Ministerstwo Prawdy. Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było…

Ministerstwo Prawdy. Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było…

14.08.2026 Autor: Stanisław Michalkiewicz ministerstwo-prawdy

NCZAS.INFO | Premier Donald Tusk oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. / Foto: PAP
NCZAS.INFO | Premier Donald Tusk oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. / Foto: PAP

Już czwarty rok toczy się wojna rozpoczęta przez prezydenta USA Baracka Obamę, który wyasygnował 5 mld dolarów na uruchomiony w 2014 roku „Majdan”, którego celem było wyłuskanie Ukrainy z „rosyjskiej” strefy Europy. Kilka lat wcześniej bowiem, 20 listopada 2010 roku, na szczycie NATO w Lizbonie proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO–Rosja, będące ukoronowaniem 25-letnich prac nad ustanowieniem nowego porządku politycznego w Europie, który miał zastąpić nieaktualny już porządek jałtański.

Najważniejszym postanowieniem tego nowego porządku było strategiczne partnerstwo NATO– Rosja. Jego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo rosyjsko- niemieckie, które pojawiło się zaraz po podpisanym 12 września w Moskwie traktacie „o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec”, potocznie zwanym „traktatem 2 plus 4”. Niemcy bowiem nawróciły się wtedy na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, a zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia było wspomniane strategiczne partnerstwo – no a kamieniem węgielnym owego partnerstwa był podział Europy na część niemiecką i część rosyjską – prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop– Mołotow.

I kiedy wydawało się, że klamka zapadła na 50, a może nawet na 100 lat, prezydent Obama wysadził to wszystko w powietrze, wykładając wspomniane 5 mld dolarów na „Majdan”. Dlaczego to zrobił – to sprawa osobna, której roztrząsanie rozsadziłoby ramy tego artykułu, więc tylko wskażemy trop, którym gwoli wyświetlenia tej sprawy trzeba by podążać, a który zaczyna się od „szczytu” w Deauville w październiku 2010 roku z udziałem francuskiego prezydenta Mikołaja Sarkozy’ego, Naszej Złotej Pani z Berlina i ówczesnego rosyjskiego prezydenta Dymitra Miedwiediewa.

Od Bismarcka do Wilhelma

Od rzemyczka do koniczka – powiada przysłowie – i tak właśnie było w tym przypadku. Inicjatywa Baracka Obamy doprowadziła wprawdzie do wysadzenia „porządku lizbońskiego” w powietrze – ale jeszcze nie do wojny. Do wojny doszło dopiero za prezydentury Józia Bidena, który naobiecywał wystruganemu z banana przez żydowskiego „oligarchę” Igora Kołomojskiego ukraińskiemu prezydentowi rozmaite cuda na kiju, wskutek czego odrzucił on tzw. „porozumienia mińskie”, a to sprowokowało Rosję do rozpoczęcia w 2022 roku „specjalnej operacji wojskowej”. Rosyjski wywiad zawiódł tu na całej linii, bo najwyraźniej liczył na powtórzenie sytuacji z roku 2014, kiedy to Krym został przez Rosję przejęty bez jednego wystrzału. Tym razem trafiła kosa na kamień, bo Amerykanie i Anglicy uzbroili ukraińskie wojsko po zęby i odpowiednio przeszkolili. W rezultacie Blitzkrieg spalił na panewce, a Rosjanie natychmiast zrezygnowali z zajmowania Kijowa, ograniczając cele wojenne do wyrąbania lądowego korytarza do Krymu – i ten cel w zasadzie już został osiągnięty, a to, co się teraz dzieje, to tylko walka o to, jaką będzie miał szerokość.

W wojnę z Rosją, za sprawą Amerykanów, zaangażowany został cały Pakt Atlantycki, co po kilku latach doprowadziło do zmiany niemieckiej polityki we Wschodniej Europie. Po wysadzeniu bałtyckich gazociągów Niemcom łatwiej było odstąpić od strategicznego partnerstwa z Rosją – ale doszło do tego dopiero w marcu 2023 roku, kiedy to amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją pozwolił niemieckiemu kanclerzowi Olafowi Scholzowi na to, by Niemcy urządzały sobie Europę po swojemu. W Europie nie ma zbyt wiele miejsca na coraz to nowe – jak powiedziałby Kukuniek – „koncepcje”, więc w tej sytuacji Niemcy powróciły do polityki, jaką prowadziło Cesarstwo Niemieckie w roku 1917. Jak pamiętamy, za jego przyzwoleniem powstała wtedy Ukraińska Republika Ludowa w celu szachowania Rosji i utrzymywania w ryzach Polaków. Zewnętrznym wyrazem powrotu Niemiec do tej polityki było proklamowanie w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. I zaraz prezydent Zełenski nabrał animuszu, nadając jednostce niezwyciężonej armii ukraińskiej imię „Bohaterów UPA”, co w naszym nieszczęśliwym kraju wywołało rodzaj burzy w szklance wody.

Polska opinia w rozkroku

Nasz nieszczęśliwy kraj prowadzenie prawdziwej polityki ma od Naszych Sojuszników surowo zakazane, toteż Polska polityce europejskiej najwyżej kibicuje. Pokrzykuje, przytupuje, wymachuje rękami – i to nie w ramach żadnej samowolki, ale zgodnie ze wskazówkami któregoś z Sojuszników – jak nie tego, to tamtego. Nic się nie zmieniło pod tym względem od początku lat 90., kiedy to scharakteryzowałem postawę naszego nieszczęśliwego kraju w felietonie pod tytułem „Polska ormowcem Europy”. Różnica między początkiem lat 90. a sytuacją obecną sprowadza się do tego, że kibicowaniu europejskiej polityce towarzyszy nieustanny lęk, by nie paść ofiarą „wojny hybrydowej”. Lęk ten jest odczuwalny zwłaszcza wśród warstw lepiej czy gorzej wykształconych, które mają ambicję kibicowania ośrodkom sprawującym w naszym nieszczęśliwym kraju tzw. rząd dusz. Właściwie jest to jeden ośrodek w postaci Judenratu, na czele którego stoi Główny Cadyk III Rzeczypospolitej w osobie pana red. Adama Michnika. Za pośrednictwem Judenratu sufluje on mikrocefalom, stanowiącym krąg jego wyznawców, co i jak mają myśleć. No a oni – wiedząc, że tylko w ten sposób będą mogli również we własnych oczach ujść za mądrych, roztropnych i przyzwoitych, posłusznie myślą w sposób nakazany, w lot dostrajając się do mądrości etapu.

Na przykład kiedy po proklamowaniu strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego pan red. Michnik rzucił hasło: „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, mądrzy, roztropni i przyzwoici natychmiast zaczęli piętnować nosicieli „nienawiści”, co to tworzą u nas „atmosferę przedpogromową”. Doszło do tego, że nawet przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska oderwała się na chwilę od warzenia gorącej strawy dla nieszczęśliwych i pobiegła do Judenratu wypłakać się ze wstydu za mniej wartościowy naród i nieszczęśliwy kraj. I słuszna jej racja, bo jeszcze kilka takich demonstracji i przewielebna siostra Małgorzata zostanie kandydatką na ołtarze – a czegóż mogłaby chcieć więcej?

Ale głoszenie aktualnych mądrości etapu to jedna sprawa, a sprawą drugą jest wystrzeganie się ulegania kremlowskiej” dezinformacji” i „propagandzie”. Ta ostrożność posunięta jest do tego stopnia, że gdy Kreml, a zwłaszcza gdy Putin na krzesło powie krzesło, mądrzy, roztropni i przyzwoici gotowi są natychmiast się z nim spierać – o ile oczywiście pan red. Michnik podpowie im, co mają mówić. Niebezpieczeństwo polega również na tym, że oprócz pana red. Michnika głos zabierają również inne osoby, które w dodatku wyrażają opinie niezatwierdzone przez żaden urząd ani nawet licencjonowaną organizację pozarządową w rodzaju Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Na domiar złego wiele z tych samowolnie głoszonych opinii ma znamiona „mowy nienawiści” – a wiadomo, że jest rozkaz, iż nienawiść ma być powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona. Na straży tego rozkazu staje właśnie pani Sylwia Gregorek-Abram, której Wielce Czcigodni parlamentarzyści z koalicji 13 grudnia właśnie przyznali fuchę Rzecznika Praw Obywatelskich. Gwoli wyjaśnienia – „mową nienawiści” nazywamy każdą opinię, która nam się nie podoba, a ponadto nie została zatwierdzona przez żaden Sanhedryn.

Prof. Dudek wzywa obywatela Tuska

Jednym z takich patentowanych nienawistników jest Grzegorz Braun. Nie dość, że ani nie uzgadnia swoich opinii z Judenratem, ani nie akomoduje się do mądrości etapu, to „jątrzy” i „dzieli” opinię publiczną, również w sytuacjach gdy wielkim nakładem sił i środków udało się doprowadzić do ujednolicenia stanowisk ponad podziałami. Polega to na tym, że takie samo zdanie wyrażają zarówno ci, którzy wyznają jeden światopogląd, jak i ci, którzy wyznają drugi światopogląd, bo – podobnie jak było za pierwszej komuny – również i teraz są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy.

Jedną z takich uzgodnionych ponad podziałami i zatwierdzonych przez Judenrat opinii jest apologetyczna ocena Komisji Edukacji Narodowej. Jak wiadomo, powstała ona dzięki kasacie zakonu jezuitów. Majątki poklasztorne zostały przekazane właśnie na jej rzecz – przy czym nie obyło się bez rozmaitych brzydkich rzeczy. Stanisław Cat-Mackiewicz wspomina o tym, mówiąc, że pierwsze koryto wylewa się dla świń. W przypadku Komisji Edukacji Narodowej tych wylanych koryt było co najmniej kilka, a może nawet – kilkanaście – podobnie jak w przypadku uwłaszczenia nomenklatury podczas przygotowań do transformacji ustrojowej – a i potem, podczas tworzenia narodowych funduszy inwestycyjnych i ich prywatyzacji.

I oto złowrogi Grzegorz Braun nie tylko bez upoważnienia, ale i bez przyzwolenia zabrał na ten temat głos, piętnując Komisję Edukacji Narodowej, a zwłaszcza – tzw. Kuźnicę Kołłątajowską – że była to grupa opłacana kwotą kilkudziesięciu milionów franków przez władze rewolucyjnej Republiki Francuskiej, żeby w naszym nieszczęśliwym kraju doprowadzić do rewolucji.

Ta rewolucja zaangażowałaby z pewnością mocarstwa ościenne w jej tłumienie, dzięki czemu rewolucja we Francji mogłaby chwilę odetchnąć. Nie dość, że gada takie rzeczy, to jeszcze wraz z Janem Taturą wydał książkę pod tytułem „Polskie biesy”, w której dopuszcza się mnóstwa innych myślozbrodni. Tymczasem jest rozkaz, że jeśli ktokolwiek dopuszcza się prowokacji, to tylko zimny ruski czekista Putin, podczas gdy ani w słodkiej Francji, ani wilgotnej Anglii każdy ma serce na dłoni i od jakichkolwiek prowokacji trzyma się z dala.

