Cesarz jest nagi i nie ma już żadnych kart

Cesarz jest nagi i nie ma już żadnych kart.

uncutnews-ch/der-kaiser-ist-nackt-und-hat-keine-karten-mehr

Pepe Escobar

Szanghajskie przedsiębiorstwa nie są specjalnie zachwycone przybyciem Cesarza Barbarzyństwa.

SZANGHAJ – Chińska potęga wciąż porusza się jak superszybki pojazd elektryczny. Atmosfera jest elektryzująca. Podczas biznesowego lunchu w słynnej kantońskiej restauracji, wizyta Trumpa w Chinach przynajmniej kieruje rozmowę w stronę czegoś bardziej namacalnego: kontrastujących ścieżek przyszłych pokoleń z Zachodu na Wschód.

Szanghajski biznes nie jest pod wrażeniem przybycia Cesarza Barbarzyństwa. Choć na tym prawdopodobnie najważniejszym spotkaniu dyplomatycznym roku wojny 2026 mogą paść wszystkie możliwe geopolityczne zmienne – z potencjalnymi decyzjami handlowymi i dotyczącymi bezpieczeństwa, które wpłyną na całe Globalne Południe.

Zacznijmy od typowych amerykańskich zmartwień. Trump, mistrz sztuki całkowitego braku empatii, przynajmniej głośno ujawnił całą grę: „Nie myślę o sytuacji finansowej Amerykanów. Nie myślę o nikim”.

A jednak to robi. Boi się, że po wyborach parlamentarnych stanie się grubym, kulawym kaczątkiem. Dlatego będzie naciskał na Pekin, by kupował więcej soi – by zadowolić swoją bazę na Środkowym Zachodzie – i więcej samolotów Boeinga. Będzie namawiał Pekin do eksportu pierwiastków ziem rzadkich – by zadowolić kompleks militarno-przemysłowy.

I oczywiście będzie wywierał maksymalną presję na Xi, aby skłonić Teheran do otwarcia Cieśniny Ormuz, co doprowadziłoby do spadku cen ropy, ograniczenia inflacji i obniżenia stóp procentowych przez Fed.

Nie ma żadnych kart, którymi mógłby przeforsować ten program. W wojnie technologicznej jego maksymalna presja doprowadziła jedynie do tego, że Chiny spektakularnie i wielokrotnie omijały dostawców z USA. W wojnie handlowej Chiny znacząco zdywersyfikowały swój eksport, a nawet osiągnęły rekordową nadwyżkę handlową.

Iran jest oczywiście kluczowy – nie tylko dlatego, że ujawnia całemu światu gigantyczne słabości strukturalne tego „niezbędnego państwa”. Co zrobi Trump? Zagrozi Xi, ponieważ Iran korzysta z chińskiego systemu satelitarnego BeiDou, który w efekcie zamienił całą Azję Zachodnią w przejrzystą szklarnię dla irańskich pocisków balistycznych?

Iran nigdy nie stracił swojego korytarza naftowego na rzecz Chin, gdy pojawił się cesarz barbarzyństwa z „blokadą”. Przepływ ropy trwa nadal – poprzez sieć tankowców-widmo na irańskich i pakistańskich wodach terytorialnych, przeładunki statek-statek, ukryte ładunki, a teraz także chińskie rafinerie, którym Pekin nakazał ponieść ryzyko sankcji.

To nie tylko bitwa na skalę talasokratyczną [panowanie na morzu md] , ale także bitwa lądowa w Eurazji – wzdłuż euroazjatyckiego korytarza kolejowego, z jego dwukierunkowymi pociągami między Xi’anem a Teheranem. Choć kolej może jeszcze nie osiągnąć wolumenu eksportu morskiego, strategicznie jest to absolutnie kluczowe i wyraźnie pokazuje, że presja morska to coś zupełnie innego niż gospodarcze duszenie się na lądzie.

„Genialny” amerykański pomysł zdławienia chińskiego łańcucha dostaw ropy naftowej – od Wenezueli po Ormuz – a dodatkowo nałożenia sankcji na chińskie rafinerie „czajniczków” doprowadził jedynie do tego, że Chiny stały się, obok Rosji, jednym z najważniejszych realnych mediatorów w czasie stale łamanego zawieszenia broni.

Cała gra o Hormuz, w którą Iran zagrał perfekcyjnie, miała jedynie minimalny wpływ na chiński import – podobnie jak ograniczenie eksportu Nvidii H100 i H200 w celu „kontroli” chińskiej sztucznej inteligencji praktycznie nie miało żadnego wpływu. W końcu Chiny skutecznie ignorują Nvidię. Model DeepSeek V4 wykorzystuje układy scalone pochodzące z lokalnych źródeł. A H200 i tak nie jest sprzedawany w Chinach.

Xi nie musi nawet mówić Trumpowi osobiście, że Pekin nie miałby żadnego problemu z rozpętaniem wojny gospodarczej na szeroką skalę, jeśli Waszyngton nadal będzie próbował prowadzić wojnę finansową, zamykając instytucje finansowe stojące za rafineriami „czajniczków”.

Tajwan to nie jedyna karta, która pozostała w grze. Tajwan nie jest nawet kartą. Dla Pekinu Tajwan jest kwestią bezpieczeństwa wewnętrznego. Wszystko inne to propaganda. Pekin mógłby spróbować przekonać Trumpa do cofnięcia sprzedaży broni Tajwanowi za 11 miliardów dolarów, w tym niszczycieli wyposażonych w system Aegis, myśliwców F-35, nieefektywnych pocisków Patriot i samolotów wczesnego ostrzegania E-2D Hawkeye. Ale nawet to jest sprawą drugorzędną.

Co więc pozostaje po całym – teraz już ograniczonym – przepychu i widowisku? W najlepszym razie obecny, skrajnie niepewny status quo.

Chiński plan wojny technologicznej

Krótko mówiąc: celem Trumpa jest zmuszenie Xi do wywarcia nacisku dyplomatycznego na Iran, aby ten przyjął barbarzyńskie warunki zakończenia wojny. To jest absolutnie wykluczone pod każdym względem.

Nawet gdyby tak się stało, Trump mógłby w zamian zaoferować „stabilne” stosunki handlowe między USA a Chinami, przedłużenie embarg handlowych i ustępstwa w zakresie kontroli technologii. Xi nie jest tym w najmniejszym stopniu zachwycony – tak jak nie wie, zgodnie z maksymą Ławrowa, że ​​USA „nie potrafią zawierać umów”.

Poważnie nadszarpnięta marka BRICS może nawet nie odegrać roli w rozmowach. Chiny odniosą się do swoich poważnych wyzwań wewnętrznych osobno podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych w Indiach, które odbywa się niemal równocześnie ze szczytem Trump-Xi w Pekinie.

Xi może również podejrzewać, że prawdziwi zwolennicy Trumpa – feudalizm technologiczny, wielkie banki i różni przedstawiciele Zionism Inc. – rozpętali już stopniową, systemową wojnę światową, która ma trwać od teraz do około 2040 roku, wymierzoną w niezbędną globalną infrastrukturę, handel i energię, aby zniszczyć stary porządek i wprowadzić prawdziwy Wielki Reset na znacznie bardziej opłacalnych warunkach.

Stoi to w bezpośredniej, brutalnej sprzeczności z oficjalną polityką Chin, której celem jest budowanie wspólnoty ze wspólną przyszłością dla ludzkości. Xi nie odstąpi ani na jotę od tej polityki – swojej polityki – tylko po to, by zaspokoić przerośnięte ego patologicznego, psychopatycznego narcyza.

Xi skupia się już na 141-stronicowym pięcioletnim planie przedstawionym w marcu, w którym sztuczna inteligencja jest wspominana ponad 50 razy; w którym zakłada się, że do 2027 r. udział sztucznej inteligencji w chińskiej gospodarce będzie sięgał 70% ; a także zobowiązano się do stworzenia sieci komunikacji kwantowej między Ziemią a kosmosem, harmonogramu syntezy jądrowej oraz interfejsów mózg-komputer.

Pięcioletni plan przedstawia również „nadzwyczajne środki” mające na celu zapewnienie samowystarczalności w zakresie pierwiastków ziem rzadkich i półprzewodników – tzn. w zakresie łańcucha dostaw, bez którego armia amerykańska po prostu by zginęła.

Chiński plan zakłada wdrożenie sztucznej inteligencji w całej gospodarce, robotykę jako podstawę przemysłu, infrastrukturę kosmiczną, komputery kwantowe i całkowite wzmocnienie dominacji Chin w dziedzinie przetwarzania pierwiastków ziem rzadkich.

Nazwijmy to de facto chińskim planem wojennym – na poziomie priorytetów bezpieczeństwa narodowego – w bezpośredniej konfrontacji z USA. Wiara, że ​​Trump może to wszystko zmienić za pomocą sterty pustych obietnic, jest naiwna.

Historia wyda wyrok. Już teraz wiadomo, że próba utrzymania globalnej dominacji poprzez zdławienie rosnącego supermocarstwa Chin poprzez „blokadę” irańskich portów i Cieśniny Ormuz, przy jednoczesnym podpaleniu całej Azji Zachodniej i zrujnowaniu własnej gospodarki, prawdopodobnie należy do trzech największych błędów popełnionych przez głęboko zaślepione, głębokie państwo USA.

„USA przegrywają” – John Mearsheimer ostrzega przed katastrofą geopolityczną na Bliskim Wschodzie

„USA przegrywają” – John Mearsheimer ostrzega przed katastrofą geopolityczną na Bliskim Wschodzie

W poruszającym wywiadzie, znany amerykański geostrateg John Mearsheimer analizuje dramatyczną eskalację konfliktu między Iranem, Izraelem a Stanami Zjednoczonymi – i maluje obraz, który trudno uznać za bardziej ponury. Podczas gdy Waszyngton i Tel Awiw publicznie mówią o „zwycięstwie”, Mearsheimer stwierdza bez ogródek: USA i Izrael przegrywają wojnę, Iran „panuje nad sytuacją”, a NATO może w efekcie upaść w wyniku kryzysu. Wywiad ukazuje obraz porządku światowego, który jednocześnie rozpada się na Bliskim Wschodzie, w Europie i na globalnych rynkach energii.

Rozwój sytuacji wojskowej wskazuje, że izraelski system obronny jest pod ogromną presją. Raporty wskazują, że około 80% irańskich pocisków trafia w swoje cele, podczas gdy nie ma dowodów na to, że Teheranowi kończą się zapasy. Sytuacja ta coraz bardziej przypomina wojnę z zeszłego roku, kiedy sam Izrael był na skraju wyczerpania swojego arsenału rakietowego.

Sytuacja strategiczna wokół Cieśniny Ormuz jest szczególnie krytyczna. Mearsheimer argumentuje, że Iran kontroluje obecnie to kluczowe globalne wąskie gardło energetyczne i nie ma racjonalnego powodu, by się go wyzbywać. Gdyby Stany Zjednoczone i Izrael wykorzystały zawieszenie broni do dozbrojenia, a następnie ponownie zaatakowały, byłby to strategiczny błąd z perspektywy Iranu. Właśnie dlatego Mearsheimer nie wierzy w prostą deeskalację.

W centrum jego analizy znajduje się Donald Trump. Mearsheimer oczekuje, że Trump spróbuje przedstawić dwuczęściową narrację: po pierwsze, ogłosi „zwycięstwo” lub stwierdzi, że zwycięstwo jest bliskie. Po drugie, jednocześnie ogłosi koniec bezpośredniego zaangażowania w wojnę. Mearsheimer uważa jednak, że właśnie ta narracja o zwycięstwie jest nieprzekonująca.

Przed wybuchem wojny Waszyngton i Tel Awiw sformułowały pięć głównych celów: zmianę reżimu w Iranie, zakończenie irańskiego programu nuklearnego, zniszczenie irańskiego arsenału rakietowego, zakończenie wspierania Hamasu, Hezbollahu i Huti-ch oraz ogólne osłabienie państwa irańskiego. Żaden z tych celów nie został osiągnięty – i żaden nie jest bliski realizacji. Zamiast tego rząd USA próbuje obecnie retrospektywnie określić nowe cele wojny, takie jak zniszczenie irańskich sił powietrznych lub marynarki wojennej, mimo że przed wojną nie odegrały one praktycznie żadnej roli.

Podczas wywiadu pojawiły się doniesienia o nowych irańskich atakach rakietowych na Izrael. Jednocześnie irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odrzuciło twierdzenie Trumpa, że ​​Teheran zwrócił się o zawieszenie broni. Dla Mearsheimera był to właśnie dowód na rozpad amerykańskiej narracji o zwycięstwie. Stwierdził: „Przegrywamy wojnę”. Chociaż oficjalnie wojna nie została jeszcze przegrana, nikt nie potrafił wiarygodnie wyjaśnić, w jaki sposób Stany Zjednoczone i Izrael zamierzają odwrócić bieg wydarzeń.

Mearsheimer uważa możliwość amerykańskiego rozmieszczenia wojsk lądowych za szczególnie alarmującą. Oddziały 82. Dywizji Powietrznodesantowej, piechoty morskiej i sił specjalnych są już w regionie. Gdyby Waszyngton faktycznie rozmieścił wojska lądowe na terytorium Iranu, Mearsheimer uważa, że ​​sytuacja „z absolutnie fatalnej stałaby się znacznie gorsza”. Iran jasno dał już do zrozumienia, że ​​będzie walczył nie tylko z wojskami amerykańskimi, ale także atakował państwa Zatoki Perskiej, które wspierają USA.

Spowodowałoby to rozprzestrzenienie się konfliktu daleko poza Iran i Izrael. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej mogłyby zostać bezpośrednio zaatakowane. Jednocześnie wiarygodność amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa uległaby załamaniu. Mearsheimer otwarcie kwestionuje, czy Stany Zjednoczone są jeszcze w stanie skutecznie chronić swoich sojuszników.

Jednocześnie postrzega NATO w kryzysie egzystencjalnym. Trump otwarcie grozi wycofaniem się USA z sojuszu po tym, jak państwa europejskie odmówiły podjęcia działań militarnych przeciwko Iranowi. Trump próbuje teraz zrzucić winę na Europę za niepowodzenia na Bliskim Wschodzie. Określa on pomysł, że europejskie siły morskie mogłyby odegrać kluczową rolę w militarnym otwarciu Cieśniny Ormuz, jako „argument niepoważny”. Nawet sama Marynarka Wojenna USA nie może tego zagwarantować.

Mearsheimer idzie jeszcze dalej: NATO, jako funkcjonujący sojusz wojskowy, jest praktycznie martwe. Relacje transatlantyckie są zatrute, a Europa musi zacząć strategicznie dystansować się od Stanów Zjednoczonych. Zamiast nadal polegać na Waszyngtonie, Europejczycy powinni poprawić swoje relacje z Chinami i Rosją. Rosja nie stanowi zagrożenia dla Europy, argumentuje – wręcz przeciwnie, zależność od Stanów Zjednoczonych sama stała się zagrożeniem.

Jednocześnie ostrzega przed globalnym wstrząsem gospodarczym. Wysokie ceny ropy naftowej, zakłócenia w łańcuchach dostaw i zniszczona infrastruktura w Zatoce Perskiej mogą wywołać globalny kryzys. Kraje takie jak Korea Południowa już teraz racjonują paliwo, Wietnam zmaga się z niedoborami dostaw, a globalne rolnictwo znajduje się pod presją z powodu zakłóceń w dostawach nawozów z regionu Zatoki Perskiej.

To, co czyni to szczególnie niebezpiecznym, to fakt, że niszczona jest nie tylko infrastruktura naftowa. Niszczone są również huty aluminium, stalownie, zakłady odsalania wody i inne obiekty o kluczowym znaczeniu gospodarczym w regionie Zatoki Perskiej. Konsekwencje ekonomiczne mogą trwać latami.

Mearsheimer kończy, opisując sytuację globalną za pomocą drastycznego obrazu: świat zmierza w kierunku góry lodowej. Trump najwyraźniej ma nadzieję uniknąć zderzenia poprzez retoryczną deklarację zwycięstwa i częściowe wycofanie. Jednak według Mearsheimera jest to niezwykle mało prawdopodobne. Wojna będzie się dalej eskalować, a USA nie mają już praktycznie żadnych realnych opcji. Inwazja lądowa byłaby katastrofalna w skutkach, a wycofanie się bez masowych ustępstw wobec Iranu jest praktycznie niemożliwe.

Jego wniosek jest jednoznaczny: Iran ma strategicznie silniejszą pozycję. Stany Zjednoczone i Izrael są coraz bardziej uwikłane w konflikt, którego nie mogą ani jednoznacznie wygrać, ani łatwo z niego uciec. I to, zdaniem Mearsheimera, stanowi największe zagrożenie dla porządku globalnego w nadchodzących miesiącach.

Trump zachowuje się jak Hitler w 1945 roku

Trump zachowuje się jak Hitler w 1945 roku

– Douglas Macgregor ostrzega przed

niekontrolowaną eskalacją wobec Iranu

W szczerym wywiadzie były pułkownik USA i doradca Pentagonu Douglas Macgregor analizuje dramatyczną eskalację konfliktu między USA, Izraelem i Iranem. Wywiad został zainspirowany doniesieniami o możliwym rozmieszczeniu na Bliskim Wschodzie nowej amerykańskiej broni hipersonicznej „Dark Eagle”.

Macgregor maluje ponury obraz: Stany Zjednoczone znajdują się w pułapce strategicznej, prezydent Donald Trump działa z coraz większą desperacją, a Iran jest teraz w stanie sam dyktować eskalację.

Broń hipersoniczna jako ostateczność?

W centrum dyskusji znajduje się tzw. pocisk rakietowy „Dark Eagle” – pierwsza oficjalnie rozmieszczona broń hipersoniczna armii USA. Według doniesień, Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) zwróciło się z prośbą o rozmieszczenie tego systemu na Bliskim Wschodzie w celu potencjalnego użycia przeciwko Iranowi. Broń ma osiągać prędkość przekraczającą Mach 5 i została specjalnie zaprojektowana do niszczenia głęboko ufortyfikowanych celów, takich jak podziemne centra dowodzenia czy obiekty nuklearne.

Macgregor podchodzi jednak do tego sceptycznie. Nikt nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, jak skuteczna jest ta broń w rzeczywistych warunkach bojowych. Wiele wysoko ocenianych systemów pokazało już swoje ograniczenia w wojnie na Ukrainie – zarówno po stronie Zachodu, jak i Rosji. Dopiero w praktyce okaże się, czy broń rzeczywiście spełnia obietnice planistów wojskowych.

Następnie Macgregor przytacza historyczne porównanie, które uderza niczym polityczny grom z jasnego nieba. Trump, jak twierdzi, zachowuje się podobnie do Adolfa Hitlera w ostatnim roku II wojny światowej: przywódcy desperacko szukającego cudownej broni, aby w jakiś sposób uratować pogarszającą się sytuację. Hitler, jak twierdzi, polegał na tak zwanej broni „srebrnej kuli” – rewolucyjnych systemach, które teoretycznie mogłyby mieć ogromny wpływ, ale pojawiły się o wiele za późno, by zmienić bieg wojny. I właśnie to, jak twierdzi, obserwujemy teraz ponownie.

Macgregor stawia kluczowe pytania: Ile takich pocisków hipersonicznych faktycznie istnieje? Jak szybko można je wyprodukować? Jak długo można utrzymać intensywne użytkowanie? Jego wniosek jest jasny: nawet ta broń nie zmusi irańskich przywódców do kapitulacji.

„Dlaczego Irańczycy nadal mieliby wierzyć USA?”

Krytyka wiarygodności Waszyngtonu przez Macgregora jest szczególnie miażdżąca. Otwarcie kwestionuje on, dlaczego jakikolwiek rozsądny rząd miałby nadal negocjować z USA. Argumentuje, że Stany Zjednoczone systematycznie niszczyły porozumienia międzynarodowe i łamały własne zobowiązania w ostatnich latach.

Jako przykład podaje traktat INF dotyczący pocisków rakietowych średniego zasięgu – jedno z najważniejszych porozumień o kontroli zbrojeń zimnej wojny. To porozumienie kiedyś uratowało Europę przed masową eskalacją nuklearną, ponieważ obie strony zgodziły się całkowicie wyeliminować całą kategorię niebezpiecznej broni. Jednak Waszyngton „lekkomyślnie odrzucił” ten traktat.

Według Macgregora praktycznie wszystkie dotychczasowe mechanizmy kontroli i monitorowania zostały zniszczone. Nikt nie wie dokładnie, jaką bronią dysponuje druga strona. Właśnie z tego powodu, argumentuje, Irańczycy nie mają motywacji, by ufać amerykańskim obietnicom. Dla Teheranu najlepszym scenariuszem jest po prostu to, że USA się poddają i opuszczą region.

Iran grozi całkowitą eskalacją

W dalszej części wywiadu omawiane są doniesienia, że ​​armia amerykańska rozważa konkretne opcje ataku na Iran. Według doniesień medialnych obejmują one ukierunkowane ataki na irańską infrastrukturę, operacje lądowe mające na celu kontrolę Cieśniny Ormuz, a nawet operacje specjalne mające na celu przejęcie irańskiego uranu.

Jednocześnie irańscy urzędnicy jednoznacznie dali do zrozumienia, że ​​wznowienie wojny będzie prowadzone bez żadnych ograniczeń. Wspomnieli o możliwych atakach na infrastrukturę energetyczną państw Zatoki Perskiej, zamknięciu cieśniny Bab al-Mandab oraz aktach sabotażu wymierzonych w kable podmorskie i systemy komunikacyjne w regionie.

Macgregor stawia centralne pytanie strategiczne w następujący sposób: Kto ma władzę, by zaostrzyć konflikt? Jego odpowiedź: Nie Waszyngton, ale Teheran. Iran jest teraz w stanie sam decydować o tempie i intensywności eskalacji.

Ostrzeżenie Putina dla Trumpa

Na szczególną uwagę zasługuje ocena rozmowy telefonicznej między Władimirem Putinem a Trumpem dokonana przez Macgregora. Choć nie zna on treści rozmowy, podejrzewa, że ​​Putin jasno dał Trumpowi do zrozumienia, że ​​Iran uznałby nowy atak za zagrożenie egzystencjalne. W takim przypadku Teheran „zareagowałby z całych sił”.

Iran nie ma już motywacji, by reagować w sposób umiarkowany ani ufać amerykańskim zapewnieniom. Dlatego Putin prawdopodobnie odradzał powrót do wojny i zamiast tego sugerował poszukiwanie alternatywnego rozwiązania. Rosja i Chiny mogłyby pełnić rolę gwarantów takich porozumień.

„Irańczycy mają teraz inicjatywę strategiczną”

Macgregor argumentuje, że Stany Zjednoczone znajdują się w niekorzystnej sytuacji strukturalnej. Amerykańskie siły zbrojne operują tysiące kilometrów od kraju. Każda linia zaopatrzeniowa jest długa, droga i podatna na ataki. Jednocześnie sprzęt i personel są coraz bardziej wyczerpywane.

Wskazuje na obciążenie amerykańskich sił morskich w Zatoce Perskiej. Nawet grupy lotniskowców są narażone na ogromne zużycie. Żołnierze i marynarze są wyczerpani fizycznie i psychicznie, a jednocześnie coraz więcej systemów wymaga intensywnej konserwacji.

