Od Poczobuta do… [to sromota dyplomatyczna]

Od Poczobuta do…

Mateusz Piskorski myslpolska/piskorski-od-poczobuta-do

—————————-

Przypadek Andrieja Poczobuta wskazuje na głęboką niesamodzielność polityczną, dyplomatyczną i wywiadowczą Polski

===================================

Przejęcie w Polsce z fanfarami Andrieja Poczobuta, białoruskiego opozycjonisty pochodzenia polskiego, wymienionego w ramach wymiany więźniów zainicjowanej przez Stany Zjednoczone, wydaje się na pierwszy rzut oka sukcesem.

Wszak władze w Warszawie od lat domagały się wyjścia na wolność białoruskiego aktywisty. Sukcesem jednak nie jest. Jest raczej ilustracją porażki, jaką była i pozostaje polska polityka wschodnia.

Po pierwsze, Poczobuta zaangażowano w rozrysowane niekoniecznie w Warszawie plany obalenia władz białoruskich, względnie ich wizerunkowego osłabienia. Gdyby nie on i jego sprawa, należałoby go wymyślić. Poczobut od lat stawał przed sądami w sprawach karnych. Władze białoruskie dawały się, nawiasem mówiąc, wciągać w zastawianą na nie pułapkę. Zatrzymywały bowiem rzeczonego aktywistę za wszystkie, najdrobniejsze nawet wykroczenia. Skazywały go na wyroki w sprawach ewidentnie politycznych. Patroni Poczobuta, niekoniecznie ci z Warszawy, wyznaczyli mu pewną role do odegrania, a on – chcąc, nie chcąc – przez lata ją odgrywał. Niektóre jego działania i wypowiedzi były ewidentnie obliczone na to, by stanąć przed sądem, a najlepiej stać się więźniem politycznym. Poczobuta-więźnia i represjonowanego wykreowały nie tylko władze w Mińsku. Stał się gwiazdą również w mediach polskich i na arenie międzynarodowej (ukoronowaniem jego kariery opozycyjnego „celebryty” było przyznanie mu w ubiegłym roku nagrody im. Andrieja Sacharowa przez Parlament Europejski).

Po drugie, Andriej Poczobut owszem – był więźniem politycznym, ale nie przebywał za kratami w związku ze sprawami dotyczącymi mniejszości polskiej. Władze w Warszawie konsekwentnie zresztą robiły niedźwiedzią przysługę Polakom mieszkającym na Białorusi, czyniąc ich twarzą politycznego aktywistę opozycji. Tymczasem Poczobut sprawami mniejszości polskiej zajmował się jedynie sporadycznie, preferując otwarte wystąpienia przeciwko władzom białoruskim. Przez operację medialną pokazującą na niego jako na istotnego działacza Związku Polaków na Białorusi powstało mylne wrażenie, jakoby owa mniejszość polska popierała określone poglądy polityczne, zdecydowanie sytuując się w opozycji wobec urzędującego prezydenta. A to dla jej interesów szkodliwe (wyobraźmy sobie, że podobną postawę wykazywaliby na przykład przedstawiciele mniejszości niemieckiej w naszym kraju).

Po trzecie – i może najważniejszeAndriej Poczobut nie został zwolniony na wniosek władz polskich prowadzących jakiś dialog na ten temat z władzami białoruskimi.

Jego uwolnienie miało za to bezpośredni związek z polityką amerykańską w naszym regionie Europy. Nieprzypadkowo tuż przed wymianą więźniów w Warszawie pojawił się wysłannik prezydenta Stanów Zjednoczonych ds. białoruskich, John Coale. I to właśnie on wynegocjował wolność dla Poczobuta, a właściwie wymianę więźniów w formacie 5 na 5. Rozmowy w tej sprawie 79-letni amerykański prawnik prowadził zapewne również ze stroną rosyjską. Mamy zatem sytuację, w której przedstawiciel obcego mocarstwa negocjuje na prośbę strony polskiej (takowa miała zostać przekazana Donaldowi Trumpowi przez Karola Nawrockiego) kwestię dotyczącą w zasadzie stosunków bilateralnych Warszawy z Mińskiem. A to oznacza, iż takowe stosunki w rzeczywistości nie istnieją i w efekcie oddajemy naszą politykę wschodnią w obce ręce.

Oczywiście ze szczęścia i wolności samego Andrieja Poczobuta i jego rodziny można się jedynie cieszyć. Pamiętajmy jednak, że do jego uwolnienia doszło nie dzięki staraniom władz polskich, lecz raczej wbrew nim, za sprawą Waszyngtonu. Polska pokazała zatem swą całkowitą niemoc. Żadne z jej apeli wygłaszanych przez lata publicznie i ze świętym oburzeniem nie wywołały najmniejszego nawet skutku. Stało się tak w związku z całkowitym praktycznie zerwaniem przez nas realnych stosunków politycznych oraz dialogu z Mińskiem.

Przypadek Andrieja Poczobuta wskazuje na głęboką niesamodzielność polityczną, dyplomatyczną i wywiadowczą Polski. Brak samodzielności jest nie kwestią podporządkowania nas na siłę jakiejś zewnętrznej potędze, lecz efektem wyboru dokonywanego przez kolejne rządy w Warszawie. Ich wyborem bowiem jest zerwanie kanałów łączności z sąsiadami: Białorusią, ale także Rosją.

Ich wyborem jest zdawanie się w sprawach geograficznie nam najbliższych na pomoc Wielkiego Brata zza oceanu. Przedstawiciele polskiego rządu witający Andrzeja Poczobuta na polsko-białoruskiej granicy powinni zacząć od przeprosin białoruskiego opozycjonisty za własną nieudolność, która kosztowała go kilka lat życia w kolonii karnej.

Miejmy nadzieję, że jego los będzie nauczką dla tych, którzy czują, że za plecami mają Warszawę i za zajmowanie się działalnością polityczną nic im nie grozi. Warszawa nie jest żadnym gwarantem niczyjego bezpieczeństwa. Z prostej przyczyny: geopolitycznie nie istnieje. Sprawa przyjazdu Poczobuta do Polski (z której nie pochodzi) powinna być zatem traktowana jak kompromitacja, a nie polityczny triumf nad Wisłą.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2026)

Gra o władzę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Pepe Escobar: Gra o władzę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Autorstwa Pepe Escobara uncutnews-ch/pepe-escobar-das-machtspiel-der-vereinigten-arabischen-emirate

Po wycofaniu się z OPEC i OPEC+ Zjednoczone Emiraty Arabskie mogą wystąpić z Ligi Państw Arabskich, a nawet z Rady Współpracy Zatoki Perskiej.

Dlatego MbZ – jedyny władca ZEA – podjął decyzję o wycofaniu się z OPEC i OPEC+.

[Szeik Mohamed bin Zayed Al Nahyan, znany jako MbZ ]

Ludzie z syndykatu Epsteina przedstawiają to jako wyrafinowane posunięcie w ramach „Nowego Porządku Energetycznego”.

Nie bardzo

Na pierwszy rzut oka posunięcie wydaje się rozsądne. ZEA wydało fortunę, aby zwiększyć swoje moce produkcyjne do 5 milionów baryłek ropy dziennie. Jednak zgodnie z zasadami OPEC+ ich kwota była znacznie niższa i wynosiła ok. 3,4 mln baryłek dziennie.

Skupili się więc całkowicie na monetyzacji. Teoretycznie mogą teraz sprzedawać, ile chcą, o ile popyt ze strony azjatyckich klientów, takich jak Chiny, Japonia i Indie, pozostanie wysoki.

Z drugiej strony Arabia Saudyjska – największa potęga OPEC i, obok Rosji, jeden z dwóch wiodących krajów OPEC+ – będzie zmuszona utrzymać produkcję na niskim poziomie, aby zapobiec załamaniu cen.

Relacje między Abu Zabi a Rijadem są niekontrolowanie napięte. W końcu oba państwa konkurują o te same źródła inwestycji zagranicznych.

Abu Zabi założyło, że irański przemysł energetyczny znajduje się w rozpaczliwej sytuacji (co nie jest prawdą: Teheran ma doktorat z „Oporu pod presją” i zawsze znajduje alternatywne rozwiązania). Dla MbZ Iran przestał być zatem znaczącym konkurentem na rynku – i to na długo. W tym miejscu ZEA wkraczają do gry jako stabilny dostawca o dużej przepustowości.

Wreszcie pojawia się „imperium piractwa”. Trump jest opętany ideą, że zwiększona podaż prowadzi do niższych cen ropy. Mamy tu MbZ, bezpośrednio powiązane z Trumpem. Dzieje się tak od czasu Porozumień Abrahama; obietnicy 1,4 biliona dolarów na inwestycje w gospodarkę USA i centra danych w Zatoce Perskiej; oraz jako partner w IMEC: błędnie nazwanym Korytarzu Indie -Bliski Wschód, który w rzeczywistości jest Korytarzem Izrael (ze szczególnym uwzględnieniem Hajfy) -Arabia Saudyjska-ZEA-Europa-Indie.

Nagrodą dla ZEA za dalsze zacieśnianie więzi z pirackim imperium – wszak to dwa mafijne przedsiębiorstwa – są wzmocnione „gwarancje bezpieczeństwa USA”.

Problem w tym, że imperium piratów nie jest już w stanie zaoferować tych korzyści, co pokazała wojna z Iranem. I szczerze mówiąc, Trumpa to po prostu nie obchodzi.

Katastrofalna polityka zagraniczna, jakiej nie było

Terminal w Fudżajrze został okrzyknięty „przełomem” Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Omija on bowiem Cieśninę Ormuz – a tym samym punkt poboru opłat zbudowany przez marynarkę wojenną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Rurociąg Habszan-Fudżajra umożliwia Abu Zabi pompowanie ropy bezpośrednio do brzegów Oceanu Indyjskiego.

[to ten w lewo, do Morza Czerwonego md]

—————————————-

A jednak MbZ mógł źle ocenić sytuację na szachownicy energetycznej. Po zakończeniu wojny – zakładając, że tak się stanie – ropa eksportowana z Zatoki Perskiej znajdzie się zasadniczo pod kontrolą Iranu. Wpływ „imperium piractwa” nad Zatoką Perską jest skazany na zanik.

Znamienne jest, że ZEA nie znalazły się wśród czterech państw sunnickich, które jako pierwsze spotkały się w Islamabadzie – we wstępnej fazie negocjacji wojennych, które ostatecznie nie przyniosły rezultatu. Były to Pakistan, Turcja, Egipt i Arabia Saudyjska.

Tłumaczenie: Arabia Saudyjska, przynajmniej nominalnie, dąży do pokojowego porozumienia z Iranem. Abu Zabi jest praktycznie w stanie wojny z Iranem.

ZEA straciło fortunę z powodu poboru opłat w Cieśninie Ormuz. Teheran uważa je za państwo wrogie, więc żaden tankowiec nie może przez nie przepłynąć. Szybko zapanowała rozpacz.

Początkowo Abu Zabi odmówiło udzielenia Pakistanowi pożyczki w wysokości 3,5 miliarda dolarów. Następnie zwrócili się do Rezerwy Federalnej USA z prośbą o zawarcie umowy swapowej.

Ucieczka kapitału przerodziła się w lawinę. W końcu wszyscy giganci międzynarodowego świata finansowego są – lub byli – reprezentowani w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Początkowo preferowanym kierunkiem była Tajlandia – z jej doskonałą jakością życia. Teraz jednak większość funduszy płynie do Hongkongu, w wysokości około 40 miliardów dolarów tygodniowo.

ZEA to w rzeczywistości odnoga. Wydzielone z Omanu w 1971 roku: kolejny brytyjski plan, cóż innego? 11 milionów mieszkańców, z czego tylko milion to Arabowie obcego pochodzenia. Większość kraju to pustynia. Armia – licząca 60 000 żołnierzy – składa się z najemników zagranicznych.

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie ma żadnego przemysłu. Żadnego przemysłu zbrojeniowego. Żadnego rolnictwa. Źródłami dochodu są ropa naftowa, handel finansowy i – jak na razie – turystyka, która przemawia do zdezorientowanych mas, bezradnie zaślepionych blichtrem i przepychem.

Teoretycznie imperium piratów i syndykat Epsteina miały zapewnić bezpieczeństwo. Ups, nie do końca – jak pokazała wojna.

A jeśli chodzi o politykę zagraniczną, mało kto może się równać ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi w kwestii złośliwości.

Byli głęboko zaangażowani w wojskowy zamach stanu w Egipcie, wspierali próbę zamachu stanu w Turcji, ingerowali w wojnę domową w Libii i późniejszą politykę „dziel i rządź”, działali ramię w ramię z kultem śmierci w Azji Zachodniej, aby podzielić Somalię, wspierali separatystów w wojnie domowej w Sudanie i podejmowali wyjątkowo agresywne działania przeciwko Ansarallah i Huti w Jemenie.

Kim więc są ich sojusznicy? „Kult śmierci” [tak Pepe nazywa Izrael md] w Azji Zachodniej. I to wszystko. W szczytowym momencie wojny z Iranem Abu Zabi otrzymało „Żelazną Kopułę” – wraz z personelem Sił Obronnych Izraela.

ZEA rozwściecza praktycznie wszystkich swoich sąsiadów. Ostatnią kroplą jest inwestycja w wojnę energetyczną z Rijadem.

Czy ten rak ma realną przyszłość? Raczej nie. Mądrzy iraccy uczeni – z silnym poczuciem historii – już zaczęli rozważać różne scenariusze.

Fikcja „emiratów” może wkrótce runąć: Republika Szardży, na przykład, jest już bardzo realną możliwością. Abu Zabi może zostać wchłonięte przez Saudyjczyków – a gangster MbZ ​​szuka azylu na Zachodzie. W krótkiej perspektywie Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej może zadać ostateczny cios, jeśli Trump wznowi wojnę, biorąc pod uwagę, jak jego terytorium i bazy były wykorzystywane do ataków na Iran.

W ślad za OPEC i OPEC+, ZEA mogłyby opuścić Ligę Państw Arabskich, a nawet Radę Współpracy Zatoki Perskiej. Nie jest nierozsądne założenie, że mogłyby całkowicie wycofać się z rozmów.

Źródło: Gra w przewadze w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Czy tak chcemy dojechać do celu?

Czy tak chcemy dojechać do celu?

