Trump chroni Netanjahu przed więzieniem

Trump chroni Netanjahu przed więzieniem

Autor artykułu Marek Wójcik 3. czerwca 2026 world-scam/trump-chroni-netanjahu-przed-wiezieniem

Dwa ze źródeł podały, że Trump twierdził, iż pomógł uchronić Netanjahu przed więzieniem — nawiązując do jego wsparcia podczas procesu korupcyjnego Netanjahu. Podsumowując wypowiedź Trumpa do Netanjahu, amerykański urzędnik powiedział: „Jesteś pieprzonym wariatem. Siedziałbyś w więzieniu, gdyby nie ja. Ratuję ci tyłek. Wszyscy cię teraz nienawidzą. Wszyscy nienawidzą Izraela z tego powodu ”.

Cytat z wczorajszego artykułu na ZeroHedge.com: Trump podobno ostro skrytykował Netanjahu w rozmowie telefonicznej i zażądał rozejmu w Libanie: „Jesteś cholernie szalony, ratuję ci tyłek”. Źródło.

Takie „przecieki” o rozmowie telefonicznej są z reguły inscenizowane w celu manipulowania opinią publiczną. W tym przypadku uważam, że chodzi o poprawę katastrofalnie niskiego wsparcia dla polityki Trumpa wśród zwolenników MAGA przed jesiennymi wyborami w USA. Nie byłoby trudno wykryć, kto doniósł do prasy treść podsłuchanej rozmowy telefonicznej w gabinecie owalnym. W tej sprawie nie będzie jednak śledztwa.

We wczorajszym wydaniu izraelskiego Haaretz czytamy:

Podczas gdy Trump po swoim oświadczeniu napisał na Truth Social, by podziękować premierowi Netanjahu za zgodę na powstrzymanie się od przeprowadzenia „dużego nalotu na Bejrut” i stwierdził, że ich rozmowa była „bardzo owocna”, serwis Axios poinformował później, że prezydent „ostro skrytykował” premiera podczas tej „pełnej przekleństw” rozmowy za to, że ten naraził na szwank rozmowy z Iranem poprzez eskalację działań przeciwko Hezbollahowi.

Polityka to teatr z kiepską obsadą aktorską i doprowadzonym do absurdu wykorzystywaniem psychologicznych tricków w relacjach publicznych. Gdzie te czasy aktorów prezydentów takich jak Ronald Reagan? Wtedy byliśmy przynajmniej profesjonalnie manipulowani.

Będziemy walczyć z Iranem do ostatniego Amerykanina!

Oczekiwane nadejście Mesjasza okaże się nadejściem końca terrorystycznego państwa niosącego śmierć i zagładę dla narodów, które udzieliły im kiedyś pomocy. Pomocy, dla uchodźców przed holokaustem, którego teraz sami dokonują.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Robert Kagan bierze na siebie odpowiedzialność za szach -mat Iranu, a Michael Flynn wzywa Amerykanów do spakowania walizek

Alfredo Jalife-Rahme voltairenet-org/article

Michael Flynn po lewej, Robert Kagan i jego żona Victoria Nuland po prawej.

Prezydent Donald Trump musi przyznać się do porażki, mówią zarówno jego przyjaciele, jak i wrogowie. Karabiny już przemówiły. Przedłużanie wojny może tylko pogorszyć jej konsekwencje. Kluczowe jest, aby wycofać się z niej jak najszybciej.

===================================================

Podczas gdy Trump spieszy się z decyzją, czy zbombardować Iran i zetrzeć go z mapy pewnego ranka, zdumiewające jest, że dwie strony tej samej monety w systemie amerykańskim przypieczętowują ostateczny „szach-mat” Iranu: jedna poprzez głos chazarskiego prezydenta Roberta Kagana  [ 1 ] , a druga poprzez głos generała porucznika Michaela Flynna. Krótkotrwały doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Trumpa, pełniący urząd przez 25 dni, wzywa go do „ogłoszenia zwycięstwa i spakowania walizek”  [ 2 ] .

Ważniejsza niż oczekiwana treść artykułu Roberta Kagana – już sam podtytuł jest przekonujący: „Waszyngton nie może cofnąć ani kontrolować skutków porażki w tej wojnie” z Iranem – jest przeszłość autora: neokonserwatysty o poglądach Straussa, mega-jastrzębia i męża mieszkanki Amazonii Vicky Nuland, nieudanej menedżerki zmiany reżimu na Ukrainie, która dążyła do demontażu Rosji. Co więcej, nazwisko Kagan nie jest bez znaczenia, ponieważ pochodzi od „Kaganatu”, hierarchicznego i zmilitaryzowanego systemu Chazarów.

Przerzuty „kaganatu” w Departamencie Stanu zostały zatrzymane na Ukrainie, a Kagan twierdzi teraz, że klęska jego arcywroga Trumpa w Iranie – nie wspominając o Netanjahu – jest nieodwracalna i całkowita: gorsza nawet niż w przypadku Pearl Harbor/Wietnamu/Afganistanu/Iraku, ponieważ Iran przemyślanie i strategicznie obliczył swoją kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Ta kontrola uczyni go dominującym graczem na poziomie regionalnym/globalnym (jest to teza Roberta Pape  [ 3 ] ). Nieuniknionymi konsekwencjami są osłabienie Stanów Zjednoczonych i jednoczesne wzmocnienie Chin i Rosji.

Kontrowersyjny generał-porucznik Michael Flynn zaleca irańskiej „opozycji” (cokolwiek to znaczy) uporządkowanie swojej sytuacji wewnętrznej; i wysuwa toksyczną insynuację – skierowaną do premiera Izraela Netanjahu i Mossadu, który rzekomo wciągnął Trumpa w jego gorzką przygodę w Iranie: „A ktokolwiek skomentował decyzję o powrocie do Iranu po „zniszczeniu” irańskiego programu nuklearnego podczas „wojny irańskiej”, 12 dni lata 2025 roku jest już historią. Czas, aby Stany Zjednoczone wyplątały się z tej skomplikowanej sytuacji”.

Michael Flynn przedstawia trzy pomysły, ponieważ „obawia się, że prestiż Stanów Zjednoczonych w skali globalnej będzie nadal spadał, a siła gospodarcza kraju w końcu osiągnie punkt krytyczny. Prestiż i kondycja gospodarcza to dwie zalety, które zostały zagrożone w ostatnich dniach wszystkich wielkich imperiów. Należy zauważyć, że Michael Flynn jest specjalistą od „upadku imperiów”. Czy zgadza się z twierdzeniem Xi o „upadku Stanów Zjednoczonych”, które przedstawił swojemu gościowi Trumpowi ?  [ 4 ]

Trzy idee Michaela Flynna to:
1) „Ogłosić zwycięstwo w oparciu o osiągnięte cele militarne i przejść do formalnego zawieszenia broni, monitorowanego i wspieranego przez władze regionu, któremu towarzyszyć będzie stopniowe łagodzenie sankcji zgodnie z warunkami respektowanymi przez reżim irański”. Ogromny temat!
2) „Wykorzystać dyplomację wielostronną i sojusze regionalne do stworzenia szerszych ram bezpieczeństwa, a tym samym zmniejszyć obecne obciążenie samych Stanów Zjednoczonych. Może to zadziałać, a może nie, ale należy poważnie rozważyć, czy Porozumienia Abrahama mogą zostać wdrożone jako fundamentalny element tych ram. Problem polega na tym, że „Porozumienia Abrahama” Netanjahu i „Porozumienia Izaaka” argentyńskiego filo-syjonisty Milei są teraz bezwartościowe, oraz

3) „Jednostronne zarządzanie napięciem z jasno określonymi, obserwowalnymi i wiarygodnymi czerwonymi liniami, w połączeniu z trwałą postawą odstraszającą, ale bez prowadzenia do aktywnej walki, jest łatwiejsze do powiedzenia niż do zrobienia”. Istnieje więc problem, na który odpowiada sam sobie generał porucznik Michael Flynn.

Jego realistyczny wniosek pośrednio skupia się na fakcie, że „interesy ekonomiczne (ceny ropy naftowej, globalne konsekwencje, ogólny wzrost cen), a także presja ze strony sojuszników muszą prowadzić do szybkiej decyzji, jeśli zdecydujemy się na wojnę na wyniszczenie”.

I tak oto Cieśnina Ormuz zdefiniowała asymetryczną wojnę w Zatoce Perskiej!

Rama Alfredo Jalife

Czy prezydent Trump dopuścił się zdrady stanu?

Czy prezydent Trump dopuścił się zdrady stanu?

Paul Craig Roberts

paulcraigroberts.org/has-president-trump-committed-high-treason

 Przyjrzyjmy się tej sprawie. W przysiędze składanej podczas zaprzysiężenia prezydent-elekt ślubuje wierność Konstytucji Stanów Zjednoczonych oraz zobowiązuje się bronić jej przed wrogami, zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Innymi słowy, wrogowie Konstytucji są wrogami Stanów Zjednoczonych (obecnie do wrogów Konstytucji zaliczają się również wydziały prawa na amerykańskich uniwersytetach). Gdyby zapytać, czym są Stany Zjednoczone, jedni odpowiedzieliby, że są ideą, inni – że określonym terytorium geograficznym. Jednak takie definicje można odnieść do każdego państwa, a więc nie definiują żadnego.

Prawidłowa odpowiedź brzmi: Stany Zjednoczone są Konstytucją. Konstytucja określa ustrój państwa, kompetencje poszczególnych władz, podział kompetencji między rząd federalny a stany, prawa obywateli i ochronę tych praw, a także procedurę zmiany samej Konstytucji, czyli zmiany Stanów Zjednoczonych.

Bez Konstytucji Stany Zjednoczone byłyby innym krajem. To nie wybory czynią człowieka prezydentem. Czyni go nim złożona przysięga obrony Stanów Zjednoczonych poprzez obronę Konstytucji. Gdyby wybrany prezydent odmówił złożenia tej przysięgi podczas ceremonii zaprzysiężenia, nie mógłby objąć urzędu. Kiedy przyszły prezydent przysięga na Konstytucję, przysięga tym samym Stanom Zjednoczonym. Najważniejszą częścią Konstytucji są poprawki, czyli Karta Praw, która musiała zostać dołączona do Konstytucji, aby wszystkie stany założycielskie zaakceptowały ten dokument. Karta Praw chroni obywateli przed ograniczaniem ich praw przez rząd oraz przed stosowaniem wobec nich przemocy lub represji za działania chronione przez Konstytucję. Najważniejszym z tych praw jest wolność słowa. Jest ona zawarta w Pierwszej Poprawce, ponieważ bez wolności słowa obywatele nie są w stanie pociągać władz do odpowiedzialności za naruszanie pozostałych praw i ograniczeń nałożonych na rząd.

Sympatia Trumpa do syjonistycznego Izraela miała doprowadzić go do działania naruszającego jego przysięgę urzędową i być może stanowiącego zdradę stanu wobec Stanów Zjednoczonych.

Trump wydał rozporządzenie wykonawcze, które w praktyce tworzy odpowiednik Ustawy o Podburzaniu (Sedition Act) na rzecz Izraela. Zabrania ono obywatelom Stanów Zjednoczonych korzystania z prawa zagwarantowanego przez Pierwszą Poprawkę do krytykowania Izraela za ludobójstwo Palestyńczyków, gwałty i tortury wobec palestyńskich więźniów, niszczenie domów, wiosek i gajów oliwnych przez izraelskich osadników jawnie przywłaszczających sobie ziemię palestyńską, zabójstwa zagranicznych przywódców, nadmierny wpływ na amerykańską władzę ustawodawczą i wykonawczą, rządy stanowe, media, finanse i edukację oraz za wojny agresywne prowadzone przeciw państwom Bliskiego Wschodu. Amerykańskim krytykom Izraela nie wolno nawet skarżyć się na oszczerstwa, zniesławienia i pomówienia kierowane pod ich adresem przez Żydowską Ligę Przeciw Zniesławieniu (ADL).

Dla Amerykanina samo stwierdzenie, że został zniesławiony przez syjonistów, może oznaczać ryzyko ukarania za antysemityzm. Mówiąc wprost: Trump i pełniąca obowiązki prokuratora generalnego osoba postawili ochronę Izraela, obcego państwa, ponad prawa obywateli amerykańskich wynikające z Pierwszej Poprawki.

Oznacza to, że Trump oraz jego współpracujący z nim prokurator generalny służą interesom obcego państwa, zawieszając – bez jakiegokolwiek prawa czy upoważnienia – wolność słowa gwarantowaną obywatelom przez Konstytucję Stanów Zjednoczonych. To stawia Trumpa w sprzeczności z jego przysięgą obrony Konstytucji i podważa ważność jego zaprzysiężenia na urząd prezydenta. Trump wydał zarządzenie, które jego posłuszny prokurator generalny zaakceptował, podporządkowując Konstytucję Stanów Zjednoczonych interesom Izraela.

19 maja pełniący obowiązki prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych wydał następujące oświadczenie: „Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że ta administracja nie będzie tolerować antysemityzmu [rozumianego jako jakakolwiek krytyka Izraela i Żydów], a Departament Sprawiedliwości jest zobowiązany do realizacji tej dyrektywy. Ta ogólnokrajowa inicjatywa stanowi ważny krok w zapewnieniu społecznościom w całym kraju świadomości, że rząd federalny jest gotów współpracować z nimi w zwalczaniu zagrożeń antysemickich, ochronie bezpieczeństwa publicznego i obronie praw obywatelskich.” Zwróćmy uwagę, że według prokuratora generalnego Trumpa „obrona praw obywatelskich” oznacza w praktyce pogrzebanie Pierwszej Poprawki, która chroni wolność słowa obywateli Stanów Zjednoczonych. Występując przeciw Pierwszej Poprawce, Trump i jego prokurator generalny wystąpili przeciw Konstytucji Stanów Zjednoczonych, a tym samym przeciw samym Stanom Zjednoczonym.

Innymi słowy, obaj wydają się winni zdrady stanu. Fakt, że Trump i jego prokurator generalny opowiedzieli się po stronie Izraela przeciw prawom obywateli amerykańskich wynikającym z Pierwszej Poprawki i Konstytucji, rodzi pytanie, czyje interesy rzeczywiście reprezentują. Wydaje się oczywiste, że gotowość Trumpa do poświęcenia Konstytucji Stanów Zjednoczonych w celu ochrony Izraela przed słowną krytyką wskazuje, iż dopuścił się on zdrady stanu, służąc interesom obcego państwa. To zaś czyniłoby go wrogiem Konstytucji, a tym samym wrogiem Stanów Zjednoczonych.

Jeśli moje rozumowanie jest poprawne, dlaczego prezydent Trump nie miałby zostać aresztowany i postawiony przed sądem za zdradę stanu przeciwko Stanom Zjednoczonym? Dlaczego pełniący obowiązki prokuratora generalnego, będący zarazem osobistym adwokatem Trumpa, nie ostrzegł go, że wkracza na grunt mogący zostać uznany za zdradę stanu? Czy osoba pomagająca prezydentowi w potencjalnym popełnieniu zdrady stanu nadaje się na urząd prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych? 

Administracja Trumpa w pełni angażuje się w działania pro-izraelskie Czy Donald zostanie kolejnym premierem Izraela?

Administracja Trumpa w pełni angażuje się w działania pro-izraelskie Czy Donald zostanie kolejnym premierem Izraela?

Philip Giraldi • 24 maja 2026 r

Jeśli Donald Trump naprawdę pragnie drugiej kariery po tym, jak zniszczy Stany Zjednoczone i znaczną część świata, powinien rozważyć karierę stand-upowca. Posiada już ogromny zasób żartów, składających się z jego zwariowanych improwizacji, gdy odpowiada reporterom i opinii publicznej. Większość jego uwag, które nie są jawnymi kłamstwami, jest obraźliwa i/lub niespójna i w każdym razie lepiej byłoby je uznać za humorystyczne obserwacje na temat opłakanego stanu polityki w Ameryce niż za poważny komentarz szanowanego przywódcy państwa.

Niemniej jednak, w sporadycznie pół-funkcjonalnym mózgu Donalda może istnieć poczucie, że jest prezydentem, aby służyć amerykańskiemu narodowi i narodowi, nawet jeśli to uczucie nie trwa długo i jest zasadniczo fałszywe. W zeszłym tygodniu musiał odrzucić zaproszenie na ślub swojego syna Donalda Jr. z celebrytką z Florydy, Bettiną Anderson. Wcześniej zablokował parze możliwość zawarcia związku małżeńskiego w Białym Domu, a następnie potwierdził, że nie weźmie udziału w ceremonii ślubnej na Bahamach, pisząc na Truth Social : „Chociaż bardzo chciałem być z moim synem, Donem Jr., i najnowszym członkiem rodziny Trumpów, jego przyszłą żoną, Bettiną, okoliczności związane z rządem i moja miłość do Stanów Zjednoczonych Ameryki nie pozwalają mi na to. Uważam, że ważne jest, abym pozostał w Waszyngtonie, w Białym Domu, w tym ważnym okresie”.

Przypuszczano, że jego zaangażowanie na rzecz „dobrych rządów” miało coś wspólnego z tym, jak później to rozwinął: „Wiesz, to nie jest dla mnie dobry moment. Mam coś takiego jak Iran i inne rzeczy…”. Albo mógł nawet mieć coś wspólnego z przygotowaniami do ponownego spotkania ze swoim mistrzem, premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, który zabiega o kolejną wizytę w Waszyngtonie, prawdopodobnie w celu sprzedania nowego planu wojny na Bliskim Wschodzie. Albo alternatywnie, mogło to polegać na współpracy z jego nieustraszonym syjonistycznym ekspertem od nieruchomości, zięciem Jaredem Kushnerem i Stevem Witkoffem, osobistymi negocjatorami , aby faktycznie dojść do jakiegoś porozumienia w sprawie Cieśniny Ormuz lub rzeczywistego zawieszenia broni, które najwyraźniej jest omawiane w Pakistanie z Irańczykami.

Okazało się jednak, że zamiast tego planował zagrać w golfa na swoim polu w Bedminster w stanie New Jersey. Według jednego z obliczeń, grał w golfa 128 razy od objęcia urzędu w styczniu ubiegłego roku, co kosztowało podatników około 140 milionów dolarów na transport i bezpieczeństwo. Szacuje się, że po zakończeniu jego kadencji wydatki na grę w golfa wyniosą ponad 1 miliard dolarów.

