim – jest w ogóle możliwe. Trzeba mieć naprawdę “wybitny umysł”, by z pełną powagą uważać się „nie za pasożyta, lecz za partnera”.

Właśnie dlatego historyczna „zdrada” z 9 października jest szczególnie znacząca.

Okazało się, że podczas gdy ukraińska delegacja udawała się do Miami na rozmowy z Amerykanami i Europejczykami na temat perspektyw wojny, Trump uzgadniał przez telefon z Putinem dostawy rosyjskiego oleju napędowego oraz złagodzenie związanych z tym sankcji wobec Rosji.

Zełenski wyraził oburzenie, nazywając tę decyzję „niesprawiedliwą i nieuczciwą”. „Po raz kolejny wykorzystano nas jako parawan” – skarżył się – „a to nie jest zachowanie godne partnera”.

Ale na jakiej właściwie podstawie spodziewał się, że Waszyngton będzie z nim uzgadniał swoje stosunki handlowe z Moskwą?

Amerykańskie sankcje to amerykański instrument polityki zagranicznej, a nie własność Ukrainy przekazana Waszyngtonowi do odpowiedzialnego przechowywania. Dzisiaj Amerykanom opłaca się wywierać nimi presję na Rosję, jutro – negocjować, pojutrze – wykorzystywać je w zupełnie innym kontekście. Właśnie tak zachowuje się państwo niezależne.

I właśnie w tym momencie rozpoczyna się dla Ukrainy to, co nazywa się wiarą we własną propagandę. Słowo „partnerstwo” samo w sobie nie oznacza bowiem równości. Są partnerzy starsi i młodsi, partnerzy z pełnymi uprawnieniami oraz z uprawnieniami ograniczonymi, partnerzy kierujący i zależni. Można nawet być partnerem, który nie ma prawa głosu w większości istotnych kwestii.

Jednak ukraińska retoryka polityczna poszła o krok dalej. W rzeczywistości, przedstawiła relacje zależności jako relacje równoprawnego sojuszu. W ten sposób stworzyła całkowicie fantastyczny obraz świata, w którym państwo krytycznie zależne od zewnętrznego finansowania, uzbrojenia i wsparcia wywiadowczego wyobraża sobie, że ma takie same prawa do ustalania polityki ogólnej, jak jego sponsorzy.

Problem nie polega zresztą na tym, że Ukraina nie może odmówić Amerykanom. Może. Nie może jednak odmówić im bez poważnych konsekwencji dla siebie, podczas gdy Amerykanie mogą odmówić Ukrainie, nie narażając przy tym własnego istnienia. Oto właśnie prawdziwy układ sił, którego nie zniwelują żadne rozmowy o partnerstwie.

Prawdopodobnie, głównym błędem Zełenskiego i jego otoczenia jest to, że uznali specyficzną europejską “kulturę” uprawiania politycznej hipokryzji za uniwersalne prawo polityki międzynarodowej.

Europejska biurokracja faktycznie opracowała niezwykle wyrafinowany sposób wyrażania się, pozwalający przedstawiać relacje nierówności jako relacje dobrowolnej współpracy. Nikt nikomu nie narzuca warunków. Wszyscy konsultują się, uzgadniają stanowiska, wypracowują wspólne rozwiązania, okazują solidarność. A potem okazuje się, że ostateczną decyzję podejmują ci, którzy mają pieniądze.

===========================================

Trump natomiast, zwyczajnie pomija w tej konstrukcji część ceremonialną.

I okazuje się coś dość zabawnego: człowiek, którego zwykle oskarża się o łamanie zasad międzynarodowych, często po prostu wypowiada na głos to, czego jego poprzednicy woleli nie mówić.

Jednocześnie Zełenski rzeczywiście ma powody, by uważać Ukrainę za ważną dla Stanów Zjednoczonych. Ponosi ona ogromne straty militarne i ludzkie, a Waszyngton zyskuje dzięki niej możliwość wywierania wpływu na Rosję, nie angażując się bezpośrednio w wojnę. To nie jest działalność charytatywna. Jednak znaczenie Ukrainy dla amerykańskiej strategii jako kraju-torpedy wcale nie oznacza, że ukraińskie władze mają prawo do samodzielnego określania tej strategii. Jak to się mówi, waszym zadaniem jest wykonywanie poleceń.

I to właśnie jest najbardziej nieprzyjemne dla Kijowa.

