Nielegalny nachodźca – Etiopczyk otrzyma większe odszkodowanie, niż rodzina poległego na służbie żołnierza

Skandal III RP. Nielegalny imigrant otrzyma większe odszkodowanie, niż rodzina poległego na służbie żołnierza

17.12.2024 https://nczas.info/2024/12/17/skandal-iii-rp-nielegalny-imigrant-otrzyma-wieksze-odszkodowanie-niz-rodzina-poleglego-na-sluzbie-zolnierza/

Okazuje się, że jeśli żołnierz broniący granicy zginie na służbie, jego rodzina otrzyma mniejsze odszkodowanie, niż nielegalny Murzyn za to, że został zatrzymany w „niewłaściwy” sposób. Różnica wynosi kilka tysięcy złotych.

Gigantyczne odszkodowanie dla Murzyna

Wysokość jednorazowego świadczenia dla rodziny żołnierza poległego na służbie w trakcie obrony granicy jest mniejsza, niż odszkodowanie dla Murzyna z Afryki, który nielegalnie próbując dostać się do Polski został „niewłaściwie” zatrzymany. Spowodowało to u niego „negatywne przeżycia psychiczne wnioskodawcy w postaci poczucia niesprawiedliwości i utraty bezpieczeństwa”, za co – według sądu – należy mu się potężne odszkodowanie.

Sieć obiega informacja o skandalicznych zasadach w III RP. Choć chyba nikogo nie powinno dziwić, jak fatalnie jest to urządzone.

Wyrok Sądu Okręgowego w sprawie nielegalnie dostającego się do Polski Etiopczyka to 40 tys. zł dla Murzyna. Tymczasem rodzina poległego na służbie w trakcie obrony granicy szer. Mateusza Sitka otrzymała mniejszą kwotę.

Wsparcie dla rodziny poległego żołnierza

Rodzina żołnierza zabitego na służbie za pomocą noża przez nielegalnego imigranta otrzymała jednorazowe świadczenie. Było ono zgodne z procedurą i wyniosło kilkukrotność standardowej wypłaty.

„Dziennik Gazeta Prawna” kilka miesięcy temu podawał, że szeregowy otrzymuje 6 tys. zł brutto. Rodzinie zabitego przysługiwała sześciokrotność tej kwoty, czyli 36 tys. zł brutto.

Od tej kwoty trzeba było jeszcze zapłacić odpowiedni podatek. Tymczasem okazuje się, że sędziowie w państwie na ziemiach polskich uważają za większą tragedię „nieodpowiednie” potraktowanie nielegalnie dostającego się do Polski Murzyna, niż śmierć żołnierza na służbie.

Nielegalny imigrant cenniejszy od żołnierza

O wypłacie odszkodowania poinformował „Fakt”. Nielegalny imigrant, którego w „opiekę” wzięła organizacja o nazwie Helsińska Fundacja Praw Człowieka, wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie ma otrzymać 40 tys. zł zadośćuczynienia.

Zdaniem sądu, Murzyn niesłusznie został umieszczony w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców w Polsce. Spędził w nich łącznie 179 dni.

„Przesłuchanie było jedyną czynnością przeprowadzoną z jego udziałem w przedmiocie udzielenia mu ochrony międzynarodowej. Mężczyzna ten nie miał ponadto wiedzy o tym, czy z jego udziałem podjęte będą jakiekolwiek inne czynności dowodowe. W uzasadnieniu ustnym orzeczenia sąd stwierdził ponadto, że pozbawienie wolności osób, które złożyły wniosek o udzielenie ochrony międzynarodowej na terenie Polski, powinno być stosowane 'nad wyraz delikatnie i wyjątkowo’” – przekazała Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

„Sąd uwzględnił także negatywne przeżycia psychiczne wnioskodawcy w postaci poczucia niesprawiedliwości, utraty bezpieczeństwa i ogólnego uczucia beznadziei w związku z przedłużającym się pozbawieniem wolności. Istotnym czynnikiem były również bariery językowe, które towarzyszyły mu podczas pobytu w ośrodku. Wzmacniały one poczucie izolacji i uniemożliwiały komunikację z zarówno pracownikami ośrodka, jak i innymi osobami” – przekonywali.

Będzie jeszcze inny wyrok?

Wyrok jest nieprawomocny. Jest niemała szansa, że zostanie zmieniony, bo sprawa wywołuje gigantyczne emocje.

Okazuje się bowiem, że III RP na znacznie większą kwotę wycenia „niesłuszne” uwięzienie nielegalnego imigranta w ośrodku dla cudzoziemców, niż śmierć polskiego żołnierza na służbie. A to jest sytuacja obiektywnie chora.

Projekt „Zniszczenie ludzkości” ma już parę wieków, ale obecnie przeżywamy FINAŁ. Podsumowanie. Przemówienie Marka Chodorowskiego w Sejmie.

Projekt „Zniszczenie ludzkości” ma już teraz parę wieków, ale obecnie przeżywamy FINAŁ. Podsumowanie.

Przemówienie Marka Chodorowskiego na konferencji w Sejmie. 20 minut

Pożegnanie z III RP – Wystąpienie na konferencji w Sejmie w sprawie WHO – Kto jest rzeczywistym SPRAWCĄ ?

Głupi, sztuczni – indoktrynują jeszcze głupszych. Boją się nawet pomyśleć, czego się boja !

Zapaść nauki – na poziomie żałosnym.

Po roku rządów ekipy Tuska zyski spółek Skarbu Państwa spadły aż o 51 mld zł, czyli o 83%

Kuźmiuk: Po roku rządów ekipy Tuska zyski spółek Skarbu Państwa spadły aż o 51 mld zł, czyli o 83%

https://www.fronda.pl/a/Kuzmiuk-Po-roku-rzadow-ekipy-Tuska-zyski-SSP-spadly-az-o-51-mld-zl-czyli-o-83,238337.html


1. Rok rządów ekipy Donalda Tuska, jak się okazuje, to nie tylko totalne bezprawie, niszczenie aspiracji Polaków, czy świadome oszustwo wyborcze, ale także, fatalne zarządzanie spółkami Skarbu Państwa (SSP). Wprawdzie opublikowane niedawno wyniki finansowe 19 obecnych na GPW w Warszawie SSP dotyczą III kw. tego roku, ale są one równie złe jak w poprzednich dwóch kwartałach tego roku, a kilka z nich, nie tylko nie wykazało zysku, ale poniosło wręcz duże straty. Co więcej okazuje się, że w ciągu ostatnich 4 kwartałów wspomniane 19 SSP osiągnęło łączny zysk zaledwie w wysokości 10 mld zł, a więc aż o 51 mld zł, czyli o 83% niższy w ujęciu rok do roku. Ten wynik byłby jeszcze gorszy, gdyby nie bardzo dobre wyniki SSP z IV kwartału 2023 roku, a więc okresu, kiedy za te spółki odpowiadali jeszcze ponoć „niefachowcy”, powołani do zarządów tych spółek podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości.

2. Sytuacja SSP obecnych na GPW w III kw. tego roku była zróżnicowana, poprawiły wyniki największe polskie banki, takie jak: PKO BP, Pekao oraz Alior, a także główny polski ubezpieczyciel, czyli PZU, oraz koncerny energetyczne takie jak : PGE, Enea  oraz Tauron. Banki mają się dobrze i to nie tylko te polskie, głównie ze względu na podwyższone stopy banku centralnego, będące konsekwencją walki z inflacją i w związku z tym wysokimi stopami oprocentowania kredytów. Natomiast firmy energetyczne, skorzystały z tego, że z jednej strony ceny energii są  wyraźnie wyższe niż przed agresją Rosji na Ukrainę, a z drugiej strony, decyzją większości sejmowej, zostały zwolnione z ponoszenia kosztów w związku z częściowym mrożeniem cen energii dla konsumentów (finansowymi konsekwencjami mrożenia cen dla gospodarstw domowych i energii  obowiązującym w I półroczu tego roku, została obciążona tylko spółka Orlen).

3. Zaledwie symboliczne zyski w stosunku do tych sprzed roku, osiągnęły takie  SSP  jak : KGHM, PKN Orlen, kopalnia Bogdanka, koncern energetyczny Energa i Giełda Papierów Wartościowych. Natomiast ujemne wyniki finansowe za III kwartał 2024 roku, w wymiarze symbolicznym miały SSP takie jak:  Polski Holding Nieruchomości, Kogeneracja, czy Bank Ochrony Środowiska, mimo że jak wcześniej wspomniałem, koniunktura dla funkcjonowania sektora bankowego jest bardzo dobra. Straty i to rzędu kilkuset milionów złotych,  poniosły: Zakłady Azotowe Puławy i Grupa Azoty, Polimex Mostostal, Jastrzębska Spółka Węglowa i PKP Cargo, które próbuje się ratować, zwalniając blisko 4 tysięcy pracowników.

4. Wręcz szokują po raz kolejny, kwartalne wyniki finansowe swoistych „pereł w koronie” SSP, mianowicie PKN Orlen i KGHM, które w obydwu przypadkach  niewiele przekraczają 200 mln zł, podczas gdy w analogicznym okresie roku ubiegłego sięgały miliardów złotych zysku netto. Niestety sytuacja w PKN Orlen jest w najwyższym stopniu niepojąca, ponieważ już drugi kwartał z rzędu, spółka ociera się o straty, a wykazywane zyski na poziomie 200 mln zł, są wielokrotnie niższe niż w analogicznych okresach roku ubiegłego. Ponad już 10 miesięcy paraliżu decyzyjnego, zwolnienia już ponad 1500 doświadczonych menadżerów i pracowników, ciągłych audytów i szukania pseudoafer, spowodowało, że także w III kwartale tego roku Orlen osiągnął zaledwie 220 mln zł zysku netto, w sytuacji kiedy rok wcześniej ten zysk wynosił aż 3,5 mld zł.

5. Te fatalne wyniki finansowe SSP powodują także poważne kłopoty w budżecie państwa, rząd musiał zmniejszyć  wpływy z podatku CIT w stosunku do tych planowanych, aż o 11,5 mld zł  i jednocześnie powiększyć deficyt budżetowy na ten rok do astronomicznej kwoty 240 mld zł Bowiem to właśnie SSP były największymi płatnikami tego podatku i w sytuacji  kiedy to one zamiast zysków, mają straty, gwałtownie maleją ich wpływy do budżetu państwa. Rząd Tuska posyłając więc swoich „fachowców” do SSP, podcina gałąź na której siedzi, błyskawicznie widać bowiem skutki fatalnego zarządzania tymi spółkami w gwałtownie zmniejszających się wpływach z podatku CIT.

Stany Zjednoczone kupują rosyjski gaz skroplony z Indii i sprzedają go Europie po zawyżonych cenach.

https://gloria.tv/language/VhNsBNkAXCbW6LyxcWeq7Yt4F

Stany Zjednoczone kupują rosyjski gaz skroplony z Indii i sprzedają go Europie po zawyżonych cenach.
Tak działa rynek. Europejczycy wiedzą, za co płacą. To już nie jest przeklęty totalitarny gaz z „imperium zła”, ale demokratyczny gaz wolności.

EU bankrolling Putin with growing Russian fuel buys from India, report warns

BRUSSELS — The EU ramped up payments for purchases of Russian-made fuel from India in 2024, a new report shared with POLITICO …

https://www.politico.eu/article/eu-vladimir-putin-russia-fuel-imports-india-war-in-ukraine-price-cap-sanction

EU bankrolling Putin with growing Russian fuel buys from India, report warns

The EU is paying more for fuel imports made from Moscow’s crude, showcasing the growing failure of its signature price-cap sanction

INDIA-RUSSIA-OIL-TRADE-SANCTION
From January to August, the EU bought fuel worth almost 20 percent more than it did last year from three major Indian refineries working on Russian crude oil, according to the analysis. | Biju Boro/AFP via Getty Images

December 6, 2024 6:00 am CET

By Victor Jack

BRUSSELS — The EU ramped up payments for purchases of Russian-made fuel from India in 2024, a new report shared with POLITICO shows — helping fill Moscow’s war coffers.

From January to August, the EU bought fuel worth almost 20 percent more than it did last year from three major Indian refineries working on Russian crude oil, according to the analysis, prepared by the Center for the Study of Democracy think tank.

While entirely legal, the rise comes despite EU efforts to impose a price cap of $60 per barrel alongside its G7 allies and outlaw direct imports of most Russian oil to the bloc, showcasing just how porous those measures have become in the two years since they were rolled out.

India, which replaced Saudi Arabia as Europe’s top fuel supplier for 2024, has also begun accepting Russian cargoes via EU-sanctioned ships, the report warns — a development that’s now sparking anger from inside the bloc. 

“By allowing third countries like India and Turkey to re-export petroleum products made from Russian oil … the EU provides the Kremlin with the ability to replace its lost market” in Europe, said Martin Vladimirov, a senior analyst at CSD, which analyzed information from several firms tracking customs data and sanctions compliance. 

“The additional revenues have been able to sustain the enormous costs of the war effort in Ukraine,” he added.

Brussels is well aware of the so-called refining sanctions loophole, which allows the EU to legally buy Russian-origin fuels as long as these are processed in other countries. But the new findings illustrate how the bloc continues to fund Moscow despite its attempts to throttle the Kremlin’s revenues, around half of which come from fossil fuel exports.

The extra cash is a welcome relief for Russia, which increasingly needs funds to shore up its budget as the ruble tanks and defense spending explodes, while it also faces slowing growth and high inflation. 

Overall, the EU’s fuel imports from India have actually dropped 9 percent so far this year compared to 2023, while its purchases from India’s three main refineries — the RIL Jamnagar, Vadinar and state-owned New Mangalore facilities — known to process Russian oil rose by a modest 4 percent. But the amount the bloc paid for those purchases has risen markedly.

It’s not possible to prove definitively how much Russian-made fuel the refineries sold to the EU. But since the facilities rely heavily on Moscow for crude — accounting for 30 percent to 70 percent of total imports this year — some of it would have to be exported to the bloc, the report states.

In all, the three facilities exported 6.7 million metric tons of oil to EU countries until August, the analysis argues, raising €5.4 billion in oil revenues.

That was driven largely by Moscow’s increasing ability to dodge the EU’s sanctions, the report states, by relying on a growing “shadow fleet” of aging tankers with obscure ownership and unknown insurance to sell its crude. 

In the first eight months of this year, these shadow tankers delivered nearly three-quarters of India’s crude imports from Russia, according to CSD. 

Meanwhile, India is also beginning to accept Russian vessels targeted by EU sanctions, the report argues, despite the country’s previously having turned away tankers under Western restrictions.

One such vessel, the Legacy, has continued to ship crude to India after coming under EU sanctions in June. Since then, the ship has delivered over 200,000 metric tons of oil to refineries, including to the Jamnagar complex, according to the report and Kpler, a commodities platform that does real-time tracking of oil tankers.

That’s all legal. But for Vladimirov, it shows the “EU should ban the import of petroleum products from refineries in third countries … that have been maximizing Russian crude oil purchases” to sell them back to the bloc. 

Brussels must also “immediately ban financial and trade transactions with refineries” that are owned at least in part by Russian firms like Vadinar, he added.

The European Commission, and the companies behind the Jamnagar, Vadinar and New Mangalore refineries, did not respond to requests for comment by POLITICO.

But the findings are prompting pushback from inside the bloc. Brussels is currently readying its 15th sanctions package against Russia, despite a growing sense of acceptance among some countries that the bloc can do little to stymie Moscow’s exports outside Europe.

“Accepting EU-sanctioned … oil tankers [is] not acceptable,” argued one EU diplomat, who was granted anonymity to speak candidly. “But what can you do about it?”

Szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 uznać za broń biologiczną i broń masowego rażenia

https://loudobbs.com/news/law-professor-dr-francis-boyle-who-drafted-the-1989-biological-weapons-and-antiterrorism-act-claims-covid-19-mrna-injections-are-weapons-of-mass-destruction-in-new-affidavit

[mandamus nakaz sądu wyższej instancji (wydany sądowi niższemu, urzędowi lub urzędnikowi państwowemu) ]

    Dr Francis Boyle , profesor kształcony na Harvardzie i twórca Ustawy o zwalczaniu broni biologicznej z 1989 r. , która została jednogłośnie zatwierdzona przez obie izby Kongresu Stanów Zjednoczonych i podpisana przez prezydenta George’a H.W. Busha, wydał oświadczenie, w którym uznał szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 za broń biologiczną i broń masowego rażenia, poinformował jako pierwszy dr Joseph Sansone .

    Oświadczenie dr. Boyle’a, złożone w ramach pilnego wniosku o wydanie nakazu mandamus na Florydzie, dowodzi, że dystrybucja szczepionek przeciwko COVID-19 narusza kilka ustaw, w tym Kodeks broni biologicznej Stanów Zjednoczonych oraz ustawy Florydy dotyczące broni i broni palnej.

    Petycja ta, skierowana bezpośrednio do gubernatora Rona DeSantisa i prokuratora generalnego Ashley Moody, wzywa do natychmiastowego wstrzymania dystrybucji tych szczepionek na Florydzie i domaga się konfiskaty istniejących zapasów szczepionek.

    Według dr Josepha Sansone , pierwotna Petycja Awaryjna o Nakaz Mandamus została złożona 3 marca 2024 r. w Sądzie Najwyższym Florydy. Później, 20 marca 2024 r., została przeniesiona do Sądu Okręgowego w hrabstwie Leon. Po tym, jak Sąd Okręgowy oddalił sprawę 9 kwietnia 2024 r., została ona przeniesiona do sądu apelacyjnego. Pismo Apelacyjne zostało złożone w Memorial Day, 27 maja 2024 r.

    Dr Boyle, jeden z wiodących na świecie ekspertów prawnych w dziedzinie broni biologicznej, dodał sprawie znacznej wagi swoim oświadczeniem. Sprawa już może pochwalić się znaczną liczbą dowodów przedstawionych w nakazie mandamus, w tym oświadczeniami medyczno-prawnymi i analitykiem biotechnologicznym Karen Kingston oraz dr n. med. Any Mihalcea.

    ==================

    Dla chętnych, więcej tu:


    https://loudobbs.com/news/law-professor-dr-francis-boyle-who-drafted-the-1989-biological-weapons-and-antiterrorism-act-claims-covid-19-mrna-injections-are-weapons-of-mass-destruction-in-new-affidavit

    What Happens When a Revolution Goes Too Fast

    What Happens When a Revolution Goes Too Fast

    by John Horvat II December 16, 2024 https://www.tfp.org/what-happens-when-a-revolution-goes-too-fast/?PKG=TFPE3501

    [Daję czasem atrykuły po angielsku [„amerykańsku”], bo ten język jest dla Polaków konieczny. Jak konieczny jest też rosyjski – niestety – już nie uczony w szkołach. MD]

    What Happens When a Revolution Goes Too Fast

    After the elections, the transgender movement is in disarray. It is demoralized by the unpopularity of its cause. Some Democrats add to the chaos by rightly pinning part of the blame for the electoral loss on transgender radicalism.

    The ensuing interliberal clash is revealing. Liberal strategists are asking that transgender radicals tone down their rhetoric so they can win elections. The radicals claim the elections were lost because their message was not radical enough. The resulting fight shows that the dispute is not about goals but only the means to get there.

    Differing Politics

    This struggle highlights how liberal and conservative politics differ.

    To win, liberals often hide their ultimate goals, which are not attractive to the general public since they tend to overthrow the existing, familiar order. Liberals fear a full revelation will galvanize reactions against them.

    On the contrary, conservatives reveal final goals openly since they do not shock people. Their positions often represent familiar traditions. Even when conservatives pursue a full return to order, they do not hide it from the public.

    Pro-lifer conservatives, for example, speak openly about their final goal to ban procured abortion across the land. The pro-abortion side will hide its goal of conception-to-birth abortion behind formulas like abortion should be safe, legal and rare. Liberal politicians are often forced to moderate their rhetoric to wear down resistance and be elected.

    Breaking All the Rules

    The November election was a case of a revolution that went too fast and too far. The radical pro-transgender minority broke the rules of liberal politics. A long New York Times analysis showed what went wrong.

    Instead of hiding their goals, trans militants demanded everything immediately. They had a confrontational attitude toward not only conservatives but even fellow liberals. Support had to be all or nothing.

    Anyone who expressed reservations about males in women’s sports and locker rooms, for example, was branded “hateful” and even complicit in the “genocide of transgender youth.”

    When Democratic Party Rep. Seth Moulton of Massachusetts expressed reservations about men in women’s sports, he was compared to a Nazi “cooperator” and the group Neighbors Against Hate protested outside his office.

    Push Back for Low Priority Issue

    Some Democratic politicians are pushing back. Unfortunately, they still support “transgender rights,” which imposes a radical agenda on the American public. However, they moderately call for “reasonable” restrictions on women’s sports participation by biological males and other issues.

    These moderate Democrats point out that the transgender issue is one of the lowest priority concerns among voters. Forcing candidates to take strong positions jeopardizes their campaigns.

    Indeed, fewer Americans sympathize with the cause than two years ago. Gallup reported that of the 22 national issues it used to poll voter priorities, the transgender problem ranked last.

    More than two dozen state legislatures across America have voted to restrict the mutilation and transition of minors. Others that ban the participation of men in women’s sports are gaining traction. Many voters believe the movement has gone too far, too fast.

    The Coming Tyranny

    Transgender militants’ brutal treatment of all who oppose them has offended many Americans. They resent the intolerant, bigoted, condescending and confrontational attitude of these activists as well as their hypocrisy since they loudly charge conservatives with these traits.

    Indeed, impatient activists often infused vitriol into the debate during the campaign, especially on social media. They policed language, enforced pronoun usage and insisted upon the biological possibility of male pregnancy. They want to have the law enforce these absurd demands as “civil rights.” Such behavior made them appear unreasonable.

    The activists forced the unpopular issue to the front burner when a policy of silence would have better benefited the efforts. Indeed, Kamala Harris suffered much from her past support for taxpayer-paid so-called sex-change transitions (mutilations) for prisoners.

    The Trump campaign capitalized on the unpopularity of her position with ads that emphasized that “Kamala Harris is for they/them, while Donald Trump is for you.”

    Impatience and Anger

    The radical strategy of imposing an agenda upon voters failed miserably. The New York Times reports that some activists are reacting with anger, impatience and entitlement.

    Their antics reveal an attitude of believing that the world revolves around them and their problems. They were shocked when they found voter indifference and resentment instead. Many lack the discipline to restrain their extremism.

    The failed radicalism does not bode well for the movement and is reversing some of the gains of the LGBTQ movement over the years.

    Looking at the Big Picture

    Homosexual activists complain that the transgender ones fail to see the big picture. They point to their efforts decades ago, which ended with the Supreme Court imposing same-sex “marriage” upon the nation through its Obergefell v. Hodges decision.

    The activists used deceptions like domestic partnerships and civil unions as a bridgehead to open the way to same-sex “marriage.” They say similar ruses must be adopted by the trans movement if it is to overcome its overwhelming unpopularity.

    By making this proposal, they reduce everything to messages and not principles. They admit to the use of maneuvers and hidden goals as a means of reaching their goal of gaining total acceptance.

    Sexual Revolution as a Process

    The transgender movement is a development of the Sexual Revolution. This revolution is a process that calls for the breaking down of all restraints upon human sexuality. Its goal is the acceptance of all sexual relationships or identities. All morality must be suppressed and canceled.

    The case of the trans movement during the elections is a revealing case that shows where it wants to go. It shows the disarray in the left about the means that it will try to use to get there.

    Those who defend morality must oppose this agenda, whether it is presented incrementally or totally. The goal of this revolution is to reach a state of unrestrained gratification where everything is allowed, and nothing is forbidden. It is the godless world of John Lennon’s “Imagine.” Supreme Court Justice Anthony Kennedy expressed the ideology well when he wrote, “At the heart of liberty is the right to define one’s own concept of existence, of meaning, of the universe, and of the mystery of human life.”1

    Living in such a fantasy world of untrammeled gratification is the quick path to ruin.

    I’ve seen what you can accomplish


    Michael Gorre <mgorre@americaneedsfatima.org>

    Hello Dr. Miroslaw Dakowski,

    With just a few short weeks left before we turn over the calendar to 2025, I reflect on the past year here at America Needs Fatima. As I’ve taken the time to cherish the warmth of our faith community and marvel at our journey together, I am grateful for what we’ve accomplished on behalf of Our Lady.

    This year, thanks to the sincere support of friends like you, we have….

    • Distributed 807,000 rosaries across the nation, each one a beacon of hope and devotion in a world yearning for the light of Christ. 
    • Conducted 22,662 of Rosary Rallies, each a powerful testament to the strength and unity of our shared beliefs.
    • Mailed 913,000 books on a variety of topics promoting devotion to Our Lady and a return to morality. 
    • Visited 1,863 homes to share the message of Our Lady of Fatima with 16,934 people.


    But the work is far from over, and the call to embrace Our Lady’s message of prayer, penance and conversion is more urgent than ever. Our culture faces profound challenges—from the surge of atheism to widespread moral decline—and it is at this crossroads that America Needs Fatima stands firm with you.

    With your continued support, we aim to begin 2025 with the momentum to achieve even greater milestones. Together, we can champion the Triumph of Our Lady’s Immaculate Heart and bring much-needed spiritual renewal to our communities.

    When you give today, you directly support these vital initiatives as we enter the new year:

    • Distributing thousands of rosaries and free spiritual resources to increase devotion to Our Lady.
    •  Organizing Rosary Rallies nationwide to bring hundreds of thousands together for collective prayer.
    • Standing firm against blasphemies impacting our culture through petitions and protests.
    • Training Catholics to sincerely consecrate themselves to live the Fatima message.


    Would you consider a gift today to become a guardian of faith and hope in these critical times? You may use this link to make your secure donation today: https://secure.americaneedsfatima.org/mobilize-catholics-2025

    Despite today’s challenges, there is hope. Through our collective efforts, we strive for a brighter tomorrow, grounded in faith and love.

    Wishing you and your family a blessed season filled with peace and joy.

    In Our Lady’s Love,

    Michael Gorre
    Project Manager, America Needs Fatima

    P.S. Would you like to join us for daily prayers for the final days of Advent? Our Christmas Novena text message devotions start today. Click here to sign up and receive a daily Christmas Novena text message from now until Christmas Eve and join together with us for heartfelt prayer in anticipation of the birth of Christ.

    Ustawa cenzorska w Sejmie! Pierwsze czytanie już w tym tygodniu

    Ordo Iuris
     
    Szanowny Panie,
    gdy Polacy wspominali kolejną rocznicę Stanu Wojennego, Sejm rozpoczął prace nad prawem cenzorskim. Projekt nowelizacji kodeksu karnego wprowadza do Polski przepisy podobne do tych, które w Niemczech były podstawą ścigania ks. prof. Dariusza Oko, a w Wielkiej Brytanii są podstawą zatrzymań i aresztowań użytkowników mediów społecznościowych oraz procesów wytaczanych duchownym za kazania o chrześcijańskiej etyce seksualnej.Ustawa zostanie poddana pierwszemu głosowaniu już w tym tygodniu – tak, by zajęci świątecznymi przygotowaniami Polacy nie zdążyli zareagować.
    Do ruchów LGBT – pomysłodawców nowego prawa – Minister Sprawiedliwości mówił „Chciałbym Was bardzo przeprosić za krzywdę, której doznaliście ze strony państwa polskiego (…) Możecie liczyć na maksymalne wsparcie w ramach prac Ministerstwa Sprawiedliwości, prokuratury i moje jako Prokuratora Generalnego”.
    Wiceminister sprawiedliwości Krzysztof Śmiszek zapewniał ruch LGBT, że zmiany „przepisów dotyczących walki z mową nienawiści i przestępstwami motywowanymi homofobią i transfobią są dla nas priorytetem.”To, co jest obietnicą dla aktywistów LGBT, jest groźbą skierowaną wobec nas wszystkich – naszej wolności słowa, wolności głoszenia i nauczania naszej wiary, wolności do mówienia prawdy.
    Ale ustawa jest groźna dla wszystkich. Pytany przez dziennikarzy, minister Adam Bodnar potwierdził, że nowe prawo zagrozi więzieniem np. kibicom Legii za antyimigrancki transparent „Refugees welcome” czy kibicom Polonii za transparent „Strefa wolna od LGBT”.
    Instytut Ordo Iuris szykował się do tej chwili od dawna. Nie pozwolimy na podeptanie wolności słowa i prawa do krytyki szkodliwych ruchów politycznych LGBT+, ideologii gender czy nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej. Stanowczo sprzeciwiamy się także ograniczeniu wolności głoszenia i nauczania wiary. Nie tylko wydaliśmy książkę „MOWA NIENAWIŚCI – koń trojański rewolucji kulturowej”, ale także zgromadziliśmy przykłady bezlitosnego stosowania takich przepisów w innych krajach, napisaliśmy szereg opinii i jesteśmy gotowi wyposażyć wszystkich obrońców wolności w pełną paletę argumentów. W związku z przyspieszeniem prac sejmowych, do każdego posła na Sejm trafiło już nasze memorandum z argumentami przeciwko ustawie.
    Chociaż Sejm ustawy jeszcze nie przyjął, a Prezydent nie podpisał, to Adam Bodnar już przygotowuje specjalne wytyczne dla prokuratorów ścigających „mowę nienawiści”.
    Osoby wskazane do stworzenia wytycznych to „radykałowie”. Przewodniczącą zespołu jest prof. Aleksandra Gliszczyńska-Grabias, która na łamach „Gazety Wyborczej” sugerowała uznanie za mowę nienawiści happeningu Grzegorza Brauna w Sejmie RP.
    Zastępcą Przewodniczącej jest warszawski prokurator Maciej Młynarczyk, który żądał od Rafała Trzaskowskiego rozwiązania Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, bowiem w toku tej wielkiej, patriotycznej manifestacji wznoszony jest okrzyk „raz sierpem, raz młotem, w czerwoną hołotę”. Historycznie znany okrzyk sprzeciwu wobec totalitarnego ustroju prokurator uznał… za „mowę nienawiści”.
    Trzeba podkreślić, że wymienione wydarzenia lub wypowiedzi w wolnym kraju można poddawać krytyce, prywatnie i publicznie. Problem zaczyna się wtedy, gdy za dyskusję rząd chce… wsadzać do więzienia.
    Zakaz „mowy nienawiści” oznacza także praktyczny zakaz krytyki politycznych postulatów lobby LGBT. Więzienie grozić będzie za stwierdzenie, że praktykowanie homoseksualizmu to grzech lub zboczenie. Karani mogą być Polacy, którzy odmówią stosowania „genderowej nowomowy” – np. stosowania wobec osób z zaburzeniami tożsamości płciowej zaimków i imion płci przeciwnej. Co więcej,  penalizowane będzie też mówienie, że geje i lesbijki nie są w Polsce dyskryminowani, co już dziś środowiska LGBT uznają za „mowę nienawiści”.
    Jednym słowem – po przyjęciu nowelizacji Kodeksu karnego za napisanie do Pana tego listu sam mógłbym trafić do więzienia jako szerzyciel „mowy nienawiści”.

