Wierzący w Boga a Mu posłuszni. MEM-y III.

——————————————

—————————————-

——————————————-

—————————————–

———————————————————

—————————————————

————————————-

————————————-

———————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Grenlandia jest polska i wara od niej!

brat Damian grenlandia-jest-polska-i-wara-od-niej

Grenlandia jest polska i wara od niej!

12.01.2026

Trumpa wyprawa na Eskimosów

Kto rządzi światem? Żydzi, masoni i jezuici. Hitler głupi nie był i wszystkich ich zwalczał. Czasami nawet naziści pisali na plakatach: Juden und Jesuiten raus aus Deutschland! – co znaczy: Żydzi i jezuici precz z Niemiec! Kilkanaście lat temu moja prowincja otrzymała z Rzymu polecenie przejęcia opieki duszpasterskiej nad Danią, którą to zadanie wcześniej wypełniali jezuici z Reichu. Jak się okazało razem z Danią dostaliśmy też Grenlandię i czasami ktoś z Polaków musi tam jechać, aby duchowo wesprzeć Eskimosów. Jak tylko usłyszałem o Trumpa zakusach na Grenlandię, czyli na nasze polsko-jezuickie terytoria, postanowiłem, że nasz jacht Xavier, który mamy wodować w marcu, pierwszy rejs wykona na Grenlandię, aby zatknąć tam polską flagę i nie dopuścić ani Trumpa, ani amerykańskich jezuitów, na teren naszej kolonii.

—————————————————–

Ludzie mało obeznani w zawiłościach geopolityki, a szczególnie różne aktorki lub działaczki salonowe, myślą, że to kolejne wariactwo rudzielca, tymczasem trzeba popatrzeć na Grenlandię z innej strony. A konkretnie niech każdy czytelnik popatrzy na zamieszczoną mapę. Otóż przyzwyczailiśmy się patrzeć na mapę świata z Europą po środku. Jeśli popatrzymy na Ziemię z północy, to zobaczymy, że najkrótsza droga dla rakiet z Chin i Syberii (tutaj jest większość arsenału nuklearnego Rosji) do Nowego Jorku i Waszyngtonu prowadzi przez … Grenlandię. Ameryka przede wszystkim z tego powodu już wielokrotnie w XX wieku składała Danii propozycję kupna tej prawie całkowicie pokrytej lodem zamorskiej kolonii, tak jak wcześniej kupiła Alaskę od cara, a Luizjanę od Francji. Ostatni raz propozycję kupna złożył sam Trump podczas swojej poprzedniej kadencji.

Podczas II Wojny Światowej Amerykanie założyli tam bardzo ważną bazę lotniczą, która działa do dzisiaj i kiedyś nawet rozwalił się im tam samolot z atomowymi bombami. Po wojnie Duńczycy chcieli Amerykanów stamtąd wyrzucić, ale się nie udało i musieli się pogodzić z ich żołnierzami. Teraz, kiedy Amerykanie zdają sobie sprawę coraz lepiej z nadciągającej konfrontacji z Chinami (do których może dołączyć Rosja – Trump oczywiście stara się jak może, aby do tego nie doszło) i dlatego właśnie za wszelką cenę chcą wziąć pod kontrolę tę wyspę-kontynent, z militarnego punktu widzenia największy lotniskowiec świata rozmieszczony w super strategicznym miejscu.

Zgadza się, że Trump jest jak małpa z brzytwą i słoń w składzie porcelany, ale niestety jest cholernie skuteczny i co do głównego kierunku to wie, o co mu chodzi, a chodzi mu jak wiadomo o to, aby Ameryka była znowu wielka. I w tym jest niezwykle konsekwentny. Oczywiście ciarki przechodzą po plecach na myśl, że za tym gościem noszą walizkę z czerwonym guzikiem. Ale właśnie jego nieobliczalność jest największym atutem: takie ciarki czuje też Wołodia i Xi. Jedna z deklaracji wyborczych Trumpa: koniec z nielegalną migracją. Media jak mogą pomijają tę informację, ale obecnie nielegalna migracja w USA spadła do poziomu lat 70tych. Schroniska dla emigrantów po meksykańskiej stronie zioną pustką. I jak do tego doszło, czego nie można było zrobić od dziesięcioleci? Trump przycisnął seniorę Sheinbaum (typowo latynoskie nazwisko 😉 i okazało się, że Meksyk jednak może coś z tym zrobić.

32 Kubańczyków broniło Maduro – co nam dużo mówi o suwerenności Wenezueli oraz zaufaniu między prezydentem i jego narodem. Wenezuela stała się ekspozyturą Rosji, Chin, a nawet Iranu. I co? I nic. Obama i Biden patrzyli na to patologiczne państwo z stoickim spokojem, bo ich podejście do bezpieczeństwa własnego kraju było dosyć pasywne. Ameryka słabła na własne życzenie. Przykład tego sromotna ucieczka z Kabulu. Duża część wyborców demokratów myśli mniej więcej tak: Kto był gorszy Stalin czy Hitler? Nie, oczywiście Ameryka! Mao czy Kim Ir Sen? Nie, oczywiście Ameryka! Pol Pot czy Ho-Chi-Minh? Nie, oczywiście Ameryka! Castro czy Chavez? Nie, oczywiście Ameryka! Jest to ta, jak nam dobrze znana, „kultura wstydu”.

Nawet obecny pontyfik ma ten uraz, kiedy na swoim pierwszym wystąpieniu mówił po włosku i hiszpańsku, i ani słowa po angielsku. I tłumacz tym ludziom, że to właśnie dzięki wygranej przez USA wojnie większość Koreańczyków nie musi jeść trawy. Krzyki o okropnościach wojny i o pokoju, ale akurat mam trochę znajomych z Sajgonu i Kuby, a oni na temat amerykańskiego imperializmu mają nie najgorsze zdanie, natomiast gorsze na temat amerykańskiego pacyfizmu. Jaka straszna była Ameryka, która wspierała szacha, a teraz cały Iran skanduje: Pahlawi, Pahlawi.

Po zastanowieniu muszę stwierdzić, że mam wielkie wątpliwości, iż porywając Maduro Trump naruszył zasady prawa międzynarodowego. Co mówi laureatka pokojowego Nobla Seniora Machado: „Słuchajcie, niektórzy mówią o inwazji na Wenezuelę. Mamy rosyjskich agentów, mamy agentów irańskich, mamy ugrupowania terrorystyczne takie jak Hezbollah i Hamas działające swobodnie w zgodzie z reżimem. Mamy kolumbijską partyzantkę, kartele narkotykowe, które przejęły ponad 60% naszej populacji, i które zajmują się nie tylko handlem narkotykami, ale także handlem ludźmi, sieciami prostytucji. To uczyniło z Wenezueli przestępcze centrum obu Ameryk, a reżim podtrzymywał bardzo silny i hojnie finansowany system represji”. Tak więc mamy państwo upadłe, którym zawładnął jakiś rzezimieszek.

W historii zdarzało się wielokrotnie, że jakiś awanturnik i bandyta zawładnął władzą w kraju. Zazwyczaj inny władca go przeganiał i ścinał mu głowę. Trump aresztował tego rzezimieszka, bo Ameryka jak z wieloma innymi bandytami, ma z nim swoje porachunki. Nie ma znaków tego, że Trump chce atakować i niszczyć Wenezuelę, jako państwo, ale chciałby pomoc w tym, żeby przestało być ono jaskinią zbójców i tego chcą też sami Wenezuelczycy, którzy po prostu pragną swoje okupowane przez bandytów państwo odzyskać. Oczywiście, że różni inni bandyci, których Machado wymienia, będę machać nam przed oczami prawem międzynarodowym, by bronić swoich interesów. Pod wojnie na procesach zbrodniarzy naziści też się powoływali na niemieckie prawo, bo przecież ustawy norymberskie faktycznie były w Niemczech prawem. Oprócz prawa stanowionego, istnieje jednak jeszcze Prawo Boże i Prawda.

W ostatnich latach w Ameryce od przedawkowania narkotyków, w tym w dużej mierze od produkowanego w Meksyku fentanylu i w Kolumbii kokainy ginęło nawet ponad 100000 osób rocznie. Można sobie teraz uświadomić ile więcej ludzkich nieszczęść i tragedii szczególnie wśród ludzi młodych. Tej powodzi narkotyków sprzyjała niezwykle nielegalna emigracja. To jednak nie tylko problem zdrowia amerykańskich obywateli, lecz to co raz bardziej kwestia bezpieczeństwa narodowego USA. Biorąc pod uwagę zaangażowanie Rosji, Chin i Iranu w Wenezuelę, która stała się dla Stanów narkotykowym hubem, nie trudno sobie tutaj skojarzyć opiumowych wojen w XIX wieku.

Prezydent Petro i Sheinbaum (obydwaj lewicowcy, a pierwszy nawet wcześniejszy terrorysta) mogą sobie mówić o zwalczaniu karteli metodą „uściski nie pociski”, ale fakty są takie, że siła karteli rośnie, a ofiarą ich działalności są przede wszystkim Stany. Największe sukcesy w walce z narkotykami Kolumbia odnosiła dzięki wsparciu USA, jak np. rozbicie kartelu z Medellín w 1993 roku. Patrząc na to wszystko nie dziwne, że Trump grozi, że sam zrobi w tych krajach porządek, jeśli ich władze nie są w stanie kontrolować własnego terytorium.

Trump najpierw mówi pod wpływem intuicji i emocji, a potem dopiero myśli, po czym Rubio i cała ekipa wyjaśniają mu, że dla sukcesu nie trzeba ciągle wszystkich sąsiadów obrażać. Trump jest ucieleśnieniem swoich wyborców, którzy odreagowują dziesięciolecia przepraszania za to, że Stany Zjednoczone Ameryki istnieją, a także odreagowują odgrywanie roli bezsilnego olbrzyma. Rozwalenie Hezbollahu, Syrii, Iranu, pokój w Gazie, po drodze bombardowanie islamistów w Nigerii, uwięzienie Maduro, a teraz przejęcie irańskiego tankowca (co nagle stał się rosyjskim) – to pasmo niesłychanych sukcesów USA.

Rosja i Chińczycy muszą teraz żyć w coraz większym niepokoju, ponieważ widzą, że pobłażliwe traktowanie USA się skończyło. Nie będzie już tak, że my będziemy kopać po jajach, a nasz przeciwnik może tylko udawać, że nie boli. „Atak” Trumpa na Grenlandię to jasny sygnał dla Putina i Xi żarty się skończyły, i jeśli chodzi o bezpieczeństwo mojego kraju to ja użyję tych środków, które mam w dyspozycji. To nie czasy Obamy, który trochę był prezydentem, trochę lewicowym kaznodzieją, to nie czasy Bidena, który był skoncentrowany na tym, żeby podczas marszu do mównicy nie wypadły mu pieluchomajtki.

Kiedy Snowdena setki dziennikarzy witały na lotnisku w Moskwie, to Putin kpił sobie w żywe oczy z Obamy i mówił, że nasi amerykańscy partnerzy rozumieją, że nam chodzi wyłącznie o wolność słowa. Na takie numery Putin nie może sobie z Trumpem pozwolić, na odwrót musi zagryzać język, aby nie odszczekać Donaldowi, kiedy ten mówi, że Rosja to papierowy tygrys. I dla Ameryki rzeczywiście nim jest, między innymi dlatego, że na własną prośbę osłabiła się wojną na Ukrainie. Rosja, a tym bardziej Chiny trzymane na dystans, silne Stany – to wszystko w interesie Polski i wolnego świata.

W ostatnich dniach nawet Dugin, główny ideolog euroazjatyzmu oraz samego Kremla, nie wytrzymał napięcia i zaczął pleść bzdury, że Rosja jest gotowa „moralnie” na wojnę ze Stanami. Nerwy puściły, bo Ameryka pokazała na koniec zęby, zamiast pupę do bicia. Fajnie było USA besztać wiedząc z doświadczenia, że przy Obamie i Bidenie to mocarstwo było tragicznie przewidywalne w swojej bezsilności, ale to się skończyło. Putin milczy, bo nie ma nic do powiedzenia. Prosi, żeby Trump wypuścił jego marynarzy. Putin wystrzelił co prawda jeden Orzeszek i bynajmniej nie dlatego, że Ukraińcy jakoby zbombardowali jego chatę, tylko żeby choć zrobić wrażenie przed światem, że napina mięśnie. A tu w Iranie znowu demonstracje i nie wiadomo, czy staruszek Chameini je przeżyje. Przyjaciół Rosji zresztą nie pozazdrościć: Łukaszenko, Kim Dzong Un, Xi, Maduro, ajatollahowie, Asad, Kuba i Erytrea. Jakby ich Putin raz zebrał wszystkich na kawie, to można by jednym granatem ulżyć losowi setek milionów mieszkańców naszej planety.

Wróćmy jednak do Grenlandii i terroryzowanych przez Trumpa Eskimosów. Kościół zawsze stoi na pozycji przestrzegania prawa międzynarodowego, negocjacji i zachowania pokoju. Rzeczywiście świat nie może się kierować prawem dżungli. Zarazem jednak każdy kraj ma prawo dbać o swoje interesy i bezpieczeństwo. Kwestia Grenlandii jest dla bezpieczeństwa Stanów niezwykle ważna.

Kilka lat temu podczas mojej wyprawy w Jakucji, kiedy to w ciągu 42 dni przepłynęliśmy 2000 km rzeki Oleniok, na koniec znaleźliśmy się w wiosce Tajmyłyr 100 km od Oceanu Arktycznego. Obecnie żyją tam prawie wyłącznie Ewenkowie łowiący ryby w Morzu Łaptiewych. Cała wioska i tereny w promieniu około jednego kilometra pokryte są tysiącami beczek, zardzewiałymi gigantycznymi cysternami, wrakami transporterów opancerzonych, wojskowych ciężarówek, helikopterów, porzuconymi w czystym polu stacjami radiolokacyjnymi, a nawet kutrami. W czasach radzieckich ta położona na dalekiej północy miejscowość była jedną wielką wojskową bazą. Potem polecieliśmy śmigłowcem na wschód do Tiksi – najbardziej na północ położone miasto na Ziemi. Tiksi-3 to 90% bloków w ruinie, Tiksi-1 – 50% budynków porzuconych i zdewastowanych, ale tuż obok nowy, piękny blok dla … oficerów i ich rodzin. Niedaleko miasta odbudowują się jednostki wojskowe. Putin w ostatnich latach robi ogromne inwestycje na Dalekiej Północy, ciągle jakieś ćwiczenia lub eventu typu: wynurzenie trzech atomowych łodzi podwodnych na biegunie północnym (2021). Jeśli dołożyć do tego związane z ociepleniem klimatu udrożnienie Drogi Północnej i zainteresowanie tym projektem Chin, to nie można się zdziwić, gdyby przy pasywnym zachowaniu Stanów, Eskimosi „poprosili” za jakiś czas o przyłączenie Grenlandii do Rosji.

A po co Danii Grenlandia? Otóż absolutnie po nic. Dania daje Eskimosom subsydia i prowadzi tam badania meteorologiczne. Status samej wyspy jest można by to powiedzieć dosyć dynamiczny, a zupełnie niedawno był dosyć niejasny. Długo o Grenlandię walczyła z Danią Norwegia i jeszcze w 1931 roku udało się jej okupować kawałek tej wyspy. Dopiero w 1951 roku sama Dania uznała Grenlandię za integralną część swojego państwa.

Równocześnie od tego momentu idzie ciągły proces emancypacji Grenlandii i coraz większej niezależności od Kopenhagi, co według większości eskimoskich polityków ma doprowadzić do niepodległości wyspy. W 1982 roku Eskimosi przegłosowali wystąpienie z UE! Przyczyną tego ekolodzy, którzy chcieli Eskimosom zabronić polowania na foki. Grendlandexit był więc pierwszą zapowiedzią Brexitu. Tak więc Dania jest w Unii, a Grenlandia nie! Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Eskimosi się za bardzo bogaci, to znaczy za biedni. Dania pompuje w każdego Eskimosa przynajmniej 10000 Euro rocznie, tak więc Eskimosi przywykli do wygodnego życia i już im się tak za fokami nie chce ganiać. Czy Trump gotów jest fundować im takie dostatnie życie?

