Jasionka jak Bagram

Jasionka jak Bagram

20 czerwca 2026, idziemy.pl/komentarze/jasionka-jak-bagram

Amerykanie, wykrawający sobie bez żadnych podstaw lub zgód coś w rodzaju eksklawy z polskiego terytorium. Oficerowie wywiadów, przylatujący do Polski i wylatujący z niej poza wszelką kontrolą naszych służb i bez śladu w dokumentach. Chaos prawny i organizacyjny. Brak podstaw prawnych do stosowania w cywilnym porcie lotniczym wojskowych procedur. Olbrzymie i nigdy nieodzyskane wydatki na paliwo tankowane do samolotów różnych państw, nie tylko amerykańskich i ukraińskich.

A wreszcie ukraińscy bonzowie z rekomendacją rządu w Kijowie, szlajający się przez tydzień po lotnisku z gotówką, którą chcieli wcisnąć jako łapówkę osobom decyzyjnym za ułatwienie odprawienia samolotu z uzbrojeniem. 

To nie opis lotniska gdzieś w Afganistanie, Iraku albo innym miejscu w trzecim świecie. To podrzeszowska Jasionka po wybuchu wojny w Ukrainie. Taki obraz tego portu lotniczego znajdziemy w nowej książce Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim”. Obraz – dodajmy – wyłaniający się z wypowiedzi jego rozmówców (z nich bowiem złożona jest książka): oficerów naszych służb, ludzi pracujących na lotnisku, polskich polityków. Jest to obraz dramatyczny, najlepiej podsumowany słowami jednego z rozmówców Parafianowicza, który stwierdza, że Amerykanie traktowali Jasionkę jak Bagram (miasto w Afganistanie).

Tak jakby działali nie na terytorium jednego ze swoich europejskich, NATO-wskich sojuszników, ale w jakiejś drugorzędnej, traktowanej całkowicie przedmiotowo kolonii. 

Tego wątku skądinąd bardzo ciekawej, ale też bardzo przygnębiającej książki znanego dziennikarza nie należy traktować czysto anegdotycznie. Wręcz przeciwnie: ma on walor symboliczny. Jak w soczewce pokazuje, jakie miejsce w hierarchii zajmuje nasze państwo (i zajmowało za poprzedniej władzy, bo przecież mówimy o okresie, gdy jeszcze rządziło PiS).

Nie jest wytłumaczeniem, że wszystko to działo się w czasie chaosu, związanego z atakiem Rosji na Ukrainę. Można nawet postawić tezę, że to jeszcze gorzej. Gdyby nasze państwo było przygotowane na nadzwyczajne okoliczności i było poważnie traktowane przez partnerów, miałoby skuteczne, zawczasu przygotowane procedury, które nie pozwoliłyby na kompletne bezhołowie. 

Miałem okazję zapytać o ten opis Mateusza Morawieckiego podczas czerwcowego zjazdu Klubu Jagiellońskiego. Pan premier bardzo się oburzył i oznajmił, że jest to nieprawda. Że wszystko było pod kontrolą i Amerykanie nie zrobili sobie z Jasionki eksklawy. Szkopuł w tym, że w swojej książce Parafianowicz nie cytuje jednej osoby. Cytuje ich wiele, a ich relacje są ze sobą spójne i pokazują to samo. W jakim celu ci ludzie mieliby opowiadać nieprawdę? Jestem natomiast w stanie pojąć, dlaczego Mateusz Morawiecki usilnie takiemu obrazowi zaprzecza. Wszak stanowi on oskarżenie wobec stanu państwa po czterech latach jego rządów (licząc od końca 2017 do początków 2022 r.). 

Książka Parafianowicza jest bezlitosna dla złudzeń każdej ze stron politycznego sporu o rzekomej wielkości Polski. Zaczyna się bowiem od wątku podróży Donalda Tuska do Kijowa w maju 2025 r.

Przypomnijmy: podróż, która miała świadczyć o uczestnictwie naszego kraju w układaniu nowego porządku, skończyła się wrażeniem odwrotnym, gdy okazało się, że pan premier jechał w osobnym wagonie, a trzej pozostali uczestnicy wyjazdu – brytyjski premier Keir Starmer, francuski prezydent Emmanuel Macron oraz niemiecki kanclerz Friedrich Merz – w innym. Oni razem, Polak osobno. I nie był to przypadek. Było to celowe działanie strony ukraińskiej, której celem było uderzenie w Tuska i w Polskę. Właśnie tak: i w premiera, i w nasze państwo w ogóle, dlatego przeciwnicy polityczni Tuska nie mają się z czego cieszyć. 

Książka Parafianowicza to coś więcej niż tylko historia naszych relacji z Kijowem. To opowieść o stanie polskiego państwa. Opowieść z bardzo niewesołą konkluzją.

Ukraina zbliża nas do Rosji

Ukraina zbliża nas do Rosji

Przemysław Piasta myslpolska/ukraina-zbliza-nas-do-rosji

Byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko zrzekli się Orderów Orła Białego. To znaczący gest. Dodajmy, gest Polsce wrogi. Kuczma, Juszczenko i Poroszenko nie oddali bowiem insygniów w pokorze, uznając się słusznie za niegodnych. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. W geście jawnej wrogości wobec Polski.

Nieważne, że Polacy jako pierwsi wyciągnęli ręce i serca do narodu ukraińskiego, nieważne, że przekazaliśmy za darmo ogrom sprzętu wojskowego, nieważne, iż udzieliliśmy pomocy w setkach miliardów złotych, nieważne, że przyjęliśmy pod swój dach miliony Ukraińców. Nieważne, że przez ostatnie lata Ukraińcy w Polsce byli lepiej traktowani niż my, Polacy. Ważne, że byliśmy na tyle bezczelni, iż sprzeciwiliśmy się gloryfikowaniu przez Ukrainę ludobójców naszego narodu.

Ukraina wybrała. Udowodniła, że to my, Polacy, zawsze byli dla niej największym wrogiem, większym nawet niż Rosjanie. Nam pozostaje jedynie wyciągnąć z tego faktu oczywiste konsekwencje. Niestety, mogą być one dla dużej części naszych rodaków druzgocące.

Skoro bowiem, wbrew nam samym, Ukraina zdecydowała się być naszym wrogiem, musimy przygotować się na agresję ze strony tego państwa. Obecna wojna o Ukrainę prędzej czy później się zakończy. Zakończy się przegraną Ukrainy, ale nie jej klęską. Za naszą południowo-wschodnią granicą będziemy mieli wciąż skorumpowane oligarchiczne rządy, zblatowane z najbardziej ciemnymi grupami interesów z całego świata. Na ich usługach będzie olbrzymia, doskonale wyposażona i świeżo ostrzelana armia. Pełna w znacznej mierze zdehumanizowanych i zdemoralizowanych żołnierzy. W tej sytuacji wysoce prawdopodobne jest, że Ukraina będzie sobie szukać nowego przeciwnika. Oczywistym celem będzie Polska.

Tym bardziej, że jesteśmy dziś poważnie osłabieni wewnętrznie. Polska polityka jest silnie spolaryzowana pomiędzy dwa walczące z sobą obozy-plemiona. W tym czasie bez przeszkód grasuje u nas ukraińska piąta kolumna, która zinfiltrowała świat polityki, nauki, administracji i organów bezpieczeństwa.

Do tego kilka milionów Ukraińców, którzy przybyli w ostatnich latach do Polski bez żadnej kontroli, stanowi idealne wręcz zaplecze dla funkcjonowania obcych służb specjalnych [szpiegowskich; co w tym „specjalnego”? md] . W tej sytuacji Polska z dawnego darczyńcy i dobrodzieja Ukrainy, bardzo szybko może stać się ofiarą kijowskiej junty.

Jedynym sposobem, by temu zapobiec, jest zwiększać swój potencjał i ograniczać ryzyka. Zamiast przygotowywać polskie wojsko do mitycznej wojny z Rosją, przygotujmy je zatem do całkiem prawdopodobnej wojny z Ukrainą. Wyposażmy je nie w kosztowne i widowiskowe samoloty myśliwskie czy szturmowe oraz najnowocześniejsze czołgi, ale w efektory mniej efektowne, ale za to bardziej efektywne.

Zakupmy masowo środki obrony przeciwlotniczej, statki bezzałogowe i systemy walki elektronicznej. Przywróćmy powszechną służbę wojskową. Wojnę wygrywają żołnierze. Tych nie widzę dzisiejszej w Polsce. Reasumując: wyciągajmy wnioski z obecnej wojny, bo kolejna będzie do niej podobna.

Nie wygramy jednak żadnej wojny, jeśli nie pokonamy najpierw wroga wewnętrznego. Należy wyeliminować z życia publicznego metodą powszechnego ostracyzmu polityków takich jak Paweł Kowal i setki jemu podobnych. Należy bezzwłocznie objąć opieką kontrwywiadowczą Związek Ukraińców w Polsce i inne organizacje Ukraińców. Należy infiltrować ukraińską emigrację i natychmiast wysiedlić z Polski wszystkie osoby choćby podejrzewane o sympatie skrajnie szowinistyczne, kontakty z organizacjami nacjonalistycznymi i militarystycznymi na Ukrainie oraz osoby podejrzewane o pracę dla ukraińskich służb specjalnych.

To jednak nie wszystko. Należy deportować wszystkie osoby zbędne z punktu widzenia polskiej gospodarki, zatem w pierwszej kolejności osoby niepotrafiące wykazać źródeł dochodów w Polsce. Usunąć z terytorium Rzeczypospolitej należy także wszystkie osoby łamiące prawo, niezależnie od skali i kategorii przestępstwa czy nawet wykroczenia, którego się dopuściły.

Brzmi to brutalnie i takie jest. Gdyby rządzący posłuchali naszych apeli i postępowali racjonalnie na etapie przyjmowania tak zwanych uchodźców, dziś takie postulaty byłyby niepotrzebne. Są jednak niezbędne. Ich realizacja jest warunkiem sine qua non przetrwania naszego państwa, a być może także biologicznego przeżycia naszego narodu.

Po trzecie, nie możemy pozwolić sobie na prowadzenie polityki dwóch wrogów. Pamiętamy doskonale z własnej historii, że taka strategia prowadziła każdorazowo do naszej klęski. Skoro więc Ukraina uparła się, by mieć wroga w Polsce, nie mamy wyjścia – musimy poprawić nasze relacje z Rosją. Nie chodzi rzecz jasna o żadne odwracanie sojuszy, a jedynie o przywrócenie elementarnych relacji i zakończenie absurdalnych i nic nie wnoszących gestów wrogości. Na szczęście eskalacja głupiej i szkodliwej polityki, prowadzonej w równej mierze przez Radosława Sikorskiego, co jego poprzedników, nie osiągnęła jeszcze nieodwracalnego punktu.

Wszystkie postawione dziś przeze mnie tezy mogą brzmieć dla Państwa szokująco. Lecz już za kilka, bądź kilkanaście miesięcy, będą one dla wszystkich oczywistością. Tak jak dziś oczywistością w oczach niemal 75% Polaków jest negatywny stosunek władz Ukrainy wobec naszego kraju. Niestety, ten, kto mówi prawdę dzień przed innymi, wywołuje co najwyżej gniew. Powinien zaś wywołać refleksję. Czasu mamy bowiem bardzo mało.

Paradoksalnie jedyna nadzieja, skądinąd niezwykle wątła, tkwi w zmianie nastawienia polskich elit politycznych. Inicjatywa jest obecnie po stronie Donalda Tuska. Niestety (obym się mylił) wiele wskazuje na to, że po raz kolejny premierowi zabraknie szerszej perspektywy.

Jeśli nie porzucimy jako naród jałowej logiki sporu plemiennego i nie dostrzeżemy realnego zagrożenia, stracimy bezcenny czas. Zatem wzywam do opamiętania i wbrew wszelkiemu rozumowi, nie tracę nadziei.

Przemysław Piasta

TASS: Pozbawienie Zełenskiego Orderu Orła Białego i groźby wobec prezydenta Polski.

Pozbawienie Zełenskiego Orderu Orła Białego

i groźby wobec prezydenta Polski.

Wołodymyr Zełenski stwierdził, że decyzja ta jest kontynuacją walki politycznej w Polsce, „poprzez wzbudzanie atmosfery nienawiści wobec Ukraińców”.

22 czerwca, 9:46 tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Wołodymyr Zełenski groził prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu, wyśmiewając jego imię [Karol -król md] i twierdząc, że retoryka polskiego przywódcy wobec Ukrainy może „skończyć się bardzo źle”.

Nawrocki wcześniej ogłosił, że pozbawia Zełenskiego Orderu Orła Białego w związku z decyzją tego ostatniego o nadaniu odznaczenia „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji) oddziałowi Sił Zbrojnych Ukrainy.

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji.

