Jeżeli będziesz działał spontanicznie i bez zastanowienia, to żaden przyjaciel, ani wróg nie odgadnie twoich zamiarów. Tak można określić podstawy decyzji prezydenta Stanów Zjednoczonych. Właśnie przeżywamy blokadę Cieśniny Ormuz przeprowadzoną osobiście przez prezydenta USA.
Pływający pod banderą Liberii masowiec Christianna przepłynął cieśninę po rozładowaniu 74 tys. ton kukurydzy w irańskim porcie Bandar Imam Khomeini, mijając irańską wyspę Larak około godziny 16:00 GMT 13 kwietnia, jak wynika z danych Kplera.
Drugi statek, tankowiec pod banderą Komorów Elpis, znajdował się w pobliżu wyspy Larak około godziny 11:00 GMT i opuścił cieśninę około godziny 16:00 GMT. Jak wynika z danych Kplera, 31 marca statek został załadowany 31 000 tonami metanolu i wypłynął z irańskiego portu Buszehr. Źródło.
Poniedziałek 13 kwietnia, godzina 16:00 to był ogłoszony przez Trumpa termin rozpoczęcia blokady. Wykorzystując dziwnym cudem działające ciągle zwieszenie broni, amerykański lotniskowiec Abraham Lincoln i towarzyszące mu okręty, zbliżyły się na odległość 200 km do samej cieśniny, przez są narażone są na zatopienie przez irańskie rakiety. Jako że Iran jest jedynym państwem biorącym udział w tej wojnie, które trzyma się uzgodnionych postanowień, nawet przy ewidentnym naruszeniu tego porozumienia czeka, aż ktoś pierwszy złamie te warunki atakiem na terytorium Iranu, żeby zatopić tę dumę amerykańskiej floty. Teraz już wiemy, po co było potrzebne USA to zawieszenie broni.
Cóż to wszystko ma wspólnego z tytułem tego artykułu? Te informacje służą jedynie za wstęp do dzisiejszego wpisu, który będzie dotyczył największego sojusznika USA w rejonie Bliskiego wschodu. Każdy, kto krytykuje politykę Izraela, jest automatycznie antysemitą. Obserwujemy na świecie tendencję odchodzenia także oficjalnego od popierania polityki Izraela. W polskim sejmie poseł Konfederacji (WiN) Konrad Berkowicz pokazał właśnie skorygowaną flagę państwa położonego tam, gdzie sobie tego życzy:
Sprzeciw wobec izraelskiego ludobójstwa wzrasta na całym świecie. Coraz trudniej przychodzi zaprzedanym Mosadowi politykom ignorować izraelskie zbrodnie na narodzie palestyńskim i libańskim.
Na greckiej wyspie Syros mieszkańcy uniemożliwili izraelskim turystom opuszczenie statku wycieczkowego. Zgromadzeni na wybrzeżu ludzie machali flagami palestyńskimi i skandowali hasła: Izrael, mordercy niemowląt!! Źródło: Telegram 14.04.2026 r. 11:05.
Popatrzcie, jak w ciągu miesiąca Izrael całkowicie zrównał z ziemią miasto Al-Khiam w południowym Libanie.
Słowiańskie bydło wygnamy daleko na północ… – słowa rabina Sanhedrynu, rebego Menachema Mendela Schneersona, przywódcy sekty Chabad-Lubawicz. Oczywiście, że nie są to antysemickie słowa, ale rasistowskie. Portret tego rasistowskiego fanatyka wisiał w polskich sejmie. Więcej podobnych wypowiedzi można znaleźć tutaj.
Nowy Sącz podniebne taksówki. Goj będzie jeździł rowerem lub środkami masowej komunikacji, „wybrane” plemię ma inny środek transportu. Źródło: Telegram 14.04.2026 r. 11:05.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Nienawiść do Izraela bez nienawiści do zachodniego imperium jest bezsensowna, ponieważ Izrael nie istniałby bez zachodniej broni, wsparcia militarnego, kontroli narracji i osłony dyplomatycznej.
Wszyscy teraz nienawidzą Izraela, i tak właśnie powinno być. Ale wszyscy musimy zrozumieć, że Izrael nigdy nie działał sam.
Gdyby Izrael działał sam, byłby dupkiem z ostrym kijem, a nie dupkiem z helikopterem szturmowym. Zachód dał mu helikopter szturmowy.
Dupek z ostrym kijem to żaden problem. Świat jest pełen dupków z ostrymi kijami. Zdobądź swój własny ostry kij, a bez trudu powstrzymasz ich agresję.
Dupek z helikopterem szturmowym może zepsuć wszystkim dzień. Potrafi wszystko spieprzyć i zabić, kogo zechce – nawet tych z ostrymi pałkami. Nie musi z nikim negocjować. Nie musi być uprzejmy ani dyplomatyczny. Wystarczy, że dasz mu wszystko, czego chce, bo inaczej przyleci tam i rozstrzela ciebie i twoją rodzinę.
Stany Zjednoczone i ich sojusznicy są odpowiedzialni za to, by Izrael pozostał dupkiem z helikopterem szturmowym, a nie dupkiem z ostrym kijem. Stworzyli sytuację, w której Izrael nie musi dogadywać się z sąsiadami jak każdy inny normalny kraj na świecie, lecz może trwać w stanie ciągłej wojny.
Słusznie i dobrze jest gardzić Izraelem; Izrael to ludobójcze państwo apartheidu, które nie powinno istnieć i nigdy nie powinno było powstać. Ale dojrzałość polityczna oznacza przeniesienie tej pogardy na całą zachodnią strukturę władzy, w której wszyscy żyjemy.
Nienawiść do Izraela bez nienawiści do zachodniego imperium jest absurdalna, ponieważ Izrael nie istniałby bez zachodniej broni, wsparcia militarnego, kontroli narracji i dyplomatycznego pokrycia. To jak nienawiść do Bonnie bez nienawiści do Clyde’a. Jak nienawiść do Butcha Cassidy’ego, ale nie do Sundance Kida. Istnieją przepisy zakazujące współudziału w morderstwie, ponieważ wszyscy rozumiemy, że jeśli pomagasz mordercy, to z konieczności ponosisz moralną odpowiedzialność za zabójstwo.
I nie jest tak, że zachodni sojusz mocarstw był cnotliwym aniołkiem, pomijając udział w izraelskiej przemocy; Stany Zjednoczone terroryzują państwa socjalistyczne w Ameryce Łacińskiej, gdy to czytasz. Prawicowa narracja, że Zachód byłby zdrowym i dobroczynnym społeczeństwem bez ingerencji Izraela, jest sprzeczna z całą nieprzerwaną historią zachodniej cywilizacji. Zawsze byliśmy narodem wyjątkowo tyrańskim i ludobójczym. Musimy jeszcze dojrzeć do tego jako społeczeństwo. Dlatego Izrael jest naszym wspólnikiem w zbrodni.
Sprzeciwiaj się Izraelowi, a także całej morderczej zachodniej strukturze władzy. Nadużycia tego pierwszego nie są w żaden sensowny sposób oddzielone ani nie da się ich oddzielić od nadużyć tego drugiego.
Minister spraw zagranicznych Izraela Gideon Sa’ar oskarżył Hiszpanię o „antyizraelską obsesję”, za krytykę wojny USA z Iranem i za odmowę użycia hiszpańskiej przestrzeni powietrznej w tej napaści [1]. Izrael uznał to za “zniewagę”, i zareagował zakazem dalszego udziału Madrytu w pracach centrum koordynacyjnego nadzorującego rzekome „zawieszenie broni” w Strefie Gazy. Ostatnio często można usłyszeć od Izraela i jego obrońców o tej „obsesji”. Niedawny artykuł w Jewish News Syndicate” nosi tytuł „Dlaczego media mają obsesję na punkcie agresywnych Izraelczyków?”, w dziwaczny sposób próbując argumentować, że zachodnia prasa lubi „oczerniać Izraelczyków”, aby „odwrócić uwagę od palestyńskiego terroru”.
Niedawno prawicowa komentatorka Meghan Murphy odbyła dziwną rozmowę z redaktorem magazynu „Tablet”, Jacobem Siegelem, na temat „nowej, maniackiej obsesji naszego społeczeństwa na punkcie Izraela”, twierdząc, że wszyscy nagle, ni stąd ni zowąd, zaczęli się czepiać się tego ludobójczego państewka apartheidu, bez żadnego powodu.
Argument, jak rozumiem, jest taki, że Izrael to po prostu normalny, mały kraj, jak każdy inny kraik, a jakiekolwiek wyszczególnianie go sugeruje złowrogą chęć prześladowania Żydów. Ale czy zauważyliście kiedykolwiek, jak ci sami ludzie, którzy oskarżają krytyków Izraela o „obsesję” na punkcie tego małego, nic nieznaczącego kraju, równocześnie prześcigają się w głoszeniu, że Izrael jest niezastąpionym sojusznikiem, którego interesy są nierozerwalnie splecione z interesami zachodniej cywilizacji?
Kiedy Izrael jest krytykowany, próbują więc przedstawić go jako nie zasługujący na wyszczególnianie; za to kiedy krytykuje się sojusz z nim i pomoc militarną, przedstawiają go jako kraj zasługujący na energiczne wspomaganie wszystkimi zasobami i środkami. Kiedy zbrodnicze działania Izraela trafiają na pierwsze strony gazet, jego obrońcy próbują przedstawić go jako maleńki kraj wielkości New Jersey, który stara się pilnować własnych interesów, będąc jednocześnie ofiarą obsesyjnej nienawiści całego świata, ponieważ jego mieszkańcy są Żydami. Kiedy jednak ludzie pytają, dlaczego ich podatki i zasoby wojskowe muszą wspierać ten mały naród w Azji Zachodniej, argument nagle zmienia kierunek: Izrael ma ogromne znaczenie i jest absolutnie kluczowy dla dobrobytu Zachodu.
Można głosić, że Izrael jest kluczowym sojusznikiem na Bliskim Wschodzie, ALBO oskarżać skupianie się bardziej na zbrodniach Izraela niż na nadużyciach innych krajów za dyskryminujące. Nie można jednak przekonywać, że oba stwierdzenia są prawdziwe, ponieważ są ze sobą całkowicie sprzeczne. Izrael nie może być (A) niezwykle istotny i ściśle związany z losem naszych społeczeństw, a jednocześnie (B) nieistotny i niegodny szczególnej uwagi. Jest albo A, albo B. Nie może jednocześnie zasługiwać i nie zasługiwać na szczególne traktowanie.
A przecież każdy kraj świata ma pełne prawo skupić swoją uwagę na Izraelu – zwłaszcza teraz, gdy jego próby sabotowania zawieszenia broni z Iranem grożą światowym kryzysem paliwowym. Nie można spowodować globalnego kryzysu paliwowego, a potem zachowywać się jak ktoś niewinny i uroczy, którego się wytyka palcami z powodu wyznania religijnego. Tak naprawdę Izrael zawsze zasługiwał na krytyczną uwagę na Zachodzie, właśnie dlatego, że jest tak ściśle powiązany z zachodnimi strukturami władzy [2]. Jego ludobójstwo w Strefie Gazy jest naszym ludobójstwem. Jego zbrodnie są naszymi zbrodniami. Jego wojny bezpośrednio nas dotykają. Agresywne naciski ze strony jego lobbystów, by tłumić wolność słowa w naszych społeczeństwach, pozbawiają nas podstawowych praw. Izrael to nasz problem i zawsze nim był. Mamy więc pełne prawo wskazywać na jego zbrodniczość i na współudział zachodnich rządów w jego zbrodniach.
Ale zwolennicy Izraela mówią „Ach, no tak, ale dlaczego nie krytykujesz nadużyć humanitarnych w np. Egipcie, co? Czemu nie tweetujesz codziennie o łamaniu praw człowieka w Iranie? Chyba coś specjalnego w Izraelu przykuło twoją uwagę, prawda? Może po prostu NIENAWIDZISZ ŻYDÓW?!” [3]
Powód, dla którego krytykuję Izrael bardziej niż Egipt czy Iran, nie ma nic wspólnego z religią czy pochodzeniem. Egipskie wykroczenia nie powodują wojen o ogromnych konsekwencjach, które bezpośrednio mnie dotykają. Nikt też nie próbuje zakazywać mi krytykowania Iranu. Mój rząd zapewnia bezprecedensowe materialne i dyplomatyczne wsparcie wojnom i ludobójstwom Izraela, a jednocześnie, aby to ukryć, ogranicza moje prawo do wolności słowa.
Moja krytyka byłaby jednak taka sama, gdyby dotyczyła wyjątkowego faworyzowania jakiegoś innego wyznania lub grupy etnicznej. Nie, nie mam żadnej „obsesji” na punkcie Izraela! Codzienne pisanie o tym zbrodniczym państwie apartheidu nie daje mi żadnej satysfakcji.
Nie sprawia mi przyjemności ciągłe wyzywanie mnie od “nazistek” przez komentatorów moich wypowiedzi.
Chciałabym móc całkowicie ignorować Izrael. Ale ponieważ moje własne społeczeństwo jest tak współwinne jego zbrodniom, i dlatego że te zbrodnie mają bezpośredni wpływ na to społeczeństwo, mam obowiązek piętnować jego przewinienia. I tak samo powinien robić każdy inny obywatel Zachodu.
Autorstwo: Caitlin Johnstone Źródło zagraniczne: CaitlinJohnst.one Źródło polskie: WolneMedia.net
Przypisy tłumacza
[1] Izrael napiętnował z furią Hiszpanię za „antysemicką nienawiść”, po rozsadzeniu prochem strzelniczym 7 metrowej figury Binjamina Netanjahu, piątego kwietnia, podczas corocznego festiwalu w miasteczku El Burgo, na południe od Malagi. W poprzednich latach taki sam los spotkał figury Donalda Trumpa i Władimira Putina. Nikt jednak nie oskarżył wtedy Hiszpanii o antyamerykanizm, czy rusofobię.
[2] Od początku swego istnienia syjonistyczna kolonia osadnicza w Palestynie jest złośliwym nowotworem i wrzodem na ciele międzynarodowej polityki. Chorobliwą quasi-religijną obsesją prawie wszystkich Żydów świata, zwaną „izraelizmem” i szowinistyczno-rasistowsko-religijną paranoją prześladowczą Syjonistów w Palestynie. Równocześnie śmiertelną moralną pułapką dla judaizmu i zaprzeczeniem wszystkiego o co Żydzi od zawsze walczyli – wolności od prześladowań, równouprawnienia i bezpieczeństwa.
Ideologia, początki i natura syjonistycznego potworniaka skazują go na bezustanną agresję i ciągłe zbrodnie, w jałowej i skazanej na ostateczną porażkę ciągłej walce z regionem nie chcącym i nie mogącym pogodzić się z wetkniętym mu przemocą kolonialnym cierniem. Stąd 80 lat wojen, czystek etnicznych, zbrodni wojennych, agresji, ludobójstwa i dogłębnego korumpowania zachodnich demokracji i ich swobód demokratycznych.
Głęboka analiza Pepe Escobara i podpułkownika Daniela Davisa
W niezwykle interesującej rozmowie na konferencji „Daniel Davis Deep Dive” znany analityk geopolityczny Pepe Escobar i emerytowany podpułkownik USA Daniel Davis rzucili światło na obecną sytuację po nagłym ogłoszeniu zawieszenia broni w konflikcie między USA, Iranem i Izraelem.
To, czy zawieszenie broni doprowadzi do trwałego pokoju, czy będzie jedynie chwilowym wytchnieniem w wysoce złożonej geopolitycznej rozgrywce szachów, pozostaje całkowicie otwarte. Escobar i Davis analizują sprzeczne sygnały płynące z Waszyngtonu, rolę zewnętrznych mediatorów, takich jak Pakistan i Chiny, oraz ogromne różnice w interpretacji, które już od pierwszego dnia grożą zerwaniem całego porozumienia.
Sprzeczne komunikaty Trumpa:
Od „Zniszczenia cywilizacji” do „Złotego wieku”
Prezydent Donald Trump opublikował w ciągu kilku godzin dwa skrajnie sprzeczne oświadczenia na portalu Truth Social. Zaledwie dzień wcześniej zagroził zbombardowaniem Iranu, cofając go do epoki kamienia łupanego i unicestwiając całą cywilizację – sformułowanie, które Escobar klasyfikuje jako retoryczną eskalację „Imperium Chaosu”.
Zaledwie kilka godzin później Trump nagle powiedział o „wielkim dniu dla pokoju na świecie”. Iran miał już dość, Stany Zjednoczone miały pomóc w transporcie morskim przez Cieśninę Ormuz, wesprzeć odbudowę i zarobić „mnóstwo pieniędzy”.
Escobar postrzega to nie tylko jako typową dla Trumpa zmienność, ale także jako klasyczny przykład manipulacji narracją: Trump ani nie czyta oryginalnych dokumentów, ani nie zastanawia się nad własnymi wypowiedziami. Nagły zwrot akcji nie jest ani logicznie, ani strategicznie zrozumiały, lecz jest raczej wynikiem gorączkowych dyskusji w tle.
