Sondaże, łże-sondaże…

„Łże prawica” – 16% ; „Gang Pinokia” poniżej progu wyborczego

Autor: Redakcja, 25 sierpnia 2026

AIX

W najnowszym sondażu nazywanym przez niektórych sondażem badającym aktualny stan ogłupienia Polaków, do przyszłego Sejmu III RP „wchodzą” cztery partie.

Języczkiem uwagi są niezdecydowani ze strefy propagandowego zgniotu. Jeżeli posłuchają apeli o bojkot wyborów, to w zależności od wariantu:

  1. Absencji – do Sejmu mają szansę dostać się jeszcze pozostałe lewicowe ugrupowania.
  2. Oddania nieważnego głosu – Wynik wyborów będzie zbliżony do wyników sondażu.
  3. Gdyby niezdecydowani, w akcie buntu, zagłosowali na obydwie Konfederacje, po raz pierwszy w historii III RP prawica uzyskałaby większość.

W wariancie uwzględniającym tylko „zdecydowanych” wygląda to tak:

Jak widać, “Rozwój plus” – Polska minus, również nie dostałby się do Sejmu.

Dylematy. To oni. MEM-y III.

[MD: To przejęzyczenie AM. Piłsudskiego dziwaczny pogląd dotyczył Powstania Styczniowego]

——————————————-

————————————–

——————————————-

——————————

——————————-

——————————–

————————————————————

——————————

———————————————————–

—————————–

————————————–

MeRdia uczą !! MEM-y II

————————–

——————————————

—————————————–

—————————————

———————————————-

———————————————————-

———————————–

——————————–

——————————-

—————————————

———————-

——————————————

MEM-y poranne

—————————–

————————————————-

——————————

—————————-

———————————————–

————————————

—————————————

—————————–

—————————————————–

„Wyborcza” wini Polaków za ludobójstwo na Wołyniu

„Wyborcza” wini Polaków za ludobójstwo na Wołyniu

24.08.2026 Andrzej Kumor wolnemedia/wyborcza-wini-polakow-za-ludobojstwo-na-wolyniu

Nie ucisk, lecz ideologia. Rzeź wołyńska nie była „odwetem” za politykę II RP, lecz realizacją programu nacjonalizmu integralnego Dmytra Doncowa.

———————————————-

W najnowszym „Magazynie Wyborczej” Adam Michnik publikuje tekst pod wymownym tytułem „Dobrzy ludzie z Ukrainy”. Już na okładce pojawia się teza, która ma tłumaczyć zbrodnie OUN-UPA: jeśli ruch wyzwoleńczy narodu uciskanego dopuszcza się zbrodni na narodzie panującym, to przyczyną jest ucisk narodowy, a nie wola wyzwolenia. Innymi słowy – winna jest przede wszystkim Polska i jej polityka narodowościowa. To klasyczna figura, która od lat wraca w części polskiej debaty publicznej: zbrodnia ma być konsekwencją, a nie wyborem ideologicznym.

To twierdzenie jest fałszywe zarówno historycznie, jak i moralnie.

Ideologia powstała wcześniej i niezależnie od „ucisku”

Dmytro Doncow sformułował swoją doktrynę „nacjonalizmu czynnego” (integralnego) już w latach 20. XX wieku, a kluczową książkę Nacjonalizm wydał w 1926 r. – na długo przed największymi napięciami polsko-ukraińskimi drugiej połowy lat 30. i przed „pacyfikacją” 1930 r. Jego myśl czerpała z faszyzmu włoskiego, nietzscheanizmu, elitaryzmu i darwinizmu społecznego. Naród miał być organizmem biologicznym, którego przetrwanie usprawiedliwia wszelkie środki. Moralność, prawo, humanitaryzm – to przesądy słabych. Potrzebna była „mniejszość inicjatywna” zdolna do bezwzględności, nienawiści jako siły twórczej i „kamiennego serca”.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), założona w 1929 r., przyjęła tę ideologię niemal jako kanon. Bandera i jego frakcja (OUN-B) poszli jeszcze dalej w kierunku totalitarnego, etnicznie czystego państwa. Program „oczyszczenia” ziem z „obcych elementów” – Polaków, Żydów, Rosjan – nie był spontaniczną reakcją na polską politykę. Był konsekwencją przyjętego światopoglądu. Polskie władze międzywojenne prowadziły politykę asymilacyjną, czasem represyjną (pacyfikacje po ukraińskich sabotażach, ograniczenia szkolnictwa, faworyzowanie osadników), ale nie planowały fizycznej likwidacji narodu ukraińskiego. OUN od początku głosiła rewolucję narodową i dyktaturę, a nie reformę w ramach demokracji.

Rzeź była planowaną czystką etniczną

Masakry na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w 1943–1944 r. nie były „eksplozją nienawiści” wywołaną polskim uciskiem. Były operacją przygotowaną. Latem 1943 r., zwłaszcza w „krwawą niedzielę” 11 lipca, sotnie UPA (często z udziałem miejscowej ludności) systematycznie atakowały polskie wsie. Szacunki ofiar polskich wahają się od około 50–60 tys. na samym Wołyniu do 100 tys. łącznie z Galicją. Metody były celowo bestialskie: siekiery, piły, noże, gwałty, tortury – nie chodziło tylko o zabicie, lecz o zastraszenie i wymazanie śladów obecności.

Decyzje zapadały na poziomie dowództwa OUN-B. Dmytro Kłaczkiwśkyj („Kłym Sawur”) wydał rozkazy o „generalnej fizycznej likwidacji całej polskiej ludności”. To nie był odwet za konkretne polskie działania w 1943 r. – to była realizacja wcześniejszego programu etnicznego oczyszczenia terytorium, które uważano za „ukraińskie etnograficznie”.