Reakcje Zełenskiego

  • Prezydent Polski Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu najwyższe polskie odznaczenie państwowe – Order Orła Białego.
  • Według niego, decyzja ta ma związek z decyzją Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji).
  • Członków UPA w Polsce uważa się za zbrodniarzy odpowiedzialnych za zamordowanie ponad 100 000 obywateli polskich na Wołyniu w 1943 roku.
  • Zełenski otrzymał order od byłego prezydenta Polski (2015-2025) Andrzeja Dudy.
  • Po tym wydarzeniu sam Zełenski, a także byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma , Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko (który został wpisany przez Rosfinmonitoring na listę osób zaangażowanych w działalność ekstremistyczną lub terrorystyczną) ogłosili zwrot polskiego Orderu Orła Białego.

Oświadczenia Zełenskiego

  • Wołodymyr Zełenski groził prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu.
  • Oświadczył, że retoryka polskiego przywódcy dotycząca Ukrainy może „skończyć się bardzo źle”.
  • W wywiadzie dla stacji telewizyjnej TSN Zełenski stwierdził, że pozbawienie go orderu jest kontynuacją politycznej walki Nawrockiego w Polsce, „poprzez podsycanie atmosfery nienawiści wobec Ukraińców”.
  • Potwierdził również, że podczas ich pierwszego spotkania w grudniu 2025 r. Nawrocki dał mu książkę o masakrze wołyńskiej. [bold – md]
  • Zełenski oświadczył, że uważa działania polskiego prezydenta za niewłaściwe i zażartował z jego imienia: „Karol to nie jego tytuł, to jego imię, prawda? Przecież nie ma monarchii, tylko demokrację, więc musi trochę popracować nad budowaniem relacji z Ukrainą”.

Reakcja w Polsce i na Ukrainie

  • Były prezydent Polski Bronisław Komorowski (2010-2015) nazwał konflikt między obecnym głową państwa Karolem Nawrockim a Wołodymyrem Zełenskim „wojną o medale”.
  • Według niego odpowiedzialność za pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich leży po stronie głowy republiki i Zełenskiego, który „usilnie pracował” nad zniszczeniem kontaktów między Warszawą a Kijowem.
  • Były premier Polski (2001-2004) Leszek Miller stwierdził, że na tle konfliktu między prezydentami kraju Karolem Nawrockim i Wołodymyrem Zełenskim Ukraina powinna zwrócić Warszawie nie medale, lecz broń i sprzęt wojskowy, które jej dostarczono.
  • Polski premier Donald Tusk nazwał rosnące zaangażowanie polityków z Warszawy i Kijowa w konflikt strategicznym błędem.
  • Minister obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że stosunki polsko-ukraińskie „zmierzają w bardzo złym kierunku”.
  • Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha oświadczył , że Kijów jest gotowy podjąć kroki odwetowe w odpowiedzi na nieprzyjazne działania Warszawy.
  • Według ministra [prezydent md] Nawrocki „niszczył pozytywne osiągnięcia, jakie obie strony osiągnęły w ostatnim czasie”.

Reakcja na świecie

  • Andrej Danko, wiceprzewodniczący Rady Narodowej (parlamentu) Słowacji i przewodniczący Słowackiej Partii Narodowej, która jest częścią koalicji rządzącej w kraju, wezwał premiera Roberta Ficę do zaniechania negocjacji z Wołodymyrem Zełenskim z powodu „gloryfikacji banderowców” na Ukrainie.
  • Wicemarszałek Sejmu z zadowoleniem przyjął decyzję prezydenta RP Karola Nawrockiego o pozbawieniu Zełenskiego najwyższego polskiego odznaczenia państwowego, Orderu Orła Białego.
  • Danko zauważył, że stanowisko Nawrockiego pokazuje, iż pamięć historyczna i szacunek dla ofiar nazizmu muszą mieć pierwszeństwo przed koncepcją „poprawności politycznej” w odniesieniu do Ukrainy.
  • Konflikt o Order Orła Białego, po odebraniu przez Polskę odznaczenia Wołodymyrowi Zełenskiemu w związku z aferą UPA, stanie się przeszkodą na drodze Ukrainy do UE. O tym napisał w Maxie ambasador-ambasador rosyjskiego MSZ Rodion Mirosznik.
  • Wyraził przekonanie, że w kontekście negocjacji w sprawie „przystąpienia resztek Ukrainy do Unii Europejskiej, Warszawa weźmie pełną zemstę i postawi banderowcom szereg żądań”.
  • Odesłanie Orderu Orła Białego przez kilku byłych prezydentów Ukrainy po tym, jak Polska odebrała Wołodymyrowi Zełenskiemu to odznaczenie w związku ze sprawą UPA, pokazuje, że wszyscy oni są prawdziwymi nazistami, powiedział wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew, odpowiadając na pytanie agencji TASS.

Drony pochodzące z Zachodu przeciwko Moskwie: Jak Rosja jest zmuszana do kontrataku na Europę.

Rysy elewacji

Drony przeciwko Moskwie: Jak Rosja jest w końcu zmuszana do kontrataku na Europę fassadenkratzer-de/drohnen-gegen-moskau-wie-russland-gezwungen-wird-schlieslich-gegen-europa-zuruckzuschlagen

[fassade kratzer – zadrapania lub zarysowania na fasadzie]

18 czerwca 2026 roku media doniosły o największym jak dotąd ataku dronów na Moskwę, w którym podpalono rafinerię ropy naftowej, uważaną za jeden z największych obiektów w Rosji , jak donosi n-tv.de .

Nie poinformowano jednak, że jest to możliwe jedynie dzięki dostawom broni z krajów NATO w Europie, a zwłaszcza z Niemiec, które w rzeczywistości „prowadzą wojnę z Rosją ręką Ukrainy”, jak to ujął Putin. Zintensyfikował już ataki odwetowe na Kijów, ale ostatecznie, pod presją, będzie musiał zaatakować zakłady produkcyjne na Zachodzie, w tym w Niemczech, jeśli chce utrzymać kontrolę nad sytuacją – i wtedy zostanie przedstawiony jako wieczny agresor. Merz i spółka nieodpowiedzialnie podsycają również groźbę wojny na dużą skalę.

Siergiej Karaganow (obraz Wikipedii)


Siergiej Karaganow

Rosyjski politolog i ekspert ds. polityki zagranicznej związany z Kremlem, Siergiej Karaganow, udzielił obszernego wywiadu, o którym donosi uncutnews-ch . Karaganow, który od lat należy do najbardziej wpływowych rosyjskich myślicieli strategicznych, przedstawia obraz Zachodu, który celowo chce wpędzić Rosję w długą wojnę na wyniszczenie i otwarcie wzywa do eskalacji, nawet do ataków na państwa europejskie.

Twierdzi, że wojna na Ukrainie nigdy nie była konfliktem wyłącznie ukraińsko-rosyjskim. Przeciwnie, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy celowo wciągnęli Rosję w strategiczną pułapkę. Zachód prowadzi wojnę z Rosją na terytorium Ukrainy.

Prawdziwym celem Waszyngtonu było albo militarne pokonanie Rosji, albo trwałe jej osłabienie, aby następnie skupić się na konfrontacji z Chinami. Europa odegrała rolę aktora realizującego, podczas gdy Ukraina była jedynie polem bitwy. Karaganow nie jest odosobniony w tym poglądzie, ale raczej znajduje się w dobrym towarzystwie wielu zachodnich analiz (patrz tutaj , tutaj , tutaj ).

Karaganow argumentuje, że Zachód dąży do długotrwałego wyczerpania Rosji. Dlatego Moskwa musi zakończyć konflikt, zanim obciążenia gospodarcze i społeczne staną się zbyt duże.
Wyraźnie stwierdza, że ​​jego zdaniem Rosja musi w ciągu najbliższego roku podjąć znacznie bardziej zdecydowane działania wobec państw europejskich, które dostarczają Ukrainie broń, szkolenia i wsparcie logistyczne. Wymienia w szczególności Niemcy, Polskę, Rumunię i Wielką Brytanię.
„Niemcy są w centrum jego programu. Oskarża Berlin o ponowny rewanżyzm i określa Niemcy jako główną siłę napędową antyrosyjskiej polityki w Europie”.

Karaganow jest przekonany, że Rosja będzie musiała przeprowadzić bezpośrednie ataki na cele europejskie „prędzej czy później”, jeśli jej wsparcie dla Ukrainy nie ustanie. Początkowo ataki te powinny być przeprowadzane przy użyciu broni konwencjonalnej. Ostatecznie jednak należy rozważyć również użycie broni jądrowej.

Centralnym założeniem jego argumentacji jest twierdzenie, że Europa straciła lęk przed wojną nuklearną. Karaganow postrzega to jako największe zagrożenie naszych czasów. Tylko przywrócenie wiarygodnego odstraszania nuklearnego może zapobiec bezpośredniej konfrontacji.
Posuwa się nawet do twierdzenia, że ​​ograniczona seria rosyjskich ataków nuklearnych na Europę szybko zakończyłaby wojnę, ponieważ państwa europejskie w konsekwencji skapitulowałyby lub uległyby rozpadowi. Jednocześnie przyznaje, że miliony ludzi mogłyby zginąć, a duże części Europy mogłyby ulec zniszczeniu.

Uncutnews zauważa, że ​​Karaganow, chwaląc prezydenta Rosji Władimira Putina jako inteligentnego męża stanu, jednocześnie oskarża go o brak determinacji.
Wielokrotnie powtarza, że ​​Rosja prowadziła wojnę zbyt niepewnie. Moskwa podjęła kluczowe decyzje polityczne i wojskowe zbyt późno i nie zdołała wystarczająco odstraszyć Zachodu.
Domaga się, aby Rosja bardziej widocznie przygotowała się na potencjalne użycie broni jądrowej i publicznie zademonstrowała tę gotowość.

Karaganow niewiele oczekuje od trwających działań dyplomatycznych. Potencjalne zawieszenia broni lub częściowe porozumienia określa jako pułapkę. Nawet gdyby walki miały tymczasowo ustać, państwa zachodnie nadal będą dozbrajać Ukrainę.

Uncutnews zastanawia się, czy stanowiska te rzeczywiście odzwierciedlają opinie większości w rosyjskim kierownictwie, pozostaje kwestią otwartą. Jednak wywiad pokazuje, że przynajmniej część rosyjskiego establishmentu strategicznego otwarcie dyskutuje teraz o scenariuszach, które jeszcze kilka lat temu uważano za nie do pomyślenia.

Bardzo niebezpieczne niemieckie podżeganie do wojny

Rząd niemiecki naciska na wojnę z Rosją z kilku powodów:

1.   Fałszywie przedstawia rosyjską inwazję na Ukrainę jako jednostronną rosyjską wojnę agresywną, przed którą Ukraina musi się bronić i w której musi być wspierana bronią i szkoleniem wojskowym. –
W rzeczywistości rząd niemiecki popiera wojnę agresywną prowadzoną przez neofaszystowski reżim ukraiński przeciwko Rosji, wojnę strategicznie wykorzystywaną przez USA, NATO i UE do własnych celów geopolitycznych.

See:
fassadenkratzer.de/die-etablierung-des-neonazistischen-regimes-in-der-ukraine-mit-hilfe-der-deutschen-nazi-jager
fassadenkratzer.de/in-wahrheit-fuhrt-die-ukraine-einen-angriffs-krieg-gegen-russland/
fassadenkratzeriew-beschloss-2019-minsk-ii-nicht-umsetzen-und-bereitete-sich-auf-krieg-mit-russland-vor/

2.    Rząd niemiecki fałszywie twierdzi, że podbój Ukrainy to jedynie początek wielkiego imperialistycznego planu Rosji, który zakłada późniejszy atak i włączenie państw Europy Wschodniej oraz Niemiec do swojego imperium. Dlatego Niemcy muszą być „gotowe do wojny” i przygotowane do obrony przed rosyjską agresją poprzez kompleksowe zbrojenia. –
W rzeczywistości to kłamstwo służy militarnemu przygotowaniu Niemiec do udziału w długotrwałym, agresywnym natarciu NATO na granice Rosji, które Rosja uważa za przekroczenie czerwonej linii na Ukrainie. Niemcy de facto uczestniczą zatem w przygotowaniach do wojny agresywnej przeciwko Rosji. Zobacz:
https://fassadenkratzer.de/2024/02/09/die-luge-vom-russischen-imperialismus-als-vorwand-fur-neue-kriegsrustungen/
. To, że Rosja nie dąży do konfliktu z Zachodem poza Ukrainą, zostało teraz publicznie oświadczone nawet przez Naczelnego Dowódcę Sił Sojuszniczych NATO w Europie po „bardzo ścisłym monitorowaniu raportów wywiadowczych”. See:
https://fassadenkratzer.de/2026/06/18/nato-oberbefehlshaber-widerspricht-angriffsbehauptungen-russland-sucht-keinen-konflikt/#more-19902

Coraz bardziej niszczycielskie ataki dronów ze strony państw NATO, przeprowadzane „ręką Ukrainy” w głąb rosyjskiego zaplecza i na Moskwę, ostatecznie zmuszą Rosję do kontrataków na cele w europejskich państwach NATO, w tym w Niemczech. Zostanie to fałszywie przedstawione jako „przepowiedziany” rosyjski atak na Europę, przed którym NATO musi się bronić. To wywołałoby III wojnę światową o niewyobrażalnych konsekwencjach. To czyste szaleństwo.