Ukryci architekci:
Pakistan, Chiny i dyplomacja „zagubiona w tłumaczeniu”
Prawdziwe źródło zawieszenia broni nie leży w Waszyngtonie, ale w łańcuchu dyplomatycznym, który rozpoczął się kilka dni temu w Islamabadzie. Cztery państwa muzułmańskie – Pakistan, Arabia Saudyjska, Egipt i Turcja – spotkały się, aby omówić deeskalację.
Następnie pakistański minister spraw zagranicznych udał się do Pekinu, gdzie Chiny jednoznacznie dały do zrozumienia, że przedstawione dotychczas propozycje są niewystarczające. Pekin przedstawił pięciopunktowy plan, który stał się podstawą dalszych negocjacji.
Pepe Escobar, który doskonale zna Pakistan, ponieważ przez dziesięciolecia zajmował się reportażem (zarówno przed, jak i po 11 września), podkreśla kluczową rolę tego kraju jako „posłańca”, a nie architekta.
Obecny rząd w Islamabadzie – który obalił i uwięził Imrana Khana – ma bliskie powiązania z amerykańskim kompleksem wojskowo-przemysłowym, Pentagonem i CIA. Feldmarszałek Asim Munir ma nawet numer Trumpa na szybkim wybieraniu.
Niemniej jednak sam Iran nie był bezpośrednio zaangażowany; wszystkie informacje były rozpowszechniane kanałami pakistańskimi. Escobar mówi o „epickim zdarzeniu zaginionym w tłumaczeniu”: Stany Zjednoczone opracowały 15-punktowy plan, Iran – 10-punktowy. Obie strony interpretują dokumenty zupełnie inaczej.
Chiny przekonały Teheran dopiero w ostatniej chwili, aby dał szansę rozejmowi – obietnicą „Wesprzemy cię”.
Główne konflikty:
Liban, Cieśnina Ormuz i 10-punktowe żądania Iranu
Porozumienie o zawieszeniu broni już pierwszego dnia groziło załamaniem. Pakistan od początku jasno dawał do zrozumienia, że Liban jest stroną zawieszenia broni. Sharif opublikował to publicznie na Twitterze – sugerując, że Waszyngton wyraził na to zgodę.
Mimo to, zaledwie kilka godzin później Izrael rozpoczął masową kampanię bombardowań Bejrutu, w tym w dzielnicach o wpływowych tradycjach Zachodu, takich jak Corniche. Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Caroline Levitt potwierdziła później, że Liban nie był stroną porozumienia.
Escobar uważa to za jasny znak: Izrael – „kult śmierci w Azji Zachodniej” – nie został nawet włączony do negocjacji i zniweczył umowę już pierwszego dnia.
Jeszcze poważniejszy jest spór o Cieśninę Ormuz. Iran, z pomocą Chin, wprowadził tam alternatywny system opłat (E1) i obecnie pobiera opłaty w juanach.
Podczas gdy Trump wspomniał o pomocy USA w transporcie, Iran grozi całkowitym zamknięciem cieśniny, jeśli „zawieszenie broni na wszystkich frontach” zostanie naruszone. Escobar wyjaśnia: To oznaczałoby koniec petrodolara, jaki znamy.
Analizy Goldman Sachs ostrzegały Waszyngton od lat – ale nikt nie słuchał. Iran mógł finansować swoje reparacje wyłącznie z opłat drogowych.
Dziesięć punktów Iranu jest nie do przyjęcia dla Waszyngtonu: gwarancja nieagresji, utrzymanie kontroli nad Cieśniną Ormuz, zakończenie wszystkich wojen regionalnych, w tym z Hezbollahem, wycofanie wszystkich wojsk amerykańskich, reparacje, uznanie prawa do wzbogacania uranu, zniesienie wszystkich sankcji.
Trump później twierdził, że „nie doszło do wzbogacenia” i że Stany Zjednoczone usuwają „głęboko zakopany pył nuklearny” – choć jednocześnie przyznał, że pył ten pozostał nietknięty pod nadzorem satelitarnym od czasu ataku.
Escobar postrzega to jako ostateczne ujawnienie uzasadnienia wojny przez USA: „nieuchronna bomba atomowa” była pretekstem. Prawdziwym celem była zmiana reżimu i powstrzymanie irańskiej projekcji siły – oba te cele zakończyły się niepowodzeniem.
Rzeczywistość wojskowa kontra narracja Waszyngtonu
Trump, sekretarz obrony Pete Hegseth i generał CQ Brown przedstawili atak jako „spektakularne zwycięstwo militarne”. Twierdzili, że Iran został „zdewastowany”, gdyż 80% jego produkcji dronów i pocisków rakietowych zostało zniszczonych, a 80% jego obrony powietrznej zostało wyłączonych.
Escobar nazywa to po prostu „kłamaniem w żywe oczy”.
Większość podziemnych „miast rakietowych” (ponad 31 obiektów, wiele w odległych prowincjach, takich jak Sistan-Beludżystan) pozostaje nietknięta. Iran poinformował Stany Zjednoczone i Pakistan, że nadal posiada ponad 15 000 pocisków i 40 000 dronów – wiele z nich to zaawansowane modele zmodernizowane w Rosji, odporne na zakłócenia.
Chociaż siły powietrzne i część marynarki wojennej zostały trafione, miniaturowe okręty podwodne i rezerwy rakiet strategicznych pozostały nienaruszone.
Natomiast przemysł petrochemiczny i infrastruktura cywilna (mosty, uniwersytety, Isfahan) poniosły poważne straty – cenę, którą Iran może odbudować w dłuższej perspektywie przy pomocy Chin i Rosji.
Spójność narodowa w Iranie i rola krytyków wewnętrznych
Pomimo zniszczeń Iran przeżywa bezprecedensową jedność narodową.
Escobar opowiada o swojej długoletniej wiedzy na temat kraju: Po 47 latach najbrutalniejszych sankcji suwerenne państwo walczy praktycznie samotnie z najsilniejszą armadą na świecie – i doprowadziło do jej paraliżu.
Dotychczasowe rozbieżności w społeczeństwie (polityka gospodarcza, Republika Islamska) schodzą obecnie na dalszy plan.
Nawet były minister spraw zagranicznych Zarif został okrzyknięty zdrajcą w irańskich mediach społecznościowych, ponieważ jego artykuł w „Foreign Affairs” został odebrany jako dokument kapitulacji.
Perspektywy:
Negocjacje w Islamabadzie i główne linie geopolityczne
Rozmowy mają rozpocząć się w Islamabadzie w piątek. Iran mają reprezentować minister spraw zagranicznych Araghchi i przewodniczący parlamentu Ghalibaf.
Escobar oczekuje, że Irańczycy szczegółowo wyjaśnią swoje żądania i będą skłonni pójść na kompromis w jednej lub dwóch kwestiach (np. w kwestii reparacji poprzez opłatę za przejście graniczne w Ormuzie).
Prawdziwym pytaniem jest jednak „dobra wola” delegacji USA. Po dwóch poprzednich zdradach w trakcie negocjacji (w tym zabójstwie Najwyższego Przywódcy) zaufanie to zostało zachwiane.
Iran zdaje sobie sprawę, że jest to wojna na większą skalę, skierowana przeciwko suwerennym cywilizacjom (Iranowi, Rosji, Chinom), które kontrolują źródła energii.
Wniosek
Escobar i Davis przedstawiają ponury, ale realistyczny obraz: bez jasnych instrukcji ze strony Stanów Zjednoczonych skierowanych do Izraela, nakazujących przestrzeganie porozumienia, zawieszenie broni jest już „DOA” (dead on arrival – martwe od samego początku).
Nieracjonalni aktorzy po obu stronach – Izrael i niestabilny Trump – sprawiają, że każda prognoza jest ryzykowna.
Niemniej jednak, gdyby zawieszenie broni utrzymało się, mogłoby ono radykalnie zmienić geopolitykę regionu – wzmocniłoby Iran, osłabiło petrodolara i wprowadziło nową rolę mediatorów dla Chin i Pakistanu.
Rozmowa kończy się uświadomieniem: świat się temu przygląda, zwłaszcza kraje Globalnego Południa. Nie widzą tam „zdewastowanego” Iranu, lecz kraj, który radzi sobie pomimo wszelkich przeciwności.
Kluczowym pytaniem na nadchodzące dni pozostaje, czy Waszyngton kiedykolwiek uzna tę rzeczywistość.
Oto pierwsza mało spektakularna wiadomość: rzekome zawieszenie broni między USA a Iranem upadło. Choć nie ma oficjalnego oświadczenia, uwierzcie mi, to już koniec. Farsa zorganizowana przez administrację Trumpa, zwłaszcza w Waszyngtonie, jest absurdalna. Ogłaszają oni znaczące zwycięstwa militarne nad Iranem, nie mając najmniejszych dowodów na to, że USA osiągnęły jakiekolwiek cele strategiczne – poza przejęciem przez Iran kontroli nad Cieśniną Ormuz i uwięzieniem światowej gospodarki w kryzysie łańcucha dostaw.
Zarówno Iran, jak i Pakistan, mediatorzy w zawieszeniu broni, podkreślają, że administracja Trumpa zaakceptowała dziesięciopunktowy plan Iranu jako realną podstawę do negocjacji :
Zaangażowanie USA w pakt o nieagresji – formalna gwarancja, że Stany Zjednoczone (i Izrael) nie przeprowadzą dalszych ataków na Iran, Liban, Jemen i Irak.
Irańska kontrola nad Cieśniną Ormuz pozostaje niezmienna – Iran zachowuje suwerenność i podstawową koordynację ruchu statków przez cieśninę, a na rzecz bezpiecznego przepływu statków obowiązuje „uregulowany” lub „bezpieczny protokół tranzytowy”.
Uznanie praw Iranu do wzbogacania uranu – wyraźne uznanie przez Stany Zjednoczone i społeczność międzynarodową prawa Iranu do wzbogacania uranu na potrzeby cywilnego programu nuklearnego.
Zniesienie wszystkich głównych sankcji USA wobec Iranu – usunięcie bezpośrednich dwustronnych sankcji gospodarczych nałożonych przez Stany Zjednoczone.
Zniesienie wszystkich sankcji wtórnych – usunięcie sankcji wobec państw trzecich i organizacji prowadzących interesy z Iranem.
Zakończenie wszystkich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przeciwko Iranowi – zniesienie istniejących sankcji i rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przeciwko Iranowi.
Anulowanie wszystkich rezolucji Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej przeciwko Iranowi – zakończenie rezolucji i środków nadzorczych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej odnoszących się do irańskiego programu nuklearnego.
Wypłata odszkodowań / reparacji wojennych dla Iranu — rekompensata finansowa lub pomoc w odbudowie szkód wyrządzonych przez kampanię militarną USA i Izraela.
Uwolnienie wszystkich zamrożonych irańskich aktywów – odblokowanie irańskich funduszy i aktywów zlokalizowanych za granicą (w tym tych przechowywanych w bankach amerykańskich i europejskich).
Wycofanie wojsk USA z Bliskiego Wschodu (i zakończenie ataków na sojuszników Iranu) — wycofanie amerykańskich wojsk bojowych z regionalnych baz i rozszerzenie zawieszenia broni na sojuszników Iranu w „osi oporu” (w tym zaprzestanie izraelskich działań w Libanie przeciwko Hezbollahowi i zaprzestanie działań wojennych na innych frontach regionalnych).
Początkowa reakcja syjonistycznych zwolenników Trumpa i administracji Netanjahu była mieszanką szoku i gniewu. Opór rozpoczął się natychmiast we wtorek wieczorem, a w środę rano administracja Trumpa upierała się, że zgodziła się na inny – choć jak dotąd nieokreślony – dziesięciopunktowy plan. Izrael doprowadził do fiaska negocjacji, rozpoczynając brutalną i morderczą kampanię bombardowań centralnego i południowego Libanu.
Jak więc wpakowaliśmy się w ten bałagan? Artykuł w „New York Timesie” zatytułowany „Jak Trump poprowadził USA do wojny z Iranem” przyciągnął uwagę opinii publicznej, obarczając winą Benjamina Netanjahu i jego szefa Mossadu. Artykuł przedstawia premiera Netanjahu jako siłę napędową amerykańskiej interwencji. Netanjahu od miesięcy intensywnie prowadził kampanię na rzecz wspólnego, zakrojonego na szeroką skalę ataku na Iran. Przełomowe spotkanie 11 lutego 2026 roku w Białym Domu – gdzie Netanjahu wygłosił ściśle tajną prezentację w Sali Sytuacyjnej – pomogło Trumpowi przełamać początkową niechęć i ograniczone możliwości, ostatecznie autoryzując zakrojone na szeroką skalę ataki u boku Izraela.
W miesiącach poprzedzających spotkanie 11 lutego Netanjahu wielokrotnie naciskał na administrację Trumpa, aby USA poparły ataki militarne, nazywając je niezbędnymi dla neutralizacji irańskiego programu nuklearnego, pocisków balistycznych i wpływów regionalnych. Przedstawiciele izraelskiego rządu sygnalizowali, że Izrael jest gotowy do jednostronnego działania w razie potrzeby, co wzbudziło w Stanach Zjednoczonych poczucie pilności i nieuchronności. 11 lutego Netanjahu przybył do Białego Domu na rozmowy, które obejmowały szczegółową odprawę na temat gróźb ze strony Iranu. Podczas prawie trzygodzinnego spotkania omówiono potencjalne terminy ataków, ryzyko dla trwających rozmów dyplomatycznych między USA a Iranem (które Netanjahu starał się podważyć) oraz korzyści płynące z działań militarnych. Trump i jego zespół otrzymali informacje wywiadowcze i argumenty, które podkreśliły potrzebę zdecydowanych działań.
No cóż, pozwólcie, że trochę pospekuluję… Myślę, że moment publikacji tego artykułu wpisuje się w waszyngtoński rytuał szukania jednego lub więcej kozłów ofiarnych za nieudaną politykę. J.D. Vance i, w mniejszym stopniu, Marco Rubio są przedstawiani jako dwa głosy rozsądku, które próbowały odwieść Donalda Trumpa od ataku na Iran. Generał Dan Caine był pod tym względem bliski, ale artykuł w „New York Timesie” przedstawia go jako stosunkowo słabego człowieka, który nie odważył się rzucić wyzwania prezydentowi.
Kto ponosi winę? Pete Hegseth. Jeśli ataki USA ponownie się nasilą w tym tygodniu, a Iran będzie nadal bombardował amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej, krytyczną infrastrukturę gospodarczą państw Zatoki Perskiej i Izrael, nadejdzie dzień rozliczenia, kiedy Trump będzie zmuszony przyznać, że USA nie są w stanie pokonać Iranu, a koszt kontynuowania wojny będzie katastrofalny dla amerykańskiej gospodarki – i dla perspektyw politycznych Republikanów tej jesieni.
Iran ujawnił dowody na to, że Erika Kirk zamordowała Charliego w ramach izraelskiego zamachu stanu w Ameryce Iran właśnie ujawnił dowody na to, że Erika Kirk od lat była agentką Mossadu. Zhakowane izraelskie akta wywiadowcze ujawniają, że Erika jest profesjonalną „pułapką”,… https://t.co/qrsXHX4nZ9
— Ypca Nowe Konto🇵🇱🖤🙃♒ (@Ulalala79616) April 7, 2026
W niedawnym wywiadzie dla amerykańskiego dziennikarza Glenna, irański profesor Seyed Mohammad Marandi analizuje najnowsze wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Marandi, wykładowca Uniwersytetu w Teheranie i były doradca irańskiego zespołu negocjacyjnego ds. programu nuklearnego, opisuje naruszenie zawieszenia broni przez Izrael, odwet Iranu oraz złożone tło negocjacji z USA.
Seyed M. Marandi: Israel Breaks Ceasefire, Iran Retaliates With Missile Strikes ============================================================
Obecny konflikt i zerwanie zawieszenia broni
Według Marandiego, Izrael masowo naruszył niedawno uzgodnione zawieszenie broni. Podczas nagrania wywiadu 8 kwietnia irańskie pociski zostały wystrzelone w kierunku Izraela w bezpośredniej odpowiedzi na trwające izraelskie ataki na Liban. Izrael przeprowadza naloty dywanowe na libańskie miasta i ludność cywilną, w wyniku których giną setki osób, w tym wiele kobiet i dzieci. Dzieje się tak pomimo porozumienia o zawieszeniu broni.
Marandi podkreśla, że pakistański premier wyraźnie napisał na Twitterze, że Liban jest stroną zawieszenia broni. Niemniej jednak prezydent USA Trump twierdzi, że jest to „odrębna potyczka”. Te sprzeczności świadczą o słabości Trumpa i zamiarze Netanjahu, by celowo sabotować proces pokojowy. Ataki służą podważeniu zawieszenia broni i realizacji własnych celów politycznych poprzez dalszą radykalizację izraelskiej ludności.
Tło negocjacji i plan irański
Wywiad rzuca światło na tło zawieszenia broni. Stany Zjednoczone początkowo domagały się „bezwarunkowej kapitulacji” Iranu – podobnie jak w przypadku poprzedniej 12-dniowej wojny. Stanowisko to przekształciło się w 15-punktowy plan, który Iran odrzucił. Zamiast tego irańska Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego, z udziałem Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego, opracowała własny 10-punktowy plan. Został on przekazany Stanom Zjednoczonym za pośrednictwem Pakistanu i ostatecznie zaakceptowany przez Trumpa jako podstawa do negocjacji.