Kategoria: Archiwum Autor: stan orda , 4 maja 2026

Oto w moim przekładzie miniatura rosyjskiego literata-emigranta Jurija Drużnikowa z 2001 r. Oryginalny tytuł w brzmieniu „Kompas” zmieniłem na bardziej adekwatny do aktualnej konstytucyjnej idee fixe. Dodałem cztery przypisy. Dla dociekliwych wyjaśniam, iż jest to powtórzenie mojej notki zamieszczonej w początkach stycznia 2025 r. na  innym portalu („SN” – „Kilka podróży do Erewania”), a to z prozaicznego względu, iż jej tekst wydał mi się nadzwyczaj trafnie korespondujący z ostatnią inicjatywą aktualnego Prezydenta RP odnośnie powołania przezeń rady dla przygotowania projektu nowej konstytucji.

Voilà.

************

Wydarzyło się to w czasach, kiedy  Związek Sowiecki jeszcze oddychał, ale dla niektórych uporczywie nieprzystosowanych obywateli miejsca w nim już brakowało. Ja również znalazłem się w szeregach takich odmieńców, a nawet w gronie odrębnych również i od nich. Dawali nam tyle, aby egzystować, ale nie tyle, aby żyć – choćbyś na głowie kołki ciosał. Przeganiali, ale wyjechać nie pozwalali – taką obmyślili udrękę. Polecali składać co pół roku podanie o wyjazd, po czym z sadystyczną satysfakcją dawali odmowę. Krótko mówiąc, zdarzyło się, że mnie również wypchnęli już na drogę do Ameryki, ale nadal trzymali na krótkiej smyczy w Moskwie.

Mój przyjaciel, stary pisarz i były łagiernik, ślepy na jedno oko i może dlatego wielki przyjaciel wszelakich bezdomnych kotów, psów i innych zwierząt, podśmiewał się ze mnie z tego powodu. Pewnego razu zaszedłem do niego i zapytałem:
– A ty nie masz chęci stąd wyjechać?
– Dokąd miałbym pojechać  – odrzekł.  – Przecież mnie i tutaj źle. Po czym dodał: – a ty wciąż tylko wyjeżdżasz, wyjeżdżasz i wyjeżdżasz. Mija już dziesięć lat jak tak wyjeżdżasz. Ja zaś nigdzie nie wyjeżdżam, to jaka między nami różnica?
– To może powinienem spróbować uciec??
– Niby jak?
– Zwyczajnie: przeczołgam się nocą przez granicę i …

Stary „zek” przyjrzał mi się uważnie.
(„zek”;  ros. – zakliuczonnyj;  pol. –  pensjonariusz zakładu karnego;  ZK.)
– Spieszy ci się? Jak nie, to siadaj w rogu kanapy. Zaraz przyjdzie taki jeden, co w tej kwestii wszystko ci wyjaśni.
– A skąd on?
– Przecież, że nie z Łubianki! Zabrałem go z podjazdu, gdzie siedział na krawężniku, bo nie ma gdzie przenocować.

Na dzwonek do drzwi gospodarz otworzył je, a wtedy wszedł nieduży chłopina około 35 lat, mizerny i marnie ubrany, ostrzyżony na łyso, który trzymał pod pachą bochenek czarnego chleba. I przedstawił się:
– Iwan Iwanycz Iwanow.
– Żartujesz sobie z nas?
– Mówię prawdę, przysięgam!


I z wprawą człowieka, któremu często zdarzały się podobne sytuacje, pokazał swój paszport, abyśmy mogli stwierdzić prawdziwość  jego personaliów. Następnie  zaczął opowiadać historię swojego życia. Iwanycz pracował jako elektryk. W podmoskiewskich skupiskach dacz wchodził na trakcyjne słupy i naprawiał przewody elektryczne zrywane przez wichury. Razem z partnerem Ormianinem wynajmowali pokój 3 na 4 metry, w którym mieli dwa łóżka i dwie nocne szafki. Kiedy definitywnie zbrzydła mu monotonia pracy i życia, powiedział sobie; „Chcę odmiany swojego losu”. Ormianin opowiedział mu, że trasa pociągu relacji Moskwa – Erewań prowadzi miejscami przy samej granicy z Turcją. Granica jest tam dosłownie na wyciągnięcie ręki, jak też jest doskonale widoczna z okien pociągu i dlatego łatwo znaleźć to miejsce, w którym należy zeń wyskoczyć.

Iwanycz wybrał się do sklepu z papeterią, kupił dziecinny kompas za rubel i dwadzieścia kopiejek oraz mapkę konturową dla trzecioklasistów za siedem kopiejek. Współlokator zaznaczył mu na mapce miejsce, gdzie trasa kolejowa przebiega najbliżej granicy. Udał się Iwanycz na dworzec, nabył bilet do Erewania. Nocą, gdy tylko zamierzał wyskoczyć ze stopnia wagonu w miejscu zaznaczonym na mapce, przytrzymali go za rękaw:
–  Dokąd to?
– Jak to dokąd? zdziwił się Iwanycz. – Do Turcji. Powiedzieli mi, że stąd będzie najbliżej.
– A kto ci tak powiedział?
– Tego wam nie zdradzę!
Pogranicznicy zatrzymali Iwanycza. Na rozprawie sądowej prokurator demonstrował narzędzia, które posłużyły obwinionemu do przestępstwa: dziecięcy kompas za rubel dwadzieścia i mapkę konturową dla trzecioklasistów za siedem kopiejek. Wspólnik Ormianin także był nękany, grozili mu wyrokiem za to, że nie doniósł na Iwana. A darowali mu karę, gdy zgodził się informować o tym, kto go będzie pytał w sprawie przebiegu granicy z Turcją.

Jacy to pomysłowi spryciarze nie siedzieli w łagrze razem z Iwanyczem! Np. jeden z nich wykombinował,  że jeśli zakupi czterysta dwadzieścia baloników i napompuje je helem, to gdy uniosą go w górę, wtedy przy sprzyjającym wietrze przeleci z Batumi do Turcji. Ale akurat w chwili, gdy dolatywał do granicy, wiatr ucichł, pogranicznicy przestrzelili czterysta, zaś pozostałych dwadzieścia  baloników wystarczyło akurat na tyle, aby śmiałka dostarczyć wprost do łagru w Mordowii.
Inny wymyślił podwodny rower: nałożył maskę z rurką do oddychania, a gdy zaczął pedałować, to za chwilę pogranicznicy na wodnym kutrze wyrwali rurkę i śmiałek był zmuszony wypłynąć samodzielnie spod wody. Jeszcze kolejny postanowił wykopać tunel pod Bałtykiem do Szwecji, wprost ze swojego ogródka na Łotwie, ale gdy się zaklinował, to musieli wyciągnąć  go stamtąd za nogawki od spodni. O czwartym nie warto szczegółowo opowiadać, bo i tak nikt nie dałby wiary: ten bowiem chciał siłą woli zamienić się w górskiego orła i dopiero za granicą powrócić do poprzedniej postaci. Wszyscy  ci spryciarze odsiadywali wyroki w mordwińskim łagrze z tego samego paragrafu: zdrada ojczyzny przez zamiar przekroczenia granicy Związku Sowieckiego. Udało się tylko temu czwartemu; górskiego orła zamknięto na oddziale psychiatrycznym. Wciąż tam przebywa, gdzie stojąc przy oknie ciągle powtarza „Lećmy już”  .

Iwanycz, co wieczór leżąc na pryczy, czytał na głos krótki słownik rosyjsko-angielski i z tego powodu bywał bijany przez współwięźniów, którzy nie chcieli słuchać obco brzmiących wyrażeń. Za dobre sprawowanie został zwolniony przedterminowo. Pod koniec terminu odsiadki znał na pamięć angielskie słowa od litery A do E. Po wyjściu z łagru przyjechał do Moskwy i natychmiast skierował się do sklepu z papeterią, gdzie kupił kompas za rubel dwadzieścia oraz konturową mapkę dla trzecioklasistów za siedem kopiejek, po czym niezwłocznie nabył w przedsprzedaży bilet na pociąg do Erewania. Na nowej mapce sam zaznaczył miejsce, gdzie powinien wyskoczyć z pociągu.
– A dokąd to!  – zawołali pogranicznicy.
– Nie wasza sprawa! – odciął się Iwanycz. –  Nic nie powiem, choćbyście mieli język uciąć.

Na pryczy kontynuował naukę na pamięć dalszej części małego słownika rosyjsko-angielskiego, czyli  od litery E do K. Współwięźniowie z celi już go za to nie billi, bo w międzyczasie przywykli.

Recydywista Iwanycz odsiedział swój wyrok w całości, a gdy wyszedł na wolność, pojechał do Moskwy, niezwłocznie skierował się do sklepu z papeterią, w którym kupił kompas za rubel dwadzieścia i mapkę konturową dla trzecioklasistów za siedem kopiejek, potem nabył bilet na pociąg relacji Moskwa  – Erewań i pojechał. Dojechał z powrotem do łagru, który dopiero co opuścił. Pozwoliło mu to wyuczyć się na pamięć  słówek ze słownika od litery K do litery O. Tym razem cały barak razem z nim recytował chórem słówka z pamięci.

Po odsiedzeniu trzeciego wyroku Iwanycz przyjechał do Moskwy, co sił w nogach pomknął do sklepu z papeterią i kupił wiadomo co. Po wyjściu ze sklepu chciał udać się na dworzec, ale nie zdążył, bo zatrzymali go, łapiąc pod łokcie, jacyś nieznajomi. Przy rewizji osobistej znaleźli kompas za rubel dwadzieścia i mapkę konturową dla trzecioklasistów za siedem kopiejek. Tym razem nie trafił pod sąd, ale załadowali go do czarnej „Wołgi”, którą powieźli go w nieznane.

W piwnicy Łubianki położyli przed nim czarny garnitur, mocno znoszony, białą koszulę, choć nie pierwszej świeżości oraz krawat nieokreślonego koloru w niebieskie ciapki z gumką i haczykiem (dla tych, którzy nie potrafią zawiązywać węzła). Kazano mu podpisać, że zobowiązuje się w komplecie i w stanie nienaruszonym zwrócić własność państwową, a następnie zakomunikowano, że chce się z nim widzieć i szczerze porozmawiać pewien towarzysz, а konkretnie towarzysz Andropow. I to osobiście. Dlatego ma nie zrobić żadnych głupstw!  Bo inaczej to … i pociągnęli palcem w poprzek jego gardła.
(Jurij Andropow – szef KGB w latach 1967 -1982;)

Doprowadzili Iwanycza do gabinetu, w którym przy długim stole siedzieli generałowie. Zostawili go przed nimi i polecili czekać. Zza tajnych drzwi wyszedł tow. Andropow. Wszyscy generałowie powstali, ten zaś nie oglądając się na boki, usiadł i zaczął łyżeczką mieszać herbatę. Upił łyk, potem podniósł jedną ręką kompas, drugą mapkę konturową i po przyjacielsku zwrócił się do Iwanycza:
– Powiedz mi, Iwanycz, co to takiego?
– Jak to co?- zdziwił się Iwanycz. – No przecież to kompas i mapka konturowa.
– Wiem! Ale pytam, co to za brewerie wyczyniasz?! Dlaczego psujesz piękny wizerunek naszego kraju, w którym wszyscy, poza tobą, skutecznie się reedukują. I co ty chcesz zobaczyć za granicą? Weź przykład choćby ze mnie; nigdy tam nie byłem i nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby tam uciekać.
Andropow zwrócił się do stojących wzdłuż stołu generałów:
–  A wy, towarzysze, chcecie uciekać za granicę?
– Ależ skąd! Nigdy! W żadnym wypadku! –  zabuczeli generałowie.
– Nо widzisz! Doceń to, Iwanow, bo wcześniej takich jak ty rozstrzeliwali za zdradę ojczyzny. Obecnie zaś działamy prewencyjnie. Chcemy, abyś stał się pełnowartościowym obywatelem w humanitarnym systemie sowieckim. Rozumiesz!?
– Czego tu nie rozumieć? – przytaknął ochoczo Iwanycz i poprawił przekrzywiony krawat. Zrozumiałem.
– Odbyliśmy naradę na wasz temat i postanowiliśmy darować wam winę. Jesteś świadomy wagi tego gestu?
– Jestem, dlaczego miałbym nie być.
– Otóż to! Teraz możesz odejść.
Wychodząc Iwanycz niespodzianie przystanął w drzwiach i zapytał::
– Obywatelu naczelniku, to jest towarzyszu Andropow – gdzie tu jest najbliższy sklep z papeterią?
Usłyszawszy to, Andropow splunął do herbaty, rzucił w Iwanycza kompasem, zgniótł konturową mapkę i posłał ją w ślad. Zatupał towarzysz Andropow tak, że aż portret towarzysza Dzierżyńskiego zakołysał się na ścianie, i wykrzyknął:
– Zabierzcie go natychmiast! Zróbcie z nim co chcecie, ale tak żebym o nim już więcej nie słyszał! Pozamykać wszystkie sklepy i magazyny z papeterią, skonfiskować wszystkie kompasy i mapki konturowe, od Moskwy po Władywostok! Za trzy dni zameldować o wykonaniu polecenia!

W piwnicy Łubianki zdjęli z Iwanycza garnitur, białą koszulę i krawat i polecili podpisać dokument potwierdzający ich zwrot. Na powrót założył swoją starą kurtkę i obozowe spodnie. W celu profilaktycznym pieniądze przeznaczone na zakup biletu do Erewania ulotniły się z kieszeni w spodniach. Ledwie udało mu się ocalić kompas i zmiętą mapkę konturową, które złapał w gabinecie towarzysza Andropowa i  niepostrzeżenie przekładał z kieszeni do kieszeni. To w łagrze nabył tak bardzo przydatnych umiejętności, czyli nie siedział tam po próżnicy. I zawieźli go znowu w nieznane mu miejsce. Prowadzili długo, aż doprowadzili. W gabinecie siedział pułkownik.
– Sprawa wygląda następująco – pogładził dłonią pękatą teczkę i po chwili mocno ją przycisnął.
– Wyjedziesz do Izraela.
– Do tego potrzebne jest zaproszenie, a ja nie mam tam żadnych krewnych. I tak się składa, że nie jestem Żydem.
– Krewnych już ci dobraliśmy. I nawet już dzisiaj przysłali zaproszenie. To twoja ciotka w trzecim pokoleniu. Bierz!
Pułkownik wyjął z teczki kopertę i wyekspediował ją kierunku Iwanycza po szklanym blacie stołu.
– O, nie! – odpowiedział Iwanycz i odesłał kopertę tą samą drogą. – W łagrze opowiadali mi, że w Izraelu gorąco. Ja zdecydowałem się na Amerykę.
– Bierz, bierz – zmęczonym głosem powiedział pułkownik – Nie ty pierwszy i nie ostatni. Potruchtaj w OWIR,  ja do nich przedzwonię. Jak by nie patrzeć, Izrael lepszy od Erewania, do którego ty nigdy nie dotrzesz. Pułkownik wykazywał spore poczucie humoru.
(ОВИР /OWIR  – Oddział Wiz i Rejestracji😉
Iwanycz odebrał zaproszenie i udał się do OWIR, tam w kolejce odczekał co swoje i w okienku podał zaproszenie. Po czym usłyszał:
– Biegusiem przynieście siedemset rubli, bo tyle należy się za odebranie obywatelstwa.
–  A niby skąd wytrzasnę tyle pieniędzy?  – zdumiał się Iwanycz. – Ostatni rubel i dwadzieścia siedem kopiejek wydałem na kompas i mapkę konturową.
-To wasz problem, usłyszał w odpowiedzi. I dodali  – Idźcie tam skąd was tu przysłali.
Dziwne, ale Iwanycza zaprowadzili znów do pułkownika.
– Skąd mam wziąć taką sumę – pożalił się Iwanycz – skoro na kompas i mapkę konturową wydałem ostatni  rubel i dwadzieścia siedem kopiejek? Wyjął kompas, rozprostował na stole zmiętą mapkę i wywrócił kieszenie na dowód, że niczego więcej w nich nie ma. Pułkownik po cichu zabrał kompas i mapkę i schował je do biurka. Może i on miał chęć  pojechać do Erewania? Na zaproszeniu zaś napisał:  „Pozbawić nieodpłatnie obywatelstwa obywatela Iwanycza I.I.. Pułkownik ….”. I złożył niewyraźny podpis.

