
—————————-

————————————–

————

——————-

————————————–

—————–

——————–

———————–

———————-

———————

————————

Błąd bazy danych WordPressa: [Duplicate entry '8388607' for key 'wp_visitors_stat.id']INSERT INTO `wp_visitors_stat` (`time`, `ip`) VALUES ('1792299153', '216.73.216.255')

—————————-

————————————–

————

——————-

————————————–

—————–

——————–

———————–

———————-

———————

————————

Cicha wojna eugeniki
25. czerwca 2026 Marek Wojcik world-scam/cicha-wojna-eugeniki

… magazyn „Time” opublikował artykuł na okładce w 2025 roku, pytając, skąd biorą się wszystkie nowotwory u młodych ludzi. Odpowiedź, jak twierdzi McCullough, widać w danych: po dwóch dekadach stopniowego wzrostu zachorowań na raka, rok 2021 przyniósł gwałtowny wzrost – ten sam rok, w którym wprowadzono masowe szczepienia przeciwko COVID-19.
Fragment opublikowanego w środę na thefocalpoints.com artykułu: Dr Peter McCullough o fali zachorowań na raka po szczepieniach. Źródło.

Badanie przeprowadzone przez japońskich naukowców ponownie wykazało, że „szczepionki” mRNA przeciwko COVID-19 przyspieszają rozprzestrzenianie się nowotworów i powodują, że przebiegają one w sposób bardziej agresywny, jednocześnie drastycznie skracając czas życia pacjentów. Badanie potwierdza, że zastrzyki z mRNA powodują „turbo-raka” – zjawisko, które organy ds. zdrowia, media głównego nurtu i niepoważni „weryfikatorzy faktów” od dawna odrzucają jako „teorię spiskową” lub „dezinformację”.
Przed chwilą dotarł do mnie nowy artykuł Saszy Łatypowej: Cicha wojna eugeniki: badanie „wzrostu” zachorowań na raka w USA w latach 90. XX wieku. Źródło.
Pomimo istnienia badań krwi na PSA, „antygen swoisty dla prostaty” nigdy nie został faktycznie odkryty przez „naukę”. Kilka podobnych białek zostało „wyizolowanych” przez kilka grup, stosując naukowo wątpliwe metody (bez żadnej kontroli), kierując się narracyjnymi założeniami, że takie białko powinno istnieć. Spory dotyczące własności intelektualnej były „rozwiązywane” poprzez tworzenie konsensusu „białka”, a nie poprzez walidację za pomocą rzeczywistych metod naukowych. Jest jednak oczywiste, że głównym celem tych badań były szczepionki antykoncepcyjne!

