Panie Premierze! Złapałem bobra , sprawcę powodzi, przyślijcie wsparcie!







Panie Premierze! Złapałem bobra , sprawcę powodzi, przyślijcie wsparcie!








Wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa i Jego Kościół
jako jedyną drogę do Boga i do wiecznego zbawienia
Niezachwianie wierzymy i wyznajemy to, czego zwyczajne i powszechne Magisterium Kościoła nieprzerwanie i nieomylnie naucza od czasów Apostołów, a mianowicie,
Że wiara w Jezusa Chrystusa, Wcielonego Syna Bożego i jedynego Zbawiciela ludzkości, jest jedyną religią chcianą przez Boga.
Po ustanowieniu nowego i wiecznego Przymierza w Jezusie Chrystusie nikt nie może być zbawiony przez przestrzeganie nauk i praktyk religii niechrześcijańskich. Ponieważ „modlitwa, która jest skierowana do Boga, musi być związana z Chrystusem, Panem wszystkich ludzi, jedynym Pośrednikiem (1 Tm 2, 5; Hbr 8, 6; 9, 15; 12, 24), przez którego jedynie mamy dostęp do Boga” (Rz 5, 2; Ef 2, 18; 3, 12). (Ogólne Wprowadzenie do Liturgii Godzin, 6).
Głęboko wierzymy, że „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12), oprócz imienia naszego Pana Jezusa Chrystusa, który został ukrzyżowany, a którego Bóg wskrzesił z martwych (por. Dz 4, 10).
Wierzymy, że jest „sprzeczne z wiarą katolicką postrzeganie Kościoła jako jednej z dróg zbawienia, istniejącej obok innych, to znaczy równolegle do innych religii, które miałyby uzupełniać Kościół, a nawet mieć zasadniczo taką samą jak on wartość, zmierzając co prawda tak jak on ku eschatologicznemu Królestwu Bożemu.” (Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja Dominus Iesus, 21).
Ponadto potwierdzamy, że Boskie Objawienie, wiernie przekazywane przez odwieczne Magisterium Kościoła, zabrania twierdzenia,
Że wszystkie religie są ścieżkami do Boga,
Że różnorodność tożsamości religijnych jest darem Bożym i
Że różnorodność religii jest wyrazem mądrej woli Boga Stwórcy.
Dlatego też podtrzymujemy, że chrześcijanie nie są po prostu „towarzyszami podróży” wraz z wyznawcami fałszywych religii – których Bóg zakazuje.
Żarliwie błagamy o pomoc łaski Bożej dla wszystkich dzisiejszych duchownych, którzy swoimi słowami i czynami zaprzeczają objawionej przez Boga prawdzie o Jezusie Chrystusie i Jego Kościele jako jedynej drodze, dzięki której ludzie mogą oglądać Boga i osiągnąć wieczne zbawienie. Oby z pomocą łaski Bożej owi duchowni mogli publicznie wycofać się ze swoich poglądów, czego wymaga zarówno dobro ich własnych dusz, jak i dusz innych. Wszak „nieprzyjęcie Chrystusa jest największym niebezpieczeństwem dla świata!” (Św. Hilary z Poitiers, Komentarz do Ewangelii św. Mateusza, 18).
Niech przez modlitwy, łzy i ofiary wszystkich prawdziwych synów i córek Kościoła, a zwłaszcza „maluczkich” w Kościele, Pasterze Kościoła, a przede wszystkim Papież Franciszek, otrzymają łaskę naśladowania Apostołów, niezliczonych Męczenników, licznych Świętych Papieży Rzymskich i rzeszy Świętych, zwłaszcza św. Franciszka z Asyżu, który jako „człowiek, który był prawdziwie katolicki i apostolski osobiście podjął zadanie które nakazał również swoim uczniom – aby przed wszystkim innym zajmowali się nawracaniem pogan na wiarę i prawo Chrystusa”. (Papież Pius XI, Encyklika Rite Expiatis, 37)
Wierzymy, i z Bożą łaską jesteśmy gotowi oddać za to życie, w Boską prawdę ogłoszoną przez Jezusa Chrystusa, zawartą w słowach: „Ja jestem drogą i prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6).
+ Athanasius Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Świętej Maryi w Astanie
wraz z uczestnikami Catholic Identity Conference 2024
Pittsburgh, 29 września 2024 r.

Robert W Malone MD, MS Sep 29, 2024


















https://www.youtube-nocookie.com/embed/vFE2uz71qTE?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0



Elifork or Steliphant?
RIP Dame Maggie










Stanisław Michalkiewicz 28 września 2024 michalkiewicz
Jeszcze nasz mniej wartościowy naród tubylczy nie zdążył się przyzwyczaić do nowej odmiany demokracji, jaką z łaski Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen wprowadza u nas premier Donald Tusk wraz z bodnarowcami, a już „demokracja walcząca” – bo tak pan premier Tusk nazwał swój wynalazek – pokazała pazury. O tych pazurach za chwilę, bo warto sobie rozebrać z uwagą tę całą „demokrację walczącą” – co to mianowicie takiego.
„Znamy wszystkie parlamentarne grupy, ale – tej „Grupy Laokoona” – nie” – pisał Gałczyński w nieśmiertelnym cyklu „Pięć donosów”. Przeżyliśmy tedy demokrację sanacyjną, demokrację socjalistyczną, zarówno w odmianie stalinowskiej, jak i łagodniejszych, no a teraz mamy „demokrację walczącą”. Czym się ona charakteryzuje? Ano – zasadą, że cel uświęca środki. Pan premier Tusk dobrze chce, to znaczy – chce nam przychylić nieba, a konkretnie – „przywrócić praworządność”, w związku z tym przyznał sobie prawo prowadzenia działań bezprawnych, m.in. w postaci „uchylania” swoich kontrasygnat, gwoli przypodobania się „towarzychu”. Przypomnę, że za złożenie podpisu pod nominacją sędziego Wesołowskiego, pryncypialnie ofuknęła Donalda Tuska sama pani prof. Ewa Łętowska, uchodząca w „towarzychu” za „babunię polskiej demokracji”. My tu wychodzimy ze skóry, mimo artretyzmów kicamy z jakimiś giertychami, a ten kontrasygnuje Dudzie taki dokument! Na takie dictum „babuni”, Donald Tusk zrozumiał, że znalazł się na granicy utraty więzi z masami, a już Lenin przestrzegał, że dla partii, nawet jeśli nazywa się Volksdeutsche Partei, nie ma nic gorszego. Natychmiast tedy rewokował, podsuwając opinii publicznej przesiąknięty fałszem i krętactwami pozór uzasadnienia. Wszystko pierwotnie wskazywało na to, że ten pozór uzasadnienia został wykoncypowany przez bodnarowców otaczających pana „doktora habilitowanego” Adama Bodnara – ale nie. Wprawdzie pan Bodnar pierwszy dostarczył ten pozór uzasadnienia, ale widocznie sam rozumie, że te jego naukowe tytuły nie robią specjalnego wrażenia, więc w końcu głos zabrała „babunia”. „Babunia” locuta – causa finita – zwłaszcza, że „babunia” powtórzyła krętactwa pana Bodnara, co skłania do podejrzeń, że „koncepcja”: jest jej autorstwa, podobnie jak „czynny żal”, co to mają go okazywać sędziowie, zwłaszcza ci, co w oczach „towarzycha” się strefili.
Więc pozór uzasadnienia już mamy, a w tej sytuacji przystąpmy do rozbierania z uwagą – jak zalecał Wojski w „panu Tadeuszu” – samej „demokracji walczącej”. Co ci przypomina widok znajomy ten? Ależ naturalnie, jakże by inaczej; co ma przypominać, jak nie stary, poczciwy faszysmus? Jak wielokrotnie zwracałem mikrocefalom, co to używają faszysmusa jako epitetu uwagę, że faszyzm to nie epitet, tylko pojęcie pełne treści. Najtwardszym jądrem tych wszystkich treści jest przekonanie, że państwu wszystko wolno. Wyraził to najlepiej twórca faszyzmu, Benito Mussolini w formule: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu!” Wynika z niej, że poza państwem nie ma życia. Poza ”państwem” – a więc poza ramami wyznaczonymi przez biurokratyczno-polityczny gang, który właśnie „państwem” zawładnął.
Toteż bez zaskoczenia przeczytałem o obywatelu, którego właśnie pojmała policja, bo obywatel ten nie tylko krytykował pana premiera Donalda Tuska, ale nie podobali mu sie też „szabrownicy”, co to okradali mieszkania obywateli ewakuowanych, a w dodatku okazało się, że nie podobały mu się doniesienia rządowej telewizji na temat walki z powodzią i w ogóle – ze zbrodniczym klimatem. Co tu ukrywać; nazbierało się tego sporo, a jak policja przetrzyma tego obywatela Lądka Zdroju w areszcie wydobywczym, to może jeszcze coś dołoży? Ale jak nawet nic nie dołoży, to i to, co się nazbierało, wystarczy, by obywatel odtąd jęczał i szlochał. Jakże bowiem można krytykować premiera Tuska Donalda, skoro ten ubrał się w kurteczkę, przestał się golić, niczym prezydent Żełeński, a na posiedzeniach sztabów kryzysowych rozdaje pochwały i nagany? Skoro mianował Wielce Czcigodnego posła Kierwińskiego pełnomocnikiem rządu do odbudowy Dolnego Śląska? Posła Kierwińskiego jakby kto na sto koni wsadził; natychmiast zrezygnował z miejsca w luksusowym, brukselskim przytułku dla „byłych ludzi”, bo co to za luksusy, przy otwierających się perspektywach?
Wszystko to, to całe poświęcenie, te nieprzespane noce – ma się rozumieć – dla Polski – więc tylko patrzeć, jak jakiś zaangażowany poeta znowu napisze, jak to Donaldu Tusku, albo jeszcze lepiej – ministru Siemoniaku – objawił się Feliks Dzierżyński, któremu pan minister Siemoniak przez sen zawierzał swoje troski i zgryzoty? Jakże można krytykować szabrowników, skoro trzeba chwalić policję, że chroni opuszczony dobytek, a już zupełnym skandalem jest krytykowanie rządowej telewizji. Tam mobilizacja przecież trwa na całego; gdyby nie ona, to powódź rozwijałaby się byle jak, a tak, to owszem – rozwija się – ale w sposób uporządkowany, „według stołecznych życzeń”, nie pozostawiając ani szparki na dezinformacyjną dywersję ze strony znienawidzonego Putina i w ogóle – a tu jakiś jegomość z Lądka Zdroju szuka dziury w całym i pyskuje. Co niby miała z nim zrobić policja, skoro już wpłynęły stosowne informacje od „sygnalistów” o szerzącej się gangrenie? Pojmać, zakuć w kajdany, a potem postawić przed obliczem niezawisłego sądu, który już tam powinność swej służby zrozumie i sypnie piękny wyrok!
Tak właśnie funkcjonuje „demokracja walcząca” w działaniu, korzystając nie tylko ze stworzonych w ostatnich miesiącach narzędzi, ale w swej kreatywności wychodzi nawet poza te ramy. I słusznie – bo kiedy Donald Tusk własną piersią zasłania kraj przed bałwanami, kiedy policja stoi na nieubłaganym gruncie wzmożonej czujności, zaplute karły próbują sypać piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów. Oto Krajowa Rada Sądownictwa, której Donald Tusk, ma się rozumieć – „nie uznaje” – wykryła, jakoby Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula, podobnie jak Wielce Czcigodna Barbara Nowacka, wcale nie były ministrami!
Chodzi o to, że – ulegając prądom feminazistycznym – zniekształciły rotę ministerialnego ślubowania – że to niby nie obejmują funkcji „ministra” w rządzie Donalda Tuska – tylko „ministry”. Ponieważ ustawa o żadnych „ministrach”, a tym bardziej – feministrach – nic nie mówi, to znaczy, że ślubowanie nie zostało złożone prawidłowo, a tym samym – nie zostało złożone w ogóle! Ładny interes! Tedy nie ma rady; w ramach rozwoju „demokracji walczącej” trzeba będzie chyba zmienić wspomnianą rotę, wprowadzając nie tylko dymorfizm płciowy, ale również deklarację, że „kładę lachę na tę całą konstytucję, nie uznaję instytucji nie zatwierdzonych przez Reichsfuhrerin Urszulę von der Leyen, a w ogóle to będę we wszystkim słuchać Donalda Tuska oraz Adama Bodnara i jego bodnarowców, zgodnie ze wskazówkami Babuni Walczącej Demokracji.”
Stanisław Michalkiewicz
| 28 września 2024 r. | Nr 39/2024 (691) Rozmowy niekontrolowane Małgorzata Todd mtodd Szanowni Państwo! . Czym różniła się stara komuna od tej dzisiejszej? W stanie wojennym, komunikat nagrany w telefonie traktował każdego rozmówcę, jako potencjalnego przestępcę, któremu mogą zostać postawione zarzuty braku miłości, do jedynej słusznej władzy. Trzaskowski obiecał, że po ponownym dojściu do władzy, jego tęczowa „sekta” zadba, żeby nikt nie zadawał niewygodnych pytań i jak widać słowa dotrzymał. Na konferencje prasowe wpuszczani są tylko dziennikarze zadający wygodne pytania. Komuniści od początku próbowali wyhodować „nowego człowieka” i udało im się to, niestety. Są wśród nas. Kasta sędziowska kpi ze sprawiedliwości. Brak kompetencji stał się najważniejszym atutem przy obsadzie strategicznych stanowisk. Każda bzdura jest do przyjęcia dla „kochających inaczej”, czyli przy pomocy pięści. A jak to jest teraz z kontrolą rozmów? Gdzie by człowiek nie zadzwonił, słyszy komunikat, że rozmowa jest nagrywana. Dlaczego więc w tytule znalazły się jakieś „rozmowy niekontrolowane”? Dlatego, że każdy plecie, co mu ślina na język przyniesie. Niekontrolowany i bezsensowny potok bzdur jest warunkiem koniecznym, żeby zostać uznanym „ekspertem”, zapraszanym na fora przeróżne. Z pozdrowieniami Małgorzata Todd |

