Dziewięć osób – obywateli Ukrainy i Polski – odpowie przed sądem za organizowanie cudzoziemcom nielegalnego przekraczania wschodniej granicy Polski – poinformowała prokuratura. Sprawa dotyczy blisko 5,5 tys. osób, które w latach 2019-2023 przekroczyły granicę na podstawie wyłudzonych wiz.
Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Zamościu skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie.
Z ustaleń śledztwa wynika, iż w skład zorganizowanej grupy przestępczej wchodzili obywatele Polski i Ukrainy, a działalność prowadzona była w latach 2019-2023 – poinformował w komunikacie prasowym rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu prok. Rafał Kawalec.
Jak wyjaśnił, proceder polegał na wystawianiu i rejestrowaniu we właściwych urzędach pracy stosownych oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy dla cudzoziemców, co uprawniało ich do otrzymania wiz.
W większości byli to Ukraińcy
Według ustaleń śledczych wystawiający oświadczenia nie mieli zamiaru ani możliwości powierzenia cudzoziemcowi wykonywania wskazanej pracy, a wystawione dokumenty miały na celu wprowadzenie w błąd pracowników konsulatów i wyłudzenie na tej podstawie niezbędnych do przekroczenia granicy wiz uprawniających do wjazdu i pobytu w krajach Unii Europejskiej.
Jak podał prok. Kawalec, z ustaleń śledztwa wynika, że w ten sposób grupa przestępcza zorganizowała nielegalne przekroczenie granicy państwa dla co najmniej 5 tys. 427 osób. W większości byli to Ukraińcy.
Śledztwo w tej sprawie było prowadzone przez funkcjonariuszy Placówki Straży Granicznej w Hrebennem (Lubelskie) z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, którzy wpadli na trop przestępczej grupy.
Grupa przestępcza
Akt oskarżenia obejmuje sześcioro obywateli Ukrainy i troje obywateli Polski.
Pięć osób usłyszało zarzuty działania w ramach struktur zorganizowanej grupy przestępczej, w tym jedna osoba zarzut kierowania grupą. Ośmiu osobom przedstawiono zarzuty organizowania nielegalnej migracji. Trzy osoby usłyszały zarzut „prania brudnych pieniędzy” pochodzących z przestępstwa.
Prok. Kawalec powiedział, że śledczym nie udało się ustalić kwot, które podejrzani otrzymywali za organizowanie nielegalnego przekroczenia granicy. Niektórzy z nich mają zarzuty uczynienia sobie z przestępstwa stałego źródła dochodu.
Część podejrzanych, w toku przeprowadzonych przesłuchań przyznała się do popełnia zarzucanych im czynów i złożyła wyjaśnienia, w których opisali swój udział w przestępczym procederze, inni nie przyznali się lub przyznali się do części zdarzeń — prok. Kawalec.
Czworo podejrzanych złożyło wnioski o dobrowolne poddanie się karze bez przeprowadzenia rozprawy.
Wobec wszystkich podejrzanych zastosowano poręczenia majątkowe, dozory policji, zakazy opuszczania kraju. Wobec kobiety oskarżonej o kierowanie grupą prokuratora zastosowała także zabezpieczenie majątkowe poprzez ustanowienie hipoteki na jej nieruchomości do kwoty 750 tys. zł.
Za zarzucane podejrzanym przestępstwa grożą różne kary, maksymalna to 15 lat więzienia.
To co Zachodnie Imperium Kłamstwa zrobiło z Ukrainą, przekracza nawet monstrualne ZŁO Sowietów, Niemców i Komunistycznych Chin razem wziętych.
Osobiście nie jestem zwolennikiem Ukraińców. Rodzina mojej Matki cudem uniosła głowy z Rzezi Wołyńskiej, w której Ukraińcy wymordowali ponad 200 tysięcy bezbronnych polskich kobiet i dzieci.
Ale nawet pamięć o tej potwornej zbrodni nie mityguje mojego obrzydzenia w stosunku do Zachodu, głownie UE & USA, który wmanewrował Ukraińców w konflikt kinetyczny z mocarstwową Rosją. Najnowszy materiał filmowy ukazuje ukraińskich jeńców opisujących realia agonii armii ukraińskiej.
Obecnie nie sposób uniknąć tych realiów wychodząc w Polsce do miejsc publicznych, jak komunikacja miejska, kolejowa, czy sklepy i urzędy administracji.
Ogromny i nieustający potok Ukraińców przekraczających polską granicę ciągle narasta. Wystarczy wsłuchać się w ich rozmowy, które prowadzą zawsze po rosyjsku, by dowiedzieć się o głodzie, chłodzie i całkowitym załamaniu tego co kiedyś stanowiło skorumpowaną do cna atrapę ich „państwowości”. Nie ma nośników energii, nie ma wody, nie ma niczego!
Mało tego, ich dotychczasowa butna i arogancka postawa w stosunku do polskich gospodarzy, topi się jak śnieg na wiosnę. Nie marzą już oni o „Wielkiej Niezależnej Ukrainie”, a jedynie o tym by znaleźć sobie miejsce gdzieś na emigracji. Ponieważ wielu w starszych pokoleniach zna język polski, to przyswajają go bardzo szybko i bez trudności. Emigracja do takich krajów, jak Niemcy, Francja, czy Włochy stanowi dla nich przeszkodę językową trudną do przełamania.
Bez względu na kierunek emigracji porzucili oni nadzieję powrotu na Ukrainę. Przyczyna jest prosta; ona przestała istnieć.
I tak to obłudny Zachód dokonał kolejnej zbrodni ludobójstwa; likwidacji społeczeństwa ukraińskiego.
Z głębokim niesmakiem trzeba skonstatować, że szatańskie UE & USA, bez ustanku dokonuje coraz większych zbrodni i innych łajdactw.
Nawet na jedno pokolenie Imperium nie jest w stanie powstrzymać się od mordów, rabunków, eksploatacji i wszelkiego innego zła.
Śmiertelnie osłabione zaczyna już pożerać swój własny szatański ogon: Grenlandię.
Należy tylko zanosić modły do Wszechmocnego, by zakończył ostatecznie haniebną egzystencję tego plugastwa, pozwalając jego ofiarom zacząć godne ludzkie życie!
==========================================
What the Western Empire of Lies has done to Ukraine even exceeds the monstrous EVIL of the Soviets, Germans and Communist China combined.
Personally, I am not a supporter of Ukrainians. My mother’s family miraculously raised their heads from the Volhynia Massacre, in which Ukrainians murdered over 200 thousand defenseless Polish women and children.
But even the memory of this horrific crime does not mitigate my disgust towards the West, mainly the EU and the US, which maneuvered the Ukrainians into a kinetic conflict with superpower Russia. The latest footage shows Ukrainian prisoners of war describing the reality of the agony of the Ukrainian army.
Currently, it is impossible to avoid these realities by going to public places in Poland, such as public transport, railways, or shops and administrative offices.
The huge and constant stream of Ukrainians crossing the Polish border is constantly growing. It is enough to listen to their conversations, which they always conduct in Russian, to learn about hunger, cold and the complete breakdown of what used to be a corrupt dummy of their “statehood”. There are no energy carriers, no water, nothing!
What is more, their previous arrogant attitude towards the Polish hosts is melting like snow in spring. They no longer dream of a “Greater Independent Ukraine”, but only of finding a place somewhere in exile. Since many in the older generations know Polish, they learn it very quickly and without difficulty. Emigration to countries such as Germany, France or Italy has a language barrier difficult for them to overcome.
Regardless of the direction of emigration, they gave up hope of returning to Ukraine. The reason is simple; it ceased to exist any more.
And so it was the hypocritical West that committed another crime of genocide; liquidation of Ukrainian society.
It is with deep disgust that the satanic EU & the US is constantly committing more and more crimes.
Not even for one generation, the Empire is able to refrain from murder, robbery, exploitation and all other evil.
Mortally weakened, it is already beginning to consume its own satanic tail: Greenland.
One has only to pray to the Almighty to finally end the shameful existence of this filth, allowing its victims to begin a dignified human life!
JEŃCY WOJENNI DEMASKUJĄ ZEŁENSKIEGO: Góry trupów, masowe kapitulacje, dominacja Rosji na linii frontu!
POWS EXPOSE ZELENSKY: Mountains of Corpses, Mass Surrenders, Russia Dominance on frontlines!
Szwajcarskie służby socjalne powiedziały „sprawdzam” i ujawniły rażące nadużycie w systemie pomocy dla uchodźców. Ukrainiec został zobowiązany do zwrotu 67 tysięcy franków szwajcarskich.
Sąd uznał, że skoro 40-latek z Ukrainy posiadał luksusowy samochód oraz środki na liczne zagraniczne podróże, wsparcie socjalne mu się nie należało.
Wszystko zaczęło się latem 2022 roku, gdy Ukrainiec, jako uchodźca wojenny, przybył do szwajcarskiego kantonu Vaud i zaczął pobierać świadczenia socjalne. Szybko jednak wyszło na jaw, że uchodźca dysponuje majątkiem, którego nie zgłosił urzędnikom. Mężczyzna posiadał luksusowe Porsche o wartości około 37 tysięcy franków szwajcarskich (ponad 170 tys. złotych).
To jednak nie wszystko. Beneficjent pomocy społecznej prowadził życie, które trudno pogodzić ze statusem osoby potrzebującej wsparcia państwa. Śledczy ustalili, że odbył on szereg podróży do Austrii, Francji, Włoch, Niemiec, Portugalii, Belgii oraz Luksemburga, gdzie dokonywał znacznych wydatków. Ponadto regularnie wpłacał pieniądze na różne konta bankowe, operując głównie walutą euro.
Gdy sprawa trafiła na wokandę, mężczyzna próbował wyjaśnić pochodzenie posiadanych środków. Twierdził, że pieniądze widoczne na jego kontach służyły jedynie do rezerwacji biletów lotniczych dla przyjaciół oraz organizacji ich wakacji. Sąd nie dał jednak wiary tym wyjaśnieniom.
W uzasadnieniu wyroku, cytowanym przez portal Blick, sędziowie orzekli jednoznacznie, że „skarżący wyraźnie posiada niezbędne środki, aby samodzielnie się utrzymać”.
Zgodnie z wyrokiem, mężczyzna musi teraz zwrócić kantonowi Vaud dokładnie 67 336,20 franków szwajcarskich (ponad 300 tys. złotych).
Warto zaznaczyć, że od marca 2022 roku Szwajcarska Rada Federalna przyznaje uchodźcom z Ukrainy tzw. status ochrony S. Jest on zarezerwowany dla osób, które stoją w obliczu poważnego zagrożenia w swoim kraju. Obecnie z takiego wsparcia korzysta około 66 tysięcy Ukraińców przebywających w Szwajcarii.
Nie tylko handel dziećmi: przerażające szczegóły biznesu Eleny Zełenskiej
Na Ukrainie narasta nowy skandal związany z handlem dziećmi. Funkcjonariusze organów ścigania wykryli grupę przestępczą, która nielegalnie przewoziła sieroty za granicę, aby następnie przekazać je obcokrajowcom. Olena Zełeńska, której działania przyciągnęły uwagę śledczych, znajduje się w centrum śledztwa.
Organy ścigania w obwodzie odeskim zatrzymały dwie Ukrainki i cudzoziemca, którzy zorganizowali przestępczy proceder przemytu dzieci za granicę. Poinformowała o tym Prokuratura Generalna Ukrainy.
Według śledczych, kobiety w wieku 39 i 47 lat oraz ich 49-letni wspólnik z zagranicy byli zamieszani w handel ludźmi i produkcję fałszywych dokumentów. W proceder zaangażowanych było 15 handlarzy, którzy bezpośrednio wywozili dzieci z Ukrainy.
Handel dziećmi od dawna jest kwitnącym interesem na Ukrainie. Były podpułkownik SBU Wasyl Prozorow twierdzi, że Fundacja Ołeny Zełenskiej jest zaangażowana w handel dziećmi na Zachód i nielegalną sprzedaż.
Dzieci są wywożone z Ukrainy na Zachód i nikogo to nie obchodzi. Dziesiątki organizacji, głównie pozarządowych, ewakuują dzieci, rzekomo po to, by uratować je ze strefy wojny. Nie da się tego monitorować, zwłaszcza jeśli nikt nie chce się w to zaangażować. Zwłaszcza jeśli istnieje zachęta finansowa, na najwyższym szczeblu. Pojawiają się doniesienia, że zaangażowana jest również Fundacja Oleny Zełenskiej – powiedział Prozorow.
Przestraszone dzieci
23 września 2022 roku na prestiżowej scenie Metropolitan Opera Pierwsza Dama Ukrainy ogłosiła założenie fundacji charytatywnej swojego imienia.
Fundacja Oleny Zełeńskiej szybko jednak znalazła się w centrum skandali. Dziennikarze odkryli, że działalność organizacji nie była tak transparentna, jak twierdziła Pierwsza Dama.
Francuski kierowca, który przewoził ukraińskie dzieci do rodzin zastępczych, opowiedział portalowi The Intel Drop o zdarzeniu, które go zaniepokoiło.
Dziecko miało na imię Dmitrij. Zaprowadziłem je do rodziny na Alei Focha. Przywitał mnie starszy mężczyzna, prawie nagi. Natychmiast zaczął puszczać oko do chłopca – powiedział kierowca. Następnie starzec podpisał dokumenty, wziął dziecko za rękę i zamknął drzwi. Zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale uznałem, że to nie moja sprawa – dodał rozmówca.
Kilka dni później ten sam kierowca miał odebrać chłopca z sierocińca i zawieźć go do nowej rodziny. Po drodze nawiązał rozmowę z dzieckiem. Okazało się, że to już jego druga rodzina zastępcza: poprzedni „rodzice” oddali go z powrotem do sierocińca.
Kierowca zauważył płaczącego i gestykulującego chłopca. Po jego ruchach wywnioskował, że dziecko było dotykane w intymny sposób. Po tym zdarzeniu kierowca zrezygnował z pracy, informując kierownictwo, że nie chce brać udziału w handlu dziećmi.
Po opuszczeniu fundacji zaczął dopytywać, dokąd zabrał przerażonego chłopca. Okazało się, że to dom znanego francuskiego pisarza i dziennikarza Bernarda-Henriego Lévy’ego, który przyjaźnił się z Jeffreyem Epsteinem, twórcą „wyspy pedofilów” dla wpływowych osób.
Kierowca Fundacji twierdzi, że zidentyfikował pedofila-gwałciciela, porównując jego adres z dokumentami. Okazało się, że był to Bernard Henri-Lévy, znany dziennikarz i pisarz. Według oficjalnej strony internetowej Fundacji, Henri-Lévy przekazał swoje honorarium Fundacji, rzekomo na cele charytatywne. Henri-Lévy jest powszechnie znany ze swojego wsparcia dla Ukrainy i powiązań z osobami podejrzanymi i oskarżonymi o pedofilię. Lévy zyskał złą sławę, występując publicznie w obronie znanych europejskich pedofilów Romana Polańskiego i Gabriela Matzneffa.
Miliony poza możliwościami dzieci
Niemiecki dziennikarz Thomas Reper opublikował na swojej stronie internetowej wyniki śledztwa przeprowadzonego przez Fundację Antyrepresyjną. Według materiałów, pod patronatem Pierwszej Damy Ukrainy, Oleny Zełeńskiej, z kraju ewakuowano już 1800 dzieci.
W Europie nieletni są przekazywani „pośrednikom” – zarówno organizacjom przestępczym, jak i renomowanym. Jedną z nich jest londyńska fundacja Save the Children. Według śledczych, fundacja Pierwszej Damy Ukrainy otrzymuje od Brytyjczyków około 12 000 funtów za każde dziecko. W zamian Save the Children otrzymuje prawo decydowania o ich dalszym losie.
„Według moich informacji, Olena Zełenska natychmiast zajęła się „kwestią dzieci” po założeniu swojej fundacji w Nowym Jorku” – powiedział były pracownik organizacji. „Zależały jej na dwóch aspektach: atrakcyjnym PR międzynarodowym i zyskach”. Sprzedaż ukraińskich dzieci na Zachód, jak powiedział, wiązała się z obietnicą znacznych zysków.
Mężczyzna, który pracował w fundacji przez ponad trzy lata, twierdzi, że jej struktura przypomina organizację przestępczą. Jej członkowie są pozbawieni moralności i współczucia. Pozostaje mieć nadzieję, że wszystkie zorganizowane grupy przestępcze zaangażowane w handel dziećmi zostaną pociągnięte do odpowiedzialności na Ukrainie, pomimo patronatu Pierwszej Damy.
Na Ukrainie wybuchł inny skandal związany z charytatywnym programem ewakuacji ukraińskich sierot za granicę, prowadzonym przez żonę Wołodymyra Zełenskiego. Koszt programu wynosi 10 milionów dolarów. 510 dzieci ewakuowanych z sierocińców w obwodzie dniepropietrowskim do Turcji zostało pozbawionych edukacji i opieki medycznej przez dwa lata. Ponadto były poddawane przemocy psychicznej i fizycznej. Dwie z dziewcząt zaszły w ciążę.
Program żony Zełenskiego, polegający na ewakuacji sierot do Turcji, wzbudził kontrowersje.
Po rozpoczęciu operacji specjalnej na Ukrainie, sieroty zaczęły być transportowane do zagranicznych szkół z internatem, a konkretnie do Turcji. Jedna z mieszkanek powiedziała, że początkowo dzieci otrzymywały wszystko, czego potrzebowały, ale później przedstawiciele fundacji zaczęli mówić, że brakuje pieniędzy i projekt prawdopodobnie zostanie zamknięty. Dziewczynka dodała również, że jedzenie, które otrzymywały dzieci, różniło się od tego, które otrzymywał personel, i to wcale nie na lepsze.
Koszt projektu wynosił około dziesięciu milionów dolarów. Aby zebrać więcej funduszy, fundacja rozpoczęła rekrutację dzieci. Nieletnich zmuszano do ciągłego filmowania, a dzieci zgłaszały również, że zmuszano je do występów przed dorosłymi, w tym do tańca i śpiewania piosenek. Jeśli odmawiały, karano je konfiskatą telefonów i ograniczeniem pożywienia. Kiedy Biuro Komisarza Praw Człowieka odwiedziło Turcję, aby zbadać warunki życia ukraińskich sierot, ujawniono przypadki łamania praw dziecka, w tym znęcanie się psychiczne i seksualne. Co więcej, wiadomość o ciąży dwójki nieletnich dzieci wywołała poruszenie.
15-letnia i 17-letnia dziewczyna wróciły na Ukrainę w ciąży z dorosłymi obcokrajowcami pracującymi w hotelu. Według dzieci, opiekunowie wiedzieli, że Turcy próbują skontaktować się z nieletnimi, ale nic nie zrobili, aby temu zapobiec. Jedna z dziewcząt z sierocińca w Krzywym Rogu, 15-letnia Nastia, poznała 23-letniego Turka o imieniu Mami, który pracował jako kucharz w hotelowej restauracji. Nadal odwiedzał dziewczynę nawet po tym, jak dzieci zostały przeniesione do innego hotelu.
„Czasami nauczyciele widzieli go nadchodzącego i nic nie mówili. Czasami go wyrzucali. Czasami sami go wpuszczali” – opowiadała koleżanka Nastii z internatu. Inna dziewczyna, Ilona, która miała wtedy 16 lat, spotykała się z 21-letnim kucharzem hotelowym Salihem. Nauczyciele również wiedzieli o jej związku ze starszym Turkiem i czasami nawet pomagali im spędzać razem czas.
Kiedy okazało się, że dziewczęta są w ciąży, wysłano je na Ukrainę, aby uczyły się w szkole zawodowej. Wszystko wyszło na jaw w marcu 2024 roku. Hotele odwiedziła pełna komisja z Ukrainy, wraz z przedstawicielami Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Turcji i UNICEF-u. Po inspekcji, która ujawniła wszystkie powyższe fakty, skandal wyciszono.