Ofiarami nie byli tylko Polacy

Jeśli rzeź miała być jedynie „reakcją na polski ucisk”, to dlaczego ginęli również inni? UPA i oddziały OUN mordowały Żydów, którzy przeżyli niemiecką Zagładę i ukrywali się w lasach. Mordowano Czechów (szacunki mówią o około 350 ofiarach wśród mniejszości czeskiej na Wołyniu, poza niemiecką zbrodnią w Czeskim Malinie), Ormian, Rosjan, Gruzinów, a także Ukraińców, którzy ratowali Polaków, byli w mieszanych małżeństwach albo po prostu nie podporządkowali się „lini partii”. Źródła polskie i zachodnie zgodnie wskazują na setki ofiar spośród tych mniejszości. To nie wygląda na „odwet za politykę narodowościową państwa polskiego”. Wygląda na realizację programu etnicznej homogeniczności.

Niebezpieczeństwo zamiatania pod dywan

Dziś, gdy Ukraina broni się przed rosyjską agresją, łatwo ulec pokusie, by „nie drążyć” tematu Bandery, OUN i UPA. Część ukraińskiej pamięci oficjalnej uczyniła z nich bohaterów walki o niepodległość, a krytykę tej legitymizacji traktuje się jako „rosyjską propagandę” albo „polski nacjonalizm”. To błąd.

Ideologia Doncowa i praktyka OUN-UPA zawierały wyraźne elementy nazistowskie i totalitarne. Współpraca części OUN z Niemcami w 1941 r., udział w pogromach, a później samodzielna czystka etniczna – to fakty, nie „narracja”. Zamiatając je pod dywan, nie buduje się trwałego pojednania. Buduje się fałszywy fundament, na którym łatwo odradzają się skrajne nurty. W warunkach wojny i kryzysu to szczególnie niebezpieczne. Prawda historyczna nie jest „szkodzeniem Ukrainie”. Jest warunkiem, by Ukraina – i relacje polsko-ukraińskie – nie nosiły w sobie ziarna przyszłych konfliktów.

Polityka II RP wobec mniejszości ukraińskiej była niedoskonała, a miejscami krzywdząca. Nie była jednak przyczyną ludobójstwa. Przyczyną była ideologia, która uczyniła z nienawiści i bezwzględności cnoty narodowe. Tego faktu nie da się wymazać żadną „perspektywą ukraińskich okularów”.

Historia nie lubi usprawiedliwień, które zamieniają sprawców w ofiary okoliczności. Rzeź wołyńska była wyborem. Wyboru ideologicznego. I właśnie dlatego nie wolno go dziś relatywizować.

Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net

Szarlatani i biurokraci

Stanisław Michalkiewicz

   Nieubłaganie zbliża się termin wyborów do Sejmu i Senatu, które według wszelkiego prawdopodobieństwa powinny się odbyć w okolicach października przyszłego roku. Czasu – jak widzimy – zostało niewiele, więc jest to ostatnia okazja, by ambicjonerzy polityczny pokazali, w jaki sposób zamierzają obywatelom przychylać nieba. Te sposoby są dwojakie; jedni ambicjonerzy zapowiadają, ile to pieniędzy przeznaczą gwoli przychylenia obywatelom nieba, a inni z kolei deklarują, że pieniędzy wprawdzie nie będą dawali, ale też nie będą ich obywatelom zabierali.

Sęk bowiem w tym – czego zdecydowana większość obywateli naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju nie rozumie – że rząd nie wytwarza żadnego bogactwa, więc jeśli zapowiada, że będzie rozdzielał pieniądze, to znaczy – że najpierw będzie musiał skądś je wziąć – a skąd, jeśli nie od obywateli? Jeśli rządowi brakuje pieniędzy – a chyba nie ma rządu, któremu by ich nie brakowało – no, może z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej, która rzeczywiście sama nie wie, co robić z pieniędzmi – to ma trzy możliwości. Po pierwsze – może podnieść podatki.

Ale tu litościwa natura wprowadziła hamulec w postaci tzw. „efektu Laffera”. Polega on na tym, że podniesienie podatków przysparza rządowi dochodów tylko do pewnego momentu. Jeśli rząd podniesie podatki ponad pewien poziom, dochody zaczynają mu się gwałtownie zmniejszać. Wyjaśnienie tego paradoksu jest proste. W każdej gospodarce jest pewna liczba podmiotów bardzo rentownych, większość – na średnim poziomie rentowności i pewna liczba podmiotów na pograniczu rentowności – ale przy określonym poziomie opodatkowania.

Jeśli poziom opodatkowania wzrośnie, to podmioty, które były na pograniczu rentowności, przestają być rentowne i od nich nie ma nie tylko większego podatku, tylko w ogóle żadnego. Z kolei podmioty, będące uprzednio na średnim poziomie, spadają na pogranicze rentowności i instynkt samozachowawczy skłania ich do oszukiwania. Od nich też nie ma większego podatku, tylko raczej mniejszy. Wreszcie podmioty wcześniej bardzo rentowne, spadają do poziomu średniego i jeśli nawet jeszcze nie oszukują, to osiągają mniejsze dochody i płacą odpowiednio mniejsze podatki.

Zatem kolejnym sposobem zdobycia przez rząd pieniędzy jest sprzedanie czegoś, co ktoś chce kupić. Nasz nieszczęśliwy kraj już chyba wszystko wyprzedał, może z wyjątkiem Lasów Państwowych, więc tu większej możliwości manewru już nie ma.

Trzecim sposobem pozyskania przez rząd pieniędzy jest pożyczenie ich. I to jest właśnie ten sposób, z którego wrażliwe społecznie rządy naszego nieszczęśliwego kraju korzystają ponad podziałami. W rezultacie dług publiczny przekroczył już 3 biliony złotych i rośnie z szybkością 1800 mln zł dziennie.

Ale musimy zdawać sobie sprawę, że rząd pożyczając pieniądze od  lichwiarskiej międzynarodówki, musi dawać jakieś zabezpieczenie pożyczki. Tytułem zabezpieczenia rząd po prostu zastawia dochody z przyszłych podatków. Oznacza to jednak, że zdobywa pieniądze kosztem sprzedawania własnych obywateli w niewolę lichwiarskiej międzynarodówce. Dług publiczny trzeba bowiem „obsługiwać” to znaczy  – płacić procenty.