Plinio Corrêa de Oliveira | 29/09/2024 polskakatolicka/swiety-michal-archaniol-wzor-rycerza-doskonalego
Dziś jest święto Świętego Michała Archanioła
Święty Michał, Książę Niebiańskiego Zastępu walczył ze zbuntowanymi aniołami w niebiańskiej bitwie. Nadal prowadzi bitwę, aby uwolnić nas od szatana. Nasi aniołowie stróże polegają na nim.
Zwracam waszą uwagę na fakt, że święty Michał jest wodzem, który walczył z szatanem i strącił go do piekła. Jest przywódcą naszych osobistych aniołów stróżów. On sam jest aniołem stróżem Kościoła Świętego.
Można zapytać, jak godzi on w sobie tę dwoistość natury: misję do piekła tych, którzy powstali przeciwko naszemu Panu, z jednej strony, a z drugiej – ochrony, jaką daje Kościołowi i ludziom na tym padole łez. Widzimy, że te dwie misje są ze sobą powiązane. Bóg wyznaczył go jako swoją tarczę przeciwko diabłu. Bóg chce, aby był tarczą ludzi przeciwko diabłu, aby był tarczą Świętego Kościoła katolickiego przeciwko szatanowi. Ale On nie jest tylko tarczą: jest także mieczem. On nie tylko broni, ale także pokonuje i strąca do piekła.
Jest to zatem podwójna misja świętego Michała Archanioła. Dlatego w średniowieczu rycerze uważali go za pierwszego ze wszystkich rycerzy; niebiańskiego rycerza, doskonale lojalnego, idealnie silnego, czystego i zwycięskiego jak rycerz; rycerza, który pokładał całą swoją ufność w Bogu, a następnie, po Jej narodzinach, także w Matce Bożej.
Powinniśmy więc uważać godnego podziwu świętego Michała za naszego naturalnego sprzymierzeńca w walce; ponieważ ruch kontrrewolucyjny chce być niczym innym, jak grupą ludzi, którzy wykonują, na poziomie ludzkim, zadanie świętego Michała Archanioła; innymi słowy – bronić honoru Boga, chwały Matki Bożej, Kościoła katolickiego i cywilizacji chrześcijańskiej.
Ojciec Guéranger OSB pisał na temat kontemplacyjnej pobożności aniołów:
Kościół uważa świętego Michała za pośrednika swojej modlitwy liturgicznej. Stoi on pomiędzy człowieczeństwem a boskością. Dla własnej chwały Bóg, który w godny podziwu sposób ustanowił widzialne i niewidzialne hierarchie, obficie zatrudnia w swojej służbie te niebiańskie duchy, nieustannie kontemplujące cudowne oblicze Ojca, które lepiej niż ludzie wiedzą, jak kontemplować piękno Jego nieskończonych doskonałości.
W tym miejscu zwraca się uwagę, że święty Michał również składa ofiarę eucharystyczną Ojcu Przedwiecznemu. W ten sam sposób ukazał się trójce pastuszków w Fatimie – z kielichem w ręku.
Mi – cha – El: któż jak Bóg? Samo w sobie imię to wyraża w swej zwięzłości najdoskonalszą adorację, najpełniejsze uznanie boskiej transcendencji i najpokorniejsze wyznanie przez stworzenie własnej nicości; jest zatem wzorem pokory.
Ten, kto wykrzykuje, że nikt nie jest jak Bóg, wykrzykuje, że on sam jest niczym. To jest doskonała pokora. Forma pokory rycerza nie jest lepkim, słodkim i nielogicznym sentymentalizmem.
Tak też Kościół zaprasza duchy niebieskie do błogosławienia Pana i wyśpiewywania Jego chwały; do wychwalania i błogosławienia Go nieustannie. To kontemplacyjne powołanie aniołów jest wzorem naszego własnego, jak przypomina nam piękna prefacja do Sakramentarza Świętego Leona.
Jest rzeczą naprawdę stosowną oddawać łaski Tobie, który uczysz nas przez Apostoła, że nasze życie jest przeznaczone dla nieba; który dobroczynnie pragnie, abyśmy przenieśli się w duchu do miejsca, w którym służą Tobie ci, których czcimy, a zwłaszcza wznieśli się na te wyżyny w święto świętego Michała Archanioła.
Prefacja do Sakramentarza Świętego Leona
Jest to niezwykła cecha nabożeństwa do aniołów. Aniołowie są mieszkańcami Dworu Niebieskiego. I na niebiańskim dworze żyją w wiecznej, bo mogą widzieć Boga twarzą w twarz. Wszyscy wielcy mistycy opowiadają nam o swoich wizjach uczt, które odbywają się w niebie i są prawdziwym świętowaniem. Nie są to zwykłe obrazy czy chimery; to prawdziwe świętowanie, podczas którego Bóg kolejno objawia swoje wspaniałości, gdzie wychwala się Go nowymi triumfami, które absolutnie nigdy się nie kończą.
Przeczytaj: Archaniołowie: Michał, Gabriel i Rafał
Istnieje niebiańskie szczęście, poczucie, że niebo jest ojczyzną naszej duszy i dokładnie tym porządkiem rzeczy, dla którego zostaliśmy stworzeni; tym, który w pełni odpowiada wszystkim naszym aspiracjom. Istnieje takie poczucie niebiańskiego szczęścia poprzez kontemplację Boga, który jest absolutną doskonałością wszystkich rzeczy, że niektóre z tych wizji mogą i muszą przenieść się na ziemię. I w epokach prawdziwej wiary część tego szczęścia przenika do naszego świata. Coś z tej pobożności jest odczuwane przez pobożne dusze i przekazywane dalej, aby stać się wspólnym skarbem całego Kościoła.
I to jest to, czego tak bardzo brakuje nam w dzisiejszych czasach: brak pojęcia o szczęściu niebieskim. Bez pojęcia o szczęściu niebieskim nie ma się apetytu na niebo; a ludzie tarzają się w czystym pragnieniu dóbr ziemskich. Ale gdyby byli w stanie zrozumieć choć przez chwilę, czym jest pocieszenie Ducha Świętego, czym jest łaska Ducha Świętego, jaki rodzaj szczęścia przynosi rozważanie niebiańskich dóbr; gdyby byli w stanie pojąć to choćby przez minutę, zaczęliby odrywać się od dóbr ziemi i rozumieć, że wszystko jest ulotne, że wszystko to jest niczym, że istnieją wartości, które są ponad tym wszystkim i sprawiają, że ziemia jest tylko garstką pyłu.
To jest dokładnie to, czego nam brakuje i co aniołowie mogą dla nas uzyskać. Oni, którzy są zalani tym szczęściem i od czasu do czasu przekazują je świętym. Istnieje pewien rodzaj mistycznego fenomenu, którego doświadczyła św. Teresa od Dzieciątka Jezus i opowiada o tym w „Dziejach duszy” – to jak cudowny, odległy koncert z nieziemskimi harmoniami. Jest to odrobina wiecznej pieśni aniołów, która w ten sposób dociera do uszu błogosławionych, właśnie po to, by dać im apetyt na rzeczy niebieskie.
Dlatego prośmy aniołów, by przekazali nam to pragnienie rzeczy niebiańskich, którym są przepełnieni. Prośmy Michała Archanioła, aby uczynił nas swoimi naśladowcami i doskonałymi rycerzami Matki Bożej na tej ziemi.
Źródło artykułu: tfp.org
Podczas pobytu w Brukseli Franciszek zjadł w sobotę śniadanie z 10 wybranymi migrantami i bezdomnymi w kościele St Gilles. Wypili kawę i zjedli rogaliki.
Posiłek zorganizował franciszkanin o. Benjamin Kabongo. Parafia zazwyczaj oferuje darmowe śniadania dla ludzi ulicy i migrantów.
Po posiłku w kościele Franciszek udał się do innego kościoła, Bazyliki Najświętszego Serca w Koekelberg w Brukseli, na spotkanie z biskupami, księżmi i zakonnikami. Wzięło w nim udział około 2 600 osób.

Stanisław Michalkiewicz: https://www.magnapolonia.org/stanislaw-michalkiewicz-mutujemy/
Niedawno w Warszawie grupa obywateli protestowała przeciwko tak zwanemu “dekretowi Bieruta”, to znaczy – “dekretu o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy”, wydanego przez Krajową Radę Narodową 26 października 1945 roku, w szóstą rocznicę utworzenia przez Adolfa Hitlera Generalnego Gubernatorstwa. Nie bez kozery wspominam o tej rocznicy, bo o ile deczyzja Adolfa Hitlera o utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa miała charakter rewolucyjny, to podobnie rewolucyjny charakter miał wspomniany dekret.
Na jego podstawie, wszystkie grunty na obszarze miasta stołecznego Warszawy, przechodziły na własność gminy. Warto dodać, że dekret nie dotyczył budynków. Te nadal mogły być własnością dotychczasowych właścicieli – ale grunty pod budynkami – już nie. Był to jeden z komunistycznych wynalazków w postaci “użytkowania wieczystego” – bo trzeba było stworzyć jakieś pozory legalności dla właściciela budynku, który od tej pory stał na cudzym gruncie. Właściciel budynku stawał się zatem “wieczystym użytkownikiem” miejskiego gruntu – a to “wieczyste użytkowanie” musiało być odnawiane co 99 lat.
Tak zostało do tej pory, bo kiedy drugi komunistyczny wynalazek w postaci “spółdzielni mieszkaniowych” w latach 50-tych a zwłaszcza 60-tych i późniejszych rozwinął się, wznosiły one budynki na gruntach miejskich, będąc “wieczystymi użytkownikami”. Ponieważ według komunistycznego zabobonu, “własność spółdzielcza” była uważana za “wyższą” formę własności niż własność prywatna, to spółdzielnie – chociaż korzystały m.in. z “wkładów własnych” wnoszonych przez “spółdzielców” – były właścicielami budynków i mieszkań.
Lokatorom zaś – i to tylko w przypadku tzw. mieszkań “własnościowych”, przypadało tzw. “spółdzielcze prawo do lokalu”. Był to kolejny komunistyczny wynalazek, mający stanowić namiastkę prawa własności. “Spółdzielcze prawo do lokalu” było bowiem – podobnie jak niektóre inne prawa na rzeczy cudzej – prawem zbywalnym, to znaczy – można było je sprzedać. I taki stan, z tymi wszystkimi komunistycznymi wynalazkami, przetrwał do dnia dzisiejszego i przetrwa jeszcze Bóg wie ile.
Bo nie tylko “dekret Bieruta” przetrwał sławną transformację ustrojową, ale 30 lat później, już w “wolnej Polsce” Sejm wydał ustawę, zgodnie z którą dekret Bieruta został zatwierdzony. Jeśli bowiem od decyzji administracyjnej o przejęciu mienia minęło 30 lat, to niemożliwe będzie już wszczęcie postępowania o jej podważenie i odzyskanie utraconej własności. Dotyczy to również przypadków, gdy decyzja ta została wydana “z rażącym naruszeniem prawa”, lub nawet w ogóle bez podstawy prawnej.
Jak wszystkie akty rewolucyjne, “dekret Bieruta” jest lakoniczny; liczy sobie wszystkiego 12 artykułów. Warto zwrócić uwagę, że jest on o 10 artykułów krótszy od dekretu o reformie rolnej z 1944 roku, no ale dekret o reformie rolnej dotyczył całego kraju, podczas gdy “dekret Bieruta” – tylko gruntów warszawskich. Ale już ustawa z 3 stycznia 1946 roku o przejęciu na własność państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej liczy tylko 11 artykułów.
Ustawa ta wprowadzała wyjątki, np. w art. 3 ust 4, dopuszczała możliwość, że na własność państwa nie przechodzą przedsiębiorstwa skonfiskowane przez b. władze okupacyjne – to znaczy – władze Generalnego Gubernatorstwa, chyba, że przedtem były państwowe, albo gdy właściciel po 1 września 1939 roku wyzbył się tego przedsiębiorstwa pod wpływem groźby. Ciekaw jestem czy ta ustawa, podobnie jak poprzednio wymienione regulacje, będzie jakoś modyfikowana w przypadku przemianowania III Rzeczypospolitej na Generalne Gubernatorstwo, czy też pozostaną fundamentem systemu prawnego również w warunkach IV Rzeszy.
Warto bowiem podkreślić, że III Rzesza była państwem socjalistycznym i – jak to wynika z pamiętników Alberta Speera, który o tamtejszej gospodarce coś tam przecież musiał wiedzieć – socjalistyczne przemiany zachodziły tam mimo toczącej się wojny, a nawet – z wykorzystaniem jej, jako pretekstu. Na przykład prawo własności formalnie zostało zachowane, ale pod pretekstem wojny zostało wypłukane z wszelkiej treści, więc Sowieci nie mieli specjalnych problemów, by swoją strefę okupacyjną przekształcić we wzorowe państwo socjalistyczne – Niemiecką Republikę Demokratyczną.
To zresztą jest swoisty paradoks, że fundamentami systemu prawnego III Rzeczypospolitej są komunistyczne dekrety lub ustawy. To trochę tak, jakby podstawą systemu prawnego Republiki Federalnej Niemiec były np. ustawy norymberskie, albo jakieś inne, podobne. Dlatego też rację miał prof. Bogusław Wolniewicz mówiąc, że komunizm w Polsce wcale nie „upadł” tylko „mutuje”.
Jakże zresztą miałby upaść, skoro za sprawą Kukuńka i znanego z „postawy służebnej” Tadeusza Mazowieckiego, pierwszym prezydentem „wolnej Polski” został przywódca tych „upadłych” komunistów, generał Wojciech Jaruzelski, a po krótkim epizodzie z Kukuńkiem, którego prezydentura była kpiną z narodu polskiego ze strony generała Kiszczaka (nie chcecie Jaruzelskiego, to będziecie mieli Kukuńka), na całe dziesięć lat prezydenturę obsiadł urodzony w czepku pieszczoch komuny, Aleksander Kwaśniewski.
Więc nie tylko nie „upadł”, ale pozostawił tyle przetrwalników, że jego reaktywacja nie będzie stanowiła żadnego problemu – oczywiście już nie według strategii bolszewickiej, tylko według tej współczesnej, którą – tylko patrzeć – USA eksportują na cały świat.
W jakim kierunku ten nowy komunizm będzie mutował? Tego nie wiemy, ale w jakim by nie mutował, to cele rewolucji komunistycznej pozostają niezmienne. Pierwszym celem jest wyhodowanie człowieka sowieckiego. Takich człowieków sowieckich jest już u nas wyhodowanych aż nadto. A po czym rozpoznać człowieka sowieckiego; czym różni się on od normalnego człowieka? Po tym, że człowiek sowiecki wyrzekł się wolnej woli, czyli tego, w czym religia chrześcijańska upatruje podobieństwa Boskiego w człowieku.
Kiedy widzimy, jak w naszym życiu społecznym coraz bardziej dominują zachowania stadne, obecność człowieków sowieckich nie budzi najmniejszych wątpliwości. Ale z człowiekami sowieckimi jest pewien problem. Nie mogą oni żyć w normalnym świecie, gdzie trzeba dokonywać samodzielnych wyborów. Dlatego drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby żyć. Tym środowiskiem jest państwo totalitarne – a czy będzie się ono nazywało PRL-em, czy Generalnym Gubernatorstwem – czy to takie istotne?
„Ostatnim politykiem, który osiągnął spore osobiste korzyści z kolaborowania z ukraińskimi oligarchami, jest Aleksander Kwaśniewski. Dostawał pieniądze od Wiktora Pinczuka, zięcia prezydenta Leonida Kuczmy, a także z koncernu Burisma. Inni wydaje się, że byli pożytecznymi idiotami lub kierowanymi agenturalnymi pieniędzmi pacynkami”, pisze na łamach tygodnika „Niedziela” Witold Gadowski.
Publicysta zwraca uwagę, że od wielu lat polski establishment polityczny, ale nie tylko, próbuje „zaprzyjaźnić się” z ukraińskim establishmentem i to pomimo faktu, że staje się on coraz bardziej banderowski, a co za tym idzie – wrogi Polsce i Polakom.
„Banderówką była Julia Tymoszenko, zaangażowana zresztą w rozliczne ciemne interesy gazowe. Banderowcami byli prezydenci Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. Tu, nad Wisłą, usiłowano nas na nich znieczulić, mówiąc: no przecież oni nie mają żadnej innej tradycji narodowej, musimy się z tym pogodzić”.
W ocenie autora „Wieży komunistów” Polacy przez lata byli tresowani w ustępowaniu Ukrainie i Ukraińcom we wszystkim.
„Ukraińcy przesiedlali Polaków mieszkających na terenie ich kraju – no to propagandyści zakazywali mówić o tym w mediach. Wszelkie sprawy ukraińskie traktowano w Warszawie jak polską rację stanu. Każdy głos upominający się o polskie interesy atakowano jako przejaw wrogiego usposobienia wobec dziejowej misji Polski. Istna histeria rozpętała się po napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Wtedy każdy głos realizmu zabezpieczający rację stanu naszego państwa traktowany był jako zdrada i prorosyjska agentura. Swoisty szantaż emocjonalny zamknął wtedy publiczną dyskusję nad tym, jaką politykę powinniśmy prowadzić wobec Ukrainy”, relacjonuje.
Gadowski podkreśla, że Ukraińcy skrupulatnie wykorzystali polską bezmyślność i garściami czerpali z niej, ile się da niczego nie kwitując i do niczego się nie zobowiązując.
„Nie było zatem żadnej strategii działania, żadnego zabezpieczenia się przed trawiącymi ukraińskie państwo patologiami i przed dziesiątkami tysięcy Ukraińców wyłudzających zasiłki z polskiego systemu ubezpieczeniowego. Pojawiły się nowe zagrożenia w postaci powstania w Polsce ukraińskiego podziemia politycznego, gospodarczego i bandyckiego. Teraz czeka nas kolejna fala obcych przybyszów, którzy tym razem trafią do nas prosto z frontu, gdy zakończą się wojenne działania. Czy się na to przygotujemy, czy mamy pomysły, jak sobie poradzić z nową falą ukraińskiego zagrożenia? Oczywiście, że nie”, podsumowuje Witold Gadowski.
Jerzy Karwelis powodz-jest-bobra-na-wszystko

