Terrorystyczny atak Ukraińców na szkołę w Starobielsku

Terrorystyczny atak Ukraińców na szkołę w Starobielsku

Ukraina ostrzelała szkołę zawodową i przylegający do niej internat w Starobielsku w obwodzie ługańskim, gdzie uczą się i mieszkają uczniowie w wieku od 14 do 18 lat. Prawie 40 młodych ludzi zostało rannych, a ponad 20 zginęło lub zostało pogrzebanych pod gruzami, z których nie słychać żadnych oznak życia i z których wydobyto jedynie ciała.

Zachód określa incydent mianem ‚rosyjskiej manipulacji’  lub ‚fake news’, a zachodnie media przedstawiają ukraińską wersję – że Ukraina zaatakowała cel wojskowy – jako prawdziwą, jednocześnie przedstawiając rosyjskie oskarżenia jako ‚rosyjską propagandę’, dodając, że informacji ‚nie da się niezależnie zweryfikować’.

To po prostu nieprawda, bo wystarczy rzut oka na media regionalne w obwodzie ługańskim, by przekonać się, że rosyjska wersja wydarzeń jest prawdziwa. Każdy, kto twierdzi, że media w Ługańsku nie są neutralne, powinien zostać poinformowany, że media regionalne nie mogą wymyślać takich incydentów ani dowolnie je przeinaczać, ponieważ mieszkańcy regionu wiedzą, co dzieje się ‚tuż za progiem’. Gdyby te media bezczelnie kłamały, byłoby to widoczne w rosyjskich mediach społecznościowych, a zwłaszcza na kanałach Telegramu Ługańsk.

A gdyby tak było, zachodnie media natychmiast by to podchwyciły. Ale tak się nie dzieje, ponieważ incydent rzeczywiście miał miejsce, tak jak relacjonują rosyjskie media.

A Zachód mógłby to zweryfikować, ponieważ rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaprosiło wszystkich zagranicznych dziennikarzy akredytowanych w Rosji do przyjazdu do Ługańska, by zobaczyć to na własne oczy i porozmawiać ze świadkami i osobami rannymi. Przyjąłem zaproszenie i poinformuję, czy przynajmniej jeden kolega z moskiewskich oddziałów zachodnich mediów je przyjął. Moje doświadczenia z poprzednich tego typu incydentów podpowiadają mi, że podczas podróży nie spotkam żadnych kolegów z zachodnich mediów.

W międzyczasie w ługańskich mediach publikowane są pierwsze zdjęcia ofiar:

Elena Martimjanowa – zginęła w wyniku terrorystycznego ataku Ukraińców

anti-spiegel.ru/2026/warum-die-leugnung-des-ukrainischen-kriegsverbrechens-in-lugansk-verlogen-ist

​** * * * * *

ZB: Po tak bezczelnym ataku ukraińskiej neobandery nie pozostało Rosji nic innego jak dokonać odwetu. Zamieszczam krótki film oraz streszczenie znajdujące się pod filmem:

https://youtube.com/watch?v=Uf98dmBK-Po%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Armia rosyjska przeprowadziła w nocy 24 maja zakrojony na szeroką skalę atak rakietowy na Kijów i Białą Cerkiew. W ataku użyto pocisków balistycznych Oresznik; nagranie pokazuje uderzenia głowic, ale nie samych głowic. Użyto również hipersonicznych pocisków Zircon, pocisków balistycznych Iskander i pocisków manewrujących Ch-101, a także zarejestrowano uderzenia dronów Geran-2. Ukraina użyła systemów obrony powietrznej Patriot do odparcia ataku; pozostałości pocisków znaleziono na drogach. Według doniesień ataki miały być wymierzone w instalacje wojskowe, ale w mieście odnotowano również uszkodzenia budynków mieszkalnych, co pokazano na końcu nagrania. Mogło to być spowodowane uderzeniami pocisków obrony powietrznej lub zestrzeleniem dronów.

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Raport o zniszczeniu szkoły zawodowej pod Ługańskiem – po ukraińskiej zbrodni wojennej

Pierwszy raport Thomasa po wizycie w Starobielsku

Thomas Röper anti-spiegel.ru/bericht-ueber-die-zerstoerung-der-berufsschule-nahe-von-lugansk-nach-dem-ukrainischen-kriegsverbrechen

Anti-Spiegel na miejscu

Raport o zniszczeniu szkoły zawodowej pod Ługańskiem po ukraińskiej zbrodni wojennej

W niedzielę byłem w Starobielsku w obwodzie ługańskim, gdzie w piątek Ukraina zbombardowała szkołę zawodową i jej internat, zabijając 21 dzieci i nastolatków oraz raniąc 42. To, co tam zobaczyłem, nie było dla osób o słabych nerwach.

Anti-Spiegel 25 maj 2026

Po tym, jak w piątek Ukraina zaatakowała szkołę zawodową i jej internat w małym miasteczku Starobielsk w obwodzie ługańskim, w wyniku czego zginęło 21 dzieci i nastolatków, a 42 zostało rannych, niektóre kraje zachodnie zaprzeczyły zbrodni, podczas gdy inne powtarzały ukraińskie oświadczenie, że Kijów zaatakował tam jednostkę wojskową i zakład produkcji dronów.

W odpowiedzi rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaprosiło wszystkich zagranicznych dziennikarzy akredytowanych w Rosji w sobotę do natychmiastowego odwiedzenia miejsca zdarzenia i zobaczenia go na własne oczy. Podróż rozpoczęła się w Moskwie o godzinie 5:30 rano w niedzielę. Polecieliśmy do regionu, a następnie autobusem do Starobielska i Ługańska.

W tym miejscu podzielę się swoimi wrażeniami z podróży.

Zniszczenia

W piątek Ukraina ostrzelała kilkoma dronami główny budynek i internat szkoły zawodowej w Starobielsku w obwodzie ługańskim (ŁRL), w której uczą się uczniowie w wieku od 14 do 18 lat. W ataku zginęło 21 młodych osób, a 42 zostało rannych. Wszystkie ofiary zostały już odnalezione; oto ostateczne liczby.

Scena na miejscu zdarzenia była jednak o wiele bardziej dramatyczna, ponieważ wiele innych budynków zostało uszkodzonych lub zniszczonych, co pokazałem na tym filmie na Telegramie https://t.me/AntiSpiegel/15077. Internat szkoły zawodowej, w której mieszkali młodzi ludzie, częściowo się zawalił.

Budynek szkoły zawodowej został trafiony i doszczętnie spalony.

Dodatkowo, dwa sklepy i dwa domy prywatne położone obok szkoły zawodowej zostały trafione i zniszczone. Co więcej, silne eksplozje uszkodziły fasady i okna innych budynków w okolicy.

Użyta broń

Przede wszystkim fakt, że część internatu się zawaliła, a przed szkołą zawodową powstał tak głęboki lej, że dorosły mężczyzna mógłby się w nim ukryć, sprawiał wrażenie, że Ukraina użyła nie tylko dronów, ale także cięższych pocisków.

Jednak eksperci na miejscu wyjaśnili nam, że były to drony, które ze względu na bliższą odległość od Ukrainy były najwyraźniej wyposażone w mniej paliwa, ale za to w cięższe głowice. Pokazano nam pozostałości drona, które już znaleziono, w tym części skrzydeł, elektronikę itd. Na jednym z elementów wydrukowano nawet datę produkcji drona, co wskazywało, że został on wyprodukowany w kwietniu (być może w Europie).

Śledczy nie byli jeszcze w stanie określić dokładnej liczby dronów użytych w ataku terrorystycznym, ponieważ śledztwo jest w toku. Uważają jednak, że musiało ich być co najmniej dziesięć.

Przebieg ataku

Atak rozpoczął się krótko po godzinie 2:00 w czwartek w nocy. Po pierwszych eksplozjach dzieci w akademiku wpadły w panikę i próbowały uciec z budynku. Ponieważ okna zostały już rozbite podczas pierwszego ataku, wszystkie podłogi były pokryte potłuczonym szkłem, przez co większość dzieci, biegających boso lub w cienkich kapciach, skaleczyła sobie stopy. Plamy krwi były wyraźnie widoczne, nawet na ścianach, gdzie dzieci podpierały się zakrwawionymi dłońmi.

W drugiej fali ataków, zaledwie kilka minut po pierwszej, akademik został bezpośrednio trafiony i częściowo się zawalił. Większość ofiar, które niestety schroniły się w tej części budynku, zginęła. Prawie wszystkie ranne dzieci zostały wypisane ze szpitala; około dziesięcioro nadal przebywa w szpitalach.

Ratownicy przybyli szybko i próbowali pomóc dzieciom. Jednak podczas akcji ratunkowej nastąpiły kolejne fale ataków. Tak opowiedział nam dowódca lokalnej straży pożarnej, który jako jeden z pierwszych przybył na miejsce tragedii.

Zwiedzanie

Zwiedzaliśmy akademik podzieleni na grupy około dziesięcioosobowe i mieliśmy okazję wszystko dokładnie obejrzeć. Ukraińska wersja wydarzeń, jakoby znajdowała się tam jednostka wojskowa i zakład produkcji dronów jest nie do podtrzymania. Widzieliśmy kilka biur administracyjnych, stołówkę dla dzieci, sale lekcyjne i ich sypialnie na wyższych piętrach.

W sypialniach znajdowały się biurka, po cztery łóżka w każdym pomieszczeniu, oraz szafa na rzeczy osobiste i ubrania każdego dziecka. W pokojach, które nie zostały całkowicie zniszczone, zawartość tych rzeczy pozostała nietknięta. Ponieważ była to szkoła zawodowa dla nauczycieli, większość uczniów stanowiły dziewczęta, o czym świadczyły ubrania w szafach.

Budynek szkoły zawodowej widzieliśmy tylko z zewnątrz, ale ponieważ został całkowicie zniszczony przez pożar, pozostały z niego prawie tylko mury zewnętrzne.

Na miejscu byli przedstawiciele służb ratunkowych, którzy zostali wysłani tej nocy, aktywiści praw człowieka oraz przedstawiciele administracji i agencji pomocowych, którzy cierpliwie odpowiadali na nasze pytania.

Dziennikarze

Grupa dziennikarzy była wyjątkowo liczna jak na taką wycieczkę prasową. Uczestniczyło w niej łącznie 55 dziennikarzy z następujących 19 krajów: Austrii, Brazylii, Wielkiej Brytanii, Węgier, Wenezueli, Niemiec (byłem jedynym Niemcem), Grecji, Hiszpanii, Włoch, Kataru, Chin, Kuby, Libanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Pakistanu, USA, Turcji, Finlandii i Francji.

Zgodnie z przewidywaniami, prawie żaden przedstawiciel zachodnich mediów głównego nurtu z biurami i personelem w Moskwie nie przyjął zaproszenia rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z tego, co się dowiedziałem, włoska telewizja Rai wysłała zespół, a austriacka stacja ORF wysłała dwóch rosyjskich pracowników.

Jestem ciekaw, czy i jak ORF zrelacjonuje tę sprawę, ponieważ możemy śledzić ich relacje. Niemieckie media, które również mają biura w Moskwie, nie przyjęły zaproszenia.

Wrażenia

Od 2022 roku często podróżuję w rejony działań wojennych i jestem przyzwyczajony do widoku zniszczonych budynków. Dziennikarze, którzy byli w Donbasie po raz pierwszy, byli jednak zszokowani widokiem, jaki zastali po wyjściu z autobusu.

Ale i na mnie zrobiło to ogromne, ponieważ było tak oczywiste, że atak był wymierzony w dzieci i młodzież w wieku od 14 do 18 lat, że aż oniemiałem. Wszystkie ofiary ataku miały od 14 do 17 lat.

Prawie nie sposób wyobrazić sobie scen, które rozgrywały się na zdewastowanych korytarzach akademika podczas ataku, gdy dzieci i młodzież próbowały uciekać w panice, biegając boso po zasypanej szkłem podłodze. Tym bardziej poruszające były relacje ratowników, którzy opowiadali nam o licznych indywidualnych tragediach dzieci, które uratowali – lub których śmierci byli świadkami.

Szczerze mówiąc, doznałem ogromnej ulgi, że wydobycie ofiar zostało już zakończone, gdy w niedzielne popołudnie dotarliśmy na miejsce tragedii, ponieważ naprawdę nie chciałem być świadkiem wyciągania martwych dziewcząt spod gruzów.

Motyw

W Rosji, a zwłaszcza w dotkniętym katastrofą obwodzie ługańskim, krąży wiele spekulacji na temat przyczyn tak intensywnego ataku Ukrainy na szkołę zawodową i jej internat w małym miasteczku Starobielsk. Z pewnością nie było tam żadnych celów wojskowych; miasto leży dość daleko od linii frontu.

Wściekłość na miejscu jest ogromna, ponieważ chociaż niestety są przyzwyczajeni do wojny, to nawet tam, tak haniebna i bezsensowna zbrodnia z tak wieloma rannymi i zabitymi dziećmi i nastolatkami jest bezprecedensowa.

Amerykański kolega rozmawiał z wieloma mieszkańcami, a kiedy nazwał ich Ukraińcami, krzyknęli do niego, że na pewno nie są Ukraińcami, Ukraińcy to bestie. Następnie zapytał grupę, kto z nich uważa się za Rosjan, i wszyscy podnieśli ręce.

Zachód

Niestety, ta bestialska zbrodnia wojenna spotyka się również z milczeniem na Zachodzie. Podróżowałem całą niedzielę i dlatego nie mogłem śledzić wiadomości, jedynie przeglądając nagłówki, pisząc ten artykuł o 2 w nocy.

Zachodnie media pozostają wierne schematom i ignorują tragedię, jednocześnie szeroko relacjonując rosyjską reakcję, która obejmowała brutalny atak na Kijów.

Rosja użyła prawie 700 dronów i pocisków, ale zginęło tylko pięć osób, co pokazuje, że Rosja nadal stara się unikać ofiar cywilnych, kiedy tylko jest to możliwe.

A zachodnie media nie wspominają, że rosyjski atak był odwetem za ukraińską zbrodnię na dzieciach ze Starobielska, z których 21 już nie żyje.

Na koniec, we własnym imieniu: W poniedziałek nie będzie tu dalszych artykułów, ponieważ nadal mam sprawy do załatwienia w Moskwie i potem wracam do domu. Wznowię relacjonowanie we wtorek.

Sojusz niemiecko-ukraiński?

Sojusz niemiecko-ukraiński?

Przemysław Piasta myslpolska/sojusz-niemiecko-ukrainski

W roku 2022, w pierwszych miesiącach aktualnej fazy konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, państwo niemieckie zachowywało daleko idący dystans wobec wojujących stron.

Jego najbardziej widowiskowym symbolem było przekazanie w ramach „wsparcia” dla strony ukraińskiej kilkuset przestarzałych hełmów z demobilu Bundeswehry.

Od tego czasu zmieniło się jednak bardzo wiele. Dziś Niemcy są jednym z głównych partnerów Ukrainy. Do tego stopnia, że coraz częściej mówi się już nie o niemiecko-ukraińskiej współpracy, lecz wręcz o niemiecko-ukraińskim sojuszu.

Nasi zachodni sąsiedzi, którzy przez dekady z nabożnym spokojem eksportowali głównie samochody, pralki i poczucie własnej wyższości, stali się w ostatnich latach kluczowym dostawcą uzbrojenia dla reżimu Zełenskiego. Na Ukrainę płyną Leopardy 2, Mardery, systemy IRIS-T, amerykańskie Patrioty, haubice samobieżne, amunicja oraz drony rozpoznawcze. Jeszcze niedawno podobna skala zaangażowania Berlina byłaby trudna do wyobrażenia. Niemcy nie ograniczają się jednak wyłącznie do wysyłania sprzętu. Finansują również szkolenia ukraińskich żołnierzy oraz serwis uzbrojenia. W końcu nawet najnowocześniejszy czołg po intensywnym użytkowaniu wymaga napraw i konserwacji. Według danych niemieckiego rządu wartość pomocy wojskowej liczona dla Ukrainy jest już w dziesiątkach miliardów euro. Co, nawiasem mówiąc, pokazuje, że gdy Berlin naprawdę chce działać szybko, potrafi znaleźć pieniądze znacznie sprawniej niż przy osławionej budowie lotniska Berlin Brandenburg.

Dostawy sprzętu i jego serwis oraz szkolenie ukraińskich kadr to jedno, a współpraca na niwie produkcji uzbrojenia, drugie. Kluczową rolę w tym procesie odgrywa Rheinmetall. Ten wiodący niemiecki koncern zbrojeniowy mimo historii sięgającej XIX wieku pozostaje firmą nowoczesną i innowacyjną. Koncern jest dziś jednym z największych producentów amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm, czołgowej 120 mm, a także systemów czujników, kontroli ognia oraz amunicji krążącej. Rheinmetall, przy pełnej aprobacie niemieckich czynników rządowych, rozwija współpracę ze stroną ukraińską, produkując obecnie już bezpośrednio na terytorium Ukrainy. Firma buduje tam zakłady remontowe dla czołgów i pojazdów wojskowych, rozwija produkcję amunicji, systemów dronowych oraz współpracę przy pojazdach opancerzonych.

Plan jest prosty i bardzo niemiecki w swojej konstrukcji: produkować bliżej frontu, dostarczać szybciej, a więc wydajniej i bardziej optymalnie. Przy okazji odbudować potencjał własnego przemysłu zbrojeniowego, który jeszcze niedawno funkcjonował w cieniu europejskich obsesji, wedle których największym zagrożeniem dla kontynentu miała być zbyt wysoka emisja CO? z ekspresów do kawy. Projekt ten ma jednak też istotny cel polityczny. Jest nim coraz silniejsze związanie Ukrainy oraz jej gospodarki z gospodarką niemiecką.

Zarówno strona niemiecka, jak i ukraińska, bynajmniej nie kryją swoich intencji. Podczas niedawnej wizyty w Kijowie minister obrony Niemiec, Boris Pistorius, ogłosił, że Niemcy są zainteresowane rozszerzeniem partnerstwa obronnego z Ukrainą oraz wykorzystaniem ukraińskich doświadczeń w nowoczesnej wojnie. Poinformował także dziennikarzy, że Niemcy i Ukraina planują pogłębić współpracę zbrojeniową, a firmy ukraińskie i niemieckie już pracują nad „obiecującymi projektami”. Obejmują one drony o zasięgu poniżej 100 kilometrów, a także systemy dalekiego zasięgu zdolne do pokonywania odległości do 1500 kilometrów. Jakkolwiek koncepcje Merza i Pistoriusa nie są podzielane przez wszystkie środowiska polityczne w Niemczech, nie wolno ich lekceważyć. Niemcy, odcięte od swojego dotychczasowego partnera na wschodzie, czyli Rosji, poszukują alternatyw. Naturalnym kandydatem jawi się Ukraina, historycznie będąca przecież w dużej mierze efektem niemieckiej kreacji geopolitycznej i społecznej.

Są to dla nas wiadomości co najmniej niepokojące. O ile wieloletnie partnerstwo gospodarcze niemiecko-rosyjskie nie stanowiło dla Polski bezpośredniego zagrożenia, a odpowiednio wykorzystane mogło nawet stać się mechanizmem prorozwojowym, o tyle potencjalne partnerstwo niemiecko-ukraińskie niesie ze sobą cały konglomerat nowych ryzyk. Najważniejszym z nich jest możliwość posiadania zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie państw potencjalnie nieprzyjaznych, a nawet wrogich.