Z powodu takiego zakrętu losu Iwanycz nie zdążył nauczyć się na pamięć krótkiego słownika rosyjsko-angielskiego poza literę O. Gdy o tym opowiadał mi wówczas w Moskwie, pokazał bilet. Tym razem nie do Erewania, ale do Wiednia. I to na koszt KGB. A niektórzy nadal  nie chcą uwierzyć, że to jest solidna, troszcząca się o ludzi instytucja.

W tej historii ani jedno słowo nie zostało zmyślone. Jeśli ktoś wątpi, mam na to świadka.

Jakiś czas temu spotkałem Iwana Iwanycza w  Brighton Beach, w Nowym Jorku. Przebywał tu już od dwudziestu lat. Po angielsku znał słówka tylko w kolejności alfabetycznej od litery A do O. Mieszkańcy Brighton Beach proszą go, aby mówił po rosyjsku, bo sami nie znają zbyt wielu słów angielskich. Nawiasem mówiąc, nie jest im to do niczego potrzebne.
(Brighton Beach; nowojorska dzielnica skupiająca emigrantów ze Związku Sowieckiego i  terenu byłych republik sowieckich. Tzw. „mała Odessa”)

Iwan Iwanycz pracuje jako elektryk, W skupiskach dacz na obrzeżach Long Island wchodzi na trakcyjne słupy i naprawia przewody elektryczne pozrywane przez wichury. Razem z partnerem z Filipin wynajmują po pokoju, 3 na 4 metry, a w każdym stalowe łóżko i nocna szafka. Iwanycz  podsumował: – Haruję, haruję, i co? Zbrzydła mi taka monotonna praca i życie. Chcę odmiany swojego losu.

O autorze: stan orda

lecturi te salutamus

=======================

Blokada Cieśniny Ormuz realizuje cele Światowego Forum Ekonomicznego i Agendy 2030

Ormuz: Kto pociąga za sznurki? Iskra, impas i cieśnina: Rozszyfrowanie.

Blokada Cieśniny Ormuz realizuje cele Światowego Forum Ekonomicznego i Agendy 2030 – przypadek?

Ormuz: Kto pociąga za sznurki?

Iskra, impas i cieśnina:

Rozszyfrowanie wojny z Iranem

Autorstwa Charliego Howdena

Próbuję zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w wojnie z Iranem. Stany Zjednoczone twierdzą, że blokują Cieśninę Ormuz, aby zniszczyć irańską gospodarkę, ale robiąc to, ryzykują zniszczeniem gospodarki światowej – w tym swojej własnej. Przyjrzyjmy się temu i zobaczmy, czy uda nam się to jakoś zrozumieć. Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Wyobraź sobie: jest koniec kwietnia 2026 roku, a świat wstrzymuje oddech, gdy beczka prochu w Zatoce Perskiej kipi. Po serii nalotów, starć morskich i tajemniczych bitew zastępczych, sytuacja przekształciła się w kruche zawieszenie broni, ale w powietrzu wisi groźba eksplozji. To, co zaczęło się 28 lutego jako potężny atak USA i Izraela, przerodziło się w grę o władzę o wysoką stawkę, na którą nikt nawet nie mrugnie okiem. Zachodnie nagłówki krzyczą o poskromieniu „reżimu zbójeckiego”, irańskie głosy buntu, a mocarstwa takie jak Rosja, Indie i Chiny kręcą głowami na widok chaosu szerzącego się na całym świecie. W centrum? Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa obecnie zaledwie około dziesięciu statków dziennie – mniej niż jedna dziesiąta normalnego ruchu.

A jaka właściwie jest strategia Donalda Trumpa? Czy chce zniszczyć Iran? A może Chiny? Czy tworzy nowy porządek świata pod hegemonią USA? A może daje elitom globalistycznym na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) i w ramach Agendy ONZ 2030 niepowtarzalną okazję do przekształcenia świata w globalną tyranię rządową, której pragną?

Wróćmy do początku. Wojna wybuchła, gdy Trump – po 60-dniowym ultimatum postawionym Iranowi, by porzucił ambicje nuklearne i porzucił sojuszników, takich jak Hezbollah i Huti – rozpoczął wspólne ataki z Izraelem. Teheran został zbombardowany, a Najwyższy Przywódca Ali Chamenei zginął. Strategia Trumpa, jak powiedział, była jasna jak słońce: zmiana reżimu, zniszczenie irańskich rakiet, zatopienie marynarki wojennej, zniszczenie sił powietrznych, likwidacja siatki terrorystycznej i ostatecznie porzucenie wszelkich ambicji nuklearnych. Iran jednak nie zastosował się do scenariusza, skutecznie odpowiadając i – co przewidywalne – zamykając Cieśninę Ormuz.

Na początku kwietnia weszło w życie kruche, dwutygodniowe zawieszenie broni, a 7 kwietnia Iran ułatwił ruch tankowców przez Cieśninę. Stany Zjednoczone wstrzymały ataki, a Trump przedłużył je na czas nieokreślony 21 kwietnia, chwaląc się, że zniszczono 75% celów. A potem, po tym jak nazwał irański reżim „gangsterami” za zamknięcie cieśniny, same Stany Zjednoczone nałożyły blokadę, drastycznie ograniczyły ruch, nakazały zawrócenie około 40 statkom i ostrzelały co najmniej jeden z nich. Niemniej jednak, nie widać żadnego poważnego porozumienia. Iran odrzuca amerykańskie żądania dotyczące surowych ograniczeń nuklearnych, a rozmowy, takie jak te w Islamabadzie, załamały się po tym, jak Teheran odmówił kapitulacji, a Trump nagle wycofał swojego wysłannika.

Zachodnie źródła malują obraz przedłużającego się impasu. „Niewygodna ziemia niczyja, gdzie nie ma wojny, nie ma pokoju”, jak to ujmuje „New York Times”, z nieudaną dyplomacją i obiema stronami okopanymi jak we współczesnej Sommie. „Guardian” opisuje „narastający impas”, pomimo gorączkowej dyplomacji wahadłowej w regionie. Trump utrzymuje otwartą linię telefoniczną z Teheranem – „Zadzwoń, jeśli chcesz rozmawiać” – ale nalega na całkowity zakaz broni jądrowej. Liczba ofiar? Jak zawsze niejasna, chociaż amerykańscy wojskowi przyznają, że Iran nadal dysponuje znacznym potencjałem w zakresie rakiet i dronów.

W Teheranie historia opowiadana jest jako opowieść o duchu walki i niesprawiedliwości. PressTV i IRNA przedstawiają wojnę jako brutalny amerykańsko-izraelski buldożer niszczący suwerenne ziemie – 25 kwietnia był już 57. dniem inwazji. Iran przedstawia „realne ramy” dla pokoju, ale z warunkami: żądaniami reparacji wojennych od państw Zatoki Perskiej za zniszczoną infrastrukturę, taką jak mosty i sieci energetyczne, w tym połączenie Karadż-Teheran.

Ich 10-punktowy plan? Otwarcie Cieśniny Ormuz, zniesienie blokady morskiej USA – ale tylko z rzeczywistymi gwarancjami bezpieczeństwa ze strony Zachodu. Żadnych dalszych ustępstw w sprawie programu nuklearnego bez czegoś w zamian. A ostrzeżenia są druzgocące: Teheran grozi chaosem Izraelowi i Stanom Zjednoczonym w przypadku zerwania zawieszenia broni i zapowiada „nowe niespodzianki” w swoim arsenale. Nawet amerykańscy senatorowie nazywają sytuację „katastrofalną”, a próby ograniczenia uprawnień militarnych Trumpa kończą się fiaskiem.

Perspektywa Rosji, jak donoszą RT i Sputnik, to schadenfreude. Ta wojna, jak twierdzą, obnaża piętę achillesową Ameryki, pokazuje ograniczenia amerykańskiej potęgi i przyspiesza rozwój wielobiegunowego porządku świata.

Niezależnie od tego, czy konflikt zakończy się szybko, czy wciągnie wszystkich w otchłań, handlarze bronią i tak na tym skorzystają, a Europa mocno ucierpi z powodu rosnących cen energii. Dmitrij Miedwiediew określa zawieszenie broni jako „zdrowy rozsądek”, ale zauważa, że ​​Stany Zjednoczone przesadziły. Państwa Zatoki Perskiej? Wstrzymują się, zbyt wstrząśnięte skutkami gospodarczymi.

W Indiach „The Hindu” i „Times of India” donoszą w sposób zrównoważony. Trump krytykuje Iran za omijanie kwestii nuklearnej, koncentrując się na Ormuz. Teheran grozi ostrą retoryką, podczas gdy amerykańskie okręty ścigają podejrzane jednostki. Według Trumpa nie ma broni jądrowej, ale mnóstwo bomb, jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem. Zjednoczone Emiraty Arabskie przyznają: „Iran uderzył nas mocno, ale nic nie zrobiliśmy”.

Chiny, reprezentowane przez Global Times i Xinhua, krytykują tę sytuację jako przejaw amerykańskiej arogancji. Miesiąc wojny, której końca nie widać. Iran odrzuca słabe zawieszenia broni i proponuje własne rozwiązania. Protesty skierowane są przeciwko „imperialistycznym” atakom, a opór trwa.

Ale uwaga skupia się na Cieśninie Ormuz. Normalnie przepływa przez nią około 20 milionów baryłek ropy naftowej, LNG i innych towarów dziennie – około 120 do 140 statków dziennie. Jednak od czasu irańskiej blokady, którą obecnie wzmacniają Stany Zjednoczone, ruch spadł do 3-6 statków dziennie – co stanowi spadek o 95%. ONZ ostrzega przed poważnymi konsekwencjami dla światowego handlu, od energii po nawozy. Ceny ropy rosną, a bezpieczeństwo żywnościowe jest zagrożone.

Dlaczego więc USA nałożyły blokadę? Oficjalnie po to, by zniszczyć irańską gospodarkę. Ale to wpływa na całą gospodarkę światową. Krytycy mówią o samo-sabotażu: zamiast ukierunkowanych sankcji, rozpętuje się globalny chaos. Czy to rzeczywiście strategia – czy też stawka jest wyższa?

Cel Trumpa jest jasno określony: militarne zniszczenie Iranu. Rezultat jest jednak zmienny. Irańskie władze utrzymują swoją pozycję, armia jest osłabiona, ale nie pokonana. Dyplomacja pozostaje trudna. Rezultat: zerwane sojusze i przyspieszona transformacja w kierunku świata wielobiegunowego.

A teraz pytanie spekulacyjne: Czy ta wojna nieświadomie wspiera cele Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) i Agendy ONZ 2030? Rosnące ceny energii, niedobory dostaw i presja ekonomiczna mogą wymusić właśnie zmiany, które te programy przewidują – mniej własności, więcej kontroli, większą centralizację.

Ostatecznie świat stoi na rozdrożu. Zawieszenie broni jest kruche; jeden błąd może doprowadzić do eskalacji konfliktu. Strategia USA okazuje się skuteczna, ale jej długoterminowe konsekwencje mogą doprowadzić do nowego porządku globalnego – z dalekosiężnymi reperkusjami dla wszystkich.

Źródło: Hormuz: Kto podejmuje decyzje?

Majówki i grille. MEM-y IV.

===========================

————————————–

—————————————–

—————————————-

———————————————————–

————————————————————

———————————————–

———————————

————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Latające dziki. MEM-y III.

————————————————

—————————–

———————————

——————————————

[i z Sybiru, synku… ]

——————————

—————————————-

—————————————————————

—————————————

———————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Chcieliście niskich podatków? Rząd ciągle takie wprowadza. MEM-y II.

——————————————————

———————————————–

[Przecież, nie tylko ryjem – już nas wpierdolił. MD]

————————————————-

[Nie obrażaj koni ! Chyba, że chodzi o tego adwokata]

—————————-

————————————————————-

———————————————————-


—————————————————–

———————————————-

————————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Żydzi poza kontrolą. Żołnierze masowo rabują mienie cywilne w Libanie i Strefie Gazy

Żydzi poza kontrolą.

Żołnierze masowo rabują

mienie cywilne

w Libanie i Strefie Gazy

4 maja 2026 pch24/zydzi-poza-kontrola-zolnierze-masowo-rabuja-mienie-cywilne-w-libanie-i-strefie-gazy

74351a20-12a5-4ce8-9895-75b3d85f67d6_medium.webp
Easy-Peasy.AI

Armia Izraela „nie radzi sobie” z falą grabieży mienia cywilnego przez żołnierzy w Libanie i Strefie Gazy – informuje izraelski portal Ynet. Z relacji rezerwistów wynika, że rabunek opuszczonych domów odbywa się rutynowo, a dowództwo nie podejmuje działań dyscyplinarnych.

Według relacji publikowanych przez izraelskie media – zarówno liberalny i niszowy dziennik „Haarec”, jak i najbardziej popularny izraelski portal Ynet – żołnierze wynoszą z libańskich wiosek niemal wszystko.

Na listach skradzionych przedmiotów znajdują się telewizory, motocykle, dywany, obrazy, sofy, pościel, a także sprzęt kuchenny, taki jak lodówki, tostery, czajniki, miksery, a nawet filiżanki.