Macgregor interpretuje zatem dyskusję na temat użycia eksperymentalnej broni hipersonicznej jako przejaw narastającej desperacji w Białym Domu. Trump gorączkowo szuka sposobu, by zmusić Iran do uległości. Uważa jednak, że to po prostu nie zadziała.

„To jest wojna Izraela”

Wypowiedzi Macgregora stają się szczególnie wybuchowe, gdy odnosi się do roli Izraela. Twierdzi on, że wojna z Iranem jest w rzeczywistości prowadzona w celu realizacji interesów Izraela. Izrael, jak twierdzi, od lat dąży do zniszczenia Iranu – a ostatecznie o to właśnie chodzi w tym konflikcie.

Macgregor uważa jednak, że Izrael mógł przesadzić. Sytuacja militarna i geopolityczna rozwija się inaczej niż oczekiwano. Jednocześnie sugeruje, że Trump jest coraz bardziej sfrustrowany informacjami, które otrzymał w okresie poprzedzającym wojnę.

W wywiadzie wspomniano również o wypowiedziach Trumpa, w których polecił Benjaminowi Netanjahu przeprowadzać ataki w Libanie bardziej „chirurgicznie” i powodować mniejsze zniszczenia, ponieważ zaszkodziłoby to Izraelowi na arenie międzynarodowej. Macgregor pozostaje jednak sceptyczny. Sama retoryka nic nie znaczy – kluczowe są konkretne zmiany polityczne.

„Netanjahu kontroluje siły zbrojne USA”

Ton wywiadu pod koniec staje się jeszcze mroczniejszy. Macgregor reaguje niemal z rezygnacją, mając nadzieję, że Trump w końcu uwolni się spod wpływów Izraela. Jeśli Izrael poprze Netanjahu, mówi, to teraz jest idealny moment, ponieważ Netanjahu de facto przejął kontrolę nad amerykańskimi siłami zbrojnymi.

Macgregor przytacza jako dowód przeszłe sytuacje, w których amerykańscy politycy natychmiast konsultowali się z Netanjahu. Dopóki ta sytuacja pozostanie zasadniczo niezmieniona, nie spodziewa się pozytywnego rozwoju relacji między Waszyngtonem a Tel Awiwem.

Żądanie wycofania się z Zatoki Perskiej

Rozwiązanie Macgregora brzmi radykalnie: Stany Zjednoczone powinny zaprzestać wszelkich działań wojskowych przeciwko Iranowi, wycofać swoje wojska z regionu i w pełni otworzyć Zatokę Perską. Jednocześnie Waszyngton powinien zaakceptować międzynarodową mediację w celu znalezienia innego sposobu postępowania z Teheranem.

W przeciwnym razie wojna grozi niekontrolowaną eskalacją – z ogromnymi konsekwencjami dla dostaw energii, handlu międzynarodowego i globalnego porządku bezpieczeństwa. Macgregor jest przekonany: Zachód nie docenia Iranu, przecenia własne możliwości i niebezpiecznie zbliża się do katastrofy strategicznej.

Trump jest w kropce. Nie potrafi wykaraskać się z wojny z Iranem.

John Mearsheimer:

Trump jest w kropce.

Nie potrafi wykaraskać się z wojny z Iranem

13 maja 2026 pch24/john-mearsheimer-trump-jest-w-kropce-nie-potrafi-wykaraskac-sie-z-wojny-z-iranem

Mearsheimer-38923.jpg

Donald Trump kompletnie nie wie, jak zakończyć wojnę z Iranem. Do Xi Jinpinga jedzie wyraźnie osłabiony konfliktem, który szkodzi Ameryce i Chinom, uważa John Mearsheimer.

Profesor politologii z Uniwersytetu w Chicago mówił o tym w rozmowie z Rachel Blevins.

Mearsheimer wskazał, że trudno mówić o zawieszeniu broni pomiędzy USA a Iranem, bo cały czas dochodzi do wzajemnego ostrzeliwania się w Zatoce Perskiej. Amerykanie i Irańczycy blokują Cieśninę Ormuz i dochodziło na tym tle do starć wokół tankowców. Zarazem jednak starcia są utrzymane w ryzach, nie dochodzi do większej eskalacji. Ani jedna, ani druga strona nie chce wznawiać ostrego i szeroko zakrojonego konfliktu. 

Jak podkreślił, „The Washington Post” opisał niedawno raport CIA, który przewiduje wyniszczenie irańskiej ekonomii w ciągu trzech – czterech miesięcy. Krach ekonomiczny nie oznacza jednak, że Iran się podda.

– Uważam, że Iran się nie podda. Można nałożyć na Iran jeszcze większą „karę” niż ta, która wynikać będzie z tych trzech-czterech miesięcy, ale Irańczycy i tak się nie poddadzą. Moim zdaniem dane historyczne są w tej kwestii jasne: społeczności w czasie wojny mogą brać na siebie bardzo duże obciążenia – podkreślił. – Co więcej, Irańczycy mierzą się z egzystencjalnym zagrożeniem.

Walczą z dwoma ludobójczymi państwami, USA i Izraelem, które są zdeterminowane, by zniszczyć Iran, zrujnować go, uczynić go drugą Syrią. Biorąc pod uwagę, że Iran bardzo chce przetrwać, nie podda się. Dlatego [konflikt] będzie trwać dłużej, niż te trzy-cztery miesiące – ocenił. 

Część amerykańskich strategów uważa, że sama blokada Cieśniny Ormuz nie wystarczy i konieczny będzie powrót do szeroko zakrojonych bombardowań. Dopiero taka kombinacja – nacisk ekonomiczny i bombardowania – miałaby przynieść zmianę w Iranie i zmusić rząd tego kraju do kapitulacji. Problem z zastosowaniem wyłącznie środka ekonomicznego polega też na tym, powiedział Mearsheimer, że rzecz szkodzi również Amerykanom.

Donald Trump jest pod rosnącą presją, by wycofać się z wojny. Może prowadzić go to do decyzji o ponownej eskalacji militarnej. Tyle, że wcześniejsze bombardowania nie przyniosły wcale zakładanych efektów, dlatego można wątpić, czy ponowna akcja tego rodzaju cokolwiek zmieni. Nawet kombinacja blokady ekonomicznej i bombardowań nie przeważy: Irańczycy zrobią wszystko, by przetrwać i nie poddadzą się. 

Zdaniem politologa marne są też szanse na wypracowanie jakiegoś konstruktywnego porozumienia. Wynika to przede wszystkim z dużej rozległości tematów do ustalenia. To zarówno program nuklearny Iranu, jak i odniesienie tego państwa do różnych bojówek – Hamasu, Hezbollahu, Huti-ch.

To także kontrola nad cieśniną Ormuz. – Trudno sobie wyobrazić, by Stany Zjednoczone i Iran mogły dojść do porozumienia w tych sprawach w najbliższym czasie – powiedział. Jak dodał, trzeba też uwzględnić Izraelczyków, którzy chcą kontynuować wojnę i jeszcze bardziej wyniszczyć Iran, dlatego będą dążyć do zerwania negocjacji amerykańsko-irańskich 

Według Mearsheimera trwająca wojna w Iranie osłabia też pozycję Donalda Trumpa wobec Xi Jinpinga. Kiedy prezydent USA uda się do Pekinu, Xi będzie mógł mu przypomnieć o amerykańskiej odpowiedzialności za wojnę, która prowokuje poważne trudności ekonomiczne w wielu krajach świata, w tym w Chinach i w USA. Chiński szef państwa będzie naciskał na Trumpa, by ten zakończył wojnę w Iranie; problem w tym, że Trump nie wie, jak ma to zrobić. Ze względu na nowe uwikłanie USA w wojnę z Iranem oraz utrzymujące się uwikłanie w wojnę na Ukrainie, Trump będzie zdaniem politologa bardzo oględny wobec Xi Jinpinga. Ostatnim, czego potrzebuje dziś Waszyngton, to wybuch konfliktu w Azji. 

Źródło: youtube/Rachel Blevins

„Postrzegana” porażka USA w Iranie jest sierotą: Netanjahu i Trump zaczynają się dziobać

„Postrzegana” porażka USA w Iranie jest sierotą:

Netanjahu i Trump zaczynają się dziobać.

vtforeignpolicy./us-apparentdefeat-in-iran-is-orphaned-netanyahu-and-trump-start-pecking-at-each-other

Netanjahu odejdzie, ale państwo (Izrael) umrze wraz z nim” (Haaretz)

„Zwycięstwo ma tysiąc ojców, ale porażka jest sierotą”. – John Keats

„To niesprawiedliwa rzecz w wojnie: zwycięstwo przypisują sobie wszyscy, porażkę przypisują tylko jednemu” – Tacyt

————————————–

Zwycięstwo jednoczy, ale porażka dzieli.


Teraz Izraelczycy i Amerykanie zaczynają oskarżać się nawzajem o to, że wierzyli, że łatwo będzie obalić irański reżim, a tym samym odsunąć na bok regionalne mocarstwo, którego samo istnienie było uciążliwe zarówno dla Waszyngtonu, jak i Tel Awiwu.
Joe Kent, były amerykański dyrektor antyterrorystyczny, który niedawno zrezygnował z rządu Trumpa twierdzi, że jeszcze przed wybuchem wojny w Iranie amerykańska społeczność wywiadowcza była zgodna, że Republika islamska nie opracowuje broni jądrowej i że – w przypadku konfliktu – Cieśnina Ormuz zostanie zamknięta.
Ponadto argumentował, że atakowanie i zabijanie irańskich przywódców nie doprowadzi do zmiany reżimu, ale raczej do jego wzmocnienia.
Dlaczego więc Donald miałby decydować się na atak?


Najpopularniejszą odpowiedzią jest to, że Netanjahu przekonał go, a raczej szantażował, zmuszając go do zrobienia kroku, którego prezydent tak naprawdę nie chciał zrobić.
W Izraelu ta odpowiedź jest teraz otwarcie kwestionowana.
Znacząca izraelska gazeta Israel Hayom – w tłumaczeniu Israel Today – należąca do miliardera Miriam Adelson, naturalizowanej Amerykanki, kwestionuje tę tezę, a dziennikarz, który napisał artykuł, twierdzi, że „raporty opublikowane między innymi przez New York Times i Washington Post, twierdząc, że Netanjahu wciągnął Trumpa i Stany Zjednoczone w wojnę, częściowo twierdzące, że reżim może zostać obalony, są ewidentnie błędne.”
Rozmowy, które przeprowadziłam, wskazują, że przynajmniej niektórzy wyżsi urzędnicy administracji Trumpa i sam Trump byli tymi, którzy wierzyli, że reżim może zostać obalony, podczas gdy izraelski zespół przedstawił znacznie ostrożniejszą ocenę sprawy.”


Tak więc teoria pochodząca z Tel Awiwu, ale także z USA, biorąc pod uwagę szczególne stanowisko redaktora gazety, który jest przynajmniej rzecznikiem lobby syjonistycznego, jest taka, że idea tarana, który zniszczyłby wolę Iranu, by się oprzeć, zrodziła się w tej przerażającej mieszance chrześcijańskich syjonistów i amatorów wojskowych, którymi Donald się otoczył.
Krótko mówiąc, Amerykanie oskarżają Izrael, A Izrael oskarża Amerykanów.
I tutaj nie jest tak ważne, aby zrozumieć, kto ma rację — jeśli rzeczywiście jest jakiś powód, aby znaleźć w tym szaleństwie. Budzi się kontrowersja, która sama w sobie zdradza poczucie porażki. Jeśli zwycięstwo ma wielu ojców, porażka jest sierotą, a bohaterowie chcą za wszelką cenę zaprzeczyć przypisywanej sobie winie.
Sam fakt, że ta kontrowersja się pojawia, jest wyraźnym dowodem na to, że gęsta, gorzka chmura porażki gromadzi się nad głowami osób odpowiedzialnych za całkowicie nieuzasadnioną agresję na Iran, a teraz wszyscy próbują obwiniać innych.

W końcu oba rządy spowodowały tak głośną katastrofę i naraziły się na fiasko o tak epokowych rozmiarach, że naturalne jest, aby starać się nie być postrzeganym jako odpowiedzialny.
Wojna w Iranie skutecznie oznacza upadek jednobiegunowej mocy USA, z którą ściśle związany był urojony projekt Wielkiego Izraela.
Teraz te sny okazały się koszmarem i wyznaczają koniec pewnej epoki, ale nie pozostawiają miejsca na przyszłość.
Z jednego powodu: przyszłość jest teraz gdzie indziej.
Od połowy 2026 roku Izrael prowadzi znaczącą, przyspieszającą i kontrowersyjną działalność inwestycyjną w nieruchomości na Cyprze, podczas gdy jego inwestycje w Argentynie koncentrują się w dużej mierze na strategicznych partnerstwach technologicznych, rolniczych i energetycznych, a nie na masowych przejęciach nieruchomości mieszkalnych.

Opozycja na Cyprze ostrzegła niedawno, że Izrael ustanawia „enklawę” w tym kraju wyspiarskim UE, poprzez rosnące przejęcia nieruchomości przez izraelskich inwestorów.
Ostrzeżenie spowodowało burzę dyplomatyczną, zarówno cypryjscy, jak i Izraelscy urzędnicy potępili ostrzeżenie opozycji jako „antysemickie.”
„Izraelscy nabywcy kupują znaczące działki i strategiczne aktywa gospodarcze” – powiedział w czerwcu rzecznik Postępowej Partii Ludzi Pracy (AKEL) Stefanos Stefanou.
„Budują syjonistyczne szkoły, synagogi, zamknięte Enklawy … Izrael przygotowuje sobie Podwórko Na Cyprze, a to nie może nie wywołać dla nas alarmu.”
„Izraelskie gazety mówią o ukierunkowanej polityce ekspansji Izraela na Cypr” – powiedział.
„Nie mówimy tego z ksenofobii czy antysemityzmu” – dodał, podkreślając, że „Izrael nas okupuje.” Zauważył, że Izrael kupił duże ilości ziemi i tworzy zamknięte społeczności, głównie w Larnace i Limassol.
„To nie są tylko domy wakacyjne. Są to osady we wszystkim oprócz nazwy.” Konkretne obszary są kupowane masowo” – powiedział Stephanou. Doprowadziło to do „zamkniętych obszarów prawie niedostępnych dla nikogo innego niż obywatele Izraela.”
Ostrzegł: „w pewnym momencie odkryjemy, że nasza własna ziemia nie należy do nas”, dodając, że Cypr staje się „enklawą satelicką” dla Izraela.
Te przejęcia gruntów są przeprowadzane w ramach tak zwanej „Złotej wizy”, systemu pobytowego po inwestycji, który umożliwia obywatelom spoza UE nabycie miejsca zamieszkania poprzez inwestowanie w nieruchomości.
Cypr wydał tysiące takich wiz z niewielkim nadzorem.
Inne kraje UE, w tym Hiszpania, ograniczyły sprzedaż gruntów obywatelom spoza UE.
Cypryjskie media, w tym Politis i Cyprus Mail, opublikowały niedawno raporty śledcze na temat tych zamkniętych społeczności i nacisków politycznych, aby rozprawić się z nadużywaniem złotej wizy, szczególnie przez AKEL.
W latach 2021-2025 Izraelczycy kupili ponad 1400 nieruchomości w Larnace, ponad 1100 w Limassol i ponad 1200 w Pafos – często zlokalizowanych w pobliżu portów, kurortów i strategicznych miejsc, takich jak bazy wojskowe.
W sumie od 2021 roku na południowym Cyprze zakupiono prawie 4000 Nieruchomości powiązanych z Izraelem.
„Izraelczycy mają tendencję do kupowania dużych działek, w których znajdują się uzdrowiska i kurorty – zamknięte społeczności, że tak powiem.
Pyla stała się ich nieoficjalnym centrum – powiedział niedawno Cyprus Mail konsultant ds. nieruchomości Loizos Loizou.
W latach 2018-2025 Liczba Izraelczyków mieszkających na Cyprze wzrosła z 6500 do około 15 000.
Izraelska gazeta Haaretz niedawno poinformowała, że izraelska Agencja Wywiadowcza Mossadu działała na Cyprze i wykorzystywała ją do „operacji w kryjówce.”
Ynet zauważył również, jak Izraelczycy „szturmowali” rynek nieruchomości na Cyprze.
Hebrajskie media monitorowały rosnący trend nabywania ziemi przez Izrael na Cyprze w ciągu ostatnich kilku lat.
Haaretz poinformował w sierpniu 2023 roku, że Izraelczycy kupują „wszystko w zasięgu wzroku” w tym kraju wyspiarskim, nazywając go „drugim Izraelem”.”
Podczas niedawnej wojny z Iranem dziesiątki Izraelczyków dotarło na Cypr łodziami, aby uciec przed uderzeniami rakiet balistycznych.
Ostrzeżenia cypryjskiej opozycji wywołały wrzawę.

Ambasador Izraela na Cyprze Oren Anolik powiedział: „z głębokim niepokojem obserwujemy i potępiamy pojawienie się nietypowej antysemickiej retoryki w publicznym dyskursie Cypru – retoryki, która pod pozorem „politycznej troski” ożywia mroczne wzorce z przeszłości: zbiorową winę, teorie spiskowe i zawoalowane kozły ofiarne.”

Politycy z niektórych centrowych partii Cypru również potępili komentarze Stephanou.
Rząd cypryjski nie wydał oficjalnego komentarza w tej sprawie. Jednak Urzędnik z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Cypru powiedział Cyprus Mail, że Nikozja „monitoruje dyskurs” i rozważa parlamentarną debatę na temat mowy nienawiści przed sierpniową przerwą.

AKEL odrzucił oskarżenie o antysemityzm, mówiąc ,że” sprzeciwia się wszelkim formom mizantropii ” i że jego krytyka dotyczy polityki rządu, a nie tożsamości żydowskiej. Stefanou oskarżył ambasadora Izraela o „próbę wywołania nieuzasadnionej debaty.” Na Cyprze znajduje się baza Akrotiri, główny obiekt Armii Brytyjskiej używany przez Izrael do misji rozpoznawczych nad Gazą. Izrael i Cypr zintensyfikowały w ostatnich latach współpracę wojskową w ramach wspólnej deklaracji podpisanej w 2017 roku. Przeprowadziły także kilka wspólnych ćwiczeń wojskowych i morskich. Cypr utrzymuje również bliskie więzi obronne z USA.

Izraelski dziennik Haaretz, jedna z najważniejszych i najbardziej szanowanych publikacji Izraela, opublikował 1 maja 2026 roku artykuł, po którym wszyscy zaniemówili. Felietonistka Carolina Landsmann bez ogródek zatytułowała go: „Netanjahu odejdzie, ale państwo umrze wraz z nim.” Czy państwo syjonistyczne osiągnęło swój koniec? W jasny i bezpośredni sposób dziennikarka stwierdza, że Netanjahu ostatecznie wycofa się z polityki (krążą pogłoski o umowie, która pozwoli mu odejść bez pójścia do więzienia), ale szkody, które już wyrządził krajowi, są tak wielkie, że państwo Izrael, jakie znamy, nie przetrwa.

To nie jest zewnętrzna krytyka. Pochodzi od kogoś z Izraela, piszącego w izraelskiej gazecie, oświadczającego, że cały projekt się skończył. Jej zdaniem Netanjahu całkowicie rozebrał fundamenty kraju. Społeczeństwo izraelskie jest rozdrobnione, bardziej podzielone niż kiedykolwiek i nie ma sposobu, aby je odbudować. Armia, niegdyś duma wszystkich, jest zmęczona, wyczerpana i pozbawiona dawnej siły. Izrael nie ma już przyjaciół na świecie: kiedyś uznawany jako silna demokracja, teraz jest postrzegany jako kraj, który generuje nienawiść na całym świecie z powodu swoich działań. A najgorsze, mówi Landsmann, jest to, że naprawienie tego wszystkiego nie jest już możliwe. To jak niemożliwy sen, miraż.

Dlaczego? Ponieważ najważniejsze instytucje w kraju — sądownictwo, media i Parlament (Kneset) – zostały zniszczone. Nie funkcjonują już tak, jak powinny; są niezrównoważone, kontrolowane przez jedną stronę i straciły równowagę. Nie ma odwrotu.
Autorka wyjaśnia, że nie ma już znaczenia, czy odbywają się wybory, czy powstają nowe partie, czy zmienia się skład parlamentu. Wszystko to jest stratą czasu; obrażenia są zbyt głębokie, a punkt bez powrotu już minął.

Netanjahu nie tylko rządził, ale Izrael stał się jego krajem. Jego koniec będzie końcem Państwa. Zabił je. To nie pochodzi od wroga Izraela. Oświadczenie pochodzi od wybitnego głosu w samym Izraelu. To tak, jakby kraj otwarcie przyznał, że marzenie, które sprzedawał od dziesięcioleci — o byciu niezwyciężonym, stabilnym i wiecznym — rozpada się od wewnątrz. Netanjahu odchodzi, ale państwo, którego tak zaciekle bronił, on pójdzie z nim. Artykuł jest brutalną i uczciwą autopsją tego, co wydarzyło się w ostatnich latach. I diagnozuje tak, jak patrzy świat. Nie ma co już tego ukrywać: Projekt Syjonistyczny dobiegł końca.

Rekordowa Hasbara

Izrael przeznacza 730 milionów dolarów na zniszczenie ludobójstwa, ale nie wierzę, że to wystarczy. Izrael zwiększył swój budżet propagandowy dziesięciokrotnie, osiągając 730 milionów dolarów. To nie tylko kwestia wizerunku, ale strategicznego przetrwania. Z budżetem propagandowym, który wzrósł dziesięciokrotnie w ciągu mniej niż dwóch lat, Izrael przyznaje – poprzez liczby – że jego globalna reputacja, ze względu na Gazę i otwarte fronty na Bliskim Wschodzie, spadła do poziomów, których nie widziano od czasu jej powstania.

Zgodnie z przyjętą w marcu ustawą budżetową państwo żydowskie przeznaczyło 730 milionów dolarów na krajową Dyrekcję Dyplomacji Publicznej (Hasbara). Liczba ta stanowi dramatyczny wzrost w stosunku do zeszłorocznych 150 milionów dolarów, co z kolei było już dwudziestokrotnie wyższe niż wydatki sprzed 2023 roku. Największa część środków przeznaczona jest na cyfryzację. Rząd Izraela przeznaczył 50 milionów dolarów na masową kampanię reklamową na platformach społecznościowych (Meta, Google, X). Do tego dochodzi około 40 milionów dolarów na przyjęcie setek zagranicznych delegacji: nie tylko polityków i duchownych, ale także influencerów, Rektorów Uniwersytetów i liderów społeczności. Celem jest zbudowanie sieci ambasadorów, wolontariuszy gotowych do rozpowszechniania izraelskiej narracji w swoich krajach.