28 września, wpis nr 1300
Kiedyś, za kowida, z kilku powodów miałem takie cykliczne formy, które nazwałem kowidkami. Tematy zasadniczo pandemiczne były dość posępne, ja siedziałem w kwarantannie bezrobocia i ckniło mi się już za tematami nie tyle błahymi, co raczej pokazującymi przemianę świata jaki znaliśmy w formach mniej ponurych. Było tego sporo, to cały rozdział w moim pisanym (i wciąż gdzie niegdzie do kupienia) „Dzienniku zarazy”. To tam, lapidaria współczesności, czyli kawałki większych całości dawały asumpt do wywiedzenia z okruchów świata większych konstrukcji rzeczywistości, zazwyczaj ukrytych. Może to tylko te kawałki oprą się presji czasu i wbrew pozorom najmniej się zestarzeją, dobitniej niż poprzez „naukawe” tabelki pokazując ludzki, kulturowy i społeczny wymiar „nowej normalności”.
Teraz mamy to samo, można więc po kowidkach wprowadzić… powodzianki. Też kawałki zdarzeń około-powodziowych mogą wskazać w którym kierunku zmierza dziś świat, znaleźć jakąś wypadkową tej szarpaniny. Bo z każdego chaosu wyłania się w końcu jakiś kierunek, czasami uśredniony, czasami ukryty, bo wyznaczony, azymut zmiany. Tak samo i z powodziankami, fragmentami wymytych konstrukcji, odłamkami połamanych pni ideologii – pokazują one nam skąd przyszły, byleby się zatrzymać, popatrzeć i poanalizować. I nie dotyczy to tylko czasów powodziowych, w ich dosłownym znaczeniu.
Powódź trwa od dawna i zalewają nas fale, ale nie wody, tylko głupoty i kłamstwa. Tak – świat zgłupiał, wiedza staniała, od kiedy samo posiadanie, choćby i najgłupszych, poglądów usprawiedliwia ich wygłaszanie.
Tam, wygłaszanie – bez względu na rację, kłamstwo i manipulacje zrównuje się z wiedzą, nauką, a zwłaszcza z rozumem. Stąd ten potop. I wcale nie jest tak, że to proces gwałtowny, jakaś fala, którą można przetrzymać w zbiornikach retencyjnych zdrowego rozsądku. Nie, ta fala rośnie powoli, acz systematycznie, a właściwie rosła już od dawna, tak, że nie zauważyliśmy, że sięga już nam do szyi, do ust…
Prawdziwa powódź
Tak, potoki głupoty zalewają nam usta. Coraz mniej ludzi mówi co myśli. Najbardziej krzykliwi są sprzedawcy prymitywnych ideologii na bazarku chwilowych mód, trendów pozwalających nadać (choćby i chwilowego) sensu rozchwianym tożsamościom. Kiedy możesz być codziennie kimś innym, możesz być wszystkim, a więc i… nikim. Pływać w tych prądach błocka występujących z brzegów egzystencji, udawać, że to piękne chwile, choć dookoła piętrzą się brudne wody potoków kłamstw, półprawd i szaleństw. Spróbujemy dziś sobie nastawić taką sieć na te wylane wody i złapać co tam żywioł przyniesie.
Trzymając się dosłownej powodzi widać państwo z przemoczonej dykty. Zaprawdę rachunek III RP nie przynosi chwały klasie politycznej. Ta, zapatrzona w perspektywę czteroletniej swej kadencji na nachapanie się, ani myśli o projektach infrastruktury krytycznej, ani chce na to przeznaczać, w końcu publiczne, pieniądze. Te, wydane w zapobiegawczy sposób może i kiedyś uratują parę regionów, ale nie przyczynią się do realizacji podstawowego modelu biznesowego polskiej polityki – przekupywania elektoratu jego własnymi pieniędzmi. I tak jest teraz.
Kiedyś był za komuny taki żart: co się zbiera jak są żniwa latem? Odpowiedź brzmiała – plenum KC. I teraz mamy to samo. W Sejmie jeden obwinia drugiego, co daje pewność, że nic z tzw. odporności państwa nie będzie, za to jak jest powódź, to co się robi? Ustawę i tworzy nowe ministerstwo. Uwaga – ministerstwo od powodzi dowodzi… dalekowzroczności rządzących, bo ci wiedzą, że z takim podejściem powodzie będą się zdarzały coraz częściej i dlatego warto taki resort mieć pod ręką, bo będzie co robić. Przypomina to mądrość Rosji, posiadającej ministerstwo do sytuacji nadzwyczajnych. Tak, ruskie wiedzą, że sytuacje nadzwyczajne to u nich standard, pewniejszy niż… standard sytuacji normalnych i może warto się poduczyć od nich tam, skoro nas czeka, przez zaniechania własne, to samo?
Ale nie można wszystkiego zwalać na polityków. Ci to przecież zwierciadło duszy demokratycznej narodu naszego. No, bo ktoś toto wybiera, c’nie? Sami oni z kosmosu nie zlecieli. Ktoś to wynalazł i wypromował, bo przypadki samorodnych społeczników na poziomie polityków to widok rzadki. Nawet jak taki się gdzieś na kamieniu narodzi, to i tak musi przejść przez sito wodzowskiego systemu i ugiąć karku. Wielu też wyskakuje jak diabeł z pudełka, bo są depozytariuszami interesów nie naszych i ich nagłe wzrosty w górę to nie są przypadki. I w tym maglu siedzi suweren i wybiera „mniejsze zło”.
W dodatku elektorat zaciśniętych zębów coraz mniej je zaciska, uważając stan dwójpolowki, który sam prokuruje – za normalny. Sam go prokuruje, bo jak się takim uświadomi, że poza wojną polsko-polską jest cały kosmos politycznych wizji i możliwości, to pytają się – to gdzie oni są? Łapią za łeb i ściągają z powrotem do gara zero-jedynkowych swar. Nie rozumiejąc, że pytanie o alternatywę to pytanie do nich samych. Lepiej narzekać, wybierać między kaczorem a potworem niż wziąć się do roboty, założyć coś ciekawego, zdobyć sprawczość, choćby i w radzie osiedla. Ale nie – na tym lenistwie bazuje mizeria politycznych propozycji polskiej „klasy” politycznej. Klient jest mało wymagający, w krawacie ciągłego nieawanturowania się, a więc można mu opchnąć wszystko na bazarku, gdzie do wyboru są tylko niby-prawicowe gruszki i niby-liberalne jabłuszka. Wszystko zaś lewicowe, gdyż wedle przepowiedni ojców-założycieli każda demokracja kończy się (co najmniej) socjalizmem.
Bóbr to zawsze bóbr jest – nigdy nie zawiedzie
A więc cała powódź utonie w potokach gadulstwa, jakim było „sprawozdanie” z powodzi rządu uczynione przed ławami posłów. Obejdzie się ze wszystkim na poziomie PR-u i obrzucaniu się winą, a to charakterystyczne dla tego typu demokracji sondażowej, gdzie słupki poziomu wody są szybko zamieniane na słupki poparcia. I naród to kupił i kupi. Poparcie drgnie nieznacznie, gruszki potanieją o parę groszy, zaś w koalicji jabłek to premierowe pójdzie w górę, ale kosztem kolegów z rządu. I tak się skończy ten test na państwo, którym w pewnym sensie była powódź. Tak, państwo teoretyczne, służby w gotowości na kryzys zbijające z nudów bąki, tak bardzo, że jak przyjdą termina, na które mają być gotowe, ba – takie termina, które w ogóle uzasadniają ich tych służb istnienie, to jak nadejdą to okazuje się, że państwa nie ma, co najwyżej w przeddzień powodzi, w kilka dni po ostrzeżeniu o fali, bawią się, tak jak w Jeleniej Górze, zaraz potem zalanej, w (nomen omen) Dziki Zachód. Żeby tam Zachód! – wychodzi, że to celebra Dzikiego Wschodu, ale… bez bonusa posiadania ministerstwa do spraw nadzwyczajnych.
Na koniec wyszło, że winni wszystkiemu, oprócz PiS-u rzecz jasna, są… bobry. Czyli teraz gwiazdek będzie nie osiem, ale dziesięć, bo tyle wychodzi z hasła „jebać bobra”. (Przepraszam za seksualny podtekst, ale co się tam komu kojarzy, to nie moja wina). Ten nowy winny, bóbr znaczy się, to może być przyczynek do końca kruchej koalicji rządzącej. Nie dość, że zieloni mianowani przez Tuska, jako opiekuni klimatycznej histerii, obsiedli „powodziowe” resorty i są nawet przez szefa rządu z lekka podgryzani za powodziowe zaniedbania, to jeszcze teraz trzeba się będzie zająć bobrami. A jak się zająć? Co z nimi zrobić? Ja wiem, że lewica, co to ich uważa za gatunkowych uchodźców i zastanawia się nad tym, by je traktować jak migrantów, to by pewnie z nimi poprowadziła dialog pt.: „wiecie, Bóbr, sprawa jest, wicie-rozumicie… Donek się wściekł i odpuśćcie sobie te mierzeje, zaś wały to jednak specjalność polityki a nie bobrowatych”.
No, bo co – teraz już na poważnie – co z bobrami zrobić? Za okropnego, gnębiącego zwierzaki PiS-u (wide przecięta piłą przez ministra Szyszkę wiewiórka padła w pniu ściętego drzewa) populacja bobra wzrosła ponad dziesięciokrotnie i co teraz? Lewica, siedząca na klimatycznych stołkach ma się zwrócić do znienawidzonych myśliwych celem zorganizowania bobrów odstrzału? Będzie z tego kłopot.