Nie zapominajmy, że państwo niemieckie, a później także istotne siły polityczne w Niemczech, przez dekady kwestionowały obecny porządek geopolityczny oraz zasadność przebiegu polsko-niemieckiej granicy. Jakkolwiek obecnie możemy traktować te środowiska jako folklor politycznego marginesu, nie wolno lekceważyć ich potencjału intelektualnego. Koncepcje, które dziś wydają się kuriozalne i przebrzmiałe, w odpowiednich warunkach społecznych i geopolitycznych mogą powrócić ze zdwojoną siłą. Tym bardziej, że również w Polsce nie brakuje środowisk politycznych gotowych dla doraźnych korzyści budzić demony przeszłości. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na linii relacji polsko-ukraińskich. Ze strony państwa ukraińskiego oraz części jego elit politycznych stosunek do Polski bywa przesadnie asertywny, nieprzyjazny, a niekiedy wręcz wrogi. Roszczenia terytorialne wobec Polski nie są na Ukrainie wyłącznie marginesem, lecz pojawiają się także w szerszym nurcie debaty publicznej. Podobnie jest z kultem banderyzmu – ideologii o wyraźnie antypolskim charakterze. W tej sytuacji mamy podstawy do niepokoju.

W roku 1930 Roman Dmowski pisał: „Kwestii (..) ukraińskiej nie można tak traktować, jak się traktuje kwestię pierwszej lepszej narodowości, obudzonej do życia politycznego w XIX stuleciu. Znaczeniem swoim przerasta ona wszystkie inne ze względu na liczbę ludności mówiącej po małorusku, jak na rolę obszaru przez nią zajmowanego i jego bogactw naturalnych w zagadnieniach polityki światowej. Już pod koniec ubiegłego stulecia zajęła ona poczesne miejsce w planach polityki Niemiec, pod których patronatem została tak szeroko postawiona. Odbudowanie państwa polskiego nie zmniejszyło, ale raczej zwiększyło jej znaczenie w widokach polityki niemieckiej: z jej rozwiązaniem wiążą się nadzieje na zmianę granicy niemiecko-polskiej i na zredukowanie Polski do obszaru, na którym byłaby państewkiem nic nie znaczącym, od Niemiec całkowicie uzależnionym.”

Jestem przeciwnikiem bezkrytycznego powtarzania utrwalonych stereotypów. Sam Dmowski nigdy przecież nie kreował się na proroka. Był jedynie, albo aż, niezwykle inteligentnym i spostrzegawczym analitykiem politycznym. Jednak i krytycyzm wobec naszego dziedzictwa politycznego i ideowego musi mieć swoje granice. O ile można powiedzieć, że dzisiejsze Niemcy nie są Niemcami z lat 30. XX wieku, a naród ukraiński znajduje się dziś w zupełnie innym punkcie swojej historii niż sto lat temu, o tyle pewne prawidła geopolityczne pozostają niezmienne. Musimy zatem poważnie rozpatrywać nawet najgorsze dla nas scenariusze. Choćby miałoby to być dla nas wysoce dyskomfortowe.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2026)

Wojna dronów – Zachód igra z ogniem

Wojna dronów – Zachód igra z ogniem

Opracował: Zygmunt Białas zygmuntbialas/wojna-dronow-zachod-igra-z-ogniem

Nowy artykuł na portalu Naked Capitalism  przedstawia ponury obraz obecnej eskalacji wojny ukraińsko-rosyjskiej. Analiza zatytułowana „Uzbrojony dom wariatów – zagrożenie eskalacją dronów na Ukrainie”  opisuje zjawisko, które staje się coraz bardziej niebezpieczne: Zachód zdaje się wierzyć, że może stopniowo atakować Rosję z coraz większą siłą, nie doprowadzając do bezpośredniej konfrontacji między NATO a Moskwą. Jednak to założenie może okazać się fatalnym błędem.

Konsekwencje ataku dronów na rosyjski magazyn paliwa

To, co się obecnie dzieje, to coś więcej niż wojna regionalna. Pojawia się zupełnie nowa forma permanentnej eskalacji – tania, zdecentralizowana, technologicznie połączona i praktycznie niekontrolowana.

Ukraina masowo rozmieszcza drony dalekiego zasięgu przeciwko celom położonym głęboko w głębi Rosji. Rafinerie, instalacje wojskowe, infrastruktura energetyczna i obiekty strategiczne są coraz częściej atakowane. Za kulisami od dawna było jasne, że wiele z tych operacji byłoby praktycznie niemożliwych bez zachodnich danych satelitarnych, rozpoznania celów, oprogramowania, technologii komunikacyjnych i wsparcia NATO.

To zaciera granicę między pomocą pośrednią a bezpośrednim udziałem wojskowym i właśnie to sprawia, że sytuacja staje się wybuchowa. NATO zdaje się zakładać, że ataki dronów stanowią rodzaj ‚kontrolowanej eskalacji’ – drobne ukłucia mające na celu osłabienie Rosji bez wywoływania masowej reakcji.

Jednak z perspektywy Moskwy wyłania się inny obraz: pełzająca wojna prowadzona przez cały zachodni sojusz przeciwko Rosji.

Drony przebiły rosyjską obronę. "Moskwa nie jest bezpieczna"

Atak ukraińskich dronów w obwodzie moskiewskim

Iluzja dystansu technologicznego jest szczególnie niebezpieczna. Drony drastycznie obniżają polityczny próg ataków. Politycy mogą działać coraz bardziej agresywnie, nie tracąc własnych żołnierzy. Właśnie to sprawia, że eskalacja polityczna staje się nagle łatwiejsza. Rzeczywistość jest jednak bardziej brutalna.

Dla Rosji ostatecznie nie ma większego znaczenia, czy zostanie użyty pocisk rakietowy, dron, czy system satelitarny – liczy się to, kto umożliwia atak. Im częściej atakowane jest centrum terytorium Rosji, tym większe prawdopodobieństwo asymetrycznej lub bezpośredniej odpowiedzi.

Niedawne ostrzeżenia rosyjskiej agencji wywiadowczej SWR skierowane do państw NATO, takich jak Łotwa, pokazują już, jak poważnie Moskwa traktuje tę sytuację. Rosja coraz bardziej otwarcie sygnalizuje, że terytorium NATO nie pozostanie automatycznie poza zasięgiem, jeśli będą tam przygotowywane lub wspierane ataki na Rosję. To niebezpiecznie zbliża Europę do historycznego punktu krytycznego.

Współczesna wojna dronów zmienia całą logikę globalnego odstraszania. Wcześniej bezpośrednie ataki na mocarstwa były rzadkie, kosztowne i wysoce ryzykowne.

Dziś stosunkowo niedrogie drony mogą: — paraliżować lotniska, // — uszkadzać rafinerie ropy naftowej, // — destabilizować sieci energetyczne, // — atakować centra łączności, // — destabilizować infrastrukturę cywilną.

Obrona przed tymi atakami kosztuje miliardy. Zachód jednak zdaje się nadal dążyć do eskalacji. Mamy do czynienia z: coraz większymi zasięgami, coraz bardziej agresywnymi operacjami, coraz głębszymi atakami i coraz ściślejszą integracją z NATO. Jednocześnie opinii publicznej wciąż wmawia się, że wszystko to da się kontrolować. Ale w tym tkwi prawdopodobnie największe zagrożenie naszych czasów.

Światu zagraża nie zaplanowana wojna światowa, ale łańcuch pozornie drobnych kroków eskalacji, w których każda ze stron wierzy, że nadal utrzymuje kontrolę a tymczasem bezpośrednia konfrontacja między mocarstwami nuklearnymi jest coraz bliżej. Prawidłowym pytaniem nie jest już, czy sytuacja ulegnie eskalacji, ale raczej, czy ktokolwiek w Waszyngtonie czy Brukseli jest jeszcze w stanie na czas powstrzymać spiralę eskalacji.

uncutnews.ch/drohnenkrieg-ausser-kontrolle-der-westen-spielt-mit-dem-feuer-eines-direkten-nato-russland-krieges

Opracował: Zygmunt Białas

Wielka Brytania, Niemcy i Francja wzmocnią swoje wsparcie dla Ukrainy…

Troika UE zamierza zwiększyć swoje wsparcie dla Ukrainy po ataku na Starobielsk

Anti-Spiegel 22 maj 2026 Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-eu-troika-beabsichtigt-ihre-unterstuetzung-fuer-die-ukraine-nach-dem-angriff-auf-starobilsk-zu-verstaerken

Oświadczenie wydano po rozmowach online z prezydentem Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i Wołodymyrem Zełenskim.

LONDYN, 22 maja (TASS). Troika UE (Wielka Brytania, Niemcy i Francja) wzmocni swoje wsparcie dla Ukrainy w nadchodzących miesiącach. Zostało to ogłoszone w oświadczeniu wydanym przez kancelarię brytyjskiego premiera Keira Starmera po rozmowach online z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i Wołodymyrem Zełenskim.

Zgodnie z oświadczeniem, przywódcy „potwierdzili” swoje zobowiązanie do wzmocnienia wsparcia dla rządu ukraińskiego „w nadchodzących miesiącach”.

Oświadczenie zostało wydane po ataku sił ukraińskich na uniwersytet w Starobielsku (ŁRL).

W nocy 22 maja ukraińskie siły zbrojne zaatakowały dronami budynek i akademik Starobielskiego Kolegium Technicznego Ługańskiego Uniwersytetu Pedagogicznego. W momencie ataku w budynkach przebywało 86 dzieci i młodzieży w wieku od 14 do 18 lat. Wstępne doniesienia wskazują na śmierć czterech osób i 39 rannych.

Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że atak nie był przypadkowy, o czym świadczy użycie przez ukraińskie siły zbrojne 16 dronów. Polecił rosyjskiemu Ministerstwu Obrony opracowanie propozycji działań odwetowych.

Według francuskich mediów Ukraińcy walczą u boku terrorystów w Afryce w interesie Francji

Thomas Röper anti-spiegel.ru/laut-franzoesischen-medien-kaempfen-in-afrika-ukrainer-zusammen-mit-terroristen-fuer-frankreichs-interessen

Brak „rosyjskiej propagandy”

Według francuskich mediów Ukraińcy walczą u boku terrorystów w Afryce w interesie Francji

RTL donosi, że ukraińscy żołnierze w Mali walczą u boku islamistycznych terrorystów przeciwko lokalnemu rządowi w interesie Francji. Niemieckie media ignorują ten fakt, ponieważ pokazuje to, że „rosyjska propaganda” po raz kolejny mówi prawdę.

Anti-Spiegel 16 maj 2026

==========================

Niemieckie media milczą na temat doniesień RTL, że Francja wspiera islamistycznych terrorystów w Afryce i wysyła ukraińskich żołnierzy u boku tych terrorystów do walki z rządem Mali, bo to w ogóle nie pasuje do ich narracji. W końcu zostało to uznane za „rosyjską propagandę” – a poza tym niemieckie media nigdy nie przyznałyby, że kraje europejskie współpracują z grupami terrorystycznymi, aby osiągnąć swoje cele polityczne w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

O co chodzi

RTL donosi, że Francja, pomimo wycofania swoich sił zbrojnych z Mali, zapewnia wsparcie lądowe ukraińskim żołnierzom walczącym razem z tuareskimi rebeliantami.

Możecie pamiętać, że przed zamachami stanu w 2020 i 2021 roku niemieckie siły zbrojne rzekomo walczyły ramię w ramię z francuskim wojskiem przeciwko terrorystom w Mali. Wśród tych terrorystów znajdują się tuarescy rebelianci, których, według RTL, Francja obecnie wspiera, wysyłając również ukraińskich żołnierzy.

Celowo piszę, że niemieckie siły zbrojne, wspólnie z armią francuską, „rzekomo” walczyły z terrorystami, ponieważ często donosiłem, że ta walka nigdy tak naprawdę nie została stoczona. Rzekoma pomoc w walce z terrorystami dała Francji pretekst do stacjonowania swoich wojsk w Mali i innych krajach Afryki Zachodniej – innymi słowy, do faktycznego okupowania i kontrolowania tych krajów, będących byłymi koloniami francuskimi.

Dzięki temu Francja zapewniła sobie nie tylko wpływy geopolityczne, ale przede wszystkim dostęp do zasobów naturalnych regionu, takich jak uran, który francuskie firmy mogły wydobywać bardzo tanio i którego Francja rozpaczliwie potrzebowała. Francja nie była zatem zainteresowana pokonaniem terrorystów, ponieważ wtedy pretekst do stacjonowania swoich wojsk w tych krajach zniknąłby.

Innymi słowy, rzekoma walka z terrorystami w Mali, do której również wysłano niemieckich żołnierzy, była jedynie pokazowa.

I po raz kolejny „rosyjska propaganda” miała rację

Teraz okazuje się, że to wszystko wcale nie była „rosyjska propaganda”, lecz prawda, ponieważ nagle we Francji otwarcie donosi się, że Paryż nie walczy z Tuaregami,, których niedawno nazwano „terrorystami” i rzekomo zwalczano,  lecz ich wspiera. Kiedyś byli narzędziem Francji, usprawiedliwiającym francuską okupację Mali i innych krajów Afryki Zachodniej, a teraz są narzędziem Francji w walce z nowymi rządami tych krajów, które wypędziły Francję.

RTL, powołując się na francuskie źródło w służbach bezpieczeństwa, donosi, że Francja jest szczególnie zależna od wielu francuskojęzycznych ukraińskich żołnierzy, którzy służyli w Legii Cudzoziemskiej, oraz od jednostek ukraińskiego wywiadu wojskowego GUR, które działają w Mali we współpracy z rebeliantami z Tuaregów, którzy dzięki sojuszowi z dżihadystami zdobyli kilka miast dwa tygodnie temu.

Próba zamachu stanu dwa tygodnie temu

Dwa tygodnie temu próba zamachu stanu w Mali trafiła na pierwsze strony gazet. Islamiści i rebelianci tuarescy – których w europejskich mediach określa się obecnie mianem „rebeliantów”, a nie „terrorystów” – próbowali zdobyć stolicę i obalić rząd. Zamach stanu został brutalnie stłumiony dzięki pomocy rosyjskiego Afrika Korps, z którym byłe kolonie francuskie współpracują od momentu wycofania się Francji.

Po zamachu stanu donosiłem, że został on przeprowadzony w interesie i z pomocą Francji, o czym oczywiście nie wspominały niemieckie media.

Teraz RTL mówi o tym całkiem otwarcie, ponieważ artykuł RTL ujawnia, że ​​rebelianci Tuaregów próbują osłabić „juntę” w Mali, podczas gdy Francja i Ukraina „chcą obalić rosyjskich popleczników junty, byłą milicję Wagnera (przemianowaną na Afrika Korps), która zrobiła wszystko, by wypędzić Francję z Afryki”. Według RTL Tuaregów i Francję łączy wspólny interes.

Francja pozwala Ukraińcom wykonywać brudną robotę

Ale to nie wszystko, ponieważ RTL otwarcie informuje również, że Francja wykorzystuje Ukraińców, aby uniknąć brudzenia sobie rąk poprzez bezpośredni kontakt z terrorystami. RTL twierdzi, że Francja początkowo odrzuciła propozycję Ukrainy dotyczącą udzielenia wsparcia wojskowego Paryżowi w regionie Sahelu.

Co więcej, niemieckie media nigdy nie donosiły o tym, że Ukraina zaoferowała Francji wsparcie w Afryce w formie współpracy z islamistycznymi terrorystami. Aby się o tym przekonać, trzeba przeczytać anty-Spiegla.

Według RTL Francja wycofała się z tego odrzucenia i zaakceptowała ukraińską propozycję, która dopuszcza „szereg strategii”, które „przyniosą korzyści dżihadystom”, obecnie sprzymierzonym z separatystami tuareskimi, którzy z kolei są wspierani przez siły ukraińskie.

RTL donosi ponadto, że ograniczając pomoc operacyjną do żołnierzy ukraińskich, Francja unika bezpośredniej współpracy z dżihadystami, którzy z kolei są powiązani z Al-Kaidą. Zapytane przez RTL Ministerstwo Obrony wyraziło się niejasno, wskazując, że Francja nie udzieli komentarza, gdyby ukraińscy żołnierze opuścili Legię Cudzoziemską, aby służyć Ukrainie w sposób, który uzna za korzystny.

Mówiąc wprost: Francja wykorzystuje Ukraińców do brudnej roboty w Afryce i, rękami Ukraińców, wspiera islamistów Al-Kaidy w Afryce. Muszę powtórzyć, że ten raport pochodzi z francuskiego wydania RTL, a nie z rzekomo złowrogiej „rosyjskiej propagandy”.

Czy niemieckie media o tym napiszą? [a „polskie”? md]

Niemiecki pakt wojenny z Ukrainą przeciwko Rosji

Niemiecki pakt wojenny z Ukrainą przeciwko Rosji

Rząd niemiecki jest głęboko przekonany, że może i musi pokonać Rosję. Deklarowanym celem jest zdecydowane zwycięstwo.

Minister obrony Boris Pistorius (SPD) po raz kolejny pojawił się w Kijowie 11 maja 2026 roku. Tym razem nacisk położono na podpisanie wspólnych kontraktów zbrojeniowych z Ukrainą na produkcję dronów zdolnych do ataków w zasięgu do 1500 kilometrów. „Niemcy opierają się na wspólnych przedsięwzięciach niemieckich i ukraińskich firm w zakresie produkcji dronów” – oświadczył minister obrony podczas wizyty w Kijowie. – Dotyczy to „w szczególności wspólnego rozwoju i produkcji dronów o zróżnicowanym zasięgu, od poniżej 100 do 1500 kilometrów”.

Krok po kroku wdrażana jest w życie dwustronna umowa z Ukrainą o strategicznym partnerstwie. Pistorius pozwolił się nawet zabrać na linię frontu. W retoryce z czasów II wojny światowej przeanalizował sytuację: „Rosja przechodzi okres słabości”. Rząd niemiecki ledwo kryje swoje uczestnictwo w prowadzeniu wojny na Ukrainie. Pod pretekstem pomocy Ukrainie w obronie własnej Berlin buduje kompleks militarno-przemysłowy, w którym niemieckie firmy zbrojeniowe konsekwentnie posiadają większościowy udział. Staje się coraz bardziej oczywiste, że stanowi to fundamentalną zmianę w niemieckiej polityce.

Ciągłość niemieckiej polityki wschodniej – od Brześcia Litewskiego do dziś

Niemcy w pełni przyjmują rolę wiodącej siły w walce z Rosją, wiążąc to z powrotem na geopolityczne linie frontu dawnego Cesarstwa Niemieckiego. Traktat brzeski z marca 1918 roku między państwami centralnymi, na czele z Niemcami, a Rosją Radziecką jest dziś w dużej mierze zapomniany w historii. Niemiecki historyk Fritz Fischer, analizując niemiecki imperializm, zwrócił uwagę na ciągłość niemieckiej polityki wschodniej (Ostpolitik) między traktatem brzeskim a atakiem III Rzeszy na Związek Radziecki. Brześć Litewski stworzył szereg państw buforowych kontrolowanych przez Niemcy, które stanowiły przyszłą trampolinę do wojny agresywnej przeciwko Rosji Radzieckiej.

Przyjazd Lwa Trockiego na czele sowieckiej delegacji pokojowej – dworzec kolejowy w Brześciu Litewskim. 08.01.1918. Źródło: Wikimedia Commons

Przyjazd Lwa Trockiego na czele radzieckiej delegacji pokojowej – dworzec kolejowy w Brześciu Litewskim. 08.01.1918.