Ale najbardziej zaskakującym posunięciem jest miesięczny kontrakt o wartości 1,5 miliona dolarów podpisany z firmą powiązaną z Bradem Parscale, byłym strategiem cyfrowym Donalda Trumpa. Firma – ta sama, która otrzymała już 9 milionów dolarów na poprzednią kampanię – wykorzysta narzędzia sztucznej inteligencji do kształtowania globalnej opinii publicznej, mikro-kierowania do niezdecydowanych wyborców i wzmacniania nastrojów proizraelskich. Obecnie to algorytmiczna broń na służbie hasbary. Jak wspomniano wcześniej, utworzono scentralizowane centrum monitorowania, które śledzi setki gazet i tysiące codziennych wzmianek o Izraelu. Ale Middle East Eye dodaje niepokojący szczegół: sala prasowa nie tylko obserwuje, ale interweniuje w czasie rzeczywistym, koordynując zaprzeczenia, kontrnarracje i powodzie wyrównanych komentarzy. Wojna hybrydowa pod każdym względem, ale dotyczy instytucjonalnej komunikacji państwa sprzymierzonego z Zachodem. Te kolosalne wydatki są uzasadnione upadkiem wizerunku Izraela, obecnie poświadczonego przez najbardziej autorytatywne instytuty wyborcze.

Pew Research Center (kwiecień 2026) potwierdza, że 60% Amerykanów ma niekorzystną opinię o Izraelu, ze szczytem 80% wśród Demokratów. Nawet wśród Republikanów poniżej 50 roku życia większość (57%) wyraża negatywną opinię. A upadek nie oszczędza amerykańskich Żydów: wsparcie spadło poniżej dwóch trzecich.

Ale najbardziej niepokojąca liczba dla Tel Awiwu pochodzi z raportu Instytutu Studiów nad bezpieczeństwem narodowym (INSS), który mówi o „izolacji dyplomatycznej i publicznej bezprecedensowej od narodzin państwa. Ten sam think tank alarmuje o „pełzającym bojkocie gospodarczym”: firmy, uniwersytety i organizacje społeczeństwa obywatelskiego coraz bardziej niechętnie nawiązują stosunki z Izraelem, co zagraża sercu jego gospodarki intensywnie wykorzystującej technologię. Upadek poparcia, porażka Izraela.

ak więc, podczas gdy sondaże sygnalizują załamanie poparcia, odpowiedzią Tel Awiwu nie jest zmiana polityki w Gazie i gdzie indziej, ale operacja na dużą skalę mająca na celu zmianę postrzegania USA i globalnej opinii publicznej, przekształcając świat w prawdziwe propagandowe pole bitwy. Pytanie, które zadaje wielu analityków, brzmi: czy nawet maszyna propagandowa o wartości 730 milionów dolarów może odwrócić tak głęboki trend.

Ponieważ problem Izraela jest teraz strukturalny: Zachodnia opinia publiczna, a zwłaszcza amerykańska opinia publiczna, ponownie rozważa swój sojusz z państwem oskarżonym o ludobójstwo i podżeganie do wojny. Temat, który jeszcze kilka lat temu był uważany za tabu, ale który dziś stał się głównym nurtem w debacie politycznej.

========================================

Por.:

Haaretz: Świat nienawidzi Izraela – Netanjahu odejdzie, ale państwo umrze wraz z nim

„Weryfikator faktów” złapany na kłamstwie: Tulsi Gabbard potwierdza istnienie gigantycznej sieci finansowanych przez USA biolaboratoriów – w tym ponad 40 laboratoriów na Ukrainie

uncutnews-ch/faktenchecker-blamiert-tulsi-gabbard-bestaetigt-gigantisches-netzwerk-us-finanzierter-biolabore-darunter-mehr-als-40-labore-in-der-ukraine

Dyrektor Narodowej Służby Wywiadowczej, Tulsi Gabbard, prowadzi obecnie śledztwo w sprawie ponad 120 laboratoriów biologicznych za granicą, finansowanych od dziesięcioleci z pieniędzy amerykańskich podatników.

Weryfikator faktów zawstydzony: Tulsi Gabbard potwierdza istnienie gigantycznej sieci finansowanych przez USA biolaboratoriów – w tym ponad 40 laboratoriów na Ukrainie

Wielki „spisek” ostatnich lat ujawnia się obecnie na żywo na oczach opinii publicznej. Przez lata ludzie byli zniesławiani, cenzurowani i nazywani „rosyjskimi propagandzistami” lub „teoretykami spiskowymi”, jeśli wskazywali na finansowane przez USA laboratoria biologiczne za granicą. Weryfikatorzy faktów, główne media i zachodnie rządy wielokrotnie uznawały takie twierdzenia za dezinformację.

Teraz jednak sama szefowa amerykańskiego wywiadu, Tulsi Gabbard, potwierdziła , że ​​Waszyngton sfinansował ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach – w tym ponad 40 na Ukrainie.

To, co przez lata uważano za „teorię spiskową”, nagle stało się przedmiotem oficjalnego śledztwa rządu USA.

Prawdziwym skandalem nie jest samo istnienie tych laboratoriów. Większym skandalem jest systematyczne oszukiwanie opinii publicznej. Podczas gdy krytycy zostali publicznie zdyskredytowani, ówczesna zastępca sekretarza stanu USA, Victoria Nuland, przyznała przed Senatem USA już w 2022 roku, że na Ukrainie istnieją ośrodki badań biologicznych, których kontrola nad nimi stanowiłaby zagrożenie w przypadku wojny. Mimo to zachodnie media i osoby weryfikujące fakty nadal twierdziły, że takie ostrzeżenia to „rosyjska dezinformacja”.

Gabbard otwarcie stwierdza, że ​​jej agencja bada, jakie patogeny są obecne w tych laboratoriach, jakie badania są tam prowadzone i czy przeprowadzano tzw. eksperymenty „wzmocnienia funkcji” – czyli badania, w których wirusy mogą stać się bardziej niebezpieczne lub zaraźliwe.

Nagle coś, co wcześniej było agresywnie zaprzeczane, okazuje się rzeczywistością.

Szczególnie alarmujące jest to, że według raportu, ponad 1,4 miliarda dolarów amerykańskich napłynęło na odpowiednie badania poza Stanami Zjednoczonymi w latach 2014–2023. Jednocześnie nawet amerykańskie organy regulacyjne najwyraźniej nie były w stanie ustalić, które potencjalnie pandemiczne patogeny były faktycznie przedmiotem badań.

Historia niepokojąco przypomina debatę wokół laboratorium w Wuhan. Tam również teoria o wypadku laboratoryjnym była początkowo tematem tabu. Każdy, kto zadawał pytania, był usuwany z mediów społecznościowych lub publicznie oczerniany. Dopiero po latach władze Zachodu przyznały, że nie można w żaden sposób wykluczyć laboratoryjnego pochodzenia zdarzenia. Teraz ten sam schemat powtarza się w przypadku zagranicznych laboratoriów biologicznych.

Prawdziwym sednem problemu nie są same badania, ale wzajemne oddziaływanie tajemnicy, kampanii medialnych i politycznej kontroli debaty publicznej. Krytyczne głosy nie zostały odrzucone, lecz moralnie odrzucone. Każdy, kto wypowiadał się na temat laboratoriów biologicznych, był nazywany „agentem Moskwy”. Nawet politycy tacy jak Tulsi Gabbard zostali publicznie oczernieni jako zdrajcy przez senatorów USA po tym, jak ostrzegali przed niezabezpieczonymi ośrodkami biologicznymi na Ukrainie.

Dziś ta sama kobieta oficjalnie bada te same struktury.

Szczególnie alarmujące są zarzuty, że administracja Bidena aktywnie próbowała „kształtować” postrzeganie opinii publicznej, aby zminimalizować powiązania USA z laboratoriami. Według raportu, działania te były częścią strategii „odporności informacyjnej”, czyli kontroli narracji publicznej.

Innymi słowy, uwaga skupia się nie tylko na samych badaniach, ale także na kwestii tego, czy rządy i media wspólnie próbowały zatuszować krytyczne informacje.

Ta sprawa po raz kolejny pokazuje, jak szybko termin „teoria spiskowa” jest dziś wykorzystywany jako narzędzie polityczne. To, co wczoraj rzekomo zostało „obalone”, jutro nagle zostaje oficjalnie potwierdzone. Te same instytucje, które zniesławiły krytyków, teraz przedstawiają się jako głosiciele oświecenia.

Dla wielu obserwatorów to właśnie jest prawdziwy przypadek naruszenia zaufania: nie chodzi tylko o potencjalnie ryzykowne badania, ale o uświadomienie sobie, że rządy, media i osoby weryfikujące fakty były najwyraźniej gotowe aktywnie bagatelizować niewygodne informacje tak długo, jak były one politycznie niepożądane.

Źródło: Dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard bada finansowanie przez USA ponad 120 laboratoriów biologicznych za granicą

Rosja i Chiny w roli mediatorów w Zatoce Perskiej?

Rosja i Chiny są zdecydowane zastąpić USA

w roli mediatorów w Zatoce Perskiej.

Larry C. Johnson

Przypomnij sobie zwrot: „architektura bezpieczeństwa”. Termin „architektura bezpieczeństwa Zatoki Perskiej” został użyty przez prezydenta Putina i chińskiego ministra spraw zagranicznych Wang Yi podczas rozmów z irańskim ministrem spraw zagranicznych podczas jego wizyty w Rosji 27 kwietnia oraz w Pekinie w dniach 5–6 maja 2026 r. Termin ten odnosi się do wielostronnych, regionalnych ram długoterminowej stabilności w Zatoce Perskiej i szerzej na Bliskim Wschodzie.

Termin „architektura bezpieczeństwa” w Zatoce Perskiej nie jest nowym terminem dyplomatycznym wymyślonym na potrzeby tych wizyt. Rosja proponuje „architekturę bezpieczeństwa zbiorowego w Zatoce” co najmniej od 2019 roku, a minister spraw zagranicznych Ławrow po raz ostatni powtórzył tę propozycję 28 lutego 2026 roku, w dniu rozpoczęcia wojny. Chiny poparły proponowaną przez Rosję koncepcję bezpieczeństwa zbiorowego, która zastąpiłaby amerykański parasol obronny w Zatoce Perskiej i zapewniłaby Rosji pozycję silnego gracza obok – lub zamiast – Stanów Zjednoczonych.

Podczas spotkania z prezydentem Putinem minister spraw zagranicznych Aragczi oświadczył, że Iran „popiera stworzenie nowej, powojennej architektury regionalnej, która umożliwi koordynację rozwoju i bezpieczeństwa”. Na kolejnym spotkaniu chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi oświadczył, że Pekin „popiera stworzenie regionalnej architektury pokoju i bezpieczeństwa, w której kraje regionu będą wspólnie uczestniczyć, chronić wspólne interesy i osiągać wspólny rozwój”. (S&P Global)

Wang Yi nazwał także wojnę USA i Izraela przeciwko Iranowi „nielegalną” i sformułował trzy zasadnicze stanowiska Chin: poparcie dla wszystkich uzasadnionych żądań Iranu, poparcie dla wycofania amerykańskich baz wojskowych z całego regionu Zatoki Perskiej oraz aktywne uczestnictwo w kształtowaniu porządku powojennego.

Termin „architektura bezpieczeństwa” to dyplomatyczny kod oznaczający fundamentalną restrukturyzację kwestii tego, kto gwarantuje bezpieczeństwo w Zatoce Perskiej i na jakich warunkach – a kto jest wykluczony.

Koncepcja ta składa się z kilku konkretnych elementów:

Po pierwsze, wycofanie sił zbrojnych USA. Głównym żądaniem – podzielanym w równym stopniu przez Iran, Rosję i Chiny – jest wycofanie przez Stany Zjednoczone swoich baz wojskowych, grup uderzeniowych lotniskowców i gwarancji bezpieczeństwa z regionu Zatoki Perskiej. Dotyczyłoby to baz w Bahrajnie (siedzibie Piątej Floty USA), Katarze, Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

Po drugie, zastąpienie jej ramami regionalnymi. Proponowana koalicja zrzeszałaby państwa Zatoki Perskiej, Rosję, Chiny i inne zainteresowane strony w ramach wielostronnego porozumienia, przy czym Rosja dostrzegałaby swoją przewagę w tym, że w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych utrzymuje dobre relacje ze wszystkimi stronami – w tym z Iranem.

Po trzecie, Iran jako prawowita potęga regionalna. Araghchi powiedział irańskim mediom, że „nasi chińscy przyjaciele uważają, że Iran po wojnie różni się od Iranu sprzed wojny. Jego pozycja międzynarodowa poprawiła się, a Iran zademonstrował swoje możliwości i siłę. Dlatego na horyzoncie rysuje się nowa era współpracy między Iranem a innymi krajami”. W ten sposób architektura formalnie legitymizuje dominującą rolę Iranu w bezpieczeństwie Zatoki Perskiej, zamiast traktować go jako zagrożenie, które należy powstrzymać. (ING THINK)

Po czwarte, administracja Cieśniną Ormuz. PGSA i system zezwoleń tranzytowych opisany przez Iran stanowią de facto pierwszy konkretny instytucjonalny przejaw tej architektury – Iran tym samym ustanawiając suwerenną władzę administracyjną nad najpoważniejszym wąskim gardłem świata.

Po piąte, powiązanie z szerszym porządkiem wielobiegunowym. Trójkąt Rosja-Iran-Chiny stał się siłą napędową tego, co jego zwolennicy nazywają „integracją euroazjatycką i wielobiegunowością”, a architektura bezpieczeństwa Zatoki Perskiej stanowi mikrokosmos nowego porządku globalnego, który Chiny promują na poziomie makro.

Ta koncepcja doprowadziłaby do faktycznego rozpadu architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej, budowanej przez dekady poprzez dwustronne umowy obronne, bazy wojskowe i obecność lotniskowców. Państwa Zatoki Perskiej stoją przed trudnym dylematem strategicznym: nie mogą sobie pozwolić na zerwanie więzi ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie mogą też utrzymywać struktury sojuszniczej, która narażałaby ich bezpieczeństwo na decyzje podejmowane poza ich granicami. (IFPRI)

Wiele państw Zatoki Perskiej jest zaniepokojonych konfliktem i wątpi w wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako gwaranta, choć równie mocno niepokoją się rosnącymi wpływami Izraela w regionie po atakach na Katar we wrześniu 2025 r. (Wisfarmer)

Krótko mówiąc, „architektura bezpieczeństwa” to uprzejme określenie wyparcia amerykańskiej potęgi z Zatoki Perskiej i zastąpienia jej wielostronnymi strukturami, w których Iran, Rosja i Chiny są równoprawnymi – lub dominującymi – aktorami. Można argumentować, że jest to prawdopodobnie najważniejsza ambicja geopolityczna, jaka wyłoniła się z tego konfliktu.

Dziś otrzymałem kolejne dowody na to, że rosyjsko-chińska wizja nowej architektury bezpieczeństwa jest realna i może nabierać rozpędu. W rozmowie z nowym znajomym, mającym dobre kontakty z pakistańską agencją wywiadowczą (ISI), poinformował mnie on, że bardzo wysoki rangą funkcjonariusz ISI – jego osobisty przyjaciel – powiedział mu na początku tego tygodnia, że ​​Arabia Saudyjska i Katar zamierzają zerwać więzi bezpieczeństwa ze Stanami Zjednoczonymi. Podobno chcą znaleźć się pod parasolem bezpieczeństwa oferowanym przez Rosję i Chiny. Jeśli to prawda, oznaczałoby to dalszą erozję hegemonii USA.

Źródło: Rosja i Chiny poważnie myślą o zastąpieniu USA w roli wpływowych graczy w Zatoce Perskiej

Prof. Marandi ostrzega przed ponowną eskalacją działań przeciwko Iranowi. Podsumowanie.

„Wyznaczono nagrodę za moją głowę” – prof. Seyed Marandi ostrzega przed ponowną eskalacją działań przeciwko Iranowi

W wywiadzie „ONI WYZNACZYLI ZA MNIE NAGRODĘ – Prof. Seyed Marandi o wojnie z Iranem” irański politolog Seyed Mohammad Marandi omawia niebezpieczeństwo nowej wojny między USA, Izraelem i Iranem, rolę syjonizmu w amerykańskiej polityce zagranicznej, strategiczną kontrolę nad Cieśniną Ormuz oraz osobiste groźby śmierci pod jego adresem. Wywiad przedstawia obraz regionu, który, zdaniem Marandiego, jedynie pozornie żyje w zawieszeniu broni, podczas gdy za kulisami trwają już przygotowania do kolejnej eskalacji.

Od początku jasno daje do zrozumienia, że ​​uważa nowy atak USA i Izraela na Iran za nie tylko możliwy, ale wręcz prawdopodobny. Stany Zjednoczone w ostatnich tygodniach masowo przerzuciły sprzęt wojskowy do regionu Zatoki Perskiej. Duże ilości żołnierzy i sprzętu zostały przerzucone do Kuwejtu, Bahrajnu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jednocześnie liczne myśliwce stacjonują w Katarze, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Według Marandiego istnieją mocne dowody na to, że Waszyngton przygotowuje zarówno wojnę powietrzną na dużą skalę, jak i potencjalne operacje lądowe.

Szczególnie niepokojące jest to, że decyzje te nie były podejmowane racjonalnie. Błąd zachodnich analityków, jak twierdził, polegał na logicznym postrzeganiu sytuacji. Ludzie wokół Donalda Trumpa nie byli jednak racjonalni, twierdził Marandi. Prawdziwą siłą napędową eskalacji, jak twierdził, był syjonizm i wpływ izraelskiego lobby na politykę amerykańską. Nawet Trump, jak twierdził Marandi, wiedział, że wojna z Iranem nie leży w interesie USA, a mimo to był nieustannie popychany w tym kierunku.

Marandi powołuje się na wypowiedzi byłego wysokiego rangą oficera amerykańskiego wywiadu Joe Kenta, który oświadczył, że Iran nie stanowi zagrożenia nuklearnego, a prawdziwą siłą napędową eskalacji jest agenda syjonistyczna. W ciągu ostatnich kilku miesięcy nic się w tej kwestii nie zmieniło. Siły, które rozpoczęły wojnę, pozostają aktywne i bynajmniej nie straciły swoich wpływów.

Irański profesor opisuje Trumpa jako politycznie nieprzewidywalnego. Prezydent USA regularnie zmienia swoje stanowisko w ciągu kilku godzin. Dlatego uważa, że ​​poważna analiza poszczególnych wypowiedzi Trumpa nie ma sensu. Podczas gdy zachodnie media interpretują każdą nową wypowiedź jako sygnał strategiczny, on postrzega ją raczej jako impulsywną i sprzeczną komunikację.

Marandi jest szczególnie krytyczny wobec reakcji Zachodu na retorykę Trumpa dotyczącą Iranu. Kiedy Trump mówi otwarcie o „unicestwieniu” lub „powrocie Iranu do epoki kamienia łupanego”, nie spotyka się to z oburzeniem ze strony zachodnich mediów ani potępieniem ze strony parlamentów europejskich. Świadczy to bardziej o kulturze politycznej Zachodu niż o samym Trumpie.

Centralnym pytaniem w dyskusji jest, dlaczego zawieszenie broni po 39-dniowej wojnie między Iranem a USA/Izraelem coraz bardziej się rozpada. Według Marandiego, Iran wielokrotnie oferował Waszyngtonowi możliwość deeskalacji. Po początkowej 12-dniowej wojnie, Stany Zjednoczone zażądały zawieszenia broni, ponieważ ich strategia „bezwarunkowej kapitulacji” zawiodła. Później USA przeprowadziły kolejny atak z użyciem ogromnej siły ognia, tym razem wykorzystując cały region Zatoki Perskiej jako bazę wojskową. Pomimo tej eskalacji, po 39 dniach Waszyngton został ostatecznie zmuszony do zaakceptowania irańskiego dziesięciopunktowego planu jako podstawy dalszych negocjacji.

Marandi opisuje późniejsze zawieszenie broni jako złożone porozumienie regionalne, obejmujące również Gazę i Liban. Iran zgodził się ponownie zezwolić statkom z niektórych państw Zatoki Perskiej na przepływanie przez Cieśninę Ormuz. Przejście to było wcześniej zablokowane wyłącznie dla krajów aktywnie uczestniczących w amerykańskiej koalicji wojskowej – w tym Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu, Kuwejtu, Kataru i Arabii Saudyjskiej. Z drugiej strony, statki chińskie, rosyjskie, pakistańskie i indyjskie nigdy nie zostały objęte zakazem.

Jednak premier Izraela Benjamin Netanjahu celowo sabotował to porozumienie. Krótko po rozpoczęciu zawieszenia broni Izrael ponownie zbombardował Liban i próbował zniweczyć regionalne porozumienie. Jednocześnie Stany Zjednoczone nałożyły blokadę na irańskie porty – posunięcie, które Marandi określa jako jawne naruszenie zawieszenia broni i akt wojny.

Marandi obszernie omawia strategiczne znaczenie Cieśniny Ormuz. Wojna fundamentalnie zmieniła stanowisko Iranu. Przez dekady Teheran nie zabiegał o trwałą kontrolę nad cieśniną. Dopiero wykorzystanie Zatoki Perskiej jako bazy wypadowej do ataków na Iran zmieniło tę politykę. Z perspektywy Teheranu region ten nigdy więcej nie może być wykorzystywany jako platforma militarna przeciwko Iranowi. Dlatego Iran zamierza w przyszłości sprawować trwałą kontrolę nad bezpieczeństwem Cieśniny Ormuz.

Marandi obwinia za to przede wszystkim Zjednoczone Emiraty Arabskie. Twierdzi, że Emiraty nawiązały szczególnie bliskie stosunki z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi i aktywnie dążyły do ​​eskalacji konfliktu. Według Marandiego, myśliwce Mirage – samoloty, których same Stany Zjednoczone nie posiadają – były używane w atakach na cele irańskie podczas wojny. Dlatego Iran zakłada, że ​​Emiraty brały bezpośredni udział w atakach.

Pośrednio oskarża prezydenta Emiratów Mohammeda bin Zayeda o narażanie własnego kraju na niebezpieczeństwo poprzez bliskie powiązania z Izraelem. Emiraty są obecnie centrum wpływów Izraela w regionie Zatoki Perskiej. Struktury Mossadu mają tam silną pozycję, izraelscy żołnierze regularnie operują w kraju, a polityka Emiratów jest coraz bardziej zgodna z interesami Izraela – zarówno w Zatoce Perskiej, jak i w Afryce Północnej i na Rogu Afryki.

Jednocześnie Marandi podkreśla, że ​​Iran historycznie nie był agresywną potęgą regionalną. Od około 300 lat Iran nie prowadził agresywnej wojny przeciwko sąsiednim państwom. Zamiast tego sam był wielokrotnie celem wojen – szczególnie podczas wojny iracko-irańskiej, kiedy Saddam Husajn zaatakował Iran przy wsparciu państw zachodnich i monarchii Zatoki Perskiej. Marandi przypomina, że ​​w tamtym czasie przeciwko Iranowi użyto broni chemicznej, a on sam przeżył dwa ataki gazem bojowym.

Profesor oskarża państwa Zatoki Perskiej o powtarzanie tych samych błędów pomimo wcześniejszych pojednań. Podczas wojny w Syrii Katar, Arabia Saudyjska i inne państwa wspierały ugrupowania ekstremistyczne, takie jak ISIS i Al-Kaida. Teraz te same państwa ponownie udostępniły swoje terytoria do ataków na Iran. Z perspektywy Iranu uczyniło to z nich strony konfliktu.

