Przełomowy wyrok WSA w Wa-wie! Sąd uznał, że NOP po szczepieniu na c19 może powstać po szczepieniu w sposób bezpośredni, ale też pośredni. Sąd wskazał, że okres od szprycy do NOP jest określony przesłanką 5 letniego okresu z art.17a ust 1 ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych.
Po raz pierwszy zetknąłem się z pracą dziennikarki śledczej Jennifer Bilek w 2020 roku, kiedy jej esej ” Miliarderzy stojący za ruchem LGBT” został opublikowany w First Things. To był oszałamiający artykuł – jest kilku dziennikarzy zaangażowanych w ujawnianie „ruchu” transpłciowego (lub przemysłu, jak nazywa go Bilek), ale nikt nie obnażył fasady praw obywatelskich, różowo-niebieskich flag i „trans-dzieci” tak jak Bilek. Gdybyśmy mieli prasę głównego nurtu naprawdę zaangażowaną w odkrywanie i zgłaszanie prawdy o siłach napędzających naszą dzisiejszą kulturę, jej praca byłaby cytowana przez nich na całym świecie.
Bilek jest artystką, aktywistką i dziennikarką śledczą mieszkającą w Nowym Jorku, a jej prace były publikowane w Tablet Magazine, The Federalist, The Post Millennial i innych. Bilek spędziła życie na lewicy, ale teraz mówi, że jest na „politycznym pustkowiu”, relacjonując największą historię kulturową naszych czasów, podczas gdy postępowcy ignorują ją lub tuszują. Bilek prowadzi również biuletyn Substack „Jennifer’s Newsletter” i blog „The 11th Hour”, gdzie wyjaśnia, na czym się koncentruje:
Zajmuję się pisaniem na styku człowieczeństwa, technologii i rozpędzonego kapitalizmu. Na tym przecięciu stoi transpłciowość, która moim zdaniem jest efektowną kampanią reklamową wygenerowaną przez elity, które inwestują w technologie i farmaceutyki by znormalizować przemianę ludzkiej biologii.
Bilek robi coś, co dziennikarze zwykli robić instynktownie: podąża za pieniędzmi. To, co odkryła, to bomba, która ujawnia, w jakim stopniu zjawisko transpłciowości zostało stworzone przez zamożnych darczyńców LGBT, którzy realizują mroczny i złowieszczy plan. Jej dziennikarstwo dostarcza brakujących elementów potrzebnych do uzupełnienia obrazu tego, jak i dlaczego ruch transpłciowy tak szybko osiągnął dominację kulturową. Bilek uprzejmie zgodziła się na wywiad, w którym podzieliła się tym, co do tej pory odkryła.
– Przygotowałaś przełomowe raporty na temat tego, w jakim stopniu miliarderzy po cichu wspierali ruch LGBT za kulisami. W jakim stopniu zmiany kulturowe, które widzieliśmy w ciągu ostatnich kilku lat, są wspierane przez dużych darczyńców?
Zmiany kulturowe, które obserwujemy dzisiaj w odniesieniu do tożsamości płciowej, są w dużej mierze pod wpływem ogromnego napływu kapitału od rządów, filantropów, korporacji oraz firm zarządzających inwestycjami i firm finansowo-księgowych, takich jak Blackrock i Ernst & Young. Niektórzy uważają, że ideologia ta powstała na uniwersytetach, a fundusze są kierowane do tych instytucji w celu promowania idei syntetycznych tożsamości płciowych jako postępowych, z którymi studenci następnie wchodzą w świat.
Aby zrozumieć motywacje rządów, filantropów i wielkiego biznesu w tej ideologii, musimy zbadać jej następstwa. Ideologia gender dekonstruuje ludzką płeć reprodukcyjną prawnie, językowo, społecznie, a także atakuje narządy rozrodcze głównie młodych ludzi poprzez ich sterylizację. Jest to marketingowe odcięcie się od rzeczywistości płciowej, przedstawiane jako postępowe, co jest szczególnie mylące dla młodych ludzi, wykorzystując ich naturalnie buntowniczą młodość jako pułapkę korporacyjną.
Zarówno pieniądze, jak i ideologia pochodzą z sektora technologii medycznych, który sam jest zintegrowany z kulturą poprzez strukturę filantropijną, która została powiązana z aparatem politycznym praw obywatelskich LGBT. Fundacja Arcus, jedna z największych organizacji pozarządowych LGBT, odgrywa w tym względzie kluczową rolę, nie tylko zapewniając rozległe finansowanie wielu instytucjom, ale także wprowadzając aparat śledzący o nazwie MAP i zachęcając bogatych filantropów do inwestowania w okręg wyborczy LGBT. Jon Stryker, założyciel Arcus, ma doświadczenie w bankowości i jest spadkobiercą korporacyjnej fortuny Stryker Medical. Stryker Medical, ze swoimi przedsięwzięciami na rynku chirurgii feminizacji twarzy, jest przykładem wzajemnych powiązań między aparatem politycznym LGBT a przemysłem technologii medycznych.
Rodzina Pritzker z Chicago jest jedną z najbogatszych rodzin w Ameryce. Chociaż ich majątek wyewoluował z branży hotelarskiej Hyatt, ich główne inwestycje znajdują się obecnie w sektorze technologii medycznych. Ich ogromne wysiłki filantropijne sprawiły, że stali się jednymi z największych motorów / sponsorów branży gender. Tim Gill z Gill Foundation – drugiej co do wielkości organizacji pozarządowej LGBT w Ameryce i powiązanej z Jonem Strykerem i jego rodziną – również wnosi znaczący wkład, pierwotnie wywodząc się z sektora technologicznego, a obecnie zaangażowany w biznes domowej platformy AI. Giganci technologiczni – Google, Intel, Microsoft, Facebook, Salesforce, Hewlett Packard i Amazon – wykorzystują swoją siłę finansową zarówno do finansowania tej branży w zakresie dysocjacji ciała, jak i do nakłaniania całych stanów do zaakceptowania ideologii, grożąc wycofaniem swojego kapitału. Zrobili to w 2016 roku, kiedy podpisali amicus brief przeciwko Karolinie Północnej. Po tym, jak stan nalegał na prywatność w łazienkach dla chłopców i dziewcząt w szkołach.
Szybkie rozprzestrzenianie się tej ideologii przypisuje się ogromnej presji finansowej i cenzurowaniu krytyków przez media głównego nurtu, co pokrywa się z faktem, że media są własnością przemysłu medyczno-technologicznego. Powiązania konglomeratów takich jak Hearst, Conde’ Nast i Disney z wiodącymi platformami farmaceutycznymi przyczyniają się do wszechobecnego wzrostu wpływu kompleksu technologiczno-medycznego w Ameryce.
Branże technologiczna i medyczna rozwijają się, jak wszystkie branże, poprzez tworzenie i grupowanie nowych produktów, trend widoczny w ruchu na rzecz praw obywatelskich LGBT, który pierwotnie był ruchem oddolnym, który został skorporatyzowany pod wpływem kryzysu AIDS w latach 80-tych. Amerykański transseksualizm, zakorzeniony w medycznym establishmencie, datuje się na lata 50. XX wieku, wraz z medycznym atakiem na narządy rozrodcze. Społeczność LGBT przekształciła się w dochodową grupę inwestycyjną i marketingową po kryzysie AIDS. Dodanie transseksualizmu, przemianowanego na „transpłciowy” w celach marketingowych, wprowadza nową perspektywę tożsamości seksualnych, jeszcze bardziej normalizując oderwanie ludzkości od jej fundamentalnych korzeni w reprodukcji seksualnej.
– W jaki sposób „duże pieniądze” wpłynęły na trajektorię i wpływ ruchu transpłciowego?
Wolę określać to zjawisko jako przemysł, a nie ruch. Skupia się on na tworzeniu syntetycznych podróbek ludzkich cech reprodukcyjnych, sprzedawanych dla zysku i inżynierii ludzkiej. W przeciwieństwie do prawdziwego ruchu na rzecz praw człowieka dla zmarginalizowanych, syntetyczne cechy płciowe są korporacyjną iluzją. Ci, którzy je przyjmują, próbując wyprzeć się rzeczywistości, nie są marginalizowani, ani nie są podkategorią płci reprodukcyjnej naszego gatunku.
Termin „transpłciowy” nie oznacza niczego w odniesieniu do ludzi. Brakuje mu jasnej, powszechnie akceptowanej definicji, obejmującej różne i często sprzeczne znaczenia. Próbuje objąć szerokie spektrum, począwszy od medycznych ataków na zdrowe narządy rozrodcze po niemedyczne wyrażanie uczuć związanych ze stereotypami dotyczącymi ról płciowych, czasami obejmujące operacje i leki, a czasami nie. Czy jest to fetysz seksualny, czy forma oporu wobec kulturowo przypisanych norm zachowania opartych na płci? Koncepcja spójnej społeczności określanej mianem „transpłciowej” jest równie nieuchwytna; zamiast tego „transpłciowość” wyłania się jako konglomerat napędzany presją korporacyjną, przygotowujący zarówno dorosłych, jak i, co ważniejsze, dzieci do przemysłowej dysocjacji własnego ciała – kwitnący biznes.
Napędzany dodatkowym kapitałem od inwestorów i filantropów, przemysł poświęcony dysocjacji z ciałem płciowym doświadczył gwałtownego wzrostu. Osoby, które mogą nie w pełni rozumieć naturę tej branży, czerpią z niej zyski. Znane osobistości, takie jak Whoopi Goldberg, są związane z agencjami modelek, które obsługują osoby próbujące wyprzeć się swojej płci. Artyści uwieczniają wizerunki osób o syntetycznej tożsamości płciowej; programy telewizyjne przedstawiają postacie próbujące odciąć się społecznie i medycznie od swojej płciowej rzeczywistości; a kancelarie prawne czerpią zyski z procesów sądowych z udziałem osób chcących wyprzeć się swojej płci lub chronić prawną kategorię płci.
Propaganda generowana przez ten strumień przychodów głęboko zakorzeniła ideologię „zmiany płci” na rynku. Proste wyszukiwanie w Google ” transpłciowych okładek czasopism na rok 2020″ ujawnia mnóstwo czasopism przekazujących spójny przekaz. Warto zauważyć, że publikacje te są częścią konglomeratów z platformami technologii medycznych i inwestycjami, cieszącymi się wsparciem firm zarządzających aktywami, takich jak BlackRock.
– Jakie są główne cele i motywy tych, którzy przekazują swoje pieniądze organizacjom LGBT?
Główne katalizatory napędzające branżę gender są zakorzenione w rozwoju technologicznym splecionym z niczym nieskrępowanym rynkiem. Tożsamości medyczno-płciowe, wraz z technologiczną reprodukcją, znajdują się w czołówce podejmowanych prób rozwoju naszego gatunku poza jego obecne ludzkie granice. Strategiczne połączenie programu mającego na celu dekonstrukcję seksu reprodukcyjnego z ruchem na rzecz praw obywatelskich skoncentrowanym na pociągu do osób tej samej płci było genialnym posunięciem – metaforyczny lis w kurniku, ale przebrany za kurę.
Jesteśmy u progu przełomu w inżynierii genetycznej, sztucznej inteligencji (AI) i sztucznej reprodukcji, z których każda obejmuje znaczące sektory przemysłu. Konwergencja tych dziedzin wskazuje na trajektorię w kierunku przyszłości, która wykracza poza nasz obecny ludzki stan. Media i guru technologiczni wyłaniający się z Doliny Krzemowej od początku XXI wieku napędzają narrację przewidującą bardziej integralne połączenie ludzi ze sztuczną inteligencją, przewidując stworzenie gatunku hybrydowego. Rozwijający się rynek technologiczno-produkcyjny, wyceniany już na 27 miliardów dolarów, wpisuje się w szerszy trend postrzegania wnętrza ludzkiego ciała jako lukratywnego krajobrazu marketingowego. Wraz z rozwojem zastrzyków zdolnych do zmiany naszego DNA, pojawia się potencjał rentowności płynący z traktowania ludzkiego ciała, płodów i narządów rozrodczych kobiet jako obszarów interwencji technologicznych. Technologia reprodukcji wydaje się być zwiastunem przyszłości, w której reprodukcja bez kopulacji lub ciąży może być normą. Narracja tożsamości płciowej służy tym przedsięwzięciom marketingowym, ponieważ redukuje nasze w pełni upłciowione człowieczeństwo do poziomu towaru.
– Kim są niektórzy z najbardziej znaczących przedstawicieli ruchu transpłciowego?
Gilead Sciences wyłania się jako wiodący podmiot wspierający kwestie LGBT, wraz z innymi znaczącymi darczyńcami, takimi jak Open Society George’a Sorosa, Gill, Arcus, Ford, Astraea, Tides, Evelyn i Walter Haas, David Bohnett, Wells Fargo i Pride Foundations. Podmioty te są znaczącymi fundatorami programu dekonstrukcji ludzkiego seksu reprodukcyjnego. Fundacja Arcus, wspierana przez akcje założycieli korporacji medycznej o wartości 130 miliardów dolarów, rozszerza swoje wsparcie na organizacje takie jak Astraea Foundation i odgrywa kluczową rolę w tworzeniu infrastruktury politycznej. Infrastruktura ta wspiera organizacje takie jak GLSEN, która wprowadza ideologię gender w szkołach, oraz GLAAD, która jest odpowiedzialna za kształtowanie dyskursu medialnego na temat tej branży poprzez promowanie jej jako „prawa człowieka”. Finansowanie wspiera również Victory Institute, który szkoli liderów do ról politycznych, które mogą wpływać na politykę wspierającą przemysł. MAP to kolejna fundacja, która śledzi finansowanie filantropijne kultywowane przez te organizacje.
Martine Rothblatt jest kolejną wpływową postacią w tej społecznej transformacji. Wcześniej znany jako Martin, Rothblatt przyjął syntetyczne symulakry kobiecego człowieczeństwa i obecnie identyfikuje się jako kobieta. Opisując siebie jako „transczłowieka”, Rothblatt opowiada się za ulepszaniem człowieka, które podważa tradycyjne koncepcje płci. Obejmuje to opowiadanie się za łączeniem ludzi ze sztuczną inteligencją, rzeczywistością wirtualną, reprodukcją techniczną i innymi technologiami transformacyjnymi. Rothblatt, wraz z innymi transseksualnymi prawnikami, opracował pierwszą „ustawę o płci”, mającą na celu zapewnienie praw osobom poddawanym zabiegom augmentacji w celu zmiany ich fizycznej rzeczywistości. Rothblatt był mentorem zarówno Raya Kurzweila z Google, jak i Williama Simsa Bainbridge’a, szefa National Science Foundation’s Cyber-Human Systems Program.
– Jak małe, oddolne grupy mogą przeciwstawić się sytuacji, w której organizacje LGBT otrzymują ogromne zastrzyki gotówki od sponsorów finansowych?
Po pierwsze, ważne jest, aby poinformować ludzi o znacznych inwestycjach finansowych skierowanych do iluzorycznego okręgu wyborczego. Nie ma osób „transpłciowych”, więc co dokładnie wspierają te fundusze? Podsycają one wysiłki zmierzające do przyznania praw człowieka części populacji, która stara się wyprzeć swojego człowieczeństwa – koncepcja ta wymaga dokładniejszego zbadania. Zmieniając narrację z praw człowieka dla zmarginalizowanych na prawa dla tych, którzy próbują wyprzeć się swojego człowieczeństwa, możemy zaoferować świeżą perspektywę. Prawa płci, w tym kontekście, służą jako polityczna podstawa dla nasilających się rozważań na temat praw otaczających sztuczną inteligencję (AI) lub cyborgi na wczesnych etapach ich rozwoju.
Równie ważną kwestią jest potrzeba przywrócenia właściwego znaczenia językowi. Za każdym razem, gdy używamy ich sfabrykowanych terminów, takich jak „transpłciowość”, „tożsamość płciowa” lub „prawidłowe użycie zaimków”, nieumyślnie wzmacniamy przekonanie, że ludzie istnieją poza granicami biologicznej płci naszego gatunku. Podkreślanie jasności nad celowością komunikacji jest kluczowe. Zamiast odpowiadać na pytania tak, jakby „transpłciowość” była prawdziwą kategorią, bardziej skutecznym podejściem jest zadawanie pytań o jej znaczenie, kwestionując przyjęte rozumienie. Podobnie, przerywanie i przeformułowywanie stwierdzeń takich jak „osoby transpłciowe” poprzez sugerowanie: „Czy masz na myśli osoby próbujące wyprzeć się swojej płciowej rzeczywistości?” może zmienić dyskurs.
Wreszcie, zmiany nie można osiągnąć w izolacji. Niezależnie od tego, czy organizujemy wspólny wysiłek, czy pracujemy indywidualnie, podejmowanie działań jest konieczne. Wykorzystaj swoje mocne strony, mów niezachwianie o prawdzie i oprzyj się pokusie ustępstw. Ten drapieżny przemysł skupił się na następnym pokoleniu, żądając, aby nawet ci, którzy nie są zaznajomieni z aktywizmem, wystąpili naprzód. Prawda, oparta na rzeczywistości biologicznej, jest naszym najsilniejszym sprzymierzeńcem, wspieranym przez cały żywy świat.
Jonathon Van Maren jest redaktorem współpracującym The European Conservative. Pisał dla First Things, National Review, The American Conservative, a jego najnowsza książka to Prairie Lion: Życie i czasy Teda Byfielda.
(The clips with Biden below are almost too embarrassing to watch)
„I Made It Clear To Israelis – Don’t Move on Haifa.”
(You know, Haifa – that city in Israel…)
Factchecked: True.
Most of us intuitively know that Trump is being persecuted. But let’s take the above case, which is being prosecuted by the state of New York. The facts: Trump was charged in 2023 with falsifying business records to hide alleged hush money payments made in 2014 or 2015. This indictment was made almost a decade after the alleged crime took place and almost four years after this case could have been brought to trial. The case is weak at best, with no credible witnesses. The state of NY waited until the presidential election was well underway before conducting their kangaroo court. Timing is everything.
Ks. Grzegorz Hesse: wyjątki z artykułów z 2000 roku
„(…) Dzisiejsze społeczeństwo coraz częściej podmienia Wiarę Katolicką i zastępuje ją wiarą w tak zwane nauki ścisłe. Dlatego, dzisiejsi ludzie, nie cenią umiejętności i sztuki polemiki, której celem jest obrona Wiary i Kościoła przeciw wrogom Chrystusa, który Jest Prawdą. Ho Polemics to starożytne greckie słowo oznaczające wojnę. Nie ma nic złego w prowadzeniu wojny w obronie Chrystusa i Wiary Katolickiej, lecz ludzie, którzy nie mają wiary bądź których wiara jest słaba nie zrozumieją tego (…) Już drugi akapit wstępu oświadczenia Bertone – Ratzingera dotyczącego Trzeciej Tajemnicy zawiera przykład watykańskiej polityki, która wydaje się nie pamiętać zarówno o najnowszej historii, jak i o teologii moralnej: Wiek XX był jednym z najbardziej kluczowych w ludzkiej historii, a jego tragiczne i okrutne wydarzenia znalazły swe apogeum w próbie zabójstwa słodkiego Chrystusa na ziemi. [Chodzi o namiestnika – JPII md]
Żadna osoba zdrowa na umyśle nie wątpi, że nawet 1 zabójstwa Najwyższego Pasterza jest haniebną zbrodnią. Zaiste podpada ona pod karę ekskomuniki, nawet w raczej liberalnym Kodeksie Prawa Kanonicznego z roku 1983. Jednakże, powyższe oświadczenie ukazuje tragiczny brak proporcji. Stwierdzenie że tragiczne i okrutne wydarzenia miały apogeum w zamachu na życie papieża jest zdecydowanie przesadne i lekceważące poważnie sześćdziesiąt milionów ofiar Stalina wraz z ofiarami wojny wszystkich wojen tego stulecia oraz 55 milionów ofiar aborcji każdego roku!!!