Lewica się wykrzaczyła na powodzi z 1997 roku na słowach ówczesnego premiera, że „trzeba było się ubezpieczyć”. Tuskom zaszkodził sam on, lekceważąc prognozy a dołożyła jeszcze klimatyczna minister bredząc coś o pożyczkach dla powodzian. PR-owsko się z tego jakoś wykręcają, ale już dołożył minister od finansów, gwarantując dotację na kasy fiskalne dla powodzian. Ja to przeżyłem w 1997 roku, kiedy prowadziłem we Wrocławiu magazyn komputerowy CHIP. Byliśmy w sporze podatkowym z aparatem zdzierczym w stolicy Dolnego Śląska. Mieliśmy pecha, bo się osiedliliśmy gospodarczo na Starym Mieście, a okazało się, że wrocławska Izba Skarbowa, a zwłaszcza nasza dzielnica to podatkowy poligon eksperymentalny, gdzie lokalnie testowano na jakie sposoby można pognębić polskiego przedsiębiorcę, by wyniki takich eksperymentów móc implementować na poziomie ogólnopolskim. I w trakcie takiego wieloletniego eksperymentu pismo z decyzją, by się nie przeterminowało, przywieziono do nas w trakcie powodzi… łódką. Tak, ze skarbówki. Nas zalewało, ale młyny podatkowe (nawet zalane) mielą konsekwentnie.
Tak i teraz – ludzie dziś potracili dorobek całego życia, łącznie z tzw. warsztatami pracy, ale pierwsze co dostaną, to dopłaty do odtworzenia narzędzia do zbierania od nich danin. Aparat zdzierczy działa z całą bezwzględnością. Roboty nie będziesz miał, ale w zrujnowanym sklepie, na zalanej ladzie pierwsze co stanie, to kasa fiskalna. Za którą zapłaci państwo do… kieszeni producenta takiej kasy. Składki na siebie i pracownika zapłacisz, co najwyżej rozłożą ci to na raty. ZUS, to samo. I nie ma tak, żeby nowy rząd sięgnął jedną ręką do gotowych przecież mechanizmów tarczowych za czasów nieszczęsnego kowida. To, że te tarcze to była bzdura, bo po co było robić lockdowny, skoro epidemiologicznie nie miały one żadnego znaczenia, ale PiS-owcy wtedy, a zwłaszcza zaplątany w to wszystko nieszczęsny równie PFR zrobili dofinansowanie na nieporównywalną skalę i to w sposób interwencyjny. Żadnych spowiedzi, kontroli, weryfikacji – na oświadczenie. Pomoc głównie bezzwrotna i w kilku falach. A tu, dzisiaj i skala mniejsza i – jeżeli już – to płatności odroczą. Tak, płatności od nieistniejących interesów.
Powodziowa mowa nienawiści do labilnego LGBT
Mamy pierwsze powodziowe ofiary dezinformacji. Gościa co się skarżył na socjal mediach na niedowład władz chłopaki od Tuska przymknęli. Powód był jasny, jak woda z pękniętej tamy: jest zagrożenie, a ten tu wprowadza dezinformację. No, przecież ćwiczyliśmy to za kowida, kiedy takie typki jak nie przymierzając ja, swymi wpisami siały wątpliwość wśród ludu ciemnego, który się przez takich nie szczepił, umierał masowo, ku uciesze depopulacyjnego Putina.
Od tego czasu zrobiliśmy postępy, tak bowiem wygląda ta „nowa normalność”, że przed jej nastaniem to za takie kłamstwa niebu obrzydłe miałeś wytykanie palcem i stymulowany medialnie ostracyzm zaszczepionych. Dziś dostaniesz areszt, co pokazuje, że w ramach postępów w walce z „mową – tu powodziowej – nienawiści” doszlusowaliśmy do Europy, która szykuje wiele jeszcze w tym temacie.
No, Mumia Europejska przygotowuje, skoro jesteśmy już przy niej, elektroniczny portfel. To taki poszerzony eObywatel. Oczywiście dobrowolny, tak pewnie, jak kiedyś szczepionki. I zaraz się przypadkiem i nagle okaże, że bez niego nie wejdziesz, nie kupisz, nie polecisz. Też trenowane za kowida, teraz – jak i wszystko inne – rozwinięte na nowy poziom. Po prostu potestowaliśmy na ile w rozmiękczone paniką masło społeczne wejdzie rozpalony nóż obostrzeń (ale mi się grafomańska metafora przyplątała…) i wyszło, że można pociągnąć toto na różne obszary. A więc będzie taki portfelik. I wyszło, że Unia przy robieniu identyfikacji płci takiego posiadacza wykoncypowała płci siedem: dla nauki podaję jakie nas czekają, otóż pcie: męska, żeńska, nieznana, inna, między, zróżnicowana i otwarta. Proszę się tylko nie przejmować i nie wkuwać tego na blachę. Zaraz przecież stawią się niedoszacowane jednorożce-cis i trzeba będzie listę pci rozszerzać w nieskończoność.
Człek się gubi, gdyż jednocześnie taka np. Gruzja, poszła w inną stronę, ale oni tam walą ruską onucą, a więc, to jasne, że tam wszystko na odwrót niż postępowe hasła Unii naszej. W Gruzji oto ogłoszono, że nie będzie żadnych związków LGBT, żadnych adopcji z ich strony i żadnych tam zmian płci. Widać wyraźnie, że Gruzja tym samym odcięła sobie bezpowrotnie jakąkolwiek szansę na członkostwo w Unii, nie wiadomo tylko czy tak naprawdę o nie zabiega. Jest to też drogowskaz dla wszystkich aspirujących do członkostwa, zwłaszcza Ukraińców. Nie wiem, czy oni tam, jak my kiedyś, naiwnie myślą, że starają się o przyjęcie do grona cywilizowanego Zachodu. Jak w zamian otrzymają pigułę polit-poprawności, unurzaną w zielono-tęczowej brei, to mogą im się tam nagle priorytety pozmieniać. Myśmy kiedyś byli tak naiwni i teraz nie ma co płakać, że „nie do take Unie żeśmy wchodzily”. Z Ukrainą to myślę, że ta będzie przez Berlin trzymana w wiecznym przedpokoju, co dla nas wróży jak najgorzej. Będziemy bowiem mieli quasi-członka, z przywilejami, ale bez obowiązków. Bez regulacji unijnych szybko nas zaleją swymi produktami, zabijając nasze rolnictwo, transport i co tam jeszcze z rozmontowywanej Polski zostanie.
Koniec z atomem
Jeszcze resztką wątku zahaczymy o powódź. Klimatyczni rozlewacze wód umoszczeni w ministerstwach klimatycznych dają po zaworach. W biały dzień opadały maski. Pamiętacie państwo jak toto się zarzekało, że elektrownie atomowe w Polsce będą, się zrobi, ale nie tak jak pisiory, co na atomie podkraść (jak zwykle) chciały. Zrobimy porządnie, ale trzeba przeprowadzić ponowne analizy, jakieś raporty, studia wykonalności, no po prostu na świętego nigdy. Coś jak z CPK – zrobiła się awanturka, a więc PR-owsko się będzie mówiło, że i owszem, tak-tak, policzymy jeszcze raz, a tu już Austriacy lotnisko zaczynają, zaś Orban zbuduje swoje CPK z Chińczykami. I tak będzie z atomem. Ostatnio prowadziłem panel z rządowym ekspertem od atomu a chwilę po tym się dowiedziałem, że minister klimatu 19 września rozwiązał zespół ds. rozwoju energetyki jądrowej w Polsce. A więc mamy już po makale. Zostaną ulubieńcy kilmatystycznej religii – wiatraki, fotowoltaika, grzanie gnojem i takie tam. Już nie muszą udawać, przynajmniej idą na szczerość, co jest smutnym wyjątkiem w czasach hipokryzji.
Smutne równie wieści z Rafako. Ta niegdyś perełka polskiego rodzimego biznesu właśnie ogłosiła upadłość. Specjalizowała się w instalacjach energetycznych, na nieszczęście „poważnych”, czyli wielkoskalowych modułach energetycznych, a taka energetyka, w świetle biblii klimatyzmu, idzie na zatracenie, łącznie z prawie tysięczną załogą. Nie ma i nie będzie zamówień. Wiatraki – z Niemiec, fotowoltaika – z Chin. Nie załapiemy się. Ale ostatnio, jak wspomniałem, prowadziłem panel na kongresie budownictwa. Mówiliśmy o tym, czy polskie budownictwo zarobi na miliardach przeznaczonych na transformację energetyczną. Na panelu, i sali byli wszyscy: wykonawcy, dostawcy, dystrybutorzy, ale nie było żadnego przedstawiciela państwa. Czyli i inwestora, i regulatora zarazem. Wróży to „powtórkę z rozrywki”.
Zaszczepione bankructwo inwestycyjne
Pamiętacie państwo inne, oprócz klimatycznego, koło zamachowe gospodarki za „pierwszego Tuska”? Program budowy autostrad? Tak żeby zdążyć na Euro 2012? Też było kasy w opór, ale się zrobił taki dziwny układ, że przetargi na drogi wygrywały wielkie firmy zagraniczne, które zbudowały je za pomocą polskich podwykonawców, którym w większości… nie zapłaciły. A więc zagraniczni dali takie ceny – wiedząc, że pod-wykonawcom nie zapłacą –, że wygrali przetargi, kasę zwinęli, zaś polska branża drogowa, która miała urosnąć na tych inwestycjach – zbankrutowała.
Grozi nam teraz to samo, na zieloną transformację rząd wybierze zagranicznych wykonawców, bo ci będą mieli akurat „pożądane” technologie, ci wezmą polskich podwykonawców, podwykonawcy Ukraińców, marża popłynie na Zachód, nic nie zostanie w kraju, nawet płace pracowników. Upadek Rafako pokazuje jak to będzie szło – koniec z własną produkcją, wszystko (nawet i ich stare technologie) kupimy u „starszych i mądrzejszych”, nawet pieniądz dotacyjny przepłynie przez Polskę jak woda przez gęś i wróci na Zachód. Zainwestujemy w wymuszane przez Unię technologie energetyczne, zostanie u nas niestabilne barachło, pieniądze z funduszy, pożyczek i podatków oddamy z powrotem, nawet nie zarabiając u siebie na inicjującej inwestycji.
Jak już tu pisałem, powódź przykrywa medialnie wiele innych rzeczy, co to ich tak na żywca wprowadzać może byłby i strach, a tak – pod falami medialnego błocka – dzieje się wiele. To, że na świecie dużo się dzieje, to już dla nas nie ma znaczenia, bo kto się tam polską powodzią na świecie przejmuje? Ale u nas, jak za kowida, dzieją się rzeczy równoległe, ba – nawet przyspieszają pod medialną osłoną powodzi.
Zastanawia akcja obrony rodziców przed szemranymi szczepieniami dzieci w szkołach, głównie na HPV, czyli mające zapobiegać (w sposób medycznie wysoce wątpliwy) rakowi macicy. Mają szczepić głównie dzieci, i to płci obojga i zobaczymy jak to będzie. Czy będzie egzekwowane prawo rodzica do decydowania o terapii, jakim poddane jest jego dziecko, czy systemowo, albo gorzej – na pół-legalu niepytania się rodziców, sprawa przejdzie jak w kowidzie: na poziomie przymusowej dobrowolności? Czy rodzice to oleją, tak jak olewali bezsensowne i wręcz zbrodnicze szczepienie dzieciaków szczepionką mRNA? W sieci wiele instrukcji, opinii prawnych co do uprawnień rodziców w stosunku do szkół w tym względzie, ale wszystko może się odbyć na rympał: szczepną ci dziecko i dowiesz się post factum.
Tak wyglądają rozsypane odłamki nowej, tym razem powodziowej, normalności. Są jak kawałki rozbitej butelki na barykadzie. Kształtu butelki nie zobaczysz, ale odbijają światło słoneczne. Słońca nowego, które już zaczyna razić rezolutne oko ale i cieszyć oczy naiwne, otwarte na patrzenie prosto w słońce nowego. Tuż przed oślepieniem.
Napisał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Tusk powiedział, że poprzednia ekipa rządowa „na tamten świat” wysłała ponad 8 tys. bobrów. „Sprawa jest poważna”
– no rzeczywiście, jeśli ten Chyży R. wierzy w Niebo i piekło – dla bobrów…
=================
mail:
Fakt, że chyży. I jaki czujny…:
Premier Tusk zlecił monitoring sytuacji na Podkarpaciu w związku z prognozowanym deszczem
Panie, u nas też się zachmurzyło!! Przyślij ze dwie skrzynki piwa. Ale żeby był ŻUBR, schłodzony!!
podatek od odszkodowań
powodzianie-musza-zaplacic-podatki-od-straconych-towarow

Powodzianie muszą zapłacić podatki od straconych towarów. “Ubezpieczyciele wypłacają już odszkodowania poszkodowanym przez powódź. I co się okazuje? Że dla przedsiębiorcy jest to przychód z działalności gospodarczej, który trzeba opodatkować. Przykładowo, jeśli rozlicza się według skali i jest w drugim progu, zapłaci 32 proc. PIT” – napisała dzisiejsza “Rzeczpospolita”.
Cytowana przez gazetę Monika Dziedzic, radca prawny, doradca podatkowy, partner w MDDP, oceniła, że to “niemiła niespodzianka dla firm dotkniętych powodzią, teraz bowiem liczy się dla nich każdy grosz”. Do odszkodowań za zniszczone towary czy surowce nie pasuje żadne ze zwolnień, ani z ustaw o PIT/CIT, ani ze specjalnych przepisów przeciwpowodziowych. Dziennik zwrócił też uwagę, że jedyne, co przysługuje przedsiębiorcom, to zwolnienie dla odszkodowań za zniszczone środki trwałe, które jest jednak mocno ograniczone.
Tymczasem warszawski sejm przeprowadził w czwartek pierwsze czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z usuwaniem skutków powodzi oraz poselskiego projektu ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych ze wsparciem finansowym dla poszkodowanych przez powódź w 2024 roku. Autorami projektu są posłowie PiS.
Jak poinformował minister rozwoju i technologii Krzysztof Paszyk, na wsparcie.. [ i bla-bla… md]
Autor: AlterCabrio , 27 września 2024
Jedyną drogą odbudowy jest chrześcijaństwo, innej nigdy nie będzie. Ludzie, którzy nie chcą, aby ich narody przestały istnieć, muszą przyjąć dwie idee jako jedyne sztandary, pod którymi mogą zwyciężyć – katolicyzm, dzięki któremu rozpoznają, co jest dobre, co złe, co prawdą, co fałszem, oraz nacjonalizm, który wskaże im, kto jest przyjacielem, kto wrogiem. Mówiąc o katolicyzmie, mówimy oczywiście o odwiecznej wierze i nauce, głoszonej przez Kościół przed Soborem Watykańskim II, nie o tym, co jest teraz. Początek odbudowy musi dokonać się w ludzkich umysłach, poprzez budowę świadomości o rzeczywistym stanie rzeczy.
−∗−