Mamy więc pewien konflikt interesów: 350 milionowy kraj chce zabezpieczyć swoje bezpieczeństwo w sytuacji, którą papież Franciszek określił jako „trzecia wojna światowa na raty” i 56 tyś. mieszkańców niezamieszkałej wyspy-kontynentu, którzy oczekują uszanowania swoich praw do niezawisłości. Pięknie mówić o wyższości prawa międzynarodowego, jeśli jego przestrzeganie nie jest dla nas ryzykowne. A co byśmy powiedzieli, jeśliby na Grenlandii żyło 1000 lub np. 100 osób? Jak wiadomo na straży prawa międzynarodowego stoi ONZ, a w jej najważniejszym organie – Radzie Bezpieczeństwa – jest pięciu stałych członków: Chiny, Francja, Rosja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania (nie ma nawet Indii – najludniejszego państwa świata!). Stały członek – to już jest jednoznaczna nierówność państw wobec prawa! I ci stali członkowie mają prawo weta! Gdzie tu równość wszystkich podmiotów prawa międzynarodowego? Samo to prawo daje szczególne przywileje największym mocarstwom! Nie ma co więc bredzić, że głos Grenlandii ma być tak samo słyszany jak USA, bo samo ONZ twierdzi coś przeciwnego. Historia zna wiele przykładów, kiedy podczas działań wojennych zajmowano strategicznie ważne tereny neutralnych państw np. w 1941 r. Islandia zajęta przez Wielką Brytanię i USA, aby zapobiec przejęciu jej przez Hitlera. W takich sytuacjach należy szukać kompromisu i uszanowania interesu obydwu stron. Módlmy się, aby znaleziono rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony, inaczej nasi chłopcy zgodnie z 5 artykułem będą musieli bronić Eskimosów przed marines. Sprawa Grenlandii została otwarta i tak po prostu sama nie ucichnie.

Co sam bym radził Eskimosom z Grenlandii? Po pierwsze ogłosić niepodległość – Duńczycy będą tym zachwyceni, bo pozbędą się poważnego problemu (i płacenia dotacji).

Następnie trzeba zaprosić Donalda na wypalenie fajki pokoju i obgadanie dalszej współpracy, bo wygląda, że na razie z przyczyn finansowych Grenlandia nie może ogłosić niepodległości – po prostu od razu by zbankrutowała. Amerykanie na pewną nie zabronią polować na foki i postarają się, żeby myśliwi żyli dostatnio.

Niemieckie media: Koniec UE nie jest już tematem tabu

Niemieckie media: Koniec UE nie jest już tematem tabu

12 stycznia 2026 Paweł Kubala prawy/Niemieckie-media-Koniec-UE-nie-jest-juz-tematem-tabu

Zdjęcie ilustracyjne

Nie zdziwiłabym się, gdyby za dziesięć lat Unii Europejskiej już nie było. Nie z powodu wielkiego wybuchu, ale z powodu stopniowej utraty znaczenia. Traktaty pozostałyby, budynki również. Zniknęłaby tylko idea polityczna, która za nimi stoi – ocenia Sabine Rennefanz na łamach tygodnika „Der Spiegel”.

Wedle publicystki, w UE brakuje przywództwa zdolnego realizować długoterminową strategię. W jej ocenie, politycy skupiają się głównie na cyklach wyborczych. 

Unia Europejska sprawia wrażenie zmęczonej. Nie rozpada się, nie jest niezdolna do działania, ale wewnętrznie osłabła. Nadal funkcjonuje, technicznie i umownie. Jednak nie jest już tak przekonująca. Europa istnieje, ale nie ma już takiej siły – wskazuje.

Rennefanz pisze o kapitulacji kanclerza Niemiec.

Sam kanclerz Friedrich Merz zdaje się nie do końca wierzyć w tę Europę. Niedawno zasugerował Donaldowi Trumpowi, że Stany Zjednoczone mogłyby przynajmniej wybrać Niemcy jako partnera, gdyby nie były zainteresowane Europą. Nie zostało to odebrane jako manewr taktyczny. Raczej jako rezygnacja – zauważa.

W jej artykule nie mogło oczywiście zabraknąć również tradycji lewicowo-liberalnych mediów, czyli straszenia „skrajną prawicą”. W tym kontekście wymienia obecne lub niedawne rządy na Węgrzech, w Czechach, Słowacji, we Włoszech czy w Polsce. Wskazuje też na duże szanse, żeby podobne środowiska doszły do władzy we Francji czy Niemczech. W jej opinii Unia Europejska jest głęboko podzielona w wielu obszarach.

Źródło: dw.com

Guten Tag. Dostaliśmy zgłoszenie… MEM-y I

————————-

—————————————————————-

Armia NATO na Grenlandii

===================================

————————————-

Chyży pirat

—————————————

————————————————————–

———————————————–

———————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Dlaczego Pekin nie robi nic, by powstrzymać Trumpa w Wenezueli?

Dlaczego Pekin nie robi nic,

by powstrzymać Trumpa w Wenezueli?

freede.tech/falsche-frage-warum-tun-peking

Dlaczego Pekin, ze wszystkimi swoimi ogromnymi inwestycjami w Wenezueli, nie robi nic, aby powstrzymać tam Amerykanów? Jest to obecnie szeroko dyskutowany temat wśród wenezuelskich zwolenników.

Większość ludzi tłumaczy to pozornie wiarygodną odpowiedzią: Chiny nie chcą ryzykować wojny nuklearnej z USA. Inni twierdzą, że Chiny po prostu boją się konfrontacji z USA, którą Pekin przegra. W istocie wielu czuje się usprawiedliwionych zachowaniem Pekinu w kryzysie wenezuelskim, wierząc, że Chiny są papierowym tygrysem, a lśniąca broń, którą chińskie wojsko prezentuje na międzynarodowych wystawach, jest w rzeczywistości bezsilna wobec broni amerykańskiej.

Obie odpowiedzi na pytanie, dlaczego Chiny ‚nie robią nic’, to nonsens, który ostatecznie schlebia amerykańskim fantazjom o potędze. Chiny powstrzymują się od konfrontacji militarnej z USA w Wenezueli, ponieważ w wojnie po drugiej stronie globu – na historycznym podwórku Ameryki – nie miałyby szans na zwycięstwo z czysto logistycznych powodów. Nawet gdyby tak nie było, taka operacja po drugiej stronie globu nie ma strategicznego sensu dla Pekinu. Pekin nie ma na Karaibach grup uderzeniowych lotniskowców, baz logistycznych ani kontrolowanych sojuszy regionalnych.

Chińskie siły zbrojne są rozmieszczone w Azji Wschodniej: bronią jej wybrzeży, wyzwalają Tajwan, zabezpieczają szlaki morskie i dominują nad przyległymi obszarami morskimi. To nie tchórzostwo. To geografia. Tak jak Amerykanie zdali sobie teraz sprawę, że nie mają szans na zwycięstwo z równie silnym przeciwnikiem, jakim jest Rosja, na swoim własnym podwórku, na Ukrainie.

Co więcej, potęga Chin opiera się na innym systemie wartości niż neokolonialny kolektywny Zachód, a zwłaszcza imperialna Ameryka, która najwyraźniej nie może istnieć bez niekończących się wojen. Z kolei potęga Chin nie opiera się na interwencjach wojskowych za granicą ani zmianach reżimów w innych krajach w celu eksploatacji.

Siła i wpływy Chin…

… opierają się na budowie portów, pożyczkach infrastrukturalnych i obopólnie lukratywnych kontraktach energetycznych. Pod tym względem Wenezuela była dobrym partnerem dla Chin – dostawcą ropy naftowej poza kontrolą USA, głosem sprzeciwiającym się sankcjom USA – ale Wenezuela wciąż nie przedstawia dla Chin wystarczającej wartości, by uzasadnić narażanie na szwank jej globalnego handlu, łańcuchów dostaw czy kluczowych interesów.

Chiny jednak jednoznacznie potępiają powrót USA do bezwzględnych zachowań kolonialnych, gdzie potężni imperialiści biorą, co im się podoba. Zamiast angażować się w kosztowny konflikt zbrojny z USA, Chiny ponoszą gorzką odpowiedzialność za Wenezuelę, restrukturyzują swoje zadłużenie i szukają nowych dostawców ropy. Nie angażują się w kosztowny konflikt zbrojny z USA, którego Pekin nie może wygra. Chiny nie palą szachownicy tylko po to, by uratować jedną figurę.

Jeśli kiedykolwiek dojdzie do konfliktu zbrojnego między Chinami a USA, stanie się to na polu bitwy wybranym przez Pekin, gdzie USA nie mają żadnych szans. Zatem początkowe pytanie – a mianowicie, dlaczego Chiny – i dotyczy to również Rosji – nie interweniowały przeciwko amerykańskim szantażom i porywaczom w Wenezueli – jest całkowicie błędne. Prawidłowe pytanie brzmiałoby, dlaczego wenezuelskie wojsko nie walczyło, dlaczego nad Caracas nie zestrzelono ani jednego amerykańskiego śmigłowca, mimo że wenezuelska obrona powietrzna dysponuje wysoce skutecznymi rosyjskimi systemami, takimi jak S-300.

Powolne śmigłowce są również łatwym łupem dla rosyjskich ręcznych, odpalanych z ramienia pocisków przeciwlotniczych Strieła. Dlaczego nie odpalono ani jednej Streli? To nieuchronnie prowadzi do wniosku, że Rosja i Chiny nie będą w stanie chronić swoich partnerów dostarczaną przez siebie bronią, jeśli wenezuelskie wojsko nie będzie walczyć z USA.

W związku z tym narastają dowody na korupcję na najwyższych szczeblach rządu Maduro, na to, że Maduro został sprzedany Amerykanom, a kilku czołowych wenezuelskich wojskowych i urzędników państwowych z dnia na dzień w Caracas wzbogaciło się na dolarowych milionach, a willa w Miami była tylko bonusem.

Kolejne pytanie, praktycznie nieobecne w debacie publicznej, przynajmniej na Zachodzie, brzmi: dlaczego USA atakują Wenezuelę właśnie teraz i w tak niewiarygodny sposób, stawiając Grenlandii i Danii skandaliczne żądania, a jednocześnie grożąc zamachem politycznym i religijnym przywódcom Iranu, w tym ajatollahowi Chamenei?

Czy te lekkomyślne polityczne awantury Waszyngtonu świadczą o pewnym siebie i opanowanym supermocarstwie? Czy to dowód wielkiej mądrości politycznej, że niszczymy suwerenność i międzynarodowe normy prawne, których Waszyngton tak niedawno przysiągł przestrzegać? Czy to znak przywództwa i solidarności w ramach NATO, gdy Waszyngton grozi sojuszniczemu wasalowi w sprawie nieruchomości w Arktyce?

To raczej ostatnie tchnienia hegemona, coraz bardziej osaczonego przez własne niepowodzenia, a jednocześnie obwiniającego innych za problemy, które sam sobie wyrządził; którego dominacja dolara na rynkach walutowych chyli się ku upadkowi, którego dawna kontrola nad coraz bardziej zdywersyfikowanymi globalnymi rynkami energii legła w gruzach, a którego miękka siła na globalnym Południu wyparowała. Zamiast tego kraje Południa szukają bezpieczeństwa i po cichu dystansują się od nieprzewidywalnego tyrana na arenie międzynarodowej. Chiny nie muszą oddawać ani jednego strzału, aby nadal zyskiwać na znaczeniu – po prostu budują kolejne alternatywy dla podupadającego hegemona i jego wasali z UE.

Waszyngton desperacko eskaluje więc swoje działania tam, gdzie wierzy, że wciąż może to zrobić: na własnej półkuli, w strategicznych wąskich gardłach i wobec symbolicznie opornych państw, takich jak Wenezuela i Iran. To nie siła! To panika. Umierające imperia zawsze uciekają się do przemocy. Przekształcają swoją walutę, sądy i politykę fiskalną w broń i próbują zrekompensować utratę miękkiej siły za pomocą wojskowych sił specjalnych, aby odzyskać utracone wpływy polityczne i gospodarcze.

Stany Zjednoczone nie są już hegemonem, za jakiego wciąż uważa je wielu członków waszyngtońskiego establishmentu. Gospodarka USA jest coraz bardziej wydrążona, wewnętrzna legitymacja amerykańskiego przywództwa kruszy się od lat, a nieustanna amerykańska machina wojenna przekształca chaos w kraju i za granicą w maszynkę do zarabiania pieniędzy dla tych na samym szczycie, kosztem ludności. Nie należy jednak zapominać, że Stany Zjednoczone nadal mogą wywierać miażdżącą siłę, ale tylko w regionach takich jak półkula zachodnia i część Arktyki.

Chiny, z drugiej strony, pomimo wszystkich sprzeczności, nadal utrzymują stabilność systemową, zapewniają swojej ludności stale rosnący dobrobyt i rozwijają globalne relacje gospodarcze i handlowe. Jednocześnie legitymacja przywódców politycznych w Pekinie i wśród ludzi pozostaje niepodważalna, a wszystko to bez ciągłych zagranicznych awantur i wojen, bez których system amerykański najwyraźniej nie może już istnieć. Chiny budują zamiast bombardować. Czekają zamiast marnować zasoby. To właśnie ta cierpliwość tak naprawdę przeraża jastrzębi w Waszyngtonie. To prawdziwa siła Chin, której Waszyngton nie jest w stanie odtworzyć.

Chiny są regionalną potęgą militarną o globalnym zasięgu gospodarczym. Wzrosły dzięki fabrykom, a nie placówkom wojskowym. Oferują pożyczki rozwojowe, a nie pociski manewrujące. Ich siła ma charakter strukturalny: industrializacja przede wszystkim, dyplomacja infrastrukturalna, długoterminowe kontrakty i asymetryczne retorsje w innych miejscach. Absorbują straty dziś, aby zapewnić sobie przyszłość. Chiny nie muszą zdobywać Wenezueli, Grenlandii ani Iranu na polu bitwy. Muszą po prostu nadal podważać jednobiegunowy ‚porządek’  USA – jeden port, jedna pożyczka, jeden alternatywny system płatności za drugim.

To nie jest symetryczna rywalizacja mocarstw. Ta wielobiegunowość oznacza nierówne, asymetryczne centra władzy o różnych horyzontach czasowych i zróżnicowanym poziomie tolerancji ryzyka. O historii nie zadecydują efektowne operacje specjalne, takie jak ta w Wenezueli, ale to, który system utrzyma się bez załamania. Stany Zjednoczone nie zdają tego testu. Chiny już go zdały.

freede.tech/falsche-frage-warum-tun-peking

Napisał: Rainer Rupp

** * * * * *

„O historii nie zadecydują efektowne operacje specjalne, takie jak ta w Wenezueli, ale to, który system utrzyma się bez załamania. Stany Zjednoczone nie zdają tego testu. Chiny już go zdały”. – I będzie to omówione w jednej lub dwóch następnych wpisach.

Opracował: Zygmunt Białas

7 stycznia 1949 roku został zamordowany Jan Rodowicz ps. Anoda.

wpolityce.pl/7-stycznia-zostal-zamordowany-janek-rodowicz-anoda

7 stycznia 1949 roku został zamordowany Jan Rodowicz ps. Anoda, 26 letni porucznik Armii Krajowej, harcerz, żołnierz Szarych Szeregów, organizator i uczestnik wielu działań bojowych, m.in. słynnej Akcji pod Arsenałem. „Zanim padłeś, jeszcze ziemie przeżegnałeś ręką / Czy to była kula, synku, czy to serce pękło …”

Brawurowe akcje

Walczył w Powstaniu Warszawskim, konstruował broń, działał wszechstronnie razem ze swoimi kolegami z Liceum Batorego, słynnej drużyny harcerskiej „Pomarańczarni”, z późniejszymi legendarnymi żołnierzami AK: Tadeuszem Zawadzkim, Aleksandrem Dawidowskim i Jankiem Bytnarem. W akcji pod Arsenałem skutecznie i brawurowo wykonał główne zadanie akcji – zatrzymanie furgonetki z Jankiem Bytnarem, dowodził sekcją „butelki”. To on wywiózł z pola walki ciężko rannego Alka Dawidowskiego. Za swą postawę pod Arsenałem odznaczony został Krzyżem Walecznych. Następowały kolejne akcje Grup Szturmowych, w których „Anoda” zawsze imponował spokojem i odwagą: 27 V 1943 r. akcja „Choran” – zdobycia materiałów wybuchowych, 20 V 1943 r. akcja pod Celestynowem – uwolnienia 50 więźniów przewożonych z Lublina do Oświęcimia. W okresie czerwiec-lipiec 1943 r. Janek Rodowicz uczestniczył w przygotowaniach do akcji uwolnienia więźniów pod Jaktorowem, a 20 sierpnia tego roku w likwidacji posterunku policji granicznej w Sieczychach i można by tak długo wymieniać niesamowite dokonania bojowe tego wówczas 20letniego chłopaka.

