Nowy super-kartel w Polsce. Kolumbijczycy i Ukraińcy łączą siły w narkobiznesie

Nowy super-kartel w Polsce. Kolumbijczycy i Ukraińcy łączą siły w narkobiznesie

1.09.2026 Leszek Szymowski nczas./nowy-superkartel-w-polsce-kolumbijczycy-i-ukraincy-lacza-sily-w-narkobiznesie

Mafia kolumbijsko-ukraińska w Polsce.
NCZAS.INFO | Policja podczas akcji – zdj. ilustracyjne wygenerowane przy pomocy AI/Nano Banana.

Nagły wzrost przestępstw popełnianych w Polsce przez obywateli Kolumbii jest elementem tworzenia się nieznanego wcześniej panświatowego kartelu przestępczego kolumbijsko-ukraińskiego z polskimi akcentami.

Do końca czerwca aż 239 Kolumbijczyków usłyszało w Polsce zarzuty karne. To ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej, gdy takich osób było 118. Żadna inna grupa migrantów nie rosła w przestępczych statystykach w podobnym tempie. Widać to najlepiej w perspektywie ostatnich czterech lat. W 2022 roku zarzuty usłyszało siedmiu Kolumbijczyków. Rok później 22. W 2024 roku było ich już 127. W całym 2025 roku 324. Licząc samo pierwsze półrocze, ten rok przebił już trzy czwarte zeszłorocznego wyniku.

Szokujące dane na temat przestępczości Kolumbijczyków ujawnił jako pierwszy bloger o pseudonimie Ator. Powołał się przy tym na oficjalne dane Centralnego Biura Śledczego Policji. Z danych tych wynika, że „boom podejrzanych podąża za boomem zezwoleń na pracę. W 2022 roku polskie urzędy wydały Kolumbijczykom 4,1 tysiąca zezwoleń na pracę. W zeszłym roku było ich już ponad 37 tysięcy. W tym samym okresie liczba podejrzanych wzrosła 46 razy. Między 2024 a 2025 rokiem liczba zezwoleń na pracę prawie się nie zmieniła. Liczba podejrzanych mimo to wzrosła ze 127 do 324 osób, o około 155 procent”.

Wszystko wskazuje na to, że rzeczywista liczba Kolumbijczyków w Polsce jest wyższa, bo tysiące przebywają tu nielegalnie. W zeszłym roku policja i Straż Graniczna ujawniły blisko 1,6 tysiąca obywateli tego kraju z przeterminowanymi dokumentami. Co czwarty ze skontrolowanych stracił już prawo pobytu. Straż Graniczna zatrzymała już 1,1 tysiąca takich osób. Niemal co drugi kontrolowany Kolumbijczyk pracował nielegalnie.

Tajny raport

W czerwcu na biurka oficerów Biura Wywiadu Kryminalnego i Centralnego Biura Śledczego Policji trafił alarmujący raport amerykańskiej DEA (Drug Enforcement Agency – Agencja Zwalczania Przestępczości Narkotykowej). Wynikało z niego, że DEA zaobserwowała niepokojący trend współpracy ukraińskich gangsterów z kolumbijskimi kartelami narkotykowymi. DEA opiera raport głównie na regularnych meldunkach tzw. „Confidential Source”, czyli tajnych informatorów uplasowanych w strukturach przestępczych (odpowiednik polskich Osobowych Źródeł Informacji).

Raport DEA trafił do Polski w ramach międzynarodowej współpracy policyjnej regulowanej przepisami Interpol, Europol, Eurojust i wzajemnymi porozumieniami między strukturami w Polsce i w USA. Zgodnie z tymi porozumieniami policjanci różnych krajów przekazują sobie regularnie wiadomości, które mogą pomóc w rozpracowywaniu struktur zorganizowanej przestępczości. Względy biznesowe powodują, że najwięcej miejsca zajmuje przestępczość narkotykowa.

Raport opisał przypadek m.in. Wojciecha Krzysztofa O. ps. „Osa” – młodego mieszkańca Łodzi, którego 16 kwietnia tego roku na lotnisku Rafaela Nuneza w Cartagenie kolumbijska policja zatrzymała z ładunkiem 4,7 kilograma kokainy ukrytej w 12 rolkach papieru drukarskiego, zabezpieczonego przed promieniowaniem bramek elektronicznych. Policyjny ekspert wyliczył wartość ładunku kokainy na 300 tysięcy dolarów.