Unia Europejska nie jest jeszcze co prawda formalnie państwem, ale bardzo chce nim być, i faktycznie wiele atrybutów państwowych już posiada. Niezależnie od tego, czy upragnionym państwem w końcu się stanie, czy też nie, ma już swoją religię panującą, i zdołała ją narzucić państwom członkowskim, także III RP.
OTO CZĘŚĆ DRUGA Z DWÓCH
Przeczytaj wpierw część pierwszą: Religia panująca Unii Europejskiej – cz. I
MAMMON
Źródłosłów pochodzi z języka aramejskiego i oznacza bożka pieniędzy. Wspomina o tym demonie też św. Mateusz. Kult Mammona ściśle wynika z Religii Lustra, i tak samo ma dwa aspekty – jednostkowy i społeczny. Człowiek, kierujący się kultem Mammona robi coś tylko dla zysku, nic bezinteresownie, a tym bardziej ofiarnie. Ludzi takich łatwo kupuje się i sprzedaje. Powszechność tych zachowań wynika z jednego z głównych skutków Religii Lustra – powszechnej prostytucji. Należy to traktować sensu largo – jako sprzedawanie na wolnym rynku tego, co powinno się przekazać w darze osobie wybranej lub sprawie wyższej wagi.
Wyznawcy Mammona są towarem na rynku, a ich narody rozpadają się i znikają. Zanim do tego dojdzie, wyznawcy Mammona i Religii Lustra zarazem tworzą partie, które są politycznymi prostytutkami i robią wszystko, aby się lepiej sprzedać. Z taką sytuacją mamy do czynienia w całej niemal Unii Europejskiej, z Polską włącznie. W otoczeniu partii politycznych działają gnostycy, budujący Republikę Świata. Dążą oni do likwidacji narodów i państw narodowych, a mają bardzo dużo pieniędzy. Przekupują partie i polityków, by realizowali w swoich krajach politykę gnostyków. Mechanizm ten działa w większości państw Europy. Po staremu partie określają się jako prawicowe, centrowe i lewicowe. Są to jednak tylko nazwy, a właściwa typologia partii zależy od tego, czy musi ukrywać swoją prostytucję, czy może ją uprawiać jawnie. Większość partii ma dziś charakter prostytucyjny. Jeśli elektorat partii ma sympatie prawicowe, konserwatywne i narodowe, partia taka musi ukrywać fakt, że sprzedaje swój naród i państwo, i zawsze używa do tego bezczelnej propagandy. Partia prostytucyjna udaje wówczas, że nie uprawia prostytucji. Jeśli natomiast partia ma elektorat lewicowo – liberalny, wówczas nie musi ukrywać swej prostytucji, bo jej elektorat godzi się na to. Wówczas partia używa propagandy żeby zmienić nazwę prostytucji na jakiś powszechnie uznane pozytywne wartości, np. prawa człowieka lub ratowanie planety.
MOLOCH
Również jest konsekwencją Religii Lustra i odnosi się do sfery okołoseksualnej. Jest ona szczególnie doniosła, bowiem seks to nie tylko przyjemność, ale również dzietność, demografia, łącznik kobiety i mężczyzny, tworzący rodziny i jeden z czynników sterowania społecznego. Gdy zaburzana jest równowaga zachowań seksualnych, społeczeństwo zaczyna chorować, a w końcu upada, pokonane lub wchłonięte przez jakąś silniejszą grupę, która seks ma lepiej poukładany.
Moloch to bóstwo fenicko – kananejskie, przybierające kształt ludzkiej postaci z wyciągniętymi rękami i głową byka. Na rękach posągu demona urządzano palenisko, na którym składano w ofierze noworodki i małe dzieci, poprzez palenie ich ciał. Historycy i archeolodzy nie są do końca zgodni, czy dzieci palono żywcem, czy po śmierci. Ofiarę tą nazywano przejściem przez ogień. Tak samo, jak dwa poprzednie kulty, ten również ma dziś wymiar indywidualny i zbiorowy.
Wymiar indywidualny polega na używaniu przez ludzi swojej seksualności w celach kultowych. Dana została ludziom, tak, jak całej przyrodzie płodność, aby się rozmnażali, zapełniali ziemię i czynili ją sobie poddaną. W tym celu ród ludzki podzielony jest na kobiety i mężczyzn, których jest mniej więcej po równo. Mężczyzna i kobieta pożądają się nawzajem i czują do siebie pociąg, gdy więc wybiorą się z tłumu i poznają bliżej, dążą do obcowania płciowego, czyli stosunku seksualnego. W sposób naturalny mężczyzna zapładnia kobietę, która zachodzi w ciążę i rodzi nowego człowieka. W momencie poczęcia, czyli połączenia komórek rozrodczych kobiety i mężczyzny Bóg stwarza duszę człowieka i tchnie ją w kształtujące się ciało. Zdolność taką ma z zasady każda kobieta i każdy mężczyzna, mogą więc łączyć się ze sobą ludzie obcy, którzy po stosunku się rozchodzą. Tak robią zwierzęta.
Jednak człowiek został wyposażony w bogatą sferę uczuć, i między dwojgiem ludzi pojawia się miłość, która pcha ich ku sobie, tak, że zarazem pragną swojej seksualności i swojego towarzystwa. Chcą więc być ze sobą w dzień i w nocy, przyjmując wszystko, co ta relacja przynosi. Istnieje poza tym w kobietach silny instynkt macierzyński, tak, że pragnie ona mieć potomstwo, a zarazem kocha mężczyznę. Ten z kolei kocha kobietę, a jego męski instynkt pcha go do jej zapłodnienia. W związku kobiety i mężczyzny wspaniale łączą się ze sobą cechy biologiczne i metafizyczne, ciała i dusze, elementy ludzkie i boskie. Zrodzone potomstwo potrzebuje opieki, a potem wychowania. Prawidłowość tego procesu wymaga zgodnego współdziałania rodziców przez wiele lat. Poza więc pożądaniem i miłością do siebie łączy ich również miłość do wspólnego dziecka. Pozostają ze sobą w dzień i w nocy, nadal się pragnąc i powołując na świat kolejne dzieci. Najlepszą formułą współżycia płciowego, a zarazem społecznego dla każdego człowieka jest więc życie rodzinne, którego podstawą jest sakramentalne małżeństwo. Ono sprawia, że związek dwojga jest trwały, płodny i funkcjonalny. Korzyść z tego odnoszą wszyscy – małżonkowie, dzieci i całe społeczeństwo. Z prawidłowych związków wychodzą bowiem prawidłowo ukształtowani ludzie, przenoszący prawidłowe wzorce dalej w kolejne pokolenia. I tylko sami ludzie mogą to zepsuć, i Zachód zrobił wszystko, aby zniszczyć tą harmonię.
Trwałość takiego związku, jego płodność, wydolność wychowawcza i wydajność ekonomiczna wymaga uregulowania zachowań seksualnych. Mężczyźni i kobiety muszą przyjąć założenie, że pożądanym środowiskiem relacji seksualnych jest małżeństwo, a pierwszorzędnym celem seksu jest zapłodnienie, dopiero drugorzędnym zaspokojenie potrzeb. Seksowi towarzyszą bardzo silne emocje i przyjemności zmysłowe, tak więc ludzie wciąż o nim myślą i dążą do zaspokojenia swoich pożądań. Jeśli jednak używają seksu niezgodnie z jego pierwszorzędnym przeznaczeniem, nie powstają rodziny i nie rodzą się dzieci. Za pomocą seksu można osiągnąć wiele korzyści. Jeśli pojawia się coś, czego ludzie pragną, pojawiają się zaraz pokusy oraz prawa rynku.
Przedsiębiorcze jednostki mogą z łatwością wykorzystać z jednej strony pożądanie, a z drugiej atrakcyjność seksualną. Jest to dziś dużo łatwiejsze, z powodu masowej apostazji i odrzucenia blokad religijnych i moralnych. Połączenie kultu Mefistofela i Mammona daje dziś ludziom łatwość używania siebie do uzyskania osobistych korzyści. Do tego dochodzą silne przyjemności, czerpane z seksu. Korzyść i przyjemność, które są z natury dodatkiem do seksu i nagrodą za jego prawidłowe używanie stają się ważniejsze, niż sam seks, pomija się więc wszelkie inne konsekwencje relacji seksualnej. Wyznawcy lucyferycznych kultów używają dziś na masową skalę seksu na sposób masturbacyjno – prostytucyjny. Obejmuje to rozwiązłość, czyli nieregularne stosunki seksualne z różnorodnymi partnerami, antykoncepcję, szczególnie hormonalną lub stałą, aborcję, aberracje seksualne oraz kreatywne podejście do płci. Wszystkie te zachowania są dziś masowe lub masowo akceptowane. W ten sposób narody Zachodu zmieniają lub już zmieniły swój status, z chrześcijańskich na lucyferyczne.
Prywatne praktyki religijne mają swoje odpowiedniki w praktykach publicznych. Dziś kult bóstw lucyferycznych stał się na Zachodzie normą ustrojową, został bowiem uznany za prawa człowieka w ogólności, a prawa kobiet w szczególności. Lucyferyczne credo – „będziecie jak bogowie” zostało sprytnie ukryte pod hasłami globalnych praw człowieka, wolności jednostki, demokracji i wartości europejskich. Przykład idzie z góry na dół. Najpierw religia Lucyfera została przyjęta przez globalne organizacje ponadnarodowe, jak ONZ i jej agendy, potem przez organizacje kontynentalne, jak Unia Europejska, potem przez spętane i uzależnione rządy krajowe, jak państwa członkowskie UE, w tym III RP. Równocześnie rozpowszechnił się kult bóstw lucyferycznych oddolnie wśród narodów, a na końcu państwo uprawnieniami swoich parlamentów i działaniami rządów przyjęło kult Lucyfera do swojego porządku prawnego. Następnie rządy utrwalają nową konfesję na dwa sposoby. Sposób pierwszy, czynny, polega na przyjęciu rozwiązań prawnych, jak np. przepisy o aborcji, eutanazji, antykoncepcji, zmianie płci, przywilejach dla mniejszości. Polega też na realizacji polityk społecznych, narzucanych przez Mózg Świata. Najczęściej mają one posmak genderowo – równościowo – feministyczny. Przykładem choćby krajowe plany odbudowy po pandemii i wszystkie polityki Unii Europejskiej. Sposób drugi, bierny polega na akceptowaniu przez rządy, aby na terenie ich krajów swobodnie działały organizacje i agenci globalistów. Przykładem działalność mediów, fundacji, ekspertów, celebrytów, polityków. W ten sposób nawet ci ludzie, którzy sami z siebie nie byliby skłonni przyjąć religii Lucyfera są do tego zmuszani przez całe otoczenie kulturowe i szeroko pojęty system. Kulty lucyferyczne stają się powszechne, oficjalne i coraz częściej nakazane, i kurczy się przestrzeń, w której można się schronić. Nawet prywatny dom rodzinny nie jest już bezpieczny. Systemy bowiem wdzierają się coraz mocniej do rodzin, używając pretekstów ochrony praw kobiet, dzieci, a także systemu edukacji.
Przykładem lucyferycznej ochrony, a raczej zniewolenia kobiet są nowe przepisy o gwałcie, również nowe przepisy o przemocy domowej i Konwencja Stambulska. Globaliści sprzedają narrację, że kobiety są na każdym kroku zagrożone przez mężczyzn, nie tylko na ulicy i w miejscu pracy, ale przede wszystkim w domu, ze strony męża alias coraz częściej partnera. Molestowanie, gwałt, przemoc fizyczna, psychiczna i ekonomiczna, mobbing, dyskryminacja, szklany sufit, gaslighting i wiele innych określeń. Wciąż wymyślane są nowe.
Kobieta jest więc stale ofiarą, a mężczyzna stale agresorem, czekającym, aby zastosować przemoc seksualną. Dlatego kobieta dostała narzędzia ochrony, w każdej chwili może poinformować służby sama lub przez wyznaczonych specjalistów. Niekoniecznie ona sama musi to robić, coraz częściej wystarczy zgłoszenie osoby trzeciej. Dzielne służby, dysponujące przemocą fizyczną i prawną natychmiast ratują kobietę od zagrożenia i usuwają z jej otoczenia, a jeśli zechce, z jej życia niepożądanego mężczyznę, dawnego męża lub partnera. Również poza domem kobieta może w każdej chwili liczyć na ochronę służb, jeśli uzna, że jakiś patriarchalny samiec narusza jej prawa. Służby muszą też być gotowe na wypadek, gdyby kobieta nie byłaby w stanie wezwać pomocy, z powodu przeszkody fizycznej (on ją obezwładnia), psychicznej (ona nie jest w stanie uwolnić się od niego psychicznie), ekonomicznej (on ma pieniądze), lub innej (ona jest pod wpływem alkoholu lub narkotyków). Służby muszą też uwzględnić sytuacje, w których kobiety nie chcą donosić na mężów, partnerów, współpracowników lub przypadkowych przechodniów. Lucyferyczna narracja globalistów, której uległy już rządy głosi, że taka kobieta ma fałszywą świadomość (to pojęcie wzięte z Marksa), i trzeba ją ratować mimo jej woli. W tym celu kontrola systemu musi być absolutna, każda kobieta w każdej chwili powinna być monitorowana, czy nie dzieje się jej krzywda. System musi nad wszystkimi kobietami roztoczyć opiekę, a każdy kontakt z mężczyzną powinien być rejestrowany i uzyskać akceptację systemu. W tym kierunku idzie Zachód, i jest to wprost skutek przyjęcia lucyferyzmu.
