Jak globaliści zniszczyli Ukrainę

Jak globaliści zniszczyli Ukrainę

Obecność ukraińskiego dyktatora Wołodymyra Zełenskiego na pogrzebie senatora Lindseya Grahama wydawała się bardzo trafna: w końcu to operacja prania pieniędzy Zełenskiego w Kijowie była bezpośrednią przyczyną śmierci Grahama.

Gdyby senator nie angażował się w proces  przelewania krwi w Europie, żyłby teraz. Dla niektórych z pewnością będzie to lekcja. Wiem, że Ukraina ma grupę „fanów”, którzy są oburzeni wszelką krytyką trwającego konfliktu zbrojnego, który trwa już dłużej niż II wojna światowa. Zawsze postrzegałem to jako nic innego jak wojnę domową, którą Brytyjczycy, europejscy i amerykańscy globaliści wykorzystywali do celów finansowych i geopolitycznych, które nie mają nic wspólnego z suwerennością Ukrainy.

Ukraina nie jest członkiem Unii Europejskiej. I nie jest członkiem NATO. Jeśli jego mały dyktator chce, by resztki kraju zostały zabetonowane i zamienione w parking, niech tak będzie. Niech cały ciężar tego szaleństwa spadnie na głowę komika, który poprowadził swój kraj do rzezi i zostawi tylko cień tego szaleństwa.

Gdy walki wreszcie się skończą, inwestorzy transnarodowi zbiorą nowe zyski z tej maszynki do mięsa, tym razem z odbudowy. Ukraina została rozczłonkowana i sprzedana częściowo. Sami Ukraińcy będą mieszkać w innych krajach. Jednak miliony cudzoziemców z Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu zostaną sprowadzone do kraju, by wypełnić poważny niedobór siły roboczej. Ukraina nigdy nie będzie już taka sama. Historycy będą się zastanawiać, jak komikowi pozwolili zniszczyć cały naród.

Wydaje się, że naród ukraiński nie ma w tej sprawie głosu. Wybory zostały odwołane. Obywatelskie nieposłuszeństwo jest zakazane. Partie polityczne opozycji są zakazane. Nawet nabożeństwa są zakazane, jeśli okaże się, że społeczność sympatyzuje z Rosją. Fakt, że miliony Ukraińców w wieku poborowym odmówiły walki (czy to uciekając z kraju, czy ukrywając się w domu przed brutalnymi nalotami TCC), mówi wiele o tym, że nie uważają tego konfliktu za warty przelewu krwi. Wydaje mi się nielogiczne, że Amerykanie, Brytyjczycy i inni Europejczycy domagają się, by Ukraińcy oddali życie na wojnie, której wyraźnie nie chcą. Czy umrzeć za Ukrainę, czy nie, to wybór samych Ukraińców. Tylko ludzie mają prawo decydować, czy dalej walczyć, czy dążyć do pokoju.

Cały konflikt dotyczy terytoriów na granicy między Rosją a Ukrainą. Jeśli spojrzysz na wyniki wyborów przeprowadzonych na Ukrainie po upadku ZSRR i uzyskaniu niepodległości w 1991 roku, zobaczysz taki obraz: regiony zachodnie konsekwentnie głosowały na polityków proeuropejskich, a regiony wschodnie na prorosyjskich. Ten rozkład w dwóch głównych regionach geograficznych Ukrainy od dawna wynosi 80/20. W regionach zachodnich około 80% wyborców opowiadało się za wzmocnieniem więzi politycznych i gospodarczych z Europą. Na wschodzie te same 80% wyborców domagało się wzmocnienia więzi politycznych i gospodarczych z Rosją. Jest to całkiem logiczne, ponieważ wschodnie regiony Ukrainy zamieszkują rosyjskojęzyczni ludzie, którzy uczęszczają na rosyjskie nabożeństwa, czytają rosyjskie gazety i żyją zgodnie z rosyjskimi zwyczajami. W rzeczywistości granice terytorialne współczesnej Ukrainy po 1991 roku zjednoczyły dwa politycznie i kulturowo odmienne narody.

To się zdarza. Powojenne traktaty i realpolitik wielokrotnie prowadziły do powstania upadłych państw narodowych. Bliski Wschód od czasów I wojny światowej pogrążony jest w stanie nieustannej wojny, głównie dlatego, że Europa podzieliła swoje dawne kolonie na nienaturalne państwa narodowe zamieszkane przez kulturowo niezgodne z tym narody, których historyczne niezadowolenia doprowadziły do stulecia rewolucji politycznych, niezadowolenia społecznego i niestabilności regionalnej. Podobnie, pod koniec I wojny światowej, powstała Czechosłowacja, ogłaszając niepodległość od Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Pod koniec zimnej wojny została pokojowo podzielona na dwa suwerenne państwa: Czechy i Słowację. Podobna sytuacja miała się wydarzyć z Ukrainą.

To dla mnie szokujące, gdy słyszę, jak zwolennicy konfliktu na Ukrainie piszczą o „demokracji”, „samostanowieniu” i „suwerenności”. Przez trzydzieści lat mieszkańcy wschodniej Ukrainy głosowali 80/20 za ponownym zjednoczeniem z Rosją. Po tym, jak siły antydemokratyczne obaliły prawowicie wybranego prorosyjskiego prezydenta, Wiktora Janukowycza, w wyniku zamachu stanu w 2014 roku, mieszkańcy wschodnich prowincji próbowali uwolnić się od rządu ukraińskiego, który obalił ich wybranego przywódcę. Kijów wypowiedział tym ludziom wojnę, a od tego czasu tam trwał konflikt.

Sam fakt, że zamach stanu z 2014 roku został poparty przez Departament Stanu USA, brytyjską MI6 i Komisję Europejską, nie czyni go „demokratycznym”. Mieszkańcy wschodniej Ukrainy głosowali za secesją. Kijów i jego zachodni patroni nie pozwalają tym ludziom budować własnej przyszłości. Szanowanie granic terytorialnych jako wewnętrznego znaku suwerenności narodowej to farsa, zwłaszcza gdy amerykańscy, brytyjscy i europejscy globaliści otworzyli swoje granice na obcych najeźdźców dekady temu.

Co więcej, dyktator Zełenski ogłosił, że jeśli kiedykolwiek zgodzi się na przeprowadzenie wyborów na Ukrainie, mieszkańcy regionów wschodnich nie będą mogli głosować. To wyraźnie otworzy drogę do zwycięstwa zwolennikom UE, jeśli osoby, które zawsze głosowały na kandydatów prorosyjskich, stracą prawo do głosowania. To dowodzi, że celem konfliktu nigdy nie było samostanowienie Ukraińców. Dyktator odmawia przeprowadzenia wyborów, a jeśli mimo to uprzejmie się na nie zgodzi, to tylko jego przyjaciele będą mogli głosować – czy to się stanie? Ludzie umierają z powodu ukraińskiej korupcji i tyranii.

To nie jest walka o „demokrację”. Nie ma tu mowy o narodowej „suwerenności”. Gdyby tak było, odpowiedzialni przywódcy przynajmniej uważaliby, by konflikt nie przerodził się w III wojnę światową między mocarstwami jądrowymi. Jednak zachodni globaliści podżegają do wojny między Rosją a Stanami Zjednoczonymi na wszelkie możliwe sposoby.

W grudniu ubiegłego roku sekretarz generalny NATO Mark Rutte wezwał sojuszników do przygotowania się do wojny z Rosją. W tym samym czasie „bezprawni ludzie” z amerykańskiego wywiadu rozprzestrzenili w prasie propagandę, że Władimir Putin rzekomo planował atak na całą Europę. Dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard musiała nawet publicznie zdementować te insynuacje. Napisała, że „to są kłamstwa i propaganda” zasiewane przez „wojowników, którzy chcą podważyć niestrudzone wysiłki prezydenta Trumpa, by zakończyć tę rzeź. Ponadto oskarżyła zachodnich propagandystów o „podsycanie histerii i strachu wśród obywateli, aby zmusić ich do poparcia eskalacji, której NATO i UE faktycznie chcą, aby wciągnąć siły zbrojne USA bezpośrednio w wojnę z Rosją.”

Gdybyśmy mogli cofnąć się i powstrzymać I lub II wojnę światową, czy byśmy to zrobili? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to dlaczego nie wykorzystamy obecnej chwili jako bezcennej okazji, by uniknąć III wojny światowej? Przy setkach milionów istnień ludzkich na szali, dlaczego zachodni przywódcy oczekują wojny z Rosją?

Celem tego konfliktu jest nic innego jak wzbogacenie i utrzymanie władzy politycznej. Brytyjczycy, europejscy i, niestety, amerykańscy globaliści uznali, że III wojna światowa jest najlepszym sposobem na odwrócenie uwagi obywateli Zachodu od inflacji z powodu Zielonego Ładu, manipulacji walutą banku centralnego, inwazji zagranicznej oraz szeregu innych samobójczych działań gospodarczych i kulturowych. Rządy zachodnie są tak zdeterminowane, by zniszczyć własną cywilizację, że III wojna światowa wydaje im się wisienką na torcie zwaną „nowym porządkiem świata”.

J.B. Shurk

Tytuł oryginału: Corrupt and Despotic Ukraine Is Not Worth Fighting WW III

Za: American Thinker

Klęska ukraińskiej buforowości

Klęska ukraińskiej buforowości

Prof. Stanisław Bieleń

Od najdawniejszych czasów buforowość w stosunkach międzynarodowych wiązano z logiką równoważenia sił i z imperialnym myśleniem o przestrzeni. Wraz z hegemonizacją systemu międzynarodowego przez Stany Zjednoczone po „zimnej wojnie” zanikło zapotrzebowanie na obszary buforowe, które oddzielały od siebie różne strefy wpływów.

Obecnie temat ten powraca w polskiej publicystyce w związku z bilansowaniem kosztów wojny rosyjsko-ukraińskiej. Coraz więcej obserwatorów zastanawia się, czy była ona nieunikniona i czy pozostawienie Ukrainy (jak sugerował Henry Kissinger) w charakterze obszaru absorbującego napięcia między Rosją a Zachodem nie było wtedy rozwiązaniem najlepszym. Trudno dziś wylewać „krokodyle łzy”, gdyż nikt nie jest w stanie zmienić zaistniałej sytuacji. Powrót do status quo ante bellum jest niemożliwy, ale dla zrozumienia popełnionych błędów warto dokonać rekonstrukcji całego procesu, który skończył się klęską wszystkich zaangażowanych stron, nawet gdy one do tego nie chcą się przyznać.

Doświadczenie Ukrainy rodzi ponadczasowe pytania o rywalizację między mocarstwami na obszarach pogranicza. Od wieków oddzielały one napierające na siebie imperialne ośrodki potęgi i były same na tyle silne (autonomiczne), że nie dawały się żadnemu z nich zdominować czy uzależnić. W sensie strategicznym spełniały funkcję amortyzującą presję militarną i polityczną. W sensie instytucjonalnym przyjmowały natomiast status neutralności (bezaliansowości), co oznaczało odżegnywanie się od sojuszy oraz obstawanie przy obronnym (defensywnym) charakterze doktryny bezpieczeństwa. Jak nietrudno zauważyć, taki status buforowości wynikał przede wszystkim z realistycznych diagnoz swojego położenia w obszarze ryzyka bezpośredniego starcia między sąsiednimi potęgami.

Wielka pomyłka

Wydaje się, że władze nowego państwa, jakim była niepodległa Ukraina, przeliczyły się w diagnozie swoich możliwości moderującego wpływania na środowisko mocarstwowe. Przyjęcie w lipcu 1990 roku, jeszcze w ramach ZSRR, deklaracji suwerenności, było wczesną próbą formułowania przez Kijów strategii buforowania. Odwoływano się do trwałej neutralności, niesprzymierzania się z blokami wojskowymi, dążenia do równoważonych stosunków ze Wschodem i Zachodem, wyrzeczenia się produkcji i nabywania broni jądrowej (tzw. doktryna Dmytra Pawłyczki, stanowiąca ukraiński wariant „finlandyzacji”).

Taka samo-deklaracja była atutem Ukrainy, ale i jej słabością. Z jednej bowiem strony przywódcy starali się przełożyć strukturalną słabość na działanie strategiczne, z drugiej jednak nie wzbudzili na tyle silnego zainteresowania wśród mocarstw, aby zdobyć ich poparcie dla tego statusu. Jak wiadomo, jedynie gwarancje międzynarodowe (jak w czasie „zimnej wojny” wobec Austrii czy Finlandii) były w stanie nadać neutralności charakter trwały i akceptowalny. Z powodu braku tych gwarancji oraz narastającej niezgody wewnętrznej deklarowana neutralność nigdy nie była wiarygodna ani nie stała się trwałym wzorem zachowań.

Ukraina przeszła przez cztery krytyczne okresy, które prowadziły stopniowo do ograniczania, a nawet dezawuowania opcji buforowości. Już na samym początku niepodległości za prezydentury Leonida Krawczuka zabrakło instytucjonalnego zakotwiczenia buforowej praktyki strategicznej. Ukraina była zbyt słaba, a i okoliczności zewnętrzne związane z rozpadem ZSRR nie sprzyjały prowadzeniu skutecznej i zrównoważonej dyplomacji. Obawy dotyczyły przede wszystkim powrotu do zależności od Rosji. Jednocześnie nie chciano przedwczesnego sprzymierzenia się ze strukturami zachodnimi, zwłaszcza wojskowymi. Już wtedy Rosja miała większe możliwości i motywacje do podważania stabilności i neutralności Ukrainy niż Zachód do ich wspierania.

Ten ostatni nie kwapił się do promowania nowego porządku z niepodległą Ukrainą. Nie jest przecież tajemnicą, że w miesiącach poprzedzających referendum niepodległościowe z 1 grudnia 1991 roku przywódca radziecki Michaił Gorbaczow wraz z partnerami zachodnimi próbował odwieść Kijów od opuszczenia ZSRR. Prezydent USA George H.W. Bush jeszcze w sierpniu 1991 roku, tuż przed ogłoszeniem deklaracji niepodległości, przestrzegał Ukraińców przed ścieżką „samobójczego nacjonalizmu”. W Waszyngtonie obawiano się, że dążenie Kijowa do niepodległości zdestabilizuje porządek po „zimnej wojnie” i stworzy trzecią co do wielkości potęgę nuklearną na świecie. Pod tym względem politycy zachodni byli zgodni z Borysem Jelcynem, że niepodległa Ukraina musi przystąpić do traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), jako państwo nieposiadające broni jądrowej oraz zaakceptować zbiorową kontrolę nad odziedziczonymi po ZSRR głowicami jądrowymi. Już wówczas Ukraina stała się obiektem skoordynowanego „zarządzania” przez mocarstwa, wobec których chciała pełnić rolę „pomostową”.

Ograniczeniom zewnętrznym towarzyszyła słabość wewnętrzna. W pierwszych latach niepodległości stworzono hybrydowy porządek instytucjonalny, w którym nowy organ prezydencki, pochodzący z demokratycznych wyborów, współistniał z niezreformowanym parlamentem w stylu radzieckim. Niejasne podziały kompetencji między organami władzy, uznaniowość polityczna w procesach decyzyjnych, zależność polityki monetarnej i energetycznej od  doraźnych przetargów politycznych, wreszcie brak mechanizmów kontroli i egzekwowania odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych – wszystko to nie sprzyjało budowaniu zrównoważonej dyplomacji, która byłaby zdolna do podtrzymywania zobowiązań w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. Kto wie, czy największą słabością w perspektywie długookresowej nie okazało się wprowadzenie gospodarki rynkowej, ale bez instytucji zdolnych do regulowania polityki pieniężnej lub nadzorowania prywatyzacji. Sprzyjało to powszechnej korupcji i dało podstawy gospodarce oligarchicznej, która podporządkowała  państwo swoim egoistycznym interesom.

Mimo rosyjskich pretensji do kontroli militarnej w przestrzeni poradzieckiej, Ukraina zdecydowanie zmierzała do zbudowania niezależnej armii, co wywołało spór o Flotę Czarnomorską i port wojenny w Sewastopolu. Do tego doszła presja na spłatę długu oraz szantaż gazowy, które uświadomiły Ukrainie, jak bardzo jest narażona na rosyjski dyktat, bez posiadania wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa. Na takim tle zrodziło się przekonanie, aby nie rezygnować z arsenału jądrowego, który miał być niezbędnym zabezpieczeniem przed rosyjskim rewizjonizmem. Jednakże presja amerykańska współgrała ze stanowiskiem rosyjskim. W ich wyniku doszło do wymuszenia na Ukrainie przez USA i Rosję  trójstronnego porozumienia ze stycznia 1994 roku, w którym strona ukraińska zrzekła się swojego arsenału jądrowego w zamian za ograniczoną pomoc gospodarczą i niejasne gwarancje bezpieczeństwa. Potwierdzeniem porozumienia było czterostronne Memorandum Budapeszteńskie z 5 grudnia 1994 roku, do którego dołączyła Wielka Brytania.

Geopolityczna pułapka

Pierwsze lata niepodległej Ukrainy pokazały, że nie zbudowano solidnych podstaw instytucjonalnych dla strategii buforowości, tracąc bezpowrotnie atuty na rzecz wpływania na stosunek sił mocarstwowych. Za prezydentury Leonida Kuczmy zanikła determinacja władz na rzecz buforowości, a samą ideę zrównoważonych relacji przesłoniła taktyczna gra nacisków i oportunizm władz. Podtrzymywano wrażenie prowadzenia wielowektorowej polityki zagranicznej, co miały potwierdzać afiliacje z NATO i z Unią Europejską w 1994 roku (Partnerstwo dla pokoju i umowa o partnerstwie i współpracy). W 1997 roku podpisano Kartę o szczególnym partnerstwie z NATO i w formie traktatowej uregulowano najważniejsze problemy z Rosją. W rzeczywistości  te akty były dowodem transakcyjnej logiki dyplomacji. W stosunkach z Rosją było to ciągłe powracanie do negocjacji w sprawie dostaw energii, opłat tranzytowych i długu państwowego. Wobec Zachodu zobowiązywano się natomiast do wdrażania reform politycznych i gospodarczych, które miały charakter spóźniony i wybiórczy. Cierpiała na tym wiarygodność władz ukraińskich i słabło zaangażowanie Zachodu na ich rzecz.