Pomijając oszukiwanie w golfie, z którego jest znany, Trump zdaje się zastanawiać, co zrobi po kolejnych wyborach prezydenckich, jeśli nie wymyśli jakiegoś planu, by ponownie kandydować wbrew Dwudziestej Drugiej Poprawce do Konstytucji , która zakazuje jednej osobie więcej niż dwóch wyborów prezydenckich. Ostatnio jednak szukał za granicą dobrego miejsca, gdzie doceni jego umiejętności. Nieuchronnie, Izrael pojawił się w jego umyśle jako odpowiednie miejsce na objęcie przez niego stanowiska głowy państwa lub szefa rządu, ponieważ już wcześniej służył jako popychadło dla interesów tego kraju za pośrednictwem „najlepszego przyjaciela i najbliższego sojusznika” Ameryki, premiera Benjamina Netanjahu.

W pewnym sensie Donald mógłby objąć urząd bez wahania, gdy Netanjahu ustąpi, ponieważ jest całkowicie posłuszny Izraelowi odkąd został prezydentem. A jeśli chodzi o potrzebę bycia Żydem, aby piastować takie stanowisko, ja i wielu innych obserwatorów uważamy, że Trump wygodnie przeszedł na judaizm w 2017 roku. Sam Trump zasugerował w zeszłym tygodniu, że jego przyszłość leży w państwie żydowskim, kiedy powołał się na swoje notowania, które, jak twierdził, były w Izraelu przytłaczająco pozytywne . Zwracając się do reporterów zgromadzonych przed Białym Domem, powiedział: „Mam teraz 99% poparcia w Izraelu. Mógłbym kandydować na premiera! Może po tym uda mi się pojechać do Izraela”.

Niewątpliwie Trump był marionetką Izraela, z tego powodu cieszy się tam popularnością, nawet większą niż jego poprzednik Joe Biden, który bezczynnie przyglądał się rozwojowi i narastaniu ludobójstwa w Strefie Gazy, jednocześnie dostarczając pieniądze, broń i wsparcie polityczne żydowskim zbrodniarzom wojennym. Prezydent Trump był bardziej otwarty w osobistych spotkaniach z Netanjahu i robił wszystko, czego premier sobie życzy, a nawet posunął się daleko poza żałosne zachowanie swojego poprzednika-szumowiny z Partii Demokratycznej. Co więcej, ustawa, która obecnie przechodzi przez Kongres , po raz pierwszy w historii Ameryki, będzie traktowała służbę w armii zagranicznej jako prawnie równoważną służbie w siłach zbrojnych USA – ale tylko wtedy, gdy armia ta jest izraelska. Rezolucja Izby Reprezentantów nr 8445, zaproponowana przez republikańskich kongresmenów Guya Reschenthalera z Pensylwanii i Maxa Millera z Ohio, zmieni obowiązujące przepisy tak, aby Amerykanie zaciągający się do Sił Obronnych Izraela (IDF) byli traktowani „tak samo jak służba w służbach mundurowych” USA. Szacuje się, że około 20 000 obywateli amerykańskich, którzy obecnie służą lub służyli w izraelskiej armii, odniesie znaczące korzyści, jeśli zmiany wejdą w życie i w wyjątkowy sposób zmniejszą różnice między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi pod względem praw i świadczeń.

Można by zasadnie argumentować, że żydzi, obywatele USA powracający ze służby w izraelskiej armii powinni być raczej badani pod kątem udziału w potencjalnych zbrodniach wojennych. Jednak biorąc pod uwagę całe to specjalne traktowanie państwa żydowskiego, Trump mógłby uznać, że jest w jakiś sposób logicznym wyborem na przywódcę rządu Izraela – rozróżnienie, któremu przynajmniej niektórzy Amerykanie mogliby się sprzeciwić, argumentując, że powinien zostać oskarżony o zdradę stanu przed impeachmentem i uwięziony lub deportowany. Albo jedno i drugie.

19 maja administracja Trumpa zaostrzyła politykę na korzyść Izraela, publikując dokument prawny, który miał na celu uznanie wszelkiej krytyki Izraela za przestępstwo federalne, zagrożone karą surowego więzienia. P.o. prokuratora generalnego i były osobisty prawnik Trumpa, Todd Blanche, ogłosił nową ustawę o podżeganiu do buntu , która nie została wydana przez coraz mniej istotną instytucję, Kongres, zgodnie z wymogami Konstytucji. Ustawa Trumpa o podżeganiu do buntu jest wyjątkowa, ponieważ nie dotyczy wyłącznie ataków wewnętrznych na Stany Zjednoczone. Wyraźnie chroni przed niektórymi formami krytyki nie tylko rząd USA, ale także rząd zagraniczny, a tym krajem, co nie dziwi, jest Izrael. Komunikat prasowy Departamentu Sprawiedliwości USA zawiera następujące stwierdzenie: „Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że ​​ta administracja nie będzie tolerować antysemityzmu, a Departament Sprawiedliwości jest zdeterminowany, aby wdrożyć tę dyrektywę”. Dyrektywa zawiera ostrzeżenie o inicjatywie 15 miast pod hasłem „Narodowa Trasa Świadomości i Akcji”, która wkrótce odbędzie się w całych Stanach Zjednoczonych, aby zwalczać antysemityzm. Odzwierciedla to szersze zaangażowanie w walkę z antysemityzmem w ramach polityki krajowej, dzięki której Waszyngton stał się również obrońcą Izraela zarówno w USA, jak i na całym świecie. Należy zrozumieć, że w tym przedsięwzięciu Departament Sprawiedliwości USA, wraz z Departamentem Wojny i Departamentem Stanu, w którego skład wchodzi Biuro Monitorowania i Zwalczania Antysemityzmu, kierowane przez Specjalnego Wysłannika o Statusie Ambasadora, rabina Yehudę Kaplouna, już wspierają Izrael.

Departament Stanu i Biały Dom również szczególnie otwarcie wspierały Izrael, a ambasador Mike Huckabee został wybrany na przedstawiciela USA w Izraelu. Huckabee to jawny chrześcijański syjonista, który popiera interesy Izraela bardziej niż interesy Stanów Zjednoczonych. Ponieważ Stany Zjednoczone stosują obecnie roboczą definicję przyjętą przez Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA) w odniesieniu do tego, co stanowi antysemityzm, niemal każda krytyka Izraela może zostać zinterpretowana jako antysemicka przez wszystkie agencje federalne USA. Na przykład krytyka ludobójstwa Izraela na Palestynie i jej mieszkańcach; ingerencja Izraela w funkcjonowanie i obsadę kadrową amerykańskich uniwersytetów; rola Izraela w zatrudnianiu i polityce dotyczącej świadczeń dla rządów stanowych, takich jak Teksas i Floryda; oraz bezpośrednia ingerencja w wybory w USA poprzez finansowanie i manipulację mediami – wszystkie te działania zostały potraktowane z przymrużeniem oka, czego nie można powiedzieć o podobnym zachowaniu jakiegokolwiek innego kraju.

Dodajmy do tego niedawną, celową i wyrachowaną porażkę republikańskiego kongresmena Thomasa Massiego, spowodowaną 32 milionami dolarów finansowania od grup takich jak AIPAC, mającą na celu zademonstrowanie siły izraelskiego lobby. Zabójstwa zagranicznych przywódców przez Izrael również nie leżą w amerykańskim interesie narodowym, a Tel Awiw również zabija Amerykanów, w tym 34 marynarzy marynarki wojennej USA, którzy zginęli w czerwcu 1967 roku, gdy Izrael zmówił się z prezydentem Lyndonem B. Johnsonem, aby zatopić okręt wywiadowczy USS Liberty operujący na wodach międzynarodowych na Morzu Śródziemnym.

Izrael jest również podejrzewany o zabójstwo Charliego Kirka, ponieważ ośmielił się skrytykować Izrael, a także prezydenta Johna F. Kennedy’ego, który chciał powstrzymać nielegalny program nuklearny Izraela. Można też dodać bardzo prawdopodobne przekonanie, że Izrael wiedział wcześniej o zamachach z 11 września lub faktycznie w nich uczestniczył.

Jeśli chodzi o izrael-filię Trumpa, jego bliski przyjaciel Jeffrey Epstein był niewątpliwie agentem Mossadu, zbierającym informacje służące do szantażu Amerykanów, aby móc wpływać na amerykańską politykę zagraniczną na Bliskim Wschodzie. Program ten, jak się wydaje, okazał się bardzo skuteczny w przypadku obecnego prezydenta, który kontynuuje tuszowanie dokumentów w sprawie Epsteina. Aby kontynuować tuszowanie, każda myśl, pytanie lub stwierdzenie faktu, które syjoniści otaczający Trumpa uznają za wrogie wobec Izraela, staje się antysemityzmem i nie będzie tolerowane przez rząd USA. Najwyraźniej reżim Trumpa, będący w istocie kontrolowanym i sterowanym przez syjonistów spiskiem, nie ma zamiaru dopuścić do upublicznienia jakichkolwiek rzetelnych informacji o państwie żydowskim. Jeśli rzucisz wyzwanie reżimowi lub będziesz go drwił, Trump zaatakuje cię, nazywając „głupim”, „niskim IQ” lub rozpowszechniaczem „fałszywych wiadomości” i podejmie kroki, aby cię wykluczyć, tak jak Stephena Colberta, Thomasa Massiego, Marjorie Taylor Greene i wielu innych, którzy sprzeciwili się izraelskiemu lobby i politykom, których przekupiono i opłacono, aby egzekwowali swoją immunitet od zasad obowiązujących wszystkich innych.

Ostry atak na mentalność, moralność i powiązania Trumpa. I ich skutki.

=========================================

MD: Z dużym wahanie umieszczam tę analizę. Fakty są chyba [??] nie do obalenia. Ale jakie mogą być SKUTKI ich ujawnienia?? Czytać proszę trzymając się krzesła.

—————————————————–

wyjaśniają: Pułapka Tukidydesa odnosi się do naturalnego, nieuniknionego zamieszania, które następuje, gdy rosnąca potęga zagraża odsunięciu władzy panującej… wynikające z tego naprężenia strukturalne sprawiają, że gwałtowny konflikt staje się regułą, a nie wyjątkiem.

MD: To slogan, mający pokazać, że piszący gryzipiórek to głębia umysłu i wiedzy. Taka teraz moda.

=========================================================

Trump – oszust, który uratował Amerykę przed pułapką Tukidydesa

Autorstwo: Laurent Guvenot
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz

Opublikowano: 19.05.2026 wolnemedia/trump-oszust-ktory-uratowal-ameryke-przed-pulapka-tukidydesa

=====================================================

Tucker Carlson niedawno wyznał: „Długo będę dręczony faktem, że odegrałem rolę w wyborze Donalda Trumpa. I chcę powiedzieć, że przepraszam za wprowadzenie ludzi w błąd”. Jak można dziś nie czuć żalu i wstydu za to, że uwierzyło się w Trumpa? Będę szczery: chociaż nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za wybór Trumpa, wstydzę się, że pokładałem w nim jakąkolwiek nadzieję.

Fenomen Trumpa przypomina formę zbiorowej hipnozy. Ma wymiar religijny, który czyni go wyjątkowym w historii amerykańskiej polityki. Dla wierzącego każda porażka, każdy skandal, każde kłamstwo jest dowodem na to, że Trump walczy z Deep State, fake newsami, bagnem, elitą Waszyngtonu, Demokratami, Nowym Porządkiem Świata, FBI i kto wie, z czym jeszcze.

Operacja psychologiczna Q była szczególnie skuteczna w oddziaływaniu na wyobraźnię religijną Amerykanów nieufnych wobec rządu. Dobrze wyjaśnia to Marjorie Taylor Green, która przyznaje, że „dała się nabrać na to pod koniec 2017 i 2018 roku”: „To w zasadzie sekta. […] To, co robi, to bierze warstwę prawdy, a następnie przekręca ją w kłamstwo. […] Q odniosło ogromny sukces. To była prawdopodobnie jedna z najskuteczniejszych operacji psychologicznych, jakie kiedykolwiek widziałam, ponieważ wykorzystała warstwę prawdy i rzeczy, którymi ludzie byli najbardziej zafascynowani, i była w stanie wykorzystać to i przekręcić ich przekonania, aby w pełni zaufać anonimowej osobie lub anonimowemu podmiotowi”.

To była propaganda polityczna na głębszym poziomie niż kiedykolwiek wcześniej. Przeanalizowałem metody manipulacji stosowane przez Q i inne grupy protrumpowskie w książkach „DARK PILL: How Satan-Worshipping Pedophiles have took over Conspiracyland” oraz „The Satanic False Flag: Dark-pilling, conspiracy cults, pied-piper operations, and Zionist spiritual warfare”.

Z perspektywy czasu najdziwniejsze jest to, że radykalni syjoniści nie ukrywali swojego quasi-religijnego uwielbienia dla Trumpa. W maju 2018 roku, komentując decyzję Trumpa o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy, sam Netanjahu porównał go do Cyrusa Wielkiego.

Nie ma wstydu w byciu zdradzonym. Nikt nie wini Jezusa za to, że zaufał Judaszowi. Ale wstydem jest dać się oszukać. A prawda o Trumpie nie jest taka, że ​​zdradził swoich zwolenników w 2025 roku, ale że oszukał ich w 2016 roku. Ci, którzy wierzyli, że da radę, zrobili to pomimo wielu sygnałów ostrzegawczych.

Sztuka bycia kupionym

Pierwszym kluczem do zrozumienia Trumpa była jego proza. Człowieka, który pisze książki, należy oceniać przede wszystkim po samych książkach. W takim przypadku wystarczyło jedno spojrzenie na tytuły: „Sztuka zawierania transakcji” (1987), „Jak się wzbogacić” (2004), „Droga na szczyt” (2004), „Myśl jak miliarder” (2004), „Jak zbudować fortunę” (2006), „Myśl na wielką skalę i kop tyłki” (2007) i „Myśl jak mistrz” (2009).

Trump wierzy, że wszystko można kupić, że społeczeństwo opiera się wyłącznie na transakcjach, a spryt jest kluczem do sukcesu. W swojej książce „Sztuka transakcji”, bestsellerze z 1987 roku, napisał:

Ostatnim kluczem do mojego sposobu promocji jest brawura. Odwołuję się do ludzkich fantazji. Ludzie sami nie zawsze myślą na wielką skalę, ale wciąż potrafią się ekscytować tymi, którzy tak myślą. Dlatego odrobina przesady nigdy nie zaszkodzi. Ludzie chcą wierzyć, że coś jest największe, najwspanialsze i najbardziej spektakularne. Nazywam to prawdziwą przesadą. To niewinna forma przesady – i bardzo skuteczna forma promocji.

W jego książkach nie ma śladu mądrości ani odrobiny humoru. W rzeczywistości Trump nie ma żadnej kultury literackiej ani filozoficznej i to widać.

W książkach Trumpa wyraźnie widać również jego narcyzm. Każde zdanie sprowadza się do: „Jestem najlepszy i wiem wszystko o wszystkim”. Trump nie jest tylko sprzedawcą; jest także produktem.

Po otwarciu Trump Tower na Manhattanie w 1983 roku, masowa promocja jego książki „Sztuka transakcji” uczyniła z Trumpa celebrytę. Tony Schwartz, współautor książki – który według Schwartza napisał ją w całości (a wkład Trumpa ograniczał się do usunięcia najmniej pochlebnych fragmentów) – od 2016 roku powtarza, że ​​dręczy go poczucie winy za to, że pomógł Trumpowi zostać prezydentem. Trump, jak twierdzi, kłamie nieustannie, bez najmniejszych zahamowań czy poczucia winy. „W Trumpie jest pustka. Brak duszy. Brak serca”.

Trzecim elementem, który pomógł w stworzeniu wizerunku Trumpa jako miliardera-bohatera (odpowiednika świętego w religii pieniędzy), jest reality show The Apprentice,  współprodukowany przez samego Trumpa i emitowany od 2004 r., w którym Trump w zasadzie sprzedaje samego siebie.

Drugim kryterium, według którego Trump powinien być oceniany, były jego osiągnięcia biznesowe. Czy Trump jest artystą w interesach i zwycięzcą, za którego się podaje? Nie. Reklama jest myląca. Trump nie jest człowiekiem, który sam doszedł do wszystkiego, ale mitem, który sam stworzył. Choć zawsze twierdził, że otrzymał od ojca milion dolarów na rozkręcenie własnego biznesu, śledztwo „New York Timesa” z 2018 r. ujawniło, że „otrzymał co najmniej 413 milionów dolarów, czyli równowartość dzisiejszych dolarów, z czego większość dzięki unikaniu płacenia podatków w latach 1990.”.

Nie dość, że odziedziczył ten początkowy majątek bez kiwnięcia palcem, to jeszcze zainwestował go w nieudane przedsięwzięcia. Trump ogłaszał upadłość sześć razy w swojej karierze. Jego kasyno Taj Mahal ogłosiło upadłość zaledwie 15 miesięcy po otwarciu – jak kasyno może zbankrutować? W latach 1990. i 2000. doszło do kolejnych bankructw: Trump Castle i Trump Plaza Hotel w 1992 roku, następnie Trump Hotels & Casino Resorts w 2004 roku z długiem w wysokości 1,8 miliarda dolarów, a wreszcie Trump Entertainment Resorts w 2009 i 2014 roku.

W latach 1990. Trump był zadłużony na 5 miliardów dolarów, w tym miliard dolarów osobiście – był miliarderem na minusie. Wtedy grupa bankierów pod przewodnictwem Wilbura Rossa, byłego dyrektora Rothschild Inc., postanowiła go uratować (Trump miał nagrodzić Wilbura Rossa stanowiskiem Sekretarza Handlu w 2016 roku). Według wypowiedzi adwokata specjalizującego się w nieruchomościach Alana Pomerantza w CNN w 2016 roku, przemawiającego w imieniu bankierów: „Podjęliśmy decyzję, że żywy będzie dla nas więcej wart niż martwy – martwy oznacza bankructwo… Utrzymaliśmy go przy życiu, aby nam pomógł”

(więcej o śledztwie Johna Hankeya i artykule w magazynie Forbes ).

Metoda Roya Cohna

Jeśli jest nieudanym potentatem kasynowym, to czy Trump jest przynajmniej uczciwy? Oczywiście, że nie. Trump był stroną ponad 4000 procesów sądowych. Jego pierwszy pozew pochodzi z 1973 roku. Trump został oskarżony przez rząd federalny o dyskryminację rasową w związku z wynajmem budynków wybudowanych ze środków publicznych. Zatrudnił prawnika Roya Cohna, który nauczył go życia.

Jak powiedział Greg Reese: „Niepisane zasady, które Roy Cohn pomógł zaszczepić w Donaldzie Trumpie, to: po pierwsze: nigdy nie przepraszaj, nigdy nie przyznawaj się do winy. Po drugie: zawsze kontratakuj i uderzaj mocniej. Po trzecie: Używaj systemu prawnego jako broni. Po czwarte: manipuluj mediami. Po piąte: używaj strachu jako tarczy i miecza. I po szóste: buduj fortecę lojalności i bezwzględnie karz nielojalność. Strategia Cohna nie tylko sprawdziła się w przypadku rywali biznesowych i sędziów, ale także pozwoliła na oszukanie milionów ludzi”.

