Dwa odcinki frontu

Dwa odcinki frontu

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl)    6 stycznia 2026 michalkiewicz

Ty Żydu, gestapowcze!” – cytuje w jednym ze swoich reportaży Anna Strońska wyzwisko kobiety, która w tych dwóch słowach zamknęła dwie największe nienawiści swojego życia. Strońska nie wspomina, by tę kobietę zawlókł przed nienawistny sąd Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, którego działacze uczynili sobie z polowania na nienawistników przyjemny sposób na życie.

Dzisiaj byłoby już inaczej. Dzisiaj obowiązuje rozkaz, że nienawiść ma być znienawidzona, a kiedy wejdzie w życie uchwała Rady Ministrów o zwalczaniu antysemityzmu i wspieraniu życia żydowskiego w naszym bantustanie, to nienawistnicy jak jeden mąż wylądują w dołach z wapnem – z wyjątkiem tych, którzy się w porę pokajają, to znaczy – złożą samokrytykę, a których w związku z tym Żydowie każą zostawić przy życiu, żeby było komu pożyczać pieniądze na wysoki procent. Bo pieniędzy będzie w bród, choćby z tak zwanych „roszczeń” dotyczących „własności bezdziedzicznej”. Kiedy już Żydowie w ramach realizacji „roszczeń” uzyskają tytuły własności, to pozostawionych przy życiu głupich gojów nie powyrzucają z nieruchomości, tylko ich oczynszują – no a potem będą pożyczać im pieniądze na wysoki procent, żeby im starczyło na świadczenia – i będzie gites tenteges.

Żeby jednak ta świetlana przyszłość mogła się zrealizować bez jakichś nieprzyjemnych zgrzytów, trzeba nie tylko najpierw ustanowić ustawy norymberskie przeciw antysemityzmowi, żeby głupie goje poczuły mores, potem odpowiednio nastawić nienawistne sądy, by surowa ręka sprawiedliwości spadała antysemitnikom na karki w postaci ostrza gilotyny, a kiedy już wszyscy zostaną prawidłowo wytresowani, to wtedy przyjdzie pora na zasadniczą część operacji. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że z uchwaleniem norymberskich ustaw przeciw antysemityzmowi będzie jakiś problem.

Zgraja obywatela Tuska Donalda pouchwala, co tam będzie trzeba, być może działając ramię w ramię z Prawem i Sprawiedliwością, podobnie, jak bywało w przypadku Anschlussu, czy upoważnienia prezydenta Kaczyńskiego do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, pod którego rządami nasza biedna ojczyzna przeżywa takie paroksyzmy. Skoro bowiem Mateusz Morawiecki najwyraźniej przystąpił do realizacji kolejnej części swego zadania, to znaczy – neutralizowania PiS poprzez podzielenie go na frakcje, to po delegalizacji Konfederacji Korony Polskiej oraz Konfederacji Sławomira Mentzena, na placu pozostanie tylko Volksdeutsche Partei z satelitami. Wtedy przyjdzie czas na przypomnienie wiekopomnej uchwały Krajowej Rady Narodowej z początków PRL-u, że partii jest za dużo, że wystarczą trzy, zgodnie ze spostrzeżeniem starożytnych Rzymian, że omne trinum perfectum, co się wykłada, że wszystko, co potrójne, jest doskonałe.

Z czasem jednak drogę zacznie torować sobie pogląd, że trzy, to też za dużo. Po co trzy, kiedy przecież wystarczy jedna? Wtedy satelici Volksdeutsche Partei zleją się z Partią Przewodniczką, malkontentów oskarży się o antysemityzm, wylądują w dole z wapnem i wtedy zdobywczym krokiem wejdziemy do Generalnej Guberni, która tym będzie się różniła od poprzedniej Generalnej Guberni, że w tamtej Żydowie też znajdowali się w centrum uwagi – ale jako holokaustnicy, podczas gdy teraz, to znaczy – na obecnym etapie, kiedy to jest rozkaz, by Żydów nosić na rękach, będą też w centrum uwagi, ale nie jako holokaustnicy, tylko – jako Herrenvolk.

A jeśli zmieni się etap, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że nasza Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, która teraz nie pozwoli nikomu wyprzedzić się w gorliwości, gdyby padł inny rozkaz, też nie dałaby się nikomu w gorliwości wyprzedzić? W przeciwnym razie trudno byłoby zrozumieć nacisk na powszechny charakter nauczania młodzieży o holokauście, obejmującego również najdrobniejsze szczegóły techniczne.

Wróćmy jednak do owej kobiety, co to w dwóch słowach zamknęła dwie największe nienawiści swojego życia. Kiedy z racji obowiązków zawodowych czytuję regularnie wydawaną przez tubylczy Judenrat „Gazetę Wyborczą”, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i on, to znaczy – Judenrat – też kieruje się dwiema nienawiściami. Pierwsza nienawiść dotyczy „faszystów”, przy czym faszystą w rozumieniu Judenratu jest każdy, kto Judenratu nie słucha. Z prawdziwym faszyzmem nie ma to oczywiście nic wspólnego, bo prawdziwy faszyzm wcale nie polega na tym, żeby nie lubić Żydów, czy podnosić rękę w rzymskim salucie, tylko na przekonaniu, że państwo jest wszystkim, że poza państwem nie ma życia. Wyraził to bardzo ładnie twórca faszyzmu, Benito Mussolini: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”.

O Żydach – jak widzimy, nie ma tu ani słowa, podobnie jak w sześciu prawdach wiary katolickiej. Tymczasem JE Grzegorz kardynał Ryś, zaraz po ingresie, a jeszcze przed instruktażowym spotkaniem z panem rabinem Schuldrichem zapowiada, że będzie zwalczał antysemityzm, ale nie jako przestępstwo – bo tym będzie się zajmowało „państwo” czyli „tron”, podczas gdy Kościół, czyli „ołtarz”, będzie się zajmował antysemityzmem na odcinku eschatologicznym, jako „grzechem”, który nie będzie odpuszczony ani na tym świecie, w każdym razie – w Archidiecezji Krakowskiej – ani na tamtym. Więc chociaż w katechizmowych sześciu prawdach wiary o Żydach nie ma ani słowa, to widocznie nic nie szkodzi, bo w „Najnowszym Testamencie”, który podobno przygotowywany jest w ramach „dialogu z judaizmem”, na pewno stosowne wzmianki już się znajdą.

Wydawać by się w związku z tym mogło, że skoro tak, to Judenrat powinien Kościół wspierać. Tymczasem lektura „Gazety Wyborczej” prowadzi do całkiem innych wniosków. Podobnie jak dla Judenratu „Trybuny Ludu”, który sprawował rząd dusz w naszym bantustanie za pierwszej komuny, kolejne pokolenie tamtego Judenratu, które tworzy Judenrat obecny, zwalcza Kościół katolicki, jak tylko może i gdzie tylko może. Przy pomocy dwóch wyspecjalizowanych publicystów, pana mec. Nowaka, co to twierdzi, że był w młodości molestowany i pana Obirka, który w swoim czasie, jako ojciec jezuita, mógłby chyba pana mec. Nowaka nawet molestować, Juderat próbuje przyprawić przewielebnemu duchowieństwu katolickiemu wizerunek zbiorowiska porażonego priapizmem, co to molestuje panienki niczym tornado – od Bałtyku po gór szczyty.

Ale to tylko jeden, obyczajowy, czy nawet rozporkowy odcinek frontu ideologicznego, bo Kościół katolicki atakowany jest przez Judenrat również na odcinku politycznym oraz ideologicznym. Świadczy o tym publikacja natchnionego autora, że nie było takiego faszyzmu, z którym Kościół nie byłby za pan brat. Abstrahując od trafności tej opinii, warto zwrócić uwagę, że w tej sytuacji umizgi Jego Eminencji Grzegorza kardynała Rysia do rabina Schuldricha i w ogóle – do Żydów, mogą nie przynieść mu spodziewanych rezultatów. Kiedy bowiem przyjdzie do ostatecznego rozwiązania kwestii katolickiej w naszym bantustanie, to Eminencji nic nie pomoże, podobnie, jak innym członkom „reakcyjnego kleru” – bo Juderat najwyraźniej jest zdecydowany odciąć nasz mniej wartościowy naród tubylczy nawet od takiej namiastki szlachty, jaką próbuje być przewielebne duchowieństwo katolickie.

Stanisław Michalkiewicz

Pentekostalizacja. Charyzmatyzm. Aparycjonizm.

Magiczny katolicyzm. Droga do ośmieszenia wiary

Paweł Chmielewski pch24.pl/magiczny-katolicyzm-droga-do-osmieszenia-wiary/

(Fot. GSz)

Pentekostalizacja religii w Polsce z roku na rok przybiera na sile. To ogromne zagrożenie dla katolicyzmu. Ideologia pentekostalna jest jak budowanie na piasku – nie pozwala uzasadnić wiary, przeciwnie, wystawia ją na ryzyko łatwej falsyfikacji – pisze Paweł Chmielewski.

Katolicyzm w naszym kraju – tak jak na całym świecie – ulega pentekostalizacji. Oznacza to odchodzenie od racjonalności wiary na rzecz irracjonalizmu. Objawienia Boga w Chrystusie, nauka Ojców Kościoła, wykłada wiary w ujęciu papieży i wielkich świętych – nie to staje się źródłem i podstawą wiary, ale emocje, przeżycia, rzekome objawienia, autorskie wizje i sensacyjne teorie. 1 list św. Piotra uczy, że katolik musi być gotów uzasadnić swoją wiarę: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”. Słusznie – bo na co komu wiara, której nie da się nikomu przekazać? Wiara chrześcijańska jest racjonalna, bo człowiek jest co do zasady racjonalną istotą – jej głoszenie zakłada zatem używanie rozumu. W katolicyzmie pentekostalnym rozum schodzi jednak na dalszy plan. Rozumny Logos Objawienia zastępują magiczne treści, których nie da się zweryfikować. W ten sposób wiara wystawiana jest na pośmiewisko – katolicyzm magiczny poprzez swój irracjonalizm staje się antyświadectwem. Chciałbym poniżej przedstawić krótko kilka przestrzeni irracjonalizmu, które istnieją dziś w polskiej religijności formalnie katolickiej, choć w istocie – pentekostalnej.

Charyzmatyzm na fali
Nie ma żadnych danych dotyczących skali charyzmatyzacji polskiego katolicyzmu – ale wystarczy popatrzeć na rzeczywistość parafialną, żeby zobaczyć jak, jak bardzo popularne są charyzmatyczne eventy. Niedawno jeden z nich odbywał się w mojej warszawskiej parafii. Kościół niemal pękał w szwach, choć jest tak duży, że w zwykłą niedzielę trudno go zapełnić. Przekrój wiernych? Pełen – od dzieci, przez nastolatków i młodych dorosłych, po ludzi w średnim i nawet starszym wieku. Wszyscy zanurzeni w charyzmatycznym uwielbieniu, radości, egzaltacji: zamknięte oczy, wzniesione wysoko ręce, poruszająca emocjonalna muzyka, światła. Punkt kulminacyjny: nakładanie rąk. Wierni masowo podchodzili do świeckiego lidera, który ich dotykał. Liczyli na poruszenie łaski, odzyskanie zdrowia. Jedno wydarzenie, ale symptomatyczne dla setek innych, odbywających się w całej Polsce. Tak wygląda chrześcijaństwo charyzmatyczne – pragnie silnych emocji, głębokiego psycho-somatycznego zanurzenia we wspólnotowym obrzędzie, a nade wszystko pragnie uzdrowienia. Liderzy charyzmatyczni obiecują je szerokim gestem. Mówią, że mają specjalny dar – widzą, kiedy ktoś choruje, widzą, na co. To sam Pan Bóg poucza ich o stanie zdrowia drugiego człowieka w akcie cudownego przełamania zwykłych ograniczeń rzeczywistości. W kolejnym cudownym akcie pozwala im ich uzdrowić.