Marandi opisuje ten krok jako symbolicznie znaczący: aroganckie imperium, takie jak Stany Zjednoczone, zostało zmuszone do uznania praw suwerennego państwa. Niemniej jednak sceptycyzm jest uzasadniony. Stany Zjednoczone to wyjątkowo aroganckie imperium, a Trump jest najbardziej aroganckim z „cesarzy”. Negocjacje z nim są nieprzewidywalne, ponieważ stale zmienia swoje stanowiska.
Sytuacja militarna i siła Iranu
Pomimo zawieszenia broni Iran przygotowuje się na najgorsze. Marandi, który sam walczył jako ochotnik w wojnie iracko-irańskiej w latach 80., wskazuje na długoterminowe przygotowania Iranu: od ponad 25 lat kraj ten rozwija i gromadzi rakiety i drony – znacznie więcej, niż podejrzewa druga strona. W ciągu ostatnich 40 dni Iran nieprzerwanie atakował cele w Izraelu, bazy amerykańskie i inne podmioty zaangażowane w konflikt, nie tracąc przy tym potencjału.
Stany Zjednoczone stoją przed poważnymi problemami: ich wojska zostały pospiesznie przemieszczone w regionie, bazy zostały zniszczone, a ekstremalne warunki klimatyczne (upał, wilgotność, burze piaskowe) w Zatoce Perskiej poważnie wpływają na sprzęt i logistykę. Koszty napraw w poprzednich wojnach sięgały setek miliardów dolarów. Do tego dochodzi presja polityczna w USA i krytyka międzynarodowa. Zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran dodatkowo potęguje tę presję.
Rola Izraela, USA i zachodnich mediów
Marandi ostro krytykuje podwójne standardy Zachodu. Podczas gdy Izrael bombarduje libańskie obszary cywilne zgodnie z „doktryną Dahija” (systematyczne niszczenie całych dzielnic) – porównywalną do „koszenia trawników” w Strefie Gazy – prasa zachodnia milczy lub usprawiedliwia ataki jako ataki na „bazy Hezbollahu”. Ani „Washington Post”, „New York Times”, „Guardian”, ani liberalni czy konserwatywni komentatorzy nie wyrazili oburzenia groźbami Trumpa, że „zbombarduje Iran do epoki kamienia łupanego” lub zniszczy irańską cywilizację.
Zachodem rządzi „klasa Epsteina” – oligarchiczna elita pozbawiona moralnego kompasu. Irańczycy i muzułmanie są postrzegani jako „Amalekici” (biblijni wrogowie) i podludzie. Taka postawa podważa humanitarną i demokratyczną legitymację Zachodu.
Cieśnina Ormuz i jej skutki gospodarcze
Kluczowym punktem negocjacji jest kontrola nad Cieśniną Ormuz. Iran tymczasowo zamknął ten strategiczny szlak wodny i obecnie domaga się wspólnego zarządzania lub ustalenia opłat, być może z Omanem. Nie był to pierwotny zamiar Iranu, lecz bezpośrednia konsekwencja ataku USA. Kontrola nad cieśniną znacząco wzmocniłaby Iran, a jednocześnie osłabiłaby USA.
Zamknięcie poważnie utrudnia transport ropy naftowej, LNG i nawozów, grożąc globalną recesją. Kraje takie jak Indie już odczuwają konsekwencje gospodarcze. Marandi postrzega to jako utratę siły przez Stany Zjednoczone: państwa Globalnego Południa mogłyby teraz działać bardziej asertywnie.
Perspektywy na przyszłość: negocjacje czy nowa wojna?
Marandi jest pesymistą co do osiągnięcia kompleksowego porozumienia w ciągu planowanych dwóch tygodni. Możliwe, że łatwiejsze kwestie zostaną rozwiązane, a termin przedłużony. Dziesięć kluczowych punktów Iranu – w tym wzbogacanie uranu, program rakietowy i relacje regionalne – jest trudnych do zaakceptowania dla aroganckiego imperium.
Możliwe scenariusze:
Kontynuacja izraelskich ataków na Liban i irańskich działań odwetowych.
Udział państw Zatoki Perskiej (np. Zjednoczonych Emiratów Arabskich) jest możliwy, ale są one bezsilne militarnie. Ich krytyczna infrastruktura jest odsłonięta na wybrzeżu i byłaby bezpośrednio zagrożona w razie konfliktu.
Przejście do wojny czysto irańsko-izraelskiej, w której USA pozostawały pośrednio zaangażowane (tankowanie, rozpoznanie).
Dyktatury Zatoki Perskiej zagroziły swojej pozycji, wspierając USA. Iran będzie faworyzował państwa przyjazne (Chiny, Rosję) podczas tranzytu przez Ormuz i dyskryminował swoich oponentów.
Sojusze regionalne i długoterminowe konsekwencje
Siła Iranu opiera się na partnerstwach z Irakiem, Jemenem i Hezbollahem, które działają autonomicznie. Sojusze te skomplikowały wojnę. W dłuższej perspektywie, jeśli konfrontacyjna polityka państw Zatoki Perskiej będzie się utrzymywać, granice mogą ulec zmianie.
Marandi kończy refleksją historyczną: Konfliktu można było uniknąć, gdyby Stany Zjednoczone posłuchały głosów takich jak Flynt i Hillary Leverett (autorzy książki „Going to Tehran”). Zamiast tego, wpływy syjonistyczne uniemożliwiły pokój. Iran zaoferował nawet współpracę po 11 września, ale spotkało go rozczarowanie.
Wniosek
Wywiad ukazuje pewny siebie Iran, który wychodzi z konfliktu wzmocniony militarnie, strategicznie i symbolicznie. Jednocześnie podkreśla niestabilność spowodowaną izraelskimi prowokacjami i nieprzewidywalnością USA. To, czy zawieszenie broni utrzyma się, zależy w dużej mierze od zdolności USA do powstrzymania Izraela – w co Marandi głęboko wątpi.
Nadchodzące dni i tygodnie zadecydują o postępach w negocjacjach, czy też eskalacji konfliktu. Zamknięcie Cieśniny Ormuz i irańskie ataki rakietowe wysyłają wyraźne sygnały: Iran jest gotowy bronić swojej suwerenności i praw regionu wszelkimi możliwymi środkami.
Wewnętrzne linie komunikacyjne Iranu stały się celem precyzyjnych uderzeń militarnych, które mogą zmienić układ sił w regionie Bliskiego Wschodu. 7 kwietnia 2026 roku siły izraelskie, przy wsparciu technicznym i operacyjnym Stanów Zjednoczonych, przeprowadziły serię ataków na kluczowe elementy irańskiej infrastruktury transportowej. Głównym punktem uderzenia stał się most kolejowy Yahya Abad, zlokalizowany w rejonie miasta Kaszan w prowincji Isfahan. To strategiczne ogniwo transportowe, łączące ważne centra przemysłowe i logistyczne, zostało poważnie uszkodzone, co wywołało natychmiastowy wstrząs w irańskim systemie transportowym.
Z oficjalnych doniesień agencji IRNA oraz informacji przekazywanych przez lokalne władze w prowincji Isfahan wynika, że w wyniku ataku na most Yahya Abad zginęły 2 osoby, a 3 kolejne odniosły obrażenia. Choć liczba ofiar śmiertelnych jest niska, znaczenie polityczne i gospodarcze tego zdarzenia jest ogromne. Most w Kaszanie nie jest jedynie lokalnym obiektem inżynieryjnym, lecz elementem szerszej sieci kolejowej, która stanowi kręgosłup irańskiego eksportu i transportu wojskowego. Uderzenie w ten konkretny punkt sugeruje, że agresorzy dysponują dokładną wiedzą na temat logistycznych słabych punktów Teheranu.
Działania w Kaszanie nie były odosobnionym incydentem. Atak ten stanowił część szerszej ofensywy, której celem było sparaliżowanie ruchu wewnątrz kraju. Równocześnie rakiety uderzyły w most w pobliżu świętego miasta Kum oraz w kluczową autostradę w północnej części Iranu, łączącą Tabriz z resztą kraju. Wybór celów nie był przypadkowy – uderzono w arterie komunikacyjne, które umożliwiają szybki przerzut wojska oraz transport surowców. Strategia ta ma na celu odcięcie głównych ośrodków decyzyjnych od baz operacyjnych i magazynów sprzętu.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta ze względu na kontekst polityczny. Ataki nastąpiły w momencie, gdy zbliżał się wyznaczony przez administrację Donalda Trumpa termin ostateczny w kwestii negocjacji nuklearnych i bezpieczeństwa regionalnego. Armia Obrony Izraela (IDF) wysłała bezpośrednie ostrzeżenia do mieszkańców Iranu, zalecając unikanie podróży pociągami. Takie działanie jest rzadko spotykane i wskazuje na to, że kolejne uderzenia w infrastrukturę kolejową mogą nastąpić w każdej chwili. Jest to forma wojny psychologicznej, mająca na celu wywołanie paniki wśród cywilów i wywarcie presji na rząd w Teheranie.
W odpowiedzi na te działania Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wydał ostre oświadczenie, w którym stwierdzono, że czas „powściągliwości” dobiegł końca. Retoryka Teheranu sugeruje, że Iran może przejść do otwartej odpowiedzi militarnej, co stawia region na krawędzi pełnoskalowego konfliktu. Mosty i linie kolejowe, które w czasie pokoju służą handlowi w ramach tzw. Jedwabnego Szlaku, stały się teraz polami bitwy w nowoczesnej wojnie hybrydowej, gdzie precyzyjne uderzenia mają zastąpić tradycyjną inwazję lądową.
Z perspektywy logistycznej zniszczenie mostu Yahya Abad powoduje ogromne utrudnienia w transporcie towarów. Kolej w Iranie odgrywa kluczową rolę w przesyłaniu produktów naftowych oraz minerałów, które są głównym źródłem dochodów państwa. Każdy dzień przerwy w funkcjonowaniu tej linii to straty finansowe liczone w milionach dolarów oraz opóźnienia w dostawach strategicznych materiałów. Uderzenie w infrastrukturę cywilną, która pełni funkcje podwójnego przeznaczenia, jest jasnym sygnałem, że celem nie jest jedynie armia, ale cała wydolność państwa irańskiego.
Światowi obserwatorzy zwracają uwagę na synchronizację działań USA i Izraela. Wspólne ataki, z których jeden uderzył bezpośrednio w Teheran 6 kwietnia, pokazują poziom współpracy wywiadowczej i militarnej obu państw. Wykorzystanie precyzyjnej broni do niszczenia konkretnych przęseł mostów dowodzi wysokiej zdolności do operowania w głębi terytorium przeciwnika bez konieczności angażowania dużych sił naziemnych.
Obecnie region znajduje się w stanie najwyższej gotowości. Zniszczony most w Kaszanie to nie tylko problem inżynieryjny, ale symbol geopolitycznego przełomu. Jeśli Iran nie powstrzyma się od odwetu, a USA i Izrael nie wycofają swoich żądań, infrastruktura transportowa Bliskiego Wschodu może stać się głównym celem w nadchodzących tygodniach. Każda kolejna stacja kolejowa i każdy most mogą stać się punktem zapalnym w konflikcie, który z lokalnego sporu przekształca się w globalną rozgrywkę o dominację w Azji Zachodniej.
Donald Trump oraz Benjamin Netanjahu. / foto: domena publiczna
Donald Trump podjął decyzję o wojnie z Iranem pod wpływem swoich instynktów i namów ze strony premiera Izraela Benjamina Netanjahu – wynika z opisu przez „New York Timesa” kulis decyzji. O negatywnych skutkach ostrzegali go m.in. gen. Dan Caine i wiceprezydent J.D. Vance’a. Sceptycyzm wyrażał też Marco Rubio.
Według relacji „New York Timesa”, mającej stanowić fragment powstającej książki pary dziennikarzy gazety, kluczowa dla decyzji Trumpa była wizyta premiera Izraela Benjamina Netanjahu 11 lutego. Szef izraelskiego rządu, wraz m.in. z szefem Mossadu Davidem Barneą, miał przedstawić wówczas prezentację planu, zakładającego zniszczenie irańskiego programu rakietowego, obalenie reżimu ajatollahów i instalację świeckiego przywództwa. Wśród potencjalnych następców zaprezentowano m.in. Rezę Pahlawiego, syna ostatniego szacha. Plan zakładał również interwencję irańskich Kurdów.
Trump miał zareagować przychylnie, choć już następnego dnia, 12 lutego, amerykańskie służby wywiadowcze przedstawiły własną ocenę planu Netanjahu. Dyrektor CIA John Ratcliffe określił izraelskie scenariusze zmiany reżimu jako oderwane od rzeczywistości. Sekretarz stanu Marco Rubio potwierdził tę ocenę, określając plan jako „bullshit”. Analitycy uznali jednak za osiągalne dwa pierwsze cele: wyeliminowanie najwyższego przywództwa Iranu oraz zniszczenie jego zdolności militarnych.
Trump odłożył na bok kwestię zmiany reżimu, stwierdzając, że to „ich problem” (choć nie określił, czy miał na myśli Irańczyków, czy Izrael) i skoncentrował się na celach uznanych przez wywiad za wykonalne.
Gen. Dan Caine, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, ostrzegał w kolejnych dniach, że kampania drastycznie uszczupli amerykańskie zapasy uzbrojenia, w tym rakiet przechwytujących, nadwyrężone już latami wsparcia dla Ukrainy i Izraela. Wskazywał też na ryzyko zablokowania przez Iran cieśniny Ormuz. Trump miał jednak uznać, że reżim w Teheranie będzie zbyt osłabiony i podda się, zanim zdoła zamknąć cieśninę.
Caine miał również sceptycznie odnosić się do izraelskiego planu, uważając go za nazbyt optymistyczny.
– Z mojego doświadczenia wynika, że to standardowa procedura operacyjna Izraelczyków. Obiecują na wyrost, a ich plany nie zawsze są dobrze opracowane. Wiedzą, że nas potrzebują i dlatego tak agresywnie nas namawiają – miał powiedzieć generał.
Tylko Vance był przeciwko atakowi na Iran
Mimo ostrzeżeń, Caine nie wydał żadnej rekomendacji, uważając, że nie jest to jego rolą. Według „NYT”, ostatecznie poglądy Trumpa były jednak bardzo zbliżone do Netanjahu i od dekad uważał on Iran za groźnego wroga.
Jedynym członkiem gabinetu, który miał jednoznacznie wyrazić opinię przeciwko wojnie był wiceprezydent J.D. Vance.
Według „NYT”, Vance ostrzegał przed chaosem regionalnym, ogromnymi kosztami i rozbiciem koalicji politycznej prezydenta. Vance nieobecny był na spotkaniu 11 lutego z powodu wizyty w Azerbejdżanie. Trumpa ostrzegać miał też zaprzyjaźniony z Vancem kontrowersyjny prawicowy publicysta Tucker Carlson.
Szefowa gabinetu Białego Domu Susie Wiles wyrażała prywatnie obawy przed wciągnięciem USA w kolejny bliskowschodni konflikt i jego wpływem na ceny paliw przed wyborami do Kongresu, lecz ostatecznie poparła operację. Szef Pentagonu Pete Hegseth był jej najgorętszym zwolennikiem w gabinecie, twierdząc, że USA i tak kiedyś musiałyby „zająć się” Iranem. Rubio był bardziej ambiwalentny – preferował kontynuację polityki maksymalnej presji, lecz nie próbował odwieść prezydenta od decyzji.
W ostatnich dniach lutego wywiad dostarczył informację, że najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, ma spotkać się z innymi wysokimi przedstawicielami reżimu na otwartym terenie, co stanowiło okazję do uderzenia.
Jednocześnie zięć prezydenta Jared Kushner i wysłannik Steve Witkoff przekazali z Genewy, że negocjacje z Iranem nie rokują szybkiego przełomu. Irańczycy odrzucili m.in. propozycję darmowego paliwa jądrowego. Mieli ocenić, że jakieś porozumienie z Iranem mogłoby być możliwe, lecz wymagałoby dużego i długiego wysiłku ze względu na wybiegi stosowane przez Teheran.
Na ostatniej naradzie w Pokoju Sytuacyjnym 26 lutego Trump poprosił kolejno każdego z obecnych o stanowisko. Vance powiedział, że uważa operację za zły pomysł, ale poprze prezydenta. Wiles stwierdziła, że jeśli Trump uznaje to za konieczne dla bezpieczeństwa narodowego, powinien działać. Rubio zasugerował, że zniszczenie irańskiego programu rakietowego jest celem osiągalnym, ale zmiana reżimu już nie.
Z kręgu planowania wykluczeni zostali m.in. minister finansów Scott Bessent, minister energii Chris Wright oraz dyrektorka wywiadu narodowego Tulsi Gabbard.
1. Niedawna wojna narzucona Iranowi była ostatnią próbą USA zmuszenia Iranu do kapitulacji. Dzięki mężnej postawie i oporowi narodu oraz sił zbrojnych Iranu, ich kalkulacje po raz kolejny okazały się błędne i zakończyły się niepowodzeniem. W tej wojnie Iran stanął w imieniu niezależnych i cywilizowanych narodów przeciwko światu dążącemu do wojny i łamiącemu międzynarodowe prawo i regulacje.