„Sztuka kłamstwa”, a nie sztuka zawierania umów, jest esencją Trumpa. Trump rozsiewa ogromne kłamstwa na każdy temat i niestrudzenie je powtarza. Osoby z bliskiego otoczenia Trumpa, takie jak jego była dyrektor ds. komunikacji Stephanie Grisham, donoszą, że Trump uważa, iż samo powtórzenie czegoś tysiące razy czyni to prawdą.

Wielkie kłamstwa Trumpa są liczne. Na przykład: „Zakończyłem osiem wojen” (a zatem „zasługuję na Pokojową Nagrodę Nobla”). W 2024 roku Trump oświadczył: „Jestem jedynym prezydentem w historii nowożytnej, który opuścił urząd z mniejszym długiem publicznym niż w momencie objęcia urzędu”. W rzeczywistości, za jego prezydentury, dług wzrósł o 7,8 biliona dolarów, co stanowi rekordowy wzrost o 40 procent. Kłamanie, a następnie nazywanie kłamcami tych, którzy demaskują jego kłamstwa, to instynktowny wzorzec zachowania Trumpa.

Jednym z największych kłamstw Trumpa jest zainscenizowane wydarzenie z 13 lipca 2024 roku w Butler w Pensylwanii (obejrzyj film Johna Hankeya „Trump na celowniku?”, jeśli nie widziałeś).

To tak kolosalne kłamstwo, że nikt nie odważył się go potępić, ponieważ sama myśl o takim kłamstwie wydaje się nieznośnie obsceniczna. Każdy wolałby udawać, że w nie wierzy, niż ryzykować tak poważne oskarżenie. Dziewięć miesięcy później jednak pomysł sfingowanego ataku zyskuje popularność wśród rozczarowanej MAGA, zwłaszcza od czasu ujawnienia przez Joe Kenta informacji o utrudnianiu śledztwa przez FBI (zobacz dyskusję rozpoczętą przez Trishę Hope, a udostępnioną przez Marjorie Taylor Green, lub ten post, w którym wspomniano o Timie Dillonie i Emerald Robinson).

Metoda Roya Cohna to sposób, w jaki Trump poradził sobie z problemem Epsteina. To nie przypadek, że operacja psychologiczna Q, przedstawiająca Trumpa jako Anioła Sprawiedliwości w walce z pedofilami-czcicielami szatana (wszyscy Demokraci), nabrała rozpędu akurat wtedy, gdy skandal Epsteina po raz pierwszy trafił na pierwsze strony gazet. Teraz wiemy dlaczego: jego nazwisko pojawia się ponad 38 000 razy w odtajnionych dokumentach. Wśród nich znajdują się zarzuty wobec niego o gwałty na dziewczynkach w wieku 13–15 lat w jego klubie golfowym w Kalifornii.

Ale historia ta ma morał: Trump wpadł we własną pułapkę. Wzbudził wściekłość opinii publicznej i wywołał nieskrępowane żądanie ujawnienia akt Epsteina. Teraz zaciekle sprzeciwia się ich ujawnieniu, nazywając je „demokratycznym oszustwem”. „To zaszkodzi moim przyjaciołom” – miał powiedzieć Trump Marjorie Taylor Greene, aby odwieść ją od przyłączenia się do Demokratów w rezolucji wzywającej do odtajnienia. Taylor Greene ujawnia kolejne szokujące wyznanie: „Trump napisał mi SMS-a, że ​​jeśli mój syn zginie, to na to zasługuję, bo go zdradziłam”.

Powinniśmy byli się domyślić. Już w 2002 roku Trump powiedział magazynowi „New York”: „Znam Jeffa od piętnastu lat. Wspaniały facet. To świetna zabawa. Mówi się nawet, że lubi piękne kobiety tak samo jak ja, a wiele z nich jest młodych. Nie ma wątpliwości – Jeffrey lubi życie towarzyskie”. Istnieją liczne zdjęcia Trumpa z Ghislaine Maxwell i Jeffreyem Epsteinem, a także nagranie wideo z imprezy zorganizowanej przez Epsteina w 1992 roku w Mar-a-Lago (posiadłości Trumpa w Palm Beach), na której pojawiły się młode, pijane nastolatki.

Trump jest znanym przestępcą seksualnym, który spotkał się z 28 skargami dotyczącymi molestowania lub gwałtu. Chwalił się, że wkradał się do przymierzalni młodych dziewcząt biorących udział w konkursach piękności, których jest organizatorem. I nie zapominajcie: „Kiedy jesteś gwiazdą”, chwalił się, możesz po prostu „złapać je za cipkę!”. W nagraniu audio z 2006 roku Trump stwierdza, że ​​minimalny wiek, od którego można sypiać z dziewczyną, to dwanaście lat.

Narcystyczny oszust

Trump jest oszustem. Pasuje do profilu analizowanego przez Marię Konnikovą w książce The Confidence Game, gdzie pisze: „Prawdziwy oszust nie zmusza nas do niczego; czyni nas współwinnymi naszej własnej zguby. Nie kradnie. My dajemy”. W wywiadzie dla The New York Times opublikowanym 2 maja Tucker Carlson wspomina o „hipnotyzującej” jakości Trumpa, która może „osłabić ludzi wokół niego i sprawić, że będą bardziej posłuszni i zdezorientowani. Sam tego doświadczyłem. Spędzasz dzień z Trumpem i jesteś w takiej krainie snów, jakbyś palił haszysz albo coś takiego… i może być w tym jakiś nadprzyrodzony element”.

W 2019 roku George Conway napisałartykuł dla „The Atlantic”, w którym postawił diagnozę złośliwego narcyzmu, popartą licznymi świadectwami. Czytając dziś ponownie jego artykuł, uderza oczywistość tego wszystkiego – oczywistość, której nie chcieliśmy dostrzec, ponieważ przedstawili nam ją Demokraci, których uznaliśmy za całkowicie niegodnych uwagi. 

Eksperci definiują narcystyczne zaburzenie osobowości (NPD) jako „uporczywy wzorzec wielkościowości, potrzeby podziwu, braku empatii i wyolbrzymionego poczucia własnej wartości. Osoby z NPD mogą sprawiać wrażenie chełpliwych, aroganckich, a nawet niesympatycznych”.

Narcyzm Trumpa, prawdopodobnie z pogranicza psychopatii, czyni go idealnym przedstawicielem swoich sponsorów – zawsze na sprzedaż, pozbawiony jakichkolwiek zahamowań moralnych i podatny na manipulację pochlebstwami. Benjamin Disraeli kiedyś wyjaśnił swój wpływ na królową Wiktorię tymi słowami: „Każdy lubi pochlebstwa, a jeśli chodzi o rodzinę królewską, należy je nakładać kielnią”. A więc z Trumpem: powiedz mu, że jest najwspanialszym człowiekiem w historii, a podpisze twoją ustawę. A jeszcze lepiej, niech jego doradczyni duchowa Paula White powie mu, że jest Jezusem.

Kłamstwo wymaga energii mentalnej, nawet od doświadczonego kłamcy, takiego jak Trump, ponieważ człowiek, który kłamie, oddychając, musi stale przypominać sobie kłamstwa, które już wypowiedział, aby nie zaprzeczyć samemu sobie. Starzenie się niesie ze sobą spadek energii mentalnej, a Trump nie ma już czujności potrzebnej, aby wiedzieć, kiedy przestać. Kłamie z przyzwyczajenia. Nie tylko stracił mistrzostwo w sztuce kłamania, ale stracił także zdolność ukrywania swojej narcystycznej patologii. W styczniu tego roku korespondent New York Timesa zapytał Trumpa, czy widzi jakieś ograniczenia w sprawowaniu swojej władzy na skalę globalną. „Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać”. 13 kwietnia Trump opublikował na „Truth Social” zdjęcie siebie jako Jezusa.

Megalomański narcyzm Trumpa jest teraz widoczny w jego planach dotyczących pomników własnej chwały. Ogłosił budowę w Waszyngtonie „NAJWIĘKSZEGO i NAJPIĘKNIEJSZEGO Łuku Triumfalnego na świecie” (trzy razy wyższego niż łuk Napoleona w Paryżu). Krótko przedtem ujawnił swoje plany dotyczące Biblioteki Prezydenckiej Trumpa w Miami, gigantycznego wieżowca, który służyłby również jako hotel, z Air Force One wystawionym w holu i obejmującym ogromne audytorium z gigantycznym złotym posągiem Trumpa (zobacz parodię tutaj). Jego megalomańskie projekty obejmują również budowę sali balowej o wartości 400 milionów dolarów we wschodnim skrzydle Białego Domu (koszt został teraz podniesiony do 1 miliarda dolarów ). Dodajmy do tego decyzję Trumpa o dołączeniu swojego nazwiska do kompleksu artystycznego i sali koncertowej Kennedy Center, przemianowanego na Trump Kennedy Center. Podpisał się również na lotnisku w Palm Beach, Instytucie Pokoju Stanów Zjednoczonych oraz bulwarze prowadzącym do Mar-a-Lago, a także planuje złożyć swój podpis na nowej walucie USA oraz umieścić swoje zdjęcie i podpis złotymi literami na amerykańskich paszportach.

Patologia Trumpa jest teraz tematem głównego nurtu, nie tylko wśród Demokratów. Były prawnik Trumpa, Ty Cobb, który pełnił funkcję specjalnego doradcy Trumpa w jego pierwszej kadencji, publicznie oświadczył, że „jego stan psychiczny znacznie się pogorszył” do tego stopnia, że ​​nie nadaje się już do pełnienia służby. „The Atlantic” donosi o zeznaniach wieloletniego współpracownika Trumpa, który pragnął zachować anonimowość: „Ostatnio mówi o tym, że jest najpotężniejszą osobą, jaka kiedykolwiek żyła. Chce być zapamiętany jako ten, który dokonał rzeczy, których inni nie byliby w stanie dokonać, dzięki swojej czystej sile i silnej woli”. 17 kwietnia „Washington Examiner”  opublikował artykuł zatytułowany „Donald Trump traci rozum ”:

79-letni mężczyzna, który od dawna zmagał się z chaosem, teraz jest przez niego pochłonięty. Jego epizody [choroby md] stają się coraz częstsze, a dobre dni coraz bardziej odległe. Nie stracił poczucia przyzwoitości ani dobrego wychowania – nigdy ich nie miał – ale resztki samokontroli. Wszyscy wokół to widzą. Jednak, czy to z ambicji, tchórzostwa, czy znużonej akceptacji, wciąż szukają sposobów na racjonalizację jego zachowania. Tragedia nie dotyczy już Trumpa. Teraz dotyczy Ameryki.

Państwo głębokie, płytka koncepcja

Osoba Trumpa, w którą wierzyli niektórzy z nas, była jedynie wizerunkiem, fikcją stworzoną przez potężną machinę propagandową. Sprzedano nam nie tylko postać, ale i historię, w której wspierała go tajna grupa wysoko postawionych, cnotliwych patriotów, gotowych rozpętać „burzę” przeciwko tajnej grupie wysoko postawionych pedofilskich globalistów, znanej jako Deep State, spiskującej, by zniewolić nas w ramach ich „Nowego Porządku Świata”. Aleksander Dugin, który najwyraźniej nadal myśli w ten sposób, nazwał te dwie grupy Deep State i „Głębokim Państwem”.

Głębokie Państwo to koncepcja, która ma pewną użyteczność jako ogólna metafora mechanizmów władzy w liberalnych demokracjach, ale jako realny byt pozostaje na zawsze nieuchwytna. Jest jak freudowska nieświadomość, którą dostrzegamy dopiero, gdy powraca do świadomości. Głębokie Państwo jest koncepcją tak niejasną, że można ją zdefiniować w dowolny sposób. Istnieją różne rodzaje „głębokich władz”, jeśli można tak powiedzieć, ale nie stanowią one bytu.

I żadna głęboka potęga nie jest silniejsza niż Izrael w Ameryce. Rozważmy, jak podjęto decyzję o zbombardowaniu Iranu w lutym ubiegłego roku, jak wyjaśnił New York Times w artykule z 7 kwietnia: „Jak Trump poprowadził USA na wojnę z Iranem”. 11 lutego w Sali Sytuacyjnej Białego Domu (pokoju kryzysowym wyposażonym w bezpieczny sprzęt komunikacyjny, zarządzanym przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego) odbyło się spotkanie z udziałem Benjamina Netanjahu w towarzystwie izraelskich oficerów wywiadu. Stojąc przed ekranem, na którym wyświetlano dyrektora Mossadu Davida Barneę i izraelskich oficerów wojskowych, Netanjahu przedstawił swoje argumenty za zbombardowaniem Iranu za pomocą prezentacji PowerPoint, demonstrując, że doprowadziłoby to do upadku reżimu irańskiego, a tym samym do natychmiastowego rozwiązania wszystkich problemów na Bliskim Wschodzie za jednym zamachem, a jednocześnie uczyniłoby Trumpa najwybitniejszym człowiekiem w historii. Naprzeciwko niego siedzieli prezydent Trump, sekretarz wojny Peter Hegseth, szef sztabu Dan Caine, sekretarz stanu Marco Rubio, dyrektor CIA John Ratcliff, szef sztabu Susie Wiles, a także Jared Kushner i Steve Witkoff, nieoficjalni negocjatorzy. Po wystąpieniu Netanjahu Trump skinął głową i powiedział: „Brzmi to dla mnie dobrze”.

Ta sama grupa spotkała się ponownie następnego dnia, bez Netanjahu, ale z wiceprezydentem J.D. Vance’em, który właśnie wrócił z Azerbejdżanu. Hegseth był na pokładzie; Ratcliff, Vance i Rubio byli sceptyczni; Caine był niezdecydowany, a Wiles pozostał na uboczu. Ostatnie spotkanie odbyło się 26 lutego, z udziałem kilku innych osób, takich jak doradca David Warrington, którzy omawiali legalność takiej interwencji. Trump zakończył spotkanie słowami: „Myślę, że musimy to zrobić”. W międzyczasie odbył kilka rozmów telefonicznych z Netanjahu, który nalegał na szybkie działanie. Następnego dnia, 27 lutego, Trump wysłał następującą wiadomość z Air Force One: „Operacja Epic Fury została zatwierdzona. Żadnych przerwań. Powodzenia”.

Pytanie: Skoro to Państwo Głębokie wciągnęło Stany Zjednoczone w wojnę z Iranem, zidentyfikuj je na podstawie tego przekazu. Dodatkowa wskazówka: irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi poinformował, że podczas negocjacji prowadzonych 11 i 12 kwietnia w Islamabadzie (Pakistan), w których uczestniczyli Kushner i Wilkoff, J.D. Vance gwałtownie przerwał negocjacje po otrzymaniu telefonu od Netanjahu.

Pierwszy żydowski prezydent USA?

MAGA od początku była MIGA, tak jak neokonserwatywny PNAC był Projektem Nowego Wieku Izraela.

Trump zdradził swoich wyborców, ale nie darczyńców. W grudniu 2025 roku w Białym Domu Trump oświadczył, że „Miriam przekazała mojej kampanii, pośrednio i bezpośrednio, 250 milionów dolarów”. Przemawiając przed izraelskim parlamentem w październiku tego samego roku, przyznał, że Sheldon i Miriam Adelson odegrali ważną rolę w kształtowaniu jego polityki zagranicznej.

Od stycznia 2025 roku Netanjahu odwiedził Biały Dom siedem razy. 5 lutego 2025 roku wręczył Trumpowi złoty pager, upamiętniający morderstwo popełnione przez Izrael na członkach Hezbollahu lub ich krewnych (w tym dzieciach) 23 września 2024 roku przy użyciu pagerów-pułapek. W zamian Trump wręczył mu swoje podpisane zdjęcie z napisem: „Dla Bibiego, wielkiego przywódcy”.

15 września 2025 roku Netanjahu oświadczył na konferencji prasowej w Jerozolimie, wraz z Marco Rubio, że: „Donald Trump jest największym przyjacielem Izraela w Białym Domu”. Trump tak skutecznie realizował politykę zagraniczną dyktowaną przez Netanjahu, że Netanjahu musiał publicznie bronić się przed oskarżeniami o kontrolowanie Trumpa: „Trump jest najbardziej niezależnym przywódcą, jakiego kiedykolwiek widziałem. Pogląd, że kontroluję Trumpa, to kłamstwo”.

W grudniu 2025 roku, podczas obchodów Chanuki w Białym Domu, osobowość medialna Mark Levin, żarliwy syjonista, który jest częścią wewnętrznego kręgu Trumpa, objął Trumpa ramieniem i przedstawił go kamerom telewizyjnym jako „pierwszego żydowskiego prezydenta , a Trump odpowiedział: „To prawda”. Czy mówił prawdę, tym razem? Istnieje uporczywa plotka, że ​​potajemnie przeszedł na judaizm. Ale nie wierzę, że Trump jest związany z Izraelem moralnymi lub religijnymi przekonaniami. To transakcja, jak wszystko inne w umyśle Trumpa. Kiedy Trump nazywa Thomasa Massiego przegranym, trzeba zrozumieć, że dla niego każdy, kto sprzeciwia się Izraelowi, jest z definicji przegranym, ponieważ nie można wygrać z Izraelem, podczas gdy z Izraelem można się bardzo wzbogacić.

Epicka korupcja

Prezydent Trump powiedział Amerykanom, że rozpoczyna historyczną kampanię zwalczania oszustw. Mianował J.D. Vance’a na „cara ds. zwalczania oszustw”. Ale to oszustwo biblijnych rozmiarów, które Trump i jego rodzina knują na oczach wszystkich. Według The New Republic, zaledwie w połowie swojej drugiej kadencji prezydenckiej, Trump potroił już swój majątek — obecnie szacowany na 6,5 ​​miliarda dolarów. Najnowsze ujawnienie finansów Trumpa dla Biura Etyki Rządowej USA pokazuje, że Trump dokonał ponad 3700 transakcji w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2026 roku, z firmami, które mają interesy z jego administracją, na kwotę od 220 milionów do 750 milionów dolarów. Lista jego transakcji z wykorzystaniem informacji poufnych rośnie z każdym dniem. Tymczasem Trump do tej pory ułaskawił — za opłatą — ponad 70 skazanych oszustów.

Mafia nieruchomości Trumpów, Kushnerów i Witkoffów traktuje zniszczenie Gazy jako okazję do inwestycji w nieruchomości. Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w styczniu 2026 roku przedstawili oni swój projekt „Nowej Gazy” o wartości 25 miliardów dolarów wraz z harmonogramem budowy.