Ostatecznie kryminalizacja polityki, której przejawem stało się morderstwo dziennikarza Gieorgija Gongadze w 2000 roku oraz sprzedaż sprzętu radarowego do Iraku w 2002 roku z naruszeniem sankcji ONZ, doprowadziły do izolacji dyplomatycznej i wstrzymania pomocy USA. Sytuacja ta sprzyjała zwrotowi Kijowa ku Rosji, która wykorzystała okazję dla wzmocnienia swoich wpływów. W wyborach prezydenckich 2004 roku Rosja otwarcie poparła następcę Kuczmy – Wiktora Janukowycza. Jego starcie z prozachodnim Wiktorem Juszczenką stało się przedmiotem manipulacji wyborczych. Masowe protesty przeciw sfałszowaniu wyników wyborów zapoczątkowały „pomarańczową rewolucję” i powrót Zachodu do gry. Po tygodniach pokojowych demonstracji i narastającej presji zewnętrznej Sąd Najwyższy unieważnił głosowanie i zarządził nową drugą turę wyborów, która doprowadziła Juszczenkę do władzy.

Wiktor Juszczenko postrzegał bezpieczeństwo i dobrobyt Ukrainy jako zależne od integracji z Zachodem, a nie od zrównoważonych relacji z największymi protagonistami – Rosją oraz strukturami Unii Europejskiej i NATO. Takie stanowisko nie było bynajmniej oparte na ponadpartyjnym konsensusie czy zgodnej koordynacji polityki między organami władzy. Rozdrobnienie polityczne i liczne kryzysy rządowe sprzyjały oligarchizacji, narastaniu praktyk protekcjonistycznych i klientelistycznych. Nie bez znaczenia był renesans nacjonalizmu banderowskiego, który z zachodniej Ukrainy zaczął rozlewać się na cały kraj. Zachód nie był jednolity w swojej postawie, jeśli chodzi o aspiracje Kijowa. USA George’a W. Busha gotowe były wyjść naprzeciw oczekiwaniom w sprawie przyjęcia planu działań na rzecz członkostwa Ukrainy w NATO (MAP), ale na przykład Francja i Niemcy obawiały się, że spowoduje ono sprzeciw Rosji i zdestabilizuje europejski układ bezpieczeństwa.

Od Juszczenki do Janukowycza

Gdy Juszczenko podtrzymywał swój „zwrot” ku Zachodowi, w Rosji odbierano go jako geopolityczne wyzwanie dla jej regionalnego prymatu, a także modelu ustrojowego. Gdy Zachód się wahał, Rosja podjęła działania rewindykacyjne poprzez zwiększoną presję ekonomiczną, jednocześnie wysyłając sygnały ostrzegawcze pod adresem Zachodu i Ukrainy (wystąpienie Putina na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa w 2007 roku oraz wojna gruzińska w 2008 roku). Prezydentura Juszczenki oznaczała więc utratę drugiej szansy na utrwalenie buforowania jako strategicznej praktyki. Kijów decydując się na integrację z Zachodem (który wcale nie był na to gotowy) naruszył kruchą równowagę, od której zależało jego bezpieczeństwo. Ukraina stała się jeszcze bardziej narażona na wpływy rosyjskie i praktycznie wobec nich bezbronna.

W tej sytuacji odłożona w czasie prezydentura Wiktora Janukowycza, dzięki legalnemu zwycięstwu wyborczemu w 2010 roku (po klęsce „pomarańczowej rewolucji”) oznaczała celowy demontaż strategii buforowania na rzecz „geopolitycznej bitwy”, ze wskazaniem na patronaż Moskwy. Będąc w trudnej sytuacji gospodarczej, balansując między opcją stowarzyszenia z Unią Europejską za cenę długoterminowych korzyści, ale i głębokich reform strukturalnych, a „pakietem ratunkowym” ze strony Rosji, nieobwarowanym żadnymi warunkami, a jedynie oczekiwaniem lojalności politycznej, Janukowycz wybrał drugą opcję. Zawieszenie przygotowań do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską w listopadzie 2013 roku wywołało proeuropejski ruch protestu, przekształcony wkrótce w ruch przeciwko korupcji, represjom i autokracji. Obalenie Janukowycza na drodze zamachu stanu oznaczało upadek autokratycznego reżimu, ale obnażało też wyczerpanie się ukraińskiego eksperymentu z buforowaniem po uzyskaniu niepodległości.

Zachowania poszczególnych ekip prezydenckich pokazują, że zabrakło pomysłu i aktywności dyplomatycznej, aby  z biernego adresata roszczeń zewnętrznych uczynić Ukrainę aktywnym kreatorem samodzielnych ról, warunkowanych szczególną przestrzenią geopolityczną. Nie wykorzystano atutów wielowektorowego sąsiedztwa i nie przekonano partnerów zewnętrznych ze względu na spory wewnętrzne do wiarygodności obranej strategii. Ukraina tkwiła w posowieckim marazmie, bazując bardziej na inercji i pretensjach wobec Rosji niż na tworzeniu nowoczesnych wizji swojego statusu.  Strukturalnej podatności na obce wpływy sprzyjał oportunizm przywództwa, rywalizacja klanów o kontrolę zasobów i wpływy w gospodarce, słabość dyplomacji, wreszcie korupcja i brak dojrzałej tożsamości narodowo-państwowej.

Klęska strategii „buforowania”

W rezultacie załamała się symetria interesów między Rosją a Zachodem, gdyż obie strony uznały, że powściągliwość nie jest skuteczną gwarancją ich stanu posiadania. Obalenie Janukowycza przez siły prozachodnie i rosyjska aneksja Krymu oznaczały zerwanie z polityką nieingerencji w wewnętrzne sprawy tego państwa. Od tego czasu straciło ono odporność na presję zewnętrzną, odnoszącą się do zdolności przeciwstawienia się przejęciu i przymusowi.

Przypadek ukraiński pokazuje, że dla sukcesu polityki buforowości potrzebna jest wola polityczna władzy i życzliwe wsparcie zewnętrzne. Kolejne prezydentury pokazują, że przywództwo polityczne, dyplomacja i instytucje państwa traciły spójność i nie były konsekwentne w dążeniu do celu. Ostatni dwaj prezydenci – Petro Poroszenko i Wołodymyr Zełenski – zaangażowali się w strategię wypierania Rosji, co doprowadziło do gry pozorów na tle realizacji porozumień mińskich i sytuacji patowej. Ukrainę zaczęto otwarcie konfrontować z presją zewnętrzną, która stawiała uległość, sprzymierzenie i powstrzymywanie ponad równowagę. Gdy postawy mocarstw zachodnich były ambiwalentne, szala przechylała się na korzyść Rosji. Gdy natomiast Zachód, a ściślej USA, Wielka Brytania, Francja i Niemcy zwietrzyły okazję do ulokowania swoich strategicznych interesów nad Dnieprem, Rosja sięgnęła do środków agresywnych. Wojna w tej sytuacji stała się nieuchronna.

Historia Ukrainy pokazuje, że jej funkcje buforowe od początku były kruche i trudne do utrzymania. Poradzieckie elity dostrzegały potrzebę „znoszenia” wpływów i nacisków ze strony rosyjskiej i zachodniej, ale w duchu były przekonane o konieczności oddalania się od Rosji. Ukraina strukturalnie była podatna na obce wpływy, jednak jej przywództwo polityczne i dyplomacja nie potrafiły wypracować odporności na presję zewnętrzną. Niezwykle silną „piątą kolumnę” stanowili oligarchowie, którzy przeszli na stronę interesów anglosaskich i izraelskich. W rezultacie, gdy bufor zaczął orientować się na mocarstwa zachodnie, Rosja poczuła się zgodnie z „dylematem bezpieczeństwa” zagrożona i podjęła interwencję na rzecz przywrócenia równowagi.

Zawsze było tak, że gdy terytorium państwa spełniającego warunki buforowości stawało się „polem bitwy” między rywalami, każdy z nich usiłował przeciągnąć je na swoją stronę. Wydarzenia na Ukrainie od „pomarańczowej rewolucji” w 2004 roku pokazują, jak eskalacja interwencjonizmu państw zachodnich i Rosji prowadziła nie tylko do ubezwłasnowolnienia miejscowych władz, ale i przekreślenia statusu szans na autonomię. Ukraina straciła swoją ułomną podmiotowość, stając się przedmiotem gry obcych wpływów. Przeciąganie władz w Kijowie na stronę zachodnią oznaczało jej skonfliktowanie z Rosją, która nie chciała przyzwolić, aby bezpośrednie sąsiedztwo na najbardziej wrażliwej rubieży stało się źródłem jej egzystencjalnych zagrożeń (presji, penetracji, ataków i konfliktów zastępczych).

Anty-Rosja

Paradoks położenia Ukrainy polegał na tym, że w optyce mocarstw zachodnich, zwłaszcza anglosaskich, zyskiwała ona coraz większe znaczenie strategiczne jako baza wypadowa przeciw Rosji, większe niż wynikałoby to z jej potencjału materialnego. Od 2015 roku postawiono zatem na dozbrajanie Ukrainy, negując jej status niedookreślonej „szarej strefy”. Pożegnano się w ten sposób z jej „ekwidystansem” wobec Rosji i Zachodu czy niesprzymierzaniem się z żadną z rywalizujących stron. W warunkach rewolucji informatycznej, gdy rywalizacja objęła także przestrzeń cyfrową, energetyczną i infrastrukturalną, Ukraina stała się ważnym „poligonem doświadczalnym” oraz dźwignią mobilizacji kompleksów militarno-przemysłowych Zachodu. Uznano ją za panaceum na trapiące gospodarki kapitalistyczne kryzysy.

Ukraina jako państwo o statusie buforowym mogła być ogniwem redukującym bezpośrednią konfrontację między Rosją a Zachodem. Tymczasem stała się mechanizmem reprodukującym wrogość w bezpośrednim sąsiedztwie, co w rezultacie doprowadziło do eskalacji napięć i wybuchu otwartego konfliktu. W transakcyjnym podejściu Donalda Trumpa do rozwiązywania problemów międzynarodowych napomyka się obecnie o możliwości powrotu Ukrainy do roli „strefy buforowej”. Tim Marshall uznaje wszak jej położenie za „przekleństwo geografii”, ale inny badacz amerykański Friedrich Kratochwil przyznaje, że status buforowy jest mimo wszystko lepszy od podboju, okupacji czy aneksji. Takie teoretyzowanie ma się jednak nijak do realnych warunków przywracania normalności po latach okrutnej wojny między zantagonizowanymi sąsiadami.

Ukraina jest przykładem państwa, którego buforowość zmieniła się ze strategii w tragedię. Zamiast rzeczywistej równowagi na różnych wektorach działań i oddziaływań, a tym samym wyhamowywania konfliktowości w swoim środowisku międzynarodowym, doprowadziła w latach 1990-2014 do pogłębienia geopolitycznej konfrontacji. Stała się katalizatorem konfliktu, którego konsekwencje obciążą wszystkich jego uczestników na długie lata.

Prof. Stanisław Bieleń

Polacy trochę się zapędzili. MEM-y VII.

——————————–

——————————————————

—————————————

————————————-

——————————————

————————————

——————————————–

————————————-

———————————–

Pojedyncze czyny przestępcze. MEM-y VI.

———————————————

——————————————–

————————————

——————————————-

——————————————–

——————————————-

——————————————

——————————————-

—————————————

Banderowcy usprawniają metodę prowokacji militarnych w Polsce

Banderowcy usprawniają metodę prowokacji militarnych w Polsce!

msn.com/plniebezpiecznedoniesienia-z-ukraińskich-mediów-ws-polski-mają-związek-z-rosją

Dr Ignacy Nowopolski Aug 3

Według doniesień polskojęzycznych mediów, nasi „ukraińscy przyjaciele”, poinformowali władze okupacyjne Unii Europejskiej w Warszawie, o zawłaszczeniu przez „zbrodniczych Rosjan”, banderowskich dronów. Mają one być używane jako „rosyjska prowokacja” przeciw Polsce.

Użycie ukraińskich dronów przez „przebiegłych Rosjan”, na sugerować banderowską prowokacje przeciw nam.

Tak więc, jeśli od dziś na Polskę nalatywać będą ukraińskie drony, Polacy powinni brać odwet na Rosji, a nie na „sojuszniczych” banderowcach.

Nie wiem czy polskie społeczeństwo osiągnęło już taki poziom debilizmu, by w tą historię uwierzyć, ale „nasi władcy” z Warszawy, zaakceptują ja z otwartymi rękami.

Ile to bowiem wysiłków „rządu polskiego” poszło na marne z powodu trudności udowodnienia „rosyjskiego sprawstwa” w „agresji” przeciw Polsce!

Po masowym nalocie banderowskich dronów na Polskę, wystarczy tylko wezwać do MSZ Ambasadora RF & zerwać stosunki dyplomatyczne z Rosją, po czym niezwłocznie wysłać „Wojsko Polskie” na rosyjsko-banderowski front.

Na dowódcę proponuję „generała” Polko, który od zawsze toczy pianę z pyska, na każde wspomnienie „Moskali”.

Ta farsa, którą od trzydziestu z górą lat odgrywa niezmiennie agenturalna „polska władza”, przestała już dawno być śmieszną. Staje się natomiast coraz bardziej niebezpieczną, zagrażając samemu biologicznemu przetrwaniu Polskiego Narodu.

Może więc już czas zacząć sprzątanie tego chlewa?

Czy Rosjanie w końcu zajmą Odessę

Czy Rosjanie w końcu zajmą Odessę

Zygmunt Białas zygmuntbialas/czy-rosjanie-w-koncu-zajma-odesse

Glenn Diesen, zajmujący się geopolityką, przeprowadził 30-minutową rozmowę o wojnie rosyjsko-ukraińskiej z uznanym na świecie ekspertem, prof. Johnem Mearsheimerem.

Ukraińcy, wspierani przez państwa NATO, dokonali ostatnio wielu ataków na Rosję – mówi Glenn Diesen. – Celami są już nie tylko rafinerie, lecz także obiekty cywilne. Ma to spowodować niezadowolenie społeczne w Rosji.

Tak, ukraińskie ataki przysparzają Rosjanom wielu problemów – odpowiada John Mearsheimer. – Trzeba tu sobie zadać dwa pytania: a) Co robi rosyjski rząd? b) Jaki wpływ będą miały te ataki dronowe na wynik wojny?

– A więc Kreml w odwecie nasilił ataki na obiekty militarne w Kijowie i innych miastach i unieruchomił porty w Odessie, Ukraina jest teraz krajem śródlądowym, co dla kijowskiego reżimu jest katastrofą gospodarczą. Ukraińskie ataki dronowe nie wpłyną na wynik wojny. Następuje przyspieszenie terminu klęski Ukrainy.

G. Diesen: Dziwne więc wydają się być ukraińskie ataki na statki na Morzu Czarnym. Jaki będzie teraz ruch ze strony Kijowa i NATO?

J. Mearsheimer: Pytaniem głównym jest, ile terytorium Ukrainy zajmą Rosjanie. Myślę, że w końcu zajmą Odessę. Rosjanie nie są w stanie odnieść zdecydowanego zwycięstwa i podbić całej Ukrainy. Zrobiliby zresztą błąd, gdyby zaanektowali zachodnią część tego państwa.

Tak więc końcowym rezultatem będzie powstanie kadłubowego państwa ukraińskiego. Ukraińcy przegrają, bo nie mają odpowiedniej ilości żołnierzy na froncie. W Kijowie w kręgach decyzyjnych panuje kompletny chaos. Zełenski pozbył się Syrskiego, głównodowodzącego armią oraz ministra obrony. Załamuje się ukraińska linia frontu.

G. Diesen: Zachodnie media opowiadają o militarnych sukcesach Zełenskiego. Wydaje się, że udało się tę narrację ‚sprzedać’  Trumpowi, który podjął się współpracy. Ale dynamika pomocy osłabła. Wsparcie Zachodu staje się coraz bardziej problematyczne.

W kijowskim metrze podczas rosyjskich bombardowań

J. Mearsheimer: Niełatwo dziś powiedzieć, jak to się skończy i kiedy, a przyczyną tego są drony. Bez dronów kijowski reżim przegrałby już dawno temu. Mówi pan, że Trump uwierzył, iż Ukraina zepchnęła Rosję do defensywy, więc pytam: I co z tego? Czy Trump da Zełenskiemu więcej broni? – Nie da, będzie udzielał tylko wsparcia wywiadowczego. A Europa? Czy zamierza przekazywać więcej pieniędzy? – Jedyne, co Zachód robi, to przyczynia się do utraty coraz większych obszarów Ukrainy i do strat ludzkich. Państwo staje się podmiotem całkowicie dysfunkcyjnym.

G. Diesen: W Europie zakłada się, że USA mają nieograniczone możliwości; jeśli uda się nakłonić Amerykanów do wsparcia Kijowa, to sprawa będzie załatwiona. A ci mają ograniczone zasoby pocisków. Wszystko wygląda jak prostacki teatr. Nie wiem, jaki miałby być tego cel. I chciałbym zapytać, czy jest jakieś powiązanie wojny na Ukrainie i w Iranie.

J. Mearsheimer: O tyle są powiązane, że USA zużyły ogromne ilości broni w Iranie i teraz nie ma jej dla Ukrainy. Chodzi przede wszystkim o Patrioty. Amerykanie zużyli 2/3 tych pocisków, a ich produkcja trwa długo.