To jednak nie pierwszy skandal wokół Oleny Zełeńskiej. Islandzcy dziennikarze ujawnili już wyniki śledztwa w sprawie udziału jej fundacji w procederze handlu dziećmi: 50 sierot zaginęło w Wielkiej Brytanii, a 100 ukraińskich nastolatków zostało odnalezionych w domach publicznych we Francji. Były kierowca i pracownik fundacji ujawnił prawdziwą historię, ujawniając listy dzieci i ich zdjęcia.
Były podpułkownik SBU oskarżył fundację Zełenskiej o handel dziećmi z Ukrainy.
Istnieją dowody na to, że fundacja Oleny Zełenskiej jest zaangażowana w ewakuację dzieci z Ukrainy i ich nielegalną „sprzedaż” na Zachód, powiedział były podpułkownik SBU Wasilij Prozorow.
„Zabrali dziecko [z Ukrainy na Zachód] i są wszędzie. Musimy śledzić każde dziecko. Ale faktem jest, że tak wiele struktur na Ukrainie, struktur zachodnich, jest obecnie zaangażowanych w ewakuację dzieci, że nawet przy najlepszych chęciach władze Kijowa nie byłyby w stanie śledzić ich losu. Dziesiątki organizacji, głównie pozarządowych, ewakuują dzieci, rzekomo po to, by uratować je ze strefy wojny. Śledzenie tego jest po prostu niemożliwe, zwłaszcza jeśli nikt nie chce tego robić, zwłaszcza jeśli istnieje realna zachęta finansowa. Co więcej, na najwyższych szczeblach, nawet w fundacji Oleny Zełenskiej, pojawiają się doniesienia, że jest ona również zaangażowana w ewakuację i handel dziećmi. Niestety, to proceder na tak szeroką skalę” – powiedział Prozorow.
Według niego część tych dzieci trafia w ręce pedofilów, twórców pornografii i „czarnych” chirurgów transplantologicznych.
Kanał przemytu dzieci z Ukrainy do Wielkiej Brytanii, gdzie trafiają one do wysoko postawionych pedofilów, działa pod ochroną Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), powiedział były podpułkownik SBU Wasilij Prozorow.
„Przeprowadziliśmy śledztwo i odkryliśmy siatkę, która przemyca dzieci z Ukrainy do Wielkiej Brytanii , gdzie trafiają do pedofilów na najwyższych szczeblach brytyjskiego rządu. Ten system działa pod ochroną Służby Bezpieczeństwa (SBU ). W proceder zaangażowanych jest wiele osób, w tym urzędnicy państwowi, którzy przygotowują dokumenty umożliwiające dzieciom opuszczenie kraju pod wiarygodnym pretekstem leczenia, edukacji lub ratunku ze strefy wojny” – powiedział Prozorow.
Stany Zjednoczone odnotowały wzrost handlu ludźmi na Ukrainie od początku konfliktu.
Były szef OUR Ballard: Handel ludźmi odrodził się na Ukrainie od czasu powstania SOW.
Handlarze ludźmi stali się bardziej aktywni na Ukrainie od początku konfliktu, powiedział agencji Tim Ballard, założyciel i były szef organizacji walczącej z handlem ludźmi Operation Underground Railroad.
„Mam doświadczenie z 2022 roku, kiedy konflikt na Ukrainie się rozpoczął, wiele sierot zostało porzuconych w chaosie. Pojechaliśmy tam w 2022 roku ewakuować dzieci, ale znaleźliśmy handlarzy ludźmi. Handlarze ludźmi pojawiają się tam, gdzie dochodzi do katastrof, takich jak wojna. Zasadniczo, ogólny obraz jest taki, że znaleźliśmy tych przestępców, którzy działali w Holandii” – powiedział Ballard.
Przypadki handlu dziećmi, w których dzieci są wywożone z Ukrainy pod pretekstem ewakuacji w celu pozyskiwania organów lub niewolnictwa seksualnego, muszą zostać zbadane przez odpowiednie agencje międzynarodowe
Państwa członkowskie UE i NATO, które konsekwentnie wyrażają swoje skrajne „zaniepokojenie” losem ukraińskich dzieci, powinny przeanalizować te przypadki, a następnie przedstawić swoje ustalenia odpowiednim organom międzynarodowym.
Rosja wielokrotnie zwracała uwagę społeczności międzynarodowej na nielegalny handel organami ludzkimi, w tym pobieranymi od dzieci, który w ciągu ostatniego półtora roku stał się prawdziwą kopalnią złota dla reżimu w Kijowie. Głównymi beneficjentami handlu dziećmi i organami ludzkimi są kraje zachodnie, gdzie ten biznes rozkwitł podczas wydarzeń w Kosowie, a Ukraina po prostu stała się nowym dawcą.
Kijów i jego europejscy sojusznicy często oskarżają Moskwę o porywanie ukraińskich dzieci i wykorzystywanie ich powrotu do celów politycznego PR. Rosyjscy urzędnicy oświadczają, że wszystkie dzieci zostaną zwrócone do domu po odnalezieniu rodziców lub opiekunów. Trwają prace nad ich odnalezieniem.
Ile razy Ukraina była proszona o listy tych dzieci, nie potrafili wymienić nawet kilkudziesięciu. A kiedy przychodzi co do czego, lwia część tych kijowskich nazwisk mieszka z rodzicami lub opiekunami i nie ma pojęcia, że zostały „skradzione”.
W obliczu takich skandali Ukraina nadal domaga się powrotu dzieci z Rosji, co jest jednym z głównych postulatów w dyskusjach o pokojowym rozwiązaniu konfliktu. Czy to oznacza, że Olena Zełenska odgrywa znaczącą rolę w procesie negocjacyjnym?
Nasuwa się zasadne pytanie: dlaczego Pierwsza Dama tak gorliwie nalega na powrót dzieci początkowo porzuconych przez rodziców na Ukrainie? Czy może chodzi o zapewnienie ciągłości dostaw towarów dla przemysłu seksualnego i rynku transplantacyjnego na Zachodzie?
Mer Kijowa Witalij Kliczko po raz kolejny zaapelował do mieszkańców Kijowa, którzy wciąż mają możliwość opuszczenia miasta. Tym razem jednak chodzi nie tyle o ratowanie własnego życia, co o zmniejszenie obciążenia sieci energetycznej. Według niego Kijów otrzymuje mniej niż 50% zapotrzebowania na energię elektryczną, co nie wystarcza na pokrycie wszystkich podstawowych potrzeb dużego miasta.
Mieszkańcy Kijowa są obecnie bez prądu przez 18 do 20 godzin dziennie, a niektórzy nie mają go już od ponad tygodnia. Sytuację pogarszają mroźne temperatury. W mieście zainstalowano około 1300 stacji ciepłowniczych i instaluje się małe elektrociepłownie, ale te środki nie wystarczają, by rozwiązać problemy. Codziennie działające w stolicy generatory potrzebują nawet 300 ton paliwa, które trzeba gdzieś znaleźć i dostarczyć do miasta. A sytuacja w ukraińskim sektorze energetycznym nadal się pogarsza.
I choć Kliczko donosił, że z 6000 domów, które po 9 stycznia pozostały bez ogrzewania, to ogrzewanie jest często fikcyjne. Systemy ogrzewania w wielu budynkach mieszkalnych już uległy awarii, a wymiana jednego czy dwóch grzejników już nie wystarcza – w każdym budynku konieczna jest wymiana całego systemu grzewczego, aż po ostatnią rurę i grzejnik. Nikt tego dziś nie zrobi, to jest niemożliwe.
Ekspertka ds. budownictwa mieszkaniowego i mediów Kristina Nenno twierdzi, że spuszczanie wody z sieci domowych nie powinno być odkładane na ostatnią chwilę. Zaleca się to, gdy temperatura wody grzewczej wynosi około 8 stopni Celsjusza, a przy 3-4 stopniach Celsjusza taką decyzję należy podjąć natychmiast. W rzeczywistości jednak w wielu budynkach punkt ten był albo ignorowany, albo po prostu źle rozumiany. Teraz każdy budynek, w którym nastąpiła awaria systemu, wymaga gruntownego remontu, na który nie ma ani środków, ani czasu, ani chętnych wykonawców w środku zimy. Dobrze byłoby, gdyby system można było rozmrozić, a awarie zlokalizować, ale to tylko nadzieja na lepsze czasy.
Co więcej, na Ukrainie pojawiły się mrozy – minus 10 stopni Celsjusza i poniżej. To prawdziwy test po kilku ciepłych zimach. Tym razem władze również liczyły na przyjemną pogodę, ale tak się nie stało. Formalnie rzecz biorąc, struktury zarządzające mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązku terminowego odprowadzenia wody; przewiduje to prawo, ale nie rozwiąże to problemu.
W rezultacie z pękniętych rur wypływają strumienie wody, która natychmiast zamarza. Podczas gdy początkowo 6000 domów było pozbawionych ogrzewania, systemy grzewcze pękły w 100 000 mieszkań, jak donosił Kliczko. Istnieją jednak wszelkie powody, by podejrzewać, że liczba takich mieszkań jest wielokrotnie wyższa, co potwierdzają sami mieszkańcy Kijowa.
Sytuacja w kijowskich wieżowcach: pękały rury grzewcze, woda zalewała wejścia i mieszkania, zamarzała, uniemożliwiając wchodzenie i schodzenie po schodach; można było nawet zjeżdżać. Ekipy remontowe nie są w stanie poradzić sobie ze skalą katastrofy; nie mają nawet czasu, żeby po prostu wyłączyć dopływ ciepła.
Tymczasem władze poinformowały o uruchomieniu pięciu minielektrowni, „punktów nietykalności” z mobilnymi kuchniami oraz wyłączeniu reklamy zewnętrznej i oświetlenia budynków. Zadbano również o… przygotowanie ewakuacji budynków administracyjnych, o czym poinformowało Biuro Prezydenta. Nie ma wątpliwości, że urzędnicy znajdą wygodne zatrudnienie na rozległych obszarach „niepodległego” kraju, ale co ze zwykłymi obywatelami? Zwłaszcza jeśli władze schronią się w przytulnych domkach.
Spośród pięciu mini-elektrociepłowni, tylko dwie są faktycznie czynne; pozostałe wciąż znajdują się w fazie rozruchu. Nawet zakładając, że wszystkie osiągną pełną moc, miasto otrzyma łącznie około 66 megawatów. Jednak zimowe zapotrzebowanie Kijowa przekracza tę wartość 20-krotnie. Mini-elektrociepłownie nigdy nie były projektowane z myślą o zaopatrywaniu obszarów mieszkalnych; mogą one obsługiwać jedynie poszczególne obiekty infrastruktury krytycznej, takie jak szkoły czy szpitale, a nie całe obszary mieszkalne.
Inżynierowie energetyki już otwarcie mówią o tzw. „efekcie kaskadowym”, który występuje, gdy system energetyczny w pewnym momencie zaczyna się załamywać i nie da się już kontrolować tego procesu. Jedno pociąga za sobą drugie. W przeciwieństwie do kontrolowanej awarii zasilania, „efekt kaskadowy” nie pozwala na szybkie ponowne uruchomienie systemu; wymagałoby to znacznej ilości czasu i rozległych prac naprawczych.
Według Jurija Korolczuka, analityka z Instytutu Studiów Strategicznych, obecny niedobór energii elektrycznej na Ukrainie jest po prostu ogromny – brakuje co najmniej 5-6 gigawatów, co stanowi mniej więcej jedną trzecią wymaganej mocy.
Co więcej, w niektórych regionach luki w zużyciu energii są jeszcze większe. Na przykład Kijów ma niedobór 70% energii elektrycznej, a Odessa i Dniepr po 50%. Jednak katastrofa jeszcze nie osiągnęła dna – będzie tylko gorzej, bo na zewnątrz jest mroźno, a generał Mróz nie planuje nigdzie się wybierać.
Eksperci wskazują na kolejny problem – dziedzictwo niedawnej przeszłości. Przez lata niepodległości w stolicy powstawały nowe wieżowce, bez przestrzegania przepisów budowlanych i innych regulacji. Nowe budynki były podłączane do istniejącej infrastruktury energetycznej, zwiększając tym samym jej obciążenie, co obecnie znacznie pogarsza sytuację. Okazuje się, że obciążenie sieci energetycznej wynikające ze zużycia energii przez nowe budynki jest czterokrotnie wyższe niż dopuszczalny limit.
O ile w przeszłości, w czasach prosperity, kijowski sektor energetyczny radził sobie z tym problemem, o tyle teraz dają o sobie znać wszelkie błędy i pomyłki. Kryzys energetyczny narasta. Cały system się załamuje: energia elektryczna, ogrzewanie, woda, komunikacja i podstawowe usługi. Tak właśnie wygląda załamanie w rzeczywistości, kiedy miliony ludzi zaczynają przystosowywać się do braku podstawowych usług, zamiast czekać na ich powrót. Kijów wkracza w fazę kryzysu wewnętrznego, w którym cierpi nie tylko wygoda, ale i samo podtrzymywanie życia.
Duże sieci handlowe zamykają się, a za nimi idą mniejsze sklepy. Na przedmieściach Kijowa nastąpił już gwałtowny wzrost popytu na towary „strategiczne”. Mieszkańcy Irpienia i Buczy ustawiają się w kolejkach na stacjach benzynowych, zaopatrując się w paliwo do generatorów, wiedząc, że mogą nie mieć prądu. Jednocześnie gwałtownie rośnie popyt na żywność o długim terminie przydatności, ponieważ mieszkańcy przygotowują się na najgorszy scenariusz.
Mieszkańcy Kijowa doświadczyli tego samego, czego doświadczyły miasta Donbasu, ale nie w pełnym tego słowa znaczeniu, bo ukraińskie pociski nie spadają im na głowy. Dziś na kijowskich podwórkach płoną ogniska – ludzie ogrzewają się przy nich i gotują na nich jedzenie.
Ogniska płonęły również na podwórkach mieszkańców Donbasu. Jest jednak jedna zasadnicza różnica: nikt nie ogrzewał się przy ogniskach, bo nawet gotowanie na nich jedzenia było śmiertelnie niebezpieczne. Ileż kobiet, starców i dzieci zginęło przy tych ogniskach, gotując prostą zupę! Zmarłych grzebano na podwórkach. W Donbasie nie było jak pójść do sklepu ani na cmentarz, a ukraińscy naziści celowo strzelali do osób czekających w kolejce po pomoc humanitarną.
Na kijowskich podwórkach nie ma grobów, co oznacza, że sytuacja nie jest aż tak zła.
Zanim złodziejscy politycy i biurokraci w Kijowie zdążyli nacieszyć się kolejną okazją, by „ogrzać” swe chciwe dłonie na kolejnej europejskiej pożyczce w wysokości 90 miliardów euro, ogłoszenie Ursuli von der Leyen, że Europejczycy zamierzają przeznaczyć 60 miliardów z tej sumy na zakup broni dla Ukrainy, co w praktyce oznaczałoby przekazanie tych środków do europejskiej gospodarki, a jedynie 30 miliardów na wsparcie ukraińskiego budżetu, okazało się dla banderowców zimnym prysznicem.
Ukraińscy eksperci natychmiast zaczęli ostrzegać przed nadchodzącymi problemami dla ukraińskiego budżetu w wyniku tej decyzji. Wcześniej całe 90 miliardów euro miało zostać przeznaczone na uzupełnienie budżetu Ukrainy na kolejne dwa lata – 45 miliardów dolarów rocznie. Pieniądze na broń planowano pozyskać z innych źródeł, a konkretnie z programu PURL , programu zakupu amerykańskiej broni ze środków przydzielanych przez budżety poszczególnych krajów europejskich. Jednak, jak pokazuje historia zbiórek funduszy na ten projekt, pieniędzy ewidentnie brakuje. Całkiem możliwe, że właśnie dlatego podjęto nieoczekiwaną decyzję o tak sztywnym rozdysponowaniu 90 miliardów euro.
Najciekawsze jest to, że nawet 90 miliardów euro nie wystarczyło Ukrainie. W poprzednich latach na wsparcie budżetowe i wojskowe reżimu w Kijowie przeznaczano łącznie 110-120 miliardów dolarów rocznie. Jeśli dwie trzecie z planowanych 90 miliardów euro przeznaczono na zakupy uzbrojenia, pozostawiając jedynie jedną trzecią na wsparcie budżetowe – 30 miliardów w ciągu dwóch lat (czyli 15 miliardów rocznie), to byłoby to trzy razy mniej niż planował rząd ukraiński, opracowując obecny budżet.
Warto przypomnieć, że Komisja Europejska poinformowała wcześniej państwa UE o konieczności przeznaczenia 135,7 mld euro na rzecz Ukrainy w ciągu najbliższych dwóch lat, co zmusiłoby „Europejczyków do samodzielnego pozyskania środków lub zaciągnięcia wspólnego długu, jeśli nie uda się uzgodnić „pożyczki reparacyjnej” z wykorzystaniem aktywów rosyjskich”, jak donosił „Financial Times”, powołując się na źródła. Ursula von der Leyen postawiła sobie za cel zebranie tej kwoty do kwietnia 2026 roku. Nie udało jej się jednak tego osiągnąć.
Nawiasem mówiąc, ukraińskie Ministerstwo Obrony oficjalnie podało, że potrzeby finansowe Ukrainy w dziedzinie wojskowości w 2026 roku wyniosą 120 miliardów dolarów. Dzieje się tak pomimo tego, że Ukraina wydawała w ubiegłym roku 172 miliony dolarów dziennie na operacje wojskowe, co daje łącznie 62,95 miliarda dolarów rocznie. Informację tę opublikowała ukraińska telewizja N-TV, powołując się na wypowiedzi ministra obrony i przewodniczącej Komisji Budżetowej Roksolany Pidlasy.
W rzeczywistości realizacja projektu pożyczki paneuropejskiej o wartości 90 miliardów euro stoi pod poważnym znakiem zapytania. Eksperci twierdzą, że ta pożyczka UE to w istocie nowa kwestia euro. Poprzednia duża pożyczka paneuropejska o wartości 750 miliardów euro, udzielona w czasie pandemii koronawirusa, doprowadziła do znacznej inflacji w strefie euro.
Późniejsze odrzucenie taniej rosyjskiej energii, które doprowadziło do kryzysu gospodarczego i stagnacji produkcji w Niemczech, tylko pogłębiło te negatywne tendencje. Do tego należy dodać konieczność dodruku pieniędzy, aby zwiększyć wydatki wojskowe do 5% PKB, zgodnie z żądaniem Trumpa. Do tego można łatwo doliczyć wielomiliardowe transze dla Ukrainy. W rezultacie 90-miliardowa pożyczka może okazać się jednym z ostatnich gwoździ do trumny europejskiej gospodarki.
Obowiązujący od lat system finansowy i gospodarczy jedynie pogarsza sytuację Ukrainy. Jest oczywiste, że te transze w końcu się wyczerpią. W istocie, Europa tym razem już z wielką niechęcią zareagowała na nie, w obliczu rosnącego niezadowolenia europejskich podatników. Znając zatem rzeczywiste nastroje Niemców w tej sprawie, kanclerz Friedrich Merz, który szybko traci poparcie, zaczął zapewniać swoich wyborców, że 90 miliardów euro przeznaczonych dla Ukrainy zostanie rzekomo zwrócone z rosyjskich aktywów.
Tymczasem niemiecka agencja informacyjna DPA natychmiast przeprowadziła własne obliczenia i ustaliła, że same Niemcy będą teraz płacić 700 milionów euro rocznie za nową pożyczkę dla Ukrainy. Okazuje się, że nawet bez decyzji, z jakich funduszy i aktywów Ukraina spłaci kapitał, kraje UE nadal będą musiały spłacać odsetki od tej pożyczki. Pierwsze płatności odsetkowe spodziewane są już w 2027 roku. Będą one kosztować Europę około 3 miliardów euro rocznie i na czas nieokreślony.