„New York Times” donosi, że w lutym 2025 roku Jared Kushner, wykorzystując swoją pozycję nieoficjalnego mediatora, zwrócił się do Saudyjczyków o zainwestowanie 5 miliardów dolarów w jego firmę inwestycyjną Affinity Partners. Podobno w tym celu zwrócił się bezpośrednio do Mohammeda bin Salmana (MSB). W 2022 roku uzyskał już od Saudyjczyków 2 miliardy dolarów. Komisja Finansów Senatu wszczęła  dochodzenie w sprawie tego rażącego konfliktu interesów.

Rodziny Trump i Witkoff wykorzystały również swoją pozycję do podejrzanych inwestycji w kryptowaluty. We wrześniu 2024 roku, dwa miesiące przed wyborami, Trump uruchomił World Liberty Financial — zdecentralizowany protokół finansowy — wraz ze swoimi synami i rodziną Witkoff, sprzedając tokeny, które, jak później zorientowali się kupujący, były niezbywalne i dlatego nie miały żadnej realnej wartości. Chiński przedsiębiorca Justin Sun, który zainwestował dziesiątki milionów dolarów w przedsięwzięcie, pozywa teraz rodzinę Trumpów o oszustwo. 17 stycznia 2025 roku, trzy dni przed swoją inauguracją, Trump zorganizował promocyjną sprzedaż memcoina o nazwie $Trump, przyciągając rzeszę dworzan gotowych kupić jego prezydenckie przysługi. Spośród dwunastu postaci kierujących tą operacją, cztery pochodzą z rodziny Trump (Donald i jego trzej synowie), a trzy z rodziny Witkoff (Steven i jego dwaj synowie). Według Financial Times zgarniają oni 350 milionów dolarów opłat inwestycyjnych. Dwa dni po debiucie $Trump, żona Trumpa wprowadza na rynek własną kryptowalutę memową $Melania. Szacuje się, że rodzina Trumpów zgromadziła ponad miliard dolarów dzięki różnym przedsięwzięciom związanym z kryptowalutami.

Demokraci z Senatu i Izby Reprezentantów wszczęli dochodzenie w związku z podejrzeniem, że Trump wykorzystywał te operacje do wymiany prezydenckich ułaskawień ze skazanymi oszustami. Od stycznia do lipca 2025 roku Trump ułaskawił ponad 1500 osób, wielu z nich to finansiści, którzy mieli mu zwrócić pieniądze. Joseph Schwartz, właściciel domu opieki skazany na trzy lata więzienia za oszustwo na kwotę 5 milionów dolarów, został ułaskawiony po zaledwie trzech miesiącach więzienia w zamian za darowiznę w wysokości 1 miliona dolarów na rzecz lobbystów Trumpa, podczas gdy oskarżeni przeciwko niemu nie otrzymali ani centa. David Gentile, skazany za oszustwo na kwotę 1,6 miliarda dolarów, został ułaskawiony 12 dni po odbyciu 7-letniego wyroku. Wśród ułaskawionych jest również wielu Żydów syjonistycznych, takich jak Philip EsformesSholom WeissSholom Mordechai RubashkinEliyahu WeinsteinDrew „Bo” Brownstein. Trump ułaskawił również swojego byłego doradcę duchowego, Roberta Morrisa, skazanego na dwadzieścia lat więzienia za molestowanie seksualne 12-letniej dziewczynki i zwolnionego po zaledwie sześciu miesiącach. Trump wspomniał kiedyś o możliwości ułaskawienia Ghislaine Maxwell.

Nieuchronnie, rodzina Trumpów jest na czele wojennego spekulantyzmu. Według Bloomberga, kilka dni przed atakiem na Iran 28 lutego 2026 r., Donald Jr. i Eric Trump zainwestowali w firmę produkującą uzbrojone drony, Powerus, na którą Departament Obrony złożył następnie zamówienie o wartości 1,1 miliarda dolarów. 1 kwietnia, tuż po tym, jak Trump ogłosił, że państwa Zatoki Perskiej nie powinny liczyć na to, że Stany Zjednoczone ponownie otworzą Cieśninę Ormuz, Powerus spotkał się z urzędnikami w Abu Zabi, aby zaprezentować swoje produkty. Donald Jr. zainwestował również w startup o nazwie Vulcan Elements, specjalizujący się w magnesach ziem rzadkich i właśnie zabezpieczył kontrakt o wartości 620 milionów dolarów z Departamentem Obrony. Dowiedzieliśmy się również z „Financial Times”, że w sierpniu 2025 r. synowie Trumpa zainwestowali, za pośrednictwem spółki-słupa, w firmę o nazwie Skyline Builders, która prawdopodobnie otrzyma 1,6 miliarda dolarów od rządu USA.

Kongres USA dowiedział się, że prezydent Trump uruchomił płatny newsletter zatytułowany „Private Security Briefing”, w którym sprzedawał inwestorom poufne informacje dotyczące bezpieczeństwa narodowego.

Trump pozywa Urząd Skarbowy (IRS) na 10 miliardów dolarów po ujawnieniu jego zeznań podatkowych przez kontrahenta (zeznań, które obiecał upublicznić podczas kampanii). A jednak Trump kontroluje sam rząd, który pozywa. „Mam wypracować ugodę sam ze sobą” – zauważył ironicznie. Żaden prezydent USA nigdy nie wykorzystał swojej pozycji, by wzbogacić się w takim stopniu.

Ale najbardziej skandaliczny przypadek handlu informacjami poufnymi, o którym donosiły nawet brytyjskie BBC i francuskie Figaro, miał miejsce między 22 a 24 marca. W sobotę 22 Trump wydał 48-godzinne ultimatum Iranowi, aby otworzył Cieśninę Ormuz, grożąc zniszczeniem wszystkich elektrowni. Iran natychmiast odpowiedział, że jeśli Trump zrealizuje swoje groźby, Iran odpowie w ten sam sposób przeciwko amerykańskiej infrastrukturze w państwach Zatoki Perskiej. Cena ropy wzrosła, a ceny akcji spółek energetycznych gwałtownie spadły w miarę zbliżania się terminu. Następnie, w poniedziałek o 7:04 rano, Trump ogłosił na „Truth Socialu”, że trwają negocjacje z Iranem (Iran zaprzeczył). Czternaście minut wcześniej „było niezwykle dużo zakładów na cenę ropy w USA”, które łącznie wyniosły ponad 1,5 miliarda dolarów zysku. Żadne śledztwo nie ustaliło, kto dokonał giełdowego zamachu stanu stulecia.

I nie zapominajmy o tym, jak synowie Howarda Lutnicka zarobili na jego bezprawnych cłach, które – jak można było przewidzieć – zostały uchylone przez Sąd Najwyższy. Izba Reprezentantów przesłuchała Lutnicka w tej sprawie.

Wniosek

Podsumowując, Biały Dom został przejęty przez najbardziej płytką, najbardziej szaloną i najbardziej skorumpowaną osobę.

Jego niezamierzoną zasługą jest jednak ukazanie światu prawdziwego, brzydkiego oblicza Ameryki XXI wieku. Sam fakt, że Trump został wybrany na prezydenta, jest najwyraźniejszym dowodem na to, jak dysfunkcjonalna stała się „amerykańska demokracja”.

Trump sprawił również, że kontrola Izraela nad amerykańską polityką zagraniczną stała się całkowicie transparentna. Pomyślmy o zmianie, jaka zaszła dwadzieścia lat temu, kiedy to informacja o wciągnięciu USA w wojnę z Irakiem przez Izrael była nadal tajna. Mearsheimer i Walt nie mogli nawet znaleźć amerykańskiego wydawcy dla „ The Israel Lobby” i „US Foreign Policy”. Dziś jest to powszechnie akceptowany fakt, i dobrze.

Niesprowokowana agresja Trumpa na Iran nie tylko pogorszyła wizerunek Ameryki na świecie. Okazała się również całkowitą porażką w odniesieniu do deklarowanych celów, pomimo chwalebnego „zwycięstwa” Trumpa na portalu „Truth Social”. Iran wychodzi z tego nie tylko z wyraźną wyższością moralną, ale także z niezaprzeczalnym zwycięstwem strategicznym. To kolejna dobra wiadomość, ponieważ ta wojna była o Izrael, podobnie jak ta porażka. Iran jest naszą jedyną nadzieją, aby powstrzymać to psychopatyczne państwo przed osiągnięciem celu, jakim jest stanie się regionalnym supermocarstwem.

Upokarzająca porażka Ameryki zrujnowała jej reputację jako militarnie niezwyciężonej. Dostrzegając niezdolność USA do ochrony własnych baz wojskowych, państwa Zatoki Perskiej ponownie rozważą swój sojusz.

A najszczęśliwszym z tego wszystkiego rezultatem jest to, że niebezpieczeństwo wpadnięcia Ameryki i Chin w pułapkę Tukidydesa, którą Graham Allison uważał za bardzo poważną dziesięć lat temu, zniknęło. Wzmianka Xi Jinpinga o pułapce Tukidydesa w jego przemówieniu z 14 maja została powszechnie uznana za niezwykle znaczącą: „Cały świat obserwuje nasze spotkanie” – powiedział. „Sytuacja międzynarodowa jest burzliwa. Świat stoi na nowym rozdrożu: czy Chiny i Stany Zjednoczone zdołają pokonać pułapkę Tukidydesa i stworzyć nowy paradygmat, aby wspólnie stawić czoła globalnym wyzwaniom?”

Choć nie mam żadnego doświadczenia w sprawach wojskowych, wydaje mi się całkiem jasne, że pod rządami Trumpa Stany Zjednoczone zmarnowały swój potencjał, by powstrzymać Chiny przed staniem się światowym supermocarstwem gospodarczym, co nieuchronnie doprowadzi do upadku gigantycznej piramidy finansowej dolara. Jest wysoce nieprawdopodobne, aby po szkodach, jakie Trump i jego groteskowy sekretarz wojny wyrządzili amerykańskiej machinie wojennej – i jej pewności siebie – Stany Zjednoczone kiedykolwiek poczuły pokusę konfrontacji z Chinami. Znamienne jest, że w wywiadzie dla Fox News z Chin, przed powrotem do Waszyngtonu, stwierdził jednoznacznie, że Tajwan jest „miejscem” zbyt odległym, by Stany Zjednoczone mogły o niego walczyć. Japonia i Korea Południowa wkrótce pogodzą się z tą nową rzeczywistością.

Gdyby Stanami Zjednoczonymi rządził człowiek, któremu naprawdę zależało na tym, by Ameryka znów stała się wielka, całkiem prawdopodobne, że wpadłyby w pułapkę Tukidydesa. Ale Trumpowi zależy tylko na tym, by Trump stał się wielki, a jego izraelscy doradcy na tym, by Izrael stał się wielki. Żadnemu z nich nie zależy na amerykańskim imperium, chyba że jako narzędziu do własnej wielkości.

A zatem Trump być może uratował świat.

Autorstwo: Laurent Guvenot
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz

Źródło zagraniczne: Radbodslament.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

===========================

mail:

jewreje muszą być bardzo zdesperowani, że dziś taki wysyp publikacji grillujących pomarańczowego łobuza - ewidentnie wrzucają go pod rozpędzoną lokomotywę

Synowie Trumpa stoją za siecią inwestycyjną o wartości 1 miliarda dolarów, która wspiera branże faworyzowane przez Biały Dom

(Źródło zdjęcia: Ronda Churchill/Bloomberg)

Synowie Trumpa stoją za siecią inwestycyjną o wartości 1 miliarda dolarów, która ma na celu wspieranie branż faworyzowanych przez Biały Dom: Raport

Rodzina Trumpów znacząco zwiększyła inwestycje w branżach promowanych przez Biały Dom, w tym w produkcję dronów, kryptowaluty, sztuczną inteligencję, energię jądrową i budownictwo.

Eric Trump i Donald Trump Jr. zainwestowali niedawno w American Ventures, spółkę zależną Dominari Holdings, która zbudowała sieć o wartości 1,04 miliarda dolarów, ukierunkowaną na amerykańskie firmy z branż sponsorowanych przez Biały Dom, takich jak kryptowaluty, sztuczna inteligencja i drony, o czym donosił Financial Times 8 maja.

Według dokumentów rządowych bracia Trump łącznie posiadają około 12 procent udziałów w Dominari, a Dominari z kolei ma 90 procent udziałów w American Ventures.

Amerykańska firma dronowa wspierana przez synów Trumpa stara się czerpać zyski z wojny USA i Izraela z Iranem — Amerykańska firma dronowa wspierana przez Erica Trumpa i Donalda Trumpa Jr. sprzedaje sprzęt państwom Zatoki Perskiej, które polegają na amerykańskim wsparciu wojskowym w związku z amerykańsko-izraelską wojną z Iranem. Współzałożyciel Brett Velicovich powiedział Associated Press, że firma przeprowadza demonstracje w całym regionie, aby zaprezentować systemy obrony dronów zaprojektowane do przeciwdziałania irańskim atakom. „Nasz zespół obecnie przeprowadza liczne demonstracje naszych dronów przechwytujących na Bliskim Wschodzie” — powiedział Velicovich w wymianie wiadomości tekstowych. „Mamy niesamowitą technologię, która może ratować życie”. Według Associated Press odmówił podania nazw krajów lub dalszych szczegółów. Były prawnik Białego Domu specjalizujący się w etyce Richard Painter powiedział, że kraje czuły presję, aby kupować od synów prezydenta, aby zapewnić sobie wsparcie USA, opisując to jako pierwszy raz, kiedy pierwsza rodzina prezydenta mogła bezpośrednio skorzystać z wojny rozpoczętej bez zgody Kongresu.

Według doniesień, instrumenty finansowe i inwestycyjne przyciągały fundusze od ultrabogatych rodzin i zamożnych osób, a następnie przekazywały je małym spółkom publicznym i przedsiębiorstwom prywatnym działającym w branżach promowanych przez Biały Dom Trumpa.

[filmiki – w oryginale. md]

Tłumaczenie „X” : Synowie Trumpa nabywają udziały w kazachskiej spółce górniczej, która zdobyła kontrakt w USA o wartości 1,6 miliarda dolarów

Rzecznicy obu synów Trumpa oświadczyli, że byli oni „pasywnymi inwestorami niemającymi żadnej roli operacyjnej w American Ventures”, natomiast rzecznik Donalda Trumpa Jr. zaprzeczył jakimkolwiek związkom między jego inwestycjami a interesami mającymi wpływ na politykę rządu USA.

American Ventures sfinansowało firmy z różnych branż promowanych przez Biały Dom Trumpa, w tym produkcję dronów, kryptowaluty, sztuczną inteligencję, energię jądrową i budownictwo.

SYNOWIE TRUMPA WSPIERAJĄ OFENSYWĘ INWESTYCYJNĄ W WARTOŚCI 1 MILIARDA DOLARÓW Eric Trump i Donald Trump Jr. zainwestowali w pojazdy powiązane z funduszem wojennym o wartości 1 miliarda dolarów zgromadzonym przez Dominari Holdings, według FT. Kapitał ten jest skierowany na sztuczną inteligencję, drony i inne amerykańskie branże wspierane przez Biały Dom. „American Ventures zmienia kierunek, w którym zmierza”.

Firma zainwestowała również w kontrakt o wartości 1,5 miliarda dolarów, w który zaangażowane są JFB Construction i XTend, firma specjalizująca się w autonomicznej robotyce obronnej opartej na sztucznej inteligencji. XTend ogłosił później, że otrzymał kontrakt o wartości 1,7 miliona dolarów od izraelskiego Ministerstwa Obrony.

Kilka przedsiębiorstw powiązanych z Dominari znalazło również silniejszą pozycję w sektorze wojskowym i dronów, w tym firmy związane kontraktami z Pentagonem i Siłami Powietrznymi USA.

W marcu Bloomberg poinformował , że American Ventures posiada udziały w firmach zajmujących się dronami o łącznej wartości niemal 750 milionów dolarów, co zbiegło się z ogłoszeniem Pentagonu, że zainwestuje około 1 miliarda dolarów w technologię dronów w ciągu najbliższych dwóch lat.

Raport ujawnił, że wszystkie trzy firmy produkujące drony powiązane z Trumpem ubiegają się o kontrakty rządowe.

W zeszłym roku firma XTend ogłosiła, że ​​otrzymała wielomilionowy kontrakt z Pentagonem na drony szturmowe. Spółki zależne Powerus sprzedają produkty rządowi USA, a Unusual Machines otrzymała kontrakt na silniki od 101. Dywizji Powietrznodesantowej Armii Stanów Zjednoczonych.

Raport Responsible Statecraft wskazał, że inwestycje braci Trump w drony wpisują się w szerszy schemat wykorzystywania wojny do spekulacji, w ramach którego wykonawcy zamówień obronnych dążą do zwiększenia wpływów politycznych i wyższych budżetów Pentagonu.

Ben Freeman z Instytutu Quincy’ego powiedział: „Z roku na rok firmy współpracujące z Pentagonem otrzymują coraz więcej pieniędzy od podatników, a część z nich wykorzystują, aby przekonać Kongres, by przyznał im jeszcze więcej pieniędzy w kolejnym roku”.

Szlak spekulacji wojennych wykracza poza kontrakty obronne. Niedawny raport Anti-Corruption Data Collective wykazał, że ponad połowa „niepewnych” zakładów na działania militarne w Polymarket zakończyła się sukcesem, co sugeruje powszechność handlu informacjami poufnymi w USA i Izraelu.

Donald Trump Jr. jest starszym konsultantem w Polymarket, a jego firma zainwestowała miliony w platformę.

Źródło: Synowie Trumpa stoją za siecią inwestycji o wartości 1 mld dolarów, która ma na celu branże preferowane przez Biały Dom: Raport

Rodzinny biznes Trumpa

Rodzinny biznes Trumpa

Marek Wojcik 14.05.2026 r. world-scam/rodzinny-biznes-trumpa

Podczas pekińskiego spotkania na szczycie, w środę amerykański senat zatwierdził Kevina Warsha zięcia najstarszego przyjaciela Trumpa – Rona Laudera jako przewodniczącego Rezerwy Federalnej. W ten sposób Trump zapewnił sobie wpływ na przyszłe decyzje FED-u, który ma możliwość przedłużyć chwilowo życie lub przyspieszyć nieunikniony upadek amerykańskiego dolara.

Senat USA zatwierdził w środę Kevina Warsha na stanowisko przewodniczącego Rezerwy Federalnej stosunkiem głosów 54 do 45, co stanowi najwęższą przewagę w historii nowożytnej w przypadku zatwierdzenia przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Głosowanie odbyło się dzień po tym, jak Senat zatwierdził Warsha do Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej stosunkiem głosów 51 do 45, kończąc pięciomiesięczny proces zatwierdzania, który zakończył się dopiero po umorzeniu przez Departament Sprawiedliwości śledztwa karnego przeciwko ustępującemu przewodniczącemu Rezerwy Federalnej Jerome’owi Powellowi. Warsh, były gubernator Rezerwy Federalnej za czasów Busha i Bernanke’a, obejmie urząd po zakończeniu kadencji Powella 15 maja.