Jeden z żołnierzy rezerwy opisał, że widział jednostki ładujące na pojazdy całe zestawy mebli oraz biżuterię, a w innym wyznaniu pojawiła się informacja o kradzieży sztabek złota, koców oraz prywatnych zdjęć.

Żołnierze wypowiadający się anonimowo dla izraelskich mediów opisują proceder jako jawny. – Każdy, kto coś bierze – telewizory, papierosy, narzędzia – po prostu wkłada to do swojego pojazdu. Nikt tego nie ukrywa, wszyscy to widzą i rozumieją – relacjonuje jeden z mundurowych w „Haarecu”.

​​- W Strefie Gazy ktoś wsiadł do ciężarówki z kanapą, doszło tam do szalonej bójki. (…) Siedem miesięcy temu każda jednostka umeblowała sobie pomieszczenia wspólne sprzętami ze Strefy, całymi kompletami wypoczynkowymi – powiedział inny żołnierz portalowi Ynet.

Podczas wojny w Strefie Gazy zjawisko grabieży miało osłabnąć – według źródeł Ynetu – jednak nie z powodu zaostrzenia rozkazów, lecz dlatego, że „zostało mało do zabrania”.

Szef Sztabu Generalnego, Ejal Zamir, pod koniec kwietnia potępił rabunki, nazywając je „moralną plamą”, jednak mimo tych deklaracji, żołnierze twierdzą, że dyscyplina nie jest egzekwowana. Choć niektórzy dowódcy niższego szczebla próbują interweniować – grożąc m.in. usunięciem z jednostki – większość ma przymyka oko na zachowanie podwładnych – wynika z raportu Ynet.

„Haarec” podkreśla, że dowódcy obawiają się wyciągania surowych konsekwencji wobec rezerwistów, by nie zniechęcać ich do służby, w czasie, kiedy armia odczuwa braki kadrowe. W efekcie, punkty kontrolne na granicy z Libanem, które miały zapobiegać wywożeniu łupów do Izraela, w wielu miejscach zostały zlikwidowane lub działają jedynie fasadowo.

Żołnierze tłumaczą swoje zachowanie na kilka sposobów. Wielu uważa, że skoro domy i tak zostaną zburzone lub zbombardowane, zabranie z nich mienia nie stanowi realnej szkody, inni postrzegają grabież jako formę „rekompensaty” za trudy wojny i osobiste koszty, jakie ponoszą jako rezerwiści.

Komentatorzy zauważają, że zjawisko grabieży to nie jest nowe w historii wojen toczonych przez Izrael. Podobne incydenty odnotowywano podczas konfliktów w 1948, 1956, 1967 roku oraz podczas pierwszej wojny libańskiej w 1982 roku. Zdaniem „Haareca” obecny problem wyróżnia się systemową biernością państwa. Rząd, choć oficjalnie nie zachęca do grabieży, nie podejmuje też realnych kroków, by je powstrzymać.

Oficjalne dane wojska mogą budzić wątpliwości co do skuteczności śledztw – w 2024 roku wpłynęło jedynie dziewięć zgłoszeń dotyczących grabieży w Strefie Gazy, z czego tylko jedno zakończyło się aktem oskarżenia – podał Ynet.

Operacja Izraela w Strefie Gazy rozpoczęła się po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku, a od października 2025 roku obowiązuje kruche zawieszenie broni między Hamasem a Izraelem.

Z kolei trwająca obecnie izraelska inwazja na Liban jest związana z szerszą eskalacją po atakach USA i Izraela na Iran 28 lutego, po których libański Hezbollah włączył się do walk po stronie Teheranu.

Źródło: PAP / Joanna Baczała

Wykończenie w karbonie. MEM-y I.

———————-

[Nienawiści do Pana Boga, księże.. md]

=========================

———————————————————–

———————————

————————————————————

————————————————

———————————————–

[ależ miał powód: Chciał się zabawić. md]


————————————————

———————————————

—————————————————–

Co łączy UFO, transhumanizm i pogaństwo?

Dzikusy z Doliny Krzemowej.

Co łączy UFO, transhumanizm i pogaństwo?

4 maja 2026 Piotr Relich pch24./dzikusy-z-doliny-krzemowej-co-laczy-ufo-transhumanizm-i-poganstwo

UFO-tranhumanizm-poganstwo.jpg

Co jeśli najtęższe umysły na planecie, odpowiedzialne za przełomowe technologie, posiadają rozumienie Boga i człowieka na poziomie prymitywnego tubylca? 

To nie jest dobre pytanie. Na dawni przodkowie

Chantal Delsol podkreślała, że ludzkość w ogromnej większości nie zna ateizmu. Jako zgniły owoc epoki oświecenia, przekonanie o nieistnieniu Boga stanowiło przez wieki w zasadzie oryginalną koncepcję zachodu. Współczesna rzeczywistość ostatecznie obala ten trwający o wiele za długo eksperyment. Kiedy czołowy ateista świata – Richard Dawkins ogłasza, że jest w zasadzie „kulturowym chrześcijaninem”, pewna epoka dobiega właśnie końca.

Ale żeby dostrzec ponowne „zaczarowanie świata”, wcale nie trzeba sięgać aż do autora „Boga urojonego”. Dzisiaj zsekularyzowane, pławiące się w dobrobycie społeczeństwa zamiast zastąpić sferę religii „racjonalnością”, wypełniają ją przeróżnymi dziwactwami z pogranicza magii, okultyzmu i przesądu. W pustce powstałej po wyparciu religii z życia publicznego, powoli krystalizują się nowe propozycje duchowe dla człowieka XXI wieku. Zamiast jednak napełniać go wiarą, nadzieją i miłością, wzbudzają w nim coraz większą wątpliwość wobec sensu własnego istnienia.

Bo cyfrowa rewolucja, kryzys klimatyczny czy ślepa wiara w postęp skutecznie podważają nie tyle dotychczasowe tradycje religijne, co jej sekularny substytut w postaci liberalnego humanizmu. Człowiek ze swoimi wadami, emocjami i słabościami przestaje stać w centrum Wszechświata, stając się – w najlepszym wypadku – podstarzałym kapitanem rozklekotanej łajby cywilizacji, miotanej falami, których nie zna i nie rozumie. Niczym w przedchrześcijańskich wierzeniach, ponownie zdajemy się na łaskę potężnych i odległych sił, wobec których jawimy się niczym nic nie warty, kosmiczny proch.

Kiedy spojrzymy na przesłanie najpopularniejszej „religii” świata czyli…UFO (tak, tak – w istnienie istot pozaziemskich wierzy ok 60 proc. populacji) uderza nas ten sam powtarzający się, dehumanizacyjny wzór. W tej opowieści, cały postęp ludzkości ma swoje źródło w inteligencji pozaziemskiej, dzielącej się mądrością przez swoich posłańców – aniołów, proroków czy wybitnych naukowców. Sam człowiek okazuje się owocem inżynierii genetycznej obcych, tworzących nas bynajmniej nie z miłości, ale z potrzeby zapewnienia sobie taniej siły roboczej. Według jej zwolenników, to właśnie istotom pozaziemskim oddajemy cześć w naszych kościołach, synagogach i meczetach. Jednak nasze modlitwy mają mniej więcej tyle samo sensu, co starania Polinezyjczyków, stawiających atrapy samolotów w oczekiwaniu na dary z nieba.

Podobny schemat wyłania się z transhumanistycznej wizji superinteligencji (ASI), której nadejścia wyczekują czołowi inżynierowie Doliny Krzemowej. Cyfrowy program przewyższający ludzki umysł w praktycznie każdej dziedzinie, potrafiący konstruować coraz potężniejsze wersje samej siebie, nie znający zmęczenia, emocji i ograniczeń biologicznego ciała, jest w zasadzie technologicznym odpowiednikiem koncepcji Boga. Sam człowiek natomiast staje się w tej wizji wyłącznie katalizatorem następnego ogniwa ewolucji; nowego, doskonalszego pod każdym względem gatunku, który wyrwany spod kontroli człowieka, bez trudu zdominuje planetę i ruszy na podbój wszechświata.

Orędownicy superinteligencji wcale nie kryją swojej pogardy wobec gatunku ludzkiego. Kiedy Harari mówi o „małpie człekokształtnej homo-sapiens”, prof. Dragan opisuje nas jako niewiele bardziej skomplikowane „narzędzie przesyłu informacji” od psa, a Elon Musk sugeruje, że jesteśmy wyłącznie „biologicznym rozrusznikiem” dla nowej, cyfrowej świadomości, ciężko zaufać w obietnice świetlanej przyszłości płynące z Dolin Krzemowych od Kalifornii po Shenzhen.

Przyjaciel czy wróg?

Z ust techno-wizjonerów nieustannie słyszymy, jak to połączenie z omnipotentnym programem zapewni ludzkości złoty wiek dobrobytu, wolność od chorób, a nawet samej śmierci. Ale tylko pod jednym warunkiem…

W odróżnieniu od powszechnego przekonania, przedchrześcijańscy bogowie za grosz nie interesowali się losem człowieka. Nie mieli żadnego interesu wchodzenia z nim w interakcję, chyba że dla własnych, osobistych korzyści. Częściej ta marna i śmiertelna kreatura stanowiła dla nich zazwyczaj przedmiot rozrywki; zabawkę w ręku nieprzewidywalnego fatum i pionek na planszy boskich igrzysk.

Zaraza, wojny, głód, trzęsienia ziemi…by zapewnić sobie pomyślność potęg, należało je obłaskawić, nawet za cenę najwyższej ofiary. Niektóre bóstwa były wyjątkowo żarłoczne – aztecki Hutzilopochtli potrzebował nieustannego dopływu świeżej krwi, by wschodzić o świcie każdego dnia. Kananejski Moloch obdarowywał obfitymi plonami, żywiąc się ofiarą całopalną z niemowląt. Z kolei nordycki Frejr błogosławił wojownikom, którzy do jego świątyni w Uppsali zanosili głowy swoich wrogów.

Również dzisiejsi techno-wizjonerzy przekonują, że superinteligencję trzeba w jakiś sposób przeciągnąć na swoją stronę. Żeby nie dokonała globalnego holokaustu, należy zaprogramować ją w ten sposób by dostosować „cele AI” do naszych interesów. Tylko i tylko wtedy zero-jedynkowy bóg zostanie naszym przyjacielem, albo – jak sugerują – będzie wobec nas obojętny, jak człowiek w odniesieniu do nie wartych większej uwagi zwierząt.

„Nie zabijamy naszych futrzastych pupilów bez potrzeby. Wręcz przeciwnie, często są naszymi przyjaciółmi” – starał się łagodzić swój przekaz Ilya Sutskever, mózg stojący za ChatemGPT. Elon Musk ze znanym sobie optymizmem sugerował, że „jeżeli nie możesz kogoś pokonać, przyłącz się do niego”, z kolei Harari, zachęcając do dobrowolnego utracenia kontroli nad własnym życiem życzył ludzkości „miłej podróży”, ponieważ od teraz „wszystkim zajmą się algorytmy”.

Pozytywna wizja wymaga jednak ofiary. I składamy ją codziennie, świadomie bądź nie, każdego dnia przykuci do ekranów naszych telefonów. Cyfrowy moloch rośnie z każdą sekundą, karmiony niezliczoną ilością informacji. Płacimy zaś naszym czasem, emocjami, relacjami z żywym człowiekiem i zdrowiem. Ale być może przyjcie czas, że przyjdzie i zapłacić życiem. A wtedy kapłani nowej religii chętnie zatopią już nie obsydianowe, ale cyfrowe noże w naszych piersiach, będąc pierwszymi nadzorcami niewolników w nowym, globalnym, elektronicznym obozie koncentracyjnym.

============================

Ale tak długo jak jesteśmy oddani w opiekę Tego, który nazwał nas umiłowanymi dziećmi, kazał aniołom aby nam służyli i ostatecznie przelał za nas swoją boską Krew, prorocy nowego wspaniałego świata nie mają nad nami władzy. Nie pomoże im nawet „superinteligencja”, bożek „ze srebra i złota”, który „ma usta, ale nie mówi, oczy ma, ale nie widzi”. Bo Do nich są podobni ci, którzy je robią, i każdy, który im ufa (Ps 115, 8).

Piotr Relich

Filozofia polityki – wg. Aleksandra Dugina

alexanderdugin.substack.com/philosophy-of-politics

[Te poglądy są zdecydowanie różne od moich. Ale sądzę, że należy je znać. MD]

=========================================================


Aleksander Dugin twierdzi, że polityka i filozofia są nierozłączne,
a polityka funkcjonuje jako filozofia stosowana, a każdy system polityczny ma swoje korzenie w głębszych założeniach filozoficznych.


ALEKSANDER DUGIN, 3 MAJA

Najpierw zastanówmy się nad naturą tej dyscypliny i przedmiotami jej badań.

Jeśli przyjrzymy się historii filozofii i systemów politycznych, zauważymy
następującą prawidłowość. Filozofia i polityka, od samego początku, od samych narodzin tych dwóch dyscyplin, rozwijały się nie tylko równolegle, ale wręcz nierozerwalnie od siebie.

Wśród pierwszych Siedmiu Mędrców, których uważa się za założycieli
tradycji filozoficznej greckich presokratyków, było wielu,
m.in. Solon, który zasłynął z pisania praw politycznych,
konstytucji, kodeksów karnych i który był w istocie aktorem politycznym,
reprezentującym swoje miasta i jednostki polityczne.

Tak więc już na samym początku historii filozofii dostrzegamy
nierozerwalny związek między filozofią a polityką. Stąd polityka
jako zjawisko odrębne, oderwane od filozofii, badane na
przykład metodami filozoficznymi, stanowi zupełnie inne podejście.

W rzeczywistości filozofia polityki to głębsza dziedzina.
To dziedzina, która zajmuje się filozofami, którzy zajmowali się
polityką, filozofami, którzy o niej piszą, oraz
aktorami politycznymi, którzy oparli swoje prawa i ustanowili swój
system polityczny na zasadach filozoficznych.

W istocie, w epoce narodzin filozofii i w epoce
narodzin polityki, te dwie dziedziny wcale nie były od
siebie oddzielone. Zatem przedmiotem filozofii i polityki jest ta
pierwotna sfera, która połączyła filozofię i politykę w pewnej
wspólnej orientacji.

Innymi słowy, chcę powiedzieć, że nie istnieje oddzielne
zjawisko polityki i oddzielne zjawisko filozofii, które
sztucznie łączymy. Nie badamy też polityki za pomocą
filozofii.