Dopóki Ukraina stanowi dla Waszyngtonu narzędzie wywierania presji na Rosję, interesy obu stron mogą w znacznym stopniu pokrywać się. Jeśli jednak amerykańska administracja uzna, że bardziej opłaca się jej negocjować z Rosją, dotychczasowe narzędzie bynajmniej nie stanie się automatycznie równoprawnym uczestnikiem nowych porozumień. Po prostu przestaną z niego korzystać w dotychczasowy sposób.

I myślę, że właśnie tego w Kijowie do tej pory nie potrafią psychicznie “przetrawić”.

Przyzwyczaili się postrzegać swoje miejsce w amerykańskiej polityce zagranicznej jako status zdobyty, niemalże odziedziczony, podczas gdy dla Waszyngtonu zawsze była to kwestia konkretnej sytuacji politycznej.

W tym sensie Trump udziela ukraińskiej elicie dość surowej, ale niezwykle pożytecznej lekcji: nie należy mylić własnego znaczenia dla cudzej polityki z prawem do decydowania o tejże polityce.

INFO: politnavigator.news/istoricheskaya-zrada-9-oktyabrya-putin-i-tramp-unizili-zelenskogo-na-glazakh-u-vsego-mira

Świat: Od „piramidy przywilejów” do „platformy partnerstwa”

Od „piramidy przywilejów” do „platformy partnerstwa”

Jan Engelgard

Idee suwerennej równości i prawa międzynarodowego wprowadzone przez europocentryczny ład westfalski w 1648 roku nie wytrzymały  konfrontacji z interesami najsilniejszych aktorów.

Amerykański badacz Leon Gross skonstatował, że „zamiast wyznaczyć nowa erę powstania prawdziwej międzynarodowej wspólnoty narodów podporządkowanych rządom prawa narodów, w rzeczywistości traktat ten przyczynił się do nastania państw absolutystycznych zazdrosnych o terytorialną suwerenność, i to tak dalece, że idea wspólnoty międzynarodowej stała się pustym sloganem, a prawo międzynarodowe stało się zależne od państw zainteresowanych zachowaniem i ekspansją ich potęgi, zamiast ustanowieniem rządów prawa”. Zgodnie z prawem retrospekcji przewrotowej Kazimierza Kelles-Krauza, idee mogą się odrodzić w lepszym momencie dziejowym, ujawniając w pełni swój postępowy charakter. Na tej podstawie pojawiła się Organizacja Narodów Zjednoczonych, która zachowała jednak przywileje dla wybranych mocarstw zasiadających jako stali członkowie w Radzie Bezpieczeństwa.

W XXI wieku idee suwerennej równości obowiązujące wszystkich  próbują implementować aktorzy niezachodni skupieni w BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Podjęli się trudu ukierunkowania „nowej ery” relacji międzynarodowych. W obliczu geostrategii USA zamierzenia te natrafiają na ogromny opór.

Geostrategia nieładu

Wczytując się w Strategię bezpieczeństwa narodowego USA z 2025 roku, możemy się dowiedzieć, że „dni, kiedy Stany Zjednoczone podtrzymywały cały porządek światowy jak Atlas, skończyły się”, co zdawało się oznaczać koniec hegemonii. Spoglądając zaś na praktykę, wydaje się, że postanowiono podważać same fundamenty westfalskiego modelu stosunków międzynarodowych. Chodzi m.in o przestrzeganie zapisów traktatów, wykonywanie umów w dobrej wierze, rozwiązywanie sporów metodą pokojową, zapewnienia wolności handlu, obowiązywanie prawa międzynarodowego i instytucji międzynarodowych oraz możliwość osiągania równowagi sił. 

Prezydentura Donalda Trumpa jawi się jako próba przywrócenie modelu spersonalizowanej władzy papieża lub cesarza, albo i postmodernistyczny melanż obu legitymizowany ideą „mrocznego oświecenia”. W jej imię zostaje odrzucona laicyzacja. Narracja o czasach ostatecznych powtarzana przez wiceprezydenta J. D. Vance’a oraz wizja nadejścia Antychrysta nagłaśniana przez twórcę Palantira, Petera Thiela, to czytelne przejawy tej tendencji. Gdy we wrześniu 2026 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję zachęcającą do stopniowego odchodzenia od odwzorowania Merkatora na rzecz Equal Earth i innych odwzorowań równo-powierzchniowych, tylko USA były przeciwko, twierdząc, że to ideologia. Czyżby (wujek) sam przeciw wszystkim?