2. Przy tym USA oraz reżim izraelski zastosowały wszystkie metody – w tym sankcje, wzniecanie rozruchów wewnętrznych, wojnę itd. – w celu zmuszenia Iranu do kapitulacji, jednak za każdym razem napotykały opór narodu irańskiego.
3. Żądania Trumpa w tej nierównej wojnie zmieniły się z „bezwarunkowej kapitulacji” Iranu na „ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz”, co świadczy o skuteczności niezachwianej determinacji społeczeństwa irańskiego.
4. Wielokrotnie podkreślano, że jeśli USA chcą osiągnąć rezultaty w negocjacjach z Iranem, powinny przemawiać nie językiem zastraszania i presji, lecz językiem szacunku i respektu wobec narodu irańskiego. Wzajemny szacunek, wzajemne zrozumienie i wspólne interesy – nie zaś podstęp i zwodzenie – stanowią podstawę rozwiązywania sporów na drodze dyplomacji.
5. Tworzenie ludzkich łańcuchów wokół narodowych aktywów Iranu – takich jak mosty, elektrownie i kluczowa infrastruktura miejska – w celu ich ochrony przed agresją USA oraz wyrażenia swego poparcia, ukazało nowy poziom ofiarnego wysiłku, poświęcenia i narodowej solidarności Irańczyków, nie tylko w kraju, lecz także na całym świecie, i to na niespotykaną dotąd skalę.
6. Agresorzy w tej wojnie dopuścili się wszelkiego rodzaju zbrodni wojennych, w tym ataków na szkoły z uczącymi się dziećmi, szpitale, ośrodki medyczne i ratunkowe, karetki pogotowia, dziedzictwo historii i kultury, uniwersytety, budynki mieszkalne oraz kluczową infrastrukturę komunalną itd. – co również nie ma precedensu w historii wszystkich wojen. Naród irański zachowuje prawo do przeprowadzenia stosownych dochodzeń w związku z tymi zbrodniami.
7. Wojna ta ewidentnie ukazała granicę między opowiedzeniem się po stronie człowieczeństwa a postępowaniem niehumanitarnym. Dziękujemy świadomemu społeczeństwu polskiemu i tym przedstawicielom władz, którzy stanęli w tej wojnie po właściwej stronie historii.
8. Dla Iranu, zwłaszcza po dwóch ostatnich rundach negocjacji, stało się jasne, że w żadnym wypadku nie należy ufać stronom negocjacji. Dlatego zostaje utrzymana konieczna i maksymalna gotowość do oporu i obrony. Z nadzieją na ustanowienie pokoju i sprawiedliwości.
Trump ogłosił, że zgodzi się na dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, po tym jak wcześniej groził zniszczeniem „całej cywilizacji” tego kraju. Jako powód zmiany stanowiska podał „10-punktową propozycję Iranu”.
Trump i jego kolesie przedstawiają to jako kolosalne zwycięstwo Stanów Zjednoczonych, prezentując 10-punktowy plan Teheranu jako znaczącą kapitulację wobec gróźb prezydenta. Niektórzy reporterzy wskazują jednak, że Iran od tygodni trzymał te warunki na stole – co oznaczałoby, że to Biały Dom się wycofuje.
Zaledwie kilka godzin przed ogłoszeniem decyzji prezydenta, Ryan Grim z Drop Site opublikował na TikToku film, w którym argumentował, że Trump mógłby uratować swoją twarz i wycofać się ze swoich apokaliptycznych gróźb, po prostu akceptując irański 10-punktowy plan pokojowy i udając, że to nowa propozycja przedstawiona właśnie przez Irańczyków. Grim argumentował, że Trump mógłby się na to zgodzić, ponieważ zachodnie media od samego początku całkowicie ignorowały deklarowane przez Iran warunki zawieszenia broni.
To szaleństwo, Trump naprawdę zrobił dokładnie to, co Ryan Grim zasugerował kilka godzin wcześniej: udawał, że dziesięciopunktowy plan Iranu to nowa propozycja, zakładając, że media nie poinformowały o żądaniach Iranu, by wyglądało to jak desperacka nowa propozycja Teheranu.
This is nuts, Trump really did do exactly what Ryan Grim suggested he do hours earlier: pretend Iran's ten-point plan is a new proposal, counting on the fact that the media hasn't been reporting on Iran's demands to make it look like a new offer Tehran put forward in desperation. https://t.co/ywm6f4e3PZpic.twitter.com/5sTfJlrQGH
Co ciekawe, wydaje się, że był to właśnie skutek działań Trumpa. Po wcześniejszym odrzuceniu propozycji Iranu jako „niewystarczająco dobrych”, prezydent zmienił zdanie i przedstawił irańską ofertę jako zupełnie nową odpowiedź na presję, jaką jego administracja była w stanie wywierać na ten kraj.
Drop Site News podał już 28 marca następującą informację :
„Warunki Iranu dotyczące trwałego zakończenia wojny obejmują długoterminową gwarancję, że USA i Izrael nie zaatakują ponownie Iranu oraz że ewentualne zawieszenie broni obejmie również Liban, Irak i Palestynę; rekompensatę za szkody poniesione przez Iran w trakcie wojny; zniesienie sankcji; oraz utrzymanie kontroli Iranu nad Cieśniną Ormuz”.
Iran twierdzi, że te same warunki wymusił dziś na USA. Irańska państwowa stacja telewizyjna Press TV, cytując Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, stwierdziła: „Iran odniósł historyczne zwycięstwo, zmuszając zbrodnicze Stany Zjednoczone do zaakceptowania ich 10-punktowego planu. USA zaakceptowały kontrolę Iranu nad Cieśniną Ormuz, prawo do wzbogacania uranu i zniesienie wszelkich sankcji”.
W artykule opublikowanym przez „New York Times” czytamy :
„Dwóch wysoko postawionych irańskich urzędników, wypowiadających się na temat delikatnych negocjacji pod warunkiem zachowania anonimowości, stwierdziło, że propozycja obejmuje gwarancję, że Iran nie zostanie ponownie zaatakowany, a także zakończenie izraelskich ataków na Hezbollah w Libanie i zniesienie wszystkich sankcji”.
W zamian Iran zniósłby faktyczną blokadę kluczowego szlaku żeglugowego przez Cieśninę Ormuz. Iran pobierałby również opłatę w wysokości około 2 milionów dolarów za statek, którą podzieliłby się z Omanem, położonym po drugiej stronie cieśniny. Zgodnie z planem, Iran przeznaczyłby swoją część dochodów na odbudowę infrastruktury zniszczonej w wyniku ataków amerykańskich i izraelskich, zamiast domagać się bezpośrednich reparacji.
New York Times: „10-punktowa propozycja Iranu obejmuje zniesienie wszystkich sankcji nałożonych na Iran przez każdą amerykańską administrację od czasów administracji George’a W. Busha”.
NY Times: „The Iranian 10-point proposal includes a lifting of all sanctions — placed on Iran by every American administration since the George W. Bush administration”
W obecnej sytuacji wygląda to na upokarzającą porażkę imperium. Iran zyskuje wiele korzyści, których nie miał przed wojną, w tym opłatę za Cieśninę Ormuz i złagodzenie amerykańskich sankcji, które od lat miażdżą jego gospodarkę, podczas gdy imperium może wznowić działalność transportową za wysoką opłatą i udawać, że właśnie uratowało świat przed nuklearnym Iranem.
Całkiem niezła zmiana stanowiska ze strony Białego Domu, który jeszcze w zeszłym miesiącu oznajmiał: „ Nie będzie żadnego porozumienia z Iranem, poza BEZWARUNKOWĄ KAPITULACJĄ!”
Trita Parsi z Instytutu Quincy, który zawsze ma cenne spostrzeżenia na temat zachodniego podżegania do wojny z Iranem, pisze następujące słowa :
„Nie mogę tego wystarczająco podkreślić. Nowa dynamika pojawi się, gdy USA i Iran spotkają się w Islamabadzie, aby wynegocjować ostateczne porozumienie oparte na 10-punktowym planie Iranu: nieudana wojna Trumpa zniweczyła potencjał amerykańskich gróźb militarnych w dyplomacji amerykańsko-irańskiej. Stany Zjednoczone nadal mogą rzucać groźby, ale wszyscy będą wiedzieć, że nie mają już one większego znaczenia. W istocie, wojna z Iranem została podjęta i zakończyła się porażką. W rezultacie negocjacje będą musiały opierać się na autentycznych kompromisach obu stron, a nie na przymusie którejkolwiek z nich”.
„There will be no deal with Iran except UNCONDITIONAL SURRENDER!… IRAN WILL HAVE A GREAT FUTURE. 'MAKE IRAN GREAT AGAIN (MIGA!).’” – President Donald J. Trump
=============================================
Oczywiście istnieje wiele, wiele powodów do pesymizmu. USA i Izrael wielokrotnie pokazywały, że potrafią atakować Iran w trakcie negocjacji, a nawet jeśli USA dotrzymają umowy, Izrael może ją sabotować własnymi działaniami.
Iran musi już rozumieć [zrozumiał, zrozumiał.. md] , że jedynym sposobem obrony przed Izraelem jest narzucenie kosztów jego agresji całemu światu zachodniemu; Teheran może doprowadzić do sytuacji, w której będziemy ogrzewać domy ogniskami ze śmieci i uprawiać marchew w ogródkach, jeśli Zachód nie znajdzie sposobu na powstrzymanie Izraela.
Warto odnotować, że prorządowe środowiska proizraelskie w mediach społecznościowych są obecnie w stanie skrajnego wzburzenia — znane postacie takie jak Laura Loomer, Eve Barlow i Eli David wyrażają oburzenie faktem, że walki zakończyły się w obecnej formie.
Autor pozostaje sceptyczny wobec trwałości zawieszenia broni, ale fakt, że najbardziej radykalne środowiska reagują tak emocjonalnie, daje pewien cień nadziei.
W miarę jak zbrodnicza wojna syjonistyczno-amerykańska z Iranem wkracza w drugi miesiąc, konflikt okazał się tak niszczycielski dla agresorów, że w wielu kręgach rozbrzmiewają alarmy. Żenująca porażka w podporządkowaniu sobie Republiki Islamskiej z powietrza podniosła kwestię ewentualnej operacji lądowej USA, powszechnie uważanej za misję samobójczą. Waszyngton wystrzelił również ponad 850 pocisków Tomahawk i 1000 pocisków ziemia-powietrze w tempie, które Pentagon określił jako „alarmujące”. Tymczasem Izrael szybko zbliża się do całkowitego rozbrojenia.
24 marca elitarny, powiązany z państwem brytyjski think tank RUSI opublikował druzgocący przegląd pierwszych 16 dni wojny. Wewnętrzne narzędzie księgowe, które śledzi „intensywne zużycie zaawansowanej amunicji” przez Stany Zjednoczone i organizację syjonistyczną, szacuje, że w tym okresie wystrzelono 11 294 pociski rakietowe, których produkcja kosztowała łącznie około 26 miliardów dolarów. W rezultacie amerykańskie – a zatem izraelskie – zapasy pocisków przechwytujących dalekiego zasięgu i broni precyzyjnej są „prawie wyczerpane”. A uzupełnienie strat będzie prawdopodobnie kosztować dwukrotnie więcej niż ta oszałamiająca suma.
Opór nie wykazuje oznak spowolnienia ofensywy, a wszystko wskazuje na to, że produkcja amunicji wojennej w Teheranie nie słabnie. Nawet zachodnie media przyznały, że produkcja irańskiego arsenału dronów i rakiet kosztuje jedynie ułamek dotychczasowych i przyszłych wydatków związanych z ich wystrzeliwaniem. Według RUSI, wojna z Iranem obnażyła „krytyczną słabość” leżącą u podstaw potencjału wojennego imperium: „strategicznie rujnujący stosunek kosztów do korzyści, którego zachodni potencjał przemysłowy nie chce tolerować”.
W ciągu pierwszych 16 dni konfliktu USA i Izrael wystrzeliły ponad tuzin różnych rodzajów amunicji „w tempie, które wydaje się niemożliwe do utrzymania”. Obecnie nieustanny ostrzał Teheranu „nadal wyczerpuje najważniejsze zasoby koalicji” – RUSI oblicza, że średnio dziennie dochodzi do 33 ataków rakietowych i 94 ataków dronów. Z kolei analiza organizacji pokazuje, że dla Waszyngtonu i Tel Awiwu „przepaść zapasów amunicji” jest „nieuchronna”. Co więcej, prezes Rheinmetall ostrzegł, że globalne zapasy amunicji imperium są „puste lub prawie puste”.
Wojna syjonistyczno-amerykańska z Iranem stała się zatem „wyścigiem do mety”, w którym „decydująca przewaga przechodzi w ręce gracza, który jest w stanie utrzymać swoją gospodarkę obronną i uzupełnić kluczowe zasoby”. Biorąc pod uwagę obecny rozwój konfliktu, Republika Islamska mocno uchwyciła tę przewagę i będzie ją nadal wykorzystywać. USA mogą wyczerpać zapasy pocisków naziemnych – w tym wychwalanych ATACMS – i pocisków przechwytujących THAAD w ciągu zaledwie kilku tygodni. RUSI przewiduje również, że izraelskie pociski przechwytujące Arrow „prawdopodobnie” zostaną „całkowicie wyczerpane” do kwietnia.
Pomijając ogromne koszty, nawet przy poziomie produkcji sprzed wojny, zastąpienie tego, co zostało zużyte w ciągu nieco ponad dwóch tygodni przeciwko Iranowi, zajęłoby lata. Jak udokumentował ten dziennikarz 24 marca, blokada Cieśniny Ormuz przez Teheran pogrążyła i tak już zrujnowaną bazę przemysłu obronnego imperium w całkowitym chaosie. Surowce i komponenty niezbędne do budowy i konserwacji systemów cyfrowych i elektronicznych, a także amunicji precyzyjnego rażenia, które wcześniej były codziennie transportowane przez cieśninę w dużych ilościach, są teraz rzadsze i coraz droższe.
„Stały stan gotowości”
Iran nie tylko przytłoczył i rozbroił syjonistyczną organizację i imperialne cele w całej Azji Zachodniej poprzez systematyczne, stopniowe ataki blitzkriegowe z użyciem dronów i pocisków. Zniszczenie co najmniej 12 amerykańskich i sojuszniczych instalacji radarowych oraz terminali satelitarnych w całym regionie dodatkowo pogorszyło wskaźniki przechwytywania, jednocześnie zwiększając ilość amunicji potrzebnej do przechwycenia najnowszego ostrzału z Teheranu – często bezskutecznego. Do jednego irańskiego pocisku można odpalić do 11 pocisków przechwytujących Patriot, a do ośmiu – do jednego drona.
Jak stwierdza raport wpływowego syjonistycznego think tanku JINSA z 26 marca: „Ataki Iranu nałożyły rosnące koszty na każdy element architektury obronnej”. Republika Islamska przystąpiła do konfliktu „z celowym planem osłabienia potencjału USA i ich sojuszników poprzez atakowanie każdego elementu ich architektury obrony powietrznej”. W wyniku tego procesu „niektóre z najwydajniejszych i najdroższych czujników” w globalnym arsenale Waszyngtonu zostały zniszczone, a szanse na ich natychmiastową naprawę są nikłe.
Czujniki te często służą syjonistycznemu bytowi jawnie jako „system wczesnego ostrzegania”. W ten sposób w sieci wykrywania i ostrzegania Tel Awiwu pojawiła się ogromna i stale powiększająca się luka. Irańskie roje dronów – które „często opierają się na rosyjskich innowacjach taktycznych z wojny na Ukrainie” – regularnie okazują się „znacznie trudniejsze do wykrycia i zwalczania” niż pociski rakietowe, trafiając dwukrotnie więcej celów z najwyższą precyzją. Niektóre amerykańskie systemy czujników nie wykrywają salw pocisków rakietowych Shahed na małej wysokości – w tym tych zaprojektowanych specjalnie do zwalczania dronów.
Nie tylko drony Shahed siały spustoszenie. Cały ruch oporu coraz częściej używa dronów naprowadzanych światłowodami, które są „odporne na zakłócenia elektroniczne”, a także dronów z widokiem z pierwszej osoby „do precyzyjnych ataków na cele punktowe”, donosi JINSA. Inne irańskie drony są wyposażone w silniki odrzutowe, co czyni je znacznie szybszymi niż drony Shahed i jeszcze trudniejszymi do przechwycenia. W miarę postępu konfliktu Teheran coraz częściej korzysta również z pocisków balistycznych z głowicami kasetowymi, które zrzucają do 80 pocisków na dużej wysokości, rozrzucając je na obszarze kilku mil.
JINSA szacuje, że ponad połowa wszystkich irańskich pocisków wystrzelonych dotychczas w tym konflikcie była wyposażona w głowice kasetowe, w porównaniu z trzema znanymi przypadkami użycia ich podczas wyniszczającej wojny 12-dniowej. „Nawet skuteczne przechwycenie nie gwarantuje zatrzymania bomb” – jeśli pociski przechwytujące nie trafią w te pociski przed ich ponownym wejściem w atmosferę, nadal rozrzucą je w powietrzu lub uwolnią w momencie uderzenia. Ataki te nie są celowo wymierzone w izraelską ludność cywilną, ale mimo to utrudniają codzienne życie mieszkańcom kolonii osadniczej.