Aresztowanie w wigilię Bożego Narodzenia

Tajni ubeccy oprawcy przyszli po niego w Wigilię, 24 grudnia 1948 roku, gdy matka Zofia Rodowicz, z d. Bortnowska, siostra generała Władysława Bortnowskiego, walecznego dowódcy z 1920 i 1939 r., rozkładała opłatek na świątecznym stole. Ojciec, Kazimierz Rodowicz, inżynier i profesora Politechniki Warszawskiej, polski patriota, więziony w Rosji, stał jak skamieniały, wiedział co robią ubecy na służbie Moskwy. Zabrali Janka na ul. Koszykową do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (bezpieczeństwa – jak to cynicznie brzmi) i tam w zaledwie kilka dni okrutnego śledztwa, pod kierownictwem naczelnika wydziału IV, pułkownika Urzędu Bezpieczeństwa Witolda Herera *), zamordowali słynnego „Anodę”, niezwykle walecznego, zdolnego młodego Polaka, tak bardzo potrzebnego Ojczyźnie. Rodzice stracili tak swoich wszystkich synów, bo wcześniej w czasie walk w Powstaniu Warszawskim ranny został starszy brat Janka, Zygmunt, przedwojenny zawodowy oficer i zmarł w szpitalu na Powiślu 30 sierpnia 1944 roku, miał zaledwie 28 lat.

„Nie sposób zrozumieć dziejów Polski, jeśli się nie przyłoży do nich tego jednego podstawowego kryterium, któremu na imię Jezus Chrystus” – mówił do nas Jan Paweł II w czasie znamiennej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku na Placu Zwycięstwa w Warszawie.

Bezkarność zbrodniarzy

My dzisiaj też musimy przykładać do naszego życia kryteria tamtych chłopców i dziewcząt, zamordowanych, ale niezwyciężonych. Ubeckim oprawcom nie przeszkadzało, że Janek Rodowicz był odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i dwukrotnie Krzyżem Walecznych, nic dla nich nie miało i nie ma znaczenia, podepczą i zniszczą każdą świętość dla swoich, obrzydliwych, zdradzieckich interesów. Nikt nigdy nie osądził tamtych zbrodniarzy, kolaborantów, agentów, tajnych współpracowników, którzy dzisiaj nawet nie kryją się ze swoją przeszłością, a wręcz przeciwnie, głośno protestują przeciwko zrównaniu ich wysokich emerytur, bo nadal czują się bezkarni. A ich następne pokolenia wychowane na ubecki wzór, sięgają po największe uprzywilejowania i gardzą nami, zwykłymi Polakami.

Janek Rodowicz „Anoda” po wojnie walczył o prawdę, prowadził akcje propagandowe skierowane przeciwko komunistycznym rządom, rozpoznawał urzędy bezpieczeństwa publicznego, więzienia, ostrzegał dawnych żołnierzy podziemia, ukrył część broni. Zajął się z ocalałymi żołnierzami Batalionu „Zośka” ekshumacją i pogrzebami na Cmentarzu Powązkowskim poległych towarzyszy broni, tworzył pierwsze kwatery powstańcze.

Niezwykła osobowość „Anody”

Na czym polegała niezwykłość osobowości Anody? Janek z domu, szkoły i harcerstwa wyniósł poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Poczucie obowiązku było motorem do nauki i coraz lepszego wykorzystywania swoich talentów, ale gdy przyszedł czas wojny do bezwzględnej walki z wrogiem. Poczucie odpowiedzialności przejawiało się w perfekcyjnym przygotowywaniu akcji bojowych, ale też w trosce o podwładnych i kolegów, którym pomagał również po wojnie. Niezłomność zasad, pracowitość i konsekwencja działania, tworzyła warunki sukcesu i realizowania planów, mimo niesprawnej lewej ręki po akcji „Wilanów” na posterunek żandarmerii niemieckiej. Był wszechstronnie uzdolniony – pisał wiersze, komponował piosenki, a także wspaniale rysował szkice, detale architektoniczne i karykatury. Pełen humoru zawsze był duszą towarzystwa, bo nadawał każdemu spotkaniu niezwykle sympatyczny, zdawałoby się beztroski, żartobliwy nastrój. Podziwiany przez młodszych kolegów, nie stwarzał sztucznego dystansu.

„Pogodny, uśmiechnięty, gładko uczesany, znakomity rysownik i świetny projektant, był lubianym chyba przez wszystkich. Janek tryskał życiem. Z głową pełną pomysłów, zawsze był pierwszy do pracy, do pomocy, a także do żartów i studenckich figli. I cieszył się życiem. Snuł rozległe plany, chciał skończyć jak najprędzej studia i budować, rysować i projektować. Marzył o odbudowie Warszawy, o pracy dla Polski” – wspominał Jan Suzin, jego kolega z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej.

23-letni poeta Józef Szczepański ps. „Ziutek” pisał w ostatniej chwili na barykadzie powstańczej Warszawy, zanim padł od kuli wroga:

Alejami z paradą, będziem szli defiladą

W wolną Polskę co wstała z naszej krwi …

Walczyli, oddawali życie, marzyli o pięknej, sprawiedliwej, niepodległej Polsce.

Nie zatrzeć pamięci

Janek Rodowicz „Anoda” jest absolutnie wyjątkową postacią w naszych najnowszych dziejach i zasługuje na szczególną pamięć. Mimo młodego wieku miał za sobą całą listę dokonań zarówno w walce z wrogami Polski, ale też jako uczeń, potem student Politechniki dwóch kierunków – Elektrycznego i Architektury. Wybitnie uzdolniony, a przy tym koleżeński, aktywny, pełen pomysłów, które z powodzeniem realizował, uwielbiany przez kolegów i przełożonych, wielki miłośnik Polski i Polaków. „Często powtarzał – ja po prostu tak zwyczajnie kocham Polskę – my dziewczyny byłyśmy zazdrosne o tę jego miłość, bardzo nam się podobał i każda zabiegała o jego względy” – wspominała w moim filmie jego koleżanka z roku, potem wybitna architekt, Grażyna Jonkajtys. Podkreślała z dumą, że studiowała razem z Jankiem Rodowiczem, przytaczała fakty, wspominała o nim jako o kimś najważniejszym wśród braci studenckiej tamtych lat i potem ten ogromny żal i strach jednocześnie, gdy dowiedzieli się, że został aresztowany przez UB, spodziewali się najgorszego, ale wierzyli, że przecież kogoś takiego jak Janek nie zamordują, bo jest bardzo Polsce potrzebny, a tyle już przeszedł i dał radę. Wspominała jak wyjechali na plener do Kazimierza w czasie studiów, Janek wszystkim pomagał szkicować, konsultował ich projekty, młodość, radość, kąpaliśmy się w Wiśle, Janek nie kąpał się, siedział na brzegu, na pytanie dlaczego się nie kąpie, odpowiedział – cały jestem posiekany szrapnelami, gdybym się rozebrał nie jedlibyście obiadu. Ten chłopak, niezwykły bohater, który tyle wycierpiał, został tak brutalnie zamordowany i pozbawiony wszelkiej możliwości obrony.

Świadkowie w procesie Adama Humera, jednego z szefów aparatu terroru zeznawali jak okrutnie był torturowany zaraz po aresztowaniu, w  niespełna dwa tygodnie wykończyli 26-letniego bohaterskiego chłopaka zaprawionego w walce w czasie całej okupacji i Powstania Warszawskiego. Barbarzyńcom na służbie Moskwy nie chodziło tylko o to żeby zabić, ale przede wszystkim sponiewierać, odebrać najwyższą godność i honor bohaterskiemu, niezłomnemu Polakowi, do tego jeszcze tak wybitnie uzdolnionemu, który był bardzo potrzebny Polsce po latach okupacji. Zamordowali tak tysiące najwartościowszych Polaków, patriotów, zrujnowali życia całych rodzin, inaczej wyglądałaby Polska dzisiaj, gdyby nie to ogromne, trudne do wyobrażenia tamto barbarzyństwo.

kolejne pokolenia komunistów

Gdy wszystkie te fakty zestawia się i próbuje odpowiedzieć, gdzie są granice ludzkiego bestialstwa, jeszcze jedno pytanie przychodzi nam dzisiaj zadać. Jak to się stało, że po 36 latach od 1989 roku, kolejne pokolenia komunistów piastują najwyższe urzędy w państwie polskim, a całe zastępy ubeków ujawniają się i domagają wysokich emerytur, nie widząc w tym nic złego! W tym kontekście przypominają mi się słowa wykładowcy na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, docenta Michała Szulczewskiego, należącego do establishmentu partyjnego PRL-u, które powiedział po zmianach w 1989 roku: „Tacy jak my dzisiaj powinniśmy przywdziać kaptury pokutne i od kruchty cieszyć się, że nas nie aresztują, bo czekają nas więzienia”. Wtedy jeszcze wszyscy wierzyli w prawdziwą dekomunizację i rozliczenie tych, którzy niszczyli Polskę i mordowali Polaków.

Zachęcam Państwa do obejrzenia filmu dokumentalnego „Humer i inni”, filmu dla mnie szczególnego, pod wieloma względami…
https://youtu.be/zFOiGQ27iqI

Publikacja dostępna na stronie: wpolityce.pl/7-stycznia-zostal-zamordowany-janek-rodowicz-anoda

=================================================

Witolda Herera *)

To Wiktor Herer, żydowski oprawca bohaterów. Po 1989 został „doradcą Solidarności”. Zapraszano go , m. inn. do Instytutu Badań Jądrowych Świerk z wykładami o ekonomii. Mam koło siebie na półce jego książkę z dedykacją ” Zderzenia z barierami rozwoju”. MD

Hans Küng jako przewodnik papieża Franciszka

Hans Küng jako przewodnik papieża Franciszka

Paweł Chmielewski pch24.pl/hans-kung-jako-przewodnik-papieza-franciszka

(Oprac. PCh24.pl)

Nie byłoby rewolucji Franciszka gdyby nie dzieło Hansa Künga – szwajcarskiego teologa, krytyka wielu dogmatów, ukaranego przez Stolicę Apostolską za błędy w nauczaniu. Papież Jorge Mario Bergoglio czytał jego książki – i postanowił chyba zrealizować zawarte w nich postulaty.

Rok 2025 wśród wielu niezwykle istotnych wydarzeń zaznaczył się zwłaszcza jednym, o fundamentalnym znaczeniu: zakończeniem rewolucyjnego pontyfikatu papieża Franciszka. Kościół katolicki przechodzi od 1962 roku przez rozmaite wstrząsy, ale pomimo wszystko nic nie równało się z chaosem, jaki wywołały działania ostatniego Pontyfeksa. Przez cały okres jego rządów katolicy zastanawiali się, co tak naprawdę chce osiągnąć Argentyńczyk na tronie św. Piotra; innymi słowy – czy działa spontanicznie, kierując się ugruntowanymi przekonaniami lub własnymi impulsami? A może jednak realizuje konkretny plan, ściśle określoną agendę, wyznaczoną przez jakieś nietransparentne gremium kościelne albo polityczne?

Agenda rewolucji

Sam Franciszek uchylił swego czasu rąbka tajemnicy, przyznając w jednym z wywiadów, że tego, co robi, nie wymyślił bynajmniej sam. Powołał się na spotkania kardynałów poprzedzające konklawe w 2013 roku, mówiąc, że uważnie wsłuchiwał się w padające tam postulaty i postanowił je punkt po punkcie zrealizować. W tych słowach nie ma oczywiście żadnej sensacji: spotkanie poprzedzające konklawe właśnie służą właśnie temu, by kardynałowie mogli przedstawić swoją wizję zmian w Kościele za nowego pontyfikatu. Zwykle na takich spotkaniach padają jednak z gruntu przeciwstawne propozycje, co odzwierciedla głębokie podziały w Kościele pomiędzy – umownie mówiąc – frakcją konserwatywną a frakcją progresywną. Nie da się realizować wszystkiego – coś trzeba wybrać. Franciszkowi było zdecydowanie bliżej do frakcji progresywnej, stąd należy uznać, że realizował właśnie jej agendę. Czy chodziłoby zatem tylko o bardzo ogólnie rozumiany plan, raczej zestaw chaotycznych postulatów padających w rozmowach, które Franciszek zapamiętał a potem wdrażał w życie?

Niekoniecznie. Z pomocą w lepszym zrozumieniu charakteru agendy reformistycznej Jorge Mario Bergoglio przychodzi zmarły 6 kwietnia 2021 roku szwajcarski teolog z niemieckiej Tybingi, Hans Küng.

Dzieło Hansa Künga

Urodzony w 1928 roku w Sursee nieopodal Lucerny, w 1954 roku otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął posługę w diecezji Bazylei. Poświęcił się teologii i na tym polu zrobił błyskawiczną karierę. W 1960 roku został profesorem teologii fundamentalnej w Tybindze, głównym centrum niemieckiej myśli reformistycznej. Pracował jako teologiczny doradca („peritus”) na II Soborze Watykańskim. Pomimo młodego wieku zyskał tak dużą popularność, że w 1965 roku na prywatnej audiencji przyjął go papież Paweł VI, prosząc o bardziej umiarkowane formułowanie postulatów. Küng od początku nie krył inklinacji progresywnych, które z czasem coraz bardziej  się zaostrzały. W 1970 roku opublikował książkę poświęconą nieomylności papieskiej, ostro krytykując dogmat ogłoszony na I Soborze Watykańskim („Nieomylny?”, niem. „Unfehlbar?”). Ostatecznie w 1979 roku Konferencja Episkopatu Niemiec odebrała mu misję kanoniczną, czyli oficjalne uprawnienie do nauczania teologii, nie bez nacisku ze strony Kurii Rzymskiej.

Pomimo tych sankcji, Uniwersytet w Tybindze nie zwolnił Künga – stworzył dla niego specjalne stanowisko, które pozwalało mu kontynuować pracę teologiczną, jakkolwiek w formule oficjalnie ekumenicznej, a nie katolickiej. Szwajcarsko-niemiecki myśliciel nie porzucił nigdy obranej przez siebie ścieżki kwestionowania nauki Kościoła, w kolejnych latach podważając wiele klasycznych elementów katolickiej doktryny. Krytykował nawet kolejne dogmaty, na przykład o niepokalanym poczęciu albo wniebowzięciu Matki Bożej. Stał się prawdziwą gwiazdą – jego książki rozchodziły się w gigantycznych nakładach i były tłumaczone na wiele języków. Jorge Mario Bergoglio uczył się w Niemczech języka niemieckiego i pisał pracę o niemieckim teologu Romano Guardinim w połowie lat 80. Pozycja Künga jako pomnikowego awangardzisty ruchu progresywnego była już wówczas dobrze ugruntowana. Prestiżowe niemieckie wydawnictwo Herder uczciło jego dorobek przygotowaniem ponad 20 tomowego wydania dzieł wszystkich teologa, ukazującym się od 2015 roku.

Przesyłka dla papieża

W styczniu 2011 roku Hans Küng opublikował książkę pt. „Czy Kościół da się jeszcze uratować?” (niem. „Ist die Kirche noch zu retten?”). Rozumiał ją jako swój być może ostatni głos w debacie o reformie katolicyzmu. Praca napisana w typowym dla Künga niezwykle żywiołowym stylu, piękną niemczyzną, obok części krytycznej zawierała również część postulatywną: szesnaście konkretnych punktów, które zdaniem autora należy zrealizować, żeby ocalić misję Kościoła w XXI wieku. Praca powstała w czasie, w którym perspektywy dla ruchu progresywnego wydawały się bardzo nikłe. Od kilku lat trwał pontyfikat papieża Benedykta XVI, nastawionego krytycznie do postulatów liberalnych. Hans Küng należał do jego najzagorzalszych krytyków. Miało to podłoże osobiste: znali się z czasów II Soboru Watykańskiego, ale ich drogi rozeszły się pod koniec lat 60. Jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary kardynał Józef Ratzinger mógł dokonać rehabilitacji Künga i przywrócić mu możliwość nauczania jako katolicki teolog, ale nigdy tego nie zrobił. Już jako papież, Benedykt XVI zaprosił Szwajcara do Castel Gandolfo. Kilkugodzinna rozmowa nie przyniosła żadnego przełomu, obaj pozostali na swoich pozycjach.