W rezultacie obywatele z tytułu „obsługi” długu publicznego muszą oddawać lichwiarskiej międzynarodówce coraz większą część bogactwa, jakie swoją pracą wytwarzają – a więc popadają w niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Istotą niewolnictwa jest bowiem to, że niewolnik musi pracować na swojego pana – no a taki właśnie los wypadł nam. W tych warunkach demokracja polityczna sprowadza się do tego, że obywatele mogą sobie wybrać albo jednego, albo drugiego poborcę podatkowego w służbie lichwiarskiej międzynarodówki – a i to nie zawsze.

   Dotychczasowe wyniki wyborów pokazują, że zdecydowana większość obywateli naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju tych prostych zależności nie rozumie ani w ząb – toteż nic dziwnego, że polityczni ambicjonerzy obiecują im złote góry – ile to pieniędzy między nich rozdzielą – i to „za darmo” – a ci, niczym stado baranów, udzielają im poparcia – i w ten sposób „biznes sze kręczy” – ku uciesze lichwiarskiej międzynarodówki. Czasami jednak taki jeden z drugim polityczny ambicjoner próbuje pokazać, że troszczy się o obywateli również w inny sposób.

Tak właśnie zrobił obywatel Tusk  Donald, kierując do Sejmu rządowy projekt ustawy o Rzeczniku Praw Pacjenta, potocznie zwaną „lex szarlatan”, z uwagi na zawarte tam przepisy, godzące w samozwańczych lekarzy „z bożej laski”, którzy za pieniądze przyjmują pacjentów, zalecając im rozmaite „cudowne” terapie.

Pan prezydent Nawrocki skierował tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na to, że Sejm wrzucił do jednego worka z „szarlatanami” również zielarzy, fizjoterapeutów i podobnych przedsiębiorców.

Prezydent uznał, iż może to godzić w konstytucyjną zasadę swobody działalności gospodarczej i stąd decyzja o skierowaniu ustawy do TK. Niezależnie od tego skierował do Sejmu własny projekt „lex szarlatan”, sprowadzający się w gruncie rzeczy do proklamowania nowego przestępstwa w postaci „nakłaniania  do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych”. Drugą istotną różnicą między projektem prezydenckim i rządową ustawą „lex szarlatan” jest to, że na podstawie tej ustawy, decyzję w sprawie „szarlatana” podejmowałby urzędnik, a nie sąd, przed którym – przynajmniej teoretycznie – obowiązuje zasada kontradyktoryjności.

Teoretycznie – bo w praktyce naszego – pożal się  Boże – „wymiaru sprawiedliwości” ostatnie słowo mają raczej oficerowie prowadzący to znaczy – stare kiejkuty, czy ABW – niż strony procesowe. Niezależnie od tego niezwiśli sędziowie nie są też niewrażliwi na brzęczące argumenty, dlatego opinie, że w naszym nieszczęśliwym kraju pan Marcin Romanowski, czy Zbigniew Ziobro nie mogą liczyć na uczciwy proces, są całkowicie uzasadnione. Dodałbym, że nie tylko oni, ale w ogóle NIKT na uczciwy proces w naszym bantustanie liczyć nie powinien.

   Wróćmy jednak do „lex szarlatan” i krytyki decyzji pana prezydenta ze strony obywatela Tuska Donalda. Właśnie oznajmił on, ze jego vaginet przeznaczy dodatkowe 17 mld złotych na „ochronę zdrowia”. Dzieje się tak w sytuacji, gdy np. szpital w Miastku właśnie ogłosił upadłość, a wiele innych, jeszcze bardziej zadłużonych, też powinno to zrobić – ale się wstrzymuje, bo nikt nie wie, co w tej sytuacji robić dalej.

Pani Jolanta Sobierajska-Grenda piastująca w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę ministra zdrowia, wymyśla rozmaite cudowne terapie, które – na zasadzie  dalszego doskonalenia tego biurokratycznego żerowiska – miałyby przynieść znakomite rezultaty – ale to jeszcze większa szarlataneria, niż działalność rozmaitych szamanów i cudotwórców medycznych. Oni działają detalicznie, podczas gdy pani Sobierajska-Grenda – hurtowo.

Powrót Nord Stream

Powrót Nord Stream

Jeśli ktoś w Polsce uważa, że sprawa Nord Stream jest już definitywnie zamknięta – to się myli. Nie jest zamknięta z dwóch powodów.

Po pierwsze, niemieckie śledztwo zostało zakończone i wskazało na sprawców grupę ukraińskich płetwonurków posługujących się jachtem „Andromeda” (na zdjęciu). Po drugie, także rola gospodarcza Nord Stream nie jest już przeszłością. Są gotowe plany, także amerykańskie, ponownego uruchomienia tego gazociągu po zakończeniu wojny na Ukrainie. A więc, jak mawiał klasyk, „ta czaszka może się jeszcze uśmiechnąć”.

Ale zanim do tego dojdzie czeka nas proces Ukraińców, którzy wysadzili Nord Stream we wrześniu 2022 roku. Jeden z nich, Wołodymyr Ż., do niedawna ukrywał się w Polsce korzystając z ochrony politycznej i sądowej. Mimo wydania przez Niemcy Europejskiego Nakazu Aresztowania – sąd polski pod przywództwem Dariusza Łubowskiego nie tylko odmówił wydania Ukraińca, ale ustami pana sędziego uczynił zeń wręcz bohatera całej ludzkości.

Co ciekawe, ale także najbardziej „europejski” premier w historii Polski, Donald Tusk, pochwalił pisowskiego sędziego, mimo że z punktu widzenia czysto prawnego nie miał on żadnych podstaw do podjęcia takiej a nie innych decyzji. Wydawało się więc, że sprawa jest zamknięta. Nic z tych rzeczy. Wołodymyr Ż., skuszony pieniędzmi jako ekspert kręconego w Chorwacji filmu amerykańskiego na kanwie jego wyczynu – został zatrzymany. Teraz sąd chorwacki prawie na pewno wyda go Niemcom.

Wołodymyr Ż.

I co wtedy? Wtedy wyjdzie na jaw udział Polski w tym akcie terroru. Na czym on polegał? Czy na operacyjnej pomocy grupie ukraińskich terrorystów, którzy mieli swoją bazę w Polsce, którzy pod szyldem firmy zarejestrowanej w Polsce  przygotowali zamach, i którzy korzystali z portu w Kołobrzegu? Czy też „tylko” na usilnym zacieraniu śladów już po zamachu i dezinformowaniu śledczych niemieckich, którzy zwracali się do władz polskich z prośbą o pomoc.