Fantazyjne nabożeństwa czy wielkie, ekstatyczne koncerty to wcale nie jedyna postać „uzdrowieniowej” pentekostalizacji polskiego katolicyzmu. W Toruniu, moim rodzinnym mieście, minąłem niedawno wielkie billboardy obiecujące zdrowie dawane przez popularną świętą. Przyjdź, pomódl się – smutek zniknie, choroba zniknie, wszystko będzie dobrze. Automat?

Oferta religijnego uzdrowienia jest coraz gęstsza – obejmuje internet, parafie, sanktuaria. W latach 90. znakomitą popularnością cieszyły się telewizyjne programy, które obiecywały zdrowie. „Ręce, które leczą” – po tych programach nie został ślad, ale to, co stanowiło wówczas domenę bynajmniej niekatolickiego bioenergoterapeuty, stało się dziś elementem życia kościelnego w zwykłych parafiach. To już nie ostrożna zachęta klasycznego polskiego katolicyzmu: pojedź do Częstochowy, klęknij przed Matką Bożą, a jeżeli Bóg zechce, doznasz uzdrowienia. Dziś nie ma miejsca na subtelności ani na warunkowość. Cuda są na wyciągnięcie ręki, jak zupka instant.

Wszędzie objawienia
Kolejnym integralnym elementem pentekostalizacji jest aparycjonizm, czyli skupienie życia religijnego na rzekomych objawieniach prywatnych. W przeciwieństwie do charyzmatyzmu, aparycjonizm jest obecny również w niektórych środowiskach pozornie konserwatywnych. Rygorystyczna moralność i zewnętrzna wierność wobec katolickich tradycji łączy się w nich z nieustannym korzystaniem z usług tego czy innego medium – żyjącego albo nie. „Przekazy z Nieba”, pseudo-mistyczne wizje, tajemnicze komunikaty – to one stają się źródłem religijnej codzienności grup albo prostu oddzielonych od Kościoła sekt, które gromadzą się fizycznie albo w sieci wokół świeckich liderów lub księży zanurzonych w aparycjonizmie. Niektórzy regularnie wożą ludzi do niezatwierdzonych przez nikogo centrów pielgrzymkowych powstałych wokół działających samozwańczych mediów; inni takie medium mają po prostu przy sobie, we własnej grupie; jeszcze inni kurczowo czepiają się pism rzekomych mistyków, niestety, wydawanych w dużych nakładach przez popularne wydawnictwa, kierujące się najwyraźniej głównie wizją solidnych zysków z łatwowierności. Do aparycjonizmu można też zaliczyć też niezwykle popularne powoływanie się na… diabła. Część katolików, nierzadko „prawicowych” – należą do nich nawet księża! – posługuje się chętnie rzekomymi „cytatami z diabła”, które miały padać podczas egzorcyzmów i dowodzić prawdziwości Chrystusowej wiary.

Tajne rządy sług antychrysta
Wreszcie – to fenomen już niemal par excellence „prawicowy” – w sieci rozkwitają kanały szerzące teorie mające wyjaśniać kryzys katolicyzmu odwołaniem do działalności tajnych grup, stowarzyszeń czy sekt. Traktują teorie dotyczące nowego porządku świata jak naukowe wyjaśnienia rzeczywistości, odwołują się co chwilę do pseudo-mistycznych wizji panowania Antychrysta, dokonują reinterpretacji tajemnic fatimskich, ujawniają „prawdziwą agendę” biskupów, kardynałów czy papieży powołując się na autorsko połączone sensacyjne fakty. Często dotyczy to papieża, co w gruncie rzeczy przypomina rdzennie luterańską krytykę biskupa Rzymu. Ten, kto zasiada na tronie św. Piotra ma być antychrystem albo przynajmniej pozostawać pod jego władzą, mówią zwolennicy tych teorii, wchodząc w buty herezjarchy z Wittenbergi. Autorzy takich materiałów chętnie sięgają też po odległe geograficznie od Polski wydarzenia polityczne czy religijne, by poprzez nieweryfikowalne powiązania personalne albo połączenie tych wydarzeń z jakimś rzekomym proroctwem udowodnić, że kontrolę nad światem i Kościołem przejmuje szatan.

Groźba antyświadectwa
Niektórzy wykształceni świeccy czy duszpasterze uważają, że to wszystko, nawet jeżeli mało racjonalne, w ostateczności jest jednak akceptowalne: odpowiada na jakieś zapotrzebowanie ludzi, mimo wszystko wiąże ich z Kościołem i praktykami religijnymi, umacnia w przywiązaniu do wiary. Jedni wskażą na pożyteczność masowych koncertów charyzmatycznych, inni na wartość płynącą z pielgrzymowania do miejsc rzekomych objawień, jeszcze inni na logiczną spójność teorii spiskowych, pozwalającą mniej oczytanym wiernym wytłumaczyć świat i pozostać przy tradycyjnej religijności.

Stawiam tezę, że lekceważenie problemu uzielonoświątkowienia polskiego katolicyzmu jest fundamentalnym błędem, a opisane wyżej zjawiska, w różnej skali i natężeniu, stanowią w istocie śmiertelne zagrożenie dla religii katolickiej. Przyczyna tego stanu rzeczy jest prosta: religijność, która nie jest rozumna, nie pozwala się uzasadnić. Co nie pozwala się uzasadnić, jest nie do obrony. Niezdolność do obrony własnej nadziei jest sprzeczna z Ewangelią – i w ostatecznym rozrachunku przyczynia się do ośmieszenia chrześcijaństwa. Jest antyświadectwem, a co za tym idzie – moralną zbrodnią. Przejdę krótko przez wszystkie opisane wyżej zjawiska, po kolei, właśnie pod kątem ich nieracjonalności, a co za tym idzie niemożliwości uzasadnienia.

Brak uzasadnienia uzdrowień i relacji
Charyzmatyczne uzdrowienia?. Są całkowicie subiektywne: charyzmatyczny lider twierdzi, że widzi jakąś chorobę, a chory twierdzi, że czuje się lepiej. Kościół katolicki na przestrzeni wieków wykształcił procedurę skrupulatnego badania uzdrowień. W toku takiej procedury często dochodzi się do wniosku, że dany przypadek nie ma wcale znamion cudowności, ale jest możliwy do wytłumaczenia w kategoriach naturalnych. W przypadku charyzmatycznych uzdrowień nie ma żadnych procedur ani żadnej weryfikacji. Zakłada się, że Boże cuda – zawieszenie naturalnego porządku – następują wręcz w masowej skali, za sprawą szczególnych właściwości danego charyzmatycznego lidera. Czasem lider twierdzi, że może przedstawić dokumentację medyczną – choroba była a potem zniknęła. Czy jest to jednak zakotwiczone akurat w jego modlitwie? Nie do sprawdzenia. Jeżeli ktoś oprze swoją wiarę w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego właśnie na takich rzekomych uzdrowieniach, szybko może głęboko się rozczarować. Kiedy okaże się, że dane uzdrowienie było pozorne albo tylko tymczasowe, straci fundament wiary, a w efekcie i samą wiarę. Dotyczy to zarówno uzdrowionego jak i tych, którym to uzdrowienie było komunikowane. Budowanie religijności na niezweryfikowanych uzdrowieniach jest skrajnie narażone na falsyfikację i stąd jest krytykowanym przez Jezusa Chrystusa budowaniem na piasku.

Podobnie jest z charyzmatycznymi emocjami. Ludzie wprowadzani w rodzaj psychosomatycznego transu są przekonani, że wchodzą w szczególny kontakt z Bogiem, zwykle w Trzeciej Osobie – z Duchem Świętym. Jest to oparte wyłącznie na subiektywnym samopoczuciu, na wywoływanym na skutek obrzędowości charyzmatycznej stanie quasi-mistycznym. Kościół przestrzegał zawsze przed poszukiwaniem doświadczeń mistycznych – tu stają się tymczasem normą i niejako codziennością. Tymczasem korzystając ze zwykłego aparatu poznawczego, jaki posiada współczesność dzięki naukom tłumaczącym funkcjonowanie ludzkiego umysłu, łatwo wykazać, że chodzi po prostu o odczucia, które nie muszą mieć nic wspólnego z Bogiem. Chodzi raczej o obcowanie umysłu z samym sobą wśród wielkich emocji wywołanych umiejętnym budowaniem atmosfery przez charyzmatycznego lidera czy organizatora danego spektaklu. Kiedy osoba zanurzona w duchowości charyzmatycznej lub jej bliscy zrozumieją, że to, co brała za kontakt z Duchem Świętym, jest zwykłym złudzeniem albo po prostu manipulacją, może łatwo stracić wiarę.

Głosy z nieba – czy głosy ludzi
Problem z aparycjonizmem jest czy raczej powinien być równie oczywisty. Kościół katolicki tylko w wyjątkowych przypadkach – na przestrzeni całych jego dziejów było ich relatywnie niewiele – uznaje duże prawdopodobieństwo prawdziwości danego prywatnego objawienia. Dlaczego? Proszę zauważyć, jak wiele trudu, czasu, pracy i zaangażowania wymaga od katolika uzasadnienie prawdziwości Objawienia danego w Chrystusie. Tłumaczy się je zapowiedziami Proroków, cudami Zbawiciela, świadectwem tych, którzy widzieli Jego działalność, wreszcie niezwykle mocną wiarą w Zmartwychwstanie, trudną do wytłumaczenia jako jakaś rzekoma masowa iluzja… Tymczasem dziś pojawiają się niezliczone prywatne pseudo-objawienia: Matka Boża ma pojawiać się w najrozmaitszych miejscach, od Medjugoria po Garabandal; jako „wizjonerzy” zgłaszają się ludzie, którzy bezceremonialnie twierdzą, że mówi do nich sam Pan Bóg – bez żadnej weryfikacji i żadnego sprawdzenia. Nie tak dawno jeden z polskich księży publikował w sieci… smsy od Pana Boga. W żaden sposób nie da się tego udokumentować ani obronić – apologetyka jest tu po prostu niemożliwa, bo mamy do czynienia ze zjawiskiem „prywatnym”, czyli całkowicie subiektywnym i nieweryfikowalnym. W historii – również historii niedawnej – niejednokrotnie okazywało się, że rzekome „medium” było w istocie cynicznym fałszerzem, wykorzystując łatwowierność pobożnych ludzi. Płyną z tego ogromne szkody – przekazywanie wiary niewierzącym jest na takiej podstawie niemożliwe, a racjonalnie myślący poganie pukają się w głowę, kiedy słyszą, że ktoś jako argument za wiarą w Zmartwychwstałego podaje czyjeś prywatne wizje.