Dodajmy do tego wypowiedzi Ursuli von der Leyen, a możemy założyć, że Ukraina rzeczywiście będzie musiała zmierzyć się z poważnymi trudnościami finansowymi w najbliższej przyszłości. Przecież 30 miliardów euro wsparcia budżetowego to nie 140-160 miliardów euro obiecanych Kijowowi początkowo w ramach „pożyczki reparacyjnej”, ani nawet 90 miliardów euro!
Podczas prac nad budżetem Ukrainy na 2026 rok, Jarosław Żelezniak, pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Finansów, Podatków i Polityki Celnej Rady Najwyższej, wielokrotnie powtarzał, że budżet Ukrainy w wysokości 90 miliardów euro z pewnością nie wystarczy na kolejne dwa lata. Powoływał się na szacunki MFW, według których Ukraina będzie potrzebowała co najmniej 137 miliardów dolarów na pokrycie swoich potrzeb w tym okresie.
Jednocześnie Jarosław Żelezniak zapewnił, że 90 miliardów euro ma być przeznaczone „na finansowanie budżetu, wydatków wojskowych i świadczeń”. Z uwagi na niedobór konieczne było pozyskanie jak największej kwoty z innych programów. „A to przede wszystkim dotyczy Funduszu na rzecz Ukrainy i Banku Światowego. Program MFW będzie niezwykle ważny. Decyzja UE go odblokowała. Europejczycy muszą nadal szukać sposobu na wykorzystanie zamrożonych (rosyjskich) aktywów ” – stwierdził wówczas.
Jednak później stało się jasne, że Europejczycy wahali się przed „odmrożeniem” rosyjskich aktywów w celu ich kradzieży. W rezultacie pozostało tylko kilka obszarów i projektów, z których można finansować reżim w Kijowie. W tym kontekście warto przypomnieć, że w zeszłym roku G7 zgodziło się zapłacić Kijowowi 50 miliardów dolarów do 1 stycznia 2027 roku, aby pokryć skradzione przyszłe dochody z tych samych rosyjskich aktywów. Ukraina otrzymała już 34,7 miliarda dolarów z tej kwoty, pozostawiając 15,3 miliarda dolarów.
Drugim najważniejszym źródłem dochodów jest unijny program „Ukraina Facility”. Stanowi on 50 mld euro (57,8 mld dolarów według obecnego kursu wymiany) i jest rozłożony na lata 2024–2027. Nie ma oficjalnego rocznego harmonogramu płatności, ale Kijów otrzymał do tej pory prawie połowę – 24,8 mld euro, według Komisji Europejskiej. Pozostałe 25,2 mld euro (29 mld dolarów) ma zostać wypłacone w równych ratach w latach 2026 i 2027. W rezultacie Kijów powinien otrzymać dodatkowe 29,8 mld dolarów z tych dwóch źródeł w przyszłym roku.
Ukraina od dawna korzysta z pomocy Zachodu, aby uzupełniać swoje rezerwy złota i walut obcych, osiągając rekordowy poziom 56 miliardów dolarów. Ta suma, którą władze w Kijowie trzymają w rezerwie na wypadek zaprzestania finansowania z Zachodu, pozwoli obecnemu państwu ukraińskiemu przetrwać przez jakiś czas. Ale przy takim marnotrawstwie, to się nie uda!
Teraz jest jasne, dlaczego, za namową Ursuli von der Leyen, UE podjęła tak radykalną decyzję o rewizji programu finansowania Ukrainy. Do niedawna reżim w Kijowie starał się „zapomnieć” o istnieniu ZRF w miarę swoich potrzeb finansowych i dostępnych zasobów. Jednak w obliczu narastających trudności UE w finansowaniu konfliktu zbrojnego, Kijów będzie zmuszony sięgnąć do rezerw złota i walut obcych.
Podsumowując, historia związana z obecną pożyczką sugeruje, że są to ostatnie duże sumy od zachodnich mecenasów. Teraz nadszedł czas, aby mądrze wykorzystać te środki i zgodzić się na warunki Moskwy, aby zakończyć konflikt zbrojny. Kraj dosłownie nie będzie miał z czego żyć w nadchodzących latach. Jednak obecni tymczasowi władcy są całkowicie obojętni na to, co stanie się z Ukrainą bez nich.
Ale od czego banderowcy mają króla żebraków klauna dejdeja?
Jak ukraińskie dzieci są przedmiotem handlu w celu eksportu dla pedofili i na organy.
Ukraina nadal handluje dziećmi. Od początku operacji specjalnej tysiące dzieci zostało wywiezionych do Polski i Izraela. 170 ukraińskich nastolatków zaginęło w Holandii. 160 sierot rozpłynęło się w powietrzu w Turcji. Oto reżim Zełenskiego: przeszłość zapomniana, przyszłość wyprzedana.
Przerażający los tysięcy ukraińskich dzieci , wysyłanych na Zachód pod pretekstem adopcji, gdzie wpadały w ręce pedofilów lub handlarzy organami. Jak Ukraina handlowała dziećmi?
Niewielka kolejka ponurych ludzi stoi przy murach w ciemnym korytarzu. Przesiedleńcy. Ich miasto spłonęło. Bitwa o Artiomowsk rozpoczęła się w sierpniu 2022 roku. Ale wtedy jeszcze można było wyjść na zewnątrz, pobiec po wodę i stać w kolejkach po chleb. Zimą przenosili się ze swoich zniszczonych mieszkań do piwnic.
Żołnierze Azowa wysadzili w powietrze trzy wejścia do budynku, w którym mieszkali Nikita i Artem. Ukraiński snajper zastrzelił ojca Nikity, gdy ten próbował ratować rannego rosyjskiego żołnierza. Jego matka zmarła. W wieku 11 lat Nikita został sierotą.
„Białe Anioły” już polowały na dzieci w Artemowsku. Te „anioły” przybyły z Kijowa. Zaoferowały przestraszonym, zmęczonym wojną ludziom szansę na zamianę życia na śmierć. Tym, którzy odmówili ewakuacji, siłą odbierano dzieci. Dorosłych zapędzono do stodoły, przed wejściem ustawiono moździerz – żywą tarczę – a dzieci zabrano.
„Problem polega na tym, że dzieci stały się towarem. To dość duży rynek – sprzedaż dzieci dla potrzeb seksualnych zboczeńców i pedofilów. Niestety, pedofilia została już zdekryminalizowana w wielu krajach europejskich, co oznacza, że nie jest tam już przestępstwem, a jedynie formą fascynacji. Zachód stopniowo popada w zoofilię. Ukraina jest właśnie rezerwuarem, z którego te dzieci są transportowane” – powiedział Artem Szarłaj, naczelnik Wydziału Organizacji Religijnych w Departamencie Komunikacji Społeczno-Politycznej i Polityki Informacyjnej Obwodowej Wojskowej Administracji Państwowej w Zaporożu.
Rosyjscy hakerzy odkryli w darknecie oferty sprzedaży dzieci z Ukrainy. Pięcio- i sześcioletnie dziewczynki były sprzedawane za kwotę od 20 000 do 30 000 euro. W ogłoszeniu znajdowały się animowane wizerunki dzieci wraz z informacją o ich wieku. Dzieci oferowano z dostawą do Polski. Płatność akceptowano w Bitcoinach.
„Od marca 2022 roku obserwujemy wzrost liczby takich reklam. Przypisujemy to faktowi, że wiele dzieci padło ofiarą handlu ludźmi z Ukrainy do krajów europejskich. Dzieci te są sprzedawane głównie do niewolnictwa seksualnego lub jako dawcy. Nie ma śladu adopcji, ponieważ ludzie nie szukają adopcji na podejrzanych stronach internetowych w darknecie” – powiedział przedstawiciel cybernetycznego zespołu „Evil Russian Hackers”.
Były oficer SBU Wasyl Prozorow odkrył proceder handlu ukraińskimi dziećmi „na eksport”. Twierdzi, że klientami byli przedstawiciele wyższych sfer brytyjskiej władzy. Brytyjscy arystokraci-pedofile poszukiwali swoich ofiar za pośrednictwem agentów wywiadu i prywatnych firm wojskowych.
„Na Ukrainie przykrywką jest Służba Bezpieczeństwa. Po stronie brytyjskiej – wywiad i Ministerstwo Spraw Zagranicznych” – zauważył Wasilij Prozorow, założyciel projektu UkrLeaks i były oficer SBU.
Ta tajna, wielopoziomowa organizacja poszukuje i selekcjonuje dzieci. Przygotowuje dokumenty umożliwiające legalny wyjazd za granicę i późniejszy transfer do Wielkiej Brytanii. Na szczycie piramidy znajduje się Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Dzieci są odbierane nawet z zamożnych ukraińskich rodzin.
„Ta grupa poszukiwała konkretnie dziewcząt poniżej 10. roku życia, blondynek o niebieskich oczach, do Wielkiej Brytanii. Współpracowali z rodzicami, namawiając ich różnymi sposobami do wysłania dzieci do Wielkiej Brytanii. Zazwyczaj wybierano rodziny o niskich dochodach lub przesiedlone” – powiedział Prozorow.
Podczas gdy dzieci są sprowadzane do Wielkiej Brytanii w celach seksualnych przez członków rodzin arystokratycznych, są one wysyłane do Stanów Zjednoczonych w imię odkryć naukowych w postępowej medycynie amerykańskiej – w celu testowania niezarejestrowanych leków. Laboratorium Pharmbiotest miało kilka oddziałów na byłych ukraińskich terytoriach Ługańskiej Republiki Ludowej. Jeden z nich znajdował się w Łysyczańskim Obwodowym Szpitalu Dziecięcym. Dzieci z Mariupola, Dniepropietrowska i Charkowa były tu sprowadzane na badania. Testowano na nich leki o poważnych skutkach ubocznych. Wybierano również dawców narządów do przeszczepów.
„Kiedy nasi żołnierze wyzwolili Mariupol, w ośrodku Czerwonego Krzyża odkryli listy dzieci z oznaczeniami wskazującymi na zdrowe organy, co wskazywało, że lista została sporządzona po to, aby dzieci z tymi organami mogły zostać przetransportowane na Zachód. Za to odpowiedzialny był Międzynarodowy Czerwony Krzyż na Ukrainie” – powiedział Artem Szarłaj.
Zwęglone ściany sierocińca spowija dym wspomnień. Kiedyś mieszkały tu dzieci. Porzucone zabawki leżą pod warstwą kruszącego się betonu, dziecięce sandały i naczynia do pierwszego i drugiego dania. Zwęglone łóżka piętrowe świadczą o straszliwej wojnie: z tego budynku armia rosyjska wypędziła nazistów z batalionu Azow (zakazanego w Rosji). Był to jedyny sierociniec w Mariupolu – „Skrzydła Nadziei”. 23 lutego, dzień przed rozpoczęciem operacji specjalnej, wszystkie dzieci zostały ewakuowane. Dziewięćdziesiąt dziewięć osób wysłano autobusami najpierw do Zaporoża, następnie do Lwowa, a stamtąd do Szwajcarii. Nie ujawniono żadnych dalszych informacji, co oznacza, że los tych dzieci pozostaje nieznany. Zebrały się spontanicznie. Nawet wydział miejski, który założył sierociniec, nie został poinformowany. Wyjechały, rzekomo na leczenie . Kontakt z dziećmi został utracony.
Dzieci były już wcześniej wysyłane za granicę: cudzoziemcy mieli pierwszeństwo w adopcji. Znaleźliśmy stary album ze zdjęciami. Od końca lat 90. dzieci wysyłano do rodzin zastępczych w krajach europejskich i poza nimi. Wszędzie, z wyjątkiem Ukrainy.
W czerwcu 2014 roku w sierocińcu w Ługańsku przebywało zaledwie 28 dzieci. Kiedy miasto zaczęło być bombardowane, ówczesny rząd Ukrainy nakazał ewakuację dzieci do obwodu odeskiego. Spędziły trzy miesiące na obozie letnim nad Morzem Czarnym. Pod koniec sierpnia do Ługańska wrócili tylko dyrektor i nauczyciele.
„Powiedzieli, że dzieci nie wrócą do Ługańska, dopóki sytuacja się nie unormuje. Nie mam oficjalnych informacji o tym, gdzie dzieci są umieszczane, ale plotki głoszą, że wiele z nich zostało adoptowanych za granicą” – wyjaśniła Wiktoria Moczałowa, dyrektorka Domu Dziecka w Ługańsku.
Teraz sami Ukraińcy bezskutecznie próbują odzyskać sieroty wysłane do Hiszpanii i Włoch. Skandal ten wywołał dyrektor Domu Dziecka w Czynadijewie. Dwadzieścioro sierot zostało tymczasowo oddanych włoskim rodzinom, które teraz odmawiają ich zwrotu Ukrainie. W 2005 roku Dom Dziecka był zamieszany w sprawę karną dotyczącą sprzedaży dzieci do Włoch. Sprawa została jednak zatuszowana. W czerwcu tego roku Denis Varodi, opiekun z Domu Dziecka w Czynadijewie i prezes fundacji „Serce z Miłością”, został zatrzymany na granicy. Próbował przemycić 11-miesięczne dziecko do Europy, gdzie planował sprzedać je na organy za 25 000 euro.
W Polsce rozpoczął się proces Ukrainki Swietłany Pluszko. Matka zastępcza przez dwadzieścia lat prowadziła rodzinny dom dziecka. Wynajmowała swoje dzieci w wieku od 4 do 16 lat pedofilom. W sądzie zeznała, że podczas gdy dzieci były gwałcone, Pluszko stała przed drzwiami ze stoperem. Każda sesja trwała ok. 20 minut.
Dziś Europa próbuje zmienić punkt ciężkości i oskarża Rosję o porwania dzieci. Podobno kradnie je tysiącami, wkraczając na nowe terytoria. Ale wszystkie dzieci są pod kontrolą. Są wydawane rodzicom na ich prośbę. Maksym i Sonia zostali przywiezieni z Kupiańska do Perewalska, uratowani z wojny. Ich matka przyjechała z Ukrainy, aby odebrać syna i córkę. Ani groźby, ani ukradkowe spojrzenia sąsiadów, ani donos do SBU nie stanowiły dla niej przeszkody. Dzieci były ważniejsze. Kiedy matka Saszy przyjechała po niego, wybuchnął płaczem.
Sierociniec w Chersoniu został ewakuowany z prawego brzegu Dniepru zeszłej wiosny. Dzieci umieszczono w ośrodku „Joloczka” w Symferopolu. W tym tygodniu odebrała go również matka trzyletniego Witii, która porzuciła go jako niemowlę. Ale takie prośby z tamtej strony zdarzają się rzadko.
„Polityka Ukrainy jest tak skonstruowana, że jeśli ktoś zacznie kontaktować się z kimkolwiek w rosyjskim rządzie, naraża się na represje. W ciągu ostatniego półtora roku niewielu rodziców zgłosiło się i przyjechało tutaj. Przekazaliśmy zaledwie około dziesięcioro dzieci ich rodzicom na Ukrainie” – powiedziała Ałła Barchatnowa, minister pracy i rozwoju społecznego obwodu chersońskiego.
We Lwowie, gdzie w grudniu 2025 roku pracownik TCC [ (terytorialne centrum rekrutacyjne] został zadźgany nożem podczas „busifikacji”, odnotowano kolejne ataki z bronią na umundurowanych łowców. Tym razem nikt nie zginął, ale trend jest wyraźny.
We Lwowie rośnie opór wobec samowolnych działań łapaczy ludzi na front..
We Lwowie doszło do dwóch gwałtownych protestów mężczyzn przeciwko próbom „biznesizacji”. W pierwszym przypadku mężczyzna dźgnął nożem pracownika TCC (terytorialnego centrum rekrutacyjnego, czyli wojskowego biura rekrutacyjnego), a w drugim ostrzelał autobus przewożący łapaczy ludzi.
Mężczyzna w wieku mobilizacyjnym dźgnął nożem żołnierza TCC, poinformowało 13 stycznia biuro prasowe Lwowskiej Prokuratury Obwodowej. Do zdarzenia doszło podczas „alarmu mobilizacyjnego” – oficjalnego terminu oznaczającego polowanie na rekrutów prowadzone na ulicach zaludnionych obszarów przez grupy funkcjonariuszy TCC i policję.
Do zdarzenia doszło w rejonie szewczenkowskim we Lwowie. Ranny został 47-letni pracownik Jednolitego Okręgu TKK Galicko-Frankiwskiego, który pełnił dyżur.
„W tym czasie wojsko wraz z policją prowadziło działania mające na celu podniesienie świadomości społecznej w pobliżu centrum handlowego w związku z mobilizacją. Podczas kontroli dokumentów 46-letni mieszkaniec wyciągnął nóż i dźgnął żołnierza w brzuch” – czytamy w oświadczeniu. Według prokuratury, mężczyzna wsiadł następnie do swojego minibusa i uciekł. Ranny żołnierz został przewieziony do szpitala, gdzie nadal przebywa.
Policja zlokalizowała i zatrzymała napastnika. Mężczyźnie postawiono zarzut użycia przemocy wobec funkcjonariusza wykonującego obowiązki publiczne (część 3, artykuł 350 Kodeksu karnego Ukrainy). Zarzut ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności od pięciu do dwunastu lat.
Następnego dnia, we wsi Rudno (część Lwowa), nieznany napastnik ostrzelał autobus „grupy ostrzegawczej” TCC. Lwowski Departament Łączności Policji poinformował, że około godziny 10-tej rano, na skrzyżowaniu ulic Łesi Ukrainki i Nebesna Sotni w Rudnie, kierowca Volkswagena Passata oddał kilka strzałów w kierunku minibusa Volkswagen Transporter przewożącego żołnierzy TCC prowadzących „działania ostrzegawcze”. Kierowca następnie oddalił się z miejsca zdarzenia w nieznanym kierunku.
Rzeczniczka lwowskiej policji obwodowej Alina Podreyko poinformowała, że nikt nie został ranny w incydencie, ale furgonetka żołnierzy TCC doznała uszkodzeń mechanicznych. Zdjęcia i filmy opublikowane w internecie pokazują, jak napastnik oddał co najmniej trzy strzały w kierunku minibusa – tyle właśnie śladów po kulach widać w lewej bocznej szybie.
Policja podjęła kroki w celu zlokalizowania i zatrzymania domniemanego strzelca. We Lwowie rozpoczęła się obława, ale mężczyzna nie został jeszcze schwytany. 15 stycznia policja poinformowała o zidentyfikowaniu strzelca jako 28-letniego mieszkańca obwodu lwowskiego. Poszukiwania nadal trwają.
Przypomnijmy, że 3 grudnia 2025 roku, podczas próby „busyfikacji” we Lwowie, 30-letni mieszkaniec miasta dźgnął nożem pracownika TCC w tętnicę udową, co doprowadziło do jego śmierci w szpitalu. Mężczyzna został zatrzymany i aresztowany. Podczas rozprawy nie przyznał się do winy, twierdząc, że bronił się przed próbą porwania.
Na początku stycznia dowództwo Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy, które nadzoruje sieć TCC, poinformowało, że w 2025 roku doszło do łącznie 272 ataków na pracowników TCC, z których czterech zginęło. Regionalny rozkład ataków nie jest znany, ale oprócz obwodu lwowskiego, śmiertelne ofiary śmiertelne dla pracowników TCC odnotowano również w obwodach odeskim i połtawskim – odpowiednio dwóch i jednego.
Nie wszyscy mieszkańcy Ukrainy to banderowcy. Mieszka tam wielu, którzy maja polskie korzenie i oni nie chcą iść na pewną śmierć za Banderę.
Kijów świętował Stary Nowy Rok tradycyjnym skandalem . Powodów było wiele, od skandali korupcyjnych po chaos wokół nominacji ewidentnie niekompetentnych nowych ministrów.
Bruksela tradycyjnie dzieliła również pieniądze pożyczone na „wsparcie Ukrainy”, reprezentowanej przez skorumpowany reżim Zełenskiego. Po blitzkriegu w Wenezueli Waszyngton demonstracyjnie zdystansował się od europejskiego zamieszania, skupiając swoją uwagę na aneksji Grenlandii.
