Kalinka 1/2026

Szanowni Państwo! 

Oto pierwszy w tym roku SOBOTNIK, wraz z DUCHEM CZASU.

Z pozdrowieniami Małgorzata Todd www.mtodd.pl <mtodd@mtodd.pl>

Kalink1/2026(755)

TVP w likwidacji wraca do klasyki, tej PRL-owskiej. Kalinka, taka modna za Stalinka, doczekała się kolejnej wersji. Publiczność zgromadzona w studio nie kryła zachwytu. Co prawda, przekaz dnia każe chwilowo potępiać Związek Radziecki Putina, ale jemu samemu, jako mas-mordercy daleko jeszcze do Stalina. Może, co najwyżej podziwiać mistrza i wcale się z tym podziwem nie kryje.

Kultura kwitnie w TVP mimo, a może dzięki jej likwidacji. Prócz komunistycznych resentymentów sprzyja też nowym talentom. Oto właśnie objawił się nowy geniusz i choć cymbalistów było wielu, to tylko jeden taki cymbał zagrał kolędę. Może chwilowo znudziło mu się zarządzanie państwem w stanie upadłości i rozliczanie zbrodni niepopełnionych przez oponentów politycznych.

A tymczasem czujna władza ludowa wykryła kolejny „faszystowski spisek”. W pewnej szkole ktoś na tablicy napisał: TU SKurwiel bosy podziela losy obieraczy kartofli i siorbaczy ŻURKA.

Kto to napisał? Uczniowie twierdzą, że sztuczna inteligencja. Minister Niesprawiedliwości i Neo-Prokurator zarazem, w to nie wierzy. Jako niewierzący, żadnej inteligencji nie ufa, bo wie, że każdą da się przecież oszwabić, co próbuje udowadniać każdego dnia.

Małgorzaty Todd

=========================================

SPOTKANIA Z DUCHEM CZASU

Duch biznesu

‒ Szefie, na tym zarobimy krocie – Julek wysypał na biurko kulki przypominające kozie bobki.

‒ Co to takiego, sztuczny nawóz? 

‒ Lepiej. Te kulki utrzymują wilgoć w doniczce z rośliną nawet miesiąc! 

‒ Czyli można wyjechać na urlop, bez konieczności zostawiani kluczy od mieszkania sąsiadowi?

‒ Dokładnie. 

‒ Trzeba tylko namówić sklepy ogrodnicze, żeby chciały to wciskać klientom – szef, swoim zwyczajem, był sceptyczny.

‒ Będą chciały i to bardzo!

‒ Z powodu…?

‒ Produkt ma ukrytą wadę dla jednych, a zaletę dla innych, zależy jak na to spojrzeć.

‒ Mów jaśniej.

‒ Rośliny nie potrzebują wody, bo właśnie zdychają. Klient przyjdzie ponownie, kupić następne doniczki z pięknymi roślinami.

‒ Nie skażone, jak mniemam, genialnym preparatem?

‒ Właśnie, do czasu przesadzenia w nową, większą doniczkę z naszym preparatem. Takie perpetuum mobile biznesu.

1 stycznia Ukraińcy i ich duchowieństwo uczcili zbrodniarza Stepana Banderę

1 stycznia Ukraińcy uczcili zbrodniarza Stepana Banderę

02.01.2026 tysol/1-stycznia-ukraincy-uczcili-zbrodniarza-stepana-bandere

Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć opublikowało na platformie X zdjęcia z obchodów kolejnej rocznicy urodzin Stepana Bandery, którą Ukraińcy obchodzili 1 stycznia 2026 roku w wielu miastach, w tym we Lwowie, Drohobyczu i Mościskach.

Ukraińscy duchowni podczas uroczystości ku czci Stepana Bandery

Ukraińscy duchowni podczas uroczystości ku czci Stepana Bandery / Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć

Kolejne urodziny Bandery

Na zachodniej Ukrainie hucznie obchodzono kolejną rocznicę urodzin Stepana Bandery, lidera Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, zbrodniarza i terrorysty, ponoszącego moralną i polityczną odpowiedzialność za ludobójstwo na Polakach i obywatelach II Rzeczypospolitej innych narodowości – napisało na platformie X Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć.

W uroczystościach uczestniczyli duchowni

Co budzi największą grozę, to liczna obecność duchownych greckokatolickich pod pomnikami Bandery, wychwalających go jako ”bohatera Ukrainy”. Zresztą, czynili to również politycy, samorządowcy i działacze społeczni. Na obchodach obecna była młodzież – relacjonowali przedstawiciele Stowarzyszenia.

Ideologia banderowska silnie zakorzeniona na Ukrainie

To pokazuje, jak silnie zakorzeniona na Ukrainie jest ideologia banderowska

Na Ukrainie na ma nazizmu? Tak tam wychowują młodzież przy poparciu duchowieństwa 

– skomentował uroczystości ku czci Bandery prof. Andrzej Zapałowski. 

 

Ideologia banderowska

Ukraina buduje swoją współczesną państwowość na ideologii banderowskiej będącej niczym innym, jak tylko ukraińską odmianą nazizmu. Jest to mocno niepokojące ze względu na to, że to właśnie ona w przeszłości odpowiadała za mordy dokonywane przez Ukraińców na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wówczas zostało bestialsko wymordowanych około 200 tys. Polaków, a ukraiński kler święcił siekiery, piły i inne narzędzia, którymi dokonywano tej zbrodni.

========================================

Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” @WspolnotaPamiec

Lwów, Drohobycz, Mościska… Na zachodniej Ukrainie hucznie obchodzono kolejną rocznicę urodzin Stepana Bandery, lidera Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, zbrodniarza i terrorysty, ponoszącego moralną i polityczną odpowiedzialność za ludobójstwo na Polakach i obywatelach II Rzeczypospolitej innych narodowości. Co budzi największą grozę, to liczna obecność duchownych greckokatolickich pod pomnikami Bandery, wychwalających go jako „bohatera Ukrainy”. Zresztą, czynili to również politycy, samorządowcy i działacze społeczni. Na obchodach obecna była młodzież. To pokazuje, jak silnie zakorzeniona na Ukrainie jest ideologia banderowska.

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

6 683 wyświetlenia

=================================

sektorówka:

Nowa fala represji? Tusk i Żurek grożą Polakom

Nowa fala represji? Tusk i Żurek grożą Polakom

Autor: Aktualności , 2 stycznia 2026

Patriotyzm jest jak rasizm”

Gazeta Wyborcza

————————————————–

Zgodnie ze starym stalinowskim sznytem lewica grozi Polakom, nazywając mówienie prawdy „mową nienawiści” i „faszyzmem”.

Pod szczególną ochroną rządu Tuska znalazł się proceder okradania Polaków metodą drenowania budżetu na pomoc dla banderowskiej Ukrainy.

Jedynym wyjątkiem wśród dawnych i aktualnych polityków lewicy jest Leszek Miller, który nazywając Pawła Kowala pro banderowskim, mówi wprost o próbie zamiatania pod dywan ukraińskiej kradzieży środków pomocowych.

Patriotyzm polski to “faszyzm”, “antysemityzm” i “nienawiść”. A banderyzm?

minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ogłosił, że zamierza wdrożyć rozporządzenie wyznaczające kilkanaście prokuratur, które skoncentrują się na ściganiu przestępstw związanych z mową nienawiści, w tym hejtu skierowanego w kierunku Ukraińców.

Stosowne rozporządzenie jest przygotowywane. Wyznaczone jednostki będą mieć specjalizację w ściganiu hejtu. To będzie dotyczyło szeroko pojętego hejtu. Bez znaczenia czy ofiarami są Ukraińcy, Żydzi, Romowie, czy polski obywatel, który ma inne poglądy – powiedział Żurek w rozmowie z OKO.press. /link/

A jak wygląda rzeczywistość?