Proceder ten ujawnił w wydanej także u nas książce pt. „Wysadzić Nord Stream” amerykański dziennikarz śledczy Bojan Pancevski. Książka jest u nas przemilczana, czemu trudno się dziwić. No bo jak czytamy tam, że kiedy Niemcy zwrócili się do Polski o nagrania monitoringu z portu w Kołobrzegu, najpierw przez parę miesięcy strona polska milczała, a potem odpowiedziała, że takich nagrań nie ma. Odmówiła też danych z telefonów, którymi posługiwali się w Polsce Ukraińcy. Mało tego, Stanisław Żaryn, wówczas pełnomocnik rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej w rządzie PiS-u – świadomie dezinformował stronę niemiecką przekonując, że cała sprawa jest „rosyjską prowokacją”, a tak naprawdę to sami Rosjanie wysadzili swój gazociąg. To było wtedy oficjalne stanowisko Polski.

Donald Tusk wszedł w buty Stanisława  Żaryna i w komentarzu na temat zatrzymania Wołodymyra Ż. stwierdził, że to nie on powinien być ścigany, ale… twórcy Nord Stream! Zapomniał chyba, że był to projekt nie tylko rosyjski, ale europejski. Przypomnijmy. Akcjonariuszami Nord Stream AG były następujące firmy: Gazprom International Projects LLC, spółka zależna Gazprom – 51%, Wintershall Dea AG – 15,5%, PEG Infrastruktur AG, spółka zależna E.ON Beteiligungen – 15,5%, N.V. Nederlandse Gasunie – 9%, Engie (Francja) – 9%. Przestępstwo jest przestępstwem, straty są stratami – i w wypadku skazania Ukraińców firmy te mogą wystąpić o odszkodowanie nie tylko pod adresem Ukrainy, ale i Polski. Trudno nie nazwać postawy Polski w tej sprawie innym terminem jak obłęd.

Jan Engelgard  

Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)

Twój kraj jest młodszy, niż mój brat. MEM-y VIII.

——————————–

——————————————

——————————–

——————————————–

————————————

—————————-

———————————————————

————————————-

———————————————-

Prężnie działające lobby. MEM-y VI.

———————————-

—————————-

—————————————

——————————————–

——————————————

—————————

—————————————-

————————————–

———————

Świat jest mały, ręka rękę myje. MEM-y V.

——————————–

———————————

———————————

———————————–

—————————————-

—————————-

————————–

——————————————————————-

———————————–

Tradycyjna chlebowość. Dr. hab. Barbara Mróz-Gorgoń. MEM-y IV.

—————————–

—————————————–

—————————————————

——————————-

———————–

———————————–

——————————————-

———————————

———————–

————————————–

-=———————————–

O dalszy rozwój socjalistycznej praworządności

O dalszy rozwój socjalistycznej praworządności

23.08.2026 Stanisław Michalkiewicz nczas/o-dalszy-rozwoj-socjalistycznej-praworzadnosci

Jak wynika z potępieńczych swarów, które nie ucichają nawet w okresie, kiedy nasz Parlament zgodnie z demokratyczną tradycją na cały sierpień rozpełza się ad aquas, jedną z największych bolączek trapiących nasz nieszczęśliwy kraj jest sytuacja na odcinku praworządności.

Najgorzej wygląda sytuacja na odcinku władzy sądowniczej, gdzie nie wiadomo do końca, którzy sędziowie są sędziami, a którzy – przebierańcami – w zależności od tego, kto ich rekomendował do mianowania na urząd sędziego – czy „stara” Krajowa Rada Sądownictwa, która została powołana „nieprawidłowo” przez „upolityczniony” Sejm, czy nowa, do której kandydatury wysunęły zatwierdzone przez Judenrat i służby organizacje sędziowskie, a które apolityczny Sejm skwapliwie przyklepał, rozumiejąc, że próżno byłoby wierzgać przeciwko ościeniowi.

W dodatku pan prezydent Nawrocki wręczył nominacje delikwentom, wśród których obywatel Żurek Waldemar dopatrzył się też nieprawidłowości, więc nie wiadomo, co właściwie z tym fantem teraz zrobić.

Ale to drobiazg niewątpliwy w porównaniu z torującą sobie drogę nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju, ale i w Unii Europejskiej zasadą odpowiedzialności zbiorowej. Jak pamiętamy, w czerwcu 2021 roku Naczelnik Państwa przy pomocy klubu Lewicy przeforsował w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, na podstawie której Komisja Europejska uzyskała dwa nowe uprawnienia; do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i do nakładania „unijnych” podatków.

Dzięki temu w końcowej fazie epidemii zbrodniczego koronawirusa Reichsführerin Urszula Wodęleje zamówiła w firmie Pfizer wielkie ilości szczepionek. Aliści w roku 2022 zimny ruski czekista Putin rozpoczął „specjalną operację wojskową” przeciwko Ukrainie. Wskutek tego przez przejścia graniczne do Polski runęła z Ukrainy fala uchodźców, którzy nie tylko nie mieli maseczek, ale nawet certyfikatów, że zostali prawidłowo wyszczepieni – co było ponoć niezbędne dla stawiania czoła zbrodniczemu koronawirusowi.

W tej sytuacji utrzymywanie tych zbawiennych nakazów stało się za bardzo śmieszne, więc zostały one uchylone – i w ten sposób z dnia na dzień zimny ruski czekista Putin położył kres epidemii. Ale za zamówione szczepionki, których nasz nieszczęśliwy kraj nie chciał już odbierać, Pfizer zażądał zapłaty – jednak nie od Reichsführerin Urszuli Wodęleje – tylko od członkowskich bantustanów. Reichsführerin bowiem mogła tylko „zamawiać”, natomiast płacić miał już kto inny – podobnie jak w przypadku „pożyczek” zaciąganych przez Komisję Europejską – które muszą spłacać członkowskie bantustany.