O wspomnianym wcześniej cytowaniu diabła jako źródła prawdy trudno choćby poważnie myśleć, bo to zabieg potrójnie pomylony. Po pierwsze dlatego, że rzekome cytaty są, co oczywiste, niezweryfikowane, czyli już w punkcie wyjścia potencjalnie sfabrykowane. Po drugie, nawet gdyby były prawdziwe (co więcej niż wątpliwe), to powoływanie się na Ojca Kłamstwa jako na autorytet mający uzasadniać Boże dzieło jest metodą, którą adekwatnie można określić jako umysłowa perwersja. Po trzecie, egzorcyzmy zgodnie z prawem kościelnym powinny być traktowane ze szczególną ostrożnością, przeprowadzane bez szukania sensacji, w duchu pokory i spokoju. Powoływanie się na rzekome słowa diabła godzi w ducha lub nawet konkretne przepisy prawa kościelnego.

Spiskowa teoria dziejów Kościoła
Wreszcie – teorie spiskowe. Słyszy się na przykład, że Kościołem rządzą „masoni” albo po prostu „sataniści”. Ich konkretna tożsamość jest nieznana – autorzy takich teorii nie mogą wskazać żadnego nazwiska, co zresztą tłumaczą faktem tajności omawianych grup. Wiadomo, że są – ale nie wiadomo, kto to… W przypadku kościelnym mówi się co najwyżej, że masonem „był Buginini”, architekt nowej Mszy świętej. Problem w tym, że o Bugninim tego nie wiadomo – owszem, „mówi się”, że był masonem, ale żadnych dowodów nie ma – to tylko jedna z możliwości wyjaśnienia jego działań. Zwolennicy pseudo-prawicowych kościelnych teorii spiskowych twierdzą jednak, że istnienie tajnych grup rządzących Watykanem jest całkowicie „pewne” – pod warunkiem, że z góry uzna się, że takie grupy muszą istnieć. Podobnie jest w przypadku budowaniu narracji o kryzysie w Kościele na podstawie rzekomej cynicznej „gry” Watykanu w sprawie objawień Fatimskich. Choć przesłanie Matki Bożej dane dzieciom Fatimskim jest dobrze znane i rzetelnie opisane, wielu szukających sensacji autorów próbuje się na podstawie różnych sugestii tworzyć wrażenie kłamstw Watykanu, który miałby chcieć ukrywać „prawdę” przed katolikami. Oprócz tego, że rzecz jest jak zwykle w takich przypadkach nie do udowodnienia, służy jeszcze perfidnemu podważeniu autorytetu Stolicy Apostolskiej, przedstawianej tu jako źródło kłamstw religijnych, co znowu odsyła do metodologii rdzennego luteranizmu. W sumie: żadnej weryfikowalności, co tak samo jak w poprzednich przykładach wystawia adherentów takiego światopoglądu już nawet nie tyle na ryzyko intelektualnej kompromitacji, co raczej na nieuchronną konieczność falsyfikacji ich w jakiejkolwiek uczciwej debacie.

Magiczne myślenie
Katolicyzm uzielonoświątkowiony, pentekostalny – to katolicyzm magiczny. W myśleniu magicznym rozumność nie ma większego znaczenia. Do połączenia ze sobą są rzeczy, których przy normalnym użyciu intelektu, dbając o wiarygodność argumentacji, połączyć nigdy by się nie dało. Nic nie wymaga tu racjonalnego uzasadnienia, bo uzasadnieniem jest emocja. Na przykład: „Jestem na koncercie charyzmatycznego lidera i czuję wielkie emocje = jestem w kontakcie z Duchem Świętym”. Albo: „Znany lider charyzmatyczny kładzie na mnie ręce, pod wpływem emocji przestaję odczuwać dolegliwość = Bóg dokonał cudu uzdrowienia”. Dalej: „Treść rzekomego objawienia mówi o upadku ludzkości, a świat w mojej ocenie zmierza w złą stronę = objawienie jest prawdziwe i pochodzi od Boga, a jego przekaziciel to prorok”. Czy też: „Dany hierarcha głosi modernizm pokrewny klasycznym ideom masonerii, a papież akceptuje jego działalność = zarówno hierarcha jak i papież to masoni zrzeszeni w tajnej organizacji o de facto satanistycznym profilu”.

Czy to znaczy, że nie ma uzdrowień, prawdziwych objawień prywatnych albo tajnych grup wpływu umocowanych również w Kościele? Bynajmniej. Uzdrowienia są możliwe i jak uczy Kościół, rzeczywiście się zdarzają; Bóg może mówić do ludzi również dzisiaj i Kościół rozpoznaje niektóre z takich wydarzeń jako prawdopodobnie prawdziwe; grupy wpływu w części są nawet jawnym faktem, wystarczy przywołać przynależność wielu znanych hierarchów do takich organizacji jak Rotary Club – albo odwołać się do homoseksualnych klik wewnątrz katolickiej hierarchii, które stwarzają sui generis oparte na grzechu i nieprawości paralelne społeczeństwo w obrębie Kościoła.

Wszystko, co napisałem w powyższych akapitach, nie oznacza zatem niemożliwości cudów, objawień czy istnienia grup wpływu – oznacza jedynie, że do tego typu fenomenów należy podchodzić z wielką ostrożnością i zdrowym sceptycyzmem, tak, by móc uzasadnić to, co się dalej głosi.

Kryzys formacyjny. Seminaria i katechizacja
Dlaczego sytuacja jest dziś tak trudna? Dlaczego tak wielu katolików popada w pentekostalne błędy, tego lub innego typu? Przyczyny można mnożyć, ale narzucają się dwie: głęboko niezadowalająca formacja w seminariach i związana z tym problemem czy zgoła z niego wynikająca, niskiej jakości katechizacja wiernych. Księża opuszczają mury seminaryjne nierzadko z mętlikiem w głowie: nie otrzymują jasnych wytycznych w sprawie filozofii, którą należy się kierować, naucza ich się najrozmaitszych, często sprzecznych ze sobą kierunków teologicznych… Brakuje jednoznacznego przywiązania do racjonalności czy też rozumności wiary.

Można powiedzieć, że papież Leon XIII wiedział, co robi, apelując o uczynienie podstawą kształcenia księży nauki św. Tomasza z Akwinu. Zainicjowana przezeń odnowa neotomistyczna nie przetrwała jednak połowy XX wieku, a po II Soborze Watykańskim w wielu seminariach prawdziwymi „doktorami” stał się raczej Karl Rahner, mówiąc oczywiście w pewnym uproszczeniu. Formacja seminaryjna pełna niedostatków uniemożliwia później rzetelną katechizację. Księża przekazują wiernym to, co sami otrzymali: nierzadko poważny teologiczny bałagan. Kończy się właśnie tak, jak opisane w tekście: powszechnym chaosem i dużą łatwością popadania zarówno przez księży jak i wiernych w różne błędy. To, co atrakcyjne i pozornie pobożne, jawi się jako słuszne – niezależnie od zgodności z pryncypiami wiary katolickiej.

„Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”, mówi Apostoł. Kto głosi w sprawach wiary rzeczy, których nie jest w stanie uzasadnić, kompromituje wiarę i szkodzi Kościołowi. Wszystko, co mówimy o rzeczach świętych, musi być dobrze uzasadnione – opieranie się na rzeczach niezweryfikowanych oznacza w istocie lekkie podejście do wiary, a to zakłada lekkie traktowanie samego Boga. Traktujmy Boga poważnie – i głośmy katolicką, racjonalną wiarę, a nie magiczne, irracjonalne zabobony.

Paweł Chmielewski

„Europa nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy i gazu”

Thomas Röper anti-spiegel.ru/europa-kann-sich-eine-starke-abhaengigkeit-von-den-usa-bei-oel-und-gas-nicht-leisten/

Teraz nawet w Der Spiegel

Europa nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy i gazu”

Wbrew oskarżeniom Zachodu, Rosja nigdy nie wykorzystywała ropy i gazu jako narzędzia politycznego, podczas gdy USA nie wahają się tego robić. Teraz nawet Der Spiegel donosi, że UE „nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy i gazu”.

Anti-Spiegel  6 styczeń 2026

Chociaż zachodni politycy i media konsekwentnie twierdzą, że Rosja wykorzystuje ropę i gaz jako narzędzie polityczne, a UE używa tego jako usprawiedliwienia dla odejścia od taniej rosyjskiej ropy i gazu, nikt nie potrafi przytoczyć ani jednego przypadku w ciągu około 50 lat, w którym Rosja dostarczała ropę i gaz do Europy. Dla Rosji to biznes, a nie polityka, i pomimo wszystkich kryzysów politycznych ostatnich 50 lat, nigdy nie było problemów z rosyjskimi dostawami ropy i gazu do Europy.

Jedyne problemy, które pojawiły się w przeszłości z dostawami z Rosji, wynikały z faktu, że niektóre kraje-odbiorcy zalegały z płatnościami przez ponad sześć miesięcy, a Rosja mimo to sumiennie dostarczała gaz przez sześć miesięcy, zanim wstrzymała dostawy. Szczegóły tych minionych kryzysów gazowych można znaleźć tutaj.

Ponieważ Stany Zjednoczone znane są z forsowania swojego programu politycznego za pomocą sankcji, gróźb i embarg, krytycy odejścia Europy od rosyjskiej ropy i gazu na rzecz dostaw ze Stanów Zjednoczonych konsekwentnie ostrzegają, że UE zamienia postrzegane zagrożenie zależności od rosyjskiej ropy i gazu na bardzo realne, w tym ryzyko, że Stany Zjednoczone wykorzystają ropę i gaz jako dźwignię polityczną.

„Europa nie może sobie pozwolić na silną zależność od ropy i gazu ze Stanów Zjednoczonych”.

Do tej pory uważano to za „rosyjską propagandę”, ponieważ europejscy politycy i dziennikarze, o których mowa, zawsze wychwalali bliską „przyjaźń” między USA a Europą. I oczywiście „przyjaciel” USA nigdy nie zrobiłby czegoś takiego Europejczykom!

Dlatego byłem bardzo zaskoczony, gdy znalazłem artykuł w „Der Spiegel” zatytułowany „Interwencja USA w Wenezueli – «Europa nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy naftowej i gazu»”, w którym ekspert ds. energetyki w wywiadzie dla „Der Spiegel” ostrzega bez ogródek przed zależnością UE od USA w zakresie dostaw ropy naftowej i gazu.

W wywiadzie ekspert odpowiedział na pytanie, że Europa „nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy naftowej i gazu”, na co „Der Spiegel” dopytywał, czy oznacza to, że USA „nie są już wiarygodnym dostawcą w perspektywie długoterminowej”. Odpowiedź eksperta była jednoznaczna:

„Nie ma obaw dotyczących dostaw amerykańskiego gazu ani ropy do 2030 roku. Stany Zjednoczone chcą sprzedawać Europejczykom jak najwięcej gazu. Jest to jednak dźwignia polityczna, którą administracja Trumpa wykorzysta do wywierania presji politycznej. Im bardziej Europa jest zależna od Stanów Zjednoczonych, tym bardziej może to być wykorzystywane do celów polityki zagranicznej. Niedawnym przykładem jest obecne prawo dotyczące łańcucha dostaw, które zostało osłabione pod presją ze strony USA”.

Przeczytanie tego w „Der Spiegel”, który do tej pory był największym przeciwnikiem rosyjskiej ropy i gazu, a orędownikiem amerykańskiej, było prawdziwym zaskoczeniem. Oczywiście nie oznacza to, że redakcja „Spiegla” zmienia zdanie, ale nigdy wcześniej nie widziałem tak jasnego oświadczenia na ten temat w „Spieglu”. 

Prawdziwe zagrożenie leży gdzie indziej.