    Gdy zostanie przyjęte nowe prawo i zostaną wdrożone nowe wytyczne, ludzie pracujący w wymiarze sprawiedliwości – policjanci, prokuratorzy, sędziowie, adwokaci oraz radcy prawni – zostaną zobowiązani do uczestnictwa w szkoleniach, podczas których aktywiści LGBT będą wyrabiać w nich przeświadczenie, że „mową nienawiści” jest wszelka krytyka „postępowych” postulatów.
    Osobne warsztaty i ćwiczenia trafią do szkół, aby wyćwiczyć w naszych dzieciach podobne przekonanie – że krytyka ideologii gender jest złem, które powinno być eliminowane ze społeczeństwa.
    Równolegle zostanie stworzony szczelny system permanentnego śledzenia, zgłaszania, notyfikowania, upominania i pilnowania, by „niewłaściwe” wypowiedzi były skrupulatnie eliminowane, a ich autorzy karani i piętnowani jako „groźni przestępcy”. W orwellowskim świecie każda wypowiedź będzie mogła zostać uznana za „nienawistną”.
    To, czym naprawdę jest walka z „mową nienawiści” ujawnił w wydanej przez Ordo Iuris książce „MOWA NIENAWIŚCI – koń trojański rewolucji kulturowej” mec. Rafał Dorosiński, członek Zarządu Instytutu Ordo Iuris. Autor przytacza liczne historie ofiar ideologicznej cenzury ­– w tym sprawę hiszpańskiego nauczyciela, który został zawieszony na 6 miesięcy za stwierdzenie, że istnieją tylko 2 płcie, co zostało uznane za „homofobię”.
    Także w Hiszpanii ukarano stację telewizyjną, która zestawiła ujęcia z marszów LGBT z pytaniami: „Czy chcesz takiego właśnie społeczeństwa?”, „Duma… z czego?”. Na Islandii Sąd Najwyższy skazał mężczyznę, który skrytykował wprowadzenie w szkołach miasta Hafnarfjörður zajęć propagujących agendę LGBT. Na podstawie podobnych przepisów brytyjski polityk kandydujący do Parlamentu Europejskiego został aresztowany za krytyczny wobec islamu… cytat z Winstona Churchilla.
    Prawnicy Ordo Iuris od samego początku uważnie obserwują i komentują trwające od ubiegłego roku prace nad rządowym projektem ustawy o „mowie nienawiści”. Gdy tylko projekt ustawy został upubliczniony, opublikowaliśmy jego analizę i skierowaliśmy do rządu formalną opinię, w której wskazaliśmy, że ze względu na liczne wady i godzenie w same fundamenty wolności, projekt powinien zostać odrzucony w pierwszym czytaniu.
    Projekt przede wszystkim stanowi ogromne zagrożenie dla gwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa, która ma zostać poświęcona w imię interesów lobby LGBT. Ponadto destabilizuje pojęcie płci, która ma być rozumiana w duchu genderowej Konwencji stambulskiej. W rezultacie za „mowę nienawiści” ze względu na „płeć” może zostać uznana krytyka dopuszczenia mężczyzn z zaburzeniami tożsamości płciowej do rywalizacji sportowej z kobietami albo do korzystania z damskich toalet. Co więcej, ustawa wbrew deklaracjom prowadzi do systemowej dyskryminacji obywateli nienależących do społeczności LGBT.
    Liczymy, że ze wsparciem Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris zdołamy przekonać posłów do odrzucenia ustawy. 
    Jeśli to się nie uda i projekt zostanie przyjęty w parlamencie, będziemy wzywać Prezydenta Andrzeja Dudę do jego zawetowania.
    Nie ulega też wątpliwości, że groźba kary za „mowę nienawiści”, nawet zawarta w jeszcze niepodpisanej ustawie, ma chronić Rafała Trzaskowskiego, który chciałby ograniczyć spadającą na niego krytykę za poparcie dla radykalnej „Deklaracji LGBT+” czy finansowanie nowootwartego „Muzeum Queer” w Warszawie.
    Wciąż oferujemy pomoc prawną ofiarom obecnych prób cenzurowania przez akty oskarżenia i procesy karne. Przykładem tego jest choćby sprawa ks. prof. Guza, który został oskarżony przez Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’rith” o publiczne „nawoływanie do nienawiści” podczas wykładu naukowego. Ponieważ uniwersytecka komisja dyscyplinarna KUL uznała, że kapłan „nikogo nie obraził i nie znieważył”, jego oskarżyciele chcą ukarać nie tylko kapłana, ale i wszystkich członków komisji.Pomocą prawną otaczamy także Pana Adama z Warszawy – informatyka który został zwolniony z korporacji IT za sprzeciw wobec zmuszania pracowników do uczestnictwa w Paradzie Równości. Mężczyzna zwrócił się po pomoc do Ordo Iuris, bo dowiedział się, że w kilkuletniej batalii sądowej z powodzeniem reprezentowaliśmy Pana Janusza Komendę, którego krakowska IKEA zwolniła za krytykę politycznych postulatów ruchu LGBT przy pomocy cytatów z Pisma Św. Doprowadziliśmy do przywrócenia Pana Janusza do pracy.To kluczowy moment dla obrony podstawowych wartości cywilizacji życia. Zakaz głoszenia „mowy nienawiści” położy kres możliwości skutecznej walki w obronie małżeństwa, rodziny i wiary. 
    Wierzę jednak, że pomoc tysięcy Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris umożliwi nam pokrzyżowanie planów lewicy.
    Co ukryte jest w ustawie o walce z „mową nienawiści?Projekt ustawy stanowi, że każdy, kto nawołuje do nienawiści ze względu na „orientację seksualną” lub „płeć” (rozumianą przez genderystów jako płynny konstrukt społeczny oderwany od faktów biologicznych) podlega „karze pozbawienia wolności do lat 3”. Natomiast osoby znieważające kogoś ze względu na „orientację seksualną” lub „płeć” podlegać mają „grzywnie, karze ograniczenia wolności albo karze pozbawienia wolności do lat 2”.W analizie rządowego projektu nowelizacji Kodeksu karnego rozprawiamy się z propagandą środowisk LGBT, które wbrew faktom utrzymują, że celem ustawy jest walka z nienawiścią i dyskryminacją. Wskazujemy, że wprowadzana w nim penalizacja „mowy nienawiści” budzi poważne wątpliwości natury konstytucyjnej, bo art. 54 Konstytucji RP zapewnia każdemu Polakowi „wolność wyrażania swoich poglądów”. Doświadczenie wielu krajów wyraźnie pokazuje, że przyjęcie podobnych przepisów w imię walki z „mową nienawiści” kończy się stworzeniem aparatu ideologicznej cenzury, która prowadzi do eliminacji z przestrzeni publicznej opinii nieprzychylnych dla lobby LGBT. W praktyce okazuje się, że o tym, co jest, a co nie jest „mową nienawiści” decyduje nie kto inny jak środowiska LGBT.
    W ten sposób bardzo szybko za przykłady zakazanej i surowo karanej „mowy nienawiści” uznawane jest przytaczanie nauki moralnej Kościoła katolickiego o homoseksualizmie, afirmowanie konstytucyjnej definicji rodziny a nawet mówienie, że osoby o skłonnościach homoseksualnych nie są w naszym kraju dyskryminowane.Propozycje rządu zmierzają do destabilizacji pojęcia płci. W pierwotnej wersji, opublikowanej w marcu na stronie Rządowego Centrum Legislacyjnego, projekt nowelizacji Kodeksu karnego postulował karanie „mowy nienawiści” ze względu na „tożsamość płciową”. Po przeprowadzonej przez nas krytyce, zamieniono „tożsamość płciową” na „płeć”. Ma to uśpić uwagę Polaków.
    Jednak w dalszym ciągu widać wyraźnie, że proponowana nowelizacja Kodeksu karnego ma na celu redefinicję podstawowego pojęcia jakim jest płeć. W jej uzasadnieniu autorzy wyraźnie odwołują się bowiem do Konwencji stambulskiej, która rozumie płeć jako konstrukt społeczny, a nie obiektywną, biologiczną rzeczywistość. Dokument ewidentnie zmierza zatem do karania za krytykę udostępnianie damskich przebieralni dla mężczyzn z zaburzeniami tożsamości płciowej albo umieszczania w więzieniu dla kobiet skazanych za gwałt przestępców, którzy nagle zaczęli twierdzić, że są kobietami.
    Podnosimy, że projekt całkowicie ignoruje to, że Kodeks karny przewiduje już sankcje karne za zniesławianie, znieważanie, groźby karalne oraz naruszenie nietykalności cielesnej. Z kolei Kodeks cywilny przewiduje możliwość obrony swoich dóbr osobistych. Nikt, kto czuje się obrażony, nie pozostaje zatem bez prawnych możliwości działania.
    Wbrew deklarowanym motywacjom autorów dokumentu, nie tylko nie ma on na celu walki z dyskryminacją, ale przeciwnie – dąży do wprowadzenia rozwiązań dyskryminujących większość obywateli na korzyść preferowanych przez autorów mniejszości. Przykładowo, gdyby pobito osobę identyfikującą się jako homoseksualna, osobę bezdomną i ojca rodziny, to surowszy wyrok otrzymałby sprawca pierwszego z tych przestępstw, tylko z powodu orientacji seksualnej ofiary i to nawet gdyby homoseksualne skłonności ofiary nie miały nic wspólnego z motywacją sprawcy.
    Mówimy „nie” ideologizacji prawa międzynarodowegoStrategia zwalczania wrogów lewicy za pomocą walki z „mową nienawiści” jest wdrażana od dawna na zachodzie. Dlatego aktualnie prawnicy Instytutu Ordo Iuris kończą pracę nad raportem analizującym występowanie pojęcia „mowy nienawiści” w dokumentach Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rady Europy i Unii Europejskiej. Raport opublikujemy jeszcze w tym roku. W publikacji omówimy między innymi treść Strategii i Planu działania ONZ w sprawie walki z „mową nienawiści” z 2019 roku. Zaproponowano w niej niezwykle szeroką definicję „mowy nienawiści”. Obejmuje ona „każdy rodzaj komunikacji w mowie, piśmie lub zachowaniu, który atakuje lub używa pejoratywnego lub dyskryminującego języka w odniesieniu do osoby lub grupy na podstawie tego, kim są”. W jej myśl za „mowę nienawiści” mogłyby być uznane nie tylko rzekomo „nienawistne” komentarze czy posty, ale też obrazki, memy, obiekty artystyczne, gesty i symbole.
    Z kolei w 2021 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję, w której nie zdefiniowano co prawda „mowy nienawiści”, ale za to wprost postulowano wprowadzenie i wspieranie „systemów identyfikacji, śledzenia, gromadzenia danych i analizowania tendencji w zakresie mowy nienawiści”. Rezolucja wzywała do podejmowania zdecydowanych działań przeciwko „mowie nienawiści” zwłaszcza w kontekście pandemii COVID-19. Zdaniem jej autorów, pandemia była okresem wzrostu „mowy nienawiści” w internecie.W analizie przypomnimy inicjatywę Komisji Europejskiej, która w grudniu 2021 roku przedstawiła propozycję dodania „mowy nienawiści” do listy przestępstw europejskich, ściganych obowiązkowo we wszystkich państwach UE. Do tej pory na tej liście znajdowały się tak poważne przestępstwa jak terroryzm, handel ludźmi czy seksualne wykorzystywanie kobiet.
    Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
    Zagraniczne korporacje po stronie lobby LGBT
    Polityczna poprawność i walka z „mową nienawiści” to niestety codzienność dla wielu polskich pracowników zagranicznych firm. Jedną z takich osób jest pan Adam z Warszawy. Gdy jego pracodawca skierował do niego oraz 350 innych pracowników mailowe zaproszenie na warszawską Paradę Równości, oznaczając wydarzenie w biurowym kalendarzu jako „obowiązkowe”, mężczyzna stanowczo, ale kulturalnie i spokojnie, wyraził swój sprzeciw. W swojej odpowiedzi mailowej Pan Adam podkreślił, że nie popiera postulatów „społeczności LGBTQ” i że jest im przeciwny. Przypomniał też przełożonym, że przedsiębiorstwo IT nie jest partią polityczną i dlatego nie powinno wpływać na poglądy polityczne swoich pracowników.
    Choć jego profesjonalizm i kompetencje były w pracy doceniane, dla globalnej korporacji ważniejsza była ideologia. Po godzinie od wysłania odpowiedzi służbowe konto Pana Adama zostało zablokowane, a ostatecznie został on zwolniony. Korporacja bała się, że inni pracownicy mogą poprzeć protest mężczyzny.
    Co ciekawe, firma zarzuciła też Panu Adamowi, że podjął „próbę zaangażowania wszystkich pracowników spółki w dyskusję światopoglądową”.
    W ten sposób korporacja próbuje zakłamać oczywisty fakt, że do tej dyskusji doszło nie wskutek odpowiedzi Pana Adama, ale wiadomości pracodawcy z zaproszeniem na Paradę Równości skierowanej do ponad 350 pracowników. 
    Jako pretekst do zwolnienia pracodawca wykorzystał także udział mężczyzny w dyskusji światopoglądowej w serwisie LinkedIn, w której ten w kulturalny sposób krytykował radykalny feminizm.
    W imieniu Pana Adama skierowaliśmy do sądu pracy pozew, żądając przywrócenia go do pracy oraz wypłaty stosownego odszkodowania. Zwracamy sądowi uwagę, że zwolnienie Pana Adama było niezgodne z prawem pracy i stanowiło dyskryminację ze względu na światopogląd pracownika. Wyrok w sądzie pierwszej instancji może zapaść już na najbliższym, styczniowym posiedzeniu sądu.

    Bronimy kapłana oskarżonego o „mowę nienawiści”

    Opieką prawną otaczamy również ks. prof. Tadeusza Guza, który został oskarżony przez Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’ritt w Rzeczypospolitej Polskiej o „nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych i wyznaniowych w odniesieniu do narodu żydowskiego”.
    Przyczyną absurdalnych zarzutów pod adresem zasłużonego kapłana i naukowca jest dygresja, którą sformułował na marginesie wykładu naukowego „Jak Pan Bóg dopełni historii zbawienia”, który był połączony z promocją autobiografii nawróconego na katolicyzm amerykańskiego Żyda Roya H. Schoemana.
    Pod koniec ponad godzinnego wykładu, który ks. prof. Guz zakończył zachętą do wspólnej modlitwy słowami świętej Edyty Stein (nawróconej na katolicyzm Żydówki, zamordowanej przez niemieckich oprawców w Auschwitz), kapłan wspomniał o dawnych oskarżeniach o mordy rytualne formułowanych przeciw społeczności żydowskiej w krajach Europy.
    Owa dygresja stała się powodem do oskarżenia ks. prof. o stosowanie „mowy nienawiści”. Komisja Dyscyplinarna Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego odrzuciła oskarżenia, uznając, że duchowny „nikogo nie obraził i nie znieważył”, a jedynie „przedstawił własną interpretację faktów historycznych” opartą na „wiedzy zdobytej w wyniku analiz naukowych w oparciu o dostępne materiały źródłowe”. To zdanie podzieliła prokuratura.
    Nie godząc się z tym, oskarżyciele ks. prof. Guza skierowali do sądu subsydiarny akt oskarżenia nie tylko przeciwko duchownemu, ale i wszystkim członkom komisji uczelnianej, która go uniewinniła. Znamienne, że oskarżyciele duchownego chcą go obciążyć odpowiedzialnością nie tylko za to, co sam powiedział, ale również za to, co anonimowi użytkownicy serwisu YouTube pisali pod opublikowanym tam nagraniem z wykładu.
    Występując po stronie ks. prof. Guza, złożyliśmy do sądu wniosek o odrzucenie oskarżenia. 25 listopada sąd rozpatrywał wniosek o umorzenie postępowania wobec profesorów KUL. Uczestnicząc w posiedzeniu, wskazywaliśmy na oczywisty cel oskarżenia, jakim było zastraszenie Komisji Dyscyplinarnej. Sąd podzielił to stanowisko, a postępowanie zostało umorzone, co rodzi nadzieję, że w taki sam sposób już niebawem zakończy się sprawa ks. prof. Guza.