Kiedy Küng dowiedział się w marcu 2013 roku, że nowym Pontifeksem został Argentyńczyk Jorge Mario Bergoglio, był według swoich własnych słów bardzo zadowolony. Wprawdzie nie znał wcześniej kardynała z Buenos Aires, ale przewidywał, że jako Latynos i jezuita Bergoglio będzie sprawował władzę papieską w zupełnie innym stylu, niż Karol Wojtyła i Józef Ratzinger. Postanowił mu w tym pomóc. Wysłał do Franciszka dwie swoje książki: „W co wierzę” (niem. „Was ich glaube”) z 1985 roku oraz właśnie „Czy Kościół da się jeszcze uratować?”. Papież Franciszek w pierwszych latach swojego pontyfikatu był zafascynowany progresywną teologią. Czytał teksty kardynała Waltera Kaspera, którego publicznie wychwalał; odwoływał się do bardzo bliskiego myśli niemieckiej kardynała Carlo Marii Martiniego. Dlatego Hans Küng mógł mieć jakąś nadzieję, że nowy papież nie zignoruje jego przesyłki.

„Umiłowany bracie”

Franciszek rzeczywiście jej nie zignorował. Przyjął książki Hansa Künga z wdzięcznością i wysłał do niego prywatny list. „Było dla mnie radosnym zaskoczeniem, kiedy otrzymałem od Franciszka odręcznie napisany, braterski list. Dziękował mi i poinformował mnie, że z przyjemnością przeczyta książki. To była dla mnie jakby nieformalna rehabilitacja” – powiedział Küng w jednym z wywiadów. Nota bene, nie był to wcale koniec ich wzajemnych kontaktów. W 2016 roku Szwajcar napisał do Franciszka list, w którym prosił go o rozpoczęcie dyskusji na temat papieskiej nieomylności – w duchu jego pracy „Nieomylny?” z 1970 roku. Ojciec Święty nie pozostawił tego bez reakcji: napisał list, rozpoczynając go od słów „Umiłowany bracie”. Treści papieskiego listu Hans Küng nie ujawnił, ale zapewnił, że był utrzymany w ciepłym i otwartym tonie.

Wracam jednak do książki „Czy Kościół da się jeszcze uratować?” z 2011 roku. Wszystko wskazuje na to, że papież Franciszek nie rzucał słów na wiatr, zapewniając Hansa Künga o swoim zamiarze lektury jego prac. Kiedy czyta się dziś tę książkę, mając w pamięci cały, już zamknięty pontyfikat Jorge Mario Bergoglia, po prostu automatycznie narzuca się myśl: Franciszek rzeczywiście to czytał, więcej, czytał i postanowił podjąć próbę realizacji zawartych w niej postulatów. Nie mogę opisać tutaj wszystkich paraleli, ale zwrócę uwagę na najbardziej uderzające.

Idee Künga, wykonanie Franciszka

Zerwanie z „Inkwizycją”

Hans Küng domagał się gruntownej przebudowy Kongregacji Nauki Wiary, tak, aby urząd ten ostatecznie zerwał z dziedzictwem Inkwizycji, zaprzestając śledzenia i karania nieprawomyślnych teologów. Dokładnie to zrobił papież Franciszek. Najpierw usunął z Kongregacji kardynała Gerharda Müllera, wiernego tradycyjnemu rozumieniu roli tego urzędu. Następnie zastąpił go bardziej centrowym kardynałem Luisem Ladarią. Wreszcie zrealizował cel ostateczny w latach 2022 i 2023. Kongregacja Nauki Wiary stała się Dykasterią i straciła swoją dotychczasową pozycję: spadła na drugie miejsce wśród innych kongregacji/dykasterii, ustępując nowej Dykasterii ds. Ewangelizacji. Następnie jej prefektem papież wyznaczył bliskiego sobie Argentyńczyka Victora Manuela Fernándeza i napisał publicznie dostępny list, w którym ściśle określił jego zadania: Fernández nie ma sprawdzać prawowierności teologów, ale umacniać różnorodność doktrynalną w Kościele.

Kuria Rzymska i finanse

Reforma Kurii Rzymskiej oraz watykańskich finansów to jedne z głównych pomysłów przedstawionych w książce. Hans Küng chciał, żeby Kuria Rzymska przestała być aparatem władzy „samym dla siebie”, ale zaczęła służyć Kościołom lokalnym. W kwestii finansów domagał się transparencji i poddania Watykanu ścisłej kontroli niezależnych podmiotów. Franciszek zajął się obiema tymi dziedzinami: w 2022 roku przebudował Kurię konstytucję „Praedicate evangelium”, pozwalając świeckim na piastowanie urzędu prefekta i poważnie ograniczając zakres władzy kardynałów kurialnych. Z finansami zdziałał relatywnie niewiele, pomimo prób: ich uzdrowienie powierzył kardynałowi George’owi Pellowi, którego misja zakończyła się fiaskiem. Pell, fałszywie oskarżony, trafił do więzienia w Australii, dzięki finansowanej z Rzymu operacji dyfamacyjnej. Został uniewinniony, ale zmarł nagle podczas rutynowej operacji – jego zwłoki trafiły do Australii ze złamanym nosem, co stanowi prosty podpis rzymskiej mafii. Watykańska pralnia pieniędzy okazała się silniejsza niż reformatorzy.

Koniec „represji”

W kolejnym punkcie swojej agendy Küng oczekiwał „zaprzestania wszystkich form represji”, precyzując ten postulat w kilku konkretach: – wolność dla grup dysydenckich; – wolność dla teologów wyzwolenia; – wolność dla kobiet, które domagają się święceń kapłańskich; – wolność dla nieortodoksyjnych teologów moralnych. Papież Franciszek zrealizował wszystkie te postulaty. Wspierał ruchy o. Jamesa Martina czy s. Jeannine Gramick w USA; rehabilitował teologię wyzwolenia w osobie ks. Leonardo Boffa; dopuścił dyskusję o kapłaństwie kobiet i rozmawiał z kobietami, które tego oczekują; dał pełną swobodę formułowania postulatów zmiany teologii moralnej, częściowo zresztą te postulaty realizując.

Prawo kanoniczne

Dalej, teolog z Tybingi przedstawił wizję reformy prawa kościelnego w duchu odejścia od sankcji i „klerykalnej władzy”. Franciszek nie zrealizował tego zadania, ale je rozpoczął: w 2023 roku utworzył specjalną watykańską komisję, która opracowuje gruntowną reformę prawa kanonicznego w duchu synodalnym.

Celibat

W kolejnym punkcie Hans Küng apelował o dopuszczenie zawierania małżeństwa przez księży i biskupów. Tu również Franciszek „zawiódł”, jakkolwiek niecałkowicie: w 2019 roku zorganizował Synod Amazoński, na którym postulat poluzowania obowiązku celibatu był głównym tematem. Publicznie mówił, że rozważa takie rozwiązanie, przynajmniej lokalnie, powołując się na książkę progresywnego niemieckiego teologa i biskupa, Fritza Lobingera. Na początku 2020 roku przeciwko zmianom wypowiedział się jednak Benedykt XVI z pozycji „emerytowanego papieża”. Franciszka ta interwencja bardzo rozsierdziła – zwolnił nawet z pracy ówczesnego sekretarza Domu Świętej Marty, abp. Georga Gänsweina, jednocześnie prywatnego sekretarza Benedykta. Zmian w celibacie jednak nie wprowadził: wyglądało na to, że nie chce wywoływać otwartego konfliktu ze swoim poprzednikiem.

Nowa rola kobiet

Następnie Küng postulował dopuszczenie kobiet do kapłaństwa. Franciszek krytycznie oceniał ten postulat, niemniej jednak całkowicie zmienił dotychczasowy modus operandi Watykanu. Wcześniej źle oceniano jakąkolwiek dyskusję na ten temat. Papież na nią pozwolił, więcej – sam ją prowokował, powołując kolejne watykańskie komisje ds. zbadania ewentualności dopuszczenia kobiet do sakramentalnego diakonatu. W chwili jego śmierci sprawa nie była zamknięta – dyskusja cały czas trwała, ożywiona przez Synod o Synodalności.

Protestanci do Komunii

Szwajcar oczekiwał też dopuszczenia protestantów do Komunii świętej, a katolików do udziału w protestanckiej Wieczerzy. W 2018 roku Franciszek zgodził się na propozycję niemieckich biskupów, by dopuścić do Eucharystii tych protestantów, którzy żyją w związku małżeńskim z katolikami. Publicznie przekonywał, że w takich sytuacjach trzeba podejmować po prostu własną decyzję sumienia, nie bacząc aż tak bardzo na kościelne przepisy. Niektórzy kurialiści próbowali protestować, czynił to zwłaszcza prefekt Dykasterii ds. Ekumenizmu kardynał Kurt Koch. Franciszek nie wyciągał z tego jednak żadnych konsekwencji. Nie zmienił oficjalnie nauczania, ale pozwalał, by na poziomie lokalnym interkomunia z protestantami stała się faktem.

Antykoncepcja i aborcja

Wreszcie tybiński teolog proponował nową ocenę antykoncepcji oraz aborcji. W tej pierwszej sprawie postulował daleko idącą dopuszczalność, w drugiej – różnicowanie. Według Künga nie ma jasności, kiedy płód staje się człowiekiem – jego zdaniem o człowieczeństwie płodu można mówić dopiero wtedy, kiedy wykształca się mózg. W przypadku antykoncepcji Franciszek zasadniczo milczał: w ogóle nie przypominał o katolickim zakazie tej praktyki. Wprost przeciwnie, pozwalał, by Papieska Akademia Życia pod kierunkiem abp. Vincenzo Paglii opracowywała teologiczne uzasadnienie dopuszczalności antykoncepcji. Ostatecznie żadnego rozstrzygnięcia nie przedstawił, pozostawiając tę sprawę Procesowi Synodalnemu. W zdecydowany sposób odszedł jednak od pryncypialności swoich poprzedników, którzy antykoncepcje wielokrotnie potępiali. Gdy idzie o aborcję, Franciszek był krytyczny – podobnie zresztą jak Hans Küng. Przestał jednak traktować sprawę aborcji priorytetowo. Stało się to widoczne zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie papież otwarcie wspierał Demokratów z Joe Bidenem na czele, pomimo jego jawnej proaborcyjności.

Reinterpretacja prymatu

Paraleli między działalnością papieża Franciszka a postulatami Hansa Künga jest oczywiście więcej, niż wynikałoby to tylko z książki „Ist die Kirche noch zu retten?”. Wracam teraz do wymiany listów z 2016 roku dotyczącej nieomylności papieskiej. Hans Küng zapewniał, że papież ciepło przyjął jego prośbę rozpoczęcia dyskusji na ten temat. Sądzę, że mówił prawdę.

W 2021 roku papież rozpoczął Synod o Synodalności, a jednym z głównych jego tematów stało się ponowne przemyślenie sposobu sprawowania prymatu biskupa Rzymu – w duchu synodalnym. W 2024 roku Dykasteria ds. Ekumenizmu opublikowała z kolei obszerny raport dotyczący możliwych zmian w rozumieniu dogmatu o nieomylności papieskiej. Hans Küng byłby z tego zadowolony, gdyby tych chwil dożył.

Weltethos

Inna wielka sprawa to dialog międzyreligijny. W 1990 roku szwajcarski myśliciel opublikował książkę „Projekt Weltethos”, gdzie zaproponował wypracowanie ogólnoświatowego etosu na gruncie porozumienia wielkich religii, przede wszystkim chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, buddyzmu, hinduizmu. Papież Franciszek bardzo konsekwentnie realizował tę wizję. W 2019 roku podpisał deklarację z Abu Zhabi, która stanowiła przełożenie myśli Künga na praktykę – wspólne oświadczenie przywódcy Kościoła katolickiego i jednego z najważniejszych nauczycieli świata islamu, która miała stać się fundamentem współpracy etycznej na rzecz lepszego społeczeństwa. W 2020 roku opublikował encyklikę „Fratelli tutti” o powszechnym braterstwie, gdzie opisał charytatywny wymiar chrześcijaństwa, proponując szeroką kooperację wszystkim ludziom „dobrej woli”, niezależnie od ich wyznania – na bazie ich własnych tradycji religijnych i kulturowych. Hans Küng cierpiał już wówczas na zbyt poważną chorobę, by móc się do tego publicznie odnieść; ale założona przezeń Fundacja Etosu Światowego (Stiftung Weltethos) gorąco chwaliła „Fratelli tutti” jako dokument realizujący przesłanie teologa z Tybingi.

Autorytety

Każdy papież ma jakiś autorytet, jakby głównego przewodnika pontyfikatu. Dla Pawła VI był to może Jacques Maritain, dla Jana Pawła II Henry de Lubac, dla Benedykta XVI Romano Guardini. W przypadku papieża Franciszka za jednego z najważniejszych można uznać właśnie otwarcie heterodoksyjnego Hansa Künga. Nie przeczy to w żaden sposób temu, że Jorge Mario Bergoglio sam definiował swoje działania jako realizację woli kardynałów ze spotkań poprzedzających konklawe. Postępowa część purpuratów nie jest przecież intelektualnie całkowicie niezależna. Wprost przeciwnie, to często ludzie o wielkim wpływie w kościelnej polityce, ale intelektualnie raczej odtwórczy. W kręgu Franciszka wielu było Niemców, wielu teologów wyzwolenia – ich myślenie silnie korespondowało z tym, co pisał w swoich książkach właśnie Hans Küng. To, co Jorge Mario Bergoglio przeczytał w jego pracach, mogło stanowić niejako ideową podbudowę agendy prezentowanej przez progresywnych kardynałów.

Ciekawe, czy skrajnie reformistyczna spuścizna Künga pozostanie żywa również za pontyfikatu papieża Leona XIV.

Paweł Chmielewski

Finansjera, Fabianie i faszyści

Finansjera, Fabianie i faszyści

Autor: Financiers, Fabians and Fascists, Paul Cudenec, September 13, 2025

AlterCabrio, 11 stycznia 2026

„Pomimo wszystkich różnic, bolszewizm i faszyzm mają dwie wspólne, wybitne cechy. Oba podkreślają podstawową potrzebę świadomego planowania przyszłości w skali całego kraju”.

Ale potem napisał: „Czy nam się to podoba, czy nie – a wielu będzie się to bardzo nie podobało – indywidualny producent i rolnik będzie zmuszony przez wydarzenia do poddania się daleko idącym zmianom w poglądach i metodach.”

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Finansiści, fabianie i faszyści

W moim artykule z kwietnia 2025r. pt. „The Big Plan and the Great Gaslighting” przyjrzałem się organizacji Political and Economic Planning (PEP), think tankowi promującemu „modernizację” w Wielkiej Brytanii w latach 30. XX wieku. [1]

Od momentu założenia PEP prezesem był Israel Moses Sieff („Baron” Sieff), syjonistyczny biznesmen stojący za siecią detaliczną Marks & Spencer (obecnie znaną jako M&S).

Dzięki blogerowi Escapekey udało mi się przejrzeć dokument z 1933r. wydany w imieniu Sieffa, który – jak zauważa mój kolega badacz – jest bardzo trudny do odnalezienia. [2]

Wersja, do której się odnoszę, została włączona do akt Kongresu USA na prośbę Louisa Thomasa McFaddena, republikańskiego członka Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych w latach 1915–1935.

McFadden był niewątpliwie ciekawą postacią. Bankier z zawodu, obserwował od wewnątrz korupcję w świecie finansów i stał się zagorzałym krytykiem Systemu Rezerwy Federalnej.

Zauważył, że „to zostało stworzone i było obsługiwane przez żydowskie interesy bankowe, które spiskowały w celu uzyskania kontroli ekonomicznej nad Stanami Zjednoczonymi” – co oczywiście w wypaczonym świecie Wikipedii sprowadza się do „antysemickich teorii spiskowych”. [3]

We współczesnym społeczeństwie, w którym wszystko jest na opak, wskazywanie na kryminalny spisek z udziałem narodu żydowskiego lub na zbrodnicze ludobójstwo dokonane przez państwo syjonistyczne jest automatycznie uznawane za przejaw „antysemityzmu”.

Prawda kryjąca się za oskarżeniem nie jest nawet brana pod uwagę, a moralna rzeczywistość sytuacji zostaje odwrócona tak, aby przedstawić przestępcę jako ofiarę, a osobę ujawniającą przestępstwo jako złoczyńcę.

Ogłoszony „zhańbionym” McFadden (na zdjęciu) stracił miejsce na rzecz Demokraty w wyborach w 1934 roku i zmarł na „zakrzepicę wieńcową” podczas wizyty w Nowym Jorku dwa lata później, w wieku 60 lat. [4]

Przedstawiając dokument Sieffa Kongresowi USA 8 czerwca 1934r., McFadden ostrzegał przed „dobrze zorganizowanym planem kontroli świata… piekielnym spiskiem mającym na celu zniewolenie i dominację nad wolnymi narodami Ziemi”. [5]

Powiedział: „Jesteśmy u progu nowoczesnego i makiawelicznego systemu feudalnego, stworzonego i kontrolowanego przez grupę międzynarodowych uzurpatorów”.