Rozmowa przybiera szczególnie burzliwy obrót, gdy Marandi ujawnia, że ​​podczas wojny publicznie wyznaczono nagrodę za jego głowę. Zweryfikowane konto na X/Twitterze zebrało milion dolarów na jego porwanie. Pomimo licznych skarg, platforma początkowo odmówiła usunięcia wezwania do działania. Wyjaśnia, że ​​podczas wojny żył w izolacji, aby uniknąć narażenia innych na niebezpieczeństwo w razie ataku.

Marandi wyjaśnia, że ​​Zachód systematycznie ukrywa prawdziwe przyczyny konfliktu. Ani prawa człowieka, ani terroryzm, ani irański program nuklearny nie są prawdziwym powodem nacisków na Iran. Prawdziwym sednem konfliktu jest wsparcie Iranu dla Palestyńczyków i jego sprzeciw wobec zniszczenia Palestyny. Według Marandiego, Zachód w rzeczywistości wspiera „zagładę” Palestyńczyków.

Program nuklearny to jedynie pretekst. Od dziesięcioleci izraelscy politycy twierdzą, że Iran jest o krok od zbudowania bomby atomowej. Jednocześnie CIA, międzynarodowe agencje energii jądrowej, a nawet amerykańskie służby wywiadowcze wielokrotnie twierdziły, że Iran nie pracuje nad bronią jądrową. Marandi powołuje się na oświadczenia Joe Kenta i Tulsi Gabbard, którzy publicznie zadeklarowali, że Iran nie pracuje nad bronią jądrową.

Iran postrzega zatem swój program nuklearny jako suwerenne prawo. Rewolucja islamska była ostatecznie projektem niepodległości narodowej – decyzje powinny być podejmowane w Teheranie, a nie w Waszyngtonie. Według Marandiego, Zachód musi to w końcu zaakceptować.

Pod koniec wywiadu Marandi ostrzega przed dramatycznymi konsekwencjami ekonomicznymi nowej wojny. Szkody dla światowej gospodarki są już ogromne. Koszty dla USA i gospodarki światowej sięgają już bilionów. Jeśli konflikt się zaostrzy, zagrożeniem nie będzie zwykła recesja, lecz depresja gorsza niż ta z lat 30. XX wieku. Szczególnie dotknięte zostałyby dostawy energii, petrochemia, rynki LNG i globalne łańcuchy dostaw.

Marandi jest zatem przekonany, że nowa wojna nie wzmocni ani USA, ani Izraela. Spowoduje jedynie jeszcze większe zniszczenia, załamanie gospodarcze i głębszy globalny kryzys.

Iran atakuje trzy amerykańskie statki – USA bombardują Qeshm – Płomienie wojny rosną.

Larry Johnson: Iran atakuje trzy amerykańskie statki – USA bombardują Qeshm – Płomienie wojny…

W wywiadzie „Larry Johnson:

Iran strzela do 3 amerykańskich statków – USA bombardują Qeshm – PŁOMIENIE WOJNY ROZPALAJĄ SIĘ” były analityk CIA Larry Johnson przedstawia dramatyczny obraz sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie. Wraz z moderatorem analizuje eskalację konfliktu między USA a Iranem, rolę państw Zatoki Perskiej, wpływ na gospodarkę światową oraz głębokie zmiany w globalnym porządku sił. Johnson argumentuje, że świat nie zmierza ku pokojowi, lecz ku przedłużającej się i potencjalnie zmieniającej system wojnie.

https://youtu.be/gFqQmy5DAuM [to ta rozmowa md]

Rozmowa rozpoczęła się od nowych doniesień CENTCOM-u, że dwa kolejne tankowce w Zatoce Omańskiej zostały „dezaktywowane” za rzekome naruszenie blokady Cieśniny Ormuz. Według moderatora, dwa supertankowce VLCC zostały już zaatakowane poprzedniego wieczoru przez amerykańskie niszczyciele – jeden w pobliżu Fudżajry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a drugi w pobliżu Jask w Iranie. Johnson postrzega te incydenty nie jako odosobnione, lecz jako początek nowej fazy eskalacji.

W jego ocenie region nieuchronnie zmierza ku otwartej wojnie. Odrzuca doniesienia o rzekomych tajnych rozmowach pokojowych lub rychłych porozumieniach jako „bzdury”. Wojna, która według niego trwa od 28 lutego, trwa już 70. dzień – i nie zakończy się nawet 120. dnia.

Johnson argumentuje, że prawdziwy punkt zwrotny dopiero nadejdzie: Pełne konsekwencje ekonomiczne zakłóceń w przepływach surowców i energii z Zatoki Perskiej do tej pory tylko częściowo dotknęły gospodarkę światową. Ale skutki te wkrótce ujawnią się z pełną siłą. Mówi o „brzydkim” globalnym scenariuszu.

Szczególnie krytycznie odnosi się do strategii Waszyngtonu. Twierdzi, że Trumpowi brakuje prawdziwej strategii wojskowej. Stany Zjednoczone niszczą tankowce, co wywołuje reakcję Iranu, która z kolei prowadzi do dalszej eskalacji konfliktu w Waszyngtonie. Johnson posuwa się nawet do przewidywania, że ​​Iran może prędzej czy później zatopić amerykański niszczyciel – co może mieć potencjalnie wybuchowe konsekwencje dla całego regionu.

Były analityk CIA oskarża również Trumpa o życie w świecie fantazji. Krytykuje wypowiedzi prezydenta USA dotyczące II wojny światowej oraz jego kontakty z Rosją, Chinami i Iranem. Według Johnsona, równolegle z eskalacją napięć wobec Iranu, Stany Zjednoczone nasilają również presję na Chiny: zakazy eksportu technologii chipów, ostrzeżenia dotyczące chińskiej sztucznej inteligencji i prowokacje gospodarcze poważnie nadwyrężają relacje z Pekinem. Potencjalne spotkanie Trumpa z Xi Jinpingiem prawdopodobnie nie będzie zatem przebiegać w przyjaznej atmosferze.

Centralną częścią rozmowy jest rola państw Zatoki Perskiej. Johnson opisuje Zjednoczone Emiraty Arabskie jako państwo, które podjęło „bardzo złą decyzję”, sprzymierzając się z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Dubaj, a zwłaszcza port Fudżajra, byłby jednym z pierwszych celów irańskich ataków w przypadku kolejnej eskalacji. Johnson spodziewa się również ataków na bazę lotniczą Al-Dhafra.

Arabia Saudyjska i Kuwejt z kolei działały znacznie ostrożniej. Johnson potwierdził doniesienia, że ​​Arabia Saudyjska tymczasowo odmówiła USA dostępu do bazy lotniczej Prince Sultan w celu przeprowadzenia operacji przeciwko Iranowi. Kuwejt również ograniczył prawa przelotu. Dla Johnsona pokazuje to ograniczenia amerykańskiej projekcji siły. Państwa Zatoki Perskiej zdały sobie sprawę, że w poważnej sytuacji same staną się celem irańskich działań odwetowych.

Uważa rolę Kataru za szczególnie interesującą. Opisuje Katar jako kluczowy kraj w całym kryzysie. Kraj ten jest nie tylko głównym eksporterem LNG, ale także produkuje około 20 procent światowego zapotrzebowania na skroplony gaz ziemny. Ponadto posiada ogromne zasoby mocznika, siarki i helu – surowców niezbędnych dla rolnictwa, produkcji półprzewodników, rafinerii i przemysłu farmaceutycznego.

Johnson zwraca uwagę, że 32 procent światowych dostaw ropy naftowej pochodzi z Zatoki Perskiej – znacznie więcej, niż wielu wcześniej zakładało. Do tego dochodzą ogromne ilości globalnej produkcji siarki, a także znaczne ilości nawozów i helu. Hel jest szczególnie kluczowy dla przemysłu chipów. Johnson uważa za absurdalne, że te łańcuchy dostaw mogłyby zostać zakłócone, podczas gdy rynki finansowe nadal handlowały, jak gdyby nic się nie stało.

Otwarcie mówi o manipulacji rynkiem. Wielokrotnie polityczne zapowiedzi o rzekomo rychłych porozumieniach pokojowych prowadziły do ​​nagłych wahań cen ropy, na których osoby z wewnątrz czerpały ogromne zyski. Johnson szczegółowo wyjaśnia mechanizmy krótkich pozycji i sugeruje, że osoby dysponujące wcześniejszą wiedzą celowo obstawiały spadek cen ropy przed opublikowaniem oświadczeń politycznych.

Johnson opisuje następnie fundamentalną zmianę w globalnej dynamice sił. Iran jest wspierany przez Rosję, Chiny, a coraz częściej także przez Pakistan. Bez tego wsparcia Teheran miałby trudności z utrzymaniem konfliktu. Jednak z tym wsparciem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Johnson przewiduje nawet, że gospodarka Iranu może osiągnąć lepsze wyniki w 2026 roku niż w 2025 roku.

Cieśnina Ormuz jest w dyskusji opisywana jako przyszłe centrum nowego regionalnego porządku bezpieczeństwa. Johnson zwraca uwagę, że zarówno Władimir Putin, jak i chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi niedawno wprost użyli terminu „architektura bezpieczeństwa”. Zgodnie z tym poglądem Rosja, Chiny i Iran pracują nad nowym porządkiem bezpieczeństwa dla Zatoki Perskiej – być może wspólnie z Katarem, Arabią Saudyjską i Omanem.

Według Johnsona, Oman już odgrywa aktywną rolę. Iran i Oman uzgodniły system opłat za przepływ przez Cieśninę Ormuz. Johnson podkreśla, że ​​znaczna część cieśniny jest terytorialnie częścią Omanu i Iranu, a zatem państwa te mają prawo kontrolować dostęp.

Johnson spodziewa się również nowego poziomu eskalacji militarnej. Wskazuje na doniesienia o walkach powietrznych między irańskimi myśliwcami F-4 Phantom a amerykańskimi i/lub izraelskimi samolotami. Jednocześnie Iran gruntownie zmodernizował swoje systemy obrony powietrznej i przeprowadził kilka ćwiczeń z użyciem ostrej amunicji od czasu zawieszenia broni w kwietniu. Stany Zjednoczone mogą zatem przeceniać swoją zdolność do tłumienia irańskich systemów obrony powietrznej.

Johnson również postrzega Izrael w niepewnej sytuacji. Choć Izrael dysponuje znaczną siłą militarną, ani Hamas, ani Hezbollah nie zostały ostatecznie pokonane. Według Johnsona, Izraelowi brakuje naprawdę skutecznego systemu obrony przed irańskimi pociskami balistycznymi i hipersonicznymi. W przypadku kolejnej rundy wojny Izraelczycy znów „siedzieliby w piwnicach” – tym razem z jeszcze większymi zniszczeniami.

Co więcej, Johnson uważa ekspansjonistyczne fantazje izraelskich polityków, takich jak Bezalel Smotrich, za nierealne. Izrael nie ma ani wystarczającej liczby ludności, ani potencjału ekonomicznego, aby utrzymać długoterminową kontrolę militarną nad dużymi obszarami Bliskiego Wschodu. Według Johnsona, przywódcy polityczni działają coraz bardziej irracjonalnie.

Kolejnym kluczowym punktem jest globalny zwrot gospodarczy dotyczący Zachodu. Johnson porównuje obecną sytuację do powolnego upadku Imperium Brytyjskiego. Dominacja gospodarcza i finansowa Londynu w dużej mierze zanikła. Największe banki świata są teraz chińskie. Chiny dominują nie tylko w przemyśle, ale coraz bardziej również w systemie finansowym.

W tym kontekście Johnson mówi również o roli BRICS. Chiny, Rosja, Iran i Brazylia współpracują coraz ściślej. Nawet Indie, które okresowo utrzymywały bliższe relacje z Izraelem, w obliczu wojny coraz bardziej skłaniają się ku Iranowi i BRICS. Opinia publiczna w Indiach wyraźnie zwróciła się przeciwko Izraelowi.

Johnson przewiduje również poważne globalne perturbacje gospodarcze. Prawdopodobna jest globalna recesja, a nawet depresja. Spadek produkcji o dziesięć procent lub więcej może wywołać głód, niestabilność polityczną i poważne kryzysy społeczne. Jednocześnie Stany Zjednoczone będą coraz bardziej pozbawione możliwości uzupełniania własnych arsenałów rakietowych, ponieważ wymaga to dostaw pierwiastków ziem rzadkich z Chin – których Pekin nie jest już skłonny dostarczać.

Na zakończenie rozmowy Johnson kreśli obraz świata w stanie ciągłej transformacji. Stany Zjednoczone są nadmiernie rozciągnięte militarnie, osłabione gospodarczo i coraz bardziej odizolowane geopolitycznie.

Z drugiej strony, kraje takie jak Rosja, Chiny i Iran pracują nad alternatywnymi strukturami władzy i bezpieczeństwa. Dla Johnsona obecny konflikt oznacza zatem nie tylko wojnę regionalną, ale potencjalny początek nowego porządku globalnego.

Porównanie propagandy

Porównanie propagandy

8. maja 2026 Autor artykułu Marek Wójcik world-scam/porownanie-propagandy

Pewnie też tak macie, kiedy ktoś proponuje czytanie wpisu Trumpa na jego Truthsocial.com, to zbiera się wam na wymioty. Ja tak mam. Ale skoro chcę porównać, co mówią dwie strony na ten sam temat, to trzeba przez to przejść. Dzisiaj tuż po północy prezydent USA tak napisał:

Trzy amerykańskie niszczyciele światowej klasy właśnie z powodzeniem przepłynęły przez Cieśninę Ormuz, znajdując się pod ostrzałem. Żaden z tych trzech niszczycieli nie odniósł uszkodzeń, natomiast irańscy napastnicy ponieśli ogromne straty.

Zostali oni całkowicie zniszczeni wraz z licznymi małymi łodziami, które służą im jako substytut ich całkowicie zdziesiątkowanej marynarki wojennej.
Łodzie te szybko i skutecznie zatonęły na dnie morza.

W kierunku naszych niszczycieli wystrzelono pociski, które zostały z łatwością zestrzelone. Podobnie drony, które pojawiły się w powietrzu, zostały spalone. Opadły one tak pięknie na powierzchnię oceanu, zupełnie jak motyle opadające do grobu!

Normalny kraj pozwoliłby tym niszczycielom przepłynąć, ale Iran nie jest normalnym krajem. Rządzą nim SZALEŃCY i gdyby mieli okazję użyć broni jądrowej, zrobiliby to bez wahania.

Ale nigdy nie będą mieli takiej okazji i, tak jak dzisiaj znów ich pokonaliśmy, w przyszłości pokonamy ich jeszcze mocniej i jeszcze brutalniej, jeśli nie podpiszą tej umowy, i to SZYBKO! Nasze trzy niszczyciele, wraz ze swoimi wspaniałymi załogami, dołączą teraz do naszej blokady morskiej, która jest prawdziwą „stalową ścianą”. Źródło.

Dobry wieczór jest godzina 20:00 i chcemy, żebyście uwierzyli w to, zaraz wam przekażemy…

Warto postawić pytanie: Dlaczego w takim razie „niszczyciele światowej klasy” nie dopilnują swobodnego przepływu okrętów przez Cieśninę Ormuz?

Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w irańskiej wersji opisu tego samego incydentu podanego na presstv.ir w artykule: Amerykańskie niszczyciele uciekają z Cieśniny Ormuz po zmasowanym ostrzale rakietowym i dronów ze strony Iranu: Marynarka Wojenna IRGC. Źródło.

Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) poinformowała, że jej siły zadały poważne szkody amerykańskim okrętom podczas szeroko zakrojonej wspólnej operacji przeprowadzonej w czwartek wieczorem, zmuszając trzy amerykańskie niszczyciele do ucieczki z Cieśniny Ormuz.

Można pokonać czterdziestu uczonych jednym faktem, ale nie da się pokonać jednego głupca czterdziestoma faktami.

Jak na każdej wojnie, obie strony konfliktu gloryfikują działania własnych wojsk i jednocześnie wykazują bezsprzeczną porażkę przeciwnika. Zwolennicy Trumpa zauważą wielki sukces US Navy i kolejne straty Irańczyków. Ci, którzy trzymają stronę Iranu, są przekonani, że to Iran dał łomot amerykańskim niszczycielom. Obie strony twierdzą, że to wróg szerzy propagandę, nie dostrzegając przy tym własnej. Naturalnie, że obie strony stosują propagandę.

Jest jednak w tym konflikcie tylko jedna strona, która konfabuluje i przedstawia własne życzenia jako fakty. Sami się domyślcie, która to może być?

Oscar Wilde

Propaganda to sposób przedstawiania własnych życzeń jako fakty. Zdarza się często, że sam propagator uwierzy we własne kłamstwa. Wtedy właśnie widzimy, jak nierealna jest wizja świata, widziana oczami narcystycznego polityka, któremu nie przeszkadza mieć w ciągu dnia kilka różnych zdań na ten sam temat. W jego polityce brakuje przemyślanych posunięć strategicznych. Widzimy jedynie próby wyjścia z impasu, do którego sam doprowadził, lub został zmuszony.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Podział między USA i Iranem jest zbyt głęboki, aby go zniwelować

Podział między USA i Iranem jest zbyt głęboki, aby go zniwelować.

Larry C. Johnson

Jak wspomniałem w poprzednim artykule, ktoś w administracji Trumpa, poinformowany o zbliżających się deklaracjach Trumpa dotyczących wojny z Iranem, odniósł wczoraj znaczny zysk finansowy. Jest to element trwającego schematu celowego oszukiwania Trumpa – czyli udawania znaczących postępów w rozmowach z Iranem, co z kolei powoduje wzrost na amerykańskiej giełdzie i spadek cen kontraktów terminowych na ropę.

Oto prawda: w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie uda się wynegocjować żadnego rozwiązania wojny z Iranem, ponieważ narracja amerykańska i irańska są niekompatybilne.

Zacznijmy od amerykańskiego stanowiska, a raczej narracji… Iran to niepoprawne islamskie państwo terrorystyczne, chylące się ku upadkowi. Przywódcy polityczni i wojskowi Iranu są głęboko podzieleni. Gospodarka Iranu nie ma szans na odbudowę, dopóki trwa wojna. Potencjał militarny Iranu został zdziesiątkowany. Iran musi wstrzymać wzbogacanie uranu i zezwolić na pełne, nieskrępowane inspekcje swoich obiektów jądrowych. Takie przekonanie podziela zdecydowana większość doradców Trumpa i amerykańskich komentatorów politycznych.

Irańskie władze są równie nieprzejednane… Iran zgodzi się na negocjowane rozwiązanie mające na celu zakończenie blokady Cieśniny Ormuz tylko wtedy, gdy Izrael zgodzi się na całkowite zawieszenie broni w Libanie i Strefie Gazy. Cieśnina Ormuz pozostanie pod kontrolą Iranu, a kontrola nad nią nigdy nie zostanie oddana. 5 maja 2026 roku Iran ustanowił nową instytucję, Urząd Cieśniny Zatoki Perskiej (PGSA), która wymaga od wszystkich statków chcących przepłynąć przez Cieśninę Ormuz rejestracji, wypełnienia formularzy i uiszczenia opłaty za przejazd przed otrzymaniem zezwolenia na tranzyt. Iran nigdy nie zrezygnuje ze swoich zapasów wzbogaconego uranu i jako suwerenne państwo i sygnatariusz Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NON), będzie korzystał ze swojego prawa do wzbogacania uranu w celach pokojowych. Iran będzie nadal wspierał naród palestyński i jego walkę o wolność i samostanowienie, a także będzie nadal udzielał wsparcia Hezbollahowi. Ostatecznie Iran nie zrezygnuje z prawa do budowy rakiet balistycznych.

To, moi drodzy, to jest to, co nazywacie ślepą uliczką. Amerykańskie stanowisko opiera się na szeregu fałszywych założeń.

Po pierwsze, Iran nie jest głównym sponsorem terroryzmu i nie planuje destabilizacji swoich arabskich sąsiadów w Zatoce Perskiej. Po drugie, nie ma rozdźwięku między irańskim kierownictwem politycznym a Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) – prezydent, minister spraw zagranicznych, przewodniczący parlamentu i ajatollah wszyscy walczyli i służyli dla IRGC podczas wojny w Iraku. Po trzecie, irańska gospodarka zaczyna się odradzać dzięki wsparciu Rosji, Chin i Pakistanu, a także wysokim cenom ropy. Po czwarte, wbrew twierdzeniom Trumpa, irańska marynarka wojenna, siły powietrzne oraz arsenały pocisków balistycznych, pocisków manewrujących i dronów są nienaruszone i zdolne do kontynuowania wymiany ognia z USA i Izraelem.

Donald Trump stoi przed kilkoma dylematami… Gospodarka USA zaczyna słabnąć, czemu towarzyszy rosnące niezadowolenie społeczne z powodu rosnących cen benzyny. Nie ma realnych opcji militarnych, aby doprowadzić do zmiany reżimu w Iranie lub zmusić Iran do zaakceptowania amerykańskich żądań. Amerykańskie zapasy kluczowych systemów uzbrojenia uległyby dalszemu uszczupleniu, gdyby USA wznowiły ataki powietrzne i rakietowe na Iran, a irański odwet na cele amerykańskie i izraelskie spowodowałby znaczne szkody. Dopóki USA będą kontynuować ataki na Iran, ich relacje z Rosją i Chinami będą się pogarszać.

Prawdziwe zagrożenie dla USA nie ma charakteru militarnego, lecz ekonomiczny.

Trwająca blokada Cieśniny Ormuz przez Iran stwarza światu bezprecedensowe zagrożenie gospodarcze. Amerykańskie próby przeciwdziałania temu zagrożeniu jedynie pogłębią to, co grozi globalną katastrofą gospodarczą.

surowiecPrzybliżony udział Zatoki Perskiej w światowej produkcji (2025)Notatki
Ropa naftowa (ropa naftowa i kondensat)~32% (Bliski Wschód/region Zatoki Perskiej)Dominują najważniejsze kraje produkujące (Arabia Saudyjska, Irak, Iran, ZEA, Kuwejt), które odpowiadają za około jedną trzecią światowej podaży.
LNG~20% (głównie Katar; Zatoka Perska jako całość ~20–22%)Katar jest wiodącym producentem LNG w Zatoce Perskiej i jednym z największych eksporterów LNG na świecie.
mocznikZnaczne (Golf ~36% światowego eksportu; udział produkcji mniejszy, ale nadal znaczący)Państwa Zatoki Perskiej (Iran, Katar, Arabia Saudyjska) są największymi eksporterami mocznika na świecie.
siarka44% światowej produkcji siarkiZastosowania siarki obejmują: produkcję nawozów fosforanowych (pokrywających 60–70% światowego zapotrzebowania na kwas siarkowy), przerób rud (ługowanie miedzi, niklu, kobaltu), rafinację ropy naftowej, czyszczenie płytek półprzewodnikowych (wykorzystywanych przez TSMC, Intel i Samsung), produkcję baterii oraz przemysł farmaceutyczny.
hel~33% (głównie Katar)Katar jest drugim co do wielkości producentem na świecie po USA.
Aluminium (pierwotne)~8–9% (schroniska w krajach Rady Współpracy Zatoki Perskiej/Bliskiego Wschodu)ZEA, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Katar są ważnymi producentami poza Chinami.

