Cicha wojna eugeniki

Cicha wojna eugeniki

25. czerwca 2026 Marek Wojcik world-scam/cicha-wojna-eugeniki

… magazyn „Time” opublikował artykuł na okładce w 2025 roku, pytając, skąd biorą się wszystkie nowotwory u młodych ludzi. Odpowiedź, jak twierdzi McCullough, widać w danych: po dwóch dekadach stopniowego wzrostu zachorowań na raka, rok 2021 przyniósł gwałtowny wzrost – ten sam rok, w którym wprowadzono masowe szczepienia przeciwko COVID-19.

Fragment opublikowanego w środę na thefocalpoints.com artykułu: Dr Peter McCullough o fali zachorowań na raka po szczepieniach. Źródło.

Badanie przeprowadzone przez japońskich naukowców ponownie wykazało, że „szczepionki” mRNA przeciwko COVID-19 przyspieszają rozprzestrzenianie się nowotworów i powodują, że przebiegają one w sposób bardziej agresywny, jednocześnie drastycznie skracając czas życia pacjentów. Badanie potwierdza, że zastrzyki z mRNA powodują „turbo-raka” – zjawisko, które organy ds. zdrowia, media głównego nurtu i niepoważni „weryfikatorzy faktów” od dawna odrzucają jako „teorię spiskową” lub „dezinformację”.

Przed chwilą dotarł do mnie nowy artykuł Saszy Łatypowej: Cicha wojna eugeniki: badanie „wzrostu” zachorowań na raka w USA w latach 90. XX wieku. Źródło.

Pomimo istnienia badań krwi na PSA, „antygen swoisty dla prostaty” nigdy nie został faktycznie odkryty przez „naukę”. Kilka podobnych białek zostało „wyizolowanych” przez kilka grup, stosując naukowo wątpliwe metody (bez żadnej kontroli), kierując się narracyjnymi założeniami, że takie białko powinno istnieć. Spory dotyczące własności intelektualnej były „rozwiązywane” poprzez tworzenie konsensusu „białka”, a nie poprzez walidację za pomocą rzeczywistych metod naukowych. Jest jednak oczywiste, że głównym celem tych badań były szczepionki antykoncepcyjne!

W 1994 roku Japonia zrezygnowała ze wszystkich obowiązkowych szczepień dla dzieci poniżej 24 miesięcy. Chcesz wiedzieć, co stało się potem? Wskaźnik śmiertelności dzieci w Japonii jest jednym z najniższych na świecie. A w USA? Jeden z najwyższych na świecie!
Źródło: Telegram 17.03.2026 09:02.

Wywoływanie turbo raka, to jest jedna z metod służących depopulacji planety. Ten proces postępuje powoli, gdyż inaczej eugenicy mogliby się spodziewać oporu. Odkrycia Saszy Łatypowej, przedstawione w przedstawionym powyżej artykule wyraźnie na to wskazują.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Międzynarodowe osiągnięcia chirurgii. [hi, hi..]

Chirurg z Izraela mówi: „U nas medycyna jest tak zaawansowana, ze jesteśmy w stanie obciąć facetowi jaja, przeszczepić drugiemu i już po 6-ciu tygodniach będzie biegać w poszukiwaniu pracy”.

Chirurg z Niemiec mówi na to: „Chwale bardzo za takie osiągnięcia, ale to i tak mało. U nas jesteśmy w stanie wyciąć komuś polowe mózgu, przeszczepić drugiej osobie i już po 4-ech tygodniach będzie latać w poszukiwaniu pracy”

Rosyjski chirurg włącza się: „Panowie! Niewątpliwie są to osiągnięcia, ale nie ma co ich równać z naszymi! Jesteśmy w stanie wyciąć połowę serca człowiekowi, przeszczepić drugiemu i już po 2-och tygodniach będzie biegać jak nowonarodzony w poszukiwaniu pracy”

Polski chirurg na to: „Panowie, wasze badania i osiągnięcia są godne podziwu, ale jakaż to pomoc dla jednego człowieka? U nas w Polsce 5 lat temu zgarnęliśmy jednego faceta bez jaj, bez mózgu i bez serca. Zrobiliśmy z niego premiera i teraz … Cały kraj szuka pracy!”

Koniec fałszywej przyjaźni

Lewicki: Koniec fałszywej przyjaźni.

konserwatyzm.pl/lewicki-koniec-falszywej-przyjazni

Ta przyjaźń miedzy Polską a Ukrainą rozpoczęła się, tak na dobre w roku 1997, kiedy to ówczesny prezydent Kwaśniewski nadał order Orła Białego prezydentowi Kuczmie. Pamiętać też trzeba, że nie było to coś, co pojawiło się nagle i nie wiadomo skąd, gdyż kołatało się to w kręgach paryskiej Kultury Giedroycia i Mieroszewskiego od dawna.
Ale formalnie rozpoczął to Kwaśniewski i trzeba przyznać, że jemu dało to konkretne korzyści, gdyż potem uzyskiwał lukratywne wsparcie finansowe od różnych ukraińskich oligarchów.

Następcy Kwaśniewskiego, jak Lech Kaczyński, Bronisław Komorowski, czy Andrzej Duda, trzymali się tego proukraińskiego kierunku jak pijany płotu, nie zważając na rozlewającą się coraz szerzej na Ukrainie nazistowską ideologię banderyzmu. Najważniejsze dla nich było pielęgnowanie, umacnianie i betonowanie tej wymyślonej przyjaźni, odwracając jednocześnie wzrok od tego, że postacie, które dopuściły się ludobójstwa na Polakach, są obwoływane w Kijowie Herojami Ukrainy. Warto zauważyć, że tym który cofnął  skandaliczną decyzję Juszczenki, przyjaciela Lecha Kaczyńskiego, o państwowym uhonorowaniu dwóch najbardziej polakożerczych ukraińskich nacjonalistów, czyli Bandery i Szuchewycza, był prezydent Janukowycz, ale akurat on nie cieszył się dobrą opinią wśród polskich elit dotkniętych giedrojciowskim ukąszeniem, które nakazywało im ignorowanie aktów heroizacji ludobójców.
W powszechnej polskiej opinii to bezwarunkowe popieranie Ukrainy oraz haniebne zamykanie oczu na akty nieprzyjazne i pogardę jaka płynęła ze strony władz ukraińskich, spowodowała, że narastała niechęć do takiej polityki. Pewną granicą, która wielu otworzyła oczy, było zaatakowanie Polski przez Zełenskiego na forum ONZ i faktyczne zrównanie naszego kraju z Rosją, jako wroga Ukrainy. Stało się to zaledwie kilkanaście miesięcy po tym jak Polska udzieliła Ukrainie pełnego poparcia humanitarnego, militarnego i politycznego po ataku Rosji w 2022 roku. Inni, jak Niemcy, do których teraz łasił się Zełenski, w tej chwili próby odmówili mu wszelkiego wsparcia.
Dla mnie akurat, takie zachowanie władz ukraińskich nie było żadnym zaskoczeniem, gdyż z historii wiem że dla ukraińskich elit, od samego ich zarania, czyli powstania Chmielnickiego, przez prawie 380 lat, ewentualny sojusz z Polską był zawsze dla nich sprawą ostatniego wyboru, do którego uciekali się na krótko i tylko wtedy, gdy nie mieli absolutnie żadnej innej alternatywy.

Tak przedstawiała się sprawa z Petlurą, kiedy to po upadku Niemiec jego formacja nie miała już nikogo, kto mógłby pomóc, a bolszewicy byli blisko i chcieli go zniszczyć. Jednak ostatecznie  petlurowcy i tak, w większości, znaleźli się na żołdzie Abwery, a potem poszli na pełną współpracę z III Rzeszą. Wykształciła się u nich, można powiedzieć, swego rodzaju prawidłowość, by zawsze być przeciw Polsce, a tylko w stanie gdy groziło im unicestwienie, to dopuszczali warunkowo, i na bardzo krótko, jakąś formę współpracy, ale takiej, gdzie mogli uzyskać od nas maksymalne korzyści. Taki mają sposób działania i nic na to chyba nie jesteśmy w stanie poradzić. Aby uniknąć dalszych strat i haniebnych ataków od tyłu trzeba być tego świadomym.
Wobec decyzji Zełenskiego, by nadać jakiemuś oddziałowi ich wojska imię „bohaterów UPA”, odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego jawi się najłagodniejsza możliwą odpowiedzią. Niektórzy obrońcy Zełenskiego utrzymują, że on nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy. Przeciwnie! Istnieją przekazy jego współpracowników, że niektórzy z nich mu to odradzali, a on w sposób wulgarny zakomunikował im, że na Polsce mu absolutnie nie zależy.

O tym, że tak było, świadczy jeszcze jeden fakt, o którym mało kto w Polsce wie. Otóż w sierpniu 2022 roku cześć personelu 80 brygady desantowo-szturmowej ze Lwowa, wystąpiła z petycją by nadano tej jednostce imię Szuchewycza, znanego zbrodniarza, hitlerowskiego kolaboranta i szefa UPA. Ich działania poparł mocno, żyjący jeszcze wtedy, syn wspomnianego zbrodniarza – Jurij. Jednak wtedy sytuacja była inna i Zełenski nie wyraził na to zgody. A dlaczego? Sprawa jest prosta: wtedy Polska była państwem, które dawało największe wsparcie militarne Ukrainie, zatem nie mógł on sobie na to pozwolić.

A dziś sytuacja jest inna i Zełenski uznał, że teraz to już może. Taka właśnie jest ich polityczna „kultura”. To chyba nawet dobrze, że tak się stało, gdyż jak mówi znany aforyzm starożytnych Greków: lepszy otwarty wróg, niż fałszywy przyjaciel.
Na koniec chciałbym też zwrócić uwagę na bardzo ważną sprawę. Wielu Polaków posiada znajomych z Ukrainy, a niektórzy mają także przybyszów z tego kraju w swoich rodzinach. Serdecznie apeluję, by nie czynić z relacji polsko-ukraińskich tematu do konfrontacji osobistych ze znajomymi, gdyż za politykę obecnego państwa ukraińskiego odpowiada skorumpowana klika Zełenskiego, a nie jakiś człowiek, który najpewniej stamtąd uciekł, bo nie dało się żyć w tym mafijnym państwie. Pamiętajmy, że łatwo w rozmowie kogoś urazić w taki sposób, że spowoduje to jego opowiedzenie się po takiej stronie, której on przedtem nie popierał.  

Można łatwo wydobyć z człowieka to co najgorsze, ale znacznie trudniej skłonić go ku dobru. A przecież nawet wśród ukraińskich elit nie wszyscy to banderowcy, że wspomnę choćby Oleksija Arestowycza, który od dawna zwalcza wprowadzanie banderyzmu jako ideologii państwowej, przestrzega przed szkodliwością takiego wyboru i nazywa pogardliwie ten kierunek „ziemianką UPA”. Nie poszukujmy też na siłę jakichś członków  banderowskiej V kolumny w Polsce. Wystarczą ci co sami się zdemaskowali i wypełzli teraz na powierzchnię. Ich poszukiwanie i neutralizacja to sprawa służb państwowych, choć oczywiście ostrożność zachować trzeba i zawsze wiedzieć z kim się ma do czynienia.

Stanisław Lewicki

Za żółtymi firankami

Stanisław Michalkiewicz: Za żółtymi firankami

   Młodsi czytelnicy już nie pamiętają sklepów „za żółtymi firankami”, jakie bywały w Polsce w czasach stalinowskich, ale osoby starsze, jak np. ja – wiedzą, o co chodzi, Jak pisze Jerzy Orwell w „Folwarku zwierzęcym”, wprawdzie wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych – toteż partia i bezpieka zatroszczyły się o jaki-taki dobrobyt dla siebie – właśnie w postaci sklepów za żółtymi firankami.

Osoby uprzywilejowane – bo tak sobie, z ulicy, nikt nie mógł tam wejść – mogły sobie tam kupować towary niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Nie było to zapewne jakieś oszałamiające luksusy – ale na  na tle powojennej biedy i „planu sześcioletniego”, kiedy to rozbudowywany był przemysł zbrojeniowy, było to jednak coś.

Po 1956 roku sklepy za żółtymi firankami zostały zlikwidowane, ale w innej formie odżyły w latach 70-tych i 80-tych i do w dwóch postaciach. Pierwszą postać stanowiły „peweksy”, w których można było kupić niedostępne na zwykłym rynku towary za dewizy, a drugą – tak zwane „sklepy komercyjne”, jakie pojawiły się masowo w latach 80-tych, kiedy to prawie wszystko, a przede wszystkim – mięso – [normalnym ludziom md] można było kupić tylko na „kartki”.

W porównaniu ze sklepami „za żółtymi firankami” był to pewien postęp, bo o ile za żółte firanki mogły wchodzić tylko osoby uprzywilejowane, to do peweksów i sklepów komercyjnych mógł wejść każdy, o ile miał dewizy, albo tak zwane” bony” dolarowe, albo gotówkę. Od biedy można by uznać, że były to elementy gospodarki rynkowej w socjalizmie, w którym gospodarka była centralnie planowana. Temu centralnemu planowaniu towarzyszyła indoktrynacja, której ja też doświadczyłem w pierwszych klasach podstawówki.

W tak zwanych „czytankach” do nauki języka polskiego była na przykład  czytanka o różnicach między ZSRR i USA. Tych różnic było bodajże ponad 20, a na pierwszym miejscu była taka: „W ZSRR istnieje planowa gospodarka państwowa”, podczas gdy „W USA pracuje się bez planu”. Od tamtej pory minęło ponad 70 lat i co Państwo powiecie? Podczas dyskusji, w jakiej niedawno wziąłem udział, mój partner oraz jej organizator, pryncypialnie potępili zbrodniczy liberalizm, który – jak się okazało – sprzeczny jest nie tylko z socjalizmem, ale również – z religią katolicką.

Wprawdzie nie słychać, by z powodu liberalizmu ludzie byli masowo mordowani (mordy aborcyjne są w krajach liberalnych powszechne, a w wielu z nich np. Kanadzie i Holandii, kwitnie też eutanazja – przyp. red.), podczas gdy pod pretekstem socjalizmu – jak najbardziej – ale widocznie socjalizm jakoś z katolicyzmem się dogaduje, podczas gdy liberalizm – nie. Co prawda Jezus Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy socjaliści mówią: „bierz!” – ale co z tego, skoro nawet papież Franciszek w niepojętym przypływie szczerości powiedział kiedyś, że idee chrystusowe dzisiaj najlepiej wyrażają komuniści?  Taka to ci devotio moderna.

Jaki był powód istnienia sklepów za żółtymi firankami? Ano taki, że gospodarka socjalistyczna to gospodarka niedoborów. Wprawdzie centralny planifikator wszystko drobiazgowo zaplanował, ale co z tego, skoro system nie chce działać? Składa się na to szereg zagadkowych przyczyn, wśród których na pierwsze miejsce wybijają się knowania wrogów ludu. Z wrogami ludu rozprawia się surowa ręka sprawiedliwości ludowej, ale  niedoborom trzeba jakoś stawić czoła. Toteż na przykład ówczesna definicja koniaku głosiła, że jest to napój klasy robotniczej, spijany ustami jej przedstawicieli, mających dostęp do sklepów za żółtymi firankami.

Dzisiaj, za sprawą zbrodniczego liberalizmu, już nie odczuwa się tak boleśnie niedoboru mięsa, jak kiedyś, kiedy to poeta w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” wkładał w usta zirytowanego bohatera apel: „Więc albo dajta im to mięso, albo też im połamta kości!” – ale – jak to w socjalizmie – pojawiły się ostre niedobory na odcinku ochrony zdrowia.

Wprawdzie pani, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda „robi na odcinku zdrowia” uważa, że – jak powiadają Rosjanie – „wsie wsiem dawolny” – ale niedobory na tym odcinku dają się odczuć coraz bardziej dotkliwie – więc tam właśnie pojawiły się sklepy za żółtymi firankami.

W warszawskim Szpitalu Południowym wybuchła mianowicie straszliwa afera z panem doktorem Dawidem Kacprzykiem, który dla swoich partyjnych towarzyszy urządzić miał tam „saloniki VIP-ów” stanowiące odpowiednik sklepów za żółtymi firankami, jako że członkowie Volksdeutsche Partei mogli tam nabywać deficytowe usługi medyczne poza kolejnością.

Zresztą nie tylko członkowie Volksdeutsche Partei – bo wróbelki ćwierkają od samego rana, że z podobnych sklepów za żółtymi firankami korzystają też towarzysze partyjni Naczelnika Państwa – o ile oczywiście mają szczęście być funkcjonariuszami, albo znajomymi funkcjonariuszy samorządów terytorialnych, które na usługach medycznych położyły łapę.

Warto tedy przypomnieć, że samorządy powiatowe i wojewódzkie pojawiły się u nas za sprawą wiekopomnej reformy charyzmatycznego premiera Buzka. Podobnie jak w przypadku trzech innych wiekopomnych reform, reforma samorządowa miała na celu wyłącznie zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, by było gdzie ulokować zaplecze polityczne zwycięskiej koalicji AWS-UW – ponieważ poprzednia koalicja SLD-PSL „zawłaszczyła państwo” to znaczy – nie tylko pozajmowała wszystkie synekury, ale w dodatku obwarowała je takimi gwarancjami nietykalności, że nawet zmiana rządu nie miała znaczenia.

Charakterystyczne było również to, że najpierw samorządy powiatowe i wojewódzkie powstały, a dopiero potem zaczęło się zastanawiać, jakież to kompetencje im przydzielić, żeby samorządowcy mogli sobie zarobić na bułeczkę i masełko. Nieomylny to znak, że jedynym celem reformy samorządowej była korupcja i partyjniczy nepotyzm.

Toteż kiedy dzisiaj, gdy mleko się rozlało, obywatel Tusk odgraża się, że będzie zło wypalał rozpalonym żelazem, a otoczenie Naczelnika Państwa nie posiada się z oburzenia na widok tego łajdactwa, wszyscy rozumiemy, że to tylko takie rutynowe zaklęcia na użytek wyznawców i to tych głupszych, co to myślą, że to wszystko naprawdę, podczas gdy cwaniacy wiedzą, że nic nie jest naprawdę, skoro nikt nie domaga się rozpędzenia na cztery wiatry samorządów powiatowych i wojewódzkich.

Toteż wszyscy zachowują błogi spokój, bo wiadomo, że kiedy już w ramach święta demokracji wybory zostaną wygrane, to nastąpi urocza gra miłosna po orgazmie zwycięstwa, w postaci rozdzielania synekur.

Czyż nie dlatego tak kochamy demokrację, ,że stwarza nam ona tyle znakomitych okazji służenia dobru wspólnemu za żółtymi firankami – bo – powiedzmy sobie, towarzysze, otwarcie i szczerze – kogóż w dzisiejszych zepsutych zbrodniczym liberalizmem czasach wynagradzać, jeśli nie tych, co to poświęcają swój czas, a nawet życie dla dobra wspólnego, dla szczęścia ludu pracującego miast i wsi oraz osiedli robotniczych, uzdrowiskowych i rybackich.

Zatrzymanie cudzego tankowca przez Francję u wybrzeży Sycylii i plany Wielkiej Brytanii dotyczące sprzedaży zrabowanej ropy

Zatrzymanie tankowca przez Francję u wybrzeży Sycylii i plany Wielkiej Brytanii dotyczące sprzedaży ropy. Co wiadomo?

Statek rzekomo należy do tzw. floty cieni Rosji, oświadczył prezydent Francji Emmanuel Macron.Redaktorzy strony internetowej TASS

25 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Macron zamieścił na swojej stronie X nagranie przechwycenia tankowca Deliver.© Emmanuel Macron/ X

Prezydent Francji Emmanuel Macron twierdzi , że francuska marynarka wojenna zatrzymała tankowiec Deliver w pobliżu Sycylii, który rzekomo należy do tzw. rosyjskiej floty cieni.

Dziennik „Daily Telegraph”, powołując się na źródła , poinformował , że brytyjski premier Keir Starmer rozważa sprzedaż ponad 100 tys. ton ropy naftowej z tankowca Smyrtos, który został zatrzymany w kanale La Manche, i przekazanie uzyskanej kwoty ukraińskim siłom zbrojnym.

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji zatrzymanych tankowców.

Tankowiec zatrzymany u wybrzeży Sycylii

  • Prezydent Francji Emmanuel Macron oświadczył  , że francuska marynarka wojenna zatrzymała tankowiec Deliver w pobliżu Sycylii.
  • Statek rzekomo należy do tzw. rosyjskiej floty cieni.
  • Według Macrona tankowiec przepływał w pobliżu Sycylii, „naruszając prawo morskie”.
  • Według Prefektury Morskiej Morza Śródziemnego, statek płynął pod banderą Kamerunu z Primorska. Badanie dokumentów przeprowadzone przez zespół inspekcyjny „potwierdziło wątpliwości co do legalności używanej bandery”.
  • Do zdarzenia doszło 23 czerwca.
  • Tankowiec jest obecnie eskortowany przez francuską marynarkę wojenną do miejsca zakotwiczenia, gdzie będą kontynuowane inspekcje.