Antytezą tego kierunku kształtowania systemu międzynarodowego są instytucje „nowej ery”. BRICS oraz Szanghajska Organizacja Współpracy, które odbyły swoje szczyty w ostatnich tygodniach. Pierwsza stanowi obecnie 49% populacji świata, 40% globalnego PKB według siły nabywczej oraz 26% handlu międzynarodowego. Eksport wzrósł w niej z około 900 miliardów dolarów w 2003 roku do 6 bilionów dolarów w 2024 roku, co odzwierciedla skalę i potencjał przestrzeni geoekonomicznej. Z kolei druga reprezentuje około 3,5 miliarda ludzi żyjących na jednej czwartej planety i 35 bilionów dolarów nominalnego PKB, który podwaja się wraz z uwzględnieniem siły nabywczej.

Zgodnie z podziałem Davida Harvey’a, pierwszą najłatwiej badać w ramach geopolityki kapitalizmu, a drugą w perspektywie geopolityki terytorialnej, gdyż odwołuje się do  przestrzeni bezpieczeństwa eurazjatyckiego na sformalizowanym fundamencie organizacyjnym. Ich spoiwem jest zbliżona narracja strategiczna promującą świat wielobiegunowy, prawo międzynarodowe i ONZ, suwerenną równość i prawo do rozwoju służące wzmacnianiu roli państw Globalnego Południa. Kategoria „wielobiegunowość” ma tu kluczowe znaczenie i należy je rozumieć dosłownie: jest to współczesne przeformułowanie odwiecznego konfliktu między Morzem a Lądem. Aktorzy „nowej ery” domagają się prawa Heartlandu i jego partnerów do istnienia jako autonomiczny biegun, a nie jako peryferia kapitalistycznego systemu – świata. Antytezą mrocznego oświecenia jawi się więc pax multipolarica.

Szczyt BRICS

Przed szczytem w Indiach agencja informacyjna CGTN opublikowała wyniki sondażu dotyczącego postrzegania BRICS w państwach rozwiniętych i rozwijających się. Badanie zostało przeprowadzone wśród 12 250 respondentów z 41 krajów i objęło główne gospodarki rozwinięte oraz kraje Globalnego Południa. Ponad sześciu na dziesięciu respondentów uważa, że w ostatnich latach wpływ BRICS na sprawy międzynarodowe wzrósł. Aż 63% respondentów pozytywnie oceniło wkład w poprawę globalnego systemu zarządzania, przy czym w 25 z 41 badanych krajów wskaźnik poparcia przekroczył 60%. Co istotne, pozytywne oceny międzynarodowej roli BRICS były szczególnie wyraźne wśród młodszego pokolenia respondentów. Ten znamienny wzrost rozpoznawalności sugeruje narastającą potrzebę transformacji porządku międzynarodowego wśród społeczeństw świata. Niewykluczone, że odczytując ten trend indyjskie przewodnictwo w BRICS oparło się właśnie na podejściu zorientowanym na ludzi i stawiającym na pierwszym miejscu dobro ludzkości. Zorganizowano ponad 350 spotkań.

Osiemnasty szczyt BRICS obradujący pod hasłem „Budowanie odporności, innowacji, współpracy i zrównoważonego rozwoju” zakończył się w Nowym  Delhi 13 września 2026 roku przyjęciem deklaracji końcowej składającej się ze 140 punktów. Oprócz dziesięciu państw członkowskich i tyluż partnerskich wśród zaproszonych gości (formuła outreach) znaleźli się przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych (sekretarz generalny António Guterres), Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Światowej Organizacji Handlu (WTO) oraz Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB). Taki jest ilościowy zakres niesformalizowanej sieci BRICS plus.

Symbolem szczytu było wspólne sadzenie młodych drzewek figowca bengalskiego przez dziesięciu przywódców. W kulturze indyjskiej ma on unikalne, święte znaczenie. Banian charakteryzuje się głębokimi korzeniami i potężną siłą, co ma idealnie odzwierciedlać trwałość, rosnące znaczenie i dążenie do wspólnej przyszłości państw zrzeszonych w formacie BRICS. Inaugurując spotkanie, premier Narendra Modi podkreślił, że BRICS „musi przekształcić ’piramidę przywilejów’ w ’platformę partnerstwa’, w której każde państwo ma głos, każdy członek ma swój udział, a postęp ludzkości pozostaje w centrum każdego przedsięwzięcia”. Dotąd uprzedmiotowieni, z biorców zasad mają się stać ich dawcami. W deklaracji znalazło się wyraźne odwołanie do konferencji w Bandungu z 1955 roku, będącej zalążkiem Ruchu Państw Niezaangażowanych. Datując od pierwszego spotkania w ONZ, gospodarz szczytu uznał, że po dwóch dekadach nadszedł czas „dorosłości”. Wzmocnienie strategicznego partnerstwa oparto o trzy filary: współpracę polityczną i w zakresie bezpieczeństwa, współpracę gospodarczą i finansową oraz współpracę kulturalną i międzyludzką.