Brak proporcji jest tym gorszy, że lekceważy aspekt nadprzyrodzony, w tym prawdziwego słodkiego Chrystusa na Ziemi w Tabernakulum, którego Rzeczywista Obecność jest rozdawana na ręce i porzucana na placu św. Piotra [przypis ks. Hesse: między rokiem 1986 a 1991 kilku sanpietrinich – urzędowych strażników Bazyliki św. Piotra w Rzymie opowiadało mi osobiście że niemal po każdej Mszy papieskiej na placu znajdowane są na ziemi konsekrowane Hostie], – podobnie jak w tysiącach innych miejsc. W oświadczeniu tym kryje się pewien cel, podobnie jak w umniejszaniu wagi Trzeciej Tajemnicy w komentarzach Ratzingera. We Wstępie stwierdzono na stronie następnej że istnieje jedynie jeden rękopis, którego fotograficzną reprodukcję tutaj umieszczono. Byłaby to myląca, lecz dosłowna prawda, gdyby oznaczała że umieszczono reprodukcję fotograficzną zaledwie jednego z rękopisów, jednak w świetle oświadczenia kardynała Ratzingera że Tajemnica została opublikowana w całości (s. 32, 39) należy powyższe uznać za kłamstwo. Andrew M. Cesanek wykazuje w swym artykule (Crusader 64, pp.3ff.), że istnieją DWIE części Trzeciej Tajemnicy – jedna, opublikowana, znajdująca się w archiwach dawnego Świętego Oficjum oraz druga – w papieskim apartamencie. Jak wskazuje p. Cesanek (Crusader 64, p.5), opublikowany tekst nie zawiera żadnych słów Matki Bożej. Powoduje to brak jego wiarygodności.
Nie wpadając w jakiekolwiek nieuprawnione oskarżenie o świadomy grzech przeciw Ósmemu Przykazaniu, stoimy jednakże przed faktem wydrukowanego kłamstwa. (…) Jeśli jest to kłamstwo, o czym jestem głęboko przekonany, oznacza to że przedstawione teologiczne i historyczne interpretacje celowo prowadzą do błędnego wniosku czy też przekazu. Zwykle nazywamy takie coś fałszerstwem. (…) Teologiczne znaczenie ma również dostrzeżenie cudzysłowów przy określeniach “tajemnica” i “Matka Boża”. Jeśli “objawienie” głosi że wszystkie religie są miłe Bogu, co jest herezją i bluźnierstwem [przypis ks. Hesse: jedynie religia, w której można się zbawić może być miła Bogu i istnieje jedynie jedna taka religia, co stanowi dogmat Wiary, dlatego też stwierdzenie przeciwne jest herezją, jak również bluźnierstwem, ponieważ Bóg, który jest Prawdą, nie może być obojętny w kwestii Prawdy, stąd twierdzenie przeciwne jest bluźnierstwem], ujmuję określenie “Matka Boża” w cudzysłów, gdyż wiem że “objawienie” jest kimś innym, najprawdopodobniej demonem. Jednak użycie cudzysłowu w stosunku do Matki Bożej w sytuacji objawienia zaaprobowanego przez kilku papieży i popartego przez jednoznaczny cud wobec 70 000 świadków zawiera przekaz: możliwość że nie była to mimo wszystko Matka Boża. Jako jeden z elementów tej układanki prawd, półprawd i kłamstw, powyższe ma istotne znaczenie.
Kolejne strony powtarzają nieprawdę że Konsekracja została dokonana, zwłaszcza s. 8 cytująca niepodpisany list “Siostry Łucji”, co do którego ks. P. Kramer (Cf. Crusader 64, p.115) wykazał fałszerstwo. (…) Na koniec zauważamy niewiarygodne oświadczenie abp Bertone na s. 9 Wstępu: Decyzja Jego Świątobliwości Jana Pawła II aby opublikować trzecią część “tajemnicy” fatimskiej kończy okres dziejów znaczony tragiczną ludzką żądzą władzy i zła, a jednak przeniknięty miłosierną miłością Boga oraz baczną opieką Matki Jezusa i Kościoła. (…) W ujęciu historycznym jest to oświadczenie idiotyczne, na granicy obłędu. Może jestem naiwny, lecz nie wierzę że Jego Ekscelencja Arcybiskup Tarcisio Bertone, sekretarz Kongregacji Doktryny Wiary jest albo idiotą, albo szaleńcem. Stąd też oświadczenie powyższe musi posiadać teologiczny charakter i ks. Gruner trafnie sugeruje, że według abp Bertone powinniśmy uwierzyć że tak zwany upadek komunizmu oznacza, że Fatima nie posiada już znaczenia dla światowej polityki oraz że nie należy więcej wspominać o nawróceniu Rosji (Crusader 64, p. 55). Powyższe stanowi nie tylko polityczną wykładnię w kwestii kontynuacji Ostpolitik kard. Casaroli oraz dziwnie bliskich relacji papieża z popierającym ludobójstwo Gorbaczowem, lecz także jest czytelną analizą zmienionej teologii, zwanej Ekumenizmem. (…)
W kwestii autentyczności opublikowanego tekstu, nie jestem co do tego pewien (…): dlaczego siostra Łucja, która przed rokiem 1944 z pewnością przeczytała Pismo Święte i wiele, jak określa to kard. Ratzinger, pobożnych książek – mówi że Ojciec Święty modlił się za zwłoki, które napotkał po drodze (cadaveres w portugalskim)? W całej historii zbawienia mówi się o duszach zmarłych lub umarłych, jak to możecie znaleźć w Credo (…wskrzeszenia umarłych…) Jedynie w Starym Testamencie możecie znaleźć określenie zwłoki w kontekście apostatów albo potępionych dusz. Jest równie dziwne w kontekście Pierwszej i Drugiej Tajemnicy że wizjonerka mówiłaby o biskupie odzianym na biało skoro wydarzenia roku 1939 wyraźnie przepowiedziała, używając słowa papież, a nawet jego imię: Pius XI. Biskupem odzianym na biało mógłby być opat Bressanone w Południowym Tyrolu, jakikolwiek biskup z krajów tropikalnych bądź uzurpator w Rzymie, który udaje papieża – jak to utrzymują sedewakantyści. Nie potrafię i nie dam odpowiedzi co do powyższych alternatyw, lecz zadziwia ogólnikowość w historycznym kontekście wszystkich wydarzeń od 1917 roku (…)
Przypuszczalnie, za naszego życia nie poznamy prawdy o owym dniu [zamachu na placu Św. Piotra], lecz znamy prawdę, że owo usiłowanie zabójstwa papieża nie ma nic wspólnego z Trzecią Tajemnicą, gdyż nie został on zabity. Wydarzenie to było tragiczne, lecz skutkowało utratą przez papieża niecałego roku jego aktywności – spośród 22 lat [licząc do roku 2000 – przyp. tł.]. Obrazą Bożej Opatrzności i Matki Bożej jest twierdzenie że owo relatywnie niezbyt ważne wydarzenie stanowiło sedno proroctwa o piekle, dwóch wojnach światowych, komunizmie oraz nadchodzącej karze. Wreszcie, muszę postawić pytanie: dlaczego wydarzenie z roku 1981 miałoby być lepiej zrozumiane po roku 1960? Każdy w XX stuleciu musiałby je rozumieć, tak jak my je rozumiemy. (…) Intuicja siostry Łucji musiała dotyczyć czegoś co wydarzyło się około roku 1960 lub tuż później.
Nie sądzę, żeby miało to związek tyle z zabójstwem prezydenta Kennedy’ego, co z encykliką Jana XXIII Pacem in Terris, opublikowaną w roku 1963, czy Soborem Watykańskim II, otwartym w roku 1962, lecz ogłoszonym 25 stycznia roku 1959!!! (…) Zwiedzenie jest kontynuowane w oświadczeniu Sekretarza Stanu [tj. kard. Sodano – przyp. tł.], że tekst Trzeciej Tajemnicy musi być interpretowany w kluczu symbolicznym. Stanowi to kolejne bluźnierstwo przeciw Mądrości Bożej. Czy istniało coś co musiało być interpretowane w kluczu symbolicznym, w wizji piekła, przepowiedni II wojny światowej, która miała znaleźć początek za Piusa XI, wizji Rosji rozprzestrzeniającej swe błędy, nadchodzącej kary czy pobożności wobec Niepokalanego Serca?
Z tego co pamiętam nie było objawienia i przekazu mniej symbolicznego niż Fatima. Cel owej absurdalnej sugestii staje się jasny kiedy kard. Sodano zniekształca faktyczną wizję, wskazując: on [papież] również pada na ziemię, na pozór martwy. Słowa na pozór martwy pozostają w całkowitej sprzeczności ze słowem siostry Łucji: zabity. Po powyższym następuje zepchnięcie przekazu w przeszłość poprzez wskazanie na wydarzenie z roku 1981 czy nierozumne oświadczenie że rok 1989 zakończył komunizm i rozprzestrzenianie się ateizmu (…) Drugie zdanie komentarza [kard. Ratzingera], s. 32 zawiera nieprawdę że tak zwana “Tajemnica” fatimska została tutaj opublikowana w całości. Kłamstwo to powtórzono następnie na s. 39. Cytowany artykuł A. Cesanka dostarcza wystarczającego dowodu na tezę przeciwną. (…) Następne stwierdzenie jest, łagodnie mówiąc, cyniczne: „Żadna wielka tajemnica nie została ujawniona, ani nie została odsłonięta przyszłość. Widzimy Kościół męczenników stulecia, które właśnie minęło przedstawiony w scenie opisanej językiem, który jest symboliczny i niełatwy do rozszyfrowania.” Skoro żadna wielka tajemnica nie jest ujawniana, to dlaczego Matka Boża trudziła się aby uczynić to przede wszystkim tajemnicą? (…) W roku 1984 Ratzinger mówił o czasach ostatecznych oraz religijnym proroctwie i powiedział: „… jednak rzeczy zawarte w tej trzeciej tajemnicy odpowiadają temu co zostało zapowiedziane w Piśmie Świętym oraz zostało potwierdzone przez wiele innych objawień maryjnych w ich znanej treści” (Crusader 64, pp. 34f). Oświadczenie kard. Ratzingera z roku 1984 pozostaje w bezpośredniej sprzeczności z jego ostatnim bagatelizowaniem Trzeciej Tajemnicy. Ks. P. Kramer (Crusader 64, pp.115ff) cytuje najważniejsze objawienia maryjne w tej kwestii i są one dość przerażające oraz z pewnością – przynajmniej co do części proroctw – nadal nie wypełnione. (…)
Proroctwo i komentarze trzech wizjonerów wskazują dość jasno że Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. W kontekście DWÓCH wojen światowych i – jak zobaczymy – znacznie gorszych rzeczy, graniczy z idolatrią ponoszenie wagi jednego papieża w takim stopniu że z pobytu kilku miesięcy w szpitalu czyni się Trzecią Tajemnicę. To co papież musiał wycierpieć w rzymskiej klinice Gemelli jest czymś o nawet nie chcę myśleć. Jednakże, zważywszy na dzisiejszy stan medycyny, powyższe nie ma porównania z losem przeciętnego kapłana w nazistowskim obozie koncentracyjnym czy losem znacznie większej liczby kapłanów i biskupów za Żelazną Kurtyną. (…)
W kontekście publicznego objawienia i Tradycji, kardynał Ratzinger cytuje Dei Verbum 8, stwierdzający że słowo wzrasta poprzez kontemplację i dociekanie wiernych, przez głębokie pojmowanie, które pochodzi z doświadczenia religijnego. Słusznie John Vennari pragnie uwolnienia od popowych sloganów, do których zaliczam koncepcję wzrostu Tradycji jaką można znaleźć w Dei Verbum, sprzeczną z dokumentem Dei Filius Soboru Watykańskiego. Tradycja pogłębia się eodem sensu, eadem sententia, jak wskazuje św. Wincenty z Lerynu (DS 3020): w tym samym znaczeniu, w tym samym sformułowaniu. Kościół jest z istoty kapłański i papież może ogłosić dogmat, który jest właśnie zawsze pogłębianiem Tradycji, nigdy zaś kontemplacją i dociekaniem wiernych. 1900-letnia walka Kościoła z przesadą i błędami ze strony wiernych jest wystarczającym dowodem błędności Dei Verbum. Kardynał Ratzinger wyraźnie umieszcza cały fenomen prywatnych objawień – wolę nazywać je albo fałszywymi albo nadzwyczajnymi, w zależności od ich autentyczności – w owym błędnym kontekście, który zostaje w ten sposób zredukowany do doświadczenia religijnego bądź kontemplacji i dociekań. Jeden z najbardziej wykształconych papieży w dziejach Benedykt XVI trafnie wskazuje że owe objawienia nie mogą być uznawane ze względu na Wiarę lecz raczej z uwagi na wiarę ludzką w zgodność z wymogami roztropności, która przedstawia je nam jako prawdopodobne i wiarygodne z punktu widzenia pobożności. Cytowanie przez Ratzingera jest dość zręczne, gdyż wyraźnie ignoruje zdumiewający Cud Słońca, który dowodzi że Fatima jest czymś więcej niż jedynie zdarzeniem wiarygodnym z punktu widzenia pobożności. (…) Kard. Ratzinger sprowadza proroctwo do znaków czasu, gdyż nie zauważa prawdziwych znaków czasu, to jest: pustych kościołów, herezji, apostazji, bluźnierstwa, zmysłowych zboczeń i nieczystości, neo-pogaństwa oraz faktycznej, całkowitej niezgodny wśród wielu biskupów i księży we wszystkich kwestiach dotyczących Kościoła Katolickiego.
Jedyną rzeczą, w której wiodące siły w Watykanie są zgodne, jest nienawiść wobec tradycyjnej katolickiej teologii, którą gardzą. Kard. Ratzinger (Głos swego pana) musi udawać że te rzeczywiste znaki czasu nie mają nic wspólnego z wydarzeniem znanym jako Sobór Watykański II, kiedy to, jak się twierdzi, Duch Święty zstąpił po raz drugi. Patrząc na owoce wynikłe z Soboru Watykańskiego II, powyższe stanowi oczywisty fałsz. (…)
W związku z jednym bardziej dziwnych wydarzeń w już i tak bardzo dziwnym Kościele posoborowym, stajemy przed kilkoma pytaniami, które rodzą się z nieortodoksyjnych komentarzy do rzeczywistej wizji siostry Łucji:
1. Dlaczego faktyczne słowa Matki Bożej, prawdziwa Trzecia Tajemnica, spisana na jednej karcie i – najprawdopodobniej – wciąż znajdująca się w sejfie papieskim – nie została opublikowana i zaprzeczono jej istnieniu? 2. Dlaczego opublikowaną wizję, która najwyraźniej dotyczy zabójstwa papieża w przyszłości, powiązano z nieudanym zamachem z roku 1981 na życie papieża? 3. Dlaczego powtarza się nieprawdę o poświęceniu Rosji? 4. Dlaczego złożono absurdalne oświadczenie że okres dziejów znaczony tragicznym ludzkim pożądaniem władzy i zła się zakończył? 5. Dlaczego papież ma czas na setki politycznych spotkań, lecz nie miał czasu dla siostry Łucji? 6. Dlaczego powtarza się kłamstwo o upadku komunizmu w roku 1989? 7. Dlaczego Tajemnicę, tak długo trzymaną w sekrecie, umniejsza się poprzez określenie że nie jest to większa tajemnica i redukuje do wymiaru symbolicznego? 8. Dlaczego odmawia się proroctwu przepowiadania przyszłości? 9. Dlaczego ujmuje się Niepokalanemu Sercu jakby miało ono oznaczać czyste serce? 10. Dlaczego zaprzecza się, co najmniej w sposób dorozumiany, istnieniu niezmiennej przyszłości a wraz z nią Opatrzności Bożej? 11. Dlaczego umniejsza się wizji siostry Łucji, wspominając o pobożnych książkach jako możliwym źródle? 12. Dlaczego hierarchowie nie wyjaśniają fragmentu W Portugalii dogmat Wiary zawsze będzie zachowany, etc…? 13. Jaki cel ma publikowanie Trzeciej Tajemnicy, skoro słów Matki Bożej się nie ujawnia zaś wizję redukuje do czegoś pozbawionego znaczenia?
Jestem mocno przekonany, że na te wszystkie pytania istnieje jedna odpowiedź. Kiedykolwiek stajemy przed jakimkolwiek rodzajem grzechu, którym jest kłamstwo, musimy zadać pytanie: Cui bono? (gdzie tu korzyść?) Konfabulacje i niespójności ze strony Watykanu w kwestii Trzeciej Tajemnicy i Fatimy jako takiej nie mogą być nierozumną zabawą kilku znudzonych dostojników, musi istnieć ważny cel tworzenia kłamstw, które mogą zostać zdemaskowane bez większych trudności. Dlaczego ryzykować takie zdemaskowanie jeśli nie istnieje ważny cel? Skoro jest jasne, że Trzeciej Tajemnicy nie nadużywa się w celu przepowiadania pewnych politycznie poprawnych czy wygodnych wizji przyszłości, lecz – przeciwnie – jest ona sprowadzana do przeszłości i pozbawiana rzeczywistej wagi, jedynym celem całego aktu publikacji musi być strategiczne odwrócenie uwagi od rzeczywistych słów Matki Bożej: wizja i proroctwo zostają zamienione w zwodzenie czy też – jak lubią to nazywać środowiska służb specjalnych – zarządzanie percepcją. (…)
Nie może istnieć wiele powodów, z których wstrzymano przekaz od Matki Bożej, o ile w ogóle istnieją: niewykluczone, że przekaz ów jest wystarczająco przerażający by spowodować panikę, jak proroctwo o katastrofie w danym miejscu, powodzi czy ataku jądrowym, przekaz może być zbyt symboliczny do zrozumienia, tak jak w przypadku kilku wersów Apokalipsy, bądź może być bardzo wyraźnym i jednoznacznym przesłaniem, lecz wysoce kłopotliwym dla tych, którzy decydują o jego publikacji.