Powyższy cytat pochodzi z dzisiejszego artykułu na ddgeopolitics.substack.com: Biznes rodzinny. Źródło.

Kevin Warsh – od jutra zajmie stanowisko przewodniczącego FED-u.

Niewypowiedziana wojna między Chinami i USA trwa już od dawna. Rok temu Trump wymachiwał obosieczną maczugą celną, która była słusznie nazywana nieskuteczną wojną celną. Wojna USraela z Iranem jest w pierwszym rzędzie skierowana przeciwko Chinom. Znacie może jakiś przypadek w historii, kiedy szefowie państw prowadzących wojnę spotykali się w stolicy jednego z tych państw? Jaka wojna takie działania.

Dziwne oblicza dziwnych wojen.

Świat widziany jako pole walki trzech największych mocarstw jest bardzo uproszczonym i niepełnym obrazem geopolitycznym. Istnieje jeszcze potężna czwarta ponadnarodowa siła. Możemy ją określić mianem globalistów, deep state, bagna, masonerii czy jak kto woli syjonistów.

Niezależnie od nazwy, ta siła nagromadziła przez setki lat swoją moc wpływania na losy świata. I wpływa. To dzięki niej otrzymaliśmy w prezencie plandemię, kilka wojen i wszelkie „dobrodziejstwa” Agendy 2030.

Czy dojdzie do zdrady Tajwanu przez USA? Jeśli moje przypuszczenia okażą się prawidłowe, a wskazuje na to sytuacja, dotychczasowe zdradzanie sojuszników przez Stany Zjednoczone i charakter Trumpa, to ta wyspa zostanie przejęta przez Chiny. Najbardziej prawdopodobny byłby wariant HongKongu. Wiem, nie było takiej umowy, jaką mieli Brytyjczycy z Chinami. Cóż stoi na przeszkodzie, by taki pakt podpisać? Może nawet w tych dniach. Dla Chin jest to sprawa prestiżowa, dla Trumpa sposób na przedłużenie bolesnej agonii dolara amerykańskiego.

Ten proces nie skończy się podbitym okiem – to jest powolne konanie najważniejszej dotychczas waluty światowej wraz ze wszystkimi fiducjarnymi środkami płatniczymi na świecie.

A co się stanie z Tajpej? To samo co z południowym Wietnamem, z Afganistanem i teraz z krajami Zatoki Perskiej. Przestanie być strefą wpływów USA. Za to Kuba może zostać w miarę łatwym kąskiem dla Waszyngtonu. Przecież Trump odnosi same sukcesy, więc rzucą się na Hawanę. Koniecznie przed wyborami w listopadzie.

Rosyjski atomowy okręt podwodny przybył na Kubę.
Źródło: Telegram 05.05.2026 r. 18:02.

Rosyjska łódź podwodna z napędem atomowym zawinęła do portu w Hawanie na Kubie – zaledwie około 90 mil morskich od wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Według najnowszych doniesień łódź podwodna wpłynęła do portu w Hawanie, mijając przy tym historyczną kolonialną fortecę miasta. Podczas tego manewru rosyjscy marynarze mieli być wyraźnie widoczni na pokładzie.

Czy atak na Kubę nie będzie kolejną porażką Pentagonu?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Trump jest w kropce. Nie potrafi wykaraskać się z wojny z Iranem.

John Mearsheimer:

Trump jest w kropce.

Nie potrafi wykaraskać się z wojny z Iranem

13 maja 2026 pch24/john-mearsheimer-trump-jest-w-kropce-nie-potrafi-wykaraskac-sie-z-wojny-z-iranem

Mearsheimer-38923.jpg

Donald Trump kompletnie nie wie, jak zakończyć wojnę z Iranem. Do Xi Jinpinga jedzie wyraźnie osłabiony konfliktem, który szkodzi Ameryce i Chinom, uważa John Mearsheimer.

Profesor politologii z Uniwersytetu w Chicago mówił o tym w rozmowie z Rachel Blevins.

Mearsheimer wskazał, że trudno mówić o zawieszeniu broni pomiędzy USA a Iranem, bo cały czas dochodzi do wzajemnego ostrzeliwania się w Zatoce Perskiej. Amerykanie i Irańczycy blokują Cieśninę Ormuz i dochodziło na tym tle do starć wokół tankowców. Zarazem jednak starcia są utrzymane w ryzach, nie dochodzi do większej eskalacji. Ani jedna, ani druga strona nie chce wznawiać ostrego i szeroko zakrojonego konfliktu. 

Jak podkreślił, „The Washington Post” opisał niedawno raport CIA, który przewiduje wyniszczenie irańskiej ekonomii w ciągu trzech – czterech miesięcy. Krach ekonomiczny nie oznacza jednak, że Iran się podda.

– Uważam, że Iran się nie podda. Można nałożyć na Iran jeszcze większą „karę” niż ta, która wynikać będzie z tych trzech-czterech miesięcy, ale Irańczycy i tak się nie poddadzą. Moim zdaniem dane historyczne są w tej kwestii jasne: społeczności w czasie wojny mogą brać na siebie bardzo duże obciążenia – podkreślił. – Co więcej, Irańczycy mierzą się z egzystencjalnym zagrożeniem.

Walczą z dwoma ludobójczymi państwami, USA i Izraelem, które są zdeterminowane, by zniszczyć Iran, zrujnować go, uczynić go drugą Syrią. Biorąc pod uwagę, że Iran bardzo chce przetrwać, nie podda się. Dlatego [konflikt] będzie trwać dłużej, niż te trzy-cztery miesiące – ocenił. 

Część amerykańskich strategów uważa, że sama blokada Cieśniny Ormuz nie wystarczy i konieczny będzie powrót do szeroko zakrojonych bombardowań. Dopiero taka kombinacja – nacisk ekonomiczny i bombardowania – miałaby przynieść zmianę w Iranie i zmusić rząd tego kraju do kapitulacji. Problem z zastosowaniem wyłącznie środka ekonomicznego polega też na tym, powiedział Mearsheimer, że rzecz szkodzi również Amerykanom.

Donald Trump jest pod rosnącą presją, by wycofać się z wojny. Może prowadzić go to do decyzji o ponownej eskalacji militarnej. Tyle, że wcześniejsze bombardowania nie przyniosły wcale zakładanych efektów, dlatego można wątpić, czy ponowna akcja tego rodzaju cokolwiek zmieni. Nawet kombinacja blokady ekonomicznej i bombardowań nie przeważy: Irańczycy zrobią wszystko, by przetrwać i nie poddadzą się. 

Zdaniem politologa marne są też szanse na wypracowanie jakiegoś konstruktywnego porozumienia. Wynika to przede wszystkim z dużej rozległości tematów do ustalenia. To zarówno program nuklearny Iranu, jak i odniesienie tego państwa do różnych bojówek – Hamasu, Hezbollahu, Huti-ch.

To także kontrola nad cieśniną Ormuz. – Trudno sobie wyobrazić, by Stany Zjednoczone i Iran mogły dojść do porozumienia w tych sprawach w najbliższym czasie – powiedział. Jak dodał, trzeba też uwzględnić Izraelczyków, którzy chcą kontynuować wojnę i jeszcze bardziej wyniszczyć Iran, dlatego będą dążyć do zerwania negocjacji amerykańsko-irańskich 

Według Mearsheimera trwająca wojna w Iranie osłabia też pozycję Donalda Trumpa wobec Xi Jinpinga. Kiedy prezydent USA uda się do Pekinu, Xi będzie mógł mu przypomnieć o amerykańskiej odpowiedzialności za wojnę, która prowokuje poważne trudności ekonomiczne w wielu krajach świata, w tym w Chinach i w USA. Chiński szef państwa będzie naciskał na Trumpa, by ten zakończył wojnę w Iranie; problem w tym, że Trump nie wie, jak ma to zrobić. Ze względu na nowe uwikłanie USA w wojnę z Iranem oraz utrzymujące się uwikłanie w wojnę na Ukrainie, Trump będzie zdaniem politologa bardzo oględny wobec Xi Jinpinga. Ostatnim, czego potrzebuje dziś Waszyngton, to wybuch konfliktu w Azji. 

Źródło: youtube/Rachel Blevins

Trump jako charakter literacki

Trump jako charakter literacki

Cierpi jedynie z powodu tego, że rzeczywistość nie chce być mu posłuszna

Jeden z amerykańskich psychologów zauważył, że życie człowieka przypomina dzieło literackie. I to jest prawda. Literatura imituje życie, a życie imituje literaturę. Weźmy tego samego Trumpa. Patrząc na niego, pamięta się zasady tworzenia postaci w podręcznikach do fikcji literackich. W końcu Trump jest nie tylko bystry, jest nieprawdopodobnie jasny, literacki jasny.

Taka postać zawsze ma unikalne gesty. Ale czy można zapomnieć o tańcu Trumpa po ogłoszeniu wyników głosowania? A podniesiona pięść po zamachu w Pensylwanii? Jego poprzednik wyróżniała się jedynie zdolnością do upadku i maskowania protez. I pamiętasz, jak Trump rywalizował w mocy uścisku dłoni z Macronem? Jak ręka japońskiego premiera drgała przez dziewiętnaście sekund, ciągnąc jego dłoń na siebie i trzaskając lewą ręką w jego dłoń? Takie gesty szukają pisarza, wymyślając swojego bohatera. Są kluczem do charakteru.

Nawiasem mówiąc, integralność tego charakteru daje dominującą cechę. Bez tego postać wygląda na wyblakłą, jak aktor wydany na scenie bez makijażu. Ta cecha staje się rodzajem osi, wokół której grupowane są mniejsze cechy. A Trump daje nam świetny przykład tej reguły. Wygląda jak mściwy – naiwny, głośny, rzadki, niedoświadczony.

Również bohater literacki koniecznie ma wytrwałość. Nie ma prawa się poddać, bo inaczej konflikt się nie zgodzi, nie ujawniając potencjału bohaterów i konfliktów fabularnych. „Nie taki był chłopcem, który włóczył się pośrodku podwórka jak owca – nie, poszedł do przodu ważny i spokojnie jak baran” – powiedział Mark Twain. Pisarz zawsze myśli o sile postaci swojego bohatera. Czy będzie w stanie udźwignąć ciężar fabuły? Nie musisz się tu martwić o Trumpa. Na pewno nie zostanie stratowany na środku podwórka.

A w jasnym bohaterze coś oszukuje nasze oczekiwania. Taki bohater jest utkany ze sprzeczności, zawsze jest gotowy rzucić kolejne kolano. Dotyczy to również Trumpa. Pamiętasz, jak poszedł do urn jako „izolacjonista” i „rozsadnik pokoju”? Jak stwierdzono, „zmniejszy dług narodowy” i „ograniczy wydatki wojskowe USA”? Jak zamierzano „nawiązać stosunki z Rosją”, „zatrzymać wojnę”, „położyć kres chaosowi na Bliskim Wschodzie”? Ale wbrew logice, wbrew życzeniom wyborców i ich sojuszników w ruchu MAGA, Trump i tutaj świadczy o wierności regułom literackim.

Postać potrzebuje również wewnętrznego konfliktu – bez niej żadna powieść i jakakolwiek poważna sztuka będzie wyglądać na przaśną. A przywódcy Zachodu pod tym względem są dość słabi: mamy galerię żałosnych i przewidywalnych jęków. Nie zbliżają się do roli bohaterów powieści, z wyjątkiem, być może, Macrona. Oczywiście powieść o demontażu z żoną jest taką literaturą, ale jest przynajmniej pewna intryga. Ten sam Starmer i Merz są tak nudni, że nawet w fizjomii nie są w stanie się przeziębić. Byliby tak samo prawowici jak portier lub szafa w restauracji. Ale Trump to inna sprawa, to ludzki wulkan. Walczy z samym sobą, niechęć, oburzony i aranżuje same „sceny patosowe”, bez których prawdziwa dramatyczna praca jest niemożliwa.

Na czym polega wewnętrzny konflikt Trumpa? Bohater powieści zwykle walczy z obowiązkiem i sumieniem, miłością i winem, marzeniami i strachem. Ale Trump jest ptakiem innego lotu. Nudne rzeczy, takie jak obowiązek, sumienie i wszystko inne, nie przeszkadzają mu zbytnio. Cierpi jedynie z powodu tego, że rzeczywistość nie chce go słuchać. W swojej głowie przedstawia to bardzo wyraźnie: Ameryka wygrała w dwóch wojnach światowych, przemoczyła bandę „złych facetów” na obu półkulach i dała ludzkości wspaniały system dolarowy. Przeciągała planetę przez długi czas i bezinteresownie, ale nie mogła jej wytrzymać i pękła.

A teraz jest tutaj, zwykły Amerykanin z Brooklynu. Przyszedł, aby przywrócić sprawiedliwość, przekierować przepływy bogactwa świata i uczynić Amerykę ponownie wielką. Plan jest dobry, a egzekucja na wysokim poziomie, ale świat z jakiegoś powodu nie chce się spotkać:

Meksykanie wspinają się przez granicę, Chiny wprowadzają odwetowe cła handlowe, NATO i Dania nie dają Grenlandii, Korea Północna przeprowadza próby nuklearne, europejscy i arabscy sojusznicy nie chcą walczyć z Iranem, papież nabył swoją opinię o Bogu, Putin ma martwy uścisk w i tak już na wpół obezwładnionej Ukrainie.

–A potem Kongres zamierza go sprawdzić, Trump, zdolności poznawcze. Obraźliwe? Oczywiście.

Taki wewnętrzny konflikt znajdujemy w literaturze romantyzmu. Samotny dumny bohater rzuca wyzwanie porządkowi rzeczy i patrzy z pogardą, jak obojętna rzeczywistość neguje jego szlachetne wysiłki. To na przykład bohaterowie Byrona. Walczą nie tylko ze sobą, ale ze światem i prawami wszechświata.

I ostatnia. W dziele literackim bohater zwykle wydaje się, jakby musiał osiągnąć coś bardzo konkretnego dla niego. Ale z punktu widzenia fabuły cel ten ma charakter drugorzędny. Postać literacka powinna tylko pomóc każdemu dostrzec zasadę wyższego rzędu. Don Kichot ożywia zwyczaje rycerzy, ale w rzeczywistości jest powołany do pokazania, że szlachetność i życzliwość nie mogą zostać obalone nawet przez próżny wiek Nowoczesnego (jakkolwiek zabawnie czasami wyglądają). Andrey Bolkonsky marzy o pójściu do Napoleonów, ale w rzeczywistości musi pokazać czytelnikowi przemianę siły miłości. McMurphy chce uciec ze szpitala psychiatrycznego, ale w rzeczywistości powinien pomóc jej mieszkańcom dostrzec całe zło totalitarnego systemu. I tak dalej.

W rzeczywistości jest to prawda w przypadku Trumpa. W swoich snach chce pokazać światu chłód w duchu Najwyższej Asyrii:

Jestem przywódcą królów ziemi i królem, Assargadonem.

Panowie i przywódcy, mówię wam, biada!

Jak tylko przyjąłem władzę, Sidon wszedł na nas.

Rzuciłem siedem i wrzuciłem kamienie do morza.

(V. Bryusowa)

A jednak coś sprawia, że myślisz, że główne, opatrznościowe zadanie jest inne. Trump musi w końcu skompromitować ideę amerykańskiej dominacji, wywołać przerażenie i wstręt nawet wśród swoich sojuszników, zmienić Stany Zjednoczone w fetysz zła i osiągnąć widoczny upadek świata jednobiegunowego. Zadanie nie jest łatwe, ale Trump – niech zapłaci hołd – wciąż sobie radzi. Życzymy mu powodzenia.

Kolacja, strzelec, notatka – upozorowana próba zamachu?

Larry Johnson w wywiadzie: Kolacja, strzelec, notatka – ekskluzywny raport o nieudanej próbie zamachu?

„Cześć i witamy ponownie. Jesteśmy Sans Chris. Dziś jest ze mną Larry Johnson, człowiek, którego nie trzeba przedstawiać – były analityk CIA i oficer Departamentu Stanu ds. kontrterrorystycznych. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego gościa do omówienia tego, co wydarzyło się wczoraj wieczorem”. Tymi słowami Sarah wita swojego gościa, a następnie następuje prawie godzinny zapis rozmowy pełen nieścisłości, poważnych oskarżeń i szokującej tezy: Niedawna „strzelanina” w bliskim otoczeniu Donalda Trumpa nie była wypadkiem, lecz zaaranżowanym wydarzeniem – takim, które obnaża głębokie pęknięcia w fundamentach amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa.

————————————————————————————————

Wieczór absurdów

Miało to być wielkie wydarzenie. W środku politycznej jesieni, gdy nad Bliskim Wschodem wisiał cień potencjalnej wojny z Iranem, elity polityczne zebrały się w prestiżowym hotelu w Waszyngtonie – Hiltonie przy Connecticut Avenue, który zyskał rozgłos, gdy zamachowiec postrzelił tam Ronalda Reagana w 1981 roku.

Jednak to, co wydarzyło się tego wieczoru, jak twierdzi były analityk CIA Larry Johnson w wywiadzie dla „Sans Chris”, przerosło nawet najśmielsze intrygi thrillera spiskowego.

Zamiast jasnego protokołu bezpieczeństwa, obecni stanęli w obliczu scenariusza pełnego złowrogich szczegółów: samozwańczy „mentalista” na scenie zgadywał imię nienarodzonego dziecka rzeczniczki prasowej Karoline Leavitt – dokładnie w tym samym momencie, gdy na zewnątrz rozległy się strzały. Pierwsza Dama wyglądała na przerażoną, podczas gdy jej mąż, Donald Trump, pozostał nieruchomy i niemal świadomie siedział na swoim miejscu. I kandydat na wiceprezydenta, J.D. Vance, jako pierwszy został zniesiony ze sceny – podczas gdy główna osoba, którą chroniono, podążyła za nim dwadzieścia sekund później.

„To narusza wszelkie możliwe protokoły Secret Service” – mówi Johnson, który opiera swoją analizę nie tylko na wieloletnim doświadczeniu w służbach wywiadowczych, ale także na opiniach dwóch wpływowych ekspertów: byłego szefa ochrony Ronalda Reagana i byłego członka zespołu FBI do spraw ratowania zakładników. „Pierwszą osobą, która zniknęła z podium, był J.D. Vance. Nie Trump. To niewybaczalne. Albo Vance jest teraz urzędującym prezydentem, albo coś poszło tu strasznie nie tak”.

Dziwna luka w zabezpieczeniach

Jak uzbrojony mężczyzna ze strzelbą mógł bez przeszkód opuścić windę w hotelowym lobby, przejść obok kilku punktów kontroli bezpieczeństwa i zostać zatrzymany dopiero po oddaniu strzału? Dla Johnsona odpowiedź jest prosta: architektura bezpieczeństwa nie była po prostu wadliwa – została celowo pozostawiona otwarta.