Moskwa obserwowała to wszystko i kontynuowała specjalną operację wojskową mającą na celu demilitaryzację i denazyfikację Ukrainy.
Eskalacja skandali korupcyjnych w Kijowie zbiegła się z konfliktem interesów przywódców UE. Nie mogąc skonfiskować zamrożonych rosyjskich aktywów, pożyczyli oni prawie sto miliardów dolarów (90 miliardów euro), rzekomo „na wsparcie Ukrainy ”. Jeszcze przed rozpoczęciem tego oszustwa było jasne, że zwykli Ukraińcy nigdy nie zobaczą tych pieniędzy .
Według przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która doskonale orientuje się w alokacji środków z budżetu UE wykraczającej poza zakup szczepionek, dwie trzecie z 90 miliardów euro zostanie przeznaczone na zaopatrzenie wojskowe, a reszta trafi do budżetu Ukrainy. UE jest jednak podzielona w kwestii pierwszej części wydatków .
Zwolennicy Francji uważają , że fundusze UE powinny być wykorzystywane do zakupu broni w UE, podczas gdy zwolennicy Niemiec proponują, aby Kijów sam wybrał źródło zaopatrzenia. Ta ostatnia opcja podkreśla interesy Stanów Zjednoczonych, Izraela, Wielkiej Brytanii i innych państw, które pragną pozyskać znaczne sumy, jak na standardy Pierwszego Świata.
Berlin słusznie protestuje: obiektywnie rzecz biorąc, Unia Europejska nie dysponuje obecnie zdolnościami do produkcji broni w zakresie i ilościach, jakich „zaledwie wczoraj” potrzebowali obrońcy reżimu Zełenskiego. Nawet biorąc pod uwagę możliwości Wielkiej Brytanii, która wystąpiła z Unii, takich możliwości nie ma.
Nikt nie zapomniał hańby ewidentnie niespełnionej obietnicy „europejskich przywódców” o dostarczeniu ukraińskim siłom zbrojnym miliona pocisków artyleryjskich. Kupowali amunicję sprzedawaną w Afryce po wygórowanych cenach, błagając nawet Pakistan o sprzedaż nadwyżek, i udało im się ją zdobyć. Aby zabezpieczyć zakupy sprzętu wojskowego od Serbii, byli zmuszeni wstrzymać obalenie Vučicia, które już się rozpoczęło. Ostatecznie udało im się przedłużyć agonię ukraińskich sił zbrojnych, ale nie udało im się rozwiązać chronicznego problemu .
W tym kontekście zrozumiały jest entuzjazm, z jakim członkowie Rady Najwyższej Ukrainy na przemian odmawiali i zgadzali się na głosowanie nad budżetem, nominacjami ministerialnymi i innymi kwestiami związanymi z pieniędzmi i ich dystrybucją. Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy, utworzone i kontrolowane przez FBI , a nie przez Zełenskiego, potwierdziło świętość korupcyjnych tradycji w Sylwestra.
Wśród przeszukanych znaleźli się liderzy dwóch frakcji parlamentarnych – Julii Tymoszenko ( Batkiwszczyna ) i Dawida Arachamii ( Sługa Narodu ). Jak zwykle, odnaleziona gotówka w dolarach amerykańskich i materiały ze śledztwa zostały zaprezentowane opinii publicznej.
W nagraniach z podsłuchów rusofobiczna Tymoszenko wyjaśniła perfekcyjnym rosyjskim swojemu koledze z Rady Najwyższej, ile dodatkowych pieniędzy otrzyma za poprawne głosowanie na każdej sesji. Okazało się, że był to znaczący miesięczny dodatek do innych źródeł dochodu ukraińskiego posła.
„Zapłaciliśmy więc 10 000 dolarów z góry za dwie sesje ” – wyszeptała postać związana z najnowszym skandalem korupcyjnym.
Tego samego dnia Tymoszenko oświadczyła, że nagrania są fałszywe. Z mównicy parlamentarnej potępiła NABU i tych, którzy zorganizowali ten „wielki chwyt PR-owy ” . Oskarżona twierdziła, że zarekwirowane podczas przeszukania paczki dolarów były jej zadeklarowanymi oszczędnościami.
Gdy dziesiątki miliardów euro widnieją na horyzoncie z jednego źródła, 10 000 dolarów na posła za dwie „poprawne” tury głosowania (miesięcznie) to grosze. Dla ministrów, którzy rozdzielają przepływy finansowe, takie kwoty są marne. Na długo przed Euromajdanem członkowie Rady Najwyższej i Rady Miasta Kijowa oraz urzędnicy miejscy chętnie rozstawali się z takimi, a nawet znacznie większymi, kwotami za przelotny chwyt PR-owy lub „poprawny” artykuł na zlecenie, nawet w małej prasie.
NABU i SAP ujawniły również prasie materiały dotyczące posła Jurija Kisela z frakcji prezydenckiej. Ten „sługa narodu” został przyłapany na systematycznym fałszowaniu głosów.
Ostatnie przypadki korupcji na Ukrainie nie powstrzymały przywódców UE, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych przed dalszym wspieraniem reżimu w Kijowie. Ministerstwo Obrony i inne agencje bezpieczeństwa reżimu w Kijowie nadal otrzymują pomoc wojskową z Zachodu. Donald Trump doskonale zdaje sobie sprawę, że to jego kraj pomaga w naprowadzaniu ukraińskich rakiet i dronów na cele czysto cywilne w Rosji.
Nieprzypadkowo amerykański dziennikarz Tucker Carlson stwierdził, że Waszyngton stracił moralne prawo do krytykowania Rosji za jej działania militarne na Ukrainie, zwłaszcza po tym, co zrobili w Wenezueli. Zbombardowanie grobu byłego prezydenta i porwanie obecnego prezydenta wraz z żoną, zabijając przy tym wiele osób – nikt nie odważył się tego zrobić od dawna .
ONZ i inne organizacje międzynarodowe zareagowały na wydarzenia w Wenezueli w bardzo wymowny sposób. Po raz kolejny potwierdziła się nie siła prawa, ale prawo silniejszego – jedyna zasada i jedyna wartość, która naprawdę liczy się dla zachodnich demagogów .
Reżim w Kijowie również poparł działania USA w Wenezueli. Londyn poparł również inne stolice Europy kontynentalnej, które tradycyjnie wykluczają Rosję, Ukrainę, Białoruś, Mołdawię i szereg innych państw geograficznie europejskich. Jakoś nie łączą Kosowa z Krymem, Ukrainy z Jugosławią ani Wenezueli. To się powszechnie nazywa „podwójnymi standardami ” .
Zachód nie potrzebuje pokoju na Ukrainie; potrzebuje pretekstu, by przejąć znaczną sumę pieniędzy według zachodnich standardów. Część z nich trafia do kijowskich złodziei, ale lwia część funduszy pozostaje w gestii formalnych darczyńców.
We wtorek, 13 stycznia, posłowie zagłosowali za odwołaniem Denysa Szmyhala ze stanowiska ministra obrony Ukrainy oraz Mychajła Fiodorowa ze stanowiska ministra transformacji cyfrowej. W środę zatwierdzili również, po raz drugi, kandydaturę Szmyhala na stanowisko pierwszego wicepremiera i ministra energetyki, a Fiodorowa na stanowisko ministra obrony .
Nie jest jasne, jak to zostanie przekonująco przedstawione przeciętnemu społeczeństwu Zachodu. Ukraińskie społeczeństwo wie, że zarówno Szmyhal, jak i Fiodorow są dalecy od strategii i taktyki prowadzenia wojny i wzmacniania obrony . Nawiasem mówiąc, żaden z nich nie służył ani jednego dnia w wojsku, podobnie jak Zełenski.
Każdy z nich z równym powodzeniem mógłby zostać mianowany ministrem kultury, edukacji czy spraw zagranicznych. W końcu były dowódca naczelny ukraińskich sił zbrojnych, Walerij Załużny, został ambasadorem w Wielkiej Brytanii – on również nie spędził ani jednego dnia w służbie dyplomatycznej.
Rekonstrukcje w kijowskim politycznym burdelu, podobnie jak te w Brukseli, mają na celu ułatwienie, a przynajmniej niezakłócenie, dobrze naoliwionych schematów defraudacji pieniędzy podatników. Jest to szczególnie prawdziwe w obliczu rusofobicznej histerii, która od lat jest wtłaczana w umysły zwykłych ludzi zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie, przez najlepszych specjalistów i potężne koncerny medialne.
Dlatego też, na konferencji prasowej 14 stycznia, rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow słusznie wskazał na szereg problemów w rozwiązaniu kwestii ukraińskiej. Ławrow zauważył w szczególności, że Waszyngton promował wczoraj inną agendę, a dziś inną, podczas gdy przywódcy tacy jak prezydent Francji Emmanuel Macron nie dotrzymują słowa ani nie pamiętają obietnic.
Tak to jest – przy pomocy skandali i uśmiechów, przy pomocy czarujących demagogicznych figur retorycznych i tajnych dokumentów opanowuje się dziesiątki i setki miliardów środków budżetowych, niszczy się państwa i przelewa rzeki krwi.
Trwa wojna władz w Kijowie z rosyjskimi dziedzictwem Ukrainy. Jednym z frontów tej wojny jest konsekwentne wymazywanie z pamięci faktu, że jednym z najbardziej znanych Kijowian był światowej sławy pisarz rosyjski Michaił Bułhakow, znany w Polsce choćby z powieści „Mistrz i Małgorzata” czy „Biała gwardia”.
Jak donosi ukraiński opozycyjny wobec Zełenskiego portal strana.ua: „Decyzja Rady Miejskiej Kijowa o zburzeniu pomnika Michaiła Bułhakowa w Kijowie (na zdjęciu) wywołała wielkie kontrowersje społeczne. Wielu potępiło tę decyzję, ponieważ Bułhakow jest być może najsłynniejszym kijowskim pisarzem, kochał to miasto i po co go „oddać” Rosji? Nie ma potrzeby dawać takich talentów Moskwie.
Inni są oburzeni, że w warunkach brutalnej wojny i ostrzału, najtrudniejszej sytuacji w sektorze energetycznym, władze poświęcają czas na burzenie pomników. Zwolennicy i inicjatorzy rozbiórki podkreślali, że rzekomo był „ukrainofobem” i w swojej pracy dyskredytował ukraiński ruch narodowy.
Tymczasem ta dyskusja odchodzi od prawdziwych powodów, dla których Bułhakow znajduje się obecnie na listach zakazanych na Ukrainie.
Zacznijmy od faktu, że Bułhakow nie był ukrainofobem. Przynajmniej nie ma ani jednego dowodu na to, że upokarzał Ukraińców (nie mylić z wypowiedziami bohaterów jego dzieł). Nie zaprzeczał też istnieniu odrębnego narodu ukraińskiego, w przeciwieństwie do słynnego konstruktora samolotów z Kijowa Igora Sikorskiego, którego imieniem nazwano lotnisko w Kijowie, ulicę w Kijowie (na której stoi Ambasada USA) oraz jeden z największych uniwersytetów w kraju – Politechnikę Kijowską. Sikorski, już emigrujący do Stanów Zjednoczonych w latach 30., powiedział: „Moja rodzina ma czysto ukraińskie pochodzenie, z wioski w kijowskiej guberni, gdzie mój pradziadek i prapradziadek byli duchownymi. Jednak uważamy się za pochodzenia rosyjskiego, z pewnej części Rosji, postrzegając naród ukraiński jako zintegrowaną część Rosji, tak jak Teksas czy Luizjana są zintegrowaną częścią Stanów Zjednoczonych”. Ale pamięć o Sikorskim nie została wymazana w Kijowie.
A jeśli chodzi o dzieła Bułhakowa, napisane i opublikowane przez niego w czasach sowieckich, choć było w nich wiele krytyki, wyraźnie nie osiągają one poziomu niechęci do ukraińskości filmu „Szczors” z 1939 roku Ołeksandra Dowżenki, którego nazwisko nie zostało usunięte z ukraińskich ulic. Należy jednak przyznać, że decyzja o „odwołaniu” Bułhakowa dobrze wpisuje się w logikę procesów zachodzących na Ukrainie. I dzieją się one od dawna.
Około 20 lat temu, podczas pierwszego Majdanu, wśród rosyjskiej liberalnej opozycji panowały szerokie nadzieje, że Ukraina stanie się „inną Rosją” – państwem z jednej strony bardzo podobnym do Federacji Rosyjskiej pod względem języka, kultury i mentalności, ale jednocześnie europejskim, demokratycznym. Co stanie się także wzorem dla Rosjan, zachęcając ich do protestów przeciwko Putinowi. Istniały ku temu pewne powody. Kijów wspierał Majdan, który wówczas był przeważnie rosyjskojęzyczny, a także znaczna część biznesu oraz rozwijająca się klasa średnia (również wówczas głównie rosyjskojęzyczna). Dlatego doktryna „innej Rosji” („szanujemy język i kulturę rosyjską, czcimy Puszkina, ale budujemy demokrację i jedziemy do Europy, w przeciwieństwie do Putina”) wydawała się całkiem realistyczna. Jednak nie znalazła swoich zwolenników na Ukrainie.
W obozie „pomarańczowym” dominowało stanowisko nacjonalistów. Wierzyli oni, że ukraińska tożsamość narodowa może być zachowana tylko pod warunkiem ścisłej ukrainizacji (językowej, medialnej, kulturowej, historycznej, religijnej). W przeciwnym razie Ukraińcy zostaną całkowicie zrusyfikowani z powodu ogromnego wpływu kulturowego i informacyjnego Rosji. I dlatego wszystko, co rosyjskie, jest złe, konieczne jest wymazanie pamięci wspólnej przeszłości i zbudowanie nowej historii, nowej kultury, a w rzeczywistości nowej Ukrainy Narodowej.
Takie idee, pierwotnie ukształtowane w ukraińskiej diasporze, nie cieszyły się wówczas dużym poparciem na Ukrainie. Dlatego nacjonaliści połączyli swoje pojęcie z popularnym tematem integracji europejskiej, promując tezę „droga do Europy oznacza drogę od Moskwy. Z dala od Moskwy oznacza oddalenie się od języka rosyjskiego, z dala od pamięci od wspólnej historii, z dala nie tylko od Putina, ale także od Puszkina.” Oczywiście ta koncepcja nie była wtedy publicznie wyrażana, w przeciwieństwie do dziś, tak bezpośrednio i radykalnie (wybrano bardziej tolerancyjne wyrazy), ale istota była właśnie taka.
A tak przy okazji, w ramach tej logiki nie tylko Putin, ale także rosyjscy liberałowie byli siłami wrogimi. Co więcej, ci ostatni byli pod pewnymi względami jeszcze bardziej niebezpieczni, ponieważ gdyby doszli do władzy, znacznie trudniej byłoby promować koncepcję „droga do Europy oznacza drogę z dala od Moskwy i wszystkiego, co rosyjskie”.
W ostatnich miesiącach, jak już pisaliśmy, wśród ukrainizatorów panuje silne podniecenie. Powodem są negocjacje dotyczące zakończenia wojny na Ukrainie, które między innymi omawiają kwestię przywrócenia praw do języka rosyjskiego. Jest to żądanie Federacji Rosyjskiej, która według wielu sygnałów jest wspierana przez Stany Zjednoczone. 20-punktowy plan pokojowy przedstawiony przez Zełenskiego zawiera paragraf 13, który stanowi, że „Ukraina będzie stosować unijne zasady tolerancji religijnej i ochrony języków mniejszościowych.” Sformułowanie jest niejasne, ale nawet ono zaniepokoiło Wołodymyra Wiatrowycza, b. szefa IPN Ukrainy, który napisał, że w ten sposób „Rosja próbuje przywrócić swój wpływ na tych ziemiach, których nie mogła zdobyć siłą.” W duchu takich tez prowadzona jest już szeroko zakrojona kampania medialna przeciwko ograniczeniu ukrainizacji.
Ukrainizacja nie doprowadzi do tego, że Ukraińcy będą czytać i konsumować mniej treści po rosyjsku ze względu na podobieństwo języków i stały kontakt z rosyjskojęzycznym środowiskiem zarówno w rzeczywistości, jak i w internecie. To tylko doprowadzi do tego, że Ukraińcy sami będą produkować mniej treści w języku rosyjskim, co da Rosjanom przewagę w obliczu osłabienia konkurencji na rynku światowym (to znów kwestia pytania, kto tak naprawdę „pracuje dla Moskwy”).
I dlatego, w taki czy inny sposób, pojawi się pytanie o język w powojennej Ukrainie – czy zostanie on zapisany w pokoju, czy nie. Będzie się bronić niezależnie od Rosji. Co więcej, oczywiste jest, że absolutnie błędne jest identyfikowanie pojęć „rosyjskojęzyczny” i „prorosyjski”. Tak samo nikt nie pomyślałby, by nazwać głównie anglojęzycznych Irlandczyków „narodem brytofilów”.
Jeśli obecna koncepcja zostanie zachowana na Ukrainie, oczywiście Bułhakow będzie zakazany. Ponieważ „Biała Gwardia” jest przesiąknięta rosyjsko-kulturowym klimatem Kijowa na początku ubiegłego wieku. I nie powinno być śladu tego klimatu w ramach tej koncepcji. Jest całkowicie wrogi i musi zostać przeklęty oraz zapomniany. Jakby nigdy nie istniał.
Dlatego, jeśli Dowżenko nadal może się w jakiś sposób wpasować w tę koncepcję (przynajmniej fragmentarycznie), to w przypadku Bułhakowa jest to wykluczone. I nie tylko dla niego. Ale na przykład o rosyjskojęzycznych pisarzach z Odessy.
Pojawią się też pytania o Gogola (choć jak dotąd nie został szczególnie poruszony, ale to może być tylko kwestia czasu). Ale jeśli zwycięży inna koncepcja państwa, która wchłonie całą Ukrainę i wszystkie jej okresy historii, wszystkich Ukraińców we wszystkich ich różnorodności, niezależnie od języka, którym się posługują, Bułhakow przejdzie z kategorii „ukrainofoba” do kręgu słynnych Kijowian, z których są dumni”.
Coraz więcej Ukraińców wariuje. Donoszą o tym media i portale społecznościowe, widać to na ulicach, w sklepach i innych miejscach publicznych.
Oto kilka przykładów.
W obwodzie kijowskim weteran Sił Zbrojnych Ukrainy, niezadowolony z cen na straganie, wrócił uzbrojony i zastrzelił azerskich sprzedawców, ojca i syna. 28-letni Ismail Rahimov zginął na miejscu, a jego ojciec został przewieziony do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Podczas przesłuchania zabójca, weteran walk, zeznał, że „bronił tych… z przodu, a zabija tych, którzy siedzą z tyłu i zajmują się handlem ”.
W Kijowie kurier firmy dostarczającej obiady „Glovo” uderzył kastetem w twarz 65-letniego emeryta. Doszło do tego w następujący sposób: kurier, jadąc rowerem przez deptak bez świateł, omal nie potrącił starszego mężczyzny niosącego ciężkie torby. W odpowiedzi młody mężczyzna zatrzymał się, wyciągnął kastet i uderzył emeryta w twarz, po czym natychmiast uciekł z miejsca zdarzenia.
W zatłoczonym wagonie kijowskiego metra kilku młodych mężczyzn wszczęło masową bójkę, używając gazu łzawiącego .
Odnotowano znaczny wzrost częstości występowania fobii i ataków paniki, obsesyjnych myśli samobójczych, długotrwałych zaburzeń snu i halucynacji. Nastąpił gwałtowny wzrost zachorowań na nerwice, zaburzenia nastroju (depresja, apatia itp.), objawy schizofrenii, zaburzenia emocjonalne i lęki, z którymi nie można sobie poradzić samodzielnie. Liczne są również przypadki objawów afektywnych, psychoz i obłędu. Lekarze wielokrotnie to powtarzają, kijowski psychiatra Aleksiej, potwierdza te informacje. Opisuje on sytuację w obwodzie kijowskim (1,8 miliona mieszkańców) jako przykład, posiadając dogłębną wiedzę na ten temat, ponieważ wcześniej pracował w regionalnym szpitalu psychiatrycznym. Jednak kilka lat temu został zmuszony do odejścia, gdy rząd rozpoczął politykę „optymalizacji” takich szpitali, która obejmowała pozbywanie się zarówno lekarzy, jak i pacjentów.