Wydaje się jasne że pierwsze dwie z wymienionych możliwości są niezgodne z charakterem Fatimy i większości objawień maryjnych, co prowadzi nas do trzeciego rozwiązania:
Watykan ma do ukrycia coś, co byłoby w najwyższym stopniu kłopotliwe. Ks. P. Kramer wskazuje na tę odpowiedź w swoim porównaniu między Fatimą a innymi zaaprobowanymi objawieniami, wizjami i przesłaniami: cytuje ks. Joaquina Alonso, który przez szesnaście lat był oficjalnym archiwistą fatimskim: „Jest zatem zupełnie prawdopodobne że tekst czyni konkretne odniesienia do kryzysu wiary w Kościele oraz zaniedbania ze strony samych pasterzy, wewnętrznych zmagań w samym łonie Kościoła oraz poważnych duszpasterskich zaniedbań wyższej hierarchii”(Crusader 64, p.121). Jest to całkowicie zgodne z La Salette, objawieniem z roku 1634 Matki Bożej z Quito i kilkoma innymi. (…)
Herezje i apostazja jakie nastąpiły po Soborze Watykańskim II mają taką tragiczną i rozpowszechnioną wagę że zdrowy rozsądek nakazuje przyjąć, iż stanowią treść Trzeciej Tajemnicy bądź jej część. Czy jest możliwe, że Matka Boża wiedziała o końcu I wojny światowej, początku II wojny światowej za Piusa XI, szerzeniu przez Rosję jej błędów, Rosji jako narzędziu kary, przyszłym papieżu zastrzelonym przez żołnierzy, lecz nie wiedziała nic o Soborze Watykańskim II, wydarzeniu, które na poziomie duchowym przyćmiewa wszystkie wojny? Nie kto inny jak Paweł VI powiedział: „Kościół przechodzi dziś moment niepokoju, samokrytyki, ktoś mógłby nawet powiedzieć: samozniszczenia! To jest jak wewnętrzna, ostra i złożona rewolucja, której nikt po Soborze nie oczekiwał (7 grudnia 1968 roku)” [La Chiesa attraversa, oggi, un momento di inquietudine. Taluni si esercitano nell’autocritica, si direbbe perfino nell’autodemolizione. È come un rivolgimento interiore acuto e complesso, che nessuno si sarebbe atteso dopo il Concilio. Ai membri del Pontificio Seminario Lombardo (7 dicembre 1968) | Paolo VI – przyp. tł.] Wspomniał również o dymie szatana, który dostał się do Kościoła. Nawet Paweł VI, przypuszczalnie główny sprawca kryzysu, dostrzegał w pewnym zakresie katastrofę. Czy jest możliwe by Matka Boża nic o niej nie wiedziała? Uważam że to niemożliwe! (…)”
(za: fatima crusader.com)
Zapis z dziennika Jana XXIII pod datą 10.11.1959 r.: „Interesująca rozmowa z CSS (Kardynałem, Sekretarzem Stanu) podczas przygotowania do konsystorza oraz z nowym (od 1958) biskupem Leiry – biskupem Fatimy: bp J. Pereirą Venancio. Rozmawialiśmy obszernie o widzącej z Fatimy, która jest teraz dobrą zakonnicą w Coimbrze. S.O. (Święte Oficjum) zadba o wszystko by osiągnąć dobry rezultat (buon fine)” (za: ks. P. Kramer: The Devil’s Final Battle, w nawiasach komentarze)
V.R.S.
Kościół przechodzi dziś moment niepokoju, samokrytyki, ktoś mógłby nawet powiedzieć: samozniszczenia! To jest jak wewnętrzna, ostra i złożona rewolucja, której nikt po Soborze nie oczekiwał – tak mówił Paweł VI w grudniu 1968 roku. A zaraz potem zaordynował „wewnętrzną, ostrą i złożoną rewolucję” Novus Ordo.
Jeśli chodzi o rozmowę ks. Augustyna Fuentesa (wówczas promotora procesu beatyfikacyjnego dwójki z fatimskich dzieci – Hiacynty i Franciszka) z siostrą Łucją 26 grudnia 1957 roku w obiegu publicznym funkcjonują dwie wersje. Pierwsza – opublikowana m.in. w czasopiśmie Fatima Findingsz czerwca 1959 (tom XIV, nr 2) pod tytułem: A Recent Interview of Sister Lucy of Fatima stanowi tłumaczenie konferencji ks. Fuentesa wygłoszonej po hiszpańsku 22 maja 1958 roku dla jednego z żeńskich zgromadzeń zakonnych w Meksyku (dostępna online w tłumaczeniu angielskim np. tutaj). Druga – opublikowana przez archiwistę Fatimy ks. Joachima Alonso w książce La Verdad sobre el Secreto de Fatima zyskała popularność dzięki monografii brata Michała od Świętej Trójcy Cała prawda o Fatimie. Poniżej zamieszczam najbardziej interesujące fragmenty obu wersji – w głównym wątku treść konferencji, w nawiasach kwadratowych uzupełnienia z wersji podanej przez ks. Alonso.
Konferencja z 22 maja 1958 roku.
Konferencja rozpoczyna się od słów ks. Fuentesa: “przynoszę wam niezwykle pilną wiadomość z Fatimy i z Rzymu”. Po wstępie czyli opisie jak siostra Łucja znalazła się w Karmelu w Coimbrze przechodzi do opisu samej wizyty: “kiedy odwiedziłem siostrę Łucję przyjęła mnie pełna smutku. Ma 51 lat, lecz wygląda na około 24. Pierwszą rzeczą jaką mi powiedziała było: “Ojcze, Błogosławiona Dziewica jest bardzo smutna ponieważ nikt nie zważa na jej przesłanie – ani dobrzy ani źli. Dobrzy kontynuują swe życie cnoty i apostolstwa lecz nie łączą swego życia z przesłaniem Fatimy. Grzesznicy kroczą nadal drogą zła, gdyż nie widzą strasznej kary jaka na nich ma spaść. Uwierz mi, Ojcze, Bóg ukarze świat i to bardzo rychło. Nadciąga kara z nieba *). Za niecałe dwa lata nadejdzie rok 1960 i przyjdzie kara z nieba, i będzie bardzo wielka. Powiedz duszom żeby nie obawiały się tylko kary materialnej, która na nas spadnie, jeśli nie będziemy się modlić i czynić pokuty lecz większość dusz pójdzie do piekła.” Wielokrotnie powtarzała mi: “wiele narodów zniknie z powierzchni ziemi zaś Rosja będzie narzędziem kary aż wszyscy, modlitwą i ofiarą, uzyskamy nawrócenie tego nieszczęsnego narodu. Ojcze, powiedz duszom, że diabeł wydaje decydującą bitwę Dziewicy Maryi.”
[*) wersja z publikacji ks. Alonso fragmentu wypowiedzi s. Łucji następującego po tych słowach: “Ojcze, ile jeszcze czasu do roku 1960? To będzie bardzo smutne dla każdego, nikt się nie będzie radował jeśli wcześniej świat nie będzie modlił się i pokutował. Nie mogę podać innych szczegółów, bo to nadal tajemnica. Zgodnie z wolą Najświętszej Panny, jedynie Ojciec Święty i biskup Fatimy mogą [teraz] poznać tajemnicę, ale zdecydowali że nie chcą jej znać, żeby na nich nie wpływała. To jest trzecia część Przesłania Naszej Pani, która pozostanie tajemnicą aż do roku 1960.” “Powiedz im Ojcze, że wielokrotnie, Najświętsza Panna mówiła moim kuzynom Franciszkowi i Hiacyncie, a także mnie samej, że wiele narodów zniknie z powierzchni ziemi. Powiedziała że Rosja będzie narzędziem kary wybranym przez Niebo aby ukarać cały świat jeśli wcześniej nie uzyskamy nawrócenia owego nieszczęsnego narodu”.
Następuje potem kontynuacja myśli: “Ojcze, powiedz duszom, że diabeł wydaje decydującą bitwę Dziewicy Maryi”, którą ks. Fuentes zastępuje w swojej prelekcji opisem i napomnieniem, że diabeł walczy przeciw duszom konsekrowany, widzi że czasu coraz mniej i próbuje wszystkiego aby napełnił piekło duszami, “chce zapanować nad duszami konsekrowanymi” – w książce ks. Alonso jest tu cytowana wypowiedź s. Łucji:
“Ojcze, diabeł chce wydać decydującą bitwę przeciw Błogosławionej Dziewicy. I diabeł wie co najbardziej obraża Boga i co w krótkim okresie czasu zyska mu największą ilość dusz. Dlatego diabeł czyni wszystko by zapanować nad duszami konsekrowanymi Bogu. Ponieważ w ten sposób diabeł doprowadzi do pozostawienia samym sobie dusz porzuconych wiernych i w ten sposób tym łatwiej je pochwyci.”
następny fragment pojawia się w książce brata Michela de la Sainte Trinite, który, jak wskazuje posiłkował się wydaniem angielskim, nie ma go natomiast w wydaniu hiszpańskim książki ks. Alonso, przynajmniej tym, do którego sięgałem:
“To co dotyka Niepokalanego Serca Maryi i Serca Jezusowego to upadek dusz zakonnych i kapłańskich. Diabeł wie że zakonnicy i kapłani, którzy odpadają od swego pięknego powołania ciągną do piekła liczne dusze… Diabeł pragnie objąć w posiadanie dusze konsekrowane. Próbuje doprowadzić do ich zepsucia aby ukołysać do snu dusze świeckich i w ten sposób poprowadzić je do wiecznego potępienia. Stosuje sztuczki wszelkiego rodzaju, nawet sugerując odsunięcie wejścia w życie religijne. Z tego bierze się jałowość życia wewnętrznego a wśród świeckich oziębłość jeśli chodzi o odrzucenie przyjemności i całkowite poświęcenie się Bogu.” ]
Wracamy do tekstu konferencji ks. Fuentesa, który mówi dalej o środkach zaradczych jakie przekazała mu siostra Łucja to jest: modlitwie i ofierze. “Modlitwa jest rozmową z Bogiem, naszym Niebiańskim Ojcem. Jednakże nie trzeba być w kościele, czy przed świętym obrazem by z nim rozmawiać. Możemy modlić się wszędzie – na ulicy, w szkole, w urzędzie, w warsztacie pracy – wszędzie. Diabeł, który cierpi niezmierny smutek pozbawienia możliwości ponownego oglądania Boga, uczyni wszystko co w jego mocy by odciągnąć nas od modlitwy i ofiary.” “Każdy z nas, bez względu na nasz stan życiowy, musi cierpieć. Musimy cierpieć z powodu grzechu pierworodnego oraz jako prawdziwi naśladowcy Chrystusa. Każdy z nas ma jakiś rodzaj dolegliwości, przeciwności, choroby lub problemu, który ma nieść. Nasz Pan ofiarowuje swój Krzyż wszystkim, powinniśmy go zatem umiłować i objąć. Jednakże nie powinniśmy jedynie przyjmować cierpienia jakie nam zsyła, powinniśmy być także szczodrzy w czynieniu wielu ofiar. Każdy chrześcijanin jest jak “drugi Chrystus” i dlatego powinien być chętny do modlitwy i cierpienia za dusze. Teraz jak nigdy wcześniej powinniśmy odłożyć samolubność. Musimy ocalić nasze dusze lub je utracić razem z wieloma innym iduszami. Wiele dusz zależy od naszego współdziałania z łaską. Jeśli stracimy nasze dusze, podobnie stracimy wiele innych dusz.”
[Tu ks. Fuentes przechodzi do opisu jak modlitwa i ofiara uświęcały życie Franciszka i Hiacynty – w książce ks. Alonso znajduje się jego relacja z wypowiedzi siostry Łucji na ten temat ją tu zatem przytoczymy: “Powiedz im również, Ojcze, że moi krewniacy Franciszek i Hiacynta ofiarowali siebie samych, gdyż we wszystkich objawieniach Najświętszej Panny, zawsze widzieli ją bardzo smutną. Nigdy się do nas nie uśmiechała. Ten smutek, ta udręka, którą u Niej zauważyliśmy przeniknęły nasze dusze. Smutek ów powodują występki przeciw Bogu i kary, które grożą grzesznikom. I dlatego my, dzieci, nie wiedzieliśmy co zrobić poza wynalezieniem różnych sposobów modlitwy i czynienia ofiar”. “Kolejną rzeczą, która uświęciła te dzieci było ujrzenie wizji piekła.”]
Wracamy do konferencji ks. Fuentesa, na której cytuje słowa siostry Łucji o piekle: “Jaką straszliwą rzeczą jest piekło, Ojcze! Jak wiele dusz do niego trafia i jak są dręczone przez diabły! Och, jak wiele dusz idzie do piekła!”
[w książce ks. Alonso cytowana jest uzupełniająca powyższe wypowiedź s. Łucji: “Ojcze, dlatego moją misją nie jest wskazywanie światu kar materialnych, które są pewne jeśli świat nie będzie się wcześniej modlił i czynił pokutę. Nie! Moją misją jest wskazanie każdemu bliskiego niebezpieczeństwa w jakim się znajdujemy – utraty naszych dusz na całą wieczność, jeśli będziemy trwali uporczywie w grzechu.”
“Nie powinniśmy Ojcze czekać aż z Rzymu padnie apel do świata, ze strony Ojca Świętego, by czynić pokutę. Nie powinniśmy także czekać aż wezwanie do pokuty przyjdzie od naszych biskupów, w naszej diecezji, ani od zgromadzeń zakonnych. Nie! Nasz Pan bardzo często używał tych środków i świat nie zwrócił uwagi. Dlatego właśnie teraz jest konieczne aby każdy z nas zaczął reformę duchową samego siebie. Każdy powinien nie tylko ocalić własną duszę, lecz także wszystkie dusze jakie Bóg postawił na naszej ścieżce”.
“Diabeł czyni wszystko co w jego mocy aby odciągnąć nas i zabrać nam umiłowanie modlitwy. Będziemy razem ocaleni bądź zostaniemy razem potępieni.”
Przechodzi potem siostra Łucja do rozwinięcia owej myśli o decydującej bitwie Niewiasty ze Szatanem. “Ojcze, Najświętsza Panna nie powiedziała mi, że znajdujemy się w ostatnich czasach świata, lecz dała mi to do zrozumienia z trzech powodów. Pierwszy powód to ponieważ powiedziała mi że diabeł zamierza wydać decydującą bitwę przeciw Dziewicy. A bitwa decydująca to ostatnia bitwa, w której jedna strona będzie zwycięska a druga poniesie klękę. Stąd też musimy teraz wybrać strony. Albo jesteśmy z Bogiem albo z diabłem. Nie ma innej możliwości. Drugi powód to ponieważ powiedziała moim kuzynom, jak i mnie, że Bóg daje światu dwa ostatnie środki zaradcze. Są nimi Różaniec Święty i Nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. To są ostatnie środki zaradcze, co oznacza że nie będzie innych. Trzeci powód to, ponieważ w planach Bożej Opatrzności Bóg zawsze przed ukaraniem świata wyczerpuje wszystkie inne środki. Zatem, kiedy widzi że świat nie przywiązuje żadnej uwagi, wówczas, jak mówimy w naszej niedoskonałej mowie, daje nam wraz z jakąś trwogą ostatni środek zbawienia – swą Najświętszą Matkę. Temu towarzyszy jakaś trwoga, gdyż jeśli pogardzicie i odrzucicie te ostatnie środki nie będziemy już mieli żadnego przebaczenia z Nieba, ponieważ popełnimy wszyscy grzech, który Ewangelia nazywa grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Grzech ten polega na otwartym odrzuceniu, z pełną świadomością i zgodą, zbawienia jakie [Bóg] oferuje. Pamiętajmy, że Jezus Chrystus jest bardzo dobrym Synem i nie pozwoli byśmy obrażali i gardzili Jego Najświętszą Matką. Widzimy na przestrzeni wielu stuleci dziejów Kościoła oczywiste świadectwo, które ukazuje, poprzez straszliwe kary jakie spadły na tych, którzy uderzyli w część Jego Najświętszej Matki, jak Nasz Pan Jezus Chrystus zawsze broni czci swej Matki.”]
W swojej konferencji ks. Fuentes zauważa że “siostra Łucja podkreślała fakt, że wszystko to nie dzieje się w celu napełnienia dusz lękiem lecz by dusze zdały sobie sprawę z okoliczności, w których żyjemy”. Dalej ks. Fuentes mówi że druga część tajemnicy z Fatimy odnosi się do Piusa XII, który “cierpi bardzo w obecnym czasie”. Jako dowód przytacza ks. Fuentes wypowiedź Papieża do kardynała S. Wyszyńskiego dotyczącą Polski, którą tutaj też pozwolę sobie zacytować: “miłuję bardzo Polskę, ponieważ przez wielki dała dowody swej oddanej wiary – krwią swych biskupów i kapłanów, wiernych różnych stanów a w obecnych czasach [daje] cierpieniami Prymasa Kardynała. Jakże wiele Kościół wycierpiał! Jednak Wikariusz Chrystusa przeżywa te wszystkie cierpienia w swym sercu, te i cierpienia całego świata. Papież cierpi od całej nienawiści i animozji ludzkości a jego krzyż staje się tak ciężki, że jego słabe ramiona nie są już dłużej w stanie go nieść.”
Co do oręża “modlitwy i ofiary” ks. Fuentes przytacza na konferencji wypowiedź siostry Łucji że diabeł podejmie wszelkie starania aby nas odciągnąć od odmawiania Różańca albowiem “Ojcze, przy tej nowej skuteczności, jaką Nasza Pani nadała Różańcowi, nie ma takiego problemu w życiu każdej osoby, którego nie da się rozwiązać przez częstą modlitwę różańcową”.
[Ks. Alonso przytacza w swojej książce obszerniejszy cytat z tej wypowiedzi siostry Łucji: “Spójrz Ojcze, Najświętsza Panna w tych czasach ostatecznych, w których żyjemy nadała odmawianiu Różańca nową (tj. dodatkową) skuteczność aż w takim stopniu, że nie ma takiego problemu, bez względu na to jak jest trudny, czy to doczesnego czy, przede wszystkim, duchowego, w życiu osobistym każdego z nas, naszych rodzin, rodzin na świecie, czy wspólnot zakonnych a nawet w życiu ludów i narodów, którego nie da się rozwiązać poprzez Różaniec. Mówię ci: nie istnieje taki problem, bez względu na to jak jest trudny, którego nie możemy rozwiązać poprzez modlitwę Świętego Różańca. Wraz ze Świętym Różańcem ocalimy siebie. Uświęcimy się. Pocieszymy Naszego Pana i uzyskamy zbawienie wiely dusz.”
Obok różańca s. Łucja mówi o “nabożeństwie do Niepokalanego Serca Maryi, naszej Najświętszej Matki, które polega na uznaniu jej za Stolicę Miłosierdzia, Dobroci i Przebaczenia oraz za pewną bramę, przez którą możemy wejść do Nieba.”
Co do reakcji kurii w Coimbrze, na powyższą rozmowę, nastąpiła ona blisko dwa lata po rozmowie z s. Łucją, już po śmierci Piusa XII i ogłoszeniu przez “przejściowego” Jana XXIII w przemówieniu do kardynałów (25 stycznia 1959 roku) zamiaru… soboru ekumenicznego. Nastąpiła też po opublikowaniu konferencji ks. Fuentesa w Fatima Findings oraz portugalskim czasopismie A Voz. 2 lipca 1959 roku kancelaria w Coimbrze opublikowała następujące oświadczenie (cytat za monografią br. Michela de la Sainte Trinite):
“Ks. Augustyn Fuentes, postulator sprawy beatyfikacji wizjonerów z Fatimy Franciszka i Hiacynty, odwiedził siostrę Łucję z Karmelu w Coimbrze i rozmawiał z nią wyłącznie o kwestiach dotyczących rzeczonego procesu. Jednakże, po powrocie do swego kraju – Meksyku, jeśli możemy wierzyć artykułowi w A Voz z 22 czerwca oraz tłumaczeniu M. C. de Braganca opublikowanemu 1 lipca przez to samo pismo – kapłan ten pozwolił sobie na złożenie sensacyjnych oświadczeń o charakterze apokaliptycznym, eschatologicznym i profetycznym, które, jak twierdzi usłyszał z samych ust siostry Łucji.