Nic dziwnego, że w obliczu takiej samowoli ze strony złowrogiego Grzegorza Brauna nie mógł już dłużej wytrzymać pan prof. Antoni Dudek. Wprawdzie nauka, jak wiadomo, polega na poszukiwaniu prawdy, ale z drugiej strony, na nieustannym weryfikowaniu tego, co dotąd udało się ustalić – ale mimo to – porządek musi być. Kto to widział, żeby jakiś Braun, w dodatku powołując się na wyszperane w korcu maku publikacje, podważał solenne ustalenia profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, orderowych panów, co to swoimi wiekopomnymi dziełami pozapychali biblioteki? Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było, a jeśli nawet nie wiedzą, to zawsze ktoś starszy i mądrzejszy im podpowie, dzięki czemu zarówno oni, jak i lud prosty, wie, czego się trzymać i w co wierzyć, a w co nie.

Toteż pan prof. Dudek wystąpił publicznie do obywatela Tuska Donalda, żeby tej myślozbrodniczej działalności Grzegorza Brauna położył kres. Inaczej diabli wezmą całą „naukę przodującą” – jak mówił Józef Stalin – i nie będziemy już wiedzieli, w co wierzyć, a w co nie. Pan prof. Dudek nie podsuwa żadnego konkretnego rozwiązania, ale wszystko wskazuje na to, że niezawisłe sądy mogą okazać się niewystarczające.

Czas więc uderzyć w czynów stal i odwołując się do profetycznego dzieła Jerzego Orwella „Rok 1984”, niezwłocznie powołać Ministerstwo Prawdy, a pana prof. Antoniego Dudka mianować jego szefem. Bez tego daleko nie zajedziemy, zwłaszcza w sytuacji gdy Nasz Najważniejszy Sojusznik raz sztorcuje prezydenta Zełenskiego, a zaraz potem robi mu na rękę i traktuje jak swoją najukochańszą Duszeńkę.

Stanisław Michalkiewicz

Chów wsobny polskich ćwierć inteligentów

Chów wsobny polskich ćwierć inteligentów

5 sierpnia 2026

O szemranych początkach polskiej łże elity

Świetna gawęda historyczna Grzegorza Brauna o początkach polskiej łże elity w XVIII wieku

W tych dawniejszych czasach inteligencja, więc ta taka pseudoelitarność, właśnie sięgająca korzeniami XVIII, jak nie XVI wieku, czasów rewolucji protestanckiej.

XVIII wiek to jest ten inkubator polskiej inteligencji, jako łże elity, która dokonuje, nazwijmy to, właśnie wrogiego przejęcia, jak w podtytule mojej książeczki, tego przechwycenia stanu świadomości narodowej. No i to trwa do dzisiaj.

Chów wsobny polskich ćwierć inteligentów

Otóż to był chów wsobny. Polski inteligent jest, przepraszam za takie porównanie, jest mułem. To znaczy nie rozmnaża się. Można tylko nominować następnych ćwierć inteligentów na inteligentów…

Można tylko nominować następnych ćwierć inteligentów na inteligentów, ale oni nie będą mieli swoich kontynuatorów, dlatego że kontynuacja jest w liniach służbowych. W służbie cywilnej i służbie mundurowej. Mafie, służby i loże nominują wielkich mistrzów i jakichś tam małych czynowników, czynowniczków, oficerów w kolejnych generacjach.

Ale to nie jest rozwój naturalny narodu. To jest właśnie naród przechwycony. To jest naród, któremu przyprawiono głowę szereg razy.

Właśnie pierwszy raz na tę skalę to jest w wieku XVIII. Kiedy rodzi się ta pseudoelita, która rości sobie pretensje do monopolu. Rości sobie pretensje do roli dyktatorów wszelkich mód intelektualnych, politycznych, także filozoficznych, literackich, artystycznych.

Proces marszu przez instytucje

To jest w XX wieku Szkoła Frankfurcka i generalnie Eurokomuna realizuje filozofię i praktykę polityczną. Więc u nas wtedy w XVIII wieku te instytucje muszą dopiero powstać, żeby było przez to maszerować. Żeby ta powiedzmy protokomuna, ci rewolucjoniści różnej maści, żeby mieli etaty do obsadzenia.

Po to żeby z wysokości swoich etatów w instytucjach, których wcześniej nie było, a oni pierwsi wmówią Polakom, że te instytucje są w ogóle samą istotą polskości, narodowości i państwowości. Żeby z wysokości tych instytucji, tych krzeseł, foteli, fotelików, kanap, żeby dyktować narodowi w co ma wierzyć, w którą stronę ma iść, czy w prawo, czy w lewo.

Grzechy polskich ćwierćinteligentów

Demokratyzm, etatyzm, pacyfizm, modernizm, w odniesieniu do historii ojczystej insurekcjonizm, no i oczywiście “władca pierścieni”, czyli judeo-idealizm, czyli „anty-antysemityzm”. Jako dogmat, który wszystkie zbiera, wszystkie spina i wszystkimi rządzi.

Powstanie Warszawskie. Braun OSTRO: Nigdy więcej niech się to nie powtórzy

Powstanie Warszawskie. Braun OSTRO: Nigdy więcej niech się to nie powtórzy

1.8.2026 nczas/powstanie-warszawskie-braun-ostro-nigdy-wiecej-niech-sie-to-nie-powtorzy

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

1 sierpnia 1944 r. w Warszawie wybuchło powstanie, które – pomimo bohaterstwa żołnierzy i cywilów – zakończyło się klęską, śmiercią ok. 200 tys. osób i olbrzymimi stratami materialnymi. Z okazji 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przypominamy opinię na jego temat lidera Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

W Warszawie 1 sierpnia 1944 r. do walki stanęło ok. 40-50 tys. powstańców. Powstanie planowane na kilka dni trwało ponad dwa miesiące. W czasie walk w stolicy zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych.

Poległo również ok. 3,5 tys. żołnierzy z Dywizji Kościuszkowskiej, którzy we wrześniu 1944 roku przeprawili się przez Wisłę, aby pomóc walczącemu miastu.

Straty wśród ludności cywilnej wyniosły ok. 180 tys. zabitych. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono ze zniszczonego miasta, które po powstaniu Niemcy niemal całkowicie zburzyli.

Braun o Powstaniu Warszawskim

Z perspektywy czasu decyzję o rozpoczęciu powstania w Warszawie krytycznie ocenia prezes Konfederacji Korony Polskiej i polski poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun.

– Bardzo chciałbym, aby młodzi Polscy patrioci nie zatrzymywali się na poziomie auto egzaltacji tą hekatombą, tym horrorem, chciałbym, aby czcząc pamięć dzielnych rodaków, żołnierzy, z których nie wszyscy byli profesjonalnymi żołnierzami, żeby nie popadali w pochwałę amatorszczyzny w prowadzeniu wojny. Żeby nikt nie czcił składania ofiary z 11-letnich chłopców na ołtarzu ojczyzny. Bardzo chciałbym, abyśmy wydorośleli – komentuje Powstanie Warszawskie i kult wokół niego stworzony Grzegorz Braun.

– Zróbmy Polskę tak, żeby to nie wymagało składania ofiary z dzieci. Każdy niech złoży ofiarę z własnego życia, jeśli uzna to za stosowne, ale niech nie rozporządza cudzym życiem – podkreślił poseł.

– Zaprawiajmy się do profesjonalnej wojaczki, a nie rozpaczliwych aktów, które jak się okazuje nikogo do niczego nie przekonują i nie dają nam żadnej gwarancji, polisy ubezpieczeniowej, przed spychaniem do kategorii najgorszych wyrzutków historii. Mimo Powstania Warszawskiego, przecież Polacy są bardzo łatwo zaliczani do obozu nazistów, antysemitów, faszystów i winowajców II wojny światowej i Powstanie Warszawskie nas przed tym w żaden sposób nie zabezpiecza – powiedział Braun.

– Nigdy więcej, niech nigdy więcej wojskowi nie wyręczają się cywilami, niech nigdy więcej dorośli nie wyręczają nieletnimi, mężczyźni niech się nie zasłaniają kobietami, nigdy więcej niech się to nie powtórzy. My sobie w cichości ducha tak mówmy, niech inni na około myślą, że jesteśmy wariatami skłonnymi do samobójstw, ale my na poziomie elity przywódczej nigdy więcej nie traktujmy insurekcjonizmu jako wzorcu, po który wolno sięgnąć polskiemu politykowi, liderowi, przywódcy – podkreślił. Lider Konfederacji KP przypomniał, że kiedyś nieudane samobójstwa były karane – nawet więzieniem.

Polskie biesy

Polskie biesy

Autor: Redakcja , 25 lipca 2026 ekspedyt/polskie-biesy

Polska historia jest używana przez, no tak po prostu, przez obcych, przez obcych narodowo, kulturowo, cywilizacyjnie, obcych i wrogich, do tego, żeby obsługiwać Polaków, żeby zarządzać ich percepcją. A tacy Polacy, którymi obcy zarządzają, stają się łatwi w obsłudze  i potem służą jako podpałka, jako materiał łatwopalny do rozpętywania jakichś kolejnych majdanów środkowoeuropejskich

W rozmowie z Grzegorzem Braunem dowiadujemy się o biesach polskiej historii. To trudna rozmowa, gdyż odbrązawia polskie historyczne postacie, do tej pory stojące na piedestałach polskiej historii. Pochylamy się nad polską skłonnością do pięknych gestów, zamiast do pragmatyzmu. Okazuje się, że ta przywara polskiego charakteru zdaje się być mocno zewnętrznie stymulowana. Braun omawia tez skutki sprowadzania polskiej historii do insurekcjonizmu.

Omawiamy trzy obszary: instytucję – tu Komisję Edukacji Narodowej, datę – Konstytucję 3 maja oraz postać: Tadeusza Kościuszko.

Obalanie polskich mitów nie jest u Brauna przyczynkiem do ojkofobii, przeciwnie – postuluje wydobycie się z fałszywych postaci i mitów w bolesnym niekiedy procesie dojścia do prawdy. Każe także uważać na polskie biesy, które pojawiły się grubo przed Dostojewskim.

Abstrakcjonizm, to znaczy nie prowadzimy rachunkowości, tylko uprawiamy gesty i uwaga, nam się zdaje, że to nasze własne gesty. A myśmy zostali zaproszeni na scenę w cudzym teatrze…

Otóż błąd, problem Polaków w diagnozowaniu, w rozpoznaniu własnej historii, do tego się w pewnym skrócie sprowadza, że gest został podniesiony do rangi czynu politycznego, że emocjonalność zastąpiła racjonalność i że parada łże bohaterów przesłoniła… parada marionetek tak skupiła na sobie uwagę, że nie patrzymy po tej nitce do góry kto tam pociąga sznurki.