Wywoływanie turbo raka, to jest jedna z metod służących depopulacji planety. Ten proces postępuje powoli, gdyż inaczej eugenicy mogliby się spodziewać oporu. Odkrycia Saszy Łatypowej, przedstawione w przedstawionym powyżej artykule wyraźnie na to wskazują.
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
Chirurg z Izraela mówi: „U nas medycyna jest tak zaawansowana, ze jesteśmy w stanie obciąć facetowi jaja, przeszczepić drugiemu i już po 6-ciu tygodniach będzie biegać w poszukiwaniu pracy”.
Chirurg z Niemiec mówi na to: „Chwale bardzo za takie osiągnięcia, ale to i tak mało. U nas jesteśmy w stanie wyciąć komuś polowe mózgu, przeszczepić drugiej osobie i już po 4-ech tygodniach będzie latać w poszukiwaniu pracy”
Rosyjski chirurg włącza się: „Panowie! Niewątpliwie są to osiągnięcia, ale nie ma co ich równać z naszymi! Jesteśmy w stanie wyciąć połowę serca człowiekowi, przeszczepić drugiemu i już po 2-och tygodniach będzie biegać jak nowonarodzony w poszukiwaniu pracy”
Polski chirurg na to: „Panowie, wasze badania i osiągnięcia są godne podziwu, ale jakaż to pomoc dla jednego człowieka? U nas w Polsce 5 lat temu zgarnęliśmy jednego faceta bez jaj, bez mózgu i bez serca. Zrobiliśmy z niego premiera i teraz … Cały kraj szuka pracy!”
konserwatyzm.pl/lewicki-koniec-falszywej-przyjazni
Ta przyjaźń miedzy Polską a Ukrainą rozpoczęła się, tak na dobre w roku 1997, kiedy to ówczesny prezydent Kwaśniewski nadał order Orła Białego prezydentowi Kuczmie. Pamiętać też trzeba, że nie było to coś, co pojawiło się nagle i nie wiadomo skąd, gdyż kołatało się to w kręgach paryskiej Kultury Giedroycia i Mieroszewskiego od dawna.
Ale formalnie rozpoczął to Kwaśniewski i trzeba przyznać, że jemu dało to konkretne korzyści, gdyż potem uzyskiwał lukratywne wsparcie finansowe od różnych ukraińskich oligarchów.
Następcy Kwaśniewskiego, jak Lech Kaczyński, Bronisław Komorowski, czy Andrzej Duda, trzymali się tego proukraińskiego kierunku jak pijany płotu, nie zważając na rozlewającą się coraz szerzej na Ukrainie nazistowską ideologię banderyzmu. Najważniejsze dla nich było pielęgnowanie, umacnianie i betonowanie tej wymyślonej przyjaźni, odwracając jednocześnie wzrok od tego, że postacie, które dopuściły się ludobójstwa na Polakach, są obwoływane w Kijowie Herojami Ukrainy. Warto zauważyć, że tym który cofnął skandaliczną decyzję Juszczenki, przyjaciela Lecha Kaczyńskiego, o państwowym uhonorowaniu dwóch najbardziej polakożerczych ukraińskich nacjonalistów, czyli Bandery i Szuchewycza, był prezydent Janukowycz, ale akurat on nie cieszył się dobrą opinią wśród polskich elit dotkniętych giedrojciowskim ukąszeniem, które nakazywało im ignorowanie aktów heroizacji ludobójców.
W powszechnej polskiej opinii to bezwarunkowe popieranie Ukrainy oraz haniebne zamykanie oczu na akty nieprzyjazne i pogardę jaka płynęła ze strony władz ukraińskich, spowodowała, że narastała niechęć do takiej polityki. Pewną granicą, która wielu otworzyła oczy, było zaatakowanie Polski przez Zełenskiego na forum ONZ i faktyczne zrównanie naszego kraju z Rosją, jako wroga Ukrainy. Stało się to zaledwie kilkanaście miesięcy po tym jak Polska udzieliła Ukrainie pełnego poparcia humanitarnego, militarnego i politycznego po ataku Rosji w 2022 roku. Inni, jak Niemcy, do których teraz łasił się Zełenski, w tej chwili próby odmówili mu wszelkiego wsparcia.
Dla mnie akurat, takie zachowanie władz ukraińskich nie było żadnym zaskoczeniem, gdyż z historii wiem że dla ukraińskich elit, od samego ich zarania, czyli powstania Chmielnickiego, przez prawie 380 lat, ewentualny sojusz z Polską był zawsze dla nich sprawą ostatniego wyboru, do którego uciekali się na krótko i tylko wtedy, gdy nie mieli absolutnie żadnej innej alternatywy.
Tak przedstawiała się sprawa z Petlurą, kiedy to po upadku Niemiec jego formacja nie miała już nikogo, kto mógłby pomóc, a bolszewicy byli blisko i chcieli go zniszczyć. Jednak ostatecznie petlurowcy i tak, w większości, znaleźli się na żołdzie Abwery, a potem poszli na pełną współpracę z III Rzeszą. Wykształciła się u nich, można powiedzieć, swego rodzaju prawidłowość, by zawsze być przeciw Polsce, a tylko w stanie gdy groziło im unicestwienie, to dopuszczali warunkowo, i na bardzo krótko, jakąś formę współpracy, ale takiej, gdzie mogli uzyskać od nas maksymalne korzyści. Taki mają sposób działania i nic na to chyba nie jesteśmy w stanie poradzić. Aby uniknąć dalszych strat i haniebnych ataków od tyłu trzeba być tego świadomym.
Wobec decyzji Zełenskiego, by nadać jakiemuś oddziałowi ich wojska imię „bohaterów UPA”, odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego jawi się najłagodniejsza możliwą odpowiedzią. Niektórzy obrońcy Zełenskiego utrzymują, że on nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy. Przeciwnie! Istnieją przekazy jego współpracowników, że niektórzy z nich mu to odradzali, a on w sposób wulgarny zakomunikował im, że na Polsce mu absolutnie nie zależy.
O tym, że tak było, świadczy jeszcze jeden fakt, o którym mało kto w Polsce wie. Otóż w sierpniu 2022 roku cześć personelu 80 brygady desantowo-szturmowej ze Lwowa, wystąpiła z petycją by nadano tej jednostce imię Szuchewycza, znanego zbrodniarza, hitlerowskiego kolaboranta i szefa UPA. Ich działania poparł mocno, żyjący jeszcze wtedy, syn wspomnianego zbrodniarza – Jurij. Jednak wtedy sytuacja była inna i Zełenski nie wyraził na to zgody. A dlaczego? Sprawa jest prosta: wtedy Polska była państwem, które dawało największe wsparcie militarne Ukrainie, zatem nie mógł on sobie na to pozwolić.
A dziś sytuacja jest inna i Zełenski uznał, że teraz to już może. Taka właśnie jest ich polityczna „kultura”. To chyba nawet dobrze, że tak się stało, gdyż jak mówi znany aforyzm starożytnych Greków: lepszy otwarty wróg, niż fałszywy przyjaciel.
Na koniec chciałbym też zwrócić uwagę na bardzo ważną sprawę. Wielu Polaków posiada znajomych z Ukrainy, a niektórzy mają także przybyszów z tego kraju w swoich rodzinach. Serdecznie apeluję, by nie czynić z relacji polsko-ukraińskich tematu do konfrontacji osobistych ze znajomymi, gdyż za politykę obecnego państwa ukraińskiego odpowiada skorumpowana klika Zełenskiego, a nie jakiś człowiek, który najpewniej stamtąd uciekł, bo nie dało się żyć w tym mafijnym państwie. Pamiętajmy, że łatwo w rozmowie kogoś urazić w taki sposób, że spowoduje to jego opowiedzenie się po takiej stronie, której on przedtem nie popierał.
Można łatwo wydobyć z człowieka to co najgorsze, ale znacznie trudniej skłonić go ku dobru. A przecież nawet wśród ukraińskich elit nie wszyscy to banderowcy, że wspomnę choćby Oleksija Arestowycza, który od dawna zwalcza wprowadzanie banderyzmu jako ideologii państwowej, przestrzega przed szkodliwością takiego wyboru i nazywa pogardliwie ten kierunek „ziemianką UPA”. Nie poszukujmy też na siłę jakichś członków banderowskiej V kolumny w Polsce. Wystarczą ci co sami się zdemaskowali i wypełzli teraz na powierzchnię. Ich poszukiwanie i neutralizacja to sprawa służb państwowych, choć oczywiście ostrożność zachować trzeba i zawsze wiedzieć z kim się ma do czynienia.
Stanisław Lewicki
Stanisław Michalkiewicz: Za żółtymi firankami
Młodsi czytelnicy już nie pamiętają sklepów „za żółtymi firankami”, jakie bywały w Polsce w czasach stalinowskich, ale osoby starsze, jak np. ja – wiedzą, o co chodzi, Jak pisze Jerzy Orwell w „Folwarku zwierzęcym”, wprawdzie wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych – toteż partia i bezpieka zatroszczyły się o jaki-taki dobrobyt dla siebie – właśnie w postaci sklepów za żółtymi firankami.
Osoby uprzywilejowane – bo tak sobie, z ulicy, nikt nie mógł tam wejść – mogły sobie tam kupować towary niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Nie było to zapewne jakieś oszałamiające luksusy – ale na na tle powojennej biedy i „planu sześcioletniego”, kiedy to rozbudowywany był przemysł zbrojeniowy, było to jednak coś.
Po 1956 roku sklepy za żółtymi firankami zostały zlikwidowane, ale w innej formie odżyły w latach 70-tych i 80-tych i do w dwóch postaciach. Pierwszą postać stanowiły „peweksy”, w których można było kupić niedostępne na zwykłym rynku towary za dewizy, a drugą – tak zwane „sklepy komercyjne”, jakie pojawiły się masowo w latach 80-tych, kiedy to prawie wszystko, a przede wszystkim – mięso – [normalnym ludziom md] można było kupić tylko na „kartki”.
W porównaniu ze sklepami „za żółtymi firankami” był to pewien postęp, bo o ile za żółte firanki mogły wchodzić tylko osoby uprzywilejowane, to do peweksów i sklepów komercyjnych mógł wejść każdy, o ile miał dewizy, albo tak zwane” bony” dolarowe, albo gotówkę. Od biedy można by uznać, że były to elementy gospodarki rynkowej w socjalizmie, w którym gospodarka była centralnie planowana. Temu centralnemu planowaniu towarzyszyła indoktrynacja, której ja też doświadczyłem w pierwszych klasach podstawówki.
W tak zwanych „czytankach” do nauki języka polskiego była na przykład czytanka o różnicach między ZSRR i USA. Tych różnic było bodajże ponad 20, a na pierwszym miejscu była taka: „W ZSRR istnieje planowa gospodarka państwowa”, podczas gdy „W USA pracuje się bez planu”. Od tamtej pory minęło ponad 70 lat i co Państwo powiecie? Podczas dyskusji, w jakiej niedawno wziąłem udział, mój partner oraz jej organizator, pryncypialnie potępili zbrodniczy liberalizm, który – jak się okazało – sprzeczny jest nie tylko z socjalizmem, ale również – z religią katolicką.
Wprawdzie nie słychać, by z powodu liberalizmu ludzie byli masowo mordowani (mordy aborcyjne są w krajach liberalnych powszechne, a w wielu z nich np. Kanadzie i Holandii, kwitnie też eutanazja – przyp. red.), podczas gdy pod pretekstem socjalizmu – jak najbardziej – ale widocznie socjalizm jakoś z katolicyzmem się dogaduje, podczas gdy liberalizm – nie. Co prawda Jezus Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy socjaliści mówią: „bierz!” – ale co z tego, skoro nawet papież Franciszek w niepojętym przypływie szczerości powiedział kiedyś, że idee chrystusowe dzisiaj najlepiej wyrażają komuniści? Taka to ci devotio moderna.
Jaki był powód istnienia sklepów za żółtymi firankami? Ano taki, że gospodarka socjalistyczna to gospodarka niedoborów. Wprawdzie centralny planifikator wszystko drobiazgowo zaplanował, ale co z tego, skoro system nie chce działać? Składa się na to szereg zagadkowych przyczyn, wśród których na pierwsze miejsce wybijają się knowania wrogów ludu. Z wrogami ludu rozprawia się surowa ręka sprawiedliwości ludowej, ale niedoborom trzeba jakoś stawić czoła. Toteż na przykład ówczesna definicja koniaku głosiła, że jest to napój klasy robotniczej, spijany ustami jej przedstawicieli, mających dostęp do sklepów za żółtymi firankami.
Dzisiaj, za sprawą zbrodniczego liberalizmu, już nie odczuwa się tak boleśnie niedoboru mięsa, jak kiedyś, kiedy to poeta w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” wkładał w usta zirytowanego bohatera apel: „Więc albo dajta im to mięso, albo też im połamta kości!” – ale – jak to w socjalizmie – pojawiły się ostre niedobory na odcinku ochrony zdrowia.
Wprawdzie pani, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda „robi na odcinku zdrowia” uważa, że – jak powiadają Rosjanie – „wsie wsiem dawolny” – ale niedobory na tym odcinku dają się odczuć coraz bardziej dotkliwie – więc tam właśnie pojawiły się sklepy za żółtymi firankami.
W warszawskim Szpitalu Południowym wybuchła mianowicie straszliwa afera z panem doktorem Dawidem Kacprzykiem, który dla swoich partyjnych towarzyszy urządzić miał tam „saloniki VIP-ów” stanowiące odpowiednik sklepów za żółtymi firankami, jako że członkowie Volksdeutsche Partei mogli tam nabywać deficytowe usługi medyczne poza kolejnością.
Zresztą nie tylko członkowie Volksdeutsche Partei – bo wróbelki ćwierkają od samego rana, że z podobnych sklepów za żółtymi firankami korzystają też towarzysze partyjni Naczelnika Państwa – o ile oczywiście mają szczęście być funkcjonariuszami, albo znajomymi funkcjonariuszy samorządów terytorialnych, które na usługach medycznych położyły łapę.
Warto tedy przypomnieć, że samorządy powiatowe i wojewódzkie pojawiły się u nas za sprawą wiekopomnej reformy charyzmatycznego premiera Buzka. Podobnie jak w przypadku trzech innych wiekopomnych reform, reforma samorządowa miała na celu wyłącznie zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, by było gdzie ulokować zaplecze polityczne zwycięskiej koalicji AWS-UW – ponieważ poprzednia koalicja SLD-PSL „zawłaszczyła państwo” to znaczy – nie tylko pozajmowała wszystkie synekury, ale w dodatku obwarowała je takimi gwarancjami nietykalności, że nawet zmiana rządu nie miała znaczenia.
Charakterystyczne było również to, że najpierw samorządy powiatowe i wojewódzkie powstały, a dopiero potem zaczęło się zastanawiać, jakież to kompetencje im przydzielić, żeby samorządowcy mogli sobie zarobić na bułeczkę i masełko. Nieomylny to znak, że jedynym celem reformy samorządowej była korupcja i partyjniczy nepotyzm.
Toteż kiedy dzisiaj, gdy mleko się rozlało, obywatel Tusk odgraża się, że będzie zło wypalał rozpalonym żelazem, a otoczenie Naczelnika Państwa nie posiada się z oburzenia na widok tego łajdactwa, wszyscy rozumiemy, że to tylko takie rutynowe zaklęcia na użytek wyznawców i to tych głupszych, co to myślą, że to wszystko naprawdę, podczas gdy cwaniacy wiedzą, że nic nie jest naprawdę, skoro nikt nie domaga się rozpędzenia na cztery wiatry samorządów powiatowych i wojewódzkich.
Toteż wszyscy zachowują błogi spokój, bo wiadomo, że kiedy już w ramach święta demokracji wybory zostaną wygrane, to nastąpi urocza gra miłosna po orgazmie zwycięstwa, w postaci rozdzielania synekur.
Czyż nie dlatego tak kochamy demokrację, ,że stwarza nam ona tyle znakomitych okazji służenia dobru wspólnemu za żółtymi firankami – bo – powiedzmy sobie, towarzysze, otwarcie i szczerze – kogóż w dzisiejszych zepsutych zbrodniczym liberalizmem czasach wynagradzać, jeśli nie tych, co to poświęcają swój czas, a nawet życie dla dobra wspólnego, dla szczęścia ludu pracującego miast i wsi oraz osiedli robotniczych, uzdrowiskowych i rybackich.
Statek rzekomo należy do tzw. floty cieni Rosji, oświadczył prezydent Francji Emmanuel Macron.Redaktorzy strony internetowej TASS
25 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Prezydent Francji Emmanuel Macron twierdzi , że francuska marynarka wojenna zatrzymała tankowiec Deliver w pobliżu Sycylii, który rzekomo należy do tzw. rosyjskiej floty cieni.
Dziennik „Daily Telegraph”, powołując się na źródła , poinformował , że brytyjski premier Keir Starmer rozważa sprzedaż ponad 100 tys. ton ropy naftowej z tankowca Smyrtos, który został zatrzymany w kanale La Manche, i przekazanie uzyskanej kwoty ukraińskim siłom zbrojnym.
Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji zatrzymanych tankowców.
26 czerwca 2026przez Larry C. Johnson sonar21/13-18-days-the-practical-diesel-buffer-does-it-preclude-bombing-iran