Zważywszy na wagę tego rodzaju oświadczeń Kuria w Coimbrze poczuła się w obrowiązku nakazać rygorystyczne sprawdzenie autentyczności tego rodzaju wiadomości, które osoby nazbyt żądne sensacji rozprzestrzeniają w Meksyku, Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii a ostatnio w Portugali.
Dla spokoju umysłu tych, którzy przeczytali dokumentację opublikowaną w A Voz [jak zauważył potem ks. Alonso była to “dokumentacja” niezależna od cytowanej konferencji ks. Fuentesa i nie był on jej autorem] i poczuli się zaalarmowani na myśl o straszliwych katalikzmach, które wedle tej dokumentacji, mają spaść na świat w roku 1960 oraz by położyć kres tendencyjnej kampanii ‘proroctw’, których autorzy, być może nieświadomie, prowokują burzę ośmieszania nie tylko ich samych lecz również rzeczy, o których rzekomo mówiła siostra Łucja, Diocezja w Coimbrze postanowiła opublikować te słowa siostry Łucji w odpowiedzi na pytania osoby uprawnionej:
‘Ksiądz Fuentes rozmawiał ze mną jako Postulator spraw beatyfikacji sług Bożych Hiacynty i Franciszka Marto. Rozmawialiśmy wyłącznie o sprawach związanych z tą kwestią; Zatem wszystko inne co opowiada nie jest ani ścisłe, ani prawdziwe. Jest mi przykro z tego powodu, albowiem nie rozumiem jakie dobro można uczynić dla dusz jeśli nie jest oparte na Bogu, który jest Prawdą. Nic nie wiem, zatem nie mogę nic powiedzieć o tych karach, które fałszywie mi się przypisuje.’
Kuria w Coimbrze jest uprawniona by ogłosić, że skoro do chwili obecnej Siostra Łucja powiedziała już wszystko co uważała w obowiązku powiedzieć o Fatimie, nie powiedziała nic nowego i w konsekwencji – nie autoryzowała nikogo, przynajmniej od lutego 1955 by publikował w temacie Fatimy cokolwiek nowego, co może zostać jej przypisane. Coimbra 2 lipca 1959.”
Oświadczenie wywołało burzę, w której konsekwencji ks. Fuentes został zwolniony z funkcji postulatora procesu beatyfikacyjnego fatimskich dzieci. W roku 2000 Watykan, być może nieświadomie, częściowo go zrehabilitował, publikując następującą, przerażającą samą w sobie wizję wyniszczenia i męki, którą opisano jako “pokutę“: “zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim Biskupa odzianego w Biel, mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze trupów, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji.”
Niezależnie od tego czy zatajono, analogiczne jak to miało miejsce w poprzednich częściach, objaśnienie wizji czy nie – powyższe jawi się jako wielka wizja kary. Dopiero po wielkim zniszczeniu, zrujnowaniu “w połowie wielkiego miasta ” “biskup w bieli”, biskupi, kapłani, zakonicy i zakonnice wspinają się na górę, pod Krzyż, gdzie giną. Wizja ta potwierdza też (obok zapisku s. Łucji o zachowaniu prawdy wiary w Portugalii ze słynnym “etc.”), że, o ile druga część tajemnicy dotyczyła głównie świata i wojen na świecie (spowodowanych przez Rosję), to trzecia część dotyczy przede wszystkim Kościoła.
EON
Rozmowa siostry Łucji z ks. Augustynem Fuentesem – 1957, trzy lata przed datą, w której miała zostać ujawniona trzecia część tajemnicy przekazanej w Fatimie.
V.R.S.fragment jeszcze jednej, wcześniejszej rozmowy:
„Siostra Łucja: Nasza Pani pragnie by Papież i wszyscy biskupi na świecie w jednym szczególnym dniu konsekrowali Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jeśli zostanie to wypełnione, nawróci Rosję i będzie pokój. Jeśli nie, błędy Rosji rozszerzą się na wszystkie kraje na świecie.
W.T. Walsh: Czy oznacza to, Twoim zdaniem, że każdy kraj, bez wyjątku, zostanie zajęty przez komunizm?
Ohyda spustoszenia. „Queerowe nabożeństwo” ekumeniczne w katedrze w Trewirze
(fot. YouTube / OK54 Bürgerrundfunk)
Biskup Trewiru urządził w średniowiecznej katedrze festiwal afirmacji grzechu sodomskiego i otwartego buntu wobec chrześcijańskiej antropologii. Wraz z protestanckimi duchownymi przewodniczył „queerowemu nabożeństwu”, podczas którego w prezbiterium rozpostarto sześciokolorowy symbol LGBT+, a wnętrze świątyni rozświetlono w tęczowych barwach.
17 kwietnia 2024 roku biskup Stephan Ackermann odprawił ekumeniczne nabożeństwo wraz z dwoma protestanckimi pastorami, które zostało zorganizowane przez aktywistów organizacji LGBT+ „Queer Workgroup”, działających w diecezji Trewiru.
Podczas nabożeństwa, które było transmitowane na żywo na YouTube, przed ołtarzem leżała duża flaga LGBT „Pride”, a kościół został oświetlony w tęczowych kolorach. W nabożeństwie aktywnie uczestniczyli przedstawiciele środowisk LGBT, m.in. osoba z zaburzeniami tożsamości płciowej śpiewała psalm.
W historycznej katedrze znajduje się kilka ważnych relikwii, w tym tunika, w którą Chrystus miał być odziany na krótko przed ukrzyżowaniem, czaszka św. Heleny (matki cesarza Konstantyna), święty gwóźdź z prawdziwego krzyża Chrystusa, a także sanktuarium Egberta; relikwiarz z pozostałościami apostołów św. Andrzeja i św. Piotra.
„Osoby queer są częścią naszego Kościoła i częścią zróżnicowanego społeczeństwa. Każdy ma prawo żyć w sposób, który jest dla niego najbardziej autentyczny, bez obawy o dyskryminację lub wykluczenie” – powiedziała Ulrike Laux, współprzewodnicząca „Queer Workgroup” witając zgromadzonych.
Podczas kazania biskup Ackermann podkreślił, że „kiedy celebrujemy takie nabożeństwo, składamy deklarację”. „W pewnym sensie podejmujemy zobowiązanie i mówimy: chcemy być diecezją, która ceni różnorodność, różnorodność wiary i ścieżek życia, różnorodność obrazów Boga i Kościoła, różnorodność pokoleń, a także różnorodność seksualną i płciową, która istnieje wśród nas i pośród nas” – oświadczył.
W akcie otwartego ataku na fundamenty chrześcijańskiej antropologii, bp Ackermann stwierdził, że „kiedy celebrujemy takie nabożeństwo, nie możemy uniknąć bolesnego przyznania, że wspólnota kościelna nie tylko nie sprzeciwiła się niesprawiedliwości wyrządzanej ludziom pośród niej i poza nią, ale wzmocniła odrzucenie i wykluczenie swoim nauczaniem”.
Konsekwentnie, hierarcha ustawił Magisterium Kościoła po stronie „prześladowców” mniejszości seksualnych. „Mam nadzieję, że jest to zauważalne, że jako Kościół katolicki od niedawna jesteśmy na ścieżce nauki i zmian, i to jest dobra rzecz” – kontynuował. „Oczywiście opinie na temat szybkości zmian mogą się różnić, ale będziemy nadal podążać tą drogą”.
(Kadr z filmu „Nie lubię poniedziałku”, WFDiF /po Studiu Filmowym „Kadr”/)
Otwarte konsultacje społeczne „nie służą” władzom największych miast dążących za wszelką cenę do wprowadzenia obszarów wykluczenia komunikacyjnego, zwanych oficjalnie Strefami Czystego Transportu. „Mieszkańcy mogą sądzić co chcą, a my i tak zrobimy co chcemy” – zdają się mówić, i, jak dotychczas stawiają na swoim.
Paweł Skwierawski z inicjatywy „Stop Korkom” w audycji Rozmowa Niekontrolowana Łukasza Warzechy opowiadał, jak wyglądały w Warszawie konsultacje społeczne nad poszerzeniem SCT. Ostatecznie, jak wiemy, radni zetknąwszy się z bezpośrednim i zdecydowanym oporem mieszkańców przy okazji decydującej sesji, przyjęli pierwotną, skromniejszą wersję. Wygląda jednak na to, że bardziej radykalny projekt został podjęty celowo, aby było z czego ustępować wobec spodziewanych sprzeciwów.
– Byłem [na jednym ze spotkań] dość długo, może 1,5 godziny. W tym czasie przewinęło się około 30 osób. Rozmawiałem z większością osób, które tam przybyły i tylko jedna była za [SCT]. A ogólnie w konsultacjach stacjonarnych wzięło udział 110 – 130 osób. Nie wydaje mi się, żeby większość uczestników była za poszerzeniem – ocenił warszawiak.
Ratusz informował, że sugestie rozszerzenia obszaru SCT pojawiły się głównie w spływającej do urzędu korespondencji e-mail. To trudna do obiektywnego zweryfikowania, za to prosta w zmanipulowaniu forma „konsultacji”. Jest zatem często wykorzystywaną przez tak zwanych aktywistów miejskich metodą wywierania presji.
We wrześniu 2023 roku pojawił się wykonany na zlecenie stołecznego urzędu miasta raport firmy Ricardo, opisujący przesłanki przemawiające za wprowadzeniem SCT. – Z badań i diagramów, które zostały tam przedstawione, wcale to nie wynikało. Jednak badana była ta rozszerzona strefa, a przecież firma musiała mieć czas na przygotowanie takiego badania, jakiś proces decyzyjny musiał w mieście zapaść, żeby to rozszerzyć. Prawdopodobnie więc latem była na stole już ta opcja rozszerzenia strefy, o czym się nie mówiło. I dlatego ludzie się zbulwersowali przed sesją 15 listopada – że nie o tym rozmawialiśmy na konsultacjach – ocenił Paweł Skwierawski.
Używając przenośni, owe „konsultacje” sprowadzały się do kwestii, czy mieszkańcy (kierowcy) chcą oberwać od władz kijem mniejszym, czy większym. Opcja powstrzymania się od użycia kija (czytaj: żadnej Strefy Czystego Transportu w Warszawie) w ogóle nie była przedmiotem „uzgodnień”.
Podczas decydującej, listopadowej sesji, w trakcie dyskusji nad wprowadzeniem strefy na sali obecna była może połowa miejskich radnych rządzącej Koalicji Obywatelskiej. Także niektórzy spośród tych, którzy jednak pofatygowali się na debatę, dawali do zrozumienia, że argumenty mieszkańców niespecjalnie ich interesują.
Paweł Skwierawski podkreśla, że zawarte w raporcie Ricardo wnioski niekoniecznie mają odzwierciedlenia w zawartych tam danych.
– Samochody nie mają żadnego istotnego statystycznie wpływu na poziom zanieczyszczeń. Mało tego, w raporcie zleconym przez miasto też ewidentnie widać, że jeżeli mówimy tylko i wyłącznie o wpływie na poziom dwutlenku azotu (NO2) to jego podwyższone poziomy występują wyłącznie przy największych drogach – mówi przedstawiciel inicjatywy „Stop Korkom”.
Zaprezentowane w miejskim raporcie grafiki pokazujące, o ile spadnie szacowany poziom dwutlenku azotu w przypadku wprowadzenia rozszerzonej SCT pokazały różnice od 1 do około 4 procent.
Organizacja „Stop Korkom” wysłała stołecznym radnym wyniki symulacji spadku poziomu NO2 i CO2 po ewentualnym ustanowieniu strefy. Nie doczekała się jednak żadnej reakcji.
Samorząd czy lobbing?
Około miesiąca temu na stronie NieDlaSCT.pl ukazał się materiał dokumentujący podpisanie przez władze Warszawy umowy z Fundacją Promocji Pojazdów Elektrycznych. Dyrektor Olaf Osica z Biura Strategii i Analiz odpowiedział na zapytanie warszawskiego oddziału partii Nowa Nadzieja, załączając kopię wspomnianego porozumienia. Znajdują się tam zapisy, które świadczą o tym, że lobbystyczna organizacja była odpowiedzialna za przeprowadzenie dla Ratusza badań torujących drogę do ustanowienia na terenie stołecznego miasta Strefy Czystego Transportu. Chodzi jeszcze o pierwsze, wstępne opracowania dające grunt pod wrzucenie w sferę publiczną kwestii SCT w stolicy.
„Miasto Stołeczne Warszawa zawarło porozumienie na przeprowadzenia badania tylko z Fundacją Promocji Pojazdów Elektrycznych, dlatego nie jest w posiadaniu dokumentów dotyczących agencji Lata Dwudzieste, która z kolei przeprowadziła badanie na zlecenie Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych” – napisał Olaf Osica. „Miasto nie poniosło kosztów za przeprowadzenie badania” – dodał dyrektor.
Krótko mówiąc, organizacja powołana do promowania elektromobilności sprawdzała na prośbę samorządu, co mieszkańcy Warszawy myślą o eliminowaniu z ruchu ogromnej części aut spalinowych.
Tekst samej umowy z 28 października 2022 dostarcza równie ciekawych informacji. „Przedmiotem Porozumienia jest określenie zakresu współpracy pomiędzy Stronami dotyczącej działań na rzecz poprawy jakości powietrza w Warszawie, w tym przede wszystkim związanych z wprowadzeniem w mieście Strefy Czystego Transportu” – napisali sygnatariusze.
„Strony zobowiązują się do niepodejmowania żadnych czynności, które mogłyby zagrozić powodzeniu założeń programu SCT oraz zobowiązują się do zachowania lojalności względem siebie oraz do wzajemnego poszanowania swoich interesów (…) – podkreślili.
Zatem włodarzy naszej stolicy od początku tej inicjatywy nie interesuje, czy mieszkańcy oraz dojeżdżający do pracy czy na studia, w ogóle chcą wprowadzenia strefy. Warszawiacy mają co najwyżej wybrać sobie krótszą bądź dłuższą smycz.
– Jestem zszokowany – mówił w wideokomentarzu na swym kanale You Tube Janusz Kunowski, który starał się nagłośnić sprawę. – Jak miasto Warszawa mogło podpisać taką umowę? Jak mogło postawić nas, mieszkańców przed faktem dokonanym? Jak mogło użyć sponsorowanego badania i oprzeć o to badanie tak znaczący projekt? – pytał.
– SCT ingeruje w życie dziesiątek tysięcy warszawiaków. Jak miasto stołeczne Warszawa tak lekkomyślnie mogło forsować tak nieprzemyślany projekt bez żadnych rzetelnych badań? Nie mogę w to uwierzyć… – dodał Janusz Kunowski.
Po opublikowaniu badania w mediach pojawiły się materiały nie pozostawiające wątpliwości co do tego, z jakim zachwytem mieszkańcy czekają na SCT.
„Powietrze w stolicy będzie czystsze, a warszawiacy zdrowsi. Ubędzie korków, poprawi się wygląd budynków i komfort jazdy rowerem oraz jakość życia w mieście – to efekty utworzenia strefy czystego transportu (SCT) spodziewane przez ponad 2/3 ankietowanych Warszawiaków. Nowe badanie pokazuje, że poparcie dla intensywniejszej walki ze smogiem w Warszawie jest duże i stale rośnie” – napisał Grzegorz Dzięgielewski na stronie SCT.prowly.com, powstałej w ramach projektu finansowanego przez Clean Air Fund.
Z adnotacji zamieszczonej pod tekstem dowiadujemy się, że badanie metodą CAWI przeprowadzone zostało w grudniu 2022 na reprezentatywnej grupie 512 mieszkańców Warszawy. „Uczestnicy nie znali przygotowywanego przez władze Warszawy projektu strefy czystego transportu, ani też żaden inny projekt SCT nie był im w trakcie badania przedstawiony” – dodał autor artykułu.
Tak spytać, by „zgadzała się” odpowiedź
Metodologię przyjętą przez ratusz skomentował nieco szyderczo na swym Autoblogu (portal Spidersweb.pl) publicysta Tymon Grabowski: „Każdy nowy pomysł na mocniejsze wzięcie społeczeństwa pod but trzeba poprzedzić jakimś badaniem. Oczywiście z badania musi wyjść, że zainteresowani gremialnie popierają nowy pomysł, a to przeważnie dlatego, że odpowiednio sformułowano pytanie” – zauważył.
„Na przykład można zapytać: czy chcesz, żeby powietrze w mieście, w którym żyjesz, było czystsze? Oczywiście 100 proc. respondentów odpowie, że tak. Wówczas z pytania należy wysnuć wniosek, że skoro jedynym sposobem na oczyszczenie powietrza jest SCT, to 100 proc. mieszkańców popiera jej wprowadzenie. Można byłoby zadać też pytanie: czy zgadzasz się, aby władze miasta decydowały, czy możesz po nim jeździć swoim samochodem? Tego jednak lepiej nie robić, to niedobre jest” – napisał.
„Była to Fundacja Promocji Pojazdów Elektrycznych. Sprawdziłem, to dość ciekawy twór składający się z kilku osób zaangażowanych – chyba z prywatnego zamiłowania – w promocję elektromobilności. Nie śmiałbym bowiem przypuszczać, że jest to forma korporacyjnego lobbyingu, mającego na celu skłonienie ludzi do wydania swoich pieniędzy na samochody elektryczne zamiast spalinowych. Przecież tym ludziom zależy wyłącznie na dobru planety i czystym powietrzu, dlatego robią to z pasji, a nie dla pieniędzy. Ciekawe, czy prywatnie wszyscy członkowie FPPE jeżdżą samochodami elektrycznymi. Przy okazji: fundacja w 2021 r. uzyskała przychód wynoszący ponad 2 mln zł z grantów” – ironizował autor.
Skoro Warszawa nie zapłaciła za zlecone przez siebie analizy, to kto poniósł ich koszty? Otóż powstały one w ramach programu The road to clean air in Poland („Droga do czystego powietrza w Polsce”). Finansuje go wspomniany już ruch Clear Air Fund. Ta z kolei inicjatywa działa dzięki pieniądzom kilku funduszy, głównie brytyjskich, spośród których najwięcej powiedzą nam zapewne nazwy Bloomberg Philantropies oraz IKEA Foundation. Wszystkie te fundusze pracują na rzecz realizacji idei walki ze zmianami klimatycznymi, czystej mobilności, ekologizmu, zrównoważonego rozwoju i tym podobnych, dobrze znanych zaklęć.
Pytać i nie słuchać
Halszka Bielecka z Ośrodka Analiz Cegielskiego podczas prezentacji wydanego wraz z Ordo Iuris opracowania „Jak obronić swój biznes przed SCT” opowiadała, jak wyglądają prekonsultacje na temat strefy we Wrocławiu.