Kwalifikowaną formą włamania systemu do rodzin jest edukacja seksualna i równościowa, narzucana rządom przez ONZ, WHO, UNESCO, UNICEF, UE i inne agendy. Jest to jeden z celów trwającej od lat 60-tych podmiany narodowych systemów edukacji na jednolity system globalny. W UE nazywa się to Europejski Obszar Edukacyjny i ma powstać w 2025 r. Polska ma do niego wejść rok później. Szkoła ma się zmienić na odwrót, to znaczy zamiast uczyć ma pilnować, aby ludzie nie umieli zbyt wiele. Tradycyjna szkoła chroniła dzieci przed zgorszeniem i zepsuciem, w tym seksualnym, nowa szkoła na odwrót, będzie systemowo dzieci gorszyła i psuła, szczególnie seksualnie. Na Zachodzie jest to już, w Polsce ma nastąpić w ciągu najbliższych lat. Pranie mózgu zacząć ma się już w przedszkolu i trwać przez całą edukację. Dzieci mają być oduczane swoich naturalnych odruchów i zachęcane do zachowań odwrotnych. Narzucany będzie pogląd, że płeć, naturalne zachowania i role płciowe, rodzinne, a także seksualność ludzka są konstruktami społecznymi i można je kształtować dowolnie. Prowokowane będą wszelkie zachowania niestandardowe, a gdy się pojawią, natychmiast będą utrwalane, wzmacniane i wskazywane jako norma. Dzieci poznają swoje prawa seksualne i reprodukcyjne. Wcześnie dowiedzą się, jak uprawiać bezpieczny seks, jak sprawiać sobie przyjemność, jak uprawiać masturbację, jak stosować antykoncepcję, jak skorzystać z aborcji, jak poprosić o wsparcie psychiczne, jak wezwać służby. Jakikolwiek sprzeciw, w tym niezgoda rodziców na manipulacje ich dziećmi przez szkołę będzie ścigany i traktowany jako przemoc domowa. W przypadku dziewczynek dojdzie jeszcze wzmożenie feministyczne. Rodzice będą mogli wychowywać dzieci tylko w zgodzie z systemem, w innym przypadku grozi odbieranie. W celu skutecznej kontroli lucyferycznej musi powstać system inwigilacji i kontroli rodzin, i system taki powstaje, co widać także w Polsce. Jest on tworzony po hasłami Edukacji Włączającej, Edukacji dla Wszystkich, ochrony małoletnich przed przemocą, wyrównywania szans edukacyjnych dziewcząt, wsparcia psychicznego, edukacji zdrowotnej. Nowy przedmiot szkolny o podobnej nazwie ma wejść jako obowiązkowy do polskich szkół już 2025 r. Patrząc na inne państwa zachodnie, gdzie takie rozwiązania już obowiązują, możemy spodziewać się, że pod tytułem pięknych haseł nastąpi systemowe molestowanie seksualne dzieci oraz przygotowanie do prostytucji, zarówno tej prywatnej, jak i zawodowej, zwanej sexworkingiem. Oznacza to systemowy gwałt na młodych pokoleniach i namawianie ich do prostytucji. Lucyferyczne państwa Zachodu występują w roli stręczycieli własnych dzieci.
Dzieje się to w tej chwili, na prawie całym Zachodzie, niegdyś chrześcijańskim, także w Polsce. Ludność albo o tym nie wie, bo wiedzieć nie chce, albo skupia się na szczegółach, nie widząc całości, albo akceptuje te procesy, ponieważ sama przyjęła lucyferyczną wiarę. Hierarchia Kościoła z jednej strony reaguje na pewne działania lucyferystów, z drugiej popiera je i sama się w nie włącza. Nawet jednak tam, gdzie reaguje, robi to za słabo. Większą rolę w stawianiu oporu prawom Lucyfera odgrywają świeccy wierni.
Można więc wyodrębnić kilka powszechnych praktyk lucyferycznych, stosowanych codziennie na Zachodzie. Praktyki są wykonywane lub akceptowane przez większość ludności, i należy je traktować jako praktyki religijne. Zawsze odnoszą się do natury człowieka i jej praw, są jednak ich nadużyciem. Praktyki te zwykle łączą w sobie więcej, niż jeden kultów lucyferycznych w różnych proporcjach, przy czym kult Mefistofela jako pierwotny występuje zawsze. Można więc wyróżnić następujące praktyki nadużycia: uczuć, seksualności, płodności, macierzyństwa, płciowości.
To najbardziej powszechne, chociaż nie jedyne praktyki religijne lucyferyzmu, czyli dominującej religii Zachodu. Nasuwa się pytanie, dlaczego ludzie wybierają tą wiarę, a odrzucają chrześcijaństwo. Odpowiedź jest oczywista: z powodu skłonności do grzechu, pozostałej po grzechu pierworodnym, oraz powszechnej apostazji. Ta z kolei jest możliwa dzięki postępowi technologicznemu, zaprzestaniu przez hierarchię Kościoła walki o dusze ludzkie, dezinformacji pięcioelementowej, przyjęciu lucyferyzmu przez organizacje ponadnarodowe i rządy. Zostało to wyjaśnione obszernie w części I. Osobisty wybór lucyferyzmu przez jednostki staje się w tej sytuacji czymś oczywistym i automatycznym. Nasuwa się kolejne pytanie, czy wybór tych ludzi jest skuteczny, skoro nie zdają sobie sprawy z jego konsekwencji. Na to należy odpowiedzieć twierdząco, gdyż jeśli tego nie wiedzą, to tylko dlatego, że nie chcą wiedzieć, a to z kolei dlatego, że im tak przyjemnie i wygodnie. Przynajmniej do czasu, sumienie w końcu zacznie uwierać każdego, ale większość jest zbyt pyszna, aby przyznać się do własnych błędów, i zbyt leniwa, aby zmienić swoje życie. Większość wyznawców Religii Lustra zetknęła się z nauką katolicką, a nawet jeśli nie, miała taką możliwość. Każdy ma poza tym własny rozum, a w nim sumienie, oraz wolę. Nic nie usprawiedliwia człowieka, który dobrowolnie zakopuje te talenty.
Zwykli ludzie czerpią z lucyferyzmu korzyści, dlatego weń wierzą i żyją według jego wskazań. Z tego też powodu nie buntują się przeciw lucyferycznym rządom w swoich państwach, w Unii Europejskiej i w ONZ. Podzielają tą samą wiarę, co zbrodnicze elity. Korzyści lucyferyzmu są oczywiście chwilową iluzją, ale bardzo sugestywną. Korzysta ona bowiem z najbardziej zwierzęcych mechanizmów popędowych, tkwiących w każdym człowieku, do czego ludzie nie chcą się przyznawać, nawet sami przed sobą. Żyją więc na sposób zwierzęcy, ale kupują iluzję, że jest to słuszne i szlachetne. Zwykli ludzie wierzą, że dzięki lucyferyzmowi będą mieli przyjemność, wygodne życie i dobre samopoczucie cały czas. Nie myślą o przyszłości, po odrzuceniu chrześcijaństwa wydaje im się, że ich „teraz” trwa wiecznie. Lucyferyczną propaganda zapewnia ich, że jest to prawo człowieka, i że lucyferyzm zapewni im to całkowicie za darmo, a oni sami nie będą musieli ponosić żadnych kosztów i wysiłków. Lucyferyczny sposób życia nazywa się dobrostanem i samorealizacją. Ludzie władzy wierzą bardzo podobnie, z tym, że mają oni większe ambicje i apetyty, więc lucyferyzm przekupuje ich łatwym zyskiem w postaci grantów i dotacji, co jest ukrytym rabunkiem narodów. Wszyscy ludzie władzy godzą się jednak brać kradzione bogactwa, wydarte narodom podstępem i gwałtem, stając się w ten sposób wspólnikami zbrodni. Bardzo trudno dotrzeć jest z tą wiedzą do jednych i drugich, ponieważ musieliby uznać swoje własne grzechy, zmienić sposób życia, ponieść trudy, zmierzyć się z przeciwnościami. Gdyby tak zrobili, skutkiem tych działań byłaby własna wolność. Większość z nich jednak nie chce niczego zmieniać, żyją więc w złudzeniu wolności, czyli w zniewoleniu. Prawdziwą formułą ich życia jest powszechna prostytucja społeczna oraz pasożytnictwo, finansowane za pomocą wyzysku, kradzieży i gwałtu. Ten stan rzeczy jednak się kończy i niebawem zabraknie finansowania. Burdel Zachodu ostatecznie zbankrutuje.
Pojawia się pytanie, co z tego mają gnostycy, członkowie Mózgu Świata? Nie wiemy tego bezpośrednio, lecz wywodzimy z logicznych przesłanek. Lucyferyzm ma dwa cele – doczesny, materialny, oraz wieczny, duchowy. Ten pierwszy realizują gnostycy, wykonując wolę swojego pana, w zamian otrzymując władzę, potęgę pieniądza i wpływy pośród ludzi. Ten drugi jest podzielony. Gnostycy chcą osiągnąć pozycje bogów, by panować nad światem materialnym i dostąpić nieśmiertelności. Ich pan natomiast dąży do tego, aby jak najwięcej dusz ludzkich nie dostąpiło zbawienia i trafiło do piekła. Wykorzystuje spryt i inteligencję gnostyków i pomaga im budować ziemską potęgę. Żyją więc w symbiozie, z góry skazanej na porażkę.
Ostatnie wreszcie zagadnienie, jak się oprzeć lucyferyzmowi, skoro jest tak powszechny i potężny. Wielu ludzi dobrej, acz słabej woli traci rezon i wiarę w możliwości obrony. Wielu też mówi o kontrrewolucji konserwatywnej. Ani jedno, ani drugie właściwe nie jest. Bronić należało 50 lat temu, ale wtedy nie miał kto, bo nikt nie wiedział, co się szykuje. Konserwatyzm w sytuacji powszechnego lucyferyzmu byłby jego podtrzymaniem. Nie czas na kontrrewolucję, nie da się powstrzymać tego, co już się dokonało. Największa rewolucja dzieje się bowiem nie w prawach, nie w salach parlamentów, nie na polu bitew, nie w laboratoriach ani w halach fabrycznych. Największa rewolucja dokonuje się zawsze w ludzkich umysłach, i właśnie niedawno się dokonała – rewolucja lucyferyczna. Jeszcze się nie zakończyła, wciąż trwa, ale właściwie zaczyna już się dopalać. Należy cierpliwie poczekać, aż ludzie odczują sami na sobie skutki swojej apostazji. Dopiero, gdy zaczną cierpieć, będą w stanie przyjąć zdrową naukę, a i to nie wszyscy. Mówimy jednak o większości. Poza nią pozostaje aktywna, twórcza mniejszość, która już teraz musi zacząć się jednoczyć.
Jedyną drogą odbudowy jest chrześcijaństwo, innej nigdy nie będzie. Ludzie, którzy nie chcą, aby ich narody przestały istnieć, muszą przyjąć dwie idee jako jedyne sztandary, pod którymi mogą zwyciężyć – katolicyzm, dzięki któremu rozpoznają, co jest dobre, co złe, co prawdą, co fałszem, oraz nacjonalizm, który wskaże im, kto jest przyjacielem, kto wrogiem. Mówiąc o katolicyzmie, mówimy oczywiście o odwiecznej wierze i nauce, głoszonej przez Kościół przed Soborem Watykańskim II, nie o tym, co jest teraz. Początek odbudowy musi dokonać się w ludzkich umysłach, poprzez budowę świadomości o rzeczywistym stanie rzeczy. Przyjdzie też moment działania, ale wszystko w swoim czasie i porządku. Dostarczamy Wam wiedzy, staramy się też obudzić wiarę, aby powstała wola.
Niniejszy, dwuczęściowy tekst o religii panującej Zachodu jest diagnozą. Poza tym tworzymy program pozytywny odnowionego narodu i państwa. Twierdza Kulturowa – to jego nazwa.
Koniec cyklu.
__________________
Religia panująca Unii Europejskiej. Cz.II z II, Bartosz Kopczyński, 27 września 2024
Autor: AlterCabrio , 25 września 2024
Unia Europejska nie jest jeszcze co prawda formalnie państwem, ale bardzo chce nim być, i faktycznie wiele atrybutów państwowych już posiada. Niezależnie od tego, czy upragnionym państwem w końcu się stanie, czy też nie, ma już swoją religię panującą, i zdołała ją narzucić państwom członkowskim, także III RP.
−∗−