Najciekawsze jednak było co innego: śledztwo wykazało, że „Osa” zamierzał przemycić narkotyk przez Panamę i Meksyk do Dubaju, gdzie za posiadanie tej ilości środków odurzających prawo przewiduje nawet karę śmierci. „Osa” (był poszukiwany przez łódzką policję za wykroczenie) nawiązał kontakty z kolumbijskim kartelem narkotykowym dzięki przestępczym powiązaniom z Kolumbijczykami żyjącymi w Polsce. Teraz policjanci sprawdzają każdy detal jego działalności.

Tajne spotkania

Raport DEA wskazuje też, że osobowe źródła uplasowane w środowiskach przestępczych donoszą o licznych spotkaniach gangsterów z Ukrainy z kolumbijskimi partnerami na terenie Polski. Miały one dotyczyć współpracy w rozwoju przestępczego biznesu. Zaobserwowano tutaj następujące zjawisko: Ukraińscy gangsterzy dostali dostęp do kolumbijskiej kokainy, a w zamian zaoferowali dostęp do broni i amunicji.

Z czego wynika ten bezprecedensowy sojusz? Jeszcze przed lutym 2022 roku, do krajów Unii Europejskiej za pracą i chlebem przyjechały setki tysięcy obywateli Ukrainy. Część z nich zajęła się działalnością przestępczą. Tak powstały gangi, które z czasem zaczęły zajmować coraz bardziej poważne pozycje w półświatku krajów europejskich. W Polsce przybysze zza wschodniej granicy odesłali na śmietnik historii dotychczasowe głośne, nadwiślańskie mafie, wchodząc w ich miejsce w przestępcze biznesy. Rozsiana po całej Europie diaspora ukraińska stała się więc dużym polem rekrutacji przestępców. Ukraińskie mafie osiągnęły pozycję umożliwiającą wejście w najbardziej dochodowy przestępczy biznes, czyli handel narkotykami. I to była okoliczność skłaniająca do nawiązywania kontaktu z Kolumbijczykami. Drugą był dostęp do broni. Po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej kraje Zachodu zaczęły wspierać walczącą Ukrainę dostawami broni i amunicji. W Donbasie powstały natychmiast szajki przestępcze zajmujące się kradzieżami tej broni i przemycaniem jej z powrotem do Europy. Nowoczesne pistolety maszynowe, pociski, granatniki, trafiały do gangsterów we wszystkich krajach UE. Dowodem tego są informacje policyjne mówiące o zabezpieczaniu u przestępców broni, oficjalnie wysłanej na wschód Ukrainy. Takie przypadki odnotowano w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji i oczywiście Polsce. Co ciekawe: szajki rozkradające broń dostarczaną na front działały pod dyskretną „opieką” służb specjalnych z obu walczących stron. Zarówno SBU, jak i FSB uważały, że w ich interesie leży uzbrojenie ukraińskich przestępców. SBU miała dzięki temu bojówki możliwe w przyszłości do wykorzystania zbrojnego (np. w Polsce), FSB i GRU dozbrajały zaś gangsterów, którzy powodowali chaos w Europie, co jest w interesie Rosji. Duża część przemytu była realizowana przez otwarte na przestrzał polskie przejścia graniczne, na których strażnicy nie radzili sobie z kontrolą osób i towarów. De facto ukraińscy przestępcy przewozili przez polskie granice setki pistoletów i karabinów. Znane są też przypadki kobiet, które przekraczając granice, szmuglowały amunicję w bagażu osobistym.

Z drugiej strony gangi kolumbijskie dysponujące kokainą dostały dzięki tej sytuacji niemal nieskrępowany dostęp do nowoczesnej broni i amunicji. To uzbrojenie jest im potrzebne dla wyposażenia swoich oddziałów zbrojnych walczących z siłami rządowymi oraz przedstawicielami innych gangów. Takie okoliczności otworzyły pole do powstania gigantycznego syndykatu przestępczego.