McFadden zwrócił uwagę Kongresu w szczególności na rolę Bernarda M. Barucha (1870–1965), „żydowskiego finansisty, spekulanta giełdowego, polityka i doradcy prezydenckiego”. [6]

Baruch był czołowym graczem w syjonistyczno-satanistycznej mafii imperialistycznej ZIM i, jak widzę, był przyjacielem Winstona Churchilla i co najmniej jednego członka rodziny Rothschildów. [7]

McFadden powiedział: „Od czasu naszego przystąpienia do Wielkiej Wojny Światowej nie było administracji, w której Bernard M. Baruch nie byłby głównym doradcą politycznym, ekonomicznym i finansowym, a każda administracja, która go słuchała, wpędzała nas coraz głębiej w chaos finansowy, a dziś działamy w oparciu o jego największy eksperyment – ​​gospodarkę planową oraz kontrolę przemysłu i rolnictwa”.

Dodał, że zaraz po I wojnie światowej Baruch (na zdjęciu) stawił się przed specjalną komisją kongresową „i zeznał tam, że miał praktycznie całkowitą kontrolę nad zasobami narodu amerykańskiego podczas wojny”.

Sam Baruch powiedział komisji: „Prawdopodobnie miałem większą władzę niż jakikolwiek inny człowiek na tej wojnie; niewątpliwie jest to prawda”.

Nawiązując do Ustawy o Narodowej Odbudowie Przemysłu z 1933 roku, będącej częścią tzw. „Nowego Ładu” prezydenta Franklina D. Roosevelta, McFadden powiedział: „Wymagało to 15 lat ciężkiej pracy ze strony pana Barucha i jego współpracowników, aby narzucić tę ustawę narodowi amerykańskiemu, i dopiero dzięki zmaganiom i okresowi wielkich nacisków udało mu się to zrobić”.

„Wprowadzając różne kodeksy dotyczące przemysłu i rolnictwa w całym kraju, starali się zmusić, zastraszyć i przeforsować podmioty gospodarcze tego kraju do zawierania umów prywatnych, aby uzyskać możliwość żądania od podmiotów gospodarczych kraju realizacji ich życzeń bez względu na Konstytucję.”

„Prawnicy nowego ładu nie mają teraz żadnych oporów, by stanąć przed sądem i twierdzić, że zwykli obywatele mogą zrzec się swoich praw konstytucyjnych.”

„Właśnie za pomocą tej metody naruszali granice państwowe i ingerowali w najbardziej prywatne sprawy naszych obywateli.”

„Na przykład tą metodą drobni detaliści w kraju zostaną wyparci z rynku, a wprowadzona zostanie kontrola nad sieciami sklepów, tak jak próbują to zrobić w Anglii.”

Wyjaśniając swoim przedstawicielom, że Sieff był dyrektorem sieci sklepów Marks & Spencer, McFadden dodał: „Przedsiębiorstwo to ogłosiło 40-procentową dywidendę w 1933r. i było to możliwe dzięki temu, że zajmowało się niemal wyłącznie importem z ZSRR, co pozwoliło mu sprzedawać produkty po niższych cenach niż ugruntowani brytyjscy konkurenci”.

Opisał PEP Sieffa jako „oddział Towarzystwa Fabiańskiego” i powiedział: „Dotarła do mnie ciekawa w tym kontekście informacja, z której wynika, że ​​grupa Fabiańska ma bliskie powiązania z nowojorskim stowarzyszeniem zajmującym się polityką zagraniczną.”

„To stowarzyszenie zajmujące się polityką zagraniczną było w dużej mierze sponsorowane przez nieżyjącego już Paula M. Warburga i cieszyło się szczególną uwagą i wsparciem Bernarda M. Barucha i Felixa M. Frankfurtera”.

„Około 3 miesiące po uchwaleniu przez Stany Zjednoczone Ustawy o Krajowym Odnowieniu Przemysłu, gdy członkowie jego komitetu wezwali Israela Mosesa Sieffa do wykazania się większą aktywnością, powiedział: „Przez jakiś czas działajmy powoli i poczekajmy, aż zobaczymy, jak nasz plan sprawdzi się w Ameryce”.

„W ciągu ostatnich kilku miesięcy Bernard M. Baruch, Felix Frankfurter i nowojorski prawnik żydowski Samuel T. Untermyer odbyli kilka wizyt w Europie i spędzili tam sporo czasu.”

„Istnieją uzasadnione przesłanki, że kontaktowali się tam z członkami brytyjskiej grupy Fabiańskiej i znają ich plany.”

„Ten sam system, w nieco dostosowanej formie, został wprowadzony do kodeksu w Stanach Zjednoczonych, a żelazna ręka kontroli nad światem szybko zamyka się nad amerykańskim rolnictwem, pracą i przemysłem”.

Co więc dokładnie zostało powiedziane w dokumencie Wolność i Planowanie, noszącym nazwisko Sieffa?

W najlepszym stylu przemysłowo-kapitalistycznym chwalono się „coraz większymi triumfami nad naturą”, twierdząc, że „te triumfy zostały osiągnięte dzięki coraz szerszemu i śmielszemu stosowaniu zasady podziału pracy”. [8]

Ale Sieff (lub jego ghostwriter) ostrzegał także, odnosząc się do ówczesnego kryzysu gospodarczego: „Na horyzoncie widać światową dezorganizację, głód, zarazę i zatopienie naszej cywilizacji”.

Wywnioskował z „irytującej frustracji naszych wysiłków” że „na chwilę obecną ludzki intelekt wydaje się bankrutem”.

W obliczu tego, powiedział, konieczny jest „zakrojony na szeroką skalę plan reorganizacji kraju”.

I nie miała to być jakaś drobna reforma: „Nie ma sensu zaprzeczać, że przynajmniej niektóre zmiany, które są niezbędne, gdy świadome planowanie przyszłości obejmuje obszar produkcji, mają charakter rewolucyjny”.

Sieff (na zdjęciu) miał na myśli nic innego, jak tylko „całkowitą przebudowę naszego życia narodowego na wzór nowych potrzeb XX wieku”.

Proponując przebudowę („building back better”) przypominającą metody stosowane przez ZSRR, z którym prowadził tak zyskowne interesy, wezwał do powołania „narodowej komisji planowania”.

Wsparciem dla tego rozwiązania miałyby być „krajowa rada ds. rolnictwa, krajowa rada ds. przemysłu, krajowa rada ds. górnictwa węglowego, krajowa rada ds. transportu itd., wszystkie te organy ustawowe miałyby znaczne uprawnienia samorządowe, w tym uprawnienia do stosowania przymusu w obrębie prowincji, której dotyczą”.

Jak to zawsze bywa w przypadku programu „modernizacji”, nieustannie wdrażanego przez naszych przemysłowo-finansowych władców, tradycyjne sposoby i swobody musiałyby zostać zmiecione.

Sieff ostrzegał: „Rozwój zorganizowanego systemu dystrybucji mleka musi, co jest pewne, prowadzić do głębokiej zmiany tradycyjnego indywidualizmu w podejściu hodowców bydła mlecznego. I tak będzie w innych gałęziach przemysłu…”

Człowiek stojący za Marks & Spencer dodał: „Metody sprzedaży detalicznej rzeczywiście nie mogą pozostać całkowicie niezmienione w obliczu potrzeb XX wieku.”

„Sklepy wielobranżowe i sieci handlowe już teraz wprowadzają znaczące zmiany. Nie można pozwolić, aby marnotrawstwo generowane przez ponad 500 000 sklepów detalicznych – 1 sklep na 20 gospodarstw domowych – nadal blokowało przepływ towarów od producenta do konsumenta”.

Sieff nie ukrywał ostatecznego celu tego planu centralizacji.

Napisał: „Mimo że zorganizowane są na zasadach użyteczności publicznej i mają przywileje monopolistyczne, wielkie korporacje przemysłowe posiadające koncesję znajdą dużo miejsca na energię i inicjatywę w realizacji swojego podstawowego zadania, jakim jest łączenie maksymalnej wydajności z minimalnymi kosztami produkcji”.

Połączenie maksymalnej wydajności z minimalnymi kosztami produkcji. Cóż za szlachetna wizja!

Nic więc dziwnego, że w rozdziale zatytułowanym „Motyw zysku” twierdził: „Utrwalanie doktryn równościowych nie jest częścią naszego planu”.

Jego plany nie ograniczały się wyłącznie do Wielkiej Brytanii, lecz obejmowały też szerszym spojrzeniem inne kraje.

Sieff napisał: „Samo Zjednoczone Królestwo jest zdecydowanie za małe, aby stanowić odpowiednią jednostkę gospodarczą do planowania. Gospodarka planowa dla Wielkiej Brytanii oznacza kolejny krok w kierunku planowanej imperialnej rodziny gospodarczej”.

Rodzina, tak, oczywiście. Żadnych śladów kolonialnej eksploatacji!

Dodał: „Stabilizacja siły nabywczej pieniądza wymaga działań nie tylko w obrębie Imperium, ale także w takich krajach jak Argentyna i Skandynawia, które należą do „sterlingarii”, obszaru, w którym brytyjski funt szterling jest niezaprzeczalnie środkiem wymiany”.

Od dawna wskazuję, że Imperium Brytyjskie, przemianowane na Wspólnotę Narodów [Commonwealth], stanowiło pierwotną podstawę dążeń ZIM do stworzenia rządu globalnego.

Potwierdzając to, Sieff podkreślił: „Cel światowej współpracy międzynarodowej nigdy nie może być stracony z oczu, a każdą okazję należy wykorzystać, aby go przybliżyć”.

„Konstytucyjny rozwój Imperium Brytyjskiego może rzeczywiście stanowić model bardziej odpowiedni do dostosowania się do potrzeb współpracy międzynarodowej niż jakikolwiek inny istniejący obecnie”.

„Jedynym konkurencyjnym światowym systemem politycznym i gospodarczym, który wysuwa porównywalne roszczenia, jest Związek Republik Radzieckich”.

Hmmm…

Sieff miał również w planach masową grabież ziemi.

Napisał: „Wydaje się nieuniknionym wnioskiem, że zarówno w dziedzinie planowania przestrzennego miast i wsi, jak i w planowaniu rolnictwa (lub obszarów wiejskich) czy organizacji przemysłu, nie da się osiągnąć rozsądnego postępu bez drastycznych uprawnień do wykupywania indywidualnych właścicieli ziemi”.

Przewidział „przeniesienie własności dużych areałów ziemi, niekoniecznie całej ziemi w kraju, ale na pewno dużej jej części, w ręce proponowanych korporacji statutowych i podmiotów świadczących usługi publiczne, a także powiernictw ziemskich”.

Sieff uważał również, że Brytyjczycy nie powinni mieć kontroli nad swoimi pieniędzmi – „istnieją rzeczywiste trudności w pozostawieniu im całkowitej swobody w inwestowaniu oszczędności w dowolny sposób”.

Przewidywał, że kontrola zostanie sprawowana poprzez „rozszerzenie systemu ubezpieczeń” i centralizację systemu bankowego.

Sieff okrzyknął Bank Anglii „wiodącym przykładem korporacji użyteczności publicznej, której misją jest świadczenie usług publicznych”.

Twierdził on: „Logicznym zakończeniem procesu fuzji, który zredukował liczbę największych banków akcyjnych do pięciu, byłoby najwyraźniej połączenie ich wszystkich w jeden i przyznanie im pewnych przywilejów monopolistycznych w zamian za przekształcenie się w prawdziwą korporację użyteczności publicznej”.

Nie można pozwolić, aby struktury demokratyczne utrudniały funkcjonowanie odgórne tego, co Klaus Schwab z ZIM niedawno nazwał „zręcznym zarządzaniem”. [9]

Sieff napisał: „W aparacie rządowym nastąpią znaczące zmiany”. „Decentralizacja uprawnień organów ustawowych będzie istotną cechą nowego porządku”. „Parlament i gabinet zostaną zwolnione z części swoich obecnych obowiązków”.

Wszystko to oczywiście doprowadziłoby do poważnego ataku na wolność narodu brytyjskiego, co Sieff w swoich podstępnych sformułowaniach częściowo przyznawał, a czemu częściowo zaprzeczał.

Pytał: „Czy to prawda, że ​​potrzebujemy większej władzy rządu i znacznego ograniczenia wolności?”

Choć było jasne, że tego naprawdę chciał, zastosował zwykłą technikę inwersji, aby zasugerować, że to „dryfująca” niechęć ze strony Brytyjczyków do przyłączenia się do jego autorytarnego planu będzie prawdziwym zagrożeniem dla ich wolności!

„W głębi duszy czujemy, że jeśli będziemy dalej dryfować, grozi nam niebezpieczeństwo utraty zarówno wolności, jak i dobrobytu materialnego”.

Sieff faktycznie przyznał, że jego projekt jest podobny do projektów reżimów totalitarnych: „Pomimo wszystkich różnic, bolszewizm i faszyzm mają dwie wspólne, wybitne cechy. Oba podkreślają podstawową potrzebę świadomego planowania przyszłości w skali całego kraju”.

Ale potem napisał: „Czy nam się to podoba, czy nie – a wielu będzie się to bardzo nie podobało – indywidualny producent i rolnik będzie zmuszony przez wydarzenia do poddania się daleko idącym zmianom w poglądach i metodach.”

„Niebezpieczeństwo polega na tym, że stawiając im opór, ponieważ uważa je za naruszenie tego, co nazywa swoją wolnością, pogorszy sytuację jego i społeczności.”

„Opór prawdopodobnie będzie na rękę tym, którzy twierdzą, że majstrowanie przy tym jest bezużyteczne, a pełnokrwisty socjalizm i komunizm to jedyne lekarstwo. Albo może pokusić się o flirt z ideami faszystowskimi.”

„W obu przypadkach traci on swoją upragnioną wolność i jest bardzo prawdopodobne, że zarówno faszyzm, jak i komunizm byłyby jedynie krótkimi etapami na drodze do barbarzyństwa”.

Sieff argumentował zatem, że opieranie się autorytaryzmowi i obrona wolności – lub tego, co my „nazywamy” wolnością, używając jego terminologii – w jakiś sposób prowadzi do komunizmu, faszyzmu i „barbarzyństwa”!

Dla mnie brzmi to jak groźba – jeśli Brytyjczycy nie zgodzą się dobrowolnie na plan centralizacji i wywłaszczenia przedstawiony przez ZIM, to będą musieli zostać poddani brutalnej dyscyplinie otwarcie totalitarnego reżimu.

To prowadzi mnie do fascynującej informacji przekazanej Kongresowi USA przez McFaddena w 1934r., a mianowicie, że pod koniec 1932r. jednym z ostatnich rekrutów PEP Sieffa był nikt inny, jak tylko „Sir” Oswald Mosley (na zdjęciu), „przewodniczący nowego Brytyjskiego Związku Faszystów”.

Z Wikipedii wynika, że ​​były polityk Partii Pracy Mosley i jego żona Cynthia „byli oddanymi członkami towarzystwa Fabiańskiego w latach dwudziestych i na początku lat trzydziestych” – co wyjaśniałoby jego drogę do PEP. [10]

Niektórym czytelnikom może wydawać się dziwne, że faszystowski przywódca znany ze swojej antyżydowskiej retoryki dołączył do grupy doradczej kierowanej przez syjonistę.

Jednak przyjrzenie się planowi Mosleya ujawnia, że ​​był on dziwnie podobny do planu Sieffa.

W książce z 1997 roku wydanej przez Oxford University Press naukowiec Daniel Ritschel wyjaśnia, w jaki sposób „kampania Mosleya na rzecz jego samozwańczej polityki ‘planowania narodowego’, najpierw w Partii Pracy w 1930 roku, a następnie na platformie jego Nowej Partii w 1931 roku, była pierwszą próbą umieszczenia planowania w programie działań na szczeblu krajowym”. [11]

Mosley nawet specjalnie uprzedził użycie przez Sieffa w 1933r. słów „dryfować” i „drastyczny”, gdy ostrzegał w 1930r. o potrzebie „zapewnienia pewnego porozumienia wśród wielu osób, które z rosnącym niepokojem obserwują powolne dryfowanie narodu ku katastrofie i są gotowe na drastyczne środki, aby stawić czoła niebezpieczeństwu”. [12]

Dwa lata przed publikacją książki Sieffa pt. „Planowanie i Wolność” Mosley założył Nową Partię, publikując książkę „A National Policy”.