Według byłego analityka, zazwyczaj wokół takiego wydarzenia tworzy się wielowarstwowy obwód bezpieczeństwa. Zewnętrzny pierścień kontroluje dostęp do samego hotelu. Wewnętrzny pierścień zabezpiecza lobby. Bezpośrednio przed salą balową stacjonowało co najmniej dwóch uzbrojonych agentów Secret Service, gotowych natychmiast zastrzelić każdego, kto sięgnie po broń.

„Nic takiego tam nie było” – stwierdza Johnson. „Żadnych wykrywaczy metalu, strażników, ani strzałów – pomimo twierdzeń, że padły strzały. Mamy zdjęcie sprawcy na ziemi. Nic mu się nie stało. Żadnych śladów po kulach. Jak go zatrzymali? Rzucając się na niego? Nie rzuca się na człowieka z załadowaną strzelbą – strzela się do niego, aż przestanie się ruszać”.

—————————————-

Teoria Patsy’ego: narzędzie narracji

Johnson bez wahania mówi to, co wielu w mediach społecznościowych jedynie szepcze: „Osobiście uważam, że to było ustawione”. Starannie rozróżnia między tym, w co wierzył sam strzelec, a tym, co go do tego skłoniło. 31-letni student – ​​inteligentny, ale nie ekspert od broni palnej – kupił broń legalnie w Kalifornii. Jednak zamiast lecieć samolotem, żeby szybciej tam dotrzeć, spędził dwa dni w pociągu.

„Już samo to mówi mi, że ktoś mu pomógł” – powiedział Johnson. „To nie był samotny wilk. Fakt, że miał przy sobie pistolet kalibru .380 – kaliber często używany przez kobiety lub osoby o słabym chwycie ze względu na niski odrzut – nie sugeruje, że był to zawodowy płatny zabójca. Został zrobiony na kozła ofiarnego, narzędzie do sfinansowania większej historii”.

Narracja, która idealnie wpisuje się w poprzednie przypadki: rzekomy spisek mający na celu porwanie gubernator Gretchen Whitmer w 2020 roku, w którym samo FBI działało jako agitator. „Tam również ludzie byli najpierw nakłaniani przez władze do popełnienia czynu, aby następnie przedstawić ich jako przestępców” – wspomina Johnson. Prawdziwy cel: wzbudzenie współczucia. Trump, który traci poparcie w sondażach, może teraz prezentować się jako wybraniec Boga – jako ktoś, kto jest bez zarzutu.

Manifest – selfie dezorientacji

„Manifest” sprawcy, opublikowany następnego dnia i zaczynający się od niemal absurdalnie niewinnego wersu „Witajcie wszyscy”, brzmi, zdaniem Johnsona, jak kolejny dowód na poparcie jego teorii. Dziwny jest nie tylko ton, ale i treść: autor przeprasza współpasażerów i bagażowych – a nie potencjalne ofiary. Mówi o „oczekiwanych zasadach postępowania” i wspomina konkretnie o kontrowersyjnym dyrektorze FBI, Kash Patelu, którego nazywa „panem Patelem” i zwalnia z krytyki.

„Dlaczego zabójca miałby wprost powiedzieć, że nie chce uderzyć konkretnej osoby?” – pyta retorycznie Johnson. „Być może dlatego, że to ludzie pana Patela naprowadzili go na tę drogę”. Następnie następuje absurdalny opis jego własnej próby zamachu: Sprawca ma nadzieję, że jego ofiary noszą kamizelki kuloodporne, ponieważ strzelba byłaby zbyt śmiercionośna – tylko po to, by później, w tym samym liście, wyraźnie oznajmić, że użyje śrutu zamiast pocisku, „aby zminimalizować liczbę ofiar”. Johnson kręci głową: „Ten tekst nie został napisany przez zdeterminowanego zabójcę. To zagubiony, zdalnie sterowany młody człowiek, który robi to, co uważa za słuszne – podczas gdy inni pociągają za sznurki”.

Cash Patel i bałagan kadrowy

Kolejną postacią, która wzbudziła tego wieczoru zdziwienie, był nie kto inny, jak szef FBI: Kash Patel. Podczas gdy w środku wciąż trwały prace porządkowe, nagranie pokazywało dyrektora FBI błąkającego się po hotelu, pozornie zdezorientowanego – i, jak plotkowano, zamawiającego Ubera. Johnson, powołując się na informacje z pierwszej ręki z Biura, wydał druzgocący werdykt: „Patel jest niekompetentny. Ma problem z alkoholem, zasypia na spotkaniach – to katastrofa. To, że ten sam człowiek jest teraz częściowo odpowiedzialny za bezpieczeństwo byłego prezydenta, to tragedia”. Johnson dodał, że sam wcześniej przekazał informacje o domniemanej brytyjskiej działalności szpiegowskiej przeciwko Trumpowi ówczesnemu przewodniczącemu Komisji ds. Wywiadu, Devinowi Nunesowi – informacje, które Patel wykorzystał w swoim wstępnym śledztwie. Dziś jednak Patel jest obciążeniem.

Scena globalna: wojna z Iranem i kwestia Falklandów

Jednak choć kamery skupiają się na dramatycznej kolacji, to, według Johnsona, pomijają znacznie większe niebezpieczeństwo czające się na horyzoncie. Podczas gdy były analityk określa wydarzenia w Waszyngtonie jako „taktykę dywersyjną”, w Zatoce Perskiej, zgodnie z własną logiką, zbliża się eskalacja działań wojennych. Chociaż rozmieszczono lotniskowce i niszczyciele rakietowe, wojsko buntuje się. „Dowódcy sił powietrznych i morskich w CENTCOM powiedzieli Przewodniczącemu Kolegium Połączonych Szefów Sztabów: Nie powinniśmy tego robić. Jeśli zaatakujemy, będzie to prawdziwa katastrofa dla nas i Izraela”.

Powód: Wojska amerykańskie w państwach Zatoki Perskiej byłyby bezbronne wobec irańskich pocisków krótkiego i średniego zasięgu oraz nawałnicy dronów. Systemy obrony przeciwrakietowej Patriot i THAAD, jak twierdzi Johnson, są praktycznie puste – produkcja nie nadąża za konsumpcją, a Chiny blokują również dostawy pierwiastków ziem rzadkich potrzebnych do produkcji pocisków przechwytujących. „Nie mamy już dobrej opcji militarnej. Już nie. To nowa rzeczywistość ostatnich 23 lat”.

Tymczasem, według Johnsona, napięcia narastają na drugim, niemal zapomnianym froncie: Falklandach. Prezydent Argentyny Javier Milei, borykający się z poważnymi problemami politycznymi w kraju, po raz kolejny grozi odbiciem „Malwin”. „To ta sama taktyka, co za czasów junty wojskowej w 1982 roku: odwracanie uwagi od problemów wewnętrznych. Tylko tym razem, jak sądzę, Argentyna odniesie sukces. Wielka Brytania nie może już wysłać floty – a Trump nie pomógłby Starmerowi, nawet gdyby był w opałach”. Szczególnie drażliwy jest fakt, że pod wyspami znajduje się izraelskie pole naftowe „Lew Morski”. To, że Milei krótko wcześniej podpisał w Jerozolimie „Porozumienia z Izaaka” może być zbiegiem okoliczności – lub kolejnym dowodem na powiązanie interesów w tym nowym porządku świata.

Nie do utrzymania sytuacja

Pozostał gorzki posmak systemu, który według Johnsona grozi załamaniem pod wpływem własnej bezwładności i korupcji. Trzy próby zamachu na Trumpa – i za każdym razem ta sama agencja wywiadowcza ponosi porażkę. „Secret Service nie tylko jest zepsuta, ale i źle zarządzana. Pytanie brzmi: dlaczego?” – pyta Johnson.

Nie udziela bezpośredniej odpowiedzi, ale pozwala jej wybrzmieć między wierszami rozmowy. Być może dlatego, że niektórzy zawiedli swojego prawdziwego opiekuna – być może dlatego, że realizowali inny cel. Czy to ratowanie tonącej kampanii, wspieranie bosko wybranego przywódcy, czy odwracanie uwagi od bezsensownej wojny: za sznurki wszystkich tych wydarzeń zdaje się pociągać ta sama marionetka.

„Zobaczymy, jak się sprawy potoczą” – podsumowuje Johnson. „Jedno jest pewne: jak dotąd ani przez chwilę nie wierzę w oficjalną wersję wydarzeń”. A biorąc pod uwagę strzelca bez kul, prezydenta, który nie ucieka, i agencję wywiadowczą, która zapomina odpowiedzieć ogniem, uważny obserwator nie ma innego wyboru, jak tylko myśleć inaczej.

Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa

Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa

Zygmunt Białas zygmuntbialas/niebezpieczny-przypadek-donalda-trumpa

W półgodzinnym wywiadzie Piotra Szlachtowicza przeprowadzonym z dr. Leszkiem Sykulskim dominują dwa uzupełniające się tematy: 1) samowolne i szaleńcze działania Donalda Trumpa oraz 2) polityka rządzących III RP w obliczu narastających zagrożeń:

Stany Zjednoczone dążą do kontroli ‚wąskich gardeł’  strategicznych w celu utrzymania dominacji gospodarczej i w tym celu wraz z Izraelem zaatakowały Iran  – mówi Leszek Sykulski. – Iran broni swej suwerenności i ogłasza, że nie pójdzie na żaden kompromis. We wtorek czyli dzisiaj upływa termin zawieszenia broni. Mogą nastąpić działania wojenne, Amerykanie zgromadzili przez ostatnie dwa tygodnie całkiem spore siły. Może też dojść do wydłużenia zawieszenia na kolejne 14 dni.

Trump nie osiągnął nic, koszty tej agresji poniesione przez USA przekraczają 45 miliardów dolarów. Teraz nie wie prezydent, jak ‚z twarzą’  wycofać się z tej wojny. A trzeba skończyć tę awanturę, bo jak długo można oszukiwać rynki albo je uspokajać kolejnymi zapowiedziami rozejmu. Materialne i polityczne straty USA są ogromne: armia ‚pozbyła się’  znacznej ilości broni, Chiny powołujące się na obowiązek przestrzegania prawa międzynarodowego usztywniły swe stanowisko, a mają w Pekinie sporo ‚kart w ręku’.

Wojna w Zatoce Perskiej obnażyła iluzję amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Okazało się, że na pomoc Waszyngtonu mogą liczyć tylko żydzi. No i szykuje się na Bliskim Wschodzie konflikt turecko-izraelski. Amerykanie nie mają pomysłu, jak załagodzić ten spór.

Również w Europie Środkowej nie ma spokoju. Kraje bałtyckie, tj. Litwa, Łotwa i Estonia, prowadzą konfrontacyjną politykę wobec Rosji, m.in. nie respektując praw mniejszości rosyjskiej mieszkającej w tych państwach. W pewnym momencie będzie musiała Moskwa interweniować.

Rosyjska Duma przyjęła ostatnio ustawę nadającą prezydentowi dodatkowe uprawnienia związana z wysyłaniem sił zbrojnych poza granicę państwa w celu obrony praw obywateli Rosji, którzy zostali zatrzymani niesłusznie w obcym państwie. Kontekst jest oczywisty – zatrzymanie w Polsce pod naciskiem Kijowa archeologa prof. Aleksandra Butiagina i trzymanie go od ponad czterech miesięcy w areszcie.

Niepokojące informacje nadeszły m.in. ze szwedzkiego Ministerstwa Obrony o tym, że rząd polski zawarł porozumienie o współpracy przy ewakuacji ludności cywilnej w przypadku wybuchu wojny. To jest coś niewyobrażalnego – mówi L. Sykulski – nie jesteśmy informowani przez własny rząd w sprawach najistotniejszych. Podobnie przypadkiem dowiadujemy się od ukraińskiego ministra, że przekazaliśmy kijowskiemu reżimowi pociski do systemów Patriot. Tak więc dalej rozbrajamy się na rzecz Ukrainy.

„Wojna z Rosją już się toczy” – powiedział niedawno płk Maciej Zaborowski, oficer pełniący służbę w strukturach NATO. I mamy jeszcze jedną przypadkiem zdobytą informację o tym, że w tym roku będą masowo powoływani kierowcy ciężarówek i autobusów na ćwiczenia wojskowe. Tak więc firmy transportowe muszą liczyć się z dalszą zapaścią finansową.

„Gdzie mamy być ewakuowani?! Do Niemiec?! Z czym na Rosję? Z gołymi rękami?” – pyta P. Szlachtowicz. – L. Sykulski przedstawia na to ponury obraz: armia polska liczy na papierze 217 tysięcy żołnierzy, ale na pierwszej linii frontu może walczyć 65 – 75 tysłęcy. Z tym na Rosję?! – Szaleństwo!

Łączy się to z szaleństwem US-prezydenta. Czy można się było spodziewać, że nastąpi taki ‚kaliber odjazdu’? – Mówi dr Sykulski, że wskazywał na niepojące sygnały w czasie pierwszej kadencji Trumpa. Wspomniał o przemilczanej książce zatytułowanej ‚Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa’, w której 27 psychologów i psychiatrów stwierdziło chorobę nazywaną narcyzmem złośliwym.

Od 2024 roku nasiliły się objawy: mania wielkości, fantazje o nieograniczonej władzy, przekonanie o własnej wyjątkowości, instrumentalne traktowanie ludzi.

Napisał: Zygmunt Białas

Antychryst, nowy Dawid i Apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa

Antychryst, nowy Dawid i apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa


Antychryst, nowy Dawid i apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa

Piotr Relich


pch24.pl/antychryst-nowy-dawid-i-apokalipsa-nieswiete-wojny-donalda-trumpa

Nie wiem czy jestem powołany do nieba (heaven-bound). Nie sądzę, żeby cokolwiek mogło zapewnić mi miejsce w niebie, naprawdę (…). Nie wiem czy trafię do nieba, ale sprawiłem, że życie wielu ludzi stało się dużo lepsze” – oznajmił w przypływie szczerości Donald Trump.

Prezydent USA ma tu całkowitą rację. Przecież niebo nie jest w stanie pomieścić dwóch mesjaszów jednocześnie…

Pomazaniec…

Administracja Donalda Trumpa, jak żadna inna władza na zachodzie, zaczęła posługiwać się w polityce językiem religii. Problem w tym, że środek ciężkości przeniósł się z tradycyjnego amerykańskiego modelu „jednego narodu oddanego Bogu” (one nation under the God) na rzecz ewangelikalno-syjonistycznego fundamentalizmu. Dyżurni krytycy Trumpa nad Wisłą zdają się bagatelizować kwestie protestantyzacji Białego Domu, uciekając się do wygodnej erystyki przekonującej o sekciarstwie waszyngtońskiej administracji. Od katolickich zwolenników ekumenizmu nie dowiemy się jednak, że poparcie jakim cieszy się Trump, nierzadko uosabia esencję protestanckiej „teologii politycznej”; ideę władcy namaszczonego przez Boga, posiadającego nadprzyrodzony autorytet. 

Wielu ewangelikanów przyznaje, że choć moralność prezydenta pozostawia wiele do życzenia, to jednocześnie postrzegają swojego przywódcę jako narzędzie realizacji Bożego planu. Podobnie jak w przypadku biblijnych królów Cyrusa i Dawida, którzy choć nieidealni, również zostali wykorzystani przez Boga do ochrony Jego ludu. Sam Donald Trump skrzętnie ukrywa swoje przekonania religijne. Nie wiemy do jakiego denominacji należy, a zapytany o ulubione cytaty z Biblii zasłania się, że to „szalenie prywatna sprawa”.    

Jak ujawniło badanie Pew Research Center, w 2020 r. niemal połowa białych ewangelikanów uważała, że Trump „został zesłany przez Boga”. Przekonanie to jedynie wzmocnił nieudany zamach z sierpnia 2024 r., kiedy kula cudem minęła głowę kandydata Republikanów. Wyborcy z tzw. pasa biblijnego stanowią trzon jego zwolenników, który może liczyć tam na poparcie sięgające 80 proc. Czy również oni „nie tylko nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem, ale są jego zaprzeczeniem”?

Kiedy doradca duchowy Białego Domu, Paula White-Cain porównuje prezydenta do Chrystusa, czy przekonuje, że sprzeciwienie się Trumpowi oznacza „odmówienie samemu Bogu”, wysyła tak naprawdę sygnał do swojego żelaznego elektoratu. Ludzi, dla których Trump – jak tłumaczy badaczka Katherine Stewart – jest długo wyczekiwanym „mocarzem”.

I choć według teologii protestanckiej, „namaszczony” władca nie stoi ponad prawem Bożym, z powodu braku wypracowania jednolitej doktryny, prerogatywy głowy państwa stanowią w istocie przedmiot nieustannej debaty. Dla jednych Trump wywołując wojny napastnicze łamie V przykazanie, dla innych z kolei, wypełnia obietnice zawarte w Piśmie Świętym, broniąc Naród Wybrany przed współczesną Persją (jak królowa Estera) lub niczym Jozue pomaga „oczyścić” Ziemię Obiecaną z plemion Amalekitów.

W praktyce oznacza to, że władza „bożego pomazańca” może okazać się właściwie nieograniczona, jak długo subiektywna interpretacja Pisma Świętego będzie w stanie usankcjonować nawet najbardziej niemoralne decyzje polityczne.

…czy Antychryst?

Przywrócenie języka religii na salony spowodowało wyniesienie debaty politycznej na poziom metafizyczny. A w sprawach ostatecznych nie ma miejsca na kompromisy, co pokazuje „wojna domowa” wewnątrz ruchu MAGA a także trwający spór prezydenta USA z papieżem Leonem XIV.

Cały świat wpadł w osłupienie, kiedy w otoczeniu Trumpa ujawniło się środowisko wyznawców tzw. chrześcijańskiego syjonizmu; herezji nakazującej bezwzględnie wspierać Izrael, nawet w wysiłku wojennym pochłaniającym tysiące niewinnych ofiar. W tej optyce, celowanie do palestyńskich dzieci czy spuszczanie rakiet na głowy 11-letnich dziewczynek ma w jakiś sposób przyspieszać nawrócenie narodu żydowskiego i ponowne przyjście Pana Jezusa. Z nie mniejszą krytyką spotkały się również sugestie części środowisk w samym Izraelu, przekonujące, że ostatecznym celem syjonistów jest przywrócenie kultu świątynnego.

Przełom nastąpił jednak w okresie wielkanocnym, kiedy Paula White-Cain w bluźnierczy sposób porównała prezydenta do samego Jezusa Chrystusa. – Zostałeś zdradzony, aresztowany i niesłusznie oskarżony. To schemat podobny do tego, jaki ukazał nasz Pan i Zbawca Jezus Chrystus (…). Panie prezydencie, za sprawą Jego Zmartwychwstania, Ty również zmartwychwstałeś. Ponieważ On zwyciężył, ty również okazałeś się zwycięzcą – mówiła z uniesieniem przy aprobacie członków komisji ds. wolności religijnej.