Oczywiście, to, co opublikowano w „Der Spiegel”, to tylko połowa historii, ponieważ cała prawda jest taka, że ​​Europa jest już całkowicie zależna od USA w polityce energetycznej, i to nie tylko dlatego, że USA stały się największym dostawcą gazu do UE. Problem sięga znacznie głębiej, ponieważ USA uniemożliwiły UE jakiekolwiek zmiany w tej kwestii, dlatego Trump może sobie pozwolić na coraz bardziej agresywne traktowanie Europejczyków, bez możliwości ich interwencji.

Tak zwana „zależność od Rosji” tak naprawdę nie istniała, jak widzieliśmy od 2022 roku, ponieważ UE w ciągu niecałego roku znalazła alternatywę dla rosyjskiego gazu: amerykański skroplony gaz ziemny (LNG), który USA próbowały sprzedać Europie od ponad dekady, ale którego Europa nie chciała, ponieważ jest znacznie droższy niż rosyjski. UE była jednak w stanie zbudować infrastrukturę LNG od podstaw w ciągu roku i tym samym niemal całkowicie zastąpić tani rosyjski gaz rurociągowy.

Tak, LNG jest znacznie droższy. Tak, wyższe ceny niemal całkowicie zniszczyły konkurencyjność europejskiego przemysłu. Tak, doprowadziło to do znacznej inflacji. Ale: nikt nie musiał zamarzł i nikomu nie zgaszono światła.

Problem polega na tym, że UE nie ma możliwości po prostu powrotu do rosyjskiego gazu, gdyby Stany Zjednoczone pewnego dnia wywarły tak dużą presję w jakiejś nieakceptowalnej dla UE kwestii, że zagroziłyby odcięciem dostaw gazu. Powodem tego jest fakt, że Stany Zjednoczone de facto przejęły kontrolę nad niemal wszystkimi rurociągami, które mogłyby dostarczać rosyjski gaz do Europy – a bez rurociągów nie ma dostaw.

Stany Zjednoczone wysadziły Nord Stream – nie będę tu wnikał w legendę o ukraińskich nurkach – a inwestor blisko związany z Trumpem chce kupić pozostałą część gazociągu Nord Stream, aby – gdyby UE lub Niemcy chciały reaktywować Nord Stream – Stany Zjednoczone kontrolowały go. W ten sposób Stany Zjednoczone mogłyby decydować o uruchomieniu gazociągu, a jeśli tak, to również o kosztach przesyłu gazu.

Stany Zjednoczone faktycznie przejęły kontrolę nad Nord Stream. Stany Zjednoczone kontrolują teraz również ukraiński rurociąg, ale sprawa ta spotkała się z niewielkim zainteresowaniem mediów w Niemczech. Umowa surowcowa Trumpa z Ukrainą przewiduje, że Stany Zjednoczone przejmują kontrolę nad praktycznie całą ukraińską infrastrukturą, zwłaszcza energetyczną. Dotyczy to również rurociągu, co oznacza, że ​​to Stany Zjednoczone decydują, czy go reaktywować i zezwolić na dopływ rosyjskiego gazu do Europy, a jeśli tak, to po jakiej cenie.

Trzeci rurociąg, który istniał wcześniej, biegł z Rosji przez Białoruś i Polskę do Niemiec. Polska zamknęła go pod koniec 2021 roku, a biorąc pod uwagę jawnie antyrosyjskie (a nie do końca proniemieckie) stanowisko Polski, jest mało prawdopodobne, aby ten rurociąg kiedykolwiek został ponownie uruchomiony.. 

Zostaje tylko TurkStream, ale ten rurociąg jest już w pełni wykorzystany, a Stany Zjednoczone niejednokrotnie jasno dawały do ​​zrozumienia, że ​​również zamierzają go zamknąć.

Chociaż UE była w stanie w ciągu roku utworzyć tymczasowe terminale LNG, aby stopniowo wycofywać gaz z rosyjskich rurociągów, odwrotna sytuacja nie jest możliwa. Ponieważ istniejących rurociągów nie można ponownie uruchomić bez zgody USA, budowa nowych zajęłaby prawie dekadę.

Kilka lat temu Stany Zjednoczone postawiły sobie za cel kontrolowanie europejskiego rynku energii i już go osiągnęły.

UE stała się w ten sposób całkowicie zależna od USA i Stany Zjednoczone nie zawahają się wykorzystać tej sytuacji, jeśli tylko dostrzegą okazję. UE skutecznie wyeliminowała wszelkie teoretycznie możliwe wyjścia z sytuacji.

Wszystkie marzenia o odnawialnych źródłach energii są teraz bezużyteczne; dla UE szansa przepadła.

Shalom!! MEM-y V.

——————————–

—————————–

—————————-

———————–

———————–

[no, w USA to tylko „wierzący” i „liżący”]

—————————-

—————————

———————————

—————————-


Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Blade Runners rozpoczęli bunt w Krakowie. Celem usunąć SCT.

Blade Runnerzy z przedmieść rozpoczęli bunt w Krakowie. Symbolicznym celem w tej wojnie są znaki SCT

5 stycznia 2026, blade-runnerzy/sct/

W pierwszych dniach stycznia 2026 roku Kraków, miasto królów i smoków, stało się areną nowoczesnej legendy miejskiej. Jej bohaterowie nie noszą mieczy, a klucze do samochodów. Jej symbolem nie jest uskrzydlona bestia, lecz prosty znak drogowy – a raczej jego brak. W nocy zniknęło lub zostało zniekształconych około dwudziestu znaków informujących o nowej Strefie Czystego Transportu (SCT). To nie był przypadkowy wandalizm, lecz otwarty, zorganizowany manifest.

W świecie rzeczywistym pozostawiono puste maszty, w wirtualnym zaś rozkwitła grupa „Blade Runners SCT Kraków”, która w kilka dni zgromadziła 21 tysięcy obserwujących. Nazwa, zapożyczona z kultowego filmu o łowcach androidów, nie jest przypadkowa: ci współcześni „biegacze z ostrzami” widzą w sobie ostatnich obrońców wolności przed bezduszną, technokratyczną maszynerią.

Krakowska SCT, która weszła w życie 1 stycznia, to jeden z najbardziej radykalnych w Europie projektów ograniczenia ruchu samochodowego. Obejmuje 61% powierzchni miasta, praktycznie całe jego historyczne i śródmiejskie wnętrze.

Władze, powołując się na ustawę i alarmujące dane o stężeniu dwutlenku azotu, argumentują, że to konieczny krok dla zdrowia mieszkańców. Przeciwnicy widzą w tym jednak coś więcej: akt niesprawiedliwości społecznej i symboliczny podział na uprzywilejowanych i wykluczonych.

Mem na Facebooki Blade Runnerów

Mieszkańcy Krakowa są zwolnieni z opłat za poruszanie się po strefie starymi samochodami. My – nie – to główne hasło buntu, powtarzane jak mantra w komentarzach pod postami prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego i na forach „Blade Runnerów”.

Chodzi o tzw. przepisy, które pozwalają mieszkańcom zarejestrowanym w SCT na czasowe poruszanie się niespełniającymi norm pojazdami bez opłat.

Dla tysięcy ludzi dojeżdżających do pracy z ościennych gmin – z Wieliczki, Skawiny, Niepołomic – jest to czytelny sygnał: jesteście obywatelami drugiej kategorii. Wasze codzienne życie, wasze koszty dojazdu i wasza własność są mniej ważne niż wygoda krakowian.

Opłaty, które na początku wydają się symboliczne (2,5 zł za godzinę, 5 zł za dzień w 2026 roku), mają rosnąć w sposób przemyślany i nieubłagany.

Do 2028 roku abonament miesięczny ma osiągnąć 500 złotych, po czym wjazd starymi samochodami zostanie całkowicie zakazany.

Miasto deklaruje, że środki z opłat trafią na wymianę kopciuchów w gminach ościennych – gest, który przez część osób z przedmieść odbierany jest jako jałmużna i hipokryzja.

Najpierw podnoszą nam koszty życia, a potem oferują dotację z naszych własnych pieniędzy – można przeczytać w jednym z internetowych komentarzy.

W tym konflikcie widać klasyczny spór dwóch wizji miasta. Z jednej strony – wizja ekologiczna, progresywna, patrząca w przyszłość, gotowa na bolesne reformy dla wspólnego dobra. [ale pierdoli !! md]

Z drugiej – wizja egalitarna, broniąca praw jednostki przed nadmierną ingerencją władz, kwestionująca nierówność obciążeń.

Bunt „Blade Runnerów” to nie tylko sprzeciw wobec opłat. To głębszy protest przeciwko poczuciu, że wielkie, kształtujące życie decyzje są podejmowane ponad głowami tych, których bezpośrednio dotyczą.

Skradzione znaki to nie tylko wandalizm; to fizyczne, desperackie wykreślenie z przestrzeni symbolu narzuconych reguł.

14 stycznia przed Wojewódzkim Sąd Administracyjnym w Krakowie odbędzie się akt kolejny tej dramaturgii. Sąd rozpatrzy skargi przeciwników strefy. Nawet jeśli zapadnie wyrok, nie będzie on prawomocny, a SCT będzie funkcjonować dalej. To może tylko podsycić frustrację.

Kraków, zmagający się od lat z jednym z najgorszych powietrzem w Europie, stanął przed tragicznym wyborem: czy poprawiać zdrowie swoich mieszkańców kosztem utrudnienia życia tym z okolic? [bzdura md]

Czy można budować ekologiczną fortecę, wytyczając granice na mapie?

Walka o czyste powietrze okazała się nie tylko walką z kopciuchami i dieslami, ale także walką o sprawiedliwość, dostępność i definicję wspólnoty.

„Blade Runnerzy” ze swoimi kluczykami i postami na Facebooku są może ostatnimi romantykami indywidualnej mobilności, buntownikami przeciwko coraz ściślej regulowanej rzeczywistości. Ich bunt, choć przejawiający się w niszczeniu publicznego mienia, jest przede wszystkim głośnym, desperackim wołaniem o wysłuchanie. I stanowi ostrzeżenie dla każdej władzy, która chce wprowadzać radykalne zmiany: nawet najszlachetniejszy cel nie uświęca środków, jeśli ci, którzy za nie płacą, nie czują się częścią procesu decyzyjnego.

[Ależ pieprzy: Cel nie jest „szlachetny”, ale głupio-ideolo. md]

W tej historii nie ma prostych podziałów na dobrych ekologów i złych kierowców. Jest za to skomplikowany obraz społecznego rozdarcia, w którym troska o planetę zderza się z troską o domowy budżet, a prawo do zdrowego powietrza – z prawem do swobodnego poruszania się.

Z pustych masztów w krakowskich ulicach wieje teraz nie tylko zimowy wiatr, ale i gorzki chłód społecznego konfliktu.

Wenezuela, Polska, Francja. MEM-y III.

——————————————–

—————————–

—————————–

——————————–

——————————–

———————————-

————————–

—————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Zawiało, sypnęło i padło

Zawiało, sypnęło i padło

Jerzy Szmit wpolityce/zawialo-sypnelo-i-padlo

Zima stulecia na przełomie 1978/79 pokazała, że ówczesna władza z Edwardem Gierkiem na czele okazała się słabsza od sił natury – i jej czas był policzony. Przyroda postawiła wtedy naprawdę twarde warunki: mrozy do -40 °C, dwumetrowe zaspy, porywisty wiatr. Pierwsze mocne uderzenie przyszło w 31 grudnia i przedłużyło noc sylwestrową: gremialnie stanęły pociągi, autobusy, wszystko zamarzało, a instalacje wodne i grzewcze popękały. Przedłużono ferie w szkołach i na uczelniach, pozamykano fabryki i urzędy.