Tedy niezwisły sąd w Belgii nakazał Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej zapłacić Pfizerowi prawie 6 mld złotych i zajął jej wierzytelności, obejmujące należności od linii lotniczych za usługi w zakresie kontroli ruchu lotniczego w polskiej przestrzeni powietrznej. Wyrok nie jest prawomocny i polski rząd złożył apelację – ale apelacja nie wstrzymuje egzekucji. Agencja sprzeciwia się zajęciu, wskazując, że ani nie jest polskim rządem, ani nie zawierała z Pfizerem żadnej umowy, ale – jak to z niezawisłym sądem – nie wiadomo, czy to coś da. Jak tam będzie – tak tam będzie, ale przykład ten pokazuje, że w Unii Europejskiej triumfuje zasada odpowiedzialności zbiorowej: kto inny zaciąga pożyczki czy zawiera umowy, a kto inny musi za to płacić – chociaż na dobry porządek nie ma z tym wszystkim nic wspólnego.

Jednak nie możemy zapominać, że zasada odpowiedzialności zbiorowej legła u podstaw praworządności socjalistycznej, zarówno w wydaniu bolszewickim – gdzie podstawą represji była na przykład przynależność do rodziny skazańca – jak i w narodowo – socjalistycznym wydaniu, gdzie np. podstawą represji była przynależność delikwenta do narodu żydowskiego. Ponieważ od wejścia w życie traktatu z Maastricht w roku 1993 budujemy IV Rzeszę, to wydaje się, że Rzesza IV nie może w sposób istotny różnić się od Rzeszy III, a skoro tak, to nic dziwnego, że ze skarbnicy praworządności socjalistycznej wydobyto zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

Ale triumfuje ona nie tylko w sprawach zwanych „biznesowymi”. Jak wiadomo, jedną z dynamicznie rozwijających się dziedzin gospodarki socjalistycznej jest przemysł molestowania. Ogólnie polega on na tym, że niezależne media, zwłaszcza te zaangażowane w socjalistyczne przemiany, molestowanie bardzo potępiają, nie tylko stając po stronie ofiar, wśród których, ma się rozumieć, dominują panie – chociaż zdarzają się wyjątki – a w razie potrzeby, nawet „dodają dramatyzmu”, żeby historia lepiej się medialnie sprzedawała, między innym dzięki tak zwanym „dreszczykom”.

Warto zwrócić uwagę, że na przestrzeni lat doszło do pewnej ewolucji tej gałęzi przemysłu. O ile przedtem ofiary molestowania kierowały swoje oskarżenia byle jak, bez żadnej myśli przewodniej, o tyle w miarę rozwoju branży sprawę wzięli w swoje wypróbowane ręce promotorzy rewolucji komunistycznej i nadali oskarżeniom wyraźny kierunek. Głównym podejrzanym o skłonności do molestowania stało się duchowieństwo katolickie ze względu na utrzymujący się w tym środowisku celibat, który i wcześniej budził rozmaite podejrzenia. Niestety poziom zamożności poszczególnych przedstawicieli przewielebnego duchowieństwa bywa zróżnicowany, to znaczy – obok księży zamożnych są też księża ubodzy, a już tacy zakonnicy, to nawet składają śluby ubóstwa – i tu właśnie pojawiła się pokusa zastosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej.

Chodzi o to, by – niezależnie od osobistej zamożności delikwenta oskarżanego o molestowanie – odpowiedzialność majątkową egzekwować od Kościoła, to znaczy – od diecezji, do której delikwent jest inkardynowany. Diecezje – w odróżnieniu od wielu parafii – bywają zasobniejsze. W ten sposób na jednym ogniu można upiec dwie, a nawet trzy pieczenie: po pierwsze oskarżyciel może liczyć na profity, co sprzyja stałemu dopływowi delatorów do systemu, po drugie – można w ten sposób szlamować Kościół katolicki, który zawsze był solą w oku dla promotorów czy choćby zwolenników rewolucji komunistycznej i wreszcie – po trzecie – sprzyja to ugruntowaniu zasady odpowiedzialności zbiorowej, która dla praworządności socjalistycznej ma znaczenie fundamentalne.

Na tym jednak zasada odpowiedzialności zbiorowej się nie wyczerpuje. Na końcu kościelnego łańcucha pokarmowego są bowiem parafianie. Nie należą oni do stanu duchownego, więc nikomu nie przychodzi do głowy, by przeciwko nim kierować nawet podejrzenia o molestowanie – ale to właśnie oni w ostatniej instancji są obciążeni obowiązkiem spłacania odszkodowań czy „zadośćuczynień” orzeczonych przez niezawisłe sądy, których funkcjonariusze często czy może nawet nigdy nie zdają sobie sprawy, że stanowią zbrojne ramię komunistycznej rewolucji.

Podrabianie moczu. MEM-y II.

A co to?? Cookie stuffing (nadziewanie ciasteczek) to nieuczciwa praktyka w marketingu afiliacyjnym. Polega na potajemnym wstrzykiwaniu plików cookie partnera (afilianta) do przeglądarki użytkownika

————————

——————————–

——————————————

————————-

—————————

———————————————

[iiiii… tam… Głupiemu wrogowi trza dokopać, by się obudził…]

————————————————-

————————————-

————————————————–

Aferoteka. MEM-y I.

————————————

—————————————————-

—————————————————————————————-

————————————–

——————————————————–

———————————

—————————-

—————————————–

Pokłosie święta Wojska Polskiego

Pokłosie święta Wojska Polskiego

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  23 sierpnia 2026 michalkiewicz

Tegoroczne obchody Święta Wojska Polskiego odbyły się pod znakiem sporu między panem prezydentem Karolem Nawrockim, a vaginetem obywatela Tuska Donalda. Jak zwykle poszło o pieniądze – bo powiedzmy sami – o cóż innego może spierać się z kimkolwiek vaginet obywatela Tuska Donalda, albo i Volksdeutsche Partei? Tym razem chodziło o to, za jakie pieniądze najlepiej wyposażać naszą niezwyciężoną armię. Obywatel Władysław Kosiniak-Kamysz uważa mianowicie, że najlepiej wyposażać naszą niezwyciężoną armię za pieniądze pożyczone, podczas gdy pan prezydent Nawrocki uważa, że jeszcze lepiej – za własne.