W 2026 roku Berlin wydaje się reaktywować geopolityczne zasady Brześcia Litewskiego. Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych Ukraina jest finansowana niemal wyłącznie przez UE, a lwią część zapewniają Niemcy. Kijów staje się zatem coraz bardziej przedłużeniem Berlina, zarówno pod względem militarnym, jak i finansowym. Nawet decyzja o zakończeniu wojny nie wydaje się już zapadać na Ukrainie, lecz w Berlinie i Brukseli. Rząd niemiecki i przedstawicielka UE Kaja Kallas  szorstko odrzucili propozycję prezydenta Rosji Władimira Putina, aby powołać byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera lub polityka o podobnym profilu na mediatora.

Zniesienie niemieckich ograniczeń zbrojeniowych

Dalsze przedłużanie wojny wydaje się być celem rządu niemieckiego. Nawiasem mówiąc, spełnia to również marzenie Berlina o uwolnieniu się od ostatnich ograniczeń militarnych wynikających z upadku reżimu nazistowskiego. W odpowiedzi na ataki rakietowe V2 III Rzeszy na Londyn i Rotterdam, Republice Federalnej Niemiec zakazano opracowywania własnych pocisków rakietowych do czasu przezbrojenia w 1955 roku. Także potem niemieckie pociski manewrujące praktycznie nie powstały aż do końca zimnej wojny. Szwedzko-niemiecki pocisk manewrujący Taurus  został wprowadzony do Bundeswehry dopiero w 2005 roku. Głównym problemem Taurusa  jest to, że jego silniki zawierają komponenty amerykańskie, co oznacza, że Stany Zjednoczone roszczą sobie prawo do współdecydowania w przypadku eksportu na Ukrainę.

Rząd niemiecki gorączkowo pracuje nad zniesieniem tych ograniczeń. W związku z tym w zakresie produkcji Taurusa Neo  dąży do współpracy z japońskimi producentami. Podobnie w odniesieniu do dronów próbuje wykluczyć amerykańskich producentów, aby zapewnić sobie kontrolę nad rozmieszczeniem i eksportem tej broni dalekiego zasięgu.

Szukający oszczędności rząd Stanów Zjednoczonych zaostrzył podział obowiązków w NATO  i przekazał wojnę zastępczą na Ukrainie Unii Europejskiej pod niemieckim przywództwem. Rząd niemiecki w ten sposób uzurpuje sobie prawo do wojny na Ukrainie i stoi w obliczu dwóch głównych problemów: po pierwsze, podważa swoją bazę społeczną, likwidując państwo opiekuńcze, niezbędne do przygotowań do wojny. Po drugie, zachowuje się jak linoskoczek bez siatki, kwestionując rosyjską potęgę jądrową i nowe możliwości rakietowe – mając nadzieję ostatecznie zapewnić sobie miejsce pod amerykańskim parasolem nuklearnym.

Pokój poprzez dialog staje się zatem coraz mniej prawdopodobny. Każdy, kto – jak polityk SPD Rolf Mützenich – choćby zasugeruje rozpoczęcie rozmów rozbrojeniowych z Rosją po decyzji prezydenta USA Trumpa o tymczasowym wycofaniu amerykańskich rakiet z Niemiec, jest obecnie uważany za zdrajcę. Wśród niemieckich polityków szerzy się atmosfera podżegania do wojny, która nie toleruje już nawet sprzeciwu.

Napisała: Sevim Dagdelen

Opracował: Zygmunt Białas

Wywiad USA nakazuje inspekcję 120 laboratoriów biologicznych finansowanych przez rząd USA za granicą

Thomas Röper anti-spiegel.ru/us-geheimdienst-ordnet-pruefung-von-120-von-der-us-regierung-finanzierten-biolaboren-im-ausland-an

Amerykańskie programy broni biologicznej

Wywiad USA nakazuje inspekcję 120 laboratoriów biologicznych finansowanych przez rząd USA za granicą

Dyrektor amerykańskiego wywiadu zapowiedział inspekcję ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, finansowanych przez rząd USA od dziesięcioleci. Ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się na Ukrainie. Dlaczego niemieckie media nie poinformowały o tym? [ a polskie?? md]

Anti-Spiegel 15 maj 2026

Są tematy, o których niemieckie media po prostu nie chcą mówić, tematy, które trzyma się w tajemnicy przed niemiecką opinią publiczną. Jednym z nich są laboratoria broni biologicznej, finansowane i prowadzone przez USA na całym świecie. Od czasu pandemii COVID-19 wszyscy wiemy, czym jest „wzmocnienie funkcji” (badania nad tym, jak sprawić, by patogeny, które są nieszkodliwe dla ludzi, stały się niebezpieczne dla ludzi). Badania te zostały zakazane w USA ze względu na ich niebezpieczny charakter, ale amerykańscy naukowcy mieli wyraźne pozwolenie na prowadzenie ich w laboratoriach za granicą.

Dokładnie to wydarzyło się na przykład w Wuhan, gdzie amerykański badacz Peter Daszak badał, jak sprawić, by koronawirusy przenosiły się z nietoperzy na ludzi. Badania te, nawiasem mówiąc, były finansowane przez rząd USA. Wszystko to jest teraz bezdyskusyjne i każdy może teraz zadać sobie pytanie, czy to był zbieg okoliczności, że wybuchła tam epidemia COVID-19.

Ale odbiorcy głównych niemieckich mediów nic o tym nie wiedzą, ponieważ milczą na ten temat, podobnie jak milczą na temat ponad 40 amerykańskich biolaboratoriów na Ukrainie, gdzie prowadzono badania nad niebezpiecznymi patogenami, takimi jak Ebola i inne.

To, że USA były bardzo aktywne w rozwijaniu niebezpiecznych patogenów, czyli broni biologicznej, szczególnie na Ukrainie, nie podlega dyskusji. Chronologię wraz z dowodami znajdziesz na końcu artykułu.

Dyrektor Wywiadu Narodowego zapowiedziała inspekcję ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, finansowanych przez rząd USA od dziesięcioleci. Ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się na Ukrainie. Uzasadniła inspekcję, stwierdzając, że niektóre z laboratoriów były finansowane przez Pentagon i że prowadzone tam badania budzą „poważne obawy etyczne, finansowe i dotyczące bezpieczeństwa”. Inspekcja pozwoli również ustalić, jakie patogeny są badane w tych laboratoriach.

Mówiąc wprost: Waszyngton najwyraźniej nie wie, jakie badania są prowadzone w tych laboratoriach – a raczej nie chce wiedzieć, bo to pozwoliłoby udawać głupka w razie wypadku. To dobrze znana strategia wywiadowcza, na którą istnieje nawet termin techniczny: „wiarygodne zaprzeczenie”.

11 maja, cztery dni temu, „New York Post” poinformował o przeglądzie laboratoriów biologicznych, a Tulsi Gabbard ani jej agencje wywiadowcze nie zaprzeczyły temu, co oznacza, że ​​doniesienia są prawdziwe, zwłaszcza że gazeta zacytowała fragment stosownego oświadczenia.

Mimo to amerykańskie media głównego nurtu o tym nie poinformowały. I oczywiście niemieckie media również, ponieważ tradycyjnie utrzymują temat amerykańskich laboratoriów broni biologicznej w całkowitej tajemnicy przed czytelnikami. I robią to od lat, ponieważ Niemcy nie powinni wiedzieć wszystkiego.

Tłumaczę teraz artykuł TASS o planowanym śledztwie amerykańskich agencji wywiadowczych, a następnie chronologię publikacji na temat amerykańskich laboratoriów broni biologicznej na Ukrainie i w innych krajach.

Początek tłumaczenia

Stany Zjednoczone rozpoczęły inspekcję biolaboratoriów: Czy dżina da się zamknąć z powrotem w butelce?

Andriej Surżański o obawach Białego Domu dotyczących laboratoriów w krajach sąsiadujących z Rosją i o tym, czy obawy te doprowadzą do podjęcia konkretnych kroków w kierunku ich zamknięcia.

12 maja dyrektor wywiadu USA, Tulsi Gabbard, ogłosiła rozpoczęcie inspekcji ponad 120 biolaboratoriów w ponad 30 krajach, finansowanych od dziesięcioleci przez amerykańskich podatników. Według Gabbard ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się również na Ukrainie. „Pandemia COVID-19 ujawniła katastrofalne konsekwencje, jakie badania nad niebezpiecznymi patogenami w biolaboratoriach mogą mieć dla całego świata” – podkreśliła Gabbard. Urzędnicy administracji Trumpa wielokrotnie twierdzili wcześniej, że koronawirus pochodzi z chińskiego biolaboratorium, którego pracownicy eksperymentowali z wysoce niebezpiecznymi patogenami. Chiński rząd temu zaprzecza. Wypowiedź dyrektora wywiadu miała miejsce na krótko przed wizytą Trumpa w Chinach. Zbieg okoliczności? Wszystko jest możliwe.

Nie tylko kwestie etyczne

Warto zauważyć, że Gabbard złożyła swoje oświadczenie nie podczas przesłuchania w Kongresie ani konferencji prasowej, ale specjalnie dla konserwatywnej gazety „New York Post”. Choć gazeta ta uważana jest za tabloid, jest faworytem prezydenta USA Donalda Trumpa. To dość nietypowy format ukierunkowanego rozpowszechniania informacji. Co więcej, nowojorska gazeta nie jest znana z relacjonowania tak poważnych tematów, jak laboratoria biologiczne, patogeny czy broń biologiczna.

Według artykułu w „New York Post”, misją Narodowej Agencji Wywiadowczej jest „lokalizowanie laboratoriów, identyfikacja zawartych w nich patogenów i ustalenie prowadzonych tam badań”. Według gazety, niektóre z laboratoriów otrzymały finansowanie w ramach programu Pentagonu, realizowanego po zakończeniu zimnej wojny, mającego na celu eliminację broni masowego rażenia. W artykule stwierdzono, że prowadzone tam badania kliniczne „wzbudzają poważne obawy etyczne, finansowe i dotyczące bezpieczeństwa”.

W marcu 2022 roku, gdy Gabbard była jeszcze osobą prywatną, wezwała do natychmiastowego zamknięcia 25–30 finansowanych przez USA biolaboratoriów na Ukrainie i zniszczenia patogenów. Spotkało się to z krytyką wielu amerykańskich neokonserwatystów, w tym byłego republikańskiego senatora Mitta Romneya. Romney oskarżył Gabbard o „papkowanie rosyjskiej propagandy”. Tym razem Dyrektor Wywiadu Narodowego wyjaśnił, odnosząc się do około 40 laboratoriów na Ukrainie, które mają zostać poddane przeglądowi, że są one „narażone na kompromitację (tj. wyciek danych) w wyniku wojny rosyjsko-ukraińskiej”.

Przypomnijmy: w grudniu 2022 roku, przy okazji 9. Konferencji Przeglądowej Państw Stron Konwencji o Broni Biologicznej w Genewie, rosyjskie Ministerstwo Obrony przedstawiło przekonujące dowody na to, że Ukraina, przy wsparciu USA, prowadziła badania nad komponentami broni biologicznej. Badania koncentrowały się na patogenach wywołujących szczególnie niebezpieczne i istotne gospodarczo zakażenia.

Chociaż Gabbard nie wymienił żadnych innych krajów poza Ukrainą, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow stwierdził w tym samym roku, że finansowane przez USA laboratoria biologiczne istnieją w Armenii, Kazachstanie i krajach Azji Środkowej. Moskwa następnie omawiała tę kwestię z sąsiadami, zarówno dwustronnie, jak i w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ).

Praca nad błędami z przeszłości

The New York Post przypomina, że ​​administracja Bidena stanowczo zaprzeczyła istnieniu amerykańskich laboratoriów biologicznych na Ukrainie, określając takie twierdzenia jako chińską i rosyjską propagandę. Według gazety, zaprzeczenia te były częścią strategii „odporności informacyjnej”, mającej na celu wpływanie na opinię publiczną oraz „łagodzenie i przeciwdziałanie szkodliwym wpływom zagranicznym”, jednocześnie bagatelizując powiązania USA z tymi badaniami. Jednak podczas przesłuchania w Kongresie ówczesna zastępca sekretarza stanu Victoria Nuland musiała przyznać, że na Ukrainie rzeczywiście istnieją ośrodki badań biologicznych, ale podkreśliła, że ​​są to ośrodki badawcze, a nie laboratoria broni biologicznej. W tamtym czasie Amerykanie byli głęboko zaniepokojeni, że laboratoria te mogą wpaść w ręce rosyjskiego wojska.

W maju ubiegłego roku prezydent USA Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze zakazujące rządowego finansowania badań nad ulepszaniem patogenów w Chinach, Iranie i innych krajach bez odpowiedniego nadzoru. W rozporządzeniu stwierdzono: „Niebezpieczne badania nad wzmocnieniem funkcji wektorów biologicznych i patogenów mogą poważnie zagrozić życiu obywateli amerykańskich”.

Krytycy argumentowali, że słaby nadzór nad finansowaniem, które często trafia do odbiorców za pośrednictwem amerykańskich agencji, uniemożliwia poznanie potencjalnie niebezpiecznych eksperymentów. Według Departamentu Obrony USA, Stany Zjednoczone sfinansowały badania nad patogenami za granicą kwotą 1,4 miliarda dolarów w latach 2014–2023. Biuro Generalnego Inspektora Departamentu Obrony nie było jednak w stanie określić, w jakim stopniu fundusze te zostały wykorzystane na badania nad potencjalnymi patogenami pandemicznymi.

Tego samego dnia, w którym opublikowano oświadczenie Gabbard, Sekretarz Obrony USA Pete Hegseth opublikował podobny komentarz w tej sprawie w „Newsweeku”. „Poprzednia administracja finansowała niebezpieczne, zwiększające wirulencję badania i laboratoria biologiczne za granicą z pieniędzy amerykańskich podatników i celowo ukrywała to przed amerykańskim narodem” – powiedział, kontynuując: „Ujawnienie tych informacji pokazuje, jak źle nadzorowano tę pracę. Pod kierownictwem prezydenta Trumpa, dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard i cały gabinet naprawiają te historyczne błędy i przywracają sprawiedliwość naszym żołnierzom i tym, których chronią. Era kłamstw i zdrady dobiegła końca”.

Oczywiste jest, że oświadczenia Gabbard i Hegsetha dotyczące laboratoriów biologicznych były skoordynowanym działaniem. Pytanie brzmi: jaki był ich cel? Ciekawe jest również rozważenie ich docelowego odbiorcy: amerykańskiej opinii publicznej czy krajów zagranicznych? O ile wiadomo, reakcja w samych Stanach Zjednoczonych była niewielka. A media głównego nurtu w dużej mierze zignorowały raport „New York Post”. To dość nietypowe, że media powołują się na konkurencję, zwłaszcza tabloidy.

Czy Stany Zjednoczone mogą oskarżyć Zełenskiego?

Leonid Słucki, przewodniczący Komisji Spraw Międzynarodowych Dumy Państwowej i lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR), skomentował oświadczenie Gabbard, sugerując, że USA mogą oskarżyć Ukrainę o produkcję broni biologicznej. „Reżim Zełenskiego będzie musiał nieuchronnie odpowiedzieć nie tylko za korupcję na szeroką skalę – sprawa karna Jermaka-Mindicza liczy już 40 tomów – ale także za przestępcze utworzenie na terytorium Ukrainy poligonu doświadczalnego do produkcji śmiercionośnej broni biologicznej” – napisał Słucki na swoim kanale Max.

Deputowany przypomniał, że Duma Państwowa i Rada Federacji przeprowadziły w latach 2022/23 parlamentarne śledztwo, w którym uczestniczyło wielu rosyjskich i zagranicznych ekspertów. Jednym z ustaleń komisji było stwierdzenie, że na Ukrainie pod przykrywką „działalności biologicznej i medycznej” realizowane są projekty wojskowo-przemysłowe, co stanowi naruszenie Konwencji o zakazie broni biologicznej.

Eksperci uważają, że wyniki śledztwa Gabbard mogą mieć poważne konsekwencje nie tylko dla polityki zagranicznej USA, ale także dla międzynarodowej współpracy naukowej. Jeśli finansowanie zagranicznych ośrodków badawczych w dziedzinie biotechnologii zostanie znacząco ograniczone, państwa sojusznicze, w których znajdują się takie ośrodki, mogą zostać poddane surowszym kontrolom i przepisom.

Jeff Singer, starszy pracownik naukowy w Cato Institute, uważa, że ​​ogłoszenie Gabbard o wszczęciu śledztwa jest aktualne i uzasadnione. „Jeśli rząd dotuje laboratoria za granicą pieniędzmi podatników, ma obowiązek zapewnić, że badania te nie wyrządzą nam szkody” – powiedział magazynowi „Newsweek”.

Są jednak również głosy sprzeciwu, twierdzące, że śledztwo opiera się na zakrojonej na szeroką skalę kampanii dezinformacyjnej prowadzonej przez Rosję i Chiny. Nawet zakładając, że administracja Trumpa zamierza wykorzystać tę kwestię jako dodatkowy argument przeciwko Zełenskiemu, aby zmusić go do zaakceptowania warunków porozumienia w sprawie rozwiązania konfliktu, Waszyngton z pewnością zdaje sobie sprawę, że prowadzenie laboratoriów biologicznych na Ukrainie to niebezpieczna gra z ogniem. Te same względy najwyraźniej miały decydujący wpływ na decyzję Białego Domu o ewentualnym zaopatrzeniu reżimu w Kijowie w pociski manewrujące Tomahawk.

Aleksiej Szabłya, ekspert ds. analizy chemicznej i dyrektor techniczny Holdingu Jużpolimetal, uważa, że ​​problem leży w tym, że finansowane przez Pentagon laboratoria biologiczne na całym świecie wymknęły się spod kontroli USA. „Znaczna część projektów tych laboratoriów biologicznych jest objęta programem redukcji zagrożeń Departamentu Obrony USA, którego celem była kontrola nad utylizacją komponentów broni masowego rażenia po zimnej wojnie. W tych laboratoriach prowadzono badania nad bronią biologiczną i prawdopodobnie nadal się one odbywają. Kontrola USA nad tymi badaniami jest tak słaba, że ​​stały się one w rzeczywistości głównym źródłem zagrożeń, do zwalczania których zostały powołane. Przyznał to nawet dyrektor Narodowej Służby Wywiadowczej USA” – powiedział ekspert agencji TASS.

Zakładając laboratoria biologiczne na Ukrainie, Amerykanie najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, jakie stwarzają. A powstrzymanie tego zagrożenia będzie trudne.

Koniec tłumaczenia

Chronologia publikacji

Zgodnie z obietnicą, przedstawiamy chronologię publikacji z ostatnich lat na temat amerykańskich badań nad bronią biologiczną.

Już na początku marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dokumenty dowodzące, że Ukraina pośpiesznie zniszczyła niebezpieczne patogeny po rozpoczęciu rosyjskiej operacji wojskowej. Tymczasem Zachód zaprzeczył istnieniu tych patogenów na Ukrainie. Również na początku marca rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało szczegółowe informacje na temat badanych patogenów i wskazało zaangażowane w nie amerykańskie organizacje.

To, co na początku marca 2022 roku uznano za „rosyjską propagandę”, zostało pośrednio potwierdzone pod przysięgą przez zastępcę sekretarza stanu USA, Nuland, kilka dni później podczas przesłuchania przed Kongresem USA, ale zachodnie media nie uznały tego za warte uwagi.