Narodowe powstanie z kanapy

Narodowe powstanie z kanapy

20.07.2026 Autor:Marek Skalski nczas/narodowe-powstanie-z-kanapy

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

„Proszę nie rozsiadać się wygodnie w żadnym fotelu. Proszę Państwa o powstanie z kanapy, narodowe powstanie z kanapy, po to żeby w roku 2027 dobre sondaże nie tylko się potwierdziły, ale po to, żebyśmy naszym dobrym wynikiem zaskoczyli przede wszystkim samych siebie” – apeluje Grzegorz Braun, komentując kolejny już, dwucyfrowy dla „Korony…” wynik badania opinii publicznej.

W rozmowie z Markiem Skalskim polityk odniósł się także do perturbacji wokół aktualizacji nazwy swojej formacji oraz „nawrócenia” (oby na stałe i szczerze!) i urealnienia podejścia polityków PiS i Konfederacji do banderowskiej Ukrainy.

Marek Skalski: Szczęść Boże, Grzegorzu. Możemy powiedzieć Czytelnikom, że jesteś przewodniczącym Konfederacji Korony Polskiej – i tutaj nowość – Grzegorza Brauna.

Grzegorz Braun: Daj Boże! Potwierdzam, chociaż jest tu pewien niuans. Mianowicie odebraliśmy korespondencję z sądu, który z jakichś przyczyn nie chce zarejestrować zmienionej i przegłosowanej przez kongres rozszerzonej nazwy naszej partii. Przypominam, że wcześniej była to Konfederacja Korony Polskiej, a teraz, żeby uniknąć brzemiennych w wyborczych skutkach pomyłek, kongres przegłosował, że będzie to Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Tej delikatnej, rozszerzającej korekty z jakiegoś powodu sąd nie chce wpisać do rejestru. Czekamy na uzasadnienie tej decyzji. Może ono być ciekawe, bo już nam się to zdarzyło w życiu naszej partii. Mniej więcej 5 lat temu wystąpiliśmy do sądu z nie tak znowu szeroką gamą skrótów, które przysługiwać by miały w dokumentacji urzędowej partii. Konfederacja Korony Polskiej chciała mieć formalne prawo do posługiwania się skrótem „Korona”. Wówczas sąd zatrudnił biegłego językoznawcę, który napisał ekspertyzę wykluczającą zarejestrowanie Konfederacji Korony Polskiej z formalnym prawem do rzeczonego skrótu. Zobaczymy więc, czy jacyś biegli językoznawcy wejdą do akcji także i na tym etapie. To są takie drobne potyczki, które musimy staczać w drodze, co tu dużo mówić, po odzyskanie niepodległości.

Oby ta mitręga była tylko natury biurokratycznej. Wiemy bowiem, że sędziowie mają swoje poglądy i mogą sypać piachem w oczy, ale miejmy nadzieję, że to jest akurat bardziej ta pierwsza opcja…

Pół biedy, jeśli to są ludzie, ale – cytując klasyka – bywa, że to nie ludzie, to wilki. Zobaczymy, na kogo trafiliśmy w tym przypadku.

Decyzja o zmianie nazwy umotywowana jest tym, że być może części wyborców łatwiej będzie zidentyfikować formację i łatwiej będzie zdecydować się na oddanie głosów. Jest o co i o kogo walczyć! Z sondażu IBRIS dla Rzeczpospolitej wynika, że w tej chwili obie Konfederacje mają już około 26 proc., natomiast PiS niecałe 25 proc. To pokazuje potęgę partii prawicowych, a zwłaszcza „Korony…”, która blisko 2 proc. zyskała względem poprzedniego notowania tej pracowni. Ciekawe jest także to, że zanim Ty i Twoje środowisko zostało wyrzucone z Konfederacji, oceniano siłę ważoną tej partii (wówczas zjednoczonej) na jakieś 20 proc.

Nie chcę być akurat tym, który będzie się najbardziej małostkowo skupiał na zaszłościach z przeszłości i nie chcę czerpać niskiej satysfakcji z tego, że czas ujawnia, urealnia i pokazuje, jaki jest rozkład sił i jakie są bardziej właściwe proporcje polskiego patriotyzmu na prawej stronie sceny politycznej, bo Czytelnicy sami to widzą i sami mogą oceniać. Co do sondaży, to jest oczywiście miła rzecz, że już nie są Państwo zwodzeni, oszukiwani co do zdolności wyborczej Konfederacji Korony Polskiej. Warto przypomnieć, że jeszcze rok temu o tej porze nie mieliśmy nawet stałego miejsca w sondażach. Zaczęliśmy być uwzględniani w badaniach dopiero opinii po wyborach prezydenckich, nie wcześniej.

Wcześniej, przez pół roku ja się czasem pojawiałem w sondażach, ale jakimś tajemniczym zrządzeniem badający redakcje jak ognia unikały wymieniania nazwy partii Konfederacja Korony Polskiej. Nazwa formacji była też jakoś tam przekręcana, redukowana. Często była to albo sama „Korona…” bez mojego nazwiska, albo pojawiała się jako partia Brauna. Konfederacja Korony Polskiej jest ważona i mierzona systematycznie od lata ubiegłego roku.

Cieszę się, że nie jesteśmy spychani pod próg wyborczy, poniżej tej poprzeczki 5 proc. i że dość się znormalizowało to, że przysługują nam wyniki dwucyfrowe. Cieszę się, ale zawsze zastrzegam, że sondaż to nie jest gwarancja, to jest zaledwie promesa, po którą musimy sięgnąć. Szeroki front gaśnicowy, by odzyskać niepodległość, musi sięgnąć po egzekutywę, po jakieś istotne przyczółki niepodległości. Musi sięgnąć po władzę, a to znaczy po odpowiedzialność za bieg spraw państwowych. Proszę nie rozsiadać się wygodnie w żadnym fotelu. Proszę Państwa o powstanie z kanapy, powstanie narodowe z kanapy, po to, żeby w roku 2027 te sondaże nie tylko się potwierdziły, ale żebyśmy naszym dobrym wynikiem zaskoczyli przede wszystkim samych siebie.

To, co będzie wypisane na drukach wyborczych – czy sąd ostatecznie łaskawie pozwoli, by Państwowa Komisja Wyborcza wymieniała naszą nazwę rozszerzoną o moje imię i nazwisko – nie jest wykwitem jakiejś mojej megalomanii, tylko po prostu pewną potrzebą. Ujawnił to zresztą sondaż zamówiony i wydrukowany przez NCz! Rozszerzona nazwa to jest może procent, może nawet i dwa, więcej. To jest nie do pogardzenia. Wchodzimy na poziom wyraźnie niebalansujący na progu wyborczym, tylko już mówimy o perspektywach tego, w ilu dziesiątkach będzie się liczyło posłów klubu Konfederacji Korony Polskiej. W tym kontekście rozszerzenie Konfederacji Korony Polskiej o Grzegorza Brauna może dla niektórych wyborców mieć takie wyjaśniające znaczenie.

Też mam rezerwę wobec sondaży, bo tak naprawdę prawdziwy sondaż jest w dniu wyborów i dobrze wiem, jaka jest „kuchnia” części badań. Bywa, że ma znaczenie, kto zamawia sondaż, jakie ma oczekiwania i tak dalej… Natomiast tendencja jest na pewno wzrostowa i myślę, że to jest jednak zasługa obecnej koalicji rządowej, bo dzień bez afery w ostatnich tygodniach to jest dzień stracony. Mam też wrażenie, że wielu polityków szeroko rozumianego obozu centroprawicy – polityków Konfederacji Wolność i Niepodległość, ale również Prawa i Sprawiedliwości – wchodzi regularnie w buty „Korony…”. Ostatnio na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego pani posłanka Ewa Zajączkowska-Hernik w sposób powiedziałbym bardzo symboliczny i dramatyczny porwała flagę banderowską…

A dzień po tym wydarzeniu głosowane było stanowisko zaproponowane przez Komisję Spraw Zagranicznych w sprawie ewentualnej akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej i w sprawie dalszego bezalternatywnego wspierania Ukrainy w jej polityce wojennej. Władze kijowskie z powodzeniem realizują bowiem koncepcję uczynienia wojny przemysłem narodowym Ukrainy i nawet podstawowym towarem eksportowym, bo to eksport broni, eksport także ludzi, kadr, ostrzelanych fachowców, psów wojny na różne kontynenty.

To jest w tej chwili przemysł narodowy Ukrainy i Eurokołchoz to zaakceptował. Eurokołchoz właśnie na poziomie tej Komisji Spraw Zagranicznych, w której obradach mam nieprzyjemność systematycznie uczestniczyć i na poziomie Komisji Europejskiej traktuje to bezalternatywnie. Ukraina ma być filarem systemu bezpieczeństwa europejskiego.

Przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej to jest rzecz opcjonalna, względna, to jest raczej retoryka. Ważne, że Bruksela postawiła na banderowski Kijów, bo postawił Berlin, bo postawiły też inne zachodnie stolice, np. Londyn. Choć jest on już poza Eurokołchozem, ale w tym temacie występuje jako głównym „szczwacz” i podżegacz wojenny. Natomiast do tej debaty wreszcie wprowadzona została sprawa promocji banderyzmu, bo to jest nie tylko akceptacja, przyzwolenie przez zaniechanie, ale to jest – na Ukrainie – aktywna promocja banderyzmu. Więcej będzie radości z jednego nawróconego pisiora niż ze stu sprawiedliwych konfederatów…

Wreszcie wprowadzono do debaty publicznej kwestię potępienia kultu ludobójców ukraińskich i wynoszenia na piedestał i na afisz UPA – Ukraińskiej Powstańczej Ludobójczej Armii, która najbardziej zasłużyła się bojami z widłami i siekierami na bezbronne dzieci, kobiety i cywilów w dowolnym wieku. Więc te tematy weszły do debaty także w PE w postaci szeregu poprawek, z których większość została niestety odrzucona w kontekście wspomnianego stanowiska Komisji Spraw Zagranicznych w sprawie akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Gdzieś tam dodano w dokumentach i deklaracjach jakieś wyrazy ubolewania. Póki co jednak Ukraina nie schodzi z drogi akcesji do Eurokołchozu, a on nie schodzi z drogi bezalternatywnego wspierania kijowskiego reżimu. Ale powtórzę: dobrze, że się niektórzy obudzili i z PiS-u, i z NeoKonfederacji.

Pamiętam nie tylko przemilczenie tematu, ale także aktywne wyszydzanie i dyskredytowanie tych, którzy – jak Konfederacja Korony Polskiej – podnieśli hasło: stop ukrainizacji Polski, stop banderyzacji polskiej racji stanu. Myśmy byli odsądzani od czci i wiary. Więc teraz jest lekko groteskowy ten wysyp robotników ostatniej czy przedostatniej godziny, ale kierując się właśnie ewangelicznym wskazaniem absolutnie przecież nie odrzucamy tych potępień banderyzmu. Lepiej późno niż wcale. Oczywiście polityka historyczna jest bardzo ważna, ale to jest metapolityka, to nie jest polityka bieżąca, twarda. Natomiast niejako za zasłoną tych sporów metapolitycznych w Eurokołchozie zachodzą rzeczy bardzo twarde. Zostało np. przegłosowane zalecenie przyspieszonego zaprowadzania systemowej cenzury w Internecie, czyli Chat Control. I tutaj większość posłów z Polski te regulacje poparła.