Żurek odwraca kota ogonem ponieważ największy hejt jest kierowany w stronę polskich patriotów, którym ubliża się od faszystów i zwolenników Putina, a najczęstszymi sprawcami tego rodzaju przejawów nienawiści są politycy i sympatycy KO.

W podobnym tonie manipulował Donald Tusk, mieszając specjalnie określenia dotyczące przestępstw kryminalnych z językiem antypolskiej propagandy:

Dociśniemy śrubę przestępcom wszelkiej maści. Czy to będzie król kiboli, handlarz narkotyków, skorumpowany polityk czy prorosyjski bojówkarz, każdy bez wyjątku, kto łamie prawo, w nadchodzącym roku gorzko tego pożałuje.

============================

MD: A jak to będzie pro-Zełeński lub pro – izraelski kłamca i oszczerca? To nagroda?

23-letni Ukrainiec zatrzymany na Okęciu. Miał przy sobie urządzenie do zagłuszania fal radiowych

23-letni Ukrainiec zatrzymany na Okęciu.

Miał przy sobie urządzenie do zagłuszania fal radiowych

Michał Dzierżak niezalezna/23-letni-ukrainiec-zatrzymany-na-okeciu-mial-przy-sobie-urzadzenie-do-zagluszania-fal-radiowych

23-letni obywatel Ukrainy został zatrzymany na lotnisku Chopina. Służby znalazły przy nim urządzenie do zagłuszania fal radiowych. Prokuratura wyjaśnia okoliczności tej sprawy, a 23-latek przebywa obecnie w tymczasowym areszcie.

Jak powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba, 27 grudnia sąd zastosował miesięczny areszt tymczasowy wobec 23-letniego obywatela Ukrainy Illii S., który drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia godzinami przesiadywał w jednym z lokali gastronomicznych na warszawskim lotnisku.

Zachowanie mężczyzny wzbudziło podejrzenia służb ochrony portu, które znalazły przy nim urządzenie do zagłuszania fal radiowych, działające w pasmach częstotliwości zarezerwowanych dla łączności i nawigacji lotniczej. Wówczas mężczyznę zatrzymano.

Jak powiedział rzecznik, prokurator wnioskował o trzymiesięczny areszt, jednak sąd stwierdził, że miesiąc jest wystarczający na powołanie biegłego. Pomoże on ustalić, co znajduje się na zabezpieczonych nośnikach i do czego dokładnie służyły.

Jak informowała czwartkowa „Rzeczpospolita”, „mężczyźnie postawiono zarzut z art. 13 par. 1 k.k. w zw. z art. 212 ust. 1 pkt. 4 ustawy Prawo lotnicze, czyli usiłowania działań »zagrażających bezpieczeństwu ruchu lotniczego«”

Cyber-gangi ze Wschodu atakują! To głównie Ukraińcy

Cybergangi ze Wschodu atakują! To głównie Ukraińcy

wpolityce.pl/cybergangi-ze-wschodu-atakuja-to-glownie-ukraincy

Jak grzyby po deszczu powstają grupy przestępcze zorganizowane na wzór korporacji, wyspecjalizowane w oszustwach metodą „na bankowca” i „na inwestycje”; proceder opanowali ukraińscy przestępcy – pisze „Rzeczpospolita”.

Według gazety, telefony do ofiar są wykonywane z call center w Kijowie, Odessie czy Charkowie, a w Polsce pozostała część grupy pilnuje finału oszukańczego przedsięwzięcia, czyli wypłaty pieniędzy. Proceder jest urządzony na wzór korporacji, a kandydaci są badani wariografem – tak działają współczesne cybergangi, które okradają ofiary podszywając się pod pracowników banków i pod platformy inwestycyjne. Kontrolują go przestępcy z Ukrainy, ścigani przez polskie oraz ukraińskie służby.

Badania na wykrywaczu kłamstw

To grupy przestępcze o wysokim stopniu zorganizowania, w niektórych przed przyjęciem każdy kandydat był obligatoryjnie badany na poligrafie (wariografie) i pytany na przykład o współpracę z organami ścigania

— powiedział „Rzeczpospolitej” Marcin Zagórski, rzecznik Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, które ściga tego typu przestępczość.

Jak poddaje „Rz”, w rozbitych dotąd cybergangach obywatele Ukrainy stanowili przeszło 90 proc. składu – pozostali, to inni cudzoziemcy, werbowani do podrzędnych zadań.

Ten kawałek „tortu” jest praktycznie poza zasięgiem polskich grup przestępczych — przyznał cytowany w artykule wysoki oficer CBZC.

Gazeta informuje, że „oszustwa internetowe nasilają się – w 2023 r. było ich 85 tys., w ubiegłym 93 tys., w obecnym skala nie będzie mniejsza”. Statystyki nie wyodrębniają oszustw według modus operandi, jednak policjanci i prokuratorzy z pionów do zwalczania cyberprzestępczości przyznają, że spraw „na bankowca” i „na inwestycje” jest mnóstwo. Kosztem ofiar oszuści osiągają rekordowe zyski. Tylko jedna grupa wyłudziła 6 mln zł w ciągu trzech lat.

PAP/Tomasz Karpowicz

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kryminal/749641-cybergangi-ze-wschodu-atakuja-to-glownie-ukraincy

Małe królestwa jednopartyjnej stagnacji – edycja sylwestrowa

Małe królestwa jednopartyjnej stagnacji

– edycja sylwestrowa dla kpiarzy!


jaroslawbanas/notka

Ach, te nasze miasteczka, gdzie demokracja kwitnie tak bujnie, że aż się prosi o order za wierność jednemu komitetowi. Rada miasta? Pełna zgoda, zero sprzeciwu – wszyscy radni z jednego nadania, a opozycja to co najwyżej jeden biedak, który czasem wstrzyma się od głosu, żeby nie wyszło, że to już całkiem Korea Północna.

Ile takich perełek? PKW nie liczy, bo po co – i tak wszyscy wiedzą, że w małych gminach poniżej 20 tysięcy dusz jednopartyjny monolit jest częstszy niż dziura w asfalcie po zimie. W dużych miastach trudniej o taki luksus – tam proporcjonalna ordynacja zmusza do koalicji, radni skaczą z klubu do klubu jak żaby po deszczu. Ale w małych królestwach?

Burmistrz to cesarz, rada to dwór klakierów, a spółki miejskie obsadzone według klucza rodzinno-kumoterskiego: wodociągi dla kuzyna, śmieci dla szwagra, żłobki dla ciotki. Wszystko gra, wszystko w rodzinie. Sylwester? Klasyka gatunku. Zamówienie na imprezę leci do firmy, która akurat robiła kampanię „naszym”. Kosztorys taki, że za te pieniądze można by oświetlić całą gminę przez rok ale cóż.

Fajerwerki z dyskontu – bum z opóźnieniem, strach mają głównie gołębie. Na scenie lokalny zespół disco-polo, który gra ten sam zestaw co w 2015, bo „ludzie lubią sprawdzone hity”. Kiermasz? Oscypki od „zaprzyjaźnionego” górala, grzaniec z baniaka i karuzela, która kręci się wolniej niż burmistrz podejmuje decyzje o odśnieżaniu. Konferansjer wrzeszczy „A teraz lasery!!!” i świeci latarką z Biedronki w niebo. Arcydzieło.

A burmistrz? O, ten to ma fazę na relacje live. Czapka Mikołaja na głowie, ramiona na ramionach radnych, selfie z dyrektorem komunikacji, stories z grzańcem w dłoni. „Jak my się tu bawimy z mieszkańcami, proszę państwa! Integracja level master!”. Dron (wypożyczony od kumpla) filmuje z góry tłum (ten sam co zawsze), a w komentarzach wierna garstka beneficjentów sypie serduszkami: „Panie burmistrzu, rewelacja! Najlepszy sylwester w historii gminy! ”.