Należy to jasno stwierdzić: obecny rząd niemiecki pod przewodnictwem Merza i popierające go partie nie służą pokojowi na świecie, zgodnie z wymogami Ustawy Zasadniczej, lecz nieodpowiedzialnie wspierają sprytnie skrywaną wojnę agresywną, prowadzoną przez NATO i USA przeciwko Rosji. Nie postępują zgodnie z Ustawą Zasadniczą i dopuścili się przestępstwa z art. 13 Międzynarodowego Kodeksu Karnego. Powinni stanąć przed sądem. Zobacz:
https://fassadenkratzer.de/2026/06/02/nicht-vom-willen-des-grundgesetzes-beseelt-dem-frieden-der-welt-zu-dienen/

Zełenski postawił Białorusi tygodniowe ultimatum w nieoczekiwanej sytuacji. Zrozpaczony pajac?

Zełenski stawia Białorusi 7-dniowe ultimatum w nieoczekiwanej sytuacji

Symplicjusz 20 czerwca 2026 r. simplicius76/zelensky-gives-belarus-7-day-ultimatum

Coraz więcej osób potwierdza, że ​​Zełenski prowadzi przyspieszoną kampanię operacji psychologicznych, polegającą na pustych uderzeniach, aby ukryć pogłębiający się kryzys w swoim kraju. Dziś mieliśmy okazję obejrzeć materiał filmowy, który ujawnił, jak działają jego najnowsze sztuczki salonowe.

Okazuje się, że wczorajsze masowe strajki w Moskwie, które miały się zbiec ze szczytem Rady Europy, były po prostu hollywoodzkim spektaklem: drony zostały wypełnione mieszankami nafty w taki sam sposób, w jaki Hollywood inscenizuje eksplozje samochodów, aby wyglądały bardziej „dramatycznie”, wytwarzając gęste kłęby oleistego dymu.

Na poniższym filmie widać zestrzelonego drona, który pozbywa się swojego specjalnego pakietu efektów specjalnych: [Could not load video.]

Czego się spodziewałeś po kartelu Kvartal 95 ? Dym i lustra – i lateks – to ich specjalność.

Teraz całkowicie zrozumiałe jest, w jaki sposób Ukrainie udało się stworzyć tak przyciągającą wzrok scenerię, skoro każdy zestrzelony dron pozostawiał na horyzoncie smugę gotową do PR-u:

Rzeczywiste szkody w samej rafinerii okazały się rozczarowujące, gdyż zniszczeniu uległo jedynie kilka zbiorników na ropę:

W rzeczywistości wiele z ostatnich narracji ukraińskich gwałtownie się rozpada. Krymska „izolacja” okazała się całkowitą klapą, ponieważ nawet czołowe ukraińskie media opisywały kroki, jakie Rosja szybko podjęła, aby rozwiązać wszelkie problemy, jakie ukraińskie ataki dronów zdołały tymczasowo spowodować.

Na przykład wszystkie mosty wychodzące z Krymu zostały wzmocnione, a ruch wrócił do normy, jak ubolewa następujące konto pro-UA:

Rosji udało się szybko zbudować ziemne wały na kanale, widoczne na nowych zdjęciach satelitarnych:

Nawet sam most ucierpiał w niewielkim stopniu — powstały jedynie dziury — co można zobaczyć na środkowym zdjęciu. Na moście nadal odbywał się ruch jednopasmowy.

Teraz pojawiają się doniesienia, że ​​rosyjskie mobilne grupy ogniowe eskortują cysterny z paliwem wzdłuż korytarzy krymskich, a Ukraińcy wciąż narzekają, że ich drony „Hornet” odnoszą coraz mniejsze sukcesy, ponieważ niedobory paliwa na Krymie zniknęły.

Następnie Zełenski nieświadomie ujawnił swój prawdziwy plan gry, który jest zgodny z ideą, którą omawialiśmy poprzednio: długoterminowe finansowanie i perspektywy Ukrainy topnieją, a Zełenski pilnie potrzebuje chwilowego wzmocnienia wizerunku, aby utrzymać na powierzchni cały swój reżim.

Spotkanie Rady Euro nie tylko wywarło dodatkową presję na Rosję, by zmusiła Putina do „dyplomacji”, ale Zełenski ujawnił nową desperację, by zakończyć wojnę jeszcze tej zimy. Powód? Otwarcie stwierdza, że ​​po zatwierdzeniu przez Europejczyków ogromnej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro Ukraina będzie pilnie potrzebować nowego pakietu finansowego, jeśli wojna nie zostanie do tego czasu skutecznie zakończona.

90 mld euro na pewno nie wystarczy na tak długo jak kiedyś!

Ukraina i Stany Zjednoczone rozmawiają o zamrożeniu wojny na linii frontu, donosi The Economist, powołując się na źródła.

Obie strony utrzymują ze sobą codzienny kontakt. Wznowiono również nieformalne rozmowy z Rosją.

„Jednym z omawianych pomysłów jest dwuetapowe zawieszenie broni: najpierw ograniczyłoby ono działania wojenne do strefy 50–70 km po obu stronach linii frontu, a następnie nastąpiłoby szersze porozumienie” – czytamy w raporcie.

Ukraina spodziewa się zakończyć wojnę przed nadejściem zimy— Zełenski na spotkaniu Rady Europejskiej

🔴 Showman, aktor, prezenter telewizyjny, komik i prezydent kraju z prawdziwymi obywatelami po raz kolejny mówi o potrzebie zwiększenia presji na Rosję ze strony UE.

🤔 Stwierdził również, że jeśli działania wojenne będą kontynuowane przez kolejną zimę, Ukraina będzie potrzebowała oddzielnego pakietu wsparcia.

🔴 Mówimy o dostawach gazu, oleju napędowego, sprzętu energetycznego i pocisków do obrony powietrznej.

🔴 I po raz kolejny w niegrzeczny sposób wezwał do pokoju.

Ale najbardziej niepokojącym dowodem desperacji Zełenskiego była bezpośrednia groźba skierowana przeciwko Białorusi, jaką po raz pierwszy wysunął mały Zielony Człowiek.

Wyjaśnił, że Białoruś buduje wieże przekaźnikowe, aby pomóc rosyjskim dronom – o czym pisaliśmy już kilka tygodni temu – i że daje Łukaszence tygodniowe ultimatum, aby je zniszczył, albo Ukraina „zrobi to za nich”.

Tutaj powtarza groźbę zawartą na swoim oficjalnym koncie, ale dodaje jeszcze bardziej niepokojący zwrot akcji:

Widzicie, Zełenski nie tylko grozi teraz, że prawdopodobnie przeprowadzi pierwsze ataki na Białoruś, w efekcie rozszerzając konflikt i zmuszając Białoruś do przystąpienia do wojny, ale w swojej desperacji wydaje się zagrażać także białoruskiemu sektorowi naftowemu.

Intencja jest jasna:

  1. Zełenski zdaje sobie sprawę, że jego kampania przeciwko rosyjskim rafineriom nie powiodła się, a próba spowolnienia rosyjskiej gospodarki zakończyła się fiaskiem. Oznacza to, że Ukraina nadal balansuje na krawędzi załamania, nie mając żadnej odpowiedzi.
  2. Zełenski pilnie potrzebuje rozszerzenia wojny i objęcia nią jak największej liczby krajów, aby zmienić deterministyczne kalkulacje, które doprowadzą do upadku Ukrainy.
  3. =========================

Wciągając Białoruś do konfliktu, Zełenski i jego europejscy kuratorzy mogą rozpętać nową kampanię propagandową, aby zmobilizować cały zachodni „sojusz” do powstrzymania tego nowego zagrożenia – co, jak zawsze, obejmowałoby ponowną militaryzację, znaczne zwiększenie finansowania itd. Operacja prawdopodobnie obejmowałaby działania pod fałszywą flagą, takie jak „atak Białorusi na Polskę” i inne tego typu działania, mające na celu wzmocnienie efektu.

Istnieje wiele innych teorii:

Drugim powodem jest to, że rosyjskie możliwości w zakresie stacji przekaźnikowych dają Rosji możliwość przeciwdziałania ukraińskiej przewadze Starlink, umożliwiając jej kontrolowanie zasobów powietrznych na duże odległości. Zełenski wie, że Starlink był ostatnią istniejącą przewagą Ukrainy i że zniweczenie go przez Rosję za pomocą własnego, asymetrycznie porównywalnego systemu poważnie osłabiłoby Ukrainę, szczególnie w tym korytarzu na zachód od Kijowa, gdzie Rosja zaczęła powielać własne, głębokie ataki na tyły, skierowane przeciwko drogowcom i przewoźnikom paliwa.

A tak przy okazji: Hipokryzja gróźb Zełenskiego polega na tym, że Ukraina chełpliwie wykorzystuje wszelkiego rodzaju infrastrukturę sojuszniczą poza granicami kraju. Zachodnie samoloty patrolują granice Rosji, wysyłając ukraińskie drony z korektą celu, nie wspominając o satelitach i wszystkim innym, co stanowi ukraińskie „zaplecze” istniejące poza samą Ukrainą. Ale z jakiegoś powodu, kiedy Rosja wykorzystuje infrastrukturę sojuszniczą do pomocy, poważnie to uraża wojenną wrażliwość etyczną kijowskiego krasnoludka.

InformNapalm@ InformNapalmInformNapalm

Pas dronów wzdłuż granicy z #Białoruś : #Rosja opracowuje infrastrukturę do startu, śledzenia i przekazywania uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych informnapalm.org/pl/drone-bel…

13:41 · 17 czerwca 2026 · 12,3 tys. wyświetleń Views


———————————

W świetle ujawnionej desperacji, łatwo zrozumieć, dlaczego fałszywy hollywoodzki show o moskiewskiej rafinerii był tak bardzo potrzebny w tym momencie. Ukraina ewidentnie radzi sobie znacznie gorzej, niż daje po sobie poznać, zwłaszcza teraz, gdy wojska rosyjskie ponownie zaczęły nacierać w szybszym tempie w zeszłym tygodniu. Upadek Konstantinowki i Lymana zburzy narrację ostatnich miesięcy, że Ukraina „zamroziła linię frontu”, że wojna osiągnęła „impas”, albo że Ukraina całkowicie odwróciła losy i teraz naciera na Rosję, odzyskując terytorium.

Gdy te miasta padną, nie będzie sposobu, by ukryć sztucznie sfabrykowaną operację psychologiczną „zwycięstwa” Ukrainy – a Zełenski kipi z rozpaczy, zastanawiając się, jak dalej tłumić rosyjskie zwycięstwa. Konstruując nowy punkt zapalny przeciwko Białorusi, Zełenski może po raz kolejny sprytnie odwrócić uwagę mediów od załamującej się ukraińskiej linii frontu i skupić ją na nowym punkcie. Taki jest plan. Plan ten jednak przynosi coraz mniejsze efekty, ponieważ wymaga nowej, sfabrykowanej kampanii dosłownie co tydzień; w tym tygodniu jest to Hollywood Kerosene Theatre w Moskwie, w przyszłym Belarus Roadshow, a w kolejnym trzeba będzie wymyślić nową sztuczkę. Życie oligarchicznego oszusta-transwestyty podszywającego się pod „demokratycznego przywódcę” nie jest łatwe.

A po ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego sytuacja Ukrainy nadal się pogarsza:

Bloomberg podaje, że Rosja radzi sobie lepiej niż kiedykolwiek:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-06-16/rosyjski-eksport-ropy-blisko-rekordowego-tempa-ponieważ-ukraińskie-drony-biorą-na-cel-w-swoje-rafinerie

Jak myślisz, czy Zełenski w akcie desperacji faktycznie spróbuje rozszerzyć wojnę, czy też są to tylko puste groźby?

Prawda o Ukrainie jest w Niemczech nieznana

Prawda o Ukrainie jest w Niemczech nieznana

– rozmowa z Żaklin Nastić,

byłą posłanką do Bundestagu

Zacząć musimy chyba jednak od „wyjaśnień”. O dziwo jest Pani mało rozpoznawalna w Polsce, a przecież przez dwie kadencje była Pani w Bundestagu. Zanim jednak znalazła się Pani w niemieckim parlamencie, urodziła się Pani tutaj i rozmawiamy zresztą po polsku. Nazwisko ma Pani jednak… południowosłowiańskie!