Jestem wdzięczny mojemu nowemu przyjacielowi, ekspertowi ds. energii, pracującemu obecnie w Zatoce Perskiej, za wyjaśnienie, dlaczego Stany Zjednoczone stoją w obliczu bardzo poważnego ryzyka krajowego kryzysu energetycznego. Jeśli niewiedza jest błogosławieństwem, to spędziłem ostatnie 71 lat, wierząc, że przekształcenie ropy naftowej w paliwo do samochodów osobowych, ciężarówek i samolotów to prosty proces. Jakże się myliłem. Stany Zjednoczone stoją w obliczu potencjalnego kryzysu związanego z produkcją oleju napędowego i paliwa lotniczego. Według tej osoby, która ma 35 lat doświadczenia w przemyśle naftowym:
Stany Zjednoczone nie dysponują miesięcznym zapasem oleju napędowego z możliwością swobodnej dostawy w przypadku wystąpienia stresu. Dane EIA wskazują na 106,1 mln baryłek całkowitych zapasów oleju opałowego destylowanego i 3,631 mln baryłek dziennie średniej czterotygodniowej dostawy produktu destylowanego, co teoretycznie oznacza 29,2 dnia. Jednak te krajowe zapasy obejmują baryłki w rurociągach, rafineriach, terminalach, magazynach regionalnych i na stanowiskach operacyjnych, których nie można natychmiast przypisać do kluczowych węzłów dystrybucyjnych.Szacunek operacyjny: zastosowanie praktycznego współczynnika dostaw na poziomie 45%–60% do całkowitych zapasów destylatu pozostawia około 48–64 mln baryłek użytecznej, możliwej do przydzielenia podaży ekwiwalentu oleju napędowego. Przy 3,631 mln baryłek dziennie daje to około 13,1–17,5 dnia, w zaokrągleniu do 13–18 dni.
Pozwólcie więc, że wyjaśnię, jak doszedł do tego wniosku. Wyobraźcie sobie bufor diesla jako lukę między momentem, w którym podaż się kończy, a momentem, w którym gospodarka zaczyna się załamywać. Trzynaście dni to nie jest komfortowa poduszka powietrzna – to w zasadzie żadna poduszka powietrzna, ponieważ gospodarka napędzana jest olejem napędowym w sposób, którego nie da się odroczyć.
Olej napędowy nie jest paliwem stylu życia. Porusza każdą ciężarówkę na każdej autostradzie, napędza każdą lokomotywę, napędza każdy traktor podczas sadzenia i żniw oraz napędza każdy ciężki sprzęt budowlany. Kiedy rodzina uważa, że ceny benzyny są zbyt wysokie, jeździ mniej. Kiedy firma przewozowa uzna, że olej napędowy jest zbyt drogi lub zbyt rzadki, nie może opóźnić dostawy – półki w supermarketach po prostu pustoszeją. Popyt na olej napędowy jest w dużej mierze nieelastyczny. Gospodarka nie może negocjować z nim tak, jak z benzyną.
Załóżmy najgorszy scenariusz: 13 dni. Trzynaście dni oznacza, że jeśli cokolwiek zakłóci łańcuch dostaw – awaria rafinerii, awaria rurociągu, przerwa w dostawach ropy naftowej – skutki dotrą do realnej gospodarki w ciągu dwóch tygodni. Nie ma sensownego czasu na znalezienie alternatywnych rozwiązań. Tankowiec z alternatywnego źródła ropy naftowej dociera w ciągu ponad 13 dni. Remont rafinerii trwa dłużej niż 13 dni. Bufor jest krótszy niż czas realizacji dla niemal każdego możliwego rozwiązania.
Sytuacja geograficzna pogarsza się. 13-dniowy okres to średnia krajowa, co oznacza, że niektóre regiony mają więcej, a inne mniej. Południowy wschód jest szczególnie narażony, ponieważ jest silnie zależny od rurociągu Colonial Pipeline, który sam w sobie jest pojedynczym punktem awarii i udowodnił swoją krytyczność, gdy został zamknięty na sześć dni w 2021 roku. Sześć dni to prawie połowa całkowitego bufora krajowego.
A co z paliwem lotniczym? To właśnie tutaj te dwa problemy zderzają się mechanicznie i dlaczego tworzy to realny problem, a nie tylko teoretyczny kompromis.
Olej napędowy i paliwo lotnicze to nie różne produkty pochodzące z różnych części rafinerii. Są to konkurujące roszczenia dotyczące tej samej frakcji fizycznej ropy naftowej – frakcji destylatu pośredniego, która pochodzi z atmosferycznej kolumny destylacyjnej o tej samej temperaturze wrzenia. Każda decyzja dotycząca harmonogramu rafinerii jest w swojej istocie codzienną dyskusją o tym, jak podzielić tę frakcję między oba produkty.
Dysponując 13-dniowym buforem na olej napędowy, rafineria nie może pozwolić sobie na spadek produkcji. Ekonomiczne i polityczne konsekwencje niedoboru oleju napędowego materializują się zbyt szybko i zbyt dotkliwie. Produkcja oleju napędowego staje się w praktyce progiem, którego nie da się przekroczyć.
Dodajmy do tego wojenne zapotrzebowanie na paliwo lotnicze dla wojska. JP-8 jest pozyskiwany z tej samej frakcji destylatu pośredniego. Wojskowe wymagania operacyjne również nie podlegają negocjacjom – samoloty nie latają z dobrej woli. W efekcie mamy dwa nieelastyczne popyty konkurujące o jedną stałą dostawę destylatu pośredniego z każdej przetworzonej baryłki ropy naftowej.
Odpowiedź rafinerii na tę sytuację jest ograniczona pod każdym względem:
Nie da się po prostu zwiększyć wydobycia ropy. Same dostawy ropy mogą zostać zakłócone – właśnie taki scenariusz stwarza blokada Zatoki Perskiej. Nawet jeśli ropa jest dostępna, przepustowość rafinerii jest ograniczona przez jej fizyczne możliwości. Nie da się wykorzystać 110% nominalnej wydajności.
Nie można przerzucić się na lżejszą ropę, aby uzyskać więcej baryłek. Z lekkiej ropy powstaje proporcjonalnie więcej benzyny i mniej destylatu pośredniego. Przetwarzanie lżejszej ropy, gdy potrzebne jest paliwo diesla i paliwo lotnicze, pogarsza problem alokacji, a nie go poprawia, ponieważ zmniejsza się pula destylatu pośredniego, o który walczą obie strony.
Z kwaśnej ropy nie da się uzyskać więcej destylatu pośredniego, niż pozwala na to chemia. Baryłka kwaśnej ropy z Zatoki Perskiej zazwyczaj daje około 20–25% objętości destylatu pośredniego. Ta frakcja jest ustalana przez skład cząsteczkowy ropy naftowej. Można optymalizować w pewnym zakresie, ale nie da się podwoić wydajności poprzez odpowiednie decyzje operacyjne.
Wodór staje się punktem krytycznym. Produkcja JP-8 z kwaśnej ropy naftowej do specyfikacji wojskowej wymaga znacznych ilości wodoru — do usuwania siarki, do nasycenia pierścieni aromatycznych w celu spełnienia wymagań dotyczących temperatury dymienia oraz do kontroli temperatury krzepnięcia. Produkcja ULSD z tej samej kwaśnej ropy naftowej również wymaga znacznych ilości wodoru — tym bardziej, aby osiągnąć specyfikację zawartości siarki ≤15 ppm. Zdolność rafinerii do wytwarzania wodoru jest ograniczona. Każda stopa sześcienna wodoru przekierowana do przetwarzania paliwa lotniczego to stopa sześcienna niedostępna do odsiarczania oleju napędowego. W ostateczności, maksymalizacja produkcji JP-8 pogarsza problem jakości oleju napędowego, a nie tylko problem jego objętości.
Opóźnienie w certyfikacji zwiększa presję czasową. Zmiana konfiguracji rafinerii z maksymalizacji produkcji oleju napędowego na maksymalizację produkcji paliwa lotniczego nie odbywa się natychmiast. Przywrócenie stabilizacji pracy jednostki i certyfikacja zgodności produktu ze specyfikacją zajmuje od kilku dni do tygodnia. W 13-dniowym środowisku buforowym, tydzień przejściowego czasu nie jest kosztem przypadkowym – stanowi on istotną część całego marginesu bezpieczeństwa zużywanego przez proces rekonfiguracji produkcji.
W normalnych warunkach pokojowych rafinerie optymalizują podział średnich destylatów w oparciu o ceny rynkowe – paliwo lotnicze jest droższe, więc skłaniają się ku paliwom lotniczym. Bufor oleju napędowego pozostaje komfortowy, a system działa.
Wojna z Iranem zmienia wszystko to jednocześnie, i to w trzech kierunkach:
Po pierwsze, bufor na ropę naftową zaczyna się kurczyć. Kwaśna ropa z Zatoki Perskiej – mimo że stanowi zaledwie 8% amerykańskiego importu – dostarczała około 17% gatunków ropy średniokwaśnej, preferowanych przez amerykańskie rafinerie do produkcji średnich destylatów. Tej luki jakościowej nie da się łatwo wypełnić kanadyjską ciężką lub krajową lekką słodką ropą naftową bez dostosowania rafinerii. Produkcja oleju napędowego spada lub rośnie w przeliczeniu na baryłkę akurat wtedy, gdy bufor wymaga obrony.
Po drugie, gwałtownie rośnie zapotrzebowanie na paliwo JP-8 w wojsku. Kampania morska w Zatoce Perskiej, ciągłe operacje powietrzne i zmobilizowane zaplecze logistyczne pochłaniają ogromne ilości paliwa lotniczego. Wojsko nie stoi w kolejce za popytem cywilnym – ma priorytet. W ten sposób rafineria jest jednocześnie wyciskana z obu końców środkowej beczki destylatu: wojsko pobiera więcej paliwa lotniczego z góry, a bufor oleju napędowego wycieka z dołu.
Po trzecie, rafineria nie może łatwo rozwiązać tego problemu, pracując intensywniej. Jak wyjaśniono wcześniej, maksymalizacja JP-8 z kwaśnej ropy wymaga wydobycia lżejszej, węższej frakcji destylatu. To właśnie to działanie zmniejsza wydajność oleju napędowego – cięższy ogon destylatu środkowego, który miałby stać się olejem napędowym, jest albo tracony do jednostki próżniowej, albo poddawany recyklingowi do postaci oleju opałowego. Im bardziej agresywnie rafinerie reagują na zapotrzebowanie na paliwo lotnicze dla wojska, tym szybciej ubywa buforu oleju napędowego.
Tworzy to ograniczenie trójstronne, dla którego nie ma czystego rozwiązania:
13-dniowy bufor sprawia, że ta sytuacja jest bardziej ostra niż możliwa do opanowania. Przy sześćdziesięciodniowym zapasie oleju napędowego operator rafinerii może tolerować przesunięcie frakcji destylatu pośredniego na paliwo lotnicze przez kilka tygodni bez konsekwencji dla ludności cywilnej. Przy trzynastu dniach ta sama zmiana niemal natychmiast rozpoczyna widoczne odliczanie. Czy teraz rozumiesz, dlaczego Donald Trump podpisał memorandum o porozumieniu z Iranem?
Jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się wznowić bombardowanie Iranu, prawdopodobnie wywoła to opisany powyżej stres. W związku z tym uważam, że Donald Trump, pomimo swoich gróźb, nie podejmie ryzyka załamania amerykańskiej gospodarki poprzez ponowne bombardowanie Iranu.
Nima i ja omówiliśmy najnowsze wydarzenia na froncie irańsko-amerykańskim:

Powrót do Piotra Kurzina, aby omówić, dlaczego Donald Trump podpisał memorandum o porozumieniu z Iranem:

Danny Haiphong i ja omawiamy najnowsze działania Iranu mające na celu zamknięcie Cieśniny Ormuz:

Mario i ja rozmawialiśmy o plotce rozpuszczonej przez siły Pahlavi, że Modżtaba Chamenei nie żyje:

Obaliłem twierdzenie, że Mojtaba Chamenei nie żyje wraz z Sulaimanem i zbadałem historię o możliwej sprzedaży przez USA samolotów F-35 Turcji:

[Trzy filmiki w oryginale. md]
Żyjemy, konsumując produkty wytwarzane przez najemnych niewolników w machinie ucisku, której broni się poprzez nieustanne masowe rzezie wojskowe, a potem grozimy palcem wirusowemu filmikowi, na którym jakiś schizofrenik wygłasza rasistowskie słowa, żeby poczuć się lepiej. Właśnie tak wygląda życie na Zachodzie.
Caitlin Johnstone caitlinjohnstone-au/the-polite-kind-of-racism
Na Zachodzie występują dwa rodzaje rasizmu: taki, który jest uważany za akceptowalny w uprzejmym, liberalnym społeczeństwie, i taki, który jest powszechnie potępiany.
Akceptowalny rodzaj rasizmu to taki, który uważa za normalne i akceptowalne zrzucanie bomb na muzułmańskie rodziny za granicą. Ten, który traktuje sankcje za głód jako kwestię drugorzędną, której wady i zalety ocenia się wyłącznie na podstawie tego, czy doprowadzą one do zmiany reżimu. Ten, który postrzega imperialistyczną ekspansję z globalnego Południa jako naturalny porządek świata, a centryści i postępowcy kłócą się jedynie o to, jak równomiernie ten łup powinien być rozdzielony między mieszkańców Zachodu.
Nieakceptowalny rodzaj rasizmu to taki, który dotyka innych ludzi Zachodu. Tego rodzaju, którego konsekwencje muszą zobaczyć zachodni liberałowie.
Jeśli biała kobieta wezwie policję do czarnoskórego mężczyzny, który zajmuje się swoimi sprawami w parku, zachodni liberałowie rozpowszechnią jej zdjęcie w mediach społecznościowych i będzie niemile widziana w kulturalnym towarzystwie, dopóki nie opadnie gorączka. Jeśli celebryta zostanie nagrany na nagraniu, jak wypowiada obelgę na tle etnicznym, przez jakiś czas będzie niepopularny i zostanie uznany za obciążenie przez sponsorów i studia filmowe. To niewłaściwy rodzaj rasizmu.
To właśnie widzisz, gdy zachodnia prasa całkowicie ignoruje fakt, że kilkunastu Palestyńczyków zginęło od zachodniej amunicji w tym samym dniu, w którym całe media skupiają się na jakimś oskarżeniu o „antysemityzm” bez żadnych materialnych konsekwencji, poza emocjonalnym rozstrojem niektórych zachodnich Żydów. Pierwszy rodzaj rasizmu jest właściwy, drugi niewłaściwy. Pierwszy jest postrzegany jako akceptowalny i normalny, drugi zaś jako przerażające nadużycie.
Rasizm zachodni dzieli się na dwie odrębne kategorie, ponieważ cała nasza cywilizacja opiera się na rasizmie uprzejmym, podczas gdy rasizm nieuprzejmy jest użyteczny dla potężnych jedynie jako argument za podziałami społeczeństw Zachodu. Główny nurt polityki zachodniej to często jedynie wojna kulturowa między jedną dużą partią, która propaguje zarówno rasizm uprzejmy, jak i nieuprzejmy, a inną dużą partią, która propaguje wyłącznie rasizm uprzejmy, co sprawia, że żadna energia polityczna nie jest przeznaczana na zwalczanie rasizmu uprzejmego.
Uprzejmy rasizm jest o wiele ważniejszy dla potężnych w XXI wieku, ponieważ stanowi absolutnie fundamentalny element ich rządów, a nie jedynie użyteczne narzędzie. Bez imperialistycznego wyzysku siły roboczej i zasobów z globalnego Południa za pomocą haraczy, nie widzielibyśmy rozrastających się megakorporacji, które zamieniają milionerów w miliarderów i biliony, którzy następnie wykorzystują swoje bogactwo do manipulowania polityką Zachodu, aby promować własne cele. Bez nieustannego ekspansjonizmu militarnego i nadużyć zachodniego kartelu wywiadowczego, zarządcy zachodniego imperium nie byliby w stanie zdominować naszej planety.
Dlatego co kilka lat mieszkańcy Zachodu głosują, czy w ich społeczeństwie ma być promowany niegrzeczny rasizm, podczas gdy rasizm uprzejmy nigdy nie pojawia się w głosowaniu. Możesz głosować nad tym, czy twój rząd będzie bardziej znęcał się nad imigrantami i innymi marginalizowanymi członkami twojego społeczeństwa, ale nigdy nie możesz głosować nad tym, czy wojna, militaryzm i imperialistyczna eksterminacja będą kontynuowane. Ten przejaw rasizmu (lub białej supremacji, ksenofobii, supremacji Zachodu, czy jakkolwiek chcesz to nazwać) jest uważany za zbyt ważny, by pozostawić go woli wyborców.
I widać to w świadomości zachodniego umysłu. Nawet stosunkowo świadomi mieszkańcy Zachodu, którzy plasują się na skrajnej lewicy sceny politycznej, często poświęcają znacznie więcej energii sprawom wewnętrznym niż nadużyciom zachodniej machiny wojennej.
Na początku tego miesiąca na lewicowym Twitterze toczyła się dyskusja na temat tego, czy twierdzenie, że ludzie nie powinni służyć w armii USA, jest „uprzywilejowanym stanowiskiem”, czy też nie. Argumentowano, że wielu żołnierzy amerykańskich pochodzi z upośledzonych środowisk. Widziałem wielu amerykańskich postępowców, którzy zaciekle deprecjonują agentów ICE i amerykańskich policjantów, prześcigających się w obronie tych, którzy zaciągają się do amerykańskiej machiny wojennej, która jest bez wątpienia o wiele bardziej mordercza i opresyjna niż amerykańskie organy ścigania.
Jedynym sposobem, aby spojrzeć na to w ten sposób, byłoby postrzeganie mieszkańców globalnego Południa jako mniej ludzkich niż mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Tylko w ten sposób mógłbyś uznać nadużycia policji w swoim kraju za gorsze niż ewidentnie bardziej rażące nadużycia amerykańskiej machiny wojennej. Musiałbyś uznać szkołę pełną irańskich dzieci wysadzonych w powietrze przez marynarkę wojenną USA za mniej wartą uwagi i sprzeciwu niż Amerykanina pobitego przez policjanta w Stanach Zjednoczonych. Musiałbyś założyć, że życie tych Irańczyków nie ma znaczenia.
A to są jedni z bardziej świadomych członków zachodniego społeczeństwa. Większość ludzi Zachodu jest o wiele mniej świadoma i współczująca.
Ludzie Zachodu żyją w najbardziej dzikiej i morderczej cywilizacji na Ziemi. Nie czujemy się dzicy i morderczy, ponieważ większość naszej przemocy i niewolnictwa zlecamy zagranicznym operacjom, ale tacy właśnie jesteśmy. Żyjemy, konsumując produkty wytwarzane przez najemnych niewolników w machinie ucisku, bronionej przez nieustanne masowe rzezie, a potem grozimy palcem wirusowemu filmikowi, na którym jakiś schizofrenik wygłasza rasistowskie słowa, żeby poczuć się dobrze. Właśnie takie jest życie na Zachodzie.
Mamy wiele do zrobienia, żeby dorosnąć. Potrzebujemy drastycznych, rewolucyjnych zmian, znacznie większych, niż większość z nas może sobie wyobrazić w tym momencie. Przed nami długa, długa droga i całe mnóstwo krzywd, które musimy naprawić na całym świecie.