Reszta mieszkańców albo nie dociera, bo drogi zasypane, albo siedzi w domu i scrolluje z niedowierzaniem. Nagle pada śnieg. I bum – cała nieudolność na wierzchu. Chodniki jak stok narciarski, babcie robią slalomy z siatami, a główna krajówka przez miasteczko – ta „brama do Europy”, którą burmistrz obiecywał na każdym plakacie – stoi jak mur. Tir w poprzek, autobusy w korku, kierowcy wyją do księżyca.

Jedyny pług z posypywaczką w garażu. Kierowca na urlopie, święta przecież, a zastępca bawi się na imprezie tej samej firmy, co robiła sylwestra.

Reakcja władzy? Arcydzieło. Konferencja prasowa: „To spisek opozycji! Balony z sztucznym śniegiem! Obce satelity! Jak przestaną czarować, to odśnieżymy. Najpóźniej do maja”. Serio.

Miasteczko przypomina w tym momencie typa, który w starej kamienicy zrobił apartament na Booking: liczy się tylko kasa z krótkoterminowego najmu w sylwestra. A że sąsiedzi mają burdy, hałas, wymiociny na klatce i fajerwerki o 4 nad ranem? Trudno. Byle przelew wpłynął, reszta może zdychać w racach.

Młodzi patrzą na to i pakują manatki. Ci z dyszką na miesiąc przenoszą firmy za Ren albo do Holandii, gdzie śnieg znika zanim spadnie. Ci z mniej – jadą za nimi myć naczynia. Bo po co czekać, aż Trump dogada się z Putinem, a Chińczycy otworzą drugi front? Lepiej wyjechać, zanim ktoś serio zaproponuje odtworzenie Unii Polsko-Litewskiej na TikToku.

Na 2026 życzę wam, drodzy kpiarze: mniej relacji z fejkowej radości, mniej serduszek od dworu, więcej prawdziwej opozycji i dróg przejezdnych choćby raz w roku. I żebyście nie musieli emigrować, żeby zobaczyć dyżurnego odśnieżacza w akcji. Bo stagnacja w małych miasteczkach jest wieczna i nieodwracalna. Oby na na kiermaszu nie zostało tylko stoisko z kalendarzami na miniony rok, bo ktoś zapomniał zamówić aktualnych. Szczęśliwego, oby mniej żenującego 2026!

Jarosław Banaś

————————————

Texas1 stycznia 2026, 09:21

Ale to jest wina ludzi zamieszkujących owe miasta, bo się godzą na marnowanie ich przecież pieniędzy.

Znajomych mieszkających w W-wie pytam się, czy nie przeszkadza im np kibel w błocie za kilkaset tysięcy w parku Skaryszewskim, czy kładka przez rzekę za miliony(która od razu wymagała naprawy, ale czekano aż minie gwarancja, żeby zrobić to za kasę miastową), a już całkowitym kuriozum było rzucenie kilkunastu kawałków drewna na placu zabaw dla dzieci za kilkaset tysięcy złotych. O jajku za setki nawet nie wspominam.

Tusk: Poleciłem zwołanie narady… MEM-y IV.

——————————–

————————————-

———————————————

———————————

——————————-

——————————————————————————–

—————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Najgorszy rok ??? MEM -y III.

—————————————

———————————————-

——————————

————————————-

——————————————————————————-

———————————-

——————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Siły i odwagi ! MEM-y II.

—————————————–

—————————————————-

—————————————————-

————————–

———————————————–

———————————————————

—————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Stanowski obiektywnie !! MEM-y I

—————————

—————————————-

————————————

—————————————————

——————————————

——————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Grzegorz Braun będzie premierem? Noworoczna przepowiednia

Grzegorz Braun będzie premierem? „On nie da się kupić.” Noworoczna przepowiednia jasnowidza Jackowskiego [VIDEO]

1.01.2026 hnczas/grzegorz-brauna-bedzie-premierem-on-nie-da-sie-kupic-noworoczna-przepowiednia-jasnowidza-jackowskiego

krzysztof jackowski grzegorz braun
NCZAS.INFO | Krzysztof Jackowski i Grzegorz Braun / fot. YT / JASNOWIDZ Krzysztof Jackowski Official

Krzysztof Jackowski, zwany „jasnowidzem z Człuchowa” podczas transmisji na żywo podzielił się swoją wizją dotyczącą przyszłości Grzegorza Brauna. Jego zdaniem, lider Konfederacji Korony Polskiej może zostać premierem lub wicepremierem po najbliższych wyborach parlamentarnych.

Krzysztof Jackowski wziął kartkę z wydrukowanym wizerunkiem Grzegorza Brauna i pokazał ją do kamery. Potem przyjrzał się jej przez dłuższy czas.

Po analizie wizerunku lidera KKP Jackowski ogłosił, że Braun będzie premierem.

– Pierwsze, co mi się skojarzyło, to 'egocentryczny prawicowiec’. Ten człowiek nie jest powiązany z żadną agenturą różnej maści. Nie ma żadnych powiązań – powiedział Krzysztof Jackowski.

– Ma bardzo poważną zaletę: jego wymowa jest bardzo wyrazista, oparta w dużej mierze o prawdę stwierdzeń faktów. Czyli nazywa bardzo wyraziście i bardzo elegancko fakty, których wielu polityków próbuje nie nazywać albo nie mówić o nich – ocenił.

– On w przyszłości stworzy formację. Nie partię, a coś, co wizja nazywa „formacją”. Do niego przystąpi jakaś grupa ludzi, związana z jakąś grupą polityczną, jakiegoś ugrupowania politycznego, do niego przystąpią ludzie w przyszłych wyborach parlamentarnych – powiedział po kolejnej przerwie.

– Braun może okazać się rekordzistą w historii w pewnym sensie debiutów politycznych jako powiedzmy głowa ugrupowania jakiejś partii, zrzeszenia. Bo dużo ludzi przystąpi do Brauna, którzy będą bardzo konsekwentni. W przyszłych wyborach Braun i jego kompania będzie miała… to znaczy to będzie bardzo świetny wynik jego ugrupowania – zaznaczył Jackowski.

– Braun może być albo premierem albo wicepremierem – zapowiedział Krzysztof Jackowski.

– Mogą na nim wieszać kalumnie. Ale on się nie da kupić. Egocentryk i indywiduum – ocenił.

Warto przypomnieć, że Jackowski trafnie przepowiedział dobry wynik Grzegorz Brauna w wyborach prezydenckich i to, że później jego formacja i on sam będzie bardzo zyskiwała na popularności.

Potem jeszcze podzielił się swoją wizją przyszłości w kontekście globalnym. Zdaniem Jackowskiego, demokracja za kilka lat upadnie.

– Czas fatalny do 2028 roku. Niestety, po 2028 roku nie oznacza to, że rozpogodzi się politycznie na świecie i zaczną wracać piękne dni. Niestety, to, co było piękne jeszcze powiedzmy kilka lat temu, zamiera. Świat oczywiście będzie piękny, ale ludzie szybko zrozumieją, że ta demokracja, która była, bezpowrotnie kończy się i narody będą zawiadywane, ludność będzie zawiadywana zupełnie inaczej – mówił Krzysztof Jackowski.

Kto silniejszy – pani Prezes SN, czy żydowskie lobby aborcyjne…

mail:

Małgorzata Manowska, I Prezes sądu Najwyższego, w całości zaskarżyła do sądu decyzję prokuratury o odmowie przyjęcia jej zażalenia na umorzenie śledztwa ws. przerwania ciąży przez lekarkę Gizelę Jagielską – poinformował PAP rzecznik prasowy Sądu Najwyższego sędzia Igor Zgoliński.