– Rzeczywiście moja biografia przeplata się z różnymi krajami i tożsamościami. Moja rodzina pochodzi z Pomorza. Urodziłam się w Gdyni, w 1999 roku wyjechałam do Niemiec. Korzenie naszej rodziny są polskie, niemieckie, kaszubskie, a podobno nawet i żydowskie. Z domu nazywam się Grinholc, aczkolwiek moja mama miała na nazwisko… Jankowska. Używane nazwisko mam jednak po byłym mężu z Serbii. No i tak wylądowałam tutaj, przyjechałam wraz z mamą jako dziesięciolatka, do ojca i brata, którzy wyjechali wcześniej. Mieszkałam w Hamburgu, w Niemczech, działałam w Die Linke, dochodząc do stanowiska regionalnej szefowej, a potem przez 8 lat byłam posłanką wybieraną z jej list do niemieckiego Bundestagu. Skupiałam się tam w Komisji Obrony na prawach człowieka w szerokim rozumieniu. Potem razem z Sahrą Wagenknecht i innymi liderami Die Linke zdecydowaliśmy się na stworzenie nowej formacji politycznej, BSW.

To biografia, jak rozumiem, skierowała Panią do formacji lewicowych. Do tej naszej rozmowy właściwie też doszło trochę przez przypadek. Otóż na jednym z portali społecznościowych pokazał mi się właśnie Pani wpis związany ze sprzeciwem wobec kultu Bandery na Ukrainie, w kontekście zbrodni wołyńskiej. To rzadki głos, także w Niemczech, a bardzo nam potrzebny w momencie, gdy Polacy chyba już przejrzeli na oczy. To teraz jest w Polsce bodaj najważniejszy temat publicznych dyskusji.

Ale czy w Niemczech w ogóle istnieje jakakolwiek wiedza na ten temat? Wydawałoby się, że właśnie Niemcy powinni być szczególnie wyczuleni na przejawy odradzania się nazizmu.

– Tutaj niewiele się o tym wie i nikt nie ma interesu w tym, by się tematyką na poważnie zająć. Ukraina jest na wojnie z Rosją, więc „nie wypada” o tym rozmawiać. Było to dla mnie problemem już w Die Linke, kiedy po wybuchu obecnej fazy tej wojny ostrzegałam partyjnych towarzyszy przed przybyszami z Ukrainy i ich poglądami. Tu, w Hamburgu, mieszkali przecież bracia Kliczko, więc odbywały się różne demonstracje i z niepokojem słuchałam pojawiających się tam haseł. Jako urodzona w Polsce, zawsze interesowałam się polską historią i to, co działo się wokół poparcia dla takiej Ukrainy, to dla mnie jak policzek. W Bundestagu próbowałam uzyskać informacje na temat finansowania osławionego batalionu Azow i to dzięki działającej tam służbie naukowej udało się ustalić, że oddział finansowany był przez ukraińsko-żydowskiego oligarchę, Ihora Kołomojskiego, który był także sponsorem kariery Zełenskiego. Członkowie Azowa mieli dostawać po 400 dolarów miesięcznie. Nie można jednak o tym w Niemczech mówić, bo to jest traktowane jako „wpisywanie się w narrację Putina”.

Cóż, zagrajmy w tę grę: może jednak w tej argumentacji rosyjskiej coś było na rzeczy? Jeśli się wsłuchać w cele, jakie Federacja Rosyjska deklaruje w konflikcie zbrojnym, to przecież jednym z nich jest właśnie „denazyfikacja”. Rosjanie od dawna starają się alarmować opinię publiczną nie tylko u siebie, ale także na Zachodzie, że na Ukrainie mamy do czynienia z odradzającą się ideą nazistowską. Nie chcę tutaj wyjść na człowieka naiwnego, wierzącego, iż światem rządzi starcie idei, bo oczywiście najistotniejszy jest rachunek sił, ale dosyć niezrozumiałe jest, że nawet w Die Linke problem jest niedoceniany, tym bardziej w Hamburgu z jego legendą Ernsta Thalmanna. Wydawałoby się, że to właśnie do Niemców powinno docierać w pierwszej kolejności.

– Die Linke w ogóle oddaliła się od tego co pierwotne, w tym problemów ludzi pracy, skupiając się na tematyce kulturowej i tożsamościowej. Dlatego zresztą stamtąd odeszłam i zaangażowałam się w projekt Sahry Wagenknecht. Wracając jednak do pytania, jeszcze w Die Linke próbowałam razem z Andrejem Hunko w tym kierunku działać. Spotykałam się także z aktywistami z Ukrainy, którzy ostrzegali przed tym co dzieje się tam po przewrocie na Majdanie. Próbowałam pokazywać działaczy stamtąd, którzy wzywali do pokoju. Moją poprzednią partię też próbowałam przed efektami wspomnianego zjawiska ostrzegać. I szybko się okazało, że miałam rację. Wśród uchodźców z Ukrainy bardzo często słyszeliśmy szowinistyczne przekonania ukształtowane przez całe lata oficjalnie funkcjonującego kultu OUN-UPA. Dochodziły niepokojące sygnały z ośrodków dla uchodźców, gdzie mieli się uważać za lepszych od tych z Syrii czy Afganistanu.

Wracając do Pani afiliacji politycznych. Nie jest już Pani w BSW?

– Tak, ja na początku zakładałam tę formację, ale pod koniec marca z niej odeszłam, ponieważ moim zdaniem BSW popełnia błędy i nie wypełnia tej luki reprezentacyjnej, którą wypełnić miała. Za dużo jest tam niekonsekwencji. Z jednej strony byliśmy przeciwko „kordonowi sanitarnemu” wymierzonemu w Alternatywę dla Niemiec (AfD), a potem w regionach wchodzimy w takie koalicje, które motywowane są wyłącznie tym, by nie dopuścić przedstawiciela tej partii do funkcji premiera landu. A poparcie dla AfD nie wzięło się znikąd. W niektórych regionach to jest już ponad 40%, a w skali kraju nawet 27%. Nie można tego dłużej ignorować. Niemcy chcą po prostu zmian, a to nie AfD odpowiada za problemy, które stworzyły w ostatnich latach federalne rządy. Nasz przemysł się zwija, wisi nam nad głowami zagrożenie terrorystyczne, rząd prze do wojny, a establishment opowiada ludziom, że to AfD jest problemem.

Czyli rozumiem, że to bardziej kwestie taktyczne niż ideologiczne na razie dzielą Panią z tą formacją, ale czy to jest już dla Pani zamknięty rozdział, czy może jest jakaś szansa na współpracę w przyszłości?

– Ja sobie życzę po prostu w Niemczech innej polityki, na przykład takiej że nie chcę III wojny światowej. To dzisiaj mówi Tino Chrupalla z AfD, a nie ktoś inny. Że na niemieckiej ziemi nigdy więcej nie powinno być wojny. A tymczasem kanclerz Friedrich Merz ubiera się w mundurek i mówi, że musimy być gotowi do wojny każdej nocy (fight tonight). Minister obrony zaś ogłasza, że Niemcy mają stać się jak najszybciej zdolnymi do wojny. Do wojny przeciw komu? Przeciw Rosji! Rzekomo przeciwko atomowemu zagrożeniu. Moim zdaniem to jest szaleństwo i w tych czasach jest ciężko już powiedzieć, tu w Niemczech, co jest prawicą, co lewicą, bo ten świat nie jest już czarno-biały. Ja będę zawsze popierać wszystkich którzy chcą pokoju: w Europie, w Niemczech, pokoju z Polską, pokoju z Rosją. Gdyby BSW rzeczywiście trzymała się swoich postanowień o niezawieraniu sojuszy z establishmentem ws. blokowania AfD, to te formacje wspólnie, pomimo wszystkich różnic, mogłyby jakoś wpłynąć na sytuację w Niemczech, a w końcu także na zmianę polityki zagranicznej RFN. Tego niestety nie ma.

A czy Pani zdaniem przyszedł w Europie czas na suwerenistyczną lewicę, taką jaką w sensie ideowym miało być właśnie BSW? Przykładów takich formacji mamy przecież więcej. To przecież nie tylko Niemcy, ale też Francja Nieujarzmiona Jean-Luca Mélenchona, zaś sukcesy odnoszą Rumen Radew w Bułgarii, Robert Fico i jego słowacki SMER. W Czechach działała koalicja Stacilo!, a Sahra Wagenknecht była także gościem kongresu włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd, który zdaje się, że też przyjął ostatecznie format takiej idei naczelnej.

– Niewątpliwie takie ruchy pojawiają się już w całej Europie, a ja również takie wątki zauważam u duńskiej premier, Mette Frederiksen. Na przykład na gruncie sprzeciwu wobec niekontrolowanej imigracji, co od razu rodzi oskarżenia o „nacjonalizm” czy „rasizm”, tak jakby lewica miała nie brać pod uwagę kalkulacji ekonomicznej. A przecież gdy przyjeżdża do kraju tylu ludzi, którzy np. nie pracują, a przysługują im zasiłki socjalne, to w końcu system pomocy zostanie przeciążony. Kolejna rzecz to właśnie stanowisko antywojenne. Bardzo liczyłam na to, że właśnie w BSW będziemy podejmować ponad podziałami inicjatywy na rzecz np. wstrzymania dostaw broni do Ukrainy czy Izraela. Natomiast to nie może być wszystko. Partia musi mieć też odpowiedź na problemy czysto socjalne: funkcjonowanie służby zdrowia, finansowanie systemu edukacji czy opieki nad emerytami. Mam wrażenie, że BSW brakuje tutaj konkretnego planu.

Żaklin Nastić

———————

To jest kwestia chyba w Niemczech trochę terytorialna. Wiemy, że elektoraty w dawnej NRD i RFN różnią się między sobą. To jest temat tabu, oficjalnie przez wszystkich potępiany, ale czy w Die Linke bądź BSW dało się wyczuć jakieś formy nostalgii za NRD?

– Raczej nie, bo większość kadr wywodziło się jednak z zachodniej części Niemiec. W niemieckich partiach politycznych istnieje tendencja do ignorowania wyborców z NRD, z uwagi na to że ich jest mniej. Powszechnie panuje przekonanie, że wybory wygrywa się na Zachodzie. To zresztą bardzo dobrze wykorzystała AfD, która skupiła się najpierw właśnie na poziomie regionalnym i ten sposób zbudowała poparcie na poziomie federalnym. Oni też, tak jak BSW, w swoich pierwszych wyborach do parlamentu nie przekroczyli progu wyborczego. Ale się nie poddali i byli bardzo aktywni na poziomie landów. I zresztą na konsekwentnym sprzeciwie AfD wobec niekontrolowanej imigracji czy wojny, dzisiaj ta partia jest pierwsza w sondażach. To jest bardzo dobry przykład tego, jak należy pracować.

Jak Pani widzi tę obecną politykę RFN w kontekście jej efektywności?

– Ostatnie lata Merkel, Scholza czy teraz Merza to coś, o czym byśmy nigdy nie pomyśleli. Ignorują oni problemy zwykłych niemieckich obywateli. Swoją polityką wpadliśmy w ekonomiczny kryzys związany z brakiem dostępu do tanich surowców energetycznych, a efektu na arenie międzynarodowej to i tak nie przyniosło, o czym świadczy choćby brak wyboru do Rady Bezpieczeństwa ONZ.

A może Niemcy, Polska, Europa, powinny szukać jednak dobrych relacji gdzie indziej? Choćby w BRICS? Może szukać innych dróg rozwoju niż neoliberalny kapitalizm? Czy Chiny, rządzone przecież przez partię komunistyczną, mogłyby być takim przykładem? Odnoszę wrażenie, że elity w całej Europie ciągle żyją w rzeczywistości Pax Americana, który odchodzi przecież do przeszłości.

– Czas świata jednobiegunowego się skończył i dobrze by było, gdyby Unia Europejska to zaakceptowała. To, co wyprawiała Baerbock z próbami pouczania Chińczyków na temat praw człowieka, gdy drugą ręką wysyłała broń do Izraela, który równał z ziemią Gazę, to jednak symbole niezrozumienia sytuacji w jakiej się znajdujemy. Byłam niedawno w Chinach. To kraj, który w 40 lat wyciągnął około 800 milionów ludzi z permanentnych klęsk głodowych. Kraj rządzony niepodzielnie przez partię komunistyczną, jak Pan słusznie zauważył, a trudno zaprzeczyć, że to przynosi efekt. Co ciekawe, koniec świata jednobiegunowego w swoim programie odnotowuje także AfD, nie tylko BSW.

Ale AfD nie zaproponuje przecież alternatywy dla neoliberalnego kapitalizmu.

– Nie do końca tak jest. W oficjalnym programie też istnieje mnóstwo ciekawych zapisów, choćby o „społecznej gospodarce rynkowej”. Warto się w niego wczytać, naprawdę.

To frakcja konserwatywno-ludowa, ale chyba nie cała partia? Wydaje mi się, że Alice Weidel to jednak klasyczna przedstawicielka liberalnej ekonomii.

–  A jednak gdy wczytamy się w program AfD, to raczej znajdziemy tam próbę poszukiwania alternatywy także na gruncie narodowej ekonomii. Ja natomiast też chcę przypomnieć, że np. Die Linke miała w programie zapisy o polityce antywojennej, ale wysyłanie broni Ukrainie popiera część partii. Zresztą wobec Izraela w Die Linke też boją się zabrać głosu sprzeciwu.