W pierwszej turze można było zgłaszać swoje wnioski pisemnie, wziąć udział w dyskusji on line oraz wziąć udział w spotkaniu osobiście. Podczas sesji internetowej wielu uczestników zgłaszało, że negatywne wobec projektu komentarze zamieszczane na chatcie są modyfikowane bądź w ogóle kasowane. Z kolei w trakcie spotkania stacjonarnego zdecydowana większość uczestników opowiadała się przeciwko rewolucji komunikacyjnej. Tutaj miejskim rewolucjonistom w sukurs przyszła sprawna moderacja spotkania. Przeprowadzono ją w taki sposób by rozkład głosów, które zostały dopuszczone, odzwierciedlał zupełnie inny „układ sił”.
Jednak przebieg otwartego spotkania i tak nie spodobał się władzom miasta. W kolejnym etapie wzięło udział już tylko 20 osób wyselekcjonowanych przez urzędników. Wcześniej chętni odpowiadali w ankiecie m.in. na pytania o swój stosunek do SCT. Na podstawie odpowiedzi wybrano „reprezentację” 12 mieszkańców oraz 8 członków tak zwanych organizacji pozarządowych (czytaj w tym przypadku: lobbystycznych).
– Ta forma konsultacji bardzo ogranicza wpływ i sama możliwość wypowiedzenia się mieszkańców. Zdecydowanie niweluje też skalę. Nie widać w ten sposób, że większość mieszkańców jest przeciwko. I mniej więcej o to chodziło władzom – powiedziała Halszka Bielecka. Chcące zabrać głos osoby spoza wytypowanej grupy nie miały możliwości wyrażenia swoich opinii. Zgłoszona propozycja referendum w tak istotnej sprawie została natomiast zupełnie zignorowana.
Również władze Wrocławia dla uzasadnienia komunikacyjnego przewrotu w mieście sięgnęły po raport organizacji, którą trudno posądzać o obiektywizm – Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, czyli kolejnej grupy lobbującej za elektromobilnością. – Wyłącznie na podstawie tego raportu został opracowany plan STC – podkreśliła analityk z OAC.
– Władza w taki sposób przygotowuje „konsultacje” by mimo wszystko wprowadzić strefy i nie wysłuchać mieszkańców – oceniła ekspert. – We Wrocławiu przekroczenie norm zanieczyszczeń występuje wyłącznie w jednym miejscu. Tworzenie strefy ograniczającej wjazd starszym samochodom na terenie całego centrum wydaje się działaniem absolutnie nieadekwatnym do problemu.
Mieszkańcy wielkich miast najwyraźniej, poza stosunkowo nielicznymi grupami świadomych osób, nie wiedzą jeszcze, co szykują im włodarze. Rezultaty wyborów samorządowych świadczą o tym, że dobrodziejstwa zielonej – a w istocie neokomunistycznej, bo wywłaszczeniowej – rewolucji poznać muszą dopiero na własnej skórze.
Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.
POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.
ZAMOŚĆ – o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.
Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00
Szanowny Panie ! W Jaworznie po raz pierwszy odbył się niedawno publiczny różaniec w intencji powstrzymania aborcji. Różaniec udało się zorganizować, gdyż do naszej Fundacji zgłosiła się pani Aleksandra, która chciała przeprowadzić taką akcję w swoim mieście. Potrzebowała jednak pomocy i wsparcia, dlatego przyjechali do niej nasi koordynatorzy i pomogli we wszystkim – w kwestiach organizacyjnych, formalnych i prawnych. Przywieźli także transparenty, bannery i nagłośnienie. Podobnie jest w całej Polsce. Do naszej Fundacji zgłaszają się kolejne osoby, które w obliczu aborcyjnej ofensywy rządu Donalda Tuska chcą organizować publiczne różańce w swoim miejscu zamieszkania. Pan też może przeprowadzić taką akcję u siebie z pomocą i wsparciem naszych wolontariuszy. Proszę nie przejmować się, jeśli nigdy Pan takich działań nie organizował. Nasi koordynatorzy pomogą Panu we wszystkim – wyjaśnią, przyjadą i razem uda nam się zorganizować modlitwę w Pańskiej miejscowości. Proszę tylko wypełnić krótki formularz kontaktowy na naszej stronie. Aborcyjni aktywiści i usłużni im politycy przypuścili wielki szturm na Polskę. Przepychają przez Sejm mordercze projekty ustaw, których celem jest upowszechnienie mordowania dzieci w naszym kraju. Wedle ich planów, aborcja polskich dzieci ma dokonywać się na masową skalę. Równolegle, zmuszają szpitale do zatrudniania morderców dzieci, łamią sumienia lekarzy i propagują aborcję za pomocą mediów.
Aborcja ma stać się domyślną, standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa. Każde z coraz mniej licznych polskich dzieci poczętych w łonach matek ma być domyślnie przeznaczone przez system do likwidacji. Wobec tego, coraz więcej osób decyduje się stanąć do walki o życie i przyszłość naszego narodu.
Z inicjatywy pani Aleksandry po raz pierwszy prawda o aborcji i modlitwa w intencji powstrzymania zabijania dzieci wybrzmiały publicznie w Jaworznie. Duża grupa osób zgromadziła się na rynku tego miasta, aby wspólnie się modlić i dotrzeć do mieszkańców Jaworzna z ostrzeżeniem przed konsekwencjami aborcji. Jak napisano na lokalnej grupie po zakończeniu różańca:
„Kto był, ten wie. Wie ile to wydarzenie znaczyło dla naszej lokalnej społeczności jaworznian katolików i patriotów. Wie, jak niezmiernie istotna jest modlitwa za życie najsłabszych i najbardziej bezbronnych i za naszą Ojczyznę. Właśnie w tych trudnych (politycznie i nie tylko) okolicznościach, w tym czasie, w tym mieście.”
Publiczny różaniec w Jaworznie mógł się odbyć, gdyż niezbędnej pomocy pani Aleksandrze udzieliły Ania i Kasia – doświadczone wolontariuszki naszej Fundacji, które przyjechały na miejsce i pomogły we wszystkim. Wyjaśniły kwestie formalne, pomogły zgłosić zgromadzenie do urzędu miasta, przywiozły transparenty, bannery i nagłośnienie oraz udzieliły wsparcia przy promocji różańca. Ale kluczowa była inicjatywa pani Aleksandry i jej lokalne działanie.
Takie wydarzenia mają ogromny wpływ na lokalną społeczność, szczególnie w mniejszych miastach i miejscowościach. Są tym, czego ludzie w obecnych czasach bardzo potrzebują – dają publiczny wyraz prawdzie i modlitwie. Wiele osób czuje się zbudowanych takimi akcjami. Ich zaletą jest również prostota – każdy rozumie o co chodzi i łatwo może się dołączyć, dlatego wielu przechodniów dołącza się do modlitwy w trakcie różańca. W ten sposób docieramy również do kolejnych Polaków z prawdą o aborcji.
Dzieje się tak nie tylko w Jaworznie. We Włocławku pan Przemysław przyszedł na modlitwę zorganizowaną przez jednego z naszych koordynatorów. Po jakimś czasie, z pomocą naszego wolontariusza, zaczął sam organizować kolejne różańce w tym mieście. W Augustowie zgłosiła się do nas pani Anna, która po otrzymanym wsparciu przeprowadziła udaną akcję, a po niej wiele kolejnych. W Bydgoszczy pani Zofiauruchomiła swoje lokalne kontakty, dzięki czemu na publiczny różaniec przychodzi coraz więcej osób. W Szczytnie do działania zgłosiła się pani Elżbieta, dzięki której zasięg naszych akcji wciąż się powiększa. Podobnie jest w wielu innych miastach.
Panie MirosĹ‚awie, z pomocą koordynatorów naszej Fundacji każdy może zorganizować publiczny różaniec w intencji powstrzymania aborcji w swoim miejscu zamieszkania. Pan też może przeprowadzić taką akcję w swoim mieście.
Nasi koordynatorzy wesprą Pana we wszystkim – wyjaśnią, przyjadą, przywiozą potrzebny sprzęt i akcesoria. Pomogą również załatwić sprawy formalne. Udzielą także pomocy w promocji tego wydarzenia. Razem uda nam się zorganizować modlitwę w Pana miejscowości!
Proszę wypełnić krótki formularz kontaktowy na naszej stronie, a następnie oczekiwać na kontakt ze strony naszych koordynatorów, którzy razem z Panem przejdą przez cały proces organizacji publicznego różańca.Kliknij i wypełnij krótki formularzOchrona polskich dzieci i rodzin zależy od mobilizacji naszego społeczeństwa. Od tego, czy każdy z nas stanie do walki, czy będzie biernie patrzył z boku. Mordercze plany aborcyjnej koalicji nie wejdą w życie, jeśli napotkają stanowczy opór społeczny. Potrzebne są przede wszystkim oddolne, lokalne działania, za pomocą których dotrzemy do Polaków z prawdą o aborcji i zaniesiemy do Pana Boga modlitwy o nawrócenie i przemianę serc wszystkich uwikłanych w proceder mordowania dzieci w łonach matek.
Pan Jezus zapewnił nas, że:
„jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w Niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.”
Wielu aborcjonistów, pro-aborcyjnych polityków i najważniejszych liderów aborcyjnego lobby nawróciło się pod wpływem modlitwy i kontaktu z prawdą o aborcji. W wielu miejscach na świecie udało się ograniczyć aborcję pomimo ogromnej presji ze strony mediów i aktywistów radykalnej lewicy. Takie zmiany w Polsce również są możliwe, ale musimy być konsekwentni i nieustępliwi w modlitwie oraz działaniu w obronie życia.
Nawet niewielkie, ale dobrze zorganizowane grupy mogą skutecznie działać i wpływać na lokalną opinię społeczną. Wielu Polaków sprzeciwia się aborcji, nie wie jednak co w tej sprawie robić. Dlatego ktoś musi dać im sygnał do działania. Takim sygnałem są publiczne modlitwy różańcowe, które wywierają duży wpływ na sytuację w kolejnych miastach oraz mobilizują kolejne osoby do podjęcia działania. „Przyjdź na różaniec!” – to proste, czytelne i zrozumiałe hasło, które umożliwia każdemu aktywne zaangażowanie się w walkę o życie.
Nasi wolontariusze i koordynatorzy pomogą kolejnym osobom z całej Polski zorganizować publiczny różaniec w swoim miejscu zamieszkania. Pomogą również Panu. Proszę tylko o wypełnienie formularza. Razem uda nam się zorganizować modlitwę w Pana miejscowości. Razem uda nam się powstrzymać aborcję! Z wyrazami szacunku PS: Nasi koordynatorzy mogą wspierać organizację publicznych różańców oraz innych akcji w kolejnych miastach tylko dzięki stałej i regularnej pomocy Darczyńców naszej Fundacji, których zaangażowanie finansowe umożliwia nam nieustanną pracę i docieranie do kolejnych Polaków. Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Przed pojawieniem się Covid-19 firma BioNTech, niemiecki twórca i właściciel tak zwanej szczepionki „Pfizer”, prowadziła wyłącznie badania nad terapiami przeciwnowotworowymi. Firma skupiała się na tym, a nie na chorobach zakaźnych. Ale żadna z tych prób nie zaszła zbyt daleko. Żaden z eksperymentalnych leków przeciwnowotworowych BioNTech nie trafił nigdy do zakrojonego na szeroką skalę badania klinicznego fazy 3, a jedno z zaledwie trzech badań fazy 2 zarejestrowanych przez BioNTech przed 2020 rokiem zostało „przedwcześnie zakończone” z nieznanych powodów.
W sumie firma BioNTech przetestowała swoje leki jedynie na nieco ponad 400 – w większości skrajnie chorych – pacjentach chorych na raka.
W świetle doniesień o rosnącej liczbie diagnoz nowotworów od czasu wprowadzenia szczepionek przeciw Covidowi opartych na mRNA, w niedawnym artykule zastanawiałem się, czy badania BioNTech zakończyły się niepowodzeniem, ponieważ oferowane przez nią terapie przeciwnowotworowe oparte na mRNA w rzeczywistości sprzyjały wzrostowi nowotworu, a nie hamowały go lub odwracały.
Cóż, teraz mamy dalsze potwierdzenie tej hipotezy.
Nowy przeddruk autorstwa Rubio-Casillas i in. w International Journal of Biological Macromolecules zadaje pytanie „N1-metylo-pseudourydyna (m1Ψ): przyjaciel czy wróg raka?” Zastąpienie naturalnie występującej urydyny N1-metylo-pseudourydyną jest właśnie innowacją leżącą u podstaw platformy mRNA firmy BioNTech, która w ten sposób w rzeczywistości staje się platforma modRNA lub zmodyfikowanego RNA. Katalin Karikó, która później została wiceprezesem BioNTech, podzieliła się Nagrodą Nobla w dziedzinie medycyny z Drew Weissmanem za odkrycie tej innowacji.
N1-metylopseudourydyna: przyjaciel czy wróg raka? Odpowiedź autorów jest jasna: przyjaciel… raka. Zatem streszczenie brzmi (podkreślenie dodane):
Ponadto odkryto, że szczepionki mRNA hamują podstawowe szlaki immunologiczne, upośledzając w ten sposób wczesną sygnalizację interferonu. … Dostarczono dowody na to, że dodanie 100% N1-metylopseudourydyny (m1Ψ) do szczepionki mRNA w modelu czerniaka stymulowało wzrost nowotworu i przerzuty, podczas gdy niezmodyfikowane szczepionki mRNA dawały odwrotne wyniki, co sugeruje, że szczepionki mRNA przeciwko Covid-19 mogą wspomagać rozwój raka.
Czy BioNTech i organ regulacyjny wiedzieli już, co od Rubio-Casillas i in. dowiedziałem się? To znaczy: czy wiedzieli, że platforma mRNA firmy może być onkogenna, zanim została udostępniona dosłownie miliardom ludzi na całym świecie jako podstawa szczepionki przeciwko Covid-19?
Właściwym organem regulacyjnym w przypadku dwóch badań, w tym tego, które zostało „przedwcześnie zakończone”, był nikt inny jak PEI: niemiecki organ regulacyjny ds. szczepionek i leków, o którego bliskich stosunkach z BioNTech pisałem tutaj. [odnośniki w oryginale. MD]
(Właściwym organem w przypadku trzeciego badania był niemiecki Federalny Instytut Leków i Wyrobów Medycznych (BfArM), siostrzana organizacja PEI.)
Aby rozprawiać o godności należy najpierw odpowiedzieć sobie na następujące pytania
Czym jest godność ludzka?
Od czego i w jakim stopniu zależy, a w tym mieści się pytanie – czy można ją utracić, zatracić, odebrać komuś?
Czy godność ludzka jest nieskończona?
Pytanie o „godność nieskończoną” pojawiło się po publikacji Dignitas Infinita, dokumentu Dykasterii Nauki Wiary zawierającego „papieskie magisterium ostatniej dekady”. Tekst ten doczekał się kilku omówień, krótkich i długich, w tym krytycznych, co według mnie jest zasadne.
Trzy odmiany godności
godność przyrodzona (niezbywalna)
godność dobroci moralnej (charakteru moralnego). Można ją rozwijać i umacniać poprzez swoje moralnie dobre czyny, ale można ją także tracić w wyniku własnego moralnie złego postępowania. Taka godność jest stopniowalna, czyli może być większa lub mniejsza.
Aktualnie dominujące ideologie i związane z nimi antropologiczne błędy mieszają wszystkie odmiany godności tworząc ideologiczny zlepek /fałszywie nazywany godnością/ – ważniejszy od prawdy i rozumiany jako obowiązek szacunku dla uprzywilejowanych grup dopuszczających się niemoralnych czynów, tym samym tracących moralną godność oraz niezasługujących na godność trzeciego rodzaju (poważanie, szacunek, pozycja).
W tym ujęciu przypisywana na siłę czyli pod presją paragrafów godność klasom rzekomo uciskanym, w praktyce zdegenerowanym, jest fałszywie nazywanym „prawami człowieka” nienależnym przywilejem, pilnowanym przy pomocy terroru lewicowej poprawności i policyjnej pałki.
Godność jest zdolnością do życia zgodnego z rozumem i z moralnością. Mówi się wtedy, że dana osoba prowadzi życie godne człowieka w przeciwieństwie do osób żyjących w niezgodzie z podstawowymi normami, co próbuje się bagatelizować pod osłoną “tolerancji”. W takim przypadku zło moralne staje się czymś chronionym „prawami człowieka”.
Dokument Watykanu Dignitas Infinita potężna łyżka dziegciu i odtrutka św. Tomasza
A na tym polega najwyższy stopień godności ludzkiej, że nie pod wpływem innych, ale sam z siebie człowiek zwraca się ku dobru.
św. Tomasz z Akwinu
Oczywiście bez łaski samego Boga człowiek nie byłby w stanie tego uczynić. Co zawiera Dokument z Watykanu? Zawiera nieprawdę i prawdę. Pytaniem retorycznym w tym momencie jest pytanie dlaczego zawiera nieprawdę, będącą jednym z podstawowych składników lewicowych, globalistycznych, satanistycznych ideologii. Ważnym rodzajem manipulacji w tym dokumencie są akcenty, w tym użycie aż 29 razy słowa: kobiet, kobiety.
Krótkie fragmenty dokumentu /ciemny fiolet/, które poddam krytyce
Nieskończona godność
(Dignitas infinita) Nieskończona godność, niezbywalnie związana z istotą samego bytu, przysługuje każdej osobie ludzkiej, niezależnie od jakichkolwiek okoliczności i jakiegokolwiek stanu lub sytuacji, w jakich się znajduje.
„W Bogu nie ma zmiany, utraty i nabywania” A w człowieku? Nawet nieśmiertelna dusza może być pozbawioną Boga, utraconą na rzecz diabła w wyniku wiecznego odłączenia od Stwórcy. Czy podobnie jest z godnością, z darem przyrodzonym traconym za życia i definitywnie utraconym w piekle?
Człowiek poprzez grzeszenie odstępuje od porządku rozumu, dlatego odpada od ludzkiej godności — według tego przecież człowiek jest naturalnie wolny i istniejący dla siebie — i popada poniekąd w stan niewoli zwierząt, kiedy mianowicie sam z siebie podporządkowuje się zgodnie z tym, co jest użyteczne dla innych /św. Tomasz z Akwinu/
“Innymi słowy, jeżeli człowiek grzeszy, to świadomie i dobrowolnie odstępuje od porządku rozumu wyrażonego w prawie Bożym oraz od urzeczywistniania swojego wiecznego przeznaczenia, a przez to konsekwentnie degraduje godność swego człowieczeństwa. Grzesznik popada w stan niewoli charakterystyczny dla zwierząt, które — o czym była mowa powyżej — nie mają władzy nad swoimi czynami, a ponieważ są stworzeniami nierozumnymi, to nie istnieją same dla siebie, lecz dla stworzenia rozumnego. Samostanowienie polegające na świadomym i dobrowolnym odstąpieniu od porządku rozumu prowadzi człowieka do porzucenia jego ludzkiej godności i powoduje popadnięcie w stan użyteczności dla innych. Jako cel sam w sobie, człowiek przez swoje wolne wybory może zdegradować siebie do rangi środka używanego przez innych do realizacji ich osobistych celów”.