Podobnie fakt, że WHO zaledwie kilka dni później wezwała Kijów do zniszczenia „wysoce niebezpiecznych patogenów” – patogenów, których, według zachodnich mediów i polityków, Kijów rzekomo nawet nie posiadał – nie został uznany za wystarczająco interesujący, aby zachodnie media mogły o tym informować. W rezultacie mało kto na Zachodzie o tym wie, podczas gdy rosyjskie media relacjonowały to szczegółowo.

Pod koniec marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły i dokumenty dotyczące amerykańskiego programu broni biologicznej na Ukrainie, ujawniając między innymi, że w jego finansowaniu brała udział nowojorska firma Rosemont Seneca. Stali czytelnicy „Anti-Spiegla” rozpoznają tę firmę, ponieważ odegrała ona znaczącą rolę na Ukrainie w innym kontekście. Nawiasem mówiąc, firma należy do Huntera Bidena, syna prezydenta USA.

Pod koniec marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony ujawniło dalsze szczegóły i dokumenty dotyczące amerykańskiego programu broni biologicznej na Ukrainie, ujawniając między innymi, że w jego finansowanie zaangażowana była nowojorska firma Rosemont Seneca. Wkrótce potem ujawniono, że amerykańscy specjaliści na Ukrainie również przeprowadzili testy na ludziach. Dalsze szczegóły opublikowano w połowie kwietnia i na początku maja 2022 roku. Ponadto, były prezydent USA George W. Bush, choć niechętnie, przyznał się w połowie maja do istnienia amerykańskich programów broni biologicznej zainicjowanych za jego rządów na Ukrainie.

Na początku czerwca 2022 roku w Moskwie odbyła się konferencja poświęcona programom broni biologicznej Pentagonu na Ukrainie, na której zebrano publicznie znane fakty. Uczestniczyłem w niej również ja. O tym informowałem w dwóch artykułach

(https://web.archive.org/web/20241006194712/https://anti-spiegel.com/2022/neue-informationen-ueber-us-biowaffenprogramme-in-der-ukraine-teil-1/ 

web.archive.org/web/20240715171852/https://anti-spiegel.com/2022/neue-informationen-ueber-us-biowaffenprogramme-in-der-ukraine-teil-2/.

Zaledwie kilka dni później Pentagon przyznał się do finansowania 46 laboratoriów biologicznych na Ukrainie, twierdząc, że służyło to wyłącznie celom zdrowotnym. Szczegóły, w tym link do oświadczenia Pentagonu, można znaleźć tutaj: web.archive.org/web

anti-spiegel.2022/pentagon-raeumt-finanzierung-von-46-biolaboren-in-der-ukraine-ein

W połowie czerwca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało liczne informacje na temat amerykańskich programów broni biologicznej i badanych patogenów, a na początku lipca pojawiły się kolejne szczegóły.

Na początku sierpnia 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że uznaje COVID-19 za amerykańską broń biologiczną, a na początku września opublikowano dalsze szczegóły dotyczące amerykańskich programów broni biologicznej na Ukrainie.

We wrześniu 2022 roku Rosja zwołała specjalne spotkanie państw-stron Konwencji o Broni Biologicznej, przedstawiła im swoje ustalenia i zadała 20 pytań Stanom Zjednoczonym i Ukrainie, na które nie mogły lub nie chciały odpowiedzieć. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły w grudniu. Pod koniec stycznia 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony dodało dalsze szczegóły.

Na początku marca 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony po raz pierwszy skomentowało szczepionki mRNA, a na początku kwietnia 2023 roku opublikowało dalsze szczegóły dotyczące tych niebezpiecznych szczepionek.

Na początku maja 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły dotyczące badań Pentagonu nad ptakami wędrownymi na Ukrainie, które mogą być wykorzystywane do rozprzestrzeniania chorób zakaźnych. Dalsze szczegóły opublikowano pod koniec maja 2023 r.

Pod koniec maja 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze informacje na temat badań Pentagonu nad ptakami wędrownymi na Ukrainie, które – jak twierdziło – mogą być wykorzystywane do rozprzestrzeniania chorób zakaźnych. W czerwcu 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony rozpoczęło doniesienia o roli Billa Gatesa oraz o badaniach nad komarami i kleszczami w kontekście amerykańskich programów broni biologicznej, publikując dalsze informacje w lipcu 2023 r.

W sierpniu 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony wzmocniło oskarżenia, że ​​Stany Zjednoczone stworzyły COVID-19 i przygotowały pandemię. Ministerstwo ostrzegło, że Stany Zjednoczone najwyraźniej już przygotowują się na nową pandemię, aczkolwiek z o wiele groźniejszymi patogenami.

Na początku września i października 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony ponownie skupiło się na doniesieniach o tym, jak Stany Zjednoczone ukrywają swoje programy i unikają międzynarodowych inspekcji.

W sierpniu 2024 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony wskazało, że Pentagon przekazał środki na badania nad bronią biologiczną innym departamentom, aby zatrzeć ślady.

„Weryfikator faktów” złapany na kłamstwie: Tulsi Gabbard potwierdza istnienie gigantycznej sieci finansowanych przez USA biolaboratoriów – w tym ponad 40 laboratoriów na Ukrainie

uncutnews-ch/faktenchecker-blamiert-tulsi-gabbard-bestaetigt-gigantisches-netzwerk-us-finanzierter-biolabore-darunter-mehr-als-40-labore-in-der-ukraine

Dyrektor Narodowej Służby Wywiadowczej, Tulsi Gabbard, prowadzi obecnie śledztwo w sprawie ponad 120 laboratoriów biologicznych za granicą, finansowanych od dziesięcioleci z pieniędzy amerykańskich podatników.

Weryfikator faktów zawstydzony: Tulsi Gabbard potwierdza istnienie gigantycznej sieci finansowanych przez USA biolaboratoriów – w tym ponad 40 laboratoriów na Ukrainie

Wielki „spisek” ostatnich lat ujawnia się obecnie na żywo na oczach opinii publicznej. Przez lata ludzie byli zniesławiani, cenzurowani i nazywani „rosyjskimi propagandzistami” lub „teoretykami spiskowymi”, jeśli wskazywali na finansowane przez USA laboratoria biologiczne za granicą. Weryfikatorzy faktów, główne media i zachodnie rządy wielokrotnie uznawały takie twierdzenia za dezinformację.

Teraz jednak sama szefowa amerykańskiego wywiadu, Tulsi Gabbard, potwierdziła , że ​​Waszyngton sfinansował ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach – w tym ponad 40 na Ukrainie.

To, co przez lata uważano za „teorię spiskową”, nagle stało się przedmiotem oficjalnego śledztwa rządu USA.

Prawdziwym skandalem nie jest samo istnienie tych laboratoriów. Większym skandalem jest systematyczne oszukiwanie opinii publicznej. Podczas gdy krytycy zostali publicznie zdyskredytowani, ówczesna zastępca sekretarza stanu USA, Victoria Nuland, przyznała przed Senatem USA już w 2022 roku, że na Ukrainie istnieją ośrodki badań biologicznych, których kontrola nad nimi stanowiłaby zagrożenie w przypadku wojny. Mimo to zachodnie media i osoby weryfikujące fakty nadal twierdziły, że takie ostrzeżenia to „rosyjska dezinformacja”.

Gabbard otwarcie stwierdza, że ​​jej agencja bada, jakie patogeny są obecne w tych laboratoriach, jakie badania są tam prowadzone i czy przeprowadzano tzw. eksperymenty „wzmocnienia funkcji” – czyli badania, w których wirusy mogą stać się bardziej niebezpieczne lub zaraźliwe.

Nagle coś, co wcześniej było agresywnie zaprzeczane, okazuje się rzeczywistością.

Szczególnie alarmujące jest to, że według raportu, ponad 1,4 miliarda dolarów amerykańskich napłynęło na odpowiednie badania poza Stanami Zjednoczonymi w latach 2014–2023. Jednocześnie nawet amerykańskie organy regulacyjne najwyraźniej nie były w stanie ustalić, które potencjalnie pandemiczne patogeny były faktycznie przedmiotem badań.

Historia niepokojąco przypomina debatę wokół laboratorium w Wuhan. Tam również teoria o wypadku laboratoryjnym była początkowo tematem tabu. Każdy, kto zadawał pytania, był usuwany z mediów społecznościowych lub publicznie oczerniany. Dopiero po latach władze Zachodu przyznały, że nie można w żaden sposób wykluczyć laboratoryjnego pochodzenia zdarzenia. Teraz ten sam schemat powtarza się w przypadku zagranicznych laboratoriów biologicznych.

Prawdziwym sednem problemu nie są same badania, ale wzajemne oddziaływanie tajemnicy, kampanii medialnych i politycznej kontroli debaty publicznej. Krytyczne głosy nie zostały odrzucone, lecz moralnie odrzucone. Każdy, kto wypowiadał się na temat laboratoriów biologicznych, był nazywany „agentem Moskwy”. Nawet politycy tacy jak Tulsi Gabbard zostali publicznie oczernieni jako zdrajcy przez senatorów USA po tym, jak ostrzegali przed niezabezpieczonymi ośrodkami biologicznymi na Ukrainie.

Dziś ta sama kobieta oficjalnie bada te same struktury.

Szczególnie alarmujące są zarzuty, że administracja Bidena aktywnie próbowała „kształtować” postrzeganie opinii publicznej, aby zminimalizować powiązania USA z laboratoriami. Według raportu, działania te były częścią strategii „odporności informacyjnej”, czyli kontroli narracji publicznej.

Innymi słowy, uwaga skupia się nie tylko na samych badaniach, ale także na kwestii tego, czy rządy i media wspólnie próbowały zatuszować krytyczne informacje.

Ta sprawa po raz kolejny pokazuje, jak szybko termin „teoria spiskowa” jest dziś wykorzystywany jako narzędzie polityczne. To, co wczoraj rzekomo zostało „obalone”, jutro nagle zostaje oficjalnie potwierdzone. Te same instytucje, które zniesławiły krytyków, teraz przedstawiają się jako głosiciele oświecenia.

Dla wielu obserwatorów to właśnie jest prawdziwy przypadek naruszenia zaufania: nie chodzi tylko o potencjalnie ryzykowne badania, ale o uświadomienie sobie, że rządy, media i osoby weryfikujące fakty były najwyraźniej gotowe aktywnie bagatelizować niewygodne informacje tak długo, jak były one politycznie niepożądane.

Źródło: Dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard bada finansowanie przez USA ponad 120 laboratoriów biologicznych za granicą

Powstaje militarna unia niemiecko-ukraińska

Powstaje militarna unia niemiecko-ukraińska

Na naszych oczach powstaje wojskowa unia niemiecko-ukraińska. Minister obrony Niemiec Boris Pistorius i minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow podpisali dzisiaj list intencyjny w sprawie pogłębienia współpracy w zakresie rozwoju technologii wojskowych – poinformowała agencja Ukrinform.

Berlin i Kijów planują rozpocząć wspólną produkcję nowoczesnych dronów dalekiego zasięgu – poinformował niemiecki minister obrony Boris Pistorius podczas niezapowiedzianej wizyty w Kijowie. Inicjatywę nazwano „Brave Germany”.

„Projekt, wspierany przez ukraińską platformę technologii obronnych Brave1, będzie przyznawał dotacje ukraińskim i niemieckim firmom działającym w sektorze obronnym” – poinformowało serwis Kyiv Independent Ministerstwo Obrony Ukrainy.

Fedorow przypomniał, że już w kwietniu Kijów i Berlin podpisały umowę na zakup setek pocisków dla systemów obrony powietrznej Patriot, a Niemcy już zaczęły finansować tę transakcję. Według Mychajło Fedorowa Ukraina nadal jest zainteresowana niemieckimi rakietami Taurus. Pociski te mają zasięg do 500 kilometrów. Kijów dysponuje już sprzętem o podobnych możliwościach. Ukraiński minister stwierdził jednak z przekąsem: „Nigdy nie można mieć za dużo tej broni”

Niemcy i Ukraina planują także wspólnie opracować drony o różnym zasięgu, w tym systemy zdolne do pokonywania odległości nawet do 1500 kilometrów co potwierdził – niemiecki minister Boris Pistorius. „Wszyscy widzieliśmy ataki na Rosję z odległości 1500 kilometrów. Dlatego Ukraina dobrze odrabia swoją pracę domową” – dodał jego ukraiński odpowiednik Fedorow.

Pistorius stwierdził również, że Niemcy są zainteresowane rozszerzeniem partnerstwa z Ukrainą i wykorzystaniem ukraińskich doświadczeń konfliktu z Rosją w prowadzeniu nowoczesnej wojny. Stwierdził, że Berlin analizuje ukraińskie systemy zarządzania walką oraz doświadczenia bojowe Sił Zbrojnych Ukrainy na potrzeby Bundeswehry.

Minister obrony Niemiec Boris Pistorius przygotowuje się właśnie do wizyty w Waszyngtonie, by przekonać administrację Donalda Trumpa do sprzedaży pocisków manewrujących Tomahawk wraz z nowoczesnymi wyrzutniami Typhon. Jak poinformował „Financial Times”, Berlin ma nadzieję na odświeżenie propozycji zakupu, która po raz pierwszy została złożona w lipcu 2025 roku.

Austriackie media przypominają, że jakiś czas temu ambasador Stanów Zjednoczonych przy Pakcie Północnoatlantyckim Matthew Whitaker wyraził zgodę na to, aby Niemcy przejęli rolę lidera NATO w Europie. USA z niecierpliwością czekają na rozmowy, w których Niemcy powiedzą, że są gotowi objąć stanowisko Naczelnego Dowódcy Sojuszniczego.

Prezydent Donald Trump wycofuje wojska USA z Niemiec. Prezydent USA nie skonsultował decyzji z sojusznikami przed jej ogłoszeniem, zapowiadając nagłe wycofanie 5 000 żołnierzy z Niemiec. Media sugerują, że sytuacja ta nie jest na rękę niemieckim politykom na czele z Friedrichem Merzem, jednak wycofanie się amerykańskich żołnierzy otwiera Niemcom drogę do tego, by znów mogły się stać militarną potęgą Europy.

Były Sekretarz Generalny NATO Anders Fogh Rasmussen wezwał do utworzenia nowego sojuszu militarnego w Europie. Stwierdził: „Jesteśmy teraz świadkami rozpadu NATO”. Jego zdaniem do nowego projektu powinny zostać zaangażowane państwa, które spełniają „surowe” kryteria. Przekonywał, że konieczne jest też włączenie do niego Ukrainy. Według niego: „Potrzebujemy jej jako bastionu przeciwko Rosji.”

Ukraina w niedługim czasie może się stać najsilniejszą armią Europy. Ukraińska aria rośnie w siłę, bo prowadzi mądrą politykę zbrojeniową i jest stale zasilana sprzętem i pieniędzmi z Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Ukraińska armia może być najsilniejsza w Europie, ale sojusz niemiecko-ukraiński byłby z całą pewnością najsilniejszy w całej Europie. Prognoza sprzed wielu lat prof. Edwarda Prusa o silnej i nacjonalistycznej niemiecko-ukraińskiej armii na kontynencie europejskim może stać się faktem.

PS. Ciekawe z jakich pieniędzy będzie to finansowane „Brave Germany” na Ukrainie? Cytując klasyka Tadeusza Sznuka, powiem – „nie wiem, choć się domyślam”.

Na Ukrainie „zaginęło” 800 tys. sztuk broni. Zasili mafie, gł. w Europie.

Na Ukrainie „zaginęło” 800 tys. sztuk broni

magnapolonia/na-ukrainie-zaginelo-800-tys-sztuk-broni

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę z rejestrów broni zniknęło co najmniej 780 465 sztuk broni palnej. Chodzi o broń utraconą na froncie, porzuconą, przejętą lub po prostu skradzioną z magazynów oraz jednostek wojskowych. Skala zjawiska robi ogromne wrażenie — szczególnie gdy przypomnimy sobie, że jeszcze niedawno europejskie elity przekonywały, iż masowe rozdawanie broni „odpowiedzialnym obywatelom” nie niesie praktycznie żadnych zagrożeń.

Na Ukrainie „zaginęło” 800 tys. sztuk broni. Największą grupę zapodzianej broni stanowią karabinki szturmowe, głównie AK-74 — aż 252 369 sztuk. Drugie miejsce zajmuje broń myśliwska, czyli strzelby i sztucery — 210 712 egzemplarzy. Na trzecim miejscu znalazły się karabiny wyborowe, potocznie nazywane snajperkami — 102 616 sztuk.

Dalej w zestawieniu pojawiają się pistolety na kule gumowe, pistolety bojowe, granatniki oraz karabiny maszynowe. Innymi słowy — praktycznie pełny katalog uzbrojenia, które w teorii powinno znajdować się pod ścisłą kontrolą państwa.

Najwięcej przypadków utraty lub kradzieży odnotowano w obwodzie mikołajowskim — 169 172 sztuki. Dalej znalazł się Kijów — 104 684 sztuki, obwód doniecki — 86 188 oraz obwód kijowski — 67 302 sztuki.

Jeszcze bardziej niepokojąca jest dynamika wzrostu. Od początku 2026 roku „rozpłynęło się” już 149 760 sztuk broni. Dla porównania — przez cały 2025 rok było to 179 315 egzemplarzy. Jeśli obecne tempo się utrzyma, rekord z 2022 roku — 266 086 utraconych sztuk — może zostać bez większego problemu pobity.

I oczywiście wszyscy mamy wierzyć, że niemal 800 tysięcy egzemplarzy broni po prostu wyparowało i absolutnie nie będzie miało żadnych konsekwencji dla bezpieczeństwa Europy. Przecież historia pokazuje, że broń z terenów objętych wojną nigdy później nie trafia do gangów, mafii czy organizacji przestępczych. Zwłaszcza na Bałkanach nic takiego przecież nigdy się nie wydarzyło.

Coraz częściej pojawia się więc pytanie: Jaki wpływ będzie miała ta gigantyczna ilość niekontrolowanej broni na rozwój ukraińskiej zbrojnej przestępczości zorganizowanej po zakończeniu wojny? Czy za kilka lat Europa nie będzie mierzyć się z nową falą uzbrojonych grup przestępczych dysponujących wojskowym sprzętem i doświadczeniem frontowym? Równie ważne pytania brzmią: do jakiego kraju zwleką się weterani po wojnie? W którym kraju przebywają ich żony, matki i kochanki?

Te pytania są niewygodne politycznie, ale skala problemu sprawia, że coraz trudniej je ignorować. Zwłaszcza gdy liczby rosną szybciej niż oficjalne zapewnienia o „pełnej kontroli sytuacji”. Niestety, polski główny ściek polityczno-medialny w dalszym ciągu ignoruje to zagadnienie, a wskazywanie na nie po staremu grozi zostaniem „ruską onucą”.

Czy będzie prezent z okazji Dnia Zwycięstwa?

Zelmer: Czy będzie prezent z okazji Dnia Zwycięstwa?

Czy 9 maja, w dniu Święta Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami i nazizmem, radośnie panującymi w ówczesnym czasie, dojdzie do ataku rakietowego na Moskwę. Czy będzie to prezent? No właśnie. Ciekawe dla kogo?