Na przełomie 2025/2026 jest łagodnie: kilka stopni mrozu, sypnęło trochę śniegu, trochę powiało. Ale już słychać wezwanie: Huston mamy problem. Odklejona od rzeczywistości ośmiogwiazdkowa władza nie potrafi poradzić sobie nawet z  przygrywką do prawdziwej zimy. Nic dziwnego. Jeszcze niedawno kandydat PO na prezydenta RP przekonywał, że „planeta płonie” i grozi nam katastrofalne ocieplenie klimatu wywołane paleniem w piecach węglem, pierdzeniem krów, emisją przemysłową i przede wszystkim, rozmnażaniem się ludzi.

Jeżeli tak patrzy się na misję sprawowania władzy to oczywistym jest, że ratowanie ludzi, którym zagrażają siły natury, jest sprawą drugorzędną. Człowiek powinien dostosować się do natury, a nie wymagać od władzy, aby go ratowała, gdy przyroda postawi swoje warunki. Tak było z powodzią, kiedy Premier Tusk stwierdził na kilka godzin przed nadejściem fali powodziowej, że „prognozy nie są przesadnie alarmujące”. Przecież ważniejsze jest zamykanie kopalni, ograniczanie produkcji rolnej, bo jedno i drugie niszczy przyrodę, zwijanie przemysłu, bo pożera energię, blokowanie wjazdu starszych samochodów do centrów miast, bo zanieczyszczają powietrze.

A teraz gdy przychodzi mróz i  śnieg władza po prostu nie potrafi zatroszczyć się o obywateli, którzy wpadli w pogodowe tarapaty na drogach. Obywatel, w jej optyce jest sobie winny, bo po co podróżuje jak pada śnieg? Przecież „Taki mamy klimat” – jako to stwierdziła w chwili zagrożenia życia i zdrowia ludzi ówczesna minister infrastruktury Bieńkowska (obecnie w Europarlamencie). Ośmiogwiazdkowa władza ma inny cel: przeprowadza na nas eksperyment – ile wytrzymamy ich głupoty, beztroski, braku kompetencji i wciskania ich ideologicznych dogmatów?

Śnieg, lód, mróz, wiatr to klimatyczna rzeczywistość – tak normalna jak to, że wiosną pada deszcz. Pojawią się bez pytania o zgodę, według swoich reguł i mechanizmów, nie zważając czy zrobi na złość władzy czy opozycji. Sprawdza bezlitośnie sprawność działania państwa.

A Premier Tusk cóż… poleci przygotowanie uchwały, aby takie sytuacje nie powtarzały się w przyszłości. Wyznaczy do jej realizację ministrę klimatu Hennig–Kloskę i Ministra Kierwińskiego. No i możemy być spokojni, żadna śnieżna chmura nas nie ogra.

J. R. R. Tolkien, C.S. Lewis, Joseph Conrad – prowadzą do prawicowej radykalizacji !!

Tolkien prowadzi do „prawicowej radykalizacji”? Niemiecki dziennik bije na alarm

Paweł Chmielewski


pch2/tolkien-prowadzi-do-prawicowej-radykalizacji-niemiecki-dziennik-bije-na-alarm

Czy Tolkien i fantastyka w ogóle są ściśle związane z prawicowym fanatyzmem? Tak twierdzi „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Co ciekawe, niemiecki dziennik nie jest odosobniony: kilka lat temu jeden z urzędów we Wielkiej Brytanii ostrzegł przed takimi autorami jak Tolkien czy Lewis, sugerując, że prowadzą do prawicowej radykalizacji.

„Kulturowa hegemonia potrzebuje twardo stąpających po ziemi bohaterów: jak «Władca Pierścieni» Tolkiena stał się idealną książką dla nowej prawicy” – tak badacz literatury z Niemiec Markus Steinmayr rozpoczyna swój tekst na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, opublikowany 3 stycznia („Faszination für Fantasy als Fanatismus”).

Autor zaczyna od słynnego przykładu premier Włoch Giorgi Meloni, która wielokrotnie mówiła o swojej fascynacji „Władcą Pierścieni” J. R. R. Tolkiena. Zdaniem Steinmayra podobne trendy widać także w innych krajach, niż Włochy: we Wielkiej Brytanii, w Niemczech czy we Francji. Partie prawicowe – jak Alternatywa dla Niemiec, Zjednoczenie Narodowe – potrafią przedstawiać się jako Tolkienowscy hobbici, którzy mierzą się z wielkim złem i muszą odzyskać kontrolę nad własną „krainą”.

Według Steinmayra nie chodzi jednak tylko o Tolkiena, ale o fantasy w ogóle. Literatura fantastyczna ma umożliwiać tworzenie kompletnych, zrozumiałych światów, które stanowią antytezę świata rzeczywistego. Tworzy się swoisty „kontr-obraz”. W przypadku „Władcy Pierścieni” to Mordor Saurona oraz Isengard Sarumana są metaforycznymi obrazami rewolucyjnej cywilizacji technologicznej, która zagraża pięknu i dobru obrazowanemu przez hobbickie Shire, wskazuje autor. Ostre różnice pozwalają jasno nakreślić dobro i zło – co następnie da się interpretować politycznie. „Władca Pierścieni” staje się eposem o kryzysie cywilizacji Zachodu: sceptycyzm wobec postępu, krytyka nowoczesności i modernizacji, to cechy, które mają przemawiać do prawicowych czytelników.

Co ciekawe, autor tekstu w FAZ bardzo wiele miejsca poświęca problemowi ochrony przyrody, czyniąc z tego znienacka jeden z konstytutywnych elementów prawicowej narracji politycznej. Nowoczesność ma zagrażać sielskim krajobrazom ojczystej przyrody – i jedynie prawicowe ugrupowania są w stanie zagwarantować ich przetrwanie. Całkowicie ignoruje ekologiczną, lewicową narrację, która dokonuje krytyki nowoczesnej cywilizacji ze względu na jej szkodliwość dla przyrody – u Steinmayra to „radykalna prawica” staje się największym miłośnikiem nieskalanej natury.

Pomysły niemieckiego autora nie są niczym nowym. W 2023 roku brytyjski urząd ds. badań, informacji i komunikacji (Unitet Kingdom’s Research, Information and Communications Unit) przygotował raport, który wskazywał na rzekome źródła prawicowej radykalizacji. Wśród wskazanych przez urząd tekstów znalazły się pisma Thomasa Hobbesa („Lewiatan”), Johna Locke’a („Dwa traktaty o rządzie”), Edmunda Burke’a („Rozważania o rewolucji we Francji”), a także niektóre dzieła Thomasa Carlyle’a oraz Adama Smitha.

Do nich dołączono również powieści fantasy – przede wszystkim „Władcę Pierścieni” Tolkiena oraz „Opowieści z Narni” C. S. Lewisa. W raporcie wystąpił też polski akcent: urząd przestrzegał przed powieściami Josepha Conrada, czyli Józefa Korzeniowskiego. Być może najistotniejsze było jednak coś jeszcze innego.

Urząd zamieścił wśród inkryminowanych tytułów „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya – pracę, która stanowi wybitne literackie ostrzeżenie przed totalitarną cenzurą…

Źródła: FAZ, The Spectator

Pach

Hi, rabusie na Ukrainie górą! Klauzula o audycie, który miał ujawnić nadużycia i korupcję – znikła..

Grzegorz Płaczek @placzekgrzegorz

W Polsce media uparcie milczą, Warszawa i Bruksela siedzą cicho – ale warto, żeby Polacy to usłyszeli. Zgodnie z doniesieniami, które jako pierwszy opisał The Wall Street Journal, podczas prac nad amerykańskim planem „pokojowym” dla Ukrainy miało dojść do sytuacji kuriozalnej. Zanim świat zobaczył pierwszy 28-punktowy projekt, w obiegu miała być klauzula o obowiązkowym audycie całej dotychczasowej międzynarodowej pomocy – audycie, który mógłby ujawnić nadużycia i korupcję na Ukrainie. Ukraina miała jednak naciskać, by ten zapis… usunąć.

Następnie w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że zapis o audycie na Ukrainie został „zmiękczony” i został zastąpiony inną klauzulą – aż w końcu ZNIKNĄŁ z ostatecznej wersji ujawnionej opinii publicznej.

To budzi uzasadnione pytania. I nie chodzi tutaj o żadną „złośliwość” wobec Ukrainy. Chodzi o elementarną uczciwość wobec podatników państw, które finansowały dotychczasowe wsparcie i o polską rację stanu. Jeśli kolejne miliony i miliardy mają dalej płynąć – na co naciska Warszawa – audyt i realna kontrola dotychczasowego wsparcia muszą być warunkiem! Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach pojawiały się kolejne doniesienia o śledztwach i skandalach korupcyjnych na wysokich szczeblach na Ukrainie. Mówimy o setkach milionów dolarów.

Polski rząd w tej sytuacji – niezależnie od opracowywanego planu pokojowego – powinien natychmiast postawić sprawę jasno: zero kolejnych przelewów do Kijowa bez audytu dot. dotychczasowej pomocy i bez mechanizmów kontroli nowych transz!

Bo inaczej politycy będą ludziom sprzedawać bajki o „wartościach”, a rachunek – jak zwykle – zapłacą obywatele. Także polscy. Jesteśmy suwerennym krajem, czy już całkiem nam polska władza odleciała?

Zdjęcie

·

24,5 tys. wyświetlenia

W trybie pilnym zwołano sztab kryzysowy. MEM-y

—————————————————-

———————————-

————————————-

——————————

———————-

—————————–

——————————————–

——————————-

————————————–

————————————

————————-

———————————–

——————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Wenezuela, Maduro, Trump i oniemiałe, a raczej wrzeszczące we wszystkich kierunkach „elity”

Wenezuela, Maduro, Trump i oniemiałe polskie elity

Łukasz Warzecha hpch/wenezuela-maduro-trump-i-oniemiale-polskie-elity/

(Fot: pch24/AI)

Mówiąc najbardziej wprost: atak USA na Wenezuelę zastał sporą część polskiej klasy politycznej i komentatorskiej z – proszę wybaczyć dosadność – spodniami w ręku. To, co się wydarzyło, przekracza przyjęte w głównym nurcie polskiej debaty (przepraszam za użycie tego nadmiarowego słowa, ale nie ma lepszego) granice rozumienia. Te bowiem sprowadzają się do najprostszych, by nie rzec: prostackich twierdzeń typu „Trump jest zły/dobry”, „Maduro zasłużył”, „Wenezuela była z Ruskimi, więc dobrze jej tak”. Jak zwykle podstawą do jakiejkolwiek oceny nie jest analiza potencjalnych skutków wydarzeń, ale aprioryczne zajęcie wobec nich wartościującego stanowiska. Co oczywiście jest bez sensu.

Wobec wydarzeń w Ameryce Południowej – a można założyć, że to dopiero początek, bo przecież sytuacja w Wenezueli bynajmniej nie jest jasna – przyjęto w polskiej klasie komentującej z grubsza dwie postawy.

Pierwsza jest taka, że działania USA były uzasadnione, ponieważ Nicólas Maduro był wybrany nielegalnie i niszczył Wenezuelę, a poza tym współpracował z Chińczykami i Rosjanami. W tym stanowisku albo całkowicie lekceważy się kwestię pogwałcenia prawa międzynarodowego przez USA, albo twierdzi się, że to pogwałcenie nie było bezwarunkowe, ponieważ artykuł 2. Karty Narodów Zjednoczonych może być interpretowany zawężająco.