Mówimy nie tylko o filozofii politycznej tej czy
innej szkoły, epoki, kultury czy cywilizacji. Mówiąc o filozofii
polityki, mówimy w znacznym stopniu o
istocie polityki, o tym, co czyni politykę polityką – z jednej
strony. Z drugiej strony, mówimy o politycznej istocie
filozofii, która czyni filozofię filozofią.

Ale jest pewna różnica. Filozofia dominuje tutaj, bo polityka
bez filozofii w ogóle nie jest możliwa. Polityka jest formą
filozofii stosowanej, zastosowaniem filozofii do pewnej sfery
życia ludzkiego.

Ale filozofia bez polityki jest teoretycznie możliwa. To znaczy,
istnieje filozofia, która nie zajmuje się polityką, ale
nie ma polityki, która nie opierałaby się na filozofii. Zatem istnieje
tu nierówność: dominuje filozofia.

Niemniej jednak filozofia bada politykę; nie tylko jej filozoficzne
podstawy, ale także polityczne aspekty samej filozofii;
ponieważ polityka nie jest częściowym i przypadkowym zastosowaniem
filozofii, ale jej najogólniejszym, najbardziej podstawowym, a zarazem stosowanym elementem
.

Gdy tylko filozofia się pojawi, to z konieczności, przede wszystkim, gdy
istnieje, zwraca się ku polityce; a wszelka polityka wyłania się z filozofii.
Między nimi istnieje nierówna, ale bardzo głęboka, organiczna
więź.

Tam, gdzie następuje pierwotne zjednoczenie tego, co filozoficzne, i tego, co
polityczne… tam narodziły się wszystkie możliwe systemy polityczne i
jednocześnie
nastąpiła krystalizacja wiedzy filozoficznej.

Choć istnieje filozofia wolna od polityki, zajmująca się
kwestiami apolitycznymi, to jednak nawet taka
wolna, apolityczna filozofia jest w taki czy inny sposób związana
z polityką, ponieważ filozofia i polityka mają wspólne korzenie.

Z tego powodu, jeśli filozofia rozważa kwestie estetyczne,
historyczne, kulturowe, a nie mówi nic o
polityce, nie oznacza to jednak, że jest to
zjawisko zupełnie odrębne.

Każda filozofia, nawet najbardziej abstrakcyjna, ma
wymiar polityczny, w niektórych przypadkach wyraźnie wyrażony. W przypadku Solona, ​​podobnie jak w
przypadku starożytnych greckich presokratyków i mędrców, a także
Platona i Arystotelesa, jest to wyraźny wymiar
filozofii.

Ale istnieje również ukryty wymiar polityczny filozofii, kiedy
filozofia nic nie mówi o polityce, ale sam fakt obecności
jednego czy drugiego paradygmatu filozoficznego niesie
w sobie możliwość istnienia wymiaru politycznego. W jednym przypadku jest on
jedynie wyraźny, otwarty i oczywisty; w drugim – ukryty,
zawarty.

Stąd między filozofią a polityką istnieje bardzo, bardzo głęboki
związek, związek na poziomie ich pochodzenia. A studiowanie
filozofii bez polityki samo w sobie zubaża i osłabia samo
pojęcie filozofii.

Z drugiej strony, studiowanie polityki bez filozofii jest zupełnie
bezcelowe. W takim razie poszliśmy już drogą programowania i
ustaliliśmy regułę Worda: otwórz plik, zamknij plik.

Jesteśmy dobrymi programistami… znamy dwie funkcje: „zapisz” i „zapisz jako”. Potrafimy
doskonale posługiwać się Wordem, potrafimy pisać w nim bardzo dobre teksty,
ale nie jesteśmy programistami.

Ludzie, którzy nie mają filozofii politycznej, którzy nie mają
filozofii, są tak samo politykami jak programiści komputerowi,
tak samo jak ludzie, którzy [niesłyszalne].

W rzeczywistości osoba, która nie zna filozofii, nie może zajmować się
polityką; nie jest politykiem. Jest najemnym urzędnikiem państwowym, który
po prostu stoi przed ścianą. Ktoś mu powiedział: idź tam, zrób to.

Co robić, dokąd się udać… może i jest świetnym użytkownikiem, ale w rzeczywistości
politycy pozbawieni zmysłu filozoficznego są jedynie na
placu budowy, jakimś zagranicznym placu budowy…

W rzeczywistości bez filozofii po prostu nie ma polityki, kropka.
Polityka jest jednym z wymiarów filozofii.

Polityka bez filozofii nie istnieje, ale filozofia bez
polityki tak, ponieważ jest ona podstawowa w stosunku do polityki. Jednakże
każda filozofia ma wymiar polityczny – albo, jak powiedziałem,
jawnie, albo domyślnie, w takim przypadku milczymy na ten temat.

Ale to milczenie filozofii dotyczące jej politycznego wymiaru czy
ekspresji nie jest milczeniem całkowitym; jest raczej powściągliwością niż milczeniem.
Innymi słowy, filozofia, która nie zajmuje się polityką, wie o polityce i ma ją w sobie, ale otwarcie o niej
nie mówi .

To jest osobliwa cisza. Jest cisza mędrca i
jest cisza głupca. Ten milczy, żeby nie
powiedzieć czegoś niewłaściwego, bo czuje, że jeśli zacznie mówić,
nic dobrego z tego nie wyniknie.

Mędrzec milczy z zupełnie innego powodu.
Milczenie filozofii w kwestii polityki jest milczeniem mędrca
. Ale jeśli odpowiednio zapytamy mędrca, powie nam, co
wie o polityce, a to, co powie, będzie całkowicie rozsądne.

Ale on milczy.

Zatem każdy system filozoficzny niesie w sobie wymiar polityczny,
ale nie każdy system filozoficzny rozwija ten model w sposób wyraźny.
To jest najważniejsze dla zrozumienia sfery
przedmiotu, który będziemy studiować w ramach filozofii
polityki.

Innymi słowy, badamy filozoficzne korzenie, podstawy,
podstawy programowania, podstawy matrycy wszelkiej polityki, która w całości
sprowadza się do filozofii – nie ma niczego w polityce, ani jednego
elementu, który nie prowadziłby do filozofii, nie byłby przez nią wyjaśniony i nie
wyłaniałby się z niej.

Po prostu, polityka jest z jednej strony częścią filozofii. Więc będziemy
ją studiować.

Będziemy także badać polityczny wymiar filozofii, który
również [niesłyszalne] dlatego, że służy filozofii; z drugiej strony
filozofia, która niesie w sobie politykę, jest oczywiście
bogatsza od polityki, niemniej jednak w każdym systemie filozoficznym
możemy odkryć, nawet tam, gdzie nic się o niej nie mówi, możliwe
zastosowanie w sferze politycznej, tj. możliwość wyprowadzenia
z filozofii treści politycznej.

[…] Polityka jest, jeśli tak można powiedzieć, najważniejszym przypadkiem zastosowania
filozofii. […] […].

Zatem historia filozofii i historia polityki
tworzą ściśle ten sam wzorzec. To niezwykle ważne.
Istnieje między nimi ścisła homologia.

Jeśli filozofia podąża w jednym kierunku, polityka nie może podążać w innym
. Polityka podąża wraz z filozofią. Jeśli coś
zmieniło się w filozofii, coś zmieni się w polityce. Jeśli coś
zmieniło się w polityce, coś zmieniło się w filozofii, co
z góry przesądziło o tej zmianie w polityce.

Polityka nie jest autonomiczna wobec filozofii. Polityka jest często bardziej
widoczna, choć czasami mniej.

Z perspektywy historii, zmian dynastii, pewnego
przywódcy, księcia, cesarza, rozpoczęcia wojny… jest to oczywiste, jest to
decyzja polityczna, ale nigdy nie jest odrębna od filozofii.

Widzimy to, co jest decyzją polityczną, ale nie widzimy
decyzji filozoficznej, która musi istnieć.

Z perspektywy filozofii polityki, historia polityczna
jest częścią historii filozofii,
całkowicie od niej zależną. Żaden polityk nie jest wolny od
filozofii, a żaden filozof nie może być postrzegany w świetle
swojego ukrytego wymiaru politycznego.

Innymi słowy, obraz historyczny, historia, historia jako taka,
rozkwit i upadek księstw, budowa i upadek
cywilizacji, konflikty między cywilizacjami,
rewolucje polityczne… decyzje dotyczące tramwajów… wszystko to ma pod sobą
wymiar filozoficzny, nie zawsze oczywisty i nie zawsze rozpoznawany,
ale zadaniem tych, którzy badają filozofię polityki, jest
opracowanie całości tej całkowitej homologii… tego równego (homo) znaczenia
(logos).

Znaczenie historii jest polityczno-filozoficzne lub filozoficzno-
polityczne. Każda historia ma te dwie strony. Z jednej strony jest to
historia księstw, z drugiej historia idei.
Historia księstw i historia idei nie są oddzielne; to
jedna i ta sama historia.

Tak więc, jeśli skupimy się na wymiarze filozoficznym, na przykład na
przejściu od idealizmu subiektywnego do idealizmu obiektywnego, to
jest to koniecznie powiązane z identycznym wymiarem politycznym…
przejściem od jednego modelu politycznego do drugiego… zmiany w
konfiguracjach religii – a to jest problem filozoficzny w
pierwszej kolejności, teologii – radykalnie zmieniają treść
procesów politycznych zachodzących w społeczeństwie, w którym
szerzy się ta filozofia.

Możemy podchodzić do tej homologii między tym, co filozoficzne, a tym, co
polityczne, z każdej strony. Możemy powiedzieć, że system polityczny się zmienił, a
w zależności od tego, jak, w jakim kierunku, z jaką szybkością i
jaką treścią ta zmiana się dokonała, możemy, nawet jeśli nie znamy filozofii
tamtego okresu, ustalić, co działo się na poziomie
filozoficznym.

Albo odwrotnie: nie wiemy, co działo się politycznie w danym społeczeństwie, ale zachowała się
historia sporów jednego filozofa z drugim ; na podstawie tej dyskusji, jeśli zostanie ona poprawnie zapisana, możemy odtworzyć cały obraz polityczny tego, co działo się w danym momencie, na agorze, gdzie wszystko decydowano demokratycznie, na wiecu lub na zebraniu, lub przeciwnie, jeśli istniała na przykład monarchia, teokracja lub imperium.



Innymi słowy, aby studiować filozofię polityki, musimy zacząć od
pewnego aksjomatu, aksjomatu absolutnej homologii między tym, co polityczne
, a tym, co filozoficzne.

Oczywiście, możemy dokonać pewnego rozróżnienia między polityką a tym, co
polityczne. Chcę zwrócić uwagę na jednego z najwybitniejszych
filozofów polityki, Carla Schmitta; będziemy się do niego odwoływać w
całym kursie.

W XXI wieku powszechnie uważa się, że Carl Schmitt był
najwybitniejszym filozofem politycznym XX wieku. Czasami
podawano to w wątpliwość; mówiono, że będą inni
filozofowie… ale dziś, gdy powiesz „Carl Schmitt”, wszędzie usłyszysz,
że jest on naszym najwybitniejszym filozofem politycznym; być może
najwybitniejszym, obok Hobbesa i Platona.

To znaczy, Carl Schmitt jest filozofem polityki par excellence.
Chcę zwrócić Państwa uwagę na jego dzieła i zalecić wszystkim, aby
koniecznie i bezzwłocznie zapoznali się z jego pracą o
polityce, das Politische. To bardzo ważne.

Carl Schmitt rozróżnia politykę i to, co polityczne. Uważa, że ​​to, co
polityczne – pisane wielką literą – w tym przypadku jest przymiotnikiem
rozumianym jako rzeczownik… „das” to rodzajnik wskazujący, że mówimy
o rzeczowniku. W języku niemieckim jest to bardzo jasne: „das Politische”, w przeciwieństwie
do „mere politische”.

Aby oddać myśl Schmitta, używamy wielkiej litery,
Polityczny [odtąd nie będę pisał wielką literą; jest to konieczne w
języku rosyjskim, gdzie nie ma określonego rodzajnika].

To – to, co polityczne – Schmitt odróżnia od polityki. Przez
politykę rozumie on zastosowanie tego, co polityczne, do konkretnej
sytuacji społecznej. Konkretyzacja polityki jest konkretyzacją
tego, co polityczne.

Ale czym zatem jest polityka? Polityka – das Politische – to
właśnie ten punkt, w którym syn (polityka) łączy się z
ojcem (filozofią).

Oznacza to, że polityka jest właśnie sferą
polityki filozoficznej, sferą, w której filozofia łączy się bezpośrednio z polityką,
co nazwaliśmy homologią filozofii i polityki.

Innymi słowy, das Politische, według Schmitta, to właśnie ten
punkt homologii, w którym nie mówimy o polityce […], ale jeszcze nie o
filozofii jako o coraz szerszym poziomie. To granica, horyzont,
linia podziału między filozofią a polityką. To właśnie oznacza das Politische
.

Innym interesującym aspektem jest to, że jest to pewna sfera, sfera
, którą definiujemy właśnie jako filozofię polityki. Cała
sfera filozofii polityki zawiera się w tej koncepcji
polityczności, das Politische.

Inną bardzo ważną koncepcją, którą wykorzystuje Schmitt, jest to, co nazywa się
„fore-concept” [Vorgriffe].

Koncepcja wstępna nie jest jeszcze prawem politycznym, nie jest jeszcze
instytucją polityczną, nie jest partią polityczną ani konkretnym
programem politycznym. Koncepcja wstępna jest rodzajem elementu lub osobliwości polityczności
w jej czystej postaci – nie czysto filozoficznej, ale tam, gdzie filozofia
polityki wkracza na swoje własne prawa.

Carl Schmitt nazywa to „fore-koncepcją”. Pole polityki
składa się zatem wyłącznie z fore-koncepcji, politycznych fore-koncepcji.

Polityczna koncepcja jest sama w
sobie bardzo interesującym zjawiskiem. To właśnie ten moment przejściowy, w którym filozofia
staje się polityką. Zwróćcie jednak uwagę na czas: staje się; jeszcze się nie
stała, a dopiero się staje.

Kiedy filozofia staje się polityką, kiedy mamy do czynienia z
koncepcją polityczną. Chodzi tu na przykład o koncepcję polityczną, dotyczącą podziału
władzy, relacji między Kościołem a państwem, pojęć granic,
podmiotu i instytucji politycznych. To już jest
koncepcja polityczna w pełnym tego słowa znaczeniu.