„Mniejsze, częstsze irańskie salwy utrzymują ludność cywilną w stanie ciągłej gotowości… [To] skraca czas między atakami, jednocześnie zmniejszając ogólną liczbę ofiar śmiertelnych, zamieniając ogromne oddziaływanie na długotrwałe obciążenie, które utrudnia codzienne życie. Głowice kasetowe pogłębiają te zakłócenia, zwiększając prawdopodobieństwo spadania pocisków kasetowych lub odłamków na obszary zaludnione… Decyzja Izraela o nieatakowaniu wszystkich nadlatujących pocisków balistycznych przenoszących amunicję kasetową sugeruje również, że pociski przechwytujące muszą być racjonowane”.
„Wysoka wydajność”
Ruch oporu koncentruje się jednak przede wszystkim na realizacji „przemyślanego planu osłabienia” zdolności obronnych USA i Izraela, aby trwale wyprzeć USA z Azji Zachodniej i zabezpieczyć region przed ostatecznym wyzwoleniem Palestyny.
W tym kontekście JINSA wskazuje na „niszczycielski wpływ” irańskich ataków dronów i rakiet na rzekomo niezniszczalne cele. Na przykład Pentagon szacuje, że pojedynczy atak ruchu oporu na kwaterę główną Piątej Floty Marynarki Wojennej USA w Bahrajnie kosztował około 200 milionów dolarów.
Jest to jedna z kilkunastu baz USA w Zatoce Perskiej, które doznały „znacznych zniszczeń”. Myśliwce zostały zniszczone, wielu amerykańskich żołnierzy zostało rannych i zabitych, a ocalałych ewakuowano do pobliskich hoteli. Iran obrał sobie za cel te prowizoryczne, odległe bazy. Jednocześnie lokalne baterie obrony powietrznej imperium są w pełni zajęte „odpowiednią obroną” zdewastowanych amerykańskich instalacji wojskowych, „aby umożliwić dodatkowym zasobom i ekipom naprawczym dotarcie do obszaru działań”.
Kiedy te pociski dotrą, ile czasu zajmie uzupełnienie strat i czy będzie to choć trochę bezpieczne, pozostaje niewiadome. Tymczasem „irański ostrzał statków w Zatoce Perskiej okazał się jeszcze trudniejszy do powstrzymania niż ataki na cele lądowe”. Ponad połowa znanych pocisków wystrzelonych przez ruch oporu w kierunku statków w Zatoce Perskiej i Cieśninie Ormuz trafiła w cel. Ponieważ rządy państw Zatoki Perskiej wyczerpały niemal cały swój arsenał pocisków przechwytujących od 28 lutego, to, co nastąpi, może mieć katastrofalne skutki.
„Większość baz, portów i miast w Zatoce Perskiej znajduje się zaledwie kilka kilometrów od irańskich wyrzutni, co skraca czas, jaki obrońcy mają na wykrycie, śledzenie i przechwycenie nadlatujących zagrożeń. Irańskie pociski balistyczne wystrzelone w kierunku Kuwejtu, Bahrajnu, Kataru lub Zjednoczonych Emiratów Arabskich mogą osiągnąć swoje cele w ciągu trzech do dziesięciu minut – ułamek i tak już krótkich 12 do 15 minut, jakie pociski balistyczne potrzebują, aby dotrzeć do Izraela”.
Mówiąc delikatnie, z perspektywy imperium nic z tego nie miało się wydarzyć. Wojna syjonistyczno-amerykańska przeciwko Iranowi została pomyślana jako jednostronna seria nalotów, trwająca zaledwie kilka dni i mająca kulminację w upadku Republiki Islamskiej, a przynajmniej jej całkowitej kapitulacji. W Waszyngtonie, Tel Awiwie i innych imperialnych ośrodkach władzy zdawało się nie być żadnych oczekiwań, że Teheran będzie w stanie choćby odpowiedzieć, nie mówiąc już o sparaliżowaniu amerykańskiej machiny wojennej.
Jednak nieunikniony skutek w postaci wywołania poważnego konfliktu z ruchem oporu był całkowicie przewidywalny i, w rzeczywistości, powszechnie przewidywalny. Sama JINSA opublikowała we wrześniu 2024 roku ocenę, ostrzegając, że Iran zbudował „liczne i wydajne siły rakietowe i dronów”, mające na celu „uniemożliwienie” baz USA w Azji Zachodniej i „przeciążenie” obrony powietrznej. JINSA przyznała, że potencjał ten stanowi poważne zagrożenie dla syjonistycznego tworu i regionalnych obiektów USA, ale argumentowała, że większa liczba systemów obrony przeciwrakietowej mogłaby skutecznie przeciwdziałać temu zagrożeniu.
Tę ocenę wygłosił były dowódca CENTCOM, Frank McKenzie, który nadzorował katastrofalne wycofanie się imperium z Afganistanu. 20 marca otwarcie chwalił się, że wojna z Iranem toczy się zgodnie ze strategią opracowywaną przez CENTCOM „przez wiele lat” i że „moje odciski palców są na tym planie wojennym”.
Niepoważne traktowanie przez McKenziego znanych zagrożeń i jego urojeniowa wiara w absolutną niezwyciężoność – i niewyczerpalność – amerykańskiej i izraelskiej obrony powietrznej z pewnością wyjaśniają, dlaczego konflikt tak spektakularnie obraca się przeciwko agresorom.
Najnowszy raport JINSA również kipi fantastycznym optymizmem. Argumentuje on, że Iran może zostać pokonany przez imperium, które będzie naciskać na swoich wasali, aby przenieśli dostarczone przez USA systemy obrony powietrznej do Zatoki Perskiej, tworząc koalicję z „partnerami” w Europie i Azji Zachodniej „w celu eskortowania statków przez Cieśninę Ormuz” oraz poprzez inne halucynogenne intrygi. Z gorzką ironią, autor raportu radował się 5 marca, że „irańska siła ognia rakietowego jest prawie wyczerpana”. Kiedy imperialny sztab doradczy przyzna, że nastąpiło rzeczywiste rozbrojenie tworu syjonistycznego?
Yair Golan: Netanjahu kłamał. Obiecał „historyczne zwycięstwo” i bezpieczeństwo na pokolenia, a w praktyce dostaliśmy jedną z najpoważniejszych porażek strategicznych, jakie Izrael kiedykolwiek zaznał.
Tutaj przelano krew. Zginęli cywile. Bohaterscy bojownicy polegli. Cały kraj schowany w schronach. Siły Obronne Izraela wykonały swoją część zadania siłą i osiągnęły rezultaty, ale rząd Netanjahu -Smotricza- Ben Gvira ponownie poniósł porażkę
Żaden z celów nie został osiągnięty: Program nuklearny nie został zniszczony. Zagrożenie balistyczne pozostaje. Reżim nadal panuje, a nawet wychodzi z tej wojny silniejszy.
Iran posiada wzbogacony uran, kontroluje Cieśninę Ormuz i dyktuje warunki.
A Izraela, po raz kolejny, jak w Strefie Gazy – nie ma w pokoju. Nie decyduje. Nie ma wpływu.
Znów ten sam obraz: Siły Obronne Izraela wygrywają – Izrael przegrywa.
Nie z powodu bojowników. Z powodu nieudolnego, ekstremistycznego i niebezpiecznego rządu, który nie potrafi przekuć osiągnięć militarnych w bezpieczeństwo narodowe.
To nie jest „historyczne zwycięstwo”. To całkowita porażka, która zagraża bezpieczeństwu Izraela na lata.
7-my kwietnia 2026 roku, może być (wg Trumpa) zapamiętany jako najważniejszy moment w historii świata. Nie wiem czy się Trump z Netanjahu odważą, nie wiem czy zginą Irańczycy tworzący w całym kraju ludzkie łańcuchy na mostach i wokół krytycznej infrastruktury, aby chronić swój kraj przed atakami bandytów z Izraela i Ameryki. Nie wiem czy „dzisiaj w nocy zginie cała cywilizacja i nigdy nie wróci”, ta najstarsza i najznamienitsza w dziejach ludzkości cywilizacja. Mam nadzieję, że nie!
Skoro jednak Trump spekuluje, że dziś wieczorem ( u nas w nocy) może nastąpić najważniejszy moment w dziejach świata, to mimo iż biorę poprawkę, że mówi to człowiek udający niespełnego rozumu i mówi by jedynie świat szantażować (bo w szaleństwie jest metoda), to jednak pewności nie mam czy nie wariat jednak, czy jako, że nie tak dawno draśnięty kulą koło ucha, dlatego (jak by rzekł Wołodyjowski) „przez rozum cięty i na umyśle szwankuje”, a i na mesjasza przez sektę duchowych opiekunów namaszczony, to mimo poprawki zakładam, że gotów swej „misji” dać upust.
Zatem jeśli moment dziejowy, a przy okazji takich zwykły po czasie padać pytania: a co ty robiłeś/aś w danym (pamiętnym) dniu, to wybiegam pytaniu na przeciw i reaguję jak mogę, a mogę tylko tyle, że upominam i domagam się by świat, ten niby lepiej, od przeznaczonego na zagładę, cywilizowany natychmiast obłożył infamią i ostracyzmem zbrodniarza-megalomana z Białego Domu (obojętnie szalony, czy szaleńca udaje), a wraz z nim zbrodniarza Netanjahu.
Wiem, wiem, mogę pisać na Berdyczów, a jednak nie powstrzyma mnie to przed wyrażeniem tego co wezbrało, a co już tylko obrzydzenie budzi. A obrzydzenie budzi stanowisko, polskojęzycznych tzw. polityków.
Dlatego 7-kwietnia 2026 roku to może jest ten dzień, w którym nigdy jak dotąd polskojęzyczni politykierzy, wszystkich szczebli, powinni usłyszeć brzydzimy się waszym politykierstwem i wzywamy do ocalenia wizerunku Polski rozsądnej (bo taka ona jest, tam wszędzie gdzie nie ma polityków).
Zatem Panowie: Prezydencie, Premierze, państwo Parlamentarni z Sejmu, Senatu, koncesjonowani, ci z kanap & wszystkie przystawki polskiej sceny politycznej, Wy wszyscy rządzący się w Polsce w imieniu USA, czy Brukseli, Wy deklarujący się wierzącymi dziś u steru władzy, Wy neutralni ateiści, Wy walczący z religią, Wy wreszcie z Kościoła Katolickiego (którego jestem członkiem) w purpurze, zwykli proboszczowie, czy jeszcze zwyklejsi kapłani zreflektujcie się, opamiętajcie się, odetnijcie od zła wcielonego, nie nazywajcie cywilizacją barbarzyństwa, gdy cywilizacji dwóch szaleńców grozi zagładą!!! Przynajmniej potępcie, ostro, wymownie, bez niedomówień!, nie, nie jutro, nie dopiero wówczas gdy ktoś się inny ze świata polityki odważy, dziś, bo dziś tego wymaga!
Bo dziś granica tolerancji dla wściekłego zła została przekroczona nieodwracalnie i obojętnie czy to tylko czcze pogróżki, czy „balon próbny”, dziś jest ta chwila, ten moment (chce Trump by był najważniejszy, nie taki otrzyma) by przestać „pomagać”, liczyć na „pomoc”, ten moment by odciąć się od barbarzyńców i spróbować ocalić, jeśli się jeszcze da ,wizerunek Polski rozsądnej. Tej i takiej Polski, która wie, że nikt nie ma prawa dysponować życiem narodów, nie ma prawa kazać im umierać tylko dlatego, że szatański plan Izraela i USA zakłada dominację w świecie, każdy ze swoją doktryną hegemonii i swoją wizją zysków.
Bo jeśli brzmicie zadeklarowani „mesjasze” jastrzębie, podżegacze w chórze z Trumpem i Netanjahu, waszymi vel Affą i Omegą śpiewające, że gdy już ci zajmą całe terytoria Iranu, Libanu, Gazy i co tam jeszcze mają w planie, to wraz z tym zajmą serca, dusze, ludności, która je zamieszkuje i że ta ludność wyrzeknie się tożsamości, to się mylicie. A jeśli mówicie, że gdy już posiądą bandyci terytoria, to lgbt-y, wynaturzeńcy, feministki zyskają prawa, biedni, uciskani zyskają dostatek, media wolność, etc. itd. to się mylicie. Wystarczy, że Iran zacznie jeść z ręki Trumpowi, a życie społeczeństwa przestanie „zbawcę” interesować.
Wielkiej wyobraźni trzeba?, czy może wystarczą przykłady? Czy Irakijczycy, Afgańczycy by nie wymieniać innych uszczęśliwianych siłą, a których jest jakże wielu, stali się Amerykanami, wyrzekli się swojego? Serio, wyrzekli się tożsamości?! Wszędzie tam gdzie sięgnął amerykański but, a choćby i nie but, a tylko ingerencja w wybory, organizacja kolorowych i inaczej zwanych rewolucji, przewrotów, pod płaszczykiem dobroczynności, stało się naprawdę to, że zapanował tam dostatek, spokój, ład?!
Serio?! Te wszystkie amerykańskie „dobroczynne misje” przyniosły zapowiadane poprawienie sytuacji w krajach, do których dotarły, czy odwrotnie, sprawiły, że stały się te kraje przysłowiowymi beczkami prochu, stały się krajami- królestwami chaosu i niepewności. Stały się, tak jak Polska po wielkiej akcji lat 80-tych i dalej CIA ( na szczęście -jeszcze- nie areną krwawych porachunków, choć wiele nas od tego nie dzieli) arenami podziałów, antagonizmów tak wielkich, że zapanować nad tym nie może już nawet ten, który swoje marionetki tam wszędzie i tu w Polsce zainstalował.
Nie, nie będę rozwodzić się nad politykierskimi geo układankami, politpoprawnością, która oszalała mrocznymi wizjami podpowiada dzisiejszemu światu, nie jedynie na Bliskim Wschodzie, jak powinien on wyglądać, bo kolejni szaleńcy stęsknili się za wojną i dlatego uzurpują sobie prawo do rządzenia umysłami, wrażliwością milionów istnień, w tym moim, i nakazywania w imię ich fantazji tego kogo/co mam, co wolno mi, czego nie wolno cenić, o co się upominać, z kim przyjaźnić się, kogo (i że w ogóle muszę) nienawidzić.
Im wszystkim 7-go kwietnia 2026 roku mówię -precz!!!, Precz!!!, z waszymi izmo/geo wizjami , z dolarami, ropą, semi/czy antysemi-tyzmami, fobiami, philiami, precz z mojego życia, łapy precz od życia miliardów ludzi. Precz!!!, jeśli jedyne co macie do zaproponowania to dominacja, panowanie, wojny, wojenki, zbrojenia to precz!!! Możecie, polsko czy obcojęzyczni, urabiać, każdy swoich, doktrynami, teoriami, demagogią o wyższości jednych nad drugimi, z bandami przybocznych klakierów, z bandami zewnętrznych doradców, propagandystów, podżegaczy, nienawistników, z hordami strategów, że wojna to pokój, że są wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe, że jakieś dobro jest dobrzejsze, a zło źlejsze, możecie to wszystko, tyle, że demagogią nie zmienicie faktu iż to co robicie jest zwyczajnie obrzydliwe.
Dobrem życie, miłość i pokój. Kto uderza w te wartości podpierając się teorią wyższości własnej wizji i racji bytu dla jedynie własnej wizji człowieka „doskonałego”, modelu życia „doskonałego”, szczęśliwości wg własnego mniemania ten draniem i współwinnym, ten ma taki sam udział w przelewie krwi, w śmierci niewinnych, jak ten, który na drugiego ruszył pierwszy. Niedobrze się robi czytając gapiów-kibiców- podżegaczy, propagandystów jednych i drugich. Giną ludzie, giną, wysłani i „błogosławieni” przez między innymi propagandystów z mównic sejmowych, okienek telewizorów, z łamów prasowych. Rozentuzjazmowany tłum, w imię pokoju „oczywiście”, klaszcze, pławi się obrazami tragedii, rąk nie mając czystych, przeciwnie z rękami pośrednio umazanymi krwią; bo gdy nasi zabili to dobrze – „aniołowie” ich wiedli i pomogli, gdy naszych kula dosięgła zło wcielone – „szatan” rękę i kulę prowadził. Kibicują jednym i drugim – hieny z ludzkimi twarzami, gapie, kibice, propagandyści, podżegacze. Hieny, hipokryci, bandziory, takie same bestie jak ci, którzy na Iran napadli.
„Nonsensami karmią się nawzajem spraw komicznych omotani siecią wstyd mi za tych co nie mając wstydu zapomnieli że u kresu groby nas zrównają.”
Iran wygrywa wojnę rozpoczętą przez Trumpa i Netanjahu. Teheran zniszczył kluczowe bazy wojskowe USA w Azji Zachodniej i wyparł amerykańskie wojska do Europy.
Administracji Trumpa nie udało się doprowadzić do zmiany reżimu ani upadku państwa. Rząd Iranu okazał się odporny. Teheran stosował asymetryczną taktykę obronną, celując w słabości imperium USA i poważnie uderzając w jego armię, gospodarkę i sojuszników. W rzeczywistości udało się Iranowi zniszczyć amerykańskie bazy wojskowe w Azji Zachodniej i wypędzić dużo amerykańskich wojsk z regionu. Pentagon prowadzi teraz tę wojnę głównie z baz w Europie.