——————–

——————

—————————

———————————–

——————

——————

———————

——–

————————–


—————————-

——————————————–

—————————

—————-

———————

———————-

———————

———————


————————–

——————–

—————

——————

—————————

——————-

———————————

——————-

——————————————————

—————


Date: 25 giugno 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/kiedy-kosher-nostra-rzadzila-swiatem-podziemnym
Filmy hollywoodzkie chcą nas przekonać, że zorganizowana przestępczość w Ameryce to duopol irlandzkich i włoskich bandytów, ale istnieje inna grupa etniczna, która nie tylko zapoczątkowała korporacyjną strukturę podziemnego świata, ale do dziś wywiera głęboki wpływ na świat przestępczy: zorganizowane żydostwo.
Lower East Side pod koniec XIX wieku było tyglem biedy i ambicji, a jego kamienice wyprodukowały ludzi, którzy od podstaw zmienili oblicze amerykańskiej przestępczości. Z tego tygla wyłoniło się to, co naukowcy nazywają Kosher Nostra wikipedia.org/wiki/Jewish-American_organized_crime. Wraz z nadejściem prohibicji żydowscy gangsterzy wykorzystali tę okazję, sytuując się w centrum sieci przemytniczych rozciągających się od Nowego Jorku po Detroit, Cleveland, Minneapolis i Newark, jednocześnie budując infrastrukturę finansową, która miała wspierać współczesny handel narkotykami.
Pierwsze pokolenie żydowskiej przestępczości zorganizowanej ukształtowało się na ulicach Manhattanu w latach ’90 XIX wieku. Na Lower East Side pod wodzą Edwarda „Monka” Eastmana powstał Gang Eastmana – grupa 1200 włamywaczy do sejfów, rewolwerowców i ulicznych awanturników, którzy przez lata toczyli krwawe walki z włosko-amerykańskim Gangiem Five Points Paula Kelly’ego, aby przejąć kontrolę nad półświatkiem Manhattanu. To, co zaczęło się jako działalność o mieszanym pochodzeniu etnicznym, stopniowo zmieniało się w stronę żydowską wraz z napływem imigrantów z Europy Wschodniej do Dolnego Manhattanu i Brooklynu, zapoczątkowując, jak opisują historycy, trwający od 40 do 50 lat okres dominujących wpływów żydowsko-amerykańskich na nowojorski świat przestępczy.
Eastman był jednak produktem wcześniejszej i prostszej epoki bandytyzmu. Postać, która przekształciła zorganizowaną przestępczość w coś bliższego współczesnemu przedsięwzięciu, przyszła po nim.
Arnold Rothstein zbudował swoją reputację na dwóch pseudonimach: „Mózg” i „Naprawiacz”. Syn zamożnej niemiecko-żydowskiej rodziny z Manhattanu, podchodził do przestępczości tak, jak przemysłowiec do rynku. Pisarz kryminałów Leo Katcher precyzyjnie uchwycił skalę jego ambicji: „J.P. Morgan półświatka; bankier i mistrz strategii”. Od sfałszowanych gier karcianych i oszustw giełdowych, po przemyt rumu i narkotyki, Rothstein miał do czynienia z niemal każdym znaczącym przedsięwzięciem przestępczym swojej epoki.
Został oskarżony o zmanipulowanie wyników World Series z 1919 roku — skandalu Black Sox, który wstrząsnął amerykańskim baseballem do fundamentów — choć prokuratorom nigdy nie udało się doprowadzić do tego, by sprawa trafiła do sądu. Jego trwalszym wkładem był kapitał ludzki: finansował i uczył kolejne pokolenie przestępców, przekazując Meyerowi Lansky’emu, Bugsy’emu Siegelowi, Lucky’emu Luciano, Louisowi „Lepke” Buchalterowi i Waxey’owi Gordonowi zarówno pieniądze, jak i metody, których potrzebowali do zbudowania własnych imperiów. F. Scott Fitzgerald wziął to pod uwagę , przenosząc Rothsteina na postać Meyera Wolfsheima w “Wielkim Gatsbym”. Strzelanina w Park Central Hotel przerwała jego karierę w listopadzie 1928 roku, ale mężczyźni, których uczył, kontynuowali jego metody przez dziesięciolecia.
Spośród wszystkich tych ludzi, żaden nie zaszedł dalej niż Meyer Lansky. Przybył na Lower East Side w Nowym Jorku w 1911 roku z Grodna w Rosji [no tak, dla nich to Rosja.. md] pod nazwiskiem Maier Suchowljansky i pod koniec lat ’10 XX wieku nawiązał współpracę z Bugsym Siegelem, aby prowadzić działalność hazardową w całym mieście. Świat przestępczy dostrzegł jego znaczenie, ostatecznie nadając mu tytuły „Przewodniczącego Zarządu” i „Potentata Mafii” – nazwy, które stawały się coraz bardziej trafne, gdy jego wpływy sięgały daleko poza Nowy Jork.
Lansky zbudował finansowy kręgosłup National Crime Syndicate, wspólnej włosko-żydowskiej organizacji zarządzającej amerykańską przestępczością zorganizowaną, którą on i Lucky Luciano założyli na początku lat ’30 XX wieku. Stamtąd rozszerzył macki mafii – na Kubę Fulgencio Batisty, na kasyna w Las Vegas, na Bahamy, a podobno także do skarbców szwajcarskich banków, gdzie można było oczyścić brudne pieniądze. Przeżył niemal wszystkich swoich współczesnych i zmarł śmiercią naturalną w Miami Beach w styczniu 1983 roku, pokonując kolejnych prokuratorów, którym nigdy nie udało się uzyskać wiarygodnych zarzutów.
Pod względem temperamentu Siegel był całkowitym przeciwieństwem Lansky’ego. Podczas gdy Lansky zajmował się księgami, Siegel posługiwał się pięściami i nie tylko. Obaj poznali się jako nastolatkowie na Lower East Side i wspólnie stworzyli „Bugs and Meyer Mob” – grupę, która zajmowała się brudną robotą związaną z egzekwowaniem porządku w ramach syndykatu i położyła podwaliny pod organizację, która ostatecznie została sformalizowana jako Murder Inc.
Syndykat wysłał Siegela na zachód w 1937 roku, a on sam zadomowił się w Hollywood, jednocześnie rozwijając działalność hazardową mafii w Kalifornii. Jego wpis do historii nastąpił dzięki betonowi i neonom: hotelowi i kasynu Flamingo w Las Vegas, które zbudował w latach 1945-1946. Projekt, którego początkowy koszt szacowano na 1,5 miliona dolarów, przed zakończeniem prac osiągnął kwotę 6 milionów dolarów, a narastały podejrzenia, że Siegel po drodze sięgał do tych środków na własną korzyść. Kiedy hotel Flamingo został otwarty przy obojętnym przyjęciu ze strony gości i przy krwawiących księgach rachunkowych, cierpliwość ludzi stojących za tym przedsięwzięciem w końcu się wyczerpała. W czerwcu 1947 roku Siegel został zastrzelony w domu w Beverly Hills, a osoba, która pociągnęła za spust, nigdy nie została oficjalnie zidentyfikowana.
Operacja zabójcza syndykatu potrzebowała dowódcy, a Louis „Lepke” Buchalter idealnie nadawał się do tej roli. Jego pseudonim wywodził się z jidyszowego słowa „Lepkeleh” – „mały Louis” – choć nic w tym, czym kierował, nie było małe. Pochodzący z Lower East Side na Manhattanie Buchalter założył Murder Inc., wyspecjalizowaną komórkę syndykatu zajmującą się zabójstwami na zlecenie, i kierował nią przez całe lata 30., jednocześnie dławiąc nowojorski przemysł odzieżowy i sektor transportu ciężarowego poprzez wymuszanie haraczy od związków zawodowych. Od tamtej pory żaden z głównych amerykańskich bossów mafijnych nie został stracony przez rząd. Buchalter był ostatnim – zginął na krześle elektrycznym w więzieniu Sing Sing w marcu 1944 roku.
Stworzony przez niego aparat nie ograniczał się do celów zewnętrznych. Arthur Flegenheimer – urodzony w Bronksie syn niemieckich imigrantów żydowskich, działający pod pseudonimem Dutch Schultz – zbudował organizację, która obejmowała przemyt alkoholu, oszustwa związane z liczbami w Harlemie i wymuszenia w restauracjach, i zachowywał się z tak nieprzewidywalną brutalnością, że jego wspólnicy z syndykatu uznali go bardziej za obciążenie niż atut. W 1935 roku członkowie gangu Murder Inc. zastrzelili go w restauracji serwującej steki w Newark.
Po drugiej stronie Hudsonu, Abner „Longie” Zwillman zbudował najpotężniejszy aparat przestępczy w New Jersey, działając jako bliski partner Luciano i Lansky’ego i przemycając około 40 procent nielegalnego alkoholu wwożonego do kraju w szczytowym okresie swojej działalności. Morderstwo Schultza w 1935 roku przyniosło Zwillmanowi resztę terytorium New Jersey, a wraz z nim przydomek: „Al Capone z New Jersey”. 26 lutego 1959 roku znaleziono go wiszącego na belkach stropowych w piwnicy w West Orange. Władze uznały to za samobójstwo, ale siniaki na nadgarstkach wskazywały na co innego. Lucky Luciano miał później powiedzieć dziennikarzowi Martinowi Goschowi, że teoria o samobójstwie „to bzdura” – że zabójcy Zwillmana „związali go jak świnię”, zanim dokończyli dzieło.
Irving Wexler, który prowadził swoją przestępczą karierę pod pseudonimem Waxey Gordon, zaczynał jako główny zastępca Arnolda Rothsteina ds. przemytu, nadzorując destylarnie Rothsteina na wschodnim wybrzeżu i trasy przemytu rumu, jednocześnie budując własną sieć nielegalnych barów w Nowym Jorku i New Jersey. Przegrana walka o władzę z Luciano i Lanskym osłabiła jego pozycję, a wyrok za unikanie płacenia podatków przyspieszył upadek. W ostatnich latach życia sięgnął po narkotyki, w 1951 roku został skazany przez sąd federalny i zmarł w Alcatraz 24 czerwca 1952 roku.
Operacja zabójstw, której potrzebował syndykat, miała miejsce w Brownsville na Brooklynie. Murder Inc. działała w latach ’30 i na początku lat ’40 XX wieku jako przedsiębiorstwo zajmujące się głównie zabójstwami na zlecenie, w którego skład wchodzili głównie Żydzi, dowodzone wspólnie przez Lepke Buchaltera i Alberta Anastasię w imieniu całego Narodowego Syndykatu Przestępczości. Najbardziej śmiercionośną postacią tej organizacji był Abraham „Kid Twist” Reles, płatny zabójca powiązany z dziesiątkami zabójstw, który ostatecznie zeznał w sądzie i posłał wielu członków Murder Inc. na krzesło elektryczne, a następnie zginął, spadając z okna hotelowego, będąc pod ochroną policji w 1941 roku.
Najważniejszym dziedzictwem instytucjonalnym żydowskiej przestępczości zorganizowanej był sam Narodowy Syndykat Przestępczości. Na początku lat ’30 XX wieku Lansky współpracował z Luckym Luciano, aby znieść granicę między żydowskimi a włoskimi organizacjami przestępczymi i odbudować je jako jedną, skoordynowaną strukturę – z Żydami zarządzającymi pieniędzmi i strategią, podczas gdy włoscy członkowie zapewniali siłę roboczą i formalną hierarchię „utworzonego” członkostwa. Struktura ta okazała się tak solidna, że przetrwała dekady.
Ta historia przewijała się również przez regiony. Purpurowy Gang, pod przywództwem braci Bernstein, zdominował rynek przemytu alkoholu w regionie Wielkich Jezior w Detroit w latach ’20 i ’30 XX wieku, stosując wymuszenia, zabójstwa na zlecenie i żelazną kontrolę terytorialną. Moe Dalitz zbudował Syndykat Cleveland i ostatecznie przekształcił swój kapitał przestępczy w kasyna w Las Vegas. Charles „King” Solomon rządził bostońskim półświatkiem poprzez przemyt, narkotyki i hazard, aż do momentu, gdy został zastrzelony w 1933 roku. FBI nazwało Isadore’a „Kid Canna” Blumenfelda „władcą półświatka Minneapolis”. Mickey Cohen przejął działalność na Zachodnim Wybrzeżu po zamordowaniu Siegela i był niekwestionowanym szefem Los Angeles do 1949 roku. Frank „Lefty” Rosenthal zarządzał czterema kasynami — Stardust, Fremont, Marina i Hacienda — dla Chicago Outfit. Karierę Martina Scorsese przekształcił w Kasyno , a Robert De Niro zagrał Rosenthala jako Sama „Ace’a” Rothsteina.
======================
Ci ludzie zbudowali swoje imperia w granicach Ameryki. Następne pokolenie żydowskich postaci przestępczości zorganizowanej nie miało takich ograniczeń. Upadek Związku Radzieckiego przyniósł ze sobą Semiona Mogilewicza, urodzonego w Kijowie w 1946 roku w żydowskiej rodzinie, który objął dowództwo nad tym, co amerykańskie i europejskie agencje ścigania określają mianem największego na świecie rosyjskiego syndykatu mafijnego. FBI nazwało go „najpotężniejszym i najniebezpieczniejszym gangsterem na świecie” i oskarżyło go o handel bronią, zabójstwa na zlecenie, wymuszenia, handel narkotykami, handel materiałami nuklearnymi i międzynarodową prostytucję, umieszczając go na liście dziesięciu najbardziej poszukiwanych osób w październiku 2009 roku i usuwając go w 2015 roku tylko dlatego, że Rosja nie chce ekstradycji swoich. Do dziś mieszka swobodnie w Moskwie. Podczas gdy jego poprzednicy mierzyli swoje terytorium blokami miejskimi i granicami państw, Mogilewicz mierzył swoje kontynentami, a jego macki sięgały rządów, armii i struktur politycznych na całym świecie.
To, co zaczęło się jako lokalny przekręt w kamienicach Lower East Side, ostatecznie przerodziło się w niewidzialny, zinstytucjonalizowany reżim. Współczesna żydowska władza funkcjonuje skutecznie jako zalegalizowana forma zorganizowanej przestępczości, a jej kontrola nad naszymi instytucjami opiera się na tych samych starych metodach oszustwa, wymuszeń, szantażu i, w razie potrzeby, całkowitej eliminacji opozycji. Dopóki Amerykanie nie zdobędą się na odwagę, by powiedzieć prawdę o tym, jak te postacie działały jako szkodliwi gracze w Stanach Zjednoczonych od samego początku, pozostaniemy uwięzieni w ich szkodliwym uścisku, niezdolni do odzyskania narodu, który zbudowali nasi przodkowie.
INFO: heoccidentalobserver/when-the-kosher-nostra-ruled-the-underworld
WARTO PRZYPOMNIEĆ: Mafia izraelska – od Murder, Inc. Lansky’ego po Ecstasy ram.neon24.pl/mafia-izraelska-od-murder-inc-lansky-ego-po-ecstasy