„Św. Tomasz pisze np. o nieskończonej godności osoby Chrystusa jako Boga i człowieka, która powoduje, że sama tylko męka Chrystusa bez Jego śmierci wystarczyłaby dla odkupienia rodzaju ludzkiego. Przyjmując taki punkt odniesienia, św. Tomasz zauważa, że aniołowie nie mają nieskończonej godności, z czego można wnioskować, że tym bardziej człowiek, będąc skończonym stworzeniem, nie może równać się pod względem swojej godności nie tylko z nieskończonym Bogiem, ale także z istotami niebieskimi, jakimi są aniołowie. W przypadku stworzeń rozumnych, nawet takich jak aniołowie, godność polega m.in. na urzeczywistnianiu ich podobieństwa do Boga. (…)
Jednak jeszcze bardziej o godności stworzeń świadczy możliwość poznania Boga. Z tego powodu aniołowie, którzy mają większe poznanie Boga, mają tym samym większą godność.
Czasami św. Tomasz przez godność rozumie rację zasługiwania na coś, uprawnienia do czegoś czy bycia odpowiednim do czegoś. Zwykle objawia się to przez użycie przymiotnika dignus — godny. Jego przeciwieństwem jest indignus — niegodny. To zasługiwanie, uprawnienie czy bycie odpowiednim może komuś przysługiwać z różnych racji godności — zarówno godności zwanej współcześnie przyrodzoną, jak i godności charakteru moralnego, a także z innych racji zewnętrznych wobec bycia człowiekiem. Podobnie, jak się wydaje, kiedy św. Tomasz pisze, że nigdy godność osoby nie zmniejsza jej grzechu, lecz go powiększa, można to odnieść do różnych wspomnianych znaczeń i przejawów godności”.
Trud migrantów
40. Migranci są jednymi z pierwszych ofiar różnych form ubóstwa. Nie tylko odmawia się im godności w ich krajach, ale i samo ich życie jest zagrożone, ponieważ nie mają już więcej środków na założenie rodziny, pracę lub wyżywienie. Kiedy przybywają do krajów, które powinny być w stanie ich przyjąć, „uważa się [ich] za nie dość godnych, by uczestniczyć jak wszyscy inni w życiu społecznym, i zapomina się, że mają taką samą przyrodzoną godność, jak każda inna osoba. (…) Przyjęcie ich jest ważnym i znaczącym sposobem obrony „niezbywalnej godności każdej osoby ludzkiej, bez względu na jej pochodzenie, kolor skóry czy wyznanie.
W większości przypadków nie migranci, lecz nachodźcy (neologizm stworzony przez prof. Wolniewicza w wyniku połączenia „najeźdźców” i „uchodźców”). Odmowa wpuszczenia nachodźców na terytorium danego państwa nie pozbawia ich przyrodzonej godności, lecz stanowi uzasadnioną ochronę obywateli danego kraju. Ich przyjecie lub nie przyjęcie nie ma nic wspólnego z godnością tym bardziej z jej moralną odmianą, której notabene w ogromnej liczbie przypadków nie posiadają, okradając i zabijając rdzennych mieszkańców. To co napisałem nie wyklucza indywidualnej pomocy przyznawanej w szczególnych sytuacjach.
Relacyjna struktura osoby ludzkiej
(…) kryzys klimatyczny zagraża życiu tak wielu istot”. Rzeczywiście, do godności człowieka należy troska o środowisko, ze szczególnym uwzględnieniem owej ludzkiej ekologii, która chroni jego własne istnienie.
Mamy “Kryzys klimatyczny”? A może kryzys rozumu i sumienia? Zawartość CO2 w atmosferze stanowi 0,04%, z tego tylko jedna dwudziesta pochodzi z działalności człowieka, a to oznacza, że emisja CO2 przez człowieka nie ma decydującego znaczenia dla klimatu. W przeszłości mieliśmy okresy dużo bardziej cieplejsze, a człowiek wówczas emitował CO2 na poziomie o wiele niższym. Wniosek jest jeden. Teoria o konieczności redukcji emitowanego CO2 jest brednią osób cierpiących na indukowaną przez media psychozę lub celową, suto opłacaną propagandą.
Niektóre poważne naruszenia godności ludzkiej
O wojnie
W tym miejscu należy również wspomnieć o karze śmierci. Także ta ostatnia narusza niezbywalną godność każdej osoby ludzkiej niezależnie od wszelkich okoliczności. Wręcz przeciwnie, należy uznać, że „zdecydowane odrzucenie kary śmierci pokazuje, jak bardzo możliwe jest uznanie niezbywalnej godności każdego człowieka i przyznanie, że ma on swoje miejsce na tym świecie. Ponieważ, jeśli nie odmówię jej najgorszemu z przestępców, to nie odmówię jej nikomu, dam wszystkim możliwość dzielenia się ze mną tą planetą, pomimo wszystkiego, co może nas oddzielać”.
(…) W obliczu tej sytuacji, bardzo trudno jest dziś utrzymać racjonalne kryteria, które wypracowano w poprzednich wiekach, by mówić o możliwości «wojny sprawiedliwej».
Nieprawda. Lewica i jej agendy od samego początku pozostają w konflikcie ze stanem rycerskim, jako tym, który bronił cywilizacji. Duchowieństwo i Rycerstwo było zawsze znienawidzone przez wrogów tradycji ze względu na zdolność do walki duchowej i zbrojnej. Dziś, w czasie pozornego pokoju, trwa nieustanne osłabianie ducha zwykłych ludzi, aby uczynić ich całkowicie niezdolnymi do walki.
Efektem codziennej tresury w duchu pacyfizmu są poglądy dużej części zniewolonego mentalnie społeczeństwa przeciwstawiającego walkę zbrojną oraz karę śmierci nauczaniu katolickiemu. O rzekomym konflikcie pomiędzy karą śmierci a V przykazaniem „nie morduj” pisaliśmy nie raz, Tak samo jest z użyciem zbrojnego ramienia w obronie najwyższych wartości Pacyfizm i brak kary śmierci jako skutek odchodzenia od nauczania katolickiego
Św. Tomasz o karze śmierci
Święty Tomasz odrzuca zarzut, jakoby dopuszczał karę śmierci w sposób, który nie liczy się z godnością człowieka, a który moglibyśmy nazwać dzisiaj utylitarnym, czy konsekwencjalistycznym lub proporcjonalistycznym. Wyjaśnia, że rozmyślne zabicie niebezpiecznego złoczyńcy dla ochrony dobra wspólnego nie jest złe samo w sobie, czyli nie jest czynem wewnętrznie złym, ponieważ nie dotyczy zwyczajnej osoby cechującej się godnością, lecz dotyczy tego, kto pozbawił się swojej ludzkiej godności przez swoje własne haniebne czyny uwłaczające rozumowi. W koncepcji św. Tomasza utrata przynajmniej jakiegoś krytycznego zakresu ludzkiej godności jest możliwa i stanowi utratę racji zabezpieczającej człowieka przed użytecznym traktowaniem go jak zwykłej części ludzkich doczesnych społeczności. Tracąc więc swą godność przez swoje dobrowolne, haniebne czyny, a zwłaszcza przez rozmyślne morderstwa, człowiek niejako na własne życzenie coraz bardziej redukuje sam siebie do statusu bezrozumnego zwierzęcia, które nie jest celem samym w sobie, lub do statusu części podporządkowanej zupełnie tej całości, jaką jest ludzka społeczność polityczna.
Dopóki człowiek zachowuje swą ludzką godność, dopóty rozmyślne zabicie takiego człowieka dla jakiegokolwiek dobra byłoby czynem wewnętrznie złym. Dopiero utrata istotnego zakresu tej godności przez określoną osobę w wyniku dobrowolnego i radykalnego wyrzeczenia się przez nią porządku rozumu i sprowadzenie siebie do rangi zwierzęcia lub do rangi dysfunkcyjnej części, niebezpiecznej dla dobra całości, pozwala — zdaniem św. Tomasza —na zastosowanie wobec takiej osoby kryterium użyteczności i na poświęcenie jej dla dobra całości ludzkiej społeczności.
“Mimo że św. Tomasz nie posługuje się terminami „godność przyrodzona”i „godność dobroci moralnej”, to jednak w jego pracach można odnaleźć aspekty godności odpowiadające znaczeniu tych terminów. Akwinata nie dokonuje jednak ostrego rozróżnienia między tymi aspektami godności, przez co wydaje się wskazywać na ich wzajemne powiązanie. Godności przyrodzonej odpowiadałaby w koncepcji św. Tomasza godność indywidualnego, samoistnego bytowania w racjonalnej naturze i związana z nim zdolność (potencjalność, możność) do życia rozumnego i do moralności. Natomiast godności dobroci moralnej odpowiadałaby aktualizacja tej zdolności, przejawiająca się w rozwoju cnót usprawniających do dobrego moralnie postępowania, polegającego na twórczym urzeczywistnianiu ludzkich celów gatunkowych, w tym zwłaszcza celu ostatecznego, który stanowi wieczne przeznaczenie człowieka. Innymi słowy, o godności przyrodzonej świadczy m.in. zdolność do moralnej autokreacji, dysponująca człowieka do osiągnięcia spełnienia jego własnej natury. Natomiast godność dobroci charakteru moralnego to właściwa aktualizacja tej zdolności, skutkująca urzeczywistnianiem prawdziwego spełnienia ludzkiej natury. W związku z tym można by chyba określić godność przyrodzoną, czyli podstawową i niezbywalną, jako doskonałość poniekąd niepełną — a więc taką, która swoje dopełnienie uzyskuje w godności dobroci charakteru moralnego, a ostatecznie w wiecznym przeznaczeniu człowieka. Święty Tomasz explicite używa terminu „godność” w znaczeniu zbliżonym do cnoty, aby określić dobroć charakteru moralnego człowieka kierującego się cnotami. Twierdzi na przykład, że „w tym, co sprawia przyjemność, kierujemy się cnotą jakby godnością ludzkiej natury”. Ten sposób pojmowania godności zależy od ludzkiej zdolności do uczestnictwa w obiektywnym porządku praktycznego rozumowania i kierowania się tym porządkiem w swoim postępowaniu. Porządek ten jest dostępny poznawczo człowiekowi jako prawo naturalne dzięki naturalnym inklinacjom wyciśniętym w ludzkiej naturze przez jej Stwórcę i skłaniającym ją ku celom, które stanowią jej spełnienie i przynoszą człowiekowi szczęście. Porządek rozumu praktycznego, wyrażający się m.in. we wspomnianym prawie naturalnym, ma swoje źródło i pierwowzór w umyśle Bożym w tzw. prawie wiecznym. Światło naturalnego rozumu, za pomocą którego ludzie są zdolni odróżniać to, co służy ich spełnieniu i szczęściu — a więc dobro — od tego, co nie służy lub wręcz szkodzi ich spełnieniu i szczęściu — a więc od zła — jest funkcją prawa naturalnego i stanowi w osobach ludzkich odbicie światła boskiego. Taka zaś zdolność do rozumnego i wolnego samostanowienia jest jednocześnie zdolnością do moralności i tym samym podstawową doskonałością ludzkiej natury, świadczącą o godności człowieka, która współcześnie jest określana jako przyrodzona i niezbywalna”.
* —* —*
“Sprzeciw sumienia wobec niesprawiedliwych ustaw narzuconych przez doczesnych władców jest możliwy właśnie dlatego, że w swoim sumieniu osoba ludzka jest w stanie rozpoznać sprzeczność tych ustaw z wyższym prawem, które jest dziełem Boga. Człowiek bowiem z porządku naturalnych inklinacji ludzkiej natury swoim rozumem jest w stanie odczytać prawo naturalne, stanowiące taki zakres boskiego prawa wiecznego, jaki jest dostępny ludzkim możliwościom poznawczym. Ustawy ludzkich prawodawców sprzeczne z prawem naturalnym, są tym samym sprzeczne z prawem wiecznym, czyli z porządkiem Boskiego Rozumu, a sprzeczność ta powoduje, że takie ustawy nie mają racji prawa i nie obowiązują w sumieniu”.
Jak zatem z wynika z powyższego trójpodziału aspektów obrazu Bożego w człowieku i odpowiadających im aspektów godności człowieka, chociaż wszyscy ludzie, nawet nieprawi, są stworzeni na obraz Boży i mają swoją przyrodzoną i niezbywalną godność, jednak o wiele bardziej wiernym obrazem Boga są ludzie sprawiedliwi, którzy cieszą się też większą godnością z racji swojej dobroci moralnej. Najdoskonalszym jednak obrazem Boga są święci w niebie, którzy w związku z tym cieszą się największą godnością”.
Aby zapoznać się z poglądami dr Roberta Plicha OP, autora cytowanej pracy nt. kary śmierci należy przeczytać całość. Próbka poniżej:
“Z ogólnej Tomaszowej charakterystyki kary wynika, że ma ona przede wszystkim charakter retrybutywny, czyli stanowi sprawiedliwą odpłatę za dokonane zło, stąd jej ciężar powinien być proporcjonalny do ciężaru tego zła. Zamach na dobro wspólne ze sprawiedliwości domaga się rekompensaty i jeśli nie da się naprawić wyrządzonej krzywdy przez przywrócenie stanu sprzed przestępstwa, to wówczas rekompensata powinna przynajmniej polegać na pozbawieniu złoczyńcy udziału w dobru wspólnym proporcjonalnie do ciężaru dokonanego przestępstwa. Tomasz nie uzasadnia jednak kary śmierci wyłącznie jako środka sprawiedliwości retrybutywnej. Nie jest to też — ściśle rzecz biorąc — kara lecznicza, bo ze swej natury służy ona eliminacji przestępcy, a nie jego poprawie. Święty Tomasz charakteryzuje ją także jako karę, którą współcześnie określilibyśmy jako prewencyjną, czyli zapobiegającą eskalacji przestępstw i przez to chroniącą dobro wspólne. Z takiego stanowiska św. Tomasza można zatem wyprowadzić następujący wniosek: jeśli dostępne są inne skuteczne środki prewencji, niepozbawiające życia przestępcy i niewykluczające możliwości jego poprawy, wówczas stanowią lepsze rozwiązanie niż kara śmierci i powinny zostać zastosowane” .
Przestępcy zza naszej wschodniej granicy dominują polski półświatek, zajmując miejsce polskiej mafii. Rząd udaje, że problemu nie ma, służby nie chcą ujawniać przynależności narodowej aresztantów, a resort obrony unika odpowiedzi na pytanie, czy poprze słowacki pomysł wysłania ukraińskich przestępców na front.
Ponad 7 tysięcy cudzoziemców przebywa łącznie w polskich jednostkach penitencjarnych – wynika z danych Służby Więziennej. Wśród nich najwięcej jest obywateli Ukrainy, Gruzji i Wietnamu. Ci pierwsi trafiają za kratki nie tylko za akty przemocy i wandalizmu czy prowadzenie samochodu po pijanemu, ale również za przestępstwa popełniane w ramach zorganizowanych grup. Uchodźcy z Ukrainy, którzy nie chcieli wracać do swojej ojczyzny, aby z bronią w ręku przeciwstawić się rosyjskiej agresji, nie zawsze wybierali uczciwe życie w Polsce. Dziś, kilkaset kilometrów od frontu w Donbasie, biorą udział w innej wojnie. Wojnie w świecie przestępczym. Jej stawką są gigantyczne pieniądze, wpływy i władza.
Szokujące informacje
Jednym z ostatnich dokumentów, które w listopadzie 2023 roku trafiły na biurko odchodzącego ministra spraw wewnętrznych Mariusza Kamińskiego (podlegały mu służby specjalne) był raport sporządzony przez Biuro Wywiadu Kryminalnego Komendy Głównej Policji wspólnie z Centralnym Biurem Śledczym. Raport – opatrzony klauzulą niejawności – opisywał nowe zjawisko w świecie przestępczym. Jego głównym wnioskiem było to, że w polskim półświatku toczy się zażarta walka o władzę i pieniądze między polskimi gangsterami a ich konkurentami z Ukrainy. Jak się okazuje, ci ostatni odnoszą tam zwycięstwo za zwycięstwem.
Jakie obszary działalności przestępczej stają się domeną gangów ukraińskich? Z cytowanego dokumentu wynika, że pierwszym jest brutalna egzekucja długów. Oznacza to powrót do lat 90.tych. Polega to na uprowadzeniu dłużnika i znęcaniu się nad nim do momentu aż odda swoje zobowiązanie. Gangsterzy dokonują tego, używając młotków, pałek i wiertarek do rozwiercania kolan. W 2023 roku komórki policyjne zajmujące się zwalczaniem zorganizowanej przestępczości w województwie mazowieckim dowiedziały się o kilkudziesięciu takich przypadkach. O powadze sprawy świadczy fakt, że żaden z dłużników zidentyfikowanych przez policję nie chciał oficjalnie zgłosić sprawy. A sami bandyci działali bardzo profesjonalnie. Gdy znęcali się nad dłużnikiem, mieli ubrane maski zasłaniające twarz. Porozumiewali się albo w języku ukraińskim albo rosyjskim, a częściej tzw. „surżykiem”, czyli popularnym w środkowej Ukrainie dialektem zawierającym elementy wszystkich języków używanych w tym kraju. Bandyci nie zabrali też ze sobą na akcję telefonów komórkowych, co spowodowało, że nie można było ich namierzyć poprzez lokalizację miejsc logowania.
Drugi obszar działań to handel narkotykami na skalę hurtową. Dotychczas ten sektor działalności, kontrolowany przez polskie mafie, opierał się na precyzyjnych ustaleniach i rozliczeniach. Dealer, który chciał na swoim terenie (czyli w jakimś obszarze miasta) rozprowadzać narkotyki – np. w szkołach, dyskotekach lub nocnych klubach – musiał co miesiąc uiszczać określoną, nieformalną opłatę za pozwolenie na taką działalność. Pieniądze trafiały do gangu rządzącego miastem. Dealer mógł kupować narkotyki tylko od jednego, znanego mu hurtownika. Hurtownik również płacił za pozwolenie na swoją działalność. Narkotyki kupował zaś od producentów, czyli z wytwórni podlegającej konkretnej mafii i zarządzanej przez jej człowieka. Gdy któryś z dealerów choćby próbował działać na własną rękę i powstawały wątpliwości co do rozliczeń, przyjeżdżało do niego uzbrojone mafijne komando i siłą perswadowało mu, że popełnił bardzo poważny błąd. Na tym tle dochodziło często do wzajemnych animozji między gangsterami, co nie raz kończyło się tym, że pobity zgłaszał się na policję i w zamian za nadzwyczajne złagodzenie kary sypał swoich wspólników. Te wzajemne animozje pozwalały policjantom odnosić sukcesy w walce z narkogangami. Teraz jednak w ich miejsce dynamicznie wchodzą Ukraińcy. Po pierwsze dysponują większą gotówką i mogą kupować jednorazowo większe ilości narkotyków. Po drugie opanowali kilka bardziej skutecznych metod transportu środków odurzających. Wspomniany raport opisuje następującą historię: w zachodniej Polsce zorganizowano akcję charytatywną polegającą na zbiórce towarów dla ogarniętej wojną Ukrainy. Towary miały pojechać mikrobusami na wschód. W jednym z nich, między skrzyniami z darami od hojnych Polaków, znajdowały się pakunki z marihuaną i amfetaminą. W okolicach Warszawy kierowca odłączył się od konwoju i na jednym z parkingów spotkał się z dealerami, by przekazać kontrabandę. Kilkadziesiąt kilogramów narkotyków trafiło na czarny rynek w stolicy.