Iran nawiązuje kontakty dyplomatyczne z Arabią Saudyjską, Katarem i Kuwejtem, aby przywrócić eksport tych surowców na cały świat w ramach irańskiego PGSA. Jeśli Katar i Arabia Saudyjska zawrą porozumienie z Iranem, wpływy Ameryki w regionie zostaną ograniczone. Jeśli nastąpi globalny kryzys finansowy, połączony z poważną recesją, jeśli nie depresją, Stany Zjednoczone znajdą się pod ogromną presją, aby osiągnąć porozumienie z Iranem, które przywróci handel międzynarodowy i dostawy z Zatoki Perskiej. Iran ma ostatecznego asa w rękawie – Trump nie ma żadnego.

Źródło: Zatoka Perska oddzielająca USA od Iranu jest zbyt szeroka, aby ją połączyć

Ci, którzy pociągają za sznury

Ci, którzy pociągają za sznurki

Autor robert waterski

====================================================

Cytowałem niedawno Alastaira Crooke‘a, który mówił o ponadnarodowych strukturach sterujących światem, o których nic nie wiemy. Crooke jest byłym brytyjskim dyplomatą, który z pewnością pośrednio lub bezpośrednio z takimi strukturami miał do czynienia, więc sądzę, że wie więcej mówi. Na początku mego kompendium systemu monetarnego pisałem też, że jestem przekonany o istnieniu jakiejś struktury stojącej za naszym systemem monetarnym, ale także nie potrafię jej określić. Czy obaj mówimy o tej samej strukturze? Myślę, że nie, ale jestem więcej niż pewny, że obydwie te struktury są ze sobą powiązane. Może jedynie przez wspólnotę interesów, ale może także personalnie. Myślę, że zbyt wiele faktów przemawia za istnieniem takich struktur, by można było machnąć ręką i zbyć wszystko stwierdzeniem, że jest to kolejna teoria spiskowa. Ale wtedy nasuwa się kolejne pytanie: jak głęboko sięgają te struktury? Czy są one obecne we wszystkich krajach? Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a obserwacja faktów i wydarzeń prowadzi do całkowicie sprzecznych wniosków.

Ale na przeszkodzie w zrozumieniu tego, co się obecnie dzieje na świecie stoją też nasze utarte schematy myślowe. Podobnie jak nasi pożal się Boże analitycy, rozumiemy wojnę jako zagony pancerne idące na Moskwę Bramą Smoleńską.

Nie widzimy i nie rozumiemy tego, że trzecia wojna światowa już trwa, ale to nie jest wojna, w której czołgi, samoloty i żołnierze odgrywają główną rolę. To wojna, w której walczy się przy pomocy finansów, kontroli łańcuchów dostaw, kontroli korytarzy transportowych, kontroli informacji, ale przede wszystkim kontroli dostępności i dostaw źródeł energii.

Nikt formalnie nie wypowiada nikomu wojny, nie atakuje i nie zajmuje obcego terytorium! Wystarczy uzależnienie!! To wojna, której nie rozumie i dlatego nie dostrzega przeciętny oglądacz telewizyjnych bredni.

Nie ja jeden uważam, że USA chylą się ku upadkowi. Nie ja jeden uważam, że dedolaryzacja, że powstanie struktur typu BRICS i SCO jest dla USA śmiertelnym zagrożeniem i nie ja jeden uważam, że USA muszą na to zareagować. Większość komentatorów i analityków spodziewa się reakcji militarnej. Muszę szczerze przyznać, że ja także się tego spodziewałem. Wojna na Ukrainie, a potem atak na Iran, zdawały się to potwierdzać. Trochę ostatnio chorowałem, więc miałem okazję oderwać się od zajęć domowych i w spokoju trochę pomyśleć. Dało mi to okazję do spokojnego zastanowienia się nad wydarzeniami ostatnich lat.

Ale w dużej mierze postawiło na głowie moje patrzenie na te wydarzenia i spowodowało, że jestem teraz pełen podziwu dla perfidii planu, który te ponadnarodowe struktury przygotowały dla ratowania potrzebnego im imperium. Nie mam tu na myśli polityków, bo to durnie i marionetki, ale struktury, o których nic nie wiemy, struktury, które naprawdę pociągają za sznurki i struktury, dla których pracują sztaby naprawdę myślące ludzi! Wszystko jest dość skomplikowane, ale nie będę wdawać się w szczegóły i postaram się przedstawić względnie krótko i w ogólnie zrozumiały sposób, na czym ten plan polega.

Wyjaśnianie zacznijmy od czegoś, o czym wszyscy już dawno zapomnieli – od gazu (g)łupkowego. W wielu krajach – także u nas – był wielki jazgot wokół tego tematu, potem wszystko ucichło, bo okazało się, że metody wydobycia grożą zanieczyszczeniem wód gruntowych. USA są dużym krajem, z dużą ilością rzadko zaludnionych terenów, ale przede wszystkim są krajem, w którym dla pieniędzy wszystko się zniszczy. Przypomnijmy sobie filmiki z płomieniami wydobywającymi się z kranów z wodą. Wody gruntowe na tych terenach zniszczone są na setki, a może na tysiące lat. Ale ci, którzy na tym zarabiają żyją dzisiaj i mieszkają gdzie indziej. Mimo nieopłacalności, przez lata nie tylko zwiększano możliwości wydobywcze, ale rozbudowywano także sieć zakładów do upłynniania gazu, które niczego nie upłynniały i stały bezczynnie. Dodatkowo zwiększano możliwości wydobycia ropy. Ale jakoś nie nagłaśniano tego…

Potem przyszła wojna na Ukrainie. Nie rozpoczęła się z niczego. Posunięcia USA zmusiły Rosję do interwencji. Przyszły sankcje na Rosję i rozpoczęło się odejście od rosyjskich źródeł energii – głównie gazu. Naszego ogłupionego i nastawionego antyrosyjsko społeczeństwa nie trzeba było przekonywać, że dobrodziejstwem dla nas i dla naszej gospodarki jest odejście od taniego i pewnego rosyjskiego gazu, i zamiana na wielokrotnie droższy gaz z USA i innych źródeł.

Dzisiaj narzekamy na ceny energii, ale przecież winny jest Putin! Inne kraje trzeba było „przekonywać” wysadzając rurociągi i zwalając wszystko, jeśli nie na Rosję, to na Ukrainę. I w tym momencie musimy spojrzeć innymi oczami na wieloletnią, z pozoru bezsensowną i nieopłacalną budowę amerykańskich instalacji do wydobycia i upłynniania gazu. Mam nadzieję, że teraz rozumiemy, że wszystko było już dawno zaplanowane. A to dopiero początek.

Przenieśmy się teraz nad Morze Śródziemne. USA już od dawna dążyły do upadku Assada w Syrii. Próbowano różnych metod. Ale albo okazywały się one bezskuteczne, albo na przeszkodzie stawała Rosja. W końcu wielonarodowościowe i wielowyznaniowe społeczeństwo Syrii zostało do tego stopnia „zmiękczone” sankcjami, że było mu wszystko jedno co nastąpi. Dodatkowo sam Assad także nie widział sensu dalszego oporu i ewakuował się do Rosji. Syrię przejęli stworzeni przez USA i wspierani przez Turcję islamscy terroryści, którzy nagle przeistoczyli się w polityków w garniturach.

Potem zaczęła się rzeź Palestyńczyków w strefie Gazy. Świat patrzył na to ewidentne ludobójstwo i nie zrobił nic. Dopiero USA częściowo położyły temu kres, powołując tzw. Board of Peace – Radę Pokoju (oczywiście „Pokoju”). Dało to USA swego rodzaju mandat do sprawowania „opieki” nad tym terenem. Oczywiście nie chodzi o dobro Palestyńczyków! Musimy wiedzieć, że od wybrzeży strefy Gazy, poprzez wybrzeże Libanu, aż do Syrii ciągną się jedne z największych na świecie złóż gazu, których jeszcze nie zaczęto eksploatować. A właśnie! Zapomniałem o Libanie! Teraz wszyscy rozumieją, jaki jest cel aktualnych izraelskich ataków na ten kraj!

I wreszcie dochodzimy do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. To pierwsze niepowodzenie w tym tak starannie zaplanowanym scenariuszu. Czy naprawdę wierzono, że można obalić irański rząd i postawić w jego miejsce posłuszne marionetki? Wszystko wskazuje na to, że tak. Sądzę, że te międzynarodowe struktury wierzyły w potęgę armii amerykańskiej. Ale Martianow, który jest fachowcem w dziedzinie wojskowości i od dawna twierdzi, że amerykańska armia to jedynie hollywoodzki mit, jak zwykle miał rację. Dodatkowo dochodzi do tego przepaść cywilizacyjna. Dwustuletnia cywilizacja, która dała światu Coca Colę i Big Macka, zamierza obalić, ale nie jest w stanie wznieść się na poziom istniejącej od kilku tysięcy lat cywilizacji, która dała światu m. i. algebrę, podstawy dzisiejszej medycyny i astronomii!

Ale czy to niepowodzenie oznacza klęskę całego planu? Uważam, że nie. Paradoksalnie Iran nieświadomie wykonał dla tego planu kawał pożytecznej roboty. Nie wiem, czy Iran to rozumie, najwyraźniej nie rozumieją tego wszyscy komentatorzy, ale mam wrażenie, że twórcy tego planu powoli zaczynają to rozumieć i zaczynają odpowiednio korygować swoje posunięcia. Tak, wiem, wszyscy stukają się teraz w czoło, ale spróbuję wytłumaczyć, dlaczego tak sądzę.

Ale aby to wytłumaczyć, musimy wreszcie wyjaśnić sobie cel tego planu. Struktury stojące za nim wiedziały, że jakiekolwiek bezpośrednie starcie militarne z Rosją lub Chinami, doprowadzi do wojny nuklearnej i końca ludzkości. Rosja jest wprawdzie łakomym kąskiem, ale nie jest zagrożeniem dla tych struktur i zagrożeniem dla amerykańskiego imperium. Prawdziwym zagrożeniem są Chiny. Chiny są już taką potęgą, że nie da się wygrać z nimi klasycznej wojny gospodarczej. Ale Chiny mają też słabe punkty. Jednym z nich jest zależność od dostaw energii.

Prawdziwym celem tego planu jest więc odcięcie Chin od głównych dostawców energii – czyli od dostaw ropy i gazu. Zamierza się to osiągnąć albo poprzez przejęcie złóż tych surowców, albo poprzez kontrolę nad nimi, albo przez przerwanie lub kontrolę kanałów dostaw. Do tej pory nie wspomniałem o Wenezueli, która była pierwszym bezpośrednim krokiem prowadzącym do tego celu. Wprawdzie był to krok spektakularny, ale bez większego znaczenia. Ropa wenezuelska to jedynie ok. 4% chińskiego importu. Poza tym musimy zrozumieć, że ropa ropie nie równa. Wenezuela ma wprawdzie rzekomo największe na świecie złoża ropy, ale jest to ropa szczególna – praktycznie asfalt. Wymaga skomplikowanych i kosztownych technik wydobycia i specjalnych rafinerii do jej przeróbki. Poza medialną wrzawą nie był to dla USA wielki zysk a dla Chin wielka strata.

Tym, co miało być dla Chin naprawdę bolesne, to odcięcie od irańskiej ropy. Ale Iran nie tylko nie upadł, ale na dodatek zaczął zadawać bolesne ciosy. Zaatakował amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie, ale dodatkowo zaatakował także instalacje naftowe i gazowe krajów arabskich. Sądzę, że tego się nikt nie spodziewał! Na domiar złego Iran ogłosił kontrolę nad Cieśniną Ormuz.

Wbrew temu, co kłamią media, nie jest ona całkowicie zamknięta. Przepływają przez nią statki zaprzyjaźnionych z Iranem państw oraz państw, które za przewożoną ropę zapłaciły w Yuanach i nie wiozą jej do USA, Izraela, Europy i innych państw wrogich wobec Iranu. Nagle cały świat stał się zakładnikiem Iranu i ofiarą amerykańsko-izraelskiej agresji.

Ale popatrzmy na to, co zaczęło dziać się potem, a zrozumiemy, jak struktury, które stoją za tym planem, zaczęły obracać wszystko na swoją korzyść, a Iran nieświadomie im to ułatwił. Nagle USA ogłosiły: możecie ropę i gaz kupować u nas! W mgnieniu oka stały się monopolistą w dostawach tych nośników energii! Zaraz potem ogłoszono „blokadę blokady” Cieśniny Ormuz. Wszystkie statki, którym Iran pozwolił przez nią przepłynąć, mają być przechwytywane. Oczywiście wszyscy wyśmiali ten pomysł jako nierealny, bo faktycznie USA nie są w stanie przechwycić wszystkich statków. Ale nikt nie rozumie tego, że tu wcale nie chodzi o szczelność tej blokady, ale o niepewność!

Każdy transport ropy to ogromne pieniądze, więc każdy woli kupić ją bezpiecznie od USA lub powiązanych z nimi dostawców, niż ryzykować niepewny transport z Zatoki Perskiej. A każdy przechwycony przez USA transport ropy jest konfiskowany (czytaj: rabowany) i sprzedawany posłusznym państwom.

Ale musimy wspomnieć też o innym celu całej tej awantury. Odcięcie Chin od irańskiej ropy to nie wszystko. Dodatkowo chodzi o zmuszenie Chin do płacenia za nią w dolarach. Kraje Zatoki Perskiej były do tej pory głównym filarem petrodolara. Ale w tym filarze zaczynały pokazywać się rysy. Coraz więcej państw, z Arabią Saudyjską na czele, zaczynało powoli odchodzić od rozliczeń dolarowych. Całkowite ich odejście byłoby praktycznie wyrokiem śmierci dla petrodolara, wyrokiem śmierci dla USA i co za tym idzie także wyrokiem śmierci dla ponadnarodowych struktur, które stworzyły to imperium. Ale jak wyjaśniam w moim kompendium systemu monetarnego, petrodolar stał się z czasem także obciążeniem dla USA.

I tu zaczynam się przenosić w sferę przypuszczeń… Atak Iranu na kraje Zatoki Perskiej stworzył dla USA i stojących za nimi struktur świetną okazję do pozbycia się niepewnego wasala. Zwłaszcza, że wasal ten przekonał się, że amerykańskie bazy nie są dla niego żadną ochroną, ale zagrożeniem! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że kraje Zatoki Perskiej to taka pustynna fatamorgana. To sztuczne twory niezdolne do samodzielnej egzystencji. Gdy piszę ten tekst, trwa zawieszenie broni, USA nie atakują Iranu, ale sądzę, że niedługo ataki zostaną wznowione.

Podejrzewam, że głównym celem tych ataków nie będzie zadanie strat, ale rozzłoszczenie Iranu i zadanie irańskimi rękami jak największych strat krajom Zatoki Perskiej! Akurat wczoraj, 5 maja 2026, media obiegła wiadomość, że Iran zaatakował terminal naftowy Fujairah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ale parę godzin później Iran ogłosił, że nie zrobił tego. Kto wie, czy moje podejrzenia nie zaczynają się sprawdzać! Struktury kierujące USA mogły zmodyfikować swój plan. Rękoma Iranu doprowadzić do upadku państw Zatoki Perskiej i do przejęcia ich złóż ropy i gazu przez amerykańskie koncerny. To, że spora część Arabii Saudyjskiej i innych państw tego regionu przewidziana jest do włączenia w planowane granice Wielkiego Izraela, czyni ten scenariusz jeszcze bardziej prawdopodobnym! Tak, wiem, ponoszą mnie w tym momencie wodze fantazji, ale nie jest to całkiem niemożliwy scenariusz. Czas pokaże…

Ale przeanalizujmy teraz inny element planu, czyli dostawy energii z Rosji. Nagle wszystkie oczy zwróciły się w jej kierunku. Nawet najbardziej zajadli europejscy rusofobi (ale nie u nas) zaczynają przebąkiwać o normalizacji stosunków z Rosją. Ale równocześnie zaczęły się ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje naftowe. To nie jest zbieg okoliczności! To element planu!! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Ukraina sama nie jest do tego zdolna. Za wszystkim stoi obca pomoc.

Równocześnie nastąpiła intensyfikacja polowania na tankowce przewożące rosyjską ropę. Rosyjska ropa eksportowana jest prawie wyłącznie z bałtyckich portów. Ich odcięcie od świata jest sprawą bardzo prostą, ale jak wtedy zareaguje Rosja? Dotychczasowa rosyjska bierność, brak reakcji na użycie obcej przestrzeni powietrznej do ataków na terminale naftowe i całą masę innych prowokacji, może rozzuchwalić europejskie jastrzębie. Czy taka blokada nastąpi? Sądzę, że wcześniej, czy później (raczej wcześniej) tak. Widać wyraźnie, że struktury stojące za tym planem, pchają Europę do konfliktu z Rosją. Oczywiście ciśnie się na usta pytanie, czy Rosja jest w stanie zaspokoić potrzeby energetyczne Chin? Odpowiedź brzmi: dopiero za wiele lat, gdy wybudowana zostanie odpowiednia ilość rurociągów. Paradoksalnie Rosja jest w lepszej sytuacji niż Chiny, gdyż może funkcjonować w całkowitej izolacji od świata. Ma wszystko co potrzeba i sama wszystko produkuje.

Dla wielu osób ogłupionych medialną propagandą i zaślepionych nienawiścią jest to szok, ale takie są fakty. Rosja sama jest w stanie wyprodukować wszystko, co potrzebuje. Produkuje nawet własne mikroprocesory. Wprawdzie nie nadają się one do gier komputerowych, ale ich wydajność jest wystarczająca do pracy w satelitach, samolotach, okrętach, w komputerach w centrach dowodzenia i wielu innych miejscach. Silniki odrzutowe do samolotów pasażerskich budują jedynie USA, Wielka Brytania i Rosja. Ale jedynie Rosja buduje je całkowicie samodzielnie. Przykłady można długo wyliczać. Pokazują one jedynie naszą ignorancję, uprzedzenia i niewiedzę na temat tego kraju.

Mam nadzieję, że rozumiecie już Państwo, że zbyt dużo tu zbiegów okoliczności, zbyt dużo splatających się i zazębiających czasowo wydarzeń, by można je było zbyć stwierdzeniem: przypadek. Ale to wszystko jest na razie taktyka. Wyjaśnijmy sobie jaka kryje się za tym strategia. Jej pierwszym i najważniejszym elementem jest dominacja nad głównymi światowymi źródłami energii. To jest prawdziwa kontrola nad światem! To kontrola kto i za ile otrzyma potrzebną ilość ropy i gazu. Rosji i Iranu nie trzeba bezpośrednio atakować. Wystarczy je odizolować i w maksymalny sposób utrudnić im dostawy ich surowców. Ale to nie wszystko! To zakończy proces de-dolaryzacji, bo za wszystko trzeba będzie zapłacić jedynie w dolarach. Chiny zostaną zmuszone do stania się głównym nabywcą amerykańskich obligacji. Dodatkowo będzie można dyktować im ceny i w każdej chwili, jeśli nie zamknąć, to przynajmniej trochę „przymknąć kurek”. To umożliwi kontrolę dalszego rozwoju chińskiej gospodarki. Ale przede wszystkim spowoduje ogromną różnicę cen energii pomiędzy USA i innymi krajami. Tania amerykańska energia już sprowadza wielu zagranicznych inwestorów, na razie głównie z Europy, ale z czasem mogą oni zacząć przenosić swoje firmy nawet i z Chin!

Mam nadzieję, że wyjaśniłem moje przemyślenia. Oczywiście pominąłem masę rzeczy i skupiłem się na trzech głównych elementach tej układanki: Chinach, Rosji i Iranie. Pominąłem inne kraje i inne rejony świata, ale to nie oznacza, że nic tam się nie dzieje! Wręcz przeciwnie!! Ale opis tego jedynie skomplikowałby obraz. Chodziło mi o pokazanie w jak najprostszy sposób, że to, co się obecnie dzieje na świecie nijak się ma do naszych archaicznych i naiwnych wyobrażeń o polityce i wojnie oraz do tego co serwują nam media – także te alternatywne.

Czy ten plan się powiedzie? Trudno w tej chwili powiedzieć. To zależy czy Chiny i Rosja znajdą sposób na jego udaremnienie. Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem bierności Rosji i spokoju Chin. Nie potrafię tego wyjaśnić. Ale nie sądzę, że jest to dobry znak dla tego planu. Musimy poczekać na dalszy rozwój wydarzeń.

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy.

Paul Craig Roberts

Trump i Netanjahu nie są jedynymi politykami uwikłanymi w wojnę, która szkodzi im w wyborach. Obaj są ze sobą ściśle powiązani nie tylko w swoich celach, ale także w swojej głupocie. Obaj przecenili własną siłę militarną, a nie docenili siły Iranu. Gdyby Iran dotrzymał obietnicy i nie zgodził się na zawieszenie broni na żądanie Izraela i Waszyngtonu, jego zwycięstwo byłoby pełne. Zamiast tego Iran stoi teraz w obliczu potencjalnego wznowienia wojny, którą prawie wygrał.

Niestety, w Iranie po raz kolejny zwyciężyła niewłaściwa ocena sytuacji i stoimy w obliczu tlącej się wojny, z której ani Trump, ani Netanjahu nie widzą łatwego „zwycięstwa”, gdyż obaj jesienią staną przed wyborami.

Putin również stoi w obliczu wyborów – nie do siebie, ale do Dumy, organu ustawodawczego. Jeśli dobrze pamiętam, rosyjski system działa w ten sposób, że partia lub koalicja, która wygrywa wybory, mianuje ministrów w rządzie, na którego czele stoi prezydent. Obecnie, według sondaży, partia Putina Jedna Rosja cieszy się takim samym poparciem jak Partia Komunistyczna, co przypisuje się niekończącym się wojnom Putina i poparciu dla polityki 20-procentowych stóp procentowych jego banku centralnego.

Rosyjska Partia Komunistyczna nie jest już komunistyczna w pierwotnym sensie. Myślę, że przemawiają za nią dwie rzeczy: po pierwsze, Rosjanie pamiętają, że komunistyczni przywódcy, tacy jak Lenin i Stalin, byli zdecydowani i nie tolerowali upokorzeń ze strony Zachodu, tak jak rzekomo Putin. Po drugie, Partia Komunistyczna nie chroni miliarderów-oligarchów i nie popiera 20-procentowych stóp procentowych, które pozwalają oligarchom monopolizować rosyjską gospodarkę poprzez wypieranie firm o mniejszym kapitale. Jest całkiem możliwe, że Partia Komunistyczna zaakceptowała własność prywatną i gospodarkę rynkową i mogłaby reprezentować naród rosyjski lepiej niż Jedna Rosja.

Gilbert Doctorow, ekspert ds. Rosji o bystrym oku, od dawna zwraca uwagę, że myślący ludzie w Rosji coraz częściej kwestionują politykę gospodarczą i militarną Putina. Od tygodni rosyjskie analizy wiadomości w programie telewizyjnym Władimira Sołowjowa kwestionują eskalujący i pozornie niekończący się konflikt na Ukrainie, a także politykę rosyjskiego banku centralnego, faworyzującą oligarchów-miliarderów kosztem większości podmiotów gospodarczych.