Co było pretekstem? Czy jak zwykle…

…oczywiście jak zwykle jest dorobiona do tego taka teoria, że to w obronie dzieci przed zboczeńcami w Internecie. No tak, tylko jak zwykle u totalniaków, jak zwykle u eurokomuny, u eurofederastów, dorobiona jest zbożna, odwołująca się do pozytywnych sentymentów teoria.

Co to oznacza w praktyce? To oznacza że po to, żeby zapobiec przestępstwom, które realnie zachodzą, trzeba wszystkich postawić w stan podejrzenia o to, że są przestępcami. Wszyscy muszą być nominowani na przestępców i czy to właśnie w systemie cenzury Internetu czy w systemie podatkowym; pod pretekstem walki z mafiami VAT-owskimi, pod pretekstem walki z praniem brudnych pieniędzy. W kontekście tego ostatniego, tzw. money laundering, przyjęto dyrektywę, która ma ograniczyć drastycznie prawo do posługiwania się gotówką. Powiem o tym w konkretach, dlatego że lepszy przykład niż wykład.

Transakcje gotówkowe na sumy przewyższające 10 tysięcy euro mają być w ogóle zabronione. Czyli nie będą mieli Państwo prawa kupić za gotówkę ruchomości czy szczątkowej nieruchomości, jeśli ona ma kosztować więcej niż 10 tysięcy euro… Przy kwotach od 3 do 10 tysięcy euro transakcja będzie musiała być udokumentowana. Czyli ktoś, komu Państwo przyniosą plik banknotów, będzie zobowiązany Was wylegitymować, zidentyfikować, sporządzić dokument z tej transakcji i będzie zobligowany prawem do przechowywania tego dokumentu. Czyli każdy, w każdej chwili będzie mógł być oskarżony o to, że właśnie bezprawnie posłużył się własnymi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

To jest, szanowni Państwo, Unia Europejska w praktycznym działaniu. Macie Chat Control, czyli odbieranie wolności poprzez odbieranie prawa do prywatności pod pretekstem obrony dzieci przed pedofilami. Każdy jest podejrzany o to, że jest zboczeńcem, że jest przestępcą, zbrodniarzem w sieci… Ograniczone zostanie do już coraz mniej znaczącego minimum nasze prawo do posługiwania się Waszymi zarobkami, Waszymi własnymi pieniędzmi.

To jest Eurokołchoz w praktyce! Do tego ujawnili się tu, w Eurokołchozie, po prostu naziści. Naziści, to znaczy ci, którym przeszkadza potępienie ukraińskiego nazizmu, banderyzmu. Z tego powodu jedynym logicznym wnioskiem jest POLEXIT. POLEXIT, albo też wypierzpol, trzeba Polskę wyprowadzić z tej organizacji, a wpływy tej organizacji wyrugować z polskiej ziemi. Trzeba odsunąć od wpływu na życie, zdrowie, mienie Polaków Reichsführerin von der Leyen i jej cenzorski, fiskalistyczny i banderowski w preferencjach i sympatiach reżim.

Precz z Eurokołchozem!

Dziękuję za rozmowę.

Braun: Idziemy po udział we władzy, żeby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem

NASZ WYWIAD. Braun: Idziemy po udział we władzy, żeby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem

5.07.2026 nczas/braun-idziemy-po-udzial-we-wladzy-zeby-skonczyc-z-eksterytorialnoscia-i-obcym-wladztwem

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

„Idziemy po udział we władzy, aby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem” – przekonuje Grzegorz Braun w rozmowie z Markiem Skalskim. Zdaniem lidera Korony w Polsce istnieją enklawy wyłączone spod faktycznej jurysdykcji państwa polskiego. To „obce lotniskowce w naszym akwenie”, takie jak Auschwitz-Birkenau czy POLIN w Warszawie. Razem z polskim delegatem do eurokołchozu zastanawiamy się także, co może skłonić mieszkańców dużych, postępowych miast – skazanych przez PiS na straty – do buntu i de facto powrotu do normalności.

Marek Skalski: Dzień dobry. Gdy rozmawiamy, jesteś w…

Grzegorz Braun: …Strasburgu. Przypominam, że tutaj w ramach, że tak powiem, ogólnego absurdu i aberracji systemowej raz w miesiącu cały ten interes przeprowadzany jest z Brukseli do Strasburga. Jadą kontenery, jadą lawety, samochody z szoferami, jadą asystenci z papierami i przylatują na dość, między nami mówiąc, prowincjonalne lotnisko strasburskie. Trudno się tu dostać i trudno wydostać. Przylatują CEP-y, MEP-y, czyli członkowie europarlamentu. Dlaczego? Dlatego że Republika Francuska też coś musi z tego mieć, musi zarobić. Wyobraźcie sobie firmę, która raz w miesiącu czy na tydzień przenosi swoją siedzibę, np. samo tylko skromne biuro zarządu do sąsiedniego województwa. To jest właśnie esencja eurokołchozu, to jest jego prawdziwa natura. Tu nie chodzi o jakikolwiek zdrowy rachunek strat, zysków, korzyści. Tu chodzi o ideologię, a tam, gdzie chodzi o różne oszukancze doktryny, pieniądze nie grają roli.

MS: Miałem taki epizod w swoim życiu zawodowym: pracowałem w koncernie górniczo-hutniczym KGHM. Oni mają centralę w Zagłębiu Miedziowym w Lubinie. W pewnym momencie ktoś uznał, zupełnie słusznie, że to jest koncern międzynarodowy, piąty co do wielkości producent miedzi na świecie, więc centrala powinna być w Warszawie. Oczywiście się nie udało, bo tradycja, bo Zagłębie Miedziowe, bo nie wolno, bo związki zawodowe… Ostatecznie utworzyli tylko małe biuro w Warszawie. Koszta oczywiście razy dwa, bo wiadomo – trzeba wszystko duplikować. Pieniądze nieważne…

GB: Wiesz, po namyśle może lepiej byłoby przeprowadzić na jakiś czas stolicę do Lubina, odchudzić, skrócić i wyrzucić, zredukować liczne resorty, agent, przeprowadzić cięcia budżetowe i kadrowe w administracji, która nam się mnoży, a jak się mnoży, to się sroży, prawda? To znaczy szuka sobie zajęcia, więc znajduje różne pomysły na to, jakby gnębić, nękać i uciskać obywatela. Tymczasem w Warszawie administracyjne śródmieście ogrodzić płotem z blachy falistej… Dam im fotowoltaikę, niech się ogrzewają, ale odłączyć prąd z sieci. My tymczasem przenieśmy się do Lubina i stamtąd może Polskę odwołujemy…

MS: Były pomysły, chyba w latach 90., żeby przenosić stolicę do Łodzi.

GB: Bo Warszawa była wtedy zrujnowana. Tak ją odbudowali, że zwęzili ulice ze względów ideologicznych po to, żeby np. w perspektywie marszałkowskiej nie było widać kościoła Zbawiciela – tam podobno sam Bierut przesuwał makietę MDM-u.

MS: Teraz widać, jak towarzysz (S)Trzaskowski, bo tak go chyba trzeba nazywać, kontynuuje te tradycje zwężania ulic. Nawet ci eurokołchoznicy warszawscy mają go już serdecznie dość. Ale, uwaga, nie odważył się wywiesić tęczowych flag, co pokazuje, że jednak jakiś delikatny niepokój jest.

GB: Chociaż, jak wykryłeś poprzez dziennikarskie śledztwo, rozesłał flagi do urzędów dzielnicowych. Słyszę, że np. mieszkańcy w rejonie ulicy Waszyngtona, która ma być zwężana, organizują się, są pikiety, manifestacje. Może jednak ten krakowski moment krytyczny i momentum dziejowe w Warszawie zadziała? Życzmy sobie, żeby się naród obudził. Jeżeli się nie budzi i nie ucieka z krzykiem na hasło Zielonego Ładu, paktu migracyjnego, ukrainizacji, covidy-zacji, to może obudzi go prześladowanie bezpośrednie, kiedy władza uniemożliwi po prostu zatrzymanie się własnym autem pod własnym domem. Bo w niektórych miejscach to ma być uniemożliwione, nawet nie utrudnione, tylko uniemożliwione. Może to otworzy oczy nawet tej warszawskiej, uśmiechniętej wspólnocie, wcześniej zadowolonych z życia eurofederastów, sodomitów zawodowych, etatowych. Może im to tak dopiecze, że zdecydują się zrzucić jarzmo Rafała „Planeta Płonie”-Trzaskowskiego.

MS: Całkiem niedawno prezydent Poznania pan Jaśkowiak dostał prezent w postaci tortu na twarzy…

GB: Tego akurat nie popieram. Niemniej liczę na to, że jakaś fala przez Polskę ruszy i zmiecie tych euro-sowieciarzy. Wydaje mi się, że osobiście Jaśkowiak i inni są na liście sygnatariuszy takiego haniebnego listu. Był to manifest prezydentów dużych miast w Polsce, że oni chętnie przyjmą migrantów, że oni są otwarci… Nie pamiętam, czy to było za drugiej, czy jeszcze za pierwszej okupacji PiS-u, ale oni w ramach walki wewnętrznej właśnie tak zamanifestowali. To była publiczna manifestacja, jakby to powiedzieć, sprzeciwu władzy samorządowej wobec władzy rządowej. Cokolwiek, w którymkolwiek układzie myślimy o władzy jednej i drugiej, to jednak nie chcemy rozwalania państwa, a to była manifestacja, można powiedzieć bojkot władzy centralnej przez władze samorządowe. Podsumowując, nie popieram ciskania tortami w prezydentów, bo jedna rzecz to jest osoba, a druga rzecz to jest urząd.

MS: Oczywiście też tego nie pochwalam. Zwracam jednak uwagę, że ten społeczny sprzeciw manifestuje się w różnych formach, czasami rzeczywiście nieprzyjemnych wobec osób sprawujących zaszczytne funkcje. Nie jest tak, że ludzie nie widzą, co się dzieje i nie będą reagować na wierchuszkę, która żyje w złotej klatce, na wysokiej wieży, na zamku…

GB: Tak, to jest reakcja na bierność, zaniechanie, także zresztą poprzedniego układu władzy, obozu zjednoczonej Łże-Prawicy. Ten obóz po prostu oddał walkowerem te wszystkie miasta. Oni nawet nie próbowali nawiązać walki. Kiedy był wakat w Gdańsku, wówczas premier Morawiecki z nadania PiS-u, a całkiem niedawno jeszcze doradca Tuska, nawet nie wysłał zarządcy komisarycznego do Trójmiasta… Jeśli nawet z góry się godził z przegraną w wyborach uzupełniających, mógł przynajmniej wysłać kogoś, kto by siedział przez ładnych paręnaście tygodni w papierach miasta Gdańska i ten układ gdański, też niemiecki, jakoś przetrzepał. Łże-Patrioci z góry frakturują duże miasta jako stracone i de facto eksterytorialne względem jurysdykcji państwa polskiego. To samo z rozległymi terytoriami, obcymi lotniskowcami w naszym akwenie, takimi jak Auschwitz-Birkenau czy POLIN w Warszawie. One już w ogóle są wyjęte spod jurysdykcji państwa polskiego.