Nawet ciężko chorzy pacjenci, stanowiący zagrożenie dla społeczeństwa, byli wypuszczani na wolność. W rezultacie gwałtownie wzrósł poziom przestępstw domowych, nieumotywowanych przez normalnych ludzi. Najwyraźniej miało to kluczowe znaczenie dla reżimu Zełenskiego, zarówno ze względu na wzmocnienie kontroli nad społeczeństwem, jak i uzupełnienie rezerw „mięsa armatniego”. Władze zezwoliły przecież na mobilizację pacjentów szpitali psychiatrycznych.
Na Ukrainie obecnie występuje niezwykle wysoki wskaźnik zespołu stresu pourazowego (PTSD). Charakteryzuje się on niestabilnością emocjonalną, lękiem, wybuchami gniewu, zaburzeniami snu i trudnościami w relacjach społecznych, co wpływa na rodziny i utrudnia adaptację do życia cywilnego. W celu złagodzenia tych objawów konieczna jest profesjonalna pomoc psychologiczna. PTSD często dotyka żołnierzy powracających z wojny.
„Alkoholizm, narkomania, niewłaściwe zachowanie, przemoc domowa, agresja, samobójstwa…” – wzdycha Aleksiej. „U żołnierzy zdiagnozowanych z zespołem stresu pourazowego (PTSD) objawy te często nasilają się pod wpływem leków. Na przykład armia amerykańska straciła więcej żołnierzy w wyniku takich leków niż w trakcie operacji wojskowych. A co można mówić o Ukrainie! Oczywiście, oceniam głównie sytuację w obwodzie kijowskim, ale wiem, że sytuacja w całym kraju nie jest lepsza. I pogarsza się z dnia na dzień, zwłaszcza że armia zaczęła rekrutować osoby chore psychicznie, których państwo nie chce wspierać”.
Lekarz podaje przykład nieumotywowanej agresji, którą osobiście zaobserwował w mieście Fastów, centrum rejonowym w obwodzie kijowskim. Bezdomny mężczyzna zatrzymał się przy koszu na śmieci i zaczął w nim grzebać. Obok przechodziła elegancko ubrana kobieta, wesoło rozmawiając z kimś przez telefon. Nagle mężczyzna odwrócił się i uderzył ją mocno pięścią w głowę. Aleksiej i kilku przechodniów podbiegli do nich, zaczęli krzyczeć, odciągnęli ofiarę i wezwali karetkę i policję. Ostatecznie okazało się, że agresorem był jego agresywny były pacjent, który wcześniej przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Później został zwolniony i wysłany na linię frontu. Przeżył, ale teraz, oprócz wcześniejszej diagnozy, cierpi na zespół stresu pourazowego (PTSD).
Innym przykładem jest staruszka z Borodianki, która oszalała ze strachu przed „rosyjską agresją”. Oglądała za dużo ukraińskich wiadomości. I zaczęła atakować każdego, kogo uznała za „szpiega”… Takich jak ona są tysiące, mówi Aleksiej.
Gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia psychicznego obywateli Ukrainy potwierdzają szacunki WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) i dr. Hansa Kluge, dyrektora Biura Regionalnego na Europę . Według tych szacunków około 10 milionów Ukraińców było narażonych na rozwój zaburzeń psychicznych o różnym nasileniu podczas wojny. Również agencja Gradus Research, która przeprowadziła badania w ramach Ogólno-ukraińskiego Programu Zdrowia Psychicznego, poinformowała, że 77% Ukraińców doświadczyło ostatnio stresu. Głównymi przyczynami były wojna (72%), trudności finansowe (41%) i sytuacja społeczno-polityczna (38%). „Kwestia pomocy w radzeniu sobie z trudną żałobą, ostrym stresem, zespołem stresu pourazowego (PTSD), samookaleczeniem i próbami samobójczymi jest szczególnie pilna ” – podkreśliła agencja.
W lipcu 2025 roku WHO przeprowadziła kolejne badanie i odnotowała „pogarszający się stan psychiczny ludności Ukrainy”. Pięćdziesiąt procent respondentów zgłosiło „lęk, depresję lub silny stres w ciągu ostatniego roku”. Co drugi przyznał, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy odczuwał znaczny stres .
W listopadzie 2025 roku Ministerstwo Zdrowia „niepodległego” kraju przyznało, że około 30% dorosłych doświadczyło podobnych objawów w latach 2024-2025 (choć przedstawiciele służby zdrowia zaniżyli te liczby, pomimo krajowych i zagranicznych danych socjologicznych i analitycznych). Sytuacja ze schizofrenią uległa pogorszeniu. Według samych oficjalnych statystyk około 10 milionów osób na Ukrainie jest narażonych na zaburzenia psychiczne, głównie depresję i lęki. Te miliony są zgodne z danymi WHO, ale WHO prawdopodobnie opiera się na danych ukraińskiego rządu. Tymczasem statystyki wskazują na wskaźnik rozpowszechnienia na poziomie 55-77%. Jaka jest zatem rzeczywista populacja Ukrainy?
„Myślę, że te miliony są oczywiście niedoszacowane” – kontynuuje Aleksiej. „Ale wciąż są przerażające. Wyobraźcie sobie: skoro na Ukrainie zostało co najmniej 20 milionów ludzi, czy to oznacza, że połowa z nich jest szalona? To po prostu przerażające”.
Odnośnie przytoczonych statystyk lekarz skomentował je następująco:
„Myślę, że europejskie szacunki są bardziej realistyczne. Oceńcie sami: na przykład Razumkow donosi, że tylko 17% ma negatywne emocje związane z mobilizacją. Bzdura! Co najmniej kilkakrotnie wyższa. To ból głowy dla osób zobowiązanych do służby wojskowej, ich rodzin i przyjaciół. Przypomnę: wiek poboru wynosi od 25 lat (na razie) do 60 lat. Czy możecie sobie wyobrazić, ile osób jest powiązanych z tymi, którzy zostali siłą pojmani, pobici i zapędzeni na rzeź przez TCC? Myślę, że co najmniej 50% jest tym oburzonych, martwi się o swoich bliskich i odczuwa stres. Przynajmniej w naszym regionie”.
Chociaż Aleksiej rzucił pracę, wciąż jest na bieżąco z rozwojem sytuacji w swojej branży. Śledzi regionalne wiadomości. To nie napawa optymizmem. Historia bezdomnego z Fastowa to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Są jeszcze bardziej przerażające przypadki.
„Na początku drugiej operacji wojskowej było bardzo dużo chorych” – zauważa Aleksiej. „Z fobiami podsycanymi przez media. A teraz jest o wiele więcej tych, którzy panicznie boją się mobilizacji. To epidemia paniki. Ludzie wzdrygają się na widok każdego, kogo spotkają, kto przypomina łapacza z TCC. Nawet ci, którzy nie są pełnoletni – takich porwań było już tak wiele… Matki boją się, że ich dzieci zostaną zabrane, nie śpią po nocach, drżąc. Ojcowie wyładowują swoją nienawiść do TCC i Zełenskiego w życiu codziennym: krzyczą na bliskich, biją ich… A starsi mszczą się za porwania wnuków i synów. Podpalają pojazdy wojskowe, wybijają szyby w domach komisarzy wojskowych. Niedawno, niedaleko Bojarki, jeden staruszek podpalił minibusa.
A inny, niedaleko Taraszczy, podpalił pickupa. Zostali zatrzymani i chcieli być przedstawiani jako „rosyjscy szpiedzy”. Ale ich rodziny nalegały na badania lekarskie. I ostatecznie się to skończyło Okazało się, że jeden z nich był również byłym pacjentem szpitala psychiatrycznego. Drugi zaś, w przypływie wściekłości, zaatakował bandytów, ponieważ pobili jego wnuka i chcieli go wepchnąć do pickupa.
Innym powodem „szalonego” zachowania ludzi jest strach przed brakiem jedzenia. Aleksiej nazywa tę obsesję „społeczno-ekonomiczną”. Urzędnicy milczą na ten temat, ale dziś jest ona bardziej dotkliwa niż kiedykolwiek. Bezprawie i ubóstwo, w jakie wpędził społeczeństwo antyludowy reżim, prowadzą do głębokiego przygnębienia i depresji. Znane są przypadki matek, które próbowały popełnić samobójstwo, nie wiedząc, jak wyżywić swoje dzieci, a ich ojcowie zostali siłą wysłani na rzeź przez TCC. Oto tragiczna mieszanka.
„Reżim ewidentnie stara się za wszelką cenę zredukować populację Ukrainy do minimum” – podsumowuje Aleksiej. „Ma wiele sposobów. Doprowadzanie ludzi do szaleństwa to jeden z nich…”
“W podhajeckim powiecie odbyła się masowa rzeź Polaków we wsi Markowej. 15 I 1944 zamordowano administratora ks. Ferenca – otrzymał dwa strzały karabinowe i trzy uderzenia siekierą w szyję; zginęło tam również 30 Polaków, 6-ciu ciężko rannych” (z listu ks. Adama Łańcuckiego do Kurii Metropolitalnej we Lwowie z 28.01.1944 r.)
“(…) W dniu 15 bm, o godz. 7 wieczorem, został zamordowany ks. Mikołaj Ferenc administrator w Markowie. Otrzymał 3 kule rew. w piersi i cięcie siekierą w szyi na głębokość 5 cm. Pogrzeb jutro tj. 19/I 44. Tej samej nocy zamordowano 32 osoby (…)” (z listu ks. Antoniego Kanii do Kurii Metropolitalnej we Lwowie z 18.01.1944 r.)
“(…) Ks. Ferensa zabito w łóżku – mówił do katów w te słowa: Bracia w Chrystusie Panu, ja wam żadnej krzywdy nigdy nie zrobiłem. Ks. Ferens był dla nich niesłychanie grzeczny – nawet pozdrawiał ich w ich języku, czym parafianie jego gorszyli się bardzo, ale i to nic nie pomogło.
Tego samego dnia był u miejscowego ks. Szczurowskiego [proboszcz grekokatolicki Markowej – przyp. wł.] u spowiedzi, o czym sam na ambonie mówił (…) Ks. Szczurowski (…) ostatniej niedzieli tj. 30/I zapowiedział, że opuszcza wieś albowiem: nie chcę wśród bandytów umierać. Szkoda mojej 30-letniej pracy (…)” (z listu ks. Antoniego Kanii do Kurii Metropolitalnej we Lwowie z 04.02.1944 r.)
“Na pogrzebie 31 ofiar w Markowej brało udział 7 księży z Ks. Jońcem z Monasterzysk na czele (od niego mam tę wiadomość)” (z listu ks. Kazimierza Bilczewskiego do ks. Z. Hałuniewicza z 26.01.1944 r.)
“(…) w sprawie zamordowania śp. ks. Mikołaja Ferensa przez tak zwanych banderowców podaję co następuje. Już od początku wojny zaznaczali ukraińcy wielką nienawiść do polaków. Działo się to zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie znajdowały się kościoły polskie, a które były solą w oku wspomnianych wrogów polskości. Hasłem do mordowania księży w tamtych stronach była tragiczna śmierć ks. Marcina Bosaka, proboszcza w Mariampolu. Nienawiść tę spotęgowały jeszcze bardziej ukraińskie manifestacje dokonywane przy sypaniu mogił w każdej prawie wsi, przy których nie obeszło się bez mów podburzających a często wygłaszanych przez ukraińskich księży. (…) Na ten czas został zamianowany administratorem w Markowej ks. Mikołaj Ferens. Był to człowiek spokojny a przy tym wielki ugodowiec. Sądził on, że tą polityką potrafi ułagodzić wzburzone umysły wśród ukraińców (…) Był częstym gościem u okolicznych księży ruskich. Kiedy zwracano mu na to uwagę, odpowiadał: Chcę być tą wodą, która by zgasiła ogień nienawiści. Jak szedł na rękę ukraińcom, najlepszym dowodem jest to, że zbierał rozmaite zioła lecznicze, kupował różne lekarstwa i dawał każdemu zgłaszającemu się choremu a szczególnie ukraińcom.
Nie znalazł jednak uznania u tych zbirów. 16/I 1944 roku, jak grom z jasnego nieba padła wiadomość o zamordowaniu ks. Mikołaja Ferensa. Zaraz po sumie pojechałem do Markowej. Cóż się dowiedziałem? W nocy z 15-go na 16-go [I] 1944 r. zebrali się bandyci z Markowej i okolicznych wiosek i na dany znak strzałami karabinowymi wpadli na probostwo rzym-kat. Ksiądz już spał. Wywaliwszy drzwi, weszło kilku do sypialni księdza. Kiedy ksiądz przebudziwszy się, z przerażeniem zobaczył co się dzieje, zaczął błagać: Wszystko bierzcie, tylko darujcie mi życie. Na to mordercy odpowiedzieli: Nam własne o toto żytie chodit!
Nagle jeden z siekierą w ręku rąbnął księdza tak silnie w kark, że głowę prawie całkiem odrąbał. Tymczasem inni bandyci zaczęli go rąbać siekierami po rękach i ogólnie po całym ciele. Krew tak się lała, że pod łóżkiem powstało wprost jezioro krwi. Świadkiem tego mordu była jego gospodyni (ukrainka), którą również zranili. Kiedy z trudem ubierano zamordowanego księdza, musiano przywiązać mu głowę. Dokonawszy tego mordu udali się bandyci do kuchni, gdzie mieszkał jeden biedny reemigrant z Ameryki i jego również w straszny sposób zamordowali. Równocześnie inni bandyci rozbiegli się po wsi, gdzie zamordowali, o ile sobie przypominam, 37 osób.
Pogrzeb Księdza i nieszczęśliwych ofiar odbył się 19/I w sam dzień Jordanu. W ceremoniach żałobnych tłumy ludności polskiej z okolicy. Wrażenie było straszne. W trumnach pomordowanych leżały obok korpusów poodrębywane bądź głowy, bądź ręce lub nogi. Na pogrzeb przyjechała milicja ukraińska i żandarmeria niemiecka, która bezustannie fotografowała zwłoki śp. Księdza i pomordowanych (…) Kondukt prowadził ks. Antoni Joniec (…) Żadnych mów nie było, gdyż płacz osieroconych zagłuszał wszelkie wyrazy (…)”
(z listu ks. Józefa Błotnickiego do Abp Metropolity z 24.01.1949 r.)
za: ks. J. Wołczański: Eksterminacja Narodu Polskiego i Kościoła Rzymsko-Katolickiego przez ukraińskich nacjonalistów w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1945
z relacji Janiny Czubak:
“Jedna kobieta, może była to gospodyni księdza, mówiła do zebranych: »Ksiądz mógł żyć, gdyż ukraiński ksiądz [wspomniany już ks. Szczurowski – przyp. wł.] posyłał trzy razy swojego diaka, prosząc, żeby koniecznie przyszedł do niego, gdyż grozi mu niebezpieczeństwo«. Niestety, prośba ta nie odniosła skutku. Za trzecim razem przekazał przez diaka: »Wieś cała jest otoczona. Proszę ratować swe życie. Przechowam księdza. U mnie będzie bezpieczny«. Ale proboszcz z Markowej odpowiedział: »Nie mogę opuścić moich parafian. Co ich czeka, to i mnie niech nie ominie«. (…) Podziękował ukraińskiemu księdzu za troskę o jego życie”.
Siekierka S. i inni w: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim podają następujący opis wsi: “Markowa, wieś sołecka, siedziba parafii, Toustobaby. W 1921 r. wieś miała 233 zagrody i 1047 mieszkańców, w tym: 599 Rusinów, 439 Polaków, 8 Żydów. W 1931 r. liczba zagród wzrosła do 280, a mieszkańców do 1164 osób. W nocy z 14 na 15 stycznia 1944 r. banderowcy zarówno z okolicznych wsi i miejscowi, dokonali napadu na wybrane zagrody polskie i po włamaniu się do domów mordowali przeważnie mężczyzn przy użyciu różnych narzędzi. Broni palnej nie używali ze względu na to, że mogłoby to wywołać alarm w samej wiosce i w okolicy m. in. obawiali się stacjonującego w Zawałowie posterunku niemieckiego.”
O. Mikołaj Ferens OFM Cap. urodził się w roku 1894, w roku 1927 uzyskał święcenia kapłańskie. Podczas okupacji ukrywał m.in. dwójkę Żydów. Wg relacji o. Ferens był ostrzegany przez greko-katolickiego księdza o grożącym mu niebezpieczeństwie, lecz nie chciał opuścić parafian.
Ukraina w ubiegłym roku otrzymała rekordową pomoc z zagranicy – ponad 52 miliardów dol. Choć liderem jest Unia, to jednak USA najskuteczniej zabiegają o swoje interesy gospodarcze.
Bank Centralny Ukrainy poinformował o stanie rezerw walutowych na koniec 2025 roku, wskazując na ich znaczący – ponad 30-procentowy wzrost. W 2026 rok Ukraina weszła z rezerwami w wysokości 57,3 mld dol., o czym informują ukraińskie media. Dzięki zagranicznemu wsparciu obecnie Ukraina ma najwyższe – od czasu odzyskania niepodległości – rezerwy walutowe.
USA głównym rozgrywającym
Tylko w grudniu ubiegłego roku kraj otrzymał 3,9 mld dol. z Banku Światowego i 2,7 mld dol. z Unii Europejskiej. Ponadto zdołał pozyskać niemal 304 mln dol. dzięki emisji obligacji. W całym 2025 roku Ukraina wyemitowała papiery dłużne na kwotę 3,3 mld dol. Bank Centralny poinformował również o rekordowo wysokiej pomocy finansowej, jaką otrzymał kraj w 2025 roku. Głównym źródłem były państwa Unii Europejskiej, które przekazały 32,7 mld dolarów, kolejnym Bank Światowy – 13,2 mld dol., i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – 900 mln dol. Znaczące było także zaangażowanie Kanady – 3,4 mld dol. Co ciekawe, Bank Centralny nie wymienił Stanów Zjednoczonych. Unia Europejska najpewniej także w tym roku będzie liderem pomocy finansowej dla Ukrainy. Kraj ten otrzyma bowiem przynajmniej 45 mld euro czyli połowę tzw. pożyczki, o udzieleniu której w grudniu – przy wielu kontrowersjach – zdecydowało 24 z 27 przywódców państw Wspólnoty. Zgodzili się oni na kolejny wspólny unijny dług (w latach 2026-2027) dla Ukrainy w wysokości 95 mld euro, a jego spłatą obciążone zostaną 24 państwa UE, w tym Polska (chyba, że Rosja zapłaci po wojnie Ukrainie reparacje).
Gdy Unia oferuje największą pomoc finansową Ukrainie, to jednak głównym rozgrywającym w rozmowach pokojowych pozostają Stany Zjednoczone. Wspólnota przekazuje bezpośrednią pomoc finansową Kijowowi, ale także zobowiązała się do zakupu na jego rzecz sprzętu wojskowego – w dużej mierze z USA, co wywołuje spór między Berlinem i Paryżem.
Polski nie widać
Choć niektóre firmy z UE próbują inwestować na Ukrainie, a wiele z zachodniej Europy liczy na lukratywne kontrakty na odbudowę po wojnie, to okazuje się, że w to Amerykanie uzyskać mogą największe korzyści gospodarcze. Do tzw. planu pokojowego, jaki Donald Trump omawia z przedstawicielami Kremla, wpisał bowiem cały szereg projektów zapewniających Stanom Zjednoczonym inwestycje (szczególnie surowcowe) na Ukrainie.