Zobaczymy, kto silniejszy – pani Prezes SN, czy żydowskie lobby aborcyjne…

My nie mamy państwa. Koszmar na S7.

Koszmar na S7. „Dopiero od kilku godzin dochodzę do siebie”

02.01.2026 tysol/koszmar-na-s7-dopiero-od-kilku-godzin-dochodze-do-siebie

Znana obrończyni życia Kaja Godek napisała na platformie X, jak wyglądały działania służb wobec stojących w korku na S7 ludzi. „Powinna być dymisja za dymisją” – oceniła.

Trudne warunki pogodowe zagroziły życiu wielu kierowców, którzy utknęli na S7 i drogach dojazdowych

Trudne warunki pogodowe zagroziły życiu wielu kierowców, którzy utknęli na S7 i drogach dojazdowych / PAP/Andrzej Jackowski

————————————————-

„Zagrożone były całe rodziny”

„Dzielę się z Państwem tym, co wczoraj (i dziś) przeżyłam, wracając S7 z Gdańska do Warszawy. Właściwie dopiero od kilku godz dochodzę powoli do siebie i dziękuję Bogu, że wszystko ok. Z pełną odpowiedzialnością mówię: indolencja państwa spowodowała, że tysiące ludzi były w zagrożeniu zdrowia i życia. Zagrożone były całe rodziny uwięzione godzinami w samochodach bez żadnej pomocy!” – napisała Godek.

Bez pomocy

„Ruszam z Gdańska przed 15:00, szybki obiad po drodze i dalej w trasę. Około 16:30 wpadam w zator na wysokości Rychnowa k. Ostródy. Nikt nie jedzie, nawet na 1-wszym biegu, nic, stoimy. Po godzinie przyjeżdża policja, ma udrożnić trasę, ale nic się nie dzieje. Śniegu coraz więcej. Z początku myślę trudno- popracowałam na laptopie, podzwoniłam w zaległe miejsca, nadgoniłam pracę, dałam znać Bliskim, że będę późno. No ale mija 3,5h i przychodzi info, że blokada nie została usunięta. Ludzie dzwonią na 112 i na komendę w Ostródzie- oprócz uspokajającej gadki zero konkretu.

Czy będzie jakaś ewakuacja? Pomoc z gorącą herbatą? Nie, może jutro gmina Grunwald zwoła sztab. Jutro to mnie nie interesuje. Śniegu coraz więcej, zaczyna wiać od boku, że aż auto kołysze.

Pod prąd

W ostatniej chyba chwili około 20:00 – decyduję, że nie będę liczyć na to państwo z kitu, więc odwrót i jazda S7 pod prąd, żeby się jakoś wydostać z tego korka. Mam szczęście: jestem po obiedzie, mam zapas pitnej wody, bak pełny, auto JESZCZE posłuchało i dało radę zawrócić na śniegu. I znowu szczęście: tylko 400m i jest zjazd na Działdowo- znowu pod prąd, ale nikt nie pyta, wszyscy jadą. Potem coraz gorzej- ŻADNA boczna droga w ŻADNEJ miejscowości nie jest odśnieżona choćby minimalnie. Samochody się zakopują, ludzie wzajemnie sobie pomagają, odkopują, pchają, jadą po kawałku. Trasy bokiem wioskami niemal nieprzejezdne.

„Nigdzie śladu odśnieżania”

Gdzieś pod Mławą w rowie TIR na lawecie pełen żywych prosiąt, kwiczą niemiłosiernie, traktor próbuje spionizować TIR, choć tyle, bo nie wyciągnie ich na jezdnię, ale żeby choć biedne prosiaki przeżyły. Masakra. Przede mną z auta wysiada ojciec z kilkulatkiem, żeby go wysiusiać- dziecko płacze, śnieg zawiewa, kosmos. GPS pokazuje „odbij w prawo, ponownie odbij w prawo” – kolejne odbicia w prawo są zasypane śniegiem, bez szans, żeby wjechać. W pewnej chwili jadę z zachodu na wschód i nie mg odbić na tę Warszawę, nadrabiam potężna liczbę km. Dochodzi 1 w nocy. Działdowo, Mława, Zakroczym, Nowy Dwór – nigdzie ani śladu odśnieżania. W miastach! S7 koszmarna, ślisko, buja, na przednią szybę leci błoto ze śniegiem. Docieram do domu o 4:00. Po ponad 13h podróży”

– relacjonowała.

„My nie mamy państwa”

„To nie jest normalne, że jak zaczyna padać śnieg – w grudniu – to nigdzie nie ma odśnieżania ani solarek. Nie tłumaczcie mi, że jak jest śnieg, to solarki i pługi nie pojadą – bo kiedy mają jechać, jak nie wtedy? Dlaczego już nie odśnieża się miast i przelotówek? Co to za nowy zwyczaj? Tam wczoraj naprawdę było zagrożenie dla ludzi, w tym dla małych dzieci. Po czymś takim dziś powinna być dymisja za dymisją. Naprawdę. My nie mamy państwa” – oceniła.

Ten rząd wybiera się na wojnę, a sam nie umie sprzątnąć śniegu z dróg”.

Wtorkowe opady śniegu sparaliżowały S7

We wtorek wieczorem sytuacja na drodze ekspresowej S7 gwałtownie się pogorszyła. Z powodu intensywnych opadów śniegu część trasy została całkowicie zablokowana w obu kierunkach, a kierowcy przez wiele godzin stali w korkach.

Zamieszki i pożary w Holandii. Spłonął 150-letni zabytkowy kościół. Jak „prasa” kłamie, a PCh daje ciała

Zamieszki i pożary w Holandii. Spłonął 150-letni zabytkowy kościół.

pch24.pl/zamieszki-i-pozary-w-holandii-splonal-150-letni-zabytkowy-kosciol

(fot. Twitter.com)

Noc Sylwestrowa minęła w Holandii pod znakiem licznych zamieszek i starć z policją. W wielu miejscach kraju wybuchły pożary. Jeden z nich doszczętnie strawił zabytkowy 150-letni kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego (Voldenkerk) w Amsterdamie.

Tegoroczna noc sylwestrowa w Holandii okazała się wyjątkowo dramatyczna. W różnych częściach kraju doszło do śmiertelnych wypadków związanych z użyciem fajerwerków, m.in. w Nijmegen i Aalsmeer. Policja bada, czy używany materiał pirotechniczny był legalny.

Jednym z najpoważniejszych zdarzeń był ogromny pożar zabytkowego kościoła w Amsterdamie – Vondelkerk, który od lat 70 XX wieku przestał pełnić funkcję świątyni katolickiej i stał się miejscem wielu koncertów oraz spotkań. Ogień szybko objął wieżę budynku, a gęsty deszcz iskier zmusił służby do ewakuacji kilkudziesięciu pobliskich domów. Straż pożarna walczyła z żywiołem przez wiele godzin, wykorzystując wodę z pobliskiego parku. Zabytku nie udało się uratować. Na miejscu pojawiła się burmistrz Femke Halsema, która powiedziała: „To jest naprawdę straszne (…) to ogromna tragedia.”

Służby nie potwierdzają teorii o celowym podpaleniu. 

W całym kraju odnotowano liczne pożary budynków mieszkalnych, garaży i obiektów publicznych, w tym hal sportowych i domów jednorodzinnych. W kilku przypadkach eksplodowały składowane fajerwerki, co dodatkowo utrudniało akcje ratunkowe.

Szczególne zaniepokojenie wzbudziła skala przemocy wobec służb. Policjanci, strażacy i ratownicy medyczni byli obrzucani fajerwerkami, kamieniami, a w Bredzie w dzielnicy Tuinzigt użyto koktajli Mołotowa. Związek zawodowy policji określił sylwestrową noc jako jedną z najbardziej brutalnych w ostatnich latach.