Cóż, to chyba dorobek niemieckiej historii, ciągle rezonują na tę waszą politykę demony przeszłości. U nas w Polsce Ludowej w ogóle mówiło się i pisało w publikacjach np. Ministerstwa Obrony Narodowej, o sojuszu między Niemcami Zachodnimi a Izraelem. Ale AfD chyba też nie potępia Izraela?

– Ale BSW pozwoliła sobie na regionalne koalicje z siłami systemu, by AfD blokować i to już było dla mnie za dużo. Pojawiły się wtedy komentarze, że tak naprawdę formacja ma służyć temu, żeby system podtrzymać. Odciągać część wyborców od AfD, byle tamta nie mogła nigdzie osiągnąć większości. Wracając jednak do pytania, cóż wszyscy mamy swoje interesy, ale nie jest z punktu widzenia Europy rozsądne, by wchodzić do konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, Rosją czy w ogóle całym BRICS. To się nam zupełnie nie opłaca, a wojna z Iranem tego dowiodła najlepiej.

No i od razu pytanie retoryczne: gdzie są sankcje na Stany Zjednoczone za niesprowokowaną agresję, takie jak wobec Rosji? Gdzie jest to powszechne, międzynarodowe oburzenie? Nikt nie kiwnął nawet palcem. Europa prezentuje podwójne standardy moralności, więc chyba najrozsądniej byłoby się kierować jednak interesem ekonomicznym, a nie tymi fałszywymi deklarowanymi wartościami. Trzeba patrzeć na to skąd kupujemy gaz, ropę, gdzie sprzedajemy nasze produkty itd. Dlatego potrzebujemy dobrych relacji z Chinami, Brazylią, emancypującą się Afryką, zamiast wspierać wojny USA i Izraela. Rosja też jest sąsiadką Unii Europejskiej i na relacje z tym krajem trzeba patrzeć pragmatycznie, bo on się nigdzie przecież nie przeniesie. Dla nas to o tyle istotne, że bez dobrych relacji z Rosją będziemy w kryzysie ekonomicznym bez końca. Dostęp do rosyjskich surowców to warunek rozwoju ekonomicznego Niemiec.

Rozmawiał Tomasz Jankowski

Całość rozmowy na kanale YouTube Wbrew Cenzurze.

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)

Zwracają te miliardy ! MEM-y VI.

———————————

——————————

—————-

——————————————

——————————

——————————

————————-

——————————-

——————————–

—————————

Ministerstwo Obrony Rosji o analizie dokumentów opublikowanych przez amerykański wywiad, dot. laboratoriów biologicznych na Ukrainie

Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało o analizie dokumentów opublikowanych przez amerykański wywiad narodowy dotyczących działalności laboratoriów biologicznych na Ukrainie

mil-brifing-minoborony-rossii-po-voprosam-analiza-opublikovannyh

[foto tych dokumentów – w oryginale . md]

Federacja Rosyjska wielokrotnie inicjowała dyskusje na temat realizacji wojskowych programów biologicznych przez Ukrainę i kraje zachodnie, z naruszeniem Konwencji o zakazie broni biologicznej i toksycznej, na odpowiednich forach międzynarodowych, w tym w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Poprzednie briefingi na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ministerstwa Obrony Rosji. Do niedawna w odpowiedzi otrzymywaliśmy jedynie wymówki i oskarżenia o dezinformację.

Jednocześnie upowszechnienie wśród społeczności międzynarodowej udokumentowanych informacji o tej nielegalnej działalności państw zachodnich pozwoliło nam doprowadzić do zmiany sytuacji .

W maju 2026 r. dyrektor amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard ogłosiła wszczęcie śledztwa w sprawie działań związanych z finansowaniem przez poprzednią administrację USA 120 zagranicznych biolaboratoriów, z których ponad 40 znajduje się na Ukrainie.

12 czerwca Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego opublikowało komunikat prasowy zawierający odtajnione dokumenty potwierdzające, że rząd USA celowo zataił informacje o biolaboratoriach na Ukrainie i w innych krajach. Według opublikowanych danych, CYTAT: „…wiele biolaboratoriów finansowanych przez administrację USA prowadziło lub nadal prowadzi badania nad niebezpiecznymi patogenami, w tym tzw. eksperymenty „wzmocnienia funkcji” , praktycznie bez nadzoru i nadzoru…”

Uzyskano dalsze dowody na to, że laboratoria biologiczne na Ukrainie były finansowane i rekonstruowane ze środków pochodzących z federalnego budżetu Stanów Zjednoczonych.

W komunikacie prasowym opublikowanym przez Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego przedstawiono mapę biolaboratoriów na Ukrainie. Dokumenty wskazują na placówki w Charkowie, Dnieprze, Lwowie, Winnicy, Tarnopolu, Czernihowie i Odessie. Podkreślam, że prowadzono tam badania nad patogenami dżumy, wąglika, tularemii, wirusa Marburg i Eboli .

Lokalizacje i działalność badawcza biolaboratoriów, wcześniej ujawnionych przez rosyjskie Ministerstwo Obrony i Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zostały potwierdzone danymi wywiadu USA. Należy zauważyć, że podstawą prawną organizacji tych badań była umowa z 2005 roku między Departamentem Obrony USA a Ministerstwem Zdrowia Ukrainy „O współpracy w zapobieganiu rozprzestrzenianiu się patogenów, technologii i wiedzy, które mogłyby zostać wykorzystane w rozwoju broni biologicznej”. Prace koordynowała Agencja ds. Redukcji Zagrożeń Obronnych USA (DITRA), a badania były prowadzone w warunkach ścisłej tajności, z ograniczonym dostępem ukraińskich specjalistów do informacji i obiektów.

Podczas specjalnej operacji wojskowej uzyskaliśmy dodatkowe dokumenty potwierdzające, że kierunek prowadzonych prac jest niezgodny z palącymi problemami ukraińskiej służby zdrowia, z których głównymi są choroby o znaczeniu społecznym. Priorytetem było zbadanie szkodliwych właściwości potencjalnych broni biologicznych , a także czynników zakaźnych, których celem jest osłabienie gospodarki narodowej.

Komunikat prasowy Narodowej Agencji Wywiadowczej USA zawiera fragment listy biolaboratoriów, w tym kwoty finansowania i dane dotyczące kontrahentów.

Chciałbym skupić się na Odesskim Instytucie Badawczym Przeciwzarazkowym im. Miecznikowa, oznaczonym na mapie jako „miejsce składowania broni biologicznej ” .

Jak wynika z dokumentu, zleceniodawcą przebudowy jest Departament Obrony USA, a wykonawcą firma Black & Witch, powiązana z amerykańskim departamentem sił zbrojnych.

Przypominamy, że działalność Instytutu wywołała liczne pytania podczas spotkania konsultacyjnego państw-stron Konwencji o zakazie broni biologicznej i toksycznej, zwołanego z inicjatywy Federacji Rosyjskiej. Pytania te dotyczyły bezpodstawnie zawyżonych objętości magazynowych kontenerów zawierających patogeny wywołujące cholerę, tularemię i brucelozę, przy braku udokumentowanych dowodów ich wykorzystania w celach pokojowych.

Naruszenie to odnotowano w raporcie ukraińskiego Ministerstwa Zdrowia po przeprowadzeniu kontroli zbioru szczepów w przedmiotowej placówce.

Sama nomenklatura patogenów, która nie odpowiada obecnym problemom zdrowotnym Ukrainy, gdzie notuje się wzrost zachorowań na różyczkę, błonicę i gruźlicę, wskazuje na próby opracowania w ukraińskich biolaboratoriach składników broni biologicznej .

Kolejną instytucją, o której wspomnieliśmy wcześniej, jest Instytut Medycyny Weterynaryjnej Doświadczalnej i Klinicznej w Charkowie.

Lista chorób zakaźnych zwierząt badanych przez Instytut obejmuje poważne choroby, które mogą przenosić się na ludzi i powodować szkody w rolnictwie . Należą do nich wysoce zjadliwa grypa ptaków, a także afrykański i klasyczny pomór świń oraz choroba Newcastle, które mają potencjał pandemiczny.

Sytuacja z patogenem nosacizny budzi wątpliwości: w ramach amerykańskiego programu dotyczącego zakażeń odzwierzęcych sfinansowano i zrealizowano odrębny projekt jego badania, mimo że na Ukrainie nigdy nie odnotowano przypadków tej choroby.

Chciałbym przypomnieć o ukraińskich projektach o wyraźnym charakterze militarno-biologicznym, o kryptonimie U-Pi , które nie zostały uwzględnione w wyżej wymienionym komunikacie prasowym.

Projekt U-Pi-1 miał na celu badanie (Rickettsia) i innych chorób przenoszonych przez stawonogi.

W ramach szeroko zakrojonego projektu U-Pi-2 oceniono mechanizmy transgranicznego rozprzestrzeniania się i migracji nosicieli tularemii i wąglika.

Dysponujemy informacjami o realizacji dziesięciu podobnych projektów, w ramach których pracowano z patogenami szczególnie niebezpiecznych i istotnych gospodarczo zakażeń – gorączką krymsko-kongijską, leptospirozą, kleszczowym zapaleniem mózgu, afrykańskim pomorem świń .

Nasze wielokrotne oświadczenia dotyczące stworzenia przez Partię Demokratyczną USA ram prawnych dla finansowania wojskowych badań biologicznych zostały potwierdzone w opublikowanym komunikacie prasowym Dyrektora Krajowego Wywiadu.

W programie uczestniczyły organizacje naukowe i duże firmy farmaceutyczne , a fundusze pochodziły od organizacji pozarządowych zabezpieczonych gwarancjami państwowymi. Głównymi wykonawcami dla armii USA były firmy Metabiota, Black & Witch i CHTM Hill, których zadaniem była budowa obiektów biologicznych i dostarczenie sprzętu.

Dystrybucja środków odbywała się również poprzez system grantowy za pośrednictwem Ukraińskich i Międzynarodowych Centrów Naukowo-Technicznych.

Uważamy, że opublikowane dokumenty stanowią kolejny dowód na naruszenie przez reżim w Kijowie zobowiązań wynikających z Konwencji i będziemy dążyć do wyjaśnienia sytuacji na stosownych forach międzynarodowych.

Tym samym wszelkie oskarżenia wobec Federacji Rosyjskiej o rozpowszechnianie dezinformacji i prowadzenie operacji hybrydowych mających na celu wprowadzenie w błąd społeczności międzynarodowej są całkowicie fałszywe .

Rosyjskie Ministerstwo Obrony będzie nadal analizować napływające informacje. Mamy już pewną ilość bardzo poważnych, nowych materiałów. Materiały te są analizowane, a odpowiednie dokumenty są weryfikowane.

Poinformujemy Cię o wynikach.

Kropla drąży skałę …

Kropla drąży skałę …

Łukasz Jastrzębski myslpolska/kropla-drazy-skale

Odebranie Orderu Orła Białego niewdzięcznemu przywódcy Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu stało się wydarzeniem przełomowym. Zupełnie nie mają racji komentatorzy – również moi Koledzy – mówiący, że to tylko niewiele znaczący gest. To moment przełomowy. Wraz z odebraniem Orderu Orła Białego, bezczelną reakcją ukraińskich elit i krytycznym nastawieniem części mediów przyszła oczekiwana zmiana. Chyba po raz pierwszy w wielu mediach na Europy powiedziano czym był i jest ukraiński szowinizm spod znaku OUN-UPA.

Symboliczny gest prezydenta Karola Nawrockiego spowodował efekt kuli śniegowej. Bez większego znaczenia jest zapewne to, że sytuacja ta została wymuszona kwestią sondażową i być może rozmową z Amerykanami. Order Orła Białego słusznie utracił Zełenski i dzięki temu zrzekli się go również Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. To znakomita informacja, ponieważ co najmniej dwóch z nich jest jawnymi stronnikami ukraińskich formacji szowinistycznych, kolaboranckich, antypolskich i zbrodniczych.

Medale oddali również – co niemniej cieszy – Andrij Sybiha, Kyryło Budanow i szarogęszący się w Polsce ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar. Dobitnie pokazuje to społeczeństwu, że tradycja stronników czystek etnicznych spod znaku wideł i siekier jest dla nich istotniejsza, niż dobre relacje z Polską. Co dla mnie i mojego środowiska było oczywiste od samego początku konfliktu na Ukrainie.

W filmie w reżyserii Juliusza MachulskiegoSzwadron”, Polak w służbie rosyjskiej, rotmistrz Jan Dobrowolski grany przez Janusza Gajosa tłumaczy baronowi Fiodorowi Jereminowi granemu przez Radosława Pazurę motywy swojego surowego postępowania: „Bo [Polacy] są niecierpliwi, jak szczeniaki. Powoli Jeremin, wszystko mogło się potoczyć ku lepszemu powoli. Tylko oni nie chcieli czekać. Wszystko albo nic. No to nie ma nic. I koniec z marzeniami, z całym postępem”.

Nauczmy się cierpliwości. Kropla drąży skałę. Dokładnie tak było i tak jest w polityce.