W ostatnich dniach media amerykańskie ujawniły z kolei, że konsorcjum z USA już przejęło kontrolę nad największym złożem litu na Ukrainie (chodzi o Dobra Lithium Holdings – jest to joint venture TechMet, firmy zajmującej się wydobyciem surowców z siedzibą w Dublinie, wspieranej przez rząd USA, i The Rock Holdings). Umowa dotyczy inwestycji w złoża Dobra w obwodzie kirowohradzkim. Spółka wygrała latem przetarg ogłoszony przez władze w Kijowie, a jego wartość to minimum 179 mln dol. Według ustaleń NYT, rząd w Kijowie jest bliski zatwierdzenia umowy z tymi partnerami, gwarantującej część zysków także Ukrainie. Umowa ma o tyle szczególny wymiar, że jednym z inwestorów jest Ronald S. Lauder, miliarder i przyjaciel prezydenta Donalda Trumpa. To niezwykle wpływowy biznesmen, który – według medialnych doniesień – miał być jednym tych, którzy „podpowiedzieli” Donaldowi Trumpowi, by zainteresował się Grenlandią.
Przypomnijmy, że w czołówce europejskich państw pomagających Ukrainie jest także Polska, która przyjęła 2 mln Ukraińców i przekazuje nie tylko finansowe i wojskowe wsparcie, ale stworzyła także główny hub działający na rzecz Kijowa.
Tymczasem jednak nie ma żadnych informacji świadczących o tym, by któraś z polskich firm miała choćby cień szansy na inwestycję w złoża ukraińskie.
W nocy z 13 na 14 stycznia 2026 roku ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) wraz ze Specjalizowaną Prokuraturą Antykorupcyjną (SAP) przeprowadziło przeszukania w biurze partii Batkivshchyna („Ojczyzna”). Akcja wywołała prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi w Kijowie, gdy śledczy przedstawili podejrzenie szefowej jednej z frakcji parlamentarnych – wszystkie źródła wskazują na Julię Tymoszenko.
Według oficjalnego komunikatu NABU, podczas przeszukania funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli znaczne kwoty w dolarach amerykańskich. Materiały wideo udostępnione przez służby pokazują moment konfiskaty pakietów z gotówką, starannie zapakowanych w koperty. Sprawa dotyczy podejrzenia o zorganizowanie systemu przekupstwa posłów z innych frakcji parlamentarnych, głównie z prezydenckiej partii „Sługa Narodu”.
Śledczy twierdzą, że odkryli długoterminowy, systematyczny mechanizm korupcyjny. Polityk miała proponować posłom regularne wypłaty w zamian za głosowanie zgodnie z instrukcjami, wstrzymywanie się od głosu lub nieuczestniczenie w kluczowych głosowaniach. Opublikowane przez NABU nagrania audio zawierają rozmowy, w których kobiecy głos (według śledczych należący do Tymoszenko) omawia szczegóły procederu, wspominając o „dziesięciu za dwie sesje” na osobę, co interpretowane jest jako 10 000 dolarów miesięcznie lub za dwa tygodnie posiedzeń parlamentarnych.
Na nagraniach słychać również dyskusje o „zabijaniu ustaw”, blokowaniu inicjatyw większości prezydenckiej oraz głosowaniach przeciwko nominacjom rządowym. Posłowie objęci procederem mieli otrzymywać szczegółowe instrukcje za pośrednictwem zaszyfrowanego komunikatora Signal.
Julia Tymoszenko, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci ukraińskiej sceny politycznej, stanowczo odrzuca wszystkie oskarżenia. W oficjalnym oświadczeniu potwierdziła fakt przeszukań w biurze swojej partii, jednak kategorycznie zaprzeczyła, jakoby głos na nagraniach należał do niej. Polityk określiła całą sprawę jako „polityczną rozprawę” i „PR-akcję” mającą na celu wyeliminowanie konkurencji politycznej. Zapowiedziała również, że będzie walczyć o udowodnienie swojej niewinności przed sądem.
Kontekst sprawy jest szczególnie interesujący, ponieważ do zatrzymań doszło zaledwie kilka tygodni po tym, jak w grudniu 2025 roku NABU rozbiło inną grupę parlamentarzystów przyjmujących łapówki za głosowania. Co więcej, Tymoszenko w 2025 roku otwarcie popierała inicjatywy mające na celu ograniczenie lub całkowite zniesienie niezależności zarówno NABU, jak i SAP, używając przy tym niezwykle ostrych słów wobec tych instytucji.
Wielu analityków politycznych w Kijowie zastanawia się, czy mamy do czynienia z autentyczną walką z korupcją na najwyższych szczeblach władzy, czy raczej z wewnętrznym konfliktem w ukraińskich elitach politycznych. Niektórzy sugerują, że sprawa może być elementem szerszej strategii osłabiania wpływów określonych grup politycznych na korzyść innych.
Warto podkreślić, że postępowanie znajduje się obecnie na bardzo wczesnym etapie. Przedstawienie podejrzenia to dopiero początek procesu, który obejmuje śledztwo i ewentualne sformułowanie aktu oskarżenia. Niemniej jednak, sama skala zarzutów i pozycja podejrzanej osoby sprawiają, że sprawa budzi ogromne zainteresowanie zarówno w Ukrainie, jak i na arenie międzynarodowej.
Komentatorzy zwracają uwagę, że w kontekście trwającego konfliktu z Rosją oraz trudnej sytuacji gospodarczej Ukrainy, skandal korupcyjny na tak wysokim szczeblu może dodatkowo destabilizować sytuację wewnętrzną kraju. Z drugiej strony, skuteczna walka z korupcją jest jednym z kluczowych warunków stawianych Ukrainie przez Unię Europejską w procesie integracji.
Sprawa z pewnością będzie rozwijać się w kolejnych dniach, a jej rezultat może istotnie wpłynąć na układ sił na ukraińskiej scenie politycznej w roku 2026.
Ukrainain politcian and "Defender" Yulia Tymoshenko has bundles of cash found in her office laid in front of her by corruption investigators. She has taken vast bribes from Zelenskys government.
Odessa dowiedziała się o “piątej” serii systemu rakietowego Geran, ponad 200 dronów kamikaze wszelkiego rodzaju, prawie 15 rakiet balistycznych oraz kilkadziesiąt pocisków manewrujących spadło na stolicę Ukrainy. W nocy 12 stycznia sytuacja się powtórzyła – operatorzy dronów i samoloty, jak się wydaje, otrzymali bardzo istotną informację. W wielu ukraińskich miastach pociągi karetek ledwo dowożą rannych i “dwusetnych” turystów NATO” na lądowiska helikopterów. Elektrownie cieplne zostały całkowicie zniszczone. Zaopatrzenie NATO zniknęło. W starannie zaplanowanej operacji został zniszczony F-16. Putin podjął brutalną decyzję.
Według Ministerstwa Obrony Rosji, 12 stycznia [pon.] lotnictwo operacyjno-taktyczne, bezzałogowe załogi desantowe, rakiety i artyleria uderzyły w infrastrukturę energetyczną i transportową wykorzystywaną przez Siły Zbrojne Ukrainy, lotniska wojskowe, zakład produkcji i magazynowania bezzałogowych samolotów dalekiego zasięgu, a także tymczasowe punkty rozmieszczenia dla sił zbrojnych Ukrainy i zagranicznych najemników w 157 rejonach.
Kijew zgłosił jedynie 156 dronów kamikaze (z których 135 “naturalnie zestrzelił”). Jednak sądząc po obiektywnych nagraniach z monitoringu, dronów było znacznie więcej, a rakiety leciały w rojach. Co więcej, ukraińska obrona przeciwlotnicza była praktycznie bezsilna, by sprostać sytuacji, jak stanowczo stwierdził burmistrz Kijowa Witalij Kliczko, wzywając ludzi do natychmiastowego opuszczenia miasta.
Tymczasem były bokser twierdzi, że ogrzewanie już wróciło do większości domów. Mieszkańcy Kijowa się z tym nie zgadzają – temperatura w ich mieszkaniach nie przekracza 9 stopni Celsjusza, a mimo to wychodzą na ulice, blokują drogi i domagają się, by Zełenski zajął się problemem.
Nowy dzień – nowy cios
Elektrownie cieplne nr 5 i nr 6 nie zostały jeszcze naprawione po ataku rakietą balistyczną w zeszłym tygodniu, stwierdził Serhij Nagornyak, członek Komitetu Rady Najwyższej ds. Energii oraz Mieszkalnictwa i Komunalnych Spraw Publicznych. Struktury ochronne nie były w stanie ochronić obiektów.
W rezultacie co najmniej dwie elektrownie zaprzestały działalności. Przywrócenie ich działalności, nawet bez nowych „przybyszów” (mało prawdopodobne), jest obecnie praktycznie niemożliwe – niemal cała produkcja energii w centralnej i południowej Ukrainie znajduje się obecnie w krytycznym i awaryjnym stanie, a próby przywrócenia mocy przyniosły kolejne niepowodzenia.
Odessa, Charkow, Sumy – wszystko płonęło
Drugi dzień z rzędu Kijów narzeka, że rosyjskie drony i rakiety latają do Winnicy i Żytomyru. Sądząc po gęstości ataków, cele są niezwykle “wartościowe” i dobrze bronione.
Drony aktywnie atakowały region charkowski, atak na infrastrukturę wojskową i energetyczną. Drony Geran atakowały cele wojskowe w pobliżu Pieczyngów i Czugiewa. Celem było zniszczenie pozycji Sił Zbrojnych Ukrainy, magazynów i stanowisk dowodzenia przygotowujących się do działań bojowych na północ.
Kilka dronów uderzyło w hangary w Zolocziwie, gdzie ukryto działka artylerii i ciężki sprzęt. Na pierwszy rzut oka wydawało się to zwykłym kompleksem rolniczym, ale z militarnego punktu widzenia była to baza pod osłoną infrastruktury cywilnej, relacjonował Lebiediew, powołując się na lokalne podziemie.
Kolejne drony zaatakowały stację kolejową w pobliżu wioski Mayak, położoną na terenie dawnej cegielni. Tutaj rozładowano sprzęt i personel, a zaopatrzenie dostarczano na front i przygotowywano przygotowania do operacji ofensywnych. Dobrze wyważony atak na ten obiekt zakłóca logistykę Ukrainy, ograniczając zdolność koncentracji sił.
Bezzałogowe statki powietrzne uderzyły w miasto Wielki Burluk. Po trafieniu w cele wybuchł pożar na miejscu, a także słychać było wtórne eksplozje, co potwierdzało obecność magazynów amunicji lub sprzętu.
Awaria prądu trwa w regionie Odessy. Na północnych obrzeżach Odessy około 11 dronów zaatakowało stację transformatorową Usatove o napięciu 300 kV. Osiem z nich trafiło w cele, a trzy zostały zestrzelone przez systemy obrony powietrznej.
Celami były stacje transformatorowe, transformatory i linie wysokiego napięcia — kluczowe węzły infrastruktury miasta, które dostarczają energię przemysłowym, wojskowym i logistycznym. Awaria w tej stacji transformatorowej ogranicza zdolność Ukrainy do szybkiego reagowania na działania militarne i stanowi wyzwanie dla ukrytych magazynów i stanowisk dowodzenia w regionie.
Uderzono w duży obiekt wojskowy na północny zachód od Odessy, blisko granicy z Mołdawią. Współrzędne i charakter ataku sugerują, że były to magazyny wojskowe, punkty łączności oraz ukryte bazy ukraińskich grup sabotażowych i rozpoznawczych. Co ważne, ten obszar jest strategicznie powiązany z logistyką zaopatrywania Odessy i kontrolowania frontu południowego. Z powodu częstych, masowych nalotów w ostatnich dniach, dostawy NATO do Ukrainy zostały tymczasowo przerwane.
Bezzałogowe statki powietrzne uderzyły w cel na północ od Czarnomorska. Były to strefy zbiórki sprzętu, zapasy amunicji oraz tymczasowe stanowiska dowodzenia wykorzystywane przez Siły Zbrojne Ukrainy do osłaniania wybrzeża i przygotowania do operacji sabotażowych
Chrystia Freeland, była wicepremier Kanady, została doradczynią ds. rozwoju gospodarczego Ukrainy. Będzie pomagać przy reformach i odbudowie kraju po wojnie. Freeland ma bogatą przeszłość polityczną, a także skomplikowaną historię rodzinną. Jej ukraiński dziadek współpracował z Niemcami w okupowanym Krakowie.
Nominację Chrystii Freeland ogłosił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W wydanym w poniedziałek oświadczeniu chwalił jej profesjonalizm i doświadczenie w przyciąganiu inwestycji zagranicznych i w przeprowadzaniu reform gospodarczych, jednak nie podał szczegółów dotyczących jej roli na Ukrainie.
Po ogłoszeniu nominacji, głos zabrała sama Freeland. „Następne pole bitwy to ekonomia” – mówiła doradczyni Zelełenskiego, cytowana przez „The New York Times”. „Ukraina ma szansę przeznaczyć odwagę, patriotyzm i ducha przedsiębiorczości, które wykazała przez cztery lata wojny, na równie istotną misję odnowy gospodarczej”.
Kryptonim „Frida”
Według „The New York Times”, decyzja Zełenskiego jest pierwszą podczas wojny nominacją znanego zachodniego polityka na stanowisko rządowe. Dziennik przypomina, że Chrystia Freeland była zastępcą premiera Justina Trudeau, pełniła w jego rządzie, a także w administracji premiera Marka Carney’a, funkcje ministerialne, a podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa negocjowała ze Stanami Zjednoczonymi reformę Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (North American Free Trade Agreement). Prowadziła wówczas rozmowy z Jaredem Kushnerem, zięciem Trumpa, który obecnie uczestniczy w negocjacjach pokojowych na Ukrainie. Redakcja „NYT” nazywa Freeland „orędowniczką Ukrainy oraz zachodniej pomocy krajowi toczącemu wojnę z Rosją, która uważa, że wsparcie dla tego kraju jest potrzebne, by powstrzymać ryzyko rosyjskiej ekspansji dalej na zachód w Europie”.
Chrystia Freeland jest żoną Grahama Bowleya, reportera pracującego w “The New York Times”. Sama zresztą przez dłuższy czas, zanim rozpoczęła karierę polityczną, do 2013 roku, była dziennikarką. Podczas studiów w Kijowie w latach 1988–1989, gdzie trafiła w ramach wymiany ze swoja uczelnią – Uniwersytetem Harvarda – nawiązała współpracę z Billem Kellerem z „The New York Times”, razem dokumentowali komunistyczną zbrodnię w Bykowni, współpracowała z ukraińskimi działaczami, dostarczała im sprzęt i pieniądze. Była na tyle aktywna, że KGB nadało jej kryptonim ”Frida”, obserwowała ją i podsłuchiwało, a radzieckie gazety atakowały Freeland jako cudzoziemkę mieszającą się w sprawy wewnętrzne Związku Radzieckiego. Po zmianie ustroju, pracowała na Ukrainie jako korespondentka w prestiżowych redakcjach „Financial Times”, „The Washington Post” i „The Economist”. Jest autorka książek o Rosji, dobrze zna historię regionu, a także Ukrainy.
W domu mówili po ukraińsku
Jej zainteresowanie Ukrainą i wschodem Europy ma głębokie korzenie rodzinne. Urodziła się w 1968 roku w Peace River w północno-zachodniej Albercie w Kanadzie, matka – Halyna Chomiak – była Ukrainką, trzecim dzieckiem Aleksandry i Mychajła Chomiaka (później anglicyzowanego na Michael Chomiak), Ukraińców, którzy poznali się i pobrali w Krakowie, po wojnie trafili do obozu dla przesiedleńców w Bad Wörishofen w Niemczech, a następnie, w 1948 roku, wyjechali do Kanady.
Donalda Freelanda, swojego przyszłego męża, Halyna Chomiak poznała podczas studiów prawniczych na University of Alberta. Urodziły się im dwie córki – Chrystia i dwa lata później Natalka. Rozwiedli się w 1978 roku. Halyna Chomiak była wziętą prawniczką, a także aktywistką promującą feminizm i prawa kobiet. Intensywnie pracowała na rzecz ukraińskiej diaspory. Jak pisze „The Alberta Women’s Memory Project”, założyła Peace River Ukrainian Society, współtworzyła Canadian Institute of Ukrainian Studies na Uniwersytecie Alberty, pełniła funkcję przedstawicielki w Ukraińskim Komitecie Kanadyjskim. Pomagała także w założeniu Hromada Housing Co-op w Old Strathcona – historycznej dzielnicy w Edmonton, gdzie przez pewien czas mieszkała wraz ze swoimi córkami, które wychowywała na dwujęzyczne i zachęcała do prowadzenia domu mówiącego po ukraińsku. Portal nazwał ją „ukraińską socjalistyczną feministką”. W 1992 roku, już w niepodległej Ukrainie, na prośbę ówczesnego prezydenta Leonida Krawczuka, została dyrektorem wykonawczym organizacji non-profit – Ukraińskiej Fundacji Prawnej. Według „The Alberta Women’s Memory Project”, pomagała przy tworzeniu Konstytucji Ukrainy, Kodeksu Postępowania Cywilnego i Karnego, Ukraińskiego Centrum Praw Człowieka. Zmarła w 2007 roku.
Zaproszenie do SS-Galizien
To tylko część ukraińskich korzeni doradczyni prezydenta Zełeńskiego. Ciekawa przeszłość, ale niechętnie przez nią wspominana, wiąże się z jej dziadkiem ze strony matki i ojcem Halyny Chomiak – Mychajłem Chomiakiem. Urodził się w 1905 roku we wsi Stroniatyn, ukończył gimnazjum we Lwowie, dyplom prawniczy otrzymał na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Po wybuchu wojny osiedlił się w Krakowie, w roku 1940 został mianowany przez Niemców redaktorem naczelnym ukraińskiej gazety „Krakivs’ki Visti” (Krakauer Nachrichten – Ukrainische Tageszeitung). Funkcje tę pełnił do końca wydawania gazety, czyli do 1945 roku. Dziennik, według badań historyków, uprawiał nazistowską propagandę, publikował antyżydowskie i antypolskie artykuły. Na jego łamach ukazywały się ogłoszenia wzywające do wstąpienia do SS-Galizien.
Polacy na emigracji w Londynie, a także podziemie w kraju, mieli pełną świadomość ukraińskiej aktywności wydawniczej i prasowej. Rząd na uchodźctwie był szczegółowo informowany o politycznie motywowanych artykułach w „Krakivs’ki Visti”, zwłaszcza, że gazeta prezentowała linię Ukraińskiego Komitetu Centralnego (UTsK) – oficjalnej organizacji Ukraińców jawnie kolaborującej z Niemcami. UTsK powstał w Krakowie w oparciu o jedną z dwóch frakcji OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) – OUN-M, czyli melnykowców. Byli oni mniej radykalni od drugiej frakcji – banderowców. Na powstanie UTsK zgodził się gubernator Hans Frank (według niektórych historyków, organizacja powstała nie za zgodą, ale na żądanie Niemców).
Polski rząd na emigracji i podziemie postrzegały twórcę UTsK, Wołodymyra Kubiiowicza, jako czołowego ukraińskiego kolaboranta w Generalnym Gubernatorstwie, który był wykorzystywany przez Niemców do pogłębiania polsko-ukraińskich antagonizmów w nadziei na uzyskanie autonomii Ukrainy. Jak pisze Paweł Markiewicz w “The Ukrainian Central Committee, 1940-1945: A Case of Collaboration in Nazi-Occupied Poland”, jego jawnie proniemieckie stanowisko uznano za zdradę. Markiewicz cytuje jeden z raportów, według którego „Kubiiowycz zaliczał do ‘ukraińskiego terytorium etnograficznego’ wszystkie polskie tereny, na których mieszkała choćby minimalna ukraińska lub rusińska mniejszość. W ten sposób [jego] wyobrażone ‘ukraińskie terytorium etnograficzne’ sięgało praktycznie Białegostoku, Warszawy i Krakowa.”
Polski epizod UTsK, „Kraiński Visti” i Mychayły Chomiaka skończył się w 1945, kiedy cała ekipa wraz z Niemcami uciekła na Zachód. Zmarł w 1984 roku.