—————————-

——————————-

————————–

—————–

—————

——————–

—————–

—————————-

————————

——————————


————————————

—————————–

—————

———————

———————————-

——————

—————————-

—————————-

———————

—————


—————–

—————————-

———————–

———————–

—————————————

—————————

————–

—————————–

————————

—————————–

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia” • 25 czerwca 2026 michalkiewicz
„Z wszystkiego można szmal wydostać, tak, jak za okupacji z Żyda” – pisze Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”. Nawiasem mówiąc, ten poemat jest z kluczem, bo na przykład w osobie generała Bagno można bez trudu rozpoznać generała Mieczysława Moczara, podobnie, jak w postaci Aleksa, gęgającego syna sekretarza Wardęgi i Żydówki Sabiny, można rozpoznać pana redaktora Michnika. W stanie wojennym Aleks schronił się w kombinacie, który mieli zdobyć zomici dowodzeni przez generała Tumora. Wkrótce przed rozpoczęciem szturmu generał Tumor wziął na stronę pułkownika MO Maczugę i powiada jemu tak: „Stary towarzysz, zasłużony, samego jeszcze znał Stalina (to o sekretarzu Wardędze – SM). Fakt, że ma głupawego syna, ale to zawsze syn rodzony. Więc oszczędź Alka, bardzo proszę. Ja ze swej strony zaraz wnoszę pismo o awans”. Oczywiście Aleks wcale nie był „głupawy” – jak uważał generał Tumor – bo mamełe Sabina, która znała go przecież lepiej, twierdziła, że ma on „mózgowe zwoje”. Słowem – wypisz, wymaluj pan red. Michnik.
Zniosło mnie w stronę tych dywagacji, a tymczasem przywołany na początku cytat miał zilustrować coś zupełnie innego – mianowicie aferę z panem doktorem Dawidem Kacprzykiem, co to na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym zarobił sobie w ciągu roku ponad 1 600 tys. złotych. Już sama wysokość tej sumy wywołuje zrozumiałe podniecenie opinii publicznej, a cóż dopiero – jeśli towarzyszy jej informacja, że pan doktor miał zaledwie 28 lat, nie zdążył nawet zrobić specjalizacji, ale mimo to zajmował poważne stanowisko „koordynatora SOR”, którego nie ma w żadnym innym szpitalu. Ale nie bez kozery perskie, to znaczy – irańskie przysłowie – powiada, że „dobry kogut w jajku pieje”.
Pan Kacprzyk wprawdzie nie zrobił jeszcze specjalizacji, ale wiedział, z której strony chleb jest posmarowany – bo i Dawid i radny Koalicji Obywatelskiej, to znaczy – Volksdeutsche Partei z jej kolaboranty i twórca salonika VIP-ów w szpitalu – czegóż chcieć więcej? Takich właśnie ludzi nasz nieszczęśliwy kraj potrzebuje, więc kogóż szczodrze wynagradzać, jak nie ich? Weźmy dla przykładu pana Aleksandra Kwaśniewskiego. Dwukrotnie został wybrany na prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, chociaż nad nikim nie stał bolszewik z naganem. Znaczy się – nasz mniej wartościowy naród tubylczy upodobał sobie właśnie w nim z nieprzymuszonej woli. A dlaczego? Na trop odpowiedzi na to pytanie naprowadza nas ludowe przysłowie, że „pokorne cielę dwie matki ssie”.
Otóż pan Aleksander Kwaśniewski jest znakomitą ilustracją takiego ssaka. Wyssał, co się tylko dało, z komuny, potem – co się tylko dało z demokracji – a teraz autorowi książki na swój temat daje do zrozumienia, że tak naprawdę, to zawsze był w opozycji. Tylko patrzeć, jak powiększy szeregi kombatantów i osób represjonowanych. Wspominam o tym, by dać odpór tym wszystkim, którzy oskarżają nasz mniej wartościowy naród tubylczy nawet o zanik instynktu samozachowawczego. Dwukrotny wybór pana Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, podobnie jak utrzymujące się na niezmiennym poziomie poparcie dla Volksdeutsche Partei i Prawa i Sprawiedliwości pokazuje, że z nami wszystko jest w jak najlepszym porządku, to znaczy – że czego, jak czego, ale instynktu samozachowawczego nikomu u nas nie brakuje. Co z tego będzie – to znaczy – jak to się wszystko skończy – to całkiem inna sprawa – ale zanim nie padnie salwa, to niech nam humory dopisują.
Wracając tedy do cytatu, to czyż nie ilustruje on niebywałe szczęście obywatela Tuska Donalda, który nawet taki wstydliwy zakątek potrafi przekuć na narzędzie totalniactwa. Nie jest przecież tajemnicą, że sytuacja w ochronie zdrowia jest katastrofalna, że bankructwo – i tak dalej. Ponieważ zarówno Volksdeutsche Partei, jak i PiS, stoją na nieubłaganym stanowisku, że to państwo ma obywatelom organizować leczenie, a w każdym razie – pod tym pretekstem łupić ich ze skóry, to – jak można było zauważyć – funkcjonariusze Propaganda Abteilung dostali rozkaz rozhuśtywania opinii publicznej przeciwko doktorom – że to oni bezczelnie drenują „system”, osiągają niebotyczne zarobki i w ogóle. Wszystko zatem było przygotowane do operacji, tylko brakowało jakiegoś spektakularnego przykładu. I oto nagle pojawił się pan Dawid Kacprzyk ze swoim rekordowym zarobkiem. Czy to przypadek? „Byłby to przypadek rzadki, a czy w ogóle są przypadki?” – zastanawia się poeta – toteż i ja wcale bym się nie zdziwił, gdyby stare kiejkuty wykonały telefon gdzie trzeba: wiecie, rozumiecie, mamy tu niezwykle utalentowanego młodzieńca. Stwórzcie wy mu odpowiednie warunki rozwoju, a my i o was też pomyślimy.
Bo oto obywatel Tusk Donald, kiedy Propaganda Abteilung doniosła o panu doktorze Kascprzyku, wcale nie sprawiał wrażenia skonfundowanego. Przeciwnie – wyglądał, jakby go kto na sto koni wsadził. I słusznie – bo dzięki temu na tym ogniu może upiec kilka pieczeni jednocześnie.
Po pierwsze – przeprowadzi kurację przeczyszczającą we wszystkich szpitalach i jeśli nawet nikogo nie zdegraduje, ani nie powyrzuca – co wydaje się niepodobieństwem – to tak wszystkich nastraszy, że nikt już vaginetowi nie podskoczy, że nie ma pieniędzy i w ogóle. Każdy będzie się cieszył, ze żywy-zdrowy i porzuci wszelką myśl o protestach.
Po drugie – obywatel Tusk Donald już zapowiedział, że przejdzie na ręczne sterowanie zarobkami doktorów – podobnie jak pan minister Motyka ręcznie sterował cenami benzyny i oleju napędowego. Jestem przekonany, że ten pomysł znajdzie poklask w szerokich kręgach naszego społeczeństwa, cierpiącego na chorobę czerwonych oczu, która objawia się w gorącym pragnieniu, by każdemu było tak źle, jak mnie. Co to komu szkodzi, jak jeszcze jedna grupa zawodowa zostanie wzięta pod obcasy? Jestem przekonany, że takiemu pomysłowi przyklasną zwłaszcza artyści, którzy w większości chlipią swoją intelektualną zupę z kotła przygotowanego przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, uważając to za dowód myślenia niezależnego i myślenia w ogóle. Wreszcie – po trzecie – Wszystkie te przedsięwzięcia umocnią tylko tak zwany „system”, który zostanie w ten sposób wyjęty spod jakiegokolwiek podejrzenia, dzięki czemu żerowisko dla obydwu biurokratycznych gangów, no i oczywiście – starych kiejkutów – zyska dodatkowo na bezpieczeństwie. Czegóż chcieć więcej?
Jak wspominał bohater powieście Roberta Penn Warrena „Gubernator” – dobro można robić przede wszystkim ze zła – bo ono jest wszędzie pod ręką. Jeśli zatem pan doktor Dawid Kacprzyk dostarczył tyle znakomitego materiału do przekucia go w dobro, to czy choćby dlatego nie powinien być szczodrze wynagrodzony?
Stanisław Michalkiewicz
W imię świętej i nierozdzielnej Trójcy, Ojca, Syna i Ducha Świętego.
Amen.
Dan w Menzingen, dnia 24 czerwca 2026 r., w święto Narodzenia św. Jana Chrzciciela
independent.co.uk/eu-secret-group-chat-zelensky-trump
Komisja UE jest badana w związku z tajnym czatem grupowym z udziałem Ursuli von der Leyen, Wołodymyra Zełenskiego i kilku europejskich przywódców, którzy omawiali, jak poradzić sobie z Donaldem Trumpem – wynika z doniesień.
Mówi się, że grupa obejmowała premiera Wielkiej Brytanii Sir Keira Starmera, prezydenta Francji Emmanuela Macrona, kanclerza Niemiec Friedricha Merza i premier Włoch Giorgię Meloni.
Ale treść czatu pozostała prywatna, po tym jak Komisja UE odrzuciła wezwania firmy medialnej do zapewnienia dostępu do korespondencji.
Rzecznik Praw Obywatelskich Teresa Anjinho oświadczyła w liście do pani von der Leyen w ubiegły piątek, że wszczęłaby dochodzenie w sprawie rozpatrywania wniosku o ustalenie, czy Komisja wykazała brak przejrzystości.
Dutch investigative organisation Follow the Money requested access to the correspondence in January, but this was rejected by the Commission on the basis that publication could damage the EU’s relations with countries not in the bloc.
Oczekuje się, że dochodzenie potrwa kilka miesięcy, a spotkanie przedstawicieli Komisji i pani Anjinho nie zostanie zaplanowane do połowy lipca.
W początkowej decyzji o odmowie dostępu do czatów grupowych na początku marca Komisja stwierdziła, że „nastąpił stały nieformalny i osobisty kontakt z szefami państw i rządem państw trzecich i państw członkowskich, ustnie i na piśmie”. Zaznaczono, że dostęp do tych giełd nie leży w interesie publicznym.
Skarżący argumentował później, że Komisja nie wyjaśniła w wystarczającym stopniu odmowy udzielenia dostępu. W odpowiedzi Komisja ponownie odmówiła dostępu na podstawie „wyjątku odnoszącego się do ochrony interesu publicznego w odniesieniu do stosunków międzynarodowych”.
W odpowiedzi na to pytanie w dniu 20 maja Komisja nie przedstawiła stanowiska w sprawie tego, czy wymiany na czacie grupowym stanowią dokumenty, które oficjalnie posiada, czy nie.