W przedmowie wezwano do podjęcia programu „narodowego wysiłku w celu stawienia czoła sytuacji nadzwyczajnej, z którą się mierzymy” i wyrażono nadzieję, że „wywoła on reakcję, która nada nowy impuls brytyjskiej polityce”. [13]

Ritschel wyjaśnia, że ​​przesłanie Mosleya dotyczące modernizacji zostało po raz pierwszy przedstawione w formie „Propozycji z Birmingham” na konferencji Niezależnej Partii Pracy (ILP) w 1925r. i odczytane przez niego jako broszura „Rewolucja przez rozum” na letniej szkole ILP pod koniec tego samego roku. [14]

Już sam tytuł „Rewolucja przez rozum” przypomina mi naukowe myślenie, którego początki sięgają XVII wieku, kiedy to Niewidzialne Kolegium [Invisible College] promowało je po raz pierwszy, a następnie katastrofalny program „zmian” przemysłowo-imperialnych. [15]

W 1929 roku sam Mosley chwalił się swoim „naukowym i surowym praktycznym credo”, które opierało się na „naukowej interwencji państwa”. [16]

W lipcu 1931r. Mosley wzywał do wprowadzenia systematycznej organizacji planistycznej, która miałaby być prowadzona za pośrednictwem nowej struktury „Zarządów Towarowych” [Commodity Boards] we wszystkich głównych sektorach przemysłu. Miałoby to na celu reorganizację każdej branży w to, co nazywał „wielką, wysoce scentralizowaną organizacją”. [17]

Znowu bardzo podobny plan, który wkrótce miał przedstawić prezes PEP Sieff.

Ritschel zauważa, że ​​proponowana przez Mosleya Narodowa Organizacja Planowania Gospodarczego „niewątpliwie implikowała gospodarkę sterowaną centralnie, prowadzoną pod bezpośrednim nadzorem państwa”. [18]

Planowanie, rozwój i modernizacja stanowią nikczemną trójcę imperializmu przemysłowego.

Ritschel twierdzi: „Mosley przedstawił planowanie jako rozwiązanie kryzysu gospodarczego i szeroką podstawę porozumienia politycznego wśród „nowoczesnych umysłów” w kraju”. [19]

Podobnie jak Sieff, Mosley patrzył dalej niż tylko na Wielką Brytanię i w 1930 roku zajął stanowisko, że „połączenie rynku brytyjskiego i imperialnego może zapewnić trwałą podstawę dla zamkniętej i samowystarczalnej jednostki gospodarczej”. [20]

Zaintrygowała mnie informacja, że ​​w czasopiśmie ILP „New Leader” z 1930r. Mosley rzekomo domagał się „brytyjskiego odpowiednika rosyjskiego ‘Gosplanu’”, co idealnie współgrało z podziwem Sieffa dla sowieckiego reżimu ZIM. [21]

Gosplan, Państwowy Komitet Planowania, był agencją odpowiedzialną za centralne planowanie gospodarcze w ZSRR, a jego głównym zadaniem było tworzenie i administrowanie osławionymi pięcioletnimi planami zwiększającymi produkcję. [22]

Jednak na tych samych łamach Mosley chwalił amerykański przemysł i jego „niesamowite osiągnięcia w zakresie produkcji masowej”. [23]

Podobnie jak w przypadku Sieffa, liczył się tylko wynik końcowy.

Gdy koledzy Mosleya z ILP zostali przez niego wezwani do zapomnienia o „najważniejszych sprawach” i skupienia się na „realizmie”, [24] coraz więcej osób zaczęło dostrzegać, że „niezależnie od powierzchownych paraleli z polityką socjalistyczną, Mosley dążył jedynie do „stabilizacji” lub „wzmocnienia” kapitalizmu”. [25]

Wspólny grunt systemu radzieckiego i tego proponowanego przez Mosleya i Sieffa – czy moglibyśmy ich nazwać M&S? – został dobrze uchwycony w opisie platformy Nowej Partii, który Harold Nicolson nazwał „kapitalizmem państwowym”. [26]

John Strachey opisał, jak on i inni początkowo nie byli w stanie pojąć, co jego kolega polityczny miał na myśli, mówiąc o „państwie korporacyjnym”.

„Im więcej jednak Mosley o tym mówił, tym bardziej wydawało się to zadziwiająco podobne do kapitalizmu: a raczej wydawało się kapitalizmem pomniejszonym o wszystko, co robotnicy wywalczyli w ciągu ostatniego stulecia walki. Nasze wątpliwości rosły i rosły”. [27]

Strachey napisał dalej, że pseudoetyka „planowania” to nic innego jak sztuczka: „eleganckie intelektualne przebranie” dla „kapitalizmu monopolistycznego”. [28]

Mosley, Sieff czy Schwab nie mogli pozwolić, aby uciążliwe struktury demokratyczne stanęły na drodze rządów państwa korporacyjnego.

W manifeście jego Nowej Partii zapowiedziano utworzenie „Gabinetu Nadzwyczajnego” składającego się z pięciu ministrów, którym powierzono by „uprawnienia do realizacji polityki nadzwyczajnej”. [29]

Mosley postrzegał Parlament jako „raj dla obstrukcjonistów”, którego „przestarzała i nieudolna” procedura legislacyjna wydawała się zaprojektowana „w wyraźnym celu zapobiegania działaniom”. [30]

Celem było przekształcenie parlamentu z „miejsca rozmów w miejsce zgromadzeń biznesowych”. [31]

Innymi słowy, chciał totalitarnego państwa korporacyjnego, odrzucającego demokrację i służącego interesom wielkiego biznesu i finansjery.

Ta linia myślenia wkrótce doprowadziła Mosleya do otwartego przyjęcia faszyzmu, który Ritschel opisuje jako „uosobienie współczesnego autorytaryzmu”. [32]

Autor wyjaśnia: „W październikowych [1931] wyborach powszechnych Nowa Partia prowadziła kampanię, opierając się na platformie swojego „Nowego Planu” i państwa korporacyjnego.

„Na pytanie: »Czy jesteśmy faszystami?«, [czasopismo] Action odpowiedziało, że są »doskonale przygotowani do studiowania metod i ideałów« tego »nowoczesnego ruchu«. Dwa miesiące później odpowiedź brzmiała »szczerze tak«”. [33]

W październiku 1932 roku Mosley założył Brytyjską Unię Faszystów i w tym samym miesiącu opublikował jej program w czasopiśmie „The Greater Britain”. [34]

Była to bardzo podobna wizja, którą Sieff przedstawił w książce Wolność i Planowanie w następnym roku.

Jak wyjaśnia Ritschel, propozycje BUF dotyczące „planowania krajowego” zakładały „strukturę reprezentatywną korporacji przemysłowych podlegających jurysdykcji centralnej korporacji krajowej”. [35]

„Parlament korporacyjny”, wybierany na podstawie prawa wyborczego, miał bezpośrednio odzwierciedlać interesy ekonomiczne społeczności, umożliwiając w ten sposób Westminsterowi stanie się prawdziwie „funkcjonalnym” przedstawicielem społeczeństwa planowego”. [36]

„Jednak rządowi faszystowskiemu miała zostać przyznana «absolutna władza działania»”. [37]

Nie przeprowadziłem wystarczających badań na temat Mosleya, aby jednoznacznie stwierdzić, że pracował dla ZIM.

Nie zdziwiłoby mnie to jednak, biorąc pod uwagę, że wiemy, iż Benito Mussolini i Adolf Hitler byli finansowani przez fasady ZIM na Wall Street i że, jak udowodnili Jim Macgregor i John O’Dowd, ten drugi został w rzeczywistości przygotowany i doprowadzony do władzy przez ZIM. [38]

Zauważam krótką wzmiankę w dziennikach byłego szefa MI5 Guya Liddella o 40 000 funtów rzekomo zapłaconych Mosleyowi przez Rothschildów w 1937 roku za zorganizowanie uwolnienia jednego z członków ich rodziny gdzieś „na kontynencie” – prawdopodobnie w Belgii, ponieważ w sprawę byli zaangażowani „reksiści”. [39]

Nie mogę też nie zauważyć, że powojenny program Mosleya i jego Ruchu Związkowego, wzywający do zjednoczonej Europy napędzanej imperialną eksploatacją Afryki, był, być może przypadkowo, bardzo zbieżny z programem Rothschildów. [40]

Mosley zawsze był zbyt blisko związany z brytyjskim establishmentem (od dawna o orientacji syjonistycznej) jak na kogoś, kto podawał się za jego największego przeciwnika.

Jego polityczne manewry około 1930 roku przyciągnęły zainteresowanie Davida Lloyda George’a, znanego uczestnika potwornego planu ZIM, mającego na celu wywołanie i przedłużenie I wojny światowej [41], a także Winstona Churchilla, przyjaciela Barucha, który odegrał podobną rolę w II wojnie światowej. [41]

Mosley otrzymał wsparcie od żydowskiego polityka Leslie Hore-Belisha (na zdjęciu), liberalnego ministra, który później odniósł „ogromny sukces w modernizacji brytyjskiego systemu drogowego”. [42]

Innym wczesnym fanem był Henry Mond („Baron” Melchett), polityk, przemysłowiec i finansista, który był dyrektorem Imperial Chemical Industries (ICI), Mond Nickel Company i Barclays Bank.

Mond był „zwolennikiem syjonizmu”, który „opowiadał się za ewakuacją Żydów z Niemiec do Palestyny”, przewodniczył Jewish Agency for Palestine ​​i „interesował się żydowską organizacją młodzieżową Maccabi”. [43]

Ritschel dodaje, że baronowie prasowi, lordowie Beaverbrook i Rothermere, również zaoferowali Mosleyowi swoje poparcie, „proponując utworzenie wspólnego komitetu z Partią Imperium”. [44]

Mosley zmarł w 1980 roku, po 30 latach dobrowolnego wygnania we Francji, w czasie gdy brytyjskie media jednomyślnie potępiały ugrupowania polityczne takie jak Front Narodowy, często piętnowane jako „faszystowskie”, a nie po prostu nacjonalistyczne.

Jednakże nekrologi, które opublikowali, dotyczące prawdziwego faszysty, który sam siebie tak określał, były przepełnione podziwem dla tego „dynamicznego i hojnego” przywódcy, tak „współczującego i humanitarnego” – jak zacytowano w piosence z satyrycznego programu telewizyjnego Not the Nine O’clock News, którą starsi czytelnicy mogą dobrze pamiętać. [45]

I co u licha mamy sądzić o fakcie, że wnuk faszystowskiego przywódcy, Louis Mosley, jest dziś szefem Palantir w Wielkiej Brytanii, globalnego giganta technologicznego powiązanego z Izraelem, który jest gotowy przejąć NHS i zamienić Wielką Brytanię w cyfrowy obóz więzienny przy entuzjastycznej współpracy członka Fabian Society i poplecznika Rothschildów, Keira Starmera? [46]

______________

Financiers, Fabians and Fascists, Paul Cudenec, September 13, 2025

=============================================================

Bibliografia:

[1] Paul Cudenec, ‘The Big Plan and the Great Gaslighting’, https://winteroak.org.uk/2025/04/09/the-big-plan-and-the-great-gaslighting/
[2] https://escapekey.substack.com/p/freedom-and-planning
[3] https://en.wikipedia.org/wiki/Louis_T._McFadden
[4] https://en.wikipedia.org/wiki/Charles_E._Dietrich
[5] https://www.congress.gov/73/crecb/1934/06/08/GPO-CRECB-1934-pt10-v78-6-2.pdf
[6] https://en-academic.com/dic.nsf/enwiki/36549#
[7] https://winstonchurchill.hillsdale.edu/great-contemporaries-bernard-baruch/
https://www.jta.org/archive/baruch-and-rothschild-sail
[8] Ibid.
[9] Klaus Schwab with Nicholas Davis, Shaping the Future of the Fourth Industrial Revolution: A Guide to Building a Better World (Geneva: WEF, 2018), e-book, 82%, cit. Paul Cudenec, Fascism rebranded: exposing the Great Reset (2021), p. 226. https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2023/09/fascism-rebranded23web.pdf
Paul Cudenec, The Global Gang Running Our World and Ruining Our Lives (2025), pp. 321-29
https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2025/03/the-global-gang-web.pdf
[10] https://en.wikipedia.org/wiki/Oswald_Mosley
[11] https://academic.oup.com/book/11683/chapter-abstract/160629924
[12] The Times, December 8, 1930, cit. Daniel Ritschel, The Politics of Planning: The Debate on Economic Planning in Britain in the 1930s (Oxford: Oxford University Press, 1997), p. 2.
https://vdoc.pub/documents/the-politics-of-planning-the-debate-on-economic-planning-in-britain-in-the-1930s-1vsbbmefq68g
[13] A National Policy: An Account of the Emergency Programme Advanced by Sir Oswald Mosley (1931), cit. Ritschel, p. 2.
[13] A National Policy: An Account of the Emergency Programme Advanced by Sir Oswald Mosley (1931), cit. Ritschel, p. 2.
[14] Ritschel, p. 9.
[15] Paul Cudenec, ‘The Invisible College and the plan for our enslavement’. https://winteroak.org.uk/2025/08/11/the-invisible-college-and-the-plan-for-our-enslavement/
[16] ‘We Socialists and Our Creed’, Daily Express, (February 19 1929), cit. Ritschel, p. 16.
[17] Ritschel, p. 15.
[18] Ritschel, p. 15.
[19] Oswald Mosley, ‘Why We Left the Old Parties’ (1931), p. 3, Ritschel, p. 18.
[20] Ritschel, p. 12.
[21] Ritschel p. 21.
[22] https://en.wikipedia.org/wiki/Gosplan
[23] Mosley, ‘Is America a Capitalist Triumph?’, New Leader (April 2 1926), p. 3, cit. Ritschel, p. 10.
[24] Oswald Mosley, Revolution by Reason, p. 28; Ealing Gazette, (April 14 1923), cited in Skidelsky, Oswald Mosley (1975) p. 126, cit. Ritschel, p. 16.
[25] Birmingham Town Crier (July 10 1925), cit. Ritschel, p. 16.
[26] Nicolson Diary, September 27 1931, cit. Ritschel, p. 17.
[27] John Strachey, The Menace of Fascism (1933), p. 163, cit. Ritschel, p. 37.
[28] John Strachey, The Coming Struggle for Power (New York, 1935), pp. 242–47, cit. Ritschel, p. 38.
[29] A National Policy, pp. 19–22, cit. Ritschel, p. 15.
[30] A National Policy, pp. 45–47, cit. Ritschel, p. 22.
[31] Report of the 30th Annual Conference of the Labour Party (1930), p. 202, cit. Ritschel, p. 22.
[32] Ritschel, p. 22.
[33] ‘Action Looks at Life’, Action (October 8 1931), p. 4. Mosley, ‘Have we a Policy?’, Action (December 24 1931), pp. 1-2, cit. Ritschel, p. 38.
[34] Ritschel, p. 38.
[35] Ritschel, p. 39.
[36] Oswald Mosley, The Greater Britain, pp. 32–35, cit. Ritschel, p. 39.
[37] Ibid, p. 21, cit. Ritschel, p. 39.
[38] See Fascism Rebranded and Paul Cudenec, ‘Adolf Hitler and the zio-imperialist mafia’, https://winteroak.org.uk/2025/05/08/adolf-hitler-and-the-zio-imperialist-mafia/
[39] The Guy Liddell Diaries Volume I: 1939-1942: MI5’s Director of Counter-Espionage in World War II, entry for April 8 1942, p. 242.
[40] https://en.wikipedia.org/wiki/Union_Movement
Paul Cudenec, Enemies of the People, https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2024/09/enemiesofthepeopleol.pdf
[41] Ritschel, p. 6. Paul Cudenec, ‘A crime against humanity’, https://winteroak.org.uk/2022/10/14/a-crime-against-humanity-the-great-reset-of-1914-1918/
[42] Ritschel, p. 6.
https://en.wikipedia.org/wiki/Leslie_Hore-Belisha
[43] Ritschel, p. 6. https://en.wikipedia.org/wiki/Henry_Mond,_2nd_Baron_Melchett
[44] Ritschel, p. 6.
[45] https://archive.org/details/not-the-nine-o-clock-news-s-3x-e-7-8-december-1980
[46] https://corporatewatch.org/palantir-in-the-uk/
https://www.politicshome.com/news/article/palantir-boss-interview-keir-starmer-gets-ai
See Cudenec, The Global Gang Running Our World and Ruining Our Lives.

Krakivs’ki Visti” (Krakauer Nachrichten – Ukrainische Tageszeitung). Korzenie Freeland – kanadyjskiej doradczyni Zełenskiego.