Raporty o sprzedaży ropy z tankowca Smyrtos

  • Brytyjski premier Keir Starmer rozważa sprzedaż ponad 100 000 ton ropy naftowej z tankowca Smyrtos, który został zatrzymany w kanale La Manche, poinformował The Daily Telegraph, powołując się na źródła.
  • Jak zauważono w publikacji , wielu brytyjskich urzędników uważa, że ​​ropa ze statku należy teraz do ich kraju i Londyn może sam zdecydować, jak ją zagospodarować.
  • Gazeta dodała , że ​​wartość rynkowa ropy wynosi około 35 milionów funtów.
  • Według niej brytyjski rząd rozważa propozycję przekazania dochodów ukraińskim siłom zbrojnym.
  • Jak ogłosił Starmer we wspólnym oświadczeniu z Ministerstwem Obrony 14 czerwca, brytyjskie wojsko przejęło tankowiec Smyrtos na kanale La Manche, rzekomo należący do tzw. rosyjskiej floty cieni.

Reakcja Rosji

  • Rosja zbada możliwości prawne w odpowiedzi na plany Wielkiej Brytanii dotyczące sprzedaży ropy z zajętego tankowca Smyrtos, płynącego z Ust-Ługi. Jeśli pojawią się możliwości prawne, zostaną one w pełni wykorzystane, powiedział dziennikarzom rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow.
  • Zauważył, że Londyn przez całą swoją historię nie stronił od uciekania się do pirackich metod .
  • Planując sprzedaż ropy z zajętego tankowca Smyrtos, Wielka Brytania po raz kolejny dopuszcza się piractwa, które „ma we krwi” – ​​powiedział Władimir Dżabarow, pierwszy zastępca przewodniczącego Komitetu Spraw Międzynarodowych Rady Federacji, w wywiadzie dla „Wiesti”.
  • Rozważając możliwe środki zaradcze, senator zasugerował „zaatakowanie brytyjskich interesów gdzieś, i to bardzo brutalnie”.

13-18 DNI: PRAKTYCZNY BUFOR OLEJU NAPĘDOWEGO… Czy wyklucza on bombardowanie Iranu?

13-18 DNI: PRAKTYCZNY BUFOR OLEJU NAPĘDOWEGO… Czy wyklucza on bombardowanie Iranu?

26 czerwca 2026przez Larry C. Johnson sonar21/13-18-days-the-practical-diesel-buffer-does-it-preclude-bombing-iran

Jestem wdzięczny mojemu nowemu przyjacielowi, ekspertowi ds. energii, pracującemu obecnie w Zatoce Perskiej, za wyjaśnienie, dlaczego Stany Zjednoczone stoją w obliczu bardzo poważnego ryzyka krajowego kryzysu energetycznego. Jeśli niewiedza jest błogosławieństwem, to spędziłem ostatnie 71 lat, wierząc, że przekształcenie ropy naftowej w paliwo do samochodów osobowych, ciężarówek i samolotów to prosty proces. Jakże się myliłem. Stany Zjednoczone stoją w obliczu potencjalnego kryzysu związanego z produkcją oleju napędowego i paliwa lotniczego. Według tej osoby, która ma 35 lat doświadczenia w przemyśle naftowym:

Stany Zjednoczone nie dysponują miesięcznym zapasem oleju napędowego z możliwością swobodnej dostawy w przypadku wystąpienia stresu. Dane EIA wskazują na 106,1 mln baryłek całkowitych zapasów oleju opałowego destylowanego i 3,631 mln baryłek dziennie średniej czterotygodniowej dostawy produktu destylowanego, co teoretycznie oznacza 29,2 dnia. Jednak te krajowe zapasy obejmują baryłki w rurociągach, rafineriach, terminalach, magazynach regionalnych i na stanowiskach operacyjnych, których nie można natychmiast przypisać do kluczowych węzłów dystrybucyjnych.Szacunek operacyjny: zastosowanie praktycznego współczynnika dostaw na poziomie 45%–60% do całkowitych zapasów destylatu pozostawia około 48–64 mln baryłek użytecznej, możliwej do przydzielenia podaży ekwiwalentu oleju napędowego. Przy 3,631 mln baryłek dziennie daje to około 13,1–17,5 dnia, w zaokrągleniu do 13–18 dni.

Pozwólcie więc, że wyjaśnię, jak doszedł do tego wniosku. Wyobraźcie sobie bufor diesla jako lukę między momentem, w którym podaż się kończy, a momentem, w którym gospodarka zaczyna się załamywać. Trzynaście dni to nie jest komfortowa poduszka powietrzna – to w zasadzie żadna poduszka powietrzna, ponieważ gospodarka napędzana jest olejem napędowym w sposób, którego nie da się odroczyć.

Olej napędowy nie jest paliwem stylu życia. Porusza każdą ciężarówkę na każdej autostradzie, napędza każdą lokomotywę, napędza każdy traktor podczas sadzenia i żniw oraz napędza każdy ciężki sprzęt budowlany. Kiedy rodzina uważa, że ​​ceny benzyny są zbyt wysokie, jeździ mniej. Kiedy firma przewozowa uzna, że ​​olej napędowy jest zbyt drogi lub zbyt rzadki, nie może opóźnić dostawy – półki w supermarketach po prostu pustoszeją. Popyt na olej napędowy jest w dużej mierze nieelastyczny. Gospodarka nie może negocjować z nim tak, jak z benzyną.

Załóżmy najgorszy scenariusz: 13 dni. Trzynaście dni oznacza, że ​​jeśli cokolwiek zakłóci łańcuch dostaw – awaria rafinerii, awaria rurociągu, przerwa w dostawach ropy naftowej – skutki dotrą do realnej gospodarki w ciągu dwóch tygodni. Nie ma sensownego czasu na znalezienie alternatywnych rozwiązań. Tankowiec z alternatywnego źródła ropy naftowej dociera w ciągu ponad 13 dni. Remont rafinerii trwa dłużej niż 13 dni. Bufor jest krótszy niż czas realizacji dla niemal każdego możliwego rozwiązania.

Sytuacja geograficzna pogarsza się. 13-dniowy okres to średnia krajowa, co oznacza, że ​​niektóre regiony mają więcej, a inne mniej. Południowy wschód jest szczególnie narażony, ponieważ jest silnie zależny od rurociągu Colonial Pipeline, który sam w sobie jest pojedynczym punktem awarii i udowodnił swoją krytyczność, gdy został zamknięty na sześć dni w 2021 roku. Sześć dni to prawie połowa całkowitego bufora krajowego.

A co z paliwem lotniczym? To właśnie tutaj te dwa problemy zderzają się mechanicznie i dlaczego tworzy to realny problem, a nie tylko teoretyczny kompromis.

Olej napędowy i paliwo lotnicze to nie różne produkty pochodzące z różnych części rafinerii. Są to konkurujące roszczenia dotyczące tej samej frakcji fizycznej ropy naftowej – frakcji destylatu pośredniego, która pochodzi z atmosferycznej kolumny destylacyjnej o tej samej temperaturze wrzenia. Każda decyzja dotycząca harmonogramu rafinerii jest w swojej istocie codzienną dyskusją o tym, jak podzielić tę frakcję między oba produkty.

Dysponując 13-dniowym buforem na olej napędowy, rafineria nie może pozwolić sobie na spadek produkcji. Ekonomiczne i polityczne konsekwencje niedoboru oleju napędowego materializują się zbyt szybko i zbyt dotkliwie. Produkcja oleju napędowego staje się w praktyce progiem, którego nie da się przekroczyć.

Dodajmy do tego wojenne zapotrzebowanie na paliwo lotnicze dla wojska. JP-8 jest pozyskiwany z tej samej frakcji destylatu pośredniego. Wojskowe wymagania operacyjne również nie podlegają negocjacjom – samoloty nie latają z dobrej woli. W efekcie mamy dwa nieelastyczne popyty konkurujące o jedną stałą dostawę destylatu pośredniego z każdej przetworzonej baryłki ropy naftowej.

Odpowiedź rafinerii na tę sytuację jest ograniczona pod każdym względem:

Nie da się po prostu zwiększyć wydobycia ropy. Same dostawy ropy mogą zostać zakłócone – właśnie taki scenariusz stwarza blokada Zatoki Perskiej. Nawet jeśli ropa jest dostępna, przepustowość rafinerii jest ograniczona przez jej fizyczne możliwości. Nie da się wykorzystać 110% nominalnej wydajności.

Nie można przerzucić się na lżejszą ropę, aby uzyskać więcej baryłek. Z lekkiej ropy powstaje proporcjonalnie więcej benzyny i mniej destylatu pośredniego. Przetwarzanie lżejszej ropy, gdy potrzebne jest paliwo diesla i paliwo lotnicze, pogarsza problem alokacji, a nie go poprawia, ponieważ zmniejsza się pula destylatu pośredniego, o który walczą obie strony.

Z kwaśnej ropy nie da się uzyskać więcej destylatu pośredniego, niż pozwala na to chemia. Baryłka kwaśnej ropy z Zatoki Perskiej zazwyczaj daje około 20–25% objętości destylatu pośredniego. Ta frakcja jest ustalana przez skład cząsteczkowy ropy naftowej. Można optymalizować w pewnym zakresie, ale nie da się podwoić wydajności poprzez odpowiednie decyzje operacyjne.

Wodór staje się punktem krytycznym. Produkcja JP-8 z kwaśnej ropy naftowej do specyfikacji wojskowej wymaga znacznych ilości wodoru — do usuwania siarki, do nasycenia pierścieni aromatycznych w celu spełnienia wymagań dotyczących temperatury dymienia oraz do kontroli temperatury krzepnięcia. Produkcja ULSD z tej samej kwaśnej ropy naftowej również wymaga znacznych ilości wodoru — tym bardziej, aby osiągnąć specyfikację zawartości siarki ≤15 ppm. Zdolność rafinerii do wytwarzania wodoru jest ograniczona. Każda stopa sześcienna wodoru przekierowana do przetwarzania paliwa lotniczego to stopa sześcienna niedostępna do odsiarczania oleju napędowego. W ostateczności, maksymalizacja produkcji JP-8 pogarsza problem jakości oleju napędowego, a nie tylko problem jego objętości.

Opóźnienie w certyfikacji zwiększa presję czasową. Zmiana konfiguracji rafinerii z maksymalizacji produkcji oleju napędowego na maksymalizację produkcji paliwa lotniczego nie odbywa się natychmiast. Przywrócenie stabilizacji pracy jednostki i certyfikacja zgodności produktu ze specyfikacją zajmuje od kilku dni do tygodnia. W 13-dniowym środowisku buforowym, tydzień przejściowego czasu nie jest kosztem przypadkowym – stanowi on istotną część całego marginesu bezpieczeństwa zużywanego przez proces rekonfiguracji produkcji.

W normalnych warunkach pokojowych rafinerie optymalizują podział średnich destylatów w oparciu o ceny rynkowe – paliwo lotnicze jest droższe, więc skłaniają się ku paliwom lotniczym. Bufor oleju napędowego pozostaje komfortowy, a system działa.

Wojna z Iranem zmienia wszystko to jednocześnie, i to w trzech kierunkach:

Po pierwsze, bufor na ropę naftową zaczyna się kurczyć. Kwaśna ropa z Zatoki Perskiej – mimo że stanowi zaledwie 8% amerykańskiego importu – dostarczała około 17% gatunków ropy średniokwaśnej, preferowanych przez amerykańskie rafinerie do produkcji średnich destylatów. Tej luki jakościowej nie da się łatwo wypełnić kanadyjską ciężką lub krajową lekką słodką ropą naftową bez dostosowania rafinerii. Produkcja oleju napędowego spada lub rośnie w przeliczeniu na baryłkę akurat wtedy, gdy bufor wymaga obrony.

Po drugie, gwałtownie rośnie zapotrzebowanie na paliwo JP-8 w wojsku. Kampania morska w Zatoce Perskiej, ciągłe operacje powietrzne i zmobilizowane zaplecze logistyczne pochłaniają ogromne ilości paliwa lotniczego. Wojsko nie stoi w kolejce za popytem cywilnym – ma priorytet. W ten sposób rafineria jest jednocześnie wyciskana z obu końców środkowej beczki destylatu: wojsko pobiera więcej paliwa lotniczego z góry, a bufor oleju napędowego wycieka z dołu.

Po trzecie, rafineria nie może łatwo rozwiązać tego problemu, pracując intensywniej. Jak wyjaśniono wcześniej, maksymalizacja JP-8 z kwaśnej ropy wymaga wydobycia lżejszej, węższej frakcji destylatu. To właśnie to działanie zmniejsza wydajność oleju napędowego – cięższy ogon destylatu środkowego, który miałby stać się olejem napędowym, jest albo tracony do jednostki próżniowej, albo poddawany recyklingowi do postaci oleju opałowego. Im bardziej agresywnie rafinerie reagują na zapotrzebowanie na paliwo lotnicze dla wojska, tym szybciej ubywa buforu oleju napędowego.

Tworzy to ograniczenie trójstronne, dla którego nie ma czystego rozwiązania:

  • Chroń bufor diesla → ogranicz produkcję JP-8 → ogranicz operacje wojskowe
  • Maksymalizacja JP-8 dla wojska → zmniejszenie bufora diesla → uruchomienie kaskady dostaw cywilnych przed zakończeniem wojny
  • Spróbuj zrobić obie rzeczy → eksploatuj rafinerie z maksymalnym wykorzystaniem → strać możliwość dostosowania się do wszelkich dalszych wstrząsów, bez marginesu na awarie sprzętu, konserwację lub drugą przerwę

13-dniowy bufor sprawia, że ​​ta sytuacja jest bardziej ostra niż możliwa do opanowania. Przy sześćdziesięciodniowym zapasie oleju napędowego operator rafinerii może tolerować przesunięcie frakcji destylatu pośredniego na paliwo lotnicze przez kilka tygodni bez konsekwencji dla ludności cywilnej. Przy trzynastu dniach ta sama zmiana niemal natychmiast rozpoczyna widoczne odliczanie. Czy teraz rozumiesz, dlaczego Donald Trump podpisał memorandum o porozumieniu z Iranem?

Jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się wznowić bombardowanie Iranu, prawdopodobnie wywoła to opisany powyżej stres. W związku z tym uważam, że Donald Trump, pomimo swoich gróźb, nie podejmie ryzyka załamania amerykańskiej gospodarki poprzez ponowne bombardowanie Iranu.


Nima i ja omówiliśmy najnowsze wydarzenia na froncie irańsko-amerykańskim:

Larry Johnson: USA dzwonią teraz bezpośrednio do Iranu (szwajcarska bomba Vance'a)

Powrót do Piotra Kurzina, aby omówić, dlaczego Donald Trump podpisał memorandum o porozumieniu z Iranem:

TRUMP DAŁ IRANOWI JESZCZE WIĘCEJ, NIŻ MYŚLELIŚMY – z CIA LARRYM JOHNSONEM

Danny Haiphong i ja omawiamy najnowsze działania Iranu mające na celu zamknięcie Cieśniny Ormuz:

Brutalny ruch Iranu w sprawie Ormuzu WYBUCHŁ na Trumpa i Izrael w panice | Larry Johnson

Mario i ja rozmawialiśmy o plotce rozpuszczonej przez siły Pahlavi, że Modżtaba Chamenei nie żyje:

MOJTABA KHAMENEI RZEKOMO NIE ŻYJE, GHALIBAF RZĄDZI IRANEM - z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Obaliłem twierdzenie, że Mojtaba Chamenei nie żyje wraz z Sulaimanem i zbadałem historię o możliwej sprzedaży przez USA samolotów F-35 Turcji:

MOJTABA KHAMENEI NIE ŻYJE? USA SPRZEDAJĄ MYŚLIWCE TURCJI Z CIA Larrym Johnsonem

Uprzejmy rodzaj rasizmu

Uprzejmy rodzaj rasizmu

[Trzy filmiki w oryginale. md]

Żyjemy, konsumując produkty wytwarzane przez najemnych niewolników w machinie ucisku, której broni się poprzez nieustanne masowe rzezie wojskowe, a potem grozimy palcem wirusowemu filmikowi, na którym jakiś schizofrenik wygłasza rasistowskie słowa, żeby poczuć się lepiej. Właśnie tak wygląda życie na Zachodzie.

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone-au/the-polite-kind-of-racism

Na Zachodzie występują dwa rodzaje rasizmu: taki, który jest uważany za akceptowalny w uprzejmym, liberalnym społeczeństwie, i taki, który jest powszechnie potępiany.

Akceptowalny rodzaj rasizmu to taki, który uważa za normalne i akceptowalne zrzucanie bomb na muzułmańskie rodziny za granicą. Ten, który traktuje sankcje za głód jako kwestię drugorzędną, której wady i zalety ocenia się wyłącznie na podstawie tego, czy doprowadzą one do zmiany reżimu. Ten, który postrzega imperialistyczną ekspansję z globalnego Południa jako naturalny porządek świata, a centryści i postępowcy kłócą się jedynie o to, jak równomiernie ten łup powinien być rozdzielony między mieszkańców Zachodu.

Nieakceptowalny rodzaj rasizmu to taki, który dotyka innych ludzi Zachodu. Tego rodzaju, którego konsekwencje muszą zobaczyć zachodni liberałowie.

Jeśli biała kobieta wezwie policję do czarnoskórego mężczyzny, który zajmuje się swoimi sprawami w parku, zachodni liberałowie rozpowszechnią jej zdjęcie w mediach społecznościowych i będzie niemile widziana w kulturalnym towarzystwie, dopóki nie opadnie gorączka. Jeśli celebryta zostanie nagrany na nagraniu, jak wypowiada obelgę na tle etnicznym, przez jakiś czas będzie niepopularny i zostanie uznany za obciążenie przez sponsorów i studia filmowe. To niewłaściwy rodzaj rasizmu.

To właśnie widzisz, gdy zachodnia prasa całkowicie ignoruje fakt, że kilkunastu Palestyńczyków zginęło od zachodniej amunicji w tym samym dniu, w którym całe media skupiają się na jakimś oskarżeniu o „antysemityzm” bez żadnych materialnych konsekwencji, poza emocjonalnym rozstrojem niektórych zachodnich Żydów. Pierwszy rodzaj rasizmu jest właściwy, drugi niewłaściwy. Pierwszy jest postrzegany jako akceptowalny i normalny, drugi zaś jako przerażające nadużycie.

Rasizm zachodni dzieli się na dwie odrębne kategorie, ponieważ cała nasza cywilizacja opiera się na rasizmie uprzejmym, podczas gdy rasizm nieuprzejmy jest użyteczny dla potężnych jedynie jako argument za podziałami społeczeństw Zachodu. Główny nurt polityki zachodniej to często jedynie wojna kulturowa między jedną dużą partią, która propaguje zarówno rasizm uprzejmy, jak i nieuprzejmy, a inną dużą partią, która propaguje wyłącznie rasizm uprzejmy, co sprawia, że ​​żadna energia polityczna nie jest przeznaczana na zwalczanie rasizmu uprzejmego.

Uprzejmy rasizm jest o wiele ważniejszy dla potężnych w XXI wieku, ponieważ stanowi absolutnie fundamentalny element ich rządów, a nie jedynie użyteczne narzędzie. Bez imperialistycznego wyzysku siły roboczej i zasobów z globalnego Południa za pomocą haraczy, nie widzielibyśmy rozrastających się megakorporacji, które zamieniają milionerów w miliarderów i biliony, którzy następnie wykorzystują swoje bogactwo do manipulowania polityką Zachodu, aby promować własne cele. Bez nieustannego ekspansjonizmu militarnego i nadużyć zachodniego kartelu wywiadowczego, zarządcy zachodniego imperium nie byliby w stanie zdominować naszej planety.

Dlatego co kilka lat mieszkańcy Zachodu głosują, czy w ich społeczeństwie ma być promowany niegrzeczny rasizm, podczas gdy rasizm uprzejmy nigdy nie pojawia się w głosowaniu. Możesz głosować nad tym, czy twój rząd będzie bardziej znęcał się nad imigrantami i innymi marginalizowanymi członkami twojego społeczeństwa, ale nigdy nie możesz głosować nad tym, czy wojna, militaryzm i imperialistyczna eksterminacja będą kontynuowane. Ten przejaw rasizmu (lub białej supremacji, ksenofobii, supremacji Zachodu, czy jakkolwiek chcesz to nazwać) jest uważany za zbyt ważny, by pozostawić go woli wyborców.

I widać to w świadomości zachodniego umysłu. Nawet stosunkowo świadomi mieszkańcy Zachodu, którzy plasują się na skrajnej lewicy sceny politycznej, często poświęcają znacznie więcej energii sprawom wewnętrznym niż nadużyciom zachodniej machiny wojennej.

