Słabnąca rola USA jako „arbitra światowego”, połączona z coraz bardziej nieodpowiedzialną chaotyczną polityką Waszyngtonu, zmusiła nawet najgorętszego wielbiciela Ameryki, jakim jest Izrael [chyba odwrotnie. md] , do zwrócenia się do Moskwy z prośbą o mediację z Iranem. O to samo zwrócił się Teheran do Kremla.
W grudniu ubiegłego roku odbywały się w Moskwie poufne negocjacje Iranu i Izraela.
Ostatnio Putin odbył niespodziewaną wizytę do Tel Awiwu, spotykając się z izraelskimi przywódcami.
Z powodu nieustannych gróźb Trumpa w kontekście demonstracji w Iranie, czasu pozostało niewiele.
Standardową polityką Zachodniego Imperium Kłamstwa, jest nakładanie na wybraną ofiarę niszczycielskich sankcji gospodarczych, przy jednoczesnym podżeganiu niezadowolonej opinii publicznej do demonstracji antyrządowych. Jeśli same demonstracje okazują się niewystarczające, to „kochający demokrację Zachód”, wysyła tam swe siły powietrzne w celu dokonania „humanitarnych bombardowań”, jak to miało miejsce w Iraku, Libii, Afganistanie, byłej Jugosławii, Syrii, itd.
Jeśli „powietrzna perswazja” hegemona nie jest wystarczająca, Zachód wysyła tam swoją „koalicję chętnych”, by nie babrać się z rezolucjami ONZ, który i tak jest w kieszeni Waszyngtonu.
W przypadku Iranu problem polega na tym, że posiada on największe zasoby rakiet konwencjonalnych, w tym nie-przychwytywalnych hipersonicznych.
Użycie przez Teheran nawet ułamka swego arsenału, może doprowadzić do całkowitego zniszczenia malutkiego Izraela, a także wszystkie regionalne baz USArmy.
Z tego też powodu Izrael zgodził się nie tylko na negocjacje, ale również na deklarację nie zastosowania w stosunku do Iranu wyprzedzającego uderzenia.
Iran zrewanżował się podobną deklaracją w stosunku do Izraela, choć jego zaufanie do ewentualnych porozumień z Izraelem jest równie nikłe, jak w przypadku ewentualnych umów z Waszyngtonem.
Stawka jest jednak gigantyczna. W przypadku niebezpieczeństwa anihilacji Izraela, użyje on zapewne broni jądrowej, którą bezprawnie posiada. Jakie spowodowałoby to konsekwencje, nie ma potrzeby wyjaśniać.
Z tego też powodu, Putin osobiście zaangażował się w te negocjacje. Pokazując przy okazji całemu światu, kto po ostatecznym upadku Zachodniego Imperium Kłamstwa, będzie grać rolę światowego arbitra.
Dobrze by było, żeby skundlony globalistyczny reżim w Warszawie, pod przywództwem germańskiego agenta Gauleitera Tuska, pojął tą prostą prawdę. Nie w interesie Polaków, których nienawidzi, ale swym własnym interesie. Niech globalistyczne szumowiny nie zapominają, że Rosja już zaczęła konstruować Norymbergę 2, na potrzeby osądzenia zachodnich kolonizatorów i tzw. „neokonserwatystów”.
Putin Makes Double Iran Move, Then Issues Stark Message to Trump & Netanyahu
Jeszcze światło nie zostało dokładnie oddzielone od ciemności, ale pojawiły się w sieci informacje, jakoby “dyplomacja Zatoki Perskiej”, to znaczy – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar – przekonały prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, by “wstrzymał” atak na Iran, w którym okrutny reżym ajatollahów prześladuje uciśniony tamtejszy lud.
Przypomnijmy, że pogłoski o ataku pojawiły się już 29 grudnia, kiedy to na Florydę przyleciał premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu, który “przekonał” prezydenta Trumpa, że nie ma innej rady, jak tylko “zmiażdżyć” znienawidzony reżym irański, który sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, to znaczy – utrudnia bezcennemu Izraelowi realizację projektu “Wielkiego Izraela”, z którą to ideą, premier Netanjahu “czuje się związany”.
Przekonanie prezydenta Trumpa do ostatecznego rozwiązania kwestii irańskiej było tym łatwiejsze, że już dzień wcześniej, to znaczy – 28 grudnia – uciśniony lud irański wszczął “pokojowe protesty” na ulicach Teheranu i innych miast Iranu, w następstwie których zapłonęły samochody i inne łatwopalne obiekty, a [podobno md] ponad 2 tysiące osób straciło życie – w tym również ponad 100 funkcjonariuszy bezpieczeństwa.
Wydawało się tedy, że w Iranie zapanowała sytuacja rewolucyjna, która – według Włodzimierza Lenina nastaje wtedy, gdy spełnione są jednocześnie trzy warunki: po pierwsze pojawia się masowe niezadowolenie, po drugie – to masowe niezadowolenie uzewnętrznia się w postaci masowych protestów i wreszcie – gdy istnieje jakieś wpływowe państwo, zainteresowane przeprowadzeniem przewrotu politycznego w danym kraju.
W przypadku Iranu ten trzeci warunek został spełniony z nadwyżką, bo aż dwa wpływowe państwa: Stany Zjednoczone oraz bezcenny Izrael okazały zainteresowanie przeprowadzeniem w Iranie politycznego przewrotu.
Wydawało się zatem, że wszystko jest nie tylko w jak najlepszym porządku według norm leninowskich, ale i na najlepszej drodze. W miarę, jak protesty przybierały na sile, odezwał się wyciągnięty przez CIA z naftaliny “następca tronu”, czyli syn byłego szacha, Mohammeda Rezy Pahlaviego, który pod koniec lat 70-tych został wyślizgany przez ajatollaha Chomeiniego, co to przedtem przebywał na emigracji we Francji pod czujnym okiem tamtejszej razwiedki.
O kulisach całej sprawy opowiedział pani Krystynie Okrent, z tych lepszych, belgijskich Okrentów z korzeniami, która była naturalną przyjaciółką późniejszego ministra spraw zagranicznych Republiki Francuskiej, Bernarda Kouchnera, były szef francuskiego wywiadu, hrabia Aleksander de Marenches, którego prezydent Pompidou wysłał do Teheranu, by się zorientował, co się dzieje z tym całym szachem i czy warto go podtrzymywać.
Hrabia de Marenches – o czym wspomina w książce “Sekrety szpiegów i książąt” – po powrocie zameldował, że szach jest już passe, wobec czego następnym samolotem poleciał do Teheranu ajatollah Chomeini i tak narodziła się tam “republika islamska”.
—————————————————————————
No a teraz kres republice islamskiej miał położyć wyciągnięty z naftaliny “następca tronu” w osobie Cyrusa Rezy Pahlaviego, który zaapelował do swego ludu, by nie przerywał protestów, bo tylko patrzeć, jak on wróci do Iranu z mocą wielką i majestatem, a wtedy zostanie tam przywrócone prawo i sprawiedliwość – chociaż bez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, który ma do wykonania ważne zadania na scenie politycznej naszego nieszczęśliwego kraju.
Z zagadkowych przyczyn apel “następcy tronu” Cyrusa Rezy, został uznany za niewystarczający, wobec czego do protestującego ludu irańskiego odezwał się sam prezydent Donald Trump, apelując, by nie przerywał demonstracji, przeciwnie – by “przejmował instytucje państwowe”, bo“pomoc “już nadchodzi”. No a teraz zaktywizowała się “dyplomacja” i cała operacja narodowo-wyzwoleńcza w Iranie została odwołana.
Wszystko to oczywiście może być prawda – ale właśnie mój Honorable Correspondant w Ameryce przekazał mi, że po Waszyngtonie krążą fałszywe pogłoski, wskazujące na inną przyczynę odwołania operacji. Oto, jak wiadomo, rząd irański wyłączył w całym kraju nie tylko telefony, ale również internet, więc łączność z tamtejszym ludem została utrudniona.
Ale w naszym fachu nie ma strachu, toteż Elon Musk niezwłocznie uruchomił “Starlinki” – te same, za które polski rząd płaci ciężkie pieniądze, żeby mogła z nich korzystać Ukraina – i w ten sposób łączność z tajnymi współpracownikami Mosadu i CIA w Iranie została przywrócona.
Jednak oprócz niewątpliwych plusów dodatnich tej sytuacji, pojawiły sie również poważne plusy ujemne. Otóż rząd irański namierzył, kto odbierał komunikaty przekazywane przez “ Starlinki” i dalszy ciąg był taki sam, jak to opisywał poeta o stanie wojennym w Polsce.
“Nie płoszmy ptaszka, niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje – aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki”. Czy tanki rzeczywiście były, czy tylko kroki na schodach – o to mniejsza, dość, że rozpoczęły się masowe aresztowania tajnych współpracowników obydwu wywiadów, w związku z czym nie było innej rady, jak pozwolić dojść do głosu “dyplomacji Zatoki Perskiej”, żeby przynajkniej uniknąć obciachu.
Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie musi być ani słowa prawdy, ale tak czy owak operacja narodowo-wyzwoleńcza ludu irańskiego musiała zostać przerwana – no i została. W tej sytuacji również “następca tronu” Cyrus Reza trafi chyba z powrotem do naftaliny, gdzie będzie czekał do następnej okazji – no a przede wszystkim premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, któremu się wydawało, że już wita się z gąską, będzie musiał uzbroić sę w cierpliwość – bo jeśli nawet pogłoski krążące po Waszyngtonie są fałszywe, to odbudowa agentury w Iranie będzie musiała trochę potrwać.
Myślmy jednak pozytywnie – bo w ramach myślenia pozytywnego prezydent Trump będzie mógł wzbogacić wieniec sławy o kolejny listek – że mianowicie zakończył, a właściwie nie tyle nawet “zakończył”, co zapobiegł kolejnej wojnie. W tej sytuacji nie ma chyba wątpliwości, że w tym roku już na pewno dostanie Pokojową Nagrodę Nobla, do której nie będzie pretendowała żadna pani Maria Machado, która właśnie przygalopowała do Waszyngtonu, gdzie będzie licytowała się z obecną panią prezydentessą Wenezueli, która lepiej się Ameryce nadstawi.
Dodatkowy wniosek, jaki warto z tej historii wyciągnąć to taki, żeby nie pokładać nadmiernej ufności w najnowszych wynalazkach. Oto władający Czeczenią Dżochar Dudajew, niepomny, że według konstytucji ZSRR tylko republiki związkowe miały “prawo wychoda”, a autonomiczne – nie – ogłosił niepodległość Czeczenii, na co Rosja odpowiedziała wysłaniem wojska. I ciekawe – chociaż ZSRR już nie istniał, więc i jego konstytucja nie obowiązywała – opinia międzynarodowa uznała, że Czeczenia stanowi “wewnętrzną sprawę” Rosji i interesowała się tylko, czy bomby i pociski mają prawidłowe kalibery.
Sam zaś Dżochar Dudajew został namierzony przez ruskich szachistów, gdy korzystał z telefonu satelitarnego – podobnie jak tajni współpracownicy Mosadu i CIA w Iranie – ze “Starlinków”. Wygląda zatem na to, że i jego i ich zgubiło nadmierne zaufanie do technicznych nowinek.
W poprzednim tekścieBĄDŹ WIERNY. IDŹ. [„Niezależni sędziowie”].pozostawiłem Czytelników przed obliczem 92-letniego sędziego Hellersteina prowadzącego postępowanie przeciwko wenezuelskiej parze prezydenckiej z retorycznym pytaniem – komu ma służyć wyciągnięcie go z historycznej formaliny?
Podpowiedzią było przypomnienie jego najważniejszego dokonania sprzed lat, czyli wyeliminowania zagrożenia, jakie mógł za sobą nieść choćby jeden proces cywilny w sprawie zamachów na Amerykę z 11 września 2001 roku. Jegomość ten zlikwidował swymi działaniami jakąkolwiek na to szansę. Wykazał swoją skuteczność.
„W przypadku każdej zbrodni podstawowym pytaniem, z jakim muszą się zmierzyć osoby pragnące ustalić jej sprawcę jest pytanie o jej beneficjentów, o to kto na niej skorzystał? Jakie powody były na tyle ważne dla sprawcy, że posunął się do jej popełnienia. Odpowiedź na te pytania prowadzi do wykonawcy lub zleceniodawcy przestępstwa. (…) Na tydzień przed 9/11 Izrael doznał wstrząsu postawieniem przez Organizację Narodów Zjednoczonych znaku równości między syjonizmem a nazizmem. Izrael został określony przez reprezentantów tysięcy organizacji pozarządowych uczestniczących w Światowej Konferencji Narodów Zjednoczonych Przeciwko Rasizmowi, w Durbanie, w Afryce Południowej, państwem rasistowskim. W Konferencji wzięli udział przedstawiciele rządów 153 krajów.
Deklaracja przyjęta przez 3000 organizacji zszokowała żydowskich uczestników. Shimon Peres, minister Spraw Zagranicznych Izraela, nazwał antyizraelską deklarację hańbą. W efekcie delegaci izraelscy opuścili Konferencję. Towarzyszyła im w tym delegacja USA.
Forum uznało Izrael za państwo, w którym ‘systematycznie popełniane są przestępstwa na tle rasistowskim, włączając w to zbrodnie wojenne, akty ludobójstwa i czystek etnicznych’. (…) Dziś, nikt już nie podnosi tematu izraelskiego rasizmu, a każdy kto wypowiada się z niechęcią o prowadzonych na całym świecie operacjach przeciwko ‘terroryzmowi’ staje się automatycznie wrogiem pokoju i niemalże zdrajcą. Świat pogodził się z koniecznością prowadzenia długoterminowej wojny z wszechobecnymi ‘terrorystami’ i odwrócił się od Arabów. Wszystko więc zmieniło się po wydarzeniach 11 września.”
W tym momencie Czytelnik zastanawia się zapewne, w jaki magiczny sposób przeskoczę do Wenezueli, od której zaczęła się moja opowieść. Otóż, nic prostszego.
Natychmiast po operacji wojskowej w Wenezueli, na portalu X pojawił się wpis „Dobra robota Donaldzie Trump” z tagiem venezuelalibre. Jego autorem był Nat Rothschild. Niedługo potem z tego komunikatora skorzystał także Benjamin Netanjahu pisząc„Gratulacje prezydencie Trump za odważne i historyczne przywództwo w imię wolności i sprawiedliwości. Składam hołd Pańskiej zdecydowanej determinacji i błyskotliwym działaniom Pańskich dzielnych żołnierzy”.
Wbrew powszechnej propagandzie przejęcie złóż ropy naftowej i metali ziem rzadkich w Wenezueli nie jest czynnikiem najważniejszym, choć stanowi oczywiście znaczący bonus dla USA – nie tyle nawet zwiększając zasoby amerykańskie, co zmniejszając chińskie, a w dłuższej perspektywie, deregulując ich ceny na rynkach, uderzając też w interesy rosyjskie.
Jednak bezpośrednim i natychmiastowym beneficjentem zmian wydaje się być państwo, którego działalność na Bliskim Wschodzie utrudniała długoletnia współpraca Wenezueli z Iranem. Przestrzegała przed tym Liga Antydefamacyjna w swoim raporcie. Z kolei w grudniu 2025 roku stacja Fox Newsoświadczyła wprost, że Wenezuela stała się „najważniejszą bazą operacyjną Hezbollahu na półkuli zachodniej, wzmocnioną przez rosnące wpływy Iranu i ochronę reżimu Maduro”.
Jedyną korzyścią, jaką dostrzegam w mediach społecznościowych jest to, że decydenci odsłaniają się w nich i bez zahamowań ukazują swe oblicza. Na rodzimym podwórku obserwujemy to notorycznie, ale wyskoki naszej elitki infantylno-agenturalnej, jak nazywa ją prof. Adam Wielomski, niczego do świata polityki nie wnoszą, podczas gdy wyznania ambasadora Stanów Zjednoczonych w Izraelu mają wagę ogromną.
To właśnie Mike Huckabee za pośrednictwem wspominanej tu już platformy X poinformował świat, że obalenie Maduro przez Stany Zjednoczone jest dobrą wiadomością dla Izraela ze względu na partnerstwo Wenezueli z Iranem i Hezbollahem. To prawda, partnerstwo było silne, wzmocnione 11 czerwca 2022 roku podpisaniem w Teheranie umowy o współpracy mającej niwelować amerykańskie sankcje na Iran w zakresie dostaw ropy, wyrobów petrochemicznych, nauki, technologii, rolnictwa i kultury. Wraz z Nicolasem Maduro na dokumencie złożył podpis ówczesny prezydent Iranu Ebrahim Ra’isi. Ten sam, który już dwa lata później zginął wraz z ministrem spraw zagranicznych i siedmioma osobami w niewyjaśnionej do dziś katastrofie śmigłowca.
Ale, to przecież jeszcze nie wszystko, bo interes jest dobry tylko wtedy, gdy przy jednym ogniu można upiec dwie pieczenie albo i więcej. Ażeby to unaocznić, muszę odwołać się, pozornie tylko bez związku, do fragmentu mojej książki „Przewodnik po piekle”:
„piszę te słowa w szóstą rocznicę, niewyobrażalnego wcześniej, zwłaszcza dla narodów arabskich, przeniesienia ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy. Dokonał tego, 14.04.2018 r., na mocy ustawy Kongresu USA, uchwalonej 24.10.1995 r., starający się dziś ponownie o fotel prezydenta tego państwa, Donald Trump. Od uchwalenia tej ustawy, wszyscy kolejni prezydenci podpisywali rozporządzenia odraczające jej realizację, obawiając się, że będzie ona zagrożeniem dla procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie.
Przypominam o tym reprezentantom tzw. prawicy, mającym nadzieję na gwałtowną zmianę sytuacji międzynarodowej po ewentualnej wygranej Trumpa, w jesiennych wyborach. Na marginesie wspomnę, że już miesiąc później, w maju 2018 r. podpisał on niesławną ustawę 447 – JUST Act. Dokładnie dwa lata potem, w maju 2020 r. w Izraelu do władzy powrócił Netanjahu. Z początkiem czerwca, obaj politycy rozpoczęli działania nad bliskowschodnim procesem pokojowym w nowej odsłonie.
Do prac nad nim Trump oddelegował swego zięcia, do którego obie strony mają bezgraniczne zaufanie. Jared Kushner i jego asystent Avi Berkowitz, uwijali się, jak w ukropie. 13 sierpnia zawarte zostało między USA, Izraelem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi wstępne porozumienie o normalizacji stosunków na Bliskim Wschodzie. 11 września wolę dołączenia do układu zgłosił Bahrajn i już 4 dni później w Waszyngtonie państwa arabskie z USA w roli świadka, podpisały tzw. Porozumienie Abrahamowe.
W październiku Sudan zawarł pakt z Izraelem. W ostatnich dniach urzędowania, w grudniu 2020, Trump ogłosił, że układ z Izraelem chce podpisać Maroko. Oba państwa sygnowały ten akt 6.01.2021 r., gdy na Kapitolu trwał już amerykański majdan. Polska wersja Wiki, opisując skutki porozumień Abrahamowych pisze, że analitycy zwracają uwagę ‘na idący wraz z zawarciem porozumienia spadek znaczenia kwestii Autonomii Palestyńskiej dla świata krajów arabskich’.
Być może tym należy tłumaczyć zadziwiającą bierność tych krajów, wobec tego, co dzieje się w Strefie Gazy od 7.10.2023 r. Jeden z przywódców Al-Fatah stwierdził wręcz, że porozumienie było „jednym z powodów” ataku organizacji Hamas na Izrael. Ale to można doczytać już tylko w anglojęzycznej wersjiWikipedii.
Podobnie, jak wzmiankę o tym, że przy okazji porozumień powstać miał Fundusz Abrahama, który ‘miał zebrać 3 mld. dolarów w celu pobudzenia handlu i rolnictwa w regionie, zapewnienia dostępu do czystej wody i przystępnej cenowo energii elektrycznej oraz ‘umożliwienia realizacji strategicznych projektów infrastrukturalnych.”
Po zaledwie kilku miesiącach od czasu, kiedy napisałem te słowa, zatrute owoce porozumienia widoczne są gołym okiem. A przecież nie wszystkie jeszcze dojrzały. Architekci Porozumienia Abrahama przećwiczywszy ich skuteczność, zwłaszcza w zderzeniu z całkowitą bezradnością reszty świata wobec ich działań, uznali, że podobne rozwiązanie można i należy wdrażać w innym regionie świata. Powołali do życia, nie nagłaśniając tego zbytnio, Porozumienie Izaaka. Naturalnie, w polskojęzycznej wersji Wikipedii nie ma o nim wzmianki, ale sięgnijmy do tej oryginalnej:
„Porozumienie Izaaka, to inicjatywa dyplomatyczna, gospodarcza i kulturalna mająca na celu wzmocnienie współpracy między Izraelem a krajami Ameryki Łacińskiej. Nazwa nawiązuje do porozumień Abrahama, czyli umów z 2020 r., które doprowadziły do normalizacji stosunków między Izraelem, a kilkoma państwami arabskimi. Po raz pierwszy ogłoszono ją w czerwcu 2025 r. przez ambasadora Argentyny w Izraelu, rabina Shimona Axela Wahnisha, który wcześniej pełnił funkcję osobistego rabina prezydenta Argentyny Javiera Milei. Ogłoszenie nastąpiło po przyznaniu prezydentowi Javierowi Milei nagrody Genesis Prize na początku 2025 roku. Dodatkowe szczegóły dotyczące porozumień Izaaka zostały ogłoszone po ceremonii wręczenia nagrody, zwanej także „żydowskim Noblem”. Aby pomóc w realizacji Porozumień Izaaka, Fundacja nagrody Genesis (GPF) utworzyła organizację non-profit American Friends of Isaac Accords (AFOIA) z siedzibą w Nowym Jorku. Fundacja zapewniła finansowanie początkowe w wysokości 1 miliona dolarów. Była to kwota nagrody przyznanej prezydentowi Milei, który odmówił jej przyjęcia i poprosił GPF o przekazanie środków na tę inicjatywę.”
Jeśli ktoś nie lubi czytać zbyt długich opracowań, może sobie zajrzeć na materiał YT, gdzie to wszystko skoncentrowane jest niczym w soczewce. Może też obejrzeć kolejne, jakże wzruszające nagranie o nadchodzącej, inspirującej zmianie (Inspiring Change).
Rozumiemy teraz lepiej kontrowersje, jakie towarzyszyły wyborowi Milei w grudniu roku 2023 na przywódcę Argentyny, szczególnie w kontekście zapowiadanej przez niego chęci konwersji na judaizm. Już we wrześniu 2024 roku wydał dekret, który ograniczył prawo dostępu do informacji publicznej. Od tego czasu urzędnicy, w tym również prezydent, nie mają obowiązku przekazywania do wiadomości opinii publicznej informacji takich jak harmonogramy spotkań czy treści dokumentów służbowych. W tym samym roku otrzymał jedyne, jak dotąd odznaczenie – ukraiński Order Wolności. Ale, dla osłody, już w roku 2025 magazyn Time umieścił go na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie.
Warto nadmienić, że według wytycznych American Friends of the Isaac Accords, kraje Ameryki Łacińskiej, które zamierzają przystąpić do Porozumienia Izaaka powinny:
przenieść ambasady do Jerozolimy, uznając suwerenność Izraela nad tym spornym miastem
zmienić klasyfikację Hamasu i Hezbollahu zgodnie z izraelską doktryną bezpieczeństwa
zmienić wzorce głosowania w ONZ i OPA, gdzie Ameryka Łacińska historycznie głosowała za prawami Palestyńczyków
zawrzeć umowy o wymianie informacji wywiadowczych dotyczące wpływów chińskich, irańskich, kubańskich, boliwijskich i wenezuelskich
otworzyć sektory strategiczne: wodny, rolniczy, cyfrowego zarządzania i bezpieczeństwa dla izraelskich firm.
Czy w świetle jednego z elementów tego ostatniego punktu Porozumienia nie jest łatwiej zrozumieć całkowitą bezradność rządu w Polsce w kwestii umowy Mercosur? „Negocjacje” w tej sprawie trwały co prawda ćwierć wieku, ale właśnie je przegraliśmy ostatecznie, co zatwierdzi swoim podpisem szefowa Komisji Europejskiej w sobotę, 17 stycznia bieżącego roku w odległym Paragwaju.
Większość komentatorów uznaje to za sukces polityki niemieckiej, choć moim zdaniem Niemcy zaledwie najmniej na tym stracą. A my, jak zawsze, najdotkliwiej doświadczymy gorzkiego smaku zatrutych owoców (i warzyw) tych wszystkich porozumień.