Moskwa z takiego prezentu zapewne się ucieszy. Da jej to carte blanche do zakończenia tej farsy. Farsy, która z naszego i zachodniego punktu widzenia świadczy o słabości Rosji i wielkiej niemocy poradzenia sobie z armią ukraińską. Ale czy tak powinniśmy do tego podchodzić? Podchodzić z naszego zachodniego punktu widzenia, czy może, aby lepiej zrozumieć, należy wejść w czyjeś buty. Ja nazywam to odwróceniem mapy. Termin zaczerpnięty prawdopodobnie od podróżnika Wojciecha Cejrowskiego kilka lat temu. 

Co w związku z taką ewentualnością, takim scenariuszem? – Przewiduję, że wówczas zostaną zniszczone w Kijowie obiekty wojskowe, administracyjne i rządowe. Bunkry również będą spenetrowane w głąb, jak fabryka Jużmasz w listopadzie 2024 roku. Idąc dalej, wojsko wpadnie w panikę, linia frontu się załamie na dobre (zostało to powiedziane wprost przez rząd Federacji Rosyjskiej). I jak sądzę od blisko czterech lat, Federacja Rosyjska zajmie osiem obwodów i być może rejon Sumski, żeby z tej strony mieć święty spokój. Odetną Odessę i połączą się granicami z Mołdawią, gdzie żyje spora grupa rosyjskojęzyczna. Zostanie utworzona strefa buforowa.

Przy takim scenariuszu, pokuszę się o dalsze prognozowanie; UE oczywiście zaostrzy retorykę wojenną i zacznie wydawać każdy grosz na zbrojenia – ku naszej uciesze i gromkiemu aplauzowi, co dla ludzi rozsądnych będzie zupełnie niezrozumiałe. Uważam, że do tej pory powolna i precyzyjna wojna czy – jak to określa FR – operacja specjalna, jest taktycznym zagraniem na wykrwawienie UE. Taktycznym w mojej ocenie, ale nie strategicznym, precyzyjnym i konsekwentnym.

Pod jednym z poprzednich tekstów komentator, dziwił się wolnym postępom wojsk rosyjskich i brakiem zdecydowanej inicjatywy. Co ma być dowodem na słabość FR, brak zdecydowania, miękkie przywództwo Rosji w osobie prezydenta W. Putina. W przestrzeni medialnej pojawiają się zarzuty wobec prezydenta FR o braku zdecydowanych działań w 2014 roku, braku wsparcia dla prezydenta Janukowycza, braku wsparcia rejonów „separatystycznych” itp. I zapewne w każdej takiej krytycznej ocenie są ziarna prawdy. Obrazu dopełniają nasze zachodnie „cywilizowane media i platformy przekazu i kształtowania myśli ludzkiej. Wyłaniają się te obrazy, które są zamazane, niejasne i nieczytelne. Tylko ludzie głęboko siedzący w realiach i posiadający informacje – są w stanie połączyć te wszystkie obrazy w jedno „dzieło”. Kim oni są? Ja nie znam. Kilku światowej sławy komentatorów, kilku miejscowych – wot i wsio.

A my nie znamy strategicznych celów FR, znamy tylko te, które nam wmawiają nasi zachodni „znafcy” tematu i tylko te, które są uszyte dla nas i zgodne z panującą narracją antyrosyjską. Takie podejście jest dla nas niebezpieczne. I czy nie popełniamy błędu projekcji? Czy nie powinniśmy odwrócić mapy i na poziomie podstawowym spróbować zrozumieć położenie FR i nasze zachodnie położenie.

Dlaczego tak? – Jeżeli prawdą jest, że deficyt budżetowy FR jest na poziomie poniżej 20% PKB (Białorusi na poziomie 36%) – to należy przyjąć że kraje te nie są w ogóle zadłużone, samodzielne i niemal samowystarczalne. Dla porównania Włochy to 136%, Polska 60% (na razie), Francja 114% itd., w zależności od kreatywnej księgowości.

Już te wskaźniki powinny wzbudzić nasze wątpliwości co do informacji, jakie otrzymujemy przez 24 godziny na dobę z radia i telewizji. Rosja upada, Rosja na kolanach, Rosja za chwile zbankrutuje, Rosja to Rosja tamto …. Serio? – Takie otrzymujemy analizy od analityków, którzy biorą grube pieniądze za swoje profesjonalne opracowania?

No, ja tylko inżynierem jestem i dawno temu miałem całki, macierze i równania z 28 niewiadomymi. Pewnie i matematykę UE zmieniła w międzyczasie. Dalej, FR nie ogłosiła powszechnej mobilizacji, a rotacja żołnierzy tylko wzmacnia ich potencjał militarny w walce lądowej, ale i nie tylko o siłę żywą chodzi. W mojej ocenie należy włożyć w wielki cudzysłów informacje o ogromnych stratach FR, przewyższających 2-3 krotnie straty wojsk Ukraińskich – bo wiadomo co mówią nam analitycy, że atakując trzeba mieć 3-krotną przewagę liczebną. Gdyby tak było to bylibyśmy zalewani filmikami o niszczeniu wojsk rosyjskich każdego dnia. A tak nie jest – pojedyncze strzały dronami, fake informacje itp. Oczywiście informacje dotyczące strat są blokowane, oczywiście straty są – pytanie jakie? Ja tego nie wiem. Mogę jedynie wymyślać, że będzie 2 mln Ukraińców i 150 tysięcy Rosjan.

Dalej, bezrobocie na wschodzie nie jest duże, a możliwości zmobilizowania do pracy w fabrykach przemysłu obronnego są ogromne, i nie tylko Rosjan ale wszystkich wkoło. Zapominamy, że na wschodzie są fabryki, jest technologia (rakieta Sojuz-5), jest produkcja. Zapominamy, że przestawienie się Rosji na produkcję czegokolwiek w obecnym czasie zajmuje prawdopodobnie tygodnie. U nas na zachodzie 3 lata czekamy na decyzję środowiskową, aby móc rozpocząć proces projektu, potem rok lub dwa uzgodnień – paranoja, a przy projektowaniu dla wojska nawet Toi Toia trzeba mieć certyfikat bezpieczeństwa (wiem, o czym piszę).

I dalej; jeżeli weźmiemy pod uwagę zdolności militarne UE jako całości – to jest to mimo wszystko ogromna siła. Ale UE nie posiada odpowiedzi na systemy rakietowe i balistyczne FR. Prezydent Putin powiedział wyraźnie „jesteśmy na to gotowi, tylko jak skończymy, nie będzie z kim negocjować”. Oczywiście nasi „znafcy” przekazują nam gawiedzi, że Putin nam grozi. Nie znalazłem nigdy żadnej wypowiedzi z groźbami Putina – żadnej. Zawsze jest to odpowiedź w kontekście słów, zachowań i działań zachodu.

Dla mnie szaraka taka wypowiedź prezydenta FR jest absolutnie jasna i czytelna (pomijam, że bezprecedensowa), on mówi wprost „czy wy postradaliście zmysły, chłopcy w krótkich spodenkach i białych podkolanówkach z gilami do pasa?”. Czy nie popadliśmy w wishful thinking (myślenie życzeniowe – podpowiedziała mi AI) i brak weryfikacji na gruncie. Skutkiem są błędne decyzje strategiczne (pominę fakt, że nasi umiłowani przywódcy jedynie wykonują polecenia), na które my Naród pozwalamy. Pozwalamy na patokrację.

Podam tylko jeden przykład naszego zachodniego „myślenia”: Rosjanie nie potrafią samochodu zbudować, bo są za głupi i pijani. Serio? Fakt, nie potrafili nigdy zbudować samochodu osobowego. Ale te, które zbudowali w latach 70-tych i 80-tych nadal jeżdżą po całej Rosji, Bochanki, Uazy w każdym zakątku. Pragmatyzm – czyż nie? Ale to auta osobowe. Natomiast ciężarówki Maz-y, Krazy, Gazy, Urale, Kamazy są najlepszymi wołami roboczymi na świecie. Technologia rakietowa, balistyczna, jądrowa, hipersoniczna. Stare Wiatki, czy lodówki Mińsk z lat 80-tych jeszcze w wielu domach funkcjonują.

Podobnie myśleliśmy o Chinach jako o kraju napędzanym rikszami trójkołowymi, a teraz? Zatem, czy nasze analizy i decyzje strategiczne naszych przywódców są właściwe. Czy analizując odwracamy mapę? Pytania pozostawię otwarte.

W obecnej sytuacji uważam, że FR nie musi nawet rubla wydać na zbrojenie się przeciwko zachodowi, nawet rubla. Taniej będzie, jak zakręcą kurki z gazem i ropą na kilka miesięcy. I mamy Game Over, strajki, protesty i rewolucje na ulicach. My tu na zachodzie zupełnie przestaliśmy rozumieć, że wschód bez nas sobie poradzi, ba nawet bez VW, BMW czy innego Fiata – oni sobie poradzą.

Natomiast my bez zastrzyków z innych części świata już nie. U nas dobiegło końca życie na kredyt, teraz przychodzi czas na pracę i walkę o byt. Dokładnie taką, jaką nasi ojcowie i dziadowie prowadzili po 1945 roku odbudowując świat w którym żyjemy, dźwigając go z kompletnych ruin, przenosząc groby w godne miejsca, stawiając pomniki tym, którzy ginęli podczas wyzwalania nas z nazizmu. Właśnie 9 maja ludzie na wschodzie czczą pamięć poległych żołnierzy. Jest to dla nich największe święto, najświętsza świętość. Dodam, że my walczyliśmy na wszystkich frontach z nazizmem i faszyzmem – no ale to już dla przeciętnego Kowalskiego może być za wiele jak na jeden tekst.

Zastanawia mnie od wielu lat to, dlaczego inni moi rodacy nie widzą lub nie rozumieją tego, co się na świecie dzieje. Do niedawna wydawało mi się, że nie można być aż takimi głupcami. Można, ja też głupcem jestem. Każdy z nas widzi to samo zjawisko w tym samym czasie, ale różnie to interpretuje. Każdy się dziwi, jak ten drugi może nie zauważać. No i klops. Klops ten dopiero wychodzi, gdy już zmusili nas do trzymania karabinu, jak zmusili nas do wejścia do okopów, jak zmusili nas do wyrzeczeń wszelakich, jak zmusili nas do oddania całego majątku, jak zmusili nas do poświęcenia naszego zdrowia, jak zmusili nas do elektronicznego nadzoru itp.. I jak wówczas będziemy definiować tego „klopsa”? – Zupełnie jak na początku, każdy po swojemu.

Ale sądzę, że nie jest to nasza wina. Nas ludzi, społeczeństwa. Nie wszystkich. Zaobserwowałem pewną prawidłowość, w zasadzie potwierdziłem to na sobie i swojej rodzinie. Chodzi o demony. Tak o demony. Owładnęły nami demony. I spieszę wyjaśnić od początku. W kontekście tego, co napisałem wyżej, ma to dla mnie sens.

Od czasu kiedy nie posiadam telewizora (ok. 6 lat), zacząłem obserwować otoczenie, znajomych, przyjaciół innych członków rodziny. Kilka lat temu obejrzałem na YT jakiś program o technikach sterowania umysłami, o hipnozie o inżynierii społecznej itp. – demony w czystej postaci. Dało mi to do myślenia. Czy jest możliwym oddziaływanie na ludzkość na taką atomową skalę? Tu na blogu wszyscy znają odpowiedź – tak i to od dziesięcioleci. Pierwsze 6 miesięcy odstawienia było straszne, wszędzie szukaliśmy, aby włączyć telewizor, po ośmiu miesiącach powoli zaczęło być znośnie, po około 1,5 roku przestało mnie do telewizora i wszelkich mediów ciągnąć (no, poza blogiem i tekstami Szanownego Zygmunta czy Ikulalibala 🙂 )

Od tego czasu obserwowałem ludzi, rodzinę, kto, co i na jaki temat sądzą, pandemia pokazała, że nie daliśmy się wciągnąć w histerię. Jednak obserwuję i faktycznie ludzie inaczej postrzegają i mają różny punkt widzenia na obserwowane zjawisko – nawet w tak oczywistych sprawach jak to, że biologiczny mężczyzna nie może urodzić dziecka (skrajny przykład). Czytając na blogach komentarze czy notki, zawsze te zdroworozsądkowe piszą ludzie nie posiadający telewizora, prof. Wolniewicz nie posiadał chyba nigdy telewizora 🙂 Teza o hipnozie zatem, znajduje potwierdzenie w moich prywatnych obserwacjach i w Waszych również. Bo jak inaczej wyjaśnić nasze zachowania, a w zasadzie zupełny brak zachowania i reakcji na otaczającą nas kreowaną rzeczywistość. Stwierdzenie „das elektronische Konzentrationslager”, zaczyna być rzeczywistością nas otaczającą.

Stawiam pytanie, czy przypadkiem te hipnozy z niebieskiego ekranu nie są skierowane przede wszystkim do 60%-wej populacji, aby zachować kontrolę? Z czego 20% populacji niemal nie ulega hipnozie, ale tylko niewielki procent z nich ma świadomość polityczną, pozostałe 20% zalicza się do podatnych na hipnozę niemal od razu.

Bo nikt o zdrowych zmysłach nie zieje nienawiścią do drugiego człowieka, czy do państwa – ot tak sam z siebie. Ta cholerna hipnoza powoduje, że cała UE galopuje ku zagładzie. Zagładzie naszej, zwykłych ludzi chcących uczciwie pracować, żyć godnie i uśmiechać się do siebie. I w związku z tym, czy będziemy świadkami ataku na Moskwę 9 maja, co będzie równoznaczne ze zgwałceniem rosyjskiego najświętszego święta, czy będziemy świadkami zdarzeń będących skutkiem zbiorowej hipnozy społeczeństw?

Wywalmy telewizory na śmietnik. Poddajmy się detoksowi, wyostrzmy zmysły samozachowawcze, zacznijmy dokonywać dobrych wyborów, wybierajmy przedstawicieli z twardym kręgosłupem moralnym. Nie dajmy się wciągnąć do wojny.

Napisał: Zelmer

Trik Zełenskiego. Kilka dni zawieszenia broni na Ukrainie?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/einige-tage-waffenruhe-in-der-ukraine

Trik Zełenskiego

Kilka dni zawieszenia broni na Ukrainie?

Rosja zaproponowała zawieszenie broni na Ukrainie na dni upamiętniające zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Ukraina wykorzystała to jako chwyt propagandowy, który może mieć poważne konsekwencje.

Anti-Spiegel  8 maj 2026 anti-spiegel.ru6/einige-tage-waffenruhe-in-der-ukraine/

Podczas ważnych świąt w wojnie na Ukrainie wielokrotnie podejmowano próby zawarcia kilkudniowego zawieszenia broni. Chociaż zawieszenia broni zostały zerwane, a obie strony wzajemnie się oskarżały, to przynajmniej próby zostały podjęte.

Rosja chciała teraz uzgodnić kolejne zawieszenie broni na 8 i 9 maja, w dniach upamiętniających zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami.

Aby zrozumieć, jak Ukraina wykorzystała to jako chwyt propagandowy, musimy spojrzeć na chronologię wydarzeń.

Oś czasu

W środę, 29 kwietnia, prezydenci Trump i Putin rozmawiali telefonicznie, a jednym z tematów była rosyjska propozycja zawarcia zawieszenia broni na Ukrainie w dniach 8 i 9 maja.

W poniedziałek, 4 maja, Zełenski oświadczył na szczycie UE-Armenia w Armenii, że zaatakuje paradę w Moskwie 9 maja, upamiętniającą zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Zapowiedział, że ukraińskie drony mogą pojawić się na paradzie na Placu Czerwonym, gdzie parada się odbywa.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony natychmiast odpowiedziało oświadczeniem, w którym powtórzyło, że siły rosyjskie będą przestrzegać zawieszenia broni ogłoszonego przez prezydenta Rosji na 8 i 9 maja, wyrażając nadzieję, że strona ukraińska uczyni to samo. W oświadczeniu wspomniano jednak o groźbie Zełenskiego wobec obchodów w Rosji i parady na Placu Czerwonym, a rosyjskie Ministerstwo Obrony oświadczyło, że Rosja odpowie na wszelkie ataki na paradę zmasowanym atakiem rakietowym w centrum Kijowa.

Sprzeczność wypowiedzi Zełenskiego dodatkowo potwierdza fakt, że po groźbie ataku na paradę w Moskwie 9 maja, ogłosił on również jednostronne zawieszenie broni obowiązujące od 6 maja, tego samego dnia, czyli 4 maja.

Jak to możliwe, że Zełenski grozi atakiem na Moskwę 9 maja tego samego dnia, a zaraz potem ogłasza zawieszenie broni obowiązujące od 6 maja?

Oczywiście, wszystko to idealnie do siebie pasuje, bo to tylko kolejny trik Zełenskiego. A ponieważ może liczyć na bezwarunkowe poparcie zachodnich mediów dla jego propagandy i brudnych sztuczek, fortel ten działa propagandowo. Przynajmniej dla zachodniej publiczności, której media ignorują te sprzeczności.

Rosja uzgadniała swoją ideę zawieszenia broni na 8 i 9 maja ze Stanami Zjednoczonymi, które poparły tę ideę i z pewnością przekazały ją Kijowowi kanałami dyplomatycznymi. Zełenski natomiast nie uzgadniał swojej idei zawieszenia broni od 6 maja z nikim i nawet nie poinformował o niej strony rosyjskiej. W Rosji dowiedzieli się o tym z mediów. Wszystko to oznacza, że ​​zawieszenie broni nie było skoordynowane ani nawet uzgodnione i dlatego nie weszło w życie 6 maja.

Czysta” propaganda w niemieckich mediach

Ale niemieckie media o tym nie donoszą. Wręcz przeciwnie, Der Spiegel intensywnie rozpowszechnia informacje. 6 maja ukazał się tam artykuł zatytułowany „Przed paradą wojskową w Rosji – Ukraina donosi o ponad 100 rosyjskich atakach dronów pomimo zawieszenia broni”, a we wstępie stwierdzono:

„Przed obchodami zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami Kreml zaproponował zawieszenie broni – a następnie, jak pokazują doniesienia z Ukrainy, naruszył je dziesiątki razy. W wyniku tego zginęło wiele osób”.

W całym artykule Der Spiegel pomija fakt, że Rosja zaproponowała zawieszenie broni nie 6 maja, ale 8 i 9 maja. Propagandowy chwyt Zełenskiego okazał się zatem skuteczny, ponieważ zachodnie media wspierają go najlepiej, jak potrafią.

Zamiast dostarczyć czytelnikom wyczerpujących i kompletnych informacji, Der Spiegel obszernie cytował Ukrainę w swoim artykule. Według artykułu, ukraiński minister spraw zagranicznych stwierdził, że Putin „interesuje się tylko paradami wojskowymi, a nie ludzkim życiem”, a Zełenski stwierdził, że niedopuszczalne jest, aby Rosja tymczasowo wstrzymała ataki tylko na czas parady wojskowej po tym, jak wcześniej intensywnie bombardowała Ukrainę.

Der Spiegel szczegółowo relacjonuje te i inne oświadczenia z Kijowa, jednocześnie ukrywając przed czytelnikami wszystko, co pochodziło od Rosji. Der Spiegel pominął nawet faktyczną datę zawieszenia broni. W ten sposób stworzył czytelnikom całkowicie fałszywe wrażenie, że Rosja złamała zawieszenie broni, którego sama się domagała.

Jaki był sens tego wszystkiego?

W tym miejscu chciałbym przypomnieć o moim wczorajszym artykule, w którym donosiłem, że Zełenski jest najwyraźniej zainteresowany rosyjskim atakiem na Kijów, który, oczywiście, dostarczyłby Kijowowi i Europie obrazów, które mogłyby posłużyć jako „dowód” do oskarżenia Rosji o bestialskie zbrodnie wojenne.