Obraz tytułowy: Joaquin Espalter, Mefistofeles, 1872 LINK
Unia Europejska nie jest jeszcze co prawda formalnie państwem, ale bardzo chce nim być, i faktycznie wiele atrybutów państwowych już posiada. Niezależnie od tego, czy upragnionym państwem w końcu się stanie, czy też nie, ma już swoją religię panującą, i zdołała ją narzucić państwom członkowskim, także III RP.
Oto część pierwsza z dwóch.
Kult ten ma charakter zarówno oficjalnego kultu państwowego, jak również wyznania obywateli, spełnia więc luterańską zasadę cuius regio, eius religio. Nie ma zasadniczej sprzeczności między religią państwową UE, a wiarą jej mieszkańców, dlatego wciąż istnieje ten twór i nikt się jeszcze nie kwapi, aby go obalić. Gdyby w Europie panowała inna religia, Europejczycy dawno już rozpędziliby UE na cztery wiatry, głównych winowajców karząc surowo, przykładnie i publicznie. Nie dzieje się tak, ponieważ Europejczycy w większości podzielają wiarę unijnych elit, z czego wynikają ich osobiste oczekiwania i aspiracje, póki co zbieżne z działaniami UE.
Większość czytelników obruszy się zaraz, broniąc ateizmu tych ludzi, powołując się na oficjalną świeckość współczesnych państw i laickość społeczeństw Zachodu. Pozory jednak mylą, zarówno Unia Europejska, jak też państwa członkowskie i ich obywatele są podmiotami głęboko religijnymi i wyznają bardzo określony, spójny i konsekwentny system wierzeń. Oficjalne zapewnienia o sekularyzacji są tu na nic, to zwyczajna obłuda, tak samo publiczna, jak prywatna. Jest więc owa konfesja rzeczywistą oficjalną i nieoficjalną religią Zachodu, maskowaną kłamstwem, że nie ma jej wcale. Nie jest to oczywiście religia chrześcijańska, ani judaistyczna, ani muzułmańska. Nie jest nią także buddyzm (nie przez wszystkich uważany za religię), ani taoizm, shintoizm, hinduizm i inne znane religie teistyczne i nieteistyczne.
Zachód wyznaje obecnie piekielną triadę Lucyfera, złożoną z kultu trzech bóstw: Mefistofela, Mamona i Molocha. Omówimy po kolei każde z nich.
Mefistofel, Mefistofeles, Mefistophil – upadły anioł, którego imię tłumaczy się, w zależności, czy przyjmiemy źródłosłów hebrajski czy grecki jako kłamca, niszczyciel dobra, duch ciemności. Nie musimy wybierać z tych znaczeń, każde pasuje i uzupełnia się wzajemnie. Kult demona Mefistofelesa jest rzeczywistą postacią głównej religii osobistej ludzi Zachodu – Religii Lustra. Jest ona tak powszechna, że stała się niezauważalna, jak słoń w pokoju, tymczasem jest podstawowym warunkiem pozostałych dwóch kultów piekielnej triady, i zarazem głównym źródłem obecnego upadku świata białego człowieka
Rzecz w tym, że większość ludzi Zachodu była kiedyś chrześcijanami, i pomimo, że formalnie nadal nimi są, faktycznie odrzucili wiarę swoich przodków i dokonali masowej apostazji. Poszczególne przypadki zdarzały się przez całą historię chrześcijaństwa, ale nigdy zjawisko to nie wystąpiło na skalę tak masową, jak teraz. Trudno jest określić dokładny moment apostazji, gdyż jej charakterystycznym rysem jest procesualność [?? formalne podejście?? md] i nieoznaczoność, to znaczy nie wymaga formalnego aktu, lecz dokonuje się per facta concludentia – przez faktyczny wybór sposobu myślenia i praktycznego życia. Większość ludzi Zachodu żyje dziś, jakby Boga nie było, Kościół nie interesuje ich wcale lub traktują go wrogo, i sami sobie tłumaczą, że nie mają żadnych potrzeb religijnych. Twierdzą, że wystarczą im uroki życia, materia, rozrywki, a sensu dostarczają im relacje międzyludzkie, przeżycia i własny dobrostan. Religia Lustra jest więc także religią dobrostanu.
Wybór kultu Mefistofelesa dokonuje się automatycznie, wówczas, gdy delikwent porzuca chrześcijaństwo i nie przyjmuje żadnej innej formalnej religii. Większość obecnych wyznawców Mefistofelesa przeszła na ten kult w ciągu ostatnich dwudziestu lat, na początku XXI w. Wcześniej trwały jeszcze wpływy chrześcijaństwa w ich osobistym życiu. Warunki środowiskowe, jakie umożliwiły triumf tej religii bardzo łatwo jest określić:
Po przyjęciu Religii Lustra jej wyznawca staje przed taflą i przestaje dostrzegać cokolwiek innego. Traktuje sam siebie jako boga i cały świat zarazem. Następuje utożsamienie ja-świat-bóg. „Ja” staje się jedynym odniesieniem, wszystkie zjawiska odczytywane są przez pryzmat osobistych wrażeń, odczuć i interesów. Jednak samego siebie, owo boskie „Ja” wyznawca Religii Lustra może widzieć jedynie w lustrze, w którym jednak nie widzi samego siebie, ale odbicie swojej postaci. Wyznawca traktuje więc siebie samego jako świat i boga, ale jednocześnie może się obserwować jedynie na tafli. Dlatego odbicie, które widzi przed sobą postrzega jako siebie, świat i boga. Tymczasem lustro, przed którym stoi jest w rzeczywistości ekranem, za którym stoi jego własny Mefistofeles, oddelegowany, personalny diabeł – stróż. Demon widzi człowieka, człowiek demona przez taflę dostrzec nie może. Mefistofel przybiera postać człowieka przed lustrem i uczy się naśladować jego ruchy i miny. Dostraja się idealnie, i potrafi nie tylko wiernie naśladować ruchy człowieka w czasie rzeczywistym, ale również przewidywać najczęściej powtarzające się sekwencje. W pewnym momencie zaczyna wykonywać własne ruchy, zrazu niewiele różniące się od ruchów człowieka, z czasem coraz bardziej. Człowiek patrzy na odbicie, które traktuje jak boga, i zaczyna dostrzegać różnice między ruchami swymi a postaci w lustrze. Ponieważ obraz na tafli, który traktuje jako swoje odbicie stał się już dla niego bardziej realnym bogiem, niż on sam jest realny dla siebie, sytuacja się odwraca i to człowiek zaczyna naśladować ruchy postaci w lustrze.
Z czasem człowiek staje się niewolnikiem swojego własnego odbicia, które w rzeczywistości jest Mefistofelesem. Ta sytuacja ma doniosłe znaczenie dla życia wyznawcy Religii Lustra i całego społeczeństwa.
Konsekwencje osobiste Religii Lustra
Zniewolony człowiek robi wszystko, czego chce od niego diabeł, i nie podejmuje żadnej aktywności, aby się uwolnić, cały czas bowiem łudzi się, że to on sam się rusza i robi wszystko, co sam chce. Przyjmuje całą dezinformację pięcioelementową, ale traktuje ją jako swoje własne pragnienia, potrzeby, opinie, poglądy i wybory. Odrzuca prawdę o tej sytuacji, a gdy ktoś próbuje mu ją uświadomić, traktuje go jak wroga. Ulega pokusom, co prowadzi go do grzechów. W ten sposób niszczy relacje z otoczeniem, również z najbliższymi. Usprawiedliwia sam siebie z każdego grzechu, a jeśli spotykają go przykre konsekwencje, to albo wypiera ich świadomość, albo obarcza winą świat spoza lustra.
Przywiązanie do osobistego „Ja” prowadzi go do dbałości wyłącznie o własną korzyść i wygodę. Jego największym pragnieniem jest dobrostan, czyli stan psychofizycznego zadowolenia w danym momencie, tożsamy z hedonizmem. Nie zastanawia się, skąd ten stan się wziął, ani co będzie w przyszłości, ważne, że dobrze mu jest teraz. Z kolei orientacja wyłącznie na własną korzyść sprawia, że nie robi niczego bezinteresownie. Jego czas, zaangażowanie, uczucia wystawione zostają na sprzedaż. Człowiek dobrostanu sprzedaje się więc temu, od kogo uzyska największą korzyść. Sprzedaż obejmuje również to, co nie powinno być nigdy sprzedawane, ale ofiarowane w darze osobie wybranej, lub jakieś większej sprawie. Nie jest więc taki zdolny do poświęceń, wybiegających poza osobistą korzyść. Prowadzi to do przyjęcia postawy pasożytniczo – prostytucyjnej.
Jeśli taki człowiek ma potomstwo, traktuje tą relację jako osobistą samorealizację. Dziecko wtedy staje się przedłużeniem „Ja” i projekcją własnych wyobrażeń, sterowanych przez Mefistofelesa. Traktują wówczas swoje dziecko jako bożka, któremu bezkrytycznie oddają cześć, w ten sposób czcząc siebie samych. Wówczas wyznawca Religii Lustra staje się wyznawcą Religii Dziecka, która jest odgałęzieniem tej pierwszej. Ten system wierzeń ma również swoją własną, pajdocentryczną etykę wychowawczą, w której Dziecko jako bożek jest w centrum. Dziecko prowadzone jest w warunkach religijnego kultu, co przybiera postać chowu egotycznego. Jego efekt jest dwojaki – Królewna Świata i Piotruś Pan.
Stosunek wyznawcy Religii Lustra do dóbr wyższych – Kościoła i narodu jest negatywny. Kościół ze zrozumiałych względów, jako nośnik wrogiej religii. Naród odrzuca nieco dłuższą drogą. Człowiek Dobrostanu albo nie zakłada rodziny, albo się rozwodzi. Zwykle sam powoduje lub prowokuje swoje niepowodzenia rodzinne. Zawsze skutkuje to frustracjami, którymi obciąża ten byt społeczny, który z tą frustracją mu się kojarzy, czyli rodzinę jako instytucję społeczną. Dość szybko pojawia się osobiste zgorzknienie, a ponieważ cały świat postrzega przez pryzmat „Ja”, swoje własne negatywne doświadczenia przenosi na wszystko i wszystkich. Z czasem człowiek dobrostanu niszczy wszelkie relacje, które oparte są na normach etycznych. Naród, w szczególności polski jest wspólnotą, opartą właśnie na etyce. Wraz z porwaną rodziną wyznawca Religii Lustra odrzuca także naród. Pozostają mu tylko relacje, oparte na przymusie, który akceptuje, bo próba odrzucenia takich relacji ściągnęłaby na niego nieprzyjemności, których unika jako zakłócenia dobrostanu. Wyznawca Religii Lustra prędzej czy później odrzuci wiec rodzinę i naród, ale zaakceptuje państwo, które go zmusza.
Człowiek dobrostanu twierdzi, że najbardziej ceni swoją własną wolność. Jednocześnie cały czas ślepo poddaje się wszelkim ograniczeniom wolności, do których skłania go Mefistofeles, lub które wynikają z jego uzależnienia od dobrostanu. Dlatego poddaje się zaleceniom terapeutów, trenerów personalnych i dietetyków, dlatego ślepo słucha władzy i mediów, należących do dezinformacji pięcioelementowej. Nie zbuntuje się przeciwko tyranii, przeciwnie, będzie się jej poddawał, twierdząc jednocześnie, że to dla jego własnego dobra, zdrowia, bezpieczeństwa, spokoju i wolności. Niezależnie bowiem od wyznawanej religii istnieje mechanizm psychiczny, polegający na tym, że człowiek racjonalizuje swoje postępowanie. Jeśli więc coś robi, nawet wbrew sobie, nawet wiedząc, że jest to błędne lub niesłuszne, dorabia sobie uzasadnienie do swojego postępowania. Większości ludzi łatwiej przychodzi usprawiedliwić się samemu, wmówić sobie, że to, co robią jest słuszne lub że nie dało się inaczej, niż przyznać się do błędu. Dopóki ludzie wyznawali chrześcijaństwo, sumienie i nauka katolicka zmuszały ich do nawrócenia. Po apostazji wyznawca Religii Lustra nie musi przyznawać się do grzechu sam przed sobą, bo jako bóg sam decyduje, co jest grzechem, co cnotą. I zwykle wszystko, co ten człowiek robi, sam określa jako słuszne i prawdziwe. Dobitnie było to widoczne podczas pandemii, gdy większość ludzi dobrostanu zaakceptowała ograniczenia pandemiczne, wzięła szczepionki i dała się zamknąć w aresztach domowych.
Konsekwencje społeczne Religii Lustra
Jej wyznawcy nie są zdolni do stworzenia trwałych relacji międzyludzkich, w których łącznikiem jest etyka, ponieważ jej nie stosują wobec innych, za to domagają się stosowania jej wobec siebie. Nie są też w stanie zrozumieć sytuacji i punktu widzenia innych ludzi. Sprawami publicznymi interesują się tylko jako zewnętrzni krytycy. Nie angażują się w żadne działania wspólnotowe, chyba, że dla zysku. Próżno oczekiwać od nich empatii, wdzięczności, wierności i lojalności. Nie tworzą trwałych rodzin, co ma negatywny wpływa na dzietność i jest jedną z głównych przyczyn kryzysu demograficznego. Nie czują też związku z narodem, poza niechęcią. Ponieważ są zorientowani na osobistą korzyść i dobrostan, pozwalają, aby ich naród i państwo upadły, a sferę publiczną zajęły obce siły.
Dzieci, wychowane w chowie egotycznym w krótkim czasie stają się neurotykami i obciążają innych ludzi swoimi problemami psychicznymi, w większości urojonymi. Nie nadają się do współpracy i do rodziny. Boją się wyzwań, nie podejmują działań altruistycznych. Naród, złożony z takich ludzi rozpada się na atomy, traci dzietność i wszelką odporność na atak. Z czasem upada i zostaje zniszczony lub pochłonięty przez prężniejsze grupy.
Tak, jak zachowują się poszczególni wyznawcy, tak postępują też tworzone przez nich wspólnoty. Nie są one oparte na etyce, ale na korzyści własnej lub wspólnym wrogu. Istnieją tak długo, jak to, co ich łączy. Najczęstszymi przedsięwzięciami wyznawców Religii Lustra są firmy, nastawione na zyski i partie polityczne, nastawione na zysk, władzę i wpływy. Obecnie w Europie innych partii nie ma prawie wcale.
Ciąg dalszy nastąpi.
_______________
Religia panująca Unii Europejskiej. Cz.I z II, Bartosz Kopczyński, 25 września 2024
Od kilku dni przetacza się w mediach, wzmocniona potępieńczym chórem, zaczerpnięta z raportu NIK, informacja o wizach dla 366 tysięcy mieszkańców Afryki i Azji.
Fakt ten bardzo zbulwersował Donalda Tuska i innych polityków. Wielu z nich dało wyraz swojemu oburzeniu na Twitterze/X.