Nic praktycznie nie następuje raptownie z dnia na dzień. Spektakularne zmiany poprzedzone są ciężką organiczną pracą. Wszystko jest pewnym cyklem. Potrzeba czasu, by pewne procesy się ziściły. Neo-banderyzm na Ukrainie nie jest żadną nowością, ale nadanie przez Zełenskiego jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA” przelało czarę goryczy. Przedwczoraj coś się zmieniło i już nie ma od tego odwrotu.

Zmieniło się postrzeganie Ukraińców, a przeciętny Kowalski zobaczył roszczeniowość, bezczelność i skrajny egoizm tego państwa. Skończyła się era bezrozumnego i bezkrytycznego patrzenia na Kijów.

Każdy z nas pomyślał, powiedział lub napisał to co wyartykułował były premier Leszek Miller w audycji „Prezydenci i premierzy” Polsatu News: „Jak już tak się wszyscy rozpędzają, że nam zwracają to, co dostali, to niech zwrócą nam MiG-i, które otrzymali, czołgi i broń”.

I chce się dodać oddajcie ogrom naszych pieniędzy. Sami sobie płaćcie za Starlinki i spłacajcie bajońskie długi zaciągnięte w ramach unijnej pomocy. Wiemy, że tak się nie stanie. Jednak nastąpiła pewna nieodwracalna zmiana myślenia ogromnej rzeszy naszych rodaków.

Dodatkowym plusem jest ujawnienie się całej Piątej Kolumny w Polsce wśród polityków, dziennikarzy, publicystów, komentatorów i duchownych. Cała armia ludzi w mediach niczym szaleniec Reytan rwało koszulę i własną piersią broniło stronników banderyzmu. Usłyszeliśmy dziesiątki wypowiedzi i przeczytaliśmy setki wpisów tłumaczących, że Bandera i UPA na Ukrainie są symbolami walki o silną Ukrainę. Wreszcie padł bezczelny mit o tym, że na Ukrainie banderyzm jest putinowskim wymysłem.

Obalona została teza, że dzisiejsza Ukraina nie potrzebuje banderyzmu, bo zyskała w wyniku wojny prowadzonej z Rosją nowych bohaterów, więc ci spod znaku OUN-UPA i 14 Dywizja Waffen SS-Galizien odeszli do lamusa historii. Misternie zbudowany przekaz rozleciał się jak domek z kart.

Zdecydowanie nie jest idealnie. Dalej jest bardzo źle, ale ugraliśmy tyle, ile było realnie do ugrania przy tej jakości polityków jakich mamy. Na bezrybiu i rak ryba. Słaby prezydent, spętany sznurami rusofobii, być może niechcący – ale jednak – lekko skorygował politykę względem Kijowa. Dzisiaj wielu moich rodaków ma odwagę publicznie mówić i pisać to co od dawna myślało.

Ba, wielu ukrainofilskich polityków mówi naszym językiem sprzed 4 lat. O to przecież nam chodziło, przesunęliśmy Okno Overtona w ukraińskim temacie. Pogardliwie nas nazywano „ruskimi onucami” i „trollami Putina” za to, że staliśmy na stanowisku polskiego interesu narodowego. Mieliśmy rację co udowadnia dzisiejsza sytuacja. Odebranie Orderu Orła Białego przez prezydenta wywodzącego z z obozu atlantyckiego jest w walnej części naszym sukcesem.

Efekt motyla to zjawisko, w którym nawet drobna zmiana w warunkach początkowych może z biegiem czasu prowadzić do całkowitych zmian w przyszłości. Czy właśnie to obserwujemy? Być może właśnie odebranie Orderu Orła Białego byłemu komikowi spowoduje w przyszłości jakieś otrzeźwienie na odcinku polityki względem naszych wschodnich sąsiadów?

Być może to wydarzenie, stanie się końcem naszego przekleństwa czyli szaleństwa prometeizmu kojarzonego z giedroyczyzną? Być może uda się w interesie Polaków mieszkających na Wschodzie unormować nasze relacje z Białorusią i Rosją? Być może po długich dziesięcioleciach uda się przynajmniej częściowo godnie pochować naszych rodaków wybitnych przez Ukraińców w latach 1939-1947.

Przyszłościowo ważne, by przy tych zmianach, które mogą nadejść zachować zdrowy rozsądek. Kilku moich bezrefleksyjnie proukraińskich znajomych już po sprawie orderowej odwiedziło konta społecznościowe Ukraińców w mediach społecznościowych. Dostali dysonansu poznawczego. Przekonali się, że wśród „zwyczajnych” Ukraińców niechęć do Polaków jest na poziomie porównywalnym do tego wobec Rosjan. Dla wierzących w przekaz medialny w Polsce jest to niewyobrażalny szok. Moi proukraińscy znajomi przemieniają się w antyukraińskich radykałów.

Dzisiaj oczywiście wydaje się to mało nierealne. Polska jest częścią obozu euroatlantyckiego i dzięki dobrze ulokowanym sorosowskim macherom od polityki jest w awangardzie tego kierunku.

Ale pamiętajmy, że każdy nawet najdłuższy marsz zaczyna się od pierwszego kroku. Ten krok być może został właśnie wykonany. Nie wiem czy się uda. Tego się nie dowiemy, jeśli nie spróbujemy odzyskać Polski. Czeka nas długi marsz krętymi ścieżkami, wielokrotnie poczujemy się zawiedzeni i wyprowadzeni na manowce. Wielu z nas się załamie i odpadnie. Liczni się pogubią. Do mety jaką może być suwerenna Polska dotrą dopiero zapewne nasi potomkowie. Ale nie ma drogi na skróty. Trzeba słono zapłacić za błędną politykę naszych dziadów, ojców i nas. Spoczywa na nas świadomych Polakach obowiązek, by podjąć taką próbę.

Łukasz Jastrzębski

TASS: Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło Polsce „nieprzyjaznymi krokami lustrzanymi”.

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło Polsce „nieprzyjaznymi krokami lustrzanymi”.

Według ukraińskiego ministra spraw zagranicznych Andrija Sybigi, prezydent Polski Karol Nawrocki działał jako „niszczyciel pozytywnych osiągnięć”.

21 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha© Ali Haj Suleiman/Getty Images

MOSKWA, 21 czerwca. /TASS/.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha stwierdził, że Kijów jest gotowy podjąć kroki odwetowe w odpowiedzi na nieprzyjazne działania Warszawy.

„Żaden prezydent innego kraju nie będzie nam już dyktował naszej historii. Będziemy naśladować wszystkie ich kroki, zwłaszcza jeśli będą one wrogie i pełne pogardy wobec naszego kraju” – cytuje UNIAN słowa Sybigi.

Według ministra „[Prezydent Polski Karol] Nawrocki działał jak niszczyciel pozytywnych osiągnięć, jakie obie strony osiągnęły w ostatnim czasie”. Sybiga zauważyła również, że władze Kijowa dostrzegają wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce.

Nawrocki ogłosił wcześniej decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego w związku z decyzją tego ostatniego o nadaniu jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy tytułu „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji). Członkowie UPA są w Polsce uważani za zbrodniarzy, odpowiedzialnych za zamordowanie ponad 100 000 obywateli polskich na Wołyniu w 1943 roku. Zełenskiemu order nadał poprzedni prezydent Polski, Andrzej Duda (lata 2015–2025).

Po tym wydarzeniu sam Zełenski, a także byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko ogłosili, że odmówili przyjęcia polskiej nagrody. 

[ściślej : Odsyłają Order Orła Białego, który kiedyś dostali. md]

„Ja rozumiem, że trzeba dać łapówkę. Nawet i 30%. Ale 60% to już jest skrajne złodziejstwo”.

Ukraina ante portas. Problemy są dopiero przed nami

21.06.2026 Autor:Ryszard Czarnecki nczas/ukraina-ante-portas-problemy-sa-dopiero-przed-nami

Ukraina, flaga, symbole, wojna
Ukraińska flaga Fot. Pixabay

Pamiętam doskonale moją rozmowę z polską siostrą zakonną w jednym z krajów Afryki. Ta dzielna kobieta prowadziła tam szpital i przychodnię dla tubylców, potrafiła załatwić pieniądze z Europy (zdaje się głównie z Włoch), ale miejscowe, totalnie skorumpowane władze piętrzyły przed nią liczne, równie biurokratyczne co idiotyczne przeszkody. W emocjach powiedziała do mnie: „ja rozumiem, że trzeba dać łapówkę. Nawet i 30 proc. (!) wartości inwestycji. Ale 60 proc. to już jest skrajne złodziejstwo”.

Przypomniała mi się teraz owa konwersacja z tą naprawdę silną kobietą, rodaczką na drugim końcu świata, takim swoistym dr. Judymem w habicie. A przypomniała mi się po rozmowie z moim znajomym, wieloletnim unijnym dyplomatą, który streścił mi to, co powiedzieli mu ludzie z Komisji Europejskiej, zajmujący się pomocą dla Ukrainy. I żeby było jasne: wielcy zwolennicy owej pomocy. A powiedzieli mu, co następuje: JEDNA TRZECIA środków przekazywanych przez Unię Ukrainie jest po prostu rozkradana! Nie pięć procent, nie dziesięć, nie nawet dwadzieścia – tylko dobrze ponad trzydzieści procent! Owi eurokraci byli tym oczywiście maksymalnie zbulwersowani, ale nie przyszło im do głowy, by władzom z Kijowa powiedzieć: „basta! Już się nakradliście! Guzik dostaniecie, a nie następne miliardy euro! A my przestajemy być eurofrajerami!”.

Korupcyjne DNA

Oczywiście tak nie powiedzieli i pewnie nigdy tak nie powiedzą, bo odgórne decyzje polityczne są jednoznaczne: dawać, nie pytać, udawać, że wszystko jest w porządku. A przecież gigantyczna korupcja u naszego wschodniego sąsiada funkcjonuje tam niezależnie od tego, czy jest tam wojna, czy pokój, czy rządzi Krawczuk, Kuczma, Juszczenko, Poroszenko, czy wreszcie Zełenski. To korupcja systemowa. To DNA współczesnej Ukrainy. My w Polsce uważamy, że najważniejsze za granicą Rzeczypospolitej z Europą Wschodnią są trzy litery: UPA i jej kult odgórnie sterowany, podpierany autorytetem państwa. Owszem też. Tego odpuścić nie można. Tego wybaczyć nie wolno – i niech nikt nie śmie wybaczać.

Jednak najważniejsze trzy litery obrazujące współczesną państwowość ukraińską to właśnie te korupcyjne DNA. Jeśli czasem rozmawiacie z ukraińskimi imigrantami w Polsce, możecie usłyszeć ciekawą rzecz. Otóż cześć z nich mówi wprost, że jednym z głównych powodów wyjazdu z ich kraju do Polski wcale nie była wojna czy nawet trudna sytuacja gospodarcza, tylko właśnie fakt wszechobecnej, wszechogarniającej korupcji. Korupcji, która zeszła tam na najniższe szczeble: nawet do szkolnictwa i to już na szczeblu podstawowym.

To może mniej znana twarz ukraińskiego państwa, ale dla jego mieszkańców, przynajmniej sporej części z nich, decydująca. I dlatego też komediant, komik, a teraz czasem komiczny prezydent Zełenski zdecydowanie woli wrzucać temat „honorowania” UPA, niż odpowiadać na pytania o korupcję. Przez ten pierwszy temat może wygrać – przynajmniej tak uważa – kolejne wybory prezydenckie. Przez ten drugi temat ma duże szanse je przegrać.

Najgorsi są neofici

Co do Zełenskiego, to przypominam sobie zwierzenia wysokiego rangą dyplomaty unijnego, który biegle mówił po rosyjsku, bo tam (w Moskwie) studiował, ale nauczył się również ukraińskiego. Przyjechał do Kijowa w roku 2018 i spotkał się „sam na sam” z Wolodymyrem Zełenskim, który skądinąd przez większość życia był Władimirem Zełenskim. Gość z Brukseli zaczął mówić po ukraińsku. Gospodarz z Kijowa szybko mu przerwał i szczerze wyznał, że on dopiero uczy się języka ukraińskiego, ale słyszał, że przedstawiciel unijnej dyplomacji świetnie mówi po rosyjsku i dlatego proponuje, aby kontynuować konwersację po rosyjsku… Gdy mi to ów Brukselczyk opowiedział, od razu przypomniało mi się stare polskie powiedzenie, iż „najgorsi są neofici”.

Armii nie można lekceważyć

Dla Ukrainy wojna z Rosją nie jest biało-czarnym filmem. Eksponuje się straty wśród ludności cywilnej. Mniej chętnie Kijów pokazuje olbrzymią depopulację, która jest wynikiem walk i nędzy ekonomicznej (francuscy eksperci oceniali przed rokiem, że na Ukrainie mieszka już tylko 28 milionów ludzi, ale są też jeszcze niższe szacunki – przypomnijmy, że gdy upadał Związek Sowiecki, to nowe państwo liczyło przeszło 50 milionów obywateli, a na początku tego wieku ponad 40 milionów). Jednak ewidentnie Kijów na wojnie w Europie Wschodniej skorzystał w jednym przynajmniej aspekcie: zbudował silny przemysł zbrojeniowy. Ilustracją niech będą liczby. W roku 2025 Ukraina wyprodukowała 4,5 miliona dronów, a w tym roku ma wyprodukować znacznie więcej, bo aż 7 milionów!