Trzy wymiary strategicznego partnerstwa BRICS

W deklaracji można wyodrębnić najważniejsze elementy każdego z trzech wymiarów strategicznego partnerstwa BRICS. Gospodarczym rdzeniem deklaracji jest dwuczęściowe posunięcie. Wzywa się do reformy instytucji z Bretton Woods: MFW, Banku Światowego,  Światowej Organizacji Handlu (WTO), a także popiera realizację Agendy na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030 oraz dążenia Brazylii i Indii do odgrywania większej roli w ONZ, w tym w Radzie Bezpieczeństwa. Reformy te jednak nie następują od lat, a proszenie trzech mocarstw zachodnich o głosowanie za osłabieniem własnej pozycji jest równoznaczne z proszeniem monopolisty o uchwalenie przepisów przeciwko własnej konkurencji.  Najwyraźniej strategom BRICS zależy na sytuacji, gdy po każdym kolejnym roku, w którym reforma kończy się niepowodzeniem, wzmocnić argument, że systemu nie da się po prostu zreformować i alternatywa jest koniecznością.

Dlatego z drugiej strony, BRICS kontynuuje tworzenie własnych instytucji i formatów. Nowy Bank Rozwoju wkracza w swoją „drugą złotą dekadę” z ambicją udzielania pożyczek w walutach lokalnych. Także Fundusz Rezerw Walutowych ma być udoskonalony. A przecież dotąd tylko 30% każdej wypłaty może zostać zatwierdzone przez samą grupę BRICS; pozostałe 70% wymaga porozumienia z MFW. Fundusz pomyślany jako alternatywa nadal wymaga zgody Zachodu na prowadzenie działalności. O słabości BRICS świadczy, że jej nowi członkowie, Etiopia i Egipt, w 2024 roku musieli się zwrócić do MFW i poddać drakońskim warunkom, zgodnie z neoliberalnym konsensusem waszyngtońskim. Jak dotąd także wiele rosyjskich inicjatyw nie weszło w fazę implementacji. Chodzi o budowę infrastruktury płatniczej oraz rozliczeniowo-depozytowej; stworzenie nowej platformy inwestycyjnej, mechanizmu reasekuracyjnego oraz giełdy zbożowej. Mogłaby ona  stanowić tak potrzebną alternatywę dla giełd w Chicago i Paryżu. Obecnie 80–90% podstawowych towarów spożywczych i energetycznych jest przedmiotem handlu w dolarach, stanowiąc główny filar hegemonii waluty amerykańskiej.

Za niepowodzenie szczytu można uznać także brak porozumienia w sprawie powstania BRICS Clear, o czym mówiono na poprzednich dwóch. Indyjski bank centralny proponował wzajemne połączenie cyfrowych walut banków centralnych (CBDC), a prezydencja wydawała się skłonna poprzeć tę inicjatywę. Alternatywą byłoby połączenie krajowych systemów płatniczych — UPI (Indie), Pix (Brazylia), SBP (Rosja), QRIS (Indonezja) oraz systemów chińskich. Na pocieszenie w deklaracji wskazano, że Grupa Robocza ds. Płatności pracuje nad interoperacyjnymi systemami płatniczymi oraz rozliczaniem handlu w walutach krajowych. Rzeczywistość międzynarodowa jest polem rywalizacji i sprzeczności. A zatem używanie kategorii „nowa era” uwzględnia konieczność strategicznej cierpliwości. Chciałoby się powiedzieć: co się odwlecze to nie uciecze. A liczba proponowanych form współpracy jest imponująca!