MS: One są sprytnie zarządzane. Tam i państwo finansuje, i miasto, i jeszcze taka czy inna fundacja…

GB: Partnerstwo publiczno-prywatne, to znaczy Polak płaci, a Żydzi skorzystają i zarządzą. Dla Żydów zastrzeżone decyzje i programowe, i kadrowe, a dla nas dożywotni psi obowiązek łożenia na tę antypolską propagandę. Tu wspomnę, że idziemy – nie bójmy się tego słowa i nie owijajmy w bawełnę – po udział we władzy, żeby z tym skończyć, żeby skończyć z eksterytorialnością, żeby skończyć z obcym władztwem i w makro i w mikroskali na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej.

MS: Muzeum POLIN – dodam na marginesie – zajmuje się tępieniem swobody wypowiedzi w Polsce, zgłaszając filmy publikowane przez „NCz!” na platformach internetowych. W Muzeum POLIN działa specjalna komórka, która się tym zajmuje. To kuriozum, że instytucja muzealna angażuje się w ograniczanie wolności słowa w Polsce. Kończąc wątek PiS-u, który poddał walkowerem chociażby Warszawę, warto przypomnieć, że gdy Rada Warszawy uchwaliła strefę czystego transportu, partia Jarosława Kaczyńskiego miała swojego wojewodę. Mógł on powstrzymać tę uchwałę, choćby badając jej legalność. Nie zrobiono tego.

GB: Ale nie zrobiono tego, bo to były czasy, w których niektórzy z PiS chwalili się, że są autorami Zielonego Ładu Europejskiego, a Jarosław Kaczyński budował taką myśl, że temu nie można się przeciwstawić, bo gdybyśmy się przeciwstawili, to byśmy się postawili poza nawiasem – w domyśle – zdrowej demokracji eurokołchozowej.

Takie są tego konsekwencje…

„Koparka” stchórzyła! „Pijak znowu ucieka”! Ale B`nai–Birth w akcji.

„Koparka” stchórzyła!

Kolejna odsłona największego

procesu politycznego III RP

1.07.2026 Marek Skalski nczas./koparka-stchorzyla-kolejna-odslona-najwiekszego-procesu-politycznego-iii-rp

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun podczas rozprawy sądowej. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun podczas rozprawy sądowej. Foto: PAP

W czerwcu mieliśmy kolejne dwa terminy w procesie przeciw polskiemu posłowi do Euro-Kołchozu i przewodniczącemu Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Wszyscy oczekiwali, że w sądzie w końcu pojawi się „poszkodowana”, czyli słynna „koparka-agresorka” Magdalena Gudzińska-Adamczyk, która zaatakowała oskarżonego podczas słynnego „incydentu chanukowego” w Sejmie.

Czekaliśmy, czekaliśmy i się nie doczekaliśmy. Sędzia Marcin Brzostko już na początku rozprawy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Praga Południe w dniu 19 czerwca tego roku ogłosił stronom i zgromadzonym dziennikarzom i publiczności, że pani Magdalena w sądzie warszawskim nie pojawi się. Nie będzie zeznawać ani na tym posiedzeniu, ani na żadnym innym. Taką decyzję sąd podjął już wcześniej, a zakomunikował właśnie na czerwcowym posiedzeniu. Dlaczego tak się stało?

O tym dowiedzieli się tylko oskarżony, pełnomocnicy stron oraz osoby zaufane, wskazane przez oskarżonego. Sędzia utajnił tę część posiedzenia, w którym odczytano uzasadnienie dla wyłączenia przesłuchania przed sądem nadesłane do sądu przez pełnomocnika pani Gudzińskiej-Adamczyk. Wiemy tylko tyle, że uzasadnieniem dla tej bardzo dziwnej i niespotykanej decyzji sądu były względy zdrowotne samej zainteresowanej.

Kwestię niedoszłych zeznań sławetnej lekarski skomentował sam Grzegorz Braun jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. „Pełnomocnik mojej fałszywej oskarżycielki – mówił przed budynkiem sądu – która wezwana była po raz kolejny na dzień dzisiejszy do złożenia zeznań, przysłał do sądu pismo, w którym stwierdza, że ta pani nie może stawić się w sądzie”.

Grzegorz Braun przy okazji nie szczędził uszczypliwych uwag pod adresem prokuratury, której zarzucił, że trzyma się „kanonicznej wersji »Gazety Wyborczej«”. „Prokurator najwyraźniej nie mógł, nie chciał, a może chciał i nawet sprawdził, ale zdecydował się na przyjęcie oficjalnej wykładni redakcji »Gazety Wyborczej«”.

Adwokat „poszkodowanej” miał argumentować w swoim piśmie, że fakt zeznawania w sądzie mógłby doprowadzić do wstrząsu psychicznego pani Magdaleny, która być może nie mogłaby znieść konfrontacji przed sądem i sama perspektywa stanięcia twarzą w twarz z Grzegorzem Braunem mogłaby wywołać u niej ogromny stres i rozstrój nerwowy.

Co tu dużo ukrywać: jest ogromnie dziwne i niespotykane, że sąd w osobie sędziego Brzostko podzielił te obawy i zgodził się na tak wyjątkowe potraktowanie świadka. Tym bardziej że już wcześniej rozważano, że świadek mogłaby zeznawać w trybie wideokonferencji, przebywając w oddzielnym pomieszczeniu, tak by nie musiałaby być narażona na przykre dla niej skutki bezpośredniego – jak można domniemywać – zetknięcia się na sali sądowej z posłem Grzegorzem Braunem.

Tak więc do konfrontacji zeznań nie doszło i już pewnie nie dojdzie. Szkoda. Taka konfrontacja i wzięcie sławetnej „koparki” w krzyżowy ogień pytań przez obrońców, jak i samego oskarżonego, byłaby przecież nie lada gratką. Zapis wideo ze sławetnego wydarzenia w korytarzu sejmowym w grudniu 2023 roku przecież jasno pokazywał, że stroną agresywną była raczej pani Magdalena, więc jej zeznania musiałyby być bardzo ciekawe. No ale zapewne właśnie tego najbardziej obawiała się warszawska lekarka, a przy okazji aktywna i prominentna – jak się okazało – działaczka warszawskiej żydowskiej gminy wyznaniowej.

„Pijak znowu ucieka”

Zamiast więc zeznań pani „koparki-agresorki” mieliśmy w sądzie przesłuchanie innej ciekawej postaci, a mianowicie byłego Ministra Zdrowia z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, czyli kolejnego lekarza – profesora Łukasza Szumowskiego. Znalazł się on w sadzie na okoliczność interwencji poselskiej posła Brauna, która miała miejsce w Narodowym Instytucie Kardiologii w warszawskim Aninie.

Szumowski po tym, jak złożył dymisję z funkcji ministra zdrowia, objął posadę dyrektora tej zasłużonej placówki. Interwencja poselska posła Brauna nastąpiła w wyniku informacji, jakie otrzymał on od pracowników Instytutu, że dyrektor Szumowski po prostu zwalnia pracowników, którzy w określonym czasie nie poddali się szczepieniom przeciw COVID-19.

Szumowski w trakcie przesłuchania potwierdził, że istotnie dochodziło do takich sytuacji. „W momencie, gdy nie byłem pewien, czy pracownicy poddali się szczepieniu, to wyciągałem konsekwencje. W kilkunastu przypadkach doszło do rozwiązania umowy o pracę…”. Obrońcy Grzegorza Brauna usiłowali uzyskać informację od świadka, czy ten był świadom występowania skutków ubocznych po szczepieniu przeciw Covid-19. „Takie skutki zawsze mogą występować – mówił Szumowski – ale korzyści jest więcej niż ryzyka”.

Najwięcej emocji wywołała jednak kwestia nadużywania alkoholu przez świadka. Ta bowiem kwestia była przyczyną, że relacje z interwencji posła w szpitalu obiegły wówczas cały polski internet. Jak mówił poseł Braun, w trakcie interwencji wyczuł woń alkoholu ze strony dyr. Szumowskiego. Kiedy zażądał przebadania się przez świadka alkomatem na obecność występowania alkoholu w wydychanym powietrzu, ten wyrwał się posłowi i opuścił gabinet dyrektora. „Łapać pijaka, pijak ucieka” – krzyczał za nim wówczas poseł Braun. Doszło wówczas nawet do fizycznego ataku na posła, któremu Szumowski bezceremonialnie przytrzasnął ramię drzwiami gabinetu. Przy okazji ucierpiał również asystent społeczny posła i przyszły poseł na Sejm RP Grzegorz Płaczek. Dyrektor Szumowski wytrącił mu bowiem z ręki telefon, którym pan Płaczek nagrywał przebieg całego zajścia.

Dlatego teraz poseł Braun zapytał w sądzie Łukasza Szumowskiego, czy tego dnia pił alkohol. „Czy świadek regularnie spożywa alkohol”? – pytał przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej. Lukasz Szumowski unikał odpowiedzi na takie pytania: „To są pytania dotyczące mojego stanu zdrowia”. Sędzia je uchylał, twierdząc, że takie informacje nie mają wpływu na rozstrzygnięcie sądowe. Ostatecznie świadek Szumowski stwierdził, że nie nadużywa alkoholu, bo pełniąc tak odpowiedzialną funkcję nie mógłby sobie na to pozwolić. „Mam czerwoną skórę twarzy, ale to jest wynik alergii, a nie nadużywania alkoholu” – powiedział na koniec, co wywołało wesołość wśród publiczności. „Proszę o śmianie się w duchu, a nie na głos” – w swoim stylu komentował sędzia Brzostko.

„Zdążyłem, bo szybko biegam”

Drugim i ostatnim świadkiem, który był przesłuchiwany tego dnia, był mecenas Wojciech Nartowski. Tym razem chodziło „aferę choinkową”, czyli interwencję posła Brauna w budynku Sądu Okręgowego w Krakowie. Przypomnijmy, że Grzegorz Braun powiadomiony został o tym, że w holu budynku sądu członkowie stowarzyszeń sędziowskich „Iustitia” i „Temis” obstalowali specyficzną choinkę, na której wywieszone zostały „ozdoby” w postaci bombek, na których wymalowano takie hasła, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „prawa kobiet”. Poseł po prostu rzeczonego drapaka wpakował do najbliższego kosza na śmieci.

Okazało się w trakcie składania zeznań, że mecenas Nartowski był właśnie tym człowiekiem, który na wieść o czynie posła Brauna natychmiast udał się do gabinetu sędzi Stoces, która kierowała akcją dekorowania i ustawienia choinki. „Natychmiast pobiegłem do pokoju pani sędzi i powiedziałem jej, że poseł Braun zabrał naszą choinkę – mówił świadek Nartowski. – Co??? Sędzia była oburzona i razem pobiegliśmy na dziedziniec sądu, gdzie był już poseł Braun z naszą choinką”.