Kiedy zatem jest to przed-pojęcie? Kiedy narodziny [myślę] tego
politycznego pojęcia są przygotowywane na podstawie treści filozoficznych. W
ten sposób sfera polityczności jest sferą istnienia
przed-pojęć.

Polityka składa się z pojęć wstępnych; a badając pojęcia wstępne, badamy
homologię, o której mówiliśmy wcześniej. Badanie homologii
filozofii i polityki, tego, co jest wspólne dla tych
dwóch asymetrycznych sfer, jest badaniem pojęć wstępnych i zadaniem
filozofii polityki.

O tym właśnie mówimy. Mówimy o pewnego rodzaju polu,
które istnieje, gdzie wielość filozofii przecina się
z wielością polityki. Właśnie między nimi jest to,
co wspólne… to, co polityczne, co bada filozofia polityki.

To był wstęp.

Przejdźmy teraz do pytania, jak to się dzieje w praktyce. Platon jest
uważany za twórcę pierwszego w historii pełnoprawnego systemu filozoficznego
.

Sformułował on w sposób najpełniejszy tę filozoficzną agendę, która nie tylko
przesądziła o całej starożytnej historii filozofii, o całym
średniowieczu, w znacznym stopniu o filozofii renesansu,
która [niesłyszalne] o filozofii nowożytności.

Co więcej, w XXI wieku nie ma filozofa bardziej
aktualnego i mniej zrozumiałego niż Platon. Innymi słowy, Platon jest całą
filozofią [całością filozofii; filozofią in toto].

Najbystrzejsi myśliciele XIX, XVIII, XVII, XVI, XV… i tak dalej,
aż do Platona, wszyscy studiują Platona. Właściwie, ściśle rzecz biorąc, istnieje jeden
filozof: Platon, i to jest filozofia.

Do dziś nie znamy [niesłyszalne] jego zamiarów. Wokół każdego
słowa Platona, każdego z jego zdań, do
dziś toczą się zażarte spory i nikt nie jest w stanie w pełni stwierdzić, czy właśnie tak go
rozumiano.

Geniusze powstają, by zająć jakieś stanowisko; geniusze powstają i mu się sprzeciwiają. Nie są to
prości ludzie. Geniusze filozoficzni…

Wszystkie dogmaty chrześcijańskie opierają się na Platonie. W teologii chrześcijańskiej
nie ma tezy, która nie miałaby wymiaru platońskiego. W
teologii islamskiej wszystko opiera się wyłącznie na platonizmie.

Nawet tam, gdzie platonizm nie dotarł, w Indiach,
najprostszym sposobem studiowania hinduskiej filozofii, Wed, religii jest
platonizm, ponieważ analogia jest od razu oczywista.

Platon jest zatem uważany za księcia filozofów, a jego
władzy w filozofii nikt jeszcze nie zdołał podważyć. Tysiące
razy ogłaszano upadek imperium Platona.
Za każdym razem okazywało się to jedynie marginalną halucynacją.

Żyjemy w filozofii Platona, Platon jest księciem filozofii,
i albo temu zaprzeczamy, w takim przypadku […] jesteśmy świadkami powstania niewolników
, którzy próbują wyrwać się spod potęgi księstwa Platona, albo po
prostu akceptujemy to jako lojalni obywatele i podążamy za naszym Cesarzem, Platonem.

Po drugie, twierdzenie, że filozofia wniosła coś uzupełniającego do
Platona, jest całkowicie bezpodstawną, nienaukową hipotezą akademicką. To
rodzaj plotki, której nie potwierdza społeczność naukowa.

Nawet ci, których uważa się za ucieleśnienie filozofii
nowoczesności, studiowali Platona [mówi o Bergsonie, który za pośrednictwem
„prymitywnego i bardzo ograniczonego” Karla Poppera dał nam otwarte społeczeństwo, oraz
o Whiteheadzie, aby pokazać, że obaj, choć nowożytni, inspirowali się
Platonem].

Platon jest wszystkim. Dlatego też, czytając Platona, natyka się
nie tylko na jednego filozofa, autora czy szkołę; natyka
się na filozofię jako taką.

Ponieważ cała filozofia to nic innego jak ruch między kilkoma
tezami Platona. Platon założył całą filozofię naraz: od razu i
w całości. Zatem studiowanie filozofii jest studiowaniem filozofii
Platona.

Wszystko inne, jak powiedział sam Whitehead, filozof analityczny,
logik i matematyk, jest w istocie przypisem do
filozofii Platona.

Musimy więc pamiętać, że filozofia to tylko Platon. A jeśli
nie rozumiemy Platona, nie rozumiemy języka programowania
filozofii.

[…] Studium filozofii zaczyna się od studiowania dzieł
Platona; studiowanie filozofii jest piorunem [porazhaetsya, zdaje się, że
słyszałem] poprzez studiowanie dzieł Platona; studiowanie filozofii
kończy się na studiowaniu dzieł Platona; jest tu tego tyle, że wystarczy na całe
życie.

Zatem można – byłem zbyt ogólny. To program dla
geniuszy. Dla prostego, przeciętnego filozofa możliwe jest wzięcie
jednego z dialogów Platona. Ja biorę Kratylosa [na przykład] i żyję
z Kratylosem.

Do końca mojego życia jasność Kratylosa będzie całkowita. Dla
studentów sprawa się zawęża. Weźmy osobne powiedzenie Platona
i spróbujmy w pewnym momencie je przeżyć. A
nawet to będzie ogromne, bo Platon to filozofia.

Jeśli zatem mówimy o filozofii, mówimy o Platonie. […]

Jeśli chcemy bliżej poznać matrycę, na
której podstawie kształtuje się das Politische i sfera homologii, o której mówiliśmy
, lub te wstępne koncepcje, którymi się zajmujemy, jeśli chcemy
zrozumieć, skąd bierze się polityka, jakie są jej struktury i jak
krystalizuje się i manifestuje poprzez politykę, musimy studiować
Platona.

[…] Pierwszą rzeczą, którą musimy poznać, są pisma Platona.

Tłumaczenie M. Millermana

Wojna z ludzkością

Wojna z ludzkością

3. maja 2026 Marek Wojcik world-scam/wojna-z-ludzkoscia

Za każdą wojną stoją wielkie pieniądze. Gutle Rothschild (żona Mayera Amschela Rothschilda 1753-1849): „Gdyby moi synowie nie chcieli wojen, nie byłoby ich”. Jej małżonek Mayer Amschel Rothschild: „Dajcie mi kontrolę nad pieniędzmi danego kraju, a nie będzie mnie obchodziło, kto ustala jego prawa”. Źródło.

Źródło.

Miliony ludzi, którzy padli w wojnach, w większości nie uświadamiali sobie, że umierali jedynie po to, by garstka banksterów mogła wzmocnić swoją władzę nad naszym globem. Dzisiaj są na świecie jedynie trzy kraje, w których nie ma instytucji prywatnego banku centralnego. Są to: Iran, Północna Korea i Kuba. Zapewne istnieją ponadto obszary na świecie, na które klan Rohschildów nie ma wpływu, ale mało kto o nich słyszał i dlatego nie odgrywają żadnej roli we współczesnym świecie.

Obaj noszą krawaty marki Turnbull & Asser.
Jeśli możesz pukać w pierś króla Karola, jakby był twoją szmatą, to zapewne jesteś Rothschildem…

Wspieranie i podżeganie obu stron do wojny, to najlepszy model finansowy, jaki dotychczas wymyślono. Strona, która wojnę wygra, zdobędzie łupy, którymi spłaci zaciągnięte długi. Przegrana strona zostanie obciążona kontrybucjami, w celu spłacenia długów. Do tego dochodzą zyski pochodzące z produkcji uzbrojenia i odbudowy wojennych zniszczeń. Jest jeszcze jedna „korzyść”: depopulacja.

Analogicznie działała wojny kowidowa ze światem. Producenci broni biologicznej zdobyli miliardy, które zasiliły wielki majątek Rothschildów & Co.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gniew ludzi skierowany jest na rządy, czy jak w przypadku kowida również na firmy w rodzaju Pfizer, a nie na szare eminencje, które naprawdę stały za tym biznesem. Nie ważne jak ich nazwiemy. Elity – to najmniej adekwatne określenie dla zwyrodniałych bandziorów. Jest jeszcze bagno, Deep State, globaliści i masoneria. Jakaś nazwa jest potrzebna, byśmy wiedzieli o kim mowa.

Kosztami wojny nie będą obciążeni jej sprawcy.
Oni zarobią na odbudowie zniszczeń
.

Wiele osób zadawało pytanie: Dlaczego Watykan nazwał „szczepienia” przeciwko plandemii objawem miłości bliźniego i wydał srebrną monetę dla upamiętnienia tego globalistycznego ludobójstwa? Był to kolejny przejaw wojny kasty Rothschildów przeciw populacji światowej.

W 1823 roku rodzina Rothschildów przejęła całość operacji finansowych Kościoła katolickiego.
Rothschildowie są więc właścicielami Kościoła katolickiego.
Źródło:
Telegram 27.04.2026 r. 10:11.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Oto każda debata izraelsko-palestyńska w pigułce

Caitlin Johnstone

Każda debata izraelsko-palestyńska w pigułce:

Tak więc pierwotnym źródłem żalu jest ewidentnie sztuczne stworzenie państwa etniczno-nacjonalistycznego w połowie XX wieku oraz naciski syjonistów i zachodnich imperialistów, aby to urzeczywistnić.

Caitlin Johnstone 3 maja 2026 r

Zasadniczo każda debata izraelsko-palestyńska przebiega w ten sposób:

„Izrael zrobił X.”

„Tak, bo Hamas zrobił Y.”

„Tak, bo Izrael zrobił Z.”

„Tak, ale tylko dlatego, że Palestyńczycy ciągle robią A.”

„Okej, ale to by się nie wydarzyło, gdyby Izraelczycy nie robili B.”

„Ale to się stało tylko dlatego, że Arabowie zrobili C!”

—————————————

Jeśli jednak cofniemy się w czasie wystarczająco daleko, dotrzemy do momentu, w którym świat zachodni siłą umieścił zupełnie nowe państwo etniczne na szczycie już istniejącej cywilizacji bez zgody — i ze skrajną szkodą dla — ludzi, którzy już tam mieszkali.

Jasne, można cofnąć się jeszcze dalej i powiedzieć: „Och, tak, Żydzi mieszkali tam tysiące lat temu”, ale to po prostu głupota. Nie ma żadnego uzasadnionego powodu, by sądzić, że jakiś Żyd w Nowym Jorku ma jakiekolwiek znaczące pochodzenie łączące go z tą ziemią silniej niż jakikolwiek przypadkowy muzułmanin w Turcji czy gdziekolwiek indziej, a nawet gdyby istniało, to i tak absurdem byłoby powoływanie się na starożytną historię jako podstawę roszczeń terytorialnych. Jestem oddalona zaledwie o kilka pokoleń od moich przodków z Irlandii i Szkocji, ale byłoby absurdem, gdybym pojawiła się i zażądała domu kogoś, kto tam mieszka.

Zatem pierwotnym powodem niezadowolenia jest ewidentnie sztuczne stworzenie państwa etno-nacjonalistycznego w połowie XX wieku oraz naciski syjonistów i zachodnich imperialistów, by to osiągnąć. To właśnie ten pierwotny akt nadużycia doprowadził do powstania całego tego gigantycznego bałaganu.

I jak to się wszystko potoczyło? Historia mówi sama za siebie. Pokolenia nieustannej przemocy i nadużyć, których kulminacją była rzeź i chaos na całym Bliskim Wschodzie, które widzimy dziś.

Oznacza to, że utworzenie Izraela było błędem. Błędem, który należy naprawić.

Syjoniści rozpłyną się w wrzaskliwej stercie jadu i przesady, gdy powiesz to, twierdząc, że nawołujesz do eksterminacji Żydów, ale to nieprawda. Z pewnością naprawienie krzywd przeszłości i położenie kresu porządkowi narodowemu, który opierał się na przedkładaniu interesów Żydów nad interesy Palestyńczyków, byłoby uciążliwe dla wielu Żydów, którzy tam mieszkali, ale nie ma podstaw, by twierdzić, że pociągnęłoby to za sobą ich śmierć. Apartheid w RPA został zniesiony bez eksterminacji milionów białych ludzi i nie ma powodu, by sądzić, że zniesienie apartheidu w Izraelu pociągnęłoby za sobą eksterminację Żydów.

Eksperyment z Izraelem został już przeprowadzony i zakończył się niepowodzeniem. Czas spróbować czegoś innego.

Prawa dotyczące protestów należy postrzegać jako próby zakazania krytyki Izraela

Prawa dotyczące protestów

należy postrzegać jako

próby zakazania krytyki Izraela

Celem władz [Wielkiej Brytanii md] jest dodawanie coraz większej liczby przepisów dotyczących protestów, aż nikt nie będzie chciał uczestniczyć w demonstracji pro-palestyńskiej bez obecności prawnika.

Caitlin Johnstone 2 maja 2026 r. caitlinjohnstone-au/protest-laws-should-be-viewed-as-efforts-to-ban-criticism-of-israel

Przepisy skierowane przeciwko protestom pro-palestyńskim należy zawsze postrzegać jako próby zakazania krytyki Izraela. Właśnie to obserwujemy w Wielkiej Brytanii, gdzie premier zachęca do ścigania każdego, kto mówi: „globalizacja intifady”.

„Jeśli staniesz po stronie ludzi, którzy mówią o globalizacji Intifady, nawołujesz do terroryzmu wobec Żydów, a osoby używające tego sformułowania powinny być ścigane” – powiedział Keir Starmer podczas czwartkowej konferencji prasowej . „To rasizm, skrajny rasizm, który pozostawił mniejszość w tym kraju przestraszoną, zastraszoną i zastanawiającą się, czy jest częścią wspólnoty. Dlatego powtarzam, że ten rząd zrobi wszystko, co w jego mocy, aby wykorzenić tę nienawiść”.

Wielka Brytania zakazała już wszelkich form wyrażania poparcia dla grupy aktywistów Palestine Action, niedawno też zakazała organizowania powtórnych protestów i aresztowała demonstrantów za używanie słowa „intifada” w ich działaniach na rzecz Palestyny, powołując się na „przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu o podłożu rasowym”. Teraz premier chce, by wszyscy zostali oskarżeni ze zwiększoną agresją.

To wszystko jest ledwo zamaskowaną próbą wywołania efektu mrożącego na cały ruch protestacyjny pro-palestyński. Celem jest po prostu dodawanie kolejnych przepisów dotyczących protestów, aż nikt nie będzie chciał uczestniczyć w demonstracji pro-palestyńskiej bez obecności prawnika, który doradziłby im, co dokładnie mogą, a czego nie mogą mówić, jeśli chcą uniknąć więzienia.