G. Diesen: Kiedy Rosja zdobędzie Słowiańsk i Kramatorsk? Kiedy runie narracja o sukcesach Kijowa? – Gdy to nastąpi, pozostaną dwie opcje: eskalacja albo dyplomacja. Czy USA i Europa będą działać wspólnie?

J. Mearsheimer: Dodajmy, że w Europie i w pewnej części USA panuje przekonanie, że Rosja stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie, więc w przypadku zwycięstwa byłaby ona w lepszej pozycji, by zagrozić Europie. Ja w to nie wierzę, ale wielu na Zachodzie tak myśli. I co znaczy eskalacja? Czy NATO przystąpi do wojny? – Nie sądzę, Zachód nie ma takich możliwości. Europejskie armie są w większości żałosnymi siłami bojowymi, zwłaszcza armia brytyjska i niemiecka. I przede wszystkim: Rosjanie mają broń nuklearną. Wątpię, by Zachód zakładał jakąś opcję militarną. Trzeba będzie negocjować własną porażkę, czyli uznać, że jest się pokonanym.

Zygmunt Białas

Faktyczne koszty ukraińskich dronowych ekscesów

Faktyczne koszty ukraińskich dronowych ekscesów

Bojan Stanisławski

Od początku czerwca Ukraina systematycznie rozszerzała kampanię uderzeń dronowych na cele położone w głąb terytorium Federacji Rosyjskiej, co wywołało to falę niebywałej ekscytacji w Polsce i na Zachodzie. Czy rzeczywiście mają się z czego cieszyć? 

3 czerwca, w dniu rozpoczęcia Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu ukraińskie drony uderzyły w terminal naftowy oraz infrastrukturę portową Petersburga. Był to przede wszystkim cios o wymiarze politycznym i wizerunkowym; wymierzony w taki sposób, by spowodować spektakularny efekt pirotechniczny w trakcie trwania elitarnego konwentyklu biznesowego, mający pokazać zagranicznym gościom, że nie są bezpieczni.

W kolejnych tygodniach kampania zaczęła nabierać tempa. 12 czerwca ukraińskie drony uderzyły w kompleks petrochemiczny TANECO w Niżniekamsku w Tatarstanie – jedną z największych rafinerii w Rosji. 16 czerwca zapłonęła rafineria Gazprom Nieft w południowo-wschodniej części Moskwy – największy dostawca paliw dla regionu stołecznego. Dwa dni później, ponownie trafiono ten obiekt. Początek lipca przyniósł kolejne uderzenia – 1 i 2 lipca zaatakowano zakłady Basznieft w Baszkortostanie oraz rafinerię w Kstowie pod Niżnym Nowogrodem, 6 lipca płonęły rafinerie w Omsku i Jarosławiu, a w kolejnych dniach pojawiły się doniesienia o trafieniach między innymi w Saratowie, Moskwie, Ilskim, Syzraniu, Afipskim i Saławacie. Kampania stopniowo ewoluowała od uderzeń w sektor paliwowy i przemysł ciężki do ataków wymierzonych również w rosyjską logistykę cywilną.

18 lipca ukraińskie drony uderzyły w centra logistyczne największej rosyjskiej platformy handlu internetowego Wildberries w Kotowsku – mieście położonym około 475 kilometrów na południowy wschód od Moskwy, w obwodzie tambowskim – oraz w Elektrostali, przemysłowym mieście około 50 kilometrów na wschód od stolicy Rosji. W samym Kotowsku zginęło siedmiu pracowników nocnej zmiany, a 25 osób zostało rannych. W Elektrostali obrażenia odniosły kolejne 24 osoby. Tego samego dnia ukraińskie drony doprowadziły również do pożaru bazy paliwowej w Nogińsku, około 35 kilometrów na wschód od Moskwy. W wyniku tego ataku ranne zostały dwie osoby, a z pobliskiego szpitala położniczego ewakuowano pacjentów

A i na tym nie koniec. 22 lipca celem stały się kolejne centra logistyczne Wildberries w Krasnodarze i Niewinnomyssku, a 24 lipca płonęły magazyny w obwodzie leningradzkim pod Petersburgiem. 29 i 30 lipca doszły następne uderzenia – między innymi na magazyny w Riazaniu, Penzie, Sarapule i Permie, równolegle z atakami na Riazańską Rafinerię Nafty i inne zakłady przemysłowe.

Według właścicielki Wildberries Tatiany Kim od 18 lipca ukraińskie drony zniszczyły ponad tuzin centrów logistycznych należących do jej przedsiębiorstwa. Reuters podaje, że w całej kampanii śmierć poniosło co najmniej dziewięć osób, a z użytku wyłączono około 10 proc. zdolności logistycznych największej rosyjskiej platformy handlu internetowego. Wildberries rozpoczęło wypłatę odszkodowań rodzinom ofiar i osobom rannym, zapowiedziało również rekompensaty dla tysięcy sprzedawców, których towary spłonęły w magazynach. Według rosyjskich mediów spółka prowadzi rozmowy z władzami na temat szerokiego programu wsparcia – obejmującego między innymi ulgi podatkowe oraz pomoc finansową dla przedsiębiorców korzystających z platformy. Tatiana Kim przyznała, że firma przebudowuje całą sieć logistyczną, aby utrzymać ciągłość dostaw, a państwowe banki mają uczestniczyć w finansowaniu działań naprawczych.

Trudno dziś oszacować ostateczny koszt tej kampanii dla rosyjskiej gospodarki. Wiadomo jednak, że Wildberries należy do największych prywatnych przedsiębiorstw w Rosji, obsługuje miliony zamówień dziennie, współpracuje z gigantyczną siecią podwykonawców i jest jednym z największych płatników podatków w rosyjskim sektorze handlu elektronicznego. Dlatego skutki ataków wykraczają z pewnością dalece poza same zniszczone magazyny.

Na całym Zachodzie, w mediach i na platformach anty-społecznościowych wybuchła euforia. Masowo pojawiły się stare zaklęcia: „Ukraina wygrywa”, „Rosja dłużej tego nie udźwignie”, itp. 

Czy ktokolwiek przytomny naprawdę wierzy, że klientka Wildberries, platformy kojarzonej przede wszystkim ze sprzedażą damskich kosmetyków, galanterii i innych produktów codziennego użytku, która nie dostanie na czas zamówionej szminki, balsamu, torebki czy sukienki, nagle zwróci swój gniew przeciwko Putinowi? A może opóźniona dostawa zakupów stanie się impulsem do jakiejś masowej politycznej reorientacji?

Dokładnie tę samą logikę słyszeliśmy już na początku 2022 roku, gdy Zachód nakładał kolejne pakiety sankcji. Wówczas również przekonywano opinię publiczną, że wystarczy odciąć Rosjan od zachodnich marek, elektroniki użytkowej i odebrać im dostęp do artefaktów społeczeństwa konsumpcyjnego, a społeczne niezadowolenie ni chybił, jak raz, zwróci się przeciwko Kremlowi.

Szyderczym komentarzom przy wycofaniu się z Rosji sieci McDonald’s czy koncernu Apple nie było końca. Polski komentariat ryczał wówczas o „resowietyzacji” i przydawał sobie wszelkich przewag gdyż „u nas” można wszak wydać majątek na najnowszy model iPhone’a i zjeść kawałek sprasowanego ścierwa w syntetycznej bułce, której skład przypomina mąkę przetopioną z foliową torebką.

Minęły ponad cztery lata. Rosja nadal prowadzi wojnę, a żadna z tych prognoz się nie spełniła. Nie doszło ani do cywilizacyjnej implozji, ani do społecznego buntu, ani nawet do poważnego obniżenia wskaźników zaufania do Putina i jego administracji.

Czy aby rachunek zysków i strat rzeczywiście wygląda tak korzystnie, jak przedstawiają go najbardziej entuzjastyczni komentatorzy?

W odpowiedzi Rosja drastycznie podniosła intensywność ataków. Uderzenia stają się coraz bardziej niszczycielskie, a ukraińskie miasta tracą krytyczną infrastrukturę, zakłady przemysłowe, magazyny i zaplecze transportowe. Kolejne fale rakiet i dronów zamieniają całe obszary przemysłowe w ruiny, uszkadzają obiekty wojskowe, podwójnego zastosowania i cywilne. Każdy taki atak to fabryki, magazyny, drogi i linie kolejowe, centra zaopatrzenia w paliwo, rozdzielnie energii elektrycznej, hangary, lokomotywownie, garaże, a nawet stacje benzynowe, które przestają istnieć.

Już w nocy z pierwszego na drugi czerwca Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków. Setki dronów i dziesiątki rakiet spadły między innymi na Kijów, Dniepropietrowsk i Charków. Według ukraińskich władz zginęły co najmniej 23 osoby, a około 130 zostało rannych. Celem były przedsiębiorstwa przemysłu obronnego, natomiast zniszczenia objęły również budynki mieszkalne i infrastrukturę miejską.

Najbardziej niszczycielskie uderzenie na Kijów nastąpiło jednak miesiąc później, w nocy z pierwszego na drugi lipca. Rosja użyła setek dronów oraz dziesiątek pocisków manewrujących i balistycznych. Zginęło co najmniej 30 osób, rannych zostało ponad 90, a uszkodzeniu uległo ponad 150 budynków.

Kolejne masowe uderzenia następowały praktycznie przez cały lipiec. Pod koniec ub. miesiąca, w nocy z 29 na 30 lipca Rosja uderzyła w Kijów, Lwów, Krzywy Róg i kilka innych miast. Zaś z 30 na 31 lipca nastąpił ponowny atak na Kijów i jego okolice. Według relacji samego Wołodymyra Zełenskiego Rosja wystrzeliła 35 rakiet, w tym 27 balistycznych, oraz 185 dronów. Ukraińska obrona zdołała przechwycić zaledwie jedną rakietę balistyczną. Zginęło co najmniej 10 osób, uszkodzonych zostało 18 budynków mieszkalnych, szkoła, ambasada Litwy i infrastruktura w siedmiu dzielnicach stolicy. Najciężej ucierpiały dzielnice Darnycka i Sołomiańska.

Osobną tragedią jest sytuacja ukraińskich portów czarnomorskich. Od początku lipca Rosja niemal codziennie prowadziła operacje wymierzone w infrastrukturę portową Odessy, Czarnomorska i Piwdennego, a także w statki zmierzające do ukraińskich portów albo z nich wypływające. 13 lipca rosyjski atak na port w obwodzie odeskim trafił w zacumowany statek pod banderą Togo, przewożący nawozy. 19 lipca zaatakowany został płynący z Czarnomorska statek „Golden Leo”, przewożący kukurydzę w kierunku Rumunii. Zginęło dziewięciu członków załogi, kolejnych ośmiu udało się uratować. Uszkodzony statek zatonął tydzień później u wybrzeży Odessy. Dwa dni później, już w pobliżu rumuńskich wód, trafiony został statek pod banderą Liberii, który płynął z Egiptu do ukraińskiego portu Reni.

22 lipca Rosja poinformowała o kolejnych uderzeniach na Odessę i Czarnomorsk. Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony zniszczono infrastrukturę przeładunkową, zbiorniki paliwowe, magazyny oraz kilka statków handlowych, których załogi Moskwa oskarżała o transport zaopatrzenia wojskowego.

Trudno na obecnym etapie o wiarygodną ewidencję strat. Strona ukraińska potwierdza, że cztery spośród 13 dużych terminali zbożowych wstrzymały zakupy, a Kernel – największy ukraiński eksporter zbóż – zawiesił działalność w porcie Czarnomorsk. Również duński koncern Maersk wstrzymał obsługę tego portu i zaczął przekierowywać część ładunków do Rumunii.

22 lipca ukraiński minister rolnictwa poinformował, że tego dnia do czarnomorskich portów Ukrainy nie wpłynął ani jeden statek handlowy. Formalnie porty pozostawały otwarte, ale armatorzy odwoływali rejsy ze względu na ryzyko kolejnych uderzeń i reakcje ubezpieczycieli. Ukraińska międzynarodowa żegluga handlowa została sparaliżowana. Dla państwa, które ponad 90 proc. eksportu zbóż i olejów roślinnych realizowało właśnie przez porty obwodu odeskiego, oznacza to potężną strategiczną stratę.

W tym kontekście doprawdy zdumiewa zaskoczenie ludzi, którzy jeszcze wczoraj z entuzjazmem udostępniali nagrania płonących magazynów i rafinerii w Rosji, a dziś z oburzeniem i żalem utyskują na podłość Rosjan, którzy mieli czelność odpowiedzieć na ukraińskie zaczepki falą zmasowanych nalotów.

Wojna ma swoją oczywistą logikę. Eskalacja rodzi eskalację; nie trzeba być Johnem Mearsheimerem czy Robertem Papem żeby to stwierdzić. Każda ze stron stara się zwiększać koszty ponoszone przez przeciwnika, odpowiadać mocniej i sięgać głębiej. Można oceniać to moralnie, ale nie można jednocześnie „jarać się jak ruSSkie rafinerie” i udawać kompletne zaskoczenie, kiedy druga strona odpowie pięknym za nadobne.

Dla przeciętnego polskiego cymbała z internetu płonące silosy z paliwem w Rosji są dowodem skuteczności i powodem do satysfakcji. Eksplodujące magazyny amunicji na Ukrainie zaś dowodem barbarzyństwa. Tymczasem oba obrazy są elementami tego samego mechanizmu – spirali wojennej eskalacji, która z każdym kolejnym tygodniem, miesiącem czy rokiem przynosi coraz więcej pożogi i śmierci.

Wszystkim tym, którzy z takim podnieceniem oglądali spektakularne pożary w Moskwie, Petersburgu i rosyjskich zakładach przemysłowych, wszystkim zachwyconym utrudnieniami, jakie ukraińskie drony spowodowały klientom Wildberries, ani przez chwilę nie przyjdzie oczywiście do głowy, żeby racjonalnie zastanowić się nad rezultatem tych śmiałych działań.

Ukraina nie zaczęła z tego powodu „wygrywać wojny”. Sytuacja na froncie nie uległa odwróceniu. Wojska rosyjskie nadal, bardzo powoli, lecz systematycznie, posuwają się naprzód. Rosyjskie społeczeństwo nie zmieniło swoich poglądów, nie pokochało Zachodu i nie porzuciło Putina. Doszło natomiast do drastycznej intensyfikacji rosyjskich ataków, której skutki ponosi Ukraina – jej szczątkowa i potwornie nadwyrężona przez wojnę gospodarka, infrastruktura portowa, przedsiębiorstwa oraz mieszkańcy wielkich ośrodków miejskich. Giną ludzie, płoną zakłady, niszczone są magazyny, porty i kolejne elementy infrastruktury krytycznej. Państwo, które już wcześniej funkcjonowało na granicy swoich możliwości, ponosi następne miliardy strat.

Taki jest realny bilans tej kampanii. Nie „rewolucja” w Rosji, nie bunt konsumentów, nie załamanie frontu i nie żadne wielki strategiczny przełom. Po jednej stronie kilka widowiskowych pożarów i kilka tygodni triumfalistycznej ekscytacji, po drugiej – jeszcze mocniejszy uderzenia w ukraińskie miasta, porty, przemysł i ludzi.

Bojan Stanisławski

„Pszeki! Spierdalać do Polski!” Banda Ukraińców zaatakowała polskich kierowców, którzy przywieźli pomoc

„Pszeki! Spier… do Polski!” Banda Ukraińców zaatakowała polskich kierowców, którzy przywieźli pomoc

[VIDEO] – w oryginale. md

2.08.2026 nczas/pszeki-spier-do-polski-banda-ukraincow-zaatakowala-polskich-kierowcow-ktorzy-przywiezli-pomoc

NCZAS.INFO | Ukraińscy kierowcy kazali Polakom
NCZAS.INFO | Ukraińscy kierowcy kazali Polakom „spier… do Polski”. Foto; print screen X

Banda Ukraińców obrażała i groziła polskim kierowcom ciężarówek na ukraińskim terminalu celnym. Używano wobec nich słów „pszeki”, co jest pogardliwym określeniem Polaków. Film udostępnił na TikToku Ukrainiec. Oryginał został już usunięty, ale udało się zachować nagrania ukazujące kolejny przykład agresji Ukraińców, który niestrudzenie będą ignorować politycy i wielkie media.

30 lipca użytkownik TikToka SV_VINNYTSIAUTO opublikował nagranie z Winnicy ukazujące sytuację na ukraińskim terminalu. Trzech Ukraińców podeszło do polskich kierowców z zaopatrzeniem. Ukraińcy zaczęli słownie atakować Polaków. Nazywali ich „pszakami”, kazali „wypierda**ć” i grozili, że „ich jest tutaj pełny terminal, a Polaków kilku”.

Portal kresy.pl zaznaczył, że w sobotę materiał zniknął z konta ukraińskiego użytkownika. Jednak w sieci zachowały się kopie.

Oddzielne nagranie z tego samego incydentu nagrał drugi z Ukraińców o nazwie Мішаня___0001. W sobotę konto użytkownika było niedostępne. W tym przypadku także internauci zarchiwizowali film dowodzący agresji Ukraińców wobec Polaków.

Według użytkownika X Codziennik z Mordoru, Polacy przywieźli na Ukrainę pomoc. W momencie ataku Ukraińców na nich byli w drodze do sklepu po zakupy. Taka to ukraińska wdzięczność.

Rzecz jasna, w TVN o tym wszystkim nie powiedzą ani słowem. Zamiast tego do spóły z politykami rządzącej koalicji i poprzedniego rządu będą rozczulali się nad rzekomą „polską agresją wobec Ukraińców”.