Poparto koncepcję Centrum Odporności Ubezpieczeniowej BRICS (BIRC); trwają  pracę nad Nową Platformą Inwestycyjną (NIP), inicjatywą wielostronnych gwarancji BRICS (BMG), giełdą zbożową oraz wprowadzaniem medycyny tradycyjnej, komplementarnej i integracyjnej (TCIM). Wreszcie, po niepowodzeniu sprzed dekady, powrócono do koncepcji utworzenia szybkiej sieci komunikacyjnej za pomocą kabli podmorskich. Podkreślono również obronę suwerennych praw do kluczowych minerałów. Potępiono „jednostronne środki przymusu” oraz stosowanie korekt węglowych na granicach; sankcje i zielone cła są przecież formą anglosaskiej strategii anakondy dostosowaną do finansów, polegającą na uduszeniu nie-Zachodu bez oddania jednego strzału. Tymczasem członkostwo w BRICS przekłada się na korzyści strukturalne: rozszerzone korytarze eksportu energii, bezpośrednie inwestycje w infrastrukturę krajową oraz dostęp do ogromnych nowych rynków konsumenckich dla towarów.

W kolejnym wymiarze współpracy na podkreślenie zasługuje paragraf 23, który stwierdza, że „bezpieczeństwo wszystkich krajów jest niepodzielne”, analogicznie do deklaracji Szanghajskiej Organizacji Współpracy, którą teraz podpisały także Brazylia, RPA, Egipt, Etiopia, Indonezja, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Narracja eurazjatycka rozprzestrzeniła się więc poza swoje epicentrum. Niepodzielne bezpieczeństwo podważa legitymację porządku, w którym bezpieczeństwo jednych opiera się na braku bezpieczeństwa innych, co stanowi istotę logiki anakondy przełożoną na sens obrony hegemonii.

Ważną częścią narracji strategicznej BRICS i SOW jest odrzucenie blokowości, a konkretnie antyzachodniej tożsamości obu. Prawdopodobnie taki jest powód, że poparciu dla powstania Palestyny i potępieniu niszczenia Gazy, krytyce postępowania wobec Kuby i Libanu nie towarzyszy wymienianie z nazwy państw odpowiedzialnych za agresję. Co więcej, zapewne pod wpływem gospodarza szczytu, w deklaracji użyto kategorii „społeczności międzynarodowej”, która w istocie przynależy do zachodniej narracji „porządku opartego na zasadach”. Można w tym dostrzec sposób w jaki transformacja porządku międzynarodowego ma swoje odbicie w samym języku.

Wymiar współpracy kulturalnej i międzyludzkiej najlepiej wyraża poparcie udzielone Międzynarodowemu Dniu Dialogu między Cywilizacjami ustanowionemu przez  ONZ. Wielobiegunowość gospodarcza i instytucjonalna opiera się ostatecznie na wielobiegunowości kulturowej: wiele ośrodków, wiele interpretacji własnych interesów, żadna z nich nie ma uprawnień, by wiązać wszystkich. Podczas indyjskiej prezydencji po raz kolejny zorganizowano Festiwal Kultury BRICS oraz Bazar WAVES, Festiwal Teatralny BRICS oraz Festiwal Filmowy BRICS, Igrzyska BRICS oraz Szczyt Młodzieży BRICS. Promowano także dalszą współpracę w ramach istniejących mechanizmów edukacyjnych BRICS i Uniwersytetu Sieciowego, zachęcając do włączenia do programów nauczania rdzennych i lokalnych systemów wiedzy jako dodatkowej Międzynarodowej Grupy Tematycznej (ITG).

Dyplomacja „nowej ery”

Przyjmując dywersyfikację walutową jako jeden z filarów budowy świata wielobiegunowego, papierkiem lakmusowym stała się postawa Arabii Saudyjskiej, dotąd gwaranta systemu funkcjonowania petrodolara. Pomimo uporu z jakim powtarzano, że grupa liczy jedenastu członków, faktyczne Rijad nie udzielił formalnej zgody na pełne członkostwo, ograniczając uczestnictwo do formatu BRICS plus. Przyczyną zwłoki jest presja Waszyngtonu, który walczy o utrzymanie tego państwa w pełnej strefie zależności, czego wymownym przykładem jest wycofanie się Arabii Saudyjskiej z kierowanego przez Chiny projektu waluty cyfrowej i systemu płatności opartego na technologii blockchain, który ma przecież na celu zmniejszenie zależności od dolara amerykańskiego, który stanowi wciąż aż 57% światowych rezerw walutowych, 54% globalnego fakturowania eksportu i 89% transakcji walutowych.