Na początku tego miesiąca na lewicowym Twitterze toczyła się dyskusja na temat tego, czy twierdzenie, że ludzie nie powinni służyć w armii USA, jest „uprzywilejowanym stanowiskiem”, czy też nie. Argumentowano, że wielu żołnierzy amerykańskich pochodzi z upośledzonych środowisk. Widziałem wielu amerykańskich postępowców, którzy zaciekle deprecjonują agentów ICE i amerykańskich policjantów, prześcigających się w obronie tych, którzy zaciągają się do amerykańskiej machiny wojennej, która jest bez wątpienia o wiele bardziej mordercza i opresyjna niż amerykańskie organy ścigania.

Jedynym sposobem, aby spojrzeć na to w ten sposób, byłoby postrzeganie mieszkańców globalnego Południa jako mniej ludzkich niż mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Tylko w ten sposób mógłbyś uznać nadużycia policji w swoim kraju za gorsze niż ewidentnie bardziej rażące nadużycia amerykańskiej machiny wojennej. Musiałbyś uznać szkołę pełną irańskich dzieci wysadzonych w powietrze przez marynarkę wojenną USA za mniej wartą uwagi i sprzeciwu niż Amerykanina pobitego przez policjanta w Stanach Zjednoczonych. Musiałbyś założyć, że życie tych Irańczyków nie ma znaczenia.

A to są jedni z bardziej świadomych członków zachodniego społeczeństwa. Większość ludzi Zachodu jest o wiele mniej świadoma i współczująca.

Ludzie Zachodu żyją w najbardziej dzikiej i morderczej cywilizacji na Ziemi. Nie czujemy się dzicy i morderczy, ponieważ większość naszej przemocy i niewolnictwa zlecamy zagranicznym operacjom, ale tacy właśnie jesteśmy. Żyjemy, konsumując produkty wytwarzane przez najemnych niewolników w machinie ucisku, bronionej przez nieustanne masowe rzezie, a potem grozimy palcem wirusowemu filmikowi, na którym jakiś schizofrenik wygłasza rasistowskie słowa, żeby poczuć się dobrze. Właśnie takie jest życie na Zachodzie.

Mamy wiele do zrobienia, żeby dorosnąć. Potrzebujemy drastycznych, rewolucyjnych zmian, znacznie większych, niż większość z nas może sobie wyobrazić w tym momencie. Przed nami długa, długa droga i całe mnóstwo krzywd, które musimy naprawić na całym świecie.

Kiedy Kosher Nostra rządziła światem podziemnym…

Kiedy Kosher Nostra rządziła światem podziemnym…

Date: 25 giugno 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/kiedy-kosher-nostra-rzadzila-swiatem-podziemnym

Filmy hollywoodzkie chcą nas przekonać, że zorganizowana przestępczość w Ameryce to duopol irlandzkich i włoskich bandytów, ale istnieje inna grupa etniczna, która nie tylko zapoczątkowała korporacyjną strukturę podziemnego świata, ale do dziś wywiera głęboki wpływ na świat przestępczy: zorganizowane żydostwo.

Lower East Side pod koniec XIX wieku było tyglem biedy i ambicji, a jego kamienice wyprodukowały ludzi, którzy od podstaw zmienili oblicze amerykańskiej przestępczości. Z tego tygla wyłoniło się to, co naukowcy nazywają Kosher Nostra wikipedia.org/wiki/Jewish-American_organized_crime. Wraz z nadejściem prohibicji żydowscy gangsterzy wykorzystali tę okazję, sytuując się w centrum sieci przemytniczych rozciągających się od Nowego Jorku po Detroit, Cleveland, Minneapolis i Newark, jednocześnie budując infrastrukturę finansową, która miała wspierać współczesny handel narkotykami.

Pierwsze pokolenie żydowskiej przestępczości zorganizowanej ukształtowało się na ulicach Manhattanu w latach ’90 XIX wieku. Na Lower East Side pod wodzą Edwarda „Monka” Eastmana powstał Gang Eastmana – grupa 1200 włamywaczy do sejfów, rewolwerowców i ulicznych awanturników, którzy przez lata toczyli krwawe walki z włosko-amerykańskim Gangiem Five Points Paula Kelly’ego, aby przejąć kontrolę nad półświatkiem Manhattanu. To, co zaczęło się jako działalność o mieszanym pochodzeniu etnicznym, stopniowo zmieniało się w stronę żydowską wraz z napływem imigrantów z Europy Wschodniej do Dolnego Manhattanu i Brooklynu, zapoczątkowując, jak opisują historycy, trwający od 40 do 50 lat okres dominujących wpływów żydowsko-amerykańskich na nowojorski świat przestępczy.

Eastman był jednak produktem wcześniejszej i prostszej epoki bandytyzmu. Postać, która przekształciła zorganizowaną przestępczość w coś bliższego współczesnemu przedsięwzięciu, przyszła po nim.

Arnold Rothstein zbudował swoją reputację na dwóch pseudonimach: „Mózg” i „Naprawiacz”. Syn zamożnej niemiecko-żydowskiej rodziny z Manhattanu, podchodził do przestępczości tak, jak przemysłowiec do rynku. Pisarz kryminałów Leo Katcher precyzyjnie uchwycił skalę jego ambicji: „J.P. Morgan półświatka; bankier i mistrz strategii”. Od sfałszowanych gier karcianych i oszustw giełdowych, po przemyt rumu i narkotyki, Rothstein miał do czynienia z niemal każdym znaczącym przedsięwzięciem przestępczym swojej epoki.

Został oskarżony o zmanipulowanie wyników World Series z 1919 roku — skandalu Black Sox, który wstrząsnął amerykańskim baseballem do fundamentów — choć prokuratorom nigdy nie udało się doprowadzić do tego, by sprawa trafiła do sądu. Jego trwalszym wkładem był kapitał ludzki: finansował i uczył kolejne pokolenie przestępców, przekazując Meyerowi Lansky’emu, Bugsy’emu Siegelowi, Lucky’emu Luciano, Louisowi „Lepke” Buchalterowi i Waxey’owi Gordonowi zarówno pieniądze, jak i metody, których potrzebowali do zbudowania własnych imperiów. F. Scott Fitzgerald wziął to pod uwagę , przenosząc Rothsteina na postać Meyera Wolfsheima w “Wielkim Gatsbym”. Strzelanina w Park Central Hotel przerwała jego karierę w listopadzie 1928 roku, ale mężczyźni, których uczył, kontynuowali jego metody przez dziesięciolecia.

Spośród wszystkich tych ludzi, żaden nie zaszedł dalej niż Meyer Lansky. Przybył na Lower East Side w Nowym Jorku w 1911 roku z Grodna w Rosji [no tak, dla nich to Rosja.. md] pod nazwiskiem Maier Suchowljansky i pod koniec lat ’10 XX wieku nawiązał współpracę z Bugsym Siegelem, aby prowadzić działalność hazardową w całym mieście. Świat przestępczy dostrzegł jego znaczenie, ostatecznie nadając mu tytuły „Przewodniczącego Zarządu” i „Potentata Mafii” – nazwy, które stawały się coraz bardziej trafne, gdy jego wpływy sięgały daleko poza Nowy Jork.

Lansky zbudował finansowy kręgosłup National Crime Syndicate, wspólnej włosko-żydowskiej organizacji zarządzającej amerykańską przestępczością zorganizowaną, którą on i Lucky Luciano założyli na początku lat ’30 XX wieku. Stamtąd rozszerzył macki mafii – na Kubę Fulgencio Batisty, na kasyna w Las Vegas, na Bahamy, a podobno także do skarbców szwajcarskich banków, gdzie można było oczyścić brudne pieniądze. Przeżył niemal wszystkich swoich współczesnych i zmarł śmiercią naturalną w Miami Beach w styczniu 1983 roku, pokonując kolejnych prokuratorów, którym nigdy nie udało się uzyskać wiarygodnych zarzutów.

Pod względem temperamentu Siegel był całkowitym przeciwieństwem Lansky’ego. Podczas gdy Lansky zajmował się księgami, Siegel posługiwał się pięściami i nie tylko. Obaj poznali się jako nastolatkowie na Lower East Side i wspólnie stworzyli „Bugs and Meyer Mob” – grupę, która zajmowała się brudną robotą związaną z egzekwowaniem porządku w ramach syndykatu i położyła podwaliny pod organizację, która ostatecznie została sformalizowana jako Murder Inc.

Syndykat wysłał Siegela na zachód w 1937 roku, a on sam zadomowił się w Hollywood, jednocześnie rozwijając działalność hazardową mafii w Kalifornii. Jego wpis do historii nastąpił dzięki betonowi i neonom: hotelowi i kasynu Flamingo w Las Vegas, które zbudował w latach 1945-1946. Projekt, którego początkowy koszt szacowano na 1,5 miliona dolarów, przed zakończeniem prac osiągnął kwotę 6 milionów dolarów, a narastały podejrzenia, że Siegel po drodze sięgał do tych środków na własną korzyść. Kiedy hotel Flamingo został otwarty przy obojętnym przyjęciu ze strony gości i przy krwawiących księgach rachunkowych, cierpliwość ludzi stojących za tym przedsięwzięciem w końcu się wyczerpała. W czerwcu 1947 roku Siegel został zastrzelony w domu w Beverly Hills, a osoba, która pociągnęła za spust, nigdy nie została oficjalnie zidentyfikowana.

Operacja zabójcza syndykatu potrzebowała dowódcy, a Louis „Lepke” Buchalter idealnie nadawał się do tej roli. Jego pseudonim wywodził się z jidyszowego słowa „Lepkeleh” – „mały Louis” – choć nic w tym, czym kierował, nie było małe. Pochodzący z Lower East Side na Manhattanie Buchalter założył Murder Inc., wyspecjalizowaną komórkę syndykatu zajmującą się zabójstwami na zlecenie, i kierował nią przez całe lata 30., jednocześnie dławiąc nowojorski przemysł odzieżowy i sektor transportu ciężarowego poprzez wymuszanie haraczy od związków zawodowych. Od tamtej pory żaden z głównych amerykańskich bossów mafijnych nie został stracony przez rząd. Buchalter był ostatnim – zginął na krześle elektrycznym w więzieniu Sing Sing w marcu 1944 roku.

Stworzony przez niego aparat nie ograniczał się do celów zewnętrznych. Arthur Flegenheimer – urodzony w Bronksie syn niemieckich imigrantów żydowskich, działający pod pseudonimem Dutch Schultz – zbudował organizację, która obejmowała przemyt alkoholu, oszustwa związane z liczbami w Harlemie i wymuszenia w restauracjach, i zachowywał się z tak nieprzewidywalną brutalnością, że jego wspólnicy z syndykatu uznali go bardziej za obciążenie niż atut. W 1935 roku członkowie gangu Murder Inc. zastrzelili go w restauracji serwującej steki w Newark.

Po drugiej stronie Hudsonu, Abner „Longie” Zwillman zbudował najpotężniejszy aparat przestępczy w New Jersey, działając jako bliski partner Luciano i Lansky’ego i przemycając około 40 procent nielegalnego alkoholu wwożonego do kraju w szczytowym okresie swojej działalności. Morderstwo Schultza w 1935 roku przyniosło Zwillmanowi resztę terytorium New Jersey, a wraz z nim przydomek: „Al Capone z New Jersey”. 26 lutego 1959 roku znaleziono go wiszącego na belkach stropowych w piwnicy w West Orange. Władze uznały to za samobójstwo, ale siniaki na nadgarstkach wskazywały na co innego. Lucky Luciano miał później powiedzieć dziennikarzowi Martinowi Goschowi, że teoria o samobójstwie „to bzdura” – że zabójcy Zwillmana „związali go jak świnię”, zanim dokończyli dzieło.

Irving Wexler, który prowadził swoją przestępczą karierę pod pseudonimem Waxey Gordon, zaczynał jako główny zastępca Arnolda Rothsteina ds. przemytu, nadzorując destylarnie Rothsteina na wschodnim wybrzeżu i trasy przemytu rumu, jednocześnie budując własną sieć nielegalnych barów w Nowym Jorku i New Jersey. Przegrana walka o władzę z Luciano i Lanskym osłabiła jego pozycję, a wyrok za unikanie płacenia podatków przyspieszył upadek. W ostatnich latach życia sięgnął po narkotyki, w 1951 roku został skazany przez sąd federalny i zmarł w Alcatraz 24 czerwca 1952 roku.

Operacja zabójstw, której potrzebował syndykat, miała miejsce w Brownsville na Brooklynie. Murder Inc. działała w latach ’30 i na początku lat ’40 XX wieku jako przedsiębiorstwo zajmujące się głównie zabójstwami na zlecenie, w którego skład wchodzili głównie Żydzi, dowodzone wspólnie przez Lepke Buchaltera i Alberta Anastasię w imieniu całego Narodowego Syndykatu Przestępczości. Najbardziej śmiercionośną postacią tej organizacji był Abraham „Kid Twist” Reles, płatny zabójca powiązany z dziesiątkami zabójstw, który ostatecznie zeznał w sądzie i posłał wielu członków Murder Inc. na krzesło elektryczne, a następnie zginął, spadając z okna hotelowego, będąc pod ochroną policji w 1941 roku.

Najważniejszym dziedzictwem instytucjonalnym żydowskiej przestępczości zorganizowanej był sam Narodowy Syndykat Przestępczości. Na początku lat ’30 XX wieku Lansky współpracował z Luckym Luciano, aby znieść granicę między żydowskimi a włoskimi organizacjami przestępczymi i odbudować je jako jedną, skoordynowaną strukturę – z Żydami zarządzającymi pieniędzmi i strategią, podczas gdy włoscy członkowie zapewniali siłę roboczą i formalną hierarchię „utworzonego” członkostwa. Struktura ta okazała się tak solidna, że ​​przetrwała dekady.

Ta historia przewijała się również przez regiony. Purpurowy Gang, pod przywództwem braci Bernstein, zdominował rynek przemytu alkoholu w regionie Wielkich Jezior w Detroit w latach ’20 i ’30 XX wieku, stosując wymuszenia, zabójstwa na zlecenie i żelazną kontrolę terytorialną. Moe Dalitz zbudował Syndykat Cleveland i ostatecznie przekształcił swój kapitał przestępczy w kasyna w Las Vegas. Charles „King” Solomon rządził bostońskim półświatkiem poprzez przemyt, narkotyki i hazard, aż do momentu, gdy został zastrzelony w 1933 roku. FBI nazwało Isadore’a „Kid Canna” Blumenfelda „władcą półświatka Minneapolis”. Mickey Cohen przejął działalność na Zachodnim Wybrzeżu po zamordowaniu Siegela i był niekwestionowanym szefem Los Angeles do 1949 roku. Frank „Lefty” Rosenthal zarządzał czterema kasynami — Stardust, Fremont, Marina i Hacienda — dla Chicago Outfit. Karierę Martina Scorsese przekształcił w Kasyno , a Robert De Niro zagrał Rosenthala jako Sama „Ace’a” Rothsteina.

======================

Ci ludzie zbudowali swoje imperia w granicach Ameryki. Następne pokolenie żydowskich postaci przestępczości zorganizowanej nie miało takich ograniczeń. Upadek Związku Radzieckiego przyniósł ze sobą Semiona Mogilewicza, urodzonego w Kijowie w 1946 roku w żydowskiej rodzinie, który objął dowództwo nad tym, co amerykańskie i europejskie agencje ścigania określają mianem największego na świecie rosyjskiego syndykatu mafijnego. FBI nazwało go „najpotężniejszym i najniebezpieczniejszym gangsterem na świecie” i oskarżyło go o handel bronią, zabójstwa na zlecenie, wymuszenia, handel narkotykami, handel materiałami nuklearnymi i międzynarodową prostytucję, umieszczając go na liście dziesięciu najbardziej poszukiwanych osób w październiku 2009 roku i usuwając go w 2015 roku tylko dlatego, że Rosja nie chce ekstradycji swoich. Do dziś mieszka swobodnie w Moskwie. Podczas gdy jego poprzednicy mierzyli swoje terytorium blokami miejskimi i granicami państw, Mogilewicz mierzył swoje kontynentami, a jego macki sięgały rządów, armii i struktur politycznych na całym świecie.

To, co zaczęło się jako lokalny przekręt w kamienicach Lower East Side, ostatecznie przerodziło się w niewidzialny, zinstytucjonalizowany reżim. Współczesna żydowska władza funkcjonuje skutecznie jako zalegalizowana forma zorganizowanej przestępczości, a jej kontrola nad naszymi instytucjami opiera się na tych samych starych metodach oszustwa, wymuszeń, szantażu i, w razie potrzeby, całkowitej eliminacji opozycji. Dopóki Amerykanie nie zdobędą się na odwagę, by powiedzieć prawdę o tym, jak te postacie działały jako szkodliwi gracze w Stanach Zjednoczonych od samego początku, pozostaniemy uwięzieni w ich szkodliwym uścisku, niezdolni do odzyskania narodu, który zbudowali nasi przodkowie.

INFO: heoccidentalobserver/when-the-kosher-nostra-ruled-the-underworld

WARTO PRZYPOMNIEĆ: Mafia izraelska – od Murder, Inc. Lansky’ego po Ecstasy ram.neon24.pl/mafia-izraelska-od-murder-inc-lansky-ego-po-ecstasy

Pępek zdrowia. MEM-y III.

—————————-

——————————-

————————–

—————–

—————

——————–

—————–

—————————-

————————

——————————

Zanim padnie salwa

Zanim padnie salwa

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia”  •  25 czerwca 2026 michalkiewicz

„Z wszystkiego można szmal wydostać, tak, jak za okupacji z Żyda” – pisze Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”. Nawiasem mówiąc, ten poemat jest z kluczem, bo na przykład w osobie generała Bagno można bez trudu rozpoznać generała Mieczysława Moczara, podobnie, jak w postaci Aleksa, gęgającego syna sekretarza Wardęgi i Żydówki Sabiny, można rozpoznać pana redaktora Michnika. W stanie wojennym Aleks schronił się w kombinacie, który mieli zdobyć zomici dowodzeni przez generała Tumora. Wkrótce przed rozpoczęciem szturmu generał Tumor wziął na stronę pułkownika MO Maczugę i powiada jemu tak: „Stary towarzysz, zasłużony, samego jeszcze znał Stalina (to o sekretarzu Wardędze – SM). Fakt, że ma głupawego syna, ale to zawsze syn rodzony. Więc oszczędź Alka, bardzo proszę. Ja ze swej strony zaraz wnoszę pismo o awans”. Oczywiście Aleks wcale nie był „głupawy” – jak uważał generał Tumor – bo mamełe Sabina, która znała go przecież lepiej, twierdziła, że ma on „mózgowe zwoje”. Słowem – wypisz, wymaluj pan red. Michnik.

Zniosło mnie w stronę tych dywagacji, a tymczasem przywołany na początku cytat miał zilustrować coś zupełnie innego – mianowicie aferę z panem doktorem Dawidem Kacprzykiem, co to na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym zarobił sobie w ciągu roku ponad 1 600 tys. złotych. Już sama wysokość tej sumy wywołuje zrozumiałe podniecenie opinii publicznej, a cóż dopiero – jeśli towarzyszy jej informacja, że pan doktor miał zaledwie 28 lat, nie zdążył nawet zrobić specjalizacji, ale mimo to zajmował poważne stanowisko „koordynatora SOR”, którego nie ma w żadnym innym szpitalu. Ale nie bez kozery perskie, to znaczy – irańskie przysłowie – powiada, że „dobry kogut w jajku pieje”.

Pan Kacprzyk wprawdzie nie zrobił jeszcze specjalizacji, ale wiedział, z której strony chleb jest posmarowany – bo i Dawid i radny Koalicji Obywatelskiej, to znaczy – Volksdeutsche Partei z jej kolaboranty i twórca salonika VIP-ów w szpitalu – czegóż chcieć więcej? Takich właśnie ludzi nasz nieszczęśliwy kraj potrzebuje, więc kogóż szczodrze wynagradzać, jak nie ich? Weźmy dla przykładu pana Aleksandra Kwaśniewskiego. Dwukrotnie został wybrany na prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, chociaż nad nikim nie stał bolszewik z naganem. Znaczy się – nasz mniej wartościowy naród tubylczy upodobał sobie właśnie w nim z nieprzymuszonej woli. A dlaczego? Na trop odpowiedzi na to pytanie naprowadza nas ludowe przysłowie, że „pokorne cielę dwie matki ssie”.

Otóż pan Aleksander Kwaśniewski jest znakomitą ilustracją takiego ssaka. Wyssał, co się tylko dało, z komuny, potem – co się tylko dało z demokracji – a teraz autorowi książki na swój temat daje do zrozumienia, że tak naprawdę, to zawsze był w opozycji. Tylko patrzeć, jak powiększy szeregi kombatantów i osób represjonowanych. Wspominam o tym, by dać odpór tym wszystkim, którzy oskarżają nasz mniej wartościowy naród tubylczy nawet o zanik instynktu samozachowawczego. Dwukrotny wybór pana Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, podobnie jak utrzymujące się na niezmiennym poziomie poparcie dla Volksdeutsche Partei i Prawa i Sprawiedliwości pokazuje, że z nami wszystko jest w jak najlepszym porządku, to znaczy – że czego, jak czego, ale instynktu samozachowawczego nikomu u nas nie brakuje. Co z tego będzie – to znaczy – jak to się wszystko skończy – to całkiem inna sprawa – ale zanim nie padnie salwa, to niech nam humory dopisują.