Druga apokaliptycznie formułowana postawa głosi, że USA stworzyły precedens, za którym nastąpi lawina podobnych działań. Podeptały prawo międzynarodowe i dlatego inni także będą je teraz deptać, nikt więc już nie jest bezpieczny, w tym Polska. No i oczywiście można było się tego spodziewać po Trumpie.

Każde z tych stanowisk jest nie tylko obarczone wadami, ale też nie uwzględnia polskiej sytuacji. Sprawa wartości stabilizującej prawa międzynarodowego nie jest zero-jedynkowa. Prawda jest taka – o czym zresztą wspominałem niedawno na portalu PCh24, pisząc o filmie „Norymberga” – że od dawna jest ono instrumentem w rękach silniejszych i ma zastosowanie tam, gdzie oni tego chcą, a nie ma tam, gdzie nie chcą. Nie jest tak, że nie ma ono żadnej wartości, ale nie jest też tak, że obecna akcja USA stworzyła jakiś precedens. Bynajmniej. Nawet w najnowszej historii jest mnóstwo przykładów otwartego złamania prawa międzynarodowego poprzez prowadzenie agresywnych operacji wojskowych bez mandatu ONZ czy przynajmniej UE. Polska nawet wzięła udział w takiej operacji – była nią druga wojna w Zatoce Perskiej, czyli uderzenie na Irak (pod dętym pretekstem) w 2003 r., które było klasyczną wojną napastniczą. Inną podobną operacją było uderzenie Sojuszu Północnoatlantyckiego na Serbię, rzekomo w celu powstrzymania czystek etnicznych na kosowskich Albańczykach. Faktycznie był to efekt idealistycznego nastawienia ówczesnej administracji Billa Clintona i bardzo sprytnego wykorzystania tego idealizmu przez Kosowarów.

Nawiasem, nie sposób nie dostrzec, że administracja Trumpa zaczyna się bawić w nation building, czyli to, co sama ostro krytykowała w nowej strategii bezpieczeństwa (NSS), a co lansowali przede wszystkim neokonserwatyści na początku lat 2000. Tyle że krytyka dotyczyła głównie działań na Bliskim Wschodzie, a tu mamy działania na zachodniej półkuli, a więc w pewnym stopniu uwiarygadniające inne twierdzenie USA z NSS: że ta półkula będzie wyłączną domeną Stanów Zjednoczonych (doktryna Monroego).

To o tyle ważne, że powinno ugasić entuzjazm tych, którzy w usunięciu Maduro widzą zapowiedź czy przynajmniej szansę na usunięcie pana Tuska. Pomijając, jak głęboko postkolonialną trzeba mieć mentalność, żeby oczekiwać, iż obca siła usunie ze stanowiska polskiego premiera, wybranego przez Polaków (choćby i najgorszego), zwolennicy tej narracji nie dostrzegają, że Europa to już nie zachodnia hemisfera. Zatem demonstracja własnej sprawczości w tamtym obszarze nie oznacza, że podobne działania USA miałyby prowadzić poza nim.

Wracając do znaczenia akcji – siła prawa międzynarodowego jest względna, szczególnie że nie istnieje w rzeczywistości międzypaństwowej żadna instancja, dysponująca siłą umożliwiającą przeforsowanie przestrzegania tego prawa (nie dysponują nią również międzynarodowe trybunały: Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, organ ONZ, czy Międzynarodowy Trybunał Karny, działający na podstawie statutów rzymskich). Bez żadnych wątpliwości poczynania USA w Wenezueli obniżyły rangę prawa międzynarodowego. Mamy więc sytuację pośrodku: ani nie jest to precedens i nagła tragedia, ani też nie jest to wydarzenie bez znaczenia. Etyczna ocena rządów Maduro czy przerażenie tym, do jakiego stanu doprowadził on własny kraj, nie mają tutaj żadnego znaczenia i niczego nie uzasadniają, gdy idzie o zewnętrzną interwencję.

Co więcej, pogwałcenie norm jest w tym wypadku radykalne i wręcz ostentacyjne. Nie chodzi tylko o samo obalenie prezydenta, ale także o jego uprowadzenie i zamiar postawienia go przed amerykańskim sądem jako szeregowego przestępcy.

Doprawdy, nie trzeba być wybitnym specem od prawa międzynarodowego, żeby wiedzieć, że jurysdykcja sądu jednego kraju nie obejmuje głowy innego kraju. A to otwiera innym siłom drogę do śmielszych niż dotychczas działań w ich sferach interesów. Ci, którzy twierdzą, że ta akcja wystraszy Moskwę, mogą się grubo mylić. Może ona mieć dokładnie odwrotne działanie: może zostać odczytana jako zdjęcie wszelkich hamulców na wypadek chęci podjęcia podobnych kroków wobec państw, które Rosja uzna za zagrażające im w jakikolwiek sposób. Z Ukrainą na czele.

Ale czy jest to wszystko powodem do oburzenia? Nie, bo oburzanie się jest reakcją z innego porządku. To po prostu kolejne przypomnienie, że świat uporządkowany odszedł w przeszłość. A nie trwał, trzeba przyznać, bardzo długo. Naszym problemem jest przede wszystkim intelektualna niewydolność polskiej elity (w sensie czysto opisowym), immanentnie niezdolnej do zimnej analizy sytuacji. Naczelny zaś wniosek, jaki z takiej analizy moglibyśmy w tym momencie wyciągnąć, jest taki, że nie możemy wierzyć ani w moc prawa międzynarodowego (nigdy zresztą nie powinniśmy byli przywiązywać do niego nadmiernej wagi), ani w naszego potężnego protektora, który ma przynajmniej tę zaletę, że dość otwarcie komunikuje swoje interesy i brutalnie je realizuje. W tym wypadku podporządkowując sobie kraj, posiadający 14-17% światowych rezerw ropy naftowej – najwięcej na świecie.

Pamiętajmy jednak, że porwanie Maduro to była łatwiejsza część planu. Na praktycznie wszystkich swoich współczesnych misjach typu nation building USA się wywracały. I tu może być podobnie, nawet jeśli jest to nie tyle nation building, ale drill, baby, drill.

Łukasz Warzecha

===================

Mirosław Dakowski:

Zakotłowało się tak nieprawdopodobnie, że nie tylko „elity”, ale nawet normalnie myślący ludzie – wygłaszają sprzeczne „pewniki”. Może ktoś rozpylił nad światem jakiś proszek ogłupiający? Módlmy się, to nam pomoże. A może i światu?

Pacyfizm jako maska stopniowej kapitulacji

Roberto de Mattei: Pacyfizm jako maska stopniowej kapitulacji – PCH24.pl

Paweł Chmielewski pch24.pl/roberto-de-mattei-pacyfizm-jako-maska-stopniowej-kapitulacji


Nie wystarczy ogłosić, że jest się za pokojem, aby nie doszło do wojny. Już dziś trwa wojna hybrydowa. Pacyfizm w jej obliczu to tylko maska stopniowej kapitulacji – pisze włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

Posępna jutrzenka roku 2026 wschodzi nad Europą, która jest w stanie wojny i nie zdaje sobie z tego sprawy. Nawet ci, którzy o tym wiedzą – ci, którzy tę wojnę rozpoczęli – starannie unikają ogłoszenia tego wprost i nadal mówią o pokoju. Jak naucza św. Augustyn, również ci, którzy prowadzą wojny, nie pragną niczego innego, jak tylko zapewnić sobie pokój poprzez zwycięstwo („De Civitate Dei”, księga XIX, rozdział VII). Dlatego na konferencji kończącej 2025 rok Putin powiedział, że chce pokoju – tyle, że pokoju opartego na zasadach, które doprowadziły go do rozpoczęcia „operacji specjalnej” na Ukrainie, wcale nie wojny…

Wojna nie dotyczy już wyłącznie Ukrainy, lecz Europy i Zachodu. Jest to wojna niewypowiedziana, ale faktyczna, określana we współczesnym języku mianem wojny hybrydowej. Zmieniła się nie natura konfliktu, lecz jego formy, narzędzia i przede wszystkim próg politycznej widoczności, po przekroczeniu którego państwo gotowe jest przyznać, że znajduje się w stanie wojny. Walka toczy się za pomocą operacji wywiadowczych, sabotażu infrastruktury przeciwnika, dronów, jednostek pływających bez bandery, niewidzialnych okrętów podwodnych. Równolegle trwają zbrojenia w oczekiwaniu na wojnę oficjalną.

Sieci energetyczne zrywają się z powodu tajemniczych „usterek technicznych”, systemy informatyczne padają pod naporem „anonimowych” ataków, trasy lotnicze i handlowe stają się niebezpieczne, a kampanie dezinformacyjne tak bardzo dezorientują opinię publiczną, że przestaje ona odróżniać agresorów od obrońców. A jednak mimo tego nikt nie uświadamia sobie, że trwa wojna. Walki toczą się w permanentnej szarej strefie, w której wojna współistnieje z własnym zaprzeczeniem.

Wojna niewypowiedziana nie jest wynalazkiem naszych czasów, lecz stałym elementem historii stosunków międzynarodowych, choć nowy jest sposób, w jaki dziś się ona toczy. Emblematycznym przykładem są Stany Zjednoczone w latach 1940–1941. W Europie grzmiały działa, a prezydent Franklin D. Roosevelt był przekonany, że zwycięstwo nazistowskich Niemiec stanowiłoby zagrożenie dla bezpieczeństwa Ameryki, jednak opinia publiczna w jego kraju w większości sprzeciwiała się wojnie.

Zdecydował się interweniować, choć nie dysponował niezbędną zgodą na formalne wypowiedzenie wojny. Podjął działania, które wielu historyków określiło mianem „wojny nieogłoszonej” przeciwko Niemcom. Była to wojna prowadzona poprzez sekwencję aktów militarnych, logistycznych i politycznych, które stopniowo przybliżały Stany Zjednoczone do bezpośredniego starcia z III Rzeszą.

Sercem tej niewypowiedzianej wojny był Atlantyk. Amerykańskie okręty zaczęły eskortować brytyjskie konwoje zaopatrzeniowe, mając świadomość, że naraża je to na ataki niemieckich okrętów podwodnych. We wrześniu 1941 roku, po incydencie z udziałem USS Greer, amerykańskiego niszczyciela uwikłanego w starcie z niemieckim U-Bootem, Roosevelt ogłosił politykę „shoot on sight”: niemieckie jednostki dostrzeżone w atlantyckich strefach bezpieczeństwa mogły być atakowane bez ostrzeżenia. Równolegle Waszyngton wspierał brytyjski wysiłek wojenny poprzez program Lend-Lease Act, umożliwiający dostarczanie uzbrojenia i materiałów państwom walczącym z Osią. W praktyce wojna już się rozpoczęła, choć nikt nie nazywał jej w ten sposób.

Strategia ta wywołała ostrą krytykę ze strony America First Committee, największego ruchu izolacjonistycznego w historii Stanów Zjednoczonych, który oskarżał Roosevelta o wciąganie kraju w konflikt z pominięciem woli społeczeństwa. Rany po I wojnie światowej były wciąż świeże, a miliony Amerykanów obawiały się, że kolejna interwencja militarna w Europie przyniesie jedynie śmierć, długi i destabilizację wewnętrzną. Hasło „America First” streszczało wizję świata opartą na zasadach obrony kontynentu amerykańskiego, wzmacniania gospodarki narodowej oraz odrzucenia jakiegokolwiek zaangażowania w sprawy Starego Kontynentu.