„Możemy zabrać praktycznie wszystko, co zechcemy”. Trump wraca do umowy o metalach ziem rzadkich z Ukrainą

Donald Trump, fot. The White House

„Możemy zabrać praktycznie wszystko, co zechcemy”. Trump wraca do umowy o metalach ziem rzadkich z Ukrainą

2 sierpnia 2026 Damian Drozd

Donald Trump ocenił, że porozumienie dotyczące ukraińskich surowców zapewnia Stanom Zjednoczonym szeroki dostęp do złóż metali ziem rzadkich. Prezydent USA stwierdził, że korzyści wynikające z umowy mogą przewyższyć wartość amerykańskiej pomocy wojskowej przekazanej Kijowowi. Waszyngton ma w ten sposób odzyskać środki wydane na wsparcie Ukrainy.

W opublikowanym w piątek wywiadzie dla stacji Real America’s Voice prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump przedstawił swoją ocenę umowy zawartej z Ukrainą w sprawie zasobów mineralnych, wskazując na korzyści finansowe dla Waszyngtonu.

„Zawarliśmy umowę […]. Mamy podpisany kontrakt. Jeśli chodzi o surowce ziem rzadkich, możemy tam wejść w dowolnym momencie. Możemy zabrać praktycznie wszystko, co zechcemy. To była dość korzystna umowa” – powiedział Trump.

Dostęp do ukraińskich zasobów

Trump podkreślił, że Ukraina posiada bogate złoża metali ziem rzadkich. W jego ocenie podpisane porozumienie zapewnia Stanom Zjednoczonym szeroki dostęp do tych zasobów.

Amerykański prezydent stwierdził również, że wartość korzyści wynikających z umowy może przewyższyć wartość dotychczasowej pomocy udzielonej Kijowowi przez Waszyngton. Zasugerował, że dostęp do złóż może być wart ponad 300 mld dolarów.

Trump ocenił, że dzięki porozumieniu Stany Zjednoczone „odzyskają swoje pieniądze” przeznaczone wcześniej na wsparcie Ukrainy.

Umowę podpisano w 2025 roku

W maju 2025 roku porozumienie dotyczące ukraińskich surowców mineralnych podpisały ówczesna minister gospodarki Ukrainy Julia Swyrydenko oraz minister finansów Stanów Zjednoczonych Scott Bessent.

Umowa dotyczy dostępu do ukraińskich zasobów mineralnych, w tym metali ziem rzadkich. Trump przedstawił ją jako transakcję, która może zapewnić Stanom Zjednoczonym korzyści przekraczające wartość udzielonej wcześniej pomocy wojskowej.

Kolejno w kwietni Waszyngton i Kijów podpisały memorandum o utworzeniu Funduszu Inwestycyjnego. Celem funduszu jest wspieranie odbudowy Ukrainy poprzez wykorzystanie środków pochodzących z wydobycia surowców mineralnych. Zyski z projektów przez 10 lat będą reinwestowane w kraju, a kluczowym założeniem jest rozwój sektora wydobywczego i infrastruktury z preferencyjnym udziałem inwestorów z USA.

Dodatkowo w styczniu tego roku władze Ukrainy zdecydowały o przyznaniu praw do wydobycia litu z państwowych złóż inwestorom powiązanym z USA. Wśród nich znalazł się bliski współpracownik prezydenta Donalda Trumpa oraz spółka TechMet związana z amerykańską agencją rządową.

Ukraina posiada złoża litu, które zawierają około 1/3 zasobów tego surowca na kontynencie. Lit jest obecnie szczególnie pożądanym minerałem wykorzystywanym w produkcji baterii do pojazdów elektrycznych. Dotąd nie był wydobywany na terenie Ukrainy.

Zachód nas oszukał. Rozmowa z Nikołajem Azarowem, premierem Ukrainy w latach 2010-2014

Nikołaj Azarow: Zachód nas oszukał

Rozmowa z Nikołajem Azarowem, premierem Ukrainy w latach 2010-2014

Czy Ukraina ma ideologię państwową?

– Gdybyśmy mieli krótko opisać historyczny proces kształtowania się ukraińskiej ideologii państwowej, należałoby go najpierw zdefiniować jako budowę demokratycznego społeczeństwa, szanującego podstawowe prawa człowieka, rozwój kompleksowych relacji z sąsiadami oraz, oczywiście, neutralny status bez broni jądrowej. Wszystkie te warunki, o których wspomniałem, są zapisane w Konstytucji Ukrainy.

Jednak od samego początku niepodległości Ukrainy znaczącą rolę w kształtowaniu ukraińskiego państwa i jego polityki zagranicznej zaczęli odgrywać mieszkańcy Ukrainy Zachodniej. To oni właśnie uformowali ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Dlaczego? Bo ówczesny prezydent Krawczuk, sam pochodzący z Wołynia, okazał się prawdziwym banderowcem. To właśnie on zaczął formować organy odpowiedzialne za naszą politykę zagraniczną głównie z mieszkańców Ukrainy zachodniej, ponieważ biegle władali oni może nie językiem ukraińskim, ale galicyjskim dialektem ukraińskiego. Bo trzeba zaznaczyć, że prawdziwy ukraiński jest językiem obwodów czernihowskiego, połtawskiego i przede wszystkim centralnej Ukrainy.

Na południowym wschodzie dominuje w zasadzie tzw. surżyk, język hybrydowy, coś pośredniego między rosyjskim a ukraińskim. Począwszy od dojścia do władzy Juszczenki, zaczęliśmy dostrzegać jawny rozwój tendencji banderowskich, przede wszystkim nienawiści do języka rosyjskiego, nienawiści do historii Rosji i nienawiści do Polski. Trzeba otwarcie powiedzieć, że gdy tylko Bandera, Szuchewycz i inni tego rodzaju bohaterowie OUN i UPA stali się w oczach Juszczenki bohaterami narodowymi, natychmiast zaczął on wdrażać tę narrację, że jakoby przez całe swoje dzieje naród ukraiński walczył o niepodległość od Rosji i Polski. Juszczenko posunął się nawet do tego, że w lutym 2010 roku przyznał Banderze tytuł Bohatera Ukrainy i zrobił to dosłownie tydzień przed złożeniem urzędu prezydenta.

Jego następca, Janukowycz, wniósł pozew, powołując się na zapisy w statucie Orderu Bohatera Ukrainy, o uchylenie prezydenckiego dekretu przyznającego Banderze ten tytuł, a sąd się do tego przychylił. Chcę powiedzieć, że od momentu, gdy zacząłem uczestniczyć w negocjacjach, w szczególności ze stroną polską, musiałem uczestniczyć w negocjacjach z prezydentem Kwaśniewskim, nieżyjącym już prezydentem Kaczyńskim, Komorowskim, Donaldem Tuskiem i innymi polskimi politykami.

Na wszystkich naszych spotkaniach polscy przywódcy zwracali uwagę przede wszystkim na konieczności rozwiązania problemu tzw. rzezi wołyńskiej. W latach 2002-2003, dzięki mediacji ówczesnych władz polskich i ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmy, udało nam się wypracować pewien kompromis. Zgodziliśmy się na ekshumację wszystkich ofiar zbrodni wołyńskiej, zorganizowanie godnego, chrześcijańskiego pochówku oraz postawienie tablic pamiątkowych. Poza tym, istniały pewne napięcia i nieporozumienia między Polską a Ukrainą związane z międzywojenną polityką Piłsudskiego oraz z okresem powojennym.

W latach 1945-1947 również istniały pewne problemy. Nie będziemy ich pomijać, ale uznajemy to wszystko za fakt historyczny, historyczną winę przywódców, którzy działali w tamtych latach. Połóżmy temu kres i budujmy dobre relacje sąsiedzkie. Takie było nasze stanowisko i ja, jako premier i pierwszy wicepremier, zawsze się go trzymałem. Pamiętam, że kiedy w 2010 roku Polska została zalana powodzią, byłem prawdopodobnie pierwszym premierem, który zadzwonił do Donalda Tuska i zaoferował niezbędną pomoc w postaci pomp, rur, ekip remontowych, odprowadzania wody itd. Tusk przyjął to z wdzięcznością. Za moich czasów stosunki między nami a Polską były, jak sądzę, bardzo dobre. Współorganizowaliśmy przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej. W 2012 roku połowa meczów odbywała się w Polsce, a połowa na Ukrainie. Organizowaliśmy je wspólnie, spotykaliśmy się bardzo często i rozwiązywaliśmy wszystkie niezbędne kwestie. Dlatego głęboko żałuję, że ukraińskie władze, które przyszły po zamachu stanu, obrały taką banderowską politykę.

Pamiętam naszą rozmowę z Kaczyńskim, spotkanie w Karpatach, gdzie zjedliśmy kolację z polską delegacją, której przewodził Kaczyński, i naszą delegacją, której przewodził Juszczenko, ówczesny prezydent. I wtedy Kaczyński ostrzegł go bardzo poważnie. Powiedział: – Wiktor – bo zwracali się do siebie po imieniu – popełniasz bardzo poważny błąd polityczny, podnosząc do rangi bohaterów narodowych tych ludzi, których ręce są we krwi, którzy dopuścili się okrucieństw nie tylko wobec Polaków, ale także wobec Rosjan, Żydów, dopuścili się czystek etnicznych na Ukrainie. Zresztą nie tylko wobec tych narodów, bo także wiele osób innych narodowości ucierpiało.

Warto zauważyć, że Dywizja SS „Hałyczyna”, będąca bezpośrednio pod rozkazami SS, wsławiła się także okrucieństwami na Białorusi, Słowacji i Ukrainie. Kaczyński, moim zdaniem, bardzo słusznie ostrzegał Juszczenkę przed tym. Ale Juszczenko nie był człowiekiem niezależnym. Kierowała nim jego żona, Kateryna, pochodząca z rodziny banderowskiej. A linia banderowska głosiła, że musimy wymordować wszystkich Moskali, to znaczy Rosjan, wszystkich Lachów, a więc Polaków, wszystkich Żydów i wszystkich niepełnowartościowych Ukraińców – a więc tych Ukraińców, którzy nie popierali tej ideologii.

Dlaczego opisuję to spotkanie tak szczegółowo? Bo już wtedy – a był to rok 2006 albo 2007, nie pamiętam dokładnie – polskie kierownictwo ostrzegało ukraińskie kierownictwo o niedopuszczalności prowadzenia takiej polityki. My również zawsze sprzeciwialiśmy się tej polityce Juszczenki. A co się stało po zamachu stanu? Wszystkie siły autentycznie proukraińskie zostały zniszczone. To znaczy, zniszczona została Partia Regionów, unicestwiona fizycznie, bo wielu działaczy zostało uwięzionych, a wielu zmuszonych do wyjazdu. Moim zdaniem, największa, najbardziej ukraińska siła, narodowo zorientowana na rozwój Ukrainy, została po prostu zlikwidowana. Kto ją zastąpił? Zastąpiły ją siły jednoznacznie nazistowskie. I to one, oczywiście na polecenie swoich zachodnich patronów, ukształtowały tę politykę, która polegała przede wszystkim na wrogości wobec Rosji.

I, naturalnie, Polska zawsze była i pozostaje dla nich wrogiem, to nieodłączny element ich ideologii. Wystarczy przytoczyć kilka wypowiedzi. Na przykład kogoś takiego, jak Podoljak, doradca Zełenskiego, który publicznie nawołuje do eksterminacji wszystkich Rosjan. Albo Sternienko, doradca ministra obrony, który nawet ukuł termin „Ruso-rez”, oznaczający „rzeź Rosjan”. To nie są jacyś ludzie z marginesu, spoza sceny politycznej. To są ludzie, którzy są w kierownictwie kraju. Pytał Pan o ideologię państwową. Niestety, jest to ideologia samozniszczenia Ukrainy. Jest ona niebezpieczna dla wszystkich sąsiadów Ukrainy. Absolutnie dla każdego z nich.

W jakim stopniu ta ideologia została narzucona z zewnątrz? Mam na myśli fakt, że po II wojnie światowej wielu ukraińskich nacjonalistów znalazło schronienie w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i innych krajach.

– To oczywiste. Jak Zachód walczył ze Związkiem Radzieckim? Wyłapywał wszystkich bez wyjątku zdrajców, którzy udowodnili, że są kolaborantami nazistów. Weźmy na przykład Melnyka. Był jednym z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów po Konowalcu. Konowalec zginął w 1938 roku. Jego miejsce zajął właśnie Melnyk. Został dwukrotnie przyjęty przez samego Hitlera. Istnieją materiały z procesów norymberskich, a także dane samego niemieckiego wywiadu, głównie Abwehry, dotyczące werbowania zarówno Bandery, jak i Melnyka do prowadzenia wojny antypolskiej w tamtym czasie. Właśnie wtedy, kiedy Hitler przygotowywał się do inwazji na Polskę, w latach 1937-1938. Melnyk tworzył grupy dywersyjne do walki z Polakami. Prowadził działalność sabotażową w polskiej armii. Kiedy Polska została podbita, Hitler zaczął przygotowywać się do ataku na Związek Radziecki. Bandera i Melnyk otrzymali zadanie organizowania akcji sabotażowych w jednostkach terytorialnych Armii Czerwonej. Nie tylko powierzono im te zadania, ale także zaopatrzono ich w pieniądze, broń, instrukcje itd.

Dlatego nigdy nie byli niezależni. Kiedy w 1941 roku Niemcy zajęli Lwów, Bandera i jego towarzysze ogłosili powstanie niepodległego państwa ukraińskiego pod auspicjami Hitlera. Innymi słowy, natychmiast stworzyli państwo wasalne. Ale Hitler nie potrzebował wówczas niepodległej Ukrainy. Zareagował negatywnie na tę inicjatywę. Ale od 1941 roku naziści wspierali wszystkie ruchy nacjonalistyczne, dostarczając im broń, pieniądze i żywność. A kiedy Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę, przeprowadzali akcje sabotażowe na tyłach. Najsłynniejszym aktem dywersji był zamach na dowódcę Frontu Ukraińskiego, generała armii Watutina. Był on znanym dowódcą, a zginął w wyniku tego aktu dywersji. Wszystkie te instrukcje, mające na celu przekształcenie Ukrainy w państwo antyrosyjskie, były i są nadsyłane z Londynu, Waszyngtonu oraz amerykańskich i londyńskich służb wywiadowczych. Ich głównym celem jest przecież przekształcenie Ukrainy w taran przeciwko Rosji, wyrządzenie jej szkód, zachwianie jej gospodarką, a przynajmniej jej osłabienie.

A nastroje antypolskie istniały od zawsze. Zauważyłem to, kiedy byłem na Ukrainie zachodniej. Za czasów, kiedy byliśmy u władzy, były one jakby skrywane w podziemiu. Kiedy zaś udało im się dokonać zamachu stanu, po prostu się ujawnili. Nie sądzę, żeby Amerykanie czy Brytyjczycy musieli ich nastawiać przeciwko Polsce, nie było takiej potrzeby. Takie jest ich banderowskie dziedzictwo. Nawiasem mówiąc, co roku organizują akademie Bandery, podczas których wygłaszają hasła o konieczności odzyskania tzw. odwiecznych ziem ukraińskich i odbicia ich od Rosji, Polski itd. Naziści kształtują i wspierają Zełenskiego i jego rząd. Sam Zełenski jest marionetką. Nie zwracajcie uwagi na to, co mówi. Działa ściśle według zachodnich instrukcji.

Gdyby Zachód jutro spojrzał na niego groźnie i powiedział: „Zatrzymajcie to – otwieranie panteonów i ponowne pochówki”, to on by przestał. Ale oczywiście zażądałby, aby przejęto kontrolę nad formacjami nazistowskimi. A właśnie te nazistowskie ugrupowania kontrolują armię. Istnieje już około 20 batalionów o orientacji nazistowskiej. I jest to realna siła. To oczywiste, że nacjonaliści zawsze słuchają swoich przełożonych. Jeśli więc Zachód chce wyeliminować wszystkie te antypolskie działania, to oczywiście potrzebny jest rozkaz z tegoż Zachodu. Jestem jednak pewien, że istnienie takiego trendu na zachodniej Ukrainie ma głębokie korzenie. Wyrwanie tych pędów z korzeniami jest możliwe tylko poprzez zmianę reżimu politycznego w Kijowie.

Chciałbym powrócić do roku 2014. Co może Pan powiedzieć, o roli mediatora, jaką odegrał polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas wizyty w Kijowie zimą 2014 roku?

– Była to rola skrajnie negatywna. Przede wszystkim dlatego, że Sikorski jest zaciekłym rusofobem. Nie pochwalam rusofobii głoszonej obecnie w Polsce. Dlaczego jestem jej przeciwny? Po pierwsze dlatego, bo uważam, że współpraca między Polską, Ukrainą i Rosją jest naturalną współpracą między krajami, które kiedyś żyły w tym samym państwie, a teraz w różnych, ale łączy je wspólny fundament rozwoju. Biorąc pod uwagę to, że Rosja dysponuje ogromnymi zasobami mineralnymi i surowcowymi – nadchodząca epoka będzie epoką rywalizacji o te zasoby. Wszystkie obecne konflikty, takie choćby jak wojna irańsko-amerykańska, to wojny o zasoby. Rosyjskie zasoby dobrze służyły Polsce i Ukrainie. Bo dostawy taniego rosyjskiego gazu i ropy rurociągami takimi, jak na przykład „Przyjaźń” pozwoliły Polsce znacząco się rozwinąć. Stabilne dostawy energii są fundamentem rozwoju każdej gospodarki. Dlatego zawsze uważałem, że utrzymanie przyjaznych relacji wymaga jasnego zidentyfikowania wszystkich dramatów, które wydarzyły się w naszej wspólnej historii, wygaszenia ich i pójścia naprzód. Na przykład, kiedy wspólnie organizowaliśmy Mistrzostwa Europy, Tusk i ja zaplanowaliśmy wiele wspólnych programów. W czym one przeszkadzały organizatorom przewrotu? Wszystkie te programy zostały porzucone.