Chodziło oczywiście o pożyczkę SAFE, którą wprawdzie prezydent Nawrocki ustawowo zawetował, ale vaginet obywatela Tuska Donalda machnął ręką na te wszystkie veta i pożyczkę wziął. Akurat wtedy pelnomocniczką vaginetu do sprawy pożyczki była pani Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, której wysiłki musiała zauważyć i docenić sama Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, bo wkrótce potem pani Magdalena została wiceministrem obrony narodowej u boku obywatela Kosiniaka-Kamysza Władysława – czy przypadkiem nie gwoli dopilnowania, by pieniądze trafiły tam, gdzie trzeba – zgodnie z kolejnością dziobania?

Gdyby tak było, to by znaczyło, że panią Magdalenę prowadzi Mocna Ręka, kto wie, czy nie mocniejsza od ręki, która w swoim czasie prowadziła obywatela Tuska Donalda po brukselskich salonach, gdzie zrobiono z niego człowieka? Dopiero na tym tle lepiej rozumiemy fałszywe pogłoski, według których pani Magdalena – tylko patrzeć – jak wygryzie obywatela Tuska Donalda ze stanowiska premiera i sama nim zostanie. Tymczasem pan prezydent Nawrocki uważa, że naszą niezwyciężoną armię najlepiej byłoby wyekwipować z pieniędzy własnych, które uciułał Narodowy Bank Polski w postaci złota w ilości ponad 600 ton.

Toteż w przemówieniu poprzedzającym defiladę pan prezydent zauważył, że na sztandarach Wojska Polskiego wypisane było hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna” – ale nie żadne SAFE. W słowach pełnych treści odpowiadał mu przez 40 minut obywatel Władysław Kosiniak-Kamysz, a swoje dołożył odbierający defiladę morską i kolonialną obywatel Tusk Donald, który poszedł na całość i oskarżył pana prezydenta Nawrockiego w związku z SAFE o „zdradę”. Ponieważ i pan prezydent przemawiał też około 40 minut, a po nim – obywatel Kamysz-Kosiniak – to żołnierze stojący przez tyle czasu na palącym słońcu podobno zaczęli mdleć. Na szczęście przemówienia się skończyły i defilada odbyła się już bez żadnych zakłóceń – chociaż ruski minister spraw zagranicznych Ławrow odgrażał się, że Rosja będzie karcić kraje wspierające Ukrainę.

Nie znaczy to, że te okazjonalne przemówienia nie wywołały żadnego rezonansu. Odezwała się niezawodna pani Joanna Szczepkowska, która nie zostawiła na panu prezydencie suchej nitki zarówno za „Boga, Honor i Ojczyznę”, jak i za pochwałę „obrońców Monte Cassino”. Od razu widać było, że pani Szczepkowska pana prezydenta nie kocha. A kogo kocha? Tego, rzecz prosta, nie wiemy, ale nie można wykluczyć, że jeśli już, to kocha pana Rafała Trzaskowskiego i – podobnie jak wiele innych autorytetów moralnych – nie może przeboleć, że to nie on został prezydentem. A teraz jeszcze wrogie siły pod nim ryją i zebrały już 40 tys. podpisów za zorganizowaniem referendum, w następstwie którego Rafał Trzaskowski straciłby stanowisko prezydenta Warszawy.

O ile pani Szczepkowska mogła kierować się rozmaitymi sentymentami, o tyle spięcie, do jakiego doszło na antenie telewizji „Polsat” między panią red. Gozdyrą Agnieszką, a panem red. Jankowskim Grzegorzem, miało już inne tło. Pani Agnieszka ma w Polsacie fuchę prowadzącej tak zwane „debaty”, w ramach których sztorcuje gości udzielających jej nieprawidłowych odpowiedzi na zadawane pytania, podczas gdy pan Grzegorz często podnosi głos, symulując uczucie zgrozy na widok rozmaitych bolączek. Gwoli podniesienia wiarygodności, „Polsat” puszczał na swojej antenie reklamę obydwu programów Najsampierw dowiadywaliśmy się, że „krzyk nie rozwiąże żadnego problemu”, „a milczenie nie zatrzyma ważnych pytań”, a potem pani Agnieszka i pan Grzegorz pokazywali, jak pięknie się różnią. Tym razem sytuacja wymknęła się spod kontroli i w pewnym momencie rozwścieczona pani Agnieszka poleciła panu Grzegorzowi, by „się nie darł”. Inna rzecz, że tym razem chodziło o Ukrainę – a wiadomo, że z Ukrainą nie ma żartów. Jak ujawnił już dawno pan Grzegorz Jasina, Polska ma być „sługą narodu ukraińskiego” – i najwyraźniej pani Agnieszka czuje się postawiona na straży, więc reaguje na każdą próbę „szczucia”. „Szczucie” bowiem zostało pryncypialnie potępione przez Judenrat, którego Główny Cadyk, to znaczy – pan red. Adam Michnik – zaraz po ogłoszeniu strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, nie tylko rzucił hasło: „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, ale również na lamach „Gazety Wyborczej” doniósł gdzie trzeba, że w Polsce panuje „atmosfera przedpogromowa”, a w ogóle to „Polska brunatnieje”.

W przekonaniu, że na taką poważną zastawkę oddźwięk musi być natychmiastowy, Judenrat zamarł w oczekiwaniu na rezonans. Niestety, poza codziennymi doniesieniami Propaganda Abteilung o „atakach” na „Ukraińców”, żadnego odzewu nie było – aż Judenrat musiał podkręcić „Kościół”, że „milczy”, chociaż „larum grają”. Toteż, co prawda, bodaj po tygodniu, odezwał się jednak Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś, surowo napominając parafian, że Ukraińcom powinni nadstawiać „drugi policzek”. W tej sytuacji trudno się dziwić i pani Agnieszce, że nie mogła już „pięknie się różnić” z panem Jankowskim, tylko sobie ulżyła. Ukraiński prezydent też nie czekał, tylko urządził z przytupem pochówek Jewgienijowi Konowalcowi, twórcy i pierwszemu przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, od której zaczęły się wszystkie paroksyzmy. Znaczy – pierwszy kandydat do „Panteonu” już jest, no a po nim przyjdą następni. My zaś będziemy nadstawiali drugi policzek, a jak policzków nie wystarczy, to nadstawimy co innego – bo skoro „wszyscy jesteśmy Ukraińcami” – jak zarządził pan red. Adam Michnik – to widać, że z aktualnego rozdania taki los wypadł nam.