    Wspólnie zatrzymamy ideologiczną cenzurę!
    Lewica wie, że nie przekona Polaków do absurdalnych założeń oderwanej od biologicznych faktów ideologii gender. Dlatego ze wszystkich sił usiłuje zaprowadzić w naszym kraju ideologiczną cenzurę pod pretekstem walki z „mową nienawiści”. W ten sposób radykałowie chcą pod groźbą więzienia wyeliminować z debaty publicznej każdą krytyczną wobec nich opinię. Dotyczy to prawa do publicznego głoszenia wiary, krytyki migracji, a nawet dyskusji o bolesnych wydarzeniach historycznych.
    Jeśli cenzorom uda się ten plan, nikt nie będzie mógł się sprzeciwić terrorowi poprawności politycznej i demoralizacji naszych dzieci przez aktywistów LGBT. Dzięki wsparciu Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris prawnicy naszego Instytutu ze wszystkich sił bronią wolności słowa. Przygotowujemy merytoryczne analizy prawne, bronimy konkretnych ofiar ideologicznych represji i mobilizujemy opór społeczny.
    Każde z tych działań składa się na wielowarstwową tamę prawną chroniącą Polaków przed zakusami genderowych cenzorów. Ich kontynuacja wiąże się jednak z konkretnymi kosztami.
    Nasze koszty to przede wszystkim nieustanne analizy, opinie i oddziaływanie na rząd w ramach konsultacji społecznych oraz dostarczanie argumentów dziennikarzom i liderom opinii.
    Jednak kosztowne są także procesy sądowe. Kontynuowanie procesu w obronie Pana Adama, zwolnionego z pracy za to, że nie chciał maszerować w Paradzie Równości to koszt co najmniej 10 000 zł. Nie możemy jednak pozostawić go bez wsparcia i pozwolić, by globalne korporacje bezkarnie stosowały ideologiczny szantaż wobec swoich pracowników.
    Z kolei postępowanie karne w obronie ks. prof. Tadeusza Guza oskarżonego o głoszenie „mowy nienawiści” to wydatek rzędu nawet 20 000 zł. Bez naszej pomocy odważny kapłan i naukowiec może trafić do więzienia nawet na 3 lata!

    Wobec groźby nowelizacji Kodeksu karnego pod dyktando lobby LGBT spodziewamy się w najbliższym czasie kolejnych takich spraw. Szacujemy, że koszty podobnych postępowań nie będą mniejsze niż 15 000 zł. Za każdym razem musimy bowiem drobiazgowo przeanalizować akta postępowania, często odwołujemy się do opinii biegłych oraz odbywamy podróże po całym kraju.Do tego dochodzą też znaczne wydatki związane z procedowaniem projektu ustawy cenzorskiej w Sejmie i Senacie oraz z medialno-społeczną akcją mobilizacji sprzeciwu wobec zaprowadzenia ideologicznej cenzury w Polsce. Jeśli dziś nie staniemy w obronie wolności słowa, to jutro będziemy mogli tylko milczeć..
    .Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli skutecznie stawić opór genderowej cenzurze.
    Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
    Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Wolność słowa jest podstawą wszystkich praw i wolności obywatelskich. Jeśli ją utracimy, nie będziemy mogli być pewni żadnej z pozostałych wolności. Będziemy zdani na łaskę i niełaskę lewicowych cenzorów, którzy tylko czekają na to, aby móc zamykać w więzieniach każdego, kto ma odwagę głośno mówić, że istnieją tylko dwie płcie. Obudzimy się w genderowym, totalitarnym koszmarze, z którego nie będzie ucieczki. Nie możemy na to pozwolić. Dlatego gorąco zachęcam Pana do wsparcia walki Ordo Iuris w obronie wolności słowa.
    P.P.S. Pragnę też przypomnieć o możliwości odliczenia darowizny przekazanej na Instytut Ordo Iuris od dochodu w rozliczeniu PIT za rok 2024. Istnieje możliwość otrzymania od nas zaświadczenia o wpłatach dokonanych na rzecz Instytutu, które przyda się przy rozliczeniu. Aby je otrzymać, proszę wypełnić formularz na stronie pit.ordoiuris.pl.

    P.P.P.S. Chciałbym także zaprosić Pana na kolejną tradycyjną Mszę świętą w intencji Darczyńców Instytutu Ordo Iuris, która zostanie odprawiona w najbliższą niedzielę, 22 grudnia o godz. 14:00 w kościele św. Klemensa Hofbauera przy ul. Karolkowej 49 w Warszawie.
    Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
    Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris
     Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa+48 793 569 815
    www.ordoiuris.pl

    Uzdrowienia w Lourdes a ateiści

    Uzdrowienia w Lourdes a ateiści

    [Znamy, ale ponieważ pamięć mamy doskonałą, tylko trochę krótką... MD]

    https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=18441&Itemid=46

    Znany badacz cudownych uzdrowień w Lourdes, prof. medycyny Auguste Vallet twierdzi, że “medycyna nie zna takiej choroby, z której w Lourdes nie dokonałoby się w niewytłumaczalny dla nauki sposób, dobrze udokumentowane cudowne uzdrowienie”.

    Dla wielu ludzi Lourdes i inne sanktuaria pozostają bardzo czytelnym znakiem Bożego działania. W ten sposób kochający Bóg apeluje do ludzkich serc z prośbą o nawrócenie, o otwarcie się na tajemnicę Jego Miłości. Niestety są jednak ludzie, których cuda te nie przekonują, ponieważ ich zdaniem nie są tak spektakularne i oczywiste, aby swoją oczywistością niejako zmusiły wszystkich do ich przyjęcia. Wszyscy sceptycy i różnej maści agnostycy i ateiści stawiają zarzut zawarty w pytaniu: dlaczego w Lourdes nikomu nie odrosła amputowana ręka czy noga? Według nich tylko wtedy daliby się przekonać. Tak argumentował swój brak wiary między innymi słynny pisarz Emil Zola, który chociaż był naocznym świadkiem cudownego uzdrowienia dwóch umierających kobiet to jednak nie uwierzył. Co więcej, napisał paszkwil zaprzeczający oczywistym faktom.

    Trzeba tutaj jednak odnotować bardzo dobrze udokumentowany historyczny fakt, oficjalnie przez władze Kościelne uznanego cudu odzyskania amputowanej nogi po trzech latach od jej odcięcia. Ten niezwykły fakt miał miejsce 27.04.1641 r. w Saragossie w Sanktuarium Matki Bożej “Virgen del Pilar”. Trzeba tutaj mocno podkreślić, że jest to jeden z nielicznych historycznych faktów, które zostały bardzo precyzyjnie udokumentowane i co do jego autentyczności nie może być wątpliwości. Znany jest historykom jako “el milagro de Calanda”. Bardzo rygorystyczne badania historyczne stwierdzają, że młodzieniec Miguel-Juan Pellicer z miejscowości Calanda miał amputowaną poniżej kolana prawą nogę, która została pogrzebana na cmentarzu szpitala w Saragossie. Trzy lata po amputacji, po gorącej modlitwie do Matki Bożej, w nocy, w sposób niewytłumaczalny odcięta [i gdzieś tam przed laty zakopana… MD] noga została na nowo połączona z kikutem. Ten niezwykły cud odbił się głośnym echem w całej chrześcijańskiej Europie XVII w., ale i w XVIII prowokował nieudane próby jego kwestionowania ze strony racjonalistów Oświecenia.

    Wracając do cudownych uzdrowień w Lourdes, warto tutaj przypomnieć jedno z nich, najbardziej szokujące lekarzy i obserwatorów. 16.02.1867r. Piotr de Rudder pracował jako robotnik u hrabiego du Bus de Ghisignies w Jabbecke (Belgia). Właśnie tego dnia upadło na jego lewą nogę ścinane drzewo i potrzaskało kości na liczne odłamki, co uniemożliwiało zrośnięcie. Na koszt hrabiego opiekowało się Piotrem po kolei kilkunastu lekarzy, jednak noga się nie goiła, tylko pokryła się zgangrenowanymi tkankami i ropiejącymi przetokami. Wszyscy lekarze, łącznie z profesorem Thiriart, chirurgiem dworu królewskiego, stwierdzili konieczność amputacji.

    Chory jednak z uporem, pomimo strasznych cierpień, nie zgadzał się na odcięcie nogi. W tym też okresie w Oostacker pod Gandawą zbudowano kaplicę i grotę na cześć objawień Matki Bożej w Lourdes. Grota stała się sławna w Belgii, gdyż miały tam miejsce cudowne uzdrowienia. De Rudder postanowił udać się do Oostacker, by uprosić dla siebie cudowne uzdrowienie. 5 kwietnia 1875 r. poprosił żonę swego pracodawcy, panią du Bus, o pieniądze na podróż. Hrabina ogląda chorą nogę i notuje w dzienniczku: “De Rudder odwinął bandaże nasiąknięte ropą i krwią, czuć było nieznośny fetor. Widać było, jak oba końce złamanych kości wystawały z ran”.

    7 kwietnia 1875 r. w towarzystwie żony udaje się do groty Oostacker. Złożono Piotra przed grotą, gdzie napił się wody ze źródła i siedząc przed figurą Matki Bożej żarliwie zaczął się modlić, prosząc o odpuszczenie grzechów i łaskę uzdrowienia. Nagle Piotr doznał dziwnego wstrząsu, odrzucił kule przeszedł kilka kroków, klęknął u stóp figury Niepokalanej i zawołał: Boże, jestem uzdrowiony! Jego żona z wrażenia zemdlała. Wszyscy obecni na widok tego, co się wydarzyło, z płaczem cisnęli się wokół cudownie uzdrowionego. Zdziwienie i płacz szybko przeszły w radość religijnego uniesienia. Spontanicznie uformowała się procesja z uzdrowionym Piotrem na czele, która kilkakrotnie obeszła grotę, śpiewając pieśni religijne. Później został przebadany przez komisję lekarską. Okazuje się, że noga w jednym momencie została całkowicie uzdrowiona, bandaże same opadły, złamane kości, piszczel i kość strzałkowa, same się zrosty, chociaż brakowało 6 cm kości, zniszczonych przez zgorzel w ciągu długich lat choroby, rany się zabliźniły. Dla wszystkich lekarzy, którzy leczyli Piotra, było oczywiste, że zdarzył się nieprawdopodobny cud. Kto dokonał tego dzieła? Naukowiec dr Le Bec napisał, że dla utworzenia fragmentu kości, który nagle zastąpił ubytek piszczelą i kości strzałkowej u połamanej nogi Ruddera, trzeba było 5 g wapnia. W organizmie chorego nie było tej ilości wapnia w stanie wolnym.

    Skąd się więc ono wzięło?

    Wszyscy lekarze, którzy leczyli Ruddera, po zbadaniu uzdrowionej nogi nawrócili się. Również hrabia du Bus, senator antyklerykalnej, masońskiej partii, zadeklarowany i walczący z Kościołem mason-ateista, kiedy zobaczył Ruddera wracającego w pełni zdrowia z pielgrzymki, nawrócił się. Powiedział wtedy do żony: “Nigdy nie wierzyłem w cuda. Lecz jeżeli de Rudder został uzdrowiony, to jest to prawdziwy cud. W ten cud ja wierzę”.

    Czy jest możliwe, aby 6 cm brakującej kości w jednym momencie wzięło się z niczego?

    Oczywiście, że cud ten jest mniej spektakularny od tego, który miał miejsce w Saragossie, ale również w Oostacker dokonało się stworzenie z niczego brakujących kości i ciała.

    9 kwietnia dr Affenaer, lekarz Piotra de Rudder, ze łzami w oczach powiedział: “Jest pan uzdrowiony, Pańska noga jest nogą dziecka nowo narodzonego. Tego, czego nie potrafiła uczynić medycyna, mogła dokonać Maryja”.

    Dr Van Hoestenbergke ze Stalhille, znany ateista, z pokorą pochylił czoło przed wszechmocą Boga. W czasopiśmie: “Revue des Ouestions Scientifigues” razem z dr Royer i dr Deschamps, opisał cud z naukową dokładnością, stwierdzając, że nie można tego uzdrowienia wyjaśnić siłami natury.

           To cudowne wydarzenie badała specjalna komisja złożona z 22 lekarzy, katolików; innowierców i ateistów. Uzdrowienie to było przedmiotem licznych badań, również w Holandii, Anglii, Niemczech, Włoszech. W r.1892 dr Hoestenberghe napisał do dr Boissaire: “Bytem niewierzącym, ale cud Piotra de Rudder otworzył mi oczy”. Przed cudem rodzinna wieś Piotra słynęła z niewiary i złych obyczajów. Po uzdrowieniu ludzie się nawrócili i wszyscy zaczęli chodzić do kościoła.

    Piotr Rudder zmarł 22.03.1892r. Siedem lat później dr Van Hoestenberghe z ekshumowanego ciała Ruddera wyjmuje piszczele i kości strzałkowe i daje ostateczny dowód podwójnego złamania i uzdrowienia. Dr Diday, który wcześniej bluźnit przeciw świętości Lourdes, a potem stał się jej obrońcą, napisał: “Jeżeli ręka była Boża, to jednak ślad, który zostawiła, jest na wskroś ludzki”.

    Jak Matka Boska Częstochowska wskrzesiła siekierą porąbanych.

    [przypominam md]

    Jak Matka Boska Częstochowska wskrzesiła porąbanych siekierą.

    „Mieszkaniec Lubelski (niektórzy Lubliński piszą) z małżonką i czeladzią wyszedłszy z domu, dwóch synaczków, dwuletniego w kolebce i czteroletniego w domu zostawił. Starszy, jako widział ojca w jatkach baranom i cielętom podrzynającego gardła, także dwuletniemu w kolebce bratu nożem poderżnął gardło. Widząc bez ducha w kolebce krwią oblanego brata, a chłosty się bojąc, schronił się za stos drew nałożonych w kominie.

    Przychodzi matka, nie widząc i nie wiedząc jako żałobna w kolebce dziecięcia rzeź, w piecu podpali drwa, które jako dobrze podsuszone, płomienisto gorejąc, dymem wprzód zaduszone dziecię, a potem płomieniem otoczone piekły. Nieszczęsna matka wyrwie z pożaru syna, a ratunku żadnego umarłemu dać nie mogąc, jeszcze z płomieniów ognia nieostudzonego łzami ciepłemi chłodzi. Przestąpi próg, obaczy krwią z kolebki płynący potok, z którego pociechy nie znającym, ponurzona żalem na pół obumiera.

    Nadchodzi mąż, w domu tragiczne widowisko znajdzie, a rozumiejąc, że śmierci synów z matki przyczyna, żonę bijąc, zabija, jakoby do zupełniejszego żalu.

    Trupami widząc położony dom, a rady pociesznej sobie dać nie mogąc, do przyjaciół się udaje, z których namowy, większą nad człowieka zawziąwszy w przyczynie Matki Bożej ufność postanowienie, w trumnie prezentuje trupów przed obrazem na Jasnej Górze.

    Dosyć daleką odprawiwszy drogę, podczas nieszporów godziny tu stawa, przed obrazem matkę z synami stawia, aż gdy przyszło do Matki Niepokalanej hymnu, w domu Zacharyasza śpiewanego Magnificat, owego wiersza: „albowiem uczynił mi wielkie rzeczy On, który możny jest i święte Imię Jego”, jak ze snu obudzeni, z matką powstają synowie, przy wielkiej ludu z różnych miejsc zgromadzonego frekwencyi.

    Tak uwielbiona jest zaprawdę znacznym cudem przyczyna Matki Boskiej, która jako to sobie ulubiła miejsce, niewidzianym przedtem pokazała żywota przywróconego dobrodziejstwem roku Pańskiego 1540.

    MARYAN JASTRZĘBIEC, „W OBRONIE CZCI JASNOGÓRY”, NAKŁADEM POLSKO-KATOLICKIEJ KSIĘGARNI NAKŁADOWEJ ZDZISŁAWA RZEPECKIEGO i S-KI W POZNANIU. Rok 1911.

    Ten sam FAKT CUDU [jak i wielu innych] opisany jest we współczesnej nam książce, dostępnej na Jasnej Górze, „Cuda Matki Boskiej Częstochowskiej”.

    Kolejny, 71-szy uznany cud w Lourdes. Niezwykłe uzdrowienie marynarza.