5 maja Doktorow poinformował, że program Sołowjowa został nagle „zastąpiony starymi lub nowymi filmami przez kilka dni z rzędu”. Wygląda na to, że Sołowjow przyznał się do prawdy, której Putin nie mógł zaakceptować. Drugi popularny program telewizyjny, prowadzony przez rosyjsko-amerykańskiego Dimitrija Simesa, nie został jeszcze zdjęty z anteny.

Doctorow, podobnie jak ja i John Helmer, zadaje trafne pytania. Zełenski, „silny człowiek” Waszyngtonu na Ukrainie, oświadczył, że jego siły zbrojne zamierzają zaatakować dronami moskiewskie obchody zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami. Putin ostrzegł Kijów, że w przypadku ataku Rosja zmasowanie zbombarduje centrum Kijowa.

Dlaczego, pyta Doktorow, Putin musi czekać, aż Zełenski faktycznie zaatakuje, zanim zareaguje? Putin wie, że amerykańsko-ukraińskie rakiety mogą dotrzeć do Moskwy. Dlaczego naraża Paradę Zwycięstwa na takie ryzyko? Trudno sobie wyobrazić większe upokorzenie dla Rosji.

„Dlaczego Putin musi czekać na ukraiński atak na paradę, który najprawdopodobniej spowoduje znaczne straty wśród uczestniczących w niej żołnierzy, a także wśród urzędników i zaproszonych gości zagranicznych, takich jak premier Słowacji Robert Fico, który będzie siedział na trybunach z prezydentem Putinem?

Czy groźba Zełenskiego nie powinna wystarczyć, by skłonić Rosję do natychmiastowego przeprowadzenia niszczycielskiego ataku rakietowego na Kijów? Gdyby Putin był człowiekiem czynu, prawdziwym głównodowodzącym, właśnie to by zrobił”.

Putin po raz kolejny pokazał, że jest słaby i niezdolny do przewodzenia Rosji.

Sukces izraelsko-amerykańskiej broni opiera się wyłącznie na słabości woli i myślenia ich przeciwników.

Izraelsko-amerykański sojusz zwyciężył aż do Iranu, ponieważ jego przeciwnicy nie byli w stanie zrozumieć ukrytego celu. Całkowita niezdolność Kremla do rozpoznania rzeczywistości, w jakiej znalazła się Rosja, jest zinstytucjonalizowana.

John Helmer donosi, że nadzieje Putina nadal przesłaniają rzeczywistość. Minister spraw zagranicznych Ławrow, w przeciwieństwie do Putina, stopniowo zaczyna dostrzegać rzeczywistość. Odnosząc się do nadziei na rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, Ławrow stwierdził:

„Jak dotąd rzeczywistość jest wręcz odwrotna: na Rosję nakładane są nowe sankcje, toczy się „wojna” z rosyjskimi tankowcami na pełnym morzu, naruszając Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza. [Waszyngton] próbuje uniemożliwić Indiom i innym partnerom kupowanie tanich rosyjskich surowców energetycznych (Europa od dawna jest z nich wykluczona) i zmusza ich do kupowania drogiego amerykańskiego LNG. Oznacza to, że Amerykanie postawili sobie za cel osiągnięcie dominacji gospodarczej. Co więcej, pomimo rzekomych propozycji dotyczących Ukrainy, nie widzimy pozytywnej przyszłości w sferze gospodarczej”.

Ławrow jest więc bliski zrozumienia tzw. doktryny Wolfowitza i jej znaczenia. Putin jednak wydaje się tego nie rozumieć, dlatego nadal opiera się na negocjacjach.

Jak podkreślałem w swoich artykułach i wywiadach: Dopóki doktryna Wolfowitza dotycząca amerykańskiej hegemonii będzie determinować program amerykańskiej polityki zagranicznej, a syjonistyczna wizja Wielkiego Izraela będzie kształtować politykę Izraela, negocjacje nie będą miały sensu.

Źródło: Wygląda na to, że żaden władca świata nie jest w stanie zaakceptować rzeczywistości, a nawet nie jest jej świadomy

Negocjacje w sprawie suwerennego Iranu są praktycznie niemożliwe

Negocjacje w sprawie suwerennego Iranu są praktycznie niemożliwe.

Przez Alastair Crooke

Obecnie Trump wydaje się być rozdarty między perspektywą „masowej” eskalacji działań militarnych a dalszą blokadą Cieśniny Ormuz.

Spotkanie dwóch stron – nie mówiąc już o trzech – o zupełnie odmiennych narracjach historycznych i jeszcze mniejszej liczbie wspólnych punktów w kształtowaniu przyszłego kursu narodowego, od początku nie sprzyjało wypracowaniu rozwiązania akceptowalnego dla obu stron. Podczas tak źle przygotowanych spotkań, często bardziej prawdopodobne jest nerwowe powtórzenie ogólnego braku konsensusu.

Tak było w przypadku „rozmów” między USA a Iranem, które odbyły się w zeszłym miesiącu w Islamabadzie – Izrael działał w charakterze pełnomocnika „kolektywnej siły” dążącej do „wymuszenia końca” (regionalnej hegemonii Wielkiego Izraela) poprzez faktyczne żądanie ogromnej (i nieograniczonej) regionalnej kontroli terytorialnej dla Izraela.

Aby takie rozmowy miały jakikolwiek sens, musiałyby doprowadzić do konkretyzacji fundamentalnego porozumienia między stronami – o ile takie uda się znaleźć. W przeciwnym razie najlepszym rozwiązaniem będą nieformalne porozumienia, które nigdy nie zostaną sformalizowane, ale mogą, na razie, służyć interesom zaangażowanych stron. Takie ustalenia trwają tylko tak długo, jak długo trwają. To wszystko.

Esmail Baqaei, rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zauważył, że w ciągu ostatnich 47 lat narosła głęboka nieufność i podejrzliwość wobec Stanów Zjednoczonych:

„Nie należy oczekiwać, że w krótkim czasie, po niezwykle krwawej wojnie, w której… Iran walczył z dwoma reżimami posiadającymi broń jądrową, dwoma wyjątkowo bezwzględnymi reżimami, których okrucieństwo obserwowaliśmy w zbrodniach popełnionych w Strefie Gazy i Libanie w ciągu ostatnich dwóch i pół roku, szybko dojdzie [z nami] do porozumienia”.

Aurelien zwięźle przedstawia ślepy zaułek:

„Stany Zjednoczone (bezpośrednio) i Izrael (pośrednio) chcą osłabić Iran jako funkcjonujące państwo, a jeśli to możliwe, zniszczyć go. Dla Stanów Zjednoczonych jest to zemsta za prawie pięćdziesiąt lat upokorzeń, które rozpoczęły się od szturmu na ambasadę USA w Teheranie i katastrofalnej porażki późniejszej misji ratunkowej – a także za irańskie próby udaremnienia polityki USA w Lewancie. Dla Izraela celem jest zniszczenie jedynego państwa, które stoi im na drodze do dominacji w regionie. (Stany Zjednoczone również pośrednio reprezentują ten cel). Irańczycy oczywiście chcą temu zapobiec, ale chcą również zniesienia sankcji i izolacji”.

Esmail Baqaei dodaje:

„Naszym głównym celem jest jak najszybsze osiągnięcie punktu, w którym będziemy mogli śmiało powiedzieć, że niebezpieczeństwo wojny [z Iranem] już nie istnieje”.

Nowy Najwyższy Przywódca, Modżtaba Chamenei, wyjaśnia cele Iranu, stwierdzając wprost:

„W Cieśninie Ormuz rozpoczęła się nowa era, a amerykańska hegemonia dobiegła końca”.

Krótko mówiąc, Iran jest zdeterminowany, aby „wyrwać się” z „klatki” trwającego 74 lata okrążenia wojskowego ze strony USA – sankcji, oblężenia i izolacji politycznej – a tym samym, jak stwierdził Najwyższy Przywódca, radykalnie zmienić sytuację geopolityczną całego regionu.

Jednakże w artykule w „Haaretz” izraelski socjolog wojskowy Yagil Levy twierdzi , że zachowanie Izraela uległo znaczącej zmianie w następstwie ataków z 7 października i od tego czasu charakteryzowało się „akceptacją «twardej» wersji stałego bezpieczeństwa… To ostatnie było [w rzeczywistości] postrzegane jako już osiągnięte [dzięki] przewadze militarnej i międzynarodowej tolerancji”.

„Względne, trwałe bezpieczeństwo, jego „miękka” wersja, było postrzegane [w przeciwieństwie] jako pozostałość koncepcji bezpieczeństwa, która umożliwiła atak Hamasu [7 października] – nawet jeśli atak był spowodowany zaniechaniem Izraela i nie stanowił nowego, realnego zagrożenia”.

„Stałe bezpieczeństwo” – termin pierwotnie ukuty przez historyka profesora Dirka Mosesa – było postrzegane w Izraelu po 7 października nie tylko jako sposób na wyeliminowanie bezpośrednich zagrożeń, ale także przyszłych:

„Dążenie do trwałego rozwiązania nie dopuszcza żadnych kompromisów, ani politycznych, ani odstraszających, lecz wiąże się z eksterminacją, wydaleniem lub kontrolą ludności postrzeganej jako zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”.

(Profesor Dirk Moses wyjaśnił, że termin „stałe bezpieczeństwo” w rzeczywistości pochodzi od Otto Ohlendorfa, „nazistowskiego zbrodniarza wojennego, który zanim został powieszony przez Amerykanów w Norymberdze, [powiedział, że] żydowskie dzieci wyrosły na partyzantów i wrogów i że my] musimy zrozumieć, że Niemcy chcą nie tylko zwykłego bezpieczeństwa, ale stałego bezpieczeństwa: budują tysiącletnią Rzeszę” ).

Meron Rapoport i Ameer Fakhoury opisują, jak wyglądała niedawna wojna z Iranem

„Koncepcja „stałego bezpieczeństwa” została wyniesiona na jeszcze wyższy poziom. Nie wystarczyło już podejmowanie zdecydowanych działań przeciwko przywódcom, obiektom nuklearnym i celom wojskowym, jak zrobił to Izrael w czerwcu 2025 roku. Tym razem celem była zmiana reżimu – nie tylko neutralizacja postrzeganego zagrożenia,ale także przekształcenie samego otoczenia politycznego”.

Wiemy, że żydowski historyk i uczony Gershom Scholem przewidział już, że religijny syjonizm będzie działał jako „wojowniczy”, „apokaliptyczny” i „radykalny” ruch mesjański, który będzie dążył do „wymuszenia końca [tj. zbawienia]”, żądając na przykład, aby państwo objęło ogromną kontrolę terytorialną.

Krótko mówiąc: Scholem, powszechnie uważany za czołowego eksperta w dziedzinie judaizmu mesjanistycznego, w zasadzie przewidział zwrot Izraela w stronę „trwałego bezpieczeństwa”, nie jako środka wyłącznie bezpieczeństwa, lecz jako narzędzia bojowego mesjanizmu syjonistycznego.

Obecnie „głębsze interesy” Iranu, Ameryki i Izraela są, pod każdym względem, tak odległe, jak tylko można sobie wyobrazić. Zarówno Izrael, jak i Iran dążą do fundamentalnej zmiany w krajobrazie politycznym Bliskiego Wschodu. Dlatego też, wszystko, co można osiągnąć poprzez negocjacje, to krótkoterminowe, ograniczone środki, które mogą tymczasowo usatysfakcjonować Stany Zjednoczone i Iran, ale prawie na pewno będą nie do zaakceptowania dla Izraela (oraz jego lobbystów i głównych darczyńców w USA).

Stany Zjednoczone pilnie potrzebują wyjścia z sytuacji – a negocjacje wydają się być typowym mechanizmem w tym zakresie. Jednak negocjacje w tradycyjnym sensie doprowadziłyby w efekcie do postrzeganej kapitulacji Stanów Zjednoczonych, a gdyby się przeciągały, do katastrofalnej katastrofy gospodarczej w wyniku irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz.

Trump wydaje się dziś rozdarty między perspektywą „masowej” eskalacji militarnej (promowanej przez frakcję „Najpierw Izrael”) w nadziei na wymuszenie kapitulacji Iranu, a przedłużającą się (choć przepuszczalną) blokadą Cieśniny Ormuz, popieraną przez sekretarza Bessenta, co sugeruje ideę kolejnej „wiecznej wojny”. Żadna z opcji nie jest pozbawiona głębokich konsekwencji.

Iran z kolei oparł się połączonej presji militarnej ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela. Izrael nie osiągnął żadnego ze swoich pierwotnych celów wojennych (z 28 lutego) i dlatego próbuje naciskać na Trumpa, aby kontynuował wojnę – w „nadziei”, że państwo irańskie w jakiś sposób upadnie.

Podstawowym problemem Trumpa w zakończeniu wojny z Iranem (poza tym, że jego ego nie pozwala mu uchodzić za „przegranego”) jest to, że będąc zobowiązanym i zależnym od Izraela i głównych darczyńców pro-syjonistycznych, nie jest w stanie podjąć wiarygodnych zobowiązań dotyczących polityki nieagresji wobec Iranu — lub zniesienia sankcji — które nie osiągnęłyby statusu pełnego porozumienia.

A nadanie statusu traktatowego nie jest obecnie politycznie wykonalne, biorąc pod uwagę różnorodność i charakter frakcji sprawujących kontrolę nad Kongresem.

Jak można było zapewnić Iran, że konflikt się zakończył, a groźba przyszłych wojen została zażegnana? Iran można było uspokoić tylko wtedy, gdyby znaleziono sposób na powstrzymanie Stanów Zjednoczonych i Izraela przed kolejnymi rundami wojny z Iranem – ale jak można ograniczyć władzę Izraela? Jedynie (przypuszczalnie) poprzez wstrzymanie wsparcia finansowego, wojskowego i wywiadowczego dla Tel Awiwu.

Oznaczałoby to po pierwsze „rewolucję” w globalnych strukturach relacji między USA i Izraelem, a po drugie, innego prezydenta.

Czy alternatywą mogłaby być chińsko-rosyjska gwarancja bezpośredniej interwencji w przypadku dalszej eskalacji militarnej? Taka perspektywa oznaczałaby nowy globalny sojusz mocarstw – wydarzenie, które wydaje się obecnie przedwczesne, biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone są uwikłane w różnego rodzaju i na różnym poziomie działania wojenne zarówno z Chinami, jak i Rosją, które to działania raczej się nasilają, niż słabną.

Źródło: Negocjacje dotyczące suwerennego Iranu są praktycznie niemożliwe

Jaki wkład w prawo międzynarodowe wnosi Iran?

Jaki wkład w prawo międzynarodowe wnosi Iran?

przez Thierry’ego Meyssana voltairenet

Obecna wojna dała wszystkim państwom członkowskim Organizacji Narodów Zjednoczonych możliwość uznania, że ​​ONZ wielokrotnie naruszała prawo międzynarodowe od momentu swojego powstania. Przypomniała również, że ONZ klasyfikuje atak taki jak ten, którego dopuściły się Izrael i Stany Zjednoczone na Iran, jako „agresję”. Co więcej, 193 państwa (w tym Izrael i Stany Zjednoczone) uznały prawo państwa zaatakowanego do uznania państw, w których znajdują się bazy wojskowe atakujących, za współ-agresorów.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja) 5 maja 2026 r.

Mimo że powody tego zdarzenia są różne, Izrael i Stany Zjednoczone ponoszą wspólną odpowiedzialność za atak na Iran.

Podczas gdy my jesteśmy zajęci doniesieniami o wojnie lub wynikającymi z niej podwyżkami cen, najważniejszy aspekt obecnego konfliktu z Iranem jest na Zachodzie całkowicie ignorowany: powołując się na jeden z centralnych tekstów prawa międzynarodowego, Islamska Republika Iranu przedstawiła nam nową interpretację naszych własnych zobowiązań.

Nielegalny atak Izraela i Stanów Zjednoczonych

Choć jest oczywiste, że Izrael i Stany Zjednoczone nie miały absolutnie żadnego prawa do ataku na Iran 28 lutego 2026 roku, niewielu odważa się to powiedzieć publicznie. Na Zachodzie modne jest unikanie jednoznacznego stanowiska. Dlatego niewielu odważa się powiedzieć, że Izrael i Stany Zjednoczone zachowują się jak barbarzyńcy.

Ogólnie rzecz biorąc, prawo międzynarodowe nie jest kodeksem prawnym porównywalnym z kodeksem karnym, lecz raczej zbiorem zobowiązań, których muszą przestrzegać strony, które je podpisały. Chodzi o to, by nie zachowywać się jak barbarzyńcy, nie angażować się w propagandę wojenną, wyrzec się kolonizacji, uznać prawo narodów do samostanowienia, powstrzymać się od grożenia innym oraz od atakowania sąsiadów i nie angażowania się w taką agresję.

Dopiero 10 kwietnia ambasador Michael G. Waltz, stały przedstawiciel Stanów Zjednoczonych przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, oświadczył, że trwająca wojna ma na celu „ochronę sił zbrojnych USA stacjonujących w regionie, zapewnienie swobody żeglugi w Cieśninie Ormuz oraz ochronę regionalnych sojuszników i partnerów Stanów Zjednoczonych przed Iranem i jego pełnomocnikami”  [ 1 ] . Należy zauważyć, że uzasadnienie to nie odnosi się do wybuchu wojny, lecz wyłącznie do jej kontynuacji.

Jednocześnie izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar oświadczył, że obecna wojna, „Ryczący Lew”, jest jedynie drugą fazą operacji „Wznoszący się Lew”. Uzasadnił to stwierdzeniem, że Iran zareagował na pierwsze izraelskie bombardowania. Ponadto przywołał hasła irańskich demonstracji („Śmierć Izraelowi!”, „Śmierć USA!”), aby argumentować, że Teheran od dawna dążył do unicestwienia całej żydowskiej ludności Izraela. Twierdził również, że Iran jest o krok od opracowania bomby atomowej i pocisków balistycznych, zmuszając w ten sposób Tel Awiw do działania, zanim będzie za późno. List zakończył się hołdem dla „odważnego narodu irańskiego, który próbował uwolnić się spod tyrańskiego jarzma [reżimu] ”  [ 2 ] .

Jak zwykle, Izrael podjął więc temat w najbardziej dogodnym dla siebie momencie, pomijając wcześniejsze wydarzenia (bombardowanie rezydencji irańskiego ambasadora w Damaszku 1 kwietnia 2024 r. i irański odwet 1 października 2024 r.; izraelski „atak wyprzedzający” z 13 czerwca 2025 r. i późniejszą irańską odpowiedź). Jednakże wszystkie te trzy operacje stanowią „ataki” w rozumieniu Karty Narodów Zjednoczonych.

Interpretacja hasła „Śmierć Izraelowi!” jako zamiaru eksterminacji ludności tego państwa jest fałszywa. Teheran chce położyć kres zbuntowanemu państwu Izrael, które proklamowało się 14 maja 1948 roku i którego nie uznaje, ale nie chce wymordować jego ludności, którą szanuje. Teheran nadal przestrzega planu podziału Palestyny, przyjętego przez Organizację Narodów Zjednoczonych 29 listopada 1947 roku. Tel Awiw odrzuca ten plan i 17 września 1948 roku dokonuje zamachu na mediatora ONZ, Szweda Folke Bernadotte, podczas gdy ten ustala granice terytoriów, które mają zostać przydzielone Żydom i Arabom.

Wreszcie, zarzuty, że Iran prowadzi wojskowe badania jądrowe, są centralnym tematem dla Benjamina Netanjahu od około trzydziestu lat. Pomimo licznych prób, w tym kradzieży archiwów nuklearnych z Teheranu, nigdy nie zostały one udowodnione. Wręcz przeciwnie, ajatollahowie Ruhollah Chomeini i Ali Chamenei wydali fatwy zakazujące użycia broni masowego rażenia, w tym broni jądrowej. W szczególności delegacje chińskie i rosyjskie podczas negocjacji w Lozannie i Wiedniu (2013–2015) potwierdziły, że Iran rzeczywiście zaprzestał wojskowych badań jądrowych w 1988 roku i nigdy ich nie wznowił. Rosja, która do zeszłego miesiąca nadzorowała cywilny program nuklearny w Iranie, jest szczególnie dobrze przygotowana, aby to potwierdzić. Wreszcie, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) nigdy nie znalazła żadnego śladu tego programu, ale z drugiej strony, nie miała do niego dostępu wszędzie.

Jednak fakt, że wojna Izraela i USA jest nielegalna, nie mówi nic o tym, czy reakcja Iranu również jest nielegalna.

Rada Bezpieczeństwa przyjmuje rezolucję przeciwko Iranowi, która narusza prawo międzynarodowe.

Rezolucja Rady Bezpieczeństwa 2817 (11 marca 2026 r.)

Do tej pory wszyscy zgadzaliśmy się, że zaatakowane państwo ma prawo bronić się przed napastnikiem.

Z inicjatywy Bahrajnu Rada Bezpieczeństwa przyjęła 11 marca 2026 r. rezolucję 2817, która narusza prawo międzynarodowe, potępiając irańskie działania odwetowe  [ 3 ] . Tylko delegacje Chin i Rosji odmówiły jej poparcia. Jednak stały przedstawiciel Rosji, ambasador Wasilij Nebenzia, wskazał, że „władze w Teheranie wielokrotnie podkreślały, że ich działania odwetowe nie były skierowane konkretnie przeciwko krajom regionu, ale raczej przeciwko instalacjom wojskowym i infrastrukturze Stanów Zjednoczonych zlokalizowanym na ich terytorium, które stanowią uzasadnione cele w odniesieniu do prawa Iranu do samoobrony na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych”. Odniósł się do kwatery głównej 5. Floty (Bahrajn), bazy lotniczej Prince Sultan (Arabia Saudyjska), bazy wojskowej Al-Udeid (Katar), bazy Dhafra (Zjednoczone Emiraty Arabskie), a także baz w Kuwejcie, Jordanii i Iraku.

Od tego czasu konflikt zaostrzył się. Obecnie zaangażowane są w niego również Wielka Brytania, Cypr, Bułgaria, Rumunia i Australia.

Rezolucja 2817 jest nie tylko nierównoważna (nie wspomina o agresji na Iran, lecz jedynie o reakcji tego państwa wyrwanej z kontekstu), ale również narusza prawo międzynarodowe, którego Rada jest zobowiązana przestrzegać (ignoruje prawo Iranu do samoobrony).

Chiny i Rosja zaproponowały konkurencyjną rezolucję (S/2026/159), która była wyjątkowo powściągliwa i ograniczała się do wezwania stron konfliktu do zaprzestania działań wojskowych oraz potępienia „ataków na ludność cywilną i infrastrukturę cywilną”.

Właśnie w tym tkwi problem: Iran, jak każde państwo w stanie wojny, nieumyślnie skrzywdził ludność cywilną w regionie Zatoki Perskiej i celowo zniszczył infrastrukturę cywilną. Jednak prawo międzynarodowe, od momentu jego powstania w 1899 roku, zabrania ataków na infrastrukturę cywilną bez uzasadnienia militarnego. Na przykład Iran zniszczył zakłady odsalania wody, niezbędne do codziennego życia ludności cywilnej, nie wyjaśniając, w jaki sposób służyło to jego celom wojskowym.