Nie jest to zwykła historia prasowa: profil ofiary, moment zaistnienia zdarzenia i jego konsekwencje sądowe umieszczają incydent w strefie nieprzejrzystości, która nie pozwala na jego pochopne oddalenie. Oficjalnie sklasyfikowana jako wypadek drogowy, sprawa ma elementy, które razem wzięte sprawiają, że śmierć Sagiego jest obiektywnie anomalna, zwłaszcza w świetle jego zaangażowania w niektóre z najbardziej wrażliwych postępowań dotyczących Benjamina Netanjahu. Netanyahu-s-case-s-judge-killed-in-suspicious-incident
1. Informacje oficjalne
W dniu 4 stycznia 2026 r. ( według doniesień między 5 a 6 stycznia) Benny Sagi, 54-letni prezes Sądu Rejonowego w Be’er Sheva, zginął w wypadku na drodze nr 6, jednej z głównych arterii Izraela. Sędzia jechał na motocyklu, który został uderzony przez Jeepa SUV, który, według wersji przedstawionej przez policję, nagle wjechał na jezdnię z bocznej drogi polnej.
Kierowca pojazdu, Shuka Ben Shushan, został aresztowany pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci, niebezpiecznej jazdy i prowadzenia pojazdu pod wpływem narkotyków. Władze mówią o nieracjonalnym zachowaniu, utracie kontroli i przypadkowej dynamice. Obecnie formalnie nie wszczęto dochodzenia w sprawie zabójstwa.
Z proceduralnego punktu widzenia sprawa jest zatem traktowana jako ciężki wypadek drogowy.
2. Stanowisko rodziny: element, którego nie można wykluczyć
Sprawę komplikuje szczególnie ważny element: stanowisko zajęte przez rodzinę Benny’ego Sagiego. Jej członkowie publicznie zażądali, by śledztwo nie ograniczało się do hipotezy mówiącej o wypadku śmiertelnym, ale by wzięto również pod uwagę możliwość zamachu celowego.
Nie jest to bynajmniej kwestia marginalna. Krewni ofiary rzadko wyraźnie domagają się zbadania alternatywnych tropów, chyba że istnieją niespójności postrzegane jako istotne. Prośba rodziny nie stanowi dowodu, ale znacznie podnosi poziom zaangażowania śledczych i sprawia, że odrzucenie sprawy jako zwykłego wypadku staje się problematyczne.
3. Kim był Benny Sagi i dlaczego jego rola była kluczowa
Benny Sagi nie był zwykłym sędzią. Był centralną postacią izraelskiego sądownictwa, szanowaną za rygor i kompetencje, zaangażowaną w bardzo głośne postępowania. W szczególności był związany z jedną z najbardziej wrażliwych spraw ery Netanjahu: tzw. Sprawą 3000, znaną jako «afera łodzi podwodnych». corruption-tracker./german-submarine-sales-to-israel
Sprawa dotyczy domniemanych epizodów systemowej korupcji związanej z zakupem łodzi podwodnych i okrętów marynarki wojennej od niemieckiej firmy ThyssenKrupp, wartych miliardy dolarów. Sprawa dotyczy byłych wyższych oficerów marynarki wojennej, urzędników państwowych oraz bliskich współpracowników premiera. Chociaż Netanjahu nie jest formalnie oskarżony w tym konkretnym wątku, sprawa ma bezpośredni wpływ na jego polityczno-wojskowe otoczenie.
W opinii publicznej, izraelskiej i międzynarodowej, Sagi był postrzegany jako jeden z kluczowych sędziów w aparacie sądowniczym powołanym do orzekania w sprawach korupcyjnych związanych z otoczeniem Netanjahu. W chwili jego śmierci, rozprawy zbliżały się ku końcowi i otwarcie mówiło się o rychłych werdyktach.
4. Anomalia chronologiczna: wypadek „zbyt fortunny”
W tym miejscu sytuacja nabiera znaczenia strukturalnego.
Śmierć sędziego nastąpiła w pobliżu decydującej fazy procesu. Zgodnie z izraelską procedurą, śmierć sędziego tytularnego pociąga za sobą automatyczne zawieszenie postępowania, wyznaczenie nowego sędziego i konieczność ponownego zbadania przez niego dokumentów zgromadzonych przez lata, zeznań i materiałów dowodowych.
Rezultatem będzie opóźnienie o miesiące, jeśli nie lata, co obiektywnie sprzyja oskarżonym. Nie jest to opinia, ale fakt proceduralny.
Ów czasowy zbieg okoliczności staje się jeszcze bardziej znaczący, gdy weźmie się pod uwagę, że w tych samych tygodniach, Netanjahu zwrócił się do prezydenta Izaaka Herzoga z prośbą o ułaskawienie prewencyjne, co było posunięciem bezprecedensowym w historii izraelskich instytucji. Zbieżność między presją na zablokowanie lub zneutralizowanie postępowania sądowego a nagłą śmiercią jednego z najbardziej prominentnych sędziów przyczynia się do nakreślenia wizerunku nieprzejrzystości systemowej, której nie wolno ignorować.
5. Dynamika wypadku: elementy nietypowe
Niektóre aspekty dynamiki, choć nie stanowią dowodu, nie mają typowego charakteru. Pojazd uderzający nadjeżdżał z bocznej drogi terenowej, a nie z regularnego skrzyżowania; wjazd na jezdnię jest opisywany jako nagły i gwałtowny; uderzenie było tak potężne, że zabiło doświadczonego motocyklistę w momencie uderzenia; miejsce wypadku nie jest skrzyżowaniem miejskim, ale znajduje się na szybkim i stosunkowo dobrze kontrolowanym odcinku.
Irańskie i arabskie media zauważyły, że zamaskowane wypadki od dawna służyły jako sposób ukierunkowanej eliminacji. To spostrzeżenie należy do sfery hipotez, a nie faktów, ale pomaga wyjaśnić, dlaczego oficjalna narracja nie przekonała wszystkich.
W świetle powyższych anomalii konieczne jest wykonanie kolejnego kroku i przeniesienie analizy z poziomu opisowego na metodologiczny.
6. Ramy metodologiczne: „incydent” jako prawdopodobna forma neutralizacji
Na tym etapie analizy konieczne jest wprowadzenie ram metodologicznych, często nieobecnych w debacie publicznej, ale dobrze znanych zarówno kryminologii, jak i analizom dotyczącym działalności wywiadowczej. Kiedy śmierć ma miejsce w bardzo wrażliwym politycznie kontekście i jest klasyfikowana jako „wypadek”, zadaniem analityka nie jest zajęcie miejsca śledczego, ale zadanie pytania natury metodologicznej: czy w udokumentowanej przeszłości zaistniał przypadek, w którym umyślne zdarzenie zostało zakamuflowane jako wypadek drogowy?
Na poziomie ściśle kryminalistycznym odpowiedź jest twierdząca. Literatura kryminologiczna i sądowo-lekarska od dziesięcioleci opisuje przypadki zabójstw upozorowanych na wypadki samochodowe, identyfikując występujące schematy, różnice statystyczne i typowe nieprawidłowości w porównaniu z prawdziwymi wypadkami. „Wypadek” stanowi szczególnie skuteczną ramę narracyjną: jest społecznie akceptowalny, rzadko prowokuje przedłużające się szczegółowe dochodzenia i pozwala na szybką normalizację zdarzenia.
Na poziomie praktyk wywiadowczych kwestia ta jest jeszcze bardziej delikatna. Badania historyczne nad tajnymi operacjami pokazują, że gdy dąży się do eliminacji lub neutralizacji związanej z wysokim ryzykiem politycznym, priorytetem jest nie tylko skuteczność, ale także wiarygodna możliwość zaprzeczenia. Zgodnie z tą logiką, przypadkowe zdarzenie – błąd ludzki, nieuniknioność utrata kontroli – stanowi idealną formę tuszowania: powoduje nieodwracalny skutek bez generowania sprawcy, którego można jednoznacznie zidentyfikować.
Ważne jest, aby wyraźnie powtórzyć: wspomniane ramy niczego nie dowodzą w tym konkretnym przypadku, ani nie upoważniają do asertywnych wniosków. Ustalają jednak istotną kwestię metodologiczną: hipoteza wypadku jako zatuszowania nie należy do folkloru spiskowego, ale do rzeczywistej, zbadanej i udokumentowanej kategorii analitycznej. W przypadku podmiotu o bardzo wysokiej wartości instytucjonalnej, tzw. timingu idealnie zbieżnego z decydującymi rozstrzygnięciami sądowymi oraz natychmiastowymi korzyściami proceduralnymi dla osób trzecich, wątpliwości nie biorą się z fantazji, ale z porównań danych archiwalnych.
W tym sensie pytanie dochodzeniowe nie dotyczy tego, czy zdarzenie było operacją, ale czy sama etykieta „incydent” jest wystarczająca do wyczerpania analizy.
7. Milczenie Netanjahu i atmosfera presji na sądownictwo
Kolejnym elementem odnotowanym przez niezależnych komentatorów i dziennikarzy było publiczne milczenie Netanjahu w pierwszych godzinach po śmierci sędziego. Netanjahu jest znany z szybkiego reagowania na ważne wydarzenia publiczne; w tym przypadku komunikacja była albo nieobecna, albo bardzo spóźniona.
Sam fakt, wyizolowany, niczego nie dowodzi. Jednakże umieszczony w szerszym kontekście, naznaczonym atakami werbalnymi, delegitymizacją sądownictwa i niezwykle silną polaryzacją instytucjonalną, przyczynia się do wzbudzenia podejrzeń. W ostatnich latach, sędziowie zaangażowani w postępowania o dużym oddziaływaniu politycznym byli poddawani bezprecedensowej presji medialnej i politycznej, co sprawiło, że atmosfera wokół postaci takich jak Sagi była szczególnie wybuchowa.
8. Niepokojące precedensy: sprawa Haima Garona
Ci, którzy obserwują tę sprawę krytycznym okiem, pamiętają, że nie jest to pierwsza nietypowa śmierć związana z postępowaniem przeciwko Netanjahu.
W roku 2021, Haim Garon, wysoki rangą urzędnik w Ministerstwie Komunikacji i świadek oskarżenia w tzw. Sprawie 4000, zginął wraz z żoną w katastrofie lotniczej w Grecji. Również wtedy władze mówiły o wypadku; także wtedy nie pojawiły się żadne dowody sabotażu; a jednak zbieżność czasowa z newralgicznym procesem rodziła pytania. www.ynetnews.com
Podsumowując: Dwa przypadki nie stanowią dowodu; tworzą jednak sekwencję, która uzasadnia pojawienie się wątpliwości.
Mały chłopiec stoi przed kamerą. Jest blady i nie ma włosów.
„Mam siedem lat i mam raka” – mówi. „Proszę, uratuj mi życie i pomóż mi”.
Khalil – przedstawiony powyżej na kadrze z filmu – nie chciał tego nagrywać, mówi jego matka Aljin. Poproszono ją, by ogoliła mu głowę, a następnie ekipa filmowa podłączyła go do fałszywej kroplówki i poprosiła rodzinę, by udawała, że to jego urodziny. Dali mu scenariusz do wyuczenia się i wyrecytowania po angielsku.
I nie podobało mu się – mówi Aljin – kiedy obok niego położono posiekaną cebulę, a pod oczy włożono mu mentol, żeby się rozpłakał.
Aljin zgodziła się na to, ponieważ, mimo że scena była fałszywa, Khalil naprawdę miał raka. Powiedziano jej, że ten film pomoże zebrać pieniądze na lepsze leczenie. I rzeczywiście udało się zebrać fundusze – 27 000 USD (20 204 GBP), zgodnie z kampanią, którą odnaleźliśmy, prowadzoną w imieniu Khalila.
Aljin została jednak poinformowana, że kampania zakończyła się niepowodzeniem i twierdzi, że nie otrzymała nic z tych pieniędzy – jedynie 700 USD (524 GBP) opłaty za filmowanie w tamtym dniu. Rok później Khalil zmarł.
Serwis BBC World Service odkrył, że na całym świecie zdesperowani rodzice chorych lub umierających dzieci są wykorzystywani przez internetowe kampanie oszustów. Ludzie przekazują pieniądze na kampanie, które rzekomo zbierają fundusze na leczenie ratujące życie. Zidentyfikowaliśmy 15 rodzin, które twierdzą, że otrzymały niewiele lub nic z zebranych funduszy i często nie miały nawet pojęcia, że kampanie zostały opublikowane, mimo że zostały poddane dręczącym filmowaniom.
Dziewięć rodzin, z którymi rozmawialiśmy – których kampanie wydają się być produktami tej samej sieci oszustów – twierdzi, że nigdy nie otrzymały niczego z 4 milionów dolarów (2,9 miliona funtów) zebranych w ich imieniu.
Informator pochodzący z owej sieci powiedział nam, że poszukiwano „pięknych dzieci”, które „musiały mieć od trzech do dziewięciu lat… bez włosów”.
Zidentyfikowaliśmy kluczowego gracza w tym oszustwie jako Izraelczyka mieszkającego w Kanadzie o nazwisku Erez Hadari.
Nasze śledztwo rozpoczęło się w październiku 2023 r., kiedy naszą uwagę przykuła niepokojąca reklama na YouTube. „Nie chcę umierać”, szlochała dziewczyna o imieniu Alexandra z Ghany. „Moje leczenie dużo kosztuje”.
Wygląda na to, że kampania crowdfundingowa dla niej zebrała prawie 700 000 USD (523 797 GBP).
Widzieliśmy więcej filmów przedstawiających chore dzieci z całego świata na YouTube, wszystkie uderzająco podobne – zręcznie wyprodukowane i które najwyraźniej zebrały ogromne sumy pieniędzy. Wszystkie przekazywały poczucie naglącej potrzeby, posługując się emocjonalnym słownictwem.
Identyfikacja prezentowanych dzieci była trudna. Wykorzystaliśmy geolokalizację, media społecznościowe i oprogramowanie do rozpoznawania twarzy, aby znaleźć ich rodziny, mieszkające tak daleko od siebie, jak Kolumbia i Filipiny.
Chociaż trudno było stwierdzić z całą pewnością, czy sumy pieniężne na stronach internetowych kampanii były prawdziwe, przekazaliśmy niewielkie kwoty na dwie z nich i zobaczyliśmy, że sumy wzrosły o te kwoty.
Rozmawialiśmy również z osobą, która twierdzi, że przekazała 180 dolarów (135 funtów) na kampanię Alexandry, a następnie została zasypana prośbami o więcej, wszystkie napisane tak, jakby zostały wysłane przez Alexandrę i jej ojca.
Na Filipinach, Aljin Tabasa powiedziała nam, że jej syn Khalil zachorował tuż po swoich siódmych urodzinach.
„Kiedy dowiedzieliśmy się, że to rak, poczułam się, jakby cały mój świat się rozpadł” – mówi.
Aljin mówi, że leczenie w lokalnym szpitalu w mieście Cebu było powolne, a ona wysłała wiadomość o pomoc do wszystkich, o których mogła pomyśleć. Jedna z osób skontaktowała ją z lokalnym biznesmenem o imieniu Rhoie Yncierto – który poprosił o nagranie wideo Khalila, które, patrząc wstecz, Aljin zdaje sobie sprawę, że było zasadniczo castingiem.
Potem, w grudniu 2022 roku, z Kanady przyjechał inny mężczyzna, przedstawiając się jako „Erez”. Jak mówi, zapłacił jej z góry opłatę za filmowanie, obiecując kolejne 1,500 USD (1,122 GBP) miesięcznie, jeśli film wygeneruje wiele darowizn.
Erez wyreżyserował film Khalila w lokalnym szpitalu, prosząc o kolejne ujęcia – według Aljin zdjęcia trwały 12 godzin.
Miesiące później rodzina twierdzi, że nadal nie dowiedziała się, jak wideo zostało przyjęte. Aljin skontaktowała się z Erezem, który powiedział jej, że wideo „nie odniosło sukcesu”.
„Tak więc, jak zrozumiałam, film po prostu nie zarobił żadnych pieniędzy” – mówi.
Ale powiedzieliśmy jej, że kampania najwyraźniej zebrała 27 000 USD (20 204 GBP) do listopada 2024 r. i nadal była online.
„Gdybym wiedziała, ile pieniędzy zebraliśmy, nie mogę przestać myśleć, że być może Khalil nadal by tu był” – mówi Aljin. „Nie rozumiem, jak mogli nam to zrobić”.
Zapytany o swoją rolę w kręceniu filmu, Rhoie Yncierto zaprzeczył, że kazał rodzinom golić głowy swoich dzieci na potrzeby filmu i powiedział, że nie otrzymał żadnej zapłaty za rekrutację rodzin.
Powiedział, że „nie miał kontroli” nad tym, co stało się z funduszami i nie miał kontaktu z rodzinami po dniu kręcenia filmu. Kiedy powiedzieliśmy mu, że nie otrzymali żadnej darowizny z kampanii, powiedział, że jest „zdziwiony” i „bardzo współczuje rodzinom”.
Nikt o imieniu Erez nie pojawia się w dokumentach rejestracyjnych Chance Letikva. Jednak dwie z badanych przez nas kampanii również były promowane przez inną organizację o nazwie Walls of Hope, zarejestrowaną w Izraelu i Kanadzie. Dokumenty wymieniają dyrektora w Kanadzie jako Ereza Hadari.
Jego zdjęcia w Internecie pokazują go na żydowskich wydarzeniach religijnych na Filipinach, w Nowym Jorku i Miami. Pokazaliśmy je Aljin, a ona powiedziała, że to ta sama osoba, którą poznała.
Zapytaliśmy pana Hadariego o jego zaangażowanie w kampanię na Filipinach. Nie odpowiedział.
Odwiedziliśmy kolejne rodziny, których kampanie zostały zorganizowane przez pana Hadariego lub były z nim powiązane – jedną w odległej społeczności tubylczej w Kolumbii, a drugą w Ukrainie.
Podobnie jak w przypadku Khalila, lokalni pośrednicy skontaktowali się, aby zaoferować pomoc. Dzieci były filmowane i zmuszane do płaczu lub udawania łez za symboliczną opłatą, ale nigdy nie otrzymały żadnych dalszych pieniędzy.
Sergio Care z Sucre w północno-zachodniej Kolumbii twierdzi, że początkowo odmówił tej pomocy. Powiedział, że skontaktowała się z nim osoba o imieniu Isabel, która zaoferowała pomoc finansową po tym, jak u jego ośmioletniej córki, Any, zdiagnozowano złośliwego guza mózgu.
Ale Isabel przyszła go szukać w szpitalu leczącym Anę, w towarzystwie mężczyzny, który powiedział, że pracuje dla międzynarodowej organizacji pozarządowej.
Opis mężczyzny podany przez Sergio pasował do opisu Ereza Hadariego – następnie rozpoznał go na zdjęciu, które mu pokazaliśmy.
“Dał mi nadzieję… Nie miałem żadnych pieniędzy w przyszłości”.
Żądania wobec rodziny nie skończyły się wraz z nagraniem filmu.
Isabel ciągle dzwoniła, mówi Sergio, domagając się więcej zdjęć Any w szpitalu. Kiedy Sergio nie odpowiadał, Isabel sama zaczęła wysyłać wiadomości do Any – notatki głosowe, które słyszeliśmy.
Ana powiedziała Isabel, że nie ma więcej zdjęć do wysłania. Isabel odpowiedziała: „To bardzo źle Ana, naprawdę bardzo źle”.
W styczniu tego roku Ana – teraz już w pełni zdrowa – próbowała dowiedzieć się, co stało się z obiecanymi pieniędzmi.
„Ta fundacja zniknęła” – powiedziała jej Isabel w notatce głosowej. “Twój film nigdy nie został opublikowany. Nigdy. Nic z nim nie zrobiono, słyszysz?”.
Okazało się jednak, że film został opublikowany i do kwietnia 2024 r. zebrał prawie 250 000 USD (187 070 GBP).
FOTO: Ana i jej tata mieszkają w odległej rdzennej społeczności w Kolumbii
W październiku przekonaliśmy Isabel Hernandez, by porozmawiała z nami za pośrednictwem łącza wideo.
Wyjaśniła, że przyjaciółka z Izraela przedstawiła ją komuś, kto oferował pracę dla „fundacji” chcącej pomóc dzieciom chorym na raka. Odmówiła podania nazwiska osoby, dla której pracowała.
Powiedziano jej, że tylko jedna z kampanii, które pomogła zorganizować, została opublikowana i że nie odniosła sukcesu.
Pokazaliśmy Isabel, że w rzeczywistości dwie kampanie zostały opublikowane – jedna z nich zebrała ponad 700 000 USD (523 797 GBP).
„Muszę przeprosić [rodziny]” – powiedziała. „Gdybym wiedziała, co się dzieje, nie byłabym w stanie zrobić czegoś takiego”.
Na Ukrainie odkryliśmy, że osoba, która zwróciła się do matki chorego dziecka, była w rzeczywistości zatrudniona w miejscu, w którym nakręcono film kampanii.
Tetiana Khaliavka zorganizowała sesję zdjęciową z pięcioletnią Viktorią, chorą na raka mózgu, w klinice Angelholm w Czerniowcach.
Jeden z postów na Facebooku powiązany z kampanią Chance Letikva pokazuje Viktoriię i jej matkę Olenę Firsovą siedzące na łóżku. “Widzę wasze wysiłki, aby uratować moją córkę i to głęboko porusza nas wszystkich. To wyścig z czasem, aby zebrać kwotę potrzebną na leczenie Viktorii” – czytamy w podpisie.
Olena twierdzi, że nigdy nie napisała ani nawet nie wypowiedziała tych słów i nie miała pojęcia, że kampania została opublikowana.
Wygląda na to, że zebrano ponad 280 000 euro (244 000 funtów).
Tetiana, jak nam powiedziano, była odpowiedzialna za reklamę i komunikację w Angelholm.
Klinika niedawno powiedziała BBC, że nie zgadza się na filmowanie na jej terenie – dodając: „Klinika nigdy nie uczestniczyła ani nie wspierała żadnych inicjatyw zbierania funduszy organizowanych przez jakąkolwiek organizację”.
Angelholm twierdzi, że rozwiązał stosunek pracy z Tetianą Khaliavką.
FOTO: Olena z córką Viktorią, u której niedawno zdiagnozowano kolejnego guza mózgu.
Olena pokazała nam umowę, o której podpisanie została poproszona.
Oprócz opłaty za filmowanie w wysokości 1,500 dolarów (1,122 funtów), rodzina miała otrzymać 8,000 dolarów (5,986 funtów), gdy cel zbiórki zostanie osiągnięty. Kwota docelowa została jednak pozostawiona pusta.
Umowa zawierała adres Chance Letikva w Nowym Jorku. Na stronie internetowej organizacji widnieje jeszcze jeden – w Beit Shemesh, około godziny drogi od Jerozolimy. Udaliśmy się do obu tych miejsc, ale nie znaleźliśmy żadnych śladów.
Odkryliśmy, że Chance Letikva wydaje się być jedną z wielu takich organizacji.
Mężczyzna, który filmował kampanię Viktorii, powiedział naszemu producentowi – który udawał przyjaciela chorego dziecka – że pracuje dla innych podobnych organizacji.
„Za każdym razem, jest inna” – powiedział jej mężczyzna, który przedstawił się jako „Oleh”. „Nie lubię tego mówić, ale działają jak taśmociąg”.
„Około tuzina podobnych firm” zażądało „materiałów”, powiedział, wymieniając dwie z nich – Saint Teresa i Little Angels, obie zarejestrowane w USA.
Kiedy sprawdziliśmy ich dokumenty rejestracyjne, ponownie znaleźliśmy nazwisko Ereza Hadariego.
Nie jest jasne, gdzie trafiły pieniądze zebrane dla dzieci.
Ponad rok po nakręceniu filmu Viktoriia, jej matka Olena zadzwoniła do Oleha, który w Internecie występuje pod pseudonimem Alex Kohen, aby się tego dowiedzieć. Wkrótce potem ktoś z Chance Letikva zadzwonił, by powiedzieć, że darowizny pokryły koszty reklamy.
To samo powiedział pan Hadari Aljin, matce Khalila, kiedy skonfrontowała się z nim przez telefon.
“Reklama kosztuje. Więc firma straciła pieniądze”, powiedział jej pan Hadari, nie podając żadnych dowodów na poparcie tej tezy.
Eksperci ds. działalności charytatywnej powiedzieli nam, że koszt reklamy nie powinien przekraczać 20% całkowitej kwoty zebranej w ramach kampanii.
Pewna osoba wcześniej zatrudniona do rekrutacji dzieci do kampanii Chance Letikva powiedziała nam, w jaki sposób zostały wybrane.
Zostały one poproszone o odwiedzenie klinik onkologicznych, powiedział – mówiąc pod warunkiem zachowania anonimowości.
“Zawsze szukali pięknych dzieci o białej skórze. Dziecko musiało mieć od trzech do dziewięciu lat. Musiało umieć dobrze mówić. Musiały być bez włosów” – powiedzieli nam.