Komentarze Starmera były reakcją na nieśmiertelny atak nożem na dwóch mężczyzn pochodzenia żydowskiego, do którego doszło w środę w Golders Green. Premier natychmiast określił to zdarzenie jako „antysemicki atak” i, jak twierdzi policja, traktuje je jako incydent terrorystyczny .

Cała zachodnia klasa polityczna i medialna oczywiście wykorzystała tę okazję, by krzyczeć o antysemityzmie i domagać się represji wobec antyizraelskich wypowiedzi oraz demonstracji pro-palestyńskich. W Australii ta historia spotkała się z gorączkowym rozgłosem w naszej propagandowej prasie głównego nurtu, mimo że dotyczy ona ataku nożem na wyspie po drugiej stronie globu, gdzie w zeszłym roku odnotowano około 53 000 przestępstw z użyciem ostrza .

Niestety, pomimo licznych narracji o nienawiści do Żydów i terroryzmie, które krążą wokół tego tematu, w chwili pisania tego tekstu nie ma żadnych publicznych dowodów na to, że atak był motywowany ideologią nienawiści. Brytyjski kanał informacyjny Channel 4 donosi , że podejrzany, urodzony w Somalii obywatel brytyjski o imieniu Essa Suleiman, opuścił szpital psychiatryczny zaledwie kilka dni przed atakiem i ma długą historię chorób psychicznych i agresywnych zachowań. W 2008 roku Suleiman został podobno uwięziony za napaść na policjanta i jego psa; możemy prawdopodobnie założyć, że pies policyjny nie był Żydem.

Równie niewygodny dla narracji o antysemickim terroryzmie jest fakt, że dwaj Żydzi nie byli jedynymi ofiarami ataku Suleimana tego dnia. Oprócz zarzutów o atak w Golders Green, Suleiman jest również oskarżony o próbę zabójstwa swojego wieloletniego znajomego Ishmaila Husseina, do której doszło wcześniej tego samego dnia. Nie jestem ekspertem w tych sprawach, ale „Hussein” nie brzmi mi jak żydowskie nazwisko i myślę, że możemy śmiało założyć, że gdyby tego dnia zginęła trzecia żydowska ofiara, nie byłoby to ukrywane przed prasą.

Gdybym zobaczyła kogoś, kto zaraz po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego wszczyna serię ataków nożowników na Żydów i osoby nieżydowskiego pochodzenia, moją pierwszą myślą nie byłoby: „To zdecydowanie motywowany politycznie akt terroryzmu o podłożu antysemickim”. Moją pierwszą myślą byłoby: „To chory psychicznie człowiek, którego system zawiódł, który wpadł w szał i naraził życie innych podczas jakiegoś psychotycznego załamania”. 

W 2020 roku Sulejman został podobno skierowany do programu Prevent – ​​rządowego programu wczesnej interwencji, mającego na celu odciągnięcie wrażliwych członków społeczeństwa od ekstremizmu – ale wkrótce potem jego wniosek został odłożony na półkę. Na razie możemy jedynie spekulować, ale mogło to nastąpić, ponieważ odpowiednie władze uznały, że wszelkie sygnały ostrzegawcze, jakie mogło wywołać jego zachowanie, były wynikiem choroby psychicznej, a nie niebezpiecznej ideologii, po czym wrzuciły jego akta do kosza z etykietą „nie nasz problem”.

Fakt, że przemoc Sulejmana nie była skierowana wyłącznie przeciwko Żydom, w połączeniu z faktem, że zmagał się wówczas z poważnymi problemami psychicznymi, pozornie bardzo utrudniałby udowodnienie, że jego działania miały polityczne lub religijne motywy terrorystyczne. Być może dlatego w chwili pisania tego tekstu został oskarżony jedynie o usiłowanie zabójstwa, a nie o terroryzm.

Jak widać, narracja, że ​​była to antysemicka zbrodnia z nienawiści, wymagająca radykalnych, autorytarnych środków, jest tak krucha, jak to tylko możliwe. Ale i tak ją przepychają, z całych sił. Robią to nie po to, by chronić Żydów, ale by chronić interesy informacyjne państwa Izrael, z którym imperium zachodnie jest ściśle powiązane.

Mówiłem to już wcześniej i powtórzę raz jeszcze: Nie ma większego zagrożenia dla wolności słowa w świecie zachodnim niż Izrael i jego zwolennicy. Całe społeczeństwo zachodnie musi zaciekle stawić opór szaleńczemu naciskowi na zduszenie naszego prawa do sprzeciwu wobec wojny, ludobójstwa, apartheidu i niesprawiedliwości.

Rosja na Ukrainie czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie: Kto i gdzie prowadzi „brutalną wojnę agresywną”?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/russland-in-der-ukraine-oder-usa-und-israel-im-naher-osten-wer-fuehrt-wo-einen-brutalen-angriffskrieg

Podwójne standardy Zachodu

Rosja na Ukrainie czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie: Kto i gdzie prowadzi „brutalną wojnę agresywną”?

Porównanie liczby ofiar cywilnych na Ukrainie z jednej strony oraz w Iranie i Libanie z drugiej strony daje odpowiedź na pytanie, czy Rosja na Ukrainie, czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie prowadzą „brutalną wojnę agresywną”.

Anti-Spiegel  2 maj 2026

Zachód – a zwłaszcza niemieckie media i politycy – oskarża Rosję o prowadzenie „brutalnej wojny agresywnej” na Ukrainie, nie mogąc się zdobyć nawet na poważną krytykę działań Izraela i USA wobec Iranu i Libanu.

Według oficjalnych danych, od lutego 2022 roku (stan na koniec marca 2026 roku) ofiarami wojny na Ukrainie padło 15 578 cywilów, w tym 784 dzieci. To średnio 318 ofiar śmiertelnych miesięcznie. Dodatkowo, w ciągu czterech lat wojny rannych zostało 43 352 cywilów, co daje średnio 885 rannych miesięcznie.

Podczas 40-dniowych ataków USA i Izraela na Iran zginęło 3375 cywilów, a ponad 26 500 zostało rannych. To daje 84 ofiary śmiertelne wśród cywilów każdego dnia. Gdyby porównać to z wojną na Ukrainie i ekstrapolować na liczbę miesięczną, oznaczałoby to 2531 ofiar śmiertelnych wśród cywilów miesięcznie. Dodatkowo, 19 875 cywilów odniosłoby obrażenia miesięcznie.

Co więcej, trwa obecnie wojna Izraela z Libanem, w której od 2 marca – dokładnie miesiąc po ataku – zginęło 2659 cywilów, a 8183 zostało rannych, według najnowszych danych.

Oznacza to, że wojny rozpętane przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie od końca lutego kosztowały życie 5190 cywilów miesięcznie, a 28 058 zostało rannych.

Oczywiście, każda śmierć to o jedną za dużo i nie należy porównywać ofiar, ale te jednoznaczne liczby nieuchronnie rodzą pytanie: Kto prowadzi „brutalną wojnę agresywną”?

Rosja na Ukrainie, gdzie co miesiąc ginie 318 cywilów, a 885 zostaje rannych, czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie, gdzie co miesiąc ginie 5190 cywilów, a 28 058 zostaje rannych?

Myślę, że odpowiedź jest jasna i po raz kolejny pokazuje cyniczne podwójne standardy niemieckich mediów i polityków, którzy nie śmią nawet krytykować USA i Izraela. A nie wzięliśmy nawet pod uwagę ponad 100 000 cywilnych ofiar izraelskiego ludobójstwa w Strefie Gazy.

Biorąc pod uwagę te rażące podwójne standardy, czy można się dziwić, że Niemcy i UE tracą międzynarodowe wpływy w coraz szybszym tempie? Reszta świata również dostrzega te podwójne standardy – i jest to przedmiotem dyskusji w ich mediach.

… zabójcy państwa narodowego

… zabójcy państwa narodowego – Sergiusz Muszyński

Autor: Redakcja , 3 maja 2026

Oryginalny tytuł zaczyna się od „Cisi zabójcy…”

Dlaczego „cisi”?

Cały artykuł, albo nagranie audio (poniżej)

Cisi zabójcy państwa narodowego

Po kilkudziesięciu latach od zawarcia traktatu paryskiego twierdzenie, że integracja europejska i podmiotowość narodowa stoją do siebie w opozycji stało się w zasadzie truizmem. To, przed czym narodowa prawica ostrzegała w toku kampanii referendalnej w 2003 r., stało się faktem.

Niestety polskie władze – zarówno poprzednie, jak i obecne – nie reagują adekwatnie na unijną uzurpację. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, pozornie utrzymując przynajmniej gdzieniegdzie twardą retorykę w relacjach z Brukselą, dla próby pozyskania funduszy wyborczych w postaci KPO w istocie poświęcił polską rację stanu. Co więcej, mimo że finalnie środki do Polski wówczas nie popłynęły, i tak trzeba było spłacać od nich odsetki. W imię interesu partyjnego, którego na dodatek nie udało się zrealizować, ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego przyzwoliło na poważny krok osłabiający naszą suwerenność.

Gra toczyła się bowiem wówczas o zdecydowanie wyższą stawkę niż wygrana jakiegokolwiek środowiska politycznego w wyborach parlamentarnych. Zgoda na „kamienie milowe”, uwspólnotowienie długu i powiązanie środków europejskich z tzw. praworządnością była praktycznym wpisaniem się w politykę budowy superpaństwa bez zmian w traktatach – a nawet wbrew i tak już daleko idącym traktatom. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w okresie rządów poprzedniej ekipy nastąpiła najdalej posunięta erozja suwerenności Polski od 2004 r., porównywalna jedynie z ratyfikacją traktatu lizbońskiego.

Iran rzuca wyzwanie Trumpowi: Aktywowano obronę powietrzną nad Teheranem – Groźba eskalacji

Iran rzuca wyzwanie Trumpowi: Aktywowano obronę powietrzną nad Teheranem – groźba eskalacji

W rozmowie z niezależnym dziennikarzem i analitykiem geopolitycznym Pepe Escobarem, Escobar ostrzega przed niebezpieczną eskalacją konfliktu między USA a Iranem.

Pomimo potężnych gróźb militarnych i blokady morskiej, Teheran obstaje przy swoich podstawowych żądaniach – wspierany przez zaskakująco ścisły sojusz z Rosją.

Iran przeciwstawia się Trumpowi: Eskalacja w Zatoce Perskiej – i imperium bez wyjścia

[tu gadają godzinę: md]

Sytuacja na Bliskim Wschodzie dramatycznie eskaluje. Wczoraj wieczorem [2. V. md] nad Teheranem przecinały się strzały z dział przeciwlotniczych, a według doniesień medialnych prezydent USA Donald Trump rozważał opcje ataków militarnych na Iran. Teheran jednak nie daje się zastraszyć. Wręcz przeciwnie: Iran prowadzi trzyetapową dyplomację, która stawia Waszyngton przed wyborem – tym, który Trump jak dotąd stanowczo odrzuca.

Irańska trzyetapowa strategia

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi zakończył w tym tygodniu skrupulatnie zaplanowaną podróż dyplomatyczną, odwiedzając Islamabad, Maskat i Sankt Petersburg. Jego celem było wypracowanie planu pokojowego, opartego na mediacji, z trzema głównymi postulatami.

Po pierwsze, zakończenie wszelkich wojen – nie tylko bezpośredniego konfliktu między USA a Iranem, ale także ataków na całą oś oporu, w tym Hezbollah, Jemen i milicje w Iraku. Po drugie, gruntowna restrukturyzacja ram prawnych dla Cieśniny Ormuz. Dopiero jako trzeci krok, negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego.

„To dobitny dowód strategicznej porażki Ameryki” – skomentował Escobar. Trump nie ma „żadnych kart do rozegrania” poza utrzymaniem blokady morskiej. Jego jedynym celem jest nowe porozumienie nuklearne – w istocie złagodzona wersja JCPOA, z którego sam wycofał się w 2018 roku.

Putin składa oświadczenie

Na szczególną uwagę zasługuje wizyta Aragcziego w Petersburgu. Został tam przyjęty nie tylko przez ministra spraw zagranicznych Ławrowa, ale również osobiście przez prezydenta Władimira Putina na półtorej godziny. „Putin zazwyczaj daje głowom państw nie więcej niż 30–45 minut” – podkreśla Escobar. Wyjątkowa długość rozmowy sugeruje „bardzo, bardzo poważną dyskusję”.

Co jeszcze ważniejsze: sam Putin natychmiast zadzwonił do Trumpa – również rozmawiali ponad półtorej godziny. Według Escobara, szef Kremla jednoznacznie dał prezydentowi USA do zrozumienia, że ​​powrót do wojny jest „niedopuszczalny” i wciągnąłby w konflikt nie tylko Iran, ale cały region, w tym arabskie monarchie Zatoki Perskiej.

Trump najwyraźniej nie zrozumiał notatki: zamiast tego poprosił Kolegium Połączonych Szefów Sztabów i dowódcę Centralnego Dowództwa USA (Centcom) o przedstawienie mu opcji „ostatecznego uderzenia”.

Blokada jako „fantazja Netflixa”

Escobar uważa, że ​​blokada morska irańskiego eksportu ropy naftowej narzucona przez Waszyngton okazuje się w dużej mierze nieskuteczna. Amerykańskie niszczyciele stacjonują daleko na południu Oceanu Indyjskiego, niektóre w pobliżu Sri Lanki, a nawet w pobliżu Cieśniny Malakka. „Amerykanie nie mają odwagi, by zablokować chiński tankowiec na Morzu Arabskim” – stwierdził Escobar. Irańskie okręty krążą w pobliżu wód terytorialnych Iranu i Pakistanu – taktyki, której Waszyngton nie jest w stanie udaremnić.

Co więcej, Pakistan uruchomił w tym tygodniu sześć korytarzy lądowych. „Jaka jest najkrótsza droga między Iranem a Chinami? Co leży pośrodku? Pakistan, z doskonałymi relacjami z oboma krajami” – wyjaśnia Escobar. Ropa naftowa i towary mogłyby być również transportowane linią kolejową przez Azję Środkową do Sinciangu. „Ci ludzie w Waszyngtonie nie znają zbyt dobrze map Eurazji”.