To, że Iran wygrywa wojnę, potwierdzają nawet główne zachodnie media. Brytyjski dziennik ‚The Independent’ opublikował artykuł zatytułowany „Iran jest zdecydowanym zwycięzcą, ponieważ desperacka próba pokojowa Trumpa pokazuje, że chce się on wycofać z wojny”. ”Politico’ opublikowało tekst, w którym argumentuje, że „wojna z Iranem jest o wiele większym błędem strategicznym” od inwazji USA na Irak w 2003 roku. Jak na ironię, artykuł ten został napisany przez byłego ambasadora USA przy NATO, Ivo Daaldera, który wcześniej popierał wojnę z Irakiem.
Większość amerykańskich mediów przyczyniła się do poparcia wojny w Iraku prowadzonej przez administrację George’a W. Busha, która stanowiła rażące naruszenie prawa międzynarodowego. W rzeczywistości, od dziesięcioleci prasa głównego nurtu wspierała każdą poważną wojnę USA, w tym wojny w Korei, Wietnamie, Jugosławii, Iraku (nawet dwukrotnie), Afganistanie, Libii, Syrii i Jemenie – lista jest długa.
To pierwsza od dziesięcioleci poważna wojna USA, którą zachodnie media krytykują od samego początku. Wszystko jest jasne. Dla wszystkich jest jasne, że ten konflikt to katastrofa, a Iran wygrywa. ‚Foreign Affairs’ to oficjalna publikacja Rady Stosunków Zagranicznych, której członkowie to prawdziwa elita amerykańskiej klasy rządzącej. Mimo to nawet ta gazeta opublikowała artykuł, w którym przyznała, że Iran wygrywa tę wojnę.
Autorka eseju, Narges Bajoghli, jest profesorką prestiżowego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, kluczowego ośrodka rekrutacji dla Departamentu Stanu USA. Bajoghli napisała w ‚Foreign Affairs‚:
„Według standardów konfliktów konwencjonalnych Iran słabo radzi sobie w walce z USA i Izraelem. Jego przeciwnicy niszczą kluczowe cele w Iranie, zabijają jego dowódców i osłabiają instalacje wojskowe. Jednak te standardy są niewystarczające do oceny pozycji Iranu w tej wojnie. Prawidłowym kryterium nie jest nawet to, czy Iran dobrze znosi ataki – a z pewnością tak jest. Kluczowym pytaniem po wojnie będzie to, czy Teheran osiągnie swoje cele strategiczne. I pod tym względem Iran czyni postępy.
Ten wynik nie jest przypadkowy. Teheran przygotowywał się do tej wojny przez prawie cztery dekady, odkąd nowy rząd rewolucyjny stanął przed pierwszym poważnym sprawdzianem militarnym w wojnie iracko-irańskiej (1980–1988). Obecnie Iran realizuje strategię, która skutecznie zneutralizowała kluczowe pozycje obrony powietrznej USA i Izraela, poważnie uszkodziła amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej, spowodowała znaczne straty gospodarcze i wbiła klin między Stany Zjednoczone a ich sojuszników z Zatoki Perskiej. Reżim irański nie tylko przetrwał bombardowania USA i Izraela; poważne problemy gospodarcze i polityczne, które stwarza swoim przeciwnikom, dają Iranowi strategiczną przewagę”.
Aby ocenić, czy Iran wygrywa wojnę, konieczna jest analiza celów Teheranu. Pierwszym i najbardziej oczywistym celem strategicznym było zapobieżenie zmianie rządu i upadkowi państwa. Administracja Trumpa początkowo wierzyła, że może obalić rząd Iranu poprzez tzw. ataki dekapitacyjne, w których ginęli wysocy rangą przywódcy polityczni i wojskowi. Mimo to Waszyngtonowi nie udało się doprowadzić do zmian. W rzeczywistości rząd Iranu nie tylko zademonstrował swoją odporność, ale prawdopodobnie stał się jeszcze silniejszy, ciesząc się większym poparciem społecznym.
Wielu Irańczyków, którzy krytykowali Republikę Islamską, zjednoczyło się pod jej sztandarem i poparło państwo, aby uniemożliwić Stanom Zjednoczonym przejęcie kontroli nad ich krajem (i eksploatację jego ropy naftowej, zasobów mineralnych i innych lukratywnych bogactw naturalnych). W pierwszym miesiącu wojny amerykańsko-izraelskiej w Iranie odbyło się ponad 850 publicznych demonstracji poparcia dla rządu.
Iran zniszczył amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej, bombardując większość z nich. Od dawna strategicznym celem Iranu było wyparcie armii USA z Azji Zachodniej. USA otoczyły Iran około dwudziestoma bazami wojskowymi, budowanymi przez dziesięciolecia. Według oficjalnych danych tureckiej państwowej agencji prasowej Anadolu, Iran przeprowadził co najmniej 5471 ataków rakietowych i dronowych na USA i ich sojuszników w pierwszym miesiącu wojny.
Te ataki okazały się niezwykle skuteczne. Tak więc ‚The New York Times’ doniósł, że armia amerykańska została praktycznie wyparta z Azji Zachodniej. „Wiele z 13 baz wojskowych w regionie, wykorzystywanych przez wojska amerykańskie, jest praktycznie niezdatnych do zamieszkania” – napisał ‚Times’ w artykule zatytułowanym „Ataki Iranu zmuszają wojska amerykańskie do pracy zdalnej”. Wśród amerykańskich obiektów, które zostały poważnie uszkodzone, znajdują się baza lotnicza Al-Udeid w Katarze, największa baza USA w Azji Zachodniej, oraz siedziba Piątej Floty Marynarki Wojennej w Bahrajnie.
Największy amerykański dziennik doniósł: „W odwecie Iran zbombardował bazy amerykańskie na Bliskim Wschodzie, zmuszając wielu amerykańskich żołnierzy do przeniesienia się do hoteli i biur w regionie, jak donosi personel wojskowy i urzędnicy amerykańscy. W rezultacie znaczna część sił lądowych prowadzi obecnie wojnę w zasadzie zdalnie, z wyjątkiem pilotów myśliwców i załóg, które obsługują i konserwują myśliwce oraz przeprowadzają ataki”.
Zanim Trump rozpoczął tę agresywną wojnę, w regionie stacjonowało około 40 tysięcy żołnierzy amerykańskich. W ciągu pierwszego miesiąca walk tysiące z tych sił zostały przeniesione do Europy. Według doniesień ‚Timesa’ wojska amerykańskie pozostające w Azji Zachodniej zostały przeniesione do ‚tymczasowych i alternatywnych’ lokalizacji poza swoimi bazami. Krytycy zauważyli, że fakt, iż żołnierze amerykańscy prowadzą wojnę z Iranem z hoteli i biur, oznacza, że Pentagon w istocie wykorzystuje cywilów w tych obszarach jako żywe tarcze.
Wojsko amerykańskie prowadzi wojnę z Iranem z baz w Europie. Fakt ten został dodatkowo potwierdzony w artykule w ‚Wall Street Journal’ zatytułowanym „Europa odgrywa kluczową rolę za kulisami w wojnie z Iranem”. Gazeta donosiła: „Chociaż wielu europejskich przywódców publicznie potępiło ataki USA na Iran, ich bazy wojskowe umożliwiają jedną z najbardziej złożonych logistycznie operacji, w jakiej armia amerykańska bierze udział od dziesięcioleci”. Według oficjalnych oświadczeń, w ostatnich tygodniach amerykańskie bombowce, drony i okręty były tankowane, uzbrajane i startowały z baz w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Portugalii, Włoszech, Francji i Grecji.
Jak twierdzą niemieccy i amerykańscy urzędnicy, drony bojowe są kontrolowane z rozległej bazy amerykańskiej w Ramstein w Niemczech, będącej centrum dowodzenia amerykańskich operacji przeciwko Iranowi. Ciężkie bombowce B-1 zostały sfotografowane podczas ładowania amunicji i paliwa w brytyjskiej bazie lotniczej RAF Fairford.
Największy na świecie lotniskowiec USS Gerald R. Ford jest obecnie zakotwiczony w bazie morskiej na Krecie w celu przeprowadzenia napraw po pożarze [„pralni”, jak piszą… md].
Generał Sił Powietrznych USA Alexus Grynkewich, najwyższy dowódca NATO, powiedział niedawno na przesłuchaniu w Senacie, że większość europejskich sojuszników udzieliła Ameryce ‚niezwykle dużego wsparcia’. Kontynent, na którym znajduje się około 40 amerykańskich baz wojskowych, gdzie stacjonuje 80 tydięcy żołnierzy, służy jako baza wypadowa dla operacji USA na Bliskim Wschodzie i w Afryce. „Odległości są krótsze, jest to bardziej opłacalne, a nasza sieć baz i sojuszników znacznie ułatwia demonstrację siły” – powiedział.
Tak więc niektóre rządy europejskie publicznie krytykowały wojnę USA z Iranem, przyznając, że narusza ona prawo międzynarodowe i stanowi bezprawną wojnę agresywną. Jednak w ukryciu większość państw członkowskich UE i Wielka Brytania wspierają Waszyngton w tej wojnie, pozwalając Pentagonowi na wykorzystywanie swojego terytorium do ataków na Teheran. Europa jest zatem współwinna konfliktu.
Tekst został opublikowany przez Bena Nortona cztery dni temu. Dziś około godziny 1:00 ogłoszono 14-dniowe zawieszenie działań wojennych.
Iran ogłosił ‚historyczną i druzgocącą klęskę’ Stanów Zjednoczonych i reżimu izraelskiego po 40 dniach wojny, ogłaszając, że Waszyngton został zmuszony do przyjęcia 10-punktowej propozycji Iranu, która obejmuje trwałe zawieszenie broni, zniesienie wszystkich sankcji i wycofanie amerykańskich wojsk bojowych z regionu.
Jeden komentarz na temat “08.04.2026. – Iran wygrywa tę wojnę”
SZS //
Waszyngton został zmuszony do przyjęcia 10-punktowej propozycji Iranu, która obejmuje trwałe zawieszenie broni,//Czy to tyczy zawieszeniem działań wojennych z USA ? Czy też z USA i Izraelem ? A może tylko z Izraelem ?
Czy oni (mieszkańcy Bliskiego Wschodu) wyciągają wnioski z przeszłości ? Wynika, że nie. Ciemność widzę…
Irańscy pełnomocnicy grożą blokadą Morza Czerwonego
Aby wesprzeć Teheran, proirańscy rebelianci Huti mogliby zablokować cieśninę Bab al-Mandab na Morzu Czerwonym. Byłaby to kolejna asymetryczna odpowiedź Irańczyków na ataki USA.
Konflikt między Iranem a Stanami Zjednoczonymi i Izraelem zaostrza się i wciąga nowych aktorów z regionu Zatoki Perskiej. Jak pokazują ostatnie wydarzenia, Teheran od kilku dni otrzymuje wsparcie militarne od tzw. ruchu Huti w Jemenie, na południu Półwyspu Arabskiego.
Jemeńscy Huti, którzy walczą o swoją szyicką wiarę od ponad 20 lat i obecnie kontrolują duże prowincje na zachodzie kraju ogarniętego wojną, są powszechnie uważani za „partnerów” Iranu. Są oni ideologicznie i politycznie blisko powiązani z Iranem i, dzięki jego wsparciu, skutecznie przeciwstawili się interwencji Arabii Saudyjskiej w ostatnich latach. Działają również głównie przy wsparciu Teheranu w wielu innych sprawach, konsekwentnie wzmacniając irańskie interesy.
Iran z kolei walczył z amerykańską i izraelską machiną wojenną praktycznie bez pomocy zagranicznej. (Zwłaszcza że kraje arabskie w regionie, zgodnie z przewidywaniami, albo opowiedziały się po stronie Waszyngtonu, albo zachowały neutralność). Jednak wraz z przystąpieniem jemeńskich Huti do wojny, równowaga sił w tym konflikcie może ulec znaczącej zmianie.
W odpowiedzi na izraelsko-amerykańskie naloty na Iran, rebelianci Huti ogłosili już na początku marca zamiar podjęcia działań przeciwko Stanom Zjednoczonym, Izraelowi i ich sojusznikom. Jak donosiły media, oddziały milicji Huti rozpoczęły w zeszły poniedziałek ataki na Izrael rakietami i dronami. Od tego czasu doszło do licznych nalotów na Izrael, w tym pocisków balistycznych wystrzelonych na cele w rejonie Tel Awiwu.
Wysoko postawieni przedstawiciele Huti podkreślają jednak, że ataki te były dopiero pierwszym krokiem. Z pełną siłą uderzą tylko wtedy, gdy „agresja na Iran i Liban znacząco się nasili” i jeśli jedno z państw Zatoki Perskiej weźmie w niej udział. Stwierdza to między innymi w oświadczeniu wiceministra informacji Huti z 2 kwietnia. W odwecie rebelianci zablokują strategiczną cieśninę Bab al-Mandab na wybrzeżu Jemenu , która łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i stanowi południową bramę do Kanału Sueskiego.
Cieśnina Bab al-Mandab ma około 30 kilometrów szerokości i ogromne znaczenie, zwłaszcza dla handlu między Azją a Europą. Szacuje się, że rocznie przepływa przez nią około 20 000 statków, co stanowi około 30% światowego ruchu kontenerowego i około 10% handlu ropą naftową.
Poważne ograniczenia żeglugi w Cieśninie Bab al-Mandab, a nawet całkowite zablokowanie tego szlaku transportowego, zmusiłyby firmy żeglugowe do kosztownego objazdu wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Wydłużyłoby to również czas podróży i poważnie zakłóciło globalne łańcuchy dostaw, potencjalnie doprowadzając do ich zatrzymania. Konsekwencje dla całej światowej gospodarki byłyby katastrofalne.
Huti dwa i pół roku temu udowodnili, że blokada jest rzeczywiście możliwa. W listopadzie 2023 roku, w odpowiedzi na izraelską ofensywę w Strefie Gazy, przeprowadzili ataki na izraelskie i powiązane z Izraelem statki handlowe na Morzu Czerwonym, poważnie ograniczając żeglugę w regionie. Żegluga nie została wówczas całkowicie sparaliżowana, ponieważ wtedy, między innymi, Huti powstrzymali się od atakowania statków przewożących ropę naftową lub skroplony gaz ziemny.
Zatem ataki Huti w cieśninie Bab al-Mandab byłyby kolejną skuteczną, asymetryczną odpowiedzią Teheranu na zmasowane naloty USA i Izraela. Być może równie skuteczną, jak blokada Cieśniny Ormuz, która już doprowadziła do globalnego kryzysu energetycznego. Wynika to przede wszystkim z ograniczeń w dostawach surowców z Bliskiego Wschodu i wynikającego z nich niedoboru energii, a także gwałtownego wzrostu światowych cen ropy naftowej i gazu.
Wojna między USA a Izraelem przeciwko Iranowi zmienia porządek geopolityczny i może wywołać kryzys gospodarczy. Ekonomista Michael Hudson omawia szok na rynku ropy naftowej i wyzwanie, jakie Teheran stawia USA.
Wojna między USA i Izraelem a Iranem zmienia porządek geopolityczny i może nawet wywołać globalny kryzys gospodarczy. Konflikt spowodował największy w historii szok cenowy ropy naftowej, wstrząsnął światowymi rynkami i podniósł ceny paliw i żywności.
Aby lepiej zrozumieć globalne implikacje, Ben Norton, redaktor Geopolitical Economy Report, przeprowadził wywiad z ekonomistą Michaelem Hudsonem. Hudson omówił, w jaki sposób Iran podważa dominację dolara amerykańskiego i osłabia kontrolę Waszyngtonu nad światowym rynkiem ropy naftowej, będącym kluczowym filarem amerykańskiej polityki zagranicznej.
==========================================
BEN NORTON : Wojna, którą Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły przeciwko Iranowi, ma ogromny wpływ na światową gospodarkę.
Dotknięte są wszystkie kraje świata, ponieważ wojna pomiędzy USA i Izraelem spowodowała największy szok cenowy ropy naftowej w historii – większy niż szoki cenowe ropy naftowej z 1973 i 1979 roku.
Efekty są szczególnie widoczne w Azji, gdzie większość importowanej ropy naftowej pochodzi z Zatoki Perskiej.
Filipiny ogłosiły stan wyjątkowy i obecnie reglamentują energię, ponieważ z powodu wojny nie mają wystarczającej ilości ropy naftowej.
Ponadto 32 państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) jednomyślnie podjęły decyzję o uwolnieniu 400 milionów baryłek ropy naftowej ze swoich rezerw awaryjnych.
Jest to jednak tylko rozwiązanie wymuszone, bardzo doraźne. Nie jest to rozwiązanie długoterminowe.
W związku z tym globalna cena ropy spadła jedynie nieznacznie w reakcji na doniesienia o uwolnieniu rezerw. Od tego czasu stale rośnie, ponieważ dopóki trwa wojna między USA i Izraelem z Iranem, na rynku energii będą występować ogromne zakłócenia.
Biorąc pod uwagę, że ropa naftowa jest najważniejszym surowcem na Ziemi – wykorzystywanym w wielu innych produktach i służącym do transportu żywności i innych dóbr we wszystkich dziedzinach życia społecznego – światowi przywódcy ostrzegają obecnie, że może to wywołać globalną recesję .