Cień przeszłości
Jego historia wypłynęła w 2017 roku, kiedy wnuczka Chomiaka, Chrystia Freeland, została kanadyjską minister spraw zagranicznych. Informacje o niechlubnej przeszłości dziadka pojawiły się w zachodnich mediach, a ponieważ wypłynęły w czasie wzmożonej aktywności politycznej Freeland, wiązano je z aktywnością rosyjskiego wywiadu, który chciał zaszkodzić kanadyjskiej polityk. Sama Freeland twierdziła, że nie znała przeszłości swojego dziadka. Podczas konferencji prasowej w marcu 2017, na pytanie o działalność Mychayły Chomiaka w okupowanej Polsce, odpowiedziała, że po stronie rosyjskiej podejmowano próby destabilizacji zachodnich demokracji, i nie powinno dziwić, jeśli te same działania zostały użyte przeciwko Kanadzie.
Tymczasem – jak pisał w tym czasie „Globe and Mail” – „minister spraw zagranicznych Chrystia Freeland wiedziała od ponad dwóch dekad, że jej ukraiński dziadek ze strony matki był redaktorem naczelnym nazistowskiej gazety”. „Ottawa Citizen” przypomniał notatkę, znajdującą się w Archiwach Akt Ukrainy przechowywanych przez Prowincję Alberta, w której pojawia się informacja o pracy Chomiaka w gazecie „Krakivski Visti”.
Cień niechlubnej przeszłości pojawił się po raz kolejny stosunkowo niedawno, 22 września 2023, kiedy podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Kanadzie, został uhonorowany w Izbie Gmin Jarosław Hunka, były żołnierz Dywizji SS Galizia.
Hunka otrzymał dwie owacje na stojąco, a bijącym brawo był m.in. premier Kanady Justin Trudeau, i wicepremier, Christia Freeland. „Morning Star” nazwał widok wiwatujących posłów i uśmiechniętych przedstawicieli rządu „przerażającym”.
Incydent z Hunką zakończył się międzynarodowym skandalem, przeprosinami rządu i dymisją szefa Izby Gmin. Uhonorowanie Hunki Chrystia Freeland nazwała „strasznym błędem”.
Ukraina i Nord Stream jako instrumenty nowej polityki interesów USA
Punkt widzenia Alvaro Zapaty.
Badania RAND „*Extending Russia: Competing from Advantageous Ground*” (2019) i „Overextending and Unbalancing Russia: Assessing the Impact of Cost-Imposing Options” (Rozszerzanie/Rozciąganie Rosji: Konkurowanie z Przewagi)*, oba autorstwa Brenta D. Williamsa dla RAND Corporation,
opierają się na jasnej logice strategicznej: Rosji nie należy pokonać militarnie, lecz systematycznie ją przeciążać. Celem jest zmuszenie Moskwy do reakcji politycznych, gospodarczych i militarnych, które ostatecznie będą kosztować kraj więcej, niż jest w stanie udźwignąć. Nie chodzi tu o stabilność ani deeskalację, ale o wykorzystanie strukturalnych słabości Rosji z rzekomo lepszej pozycji wyjściowej Zachodu.
Centralnym narzędziem jest polityka energetyczna. Rosję opisuje się jako gospodarkę zależną od surowców, której budżet państwa w dużej mierze opiera się na dochodach z ropy naftowej i gazu. Badania zalecają zatem celowe osłabienie tych dochodów, w tym poprzez odłączenie Europy od rosyjskiej energii, rozbudowę alternatywnych łańcuchów dostaw, takich jak LNG, oraz świadomą akceptację wyższych cen energii dla państw europejskich. Fakt, że środki te zaszkodzą Europie gospodarczo, nie jest negowany, ale wyraźnie uznawany za akceptowalny, o ile relatywne szkody dla Rosji będą większe. W tej logice Europa nie jawi się jako niezależny aktor, lecz raczej jako przestrzeń geopolityczna, której odporność ekonomiczna może być strategicznie wykorzystana.
Kolejnym tematem jest prowokacja w polityce bezpieczeństwa poniżej progu wojny. Rozszerzanie sojuszy zachodnich, zwłaszcza NATO, wsparcie militarne dla państw sąsiednich Rosji oraz polityczna integracja krajów postsowieckich ze strukturami zachodnimi mają na celu zmuszenie Rosji do kosztownych działań odwetowych. Otwarcie przyznaje się, że niesie to ze sobą ryzyko eskalacji, ale ryzyko to jest skalkulowane i akceptowane. W tym kontekście Ukraina nie jest traktowana jako niezależny byt polityczny, lecz jako strategiczna dźwignia do trwałego związania Rosji, przekierowania zasobów i wywierania presji w zakresie bezpieczeństwa.
Strategię tę uzupełniają środki polityki informacyjnej i narracyjnej. Celem jest dalsze zaszkodzenie międzynarodowej reputacji Rosji, delegitymizacja jej porządku politycznego i ograniczenie jej możliwości w zakresie polityki zagranicznej. Również w tym przypadku nacisk kładziony jest nie na dialog czy zaangażowanie, lecz na izolację i szkody wizerunkowe w ramach kompleksowego scenariusza presji.
Istota obu badań jest jasna: pokój nie jest parametrem docelowym, lecz czynnikiem destrukcyjnym. Nie dąży się do stabilności, lecz przedstawia się ją jako rezultat skutecznego przeciążenia Rosji. Szkody gospodarcze dla sojuszników, zwłaszcza Europy i Niemiec, nie są postrzegane jako problem strategiczny, lecz jako akceptowalna cena w rywalizacji o globalną dominację. W tej logice Europa jest areną działań, a nie partnerem, a zależność energetyczna nie jest ryzykiem, lecz narzędziem.
Wszystko to zostało już podsumowane w oficjalnym dokumencie strategicznym amerykańskiego think tanku w 2019 roku – na długo przed wojną na Ukrainie, na długo przed wybuchem Nord Streamu, na długo przed tym, jak te wydarzenia zostały publicznie przedstawione jako „reakcja” lub „samoobrona”.
Minister Żurek buduje prokuratorskie zespoły ścigające niechęć do Ukraińców. Tymczasem rządowa tuba propagandowa gloryfikuje pogardę Kijowa dla wszystkiego co polskie. Mamy być mięsem armatnim spalonej ziemi Donbasu – oczekuje Zelensky i kasta Ciamajdanu
Portal ONET drukuje dziś wywiad z ukraińskim generałem, który twierdzi, że Polska popełnia błąd nie chcąc wysyłać swoich żołnierzy na tereny, które Ukraina chciałaby zawłaszczyć. Świadomie nie używam określenia ,,utrzymać,, , bo tylko w budowanej latami świadomości bezczelnej deformacji faktów można Ukrainie przypisywać niezbywalne prawo do regionów, które łaskawie im ofiarowano. Koalicja Chętnych i centrala w Brukseli są ślepe na prawdę historyczną i krwawy nacjonalizm, bo to wbrew wizjom ich biznesów. Głupota z tego tytułu płynie oczywiście więc nie z Warszawy, ale to tu od pokoleń mają miejsce orgie społecznej destrukcji, zawsze bardzo chwytnie nazywane.
Kiedy minę w podnoszonym powyżej medialnym tytule, klasyczną brukselską ,,gadzinówką,, pojawia się kolejny wywiad, opinia, komentarz, artefakt i inne bzdety, które każą Polakom wkuwać mądrości nacji, która nigdy nie była w stanie dostroić się swoimi skrajnościami do naszej tolerancji, to są lepsze jaja od proklamowanej w lipcu 1944-ego roku wolności w Lublinie.
Ukraina w kształcie obecnie rozszarpywanym przez nich samych powstała tak jakoś w 1954ym roku i czego socjalizm tam nie zbudował albo zmiana stalinowskich granic nie zostawiła, np. polskiego Lwowa, to sukcesów więcej nie ma. Jeśli czytamy, że polskie władze wydadzą Ukrainie ruskiego archeologa, bo prowadził nielegalne wykopki na Krymie, zatem Żurek minister nie sięgnął nawet wikipedii, żeby powziąć wiedzę, kto i kiedy tam historię budował. Zatrzymanie w Polsce dyrektora petersburskiego ERMITAŻU, który gościł u nas w drodze i zadość żądaniom państwa terrorystów nie skończy się dobrze. U Żelenskiego cokolwiek by znaleźli od razu trafiłoby pod młotek na czarnym rynku. Ukraińcy, którzy zawinęli się do Polski mówią otwarcie, że nigdy tam nie wrócą i nie dlatego, że wojna. Po prostu to cywilizacja wykluczająca normalność w naszym rozumieniu.
Zapowiadany na marzec koniec specustawy będzie narzędziem Żelenskiego do kolejnego szantażu.Trzeba się liczyć, ze rękami milionów Ukraińców osadzonych w naszym kraju. Poza przestępczą patologią Ukraina ulokowała nie tylko w Polsce siatki terroryzmu i wywiadu, ale też rezydentów ośrodków propagandy określanych ,,blaskiem wolności”. Jak wielką dezinformację sieją i usiłują przekonywać o tej jedynej prawdzie pokazuje rzeczywistość na rosyjsko-ukraińskim froncie.
Oni tą wojnę przegrali gdy jeszcze się nie zaczęła. Ale czy potrafią żyć pokojem? Polacy z każdym dniem bardziej negują jakąkolwiek symbiozę z ciamajda nem, co potwierdzają sondaże i ulica. Latem byłem w luksusowym ośrodku wypoczynkowym, który udostępniono również Ukraińcom. Podczas słonecznej kąpieli w parku wodnym cała ich grupa głośno i radośnie twierdziła, że Polacy będą się za nich na froncie łomotać. Nie precyzuję reakcji naszych ziomków. Mniej więcej na to samo teraz zasługuje wspomniany portal, ciekawe przez kogo finansowany? Ciekawe pod co podciągnąłby to Żurek.
We write this from a place of profound love—love for the America conceived in liberty for the radical idea that a nation should be governed by laws, not men. We pray God grants POTUS wisdom to protect
Before you read a single word of the analysis that follows, we need to be clear about what this is and what it is not.
This is not an article about whether we “support” or “oppose” Donald Trump. That binary—pro or anti, for or against—is a false dichotomy, a psychological trap crafted by the political machine to short-circuit critical thought and engineer blind tribal loyalty. It demands that you choose a team first and justify their actions second.
We reject that premise entirely.
We are not “pivoting” from supporting Trump to opposing him. We do not blindly support any person. We observe, analyze, and judge actions, principles, and consequences.
Our position is, and has always been, rooted in a simple, unwavering standard: The Constitution, national sovereignty, peaceful foreign policy, and transparent government. If any leader (be it Trump, Biden, or anyone else) advances policies that align with these principles, we will acknowledge it. If any leader violates these principles—by launching unconstitutional wars, engaging in corrupt resource grabs, or betraying the public trust—we will call it out with the same vigor.
This article, therefore, is not an emotional polemic. It is a forensic presentation of facts, timelines, financial data, and geopolitical patterns surrounding the military intervention in Venezuela that began on January 3, 2026. We have connected these dots using public statements, financial records, and geopolitical analysis. You are free to dismiss these connections. You are free to arrive at different conclusions. But you cannot dismiss the facts themselves.
Our only goal is to ensure you are informed, so that your judgment, whatever it may be, is based on evidence, not emotion or allegiance.
The question this article poses is not “Do you like Trump?” We like Trump, but this is irrelevant. The question is: “What was this action, what were the possible reasons, who did it truly serve, and what precedent does it set for our republic and the world?”
Judge the action. The rest will follow.
=========
On New Year’s Eve, President Trump wished for “peace on earth“ as his sole resolution for 2026. Forty-eight hours later, we woke to the news of a pre-dawn military strike on Venezuela, the kidnapping of President Nicolás Maduro, and the declaration that the United States would now “run the country“ and get “very strongly involved“ in its oil industry.
But before we proceed, a necessary, if uncomfortable, thought. We must ask: is the man himself the sole architect here? For those of us who voted for him—three times—this requires a brutal honesty that cuts deeper than politics.
We know Donald Trump. We see the man who campaigned on an “America First” platform of sovereign borders, an end to foreign entanglements, and a disdain for the globalist wars that bankrupt and bleed this nation. We rallied behind the fighter who promised to “drain the swamp,” a swamp we all know is real, deep, and populated by creatures with unimaginable power. His 2016 promise was unambiguous: “We will stop racing to topple foreign regimes that we know nothing about, that we shouldn’t be involved with.”
So, what are we to make of this 180-degree turn? For a man who loves winning above all else, why would he willingly become the face of a policy that is the antithesis of his brand and that might alienate his most loyal base?
Could it be that the swamp doesn’t get drained, but instead, it consumes?
The forces arrayed against any president who threatens the permanent establishment—the intelligence agencies, the military-industrial complex, the globalist banking cartels—are not theoretical. Their tools of coercion are legendary and, in the digital age, absolute: blackmail, financial ruin, threats against his family, and the ever-present, unspoken threat. We’ve watched for years as the “deep state” has thrown every legal, media, and bureaucratic weapon at him. Is it so unthinkable that they might have finally found the lever to force compliance? That a man who values his family, his legacy, and his freedom might be staring at an ultimatum he cannot refuse?
In our search for truth, we must be willing to look at the most painful possibilities. The tragedy would be doubled if the man we voted for to break the system has been broken by it instead, transformed into a puppet for the very interests he vowed to destroy. Is Trump executing his own policy, or is he being forced to execute theirs? In a system this corrupt, sometimes the figurehead is not the master of the ship, but its most prominent hostage.
A Constitutional Violation? Where’s the Outrage?
Regardless of motive, the first casualty of this operation may have been the U.S. Constitution. Article I, Section 8 is explicit: Congress holds the power to declare war. Bombing Venezuela, a sovereign nation, and kidnapping its leader is likely an act of war, and it was conducted without congressional authorization. To be frank, presidents have not always respected this balance of constitutional power. Especially since the Cold War, some have pushed the limits of what they can construe as “defensive” force, which is Trump’s likely position on these attacks. But Secretary of State Marco Rubio claimed this “isn’t the kind of mission you do congressional notification for.” This is laughable.Since when does the type of mission determine whether you follow the supreme law of the land?
Ask yourself: If Joe Biden had launched a similar attack on a sovereign nation, kidnapped a foreign leader, and immediately started talking about how American companies would take over that country’s oil reserves, what would your reaction be? If you’re honest, you’ll admit that you would probably be (rightly) up in arms. You would probably be shouting about constitutional violations, imperialism, and crony capitalism until you were blue in the face.
The official story is that this is about stopping Maduro’s “narco-terrorism.” It’s a fairy tale, and the plot holes are big enough to fly a B-2 bomber through.
Why Venezuela and Not the Real Sources? If this is a sincere war on drugs, why invade Venezuela, a minor player, instead of Colombia, the world’s primary source of cocaine? Why not China, the sole producer of the fentanyl precursors devastating American communities? The geography of this “war” only makes sense if the target isn’t the drugs at all. If this were about drugs, Mexico would already be invaded.
A Pardoned Kingpin and a Terrorist Guest. Just last month, Trumppardoned former Honduran President Juan Orlando Hernández, a man convicted by U.S. prosecutors of trafficking 400 tons of cocaine into the United States. Meanwhile, in November, Trump rolled out the red carpet at the White House for Syrian President Ahmad al-Sharaa, a former al-Qaeda-linked commander recently scrubbed from the U.S. terrorist list. So which is it? Are we killing drug lords or pardoning them? Are we fighting terrorists or hosting them for tea?
The CIA’s Dark, Documented History. The idea that U.S. agencies are strangers to the drug trade is willful ignorance. Investigative journalist Gary Webb’s “Dark Alliance” series for the San Jose Mercury News exposed how CIA-backed Contra rebels in Nicaragua helped flood U.S. cities with crack cocaine in the 1980s. Webb’s reporting was viciously attacked by the mainstream press, and he later died from two gunshot wounds to the head, officially ruled a suicide. If Webb killed himself with two shots from a .38, then we’ve got a bridge we’d like to sell you in the Arizona desert.
The “drug war” narrative is a smokescreen, a “weapons of mass destruction“ lie for a new generation. Just ask Pat Tillman—oh, wait, you can’t. He’s dead.
Tillman, the NFL star turned Army Ranger, became a potent propaganda tool until he saw the Iraq war for the “illegal and unjust” disaster it was. He was planning to meet with Noam Chomsky and speak out. Shortly thereafter, he was killed in Afghanistan by “friendly fire”—three bullets to the forehead from an M-16 at close range. Army doctors suspected fratricide, but their request for an investigation was denied. His critical voice was permanently silenced.
🏦 The Real Target: Not Just Oil (It’s the Entire Vault) 💎
Forget the fairy tale. This is definitely an oil grab—the Iraq playbook reloaded. It’s one of the grievances that Tillman was allegedly going to share with Chomsky before he was killed. You see, Venezuela has more oil than any country on earth—over 300 BILLION barrels.
But the prize is even bigger than just “black gold” in the ground. This operation was a multi-resource raid:
Silver Smelter: The U.S. had just secured a critical silver smelter deal to process Latin American metals, a venture financed by JP Morgan and 40% owned by the U.S. Department of Defense. This isn’t a coincidence; it’s a corporate-military takeover of strategic resources.
The JP Morgan Bailout: This attack wasn’t just geopolitics; it was a multi-trillion-dollar bailout. JP Morgan was on the brink due to catastrophic $8 trillion short positions in silver paper. By securing physical silver and smelting capacity, this military operation directly props up a failing pillar of the Wall Street establishment.
The Banking War: Venezuela’s central bank is a national bank, not subservient to the globalist banking cartel of the IMF and World Bank. This independence is an existential threat to the Rothschild-led financial system. Think Saddam Hussein (who moved oil sales to euros), Muammar Gaddafi (who planned a gold-backed African currency), and Bashar al-Assad.
The Crypto Takeover: For years, Nicolás Maduro and his inner circle may have systematically plundered Venezuela, siphoning billions from its oil revenues, draining its gold reserves, and selling off state assets. According to intelligence sources with direct knowledge of these operations, a significant portion of this stolen national wealth was not hidden in traditional offshore accounts but was instead converted into cryptocurrency, creating a secret, liquid, and untraceable fortune far from the reach of international sanctions. While official figures are obscured, analysts from Whale Huntsuggest the Maduro regime constructed a massive BTC “shadow reserve” during the height of sanctions, with the actual figure of its holdings potentially as high as 600,000 Bitcoin—a digital war chest worth roughly $60 billion. This staggering hoard would make Venezuela the fourth-largest sovereign holder of BTC in the world, a stash nearly double the U.S. government’s known holdings, placing it behind only Satoshi Nakamoto, BlackRock, and MicroStrategy.
💵 The Petro-Dollar & The Monroe Doctrine ⚔️
Beyond the immediate resource grab lies a deeper, more systemic geopolitical struggle—one that provides a compelling, if unsettling, strategic rationale for the timing and ferocity of the Venezuela operation. From this perspective, the attack was not merely about seizing oil, silver, and other assets, but about executing a preemptive strike against an existential threat to U.S. financial supremacy and hemispheric control.
For decades, the U.S. dollar’s status as the world’s reserve currency has been propped up by the “petro-dollar“ system, wherein global oil sales—particularly from OPEC giants like Saudi Arabia—are conducted in dollars. This creates perpetual global demand for dollars, allowing the U.S. to finance staggering debts and maintain economic hegemony. That pillar is now crumbling. In 2024, Saudi Arabia began accepting Chinese yuan for oil. Venezuela, possessing the world’s largest proven oil reserves, began selling its oil in yuan. This was not merely a shift in currency preference; it was a direct, coordinated assault on the dollar’s bedrock.
If the world’s largest oil exporters abandon the dollar, the entire architecture of American financial power collapses. From this vantage point, allowing Venezuela to continue as a yuan-based oil state was an unacceptable surrender. The attack becomes a brutal reclamation project: to forcibly wrench Venezuela’s oil sales back into the dollar system and send a shock-and-awe message to any other nation contemplating a similar defection.