Trzeci obszar działalności ukraińskich mafii to handel bronią. Jeśli wierzyć w ustalenia BWK KGP, to przestępcy zza wschodniej granicy zaopatrują w broń gangsterów nie tylko w Polsce, ale również w krajach zachodniej Europy. Broń (pistolety ręczne i automatyczne, karabiny, granatniki) pochodzą z frontu we wschodniej Ukrainie. Tam ma miejsce proceder handlu bronią; kupcy odkupują broń od żołnierzy walczących z Rosjanami. Potem specjalni kurierzy przerzucają duże ilości przez „zieloną” granicę, m.in. szlakami w Bieszczadach albo w ciężarówkach, wykorzystując legalną wymianę towarową między Polską a Ukrainą. Z ustaleń policjantów wynika, że zjawisko jest możliwe dzięki korupcji wśród pograniczników ukraińskich i niekiedy polskich. W zamian za łapówkę celnicy przymykają oko na nielegalny towar na kontrabandę. Co ciekawe: jeden z przemytników broni zatrzymany w Niemczech zeznał, że pistolety na handel dla gangów sprzedawali nawet rosyjscy żołnierze (!).
Wreszcie czwarty obszar działalności ukraińskich mafii to prostytucja. Powszechnym procederem jest werbowanie młodych kobiet z ubogich rejonów kraju do pracy w charakterze prostytutek w polskich agencjach towarzyskich. Ukraińcy pełnią w nich rolę ochroniarzy, nadzorców i kasjerów. Ale nie tylko. Miłosne igraszki w domach uciech są filmowane i wykorzystywane jako materiały umożliwiające szantażowanie klientów, szczególnie bogatych biznesmenów, działaczy samorządowych i polityków. Są oni bowiem wiele zrobić, aby kompromitujące ich taśmy nie ujrzały światła dziennego.
Inna „kultura”
Dlaczego ukraińskie mafie skutecznie dominują konkurencję? „W ich świecie obowiązują inne zasady” – tłumaczy Zbigniew Wróblewski – emerytowany oficer CBŚP. – „Pierwsza to jasna hierarchia zarządzania. Jest jasne, kto komu podlega. Gdy ktoś chce się wyłamać z tej struktury, ryzykuje śmiercią”. Druga, niemniej ważna przyczyna to hermetyczność tych środowisk. – „W ostatnich latach przyzwyczailiśmy się do tego, że w polskiej grupie przestępczej zawsze znajdzie się jeden gotów wsypać kolegów za uniknięcie albo złagodzenie kary” – mówi Wróblewski. – „We wschodnim gangu to nie przejdzie. Kandydat na świadka koronnego doskonale wie, że jeśli zacznie »sypać«, to dawni kompani zamordują jego rodzinę. A jeśli będzie milczał, to nawet gdy pójdzie siedzieć, koledzy będą pomagać jemu i jego najbliższym, wysyłając im pieniądze”. Taki ukraiński gangster ma więc wybór: siedzi w kryminale ile trzeba, trzymając gębę na kłódkę i wówczas zapewnia rodzinie byt, albo współpraca z policją, która równa się śmierci najbliższych. Policjanci zwracają też uwagę na trzeci powód: ukraińskie gangi bardzo trudno jest inwigilować. Jeśli bandyci korzystają z telefonów zarejestrowanych na Ukrainie, to założenie podsłuchu wymaga zgody ukraińskich władz, co jest procedurą długotrwałą. A nawet jeśli korzystają z polskich numerów, to w rozmowach między sobą posługują się slangiem trudnym do zrozumienia dla kogoś z zewnątrz. Co z tego, że od czasu do czasu uda się podsłuchać rozmowę, jeśli trzeba czekać na specjalistycznego tłumacza, który pomoże zrozumieć jej treść?
Jest też inny, ważny problem. Gangsterzy polscy w ostatniej dekadzie starali się unikać krwawych porachunków. Lepiej było po cichu produkować i sprzedawać narkotyki, niż wchodzić w zbrojne konfrontacje, ryzykować śledztwa i akcje policyjne. Ukraińscy bandyci są całkowicie wolni od takich zahamowań. Nie unikają konfrontacji, nawet gdy wiąże się ona z koniecznością użycia karabinu. Doskonale wiedzą, że polskim policjantom znacznie trudniej będzie ich „namierzyć”.
Wskazane problemy nie dotyczą tylko Polaków. Na rosnące w siłę gangi ukraińskie kilka tygodni temu zwróciła uwagę również policja słowacka. Gdy sprawa wyszła na jaw, minister spraw wewnętrznych tego państwa zgłosił oficjalnie pomysł, żeby obywateli Ukrainy przebywających w więzieniach słowackich deportować za wschodnią granicę, aby władze w Kijowie mogły ich wcielić do wojska i wysłać na front. Ze wszystkich Ukraińców przebywających za kratkami w Polsce można byłoby stworzyć kilka batalionów. Dlaczego rząd w ogóle na to nie zwraca uwagi?
Resort rozwoju proponuje, by pracodawcy, zatrudniający nielegalnie cudzoziemców, zasadniczo nie byli za to karani. Według Money.pl związkowcy zaznaczają, że „to nie deregulacja, a demontaż rynku pracy”.
Na początku kwietnia br. do konsultacji społecznych trafił pakiet deregulacyjny, obejmujący zmiany w kilkunastu ustawach. Przygotowało go Ministerstwo Rozwoju i Technologii kierowane przez ministra Krzysztofa Hetmana. W założeniu, ma to pomóc przedsiębiorcom w prowadzeniu działalności gospodarczej.
Pakiet dotyczy m.in. kwestii odpowiedzialności pracodawcy za powierzenie cudzoziemcowi nielegalnego wykonywania pracy, za co grozi do 30 tys. zł grzywny. Propozycja zmian zakłada, że taki czyn byłby wykroczeniem, za które karani mieliby być pracodawcy – ale tylko ci, którzy zrobili to umyślnie.
Jak podaje portal Money.pl, w projekcie zawarto uzasadnienie, z powołaniem się na „środowisko pracodawców”. Ma ono sygnalizować, że „powierzający prace cudzoziemcom często nie dysponują odpowiednimi kompetencjami i innymi możliwościami, które pozwoliłyby im gruntowną weryfikację stanów faktycznych i prawnych związanych z powierzeniem pracy cudzoziemcom”. Ponadto, pracodawcy uważają, że obowiązki wynikające z weryfikacji legalności powierzenia pracy są dla nich nadmiernym obciążeniem administracyjnym. Powinni oni m.in. oceniać: uprawnienia cudzoziemca do wykonywania pracy, prawidłowość wystawienia odpowiednich zezwoleń, a także podstawę pobytu i inne dokumenty.
Projekt krytykuje jednak wiceprzewodniczący Związku Zawodowego „Budowlani” Jakub Kus. Jego zdaniem, zapisy te „nawiązują do najgorszych tradycji polskiej legislacji, a duża część proponowanych zmian wydaje się katalogiem pomysłów różnych lobbystów”. Uważa, że zaproponowane rozwiązania wpłyną nie tyle na deregulację, ile na demontaż rynku pracy i działalności gospodarczej.
„Chodzi o zwolnienie pracodawcy z odpowiedzialności za “nieumyślne” naruszenie prawa. W polskim systemie prawnym to wyłącznie pracodawca, poza wyjątkami dotyczącymi zawodów regulowanych, decyduje o tym, kogo zatrudnia, na jakich podstawach i ocenia, czy jest to zgodne z prawem” – zaznacza Kus, cytowany przez Money.pl. Jego zdaniem, jeśli ktoś nie posiada kompetencji do tego, by ocenić i wziąć odpowiedzialność za to, kogo zatrudnia, to nie powinien być pracodawcą. Podkreślił, że związki zawodowe w sposób oczywisty będą zdecydowanie sprzeciwiać się wprowadzeniu tej zmiany w ustawie. Zaznaczył, że skończy się do powrotem do usankcjonowanego dumpingu na rynku pracy i naruszenia zasad uczciwej konkurencji.
Ponadto, jak pisze Money.pl, wicedyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego i ekspert rynku pracy Andrzej Kubisiak zwraca uwagę, że proponowane przez resort rozwoju zmiany mogą wpłynąć na konkurencyjność pomiędzy firmami. Ponadto, jego zdaniem będzie to zapewne zachęta do większego napływu cudzoziemców bez prawa pobytu i wykonywania pracy w Polsce, ponieważ pracodawcy poczują się zwolnieni z odpowiedzialności za nich. Kubisiak uważa, że powinna pozostać możliwość zastosowania grzywien na przykład w sytuacji, gdy dany pracodawca uporczywie łamie przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców. Sugeruje, że przypadki incydentalne można by karać upomnieniami, a następnie kolejną kontrolą.
„Zdaniem ekspertów zmiana, którą proponuje resort kierowany przez ministra Hetmana, wpłynie nie tylko na rynek pracy, ale może również odbić się na bezpieczeństwie kraju oraz relacjach Polski z Unią Europejską, która chroni swój obszar przed napływem nielegalnych migrantów” – pisze Money.pl. Dodaje, że MSWiA nie odpowiedziało na prośbę tego portalu o komentarz.
Według wstępnych danych za trzy kwartały 2023 roku, Straż Graniczna wraz z Państwową Inspekcją Pracy przeprowadziły 9138 kontroli legalności zatrudnienia i wykonywania pracy przez cudzoziemców, wykrywając przy tym nielegalne powierzenie pracy 9934 osobom. W 6152 przypadkach dotyczyło to Ukraińców, 1018 – Gruzinów, a 864 – obywateli Białorusi. Jak czytamy, w porównaniu do roku wcześniejszego liczba ujawnionych nielegalnie pracujących Ukraińców spadła o 18 proc., natomiast odsetek Gruzinów i Białorusi wzrósł odpowiednio o 23 proc. i 26 proc.
Przypomnijmy, że jak poinformowała stacja RMF FM, Komenda Główna Policji analizuje możliwość zatrudniania w polskiej policji osób, które nie są polskimi obywatelami.
Ruszyła analiza możliwości zatrudniania w polskiej policji osób, które nie są polskimi obywatelami – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada.
Decyzje jeszcze nie zapadły
Jak tłumaczy zajmująca się tą sprawą Komenda Główna Policji, chodzi z jednej strony o działania, mające pomóc w pokonaniu zapaści kadrowej, w której znalazła się ta największa służba mundurowa w Polsce, ale nie tylko.
Jaki mógłby być inny cel przyjmowania do policji cudzoziemców? W związku z napływem do Polski obywateli innych państw, chodzić ma o pomoc w rozpoznaniu między innymi uwarunkowań kulturowych tych migrantów przebywających w naszym kraju.
Kolejna sprawa to rozpoznanie specyfiki przestępczości wśród tych osób.
Komenda Główna przewiduje, że w związku z wojną w Ukrainie zmieni się struktura świata przestępczego w Polsce. Jak się dowiedział nasz dziennikarz, w kręgu zainteresowania polskiej policji są przede wszystkim obywatele Ukrainy, Białorusi czy Gruzji, ale chodzi także o obywateli innych państw.
Mowa jest o zatrudnianiu na etaty w policji, ale także na kontrakty w charakterze na przykład konsultantów.
Jak zastrzegają rozmówcy reportera RMF FM, na razie żadne decyzje w tej sprawie nie zapadły, trwa analiza możliwości, chociażby rozwiązań przyjętych w innych krajach.
Policyjne kursy on-line
Policja szuka też innych sposobów na rozwiązanie potężnego kryzysu kadrowego. Jak się dowiedział reporter RMF FM, ruszyły policyjne kursy on-line dla aspirantów i podoficerów. W Polsce mamy najmniej funkcjonariuszy od ponad 10 lat.
Rezygnacja ze stacjonarnych kursów aspiranckich zwalnia miejsca w szkołach policji dla kandydatów do służby, którzy mają odbywać szkolenie podstawowe. Komenda Główna kładzie nacisk na nabór nowych ludzi. W tegorocznych planach jest przyjęcie ponad 10 tysięcy funkcjonariuszy, gdy „wydolność” tych uczelni przekracza jedynie 6 tysięcy.
Jak zapewnia szefostwo policji, kursy on-line nie powinny wpłynąć na jakość szkolenia. Dotyczą tylko tych zajęć, które mogą być prowadzone w tej formie – chodzi o teorię, między inymi zajęcia z przepisów prawa. Zajęcia z techniki i taktyki mają się odbywać tradycyjnie. Także egzaminy będą prowadzone w dotychczasowej formie.
Portal dla kandydatów
Lada dzień policja uruchamia także portal dla kandydatów do tej największej w Polsce służby mundurowej. To kolejny element, który ma wpłynąć na poprawę liczebności formacji, w której braki kadrowe są największe od ponad 10 lat.
Portal to przede wszystkim zebrany w jednym miejscu komplet wiedzy dla osób, które swoją przyszłość chcą związać ze służbą w policji. Chodzi o strukturę formacji, możliwości służby w poszczególnych pionach, zadania przez nie wykonywane.
Kolejna część ma obejmować kwestie płacowe i socjalne. Kandydat dowie się między innymi, że policja płaci z góry, na początek miesiąca. Dowie się też o warunkach emerytalnych, a także o wszelkich dodatkach, które na niego czekają. Poza tym chcący wstąpić do policji dowiedzą się, jakie są wobec nich wymagania i jakie warunki muszą spełnić, by rekrutacja się powiodła. Autorzy zamieścili też na stronie numer infolinii dla kandydatów. Portal ma być wysoko pozycjonowany w internetowych wyszukiwarkach.
"Afroafrykańczyk Bambo…" – skoro #paktmigracyjny przyjęty, to Kazik #Staszewski musiał poprawic wierszyk dla dzieci. Stara wersja była "niepoprawna politycznie".
Lepiej wykuć, bo zgodnie z tzw. mechanizmem dobrowolnej solidarności, jaki przewidziano w zatwierdzonym przez… pic.twitter.com/ZL5FlvZLra
Zbiórka W obronie szykanowanego lekarza Agata OsiniakORGANIZATOR ZBIÓRKI
Szanowni Państwo! Jestem lekarzem pediatrą i specjalistą medycyny rodzinnej z ponad 30 letnim stażem pracy.W mojej pracy z chorymi ludźmi zawsze przyświecają mi dwie zasady:po pierwsze nie szkodzić i ,że zdrowie chorego jest najwyższym dobrem. Kiedy w 2020 roku ogłoszono tzw.pandemię covid-19 szybko zorientowałam się, że szeroko rozpowszechniane zalecenia i nakazy noszenia maseczek, izolacji, lockdownów, zamykania przychodni przed pacjentami itp. – są kłamliwe i nie poparte żadnymi badaniami naukowymi.
Po raz pierwszy w historii ludzkości lekarze zamknęli się przed chorymi ludźmi!
Wiedząc to wszystko nie mogłam zachować tej wiedzy tylko dla siebie -chciałam podzielić się nią ze społeczeństwem.Takich lekarzy myślących podobnie jak ja było w Polsce kilkuset. Jesienią 2020 roku grupa 114 profesorów,lekarzy i naukowców ( w których gronie znalazłam się również ja) wystosowała list otwarty i trzy apele do rządzących, pisząc w nich między innymi,że nie ma naukowego i medycznego uzasadnienia dla kontynuacji stosowanych obostrzeń, noszenia maseczek ochronnych, izolacji społecznej oraz masowego stosowania niediagnostycznych testów RT-PCR, które dają wiele fałszywie dodatnich wyników. Te trzy apele wzywały do natychmiastowego zakończenia tych działań oraz przywrócenia normalnych, demokratycznych zasad funkcjonowania państwa, struktur prawnych, swobód obywatelskich oraz przestrzegania praw człowieka. Grupa ta poparła swoje zamieszczone w liście i apelach tezy, cytując liczne doniesienia naukowe oraz dane epidemiologiczne i statystyczne, oczekując jednocześnie otwartej debaty, w której wezmą udział eksperci bez jakiejkolwiek formy cenzury.
W swoich apelach środowisko naukowców i lekarzy,jakie reprezentowały osoby podpisane pod nimi, wyraziło również swoje zaniepokojenie faktem planowanych szczepień preparatami inżynierii genetycznej zawierającymi mRNA, nie będącymi tradycyjnymi szczepionkami i nigdy dotychczas nie stosowanymi u ludzi. Nie zostały one dostatecznie zbadane więc są potencjalnie niebezpieczne, a ich skuteczność nie jest w pełni udowodniona. Noszą znamiona eksperymentu medycznego prowadzonego na masową skalę. Apele te nie doczekały się żadnego odzewu od prezydenta, premiera, rządu czy parlamentu, ani też nie zorganizowano publicznej debaty niezależnych ekspertów.
Jedyną natomiast odpowiedzią jakiej się doczekało kilkudziesięciu profesorów i lekarzy-sygnatariuszy tych apeli, było wszczęcie postępowania wyjaśniającego przez Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Naczelnej Izby Lekarskiej lekarza Grzegorza Wronę już w styczniu 2021 roku. Obecnie toczą się sprawy o ukaranie 114 profesorów i lekarzy w Okręgowych Sądach Lekarskich we Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku, a zarzutem wobec nas jest publiczne rozpowszechnianie informacji niezgodnych z aktualna wiedzą medyczną i propagowanie postawy antyzdrowotnej oraz działań na szkodę pacjentów i całego społeczeństwa. Kiedy latem 2021 roku rozpętała się nachalna propaganda w mediach i placówkach oświatowych zachęcająca rodziców do szczepienia swoich dzieci bezpiecznymi,skutecznymi i dobrze przebadanymi „szczepionkami” przeciwko covid-19 znów, znając badania naukowe i oficjalne dane statystyczne i epidemiologiczne, nie potrafiłam milczeć, wiedząc,że te preparaty mRNA nie są wcale bezpieczne, nieznana jest ich skuteczność i wcale nie są dobrze przebadane( o czym oficjalnie producenci sami piszą w ulotkach tych preparatów, zaznaczając,że ich genotoksyczność, wpływ na płodność i rakotwórczość oraz interakcje z jakimikolwiek lekami są nieznane).