Według moich informacji Zełenski zaplanował co najmniej jedną operację pod fałszywą flagą, mającą na celu uszkodzenie lub zniszczenie ambasady Kazachstanu i dziecięcej kliniki onkologicznej w Kijowie. Szczegóły można znaleźć tutaj anti-spiegel.ru/2026/kiew-will-moeglichen-russischen-angriff-fuer-false-flag-operation-gegen-kasachische-botschaft-in-kiew-nutzen/

Dzięki zawieszeniu broni, które rozpoczęło się 6 maja bez wcześniejszego porozumienia, Zełenski utorował europejskim mediom drogę do przygotowania odbiorców z kilkudniowym wyprzedzeniem na domniemane rosyjskie naruszenia zawieszenia broni. Jeśli rzeczywiście dojdzie do ukraińskich ataków na paradę w Moskwie i rosyjskiego ataku odwetowego na Kijów, niemieckie media odwrócą uwagę od ukraińskiego ataku i zamiast tego będą szeroko relacjonować zniszczenia w Kijowie.

Zawieszenie broni przez Zełenskiego, które weszło w życie 6 maja bez wcześniejszego porozumienia, utorowało drogę europejskim mediom do przygotowania odbiorców na domniemane naruszenia zawieszenia broni przez Rosję. Pytanie jednak brzmi, czy Zełenski rzeczywiście zaatakuje paradę w Moskwie, gdzie oprócz rosyjskich przywódców w loży VIP zasiądą dziesiątki szefów państw i rządów z całego świata. Fakt ten może zniechęcić Zełenskiego – a także popierających go Europejczyków – do podjęcia takiego kroku, ponieważ poważnie zaszkodziłoby to wizerunkowi nie tylko Ukrainy, ale i Europy.

W końcu media zagraniczne świata relacjonują wydarzenia bardziej kompleksowo niż media niemieckie, które prezentują jedynie jednostronne relacje.

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy.

Paul Craig Roberts

Trump i Netanjahu nie są jedynymi politykami uwikłanymi w wojnę, która szkodzi im w wyborach. Obaj są ze sobą ściśle powiązani nie tylko w swoich celach, ale także w swojej głupocie. Obaj przecenili własną siłę militarną, a nie docenili siły Iranu. Gdyby Iran dotrzymał obietnicy i nie zgodził się na zawieszenie broni na żądanie Izraela i Waszyngtonu, jego zwycięstwo byłoby pełne. Zamiast tego Iran stoi teraz w obliczu potencjalnego wznowienia wojny, którą prawie wygrał.

Niestety, w Iranie po raz kolejny zwyciężyła niewłaściwa ocena sytuacji i stoimy w obliczu tlącej się wojny, z której ani Trump, ani Netanjahu nie widzą łatwego „zwycięstwa”, gdyż obaj jesienią staną przed wyborami.

Putin również stoi w obliczu wyborów – nie do siebie, ale do Dumy, organu ustawodawczego. Jeśli dobrze pamiętam, rosyjski system działa w ten sposób, że partia lub koalicja, która wygrywa wybory, mianuje ministrów w rządzie, na którego czele stoi prezydent. Obecnie, według sondaży, partia Putina Jedna Rosja cieszy się takim samym poparciem jak Partia Komunistyczna, co przypisuje się niekończącym się wojnom Putina i poparciu dla polityki 20-procentowych stóp procentowych jego banku centralnego.

Rosyjska Partia Komunistyczna nie jest już komunistyczna w pierwotnym sensie. Myślę, że przemawiają za nią dwie rzeczy: po pierwsze, Rosjanie pamiętają, że komunistyczni przywódcy, tacy jak Lenin i Stalin, byli zdecydowani i nie tolerowali upokorzeń ze strony Zachodu, tak jak rzekomo Putin. Po drugie, Partia Komunistyczna nie chroni miliarderów-oligarchów i nie popiera 20-procentowych stóp procentowych, które pozwalają oligarchom monopolizować rosyjską gospodarkę poprzez wypieranie firm o mniejszym kapitale. Jest całkiem możliwe, że Partia Komunistyczna zaakceptowała własność prywatną i gospodarkę rynkową i mogłaby reprezentować naród rosyjski lepiej niż Jedna Rosja.

Gilbert Doctorow, ekspert ds. Rosji o bystrym oku, od dawna zwraca uwagę, że myślący ludzie w Rosji coraz częściej kwestionują politykę gospodarczą i militarną Putina. Od tygodni rosyjskie analizy wiadomości w programie telewizyjnym Władimira Sołowjowa kwestionują eskalujący i pozornie niekończący się konflikt na Ukrainie, a także politykę rosyjskiego banku centralnego, faworyzującą oligarchów-miliarderów kosztem większości podmiotów gospodarczych.

5 maja Doktorow poinformował, że program Sołowjowa został nagle „zastąpiony starymi lub nowymi filmami przez kilka dni z rzędu”. Wygląda na to, że Sołowjow przyznał się do prawdy, której Putin nie mógł zaakceptować. Drugi popularny program telewizyjny, prowadzony przez rosyjsko-amerykańskiego Dimitrija Simesa, nie został jeszcze zdjęty z anteny.

Doctorow, podobnie jak ja i John Helmer, zadaje trafne pytania. Zełenski, „silny człowiek” Waszyngtonu na Ukrainie, oświadczył, że jego siły zbrojne zamierzają zaatakować dronami moskiewskie obchody zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami. Putin ostrzegł Kijów, że w przypadku ataku Rosja zmasowanie zbombarduje centrum Kijowa.

Dlaczego, pyta Doktorow, Putin musi czekać, aż Zełenski faktycznie zaatakuje, zanim zareaguje? Putin wie, że amerykańsko-ukraińskie rakiety mogą dotrzeć do Moskwy. Dlaczego naraża Paradę Zwycięstwa na takie ryzyko? Trudno sobie wyobrazić większe upokorzenie dla Rosji.

„Dlaczego Putin musi czekać na ukraiński atak na paradę, który najprawdopodobniej spowoduje znaczne straty wśród uczestniczących w niej żołnierzy, a także wśród urzędników i zaproszonych gości zagranicznych, takich jak premier Słowacji Robert Fico, który będzie siedział na trybunach z prezydentem Putinem?

Czy groźba Zełenskiego nie powinna wystarczyć, by skłonić Rosję do natychmiastowego przeprowadzenia niszczycielskiego ataku rakietowego na Kijów? Gdyby Putin był człowiekiem czynu, prawdziwym głównodowodzącym, właśnie to by zrobił”.

Putin po raz kolejny pokazał, że jest słaby i niezdolny do przewodzenia Rosji.

Sukces izraelsko-amerykańskiej broni opiera się wyłącznie na słabości woli i myślenia ich przeciwników.

Izraelsko-amerykański sojusz zwyciężył aż do Iranu, ponieważ jego przeciwnicy nie byli w stanie zrozumieć ukrytego celu. Całkowita niezdolność Kremla do rozpoznania rzeczywistości, w jakiej znalazła się Rosja, jest zinstytucjonalizowana.

John Helmer donosi, że nadzieje Putina nadal przesłaniają rzeczywistość. Minister spraw zagranicznych Ławrow, w przeciwieństwie do Putina, stopniowo zaczyna dostrzegać rzeczywistość. Odnosząc się do nadziei na rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, Ławrow stwierdził:

„Jak dotąd rzeczywistość jest wręcz odwrotna: na Rosję nakładane są nowe sankcje, toczy się „wojna” z rosyjskimi tankowcami na pełnym morzu, naruszając Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza. [Waszyngton] próbuje uniemożliwić Indiom i innym partnerom kupowanie tanich rosyjskich surowców energetycznych (Europa od dawna jest z nich wykluczona) i zmusza ich do kupowania drogiego amerykańskiego LNG. Oznacza to, że Amerykanie postawili sobie za cel osiągnięcie dominacji gospodarczej. Co więcej, pomimo rzekomych propozycji dotyczących Ukrainy, nie widzimy pozytywnej przyszłości w sferze gospodarczej”.

Ławrow jest więc bliski zrozumienia tzw. doktryny Wolfowitza i jej znaczenia. Putin jednak wydaje się tego nie rozumieć, dlatego nadal opiera się na negocjacjach.

Jak podkreślałem w swoich artykułach i wywiadach: Dopóki doktryna Wolfowitza dotycząca amerykańskiej hegemonii będzie determinować program amerykańskiej polityki zagranicznej, a syjonistyczna wizja Wielkiego Izraela będzie kształtować politykę Izraela, negocjacje nie będą miały sensu.

Źródło: Wygląda na to, że żaden władca świata nie jest w stanie zaakceptować rzeczywistości, a nawet nie jest jej świadomy

Ukraińskie drony atakują miasta głęboko w Rosji

Ukraińskie drony atakują miasta głęboko w Rosji

Od kilku tygodni Rosja jest poddawana coraz częstszym atakom z Ukrainy za pomocą dronów i pocisków. Obecnie dochodzi do setek ataków dziennie, a ukraińskie drony dalekiego zasięgu są wystrzeliwane z Ukrainy w kierunku centralnej Rosji, a także przez Polskę [czyżby nikt nie potrafił tego ujawnić, gdyby była to prawda? md] , kraje bałtyckie i Finlandię, celując w Petersburg i otaczający go obwód leningradzki.

Przeniesienie ukraińskiej produkcji zbrojeniowej do Europy wyraźnie przynosi efekty, ponieważ Ukraina ma teraz dostęp do rosnącej liczby dronów, gdyż Rosja nie może już atakować tych zakładów produkcyjnych na Ukrainie.

Większość Rosjan wie z własnego doświadczenia, że oficjalne raporty o atakach i uderzeniach są niepełne. Doświadczyłem tego na własnej skórze w Petersburgu, gdzie mieszkam: podczas gdy lokalne media donoszą o atakach i uderzeniach na porty i rafinerie (w końcu ludzie na miejscu wiedzą o nich i dziwne byłoby milczeć w dotkniętym regionie), to ataki te i uderzenia nie są wspominane w oficjalnych raportach krajowych z tego dnia. Nawet podczas mojej ostatniej podróży do centralnej Rosji dwa tygodnie temu byłem świadkiem ataku dronów na rafinerię, ale nigdzie oficjalnie o tym nie poinformowano.

Oczywiście rosyjski rząd wciąż stara się bagatelizować sytuację, ponieważ gdyby ujawniono pełną skalę codziennych ataków, apele Rosjan o zajęcie w końcu twardszego stanowiska wobec Ukrainy i wspierających ją krajów UE prawdopodobnie stałyby się głośniejsze. W związku z tym rosyjski rząd oficjalnie zgłasza znacznie mniej ataków i uderzeń niż faktycznie ma to miejsce. Warto o tym pamiętać i tak teraz pokażę na przykładzie 5 maja, jakie ataki na Rosję zostały oficjalnie zgłoszone tego dnia. I ważne jest, aby wiedzieć, że nie były to najbardziej intensywne ataki w ostatnich czasach; odnotowano dni z dużo większą liczbą ataków i trafień.

Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, w nocy z 5 na 6 maja, między godziną 20:00 a 7:00 czasu moskiewskiego, rosyjska obrona powietrzna przechwyciła i zniszczyła 289 ukraińskich dronów nad obwodami briańskim, biełgorodzkim, woroneskim, kurskim, kałuskim, smoleńskim, orłowskim, twerskim, tulskim, riazańskim, pskowskim, nowogrodzkim, leningradzkim, rostowskim i wołgogradzkim, nad obwodem moskiewskim, republikami krymską i tatarską, obwodem krasnodarskim i Morzem Azowskim.

Na zdj. screenshot z TG, pokazujący skutki atak na Moskwę.

Na zdjęciu screenshot z TG, pokazujący skutki ataku na Moskwę

5 maja, między godziną 9:00 a 14:00 czasu moskiewskiego, przechwycono i zniszczono kolejne 88 ukraińskich dronów nad obwodami biełgorodzkim, briańskim, włodzimierskim, iwanowskim, kałuskim, kurskim, lipeckim, rostowskim, smoleńskim, twerskim i tulskim, a także nad obwodem moskiewskim, Republiką Krymu i Republiką Czuwaszji. Tego wieczoru loty na dwóch moskiewskich lotniskach zostały zawieszone na kilka godzin z powodu alarmów przeciwlotniczych.

W Czeboksarach, położonych około 500 kilometrów na wschód od Moskwy, zaatakowano kompleks mieszkalny, co widać na nagraniach. Widać również, że fabryka elektroniki w mieście została zbombardowana pociskami manewrującymi. Według oficjalnych doniesień w ataku na kompleks mieszkalny zginęły dwie osoby, a 34 zostały ranne. Uszkodzonych zostało 28 wielopiętrowych budynków, w których łącznie mieszkało 8500 osób.

Nawet w górach Uralu, dalej od Ukrainy, ogłoszono 5 maja alarm rakietowy. Ponieważ ataki te przeprowadzane są za pomocą dronów, które ukraińskie firmy produkują obecnie w bezpiecznej Europie, pojawia się pytanie, jak długo Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji. Doskonałym przykładem jest ostrzeżenie wydane przez prezydenta Rosji Putina w poniedziałek.

Wcześniej Zełenski groził atakiem dronów na paradę 9 maja upamiętniającą zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Putin odpowiedział, że Rosja wówczas zaatakuje centrum Kijowa zmasowanym atakiem rakietowym i wezwał zarówno ludność cywilną, jak i zagranicznych dyplomatów do opuszczenia Kijowa w ramach środków ostrożności.

Do tej pory Rosja powstrzymywała się od takich ataków na ukraińskie miasta, atakując jedynie cele wojskowe i ukraińskie systemy energetyczne. Ofiary cywilne na Ukrainie są uznawane za ‚straty uboczne’, gdy ukraińska obrona powietrzna zestrzeli rosyjskie drony, które następnie spadają na obszary mieszkalne lub gdy drony ulegną awarii.

Rosja nadal prowadzi wojnę bardzo ostrożnie, oszczędzając ukraińską ludność cywilną, gdziekolwiek to możliwe, o czym świadczy proste porównanie liczb ofiar wojny na Ukrainie z obecnymi wojnami prowadzonymi przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie.

W ciągu czterech lat wojny na Ukrainie miesięcznie ginęło średnio 318 cywilów, a 885 zostało rannych. W Iranie i Libanie miesięczne straty w wyniku ataków amerykańsko-izraelskich wynoszą łącznie 5190 zabitych i 28 058 rannych cywilów. W wojnie Izraela w Strefie Gazy miesięcznie ginie około 5500 cywilów.

Rosja nadal uważa Ukraińców za bratni naród, dlatego stara się oszczędzać ludność cywilną. Jeśli UE, z jej otwartym zaangażowaniem w wojnę, sprowokuje wojnę z Rosją, Rosja raczej nie będzie stosować tej powściągliwości.

anti-spiegel.ru/in-europa-hergestellte-ukrainische-drohnen-treffen-staedte-tief-in-russland-und-toeten-zivilisten

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Friedrich Merz: Najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Friedrich Merz: najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Źródło: Znaleziono w internecie

Autorstwa Uwe Froschauera

Według sondaży Friedrich Merz jest najbardziej niepopularnym kanclerzem od czasu powstania Republiki Federalnej Niemiec. Jest tym dość zaskoczony i stwierdził w niedawnym wywiadzie dla „Der Spiegel”, że żaden kanclerz przed nim nie miał tak trudnej sytuacji.

Merz powiedział Der Spiegel i cytuję:

„Schröder napotkał silny opór, ale nie był atakowany tak jak ja. Jestem w mediach społecznościowych tylko sporadycznie. Ale jeśli spojrzeć na to, co się tam o mnie szerzy, jak jestem atakowany i poniżany – żaden kanclerz przede mną nie musiał znosić czegoś takiego. Nie narzekam, ale tak po prostu jest”.

Merz podkreślił presję wywieraną przez opinię publiczną i media społecznościowe.

To, że Schröder nie był tak atakowany jak pan, nie dziwi, panie Merz, bo zrobił sporo dla ludzi i, w przeciwieństwie do pana, nie jest podżegaczem wojennym. Narzuca pan ludziom ogromne cięcia socjalne, by rozwijać gospodarkę wojenną z powodu sfabrykowanej groźby wojny ze strony Rosji, groźby, która nie ma absolutnie żadnych podstaw. Dajcie mi choć jeden dowód, dlaczego Rosjanie mieliby być u progu Niemiec w 2029 roku! Nie możecie, bo nie ma na to ani jednego dowodu! Czy Rosjanie chcą naszej ziemi rolnej? Czy chcą naszych surowców? Nie ośmieszajcie się, panie Merz, panie Pistorius i pańscy podżegacze wojenni! Rosja zaatakowała Niemcy tylko raz, po tym, jak Niemcy ją zaatakowały. A jeśli Rosja pewnego dnia rozpocznie wojnę z Europą – czego, jak się wydaje, chcą podżegacze wojenni tacy jak pan, panie Merz, Keir Starmer, Emmanuel Macron i Ursula von der Leyen – stanie się tak dlatego, że ich podżegacze wojenni celowo zmuszą ją do podjęcia tego kroku, aby później móc twierdzić: Mówiliśmy wam: Agresywni Rosjanie!

Panie Pistorius, skąd wziął się Panu fantastyczny rok 2029, rok niezbędny do osiągnięcia „gotowości wojennej”, jak Pan to tak wojowniczo ujął – czy była to inspiracja senna, czy też ukryte traumatyczne doświadczenie? A może, w orwellowskim stylu, miał Pan na myśli rok 2092?

W odpowiedzi na sugestię w wywiadzie dla Spiegla, że ​​Scholz musiał również znosić pewną krytykę, Merz powiedział, że choć to prawda, dostrzega zasadniczą różnicę:

„Scholz próbował przekonać społeczeństwo, że sytuacja nie będzie tak zła, jeśli go wybiorą. Zawsze powtarzał, że nie chce stawiać polityki bezpieczeństwa naprzeciw polityki społecznej”.

Merz twierdził, że jego rząd nie może sobie na to dłużej pozwolić; trzeba ustalić priorytety. Co za nonsens, Panie Kanclerzu! Jeśli istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy, to leży ono na zachodzie, po drugiej stronie Atlantyku, w kraju z obłąkanym prezydentem, a nie na wschód od UE. Przestańcie podżegać do wojny i pozwólcie, aby podatki wróciły do ​​tych, którzy je płacili, podatników w Niemczech, i przestańcie rozdawać miliardy Ukrainie, które są rozpaczliwie potrzebne do utrzymania niemieckiego dobra wspólnego, na którego zachowanie przysięgaliście.
Popierając ciągłe dostawy broni na Ukrainę, niepotrzebnie przedłużacie ten krwawy konflikt i stajecie się współwinni ogromnego cierpienia po obu stronach – konfliktu, który absolutnie nie jest sprawą Niemiec, ponieważ ani Ukraina, ani Rosja nie są członkami NATO ani UE.

Ukraina powinna dołączyć do UE

Podczas wizyty w szkole kanclerz jasno dał do zrozumienia: potencjalne porozumienie pokojowe między Ukrainą a Rosją mogłoby oznaczać straty terytorialne dla Kijowa. W związku z tym uważa pełne członkostwo Ukrainy w UE za niezbędne. To
podejście polityczne nie tylko wpłynęłoby na Ukrainę, ale fundamentalnie zmieniłoby strategiczną rolę Niemiec i Europy. To, co jest nam przedstawiane jako wsparcie, miałoby dalekosiężne konsekwencje dla bezpieczeństwa Europy, zobowiązań Niemiec i równowagi politycznej w samych Niemczech.