Po licznych i długich debatach Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło definicję agresji.

Rezolucja 3314 (XXIX) Zgromadzenia Ogólnego (14 grudnia 1974 r.)

Zgodnie z procedurą Rady Bezpieczeństwa, Iran, będący jedynie państwem członkowskim Zgromadzenia Ogólnego, otrzymał głos dopiero po głosowaniu w debacie piętnastu stałych członków Rady. W czasie głosowania Chiny i Rosja, które potępiły bezprawną agresję Izraela i Stanów Zjednoczonych, zapomniały o samej rezolucji 3314 (XXIX). Artykuł 3(f) tej rezolucji wyraźnie stanowi, że „fakt, że państwo pozwala, aby jego terytorium, które udostępniło innemu państwu, zostało użyte przez to państwo do popełnienia aktu agresji przeciwko państwu trzeciemu” również stanowi akt agresji  [ 4 ] . Rezolucja ta jest jednym z najważniejszych tekstów prawa międzynarodowego. Wyjaśnia ona, co oznacza „agresja”, od której wszystkie państwa członkowskie ONZ zobowiązały się powstrzymać, podpisując Kartę Organizacji.

Został on przyjęty jednomyślnie przez państwa członkowskie Zgromadzenia Ogólnego, bez głosowania. Jest zatem bez-kontrowersyjny.

Jest prawdopodobne, że członkowie rady nie usłyszeli cytatu ambasadora Iranu, Amira Saeida Iravaniego, który uznał go za wiążący dla wszystkich (ius cogens). Później powrócił do niego obszernie w długiej serii listów, uzasadniając atak na państwa Zatoki Perskiej i Jordanię.

Przez kilka tygodni państwa Zatoki Perskiej i Jordania uparcie twierdziły, że zwróciły się do Stanów Zjednoczonych o utworzenie baz wojskowych na ich terytorium w celu zapewnienia im ochrony i że Iran nie miał prawa ich atakować w taki sposób. Stopniowo, w miarę postępu korespondencji, zdały sobie sprawę, że wpadły w pułapkę: atakując Iran, ich „obrońca” sam uczynił je celem ataku. Zrezygnowały z powoływania się na rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2817 i zapewniły Iran, że nie będą współwinne jego agresji.

Próbowali jasno dać do zrozumienia, że ​​Rezolucja 3314 (XXIX) nie daje Iranowi prawa do atakowania ludności cywilnej; że jest to fundament prawa międzynarodowego: „nie zachowywać się jak barbarzyńcy”. Teheran natychmiast wstrzymał ataki na zakłady odsalania wody, ale kontynuował bombardowanie amerykańskich baz wojskowych. A kiedy państwa Zatoki Perskiej zażądały następnie odszkodowania za poniesione zniszczenia, Iran zaostrzył sytuację. Teheran oskarżył państwa Zatoki Perskiej i Jordanię o współudział w agresorze i zażądał od nich również odszkodowania, podobnie jak wcześniej domagał się tego od Izraela i Stanów Zjednoczonych.

Międzynarodowa Organizacja Morska przyjęła oświadczenie przeciwko Iranowi, które narusza prawo międzynarodowe.

Konwencja o prawie morza (10 grudnia 1982 r.)

Kolejną kwestią prawa międzynarodowego, którą musimy ponownie rozważyć w świetle tej wojny, jest kwestia cieśnin. Czy dopuszczalne jest uniemożliwianie przepływu przez cieśninę lub pobieranie tam opłat?

Konwencja o prawie morza stanowi, że nikt nie może zabronić „pokojowego przepływu” statków przez wody swoich cieśnin; choć nie jest to wyraźnie stwierdzone, postanowienie to naturalnie nie ma zastosowania w czasie wojny. Konwencja nie zawiera postanowień dotyczących ewentualnych opłat tranzytowych.

Podobnie jak Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję naruszającą prawo międzynarodowe, tak również organizacja Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowa Organizacja Morska, przyjęła 19 marca 2026 r.  [ 5 ] z inicjatywy Zjednoczonych Emiratów Arabskich deklarację. Deklaracja ta żąda, aby „Iran, zgodnie z prawem międzynarodowym, natychmiast zaprzestał wszelkich działań lub gróźb mających na celu blokowanie, utrudnianie lub w inny sposób zakłócanie międzynarodowej żeglugi w Cieśninie Ormuz lub w odniesieniu do statków handlowych lub towarowych w Cieśninie Ormuz i wokół niej”.

Deklarację tę przyjęto za pomocą sztuczki proceduralnej, która pozwalała na odstępstwo od prawa ogólnego i niedotrzymanie miesięcznego okresu powiadomienia wymaganego dla każdego posiedzenia organów  [ 6 ] . Złożyło ją 115 z 176 państw członkowskich.

Wody Cieśniny Ormuz nie są wodami międzynarodowymi. Są to wody Omanu i Iranu, z niewielkim odcinkiem należącym do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, u ujścia do Zatoki Perskiej. Sytuacja ta jest porównywalna z sytuacją w Cieśninie Pas-de-Calais, znanej również jako Cieśnina Dover, w kanale La Manche. Tam nie ma wód międzynarodowych, jedynie wody francuskie i brytyjskie. Kiedy tankowiec Amoco Cadiz zatonął w 1974 roku, 60 000 ton ropy naftowej osiadło na mieliźnie wzdłuż 375-kilometrowego odcinka wybrzeża. Chociaż Francja i Wielka Brytania nie mogły wówczas zakazać tankowcom przepływu, mogły nałożyć na nie opłatę za przejazd, aby sfinansować oczyszczanie. Nie zrobiły tego, a koszty katastrofy poniosła wyłącznie Francja. Oman, Iran, a być może nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie, mogłyby wprowadzić opłatę tranzytową w Cieśninie Ormuz już dziś, aby zebrać fundusze niezbędne do przeciwdziałania potencjalnej katastrofie tego rodzaju. Nikt nie mógłby się temu sprzeciwić.

W obecnej sytuacji Iran blokuje przepływ statków powiązanych z agresorami, co jest dozwolone na mocy Konwencji o prawie morza w czasie wojny. Stany Zjednoczone niemal całkowicie blokują cieśninę, co stanowi akt wojny przeciwko Iranowi i utrudnia swobodny przepływ statków zagranicznych. Wreszcie, Iran wprowadził opłatę tranzytową, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za przewóz 250 000 ton ropy naftowej. Chociaż nikt nie może kwestionować tej opłaty w czasie wojny, biorąc pod uwagę zniszczenia, jakie poniósł Iran, nie powinna ona być pobierana w czasie pokoju.

Wbrew twierdzeniom Iran nigdy nie zamknął Cieśniny Ormuz dla żeglugi międzynarodowej, lecz jedynie dla państw prowadzących z nim wojnę  [ 7 ] . Wręcz przeciwnie, potępił zamknięcie nałożone przez Stany Zjednoczone, które uważa za naruszenie prawa do swobodnej żeglugi na morzach  [ 8 ] .

Kłąb zamieszania… Sprzeczne sygnały Trumpa wobec Iranu

Kłąb zamieszania… Sprzeczne sygnały Trumpa wobec Iranu

Larry C. Johnson

Szczerze mówiąc, nie wiem, co zrobi Trump. Mogę tylko przekazać to, co mi powiedziano. Mój znajomy, który akurat mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, skontaktował się ze mną późnym wieczorem i przekazał informacje, które otrzymał od urzędnika z Emiratów, blisko powiązanego z systemem obronnym ZEA. Urzędnik ten powiedział mojemu znajomemu, że Stany Zjednoczone zaatakują Iran 7 maja… czyli w czwartek.

Biorąc pod uwagę dostęp do tego źródła, uważam tę informację za wiarygodną. Następnie, około godziny 18-tej czasu wschodniego, Trump opublikował następującą wiadomość:

W oparciu o prośbę Pakistanu i innych krajów, ogromny sukces militarny, jaki odnieśliśmy podczas kampanii przeciwko Iranowi, oraz znaczący postęp w dążeniu do pełnego i ostatecznego porozumienia z przedstawicielami Iranu, jednogłośnie uzgodniliśmy, że dopóki blokada pozostaje w mocy, Projekt Wolność (przepływ statków przez Cieśninę Ormuz) zostanie zawieszony na krótki okres, aby ustalić, czy porozumienie może zostać sfinalizowane i podpisane.
Prezydent Donald J. Trump

Po „prawdziwym poście” Trumpa, Siły Powietrzne USA nagle zapanowały nad Europą i Azją Zachodnią. W ciągu ostatnich 24 godzin liczba amerykańskich samolotów wojskowych w powietrzu nad regionem gwałtownie spadła – z ponad 27 wczoraj do zaledwie 7 obecnie. Były to wyłącznie samoloty logistyczne i tankowce: C-17 Globemasters, C-5M Super Galaxy i KC-135 Stratotanker, kursujące między Ramstein, Spangdahlem, Tel Awiwem, Abu Zabi i Al Udeid. Żadnych myśliwców. Brak wzrostu liczby.

Z innego źródła – niepotwierdzonego – dowiedziałem się o możliwym wytłumaczeniu pozornej zmiany zdania Trumpa. Może to mieć związek z jego nadchodzącą podróżą do Chin… Pekin najwyraźniej postawił dorozumiane ultimatum dotyczące planowanego spotkania Trumpa z Xi, grożąc odwołaniem lub obniżeniem rangi wizyty w przypadku dalszej eskalacji napięć między USA a Iranem.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Trump ogłosił zawieszenie operacji „Projekt Wolność”, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) stanowczo zaprzeczył, jakoby wystrzelił rakiety lub użył dronów w kierunku Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Czy zatem wczorajsze i dzisiejsze ataki były operacją pod fałszywą flagą Izraela, mającą na celu sprowokowanie kolejnego ataku na Iran? Z pewnością jest to możliwe wytłumaczenie.

Potem jest Marco Rubio… Rubio stanął za podium w sali konferencyjnej Białego Domu, by – przynajmniej tymczasowo – zastąpić rzeczniczkę prasową Karoline Leavitt, gdy ta przebywała na urlopie macierzyńskim, przyjmując tym samym nietypową rolę głównego rzecznika Białego Domu. Rubio długo mówił o „Projekcie Wolność” – amerykańskiej operacji eskortowania statków przez Cieśninę Ormuz – i podkreślił, że wszystkie operacje w regionie mają charakter defensywny, przedstawiając jednocześnie irańską blokadę jako próbę wymuszenia opłat tranzytowych. Stwierdził, że „Operacja Epic Fury” – pierwotny amerykańsko-izraelski atak na Iran 28 lutego – została „zakończona”, ponieważ wszystkie cele zostały osiągnięte, ale unikał stwierdzenia, że ​​cały konflikt się zakończył lub że jego wznowienie można wykluczyć.

Rubio jasno wyraził swoją postawę obronną: „Nie będziemy strzelać, dopóki nie zostaniemy ostrzelani pierwsi. Nie będziemy ich atakować. Jeśli będą stanowić zagrożenie dla naszych sił, zestrzelimy drony, zestrzelimy pociski. Ale to jest środek obronny”. Odnosząc się do Iranu, Rubio stwierdził, że twierdzenia Iranu o niechęci do rozwijania broni jądrowej przeczą jego działaniom, wskazując na rozwój zaawansowanej technologii wirówek, wzbogacanie uranu i budowę podziemnych bunkrów. Stwierdził, że Iran musi wybrać między wojną a pokojem, a pokój wymaga przekonujących dowodów na to, że Teheran nie dąży do uzyskania broni jądrowej.

Zapytany o wizytę irańskiego ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego w Chinach, Rubio odpowiedział, że ma nadzieję, iż Pekin jasno da Teheranowi do zrozumienia, że ​​jego działania w Cieśninie Ormuz prowadzą do globalnej izolacji. „Mam nadzieję, że Chińczycy powiedzą mu to, co trzeba powiedzieć – że to, co robicie w Cieśninie, izoluje was globalnie. To wy jesteście tu tymi złymi”. Argumentował również, że Chiny cierpią z powodu działań Iranu bardziej niż Stany Zjednoczone, ponieważ ich nastawiona na eksport gospodarka jest uzależniona od żeglugi przez Cieśninę Ormuz.

Najbardziej martwi mnie to, że administracja Trumpa wydaje się przekonana, że ​​irańska gospodarka się załamuje, a irański rząd desperacko szuka porozumienia. To po prostu nieprawda, a jednak ludzie Trumpa zdają się w to wierzyć. Iran nie zmieni swojego stanowiska w sprawie 14-punktowego planu pokojowego, który zawiera żądanie zaprzestania izraelskich ataków na Liban, Zachodni Brzeg i Strefę Gazy. Podobnie, nie sądzę, aby ekipa Trumpa była gotowa spełnić te żądania, co doprowadzi do impasu.

Irańska agencja informacyjna Fars zareagowała na wpis Trumpa ujawniający prawdę w następujący sposób:

W świetle wyraźnych ostrzeżeń ze strony Islamskiej Republiki Iranu, prezydent Stanów Zjednoczonych ogłosił w środę rano tymczasowe zawieszenie działań wojskowych w Cieśninie Ormuz.

Z irańskiej perspektywy Teheran wciąż ma mocne karty, podczas gdy Donald Trump jest jednocześnie pod presją gwałtownych żądań syjonistów, by ostatecznie pokonać Iran militarnie. Do piątku okaże się, jaką drogę obrał Trump.

Źródło: Ball of Confusion… Sprzeczne sygnały Trumpa w sprawie Iranu

Płk. Douglas Macgregor: Zawieszenie broni i blokada Iranu będą miały kosztowne konsekwencje

Pułkownik Douglas Macgregor: Zawieszenie broni i blokada Iranu będą miały kosztowne konsekwencje

W niedawnym, dogłębnym wywiadzie, były doradca ds. obrony i polityki zagranicznej oraz wysoko odznaczony weteran, pułkownik Douglas Macgregor, analizuje eskalację kryzysu na Bliskim Wschodzie. Podczas gdy administracja Trumpa, poprzez komunikaty prezydenta, sekretarza obrony Pete’a Hegsetha i generała Dana Kaine’a, przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, próbuje kreować wizerunek kontroli i siły w konflikcie z Iranem, Macgregor bezlitośnie demaskuje jego fasadę. Punktem wyjścia dyskusji jest jedyna istotna statystyka: liczba statków przepływających przez Cieśninę Ormuz – a według Macgregora liczba ta spadła do zera. Artykuł rzuca światło na rozbieżność między oficjalnymi twierdzeniami a brutalną rzeczywistością konfliktu, który znajduje się w impasie ekonomicznym i militarnym, stając się egzystencjalnym zagrożeniem dla samych Stanów Zjednoczonych.

Podczas gdy z Białego Domu i Pentagonu dochodzą optymistyczne głosy, wyłania się zupełnie inny obraz rzeczywistości militarnej w konflikcie z Iranem. W niezwykle szczerej rozmowie z Danielem Davisem, były odznaczony pułkownik Douglas Macgregor poddał najnowsze wydarzenia związane z blokadą i pozorowanym zawieszeniem broni w Cieśninie Ormuz bezwzględnej analizie. Jego wniosek jest alarmujący: Stany Zjednoczone tkwią w pułapce, którą same sobie narzuciły, a której konsekwencje dotkną nie tylko Bliski Wschód, ale cały świat, a zwłaszcza gospodarkę krajową.

Kluczowa statystyka: Nic już nie działa.

Dyskusja rozpoczyna się od prostego, lecz druzgocącego wniosku. Podczas gdy prezydent Trump, sekretarz obrony Hegseth i generał Kaine mówią o „zaskakującym” sukcesie blokady, opisując ją jako „kawałek stali”, Macgregor wskazuje na jedyny istotny wskaźnik: „Ile statków przedostało się przez Cieśninę Ormuz? Odpowiedź dzisiaj brzmi: wielkie zero”. Nieliczne ruchy, które miały miejsce, nie są warte wzmianki. Nawet rzekomo udana eskorta dwóch tankowców okazała się falstartem, ponieważ dwa inne statki zostały zaatakowane jednocześnie. „Pierwszego dnia, pierwszej godziny, dwa przedostały się, dwa nie” – kontruje Davis. Cieśnina, argumentuje Macgregor, jest de facto zamknięta – nawet masowe rozmieszczenie Marynarki Wojennej USA nie jest w stanie tego zmienić.

Kto jest agresorem? Świat wywrócony do góry nogami.

Centralnym elementem oficjalnej propagandy USA jest przedstawianie Iranu jako jedynego agresora. Sekretarz Obrony Hegseth oskarża Teheran o nękanie cywilnych statków i stosowanie swoistego „międzynarodowego szantażu”. Macgregor obala tę narrację w kilku zdaniach: „Izrael rozpoczął wojnę atakami na Iran, a my szybko poszliśmy w jego ślady”.

Stany Zjednoczone i Izrael są prawdziwymi agresorami, którzy sprowokowali konflikt. Twierdzenie, że nie chcą walki, jest absurdalne, biorąc pod uwagę ich własną blokadę. „Skoro Irańczycy już zamknęli drogę, po co nam blokada?” – pyta retorycznie Macgregor.

Cały argument jest irracjonalny i pozbawiony strategii. Rzekoma operacja wyzwoleńcza dawno się nie powiodła – ani oczekiwane masowe protesty przeciwko reżimowi, ani ścięcie przywódców nie przyniosły pożądanego skutku. Zamiast tego Iran odpowiedział atakami odwetowymi i poważnie uszkodził bazy amerykańskie w regionie.

„Czerwono-Biało-Niebieska Tarcza” – militarne pobożne życzenia

Generał Kaine przedstawił obraz potężnych sił powietrznych i morskich tworzących „rozszerzoną strefę bezpieczeństwa” na południowym krańcu drogi. Z ponad 100 myśliwcami i okrętami wojennymi, miały one odeprzeć irańskie drony i motorówki. Macgregor nie jest pod wrażeniem. Wskazuje na dziwaczną rolę 82. Dywizji Powietrznodesantowej, która rzekomo koordynuje działania, sugerując, że jest to raczej polityczny listek figowy niż konieczność militarna.

Przede wszystkim krytykuje fizyczną niemożność stworzenia idealnej tarczy. „Powodzenia” – komentuje sucho. „To się nie uda, jeśli nie znajdziemy sposobu na złamanie praw fizyki i zbudowanie laserowych murów”. Irańczycy nie potrzebują dużych okrętów wojennych, by sparaliżować żeglugę. Ich zdolność do ciągłego monitorowania każdego zakątka regionu za pomocą rozpoznania naziemnego i kosmicznego oraz atakowania celów w czasie rzeczywistym zadecyduje o wyniku.

Marynarka Wojenna USA nie może zagwarantować przepływu tankowca. Nawiasem mówiąc, jedynym podmiotem, który naprawdę zatrzymuje ruch, nie jest Iran, a Lloyd’s of London. Bez ubezpieczenia, które obecnie w większości zapewniają same państwa, żaden statek nie ruszy.

Bomba ekonomiczna z opóźnionym zapłonem dla USA

Być może najbardziej wybuchowa część analizy dotyczy konsekwencji gospodarczych dla Stanów Zjednoczonych. Macgregor pilnie ostrzega przed zgubnym samooszukiwaniem się. Retoryka Waszyngtonu może uspokoić rynki w krótkim okresie – cena ropy spada – ale fizyczna rzeczywistość nieuchronnie je dogoni. Rezerwy paliw w USA są najniższe w historii o tej porze roku. „Gospodarka opiera się na taniej energii i tanim kredycie” – mówi Macgregor. „Jeśli energia nie jest tania, kredyt nie jest tani”.

Maluje obraz kaskadowego kryzysu: blokada prowadzi do wzrostu cen energii, co napędza inflację i powoduje gwałtowny wzrost rentowności obligacji rządowych. „Długo myślałem, że 5% w przypadku dziesięcioletnich obligacji będzie progiem, który doprowadzi do załamania się całego systemu” – mówi. Teraz jest to w zasięgu ręki. Jednocześnie konflikt przyspiesza globalną de-dolaryzację. Chiny, Japonia i inne kraje wyzbywają się amerykańskich bonów skarbowych. „Świat będzie zmierzał w kierunku juana. To tu się robi interesy”.

Jego prognoza dotycząca produkcji żywności jest szczególnie alarmująca. „70% naszych rolników już stwierdziło, że nie stać ich na nawozy” – ostrzega Davis w wywiadzie. Rosnące ceny i zbliżające się niedobory mogą doprowadzić do katastrofy w USA w ciągu najbliższych 60 dni. „Wyłączcie bony żywnościowe, a zobaczycie, jakie piekło się rozpęta” – ponuro prorokuje Macgregor.

Dwie opcje – i obie są złe.

Co więc zrobić? Macgregor widzi tylko dwie drogi dla prezydenta Trumpa i żadna z nich nie jest do przyjęcia. Pierwsza opcja to całkowity odwrót: przyznanie, że siła militarna nie działa, zniesienie blokady i pozwolenie reszcie świata na robienie swoich interesów. To oznaczałoby publiczne upokorzenie.

Druga opcja to masowa eskalacja działań w celu zniszczenia państwa irańskiego. Ale do tego brakuje zasobów, poparcia politycznego w kraju i za granicą, a przede wszystkim planu strategicznego.

Tymczasem zespół prezydenta próbuje bagatelizować konflikt, nazywając go „mini-wojną”, powołując się na długotrwałość działań wojennych w Wietnamie i Iraku. Macgregor jednak się z tym nie zgadza: „W Wietnamie i Iraku globalne dostawy energii nigdy nie zostały zakłócone”. Teraz jednak sytuacja jest zasadniczo inna. Broń, a zwłaszcza amunicja o wysokiej precyzji przeznaczona do poważnego ataku na Iran, wyczerpie się w niecałe dwa tygodnie. „Cała ta egzotyczna broń precyzyjna wyczerpie się w ciągu pięciu do dziesięciu dni”.

Rola Izraela i prawdziwy cel

Według Macgregora cała konstrukcja służy ostatecznie innemu celowi: ochronie Izraela. Izraelczycy mają długofalowy plan, zwany „Projektem Wielkiego Izraela”, i postrzegają Iran jako ostatnią przeszkodę. Pierwotny czynnik wyzwalający atak z 7 października, jest coraz bardziej dyskredytowany – nawet w Izraelu uznaje się, że atak ten został ułatwiony przez Iran. Konsekwencją, jak argumentuje, jest to, że świat, na czele z Egiptem i Turcją, będzie się coraz bardziej jednoczył przeciwko Izraelowi, a tym samym przeciwko jego niezłomnemu zwolennikowi, Stanom Zjednoczonym.

Wniosek: Nie widać wyjścia

Analiza pułkownika Douglasa Macgregora to druzgocący akt oskarżenia wobec obecnej polityki USA. Bez jasno określonego celu, opierając się na fałszywych narracjach i wykazując niebezpieczny brak szacunku dla praw fizyki i gospodarki, administracja wpędza kraj w ślepy zaułek. Niepowodzenie ujawni się nie na odległym Bliskim Wschodzie, ale na krajowych stacjach benzynowych, półkach supermarketów i rynkach finansowych. „Będzie piekło do zapłacenia” – podsumowuje Davis przesłanie Macgregora na koniec.