Wracając tedy do cytatu, to czyż nie ilustruje on niebywałe szczęście obywatela Tuska Donalda, który nawet taki wstydliwy zakątek potrafi przekuć na narzędzie totalniactwa. Nie jest przecież tajemnicą, że sytuacja w ochronie zdrowia jest katastrofalna, że bankructwo – i tak dalej. Ponieważ zarówno Volksdeutsche Partei, jak i PiS, stoją na nieubłaganym stanowisku, że to państwo ma obywatelom organizować leczenie, a w każdym razie – pod tym pretekstem łupić ich ze skóry, to – jak można było zauważyć – funkcjonariusze Propaganda Abteilung dostali rozkaz rozhuśtywania opinii publicznej przeciwko doktorom – że to oni bezczelnie drenują „system”, osiągają niebotyczne zarobki i w ogóle. Wszystko zatem było przygotowane do operacji, tylko brakowało jakiegoś spektakularnego przykładu. I oto nagle pojawił się pan Dawid Kacprzyk ze swoim rekordowym zarobkiem. Czy to przypadek? „Byłby to przypadek rzadki, a czy w ogóle są przypadki?” – zastanawia się poeta – toteż i ja wcale bym się nie zdziwił, gdyby stare kiejkuty wykonały telefon gdzie trzeba: wiecie, rozumiecie, mamy tu niezwykle utalentowanego młodzieńca. Stwórzcie wy mu odpowiednie warunki rozwoju, a my i o was też pomyślimy.

Bo oto obywatel Tusk Donald, kiedy Propaganda Abteilung doniosła o panu doktorze Kascprzyku, wcale nie sprawiał wrażenia skonfundowanego. Przeciwnie – wyglądał, jakby go kto na sto koni wsadził. I słusznie – bo dzięki temu na tym ogniu może upiec kilka pieczeni jednocześnie.

Po pierwsze – przeprowadzi kurację przeczyszczającą we wszystkich szpitalach i jeśli nawet nikogo nie zdegraduje, ani nie powyrzuca – co wydaje się niepodobieństwem – to tak wszystkich nastraszy, że nikt już vaginetowi nie podskoczy, że nie ma pieniędzy i w ogóle. Każdy będzie się cieszył, ze żywy-zdrowy i porzuci wszelką myśl o protestach.

Po drugie – obywatel Tusk Donald już zapowiedział, że przejdzie na ręczne sterowanie zarobkami doktorów – podobnie jak pan minister Motyka ręcznie sterował cenami benzyny i oleju napędowego. Jestem przekonany, że ten pomysł znajdzie poklask w szerokich kręgach naszego społeczeństwa, cierpiącego na chorobę czerwonych oczu, która objawia się w gorącym pragnieniu, by każdemu było tak źle, jak mnie. Co to komu szkodzi, jak jeszcze jedna grupa zawodowa zostanie wzięta pod obcasy? Jestem przekonany, że takiemu pomysłowi przyklasną zwłaszcza artyści, którzy w większości chlipią swoją intelektualną zupę z kotła przygotowanego przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, uważając to za dowód myślenia niezależnego i myślenia w ogóle. Wreszcie – po trzecie – Wszystkie te przedsięwzięcia umocnią tylko tak zwany „system”, który zostanie w ten sposób wyjęty spod jakiegokolwiek podejrzenia, dzięki czemu żerowisko dla obydwu biurokratycznych gangów, no i oczywiście – starych kiejkutów – zyska dodatkowo na bezpieczeństwie. Czegóż chcieć więcej?

Jak wspominał bohater powieście Roberta Penn Warrena „Gubernator” – dobro można robić przede wszystkim ze zła – bo ono jest wszędzie pod ręką. Jeśli zatem pan doktor Dawid Kacprzyk dostarczył tyle znakomitego materiału do przekucia go w dobro, to czy choćby dlatego nie powinien być szczodrze wynagrodzony?

Stanisław Michalkiewicz

Wyznanie wiary katolickiej wobec błędów współczesności

Wyznanie wiary katolickiej wobec błędów współczesności

W imię świętej i nierozdzielnej Trójcy, Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Preambuła