27 kwietnia 2026 r. podczas wizyty w Carolus-Magnus-Gymnasium w Marsbergu w Nadrenii Północnej-Westfalii Merz powiedział, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wpadł na pomysł przystąpienia do Unii Europejskiej 1 stycznia 2027 r.

„To nie zadziała. Nawet 1 stycznia 2028 roku nie jest realistyczny”.

więc Merz i dalej:

„Nie możemy przyjąć do Unii Europejskiej kraju w stanie wojny. Wojna musi się skończyć”.

Zgadzam się, ale dlaczego w takim razie przedłuża pan tę niemożliwą do wygrania wojnę dla Ukrainy bezsensownymi, finansowanymi z podatków dostawami broni, panie Merz?

Co więcej, Kanclerz słusznie stwierdził:

 „Po drugie, Ukraina musi spełnić wszystkie warunki, na przykład praworządność. Problem korupcji również się poprawił, ale wciąż nie jest wystarczająco dobry”.

Panie Merz, co pana zdaniem wskazuje na poprawę sytuacji korupcyjnej? Nie widzę żadnych znaczących zmian.

Nawet otwarte granice i uczestnictwo w jednolitym rynku europejskim są odległą perspektywą.

Friedrich Merz zdaje się być świadomy warunków wstępnych przystąpienia kraju do UE, ale nie tego, co członkostwo Ukrainy oznaczałoby dla innych krajów. Panie Merz, jeśli do 27 świeżych pomidorów doda pan jednego zgniłego pomidora, ile czasu upłynie, zanim pozostałe pomidory również zgniją? W UE mamy już kilka niedojrzałych pomidorów, co wystarczy, by UE nie spełniała własnych standardów.

Oficjalne warunki przystąpienia do UE zostały ustalone przez Radę Europejską w Kopenhadze w 1993 r. (tzw. kryteria kopenhaskie ).

Kraj przystępujący musi:

  • „posiadać stabilne instytucje gwarantujące demokrację, rządy prawa, prawa człowieka oraz poszanowanie i ochronę mniejszości”
  • „mieć funkcjonującą gospodarkę rynkową”
  • „posiadać zdolność do wypełniania obowiązków wynikających z członkostwa”

Ukraina zdecydowanie odbiega od tych kryteriów. Jest to szczególnie widoczne w obszarach praworządności i korupcji. Według Transparency International, kraj ten pozostaje jednym z najbardziej podatnych na korupcję państw w Europie.

Za prezydentury Wołodymyra Zełenskiego ujawniono poważne przypadki w wewnętrznym kręgu kierownictwa politycznego. W sektorze energetycznym odkryto szeroko zakrojony system wzbogacania się. W jego centrum znajdował się bliski powiernik z bliskiego otoczenia Zełenskiego. Sprawa dotyczyła dużych sum pieniędzy, systematycznego faworyzowania i struktur wykraczających poza pojedyncze incydenty. Kilka osób rzekomo przyjęło znaczne łapówki. Oskarżenia nie dotyczą jedynie osób peryferyjnych, lecz osób mających bezpośredni dostęp do władzy.

Sam Zełenski nie jest wolny od zarzutów korupcyjnych. Prezydent Ukrainy pojawił się w tzw. aferze Pandora Papers. Przed objęciem urzędu prezydenta był częścią sieci firm offshore. Struktury te były częściowo powiązane z partnerami biznesowymi i oligarchą Ihorem Kołomojskim. W tym kontekście Zełenski jest oskarżany o obejście wymogów transparentnego ujawniania aktywów. Podczas kampanii wyborczej obiecywał walkę z korupcją, a sam był częścią takich struktur finansowych. Nawet jeśli nie stanowi to bezpośredniego dowodu korupcji, przeszłe – i obecne – machinacje Zełenskiego stworzyły co najmniej poważny problem z wiarygodnością.

Nawet jeśli Wołodymyr Zełenski nie jest bezpośrednio i ewidentnie sprawcą, to jednak ponosi polityczną odpowiedzialność za środowisko, w którym funkcjonują takie struktury. Co więcej, pojawiają się powtarzające się doniesienia o sieciach zaufanych osób i urzędników, którzy wykorzystują swoje stanowiska rządowe do uzyskania korzyści ekonomicznych. Skandale korupcyjne w ministerstwach i administracji nie zdarzają się sporadycznie, lecz mają charakter stały. Nie są to incydenty odosobnione, lecz strukturalne problemy korupcyjne na Ukrainie.

Ten strukturalny problem korupcji jest również widoczny w sposobie jego rozwiązywania. Organy antykorupcyjne na Ukrainie tracą niezależność, ponieważ rosną wpływy polityczne. Śledztwa mogą być zatem łatwiej manipulowane lub utrudniane przez potencjalnych podejrzanych o korupcję. Kiedy osoby, które mają być monitorowane, zyskują większy wpływ na sam monitoring, system traci swoją skuteczność. Korupcja nie jest wówczas skutecznie zwalczana, lecz pozostaje częścią istniejących struktur.
Podobna szarada rozgrywa się w Niemczech z bezzębnym papierowym tygrysem „Komisją Enquete”, która ma badać „dyktaturę koronawirusa”. To śmieszne! Co dobrego może z tego wyniknąć, skoro osoby, które mają być monitorowane, monitorują same siebie?

Wniosek: Ukraina nie pokonała korupcji, lecz zarządza nią w ramach systemu, który wciąż jest podatny na nadużycia władzy. Silne rządy prawa, panie Merz, wyglądają zupełnie inaczej. A pan chce przenieść to bagno korupcji do UE?

Struktury demokratyczne również są pod presją. Ukraina formalnie jest krajem demokratycznym, ale od początku wojny obowiązują daleko idące ograniczenia. Wybory zostały zawieszone, a procesy polityczne z autentyczną opozycją zostały poważnie ograniczone. Media zostały połączone lub zamknięte, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Środki te są niewytłumaczalne nawet dla kraju w stanie wojny i tym samym stoją w bezpośredniej sprzeczności z wymogami Unii Europejskiej.

Przejdźmy teraz do kwestii praw człowieka. Mobilizacja wojenna dotyka znaczną część populacji. Mężczyźni w wieku poborowym nie mogą opuszczać kraju. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o brutalnym przymusowym poborze do wojska i surowym egzekwowaniu przepisów państwowych. Nawet jeśli niektórzy uważają, że takie środki nie są rzadkością w czasie wojny, to jednak stoją w sprzeczności z zobowiązaniem UE do ochrony praw jednostki. Kandydat do akcesji musi spełniać te standardy nie tylko na papierze, ale i w życiu codziennym.

To, co media głównego nurtu, wspierające podżeganie do wojny, konsekwentnie ignorują, to fakt, że reżim w Kijowie zabił ponad 14 000 wschodnich Ukraińców – w tym wielu cywilów – którzy czuli się związani z Rosją między protestami Euromajdanu w 2014 roku a inwazją Rosji na Ukrainę. Zatem wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się w 2022 roku, lecz w 2014 roku, co jest poglądem często wyrażanym przez byłego sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga.
Co więcej, prawa człowieka wschodnich Ukraińców zostały również naruszone poprzez odcięcie ich od wsparcia finansowego (emerytur itp.) i dostaw żywności, które następnie przejęła Rosja.

Kolejną kwestią jest częściowa – moim zdaniem – skrajnie prawicowa dywersja ukraińskiego reżimu. Cześć dla nazistowskiego kolaboranta Stepana Bandery, a także jednostki wojskowe takie jak pozostający pod wpływem faszystów Pułk Azow, stanowią podstawę mojej tezy. Są one częścią politycznej i społecznej rzeczywistości Ukrainy. Ich istnienie pokazuje, że polityczny i społeczny rozwój kraju w kierunku demokracji jest daleki od zakończenia.
Ukraina nie ma miejsca w UE, panie Merz! Stabilność i warunki demokratyczne, jakich domaga się UE, nie są w tych okolicznościach gwarantowane. Szybka akcesja do UE nie byłaby zatem konsekwentnym stosowaniem istniejących zasad, lecz raczej polityczną decyzją przeciwko nim.

Jeśli pan, panie Merz, chce szybko wprowadzić Ukrainę do UE, to nie kraj ten musiałby spełnić wymagania, ale wymagania musiałyby zostać dostosowane do kraju. A to sprawiłoby, że i tak już opustoszała UE, pod przewodnictwem całkowicie niekompetentnej i nieuczciwej Ursuli von der Leyen, stałaby się całkowicie bezużyteczna.

Poza tym, że Ukraina nie jest krajem prawa i nie jest demokratyczna, jej przystąpienie miałoby również konsekwencje militarne dla UE. Odpowiednie postanowienie znajduje się w Traktacie o Unii Europejskiej, w artykule 42, ustępie 7.

„W przypadku zbrojnego ataku na terytorium jednego z Państw Członkowskich, pozostałe Państwa Członkowskie są mu winne wszelką możliwą pomoc i wsparcie (…)”

„…wszelką pomoc i wsparcie, jakie są w jego mocy…” Mówiąc wprost, oznacza to, że kraj taki jak Niemcy musiałby również udzielić pomocy wojskowej. Natomiast kraj neutralny, taki jak Austria, nie musiałby udzielać pomocy wojskowej, ponieważ klauzula neutralności w artykule 42 stanowi: „Nie ma to wpływu na szczególny charakter polityki bezpieczeństwa i obrony niektórych państw członkowskich”.

Panie Merz, czy zdaje Pan sobie sprawę, co oznaczałoby w tym kontekście przystąpienie Ukrainy do UE? Niemcy byłyby zobowiązane do udzielenia pomocy wojskowej i automatycznie uwikłałyby się w konflikty zbrojne Ukrainy z innymi krajami. Czy tego Pan chce? Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że może to być właśnie to, do czego Pan dąży. Sam Pański plan zbudowania w Niemczech najsilniejszej armii w Europie podsyca moje obawy w tym względzie. Czyż nie przeszliśmy przez to wszystko wcześniej i czyż nie powiedzieliśmy potem: Nigdy więcej…? Czy nadal pamięta Pan te słowa, Panie Merz?

Dary dla Ukrainy – cięcia świadczeń socjalnych w Niemczech

Ponad 40 procent ukraińskiego budżetu państwa zostało sfinansowane od początku wojny, przede wszystkim na wypłatę emerytur i pensji pracownikom państwowym z zagranicy – ​​zwłaszcza z Niemiec.

Podczas gdy Ukraina, pomimo wojny z Rosją, zwiększyła emerytury i wypłaty z ubezpieczeń dla swoich 10,1 miliona emerytów o 12,1% od 1 marca 2026 r., kanclerz Friedrich Merz przygotowuje Niemców na cięcia w ich własnym państwie opiekuńczym. Ustawowe świadczenia emerytalne są pod presją. Mają zostać zredukowane do podstawowego poziomu zabezpieczenia, który nie będzie już gwarantował godziwego standardu życia emerytom, którzy ciężko pracowali przez całe życie. Dziękuję za to, panie Merz i panie Klingbeil! W ten sposób zapowiadacie cichy upadek odpowiedniego zabezpieczenia emerytalnego jako obietnicy na całe życie. Liczba emerytów grzebiących w kaucyjnych butelkach przy śmietnikach wzrośnie. Żegnaj, państwie opiekuńczym!
Wraz z korektą emerytur, uchwaloną przez Radę Ministrów 29 kwietnia 2026 r., emeryci w Niemczech otrzymają 4,24% wzrostu swoich emerytur od 1 lipca. Biorąc pod uwagę obecną stopę inflacji, nie wpłynie to zbytnio na wzrost siły nabywczej emerytów.

Od początku wojny Niemcy udzieliły Ukrainie pomocy w wysokości około 94 miliardów euro. Jest to kwota dodatkowa do miliardów euro dla ukraińskich uchodźców w ramach niemieckiego systemu opieki społecznej oraz dalszych zobowiązań w przyszłych budżetach. Obecnie miliardy są wydawane i będą nadal wydawane na świadczenia socjalne dla osób, które nigdy nie wpłaciły do ​​systemu ani grosza. Jest to akceptowalne w krótkiej fazie integracji, ale nie w dłuższej perspektywie.

Na szczeblu UE rozważa się również udzielenie Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro na lata 2026 i 2027, po tym jak Viktor Orbán, który sprzeciwiał się tej nieodpowiedzialnej pożyczce, oszukującej podatników i przedłużającej wojnę, został odwołany ze stanowiska.

Teraz, gdy Viktor Orbán nie stoi już na przeszkodzie, Merz chce przeforsować 90-miliardowy dar UE dla Ukrainy – pożyczkę, której Ukraina prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie spłacić – która wcześniej została zablokowana przez weto Węgier. Nie powinno być tajemnicą, kto zapłaci znaczną część rachunku za ten gigantyczny, finansowany z długu i podatków pakiet: niemiecki podatnik!

W kraju trwają prace nad planami oszczędnościowymi i ich ogłaszaniem, a jednocześnie przekazywane są fundusze Ukrainie. Jak długo Niemcy będą mogły i będą dźwigać te miliardowe obciążenia, jednocześnie wmawiając własnym obywatelom, że państwo opiekuńcze musi zostać ograniczone?

Kiedy Merz i Zełenski spotkali się w Berlinie w połowie kwietnia 2026 roku, aby omówić dalszą pomoc zbrojeniową i finansową dla Ukrainy, prezydent Ukrainy po raz kolejny zgarnął cztery miliardy euro i odjechał z pełnymi kieszeniami – z pewnością z uśmiechem na twarzy na widok hojności, a może raczej głupoty, państwa niemieckiego – by podtrzymywać krwawą wojnę ze swoimi europejskimi, wojowniczymi „przyjaciółmi”, wojnę, która mogła się zakończyć dawno temu. Prawie 100 miliardów euro pomocy dla Ukrainy to, moim zdaniem, ogromne sprzeniewierzenie pieniędzy podatników. 

Niemcy utrzymują strategiczne partnerstwa z wieloma krajami, w tym z Francją, Polską, Izraelem, Indiami i Brazylią. 14 kwietnia 2026 roku pod przewodnictwem Friedricha Merza zawarto kolejne partnerstwo strategiczne – tym razem z Ukrainą. Częścią tego porozumienia jest udział Niemiec w odbudowie, w tym w budowie mieszkań socjalnych i komunalnych, z dofinansowaniem do 233 milionów euro.

Jednocześnie Niemcy borykają się z niedoborem około 1,4 miliona mieszkań. Ten deficyt dotyka niemal wyłącznie sektora mieszkań socjalnych. W tym niedoborze około 900 000 lokali to mieszkania socjalne, czyli przeznaczone dla gospodarstw domowych o niskich dochodach. Podczas gdy państwo finansuje budowę mieszkań socjalnych na Ukrainie, podaż mieszkań socjalnych w kraju pozostaje niewystarczająca. Co dalej, ścieżki rowerowe finansowane przez Niemcy w Kijowie?

Wołodymyr Zełenski i gazociągi Nord Stream

Gdyby okazało się prawdą, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zezwolił na zniszczenie gazociągów Nord Stream, nowy, finansowany z podatków grant wojskowy w wysokości czterech miliardów euro oraz planowane coroczne wypłaty dziesiątek miliardów euro od Merza do Zełenskiego graniczyłyby ze zdradą.

Zełenski „zezwolił” na atak na gazociągi Nord Stream, stwierdził niedawno dziennikarz śledczy Bojan Pancevski w programie „Markus Lanz”, powołując się na świadków z bliskiego otoczenia prezydenta. „Wall Street Journal” donosił już w sierpniu 2024 roku, że Zełenski początkowo zgodził się na taki plan.
(weltwoche.ch/nord-stream-anschlag-selenskyj-hat-das-genehmigt-sagt-ein-investigativjournalist-bei-markus-lanz )

Jak Niemcy mogą wspierać kraj, który najprawdopodobniej przyczynił się do zniszczenia centralnej, kluczowej infrastruktury energetycznej tego uprzemysłowionego kraju? Odpowiedzią nie jest dalsze wsparcie dla Ukrainy, lecz natychmiastowe wstrzymanie obecnej i planowanej pomocy oraz żądanie zwrotu już wypłaconych środków.

Sahra Wagenknecht skomentowała to 19 kwietnia 2026 r. następująco:

Niewiarygodne! Prezydent Ukrainy Zełenski podobno osobiście zatwierdził rozbiórkę gazociągów Nord Stream. Potwierdził to dziennikarz „Wall Street Journal”, powołując się na ukraińskie źródła rządowe, w programie „Markus Lanz”. Już 100 miliardów euro z pieniędzy niemieckich podatników trafiło do skorumpowanej Ukrainy. I pomimo państwowego terroru wobec naszej infrastruktury energetycznej, Merz wciąż obsypuje swoich kolesi w Kijowie kolejnymi miliardami. To szaleństwo musi się skończyć! Ani centa dla skorumpowanych terrorystów Nord Stream na Ukrainie!
facebook.com/sahra.wagenknecht

Podobnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że emeryci w Niemczech muszą czasami zbierać butelki zwrotne, aby przeżyć. Podczas gdy obywatele Niemiec są wyciskani z kieszeni, Merz i jego ministrowie chcieli zatwierdzić gigantyczną podwyżkę pensji o 65 000 euro rocznie dla kanclerza i 52 000 euro dla ministrów. Zostało to uwzględnione w projekcie ustawy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ale na razie wstrzymano się z jej realizacją.

Ukraiński model biznesowy

W kontekście dostaw broni na Ukrainę, ciekawe jest również, gdzie trafia część tej broni. W biuletynie Sojuszu Sahra Wagenknecht napisano niedawno:

Michael Lüders | Pomoc dla Ukrainy: z linii frontu do sprzedaży

Wiadomości z kategorii: „To naprawdę nie do pomyślenia”. Europa, a zwłaszcza Niemcy, przeznaczają miliardy na broń „w obronie wolności na Ukrainie”, a nagle ta sama broń pojawia się ponownie w regionie Zatoki Perskiej jako oferta od ukraińskiego przywódcy. To dość interesujący model biznesowy: płacimy za rakiety, które są „tak pilnie potrzebne”, a ostatecznie trafiają one na rynek międzynarodowy jako towar eksportowy. „To realpolitik, finansowana przez lokalnych podatników” – mówi z zadowolonym uśmiechem wiceprzewodniczący naszej partii, Michael Lüders. To pocieszające wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Najważniejsze, że jesteśmy „tymi dobrymi” i zachowujemy moralną elastyczność.

Niemcy łatwo ulegają wpływom idei dobroczyńców. Uważają też za wspaniałe wzorowanie się na innych narodach. Potrzeba moralnej wyższości jest w tym kraju niezwykle silna. Moim zdaniem niesie to ze sobą pewną etyczną arogancję.
Teraz jednak nadszedł czas, aby wziąć górę ekonomiczny rozsądek i natychmiast zaprzestać pomocy dla Ukrainy. Kluczowe interesy naszej gospodarki i naszego społeczeństwa, a nie interesy Ukrainy, muszą być ponownie konsekwentnie reprezentowane.