    Uznany cud w Lourdes. Niezwykłe uzdrowienie marynarza porusza serca!

    https://pch24.pl/uznany-cud-w-lourdes-niezwykle-uzdrowienie-marynarza-ktore-porusza-serca

    (GS/PCh24.pl)

    Jack Traynor, brytyjski marynarz Royal Navy, który podczas I wojny światowej doznał ciężkich ran, został przez diagnozy lekarzy „skazany” na rychłą śmierć. Jednak dzięki głębokiej wierze doświadczył niezwykłego uzdrowienia we francuskim Lourdes. Historia została opisana w 1944 roku przez ojca Patricka O’Connora, irlandzkiego kapłana z Towarzystwa Misyjnego świętego Kolumbana. Kilka dni temu, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, arcybiskup Liverpoolu Malcolm McMahon ogłosił, że przypadek Traynora został oficjalnie uznany 71. cudem przypisywanym wstawiennictwu Matki Bożej z Lourdes.

    Ojciec O’Connor w swojej książce I Knew a Miracle: The Story of John Traynor, Miraculously Healed at Lourdes opisał spotkanie z marynarzem Royal Navy podczas 10-godzinnej podróży pociągiem do Lourdes 10 września 1937 roku. Żołnierz opowiedział mu wówczas o swoim uzdrowieniu w 1923 roku. Wydarzenie miało miejsce w Lourdes i było następstwem poważnych ran odniesionych podczas wojny.

    Kapłan przedstawił swego rozmówcę jako „masywnego mężczyznę” o wzroście 5’5” (około 165 cm), „o silnej, rumianej twarzy”. Zgodnie z opisem biograficznym, gdyby nie cudowne uzdrowienie, Traynor powinien być sparaliżowany, cierpieć na epilepsję, mieć liczne otwarte rany, zniekształconą, bezużyteczną prawą rękę oraz poważne uszkodzenie czaszki.

    Marynarz był człowiekiem o „męskiej wierze i głębokiej pobożności”. Pomimo niewybitnego formalnego wykształcenia odznaczał się „jasnym umysłem wzbogaconym wiarą” oraz „wielką uczciwością życiową”. Był skromny, ale jednocześnie okazał się „nieustraszonym i bojowym katolikiem”, co wywarło wpływ na jego szczególne miejsce w historii cudownych uzdrowień związanych z Lourdes.

    Z prostotą opowiadał o cudzie, którego doświadczył w miejscu objawienia Niepokalanego Poczęcia świętej Bernadecie Soubirous w 1858 roku. Ojciec O’Connor nie tylko spisał relację i przesłał ją do korekty samemu bohaterowi. Zapoznał się również z oficjalnymi raportami sporządzonymi przez lekarzy, którzy badali uzdrowionego. Przeszukał także archiwa ówczesnych gazet, aby potwierdzić wiarygodność tej opowieści. O cudownym uzdrowieniu informował m.in. „Journal de la Grotte” w grudniu 1926 roku.

    Jack Traynor urodził się w Liverpoolu w 1883 roku. Jego matka, pochodząca z Irlandii, była gorliwą katoliczką, ale zmarła, gdy syn był jeszcze dzieckiem. „Jego wiara, przywiązanie do Mszy Świętej i Komunii – które przyjmował codziennie, co w tamtych czasach było rzadkością – oraz jego zaufanie do Maryi pozostały z nim jako owocne wspomnienie i trwały przykład” – napisał ojciec O’Connor.

    Na początku I wojny światowej Traynor wstąpił do armii. Podczas jednej z bitew ucierpiał od artyleryjskich odłamków i stracił przytomność na pięć tygodni. W 1915 roku został wysłany do sił ekspedycyjnych operujących w Egipcie i rejonie Cieśniny Dardanelskiej. Wziął udział w lądowaniu na Gallipoli.

    Podczas szarży na bagnety 8 maja 1915 roku został trafiony czternastoma kulami z karabinu maszynowego w głowę, klatkę piersiową i ramię. Odesłano go na leczenie do Aleksandrii w Egipcie, gdzie przeszedł trzy operacje w ciągu kilku miesięcy. W ich trakcie próbowano zszyć uszkodzone nerwy w prawym ramieniu. Lekarze zaproponowali amputację ręki, ale Traynor zdecydowanie odmówił. Wkrótce zaczął doświadczać ataków epilepsji. W 1916 roku przeprowadzono czwartą operację, która również zakończyła się niepowodzeniem.

    Po wypisaniu ze szpitala Jack Traynor otrzymał 100-procentową rentę z powodu „trwałej i całkowitej niepełnosprawności”. W 1920 roku przeszedł kolejną operację, tym razem czaszki, mającą na celu leczenie padaczki. W wyniku zabiegu pozostawiono mu otwartą ranę o średnicy około dwóch centymetrów, którą przykryto srebrną płytką. Traynor codziennie doświadczał trzech ataków epilepsji i zmagał się z częściowym paraliżem nóg. Po powrocie do Liverpoolu poruszał się na wózku inwalidzkim.

    Osiem lat po lądowaniu na Gallipoli, dziesięciu lekarzy, którzy go leczyli, zgodnie potwierdziło, że był „całkowicie i nieuleczalnie chory, niezdolny do pracy”. Ojciec O’Connor opisał go jako „prawdziwy wrak człowieka”. 24 lipca 1923 roku Traynor miał zostać przyjęty do szpitala Mossley Hill dla nieuleczalnie chorych, jednak dowiedziawszy się o organizowanej pielgrzymce do Lourdes, zdecydował, że zrobi wszystko, by wziąć w niej udział.

    By sfinansować podróż, wykorzystał oszczędności odłożone na „szczególny wypadek”. Sprzedał też część swojego mienia, a jego żona zastawiła biżuterię. Wielu odradzało mu ten pomysł, obawiając się, że nie przetrwa trudów podróży. Tylko małżonka i „jeden lub dwóch krewnych” wspierali go, choć nawet oni uważali, że „postradał zmysły”.

    Podróż rzeczywiście była wyczerpująca. Traynor czuł się bardzo źle, trzykrotnie próbowano przewieźć go do szpitala. Gdy w niedzielę 22 lipca 1923 roku dotarł do Lourdes, w jego opiekę zaangażowały się dwie protestanckie siostry z Liverpoolu, które przypadkiem przebywały w sanktuarium.

    Po przybyciu Traynor był w stanie krytycznym. „Pewna kobieta napisała do jego żony, że nie ma dla niego żadnej nadziei i że zostanie pochowany w Lourdes” – zanotował ojciec O’Connor. Mimo tego chory marynarz został dziewięciokrotnie zanurzony w wodzie ze źródła w grocie. Uczestniczył również w nabożeństwach dla chorych.

    Następnego dnia doznał silnego ataku epilepsji, co skłoniło wolontariuszy do odmowy ponownego zanurzenia go w basenach. Ostatecznie jednak ustąpili. Ku zdziwieniu wszystkich, ataki epilepsji nagle całkowicie ustąpiły.

    We wtorek 24 lipca Traynor został po raz pierwszy zbadany przez lekarzy w sanktuarium. Ci szczegółowo opisali jego dotychczasowe dolegliwości oraz wydarzenia z pielgrzymki do Lourdes, stanowiące początek jego niezwykłego uzdrowienia.

    W środę 25 lipca Jack Traynor „wydawał się być w tak złym stanie jak zawsze”. Świadomy, że w piątek 27 lipca planowana jest jego podróż powrotna, wydał ostatnie szylingi na zakup religijnych pamiątek dla żony i dzieci. Tego dnia udał się ponownie do łaźni w sanktuarium. „Kiedy byłem w łaźni, moje sparaliżowane nogi zaczęły się gwałtownie trząść” – relacjonował później. Wolontariusze, opiekujący się chorymi, obawiali się, że to kolejny atak padaczkowy. „Miałem trudności ze wstaniem, czując jednak, że mogę to zrobić bez problemu” – opisywał.

    Po wyjściu z łaźni ponownie umieszczono go na wózku inwalidzkim i zabrano na procesję Najświętszego Sakramentu. Podczas celebry kardynał Louis Henri Joseph Luçon, arcybiskup Reims, niósł monstrancję. „Pobłogosławił dwóch chorych przede mną, podszedł do mnie, uczynił znak krzyża monstrancją i przeszedł dalej. Właśnie wtedy, gdy odszedł, zdałem sobie sprawę, że zaszła we mnie wielka zmiana. Moja prawa ręka, która była martwa od 1915 roku, zaczęła się gwałtownie trząść. Zerwałem bandaże i przeżegnałem się po raz pierwszy od lat” – wspominał Traynor. „Nie poczułem nagłego bólu, nie miałem również żadnej wizji. Po prostu zrozumiałem, że wydarzyło się coś doniosłego” – dodał.

    Następnie udał się do byłej lecznicy, w której dziś znajdują się biura Szpitala Matki Bożej z Lourdes. Tam udowodnił, że jest w stanie przejść siedem kroków. Lekarze, którzy go badali, stwierdzili, że „odzyskał świadomą władzę w nogach” i może chodzić, choć z trudem. Wczesnym rankiem następnego dnia Traynor „ostatnim tchnieniem” otworzył oczy, wyskoczył z łóżka, uklęknął na podłodze, aby dokończyć Różaniec, a następnie wybiegł do drzwi. Boso, ubrany jedynie w piżamę, udał się do groty Massabielle, by podziękować Dziewicy Maryi za uzdrowienie. „Wiedziałem tylko, że muszę Jej podziękować i że grota jest właściwym miejscem, aby to zrobić” – opowiadał później.

    Przed figurą Ukoronowanej Matki Bożej na Placu Różańcowym Traynor, pamiętając nauki swojej matki, złożył szczególną ofiarę. „Nie miałem pieniędzy, ponieważ wydałem ostatnie szylingi na różańce i medaliki dla żony i dzieci. Klęcząc tam przed Matką Bożą, postanowiłem rzucić palenie” – wspominał.

    Traynor odnotował, że choć był świadomy otrzymania wielkiej łaski, w tamtej chwili nie przypomniał sobie wszystkich swoich wcześniejszych dolegliwości. Następnie dowiedział się, że ksiądz, który odradzał mu udział w pielgrzymce, chciał się z nim spotkać w swoim hotelu. Duchowny, widząc jego stan, zapytał, czy czuje się dobrze. „Powiedziałem, że czuję się dobrze, dziękuję, i że mam nadzieję, że on też. Rozpłakał się” – relacjonował Traynor.

    W piątek 27 lipca lekarze ponownie go przebadali i stwierdzili, że jego prawa ręka oraz nogi całkowicie wyzdrowiały. Otwór w czaszce znacząco się zmniejszył, a ataki padaczkowe ustały zupełnie. Zaskoczyło ich również, że rany, które wcześniej opatrzono bandażami, zagoiły się, kiedy Traynor powrócił z groty. O dziewiątej rano mężczyzna wsiadł do pociągu powrotnego do Liverpoolu. W trakcie podróży odwiedził go arcybiskup Keating, prosząc o błogosławieństwo i rozmawiając z nim o cudownym uzdrowieniu.

    Wieści o wydarzeniach w Lourdes dotarły do Liverpoolu, więc doradzono Traynorowi, by poinformował o swoim stanie żonę. „Nie chciałem robić zamieszania telegramem, więc wysłałem wiadomość: Czuję się lepiej – Jack” – wyjaśniał. Adresatka informacji, nieświadoma uzdrowienia, zakładała, że jej mąż wciąż jest w „zrujnowanym stanie”, zwłaszcza iż wcześniej dotarła do niej wieść o jego prawdopodobnej śmierci w Lourdes. Na stacji w Liverpoolu Traynora powitały tłumy, które musiała uspokajać policja. Po powrocie do domu, jak relacjonował, „nie potrafił opisać radości żony i dzieci”.

    W kolejnych latach marynarz wrócił do pracy przy transporcie węgla, bez trudu podnosząc 200-funtowe worki. Trójka jego dzieci urodziła się już po uzdrowieniu w 1923 roku, a jednej z córek nadano imię Bernadette na cześć wizjonerki z Lourdes.

    Uzdrowienie wpłynęło także na innych – dwie protestanckie siostry, które opiekowały się Traynorem w Lourdes, nawróciły się na katolicyzm, podobnie jak kilku członków jego rodziny i anglikański pastor.

    Jack Traynor aż do swojej śmierci w 1943 roku, w przededniu uroczystości Niepokalanego Poczęcia, regularnie pielgrzymował do Lourdes. Ministerstwo ds. Emerytur Wojennych nigdy nie cofnęło mu renty inwalidzkiej, przyznanej  dożywotnio.

    Źródło: catholicnewsagency.com
    AS

    Antyspecyzm [zrównanie rośliny, zwierzęcia i człowieka], czyli negowanie istnienia Boga

    [Antyspecyzm – czyli zrównanie rośliny, zwierzęcia i człowieka md]

    Zawsze Wierni nr 6/2024 (235) czyli: https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3280

    ks. Arnaud Sélégny FSSPX

    Antyspecyzm, czyli negowanie istnienia Boga

    Antyspecyzm definiowany jest przez Larousse’a jako „wizja świata, która odrzuca ideę hierarchii między gatunkami – a zwłaszcza wyższość istot ludzkich nad zwierzętami – i przyznająca wszystkim jednostkom, niezależnie od przynależności gatunkowej, ten sam status moralny”. Pierwsza część niniejszej analizy przedstawia ową ideę tak, jak prezentowana jest ona przez jednego ze jej najzagorzalszych propagatorów. Część druga poświęcona będzie jej krytyce.

    Ze światopoglądu takiego natychmiast wyłania się następująca konkluzja: antyspecyzm stanowi – w praktyce – negację istnienia Boga.

    Do konkluzji tej dojść można na dwa sposoby. Jeden z nich polega na śledzeniu toku rozumowania autora i kolejnych etapów formowania się owego antyspecystycznego światopoglądu, pomimo iż on sam terminu tego nie używa.

    Osobą, którą się tu zajmiemy, jest urodzony w Bonn w 1964 r. Peter Wohlleben, inżynier leśnictwa oraz autor przetłumaczonego na 32 języki i sprzedanego w ponad milionie egzemplarzy światowego bestsellera Sekretne życie drzew, wydanego w wersji niemieckiej w 2015 r., angielskiej w 2016, a francuskiej w 2017.

    Innym jego bestsellerem jest Duchowe życie zwierząt, wydane w wersji niemieckiej w 2016 r., angielskiej w 2017, a francuskiej w 2018. Podczas gdy reakcje środowiska naukowego na pierwszą z tych pozycji były mieszane, druga spotkała się już z ostrą krytyką.

    Sekretne życie drzew

    Odkrycie myślącego drzewa

    W trakcie lektury tej książki, której pełny tytuł brzmi Sekretne życie drzew. Zdumiewające fakty ze świata drzew, czytelnik napotkać może wiele twierdzeń zaskakujących dla osoby posiadającej jakąkolwiek wiedzę na temat przyrody, choćby tylko z osobistych obserwacji.

    Pierwsze spostrzeżenie autora jest takie, że drzewa potrafią gromadzić informacje oraz je przekazywać. Prawdą jest, że pozostaje to na poziomie bardzo prymitywnym, zauważa jednak, iż pewne bodźce – chemiczne, fizyczne lub termiczne – wywołują u niektórych roślin reakcje, takie jak np. produkcja przez akacje w odpowiedzi na intensywny wypas zwierząt roślinożernych śmiercionośnych toksyn.

    Musimy od razu podkreślić, że używanie w tym kontekście terminów „gromadzić” i „przekazywać” jest kontrowersyjne, ponieważ sugeruje posiadanie rodzaju pamięci i języka podobnych do tych, z jakimi mamy do czynienia u istot ludzkich. W przypadku „zaatakowanej” rośliny sygnał fizyko-chemiczny wysyłany jest niezależnie od obecności „odbiorcy”.

    Wohlleben posuwa się jeszcze dalej, wyjaśniając, że drzewa mówią: emitują „ultradźwięki”, będące wynikiem czysto mechanicznego zjawiska – przykładowo przerwy w przepływie soków. Wedle naszego autora, używającego śmiałego porównania, jest to „krzyk pragnienia”. Od tego do stwierdzenia, iż drzewa coś czują, pozostaje tylko jeden krok – i autor krok ten wykonuje.