Wśród dyplomatycznych sukcesów szczytu można wyróżnić trzy: po pierwsze jednogłośne przyjęcie deklaracji pierwszego dnia, po tym jak szefowie delegacji pracowali do czwartej nad ranem. Głównym wyzwaniem było osiągnięcie porozumienia między Iranem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które de facto toczą wojnę; z tym, że te ostatnie w obozie obrońców „starej ery”. Sprzeczność załagodzono w punkcie 28, gdzie wyrażono „głębokie zaniepokojenie” postępującą eskalacją konfliktu w Azji Zachodniej i wezwano do „maksymalnej powściągliwości”, po „przypomnieniu naszych stanowisk narodowych”. Oprócz samego tekstu należy brać pod uwagę kontekst. Dlatego kolejnym osiągnięciem było spotkanie prezydenta Iranu, Masuda Pezeszkiana, z następcą tronu ZEA, szejkiem Chalidem bin Muhammadem al-Nahajanem. Obie strony doszły do porozumienia, aby pozostawić przeszłość i wspólnie zbudować lepszą przyszłość.

Trzecim pozytywnym akcentem stały się rozmowy przywódców Indii i Chin, którzy próbują poprawić relacje nadwyrężone po krwawych starciach na spornej granicy w Himalajach w 2020 roku. Pozostałości granic kształtowanych  przez imperium brytyjskie po to, by dzielić i rządzić, wciąż szkodzą – jak to zauważył prof. Jeffrey Sachs.  Xi Jinping wskazał, że Chiny i Indie są partnerami, a nie rywalami i oba kraje są szansą na rozwój dla drugiej strony, a nie zagrożeniem, co leży we wspólnym interesie. W podobnym tonie strona indyjska postrzega stosunki indyjsko-chińskie z perspektywy strategicznej i długoterminowej. Zamiast przeciwnikiem preferuje bycie partnerem Chin, traktując wzajemny rozwój jako szansę, a nie wyzwanie. W bilateralnych spotkaniach ujawnia się więc koncyliacyjny paradygmat BRICS.

Podczas szczytu chiński przywódca zaproponował, by członkowie grupy stali się  „pionierami w promowaniu rozwoju opartego na innowacjach”, wskazując przyszły kierunek praktycznej współpracy: inicjatywę dotyczącą sztucznej inteligencji (AI) opartej na otwartym oprogramowaniu i sprzyjającej włączeniu społecznemu, inicjatywę ułatwiającą handel i inwestycje, inicjatywę współpracy w zakresie przemysłu cyfrowego, inicjatywę współpracy w dziedzinie inteligentnej produkcji oraz inicjatywę rozwoju kadr naukowych i technicznych. Takie są obecne wymogi wyzwolenia się ze statusu peryferii a jednocześnie warunki oporu wobec koncepcji „mrocznego oświecenia” oraz wpływów Palantira i spółki!

Z kolei prezydent Rosji przypomniał o potrzebie stworzenia nowego mechanizmu ubezpieczeniowego oraz powołaniu giełdy zbożowej, a także kompleksowego podejścia w walce z globalnymi wyzwaniami. Sprawę dedolaryzacji i potępienia agresywnej postawy USA i Izraela akcentował oczywiście Iran. W ramach tego, co irańscy planiści nazywają „gospodarką oporu”, członkostwo w BRICS i SOW oraz dywersyfikacja handlu stały się podstawowymi narzędziami prowadzenia polityki międzynarodowej.

Szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy

Druga instytucja „nowej ery” podczas przewodnictwa Kirgistanu w latach 2025–2026 pracowała pod hasłem „25 lat SOW: Razem ku trwałemu pokojowi, rozwojowi i dobrobytowi”. Najważniejszym punktem był dwudziesty szósty, jubileuszowy szczyt w Biszkeku odbywający się na przełomie sierpnia i września 2026 roku. Podpisano aż 28 dokumentów. Głównym z nich była Deklaracja z Biszkeku, wydana z okazji 25-lecia istnienia organizacji.

Podobnie do BRICS, SOW nie jest skierowana przeciwko innym państwom ani organizacjom. Nie jest także blokiem wojskowo-politycznym, skupiając się na ukształtowaniu przestrzeni równego i niepodzielnego bezpieczeństwa w Eurazji. Ten cel zakłada jednocześnie  przeciwstawienie się anglosaskiej taktyce rozdrobnienia aktorów poprzez grę na „wielkiej szachownicy”. O odrzuceniu narracji egoistycznej wrogości państw w anarchicznej strukturze międzynarodowej świadczy poparcie idei budowania wspólnoty o wspólnej przyszłości dla ludzkości oraz pogłębianie dialogu opartego na idei „Jedna Ziemia, jedna rodzina, jedna przyszłość”, które łączy wizje Indii i Chin w jedną całość. Zgodnie z tym paradygmatem podkreślono poparcie dla Międzynarodowej Dekady Umacniania Pokoju dla Przyszłych Pokoleń ogłoszonej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ na lata 2027–2036.