Wówczas,w lipcu 2021 roku, udzieliłam wywiadu na prośbę zaniepokojonych rodziców, którzy byli zdezorientowani napływającymi do nich informacjami i przedstawiłam w nim między innymi apel Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców do dyrektorów placówek oświatowych, nauczycieli i pedagogów o wstrzymanie promowania tzw. szczepionek przeciwko covid-19, poparty wieloma badaniami naukowymi oraz oficjalnymi danymi statystycznymi i epidemiologicznymi,potwierdzającymi nieskuteczność, brak bezpieczeństwa i brak ukończenia badań klinicznych tych preparatów mRNA-covid-19, które nigdy wcześniej nie były podawane tak szerokiej populacji. Moje poczucie etyki zawodowej nakazuje mi informowanie pacjenta przed podjęciem jakiejkolwiek interwencji medycznej o wszystkich za i przeciw i uzyskanie jego świadomej zgody na taki zabieg, a zwłaszcza taki ,który wiąże się z ryzykiem i wieloma niewiadomymi.Pacjent musi mieć wybór,o tym też mówiłam w tym wywiadzie.Już we wrześniu 2021 roku Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Rzeszowie,lekarz Grzegorz Siteń,wszczął wobec mnie postępowanie wyjaśniające i skierował sprawę do Okręgowego Sądu Lekarskiego w Rzeszowie o ukaranie mnie,zarzucając mi,podobnie jak w poprzedniej sprawie,publiczne rozpowszechnianie informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną i propagowanie postawy antyzdrowotnej oraz działań na szkodę pacjentów i całego społeczeństwa.Dnia 29 listopada 2022 roku zostałam ukarana przez Okręgowy Sąd Lekarski pod przewodnictwem dr n.med Zenona Piechoty karą nagany i kosztami postępowania sądowego w wysokości 1500 zł.W żadnym wypadku nie czuję się winna ponieważ stoją za mną dziesiątki badań naukowych i oficjalnych rządowych danych statystycznych z całego świata,które przedstawiłam sądowi na obronę moich tez,w przeciwieństwie do sądu,który na poparcie swojego aktu oskarżenia wobec mnie nie przedstawił ani jednego badania naukowego ani tez opinii biegłego dotyczącej tego przewinienia zawodowego! Wobec tego złożyłam odwołanie do Naczelnego Sądu Lekarskiego w Warszawie -sprawa ta obecnie również jest w toku. Wszystkie działania jakie podejmowałam i za które jestem szykanowana przez izby lekarskie i grozi mi utrata prawa wykonywania zawodu lekarza, robiłam dla dobra pacjentów,chcąc ustrzec ich przed podejmowaniem pochopnych i nie do końca przemyślanych decyzji w sprawie „szczepień” przeciwko covid-19,które jak już wiadomo obecnie, nie chroniły przed śmiercią ani hospitalizacją z powodu covid-19,nie przerywały transmisji wirusa i spowodowały wiele śmierci i wiele działań niepożądanych u tych, którzy przyjęli te preparaty.Wiedzę naukową ,którą posiadłam na ten temat nie zostawiłam dla siebie, tylko podzieliłam się z Wami. Dlatego zwracam się do Was z prośbą -jeżeli komukolwiek moja wiedza pomogła w podjęciu świadomej decyzji w „sprawie niezaszczepienia się” lub swojego dziecka przeciwko covid-19 o wsparcie finansowe, które jest potrzebne na pomoc prawników w mojej walce o prawdę.
W lutym 2021 r. przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wymieniła dziesiątki tajnych wiadomości tekstowych z dyrektorem generalnym Pfizera Albertem Bourlą, w których najwyraźniej omawiali szczegóły ostatecznego zakupu przez Komisję Europejską 1,8 miliarda dawek nieskutecznej i niebezpiecznej terapii genowej Pfizer-BioNtech w celu zaszczepienia jej mieszkańcom Europy. Warunki ich umowy – w tym to, ile Komisja Europejska zapłaciła za dawki – nigdy nie zostały ujawnione opinii publicznej, która została nakłoniona i zastraszona do ich otrzymania.
Podczas gdy New York Times nigdy nie pisał o nieskuteczności szczepionki i słabym profilu bezpieczeństwa, gazeta uznała jednak, że ogromna, tajna transakcja ma wystarczający interes publiczny, aby uzasadnić pozwanie Komisji Europejskiej o ujawnienie wiadomości tekstowych. Sprawa toczy się przed sądem europejskim i wydaje się, że wyrok sądu zostanie prawdopodobnie opóźniony do czasu po czerwcowych wyborach do UE (von der Leyen ubiega się o drugą kadencję).
Komisja Europejska twierdzi, że „Ursula von der Leyen nie jest już w posiadaniu wiadomości tekstowych”. Politico złożyło wniosek o dostęp do dokumentów, na który Komisja odpowiedziała:
Żadne wiadomości tekstowe nie zostały zarejestrowane w systemie rejestracji dokumentów Komisji. Biorąc pod uwagę, że wiadomości „zostałyby zarejestrowane, gdyby zawierały ważne informacje, które nie są krótkotrwałe”, oznacza to, że wiadomości tekstowe, jeśli kiedykolwiek istniały, musiały nie być bardzo ważne. A gdyby nie były ważne, to nie musiałyby być w ogóle rejestrowane.
Oznacza to, że około 100 SMS-ów wymienionych między Bourlą i von der Leyen nie zawierało żadnych ważnych informacji. To rodzi pytanie: Co mężczyzna i kobieta mówili sobie w swoich wiadomościach tekstowych? Czy łączyli interesy z przyjemnością?
Bourla publicznie oświadczył, że spośród wielu urzędników państwowych, z którymi rozmawiał o zakupie swoich śmieci, szczególnie łatwo rozmawiało mu się z Ursulą von der Leyen, która jest również lekarzem medycyny (ginekologiem). Jak donosi New York Times:
Pan Bourla powiedział, że on i pani von der Leyen „nawiązali wzajemne głębokie zaufanie, ponieważ wdali się w głębokie dyskusje”. Powiedział: „Znała szczegóły dotyczące wariantów, znała szczegóły dotyczące wszystkiego. To sprawiło, że dyskusja była o wiele bardziej zaangażowana”.
Jeśli rozwinęła się między nimi osobista więź sympatii i uczucia, rodzi to możliwość konfliktu interesów.
Wydaje mi się, że cała ta podejrzana i brudna sprawa jest przykładem na to, że Komisja Europejska stała się korytem dla specjalnych interesów, jednocześnie traktując obywateli Europy z pogardą.
Aby zagłębić się w tę sprawę, przeprowadziłem niedawno wywiad z francuską prawniczką, Diane Protat. Reprezentuje ona belgijskiego lobbystę Frédérica Baldana, który złożył w Belgii skargę karną przeciwko von der Leyen, obejmującą zarzuty korupcji i niszczenia dokumentów.
Pani Protat reprezentuje również francuską organizację BonSens, która ciężko pracuje na rzecz prawdy i sprawiedliwości przeciwko przestępczej reakcji na pandemię we Francji.
Współpracując z amerykańskim prokuratorem Williamem Snyderem, podejmuje działania prawne w sądzie federalnym Stanów Zjednoczonych na podstawie sekcji 1782 tytułu 28 Kodeksu Stanów Zjednoczonych w celu uzyskania wiadomości tekstowych.
Sekcja 1782 upoważnia amerykańskie federalne sądy okręgowe (tj. federalne sądy procesowe) do nakazania osobie lub podmiotowi, który „zamieszkuje” w obrębie jurysdykcji sądu, „złożenia zeznań lub oświadczenia albo przedstawienia dokumentu lub innej rzeczy do wykorzystania w postępowaniu przed sądem zagranicznym lub międzynarodowym”. Ponieważ dyrektor generalny Pfizer Albert Bourla mieszka w Nowym Jorku, prawo to zdecydowanie ma zastosowanie do jego komunikacji z przewodniczącym Komisji Europejskiej.
[Pani Protat i ja podjęliśmy spontaniczną decyzję o przeprowadzeniu naszego wywiadu na Zoomie zaraz po tym, jak oboje obejrzeliśmy zaćmienie słońca w Ameryce Północnej 8 kwietnia. Rozmowę przeprowadziła w domu przyjaciółki i nie miała czasu, by wrócić do hotelu i przebrać się przed rozmową, stąd jej swobodny strój „zaćmieniowy”.] W tym wywiadzie francuska prawniczka zwraca uwagę, że sąd amerykański podejmie działania dopiero po stwierdzeniu takiej potrzeby przez sąd unijny. W USA taka komunikacja może potrwać nawet 5 lat.
Politycy opozycji w Bundestagu wzywają Niemcy do współpracy w śledztwie przeciwko Ursuli von der Leyen.
Dochodzenie prowadzone przez Prokuraturę Europejską (EPPO) przeciwko przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen zostało po raz pierwszy omówione w niemieckim Bundestagu.
W odpowiedzi na drobne pytanie posła BSW Christiana Leye, niemiecki rząd potwierdził, że brukselskie władze badają tajne negocjacje von der Leyen z szefem Pfizera Albertem Bourlą w sprawie miliardowych kontraktów na zakup szczepionek na Covid-19. Odpowiedź udostępniła gazeta Berliner Zeitung.
W tym kontekście niemiecki rząd stwierdza, że „nie jest świadomy żadnych wniosków o wzajemną pomoc prawną lub innych kontaktów między Prokuraturą Europejską a władzami niemieckimi w związku z dochodzeniami w sprawie umów Komisji Europejskiej z Pfizerem dotyczących szczepionek na Covid-19”. Prokuratura Europejska działa jako niezależny organ śledczy. Co do zasady, dochodzenia transgraniczne w państwach członkowskich uczestniczących w Prokuraturze Europejskiej są prowadzone na podstawie art. 31 rozporządzenia Rady (UE) 2017/1939 z dnia 12 października 2017 r. wdrażającego wzmocnioną współpracę w zakresie ustanowienia Prokuratury Europejskiej. Nie miało to jeszcze miejsca w przypadku dochodzeń przeciwko von der Leyen. Rząd niemiecki „uczestniczył w inicjatywie Komisji Europejskiej dotyczącej szczepionek”. W tym kontekście „wynegocjowano i zawarto unijne umowy na szczepionki przeciwko Covid-19 od firm Biontech i Pfizer”. Rząd niemiecki jest „reprezentowany w odpowiednich komitetach na szczeblu UE, a także w Komisji Europejskiej”.
Problem polega na tym, że nikt obecnie nie wie, co dokładnie zostało wynegocjowane. Negocjacje i umowy podlegają ścisłej tajemnicy. Von der Leyen jak dotąd odmówiła ujawnienia swojej rozmowy z Pfizerem, która odbyła się za pośrednictwem wiadomości tekstowych. Rzeczniczka Praw Obywatelskich UE odrzuciła już tę prośbę, a Trybunał Obrachunkowy UE również błądzi po omacku.
W następstwie prywatnej skargi, EPPO przejęła dochodzenie od swoich belgijskich kolegów i najwyraźniej próbuje rzucić światło na tę sprawę. Christian Leye oczekuje, że Niemcy poprą ten wniosek. Powiedział Berliner Zeitung: „Należy mieć nadzieję, że śledczy nie pozostawią kamienia na kamieniu, a niemieckie władze – jeśli to konieczne – będą w pełni współpracować”. „Niemiecki przewodniczący Komisji Europejskiej, który uzgadnia SMS-em kontrakty na szczepionki warte miliardy euro, a następnie odmawia przekazania wiadomości tekstowych Parlamentowi Europejskiemu, depcze praworządność i jest żenujący dla Niemiec”, powiedział Leye.
Jego kolega z BSW, Fabio De Masi, dostrzega fundamentalny problem. Powiedział Berliner Zeitung: „Wszystko, czego dotyka pani von der Leyen – czy to jako minister obrony ds. uzbrojenia, czy jako szefowa Komisji UE ds. szczepionek, czy też przyznanie stanowiska komisarza ds. MŚP – jest owiane mgłą”. Kiedy von der Leyen ogłasza, że chce w przyszłości zorganizować zamówienia na broń w UE zgodnie z „udanym” modelem zamówień na szczepionki, „można się przestraszyć”, powiedział De Masi.
Ursula von der Leyen doświadczyła „klęski” na innym froncie w tym tygodniu, jak napisała dpa: „Ursula von der Leyen poniosła poważną polityczną porażkę w środku kampanii wyborczej na drugą kadencję jako przewodnicząca Komisji Europejskiej. Po oskarżeniach o faworyzowanie, polityk CDU musiała ogłosić późnym wieczorem w poniedziałek, że jej partyjny kolega Markus Pieper nie obejmie stanowiska komisarza Komisji Europejskiej ds. małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), jak planowano. Wieloletni eurodeputowany z Münsterland powinien był objąć to stanowisko we wtorek, co wiąże się z podstawowym miesięcznym wynagrodzeniem w wysokości ponad 18 000 euro”.
Zarzuty zostały podniesione, ponieważ dwóch kandydatów ze Szwecji i Czech zostało ocenionych wyżej niż Pieper na początku procesu aplikacyjnego. Polityk CDU, który jest członkiem Parlamentu Europejskiego od 2004 roku, zwyciężył dopiero w rozmowach kwalifikacyjnych. W oczekiwaniu na nowe stanowisko Pieper nie kandydował już do parlamentu i według dpa rozważa ponowne ubieganie się o stanowisko wraz z von der Leyen.
Największe polskie miasta powoli zamieniają się w poligony doświadczalne zrównoważonego rozwoju, gdzie ideologia globalistyczna święci tryumfy bez względu na panującego włodarza.
„Czasy się zmieniają, a Pan zawsze jest w komisjach” – klasyczny cytat z „Psów” Pasikowskiego jak mało który pasuje do naszej samorządowej rzeczywistości. Przed II turą wyborów na prezydentów miast, wszędzie najpewniejszym kandydatem do zwycięstwa pozostaje…Agenda 2030. Mniejsza o to, czy przybierze barwy Koalicji Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Trzeciej Drogi czy kandydata niezależnego; mało których punktów programu można być tak pewnym, jak czynienia zadość dogmatom zrównoważonego rozwoju.
Ideologia klimatyzmu zwyciężyła już w Warszawie (Rafał Trzaskowski), Gdańsku (Aleksandra Dulkiewicz) i Łodzi (Hanna Zdanowska). Zielony sztandar rewolucji wkrótce zawiśnie również w Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu. Nie przesłonią tego teatralne przepychanki pomiędzy pozornie wrogimi stronnictwami.
Aby wykazać, że – cytując minister klimatu – „agenda musi być realizowana”, niech posłuży nam przykład sporu toczącego się w Grodzie Kraka. Pytania o głosowanie na Aleksandra Miszalskiego czy Łukasza Gibałę, przypominają rozważania kurczaka, który zastanawia się czy lepiej będzie smakował usmażony na grillu czy na patelni w panierce. Globalistyczna ekspozytura z Brukseli, już wkrótce przypuści zmasowany atak na nasze podstawowe prawa i swobody obywatelskie, zagrozi bezpieczeństwu energetycznemu, uderzy we własność i portfele niezależnie od tego, czy dokona tego rękami protegowanego Donalda Tuska, czy doktora logiki od Janusza Palikota.
Wielka kasa
Zrównoważony rozwój idzie przez samorządy. Tylko w tym roku, Unia dedykuje Polsce 27 miliardów złotych z KPO przeznaczonych m.in. na cele związane z „zieloną transformacją” – o takim przeznaczeniu tych środków informowało wprost Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. W perspektywie finansowej na lata 2021–2027 samorządy otrzymały w zarządzanie prawie połowę (44 proc.) funduszy europejskich. To w sumie blisko ponad 35 mld EURO. Największa część (8,4 mld) zostanie przeznaczona na inwestycje środowiskowe „obniżające emisyjność gospodarki”.
Jak łasi na zastrzyk zielonych srebrników są kandydaci do ratusza, ukazują – niemal tożsame – ich programy wyborcze. Planom polityki energetycznej, w nie mniejszym stopniu od dostarczania ciepła, już otwarcie przyświeca cel „zmniejszenia zapotrzebowania na paliwa kopalne” i „ograniczania emisji CO2”. Budownictwo ma odpowiadać w pierwszej kolejności nie potrzebom mieszkańców, lecz „wyzwaniom zmian klimatu”. Lobbyści natomiast już zacierają ręce na myśl zamiany bloków mieszkalnych w fotowoltaiczne farmy.
Z kolei nowe osiedla – oczywiście z najmem jako preferowaną formą użytkowania – powstaną wyłącznie w postaci 15-minutowych gett, gdzie przez bezpieczeństwo kryzysowe rozumie się nie rozbudowę sieci schronów, lecz zabezpieczenie przed „falami upałów, suszami, powodziami i burzami”.
Strefa czystego absurdu
Totalny charakter klimatystycznej hagady każe snuć plany „modernizacji” miasta bez oglądania się na zdanie mieszkańców. Przykładowo, mimo, że Krakowianie i pracujący w mieście coraz częściej korzystają z własnych czterech kółek, nadrzędnym celem ratusza wciąż pozostaje „odwrócenie trendu samochodowego”.
Oczywiście, jak to w kampanii – kolorowym festiwalu populizmu, obaj kandydaci prześcigają się kto wybuduje więcej stacji P&R, w jakim stopniu rozszerzy sieć komunikacji miejskiej, gdzie zapełni „białe plamy komunikacyjne”; padły nawet zapewnienia o budowie metra. Wszystko po to, aby stworzyć jak najlepszą alternatywę dla samochodów.
Obietnice obietnicami, zwłaszcza, że słowa nic nie kosztują. Tymczasem, jak nie raz potwierdziła twarda rzeczywistość, najprościej uprzykrzyć życie zakazami. W tym miejscu kłania się wielki nieobecny tegorocznej kampanii: Strefa Czystego Transportu, uchylona w obecnym kształcie decyzją Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie.
Kiedy mleko się rozlało, przedsiębiorcy i instytucje obywatelskie zaczęły głośno protestować przeciwko wykluczeniu komunikacyjnemu kierowców, zwracać uwagę na uderzenie we własność prywatną i swobodę przemieszczania się, krakowscy radni – tak chętnie głosujący za rozwiązaniem – nagle nabrali wody w usta, a niektórzy nawet otrzeźwieli przyznając, że nie byli świadomi za jaką Strefą i na jakich warunkach zagłosowali.
Okazało się, że do niedawna „ekologiczna inicjatywa” to „bubel prawny pisany na kolanie”, a na dodatek przeprowadzona bez wiedzy i zgody mieszkańców oraz nawet bez oferty „w zamian”. Dzisiaj Łukasz Gibała zapewnia o przeprowadzeniu w sprawie SCT referendum, choć swego czasu głosował za przyjęciem rozwiązania konsultowanego niemal wyłącznie z aktywistami.
Mimo, że obaj kandydaci schowali na czas kampanii kwestię SCT, cała sprawa wróci szybciej niż nam się wydaje. Zwłaszcza, że klamki w tej sprawie zapadły już w Warszawie i Wrocławiu, a Bruksela – główny sponsor całej zabawy – jeszcze dociska śrubę.
„Psiecku” na ratunek
Zrównoważony Rozwój to jednak nie tylko kwestie materialne. Jak się okazuje, w wielkim mieście dużo łatwiej uzyskać poparcie zwolennikowi „praw zwierząt”, niż prawa do życia wszystkich ludzi.
Wychodząc naprzeciwko potrzebom „psiamatek” i rodziców „psiecka”, kandydaci obiecują zbudować… „cmentarz” dla zwierząt, gdzie mieszkańcy mogliby „w sposób godny pochować swojego pupila”. Jednocześnie obaj deklarują powstanie Punktu Profilaktyki Intymnej, gdzie „pozbawieni barier” pracownicy medyczni „bez klauzuli sumienia” nie odmówią aborcji „ze względów religijnych czy moralnych”.
Do zestawu obietnic należy dodać również sfinansowanie na koszt mieszkańców nieetycznej procedury zapłodnienia pozaustrojowego; oczywiście bez pytania katolickich podatników o zdanie. W tej sprawie referendum nie przewidziano.
To wszystko powoduje, że w najbliższą niedzielę często będziemy zmuszeni wybierać „między dżumą a cholerą”. Stoimy w kolejce do kasyna, które zawsze wygrywa. Samorządowy podstęp brukselskich elit może zatrzymać chyba tylko otrzeźwienie suwerennych narodów na poziomie europejskim. Przed nami więc dużo ważniejszy bój – czerwcowe wybory do europarlamentu.