„Prosili mnie o zdjęcia, żeby sprawdzić, czy dziecko jest w porządku, a ja wysyłałem je do Ereza”.
Informator powiedział nam, że pan Hadari następnie wysyłał zdjęcie komuś innemu, w Izraelu, którego nazwiska nigdy im nie podano.
Jeśli chodzi o samego pana Hadariego, próbowaliśmy skontaktować się z nim pod dwoma adresami w Kanadzie, ale nie byliśmy w stanie go znaleźć. Na jedną z wiadomości głosowych, którą do niego wysłaliśmy – z pytaniem o pieniądze, które miał pozyskać w ramach crowdfundingu – odpowiedział, że organizacja „nigdy nie była aktywna”, nie precyzując jednak, która to organizacja. Nie odpowiedział również na kolejne wiadomości głosowe i list, w którym przedstawiliśmy wszystkie nasze pytania i zarzuty.
FOTO: Erez Hadari wysłał swoje zdjęcie mamie Khalila, Aljin.
Kampanie utworzone przez Chance Letikva na rzecz dwójki zmarłych dzieci – Khalila i meksykańskiego chłopca o imieniu Hector – nadal wydają się przyjmować pieniądze.
Amerykański oddział Chance Letikva wydaje się być powiązany z nową organizacją o nazwie Saint Raphael, która wyprodukowała więcej kampanii – co najmniej dwie z nich zostały sfilmowane w klinice Angelholm na Ukrainie, ponieważ można tam zobaczyć charakterystyczne drewniane panele i uniformy personelu.
Olena, matka Viktorii, twierdzi, że u jej córki zdiagnozowano kolejnego guza mózgu. Mówi, że jest przerażona wynikami naszego śledztwa.
“Kiedy twoje dziecko… wisi na krawędzi życia, a ktoś tam na tym zarabia. Cóż, to brudne. To są krwawe pieniądze”.
BBC skontaktowało się z Tetianą Khaliavką i Alexem Kohenem oraz organizacjami Chance Letikva, Walls of Hope, Saint Raphael, Little Angels i Saint Teresa, prosząc ich o ustosunkowanie się do stawianych im zarzutów. Żadna z nich nie odpowiedziała.
Izraelski Urząd ds. Korporacji, który nadzoruje organizacje non-profit w tym kraju, powiedział nam, że jeśli będzie miał dowody na to, że założyciele wykorzystują podmioty jako „przykrywkę dla nielegalnej działalności”, może odmówić rejestracji w Izraelu, a założyciel może zostać wykluczony z pracy w tym sektorze.
Brytyjski organ regulacyjny, Charity Commission, radzi osobom, które chcą przekazać darowiznę na rzecz organizacji charytatywnych, aby sprawdziły, czy stowarzyszenia te są zarejestrowane, a w razie wątpliwości należy skontaktować się z odpowiednim organem regulacyjnym ds. pozyskiwania funduszy.
Napisał: Norman FinkelsteinOpracował: Zygmunt Białas
W przekonującej analizie znany politolog i pisarz Norman Finkelstein obnaża fundamentalną strukturę Izraela jako system żydowskiej suprematyzacji.
Prof. Norman Finkelstein
Opierając się na faktach historycznych, raportach organizacji praw człowieka i osobistych refleksjach, Finkelstein argumentuje, że Izrael nie jest autentycznie żydowskim państwem, lecz raczej anomalią w historii Żydów – bytem zbudowanym na nierównościach i poczuciu wyższości.
Jego słowa rzucają ostre światło na ideologiczne podstawy Izraela, wpływ elit żydowskich i konsekwencje dla ludności palestyńskiej. Krytyka Finkelsteina to nie tylko rozliczenie z syjonizmem, ale także ostrzeżenie przed niebezpieczeństwami, jakie niosą ze sobą idee suprematystyczne, głęboko zakorzenione w społecznościach żydowskich.
Finkelstein rozpoczyna swoją argumentację od odrzucenia niejasnych terminów, takich jak ‚antysyjonizm’. Zamiast tego opowiada się za bezpośredniością: Dlaczego nie zapytać po prostu, czy ktoś jest żydowskim suprematystą?
Odwołuje się do raportu wiodącej izraelskiej organizacji praw człowieka B’Tselem, który opisuje Izrael nie jako odrębne byty – Izrael i terytoria okupowane – lecz jako jedno państwo rozciągające się od Morza Śródziemnego do rzeki Jordan. Terytorium to obejmuje Zachodni Brzeg, Strefę Gazy i Wschodnią Jerozolimę.
B’Tselem podkreśla, że fundamentem tego państwa jest żydowska supremacja – nierówna dominacja, w której palestyńscy Izraelczycy mają więcej praw niż Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu, a ci z kolei mają więcej niż Palestyńczycy w Strefie Gazy.
Ta nierówność jest uwarunkowana strukturalnie: to system, w którym żydowscy obywatele są systematycznie faworyzowani. Finkelstein uważa to sformułowanie za trafne, ponieważ oddaje istotę problemu, nie popadając w semantyczne debaty na temat syjonizmu, gdzie nie ma dwóch osób podzielających tę samą definicję.
Izrael jest prawnie ‚państwem narodu żydowskiego’, ale nie ma w sobie nic żydowskiego. Jest ‚wyłomem’ – obcym elementem w żydowskiej historii i doświadczeniu.
Zerwanie z żydowską tożsamością: Izrael jako miejsce nieżydowskie
Finkelstein idzie dalej, argumentując, że wielu Żydów poza granicami kraju nie postrzega Izraela jako miejsca żydowskiego. Przytacza badanie, w którym 40% amerykańskich Żydów uważa, że Izrael dopuszcza się ludobójstwa. Ta liczba jest tym bardziej imponująca, gdy weźmiemy pod uwagę intensywną propagandę, na którą narażeni są Żydzi. Skoro tak wielu Żydów postrzega Izrael jako państwo ludobójcze, jest to milczące przyznanie, że Izrael nie jest żydowski.
Mieszkańcy Gazy opłakują swoich bliskich, którzy zginęli w izraelskim ataku, Dżabalia, 20 września 2024 r.
Poparcie dla Izraela wśród Żydów nie opiera się na autentycznym syjonizmie – większość nigdy nie przeczytała o tym żadnej książki – ale na głęboko zakorzenionym przekonaniu o wyższości Żydów.
„Żydzi są lepsi, doskonalsi, a życie nieżydowskie – nie tylko arabskie – jest mniej wartościowe”. To przekonanie o supremacji jest powszechne w społeczności żydowskiej: „świat nienawidzi Żydów z zazdrości o ich inteligencję, sukcesy i spryt”.
Finkelstein przyznaje, że to przekonanie jest podsycane rzeczywistymi sukcesami – Żydzi osiągnęli spektakularne sukcesy świeckie w świecie zachodnim, gromadząc bogactwo i zdobywając władzę.
Źródła żydowskiej władzy: bogactwo, organizacja i odporność
Finkelstein analizuje korzenie tego poczucia supremacji. Zaczyna od ogromnego sukcesu Żydów w XX wieku: Freuda, Marksa, Einsteina – wszystkich Żydów. Żydzi stanowią zaledwie niewielki ułamek światowej populacji, a mimo to zdobywają 20 procent Nagród Nobla.
Takie fakty mogą być odurzające i prowadzić do arogancji. Wspomina debaty na temat wyższego IQ wśród Żydów aszkenazyjskich, ale przyznaje, że nie ma doświadczenia w genetyce – a mimo to wielu Żydów oddaje się takim ideom bez dogłębnej wiedzy.
Finkelstein osobiście zmaga się z tym uczuciem, ponieważ wydaje się ono oparte na dowodach, ale ostrzega przed teoriami spiskowymi. Żydzi są najbogatszą grupą etniczną w USA, co przekłada się na władzę.
Dochodzi do tego silna tradycja organizacji: społeczności żydowskie zawsze tworzyły struktury komunalne. Po II wojnie światowej Żydzi cieszyli się swoistym immunitetem dzięki holokaustowi – krytyka Żydów była tabu, ponieważ nad wszystkim wisiał cień ludobójstwa.
Te cztery czynniki – bogactwo, organizacja, immunitet i sukces świecki – tworzą ‚śmiertelną mieszankę’. Prowadzą one do problemów, zwłaszcza w kontekście Izraela. Finkelstein podkreśla, że nie jest to zjawisko specyficznie żydowskie, lecz raczej skrajny przypadek ogólnej nierówności w podziale bogactwa w społeczeństwie. Klasa miliarderów kupuje wszystko: wybory, prawa, wpływy.
W Stanach Zjednoczonych trzy osoby (Zuckerberg, Bezos, Musk) kontrolują majątek większy niż połowa populacji. Najbiedniejsze 50 procent posiada jedynie 2,5 procent majątku.
Wpływ na instytucje: presja i kontrola
Finkelstein opisuje, jak żydowski majątek jest wykorzystywany w instytucjach kulturalnych i akademickich.
Żydowscy darczyńcy finansują biblioteki, uniwersytety i centra kulturalne, takie jak Lincoln Center w Nowym Jorku – to godna pochwały tradycja, ale niosąca ze sobą władzę. Na uniwersytetach, gdzie Żydzi przekazują ogromne sumy (np. 200 lub 300 milionów dolarów na Harvard), wywierana jest presja: grupy studenckie sprzeciwiające się Izraelowi muszą zostać rozbite, a programy studiów bliskowschodnich muszą zostać złagodzone.
Utworzono nawet nowy przedmiot, ‚studia izraelskie’, ponieważ tradycyjne programy studiów bliskowschodnich uznano za propalestyńskie. W instytucjach kulturalnych presja, by nie krytykować Izraela, jest przytłaczająca. Finkelstein cytuje przyjaciół z tych kręgów: władza jest sprawowana brutalnie i bezczelnie.
Ostrzega jednak: to objaw nierówności społecznych, a nie tylko problem żydowski. Miliarderzy dyktują wszystko.
Radzenie sobie z antysemityzmem i teoriami spiskowymi
Finkelstein zdaje sobie sprawę z zagrożeń: Jak otwarcie mówić o żydowskiej władzy, nie podsycając antysemityzmu?
Szuka odpowiedniego języka, takiego, który byłby zgodny z faktami i nie wzmacniał stereotypów. W wywiadzie z prawicowym ekstremistą pozwolił na upublicznienie wielu teorii spiskowych, ale skupił się na kluczowych kwestiach: holokaust się wydarzył [twierdzi tak Finkelstein wbrew poglądom swojej matki, która przeżyła życie obozowe w Auschwitz – przypis ZB]. Negacjoniści muszą obalić ogromną ilość dowodów.
Odnośnie fałszywych ocalałych: Wielu jest fałszywych, ponieważ niewielu przeżyło. Jego własna rodzina: Z jego licznej, rozszerzonej rodziny przeżyła tylko jedna osoba. Wielu „ocalałych” uciekło do Rosji i uniknęło holokaustu – nie są oni prawdziwymi ocalałymi.
W przeszłości przetrwanie było hańbą: Żydzi szli ‚jak owce na rzeź’ lub ocaleni musieli robić ‚brudne rzeczy’. Wraz z ‚przemysłem holokaustu’ stał się on powodem do dumy i nagle każdy chciał być ocalałym z Auschwitz, który widział Mengelego.
Finkelstein dzieli się spostrzeżeniami swojej rodziny: jego rodzice, ocaleni z holokaustu, byli antyizraelscy, ale opowiadali się za żydowską ojczyzną jako schronieniem – nikt nie chciał Żydów, a wielu cieszyło się z ich zagłady.
Ale wydarzenia ostatnich dwóch lat poddały eksperyment w wątpliwość: Izrael to ‚porażka’. Jest odrażający, nie jest ideałem kibucu, ale miejscem dzieciobójców. Finkelstein przyznaje: Nie może tego pojąć. Eksperyment się nie powiódł.
Wniosek: Rola niezależnych mediów
Finkelstein chwali programy takie jak ‚Doubledown News’, które ujawniają prawdę i demaskują propagandę. Bez nich rzeczywistość pozostałaby ukryta. Apeluje o wsparcie poprzez subskrypcje na platformach takich jak Patreon.
Rewelacje Finkelsteina dają do myślenia: Izrael jako symbol żydowskiej supremacji obnaża głębokie podziały społeczne. Przypominają o konieczności zwalczania idei supremacji i walki o równość – niezależnie od pochodzenia etnicznego czy religii.
Czy Twój pierścionek zaręczynowy pomógł sfinansować ludobójstwo w Strefie Gazy?
Całkiem możliwe. Pomimo braku własnych kopalni, Izrael jest ważnym graczem na światowym rynku diamentów, skupując minerały w całej Afryce i sprzedając je Zachodowi, zarabiając przy tym miliardy. Diamenty są najważniejszym towarem eksportowym Izraela i bezpośrednio finansują trwające ludobójstwo na mieszkańcach Strefy Gazy. MintPress zgłębia mroczny świat izraelskich krwawych diamentów.
Gigantyczny przemysł
Każdy turysta spacerujący po ekskluzywnej dzielnicy Tel Awiwu, Ramat Gan, będzie pod wrażeniem jej bogactwa. Wieżowce są wszędzie, a ulice zdobią luksusowe sklepy jubilerskie. Ramat Gan to centrum światowego przemysłu diamentowego, gdzie Izraelska Giełda Diamentów zatrudnia ponad 15 000 osób zajmujących się szlifowaniem, polerowaniem, importem, eksportem i sprzedażą kamieni.
Największym towarem eksportowym Izraela nie jest przemysł technologiczny ani żywność. Same diamenty stanowią ponad 15% całego eksportu kraju, a inna biżuteria również znacząco przyczynia się do jego gospodarki. W latach 2018–2023 Izrael wyeksportował kamienie szlachetne o wartości ponad 60 miliardów dolarów.
Ich największym klientem są Stany Zjednoczone. Historycznie Izrael odpowiadał za jedną trzecią do połowy wszystkich diamentów sprzedawanych w Ameryce, a rynek ten rośnie i jest już wart 20 miliardów dolarów rocznie.
Kamienie ludobójstwa
W przeciwieństwie do złota, diamenty rzadko są ocechowane, co oznacza, że niewiele amerykańskich panien młodych wie, że ich obrączki i pierścionki zaręczynowe zostały wykonane i oszlifowane w Izraelu. Jeszcze mniej zdaje sobie sprawę, że ich zakup bezpośrednio finansuje rzeź w Strefie Gazy i trwającą okupację terenów Zachodniego Brzegu, Libanu i Syrii przez Izrael.
„Ogółem izraelski przemysł diamentowy przekazuje rocznie około 1 miliarda dolarów izraelskiemu przemysłowi zbrojeniowemu i bezpieczeństwa… za każdym razem, gdy ktoś kupuje diament wyeksportowany z Izraela, część tych pieniędzy trafia do izraelskiego wojska” – zeznawał izraelski ekonomista Shir Hever przed Trybunałem Russella ds. Palestyny w 2010 roku.
Być może kluczową postacią w izraelskim przemyśle diamentowym jest potentat biznesowy Beny Steinmetz. Uważany przez wielu za najbogatszego człowieka w Izraelu, 69-letni założyciel Steinmetz Diamond Group po raz pierwszy wszedł do branży w 1988 roku, kupując fabrykę produkcyjną w RPA w czasach apartheidu.
Za pośrednictwem swojej fundacji charytatywnej Steinmetz wspierał finansowo Siły Obronne Izraela (IDF), między innymi „adoptując” jednostkę Brygady Givati i kupując im sprzęt. Podczas operacji Płynny Ołów w 2009 roku brygada dokonała masakry, zmuszając dziesiątki palestyńskich cywilów do schronienia się w domu w Strefie Gazy, zbombardowała go i uniemożliwiła dojazd karetek pogotowia. Ratownicy, którzy w końcu odnaleźli ich ciała, relacjonowali również, że widzieli napis „Jedyny dobry Arab to martwy Arab” namalowany po hebrajsku na ruinach budynku.
Niedawno Brygada Givati została sfilmowana podczas podpalenia palestyńskich zapasów żywności i oczyszczalni ścieków w Strefie Gazy, a także podczas burzenia kolejnych domów.
Od 7 października 2023 roku Izrael zniszczył 92 % szkół i budynków mieszkalnych w Strefie Gazy, zastrzelił około 300 dziennikarzy i zabił co najmniej 20 000 dzieci. UNICEF szacuje, że od 3000 do 4000 dzieci w Strefie Gazy straciło jedną lub więcej kończyn. Oprócz przemocy w Palestynie, Izrael najechał i okupował Liban i Syrię oraz zbombardował Iran, Tunezję, Jemen i Katar.
USA płacą dolarami, Afryka płaci krwią
Apetyt Izraela na diamenty bezpośrednio napędza wojny domowe i rozlew krwi w Afryce, gdzie dostarcza on sprzęt wojskowy rządom, watażkom i lokalnym grupom zbrojnym w zamian za dostęp do bogactw mineralnych kontynentu. Na przykład izraelska firma International Diamond Industries (IDI) zapewniła sobie monopol na produkcję diamentów w Demokratycznej Republice Konga w ramach umowy, która, według komisji ONZ , obejmowała tajne transfery broni i szkolenie kongijskich sił bezpieczeństwa przez dowódców Sił Obronnych Izraela (IDF). Umowa ta okazała się niezwykle lukratywna dla IDI, która zapłaciła zaledwie 20 milionów dolarów za monopol generujący 600 milionów dolarów rocznie.
Tymczasem w 2002 roku, w ogarniętym wojną Sierra Leone, za zaledwie 1,2 miliona dolarów w gotówce, Steinmetzowi udało się nabyć połowę udziałów w Koidu Ltd., firmie odpowiedzialnej za 90% krajowych zasobów diamentów. W 2011 roku Koidu wyprodukowała diamenty o wartości 200 milionów dolarów.
To, dlaczego władze zgodziły się na tak absurdalnie niskie ceny zakupu, można wyjaśnić orzeczeniem szwajcarskiego sądu z 2021 roku, który uznał Steinmetza winnym wręczenia żonie prezydenta Gwinei łapówek w wysokości 8,5 miliona dolarów. Sąd orzekł, że łapówki te zapewniły mu prawa do lukratywnych koncesji na wydobycie rudy żelaza w regionie Simandou. Steinmetz został skazany na pięć lat więzienia. Izraelski miliarder jest obecnie oskarżony o podobne poważne korupcje w Rumunii.
Gorączka diamentów w Demokratycznej Republice Konga, Sierra Leone i innych krajach afrykańskich doprowadziła do wojny domowej, handlu ludźmi, przymusowej pracy dzieci i innych poważnych naruszeń praw człowieka przez grupy pragnące zdobyć dla siebie część przemysłu diamentowego. Jednak w porównaniu z Izraelem są one stosunkowo niewielkimi graczami.
Minerały „wolne od konfliktów”
Brutalna rzeczywistość branży kamieni szlachetnych jest obecnie dobrze znana w kulturze popularnej, po części dzięki filmowi Leonardo DiCaprio „Krwawy diament” z 2006 roku, którego akcja rozgrywa się w Sierra Leone. W odpowiedzi na rosnące publiczne oburzenie dotyczące etyki branży, powołała ona Światową Radę Diamentów (World Diamond Council), która przyczyniła się do powstania Systemu Certyfikacji Procesu Kimberley, systemu mającego na celu zapobieganie wprowadzaniu na rynek światowy tzw. „diamentów konfliktowych”.
Z marketingowego punktu widzenia Proces Kimberley odniósł ogromny sukces, dając konsumentom (złudzenie) spokoju ducha, co przyczyniło się do wzrostu sprzedaży diamentów na całym świecie. System ten ma jednak szereg kluczowych wad. Najważniejszą z nich jest to, że certyfikacja minerałów wolnych od konfliktów w ramach tego procesu dotyczy jedynie źródła diamentów, co daje Izraelowi swobodę importowania diamentów wartych miliardy dolarów do kraju bombardującego siedmiu swoich sąsiadów, ich obróbki, szlifowania i polerowania, a następnie dalszego sprzedawania jako „wolnych od konfliktów”. A wszystko to, jednocześnie dopuszczając się wobec Palestyny tego, co Organizacja Narodów Zjednoczonych konsekwentnie określa mianem „ ludobójstwa”.
Co więcej, w 2009 r. ONZ oskarżyła Izrael o potajemny import nielegalnych krwawych diamentów z Wybrzeża Kości Słoniowej.
Tak w skrócie działa globalny przemysł. Szesnaście z dwudziestu największych producentów diamentów to biedne kraje afrykańskie, które czerpią z nich ograniczone korzyści ekonomiczne. Tymczasem żaden z pięciu największych światowych eksporterów diamentów – Stany Zjednoczone, Indie, Hongkong, Belgia i Izrael – nie produkuje tych kamieni w zauważalnych ilościach, co odzwierciedla nierówności w świecie, w którym żyjemy.
Bezwartościowe skały i kampanie marketingowe
Przemysł diamentowy opiera się na wielu mitach, z których pierwszym jest mit, że są to rzadkie minerały. Nie są. Pod koniec XIX wieku w Republice Południowej Afryki odkryto ogromne złoża diamentów, zalewając światowy rynek. Jednak przedsiębiorcy zarządzający kopalniami szybko zdali sobie sprawę, że jedynie ścisła kontrola nad dostawami surowca pozwoli utrzymać wysokie ceny. Obecnie co roku wydobywa się ponad 100 milionów karatów diamentów , co wystarcza na produkcję setek milionów wisiorków, pierścionków i kolczyków.
Diamenty nie są z natury cenne. Dzięki swojej wyjątkowej twardości są użyteczne dla narzędziowców produkujących brzeszczoty i wiertła. Poza tym jednak ich wartość jest ograniczona. Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie są one nierozerwalnie związane z zalotami, małżeństwem ani rocznicami w kulturze zachodniej. W rzeczywistości związek w kulturze popularnej między diamentami a miłością jest wynikiem kampanii marketingowej. Fraza „diamenty są wieczne” jest w rzeczywistości sloganem marketingowym wymyślonym przez dyrektorów Madison Avenue w 1947 roku. Profesor Sut Jhally, producent filmu dokumentalnego „ The Diamond Empire”, opisuje „diamenty są wieczne” jako „być może najsłynniejszy slogan reklamowy, jaki kiedykolwiek wymyślono”. „To hasło, ta idea, która pochodzi z Madison Avenue, definiuje teraz sposób, w jaki myślimy o rytuałach, które definiują nasze najbardziej osobiste czynności, małżeństwo i zaloty” – dodał.
Sukces tej kampanii był wręcz zdumiewający. W 1940 roku zaledwie 10% amerykańskich panien młodych otrzymało pierścionki z diamentami. Do 1990 roku liczba ta wzrosła do 90%. Hurtowa sprzedaż diamentów w USA wzrosła z 23 milionów dolarów w 1939 roku do 2,1 miliarda dolarów w 1979 roku – wzrost o 9000% w ciągu 40 lat. Niektóre zagrywki, takie jak próba sprzedaży pierścionków z diamentami mężczyznom, nie odniosły takiego sukcesu.
Pełen sukcesu przemysł diamentowy wypróbował te same strategie lokowania produktu i reklamy, które sprawdziły się w Stanach Zjednoczonych i Azji, dodając do swojego marketingu nutę zachodnich wartości i uroku. W Japonii sztuczka zadziałała. W 1967 roku mniej niż 5% zaręczonych Japonek otrzymało pierścionek z diamentem. Ale do 1981 roku odsetek ten wzrósł do 60%.
Branża diamentowa napotkała również inny problem: skoro ich produkt był tak drogi, jak mogli go sprzedać na masową skalę? Aby go rozwiązać, ponownie zwrócili się do Madison Avenue, która zasugerowała mężczyznom, aby wydali na pierścionek zaręczynowy równowartość 2–3 miesięcznych pensji. Według „The New York Times” do 2014 roku przeciętny pierścionek zaręczynowy w USA kosztował zawrotne 4000 dolarów. „To była genialna strategia” – powiedział Jhally . „Udało im się przekonać niektórych mężczyzn do zadłużania się, aby kupić te bezwartościowe rzeczy, których miliardy zalegają w magazynach”.
W ostatnich latach globalny kryzys gospodarczy spowodował wzrost popytu na mniejsze i tańsze diamenty. Te małe kamienie są zazwyczaj szlifowane w Indiach. Do szlifowania i polerowania tych maleńkich diamentów wykorzystuje się dzieci, które mają bystrzejszy wzrok oraz mniejsze i bardziej zręczne palce niż dorośli, co wprowadza nową warstwę moralnej dwuznaczności do branży.
Branża w kryzysie
Sprzedaż diamentów przeżywa obecnie kryzys. W 2024 r. przychody w całym sektorze spadły o 23%, ponieważ młodsi konsumenci coraz częściej postrzegają diamenty jako drogie kamienie wydobywane z ziemi przez dzieci-niewolników na terenach objętych wojną i nieautentyczne dowody ich miłości.