Co więcej, uczynili oni z polskich rolników wrogą siłę polityczną względem rolników ukraińskich. Polska konsekwentnie sprzeciwiała się ukraińskiemu eksportowi rolnemu do Unii Europejskiej. Zamiast tego moglibyśmy się zgodzić na wspólne przedsięwzięcia, zwłaszcza że produkty rolne z Polski, Ukrainy i Rosji są szczególnie cenne. Dlatego kiedyś promowaliśmy ideę utworzenia unii zbożowej. Gdyby główne kraje produkujące zboże, zjednoczyły się, to przecież moglibyśmy dyktować ceny na rynku globalnym i generować zyski dla naszych krajów. Jednak te nieporozumienia – teraz to nie tylko nieporozumienia, ale wojna między Ukrainą a Rosją – komu one posłużyły? Posłużyły tym, którzy teraz stali się dominującymi graczami na tym rynku. W tej chwili obserwujemy spadek cen zbóż, bardzo znaczący.

Mogliśmy tego uniknąć, ale moglibyśmy też wskazać na inne programy współpracy, zwłaszcza w sektorze zaawansowanych technologii. Ukraina była kiedyś krajem wysoko rozwiniętym technologicznie, więc zawsze można było znaleźć obszary współpracy. Jaki jest więc skutek rusofobii, która obecnie szerzy się w Polsce? Oto kilka konkretnych danych. Myślę, że znacie je lepiej niż ja: Polska wydała już 65 miliardów dolarów na zakup uzbrojenia i planuje wydać 150 miliardów dolarów w najbliższej przyszłości. 215 miliardów dolarów wydano nie na rozwój gospodarki, podwyżki płac, emerytur, świadczeń socjalnych czy rozwój kultury i edukacji, ale na pociski i rakiety. Na co więc się szykujecie? Na wojnę? Wojna byłaby dla Polski zabójcza, bo z kim? Z Rosją? Rosja to mocarstwo nuklearne. Czy myślicie, że jeśli pojawi się zagrożenie dla Rosji, nie użyje ona broni jądrowej? Oczywiście, że użyje. W wyniku takiej wojny nic nie zostanie z Europy, a zwłaszcza z Polski.

Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że na przykład Szwecja, po 200 latach neutralności, przystąpiła do NATO. Byłem tam; to bogaty, zamożny kraj. Dlaczego, skoro nie znał wojny od czasów Napoleona – i dziesięć pokoleń żyło tam bez wojen – miałby teraz dołączyć do NATO i rozmieścić broń balistyczną, gwarantującą całkowitą zagładę w przypadku wojny nuklearnej? W głowie mi się to nie mieści, a jestem w polityce od dawna. Po prostu nie rozumiem takich antynarodowych, antyludowych decyzji. Dlatego moim zdaniem Polska również musi wprowadzić zmiany w polityce, które sprawią, że nie będzie wrogiem, a państwem przyjaznym, również dla Rosji.

Czy można było wtedy, w 2014 roku, uratować Ukrainę? Czy można było skutecznie przeciwstawić się tym siłom, które przygotowywały i z powodzeniem przeprowadziły zamach stanu?

– Moim zdaniem było konieczne. Byliśmy zobowiązani jako władze kraju, zgodnie z ukraińską konstytucją i ukraińskim ustawodawstwem, do podjęcia wszelkich środków w celu stłumienia i wyeliminowania źródeł tego zamachu. Po pierwsze, kwatera główna zamachu stanu znajdowała się w ambasadzie USA i wiedzieliśmy, że przywódcy Majdanu codziennie kontaktowali się z Departamentem Stanu i otrzymywali instrukcje. Ukrainę odwiedzali również senatorowie USA i zastępca sekretarza stanu Victoria Nuland. Spotkałem się z nią. Proszę sobie wyobrazić, że przyjeżdża zastępca sekretarza stanu i zaczyna dyktować premierowi, że musi mianować Jaceniuka wicepremierem albo jakiegoś tam Kliczkę. Wysłuchałem tego, zdziwiłem się i powiedziałem: „Wiktorio, czy ci się coś nie pomyliło? Co was obchodzi, kto będzie naszym wicepremierem w rządzie? Co was to obchodzi, że tak bezczelnie wtrącacie się w nasze sprawy?”.

Ambasador USA Pyatt zaczerwienił się po tym, co im powiedziałem. To była jawna, rażąca ingerencja w nasze sprawy wewnętrzne. Tak jak i te telefony Bidena, wiceprezydenta do prezydenta Janukowycza: „Nawet nie myślcie o użyciu siły! Bo nałożymy na ciebie wszelkiego rodzaju sankcje, wydamy cię międzynarodowemu trybunałowi i tak dalej. Jeśli tylko użyjesz siły wobec pokojowych demonstrantów”. A jacy to byli pokojowi demonstranci? Przecież już doszło wtedy do zabójstw funkcjonariuszy organów ścigania i do zajmowania budynków rządowych.

Pokojowi demonstranci? Byliśmy wręcz obowiązani podjąć działania przeciwko temu zamachowi stanu. Albo na przykład poczynania waszego ministra Sikorskiego, który przekonał Janukowycza do przyjęcia propozycji zamachowców – przywódców Majdanu, i przeprowadzenia pokojowej transformacji. Na czym miałaby polegać ta pokojowa transformacja? Janukowycz zgodziłby się na przedterminowe wybory, wycofałby wojska wewnętrzne z Kijowa, a zamachowcy opuściliby zajęte budynki i place. Mieli się pokojowo rozejść. Kolejnym warunkiem była dymisja rządu, a więc i moja jako premiera. Zachodowi nie odpowiadała moja osoba. Janukowycz mnie zdymisjonował i zaufał tym gwarantom. Zaufał Sikorskiemu. Zaufał Steinmeierowi, czyli ówczesnemu ministrowi spraw zagranicznych Niemiec. Podpisali porozumienie pokojowe, w którym zawarto punkty, o których wspomniałem. Janukowycz zastosował się do uzgodnień. Gdy tylko wojska wycofały się z centrum Kijowa, budynek rządu, budynek administracji prezydenckiej i parlament zostały zajęte. Natychmiast. Grupa zabójców wyruszyła, aby zlikwidować Janukowycza w jego rezydencji. Janukowycz wziął telefon, próbował dodzwonić się do Sikorskiego, do Steinmeiera, do Angeli Merkel. Nikt nie odbiera. Ile więc warte były te gwarancji Sikorskiego?

Od 2013 roku wielu obiecywało Ukrainie członkostwo w Unii Europejskiej. Jak Pan sądzi – czy jest ono prawdopodobne?

– To nie jest możliwe. Negocjacje w sprawie przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej rozpoczęły się już w 2008 roku. Wkrótce minie więc 20 lat od kiedy je podjęto. Zacząłem uczestniczyć w tych negocjacjach w 2010 roku, kiedy odziedziczyliśmy po poprzednim rządzie umowę stowarzyszeniową między Unią Europejską a Ukrainą. W jej ówczesnym kształcie była ona absolutnie niekorzystna dla Ukrainy. Zobowiązano nas do otwarcia naszego rynku na towary europejskie, co oznaczało wprowadzenie systemu wolnego handlu, zniesienie ceł itd. Ale podlegaliśmy pewnym ograniczeniom. Mogliśmy dostarczać na rynek unijny 20 000 ton zboża. A my produkowaliśmy około 40 milionów ton. To nasz główny produkt eksportowy. Po co nam więc taki rynek? Albo na przykład w kwestii mięs: 5000 ton, 10 000 ton. Kiedy to przeczytałem, powiedziałem moim negocjatorom, że to umowa nierównoprawna.

Drugim warunkiem, który został zachowany dla naszych towarów, było to, że musimy dostarczać towary zgodnie ze standardami i normami jakościowymi oraz przepisami technicznymi, ustanowionymi w Unii Europejskiej. Nie mamy żadnych przedsiębiorstw, z wyjątkiem przemysłu farmaceutycznego i mleczarskiego, które udało nam się dostosować do europejskich standardów. Wszystkie pozostałe przedsiębiorstwa nadal działały według radzieckich norm GOST. To znaczy, że żaden z naszych produktów nie mógł formalnie wejść na rynek Unii Europejskiej właśnie z tych powodów. Żaden. Już wtedy mieliśmy deficyt handlowy z Unią Europejską. A po wejściu w życie tej umowy, deficyt znacznie by wzrósł. Dlatego właśnie, przygotowując umowę, prowadziliśmy uporczywe, długie negocjacje w tej sprawie. W trakcie tego procesu wielokrotnie poruszaliśmy kwestię przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej. I nawet wtedy słyszeliśmy kategoryczne „nie” od ówczesnego przewodniczącego Komisji Europejskiej José Barroso i od absolutnie każdego przywódcy państw europejskich, z którym mieliśmy kontakt. Na przykład Angela Merkel, która powiedziała: „Musicie spełnić kryteria członkostwa w Unii Europejskiej w ciągu najbliższych 20 lat”. Kryteria kopenhaskie, których Ukraina nie spełnia. Ani wtedy, ani tym bardziej nie teraz.

Jednym z kryteriów kopenhaskich jest niezależność sądownictwa. O jakich niezawisłych sądach możemy teraz mówić na Ukrainie, skoro Zełenski dekretem zakazał prezesowi Sądu Konstytucyjnego wstępu do swojego biura, a potem go zwolnił? Potem zwolnił kilku sędziów Sądu Konstytucyjnego. Innymi słowy, zniósł Sąd Konstytucyjny. Wbrew ukraińskiej konstytucji. Pomimo ustawy o Sądzie Konstytucyjnym. Nie miał prawa tego zrobić, ale to zrobił. O jakim niezależnym sądownictwie możemy mówić, skoro prezes Sądu Najwyższego Ukrainy jest obecnie aresztowany, pod sfabrykowanym zarzutem korupcji?

Zełenski dekretuje zniesienie sądów, bo ich nie lubi, więc po prostu je znosi. O jakim niezależnym sądownictwie możemy w ogóle mówić? W kraju jest ponad 20 000 więźniów politycznych. Wszystkie opozycyjne partie polityczne zostały zlikwidowane. Zostały zlikwidowane wszystkie opozycyjne media. Jest tylko jeden kanał. Nazywa się maraton. Maraton telewizyjny. Weźmy kwestie społeczne. Ukraina jest najbiedniejszym krajem w Europie, a nawet na świecie. Ma najniższą średnią długość życia i najwyższą śmiertelność. Wskaźnik śmiertelności przekracza 570 000, nie licząc strat militarnych. A wskaźnik urodzeń spadł do 150 000. Innymi słowy, Ukraina jest fizycznie przez ten reżim niszczona. Jak wypadamy na tle Unii Europejskiej? Te Macrony, Merze i inni wiedzą o tym wszystkim. Ale są hipokrytami i oszukują naród ukraiński co do jego ewentualnego przyszłego przystąpienia do Unii Europejskiej. Moja polityka, gdy byłem premierem, była taka: powiedziałem, że musimy sami budować Europę u siebie. To znaczy, ustanowić standardy, które pokażą, że Ukraina będzie godnym członkiem Unii Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

B. premier Ukrainy: Wojna byłaby dla Was zabójcza

https://www.youtube.com/watch?v=znAplb7CCco  (49 minut)

Polskie Kresy bez Ukraińców?

Polskie Kresy bez Ukraińców?

Posted by Marucha w dniu 2026-07-31 marucha./polskie-kresy-bez-ukraincow

Rozmowa portalu Ukraina.ru z red. Konradem Rękasem.

Ukraina.ru: Panie Redaktorze, niedawno Pan prezydent Rosji Władimir Putin wyraził przekonanie, że prędzej czy później Ukraina utraci swoje zachodnie ziemie na rzecz ich historycznych właścicieli, wspominając między innymi o byłych ziemiach polskich. Czy sama Polska przygotowuje się na taki scenariusz?

Konrad Rękas: III Rzeczpospolita, czyli obecna forma państwowości polskiej – nie, bo jest całkowicie niesamodzielna wobec Anglosasów i prędzej sama stałaby się częścią UkroPolinu, pro-zachodniej unii polsko-ukraińskiej niż ośmieliłaby się oficjalnie zgłosić roszczenia wobec historycznych ziem polskich pod tymczasowym zarządem ukraińskim.

Natomiast naród polski tak, jak najbardziej jest gotów powrócić na polskie Kresy Wschodnie i połączyć się w jednym państwie z naszymi rodakami, zamieszkującymi obecną Ukrainę, siłą oddzielonymi od ojczyzny i narażonymi na szowinistyczną politykę Kijowa skierowaną przeciw wszystkim mniejszościom.

Jedyną wątpliwością, wyrażaną niekiedy przez Polaków, żywo dyskutujących w internecie, bywa kwestia Ukraińców zamieszkujących obecnie Lwów, Łuck, Równe, Tarnopol, Stanisławów, Żytomierz, Winnicę i Kamieniec Podolski. „Po co nam więcej Ukraińców?!” – pytają, odnosząc się do przeszło 3,5-milionowej rzeszy ukraińskich nachodźców, zamieszkujących obecnie w Polsce.

Takie obawy łatwo jednak można rozproszyć. Wszak kiedy po wygranej II wojnie światowej Polska odzyskiwała swoje historyczne Ziemie Zachodnie – takie miasta jak Wrocław, Gdańsk czy Szczecin były wciąż pełne Niemców. A jednak w ciągu ledwie kilkunastu miesięcy gremialnie opuścili oni odradzające się państwo polskie.

Zmiana granic pociąga za sobą zmiany etniczne, wiedzą o tym mieszkańcy serbskiej Krainy czy Cypru. Kiedy polskie Wilno przyłączono do Litwy w 1939 r. było tam mniej niż 1 procent Litwinów, Lwów przed 1944 r. był miastem od kilku stuleci rdzennie polskim. Powrót tych miast do Polski przywróciłby ich pierwotny skład etniczny, a dynamiczna akcja repolonizacyjna zatarłaby szybko powierzchowne ślady ukrainizacji czy lituanizacji. Wystarczy jeden szybki ruch i ukraiński epizod w długiej historii Lwowa i całych Kresów odszedłby w niepamięć, na którą zasłużył. Ukraina jest pasożytem na ziemiach polskich i jak pasożyt powinna zostać potraktowana.

Ukraina.ru: We wrześniu br. w Polsce odbędą się ćwiczenia wojskowe tzw. koalicji chętnych. Oprócz żołnierzy polskich, zapowiedziano udział 1500 żołnierzy francuskich i brytyjskich. Organizatorzy tych ćwiczeń nie kryją, że ich celem jest przygotowanie do rozmieszczenia wojsk europejskich na Ukrainie. Czy Pana zdaniem jest to możliwe, a jeśli tak, to na jakich warunkach?

KR: Siły europejskie nie muszą wchodzić na Ukrainę, bo już tam są, wystarczy, że się ujawnią. Bez zachodniej, a dokładniej amerykańskiej pomocy nie byłyby możliwe ukraińskie ataki dalekiego zasięgu na cele w głębi Rosji. Bez brytyjskiego i niemieckiego udziału nie byłyby możliwe ukraińskie akty sabotażu i dywersji. Polscy żołnierze udający najemników działają na Ukrainie od euromajdanu.

Rozszerzenie i umiędzynarodowienie konfliktu można uzyskać także w inny sposób, relokując kijowskie bojówki do krajów bałtyckich, do Mołdawii, a także do Polski, gdzie mogłyby służyć zdyscyplinowaniu Polaków buntujących się przeciw ukraińskiej dominacji.

Nie miejmy złudzeń, Rosja walczy z koalicją zachodnią już co najmniej od 2014 r., od 2022 roku wreszcie czyni to zbrojnie, jednak cały czas wypiera się to z rosyjskiej świadomości. Rosjanie zostali napadnięci przez taką samą międzynarodową koalicję, jaka stanęła w szeregach Kawalerów Mieczowych przeciw Aleksandrowi Newskiemu, u boku Karola XII przeciw Piotrowi Wielkiemu, pod wodzą Napoleona przeciw Kutuzowowi i pod przewodem Hitlera przeciw narodom sowieckim. Ta wojna wróciła i dalej trwa.

Ukraina.ru: W kwietniu ogłoszono, że Francja planuje wspólne ćwiczenia sił powietrznych z Polską z udziałem myśliwców wielozadaniowych Rafale uzbrojonych w pociski nuklearne. Ćwiczenia te mają obejmować symulowane ataki na cele w Rosji i na Białorusi. Jednocześnie władze Warszawy starają się o udział w programie Nuclear Sharing, który zakłada rozmieszczenie amerykańskich bomb atomowych. Skąd ta samobójcza chęć uczynienia z Polski celu nuklearnego?

KR: Taktyczna / ograniczona wojna jądrowa pozostaje jedną z metod akceptowalnych w ramach NATO-wskiego planu aktywnej obrony strategicznej, czyli faktycznie ataku wyprzedzającego na Rosję i Białoruś. Co konkretnie wyprzedzającego – dowódcy NATO nigdy nie uważali za stosowne wyjaśnić, grunt, żeby to ich kody odpalające zostały wczytane pierwsze. Bomby jądrowe mają zaś to do siebie, że muszą gdzieś wybuchnąć – oczywiście na terytorium wroga spadając na cele uznawane za istotne strategicznie, np. główne centra przemysłowe i decyzyjne kraju, zaś na własnym terenie… Cóż, na własnym terenie należy znaleźć i wyeksponować takie obszary, z których straty mogłyby zostać uznane za akceptowalne z punktu widzenia Londynu, Berlina i Paryża. Tak jak Polska, Rumunia i Pribałtika.