Ta wersja bardzo zdziwiła jednego z obrońców Grzegorza Brauna. Mecenas Raczkiewicz, powołując się doskonałą znajomość topografii budynku sądu, wyraził zdumienie, że świadek w tak krótkim czasie zdołał pokonać dystans z holu sądowego na parterze na trzecie piętro do gabinetu sędzi Stoces i z powrotem. „Zdążyłem, bo szybko biegam!” – odpowiedział wyraźnie dumny z siebie adwokat.

Ta sprawa obnażyła jak na dłoni szereg patologii związanych z funkcjonowaniem kasty prawniczej. Zadziwiającym zblatowaniem sędziów, prokuratorów i adwokatów skupionych w pół-formalnych stowarzyszeniach. Skrzykujących się wokół wątpliwych moralnie celów, jak zdobienie kontrowersyjnymi symbolami choinki i ustawianie jej w budynku sądu.

Na koniec Grzegorz Braun złożył zaskakujący wniosek o sprawdzenie, czy rzeczone drzewko posiadało… europejski certyfikat jakości. „No bo jak nie miało – mówił poseł Braun – to przecież jej umieszczenie w ogólnie dostępnej strefie w sądzie mogło stanowić zagrożenie dla zdrowia pracowników i interesantów w sądzie”.

W przerwie między zeznaniami sędzia Marcin Brzostko ogłosił swoje postanowienie co do niedopuszczenia do przewodu opinii biegłej powołanej przez prokuraturę pani Edyty Gawron. Wnioskowała o to obrona, gdyż bezstronność pani Gawron budziła wątpliwości, jako że ta jest członkiem żydowskiej loży B`nai–Birth. Sędzia jednak odrzucił ten wniosek.

Piątka Brauna dla Ukraińców


Piątka Brauna dla Ukraińców

piko salon24.pl/u/piko/piatka-brauna-dla-ukraincow

1.

Pośmiertne uhonorowania ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego poprzez nadanie mu odesłanego przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego.

2.

Wstrzymanie wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Lotnisko Rzeszów-Jasionka powinno zostać poddane natychmiastowemu przeglądowi, remontowi, konserwacji.

Ani jednej palety więcej, ani jednej sztuki broni, sztuki amunicji, ani jednego egzemplarza sprzętu ciężkiego, czy lekkiego, kołowego, czy lotniczego na Ukrainę. Ani tony, ani grama. Nie będziemy dłużej zbroić naszych wrogów. Banderowski reżim kijowski nie jest ani sojusznikiem, ani przyjacielem. Jest wrogiem narodu i państwa polskiego.

3.

Przywrócenie penalizacji służby w obcej armii, „ze szczególnym uwzględnieniem armii ukraińskiej”. 

– Kto się tam zaciągnął, bo władza otworzyła tę furtkę, łamiąc uświęcone tradycją i podtrzymywaną przez zdrowy rozsądek zasadę, że polski obywatel nie może, nie powinien składać żadnych przysiąg wierności innym państwom i innym formacjom. Niektórzy z tego skorzystali. Bóg z nimi. Nie daj Bóg, żeby naród polski ponosił koszty leczenia, odszkodowań, rekompensat za te nieprzyjemności, które mogłyby tam ich spotkać. Należy natychmiast tę furtkę zamknąć, zatrzasnąć

4.

Wprowadzenia „lojalki antybanderowskiej”. Miałaby ona objąć „wszystkich Ukraińców, którzy przebywają, chcą przebywać na terytorium RP”.

– A tym bardziej dla tych, którzy występują z wnioskami o prawo pobytu, pracy, nie daj Boże skutecznie sięgają po obywatelstwo polskie. I tu – uwaga – wstecznie. Każdy przybysz z Ukrainy ma zadeklarować, że nie wyznaje i nie będzie promować i pochwalać zbrodniczej ideologii ukraińskiego nazizmu, banderyzmu.

5.

Ograniczenie szczególnych rozwiązań migracyjnych dla obywateli Ukrainy. 

– My tylko i aż uznamy niektóre akty prawne – na przykład nadania obywatelstwa, przyznania prawa do pobytu i pracy za nadane nieprawnie, a zatem niebyłe.

Poseł Berkowicz rozszerzył „program dla Ukrainy” o dodatkowe propozycje:

– zakręcić kurek z kasą i wszelkiego żyrowania pożyczek

– blokować wejście do EU i NATO

W lipcu 2022 Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna wydała 60. stronicową broszurę „Stop ukrainizacji Polski” w której opisano skutki polityki władz, które teraz możemy obserwować.

Proponuję pobrać i zapozna się z tym co 4 lata temu pisano.

ps.

Dzięki Morawieckiemu mamy urzędników w służbie cywilnej bez obywatelstwa polskiego, którzy decydują o Polakach. Fajnie, no nie?

Na widok Kało nóż się otwiera, a na widok PiS też i dodatkowo chce się rzygać.

Grzegorz Braun vs. młody Eurokołchoźnik

Grzegorz Braun vs. młody Eurokołchoźnik.

Konferencja w Poznaniu

Autor: Redakcja , 28 czerwca 2026 ekspedyt/grzegorz-braun-vs-mlody-eurokolchoznik-konferencja-w-poznaniu

telewizjapolska24

Szanowni Państwo, prawda jest taka, że odzyskiwanie, także i tracenie niepodległości jest sprawą zawsze zdeterminowanej mniejszości. To zdeterminowana mniejszość traci niepodległość, bądź też odzyskuje ją.

Grzegorz Braun

Podczas Konferencji o niepodległości Polski z udziałem Grzegorza Brauna, dr Leszka Sykulskiego, Ireneusza Jabłońskiego i Piotra Barełkowskiego, w części „pytania i odpowiedzi” pojawił się młody Eurokołchoźnik, który spytał Grzegorza Brauna: Dlaczego pan tym wszystkim ludziom robi wodę z mózgu?

Byłem na całym tym spotkaniu i naszła mnie taka myśl. Dlaczego pan tym wszystkim ludziom robi wodę z mózgu? Najpierw pan mówi o tym, że polskie państwo jest likwidowane.

Co w zasadzie dobrego na arenie międzynarodowej, czy na arenie chociaż krajowej udało się panu zrobić dla Polski? Bo ja widzę głównie performensy. Gaszenie świeczek gaśnicą, szarpanie lekarki w szpitalu, bieganie z choinką…

Czy woli pan Polskę taką, jaka jest teraz, czyli silna, z rozwijającą się gospodarką i niepodległą? Czy woli pan Polskę osamotnioną, pozostawioną samą sobie jako samotną wyspę w centralnej Europie, która ma dodatkowe 500 kilometrów granicy z naszym wrogiem Rosją?

Z powodu tego, że zadane pytanie, jak i udzielona odpowiedź Grzegorza Brauna wpisują się w klasykę sporu pomiędzy pożytecznymi idiotami Eurokomuny a opcją niepodległościową, polecamy:

  1. Najpierw: odpowiedź Grzegorza Brauna i Ireneusza Jabłońskiego /film ustawiony od momentu zadania pytania/
  2. A potem odsłuchanie całej Konferencji

  3. https://youtu.be/8VtZtcnVwTk

Czy niepodległość można odzyskać na drodze referendum?

Szanowni Państwo, prawda jest taka, że odzyskiwanie,  także i tracenie niepodległości jest sprawą zawsze zdeterminowanej mniejszości. To zdeterminowana mniejszość traci niepodległość, bądź też odzyskuje ją.

Gdybyśmy urządzili takie referendum, myślę, że jeszcze na wiosnę 1989 roku, czy jesteś za rozwiązaniem Związku Sowieckiego i Układu Warszawskiego,  może nawet jeszcze w 1992-1993 roku, gdyby referendalnie próbować to przeprowadzić, to z całą pewnością, tak pamiętam te czasy, dominowało przeświadczenie, że to jest niemożliwe, że to jest niemożliwe, że Związek Sowiecki będzie trwał wiecznie,  że Układ Warszawski to jest blok, na który nie ma siły. Zresztą przecież nawet Amerykanie nie bardzo chcieli go rozwiązywać, bo woleli mieć jednego wspólnego partnera.  I dlatego dzisiaj tak wielu Polaków popadła w niewiarę w niepodległość i w przekonanie,  że nasze aktualne zobowiązania międzynarodowe są zabetonowane i na wieczność,  i że Eurokołchoz wiecznie żywy nigdy się nie rozpadnie.

A on się już rozpada.  On się rozpada, bo się rozpaczliwie przepoczwarza. Bo jak każde totalniackie imperium,  Eurokołchoz staje się agresywny i autoagresywny.

Walczy z narodami europejskimi,  walczy z wolnymi ludźmi i standardami cywilizacji łacińskiej, no i staje się agresywny,  to znaczy właśnie prowadzi Europę na wojny z Rosją, z Chinami, koniecznie z Białorusią, Iranem.  Jak tylko jakaś wojna ma wybuchnąć, to tam w Eurokołchozie jest taka podgatowka propagandowa. Podgatowka propagandowa i potem całkowitym przypadkiem okazuje się, że to było przygotowywanie podkładki propagandowej pod jakąś kolejną agresję.

Więc ja wyrażam tutaj daleko posunięty sceptycyzm co do odzyskiwania niepodległości  na drodze referendalnej. Państwo będziecie mieli takie swoiste referendum właśnie w przyszłym roku. Będziecie mieli wybory.

PRZYWRÓCIĆ KARĘ ŚMIERCI! Konferencja Konfederacji Korony Polskiej

PRZYWRÓCIĆ KARĘ ŚMIERCI! Konferencja Konfederacji Korony Polskiej

,23 czerwca 2026

TVP Rzeszów_screenshot

Domagamy się śmierci dla zbrodniarzy! Działamy i działać będziemy na rzecz przywrócenia kary głównej, do Kodeksu Karnego, dla seryjnych dzieciobójców, zwyrodnialców, dla pedofilów, dla tych, którzy podają dzieciom substancje narkotyczne, dla nich wszystkich kara śmierci jest jedyną, sprawiedliwą odpłatą.

Ostatni dzwonek by uratować Polskę. Braun: Polexit – jedyna droga ratunku

Ostatni dzwonek by uratować Polskę.

Braun: Skutki będą nieodwracalne

13.6.2026 nczas/ostatni-dzwonek-by-uratowac-polske-braun-skutki-beda-nieodwracalne

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

Pakt migracyjny Unii Europejskiej wszedł w życie 12 czerwca bieżącego roku. Wszedł wśród licznych „fajerwerków” w postaci ataków, morderstw, gwałtów i grabieży dokonywanych masowo przez przybyszów na zachodzie Europy. Czy oznacza to ostateczny kres polskiej niepodległości i suwerenności? Grzegorz Braun, prezes Konfederacji Korony Polskiej nie pozostawia złudzeń – nadchodzi czas dramatycznych decyzji dla narodu, który od lat jest oszukiwany przez brukselskich urzędników i krajowych polityków.