Globalny ruch Bojkotu, Wycofania Inwestycji i Sankcji również zwrócił uwagę na fakt, że sprzedaż diamentów jest nieodwracalnie związana z masakrą w Strefie Gazy. Jak pisze Palestyński Narodowy Komitet BDS :
Dochody z przemysłu diamentowego służą finansowaniu nielegalnej okupacji terytoriów palestyńskich przez Izrael, brutalnego podporządkowania narodu palestyńskiego oraz międzynarodowej sieci sabotażystów, szpiegów i zabójców.
Mniej polityczne, ale być może bardziej egzystencjalne zagrożenie stanowią diamenty laboratoryjne, których cena stanowi zaledwie jedną dziesiątą ceny kamieni pozyskiwanych tradycyjnie. Diamenty laboratoryjne (z których około połowa pochodzi z Chin) stanowią obecnie około 20% całkowitej sprzedaży i przewiduje się, że zarówno zwiększą swój udział w rynku, jak i obniżą cenę. Według sondażu z 2025 roku, trzy czwarte Amerykanów chętnie otrzymałoby pierścionek zaręczynowy z diamentem laboratoryjnym, który zdaniem opinii publicznej oferuje lepszy stosunek jakości do ceny i jest bardziej etycznym wyborem.
Kolejnym poważnym i nieprzewidzianym ciosem dla izraelskich handlarzy diamentami był nowy globalny system taryfowy z czasów Trumpa. Obecnie Stany Zjednoczone nakładają 15% podatek na wszystkie izraelskie diamenty. We wrześniu Unii Europejskiej udało się wynegocjować zwolnienie diamentów z 15% cła, co oznacza, że konkurenci, tacy jak Belgia, mają teraz znaczną przewagę nad Izraelem na kluczowym rynku amerykańskim.
W rezultacie prezes Israel Diamond Exchange, Nissim Zuaretz, stwierdził , że jego branża stoi w obliczu „zagrożenia egzystencjalnego”. „Cofamy się” – ostrzegł, dodając: „Moje przesłanie do rządu i opinii publicznej jest jasne: teraz albo nigdy… Mamy wyjątkową okazję, by przywrócić Izraelowi pozycję centrum światowego przemysłu diamentowego, ale szansa szybko się zamyka. Każdy dzień bez działań rządu oznacza utratę kolejnego handlarza diamentami, kolejną rodzinę bez dochodów, kolejny element naszego dziedzictwa narodowego”.
Jeśli jednak rząd Izraela rzeczywiście podejmie działania mające na celu ochronę krajowego przemysłu i przyjmie bardziej interwencyjne podejście, jedynie pogłębi fakt, że zakup diamentów jest w istocie finansowaniem czystek etnicznych w Palestynie, przekształcając „krwawe diamenty” w diamenty ludobójstwa.
1000 chrześcijańskich pastorów syjonistycznych ze Stanów Zjednoczonych odwiedza Izrael w ramach podróży finansowanej przez izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Grupa ponad 1000 amerykańskich pastorów i wpływowych osób związanych z chrześcijańskim syjonizmem spędziła tydzień w Izraelu w ramach wycieczki, której wszystkie koszty pokryło izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych — poinformowała we wtorek izraelska gazeta „Haaretz”.
„Po raz pierwszy w historii państwo Izrael nawiązało oficjalną współpracę z tysiącem strategicznych pastorów, aby powierzyć im rolę ambasadorów w walce z antysemityzmem i dotarciu do młodzieży ich pokolenia” – powiedział Mike Evans, pastor ewangelicki, który pomógł zorganizować tę podróż, w wywiadzie dla CBN News. „Obecnie trwa wojna ideologiczna, w której Izrael przegrywa, więc potrzebuje ewangelików i syjonistów, aby walczyć w tej wojnie ideologicznej” – dodał Evans.
Chrześcijańscy syjoniści, tacy jak Evans, wierzą, że współczesne państwo Izrael ma prawo do wszystkich ziem historycznej Palestyny, w tym okupowanego przez Izrael Zachodniego Brzegu, w oparciu o „Biblię”. Pogląd ten ma swoje korzenie w dyspensacjonalizmie, chrześcijańskiej teologii opracowanej w Stanach Zjednoczonych w XIX wieku.
Pogląd ten jest sprzeczny z tysiącletnią tradycją chrześcijańską, ponieważ odrzuca go Kościół katolicki, Kościół prawosławny i wiele wyznań protestanckich, ale ma on znaczący wpływ na politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Podczas przemówienia do zgromadzonych pastorów w stanowisku archeologicznym Shiloh na Zachodnim Brzegu Evans odniósł się do ostatnich wypowiedzi wiceprezydenta JD Vance’a i prezydenta Trumpa na temat niepoparcia aneksji terytorium palestyńskiego przez Izrael, które nazywa Judeą i Samarią.
„Powiedział pan, że polityka administracji zakłada, że Zachodni Brzeg nie zostanie zaanektowany przez Izrael. Panie wiceprezydencie, kochamy pana i kochamy Amerykę, ale polityka Boga, który stworzył Amerykę, i polityka Boga, który dał tym ludziom tę ziemię, zakłada, że Judea i Samaria są ziemią biblijną” – głosi Evans. „Osiemdziesiąt procent historii biblijnych pochodzi z Judei i Samarii. Nie naciskajcie więc na Izrael, aby oddał Judeę i Samarię nielegalnym, radykalnym islamskim wrogom Żydów” – powiedział, dodając, że ruch MAGA opiera się na „Biblii” i „na Bogu tej księgi, Bogu Izraela”.
Chociaż amerykańscy ewangelicy zawsze stanowili solidną bazę wsparcia dla Izraela, poparcie to maleje, co jest częścią ogólnej tendencji wśród Amerykanów spowodowanej brutalną kampanią Izraela w Strefie Gazy. „W ruchu ewangelikalnym w Ameryce rozwija się nowotwór, ponieważ ludzie uważają, że Izrael nie ma znaczenia i że nasze relacje z Izraelem nie mają nic wspólnego z »Biblią«. Jest to bardzo niebezpieczne” – powiedział ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee podczas szczytu w wywiadzie dla CBN News.
Izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podjęło inne kroki, aby wpłynąć na amerykańskich chrześcijan, w tym wydało miliony dolarów na kampanię propagandową skierowaną do kościołów ewangelickich w Stanach Zjednoczonych, nazwaną „największą kampanią geofencingową w historii Stanów Zjednoczonych”, projekt ujawniony w federalnym zgłoszeniu zgodnie z ustawą o rejestracji agentów zagranicznych.
Szczyt pastorów w Izraelu zakończył się „mianowaniem” przez Huckabee uczestników „ambasadorami”, którzy mają wspierać państwo Izrael. Podczas pobytu w Izraelu do pastorów przemówił premier Izraela Benjamin Netanjahu, który powiedział im: „Powstańcie i dajcie się policzyć. Mówcie prawdę. Przemawiajcie do młodych ludzi. Zabierajcie głos, abyście zostali policzeni. Liczę na was i wiem, że zrobicie to, co należy. Takie jest nasze przeznaczenie”.
In a Katie Halper Show exclusive, journalist Matthew Petti discusses for the first time, his reporting on Jeffrey Epstein, Israel, Qatar, Tom Barrack, Trump’s Middle East envoy, and Sultan bin Sulayem, a very powerful Dubai businessman tied to the royal family and more. For the full discussion, please join us on Patreon at – / patreon-full-143899463 00:00 Former Prime Minister of Israel Ehud Barak’s leaked emails had 2,000 Epstein emails 01:42 Jeffery Epstein’s birthday book 03:22 Petti discovered just how deep the relationship between Epstein and Barak is 04:37 Russia, the Putin and Syria connection 06:19 Epstein was cutting political deals, acting as a fixer for Barak, and building surveillance tech 08:22 How did Epstein get connected to Barak in the first place? Matthew Petti is an assistant editor at Reason and a proud New Jersey native. He has previously reported for the BBC (in Persian and English), The Intercept, The Daily Beast, New Lines magazine, Responsible Statecraft, Middle East Eye, and The National Interest, among other publications. Matthew covers U.S. national security policy and its interactions with American society and domestic politics. In 2022, Matthew was awarded a Fulbright fellowship to research the ways in which Arab journalists interact with foreign media. Through the Fulbright program, he worked at a variety of newsrooms in Amman, including Jordan News and Radio al-Balad, where he hosted a program on Latin music. Previously, he was a Center for Arabic Study Abroad and Foreign Language Area Studies fellow in Amman. Matthew graduated from Columbia University with a bachelor’s degree in Middle Eastern, South Asian, and African Studies. He got his start in journalism as a features writer at the Columbia Daily Spectator.
„Państwo polskie wystawia się na pośmiewisko” – stwierdził były premier Leszek Miller, opisując kulisy gigantycznej afery korupcyjnej na Ukrainie. Jeden z najważniejszych antybohaterów tej afery, Timur Mindicz uciekł przez Polskę do Izraela.
W ub. tygodniu Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy rozbiło siatkę przestępców, którzy stworzyli ogromny mechanizm korupcyjny, uderzający w strategiczne przedsiębiorstwa energetyczne. Podejrzanych jest siedem osób, którym wręczonych miało zostać około 100 mln dol. łapówek.
Jeden z głównych podejrzanych Timur Mindicz nie został jednak zatrzymany, bo w ostatniej chwili opuścił kraj.
W nocy z 9 na 10 listopada przekroczył ukraińsko-polską granicę.
– „Podróż odbył czarnym Mercedesem S-350, wynajętym w lwowskiej firmie transportowej specjalizującej się w dyskretnych przewozach dla klientów unikających niepożądanej uwagi. Został wcześniej ostrzeżony o zbliżającej się rewizji w jego domu prowadzonej przez agentów antykorupcyjnej NABU, co pozwoliło mu uciec, zanim służby zdążyły zapukać do drzwi”
– relacjonuje w mediach społecznościowych Leszek Miller.
– „10 listopada Mindicz spędził w Warszawie: zameldował się w luksusowym hotelu Raffles Europejski, modlił się w synagodze Chabad-Lubawicz, a następnie – jakby była to rutynowa podróż biznesowa odleciał do Tel Awiwu Boeingiem 737-800 czarterowej izraelskiej linii Sundor.
Ukraińskie źródła nie podały nazwy lotniska, ograniczając się do wzmianki o locie z Polski do Izraela, lecz w praktyce takie czartery realizowane są wyłącznie z Lotniska Chopina w Warszawie. Na Okęciu Mindicz przeszedł standardową odprawę paszportową, a system Straży Granicznej rejestruje dane pasażerów z taką precyzją, że nawet gdyby ktoś próbował wylecieć gołębiem pocztowym, system i tak by go odnotował. Ukraińskie władze nie złożyły oficjalnego żądania zatrzymania Mindicza, dlatego dla SG był on zwykłym podróżnym, a nie osobą poszukiwaną”
Wątpliwości byłego premiera budzi milczenie polskich władz w tej sprawie.
– „Osoba podejrzana o udział w kradzieży dziesiątek milionów dolarów wjeżdża do Polski, nocuje w sercu Warszawy, przechodzi odprawę na naszym lotnisku i odlatuje do Izraela bez najmniejszej przeszkody. Nikt nie zadaje pytań, a wszyscy zachowują się, jakby nic się nie wydarzyło. Państwo polskie wystawia się na pośmiewisko – i to dobrowolnie” – stwierdził Miller.
– „Z kluczowych pytań wyłania się jedno: Czy Polska została poinformowana przez Ukrainę o ucieczce osoby zamieszanej w jedną z najgłośniejszych afer korupcyjnych ostatnich lat? Czy też wręcz przeciwnie – otrzymała prośbę o zapewnienie bezpiecznego korytarza tranzytowego dla kogoś, kogo zniknięcie jest dla Kijowa politycznie bardzo wygodne?
Jeśli Polska otworzyła korytarz tranzytowy dla człowieka uciekającego z miejsca największej afery korupcyjnej na Ukrainie, to mówimy już nie o naiwności, lecz o współudziale. A współudział w cudzej aferze zawsze kończy się jedną rzeczą: własnym skandalem”
==================================
z prasy:
Podejrzany był przyjacielem i partnerem biznesowym Zełenskiego na długo, zanim ten porzucił przemysł rozrywkowy dla polityki. Po zwycięstwie Zełenskiego w wyborach w 2019 r., Mindycz zaczął wygrywać przetargi państwowe, również w zbrojeniówce. Polityk był na celowniku służb już od jakiegoś czasu, a NABU umieściło nawet podsłuch w jego mieszkaniu.
Tysiąc godzin nagrań obejmuje również rozmowy Mindycza z Zełenskim, który miał być częścią procederu korupcyjnego w przemyśle energetycznym i zbrojeniowym.
W zeszłym miesiącu władze w Kijowie próbowały pozbawić organy antykorupcyjne niezależności i przekazać nadzór nad ich śledztwami prokuratorowi generalnemu. Zełenski wycofał się z części zmian pod presją opinii publicznej i Zachodu.
Social media zalewa fala postów twierdzących, że Samsung instaluje na telefonach Galaxy (serie A i M) „nieusuwalne izraelskie oprogramowanie szpiegujące”. W centrum burzy znalazła się aplikacja AppCloud, narzędzie znane od lat, stworzone jako platforma marketingowa mająca promować inne aplikacje. Nie zmienia to jednak faktu, że użytkownicy ponownie odkrywają jej obecność i zadają pytania o prywatność oraz przejrzystość działań producenta.
Początek zamieszania wiąże się z listem otwartym do Samsunga przygotowanym przez SMEX, organizację działającą na rzecz praw człowieka w cyfrowej sferze na obszarze Azji Zachodniej i Afryki Północnej. Autorzy zaapelowali o zaprzestanie wstępnego instalowania bloatware związanego z firmą o izraelskich korzeniach. W efekcie szybko pojawiły się spekulacje o możliwych powiązaniach AppCloud z państwowym gromadzeniem danych.
NEW:
🇮🇱 Unremovable Israeli Spyware Found on Samsung Devices – Business Wire
Samsung faces backlash over AppCloud, an Israeli-developed app pre-installed on budget Galaxy A and M series devices.
Investigations reveal the app is embedded in the operating system, preventing… pic.twitter.com/bcTwUICgkd
Aplikacja powstała w izraelskim ironSource, firmie przejętej przez amerykańskie Unity, znanej głównie z narzędzi dla branży gier i interaktywnych doświadczeń. Mimo to w niektórych środowiskach geopolitycznych sam fakt pierwotnego pochodzenia aplikacji uruchomił lawinę emocjonalnych reakcji.
Zarzuty dotyczące nieusuwalności
SMEX twierdzi, że AppCloud jest mocno zespolony z systemem i trudny do usunięcia bez roota. Po dezaktywacji miał powracać po aktualizacjach, co dodatkowo ma wywołać podejrzenia u użytkowników dbających o prywatność. Zarzut braku kontroli nad aplikacją powraca jak bumerang w dyskusjach o praktykach producentów urządzeń mobilnych.
‼️ Unremovable Israeli Spyware Found on Samsung Devices
Samsung faces backlash over AppCloud, an Israeli-developed app pre-installed on budget Galaxy A and M series devices.
Investigations reveal the app is embedded in the operating system, preventing full removal. Even when… pic.twitter.com/QWkc9od9yg
Równolegle w sieci pojawiły się niepotwierdzone tezy o rzekomym przekazywaniu danych użytkowników do instytucji powiązanych z Izraelem. Brak dowodów nie powstrzymał jednak próby zbudowania narracji o rzekomym oprogramowaniu szpiegowskim.
Brak transparentności utrudnia obronę
Największym problemem AppCloud nie jest sama funkcja marketingowa, lecz brak łatwo dostępnej polityki prywatności. Nie ma możliwości sprawdzenia, jakie dane aplikacja może zbierać i przetwarzać, co dodatkowo podważa zaufanie użytkowników.
Kolejnym elementem układanki jest reputacja ironSource. Firma w przeszłości prowadziła program InstallCore, znany z instalacji niechcianych komponentów i omijania ostrzeżeń bezpieczeństwa. Choć AppCloud działa w innych ramach, historia firmy wraca przy każdej wzmiance o kwestiach prywatności.
Wrażliwe regiony reagują mocniej
Kraje WANA, w których obowiązują restrykcje dotyczące produktów firm izraelskich, traktują obecność AppCloud w telefonach producenta z Korei Południowej jako problem polityczny. W czasach zwiększonego napięcia na linii Izrael–Palestyna każdy element powiązany z izraelską technologią staje się tematem debat publicznych.
Społeczność wzywa Samsunga do reakcji. Oczekiwania obejmują możliwość całkowitego usunięcia AppCloud, pełną dokumentację dotyczącą danych i jasną deklarację o braku powiązań aplikacji z gromadzeniem informacji na poziomie państwowym. Rosnąca presja sprawia, że obserwatorzy rynku oczekują oficjalnego komunikatu producenta.
Samsung na razie milczy. W związku z lawiną spekulacji wiele wskazuje na to, że oświadczenie stanie się koniecznością, zanim sytuacja zostanie rozdmuchana poza poziom kontroli.
W trakcie zbierania materiałów do książki „Holokaust Palestyńczyków” dotarła do mnie skala zaangażowania żydów z Polski w budowę Izraela. Mimo to nigdy nie usłyszałam od moich palestyńskich rozmówców żalu ani pretensji, że ich okupanci i kaci przybyli tak licznie z Polski.
Co znamienne, niektórzy Palestyńczycy zaczęli mnie ostrzegać, że na hebrajskojęzycznych stronach instruuje się obywateli Izraela, jak uzyskać polski paszport, i zachęca do osiedlania się w naszym kraju.
Sprawa jest bardzo niepokojąca. Oznacza bowiem, że syjoniści – wyćwiczeni w bezwzględnym mordowaniu bezbronnych cywilów – z takim bagażem doświadczeń mogą przyjechać w najlepsze do Polski. Wystarczy, że wykażą, skąd wywodzą się ich przodkowie.
Od Andresa do IDF
Żeby zobrazować skalę zagrożenia, przytoczę garść faktów. W 1884 roku odbyła się Konferencja Katowicka, podczas której powołano komitet centralny ruchu Miłośnicy Syjonu oraz podjęto decyzję o założeniu żydowskich osad w Palestynie. Zjazd ten uznawany jest za istotny krok na drodze do powstania państwa Izrael.
Podczas II wojny światowej żydowscy dezerterzy z armii generała Andersa, posiadający polskie obywatelstwo, przedostali się do Palestyny, gdzie odegrali istotną rolę w budowaniu państwowości Izraela. Angażowali się w działalność syjonistyczną, militarną i terrorystyczną.
W Palestynie działali w ramach różnych organizacji paramilitarnych, które dążyły do utworzenia państwa żydowskiego. Największą z nich była Haganah, mająca na celu obronę żydowskich osad. Inne ważne organizacje to Irgun (Etzel), która stosowała brutalne metody walki, w tym zamachy bombowe, oraz Lehi (Stern Gang), znana z ekstremalnych działań i zamachów. Po utworzeniu okupacyjnego państwa Izrael w 1948 roku wszystkie te organizacje zostały zintegrowane w strukturach nowo powstałej armii izraelskiej – Sił Obronnych Izraela (IDF).
Na polskiej ziemi – konkretnie w Płońsku – urodził się Dawid Ben Gurion, założyciel Izraela, przewodniczący Światowej Organizacji Syjonistycznej i pierwszy premier tego państwa. Bencijjon Netanjahu, ojciec największego kata Palestyńczyków – obecnego premiera Izraela, Binjamina Netanjahu – urodził się w Warszawie jako Bensyjon Milejkowski.
Podobnych przypadków żydów z Polski okupujących Palestynę, było znacznie więcej. Obecnie ich potomkowie mają ułatwioną sprawę, jeśli zechcą przyjechać do naszego kraju i uzyskać polskie obywatelstwo.
Zaplanowany eksodus
Na izraelskich stronach internetowych można znaleźć wiele artykułów nakłaniających obywateli Izraela do zamieszkania w kraju nad Wisłą. Przykładowo, na portalu „Door to Europe” [1] wykazano jakie korzyści wynikają z posiadania polskiego obywatelstwa oraz w jaki sposób takowe uzyskać.
Na zachętę napisali, że Polska to kraj zachodni i rozwinięty, oferujący obywatelom liczne prawa i świadczenia socjalne. Jako członek Unii Europejskiej umożliwia uzyskanie polskiego paszportu, który jest równocześnie paszportem europejskim. Daje on prawo do zamieszkania i pracy w dowolnym kraju UE oraz stanowi atrakcyjne rozwiązanie dla inwestorów chcących swobodnie lokować kapitał w Europie.
Podkreślono, że:
„Można dochodzić roszczeń majątkowych jako obywatel Polski za mienie utracone w czasie, gdy nazistowskie Niemcy sprawowały władzę na tych terenach.”
Zainteresowanych poinstruowano, że osoby posiadające polskie korzenie mogą ubiegać się o obywatelstwo, jeśli udowodnią pokrewieństwo z przodkami urodzonymi w Polsce lub na dawnych jej terenach.
Kolejny przykład znajduje się na stronie internetowej „Mishpatip” [2], gdzie opublikowano szczegółowy przewodnik dla Izraelczyków chcących uzyskać polskie obywatelstwo. Na zachętę podkreślono liczne walory.
„Możliwość zamieszkania w Europie, legalnej pracy, korzystania z różnych świadczeń finansowych, takich jak niższe czesne na uczelniach, przyciąga wielu Izraelczyków. Skłania ich to do przeszukiwania starych walizek i żółknących dokumentów, próbując znaleźć dowody, że są potomkami osób posiadających obywatelstwo danego państwa europejskiego, a tym samym również mają prawo do jego uzyskania – na przykład w Polsce (…).”
Zatrzymać zagrożenie
W powyższym procederze uczestniczą izraelscy prawnicy wyspecjalizowani w tym zakresie. Na przykład na stronie kancelarii prawnej „Deker, Faks, Levy” [3] znajduje się szczegółowy przewodnik po procesie uzyskiwania obywatelstwa polskiego, obejmujący m.in. zasady dziedziczenia obywatelstwa (jus sanguinis), wymagane dokumenty, kwestie związane z wojskową służbą przodków oraz procedury potwierdzania obywatelstwa.
Kancelaria oferuje również pomoc w tłumaczeniu notarialnym dokumentów na język polski, co jest często wymagane w procesie aplikacyjnym. Swoje zaangażowanie tłumaczą na stronie internetowej następująco:
„Wielu żydów opuściło Polskę w XX wieku. Główną przyczyną były okrucieństwa II wojny światowej i Holokaust, ale również lokalny antysemityzm i prześladowania religijne odegrały swoją rolę. Obecnie setki tysięcy potomków żydów pochodzenia polskiego w Izraelu i poza nim mają prawo do polskiego paszportu.”
W związku z powyższym jedynym ratunkiem dla Polski i Polaków jest natychmiastowa zmiana prawa, która nie tylko zatrzyma wydawanie polskich paszportów syjonistom z Izraela, lecz także cofnie dotychczasowe decyzje. Uchylenie (abrogacja) – sytuacja, w której norma prawna jest formalnie zniesiona przez nową ustawę lub akt prawny – nie będzie możliwe bez realnego działania.
Aby zmienić prawo, Polacy musieliby przepędzić prosyjonistycznych polityków zasiadających w polskim rządzie i parlamencie. W tym celu należałoby wyjść ze swojej strefy komfortu i podjąć konkretne działania, zamiast jedynie biadolić na internetowych forach.
Stanisław Michalkiewicz 11 października 2025 michalkiewicz
1 października na wodach międzynarodowych, izraelska marynarka wojenna otoczyła konwój płynący z pomocą humanitarną do Strefy Gazy, niektóre jednostki przejęła, a pozostałe, wraz z pasażerami – skierowała do miejscowości Aszdod na terenie Izraela– wśród nich Wielce Czcigodnego posła z ramienia Koalicji Obywatelskiej, Franciszka Sterczewskiego. Wielce Czcigodny w momencie, gdy izraelscy marynarze weszli na pokład łodzi którą płynął i go aresztowali, zdążył nadać komunikat, że został „porwany” i poprosił polskie władze o opiekę konsularną, która umożliwi mu bezpieczny powrót do Polski. 2 października władze izraelskie podały, że cały konwój został przechwycony przez izraelską marynarkę i do Strefy Gazy nie dotrze – co zresztą wcześniej strona izraelska zapowiadała.
Eksperci spoza Izraela twierdzą, że zatrzymanie konwoju, który nie był uzbrojony, było ze strony Izraela „aktem piractwa” i w ogóle złamaniem prawa międzynarodowego oraz praw człowieka, a co bardziej porywczy domagają się nawet „sankcji” wobec Izraela – takich samych, a może chociaż tylko podobnych, jakie zostały zastosowane wobec Rosji.