Kijów eksportuje drony, a także wchodzi w joint venture z szeregiem firm z Europy Zachodniej. Lekceważenie faktu powstania za naszą wschodnią granicą bardzo konkurencyjnego przemysłu zbrojeniowego jest takim samym błędem, jak lekceważenie ich armii: co prawda bardzo przetrzebionej – władze ukrywają realne straty, gdy chodzi o zabitych i rannych, zatem o szczegółach tej prawdziwej masakry można dowiedzieć się dzięki niedyskrecji amerykańskich wojskowych lub polityków – ale jednak mającej żołnierza doświadczonego, który umiejętności zyskiwał nie na manewrach, tylko w boju.

Piszę o Ukrainie trochę inaczej, niż piszą to inni, ale chcę zasugerować, że tak naprawdę problemy w relacjach polsko-ukraińskich są… dopiero przed nami.

Zełenski, bandera a tanie zboże „techniczne” dla dupków

https://twitter.com/1oloix/status/2068329612212420761/video/1

https://twitter.com/1oloix/status/2068329612212420761/video/1

„Zełenski podczas narady w swoim gabinecie powiedział: «Pieprzyć Polskę i Polaków» — twierdzi były deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Ihor Mosijczuk, który stanął w obronie Polski i wystąpił przeciwko Zełenskiemu.” „…

Nazwa jednostki, stopień, nazwa bohatera UPA — to wszystko jest formalnością. Dlaczego? Spójrzcie, po pierwsze. Tak naprawdę główny powód jest inny. Zełenski i jego oszuści oraz złodzieje z sektora rolnego rok temu zrujnowali polski rynek zbożowy, powodując ogromne, ogromne straty dla polskich rolników. Co się stało? Istniało porozumienie, zgodnie z którym Ukraina miała transportować swoje zboże do polskich portów — Gdańska i Gdyni — a stamtąd, w ramach programu ONZ oraz kontraktów zawartych przez ukraiński biznes, miało ono trafiać do innych, trzecich krajów, a nie do Polski. Nasi ukraińscy rolni oszuści i złodzieje uznali jednak, że taki transport jest zbyt kosztowny, i przy pomocy takich samych polskich oszustów i złodziei zaczęli sprzedawać to zboże na polskim rynku. W rezultacie ceny gwałtownie spadły, a najbardziej ucierpieli polscy rolnicy. Próby przemówienia Zełenskiemu do rozsądku nie przyniosły żadnego skutku. Jego były minister rolnictwa Solski, który obecnie jest objęty postępowaniem, gdzieś się ukrywa.

Sam był związany z handlarzami zbożem. To oni faktycznie przepchnęli i wywalczyli to rozwiązanie. Chodziło o ogromne pieniądze. I właśnie wtedy pojawiło się pierwsze poważne pęknięcie w relacjach między Zełenskim a Polską. Dlaczego? Ponieważ polski rolnik, który ucierpiał przez działania tych oszustów i złodziei Zełenskiego, stanowi podstawę prawicowo-konserwatywnego elektoratu PiS — partii, którą, choć formalnie jest bezpartyjny, reprezentuje prezydent Nawrocki. I dalej. Aby przypodobać się Niemcom, na ich prośbę Zełenski otwarcie poparł podczas wyborów w Polsce Donalda Tuska i Platformę Obywatelską, bezpośrednio ingerując w polski proces wyborczy. Tego mu nie zapomniano. Polscy konserwatyści mu tego nie zapomnieli.

Temat UPA, Bandery, Melnyka oraz nadania jednostce wojskowej imienia bohatera UPA został wykorzystany przez Nawrockiego jako kwestia ciesząca się szerokim poparciem w polskim społeczeństwie — podobnie jak temat zbrodni wołyńskiej i podobnych wydarzeń. Nawrocki wykorzystał to po to, aby jego decyzja o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego nie została zablokowana przez premiera Donalda Tuska. Nie może przecież wyjść i powiedzieć: „Nawrocki powiedział wtedy: «A więc popierasz gloryfikację tego wszystkiego»”. Rozumiecie? Tak właśnie faktycznie do tego doszło.

Pogorszenie relacji polsko-ukraińskich absolutnie nie leży w interesie narodowym Ukrainy. Absolutnie. Utrata dobrych relacji z jakimkolwiek sąsiadem Ukrainy, zwłaszcza w czasie wojny na pełną skalę, jest w istocie działaniem przeciwko narodowym interesom Ukrainy. A przecież to tylko jeden z wielu przykładów. Choćby Starlink — to Polska za niego płaci.

Przejdźmy do drugiego punktu. Wiem to na pewno. Ukraińscy historycy i przedstawiciele ukraińskiej nauki historycznej po pierwszych wypowiedziach Nawrockiego rozmawiali z Zełenskim i zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przekazanie dialogu o pamięci historycznej i przeszłości historykom — zarówno ukraińskim, jak i polskim. Zełenski stanowczo odmówił. U ludzi, którzy z nim rozmawiali, a później rozmawiali ze mną, powstało wrażenie, że ma do tego osobisty stosunek. Że to dla niego coś osobistego. Ponieważ gdy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech spier… i Polska, i Polacy”…

Wojna wnika coraz głębiej w Rosję: Ile jeszcze ukłuć szpilką może znieść Moskwa?

Wojna wnika coraz głębiej w Rosję:

Ile jeszcze ukłuć szpilką

może znieść Moskwa?

Atak na rosyjską rafinerię ropy naftowej w obwodzie tiumeńskim, ponad 2000 kilometrów od granicy z Ukrainą, może oznaczać nowy punkt zwrotny w wojnie na Ukrainie. Nawet zachodnie media donoszą, że ukraińskie drony docierają do celów, które jeszcze kilka lat temu uważano za całkowicie nieosiągalne.

Wojna nie ogranicza się już do linii frontu w Donbasie i na terenach przygranicznych. Wnika coraz głębiej w rosyjskie serce.

To, co zaczęło się od ataków na Krym, rozprzestrzeniło się na Biełgorod, Kursk i Briańsk. Później ataki dronów wymierzone były w Moskwę, lotniska wojskowe, terminale naftowe i zakłady energetyczne. Teraz celem ataków są nawet strategiczne instalacje w głębi zachodniosyberyjskiej.

Każdy pojedynczy atak może wydawać się ograniczony militarnie. Ale razem wzięte, te operacje ujawniają pewien schemat.

To wojna tysiąca ukłuć szpilką.

Kłęby dymu unoszą się z zachodniej Syberii po tym, jak ukraińskie drony dalekiego zasięgu zaatakowały rosyjską rafinerię ropy naftowej „Tiumeń” (Antypiński) położoną ponad 2000 kilometrów od granicy.

https://twitter.com/WarMonitors/status/2068325325268717877/video/1

Rosyjskie rafinerie płoną. Atakowane są bazy paliw. Lotniska wojskowe są ostrzeliwane. Pokonywane są coraz większe odległości. Jednocześnie na Ukrainę nadal napływa zachodnia broń, dane satelitarne, informacje rozpoznawcze i wsparcie techniczne.

Oficjalnie państwa NATO podkreślają, że nie są stroną konfliktu. Jednocześnie zachodnie systemy, zachodni wywiad i zachodnia technologia umożliwiają coraz bardziej niszczycielskie ataki na cele w Rosji.

W Moskwie wydarzenia te nie są już postrzegane jako typowo ukraińska wojna.

Z rosyjskiej perspektywy coraz częściej odnosi się wrażenie, że jest to wojna zastępcza, w której Ukraina wystrzeliwuje drony, a podstawowa infrastruktura i wsparcie pochodzą z Zachodu.

Właśnie tu kryje się prawdziwe niebezpieczeństwo.

Ponieważ każda nowa fala ataków przesuwa czerwone linie o krok dalej. Każda zniszczona rafineria, każdy zaatakowany ośrodek przemysłowy i każdy nowy poligon zwiększają presję polityczną na rosyjskie władze.

Jak długo państwo może stać z boku, gdy ataki wnikają coraz głębiej w jego terytorium? Jak długo Moskwa może reagować, nie eskalując sytuacji?

Oficjalnie rządy zachodnie podkreślają swoją chęć zapobieżenia eskalacji wojny. Jednocześnie dostarczana jest broń o coraz większym zasięgu, opracowywane są nowe systemy uderzeniowe, a cele są atakowane coraz dalej w głąb Rosji.

Krytycy tej strategii widzą w niej niebezpieczną sprzeczność.

Twierdzą, że Rosja jest stopniowo wpychana w sytuację poprzez liczne mniejsze ataki, w której ostrzejsza odpowiedź wydaje się niemal nieunikniona. To nie pojedynczy atak mógłby wywołać eskalację, ale raczej skumulowany efekt wielu drobnych ciosów. Wojna nie rozszerzyłaby się wówczas poprzez jeden wielki, zdecydowany ruch, ale poprzez powolne przyzwyczajanie się do coraz to nowych wykroczeń.

W Moskwie narastają apele o bardziej zdecydowane działania. Rosyjscy komentatorzy mówią o strategii wyniszczającej i ostrzegają, że Zachód najwyraźniej zakłada, że ​​Rosja zaakceptuje każdą nową eskalację.

Nie da się udowodnić, czy było to rzeczywiście świadome obliczenie.

Jednak dla wielu obserwatorów dowody są niezwykłe: coraz większy zasięg, coraz głębsze ataki i jednocześnie ciągłe wsparcie militarne Ukrainy przez państwa NATO.

Atak na Tiumeń może zatem oznaczać coś więcej niż tylko kolejny atak dronów. Może to być znak, że wojna wkroczyła w nową fazę – fazę, w której decydującym czynnikiem nie są już tylko linie frontu na Ukrainie, ale także to, ile ukłuć szpilką wytrzyma mocarstwo nuklearne, zanim zmieni zasady gry.

Prawdziwe zagrożenie może nie tkwić w pojedynczym ataku. Polega ono na tym, że obie strony wierzą, że druga strona również zaakceptuje kolejny krok.

Jednak historia pokazuje, że główne mocarstwa rzadko reagują bezterminowo na strategiczne upokorzenia, nie wspinając się ostatecznie po szczeblach eskalacji.

Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało? – pytają Rosjanie

Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało? – pytają Rosjanie

Ukraińskie drony hulają nad rosyjskimi miastami. Tylko stosunkowo niewielka ich część osiąga cel, ale skutki są dla Rosji druzgocące: zniszczenia w infrastrukturze energetycznej, przerwanie komunikacji i dostaw towarów na Krym, gdzie paliwo jest teraz racjonowane, i gdy dalej tak pójdzie, a Kreml nie znajdzie sposobu na ‚uciszenie’  kijowskiego reżimu, zabraknie żywności na półwyspie. I giną ludzie, bo neobanderowscy terroryści nieszczególnie mają na uwadze rosyjskich cywilów.

Intensywność i częstotliwość ataków nasila się, płoną bloki mieszkalne, wieżowce, rafinerie, co sprawia, że Ukraińcy – a widzimy to na krótkich filmach-wideo – cieszą się, wpadają w euforię; nie traktują Rosjan jako braci, lecz jako śmiertelnych, znienawidzonych wrogów. 

Co na to rosyjska opinia publiczna? Czy nastąpią zmiany fundamentalne w prowadzeniu wojny z kijowskim reżimem? Ile razy mogą państwa NATO przekraczać ‚czerwone linie’  wyznaczone przez Kreml? – Próbuje na te pytania odpowiedzieć szef platformy  strajk.eu  Maciej Wiśniowski, który akurat powrócił z 10-dniowego wojażu po Rosji. W 54-minutowym podcaście zadaje pytania i podejmuje dyskusję Bojan Stanisławski.

Pojawiły się nowe, nieprzewidziane przeszkody w wojnie z neo-banderą. Nastąpiła przewaga Ukraińców w zakresie dronów. Niebezpieczny jest transport drogowy w Rosji, co utrudnia zaopatrzenie lub w ogóle uniemożliwia komunikację z Półwyspem Krymskim (droga na Krym to ‚droga śmierci’). W wieloletniej już wojnie śmierć poniosło około 350 tysięcy żołnierzy rosyjskich. Dodać tu trzeba ogromną ilość ciężko rannych, którzy wyłączeni zostali z normalnego życia.

„Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało?” pytają rozmówcy. Jeden z nich stwierdza: „Próbujemy dopchać się do stolika, gdzie rozdają karty. Problem w tym, że jeszcze niedawno chcieliśmy wywrócić ten stolik, a teraz prosimy, żeby nas tam dopuścili”. BRICS miał być antyimperialistyczny, a teraz Kreml próbuje dogadać się z imperializmem. Pytają Rosjanie, dlaczego Iran, o znacznie mniejszych zasobach niż ich kraj, potrafił efektywnie walić po Amerykanach i żydach, a rząd rosyjski stoi niezmiennie na pozycji rozważnej, a teraz defensywnej.