Następnie skarżący zwrócił się do rzecznika praw obywatelskich, argumentując, że Komisja nie przeprowadziła oceny żądanych dokumentów i nie rozważyła możliwości przyznania częściowego, a nie pełnego dostępu.
Twierdził, że Komisja nie udowodniła żadnych konkretnych szkód spowodowanych uwolnieniem wymiany i nie przedstawiła żadnych informacji dotyczących istnienia, posiadania i przechowywania wiadomości.
Rzecznik praw obywatelskich zwrócił się również do Komisji o wszystkie dokumenty, które wchodzą w zakres wniosku o dostęp skarżącego.
Politico po raz pierwszy poinformowało o tak zwanej „Grupie Waszyngton” w styczniu, a źródło ujawniło, że przywódcy będą wysyłać wiadomości, gdy Trump to zrobił lub powiedział coś potencjalnie szkodliwego.
„Kiedy sprawy zaczynają się szybko poruszać, trudno jest zrobić koordynację, a ta grupa [czat] jest naprawdę skuteczna” – powiedziało źródło zaznajomione z układem. „Wiele mówi o osobistych relacjach i o tym, jak się liczą.”
Grupa, opisywana jako „nieformalna, ale aktywna”, została zaaranżowana po tym, jak europejscy przywódcy odwiedzili Biały Dom wraz z Zełenskim w sierpniu ubiegłego roku.

Europejscy przywódcy początkowo uważali, aby nie rozgniewać Trumpa, gdy rozpoczął drugą kadencję w styczniu ubiegłego roku z obawy przed wywołaniem gniewu, ale od tego czasu stali się bardziej śmiały w publicznym krytykowaniu go. W szczególności Macron i Merz głośno sprzeciwiali się jego wojnie w Iranie.
Na początku tego roku wybuchła dyplomatyczna kłótnia po tym, jak kilku europejskich przywódców mówiło lekceważąco o urzędnikach administracji Trumpa na wezwanie grupy.
Macron powiedział europejskim przywódcom w rozmowie konferencyjnej, że Trump może „zdradzić” Ukrainę, zmuszając ją do rezygnacji z terytorium „bez jasności w sprawie gwarancji bezpieczeństwa” – poinformował niemiecki dziennik „Der Spiegel”.
W komentarzach, które wydają się odnosić do wysłanników Trumpa Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, kanclerz Niemiec Merz powiedział: „Grają w gry, zarówno z tobą, jak i z nami”.
Prezydent Finlandii Alexander Stubb, który cieszy się ciepłymi relacjami z Trumpem, powiedział: „Nie możemy zostawić Ukrainy i Wołodymyra samych z tymi facetami”. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zgodził się, mówiąc: „Zgadzam się z Aleksandrem – musimy chronić Wołodymyra”.
Mateusz Piskorski myslpolska/pis-w-awangardzie-wspierania-neobanderyzmu
Gromkie okrzyki i prymitywne slogany o konieczności rozprawienia się z ukraińską „piątą kolumną”, padające dziś z ust prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, wydają się być łabędzim śpiewem tej partii dołującej dziś w kolejnych sondażach jak nigdy dotąd.
Wyczerpuje się pewna formuła polityczna neosanacji wypracowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników. Stąd hasło, by poszukać tożsamości nowej, jak zwykle przebranej w odpustowo-patriotyczne piórka. Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej” ukuł słuszne, ironiczne pojęcie „oburzingu” jako ulubionej gry polskiej klasy politycznej. Ma ono nawiązywać do tak modnych obecnie w korpo-języku, ale też zaśmiecającej język polityki angielszczyzny, ale nie o to w nim chodzi. Na czoło wysuwa się tu skłonność polskich polityków do nieustannego oburzania się na wypowiedzi, fakty, zdarzenia. Tyle, że to ich oburzenie, to uprawianie osobliwej dyscypliny „oburzingu” okazuje się całkowicie jałowe. Pozbawione jest bowiem realnej treści politycznej pod postacią decyzji i ruchów na politycznej szachownicy. Opiera się jedynie na biciu piany i liczeniu na to, że wyborca doceni głośność owego oburzenia.
O banderyzacji tożsamościowej współczesnej państwowości ukraińskiej, nieudolnie budowanej po roku 1991 od zera, powiedziano już i napisano właściwie wszystko. Wystarczy zresztą poczytać prace na ten temat wydawane przez ukraińskich autorów na Zachodzie, choćby takich jak prof. Iwan Kaczanowski (Kanada), Władimir Iszczenko (Niemcy) czy Marta Hawryszko (Stany Zjednoczone), by zrozumieć, że jesteśmy świadkami budowy ukraińskości w oparciu o fundamenty banderowsko-mielnikowsko-nazistowskie. Dzieje się to od dawna, jednak ze szczególną intensywnością proces banderyzacji Kijowa odbywa się od roku 2004 (z krótką przerwą na prezydenturę Wiktora Janukowycza, którego Partia Regionów – przypomnijmy – musiała namawiać polskich polityków do wspólnego podnoszenia wątków antybanderowskich, zazwyczaj zresztą mało skutecznie). Wszyscy zatem idole szeroko rozumianego Zachodu – kolejno Wiktor Juszczenko, Piotr Poroszenko i teraz Władimir Zełenski – realizują w zasadzie jednakową linię polityki tożsamościowej. Zero zdziwień, bo właśnie na takim jej fundamencie opiera się cały konstrukt współczesnej Ukrainy, która ma być jednocześnie anty-Rosją i anty-Polską.
Co na to Polska? Z reguły obawiała się nawet głośno oburzyć (rzecz jasna, chodzi tu o przedstawicieli klasy politycznej), co najwyżej mamrocząc jakieś delikatne i słabo słyszalne dźwięki krytyki po kolejnym splunięciu nam w twarz przez kijowskie władze. Tak postępowały przez lata władze w Warszawie. Tak również postępowało przez lata swoich długich rządów PiS. Czerpało z nie byle, w ich mniemaniu, kogo, bo z samego Lecha Kaczyńskiego, którego rusofobia, ignorancja i nierozumienie świata doprowadziły do tego, że stanął po stronie chwalców i piewców banderyzmu od Juszczenki. Podobnie robili jego kolejni partyjni i niepartyjni uczniowie, na czele z niegdysiejszym posłem PiS Pawłem Kowalem.
Warto o tym pamiętać, gdy dziś rozdęte do czerwoności gęby PiSowskich partyjniaków grzmią o swojej stanowczości. Warto mieć w pamięci nie tylko ich słowa z ostatnich lat, ale przede wszystkim ich działania oraz zaniechania. To oni odbierali od neobanderowskiej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy ordery, dumnie wypierając pierś jako bezpłatni agenci obcej służby specjalnej. To oni karmili jawnie antypolski Związek Ukraińców w Polsce, który za promowanie banderyzmu otrzymał tylko w 2023 roku (ostatni rok rządów partii Kaczyńskiego) dotację w wysokości 1,3 mln złotych. To oni obściskiwali się na froncie z ukraińskimi nacjonalistami i neonazistami, chwaląc się tym wszem i wobec, publikując zdjęcia pod banderowskim, czarno-czerwonym sztandarem. Wreszcie to oni przyjmowali, przegłosowywali i realizowali kolejne ustawy mające doprowadzić do głębokiej ukrainizacji naszego państwa.
I właśnie dlatego przerażać może poziom hipokryzji tych ludzi. Gdy patrzymy jak stają dziś pod pomnikami ofiar przeprowadzonego przez UPA ludobójstwa, przypominamy sobie ich słowa i czyny z ostatnich lat, które sprowadzić można do esencjonalnego hasła najlepiej opisującego ich status: „słudzy Ukrainy”. A właściwie nie tyle Ukrainy, co najgorszego wydania ukraińskości pod postacią szczerzącego ociekające krwią Polaków kły neobanderyzmu.
Mateusz Piskorski
Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)
przez Helmuta Schebena* schweizer–standpunkt-ch/detailansicht-de-gesellchaft/srf-meinungsteppich
(19 czerwca 2026 r.) Amerykańska baza to błogosławieństwo dla Niemiec, jak donosi magazyn informacyjny „Echo der Zeit” w szwajcarskim radiu publicznym (SRF). Komunikat brzmi jak komunikat prasowy NATO.
Na kilka tygodni przed atakiem USA i Izraela na Iran, samoloty transportowe startowały i lądowały w bazie lotniczej Ramstein w Niemczech niemal co minutę, co obserwowali obserwatorzy . Ramstein jest centrum wojen i ataków dronów, które Stany Zjednoczone prowadziły i nadal prowadzą w krajach arabskich i Azji Zachodniej. Bez stacji przekaźnikowej Ramstein operacje te nie byłyby technicznie możliwe.
Z tego powodu rząd niemiecki, a także wszystkie rządy niemieckie od lat 50. XX wieku, były uwikłane w wojny prowadzone przez USA za pośrednictwem bazy lotniczej Ramstein. O ile są to wojny agresywne, naruszające prawo międzynarodowe i „prewencyjne” zabójstwa przy użyciu dronów, rządy niemieckie naruszają w ten sposób niemiecką Ustawę Zasadniczą, która w artykule 26 zakazuje wszelkich działań zakłócających pokojowe współistnienie narodów. Przez dziesięciolecia rządy niemieckie odpowiadały na wszelkie skargi parlamentu i społeczeństwa obywatelskiego oskarżające władzę wykonawczą o czyny przestępcze, unikając zarzutów i podając wątłe uzasadnienie, że współudziału rządu nie da się udowodnić prawnie. Jednak wielu ekspertów prawnych uważa, że w sprawie Ramstein rząd niemiecki był współwinny poważnych naruszeń prawa międzynarodowego.