Wygląda jednak na to, że – po pierwsze – Izrael żadnych sankcji się nie obawia, bo od samego początku użył wobec konwoju z pomocą humanitarną dla Strefy Gazy bardzo poważnego zaklęcia w postaci oskarżenia jego uczestników o „terroryzm”. Takie oskarżenie jest chyba jeszcze gorsze od oskarżenia o „antysemityzm” – bo to ostatnie tak często bywało nadużywane, że uległo inflacji i obecnie coraz mniej ludzi się go obawia, chociaż sporo jest takich, co uważają, iż gorsze ono jest od śmierci.
Dotyczy to zwłaszcza politycznych ambicjonerów, którzy jak ognia starają się unikać wszystkiego, co mogłoby wskazywać, że w ogóle mają jakieś poglądy, a już zwłaszcza – że mają poglądy niezatwierdzone do wyznawania – zaś „antysemityzm” do takich poglądów należy. O ile jednak osoby oskarżane o „antysemityzm” jakoś ten eksperyment przeżywają, to oskarżenie o „terroryzm” jest poważniejsze w skutkach, bo może doprowadzić do przykrych konsekwencji w postaci umieszczenia w areszcie wydobywczym, a potem – nawet w więzieniu. A w tym politycznym sezonie zaklęcie w postaci „terroryzmu” jest nie tylko dobre na wszystko, ale również – jeśli takie określenie by tu w ogóle pasowało – najmodniejsze.
Na przykład prezydent USA Donald Trump uznał urzędowo „Antifę” za „organizację terrorystyczną”. Jest to chyba nawet uzasadnione, o czym mogłem przekonać się podczas pobytu w Anglii, gdzie uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez tamtejszych polskich działaczy. Wynajęli oni lokal u pewnej religijnej wspólnoty – ale kiedy już konferencja się rozpoczęła, zakłopotani właściciele ośrodka oświadczyli, że wypowiadają umowę, bo zadzwonił do nich jegomość podający się za członka „Antify”, komunikując, że jeśli tego nie zrobią, to „Antifa” spali im ten cały ośrodek. Nie było rady, jak wynająć salę w hotelu – ale i tutaj sytuacja się powtórzyła z tą różnicą, że jegomość podający się za członka „Antify” już nie groził, że hotel spali, tylko – że go zdemoluje. W tej sytuacji organizatorzy zwrócili się do proboszcza miejscowej polskiej parafii w Southampton który żadnych pogróżek się nie przestraszył, dzięki czemu konferencja odbyła się już bez przeszkód.
Wygląda jednak na to, że jakieś wpływowe środowiska w Zjednoczonym Królestwie muszą tę całą „Antifę” ochraniać, bo – jak nas poinformowali właściciele ośrodka i właściciel hotelu – tamtejsza policja całkowicie zbagatelizowała informacje o kierowaniu gróźb karalnych, chociaż w dobie totalnej inwigilacji zidentyfikowanie telefonującego osobnika chyba nie przekraczało możliwości umysłu ludzkiego, a policyjnego, w szczególności. Nie ma zatem innego wyjaśnienia, jak to, że w Zjednoczonym Królestwie ktoś „Antifę” ochrania. Pewne światło na tę sprawę rzuca niedawna rozmowa, jaką na łamach portalu „Onet” przeprowadził pan red. Węglarczyk z panem Lejbem Fogelmanem, „prawnikiem i filozofem”. Pan Fogelman wyznał, że on odmówiłby rozmowy z Grzegorzem Braunem, bo on jest „faszystą” – wiec prawowierny człowiek rozmawiać z nim nie może bez ryzyka strefienia tak samo, jak z Hitlerem.
Pewnie dlatego organizatorzy Targów Książki, jakie mają odbyć się pod koniec października w Krakowie, odprosili stamtąd Wydawnictwo Capital, ponieważ wydało ono książki Grzegorza Brauna. Okazuje się zatem, że terroryzm – swoją drogą – ale gorszą myślozbrodnią od terroryzmu jest „faszyzm” i że chociaż „Antifa” jest organizacją terrorystyczną, to może cieszyć się pewnymi względami, jako młot na „faszystów”. A kto jest „faszystą”? To proste, jak budowa cepa. „Faszystą” jest ten, kto zostanie za takiego uznany przez Judenrat „Gazety Wyborczej” w Polsce, albo przez Judenraty w innych, miłujących wolność i pokój krajach. Dlatego też bez zdziwienia przyjąłem wiadomość, że policja w Warszawie spacyfikowała demonstrantów, którzy przed gmachem MSZ demonstrowali swoją solidarność z Palestyńczykami. Gdyby demonstrowali swoją solidarność z Izraelem, który właśnie liczy na to, że w ramach pokojowego planu prezydenta Trumpa, będzie mógł już bez problemów dokończyć operację ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy, to żaden z policjantów – o ile w ogóle by się pod gmachem MSZ pojawili – nawet by nie drgnął. Ale nie na darmo przysłowie powiada, że co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie – a wiadomo, że Izrael jest przecież ważniejszy, niż wojewoda. Ach – co ja mówię takie rzeczy! Izrael jest ważniejszy, niż sam prezydent Donald Trump, który swoją służebną rolę względem Izraela sprytnie kamufluje 20-punktowym „planem pokojowym” – być może zasuflowanym mu właśnie przez stronę izraelską.
W tej sytuacji – po drugie – nie do pomyślenia jest, by jakieś kraje, zwłaszcza amerykańscy wasale, odważyli się na jakieś „sankcje” przeciwko Izraelowi. Dotychczas słyszeliśmy tylko nieśmiałe popiskiwania, czy by tak nie wykluczyć Izraela z Eurowizji, czy europejskich rozgrywek sportowych – ale ktoś starszy i mądrzejszy nawet na te popiskiwania musiał nałożyć surdynę – bo już żadnych popiskiwań nie słychać. Toteż i „aktywiści” zatrzymani przez izraelską marynarkę na międzynarodowych wodach, potulnie podkulili pod siebie ogony, posłusznie podreptali do Aszdodu, zadowoleni w głębi duszy, że ten cały uroczy śródziemnomorski piknik zakończył się wesołym oberkiem, to znaczy – nikt nie trafi do turmy pod pretekstem „terroryzmu”, tylko wygodnie wróci do domu. Nawet Książę-Małżonek, który Putinowi potrafi pokazać groźną minę, zakomunikował, że nie ma nikogo na wymianę na Wielce Czcigodnego Franciszka Sterczewskiego – ale chyba nie trzeba będzie dawać za niego żadnego zakładnika, bo – powiedzmy sobie szczerze – Wielce Czcigodny Franciszek Sterczewski potrzebny jest Izraelowi jak psu piąta noga.
UE przekazała izraelskim start-upom technologicznym – prowadzonym przez byłych żołnierzy IDF – prawie pół miliarda euro w postaci grantów badawczych od początku ludobójstwa w Gazie. Niektórzy założyciele tych startupów technologicznych służyli jako rezerwiści w Gazie, a przynajmniej w jednym przypadku technologia została wdrożona, aby wspomóc ludobójstwo.
Program Horizon Europe, opisany przez UE jako „inicjatywa badań naukowych mająca na celu rozwój zrównoważonego i nadającego się do życia społeczeństwa w Europie”, przyznał około 475 milionów euro 348 izraelskim start-upom i projektom badawczym od października 2023 roku, z których wiele jest prowadzonych przez byłych żołnierzy IDF i oficerów wywiadu.
W 2024 roku UE przyznała dotacje w wysokości 220 milionów euro 179 firmom i inicjatywom prowadzonym przez Izraelczyków. Skala tego finansowania, która pojawia się w roku, w którym wybitni na świecie eksperci od ludobójstwa ogłosili, że Izrael dopuszcza się ludobójstwa, w którym całe miasta zostały zniszczone, a dziesiątki tysięcy cywilów zamordowanych, jest oszałamiająca.
W tym samym roku Izrael był również trzecim co do wielkości odbiorcą, po Francji i Niemczech, grantów „akceleratorowych”, oddzielnego elementu programu Horyzont, który ma wspierać małe i średnie firmy pracujące nad poprawą życia w Europie.
W 2025 roku, roku, w którym Izrael ogłosił swoje plany czystek etnicznych na pełną skalę, a uczeni oszacowali, że 434,000 Palestyńczyków w Gazie zostało zamordowanych przez Izrael, finansowanie UE dla izraelskich inicjatyw technologicznych nadal przekroczyło 110 milionów euro.
A tego lata, gdy Gaza została oficjalnie zepchnięta w głód przez celową kampanię głodu Izraela, a Kneset głosował nad ostatecznym rozwiązaniem, UE nadal rozdawała dziesiątki milionów firmom prowadzonym przez były personel IDF.
Finansowanie Horizon ma kluczowe znaczenie dla izraelskiej nauki i izraelskiej gospodarki. Od początku programu w 1996 roku UE przekazała izraelskim firmom, z których niektóre zostały bezpośrednio wydzielone z izraelskiego wojska, 3,4 miliarda euro. Izrael jest zdecydowanie największym odbiorcą Horizon spoza UE, a jego badacze otrzymują niezwykle hojną, a nawet ciekawą kwotę pieniędzy na program mający na celu wsparcie europejskich naukowców i społeczeństwa europejskiego. Prezes Izraelskiej Akademii Nauk i Nauk Humanistycznych powiedział w maju, że odcięcie Izraela od funduszy UE na badania i innowacje byłoby „prawie wyrokiem śmierci dla izraelskiej nauki”.
Udział Izraela w programie Horyzont przyciągał w przeszłości uwagę. Działacze argumentowali, że program łamie swój czysto cywilny mandat, dając pieniądze izraelskim instytucjom powiązanym z państwem bezpieczeństwa, i zażądali, aby Izrael został odcięty od programu. Pod presją, że ludobójstwo Gazy wchodzi w końcowe etapy, Komisja Europejska zaproponowała niedawno ograniczony, częściowy zakaz izraelskiego dostępu do Horizon. Nie jest jednak jasne, czy ten pozorny ruch zdobędzie wystarczającą liczbę głosów od państw członkowskich, aby przejść. Podczas gdy udział Izraela w Horizon był przedmiotem kontrowersji, osoby stojące za tymi inicjatywami finansowanymi przez UE, z których wiele ma znaczące pochodzenie wojskowe, nie zostały wcześniej wymienione. Są również wyraźne dowody na to, że program, który ma wspierać wyłącznie aplikacje cywilne, sfinansował technologię wojskową wdrożoną podczas ludobójstwa w Gazie.
Największymi izraelskimi odbiorcami funduszy Horizon – jak wyszczególniła UE w bazie danych finansowanych inicjatyw – są izraelskie uniwersytety i instytuty badawcze. Numer jeden na liście wszech czasów, po zarobieniu ponad pół miliarda euro, jest Instytut Nauki Weizmanna, najważniejsze centrum naukowe w Izraelu. Informacje o projektach finansowanych przez Horizon w instytucie są trudne do znalezienia, a te publicznie udokumentowane są owinięte w język cywilny. Ale Weizmann od dawna współpracuje z izraelskimi producentami broni, w tym Rafael, Israel Aerospace Industries i Elbit Systems. Instytut organizuje również program magisterski dla żołnierzy IDF w czynnej służbie, obiecując, że pomoże im „zrównoważyć” zabijanie z nauką. W komunikacie prasowym z 2023 roku chwalono się sesją burzy mózgów między badaczami Elbit Systems a Weizmann w celu „zintegrowania innowacji naukowych Instytutu Weizmanna w celu przyspieszenia wspólnego rozwoju”. Od tego czasu Elbit i Weizmann ogłosili, że współpracują nad materiałami inspirowanymi biologią dla IDF i wojskowego teleskopu kosmicznego. Prezes Elbit Systems, miliarder Michael Federmann, zasiada w zarządzie Instytutu Weizmanna. Iran znacząco uszkodził instytut ukierunkowanym atakiem rakietowym w czerwcu, powołując się na jego związek z izraelskim wojskiem i programem broni jądrowej.
Drugie i trzecie miejsce na liście to Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie i Uniwersytet w Tel Awiwie, które łącznie otrzymały prawie 1 miliard euro za pośrednictwem Horizon. Uniwersytet Hebrajski ma bazę wojskową na terenie kampusu, która oferuje szkolenia akademickie dla izraelskich żołnierzy, podczas gdy Uniwersytet w Tel Awiwie prowadzi wspólne ośrodki z izraelskimi firmami wojskowymi i zbrojeniowymi. Technion, izraelski instytut badawczy, jest czwarty na liście wszech czasów, otrzymując 316 milionów euro w funduszach europejskich. Ma wiele partnerstw i stypendiów sponsorowanych przez największych izraelskich producentów broni i prowadzi kurs na temat tego, jak promować izraelski przemysł zbrojeniowy na międzynarodowych rynkach eksportowych. Technion odgrywa również kluczową rolę w rozwoju quadkopterów, które zamordowały wielką liczbę Palestyńczyków w Gazie.
Uniwersytet Bar Ilan jest piąty na liście grantobiorców UE: otrzymał 123 miliony euro. Posiada cały wydział zwany Sekcją Broni Bezpieczeństwa, który działa jako rurociąg do kariery w izraelskim aparacie apartheidu, zapewniając programy studiów licencjackich i magisterskich na temat wszystkich elementów izraelskiego państwa bezpieczeństwa. Bar Ilan prowadzi również coroczny „hackathon” we współpracy z izraelskim Ministerstwem Obrony. Uniwersytet jest również znany z ścisłej współpracy z Shin Bet, izraelskimi służbami bezpieczeństwa.
Uniwersytet Ben Gurion, szósty na liście wszech czasów, który otrzymał 121 milionów euro gotówki podatników UE, jest gospodarzem Instytutu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którego partnerstwa obejmują izraelskie firmy zbrojeniowe i izraelskie ministerstwo obrony.
Widzimy w tych połączeniach, jak wygląda pełna militaryzacja państwa apartheidu. Niewiele krajów na świecie ma tak jawne, przypadkowo deklarowane powiązania między wojskiem, establishmentem bezpieczeństwa i instytucjami akademickimi.
A pośród ludobójstwa popełnionego przez ludzi i technologie płynące z tych instytucji, UE utrzymuje otwarty Kurek. W zeszłym roku Instytut Weizmanna otrzymał 52 mln euro, a w tym roku 15 mln euro. Uniwersytet w Tel Awiwie otrzymał 30 milionów euro od UE w zeszłym roku i 21 milionów euro w funduszach Horizon do sierpnia tego roku. Uniwersytet Hebrajski otrzymał 30 milionów euro w zeszłym roku i 10 milionów euro w 2025 roku.
Kolejny grantobiorca instytucjonalny, Israel Innovation Authority, otrzymał 4 mln euro od Horizon w 2024 roku. IIA jest kierowana przez Dror Bin, byłego oficera izraelskich sił powietrznych, a jej przewodniczącym jest Ami Applebaum, który służył w nienazwanych „tajnych jednostkach technologicznych” IDF. W 2023 roku IIA, siedząca obok fanatycznie ludobójczego ministra finansów Izraela Bezalela Smotricha, ogłosiła uruchomienie nowego funduszu dla izraelskich start-upów technologicznych, podkreślając IIA jako element ludobójstwa Izraela.
UE przekazała również miliony grantów Horizon na uruchomienie Europejskiego Centrum Innowacji i Technologii w Izraelu. Częścią zespołu w EIT Hub Israel jest Sahar Sazgar, który służył w jednostce Egoz IDF, specjalistycznym oddziale, którego zadaniem są tajne operacje komandosów, w tym zabójstwa.
IBM Israel, który wziął 7 milionów euro z programu Horizon od początku ludobójstwa, dostarcza i obsługuje oprogramowanie, które dokumentuje wszystkie przyloty, wyjazdy i przejścia Palestyńczyków w izraelskich punktach kontrolnych prowadzonych przez wojsko. IBM dostarcza również oprogramowanie, które umożliwia systemowe gromadzenie informacji, w tym informacji biometrycznych, na temat Palestyńczyków.
Dokładnie to, co pieniądze europejskich podatników finansują w IBM i innych instytucjach, jest niejednoznaczne. Jednak dane nie mogą ukryć nazw poszczególnych start-upów i inicjatyw wspieranych przez program Horizon. A te informacje mówią nam, że granty na badania UE – legalnie ograniczone tylko do użytku cywilnego – finansują ludzi i technologie kierowane bezpośrednio z izraelskiego wojska, z których niektórzy uczestniczyli w ludobójstwie Gazy.
SpacePharma, start-up rozwijający laboratoria do orbity w kosmosie, otrzymał w zeszłym roku 2,1 miliona euro w gotówce od Horizon. Dyrektor generalny SpacePharma, Yossi Yamin, jest byłym głównym dowódcą izraelskiej jednostki satelitarnej. Jednostka satelitarna jest skrzydłem izraelskiej agencji kosmicznej, która sama jest pododdziałem izraelskiego wojska, i jest odpowiedzialna za satelity, które nadzorują i szpiegują Palestyńczyków w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Satelity te również wystrzeliwują pociski bezpośrednio i są fundamentalne dla krajowego systemu przechwytywania rakiet. SpacePharma jest skutecznie bezpośrednim ramieniem z izraelskich narzędzi apartheidu.
Zespół stojący za OncoHost, start-upem immunoterapeutycznym, który otrzymał grant Horizon w wysokości 2,5 miliona euro w maju tego roku, jest bezpośrednim uczestnikiem ludobójstwa. W 2023 roku wysłali pięciu swoich pracowników do służby w Gazie, na czele z dyrektorem generalnym, Oferem Sharonem.
Założyciel Codium, start-upu AI wspieranego przez fundusze Horizon w 2024 roku, również służył w Gazie na początku ludobójstwa. Itamar Friedman powiedział, że „chce być częścią ludzi, którzy chronią nasz kraj”.
Przejrzyście bezpośrednim elementem IDF wspieranym przez pieniądze Horizon jest Wi-Charge, bezprzewodowy system ładowania mobilnego, który UE wspierała w zeszłym roku 2,2 mln euro. Wi-Charge rozpoczął się jako projekt Jednostki 81, wyspecjalizowanej jednostki technologicznej w ramach IDF poświęconej rozwojowi technologii w celu utrzymania systemu apartheidu. Za swoją pracę zespół stojący za Wi-Charge, w tym dyrektor generalny Victor Vaisleib (który spędził 15 lat w IDF) i dyrektor ds. technologii Ori Mor otrzymał Nagrodę Obrony Izraela, najwyższą nagrodę za doskonałość technologiczną i wkład w państwo Izrael.
Sightec, producent technologii nawigacji AI dla dronów, otrzymał w zeszłym roku prawie 2,5 miliona euro od UE. Istnieją dowody, że technologia jest nie tylko przeznaczona do użytku wojskowego, ale została wdrożona na Palestyńczykach w Gazie. Wcześniej w sierpniu dyrektor generalny Sightec, Roy Shmuel, chwalił się na LinkedIn, że technologia Sightec została „sprawdzona pod względem bojowym i wdrożona na ponad 3000 dronów w krytycznych misjach”. To przyznanie się do wojskowego użycia Sightec jest wyraźnym naruszeniem rzekomo cywilnej misji Horizon i naruszeniem traktatów UE, które wyraźnie zabraniają programowi finansowania aplikacji wojskowych.
NeuReality to kolejny izraelski start-up AI wspierany przez gotówkę Horizon. NeuReality, która produkuje jednostki przetwórcze używane do szkolenia sztucznej inteligencji, jest kierowana przez Moshe Tanacha, zwykłego żydowskiego izraelskiego supremacjonistę. W zeszłym roku napisał na LinkedIn o potrzebie likwidacji UNRWA, agencji ONZ, która zapewniła Palestyńczykom w Gazie ogromną ilość usług cywilnych, w tym żywności. Demontaż UNRWA umożliwił Izraelowi prowadzenie kampanii głodującej Gazę.
Start-upem wspieranym znacznymi funduszami UE i przesiąkniętym żydowską supremacją jest Belkin Vision. Firma, która produkuje lasery do leczenia chorób oczu, otrzymała 17,5 mln euro z programu Horizon. Jej dyrektor generalny Michael Belkin, znany okulista z rodziny osadników, był szefem działu badawczego w IDF i walczył w wojnie z 1973 roku między Izraelem a państwami arabskimi.
NeuroKaire, firma zajmująca się spersonalizowaną opieką medyczną, to kolejna firma otrzymująca fundusze UE kierowane przez prawdopodobnego zbrodniarza wojennego. Jego dyrektor generalny Elad Bibi-Aviv, był podpułkownikiem podczas drugiej intifady, kiedy Izrael popełnił liczne okrucieństwa. Jego profil na LinkedIn mówi, że był szczególnie odpowiedzialny za koordynację „działania rządu na Terytoriach”, tj. Gaza i Zachodni Brzeg, w tym okresie.
Izrael jest zaawansowaną technologicznie komórką terrorystyczną udającą liberalną demokrację. Logika militaryzacji jest fundamentalnie wbita w tkankę kraju, a wojsko dotyka każdej warstwy społeczeństwa, w tym nauki i badań. Nie mogło być inaczej. Sam Izrael jest produktem wywłaszczenia i czystek etnicznych pod lufą pistoletu. Ewolucja państwa przebiegała logicznie z tej materialnej podstawy.
A dziś izraelski sektor technologiczny jest klejnotem w koronie izraelskiej gospodarki. Zapewnia miliardowe wpływy podatkowe i jest centralnym składnikiem apartheidu i ludobójstwa. Izraelska nauka i technologia są również kluczową bronią w arsenale miękkiej mocy Izraela, umożliwiając umycie jego brutalnej historii i krwiożerczej obecności w prospołecznej fasadzie naukowej. I to, podobnie jak samo finansowanie, jest powodem, dla którego Izrael praktycznie błaga UE, aby nie wycięła go z programu Horyzont. Poprzez integrację swoich obywateli z instytucjami europejskimi, Horizon jest integralnym elementem struktury legitymizacji, która otacza Izrael. Ta integracja z europejskimi instytucjami naukowymi zapewnia Izraelowi formę przymusowego wpływu poprzez moralne kompromitowanie europejskich badaczy pracujących z Izraelczykami.
Program Horyzont UE jest kolejnym węzłem w sieci wsparcia zachodnich podatników, który sztucznie utrzymuje Izrael na powierzchni. Izraelscy badacze korzystający z dotacji UE (naukowcy, którzy również otrzymali bezpłatne wykształcenie wyższe na izraelskich uniwersytetach w wyniku pomocy Zachodu) są strukturalnie integralną częścią ludobójstwa Izraela, a niektórzy prawdopodobnie bezpośrednio popełnili lub pomagali w zbrodniach wojennych.
To, czy UE może odseparować się od izraelskiej nauki i badań, pomoże ustalić, czy – wbrew wszelkim przeciwnościom losu – liberalizm może odnaleźć moralne centrum i odnowić się.
Narzędzie hakerskie Pegasus było dopiero początkiem. Nowa ankieta firm szpiegujących ujawnia, że izraelskie firmy są wykorzystywane przez agencje w krajach zachodnich do budowania doskonałych dyktatur pod pozorem demokracji.
W zeszłym tygodniu kolejna partia pokojowych propalestyńskich protestujących została aresztowana przez brytyjską policję pod zarzutem przestępstw terrorystycznych, w tym zatrzymanie niepełnosprawnego mężczyzny na wózku inwalidzkim, podczas gdy Wielka Brytania kontynuuje popadanie w autorytaryzm w imieniu Izraela.
Jeśli którykolwiek z tych protestujących miał przy sobie telefon w momencie aresztowania, policja najprawdopodobniej przeskanowała je w poszukiwaniu danych za pomocą wyrafinowanego oprogramowania szpiegowskiego. Protestujący, którzy nie zostali aresztowani, zostaną uchwyceni na mobilnych kamerach zainstalowanych na policyjnych furgonetkach w Wielkiej Brytanii, a ich twarze, być może nawet ich głosy, zostaną uchwycone, przeanalizowane i odniesione do policyjnej bazy danych.
W przewrotnym zwrocie akcji, technologia oprogramowania szpiegującego – która obecnie stanowi podstawę podstępnych i rosnących możliwości nowoczesnego państwa nadzoru – najprawdopodobniej została stworzona w Izraelu przez izraelskich szpiegów, nie tylko w Wielkiej Brytanii. Technologia szpiegowska opracowana przez byłych izraelskich szpiegów jest wykorzystywana na skalę przemysłową przez różne agencje w zachodnich demokracjach, od sił policyjnych po agencje bezpieczeństwa narodowego i wojska. Niektóre zostały uznane za nielegalne, niektóre omijają granice prawne, a wiele pozostaje ukrytych.