Wielkie pieniądze

Skąd jednak nagle partnerem dla kolumbijskich karteli stały się ukraińskie gangi? Raport DEA wskazuje na trzy przyczyny. Po pierwsze te środowiska – podobnie jak Meksykanie – są bardzo hermetyczne, a przez to trudne do rozpracowania dla policji i służb. Po drugie są brutalne i zdeterminowane, przez co zyskują coraz poważniejszą pozycję w europejskim świecie przestępczym, spychając do drugiej ligi grupy przestępcze składające się z obywateli państw Starego Kontynentu. Po trzecie wreszcie: gangi ukraińskie mają do swojej dyspozycji ogromne środki finansowe.

W tym kontekście raport DEA wspomina o tym, że amerykańska administracja w czasach Joe Bidena nie była w stanie skontrolować wsparcia finansowego dla walczącej Ukrainy. Choć kraj stawiający opór agresywnej Rosji wsparto setkami miliardów dolarów, nie wiadomo, co dokładnie stało się z tymi pieniędzmi. Dofinansowywaną zachodnimi pieniędzmi Ukrainą wstrząsały liczne skandale korupcyjne – np. liczne przypadki zakupów drogich willi przez kijowskich dostojników (w tym samego Zełenskiego). Nie ma wątpliwości, że część tych pieniędzy trafiała do gangsterów. Tym bardziej że na upadającej Ukrainie świat mafii, polityki, biznesu i specsłużb przenika się. Ukraińscy gangsterzy mają broń, potężne pieniądze i apetyty na wielkie przestępcze biznesy. Kolumbijscy bossowie mają gigantyczne zasoby narkotyków, za to potrzebują pieniędzy i broni. Stwarza to więc pole do wspólnych interesów.

Niewydolne państwo

Jest jednak jeszcze jedna przyczyna. To ułomność prawa w państwach europejskich, w tym w Polsce. „Polskie przepisy karne przewidują za handel narkotykami sankcję do 20 lat więzienia – mówi dr Mateusz Mickiewicz, warszawski prawnik specjalizujący się w sprawach karnych. – Taki maksymalny wyrok grozi niezależnie od tego, czy sprawca próbuje zarobić, sprzedając tonę, czy 10 gramów narkotyku. To wprost zachęca przestępcę, który sprzedaje zakazane substancje do tego, by sprzedawał jak największe ilości”. Ale nie tylko to. Adwokat Mickiewicz na podstawie swojej sądowej praktyki wskazuje również na drugi problem: coraz bardziej przeciążone sądy i coraz większe problemy kadrowe policji. „Poważne sprawy o międzynarodowy handel narkotykami liczą setki tomów i ciągną się latami – mówi adwokat. – W tym czasie wielu cudzoziemskich gangsterów trzeba zwalniać z aresztów. Oni mimo sądowych zakazów wyjeżdżają z Polski, co dodatkowo przedłuża postępowania. A borykająca się z coraz większymi brakami ludzi i sprzętu polska policja i prokuratura ma coraz więcej zadań w zakresie zwalczania zorganizowanej przestępczości i coraz trudniej jej się z tych zadań wywiązywać”.

Kilka miesięcy temu, ujawniając rozwijającą się przestępczość ukraińskich gangów, pisaliśmy, że rozbijanie mafii czeczeńskich i ukraińskich będzie największym wyzwaniem dla Centralnego Biura Śledczego Policji. I właśnie to wyzwanie się zaczęło. Teraz do tego syndykatu dołączają Kolumbijczycy.

Leszek Szymowski

Obietnica 12 milionów pesos, czyli jak Kolumbijczycy padli ofiarą ukraińskich rekruterów

Obietnica 12 milionów pesos, czyli jak Kolumbijczycy padli ofiarą ukraińskich rekruterów

Adam Jawor 28 września 2025, defence24/jak-kolumbijczycy-padli-ofiara-ukrainskich-rekruterow

W ostatnich miesiącach media kolumbijskie i międzynarodowe ujawniają coraz więcej dramatycznych relacji Kolumbijczyków którzy zdecydowali się na wyjazd na wojnę w Ukrainie, skuszeni  obietnicami wysokich zarobków i bezpiecznej służby. Najczęściej powtarzającym się elementem tych historii jest gwarancja wynagrodzenia w wysokości 12 milionów pesos kolumbijskich miesięcznie (ok. 3 107 USD). Jak podaje kolumbijska sieć radiowa Caracol Radio, wielu byłych wojskowych, sfrustrowanych niskimi zarobkami i brakiem perspektyw, uznało tę propozycję za jedyną szansę na poprawę losu swoich rodzin.