Ryzyko eskalacji

Pomimo oczywistej strategicznej słabości pozycji USA, sytuacja pozostaje niezwykle niebezpieczna. Trump jest pod ogromną presją, a jednocześnie psychicznie niezdolny do przyznania się do porażki. „Głęboko w podświadomości wie, że popełnił błąd i nie ma już odwrotu” – analizuje Escobar. Opcje przedstawione przez wojsko w ramach „ostatecznego uderzenia” są „absolutnie przerażające” i obejmują ataki na infrastrukturę cywilną, a także ponowne próby zdziesiątkowania irańskich przywódców.

Irańska odpowiedź na dalsze ataki byłaby druzgocąca. „Wystarczy jeden pocisk, żeby zatopić amerykański lotniskowiec” – ostrzega Escobar. Wszystkie irańskie instytucje – od parlamentu, przez Gwardię Rewolucyjną, po niezależnych analityków – jednogłośnie zasygnalizowały: „Nie ustąpimy. Pójdziemy na całość”.

Upadek Rady Współpracy Zatoki Perskiej i kryzys petrodolara

Konsekwencje wojny już teraz wstrząsają strukturami politycznymi regionu. Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) jest „nieodwracalnie podzielona”. Podczas gdy Oman i Katar działają pragmatycznie, a Arabia Saudyjska dąży do rozwiązania dyplomatycznego, Zjednoczone Emiraty Arabskie, pod wodzą następcy tronu, księcia Mohammeda bin Zayeda (MBZ), podjęły ryzykowne ryzyko, stając po stronie USA i Izraela. Niedawne wycofanie się ZEA z OPEC służy wyłącznie celowi zwiększenia własnej produkcji ropy naftowej z obecnych 3,4 miliona baryłek dziennie do 5 milionów baryłek dziennie – ze szkodą dla pozostałych członków i z korzyścią dla azjatyckich odbiorców: Chin, Japonii i Indii.

Według Escobara MBZ w rzeczywistości dąży do stworzenia „arabskiej wersji Izraela”. Iran jednak się na to nie zgodzi: „Fujairah, terminal naftowy ZEA, nie będzie już bezpieczny”. Pojedynczy atak mógłby całkowicie pokrzyżować plany MBZ.

Jednocześnie przyspiesza globalne odchodzenie od zdominowanego przez USA systemu finansowego. Powiązania między Chinami a Indonezją systemów płatności opartych na kodach QR, ekspansja UnionPay i Alipay w Azji oraz koordynacja alternatywnych systemów płatności między Chinami, Rosją i Iranem malują obraz nowego, wielobiegunowego porządku gospodarczego. „Visa i Mastercard są stopniowo wypierane z rynku” – podsumowuje Escobar. „To jest przyszłość i Amerykanie nie mogą z tym absolutnie nic zrobić”.

Wniosek

Według Escobara konflikt o Iran stanowi punkt zwrotny w historii świata. „To wojna, która definiuje geopolitycznie XXI wiek” – mówi. Kraj, który przez 47 lat cierpiał z powodu sankcji i został celowo zubożony przez Stany Zjednoczone, zdołał „zorganizować się wbrew wszelkim przeciwnościom i zaabsorbować swoją niepodległość, suwerenność i militarnie wszystko, co było przeciwko niemu skierowane”. Wszystko to dzięki krajowej technologii – „made in Iran”.

Paralela do wietnamskiego ruchu oporu z 1975 roku jest oczywista: „Ten sam duch – opór, suwerenność, wbrew wszelkim przeciwnościom aż do końca”.

Strategiczna klęska USA została przesądzona już w pierwszych dziesięciu dniach wojny. Pytanie brzmi, jak długo psychicznie przytłoczony prezydent będzie nadal trzymał świat na uwięzi swojej zmienności.

Wojna się nie skończyła – została jedynie przepakowana

Czy wojna z Iranem naprawdę się skończyła?

Widok z Teheranu z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim

W wywiadzie na żywo „Now Live: Czy wojna z Iranem naprawdę się skończyła?” z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim, wykładowcą Uniwersytetu w Teheranie i wieloletnim analitykiem politycznym, przez całą rozmowę przewija się jeden temat: wojna jest daleka od zakończenia – ani militarnego, ani ideologicznego.

Toczy się ona obecnie na kilku poziomach jednocześnie: na ulicach i w portach Iranu, na rynkach i w rządach świata zachodniego, a także w umysłach ludzi codziennie bombardowanych propagandą, obrazami wojny i fałszywymi ogłoszeniami „pokoju”.

Życie na wojnie: Normalność pomimo blokady

Marandi opisuje Teheran jako miasto, które na pierwszy rzut oka wydaje się w dużej mierze normalne. Ludzie robią zakupy, dzieci chodzą do szkoły, a nocą na ulicach nie panuje panika, lecz demonstracje solidarności z irańskimi siłami zbrojnymi i „Osią Oporu”. „Teheran to bardzo bezpieczne miasto” – mówi Marandi. „Można spacerować samotnie po ulicach nocą o 23-ciej lub o północy i czuć się bezpiecznie”.

Jednocześnie społeczeństwo odczuwa skutki wojny i sankcji: rośnie inflacja, bombardowane są fabryki, a dostawy leków i energii są utrudnione. Jednak w porównaniu z doświadczeniami w zachodnich metropoliach, profesor postrzega codzienne bezpieczeństwo w Iranie jako jeszcze wyższe. Ludzie są „nieustraszeni”, jak to ujął – nadal chodzą do pracy, jedzą, świętują i modlą się, podczas gdy w tle krążą pogłoski o zbliżającej się zakrojonej na szeroką skalę ofensywie „koalicji Epsteina”, składającej się najwyraźniej z USA, Izraela i zachodnich sojuszników.

„Kwestia winy”: Kto jest zdolny do prowadzenia wojny – a kto przymyka na to oczy?

Dla Marandiego jedno jest jasne: wojna z Iranem nie wybuchła znikąd, lecz była bezpośrednią odpowiedzią na politykę wojenną reżimu syjonistycznego w Izraelu i jego nieproporcjonalne wsparcie ze strony Zachodu. Niedawne zbrodnie – długotrwałe ludobójstwo w Strefie Gazy, które praktycznie zniszczyło część Strefy Gazy, oraz ludobójcze ataki na południowy Liban – są prawdziwymi powodami ataków i blokad Iranu.

Marandi podkreśla, że ​​wojny te są celowo bagatelizowane w mediach: zachodnie media mówią o „precyzyjnych atakach” na „cele Hezbollahu”, podczas gdy w rzeczywistości chodzi o bombardowane bloki mieszkalne, szkoły i rodziny. Strategia: „Odwrócić wzrok, opowiedzieć inną historię, a jeśli publiczne oburzenie nadal będzie narastać, zbagatelizować je terminem »zawieszenie broni«, który dawno stracił na znaczeniu”.

Dlaczego negocjacje są skazane na niepowodzenie, a impas trwa

Z irańskiej perspektywy, szeroko dyskutowane negocjacje między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zakończyły się fiaskiem, ponieważ opierają się na fundamentalnej nierównowadze sił. Strona amerykańska nalega na jednostronne warunki, podczas gdy strona irańska – wspierana doświadczeniem ostatnich lat – od dawna rozumie, że każdy jednostronny kompromis w przeszłości prowadził jedynie do ponownych ataków i nacisków.

W rezultacie nie mamy do czynienia z klasycznym zawieszeniem broni, lecz z wojną w przebraniu, „wojną oblężenia”: Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana, irańskie statki są przetrzymywane, a międzynarodowy ruch żeglugowy odbywa się wyłącznie pod ścisłym nadzorem, a czasami po uiszczeniu tajnych lub pośrednich opłat za przejazd alternatywnymi szlakami. Dla Teheranu jest to permanentny stan wojny, nawet jeśli Waszyngton czy Tel Awiw mówią o „negocjacjach”.

Jak Zachód próbuje oszukać świat

Marandi analizuje wojnę nie tylko jako konflikt zbrojny, ale także jako wojnę o percepcję. Jego zdaniem, zachodnia opinia publiczna została ukształtowana przez dekady kapitalistycznej koncentracji mediów, kooptacji akademickiej i państwowej propagandy. Te same oligarchiczne sieci, które kontrolują media i think tanki, dominują również w edukacji akademickiej – dbając o to, by zachodnie narracje były przez dekady uznawane za „uniwersalne”.

Przebudzenie nastąpiło w ostatnich latach za sprawą trzech wydarzeń:

  1. ogromna ilość zdjęć i filmów z Gazy i Libanu, których nie udało się całkowicie ukryć nawet cenzurowanym platformom, takim jak Instagram czy X,
  2. rosnące nierówności i upadek zachodniej klasy średniej, co sprawiło, że wiele osób stało się bardziej sceptycznych wobec własnych instytucji,
  3. wzrost znaczenia państw niezachodnich – zwłaszcza Rosji, Chin, Persji i innych – oferujących alternatywne źródła informacji.

Jednakże, według Marandiego, ugruntowane mocarstwa nie skupiają się na odwróceniu sytuacji, lecz na jej intensyfikacji: więcej wojny, więcej sankcji, więcej kontroli nad narracją – „podwojenie stawki”, które jeszcze bardziej pogłębia podziały społeczne i gniew wobec elit rządzących.

Sztuka i satyra jako narzędzia oporu

W wywiadzie Marandi szczególnie podkreśla rolę sztuki i satyry. Prowadząca program posługuje się „soczewką satyryczną”, wyraźnie celując w tych, którzy nie chcą widzieć ani rozumieć – „zombie”, jak sami siebie nazywają. Satyra, komedia, sztuka i muzyka, jak twierdzi, „otwierają” umysły, które zamknęły się na rzeczywistość.

Marandi podkreśla: „Sztuka pomaga nam zrozumieć świat – ale także pomaga nam zachować zdrowy rozsądek”. W rzeczywistości, w której każdego ranka konfrontowani jesteśmy z nowymi obrazami rozdzieranych dzieci, zabitych ojców i matek, humorystyczna lub satyryczna krytyka jest małym wentylem bezpieczeństwa – a jednocześnie potężnym narzędziem politycznym, służącym zmianie postrzegania społecznego.

Dlaczego młodsze pokolenie reaguje inaczej

Według Marandiego, młodzi ludzie w wielu krajach zachodnich reagują na rzeczywistość wojny zupełnie inaczej niż poprzednie pokolenia. Połączenie obrazów w mediach społecznościowych, bezpośredniej solidarności z ofiarami w Strefie Gazy i wyraźnej sprzeczności między oficjalnymi oświadczeniami Zachodu a widocznymi faktami sprawiło, że wielu młodych ludzi poparło ruch oporu – i przestało uważać oficjalną perspektywę NATO za jedyną „wiarygodną”.

Ta zmiana stopniowo zmienia również sposób myślenia starszych grup demograficznych. „Każdy dzień sprawia, że ​​ludzie są bardziej czujni niż poprzedniego dnia” – mówi Marandi. Stara logika polegająca na państwowych kanałach informacyjnych stopniowo się rozpada – a siły, które się jej trzymają, tracą wiarygodność.

Wnioski: Wojna się nie skończyła – została jedynie przepakowana

Według Marandiego wojna z Iranem wcale się nie skończyła. Wręcz przeciwnie, podzieliła się na różne formy:

  • konflikt militarno-morski o kontrolę nad Cieśniną Ormuz,
  • wojna gospodarcza poprzez sankcje, blokady i presję rynkową,
  • i ideologiczna wojna, która kształtuje umysły ludzi w Europie i Ameryce Północnej. uncutnews youtube
  • ———————————————————————————-

Pomimo napięcia, irańskie społeczeństwo wykazuje niezwykłą odporność. Społeczeństwo zachodnie natomiast jest w stanie wewnętrznego rozłamu: pogłębia się przepaść między tymi, którzy dostrzegają realia wojny, a tymi, którzy nadal trzymają się oficjalnych narracji.

Dla widzów i sympatyków na Zachodzie Marandi stawia jasną granicę: „Najważniejszym wkładem jest przeciwstawienie się syjonizmowi i etnicznemu suprematyzmowi”.

Wzywa do wyjścia na ulice protestów przeciwko ludobójstwu, wspierania alternatywnych mediów i nielekceważenia roli sztuki i satyry – ponieważ są one kluczowymi narzędziami zmiany postrzegania świata i osłabienia koalicji wojennej pod przewodnictwem USA i Izraela.

CHINY ZŁAMAŁY BLOKADĘ USA: Tankowcem, nie rakietą.

PL Zaloguj się

CHINY ZŁAMAŁY BLOKADĘ USA: Tankowcem, nie rakietą — świat już nie będzie taki sam

Stany Zjednoczone ogłosiły blokadę Cieśniny Ormuz. Miała zmusić Iran do ugięcia. Zamiast tego, Chiny wysłały tankowiec. Dwadzieścia sześć statków przełamało amerykańską blokadę. Iran pobiera opłaty w chińskim jenie, nie w dolarach. A marynarka wojenna najpotężniejszego państwa świata nie była w stanie ich powstrzymać.

Większość komentatorów zadaje złe pytanie. Pytają: czy Chiny zainterweniują militarnie? To jest pytanie z poprzedniej epoki. Prawdziwe pytanie brzmi inaczej. W którym momencie amerykańska blokada staje się bezpośrednim atakiem na chińską suwerenność gospodarczą? I czy Waszyngton w ogóle rozumiał, jaką grę zaczął?

W tym materiale analizujemy, jak strukturalna pułapka zamknęła się na Stanach Zjednoczonych. Dlaczego Chiny nie musiały oddać ani jednego strzału, żeby złamać blokadę. Jakie są trzy scenariusze chińskiej odpowiedzi i który z nich jest najbardziej prawdopodobny. Jak analogia do Aten i wyprawy sycylijskiej tłumaczy to, co widzimy dziś w Ormuz. Dlaczego płatności w jenie, nie w dolarach, są poważniejsze niż jakikolwiek ruch militarny.

I co to wszystko oznacza dla Polski, kraju bałtyckiego na wschodniej flance NATO, którego bezpieczeństwo, ceny paliw i pozycja w sojuszu są bezpośrednio uzależnione od odpowiedzi na jedno pytanie: czy Ameryka wciąż kontroluje globalne szlaki morskie?

Pokazujemy też, dlaczego Rosja zarabia na tym kryzysie od czterdziestu pięciu do stu pięćdziesięciu jeden miliardów dolarów dodatkowych przychodów z ropy, które idą bezpośrednio na wojnę w Ukrainie, i dlaczego Polska, jako kraj rozumiejący tę stawkę jak nikt inny w Europie, powinna patrzeć na Cieśninę Ormuz jak na element bezpośrednio wpływający na jej własne bezpieczeństwo.

Blokada nie pękła dlatego, że Chiny wystrzeliły rakietę. Blokada pękła dlatego, że Chiny wysłały tankowiec.