Tegoroczny Sylwester był jednocześnie ostatnim, w którym fajerwerki na prywatny użytek były jeszcze legalne w skali kraju. Władze zapowiadają, że przejęta zmiana prawa ma ograniczyć liczbę ofiar, zniszczeń i przemocy, które od lat towarzyszą świętowaniu Nowego Roku w Holandii. [czemu PCh nie komentuje tej bzdury?? md]

Niektórzy łączą sylwestrowe incydenty z obecnością coraz większej populacji imigrantów spoza Europy. [Jak można puścić taki bzdet w PCh!! Wstyd!! MD]

Holandia w ostatnich latach mierzy się z poważnym kryzysem migracyjnym.

[Gówno „się mierzy” !! Dupy daje!! MD]

Tylko w 2022 r. do kraju przybyło ponad 400 tys. cudzoziemców, głównie pochodzenia azjatyckiego i afrykańskiego. Liczba przybyszów nie spada poniżej kilkuset tysięcy rocznie (w 2023 do kraju przybyło 339 tys. cudzoziemców). Do najliczniejszych grup należą Turcy, Kurdowie, Marokańczycy i obywatele Surinamu.

W niektórych miastach powstają tzw. getta, czyli dzielnice zdominowane przez migrantów, które odznaczają się wyższym współczynnikiem przestępczości. Rząd wprowadza środki mające na celu ograniczenie imigracji, zapowiedziano m.in. możliwość zawieszenia prawa do azylu. [To rządy impotentów md]

PAPpap logo / oprac. PR

Ceny energii pójdą ostro w górę, to dramat! Rządy głupców-ideolo.

Ceny energii pójdą ostro w górę, to dramat!

[Mój komentarz na końcu, doczytaj. md]

https://pch24.pl/ceny-energii-pojda-ostro-w-gore-to-bedzie-dramat

(Fot. pixabay.com)

Ceny energii będą drożeć, to więcej niż pewne. Polski biznes już ma potężne problemy, a te będą tylko narastać. Europejskie założenia transformacji energetycznej oznaczają dla naszego kraju regularną katastrofę. Mówił o tym w rozmowie z PCh24.pl dr inż. Mirosław Gajer z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, ekspert Fundacji Wolność i Własność.

Jak plasują się ceny energii w Polsce na tle innych krajów?

Są naprawdę wysokie – w zasadzie należą do jednych z najwyższych. Gospodarstwa domowe tak tego nie odczuwają, bo są chronione przez rząd; przedsiębiorcy są jednak w tragicznej sytuacji. Właściciele piekarni, cukierni, małej gastronomii czy nawet niewielkich warsztatów albo punktów usługowych mają ogromne problemy. Płacą za energię elektryczną trzy, nawet cztery razy więcej niż w gospodarstwie domowym. Mali przedsiębiorcy coraz częściej tego nie wytrzymują – ich biznesy znikają w oczach.

Dlaczego jest aż tak źle?

Kluczową rolę odgrywa podatek ETS – Emission Trading System. Obecnie do każdej tony spalonego węgla trzeba dopłacić aż 87 euro. Ceny pozwoleń na emisję CO2 cały czas wzrastają. Początkowo nie wyglądało to tak źle – pozwolenia kosztowały dosłownie kilka euro. Kilka lat temu cena zaczęła gwałtownie rosnąć. W pewnym momencie przebiła nawet 100 euro; później nastąpiła korekta, ale wracamy teraz do trendu wzrostowego. To zgodne z zamierzeniami całej polityki energetycznej Unii Europejskiej – liczba pozwoleń wypuszczonych na rynek ma być coraz mniejsza, a to oznacza, że cena musi iść w górę. W ten sposób zmusza się takie kraje, jak Polska, do odejścia od spalania węgla.

Jeżeli nie węgiel, to w praktyce – co?

Tu jest pies pogrzebany. Nie jesteśmy Norwegią, która pozyskuje 90 proc. energii elektrycznej z wody. Norwegowie zostali obdarowani przez Stwórcę górami, lodowcami i bogatą siecią rzeczną. Jest ich zresztą tylko kilka milionów, mogą więc czerpać ze źródeł odnawialnych. Duży udział hydroenergii ma też Szwajcaria, nieźle jest w Austrii. W Polsce tak się nie da. Nie mamy odpowiednio wielkich rzek, nasz kraj jest w większości nizinny. Hydroenergia u nas się nie sprawdzi. Tymczasem żadną realną alternatywą nie jest ani fotowoltaika, ani energetyka wiatrowa.

Dlaczego? Fotowoltaika staje się coraz bardziej popularna.

Nie da się w ten sposób zastąpić węgla. Fotowoltaika w naszych warunkach jest sezonowa. Większa produkcja jest w okresie od równonocy wiosennej do równonocy jesiennej, czyli od marca do września. Od listopada do stycznia o fotowoltaice można z kolei w ogóle zapomnieć. Przykładowo w grudniu wkład fotowoltaiki do miksu energetycznego wynosi poniżej 2 procent. Z tej perspektywy fotowoltaika nie ma po prostu żadnego znaczenia.

Skąd mamy dziś energię?

Można to łatwo sprawdzić na stronie operatora Polskich Sieci Energetycznych, pse.pl. Obecne zapotrzebowanie to około 24 gigawatów. Elektrownie cieplne generują około 20 gigawatów. To przede wszystkim elektrownie węglowe; bloki gazowo-parowe opalane gazem ziemnym generują około 5 gigawatów. Z węgla mamy zatem 15 gigawatów. To w większości stare elektrownie budowane jeszcze w czasach Edwarda Gierka, a częściowo nawet wcześniej, bo za Gomułki. Problem polega na tym, że zgodnie z planem te elektrownie mają być systematycznie likwidowane, bo tego wymaga od nas Unia Europejska. Przykładowo do 1 stycznia mają zostać zamknięte dwa bloki w elektrowni Dolna Odra, a kolejne dwa do końca sierpnia przyszłego roku.

To skąd będziemy brać energię?

To jest dobre pytanie. System elektroenergetyczny musi być cały czas w stanie równowagi mocy. Trzeba generować tyle mocy, ile żądają odbiorcy. Jeżeli generujemy za mało, konieczne staje się ogłoszenie tak zwanych stopni zasilania. Wtedy duzi odbiorcy energii o mocy przyłączeniowej powyżej 300 kW muszą dokonać redukcji poboru mocy. Jeżeli tego nie zrobią, grożą im kary finansowe. W skrajnym przypadku ogłasza się tak zwane 20 stopni zasilania. Wówczas operator może wyłączyć dosłownie każdego, żeby ratować system elektroenergetyczny przed rozpadem.

Rozpadem? Co to znaczy?

Jeżeli generowanej mocy jest zbyt mało w stosunku do potrzeb odbiorców, to zaczyna spadać częstotliwość. Rosną wartości przepływów na połączenia transgraniczne. Sąsiedzi mogą się w takiej sytuacji od nas odciąć, a wtedy nasz system pada. Rozsypuje się jak domek z kart. Poszczególne generatory wypadną z pracy – i dochodzi do blackoutu. Coś takiego zdarzyło się w Hiszpanii 28 kwietnia 2025 roku. Pamiętam z dzieciństwa ogłaszane 20 stopni zasilania, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. To było na przełomie lat 70. i 80., kiedy występował spory deficyt mocy w naszym systemie elektroenergetycznym. Rozwiązało go dopiero wybudowanie nowej elektrowni, która dała dodatkowe 12 bloków energetycznych o mocy 360 megawatów każdy.