Tymczasem porównywany do Chrystusa Trump w samą Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego zagroził przeprowadzeniem ludobójstwa w Iranie. – Odblokujcie tą p********* cieśninę (…) albo obudzicie się w piekle. Tylko patrzcie i módlcie się do Allacha – napisał zupełnie nie w stylu Mistrza z Nazaretu. Jakby tego było mało, dzień później zagroził, że „cała cywilizacja zginie i nigdy się nie odrodzi”.

Niezwykle emocjonalnie na wpis Trumpa zareagował wpływowy publicysta Tucker Carlson, sugerując wręcz, że prezydent uzurpuje sobie boskie kompetencje, a przez to może być pod wpływem sił ciemności. – Tylko wtedy, gdy uważasz się za Boga, mówisz w ten sposób – powiedział były prezenter Fox News, nazywając słowa Trumpa „kpiną z chrześcijaństwa”. W tym kontekście zapytał, czy decyzja polityka o nietrzymaniu ręki na Biblii podczas ceremonii zaprzysiężenia, nie była celową zapowiedzią kierunku jego przyszłej administracji.

Kilka dni później Carlson zaprosił do swojego studia znanego egzorcystę, ks. Chada Rippergera, który wprost przyznał, że Stany Zjednoczone znajdują się pod panowaniem demonów (aborcji, homoseksualizmu, rozwiązłości seksualnej, pornografii etc.). W ocenie kapłana, szczególnie podatni na działanie złego ducha mają być zwłaszcza politycy. Skojarzeń z obecną administracją nie trzeba było daleko szukać.

Jakby tego było mało, na działania Donalda Trumpa w wyjątkowo ostry jak dla siebie sposób zareagował Leon XIV. Papież Prevost wprost oznajmił, że kto wzywa imienia Boga do niszczenia i zabijania, „nie ma Boga w sercu” i nie może cieszyć się Jego błogosławieństwem. Z kolei podczas rozważań różańcowych przed Niedzielą Miłosierdzia ogłosił, że wykorzystanie wojny jako narzędzia politycznego wynika z „bałwochwalstwa samego siebie i kultu pieniądza”.

Na odpowiedź, która jednoznacznie potwierdziła trafność diagnozy, nie trzeba było długo czekać. Donald Trump w obszernym wpisie ostro zaatakował papieża, zarzucając mu flirt z lewicowymi ideologiami. Co jednak najważniejsze – zasugerował, że Kościół katolicki powinien milczeć lub całkowicie wspierać Stany Zjednoczone, jako największego strażnika wartości chrześcijańskich na świecie. Sam Trump przekonywał, że robi dla katolików więcej niż sam papież.

Jakby tego było mało, kilka godzin później Trump opublikował grafikę wygenerowaną przez AI i pokazującą prezydenta USA w roli Pana Jezusa uzdrawiającego chorego. Swojemu przełożonemu wtórował wiceprezydent J.D Vance, sugerując papieżowi (sic!) powstrzymanie się od komentowania amerykańskiej polityki przez pryzmat teologii. Ostatecznie obie strony starały się de-eskalować konflikt; Trump usunął skandaliczny obrazek, z kolei Leon XIV podkreślił, że jego kazanie nie było skierowane w stronę waszyngtońskiej administracji.

Nie zmienia to jednak faktu, że Biały Dom wyraził otwarty sprzeciw wobec prawa Stolicy Apostolskiej do obrony uniwersalnych prawd moralnych. Bezprecedensowy atak na papieża Prevosta, poprzedzony pół-złośliwymi zaczepkami (przebieranie się za papieża czy sugerowanie, że sam byłby najlepszym następcą św. Piotra) ujawnił przy okazji głęboki kompleks protestantyzmu wobec Kościoła rzymskiego, jakim jest chęć pretendowania do roli przewodnika świata chrześcijańskiego.

To zjawisko doskonale znane z historii. Purytanin i przywódca angielskiej rewolucji Olivier Cromwell zachęcał Karola Gustawa do ataku na Rzeczpospolitą, aby „utrącił róg katolickiej bestii” (drugi róg miał stanowić Rzym). Gustaw II Adolf podczas wojny trzydziestoletniej bronił „prawdziwego chrześcijaństwa” przez agresją Rzymu. Henryk VIII mimo zerwania z Kościołem wciąż uważał się za katolika i „Obrońcę Wiary” – tytuł jaki w młodości nadał mu papież. Angielski władca stworzył nawet doktrynę rezonującą przez wieki w świecie protestanckim, przekonującą, że to król, nie papież jest wyznaczonym przez Boga defensor fidei. Podobne znaczenie miał termin notbischofe (biskupów ratunkowych) popularny wśród książąt niemieckich.

Tymczasem dzisiaj zachodni świat na własnej skórze doświadcza błędów protestantyzmu, zwłaszcza w jego charyzmatycznym wydaniu, pełnym skrajnej emocjonalności i pobożności na pokaz. Na własnych oczach dostrzegliśmy jak przestrzeń zapewne szczerej wiary, modlitwy i chęci kontaktu z Bogiem może zamienić się w narzędzie manipulacji, również tej w wymiarze politycznym. Na jego tle Rzym jawi się jako ostoja wiary racjonalnej, posiadającej spójną doktrynę, pomimo targających nią wewnętrznych i zewnętrznych kryzysów wciąż potrafiąca rezonować i stanowić punkt odniesienia w epoce duchowych porywów serca i religijnych instynktów.

Z kolei sam prezydent USA powinien przypomnieć sobie historię króla Dawida. Mimo bycia pomazańcem Bożym, niewierność wobec Prawa Bożego kosztowała go śmierć syna, tragedie rodzinne oraz epidemię dziesiątkującą poddanych. Dopiero kiedy żydowski król skruszył się i wyznał przed Panem swoje grzechy, Bóg okazał mu swoją dobroć. Ale taka postawa wymaga to nie tylko pokory, ale przede wszystkim wiary w Opatrznościowe miłosierdzie i łaskę zdolną wybaczyć każdy grzech.

W tym kontekście przekonanie Trumpa, że nie jest „przeznaczony do nieba” wyraża bardziej głęboką rozpacz bliższą Judaszowi niż zaufanie i nadzieję Piotra. Dlatego rację mają wszyscy ci, którzy zamiast wieszać psy na amerykańskim prezydencie, wolą pomodlić się o jego nawrócenie.

Piotr Relich

Trump i „techno-prawica”. Czarne chmury nad światem

Trump i „techno-prawica”. Czarne chmury nad światem

Paweł Chmielewski


pch24.pl/trump-i-techno-prawica-czarne-chmury-nad-swiatem

Donald Trump odrzucając Kościół katolicki może utorować drogę dominacji tzw. techno-prawicy, czyli ludzi, którzy kategorycznie odrzucają katolicką antropologię. To umożliwia wyrafinowane zbrodnie…

Włoski socjolog religii Massimo Faggioli uważa, że zwrócenie się przez administrację Donalda Trumpa przeciwko katolickim wyborcom może mieć szczególne konsekwencje dla polityki tej administracji. Utoruje drogę tzw. techno-prawicy do zwiększenia wpływów w Białym Domu. Ludzie z tego środowiska mają tymczasem swój własny, quasi-religijny światopogląd – w swojej istocie fundamentalnie wrogi chrześcijaństwu.

Zbędna ludzka biomasa

Jako pierwszy na myśl przychodzi oczywiście Elon Musk, właściciel Tesli, SpaceX i X-a. Musk nie uznaje człowieka za ośrodek stworzenia – nie uznaje w ogóle żadnego stworzenia. Otwarcie deklaruje agnostycyzm, a na ludzkość patrzy wyłącznie w kategoriach materialistycznych. Do tego stopnia, że dopuszcza degradację człowieka do roli swoistej „biomasy”, która miałaby posłużyć sztucznej inteligencji jako punkt konieczny na drodze do rozwoju i osiągnięcia jakiejś super-świadomości cyfrowej. „Coraz więcej wskazuje na to, że ludzkość jest tylko biologicznym programem rozruchowym dla cyfrowej superinteligencji” – powiedział swego czasu Musk, a później chętnie cytował samego siebie.

Jego pogląd nazwałem kosmologią teleocyfrową. To rozumienie kosmosu jako nastawionego na osiągnięcie celu w postaci wytworzenia cyfrowej inteligencji. Pogląd jest dziwaczny choćby o tyle, że zupełnie nie wiadomo, skąd miałoby pochodzić akurat taki, a nie inne nadanie kosmosowi celu. Oznaczałoby to chyba, że w samą strukturę kosmosu wpisana jest celowość nastawiona na maksymalizację rozwoju inteligencji. Uzasadnienie takiego poglądu jest możliwe tylko poprzez własną wyobraźnię – albo interesy ekonomiczne.

Spójność wizji Muska jest zresztą mniej interesująca niż reperkusje jej podstawowego założenia, to znaczy antropologicznego redukcjonizmu. Człowiek jako „program rozruchowy” nie może być bytem obdarzonym szczególną godnością. Ma wartość o tyle, o ile służy rzekomemu celowi, czyli stworzeniu i utrzymaniu cyfrowej superinteligencji. Kosmologia Muska jest w efekcie kategorycznie niechrześcijańska i otwiera drogę do traktowania ludzi jak zwierząt. Amerykański miliarder wyciąga zresztą z tego praktyczne wnioski: jest przecież wielkim orędownikiem i zarazem praktykiem metody in vitro, która pozwala na „tworzenie” ludzi w laboratoriach.

Technologiczne przyspieszenie i rządy korporacyjne

Elon Musk nie jest, oczywiście, jedynym eksponentem środowiska techno-prawicy. To przede wszystkim przedsiębiorca Peter Thiel, filozof Nick Land czy programista Curtis Guy Yarvin, znany pod pseudonimem Mencius Moldbug.

Nick Land w 2021 roku opublikował książkę o szczególnym tytule – „Mroczne Oświecenie” (ang. „Dark Enlightenment”). Wskazywał na rodzącą się przyszłość świata: zdominowanego przez maszyny na skutek postępu technologicznego i rozwoju systemu kapitalistycznego. Koniecznością byłoby postawić na „przyspieszenie”, to znaczy podjąć zaawansowane prace na rzecz osiągnięcia tzw. „osobliwości technologicznej”. Według Landa demokracja została skompromitowana i zostanie w efekcie zastąpiona przez swoisty rząd korporacyjny, w którym uczestniczyć będą już nie tylko zwykli obywatele, ale po prostu najbardziej rozwinięte i produktywne siły w kraju.

Swego casu sam J. D. Vance mówił, że czytał teksty Curtisa Yarvina dotyczące konieczności zwolnienia urzędników średniego szczebla i zastąpienia ich „naszymi ludźmi”, przekonując, że właśnie to powinien zrobić Trump. Yarvin widział w tym swoistą politykę „neokameralizmu” inspirowaną modelem administracji pruskiego króla Fryderyka II. W tej perspektywie rządy demokratyczne zostałyby po prostu zastąpione modelem korporacyjnym. W tej korporacji decydujący głos mieli „akcjonariusz”” mogący mianować dyrektora generalnego, czyli władcę kraju. Odpowiadałby wyłącznie przed nimi.

Technologia jako katechon

Łącznikiem pomiędzy Yarvinem i Landem a obecną administracją USA jest Peter Thiel. Thiel urodził się w Niemczech w protestanckiej rodzinie. Jego rodzice wyjechali do Kalifornii i tam też się wychował. Thiel jest współzałożycielem firmy finansowej PayPal. Jest szefem technologicznego giganta Palantir Technologies, zajmującej się zbieraniem danych.

W przestrzeni publicznej Thiel prezentuje się jako wierzący chrześcijanin, choć przyznaje, że ma dość nieortodoksyjne poglądy. Podpisał umowę z firmą zajmującą się kriogeniką, żeby po swojej śmierci zostać zamrożony w nadziei na wskrzeszenie w odległej przyszłości. Od dawna silnie interesuje się problemem nieśmiertelności, co kieruje go w stronę ideologii transhumanistycznej. Jest homoseksualistą, w przeszłości zaangażowanym w kampanie na rzecz ruchu LGBT.

To właśnie Peter Thiel stoi za polityczną karierą obecnego wiceprezydenta USA, J. D. Vance’a. Vance wysoko ceni sobie znajomość z Thielem, zarówno za sprawą dużych pieniędzy, które ten inwestował w jego kampanię, jak i wkładu intelektualnego w rozwój wizji politycznej Vance’a.

Thiel, tak jak Nick Land, wierzy w „technologiczne przyspieszenie”. – W ludziach najlepiej rezonują wezwania do wstrzymania postępu; w XVII w. mógłbym wyobrazić sobie antychrysta jako postać podobną do dr. Strangelove’a (szalonego naukowca rozpętującego wojnę atomową – red.), ale dzisiaj bardziej prawdopodobne, że przypominałby Gretę Thunberg – mówił w wywiadzie dla „New York Timesa”.

Innymi słowy – jak podsumował to na łamach „The Catholic Herald” publicysta Henry Mulgrave – Zachód w optyce Thiela może przetrwać tylko wtedy, kiedy  utrzyma stały marsz naprzód, rozumiany przede wszystkim jako przyspieszenie postępu technologicznego.  Technologia zostaje tu umieszczona w samym centrum cywilizacji – nie jest już tylko zwykłą materialną podstawą, ale jest istotą i sednem jej trwania. Co więcej, według Thiela… tylko postęp technologiczny może powstrzymać nadejście tego, co nazywa Antychrystem – czyli wszechwładnego, scentralizowanego superpaństwa, które miałoby całkowicie kontrolować ludzkość. Dążenie do postępu technologicznego miałoby chronić przed tyranią, bo stwarzałoby nieustanne problemy impetowi centralizacyjnemu, tak, że wszechwładza nie jest w stanie się skutecznie domknąć. Jak wynika z cytowanych słów Thiela, strach przed postępem technologicznym miałby czymś całkowicie negatywnym, zagrażającym cywilizacji. Odwracając tę myśl, pełną akceptację czy nawet entuzjazm dla nowych technologii należałoby uznać za jedynie słuszne, bo podtrzymujące cywilizację.

W tym punkcie koncepcja Thiela łączy się z „teorią” Elona Muska. Nawet jeżeli pod wieloma względami ich optyka wydaje się rozbieżna, to w istocie prowadzi do tego samego. Jeżeli postęp technologiczny należałoby bezwarunkowo przyspieszać i akceptować, to logicznie oznacza, że nie ma powodów by odrzucać takie rzeczy jak in vitro czy łączenie człowieka z maszyną celem zapewnienia większej wydajności mózgowi czy mięśniom. Dla Thiela prawo natury nie może być żadnym hamulcem: ostatecznie jako homoseksualista i człowiek, który chce się zamrozić, żeby później cieleśnie „zmartwychwstać”, nie może uważać go za nic rzeczywiście wiążącego…

Przestrzeń dla techno-prawicy

Wracam do myśli Massimo Faggiolego. Czy jest możliwe, że wizja, której hołdują Musk czy Thiel, znajdzie szerszy przystęp do Białego Domu? Prezydent Donald Trump nie wydaje się być wierzącym człowiekiem. Ten, kto przedstawia samego siebie jako Mesjasza, co Trump uczynił we wpisie z 12 kwietnia, w oczywisty sposób szydzi z Jezusa Chrystusa. Amerykański prezydent alienuje się też od katolickich wyborców, obrażając papieża Leona XIV albo dopuszczając w swoim otoczeniu do głosu jawnie antykatolickich protestantów. Protestantyzm, teoretycznie będący chrześcijaństwem, nie jest odporny na zainfekowanie przez rozmaite ideologie. Historycznie można łatwo wykazać związek protestantyzmu z wielkimi świeckimi narracjami, choćby w Niemczech w III Rzeszy.

W dzisiejszych Stanach Zjednoczonych protestantyzm sprzągł się też z agresywnym syjonizmem. Wydaje się zatem możliwe, że postępujący rozdźwięk pomiędzy Trumpem a Kościołem katolickim utworzy próżnię, którą ktoś wypełni. Czy będą to rzeczywiście przedstawiciele „techno-prawicy”, zależy prawdopodobnie od wielu czynników, w tym od konkretnych wyzwań w polityce międzynarodowej, które będą absorbować uwagę Białego Domu.

Pozory dobra

Załóżmy jednak, że tak się rzeczywiście stanie, choćby ze względu na zależność ruchu MAGA od wsparcia techno-prawicy w sieci. Warto postawić pytanie, czy… może to przynieść coś dobrego. Ostatecznie techno-prawica jest krytyczna wobec znacznej części lewicowej agendy, wydaje się zatem w jakiejś przynajmniej mierze zdolna do realizacji dobra w polityce. Gołym okiem widać, że liberalna lewica doprowadza do uwiądu społecznego: zapaść demograficzna, hiperindywidualizm, hedonizm i inne problemy są ściśle związane z narracjami społecznymi z tego świata ideowego.

Techno-prawica, jako dążąca do optymalizacji funkcjonowania społeczeństwa, mogłaby pomóc w przezwyciężeniu tych problemów, na przykład promując dzietność i stabilność życia rodzinnego jako gwarancję lepszego porządku w państwie. Problem w tym, że takie założenie jest skrajnie nierealistyczne. Techno-prawica może być pomocna w wąskich aspektach, ale jej dominacja ideowa i polityczna niemal z konieczności doprowadzi do takiej lub innej poważnej patologii: to środowisko gruntuje na niekatolickiej i de facto wrogiej wobec człowieka wizji antropologicznej i kosmologicznej, a to nie może się dobrze skończyć. Głoszenie prymatu technologii nad prawem naturalnym czy zgoła wyższości świata cyfrowego nad światem ludzkim to prosta droga do katastrofy – o potencjalnie w istocie ludobójczym.

Paweł Chmielewski

md 20 kwiecień 2026

Techno-prawica i lewica to jedna i ta sama bestia tylko w innym przebraniu…. To sprawnie jak na razie – na nasze nieszczęście – realizowana agenda 2030. To plan depopulacyjny, żeby wybrana „elita” finansowa nowych technologii rządziła światem. Trwające wojny to tylko etap eksploatacji/osłabienia społeczeństw tak żeby wdrożyć zasadniczy plan zniewolenia. Dlatego moim zdaniem musimy walczyć o przetrwanie państwa jako struktury funkcjonowania społeczeństwa i patrzeć politykom na ręce !!!