Owoce Biszkeku

Na szczycie tradycyjnie omówiono kwestie obrony przed ekstremizmem, separatyzmem, terroryzmem i handlem narkotykami. Pomimo braku dookreślenia przeciwników geostrategicznych, deklaracja objęła swoim zasięgiem kluczowe wyzwania generowane właśnie przez nich. Należą do nich: jednostronna i nieograniczona rozbudowa globalnych systemów obrony przeciwrakietowej, militaryzacja sektora IT, świadczenie nieautoryzowanych usług internetowych za pośrednictwem satelitów na terytoriach państw członkowskich bez posiadania licencji (w domyśle: Starlink), naruszanie prawa międzynarodowego, próby dyskredytowania organów i struktur państwowych państw członkowskich, czy jednostronne sankcje. Dlatego za ważny krok można uznać powołanie uniwersalnego Centrum ds. Zwalczania Wyzwań i Zagrożeń Bezpieczeństwa dla Państw Członkowskich SOW. W ten sposób powstał mechanizm przeciwdziałania imperialnym wojnom hybrydowym i gorącym inicjowanym przez wrogów integracji eurazjatyckiej.

W deklaracji opowiedziano się za bezpiecznym i odpowiedzialnym wykorzystaniem sztucznej inteligencji, popierając także suwerenne prawa państw do zarządzania ich krajowymi segmentami internetu. Wsparto utrzymanie przestrzeni kosmicznej wolnej od wszelkiego rodzaju broni, najwyraźniej antycypując ogłoszone wkrótce istnienie amerykańskiej „broni kontroli przestrzeni kosmicznej” na orbicie okołoziemskiej. Ten krok uzasadnia powtarzane jak mantra hasło: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Mało kto zwraca uwagę, że jest ono często spowodowane walką z wymyślonym zagrożeniem. W opozycji do tego paradygmatu pokojowe współistnienie „nowej ery” ma służyć zaspokajaniu rzeczywistych potrzeb społecznych.

Ze względu na trwająca wojnę USA i Izraela przeciwko Iranowi za najważniejszy fragment deklaracji można uznać „potępienie ataków wojskowych na terytorium Islamskiej Republiki Iranu” jako naruszające zasady i normy prawa międzynarodowego oraz Kartę ONZ. Tworzy ona więc „zagrożenie dla międzynarodowego pokoju, bezpieczeństwa i stabilności”. Poparto prawo do suwerenności i integralności terytorialnej Iranu.

Szczególnie ważna była tu zgoda Indii, które tym samym przyznały się do błędu geostrategicznego, którym było uleganie Waszyngtonowi, a przede wszystkim poparcie Izraela tuż przed atakiem na państwo ajatollahów. Iran podkreślił pilną potrzebę utworzenia zarówno banku rozwoju, jak i konsorcjum energetycznego. W deklaracji nie ma za to wzmianki o Ukrainie, co świadczy o braku sprzeciwu wobec rosyjskiej eskalacji militarnej. Trzeba podkreślić także obecność na szczycie tureckiego prezydenta, Recepa Tayyipa Erdogana, jako „partnera w dialogu”. Uznał on SOW za „wschodzącą  gwiazdę”, poparł Inicjatywę Pasa i Szlaku, a także podkreślił, że Sojusz Obronny z Mekki, ustanowiony przez Turcję, Arabię Saudyjską i Pakistan, także wpisuje się w procesy bezpieczeństwa eurazjatyckiego.

Na szczególną uwagę zasługuje propozycja sformułowana przez Uzbekistan. Prezydent tego państwa postulował zacieśnienie współpracy między SOW a ONZ, proponując nowe mechanizmy koordynacji inicjatyw regionalnych. Wezwał do utworzenia Sieci Partnerstwa Organizacji Regionalnych, a także utworzenia stałego Forum Kultur i Cywilizacji SOW Plus. Taka sieć organizacji regionalnych ustanowiłaby stałe kontakty robocze między sekretariatami i odpowiednimi organami. Dzięki temu wspólna realizacja projektów w Eurazji zapewniłaby możliwości dzielenia się doświadczeniami i najlepszymi praktykami, a także koordynacji podejść w ramach ONZ. W ten sposób mogłaby powstać SOW plus obejmująca niemal wszystkie gospodarki rozwijające się z pozaeuropejskiej części Eurazji poprzez platformę SAGES (SOW, ASEAN, GCC, EAEU, SAARC).