Co w takim razie dzisiaj? Wspominał Pan o Norwegii czy Szwajcarii, ale czegoś takiego oczywiście nie zrobimy. Są jednak inne kraje o nieco podobniejszej geografii, na przykład Niemcy. Można byłoby zakładać, że jest w Europie jakiś konkretny pomysł, jak ogarnąć w przypadku Polski czy RFN odejście od węgla. Nie jest tak?

Fotowoltaika w Niemczech też się nie sprawdza – daje im w sumie 14 procent miksu energetycznego w skali roku, u nas to jest 9 procent. Co ciekawe, Niemcy mają o wiele więcej fotowoltaiki niż my, ale to się wcale nie przekłada na jej procentowy udział w całości miksu. To wynika ze specyfiki pracy instalacji fotowoltaicznych, która jest okresowa, tak jak mówiłem wcześniej. Dlatego Niemcy faktycznie bazują ciągle na węglu. Na ternie byłego NRD działa szereg kopalń odkrywkowych. W Hambach pod Kolonią znajduje się największa kopalnia odkrywkowa w całej Europie. Z drugiej strony, Niemcy mają też dużo bloków gazowo-parowych, inaczej niż my. Ja nie potrafię sobie wyobrazić odejścia od węgla w Polsce. Tymczasem losy elektrowni są niepewne. Na przykład Turów: elektrowni cofnięto tam decyzję środowiskową i teoretycznie może pracować jedynie do końca 2026 roku.

Jednak Unia Europejska postanowiła niedawno, że do 2040 roku kraje członkowskie obniżą emisję CO2 aż o 90 proc. względem poziomu z 1990 roku. To tylko 15 lat, poprzeczka jest zawieszona zatem bardzo wysoko.

Moim zdaniem to są całkowicie nierealistyczne założenia. Przeczą prawom fizyki. Chyba, że zrezygnujemy z produkcji przemysłowej, rolnictwa i transportu – wtedy się uda! W normalnych warunkach – nie. Norwegowie mogą czerpać sobie 90 proc. energii elektrycznej z wody, uzupełniając to wiatrem i biomasą. W ich przypadku można zrezygnować z emitowania CO2. Nam to się jednak nie uda.

Mówiliśmy o fotowoltaice, ale co z energią wiatrową? Wiatraków powstaje coraz więcej – bo wieje przecież często także zimą, kiedy słońca nie ma.

Roczny wkład ze źródeł wiatrowych wynosi w miksie energii 15 procent. To lepiej niż w przypadku fotowoltaiki i w Polsce jest jeszcze potencjał do wzrostu. Problem w tym, że ten potencjał nie jest nieograniczony. Dobre tereny pod energetykę wiatrową występują jedynie na wybrzeżu i na Suwalszczyźnie. Nieco gorsze, choć jeszcze dość zdatne, w pasie pomiędzy Poznaniem a Warszawą. W pozostałych częściach kraju montowanie wiatraków jest dalece mniej sensowne. Wiatrak na Dolnym Śląsku czy na Lubelszczyźnie nie wyprodukuje tyle energii, co wiatrak nad morzem. Dostępność korzystnych lokalizacji będzie się szybko zmniejszać. Szacuję, że z wiatru możemy czerpać maksymalnie 25 proc. energii w całym miksie.

Energia wiatrowa jest pewniejsza od słonecznej?

Nie do końca. Energia kinetyczna wiatru zależy od trzeciej potęgi jego prędkości. To jest silna zależność. Dwukrotne zwiększenie prędkości wiatru to aż ośmiokrotne zwiększenie mocy wiatraków. Przez większość czasu – około 300 dni w roku – wiatraki w Polsce pracują dość słabo, dają kilkanaście, a często nawet mniej niż 10 procent mocy, którą mogłyby generować przy pełnej sile obrotów. Lepiej jest tylko wtedy, kiedy zrywają się silne wiatry. Wtedy wiatrak generuje 70-80 proc. dostępnej mu mocy. Tak jest jednak średnio przez 40-60 dni w roku, co zmienia się też w zależności od roku. Przykładowo w grudniu 2025 roku z wiatrem jest dość słabo. Czasem przychodzi też flauta, kiedy po prostu w ogóle nie wieje. Tymczasem żeby wiatrak się w ogóle kręcił, jest potrzebna pewna prędkość minimalna. W listopadzie ubiegłego roku wystąpiła bardzo długa flauta. W Niemczech jest nawet osobne słowo: „Dunkelflaute”, „ciemna flauta”, kiedy przez wiele kolejnych dni wiatraki praktycznie w ogóle nie pracują. Wiatraki nie są zatem pewnym źródłem energii.

Jaki zatem polskie władze mają pomysł na sprostanie unijnym wymogom?

Nie wiem – chyba nie mają żadnego. W Krajowym Planie dla Energii i Klimatu przedstawia się kompletnie nierealistyczne scenariusze. Rządzący przyjmują, że po roku 2035 nie będzie w ogóle energii z węgla. Teoretycznie ma go zastąpić gaz ziemny, ale głównym źródłem mają stać się fotowoltaika, wiatraki lądowe oraz wiatraki morskie. Z opisanych wyżej przyczyn to się jednak w praktyce nie sprawdzi – dochodzimy do ściany, założenia rozbijają się o prawa fizyki.

Władze liczą zatem na to, że Unia Europejska blefuje i węgiel będzie dalej dostępny?

Póki pracują jeszcze stare elektrownie węglowe, jesteśmy bezpieczni. Do 2028 roku pracę ma jednak zakończyć w sumie około 40 działających bloków w takich elektrowniach. Od 2030 roku rusza likwidacja elektrowni w Bełchatowie, która jest absolutnie kluczowa dla naszego systemu elektro-energetycznego. Obliczenia wskazują, że po 2030 roku deficyt energetyczny może wynosić nawet 10 gigawatów. To absolutna katastrofa, niewyobrażalna ilość mocy. Żeby jakoś to zbilansować, trzeba byłoby dosłownie wyłączyć pół Polski. Teoretycznie węgiel można byłoby zastąpić gazem; tu są podejmowane jakieś działania, w niektórych elektrowniach buduje się bloki gazowe. To jednak wciąż zdecydowanie zbyt mało w stosunku do potrzeb. Obserwujemy systematyczny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Co kilka lat bity jest kolejny rekord. Ostatni padł w styczniu 2024 roku – to było prawie 29 gigawatów. Wystarczy solidny mróz w styczniu 2026 roku i ten rekord zostanie pobity – ludzie mają dużo pomp ciepła, dogrzewają się piecykami elektrycznymi i tak dalej. Jeżeli zapotrzebowanie przekroczy 30 gigawatów, to już dzisiaj trudno byłoby to zbilansować. Trzeba byłoby ogłosić stopnie zasilania, żeby zredukować pobór mocy. W ostateczności ogłosić 20 stopni zasilania i po prostu wyłączyć niektórych odbiorców. Trzeba pamiętać, że to się wiąże z dużymi kosztami, bo jeżeli zostaną przerwane procesy produkcyjne, to niektóre urządzenia mogą się już nie nadawać do dalszego użytku.

Ceny energii będą zatem tylko rosnąć?

Oczywiście. Polski biznes ma już dziś duże problemy i będzie coraz gorzej. Wzrost cen energii jest więcej niż pewny. Wiele zależy oczywiście od tempa zmian narzucanych przez Unię Europejską. Spodziewam się jednak, że solidna zima w najbliższych latach – najpóźniej w roku 2029 – doprowadzi do poważnego głodu energetycznego, kiedy energii będzie po prostu brakować. Pamiętam, że w dzieciństwie musiałem odrabiać zadania domowe przy świeczkach, a później przy lampie naftowej, bo ogłaszano 20 stopni i odłączano odbiorców od prądu. Mam jeszcze tamtą lampę naftową, jest przedwojenna. Może mi się jeszcze przyda.