Elektorat KO podziela oburzenie swoich politycznych idoli, którzy biadolą w mediach nad skandalem. Jednak na pytanie skoro jest to złe, to dlaczego jeszcze te osoby nie zostały, w takim razie, wydalone z Polski – Elektorat Koalicji Olaków, słysząc to pytanie, wpada w mentalny stupor.
Czy ktokolwiek słyszał chociażby o rozpoczętej procedurze eksmisji nieproszonych gości? Nie. Tymczasem proceder wpuszczania świeżutkich nachodźców zagrażających mieniu, zdrowiu i życiu Polaków, trwa w najlepsze.
Od początku 2024 do końca maja Niemcy cofnęli i „zwrócili” Polsce 7371 „migrantów”. Niezależnie od tego cały czas trwa proceder oficjalnego i nieoficjalnego przemytu od wschodniej strony.
Liczbę 7371 podał bankier.pl powołując się na dane pochodzące z Polsko-Niemieckiego Centrum Współpracy Służb Policyjnych, Granicznych i Celnych w Świecku.





BKP: Bergogliański dzień pseudopokuty 1 października 2024 r
| : | Chancellery Patriarchate <secretariat.patriarchate@gmail.com> |
|---|
W jakiej sytuacji Bergoglio ustanowił na 1 października 2024 r. tzw. nabożeństwo pokutne? Swoją tzw. dogmatyczną deklaracją „Fiducia supplicans” już przekształcił Kościół katolicki w sektę New Age z programem antychrysta. Jej anty-ewangelią jest legalizacja sodomii i wszelkich wypaczeń LGBTQ, a także publiczna apostazja poprzez intronizację demona Pachamamy i precedensowe poświęcenie się szatanowi w Kanadzie.
Media watykańskie opublikowały obłudną wypowiedź: „Papież Franciszek nauczył nas, że trzeba także prosić o przebaczenie, wymieniać grzechy po imieniu, odczuwać ból, a także wstyd…”
Jednak niespodzianką dnia jest to, co Bergoglio zaczął nazywać grzechami. Jest to na przykład tzw. grzech używania doktryny jako kamieni. Kto walczy o zbawienie dusz i dba o przestrzeganie prawa Bożego, ten rzekomo popełnia grzech używania doktryny, tzw. rzucanie kamieniami. To zniekształcenie jest naprawdę diabelską manipulacją.
Bergoglio dalej wymyślił grzech przeciwko synodalności. To rzekomo jest to brak słuchania, komunii i uczestnictwa wszystkich. Grzech ten rzekomo popełniają ci, którzy nie chcą zaakceptować perwersji jako normy i zatwardziałe osoby LGBTQ w centrum wspólnot chrześcijańskich. Grzech przeciwko synodalności rzekomo popełniają także ci, którzy blokują lesbijkom lub feministkom w tzw. radach synodalnych otrzymanie władzy kościelnej i „święceń”.
Kolejnym rzekomym grzechem jest tzw. grzech obojętności na dramat związany z narastającym zjawiskiem migracji na świecie. Zbrodnicza agitacja Bergoglio na rzecz migracji ma na celu zniszczenie chrześcijaństwa, zwłaszcza w Europie, i ogólnie pozostałości kultury chrześcijańskiej. Jeśli chodzi o uchodźców, to on doskonale wie, że nie są to prawdziwi uchodźcy, ale ludzie, którzy są systematycznie relokowani w konkretnym celu.
Cytat z mediów: „Jak zauważył kardynał Mario Grech, nie chodzi o oskarżanie za grzechy innych, ale o uznanie własnego udziału – poprzez własne działania lub zaniedbanie – w tym, co spowodowało cierpienie niewinnych i bezbronnych”.
Jednak zarówno Grech, jak i Bergoglio podstępnie mylą te terminy. W ogóle nie uważają przekroczenia prawa Bożego za grzech, ponieważ poprzez drogę synodalną, której kulminacją była deklaracja „Fiducia supplicans”, de facto znieśli zarówno Dekalog i Credo. Nadali grzechowi odwrotne znaczenie. Według nich grzechem jest nie ulegać globalistycznym kłamstwom i zakłócać planów elit, których celem jest redukcja człowieczeństwa.
Bergoglio na przykład nazywa grzechem przeciw miłości braterskiej odrzucenie eksperymentalnej szczepionki mRNA, przed którą eksperci ostrzegali, a obecnie statystycznie potwierdzają jej katastrofalne skutki. Bergoglio nadal nie żałuje za swój ciężki grzech i zbrodnię przeciwko ludzkości, której dopuścił się w wyniku fanatycznej agitacji. Śmieje się bezczelnie w twarz chrześcijanom i ludzkości, a nawet zachęca do fałszywej skruchy. Jednocześnie doskonale zdaje sobie sprawę z rzeczywistości opublikowanej przez amerykańskich ekspertów na mocy ustawy o wolności informacji (FOIA): „Szczepionki «Pfizer» to broń biologiczna mająca na celu redukcję populacji ludzkiej”. W czerwcu 2024 r. także naukowcy z kanadyjskiej organizacji „Correlation” opublikowali analizę statystyczną ze 125 krajów. Doszli do wniosku, że „szczepionki mRNA były nie tylko nieskuteczne, ale spowodowały śmierć co najmniej 17 milionów ludzi”.
Niemniej jednak Bergoglio nie żałuje swojego zbrodniczego żądania: „Szczepionki dla wszystkich! Trzeba to zrobić!”. Choć cały świat go potępia, nie czuje bólu z powodu tylu zmarłych i kalekich, ani wstydu, że wykorzystał najwyższą władzę kościelną do masowej zbrodni. Paradoksalnie wzywa innych do pokuty, a nawet dokonuje zastępczej pokuty za fikcyjne grzechy, które fałszywie przypisuje innym. Bergoglio jest przykładem kościelnego demagoga z duchem antychrysta. Poprzez „Fiducia supplicans” przekształcił Kościół katolicki w antykościół New Age, który prowadzi nie do zbawienia, ale do zagłady. Przyrównał chrześcijaństwo do kultów pogańskich, które odrzucają Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela, i czczą demony, jakby to były równoważne drogi do zbawienia. Tymi herezjami synkretyzmu depcze odkupieńczą ofiarę Jezusa Chrystusa na krzyżu. Wyraził tę herezję także w Singapurze. Arcybiskup Viganò publicznie potępił synkretyzm Bergoglio.
Bergoglio dosłownie demonizuje Kościół katolicki. Poprzez uzurpowaną władzę potajemnie przeniósł oszukanych katolików do swojego antykościoła i w ten sposób stał się przyczyną ich wiecznej śmierci. Jest to zbrodnia przekraczająca wszystkie zbrodni przeciw Bogu, Kościołowi i wierzącym. Ale Bergoglio nie czuje bólu ani wstydu. Jest to znak, że jest martwym członkiem, który nie należy do Kościoła. Jego niezwykły cynizm, duchowa ślepota, bezczelność, kłamstwo najwyższego stopnia i brak skruchy nie mają sobie równych. W dalszym ciągu fałszywie przedstawia swój antykościół – Głęboki kościół – jako Kościół katolicki. Zniósł katolickie nauki i dogmaty oraz wprowadził sodomskie antydogmaty i sodomską antymoralność. Bergoglio nie żałuje tej zbrodni przeciwko Chrystusowi i Jego Kościołowi, ani nie „uznaje własnego udziału w tym, co spowodowało cierpienie niewinnych i bezbronnych” katolików.
Co więcej, Bergoglio bluźni Bogu swoją komedią o fałszywym przebaczeniu. Twierdzi, że mamy prosić o przebaczenie pseudo-grzechów, które sam wymyślił. Jeśli jednak zwraca się do boga, nie zwraca się do Pana naszego Jezusa Chrystusa, lecz do fałszywego boga – do diabła, któremu w Kanadzie poświęcił się publicznie i któremu służy. Bergoglio zamienia bluźnierczą komedię w ogólnoświatowe widowisko i kpi z prawdziwej skruchy.
Czym jest prawdziwa pokuta? Człowiek musi zgodnie z prawdą wyznać przed sobą samym i przed Bogiem przekroczenie przykazań Bożych i ze skruchą w sercu zwrócić się do Chrystusa ukrzyżowanego, który własną krwią zapłacił za nasze grzechy. Ale Bergoglio nie bierze tego pod uwagę. Nie interesują go prawdziwe grzechy, nie żałuje za nie ani nie pozwala innym pokutować za nie.
Jakie są naprawdę ciężkie grzechy, w których Bergoglio jest współwinny swoim milczeniem lub bezpośrednim ich wspieraniem i promowaniem?
Bergoglio promuje transseksualizm, zarówno poprzez gest całowania stóp, jak i legalizację tego grzechu.
Ogłosił drogę antypokuty – synodalną drogę towarzyszenia i słuchania osób LGBTQ.
Bergoglio nigdy nie wypowiadał się przeciwko systemowi wymiaru sprawiedliwości dla nieletnich i nigdy z tego powodu nie żałował. Nie odczuwa bólu z powodu kradzenia dzieci kochającym rodzicom, wręcz przeciwnie, chytrze promuje kradzież, a następnie adopcję dzieci przez homoseksualistów.
Czy Bergoglio opowiadał się za zaprzestaniem operacji zmiany płci? Nie, co najwyżej wypowiada frazesy w obronie własnej. Nigdy jednak nie „uznał własnego udziału w tym, co spowodowało cierpienie niewinnych i bezbronnych – poprzez własne działania lub zaniedbanie”, kiedy nie ostrzegał młodego pokolenia przed niemoralnością. Wręcz przeciwnie, propagował tzw. edukację seksualną dzieci i seks bez rygoryzmu, czyli bez żadnych ograniczeń.
Bergoglio sprawia wrażenie, jakby rozwiązywał problem wykorzystywania seksualnego, ale jednocześnie kościelnie legalizuje niemoralność w najwyższym stopniu. Kto dopuszcza się nadużyć? Sodomici, pedofile i inne Q-persony. Należą do nich maniacy popełniający morderstwa na tle seksualnym, sadomasochiści, nekrofile i inni. Bergoglio legalizuje przestępstwa na tle seksualnym, za które kodeks karny przewiduje nawet karę śmierci, a tym samym nie pozwala grzesznikom na prawdziwą pokutę i zbawienie.
A teraz obłudnie 1 października organizuje komedię pokuty. Robi z chrześcijan głupców. Ale tragedia polega na tym, że większość oszukanych katolików wierzy mu i trzyma się go. Jest to jednak wina biskupów, którzy milczą na temat apostazji Bergoglio lub nawet ją promują.
Czy Bergoglio ostrzegał przed Internetem, który demoralizuje dzieci i młodzież i żądał blokowania instrukcji dotyczących satanizacji, samobójstwa, perwersji, promowania sekt lub okultyzmu? Nie i za to nigdy nie żałował. Wręcz przeciwnie, domagał się ścisłej cenzury Internetu, aby eliminować prawdziwe informacje pochodzące od prawdziwych ekspertów, które fałszywie nazywał teoriami spiskowymi.
Prawdziwi naukowcy zaprzeczają teorii spiskowej dotyczącej kryzysu klimatycznego. Natomiast Bergoglio, który jest analfabetą naukowym, sugestywnie propaguje to kłamstwo, a nawet domaga się utworzenia w państwach takich organów, które zajmowałyby się tzw. monitorowaniem i wdrażaniem szwabskiego programu wielkiego resetu i redukcji ludzkości. Czy Bergoglio czuł z tego powodu ból i wstyd? Nie. On nie ma sumienia.
Nie żałował nawet za samobójcze motu proprio „Ad theologiam promovendam”, w którym wprowadził zasadę zmiany paradygmatów, co w konsekwencji oznacza samozagładę Kościoła i zbawczej wiary. Nie żałował nawet za „Fiducia supplicans”.
Jednakże Bergoglio nie mógłby popełnić tych zbrodni przed Soborem Watykańskim II, który otworzył drzwi na tę ścieżkę stopniowego krwawienia. Dlatego, jak mówi abp Vigano, Sobór Watykański II należy nazwać tym, czym jest, czyli heretyckim i nieważnym. Bez ducha i programu Soboru Watykańskiego II rząd papieski nie mógłby zostać okupowany przez człowieka, który publicznie poświęcił się szatanowi i który przekształca Kościół katolicki w antykościół New Age. Jeśli Sobór nie zostanie nazwany heretyckim, nie może nastąpić prawdziwa odnowa Kościoła katolickiego! Każdy biskup, ksiądz i katolik musi zdawać sobie z tego sprawę.
Jednak przede wszystkim muszą pokutować biskupi, którzy jako następcy apostołów mają obowiązek strzec czystości wiary i praw Bożych. Milcząc na temat zbrodni Bergoglio, aprobują jego drogę samozagłady Kościoła katolickiego i przed sądem Bożym ich czeka najsurowsza kara za zbrodnię zdrady, tchórzostwa i niewykonanie podstawowych obowiązków, jakie przyjęli na siebie, przyjmując odpowiedzialność apostolską.
Biskupi doskonale wiedzą, że człowiek, który wprowadza zmianę paradygmatów i który sprowadził na siebie wielokrotną ekskomunikę latae sententiae, nie jest papieżem, ale uzurpatorem.
Autor artykułu promocyjnego napisał: „Papież Franciszek nauczył nas, że trzeba także prosić o przebaczenie, wymieniać grzechy po imieniu, odczuwać ból, a także wstyd…”. Rzeczywistość jest taka, że Bergoglio nie prosi o przebaczenie za swoje, do nieba wołające o potępienie grzechy i nie nazywa ich prawdziwym imieniem. Nie czuje z ich powodu bólu ani wstydu.
Jeśli chodzi o obecną potrzebę dnia pokutnego – nie w duchu Bergoglio, ale w Duchu Chrystusa – konieczne jest, aby zwłaszcza księża i biskupi, ale także gorliwi świeccy, ustanowili jako dzień pokutny pierwszą sobotę miesiąca, tzw. sobotą fatimską. Niektórzy gorliwi księża i świeccy już od wielu lat obchodzą ten dzień pokutny, poświęcając poza Liturgią 3-4 godziny na modlitwę wewnętrzną.
+ Eliasz
Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu
+ Metody OSBMr + Tymoteusz OSBMr
biskupi-sekretarze
25.09.2024
——————————————
Zapisz się do naszego newsletter https://bit.ly/3PJRfYs

Te dzieci były krojone na kawałki, gdy znajdowały się jeszcze na granicy życia i śmierci. Niewyobrażalnie cierpiały. Otwierały usteczka, aby krzyknąć, ale nie mogły nawet wydać dźwięku. Oprawcy w białych kitlach rozcinali ich delikatne ciałka w skupieniu, aby nie popełnić błędu i precyzyjnie wyrwać maleńkie narządy – nerki, płucka, malutkie oczka…
Biedne dzieci zostały bestialsko zamordowane, a ich ciała wykorzystano do przemysłu. Ich DNA było potrzebne do produkcji szczepionek, leków, kosmetyków.
A dziś gdy ludzie pytają, czy to akceptowalne, odpowiedź brzmi najczęściej: tak, bo przecież dzięki użyciu tkanek z tych dzieci jest na świecie tyle dobra…
Chcę, aby na własne oczy zobaczył Pan, jak wyglądają aborcje na potrzeby przemysłu. One ciągle się dzieją. To nie były pojedyncze zabiegi, ale seria brutalnych morderstw na setkach dzieci, aż w końcu udało się wyprodukować linie płodowe dla koncernów farmaceutycznych.
Oddaję teraz głos ofiarom zbrodni, niech same mówią.

Szanowny Panie,
Zwolennicy zabijania mają dziś swoje okrutne święto – Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji. Ich diabelski kult potrzebuje celebrować zło i nadawać mu pozory dobra. Dziś cieszą się z każdego zamordowanego dziecka i domagają jeszcze więcej krwi. Udają, że mordowanie może być „bezpieczne”.
Fundacja Życie i Rodzina pokazuje prawdę o aborcji. Bo chcemy, by kiedyś świat potępił zabijanie dzieci przed narodzinami – tak jak uznał i potępił inne zbrodnie przeciw ludzkości.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
![]() Kaja Godek Fundacja Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl |
PS – Opracowując polską wersję tego video, mieliśmy świadomość, że będzie ono dla wielu osób wstrząsem. Wierzę jednak, że ma Pan prawo do wiedzy o tym, jak zabijano dzieci dla przemysłu. Przekazujemy tę wiedzę i działamy. Robimy to wszystko dzięki Panu.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM:
https://www.youtube.com/watch?v=7I0UpSirZlE
Fragment Sesji Rady Miejskiej w Jeleniej Górze, która odbyła się 25 września.