Ta wojna podnosi ceny nie tylko benzyny, ale także żywności, ponieważ wiele nawozów i substancji chemicznych wykorzystywanych w nawozach pochodzi z regionu Zatoki Perskiej.
Prawdopodobnie doprowadzi to do wzrostu stóp procentowych, co z kolei przełoży się na wyższe oprocentowanie kredytów hipotecznych i innych pożyczek dla osób fizycznych. Najmocniej ucierpią osoby najuboższe.
Aby zrozumieć, jaki wpływ ta wojna będzie miała na światową gospodarkę, rozmawiamy dziś ze znanym ekonomistą Michaelem Hudsonem, autorem licznych książek, w tym „ Superimperialism : The Economic Strategy of American Empire” .
Dzieje się tak, ponieważ Iran bezpośrednio podważa globalną dominację dolara amerykańskiego, a w szczególności systemu petrodolara – fakt, że przez dekady większość ropy naftowej na rynku światowym była wyceniana i sprzedawana w dolarach. Iran teraz to kwestionuje.
W odpowiedzi na tę agresywną wojnę między USA i Izraelem, Teheran zamknął Cieśninę Ormuz, zdecydowanie najważniejsze wąskie gardło w transporcie ropy naftowej na świecie.
Przez tę wąską cieśninę przepływa codziennie około 20% ropy naftowej będącej przedmiotem handlu na świecie – lub co najmniej 20% ropy naftowej przepływało przez tę cieśninę zanim USA i Izrael rozpoczęły tę wojnę.
Iran żąda teraz, aby inne kraje, jeśli chcą przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, zgodziły się sprzedawać ropę nie za dolary amerykańskie, lecz za chińską walutę – juany.
Biorąc pod uwagę ogromne geopolityczne i ekonomiczne konsekwencje tej wojny, uznałem, że Michael Hudson będzie idealnym gościem.
Bez zbędnych ceregieli przedstawimy teraz najciekawsze fragmenty wypowiedzi Michaela, a następnie przejdziemy bezpośrednio do wywiadu.
MICHAEL HUDSON : Iran uznał to za punkt zwrotny: od teraz będziemy na zawsze kontrolować Cieśninę Ormuz w Zatoce Perskiej i handel ropą naftową.
Oznacza to, że zamiast planów Stanów Zjednoczonych, które miały wykorzystywać ropę naftową jako narzędzie nacisku na inne kraje, aby wymusić na nich podporządkowanie się amerykańskiej polityce zagranicznej, Iran przejął kontrolę nad tym narzędziem i może nakładać sankcje na USA i ich sojuszników, sankcje na Izrael, sankcje na Europejczyków lub innych sojuszników Stanów Zjednoczonych.
To odwróciło bieg wszelkich prób USA wykorzystania ropy naftowej jako narzędzia kontroli. Pytanie brzmi, czy Iranowi uda się osiągnąć to, na czym opiera się cała polityka zagraniczna USA: kontrolę nad międzynarodowymi dochodami z eksportu ropy naftowej.
…
Amerykańska filozofia jest taka: Po pierwsze, bombardowanie cywilów narusza wszelkie zakazy prawa międzynarodowego. Cywile są bombardowani, aby ich zdemoralizować.
A jeśli skupimy się na tym, co Trump zrobił kilka tygodni temu, wspólnie z Izraelem, to bombardujecie szkoły , bombardujecie szpitale . Taka jest amerykańska polityka zagraniczna.
Najbardziej widoczne jest to w przypadku polityki Izraela w Strefie Gazy, a teraz także na Zachodnim Brzegu. Jest to ta sama polityka, którą Stany Zjednoczone prowadzą wobec Iranu.
Chodziło o to, aby zdemoralizować społeczeństwo i sprawić, by Irańczycy pozbyli się ajatollahów, mówiąc: „Nie chcemy już być bombardowani; chcemy uratować dzieci; wynegocjujmy umowę i wyznaczmy przywódcę akceptowalnego dla Stanów Zjednoczonych, aby zaprzestali bombardowania nas”.
To była bzdura od samego początku, ale stanowiła przewodnią zasadę amerykańskiej polityki zagranicznej: bombardowanie kraju prowadzi do zmiany reżimu, a ostatecznie do jego upadku.
…
Konflikt w Iranie zadecyduje o przyszłości światowej gospodarki. Czy przywróci Ameryce kontrolę nad handlem ropą naftową i zapewni USA upragnioną kluczową pozycję w światowej gospodarce? A może będziemy niezależni od Stanów Zjednoczonych?
O to właśnie chodzi w tej wojnie.
BEN NORTON : Michaelu, to zawsze dla nas przyjemność; dziękuję ci bardzo, że jesteś dziś z nami.
Mówił Pan już o niektórych kwestiach, które są obecnie przedmiotem dyskusji na świecie w związku z wojną w Iranie – zwłaszcza o dominacji dolara i systemie petrodolara. Pisze Pan o nich od dziesięcioleci, od lat 70. XX wieku.
W rzeczywistości rząd USA od dziesięcioleci planuje potencjalną wojnę z Iranem. To nic nowego.
Donald Trump jest teraz pierwszym prezydentem na tyle szalonym, by spróbować. Ale pamiętam, że za rządów George’a W. Busha, po inwazji USA na Irak, dużo mówiło się o możliwej inwazji na Iran.
Więc, Michaelu, proszę, wyjaśnij swoje spojrzenie na tę wojnę. Jaki jest jej szerszy kontekst i jak wpłynie ona na świat?
MICHAEL HUDSON : Wspomniałeś, że odnosi się to do ostatnich kilku lat lub dekad; tak naprawdę sięga pół wieku.
Już w połowie lat 70., gdy pracowałem dla Hudson Institute na kontraktach z Departamentem Skarbu, Białym Domem i Departamentem Obrony, brałem udział w spotkaniach, na których wielokrotnie omawiano, że Stany Zjednoczone będą musiały ostatecznie przejąć kontrolę nad całą ropą naftową na Bliskim Wschodzie, co oznaczało podbój Iranu.
Na przykład w połowie lat 70. Herman Khan oświadczył na konferencji wojskowej, że Beludżystan oferuje prawdopodobnie najlepszą okazję do podziału Iranu na terytoria zależne etnicznie. Położony między Pakistanem a Iranem, Beludżystan był prawdopodobnie idealnym miejscem do rozpoczęcia ruchu separatystycznego. Istniały plany wojskowe.
W połowie lat 70. pracowałem w sektorze naftowym i w obszarze bilansu płatniczego. Przez wiele lat zajmowałem to stanowisko w Chase Manhattan Bank. Byłem właściwie jedyną osobą – tak nisko w hierarchii, technik po dwudziestce – która miała dostęp do wszystkich szczegółów operacyjnych i statystyk głównych amerykańskich firm naftowych, aby móc obliczyć rolę ropy naftowej w bilansie płatniczym, a tym samym jej wpływ na dolara.
Stało się to tuż po tym, jak Stany Zjednoczone zostały zmuszone do porzucenia standardu złota w 1971 r. z powodu wojny w Wietnamie.
Stany Zjednoczone od początku zdawały sobie sprawę, że to, co widzimy dzisiaj, będzie ostateczną bitwą o – jak miały nadzieję – umocnienie amerykańskiej kontroli nad ropą naftową na Bliskim Wschodzie. Chciały zająć decydujące miejsce, ponieważ centralnym punktem, najsilniejszą dźwignią amerykańskiej polityki zagranicznej w ubiegłym stuleciu, była kontrola nad światowym handlem ropą naftową.
Ponieważ jest to niezwykle zyskowne dla samych amerykańskich firm naftowych – daje im to ogromną kontrolę nad polityką USA – a także potencjalną kontrolę nad gospodarką USA nad innymi krajami, poprzez możliwość odcięcia dostaw ropy naftowej do innych krajów, a tym samym zatrzymania produkcji energii elektrycznej, produkcji chemicznej i produkcji nawozów z wykorzystaniem gazu ziemnego.
Przemysł naftowy obejmuje również przemysł gazowy, ponieważ są one ze sobą ściśle powiązane. Wszystko to jest starannie rozważane. Co roku wojsko aktualizuje długoterminowe plany na wypadek, gdybyśmy faktycznie musieli użyć siły, aby wyegzekwować naszą kontrolę nad Bliskim Wschodem; jeśli z jakiegokolwiek powodu państwa naftowe OPEC uniezależnią się od Stanów Zjednoczonych i zechcą inwestować swoje zyski z ropy poza Stanami Zjednoczonymi, zamiast przekazywać je w całości Stanom Zjednoczonym, aby inwestować je w obligacje rządowe, obligacje korporacyjne, depozyty bankowe i akcje; jeśli choć jedno z nich zechce skorzystać ze swojej suwerenności i pójść własną drogą, będziemy musieli przejąć kontrolę; a w każdym razie będziemy musieli przejąć kontrolę nad Iranem, ponieważ jest to najpotężniejszy, ostateczny punkt oparcia dla amerykańskiej kontroli.
Wszystko to było całkowicie transparentne. To nie jest po prostu wojna Donalda Trumpa. To wojna, którą rozpoczął właśnie w tym czasie, ponieważ w wyniku wojny – najpierw na Ukrainie, a potem w dostawach do Izraela – Ameryka systematycznie traciła siłę gospodarczą i militarną, a także broń, pociski, samoloty i bomby.
Nigdy więc nie będzie bardziej sprzyjającego czasu na wojnę niż teraz. I oczywiście, to zły czas, ale nie aż tak zły, jak się stanie w niedalekiej przyszłości. A wojsko, neokonserwatyści, którzy za nim stoją, i CIA, która za nim stoi, nie odpuszczą.
Mówią: „Co mamy do stracenia? Jeśli teraz nie zabezpieczymy dostaw ropy z Bliskiego Wschodu, stracimy to, co stało się najważniejszą dźwignią amerykańskiej polityki zagranicznej”.
Donald Trump wierzył, że może podbić Iran w ciągu dwóch do czterech tygodni. I naprawdę w to wierzył.
Miał nadzieję, że do czasu planowanej podróży do Chin będzie mógł skonfrontować się z Chinami i powiedzieć: „Cóż, właśnie doprowadziliśmy do zmiany reżimu w Iranie. Zainstalowaliśmy irańską oligarchię kliencką, dyktatora klienckiego, który przejmuje władzę i stanie się, że tak powiem, irańską wersją Borysa Jelcyna, zarządzającą irańską ropą naftową w interesie Stanów Zjednoczonych”.
„Mamy więc teraz prawo nałożyć na was sankcje, Chiny. Moglibyśmy odciąć wam dostawy ropy. Ale wiecie, nie chcemy tego robić. Jeśli zaczniecie eksportować surowce, gal, wolfram i wszystkie inne rzeczy, których potrzebujemy dla naszej armii, na które nałożyliście kontrolę eksportu, to oddamy wam ropę”.
Trump miał nadzieję zaprezentować to zwycięstwo Chinom. Cóż, to marzenie najwyraźniej legło w gruzach. Wojsko źle obliczyło sytuację, bo nie było w stanie wymyślić alternatywy, która mogłaby zagrozić temu wielkiemu planowi.
Przypomnij sobie wszystkie amerykańskie ataki militarne z ostatnich 50 lat, od wojny w Wietnamie – wszystkie wojny USA, od Wietnamu po Irak, Afganistan, Syrię i Wenezuelę.
To zawsze Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, koalicja chętnych, walczyły przeciwko poszczególnym krajom. To pierwsza wojna, jaką Ameryka stoczyła od II wojny światowej, w której wrogie kraje są ze sobą sprzymierzone.
Nie chodzi już tylko o walkę z Iranem. Chodzi o walkę z Iranem, wspieraną przez Rosję i Chiny, bo wszyscy wiedzą, że to walka do samego końca o odpowiedź na pytanie: Czy Stany Zjednoczone będą w stanie odzyskać kontrolę nad światową gospodarką dzięki monopolom? Monopolowi naftowemu, pożądanemu monopolowi informatycznemu, monopolowi na chipy komputerowe, monopolowi technologicznemu, ale także ich zdolności do zaopatrywania innych krajów w żywność, eksportu i kontroli nad zbożem.
To ostatnia szansa. I to właśnie pewna desperacja początkowo skłoniła amerykańskich planistów do zaangażowania się w ten projekt.
I wierzę, że to się nie uda. Wszyscy generałowie mówili im, że to się nie uda. Pesymistyczni generałowie zostali praktycznie wyrzuceni z wojska i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ponieważ: „Skoro jesteś pesymistą, to dlaczego się nie angażujesz? Dlaczego nie jesteś częścią zespołu? A może jesteś marionetką Putina? Po prostu musisz wierzyć”.
Ameryka wierzyła, że nie może przegrać wojny, ponieważ jej polityka bombardowania innych krajów zawsze okaże się skuteczna.
Amerykańska filozofia jest taka: Bombardując cywilów, łamiesz wszystkie zasady prawa międzynarodowego, które tego zabraniają. Bombardujesz cywilów, żeby ich zdemoralizować.
A jeśli skupimy się na tym, co Trump zrobił kilka tygodni temu, wspólnie z Izraelem, to bombardujemy szkoły, bombardujemy szpitale. Taka jest amerykańska polityka zagraniczna.
Najbardziej widoczne jest to w przypadku polityki Izraela w Strefie Gazy, a teraz także na Zachodnim Brzegu. Jest to ta sama polityka, którą Stany Zjednoczone prowadzą wobec Iranu.
Chodziło o to, aby zdemoralizować społeczeństwo i sprawić, by Irańczycy pozbyli się ajatollahów, mówiąc: „Nie chcemy już być bombardowani; chcemy uratować dzieci; wynegocjujmy umowę i wyznaczmy przywódcę akceptowalnego dla Stanów Zjednoczonych, aby zaprzestali bombardowania nas”.
To była bzdura od samego początku, ale stanowiła przewodnią zasadę amerykańskiej polityki zagranicznej: bombardowanie kraju prowadzi do zmiany reżimu, a ostatecznie do jego upadku.
Tego właśnie Ameryka oczekiwała od Rosji.
Ale zasadniczo Iran podziela tego samego ducha, co Patrick Henry w amerykańskiej rewolucji przeciwko Wielkiej Brytanii w 1776 roku. Krzyczał: „Dajcie mi wolność albo dajcie mi śmierć!”. I właśnie to mówi Iran.
Ma to dla nich kluczowe znaczenie, ponieważ wiedzą, jakie są plany USA, skoro Stany Zjednoczone tak otwarcie je ujawniły.
Tak, chcą zmiany reżimu; chcą zniszczyć Iran; chcą przejąć kontrolę nad irańską ropą naftową i wykorzystać dochody z jej eksportu do podtrzymania dolara amerykańskiego, a w zasadzie amerykańskiej gospodarki. Chcą dać amerykańskiej polityce zagranicznej możliwość pozbawiania innych krajów ropy naftowej i powiedzieć: „Możemy zamknąć wasz przemysł, wasz przemysł chemiczny, wszystkie wasze gałęzie przemysłu, które potrzebują energii elektrycznej, ropy i gazu; możemy to wszystko zrobić, jeśli będziecie prowadzić niezależną politykę i przestrzegać własnej suwerenności. A my w Stanach Zjednoczonych odrzucamy zasadę Organizacji Narodów Zjednoczonych, że każdy naród posiada swoją własną suwerenność”.
To fundamentalna zasada cywilizacji zachodniej ostatniego półwiecza, fundamentalna zasada Karty Narodów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone odrzucają ją w całości.
Dzięki temu inne kraje zrozumiały, że to rzeczywiście ostatni konflikt.
Konflikt w Iranie zadecyduje o przyszłości światowej gospodarki. Czy przywróci Ameryce kontrolę nad handlem ropą naftową i zapewni USA upragnioną kluczową pozycję w światowej gospodarce? A może będziemy niezależni od Stanów Zjednoczonych?
O to właśnie chodzi w tej wojnie.
BEN NORTON : Dobrze powiedziane, Michaelu. Poruszyłeś tak wiele ważnych kwestii. Trudno powiedzieć, od czego zacząć.
Chciałem tylko krótko skomentować fakt, że Stany Zjednoczone od dziesięcioleci przygotowują się do wojny z Iranem i, jak powiedziałeś, czekają na najmniejszy zły moment.
Uważam, że to całkowicie słuszne, ponieważ w ciągu ostatnich dwóch lat miały miejsce dwa ważne wydarzenia, które doprowadziły do wojny w Iranie.
Po pierwsze, doszło do obalenia rządu syryjskiego w 2011 r., co zapoczątkowało wojnę o zmianę reżimu, zakończoną ostatecznie sukcesem pod koniec 2024 r. i stanowiącą ważny krok w kierunku wojny z Iranem.
Następnie Izrael zabił także przywódców libańskiego ruchu oporu, co ich zdaniem wyeliminowałoby Liban z równania.
Eliminując Liban i Syrię – lub przynajmniej wierząc, że wyeliminowały Liban – USA i Izrael były w stanie zaatakować Iran, izolując Teheran od jego sojuszników.
Widzimy, że opór w Libanie trwa, mimo że Izrael dokonał inwazji i próbuje skolonizować południe kraju.