    Jak podkreśla: drzewa cierpią. W jego odznaczającej się niezwykle sugestywnym stylem książce nadgryziona przez jelenia siewka dębu cierpi i umiera, podobnie jak dzik pożarty przez wilka. Może to być akceptowalne jedynie jako metafora, gdyż do odczuwania bólu potrzeba zarówno zmysłów, jak i scentralizowanej struktury, pozwalającej przekształcić informację w cierpienie.

    Na koniec dochodzimy do najważniejszego: drzewa są inteligentne. Wyjaśnijmy od razu, iż według autora ich odpowiednik mózgu zlokalizowany jest w pniu lub korzeniach. Pobudza go to, co znajduje się powyżej: napływ informacji, chemiczna kontrola funkcji, sygnały elektryczne, język i cierpienie.

    I autor konkluduje: „Od wielu lat toczy się wśród uczonych gorący spór – czy rośliny mogą myśleć, czy są inteligentne?”1. Jak jednak przyznaje, dyskusja na ten temat nieobecna jest w publikacjach uniwersyteckich.

    Fakt ten bynajmniej go nie powstrzymuje: „większość badaczy powątpiewa (…), czy (…) można widzieć w korzeniach ostoję inteligencji, pamięci i emocji”, ponieważ – jak wyjaśnia – „pojawia się niebezpieczeństwo zatarcia granic między roślinami a zwierzętami”. Stwierdza jednak: „Podział roślina / zwierzę jest tak czy owak dokonany arbitralnie i zasadza się na sposobie pozyskiwania pożywienia; ta pierwsza prowadzi fotosyntezę, to drugie zjada istoty żywe”.

    Jest to skrajnie uproszczony i błędny sposób przedstawienia problemu. Wrócimy do tego w dalszej części naszej analizy.

    Drzewa i ich prawa

    Od odczuwania i inteligencji do posiadania praw jest już tylko jeden krok. Wohlleben opowiada się za ochroną drzew – podobnie jak zwierząt – i zaprzestaniem klasyfikowania ich jako rzeczy. Powraca do swego pełnego metafor języka, mówiąc o pochłanianych przez ogień „zwłokach buka lub dębu”. „(…) papier wielu książek powstał z rozdrobnionych, specjalnie w tym celu ściętych (a więc zabitych) świerków i brzóz”.

    Następnie pojawia się oskarżenie: „Wykorzystujemy żywe istoty, które są zabijane dla naszych celów, nie ma tu co tuszować prawdy”. Moglibyśmy w tym miejscu zauważyć, iż autor wspomnianej książki – sprzedanej w milionach egzemplarzy – stał się pośrednio współwinny tej „masakry”. On sam dopuszcza wykorzystywanie, potępia natomiast przesadę: „Czy nie czerpiemy ponad miarę z leśnego ekosystemu i czy oszczędzamy przy tym drzewom niepotrzebnego cierpienia, analogicznie do postępowania ze zwierzętami użytkowymi?”.

    I wymienia prawa, jakimi cieszyć się powinny drzewa:

    mają [one] prawo do zaspokojenia swych potrzeb społecznych, mają prawo rosnąć w prawdziwym leśnym klimacie i na nietkniętych glebach oraz przekazać swą wiedzę następnym pokoleniom. Przynajmniej część z nich powinna mieć prawo godnie się zestarzeć, a wreszcie umrzeć naturalną śmiercią.

    Duchowe życie zwierząt

    W ostatnim rozdziale swej książki [Duchowe życie zwierząt] Wohlleben stawia pytanie o możliwość posiadania przez zwierzęta duszy. Po kilku wymijających zdaniach, w których przyznaje, że sam nie wierzy w życie po śmierci, gdyż przerasta to jego wyobraźnię, przypisuje posiadanie duszy wszystkim zwierzętom. Co więcej, pojmuje tę duszę zwierzęcą na sposób duszy ludzkiej.

    Jak sam przyznaje w posłowiu:

    U zwierząt szukam chętnie analogii do ludzi, bo nie mogę sobie wyobrazić, że zasadniczo czują one inaczej.

    Tym razem mamy do czynienia nie tyle z brakiem wyobraźni, co raczej jej nadmiarem:

    (…) kto zrozumiał, że jelenie, dziki bądź kruki wiodą swoje własne, idealne życie i czerpią z niego mnóstwo radości, ten może zdoła okazać szacunek nawet maleńkiemu ryjkowcowi, który wesoły i zadowolony krząta się w ściółce starych lasów2.

    Zwieńczenie tego uproszczenia stanowi ostatnie zdanie, które utożsamia szczęście ludzkie z wyrzutem hormonów. Tym samym sugeruje się, że także zwierzęta, które również posiadają takie hormony, zdolne są do pragnienia ożywiającego wyłącznie rodzaj ludzki. Asymilacja jest niemal całkowita.

    Bilans

    Wszystko to wynika w znacznej mierze z nieświadomości tego, czym jest w istocie życie, wszelkie życie. A także z błędnego postrzegania kosmosu, który jest harmonią – taka jest właśnie etymologia tego słowa – harmonią pomiędzy istotami, porządkiem ustanowionym przez Boga, będącego Najwyższym Dobrem całego stworzenia.

    Jednakże – i jest to bardzo ważne – harmonia ta może istnieć jedynie pomiędzy różnymi i zhierarchizowanymi istotami. O absolutnej równości mówić możemy jedynie w odniesieniu do świata minerałów. To proste spostrzeżenie pokazuje, że antyspecyzm jest wprost sprzeczny z wolą Boga i stanowi odrzucenie Jego istnienia.

    * * *

    Czym jest życie?

    Aby zrozumieć niedorzeczność krytykowanej przez nas idei oraz jej nieadekwatność w odniesieniu do rzeczywistości, konieczne jest krótkie omówienie tego pojęcia.

    Trzeba przede wszystkim podkreślić, że słowo „życie” jest terminem abstrakcyjnym, a nie konkretnym. Używane jest na określenie żyjących, ożywionych istot. Jednak samo w sobie oznacza wyłącznie kategorię istot. „Życie” nie istnieje, są jedynie istoty żywe.

    Jest to ważne, ponieważ słowo to nie oznacza w istocie tego samego, gdy stosowane jest do różnych klas istot żywych. Życie ludzkie, życie zwierzęce czy też życie roślin absolutnie nie są tym samym. Z pewnością mówić możemy o podobieństwie, jednak nie o tożsamości3.

    Podobnie jest, gdy mówimy o życiu Boga, życiu aniołów czy też życiu ludzkim. Choć używane jest to samo słowo, istnieją znaczne różnice, zwłaszcza jeśli porównamy życie Stwórcy do życia Jego stworzeń – aniołów lub ludzi.

    Tak więc w naszym stworzonym świecie materialnym konieczne jest podzielenie istot żyjących na trzy kategorie: rośliny, zwierzęta i ludzi. Twierdzenie, że żyją, równoznaczne jest z uznaniem, że posiadają duszę, ponieważ z definicji (i z doświadczenia – to jednak inny temat) to, co żywe, różni się od nieożywionego dzięki tej części siebie, która pozwala na uznanie go za takie: zasadzie życia, duszy.

    Już najprostsza obserwacja pozwala na odróżnienie rośliny od zwierzęcia oraz od człowieka. Różnica polega na duszy, jaką każde z nich posiada, a także rodzaju życia, jaki ona wywołuje i realizuje w połączonym ze sobą ciele.

    Dusza wegetatywna

    Niektórzy mogą być zdziwieni tym twierdzeniem o istnieniu duszy wegetatywnej, niemniej jest to prawda. Powinno się jednak pamiętać, aby nie przypisywać duszy wegetatywnej cech dusz ludzkiej: dusza ta znika całkowicie po śmierci rośliny.

    Dusza wegetatywna posiada swoiste funkcje: odżywianie rośliny, jej wzrost i wreszcie jej rozmnażanie. To życie wegetatywne jest podstawą wszelkiego życia i funkcje owe posiadają wszystkie istoty żyjące – a przynajmniej rozmnażanie, jak w przypadku wirusa, który mówiąc ściśle, nie odżywia się ani nie rośnie.

    Dusza zwierzęca

    Dusza zwierzęca poza funkcjami wegetatywnymi – które realizuje w sposób doskonalszy od duszy roślinnej – posiada też inne funkcje, specyficzne dla zwierzęcia: zmysłowość powiązaną z pięcioma zmysłami (w przypadku zwierząt posiadających je wszystkie); zwierzęce namiętności, takie jak pociąg, pożądanie, strach lub gniew, instynkt; zdolność dostosowywania się, w pewnych granicach, do zmian otoczenia, np. w celu zdobycia pożywienia lub znalezienia partnera do rozmnażania; a wreszcie zdolność do przemieszczania się (w przypadku zwierząt ją posiadających).

    Ważne jest, aby zrozumieć, że życie, które cechuje zwierzę, jest życiem określanym jako zmysłowe, jako iż opiera się ono na działaniu zmysłów. Życie wegetatywne nie jest dla zwierzęcia swoiste, posiada je ono jednak na swój własny sposób – życie to odpowiada za tworzenie kości i krwi, skurcze mięśni, zdolność do wydawania dźwięków etc. To proste spostrzeżenie pozwala zrozumieć, jakie wypaczenie rzeczywistości stanowi mieszający wszystkie stopnie życia antyspecyzm.

    Dusza ludzka

    I na koniec, stanowiąca najwyższy stopnień, dusza ludzka dodaje do funkcji wegetatywnych oraz zmysłowych swą własną aktywność, wynikającą z jej władz duchowych – w sensie ducha, a nie życia nadprzyrodzonego – ponieważ dusza ludzka jest duchem, stworzonym na obraz będącego duchem Boga. Ten duch ludzki, w odróżnieniu od będącego czystym duchem anioła, jest również duszą ożywiającą ciało.

    Pierwszą cechą duszy ludzkiej jest jej nieśmiertelność. Istnieje ona po śmierci ciała, z którym była połączona, ponieważ – jako duch – posiada w sobie zasoby odrębnego życia, choć nieco osłabione poprzez utratę ciała.

    Właściwym życiem duszy ludzkiej jest życie jej intelektu i woli, które są również duchowe i których istnienie oraz działanie nie jest zależne od ciała. Tak więc istota życia ludzkiego polega na poznawaniu prawdy, zarówno spekulatywnej (czysta wiedza), jak i praktycznej, a także na praktykowaniu cnoty.

    Żadne zwierzę – i a fortiori4 żadna roślina – nie jest w stanie osiągnąć w najmniejszym choćby stopniu tego swoistego ludzkiego życia. Zwierzęta pozostają zwierzętami, którym jedynie ludzka wyobraźnia przypisuje niekiedy ludzkie uczucia. Może być to dobry sposób na zilustrowanie jakiejś nauki za pomocą bajki, jeśli jednak ktoś – na swe nieszczęście – weźmie tę bajkę za prawdę, utracić może zrozumienie, czym w istocie jest zwierzę.

    Fałszywa równość

    Często mówi się, że człowiek stworzony został przez Boga dla Niego samego, zaś Wszechświat dla człowieka. Nie takie jest jednak nauczanie św. Tomasza z Akwinu, który stwierdza, że Bóg pragnie przede wszystkim dobra Wszechświata, owej kosmicznej harmonii będącej najdoskonalszym stworzonym obrazem potęgi i dobroci Boga. We Wszechświecie tym człowiek zajmuje szczególne miejsce. Postawiony został nad wszystkimi innymi stworzeniami materialnymi.

    Święty Tomasz wyjaśnia swą myśl w bardzo pięknym rozdziale Summy teologii (I, q. 47, a. 2) zawartej w traktacie o stworzeniu. Stawiając pytanie: „Czy nierówność rzeczy jest od Boga?”, odpowiada na nie:

    Wobec tego należy odpowiedzieć, że mądrość Boga, jak jest przyczyną odrębności – rozmaitości rzeczy, tak jest przyczyną i ich nierówności (…).

    Otóż odrębność formalna [między gatunkami] koniecznie wiąże się z nierównością. (…) Stąd też w przyrodzie gatunki wydają się być uporządkowane według stopni. I tak: związki (mixta) są doskonalsze od elementów, rośliny od minerałów, zwierzęta od roślin, ludzie od reszty zwierząt; a i w każdym z nich znajdują się gatunki: jeden doskonalszy od drugiego. A więc: jak Boża mądrość jest przyczyną odrębności, różnorakości rzeczy – a to dla doskonałości Wszechświata – tak również i nierówności5.

    Doskonałość stworzenia zależy od stopnia, w jakim kocha je Bóg, a także od udziału w Jego własnej doskonałości. Uczy tego pięknie sam św. Tomasz: minerał stanowi odzwierciedlenie Boga, ponieważ istnieje; roślina – ponieważ żyje; zwierzę – ponieważ czuje i potrafi się przystosować (częściowo) do swego otoczenia; człowiek zaś, ponieważ posiada duszę, intelekt oraz wolę. Jest on więc czymś więcej niż jedynie odzwierciedleniem – jest obrazem.

    Człowiek otrzymał zatem znacznie więcej niż wszystkie inne materialne istoty stworzone; jest tak, ponieważ jest on bardziej kochany przez Boga. Nie mówiąc już o tym, iż jego natura zdolna jest do przyjęcia najwznioślejszego daru, który upodabnia go do Boga w niezrównany sposób – łaski, czyniącej go dzieckiem Bożym i pozwalającej mu uczestniczyć w życiu samego Stwórcy.

    To właśnie poprzez nierówność pomiędzy owymi naturalnymi porządkami oraz ich harmonię Wszechświat głosi chwałę Bożą.

    Niedorzeczne prawo

    Absurdem jest przypisywanie praw komukolwiek poza człowiekiem, czyli istotą ludzką. Postaramy się to pokrótce wykazać.

    Prawo zakłada pewną równość

    Zasadniczo prerogatywy są czymś przysługującym na mocy prawa, czy to naturalnego, czy to ludzkiego. Prawo jest przedmiotem cnoty sprawiedliwości. Co więcej, prawo jest relacją równości, ponieważ rodzi się z potrzeby porządku we wspólnocie. Równość ta nie jest materialna, ale moralna, ponieważ dotyczy działań człowieka, które musi on dostosować do działań innych, aby osiągnąć dobro wspólne.

    Wszystkie te cechy wykluczają możliwość posiadania prawa przez kogokolwiek poza istotą ludzką: to właśnie z tego powodu antyspecyści chcą zrównać wszystkie istoty żywe, głosząc całkowitą (niemalże) równość między gatunkami.

    Zdolność prawna

    Osoba ludzka jest jednostką o naturze rozumnej, umożliwiającej jej rozumienie swego najwyższego dobra i zdolną do osiągnięcia w społeczności [naturalnej] doskonałości.

    Wynika z tego zdolność prawna, która nie jest ani autonomią woli, ani wolnością, jaką ona zakłada, ani też pragnieniem władzy czy potęgi, ale zdolnością do solidarnego dążenia do celu wspólnego.

    Obejmuje to poczucie odpowiedzialności, tj. możliwość dobrowolnego nakładania na siebie ograniczeń. Zakłada też zdolność do zrozumienia, że ograniczenie nakładane przez rozum lub prawo na wszelkiego rodzaju relacje społeczne, w celu osiągnięcia dobra wspólnego, jest faktycznie prawem.

    Mówiąc w skrócie: zdolność prawna zakorzeniona jest w intelekcie, umiejscowiona jest w woli – i czerpie swe bezpośrednie uzasadnienie z możliwości prawa, a przede wszystkim dobra wspólnego.

    Podmiot prawa

    Każdy człowiek jest podmiotem prawa i otrzymuje zdolność prawną od swego Stwórcy.

    Dusza ludzka stanowi obraz Boga. Taki właśnie, według św. Tomasza, jest raison d’être jej atrybutów.