Oby tak nie było. Bardzo dziękuję za rozmowę!

==============================

Mirosław Dakowski

A o konieczności inwestowania w magazyny energii, tak lokalne, jak i ogólno-polskie, nikt nie wspomina, nikt z „tych z gry” nie myśli nawet. Ani autor tego , dobrego artykułu.

Możność odłączenia sieci lokalnych, kierowanych przez dobrych, tj. rozsądnych inżynierów od sieci ogólno-krajowej w wypadku jej padania, czyli block-outu, uratuje rozsądnych. A to jest technicznie i informatycznie łatwe.

A NAJWAŻNIEJSZE: uciec spod walącej się UE, odejść jak najszybciej od tych satanistycznych idiotów -zielonych komunistów. To też jest wykonalne.

Życzenia Noworoczne 2026

Życzenia Noworoczne 2026

Autor: CzarnaLimuzyna , 2 stycznia 2026

Łaski Bożej, bo tylko ona najskuteczniej pozwoli nam wytrwać w wierze, nadziei i miłości oraz wedle Bożego planu wzmocnienia innych naszych cnót: roztropności (mądrości), sprawiedliwości, umiarkowania i męstwa.

Równocześnie dziękuję wszystkim osobom wykonującym w praktyce redakcyjną robotę za cały miniony rok konsekwentnej pracy.

Dodatek rozrywkowy zmieszany z poważnym

Roztropność? I tę jednak trzeba trzymać w mierze,
Często ona zawodzi, gdy miarę przebierze,
A ścigając zbyt mocno skryte działań tropy,
Gdy obmierza ściganych, czyni mizantropy Ignacy Krasicki

Oby w przyszłym roku zniknął niemiecki premier, czerwony marszałek sejmu, straganiara na czele senatu i reszta tej trzódki. Oby w miastach dojonych przez PO udały się referenda. Pora na to aby Polacy w Polsce doszli do władzy! Tego Wam życzę…a dewianci na margines. Witold Gadowski

Życzę nam wszystkim by 2026 był przygotowaniem do wymiany niemal całkowicie zdegenerowanej elity politycznej. Od tak zwanych demokratów po koncesjonowanych patriotów, która jest proamerykańska, proniemiecka, proukraińska, pro państwa położonego tam gdzie chce. Ale nie propolska. Marcin Palade

Odśnieżanie Warszawy

Zasada przyczynowości

Zasada przyczynowości

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    1 stycznia 2026 michalkiewicz

Co się kryje za zasłoną przyszłości? Od niepamiętnych czasów ludzie chcieli tam zajrzeć – ale to nie jest prosta sprawa. Albo snuli domysły na podstawie bredzenia damy odurzonej wyziewami z głębi ziemskich czeluści, albo próbowali wyśledzić przyszłość z lotu ptaków, ewentualnie z wnętrzności zwierząt zarżniętych ku czci jakiegoś bóstwa – ale nie każdy mógł się tego podjąć, bo to była straszliwa wiedza. Wprawdzie nie tak straszliwa, jak współczesne nauki moczopłciowe, którymi obłąkani docenci duraczą młodzież w parkach jurajskich zwanych pretensjonalnie „uniwersytetami”, ale też budziła szacunek. Toteż odgadywaniem przyszłości zajmowali się augurowie. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, że wszystko jest zapisane w górze, czyli w gwiazdach – i tak powstała astrologia, która również i dzisiaj nie narzeka na brak entuzjastów, zwłaszcza wśród tak zwanych „racjonalistów” – tych samych, co to propagują „Wielką Lechię”. Tu augurów nie potrzeba, bo do wróżenia z gwiazd, czy kart wystarczy tupet. Przekonałem się o tym we wczesnej młodości, gdy pewna Cyganka zaproponowała, że powróży mi z kart. – Z kart, to każdy głupi potrafi – powiedziałem odbierając jej karty. – Niech mi Cyganka powróży bez kart. I powróżyła: „będziesz żył aż do śmierci, aż ci się zawierci” – powiedziała. Każdy przyzna, że to już jest coś. A tu jeszcze, za czasów sowieckich, wśród racjonalistów pojawiła się nowa szkoła odkrywania przyszłości, zalecająca bardzo prostą metodę: wystarczy trochę poczekać.

Ciekawość przyszłości wzrasta zwłaszcza na przełomie lat, czyli w okresie, gdy nasz nieszczęśliwy kraj trwa pogrążony w świątecznej nirwanie. Uprzejmość nakazuje, by wszystkim życzyć wszystkiego najlepszego. Tak bywało do tej pory nawet w Sejmie, gdzie urządzane były „opłatki”, podczas których nad uczestnikami unosiły się gęste opary obłudy. Ciekaw jestem, czy teraz też ta tradycja będzie kontynuowana, czy też ze względu na „rozliczenia”, będące jedynym instrumentem uwodzenia swoich wyznawców przez vaginet obywatela Tuska Donalda, zostanie zerwana, niczym zapalanie Chanuki w Pałacu Namiestnikowskim. Tymczasem Nowy Rok to tylko takie administracyjne makagigi, mające odzwierciedlać zjawiska kosmiczne w postaci obiegu Ziemi dookoła Słońca – i takie tam. Okazuje się, że nie ma niczego, z czego biurokratyczne gangi nie potrafiłyby wycisnąć szmalcu – „tak, jak za okupacji z Żyda”.

Coś jednak musi być na rzeczy, a przynajmniej musiało być, skoro węgierski premier, Paweł hrabia Teleky w liście do Adolfa Hitlera z 24 lipca 1939 roku wspomina o „narodach przewidujących”. („Sytuacja w Europie wciąż jest poważna. Narody przewidujące zaczynają gromadzić zasoby materialne i moralne, aby być gotowym na wszelki wypadek”). Ten hrabia Teleky był człowiekiem poważnym – nie tak, jak nasi ówcześni Umiłowani Przywódcy, którzy w maju 1939 roku deklamowali w Sejmie o „honorze” – a już we wrześniu, jak tylko spadły pierwsze niemieckie bomby, czmychnęli za granicę „szlakiem Marszałka”. Kiedy hrabiemu Teleky zawaliła się jego polityka, to zamiast przedstawiać niezależnym mediom „zakłamane swoje racje” – jak to czynią współcześni statyści – zwyczajnie się zastrzelił. Dzisiaj takich polityków chyba już nie ma; dobrze, jak który nie kradnie – w odróżnieniu od kolaborantów ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, który z miedzianym czołem jeździ po Europie, próbując naciągnąć tamtejszych „chętnych” na kolejne przekazy dla tamtejszych parchów-oligarchów pod pretekstem wojny. Tymczasem „koalicja chętnych” nie bardzo może zmłotować belgijskiego premiera, którego upatrzyła sobie na frajera – tym bardziej, że właśnie powstała „koalicja niechętnych”, którzy o żadnym przekazywaniu ukraińskim parchom-oligarchom zamrożonych ruskich aktywów nie chcą słyszeć.

Mniejsza jednak z tymi przepychankami, bo ciekawsze jest pytanie, czy skoro premier Teleky pisał do Hitlera o „narodach przewidujących”, to czy możliwe jest przewidywanie przyszłości? Na to pytanie musimy odpowiedzieć twierdząco. Świat funkcjonuje bowiem według zasady przyczynowości, która głosi, że z określonych przyczyn muszą wystąpić określone skutki. Ta zasada przyczynowości jest bardzo dobra, a żeby się o tym przekonać, spróbujmy sobie wyobrazić, że jej nie ma. Świat jawiłby się nam wtedy jako chaotyczne kłębowisko, o którym niczego nie moglibyśmy powiedzieć, więc ani nie moglibyśmy opisać świata, ani – tym bardziej – odkryć żadnych praw nim rządzących. Tymczasem dzięki zasadzie przyczynowości możemy i jedno i drugie, to znaczy możemy korzystać z rozumu, który w przeciwnym razie w ogóle nie byłby nam potrzebny, więc pewnie byśmy go nie mieli, jak niektórzy Wielce Czcigodni posłowie w Sejmie.