Skala wykorzystania i zakres możliwości zapewnianych przez izraelską technologię szpiegowską są ogromne. Od oprogramowania do rozpoznawania twarzy i głosu, przez technologię przechwytywania i podsłuchu, po ukryte śledzenie lokalizacji, po wymuszone wyodrębnianie danych ze smartfonów i innych urządzeń.
Technologia, zbudowana przez inżynierów oprogramowania, którzy tak piszą kod, aby umożliwić i egzekwować dominację Izraela oraz apartheid przeciwko Palestyńczykom, jest sprzedawana służbom bezpieczeństwa, siłom policyjnym i agencjom imigracyjnym na całym Zachodzie.
Chociaż wiele informacji w tym artykule nie jest nowych, nie zostały one wcześniej podsumowane w jednym miejscu. Implikacje dla globalnych swobód obywatelskich wskutek dominacji Izraela w technologii szpiegowskiej również nie zostały wyrażone, a wcześniejsze relacje medialne czasami pomijały izraelski związek z tymi firmami. Ten artykuł przedstawi głównych graczy, sprzedawców i nabywców, a także zidentyfikuje ostatnie umowy, wcześniej nieudokumentowane, między izraelskimi spytech a zachodnimi nabywcami.
Skandale z udziałem izraelskich firm szpiegujących zostały dobrze udokumentowane przez media głównego nurtu, z których najbardziej znanym była sprawa NSO Group. NSO – izraelska firma założona przez byłych oficerów jednostki 8200 Shaleva Hulio i Omri Lavie – została uznana w kalifornijskim sądzie w 2019 roku za winną sprzedaży swojego oprogramowania Pegasus rządom, aby mogli zhakować konta WhatsApp. Pegasus, który był w stanie przeprowadzić tak zwany atak „zero-click”, aby uzyskać dostęp do smartfona bez wiedzy użytkownika, został wykorzystany przez rządy do szpiegowania dysydentów, działaczy na rzecz praw człowieka i dziennikarzy i prawdopodobnie został wykorzystany przez saudyjskich agentów do szpiegowania dziennikarza Washington Post Jamala Khashoggiego, zanim został on zamordowany. Firmie ostatecznie nakazano zapłacić 167 milionów dolarów odszkodowania Meta, która kupiła sprawę, a w 2021 roku Biden umieścił firmę na czarnej liście, uniemożliwiając jej prowadzenie działalności w USA. (Departament stanu USA, w szczególności, zrobił wszystko, co w jego mocy, aby powiedzieć, że USA nie podejmą żadnych działań przeciwko Izraelowi, pomimo faktu, że rząd izraelski zapewnia licencje eksportowe dla całego oprogramowania szpiegującego).
Również na czarnej liście Bidena w ramach tego samego dekretu wykonawczego był inny izraelski producent oprogramowania szpiegującego o nazwie Candiru, którego oprogramowanie hakerskie nie przyciągnęło tak głośnej uwagi jak NSO Group. Candiru, również założona przez byłych pracowników wywiadu Unit 8200, sprzedawała oprogramowanie szpiegujące rządom, aby szpiegować działaczy na rzecz praw człowieka, dziennikarzy, naukowców, pracowników ambasad i dysydentów.
W 2023 roku administracja Bidena ponownie umieściła na czarnej liście dwie izraelskie firmy zajmujące się oprogramowaniem szpiegowskim z niewielką fanfarą i po raz kolejny bez podejmowania działań przeciwko Izraelowi. Dwie firmy, Cytrox i Intellexa, zostały założone przez Tala Diliana, który spędził 24 lata w IDF, awansując na stanowisko głównego dowódcy jednostki 8200. W 2019 roku Dilian, który mieszka na Cyprze, został odwiedzony przez dziennikarza Forbesa, gdzie zademonstrował, jak jego oprogramowanie może zdalnie zhakować telefon w ciągu kilku sekund.
W Europie to Cypr i Barcelona stały się ośrodkami dla byłych Izraelczyków z jednostki 8200 budujących firmy szpiegujące.
Inna izraelska firma szpiegowska, Paragon Solutions, została zidentyfikowana na początku tego roku jako po cichu infiltrująca i wyodrębniająca dane z WhatsApp, Signal, Messenger i Gmail bez potrzeby interakcji z użytkownikiem. Skarga karna przeciwko Paragon została złożona w Rzymie po tym, jak włoski dziennikarz został zhakowany przez włoski rząd za pomocą oprogramowania Paragon. Nie podjęto jednak żadnych innych działań prawnych. Firma, założona przez dowódców jednostki 8200 Ehuda Schneorsona, Idana Nuricka, Igora Bogudlova i doradzana przez byłego premiera Izraela Ehuda Baraka, nie została wpisana na czarną listę przez UE ani USA i pozostaje wolna w działaniu.
Te firmy są tylko wierzchołkiem góry lodowej, nazwami, które omijały prawne szare obszary i albo ostatecznie wpadły po niewłaściwej stronie prawa i stały się obiektem zainteresowania władz, albo których nielegalne działania szpiegowskie zostały odkryte.
Jeszcze bardziej podstępne są izraelskie firmy zajmujące się oprogramowaniem szpiegowskim, które otwarcie zawierają umowy z zachodnimi służbami i agencjami bezpieczeństwa w celu szpiegowania i łamania telefonów komórkowych i innych urządzeń. Ponieważ firmy te współpracują z legalnymi agencjami państwowymi, twierdzą, że mają inny model niż NSO Group, Candiru i inne skupione na nielegalnych usługach hakerskich. Jednak w wielu przypadkach ich oprogramowanie jest podobne, jeśli nie identyczne, a pełny zakres ich działalności jest nieznany.
Wiodącym wśród nich jest Cellebrite, założony przez byłego żołnierza IDF Yossiego Carmila i obsadzony dziesiątkami byłych izraelskich pracowników wywiadu z jednostki 8200. Flagowe narzędzie Cellebrite nazywa się Universal Forensic Extraction Device, które wyodrębnia dane, w tym kontakty, lokalizacje, usunięte wiadomości i połączenia z wielu urządzeń, w tym smartfonów, Ipadów, kart SIM i urządzeń GPS. W USA Cellebrite ma kontrakt o wartości 30 milionów dolarów z ICE i kontrakt o wartości 1,6 miliona dolarów z Służbą Celną i Ochrony Granic na ekstrakcję danych z telefonów skonfiskowanych na granicy.
Firma inwigilacji współpracowała również z FBI, aby odblokować telefon niedoszłego zabójcy Trumpa, Thomasa Crooka. Cellebrite chce głębiej zasadzić się w amerykańskim systemie bezpieczeństwa i inwigilacji. W zeszłym roku okazało się, że Cellebrite zatrudnił firmę lobbingową i założył dedykowane ramię swojej działalności, aby wygrać więcej kontraktów rządowych USA, po zebraniu ponad 18 milionów dolarów z kontraktów rządu federalnego USA w 2024 roku. W grudniu 2023 roku Cellebrite chwalił się, że podpisał kontrakt o wartości miliona dolarów z „jednym z największych wydziałów policji w kraju”, nie ujawniając, który to z nich. Biorąc pod uwagę, że byli określani jako „długoletni klienci”, najbardziej prawdopodobnym kandydatem jest NYPD, który został udokumentowany jako współpracujący z Cellebrite od lat.
Cellebrite ma aktywne kontrakty z wieloma amerykańskimi agencjami federalnymi, od marynarki wojennej, przez DEA, Straż Przybrzeżną, po Fish and Wildlife Service. Wiele amerykańskich ambasad również zawiera umowy z Cellebrite, w tym ambasady USA w Limie, Bogocie i Asuncion. Dowództwo Operacji Specjalnych USA – agencja, która nadzoruje różne programy operacji specjalnych w amerykańskich oddziałach wojskowych – płaci również za narzędzia Cellebrite, podobnie jak Global Strike Command, jednostka Sił Powietrznych USA odpowiedzialna za ataki nuklearne.
Cellebrite jest tak samo aktywny w Wielkiej Brytanii. W 2020 roku firma podpisała trzyletni kontrakt o wartości dwóch milionów funtów z londyńską policją metropolitalną na produkt premium Cellebrite. Met powiedział, że oprogramowanie Cellebrite jest jedynym na rynku „które spełnia wymagania policji Met”, szczególnie jego zdolność do łamania telefonów z Androidem. Nie jest jasne, czy ta umowa została odnowiona.
W 2018 roku Police Scotland podpisała umowę o wartości 370 000 funtów z Cellebrite, aby zapewnić 41 mobilnych „cyber kiosków”, które zostaną wdrożone w całej Szkocji, umożliwiając łamanie telefonów na miejscu. A w 2022 roku policja w Północnej Walii zapłaciła Cellebrite ponad ćwierć miliona funtów za zestaw narzędzi, które umożliwiły „omijanie haseł” i „brutalne wymuszanie” telefonów.
Kent Police, siła policyjna, która niedawno zagroziła aresztowaniem ludzi za trzymanie palestyńskich flag, podpisała w zeszłym roku roczny kontrakt z Cellebrite. A w tym roku dwie dodatkowe brytyjskie siły policyjne podpisały kontrakty z Cellebrite. W lutym policja City of London, policja dla londyńskiej dzielnicy finansowej i odrębna od Met Police, zapłaciła sto tysięcy funtów za narzędzia Cellebrite. A w kwietniu policja Leicestershire podpisała roczny kontrakt z Cellebrite, który kosztował ich 328 700 funtów. Cellebrite ma również umowę z brytyjskim Departamentem Transportu.
W Wielkiej Brytanii Cellebrite jest zatwierdzonym dostawcą w ramach tak zwanego „Digital Forensics Dynamic Procurement System”, który, według organu odpowiedzialnego za podpisywanie umów handlowych dla brytyjskich sił policyjnych „określa usprawnienie zamówień w siłach brytyjskich na narzędzia Cellebrite”.
Nie wiadomo, jak powszechne jest użycie narzędzi Cellebrite przez brytyjskie siły policyjne. Wnioski o wolność informacji wcześniej wykazały, że dwadzieścia sześć z czterdziestu siedmiu sił policyjnych w Wielkiej Brytanii przyznało się do korzystania z tej technologii, a inne planują ją przetestować. Nowsze wnioski FOI do brytyjskich sił policyjnych w tym roku dotyczące użycia Cellebrite, od Południowej Walii do West Yorkshire, zostały odrzucone ze względów tak zwanych „bezpieczeństwa narodowego”.
Cellebrite chwalił się swoją pracą umożliwiającą izraelskie ludobójstwo w Gazie, mówiąc, że od 7 października jest „instrumentalny” w świadczeniu usług hakerskich dla izraelskiego wywiadu.
Prawdopodobnie jeszcze bardziej wyrafinowane narzędzia są oferowane przez izraelską firmę szpiegowską Cobwebs Technologies, założoną przez byłych oficerów IDF Unit 8200 Omri Timianker, Udi Levy i Shay Attias i która zatrudnia wielu byłych pracowników jednostek 8200 w swoim sztabie. Wśród usług oferowanych przez Cobwebs (sprzedanych firmie o nazwie PenLink w 2023 roku, ale zachowujących zespół CobWebs) znajduje się usługa oparta na sztucznej inteligencji umożliwiająca rozpoznawanie twarzy i obrazów w mediach społecznościowych i głębokiej sieci, a także funkcja o nazwie WebLoc, która umożliwia śledzenie ruchów telefonu komórkowego w określonym obszarze wybranym przez użytkownika. Ta funkcja, znana jako geofencing, jest możliwa dzięki reklamie w aplikacji, która pobiera dane osobowe ze smartfonów, które są następnie sprzedawane firmom szpiegowskim technologicznym, takim jak Cobwebs, w celu integracji z narzędziami takimi jak WebLoc. Usunięta obecnie informacja prasowa z 2019 roku w zakresie technologii korporacyjnej mówi o usługach oferowanych przez firmę. Cobwebs wcześniej podpisał kontrakt o wartości 2,7 miliona dolarów z ICE, ma aktywny kontrakt o wartości 3,2 miliona dolarów z Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA, a w czerwcu zeszłego roku zawarł ogromny kontrakt o wartości 5,3 miliona dolarów z Departamentem Bezpieczeństwa Publicznego Teksasu. Raport z 2024 roku wykazał również, że LAPD (departament policji Los Angeles) od wielu lat korzysta z zestawu narzędzi do nadzoru i śledzenia Cobwebs.
W 2020 roku firma otworzyła biuro w Londynie z zamiarem dostarczenia swojej technologii szpiegowskiej brytyjskiej policji i służbom bezpieczeństwa, ale nie są dostępne żadne publiczne informacje na temat brytyjskich organów pracujących z Cobwebs.
Kolejną izraelską firmą zajmującą się technologią szpiegowską współpracującą z zachodnimi służbami bezpieczeństwa, siłami policyjnymi i agencjami rządowymi jest Cognyte. Firma, wydzielona z innej izraelskiej firmy zajmującej się technologią szpiegowską o nazwie Verint, jest kierowana przez Elada Sharona, Gila Cohena i Ronny’ego Lempela, z których wszyscy są absolwentami IDF i Unit 8200. Baner LinkedIn CEO Sharon to wizerunek marki Cognyte, który głosi, że firma stoi z Izraelem.
Cognyte tworzy narzędzia „inteligencji sieciowej”, które odkurzają ogromne ilości informacji, w tym wszystko, co przepływa przez wieże 4G/5G, metadane telekomunikacyjne, platformy przesyłania wiadomości, połączenia telefoniczne i sygnały sieciowe, aby wykryć wzorce i anomalie w komunikacji. Jest to podawane do „rozwiązania” platformy danych, co umożliwia użytkownikom łączenie kropek i analizowanie informacji. To wszystko jest rzekomo legalne, ale informacje na temat charakteru pracy i agencji kontraktowych z Cognyte są skąpe. Cognyte ogłasza nagrody, ale nigdy użytkowników końcowych.
W ciągu ostatnich 18 miesięcy zachodnie organy ścigania, agencje bezpieczeństwa narodowego i wojska podpisały umowy z Cognyte o łącznej wartości blisko 60 milionów dolarów. Obejmują one umowę o wartości 20 milionów dolarów, trzyletnią umowę z agencją bezpieczeństwa narodowego w Europie, umowę o wartości 3 milionów dolarów z amerykańskim departamentem policji i kontrakt o wartości 10 milionów dolarów z europejskim wojskiem ogłoszony w zeszłym tygodniu. W komunikacie prasowym do umowy wojskowej wyjaśniono, w jaki sposób „Cognyte nadal dostarcza sprawdzone w terenie rozwiązania, które wyposażają zespoły wojskowe na pierwszej linii frontu w przydatne informacje wywiadowcze, których potrzebują do działania”.
Dwóch zidentyfikowanych nabywców, wymienionych na stronie internetowej poświęconej zakupom rządu USA, to tajne służby USA i ambasada USA w Salwadorze.
Podobnie jak Cellebrite i Cobwebs, wyszukiwanie na LinkedIn dla ex-Unit 8200, którzy teraz pracują w Cognyte, pojawia się dziesiątki nazwisk.
Firma, z której wydzielił się Cognyte, Verint, jest również izraelska, założona przez byłych oficerów wywiadu, także współpracowała z zachodnimi agencjami bezpieczeństwa. W 2014 roku Verint zbudował szwajcarską infrastrukturę podsłuchową i nadzoru, a w 2017 roku Departament Obrony USA zapłacił 35 milionów dolarów za pracę nad dużym nieujawnionym projektem. W 2018 roku Verint zawarł część umowy o wartości 50 milionów funtów, aby zapewnić brytyjskiej policji nowe możliwości cyberwywiadu. Od tego czasu Verint przekształcił swój model biznesowy, aby skupić się na platformach zaangażowania klientów, z dużą częścią technologii spytech wojskowych i bezpieczeństwa, które przekształciły się w Cognyte.
Kolejną izraelską firmą, która nawiązała współpracę z brytyjskimi siłami policyjnymi, jest Corsight AI, która sprzedała swoją technologię rozpoznawania twarzy policji Essex. Oprogramowanie Corsight, które umożliwia identyfikację i odsyłanie twarzy ludzi, zostało udoskonalone jako pierwsze na Palestyńczykach w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Według powiązanego artykułu, technologia została wdrożona podczas ludobójstwa w Gazie. Założycielem i prezesem spółki macierzystej Corsight, Cortica, jest Igal Raichelgauz, były oficer izraelskiego wywiadu. Corsight sprzedał również swoje rozpoznawanie twarzy policji wojskowej w Sao Paulo i policji metropolitalnej Bogoty.
Izraelska firma zajmująca się rozpoznawaniem twarzy, Briefcam, ma również umowy z brytyjskimi siłami policyjnymi, a także wydziałami policji w USA. W Wielkiej Brytanii policja Cumbria używa systemu analitycznego Briefcam w swojej ogólnokrajowej sieci CCTV, ale twierdzi, że wyłączyła komponent rozpoznawania twarzy. We Francji kontrakty Briefcam zostały anulowane w 2023 roku po tym, jak ujawniono, że dziesiątki sił policyjnych w całym kraju używało ich nielegalnie, naruszając francuskie przepisy dotyczące prywatności. Policja w Brukseli i Warszawie również używa rozpoznawania twarzy Corsight, a w USA Chicago, Springfield i Beverly Hills PD potwierdziły użycie przez nich Corsight.
NICE, izraelska firma założona przez byłych żołnierzy IDF, przejęła rynek identyfikacji oszustw finansowych, obsługując 85% Fortune 500 i szereg europejskich organów regulacyjnych. Wielomiliardowa firma dostarczyła również narzędzia nadzoru dla miast, w tym rozpoznawanie tablic rejestracyjnych, przechwytywanie twarzy, a także ręczne terminale wideo oparte na GPS i mobilne czujniki wideo do śledzenia obywateli. Dochodzenie Buzzfeed z 2015 roku wykazało, że NICE dostarcza tajne oprogramowanie do nadzoru do wielu krajów.
Haniebna wzmianka musi trafić do izraelskiej Czarnej Kostki, założonej przez byłe upiory wywiadu Unit 8200 Dana Zorella i Avi Yanusa. Black Cube był notorycznie używany przez hollywoodzkiego gwałciciela Harveya Weinsteina (człowieka, który powiedział, że jest „izraelczykiem w sercu i umyśle”), aby szpiegować i zbierać informacje o swoich oskarżycielach. BlackCube był zamieszany w szereg skandali szpiegowskich i w przeszłości zatrudniał zachodnich dyplomatów, w tym Vivian Bercovici, byłego ambasadora Kanady w Izraelu.
To kompendium pokazuje, że Izrael i jego gospodarka apartheidu znajdują się w centrum dążenia do w pełni nadzorowanego, zerowego świata. Na całym świecie izraelskie oprogramowanie szpiegujące zapoczątkowuje wyraźny faszyzm XXI wieku, który łączy nowe technologie kontroli z wypróbowanymi i przetestowanymi ramami, które mają na celu szpiegowanie, tłumienie oporu i dominację. Pod przykrywką bezpieczeństwa obywateli i walki z przestępczością, izraelska technologia wygładza przekładnie autorytaryzmu.
Trwała wojna i gospodarka apartheidu w Izraelu oraz firmy zajmujące się technologiami szpiegowskimi prowadzone przez izraelskich agentów wywiadu, które wyłaniają się z tego przeglądu, są największym zagrożeniem dla swobód obywatelskich w dzisiejszym świecie. I nie jest zaskoczeniem, że Izrael osaczył ten rynek. Izrael wytwarza jednostki i projekty mające na celu dominację, ponieważ Izraelczycy są wychowywani i otoczeni przez wojskową kulturę bezkarności, w której technologia jest tworzona tylko po to, aby dominować, osoby testowe są liczne, a zasady zaangażowania nie istnieją.
Kupując i opierając się na narzędziach państwa apartheidu w zakresie bezpieczeństwa i technologii egzekwowania prawa, widzimy, jak apartheid i samo ludobójstwo Izraela stają się niezbędne dla zachodnich rządów w ich dążeniu do państwa kompletnego bezpieczeństwa.
Ten sprzeciw jest potrzebny nie tylko Palestyńczykom, ale także nam. Nawet jeśli nasze słowa nie uratują mieszkańców Gazy (choć mają na to i tak większe szanse niż milczenie), to może chociaż ocalą nasz język.
Dlaczego Gaza? Czemu w ogóle piszemy o tej zbrodni – kolejny raz? W tylu innych miejscach świata dzieją się przecież straszne rzeczy. Benjamin Netanjahu nie jest bynajmniej jedynym chodzącym po świecie mordercą i przywódcą państwa jednocześnie.
Kwestia intencji jest kluczowa – nie tylko dlatego, że z pewnością niejeden raz po ukazaniu się tego tekstu usłyszymy, że powodowały nami antyżydowskie uprzedzenia. Pytanie „dlaczego” wyprowadza nas poza zaklęty krąg moralnego oburzenia na działania państwa Izrael. Pozwala zrozumieć szerszy kontekst takich wydarzeń jak ludobójstwo w Gazie. Kontekst, który sięga wiele tysięcy kilometrów poza Bliski Wschód, obejmuje także nas. Być może nas przede wszystkim. A więc dlaczego?
Po niewłaściwej stronie
„Likwidacja ta ustalała w sposób demonstracyjny podział Europy na dwie kategorie. W jednej znajdowali się ludzie korzystający z praw wyborczych i gwarancji konstytucyjnych, w drugiej ci, których można strzelać jak zające, gnieść tankami i pławić w rzekach, bez tego, aby wykonujący te czynności mieli świadomość przekraczania zasad moralnych i przepisów etykiety towarzyskiej obowiązujący w ich krajach”.
Jerzy Stempowski pisał tu akurat nie o Palestyńczykach, ale uciekinierach ze Związku Sowieckiego, mocą decyzji zachodnich aliantów z 1945 roku mających być odesłanymi do „ojczyzny”. Co zarówno dla Stalina, Churchilla, jak i Roosevelta było równoznaczne z wykonaniem na nich wyroku śmierci. Bardziej oczywiste było to chyba tylko dla głównych zainteresowanych, podczas II Wojny Światowej walczących przeciwko władzy komunistycznej Kozaków i ich rodzin.
Józef Mackiewicz, który opisał te zdarzenia w powieści Kontra, przywołuje relacje kilku świadków, o płynącej Drawą na wznak kobiecie, z przywiązanym na piersiach niemowlęciem. Oboje wyłowiono martwych. Nie zdążyli się przeprawić na drugą stronę rzeki wyznaczającej granicę człowieczeństwa.
Zabili ich Anglicy; ci sami, którzy jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej przysięgali, przysięgi swe uwierzytelniając „honorem brytyjskiego oficera”, że nigdy, ale to przenigdy nie wydadzą ich Sowietom. Wiedząc już wówczas doskonale, że właśnie to – wysyłając swych jeńców na pewną śmierć – mają zamiar uczynić.
Raz na jakiś czas zachodni świat – a przecież próbuje nas się intensywnie przekonać, że państwo Izrael jest najdalej wysuniętą na Wschód forpocztą cywilizacji zachodniej – zostaje przedzielony taką niewidzialną granicą. Kto ma zdawać sobie sprawę, żądać jej zniesienia jak nie my, którzy tyle wieków znajdowaliśmy się po jej niewłaściwej stronie?
Granicę oddzielającą ludzi od „ludzkich zwierząt”. Tych chronionych przez prawa, regulacje i konwencje od wszystkich, którym prawo to nie tyle zostały odebrane, co nigdy nie weszli w jego posiadanie. Bez względu na to, czy są dziećmi, kobietami, starcami – stali się „stroną konfliktu” tylko przez fakt, że oddychają. Ośmielili się żyć w tym właśnie miejscu i czasie. Dzisiaj są to Palestyńczycy z Gazy. Ale kiedyś byliśmy to my.
„Wszystko jest dozwolone!”
Zeznania świadków, którym udało się przeżyć przetrzymywanie przez izraelskich żołnierzy, dostarczają nie mniej wstrząsających relacji. Potwierdzają je zresztą zdjęcia i filmy, którymi chętnie dzielą się sami izraelscy żołnierze w mediach społecznościowych – uśmiechając się i śpiewając w trakcie bombardowań budynków cywilnych.
Do sieci trafiają zdjęcia rozebranych do bielizny, klęczących Palestyńczyków z zawiązanymi oczami. Trudno powiedzieć, jak poniżanie i upokarzanie niewinnych ludzi ma pomóc w walce z Hamasem –wydaje się, że może raczej radykalizować mieszkańców Gazy.
„Zobacz, posikał się. Zaraz pokażę ci jego plecy. To będzie dopiero zabawne. Patrz, torturowali go, żeby zaczął mówić. Skur**syn” – to cytat z innego wideo. Jest to dowód oczywistego łamania Konwencji Genewskiej.