Fot. Flickr.com / AlCortés / CC 2.0
Fot. Flickr.com / AlCortés / CC 2.0

Według argentyńskiego serwisu Infobae, który opisał tą sprawę  proces rekrutacji wyglądał profesjonalnie – ochotnikom przedstawiano dokumenty przetłumaczone na język hiszpański, a koszty podróży na Ukrainę pokrywali sami rekruterzy. Loty organizowano przez Panamę i Stambuł, a następnie autobusem przewożono żołnierzy w głąb Ukrainy.

Na miejscu szybko okazywało się jednak, że obietnice nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Jak relacjonuje kolumbijski magazyn El Heraldo, szkolenie trwało zaledwie 20 dni i obejmowało podstawowe czynności: rozkładanie i składanie karabinu AK-47, rzucanie granatami czy obsługę granatnika. Ochotnicy spodziewali się zadań pomocniczych, lecz trafiali bezpośrednio do okopów w rejonie Zaporoża i Donbasu, nierzadko zaledwie kilkadziesiąt metrów od rosyjskich pozycji.

Relacje żołnierzy, cytowane m.in. przez Caracol Radio, pokazują, że cudzoziemcy czuli się traktowani jak „mięso armatnie”. Według kolumbijskiego dziennika El Tiempo jeden z Kolumbijczyków miał zagwarantowane 12 milionów pesos miesięcznie, ale faktycznie wypłacono mu jedynie 65 tysięcy pesos, co sam nazwał „oszustwem”. W wielu przypadkach nie wypłacano żadnych pieniędzy.

Warunki na froncie były dramatyczne. Zdaniem rozmówców cytowanych przez Infobae obiecany sprzęt  jako „antydronowy” okazał  się atrapami, wykorzystywanymi jedynie do zdjęć propagandowych. Opieka medyczna – według tych relacji – sprowadzała się do prowizorycznych zabiegów, a ciała poległych pozostawiano na polu bitwy, przy czym rodzinom w Kolumbii przekazywano informacje, że ich bliscy „zaginęli w akcji”. Według El País (Cali), nawet ci, którzy przeżyli, twierdzili, że zamiast obiecanego żołdu otrzymywali symboliczne sumy, a wyposażenie nie pozwalało im skutecznie walczyć z rosyjskimi dronami i artylerią.

Szczególnie dramatyczne były próby odejścia z jednostek. Jak podaje El Heraldo, grupa Kolumbijczyków, która odmówiła dalszej walki, została – według ich relacji – rozbrojona, odcięta od jedzenia i wody oraz zamknięta w odosobnionym budynku. Obawiając się o życie, pięciu z nich zdecydowało się na ucieczkę. Według Caracol Radio, zebrali około 3 milionów pesos na łapówki i transport, dzięki czemu dotarli do Zaporoża, a następnie pociągiem do granicy z Polską. Tam, po wielu godzinach oczekiwania na decyzję dowódcy, pozwolono im wyjechać.

Po przedostaniu się do Polski zwrócili się o pomoc do ambasady swojego kraju. Jak relacjonuje Infobae, spotkali się jednak z odmową – dyplomaci mieli zasugerować, aby sami zorganizowali sobie powrót. Jeden z dezerterów powiedział w rozmowie z Caracol Radio: Zadzwoniłem do ambasady i powiedziałem: zobaczcie, co się ze mną stało, jest nas pięciu, zostaliśmy wyrzuceni z Ukrainy. Ale nikt nam nie pomógł”. Zapytana o to ambasada Kolumbii nie odniosła się do tej sprawy.

Na problem składa się również działalność pośredników w Kolumbii. Według Infobae w 2024 roku zidentyfikowano obywatela Kolumbii , który pobierał opłaty „za załatwienie rekrutacji” do armii ukraińskiej, co w praktyce było zwykłym wyłudzeniem. Z kolei Caracol Radio opisywało, że w Bogocie rekruterzy działali w hotelach i na lotniskach, kopiując paszporty i organizując transfery – także ta informacja pochodzi z relacji świadków.

Tło tego zjawiska jest szersze i wiąże się z kryzysem mobilizacyjnym samej Ukrainy. Jak podaje hiszpański El País, szacuje się, że nawet 1,5 miliona mężczyzn w wieku poborowym unika obowiązku służby wojskowej. Agencja RBK-Ukraina powołała się na tę liczbę, opisując ją jako „dane władz ukraińskich”, choć brak wskazania konkretnego organu państwowego.