Tymczasem prezydent Donald Trump wpadł na pomysł, by zakończyć wojnę ze złowrogim Iranem, rozciągając amerykańską suwerenność nad cieśniną Ormuz. To świetny pomysł, a ja bym dodał, że na świecie jest jeszcze bardzo wiele miejsc, które można by przyłączyć do Ameryki – między innymi nasz bantustan, z którego utrzymaniem mamy coraz większe zgryzoty. Jeśli nie teraz – to kiedy?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Trafia się nam okazja

Trafia się nam okazja

Stanisław Michalkiewicz; serwis „Prawy.pl” 22 sierpnia 2026 michalkiewicz

Wprawdzie do 1 kwietnia jeszcze daleko, ale mimo to prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump już 15 sierpnia ogłosił, że „wkrótce” cieśnina Ormuz stanie się częścią terytorium Stanów Zjednoczonych. Niektórzy obserwatorzy widzą w tym akt desperacji prezydenta Trumpa, który już nie wie, jak zakończyć, a właściwie – jak wyplątać Amerykę z wojny, w którą wkręcił ją bezcenny Izrael. Rzeczywiście – wiele wskazuje na to, że prezydent Trump nie został przez premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela nawet poinformowany o celach tej wojny.

Inna sprawa, że Beniamin Netanjahu wcześniej publicznie deklarował, iż „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela” – a więc Izraela rozciągającego się „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat” – zgodnie z obietnicą, jaką Stwórca Wszechświata miał złożyć pewnemu mezopotamskiemu koczownikowi. Realizacja tej idei jest już całkiem zaawansowana; Izrael, przy pomocy Stanów Zjednoczonych, doprowadził już do politycznego obezwładnienia państw leżących na tym obszarze – tak, że jedynie złowrogi Iran staje okoniem. Z punktu widzenia bezcennego Izraela rozgromienie złowrogiego Iranu nabiera zatem pozorów racjonalności.

Gorzej to wygląda z punktu widzenia interesów Stanów Zjednoczonych – ale wiadomo przecież, że amerykańscy twardziele w podskokach wykonują wszystkie zachcianki, jakich zażądają od nich Żydowie, a nawet zgadują ich życzenia. Niech by któryś amerykański twardziel się zawahał, albo ociągał, to zaraz jakieś dziecko by sobie przypomniało, że 40 lat temu włożył mu rękę pod spódniczkę i zanim by się wyjaśniło, że to nieprawda, to trzeba by pożegnać się nie tylko z karierą, ale i majątkiem, bezlitośnie wyszlamowanym za pośrednictwem tamtejszych nienawisłych sądów. Jeśli wiemy to nawet my, w których bantustanie przemysł molestowania jest dziś chyba najbardziej dynamicznie rozwijającą się dziedziną gospodarki, to cóż dopiero – amerykańscy twardziele – skoro ta gałąź przemysłu narodziła się właśnie w Ameryce?

No dobrze – ale jeśli nawet Izraelowi uda się zrealizować ideę „Wielkiego Izraela”, to co z tego będzie miała Ameryka? Wygląda na to, że same zgryzoty, bo skoro na obronę i utrzymanie „małego Izraela” USA muszą co roku nie tylko wydawać krocie, ale również antagonizować przeciwko sobie narody, które wcale nie musiałyby być zantagonizowane – to cóż dopiero, gdy mały Izrael rozrósłby się w Izrael Wielki? Obawiam się, ze zasoby całej Ameryki mogłyby nie wystarczyć do sfinansowania tego eksperymentu, zwłaszcza gdyby władze bezcennego Izraela kontynuowały na całym tym obszarze politykę, jaką uprawiają w Strefie Gazy, Libanie, czy Zachodnim Brzegu. Ludobójstwo bowiem sprawia, ze na podbitych terytoriach jest coraz mniej osób, a w konsekwencji może nie być nawet nikogo, komu można by pożyczać pieniądze na procent – co jest głównym zajęciem środowisk żydowskich – oczywiście poza gorzelnictwem i wyszynkiem alkoholu. Ale wódkę też trzeba komuś sprzedawać, żeby biznes sze kręczył – a komu – jeśli w następstwie ludobójstwa obszar Wielkiego Izraela się wyludni?

Zresztą nawet gdyby się nie wyludnił, to i tak byłby problem, bo muzułmanie picie wódki mają przecież od proroka Mahometa surowo zakazane. Może z wyjątkiem muzułmanów spolonizowanych. Jak pisze autor opowiadania „Łostaje”, kwestarz bernardyn zaproszony przez pana Amurata, szlachcica polskiego tatarskiego pochodzenia na obiad, spotkał się z propozycją wypicia przed obiadem wódeczki dla konkokcji. – „Wódeczka u was?” – zdumiał się ojciec bernardyn – ale pan Amurat mu wyjaśnił: „Mahomet zabronił nam wina, miłościwy księżulu – ale o wódeczce w Al Koranie cyt!” Ale u nas muzułmanów jak na lekarstwo, więc z punktu widzenia biznesowego to żaden interes.

Więc w sytuacji gdy bezcenny Izrael skutecznie wkręcił Amerykę w tę wojnę, a teraz się z niej wycofał, prezydent Trump nie widzi innego wyjścia, jak kombinować po swojemu. Wojna, w którą został wkręcony, doprowadziła nie tylko do zablokowania cieśniny Ormuz, ale złowrogi Iran zamierza rozciągnąć nad jej obszarem własną suwerenność. Wcześniej, jak pamiętamy, ogłosił zamiar pobierania opłat od każdego statku, który tamtędy przepływa – a zdesperowany prezydent Donald Trump ogłosił, że opłaty w wysokości 20 procent wartości ładunku będzie pobierał on. Widocznie jednak ktoś starszy i mądrzejszy mu to wyperswadował – ale co z tego, skoro tej nieszczęsnej wojnie końca nie widać? Skoro tedy złowrogi Iran odgraża się, że rozciągnie swoją suwerenność na obszar cieśniny Ormuz, to prezydent Trump pomyślał sobie, że równie dobrze on może rozciągnąć na obszar cieśniny Ormuz suwerenność amerykańską.