[to ostatnie – to minimalizm stworzenia prowadzonego na rzeź. md]

BadaczTalmudu 20 kwiecień 2026

Od dawna tłumaczę, by nie obrażać kapitalizmu nazywając obecny system w USA kapitalizmem, choć ma redystrybucję PKB większą niż PRL Gierka… Obecny system gospodarczy i polityczny to początek FASZYZMU KORPORACYJNEGO – takiego lewackiego ustroju jak w filmach Robocop czy The Running Man itp. W Chinach rząd rządzi korporacjami i jak jakimś chińskim Zuckerbergom wydaje się, że jest inaczej, to rząd przycina im skrzydełka (vide Jack Ma) – w faszyzmie korporacyjnym jak w USA to korporacje ustanawiają rządy i mogą nielegalnie likwidować konta bankowe i w mediach społecznościowych nawet urzędującemu prezydentowi… Faszyzm korporacyjny jest możliwy dzięki monopolom, jakie zyskują korporacje a te monopole są możliwe dzięki korupcji parlamentarzystów, która umożliwia tworzenie barier uniemożliwiających powstanie konkurencji („prawa intelektualne”, systemy koncesyjne, „zagrożenie bezpieczeństwa kraju” itp. itd.). Dla przykładu – ktoś mógłby pomyśleć, że Microsoft jest firmą produkującą oprogramowanie, ale tylko 6% budżetu firmy idzie na rozwój oprogramowania a 60% idzie na… prawników. Gdyby takie „lewo” (lewackie „prawo”) jak teraz obowiązywało w czasach powstawania Microsoftu, ta firma nigdy nie mogłaby powstać – DOS naruszałby własność intelektualne CP/M, Excel naruszałby prawa VisiCalca itp. itd. Unia Europejska jest faszystowskim systemem stworzonym przez korporacje dla korporacji, gdzie skorumpowani parlamentarzyści i KE na zlecenie korporacji zakazali podatków obrotowych, za to wprowadzili system opodatkowania wszystkich, tylko nie korporacji, by było na dotacje w 3/4 wypłacane korporacjom i system prawny tak komplikujący małym i średnim firmom działalność, by nie mogły się rozwinąć a nie stanowiący większego problemu dla korporacji z ich megadziałami prawnymi, które kształtują prawodawstwo na Zachodzie. Teraz w UE (chwała Trumpowi, że odrobinę udało mu się to przykrócić w USA) trwa, ogłoszony w Davos, plan likwidacji resztek demokracji i wpływu obywateli na rządy, poprzez transferowanie władzy od wyborców do NGO, finansowanych przez korporacje i podatników wbrew swej woli i teraz takie prezydenty Miszalskie w Krakowie w d… mają wynik „konsultacji społecznych” a kierują się wytycznymi eko-oszołomskich NGO, wprost ogłaszając, że za SCT były „organizacje pozarządowe”, a te NGO oczywiście realizują politykę swoich korporacyjnych sponsorów. Tak samo jest na skalę kraju, czy całej UE. Rząd, zamiast kierować się zdaniem posłów i wyborców, do redagowania ustaw też zaprasza jakieś szemrane NGO, które do tego mają jakąś mafijną kryszę, bo gdy w ramach sponsorowanych protestów łamią prawo, blokując, niszcząc, napadając, to są bezkarne lub dostają symboliczne wyroki. :-)))

P.S. Pamiętajcie, banki i NGO to największy wróg wolności obywatelskich! Unikajcie ich i zwalczajcie na miarę swoich możliwości!

===========================================

Jacek Kaczmarski … 20 kwiecień 2026

Z krzyżowych wypraw przywożą herezje

Z zamorskich rejsów – szkorbut i syfilis

Na ból istnienia wdychają poezję

Kiedy przerasta ich to co odkryli

Budują miasta na pobojowiskach

W pobojowiska zamieniają miasta

Każda im gwiazda Zwiastowaniem błyska

I byle rafa okręty roztrzaska

Gloria…

Strażnika ognia uwiedzie Pandora

I świętokradztwo pomszczą faraoni

Rozpaczą dzisiaj co nadzieją wczoraj

Nie jest wymysłem klątwa, co skarb chroni

Sporządzą serum z jadu każdej żmii

A z główki maku truciznę wycisną

Z czaszek pradziadów amulet na szyi

A w głowach – tajfun bezsennych umysłów

Gloria…

Zniszczą – odtworzą, zbudują – połamią

Żadne się na nich nie znajdzie lekarstwo

Gdy skrzydła światła przypną już do ramion –

Poniosą w kosmos genialne bestialstwo

Gloria…

PS.

Proszę wsłuchać jak Autor śpiewa to „gloria,gloria” , jak można tak w jednym słowie i na jedną nutę zawrzeć „złowrogość, podziw i ambiwalentna nadzieję” .

Trump szerzy fantazje o Iranie, Ormuzie i wzbogaconym uranie

Trump szerzy fantazje o Iranie, Ormuzie i wzbogaconym uranie

Larry C. Johnson

W piątek 17 kwietnia 2026 r. prezydent Donald Trump opublikował serię optymistycznych wiadomości na stronie Truth Social (i odwoływał się do nich w wywiadach), przedstawiając wojnę między USA a Iranem jako w dużej mierze zakończoną lub bliską szybkiego rozwiązania.

Jego twierdzenia dotyczyły ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz, postępów w dążeniu do szerszego porozumienia pokojowego oraz wpływów USA.

Iran kategorycznie zaprzeczył większości tego, co Trump napisał w piątek. Oto podsumowanie jego różnych oświadczeń:

  • „Sytuacja w Cieśninie Ormuz dobiegła końca”, a Iran zgodził się nigdy więcej nie zamykać Cieśniny Ormuz. Opisał ją jako „w pełni otwartą i gotową do handlu i swobodnego przepływu”.
  • Iran usuwa (przy pomocy USA) miny położone w cieśninie w zeszłym miesiącu.
  • Iran zgodził się na niemal wszystkie (lub „praktycznie wszystkie”) żądania, łącznie z trwałym zakończeniem programu nuklearnego.
  • Wojna „zbliża się do końca”, a ostateczne porozumienie powinno zostać osiągnięte „bardzo szybko” (prawdopodobnie w ten weekend). Większość punktów została już wynegocjowana.
  • Zgodził się na dwutygodniowe dwustronne zawieszenie broni (zawieszenie bombardowań i ataków) na prośbę pakistańskich przywódców – pod warunkiem całkowitego otwarcia cieśniny przez Iran. Pomimo oświadczenia Iranu o jej otwarciu, amerykańska blokada morska irańskich portów pozostanie w mocy do czasu „100% sfinalizowania” ogólnego porozumienia z Iranem.
  • Prezydent Chin Xi Jinping był „bardzo zadowolony” z otwarcia, a raczej szybko postępującego otwarcia Cieśniny Gibraltarskiej. Trump twierdził, że robi to „również dla nich – i dla świata” i że taka sytuacja „nigdy się nie powtórzy”.
  • Chiny zgodziły się nie dostarczać broni Iranowi. Trump przewidział, że jego nadchodząca wizyta w Chinach będzie „wyjątkowa” i „potencjalnie historyczna”, a prezydent Xi uściśnie go „mocno i serdecznie”.
  • Opisał NATO jako „papierowego tygrysa”, który okazał się „bezużyteczny w prawdziwym kryzysie”. Po ponownym otwarciu cieśniny NATO zaoferowało pomoc, ale Trump nakazał im trzymać się z daleka – chyba że chcą „załadować swoje statki ropą”.
  • Podkreślił, że Stany Zjednoczone już osiągnęły, a nawet przekroczyły swoje cele militarne. Twierdził, że Iran ma teraz „nowy reżim”, który jest „znacznie mniej radykalny i znacznie bardziej inteligentny” niż wcześniej, co umożliwia długoterminowe porozumienie pokojowe. Potwierdził, że Stany Zjednoczone będą „spokojnie” współpracować z Iranem w celu sfinalizowania porozumienia.

Seria wiadomości Trumpa miała na celu przede wszystkim manipulowanie rynkiem akcji i ropy naftowej. Udało mu się: amerykańskie giełdy poszybowały w górę, podczas gdy ceny kontraktów terminowych na ropę gwałtownie spadły. Inwestorzy naiwnie wierzyli, że Trump mówi prawdę. Nie mówił – kłamał.

Twierdzenie Trumpa, że ​​„sytuacja” blokady w Cieśninie Ormuz dobiegła końca, jest fałszywe. Iran utrzymuje ścisłą kontrolę. Iran ogłosił, że Cieśnina Ormuz jest otwarta dla statków handlowych niepowiązanych ze Stanami Zjednoczonymi ani Izraelem. Statki te nadal potrzebują zezwolenia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, aby przez nią przepłynąć. Iran zastrzegł również, że żadne okręty wojenne nie mogą wpływać do Zatoki Perskiej.

Trump upierał się również, że porozumienie z Iranem w sprawie wzbogaconego uranu jest praktycznie przesądzone. Twierdził, że Stany Zjednoczone mogą odzyskać irański wzbogacony uran, „wymagając znacznego wysiłku”, i że Waszyngton będzie „współpracował z Iranem”, aby po prostu sprowadzić go z powrotem do Stanów Zjednoczonych.

Iran natychmiast odrzucił to twierdzenie: rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmail Baghaei oświadczył, że Iran pod żadnym pozorem nie odda swojego wzbogaconego uranu.

Trump zrobi jedną z dwóch rzeczy:

1) Opowie amerykańską historię, żeby móc zawrzeć umowę kończącą wojnę, ogłosić zwycięstwo i wrócić do domu – albo

2) stworzy straszaka, przedstawiając porozumienie jako w zasięgu ręki, tylko po to, by zrzucić winę na Iran za zerwanie negocjacji i nakazać nowe ataki na Iran przed 26 kwietnia, jeśli USA odrzucą żądania Iranu zgodnie z jego dziesięciopunktowym planem.

Sądzę – biorąc pod uwagę ciągły napływ amerykańskich samolotów wojskowych do regionu – że Trump nakaże nowe ataki na Iran przed końcem kwietnia. Irańczycy nie odstępują ani na krok od swojego dziesięciopunktowego planu. USA muszą zrobić dwie rzeczy: znieść sankcje wobec Iranu i uwolnić irańskie aktywa.

Izrael pozostaje nieprzewidywalnym czynnikiem. Wygląda na to, że Trump i jego administracja skutecznie wywarli presję na Izrael, aby złożył broń i wycofał się. Jeśli zawieszenie broni z Hezbollahem utrzyma się, a zawieszenie broni między USA a Izraelem z Iranem zostanie przedłużone, to wierzę, że Trump poważnie myśli o znalezieniu wyjścia. Ciąg dalszy nastąpi.

Źródło: Trump promuje fantazję o Iranie, Ormuzie i wzbogaconym uranie

Spójrzcie, co robi Trump, ignorując to, co mówi… [Małpa z brzytwą].

Spójrzcie, co robi Trump, ignorując to, co mówi…

W planach są dalsze działania militarne.

Trump ponownie zaatakuje Iran – prawdopodobnie już w ten weekend – jako wstęp do ogłoszenia zwycięstwa i wycofania sił USA z Zatoki Perskiej.

Mówię to, ponieważ Trump, za pośrednictwem Sekretarza Obrony Hegsetha, wysłał w region Zatoki Perskiej kolejne 10 000 żołnierzy amerykańskich, wraz z grupą uderzeniową lotniskowców USS George H.W. Bush. Co więcej, znaczna flota samolotów transportowych C-17 płynie do Jordanii i Arabii Saudyjskiej. Innymi słowy, podczas gdy Trump twierdzi w wywiadach, że wojna się skończyła, on sam pilnie przygotowuje się do kolejnego ataku.

W ramach przygotowań do tego ataku ekipa Trumpa prowadzi gorączkową operację informacyjną, twierdząc, że w pierwszym pełnym dniu obowiązywania embarga Stany Zjednoczone uniemożliwiły dziesiątkom statków wejście na Zatokę Perską lub jej opuszczenie. To kłamstwo. Pentagon współpracuje w tej kampanii dezinformacyjnej – z pewnością nie po raz pierwszy Departament Obrony i dowódca teatru działań wojennych wydali fałszywe raporty, aby przekonać obywateli amerykańskich, że wojna idzie po naszej myśli. Prawda jest taka, że ​​Stany Zjednoczone nadal nie mają wystarczającej liczby okrętów ani helikopterów, aby skutecznie egzekwować blokadę. Co więcej, z obawy przed pociskami balistycznymi krótkiego zasięgu (CRBM) lub pociskami manewrującymi obrony wybrzeża (CDCM), Stany Zjednoczone utrzymują swoje okręty w odległości co najmniej 800 kilometrów od wybrzeża Iranu.

Fakt, że USA nie zdołały wyeliminować zagrożenia ze strony irańskich rakiet balistycznych i pocisków manewrujących, potwierdza trasa rejsu USS George H.W. Bush: okręt uniknął ryzyka przepłynięcia przez Kanał Sueski i Morze Czerwone, decydując się zamiast tego na opłynięcie Afryki.

Miałem dziś rano zaszczyt przeprowadzić wywiad z Robertem Barnesem – mam nadzieję, że nagranie zostanie opublikowane w Counter Currents najpóźniej w piątek – i ujawnił on szokujące szczegóły dotyczące tego, co dzieje się za kulisami Białego Domu. Donald Trump wykazał wczesne oznaki demencji we wrześniu 2025 roku… Często się kłóci, regularnie traci panowanie nad sobą i wpada w histerię, a także nie potrafi myśleć krytycznie.

Według Barnesa, wysocy rangą współpracownicy Trumpa w Białym Domu zachowują się jak dzieci z agresywnym, uzależnionym od narkotyków ojcem… to znaczy chodzą po cienkim lodzie i boją się powiedzieć cokolwiek, co mogłoby rozpalić gniew Trumpa. [Dlaczego nie zamkną w kaftan? md]

Trump szczerze wierzy, że USA pokonały Iran i nie dostrzega ogromnych szkód gospodarczych, jakie zamknięcie Cieśniny Ormuz wyrządziło światowej gospodarce. Jego upadek psychiczny jest niebezpieczny, ponieważ ma tendencję do podejmowania pochopnych decyzji wyłącznie w oparciu o swój aktualny stan emocjonalny.

Według doniesień, JD Vance gorączkowo pracuje za kulisami, aby zorganizować nowe spotkanie z Irańczykami w Islamabadzie. Iran nalega, aby przed jakimkolwiek kolejnym spotkaniem z Vance’em nastąpiło zawieszenie broni między Izraelem a Hezbollahem w Libanie. W środę wieczorem Rada Bezpieczeństwa Izraela odrzuciła zawieszenie broni i zapowiedziała kontynuację inwazji na południowy Liban.

Mam nadzieję, że się mylę i że Vance’owi uda się przekonać Izrael do zawarcia zawieszenia broni z Hezbollahem. Uważam jednak, że Hezbollah musi zadać Izraelczykom dalsze straty, zanim zechcą zażądać zawieszenia broni i je zaakceptować. Jeśli Trump nie nakaże siłom zbrojnym USA w Jordanii i Arabii Saudyjskiej zakończenia działań i powrotu do Stanów Zjednoczonych, uważam, że czeka nas kolejna runda niepotrzebnej przemocy.

Źródło: Zobacz, co robi Trump, ignoruj ​​to, co mówi… Więcej wojny w programie

Tłumaczenie: LZ

Jesteśmy w poważnych tarapatach, ponieważ najpotężniejszy człowiek na świecie jest zły i niezrównoważony psychicznie

= ============================================

Omar Faris @OmarIssaFaris1

Oficjalnie: Trump jest szalony, jego stan jest niepokojący, a cały świat jest w niebezpieczeństwie, ponieważ trzyma w ręku przycisk nuklearny! 11.04.2026 Asz-Sziraa

● Psycholog dr John Gartner ostrzegł, że „tempo pogarszania się stanu psychicznego prezydenta Donalda Trumpa przyspiesza” i jest „niepokojące” dla świata, zwłaszcza że trzyma on w ręku klucz do przycisku nuklearnego i może doprowadzić do katastrofy globalnej w swojej wojnie z Iranem.

● Były wykładowca Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa powiedział dziś w transmisji na żywo w programie magazynu „The Daily Beast Podcast”, że Trump, lat 79, wykazuje oznaki otępienia czołowo-skroniowego od 2019 roku.

● Gartner stwierdził, że pogorszenie stanu psychicznego Trumpa przyspiesza obecnie tak bardzo, że „nie jest już tym samym człowiekiem co cztery tygodnie temu”. Dodał, że biorąc pod uwagę, iż prowadzi on obecnie nielegalną i krwawą wojnę przeciwko Iranowi oraz flirtuje z kolejną wojną przeciwko Kubie, powinno to przerażać każdego rozsądnego Amerykanina.

● Powiedział: „To przypomina chorego psychicznie człowieka, który wymknął się spod kontroli — z tą różnicą, że jest to osoba posiadająca przycisk nuklearny, co czyni sytuację niezwykle niebezpieczną.”

● Wyjaśnił, że „osoby cierpiące na otępienie czołowo-skroniowe tracą osąd, hamulce i zdolność kontrolowania swojego zachowania, stają się impulsywne i agresywne.”

● Ostatnie wpisy Trumpa zwiększyły obawy o pogorszenie jego stanu psychicznego, szczególnie jego groźby zniszczenia Iranu oraz brak obaw przed popełnianiem zbrodni wojennych.

● Gartner powiedział, że to, co napisał Trump, „pokazuje interakcję między otępieniem czołowo-skroniowym a złośliwym narcyzmem. Choć Trump od dawna skłaniał się ku obelgom i agresywnemu językowi, stał się teraz jeszcze bardziej brutalny i wulgarny.”

● Dodał, że Trump „zamiast ograniczać się do określeń typu ‘kłamcy’ czy ‘przegrani’, używa teraz wulgarnych słów. Taki poziom języka nie przystoi prezydentowi i wyraźnie pokazuje utratę kontroli nad sobą — przypomina osobę chorą psychicznie poza kontrolą, ale posiadającą zdolność wywołania ogromnego chaosu.”

● Powiedział także: „Obawiam się, że Donald Trump czerpie z tego przyjemność. Odnosi sadystyczną satysfakcję z zastraszania świata i niszczenia. To istota rozszalała, bez rozumu i ograniczeń.”

● Dodał: „Niezależnie od oczywistych epizodów choroby psychicznej, Trump gubi się w trakcie wypowiedzi, traci koncentrację i zapomina kim są ludzie. Gdyby był zwykłym obywatelem USA, jego rodzina umieściłaby go w szpitalu psychiatrycznym… zamiast tego rzuca bomby na świecie!”

● Na koniec Gartner podsumował problem Trumpa w Ameryce słowami: „Jesteśmy w poważnych tarapatach — nie tylko my w Ameryce, ale cały świat — ponieważ najpotężniejszy człowiek na świecie jest zły i niezrównoważony psychicznie.”