Inwazja po cichu – nieodwracalne skutki

Grzegorz Braun wprost opisuje, co realnie przyniesie wejście w życie paktu. Jak mówi: „Wchodzi po cichu. Wchodzi zwiększona liczba gwałtów, grabieży i niepokojów. Wchodzi konieczność zatrudniania ochroniarzy dla dzieci, które idą do szkół. Wchodzi rozwadnianie narodu i czynienie z ludzi poddanych tej tyranii.”

Prezes Konfederacji Korony Polskiej podkreśla, że media i politycy establishmentu próbują bagatelizować pakt, przedstawiając go jako „techniczne rozwiązanie”. W rzeczywistości – jego zdaniem – oznacza on masowy napływ ludzi z zupełnie innych kultur, wzrost przestępczości oraz konieczność ochrony własnych dzieci w polskich szkołach.

„Nie gryziemy się już w język – mówi Braun – bo skutki tego paktu są w praktyce nieodwracalne i niebezpieczne. Konfederacja Korony Polskiej mówi jasno: Polexit powinien być na stole natychmiast. To jedyne wyjście z tej jaskini szulerów, w której od lat jesteśmy oszukiwani na kolejnych etapach w coraz to nowych sprawach.”

Konfederacja Korony Polskiej od początku konsekwentnie powtarzała, że nie ma mowy o żadnych „poprawkach” ani „wyjątkach”. Pakt migracyjny to narzędzie, które ma trwale zmienić skład demograficzny Polski. Społeczeństwo ma być celowo utrzymywane w stanie niepokoju i dezorientacji – wtedy łatwiej nim rządzić.

Rozwadnianie narodu i tyrania z Brukseli

Najmocniejszy fragment wypowiedzi Brauna dotyczy ukrytego celu całego przedsięwzięcia: „Drodzy Państwo, od momentu kiedy media zajęły się tematem, o którym my mówiliśmy od dawna – że Zełenski jest pro-banderowski – nagle od lewa do prawa wszyscy wypowiadają się na temat Ukrainy. A tymczasem tylnymi drzwiami wprowadzany jest nam bandycki pakt migracyjny, którego jedynym celem jest zdestabilizowanie państwa, które i tak zostało już rozprzedane przez obecnych rządzących.”

Braun wskazuje, jak działa ten mechanizm: wielkie tematy zastępcze (jak wojna na Ukrainie) zajmują uwagę opinii publicznej, podczas gdy w tle wprowadza się rozwiązania uderzające w samą istotę państwa narodowego. Pakt migracyjny nie powstał po to, by pomagać komukolwiek. Powstał po to, by osłabić kraje, które jeszcze bronią swojej tożsamości.

Rozwadnianie narodu nie jest przypadkiem – to celowa polityka. Decyzje o tym, kto mieszka w Polsce i jakie ma prawa, mają zapadać w Brukseli, a nie w Warszawie.

Polexit – jedyna droga ratunku

Polska była – zdaniem Brauna – oszukiwana etapami: najpierw w sprawach gospodarczych, potem prawnych, a teraz demograficznych. Pakt migracyjny jest kolejnym, bardzo zaawansowanym etapem tego procesu. Jeśli nie zareagujemy radykalnie, skutki będą nieodwracalne.

Braun ostrzega przed naiwnością tych, którzy wciąż wierzą, że „jakoś to będzie”. Nie będzie. Albo odzyskamy kontrolę nad własnym krajem, albo staniemy się biernymi świadkami jego demograficznej i kulturowej transformacji – co w praktyce oznacza koniec naszego narodu jako wspólnoty historycznej i kulturowej, i zakończenie pięknego dzieła pokoleń zwanego Polską.

Wybór należy do nas.

Największy proces polityczny III RP. Stachanowskie tempo! Pato-prokurator.

Największy proces polityczny III RP. Stachanowskie tempo!

10.06.2026 Marek Skalski nczas/najwiekszy-proces-polityczny-iii-rp-stachanowskie-tempo

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

W maju mieliśmy dwa kolejne terminy rozpraw w procesie przeciw polskiemu posłowi do euro-kołchozu, czyli prezesowi Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Od lutego bieżącego roku mieliśmy już tych terminów blisko dziesięć. Każda rozprawa – całodniowa, tempo iście stachanowskie!

Do największego zgrzytu doszło w trakcie posiedzenia, które w warszawskim sądzie rejonowym odbyło się w dniu 22 maja. Grzegorz Braun już na samym początku rozprawy po raz kolejny podniósł temperaturę i skalę emocji niemal do wrzenia. Po tym, jak sędzia Marcin Brzostko poinformował strony, że wniosek formalny o wyłączenie prokuratora Macieja Młynarczyka z postępowania został odrzucony, oskarżony Grzegorz Braun nie skąpił mu ostrych słów. „Dał on popis swojej bezczelnej, butnej skłonności do manipulacji i kłamstwa. Zaprezentował się Wysokiemu Sądowi jako skrajnie stronniczy, agresywny, napastniczy rzecznik nie interesu publicznego, nie sprawiedliwości, której wyroki mają być ferowane w majestacie Rzeczpospolitej”. Na koniec poseł Braun podkreślił bez cienia wahania: „Ten banderowski pato-prokurator reprezentuje reżim”.

Słowa o „pato-prokuratorze” bardzo zdenerwowały przewodniczącego składu sędziowskiego. Sędzia Brzostko ostrzegł oskarżonego Grzegorza Brauna, że jeśli po raz kolejny użyje sformułowania „pato-prokurator”, to nakaże opuszczenie przez niego sali rozpraw. Za chwilę tak się stało i poseł Braun został wyproszony z sali na 40 minut. Doszło przy okazji do sporego zamieszania, bo gdy poseł Braun zgodnie z ustaleniami wrócił na salę posiedzeń punktualnie o godzinie 10.00, to sędzia orzekł, że zakaz obowiązuje… do godziny 10.20. „Proszę zaprotokołować, że ja stawiłem się punktualnie” – protestował Grzegorz Braun.

W tak zwanym „międzyczasie” głos zabrał sam zainteresowany, który najwyraźniej poczuł się urażony słowami Grzegorza Brauna. „Oskarżony ma usta pełne mafii, służb i lóż, ale ja na tej sali reprezentuję interes Rzeczpospolitej Polskiej” – te słowa wyjątkowo rozbawiły zgromadzoną na sali sądowej publiczność. Spowodowało to nawet interwencję sędziego przewodniczącego, który mówił, że „prosi publiczność o nieokazywanie żywiołowych reakcji w sposób głośny, można się śmiać po cichu”.

Operacja „Choinka LGBT”

W czasie kiedy Grzegorz Braun został de facto wyrzucony z sali posiedzeń, sąd zajął się przesłuchaniem kolejnych świadków. Jak już pisaliśmy, prokuratura i obrona powołali łącznie około 90 świadków, tak że pracy przed sądem i pełnomocnikami jest naprawdę sporo.

Tym razem posiedzenie zdominowała operacja „choinka LGBT”. Sąd wezwał bowiem świadków związanych z tym incydentem. Przypomnijmy, w styczniu 2023 roku Grzegorz Braun powołany na świadka w procesie, który toczył się przed Sądem Okręgowym w Krakowie został poinformowany, że w holu tego sądu znajduje się choinka ustawiona i „ozdobiona” przez sędziów członków Stowarzyszenia „Iustitia” i „Temis”, którzy na drzewku umieścili bombki „przystrojone” takimi napisami, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „PL-UA”. Prezes Konfederacji Korony Polskiej w akcie spontanicznej interwencji poselskiej usunął choinkę i wyrzucił ją do kubła na śmieci na sądowym dziedzińcu. Incydent ten rozwścieczył sędziów-aktywistów, jedna z nich przybyła na miejsce i wezwała policję.

Po kilku latach prokuratura warszawska włączyła ten watek do swojego aktu oskarżenia. Co ciekawe, rzeczoznawca powołany przez prokuraturę wycenił początkowo wartość szkody (potłuczonych bombek i uszkodzonej plastikowej choinki) na około 400 zł. Prokurator Wantuch uznał jednak, że tak być nie może. Bo to by oznaczało, że można jedynie mówić o wykroczeniu, a nie przestępstwie, czyli to postępowanie byłoby bezprzedmiotowe, więc zamówił kolejną ekspertyzę. Rzeczoznawca właściwie odczytał intencję prokuratury i wycenił już szkodę na wartość około 1400 zł (sama praca eksperta natomiast została wyceniona na kwotę 2500 zł – [sic!]). W ekspertyzie podniesiono „wysoką wartość artystyczną ręcznie malowanych bombek”.

Magiel i pensjonarka

No i właśnie kwestia rzeczywistej wartości tej „szkody” zdominowała posiedzenie w dniu 22 maja br. Najpierw sędzia przesłuchał świadka, który wskazał oskarżonemu Grzegorzowi Braunowi sam obiekt, czyli choinkę. Był to krakowski przedsiębiorca, który podobnie jak poseł Braun był świadkiem w innym procesie. Jak sam przyznał, „był w szoku”, kiedy dostrzegł, jak polski poseł do „euro-kołchozu” potraktował to oczko w głowie sędziów ze stowarzyszenia „Iustitia”.

Potem przyszedł czas na przesłuchanie sędzi Marzeny Stoces, byłej przewodniczącej krakowskiego oddziału „Iustitii”. Wypowiedź sędzi była bardzo chaotyczna. Trajkotała ona jak automat, mówiąc tak szybko, że sędzia prowadzący kilkakrotnie musiał jej przerywać, bo protokolanci nie byli w stanie notować zeznań świadka. Najważniejszy przekaz, jaki płynął z tego swoistego strumienia świadomości, był taki, że choinka, która stała w holu krakowskiego sadu okręgowego, była swoistym fetyszem, „ukochanym dzieckiem” całego środowiska. „Zbieraliśmy się wokół niego, składaliśmy sobie życzenia, żeby w Polsce wróciła praworządność i szacunek dla Konstytucji” – mówiła wyraźnie wzruszona sędzia Stoces. Świadek przyznała, że członkowie „rozkminiali, jak sfinansować zakup ozdób choinkowych i założyli grupę na popularnym komunikatorze i zrobili zrzutkę dla pani mecenas Pauliny Bac, która pomalowała bombki”. Co ciekawe, świadek przyznała, że członkiem tej grupy był również obecny minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek i jego zastępca”.

Kolejnym i ostatnim już świadkiem w tym dniu była adwokat Paulina Bac, która właśnie na prośbę sędziów z „Iustitii” i „Temis” malowała bombki. Tutaj przeszliśmy do clou, czyli faktycznego ustalenia kosztów, jakie poniosła pani mecenas, malując bombki. Już na wstępie pani mecenas na pytanie jednego z obrońców Grzegorza Brauna wyraźnie się rozmarzyła, mówiąc, że „zawsze marzyła, żeby zostać malarką, no ale została adwokatem”. Na samym początku zeznań wyceniła ona swój wkład finansowy w produkcję jednej bombki na 30 zł. Mimo wzmożonych wysiłków obrony nie mogła jednak przedstawić na to jakichś przekonywających dowodów.