To świetny pomysł – problem tylko – jak to zrobić. Trzeba by w tym celu kontynuować wojnę ze złowrogim Iranem – ale tego właśnie prezydent Trump wolałby uniknąć tym bardziej, że otrzymał niedawno wiadomość od generała dowodzącego siłami amerykańskimi na Bliskim Wschodzie, że dotychczasowe obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami tak zredukowało ich zapasy, że wojska amerykańskie nie byłyby już w stanie zapewnić bezpieczeństwa bezcennemu Izraelowi, gdyby złowrogi Iran zaczął znowu obrzucać go swoimi ponaddźwiękowymi dzidami. To jest dla Ameryki bardzo poważna zastawka, z której prezydent Trump musi wyciągnąć wnioski, jeśli nie chce zostać przez amerykańskich Żydów przerobiony na marmoladę. W takiej sytuacji tonący nawet brzytwy się chwyta, więc nic dziwnego, że również prezydent Trump wykombinował sobie, że najprościej będzie przyłączyć cieśninę Ormuz do terytorium amerykańskiego.

Dlaczego jednak tylko cieśninę Ormuz? Na świecie jest przecież mnóstwo miejsc, które też można by przyłączyć do USA. Na przykład – nasz bantustan. Wprawdzie obywatel Tusk Donald na defiladzie w Gdyni mówił o niepodległości – ale kto wierzy obywatelu Tusku, ten sam sobie szkodzi. Zresztą nawet gdyby – to z tą niepodległością są same zgryzoty; trzeba jej bronić, niczym socjalizmu i w ogóle. Gdyby zatem nasz bantustan został przyłączony do Ameryki, to Amerykanie musieliby się martwić nie tylko, jakby nas, to znaczy – nie „nas”, tylko siebie – obronić, ale również nie dopuścić, by Żydowie realizowali z naszego terytorium roszczenia majątkowe dotyczące „własności bezdziedzicznej”.

Do terytorium amerykańskiego Żydowie żadnych roszczeń majątkowych nie wysuwają, więc czy nie powinniśmy wyciągnąć z tego wniosków? Zamiast tedy proponować referendum w sprawie „Zielonego Wała”, które Senat, pod przewodnictwem posągowej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej zresztą odrzucił, czy nie lepiej byłoby, by pan prezydent Karol Nawrocki zaproponował referendum w sprawie przyłączenia do Stanów Zjednoczonych również naszego bantustanu? Jak przyłączać, to przyłączać – nieprawdaż?

Stanisław Michalkiewicz

Teleportacja pożaru kościoła. MEM-y VI.

—————————————–

——————————————————

————————————

————————–

——————–

————————–

———————————————

—————————————-

—————————————–

———————————————-

——————————————————-

————————————-

Mykoła Kopernikenko. MEM-y V.

——————————–

——————————————————-

———————————————————————-

————————————-

——————————————————————————————–

—————————————————————-

Barszcz ukraiński….

—————————————-

———————————–

—————————————

—————————————————–

Czy prokuratura zbada sprawę raportu „Polaków Portret Własny”? To rządu Portret Własny.

Prokuratura zbada sprawę raportu „Polaków Portret Własny”? Jest apel o reakcję organów ścigania

20 sierpnia 2026 pch24/prokuratura-zbada-sprawe-raportu-polakow-portret-wlasny

Mróz- Gorgoń.jpg
Dr. hab. Barbara Mróz-Gorgoń, autorka fatalnego raportu. (fot. prtscr/ youtube/ Grzegorz Brief Kiszluk)

Sprawa pełnego błędów raportu rządowej pełnomocnik trafi do organów ścigania? Ich reakcji na pracę zatytułowaną „Polaków Portret Własny” chce prezes klubu parlamentarnego PiS. Zdaniem Mariusza Błaszczaka jego autorka wykazała się niekompetencją, jednocześnie pobierając sutą zapłatę z publicznych środków. 

PiS złoży zawiadomienie do CBA i prokuratury, aby zbadano sprawę „pełnego błędów raportu wygenerowanego w AI” – „Polaków portret własny”; jego autorka Barbara Mróz-Gorgoń powinna zostać błyskawicznie zdymisjonowana – zapowiedział szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

„Do promocji marki Polska Tusk wysyła osobę, która wygenerowała pełen błędów raport w AI i bez skrupułów zainkasowała 200 tys. zł od (ministra Jakuba) Rutnickiego z MSiT. Barbara Mróz-Gorgoń powinna zostać błyskawicznie zdymisjonowana. Prawo i Sprawiedliwość złoży zawiadomienie do CBA i prokuratury o zbadanie tej sprawy” – czytamy we wpisie szefa klubu PiS

„Swoją drogą, kto doradzał Tuskowi wybór Mróz-Gorgoń do promocji marki Polska? Merz? Chcąc skompromitować Polskę, mógł jeszcze dorzucić Wysocką-Schnepf i Jacka Murańskiego” – dodał polityk. 

Barbara Mróz-Gorgoń została pełnomocnikiem rządu do spraw promocji marki Polska pod koniec lipca br. W rozporządzeniu zapisano m.in., że pełnomocnik ma koordynować działania administracji rządowej związane z tworzeniem, wdrażaniem i rozwojem spójnej marki narodowej. Celem rozwiązań ma być m.in. skuteczniejsze budowanie i ochrona wizerunku Polski w kraju i za granicą. Raport jej „autorstwa” [nacisnęła guzik?? md] , opublikowany w sieci w sierpniu 2026 roku, pełen błędów i nieścisłości, spowodował skandal. 

(PAP)/oprac. FA

„Legion europejski” – Waffen SS? MEM-y III.

———————————————

————————

——————————-

——————————————————

—————————————————-

————————————-

————————————–

[A może to jednak nie Maryja, lecz Szechina? md]

====================================================

—————————————-

————————————————