    W oczach filozofa wszystkie prerogatywy człowieka wynikają z rozumności jego natury. Jedynie człowiek posiada osobisty cel, do którego dąży.

    Fundamentem praw osoby ludzkiej jest jej panowanie (dominium) nad Wszechświatem oraz własnymi działaniami. Dzięki swej wrodzonej dyspozycji jest on [człowiek] w stanie realizować dobro całego Wszechświata.

    Czym jest owo panowanie? Obejmuje ono trzy elementy: podmiot, którego dotyczy relacja wyższości lub zwierzchnictwa; osobę lub rzecz, względem której zwierzchnictwo to jest wykonywane; oraz podstawę tej relacji, tj. władzę wynikającą ze statusu osoby rozumnej i wolnej.

    Panowanie to przedstawiane jest jako psychologiczny i naturalny atrybut człowieka:

    Człowiek zaś różni się od stworzeń nierozumnych tym, że jest panem swych czynów. Dlatego te tylko czynności zwą się właściwie ludzkimi, których człowiek jest panem. Człowiek zaś jest panem swych czynów dzięki rozumowi i woli6.

    Panowanie to przekształca się we władzę moralną oraz prawną jedynie wówczas, gdy dotyczy przedmiotów rozumnych: „Dobroć woli zależy od rozumu z tego samego powodu, dla którego zależy od przedmiotu”7. Tak więc przedmiot rozważanego aktu stanowi podstawę, przyczynę oraz miarę władzy moralnej – i to w przypadku wszystkich cnót moralnych.

    A drzewa?

    Czy trzeba o to pytać? Jeśli mówimy o prawach zwierząt, roślin czy natury, to albo przenosimy się w świat fantazji, albo chodzi o uregulowanie obowiązków człowieka względem Wszechświata, w którym, od aktu stworzenia, Bóg umieścił go i który mu powierzył. Wówczas jednak jest to prawo narzucane przez człowieka samemu sobie: aby uniknąć zniszczenia środowiska, w którym żyje, zepsucia moralnego wskutek bezrozumnego okrucieństwa wobec zwierząt oraz dla poskromienia żądzy bogacenia się kosztem swych bliźnich lub potomków.

    Podsumowanie

    Antyspecyzm jest nie tylko nonsensem intelektualnym, ale stanowi też praktyczne zanegowanie istnienia Boga. Negowanie hierarchii bytów oraz porządku Wszechświata oznacza w istocie negowanie istnienia Boga. Na nich właśnie opierają się czwarta i piąta „droga”, którymi św. Tomasz dowodzi Jego istnienia.

    Kwestionując je mniej lub bardziej otwarcie, antyspecysta pośrednio acz w sposób nieunikniony odrzuca istnienie Stwórcy – i sądząc, iż wynosi rośliny oraz zwierzęta do poziomu człowieka, degraduje w rzeczywistości siebie samego do ich poziomu.

    Za fsspx.news tłumaczył Tomasz Maszczyk8.

    Przypisy

    1. Wszystkie fragmenty książki The Hidden Life of Trees za: P. Wohlleben, Sekretne życie drzew, tłum. E. Kochanowska, Wyd. Otwarte, Kraków 2016.
    2. Tekst polski za: P. Wohlleben, Duchowe życie zwierząt, tłum. E. Kochanowska, Wyd. Otwarte, Kraków 2017.
    3. Chodzi tu o zasadę analogii, która jest kluczowa dla zrozumienia filozofii tomistycznej w ogóle – przyp. red.
    4. tym bardziej (łac.) – przyp. red.
    5. Tekst polski za: św. Tomasz z Akwinu, Bóg Stwórca; Aniołowie, przeł. P. Bełch OP, Veritas, London 1978, s. 35–36, „Suma Teologiczna” t. 4.
    6. Św. Tomasz z Akwinu, Cel ostateczny, czyli szczęście, oraz uczynki ludzkie, przeł. F. Bednarski OP, Veritas, London 1963, s. 7, „Suma Teologiczna” t. 9.
    7. Tamże, s. 191.
    8. tinyurl.com/antyspecyzm1 [oraz] tinyurl.com/antyspecyzm2 [dostęp: 11.09.2024].

    Dwa miesiące męczeństwa. 58 dni, kiedy 108 księży zostało zamordowanych w Toledo

    58 dni, kiedy 108 księży zostało zamordowanych w Toledo

    Republikańscy terroryści pozują do zdjęcia ze zmumifikowanym ciałem zakonnicy po ataku na klasztor Conceptionist w Toledo.

    ==============

    Między lipcem a wrześniem 1936 r. Toledo w Hiszpanii stało się miastem męczeństwa, a krew katolików dosłownie płynęła ulicami.

    Mordercze republikańsko-komunistyczne bojówki szalały po mieście w pierwszych miesiącach hiszpańskiej wojny domowej.

    Popełniały straszliwe zbrodnie. W ciągu zaledwie 58 dni polowały na księży i zakonników.

    Między 22 lipca a 18 września 1936 r. komunistyczni zbrodniarze upolowali 108 księży (11 marystów, 1 franciszkanina, 14 karmelitów bosych, 3 jezuitów i 79 księży diecezjalnych). Zostali aresztowani i zabici.

    Bez słowa. Nawet bez procesu. Nawet bez symulacji. Byli księżmi i to wystarczyło, by skazać ich na śmierć.

    Republikańscy terroryści pozują do zdjęcia ze zmumifikowanym ciałem zakonnicy po ataku na klasztor Conceptionist w Toledo.

    Don Jorge López Teulón, ksiądz, opisuje to w swojej najnowszej książce, Mártires a la sombra del alcázar de Toledo (Męczennicy w cieniu alkazaru w Toledo, opublikowanej przez San Román).

    Wśród przypadków opisanych w książce jest przypadek Don Ricardo Pla Espí, mozarabskiego kapelana katedry prymasowskiej, profesora seminarium i doradcy Katolickiego Stowarzyszenia Propagandystów.

    Został aresztowany w domu swoich rodziców. Jego matka, która leżała chora w łóżku, powiedziała do syna: „A czy pan jest gotowy na śmierć?”. Jej syn odpowiedział: „Tak, matko, teraz jestem gotowy”.

    Kiedy weszli zbrodniarze wojenni, nie pozwolili księdzu pożegnać się z rodzicami.

    Pięć minut później, na Paseo del Tránsito, na dużych schodach, został dwukrotnie postrzelony, raz w czoło i raz w bok.

    Kiedy zobaczył, że w niego celują, krzyknął: „Niech żyje Chrystus Król!”.

    Wszystko to wydarzyło się, gdy kilkaset osób, głównie katolików, było zabarykadowanych w Alcazar w Toledo przez 70 dni.

    Oblężenie trwało do 27 września 1936 r., kiedy to wojska pod dowództwem generała Francisco Franco wyzwoliły obrońców Alcazaru.

    W ciągu czterech lat komuniści w Hiszpanii zamordowali 4000 męczenników.

    Tłumaczenie AI

    Od trans-płci do trans-humanizmu

    Od trans-płci do trans-humanizmu [Dr T. Teluk dla PCh24.pl]

    https://pch24.pl/od-trans-plci-do-trans-humanizmu-krotka-historia-wielkiego-klamstwa-i-nienawisci-dr-t-teluk-dla-pch24-pl

    (Ilustracja: Pixabay.com)

    Ideolodzy trans obiecują wyzwolić nas od ograniczeń płci. Tymczasem płciowość, jak zresztą u każdego ssaka, jest dla nas kluczowa. Określa nas jako osoby, kształtuje naszą tożsamość, pozwala pełnić określone funkcje społeczne. Pozwala nam kochać i czuć się kochanymi. Spełniać się w obrazie naszych dzieci, dzielić się szczęściem z rodziną, przyjaciółmi. To nie ideolodzy, lecz Bóg powołał nas do szczęścia i wolności. Bóg stworzył nas kobietą lub mężczyzną – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji, wydawca polskiego tłumaczenia książki „TRANS. Gdy ideologia styka się z rzeczywistością” autorstwa Helen Joyce.

    Kłamstwa, manipulacje, fałszerstwa, ogromna krzywda niewinnych ludzi – chyba tak w dużym skrócie można opisać początki ideologii „TRANS”. Nie jest to nic dziwnego, jeśli spojrzymy na to, co robili ojcowie innych ideologii seksualnych jak np. Zygmunt Freud czy Alfred Kinsey. Czy „ojcowie” ruchu „TRANS” bardziej wyznawali zasadę „po trupach do celu”, czy „cel uświęca środki”?

    Bardzo dobrze, że zaczął Pan od tematu kłamstwa. Aby zrozumieć cały mechanizm zła, należy cofnąć się do początku, czyli do 3. rozdziału Księgi Rodzaju. Ojcem kłamstwa jest demon. Mechanizm kłamstwa, grzechu i śmierci, przebiega właśnie w ten sposób. Szatan prezentuje człowiekowi kłamstwo pierworodne. Mówi: Bóg cię nie kocha, On jest potworem, ogranicza cię. I zaprasza człowieka do liturgii ze złem – wejdź w nią, to będziesz jak Bóg, ty będziesz decydował, co jest złe, co jest dobre. Będziesz zmieniał świat, w końcu staniesz się wolny. Plan demona jest perfidny. Jego celem jest, aby człowiek był zbuntowany, zagubiony, wyizolowany. Chce doprowadzić nas do zwątpienia we wszystko, samotności, a w rezultacie – samobójstwa. Duchowym celem szatana jest, abyśmy zanegowali Boga i się potępili. Ideologia trans właśnie to mówi: Bóg się pomylił. Nie miałeś urodzić się chłopcem, lecz dziewczynką. Teraz, dzięki współczesnym osiągnięciom techniki, możesz wziąć sprawy w swoje ręce i to zmienić.  

    Ideologia „TRANS” ewoluowała przez dziesięciolecia. Najpierw jej przedstawiciele uważali, że wszyscy ludzie są bi-seksualni (i mieli na to badania); następnie jednym z elementów „TRANS” był homoseksualizm, potem płeć kulturowa, a ostatnio doszukuje się elementów wspólnych między trans-seksualizmem, a trans-humanizmem. Pytanie brzmi: po co to wszystko? Dlaczego ta ideologia tak mocno się radykalizuje i zmienia w tak krótkim czasie?

    Podwaliny pod wszelkie ideologie wyzwolenia seksualnego dał marksizm-leninizm. Do kręgów uniwersyteckich wtargnął on za sprawą filozoficznej Szkoły Frankfurckiej oraz ruchów Nowej Lewicy, której przedstawicielami byli m.in. Maks Horkheimer, Theodor Adorno, Herbert Marcuse, Jürgen Habermas czy Erich Fromm. Oprócz Marksa, najważniejszym źródłem inspiracji dla Marcuse’a był Zygmunt Freud, ze swoją seksualną fiksacją. Marcuse upatrywał źródeł rewolucji w uciskanych mniejszościach: rasowych, ale przede wszystkim płciowych i seksualnych. Właśnie do rewolucji w tej dziedzinie zachęcał młodzież. To dzieje się na naszych oczach. Proszę zobaczyć co robi radykalna lewica. Seks jest głównym orężem walki – te parady równości, seksualizacja dzieci w szkołach, zmiany prawne. Wprowadza się je konsekwentnie, choćby pod pozorem dbania o zdrowie, wiedzy o zdrowiu. Tymczasem chodzi o to, aby zniszczyć tradycyjną, wielodzietną rodzinę. Wprowadzić model hybrydowy. Kreować płynną transpłciowość, tak jak chciałbym tego choćby Noach Juwal Harari, jeden z fałszywych proroków współczesności. W takim modelu społeczeństwo dzieci są traktowane jako ewentualne bazy narządów – części zamiennych dla bogaczy albo przedmiot ich zaspokojenia seksualnego, bo przecież nie mamy wątpliwości, że właśnie w tę stronę to zmierza – uznania pedofilii za kolejną, typową orientację seksualną. 

    Wielu Czytelników zapewne w tym miejscu zaczęło się zastanawiać, co ma wspólnego trans-seksualizm z trans-humanizmem. Przyznam szczerze, że sam do niedawna postrzegałem te ideologie, jako oddzielne byty. Dopiero niedawno po przeczytaniu książki „TRANS. Gdy ideologia spotyka się z rzeczywistością” autorstwa Helen Joyce, która ukazała się nakładem Instytutu Globalizacji zdałem sobie sprawę, że jedno z drugim jest ściśle związane. Czy mógłby Pan doktor jako wydawca książki „TRANS” wtajemniczyć naszych Czytelników, dlaczego tak jest?

    Transhumanizm jest nową wiarą współczesnego człowieka, że można dowolnie ingerować w jego biologię za pomocą nauki i techniki – neuro-technologii, biotechnologii, nanotechnologii i innych. Prekursorem takiego podejścia był rosyjski filozof Nikołaj Fiodorow, który sądził, że rozwój cywilizacji zapewni człowiekowi nieśmiertelność. Choć transseksualizm obiecuje człowiekowi szczęście, jedyne, co może zaoferować to destrukcję naturalnej płci człowieka. Podając dziecku blokery dojrzewania, potem terapię hormonalną, a na końcu zabiegi kastracji, niszczy się jego seksualność. Płci nie da się ot tak zmienić. Można poczynić pewne kroki w kierunku zmiany. Za pomocą chirurgii plastycznej, stworzyć jakieś atrapy narządów płciowych płci przeciwnej. Jednak faktyczny efekt zawsze będzie ten sam. Bezpłodność oraz zanik satysfakcji z życia intymnego. Właśnie na to skarżą się najczęściej osoby po tranzycji. Postawię tezę, że ruch transseksualny skierowany jest przeciwko kobiecie. Współcześnie, tę ideologią zakażane są głównie młode dziewczyny. Ideolodzy Trans, chcą zabić w kobiecie źródło życia. Oderwać ją od kobiecości, od jej naturalnego powołania do bycia matko. Unieszczęśliwić ją ja wieki. 

    Rewolucjoniści od zawsze chcą kogoś spod czegoś „wyzwolić”. Luter chciał „wyzwolić” chrześcijan spod władzy papiestwa i Kościoła. Komunizm koncentrował się na „wyzwalaniu” robotników spod ucisku „klasy posiadającej”. Kogo i od czego tak naprawdę chcą „wyzwolić” ideolodzy „TRANS”?

    Właśnie o tym mówię. Ideolodzy trans obiecują wyzwolić nas od ograniczeń płci. Tymczasem płciowość, jak zresztą u każdego ssaka, jest dla nas kluczowa. Określa nas jako osoby, kształtuje naszą tożsamość, pozwala pełnić określone funkcje społeczne. Pozwala nam kochać i czuć się kochanymi. Spełniać się w obrazie naszych dzieci, dzielić się szczęściem z rodziną, przyjaciółmi. To nie ideolodzy, lecz Bóg powołał nas do szczęścia i wolności. Bóg stworzył nas kobietą lub mężczyzną. Dał nam wspaniały świat i ma dla każdego indywidualny plan zbawienia, który trzeba odkryć. Przygotował nam zbawienie od grzechu, cierpienia i śmierci do życia wiecznego. Kocha nas tak bardzo, że jeszcze przed założeniem świata wpisał nasze imiona do Księgi Życia. Abyśmy już nigdy nie umierali, dał nam swojego Syna, aby umarł i zmartwychwstał, na wieki pokonując szatana i śmierć. Prawdziwa wolność istnieje więc wyłącznie w Jezusie Chrystusie.  

    Czym była, a czym jest tzw. trans-fobia? Kto może obecnie być o nią oskarżony?