W Oświadczeniu Rady Szefów Państw Szanghajskiej Organizacji Współpracy w sprawie wzmocnienia wielostronnego partnerstwa na rzecz bezpieczeństwa jądrowego i ochrony jądrowej sprzeciwiono się użyciu broni atomowej (czym grozi Rosja), a także atakowaniu elektrowni jądrowych (co robi Ukraina), popierając cywilne wykorzystanie energii atomowej (co wspiera Iran). Z kolei Oświadczenie w sprawie wspierania i wzmacniania instytucji rodziny stanowiło jednoznaczne odrzucenie postmodernistycznej kultury hiperindywidualizmu wpisanej w agendę kulturową Zachodu. W zamian wskazano na „potrzebę konsolidacji wysiłków państw członkowskich SOW na rzecz wspierania rodzin, ochrony macierzyństwa, ojcostwa i dzieciństwa oraz wychowywania młodego pokolenia w duchu poszanowania tradycyjnych duchowych i moralnych fundamentów”.

Jeżeli chodzi o wymiar gospodarczy, w deklaracji potwierdzono realizację Strategii rozwoju gospodarczego do 2030 roku, Strategii współpracy energetycznej do 2030 roku, a przede wszystkim Strategii rozwoju SOW do 2035 roku. Wśród pozostałych ustaleń znalazły się. m.in. protokół wprowadzający zmiany w Karcie SOW oraz plany rozwoju centrów logistycznych i portów na lata 2026–2030. Podobnie jak w ostatnich latach, nie uzyskano zgody Indii wobec chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku oraz zharmonizowania z nią rozwoju Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Niewątpliwie najważniejszym krokiem w kierunku emancypacji państw Globalnego Południa było wsparcie udzielone dalszej pracy nad utworzeniem Banku Rozwoju SOW. Jego potrzeba jest uzasadniona również faktem, że zarówno Nowy Bank Rozwoju BRICS, jak i Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, są zbytnio uwikłane w gospodarkę opartą na dolarze. Wszak były tworzone dekadę wcześniej, gdy centrum globalizmu wciąż było silne. Podczas szczytu zatwierdzono wspólny plan działania na rzecz ochrony różnorodności biologicznej do 2031 roku wraz z memorandum w sprawie łagodzenia skutków zmian klimatu; zatwierdzono program Korytarz Zielonych Technologii, mający na celu zacieśnienie współpracy technologicznej do 2030 roku. SOW kontynuuje również poszerzanie swojej sieci partnerstw i porozumień poprzez podpisanie protokołu z Unią Afrykańską.

Podsumowanie

Siła instytucji „nowej ery” leży w możliwości stopniowego przekształcania reguł systemu międzynarodowego. Historia uczy, że poważne przemiany rzadko kiedy następują w jednym dramatycznym momencie; tym bardziej zmiany, w której traci na znaczeniu cywilizacja dominująca przez ostatnie 500 lat. Imperium Rzymskie nie zniknęło z dnia na dzień. Imperium Brytyjskie nie przestało nagle być potęgą globalną. Dlatego układ wielobiegunowy zorganizowany wokół kilku ośrodków potęgi natrafia na wciąż duży opór. Dwa filary dotychczasowego układu zmagają się jednak z nieodwracalnymi problemami. Unia Europejska przeżywa poważny kryzys gospodarczy, a Stany Zjednoczone nie potrafią już wymuszać uległości zarówno wśród wrogów (Iran), jak i sojuszników (Kanada, Korea Południowa). Szczyty w Nowym Delhi i Biszkeku ukazują, że świat zmienia się stopniowo. Narody od dawna poddawane maksymalnej presji wyszły poza ramy zwykłego znoszenia architektury swojej izolacji; aktywnie budują rusztowanie, które ją zastąpi. Tworząc równoległe systemy handlu, finansów i dyplomacji, zabezpieczają się przed zmiennością systemu dolara wykorzystywanego jako broń.

W miarę jak nowe sieci będą się rozrastać, środek ciężkości w sprawach globalnych będzie powoli, ale nieodwracalnie się przesuwać od „piramidy przywilejów” symbolizowanej przez klasę z Davos do „platformy partnerstwa” promowanej przez aktorów „nowej ery”. Jest ona szansą na skuteczne przezwyciężanie geostrategii nieładu w celu ukształtowania wielobiegunowego porządku międzynarodowego oraz zasady suwerennej równości i prawa do rozwoju dla wszystkich.

prof. Gracjan Cimek