Prezydent Władimir Putin notuje spadek poparcia. Zwykli Rosjanie doceniają jego osiągnięcia w zakresie dotychczasowego rozwoju rosyjskiej gospodarki i – jest to charakterystyczne dla naszych wschodnich sąsiadów – krytykują rząd, ale nie samego prezydenta, choć zwracają uwagę na jego wiek i zużycie po 26 latach sprawowania władzy. Pojawia się myśl: ‚Może trzeba go zmienić? – Tak, ale na kogo?’

Siergiej Karaganow to przewidział; proponował oddać władzę w sprawach militarnych w ręce wojskowych. I tu nasuwają się myśli o pierwotnych zamierzeniach demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy. I wychodzi tak, że po ponad czterech latach działań wojennych armia ukraińska jest 3-krotnie silniejsza, a neo-banderyzm wzniósł się na wyżyny.

I jeszcze parę słów o dzisiejszym życiu społeczeństwa w Rosji. Maciej Wiśniowski opowiada o niewyobrażalnej biurokracji, która jeszcze niedawno nie była rozwinięta w takim stopniu, oraz o ograniczeniu swobód obywatelskich. Obraz nie do pozazdroszczenia. Dodam, że narrator był wielokrotnie w Federacji, ma tam wielu przyjaciół i jest nader przychylny Rosji.

Zygmunt Białas

Książka „Kłopot z Zełenskim”

Prawda o Zełenskim

„Kłopot z Zełenskim”.

Inauguracja sprzedaży tej książki nie mogła trafić na lepszy moment. Skandal jaki wywołała decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek ukraińskich imienia „Bohaterów UPA” zbiegł się z promocją książki pod tytułem, „Kłopot z Zełenskim”.

Już sam tytuł jest intrygujący. Lektura zaś nie przynosi rozczarowania, wręcz przeciwnie. Bezkrytyczni wielbiciele ukraińskiego polityka będą skonfudowani, choć przecież sam autor na koniec nie kryje pewnej nutki podziwu dla bohatera swojej książki, uznając jego wręcz nadzwyczajne zdolności do przetrwania.

Zbigniew Parafianowicz zebrał mnóstwo anonimowych opinii na temat Zełenskiego, tak polskich, jak ukraińskich. Nie poznamy tu z nazwiska żadnego z autorów tych opinii, być może dlatego są tak odważne. Zacytujmy opinie ukraińskich współpracowników Zełenskiego.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Żeleńskiego: „Pracując dla Żeleńskiego, dziwiłam się, że zagraniczni dziennikarze wierzą mu na słowo i niczego nie sprawdzają. Panowało przekonanie, że ukraiński prezydent reprezentuje siły dobra i przecież nie może kłamać albo manipulować. To fascynujące doświadczenie, jak masa doświadczonych dziennikarzy z wielkich redakcji przyjmowała bezkrytycznie wszystko, co powiedział nasz prezydent. To wielki sukces Zełenskiego. Przekonanie świata do swoich racji i uniknięcie zadawania dodatkowych pytań. Rzadko się zdarza taki komfort. Nawet Obama nie miał tak lekko. Wszędzie, gdzie wchodziliśmy, Zełenski był witany jak Bóg. Momentami czułam się wręcz zażenowana. Czerwone dywany i kwiaty jak w Korei Północnej podczas wywiadów w państwach zachodnich.

Dopiero gdy władzę w USA objęli Trump i Vance – ludzie w oczywisty sposób niechętni Zełenskiemu – zaczęły się problemy. Prezydent nie był przygotowany na takie traktowanie. Do tej pory wszyscy go uwielbiali, a teraz na niego ktoś krzyczał albo zadawał mu niewygodne pytania na konferencji prasowej. Do tej pory każde słowo Zełenskiego przyjmowano jak prawdę objawioną. Pociski firmy związanej z jego ludźmi – Fire Point – były najdoskonalszą bronią na świecie, mimo że brakowało potwierdzenia na ich skuteczność. Drony produkowane przez Ukrainę zawsze trafiały w cel i cały świat o nich marzył albo ustawiał się w kolejce, by je kupić. Który polityk miał taki komfort prowadzenia polityki informacyjnej? Za jakiś czas, gdy na prezydenturę Zełenskiego popatrzymy z większym dystansem, wielu dziennikarzy będzie się wstydziło swoich peanów na jego cześć”.

Polityk Sługi Narodu: „Propaganda i media służyły Żeleńskiemu też do dyscyplinowania krajowej polityki. Gdy Rada Najwyższa zaczęła kwestionować jego decyzje, zarzucał jej, że jest leniwa. Gdy Sługa Narodu (partia proprezydencka w Radzie Najwyższej – przyp. Z.P.) zaczął się dzielić, Zełenski groził deputowanym, że pośle ich w kamasze. Nie zawahał się nawet zagrozić wyborami, gdy parlament przestał spełniać jego wymagania.

Tak, dobrze pan słyszy, wyborami, które dla niego samego przez wiele miesięcy były przecież nielegalne, bo trwa wojna. Jeśli trzeba było tupnąć, sięgnął nawet i po ten argument. Wielu polityków Sługi Narodu już od dawna wiedziało, z kim ma do czynienia”.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Zełenskiego: „Z łatwością przyklejamy etykietkę populisty Trumpowi albo skrajnym politykom na zachodzie Europy. Prawda jest jednak taka, że Zełenski jest liberalnym populistą. Fasadowe popiera demokrację liberalną i parlamentaryzm. W praktyce stosuje zamordyzm ukryty za fasadą wojownika o wolność Zachodu. Nie było tak bardzo uzależnionego parlamentu od Bankowej, jak wojenna Rada Najwyższa. Nie było takiej skali koncentracji władzy, jak za czasów Zełeńskiego. Żaden prezydent nie skonsolidował tak dużej władzy w jednym ręku. Stało się to za zasłoną jedności narodowej wokół wojny. Polityka zniknęła. Rywalizacja zniknęła. A Zełenski to wykorzystał do maksimum. Przejął państwo”.

Ale najciekawsze w tej książce jest dociekanie przez Autora jakie są  motywy polskiej polityki wobec Ukrainy. Twierdzi on, że polscy politycy mają świadomość kim jest Zełenski i jak propagandowy obraz Ukrainy odbiega od rzeczywistości. Ponoć z pogardą do Ukrainy odnosi się sam Donald Tusk. Skąd zatem taka polityka Polski? I tu oddajmy głos Parafianowiczowi:

„Skoro zarówno w polityce Tuska, jak i Nawrockiego wobec Ukrainy więcej było gry niż treści, jaki był właściwie jej cel? Żaden dyplomata ani polityk nie przyzna tego wprost, jednak w warunkach niesterowalnego Trumpa i coraz skuteczniej wychodzącego z izolacji Putina – głównym celem Polski było to, by Ukraina walczyła jak najdłużej. Kluczowe dla władz w Warszawie było jak najdłuższe wiązanie sił rosyjskich na wschodzie i południu Ukrainy. Zupełnie na dziesiątym, jeśli nie na setnym planie były kwestie dotyczące integracji tego państwa z Unią. Nieważne było to, czy Trump lubi Zełenskiego, czy nie. Czy uważa, że prezydent Ukrainy wmieszał się w wybory w USA oraz czy sprzeda Ameryce złoża minerałów lub czy pozwoli je rozkraść lokalnym oligarchom.

W gruncie rzeczy nieważna była nawet mityczna odbudowa Ukrainy, bo – bądźmy szczerzy – niewielu polityków wierzyło w jej powodzenie w przyszłości. Ważna była wojna. I jej trwanie. Nie dlatego że Polska i jej elity były podżegaczami wojennymi, jak chciała to widzieć rosyjska propaganda. Chodziło o czas. Dofinansowując „mięsne szturmy” na Donbasie za unijne pieniądze, Polska mogła kupić jeszcze kilka lat spokoju. To dlatego rząd pod koniec 2025 roku poparł pakiet pomocowy Unii Europejskiej dla Ukrainy wart dziewięćdziesiąt miliardów euro. I to dlatego Pałac Prezydencki – już z Karolem Nawrockim – nigdy nie zakwestionował jednoznacznie tego (w sumie ogromnego) zobowiązania finansowego. Te pieniądze w rachubach władz w Warszawie zapewniały Ukrainie trwanie przez kolejne dwa lata. Umożliwiały sfinansowanie wojny, która dawała Polsce i reszcie wschodniej flanki NATO możliwość przemyślenia tego, jak żyć z Rosją, która za chwilę legalnie dokona rozbioru Ukrainy. Zełenski nie bił się za nas, tylko za siebie. Ale dopóki się bił, korzystaliśmy z tego”.

Brzmi to skrajnie cynicznie. I tak chyba jest w istocie. Kiedyś Andrzej Duda „wygadał” się w jednym z wywiadów i powiedział, że chodzi o to, żeby ginęli Ukraińcy a nie Amerykanie. Chyba to samo myśli się w przypadku Polski – nich giną Ukraińcy, którzy dają nam czas. Tylko, że ta cała konstrukcja oparta jest na całkowicie fałszywym założeniu, że jak „padnie” Ukraina, to Putin ruszy na Europę. Nigdy nie było ze strony Rosji żadnych planów „Marszu na Zachód”. To jest umysłowa aberracja polskich elit, wynikająca z obsesji historycznej i histerii propagandowej Partii Wojny. Co więcej, stawia to sprawę polskiej pomocy dla Ukrainy w dwuznacznie moralnym świetle, tym bardziej, że Zełenski i jego otocznie wiedzą o co Polsce chodzi.

Jan Engelgard

Zbigniew Parafianowicz, „Kłopot z Zełenskim”. Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2026, ss. 262.

„Katolicki” uniwersytet we Lwowie broni UPA i atakuje Polskę. Miller: „Jak się nie podoba niech oddadzą pieniądze”

„Katolicki” uniwersytet we Lwowie broni UPA i atakuje Polskę. Miller krótko, ale dosadnie. „Oczywiście, mają prawo, jeśli…”

21.06.2026 nczasuniwersytet-we-lwowie-broni-upa-i-atakuje-polske-miller-krotko-ale-dosadnie

Władze Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie (UKU) pokazały, że jak typowa współczesna uczelnia odwołująca się w nazewnictwie do Kościoła niewiele faktycznie ma z nim wspólnego. Przekonywano m.in., że Ukraińcy mają „moralne prawo” do oddawania czci ludobójcom z UPA.

Doniesienia krótko, ale celnie skomentował były premier Leszek Miller.

Rektorat Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie w apelu do Polaków odniósł się do sporu wokół decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia 'Bohaterów UPA’. Autorzy oświadczenia stwierdzili, że tylko Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakich przykładach chcą się wzorować” – podaje portal kresy.pl.

Władze UKU twierdzą, że rozumieją oburzenie Polaków. Zarzucają jednak „gorącym głowom” brak dążenia do dialogu i narzucanie „własnego spojrzenia” oraz oczekują od Ukraińców „wyrazów samo-upokorzenia”.

„Ukraińska Powstańcza Armia, na cześć której prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek wojskowych Sił Zbrojnych Ukrainy imię, jest częścią ukraińskiej historii — i tylko Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakie przykłady mają się wzorować w swojej walce o własne prawo do istnienia jako naród i jako państwo” – przekonuje rektorat UKU.

Napisano też, że Polska „nigdy nie słyszała od Ukraińców podobnego ultimatum”, choć „nie wszyscy bohaterowie polskiej historii mogą być dla Ukraińców akceptowalni”. Ostro zaatakowano natomiast sprawę od strony politycznej. Twierdzono, że rozwój wydarzeń pokaże, ile w „kolejnej zradykalizowanej reakcji części polskiej klasy politycznej” było „historycznego kolonialnego resentymentu”, „politycznych kalkulacji” i „dywersyjnej pracy rosyjskiej FSB”. Zdaniem władz „katolickiej” uczelni, wystąpiły wszystkie te elementy.

Na koniec powołano się na Jana Pawła II, m.in. by „oczyścić pamięć historyczną”, co Ukraińcy interpretują chyba nie jako przyznanie się do win i nazwanie zbrodniarzy zbrodniarzami, ale jako swego rodzaju możliwość fałszowania historii i pozostawienia wciąż żyjących sprawców w bezkarności.

List UKU opublikowano w poniedziałek.

Artykuł portalu kresy.pl na ten temat udostępnił na X były premier Leszek Miller ze swoim komentarzem do sytuacji.

Oczywiście że tylko 'Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakich przykładach chcą się wzorować’. Mają prawo jeśli czynią to za własne pieniądze. Polska przekazała już pomoc o wartości 100 mld zł zatem weszliśmy w proces decyzyjny także w tej sprawie” – napisał na X Leszek Miller.

„Jak się nie podoba niech oddadzą pieniądze” – podsumował były premier.