Ukraina.ru: W ostatnich miesiącach różne sondaże udokumentowały narastające negatywne nastawienie Polaków do Wołodymyra Zełenskiego, Ukrainy i Ukraińców. Ten ostatni punkt potwierdzają trwające konflikty wewnętrzne z obywatelami Ukrainy w Polsce. W tej sytuacji zarówno rząd, jak i znaczna część opozycji apelują o utrzymanie poparcia dla Kijowa ze strony Warszawy. Czy nadchodzące wybory parlamentarne mogą odwrócić ten trend?

KR: Elity polityczno-medialne III RP dość długo myślały jak zareagować na falę wyraźnego społecznego przesytu pro-kijowską propagandą w Polsce. Wszystko, co w głównym nurcie umiano wymyślić to jednak tylko łzawe historyjki o biednych ukraińskich nastolatkach, na które ktoś nakrzyczał w tramwaju, bo kładły nogi w butach na oparciach siedzeń.

W tak opisywanej historii jeden burkliwy starszy Polak nie tylko miałby równoważyć kilkaset tysięcy Polaków ludobójczo pomordowanych przez ukraińskich nazistów podczas Rzezi Wołyńskiej. Polacy, którzy nie chcą dalej płacić Ukraińcom za darmowe zasiłki, przejazdy, leki, opiekę medyczną emerytury okazują się być nagle gorsi od „bomb Putina!”. Nie trzeba dodawać, że tak przerysowana, jeszcze bardziej histeryczna propaganda zamiast przekonywać Polaków do Kijowa i dalszego wspierania ukraińskich nazistów i oligarchów – działa tylko bardziej otrzeźwiająco i odstręczająco. Polacy się budzą i ani szantażowani ukraińskimi burdelami politycy, ani sprzedajni dziennikarze z mediów należących do niemieckiego i amerykańskiego kapitału zmienić już tego nie są w stanie.

Ukraina.ru: W lipcu w całej Polsce odbyły się masowe uroczystości upamiętniające ofiary Rzezi Wołyńskiej, w których sam Pan uczestniczył. Tymczasem na Ukrainie nasilają się gloryfikacje osób i organizacji, które dopuściły się tej zbrodni. Czy nie nadszedł czas, aby Polacy przypomnieli sobie tezę Jerzego Giedroycia, że Polska nie powinna wspierać nacjonalistycznego rządu na Ukrainie, a w takim przypadku Moskwa byłaby naturalnym, choć taktycznym, sojusznikiem Warszawy – jako przeciwwaga dla ukraińskiego nacjonalizmu?

KR: Nie trzeba ani lubić Rosji i Rosjan, ani nawet życzyć im zwycięstwa, by rozumieć, że Polska skazana jest na współpracę z Rosją – w swoim najlepszym interesie, zaś dla Rosjan Polacy mogliby być znakomitymi partnerami i pośrednikami w dziele odbudowie relacji z Europą, oczywiście z pominięciem jej wyalienowanych elit.

Dyplomacja narodów przeciw wojnie oligarchów byłaby najlepszym wyjściem z obecnego kryzysu, który w Europie Zachodniej objawia się wzrostem kosztów życia, spekulacją energetyczną, katastrofą imigracyjną i rozkładem cywilizacyjnym. Polska tyle razy i często bez własnego udziału była bramą do zachodnich inwazji na Rosję, najwyższy czas, byśmy wyciągnęli wnioski z historii i jak mówił polski ksiądz prymas, Stefan kardynał Wyszyński, oparli się o ścianę wschodnią, słowiańską.

Nasza współpraca znakomicie pomogłaby też w denazyfikacji Ukrainy, która potrzebuje naszej wspólnej pomocy w uwolnieniu spod jarzma międzynarodowej finansjery, rodzimych oligarchów i nazistów.

Ukraina.ru: W zeszłym tygodniu Prawo i Sprawiedliwość, największa partia opozycyjna w Polsce, rozpadła się po raz piąty. Czy powinniśmy spodziewać się w związku z tym znaczących zmian w polskiej klasie politycznej, czy skończy się to kolejnym „przestawianiem łóżek w burdelu”?

KR: Podział sceny politycznej III RP na liberalno-europejską PO i konserwatywno-amerykańskie PiS, zainicjowany po wyborach w 2005 r., nareszcie dobiega końca, podobnie jak wcześniejsza (równie fikcyjna) konkurencja post-Solidarności z post-komuną. Naturalne starzenie się frontmenów i dorastanie kolejnych pokoleń wyborców skłaniają do restrukturyzacji sceny politycznej.

Zmieniają się szyldy, poprzedni drugi szereg staje się nagle odświeżonym pierwszym, jednak w istocie w Polsce, podobnie jak i w innych państwach Europy Środkowej istnieją całe hodowle polityków partyjnych, prezenterów telewizyjnych, celebrytów, kierowników polityki gospodarczej, którzy mają służyć tylko jednemu celowi – utrzymaniu stanu zależności Polski od Zachodu, a Polaków w pułapce średniego wzrostu, dającego pozory spokojnego życia mimo skrajnie niskich zarobków i stałego wzrostu cen oraz braku samodzielności ekonomicznej.

Ruch z ex-premierem Morawieckim należy widzieć w tych właśnie kategoriach. To próba oddziaływania na wyborców zdezorientowanych, zrażonych do dotychczasowych partii, ale niegotowych, by całkowicie zerwać z dotychczasowym systemem, ciągle tymi samymi nazwiskami, twarzami i… kapitałami. To także rozpaczliwy odruch obronny systemu, przerażonego wzrostem nastrojów, nad którymi nie panuje i których nie jest w stanie zmanipulować. Nie udało się wypromować polityków PiS, ani PSL, wypróbowanych sług narodu ukraińskiego, na antybanderowskich patriotów, tworzone są więc byty, mające zapewnić pro-zachodnią i pro-kijowską większość po wyborach jesienią 2027 r.

Tymczasem jeśli za rok dojdzie do powstania jakiegoś rządu ocalenia narodowego przed populizmem i rosyjskimi agentami w Polsce, wówczas w ciągu najdalej kilkunastu miesięcy III RP się zawali, podobnie jak i jej układ zależności od Zachodu, a władzę w Polsce przejmą po prostu Polacy. I będą rządzić po polsku i w polskim interesie.

No chyba, że wówczas władza, wzmocniona wsparciem Zachodu i na jego rozkaz – zdecyduje się na rozwiązanie siłowe. A wówczas, zgodnie z wielowiekową już tradycją, oby miał nam kto udzielić pomocy.

Ukraina.ru: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Oleg Chawicz

https://aniemowilem.pl

Rosyjski pocisk balistyczny zniszczył w Kijowie amerykańską fabrykę dronów Terminal Autonomy

NewsFactoryPL

🇷🇺🚀Rosyjski pocisk balistyczny zniszczył w Kijowie fabrykę dronów Terminal Autonomy, należącą do amerykańskiej firmy wojskowej – pisze Guardian.

AQ-400 Scythe

Zakład produkował drony dalekiego zasięgu AQ-400 Scythe i AQ-100 Bayonet z systemami naprowadzania odpornymi na rosyjskie środki walki elektronicznej. Spółka twierdzi, że jej amunicja z AI jest już stosowana przeciwko Rosji. 🗣️

Rosjanom jest obojętne, do kogo należy zakład produkcyjny. Dla nich to i tak ten sam cel – powiedział były starszy oficer wywiadu USA Anthony Vinci.

Według źródła publikacji, w wyniku uderzenia nie było ofiar śmiertelnych.

Dołącz @newsfactory_pl

👍535😁1

t.me/newsfactory_pl/87888

===================================

https://t.me/danielmikusekpolska/23352?single

=========================

https://t.me/piotrpanasiuk/44013

Nowa migrena Trumpa. Czy wojny w Iranie i na Ukrainie zlały się w jedną?

Nowa migrena Trumpa. Czy wojny w Iranie i na Ukrainie zlały się w jedną?

Martin Jay

Czy tymczasowy prezydent Ukrainy Żeleński jest w stanie zerwać wszelkie ewentualne zawieszenie broni między USA i Iranem? W ostatnich tygodniach grupa komentatorów i dziennikarzy uświadomiła sobie rzeczywistość, czy Trump kiedykolwiek osiągnie obowiązujące zawieszenie broni, i uznała, że Benjamin Netanjahu odgrywa kluczową rolę w tym, ponieważ uporczywie odmawia wycofania żołnierzy IDF z Libanu. Na pogrzebie Lindsey Grahama usiłowano nam wmówić, że Trump jeszcze raz poprosi go, by pomyślał o wycofaniu swoich wojsk z Libanu – i Bibi znowu odmówi. Do wyborów w Izraelu zostało tylko kilka tygodni, i lwia część analityków maluje ponury obraz przetrwania Bibi. Jego utrzymanie się u władzy to jedyna nadzieja, jaka mu pozostała, aby i uniknąć oskarżeń o korupcję. Ma to mu zapewnić wojna z Iranem i Hezbollah. Niektórzy twierdzą, że jedyny atut Trumpa to groźba przerwania dostaw uzbrojenia dla IDF, co teoretycznie mogłoby powstrzymać całą armię obrony Izraela. Ale czy Trump byłby do tego zdolny? Taki krok byłby uznany jako bezpośredni atak na Bibi. Wielu twierdzi, że najlepsze co Trump mógłby zrobić dla zachowania pewnego politycznego autorytetu w przeddzień pośrednich wyborów, to stworzyć pewien dystans między nim i żydowskim lobby. Rzeczywistość jest taka, że Trump tkwi w ślepym zaułku.

Sprawy uległy znacznemu pogorszeniu, ponieważ okazało się, że u prezydenta Zelenskiego na Ukrainie – którego Trump kiedyś skrytykował w Białym domu za „brak kart” – w rzeczywistości pojawił się dodatkowy atut w grze, który ustala związek między wojną na Ukrainie i z Iranem. Koszmarny scenariusz fuzji wojny irańskiej i ukraińskiej właśnie stał się rzeczywistością. Co najmniej dwa statki na morzy Kaspijskim zostały ostatnio zaatakowane przez Ukrainę, podejrzewającą, że są one częścią cieni floty Iranu, przewożącą broń z Iranu do Rosji.

Według BBC, Służba bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała, że jej drony uderzyły w platformy wiertnicze w północnej części morza Kaspijskiego, a także w rosyjską łódź rakietową i „statki transportowe, które znajdują się pod międzynarodowymi sankcjami”.

Ambasador Iranu w Rosji Каzем Jalali poinformował państwową agencję informacyjną Iranu, że statek „Anna” stał na kotwicy w odległości około 5 km od ujścia rzeki Wołga, kiedy został zaatakowany.

Ambasador Ukrainy w Izraelu Yevgen Korniychuk oświadczył, że na pokładzie znajdowały się składniki dla bezzałogowych statków powietrznych i rakiet z Iranu do Rosji, a nie cywilne ładunki, ale nie poparł swoje twierdzenia żadnymi konkretnymi dowodami.

Choć nie jest tajemnicą, że Iran sprzedaje broń Rosji, to wydarzenie może stać się punktem zwrotnym ponieważ – jeśli Iran zdecyduje się uderzyć na Ukrainę – obie wojny wejdą w nową fazę, stając się przyczyną wszystkich migren Trumpa, który ma nadzieję, że będzie w stanie odnieść jakieś zwycięstwo, otwierając cieśninę Ormuz i zmuszając Irańczyków do obietnicy rezygnacji z broni atomowej. Jednak nawet bez uwzględnienia ukraińskiego aspektu, próby Trumpa znalezienia rozwiązanie w bałaganie, który stworzył w Iranie, wydają się coraz trudniejsze, biorąc pod uwagę, że nie ma on żadnej strategii i że każda umowa, którą chciałby uzyskać, musiałaby mieć składnik pijarowy, który zdejmie z niego znamię hańby. W tej chwili Irańczycy odpowiedzieli wzajemnością na najnowszą przerwę w atakach ze strony USA, więc znowu jest przerwa w destrukcji, podczas gdy Pakistan lub Katar starają się tchnąć nowe życie w zakulisowe dyskusje, podczas gdy urzędnicy Omanu zwijają się, jak przyspieszyć ruch tankowców przez cieśninę.

Ale wszystko jest jeszcze trudniejsze, niż ostatnim razem, ponieważ Iranu zupełnie nie ma ochoty na bezsensowne rozmowy. Tym razem, jeśli Trump chce osiągnąć od Teheranu coś konkretnego, potrzebne są działania, ponieważ irańscy zwolennicy twardej linii mocno wierzą, że zdradzieckiego charakteru Trumpa więcej nie można ignorować. Oni wiedzą, że to tylko kwestia czasu, kiedy Trump zerwie własne transakcje, wymyśli atak pod fałszywą flagą lub po prostu uderzy na Iran, jak czterolatek naciskający przyciski na pilocie zdalnego sterowania, podczas gdy dorośli są zajęci w kuchni.

Opcja 'odejścia’, który analitycy stale wysuwają, zadając bardziej skomplikowane pytanie, co tak naprawdę może zrobić Trump, nigdy wcześniej nie była tak realna, jak obecnie. Jeśli Trump zdecyduje się pozwolić Irańczykom zarządzać cieśniną Ormuz w zamian za nieformalne zawieszenie broni, podobne do rozejmu, jest słaba nadzieja, że będzie on w stanie rozpocząć z nimi negocjacje w sprawie transakcji jądrowej, ale to byłoby bardzo kosztowne dla USA i Trumpa, ponieważ musiałoby oznaczać odblokowanie irańskich 100 miliardów dolarów, które USA trzymają na kontach bankowych, i, co najmniej, udzielenie gwarancji w Libanie. Dla IDF i Bibi to jest coś, na co Trump i Irańczycy, być może, będą musieli poczekać, aż wybory w Izraelu dadzą bardziej jasny obraz tego, czy Netanjahu w ogóle pozostanie premierem po kilku tygodniach. Tymczasem transakcja, zawarta w ratach, mogłaby zapewnić Trumpowi pokój tylko z Iranem.

Ale czy Trump potrafi utrzymać Zelenskiego pod kontrolą? Otwieranie nowego frontu, w którym Ukraina wykorzystuje swoje rakiety dalekiego zasięgu do uderzeń na irańskie statki nie jest w interesie ani Trumpa, ani Teheranu, i prezydent Putin, którego armia właśnie zamknęła port morski w Odessie, na pewno nie będzie tolerować takiego bandytyzmu ze strony Zelenskiego. Nacisk na Putina w celu spowodowania jeszcze silniejszego ciosu na Ukrainę – niszcząc całą infrastrukturę energetyczną i produkcję broni – rośnie z każdym dniem, ale teraz kaspijskie zagrożenie będą rozpatrywane przez Trumpa i Putina jak wrzód z obu stron.

Grupa Żeleńskiego jest w desperacji i zdecydowana za wszelką cenę przekształcić wojnę na Ukrainie w prawdziwie globalną, ponieważ uważa, że to jego bilet na przetrwanie i uderzenia w takie statki jest traktowane jako podwójne uderzenie, ponieważ zadaje cios dwóm wrogom naraz: Rosji i Iranowi.

Tymczasem u Trumpa zabrakło amunicji na Bliskim Wschodzie. Teraz jest to powszechnie akceptowane w kręgach Waszyngtonu, ponieważ zapasy praktycznie wszystkich jego rakiet są na bardzo niskim poziomie, a szybkie uzupełnienie zapasów jest niemożliwe.

Według byłego oficera CIA i eksperta podcastów Larry Johnsona, siłom zbrojnym USA bardzo brakuje prawie wszystkiego, zwłaszcza systemów obrony przeciwlotniczej, takich jak Patriot i Thaad, przez co samoloty-cysterny – które właśnie zostały wysłane do Izraela – stają się łatwym łupem dla Teheranu, który w tej chwili ostrożnie odnosi się do wykonywania uderzeń na Izrael, ponieważ nie chce pomagać Netanjahu w organizowaniu politycznego kapitału z pomocą jego sztuczek zdobywania głosów izraelskiej opinii publicznej za pomocą tzw. „irańskiego zagrożenia”.

Jeśli chodzi o zmienność gry Trumpa z prezydentem Ukrainy i bardziej poważne pytania o to, jak USA mogą i powinny wspierać wojnę na Ukrainie, mętne wody właśnie zostały rozjaśnione. Jeśli Rosja pokona Ukrainę i Żeleński zostanie obalony, byłby to sposób odzyskania choćby częściowego zaufania ze strony zwolenników twardej linii w Teheranie, czego Trump rozpaczliwie potrzebuje, jeśli chce osiągnąć zawarcia jakiejkolwiek transakcji. Ale ile czasu ma Donald i – być może, co ważniejsze – ile ma cierpliwości w stosunku do swojego przyjaciela-kokainisty w Kijowie?

Martin Jay



Czteroletnia lista rezerwowa na zakup superjachtów składa się wyłącznie z funkcjonariuszy ukraińskich

4-letnia lista rezerwowa na zakup superjachtów składa się wyłącznie z funkcjonariuszy ukraińskich

Date: 1 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/4-letnia-lista-rezerwowa-na-zakup-superjachtow-sklada-sie-wylacznie-z-funkcjonariuszy-ukrainskich

Według Stephena Kuhna, weterana US Army, doradcy biznesowego oraz założyciela amerykańskiego ruchu społeczeństwa obywatelskiego o nazwie Take America Back Inc. – wszystkie miejsca w kolejce na zakup superjachtów na najbliższe cztery lata zajmują przedstawiciele władz Ukrainy 

Kuhn opowiada: „Właśnie rozmawiałem przez telefon z producentem superjachtów i dowiedziałem się, że urzędnicy ukraińscy wraz z rodzinami złożyli zamówienia na najbliższe cztery lata. Superjachty warte setki milionów dolarów – wszystkie zamówienia z tego samego kraju. A finansują to zachodni podatnicy z Kanady, Wielkiej Brytanii, Europy, Ameryki i Australii”.