Teraz chciałbym omówić system dolarowy bardziej szczegółowo. Myślę, że jest to kluczowe dla zrozumienia tej wojny.
Rozmawiamy o tym, w jaki sposób USA zamierzają wykorzystać swoją kontrolę nad światowym rynkiem ropy naftowej, aby wesprzeć dolara.
System petrodolara ma swoje początki w 1974 r., kiedy to rząd Richarda Nixona, po odłączeniu dolara od standardu złota, zawarł porozumienie z Arabią Saudyjską, która w tamtym czasie była największym producentem ropy naftowej na świecie, w celu zapewnienia, że ropa naftowa będzie handlowana wyłącznie w dolarach, co zagwarantowało globalny popyt na dolara.
Wygląda na to, że Iran doskonale rozumie, jakie to ma znaczenie dla hegemonii USA, jak ważne jest dla systemu dolarowego i petrodolara, ponieważ bezpośrednio wziął to na celownik.
Iran zamknął Cieśninę Ormuz i żąda, aby kraje przepływające przez nią handlowały ropą naftową w juanach chińskich.
Co więcej, pojawiły się doniesienia, że irańskie wojsko bierze na celownik nie tylko amerykańskie bazy wojskowe w regionie, ale także biura dużych amerykańskich korporacji, w tym amerykańskich instytucji finansowych i dużych firm technologicznych, które budują duże centra danych AI w takich miejscach jak ZEA.
Myślę więc, że Iran zdaje sobie sprawę, jak ważny jest aspekt ekonomiczny w tej wojnie. Czy chciałby Pan o tym porozmawiać?
MICHAEL HUDSON : Tak, plany Stanów Zjednoczonych dotyczące kontroli militarnej nad Bliskim Wschodem nie opierały się na własnych operacjach bojowych, ponieważ Stany Zjednoczone były wyczerpane wojną w Wietnamie – pamiętamy, że w połowie lat 70.
Stany Zjednoczone miały dwie armie klienckie walczące na Bliskim Wschodzie.
Przede wszystkim Izrael jest armią klientelną. Porozumienie osiągnięto już w latach 70. XX wieku – a Herman Kahn z Instytutu Hudsona odegrał w nim kluczową rolę. Uzgodniono z senatorem Henrym „Scoopem” Jacksonem, jednym z czołowych senatorów amerykańskich opowiadających się za wojskiem, że wykorzysta on Izrael jako armię zastępczą USA.
BEN NORTON : Joe Biden, będąc jeszcze senatorem, dał temu jasno do zrozumienia. W przemówieniu powiedział: „Izrael to najlepsza inwestycja, jaką możemy poczynić”.
JOE BIDEN : (1986) Gdyby Izrael nie istniał, Stany Zjednoczone musiałyby stworzyć Izrael, aby chronić swoje interesy w regionie. Stany Zjednoczone musiałyby zatem podjąć działania i ustanowić Izrael.
(W 2022 r.) Często mówiłem, Panie Prezydencie, że gdyby to nie był Izrael, musielibyśmy go wymyślić.
(W 2023 r.) Już dawno powiedziałem: gdyby Izrael nie istniał, musielibyśmy go wymyślić.
MICHAEL HUDSON : Tak, wtedy było bardzo otwarcie.
Później, po wydarzeniach 11 września i po tym, jak prezydent Carter poparł mudżahedinów w Afganistanie jako alternatywę dla świeckich rządów w tym kraju, Al-Kaida przekształciła się w wahhabicką armię terrorystyczną.
A wahhabici są drugą siłą wysłaną przez Amerykę.
Wspomniałeś o Syrii. Oczywiście, przywódcy ISIS, terrorystów, są w Syrii. I są zajęci mordowaniem wszystkich nie-sunnitów. Zabijają alawitów, zabijają chrześcijan. Są w zasadzie ścinaczami głów.
Są to zatem dwie armie zastępcze Stanów Zjednoczonych [Izrael i Wahhabici].
Dlaczego więc to wszystko jest teraz tak pilne? Po pierwsze, wahhabici ściśle współpracują z Izraelem od dziesięciu lat. Izrael jest jedyną grupą niesunnicką, której nie zaatakowali. Współpracują ze sobą od lat.
Cóż, tym, co zmusiło wojsko w Izraelu do działania, był atak Izraela na Strefę Gazy i opór ze strony Libanu, wojna domowa, która rozprzestrzeniła się na cały Bliski Wschód, a także ogólnoświatowa krytyka ludobójstwa w Strefie Gazy, której świadkami byli przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych i Międzynarodowego Trybunału Karnego.
Wszystko to postawiło USA i Izrael przed koniecznością zadania sobie pytania: „Czy pozwolimy na przejęcie władzy?”
Izrael próbuje teraz przejąć władzę w Libanie. Podejrzewam, że Izraelczycy będą potrzebować wyjścia, jeśli Iranowi uda się zniszczyć gospodarcze fundamenty państwa izraelskiego.
To są ramy wojskowe dla tego wszystkiego, a oto są ramy finansowe.
Chciałbym jeszcze raz poruszyć kwestię kontroli petrodolarów, o której pan wspomniał.
Nie chodziło tylko o wycenę ropy w dolarach. Wszystkie kraje wyceniały eksport miedzi, właściwie wszystko, w dolarach, ponieważ to wciąż była główna waluta.
Kraje niemal bezproblemowo przeniosły swoje rezerwy walutowe ze złota i dolarów amerykańskich, które były równie wartościowe jak złoto, na dolary amerykańskie, nawet gdy dolar nie był już tak wartościowy jak złoto. Nadal handlowano dolarami amerykańskimi.
Pytanie więc brzmiało: Gdzie zainwestować te środki?
Zgodnie z dyrektywami Kissingera – a wszystko to zostało mi wyjaśnione przez Departament Skarbu i Departament Stanu w latach 1974 i 1975 – wojsko amerykańskie poinformowało Arabię Saudyjską i inne kraje OPEC: „Możecie żądać dowolnej ceny za ropę, ale nadwyżki musicie zainwestować w Stanach Zjednoczonych. Nie pozwolimy wam przejąć kontroli nad dużymi amerykańskimi firmami. Nie możecie kupić amerykańskich firm; tylko my możemy przejąć kontrolę nad zagranicznymi gospodarkami. Będziecie kupować obligacje. Możecie finansować amerykański przemysł i amerykańskie firmy. Możecie kupować akcje tych firm. Możecie zarabiać pieniądze, po prostu deponując swoje pieniądze w bankach”.
To były petrodolary. Petrodolary stanowiły oszczędności krajów OPEC, które były inwestowane w bankach.
Cóż, ponowne wykorzystanie nadwyżek OPEC nie jest dziś tak ważne, jak w latach 70. Wtedy petrodolary napływały do amerykańskich banków. I co się z nimi stało? Pożyczano je krajom Globalnego Południa, aby sfinansować deficyt handlowy i bilans płatniczy.
Doprowadziło to ostatecznie do załamania się dolara Ameryki Łacińskiej i innych długów zagranicznych. Później z kolei doprowadziło do azjatyckiego kryzysu finansowego w 1998 roku, który, jak sądzę, posłuży jako doskonały przykład dalszych wydarzeń w tym roku.
Jednak Arabia Saudyjska i inne kraje przez ostatnie 10–20 lat wykorzystywały przychody z eksportu do rozwijania swoich gospodarek w sposób wręcz szalony, budując ogromne luksusowe posiadłości na pustyni i wznosząc wielkie zakłady odsalania wody, aby dostarczać wodę na potrzeby całego kraju.
Ale nadal dysponują ogromnymi oszczędnościami w postaci obligacji, akcji i inwestycji finansowych w Stanach Zjednoczonych.
Ponieważ kraje OPEC są obecnie pozbawione dochodów z eksportu, ogłosiły: „Rzeczywiście obciążyliśmy naszą gospodarkę długiem. Pomimo naszego bogactwa, nasze projekty i inwestycje w nieruchomości są finansowane długiem, a teraz musimy zacząć sprzedawać nasze amerykańskie papiery wartościowe i złoto, aby utrzymać równowagę budżetową i bilans płatniczy”.
Wszystko to prowadzi obecnie do wyprzedaży dolara. W rezultacie cały efekt petrodolara – cały napływ funduszy OPEC do waluty, czyli cena ropy w dolarach – uległ odwróceniu. To wywiera obecnie znaczną presję na dolara.
To jest kolejne zagrożenie.
Iran oświadczył: „To punkt zwrotny. Teraz będziemy na zawsze kontrolować Cieśninę Ormuz w Zatoce Perskiej. Dlatego nazywa się Zatoka Perska, bo należy do nas. I będziemy kontrolować handel ropą”.
Oznacza to, że to nie Stany Zjednoczone wykorzystują już ropę naftową jako narzędzie nacisku na inne kraje, aby wymusić na nich podporządkowanie się amerykańskiej polityce zagranicznej, lecz Iran kontroluje teraz ten punkt nacisku i może nakładać sankcje na USA i ich sojuszników, sankcje na Izrael, sankcje na Europejczyków i innych sojuszników Stanów Zjednoczonych.
To odwróciło sytuację i uniemożliwiło Stanom Zjednoczonym wykorzystanie ropy naftowej jako środka kontroli.
Pytanie brzmi, czy Iranowi uda się osiągnąć to, na czym opiera się cała polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych: kontrolę nad międzynarodowymi dochodami z eksportu ropy naftowej.
I ustalenie, kto może kupić ropę, gaz ziemny i hel – te trzy rzeczy – a także kontrola nad Cieśniną Ormuz, kontrola nad importem żywności i innych dóbr do krajów OPEC, tak aby stanowiła ona wąskie gardło zarówno dla krajów OPEC, jak i zagranicznych konsumentów ropy.
BEN NORTON : Tak, Michaelu, chciałbym tutaj rozwinąć kwestię energii.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna określiła obecny kryzys energetyczny mianem największego szoku podażowego w historii świata.
Jest on poważniejszy niż kryzys naftowy wywołany embargiem OPEC z 1973 r., który również był powiązany z agresywną wojną Izraela.
A potem, w 1979 r., w wyniku rewolucji irańskiej nastąpił kolejny kryzys naftowy.
Ale dziś jesteśmy świadkami największego kryzysu naftowego w historii.
Cena ropy naftowej gwałtownie wzrosła, co napędzi inflację na całym świecie, ponieważ ropa naftowa jest kluczowym surowcem do produkcji wielu innych produktów i jest potrzebna do transportu większości towarów, zwłaszcza żywności.
Co więcej, wiele nawozów i chemikaliów używanych w nawozach pochodzi z Zatoki Perskiej. Może to zatem wywołać kryzys żywnościowy, który szczególnie mocno dotknie kraje Globalnego Południa.
Kraje eksportujące ropę naftową mogłyby naturalnie skorzystać na wyższych przychodach – jednak znaczna część infrastruktury naftowej i gazowej w regionie Zatoki Perskiej została zniszczona przez wojnę. W związku z tym niektóre z tych państw Zatoki Perskiej mogą nie skorzystać ze wzrostu przychodów z eksportu.
Większość krajów Globalnego Południa importuje jednak ropę naftową, energię i inne surowce. A wraz ze wzrostem cen surowców będzie to miało znaczący wpływ na ich gospodarki.
Prawdopodobnie doprowadzi to do deficytów na rachunku bieżącym. Oznacza to, że w krajach Globalnego Południa wiele walut straci na wartości w stosunku do dolara, co prawdopodobnie doprowadzi do odpływu kapitału – tak zwanego „gorącego pieniądza”, ponieważ zagraniczni inwestorzy po prostu sprzedadzą wszystkie swoje aktywa na rynkach wschodzących.
Możemy zatem doświadczyć kryzysów walutowych, gospodarczych, energetycznych i żywnościowych.
Ta wojna wyborcza, ta agresywna wojna rozpoczęta przez Trumpa i Netanjahu, może wywołać potężny kryzys gospodarczy, który szczególnie mocno uderzy w globalne Południe.
Czy widzisz to tak samo?
MICHAEL HUDSON : Tak, i wszystko to było przewidywalne.
Jeśli chcesz zobaczyć paradygmat, model tego, co się wydarzy, spójrz najpierw na to, co stało się z niemieckim przemysłem po tym, jak Stany Zjednoczone i Europa nałożyły sankcje na zakup rosyjskiego gazu i ropy.
Niemiecki przemysł załamał się, a Europa i Niemcy pogrążają się w depresji. Stoją w obliczu głębokiej depresji.
To, co wydarzyło się w Niemczech, zniszczyło gospodarkę kraju i doprowadziło do zamknięcia przemysłu chemicznego.
Ropa naftowa nie jest wykorzystywana wyłącznie do produkcji energii. Jak wspomniałeś wcześniej, ropa jest również wykorzystywana w przemyśle chemicznym. Jest składnikiem przemysłu szklarskiego i produkcji nawozów.
Nawozy są teraz szczególnie ważne, ponieważ powstają z gazu ziemnego. A zanim Iran zbombardował Katar, Katar był wiodącym eksporterem skroplonego gazu ziemnego.
Ten gaz ziemny był wykorzystywany w innych krajach, zwłaszcza w sojusznikach Ameryki – Japonii, Korei i na Filipinach – do produkcji nawozów. Wszystkie te kraje przeżywają kryzys.
A hel, podobnie jak gaz ziemny – faktem jest, że na przykład hel nie jest dostępny dla Tajwanu i jego przemysłu półprzewodnikowego ani energetycznego. Tajwan nie ma również dostępu do ropy naftowej.
Jak Tajwan ma produkować półprzewodniki, które mają być kluczem do amerykańskiej kontroli nad technologią informatyczną, do wszystkich chipów komputerowych i monopoli, które Ameryka miała nadzieję osiągnąć? To zatem dalekosiężne pytanie.
Co więcej, na półkuli północnej zbliża się sezon sadzenia, a w tym okresie potrzebne jest nawożenie.
Ceny nawozów, w dużej mierze wytwarzanych z gazu ziemnego, już rosną w Stanach Zjednoczonych. To wywiera presję na rolnictwo. Amerykańscy rolnicy – podobnie jak z pewnością rolnicy w całej Europie i na Globalnym Południu – narzekają: „Nie możemy zarobić na sprzedaży naszych plonów po dzisiejszych cenach, skoro musimy płacić tak wysokie cła na nawozy i sprzęt rolniczy, które Trump nałożył na nas, że tracimy pieniądze na uprawę”.
Co więc zrobią?
Doprowadzi to do kryzysu w rolnictwie. A kraje, które ucierpią najbardziej, to oczywiście te, które najmniej mogą sobie pozwolić na wyższe ceny nawozów, benzyny i ropy naftowej. To kraje Globalnego Południa.
Ponieważ oprócz kosztów ropy naftowej i gazu oraz ich produktów ubocznych, muszą również spłacać zaległe długi zagraniczne w dolarach. Coś musi się zmienić.
Będą zaległości w płatnościach. Inne kraje będą się zastanawiać: „Co powinniśmy zrobić? Czy chcemy pójść w ślady Europy i powiedzieć: »Mamy kryzys budżetowy, ceny ropy rosną. Musimy dotować właścicieli domów, żeby mogli ogrzewać swoje domy gazem lub olejem. Nasi pracownicy już żyją na granicy ubóstwa i zadłużają się coraz bardziej. Przegramy wybory w Europie, tak jak w Ameryce, jeśli konsumenci będą musieli wydawać o wiele więcej pieniędzy na ropę, gaz, ogrzewanie i prąd w przypadku zaległości w płatnościach. Będziemy więc musieli ograniczyć wszystkie inne wydatki socjalne i jednocześnie zwiększyć wydatki na wojsko«”.
Doprowadzi to zatem do kryzysu politycznego, do konfliktu między zwolennikami i przeciwnikami wojny, między zwolennikami i przeciwnikami USA, od Europy po kraje globalnego Południa i kraje azjatyckie będące sojusznikami Ameryki.
W jaki sposób Korea i Japonia mogą zebrać 350 miliardów dolarów, które koreański parlament rzekomo właśnie zatwierdził, uzasadniając to następująco: „Zapłacimy Donaldowi Trumpowi 350 miliardów dolarów, które będzie mógł wykorzystać według własnego uznania, abyśmy nie stracili rynku eksportowego USA dla naszych produktów”?
Japonia zobowiązała się do wydania 650 miliardów dolarów. Jak mają to zrobić, skoro nie mają gazu i ropy naftowej potrzebnych do eksportu do Stanów Zjednoczonych?
Ktoś tam pewnie pomyślał: „Jeśli nie będziemy mieli ropy i gazu, nie będziemy eksportować do Stanów Zjednoczonych. Nie musimy więc dawać Stanom Zjednoczonym 350 miliardów dolarów z Korei i 650 miliardów dolarów z Japonii”.
Wszystkie te umowy zawarte przez Trumpa zostaną wtedy anulowane.
BEN NORTON : Cóż, Michaelu, myślę, że to idealne zakończenie. Bardzo dziękuję, że tu jesteś.
Niestety, wygląda na to, że ta wojna będzie trwała, ale jestem pewien, że wkrótce zaproszę Cię ponownie, aby omówić globalny wpływ tego konfliktu bardziej szczegółowo. Dziękuję.
MICHAEL HUDSON : Nie mogę się doczekać. Dziękuję za zaproszenie.