Czy Polacy są „narodem przewidującym”? To nie jest takie pewne, bo na przykład brytyjski premier Winston Churchill charakteryzował nasz naród jako „lekkomyślny”. Wiedział, co mówi, bo przecież najlepszym dowodem naszej lekkomyślności było to, że zaufaliśmy właśnie jemu. Najciekawsze jest jednak to, że to doświadczenie niczego nas nie nauczyło i nadal pokładamy zaufanie jak nie w jednym cudzoziemskim dygnitarzu, to w drugim. Nic więc dziwnego, ze w tej sytuacji nasz nieszczęśliwy kraj został członkiem „klubu trzeciego miejsca” – czego znakomitą ilustracją był wyjazd obywatela Tuska Donalda do Helsinek, gdzie namawiał się z przedstawicielami mocarstw bałtyckich i Finlandii – jakby tu nastraszyć zimnego ruskiego czekistę Putina.

Najgorsze są nieproszone rady, ale skoro sytuacja w Europie znowu staje się „poważna”, to radziłbym, żeby w charakterze środka odstraszającego ukazać Putinowi panią Kaję Kallas w całej straszliwej postaci. Jeśli ona nie odstraszy Putina, to już nie wiem, co go odstraszy – żeby ogłosił bezwarunkową kapitulację – bo czyż w przeciwnym razie pokój na Ukrainie będzie „sprawiedliwy”? Wbrew pozorom nie jest to pomysł zły, bo ludowe przysłowie poucza, że gdy nawet diabeł nie może, to babę pośle, więc użycie pani Kai Kallas w charakterze środka odstraszającego, byłoby jak najbardziej uzasadnione.

Jakże jednak ma być inaczej z naszym nieszczęśliwym krajem, skoro lekkomyślnie wysuwamy do kierowania państwem osoby możliwie jak najgłupsze? Nie będę wymieniał żadnych nazwisk, bo jeden proces przed nienawistnym sądem mi wystarczy – ale jestem pewien, że każdy wie, o kogo chodzi. Wie – ale gdy chodzi o powierzanie misji sterowania państwem, notorycznie kieruje się lekkomyślnością, jakby nie zdawał sobie sprawy z istnienia zasady przyczynowości. Tymczasem ona jest i działa tak, jak prawo grawitacji – a w tej sytuacji skutki tej przyczyny prędzej czy później muszą się objawić i nic nam nie pomoże skamlanie po kościołach do Pana Jezusa, żeby „uczynił z nami cud”. Nie po to bowiem Stwórca Wszechświata ustanowił zasadę przyczynowości, żeby potem zawieszać ją na każdą prośbę narodów lekkomyślnych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Taizé znowu w Polsce. Humanistyczne piękno pozorów, które zakrywa grzech rozłamu

Taizé znowu w Polsce. Humanistyczne piękno pozorów, które zakrywa grzech rozłamu

Paweł Chmielewski 31 grudnia 2025 pch24.pl/pawel-chmielewski-taize-znowu-w-polsce-humanistyczne-piekno-pozorow-ktore-zakrywa-grzech-rozlamu/

(fot. Wikipedia)

W 2026 roku w Łodzi odbędzie się Europejskie Spotkanie Młodych w Taizé. W przeszłości do takich spotkań dochodziło w naszym kraju już pięciokrotnie. Wspólnota z Taizé jest traktowana przez większość katolików dość bezkrytycznie. Ekumenizm z Taizé, choć w wymiarze czysto ludzkim – humanistycznym – budzi sympatię, od strony religijnej nie jest bynajmniej zjawiskiem neutralnym.

Trzeba uczciwie przyznać, że wspólnota Taizé wykonuje gigantyczną pracę. Problem jednak w tym, że nie jest to praca na rzecz Kościoła katolickiego, tylko niekatolickiego „pan-chrześcijańskiego” niby-kościoła, potępianego przez papieży.

Wspólnotę założył Roger Schütz, szwajcarski protestant, ordynowany w 1944 roku na pastora w Neuenburg. Schütz wywołał skandal w 2005 roku, kiedy podczas Mszy pogrzebowej św. Jana Pawła II przyjął Komunię świętą. Udzielił mu jej sam kard. Józef Ratzinger. Schütz miał wówczas prawie 89 lat. Szwajcarskie media podały wówczas, że Schütz nie przeszedł na katolicyzm, ale Komunię świętą przyjmuje już od lat, bo „od dziesięcioleci bierze udział w celebracji Eucharystii” w Taizé; miałby też „wielokrotnie” otrzymywać Komunię świętą w Watykanie za pontyfikatu św. Jana Pawła II.

Taka postawa ojca-założyciela Taizé wskazuje na fundamentalny problem całej tej wspólnoty: przynależność do Kościoła katolickiego jest postrzegana jako opcjonalna. To jakoby rzecz drugorzędna wobec posiadania wiary w Jezusa Chrystusa. Problem w tym, że sola fides jest zasadą protestantyzmu, a nie katolicyzmu. Wiara jest konieczna do zbawienia – ale to jeszcze nie wszystko. Świadome odrzucenie członkostwa w Kościele katolickim nie może być w żaden sposób akceptowalne. Schütz mógłby twierdzić, że swoją konwersją zraziłby wielu protestantów i w ten sposób postąpiłby nieekumenicznie. To jednak logika świeckiego makiawelizmu, nie Ewangelii. Cel nie uświęca środków – odmowa wstąpienia do Kościoła katolickiego nie może być usprawiedliwiona troską o rzekome zgorszenie protestanckich współbraci danego protestanta in spe konwertyty.

Można postawić tezę, że wspólnota w Taizé jest typowym wyrazicielem idei pan-chrześcijańskiej, którą wyraźnie jako zło (sic) potępił Pius XI w encyklice Mortalium animos z 1928 roku. Ktoś powie: ta encyklika nie ma już żadnego znaczenia, jest przedsoborowa, wyraża postawę sprzed «rewolucji ekumenicznej» Vaticanum II. Cóż, to prawda – Mortalium animos jest tekstem przedsoborowym i trzeba go czytać w odpowiednim kontekście. Warto jednak zastanowić się, dlaczego Ojciec Święty odrzucał ruch pan-chrześcijański. Otóż uważał, że ruch ten żyje fałszywym złudzeniem: że można budować jedność chrześcijan poza Rzymem, a co za tym idzie – poza prawdą. Moim zdaniem nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że to zastrzeżenie jest nadal aktualne: doskonałym przykładem jest właśnie Taizé. Dziś Taizé jest oczywiście tylko jednym z elementów tego pan-chrześcijańskiego ruchu, który rozwija się przede wszystkim w niezliczonych grupach charyzmatycznych, które całkowicie odrzucają podziały na katolików i protestantów.

Wspólnota Taizé wśród uśmiechów i pozornie pięknej retoryki o braterstwie i jedności podkopuje rzymski fundament Kościoła, a ten fundament założył sam Chrystus. Jego wolą jest, aby wszyscy zostali zebrani w jednym świętym, powszechnym i apostolskim Kościele – a nie by wymawiali Jego imię, pozostając w heretyckich wspólnotach.

Chrześcijanie modlą się o jedność. Jedność, która polega na przyzwyczajeniu się do podziału i udawaniu, że różnic nie ma, bo liczy się sola fides – to żadna jedność. To utrwalenie kłamstwa – to niegodziwość, pomimo ludzkiego ciepła i humanistycznego piękna, które zdaje się wylewać ze spotkań w duchu Taizé.

Paweł Chmielewski