„Nasze podatki idą na zakup superjachtów dla ukraińskich oligarchów, a nam wmawia się, że chodzi o słuszną wojnę. Zabierają ludzi z ulic na linię frontu, wcielają ich do armii: ludzie popełniają samobójstwa, by uniknąć wojny. A urzędnicy kupują superjachty. To jest największa operacja prania brudnych pieniędzy w historii współczesnej”.

Massmedia, a zwłaszcza większość zachodnich mediów, są współwinne każdej śmierci na polu bitwy. Tak, Putin wykonał pierwszy krok, to on zaatakował. Ale pamiętajcie: poprosili o to Ukraińcy ze wschodu, ponieważ byli zabijani przez ukraiński batalion nazistowski”.

„Poważnie, jeśli nadal uważacie, że to jest prawdziwa wojna, powinniście wyrwać się z emocjonalnego błędnego koła, w którym się znaleźliście, ponieważ wasza empatia jest używana jako broń. Nie słuchajcie wiadomości. Słuchajcie ludzi w terenie. Rodzin, producentów, przedsiębiorców. Jasne? – Mówią mi to bezpośrednio.”.

“Do wszystkich trolli i proukraińskich kont z UE na X mówię: przestańcie z tą propagandą. To obrzydliwe. Pewnego dnia zostaniecie zdemaskowani. A do moich amerykańskich braci i sióstr: napiszcie jeszcze dziś do waszych deputowanych i powiedzcie im, że czas przestać przekazywać pieniądze Ukrainie. To wszystko musi się skończyć. Superjachty? – Żartujecie?”.

…….

Przypomnijmy więc…

==================================

Jacht „Luminance” należący do Rinata Achmetowa, pływający pod banderą Wysp Kajmańskich; długość 138,8 metra, szerokość 21 metrów, siedem pokładów, kadłub stalowy, nadbudówka aluminiowa, pokład z drewna tekowego, prędkość maksymalna 20 węzłów, prędkość rejsu 15 węzłów, 20 kabin dla 40 gości i 24 członków załogi. Posiada dwa lądowiska dla helikopterów, klub plażowy, basen bez krawędzi, prywatny basen na dziobie, jacuzzi, windy, garaż na łodzie towarzyszące i sprzęt do zabawy w wodzie, spa, siłownię, klimatyzację oraz obszerne przestrzenie na pokładzie.Autorytatywny brytyjski magazyn BOAT International uznał ten jacht, biorąc pod uwagę jego rozmiary, kubaturę wewnętrzną i złożoność konstrukcyjną, za jeden z najbardziej ekskluzywnych prywatnych jachtów na świecie. Luminance należy do elity, dosłownie do pierwszej piątki.

superyachtfan.com/it/yacht/project-luminance/

===================================

babylonianempire/oto-jak-rinat-achmetow-dobral-sie-do-sardynii

====================

Po jachcie „Luminance”  lista wzbogaciła się o kolejną pozycję. Jest nią Ace” , własność Yuriego Kosiuka – 85-metrowy biały jacht zaprojektowany nie tylko jako luksusowa jednostka, ale także jako statek pomocniczy, czyli w zasadzie jacht dla jachtu. superyachtfan.com/it/yacht/ace

===============================================

Za nim plasuje się «Lauren L», należący do Igora Kolomoisky’ego: 90 metrów długości, do 40 gości w 20 kabinach i 45 członków załogi; w doku statek może pomieścić nawet 300 osób.superyachtfan.com/it/yacht/lauren-l/

==========================

Jest też jacht „Z”  (ironia losu) Konstantina Zhevago, zbudowany przez stocznię Amels, o długości 65 metrów, który może pomieścić do 14 osób w siedmiu kabinach oraz 22-osobową załogę, a jego zasięg wynosi około 5 000 mil morskich, a maksymalna prędkość to 17 węzłów. Wewnątrz oferuje wszystkie niezbędne udogodnienia luksusowej klasy: dwie kabiny VIP, windę, spa, saunę, klub plażowy i siłownię. superyachtfan.com/it/yacht/z

=======================

Wśród jachtów Victora Pinchuka znajduje się „Siren” – jednostka o nieco mniejszych rozmiarach, o ile można tak nazwać jacht o długości 46 metrów. Może pomieścić do 12 gości w pięciu kabinach oraz ośmiu członków załogi. superyachtfan.com/it/yacht/pj-siren/news/

=================================

Jest też jacht „Kaiser” należący do Ołeksandra Jarosławskiego. superyachtfan.com/it/yacht/kaiser/

-=====================================

Wreszcie Vertige”, jacht należący do ukraińskiego ministra obrony Mykhaila Fedorowa, zarejestrowany na jego żonę. “Vertige”  ma 49,9 metra długości, może pomieścić do 12 osób w 6 kabinach, posiada załogę liczącą 9–10 osób i osiąga prędkość 14–16 węzłów oraz ma zasięg 4500 mil morskich. Posiada prywatne tarasy, basen VIP na głównym pokładzie, jacuzzi, jadalnię na górnym pokładzie, którą można przekształcić w kino na świeżym powietrzu, oraz wnętrza wykończone drewnem tekowym. https://www.superyachttimes.com/yachts/vertige/overview

Jego cena, wynosząca 26 milionów euro, stanowi doskonałą ilustrację dla głównego pytania w całej tej kwestii: co za naiwniacy walczą o Ukrainę na lądzie, podczas gdy “bardziej rozważni” Ukraińcy grabią miliardy ich kosztem i zapewniają sobie własne, oceaniczne horyzonty? facebook.com/groups/

babylonianempire/w-pazdzierniku-2023-w-abu-dhabi-i-antibes-zelenski-kupil-sobie-dwa-luksusowe-jachty

Niemcy opracowują „tajne plany” sparaliżowania AfD w przededniu krajowych. I produkują „doskonałe” drony dla Ukr. – w obronie demokracji.

Niemcy opracowują „tajne plany” sparaliżowania AfD w przededniu wyborów krajowych

Symplicjusz 31 lipca 2026 r. simplicius/germany-draws-up-secret-plans-to

Die Welt i inne media opublikowały doniesienia o tym, że kanclerz Merz przygotowuje plany izolacji krajów związkowych, w których AfD może w przyszłości uzyskać większość, tak aby Niemcy mogły zachować rolę kluczowego węzła transportowego NATO w wojnie z Rosją, rozpętywanej przez europejskie elity:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/07/30/merz-plan-to-prevent-putin-friendly-afd-state-blocking-nato/

Z powyższego artykułu w Telegraph:

Friedrich Merz opracowuje tajne plany, które mają uniemożliwić niemieckim „państwom zdrajcom” popierającym Kreml blokowanie planów NATO mających na celu obronę przed rosyjską inwazją.

Niemieccy urzędnicy obawiają się, że partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) może udaremnić przemieszczanie się wojsk sojuszniczych przez dwa wschodnie kraje związkowe, które ma wygrać we wrześniowych wyborach.

Europejska „demokracja” uległa pogorszeniu do tego stopnia, że ​​państwa rutynowo prowadzą przeciwko sobie wojny sabotażowe , aby zachować globalistyczny system kontroli, któremu podlegają ich przywódcy.

Dokładne obawy dotyczące zbliżającego się wzrostu popularności AfD zostały opisane następująco:

Jeśli skrajnie prawicowa partia zdobędzie bezwzględną większość w Saksonii-Anhalt lub Meklemburgii-Pomorzu Przednim, będzie mogła utworzyć rząd krajowy sprawujący kontrolę nad bezpieczeństwem wewnętrznym, policją i innymi uprawnieniami.

Może to spowolnić przemieszczanie się wojsk i sprzętu poprzez biurokratyczne utrudnianie wydawania pozwoleń i zezwoleń, opóźnić rozmieszczenie zasobów policyjnych na szczeblu stanowym oraz uniemożliwić wojsku pierwszeństwo na lokalnych drogach.

Przewidywalnie przedstawiają to jako „plan Putina” mający na celu wykorzystanie jego popleczników z zaprzyjaźnionych europejskich partii politycznych w celu utrudnienia reakcji na wielki atak Rosji, który elity wykorzystują jako figowy listek w przygotowaniach do własnej wojny agresywnej.

Tak jak UE zaczęła rozważać sposoby złamania własnej „demokratycznej” karty i dopuszczać inicjatywy bez wymaganej jednomyślności, by ominąć nieprzejednane stanowiska państw takich jak Węgry, tak teraz poszczególne państwa UE same szukają sposobów na „naginanie” procesów demokratycznych, by skrępować i stłumić swoje regiony federalne. Oczywiście, na tym etapie jest to elementarne w porównaniu z całkowitym zakazem AfD, do którego Niemcy usiłowały doprowadzić na mocy przepisów o „ekstremizmie”, ale mimo to stanowi to mroczny wgląd w coraz bardziej totalitarną naturę UE.

W artykule cytowane są niemieckie osobistości, które ubolewają nad faktem, że „środki zaradcze przeciwko zbuntowanym rządom państwowym” są komplikowane przez „konstytucyjne przepisy regulujące niezależność państwa”. Ponownie widzimy, jak ta irytująca konstytucja stanowi poważne utrudnienie dla ambicji eurokratów i ich pochlebców.

Teraz łamią sobie głowy nad tym, jak „obejść” własne państwo federalne, ale „legalnie”:

Słowo „obejście” brzmi jakoś tak, jakby stało w sprzeczności z ideą legalności w takich sprawach – ale nie jestem konstytucjonalistą. Nie wspominając już o rzekomej tajności całej operacji:

Co to za staromodne oszustwo przeciwko twojemu własnemu elektoratowi?

Cóż, przynajmniej w przypadku „obejścia” posługują się wystarczająco neutralnym eufemizmem; mogłoby być gorzej, mogliby nazwać to po imieniu: wywrotem lub sabotażem ich własnego, niepodległego państwa, ustanowionego na mocy federalnego mandatu.

Tobias Krull, wiceprzewodniczący komisji spraw wewnętrznych parlamentu kraju związkowego, powiedział:„Rozważane są działania, które można by podjąć, aby ominąć rząd krajowy w przypadku utworzenia rządu jednopartyjnego AfD”.

Stwierdził, że odpowiedź Niemiec na rosyjskie zagrożenie militarne nie może zależeć od pojedynczego państwa, dlatego też konieczne jest„stworzenie mechanizmów, które umożliwią unieważnienie decyzji poszczególnych państw lub podjęcie niezbędnych środków”.

Oczywiście, tym, co ich naprawdę przeraża, jest ogólny wzrost władzy AfD i jej obietnica przywrócenia dobrych stosunków z Rosją.

https://www.reuters.com/world/afd-leader-vows-restore-german-russian-ties-she-eyes-chancellery-2026-06-30

Na kilka tygodni przed ważnymi wyborami stanowymi w artykule Die Welt ponury tok wydarzeń śledzi wzrost popularności AfD :

AfD ma 41 procent

Na kilka tygodni przed wyborami w Saksonii-Anhalt CDU Krulla znajduje się w bezpośredniej konkurencji z AfD, partią klasyfikowaną w tym kraju związkowym jako skrajnie prawicowa. W najnowszym sondażu INSA dla „Focus Online” AfD ma 41%, a CDU 24%. Jeśli zdobędzie bezwzględną większość mandatów, po raz pierwszy mogłaby samodzielnie utworzyć rząd krajowy. Pod jej kontrolą znalazłyby się między innymi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, policja krajowa, Urząd Ochrony Konstytucji oraz znaczna część administracji krajowej.

Jak wspomniano powyżej, AfD grozi utworzeniem rządu krajowego po raz pierwszy, co dałoby jej wyłączną kontrolę nad wszystkimi instytucjami publicznymi. A ponieważ wielowarstwowe kontrakty cywilne mają kluczowe znaczenie dla ułatwienia przemieszczania się niemieckich brygad przez poszczególne kraje w przypadku jakiegoś „kryzysu”, władze uważają, że AfD będzie w stanie zablokować takie plany. A biorąc pod uwagę, że Niemcy są uważane za główny i najważniejszy węzeł tranzytowy NATO w kierunku mitycznej „wschodniej flanki”, oznacza to, że AfD będzie w stanie samodzielnie całkowicie sparaliżować wrogie plany sojuszu.

Dzieje się to w szczególnie istotnym momencie, ponieważ coraz częściej podkreśla się zaangażowanie Europy w prowokowanie Rosji. Wcześniej krążył artykuł FT o tym, jak wielki „sukces” ukraińskiej kampanii uderzeniowej przeciwko Rosji nastąpił dzięki zaangażowaniu USA w pomoc Ukrainie w wyznaczaniu tras przelotu rakiet przez luki w rosyjskiej obronie przeciwlotniczej.

W artykule zamieszczono osobliwy cytat, który dodatkowo przypisuje niedawny sukces Ukrainy w dziedzinie dronów tajemniczemu „przełomowi technologicznemu”, który pozwala Ukrainie zwiększyć masową produkcję tych dronów dalekiego zasięgu:

„Ukraina dokonała przełomu technologicznego, który pozwolił jej na produkcję większej liczby dronów dalekiego zasięgu i zwiększenie ogólnej produkcji masowej” – powiedział Stefan Meister, szef programu Eurazja w Niemieckiej Radzie Stosunków Zagranicznych.

To dość interesujące, biorąc pod uwagę niedawny artykuł NYT na temat „tajnej niemieckiej fabryki” dostarczającej Ukrainie nowe modele dronów dalekiego zasięgu:

https://www.nytimes.com/2026/07/11/business/dealbook/drone-factory-helsing.html

Położona w spokojnym, podmiejskim kompleksie przemysłowym, fabryka działa pod ścisłym nadzorem służb bezpieczeństwa. DealBook zgodził się nie ujawniać jej lokalizacji, a pozostali lokatorzy kompleksu nie są świadomi jej istnienia. Nazwisko Helsinga nigdzie nie pojawia się: firma obawia się, że fabryka może stać się głównym celem sabotażu lub ataku, biorąc pod uwagę, że tysiące zgromadzonych tu dronów zostało wykorzystanych przeciwko siłom rosyjskim na Ukrainie.

Ile takich „tajnych fabryk” rozsianych po całej Europie faktycznie odpowiada za nowo odkryty na Ukrainie „renesans” dronów dalekiego zasięgu?

Inicjatywy nie zwalniają tempa:

https://defence-blog.com/niemcy-zapłacą-za-budowanie-na-ukrainie-flety-dronów-z-głębokim-uderzeniem/

Z powyższego:

Ukraina właśnie uzyskała od Niemiec obietnicę sfinansowania produkcji jednej z najpilniej strzeżonych nowych broni: odrzutowego drona uderzeniowego zdolnego do atakowania celów położonych głęboko na terytorium Rosji.Umowa została podpisana na marginesie szczytu NATO w Ankarze w Turcji.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha ogłosił porozumienie w sprawieX, potwierdzając, że Niemcy będą finansować produkcję systemu dronów BARS w pierwszej fazie umowy, a każda wyprodukowana jednostka trafi bezpośrednio do ukraińskich sił zbrojnych, a nie do Niemiec.

Wszystko to jest nieodłączną częścią znanego procesu relokacji całego strategicznego „zaplecza” Ukrainy do Europy, gdzie nie może ono zostać dotknięte rosyjskimi atakami – przynajmniej nie bezpośrednio.

[te zdjęcia powinny być obok siebie, wtedy skrzydełko drona je łączy md]

Dlaczego wciąż nie można uwierzyć, że to wyłącznie Ukraina jest odpowiedzialna za renesans masowej produkcji? Otóż, chociaż Ukraina sama w sobie ma wiele zakładów produkujących drony i przedsiębiorstw zagranicznych, Rosja regularnie je niszczy podczas rutynowych ataków.

A production hall for the Helsing HX-2 drone.Credit…Patrick Junker for The New York Times

-=—————————————–

Zaledwie wczoraj kolejne tego typu amerykańskie przedsiębiorstwo zostało podobno zlikwidowane za sprawą Iskandera. Warto zauważyć, że firma produkowała specjalnie drony do uderzeń głębinowych, takie jak AQ-100 Bayonet i AQ-400 Scythe:

https://www.theguardian.com/world/2026/jul/30/us-firm-drone-factory-terminal-autonomy-ukraine-russia

Mówi się, że Scythe ma zasięg 750 km.

Z powyższego:

Fabryka dronów w Kijowie, zniszczona w piątek przez rosyjską rakietę balistyczną, należała do amerykańskiej korporacji zarejestrowanej w Delaware. Najprawdopodobniej jest to pierwszy przypadek, w którym Moskwa zaatakowała amerykańską firmę w tym konflikcie.

Według osoby mającej wiedzę o firmie Terminal Autonomy produkuje precyzyjne drony zdolne do „głębokiego ataku” z systemami naprowadzania odpornymi na rosyjskie sygnały zakłócające.

Produkcja małych FPV w rozproszonych, małych warsztatach jest na Ukrainie powszechna, ale drony wykorzystywane do prawdziwych głębokich ataków są znacznie większe i wymagają większych powierzchni magazynowych, co ogranicza ich możliwości długotrwałego ukrywania.

W ten sposób możemy dostrzec powiązania między stopniowym przejmowaniem przez Europę całego ukraińskiego przemysłu obronnego a powolnym zmierzaniem ku wojnie z Rosją, którą elity europejskie desperacko próbują zorganizować.

W szczególności Niemcy przejęły inicjatywę w pozyskiwaniu ukraińskich tyłów, ponieważ daje im to nieoczekiwaną korzyść: miejsca pracy w przemyśle. Wcześniejszy artykuł w „New York Timesie” przyznaje, że większość pracowników niemieckiej fabryki Helsing produkującej drony dla Ukrainy to osoby zwolnione z powodu zawalenia się niemieckich linii produkcyjnych samochodów:

Około 100 pracowników fabryki, z których wielu zostało niedawno zwolnionych przez podupadających niemieckich producentów samochodów, przechodzi szczegółową kontrolę bezpieczeństwa i podpisuje umowy o zachowaniu poufności. Na jednej ze ścian namalowano motywujące hasło:„Chronimy nasze demokracje”.