  1. Wyznaję i przyjmuję w całej pełni prawdę wiary katolickiej, taką, jaka została „przyjęta przez Apostołów z ust samego Pana naszego Jezusa Chrystusa bądź przekazana jakby z ręki do ręki przez samych Apostołów pod dyktando Ducha Świętego”, a następnie wiernie zachowana i przekazana aż do nas w nieprzerwanej sukcesji w Kościele katolickim poprzez nauczanie papieży i biskupów, pisma Ojców Kościoła i teologów oraz definicje świętych soborów.
  2. Pewnie przyjmuję wszystkie i każdą z prawd, które nieomylny Kościół przedstawił jako bosko objawione i konieczne do zbawienia, czy to przez definicje swego uroczystego Magisterium, czy przez jednomyślność swego zwykłego i powszechnego Magisterium. Przyjmuję również wszystko, co należy do doktryny katolickiej z racji koniecznego związku z depozytem objawionym, i uważam za pewne prawdy, których Kościół stale nauczał, aby strzec tego depozytu przed błędami.
  3. W konsekwencji odrzucam wszystkie błędy przeciwne tej wierze, zwłaszcza błędy liberalizmu, indyferentyzmu, modernizmu, ekumenizmu i laicyzmu, potępione przez papieży Piusa IX, Leona XIII, świętego Piusa X, Piusa XI i Piusa XII. Te błędy bowiem zaciemniają doktrynę objawioną, fałszują Tradycję, zniekształcają świętą liturgię, psują obyczaje, osłabiają ducha misyjnego i rozkładają chrześcijański porządek społeczny, wielce szkodząc zbawieniu dusz.
  4. Wyznaję tę wiarę i odrzucam wszystkie błędy jej przeciwne, ponieważ chcę pozostać wiernie poddany świętemu Kościołowi katolickiemu, apostolskiemu i rzymskiemu, Nauczycielowi prawdy, jak również Papieżowi, Namiestnikowi Chrystusowemu, w przywiązaniu do wiecznego Rzymu, który otrzymał misję świętego strzeżenia i wiernego wyjaśniania depozytu objawionego aż do końca wieków.
  5. Dodaję, że w obecnym zamęcie nie wystarcza już przypominać odrębnie kilku prawd. Staje się nieodzowne, aby w pełnym świetle ukazać cały porządek doktryny katolickiej, w jej nadprzyrodzonej spójności i jaśniejącej harmonii, nie pomijając żadnego dogmatu, nie pomniejszając żadnej prawdy, nie zastępując otrzymanej wiary dwuznacznym lub wypaczonym językiem, który pod pretekstem ekumenizmu lub dostosowania do świata zniekształca tę doktrynę z coraz większą zuchwałością.
  6. Sama nadprzyrodzona miłość nakazuje wyznawać tę doktrynę z jasnością, cierpliwością i siłą, dla chwały Bożej, czci Kościoła i zbawienia dusz.
  7. Boskie Objawienie, wiara i Tradycja
  1. Wierzę, że Bóg w swej dobroci wezwał człowieka, przez dar łaski, do osiągnięcia wizji uszczęśliwiającej. Z mocą podtrzymuje i wyznaję, że to wyniesienie człowieka przewyższa siły i wymagania natury ludzkiej i że jest ono darmo dane od Boga, to jest darem nadprzyrodzonym.
  2. Wierzę, że Bóg nie pozostawił człowieka jego samym tylko przyrodzonym siłom, lecz objawił mu tajemnice swego boskiego życia i nadprzyrodzone przeznaczenie, do którego go powołuje. W ten sposób, po tym jak dawniej mówił przez Proroków w Starym Przymierzu, przemówił ostatecznie przez swego jednorodzonego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa, w Nowym Przymierzu, wraz z którym boskie Objawienie otrzymało swe doskonałe wypełnienie.
  3. Objawienie to jest prawdziwym słowem Boga, powierzonym Kościołowi jako depozyt i przedstawianym ludziom jako reguła wiary pod postacią zbioru doktryny, w którym tajemnice są sformułowane w sposób rozumny i wyrażalny słowami. Objawienie nie jest progresywnym wyrazem religijnej świadomości ani owocem zbiorowego doświadczenia wspólnoty wierzącej; jest ono samą prawdą Boga udzielającą się w nadprzyrodzony sposób umysłom ludzi dla ich zbawienia.
  4. Wierzę, że depozyt wiary został zamknięty ze śmiercią ostatniego Apostoła. Po Apostołach Kościół nie otrzymuje nowego Objawienia: strzeże, wyjaśnia, broni i przekazuje otrzymany depozyt.
  5. Uznaję zewnętrzne dowody Objawienia, zwłaszcza cuda i proroctwa, jako najpewniejsze znaki, którymi boskie pochodzenie religii chrześcijańskiej jest wykazane w sposób dostosowany do ludzkiego rozumu, we wszelkim czasie i miejscu. Uznaję również sam Kościół, przez jego jedność, świętość, powszechność, płodność i niezwyciężalną stałość, jako stały motyw wiarygodności i niepodważalne świadectwo jego boskiej misji.
  6. Wyznaję, że wiara jest nadprzyrodzonym poddaniem rozumu, za poruszeniem łaski, prawdzie objawionej zewnętrznie przez Boga. Nie opiera się ona ani na oczywistości rzeczy widzianych, ani na osobistej ocenie, ani na doświadczeniu tego, co przeżyte, lecz na samym autorytecie Boga, który mówi i który, będąc Pierwszą Prawdą, nie może ani się mylić, ani nas oszukać. Wiara nie jest więc ani ślepym uczuciem religijnym, ani poruszeniem duszy, ani wewnętrznym przekonaniem wytworzonym przez osobistą lub zbiorową świadomość. Jest ona nadprzyrodzoną cnotą, która wynosi ludzki umysł i pozwala mu poznać Boga takim, jakim On jest, dzięki świadectwu, które Bóg daje o Sobie samym, w oczekiwaniu na wizję uszczęśliwiającą.
  7. Odrzucam zatem błąd modernizmu, taki jaki jeszcze obecnie panuje, który sprowadza wiarę do doświadczenia wewnętrznego, do pragnienia uczuć lub do progresywnego samouświadomienia wspólnoty wierzących. Taka koncepcja niszczy samo pojęcie dogmatu i czyni niemożliwym obowiązek wierzenia, zastępując prawdę boską subiektywną szczerością i poddając doktrynę wahaniom historii.
  8. Wyznaję także, że depozyt doktryny objawionej przez Boga jest zawarty w jego dwóch źródłach, którymi są Pismo Święte i Tradycja. Wyznaję, że Tradycja zawiera niejedną prawdę objawioną przez Boga, która nie znajduje się w Piśmie, i że w konsekwencji Pismo musi być czytane i rozumiane w zależności od Tradycji.
  9. Wyznaję, że Pismo Święte, którego księgi zostały napisane w całości, we wszystkich swych częściach, pod natchnieniem Ducha Świętego, jest prawdziwie słowem Bożym, wolnym od wszelkiego błędu i powierzonym autentycznej interpretacji Magisterium Kościoła, zgodnie z normą Tradycji i zgodnie z analogią wiary.
  10. Odrzucam zatem egzegezę racjonalistyczną, która traktuje święte księgi jako dokumenty mające jedynie człowieka za autora, która wyklucza a priori możliwość nadprzyrodzoności, sztucznie oddziela Chrystusa historycznego od wiary Kościoła, sprowadza cuda do symbolu lub poddaje Pismo zmiennym hipotezom i manipulacjom naturalistycznych metod krytycznych. Prawdziwa nauka biblijna musi oddawać się służbie rozumienia wiary; nie należy do niej być regułą, interpretatorem ani sędzią słowa Bożego.
  11. Wyznaję wreszcie, że Tradycja nie jest martwą pamięcią, lecz żywym przekazem doktryny otrzymanej od Apostołów. Pozostaje żywa przez odróżnienie od Objawienia, które jest zakończone. Jest taka zarówno w działalności Magisterium Kościoła nauczającego, jak i w wyznaniu wiary Kościoła nauczanego, którego „sentire cum Ecclesia” jest wynikiem wytworzonym przez nauczanie Magisterium. Tradycję można nazwać „żywą”, nie w sensie, w którym zmieniałaby znaczenie, lecz w sensie, w którym żywe Magisterium proponuje przez wieki, coraz jaśniej i wyraźniej, tę samą prawdę według tego samego znaczenia. To, w co wszyscy wyznawali wszędzie i zawsze jako należące do wiary, nie może być zaprzeczone ani poddane w wątpliwość przez żadną teologiczną modę, żadną duszpasterską presję, żadną dyplomatyczną konieczność, żaden rzekomy wymóg współczesnego świata.
  12. Bóg, zasada i cel wszystkich rzeczy, Trójca Święta
  1. Wyznaję istnienie jednego Boga, osobowego, żywego i prawdziwego, zasady i ostatecznego celu wszystkich rzeczy, który na początku stworzył z niczego niebo i ziemię, rzeczy widzialne i niewidzialne. Nieskończenie doskonały, wieczny i wszechmocny, niezmienny, niepojęty w swej istocie i suwerennie wolny w swych dziełach, jest On odrębny od świata, który stworzył swobodnie, który podtrzymuje w istnieniu i którym rządzi przez swą Opatrzność.
  2. Wyznaję, że Bóg może być poznany z pewnością przez przyrodzone światło rozumu z Jego stworzeń, tak jak przyczyna jest poznawana przez swe skutki. Wiara katolicka uznaje bowiem, że rozum ludzki jest zdolny prawdziwie dotrzeć do rzeczywistości rzeczy, często poznać ich przyczyny i dojść do prawdziwych pewników.
  3. Dlatego odrzucam współczesny agnostycyzm, sceptycyzm filozoficzny, idealistyczny subiektywizm i wszystkie doktryny, które ograniczają zakres ludzkiego poznania do zjawisk zmysłowych lub konstrukcji świadomości, negując tym samym samą możliwość kościelnego Magisterium i prawdziwej teologii.
  4. Wyznaję, że w jednej boskiej naturze trwają trzy Osoby rzeczywiście odrębne: Ojciec, Syn i Duch Święty, Trójca współistotna i niepodzielna. Ojciec jest bez początku; Syn jest zrodzony odwiecznie z Ojca; Duch Święty odwiecznie pochodzi od Ojca i Syna jako od jednego początku. Lecz te trzy Osoby są jedną i tą samą substancją boską: są jednym Wiecznym, a nie trzema Wiecznymi; jednym Bogiem mądrym, dobrym, wszechmocnym, a nie trzema bogami równie mądrymi, dobrymi i wszechmocnymi; tworzą jedno w Boskiej woli i Opatrzności i cieszą się tą samą chwałą.
  5. Odrzucam pomniejszone wyznania wiary trynitarnej, które pod pretekstem jedności religijnej lub ekumenicznej roztropności dobrowolnie milczą o tym, co Bóg objawił o Sobie samym. Nie wystarcza głosić z żydami i muzułmanami, że Bóg jest jeden; nie wystarcza uznawać z arianami, że Syn jest tej samej natury co Ojciec; nie wystarcza również wyznawać z greckimi schizmatykami, że Duch Święty pochodzi od Ojca, przemilczając Filioque. Ten fałszywy irenizm dąży do iluzorycznej zgody: pomijając wyznawanie pewnych prawd objawionych, zastępuje jasność zamętem i zagraża integralności wiary.
  6. Stworzenie człowieka i nadprzyrodzony porządek łaski
  1. Wierzę, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz, obdarzonego duchową i nieśmiertelną duszą, zdolną poznawać prawdę, kochać dobro poznane przez przyrodzony rozum i zwracać się ku swemu Stwórcy w sposób wolny. Człowiek nie jest więc koniecznym produktem ślepej ewolucji ani prostym wynikiem sił materialnych; pochodzi od Boga jako od swej przyczyny stwórczej, zależy od Boga, który go podtrzymuje w bycie, i jest uporządkowany ku Bogu jako ku swemu celowi.
  2. Wyznaję, że Bóg nie przeznaczył człowieka do jego samej tylko doskonałości przyrodzonej, lecz wezwał go dobrowolnie do celu nadprzyrodzonego, który absolutnie przewyższa siły i prawa stworzonej natury: wizji uszczęśliwiającej, przez które dusza ujrzy Boga twarzą w twarz i będzie uczestniczyć w wewnętrznym życiu Przenajświętszej Trójcy. Że człowiek jest wezwany, by stać się dzieckiem Bożym, uczestnikiem boskiej natury i dziedzicem Nieba, nie jest to konieczne wypełnienie jego natury, lecz czysty skutek boskiej szczodrobliwości.
  3. Odrzucam zatem wszelką doktrynę, która znosi różnicę między naturą a łaską, która czyni z życia nadprzyrodzonego wymóg natury ludzkiej lub która przedstawia łaskę jako prosty wewnętrzny rozwój przyrodzonych zdolności człowieka. Podobne pomieszanie rujnuje zarówno darmowość nadprzyrodzoności, jak i rzeczywistość natury. Ostatecznie sprowadza ono wiarę do religijnej antropologii, a Odkupienie do objawienia człowieka samemu sobie.
  4. Wyznaję również, że łaska nie niszczy ani nie zastępuje natury: leczy ją, wynosi i udoskonala jednocześnie zachowując. Porządek nadprzyrodzony nie podważa ani rozumu, ani prawa przyrodzonego, ani stworzeń; leczy je i podporządkowuje wyższemu celowi. Dlatego też współczesne przeciwstawianie wolności ludzkiej i łaski, godności osoby i zależności od Boga, kultury i wiary jest radykalnie fałszywe.
  5. Odrzucam fałszywy humanizm religijny, który sławi człowieka samego w sobie, tak jakby Wcielenie objawiło przede wszystkim i jedynie obraz Boga w stworzeniu człowieka, a nie nędzę grzechu i miłosierdzie Boga pochylającego się nad grzesznikiem. Człowiek jest naprawdę wielki tylko wtedy, gdy pokornie przyjmuje łaskę, która go leczy i wynosi, czyni pokutę za swe grzechy, poddaje się prawdzie i żyje jako dziecko Boże. Odłączając się od Boga, człowieka nie wywyższa się, a gubi.
  6. Wyznaję, że godność ludzka, w której Bóg ustanowił swe stworzenie na szczycie świata materialnego, nigdy nie może być przywoływana przeciwko prawu Bożemu, przeciwko konieczności nawrócenia czy przeciwko poddaniu się prawdzie objawionej. Ta godność jest zraniona przez grzech: musi być odnowiona i wyniesiona do godności przybranych dzieci Bożych, przez łaskę.
  7. Grzech pierworodny i stan człowieka
  1. Wierzę, że nasi pierwsi rodzice zostali ustanowieni przez Boga w stanie sprawiedliwości i pierwotnej świętości, wyposażeni w dary integralności, niepodatności na cierpienie i nieśmiertelności. Za szczególnym darem Bożym posiadali nie tylko integralność własnej natury, lecz także dary nadprzyrodzone, które ich uporządkowywały ku samemu życiu Boga. Adam, głowa i początek ludzkości, otrzymał ponadto dar wiedzy.
  2. Wyznaję, że przez swe nieposłuszeństwo Adam rzeczywiście popełnił grzech pierworodny, który przekazywany jest wszystkim ludziom przez spłodzenie. Ten grzech jest dla wszystkich grzechem natury, który skazuje ich na śmierć, cierpienie, niewiedzę i pożądliwość. Pozbawieni łaski uświęcającej i darów pozaprzyrodzonych, których nie mogą już przekazywać swemu potomstwu, Adam i Ewa zostali wygnani z ziemskiego raju.
  3. W Adamie natura człowieka nie została jednak zniszczona, lecz jedynie zraniona: jego umysł, choć zaciemniony, pozostaje zdolny poznawać prawdę; jego wolna wola, choć osłabiona, pozostaje zdolna do chcenia i kochania przyrodzonego dobra. Dlatego odrzucam wszystkie doktryny, które w pesymizmie rozpaczy uważają człowieka za nieodwracalnie zepsutego i niezdolnego do jakiegokolwiek dobra.
  4. Jednakowo odrzucam podobnie wszystkie doktryny, które w bezrozumnym optymizmie pomniejszają grzech pierworodny, naiwnie wywyższają wrodzoną dobroć człowieka lub pretendują budować powszechny pokój na samym tylko postępie moralnym, technicznym, politycznym lub kulturowym ludzkości. Tragedie historii, nieporządki społeczeństw i ciemności ludzkiego serca wyjaśniają się gruntownie, przede wszystkim i nade wszystko, głęboką raną grzechu.
  5. Wyznaję, że człowiek potrzebuje być zbawiony przez odkupienie, które go uwalnia zarówno od tego grzechu pierworodnego, jak i od wszystkich jego grzechów osobistych. To odkupienie – lub wykup – wymaga daru łaski Bożej w Chrystusie: bez niej człowiek nie może zbawić się sam przez swe czyny przyrodzone, kulturę, naukę czy religijną szczerość. Bez uświęcającej łaski Chrystusa pozostaje on niezdolny do osiągnięcia swego celu nadprzyrodzonego.
  6. Odrzucam zatem współczesny naturalizm, czy to teoretyczny (w filozofii lub teologii), czy praktyczny (w moralności, polityce lub duszpasterstwie). Wszelka doktryna, która mówi o braterstwie, pokoju, godności lub postępie, nie uznając grzechu, Krzyża ani konieczności łaski, buduje na iluzorycznym fundamencie i ostatecznie oszukuje dusze, którym zamierza służyć.
  7. Wyznaję jednocześnie, że powaga grzechu nigdy nie powinna prowadzić do rozpaczy, albowiem Bóg w swym miłosierdziu nie opuścił człowieka po jego upadku, lecz już na samym początku obiecał mu Zbawiciela zrodzonego z Niewiasty, którego przyjście stopniowo przygotowywał w historii zbawienia.
  8. We wszystkim tym wyznaję, że fakty opisane w Księdze Rodzaju dotyczące podstaw religii katolickiej mają być brane w sensie dosłownie historycznym: na przykład stworzenie wszystkich rzeczy dokonane przez Boga na początku czasu; partykularne stworzenie człowieka; uformowanie pierwszej niewiasty z pierwszego mężczyzny; jedność rodzaju ludzkiego; pierwotne szczęście pierwszych rodziców w stanie sprawiedliwości, integralności i nieśmiertelności; przykazanie dane przez Boga człowiekowi, aby wypróbować jego posłuszeństwo; przekroczenie boskiego nakazu za namową diabła pod postacią węża; upadek pierwszych rodziców z tego pierwotnego stanu niewinności; jak również obietnica mającego nadejść Odkupiciela.
  9. Jezus Chrystus, Słowo Wcielone, jedyny Pośrednik i Odkupiciel
  1. Wierzę i wyznaję, że nasz Pan Jezus Chrystus jest wiecznym Słowem Boga, prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, współistotnym Ojcu co do bóstwa i tej samej natury co my co do człowieczeństwa, podobnym do nas z wyjątkiem grzechu. Jest On jedynym Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, jedynym Zbawicielem rodzaju ludzkiego, jedynym Królem dusz i społeczeństw, obiecanym przez Boga w swym miłosierdziu naszym pierwszym rodzicom i zapowiedzianym przez proroków.
  2. Wyznaję, że gdy nadeszła pełnia czasów, Syn Boży wcielił się, nie aby utwierdzić człowieka w jego ludzkiej godności lub objawić mu obraz Boga w nim samym, lecz aby go zbawić od grzechu i przywrócić mu dostęp do życia wiecznego. Zrodzony z Maryi Dziewicy, nie przestając być Bogiem, przyjął prawdziwą naturę ludzką, żył wśród nas, nauczał prawdy, wypełnił proroctwa, objawił swe bóstwo poprzez cuda, a następnie dobrowolnie ofiarował się na Krzyżu jako ofiara przebłagalna za grzechy świata.
  3. Wyznaję, że Odkupienie jest prawdziwym zadośćuczynieniem ofiarowanym sprawiedliwości Bożej, wynagradzającym za grzech pierworodny i grzechy osobiste. Chrystus, Kapłan i Ofiara w swym świętym człowieczeństwie, odkupił nas swą Krwią. Wziąwszy nasze grzechy i ponosząc karę, która była nam należna, złożył swemu Ojcu doskonały akt posłuszeństwa, akt miłości i wynagrodzenia, któremu godność Jego Boskiej Osoby nadawała nieskończoną wartość zasługi.
  4. Odrzucam zatem wszelką doktrynę, która sprowadzałaby Odkupienie do prostego objawienia miłości Bożej, do solidarności Chrystusa z cierpieniami ludzkimi, do objawienia godności człowieka lub do czysto moralnego, politycznego lub społecznego wyzwolenia. Krzyż nie jest jedynie znakiem: jest ołtarzem ofiary odkupieńczej. Chrystus nie tylko zapowiedział zbawienie: On wyjednał je przez swą ofiarę. Jego dobrowolna męka i śmierć na Krzyżu stanowią jedyną odkupieńczą ofiarę, przez którą ludzkość jest pojednana z Bogiem.
  5. Wyznaję, że trzeciego dnia zmartwychwstał On chwalebnie z martwych i że to zmartwychwstanie jest właściwie faktem historycznym. Jest ono najjaśniejszym znakiem Jego ostatecznego zwycięstwa nad grzechem, śmiercią i piekłem. Stanowi ono fundament nadziei chrześcijańskiej i zadatek naszego własnego zmartwychwstania. Stanowi również główny motyw wiarygodności bóstwa Jezusa Chrystusa.
  6. Wierzę, że czterdzieści dni później wstąpił do nieba, że zasiada odtąd po prawicy swego Ojca, że niewidzialnie rządzi swym Kościołem za pośrednictwem swego Namiestnika i że nieustannie wstawia się za nami, w oczekiwaniu na powrót w chwale na końcu czasów, aby sądzić żywych i umarłych.
  7. Wyznaję również, że jeśli Chrystus umarł za wszystkich, to wszyscy nie są przez sam ten fakt zbawieni. Zasługi Męki Pańskiej muszą być udzielone duszom, co dzieje się w sposób zwyczajny, gdy dusze te przyjmują z należytym nastawieniem sakramenty, które im udzielają łaskę uświęcającą. Ten, kto odmawia przyjmowania sakramentów, przyjmuje je niegodnie lub dobrowolnie pozostaje w grzechu, zamyka się na zbawienie, które Chrystus mu pozyskał.
  8. Odrzucam zatem fałszywy optymizm powszechnego odkupienia już zrealizowanego w każdym człowieku, niezależnie od jego nawrócenia i wytrwania. Taka doktryna niszczy pilność głoszenia Ewangelii, osłabia zapał misyjny, czyni pokutę niepotrzebną i przeczy samym słowom Zbawiciela: „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony; kto nie uwierzy, będzie potępiony”.
  9. Wyznaję wreszcie, że Jezus Chrystus jest nie tylko Odkupicielem każdego z osobna, lecz centrum całej historii i Królem całego Stworzenia. Wszystko zostało stworzone przez Niego i dla Niego; wszystko musi być w Nim odnowione. Żadna kultura, żadne społeczeństwo, żadne prawo, żadna mądrość ludzka nie znajduje swej prawdziwej doskonałości, całkowitej i spełnionej, poza Jego panowaniem.
  10. Najświętsza Maryja Panna w ekonomii zbawienia
  1. Wierzę, że Najświętsza Maryja Panna zajmuje w historii zbawienia jedyne w swoim rodzaju miejsce, odwiecznie chciane przez Boga, i że Jej położenie nie jest zatem położeniem wspólnym innym stworzeniom. Ten, który postanowił dać swego Syna ludziom, postanowił również dać Mu Matkę.
  2. Wyznaję, że Błogosławiona Maryja Dziewica, przez szczególny przywilej, była niepokalana od pierwszego momentu swego poczęcia, aby zostać godną Matką Jezusa Chrystusa: zachowana od grzechu pierworodnego przez wzgląd na zasługi Chrystusa i w ten sposób odkupiona w sposób bardziej wzniosły, napełniona łaską od pierwszego momentu swego istnienia, Maryja zawsze okazywała się doskonale wierną woli Bożej.
  3. Wierzę, że pozostała zawsze dziewicą, przed, w czasie i po narodzeniu Chrystusa; Jej trwałe dziewictwo ukazuje boskie pochodzenie Jej Syna i Jej całkowite poświęcenie dziełu Bożemu.
  4. Wyznaję, że będąc prawdziwie Matką Boga i Matką ludzi, została w sposób jedyny w swoim rodzaju i nieporównywalnie złączona z dziełem Odkupienia swego Boskiego Syna: nowa Ewa przy nowym Adamie, Jej „Fiat” otworzyło drogę Wcieleniu; Jej cicha wierność towarzyszyła całemu życiu Zbawiciela; Jej bolesne współcierpienie u stóp Krzyża zjednoczyło Ją jednym sercem z odkupieńczą ofiarą.
  5. Wyznaję, że zjednoczona w ten sposób ze swym Boskim Synem, zasłużyła z godziwości w swym Współcierpieniu to, co Chrystus zasłużył przez ścisłą sprawiedliwość w swej Męce; nie jako główna przyczyna Odkupienia, lecz jako współuczestniczka podporządkowana, zależna i całkowicie względna względem swego Syna, w jednym i tym samym akcie wykupu naszych dusz. W tym sensie pobożność katolicka, oparta na tradycyjnym nauczaniu papieży i teologów, słusznie nazywa Ją z tej racji Współcierpienia „Współodkupicielką”, a w konsekwencji „powszechną Pośredniczką” .
  6. Odrzucam zatem z oburzeniem współczesną tendencję do pomniejszania przywilejów Najświętszej Maryi Panny pod pretekstem roztropności ekumenicznej, dialogu z fałszywymi religiami lub zwodniczego lęku przed zaciemnieniem jedynego odkupieńczego pośrednictwa Jezusa Chrystusa. Osłabianie doktryny maryjnej nie stanowi lepszego uczczenia Chrystusa, a rozmija się z porządkiem chcianym przez Boga, który chciał przyjść do nas przez Maryję i prowadzić nas do Siebie przez Nią.
  7. Wierzę, że u kresu swego ziemskiego życia została Ona wyniesiona ciałem i duszą do chwały niebieskiej, gdzie króluje obok tronu Bożego, u boku świętego człowieczeństwa swego Boskiego Syna, nad aniołami i nad ludźmi, sprawując swe macierzyńskie zadanie Szafarki wszelkich łask.
  8. Wyznaję wreszcie, że autentyczny i szczególny kult oddawany Jego Matce w niczym nie umniejsza kultu należnego Bogu; przeciwnie, zwiększa go, ponieważ uznaje wspaniałości łaski Bożej w najdoskonalszym stworzeniu i pewniej prowadzi dusze do Jezusa Chrystusa. Prawdziwa odnowa katolicka nie może być oddzielona od czci oddawanej Tej, która miażdży głowę węża.
  9. Kościół katolicki, mistyczne Ciało Chrystusa i jedyna arka zbawienia
  1. Wierzę mocno, że aby uwiecznić i przedłużyć dzieło Odkupienia aż do końca wieków, nasz Pan Jezus Chrystus założył jeden Kościół, widzialny, hierarchiczny, niezniszczalny i konieczny do zbawienia. Ten Kościół, nabyty Krwią Chrystusa, powierzony Piotrowi i jego następcom, biskupom Rzymu, nie jest niczym innym jak Kościołem rzymskokatolickim.
  2. Wyznaję, że Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Jest jeden przez swą wiarę, kult, rządzenie i cel. Jest święty przez swego Założyciela, przez swą doktrynę, przez swe sakramenty i przez świętych, których nie przestaje rodzić. Jest powszechny, ponieważ posłany do wszystkich ludów i ustanowiony w całym wszechświecie, jest wszędzie zdolny zapewniać zbawienie ludziom wszelkich stanów. Jest apostolski, ponieważ pozostaje założony na Apostołach, zachowuje ich doktrynę i kontynuuje ich misję, rządzony przez ich następców.
  3. Wyznaję, że Kościół jest tożsamo społeczeństwem widzialnym i mistycznym Ciałem Chrystusa. Chrystus jest jego Głową; wierni są jego członkami; życie nadprzyrodzone nabyte na Krzyżu udziela się w nim przez sakramenty przyjmowane w wierze i rozkwita w miłości.
  4. Wyznaję, że Kościół jest Niepokalaną Oblubienicą Chrystusa. Chrystus umiłował ją aż do wydania siebie za nią, aby ją uświęcić i przedstawić sobie bez skazy ani plamy. Jeśli jego członkowie mogą grzeszyć, on sam, w swej doktrynie, sakramentach, boskim ustroju i celu, pozostaje wiernym i czystym stróżem objawionego depozytu i szafarzem tajemnic Bożych. Winy ludzi Kościoła nie mogą być przypisywane Kościołowi jako takiemu; pochodzą one stąd, że ci ludzie nie żyli według jego świętych praw. Dlatego odrzucam niesprawiedliwe i bluźniercze oskarżenia kierowane przeciwko Kościołowi w imię grzechów jego dzieci, jak również akty skruchy, które zdają się przypisywać Oblubienicy Chrystusa winy tych, którzy ją zdradzili.
  5. Wyznaję, że Kościół jest Matką dusz. Rodzi je do życia Bożego przez chrzest, karmi Eucharystią, podnosi po upadku pokutą, umacnia bierzmowaniem, uświęca rodziny małżeństwem, konsekruje kapłanów święceniami i wspomaga umierających ostatnim namaszczeniem. Jego macierzyństwo jest nadprzyrodzone i zbawcze: daje ludziom chleb zdrowej doktryny, łaskę i środki życia wiecznego.
  6. Wyznaję, że Bóg chciał uczynić z Kościoła konieczny środek zbawienia; tak jak nie ma pod niebem żadnego innego imienia danego ludziom, przez które mielibyśmy być zbawieni, tak nie ma żadnego nadprzyrodzonego zbawienia niezależnie od Kościoła katolickiego. Albowiem całe zbawienie pochodzi od Jezusa Chrystusa; i wszelka łaska zbawienna jest albo dana w i przez jedyny Kościół, który On założył, albo porządkuje tego, kto ją otrzymuje, do tegoż Kościoła.
  7. Prawda ta oznacza, że nikt nie może być zbawiony bez Chrystusa i Jego Kościoła, przez fałszywą religię jako taką, ani zapewniony co do swego zbawienia poza widzialną strukturą Kościoła. Jeśli niektórzy ludzie są zbawieni bez przynależności do widzialnej społeczności, jaką jest Kościół, mistyczne Ciało Chrystusa, są oni zbawieni przez nadprzyrodzone uporządkowanie ku jedynemu Kościołowi zbawienia i pomimo błędów fałszywych religii, w których się znajdują, od których się uwalniają nie odmawiając łaski, która im jest dana i odpowiadając na nią.
  8. Odrzucam zatem fałszywy ekumenizm, oparty na idei, że Duch Święty nie odmówiłby posługiwania się wspólnotami oddzielonymi jako środkami zbawienia, tak jakby Kościół Chrystusa był w nich obecny i działający, lub tak jakby same te wspólnoty posiadały jako takie wartość zbawczą, której cnota wywodziłaby się z pełni łaski i prawdy powierzonej Kościołowi katolickiemu. Jeśli jakiś człowiek dochodzi do prawdy objawionej lub otrzymuje łaskę uświęcenia poza widzialnymi granicami Kościoła katolickiego, ta prawda i ta łaska należą z mocy prawa do tego samego Kościoła, wzywają bez dwuznaczności do jedności katolickiej, a Duch Święty nie udziela ich posługując się jako środkami zbawienia wspólnotami oddzielonymi jako takimi, od których nie można dość odwracać dusze.
  9. Odrzucam również ideę, według której religie niechrześcijańskie odbijałyby jakiś promień prawdy, która oświeca każdego człowieka, lub byłyby prawowitymi drogami, którymi Bóg pozytywnie prowadzi ludzi do zbawienia. Niektóre fragmenty prawdy przyrodzonej lub zniekształcone pozostałości dawnych prawd mogą się znajdować u wyznawców tych fałszywych religii; lecz religie te wzięte jako takie, i o ile mieszają błąd ze swym kultem, są dziełem diabła i nie mogą być miłe Bogu. Duch Święty nie posługuje się nimi jako drogami zbawienia i nie ma w nich żadnej własnej cnoty jedynego Kościoła Chrystusa, jedynego światła, które oświeca każdego człowieka w ciemnościach.
  10. Odrzucam także ideę „anonimowego chrześcijaństwa”, według której każdy człowiek prowadzący uczciwe przyrodzone życie, czy byłby „wierzący”, ateistą czy agnostykiem, byłby skierowany ku Chrystusowi i zatem zbawiony przez Niego, ponieważ byłby, nie wiedząc o tym, „chrześcijaninem” .
  11. Wyznaję wreszcie, że Stare Przymierze zostało wypełnione, przekroczone i uczynione przestarzałym przez Nowe Przymierze, które jest wypełnieniem obietnicy danej Abrahamowi, w Chrystusie i w Jego Kościele. Figury Zakonu znalazły swe wypełnienie i ustanie w ofierze prawdziwego Baranka, Pośrednika Nowego Przymierza i Kapłana na wieki według porządku Melchizedeka. Z odwiecznej woli Boga prawdziwym potomstwem Abrahama jest Chrystus wraz z tymi, którzy do Niego należą w Jego mistycznym Ciele, którym jest Kościół.
  12. Odrzucam zatem nową eklezjologię, która niszczy zapał misyjny relatywizując jedyność Kościoła, jedynej arki zbawienia.
  13. Odrzucam również inkulturację rozumianą jako bezkrytyczne przyjmowanie kategorii religijnych, moralnych lub symbolicznych kultur pogańskich i ich praktyk. Ewangelia może przyjąć to, co jest naturalnie dobre, prawdziwe i szlachetne w ludach; nigdy nie może konsekrować bałwochwalstwa, zabobonu, błędu lub obyczajów przeciwnych prawu naturalnemu. Misja Kościoła nie jest bezkresnym dialogiem, współpracą humanitarną ani wzajemnym uznawaniem tradycji religijnych: jest ona nakazem otrzymanym od Chrystusa, aby nauczać wszystkie narody, chrzcić je i uczyć je zachowywać wszystko to, co On nakazał.
  14. Duch Święty, Uświęciciel dusz i dusza Kościoła
  1. Wyznaję, że Duch Święty, trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej, prawdziwy Bóg z Ojcem i Synem, mówił przez proroków, natchnął Pisma, uświęcał sprawiedliwych Starego Testamentu, uformował człowieczeństwo Słowa wcielonego w dziewiczym łonie Maryi i został posłany w widzialny sposób w Zesłaniu Ducha Świętego, aby objawić Kościół i ożywiać go aż do skończenia wieków.
  2. Wierzę, że posłany przez Ojca i Syna, pozostaje On w Kościele aż do końca wieków, zgodnie z obietnicą Pana Jezusa. Jest On niestworzoną duszą Kościoła, nie jako forma substancjalna, która znosiłaby różnicę między Chrystusem a Jego członkami, lecz jako niewidzialna zasada i przyczyna sprawcza jego nadprzyrodzonego życia, jego jedności wyznania wiary i kultu, świętości jego rządzenia i Magisterium oraz jego płodności w jego dziełach.
  3. Wyznaję, że całe życie Kościoła zależy od Jego działania. To On asystuje Magisterium kościelnemu, zwłaszcza nauczaniu Papieża, aby zachowywało ono, deklarowało i wyjaśniało bez błędu objawiony depozyt: nie aby wynajdywało nowe nauki, lecz aby zgłębiało, w tym samym sensie i tym samym znaczeniu, prawdę już objawioną przez Boga Apostołom.
  4. Wierzę, że to On udziela duszom, w sakramentach, łaskę nabytą przez Zbawiciela, mieszka w nich przez tę łaskę i upodabnia je do Chrystusa; On, który oświeca umysły swą mądrością, podtrzymuje wole swą mocą, rozlewa swą miłość w sercach; On, który wzbudza dobre uczynki, tchnie miłość bliźniego i prowadzi dusze ku ich doskonałości.
  5. To On podtrzymywał męczenników, oświecał doktorów, wzbudzał misjonarzy, karmił życie kontemplacyjne, użyźniał zakony religijne i sprawiał rozkwit świętości we wszystkich stanach życia. Wielkie dzieła cywilizacji chrześcijańskiej, owoce kultury katolickiej, same świadczą o tej dyskretnej, lecz płodnej obecności Ducha Bożego w Kościele na przestrzeni wieków.
  6. Odrzucam zatem wszelkie roszczenie do przywoływania Ducha Świętego w celu usprawiedliwienia adaptacji doktrynalnych w zerwaniu z Tradycją, przewrotów moralnych lub procedur synodalnych, przez które poddaje się pod dyskusję to, co Kościół otrzymał od Boga. Duch prawdy nie może inspirować dziś przeciwieństwa tego, co natchnął wczoraj. Nie zaprasza On Kościoła, aby słuchał świata i przyjmował odeń aspiracje; przeciwnie, popycha On Kościół, aby nauczał świat, nawracał go i uświęcał. Jego dzieło nie polega ani na wzbudzaniu tchnień anarchicznych, ani na zachęcaniu do kreatywności doktrynalnej, ani na opieraniu życia duchowego na poszukiwaniu nadzwyczajnych zjawisk charyzmatycznych; polega na prowadzeniu dusz, oświecając ich wiarę i broniąc ich przed ich wrogami duchowymi, aby dokonać w nich dzieła ich zbawienia i doprowadzić je do światła wieczności.
  7. Biskup Rzymu, episkopat i hierarchiczny ustrój Kościoła
  1. Uznaję w Biskupie Rzymu następcę świętego Piotra, Namiestnika Jezusa Chrystusa, najwyższego i powszechnego Pasterza, widzialną głowę całego Kościoła, który z mocy ustanowienia Bożego posiada prawdziwą i właściwą najwyższą władzę jurysdykcji, pełną, bezpośrednią i powszechną, nad wszystkimi pasterzami i nad wszystkimi wiernymi ochrzczonymi w Kościele.