Nie pamiętała bowiem, jak sama mówiła, w jakiej cenie kupowała tak zwane „gołe bombki”, które następnie malowała. Tłumaczyła bowiem, że nie każde bombki się nadawały, bo nie na każdych „dobrze siadła farba”. W jej wcześniejszych zeznaniach złożonych w procesie przygotowawczym przyznała jednak, że bombki kupowała w sklepach jednej z dużych sieci marketów budowlanych, w tak zwanej „promocji”. Dodatkowo okazało się, że niezwykle ciężko jej ustalić, czy zniszczeniu uległy bombki „świeżo wykonane”, czy może te z lat wcześniejszych. Jaka więc była wartość amortyzacji pomocy artystycznych (farb, pędzli czy rozpuszczalników do farb)?

Te żenujące lekko i w sumie ośmieszające powagę sądu Rzeczpospolitej spory i dywagacje ostatecznie podsumował sam Grzegorz Braun. „Wnioskuję, aby sąd zlecił biegłemu ustalenie tempa i stopnia amortyzacji choinek plastikowych, bombek z roku 2018, 2019, 2020, 2021, 2022 i 2023, dla porównania. Proszę wyliczyć, jaki był stopień tej amortyzacji i proszę przyjąć najbardziej korzystny dla oskarżonego wariant, że w obliczu niezdolności autorki tych bombek do ustalenia, jakie to właściwie bombki wisiały w dniu krytycznym na choince, która naruszała powagę sądu okręgowego w Krakowie, na co zareagowałem w trybie interwencji poselskiej. Ponieważ nie jest w stanie pani mecenas Bac powiedzieć, czy to były bombki z 2022 roku, czy może jednak z 2018 i czy były bardziej za 15,50 zł, a może jednak bardziej za 11,30 i na dodatek czas upływał, więc proszę, by biegły ustalił, w jakim tempie i na jakie kwoty ulegają amortyzacji bombki i choinki i proszę, żeby to po ustaleniu w najbardziej dla mnie korzystnym procesowo wariancie zostało przyjęte”.

Kolejny termin

28 maja br. odbyło się kolejne posiedzenie sądu. I tym razem nie zabrakło kontrowersji i ostrych sporów na linii prokuratura–oskarżony–obrona. Prokurator Maciej Młynarczyk po raz kolejny poprosił sąd o zrezygnowanie z listy świadków aż 11 osób pierwotnie wskazanych w akcie oskarżenia. „Zeznania tych osób niewiele wniosą, gdyż nie byli wystarczająco blisko sytuacji, w których dochodziło do sytuacji znamionujących popełnienie przestępstwa albo ich zeznania pokrywają się z wcześniejszymi zeznaniami już przesłuchanych przez sąd świadków” – mówił na sali rozpraw prokurator Maciej Młynarczyk.

Takie postawienie sprawy nie znalazło zrozumienia u obrońców Grzegorza Brauna. Dał temu wyraz w sposób dobitny mecenas Mariusz Ratajczak. „Wyłączenie przesłuchania przed sądem jest możliwe jedynie w sytuacji, gdy świadek na stałe przebywa zagranicą. Mamy wtedy do czynienia z przełamaniem zasady bezpośredniości i wtedy mamy uzasadnienie. Przeciw takim fundamentalnym zmianom stanowiska prokuratury my stanowczo protestujemy”.

Nawiązując do sprawy choinki z krakowskiego sądu mecenas Ratajczak zauważył: „Zdroworozsądkowo i tak obiektywnie ujmując sprawę, można było przyjąć wartość tej choinki, która miała wiele lat już, że to było mniej niż te 800 zł. Ale zwraca uwagę ekspresowe działanie prokuratury w tej sprawie. 27 stycznia dochodzi do zdarzenia i już tego samego dnia prokuratura wszczyna postępowanie przygotowawcze”.

W tym dniu sąd przesłuchał aż czterech świadków. Tylko i wyłącznie pracowników policji, bądź firmy ochroniarskiej wynajętej przez prezesa sądu w Krakowie. Jeden z nich wyraźnie miotał się i plątał w zeznaniach, co zauważył sam oskarżony, który wnioskował o przyjęcie przysięgi od świadka.

Był to funkcjonariusz, który podczas incydentu „choinkowego” naruszył nietykalność cielesną posła Brauna i w związku z tym miał nawet postępowanie przed prokuraturą, bronił go były poseł Paweł Śliz. „Charakterystyczne, że świadek odpowiada pytaniami na pytania. Ponieważ jest to proces nie tylko choinkowy, ale także i chanukowy, więc zwrócę uwagę na to, że to jest właśnie retoryka talmudu” – mówił poseł Grzegorz Braun komentując zeznania świadka: „Dyskurs, pytanie na pytanie”

Grzegorz Braun m.in. o procesie, Izraelu, lex szarlatan, POPiS i aferach

Grzegorz Braun m.in. o procesie, Izraelu, lex szarlatan, POPiS i aferach

Autor: AlterCabrio , 22 maja 2026

−∗−

Grzegorz Braun OSTRO u Marcina Roli o procesie, zbrodniach Izraela, LEX SZARLATAN, POPiS i mega aferze pedofilskiej

Grzegorz Braun odważnie i szczerze o tajnych taśmach, hakach na polskie elity i zdradzie Kościoła

Grzegorz Braun brutalnie o tajnych taśmach, hakach na polskie elity i zdradzie kościoła

Autor: AlterCabrio, 7 kwietnia 2026

Rozmowa o tematach tabu w polskiej polityce, o tym, dlaczego reżim wydał na niego wyrok i dlaczego “wrobili nas w cudzą wojnę”. O wynaturzeniach polskiego społeczeństwa, o zdradzie episkopatu polskiego Kościoła i rewizji historii Holokaustu. Poruszamy również sprawę Gizy Jagielskiej i wydarzenia w Oleśnicy, konflikt w Gazie, działania Trumpa a także miejsce religii, rodziny i państwa w życiu społecznym.

Grzegorz Braun brutalnie o tajnych taśmach, hakach na polskie elity i zdradzie kościoła

00:00:00 Wstęp
00:02:29 Konflikty Prawne i Polityczne
00:08:38 Retoryka a “Mowa Nienawiści”: COVID i Gaza
00:15:17 Język a Konflikt Izraelsko-Palestyński
00:19:08 Globalne Mechanizmy: Pandemia, Afera Epsteina i Ukraina
00:26:09 Wpływ Afery Podkarpackiej na Politykę Wobec Ukrainy
00:30:47 Stanowisko ws. Paktu Migracyjnego i Polexit
00:35:38 Argumenty za Polexitem: Migracja i Ideologia
00:40:37 Neutralność Polski wobec Konfliktu Iran-Izrael/USA
00:46:51 Geopolityka: Wielki Izrael i “Chrześcijański Syjonizm”
00:53:32 Krytyka Polityki Wobec Izraela i Kościoła w Polsce
00:58:50 Judaizm Talmudyczny a Hanuka
01:06:43 Rewizja Historii Holokaustu
01:13:17 Sprawa Lekarki Gizeli Jagielskiej i Obrona Życia
01:19:39 Etyka Aborcji i Prawo do Życia
01:25:31 Osobiste Refleksje i Miłość

——————————-

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

1 komentarz

  1. AlterCabrio 7 kwietnia 2026

  2. Kiedy oglądam kolejne interwencje poselskie pana posła Grzegorza Brauna, stają mi przed oczami sceny z filmów z Dzikiego Zachodu: samotny szeryf, zastraszeni, tchórzliwi mieszkańcy miasteczka, banda zorganizowanych złoczyńców terroryzujących i przekupujących ludzi.Dziki Zachód Dzikim Zachodem, ale dlaczego w naszej europejskiej cywilizacji ambasador Izraela, niszczący ekspozycję, otrzymuje wsparcie premiera swojego państwa, a polski poseł, interweniujący przeciw hucpie mającej na celu zdjęcie odium zbrodni z prawdziwych sprawców i przerzucenie go na Polaków, jest szarpany jako oskarżony przed polskim sądem?
  3. Koniecznie trzeba znaleźć odpowiedź na to pytanie.
  4. Odwaga cywilna posła Grzegorza Brauna

Braun o obecności „transpłciowej filozofki” na synodzie u kard. Rysia

Braun zapytany

o obecność „transpłciowej filozofki”

na synodzie u kard. Rysia

Prezes Konfederacji Korony Polskiej, polski poseł do PE Grzegorz Braun
Prezes Konfederacji Korony Polskiej, polski poseł do PE Grzegorz Braun Źródło: PAP / Paweł Supernak

dorzeczy/grzegorz-braun-o-transplciowej-filozofce-u-kard-rysia

Grzegorz Braun odniósł się do sprawy obecności „transpłciowej filozofki” „zmieniającej Kościół od środka” na synodzie u kardynała Rysia w Krakowie.

Na II Synodzie Duszpasterskim Archidiecezji Krakowskiej pojawił się aktywista LGBT identyfikujący się po tranzycji jako kobieta.

„Transpłciowa filozofka w Synodzie Archidiecezji Krakowskiej. Zmieniam Kościół od środka. Nie byłam pewna, czy mogę brać udział w pracach Synodu. Więc zapytałam otwarcie. Wysłałam zdjęcie ze spotkania z kardynałem i dla pewności jeszcze link do artykułu: „Transpłciowa filozofka spotkała się z kardynałem Rysiem. Wręczyła mu list” – czytamy w związku z tym wydarzeniem na profilu Maria Jadwiga Minakowska na Facebooku.

O odniesienie się do tej sprawy Braun został poproszony przez Rafała Mossakowskiego na kanale Centrum Edukacyjne. Przedmiotem rozmowy był między innymi temat kondycji najwyższych hierarchów kościoła katolickiego w Polsce.

Grzegorz Braun: Tam gdzie nie ma tradycji, pojawiają się ruchome piaski

– To są rzeczy, które wzdragam się komentować dlatego, że one same się komentują, a z drugiej strony jest to jakaś manifestacja nieszczęścia ludzkiego i nie ma co nad tym wydziwiać – powiedział polski poseł do Parlamentu Europejskiego. – Szkoda ludzi, których to dotyka i tych, którzy są narażeni na tego typu ekspozycje deficytów. Deficytów, które niektórzy wyciągają na sztandar np. na sztandar tęczowy – dodał.

Wyrażając ubolewanie, polityk zwrócił jednocześnie uwagę, że to, co dzieje się w polskim Kościele może jednak w końcu uruchomić w jakimś stopniu szersze tendencje antyrewolucyjne. – Wszystko to jest jakiś punkt dojścia, więc może nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Po raz kolejny w ostatnich latach okazuje się, że gdzie nie ma tradycji w postaci Mszy św. w rycie tradycyjnym, tam wszyscy lądują na jakichś ruchomych piaskach – ocenił lider Konfederacji Korony Polskiej.

W jego ocenie tam, gdzie pozostał natomiast ryt tradycyjny, zachował się system cywilizacji łacińskiej, czyli bezpieczeństwa doktrynalnego. – Tam, gdzie brak tej ostoi, tam pojawiają się ruchome piaski modernizmu, czyli wszystko jest możliwe. A skoro jest możliwe w sferze obyczajowości, to jest możliwe także w sferze geopolityki i ekonomii – ostrzegł.