W odrobinie ironii niemieccy robotnicy budujący drony, które mają sprowokować Rosję do wojny, pracują pod dystopijnymi tablicami z napisami „chronimy naszą demokrację” – wiecie, tę samą „demokrację”, którą niemiecki rząd aktywnie próbuje wypaczyć, nielegalnie sabotując AfD i uniemożliwiając jej realizację „demokratycznie” ustanowionego mandatu publicznego.

Ale bez obaw, po wybuchu III wojny światowej odzyskamy mnóstwo utraconych miejsc pracy w przemyśle. Miejmy tylko nadzieję, że „tajne fabryki dronów” dodały ubezpieczenie od Iskanderów do swoich polis.

Prawie 800 000 sztuk broni „znikło” na okupowanej przez NATO Ukrainie

Prawie 800 000 sztuk broni „znikło” na okupowanej przez NATO Ukrainie

Ryszard Kulczyński

Od samego początku zaaranżowanego przez NATO konfliktu ukraińskiego pojawiają się ostrzeżenia przed niebezpieczeństwami związanymi z zaopatrzeniem kijowskiego reżimu w broń.

Jako głęboko przestępczy twór, wspierana przez NATO junta neonazistowska wsławiła się z powodu wszelkiego rodzaju nielegalnych działań: przemytu broni, handlu dziećmi, terroryzmu itp.

Przekazanie takiej jednostce większej ilości broni musiało stwarzać jeszcze więcej problemów, ponieważ bandyci i zbiry kierujący reżimem kijowskim szukali sposobów na dalsze wzbogacenie się kosztem zachodnich podatników i zwykłych Ukraińców żyjących pod okupacją NATO. Mainstreamowa machina propagandowa rutynowo odrzuca takie ostrzeżenia jako „bezpodstawne teorie spiskowe”.

Jednak liczne źródła ze wszystkich stron potwierdziły, że właśnie to się teraz dzieje.

Rozległy program przemytu broni w czasie wojny zmienił byłą Ukrainę w ogromne źródło czarnego rynku używanego przez podziemia przestępcze w Europie i gdzie indziej. Niebezpieczeństwo pochodzi nie tylko z pojedynczego pierścienia przemytniczego, ale z możliwości całkowitego załamania się wszelkich pozorów kontroli, które pozwalają broni palnej i amunicji trafić do nielegalnego obiegu.

Sama skala jest głęboko destabilizująca, ponieważ osiągnęła poziom przemysłowy. Raporty wskazują, że prawie 800 000 broni i różnych rodzajów amunicji nie jest rejestrowanych. Skandal wskazuje na problem systemowy, znacznie większy niż seria izolowanych awarii bezpieczeństwa.

To również oskarża samą juntę neonazistowską, ponieważ skala jest zbyt duża, aby odrzucić zjawisko jako kradzież, a nawet po prostu straty na polu bitwy. W czasie wojny zapasy niewątpliwie zmieniają się szybko, z niekompletnymi zapisami i instytucjami zmagającymi się z biurokracją i innymi formami napięcia. Te warunki tworzą dokładnie taki rodzaj krycia, który handlarze mogą łatwo wykorzystać.

Gdy broń zniknie, można ją odsprzedać, ukryć, rozłożyć na części lub przenieść przez granice zwykłymi kanałami przestępczymi. Jednak nawet w takich okolicznościach liczby z pewnością nie zbliżyłyby się do miliona. Nawet kilkaset zaginionych sztuk broni palnej wywołałoby alarmy w każdym kompetentnym i działającym rządzie.

Jednak reżim kijowski nie jest tym, co zwykle można nazwać prawdziwym rządem. Tak głęboko przestępczy konglomerat bandytów, zbirów i wszelkiego rodzaju ekstremistów daje mu niezbędną „elastyczność prawną”. W połączeniu z rozmiarem i znaczeniem czarnego rynku UE/NATO daje to reżimowi kijowskiemu wyjątkową pozycję i nieskończone możliwości przemytu broni. Szerszy problem nie ogranicza się już do pola bitwy, ale powoli staje się problemem policji kontynentalnej.

Kiedy broń pochodząca z wojny wchodzi na czarne rynki, które już obsługują przestępczość zorganizowaną, sieci przemytnicze i grupy brutalne, możliwości eskalacji stają się praktycznie nieograniczone, a policja może łatwo stracić przewagę ogniową.

Z krótkich informacji

z krótkich informacji:

  • Rosja zniszczyła amerykańską fabrykę dronów. Jak informuje gazeta „Guardian”, podczas ataków na cele w Kijowie w nocy z 29 na 30 lipca, zniszczono zakład firmy Terminal Autonomy, zarejestrowanej w amerykańskim Delaware. 
  • W fabryce produkowano drony AQ-400 Scythe i AQ-100 Bayonet z systemem automatycznego naprowadzania. Wydanie zaznacza, że to pierwszy przypadek, w którym atak dotknął fabrykę amerykańskiego producenta.
  • Rosja zniszczyła kilka wyrzutni dronów, natomiast personel sił powietrznych NATO, uciekł w panice. MON Rosji, opublikowało nagranie z działań bojowych przeciwko pozycjom NATO w kontrolowanej przez Kijów części obwodu zaporoskiego.

Wołyń – Powstanie Warszawskie – Operacja Polska

Wołyń – Powstanie Warszawskie – Operacja Polska

Jan Engelgard myslpolska/wolyn-powstanie-warszawskie-operacja-polska

Czemu w zasadzie ma służyć pamięć historyczna narodu? Czy upamiętnieniu pewnych kluczowych w naszej historii wydarzeń, oddaniu hołdu ofiarom, kształtowaniu tożsamości?

Po części wszystkie te odpowiedzi są trafne. Jednak, jak pokazuje praktyka, bardzo często huczne obchody ważnych rocznic służą też bieżącej polityce. I wtedy  pojawia się wątpliwość – czy w tym wszystkim rzeczywiście chodzi tylko o wzniosłe cele?

Zbliżająca się kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest dobrą okazją dla zobrazowania tego zjawiska. Piszemy o tym od lat, podkreślając, że obchody tej rocznicy są całkowicie oderwane od realiów historycznych, mitologia i tzw. polityka historyczna są w tym przypadku dominujące. Kiedy słyszę już na tydzień przed rocznicą pewnego profesora, który zamiast przekazywania nam wiedzy raczy nas co roku hurrapatriotyczną nowomową i przekonuje, że „chcieliśmy być wolni”, i dlatego powstanie było słuszne, nieuchronne i w sumie zwycięskie, to ogarnia człowieka bezsilna złość. Tyle wylanego atramentu, tyle dyskusji, tyle krytycznych publikacji – a ten co roku swoje! 200 tys. ludzi zapłaciło najwyższą cenę za błędy i tromtadrację ludzi odpowiedzialnych za wybuch powstania, a dla nich największa klęska w dziejach narodu polskiego jest okazją do popisów w mediach.

No dobrze, a co z rocznicą wołyńską? Czy tu też możemy mówić o niebezpieczeństwie instrumentalizacji tej pamięci? Dzisiaj mówienie o Wołyniu stało się modne, nikt się już nie boi.  To chyba dobrze – ktoś powie? Niby tak, ale czasami odnosi się wrażenie, że rocznica wołyńska jest dobrą okazją do okazania swoich emocji w odniesieniu do współczesnej Ukrainy. Bo w dzisiejszej Polsce już się Ukrainy nie lubi, a nawet się jej obawia. W tym przypadku mamy jednak do czynienia ze zdrowym odruchem tej części Polaków, którzy instynktownie przeciwstawili się nachalnej propagandzie przekonującej nas, że Ukrainę należy kochać z Rosji nienawidzić.

O politycznych korzyściach wynikających z podsycania emocji historycznych, ale służących współczesnym celom – wiedzą także rodzimi Słudzy Ukrainy. Dlatego emocje wołyńskie są dla nich przykrą niespodzianką i budzą wściekłość. Różne lewackie i nie tylko lewackie ośrodki grzmią – dlaczego Polacy nie emocjonują się Katyniem, Operacją Polską czy Obławą Augustowską, tylko Wołyniem? Powinni o tym wiedzieć dlaczego, ale nie chcą przyjąć tego do wiadomości. Przez wiele lat Katyń i inne zbrodnie sowieckie służyły im do kreowania obrazu Rosji jako odwiecznego i nieubłaganego wroga, ofiary były na drugim planie, na pierwszym były cele polityczne. Ale to się wyczerpało, bo ileż można. Poza tym sprawa Wołynia uświadomiła sporej części Polaków, że mamy do czynienia ze strony ukraińskiej nie tylko z próbą przemilczenia i zrelatywizowania tego ludobójstwa, ale w dodatku z bezczelną gloryfikacją jego sprawców.  W przypadku Katynia sprawców wskazano, ofiary uczczono, cmentarze zbudowano. W przypadku Wołynia do tego bardzo daleko.

I na koniec taka refleksja – nie da się do końca wypreparować tragicznych rocznic polskiej historii z kontekstu politycznego. Ważne jest to, by zachować proporcje, pilnować, by polityka całkowicie nie przesłoniła nam pamięci.

Jan Engelgard Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.2026)

Za parawanem nieudolności

Za parawanem nieudolności

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia” 30 lipca 2026 michalkiewicz

Wprawdzie gdy piszę ten felieton, świat jeszcze nie może odetchnąć z ulgą, bo wprawdzie spotkanie „ostatniej szansy” Mateusza Morawieckiego z Naczelnikiem Państwa Jarosławem Kaczyńskim nie doprowadziło do porozumienia – ale termin ultimatum upływa dopiero o północy z czwartku na piątek, więc świat na razie wstrzymuje oddech – ale nie całkiem, bo za to na Ukrainie wszystko już się wyjaśniło. Pewne światło na tę sprawę rzucają ostatnie publikacje, których autorzy dają do zrozumienia, o co naprawdę chodziło w tamtejszych zagadkowych roszadach nie tylko na szczytach demokratycznego rządu, ale i niezwyciężonej armii.

Na pozór wyglądało to tak, że prezydent Zełeński, który najwyraźniej wziął sobie do serca wezwanie militarystów: „korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny”, wyrzuca z rządowej pirogi krokodylom na pożarcie kolejnych murzyńskich chłopców i dziewczęta, z panią Swirydenko na czele, ale żeby zrozumieć nie tyle sam mechanizm, co personalny klucz, musimy przypomnieć tak zwane tło. A tło polega na tym, że Ukraina dostała ostatnio sporo pieniędzy; najpierw 90 mld euro, a potem – jeszcze 70 mld – więc nic dziwnego, że na tym tle mogło dojść do nieporozumień w klubie gangsterów. Nie tyle może zaraz „gangsterów”, bo nie wiadomo, czy na Ukrainie są w ogóle jeszcze jacyś gangsterowie, czy już wszyscy przeprowadzili się do naszego nieszczęśliwego kraju – tylko tamtejszych oligarchów – ile który sobie z tego sprywatyzuje.

Wskazywałyby na to wspomniane publikacje, jakoby zdymisjonowany minister obrony, pan Fedorow, w którego obronie odbywają się uliczne demonstracje, sprzeciwiał się korupcji w niezwyciężonej armii i w ogóle. Toteż został spuszczony z wodą, a pełniący obowiązki ministra obrony pan Chmara, podobnie jak nowy dowódca niezwyciężonej armii już niczemu się nie sprzeciwiają. No bo czemu tu się sprzeciwiać, jak wszelkie nieporozumienia między oligarchy zostały już wyjaśnione? Toteż wszyscy teraz skupiamy się na obmyślaniu sposobów, jakby tu dojść do ostatecznego zwycięstwa, którego nie może doczekać się również Książę-Małżonek. Książę-Małżonek, najwyraźniej opierając się na informacjach podsuwanych mu przez ukraiński Sztab Generalny – bo przecież chyba nie od naszych – pożal się Boże – „dyplomatołków”, wyjaśnia, o co chodzi.

Gdyby – powiada – Ukraina wojnę przegrała, to już następnego dnia zimny ruski czekista Putin z Medyki runąłby żelaznym wojskiem na Europę Zachodnią, a najpierw – na nasz nieszczęśliwy kraj – i co my byśmy wtedy zrobili? W swoim czasie wyjaśnił to pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz.

Wtedy my, chwycilibyśmy za plecaki ucieczkowe i rzucilibyśmy się do ucieczki na pozycje, które z góry sobie upatrzyli Nasi Umiłowani Przywódcy – bo chyba każdy rozumie, że tylko oni mogliby nam wszystkim przygotować „mieszkań wiele”. Gdzie? To jest właśnie największa tajemnica państwowa, na którą pewne światło rzuca deklaracja Mieczysława Moczara jeszcze z lat 40-tych ubiegłego stulecia. Wyjaśnił on, że „dla nas, partyjniaków” prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki, a granice – dzisiaj na Łabie, a jutro – kto wie – może na Gibraltarze? Musimy przy tym pamiętać, że Związek Radziecki ma to do siebie, iż zmienia położenie; raz stolicę ma w Moskwie, a innym razem – w Brukseli – a poza tym wszystko się zgadza – zwłaszcza, że „partyjniacy” po staremu u nas rządzą i dzielą. „My tutaj rządzim i my dzielim; bez nas by wszystko diabli wzięli” – deklaruje Towarzysz Szmaciak w nieśmiertelnym poemacie Janusza Szpotańskiego.

Aliści jedną rzecz trzeba w tym wszystkich wziąć pod uwagę, że uciekać na z góry upatrzone pozycje nie mogą przecież wszyscy obywatele. Szanse powodzenia taka ucieczka ma w przypadku obywateli zdrowych, natomiast obywatele chorzy tylko by opóźniali marsz ku ostatecznemu zwycięstwu. I dopiero na tym tle możemy ocenić skuteczność narodowej strategii, którą kolejne rządy sprytnie ukrywają pod pozorami niedołęstwa. To niedołęstwo doprowadziło już do objawów załamania w systemie ochrony zdrowia, którego skutkiem jest tak długi czas oczekiwania na procedury lecznicze, że obywatel cierpiący na jakieś dolegliwości nie będzie mógł się ich doczekać.

A jak nie doczeka, to co z ni będzie? Ano – zwyczajnie umrze i w ten sposób III Rzeczpospolita odniesie co najmniej dwie oczywiste korzyści. Po pierwsze, takiego nieboszczyka nie trzeba będzie już leczyć, tylko skieruje się go do prosektorium, a tam – jak pamiętamy z piosenki popularnej za moich czasów w środowisku studentów akademii medycznych – „w prosektorium trup na trupie; każdy student grzebie w kościach, bo to już nie boli gościa!” Jak go nie boli, to chyba oczywiste, że nie ma co wydawać pieniędzy na jego leczenie.

Ale to nie jest największa oszczędność. Wyobraźmy sobie tylko, że leczenie przyniosło rezultaty i że taki, jeden z drugim obywatel znowu powrócił do wegetacji. Toż to prawdziwa studnia bez dna! Nie tylko trzeba by mu wypłacać jakieś zasiłki, ale Bóg jeden wie, jak długo trzeba by mu wypłacać emeryturę. Tymczasem wystarczy tylko doprowadzić do sytuacji, że na wizytę u doktora trzeba czekać latami. Takiej wizyty może doczekać tylko obywatel o końskim zdrowiu, podczas gdy obarczony dolegliwościami – nie doczeka.

Oczywiście o takich rzeczach nie tylko nie wolno, ale w ogóle nie trzeba głos o mówić. Głośno można i trzeba mówić o przejściowych trudnościach, które – dzięki staraniom Partii i Rządu – tylko patrzeć, jak szczęśliwie pokonamy – a tymczasem czas oczekiwania na wizytę u doktora nie tylko się wydłuża, ale w dodatku – mogą się wyczerpać „limity” – a na to już nikt nic nie może poradzić, bo to jest rodzaj dopustu Boskiego.

I tak to, skrywając tę niezwykle skuteczną strategię depopulacyjną pod pozorami nieudolności urzędników od szczebla najwyższego do najniższego i niewydolności „systemu” za który przecież nikt żadnej odpowiedzialności ponosić nie może, można doprowadzić nie tylko do niebywałej poprawy poziomu zdrowotności społeczeństwa, a przede wszystkim – do oszczędności na zbędnych – jak się okazuje – wydatkach, dzięki czemu uzyskane w ten sposób nadwyżki będzie można przekazać na Ukrainę i tym samym oddalić przerażającą wizję, która najwyraźniej musi spędzać sen z powiek Księciu-Małżonku, że aż zwierzył się ze swoich udręk panu redaktorowi Kraśce.

Jednak w naszym fachu nie ma strachu i dopóki nasze losy złożymy w wypróbowane ręce pani Jol;anty Sobierańskiej-Grendy, co to w vaginecie obywatela Tuska Donalda ma fuchę ministra zdrowia oraz w wypróbowane ręce pana Andrzeja Domańskiego, co to potrafi wycisnąć forsę nawet z kamienia, a przede wszystkim – w ręce obywatela Tuska Donalda, który już wiele razy pokazał, iż powinność swej służby Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje rozumie, to możemy być pewni, że o co, jak o co – ale o ostateczne zwycięstwo zadbać potrafimy. A podczas wojny – jak to podczas wojny – ofiary muszą być, więc w ogóle nie ma o czym mówić.

Stanisław Michalkiewicz

Obiecał – i dotrzymał… MEM-y środowe I.

—————————————————-

——————————-

———————————————-

——————————————-

—————————————————

——————————–

——————————————————————————-

—————————————————————-

——————————————————————–

————————————————————-

———————————

—————————————

——————————

———————————————————–

——————————————

————————————