Dziennik „Haaretz” donosił, że schwytani Palestyńczycy byli przebierani w izraelskie mundury i zmuszani do wchodzenia do tuneli i niebezpiecznych budynków przed żołnierzami IDF. Według informatorów tej gazety często były to przypadkowe osoby, nie mające związku z terrorystami. Inni służyli za żywe tarcze, kiedy izraelscy żołnierze strzelali nad ich ramieniem.
Do sieci wyciekło nagranie, na którym nagi więzień jest kopany w brzuch i opluwany. Izraelscy żołnierze gwałcili i seksualnie znęcali się nad Palestyńczykami (relacje potwierdzone przez organizacje praw człowiek czy ONZ) – opisy tych zbrodni są tak drastyczne, że trudno je w całości przytoczyć.
Wojsko izraelskie zapowiedziało podjęcie odpowiednich kroków i zatrzymało 10 rezerwistów odpowiedzialnych za znęcanie się nad Palestyńczykami. Jeden z żołnierzy, który przyznał się do tych czynów, został skazany na 7 miesięcy.
Jedna z izraelskich organizacji praw człowieka utrzymywała, że znęcanie się nad Palestyńczykami w izraelskich więzieniach jest systemowym, a nie incydentalnym problemem. W parlamencie zapytała, czy [tu opis ohydnej seksualnej zbrodni] jest zgodne z prawem. „Tak! Wszystko jest dozwolone. Wszystko!” – odpowiedział poseł z Likudu, partii premiera Netanjahu. Kilka dni później w największej telewizji w Izraelu, Kanale 12, jeden z gości w studio stwierdził, że żałuje, że gwałty na Palestyńczykach nie są zinstytucjonalizowane.
Zdaniem ministra bezpieczeństwa narodowego Izraela, Itamara Ben-Gvira, nie ma takiego działania, które nie jest dopuszczalne, jeśli tylko służy to bezpieczeństwu państwa. Aresztowanych gwałcicieli nazwał bohaterami narodowymi. Minister finansów Izraela, Bezalel Smotricz, wzywał do pilnego znalezienia osób odpowiedzialnych za wyciek nagrania i użycia przeciwko nim całej mocy prawnych środków. O ofiarach tych gwałtów nie wspomniał ani słowem.
Wśród gruzów i głodu
ONZ uznało też, że Izrael intencjonalnie głodzi Palestyńczyków i używa głodu jako narzędzia wojny. Ponad pół miliona ludzi głoduje w samej północnej Gazie. Według francuskiego MSZ w kwietniu tego roku zagrożonych głodem, śmiercią lub chorobami epidemiologicznymi było milion dzieci.
To bezpośrednia konsekwencja m.in. blokady transportu żywności i pomocy humanitarnej do Gazy przez Izrael i karania kolektywnie całej grupy narodowościowej za zbrodnie jednostek. Izrael nałożył blokadę w marcu w trakcie zawieszania broni z Hamasem. W maju ją zniesiono, ale nadal niewiele pomocy mogło być wwiezionej do Gazy.
Po ogromnej presji międzynarodowej pod koniec lipca Izrael uchylił nieco drzwi dla transportu leków i żywności – choć są one wciąż dalece niewystarczające. Dodajmy też, że minister Smotricz otwarcie i oficjalnie głosi, iż głodzenie Palestyńczyków może być moralnie uzasadnione. Innym razem wspominał on, że należy odciąć dostawy prądy, wody i żywności do Gazy.
Do arsenału działań Izraela trzeba dopisać też regularne bombardowanie budynków cywilnych, w tym ponad 100 szpitali i klinik, zostawiając 75 milionów ton gruzu w Gazie. Wiele z nich jest uwiecznione na filmach opublikowanych w mediach społecznościowych. Chwali się nimi członek rządu Netanjahu, Itamar Ben-Gvir, chwalą się żołnierze. W ostatniej ofensywie w połowie września zrównano z ziemią 16 budynków w mieście Gaza. Zginęło w wyniku tych działań kilkadziesiąt osób.
Kiedy kłamstwo przestaje dziwić
I druga lekcja historii, jaką odebrali mieszkańcy „bloku wschodniego”, a która dzisiaj powinna motywować ich do głośnego stawania w obronie niewinnie cierpiących Palestyńczyków. Lekcja kłamstwa. Nie tego wielkiego, jawnego i jaskrawego. Ale takiego zwykłego, codziennego, które wżera się pod skórę jak niezmywana i z czasem niezmazywalna warstwa brudu.
Władimir Bukowski w swojej autobiografii „I powraca wiatr” pisze o tym, skąd wziął się jego sprzeciw wobec komunizmu. Nie zaczęło się od żadnego moralnego wstrząsu. Od wiedzy o jakiejś dokonanej, a ukrytej przed wiedzą ogółu zbrodni reżimu. Zaczęło się w szkole.
Mały Bukowski, któremu na lekcji wymsknęło się jakieś nieświadomie wywrotowe stwierdzenie zauważył, że wszyscy – nauczyciele, dyrektorzy, rodzice – recytują wobec niego formułki, w które nikt z nich nie wierzy. Wszyscy kłamią, wszyscy wiedzą, że kłamią, ale na nikim nie robi to żadnego wrażenia. Bo wszyscy przyzwyczaili się do kłamstwa.
Podobny los czeka „świat Zachodu”, jeżeli przejdzie on do porządku dziennego nad zbrodniami Izraela. Jeżeli ci sami politycy, moraliści, dziennikarze, liderzy opinii, którzy na co dzień wstają i kładą się spać z „prawami człowieka” na ustach, zaakceptują w swoim obozie, w granicach swojego świata hierarchii i wartości, obecność państwa gniotącego każde z tych praw buldożerami.
Kłamstwo przestanie nas dziwić. Przyzwyczaimy się do niego. Słowa stracą swoją wagę i znaczenie. Wydamy na siebie, na system sensu i znaczeń, który porządkuje nasze życie, wyrok śmierci. Co z tego, że odłożony w czasie.
A więc mówmy. Mówmy głośno i nazywajmy precyzyjnie. Wskazujmy palcem morderców i zbrodniarzy. Wyliczajmy ich zbrodnię. Ten sprzeciw jest potrzebny nie tylko Palestyńczykom, ale także nam. Nawet jeśli nasze słowa nie uratują mieszkańców Gazy (choć mają na to i tak większe szanse niż milczenie), to może chociaż ocalą nasz język.
Metoda, cel, reguła
16 września Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała, że Izrael popełnia w Gazie ludobójstwo, i to w aż 4 z 5 prawnych kategorii: zabicie członków grupy, spowodowanie u nich poważnych cielesnych i psychicznych obrażeń, celowe stwarzanie warunków do jej zagłady i zapobieganie narodzinom.
Wcześniej spełnienie definicji prawnej ludobójstwa przez Izrael stwierdzało m.in. Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Ludobójstwa (IAGS) a na poziomie dyplomatycznym oskarżało go o to wiele państw. O tym, że nie potrafi on znaleźć innego niż „ludobójstwo” słowa na opisanie działań swego państwa w Gazie mówił też Dawid Grossman, jeden z najwybitniejszych żyjących izraelskich pisarzy.
Przyjrzyjmy się bliżej działaniom Izraela. Nie mają one charakteru incydentalnego, ale metodyczny, celowy i regularny. Ich ocenę pozostawiamy Państwu.
Izrael morduje cywili, dziennikarzy, pracowników medycznych i humanitarnych. W połowie lipca w ostrzale izraelskich sił zbrojnych (IDF) śmierć poniosło 10 Palestyńczyków stojących w kolejce po wodę. Wśród nich było sześcioro dzieci. Kilka dni wcześniej w podobnym nalocie zginęło co najmniej 15 osób, w tym dziesięcioro dzieci, również stojących w kolejce – do szpitala.
Od ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 r. w wyniku prowadzonej przez Izrael wojny zginęło 247 dziennikarzy. 25 sierpnia izraelskie siły zbrojne zaatakowały szpital Chan Junus w Palestynie. Życie straciło ponad 20 osób, w tym dziennikarze agencji Reuters, Associated Press, Middle East Eye i Al Jazeery.
1 kwietnia 2024 r. w ataku na konwój humanitarny World Central Kitchen śmierć poniósł również polski wolontariusz z Przemyśla, Damian Soból. Izraelskie władze najpierw odmawiały przeprosin (dopiero po kilku dniach usłyszeliśmy zaledwie relację o przeprosinach ambasadora tego kraju z zamkniętej rozmowy z wiceszefem MSZ), a następnie odmówiły wypłaty odszkodowania rodzinie Sobola.
„Ofiary są same sobie winne”
Modus operandi Izraela po ujawnieniu przez media śmierci cywili to w najlepszym wypadku kondolencje, czasem przyznanie się do błędu, ale nigdy przeprosiny. W bardziej drastycznych i jednoznacznie wskazujących winę żołnierzy IDF zapowiada dochodzenie.
Najczęściej Izrael oskarża, czasem post mortem, ofiary o związki z Hamasem, co jest zupełnie nieweryfikowalne – musimy brać słowo władz Izraela za dobrą monetę. Z 52 postępowań ws. zbrodni wojennych 88 proc. jeszcze w sierpniu pozostawało nadal otwartych, ich wyniki nie zostały opublikowane lub zostały zamknięte bez znalezienia winnych. Tylko w jednym przypadku żołnierz został skazany na więzienie.
Postronne ofiary są zaś szkodą uboczną walki z terrorystami z Palestyny, status przyznawany przez Izrael na podstawie niejawnych dla zagranicznych państw i mediów kryteriów – coś jak zarzuty o antysemityzm w Polsce, kiedy pisze się o udokumentowanych zbrodniach Izraela. W sumie ponad 80 proc. ofiar rzezi (trudno nazwać tę nierówną walkę wojną) to cywile.
Przedtem jednak Izrael przerzuca winę za śmierć na ofiary – konwoje nie miały włączonych sygnałów świetlnych, ratownicy odpowiednich kamizelek, a dziennikarze zostali wzięci przez oprawców przypadkowo za obecnego w pobliżu poszukiwanego terrorystę.
Dziennikarze, medycy i dzieci na celowniku
Ile waży słowo Izraela? 23 marca ostrzelano ze skutkiem śmiertelnym 15 ratowników medycznych jadących ambulansami w południowej Gazie na pomoc poszkodowanym. Izrael oskarżył konwój o brak świateł, co wyglądało podejrzanie. Dopiero tydzień później międzynarodowym organizacjom udało się dostać na miejsce zdarzenia. Przy jednym z ciał znaleziono telefon z nagraniem egzekucji bezbronnych Palestyńczyków po wyjściu z samochodów.
Medycy byli w odpowiednich uniformach, a sygnały świetlne były włączone, co przeczy komunikatowi Izraela o uzasadnieniu morderstwa. Izraelskie służby obiecały, że przeprowadzą szczegółowe dochodzenie w tej sprawie.
Jedna z dwóch osób, które przeżyły masakrę, spędziła ponad miesiąc w izraelskim areszcie jako podejrzana o terroryzm, zanim pod międzynarodową presją zwolniono ją z więzienia. Człowiek ten był bity, poddawany torturom, poniżaniu i głodzeniu, a władze Izraela nie ujawniały informacji o jego przetrzymywaniu przez dwa tygodnie.
Izraelskie wojsko już przed inwazją na Gazę potrafiło zabijać dziennikarzy w kamizelkach oznaczonych napisem „press” i zamiatać tę sprawę pod dywan. W 2022 r. według zeznań świadków i lekarza przeprowadzającego autopsję strzał w głowę otrzymała Shireen Abu Akleh, współpracująca 25 lat z agencją Al-Jazeera. Dziś, po ponad 3,5 roku od jej śmierci, nadal nikt nie poniósł za to odpowiedzialności. Podobnie było z dziennikarzem Reutersa, Issamem Abdallahem.
W sumie od 2 lat prawie 65 tys. mieszkańców Gazy zostało zabitych przez izraelskie siły zbrojne. Prawie jedna trzecia z nich to dzieci. Kolejne 164 tys. zostało rannych. Ponad 10 proc. populacji Gazy odniosło obrażenia lub zginęło w wyniku działań Izraela (te liczby potwierdził sam Tel-Awiw). Średnio co godzinę w Gazie umiera jedno dziecko.
„Wszystko jest dozwolone!”
Zeznania świadków, którym udało się przeżyć przetrzymywanie przez izraelskich żołnierzy, dostarczają nie mniej wstrząsających relacji. Potwierdzają je zresztą zdjęcia i filmy, którymi chętnie dzielą się sami izraelscy żołnierze w mediach społecznościowych – uśmiechając się i śpiewając w trakcie bombardowań budynków cywilnych.
Do sieci trafiają zdjęcia rozebranych do bielizny, klęczących Palestyńczyków z zawiązanymi oczami. Trudno powiedzieć, jak poniżanie i upokarzanie niewinnych ludzi ma pomóc w walce z Hamasem –wydaje się, że może raczej radykalizować mieszkańców Gazy.
„Zobacz, posikał się. Zaraz pokażę ci jego plecy. To będzie dopiero zabawne. Patrz, torturowali go, żeby zaczął mówić. Skur**syn” – to cytat z innego wideo. Jest to dowód oczywistego łamania Konwencji Genewskiej.
Dziennik „Haaretz” donosił, że schwytani Palestyńczycy byli przebierani w izraelskie mundury i zmuszani do wchodzenia do tuneli i niebezpiecznych budynków przed żołnierzami IDF. Według informatorów tej gazety często były to przypadkowe osoby, nie mające związku z terrorystami. Inni służyli za żywe tarcze, kiedy izraelscy żołnierze strzelali nad ich ramieniem.
Do sieci wyciekło nagranie, na którym nagi więzień jest kopany w brzuch i opluwany. Izraelscy żołnierze gwałcili i seksualnie znęcali się nad Palestyńczykami (relacje potwierdzone przez organizacje praw człowiek czy ONZ) – opisy tych zbrodni są tak drastyczne, że trudno je w całości przytoczyć.
Wojsko izraelskie zapowiedziało podjęcie odpowiednich kroków i zatrzymało 10 rezerwistów odpowiedzialnych za znęcanie się nad Palestyńczykami. Jeden z żołnierzy, który przyznał się do tych czynów, został skazany na 7 miesięcy.
Jedna z izraelskich organizacji praw człowieka utrzymywała, że znęcanie się nad Palestyńczykami w izraelskich więzieniach jest systemowym, a nie incydentalnym problemem. W parlamencie zapytała, czy [tu opis ohydnej seksualnej zbrodni] jest zgodne z prawem. „Tak! Wszystko jest dozwolone. Wszystko!” – odpowiedział poseł z Likudu, partii premiera Netanjahu. Kilka dni później w największej telewizji w Izraelu, Kanale 12, jeden z gości w studio stwierdził, że żałuje, że gwałty na Palestyńczykach nie są zinstytucjonalizowane.
Zdaniem ministra bezpieczeństwa narodowego Izraela, Itamara Ben-Gvira, nie ma takiego działania, które nie jest dopuszczalne, jeśli tylko służy to bezpieczeństwu państwa. Aresztowanych gwałcicieli nazwał bohaterami narodowymi. Minister finansów Izraela, Bezalel Smotricz, wzywał do pilnego znalezienia osób odpowiedzialnych za wyciek nagrania i użycia przeciwko nim całej mocy prawnych środków. O ofiarach tych gwałtów nie wspomniał ani słowem.
Wśród gruzów i głodu
ONZ uznało też, że Izrael intencjonalnie głodzi Palestyńczyków i używa głodu jako narzędzia wojny. Ponad pół miliona ludzi głoduje w samej północnej Gazie. Według francuskiego MSZ w kwietniu tego roku zagrożonych głodem, śmiercią lub chorobami epidemiologicznymi było milion dzieci.
To bezpośrednia konsekwencja m.in. blokady transportu żywności i pomocy humanitarnej do Gazy przez Izrael i karania kolektywnie całej grupy narodowościowej za zbrodnie jednostek. Izrael nałożył blokadę w marcu w trakcie zawieszania broni z Hamasem. W maju ją zniesiono, ale nadal niewiele pomocy mogło być wwiezionej do Gazy.
Po ogromnej presji międzynarodowej pod koniec lipca Izrael uchylił nieco drzwi dla transportu leków i żywności – choć są one wciąż dalece niewystarczające. Dodajmy też, że minister Smotricz otwarcie i oficjalnie głosi, iż głodzenie Palestyńczyków może być moralnie uzasadnione. Innym razem wspominał on, że należy odciąć dostawy prądy, wody i żywności do Gazy.
Do arsenału działań Izraela trzeba dopisać też regularne bombardowanie budynków cywilnych, w tym ponad 100 szpitali i klinik, zostawiając 75 milionów ton gruzu w Gazie. Wiele z nich jest uwiecznione na filmach opublikowanych w mediach społecznościowych. Chwali się nimi członek rządu Netanjahu, Itamar Ben-Gvir, chwalą się żołnierze. W ostatniej ofensywie w połowie września zrównano z ziemią 16 budynków w mieście Gaza. Zginęło w wyniku tych działań kilkadziesiąt osób.
„Gdyby Izrael złożył broń…”
Kiedy czytacie Państwo ten tekst, jest on już nieaktualny. Każdy dzień przynosi nowe doniesienia o kolejnych zbrodniach jakich dopuścił się Izrael. Zbrodniach, na które rząd tego państwa ma niestety społeczne przyzwolenie.
Według wykonanego pod koniec lipca dla Izraelskiego Instytutu Demokracji sondażu 78 proc. żydowskich Izraelczyków uważa, że ich kraj dokonuje „znacznych wysiłków, by uniknąć cierpienia Palestyńczyków”. Z kolei niemal połowa respondentów jest zdania, że armia jest wobec nich zbyt pobłażliwa.
Natomiast w maju tego roku przeprowadzone zostały na zlecenie Uniwersytet Pensylwanii przez Geocartography Knowledge Group z Tel Awiwu badania, w których 47 proc. izraelskich Żydów zgodziło się z tezą, że armia „podbijając miasto wroga powinna działać tak, jak w Jerychu działali Izraelici pod wodzą Jozuego, czyli zabijać jego wszystkich mieszkańców”.
Na zakończenie swojego tekstu „Dobitny dowód na niebezpieczeństwo antysemityzmu” opublikowanego na łamach „Rzeczpospolitej” Pani Agnieszka Markiewicz z American Jewish Committee stwierdziła: „Gdyby Izrael złożyłby broń, przestałby istnieć”. Czy naprawdę Izrael i wspierające to państwo organizacje chcą nas przekonać, że wszystko, czego dopuszcza się w Gazie jest warunkiem koniecznym do jego przetrwania?
KZ: widać że Izrael stracił osłonę medialną . Protesty nie są na pewno spontaniczne – udział części osób TAK , ale sterują tym jakieś siły. Pewnie te same które podjudzają UA do wojny, – UK? Do przemyślenia…
Piątek jest we Włoszech dniem strajku generalnego, ogłoszonego przez największą lewicową centralę związkową i autonomiczne związki w geście protestu przeciwko zablokowaniu przez siły izraelskie międzynarodowej flotylli z pomocą dla Strefy Gazy. Zorganizowano manifestacje, doszło do utrudnień w transporcie.
Do strajku przystąpili niektórzy pracownicy komunikacji miejskiej i kolei, a także oświaty oraz różnych państwowych służb.
W Rzymie na czele wielkiej manifestacji, zwołanej przez centralę związkową CGIL, przemaszerowali liderzy centrolewicowej opozycji na czele z przywódczynią jej największego ugrupowania, czyli Partii Demokratycznej – Elly Schlein.
Wielotysięczny wiec zorganizowano też w Mediolanie.
W obu tych metropoliach oraz w Neapolu doszło do blokad dróg oraz poważnych opóźnień w ruchu kolejowym.
Na rzymskim głównym dworcu Termini opóźnienia pociągów sięgają w dniu strajku 80-100 minut. Niektóre połączenia odwołano.
Strajk generalny został ostro skrytykowany przez wicepremiera, ministra infrastruktury i transportu Matteo Salviniego. Wyraził on opinię, że za wszystkie utrudnienia i szkody materialne, powstałe na skutek protestu, powinni płacić ci, którzy go organizują.
W nocy z 1 na 2 października izraelska armia (IDF) nielegalnie wtargnęła na statki Globalnej Flotylli Sumud, porywając międzynarodową załogę, w tym obywateli Polski. Wśród pojmanych przez Izrael znajdują się poseł na Sejm RP Franciszek Sterczewski oraz Omar Faris, znany palestyńsko-polski aktywista. Porwani są członkami pokojowej misji, której celem jest przełamanie blokady dostaw pomocy humanitarnej do Strefy Gazy.
Na pokładzie przejętych przez Izrael statków znajdowały się pieluchy dla niemowląt, a także leki i żywność dla rannych oraz konających z głodu Palestyńczyków, uwięzionych w oblężonej przez Izrael Gazie. Strona izraelska głosi propagandę, że uczestnicy cywilnej inicjatywy to wspólnicy Hamasu, dlatego grozi im ogromne niebezpieczeństwo ze strony syjonistycznego agresora.
Tuż po porwaniu polskich obywateli, na profilu Global Movement To Gaza Poland, opublikowano nagrania zarejestrowane wcześniej na wypadek pojmania.
Franciszek Sterczewski, pojmany ze statku „Sirius”, powiedział:
„Jeżeli widzicie to wideo, to znaczy, że zostałem porwany przez siły okupacyjne Izraela na międzynarodowych wodach podczas pokojowej misji humanitarnej Global Sumud Flotilla. Gorąca prośba! Wstawcie się za mną i moimi towarzyszami u polskich władz. Panie Premierze, Panie Ministrze Spraw Zagranicznych – z całego serca i najprościej, jak tylko potrafię, proszę Was: zróbcie wszystko, aby wszyscy członkowie Flotylli z polskiej delegacji wrócili bezpiecznie do domu. Niech żyje wolna Palestyna, niech żyje wolna Polska. All eyes on Gaza!”
Omar Faris, pojmany ze statku „Alma”, powiedział:
„Cześć! Jestem Omar Faris, mam polskie obywatelstwo. Jak oglądacie to wideo, to znaczy, że zostałem porwany nielegalnie przez okupacyjną armię Izraela na wodach międzynarodowych koło Gazy. Jestem członkiem polskiej delegacji na Flotylli Sumud. To, co robi Izrael, nie jest legalne. Proszę poinformować mój rząd o konieczności interwencji teraz, gdy wszyscy zostali porwani przez armię Izraela. Dziękuję.”
Podobne wideo nagrali przedstawiciele innych państw i masowo udostępniane są w mediach społecznościowych.
W Globalnej Flotylli Sumud wypłynęło kilkadziesiąt statków z różnych portów basenu Morza Śródziemnego. W misji uczestniczą setki osób z wielu krajów świata, w tym europejscy politycy i znani aktywiści. Wśród nich jest Greta Thunberg, która również minionej nocy została pojmana przez Izrael. Była to kolejna próba młodej Szwedki przełamania izraelskiej blokady morskiej. 9 czerwca izraelskie siły przechwyciły jacht „Madleen” pod brytyjską banderą, zatrzymując Thunberg wraz z tuzinem innych aktywistów.
Greta Thunberg, znana z zaangażowania na rzecz klimatu, we wcześniejszych latach była gloryfikowana przez świat zachodni. Kiedy jednak szwedzka aktywistka zaczęła nagłaśniać zbrodnie Izraela na Palestyńczykach, wyszedł na jaw oportunizm jej wcześniejszych sympatyków i promotorów, którzy nagle stracili zainteresowanie wspieraniem działalności słynnej Szwedki.
Bo tak się składa, że w kwestii Izraela dokonującego ludobójstwa, prędzej czy później spadają wszystkie maski.
Kiedy kończę pisać ten tekst (godz. 4:10 nad ranem), trwają kolejne porwania uczestników flotylli przez Izrael, który przechwycił 13 statków. W wielu europejskich miastach – m.in. Atenach, Berlinie, Brukseli czy Stambule – rozpoczęły protesty przeciwko brutalnym działaniom Izraela. 30 statków nadal płynie w kierunku Strefy Gazy…
W niedawnym wywiadzie telewizyjnym premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział, że „bardzo mocno” wspiera wizję „Wielkiego Izraela”, gdy z radością przyjął amulet z wizerunkiem „Ziemi Obiecanej” od byłego polityka prawego skrzydła i prowadzącej i24news Sharon Gal. Netanjahu powiedział, że czuje, iż wykonuje „historyczną i duchową misję”, potwierdzając swoje głębokie przywiązanie do wizji tak zwanej „Ziemi Obiecanej” i „Wielkiego Izraela”, nazywając okupację terytoriów palestyńskich i części sąsiednich państw arabskich „historyczną i duchową misją”.
„Jest Pan związany z tą wizją?” – Gaal zapytała Netanjahu.