Magazyn informacyjny „Echo der Zeit” w szwajcarskim radiu publicznym wyemitował 3 czerwca reportaż o Ramstein, w którym w ogóle nie wspomniano o tym sporze politycznym . Wręcz przeciwnie , obecność wojsk amerykańskich została przedstawiona jako wielka korzyść dla Niemiec. Ramstein, w powiecie Kaiserslautern, liczy około 8000 mieszkańców, z których cztery piąte głosuje na CDU (Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną). Na rynku starsza kobieta mówi „Echo der Zeit”, że Ramstein jest „całkiem dobre”, ponieważ wszyscy lekarze są praktycznie w zasięgu spaceru. Infrastruktura jest doskonała, podsumowuje reporter: „Żłobki, szkoły, ośrodki sportowe, basen – wszystko dzięki Amerykanom, którzy tu mieszkają”.
Wliczając mniejsze obiekty, na terytorium Niemiec znajduje się kilkadziesiąt amerykańskich baz wojskowych . Tam, gdzie się znajdują, panuje raj gospodarczy, jak donosi gazeta „Echo der Zeit”: „Gmina Ramstein ma siłę finansową, o jakiej inni mogą tylko pomarzyć”. Jeśli wierzyć najpopularniejszemu programowi w szwajcarskim radiu, obecność armii amerykańskiej to ogromne dobrodziejstwo dla 50-tysięcznego regionu Palatynatu: „Sklepy, właściciele nieruchomości, hotele, restauracje, ale także rzemieślnicy i firmy budowlane – wszystko zależy od armii USA. Według władz podatkowych Amerykanie generują dla regionu dwa miliardy euro wartości dodanej”.
Te dane mogą być dokładne. Jednak nie wszyscy korzystają z tej wartości dodanej w równym stopniu. Burmistrz Ralf Hechler (CDU), od zawsze wielbiciel USA i ich, jak sam mówi, niezrównanych pianek i lodów, wspomina mimochodem, chwaląc armię amerykańską, o braku mieszkań w przystępnej cenie: „Wielu inwestuje tu również wyłącznie w interesy z Amerykanami, w mieszkania, w krótkoterminowy wynajem mieszkań po wygórowanych cenach”.
Według oficjalnych danych, rząd niemiecki finansuje bazy amerykańskie kwotą około stu milionów euro rocznie , o czym program „Echo der Zeit” nie wspomina. Można jednak założyć, że te oficjalne dane stanowią jedynie ułamek rzeczywistych kosztów. Szkody dla środowiska i konsekwencje zdrowotne operacji wojskowych były dotychczas starannie ignorowane.
Te same media, takie jak „Echo der Zeit”, które regularnie przypominają nam o zmianach klimatu, naszym śladzie ekologicznym i naszej „odpowiedzialności za planetę”, są przeważnie ślepe i głuche na jednego z największych trucicieli środowiska: aparat militarno-przemysłowy . Jego emisje CO2 zostały wyłączone z Protokołów z Kioto i innych dokumentów klimatycznych ONZ pod presją państw NATO . Jednak zbrojenia i wojny są dalekie od neutralności klimatycznej.
Wojsko USA jest największym na świecie konsumentem energii. W oficjalnie 868 amerykańskich bazach wojskowych (w rzeczywistości jest ich około tysiąca) zużywa się 320 000 baryłek ropy dziennie. Od dziesięcioleci Pentagon zmaga się z pozwami sądowymi na całym świecie dotyczącymi skażonego gruntu i długoterminowych skutków stosowania amunicji ze zubożonym uranem, używanej przez NATO na przykład w Iraku i na Bałkanach. Zubożony uran to toksyczny metal ciężki, który wdychany lub spożywany wraz ze skażoną żywnością powoduje uszkodzenia nerek i inne choroby.
Podczas startów i lądowań w bazie lotniczej Ramstein rocznie emitowanych jest ponad miliard metrów sześciennych spalin . Zawierają one duże ilości dwutlenku siarki, tlenków azotu, tlenku węgla, dwutlenku węgla, bromu, ołowiu i sadzy. Rakotwórcze paliwo lotnicze NATO JP-8 jest regularnie uwalniane do powietrza przez duże samoloty transportowe przed lądowaniem, ponieważ nie mogą one przekraczać określonej masy startowej. Nieoficjalnie leśnicy ostrzegają przed spożywaniem skażonych owoców i grzybów z lasów w strefie podejścia do bazy lotniczej Ramstein. Baza lotnicza położona jest pośród rezerwatów przyrody i obszarów chronionych.
Byli amerykańscy piloci dronów, tacy jak informator Brandon Bryant, od około dwóch dekad przyczyniają się do nagłośnienia pozasądowych, tajnych zabójstw i ich konsekwencji, co doprowadziło do zaklasyfikowania ich jako przestępstw przez naukowców i ekspertów prawnych na całym świecie. Operatorzy dronów znajdują się gdzieś w Kalifornii lub Nowym Meksyku. Ich sygnały zdalnego sterowania są przesyłane światłowodem do bazy lotniczej Ramstein, a stamtąd przekazywane do dronów szturmowych za pośrednictwem satelity. Z kolei obrazy wideo na żywo i dane z czujników przesyłane są z powrotem tą samą trasą. Ze względu na krzywiznę Ziemi bezpośrednie połączenie satelitarne między kontynentem amerykańskim a Bliskim Wschodem jest technicznie niemożliwe.
Od czasu ataków terrorystycznych z 11 września rządy w Waszyngtonie usprawiedliwiają pozasądowe zabójstwa jako samoobronę. Deklarują, że rząd USA „ma prawo zabić każdą osobę, gdziekolwiek na świecie, która jego zdaniem stanowi zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Rząd USA nie musi formalnie toczyć wojny z krajem, w którym dokonuje zabójstw, ani przedstawiać żadnych dowodów – czy to przed sądem cywilnym, wojskowym, czy opinią publiczną – że zabita osoba popełniła przestępstwo”. Tak opisuje to Medea Benjamin w swojej książce „Drone Warfare: Killings by Remote Control”, jednym z wielu opracowań dokumentujących, jak praktyka „egzekucji w powietrzu” stała się rutyną w USA.
W programie radiowym „Echo der Zeit” wspomniano tylko raz, że baza lotnicza Ramstein jest „kontrowersyjna wśród mieszkańców z powodu pytań o wojnę i pokój”. Mieszkaniec pobliskiego Kaiserslautern powiedział, że „czasami martwi się o to, co może się tam wydarzyć”. Sugerowano, że wojny USA mogą kiedyś dotrzeć do Ramstein. Ten krótki fragment to jedyny cień rzucany na polityczną oazę dobrobytu, jaką były steki T-bone i tomahawk, o których mowa w reportażu.
Na koniec wysłuchaliśmy wypowiedzi Davida Sirakova, dyrektora Akademii Atlantyckiej Nadrenii-Palatynatu, która, jak sama oświadcza, „dąży do zacieśnienia stosunków transatlantyckich” – w istocie jest to akademia wzorowana na koncepcji NATO. Sirakov rozwiewa wszelkie obawy, że zapowiedziane przez Trumpa wycofanie 5000 żołnierzy amerykańskich (5000 z 35 000) może pozostawić Ramstein bezbronnym wobec kryzysu gospodarczego. W Weilerbach koło Kaiserslautern Amerykanie budują obecnie największy szpital wojskowy poza granicami USA, zajmujący powierzchnię ponad stu boisk piłkarskich. Z zaplanowanego budżetu w wysokości 1,8 miliarda euro Niemcy mają pokryć swoją część w wysokości 266 milionów. Budowa tego megaszpitala dowodzi, że przyszłość bazy lotniczej Ramstein jest niezagrożona.
Cała historia w „Echo der Zeit” podąża za tym samym motywem: Bądźmy radośni i szczęśliwi. Groźba wycofania wojsk, którą grozi Donald Trump, nie jest taka zła. Nikt nie zostanie wycofany z Ramstein. Ramstein może nadal funkcjonować jako centrum operacyjne dla amerykańskich wojen i ataków dronów. Przesłanie brzmi jak komunikat prasowy z kwatery głównej NATO w Brukseli: „ Nie martwcie się, wszystko będzie dobrze”.
| * Helmut Scheben (*1947) posiada doktorat z filozofii. W latach 1980–1985 pracował jako reporter agencji prasowej i korespondent dla mediów drukowanych w Meksyku i Ameryce Środkowej. Od 1986 roku był redaktorem tygodnika „WoZ” w Zurychu, a od 1993 do 2012 roku redaktorem i reporterem szwajcarskiej telewizji SRF, w tym przez 16 lat w programie informacyjnym „Tagesschau”. |
Źródło: https://www.infosperber.ch/politik/welt/air-base-in-ramstein-ein-abzug-der-usa-waere-eine-katastrophe/ , June 9, 2026
3 https://de.wikipedia.org/wiki/Liste_der_amerikanische_Milit%C3%A4rstandorte_in_Deutschland
5 https://www.ziviler-friedensdienst.org/de/aktuelles/gastbeitrag-militaer-und-krieg-als-klimakiller
6 https://umwelt-militaer.org/us-air-base-ramstein-altlasten/
7 https://www.pressenza.com/de/2019/06/die-umwelt-killer/
D_Gesellschaft_Scheben_SRF-Meinungsteppich-Ramstein-Air-Base.pdf (2,7 MiB)