  2. Wierzę, że władzy tej nie czerpie z delegacji wspólnoty, lecz bezpośrednio od samego Chrystusa, który ustanowił ten urząd dla strzeżenia doktryny wiary, uświęcania dusz i rządzenia Kościołem.
  3. Uznaję, że z racji tej właściwej i prawdziwej władzy pasterze i wierni są mu winni szacunek i synowskie posłuszeństwo we wszystkim, co należy do prawowitego wykonywania jego urzędu. Tak więc, zachowując jedność komunii z Biskupem Rzymu oraz jedność wyznawania tej samej wiary, Kościół Chrystusowy stanowi jedno stado pod jednym najwyższym Pasterzem.
  4. Uznaję również, że biskupi są następcami Apostołów, co czyni z nich prawdziwych pasterzy na mocy prawa Bożego, posiadających w Kościele, z woli Chrystusa, jurysdykcję partykularną i podporządkowaną, którą otrzymują bezpośrednio od Biskupa Rzymu. Zjednoczeni z nim w poddaniu jego najwyższej władzy, sprawują oni prawowicie własną władzę w swoich diecezjach, jako ustanowieni przez Ducha Świętego w hierarchicznym porządku chcianym przez Chrystusa.
  5. Uznaję ponadto, że kolegium biskupów, zjednoczone ze swą głową – Biskupem Rzymu, a nigdy bez tej głowy – może być nadzwyczajnym i nie stałym podmiotem pełnej i najwyższej władzy nad Kościołem powszechnym, lecz dzieje się to jedynie w akcie soboru powszechnego, z inicjatywy i na rozkaz samego Biskupa Rzymu oraz w granicach jego wyłącznej woli.
  6. Odrzucam zatem koncepcje kolegialne, które czyniłyby z kolegium biskupów stałą osobę moralną w Kościele lub drugi podmiot najwyższej władzy, odrębny od Następcy Piotra. Monarchiczny ustrój Kościoła jest nienaruszalnym ustanowieniem Bożym, i taki pozostanie aż do końca wieków, ponieważ nikt nie może na nowo zdefiniować funkcji, jaką sam Chrystus powierzył Piotrowi w swoim Kościele.
  7. Odrzucam jednakowo koncepcje synodalne, które dążą do przekształcenia Kościoła hierarchicznego w strukturę konsultacyjną, parlamentarną lub demokratyczną, podporządkowaną zmiennym opiniom ludu chrześcijańskiego lub naciskom świata. Zbiorowe sumienie wiernych, ankiety duszpasterskie, wrażliwości kulturowe i oczekiwania świata nie są źródłami Objawienia. Prawowite słuchanie dusz nie może nigdy przerodzić się w ciągłą adaptację życia Kościoła, jego doktryny i ustanowionego przez Boga ustroju do ducha świata, pod pretekstem interpretacji „sensus fidei” ludu Bożego.
  8. Magisterium, strażnik depozytu objawionego
  1. Wierzę, że Biskup Rzymu cieszy się nieomylnością, gdy przemawia ex cathedra, to znaczy gdy, wypełniając swój urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, mocą swej najwyższej władzy apostolskiej definiuje, że jakaś doktryna dotycząca wiary lub obyczajów winna być wyznawana przez Kościół powszechny.
  2. Wyznaję ponadto, że władza nauczania w Kościele jest istotowo uporządkowana strzeżeniu depozytu objawionego, a przez to zbawieniu dusz. Duch Święty nie został obiecany Następcom Piotra po to, by objawiali nową doktrynę, lecz by święcie strzegli i wiernie wyjaśniali depozyt przekazany przez Apostołów.
  3. Dlatego Magisterium teraźniejsze nie może w istocie przeczyć Magisterium poprzedniemu. Żywe Magisterium nie jest nauczaniem teraźniejszym przeciwstawnym nauczaniu przeszłemu; jest to ciągłe i nieprzerwane nauczanie tego samego znaczenia tej samej prawdy wiary na przestrzeni wieków. Papież i biskupi nie są panami Objawienia – są jego strażnikami i są mu poddani jak uczeń mistrzowi. Nie mogą ani zmieniać wiary, ani modyfikować ustroju Kościoła z Bożego postanowienia, ani ogłaszać za dobre tego, co jest przeciwne prawu Bożemu.
  4. Odrzucam zatem wszelką ewolucjonistyczną koncepcję dogmatu, według której prawdy objawione zmieniałyby swe znaczenie w toku historii. Może istnieć w Kościele jednorodny postęp w rozumieniu, które postrzega lepiej, w sposób bardziej wyraźny i explicite sens prawdy objawionej; nie może natomiast nigdy zajść przemiana sensu tej prawdy. To, co było już nauczane przez żywe Magisterium Kościoła nauczającego i wyznawane w profesji wiary Kościoła nauczanego, nie może stać się fałszem; to, co zostało potępione jako przeciwne wierze, nie może stać się prawowite; to, co należy do boskiego ustroju Kościoła, nie może być przekształcane według kategorii współczesnego świata lub kontekstu historyczno-kulturowego.
  5. Odrzucam zatem pojęcie nowego magisterium, które upoważniałoby się teraźniejszością, by narzucać doktryny przeciwne lub obce stałej Tradycji. Odrzucam również sztuczne przeciwstawianie wczorajszego Magisterium dzisiejszemu, jak gdyby jedynym żywym Magisterium Oblubienicy Chrystusa było to z chwili obecnej i mogło, pod pretekstem lepszego dostosowania, wyrzec się tego, co Kościół zawsze nauczał, wierzył i potępiał od czasów Apostołów.
  6. Utrzymuję, że – zachowawszy prawowitą swobodę badań i opinii teologów w otwartych lub spornych kwestiach doktrynalnych – Magisterium Kościoła ma prawowity obowiązek sprawowania kontroli, a w razie potrzeby cenzury nad publikacjami, by zapobiec zagrożeniu wiary wiernych. Odrzucam zatem oskarżenie kierowane przeciwko świętemu Kościołowi, jakoby nie okazywał miłości, gdy wyklinał herezje i ekskomunikował heretyków.
  7. Odrzucam także nieustanny dialog ustanowiony w duchu ostatniego Soboru, przez który hierarchia wyrzeka się sprawowania prawdziwego Magisterium i chce raz to czerpać swe natchnienie ze „zmysłu wiary” ludu wierzących, raz to dyskutować z równej pozycji z wyznawcami fałszywych religii, a nawet z niewierzącymi.
  8. Odrzucam wreszcie subiektywistyczną koncepcję pluralizmu teologicznego, która wynika z tego zaniechania funkcji nauczania. Utrzymuję, że Kościół nie jest zgromadzeniem w ciągłym poszukiwaniu, lecz strażnikiem prawdy objawionej przez Boga i przekazanej przez Apostołów, oraz że jego autentyczne Magisterium, zapewniające na przestrzeni wieków nieprzerwany przekaz depozytu objawionego, jest najbliższą i powszechną regułą prawdy w dziedzinie wiary i obyczajów.
  9. Porządek moralny i prawo Boże
  1. Wyznaję, że istnieje porządek moralny rzeczywiście ugruntowany w odwiecznej mądrości Bożej. Czyny ludzkie są dobre lub złe w zależności od ich zgodności lub sprzeczności z prawem Bożym, świętym i niezachwianym. Opinie indywidualne, konsensus społeczny, intencje subiektywne, okoliczności historyczne nie mogą zmienić nienaruszalnej wartości tych zasad moralności chrześcijańskiej.
  2. Z bezmiernej dobroci, z której Bóg wyniósł człowieka do porządku nadprzyrodzonego, wynika, że człowiek ma tylko jeden cel ostateczny – nadprzyrodzony – do którego pozostaje uporządkowany według zamysłu Bożego, nawet po grzechu pierworodnym. Ten cel nadprzyrodzony obejmuje, wznosi i udoskonala cel przyrodzonego porządku ludzkiego.
  3. Prawo naturalne, wpisane przez Boga w naturę człowieka, pozostaje poznawalne przez prawy rozum i obowiązuje wszystkich ludzi. Pozytywne prawo objawione, w porządku nadprzyrodzonym, potwierdza je, wynosi i precyzuje je, wykraczając poza nie. Nie ma więc żadnej sprzeczności między prawem Ewangelii a prawem naturalnym; co więcej, ta sama łaska daje człowiekowi siłę, by był nadprzyrodzenie wierny ich właściwym wymaganiom i by cieszył się tą wolnością dzieci Bożych, przez którą wyzwolony spod władzy grzechu może dążyć do swego ostatecznego celu.
  4. Odrzucam zatem moralność sytuacyjną, według której konkretne okoliczności mogłyby uczynić dobrymi czyny z istoty złe. W szczególności utrzymuję, że żadna okoliczność nigdy nie będzie mogła usprawiedliwić uciekanie się do antykoncepcji, aborcji i eutanazji. Odrzucam każdą doktrynę, która twierdziłaby, że postępowanie obiektywnie sprzeczne z przykazaniami Bożymi mogłoby u niektórych stanowić ich hojną odpowiedź na aktualne żądanie Boga. Bóg nigdy nie nakazuje grzechu ani tego, co jest niemożliwe; nigdy nie błogosławi rozwiązłości moralnej i nigdy nie usprawiedliwia tego, co sprzeciwia się Jego własnemu prawu; temu zaś, kto czyni, co w jego mocy, nigdy nie odmawia swej łaski, by zachować Jego przykazania.
  5. Wyznaję, że związki cudzołożne, związki przeciw naturze i wszystkie publiczne sytuacje sprzeczne z prawem Bożym nie mogą być przedstawiane jako dobra niedoskonałe, dary Boże, pozytywne etapy czy rzeczywistości zdolne do błogosławienia jako takie. Takie zwodnicze przedstawienie ciężko zniekształca zasady moralności chrześcijańskiej i godzi w świętą instytucję małżeństwa oraz dobro rodzin.
  6. Odrzucam zatem jako sprzeczne z wiarą i stałą dyscypliną Kościoła roszczenie dopuszczania do sakramentów, a zwłaszcza do przyjmowania Najświętszej Eucharystii, tych, którzy trwają publicznie w takich stanach, nie wyrzekając się swej rozwiązłości. Prawdziwe miłosierdzie wzywa grzesznika do nawrócenia; nie zatwierdza grzechu pod pretekstem duszpasterskiego towarzyszenia lub rozeznawania poszczególnych sytuacji.
  7. Odrzucam jednakowo współczesne rozdzielanie doktryny i duszpasterstwa. Duszpasterstwo sprzeczne z doktryną nie jest pastoralne lecz gubi dusze. Miłość nie polega na przemilczaniu prawdy, by uniknąć cierpienia, lecz na mówieniu prawdy z dobrocią, by prowadzić do zbawienia. Lecznictwo Kościoła może uzdrawiać jedynie wskazując zło, wzywając do pokuty i oferując lekarstwo łaski.
  8. Wyznaję wreszcie, że Bóg jest nie tylko Autorem i Celem porządku moralnego, lecz także jego Strażnikiem, Sędzią i najwyższym Odpłacającym za dobro i za zło. Zapomnienie o sądzie Bożym rodzi fałszywe miłosierdzie, uczuciowe i bezsilne, które nikogo nie zbawia, ponieważ nikogo nie nawraca.
  9. Społeczne panowanie Chrystusa Króla i cywilizacja chrześcijańska
  1. Wyznaję, że Przenajświętsza Trójca może i powinna być uznawana i uwielbiona nie tylko przez każdego człowieka z osobna, lecz także przez rodziny, instytucje i społeczeństwa zorganizowane. Żadna władza ludzka nie jest niezależna od Boga, ponieważ wszelka władza pochodzi od Niego i musi być sprawowana zgodnie z wiecznym prawem.
  2. Wyznaję, że społeczeństwa zorganizowane, podobnie jak osoby, mają obowiązek uznać i uczcić tego jednego i prawdziwego Boga, którym jest Jezus Chrystus, Słowo Wcielone, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, i oddawać Mu kult, który Mu się należy, w prawdziwej religii objawionej i przez Niego ustanowionej.
  3. Wyznaję, że władze rządzące tymi społeczeństwami powinny zapewniać ich dobro wspólne, kierując się podwójnym prawem Bożym – naturalnym i objawionym. Używanie wolności nie polega na dawaniu upustu wszystkim kaprysom pożądliwości, lecz na wybieraniu najlepszego sposobu korzystania z dóbr tego świata w perspektywie zbawienia wiecznego.
  4. Odrzucam zatem współczesny laicyzm, który pretenduje do urządzenia społeczeństwa tak, jakby Boga nie było. Publiczne odmawianie uznania Boga jako najwyższego Pana nie jest neutralnością, lecz społeczną niesprawiedliwością wobec Stwórcy i głęboką przyczyną nieporządku wśród ludów. Społeczeństwo bowiem, które odmawia Bogu należnej Mu czci, niszczy stopniowo fundamenty własnej sprawiedliwości: odcina prawo ludzkie od jego wiecznego źródła i wydaje ludy na pastwę zmienności woli człowieka upadłego.
  5. Wyznaję, że nasz Pan Jezus Chrystus, ponieważ jest Słowem Wcielonym i ponieważ odkupił ludzi swoją Krwią, jest Królem nie tylko jednostek, lecz także rodzin, instytucji, ludów i narodów. Dana Mu jest wszelka władza na niebie i na ziemi: Jego panowanie nie ogranicza się do wnętrza sumień czy sfery prywatnej; musi się rozciągać na zewnątrz na prawa, obyczaje, wychowanie, kulturę i życie publiczne. Jego Królestwo jest wieczne i powszechne: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.
  6. Wyznaję, że społeczeństwo zorganizowane, chociaż doskonałe w swoim porządku, nie posiada wszystkich środków koniecznych do doprowadzenia człowieka do jego prawdziwej doskonałości, która pozostaje niedostępna dla upadłej natury ludzkiej bez pomocy łaski uzdrawiającej i wynoszącej.
  7. Dlatego wyznaję, że ci, którzy rządzą społeczeństwem, powinni poddawać się zbawiennemu wpływowi Kościoła, który oświeca umysły swym Magisterium, leczy i umacnia wole łaską sakramentów oraz kieruje człowieka ku jego prawdziwemu nadprzyrodzonemu przeznaczeniu, którego jest strażnikiem. Dobro społeczeństwa wymaga zatem, aby przywódcy państw uznawali swe prawo i obowiązek popierania i chronienia świętego Kościoła, a także przeciwstawiania się, za pomocą praw swego rządu, wszystkiemu, co stanowiłoby przeszkodę dla jego koniecznego wpływu, który jest wpływem jedynej prawdziwej religii.
  8. Odrzucam zatem liberalizm polityczny i religijny: nie tylko ten, który domaga się dla błędu tych samych praw co dla prawdy, a dla fałszywych kultów tego samego oficjalnego i publicznego uznania co dla prawdziwego kultu; lecz także ten, który w imię godności ludzkiej i fałszywej wolności religijnej przyznaje każdemu prawo do publicznego działania według swego sumienia bez przeszkód ze strony władzy świeckiej, nawet gdy to sumienie jest błędne i sprzeciwia się dobru wspólnemu lub prawdziwej religii.
  9. Przyznaję, że błąd może być w niektórych przypadkach tolerowany, by uniknąć większego zła lub dla zachowania większego dobra jakim jest pokój społeczny, wyznaję jednak, że sam w sobie nie posiada on moralnego prawa do obrony lub popierania na równi z prawdą, ani nawet do tego, by nigdy nie być powstrzymywanym w imię fałszywej wolności sumienia.
  10. Utrzymuję również, że chociaż człowiek posiada godność ontologiczną, która wynosi go ponad istoty materialne, to godność ludzka do poszanowania nie jest obojętna na prawdę i fałsz, które wyznają osoby, ani na dobro i zło, które one czynią: ten, kto wyznaje fałsz lub czyni zło, upada ze swej godności moralnej. Dlatego, gdy prawowita władza, w obronie dobra wspólnego przed poważnymi występkami, karze przestępstwa zgodnie z wymogami sprawiedliwości odpowiednimi karami, bynajmniej nie narusza ona godności ludzkiej.
  11. Odrzucam także tę współczesną formę personalizmu, która chciałaby przypisać Kościołowi misję ochrony godności osoby ludzkiej i ustanowienia powszechnego braterstwa na fundamencie tej rzekomo wspólnej godności rodzaju ludzkiego – bez dokonywania rozróżnienia między, z jednej strony, prawdziwą godnością chrześcijanina, który wyrzeka się grzechu, by żyć według ewangelicznej moralności w Kościele katolickim, a z drugiej strony fałszywą godnością tych, którzy, błądząc w błędzie i występku, odrzucają drogę zbawienia.
  12. Odrzucam zafałszowanie, które z tego wynika i które dąży do uczynienia z Kościoła, jeśli nie służebnicy, to przynajmniej współpracownicy świata w realizacji jego własnego ideału: ideału pokoju czysto ziemskiego i doczesnego, opartego na naturalistycznym udoskonaleniu ludzkości, bez nadprzyrodzonej perspektywy. Ideał ten sprzyja niezależności człowieka względem Boga, Jego prawa, prawdy i dobra; zakłada pogardę dla społecznego panowania Chrystusa Króla i Chrześcijaństwa, ostatecznie zaś prowadzi do ateizmu oraz postawienia człowieka w miejsce Boga.
  13. Odrzucam również współczesne uprzedzenie, które przedstawia cywilizację chrześcijańską jako uciskającą, zacofaną lub wrogą godności ludzkiej. Daleki od niszczenia tego, co dobre w różnych kulturach, porządek chrześcijański przyjmuje je i oczyszcza. W ten sposób, wychodząc z doktryny objawionej i dzięki oddziaływaniu teologii katolickiej, a zwłaszcza teologii świętego Tomasza z Akwinu, Doktora powszechnego Kościoła, pod czujną strażą Magisterium ukonstytuowała się prawdziwa kultura chrześcijańska o zasięgu powszechnym, integrująca najlepsze elementy kultur greckiej i łacińskiej. Będąc autentycznym owocem Ewangelii, przyczyniła się ona do wychowania ludów i ich wzrostu w wierze oraz w cnotach chrześcijańskich. Choć nigdy nie była doskonała – ludzie pozostają bowiem grzesznikami – cywilizacja ta stanowiła jednak w historii najwyższe urzeczywistnienie chrześcijańskiego porządku społecznego.
  14. Natomiast współczesne odrzucenie społecznego panowania Chrystusa Króla spowodowało cofnięcie się cywilizacji poprzez laicyzację instytucji, rozpad małżeństwa, zniszczenie autorytetu, wychowanie bez Boga, tyranię namiętności oraz stopniowe zacieranie się ducha poświęcenia w narodach niegdyś katolickich. W obliczu tej publicznej apostazji wyznajemy, że trzeba wszystko odnowić w Chrystusie, który jest jedynym Świętym i, przez swe Mistyczne Ciało, jedynym Uświęcicielem dusz i ludów.
  15. Sakramenty Nowego Prawa
  1. Wierzę, że jest siedem sakramentów w ścisłym tego słowa znaczeniu Nowego Prawa, ustanowionych przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, by skutecznie udzielać łaski, którą oznaczają: chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, pokuta, ostatnie namaszczenie, kapłaństwo i małżeństwo.
  2. Wyznaję, że sakramenty powinny być celebrowane ważnie, z zachowaniem przepisanej materii, formy i intencji, przestrzegając obrzędów liturgicznych, które jasno wyrażają wiarę katolicką; oraz że powinny być przyjmowane z należytym nastawieniem.
  3. Wierzę, że chrzest jest bramą Kościoła i że jest konieczny do zbawienia. W sposób zwyczajny nikt nie może być zbawiony bez jego przyjęcia; przez ten sakrament człowiek zostaje obmyty z grzechu pierworodnego, wszczepiony w Chrystusa, naznaczony znamieniem chrześcijanina i uczyniony członkiem Kościoła. Dlatego potępiam praktykę odraczania bez poważnego powodu chrztu dzieci, które nie mają jeszcze używania rozumu. Jednak ten, kto po dojściu do wieku rozumu i bez własnej winy jest pozbawiony możliwości przyjęcia tego sakramentu, może zostać zbawiony w sposób nadzwyczajny przez chrzest pragnienia, to jest przez nadprzyrodzony akt wiary i doskonałej miłości, który go przyporządkowuje do Kościoła.
  4. Wyznaję, że bierzmowanie umacnia ochrzczonego darem Ducha Świętego, aby odważnie wyznawał wiarę, opierał się wrogom zbawienia i żył jako świadek Chrystusa. W czasach zamętu ta nadprzyrodzona siła jest szczególnie konieczna, ponieważ nikt nie może zachować wiary bez walki.
  5. Wyznaję, że sakrament pokuty odpuszcza grzechy popełnione po chrzcie za pomocą aktów penitenta, którymi są skrucha, spowiedź i zadośćuczynienie. Stanowczo odrzucam wszelkie duszpasterstwo, które osłabia znaczenie grzechu, minimalizuje konieczność sakramentalnej spowiedzi lub sprowadza zadośćuczynienie do zwykłego aktu czynienia zadość wobec siebie lub bliźniego, bez odniesienia do zniewagi wyrządzonej Bogu.
  6. Wyznaję, że ostatnie namaszczenie przynosi ulgę i umacnia chorych, odpuszcza grzechy, jeśli zachodzą, potężnie przyczynia się do zmazania kary doczesnej za grzech i przygotowuje duszę chrześcijańską do stawienia się przed Bogiem.
  7. Utrzymuję, że małżeństwo jest trwałym i nierozerwalnym związkiem mężczyzny i kobiety, wyniesionym przez Chrystusa do godności sakramentu między ochrzczonymi. Cel tego związku, ustanowiony przez Boga, Stwórcę porządku natury, jest podwójny: z jednej strony zrodzenie i wychowanie dzieci, które stanowią pierwszy i główny cel małżeństwa; z drugiej strony wzajemna pomoc małżonków i lekarstwo na pożądliwość, które są celami drugiego rzędu, prawdziwymi i istotnymi, lecz z natury podporządkowanymi pierwszemu.
  8. Odrzucam zatem każdą doktrynę, która uważa związki przeciwne małżeństwu za rzeczywiste w nim uczestnictwo, choć niedoskonałe; lub która, chcąc definiować małżeństwo wyłącznie wedle miłości małżonków, niszczy hierarchię celów małżeństwa, grożąc usprawiedliwianiem rozwodu, odmową posiadania dzieci, a tym samym usprawiedliwianiem antykoncepcji, sprzecznej przecież z prawem naturalnym.
  9. Wyznaję, że sakrament kapłaństwa pozostawia w przyjmującym go kapłańskie znamię, które upodabnia do Chrystusa Kapłana, i że żadna kobieta nie może go otrzymać w jakimkolwiek stopniu. Przez nie kapłan otrzymuje moc składania zbawczej ofiary za żywych i umarłych, odpuszczania grzechów i uświęcania wiernych. Odrzucam zatem wszelkie pomieszanie kapłaństwa w sensie właściwym i ścisłym sług Chrystusa z kapłaństwem wspólnym, zwanym w sensie nie właściwym kapłaństwem wiernych: wierni ofiarowują duchowo wraz z kapłanem i przez kapłana; lecz jedynie kapłan ważnie wyświęcony realizuje i składa sakramentalnie ofiarę w osobie Chrystusa.
  10. Najświętsza Ofiara Mszy, Najświętsza Eucharystia i liturgia katolicka
  1. Wyznaję, że Msza jest w ścisłym tego słowa znaczeniu prawdziwą ofiarą. Nie jest ona jedynie wspomnieniem Wieczerzy czy Męki Pańskiej; sprawowana przez należycie wyświęconego kapłana, sakramentalnie przedstawia jedyną ofiarę Kalwarii i odnawia ją w sposób bezkrwawy, nie mnożąc jej jednak. Ofiara jest ta sama, główny Kapłan jest ten sam, różni się jedynie sposób ofiarowania.
  2. We Mszy i przez działanie szafarza nasz Pan Jezus Chrystus ofiarowuje samego siebie swemu Ojcu jako ofiarę uwielbienia, dziękczynienia, przebłagania i błagalną. Łącząc się z tym działaniem Chrystusa, które jest tożsame z działaniem kapłana ofiarnika, Kościół oddaje Bogu doskonały kult, który Mu się należy, i udziela duszom żywych i zmarłych zasługi ofiary Krzyża.
  3. Wierzę, że przez słowa konsekracji ważnie wypowiedziane przez kapłana chleb i wino zostają przemienione w całej swej substancji w Ciało i Krew Chrystusa, choć ich postacie zmysłowe pozostają. Ta cudowna przemiana słusznie jest nazywana przeistoczeniem.
  4. Wierzę, że Najświętsza Eucharystia zajmuje centralne miejsce w życiu Kościoła i że zawiera prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa. Wielbię Najświętszy Sakrament Ołtarza i odrzucam każdą doktrynę lub praktykę, która osłabia wiarę w realną obecność, pomniejsza szacunek należny Eucharystii, banalizuje Komunię lub narusza sakralny charakter świątyni.
  5. Ponieważ jest ona uprzywilejowanym wyrazem wiary, liturgia jest także stałą szkołą, w której formuje się dusza chrześcijańska. Przez swą orientację, ciszę, gesty, kanon, święty język, ducha uwielbienia i strukturę teocentryczną liturgia karmi wiarę i wywiera głęboki wpływ na dusze. Dzięki niej ludy uczą się myśleć po Bożemu, sądzić według wieczności, kochać to, co święte, gardzić tym, co przemija, i porządkować całe swoje życie ku ofierze Chrystusa. Kształtuje ona także obyczaje, jest natchnieniem dla sztuki, instytucji, świąt i zwyczajów ludu chrześcijańskiego. Dlatego gdy kult Boży staje się prozaiczny, pusty, dwuznaczny, świecki lub antropocentryczny, osłabia samo rozumienie wiary.
  6. Wyznaję, że tradycyjna Msza rzymska, celebrowana według rytu używanego przed reformą novus ordo Missae, wyraża z niezrównaną jasnością katolicką doktrynę ofiary, kapłaństwa i realnej obecności. Z bólem stwierdzam jednak, że współczesne reformy liturgiczne oddaliły się znacznie od liturgii tradycyjnej – zarówno w całości, jak i w szczegółach; czyniąc to, zaciemniły charakter ofiarny i przebłagalny Mszy, sprzyjały demokratycznej koncepcji kultu, zbliżyły katolickie wyrażenie liturgiczne do koncepcji protestanckich i w sposób dominujący przyczyniły się tym samym do utraty poczucia świętości, zepsucia ducha chrześcijańskiego, zmniejszenia powołań i ogólnego osłabienia wiary.
  7. Odrzucam zatem każdą reformę lub każdy zwyczaj liturgiczny, który przez przemilczenie, doktrynalną dwuznaczność lub praktyczną orientację sprzyja herezji, osłabia wiarę, oddala się od katolickiej doktryny Mszy sformułowanej na Soborze Trydenckim lub odciąga wiernych od uwielbienia należnego Bogu. Publiczny kult Kościoła musi wyrażać katolicką wiarę bez dwuznaczności.
  8. Wreszcie, jestem pewien, że katolicka odnowa ludów koniecznie zakłada odnowę kultu Bożego poprzez tradycyjną liturgię wszech czasów. Tam, gdzie Msza jest sprawowana jako prawdziwa ofiara Chrystusa, odradzają się wiara, pobożność, życie łaski, rodziny chrześcijańskie, powołania i pragnienie dóbr wiekuistych.
  9. Życie chrześcijańskie, świętość i doskonałość miłości
  1. Wierzę, że najwyższym powołaniem człowieka jest świętość. Stworzony przez Boga, odkupiony przez Chrystusa i uświęcony działaniem Ducha Świętego, człowiek jest wezwany do uczestnictwa w samym życiu Boga przez coraz większe upodabnianie się do Jego woli, by dojść do doskonałego i definitywnego zjednoczenia z Nim w chwale.
  2. Wierzę, że łaska uświęcająca czyni człowieka przybranym dzieckiem Ojca, członkiem Jezusa Chrystusa, świątynią Ducha Świętego i dziedzicem życia wiecznego. Czyni duszę miłą Bogu, udziela jej stworzonego uczestnictwa w naturze Bożej, czyni ją zdolną do aktów nadprzyrodzonych i porządkuje ją do wizji uszczęśliwiającej. Cnoty teologalne wiary, nadziei i miłości jednoczą duszę bezpośrednio z Bogiem; cnoty moralne wlane porządkują jej postępowanie według prawa Bożego; dary Ducha Świętego czynią ją zdolną do posłusznego przyjmowania Jego natchnień, udzielając cnotom ich ostatecznej doskonałości.
  3. Wierzę, że życie chrześcijańskie zawiera w bardzo ważnej i niepomijalnej części walkę duchową. Od upadku pierworodnego człowiek pozostaje wystawiony na pokusy świata, ciała i diabła. Łaska nie znosi tej walki – daje konieczną siłę, by ją prowadzić zwycięsko.
  4. Wierzę, że droga świętości wiedzie przez naśladowanie Jezusa Chrystusa, posłuszeństwo Jego przykazaniom, modlitwę, sakramenty, pokutę, zaparcie się samego siebie, wierność obowiązkom stanu i miłość Krzyża. Uczeń nie jest ponad Mistrzem: jeśli chce wejść do chwały, musi podążać za Chrystusem ukrzyżowanym.
  5. Odrzucam zatem fałszywe chrześcijaństwo bez Krzyża, które obiecuje pokój ziemski bez nawrócenia, miłosierdzie bez pokuty, braterstwo bez zależności od ojcostwa Bożego i świętość bez heroizmu. Kościół nigdy nie kanonizował mierności, przystosowania do świata ani zwykłej przyrodzonej dobrej woli; dawał do naśladowania swoim wiernym świętych, których wiara była integralna, miłość heroiczna, a życie ukształtowane na wzór życia Chrystusa.
  6. Odrzucam zatem wszelkie sprowadzanie życia chrześcijańskiego do mglistej filantropii, wrażliwości społecznej lub ziemskiego zaangażowania. Miłość chrześcijańska nie mierzy się przede wszystkim współodczuwaną emocją ani widzialną użytecznością, lecz nadprzyrodzoną miłością Boga ponad wszystko i bliźniego dla Boga. Nawet miłosierdzie względem ciała traci swe prawdziwe znaczenie i autentyczną wartość, gdy nie jest już uporządkowane ku miłosierdziu duchowemu i wiecznemu zbawieniu.
  7. Wyznaję, że świętość jest najpiękniejszym owocem Kościoła. Męczennicy, wyznawcy, dziewice, mnisi, misjonarze, doktorzy, pasterze i wszystkie święte dusze wierne dają świadectwo mocy prawdy, płodności łaski i zwycięstwa Chrystusa nad grzechem.
  8. Rzeczy ostateczne i chrześcijańska nadzieja
  1. Wierzę, że życie doczesne jest czasem przygotowania do wieczności, a zatem czasem próby. Człowiek nie ma tu na ziemi swej ostatecznej siedziby: został stworzony dla nadprzyrodzonego przeznaczenia, które nieskończenie przekracza przemijające dobra tego świata. Wierzę w życie po śmierci, do którego wchodzi się przez rozdzielenie duszy i ciała.
  2. Wierzę, że u kresu życia ziemskiego każdy stawi się wpierw przed trybunałem Chrystusa na sąd szczegółowy i otrzyma, według swych myśli, słów, uczynków i zaniedbań, wyrok swej wiecznej doli; wierzę też, że u końca czasów nasz Pan Jezus Chrystus powróci w swej chwale, by przewodniczyć powszechnemu sądowi ostatecznemu.
  3. Utrzymuję z miłością i drżeniem, że w dziełach Bożych jaśnieją jednocześnie miłosierdzie i sprawiedliwość. Grzech człowieka obraził chwałę Stwórcy, człowiek stał się dłużnikiem Boga, a sprawiedliwość Boża wymaga zadośćuczynienia; lecz w swym największym miłosierdziu Bóg dał nam Odkupiciela, który jako Głowa ludzkości sam złożył zadośćuczynienie za grzechy całego świata, które domaga się naszego współdziałania.
  4. Zawierzam się nieskończonemu miłosierdziu Boga: nie ma grzechu, którego nie mógł by On odpuścić, ani nędzy, której by nie chciał ulżyć; lecz stanowczo potępiam miłosierdzie bez sprawiedliwości, które głosi nowy humanizm – miłosierdzie boga, który nie karze grzechu, nikogo nie potępia i nie wymaga żadnego nawrócenia, usprawiedliwiając raczej grzech niż grzesznika.
  5. Wyznaję, że dusze, które umierają w stanie grzechu śmiertelnego, są skazane na straszliwą otchłań piekła, wieczną karę oddzielenia od Boga i wieczną karę ognia. Odrzucam każdą doktrynę, która neguje wieczność piekła, pomniejsza rzeczywistość kar wiecznych lub daje do zrozumienia, że wszyscy ludzie zostaną ostatecznie zbawieni, a piekło stanie się puste.
  6. Wierzę, że dusze, które umierają w stanie łaski, lecz są jeszcze dłużne kar doczesnych, są oczyszczane w czyśćcu. Wyznaję zatem konieczność modlitwy za zmarłych, udzielania im wstawiennictw Kościoła i odrzucam kłamstwa, które obiecują wszystkim natychmiastowe wejście do domu Ojca, gasząc tym samym pobożny zwyczaj Kościoła ustawicznej modlitwy za zmarłych.
  7. Odrzucam w szczególności fałszywy język duszpasterski, który ze strachu przed niepokojeniem sumień przemilcza sąd, piekło i konieczność pokuty. Nie ma miłości w ukrywaniu przed ludźmi wiecznego niebezpieczeństwa, na jakie naraża ich grzech. Głoszenie rzeczy ostatecznych należy do miłosierdzia Kościoła, ponieważ budzi ono dusze i zwraca je ku zbawieniu.
  8. Utrzymuję wreszcie, że dusze, które umierają w przyjaźni z Bogiem doskonale oczyszczone wchodzą natychmiast do życia wiecznego i cieszą się wizją uszczęśliwiającą. Kontemplują Boga twarzą w twarz, takim, jakim jest, i posiadają w Nim swój wieczny odpoczynek. Życie chrześcijańskie jest uporządkowane ku tej wiecznej szczęśliwości; wszelkie duszpasterstwo, które sprowadza szczęście ludzkie do ziemskiego dobrobytu, pokoju społecznego lub jedynie psychologicznego rozwoju, stanowi zdradę nadprzyrodzonego celu Ewangelii.
  9. Nadzieja chrześcijańska nie jest więc ani ziemskim optymizmem, ani niepewnością z domieszką lęku. Jest ufnym oczekiwaniem wiecznego Królestwa, opartym na obietnicach Bożych i karmionym łaską. Pozwala chrześcijaninowi pracować tu na ziemi bez zapominania, że jego ojczyzna jest w Niebie, i walczyć z błędami swej epoki nie tracąc pokoju duszy.
  10. Współczesny kryzys i obowiązek wyznawania wiary
  1. Wierzę, że Kościół, z pomocą Opatrzności Bożej, pozostaje niezniszczalny aż do końca wieków. Obietnica Chrystusa nie może zawieść: bramy piekielne nigdy go nie przemogą.
  2. Wierzę jednak, że historia Kościoła zna okresy próby, w których wyznawanie prawdziwej wiary jest poważnie osłabione, błędy się szerzą, zwodząc liczne dusze, podupada dyscyplina.
  3. Uznaję w szczególności, że błędy współczesności stanowią groźne zagrożenie dla całego porządku katolickiego i że ich przeniknięcie do życia Kościoła za sprawą Soboru Watykańskiego II oraz posoborowych reform wywołało kryzys wyjątkowej wagi: agnostycyzm atakuje poznanie Boga; naturalizm atakuje konieczność łaski; subiektywizm atakuje nadprzyrodzony motyw wiary; relatywizm atakuje niezmienność dogmatu; moralność sytuacyjna atakuje prawo Boże; liberalizm atakuje społeczne panowanie Chrystusa Króla; fałszywy ekumenizm atakuje jedyność Kościoła; kolegialność i synodalność atakują boski ustrój Kościoła w jego hierarchii; antropocentryzm liturgiczny atakuje Najświętszą Ofiarę Mszy.
  4. Obecny kryzys nie może więc być sprowadzony do zwykłego konfliktu wrażliwości, preferencji liturgicznych czy opcji duszpasterskich. Dotyczy samych fundamentów wiary i moralności, kapłaństwa i kultu, Kościoła i królowania Chrystusa.
  5. Błędy te nie pozostają abstrakcyjne – wydały widzialne owoce: osłabienie głoszenia doktryny, zanik ducha misyjnego, banalizacja grzechu, kryzys rodziny, ruina liturgii, utrata zmysłu Bożego, niedostatek powołań, cicha apostazja narodów chrześcijańskich i głęboki zamęt wiernych.
  6. Dlatego dziś już nie wystarczy głosić prawd katolickich w ogólnikach, nie potępiając równocześnie błędów, które próbują je zepsuć. Miłość ku duszom wymaga jasności całej prawdy, bez żadnej dwuznaczności.
  7. Kryzys ten może być przezwyciężony jedynie przez odnowę wszystkich rzeczy w Jezusie Chrystusie, przez powrót do wiary, do życia łaski, do kultu Bożego i poszukiwania świętości.
  8. W tych bolesnych okolicznościach, nie osądzając nikogo ani nie uzurpując sobie władzy Kościoła, nie mogę nie wyznawać wiary, której wyznawanie jest pomniejszane, przypominać Tradycji, którą się odsuwa, bronić moralności, strzec liturgii, głosić praw Chrystusa.