Ruch znalazł swój najbardziej rozpoznawalny symbol w osobie Charlesa Lindbergha, słynnego lotnika, który w 1927 roku dokonał samotnego przelotu nad Atlantykiem. W swoich wystąpieniach Lindbergh twierdził, że Niemcy są militarnie nie do pokonania, a amerykańska interwencja byłaby bezcelowa i katastrofalna. Niektóre z jego wypowiedzi, zwłaszcza te przypisujące administracji Roosevelta oraz amerykańskim i brytyjskim Żydom dążenie do wojny, wywołały oskarżenia o antysemityzm i podkopały wiarygodność całego ruchu.

Jednak 7 grudnia 1941 roku Japończycy zaatakowali Stany Zjednoczone w Pearl Harbor. Kilka dni później to Niemcy wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym, czyniąc oficjalnym to, co w praktyce trwało już od miesięcy. America First Committee został nagle rozwiązany. W obliczu bezpośredniej agresji na terytorium amerykańskie sami przywódcy ruchu uznali, że od tej chwili jedność narodowa ma pierwszeństwo przed wszelkimi podziałami ideologicznymi.

Jeśli America First Committee narodził się w kontekście naznaczonym traumą I wojny światowej i lękiem przed niepotrzebnymi ofiarami, to dziś izolacjonizm powraca w Stanach Zjednoczonych w postaci krytyki ekonomicznych i ludzkich kosztów globalnego zaangażowania. Błędem byłoby jednak odczytywanie w kluczu izolacjonistycznym najnowszego amerykańskiego dokumentu dotyczącego Strategii Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Strategy – NSS), opublikowanego w 2025 roku przez Biały Dom. Tekst stawia interes Stanów Zjednoczonych jako priorytet narodowy i określa Europę jako kontynent znajdujący się w fazie schyłku, lecz jednocześnie Waszyngton deklaruje gotowość do współpracy z silną Europą, zdolną do wnoszenia wkładu w rywalizację strategiczną, również od strony militarnej. Możliwość zatarcia tożsamości europejskiej, na którą dokument zwraca z niepokojem uwagę, stanowi realne zagrożenie, którego Europa zdaje się nie dostrzegać.

Najbardziej dyskutowane zdanie tekstu, „We want Europe to remain European”, oznacza, że Europa przestaje być sobą i musi powrócić do własnych korzeni. To na narodach europejskich spoczywa odpowiedzialność za odzyskanie tego, co dokument Białego Domu nazywa „cywilizacyjną samooceną”, czyli świadomości historycznego i kulturowego dziedzictwa Starego Kontynentu. W dość podobnej perspektywie, w swoim orędziu Urbi et Orbi w dniu Bożego Narodzenia, papież Leon XIV przypomniał o konieczności dochowania przez Europę wierności jej chrześcijańskim korzeniom i własnej historii.

Europejski upadek wyraża się dziś w postaci „neo-pacyfizmu”, który trafia do elektoratu zmęczonego „odległymi” wojnami. Pacyfizm ten wyrasta jednak z historycznego wyparcia: z iluzji, że wystarczy ogłosić, że jest się „za pokojem”, żeby uniknąć wojny. Taka postawa legitymizuje wojnę hybrydową, ponieważ akceptuje jej narrację. Jednym z głównych narzędzi wojny hybrydowej jest manipulowanie opinią publiczną. Odbywa się to poprzez kampanie dezinformacyjne oraz apele o pokój, które w istocie sprowadzają się do żądania kapitulacji wobec wroga, który nie nazywa siebie wrogiem.

Pacyfizm, który nie dopuszcza istnienia konfliktu, okazuje się w ten sposób niezdolny do stawienia czoła wojnie, która nie określa się jako wojna. Pokój przestaje być rezultatem bronionego porządku, a staje się maską stopniowej kapitulacji. Wojna hybrydowa jest tragiczna właśnie dlatego, że zaprzecza tragedii: nie domaga się jednoznacznych wyborów, aż w końcu wojna, wreszcie wypowiedziana, jawi się już nie jako decyzja, lecz jako nieuchronna konieczność.

Historia pokazuje, że pacyfizm nie jest przestrzenią neutralną: jest polem, na którym zwycięża ten, kto jest gotów użyć siły, nie mówiąc o tym wprost. A jeśli pokój, jak wyjaśnia św. Augustyn, jest spokojem porządku, to nie może on rodzić się z wyparcia konfliktu, lecz z odwagi jego przyjęcia. Prawdziwa alternatywa nie przebiega dziś między wojną a pokojem, lecz między pokojem bronionym a pokojem pozorowanym. Europa, postawiona wobec tego wyboru, nie będzie mogła długo odkładać go na później, nie odkrywając pewnego dnia, że owo odkładanie było decyzją brzemienną w skutki.

Roberto de Mattei

Corrispondenza Romana

Ukraina: Co tam wojna. Jeździmy luksusowo na nartach ! £1.2 billion ski resort…

Ukraine’s incredible new £1.2bn resort

While its eastern front is fighting off the Russian invasion, Ukraine is building a huge new holiday resort on the other side of the country.

Feb 15, 2025 express.co.uk/ukraines-incredible-new-1-2bn-resort

Rendering of the lift infrastructure at GORO Mountain Resort in the Ukraine

Rendering of the lift infrastructure at GORO Mountain Resort in the Ukraine (Image: https://gororesort.com/ by OKKO Group )

While the country is fighting off the Russian invasion at the east of Ukraine, a £1.2 billion ski resort is being built in the west close to the border with Poland.

The construction of the GORO Mountain ski resort has started in the Lviv region, which will build 25 hotels, 5,500 rooms stretching across a total area of 2,965 acres, with 41 46.6-mile-long ski slopes with 846 acres of snow cove, over 10 miles of ski lifts, two modern gondola lifts and 11 chairlifts.

Construction started in October and the first phase of construction is scheduled to be completed for 2028-2029.

OKKO Group CEO, Vaysl Danylyak said in a statement: „The construction of the first hotel complex is a strategically important stage in the implementation of the holistic concept for an international year-round holiday resort.”

„GORO will become one of the largest recreational infrastructure facilities in Ukraine, which will affect the state’s position in the European tourism arena.”

Ski slopes on a beautiful day

OKKO Group is currently building the £1.2 billion ski resort (Image: Getty)

The completion of the project is expected to take 15 years.

The massive development will include five hotel complexes, plus a variety of recreational amenities such as a spa, swimming pools, restaurants, and areas for children and business activities.

The GORO Mountain Resort project, initially proposed in 2017, was set to begin in spring 2022 but was delayed due to the Russian invasion.

OKKO Group is the biggest network of gas stations in Ukraine and has partnered with world-class experts, including ILF Group, known for their work on ski resort expansions at the Remarkables in New Zealand and Pitztal-Ötztal in Austria, as well as snow-making infrastructure at Austria’s largest resorts like Sölden, Saalbach-Hinterglemm, St. Anton, and Kitzbühel.

Danylyak added: „These are strategic investments in the recovery and future of Ukraine. We do see the prospect, even despite the challenges of war, and understand the importance of such ambitious projects for the social and economic development of Lviv region.

„The new mountain recreational project should become a magnet for Ukrainian and foreign tourists and potential investors, putting a modern Ukrainian mountain location on the tourist map of Europe.

„GORO Mountain Resort will be a place not only for active recreation but also for health improvement and psychological rehabilitation.”

=================================

Prawda historyczna w świetle bestialstwa na Polakach dokonanego przez „bodnarowców” z OUN-u, -UPA.

Prawda historyczna w świetle bestialstwa na Polakach dokonanego przez „bodnarowców z OUN-u

krzysztofjaw hprawda-historyczna-w-swietle-bestialstwa-na-polakach-dokonanego-przez-bodnarowcow-z-oun-upa


Być może jest to jeden z ostatnich momentów, w którym można publicznie i swobodnie wyrażać swoje opinie, poglądy i przemyślenia. Mamy bowiem jeszcze wolność słowa, która już niedługo może będzie drastycznie ograniczona przez prokuratorskie, ale pozaprawne (tj. bez ustawowych podstaw a jedynie w drodze rządowego rozporządzenia) ściganie tzw. „mowy nienawiści”, po części będącej w istocie formą swobodnej cenzury rządzących. Swobodnej tzn. takiej, w której za „mowę nienawiści” uważane będzie to, co rządzący za takową subiektywnie uznają.

———————————-

UWAGA! Poniższy tekst przeznaczony jest dla OSÓB DOROSŁYCH!!!

I to nie wszystkich, bo m. inn.:: jak-ukraincy-mordowali-polakow-lista-tortur-na-polakach

362 metody tortur stosowanych na Polakach

———————————

Wielokrotnie pisałem, że jakakolwiek normalizacja wzajemnych międzynarodowych stosunków dwustronnych musi być oparta na prawdzie historycznej. Tylko prawda i szacunek do historii oraz jednoznaczny do niej stosunek dają możliwość pojednania między narodami, niezależnie jak trudna to jest historia.

Najgorszym z możliwych działań jest próba zamilczania lub wybielania przez jedną ze stron negatywnych przeszłych zdarzeń lub też odwracanie ich kontekstowego, międzynarodowego historycznego znaczenia i nazywanie np. morderców bohaterami… Rodzi to u drugiej ze stron pewnego rodzaju bunt etyczno-moralny, który może rodzić zwielokrotnioną niechęć do określonego narodu, zdecydowanie intensywniejszą niż gdyby prawda była przez wszystkich powszechnie przyjmowana i akceptowana.

Jakże więc ważne jest aby stosunki polsko-ukraińskie były oparte też na prawdzie historycznej i w żaden sposób nie wybielały ani negowały przeszłości.

Niestety… z polskiego punktu widzenia gloryfikowanie przez Ukrainę formacji OUN oraz UPA i kreowanie ich przywódców na bohaterów narodowych nie może być podstawą prawidłowych stosunków polsko-ukraińskich opartych na prawdzie.

A ta prawda jest trudna, szczególnie dla Ukrainy i narodu ukraińskiego. To oni są odpowiedzialni za ludobójstwo Polaków na Wołyniu (luty 1943 – luty 1945 na polskich ziemiach okupowanych przez niemiecką III Rzeszę) i Galicji Wschodniej/Małopolsce Wschodniej (lata 1943–1945 na ziemiach polskich okupowanych przez III Rzeszę i ZSRR). Ukraińscy szowiniści z OUN-UPA wspierani w dużej części przez ukraińską ludność cywilną dokonali wtedy na Polakach bestialskiego, etnicznego ludobójstwa, które przyniosło – wedle różnych szacunków – od 150 do 300 tys. polskich ofiar (są też opinie, że zamordowano ok. 500 tys. Polaków + 100 tys. Żydów). Mordowano też m.in. samych Ukraińców, którzy w jakikolwiek sposób przejawiali przychylny stosunek do Polaków a także Rosjan i – i jak wspomniałem – Żydów. Dodatkowo ukraińskie akty terroru zmusiły do ucieczki z własnych domostw ponad 500 tysięcy tysięcy naszych rodaków przy czym mordy Ukraińców na Polakach, strach przed nimi i konieczność ucieczki trwały jeszcze nawet w latach 50-tych XX wieku… Zdarzały się również akcje odwetowe Polaków, ale ich skala była stosunkowo niewielka.

Sam fakt etnicznego ludobójstwa winien być a’priori przesłanką do historycznej negatywnej oceny OUN-UPA i stać się tym samym fundamentem budowy poprawnych i przyjaznych stosunków między naszymi państwami i narodami… szczególnie w obecnej trudnej sytuacji geopolitycznej.