Wniosek

Pod rządami kanclerza Friedricha Merza Niemcy planują gruntowną reformę swojego systemu emerytalnego. Jednocześnie drastycznie zwiększają wydatki wojskowe, aby odstraszyć wyimaginowanego wroga. Niemcy zapewniają również ogromne sumy na wsparcie Ukrainy, kraju, który nie zdołał opanować korupcji i najwyraźniej zezwolił na zniszczenie gazociągu Nord Stream. Pytanie, na które nikt w gabinecie Friedricha Merza nie chce odpowiedzieć, brzmi: Ile to wszystko będzie kosztować i kto ostatecznie zapłaci rachunek? Pozwólcie, że odpowiem: będzie to kosztować więcej, niż Niemcy będą w stanie sobie pozwolić, i doprowadzi do upadku gospodarczego Niemiec. Cenę zapłacą obecni podatnicy, a później ich dzieci, musząc poradzić sobie z ogromnymi kosztami obsługi nowo zaciągniętego długu za tę polityczną głupotę – której wzrost sam Friedrich Merz stanowczo potępił przed wyborem na kanclerza.

30 kwietnia 2026 roku Sahra Wagenknecht opublikowała na Facebooku następujący tekst:

Budżet na rok 2027 obejmuje największy program zbrojeniowy od 1945 roku i bezwstydną akumulację długu. 200 miliardów euro nowego długu – niemal w całości przeznaczonego na nową broń i militaryzację Niemiec – to kula burząca przyszłość naszego kraju. Same odsetki będą rosły o 50 miliardów euro rocznie pod rządami Merza: To czyste marnotrawstwo pieniędzy podatników! Przed wyborami Merz powiedział: „Zadania, przed którymi stoimy, można rozwiązać bez dodatkowych podatków i bez nowego długu”. Merz przejdzie do historii jako kłamliwy kanclerz, który poprowadził kraj w coraz głębszy upadek. Mało kto by pomyślał, że to możliwe, ale Merz i Klingbeil są jeszcze bardziej niekompetentni i nieświadomi niż ich poprzednicy.

facebook.com/sahra.wagenknecht

Tak samo, nic do dodania.

30 kwietnia 2026 roku Donald Trump powiedział , że Niemcy to „kraj rozbity”. Niestety, to prawda, złamana przez niekompetentnych polityków – w tym niektórych z CDU ( Chaos Przez Niekompetencję ) – którzy wielokrotnie łamali i obecnie łamią przysięgę, która brzmi:

„Przysięgam, że poświęcę swoje siły dobru narodu niemieckiego, będę wspierać jego dobrobyt, zapobiegać jego krzywdzie, przestrzegać i bronić Ustawy Zasadniczej oraz praw federalnych, sumiennie wypełniać swoje obowiązki i wymierzać sprawiedliwość każdemu”.

Gospodarczy upadek Niemiec ma podłoże wewnętrzne, a Pan, panie Merz, nie zatrzymuje go, jak naiwnie miałem nadzieję na początku, lecz go przyspiesza.

Z drugiej strony, panie Trump: Ludzie w szklanych domach nie powinni rzucać kamieniami!

Uwe Froschauer

Ukraina wynalazła perpetuum mobile. Skorzysta polski przemysł zbrojeniowy

Ukraina wynalazła perpetuum mobile.

Skorzysta polski przemysł zbrojeniowy

Autor: MeMy, 1 maja 2026

Prężnie działająca polsko – niemiecka i polsko – ukraińska współpraca jest solą w oku „prorosyjskich środowisk politycznych spod znaku skrajnej prawicy”. Ostatnio, naprzeciw polityce Donalda Tuska wyszedł ze śmiałą inicjatywą prezydent Ukrainy.

Czy oznacza to, że Polska uzyska możliwość zakupienia od Ukrainy podarowanej przez siebie wcześniej broni? – pytają złośliwi internauci.

Być może tak, i to nie raz. Odciąży to w znacznym stopniu polski przemysł zbrojeniowy, który nie będzie musiał zwiększać produkcji, również z powodu kredytu safe – argumentują błyskotliwi zwolennicy Donalda Tuska.

Polska nie będzie musiała inwestować nie tylko w polskie firmy zbrojeniowe, ale także w firmy remontowe.

Jak widać internauci popierający PiS ignorują fakt, że decyzja o zakupie samolotów F 35 zapadła wiele lat temu, a sama umowa została ostatecznie podpisana 31 stycznia 2020 roku czyli w samym środku podwójnej kadencji, drugiej w rankingu pod względem szkodliwości, targowicy niedbającej o rozwój tego typu firm.

W każdym razie, wracając do początkowego wątku, polska armia, nazywana dekoracyjną, będzie mieć niejedną okazję uzupełniać swoje niedobory w uzbrojeniu kupując je również od Ukrainy.

Nie gadamy, zadłużamy!

Tajemnica państwowa: Czy energię elektryczną przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Wartość ponad 130 milionów..

Grzegorz Płaczek @placzekgrzegorz

Polska w latach 2023–2025 przekazała Ukrainie, w trybie dostaw awaryjnych, 268 611 MWh energii elektrycznej. Wolumeny przekazanej energii wynosiły kolejno: 2023 r. – 23 950 MWh 2024 r. – 190 930 MWh 2025 r. – 53 731 MWh. Łącznie daje to energię o szacunkowej wartości rzędu 120–135 mln zł po cenach hurtowych.

I teraz zasadnicze pytania: Czy tę energię przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Czy rozliczano ją po stawkach niższych niż rynkowe? Czy polski podatnik dopłacał do tych dostaw? Na jakich dokładnie warunkach przekazywano Ukrainie energię elektryczną?

Nikt nic nie wie.

Dlatego 19 lutego 2026 r., w trybie interwencji poselskiej, zwróciłem się do Ministerstwa Aktywów Państwowych o ustalenie faktów, zasad rozliczeń i konkretnych kwot. 3 marca 2026 r. MAP przekazało moje zapytanie do Ministra Energii, Pana Miłosza Motyki. Ostatecznie, po 9 tygodniach oczekiwania, otrzymałem odpowiedź [sygn. BM-WPR.0510.101.2026.KK], że wysokość kosztów dostaw awaryjnych energii elektrycznej dla Ukrainy stanowi… tajemnicę.

To jest absurd! Mówimy o setkach tysięcy MWh energii o wartości ponad 120 mln zł! Obywatele mają prawo wiedzieć, czy Polska sprzedawała tę energię po cenach rynkowych, czy przekazywała ją bezpłatnie, oraz czy do tych dostaw dopłacali polscy podatnicy! Polska to nie prywatny folwark rządzących!

Zdjęcie

15,3 tys. wyświetleń

Magyar do Zełenskiego: Nie znamy się, ale nie radziłbym wchodzić na drogę szantażu

Ekonomat @ekonomat_pl

Magyar do Zełenskiego: Nie znamy się, ale nie radziłbym wchodzić na drogę szantażu.

Jeśli rurociąg „Przyjaźń” nadaje się do transportu, to proszę go otworzyć, zgodnie z umową. A Rosję prosimy, by tłoczyła do niego ropę.

A taki fajny był, proukraiński

·

309,2 tys. wyświetleń

Europa stawia na eskalację. Granica między wojną a pokojem rozmywa się coraz bardziej

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-grenze-zwischen-krieg-und-frieden-verschwimmt-zunehmend

Europa stawia na eskalację

Granica między wojną a pokojem rozmywa się coraz bardziej

Decyzja państw europejskich o przeniesieniu ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego do własnych granic w celu ochrony go przed atakami Rosji to kolejny krok, który grozi wciągnięciem tych państw w wojnę z Rosją, nie tylko pod względem prawnym, ale i praktycznym. Rosja przygotowuje się do tego.

Anti-Spiegel  17 kwietnia 2026

UE zaostrza konflikt z Rosją. Coraz więcej europejskich polityków i dowódców wojskowych deklaruje, że choć (jeszcze) nie toczą wojny z Rosją, to nie są już z nią w pokoju. To sformułowanie pokazuje, jak europejscy politycy przesuwają granicę między wojną a pokojem. A to niesie ze sobą ryzyko, że pewnego ranka obudzą się i znajdą się w samym środku wojny z Rosją.

Tydzień temu w serii artykułów zwróciłem uwagę na trzy kwestie, którymi UE prowokuje wojnę z Rosją. Teraz, o czym informowałem wczoraj, do listy dodano przeniesienie ukraińskich fabryk zbrojeniowych do UE.

Ostrzeżenie rosyjskiego Ministerstwa Obrony, że ukraińskie firmy zbrojeniowe przeniesione do Europy są uzasadnionymi celami Rosji, jest obecnie przedmiotem gorącej debaty w Rosji, a eksperci zgadzają się, że ten krok znacznie przybliżył Europę do wojny z Rosją. Jako przykład tłumaczę artykuł napisany przez eksperta dla rosyjskiej agencji informacyjnej TASS.

========================================================

Europa liczy na eskalację: Granica dzieląca Rosję od wojny z NATO staje się coraz bardziej niewyraźna.

Boris Roshin o lekkomyślności Europy, która ryzykuje konflikt nuklearny nieprzemyślanymi działaniami, takimi jak otwarcie ukraińskich zakładów produkujących drony na swoim terytorium.

15 kwietnia rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że kilka państw NATO podjęło decyzję o zwiększeniu produkcji dronów i komponentów dla Ukrainy w ramach wsparcia wojny zastępczej z Rosją. Decyzja zapadła 26 marca 2026 roku. Europa nie kryje nadziei, że zwiększając produkcję, zwiększy liczbę ataków dronów dalekiego zasięgu na Rosję i wyrządzi naszemu krajowi dodatkowe szkody militarne i gospodarcze.

Zwiększenie produkcji dronów dla Ukrainy

Infografika rosyjskiego Ministerstwa Obrony pokazuje, że spółki joint venture działają już lub przygotowują się do rozpoczęcia działalności na rzecz Ukrainy w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Danii, Holandii, Łotwie, Litwie, Polsce, Czechach, Hiszpanii, Włoszech, Turcji i Izraelu. Podobne zakłady produkcyjne powstają również w Norwegii (na co, według Wołodymyra Zełenskiego, przeznaczono 500 milionów dolarów) i innych krajach.

W kwietniu poinformowano, że francuski producent sprzętu obronnego MABDA podpisał umowę z ukraińską firmą Fire Point na modernizację i ulepszenie pocisków Flamingo używanych przeciwko Rosji.

Po spotkaniu Grupy Kontaktowej Rammstein ogłoszono również, że państwa członkowskie UE przeznaczą 1,5 miliarda dolarów na produkcję dronów dla Ukrainy. Część tych środków zostanie przeznaczona na bieżącą produkcję w UE.

Dla Ukrainy stanowi to okazję do przeniesienia części niezbędnej produkcji do krajów NATO, gdzie nie jest narażona na ataki sił rosyjskich. Na samej Ukrainie zakłady produkcyjne dronów i ich komponentów są regularnie atakowane przez rosyjskie pociski różnego typu i drony. Przeniesienie produkcji umożliwia również ściślejszą integrację ukraińskiego przemysłu obronnego z przemysłem państw NATO, w tym poprzez wymianę wiedzy specjalistycznej w zakresie produkcji i modernizacji dronów.

Ponieważ Stany Zjednoczone znacznie ograniczyły finansowanie konfliktu na Ukrainie i dodatkowo przerzuciły ciężar na inne państwa NATO, kierownictwo NATO postrzega zwiększenie produkcji dronów jako opłacalny sposób na zrekompensowanie spadku dostaw broni na Ukrainę, którą Waszyngton sprzedaje teraz Ukrainie po cenie rynkowej, zamiast po prostu przekazywać Kijowowi.

Cele projektu

Strategia Ukrainy i NATO zakłada dalszą intensyfikację ataków dronów dalekiego zasięgu i pocisków rakietowych na obiekty wojskowo-przemysłowe położone głęboko na terytorium Rosji, z wykorzystaniem rozpoznania USA i NATO. W latach 2024-2025 systematycznie zwiększano liczbę dronów dalekiego zasięgu różnych typów, a ich zdolności bojowe zwiększono dzięki ulepszonym systemom łączności, kontroli lotu i dostosowanym taktykom operacyjnym.

W 2026 roku spodziewany jest dalszy wzrost liczby startów dronów, przy czym znaczna ich część ma być produkowana poza Ukrainą.

Według źródeł zachodnich, do połowy 2025 roku Ukraina produkowała rocznie do 2,4 miliona dronów różnych typów. Prognozuje się, że od początku 2026 roku produkcja osiągnie do 4 milionów dronów. Przytaczano również ambitniejsze plany produkcji od 8 do 12 milionów dronów, ale ich realizację utrudniał brak funduszy i mocy produkcyjnych. Obecnie problem ten jest częściowo rozwiązywany poprzez współpracę z firmami z krajów trzecich.

Nietrudno zauważyć, że ta tendencja wyraźnie wskazuje, iż zarówno UE, jak i NATO dążą do eskalacji relacji z Rosją, zwiększając tym samym ryzyko bezpośredniego konfliktu. Powody są oczywiste. Europa uważa, że ​​wdrożenie porozumienia Anchorage między prezydentami USA Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem doprowadzi do zakończenia konfliktu, w którym Ukraina i Europa wyjdą jako główni przegrani, a Europa zostanie wykluczona z negocjacji między USA a Rosją.

Biorąc pod uwagę obecną sytuację na froncie, UE musi zaostrzyć konflikt, ponieważ zbliżające się scenariusze jednoznacznie wskazują na nieuchronną klęskę Ukrainy i stojącej za nią Europy.

Aby uniknąć tych scenariuszy, Europa stara się zastąpić Stany Zjednoczone w roli głównego dostawcy broni, pomagając w przeniesieniu części produkcji broni na swoje terytorium, tolerując taktykę terrorystyczną reżimu w Kijowie oraz wspierając przymusową mobilizację Ukraińców zarówno na Ukrainie, jak i w Europie.

Dzięki takiemu podejściu Europa ma nadzieję zaszkodzić Rosji i zyskać przyczółek w negocjacjach dotyczących losu Ukrainy, prezentując się jako niezależny aktor.

Ryzyko bezpośredniego konfliktu zbrojnego

Tymczasem ryzyko bezpośredniego konfliktu między Rosją a NATO stale rośnie, co wielokrotnie podkreślało rosyjskie Ministerstwo Obrony. Sojusz jednak w swojej publicznej retoryce zachowuje się tak, jakby go to nie dotyczyło i kontynuuje otwarte przygotowania do wojny z Rosją w latach 2027–2030. Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) wielokrotnie demaskowała te działania przygotowawcze.

W tym kontekście Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji, stwierdził, że deklaracje rosyjskiego Ministerstwa Obrony dotyczące wspólnych projektów Ukrainy z państwami NATO w Europie należy traktować dosłownie. Wszystkie te projekty stanowią potencjalne, uzasadnione cele militarne dla Rosji. Przejście od potencjalnego zagrożenia do jego praktycznej realizacji (np. ataków rakietowych) zależy od rozwoju sytuacji.

Rosja zmienia zatem rangę ataków na obiekty na Ukrainie i w NATO z hipotetycznego scenariusza do potencjalnego. Należy zauważyć, że podobne ostrzeżenia wydano już w związku z planami NATO dotyczącymi rozmieszczenia kontyngentów wojskowych na zachodniej Ukrainie oraz planami Polski dotyczącymi aneksji zachodniej Ukrainy.

Należy również wspomnieć, że wojna w Zatoce Perskiej wyraźnie pokazała, że ​​obecność infrastruktury wojskowej na terytorium państwa trzeciego nie zapewnia ochrony przed atakami. Podczas działań wojennych w marcu 2026 roku Iran przeprowadził ukierunkowane ataki na amerykańską infrastrukturę wojskową na terytoriach tych państw, które uznał za konieczne. Państwa te ostatecznie nie odważyły ​​się rozpocząć otwartej wojny z Teheranem. Mówimy zatem o sytuacji, w której mocarstwo nieposiadające broni jądrowej atakuje infrastrukturę mocarstwa jądrowego na terytorium państw trzecich.

W przypadku potencjalnego konfliktu między Rosją a NATO, prawdopodobnie będzie to konfrontacja mocarstwa nuklearnego z blokiem militarnym posiadającym broń jądrową, co niemal na pewno doprowadziłoby do tragicznych skutków w każdym potencjalnym scenariuszu konfliktu.

Granica między wojną a „niewojną” w stosunkach między Rosją a NATO staje się coraz bardziej niewyraźna.

NATO zakłada, że ​​Rosja nie będzie pierwszą, która ucieknie się do eskalacji nuklearnej i że „Okno Overtona” można stopniowo otwierać, przenosząc część ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego do Europy, jednocześnie starając się utrzymać konflikt na poziomie konwencjonalnym.

Środki zaradcze

Działania NATO prowadzą do znacznego wzrostu liczby dronów używanych przez przeciwnika. Przy czysto defensywnej reakcji, takiej jak wzmocnienie obrony powietrznej, zwiększenie liczby mobilnych zespołów ogniowych oraz zwiększenie produkcji pocisków przeciwlotniczych i dronów, wydatki na wojnę z użyciem dronów wzrosną wykładniczo. Rosja również przyspiesza produkcję dronów, zmuszając tym samym przeciwnika do podobnego kroku. Po spotkaniu Grupy Kontaktowej w Ramstein, same Niemcy przeznaczą do czterech miliardów dolarów na obronę przed rosyjskimi dronami oraz dostarczą dodatkowe systemy obrony powietrznej i pociski IRIS-T.

Niezależnie od strategicznej odpowiedzi na działania NATO, rozbudowa naszych sił obrony powietrznej jest już niezbędna, aby przeciwdziałać potencjalnie rosnącemu zagrożeniu ze strony dronów. Liczba celów powietrznych wzrośnie, a zagrożenie dla naszej infrastruktury będzie się nasilać. Oprócz rosnącej liczby dronów, możemy oczekiwać, że staną się one jeszcze bardziej zaawansowane dzięki wprowadzeniu nowych systemów komunikacji, sieci neuronowych, rojowych zasad operacyjnych i specjalistycznych modyfikacji.

Liczba mobilnych zespołów ogniowych w regionach przygranicznych musi zostać znacznie zwiększona, a w europejskiej części Rosji należy utworzyć regionalne grupy obrony przed dronami. Grupy te powinny zostać zintegrowane w jednolitą sieć i wyposażone w skuteczną broń oraz systemy wykrywania celów nisko lecących, w tym drony przechwytujące. Jest to znacznie bardziej opłacalne niż naprawa uszkodzonych obiektów przemysłowych i infrastrukturalnych. Należy wyeliminować przeszkody biurokratyczne utrudniające rozmieszczanie takich jednostek.

Konieczne jest również opracowanie systemów kompleksowego wczesnego wykrywania rojów nisko latających dronów wroga oraz wcześniejsze rozmieszczenie mobilnych grup wsparcia systemów obrony powietrznej. Konieczne jest zwiększenie liczby wyrzutni małych pocisków przeciwlotniczych, karabinów maszynowych i karabinów automatycznych, a także powszechne wdrożenie nowoczesnych laserów bojowych – które nie są już tylko przyszłością i są już wykorzystywane na liniach frontu, na przykład w obwodzie biełgorodzkim.

Sukces kampanii wiosna-lato i jesień 2026 roku, dla których kierownictwo wojskowo-polityczne kraju [tj. Rosji md] sformułowało bardzo ambitne cele, aby osiągnąć ogólne cele operacji wojskowej, zależy od tego, jak skutecznie nasza armia i przemysł zbrojeniowy poradzą sobie z wyzwaniem, jakie stanowią drony z Ukrainy i NATO. Musimy przygotować się do tego wyzwania już dziś.