Pytanie nie brzmi już, czy to się stanie, ale kiedy. Dopóki administracja będzie kurczowo trzymać się fikcji skutecznej blokady, brakuje podstaw do racjonalnej zmiany kursu.

„Prezydent Trump nie wypełnia swoich obowiązków jako przywódca tego kraju” – podsumowuje Macgregor. „To jest obecnie największy problem”.

Importer „tymczasowo” sprzedaje ropę …

Importer tymczasowo sprzedaje ropę

Ryszard Kulczynski

 Mimo że Stany Zjednoczone są wiodącym producentem ropy naftowej na świecie z 13,6 miliona baryłek dziennie, są również wiodącym użytkownikiem ropy naftowej, który potrzebuje 21,1 miliona baryłek dziennie. 

 To wyjaśnia, dlaczego Stany Zjednoczone są w rzeczywistości od dawna importerem ropy naftowej netto – uwolnienie ropy naftowej ze Strategicznej Rezerwy Naftowej Stanów Zjednoczonych w odpowiedzi na zamknięcie Cieśniny Ormuz i wynikające z tego zmniejszenie światowych dostaw ropy naftowej tymczasowo zamieniło Stany Zjednoczone w eksportera ropy naftowej netto.  

Producenci ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych i ich rafinerie mogą legalnie sprzedawać tyle swoich produktów, ile zechcą nabywcom na całym świecie. To wyjaśnia, dlaczego tankowce przybywają obecnie do amerykańskich portów, aby napełnić ropę naftową w USA. 

 Ponieważ amerykańskie gospodarstwa domowe stoją w obliczu gwałtownego wzrostu kosztów paliwa bez widocznego końca, eksperci ds. energii właśnie ocenili: „Prezydent Donald Trump może wkrótce poczuć potrzebę „zablokowania” eksportu ropy naftowej po tym, jak eksport ten osiągnął ostatnio rekordowy poziom. Jeśli ten trend się utrzyma, zwiększy cenę, jaką amerykańscy konsumenci płacą za benzynę, olej napędowy i inne produkty związane z ropą naftową” 

 Trump stoi przed wyborem blokowania amerykańskiego eksportu ropy naftowej lub dalszego pozwalania na zmiażdżenie amerykańskich konsumentów przez wysokie ceny paliwa. 

 To dokładnie ten sam dylemat, przed którym stanęły Stany Zjednoczone, gdy pozwoliły Izraelowi wciągnąć je w wojnę Jom Kippur w październiku 1973 roku, która doprowadziła do kryzysu naftowego zainicjowanego przez embargo naftowe OPEC.

To stagflacyjne wydarzenie spowodowało, że ceny ropy wzrosły czterokrotnie, łącząc wysoką inflację z recesją gospodarczą i obniżając Dow Index o ponad 45% między styczniem 1973 a grudniem 1974 roku. Wówczas kryzys naftowy, który wywołał poważny krach na amerykańskim rynku akcji, S&P 500 spadł o prawie 50% do połowy 1974 roku, co było najgorszym spowolnieniem od czasów Wielkiego Kryzysu. 

https://t.me/+OrKXp2URkhMzZmI0

18 szokujących faktów, które dowodzą, że gospodarka USA jest w o wiele gorszym stanie, niż większość ludzi sądzi

18 szokujących faktów, które dowodzą, że gospodarka USA jest w o wiele gorszym stanie, niż większość ludzi sądzi

Napisane przez Michaela Snydera na blogu „The Economic Collapse”,

Gospodarka jest od kilku lat najważniejszą kwestią dla wyborców w USA, i to nie dlatego, że sytuacja jest dobra.

Zaufanie konsumentów jest na rekordowo niskim poziomie, inflacja znów zaczyna rosnąć, w całym kraju dochodzi do masowych zwolnień, a liczba niespłacających kredytów i egzekucji hipotecznych gwałtownie rośnie. Nikt nie może zaprzeczyć faktom, którymi zamierzam się z Państwem podzielić. Jesteśmy w ogromnym chaosie gospodarczym, a kryzys na Bliskim Wschodzie grozi pogrążeniem całego globalnego systemu gospodarczego w chaosie w nadchodzących miesiącach. Innymi słowy, warunki nie są obecnie dobre, a perspektywy na przyszłość są dalekie od obiecujących.

========================================

Poniższe 18 szokujących faktów dowodzi, że gospodarka USA jest w o wiele gorszym stanie, niż większość ludzi sądzi…

1 Zaufanie konsumentów w Stanach Zjednoczonych spadło do bezprecedensowo niskiego poziomu…

Według opublikowanego w piątek badania Uniwersytetu Michigan, zaufanie konsumentów spadło w kwietniu do rekordowo niskiego poziomu, w związku z narastającymi obawami o rosnące ceny energii i szersze konsekwencje wojny z Iranem.
Kluczowy indeks zaufania konsumentów uniwersytetu spadł do 47,6 punktu, co stanowi spadek o 10,7% w porównaniu z marcowym badaniem i jest najniższym wynikiem od początku prowadzenia pomiarów. Wskaźniki dotyczące bieżącej sytuacji i oczekiwań również odnotowały dwucyfrowe miesięczne spadki.

2 Liczba niespłaconych kredytów studenckich osiągnęła niespotykany dotąd poziom…

Według nowej analizy, liczba niespłaconych kredytów studenckich wzrosła do około 25% pożyczkobiorców, którzy mieli termin spłaty w pierwszym roku obecnej administracji Trumpa.
Naukowcy z Century Foundation i Protect Borrowers stwierdzili, że gwałtowny wzrost liczby niespłaconych kredytów, prawie trzykrotnie wyższy niż przed pandemią, doprowadził miliony ludzi na skraj niewypłacalności i pogorszył ich ocenę kredytową. Ostrzegają przed szerszymi konsekwencjami finansowymi dla gospodarstw domowych i uczelni, które borykają się z wyższym wskaźnikiem niespłacania kredytów.

3 Miesięczne koszty utrzymania domu wzrosły do ​​absurdalnego poziomu…

Ogólnie rzecz biorąc, mediana miesięcznych wydatków właściciela domu – obejmująca odsetki od kredytu hipotecznego i jego spłatę, podatki od nieruchomości, ubezpieczenie domu i szacunkowe koszty utrzymania – wzrosła do ponad 2800 dolarów, co stanowi oszałamiający wzrost o 72% w porównaniu z kwotą 1635 dolarów sprzed sześciu lat.

4 Liczba wniosków o egzekucję była znacznie wyższa w roku 2025, a w roku 2026 jesteśmy o 26% powyżej poziomu z roku poprzedniego…

Nowa fala egzekucji hipotecznych przetacza się przez Stany Zjednoczone. Tylko w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku kryzys dotknął ponad 118 000 domów.
To ponury znak – przypominający okres poprzedzający Wielką Recesję z 2008 roku – że presja finansowa narasta wśród tysięcy rodzin.
Nowe dane firmy Attom pokazują, że w pierwszym kwartale 118 727 nieruchomości zostało objętych egzekucją hipoteczną – o 26% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

5 Liczba Amerykanów, którzy nie są w stanie w całości spłacić rachunków za karty kredytowe każdego miesiąca, osiągnęła nowy rekord…

Według nowych szacunków organizacji konsumenckich, ponad 111 milionów osób nie było w stanie w pełni spłacić miesięcznych rachunków za karty kredytowe pod koniec ubiegłego roku. To około 2 miliony więcej osób, które nie były w stanie spłacić całości zadłużenia niż pod koniec 2024 roku, twierdzą eksperci.
Ci posiadacze kart są obecnie winni bankom ponad bilion dolarów – a większość z nich zbliża się do limitu kredytowego, jak wynika z badań naukowców z Century Foundation, postępowego think tanku, oraz Protect Borrowers, organizacji non-profit działającej na rzecz pożyczkobiorców.

6 W obliczu gwałtownego wzrostu kosztów utrzymania ludzie wypłacają ze swoich kont 401(k) więcej pieniędzy niż kiedykolwiek wcześniej, desperacko próbując związać koniec z końcem…

Coraz więcej Amerykanów sięga po oszczędności emerytalne z powodu nagłych sytuacji finansowych.
W ubiegłym roku 6% pracowników korzystających z planów 401(k) zarządzanych przez Vanguard Group musiało dokonać awaryjnej wypłaty środków, co stanowi najwyższy odnotowany odsetek. Według Vanguard, jest to wzrost w porównaniu z 4,8% w 2024 roku i średnio około 2% przed pandemią.

7 Ceny żywności nadal rosną, a cena kawy wzrosła ponad dwukrotnie od 2019 roku…

Koszyk 16 produktów spożywczych, składający się z podstawowych produktów, takich jak jajka, chleb i mięso (w naszym koszyku nie było sera truflowego), był w marcu droższy o prawie 43% w porównaniu z tym samym miesiącem w 2019 roku.
Za wzrost ten odpowiada kilka kategorii: ceny kawy wzrosły ponad dwukrotnie od czasu pandemii, a ceny wołowiny ostatnio gwałtownie wzrosły.

8 Po raz pierwszy w historii cena funta mielonej wołowiny jest wyższa niż federalna płaca minimalna w wielu częściach kraju…

Cena funta mielonej wołowiny przekroczyła znaczący próg. W zależności od miejsca zakupów, ten podstawowy produkt spożywczy prawdopodobnie kosztuje więcej niż federalna płaca minimalna.
Magazyn Money przeanalizował ceny mielonej wołowiny w siedmiu najpopularniejszych sieciach supermarketów w USA i odkrył, że funt typowej mielonej wołowiny o zawartości 20% tłuszczu kosztuje od 6,49 do 8,96 dolara. Odmiany organiczne, karmione trawą i chudsze zazwyczaj kosztują znacznie więcej.
Z drugiej strony, federalna płaca minimalna wynosi 7,25 dolara za godzinę.

9 Rezerwa Federalna podaje, że pod koniec 2025 r. 42,5% niedawnych absolwentów szkół wyższych było zatrudnionych poniżej swoich kwalifikacji…

W przeszłości absolwenci studiów wyższych szybciej znajdowali pracę i mieli niższą stopę bezrobocia niż osoby bez wyższego wykształcenia. Jednak najnowsze dane sugerują, że obecnie trudniej jest znaleźć pracę odpowiadającą umiejętnościom po ukończeniu studiów.
Według Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, 42,5% niedawnych absolwentów studiów wyższych (w wieku 22–27 lat z tytułem licencjata lub wyższym) będzie niedostatecznie zatrudnionych w grudniu 2025 r. – to najwyższy wskaźnik od października 2020 r. Niedostateczne zatrudnienie oznacza pracę na stanowisku, które nie w pełni wykorzystuje umiejętności, zazwyczaj za niższe wynagrodzenie lub w niepełnym wymiarze godzin.

10. Nadal obserwujemy zamykanie sklepów detalicznych w całym kraju w zawrotnym tempie. Na przykład Grocery Outlet ogłosił trwałe zamknięcie 36 sklepów…

Grocery Outlet, kalifornijska sieć detaliczna znana ze sprzedaży produktów w bardzo obniżonych cenach, zamknie 36 sklepów w całym kraju w ramach kompleksowego planu restrukturyzacji mającego na celu poprawę rentowności.
Firma ogłosiła tę decyzję, publikując najnowsze wyniki finansowe, stwierdzając, że przeprowadziła „analizę strategiczną, finansową i operacyjną” całej swojej sieci sklepów.

11 Aby nie pozostać w tyle, Papa John’s ogłosiło plany zamknięcia około 300 restauracji…

Sieć pizzerii Papa John’s planuje zamknąć setki nierentownych restauracji w Ameryce Północnej do końca przyszłego roku.
„Zidentyfikowaliśmy około 300 nierentownych restauracji w Ameryce Północnej, które albo nie spełniają oczekiwań marki, albo nie mają jasnej ścieżki do trwałej poprawy sytuacji finansowej, a także lokalizacje, z których możemy skutecznie przenieść przychody do pobliskiej restauracji” – powiedział Ravi Thanawala, dyrektor finansowy Papa John’s, podczas telekonferencji poświęconej wynikom finansowym za czwarty kwartał.

12 Jeden z naszych „zbyt dużych, by upaść” banków zdecydował, że nadszedł właściwy moment na zwolnienie około 2500 pracowników…

Morgan Stanley redukuje około 3% globalnego zatrudnienia – około 2500 miejsc pracy – w kluczowych obszarach swojej działalności. Gigant z Wall Street rewiduje swoje priorytety, odnotowując rekordowy rok zysków, jak podają źródła zaznajomione ze sprawą.
Cięcia dotkną działy bankowości inwestycyjnej, obrotu i zarządzania majątkiem firmy pożyczkowej, na której czele stoi Ted Pick, poinformowały źródła.

13. eBay przeprowadzi kolejną rundę zwolnień. Tym razem około 800 pracowników zostanie zwolnionych…

eBay zlikwiduje około 800 miejsc pracy, czyli 6% swojej siły roboczej, w ramach najnowszej rundy zwolnień w firmie e-commerce.
„Podejmujemy kroki w celu reinwestowania w cały nasz biznes i dostosowania naszej struktury do priorytetów strategicznych, co wpłynie na niektóre stanowiska w naszej kadrze” – powiedział rzecznik eBay w oświadczeniu. „Jesteśmy wdzięczni za wkład pracowników, których to dotyczy, i zobowiązujemy się do wspierania ich z troską i szacunkiem”.

14 Wendy’s kiedyś prosperowało, ale w 2026 roku firma zamierza na stałe zamknąć setki sklepów…

Sieć restauracji typu fast-food Wendy’s zamierza zamknąć od 5% do 6% swoich lokali w całym kraju w pierwszej połowie 2026 roku w ramach trwającego planu redukcji zatrudnienia.

P.o. prezesa Ken Cook po raz pierwszy poinformował inwestorów podczas telekonferencji na temat wyników za czwarty kwartał 7 listopada, że ​​spółka zamierza zamknąć „średni jednocyfrowy procent” ze swoich niemal 6000 sklepów w całym kraju.

Meta, spółka macierzysta Facebooka, najwyraźniej planuje w najbliższej przyszłości zwolnić prawie 8000 pracowników…

Meta przygotowuje się do redukcji tysięcy miejsc pracy już w przyszłym miesiącu, a dalsze redukcje spodziewane są w dalszej części roku, jak wynika z raportu.
Gigant technologiczny zamierza zwolnić około 10% swojej globalnej siły roboczej – czyli prawie 8000 pracowników – w pierwszej rundzie redukcji 20 maja, podały źródła Reutersa.
Firma planuje również kolejne zwolnienia w drugiej połowie roku, choć szczegóły, takie jak harmonogram i skala, pozostają niejasne, jak podano w raporcie.

16 Od wybrzeża do wybrzeża tysiącom pracowników łańcucha dostaw w ostatnich tygodniach nakazano wyjście na ulice…

Fala zwolnień w łańcuchach dostaw w USA – od fabryk akumulatorów do pojazdów elektrycznych i fabryk części samochodowych po magazyny i terminale kolejowe – dotknęła w ostatnich tygodniach prawie 4000 pracowników, zgodnie z komunikatami firm i WARN-ami w kilku stanach.
Ostatnie WARN-y i komunikaty firm pokazują redukcje zatrudnienia w co najmniej kilkunastu firmach w stanach takich jak Kalifornia, Georgia, Tennessee, Teksas, Ohio, Karolina Południowa, Pensylwania i Alabama.
Największe zwolnienia w najnowszej fali pochodzą z łańcucha dostaw motoryzacyjnych i przemysłowych. SK Battery America zwolniła 958 pracowników – około 37% swojej siły roboczej – w swojej fabryce akumulatorów do pojazdów elektrycznych w Commerce w stanie Georgia, powołując się na zmieniający się popyt na pojazdy elektryczne, który producenci samochodów modyfikują w swoich planach produkcyjnych.

17 Według tygodnika „Newsweek” w kwietniu zwolnienia ogłosiły następujące firmy:

Blue Shield of California
Zenith Logistics
Perdue Foods
ERN Services
Boston Electrometallurgical Corporation
First Brands Group
GEODIS
MicroVision
IPIC Theaters
Goulet Trucking
CJ Logistics
L3Harris
Supernal
Heritage Bank of Commerce
Angel City Brewery
VCA Bay Area Veterinary Specialists
Monroe Operations
Meteor Creative
Viskon-Ai Corporation
C3.ai
Safari West
Main Street Sports Group Cincinnati
Raley’s
Koppers
Wells Fargo
Lucid Group
Hornblower Cruises and Events
Charles River Laboratories
Wescom Financial
Bluum USA
CHS Northwest
Catalent
Liberty Dental Plan
GXO Logistics
==================================================

18 Łączne niepokryte zobowiązania rządu USA osiągnęły już oszałamiającą kwotę 130,12 biliona dolarów…

17 marca 2026 roku Departament Skarbu USA po cichu opublikował raport finansowy rządu federalnego za rok fiskalny 2025. W jego tabelach ukryta jest liczba, która powinna zdominować naszą debatę krajową – ale tak się nie dzieje: całkowite zobowiązania federalne wynoszą obecnie 130,12 bln dolarów.
Kwota ta nie jest błędem zaokrąglenia ani hasłem politycznym. Wynika ona z własnych danych księgowych rządu – połączenia zgłoszonej ujemnej pozycji netto (wynikającej głównie z zadłużenia oprocentowanego) oraz wartości bieżącej prognozowanych deficytów w głównych programach zabezpieczenia społecznego. Jednak debata publiczna nadal koncentruje się niemal wyłącznie na znacznie mniejszej liczbie wyemitowanych obligacji skarbowych.

Nie da się ukryć faktów, którymi się z wami podzieliłem, w sposób, który sprawiłby, że będą wyglądać dobrze.

Jeśli warunki są już teraz tak złe, jak będą wyglądały za pół roku, gdy Cieśnina Ormuz będzie nadal zamknięta?

Znajdujemy się obecnie na bezprecedensowym terytorium, a prawda jest taka, że ​​warunki gospodarcze mogą z łatwością ulec znacznemu pogorszeniu w nadchodzących miesiącach.

Najnowsza książka Michaela, „10 Prophetic Events That Are Coming Next” jest dostępna w miękkiej oprawie i jako czytnik Kindle na Amazon.com. Można również zapisać się na jego newsletter Substack na stronie michaeltsnyder.substack.com.

Źródło: 18 szokujących faktów, które dowodzą, że gospodarka USA jest w o wiele gorszym stanie, niż większość ludzi zdaje sobie sprawę

Wszystko wskazuje, że Trump wznowi wojnę z Iranem w tym tygodniu

Wszystkie wskaźniki wskazują,

że Trump wznowi wojnę

z Iranem w tym tygodniu.

Larry C. Johnson

Późnym poniedziałkowym wieczorem na Florydzie dowiedziałem się o masowym przelocie tankowców KC-135 nad Półwyspem Arabskim. Ruch ten był zgodny z operacjami tankowania w powietrzu amerykańskich myśliwców. Dowiedziałem się również, że Stany Zjednoczone „przygotowują się” – wojskowe określenie na wejście w tryb walki. Spodziewałem się, że naloty na Iran rozpoczną się wczesnym rankiem we wtorek.

————-

Tymczasem Iran zaatakował terminal naftowy Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Fudżajrze nad Zatoką Omańską – obiekt, który Emiraty wykorzystały do ​​częściowego obejścia irańskiej blokady Cieśniny Ormuz. Uważam, że w ten sposób Iran wyraził dezaprobatę dla otwartego stanowiska Zjednoczonych Emiratów Arabskich wobec Izraela. Warto zauważyć, że Izrael dostarczył ZEA system Żelazna Kopuła, który spowodował jednak, że irański atak przeszedł całkowicie bez przeszkód.

Znajomy mieszkający w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – ktoś z dobrymi znajomościami – wysłał mi wiadomość, w której poinformował, że jego źródło w rządzie Emiratów poinformowało go, że działania wojenne rozpoczną się w czwartek 7-go. Wiem jednak również, że wśród kierownictwa CENTCOM panuje niewielki entuzjazm dla nowych ataków.

Pomimo przeciwnych zapewnień Trumpa, Cieśnina Ormuz pozostaje całkowicie pod kontrolą Iranu, a amerykańskie okręty utrzymują bezpieczną odległość. Jedynym realistycznym rozwiązaniem umożliwiającym otwarcie Cieśniny Ormuz są negocjacje z Iranem. Stany Zjednoczone nie mają realnej opcji militarnej, aby zagwarantować swobodę żeglugi, ponieważ wymagałoby to oczyszczenia z min i unieszkodliwienia irańskich miniaturowych okrętów podwodnych, dronów podwodnych, dronów nawodnych, łodzi Boghammer (załogowych łodzi motorowych), dronów Geran, pocisków manewrujących obrony wybrzeża oraz pocisków balistycznych krótkiego i średniego zasięgu. Wszystkie te elementy musiałyby zostać zneutralizowane i opanowane, aby umożliwić tankowcom i statkom towarowym bezpieczny przepływ przez Cieśninę Ormuz.

Jeśli Trump nie zmieni kursu lub nie nastąpi nieoczekiwany przełom dyplomatyczny, sądzę, że zarządzi nową, intensywną rundę nalotów na kluczową infrastrukturę Iranu. Jeśli to nastąpi, Iran bez wahania przeprowadzi zmasowane ataki odwetowe na Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię ​​Saudyjską, Jordanię, Izrael oraz miejsca, w których stacjonują siły zbrojne i sprzęt USA.

Iran wejdzie w kolejną rundę konfliktu przy pełnym poparciu Rosji i Chin. Chiny zrobiły coś bardzo nietypowego w odniesieniu do sankcji USA: chiński rząd zadeklarował, że NIE będzie z nimi współpracował. 2 i 3 maja chińskie Ministerstwo Handlu (MOFCOM) wydało nakaz blokujący, powołując się po raz pierwszy na swoje „Zasady blokowania” z 2021 roku w formie zakazu. Nakaz ten wyraźnie zabrania chińskim firmom uznawania, egzekwowania lub przestrzegania amerykańskich sankcji wobec pięciu chińskich firm – w tym dużych rafinerii, takich jak Hengli Petrochemical (Dalian) Refining Co. i kilku rafinerii „tekowych kotłów” w prowincji Szantung – oskarżonych o zakup irańskiej ropy naftowej. Celem nakazu jest „ochrona suwerenności narodowej, bezpieczeństwa i interesów rozwojowych” oraz ochrona chińskich firm.

Rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych (np. Lin Jian) ​​wielokrotnie stwierdzał, że Chiny „odrzucają bezprawne, jednostronne sankcje bez podstawy w prawie międzynarodowym” i wezwał Stany Zjednoczone do „powstrzymania się od arbitralnych sankcji i wykonywania jurysdykcji zdalnej”. Chiny potwierdziły, że będą „zdecydowanie bronić uzasadnionych praw i interesów chińskich firm”.

Źródło: Wszystkie wskaźniki wskazują, że Trump wznowi wojnę z Iranem w tym tygodniu