Arabskie i muzułmańskie kraje zdecydowanie potępiły te wypowiedzi, ostrzegając, że projekt „Wielki Izrael” zagraża bezpieczeństwu regionalnemu i narusza prawo międzynarodowe.
Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Iranu oskarżył Netanjahu o faszystowski ekspansjonizm i naruszenie Statutu ONZ, powołując się na trwającą okupację i ludobójstwo izraela w Palestynie.
Liga państw arabskich wezwała Radę Bezpieczeństwa ONZ do podjęcia działań przeciwko tym ekstremistycznym wypowiedziom, podczas gdy Багаи określił retorykę Netanjahu o „misji” jako dowód zamiaru popełnienia ludobójstwa wobec sąsiednich narodów.
Iran specjalnie sformułowane wypowiedzi te, jak obnażające prawdziwą kolonialną naturę Izraela poza granicami Palestyny.
Tak zwany „Wielki Izrael”, przez długi czas kojarzony z ultrasyjonistami, zachęca do ekspansji terytorialnej, obejmującej Palestynę, Liban, Jordanię i części Syrii, Iraku, Egiptu i Arabii Saudyjskiej.
Na tle trwającej ludobójczej wojny w Gazie jest to jest często omawiane w kręgach syjonistów, powodując zaniepokojenie w krajach arabskich regionu, które mogą stać się bezpośrednio ofiarą tego projektu.
Obsesja „Wielkiego Izraela” u Netanjahu
Podczas występu w Paryżu w 2023 roku Netanjahu potwierdził swoje zaangażowanie w tzw. projektu „Wielki Izrael”, odpowiadając „bardzo”, gdy go bezpośrednio pytali o zaangażowanie w tą koncepcję, przed przejściem do historycznych rozważań związanych z podstawą syjonistycznej osiedleńczo-kolonialnej edukacji.
W przemówieniu w Knessecie w lipcu 2025 roku poszedł dalej, wyraźnie powołując się na biblijne roszczenia do terytorium rozciągającego się od rzeki Jordan do morza Śródziemnego. Nazwał taką ekspansję jednocześnie historycznym prawem i koniecznością „zapewnienia bezpieczeństwa” od przewidywanych zagrożeń zewnętrznych.
Później Netanjahu powiedział do swojego gabinetu ministrów, że kontrola nad okupowanym Zachodnim brzegiem i południowym Libanem stanowi ważną „strategiczną głębię” dla Izraela i regionalni analitycy powszechnie uznają to sformułowanie jako argument o „Wielkim Izraelu”.
Te starannie dostosowane wypowiedzi ilustrują schemat: wskazanie na egzystencjalne zagrożenia dla usprawiedliwienia ekspansjonistycznych ambicji, zachowując przy tym na tyle niejasności, aby zaprzeczyć planom natychmiastowej aneksji.
Jego retoryka konsekwentnie przekręca terytorialne roszczenia z wojskowej doktryny, pozwalając zwolennikom twardej linii interpretować jego słowa jako wyraz poparcia dla tak zwanego „Wielkiego Izraela”, oferując zachodnim sojusznikom wystarczającą niepewność, dla kontynuacji wojskowego wsparcia.
Analitycy podkreślają, że powtarzające się nawiązania Netanjahu do „przeznaczenia” i „granicy” celowo nawiązują do rewizjonistycznego syjonistycznego terytorialnego maksymalizmu, ale przy tym zatrzymują się tylko na retoryce, która może spowodować sankcje międzynarodowe.
Ta strategia podwójnej komunikacji jest szczególnie widoczna w kryzysowych momentach, takich jak trwająca wojna w Gazie, gdy obawy o bezpieczeństwo są używane do normalizacji wcześniejszych drobnych roszczeń terytorialnych.
Obserwatorzy podkreślają również sprawy Netanjahu od pokolenia jego ojca, które utwierdzało nowoczesny ekspansjonizm w mitologii powstania Izraela, przesuwając linię ideologiczną od przejęcia gruntów w 1948 roku do chwili obecnych ambicji.
Wypowiedzi ministrów w sierpniu 2025 roku odnośnie południowego Libanu zaznaczyły znaczne nasilenie w dyskursie politycznym izraela rozszerzając ramy „Wielkiego Izraela” poza mandat brytyjski w Palestynie.
Obserwatorzy twierdzą, że takie wypowiedzi pokazują, jak trwające kampanie służą jako przykrywka dla realizacji planów aneksji, które były politycznie nie do przyjęcia w czasach względnego spokoju.
Naprzemienne korzystanie przez Netanjahu z wyraźnego biblijnego języka i usprawiedliwienia domniemanego bezpieczeństwa podkreśla, jak ideologia „Wielkiego Izraela” była wprowadzana w życie nie przez oficjalne oświadczenia, a przez politykę stałego kryzysu.
Mapa „Wielkiego Izraela”
Kraje arabskie są częścią projektu „Wielki Izrael”. W najszerszym sensie zwolennicy „Wielkiego Izraela” wyobrażają sobie terytorium, która rozciąga się od morza Śródziemnego do rzeki Jordan, obejmującą wszystkie okupowane terytoria palestyńskie, a także Gazy.
Niektóre interpretacje idą dalej, do Libanu i Jordanii, odzwierciedlając wczesne dążenia syjonistów. Bardziej maksymalistyczne poglądy zawierają znaczne części Syrii, zwłaszcza Wzgórza Golan, a także poszczególne obszary Iraku, na półwyspie Synaj w Egipcie, a nawet północ Arabii Saudyjskiej.
W Libanie koncentrują się przede wszystkim na regionie południowym, szczególnie terenach na południe od rzeki Litani.
W Syrii, choć Wzgórza Golan są centralnymi, niektóre tereny rozciągają się na południe od Syrii aż do Eufratu, choć dokładne granice pozostają niepewne.
W Jordanii teren na zachód od rzeki Jordan jest kluczowy dla projektu, z niektórymi interpretacjami obejmującymi całą współczesną Jordanię.
Maksymalistyczne wizje obejmują również części Egiptu, zwłaszcza półwysep Synaj i północno-wschodnie regiony, ze względu na geograficzną bliskość i biblijne skojarzenia.
Północna część Arabii Saudyjskiej również jest włączona w projekt, szczególnie obszary graniczące z Jordanią i Irakiem, takie jak okolice Тabuka i graniczne powiaty Negev-Synaj.
Oprócz Libanu, Syrii, Jordanii, Egiptu i północnej części Arabii Saudyjskiej, w niektórych ideologicznych poglądach o „Wielkim Izraelu” czasami wymieniano Irak oraz, znacznie rzadziej, Kuwejt.
Niektórzy sugerują, że chodzi również o części północnego lub zachodniego Iraku, zwłaszcza obszary w pobliżu granicy jordańskiej lub historycznie związane z biblijną interpretacją.
Co to jest „Wielki Izrael”?
Syjonistyczna koncepcja „Wielkiego Izraela” – to kolonialny projekt ekspansjonistyczny, w przebraniu biblijnego przeznaczenia, który używa zniekształcone teksty religijne dla usprawiedliwienia trwających czystek etnicznych w Palestynie.
Koncentruje się ona na nienawiść ideologicznej, zrodzonej z idei europejskich osadników-kolonialistów z 19 wieku, nie z autentycznych starożytnych roszczeń, stara się przejąć teren od Nilu do Eufratu, pochłaniając Palestynę, Liban, Syrię, Jordanię, Irak, Egipt i Arabię Saudyjską.
Od czasów Nakby 1948 roku, kiedy to syjonistyczne siły zniszczyły ponad 530 palestyńskich wiosek i wygnano 750 000 przedstawicieli rdzennej ludności, ta wizja ludobójstwa doprowadziła plemię szekla do bezlitosnego łupienia ziem i okupacji w Palestynie i poza jej granicami.
Dzisiaj nielegalne izraelskie osady kontrolują 42 procent okupowanego Zachodniego Brzegu, w tym 700 000 uzbrojonych kolonistów naruszających prawo międzynarodowe, kradnących domy Palestyńczyków w jerozolimskich dzielnicach Sheikh Jarrah i Silvan pod sfabrykowanymi wypowiedziami o „biblijnych dziejach apostolskich”.
Niedawna izraelska agresja w całym regionie ujawnia prawdziwą imperialistyczną naturę tego projektu, kiedy skrajnie prawicowi ministrowie, tacy jak Smotrycz, otwarcie wzywają do aneksji południowego Libanu.
Syjonistyczni przywódcy historycznie odrzucali każdy pomysł podziału Palestyny, zamiast tego prowadząc agresywną politykę w stosunku do rdzennej ludności, oficjalnie przenosząc winę na drugą stronę.
Nowoczesne badania genetyczne rzucają wyzwanie centralnej narracji o „ziemi przodków”, pokazując, że Palestyńczycy mają więcej wspólnego ze starymi mieszkańcami w swoim DNA, niż osadnicy-żydzi aszkenazyjscy pochodzenia europejskiego.
W swej istocie, projekt jest związana nie tyle z religią, ile z kontrolą zasobów wody, zasobów gazu i regionalnej energetyki. Pierwszy syjonistyczny przywódca Władimir Żabotyński sam opisywał syjonizm jako ” przygodę kolonizacyjną”, która domagała się „żelaznej ściany żydowskich bagnetów”.
Od trwającego ataku na Gazę i do kradzieżą warstw wodonośnych Zachodniego Brzegu, wizja tak zwanego „Wielkiego Izraela” nadal prowadzi politykę apartheidu, mającą na celu zniszczenie istnienia Palestyńczyków między rzeką i morzem.
Kto wymyślił tę koncepcję?
Pojęcie „Wielki Izrael” opiera się na wybranych fragmentach biblijnych, w szczególności w Księdze Rodzaju 15: 18-21 i Liczb 34: 1-12, w których opisano rozległe terytorialne obietnice, które nie zostały zrealizowane jako edukacja polityczna.
Pod koniec 19 wieku i na początku 20 wieku nowocześni syjonistyczni myśliciele ponownie przemyśleli te starożytne teksty przez pryzmat europejskiego kolonializmu, przekształcając religijną alegorię w polityczną doktrynę ekspansji.
W tym czasie, podobnie jak „Der Judenstaat” Teodora Hertzla 1896 z roku, w pierwszej kolejności opowiadał się za tworzenie „państwa żydowskiego”, w jego późniejszych pracach powoływał się na szersze terytorialne ambicje.
Wręcz przeciwnie, doktryna 'Żelaznej ściany’ Władimira Żabotyńskiego 1923 roku jednoznacznie formułowała rewizjonistyczne narodziny wizji edukacji, obejmującej oba brzegi Jordanu, kładąc ideologiczną podstawę dla współczesnych dążeń do „Wielkiego Izraela”.
Konstrukcje te powstały nie z lokalnych żydowskich politycznych tradycji, a raczej odzwierciedlały kolonialne paradygmatu europejskiego środowiska, w którym narodził się syjonizm.
Biblijne opowiadanie, na które powołują się współcześni żydzi, bardziej należy rozumieć jako plemienną mitologię epoki żelaza, niż jako żródło wiarygodnych roszczeń terytorialnych, ponieważ archeologia nie daje dowodów na istnienie takiego rozległego królestwa izraela.
Prace Żabotyńskiego w szczególności podkreślają kolonialny charakter projektu „Wielki Izrael”, który zakłada ciągłe wojny i panowanie nad rdzenną ludnością.
W tym sensie transformacja teologicznej symboliki w polityczne manifesty, stanowi nie kontynuację historii starożytnej, a wyraźnie nowoczesną ideologiczną innowację.
Kto opowiadał się za „Wielkim Izraelem”?
Polityczna koncepcja „Wielkiego Izraela” stopniowo powstała w 19 wieku pod wpływem europejskiej nacjonalistycznej myśli żydowskich działaczy religijnych, takich jak rabin Zvi Hirsch Каlisher, który przerobił biblijne obietnice ziemi w polityczne mandaty dla żydowskiego osadnictwa w Palestynie.
W 1862 roku Moses Hess przedstawił wczesne protosyjonistyczne pomysły, które niosły w sobie terytorialne ambicje, tworząc intelektualne podstawy dla późniejszego ekspansjonistycznego skrzydła ruchu.
Chociaż początkowa wizja Teodora Hertzla nie była szczerze ekspansjonistyczna, to opierała się na kolonialnych wyobrażeniach o nadaniu ziemi, które ostatecznie utorowało drogę ideologiom wysuwającym pretensje terytorialne.
Podstawa ideologiczna wykrystalizowała się w 1923 roku, kiedy Władimir Żabotyński opublikował „Żelazny mur”, wyraźnie domagając się utworzenia tak zwanego „państwa żydowskiego”, obejmującego oba brzegi rzeki Jordan, jako głównej rewizjonistycznej syjonistycznej pozycji.
W latach 1930-tych radykalni syjonistyczni ideolodzy, tjak Abba Аchimejr, rozszerzyli te twierdzenia, przeplatając je z mesjanistycznymi opowieściami biblijnymi, które doceniły skrajnie prawicowe syjonistyczne frakcje.
Po ogłoszeniu niepodległości w 1948 roku w ramach granic partycji ONZ, rewizjonistyczne ugrupowania odrzuciły te granice jak niewystarczające, podczas gdy grupa Dawida Ben-Guriona pragmatycznie przyjęła je jako rozwiązanie tymczasowe.
Sześciodniowa wojna 1967 roku okazała się przełomem, kiedy Izrael przejął Zachodni Brzeg, Strefę Gazy i Wschodnią Jerozolimę al-Quds, co doprowadziło do natychmiastowego powstania „Ruchu Wielkiego Izraela”, który do 1968 roku zgromadził 50 000 podpisów z żądaniem stałego utrzymania tych terenów.
Zwycięstwo Menachema Begina w wyborach w 1977 roku oznaczało polityczną dominację ideologii „Wielkiego Izraela”, ponieważ zwolennicy partii Likud zaczęli systematycznie tworzyć osady na Zachodnim brzegu.
Ruch osiągnął swój ekstremalny wyraz w partii „Kah” Meiera Kahana w 1980 roku, która otwarcie opowiadała się za etniczną czystką Palestyńczyków z terytoriów okupowanych.
Rozszerzenie osiedli gwałtownie przyspieszyło za rządów Icchaka Shamira na początku lat 1990-tych, kiedy 100 000 osadników zakwaterowano na okupowanym Zachodnim Brzegu, mimo procesu pokojowego rozpoczętego w Oslo.
Tak zwane „rozdzielenie” Ariela Szarona z Shafi w 2005 roku maskowało trwający wzrost osiedli na Zachodnim Brzegu, który z naruszeniem prawa międzynarodowego osiągnął 250000 kolonistów.
W ciągu dekady premiera Netanjahu po 2009 roku liczba osadników wzrosła do 400 000, podczas gdy on wielokrotnie obiecał aneksję doliny rzeki Jordan, bez jakiejkolwiek reakcji ze strony arabskich władców.
Po roku 2020 nastąpiła aktywizacja wcześniej marginalizowanych zwolenników „Wielkiego Izraela”, poprzez takich polityków jak Ben-Gvir i Smotrycz, którzy weszli do gabinetu, otwarcie pokazując mapy rozszerzonych granic.
Paryskie oświadczenie Netanjahu w 2023 roku, potwierdzające „Wielki Izrael”, przyciąga ponownie uwagę w 2025 roku, kiedy to liczba mieszkańców przekroczyła 700 000.
Zatwardziali religijni syjoniści, takie jak rabini Dov Lior i Yitzhak Ginsburg, zmobilizowali młodzież z pomocą teologicznych argumentów, które – jak wykazały badania – wpłynęły na 10% izraelskich wyborców do 2025 roku.
Trwający projekt osadnictwa i okupacja sąsiednich krajów pokazują, jak ideologiczna koncepcja, biorąca początek w kolonialnej myśli 19 wieku, jest realizowana w ramach polityki państwa za pośrednictwem stałych terytorialnych podbojów i przemieszczania ludności.
Kim są chrześcijańscy syjoniści w USA? Jak to możliwe, że Ameryka prowadzi skrajnie proizraelską politykę, nawet wbrew własnemu interesowi? Za wszystkim stoi plan budowy Trzeciej Świątyni i poddania całego świata rządom Izraela. Mówił o tym w PCh24 TV Paweł Lisicki.
Paweł Lisicki, autor książki „Mesjasz i Trzecia Świątynia” (wyd. Fronda) opowiadał o amerykańskim chrześcijańskim syjonizmie w rozmowie z red. Pawłem Chmielewskim w PCh24 TV.
Paweł Lisicki przywołał wystąpienie senatora Teda Cruza u Tuckera Carlsona, gdzie rozmawiano na temat polityki Stanów Zjednoczonych względem Izraela. Ted Cruz stwierdził, że USA muszą wspierać Izrael, bo jest to… obowiązek religijny Amerykanów.
– Odwołał się do bardzo osobliwej interpretacji Pisma Świętego, Księgi Rodzaju, gdzie Bóg mówi do Abrahama, że będzie błogosławił tym, którzy błogosławią jego potomstwu, a przeklnie tych, którzy to potomstwo przeklinają – wskazał. Chrześcijańscy syjoniści w USA traktują te słowa tak, jakby w ogóle nie było Chrystusa – biorą je zupełnie dosłownie, uznając, że Bóg błogosławi tym, którzy wspierają współczesny Izrael.
Kościół zawsze tłumaczył, że dziedzicem przyrzeczeń Abrahama jest właśnie Kościół jako nowy, prawdziwy Izrael. Należałoby powiedzieć, że słowa Boga odnoszą się do potomstwa Abrahama nie według ciała, ale do potomstwa według ducha – czyli do katolików, do Kościoła.
W ten sposób okazuje się, że Stany Zjednoczone uważają poparcie Izraela za swoją misję. Jest to niewątpliwie nieracjonalne, ale jak podkreślił Paweł Lisicki – herezja nie musi być racjonalna.
– Kiedy dziś patrzymy na różne ideologie, jakie podbijały świat i zdobywały władzę nad ludzkimi umysłami, to często widzimy, że one były po prostu głupie. Na przykład komunizm czy nawet nazizm, z dzisiejszej perspektywy to jest po prostu głupie. Jak można wierzyć, że wszystko jest zdeterminowane rasowych pochodzeniem człowieka? To kompletna głupota! Fakt, że my tak dzisiaj na to patrzymy, nie zmienia tego, że 100 lat wcześniej praktycznie całe elity naukowe w Niemczech po prostu w to wierzyły. Byli święcie przekonani, że to jest klucz, który pozwala im odkryć i uporządkować całą historię świata – podkreślił.
Stany Zjednoczone uważają dziś zatem, że mają określoną misję. – Izrael jest najważniejszy, ale misją dziejową Ameryki jest podporządkować cały świat tej idei z Izraelem na szczycie ideologii – zaznaczył Paweł Lisicki, referując poglądy chrześcijańskich syjonistów z USA. Nie chodzi tylko o takich ludzi jak senatorzy Ted Cruz czy Lindsey Graham, problem jest o wiele bardziej rozpowszechniony. Lisicki przywołał na przykład osobę oficjalnej doradcy ds. ducha w Białym Domu, pani pastor Pauli White.
– Paula White gościła w kwietniu tego roku premiera Benjamina Netanjahu. Zrobiła z nim rozmowę, ona jest na youtube. Tam premier Netanjahu ogłosił, że USA to jest miasto na górze, nowa Jerozolima – miasto na górze, które ma służyć Izraelowi. Oczywiście Paula White też to przyjęła. Mamy zatem teologiczne wytłumaczenie, które wskazuje na rolę USA jako głównego propagatora idei Izraela jako narodu wybranego, najważniejszego państwa, które odrodziło się po dwóch tysiącach lat – zaznaczył.
Chrześcijańscy syjoniści odnoszą do współczesnego Izraela wszystko, co jest zapisane w Starym Testamencie. – To jest kluczowy element „dogmatu” chrześcijańskiego syjonizmu. To przekonanie, że dziś istniejący Izrael, ten który powstał w 1948 roku jako państwo na terenie Palestyny, jest prostą i bezpośrednią kontynuacją Izraela starotestamentowego – podkreślił.
Chrześcijańscy syjoniści uważają, że pierwotny plan Boży się nie powiódł. Chrystus miał przyjść na ziemię i zbudować Królestwo Boże, ale to się nie udało. Bóg nie dał się jednak pokonać. Dlatego Chrystus zmartwychwstał i ludzie mogli się dalej zbawiać, wprawdzie jako jednostki, bez zbudowania Królestwa Bożego, które objęłoby cały świat.
Po zmartwychwstaniu Chrystusa historia została niejako zawieszona. Chrześcijańscy syjoniści uważają, że przez prawie dwa tysiąclecia „czas religijny” stał w miejscu. „Czas religijny” ruszył dopiero w 1948 roku, kiedy ukonstytuowało się państwo Izrael. Od tego momentu wszystkie proroctwa starotestamentalne jakby ożyły, odnosząc się jakoby właśnie do współczesnego Izraela.
– Kiedy my w Kościele słyszymy proroctwa Izajasza, Jeremiasza czy Zachariasza, to odnosimy je do Chrystusa i Kościoła. W mentalności chrześcijańskich syjonistów te proroctwa odnoszą się tymczasem do istniejącego dziś Izraela – powiedział.
Jak wyjaśnił Paweł Lisicki, to pomieszanie jest ściśle związane z faktem odrzucenia przez protestantów Kościoła. Skoro nie ma Kościoła, to nie wiedzą, do czego mieliby te proroctwa odnosić. Szukają jakiegokolwiek podmiotu, czegoś, czego mogliby się złapać – i znajdują to właśnie w Izraelu, jako konkretnym, istniejącym podmiocie.
W efekcie okazuje się, że Benjamin Netanjahu to kolejne wcielenie króla Izraela, a izraelska armia jest równie waleczna i skuteczna jak armia starożytnego Izraela. Ludzie, którzy sprzeciwiają się Izraelowi, przeszkadzają realizacji planu Bożego. Dotyczy to na przykład mieszkańców Strefy Gazy, w tym mieszkających tam chrześcijan. Z tego właśnie wynika faktyczna aprobata dla zabijania w Strefie Gazy. Dla chrześcijańskich syjonistów to jest tak, jak w Starym Testamencie: Jozue wkracza do Kanaanu i musi wytracić kanaanitów.
Problem w tym, podkreślił Paweł Lisicki, że w Starym Testamencie wrogowie Izraela byli poganami, sprawowali fałszywe kulty, odrzucali wiarę w Boga. – Ludzie, którzy zamieszkiwali ziemię Kanaan, w radykalny sposób odrzucili prawo Boże, prawo naturalne. Wybrali sobie sami bogów, którym składali ofiary z ludzi, sprawowali bałwochwalczy i skrajnie niemoralny kult. Bóg wydał ich zatem Izraelitom, przyjście Izraelitów było formą karty za to, co robił Kanaan – podkreślił.
– Użycie tej metaforyki w stosunku do chrześcijan czy nawet do muzułmanów jest oczywiście absurdalne – powiedział.
Chrześcijańscy syjoniści uważają, że ostatecznie wszyscy Żydzi nawrócą się na wiarę w Chrystusa. Żydowscy syjoniści oczywiście tak nie uważają. Ostateczne cele obu syjonizmów są odmienne, ale środowiska te zawarły swoisty sojusz taktyczny. Najpierw trzeba zbudować potęgę Izraela, postawić Trzecią Świątynię – bo tego chcą wszyscy – a później się zobaczy…
– Pakt polega mniej więcej na tym, że zostawia się historii czy Panu Bogu, czy Żydzi się nawrócą do Chrystusa, czy się nie nawrócą. To, co jest dla wszystkim wspólne i co jest podstawą sojuszu, do dążenie do budowy Trzeciej Świątyni. Chrześcijańscy i żydowscy syjoniści odsuwają na bok kwestię nawrócenia Żydów, ale skupiają się po prostu na tym, żeby powstała Trzecia Świątynia – zauważył Paweł Lisicki.
Budowa Trzeciej Świątyni musiałaby wywołać wielki protest świata islamskiego, bo najpierw trzeba byłoby zburzyć meczety, które stoją na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. W mentalności syjonistów gigantyczne zaburzenia z tym związane nie są jednak problemem. – To będą bóle porodowe Mesjasza. Wielka wojna, armagedon, katastrofa – to wszystko jest moment, z którego wyłoni się przyszły świat podporządkowany Mesjaszowi oraz Izraelowi jako jego prawdziwemu słudze. Wszystkie narody będą wówczas służyć Izraelowi i Mesjaszowi – wskazał.
Ważną rolę w promowaniu tej ideologii odgrywa grupa Chabad Lubawicz, aktywna również w Polsce. Promuje noahityzm, czyli specyficzną formę wsparcia dla Izraela, otwartą dla nieżydów.
O szczegółach Paweł Lisicki więcej mówił w nagraniu.