Jednocześnie, jak informuje NV.UA, biura poboru wojskowego sporządziły ponad 400 tysięcy zgłoszeń dotyczących osób uchylających się od mobilizacji, a według analiz Ośrodka Studiów Wschodnich z listopada 2024 r. liczba osób z formalnymi odroczeniami mobilizacji przekroczyła 1,5 miliona. Jak pisał w sierpniu br. portal  EurAsian Times  według Prokuratury Generalnej Ukrainy, od początku wojny w 2022 roku, Siły Zbrojne Ukrainy odnotowały ponad 250 000 dezercji. Liczby te obejmują zarówno nieobecność bez usprawiedliwienia, jak i dezercje z linii frontu. Jak pisze serwis Ukraińska prawda powołując się na Prokuraturę Generalną, od początku inwazji Rosji w 2022 r. wszczęto ponad 250 000 spraw karnych w związku z nieobecnością żołnierzy na przepustce (AWOL) i dezercją.

Dezercje i przypadki  samowolnego opuszczania jednostki występują także w armii rosyjskiej  w czerwcu br. brytyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że od początku wojny armia rosyjska zgłosiła 20 538 przypadków samowolnego opuszczania jednostki, dezercji lub odmowy wykonywania rozkazów. Wspomniane uprzednio dane wyraźnie wskazują, że w armii ukraińskiej wskaźnik dezercji jest znacznie wyższy niż w armii rosyjskiej. Podczas gdy Ukraina doświadczyła ponad 250 000 dezercji od początku wojny, Rosja, według doniesień, odnotowała w tym samym okresie zaledwie 20 538 dezercji. Z tym że należy zwrócić uwagę że obie te liczby mogą być poważnie zaniżone, ponieważ państwa te mają tradycję ukrywania i minimalizowania strat na polu bitwy.

Deputowana ludowa Ukrainy Anna Skorochod w  wywiadzie dla kanału youtube Politeki Online stwierdziła, że liczba przypadków dobrowolnego opuszczenia jednostek sięgnęła  już około 400 tysięcy. Jednocześnie wzrost liczby dezerterów wynika z problemów na froncie, trudności z mobilizacją i ogólnego wyczerpania moralnego społeczeństwa. Podkreśliła, że wielu żołnierzy , którzy dobrowolnie opuściło swoje oddziały, później powróciło do służby, ale nadal są uwzględniani w statystykach dezercji.

W praktyce oznacza to, że armia ukraińska boryka się z poważnym deficytem rekrutów i coraz bardziej skłonna jest przyjmować cudzoziemców. W takich warunkach łatwo powstają sieci pośredników i oszustów, którzy wykorzystują desperację zarówno ukraińskich władz, jak i obcokrajowców poszukujących zarobku.

Trudności i nadużycia nie ograniczają się zatem do Kolumbijczyków. Jak podaje The Kyiv Independent, w Międzynarodowym Legionie Ukrainy od dawna zgłaszano nieprawidłowości – od nękania i przywłaszczania sprzętu po wysyłanie żołnierzy na ryzykowne misje bez odpowiedniego przygotowania. Zdaniem redakcji, część wskazywanych dowódców nie poniosła konsekwencji, co utrwala atmosferę bezkarności i zwiększa ryzyko dla zagranicznych ochotników.

Rodziny w Kolumbii również odczuwają skutki tych oszustw. Według Infobae matka jednego z poległych mówiła, że jej synowi obiecano 19 milionów pesos miesięcznie, a w praktyce nie otrzymał prawie nic. Sprowadzenie zwłok przez rodziny jest bardzo trudne lub wręcz niemożliwe i  pozostają one często bez informacji i pomocy.

Całość tych relacji tworzy spójny obraz powtarzającego się schematu: fałszywe obietnice wysokich zarobków, szybki wyjazd przez sieć pośredników, krótkie i powierzchowne szkolenie, wysyłka na najbardziej niebezpieczne odcinki frontu, brak wypłat, izolacja i groźby przy próbach odejścia, desperackie ucieczki i brak wsparcia konsularnego.