Rzeź wołyńska (i galicyjska) to chyba najokrutniejsze ludobójstwo na Polakach w czasie ich wielowiekowej historii lub też jedno z większych.

Budowanie naszych relacji na prawdzie historycznej jest tym bardziej konieczne, że owe mordy – niezależnie od wieku i płci – dokonywane były w sposób okrutny i bestialski.

A. Korman doliczył się aż 362 metod tortur stosowanych na Polakach przez ukraińskich, nacjonalistycznych (szowinistycznych) morderców z OUN-UPA. Były to m.in.: [1], [2].

– Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy

Reklama

– Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie)

– Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy

– Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło

– Wyrzynanie na czole „orła”

Reklama

– Wbijanie bagnetu w skroń głowy

– Wyłupywanie jednego oka

– Wybieranie dwoje oczu

– Obcinanie nosa

Reklama

– Obcinanie jednego ucha

– Obrzynanie obydwu uszu

– Przebijanie kołami dzieci na wylot

– Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha

– Obrzynanie warg

– Obcinanie języka

– Podrzynanie gardła

– Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz

– Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty

– Wybijanie zębów

– Łamanie szczęki

– Rozrywanie ust od ucha do ucha

– Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar

– Podcinanie szyi nożem lub sierpem

– Zadawanie ciosu siekierą w szyję

– Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy

– Skręcanie głowy do tyłu

– Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą

– Obcinanie głowy sierpem

– Obcinanie głowy kosą

– Odrąbywanie głowy siekierą

– Zadawanie ciosu siekierą w szyję

– Zadawanie ran kłutych w głowie

– Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców

– Zadawanie innych ran ciętych na plecach

– Zadawanie ciosów bagnetem w plecy

– Łamanie kości żeber klatki piersiowej

– Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca

– Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś

– Obcinanie kobietom piersi sierpem

– Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą

– Obrzynanie sierpem genitaliów ofiarom płci męskiej

– Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską

– Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem

– Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem

– Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych

– Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha

– Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrzątku – kipiącej wody

– Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do rzeki

– Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego szkła

– Wyrywanie żył od pachwiny, aż do stóp

– Wkładanie do pochwy – waginy rozżarzonego żelaza

– Wkładanie do waginy szyszek sosny od strony wierzchołka

– Wkładanie do waginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na wylot

– Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od waginy, aż po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz

– Wieszanie ofiar za wnętrzności

– Wkładanie do waginy szklanej butelki i jej rozbicie

– Wkładanie do otworu analnego szklanej butelki i jej stłuczenie

– Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw. osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami

– Odrąbywanie siekierą jednej ręki

– Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk

– Przebijanie dłoni nożem

– Obcinanie palców u ręki nożem

– Obcinanie dłoni

– Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej

– Odrąbywanie pięty

– Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej

– Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem

– Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem

– Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami

– Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą

– Obcinanie piłą obie nogi

– Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem

– Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi

– Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami

– Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do podłogi

– Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu

– Rąbanie siekierą całego tułowia na części

– Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie

– Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim

– Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół

– Rozpruwanie brzuszka dzieciom

– Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu

– Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi

– Łamanie stawów nóg dziecka

– Łamanie stawów rąk dziecka

– Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat

– Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem

– Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku

– Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec

– Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele

– Wbijanie dziecka na pal

– Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała

– Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi

– Wieszanie na drzewie głową do góry

– Wieszanie na drzewie nogami do góry

– Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska

– Zrzucanie w dół ze skały

– Topienie w rzece

– Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni

– Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni

– Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku

– Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii

– Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi

– Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy strzelniczej

– Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie

– Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym arkanem

– Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi

– Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie brzucha od krocza do piersi

– Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów

– Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego

– Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego

– Przebicie tułowia na wylot lufą karabin

– Ściskanie ofiary drutem kolczastym

– Ściskanie razem dwóch ofiar drutem kolczastym

– Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym-

– Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i cierpienia

– Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej pozostawienie

– Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą

– Rozrywanie tułowia na wpół przez konie

– Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych drzew i następnie ich uwolnienie

– Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku

– Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą

– Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten sposób pochodnię Nerona

– Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary

– Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia

– Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy

– Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra

– Wieszanie na kolczastym drucie

– Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie rany atramentem oraz oblewanie jej wrzącą wodą

– Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami

– Wiązanie – skuwanie rąk drutem kolczastym

– Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą

– Przybijanie rąk do progu mieszkania

– Wleczenie ciała po ziemi, za nogi związane sznurem

– Przybijanie małych dzieci dookoła grubego rosnącego drzewa przydrożnego, tworząc w ten sposób tzw. „wianuszki”.

Owe metody tortur swoją okrutną wymyślnością przewyższały tortury stosowane przez ludobójcze hitlerowskie Niemcy czy ludobójczą sowiecką Rosję.

Nie można o tych faktach zapominać i je wybielać. Nie można gloryfikować historycznych, okrutnych i bestialskich ludobójców na bohaterów narodowych. W przeciwnym razie może niestety narastać wzajemna nienawiść polsko-ukraińska. Z jednej strony może ona być podstawą odradzającego się ukraińskiego skrajnego nacjonalizmu, w którym „Lachy” (czyli Polacy) uważani byli za głównego wroga Ukrainy, a – z drugiej strony – w Polakach budzić niechęć do Ukraińców i sympatię do wszystkich, którzy w jakiś sposób szkodzą Ukrainie (np. Rosji).

Wydawało mi się wcześniej, że agresja Rosji na Ukrainę to nie był najlepszy moment na aż takie szczegółowo faktograficzne i szokujące przedstawienie elementów banderowskiego okrucieństwa Ukraińców a już fakt, że Polska i Polacy gremialnie otworzyli swoje serca i portfele na pomoc Ukraińcom w tym koszmarnym dla nich czasie wojny z Rosją powodował u mnie pewien moralny dyskomfort zawierający się w odpowiedzi na pytanie: Czy w obliczu agresji Rosji na Ukrainę był czas na przypomnienie Ukraińcom ich zbrodni na Polakach na Wołyniu i Galicji Wschodniej?

Natomiast wojna Ukrainy z Rosją rozpoczęła się przecież 24 lutego 2022 roku i być może faktycznie w pierwszych kilku miesiącach jej trwania tego drażliwego tematu nie należało poruszać. Ale wojna trwa nadal i może właśnie jest to czas, kiedy wreszcie Ukraina winna zacząć nas szanować i na bardzo trudnej prawdzie historycznej zbudować dobre długofalowe relacje między naszymi państwami, tym bardziej, że dziś w Polsce Ukraińców jest bardzo dużo (i tych przedwojennych przybywających do Polski ze względów finansowych, jak i już emigrantów wojennych uciekających przed rosyjskimi barbarzyńcami) i tak naprawdę mamy z nimi oddolne raczej dobre i ludzkie relacje.

Przecież w momencie agresji rosyjskiej to Polska i Polacy jako pierwsi zainicjowali bezinteresowną pomoc Ukraińcom i to zupełnie oddolnie, jak i państwowo. Szacuje się, że pomoc Polaków dla Ukrainy i Ukraińców wyniosła do tej pory ponad 25 mld Euro (105-110 mld zł).

Jesteśmy krajem frontowym graniczącym z Ukrainą, ale wcale nasza reakcja nie musiała być tak korzystna dla Ukraińców. U nas nie stworzono obozów dla uchodźców wojennych, bo Ukraińcy znajdowali schronienie u osób i rodzin polskich a dodatkowo pomagało też państwo polskie, samorządy, organizacje humanitarne (w tym Caritas), itd. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tą zbiorową postawą skierowaną na pomoc Ukrainie i Ukraińcom zadziwiliśmy świat i sądzę, że też… samych Ukraińców…

Sądziłem tedy, że nasza przychylność i pomoc Ukraińcom w obecnej ich wojnie z Rosją sprawią, że skrajny nacjonalizm (szowinizm) ukraiński będzie miał coraz mniejsze poparcie ukraińskiego społeczeństwa i sami Ukraińcy poszukując swojej tożsamości narodowej zmierzą się w końcu z historią OUN-UPA, w której w dużym stopniu dotychczas upatrują ruchu wolnościowego walczącego za suwerenność i niepodległość Ukrainy. Myślałem, że właśnie ta obecna wojna sprawi, iż ta tożsamość narodowa zostanie zbudowana na jej fundamencie i heroiczna obrona przed rosyjskim agresorem stworzy nowych bohaterów Ukrainy oraz scali społeczeństwo ukraińskie wokół nowych bohaterów.

Niestety myliłem się i chyba stało się odwrotnie: na Ukrainie powoli odrasta hydra banderowskiego szowinizmu i antypolonizm!

Bardzo źle to wróży obopólnym dobrym relacjom między naszymi narodami i ogólnie państwami. Ruch pojednania jest w ukraińskich rękach… Czy będzie ich na taki ruch stać? Tego nie wiem, choć jestem coraz większym pesymistą!

A może jednak zwycięży u nich społeczno-polityczny rozsądek i będą dążyć do normalizacji z nami wzajemnych relacji opartych na prawdzie historycznej? Jeżeli tak będzie, to na pewno nie będą miały miejsca nacechowane wrogością do Ukraińców polskie wypowiedzi czy działania. Jeżeli tak będzie, to na pewno ulice ukraińskich miast nie będą nosiły nazw UPA czy OUN i nie będzie stawiało się pomników m.in. S. Banderze, który umownie stał się symbolem rzezi Polaków.

Zarówno Polakom, jak i Ukraińcom winno dzisiaj zależeć na jak najlepszych kontaktach i wzajemnej przyjaźni, ale powtarzam: tylko powszechnie akceptowana prawda i jednoznaczny do niej stosunek mogą być podstawą dobrych relacji między naszymi narodami.

[1] http://www.polskatimes.pl/artykul/942193,zbrodnia-wolynska-ludobojstwo-dzikie-i-okrutne-bestialstwo-upa-362-metody-tortur-18,1,id,t,sa.html – strona została wyłączona,

[2] http://www.fakt.pl/jak-ukraincy-mordowali-polakow-lista-tortur-na-polakach-,artykuly,220178,1.html (dr. A. Korman w: Na Rubieży (Nr 35, 1999 r.),

Zostaw za sobą dobra, miłości, mądrości i prawdy ślady…

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

Propaganda Putina atakuje małe miejscowości śniegiem i mrozem

Propaganda Putina

atakuje małe miejscowości

śniegiem i mrozem

5 stycznia 2026

AIX

Dopóki była szansa wyboru Rafa Trzaskowskiego na urząd prezydenta III RP sytuacja była stabilna – planeta paliła się. Niestety, po rezygnacji z ponownego liczenia głosów (niektórzy żądali powtórki pierwszej tury) kandydat lewicy został ostatecznie pozbawiony szansy na przeciwstawienie się klimatycznym zmianom.

Wzrost sympatii do skrajnej prawicy okazał się czynnikiem sprzyjającym patrzeniu na zimę w sposób nieodpowiedzialny.

Powinniśmy przyśpieszyć proces redukcji emisji dwutlenku węgla i światła słonecznego. Powinniśmy jak najszybciej zamknąć wszystkie kopalnie. Powinniśmy zamknąć X, główny rozsadnik rosyjskiej propagandy.

– mówi ekspert ds. stabilizacji klimatu, Mariusz Wdech.

Drogowcy i służby? Zdali egzamin! Najgorzej wypadli kierowcy

=============================