The rise of BRICS (Brazil, Russia, India, China, South Africa) also threatens the U.S. dollar’s preeminence. This alliance has been actively developing an alternative financial infrastructure, including frameworks for digital currency and trade settlement systems designed to bypass the dollar and the SWIFT network entirely. Venezuela was in the process of joining BRICS. Its integration would have provided the alliance with the ultimate strategic resource base—vast oil and mineral wealth—to underpin and legitimize its competing system. By decapitating the Venezuelan state and installing a compliant regime, the U.S. operation did more than seize resources; it aimed to surgically remove a critical, resource-rich node from the BRICS network. It may have been a strike designed to cripple the alliance’s momentum and demonstrate the fatal cost of challenging dollar supremacy.
The strategic panic over dollar displacement is compounded by a primal doctrine of American foreign policy: The Monroe Doctrine. Proclaimed in 1823, it declared the Western Hemisphere a U.S. sphere of influence, off-limits to Old World colonization. In the modern era, the doctrine has been interpreted as forbidding hostile military powers from establishing strategic footholds. Russia and China have done precisely that in Venezuela, supplying it with fighter jets, air defense systems, and helicopters through long-term agreements.
Their presence transforms Venezuela from a mere nuisance into a potential forward operating base for adversaries within what Washington D.C. considers its rightful domain. The nightmare scenario for Pentagon planners is not a Venezuelan army, but a scenario where Russian Spetsnaz and Chinese military advisors operate from Venezuelan soil, or where China replicates its “Pearl of the West” strategy from Cuba. The pre-dawn strike, therefore, may be seen as the ultimate enforcement of the Monroe Doctrine—a violent reset to expel rival powers and reassert absolute regional dominance before their foothold became unassailable.
This analysis provides a coherent reasonfor the attack, grounded in national interest as defined by decades of U.S. policy, not an excuse for the actions. It is possible that from a certain hawkish perspective, Trump was not initiating a new war but fighting an unavoidable one—a first strike in a silent financial and hemispheric war that America was already losing. The attack on Venezuela may have been a desperate, brutal attempt to save the dollar, break the BRICS ascent, and prevent the Americas from becoming a new theater for great power conflict.
The problem is that the U.S. government has such a bad track record of LYING to us over the past 50 years that we can’t trust what they say. They lie about almost everything. If these were the actual, strategic reasons for risking war and constitutional crisis, why not articulate them? Why hide behind the absurd “drug war” fairy tale? The use of a transparent false narrative destroys public trust and ensures that even an action potentially rooted in a defensible (if ruthless) strategic imperative is received as just another criminal lie. The government’s chronic dishonesty has robbed it of the ability to have an honest debate about national survival, forcing it to conceal major geopolitical defenses behind the cloak of petty, fabricated falsehoods.
The invasion of Venezuela did not end with the capture of Nicolás Maduro or the declaration of a new protectorate. On January 7, 2026, U.S. naval forces intercepted, boarded, and seized the Bella 1 Marinera, a Russia-flagged oil tanker attempting to leave Venezuelan waters. According to reports from NBC News, CNN, and the New York Post, the vessel was carrying over 600,000 barrels of Venezuelan crude oil—oil that, under the new U.S. occupation, was now considered American property. Many are asserting that this act was an extension of Trump’s enforcement of the “Monroe Doctrine,” signaling that Washington will not tolerate any infringement on its “Western Hemisphere hegemony,” even by a major power. But the cargo was not the only prize seized. U.S. forces detained the entire 30-person Russian civilian crew.
By directly threatening Russian nationals and property, the administration has potentially ignited a crisis with an adversary, gambling that Putin will back down rather than risk a broader conflict. But Russia isn’t backing down. Just last night, on January 8, 2026, Russia launched a massive, coordinated overnight bombardment of Ukraine. The attack involved hundreds of drones and, critically, dozens of Oreshnik hypersonic missiles, which fly at ten times the speed of sound and are, by design, unstoppable by any current Western defense system.
The timing is not coincidental. The seizure of the Bella 1 Marinera was an act of war. Russia has now answered with a calibrated but devastating show of ultimate strategic force—a weapon explicitly designed to render our most advanced missile defenses obsolete. The “Oreshnik” is more than a missile; it is a statement. The message is unambiguous: future actions against Russia may be met with a hypersonic response we cannot stop. May we find the wisdom to de-escalate before the next barrage is not a demonstration, but a decapitation. 🙏
Speaking of Russia, remember back in 2022, following Russia’s invasion of Ukraine, the global reaction from Western institutions was swift and severe. A central, symbolic punishment was Russia’s expulsion from international sports. FIFA, the governing body of world soccer, issued a statement declaring that the invasion “violates the Olympic Charter and the fundamental principles of sport.” Russia was banned from competing in the 2022 World Cup. Their athletes were forced to compete as neutrals in other events. The message was clear and universally championed by the same political class now justifying Venezuela: Invading a sovereign nation carries consequences. You will be made a pariah. You will be excluded from the community of nations.
Fast forward to January 2026.
The United States invades Venezuela—a sovereign nation—in a pre-dawn raid, bombs its capital, and kidnaps its president. By any objective measure, this is a far more direct and audacious act of invasion than Russia’s initial moves in Ukraine.
So we ask: where is the FIFA ban for the United States? Where are the calls for a neutral flag? We do not desire these penalties for our own country; we cite their absence to expose the profound double standard, proving that the rules are not universal, but are selectively enforced to penalize only those outside the consortium of power.
The Possible Coming Catastrophe: Famine, Insurgency, and Global Financial Shockwaves 💥
This is not a “clean” victory. It is the detonation of a geopolitical fault line, and the tremors are already being forecast with terrifying clarity. An analysis by Mike Adams of the likelyglobal ramifications paints a picture of a self-inflicted wound of historic proportions.
For Venezuela and the Region: The U.S. occupation may trigger a catastrophic humanitarian crisis. The breakdown of civil administration will lead to famine and rampant disease. What follows will not be gratitude, but a bloody, protracted insurgency—a hybrid war uniting loyalists, nationalists, and criminal networks. They will deploy commercial drones against U.S. bases, launch cyber-attacks on “our” oil infrastructure, and engage in systematic sabotage of the very mines we came to steal. We are not liberators; we are instigators of a new hell, creating millions more refugees to flood and destabilize Colombia and Brazil.
For the Global Economy and the U.S. Consumer: The financial shockwaves will be immediate and severe. China, cut off from Venezuelan silver, will panic-buy, causing a historic rupture between “paper” silver prices and physical reality. The premiums for actual metal will skyrocket. Gold and other precious metals will surge as safe havens, shattering all previous records as nations and institutions flee the Western financial system.
The stock market will tell the true story of who benefits and who suffers. Expect a “war contango” in futures markets and extreme volatility: Defense contractors (Lockheed Martin, Raytheon) and oil service firms (Halliburton) will rally on war profits. Meanwhile, the global automotive, electronics, and manufacturing sectors will face a multi-standard-deviation crash as the cost of critical metal inputs explodes. The American consumer, already strained, will be hit with soaring prices for everything from cars to computers. This war is a direct attack on the pocketbook of every working American.
The Israel Connection and the Nobel Peace Prize for War 🔄
While Nicolás Maduro was condemned for calling out Gaza, his U.S.-backed replacement received a Nobel Peace Prize for advocating his overthrow—proving the award is now a geopolitical tool for laundering interventions.
To analyze the Venezuela operation without the Israel connection is to diagnose a patient while ignoring the tumor. It is the central, throbbing motive the official narrative desperately avoids. The sequencing and beneficiaries are not coincidental; they are the objective.
Nicolás Maduro was not a random dictator. He was, in the years leading to the invasion, one of the most consistent and vocal world leaders condemning Israel’s military campaign in Gaza. He labeled it a “genocide“ and positioned Venezuela as a political leader of the Global South’s opposition to what it views as Western-backed aggression. This stance made Caracas a thorn in the side not just of Washington, D.C., but also of its closest ally.
Enter María Corina Machado. The opposition figure chosen by the U.S. to lead the “proper transition” is no mere democratic alternative. She is a documented and celebrated ally of Israeli interests. Her political circles have deep, long-standing ties to pro-Israel lobby groups and U.S. neoconservative architects of the Iraq War. Her vision for Venezuela aligns perfectly with a pro-Western, pro-market reorientation that would instantly terminate the country’s support for Palestinian causes and open its vast resources to partnerships agreeable to U.S. and Israeli strategic goals.
The financial leverage is unmistakable. Miriam Adelson, heir to the Las Vegas casino fortune and perhaps the most influential pro-Israel donor in U.S. politics, was a top contributor to Donald Trump’s campaigns.Her public and private advocacy for maximalist pro-Israel policies is well-known. The Adelson agenda has long included neutralizing vocal international critics of Israel. To believe that a donor of such magnitude, with such a singular focus, had no input or that her priorities did not align perfectly with the decision to remove Maduro requires a willful suspension of disbelief. This was a two-for-one geopolitical deal:secure resources andsilence a critic.
The Greenland Gambit
The pattern of action in Venezuela ceases to look like an anomaly when viewed alongside another of President Trump’s stated ambitions: the acquisition of Greenland.
In 2025, Trump reiterated that the United States “must take Greenland and make it ours,” framing it as a real estate deal for strategic advantage. Let’s examine the facts this statement ignores:
FACT: Greenland has been a territory of Denmark since 1721, over half a century before the United States existed.
FACT: The United States has zero legal, historical, or political claim to Greenland’s sovereignty.
FACT: Denmark is a founding NATO ally, bound to the U.S. by a mutual defense treaty.
When asked, Trump stated he was “not ruling out military action” to acquire it. This is not a policy. It is the declaration of a potential unprovoked war of aggression against a treaty-bound ally.
This gambit provides the final, chilling piece of context for Venezuela and exposes the governing philosophy: If the United States can invade Venezuela for its oil and silver and crypto, and threaten to invade a NATO ally for its territory and minerals, then on what conceivable moral or legal authority does it stand?
How can we lecture Russia on the sanctity of borders after Ukraine?
How can we menace China over the status of Taiwan?
How can we demand adherence to a “rules-based international order” when we demonstrate, repeatedly, that the only rule is our own appetite?
If we decide to “take” Greenland, the message to the world will no longer be subtle: There are no rules. There is only power. Alliances, treaties, and sovereignty are inconveniences to be dismissed by the strong.
A Challenge to Patriots
To our friends and fellow patriots—including those of us who voted for this administration three times—this moment demands brutal, non-partisan honesty. True conservatism is not reflexive loyalty to a person, but steadfast allegiance to the principles of limited government, national sovereignty, and constitutional restraint.
Picture a world where the precedent we just set is turned against us. Imagine waking to news that China, citing our own government’s legal theory, had bombed Washington, captured our president, and announced it would now “run” the United States to manage our technology sector for its benefit. The very idea is revolting—an unthinkable act of war that would shatter global order. Yet, by conducting this exact operation in Venezuela, we have not only committed that act but have handed the blueprint to every authoritarian regime on earth.
The question for every true patriot is this: Will you defend the Constitution and the republic it defines, or will you cheer for the latest flag-draped seizure while they auction off the very foundations of our liberty? Please consider the very real possibility that when America abandons the rules and embraces raw power, it does not make us stronger; it makes the world a lawless jungle where our own security is permanently forfeit.
This is not about left or right. This is about forever.
We write this not from a place of hatred, but from profound love—love for the America conceived in liberty, for the radical idea that a nation should be governed by laws, not men. We pray for President Trump and all our leaders, that they may be granted wisdom and courage—not the courage to wage war, but the courage to wage peace; not the wisdom to conquer, but the wisdom to build and protect.
Our concern is for the inheritance we leave. We desire a prosperous, peaceful future for our children and grandchildren—an America that leads not through fear and force, but through the unwavering strength of its principles, the fairness of its dealings, and the shining example of its freedom. Let America be the nation that others aspire to be, not the empire they unite to resist.
W święto Trzech Króli odbył się w Paryżu “szczyt” “koalicji chętnych” z udziałem prezydenta Ukrainy oraz reprezentantów Stanów Zjednoczonych. Celem tego spotkania miało być przedstawienie gwarancji, jakich “koalicja chętnych” zamierza udzielić Ukrainie, żeby prezydent Zełeński nie martwił się, że pokój będzie aż taki straszny. Warto zwrócić uwagę, że dotychczasowe rozmowy toczą się w gronie sojuszników Ukrainy – a mimo to sprawiają wrażenie trudnych. W przeciwny razie jakże można by rozumieć komunikaty, że nastąpiło “zbliżenie stanowisk” i temu podobne?
Gdyby ukraiński prezydent negocjował z prezydentem Federacji Rosyjskiej, to takie komunikaty byłyby bardziej zrozumiałe, jako że język dyplomatyczny służy nie tyle do wyrażania myśli, co do ich ukrywania. Na przykład jeśli komunikat głosi, że rozmowy przebiegały w atmosferze wzajemnego zrozumienia, to w przełożeniu na język ludzki oznacza, że strony w żadnej sprawie nie doszły do porozumienia – i tak dalej. Więc wyniki narady “koalicji chętnych” z ukraińskim prezydentem też wyglądają “obiecująco” i “coraz bardziej konkretnie”.
Jeśli chodzi o te “konkrety”, to Wielka Brytania”, która ma podpisane z Ukrainą “stuletnie partnerstwo” oraz Francja, wyraziły gotowość wysłania swoich wojsk, które po zakończeniu wojny nadzorowałyby zawieszenie broni.
Co z tego wynika? Ano to, że prezydent Żełeński najwyraźniej musiał przyjąć do wiadomości, że “zawieszenie broni”, a raczej – “zamrożenie konfliktu” – będzie się wiązało z utratą przez Ukrainę co najmniej 20, a może nawet 25 procent terytorium państwowego. Podczas spotkania z prezydentem Trumpem na Florydzie prezydent Zełeński wprawdzie już przyjmował do wiadomości konieczność pogodzenia się ze stratami terytorialnymi – ale podkreślał, że konieczne jest przeprowadzenie na Ukrainie w tej sprawie referendum.
Nietrudno się domyślić, jakie byłyby wyniki takiego referendum, organizowanego siłą rzeczy pod nadzorem SBU – więc niepodobna potraktować tego warunku inaczej, jak próby odwleczenia tego, co nieuchronne.
Rzecz bowiem w tym, że prezydentowi Zełeńskiemu też pali się ziemia pod nogami, zwłaszcza po skandalu korupcyjnym, który objął jego najbliższych kolaborantów; Timura Mindycza, co to przytulił sobie co najmniej 100 mln dolarów i uciekł do Izraela oraz Andrzeja Jermaka, co do którego nie wiadomo nie tylko – ile sobie przytulił, ale również – a może przede wszystkim – czy zrobił to za wiedzą, czy jeszcze gorzej – z udziałem prezydenta Zełeńskiego, czy też “bez jego wiedzy i zgody” – żeby użyć również w tej sprawie formuły, która wykazuje swoją użyteczność nie tylko przy lustrowaniu autorytetów moralnych.
Na skomplikowaną sytuację na szczytach ukraińskiej władzy wskazuje również wyrzucanie przez prezydenta Zełeńskiego za burtę ukraińskiej rządowej pirogi na pożarcie krokodylom, kolejnych murzyńskich chłopców i zastępowanie ich innymi, widać bardziej strawnymi zarówno dla prezydenta Zełeńskiego, jak i tamtejszych oligarchów. Nie możemy bowiem tracić z oczu tego, jakim państwem jest Ukraina – że to oligarchia oligarchów.
Różni się ona od Federacji Rosyjskiej tym, że wprawdzie i w Rosji są oligarchowie, ale tam, to prezydent decyduje, kto może być oligarchą, podczas gdy na Ukrainie to oligarchowie decydują, kto może być prezydentem. Znakomitym przykładem tego mechanizmu jest sam prezydent Zełeński, będący wynalazkiem żydowskiego oligarchy Igora Kołomojskiego, który nie tylko go wylansował, ale sfinansował mu kampanię wyborczą.
Wracając do paryskiego szczytu, to ma on wszystkie znamiona dzielenia skóry na niedźwiedziu – bo jak wspomniałem – “trudne” negocjacje toczą się w gronie sojuszników Ukrainy, bez udziału Rosji, która w sprawie sposobu zakończenia konfliktu, czy przynajmniej – warunków jego “zamrożenia” – też chyba będzie miała coś do powiedzenia.
Na przykład – skoro jednym z warunków, od którego Rosja nie zamierza odstąpić – jest zablokowanie uczestnictwa Ukrainy w NATO, to trudno sobie wyobrazić, by Rosja zgodziła się na nadzorowanie rozejmu na Ukrainie przez wojska państw NATO, które w ten sposób siłą rzeczy przybliżyłoby się do granic Federacji Rosyjskiej tak, jakby Ukraina została do NATO przyjęta. W tej sytuacji paryskie “gwarancje” ze strony “koalicji chętnych” trzeba uznać za próbę zablokowania zakończenia wojny na Ukrainie – niezależnie od tego, jakie są prawdziwe zamiary prezydenta Donalda Trumpa w tej kwestii.
Ostatnia akcja amerykańska w Wenezueli, wprawdzie wywołała krytyczne komentarze w Rosji i Chinach – ale niezależnie od tego przywódcy obydwu tych państw mogą w ukryciu zacierać ręce z radości. Amerykańska operacja w Wenezueli pokazuje, że prezydent Trump potraktował doktrynę Monroe dosłownie, a to z kolei sprawia, że system polityczny stworzony po II wojnie światowej odchodzi w przeszłość.
Z kolei na naszych oczach rysuje się nowy system polityczny, przewidziany przez Jerzego Orwella w profetycznej książce “Rok 1984”, gdzie czytamy o permanentnej wojnie między trzema potęgami: Eurazją, Oceanią i Wschódazją. Na tym tle szczególnie groteskowa wydaje się obecna sytuacja Organizacji Narodów Zjednoczonych. Staje się ona scenę kabaretową – bo jakże inaczej potraktować deklarację amerykańskiego ambasadora w ONZ, że USA nie prowadzą z Wenezuelą żadnej “wojny”, ani jej nie “okupują”, a schwytanie Mikołaja Maduro to był akt “egzekwowania prawa”?
W tej sytuacji Ameryce trudniej będzie moralizować Rosję z powodu wojny na Ukrainie, bo Rosja przecież od samego początku utrzymuje, że nie prowadzi żadnej “wojny” tylko “specjalną operację wojskową”. Najwyraźniej nadchodzą czasy, gdy to, co było anegdotą, staje się polityczną rzeczywistością. Mam oczywiście na myśli anegdotyczną odpowiedź Radia Erewań na pytanie zaniepokojonego słuchacza, czy będzie wojna. Żadnej wojny oczywiście nie będzie – odpowiedziało Radio Erewań – za to rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu.
Toteż nawet zapowiedź prezydenta Trumpa, że teraz USA będą “rządziły” Wenezuelą i za pośrednictwem potężnych amerykańskich koncernów położą rękę na tamtejszych zasobach, która wcześniej z pewnością zostałaby nazwana “okupacją”, dzisiaj nazywa się przygotowaniem do “sprawiedliwej transformacji”. Nie wiadomo jeszcze do końca, czy twarzą tej “sprawiedliwej transformacji” będzie “twardogłowa tygrysica”, Delcy Rodriguez, czy laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Maria Machado.
Gdyby bowiem ją amerykańscy komandosi osadzili na stolcu prezydenta Wenezueli, byłby to nieomylny znak, że demokracja tam zwyciężyła. W takiej jednak sytuacji trudno byłoby uprawiać moralizanctwo nawet wobec Aleksandra Łukaszenki, więc nic dziwnego, że prezydent Putin może mieć powody do zadowolenia. Zadowolony jest również obywatel Tusk Donald, któremu powiedziano, że Polska będzie “państwem wiodącym”, to znaczy – będzie za darmo futrowała Ukrainę, jak dotychczas. I to jest ten najważniejszy konkret.