Konkluzja

  1. Wierny Wiecznemu Rzymowi, strzegącemu depozytu przekazanego przez Apostołów, chcę bez lęku zachować to dziedzictwo integralnie, bez uszczerbku i bez zmiany – nie jako partykularną opinię w dzisiejszym Kościele, lecz jako wiarę otrzymaną od jednego, świętego, powszechnego, apostolskiego i rzymskiego Kościoła.
  2. Albowiem wiara ta nie jest moją własnością: otrzymałem ją, by jej dochować wierności, nią żyć, ją przekazywać, a jeśli Bóg tego zażąda, cierpieć za nią, w ufnym oczekiwaniu triumfu prawdy i łaski, dla zbawienia dusz i chwały Trójcy Przenajświętszej.
  3. Proszę Boga, by utrzymał mnie niezachwianym w tym wyznaniu aż do ostatniej chwili mego życia. Powierzam tę profesję wiary wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny, świętych Apostołów, męczenników, wyznawców i wszystkich świętych, którzy nas poprzedzili w wierności Chrystusowi.
  4. A w nadziei na zmartwychwstanie i życie mającego nadejść świata powierzam mą duszę, Kościół i wszystkie rzeczy w ręce Boga, Ojca, Syna i Ducha Świętego, do którego należy cześć, chwała i potęga na wieki wieków.

Amen.

Dan w Menzingen, dnia 24 czerwca 2026 r., w święto Narodzenia św. Jana Chrzciciela

Tajny chat między Zełenskim, Ursulą von der Leyen, Starmerem, Macronem, Merzem, Meloni. „Omawiali, jak poradzić sobie z Trumpem”

UE bada tajną rozmowę grupową między Zełenskim a europejskimi przywódcami, którzy „omówili, jak poradzić sobie z Trumpem”

Komisja UE odrzuciła wniosek o opublikowanie szczegółów czatu, w którym znaleźli się Emmanuel Macron i Sir Keir Starmer

independent.co.uk/eu-secret-group-chat-zelensky-trump

Komisja UE jest badana w związku z tajnym czatem grupowym z udziałem Ursuli von der Leyen, Wołodymyra Zełenskiego i kilku europejskich przywódców, którzy omawiali, jak poradzić sobie z Donaldem Trumpem – wynika z doniesień.

Mówi się, że grupa obejmowała premiera Wielkiej Brytanii Sir Keira Starmera, prezydenta Francji Emmanuela Macrona, kanclerza Niemiec Friedricha Merza i premier Włoch Giorgię Meloni.

Ale treść czatu pozostała prywatna, po tym jak Komisja UE odrzuciła wezwania firmy medialnej do zapewnienia dostępu do korespondencji.

Rzecznik Praw Obywatelskich Teresa Anjinho oświadczyła w liście do pani von der Leyen w ubiegły piątek, że wszczęłaby dochodzenie w sprawie rozpatrywania wniosku o ustalenie, czy Komisja wykazała brak przejrzystości.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski patrzy, jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekazuje uwagi dziennikarzom po przybyciu na szczyt UE w siedzibie UE w Brukseli,
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski patrzy, jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekazuje uwagi dziennikarzom po przybyciu na szczyt UE w siedzibie UE w Brukseli, ((AFP/Getty)

Dutch investigative organisation Follow the Money requested access to the correspondence in January, but this was rejected by the Commission on the basis that publication could damage the EU’s relations with countries not in the bloc.

Oczekuje się, że dochodzenie potrwa kilka miesięcy, a spotkanie przedstawicieli Komisji i pani Anjinho nie zostanie zaplanowane do połowy lipca.