Jak ostrzegł jeden z dezerterów w rozmowie z Caracol Radio: „Nie przychodźcie tutaj, nie dajcie się przekonać. Te 12 milionów, które obiecują, to kłamstwo”. Podobnie El Heraldo cytował innego byłego żołnierza, który podsumował swoje doświadczenie słowami:„To była rzeź”.

Według zgromadzonych materiałów mediów latynoamerykańskich, za atrakcyjnymi ofertami służby w ukraińskiej armii kryje się dramat i system wyzysku, którego ofiarami stają się nie tylko sami ochotnicy, ale także ich rodziny pozostawione bez wsparcia i prawdy o losie swoich bliskich. W ten sposób oto wyłania się mroczna strona wojny na Ukrainie.

Po co nam w Polsce🇵🇱 niepłacący podatków Niemcy🇩🇪 niezatrudniający Polaków a Kolumbijczyków

1. Właściciel hotelu gdzie zakwaterowani byli Kolumbijczycy🇨🇴 twierdzi, że pracowali w Zakładach Mięsnych pod Nowem.

2. Pod Nowem mamy Zakłady Mięsne Nove sp. z o.o.

3. Co roku otrzymują pomoc publiczną: 2025: 66,4 tys, 2024: 51,4 tys, 2023: 97,7 tys itd

4. Co roku udowadnia stratę! W związku z czym oczywiście podatek CIT zero.

5. Właściciel? TÖNNIES INTERNATIONAL HOLDING GMBH rodzinna firma niemiecka🇩🇪!

Do pełnego bingo brakuje jeszcze informacji o pośredniczącej Agencji Pracy i nazwisku właściciela, które – mogę się założyć – jest transkrybowane z ukraińskiego🇺🇦.

Zatem pytanie wprost: po co nam w Polsce🇵🇱 niepłacący podatków Niemcy🇩🇪 niezatrudniający Polaków a Kolumbijczyków🇨🇴 poniżej najniższej krajowej⁉️🤔

To jest ten cały gospodarczy cud i religia PKB? Dlatego „nie ma rąk do pracy”? Jaką wartość dla Polski wnoszą takie „biznesy”? Bo o stratach mógłby poopowiadać facet z Nowego, ale niestety nie żyje…🤬

Wpis od Ziemowit Przebitkowski

Gang Kolumbijczyków zabił Polaka. A prasa KŁAMIE bezczelnie.

portal/samorzadowy/klamie

Kujawsko-pomorskie: 29-letni mężczyzna zatrzymany po śmiertelnym ugodzeniu nożem 41-latka w Nowem

  • PAP 6 lipca 2025

29-letni Kolumbijczyk podejrzewany o śmiertelne ugodzenie nożem 41-latka w Nowem (Kujawsko-Pomorskie) został w nocy z soboty na niedzielę zatrzymany przez policję. Zatrzymanych zostało łącznie siedem osób – w tym pięciu obcokrajowców.

Rzeczniczka prasowa świeckiej policji Joanna Tarkowska powiedziała PAP, że policjanci zostali wezwani po godzinie 2 do bójki pomiędzy grupami mężczyzn, do której doszło w jednym z lokali w Nowem k. Świecia. Jedna grupa przebywała w lokalu, a druga przechodziła obok.

Jak wskazała rzeczniczka, w trakcie szarpaniny doszło do ugodzenia nożem 41-letniego mieszkańca powiatu świeckiego, który zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

Dwie inne osoby mają niegroźne obrażenia. Uczestnicy bójki próbowali uciekać autem i nie poddawali się wezwaniom do zatrzymania.

„W miejscowości Zdrojewo (gm. Nowe), w trakcie próby zatrzymania, kierujący hyundaiem usiłował zepchnąć radiowóz z drogi, doprowadzając do kolizji. W efekcie policjanci zatrzymali pojazd. Wybiegło z niego czterech mężczyzn. Mimo próby dalszej ucieczki pieszo, policjanci zatrzymali mężczyzn w wieku od 21 do 45 lat. Wszyscy zatrzymani byli nietrzeźwi” – podała Tarkowska.

Inny patrol w jednym z hoteli zatrzymał 29-letniego obywatela Kolumbii, który jest podejrzewany o zabójstwo. Łącznie zatrzymano siedem osób – w tym pięciu Kolumbijczyków.

W Nowem trwają czynności procesowe pod nadzorem prokuratora.