Ukraińskie korzenie Freeland – kanadyjskiej doradczyni

Stanisław Koczot wpolityce.pl/ukrainskie-korzenie-freeland-kanadyjskiej-doradczyni


Chrystia Freeland, była wicepremier Kanady, została doradczynią ds. rozwoju gospodarczego Ukrainy. Będzie pomagać przy reformach i odbudowie kraju po wojnie. Freeland ma bogatą przeszłość polityczną, a także skomplikowaną historię rodzinną. Jej ukraiński dziadek współpracował z Niemcami w okupowanym Krakowie.

Nominację Chrystii Freeland ogłosił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W wydanym w poniedziałek oświadczeniu chwalił jej profesjonalizm i doświadczenie w przyciąganiu inwestycji zagranicznych i w przeprowadzaniu reform gospodarczych, jednak nie podał szczegółów dotyczących jej roli na Ukrainie.

Po ogłoszeniu nominacji, głos zabrała sama Freeland. „Następne pole bitwy to ekonomia” – mówiła doradczyni Zelełenskiego, cytowana przez „The New York Times”. „Ukraina ma szansę przeznaczyć odwagę, patriotyzm i ducha przedsiębiorczości, które wykazała przez cztery lata wojny, na równie istotną misję odnowy gospodarczej”.

Kryptonim „Frida”

Według „The New York Times”, decyzja Zełenskiego jest pierwszą podczas wojny nominacją znanego zachodniego polityka na stanowisko rządowe. Dziennik przypomina, że Chrystia Freeland była zastępcą premiera Justina Trudeau, pełniła w jego rządzie, a także w administracji premiera Marka Carney’a, funkcje ministerialne, a podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa negocjowała ze Stanami Zjednoczonymi reformę Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (North American Free Trade Agreement). Prowadziła wówczas rozmowy z Jaredem Kushnerem, zięciem Trumpa, który obecnie uczestniczy w negocjacjach pokojowych na Ukrainie. Redakcja „NYT” nazywa Freeland „orędowniczką Ukrainy oraz zachodniej pomocy krajowi toczącemu wojnę z Rosją, która uważa, że wsparcie dla tego kraju jest potrzebne, by powstrzymać ryzyko rosyjskiej ekspansji dalej na zachód w Europie”.

Chrystia Freeland jest żoną Grahama Bowleya, reportera pracującego w “The New York Times”. Sama zresztą przez dłuższy czas, zanim rozpoczęła karierę polityczną, do 2013 roku, była dziennikarką. Podczas studiów w Kijowie w latach 1988–1989, gdzie trafiła w ramach wymiany ze swoja uczelnią – Uniwersytetem Harvarda – nawiązała współpracę z Billem Kellerem z „The New York Times”, razem dokumentowali komunistyczną zbrodnię w Bykowni, współpracowała z ukraińskimi działaczami, dostarczała im sprzęt i pieniądze. Była na tyle aktywna, że KGB nadało jej kryptonim ”Frida”, obserwowała ją i podsłuchiwało, a radzieckie gazety atakowały Freeland jako cudzoziemkę mieszającą się w sprawy wewnętrzne Związku Radzieckiego. Po zmianie ustroju, pracowała na Ukrainie jako korespondentka w prestiżowych redakcjach „Financial Times”, „The Washington Post” i „The Economist”. Jest autorka książek o Rosji, dobrze zna historię regionu, a także Ukrainy.

W domu mówili po ukraińsku

Jej zainteresowanie Ukrainą i wschodem Europy ma głębokie korzenie rodzinne. Urodziła się w 1968 roku w Peace River w północno-zachodniej Albercie w Kanadzie, matka – Halyna Chomiak – była Ukrainką, trzecim dzieckiem Aleksandry i Mychajła Chomiaka (później anglicyzowanego na Michael Chomiak), Ukraińców, którzy poznali się i pobrali w Krakowie, po wojnie trafili do obozu dla przesiedleńców w Bad Wörishofen w Niemczech, a następnie, w 1948 roku, wyjechali do Kanady.

Donalda Freelanda, swojego przyszłego męża, Halyna Chomiak poznała podczas studiów prawniczych na University of Alberta. Urodziły się im dwie córki – Chrystia i dwa lata później Natalka. Rozwiedli się w 1978 roku. Halyna Chomiak była wziętą prawniczką, a także aktywistką promującą feminizm i prawa kobiet. Intensywnie pracowała na rzecz ukraińskiej diaspory. Jak pisze „The Alberta Women’s Memory Project”, założyła Peace River Ukrainian Society, współtworzyła Canadian Institute of Ukrainian Studies na Uniwersytecie Alberty, pełniła funkcję przedstawicielki w Ukraińskim Komitecie Kanadyjskim. Pomagała także w założeniu Hromada Housing Co-op w Old Strathcona – historycznej dzielnicy w Edmonton, gdzie przez pewien czas mieszkała wraz ze swoimi córkami, które wychowywała na dwujęzyczne i zachęcała do prowadzenia domu mówiącego po ukraińsku. Portal nazwał ją „ukraińską socjalistyczną feministką”. W 1992 roku, już w niepodległej Ukrainie, na prośbę ówczesnego prezydenta Leonida Krawczuka, została dyrektorem wykonawczym organizacji non-profit – Ukraińskiej Fundacji Prawnej. Według „The Alberta Women’s Memory Project”, pomagała przy tworzeniu Konstytucji Ukrainy, Kodeksu Postępowania Cywilnego i Karnego, Ukraińskiego Centrum Praw Człowieka. Zmarła w 2007 roku.

Zaproszenie do SS-Galizien

To tylko część ukraińskich korzeni doradczyni prezydenta Zełeńskiego. Ciekawa przeszłość, ale niechętnie przez nią wspominana, wiąże się z jej dziadkiem ze strony matki i ojcem Halyny Chomiak – Mychajłem Chomiakiem. Urodził się w 1905 roku we wsi Stroniatyn, ukończył gimnazjum we Lwowie, dyplom prawniczy otrzymał na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Po wybuchu wojny osiedlił się w Krakowie, w roku 1940 został mianowany przez Niemców redaktorem naczelnym ukraińskiej gazety „Krakivs’ki Visti” (Krakauer Nachrichten – Ukrainische Tageszeitung). Funkcje tę pełnił do końca wydawania gazety, czyli do 1945 roku. Dziennik, według badań historyków, uprawiał nazistowską propagandę, publikował antyżydowskie i antypolskie artykuły. Na jego łamach ukazywały się ogłoszenia wzywające do wstąpienia do SS-Galizien.

Polacy na emigracji w Londynie, a także podziemie w kraju, mieli pełną świadomość ukraińskiej aktywności wydawniczej i prasowej. Rząd na uchodźctwie był szczegółowo informowany o  politycznie motywowanych artykułach w „Krakivs’ki Visti”, zwłaszcza, że gazeta prezentowała linię Ukraińskiego Komitetu Centralnego (UTsK) – oficjalnej organizacji Ukraińców jawnie kolaborującej z Niemcami. UTsK powstał w Krakowie w oparciu o jedną z dwóch frakcji OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) – OUN-M, czyli melnykowców. Byli oni mniej radykalni od drugiej frakcji – banderowców. Na powstanie UTsK zgodził się gubernator Hans Frank (według niektórych historyków, organizacja powstała nie za zgodą, ale na żądanie Niemców).

Polski rząd na emigracji i podziemie postrzegały twórcę UTsK, Wołodymyra Kubiiowicza, jako czołowego ukraińskiego kolaboranta w Generalnym Gubernatorstwie, który był wykorzystywany przez Niemców do pogłębiania polsko-ukraińskich antagonizmów w nadziei na uzyskanie autonomii Ukrainy. Jak pisze Paweł Markiewicz w “The Ukrainian Central Committee, 1940-1945: A Case of Collaboration in Nazi-Occupied Poland”, jego jawnie proniemieckie stanowisko uznano za zdradę. Markiewicz cytuje jeden z raportów, według którego „Kubiiowycz zaliczał do ‘ukraińskiego terytorium etnograficznego’ wszystkie polskie tereny, na których mieszkała choćby minimalna ukraińska lub rusińska mniejszość. W ten sposób [jego] wyobrażone ‘ukraińskie terytorium etnograficzne’ sięgało praktycznie Białegostoku, Warszawy i Krakowa.

Polski epizod UTsK, „Kraiński Visti” i Mychayły Chomiaka skończył się w 1945, kiedy cała ekipa wraz z Niemcami uciekła na Zachód. Zmarł w 1984 roku.

Cień przeszłości

Jego historia wypłynęła w 2017 roku, kiedy wnuczka Chomiaka, Chrystia Freeland, została kanadyjską minister spraw zagranicznych. Informacje o niechlubnej przeszłości dziadka pojawiły się w zachodnich mediach, a ponieważ wypłynęły w czasie wzmożonej aktywności politycznej Freeland, wiązano je z aktywnością rosyjskiego wywiadu, który chciał zaszkodzić kanadyjskiej polityk. Sama Freeland twierdziła, że nie znała przeszłości swojego dziadka. Podczas konferencji prasowej w marcu 2017, na pytanie o działalność Mychayły Chomiaka w okupowanej Polsce, odpowiedziała, że po stronie rosyjskiej podejmowano próby destabilizacji zachodnich demokracji, i nie powinno dziwić, jeśli te same działania zostały użyte przeciwko Kanadzie.

Tymczasem – jak pisał w tym czasie „Globe and Mail” – minister spraw zagranicznych Chrystia Freeland wiedziała od ponad dwóch dekad, że jej ukraiński dziadek ze strony matki był redaktorem naczelnym nazistowskiej gazety”. „Ottawa Citizen” przypomniał notatkę, znajdującą się w Archiwach Akt Ukrainy przechowywanych przez Prowincję Alberta, w której pojawia się informacja o pracy Chomiaka w gazecie „Krakivski Visti”.

Cień niechlubnej przeszłości pojawił się po raz kolejny stosunkowo niedawno, 22 września 2023, kiedy podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Kanadzie, został uhonorowany w Izbie Gmin Jarosław Hunka, były żołnierz Dywizji SS Galizia.

Hunka otrzymał dwie owacje na stojąco, a bijącym brawo był m.in. premier Kanady Justin Trudeau, i wicepremier, Christia Freeland. „Morning Star” nazwał widok wiwatujących posłów i uśmiechniętych przedstawicieli rządu „przerażającym”.

Incydent z Hunką zakończył się międzynarodowym skandalem, przeprosinami rządu i dymisją szefa Izby Gmin. Uhonorowanie Hunki Chrystia Freeland nazwała „strasznym błędem”.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/750098-ukrainskie-korzenie-freeland-kanadyjskiej-doradczyni

Profanacja w Kielnie. Krzyż to nie „przedmiot”, to Obecność.

Profanacja w Kielnie. Czy w polskiej szkole przyzwolimy na deptanie Bożego Majestatu?

Ze zdjęć opublikowanych na stronach Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie nie wynika, aby „plastikowy krzyż był elementem ludycznym”.

=====================================================================

Profanacja w Kielnie. Czy w polskiej szkole przyzwolimy na deptanie Bożego Majestatu?

Michał Rogalski | 09/01/2026

Wydarzenia, które rozegrały się w murach Szkoły Podstawowej w Kielnie, wstrząsnęły sumieniami wierzących, wykraczając daleko poza ramy szkolnego incydentu. Zbezczeszczenie Krzyża – znaku zbawienia i miłości Boga do człowieka – poprzez wrzucenie go do kosza na śmieci na oczach dzieci, to bezpośrednia zniewaga wyrządzona samemu Bogu oraz bolesne uderzenie w duchową tożsamość młodego pokolenia.

Krzyż to nie „przedmiot”, to Obecność

Krzyż nie jest jedynie elementem wystroju wnętrz ani neutralnym symbolem kulturowym. Jest on żywym przypomnieniem o Ofierze Chrystusa i Bożej obecności w ludzkiej codzienności. Każdy gest wymierzony w krucyfiks jest zatem gestem wymierzonym w osobę Zbawiciela.

Z relacji rodziców wynika, że nauczycielka języka angielskiego od dłuższego czasu podejmowała próby usunięcia krucyfiksu, twierdząc, że „nie chce na niego patrzeć”. Gdy dzieci, wykazując się heroiczną dojrzałością i przywiązaniem do zasad wyniesionych z domów, każdorazowo wieszały Krzyż z powrotem, nienawiść do sacrum eskalowała do formy publicznej profanacji.

Postawa uczniów z Kielna stała się jednak jasnym świadectwem: Boża prawda jest silniejsza niż ideologiczny przymus. Dzieci intuicyjnie rozpoznały, że w śmietniku próbowano zamknąć ich najwyższą wartość, ich Nadzieję i ich Króla.

Głos sprzeciwu: Mieszkańcy Kielna w obronie Sacrum

Na tę bezprecedensową zniewagę nie pozostała obojętna wspólnota lokalna. Rodzice uczniów, wspierani przez mieszkańców, złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa obrazy uczuć religijnych. Co więcej, w czwartek 8 stycznia o godzinie 9:30, przed budynkiem szkoły odbył się pokojowy protest.

Zgromadzenie to było manifestacją przywiązania do wiary ojców oraz stanowczym apelem o poszanowanie przekonań religijnych uczniów w przestrzeni szkolnej. Organizatorzy podkreślają, że nie ma zgody na to, by w polskiej szkole pedagodzy demonstrowali pogardę wobec fundamentów naszej cywilizacji.

Reakcja metropolity

Na tę bezprecedensową zniewagę zareagował metropolita gdański, abp Tadeusz Wojda, który zażądał wyczerpujących wyjaśnień ze strony dyrekcji szkoły oraz organu prowadzącego. Pasterz gdańskiego Kościoła wyraził głębokie ubolewanie nad aktem profanacji, podkreślając wyjątkowe znaczenie Znaku Zbawienia.

Metropolita jednoznacznie zaznaczył, że oczekuje podjęcia konkretnych kroków, mających na celu zapobieżenie podobnym wydarzeniom w przyszłości. Jednocześnie wyraził wdzięczność wszystkim tym, którzy stanęli w obronie Krzyża.

Stań w obronie czci Bożego Majestatu

Szkoła bez Boga staje się duchową pustynią, którą szybko wypełnia nihilizm. Incydent w Kielnie to owoc agresywnej laicyzacji, która pod płaszczem „wolności” próbuje stworzyć świat bez Stwórcy. Nie możemy pozostać bierni wobec fali bluźnierstw, która zalewa naszą Ojczyznę.

Kampania „Polska Katolicka, nie laicka” to nasz wspólny front obrony Bożej czci. Twoje wsparcie pozwala nam organizować publiczne akty wynagrodzenia za profanacje, prowadzić kampanie uliczne budzące sumienia Polaków oraz nagłaśniać przypadki dyskryminacji wierzących w instytucjach publicznych.

Nie pozwólmy, by milczenie dobrych ludzi stało się przyzwoleniem na zło. Wspierając naszą misję, stajesz w pierwszym rzędzie obrońców Krzyża i Bożego porządku w Polsce.

Wesprzyj kampanię „Polska Katolicka, nie laicka”. Odpowiedzmy modlitwą i czynem na zniewagę wyrządzoną Chrystusowi w polskiej szkole.

===================================

Parafia św. Wojciecha w Kielnie

✝️KRZYŻ CHRYSTUSA ZJEDNOCZYŁ NAS DZISIAJ W WYJĄTKOWY SPOSÓB💞⛪🌠

===================================

Kazimierz Smoliński

1 dzień  ·

👉Tak wygląda krzyż ze Szkoły Podstawowej w Kielnie, wizerunek udostępniony przez policję.

Nauczycielka po prawie miesiącu zabiera glos i twierdzi, że to gadżet halowinowy, którym bawiły się dzieci. Rodzice dzieci od początku twierdzili, że krzyż zrobiły dzieci same na drukarce 3D i powiesiły nad drzwiami, bo poprzedni krzyż zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.

Szkoda, że nauczycielka tak późno, dopiero po kontakcie ze swoim mecenasem, zabiera głos.

Rodzice od początku chcieli wyjaśnień, ale nikt z nimi nie chciał rozmawiać.

➡️Dopiero w trakcie mojej interwencji poselskiej w dniu 5.01.26r. wraz z Dorota Arciszewska-Mielewczyk wójt spotkał się z rodzicami i po rozmowie z dyrektorką szkoły, nauczycielka została zawieszona w czynnościach, ale publiczne się nie wypowiedziała. Dopiero po demonstracji przed szkołą w dnia 8.01.26r., w dniu 9.01.26r. udzieliła pierwszego wywiadu z narracją: zabawka, plastik, klatka z chomikiem.