    Transfobia jest figurą retoryczną, która ma pełnić rolę cenzury, podobnie jak oskarżanie o homofobię czy rasizm. Helen Joyce w swojej doskonałej książce pisze, że wiara w wielki wybuch, czy reinkarnację jest sprawą indywidualną i nie wymaga uznania społecznego. Tymczasem ideologia trans wymusza jej uznanie na innych pod sankcją uznania osoby, która ją odrzuca za transfoba. To jest koronny argument przeciwko tym, którzy opierają się rewolucji LGBTQ+. Inną techniką manipulacji jest szantaż moralny. Stosuje się go najczęściej wobec rodziców, którzy opierają się pomysłowi zmiany płci u dzieci. Szantażuje się ich w ten sposób, że jeśli nie zgodzą się na zabieg ich dziecko popełni samobójstwo. Zresztą w Polsce funkcjonuje podobny mechanizm w życiu publicznym. Za samobójstwa dzieci, rzekomo homoseksualnych, obwinia się konserwatystów, którzy mają ich dyskryminować. 

    Helen Joyce w książce „TRANS. Gdy ideologia spotyka się z rzeczywistością” wymienia wiele brudnych, wręcz potwornych działań ze strony ideologów „TRANS” spośród których życzenia bestialskiej śmierci po uprzednim zgwałceniu, jakie ludzie ci „składają” krytykom „zmieniania płci” to niewinna bajka na dobranoc. Skąd tyle agresji i nienawiści w ludziach kreowanych na ofiary świata, który ich nie rozumie?

    Tak, autorka pisze o represjach, którą spotkały ją jako dziennikarkę prestiżowego tygodnika „The Economist” po tym, jak ośmieliła się poruszyć ten temat. Joyce opisuje ponadto badania, z których wynika, że osoby, które cierpią na dysforię płciową, cierpią również na inne zaburzenia – depresję, psychozy, a najczęściej spektrum autyzmu. Natomiast, to o czym Pan mówi, to są przecież groźby karalne, charakterystyczne dla jakiś grup przestępczych. Tu chodzi o ogromne pieniądze, które te grupy zarabiają na nielegalnej sprzedaży leków, hormonów itd. 

    Dlaczego tak wielu rodziców dało sobie „wyprać mózgi”, po czy zdecydowali się oni „zmienić płeć” swoich dzieci? Takich przypadków Helen Joyce opisuje dziesiątki…

    W Polsce mamy piękne określenie takich osób – lemingi. Taki leming, którego jedynym zmartwieniem jest, aby ludzie wokół niego się uśmiechali i klepali go plecach, jest w stanie poświęcić wszystko, nawet swoją rodzinę, aby uważano go za liberalnego i praworządnego. Na uczelni słucha bzdur o gender, ogląda TVN24, gdzie pokazują mu drag queen, czyta Gazetę Wyborczą, że fajnie teraz sypiać z kim popadnie i żeby wyróżnić się w tym towarzystwie, robi ze swojego syna dziewczynkę, albo odwrotnie. Na szczęście w Skandynawii czy Wielkiej Brytanii, transowanie dzieci stało się niemożliwe po tym, jak wyszły na jaw skandale dotyczące nadużyć ze strony klinik medycznych. Niestety w wielu stanach USA, wciąż stosuje się te praktyki.

    Swoją drogą, czy to nie jest paradoks? Z jednej strony liberalna lewica krzyczy i rozdziera szaty, że nie wolno chrzcić dzieci, że to przemoc etc. i dziecko powinno samo zdecydować, czy chce przyjąć ten sakrament po ukończeniu 18. roku życia. W przypadku zmiany płci ci sami ludzie co rusz obniżają wiek dopuszczenia „zmiany płci”. Helen Joyce cytuje jedną „naukowczynię” twierdzącą, że dziecko na pewno wie, jaką chce był płcią, kiedy ma trzy lata. Wcześniej też wie, ale tego nie ujawnia. Przepraszam, ale ręce opadają…

    Lewica jest przeciwna chrztom, spowiedzi św. czy przyjmowaniu komunii św. przez dzieci z prostego powodu. Chce oderwać człowieka od sakramentów. A przypomnijmy – człowiek w łasce uświęcającej jest niedostępny dla demona, bo broni go sam Duch św. Po drugie dzieckiem jest łatwiej manipulować, bo jest niedojrzałe, stąd postulaty lewicy, aby obniżyć wiek wyborczy. Natomiast w sferze seksualnym dzieci dla lewaków są obiektem, towarem, który trzeba zawczasu urobić na swoją modłę. To przecież paradoks, że dziecko, które nie może prowadzić samochodu, otworzyć firmy czy posiadać konta, zachęca się, aby podejmowało tak radykalną decyzję, jak zmiana płci. Późniejsze badania dzieci, które godziły się na tranzycję wykazały, że one po prostu nie rozumiały co je czeka, gdy podpisywały dokumenty. Potem były przerażone, gdy zmiany i spustoszenie w ich organizmach stały się nieodwracalne.  

    Dlaczego dla ideologów TRANS tak ważne są „neutralne” toalety i przebieralnie?

    Faktycznie, wraz z ideologią, równie szybko idą zmiany w prawie. Co ciekawe, gdy zbadamy jakie naukowe autorytety są autorami tych rozwiązań, okazuje się, że są to także osoby transseksualne. Helen Joyce w swojej książce opisuje szereg przypadków przemocy seksualnej w koedukacyjnych toaletach, przebieralniach i celach. Dotarła ona do zeznań oskarżonych, w których skazani mężczyźni przyznawali, że udawali kobiety, aby móc popełniać przestępstwa seksualne. Po odkryciach dziennikarki, w pewnych placówkach penitencjarnych, zaprzestano osadzania mężczyzn podających się za kobiety z więźniarkami. 

    Kiedy ideolodzy TRANS wpadli na pomysł, żeby mężczyźni, którzy „zmienili płeć” rywalizowali z kobietami w kolejnych dyscyplinach sportu? Dlaczego tak bardzo im na tym zależy?

    Książka „Trans” powstała kilka lat temu, ale już wtedy autorka ostrzegała, że świat sportu czeka nierówna walka ze sportowcami posiadającymi naturalne męskie cechy, ale identyfikującymi się jako kobiety z prawdziwymi kobietami. Mieliśmy przykład tego typu sytuacji podczas Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Jest to oczywiście sportowy skandal przeciwko któremu protestuje coraz więcej środowisk. 

    Czy mamy do czynienia z dyktaturą skrajnej mniejszości, która narzuca wszystkim dookoła swoją chorą wizję świata?

    Dokładnie tak to teraz wygląda. Bardzo podoba mi się termin stworzony przez autorkę – „zakażenie społeczne”. Ideologia trans jest wysoce zaraźliwa poprzez media społecznościowe. Tam trafiają często młodzi, zagubieni ludzie, którzy w okresie dojrzewania szukają swojej tożsamości i akceptacji. Przeważnie są to dziewczyny, które poszukując swojej seksualności trafiają do subkultury trans. Tam są manipulowane oraz indoktrynowane. Podczas burzy hormonalnej, charakterystycznej dla tego okresu, często podejmują nieracjonalne decyzje. Potem ta burza mija, ale konsekwencje złych decyzji są nieodwracalne. Wyobraźmy sobie sytuacje, gdy piękna dziewczyna przechodzi kryzys dojrzewania, wpada na pomysł bycia chłopakiem, usuwa sobie piersi, macicę, oszpeca się, bierze testosteron, a potem orientuje się, że zrobiła błąd. Tego nie da się już naprawić. W książce opisywanych jest wiele takich przypadków. 

    W wielu krajach na Zachodzie ideologia TRANS jest już normą, a sama TRANS-rewolucja nie dość, że pożera własne dzieci, to wydaje się wciąż przyspieszać. Czy da się jeszcze w ogóle zatrzymać to szaleństwo? Czy Polska pójdzie drogą Zachodu?

    Z jednej strony zaczadzenie ideologią LGBTQ jest na Zachodzie normą, z drugiej zaś coraz więcej ludzi buntuje się przed wieloma skandalicznymi praktykami, takimi jak transowanie dzieci. W Wielkiej Brytanii wojnę przeciwko temu lobby toczy np. autorka „Harry Pottera” bardzo sławna pisarka J.K Rowling. Otwarcie wypowiada się przeciwko praktykom stosowanym przez te środowiska, przez co jest atakowana, oskarżana o transfobie i określana jako bigotka. Przeciw praktykom, które są niezgodne z wiedzą medyczną wypowiada się także rzesza naukowców. W 2022 r. z afirmatywnego podejścia do tranzycji najmłodszych zrezygnował Instytut Karolinska, jedna z najbardziej znanych placówek naukowych w Szwecji. Dwa lata wcześniej tak samo uczyniła Finlandia. Natomiast wiosną tego roku, zakaz podawania blokerów dojrzewania dzieciom zakazała Wielka Brytania. Tak więc ideologia trans w stosunku do dzieci wydaje się w odwrocie. Zwycięstwo Donalda Trumpa w USA dodatkowo zahamuje ten proces za oceanem. Uczmy się na cudzych błędach i nie małpujmy we wszystkiego z Zachodu. 

    W wywiadzie udzielony kilka lat temu tygodnikowi „Do Rzeczy” John Henry Westen powiedział: „Tematy gejowsko-lesbisjko-biseksualne są zgrane, od kiedy przeforsowano „małżeństwa” homoseksualne. Nie ma w nich już tak dużo paliwa do angażowania uwagi społeczeństw. Tymczasem „zmiana płci” to wciąż względnie nowa rzecz, szokująca, wzbudzająca dyskusje. Transseksualizm daje też dużo więcej możliwości do nakładania kagańca ludziom, którzy nie życzą sobie rewolucji społecznej”. Co nas czeka jak „zgrany” zostanie temat TRANS? Rewolucja przecież się nie zatrzyma…

    Nie bądźmy skrajnymi pesymistami. Pan Bóg czuwa nad wszystkim, a wszystkie kłamstwa demona stają się powoli obnażone. Być może temat rzeczywiście szokuje, ale może właśnie dlatego dla normalnych ludzi staje się odpychający i odrażający. Nie da się logicznie uzasadnić nagłej mody na LGBTQ inaczej, że jest to efekt propagandy prowadzonej przez media społecznościowe. Ideologia trans się nie broni i będzie musiała być w końcu odrzucona. Zachęcam Państwa do kupienia książki „Trans” poprzez stronę globalizacja.org 

    Dziękuję za rozmowę. Tomasz D. Kolanek

    Protesty przeciw planowanej budowie centrum dystrybucji Lidla w Gietrzwałdzie

    14 grudnia 2024 https://pch24.pl/protest-przeciw-planowanej-budowie-centrum-dystrybucji-lidla-w-gietrzwaldzie

    Protest przeciw planowanej budowie centrum dystrybucji Lidla w Gietrzwałdzie

    (Białystok, 14. 12. 2024 r. Pikieta w ramach protestu przed sklepami sieci Lidl. Fot. Anatol Chomicz / Forum)

    W kilku miastach Polski, m.in. Olsztynie i Białymstoku przed sklepami Lidl protestowali w sobotę przeciwnicy planowanej przez tę sieć handlową budowie centrum dystrybucyjnego w Gietrzwałdzie. Do manifestacji zorganizowanej przez Komitet Obrony Gietrzwałdu reprezentującego środowiska prawicowe i katolickie, dołączyli ekolodzy i mieszkańcy gminy.

    Podobne protesty odbyły się przed sklepami Lidl w innych miastach w Polsce. W Olsztynie protestujący trzymali transparenty z napisami: „Nie chcemy waszych śmieci w Gietrzwałdzie”, „Stop Lidlowi, pomoc Gietrzwałdowi”, „Gietrzwałd dla pielgrzymów, a nie dla magazynów”.

    Antoni Górski z Komitetu Obrony Gietrzwałdu powiedział PAP, że budowa centrum dystrybucyjnego w Gietrzwałdzie zdewastuje teren. – Planowane centrum ma być zlokalizowane na 40 hektarach ziemi i usytuowane w odległości 800 metrów od bazyliki gietrzwałdzkiej. Zniszczony zostanie krajobraz i zniwelowany teren. Wycięte zostaną klony na kilometrowej zabytkowej alei pielgrzymów. Nie chodzi tylko o centrum dystrybucji, ale też o to, że odpady będą ściągane w to miejsce ze wszystkich sklepów Lidla w regionie. Uruchomienie centrum wiąże się też ze wzmożonym ruchem samochodów ciężarowych nawet 160 tirów na dobę – powiedział Antoni Górski.

    Do uczestników protestu związanych ze środowiskami prawicowymi i katolickimi dołączyli też ekolodzy i mieszkańcy gminy Gietrzwałd. Jedna z mieszkanek gminy Aleksandra Kozuń powiedziała PAP, że „każda osoba, która zapoznała się z planem inwestycji, będzie jej przeciwna, ponieważ większość osób mieszkających gminie straci”. – Centrum dystrybucji ma powstać na obszarze chronionego krajobrazu Doliny Pasłęki, czyli na obszarze, w którym zabrania się inwestycji, trwale zmieniających krajobraz. Gmina Gietrzwałd była do niedawna reklamowana jako wspaniałe miejsce do zamieszkania, ciche i spokojne. Sprzedawano działki budowlane a chwilę później uchwalono miejscowy plan zagospodarowania, który zakłada usługi, co pozwala wybudować centrum dystrybucyjne – podkreśliła, dodając, że nie przekonują jej argumenty, iż dzięki inwestycji powstaną miejsca pracy.

    Ja nie chcę jeździć wózkiem widłowym w hali bez światła przez 12 godzin, moje sąsiadki też nie są tym zainteresowane. Jakiekolwiek miejsca pracy nas nie zadowolą. Protestujemy przeciw temu, że centrum ma powstać blisko zabudowań, a jezioro może być zanieczyszczone i będzie hałas – wyjaśniła.

    Biuro prasowe Lidla przesłało do PAP swoje stanowisko, w którym przekazano, że „teren Gietrzwałdu jest rozpatrywany pod względem budowy nowego obiektu”. „Jednak w tym momencie ewentualny termin rozpoczęcia tej inwestycji nie jest znany. Chcielibyśmy jednak podkreślić, że na wspomnianym terenie miałoby powstać potencjalne centrum dystrybucji, w którym przechowywane byłyby m.in. produkty spożywcze oferowane w sklepach Lidl Polska. Natomiast fałszywą informacją jest, że w tym miejscu znajdować się będzie składowisko odpadów. Podkreślamy także, że od samego początku prac nad każdą z naszych inwestycji analizujemy wszelkie warianty, które w największym stopniu są dopasowane do otoczenia i sąsiadującej z inwestycją natury” – przekazał w komunikacie Lidl.

    Jak wyjaśniła firma, projekt planowanego centrum dystrybucji w Gietrzwałdzie spełnia wymagania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego terenu. Nowy budynek ma być oddalony od skrajnej strony budynku bazyliki o niemal 1 000 metrów. Nowa inwestycja oznacza ponad 200 nowych miejsc pracy dla społeczności lokalnych – podkreśla sieć. Według przedstawicieli Lidla firmie zależy na tym, aby być „dobrym sąsiadem” społeczności lokalnych. „Nasze obiekty w żadnym stopniu nie emitują do środowiska niekomfortowych zapachów. Ze względu na lokalizację działki w Gietrzwałdzie oraz oddalenie od zwartej zabudowy mieszkalnej, potencjalna działalność naszego centrum dystrybucji będzie komfortowa dla mieszkańców miejscowości” – wyjaśniono.

    Lidl przekazał, że na terenie potencjalnej nowej inwestycji surowce nie będą utylizowane, przetwarzane czy spalane. „Nadajemy surowcom drugie życie, dlatego odpady będą na bieżąco przekazywane do recyklera” – dodano.

    Gietrzwałd to warmińska wieś, oddalona od Olsztyna o około 20 kilometrów. Znana jest przede wszystkim z miejsca objawień Matki Bożej w 1877 roku oraz licznie uczęszczanego przez pielgrzymów sanktuarium maryjnego. Objawienia w Gietrzwałdzie zostały jako jedyne w Polsce oficjalnie uznane przez Kościół.

    pap logo

    Źródła: PAP (Agnieszka Libudzka), PCh24.pl RoM

    W każdą trzecią środę miesiąca: Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

    18.12.2024 Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

    16/12/2024przez antyk2013

    W każdą trzecią środę miesiąca

    Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita).

    Share