W początkowej decyzji o odmowie dostępu do czatów grupowych na początku marca Komisja stwierdziła, że „nastąpił stały nieformalny i osobisty kontakt z szefami państw i rządem państw trzecich i państw członkowskich, ustnie i na piśmie”. Zaznaczono, że dostęp do tych giełd nie leży w interesie publicznym.

Skarżący argumentował później, że Komisja nie wyjaśniła w wystarczającym stopniu odmowy udzielenia dostępu. W odpowiedzi Komisja ponownie odmówiła dostępu na podstawie „wyjątku odnoszącego się do ochrony interesu publicznego w odniesieniu do stosunków międzynarodowych”.

W odpowiedzi na to pytanie w dniu 20 maja Komisja nie przedstawiła stanowiska w sprawie tego, czy wymiany na czacie grupowym stanowią dokumenty, które oficjalnie posiada, czy nie.

Na łacie grupy byli kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen
Na łacie grupy byli kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ((AFP/Getty)

Następnie skarżący zwrócił się do rzecznika praw obywatelskich, argumentując, że Komisja nie przeprowadziła oceny żądanych dokumentów i nie rozważyła możliwości przyznania częściowego, a nie pełnego dostępu.

Twierdził, że Komisja nie udowodniła żadnych konkretnych szkód spowodowanych uwolnieniem wymiany i nie przedstawiła żadnych informacji dotyczących istnienia, posiadania i przechowywania wiadomości.

Rzecznik praw obywatelskich zwrócił się również do Komisji o wszystkie dokumenty, które wchodzą w zakres wniosku o dostęp skarżącego.

Politico po raz pierwszy poinformowało o tak zwanej „Grupie Waszyngton” w styczniu, a źródło ujawniło, że przywódcy będą wysyłać wiadomości, gdy Trump to zrobił lub powiedział coś potencjalnie szkodliwego.

„Kiedy sprawy zaczynają się szybko poruszać, trudno jest zrobić koordynację, a ta grupa [czat] jest naprawdę skuteczna” – powiedziało źródło zaznajomione z układem. „Wiele mówi o osobistych relacjach i o tym, jak się liczą.”

Grupa, opisywana jako „nieformalna, ale aktywna”, została zaaranżowana po tym, jak europejscy przywódcy odwiedzili Biały Dom wraz z Zełenskim w sierpniu ubiegłego roku.

Prezydent Donald Trump i prezydent Francji Emmanuel Macron
Prezydent Donald Trump i prezydent Francji Emmanuel Macron ((Getty’ego)

Europejscy przywódcy początkowo uważali, aby nie rozgniewać Trumpa, gdy rozpoczął drugą kadencję w styczniu ubiegłego roku z obawy przed wywołaniem gniewu, ale od tego czasu stali się bardziej śmiały w publicznym krytykowaniu go. W szczególności Macron i Merz głośno sprzeciwiali się jego wojnie w Iranie.

Na początku tego roku wybuchła dyplomatyczna kłótnia po tym, jak kilku europejskich przywódców mówiło lekceważąco o urzędnikach administracji Trumpa na wezwanie grupy.

Macron powiedział europejskim przywódcom w rozmowie konferencyjnej, że Trump może „zdradzić” Ukrainę, zmuszając ją do rezygnacji z terytorium „bez jasności w sprawie gwarancji bezpieczeństwa” – poinformował niemiecki dziennik „Der Spiegel”.

W komentarzach, które wydają się odnosić do wysłanników Trumpa Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, kanclerz Niemiec Merz powiedział: „Grają w gry, zarówno z tobą, jak i z nami”.

Prezydent Finlandii Alexander Stubb, który cieszy się ciepłymi relacjami z Trumpem, powiedział: „Nie możemy zostawić Ukrainy i Wołodymyra samych z tymi facetami”. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zgodził się, mówiąc: „Zgadzam się z Aleksandrem – musimy chronić Wołodymyra”.

PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

Mateusz Piskorski myslpolska/pis-w-awangardzie-wspierania-neobanderyzmu

Gromkie okrzyki i prymitywne slogany o konieczności rozprawienia się z ukraińską „piątą kolumną”, padające dziś z ust prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, wydają się być łabędzim śpiewem tej partii dołującej dziś w kolejnych sondażach jak nigdy dotąd.

Wyczerpuje się pewna formuła polityczna neosanacji wypracowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników. Stąd hasło, by poszukać tożsamości nowej, jak zwykle przebranej w odpustowo-patriotyczne piórka.  Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej” ukuł słuszne, ironiczne pojęcie „oburzingu” jako ulubionej gry polskiej klasy politycznej. Ma ono nawiązywać do tak modnych obecnie w korpo-języku, ale też zaśmiecającej język polityki angielszczyzny, ale nie o to w nim chodzi. Na czoło wysuwa się tu skłonność polskich polityków do nieustannego oburzania się na wypowiedzi, fakty, zdarzenia. Tyle, że to ich oburzenie, to uprawianie osobliwej dyscypliny „oburzingu” okazuje się całkowicie jałowe. Pozbawione jest bowiem realnej treści politycznej pod postacią decyzji i ruchów na politycznej szachownicy. Opiera się jedynie na biciu piany i liczeniu na to, że wyborca doceni głośność owego oburzenia.

O banderyzacji tożsamościowej współczesnej państwowości ukraińskiej, nieudolnie budowanej po roku 1991 od zera, powiedziano już i napisano właściwie wszystko. Wystarczy zresztą poczytać prace na ten temat wydawane przez ukraińskich autorów na Zachodzie, choćby takich jak prof. Iwan Kaczanowski (Kanada), Władimir Iszczenko (Niemcy) czy Marta Hawryszko (Stany Zjednoczone), by zrozumieć, że jesteśmy świadkami budowy ukraińskości w oparciu o fundamenty banderowsko-mielnikowsko-nazistowskie. Dzieje się to od dawna, jednak ze szczególną intensywnością proces banderyzacji Kijowa odbywa się od roku 2004 (z krótką przerwą na prezydenturę Wiktora Janukowycza, którego Partia Regionów – przypomnijmy – musiała namawiać polskich polityków do wspólnego podnoszenia wątków antybanderowskich, zazwyczaj zresztą mało skutecznie). Wszyscy zatem idole szeroko rozumianego Zachodu – kolejno Wiktor Juszczenko, Piotr Poroszenko i teraz Władimir Zełenski – realizują w zasadzie jednakową linię polityki tożsamościowej. Zero zdziwień, bo właśnie na takim jej fundamencie opiera się cały konstrukt współczesnej Ukrainy, która ma być jednocześnie anty-Rosją i anty-Polską.

Co na to Polska? Z reguły obawiała się nawet głośno oburzyć (rzecz jasna, chodzi tu o przedstawicieli klasy politycznej), co najwyżej mamrocząc jakieś delikatne i słabo słyszalne dźwięki krytyki po kolejnym splunięciu nam w twarz przez kijowskie władze. Tak postępowały przez lata władze w Warszawie. Tak również postępowało przez lata swoich długich rządów PiS. Czerpało z nie byle, w ich mniemaniu, kogo, bo z samego Lecha Kaczyńskiego, którego rusofobia, ignorancja i nierozumienie świata doprowadziły do tego, że stanął po stronie chwalców i piewców banderyzmu od Juszczenki. Podobnie robili jego kolejni partyjni i niepartyjni uczniowie, na czele z niegdysiejszym posłem PiS Pawłem Kowalem.

Warto o tym pamiętać, gdy dziś rozdęte do czerwoności gęby PiSowskich partyjniaków grzmią o swojej stanowczości. Warto mieć w pamięci nie tylko ich słowa z ostatnich lat, ale przede wszystkim ich działania oraz zaniechania. To oni odbierali od neobanderowskiej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy ordery, dumnie wypierając pierś jako bezpłatni agenci obcej służby specjalnej. To oni karmili jawnie antypolski Związek Ukraińców w Polsce, który za promowanie banderyzmu otrzymał tylko w 2023 roku (ostatni rok rządów partii Kaczyńskiego) dotację w wysokości 1,3 mln złotych. To oni obściskiwali się na froncie z ukraińskimi nacjonalistami i neonazistami, chwaląc się tym wszem i wobec, publikując zdjęcia pod banderowskim, czarno-czerwonym sztandarem. Wreszcie to oni przyjmowali, przegłosowywali i realizowali kolejne ustawy mające doprowadzić do głębokiej ukrainizacji naszego państwa.

I właśnie dlatego przerażać może poziom hipokryzji tych ludzi. Gdy patrzymy jak stają dziś pod pomnikami ofiar przeprowadzonego przez UPA ludobójstwa, przypominamy sobie ich słowa i czyny z ostatnich lat, które sprowadzić można do esencjonalnego hasła najlepiej opisującego ich status: „słudzy Ukrainy”. A właściwie nie tyle Ukrainy, co najgorszego wydania ukraińskości pod postacią szczerzącego ociekające krwią Polaków kły neobanderyzmu.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)

Doniesienia na temat amerykańskiej bazy lotniczej Ramstein

Jednostronne doniesienia na temat amerykańskiej bazy lotniczej Ramstein w Niemczech

przez Helmuta Schebena* schweizer–standpunkt-ch/detailansicht-de-gesellchaft/srf-meinungsteppich

(19 czerwca 2026 r.) Amerykańska baza to błogosławieństwo dla Niemiec, jak donosi magazyn informacyjny „Echo der Zeit” w szwajcarskim radiu publicznym (SRF). Komunikat brzmi jak komunikat prasowy NATO.

Na kilka tygodni przed atakiem USA i Izraela na Iran, samoloty transportowe startowały i lądowały w bazie lotniczej Ramstein w Niemczech niemal co minutę, co obserwowali obserwatorzy . Ramstein jest centrum wojen i ataków dronów, które Stany Zjednoczone prowadziły i nadal prowadzą w krajach arabskich i Azji Zachodniej. Bez stacji przekaźnikowej Ramstein operacje te nie byłyby technicznie możliwe.

Z tego powodu rząd niemiecki, a także wszystkie rządy niemieckie od lat 50. XX wieku, były uwikłane w wojny prowadzone przez USA za pośrednictwem bazy lotniczej Ramstein. O ile są to wojny agresywne, naruszające prawo międzynarodowe i „prewencyjne” zabójstwa przy użyciu dronów, rządy niemieckie naruszają w ten sposób niemiecką Ustawę Zasadniczą, która w artykule 26 zakazuje wszelkich działań zakłócających pokojowe współistnienie narodów. Przez dziesięciolecia rządy niemieckie odpowiadały na wszelkie skargi parlamentu i społeczeństwa obywatelskiego oskarżające władzę wykonawczą o czyny przestępcze, unikając zarzutów i podając wątłe uzasadnienie, że współudziału rządu nie da się udowodnić prawnie. Jednak wielu ekspertów prawnych uważa, że ​​w sprawie Ramstein rząd niemiecki był współwinny poważnych naruszeń prawa międzynarodowego.

Baza lotnicza USA Ramstein. (Wikipedia obrazkowa)

„Żłobki, szkoły, ośrodki sportowe, baseny”

Magazyn informacyjny „Echo der Zeit” w szwajcarskim radiu publicznym wyemitował 3 czerwca reportaż o Ramstein, w którym w ogóle nie wspomniano o tym sporze politycznym . Wręcz przeciwnie , obecność wojsk amerykańskich została przedstawiona jako wielka korzyść dla Niemiec. Ramstein, w powiecie Kaiserslautern, liczy około 8000 mieszkańców, z których cztery piąte głosuje na CDU (Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną). Na rynku starsza kobieta mówi „Echo der Zeit”, że Ramstein jest „całkiem dobre”, ponieważ wszyscy lekarze są praktycznie w zasięgu spaceru. Infrastruktura jest doskonała, podsumowuje reporter: „Żłobki, szkoły, ośrodki sportowe, basen – wszystko dzięki Amerykanom, którzy tu mieszkają”.

Wliczając mniejsze obiekty, na terytorium Niemiec znajduje się kilkadziesiąt amerykańskich baz wojskowych . Tam, gdzie się znajdują, panuje raj gospodarczy, jak donosi gazeta „Echo der Zeit”: „Gmina Ramstein ma siłę finansową, o jakiej inni mogą tylko pomarzyć”. Jeśli wierzyć najpopularniejszemu programowi w szwajcarskim radiu, obecność armii amerykańskiej to ogromne dobrodziejstwo dla 50-tysięcznego regionu Palatynatu: „Sklepy, właściciele nieruchomości, hotele, restauracje, ale także rzemieślnicy i firmy budowlane – wszystko zależy od armii USA. Według władz podatkowych Amerykanie generują dla regionu dwa miliardy euro wartości dodanej”.

Te dane mogą być dokładne. Jednak nie wszyscy korzystają z tej wartości dodanej w równym stopniu. Burmistrz Ralf Hechler (CDU), od zawsze wielbiciel USA i ich, jak sam mówi, niezrównanych pianek i lodów, wspomina mimochodem, chwaląc armię amerykańską, o braku mieszkań w przystępnej cenie: „Wielu inwestuje tu również wyłącznie w interesy z Amerykanami, w mieszkania, w krótkoterminowy wynajem mieszkań po wygórowanych cenach”.

Według oficjalnych danych, rząd niemiecki finansuje bazy amerykańskie kwotą około stu milionów euro rocznie , o czym program „Echo der Zeit” nie wspomina. Można jednak założyć, że te oficjalne dane stanowią jedynie ułamek rzeczywistych kosztów. Szkody dla środowiska i konsekwencje zdrowotne operacji wojskowych były dotychczas starannie ignorowane.

Te same media, takie jak „Echo der Zeit”, które regularnie przypominają nam o zmianach klimatu, naszym śladzie ekologicznym i naszej „odpowiedzialności za planetę”, są przeważnie ślepe i głuche na jednego z największych trucicieli środowiska: aparat militarno-przemysłowy . Jego emisje CO2 zostały wyłączone z Protokołów z Kioto i innych dokumentów klimatycznych ONZ pod presją państw NATO . Jednak zbrojenia i wojny są dalekie od neutralności klimatycznej.

Wojsko USA jest największym na świecie konsumentem energii. W oficjalnie 868 amerykańskich bazach wojskowych (w rzeczywistości jest ich około tysiąca) zużywa się 320 000 baryłek ropy dziennie. Od dziesięcioleci Pentagon zmaga się z pozwami sądowymi na całym świecie dotyczącymi skażonego gruntu i długoterminowych skutków stosowania amunicji ze zubożonym uranem, używanej przez NATO na przykład w Iraku i na Bałkanach. Zubożony uran to toksyczny metal ciężki, który wdychany lub spożywany wraz ze skażoną żywnością powoduje uszkodzenia nerek i inne choroby.

Podczas startów i lądowań w bazie lotniczej Ramstein rocznie emitowanych jest ponad miliard metrów sześciennych spalin . Zawierają one duże ilości dwutlenku siarki, tlenków azotu, tlenku węgla, dwutlenku węgla, bromu, ołowiu i sadzy. Rakotwórcze paliwo lotnicze NATO JP-8 jest regularnie uwalniane do powietrza przez duże samoloty transportowe przed lądowaniem, ponieważ nie mogą one przekraczać określonej masy startowej. Nieoficjalnie leśnicy ostrzegają przed spożywaniem skażonych owoców i grzybów z lasów w strefie podejścia do bazy lotniczej Ramstein. Baza lotnicza położona jest pośród rezerwatów przyrody i obszarów chronionych.

Zdalnie za pomocą światłowodów

Byli amerykańscy piloci dronów, tacy jak informator Brandon Bryant, od około dwóch dekad przyczyniają się do nagłośnienia pozasądowych, tajnych zabójstw i ich konsekwencji, co doprowadziło do zaklasyfikowania ich jako przestępstw przez naukowców i ekspertów prawnych na całym świecie. Operatorzy dronów znajdują się gdzieś w Kalifornii lub Nowym Meksyku. Ich sygnały zdalnego sterowania są przesyłane światłowodem do bazy lotniczej Ramstein, a stamtąd przekazywane do dronów szturmowych za pośrednictwem satelity. Z kolei obrazy wideo na żywo i dane z czujników przesyłane są z powrotem tą samą trasą. Ze względu na krzywiznę Ziemi bezpośrednie połączenie satelitarne między kontynentem amerykańskim a Bliskim Wschodem jest technicznie niemożliwe.

Od czasu ataków terrorystycznych z 11 września rządy w Waszyngtonie usprawiedliwiają pozasądowe zabójstwa jako samoobronę. Deklarują, że rząd USA „ma prawo zabić każdą osobę, gdziekolwiek na świecie, która jego zdaniem stanowi zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Rząd USA nie musi formalnie toczyć wojny z krajem, w którym dokonuje zabójstw, ani przedstawiać żadnych dowodów – czy to przed sądem cywilnym, wojskowym, czy opinią publiczną – że zabita osoba popełniła przestępstwo”. Tak opisuje to Medea Benjamin w swojej książce „Drone Warfare: Killings by Remote Control”, jednym z wielu opracowań dokumentujących, jak praktyka „egzekucji w powietrzu” stała się rutyną w USA.

Wycofanie wojsk z Ramstein nie stanowi problemu

W programie radiowym „Echo der Zeit” wspomniano tylko raz, że baza lotnicza Ramstein jest „kontrowersyjna wśród mieszkańców z powodu pytań o wojnę i pokój”. Mieszkaniec pobliskiego Kaiserslautern powiedział, że „czasami martwi się o to, co może się tam wydarzyć”. Sugerowano, że wojny USA mogą kiedyś dotrzeć do Ramstein. Ten krótki fragment to jedyny cień rzucany na polityczną oazę dobrobytu, jaką były steki T-bone i tomahawk, o których mowa w reportażu.

Na koniec wysłuchaliśmy wypowiedzi Davida Sirakova, dyrektora Akademii Atlantyckiej Nadrenii-Palatynatu, która, jak sama oświadcza, „dąży do zacieśnienia stosunków transatlantyckich” – w istocie jest to akademia wzorowana na koncepcji NATO. Sirakov rozwiewa wszelkie obawy, że zapowiedziane przez Trumpa wycofanie 5000 żołnierzy amerykańskich (5000 z 35 000) może pozostawić Ramstein bezbronnym wobec kryzysu gospodarczego. W Weilerbach koło Kaiserslautern Amerykanie budują obecnie największy szpital wojskowy poza granicami USA, zajmujący powierzchnię ponad stu boisk piłkarskich. Z zaplanowanego budżetu w wysokości 1,8 miliarda euro Niemcy mają pokryć swoją część w wysokości 266 milionów. Budowa tego megaszpitala dowodzi, że przyszłość bazy lotniczej Ramstein jest niezagrożona.

Cała historia w „Echo der Zeit” podąża za tym samym motywem: Bądźmy radośni i szczęśliwi. Groźba wycofania wojsk, którą grozi Donald Trump, nie jest taka zła. Nikt nie zostanie wycofany z Ramstein. Ramstein może nadal funkcjonować jako centrum operacyjne dla amerykańskich wojen i ataków dronów. Przesłanie brzmi jak komunikat prasowy z kwatery głównej NATO w Brukseli: „ Nie martwcie się, wszystko będzie dobrze”.

* Helmut Scheben (*1947) posiada doktorat z filozofii. W latach 1980–1985 pracował jako reporter agencji prasowej i korespondent dla mediów drukowanych w Meksyku i Ameryce Środkowej. Od 1986 roku był redaktorem tygodnika „WoZ” w Zurychu, a od 1993 do 2012 roku redaktorem i reporterem szwajcarskiej telewizji SRF, w tym przez 16 lat w programie informacyjnym „Tagesschau”.

Źródło: https://www.infosperber.ch/politik/welt/air-base-in-ramstein-ein-abzug-der-usa-waere-eine-katastrophe/ , June 9, 2026

1 https://www.austrianwings.info/2026/02/us-verlegungen-in-richtung-iran-hochbetrieb-auf-der-ramstein-air-base/

2 https://www.srf.ch/audio/echo-der-zeit/ramstein-die-bedeutung-des-groessten-us-militaersuetzpunktes?partId=YAWJL0T0SMNU6mzvzYcDcvu9Iro

3 https://de.wikipedia.org/wiki/Liste_der_amerikanische_Milit%C3%A4rstandorte_in_Deutschland

4 https://www.spiegel.de/wirtschaft/kosten-fuer-us-truppen-deutschland-zahlte-fast-eine-milliarde-euro-in-zehn-jahren-a-d4a670c3-8b6f-4b54-8770-eaecf2236d69

5 https://www.ziviler-friedensdienst.org/de/aktuelles/gastbeitrag-militaer-und-krieg-als-klimakiller

6 https://umwelt-militaer.org/us-air-base-ramstein-altlasten/

7 https://www.pressenza.com/de/2019/06/die-umwelt-killer/

Wersja drukowana

D_Gesellschaft_Scheben_SRF-Meinungsteppich-Ramstein-Air-Base.pdf (2,7 MiB)