➡️Nasuwa się pytanie dlaczego milczała od 15 grudnia do 9 stycznia? Dlaczego od razu nie wyjaśniła tak prostych wg niej okoliczności?

Nie przesądzam o winie, to musi ustalić sąd, ale okoliczności są bulwersujące.

❗️Krzyż jest krzyżem nieważne czy plastikowy, drewniany lub metalowy, każdy zasługuje na poszanowanie jako symbol naszej chrześcijańskiej wiary.

#obronakrzyża#Kielno

#MichałKowalski#DorotaArciszewskaMielewczyk

Wszystkie reakcje:

1,9 tys.

Miłość do Tuska. MEM-y

————————————-

———————————————–

—————————————————————

——————————

———————————————

————————————————–

———————————————

Najbogatsze 1% ludzi wyczerpało „budżet węglowy” na 2026 rok w 10 dni

Oxfam: Najbogatsze 1% ludzi

wyczerpało budżet węglowy

na 2026 rok w 10 dni

Artur Kiełbasiński 11.01.2026 zielonagospodraka.pl/najbogatsze-1-ludzi-wyczerpalo-budzet-weglowy-na-2026-rok-w-10-dni

Oxfam: Najbogatsze 1% ludzi wyczerpało budżet węglowy na 2026 rok w 10 dni - ZielonaGospodarka.pl

Najbogatszy 1 % światowej populacji wyczerpał swój roczny przydział emisji dwutlenku węgla zaledwie 10 dni po rozpoczęciu 2026 roku – wynika z badań opublikowanych przez Oxfam 10 stycznia. To „odkrycie” [cudzysłów -md] podkreśla narastające obawy dotyczące nierówności klimatycznych.

Oxfam ogłosił 10 stycznia „Dniem Plutokratów-Trucicieli” – datą, w której najbogatsi przekroczyli bezpieczne limity emisji niezbędne do utrzymania globalnego ocieplenia poniżej 1,5 stopnia Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej. Analiza, oparta na danych ze Stockholm Environment Institute, wykazała, że najbogatszy 1 procent emituje 75,1 ton dwutlenku węgla na osobę rocznie, czyli 0,206 ton dziennie. Dla kontrastu, osobie z najuboższej połowy globalnej populacji zajęłoby wykorzystanie swojego przysługującego limitu emisji prawie trzy lata.

Najbogatsi przekroczyli ten próg jeszcze szybciej. Najbogatsze 0,1 procenta wyczerpało swój roczny budżet już 3 stycznia, zaledwie trzy dni po rozpoczęciu nowego roku.

​Poza wyborami stylu życia takimi jak prywatne odrzutowce i superjachty, Oxfam stwierdził, że portfele inwestycyjne miliarderów stanowią kluczowy czynnik napędzający przyszłe emisje. Każdy miliarder posiada inwestycje w firmach produkujących średnio 1,9 miliona ton CO2 rocznie, co odpowiada emisjom z około 400 tysięcy samochodów napędzanych benzyną.

Według szacunków Oxfam, emisje generowane przez najbogatszy 1 procent ludności w ciągu jednego roku spowodują do końca stulecia około 1,3 miliona zgonów związanych z upałami. [oczywiste bzdury md]

Skumulowane emisje mogą do 2050 roku wyrządzić szkody ekonomiczne o wartości 44 bilionów dolarów w krajach o niskich i średnio-niskich dochodach.

W samej Wielkiej Brytanii najbogatszy 1 procent generuje w ciągu ośmiu dni więcej zanieczyszczeń węglowych niż najuboższe 50 procent wytwarza w ciągu całego roku.

Oxfam apeluje o wprowadzenie „podatku od zysków bogatych trucicieli” dla 585 firm naftowych, gazowych i węglowych, który mógłby przynieść do 400 miliardów dolarów w pierwszym roku. Organizacja postuluje również specjalne opodatkowanie luksusowych produktów wytwarzających duże ilości dwutlenku węgla oraz zwiększenie podatków od dochodów i majątku super-bogatych.

Przydział emisji na osobę ustalono na podstawie globalnego budżetu węglowego zgodnego z limitem 1,5°C ocieplenia. Oxfam podzieliło szacowany poziom emisji CO2 na 2030 r. (17,8 GtCO2) równo między prognozowaną populacją świata (8,5 mld osób), co daje 2,1 tony CO2 rocznie na osobę.

​Najbogatszy 1% emituje średnio 75,1 tony CO2 rocznie na osobę (dane z 2023 r. ze Stockholm Environment Institute), czyli 0,206 tony dziennie. W 10 dni zużywa 2,06 tony CO2, co przekracza limit 2,1 tony.

Mróz paraliżuje wodór. Masowe odwołania kursów autobusów wodorowych.. Zieloni idioci.

Mróz paraliżuje wodór.

Masowe odwołania kursów

autobusów wodorowych

w regionie Rhein-Neckar

11.01.2026 zielonagospodraka.pl/mroz-paralizuje-wodor-masowe-odwolania-kursow-autobusow-wodorowych-w-regionie-rhein-neckar

Mróz paraliżuje wodór. Masowe odwołania kursów autobusów wodorowych w regionie Rhein-Neckar

Mróz paraliżuje wodór. Masowe odwołania kursów autobusów wodorowych w regionie Rhein-Neckar - ZielonaGospodarka.pl

Fala arktycznych mrozów *), która od kilku dni trzyma południowo-zachodnie Niemcy, ujawniła słabe punkty nowoczesnej, zeroemisyjnej floty. Rhein-Neckar-Verkehr GmbH (rnv) zmuszona była wycofać z ruchu znaczną część autobusów napędzanych wodorem. Linie w Heidelbergu, Mannheim i Ludwigshafen dotknęły poważne ograniczenia.

=======================================

*) Te dupki za „arktyczne” maja temperatury ok -10o C !! Ale najzabawniejsze jest to, że wodór ma temp. wrzenia … -253o C, tj 20 stopni jedynie ponad zerem bezwzględnym. MD

=================================

„Głównymi przyczynami są problemy z instalacją elektryczną oraz uszkodzenia mrozowe kompresorów” – poinformował w komunikacie przewoźnik. W temperaturach oscylujących w okolicach –8…–12 °C systemy kilkuletnich pojazdów wodorowych nie wytrzymują obciążenia i przestają prawidłowo funkcjonować. W praktyce oznacza to, że na wielu liniach kursuje obecnie tylko 30–50% zaplanowanej liczby pojazdów. Operator apeluje o wyrozumiałość i zachęca do korzystania z pociągów S-Bahn oraz tramwajów, które są znacznie mniej wrażliwe na niskie temperatury.

To nie pierwszy taki przypadek w Niemczech – podobne problemy zimą zgłaszano już wcześniej m.in. w innych miastach eksploatujących autobusy ogniw paliwowych. Eksperci branży zwracają uwagę, że obecne generacje autobusów wodorowych nadal wymagają bardzo starannego przygotowania do zimy (lepsze ogrzewanie kluczowych komponentów, modyfikacje oprogramowania, specjalne procedury postojowe), czego w wielu flotach nie zrobiono w wystarczającym stopniu. Na razie nie podają konkretnego terminu powrotu pełnej liczby wodorowych autobusów na trasy – wszystko zależy od tego, jak szybko uda się naprawić uszkodzone pojazdy i jak długo utrzyma się mroźna aura.

W Heidelbergu (oraz w Mannheim i Ludwigshafen) w ramach floty Rhein-Neckar-Verkehr GmbH (rnv) jeżdżą autobusy wodorowe (dokładniej: autobusy z ogniwami paliwowymi jako range-extender) firmy Mercedes-Benz (Daimler Buses / EvoBus).

Wojna z Rosją to wojna o władzę nad światem

Wojna z Rosją to wojna o władzę

Autor: Alvaro Zapata apolut.net/der-krieg-gegen-russland-ist-ein-krieg-um-ordnungsmacht

Ukraina i Nord Stream jako instrumenty nowej polityki interesów USA

Punkt widzenia Alvaro Zapaty.

Badania RAND „*Extending Russia: Competing from Advantageous Ground*” (2019) i „Overextending and Unbalancing Russia: Assessing the Impact of Cost-Imposing Options” (Rozszerzanie/Rozciąganie Rosji: Konkurowanie z Przewagi)*, oba autorstwa Brenta D. Williamsa dla RAND Corporation,

  • opierają się na jasnej logice strategicznej: Rosji nie należy pokonać militarnie, lecz systematycznie ją przeciążać. Celem jest zmuszenie Moskwy do reakcji politycznych, gospodarczych i militarnych, które ostatecznie będą kosztować kraj więcej, niż jest w stanie udźwignąć. Nie chodzi tu o stabilność ani deeskalację, ale o wykorzystanie strukturalnych słabości Rosji z rzekomo lepszej pozycji wyjściowej Zachodu.

Centralnym narzędziem jest polityka energetyczna. Rosję opisuje się jako gospodarkę zależną od surowców, której budżet państwa w dużej mierze opiera się na dochodach z ropy naftowej i gazu. Badania zalecają zatem celowe osłabienie tych dochodów, w tym poprzez odłączenie Europy od rosyjskiej energii, rozbudowę alternatywnych łańcuchów dostaw, takich jak LNG, oraz świadomą akceptację wyższych cen energii dla państw europejskich. Fakt, że środki te zaszkodzą Europie gospodarczo, nie jest negowany, ale wyraźnie uznawany za akceptowalny, o ile relatywne szkody dla Rosji będą większe. W tej logice Europa nie jawi się jako niezależny aktor, lecz raczej jako przestrzeń geopolityczna, której odporność ekonomiczna może być strategicznie wykorzystana.

Kolejnym tematem jest prowokacja w polityce bezpieczeństwa poniżej progu wojny. Rozszerzanie sojuszy zachodnich, zwłaszcza NATO, wsparcie militarne dla państw sąsiednich Rosji oraz polityczna integracja krajów postsowieckich ze strukturami zachodnimi mają na celu zmuszenie Rosji do kosztownych działań odwetowych. Otwarcie przyznaje się, że niesie to ze sobą ryzyko eskalacji, ale ryzyko to jest skalkulowane i akceptowane. W tym kontekście Ukraina nie jest traktowana jako niezależny byt polityczny, lecz jako strategiczna dźwignia do trwałego związania Rosji, przekierowania zasobów i wywierania presji w zakresie bezpieczeństwa.

Strategię tę uzupełniają środki polityki informacyjnej i narracyjnej. Celem jest dalsze zaszkodzenie międzynarodowej reputacji Rosji, delegitymizacja jej porządku politycznego i ograniczenie jej możliwości w zakresie polityki zagranicznej. Również w tym przypadku nacisk kładziony jest nie na dialog czy zaangażowanie, lecz na izolację i szkody wizerunkowe w ramach kompleksowego scenariusza presji.

Istota obu badań jest jasna: pokój nie jest parametrem docelowym, lecz czynnikiem destrukcyjnym. Nie dąży się do stabilności, lecz przedstawia się ją jako rezultat skutecznego przeciążenia Rosji. Szkody gospodarcze dla sojuszników, zwłaszcza Europy i Niemiec, nie są postrzegane jako problem strategiczny, lecz jako akceptowalna cena w rywalizacji o globalną dominację. W tej logice Europa jest areną działań, a nie partnerem, a zależność energetyczna nie jest ryzykiem, lecz narzędziem.

Wszystko to zostało już podsumowane w oficjalnym dokumencie strategicznym amerykańskiego think tanku w 2019 roku – na długo przed wojną na Ukrainie, na długo przed wybuchem Nord Streamu, na długo przed tym, jak te wydarzenia zostały publicznie przedstawione jako „reakcja” lub „samoobrona”.

Alvaro Zapata

rand.org/content/dam/rand/pubs

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 11 stycznia 2026 roku na stronie: apolut.net/der-krieg-gegen-russland-ist-ein-krieg-um-ordnungsmacht

Wcześniejsze artykuły powiązane z tym tematem:

1

bibula.com/?p=133772

dakowski.pl/nie-chodzi-o-to-by-pomoc-ukrainie-ale-o-to-zeby-oslabic-rosje

2

dakowski.pl/roczna-produkcja-amunicji-amerykanskiej-a-gospodarka-rosji

bibula

3

dakowski.pl/stany-zjednoczone-wypowiadaja-wojne-ue

wolnemedia.net/stany-zjednoczone-wypowiadaja-wojne-europie

W PiS „żydy” walczą z „chamami”, ale i tak o wyniku zdecyduje Tom Rose

W PiS „żydy” walczą z „chamami”,

ale i tak o wyniku zdecyduje Tom Rose

Autor: Ewaryst Fedorowicz, 10 stycznia 2026

Wprawdzie Prezes zdementował pomówienia, że w PiS wojna na całego, ale (parafrazując klasyka) „co szkodzi zdementować?” i wbrew zdjęciu grupowemu, walka wre, tyle, że (chwilowo), nie przed kamerami.
Tak było od zawsze, a precyzyjniej, odkąd Polska została okupowana jawnie przez mafie komunistyczne.
A w mafii (także komunistycznej) jak w każdej innej, są konkurujące ze sobą gangi.

O co konkurujące ?
Jadąc Pawlakiem, „o kolejność dziobania”, co w języku Ciemnego Ludu oznacza rabowania.
Kogo? Polaków, oczywiście.

Tzw. względy historyczne, zadecydowały o tym, że komunistyczne gangi chętnie formowały się wg kryterium narodowościowego, co oczywiście jest pewnym uproszczeniem, ale wciąż wystarczająco precyzyjnym:
cienka kreska czy gruba kreska – to zawsze jednak kreska.

Oczywiście tytułowe „żydy” i „chamy” są określeniem nadanym tym straszliwym ferajnom przez okupowanych Polaków, bo one, ferajny,  same siebie zwykły nazywać zdecydowanie bardzie elegancko:

na przykład „Puławianie” i „Natolińczycy”, ale równie dobrze mogłyby to być tak ładne nazwy, jak „manikiurzyści” i „dentyści” albo „ortopedzi” (tak sobie skojarzyłem sposoby wydobywania przez nich zeznań od pojmanych Polaków)

***

Wróćmy do czasów dzisiejszych i ze zdumieniem mogą Czytelnicy zauważyć, że w Roku Prezesowskim 2026 nic się w tej materii nie zmieniło.

Wprawdzie gangi przyjęły pseudonimy kamuflujące identyfikację obu ferajn, ale wszak taka jest natura pseudonimów: kamuflująca.

Mamy więc „maślarzy” i „harcerzy” (to ostatnie akurat jest wyrazem zupełnej bezczelności, bo choć oba gangi prześcigają się w deprecjonowaniu wszystkiego, co polskie i szlachetne, to żeby gang przyjął nazwę „harcerze”, jest już bezczelnością, jak wspomniałem,  zupełną).

Są też w obrocie inne pseudonimy, co nie zmienia faktu, że w PiS wzięły się za łby żydy i chamy.

„Żydy” mają na czele Mateusza Morawieckiego, co jest wyborem trafnym, jako że nawet własne dzieci do żydowskiej szkoły posłał, wychodząc ze słusznego założenia, że lepsza maca niż opłatek.

„Chamy” – no cóż, jak to chamy: postawiły na Sasina, którego też ostatnio Publiczności przypomniałem, jak się ubrał w garniturek przefarbowany na kolor endecki.

W tym między-gangowym mordobiciu, górą będą rzecz jasna żydy, bo to nie z Sasinem gaworzył sobie w kanale Zero sam nad-prezydent i nad-premier Tom Rose, a z Morawieckim.

A Kaczyński?
A Kaczyński, to może teraz tylko wykonać polecenie udawania dementa, co może być rozwiązaniem mniej lub więcej wiarygodnym, ale za to przyjemniejszym, niż użycie przez Ambasadę Opiekuńczą perswazji.

Że Tom Rose to nie jest żaden dyktator, bo zbyt miło się uśmiecha, jak na dyktatora?
I jeśli już, to dyktator mody?

Który wprowadził na dzień dobry zwyczaj (obowiązek?) chodzenia po domu w czapce?
W gościnie – też, co w polskiej, prowincjonalnej tradycji, jest oczywistym znakiem braku dobrych manier?

Phi! Na szczęście, w tradycji Magdalenkowej jest tzw. moralnym obowiązkiem.

Ale furda czapki: Tom Rose ujął mnie, gdy zobaczyłem na półce koszulę sygnowaną jego imieniem i nazwiskiem, którą niezwłocznie kupiłem.

Będzie jak znalazł, gdyby spróbowali mnie nie wpuścić do USA, jak nie przymierzając, jakiegoś Wiecha.

https://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/po-co-polakom-polska-szkoa

https://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/ambasady-opiekuncze-i-stypendysci-cioci-stasi